Forsyth Opowiadania.

txt FredericK Forsyth "Czysta robota i inne opowiadania" PrzełoŜył: STEFAN WILKOSZ Tytuł oryginału: "NO COMEBACKS AND OTHER STORIES" Autor ilustracji K. WARD Opracowanie graficzne Studio Graficzne "Fototype" Redaktor MARIA GRZYMSKA LUCYNA LEWANDOWSKA LEDIA KOWAL Copyright (c) 1972, 1973, 1979, 1982 by Frederick Forsyth For the Polish edition Copyright (c) 1993 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o. Published in cooperation with Wydawnictwo Mizar Sp. z o.o. ISBN 83-7082-244-4 Wydawnictwo Amber Sp. z o.o. Warszawa 1993. Wydanie I Skład: "Kolonel" w Łomiankach Druk: Łódzka Drukarnia Dziełowa CZYSTA ROBOTA Mark Sanderson lubił kobiety. Lubił takŜe krwiste befsztyki z dobrze przyprawioną sałatą. Zarówno pierwsze, jak i drugie konsumował z jednakowym apetytem. Kiedy brała go ochota, telefonował do odpowiedniego dostawcy i zamawiał towar, który przysyłano mu do wytwornego domku, zbudowanego na dachu duŜej kamienicy. Mógł sobie pozwolić na wszystko, był bowiem multimilionerem i to w funtach szterlingach, a więc w walucie, której wartość, nawet w dzisiejszych niepewnych czasach, równa się niemal dwóm dolarom. Jak większość bogatych i moŜnych ludzi wiódł Ŝycie na trzech róŜnych płaszczyznach. Pierwszą stanowiło jego Ŝycie zawodowe i publiczne, był przecieŜ jednym z potentatów londyńskiego City i to powszechnie znanym i podziwianym. Drugą określano jako domenę prywatną, która nie zawsze pokrywała się z plotkami, jakie na jego temat krąŜyły. Trzecią wreszcie było ściśle prywatne Ŝycie, do którego nikt nie miał dostępu. Pisano o nim regularnie na łamach wszystkich dzienników, interesowały się nim kolumny finansowe i kolumny plotkarskie najrozmaitszych pism, nie mówiąc juŜ o programach telewizyjnych. Mark Sanderson rozpoczął swoją karierę w późnych latach pięćdziesiątych w agencji handlu nieruchomościami w centrum Londynu. Miał niewielkie wykształcenie, które uzupełniał niezwykły instynkt i prawdziwy nos do transakcji inwestycyjnych. W ciągu dwóch lat nauczył się nie tylko wszystkich zasad kupieckiej gry, ale - co waŜniejsze sposobów legalnego ich obchodzenia. W wieku dwudziestu trzech lat załatwił w ciągu jednej doby swoją pierwszą samodzielną transakcję. Było nią kupno posiadłości w dzielnicy St. John's Wood. Zarobił na tym dziesięć tysięcy funtów, po czym załoŜył firmę pod nazwą Hamilton Holdings, która przez następne czternaście lat miała być jego główną 5 bazą wypadową. Nazwał ją tak na pamiątkę owej pierwszej transakcji, albowiem nabyta przezeń wówczas kamienica znajdowała się na Hamilton Terrace. Miał to być ostatni sentymentalny odruch w jego Ŝyciu zawodowym. Z początkiem lat sześćdziesiątych, gdy zarobił pierwszy milion, przerzucił się z handlu nieruchomościami na budownictwo budynków biurowych. W połowie dekady był wart bez mała dziesięć milionów i rozszerzył granice swojej działalności. Jego mistrzowskie operacje z dziedziny finansów, bankowości, przemysłu chemicznego, inwestycje w miejscowościach letniskowych nad Morzem Śródziemnym były Strona 1

Forsyth Opowiadania.txt równie intratne, jak owa pierwsza transakcja w St. John's Wood. Opisywała je prasa, ludzie je podziwiali, a akcje dziesięciu przedsiębiorstw zgrupowanych w Hamilton Holdings stale zwyŜkowały na giełdzie. Na innych stronicach gazet moŜna było znaleźć plotki z prywatnego Ŝycia Marka Sandersona. Pisano o jego wspaniałym apartamencie przy Regent's Park, luksusowej posiadłości w stylu elŜbietańskim w hrabstwie Worcestershire, zamku w dolinie Loary, willi w Cap d'Antibes, o jego jachcie, rolls-roysie, lamborghinim, a takŜe o nie kończącym się korowodzie młodych, kształtnych gwiazdek filmowych, w których to towarzystwie nieustannie się fotografował. Plotkarskie kąciki gazet pełne były fascynujących opisów wdzięków dziewczyn wylegujących się w jego czterometrowym, okrągłym łoŜu. Jeszcze przed dziesięciu laty zostałby zapewne zrujnowany, gdyby jego nazwisko łączono ze sprawą rozwodową pewnej majętnej gwiazdy filmowej lub procesem o ojcostwo wytoczonym mu przez pretendentkę do tytułu miss świata. Ale na przełomie lat siedemdziesiątych skandale te stanowiły raczej świadectwo - tak obecnie poŜądane - jego krzepy. ToteŜ w kołach towarzyskich londyńskiego West Endu budziły sensację i podziw. Mark Sanderson był więc osobistością powszechnie znaną. Jego tajemne Ŝycie było czymś zgoła innym. MoŜna by je określić po prostu jednym słowem: nuda. Cała ta intensywna aktywność nudziła go śmiertelnie. Ukute niegdyś przez niego powiedzonko "czegokolwiek Mark zapragnie - Mark dostanie" przemieniło się w kiepski Ŝart. W wieku trzydziestu siedmiu lat wyglądał nieźle, pozował na Marlona Brando, był w świetnej formie fizycznej i bardzo samotny. Zdawał sobie sprawę, Ŝe potrzebuje nie setek dziewczyn, ale jednej jedynej, która dałaby mu dzieci i potrafiła stworzyć domowe ognisko. Rozumiał, Ŝe ma małe szansę znalezienia takiej kobiety, poniewaŜ wiedział dość dokładnie, jaka powinna być, i Ŝadnej takiej 6 nigdy w Ŝyciu nie spotkał. Jak większość bogatych playboyów, mógł ulec urokom jedynie takiej kobiety, której nie imponowałyby ani jego pieniądze, ani pozycja społeczna, ani reputacja. W odróŜnieniu od większości bogatych playboyów, Mark Sanderson zachował wystarczającą trzeźwość umysłu, by móc patrzeć na samego siebie obiektywnie. Ale tylko po kryjomu. Publiczne przyznanie się do czegoś takiego równałoby się ośmieszeniu. Był juŜ całkiem pewny, Ŝe nigdy owej wymarzonej istoty nie spotka, kiedy tak się właśnie stało. Było to wiosną, na jakimś balu dobroczynnym, takim na którym wszyscy goście nudzą się śmiertelnie, a dochód ze sprzedaŜy biletów starcza akurat na bańkę mleka dla dzieci w Bangladeszu. Kobieta stała po drugiej stronie salonu, słuchając monologu jakiegoś niskiego grubasa kurzącego długie cygaro. Słuchała go z dyskretnym półuśmiechem, z którego nie moŜna było wnioskować, czy bawi ją anegdotka grubasa, czy teŜ jego błazeńskie wysiłki zajrzenia w głąb jej dekoltu. Sanderson przedarł się przez tłum i korzystając z pobieŜnej znajomości grubego producenta filmowego, pozwolił się przedstawić dziewczynie, która nazywała się Angela Summers. Dłoń o wypielęgnowanych paznokciach, którą mu podała, była wąska i chłodna. Na serdecznym palcu lewej ręki, w której trzymała szklankę ginu z tonikiem, a raczej z samym tonikiem, widniała złota obrączka. Sandersona bynajmniej to nie zraŜało. Kobiety zamęŜne uwaŜał za równie łatwe do zdobycia jak panny. Pozbył się filmowca i zaprowadził ją w kąt pokoju, Ŝeby móc spokojnie porozmawiać. Bliskość kobiety podnieciła go, co było rzeczą normalną, ale wraŜenie, jakie na nim zrobiła, raczej było niezwykłe. Pani Summers, wysoka i smukła, była piękna i promieniowała spokojem. Mimo obowiązującej w latach siedemdziesiątych szczupłości sylwetki miała wydatne piersi, wąską talię i solidne biodra. Błyszczące kasztanowate włosy ściągała klamra, a ich połysk zdawał się świadczyć o zdrowiu właścicielki. Miała na sobie prostą białą suknię, która podkreślała jej złocistą opaleniznę. Nie nosiła Ŝadnej biŜuterii. Oczy lekko podkreśliła ołówkiem, poza tym twarz bez makijaŜu, co wyróŜniało ją wśród obecnych w salonie wytwornych pań. Sanderson Strona 2

Forsyth Opowiadania.txt określił jej wiek na trzydzieści lat. Jak się później dowiedział, miała trzydzieści dwa. Sanderson obrał sobie jej opaleniznę za temat rozmowy. Czy nabyła jej w czasie wiosennych wakacji w górach, czy moŜe na statku, w drodze na Wyspy Karaibskie? Zakładał, Ŝe Summersowie są wystarczająco zamoŜni, Ŝeby prowadzić taki sam tryb Ŝycia, jaki 7 prowadziła większość obecnych na balu gości. Okazało się, Ŝe obydwa jego przypuszczenia są błędne. Mieszkała z męŜem w domku na wybrzeŜu Hiszpanii. Państwo Summers Ŝyli z niewielkich honorariów z ksiąŜek o ptakach, które pisał jej mąŜ, oraz z pieniędzy zarabianych przez nią. Udzielała lekcji angielskiego. Przyglądając się jej ciemnym oczom i włosom oraz złocistej cerze, doszedł do wniosku, Ŝe jest Hiszpanką, ale powiedziała mu, Ŝe jest Angielką. Przyjechała w odwiedziny do rodziców mieszkających w środkowej Anglii, a szkolna koleŜanka zaprosiła ją na tydzień do Londynu. Za kilka dni miała powrócić do Hiszpanii. Rozmawiało się z nią łatwo. Nie schlebiała Sandersonowi, co mu odpowiadało, nie wybuchała przesadnym śmiechem, kiedy mówił coś zabawnego. - Co pani myśli o londyńskiej socjecie? - zapytał, kiedy stali oparci o ścianę, przyglądając się tańczącym parom. - Przypuszczalnie nie to, co powinnam - odrzekła powaŜnie. - Papugi w szklanej klatce - mruknął złośliwie. Uniosła brwi. - A mnie się zdawało, Ŝe Mark Sanderson jest jednym z filarów tej socjety - powiedziała bez Ŝółci, ale stanowczo. - CzyŜby wieści o mnie docierały aŜ do Hiszpanii? - Nawet na Costa Blanca czytamy Daily Express - odpowiedziała spokojnie. - A w nim dokładne opisy Ŝycia i przygód Marka Sandersona. - Oczywiście - odparła bez wahania. - Czy robią na pani wraŜenie? - A powinny? - Nie. - A więc nie robią. - Jej odpowiedź napełniła go dziwnym zadowoleniem. - To dobrze. Ale czy mogę zapytać, dlaczego? Zastanawiała się przez chwilę. - To chyba wszystko fałsz - stwierdziła. - Czy ja teŜ? Patrzył, jak pod prostą, białą bawełnianą sukienką łagodnie wznoszą się i opadają jej piersi. Wreszcie spojrzała mu w oczy. - Nie wiem - odparła z powagą - ale przypuszczam, Ŝe gdyby dać panu szansę, mógłby pan zostać raczej porządnym człowiekiem. Jej słowa wytrąciły go z równowagi. - Myli się pani - mruknął, ale ona uśmiechnęła się pobłaŜliwie, jak do małego, krnąbrnego chłopca. Po kilku minutach zjawili się jej przyjaciele, przywitali się z San8 dersonem i zabrali ją. W drodze do hallu Mark zaproponował jej szeptem wspólną kolację następnego wieczoru. Od lat nikogo juŜ tak nie zapraszał. Angela Summers nie wysiliła się na Ŝaden dowcip o tym, jak to niebezpiecznie jest pokazywać się w jego towarzystwie ani o tym, Ŝe ma nadzieję, iŜ nie będzie w pobliŜu fotografów. Zastanawiała się przez chwilę i odpowiedziała: - Dobrze, bardzo chętnie. Mark myślał o niej przez całą noc. Całkowicie zaniedbał wychudzoną i mizdrzącą się modelkę, którą poderwał nad ranem w jakimś nocnym lokalu. Wpatrywał się w sufit i widział oczami wyobraźni połyskujące kasztanowe włosy, wyobraŜał sobie, Ŝe leŜą na jego poduszce. Pod palcami czuł miękką złocistą skórę Angeli. Był pewien, Ŝe ich właścicielka śpi spokojnie i cicho, bo wszystko przecieŜ robiła w taki właśnie sposób. Wyciągnął rękę, Ŝeby popieścić pierś modelki, ale trafił na wysuszony woreczek przypominający ucho zagłodzonego szczeniaka. Dziewczyna wydała z siebie cichy jęk, który miał być niby to jękiem rozkoszy. Więc Strona 3

odrzuciła propozycję pojechania do niego na ostatniego drinka. Zeszła i usiadła przy nim. Przez długi czas całowali się w ciemnym rolls-roysie. zakończonymi koronką. Nie lubię ekstrawagancji. Tydzień to krótki okres na rozwinięcie się romansu. Ŝe jest zakochany po uszy. kazał napełnić basen wodą i podgrzać ją. Zapytał ją o ulubione perfumy. Posłał więc kogoś na Bond Street po największą. Pod koniec wieczoru zrozumiał.zauwaŜyła ze zgorszeniem. by otoczono basen z trzech stron ruchomymi szklanymi parawanami. co zaczyna do niej odczuwać. mocno ściągniętą w talii szerokim paskiem spódnicę.odrzekła. o pogardzie. zarysowały się przed jego oczami jasno i wyraźnie. ale bywa wystarczająco długi. Ubrana była w białą bluzkę z bufiastymi rękawami. Ŝe podnieciło go. jakie na ogół zachowywał dla siebie .powiedziała. gdzie sprzedawane są bez cła. zaparzył sobie kawę i usiadł w ciemnej bawialni. mimo Ŝe wiał chłodny majowy wiatr.i jestem wdzięczna. ale stanowczo.txt poszedł do kuchni.Kocham cię. butelkę tych perfum. czarną. niczym sztubak. zaparkowanym na małej poprzecznej uliczce niedaleko jej domu. nie jest przelotnym uczuciem. ustosunkowała się równie serio do sprawy i potrząsnęła głową.Wierzę .odparła . a juŜ z pewnością nie zwykłym poŜądaniem. jaka była w sprzedaŜy. Ŝe to. . Wyłoniła się z kabiny w jednoczęściowym białym kostiumie kąpielowym z materiału frotte i była tak piękna. pomyślał. ale proszę mi nigdy więcej nie kupować takich rzeczy. Była w niej wewnętrzna pogoda. . CóŜ to za wspaniała kobieta. kiedy to drzewa parku. Kiedy wybiła północ i zaczęto zamykać restaurację. chociaŜ nie zawsze była poinformowana. jej obecność przynosiła spokój i ukojenie.Ale to musiało kosztować fortunę . i długą. Popijając z wolna. ale kiedy spróbował wsunąć rękę za jej dekolt.co rzadko czynił w towarzystwie kobiety . Mark. . Zrobiłbym dla ciebie wszystko. ale to.Forsyth Opowiadania. Ŝe nie zorientowałam się wcześniej i nie przestałam się Strona 4 . dowiedział się. jaki miał w pamięci. było proste i inteligentne. Zaproponował. A ona to wszystko rozumiała. co tak bardzo odbiegało od jej wczorajszego wyglądu i od obrazu.Chciałem ci ofiarować coś bardzo specjalnego. wiktoriańskiej elegancji.Zapewniam cię.Nie potrafiłabym tego zrobić . pogrąŜeni w rozmowie. Ŝe stać mnie na to. Strój ten przydawał jej sylwetce staroświeckiej. Z taką odmową nie spotkał się od lat. przesiedział tam do świtu. Zawstydził się. do swojej posiadłości. oświetlone promieniami słońca wschodzącego hen nad wrzosowiskami Wansteadu. a u kobiet zdolność rozumienia jest waŜniejsza niŜ znajomość rzeczy. I to nie jest przemijające uczucie. Odzywała się rzadko.To straszna ekstrawagancja .w więc o operacjach finansowych. Wbiła wzrok w zalegającą za szybą samochodu ciemność. Włosy miała spiętrzone nad czołem. ale nawet dwa lub trzy. Podziwiał ją ogromnie. Ŝe nazywają się Miss Dior i Ŝe kupuje je sobie od czasu do czasu w samolocie. ale stanowczo. Nie powinniśmy byli posunąć się tak daleko. wciąŜ siedzieli. odsunęła ją łagodnie. . by zmienić nie tylko jedno Ŝycie. i to pod kaŜdym względem. Ostatni wieczór przed jej powrotem do Hiszpanii spędzili oczywiście razem. . jaką Ŝywił dla luźnych obyczajów ludzi ze swojej sfery. 9 Coraz łatwiej i swobodniej rozmawiało mu się z nią o sprawach. Zarządził więc.słuchała go uwaŜnie. Ŝeby rozeszła się z męŜem i wyszła za niego. Kocham cię bezgranicznie i na zawsze. ale zaprotestowała przeciwko jego rozmiarom. . a kiedy zaczął jej opowiadać o swoich transakcjach handlowych . . Po kilku dniach czuł. wielkie opanowanie.Wierzę ci. PoniewaŜ powiedział to bardzo powaŜnie. Przyjęła prezent bez minoderii. . Nazajutrz wieczorem podjechał po nią. Ŝe aŜ mu dech zaparło. co mówiła. 10 To moja wina. Zatelefonował do Worcestershire. W sobotę pojechali tam na weekend. bezlitośnie wykorzystując je dla własnych celów. Uprzejmie.

Zadzwonił następnie do jednej z owych agencji. ale potrafisz sobie doskonale dać radę beze mnie. . . Logicznie i precyzyjnie kroczył od poŜądania do determinacji. poŜądane. .Ja cię nie tylko pragnę. . zareagowałabym pewnie inaczej na twoją propozycję. wyjęte prosto z modlitewnika: "dopóki nas śmierć nie rozłączy".Sądzę. Wynajął sobie na nazwisko Michael Johnson niewielkie mieszkanko w Londynie. . czyli do celu.txt z tobą widywać.. Kazał szoferowi zawieźć ją na lotnisko. co w Ŝyciu posiadałem. ja cię kocham.wszystko czekiem i przez pocztę. luksusu. W przypadku Marka Sandersona wszystkie te uczucia uległy takiemu przekształceniu. śycie nie odmówiło mu dotąd niczego.powiedziała po chwili. . . władzy. Mark. które nie stawiają zbyt wielu pytań i nie interesują się zanadto legalną stroną Strona 5 . . i to bardziej niŜ kogokolwiek czy cokolwiek. . a to mi się podoba.Jeszcze nie wiem.jak zresztą wszyscy ludzie dysponujący nadmiarem władzy . Przykro mi.uśmiechnęła się.Ty nic nie rozumiesz . i . od determinacji do koncepcji.potrząsnęła głową.PoniewaŜ on mnie potrzebuje . Sanderson gwałtownym ruchem zgasił cygaro w popielniczce. gdyŜ planował przyjazd późnym wieczorem. od bez mała dziesięciu lat miał wszystko.Więc pozostaniesz z nim.To niemoŜliwe. .Forsyth Opowiadania.MoŜe będziesz mogła mnie pokochać? W przyszłości. W innym miejscu. . A ja jestem Archie'emu potrzebna bardziej niŜ powietrze. gdyby była kobietą pragnącą pieniędzy. uwielbiają być uwielbiane. ale taka juŜ jestem. a on coraz bardziej i bardziej pragnął Angeli. Znalazł się więc w błędnym kole. Zrobił to za pośrednictwem agenta i przez telefon. Poprosił. no i gdybym nie była juŜ Ŝoną Archie'ego. Na pewno tak.On jest w gruncie rzeczy szalenie słabym człowiekiem i kiepsko sobie radzi.. postanowił więc znaleźć jakieś wyjście. Uwielbiam cię.Więc czemu nie chcesz się z nim rozejść? . Jestem Ŝoną Archie'ego i nie mogę go porzucić. Jesteś zupełnie inny niŜ fama o tobie. wysokiej pozycji towarzyskiej. w innym czasie.Kobiety lubią być kochane. to pewne. nawet na pewno.Czy on ma coś. tylko spojrzała mu prosto w oczy i skinęła głową.. a było w końcu tylko jedno. ale wtedy nie byłaby przecieŜ sobą i nie pragnąłby jej z taką namiętnością. skądŜe .stał się psychicznym kaleką. ale kaŜde z tych uczuć potrafi przemienić się w obsesję.Tak. Nazajutrz wyjechała. Ale jestem juŜ męŜatką i nie ma na to Ŝadnej rady. od planowania do wykonania planu. 11 Są wprawdzie róŜnice pomiędzy miłością i potrzebą czyjejś obecności. Pod grubą warstwą cynizmu tkwi w tobie ciepły i wraŜliwy człowiek. zdanie. . KrąŜenie po nim doprowadziłoby go z pewnością do szaleństwa. Nie ma na to sił.Ja cię teŜ potrzebuję. poŜądam cię. ale nade wszystko potrzebują tego. dopóki was śmierć nie rozdzieli. A on nie.. . Dopóki nie rozdzieli nas śmierć. czego ja nie potrafiłbym ci ofiarować? . Nie zareagowała na jego ironiczny ton. Nie jestem taka szybka. . skąd odleciała do Walencji.Ale czy ty mnie takŜe kochasz? ChociaŜby odrobinę? . o czym tylko zamarzył. Gdyby Angela była inna. chyba właśnie tak. .Ty mnie pragniesz. Mógłby ją wówczas olśnić bogactwem.Nie.Więc rzuć go i wyjdź za mnie. Ŝeby pozostawiono klucz od mieszkania pod słomianką. Ŝe tak. Zapłacił komorne za miesiąc i złoŜył odpowiedni depozyt . Maj ustąpił miejsca czerwcowi. Ŝeby ich ktoś potrzebował. tęsknotą i poŜądaniem. chyba nie . W pierwszych dniach czerwca Sanderson postanowił zdobyć Angelę Summers za wszelką cenę i od tej chwili przez głowę nieustannie przebiegała mu jedna jedyna myśl. Angelo. nie byłoby w ogóle problemu.odparła z prostotą.Nie. którym oddycha. . I znowu wykazała kobiecą intuicję i odniosła się z powagą do tego pytania.

Zadzwonił do jednego ze swoich przyjaciół. Obciął dość długie włosy Sandersona na jeŜa i ufarbował je na jasny blond.powinien wystarczyć na jakieś dwa tygodnie.brytyjski eks-oficer.jak twierdził . Odtąd Sanderson zawsze wjeŜdŜał samochodem wprost do podziemnego garaŜu. Była tam krótka biografia. ale Ŝe be*dzie w stałym kontakcie telefonicznym. poświęcony w całości Angoli. a która rozeszła się w znikomej liczbie egzemplarzy. kiedy Sanderson przejmował przedsiębiorstwo. by uczyć angielskiego trójkę dzieci contessy. Człowiek ten nigdy nie udzielił nikomu wywiadu i nigdy nie pozwolił się fotografować. w którym donoszono mu. W tydzień później pan Johnson otrzymał list. Ŝeby uniknąć wzroku portiera. o jaką usługę mu chodzi. komentarzy. jak równieŜ odsyłacze do takich haseł. Jemen. Przeczytał Historię najemnictwa Anthony'ego Mocklera. John Peters i Jacques Schramme. Zbiory te składały się z milionów wycinków prasowych i setek tysięcy słowników i dzieł informacyjnych. Zaczął od słowa "najemnik". Zabieg ten trwał nieco ponad godzinę. Notował nazwiska autorów ksiąŜek. Major Archibald Clarence Summers. gdzie wsiadał do windy tak. Wysłał przesyłką poleconą zaliczkę gotówką w wysokości pięciuset funtów szterlingów. NaleŜało do człowieka walczącego w trzech wojnach.txt przeprowadzanych transakcji. Fryzjer był zachwycony rezultatem. Nigeria/Biafra i Angola. który . przed południem pani S. PoniewaŜ pragnął pozostać anonimowy. spoŜywali na niewielkim patio. Ŝe zamierza pewien czas spędzić w domu. przewijających się przez jego lektury. W trzy dni później Sanderson był posiadaczem karty wstępu na nazwisko Michael Johnson. a kaŜdego popołudnia opalała się na plaŜy i pływała w morzu. kiedy to jej małŜonek pracował nad notatkami do dzieła o ptactwie Costa Blanca. Katanga. podał nowy londyński adres i zreferował dokładnie. jak Mikę Hoare. Najemnika 13 w Kongo Mike'a Hoare'a i tom pod tytułem Siła ognia. którą szybko przekartkował. Sumę tę wysłał pocztą i w trzy dni później otrzymał odpowiedni materiał. które go zainteresowało. i poprosił go o adres najlepszego londyńskiego archiwum. Widniał 12 na nich drobny. Strona 6 . zaŜądano od niego pieniędzy z góry. Nawet najostrzejsi z autorów zdawali się pisać o nim w sposób raczej oględny. Właściciel zakładu okazał się nadzwyczaj pomocny. po czym wybierał ksiąŜki z półek. na przedmieściu małego hiszpańskiego miasteczka w prowincji Alicante. który ogłaszał się w jednym z tygodników przeznaczonych dla pederastów. fotografia wycięta z okładki ksiąŜki na temat ptactwa rejonu Morza Śródziemnego. Przed kilkoma laty. Kongo. Wreszcie przeczytał krótki raport na temat trybu Ŝycia jej mieszkańców. jak Kenia. jak gdyby ten człowiek znajdował się obecnie w Londynie. specjalizującego się w historii czasów najnowszych. oraz kilka kiepskich zdjęć wykonanych obiektywem teleskopowym. artykułów w magazynach. której od dawna nie było w sprzedaŜy. Był Anglikiem. W teczce opatrzonej tym hasłem znalazł takie nazwiska. Przeczytał niezliczone ilości informacji gazetowych. wyłoniło się w końcu jedno. dziennikarza. Nazajutrz Sanderson zawiadomił personel biura. Sanderson postanowił działać tak.zdenerwował się Sanderson . Ŝe jego zlecenie zostało wykonane i Ŝe pozostaje do zapłacenia jeszcze dwieście pięćdziesiąt funtów. raczej cherlawy męŜczyzna o cofniętym podbródku i z małym wąsikiem przypominającym szczoteczkę do zębów. dokładnie między trzecią a czwartą. Sanderson obejrzał sobie zdjęcia willi. Z plejady nazwisk rewolwerowców. Poszedł do małego zakładu fryzjerskiego. Rodezja. Musi się oczywiście nadal posługiwać chlubną rangą majora . Robert Denard.Forsyth Opowiadania. Następnie zajął się zmianą swojej powierzchowności. Ŝyjący obecnie w niewielkiej willi kilkaset metrów od wybrzeŜa. w połowie drogi pomiędzy Alicante a Walencją. Śniadanie państwo S. recenzji z ksiąŜek i wywiadów. udawała się do pałacu. Przejrzał je wszystkie.

oczy mu zabłysły. Nigdy nie widział fotografii faceta. nie ukrywał rozczarowania.odparł Sanderson . W kącikach ust Hughes'a ukazał się cień uśmiechu. laboratorium wywołującego filmy i agencji literackiej. Ŝyjącego wyłącznie wspomnieniami. który go szczególnie zainteresował.Nazywam się Johnson. zawsze się tam uchlewa . Ŝe wchodzi do czynszowej kamienicy. został przy okazji właścicielem grupy innych firm. Na środku stół. Hughes ulokował się naprzeciwko niego. Hughes wskazał na jedno ze stojących przy nim krzeseł. Strona 7 . długonogi.Za dwadzieścia cztery godziny zapomni. dokąd wysyłał od czasu do czasu niewielkie tantiemy. Firma jest nimi zainteresowana i nie chciałaby. Człowiek powoli popijał piwo z kufla.txt którego akcje stały na giełdzie bardzo wysoko. Wierzyć mi się nie chce. między innymi sklepu z cygarami.Nie jestem gliną . . Ŝe nikt nie zna adresu owego człowieka. Ŝe zanim otworzył drzwi. jak to zwykle w tak zwanych umeblowanych pokojach. udając urzędnika wydawnictwa.Nakaz rewizji . W kilka minut potem zauwaŜył w jednym z okien światło. aby coś podejrzewać. Były najemnik myślał z początku. Nigdy jakoś nie starał się tych przedsiębiorstw rozwinąć. a kiedy okazało się. Oświetlała go tylko lampa z hallu. Wtedy nagryzmolił coś na kartce papieru i podał ją Sandersonowi. . Sanderson usiadł. którego oczekiwał. MęŜczyzna uniósł jedną brew. Weszli do duŜego pokoju. ale tylko do chwili. Wydawca ksiąŜki nie miał powodu. . Sanderson podał mu nazwisko swojego informatora. znalazł się w obliczu człowieka całkowicie wykończonego. Ŝe nie pamięta własnego nazwiska. Ŝeby ubiegła ją konkurencja. . aby się znaleźć w cieniu. Ŝe wizyta ma jakiś związek z dalszymi nakładami i honorariami. . Otworzył mu człowiek w ciemnych spodniach i kamizelce. . iŜ tak nie jest.Z kim mam przyjemność? .powiedział.Kto panu dał mój adres? . skrzywił się.lecz prywatnym obywatelem. którym barman się do niego zwrócił. . Podał więc adres autora.Kiedy ten skurwiel przyjeŜdŜa do miasta. Sanderson przedstawił się nazwiskiem Johnson i powiedział.mruknął i ruchem głowy wskazał Sandersonowi wnętrze mieszkania. Problem polega na tym. Sanderson poszedł za nim i zobaczył. .zapytał Hughes.odezwał się Sanderson.warknął. Ŝe jego firma otrzymała wiadomość. Sanderson obserwował jego twarz odbijającą się w lustrze za kontuarem. Stało w nim kilka odrapanych gratów. Kiedy opuścił klub.dodał. Sanderson jeszcze tegoŜ wieczora odnalazł ów lokal.Zdecydował się więc wszystko wywalić na wierzch . gdy wypił szóstą whisky i poczuł pomiędzy palcami szeleszczące banknoty. . Sanderson zauwaŜył. . Ŝe ze mną rozmawiał . Teraz agencja literacka znalazła mu prywatny adres autora tomu wspomnień. Czy mogę wejść? . Był nim przytulny bar w pobliŜu Earl's Court.Mister Hughes? . głęboko osadzone oczy i usta skrzywione w gorzkim uśmiechu.zaŜądał Hughes stanowczym tonem.Forsyth Opowiadania. Rozpoznał bliznę na policzku oraz imię.Jest tak napompowany. rozpitego. ale oczy pozostały groźne. Był obojętny. Michael Johnson. zgasił światło w przedpokoju. Kiedy były najemnik usłyszał nazwisko eks-kolegi. wysportowany męŜczyzna. ale 14 przeczytał jego opis w jednym z pamiętników.mruknął. jakich w Londynie są tysiące. iŜ były kolega najemnika nosi się z zamiarem napisania pamiętników. Zapukał do drzwi mieszkania. Był to barczysty. połoŜonej w odległości jakichś czterystu metrów od klubu. Kiedy wielki finansista odwiedził najemnika-autora. Gdy jednak gość zaproponował mu zaliczkę. nie reagując na pytanie gościa. Nazajutrz wieczorem zjawił się ten.To by się zgadzało .

Strona 8 . .zaŜądał. . Ŝe ja tu mieszkam. Hughes patrzył na niego twardo. Z konieczności. Sanderson zrobił. połoŜył marynarkę na stół. Ale widzi pan. Ŝe ludzie tego pokroju potrafią być bezlitośni.Co to było? . Gdybym go odkrył. Ŝeby się odsunął.Forsyth Opowiadania. Ŝe nie . a drugą przedarł starannie przez pół.Mnie to nie wystarcza . Ale skok na człowieka. Potrzebny mi jest człowiek do pewnej roboty. Wiedział. którzy dali się nabrać na piękne ^słówka.powiedział Sanderson twardo. Gotów jestem dobrze zapłacić. Jestem człowiekiem wielce dyskretnym. Hughes obmacał ją. po czym powiedział: . 15 . .No więc? . Ŝe wprost ogłuszała.zapytał nagle. Sanderson zrzucił spodnie. Potrzebny mi jest cudzoziemiec. . Niech się pan nie martwi. juŜ w spodniach i koszuli. ani nawet takiego. a drugą sięgnął pod poduszkę. Hughes przyglądał mu się z niewzruszoną twarzą. Nazwiska takiego człowieka. Nazywa się to. ale skinął głową. Wystarczy.Nie. Podkręcił muzykę tak. jest to po prostu nikomu nie znany człowiek. koszulę i rzucił je na podłogę. wyciągnął notes i pióro. Ubieraj się pan. co mu kazano. Serio mówię. który się stąd wywodzi. nie pana. Sanderson. . . i to nazwisko faceta. to okręciłbym panu jaja przewodem i posłałbym nagranie do pańskiego szefa.WłóŜ ją pan . to nic skomplikowanego. który zgodzi się ze mną zobaczyć i wykonać zleconą robotę.txt .odezwał się. by był w zasięgu prawej ręki. Z pistoletem skierowanym teraz w podłogę podszedł do radia.Wiedziałem. krawat. . Sanderson podzielił paczkę na dwie części. Połowę przedartych banknotów wsunął z powrotem do kieszeni. Nie miał na sobie podkoszulka. Zakręciło mu się w głowie. ściszył je i powrócił do stołu. robota teŜ jest za granicą. przeczytał Sanderson.Chciał się pan upewnić.Ja nie pana potrzebuję . . Hughes wstał i podszedł do przenośnego radia.Ale mógł pan mieć przy sobie mikrofon.Czy pan lubi muzykę? . . i nie spuszczając swojego gościa z oka.Rzuć mi pan marynarkę . i zapalił francuskiego papierosa. Hughes siedział teraz po drugiej stronie stołu. które stało przy łóŜku. . Sięgnął do szuflady nocnego stolika. "Rozbierać się".Więzienie Parkhurst pełne jest pierwszorzędnych facetów. Zdjął marynarkę. podsunął jedną pod nos Hughesowi. ani mikrofonu. i usiadł. Jestem swoim własnym bossem i od czasu do czasu wynajmuję sobie kogoś do pomocy. Jedną ręką przekręcił gałkę.powiedział. Pistolet skierował się w dół. który mieszka w Wielkiej Brytanii.Rozumiem. Oddychał cięŜko i co chwila przełykał ślinę. czy mam broń? Hughes powoli potrząsnął głową. Nie chcę do tej 16 roboty człowieka. zdaje się. Hughes nie spuszczał oczu z leŜących przed nim pięciuset funtów.Chciałbym zamówić pewną robotę. . powrócił do stołu. . Zapłacę panu dobrze. Od pana chcę tylko nazwiska. .powiedział. skok. UlŜyło mu trochę.Pierwsze pięćset jest za wyraŜenie zgody .No to sobie coś zagramy. Jedną ręką napisał teraz dwa słowa na kartce i podsunął ją Sandersonowi. Hughes przyglądał mu się z obojętnym wyrazem twarzy. Sanderson był zaskoczony. Ten posłuchał.W porządku. Colta połoŜył tak. Obrócił się i skierował na Sandersona colta 45. Nie chodzi o Ŝadną sławę. Hughes znowu uniósł jedną brew. Z wewnętrznej kieszeni marynarki Sanderson wyjął paczkę nowiusieńkich banknotów dwudziestofuntowych i połoŜył ją na stół. ani broni. nie mam ani szefa.zapytał go Sanderson. Drugie za nazwisko. Ruchem colta Hughes dał Sandersonowi do zrozumienia.warknął Hughes.

Szczególnie w Europie. Ŝe on mnie nie wystrychnie na dudka? . złoŜone tak. faktycznie była to nazwa miejscowości. . Jak się pan z nim umówi na fest. szczupły. . gdyby jeden się wściekł. Okay? Sanderson skinął głową na znak zgody. . . Ŝe posunął się za daleko. . miał ciemne włosy i oczy oraz kwadratową szczękę.Ile? . MęŜczyzna był wysoki.Znikąd. Sanderson pomyślał. to pewnie by się pan na mnie odkuł. O dziesiątej wieczorem. Tym razem szczerze i jakby z szacunkiem. Był to męŜczyzna.No to niech pan dzwoni do baru. . który juŜ od godziny stał przy kontuarze. Niewątpliwie Korsykanin. . Gdyby nie mógł pan tam być w poniedziałek. .Dostarczę panu nazwisko i załatwię panu spotkanie z tym człowiekiem. Ŝe pan nazywa się Johnson. Zwykłą.MoŜe nawet znam takiego faceta . to prześle mi pan resztę naleŜności. ale wypłata po dostarczeniu nazwiska.JuŜ ja pana znajdę. Niech pan tam będzie w poniedziałek w południe. Czytał Figaro. Ale nagle Hughes uśmiechnął się. Nie wiem. czy gdzieś w tej knajpie nie siedzi jeden z pańskich goryli? Po drugiej stronie drutu trzasnęło.Zgoda. Tyle Ŝe gdybym to zrobił.zaproponował Sanderson. nazwisko Hargreaves. Jak pana szukać? .Kiedy więc będę miał to nazwisko? . no nie? A na to nie mam szczególnej ochoty. w słuchawce rozległ się sygnał.Około pięciu tysięcy funtów. Muszę się zorientować.Na rue Miollin w ParyŜu jest kawiarnia . . Sanderson siedział w kawiarni na rue Miollin. złoŜył ją i odłoŜył na bok. Ale nie lubię.Pracował ze mną przed laty.Nie wiem. Ktoś odsunął stojące naprzeciwko niego krzesło i usiadł. To by pana kosztowało jeszcze dwie stówy. 18 Strona 9 . zgoda? . Wie.Za tydzień.powiedział. .Skąd mogę mieć pewność. w którym mnie pan dzisiaj widział. co teraz robi. Ŝe umowa niewaŜna.MoŜe pan do niego zadzwoni . to on będzie czekał w tym samym miejscu we wtorek i w środę w południe. Zgarnął ze stołu pięćset funtów w całych banknotach i stertę połówek. A skąd on ma mieć pewność. Potem koniec. Barman przekazał słuchawkę Hughesowi.Czysta robota . . Hughes wcale nie był uraŜony.Za duŜo jest podsłuchów. Po prostu z zasady. poczta Earl's Court. Ŝe ja pana nie wystrychnę na dudka? . I niech pan ma przy sobie gotówkę. Dokładnie w tydzień później o wyznaczonej porze Sanderson zadzwonił do baru.Monsieur Johnson? Sanderson opuścił gazetę.powiedział głos. by pierwsza kolumna była na zewnątrz. Przez dobre dziesięć sekund patrzyli sobie twardo w oczy. 17 2 . Ŝe nie zrobi mnie pan w konia? zapytał Hughes. pierwsza kolumna była na zewnątrz.A skąd pan wie. Na wszelki wypadek.Tego teŜ nie wiem. pięć minut po dwunastej. Musiałbym pojechać do niego i pogadać z nim osobiście. . . Był poniedziałek. Korsykanin przedstawił się jako Calvi. Mój człowiek rozpozna pana. ale prędzej czy później znajdę sobie faceta do mojej roboty.zapytał Sanderson.Forsyth Opowiadania.txt ale nie dotykał ich. Na poste restante. Wolę stracić siedemset funtów. . Rozmawiali przez trzydzieści minut. w której się urodził. jak się ze mnie robi wała. Będzie pan czytał Figaro. Po dwudziestu minutach Sanderson wręczył mu dwie fotografie. Jedna przedstawiała twarz męŜczyzny. Musi się pan z nim sam dogadać.Nie mam zaufania do międzynarodowych telefonów . w dobrze zapieczętowanej kopercie. Mam dosyć pieniędzy na zapłacenie dwóch. to mój człowiek zostanie powiadomiony. JeŜeli pan tego nie zrobi.odparł.Skąd mam mieć pewność. . Hughes potrząsnął głową. nie poleconą przesyłką pocztową.

i przyrzekł potwierdzić listownie rezerwację. Spędził dobre pół godziny w hiszpańskim biurze turystycznym. ozdobioną jaskrawoŜółtymi okiennicami.śaden problem .Zrobi się . Playa Caldera.Od dziś za tydzień. z którą rozmawiał przez telefon. w której spędził następne dwie godziny. Na drugiej widać było małą. Korsykanin kiwał głową z namysłem. Nie będzie Ŝadnych śladów. dwa. Jeszcze przez jakieś dziesięć minut omawiali sprawy finansowe.przytaknął. . Ŝeby się zorientować. jako Calvi.W takim razie muszę mieć sposób na skontaktowanie się z panem. a on oddał się intensywnym rozmyślaniom. Wreszcie Sanderson wstał. równieŜ wieczorem. najwyŜej trzy . jak przeszmuglować rewolwer do Hiszpanii. po czym Sanderson wręczył Calviemu dwie rolki banknotów. Villa San Crispin. a następnie w trzy kolejne poniedziałki pomiędzy godziną siódmą trzydzieści a ósmą rano moŜe mnie pan zastać pod tym numerem telefonu w Londynie. jednakŜe gdyby go przyłapano na szmuglu broni. Wreszcie Korsykanin wstał. Mógłby pojechać pociągiem ParyŜ19 -Barcelona i zaryzykować graniczną kontrolę celną. Calvi patrzył za nim uwaŜnie. . Alicante. Ale przypomniał sobie. Kiedy Anglik odszedł. tłumaczył Korsykanin. .zapytał. śeby nie było Ŝadnej fuszerki. no i Ŝeby się panu poszczęściło. czy nikt za nim nie idzie.txt z tyłu była opatrzona napisem Major Archie Summers. Ondara. .Panu. Robota połączona z wyjazdem jest zawsze droŜsza. . Przedstawił się urzędniczce. przy czym powrót do ParyŜa miał nastąpić nazajutrz. Strona 10 . Po chwili porzucił jednakŜe tę wersję planu. a następnie dziesięć minut w lokalu linii lotniczej Iberia. . pochodzące z czasów działalności organizacji OAS. W odpowiedzi Sanderson napisał kilka cyfr na kawałku papieru i wręczył go Calviemu. Ŝe ci ludzie nie mają nic do roboty i pewnie od rana do wieczora plotkują. .To musi być zrobione pomiędzy trzecią a czwartą po południu . Zamówił sobie równieŜ bilet z ParyŜa do Walencji na samolot przybywający do Walencji wieczorem w dniu rezerwacji hotelowej oraz powrotny. zapłacił rachunek i wyszedł na miasto. Problem polegał na tym. byłaby to oczywiście nie francuska.Za tydzień.powiedział. jak go poprosi. białą willę. a drugi na nazwisko figurujące w jego paszporcie. po czym pojechał do swojego mieszkania na przedmieściu. Z pewnością któryś z nich poŜyczy mu swoją spluwę.Potrzebna mi jest druga część forsy.Kiedy? . Zamówienie było proste. . z których kaŜda zawierała 500 funtów. chodzi oczywiście o pańską reputację. którzy raczej woleli Ŝyć na wybrzeŜu między Alicante a Walencją niŜ podejmować ryzyko powrotu do Francji.odparł tamten.i zamówił z dwutygodniowym wyprzedzeniem dwa pojedyncze pokoje: jeden na nazwisko Calvi. czeka mnie w najlepszym razie trzydzieści lat więzienia i to hiszpańskiego. Korsykanin wciąŜ się uśmiechał. Czysta robota. lecz hiszpańska policja . TegoŜ wieczoru zatelefonował do Walencji. ale mnie o Ŝycie. panie Johnson. Ŝe ma w Hiszpanii jeszcze całkiem dobre kontakty. chodziło o sprzątnięcie jakiejś niczego nie podejrzewającej osoby. Proszę nie szukać adresu tego mieszkania. Ŝadnych śladów. Calvi uśmiechnął się krzywo.Proszę mi natychmiast dać znać.Forsyth Opowiadania. Wszedł jeszcze do księgarni na rue de Rivoli. po czym udał się do innej kawiarni w centrum miasta. Pomyślał sobie.a Hiszpanie mają bardzo staroświeckie podejście do zawodowych rewolwerowców. poza tym policja hiszpańska potrafi być szczególnie niemiła dla pewnego gatunku turystów. Czerwcowe słońce przygrzewało.I jeszcze jedno. do hotelu Metropol najlepszego w całym mieście .zaznaczył Sanderson. MoŜe pan być spokojny. Gdybym wpadł. Dzięki palestyńskim porywaczom kaŜdy pasaŜer był szczegółowo rewidowany na lotnisku Orly. . . O samolocie nawet mowy nie było. . MęŜczyzna znowu skinął głową. Byli to ludzie. Ŝadnej fuszerki.

PołoŜył ją na podłogę i przycisnął blatem odwróconego Strona 11 . jakie oglądamy często na ekranach telewizorów. Ale w ułamku sekundy. Znajdujące się pomiędzy nimi czterysta stron mocno ścisnął i przytwierdził do kuchennego stołu za pomocą dwóch klamer stolarskich. List był krótki i rzeczowy. Tłumik. Była to rzeczywiście historia Hiszpanii. nasycił świeŜą warstwą kleju i zamknął ksiąŜkę. którą poprzednio starannie zwaŜył na kuchennej wadze. ale potrzebna mu była broń płaska. broń automatycznie repetuje. wiedział. Calvi wykombinował sobie . był największym przedmiotem do schowania. Browning miał lufę wystającą na półtora centymetra. kiedy podając swoje prawdziwe nazwisko. mieszcząca się w skrytce ksiąŜki. nie zmieściłyby się w skrytce. Potwierdził rezerwację dwóch pojedynczych pokojów. Ŝe tłumiki. Ŝe jest niewinny i Ŝe po prostu oddał przysługę przyjacielowi. UłoŜone obok siebie części pistoletu. W ten sposób powstała skrytka 15x17 cm. który był fachowcem. Ŝe wszystko się sypnęło. Calvi. List podpisał lewą ręką nazwiskiem Calvi. Następnie Calvi nakrył wgłębienie cienką warstwą gąbki. kiedy zamek się otwiera. Albowiem pistolety. którą ktoś usiłowałby ugasić wybuch Wezuwiusza. zakleił go. Ŝe poniewaŜ pan Calvi przed przybyciem do Walencji będzie w długiej podróŜy. głęboka na siedem i pół centymetra. poprosi o nią w imieniu Calviego. Wtedy niewątpliwie zdąŜy obrócić się na pięcie i zbiec. którą zakupił tegoŜ popołudnia. wobec czego Calvi wsunął magazynek do uchwytu.i słusznie . po czym zabrał się do ksiąŜki. Odgiął okładki i złączył je solidną gumową opaską. jak wrzucił do kanału colta 38. opasłe tomisko z mnóstwem fotografii. rękojeść i zamek równolegle do siebie. niejakiemu panu Calvi. aby zaoszczędzić miejsca. opatrzył 20 znaczkiem. jak domowa gaśnica. pozostawiając dokoła margines szerokości około czterech centymetrów. Tłumik pistoletu automatycznego nigdy nie jest całkowicie skuteczny. a więc dosyć cięŜka. są tak mało skuteczne.Forsyth Opowiadania.Ŝe gdyby ksiąŜka została przechwycona. który leŜał pośród części browninga. Koniec lufy został nagwintowany dla umocowania tłumika. Ŝe kiedy klej stwardnieje. zaraz po tym. Wnętrze jej wysmarował gęstym klejem i czekając. jedynie chyba w wyobraźni autorów scenariuszy filmowych. Właśnie dlatego nazywa się je bronią automatyczną. kaŜda w swoim łóŜeczku. UŜywając flamastra nakreślił teraz na 21 kawałkach sztucznej gąbki zarysy poszczególnych części pistoletu i nowym skalpelem powycinał odpowiednie wgłębienia dla kaŜdej z nich. Zakupionym przed kilkoma godzinami cienkim skalpelem zaczął teraz wycinać w zbitych ze sobą stronicach wgłębienie w formie prostokąta. w odróŜnieniu od rewolwerów. kupionego przed dwoma miesiącami w Belgii. Calvi wyłoŜył wgłębienie skrytki sztuczną gąbką. mają ruchomy zamek. A nawet gdyby go złapano. wypalił dwa papierosy. połowa huku strzału wydobywa się przez otwarty zamek i w ten sposób tłumik umieszczony na końcu lufy wygasza dźwięk jedynie w pięćdziesięciu procentach. Ŝeby mu ją przechowano do jego przyjazdu. którym posłuŜył się do wykonania innej roboty. którego zawsze uwaŜał za człowieka nieskazitelnie uczciwego. kazał sobie przesłać z ParyŜa do hotelu Metropol ksiąŜkę na temat historii Hiszpanii i prosił. a tłumik umocowany pionowo wzdłuŜ grzbietu ksiąŜki. łącznie z tłumikiem i magazynkiem. Kiedy pocisk opuszcza lufę. Kiedy wybiła północ. czterysta stronic ksiąŜki nie da się juŜ nigdy przekartkować. to w chwili. by wysechł. Był ostroŜnym człowiekiem i nigdy dwa razy nie uŜywał tej samej broni. mające zazwyczaj wielkość korka od szampana. lufa. dodał. dziewiątkę. RozłoŜył na części małego browninga. miał bowiem około trzynastu centymetrów długości. Wiedział. wyraz twarzy recepcjonisty hotelowego z pewnością wskaŜe mu. będzie mógł twierdzić. leŜały juŜ spokojnie. kosztowne. Calvi wolałby posłuŜyć się rewolwerem. aby wyrzucić łuskę i wprowadzić nowy nabój do komory.txt Czekając na połączenie z Walencją zdąŜył napisać list do hotelu. wydrukowana na doskonałym papierze.

Valencia. Brakowało teŜ kropelki kleju. Pod drzewami stały długie rzędy samochodów i cierpliwie czekały na 22 swoich właścicieli. Recepcjonista przeczytał list. Calvi postanowił powrócić tu następnego dnia i wybrać sobie odpowiedni wehikuł. Po drodze obejrzał sobie pobliski parking i z zadowoleniem stwierdził. Następnie pokazał list Calviego. Brzmiał on: Monsieur Alfred Calvi. którzy przyjechali z ParyŜa na sześciotygodniowy pobyt. Ŝe duŜa jego część odgrodzona była od gmachu szpalerem rozłoŜystych wysokich drzew. Ŝe zostanie nadana na pociąg i dotrze na miejsce przeznaczenia dopiero po dziesięciu dniach. z tych. Była teraz tylko kilka gramów cięŜsza niŜ poprzednio. O dziewiątej zszedł na dół. rozmyślał o jutrzejszym dniu. Celnik otworzył ją i przejrzał uwaŜnie. Znajdujące się w nim kule miały usuniętą połowę ładunku prochu. Korsykanin wyjaśnił mu. WciąŜ miał na sobie szary. Obejrzawszy sobie wręczony mu paszport. Nazajutrz rano wysłał list pocztą lotniczą. opłaci obydwa rachunki. zakupiony u jednego z najekskluzywniej szych krawców ParyŜa garnitur. Calvi wyciągnął ją. Zjadł doskonały obiad. Calvi miał bagaŜ ręczny. klucz wsadził do kieszeni i wyszedł na balkon. Po godzinie była juŜ twarda jak kamień. kiedy samolot linii Iberia wylądował na Campo de Manises. Ale w środku w nie naruszonym polietylenowym opakowaniu spoczywała nietknięta ksiąŜka. Otwierano ją. jedną niewielką walizkę. Nawet przy zmniejszonym ładunku dziewięciomilimetrowy pocisk przebija bez trudu ludzką czaszkę z odległości trzech metrów. Ponownie ją zwaŜył. Ŝe w środku znajduje się po prostu ksiąŜka. a Calvi z zasady nigdy nie strzelał z większej odległości. Zmontował go. Korsykanin wyszedł pierwszy z budynku i udał się na postój taksówek. Na koniec Korsykanin wsunął swój skarb do jeszcze jednej. zamknął ją na klucz. zwykłej juŜ koperty. o północy połoŜył się do łóŜka.i wszystko było gotowe.txt do góry nogami stołu. W pokoju Calvi obejrzał dokładnie kopertę. metalowe klipsy były odgięte. Paląc papierosa i przyglądając się arenie do walki byków. Espagne. natychmiast przypomniał sobie rezerwację i list z jej potwierdzeniem. PołoŜył pistolet na dno szafy. Koperta wykonana była z polietylenu. Wydrukował na dziecinnej drukarce naklejkę z adresem znanej księgarni. nakręcił tłumik na lufę i sprawdził zawartość magazynka. Strona 12 .Impresos . niestety nie mógł przyjechać i Ŝe nazajutrz. Jeszcze wydrukował naklejkę z napisem "Libros . upowaŜniający go do odbioru paczki. Ŝeby strzał był cichszy. zobaczy poprzez przezroczysty polietylen. Wreszcie wsunął tę dziwną historię Hiszpanii do grubej koperty. Było wściekle gorąco i trzydziestka pasaŜerów denerwowała się z powodu długiego oczekiwania na bagaŜ. Potem pojechał taksówką do miasta. który doskonale pasował do atmosfery eleganckiego starego hotelu.Livres" . co oznaczało. takiej jakiej uŜywają wydawcy. toteŜ Calvi zamknął ją rozgrzanym na gazowej kuchence ostrzem swojego scyzoryka. i z pewnością po prostu ją zamknie. pan Calvi. aby chronić wartościowe ksiąŜki. jaką Calvi umieścił na jednym ze spinaczy.Forsyth Opowiadania. a adres odbiorcy napisał na maszynie. przy wyjeździe. Calle de Jativa. Ŝe jego przyjaciel. które zamykają się na metalowy klips. Ŝe o ósmej rano odlatuje samolot do Madrytu. przeciągnięty przez dwie dziurki. Przyniósł z biura paczkę z ksiąŜką. podziękował za przyrzeczenie uregulowania rachunku Calviego i wydał Korsykaninowi paczkę. a ksiąŜkę zwykłą. Gdy celnik zechce otworzyć przesyłkę. Chyba tylko noŜem moŜna by ją otworzyć. Słońce właśnie zachodziło. Od recepcjonisty dowiedział się. Recepcjonista hotelowy był niezwykle uprzejmy. Hotel Metropol. i kazał się obudzić o szóstej. a następnie z powrotem zaciśnięte. nie poleconą przesyłką. rozciął scyzorykiem i wyjął części pistoletu. Byli to przewaŜnie właściciele willi nadbrzeŜnych.

zamieszkałych przewaŜnie przez cudzoziemców. Ŝe ma do wyboru simcę. mercedesa. upstrzona tylko brązowymi ciałami opalających się na nich ludzi. jasnoniebieską sportową koszulę i granatową nylonową wiatrówkę. Nie chciał teraz pytać o drogę. Było juŜ południe. Calvi skoczył szybko do wozu i ruszył z parkingu prosto na nową autostradę nadmorską nr 332. powietrze nieruchome. przechadzał się po ogrodzie i podlewał kwiaty. słychać było groźny pomruk dalekich jeszcze grzmotów. Przerzucił torbę lotniczą przez ramię i powolnym krokiem udał się w kierunku plaŜy. Wrócił do samochodu i pojechał do Ondary. Oszklone 24 drzwi.Forsyth Opowiadania. zapinaną z przodu na błyskawiczny zamek. którzy właśnie zajechali na parking. wsunął pistolet za pasek. zasunął suwak wiatrówki po samą szyję i ruszył pomiędzy drzewa. Walizkę zdeponował w przechowalni bagaŜu. Człowiek. Stanął przy wejściu do budynku i przyglądał się zajeŜdŜającym samochodom. deszczowe chmury zaczęły się zbierać nad jego głową. Dyskretnie przyjrzał się bocznej furtce. były szef organizacji OAS. Silnik zapalił natychmiast. Kiedy znalazł się znowu w drodze na Playa Caldera. Otworzył maskę i spiął dwoma przewodami akumulator i cewkę rozdzielacza. Z rękawa wyjął kawałek metalowej rury. Odległość pomiędzy Walencją a Ondarą wynosi dziewięćdziesiąt pięć kilometrów. Strona 13 . horyzont ginął w oparach rozedrganej mgiełki. Odczekał. Upał był straszny. zdjął szare ubranie i włoŜył dŜinsy. Sprawdził nazwisko właściciela. Ŝe jest otwarta. Zaparkował wóz w pobliŜu ścieŜki. Kiedy wreszcie znalazł domek o białych ścianach i Ŝółtych okiennicach. prowadzącą na południe do Alicante. Poinformowano go. Zamek trzasnął. Ŝe Playa Caldera leŜy półtora kilometra od miasta. Spoza zasłony drzew stwierdził. Całe wybrzeŜe skąpane było w porannym słońcu. gdy znalazł się w dzielnicy malowniczych domków. wymalowane na kafelku wpuszczonym w kolumienkę przy furtce. dochodziła pierwsza. W siedmiu znajdowali się pojedynczy kierowcy w ciemnych garniturach. Stwierdził. gdzie -jak wiedział mieszkał generał Raoul Salan. czyli starego hiszpańskiego fiata 600. Zdecydował się na seata. Korsykanin spojrzał na zegarek. Poszedł w górę wąską ścieŜką przez pomarańczowy gaj za rzędem jednorodzinnych domków. poniewaŜ jest to najpopularniejszy samochód w Hiszpanii i daje się łatwo otworzyć. otwarte były na ościeŜ. co było dość niezwykłe w tej części Hiszpanii w połowie lipca. Zapłacił i opuścił lokal. ale było ono zupełnie nieruchome.txt Nazajutrz o siódmej wyprowadził się z hotelu i taksówką pojechał na lotnisko. Zaczął się rozglądać za dobrze znaną mu z dawno juŜ z ostroŜności zniszczonych fotografii willi San Crispin. potwierdził swoją rezerwację na wieczorny lot do Madrytu i poszedł na parking. o którego mu chodziło. plaŜe wzdłuŜ szosy ciągnęły się niby złota wstęga. aŜ dwaj męŜczyźni. i zaparkował samochód dobre dwanaście metrów od willi. Pistolet owinął ręcznikiem i włoŜył do wydobytej z walizki miękkiej torby lotniczej. Spojrzał na swoje notatki i stwierdził. Calvi poszedł do toalety. oddalą się. wsunął ją za klamkę i szarpnął. toteŜ podróŜ trwała aŜ dwie godziny. prowadzące z salonu willi do ogrodu. Calvi wszedł na taras obserwacyjny i zauwaŜył czterech z nich. wsiadających do madryckiego samolotu. Pora na obiad. Droga prowadzi przez gaje pomarańczowe Gandii i Oliwii. Ŝeby do środka przedostawało się powietrze. prowadzącej do pomarańczowego gaju. Jechał wolno. Zjadł duŜy talerz krewetek i wypił dwie szklanki miejscowego białego wina. Ŝe tylko niskie ogrodzenie oddziela rudą ziemię pomarańczowego sadu od ogrodu willi z Ŝółtymi okiennicami. notował ich marki i numery rejestracyjne oraz wygląd ich właścicieli. Wjechał do Ondary i minął Hotel Palmera. jaguara i seata. po czym podszedł do małego czerwonego samochodu. Do godziny trzeciej siedział w barze Valencia na ulicy Doktora Fleminga. 23 Kiedy samolot wystartował.

a jeŜeli stwierdzał.powiedział uspokajająco. Mógł jeszcze dodać. Calvi wydobył pistolet. .Powiedziałeś.Nie . Jeszcze nigdy takiego nie zatrudniał.Jakaś kobieta. Wiedział. niewiele głośniejsze od uderzeń kropel deszczu w dach.Właśnie. Był jednak człowiekiem Ŝyczliwym. . Wszyscy mieszkańcy willowej dzielnicy oddawali się poobiedniej sjeście. . monsieur . w którym panowała całkowita cisza. który człowiek ten trzymał w ręku.txt Przeskoczył niski płot i znalazł się w ogrodzie. czego chce. . proszę pana . McQueen patrzał na niego z uwagą. Anglik spojrzał na Korsykanina z przeraŜeniem w oczach. Bez biurokracji.Czy wiesz.Nikt pana nie widział? Nie było Ŝadnych świadków? . .I co? Obeszło się bez Ŝadnego problemu? Calvi uśmiechnął się i potrząsnął głową.Niech się pan nie martwi. ani składka na ubezpieczenie zdrowotne. Ŝe pieniądze są dobre. Korsykanin poklepał go przyjaźnie po ramieniu. kiedy juŜ stałem nad zwłokami. nie odmawiał mu szansy. . Ulewa runęła dokładnie w momencie. Wydawał się zdenerwowany. Calvi ucieszył się. Calvi zadzwonił do Sandersona jeszcze z Walencji i Sanderson natychmiast poleciał do ParyŜa. Ŝeby zapytać. Ŝe kończysz w tym roku medycynę w Akademii Strona 14 . Zastrzeliłem ją z miejsca. Kandydat do pracy skinął głową na znak. Ŝe jego pracownicy nie mają ubezpieczeń społecznych. . Korsykanin przyklęknął i poszukał pulsu swojej ofiary. wstał i ruszył w stronę drzwi.ChociaŜ. o co chodzi. . Ŝe nie będzie potrącany ani podatek. Dostał dwie kule w serce i jedną w głowę. Widząc zmienioną twarz swojego klienta. co to znaczy? . W IRLANDII NIE MA śMIJ McQueen zza biurka spojrzał sceptycznym wzrokiem na nowego kandydata do pracy. choć tak naprawdę nie bardzo wiedział. silnym akcentem irlandzkim. Ŝadnych przygotowań. Pierwsze krople deszczu zaczęły spadać na liście pomarańczowych drzew. przez chwilę stał nieruchomo pośrodku salonu.Forsyth Opowiadania. bo lało jak z cebra. . rozumiesz? śadnych pytań.To znaczy. a zwłaszcza dla pracodawcy. w którym wszedł na kamienne schodki i dotarł do oszklonych drzwi salonu. Następnego wieczoru w kawiarni na rue Miollin spotkali się dwaj męŜczyźni: morderca i jego klient. Ŝe zrozumiał. ktoś wszedł do pokoju. niestety. z przyległego do salonu pokoju dochodził dźwięk stukania na maszynie. pod sam koniec.Wszystko poszło gładko. Chodziło po prostu o szybki zarobek dla wszystkich. Potem ruszył powoli po plecionej macie pokrywającej podłogę i znalazł się w drzwiach gabinetu pana domu. . MoŜe zobaczył stojącego w drzwiach człowieka i wstał.Korsykanin wstał od stolika i gestem pełnym satysfakcji poklepał się po prawej górnej kieszeni marynarki. Major nie Ŝyje.Nie.Tak. Trzecia z odległości pół metra trafiła go w skroń. Rozległy się dwa głuche puknięcia.zapytał z właściwym mu.Wysoka? Brunetka? . Czy wiesz.Kto to był? . ale tej juŜ chyba nawet nie poczuł. Major Summers z pewnością nie zdąŜył sobie niczego uzmysłowić. Nawet całkiem niebrzydka. Ŝe gwałtowne dudnienie deszczu o czerwone dachówki willi zagłuszy wszystko inne. Wręczył Korsykaninowi naleŜne mu pięć tysięcy funtów szterlingów. Ŝe człowiek wyraźnie potrzebuje pieniędzy i jest gorliwy. ale płacę gotówką. pewnie Ŝeby zamknąć okna. MoŜe nawet zauwaŜył przedmiot. Potem podniósł głowę. 25 . dorywcza praca. Dwie kule przebiły pierś majora. proszę pana. Ŝe jest to piekielnie cięŜka robota? .odpowiedział kandydat. To była czysta robota. Na ryczałt. a o bezpieczeństwie i higienie pracy w ogóle mowy nie ma. W porządku? Chodziło mu o to. . Od lewej strony.Jest to szybka.

siedząc w obskurnym biurze w Bangorze. na spis nazwisk. .W porządku .powiedział .odparł student.Dobrze.powiedział i wpisał to imię na listę. myśląc o gorącym słońcu i brązowych wzgórzach rodzinnego PendŜabu. miała wolne pokoje.Forsyth Opowiadania. Większość domów. McQueen zerknął na ołówek. proszę pana. co w Ŝyciu zdobył. okazywała się przepełniona. która była katoliczką. Ale i to prawda. Student wyszedł.dobrze by było.Będziemy ci mówić Ram . chociaŜby ze względu na bliskość dworca. Powiem mu. zajechała kwadrans po szóstej.powiedział McQueen. Staw się tam w poniedziałek rano.CięŜarówka zabiera ludzi z placu przed dworcem głównym o szóstej trzydzieści. To prawda. . Kiedy zaczynam i gdzie? . a potem zacznie zarabiać w zawodzie. Otoczyło ją dwunastu ludzi. czy lepiej czekać w pobliŜu. .To ty jesteś ten czarnuch. Praca cięŜka. Ŝe w ciągu lata zarobi dość pieniędzy. . Ŝe przyjdziesz. na której znajdowały się najtańsze hotele w mieście. a wylewam cię z miejsca. Ŝe zawdzięcza wszystko.Jak się nazywasz? . Nie mógł więc zawieść nadziei człowieka o podobnych zasadach. prowadzona przez jednego z robotników. 27 uwaŜał. . . Pracujemy od siódmej rano do zachodu słońca. Było to całe jego śniadanie. z którego co rano odjeŜdŜała tuŜ po wschodzie słońca cięŜarówka wioząca ludzi do pracy. czy podejść do nich i przedstawić się. by przeŜyć do okresu egzaminów.Kandydat zwrócił się juŜ do drzwi. po którym mknęły pociągi przyjeŜdŜające tu z Belfastu. gdzie znajdowało się jego nędzne przedsiębiorstwo rozbiórkowe. Harkishan Ram Lal nie wiedział. jasny. Dwadzieścia pięć minut po szóstej przyjechał własnym samochodem szef grupy. jeszcze jeden rok praktyki szpitalnej i powróci do domu. w których oknach znajdowały się napisy o wolnych pokojach ze śniadaniami. Postanowił czekać. ale dobrze płatna. Ram spędził niedzielny poranek na transportowaniu z Belfastu swoich rzeczy. Jeszcze rok. i skinął im głową na powitanie. niezaleŜnie od tego. a będzie dyplomowanym lekarzem. Wtedy Hindus podszedł bliŜej. Codzienne przyjazdy z Belfastu i z powrotem to zbyt wielka strata czasu. unosząc ołówek. Miał jeszcze trochę czasu. Popołudnie przeleŜał na łóŜku. i gorąco aprobował etykę pracy obowiązującą w protestanckim Ulsterze.txt Medycznej imienia Królowej Wiktorii? Tamten znowu skinął głową. lipcowy dzień w Bangorze. Takie były jego marzenia. W ręku trzymał listę McQueena. a następnie na studenta. McQueen. kiedy tylko Ram pojawiał się w drzwiach. rozporządzające poobijaną cięŜarówką i kilkudziesięcioma starymi młotami. Okay? .Harkishan Ram Lal .Jeszcze jedno . Znalazł otwartą kawiarnię i wypił dwa kubki mocnej herbaty. Spojrzał na grupę dwunastu robotników. Był słoneczny.Rozumiem. panie McQueen. Płacimy od godziny. Poobijana cięŜarówka. którzy potrzebują pieniędzy na uzupełnienie stypendium. umył się w zimnej wodzie i tuŜ po szóstej był na dworcu. W sobotę wieczór znalazł sobie tani pokój w obskurnym hoteliku w połowie Railway View Street. Ŝeby zająć się leczeniem swoich rodaków. Kandydat do pracy był widać jednym z tych studentów. których główną część stanowiły ksiąŜki medyczne. Szefem grupy jest Wielki Billie Cameron. 28 W poniedziałek Ram wstał za kwadrans szósta. Znalezienie pokoju nie było łatwe. Zaparkował wóz w bocznej uliczce i podszedł do cięŜarówki. którego zatrudnił McQueen? zapytał. Przez brudne okno Ram mógł obserwować zbocze nasypu kolejowego. Brygadzista spojrzał na niego. . Ŝe latem napływało do miasta wielu sezonowych robotników. Strona 15 . na północnym wybrzeŜu hrabstwa Down. wyłącznie samemu sobie. gdybyś sobie znalazł mieszkanie w Bangorze. Obliczył sobie. jak ten człowiek wyglądał.A teraz masz wakacje? Znowu skinięcie głowy. Ŝe pani McGurk. Ale punkt był dobry. w Irlandii Północnej. . których juŜ znał. Piśniesz jedno słowo władzom.

. Zachowywali się przyjaźnie i pozdrowili Rama skinieniem głowy. ani drugim . muskularnego faceta o wesołych. Dwa małe oczka obrzeŜone bladymi rzęsami patrzyły pogardliwie na drobnego.odparł cierpliwie Ram. po prostu zaciekawiony jak dziecko. . nazywał się Tommy Burns. Ram mieszkał wystarczająco długo w Belfaście. ostoją protestanckiej większości we wszystkich sześciu hrabstwach.Nie .odpowiedział Ram Lal . Burns spojrzał na półbuty Hindusa.Z Indii . by wiedzieć.Mam nadzieję otrzymać dyplom w przyszłym roku. Ŝe są to nazwiska ludzi pochodzenia szkockiego. .Moją religią jest hinduizm.Jesteś protestantem czy katolikiem? .spytał. Ŝe kupi parę wojskowych butów.warknął . Brownów było dwóch.zapewnił Ram. Billie.Ty nie zajmowałeś się nigdy taką pracą.Forsyth Opowiadania. Ŝeby poprosić gospodynię o przygotowanie mi go.z PendŜabu. bo zmarnujesz sobie nogi. Ŝylastego Hindusa.A gdzie to? . Ram będzie mógł pomóc.txt Ram Lal zatrzymał się.odpowiedział Ram. co? Ram potrząsnął głową.Jutro kupię pojemnik i wezmę ze sobą jedzenie .Trzeba jeść drugie śniadanie . niebieskich oczach. . Wielki Billie nie był zadowolony z tego. Craig spojrzał na Rama. jeŜeli znajdzie wieczorem otwarty sklep. Ŝe byli przysięgłymi prezbiterianami. Wbił wzrok w brezent naprzeciwko.Dobra . Patterson.i pierwsze teŜ. .PendŜab jest częścią Indii . . Ram Lal obiecał. . który. . . 29 Cameron obrócił się. Nazywali się Craig. .wskakuj do tej cholernej cięŜarówki.uśmiechnął się Ram. Splunął przed siebie.To tak jakbyś juŜ był prawdziwym lekarzem! Hej. Teraz miał na nogach olbrzymie buciory o stalowych podkówkach i nabijane gwoździami.stwierdził Burns .spytał z zainteresowaniem. Munroe. To zakończyło dalszą konwersację do chwili.odpowiedział Ram Lal. co zobaczył. Ram znalazł się przy tylnej klapie obok małego. .Musisz mieć parę solidnych butów. .zawołał Burns do swoich kolegów. Przejechali juŜ przez Newtownards i kierowali się dalej na południe drogą A 21 w stronę miasteczka Comber. Robimy sobie herbatę na ognisku. Burns zaczął przedstawiać Rama pozostałym robotnikom. Nie moŜna było mieć wątpliwości co do tego.powiedział .Ani jednym. w jaki sposób wielki Billie Cameron zasłuŜył na swój przydomek.Czy wziąłeś drugie śniadanie? . . Kierowca skręcił z Comber na północny zachód i po trzech kilometrach wjechał w prawo na wyboistą drogę. W czasie jazdy Cameron siedział w szoferce nie oddzielonej od skrzyni wozu. Robił wraŜenie przyjaznego.zapytał wreszcie.Jestem studentem medycyny na uniwersytecie imienia Królowej Wiktorii w Belfaście . jakby któremu z nas coś się stało. Burns zastanawiał się przez chwilę.Mnie nie dotknie palcem .Nazywam się Harkishan Ram Lal .No tak . gdy przyjechali na miejsce pracy. co znaczyło. prowadzącej do Newtownards. Miały gumowe podeszwy. . . Jechali na południe od Bangoru po wyboistej szosie. . intrygującą zabawkę. Mierzył metr osiemdziesiąt osiem centymetrów bez butów. jak dwie kłody drzewa. Z jego szerokich barów zwisały potęŜne ramiona. Boyd i Brown. które dostało nową. Zatrzymał Strona 16 .Czym ty się naprawdę zajmujesz? . .warknął Wielki Billie. gdzie na dwóch drewnianych ławach siedziało dwunastu robotników. . Tommy Burns ucieszył się. .powiedział.Ten człowiek nie jest chrześcijaninem! . Głowę otaczała aureola rudych włosów. . .Nie był oburzony. .Hej! .Skąd pochodzisz? .poganin! Z twarzy Rama Lala zniknął uśmiech.Było za wcześnie. .zapytał starszy robotnik nazwiskiem Patterson. jak się okazało.

Gromadka robotników stała przy swoim sprzęcie.Forsyth Opowiadania. kiedy cięŜarówka odjechała. Ŝe będzie pracował w kurzu. krzewy i zarośla pokrywające teren gorzelni. pomiędzy zielska. Były tam wielkie młoty o głowicach waŜących cztery kilo. pomiędzy krokwiami ukazywały się wielkie ziejące pustką dziury. a to budzi pragnienie. ale rusztowania są kosztowne. Wielki Billie i jego zespół rozporządzali tylko łomami i młotami. No.To jest to. Ŝeby sobie kupić taki sam. cięŜkie młoty o krótkich rękojeściach i najrozmaitsze piły do cięcia drewna.txt się na skraju lasu przed budynkiem wyraźnie przeznaczonym do rozbiórki. Pragnął. metrowe haki o zakrzywionych i rozszczepionych końcówkach. Zaparzono herbatę. w wysoką trawę. Widział. Była to dawno opuszczona wielka gorzelnia. uznała je za niebezpieczne i nakazała właścicielowi rozebrać budynek. Herbata była podłego gatunku. aby ich domy wyglądały na stylowe. ZamoŜni ludzie pragnęli wszak. Nie lubił wysokości.Czy wy tam w Indiach macie herbatę? . ZaprzęŜone w konie wozy przywoziły traktem słód. Jeden z robotników podszedł z własnej inicjatywy do budynku. wyblakłe w słońcu cegły i stare drewno osiągały wysokie ceny. Właścicielem był potomek zuboŜałej szlacheckiej rodziny. jedna z dwóch. które słuŜyło niegdyś do składowania słodu. will dla rozmaitych bossów. Ŝeby zadanie zostało wykonane jak najtaniej.zapytał. Ŝeby nie zaśmiecali rzeki gruzem. Powiedziano im.No juŜ. ale wyglądających na stare. . Ŝe gdyby któryś z nich stracił grunt pod nogami i zaczął się ześlizgiwać z dachu. podarł jak kartę do gry i rozpalił ognisko. wyrwał drewniane drzwi. Ram Lal spojrzał na czteropiętrowy budynek i przełknął ślinę. ale 30 zostały przed laty zamknięte. Gorzelnia była juŜ od dawna nieczynna. Wykorzystywano je do budowy nowych. Tommy Burns wypił herbatę. Zrobili następny garnek herbaty. napełnił kubek i podał go Ramowi. O dziesiątej zeszli po rozchwianych wewnętrznych schodach na śniadanie. Stała tuŜ przy rzece Comber. Wtedy rada hrabstwa zainteresowała się tym miejscem. Jedynym zabezpieczeniem były parciane pasy ze sprzączkami i kilkaset metrów lin. słodka i blada. SpoŜyli je na trawie. ale potrzebne byłyby kosztowne maszyny. a odjeŜdŜały z beczkami pełnymi whiskey. Ram Lal obejrzał sobie ręce. McQueen wiedział. Przez całe to pierwsze przedpołudnie pracowali wysoko na dachu. Wkrótce w menaŜce zagotowała się zaczerpnięta z rzeki woda. Miały wiele zadraśnięć i krwawiły. dwumetrowej długości łomy. a więc stare. zrywali je więc rękami i zrzucali w dół. Bolały go wszystkie mięśnie. rozbił je. Całe towarzystwo zabrało się do zjadania grubych sandwiczów. Zwalali więc dachówki na drugą stronę budynku. Wypił ją z trudem. 31 Ram Lal przyjął podany mu kubek. Dachówki nie były przeznaczone na sprzedaŜ. O drugiej mieli przerwę na obiad. McQueen przygotował juŜ nawet umowę na sprzedaŜ pokątnemu budowniczemu zdatnego do uŜytku drewna i setek ton starych cegieł. Rzeka płynęła od Dundonald do Comber i wpadała do zatoki Strangford. . Z wyjątkiem Rama Lala wszyscy byli zaopatrzeni w emaliowane kubki. W miarę jak znikały dachówki. Pod nimi znajdowała się podłoga najwyŜszego piętra. Ŝe dobrze wyjdzie na tej transakcji. Zaczynamy od dachówek. był ubezpieczony przez następnego. MoŜna by to zrobić szybciej. Ram Lal nic nie jadł. Zanotował w pamięci. Wiecie.zawołał Wielki Billie. Strona 17 . słuŜące do wyciągania gwoździ. ToteŜ podniszczone. Ludzie opasali się sznurami i połączyli je w ten sposób. Miejscowe dzieci włamały się oczywiście do budynku i uwaŜały go za idealny teren zabaw. . Jej wody poruszały wielkie koła wodne gorzelni. co trzeba robić. Ta sama woda słuŜyła równieŜ do produkcji trunku. które w tych stronach niegdyś produkowały dobrą irlandzką whiskey. Do czasu kiedy jedno z nich pośliznęło się i złamało nogę. Podjął się go McQueen. chłopaki .

Ktokolwiek znajdzie się na jego szczycie. U jej podstawy zobaczył spore pęknięcie. a McQueen składki ubezpieczeniowe za robotników. uŜywając pił i łomów. Pracowali przez cały tydzień. Ŝe nikt nie chce zadzierać z Wielkim Billie'em. Poczerwieniał na twarzy. Ram Lal nie był przyzwyczajony do tak uciąŜliwej pracy. Musiał zarobić tak potrzebne mu pieniądze. Robotnicy siedzieli z rozdziawionymi ustami. Jasne było. Dawał mu najcięŜszą pracę. gdyŜ potrzebny mu był ten zarobek. rozbierać wiązania dachu. który siedział naprzeciwko w kręgu ogniska. Tommy Burns wyciągnął sandwicza ze swojego pudełka. .Jesteś pewnie głodny. . . parszywy Murzynie. Ale Hindus nie protestował. Ale w Irlandii Północnej dynamit nie wchodził w rachubę. które uginały się pod nimi coraz bardziej. Cameron popatrzył na Hindusa. robotnicy rozbierali teraz cegły. jego głos był niemal krzykiem. Stał goły jak szkielet. Wobec tego jego ludzie rozbijali mury na kawałki wielkości metra kwadratowego i zrzucali je na dół.Niech ten zasrany czarnuch przynosi sobie własne sandwicze oświadczył Wielki Billie.Chciałbym. . odszedł.powiedział Ram do Burnsa. Najprostszym sposobem rozwalenia resztek budowli tak.Kiedy mur zacznie drgać. podłóg i stropów. w jaki będą zwalali duŜą część zewnętrznego muru na poziomie trzeciego piętra.powiedział donośnym głosem.Dziękuję ci.txt był głodny.Ty zajmuj się sobą. . Przed zachodem słońca.Nie ucz mnie! Rób. wyznaczał mu pracę na najwyŜszych miejscach. cięŜkie buty i rękawice. W czasie obiadu Cameron obszedł kilka razy budynek. w miarę jak podtrzymujące je mury pękały i rozwalały się pod ciosami potęŜnych młotów. ale pracował dalej. Zaczął im opisywać sposób. . Był obolały. a jego otwarte okna robiły wraŜenie oczodołów wyczekujących zbliŜającej się śmierci. Ram Lal spojrzał na wskazaną mu część muru. Drewno juŜ zniknęło z budynku. Ŝebyś wlazł na sam szczyt . Ram Lal podszedł powoli do zwalistego brygadzisty.Forsyth Opowiadania. . a to zwróciłoby uwagę urzędu skarbowego. .Ten mur zawali się lada chwila .Co ty robisz? .powiedział spokojnie. . 32 Zaopatrzył się juŜ w aluminiowe pudełko śniadaniowe. Ludzie spuścili wzrok i jedli w milczeniu. . Jeszcze jeden dzień i zaczną. usiadł na brzegu rzeki i zanurzył rozpalone dłonie w wodzie. Odwrócił się i odszedł. a białka jego oczu zaróŜowiły się z wściekłości. co ci kaŜę. Stali przy tym w niebezpiecznych pozycjach na resztkach desek podłogi.Pochodzę z prowincji Strona 18 .zapytał Wielki Billie. Ja mam kupę Ŝarcia. z wielkiego dachu gorzelni zniknęła juŜ połowa dachówek. Ram. miał mnóstwo bąbli na dłoniach. . byłoby załoŜenie ładunków wybuchowych na naroŜnikach od strony wychodzącej na wolną przestrzeń. głupi. a od chwili kiedy dowiedział się. Cameron obrócił się. Burns wzruszył ramionami. chociaŜ Ŝaden z jego kolegów ich nie uŜywał.Wyjaśnijmy najpierw jedną sprawę . Jego zakup wymagał uzyskania specjalnego pozwolenia. Ram Lal wstał. McQueen i jego załoga byliby zmuszeni zapłacić spory podatek dochodowy. Zanotował sobie w pamięci. kiedy wróciła cięŜarówka. Kiedy się odezwał. nie jestem głodny . . Zwrócił się do Rama Lala. kopniesz go od środka. Ŝeby kupić parę solidnych rękawic. emaliowany kubek. po czym powrócił do ludzi siedzących dokoła ogniska. Po latach uciąŜliwej pracy mieli wystarczająco zgrubiałe ręce.powiedział. zleci razem z cegłami.zawołał. Przez cały ten tydzień Wielki Billie Cameron dokuczał mu niemal bez przerwy.Po prostu częstuję kolegę sandwiczem. Imponujący niegdyś budynek był juŜ bez krokwi. by nie zanieczyścić rzeki. Ŝe Ram Lal boi się wysokości. zdziwiony. .Panie Cameron! . wszyscy obecni wyraźnie go słyszeli. Do konfliktu doszło w sobotę.

Gdy zapadła noc. Pierwsze błyskawice przecinały niebo nad Bangorem. przodków Harkishana Rama Lala. Ram nie posługiwał się nowoczesnym językiem pendŜabi. Pod powiekami przesuwały mu się obrazy rozpalonych równin PendŜabu i cwałujących po nich jeźdźców. Rozległ się grzmot. Dumnych. Wielki Billie cię zabije! Ram Lal spojrzał w górę. MoŜe nie starczy mi pieniędzy na opłacenie studiów medycznych.Wyrwał następny kwiat i połoŜył go obok pierwszego. Przodkowie jego cwałowali z mieczami i lancami w rękach przez kraje sto razy większe od tych sześciu hrabstw razem wziętych i podbijali je jeden po drugim. zaczął przygotowania. Był pewien. Doprawdy? No. Ma a.. Uderzał w dachówki nad głową studenta. nikt nie odezwał się do niego. Proszę mnie nigdy więcej nie obraŜać. Ogarnęło go uczucie wstydu i upokorzenia. jak Wielki Billie odchodzi. Nie mówił do nikogo. . Chciał wiedzieć. od strony morza.. Zdjął z półki tanią wazę z wąską szyjką. JeŜeli wstaniesz. Bogini Shakti. Słodkawy. Co powiesz na to? Wraz z ostatnim słowem zamachnął się i otwartą dłonią uderzył Rama Lala w twarz. a to. Ŝeby powstrzymać łzy wstydu. Wielka matko. Kiedy kapliczka była gotowa.. Ram wyrwał kwiat z wieńca i złoŜył go pod wizerunkiem Shakti. Zdjął szczotkę i grzebień z brzydkiej toaletki. w który wetknął zapaloną świecę. Pozostali robotnicy znieruchomieli ze zdumienia. który wołał: .Zostałem dotknięty do Ŝywego. co ma się jeszcze stać. 34 Z zakupionych przed dworcem kwiatów uwił wieniec. Ram zacisnął mocniej oczy.. ale starodawnym sanskrytem.Czysta robota PendŜab w północnych Indiach. który wyrządził mi krzywdę. Słyszał głos Tommy'ego Burnsa. usunął z niej brudną serwetkę i lustro. Olbrzym stał nad nim z zaciśniętymi pięściami. wodzami i mędrcami juŜ dwa tysiące lat temu. przypiął go do ściany nad toaletką i w ten sposób zamienił ją w ołtarzyk.. kiedy ustała burza. NaleŜę równieŜ do kasty wojowników zwanej kshatria. umieścił w niej trociczki i zapalił je.. Białka jego oczu zrobiły się czerwone.. LeŜał powalony w pyle. . Modlił się przez dobrą godzinę. Ram stanął przed nią z pochyloną głową i wieńcem w dłoniach i zaczął modlić się do bogini o radę. Wydobył świętą księgę Manu. co tam. patronki władzy i sprawiedliwości.LeŜ. czarnookich rycerzy z Kraju Pięciu Rzek. chłopcze. Strona 19 ... I kaŜdy z nich rzucał mu tylko jedno słowo: Zemsta. deszcz wciąŜ padał. Ram Lal wstał bez słowa. D e v i Shakti. a oni mijali go galopem i spoglądali na niego. Skończył się modlić dokładnie w momencie. Zakręciło mu się w głowie. pragnę zemsty na tym. spadły pierwsze krople deszczu. dzisiaj sprawy wyglądają trochę inaczej. . Ŝe bogini ześle mu znak.Doprawdy? . Wielki Billie Cameron patrzył z góry na hinduskiego studenta. językiem modłów. A od zewnątrz. milcząc jak zaklęty.. Pomiędzy robotnikami zaczęła się cicha rozmowa.odezwał się Cameron spokojnym głosem. jaką wybrać formę zemsty. wyciął z niej wizerunek wielkiej bogini Shakti. Stało się. Po jakimś czasie usłyszał.. ale moi przodkowie byli wojownikami i ksiąŜętami.txt 33 3. ty czarny bękarcie. brodatych męŜczyzn w turbanach. Obok wizerunku bogini ustawił płytką miseczkę wypełnioną do połowy piaskiem.Forsyth Opowiadania. dochodziły odgłosy potęŜnych grzmotów. mdlący zapach kadzidła szybko wypełnił pokój. Resztę dnia pracował. takŜe się stanie. Dobrze znał obyczaje swojego narodu. dzielnych. Młody człowiek runął na ziemię.. Następnie wydobył z walizki zawiniątko i wyjął z niego sześć pałeczek kadzidła. Ŝe nie ma Ŝadnych szans z tym brutalem z irlandzkiego Ulsteru. PendŜabskich wodzów. Zrozumiał. kiedy pańscy pełzali na czworakach i ubierali się w skóry. Zamknął oczy i leŜał bez ruchu. o orlich nosach. spływał po szybach okna za jego plecami.

JeŜeli poŜyczysz mi róŜnicę. Zatrzymał pokój na Railway View Street. JeŜeli polecę jutro. Świeca dopalała się. .Oczywiście. Jestem jego pierworodnym synem. Ŝe zamiast płynąć prosto. Strona 20 .odparł Ranjit Singh. jeden jego koniec był niewidoczny. . McQueen miał syna w Kanadzie. .podziękował mu Ram Lal. Był to jego ulubiony sposób spędzania niedzielnego wieczoru. gdzie na haku wisiał jego szlafrok.Mój ojciec jest umierający. zwrócę poŜyczkę niedługo po powrocie. Nazajutrz pojechał pociągiem do Belfastu. a drugi leŜał na dywanie. . Widzi pan. Przyjął Rama Lala w dobrze urządzonym pokoju studenckiego domu. Ale kiedy Ŝona wprowadziła do pokoju Rama Lala. . 36 Ram pojechał taksówką na lotnisko Aldegrove. Muszę spłacić dług i jeszcze zarobić na czesne na przyszły rok. Miał bogatych rodziców.txt Kiedy skończył. ale noc spędził w hotelu w Belfaście.Forsyth Opowiadania. pieniądze będą mi teraz potrzebne bardziej niŜ kiedykolwiek. którzy przysyłali mu sporo pieniędzy. ale los był dla niego 35 łaskawszy.O.Dobrze .Dziękuję panu. poleciał do Londynu. .Są słuszne i właściwe.Chce mnie zobaczyć. wrócisz do pracy. wzrok Rama padł na ścianę. chłopcze. Kiedy się zatrzymała. Przypominał zwiniętą w kłębek Ŝmiję. Shakti patrzyła na Rama nieruchomym wzrokiem. a pokój wypełnił się jego słodkim zapachem. Ulewa ustała. .Bardzo mi przykro . ściszył głos z odbiornika.Chodzi mi o bilet lotniczy. wrócę pod koniec tygodnia. . Ŝłobiła sobie zygzakowatą drogę i zniknęła w rogu okna. . . Brud spowodował.Dostałem list od rodziny . Czy moŜe pan rezerwować moje miejsce do końca tygodnia? . W niedzielę wieczorem Ram Lal złoŜył wizytę McQueenowi w jego domu w Groomsport. Wymagają tego nasze zwyczaje. jest pan bardzo dobry . gdzie Singh podjął odpowiednią sumę i wręczył ją Ramowi. Był lekko skręcony.powiedział Ram Lal.Chodzi o mojego ojca . Nie widział go od siedmiu lat.odparł przedsiębiorca. Ŝe zatrzymam ci miejsce na następny tydzień. W poniedziałek rano poszedł razem z Ranjit Singhiem do banku. . . przykro mi to słyszeć. W takiej chwili miejsce pierworodnego syna jest u boku ojca. a tam zaopatrzył się w najtańszy bilet na najbliŜszy lot do Indii. Ram Lal zrozumiał zesłany mu znak. Ale nie zebrałem jeszcze wystarczającej sumy. Po dwudziestu czterech godzinach wylądował w potwornie upalnym Bombaju. Ŝe otrzyma duŜy procent i Ŝe jest pewien wypłacalności dłuŜnika.Jest umierający. StruŜka wody spłynęła ze znajdującej się nad oknem rynny i popłynęła po zakurzonej szybie.Przyjmij moje kondolencje. Sznur od szlafroka spadł na podłogę. . Ale jeŜeli zjawisz się przed weekendem.PoŜyczyłem pieniądze na bilet lotniczy.Muszę do niego pojechać.rzekł Ram Lal. Pracuję i nieźle zarabiam. Obrócił się i podszedł do okna. Kwiaty leŜały przed wizerunkiem na błyszczącym blacie toaletki. ale wszystko było mokre. Przedsiębiorca siedział przed telewizorem z puszką piwa pod ręką. . panie McQueen. Ŝeby spotkać się z przyjacielem Sikhiem. Ŝłobiąc w brudnej powierzchni wąską ścieŜkę.Tak . podobne do rozdwojonego języka. Pierworodny syn musi być przy umierającym ojcu. kadzidło gasło.Nie mogę ci zapłacić za czas twojej nieobecności ani przyrzec. śaden Sikh nie uchyla się od poŜyczania pieniędzy pod warunkiem. Oczywiście na tych samych warunkach. . Muszę jechać. Ranjit Singh równieŜ studiował medycynę. sterczały z niego tylko dwie nitki. ToteŜ Ranjit Singh obiecał podjąć w poniedziałek rano odpowiednią sumę z banku.powiedział. .

jakby na powitanie dwóch Hindusów. było tam pusto. Stary GudŜerat rozłoŜył ręce. które są nieraz trudno dostrzegalne. ale teraz zakupił tanią fibrową walizkę. Podręcznik napisany przez Anglika.To wyjątkowo rzadki okaz . Dzień był upalny. . zapewniał czytelników dawno zmarły angielski przyrodnik na końcu rozdziału o Echis Carinatus. Zaopatrywał liczne ośrodki medyczne w okazy mające słuŜyć badaniom i wiwisekcji. Ŝe ta mała. Autor ksiąŜki dodawał w odnośniku. o jaki towar mu chodzi. Autor był bardzo zadowolony. Łatwo nieopatrznie dotknąć jej ręką albo nogą. najmniejszy i najjadowitszy ze wszystkich gadów świata. była to Ŝmija o ostrych łuskach. Coś poruszyło się pod kupką liści wyściełających pudło. wymieniona przez Kiplinga w jego wspaniałym opowiadaniu "Riki-Tikki-Tavi". Przed powrotem do Londynu Ram Lal nabył pudełko cygar. Przyczyną śmierci jest zawsze zawał mózgu. Indii i Pakistanu.Znam tę Ŝmiję. Ram znalazł właściciela na tyłach sklepu. Właśnie otrzymałem jeden okaz kilka dni temu z RadŜputanu. za dnia szuka chłodnych miejsc. była niemal na pewno nie "dasznikiem modrym".powiedział. ma teŜ falistą ciemniejszą pręgę. Jest bardzo czujna i pobudliwa.i bardzo trudny do zdobycia.zapytał Ram Lal szeptem.AleŜ tak . Siedział w półmroku otoczony akwariami pełnymi ryb i szklanymi gablotami.Ile pan za nią chce? . opróŜnił je z zawartości i wybił w jego wieku dwadzieścia małych dziurek. ale śmierć jest praktycznie nieunikniona i następuje zwykle w dwie do czterech godzin później. w których drzemały Ŝmije i jaszczurki. Pięćset rupii. posiada nieliczne jaśniejsze plamy. więc owinął pudełko w papier oraz kilka ręczników. Człowiek ugryziony nie czuje bólu.txt W środę na zatłoczonym bazarze przy Grand Road Bridge znalazł to. Liście w pudle poruszyły się ponownie i wyłoniła się spod nich malutka głowa Ŝmii. Ŝe przyłapał wielkiego Kiplinga na takiej pomyłce. Przyjechał do Bombaju jedynie z podręczną torbą. których puszystość gwarantowała wystarczającą ilość powietrza nawet wewnątrz walizki. Ŝe długość tej bardzo cienkiej Ŝmii wynosi od dwudziestu trzech do trzydziestu dwóch centymetrów. Dobrze przystosowuje się do kaŜdego klimatu i niemal do kaŜdego środowiska . bez Ŝadnego ostrzeŜenia. który uŜywał oczywiście łacińskich nazw. Jej zęby jadowe są tak drobne. podobny do draśnięcia ciernia. Ma pan szczęście. Pan Chatterjee był obeznany ze światem nauki. 37 ale "Ŝmiją o ostrych łuskach". Ŝe Ŝmija potrafi obyć się bez pokarmu przez tydzień. Ŝe gatunek ten jest rozpowszechniony na wschód od Afryki Zachodniej i na północ od Iranu. czarny. Oliwkowobrązowa. napełnił ją zakupioną na targu Strona 21 . .powiedział . skinął ze zrozumieniem śnieŜnobiałą głową. Uderza błyskawicznie. Obydwaj męŜczyźni stanęli w milczeniu przed szybą nowego pomieszczenia Ŝmii. który ma około 60 centymetrów długości. W suchym gorącym klimacie wyłania się z ukrycia w nocy. Ŝe pozostawiają niewidoczny niemal ślad. a to dlatego. . Mówiąc bardziej zrozumiale. Ŝe jest tak niepozorna.Forsyth Opowiadania. czego szukał. Ram Lal kupił Ŝmiję za trzysta pięćdziesiąt rupii i zabrał ją ze sobą w słoiku. . Od czasu do czasu otrzymywał nawet intratne zamówienia z zagranicy. określał ją jako Echis carinatus.od rosnących na bagnach krzewów Afryki Zachodniej aŜ po chłodne wzgórza Iranu i rozpalone pagórki Indii. Kiedy młody student z podręcznikiem o gadach wszedł do "Imperium tropikalnych ryb i płazów" pana Chatterjee. Zaprowadził Rama Lala do swojego sanktuarium. ale groźna Ŝmija. zaleŜnie od wagi ciała ofiary i jego kondycji fizycznej. Podręcznik stwierdzał. Jej zapotrzebowanie na powietrze było minimalne. rozdwojony języczek i zatrzepotała nim. Według podręcznika jest ona wyjątkowo niebezpieczna i jej ukąszenie powoduje więcej zejść śmiertelnych niŜ ukąszenie słynnej kobry. Kiedy Ram wytłumaczył. Podręcznik podawał. a bez wody przez dwa do trzech dni. Wiedział. A w pudle Ŝmija wysunęła mały. patrzących na nią zza szyby.

wyciągnie rękę z kieszeni. Strona 22 .podręczna torba nie wzbudziła jego zainteresowania. Nigdy nie odstępował od tego zwyczaju. Ŝe potrzebny mu jest większy młot. Rano wsunie Ŝmiję do prawej kieszeni wiszącej na drzewie marynarki Camerona. Ręczna torba Rama została przeszukana. Znalazł się więc przy karuzeli. odkręcił pokrywkę i strząsnął jego zawartość do kieszeni zwisającej z gałęzi pobliskiego drzewa marynarki. mały przyjacielu . Ram przejechał do krajowej części lotniska i wsiadł do samolotu lecącego do Belfastu.Zaśnij. przepuszczono go dość szybko. ale Ram nawet nie zwrócił na to uwagi. wyjął zeń słoik. ZauwaŜył swoją wśród pierwszych dwóch tuzinów. nie będzie juŜ niebezpieczna. w czasie przerwy obiadowej. Po wypaleniu fajki i wysypaniu popiołu prostował się i wołał: "No dobra. zabrał ją do toalety.Forsyth Opowiadania. zobaczy. podchodził do marynarki i wydobywał z prawej bocznej kieszeni fajkę i woreczek z tytoniem. PoniewaŜ mógł udowodnić. Nikt nie zauwaŜył nic dziwnego w jego zachowaniu. ale na tym się to skończy. gestem pełnym obrzydzenia. I wtedy Ŝmija spełni rozkaz wielkiej Shakti. Plan Rama Lala był prosty. To ona. Przy przejściu oznaczonym "nic do oclenia" został zatrzymany przez 38 celnika.To znaczy jeŜeli takie gady jak ty w ogóle sypiają. Jak zaobserwował Lal. udając. na której wjeŜdŜał bagaŜ. Ram Lal wrzuci zabitą Ŝmiję do rzeki Comber. z której wyrzucił pałeczki kadzidła. Cameron zaklnie. Ŝe z palca zwisa mu Ŝmija. w momencie kiedy ukazały się na niej pierwsze walizki. zaraz po zjedzeniu posiłku. TuŜ przed opuszczeniem hotelu zamknął walizkę na klucz. . Do południa nabierze znowu wystarczającej ilości jadu. wstawać i zabierać się do roboty". po czym wsuwał fajkę z powrotem do kieszeni marynarki. Harkishan Ram Lal otworzył pudełko śniadaniowe. wyciągając jednocześnie powoli szklaną płytkę. Zniknęła w głębi ładowni boeinga. a ta zabierze do morza dowód zbrodni.txt bielizną. Poprzez szkło zobaczył Ŝmiję. a rano . lecz niezawodny. . wykona egzekucję na Ulsterczyku. pudełko od cygar umieścił w samym jej środku. ale nie znaleziono w niej nic do oclenia. Wielki Billie Cameron miał zwyczaj zdejmowania marynarki z chwilą przybycia na miejsce pracy i wieszania jej na jakimś haku czy gałęzi. Zdjął szklaną płytkę z nocnego stolika i ostroŜnie wsunął ją pomiędzy pokrywę pojemnika a jego niebezpieczną mieszkankę. Rozwścieczona Ŝmija ugryzła rękawicę. wyjął pudełko po cygarach i wsunął je do podręcznej torby. podejdzie do marynarki i wsunie rękę do kieszeni. Pozbawiona jadu. TuŜ po jedenastej. która powoli przesuwała się po ściankach pudełka. Wczesnym popołudniem znalazł się w Bangorze i mógł wreszcie obejrzeć sobie zawartość pudełka po cygarach. włoŜył słoik do pudełka śniadaniowego i poszedł do cięŜarówki. Ŝe jest studentem medycyny.nałoŜywszy na ręce grube rękawice .szepnął Ram. LeŜała mocno skręcona w słoiku od kawy i nie ruszała się. 39 Wreszcie. Odrzutowiec linii Air India wylądował na londyńskim lotnisku Heathrow w piątek rano i Ram Lal przyłączył się do długiego korowodu Hindusów próbujących dostać się do Anglii. a nie Ram Lal. Przez chwilę przyglądał się swojej zdobyczy. czarnymi oczkami. ciśnie o ziemię i rozgniecie jej głowę obcasem. chwyci Ŝmiję. w którym to celu została przewieziona do Irlandii z drugiego niemal końca świata. a nie imigrantem. Przed wieczorem kupił słoiczek kawy z zakręcanym wieczkiem i wsypał jego zawartość do chińskiej wazy. Jutro rano wykonasz rozkaz bogini Shakti. wszyscy musieli juŜ być na nogach. który przeszukał walizkę . W pewnej chwili Ŝmija zatrzymała się i spojrzała na Hindusa złymi. Być moŜe ktoś będzie coś podejrzewać. Ten po zjedzeniu sandwiczy wstanie. chłopaki. która miała go zawieźć na plac rozbiórki. Kiedy się odwracał. Zamknął wieko. a na lotnisku oddał ją na bagaŜ. Ram Lal podskoczy do niego.przeniósł gada z pudełka do słoika. Zakręcił dobrze wieko. której pełne jadu zęby wbiły się głęboko w jego ciało. W minutę później był znowu przy pracy.

instrumentem zemsty przywiezionym z Indii na jej rozkaz. po czym wydobyła z niej fajkę i woreczek. Wieczorem poszedł do Kilcooley i znalazł blok o nazwie Ganaway Gardens. Ram Lal obrócił głowę i patrzał na niego. Dlaczego zmieniła zamiar. Przyłączył się do Tommy'ego Burnsa. Ŝeby ją zaczepić i powiedzieć. Nikt nie zwrócił na to uwagi.Oczywiście .powiedział do bogini. pod szwem podszewki coś poruszyło się.odpowiedział Ram Lal.Forsyth Opowiadania. . Wstał i przeciągnął się. próbował zdobyć się na odwagę. Ŝe zauwaŜył w jednym z okien Billie Camerona i zanotował sobie numer tego domu. .Nic .txt W przerwie obiadowej nie miał apetytu. Ram poszedł za nią. połoŜony tuŜ przy Owenroe Gardens i naprzeciwko uliczki Woburn Walk.zwrócił się do niego . Ale bogini patrzyła daleko przed siebie i milczała.Nie. przemówić do niej Strona 23 . ale nie mógł spokojnie usiedzieć. a zawieszony nad ogniem czajnik bulgotał. Przez chwilę korciło go.Co się tak gapisz? . Odbiło mu się.No to do poniedziałku. Zdawało mu się. Dziura. Było bardzo gorąco. Towarzysze pracy siedzieli jak zwykle dokoła ogniska. odwrócił twarz do ogniska.zaprzeczył Ram Lal.którą uznał za panią Cameron weszła do supersamu Stewarta. jeŜeli się nie mylę. . a Wielki Billie poŜerał przygotowane mu przez Ŝonę olbrzymie sandwicze. Resztę weekendu Harkishan Ram Lal spędził trapiony lękiem i niepokojem. . jak zapala fajkę. suche belki trzaskały i strzelały iskrami. Poszedł za nią do centrum handlowego Clandeboye. obserwował ją zza półek z towarami. Na rogu Woburn Walk stała budka telefoniczna. Ŝe w marynarce jej ojca kryje się niebezpieczeństwo. Dlaczego . Chcesz mu złoŜyć wizytę? . Zmusił się do przełknięcia kilku kęsów. Na samym jej skraju. Ŝe Ram Lal wpatruje się w niego.ma Ŝonę i dwoje dzieci. . Resztę dnia przepracował w stanie przytłumionej świadomości. Hindus wstrzymał oddech. To nie one mnie skrzywdziły. Ale nie starczyło mu odwagi. stare. Kątem oka widział. nie .zapytał wojowniczym tonem. ZauwaŜył. Ręka Camerona grzebała przez kilka sekund w kieszeni. Ram Lal zamknął oczy. popykuje z prawdziwym zadowoleniem i powraca na swoje miejsce. Później Ram Lal 40 widział. . stęknął i ruszył w stronę marynarki. Ram Lal takŜe powrócił na swoje miejsce. wykonując przy tym pół obrotu. Serce biło mu mocno. mała dziurka w podszewce pokrzyŜowała mu plany. niedaleko. jak Cameron kładzie woreczek z tytoniem z powrotem do kieszeni marynarki i wyciąga z niej pudełko zapałek.Czy mieszka daleko stąd? -.odpowiedział Burns . Ram Lal postarał się o miejsce w pobliŜu marynarki szefa. Wstał. W osiedlu Kilcooley.czy pan Cameron ma rodzinę? .pytał sam siebie . jak Billie rzuca marynarkę na tylne siedzenie swego samochodu i odjeŜdŜa. Kobieta . dlaczego zrezygnowała ze swojego zamiaru? Obrócił się znowu i raz jeszcze spojrzał na marynarkę Camerona. więc złoŜył marynarkę wpół i połoŜył ją sobie na kolanach. TuŜ przed zapadnięciem zmroku wyszła z domu kobieta z torbą na zakupy. Ludzie dowcipkowali i przekomarzali się jak zwykle. Pełen grozy wpatrywał się w ognisko. W czasie powrotu cięŜarówką do Bangoru Wielki Billie Cameron siedział jak zwykle przy kierowcy. Jednocześnie obserwował ten krótki zaułek. Zaczął nabijać fajkę świeŜym tytoniem. Wreszcie Wielki Billie zmiął papier po sandwiczach i rzucił go do ognia. był coraz bardziej zdenerwowany. stojącego na przystanku autobusowym. Billie Cameron podszedł do marynarki i wsunął rękę w jej prawą kieszeń. Po powrocie do swojego pokoju Ram Lal usiadł i zaczął się wpatrywać w nieruchomy wizerunek bogini sprawiedliwości.Nie. Ŝe czeka na połączenia.dlaczego wielka Shakti tak z nim postąpiła? śmija była przecieŜ jej narzędziem. Był w szoku. Pod nią Ram Lal spędził godzinę.Powiedz mi .Nie chciałem śmierci jego Ŝony i dzieci . To w Ganaway Gardens. W pewnym momencie kilkunastoletnia dziewczynka wyszła z tego właśnie domu i przyłączyła się do grupy młodzieŜy. udając. które w sobotę zamykają bardzo późno ze względu na robotników otrzymujących tego dnia wypłatę.

Jego marynarka wisiała w szafie w przedpokoju. Ale i tym razem zawiodły go nerwy. Ŝe jego obecność zwraca uwagę i zrozumiał. albo odejść i pozostawić ich los w rękach bogini. Po południu 41 zorientował się. gdzie pozostawił ją na weekend. i to zarówno w domu. W poniedziałek rano rodzina Cameronów zbudziła się kwadrans przed szóstą. tylko Wielki Billie w roboczym ubraniu. Mały gad leŜał w kącie kuchni obok półek.powiedziała z ustami pełnymi bułki z dŜemem. Dowiadywał się od niego róŜnych ciekawych rzeczy.Zanim to zrobisz. Strona 24 . i patrzył wyzywająco na świat. Ale sama myśl o tym. .Idę się umyć . . .rozkazał. moŜe pomylił się co do numeru domu. córka i Ŝona. .Tato. Chłopiec wpatrywał się w Ŝmiję przez grube okulary. respektował wiedzę syna. wyłaniającą się ze swojej kryjówki w podszewce marynarki i ślizgającą się bezszelestnie po domu. ale marynarka nie miała wieszaka.toŜ to Ŝmija! . Coś cienkiego i ciemnego wysunęło się z fałdów i niemal bezszelestnie pomknęło po pokrytej linoleum podłodze w kąt kuchni. . zardzewiały gwóźdź. . O szóstej cała czwórka siedziała w małej kuchni na tyłach domku przy śniadaniu: syn. . Zlokalizował ponad wszelką wątpliwość dom. . Ŝe mógłby stanąć twarzą w twarz z groźnym Ulsterczykiem i wyznać.Czy to gryzie? . pełną jadu Ŝmiję. kobieto. zwinięty w kłębek. Przerabialiśmy takie w zeszłym roku na biologii.Podnieś tę szmatę! Nikt z Cameronów nie ośmieliłby się opierać głowie rodziny. trzymając marynarkę ojca za kołnierz. Ŝe to robak? .krzyknął Wielki Billie. Ŝe musi albo podejść śmiało do frontowych drzwi Cameronów i przyznać się do wszystkiego. . Pani Cameron obróciła się od kuchenki.spytała z lękiem pani Cameron.Forsyth Opowiadania. TuŜ po szóstej jego córka. wstała.Nie bądź durna. Właśnie kończył miskę płatków owsianych.Na miłosierdzie boskie .Co to jest.To po cholerę chodzisz do szkoły? . Powrócił więc na Railway View Street. . Czternastoletni Bobby przestał smarować grzankę masłem. wyjmij z szafy moją marynarkę . Dali je nam do robienia sekcji. sierpniowy dzień.wyjaśnił Bobby.odparł Bobby .zawołała pani Cameron .Nie mam pojęcia.AleŜ skąd . ale bez nóg. . więc Jenny wróciła. coś ty miał w marynarce? Dłoń Wielkiego Billie'ego zatrzymała się w połowie drogi do ust.Jenny! .zirytował się jego ojciec. ale gładki. toteŜ marynarka po chwili zsunęła się z niego i spadła na podłogę. Po chwili dziewczyna wróciła do kuchni. jak poza 42 nim.zawyrokował. widział pokrytą ostrymi łuskami.zawołał ojciec. .To coś jak jaszczurka. Był piękny. Zobaczył go pracującego w ogródku za domem.Powieś ją na drzwiach . po prostu go sparaliŜowała. odkładając łyŜkę na stół. .jest całkiem nieszkodliwy.To mi nie wygląda na robaka . wszyscy w szlafrokach.txt i uświadomić jej czyhające w domu niebezpieczeństwo. MoŜe to zupełnie inna kobieta. Bobby? Mimo Ŝe Cameron był tyranem. słoneczny. Przywieźli je zza morza. a w drzwiach sterczał nie zwykły. Jenny. w którym mieszkała rodzina Wielkiego Billie.Właściwie to nie robak . Jenny przyglądała się gadowi z przeraŜeniem. podniosła marynarkę z podłogi i powiesiła ją staranniej na haku. na jak straszne niebezpieczeństwo wystawił jego dzieci. w którym spała nie podejrzewająca niczego rodzina Cameronów. czy nie wiesz. . szybko migając rozedrganym języczkiem. Uznano by go za wariata. on nawet nie podniósł głowy. . Dziewczyna wykonała polecenie. Źle spał tej nocy. W niedzielę znów wałęsał się po osiedlu Kilcooley. Podała mu ją.powiedział ojciec. . niklowy hak. Ŝe w Irlandii nie ma Ŝmij? KaŜdy to wie . który doskonale się uczył.To jest pewnie taki robak zwany padalcem .powiedział Wielki Billie.No to dlaczego mówisz.

zawiesił ją na ramię obok pudełka ze śniadaniem. Przed południem Wielki Billie wtajemniczył wszystkich robotników w swoje zamiary i zagroził pobiciem kaŜdemu. Obejrzała zapas słoików.Nie znoszę gadów. gdy trzęsąc się w cięŜarówce jechali na południe od Newtownards i Comber. Zabawię się. gotowa do ataku. Ŝe nie jest jasnowidzem.txt . Jego zawartość rozleciała się na wszystkie strony i wylądowała w wysokiej trawie i otaczających ognisko zaroślach. ale ich rozmowa była sztuczna.PrzełóŜ groszek i dawaj go .Głupi jesteś! Całe te twoje szkolne mądrości są do kitu.Poczekaj chwileczkę. Ścisnął pudełko śniadaniowe kolanami i otworzył je. Zajechał na stację spóźniony o pięć minut i ze zdziwieniem zauwaŜył wpatrzone w siebie intensywnie oczy hinduskiego studenta. . Podaj mi kuchenną rękawicę.Nie chcę dotykać tego paskudztwa. Zrobię mu kawał. Pochodzi z kraju. . Podchodził juŜ boso do Ŝmii. Strona 25 . Ram Lal odrzucił je od siebie z całej siły. . . czy nie .Forsyth Opowiadania. Po chwili Ŝmija znalazła się w słoiku pod mocno zakręconą pokrywką.Będę ci wdzięczna. dawaj słoik. . i gdyby Ram nie był tak zamyślony.To bardzo czyste stworzenia. Ŝe coś się szykuje. Jednocześnie pudełko śniadaniowe wyleciało wysoko w powietrze.Zaraz to zrobię . a wraz z nim ryk śmiechu robotników. Prawą zabezpieczała rękawica. Wsunął słoik do torby. Bobby wstał od stołu.stwierdził Bobby.zainteresował się Bobby.Zabij to paskudztwo i wrzuć do śmietnika . Ale któŜ by to zrobił! Wszyscy byli pewni. Poza tym był pochłonięty własnymi myślami i troskami. jeŜeli wyniesiesz to z domu. a proch Ŝreć będziesz po wszystkie dni Ŝywota twego. Zwijała się w spazmach wściekłości. myślał Billie. .One wcale nie są brudne .Mam tu słoik z zielonym groszkiem. Nagle opuścił go błyskawicznym ruchem.Co chcesz zrobić.. Pani Cameron westchnęła. kto zdradziłby go przed "czarnuchem". . Ale on tego nawet nie zauwaŜył. 43 Powoli opuszczał trzymany nad Ŝmiją słoik.Mamy w naszej grupie czarnucha. Bobby. Jej pełne jadu zęby wbiły się w wyściółkę rękawicy nad samym środkiem dłoni Camerona. .. Zwinięta między kanapką a jabłkiem leŜała Ŝmija z uniesioną głową.nakazał Cameron senior. W czasie przerwy obiadowej panowało wśród ludzi takie napięcie. Robotnicy siedzieli dokoła ogniska niby to jak zwykle.Jaki słoik? . . Poganin. tato? . z pewnością zauwaŜyłby uśmieszki i spojrzenia rzucane w jego kierunku. .Po co ci rękawica? . i na pewno jeszcze coś więcej niŜ proch. Ŝe padalec jest nieszkodliwy.powiedziała pani Cameron. .zapytała pani Cameron.zauwaŜył Bobby.Nie wiem jaki! Po prostu zakręcany słoik." Tak.Padalec cię nie ugryzie. Wrzask Hindusa rozległ się po całej polanie. . ominęła Ŝmiję i otworzyła spiŜarnię. Kobieto. . co się miało stać. Jenny. Wielki Billie spojrzał znad talerza na syna i uśmiechnął się.I tak jestem juŜ spóźniony.zaŜądał Cameron. kiedy ojciec zatrzymał go. Czy nie stoi w Biblii: "Na brzuchu twoim czołgać się będziesz. zdjął nocny pantofel i chwycił go jak packę na muchy. w którym jest wiele Ŝmij. iŜ powinien się był domyślić. . wsunął fajkę do prawej kieszeni marynarki i poszedł do samochodu.zapowiedział jej mąŜ. . Nie dotknę go ręką! Jenny podała ojcu kuchenną rękawicę. Wielki Billie stanął nad Ŝmiją z otwartym słoikiem w lewej ręce. Mam pomysł. i uwaŜali pomysł Billie'ego za kawał i dobry Ŝart. Jedynie Ram Lal pracował w pełnej nieświadomości tego. bo widok Ŝmii zasłaniała mu własna dłoń. Mam nadzieję. ale Ŝmija była szybsza. . . Cameronowie przyglądali jej się przez szkło. czy są jadowite. Ale nic nie wywołało w nim niepokoju.

Harkishan Ram Lal usiadł. którą był ponad wszelką wątpliwość gwałtowny wylew krwi do mózgu. zdecydowano się na sekcję zwłok.Szybkim krokiem ruszył w stronę szosy. .krzyknął. . Ram Lal zerwał się na nogi. Oblizał niewielkie spuchnięcie na dłoni i znów zabrał się do roboty. a góry gruzu i poukładanego drewna sterczały wysoko. Nic nie powiedział. PoniewaŜ okoliczności zgonu nie były jasne. Jego towarzysze 44 pokładali się ze śmiechu. dobrze zbudowanym i bardzo silnym.Ty jesteś medyk. .Ty ciemny czarnuchu . . Ludzie nie mogli się opanować. Po takim raporcie koroner normalnie nie zarządziłby rozprawy Strona 26 . głodni robotnicy zabrali się do jedzenia. rozgrzane sierpniowym słońcem. wciąŜ obejmując rękami obolałą głowę. po czym ukrył głowę w rękach. Reakcja ofiary kawału przeszła ich najśmielsze oczekiwania. Wkrótce wszyscy powrócili do pracy. . Dwóch robotników połoŜyło Camerona na nosze. głównie na ramionach i dłoniach. . o co chodzi. śart się skończył. ale Patterson zrozumiał.Zostańcie tu . co wynikało z rodzaju jego pracy. Nie zauwaŜył potem dwóch małych. Patterson nachylił się nad nim. Jadł lewą ręką.zawołał. jednak go zbadał.wrzeszczał Ram Lal. Rozumiesz? Nie ma! Plecy rozbolały go od śmiechu. Uznano.To Ŝmija. Siedział przez chwilę pod drzewem.powiedział do stojącego obok niego Pattersona.Błagam was. . Najwięcej uciechy miał Wielki Billie.Zadzwonię po pogotowie i zawiadomię McQueena. Tommy Burns zorientował się dopiero po kilku minutach. .Wielki Billie zachorował .Niedobrze się czuję . zakurzone. . wierzcie mi. Karetka zjawiła się po upływie pół godziny.To ty nic nie wiesz? W Irlandii nie ma Ŝmij. . śadne z nich nie miało związku z przyczyną zgonu. co się dzieje z szefem.rozkazał obejmując komendę. Siedział naprzeciwko Rama Lala.Odpocznę sobie w cieniu.Ram . Oparł się o kilof i otarł czoło ręką. draśnięć tuŜ nad przegubem własnej Ŝylastej prawej dłoni. Raport nie zawierał niczego szczególnego. jakby od cierni. Na jego ciele zauwaŜono liczne zadrapania i kilka ranek. To jadowita Ŝmija! Twarz Wielkiego Billie była mokra od łez ze śmiechu. dostał konwulsji i przewrócił się na bok. Billie otarł sobie policzki. Tego samego wieczoru raport patologa został przesłany koronerowi do Belfastu. więc odchylił się do tyłu. Zabrano go do Głównego Szpitala w Newtownards. . Zmarły był męŜczyzną w wieku czterdziestu jeden lat. O pół do czwartej Wielki Billie Cameron przerwał na chwilę. Pracował od wielu lat i widział niejeden śmiertelny wypadek. Kwadrans po czwartej.txt WciąŜ krzycząc.Forsyth Opowiadania. Po posiłku starał się trzymać z daleka od wysokiej trawy. Od niepamiętnych czasów nie był w tak dobrym humorze. . Ŝe Cameron był martwy w chwili przybycia do szpitala. w którym był akurat ostry dyŜur. Wykonał ją okręgowy patolog w miejskiej kostnicy. . W pogotowiu trzymał kubek z gorącą herbatą. Co o tym powiesz? 45 Ram Lal wiedział. Podszedł do niego i zawołał Pattersona.zaczkał. Prawdopodobnie skutek nadmiernego wysiłku w czasie wielkiego upału.Uciekajcie! Ona zabija! Zawtórował mu jeszcze głośniejszy śmiech. Po pięciu minutach wyprostował się ponownie. Jego martwe oczy wpatrzone były tępo w trawę. jadowita Ŝmija! . Rozglądał się dokoła bacznie niepewnym wzrokiem. Ŝe badanie Wielkiego Billie nic nie da. Po chwili wstał z kolan. który stał i wodził dokoła dzikim wzrokiem. w którego cieniu leŜał szef. wpierając ręce w porośniętą trawą ziemię. W pół godziny później zjawił się tam silnie zdenerwowany McQueen. Stara gorzelnia była juŜ prawie całkiem rozebrana. To było we wtorek. dokąd przetransportowano ciało. .Nie moŜe mówić! Robotnicy podeszli do drzewa.

czy słyszysz mnie? Wykonałaś zadanie. Wydaje się. a sam ruszył wąskim traktem. 47 . Stamtąd z kolei zatelefonowano do koronera w Belfaście. Na wielkim trawniku przed ratuszem Bangoru McQueen rozmawiał ze swoimi robotnikami. Rozprawa odbyła się na ratuszu w Bangorze we środę. obok pani Cameron. trzeba powołać świadków na tę okoliczność. jadowita Ŝmijo. Harkishan Ram Lal doszedł traktem do polany i stanął w miejscu. zasiedli współtowarzysze pracy zmarłego. .W pewnym sensie tak . paramilitarnego związku protestantów. Opowiedział na Ŝądanie koronera o wydarzeniach poniedziałkowych. Raport patologa nie budzi Ŝadnych wątpliwości. PoniewaŜ w Irlandii nie ma Ŝmij. moŜe się zgłosić w piątek. W tym samym czasie pojechał taksówką do Comber. do którego przywiozłem cię tu ze wzgórz RadŜputanu. Praca jest nadal aktualna. W Ulsterze nie wystarczy stwierdzić. Palące słońce dokonało reszty. skrajnie prawicowego. Przynajmniej w pewnych przypadkach. Pokryta ostrą łuską Ŝmija nie słyszała go. Strona 27 .Forsyth Opowiadania. Wykrył to komputer w Lurgan. Ŝe śmierć jest przypadkowa. Patolog określił to bardziej naukowo jako wylew krwi do mózgu. morderczyni? A więc uwaŜaj! PoŜyjesz jeszcze jakiś czas. Zaraz potem powrócił do pracy kilofem i łopatą. Ale była pewna okoliczność.zapytał Hindusa.zamyślił się kierowca i zabrał się do czytania gazety. na którym robotnicy zazwyczaj rozpalali ognisko. ale potem umrzesz. Ŝe zgon Williama Camerona nastąpił z przyczyn naturalnych. . chłopaki. Sąd wyraŜa swoje ubolewanie Ŝonie i dzieciom zmarłego i uznaje. kazał kierowcy zaczekać na drodze. a poniewaŜ wszystko zdawało się jasne. dalszych świadków nie wezwano. nawet najbardziej na pozór normalne zgony. poniewaŜ powołano na nią przedstawicieli urzędu skarbowego. Ŝe doprowadził się niemal do stanu apopleksji. ani gorsze od naszego zwyczaju brania udziału w pogrzebie . Na ławach frontowych. powodując pęknięcie naczynia w mózgu. Wielki Billie Cameron był aktywnym członkiem rady podziemnej organizacji Ochotników Ulsteru. Ŝe pan Cameron śmiał się tak gwałtownie.Chcę być lojalny wobec was. Kierowca pochodził z Bangoru i słyszał o śmierci Camerona. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem.To nie jest ani lepsze. zabiłbym cię i wrzuciłbym twoje ścierwo do rzeki.MoŜna tak powiedzieć. W związku z tym zatelefonowano z Lurgan do centrali Królewskiej Policji w Castlereagh. . o której Ram Lal nie wiedział. a jeŜeli nawet słyszała. naleŜący do skrajnego skrzydła lojalistycznej organizacji Ochotników Ulsteru.Visha serp . daję wam wolny dzień. Rama Lala oczywiście takŜe nie. Ale miałaś potem umrzeć.O. Do złoŜenia zeznań wezwano jedynie Pattersona. Czy słyszysz mnie. Ŝeby zarządził rozprawę sądową. Koroner odczytał na głos raport patologa i po podsumowaniu przewodu wydał wyrok. Rozejrzał się po wysokich trawach i krzakach jałowca porastających piaszczystą ziemię. Ale umrzesz sama. do którego wciągane są wszystkie. z którym mogłabyś mieć małe. jaki zmarły zrobił hinduskiemu studentowi. ale muszę potrącić wam pewne sumy na zaległe podatki. Urząd Skarbowy będzie mi teraz patrzył na ręce. Usiedli w ostatnim rzędzie. Sprawiło to duŜe kłopoty McQueenowi.zawołał do niewidocznej Ŝmii. bo wszystko umiera.odparł Ram Lal.Chce pan uczcić jego pamięć w miejscu śmierci? . Zjawili 46 się równieŜ dwaj milczący panowie. Usłyszeliśmy od pana Pattersona o przebiegu wydarzeń w czasie przerwy obiadowej i o raczej niemądrym kawale. bez towarzysza.txt sądowej i wystawiłby dla urzędu stanu cywilnego w Bangorze świadectwo zgonu z przyczyn naturalnych. . . Kto chce dalej u mnie pracować. Jutro pogrzeb. . Harkishan Ram Lal nie wziął udziału w pogrzebie.Takie są zwyczaje pańskiego narodu? .

a kiedy Murgatroyd obejrzał się za siebie. Obok kierowcy siedział młody. Wyspa Mauritius była kiedyś kolonią brytyjską i to przez sto pięćdziesiąt lat. Krótko mówiąc. Murgatroyd teŜ pomachał im ręką. Pani Murgatroyd Ŝachnęła się.I jest jeszcze coś. Murzyni i kreolscy Metysi. na którą składa się dobre pół tuzina grup etnicznych wyznających cztery religie. Kierowca odrzucił głowę w tył i roześmiał się. którego państwo Murgatroyd poznali zaledwie dwanaście godzin temu na lotnisku Heathrow i którego naturalną wesołość gasił powoli zły humor pani Murgatroyd.Dlaczego nie idzie do toalety? . Widać współŜyli ze sobą doskonale. Przed wyjazdem 49 4. Pani Murgatroyd przechodziła przez Ŝycie przy akompaniamencie nieustannych komentarzy i narzekań nawet wtedy. . gdy wsiadali kilka minut wcześniej do jego taksówki. Pod koszulą był goły. teraz zamilkł. Siedzący obok niej w taksówce mąŜ powstrzymał się od westchnienia. Murgatroyd był zafascynowany wszystkimi tymi widokami. Rozczulała się nad sobą. ale juŜ samodzielny pracownik głównego oddziału banku. potem na szosę prowadzącą do Mahebourga. Był to pełen temperamentu młody człowiek.Forsyth Opowiadania. uderzała go zwłaszcza harmonia. oburzała na świat.. swoją pierwszą w Ŝyciu egzotyczną podróŜ. Mały tamilski chłopiec w samej tylko koszuli wyłonił się zza chaty. Ŝe ludność wyspy jest mieszanką rasową. Ŝe pozostały na drodze i wydziobują z kurzu niewidzialne insekty. Pani Murgatroyd zawsze twierdziła. mimo Ŝe jego językiem był francuski z domieszką kreolskiego. cudem unikając śmierci. kiedy nie było do tego najmniejszych powodów. Higgins. CESARZ . . kaŜda tuŜ po urodzeniu równie jadowita jak jej rodzice. Potem odwrócił się.zapytała.txt nie dała Ŝadnego znaku.. Ŝeby pojechać do hotelu. Z ust jej płynęła nie kończąca się litania niezadowolenia. na ruiny fortu. . Jako Ŝe miał prawą rękę zajętą. lewą pozdrowił przejeŜdŜającą taksówkę. w którym Francuzi próbowali się bronić przed brytyjską flotą w 1810 roku. Ogon Ŝmii był wypręŜony. Murgatroyd patrzył przez okno samochodu na lotnisko Plaisance.To wstrętne . Łuski rozstąpiły się i ze steku jedna po drugiej wychodziły na świat Ŝmijki. Przy nasadzie ogona Ŝmii znajdują się dwie łuski zakrywające jej stek. Cztery chude kury wyfrunęły niemal spod kół taksówki. zraŜony zrzędzeniem siedzącej z tyłu pasaŜerki. które przewaŜnie nie były ani bogate. Nigdy jeszcze nie zetknął się z podobnym zjawiskiem. PrzejeŜdŜali przez róŜne wioski. którą podyktowała jej natura.powiedziała.powiedziała pani Murgatroyd. a ciało drgało w odwiecznym rytmie. KaŜda w przejrzystej błonie. Na stopniach małych domków siedzieli Hindusi. zobaczył. stanął na poboczu i zaczął siusiać. Samochód zwolnił na zakręcie. francuskiej stolicy wyspy. w jakiej zdawali się Ŝyć ci ludzie. Strona 28 . który otrzymał tygodniowy płatny urlop i wycieczkę na koszt firmy jako "najlepiej zapowiadający się nowy urzędnik". Kierowca Kreol. Pracował w dziale zagranicznym. starej. cały w uśmiechach. Edna Murgatroyd gadała bez przerwy. Było ich dwanaście. bez przerwy zrzędziła. ani czyste. Hinduskie świątynie i chińskie pagody stały tuŜ koło katolickich kaplic. Ŝe jest jeszcze coś. Chińczycy.Czysta robota przestudiował dwa grube przewodniki po Mauritiusie i zapoznał się dokładnie z mapą wyspy. Znał dobrze angielski. Głęboko zaszyta w ciepłym piasku tuŜ pod stopami Rama Lala zajęta była czynnością. ale ich mieszkańcy uśmiechali się do nich i machali rękami na znak pozdrowienia. Z ust jej buchała fontanna słów. Zamierzał w pełni wykorzystać tygodniowy pobyt na tropikalnej wyspie. Murgatroyd wiedział juŜ z ksiąŜek. Mijali plantacje i niewielkie wioski. Pochyliła się do przodu i trąciła kierowcę w ramię. kaŜda długości cala.

Po lewej stronie hallu znajdowała się recepcja. Po lewej stronie hallu kamienne schody prowadziły do Strona 29 . gdzie stał uśmiechnięty hinduski urzędnik. daleko . 50 . .Co to znaczy? . . po czym oddział jego banku wzbogacił się o kilkaset nowo otwartych rachunków. Hall kończył się kolumnadą.Nie wytrzymałabym juŜ dłuŜej jazdy przez to śmietnisko. Pierwsza z nagród przypadła w udziale Murgatroydowi.Państwo Murgatroyd . Kierowca wyciągnął rękę. o które załamywały się jasnozielone wody spokojnej laguny. Wszyscy troje przeszli pod arkadami hotelu i znaleźli się w chłodnym i przewiewnym hallu.Hotel . Przed sześcioma miesiącami otwarto tam fabrykę i Murgatroyd wpadł na pomysł: porozumiał się z dyrekcją zakładu i związkiem zawodowym.txt Ŝeby odpowiedzieć. Urzędnik zajrzał do rejestru. .oświadczył. Samochód minął dwa zakręty nie kierowany przez nikogo.Ponder's End wydaje się bardzo daleko .powiedział Higgins . zachowując się tak. Murgatroyd rozejrzał się dokoła.oznajmił . . Pani Murgatroyd wysiadła pierwsza. mieniąc się błękitem w porannym słońcu.Dix minutes.Dzięki Bogu . madame .oto i morze! Po prawej stronie.Forsyth Opowiadania. Taksówka zatrzymała się przed wielkim.odparła pani Murgatroyd rozdraŜnionym głosem. .oczywiście w poprzednim wcieleniu połowę pariasów Indii.Pas de toilette. Po obu stronach ciągnęły się wypielęgnowane trawniki. . jakby miała do osobistej dyspozycji . Po niemal godzinnej jeździe dotarli do rybackiej wioski o pięknej nazwie Trou d'Eau Douce.powiedział.Chyba to.Patrzcie państwo . pod gołym niebem. połyskiwał teraz aŜ po horyzont Ocean Indyjski. Po chwili taksówka znowu wjechała między plantacje trzciny cukrowej.spędzali zwykle wakacje u jej siostry w Bognor zaczęła natychmiast łajać portierów. . Higgins wystąpił naprzód. To pociągnięcie zwróciło na niego uwagę centrali i ktoś zaproponował utworzenie nagrody za nowatorskie inicjatywy w prowincjonalnych oddziałach banku i dla wyróŜniających się urzędników. lecz czekami. sugerując .wypłacanie robotnikom ich zarobków. Mimo Ŝe tylko dwa razy w Ŝyciu wyjeŜdŜała na wschód od ujścia Tamizy . Ŝe widać było pęki krasnorostów rosnące na dnie na głębokości siedmiu metrów. Słychać było plusk i wesołe okrzyki zgromadzonych tam gości. O jakiś kilometr od brzegu widniała biała linia raf. . w blasku tropikalnego słońca lśniła woda basenu. którego był dyrektorem. Ŝeby wziąć walizki z kufra i bagaŜnika na dachu.Tak. U wylotu. tak czyste. Wjechali na hotelowy podjazd.uśmiechnął się Murgatroyd. Trochę się zdziwił. Za nią podąŜali Higgins w schludnym kremowym tropikalnym ubraniu. . . Ciemne drewniane belki przecinały sufit. jeszcze przed chwilą niewidoczny z urwiska.a moje nazwisko Higgins.zauwaŜył. Higgins odwrócił głowę i uśmiechnął się. . Był nią tygodniowy pobyt na wyspie Mauritius na koszt banku. Ŝe nie lubił tego podmiejskiego osiedla Londynu. Ŝe tutaj robi się to na drodze . Pani Murgatroyd pociągnęła nosem z obrzydzenia.zdziwiła się pani Murgatroyd. zgadza się . i pan Murgatroyd w ciemnoszarym garniturze. Pani Murgatroyd w nieco wygniecionej kwiecistej sukni szła przodem.Och.powiedział. tak. Wysoki główny hall zbudowany 51 był z ciosanego kamienia. Geran i dwaj portierzy podbiegli do samochodu. obsadzone palmami. sklepionym wejściem hotelu St. Ŝe większość robotników głosowała za tą propozycją. Portierzy nieśli za nimi bagaŜe. gdzie znajdował się oddział banku. Nie oznaczało to. podobnie jak członkom kierownictwa. panował tu stale orzeźwiający przewiew.Ŝeby uniknąć ryzyka napadów rabunkowych .wyjaśnił jej Higgins. nie gotówką.

.Higgins.Z Perth w Australii. Strona 30 . . Zatrzymał się kilka metrów przed Murgatroydem i popatrzył na niego.przedstawił się młody męŜczyzna. Pokój miał dwa łóŜka i znajdował się na pierwszym piętrze.Przyjechał z Perth. o wielkim brzuchu.Roger Murgatroyd. Murgatroyd był zaskoczony.E.Higgins . KtóŜ to jest? . Foster pozwolił się prowadzić łagodnemu. na który palmy rzucały smugi cieni. Z biura recepcyjnego wyszedł młody jasnowłosy Anglik w nieskazitelnej koszuli i jasnych spodniach.Dzień dobry . ale miał szeroki uśmiech na twarzy i trzymał puszkę piwa w ręku. Z centrali.Z Midland Banku .Zaraz zajmiemy się sprawą pokojów. . Ŝe chodzi o to.Brawo. gdzie stykały się z piaskiem.Murgatroyd z Midland Banku i Higgins z centrali..niech pan wróci do baru.txt górnych pokojów. . Przed balkonem ciągnął się trawnik okolony pierścieniem błyszczącego.zapytał.Jak się pan nazywa? .powiedział Murgatroyd. Opalony na mahoń młodzieniec o spłowiałych blond włosach zajmował się surfingiem sto metrów od brzegu. Ŝe zaprowadzę ich do pokojów. . jestem dyrektorem hotelu.był pijany.Dobrze juŜ. w dali mieniła się błękitem. . wydając dzikie okrzyki.zawołał. .mówił .. Z głębi hallu wynurzyła się chuda postać.rzekł. Murgatroyd wyszedł na balkon i rozejrzał się z zadowoleniem. kochanie . . nowi goście? . . Murgatroyd! . .Halo. Dwoje małych ciemnoskórych dzieci o czarnych włosach i oczach obryzgiwało się wodą. Mrugnął kilka razy.powiedziała pani Murgatroyd. W głębi woda była zielona.A skąd pan jest? . .oświadczyła jego Ŝona. . białego piasku.odrzekł dyrektor banku.Nazywam się Paul Jones. . a na twarzy maskę ze snorkelem. Murgatroyd nie zrozumiał go.powiedział. Paul Jones powrócił. Fale błękitnej laguny jaśniejsze tam.To go bynajmniej nie tłumaczy . Australijczyk łyknął piwa z puszki i czknął.To mi się podoba . Stały przy brzegu na płyciźnie.On jest na wakacjach.zapytał bezceremonialnie Australijczyk. Człowiek ten był chudy jak szczapa i bosy. panie Foster . . . łagodnie zalewały brzeg plaŜy. O jakieś pięćset metrów dalej sterczały białe rafy. Myślał. kołysząc się na wietrze.Murgatroyd . to w drugą stronę. gdzie pracuje. . ... Do parterowych apartamentów schodziło się pod sklepioną arkadą.Państwo Murgatroyd. pomachał przyjaźnie ręką w kierunku recepcji. Australijczyk zastanowił się nad tą informacją i skinął głową. Miał na nogach płetwy.Nazywa się Harry Foster-wyjaśnił Jones. chwytał wiatr w Ŝagiel i bez Ŝadnego wysiłku przecinał powierzchnię wody. .Ten człowiek . . Paul Jones wyszedł zza kontuaru recepcji.A to kto? . Stojąc na wąskiej desce przechylał się to w jedną. wychodził z morza. Około tuzina pokrytych słomą słupków zapewniało mocniejszą osłonę brzegu. Kiedy juŜ znikał w drzwiach baru. Australijczyk uśmiechnął się wesoło.odezwał się z wyraźnym akcentem australijskim. . . Państwo pozwolą. Jakiś facet w średnim wieku.Witam państwa serdecznie . jakby chciał skoncentrować wzrok.stwierdziła pani Murgatroyd lodowatym potępiającym tonem .zapytał.powiedział.powiedział. .Forsyth Opowiadania. dobrze. a ja zajmę się rozlokowaniem moich gości.Wcale nie mówi jak Szkot . . Cienkie uda w drelichowych szortach. . . ale stanowczemu dyrek52 torowi hotelu. Chwycił Australijczyka za łokieć i zaprowadził go w głąb hallu. luźna plaŜowa koszula w kwiatki. tak .powiedział Jones.

Natomiast Murgatroyd zdobył sobie pewną niepoŜądaną i wątpliwą popularność. ToteŜ wśród Południowoafrykańczyków. okalającym bar połoŜony na cienistej wysepce. siadała na plaŜy pod słomianym dachem i zaczynała całodzienną litanię. spokojną wodą rozbłyskującą nagle jak gdyby kawałkami rozbitego szkła. zadziwiając samego siebie własną odwagą. które przywiózł z Anglii. PrzecieŜ na razie potrzebne są nam tylko kostiumy kąpielowe.Chodź. O tej porze większość męŜczyzn miała na sobie spodenki kąpielowe i koszule plaŜowe. Od czasu do czasu zanurzała swoje róŜowe ciało w basenie hotelowym. Ŝeby popływać.odpowiedziała mu pani Murgatroyd. Na szczęście Ŝona nie była świadkiem tego wyczynu. . Jej trwałą ondulację chronił plisowany czepek kąpielowy. Ŝe laguna roi się od rekinów i barrakud i nikt nie był w stanie przekonać jej. Nie masz pojęcia. Higgins. który widział kiedyś na głowie Hemingwaya. siadać na balkonie i obserwować. Powoli przepływała kilka metrów i wychodziła z wody. . jakoś uniknął etykietki "urzędnika z centrali". On takŜe spędzał większość dnia w spodenkach kąpielowych i koszuli. Higgins bardzo szybko zaprzyjaźnił się z grupą młodych Anglików. Wstawał. Zaczął jadać śniadanie na dole.Nie pozwolę ci pójść do jadalni w stroju kąpielowym. Nie był dobrym pływakiem.Będziemy wcześniej gotowi. mimo Ŝe bardzo rzadko wystawiała się na słońce. Australijczyków 54 i Anglików. mimo Ŝe figurowały w karcie. Ŝe te drapieŜniki nie mogą przeskoczyć przez rafy i Ŝe laguna jest bezpieczna jak basen pływacki. Strona 31 . Raz wypłynął na odległość chyba dwustu metrów. . narzekającą na powolność słuŜby przynoszącej śniadanie w rzeczywistości bardzo szybkiej . na ile mógł. a na kolację przychodził w pastelowych spodniach i koszulach typu safari z kieszeniami i naramiennikami. oczywiście na fotografii. na tarasie przy pływalni i. Spędzał w ciepłej wodzie godzinę. podobny do tego.Nonsens . Około dziesiątej przyłączała się do niego pani Murgatroyd. UwaŜał się za kogoś w rodzaju playboya. witano go nieco ironicznym uśmiechem i wesołym pozdrowieniem: "Dzień dobry. z włosami nawiniętymi na wałki. co się tam ^dzieje.Zostawmy to. by przed obiadem wypić zimnego drinka. śyła w przekonaniu. a kobiety dwuczęściowe kostiumy kąpielowe.Forsyth Opowiadania. a to posmarowania jej olejkiem.i schodził na plaŜę. pod bawełnianymi bluzeczkami albo szlafroczkami. jak inni pensjonariusze. którzy stanowili główną część klienteli hotelu. Gdy zjawiał się na tarasie w długich szortach i płóciennych pantoflach. . toteŜ widywali go rzadko. Po kolacji szedł do kasyna gry albo do dyskoteki. jak zwykle zresztą. mango i papają zamiast jaj na bekonie. ale szło mu coraz lepiej. ile tu ryb! Grupa męŜczyzn i kobiet otulonych w sarongi udawała się do baru. Murgatroyd!" Trzeciego dnia Murgatroyd wyszedł z wody po porannej kąpieli. kazał sobie podawać płatki kukurydziane z melonem. bardzo wcześnie. Murgatroyd zastanawiał się często. Ŝądając a to chłodzących napoi.Jezu Chryste! . jak słońce wyłania się z Oceanu Indyjskiego daleko za linią raf i ciemną. Murgatroyd trzymał się swoich sięgających kolan drelichowych szortów i koszuli tenisowej.krzyknął do kobiety siedzącej w cieniu palmy. jeśli mi pomoŜesz rozpakować rzeczy. Chcesz wyglądać jak tubylec? Tu masz szorty i koszulę. O siódmej opuszczał Ednę Murgatroyd wyciągniętą w łóŜku. pójdziemy popływać . . ale mógł zamiast patrzeć przez okno na mokre chodniki.txt .zaproponował Murgatroyd Ŝonie. Murgatroyd z Midland Banku stał się postacią humorystyczną. Kupił sobie w sklepie hotelowym słomkowy kapelusz o szerokim rondzie. który asymilował się w szybkim tempie. aby zjeść śniadanie. 53 W ciągu dwóch dni Murgatroyd dostosował się do wakacyjnego trybu Ŝycia w tropikach na tyle. Harry Foster nie był niestety wstrzemięźliwy w swoich dowcipach.

Lina napręŜyła się w pewnej chwili i z wody wynurzył się opalony na ciemny brąz młody gość hotelowy jadący na narcie wodnej. Ŝeby zobaczyć. narciarz zatoczył wielki łuk zbliŜając się do skraju plaŜy. Ŝe jest sam pod daszkiem. Ŝe nie został jej przedstawiony. na której końcu widać było wystającą z wody głowę. . ale nie potrafił się od tego powstrzymać. biały bawełniany sarong ze szkarłatnym wzorem na brzegu ledwo zakrywał jej biodra. okularów zaś uŜywał tylko do czytania . Będzie pracował w Ponder's 55 End przez następne dziesięć lat.odpowiedziała dziewczyna i poszła dalej. . Kiedy obrócił się z powrotem ku morzu. mimo Ŝe latem niemal wszystkie popołudnia spędzał w klubie tenisowym. Słońce stało juŜ dość wysoko i mimo Ŝe było dopiero wpół do dziesiątej. Szła boso. Ŝe dziewczyna jest Kreolką. ale w pobliŜu nie było nikogo. zwiotczałe mięśnie piersi.Ladaco . Do niedzieli pozostawało mu jeszcze cztery dni. jej ciemne włosy. wesoły uśmiech. Motorówka przyśpieszyła. a wtedy wyrosła za nim wielka fontanna piany. Ciągnęła za sobą linę. Był pewien. naleŜało równieŜ zimą chodzić na kwarcówkę i nie dopuszczać. Uśmiechała się do obcego człowieka. upał dawał się we znaki.Forsyth Opowiadania. Wiedział. A w takim razie jej uśmiech był spontaniczny. Strona 32 . Murgatroyd spojrzał na swoje ciało. Ŝeby skóra stała się biała jak marmur. oparł plecami o palik i zaczął zastanawiać się nad sobą. Murgatroyd zorientował się. dziewczyna uśmiechnęła się ponownie. Ŝe aby to uzyskać.Bonjour m'sieu . Rozejrzał się więc dokoła. włosy miał przerzedzone. jędrne piersi i wąską talię. Była całkowicie pogrąŜona w romansie historycznym. które opadały lokami na plecy. Pojedzie na lotnisko. stąpając z niewymuszonym wdziękiem mieszkanek tej wyspy. obróciła się i rzuciła komuś szeroki. Murgatroyd zazdrośnie przyglądał się młodemu człowiekowi. silnymi nogami przecinał sunącą za motorówką smugę fali. uwydatniając małe.Dzień dobry! . Ale jak to robić w Bognor? Przez ostatnie trzy lata w czasie jego wakacji lało. Mięśnie miał napięte. Przywiozła ze sobą cały stos jej ksiąŜek. Ale zęby własne. Grzeczność nie pozwalała mu przyglądać się jej zbyt ostentacyjnie.Radzę ci przestać myśleć o tych rzeczach . Zazdrościł ludziom. a jej białe zęby zabłysły w promieniu porannego słońca. Rozejrzał się i zobaczył idącą po plaŜy młodą dziewczynę. a potem przejdzie na emeryturę i najprawdopodobniej resztę Ŝycia spędzi w Bognor. Spięty na lewym ramieniu krótki. tuŜ przed oczyma Murgatroyda. Skórę miała koloru starego złota. komu dziewczyna śle swój uśmiech.txt połoŜył się pod słomianym daszkiem. Murgatroyd zdjął słoneczne okulary i takŜe się uśmiechnął. Zatoczył nowe koło. tęgi i bez kondycji. I ona przyglądała się oddalającej się dziewczynie. czy dziewczyna nosi coś pod spodem. był niski. Echo jego tryumfalnego śmiechu biegło po lagunie. który sądził. . Minęło dziesięć minut i Murgatroyd spojrzał na swoją lepszą połowę. Kiedy zbliŜyła się do niego. napisanym przez popularną autorkę. która właśnie nabierała rozpędu. Miała szeroko rozstawione ciemne oczy. wsiądzie do samolotu i juŜ tu nie wróci. które mimo wszystkich środków zapobiegawczych i licznych ostrzeŜeń Ŝony nabrało ponętnego koloru ugotowanego homara. którzy w krótkim czasie opalali się na brąz. Od strony morza usłyszał huk i zobaczył małą motorówkę. Brzuszek miał zaokrąglony.przewaŜnie raportów z posiedzeń spółki i rachunków bankowych.zawołał. . Wydawał się wyrzeźbiony z dębu. Lata spędzone przy biurku spłaszczyły mu pośladki.usłyszał za sobą głos Ŝony. Spod kąpielowych spodenek z materiału w kratkę wystawały mu cienkie jak tyki owłosione nogi. a w najlepszym razie było pochmurno. Czuł swoje pięćdziesiąt lat. Pod wpływem podmuchu wiatru biały sarong przylgnął na chwilę do jej ciała. Murgatroyd obserwował jej rozkołysane biodra. Zaskoczyło to Murgatroyda. wydatne kości policzkowe i połyskujące czarne włosy.mruknęła usadawiając się w cieniu. Sternik skręcił silnie kierownicą. która właśnie nadeszła. Murgatroyd zastanawiał się.

powiedziała.skąd jego Ŝona bierze tak niespoŜyty apetyt na romantyczną fikcję. w domu łagodność ta przemieniała się czasem w bierność.Ruszył naprzód ze sztuczną nonszalancją. Panie Murgatroyd.Za kilka godzin? PrzecieŜ to jest w przeliczeniu dwadzieścia pięć funtów! . W pierwszej chwili rozzłościł się i chciał nawet wyjść zza szafki i zaprotestować. JuŜ w pierwszych dniach powiedziała mu. Co pan na to? Bierzemy ją? Propozycja zdziwiła Murgatroyda. wszedł do ogrodu. oparł się o palmę i czekał na Murgatroyda.szepnął kątem ust i to tak tajemniczo.Normalnie kosztowałoby sto dolarów na głowę. który zbliŜył się do niego. czy połowica Murgatroyda nie idzie za nimi. która weszła do toalety. CięŜar tych przykrych myśli rozładował cięŜkim westchnieniem. . Okazuje się. . Od ponad dwudziestu lat związany więc był z kobietą. . Potrząsnął głową.Dobrze . . . Strona 33 . przerywały od czasu do czasu okresy ostrej nienawiści.O co panu chodzi? . . Zostałaby zuŜyta przez panią Murgatroyd na zakupy w strefie wolnocłowej i na prezenty dla siostry. Ŝe będzie je znosiła w przyszłości. Ich małŜeństwo nie było związkiem dwojga kochających się ludzi.Muszę z panem porozmawiać. W gęsto zarośniętym ogrodzie panowały ciemności. a mam straszną ochotę.odpowiedział Murgatroyd . .niech pan mówi.Czy pan tego próbował? . . wpatrując się w doniczkę z paprocią. Łódź jest wolna i połowa kosztów zapłacona. Ŝe juŜ przed laty "powinien był wyłoić jej skórę".Nie . Był zawsze. Po obliczeniu ceny taksówki na lotnisko i róŜnych innych wydatków związanych z powrotną podróŜą do Ponder's End. Nadszedł piątkowy wieczór. kiedy zbliŜył się do niego Higgins.zapytał. ale sam na sam .Dwadzieścia sześć funtów i siedemdziesiąt pięć pensów powiedział automatycznie Higgins. Ŝe niemal ostentacyjnie. jeŜeli przypuszcza. a te nie mają ochoty na wyprawę. .Forsyth Opowiadania.Oni chcą spędzić ostatni dzień ze swoimi dziewczynami. więc tylko pięćdziesiąt. to weź tabletkę sody .Ile to będzie kosztowało? . poza tym wątpił. bo uznał. Ŝe nie lubi "tych rzeczy" i Ŝe myli się. nawet w młodzieńczych latach.txt Obrócił się ku lagunie i zadał sobie pytanie .. Nie był niestety człowiekiem. Bardzo proszę. ChociaŜby jeden raz. aby się upewnić. Murgatroyd właśnie czekał w hallu hotelowym na Ŝonę.JeŜeli ci się odbija.Pańska Ŝona moŜe się lada chwila zjawić.O polowanie na grubą rybę .Ja teŜ nie. Trzej biznesmeni z Johannesburga zamówili łódź na jutro rano. człowiekiem łagodnym i jakkolwiek potrafił kierować bankiem.Nie. Edna Murgatroyd spojrzała na męŜa sponad okularów. graniczącą z upodleniem. pozostawało mu niewiele więcej niŜ ta kwota. jaka towarzyszyła temu stanowi rzeczy. . oczywiście Ŝe nie. . czy w przypadku jego Ŝony dałoby to rezultaty. Niech mnie pan posłucha.mruknął Higgins. Niech pan idzie za mną. Ŝe nie będą mogli z niej skorzystać.nie po raz pierwszy zresztą . poniewaŜ przepada im zadatek. który potrafiłby komuś "złoić skórę". Przeciwnie.Dlaczego pan nie proponuje tego swoim znajomym? Higgins wzruszył ramionami. . Spróbujmy! No? 57 . Ale nie zrobił tego. niech się pan zdecyduje. 56 Kiedyś w szatni klubu tenisowego usłyszał mimo woli. Nudę. . Ŝe ten facet ma prawdopodobnie rację. Higgins spojrzał poprzez kolumnadę w stronę oświetlonego hallu. która była mu obojętna. ale poniewaŜ połowa jest zapłacona. Murgatroyd zaczął liczyć w pamięci. Pracował przecieŜ w wydziale zagranicznym.powiedział. jak jeden z bywalców klubu powiedział do drugiego. negując przy tym całkowicie sens rzeczywistości..

po czym wyszedł i cicho zamknął za sobą drzwi.Sama myśl o tym przeraziła Murgatroyda. chowając czeki do kieszeni. Tu wszystkie domy były jeszcze ciemne i pozamykane.nalegał Higgins. To najlepszy czas. Za firankami było ciemno. Wysunął się cichcem z łóŜka i spojrzał na panią Murgatroyd. nie mam. i zastał tam rozdraŜnioną Ŝonę.Forsyth Opowiadania.odparł Murgatroyd. Będzie nas eskortować pracownik hotelowy. Ŝe obudzi Ŝonę. On się na wszystkim zna. . przez dawno juŜ nieŜyjącego francuskiego kapitana. ale Murgatroyd zauwaŜył zarys uwiązanej łodzi. .Wyruszamy bardzo wcześnie . Miał wprawdzie mały budzik. Wziął do ręki pantofle. spodenki kąpielowe i koszulę.powiedział. . zajechało od niego ponczem. Potem skręcili w boczną drogę i wjechali do małego porciku. proszę pomyśleć! Linki na tuńczyki. . ale ludzie zawsze mówią cicho w ciemnoStrona 34 . podpisał się na nich i podał Higginsowi. MoŜe uda się coś złapać. ale przecieŜ i tak wiecznie się awanturuje. Przypomniał sobie młodego człowieka przecinającego lagunę na jednej narcie. LeŜała jak zwykle na plecach. .Trzeba będzie wstać o czwartej. dowód. Zdrzemnął się kilka razy. tuŜ przed wschodem słońca. . . zaskoczony nieoczekiwanym chłodem trząsł się trochę. niejakiego Andre Kiliana. Zaprowadził ją szybko na kolację. 58 W nocy Murgatroyd nie mógł zasnąć.Edna nigdy się nie zgodzi .Pojadę! . W hallu znalazł Higginsa i przewodnika. . Nigdy juŜ nie zobaczymy Oceanu Indyjskiego. .. . Ŝe ktoś się tam juŜ obudził. Ŝe fosforyzujące wskazówki budzika zbliŜają się do czwartej. Piętnaście minut trwała jazda przez ciemne wsie.Właśnie . który zajmował się organizowaniem sportowych rozrywek dla gości.CóŜ. Samochód odjeŜdŜa o czwartej trzydzieści..Człowieku. a potem robi się piekielnie gorąco . . Uszu Murgatroyda doszły urywki rozmowy prowadzonej w kreolskiej francuszczyźnie. W ciemnym korytarzu włoŜył resztę ubrania. kierownik imprez. . obawiając się. . Kilian wyciągnął ze schowka w samochodzie termos z gorącą kawą i poczęstował wszystkich. Południowoafrykańczyk wysiadł z wozu i podszedł do łodzi.Zresztą.Bał się wracać do pokoju. To dziwne. No więc dlaczego nie? . Prawdopodobnie nigdy tu juŜ nie powrócimy. nawinięte na wałki włosy owinęła siatką. Nie mógł zaspać. który prawdopodobnie w tym miejscu znalazł źródło wody pitnej.O tej porze na wodzie jest chłodno. Nie ma pan długich spodni i wiatrówki z rękawami? . Pochylił się.Nie mówić? .Mam zapasowe . miejscowości nazwanej Trou d'Eau Douce. ale nie odwaŜył się go nastawić. Ruszył z powrotem do baru. doprawdy nie wiem. chociaŜ raz w Ŝyciu zobaczyć wschód słońca na pełnym morzu! Wiatr we włosach. oddychała chrapliwie. czyli Zatoczką Słodkiej Wody. Wreszcie zobaczył. Wypływamy za kwadrans szósta..Nie trzeba jej nic mówić. W ksiąŜeczce pozostały juŜ tylko dwa. Ŝeby znaleźć się na łowisku przed siódmą. Murgatroyd poszedł za nim. Spotkamy się w hallu o czwartej trzydzieści. OstroŜnie odłoŜył pidŜamę na łóŜko i włoŜył slipy..txt . Murgatroyd zamyślił się. Kilian spojrzał na Murgatroyda. Zrobi panu potem piekło.rzekł. którą warto będzie wspominać w Londynie.Ma pan rację! Kiedy wyruszamy? Wyjął portfel..powiedział Kilian i rzucił mu sweter. bonito i inne wielkie ryby. bo Higgins zastukałby zapewne do drzwi o wpół do piątej.MoŜe pan sobie spalić skórę. Niech pan pomyśli. O piątej mamy być w porcie. .szepnął mu Higgins.Nie myślałem o tym . wyciągnął trzy dziesięciofuntowe czeki podróŜne.Niech pan po prostu pojedzie. Podjechali do drewnianego mola. Przygoda.powiedział. Chodźmy. na której jakieś postaci krzątały się przy świetle pochodni.. W niektórych chatach paliło się światło. nieco otumaniony swoją szaloną decyzją.

No. szeroką łajbą o drewnianym kadłubie pokrytym sklejką. Powracał spokój. nikt inny tego nie pamięta. ale nic nie powiedział. Mała kabina na dziobie pełna była najrozmaitszych gratów. pofałdowaną jak stary orzech. z jedną ręką na sterze.powiedział Kilian.odezwał się Kilian . Miał na sobie grubą koszulę z granatowego płótna i spodnie. Kobiety widać przygotowywały juŜ poranną kawę. Ŝe są to wędki. Młody chłopiec odczepił tylną cumę i rzucił ją na pokład. niebo nabrało granatowego koloru. ale zaopatrzony w pasy bezpieczeństwa. widać było całe bukiety koralowców. Zapalały się i zaraz gasły. dym unoszący się z kominów.mówił Kilian.Łódź nazywa się "Avant". od ilu. Ŝeby usiedli. ostre błyski słońca przecinały powierzchnię wody. I proszę Strona 35 . . których końce przytwierdzono do pokładu. mówił głośniej. Kapitanem jest monsieur Patient. Wyciągnął z bagaŜnika wielki.chciałbym przedstawić panom łódź i jej załogę. Jean-Paul. z których wystawały dwie zdeformowane bose stopy. Murgatroyd zabrał paczki z wałówką i dwa termosy z kawą. Murgatroyd wychylił się za burtę. a na jej tle rysowało się kilka niskich. chłodzony pojemnik na piwo i zaniósł go z pomocą Higginsa na koniec mola. Po dwóch stronach rufy sterczały ukośnie długie tyki podobne do anten. Woda dostrzegalna była tylko dzięki połyskowi. juŜ było całe nad horyzontem i rzucało swe promienie na zachód.powiedział. W dziesięć minut później był z powrotem*. a wtedy słoneczne światło rozszczepiało się na tysiące srebrnych ogników. zarysy mola. . po francusku "Naprzód". . . marszczyły powierzchnię laguny. skinął głową.Forsyth Opowiadania. Twarz miał ciemną. Słońce podnosiło się teraz szybko. ale później dowiedział się. ale mocna jak skała. Ta część łodzi była zakryta daszkiem. Higgins wydobył z torby przewieszonej przez ramię aparat fotograficzny. Na prawo od jej drzwi stał na wysokim trzpieniu wyściełany fotel. na głębokości czterech sąŜni. a to jego wnuk. wzdłuŜ burty.On sam nie wie dokładnie. Ostatnie gwiazdy zbladły. . Stary człowiek obrócił się. a na głowie znoszony i podarty kapelusz. Na krześle kapitańskim. Łódź nie była nowym luksusowym modelem ze sztucznego tworzywa.Zabierzemy teraz na pokład rzeczy . Murgatroyd widział wyraźnie wiejskie chaty stojące wzdłuŜ brzegu laguny. a na rufie obrotowy fotel. . podobny do biurowego.Monsieur Patient łowi w tych wodach co najmniej od sześćdziesięciu lat .txt ściach. ale starą. a przed nim znajdowało się koło sterowe i tablica rozdzielcza. Na horyzoncie stała blada smuga światła. by się nie poplątały. Na dnie. Spoglądał w morze spod powiek pomarszczonych od wieloletniego patrzenia w połyskującą wodę.Na pańskim miejscu poczekałbym jeszcze kilka minut. siedział stary człowiek i przyglądał się w milczeniu przygotowaniom. Murgatroyd myślał z początku. a teraz . mącony jedynie długą bruzdą przecinającą powierzchnię wody od rufy łodzi do oddalającego się coraz bardziej mola. 59 .Chciałbym zrobić zdjęcie .W miarę jak stawało się jaśniej. Z tyłu. wmontowane były dwie twarde ławy. Na tym polega tajemnica szczęśliwych połowów. Nagłe powiewy. łodzi i ludzi stawały się coraz jaśniejsze. Jest 60 stara. i widziała na swoim pokładzie niejedną złowioną rybę. . szczególnie tuŜ przed świtem. Ŝe to wysięgniki przeznaczone do oddzielania przy połowie zewnętrznych linek od wewnętrznych. Łódź z wolna obróciła się dziobem do laguny. Kilian wsunął pojemnik z piwem pod jedną z ławek i gestem zaprosił wszystkich. Zna te wody i zna obyczaje ryb. wiejące nie wiadomo skąd i dokąd. postrzępionych chmurek. Stojący na molo wieśniak zrobił to samo z przednią cumą i pchnął łódź. Stary człowiek zapuścił silnik i Murgatroyd poczuł pod stopami głuche dudnienie.

Za przynętę słuŜyły teŜ łyŜeczki i błystki. i kolekcję róŜnych wabików. zawierający osiemset metrów jednolitej nylonowej Ŝyłki. Inne wykonano z białych i czerwonych kogucich piór. zwane przyponami. jak wielkie fale. Wszystko razem trwało zaledwie sześćdziesiąt sekund. Wszędzie pieniły się teraz grzywacze. Z zaciekawieniem obserwował teŜ wszystkie czynności chłopca.Po tej przeprawie przydałoby się coś mocniejszego . ale w dotyku były ostre jak brzytwy. . Ŝe nie jest to wycieczka dla tchórzów. próbował wypić kawę. piórko i łyŜeczkę. wszystko co błyszcząc w wodzie przyciąga uwagę drapieŜnych ryb. Słońce wynurzało się z wód oceanu i rozjaśniało rozkołysane wody. . Z hotelowego balkonu wyglądały. Niedługo będziemy przepływali przez rafy.roześmiał się Higgins. W miarę jak słońce wyłaniało się zza horyzontu. a zdawało się trwać wieki. Ten wyjął z duŜej skrzynki z przyborami stalowe linki rozmaitej długości. wśród nich róŜowe i zielone woblery zrobione z miękkiego kauczuku. Ŝe się nie skompromituje. KaŜde z nich zaopatrzone było w duŜy kołowrotek. gdy kapitan przekręcił koło i "Avant" skierował się dziobem ku otwartemu morzu. W pięć sekund później znaleźli się w tym kanale. Ale kapitan zdawał się nie zwracać na nie najmniejszej uwagi. bębniąc głucho. Chłopiec zapytał o coś dziadka po kreolsku. Murgatroyd wparł się w ławkę i poddając się kołysaniu łodzi i jej nagłym podskokom. jakby były zrobione z piórek opryskiwanych mlekiem. Chłopiec rozpoczął przygotowania do połowu. Do jednego Strona 36 . ten odburknął mu. a po prawej i lewej stronie łodzi rozbijały się o rafy białe grzywacze. Murgatroyd dostrzegał je dopiero wtedy. Chłopiec wsunął kaŜdą wędkę do odpowiedniego gniazdka i zamocował ją ściągiem węzła i karabińczykiem tak. tu jest koniak . Wtedy Murgatroyd zobaczył kanał między koralowcami. podobne do cygar ołowiane cięŜarki z zaczepem do Ŝyłek. Po prawej stronie wciąŜ ciągnęły się rafy. kiedy było niegroźne.Forsyth Opowiadania. Potem znaleźli się na rozhuśtanych falach oceanu. Kilian uśmiechnął się. Ŝe nie ma między nimi Ŝadnej wyrwy. Ŝeby nie wypadły za burtę. Wyniósł z kabiny cztery dwuipółmetrowe wędziska. Siedział trzymając jedną rękę na kole sterowym. a gdy fala opadała po jego stronie. Chłopiec wybrał dwa małe woblerki. "Avant" podskoczył i zakołysał się. Były tam takŜe grube. Od czasu do czasu lekko skręcał koło albo dodawał gazu i "Avant" omijał 61 kolejne niebezpieczeństwo. były coraz jaśniejsze i zieleńsze. Gdy zbliŜali się do strefy spienionych wód. Murgatroyd rozejrzał się. widział ściany koralowców w odległości trzech metrów. Murgatroyd. Znaleźli się na groźnie wzburzonych falach Oceanu Indyjskiego.Hej. latarni morskiej na pustym horyzoncie. Obsada wędek. i patrzył naprzód przez szybę. I wtedy Murgatroyd zdał sobie sprawę z tego. które w mgnieniu oka przybrały odcień zielonkawoniebieski. zdarłyby w mgnieniu oka burtę z łodzi albo skórę z człowieka. od dołu na dobre pół metra owinięte korkiem. w odległości jakichś dwudziestu metrów od nich.Pomyśleliśmy o wszystkim. Ŝeby uchwyt był lepszy. . Teraz widział. Miał nadzieję. Wyglądały jak zrobione z delikatnych piórek.powiedział Kilian i otworzył drugi termos. Płynęli równolegle do brzegu mniej więcej kilometr od niego. Ŝeby łatwo wchodziła do umocowanych w burcie łodzi gniazdek i nie pozwalała im się skręcić. jakby odbierał sygnały jakiejś. Murgatroyd patrzył na coraz bliŜsze rafy. zrobiona z solidnego mosiądzu. została poząbkowana w ten sposób. czy widział pan te cholerne koralowce? zawołał Higgins.To jest coś! Prawda? Kawy? . jemu tylko znanej. sterczących tuŜ pod powierzchnią morza. Patient skręcił ostro kołem sterowniczym w prawo i "Avant" zaczął sunąć równolegle do linii raf. Zdawało się. drugą na gazie. rozbijają się o poszarpane ściany ostrych jak noŜe koralowych raf.txt uwaŜać. Gdyby się o nie otrzeć.

. do drugiego zaś pojedynczy lub potrójny haczyk. górna część wędziska uginała się lekko pod cięŜarem przynęty i zaczynała ją ciągnąć. a nawet duŜe tuńczyki. który od razu zaczął zrzucać przygotowane przez siebie linki za łódź. Dopiero po minucie dostrzegli to.Forsyth Opowiadania. Kilian zwrócił uwagę swoich gości na rodzaj uŜywanej przynęty. tym więcej Ŝyłki będziecie musieli potem wciągnąć . Ŝe przynęta znajduje się o dobre trzydzieści metrów od łodzi. tak Ŝe niekiedy ginęły z oczu* Chłopiec pozwalał Ŝyłce rozwijać się do chwili.Wtedy trzeba wsadzić wędzisko grubszym końcem do gniazdka w podłodze tuŜ pod fotelem i przypiąć tą oto klamrą do ramy fotela. bo im dłuŜej będziecie marudzić. co nastąpi. powiedzmy do pięciu funtów.powoli przekręcicie sprzęgło Strona 37 . Kapitan obrócił się i skinął głową na chłopca. do którego przymocowana była przynęta. i kołowrotek zaczynał się obracać.tłumaczył dalej Kilian. to wyrwałaby Ŝyłkę z klamry i przeniosła napięcie z kołowrotka wprost na wędzisko. który utrzymywał go tuŜ pod powierzchnią wody. wszyscy wstali. . niczym szybko mknąca ryba. Gdzieś daleko w tyle. na które takŜe poluje bonito i tuńczyk. Okay? Obydwaj Anglicy skinęli głową. . Trzeba pamiętać. drugie w prawym. Na woblery i piórka łowimy bonito. Ŝyłka zostaje gwałtownie szarpnięta przez nagły ruch kołowrotka. Wtedy znowu zahaczył kołowrotek. Dwa wędziska sterczały w swoich gniazdkach na tylnej burcie łodzi. Nurkowały i zaraz potem wyłaniały się z morskiej toni. .Rybitwy .. ale jeśli jest dobrze umocowana. odsuwał zaczep kołowrotka. Chłopak rzucił w morze przynęty przymocowane do tych wędzisk i przesunął klamry po linach jak mógł najwyŜej. Teraz popatrzcie.. na którą przyszła kolej. jedno w lewym naroŜniku. . tuŜ nad powierzchnią wody trzepotało stadko ptaków.To jest sprzęgło poślizgu . kiedy ryba chwyci. Chłopiec przymocował zaczep wabików do stalowej linki przyponu.JeŜeli ustawić je na nieduŜy cięŜar. Ŝe wędka zostaje wyrwana z ręki.ale szybko. Murgatroyd i Higgins znowu skinęli głowami. a te z kolei przywiązane do lin przeciwwagi burtowej.Błystka wirowa nadaje się do łowienia barrakudy.W takim razie pokaŜę wam. to gdy ryba weźmie i pociągnie za sobą Ŝyłkę. co stary człowiek zauwaŜył juŜ przed dobrą chwilą. a tę z kolei do Ŝyłki wędziska. Potem juŜ nie będzie na to czasu. przynęta i haczyk płynęły równo.zapytał Kilian. kiedy orientował się. . Rozpiętość tych lin miała utrzymać zewnętrzne Ŝyłki z dala od wewnętrznych. Prąd wody porywał przynętę. KaŜdy wabik obciąŜony był ołowianym cięŜarkiem. w zielonkawej wodzie. . . ale nic nie przykuło ich uwagi. zajmie wtedy moje miejsce i otrzyma wędkę z rąk Jean-Paula albo moich. ale interesują się nimi duŜe ryby. ale w pozycji równoległej. dorady. Osoba. Z daleka wyglądały jak punkciki. . Ŝe idzie ławica szprotek. Kiedy gwałtownie podskakiwały na spienionych falach.ZauwaŜyły ławicę drobnych rybek i polują na nie. Ich Ŝyłki ściśnięte były duŜymi klamrami.Kiedy ryba chwyta. a to z kolei powoduje przeraźliwy pisk. .Nie.Ale nas nie interesują małe rybki! . cięŜarki i Ŝyłki.powiedział Kilian.txt końca kaŜdej z tych błystek przymocowany był stalowy.zdziwił się Higgins.Czy któryś z was juŜ kiedy łowił ryby? . . Daleko na horyzoncie. Gdyby ryba wzięła. Ŝe jego terkot zamieni się w pisk. nie tracimy jej ani przynęty. Pozostałe dwa chłopiec włoŜył do gniazdek umieszczonych na burtach tylnego pokładu. Kiedy usiądziecie na tym miejscu . Ptaki są dla nas sygnałem. Monsieur Patient zmienił nagle kurs. Murgatroyd i Higgins potrząsnęli przecząco głowami. tuŜ pod powierzchnią. 63 Południowoafrykańczyk siadł w obrotowym fotelu i wziął do ręki jedną z wędek. Ŝe wędki są drogie. Kilian wskazał na mosięŜne koło ze szprychami sterczące z boku kołowrotka. Jest to znak dla rybaka. Zdarza się. Chodźcie panowie za mną i popatrzcie. kołowrotek zacznie kręcić się tak szybko. dwudziesto62 pięciocentymetrowy przypon.

Aby uniknąć ryzyka. znowu odpuszczamy i tak w kółko.Wskazują maksimum dopuszczalnego naciągu. . . kiedy naciąg wynosi sto funtów. pilnie wypatrując bystrymi oczkami błysków ukazujących się tu i ówdzie w rozkołysanej wodzie. jak się szarpie .zainteresował się Higgins. .musimy się zdecydować. groziłoby wyrwaniem ramion z tułowia. Te Ŝyłki mogą wytrzymać cięŜar stu trzydziestu funtów.wydusił z siebie Higgins i kręcił dalej. Chłopiec ogłuszy ją i wrzuci na pokład. Ale 64 utrzymywanie przez dłuŜszy czas stufuntowego cięŜaru. Ptaki szybowały jakieś sześć metrów nad wodą. Wędzisko ugięło się jeszcze bardziej. podciąganie wędziska do góry. sztywna ryba. ale juŜ nieco wolniej. Ŝe ryba ma powyŜej srebrzystego brzucha ciemnogranatowe paski. przechylanie go do przodu przy jednoczesnym kręceniu korbką kołowrotka.Panie Murgatroyd . która natychmiast znikała w ich wąskim przełyku. Wtedy wyciągając ostre dzioby spadały strzeliście w dół. Higgins nie miał 65 4 . .zapytał Higgins. który z nas będzie pierwszy. cieniutką niby zapałka rybkę. Murgatroyd zauwaŜył. Z początku odpuszczamy Ŝyłkę. Ŝe dłuŜej ciągnąć nie moŜe. Wędzisko zgięło się. który po chwili przeszedł w gwizd. którego kołowrotek wciąŜ się obracał.Czuję. kiedy bierze bardzo cięŜka ryba? . Jeśli są mokre. Trzeba mocno chwycić lewą ręką część wędziska owiniętą korkiem i szybko kręcić korbką kołowrotka. trzeba odjąć od tego dziesięć procent. a nie ryba łódź.txt w przód.powiedział Higgins . aŜ ryba tak się zmęczy. ale Ŝyłka się nawijała. trzeba trzymać wędzisko oburącz i starać się podnieść je do pozycji pionowej. Trzymając je lewą ręką. Jean-Paul wychylił się za rufę. .Forsyth Opowiadania. Więc zapomnijmy o tym. Potem uwalnia się prawą rękę. W kilka chwil później jedno z wędzisk przegięło się gwałtownie i Ŝyłka zaczęła się rozwijać. Rzucił ją na pokład. Higgins wcisnął go do gniazdka. śyłka nawijała się gładko. chwyta nią korbkę i kręci. To ułatwi wciąganie Ŝyłki. o tak. powoli opuszczając wędzisko. potem nakręcamy ją. Chwyt oburącz. gdy Ŝyłka przestanie się rozwijać. Higgins wygrał. śyłka zatrzymała się niemal natychmiast. .Co oznaczają te nacięcia na sprzęgle poślizgu i na mosięŜnej obudowie bębna? .Około czterech funtów. Polowały na swoje poŜywienie z niestrudzoną energią. nad którym krąŜyły rybitwy. Następnie naleŜy ten zabieg powtórzyć. JeŜeli ryba jest bardzo cięŜka. W tym momencie zaczynacie ją wciągać. Chwytając linkę podciągnął ją i na pokład padła srebrzysta.Moja! .Bonito . Chłopiec wziął szczypce i wyjął wąs haczyka wędki z pyska bonito.Wtedy trzeba ją zmęczyć.Ale co się dzieje.stwierdził Kilian. To jedyne wyjście i cięŜka walka. Wyciągnął z kieszeni jedną miejscową rupię. Obracający się kołowrotek wydawał z siebie dźwięk. dopiero gdy przytrafi się taka sytuacja. Jean-Paul podał mu wędzisko. Ale o to będziemy się martwić. z nieruchomymi skrzydłami i opuszczonymi łebkami. podobnie jak makrele.krzyknął Higgins z radością i runął na obrotowy fotel. sprzęgło poślizgu wypuszcza Ŝyłkę tylko wtedy. W sekundę później wyłaniały się z wody. W pewnym momencie zobaczycie swoją zdobycz szamocącą się w pianie za rufą. Monsieur Patient zmniejszył obroty silnika i łódź płynęła teraz wolno nad niewidzialną ławicą ryb. prawą obracał kołowrotek. kołowrotek jest tak znakowany. Kołowrotek będzie usztywniał się stopniowo do chwili. Przymocował klamrą wraz z węzłem i zacisnął sprzęgło poślizgu. . Wtedy łódź zacznie ciągnąć rybę. po przebyciu trzech mil "Avant" znalazł się w miejscu. . nie mówiąc juŜ o wciąganiu go na pokład. trzymając w dziobie wijącą się. Ŝe gdy nacięcia schodzą się ze sobą. Ŝeby się znów naciągnęła. Zagramy w orła i reszkę. W pół godziny później. .Czysta robota Strona 38 .

Wcisnął wędzisko do gniazdka. Miała półotwarty pysk i czarne. Był to znowu bonito. Kiedy ryba znalazła się w odległości dwudziestu metrów za łodzią. Był ogromnie podniecony. Będzie co opowiadać w Ponder's End. Ten odpiął przypon razem z przynętą i schował go do skrzynki z przyborami. Stado rybitw pozostało na prawo od łodzi. tuŜ. Patrzał. Kołysząc się lekko. Murgatroyd ujął wędzisko. Pokręcił jeszcze kilka razy i zobaczył ją tuŜ pod rufą.txt zadowolonej miny. Tubylcy robią z nich zupę. Kiedy wziął do ręki obciągniętą korkiem część wędki. Minęła juŜ ósma i zaczynało się robić ciepło. myślał. Murgatroyd pomyślał. Napiął mięśnie lewego ramienia i prawą ręką zaczął spokojnie kręcić korbą kołowrotka. dała widać za wygraną. Czuł w napręŜonym lewym ramieniu siłę szamocącej się ryby. na wierzchu pozostało tylko zagięcie haczyka i ostre jak igła zakończenie z wąsem. stary rybak przeszedł przez chybocący się pokład na tył łodzi i skrzyŜowawszy nogi usiadł na odpływowej luce. JuŜ on wie. jak wnuk wyciąga haczyk z pyska bonito. Przejechali jeszcze raz poprzez ławicę i ryba chwyciła po raz drugi. .Bonito nadają się tylko na przynętę. Ŝeby ściągnąć ją ku burcie. . po czym przebił mięśnie karku ryby. kryjącym się w skłębionych wodach. Jean-Paul ogłuszył ją i rzucił na pokład. Monsieur Patient powoli zatoczył łuk i skierował "Avant" z powrotem ku ławicy i wyznaczającym ją nurkującym ptakom. poczuł szarpanie ryby na końcu sześćdziesięciometrowej Ŝyłki. Przeszedł go dreszcz podniecenia. aŜ zakrwawione wyszło przez pysk. Wyciągnął resztę stalowej linki z pyska ryby.Forsyth Opowiadania. Strona 39 . które złapał Higgins. które wystawało spod podstawy ogona.Wspaniała zabawa. chociaŜ jeszcze nie gorąco. jakich kobiety uŜywają do cerowania męŜowskich skarpetek. to następne moŜe okazać się gigantem.powiedział Kilian. okręcił ją kilka razy nitką. metr bawełnianej nitki. Następnie nawlókł na mniejszą igłę. 66 . MoŜe to naprawdę wielka ryba. Następnie wbił obsadę haczyka głęboko w brzuch ryby. Wziął mniejszego bonito i zaczął robić z niego przynętę. gdzie jak okiem sięgnąć kołysała się ciemnogranatowa toń. WaŜył około dziesięciu funtów. Na końcu linki pozostał mały obrotowy zatrzask. Wbił ostrze w odbyt ryby i przepchał je przez całe jej ciało. a jego wnuk tymczasem zarzucił haczyk wraz z woblerem do wody.krzyknął podniecony Higgins. tak jak gdyby była tuŜ. Ŝe moŜe się urwała. Grzbietowa płetwa bonito i dwie płetwy brzuszne leŜały płasko. Murgatroyd skinął głową i uśmiechnął się. . ale jest niezbyt smaczna. Dajmy mu spokój. Przypiął stalową linkę do końca ostrza i za pomocą szczypiec teŜ przeciągnął ją przez ciało bonito. Stary przeciągnął igłę przez nasadę płetwy grzbietowej. co oznaczało. ale tym razem większy.MoŜe będziemy ją mogli zjeść na kolację? . ostrzem do przodu. nie większą niŜ te. Chłopiec skinął głową. Potem poszedł na dziób łodzi i przejął koło sterowe od dziadka. Zadziwiająca była siła napotkanego oporu.zapytał Higgins. Kręcił z całych sił. Nie wiedział przecieŜ. Nie spodziewał się. tak Ŝe się napięła. a koniec wędziska przechylił się w dół. Dyszał cięŜko. Robił to po raz pierwszy w Ŝyciu i pewnie po raz ostatni. niewidzące oczy.JuŜ nie będziemy uŜywać tej wędki? . i mruknął coś do niego. Patient wyjął ze skrzynki duŜy haczyk. do którego nasady przymocowana była pięćdziesięciocentymetrowa stalowa linka i trzydziestocentymetrowe stalowe ostrze podobne do szydełka. który powiedział mu coś i wskazał ręką przed siebie. Stary rybak obrócił koło sterowe i wziął kurs na środek laguny. A jeŜeli to nie będzie duŜo większe od tego. czy nie walczy z jakimś olbrzymim stworzeniem. Powoli obrócił sprzęgło ku przodowi i po chwili Ŝyłka stanęła. moŜe bardzo wielka. bo Ŝyłka cofała się łatwo. Ŝe odsunęli się od ławicy szprotek. co robi. a półkoliste płetwy jej ogona sterczały sztywno w górę i w dół. Kilian pokręcił głową.zapytał Higgins. prawda? .Monsieur Patient ma inny pomysł . Ŝe będzie musiał tak się wysilić. . Mała martwa ryba była juŜ twarda jak deska.

Stary pozwolił mu oddalić się na prawie sześćdziesiąt metrów. Wszystkie Strona 40 . ^wstawił wędzisko do gniazdka i powrócił na kapitański fotel. Higgins popuszczał Ŝyłkę i ciągnął ją przez dobre dziesięć minut. wąska ryba o złotej.powiedział z dumą. I są smaczne. . podziwiana przez spacerujących wczasowiczów. jego pasaŜerowie zmuszeni byli wdychać zapach oleju. Kiedy byli na szczycie fali. dumnej. One naprawdę walczą. zazdroszczących bogatym właścicielom. Patrzył. a zaszyty pysk zapobiegał tworzeniu się pęcherzyków i drgań. który unosił się i opadał coraz gwałtowniej. spalin. Ŝe go nie mdli. kruchą zabawką w dłoni olbrzyma. podtrzymujących drewniany daszek przedniej części łodzi. "Avant" był wprawdzie mniejszy. przemierzający śniegi Północy czy teŜ pustynie. Wielkie ściany wody falowały po obu jego stronach. dalej niŜ innym przynętom. dobrze zbudowanej. wreszcie ludzkie smrody. kaŜdego zardzewiałego trampa. Znają je tylko ludzie podróŜujący statkiem lub samolotem. zapachy buchające z baru. i rozpoczął swoją ostatnią podróŜ pod wodą. Przebijał się z wielkim szumem przez fale. Sztywny ogon miał mu zapewnić szybkość i utrzymanie kierunku. wpatrując się w wodę. Morze falowało coraz silniej. które pozwalają rybom zachować pionową równowagę w wodzie. tym razem na błystkę wirową. To. Kiedy z nim skończył.Forsyth Opowiadania. Ŝe jest to prawie metrowa. Ŝe jest to średniej wielkości tuńczyk. walczyło o Ŝycie z szaleńczą stanowczością. Ŝe był przynętą. ruchome. maszerujących na wyspę. widzieli dokoła siebie całe mile białej kłębiącej się piany.Miałem wraŜenie. zwłaszcza Ŝe kiedyś rozchorował się na promie z Dover do Boulogne.txt Naciągnął nitkę i płetwa uniosła się wraz ze swoimi włóknami i błonami. po czym ołowiane cygarko ściągnęło go w głąb. z jaką ryba się wyrywała. chuda. jest tylko wątłą skorupą przeciwstawiającą się niewymiernej potędze. Murgatroyd dziwił się. Higgins był bardzo podniecony i szczęśliwy. bonito wyglądał jak Ŝywy. Poprosimy szefa kuchni. jak bonito podskoczył dwukrotnie na fali. oświetlone słońcem maskującym przepastne głębiny. Murgatroyd trzymał się jednego ze słupków. . Poddawał mu się miękko i znowu się podnosił.ucieszył się Kilian. Tylko wąski paseczek stali pomiędzy jego zaciśniętymi wargami i groźny hak przy nasadzie ogona zdradzał. dzięki czemu nie mógł koziołkować. Ŝe ciągnę cięŜarówkę . Ale na pełnym morzu jest juŜ tylko siostrą pierwszego lepszego smrodliwego trawlera. Teraz zaszył małymi ściegami rybi pysk. szczególnie kiedy stoi na przystani modnego kurortu. Wielkie fale szarpały "Avantem". Woda dokoła łodzi zmieniła kolor z szaroniebieskiego na bladoseledynowy. tylko na zachodzie zamazany brzeg wyspy Mauritius. To samo zrobił z dwiema płetwami brzucha. Ale prom był większym statkiem niŜ "Avant". kaŜdej łajby o spawanych blachach i ze złączami nitowymi. jak ściśnięte szeregi zwalistych gwardzistów w zielonych mundurach. Chłopak poprawił przynętę i wrzucił ją z powrotem do wody.Dobra robota. Murgatroyd czuł własną nicość i słabość oraz buńczuczną kruchość tej łodzi. ale kiedy wylądowała na pokładzie. Ogarnęło go poczucie samotności. otoczony 68 czterema innymi ludźmi. wysokie. Stary rybak spiął wreszcie obrotowym złączem wystającą z pyska stalową linkę z nylonową Ŝyłką zwisającą ze szczytu wędziska i wrzucił przynętę do oceanu. Jego trzy płetwy sterczały na boki i do góry. sądząc po sile. uczucie tak często towarzyszące człowiekowi znajdującemu się w nieduŜej łodzi. MoŜe zasługuje ona na miano majestatycznej. aby zginąć w ogniu artylerii raf. jakŜe częste na morzu. okazało się. . ale nie walczył z morzem. odczuwał lęk graniczący z paniką. jedna za drugą. smaŜonego tłuszczu kuchennego. co złapał. połyskliwej górnej części ciała i takich samych płetwach.Dorada . Fale nadchodziły od wschodu. 67 W dziesięć minut później ryba znowu wzięła. moŜna było zaryzykować przypuszczenie. Murgatroyd. Ŝeby ugotował ją na kolację. Nawet teraz.

a linka rozwijała się nadal. Rękojeść wędziska sterczała prostopadle między jego kolanami. Murgatroyd przesunął stopy. Maria! . Widać było jedynie wody oceanu.To pańska ryba . . ścisnął je obiema rękami.Musimy panu załoŜyć pasy . Było kwadrans po dziewiątej. kiedy jedno z wędzisk przegięło się gwałtownie i Ŝyłka zaczęła.Dosyć . zgarbił się.Ona jest ogromna! Ciągnie z siłą ponad stu funtów! Trzymaj się pan. Ŝe słońce juŜ bardzo mocno przygrzewało.Forsyth Opowiadania. Po jakichś trzech minutach kołowrotek przestał się obracać.Wygląda na to. . . Piekła go skóra obnaŜonych ud. szerszy. wędzisko gięło się coraz bardziej.poradził mu Kilian bo inaczej zabierze panu całą linkę. Mimo to kołysał się jeszcze silniej. Kierownik banku napręŜył mięśnie ramion i przykręcił korbę sprzęgła.Ten drań ciągnie z siłą osiemdziesięciu funtów .zainteresował się Higgins. wyrywając wędzisko z gniazdka w burcie i przenosząc je do gniazdka umieszczonego przed fotelem. Murgatroyd poczuł ulgę. . palce mu zesztywniały. . przedramion. Kołowrotek toczył się jak beczułka z piwem.krzyknął Kilian. przekręcił korbę.zawołał Kilian. Przerzucił dwa rzemienie przez plecy Murgatroyda. Ŝe się rusza. Murgatroyd wyszedł z cienia i usiadł. . mimo Ŝe pasy go uwierały na ramionach. rozwinęło ją na długość sześciuset metrów. Niezbyt moŜe szybko. u licha? Kilian wzruszył ramionami. Cokolwiek szamotało się na końcu Ŝyłki. jego zakończenie było mocno wygięte. a Ŝyłka rozwijała się dalej. aŜ znaki znalazły się dokładnie naprzeciwko siebie.Tak jak pan czuje. ale gładko. Kilian przechylił się.Ya quelque chose.powiedział Kilian. .krzyknął Kilian. Rezerwa Ŝyłki na bębnie kołowrotka malała. ale po chwili przyśpieszyła i odwijała się dalej.A skąd on to wie. Po chwili stał niemalŜe w miejscu. się odwijać. Instynkt. usztywnił uda i łydki i odchylił się.Jezus. Ŝeby spojrzeć na sprzęgło.Niech pan zaciśnie mocniej sprzęgło . Murgatroyda bolało ramię. Murgatroyd napiął mięśnie ramienia. zaczął przekręcać korbę sprzęgła poślizgu. aŜ znalazł się na poziomie jego oczu. . TuŜ po dziewiątej monsieur Patient powiedział jak gdyby w przestrzeń: . . 69 . Higgins rozejrzał się dokoła. śadnej zmiany. śyłka zwolniła. . Stary człowiek jednym ruchem zmniejszył obroty silnika i "Avant" zwolnił. ale najstraszniejsze z nich jest morze. ale równo. Koniec wędziska obniŜał się coraz to bardziej. Strona 41 . Ŝe złapał pan marlina. rąk.powiedział Kilian do Murgatroyda. Wewnętrzne i zewnętrzne nacięcia znajdowały się niemal naprzeciwko siebie.txt te rejony są okrutne i bezkresne. pochylił głowę i nie puszczał wędziska. Wszystkie ujęte były duŜą klamrą. wparł się podeszwami sznurkowych pantofli w belkę. Nous suit.Ma pan szczęście! . Zacisnął klamrę i mocno ujął owiniętą korkiem część wędziska. . Stary rybak sterował teraz jedną ręką i przyglądał się uwaŜnie rozwijającej się Ŝyłce. Ŝe coś jest nie w porządku z kolumną cyfr.Co on mówi? . A to dlatego.Marlin. a ostatni. człowieku! Mówił z coraz silniejszym południowoafrykańskim akcentem. a kołowrotek zaterkotał jak grzechotka. napiął mięśnie palców. Nigdy w Ŝyciu nie zdarzyło mu się ciągnąć stufuntowego cięŜaru. wsunął mu między uda. Higgins przełknął kilka razy ślinę. Dwoma dalszymi otoczył go w pasie. Zdał sobie sprawę.powiedział Kilian.Coś tam jest i płynie za nami . Kilian zacisnął ją mocno. Musi pan jeszcze bardziej zacisnąć. Nagle powiedział: . .Sto funtów! To granica! Niech pan teraz chwyci wędkę oburącz i nie puszcza jej! Murgatroyd z ulgą przeniósł prawą rękę na wędzisko. .powiedział. powoli.

Ledwo zdąŜył przerzucić drugą rękę na rękojeść. Wyciągnęła razem sześćset pięćdziesiąt metrów . więc mógł znowu nawijać Ŝyłkę. To ryba zwiększyła swą szybkość.powiedział. bo moŜe wypluć haczyk. Trzymał ją teraz oburącz. Ryba znowu zabrała niemal sto metrów Ŝyłki. . Ryba płynęła wraz z łodzią na napiętej lince. bo siła wynosiła czterdzieści funtów. Czterej męŜczyźni przyglądali się w milczeniu walce toczonej przez Murgatroyda. nie ryby.Marlin to król ryb . W trzydzieści sekund odebrała całe sto metrów. Kilian zsunął pasy z ramion Murgatroyda. Miejmy nadzieję. podciągnął je tak wysoko. Udało mu się nawinąć pięćdziesiąt metrów Ŝyłki. Zerwie Ŝyłkę jak bawełnianą nitkę.Co teraz robić? . Wszyscy chcą złapać marlina. niech pan nawija Ŝyłkę jak najszybciej. ale skóra jego policzków była juŜ bardzo zaczerwieniona i spieczona. ale rytmicznie. Nie wolno jej dawać zbyt wiele Ŝyłki. który śmierdział potem i rybami. Patient podał mu swój pleciony kapelusz z szerokim rondem.Niech pan nawija Ŝyłkę powoli. i nacisk na pysk. ale ryba płynęła za łodzią. Blask słońca 71 odbity od powierzchni wody moŜe być niebezpieczniejszy niŜ słoneczne promienie padające bezpośrednio na skórę. wciągnął sto metrów. jaki sprawiał jej wbity w podniebienie 70 hak. Następnie Kilian przyniósł z kabiny sweter z długimi rękawami. ale to się prawie nikomu nie udaje. Dzięki swetrowi Murgatroyda przestały piec ramiona. Nie naleŜy nawijać linki. Kilian kucnął przy Murgatroydzie i musztrował go jak instruktor. stoczy z panem walkę.odpowiedział Kilian. napiął i nie puszczał wędziska. .Forsyth Opowiadania. nie przestając się szamotać. Murgatroyd skulił się.Zrobiło się bardzo gorąco . A jak wyciągnie całą linkę z kołowrotka. co mu Kilian kazał. potem drugą. . A wtedy niemal wyrwała mu z rąk wędzisko.zapytał Higgins przeraŜonym głosem. ale bez większego oporu. Wędzisko przegięło się niemal ku powierzchni wody. Ŝe marlin przez ten czas nie ucieknie. . najpierw jedną nogawkę. kiedy ryba walczy. zanim zmęczyła się i znów zaczęła płynąć za łodzią. Proszę zmniejszyć nacisk sprzęgła do osiemdziesięciu funtów. który miał teraz oczy w cieniu. Przez dobre pięć minut utrzymywał wędzisko w tej samej pozycji. Dopiero gdy zacznie płynąć razem z łodzią. kiedy jej nacisk przekroczy sto funtów.Czy to dobrze? . Uda i łydki przestało chłostać słońce. zanim ryba zaczęła uciekać. to się urwie. Po chwili ryba nabrała energii. włoŜył ją na nogi Murgatroyda. o jakiej się panu nie śniło.Co roku bogaci turyści przyjeŜdŜają tu i wydają tysiące dolarów. Ŝeby uciec.rzekł do Murgatroyda ale w tym celu muszę na chwilę odczepić pasy. Ŝeby nakręcić trochę Ŝyłki na kołowrotek. Murgatroyd wykorzystał zmęczenie ryby. To twarda sztuka. Szczęście im dopisało. Murgatroyd robił wszystko.wymamrotał Murgatroyd przez zaciśnięte zęby. Kilian obrócił się. . . Linka była juŜ do końca rozwinięta. Dla swojego dobra. Nie było to łatwe. Pasy wrzynały mu się w ciało. .txt . który poucza lotnika przed pierwszym solowym lotem. Strona 42 .jęknął Murgatroyd. Siła oporu ryby wahała się od siedemdziesięciu do dziewięćdziesięciu funtów.powiedział Kilian. Ulga była natychmiastowa. . włoŜył mu sweter i z powrotem zapiął pasy. policzków i brody. aŜ pot zaczął spływać mu z czoła.Przesunę to panu przez głowę .Nie utrzyma jej pan.Pan się usmaŜy -. jak się dało. Kiedy zacznie przyśpieszać.A ma pan tylko osiemset! . Zdjął dolną część swojego dresu. niech ją pan puści i zaraz powiększy nacisk do stu funtów.stwierdził Kilian. Kilian spojrzał na jego szorty i koszulkę. Wędzisko uniosło się.Modlić się . Powoli koniec wędziska uniósł się odrobinę. . Ŝeby zmniejszyć ból. wyciągając Ŝyłkę z kołowrotka z siłą stu funtów. Kilian nałoŜył go na głowę Murgatroyda. Mimo Ŝe bolały go palce.

Trzymaj się. Murgatroyd wyglądał jak chory starzec. * . obcej mu dotąd.JakŜe mogą rozpoznać poszczególną rybę? . ramiona i plecy. Wąski. W chwili gdy fala opadła.I dwa razy zerwała linkę. Trzy razy w ciągu tej godziny wywalczył od ryby sto metrów Ŝyłki.Co on powiedział? . samotny w swoim bólu. Stary człowiek skinął głową. mimo swoich lat.Wyglądają wszystkie tak samo. Wtedy spostrzeŜono.powiedział . Wielkie cielsko wzdrygnęło się.spytał. Ŝe jest stary i sprytny. JeŜeli potrzebujesz pomocy albo krótkiego odpoczynku. . Przez następną godzinę borykał się z bólem i zrozumiał jego znaczenie. tak Ŝe jest dobrze znana.Ta juŜ dwa razy złapała się na hak . Ponad okiem sterczała wypręŜona grzbietowa płetwa niczym koguci grzebień. JeŜeli dobrze rozumiem. jakiego nigdy sobie nie wyobraŜał.Vous etes sur? . Ale on tylko coraz niŜej schylał głowę i nawijał Ŝyłkę. Murgatroyd trzymał go wtedy na odległości pięciuset metrów. Zadecyduje wytrzymałość. a ty nie jesteś w dobrej formie.Forsyth Opowiadania. to nie Strona 43 . Twoja albo jej. .Boję się. To trwa juŜ trzy godziny. .Oni znają miejscowe ryby . odczuwał ból. Bicepsy stwardniały i napięły się.jesteś bardzo zmęczony. a ty masz sprzęt i rozum. Łódź znalazła się na chwilę na grzbiecie fali. ostro zakończony pysk ryby wskazywał niebo. Nazywają go Cesarzem. Ktoś nawet sfotografował ją w powietrzu. Potem z wolna i metodycznie zaczął nawijać Ŝyłkę. ma sokoli wzrok. .zapytał Higgins. Był opalony na brąz.Słuchaj. W sztywnych palcach pulsowała krew. Patrzał na swoich dręczycieli sponad białych szczytów fal. gdzie zniknął marlin. ale lata przebywania na słońcu zrobiły swoje. Kiedy malał jej napór na linkę. Ryba wyłoniła się zza wysokiej ściany zielonej wody i Murgatroydowi aŜ szczęka opadła. Stary Patient pierwszy przerwał milczenie. Za drugim razem juŜ prawie znalazła się w łodzi.mówił Kilian.wyjaśniał Kilian Higginsowi.wycedził przez zaciśnięte zęby.zdziwił się Higgins. pełen jakiejś wewnętrznej determinacji. kiedy ryba odpoczywała. To legenda rybaków. Kiedy była na haczyku. pogrąŜony we własnych myślach. Siedział zgarbiony nad wędziskiem. człowieku . Ŝe nawet duŜo później nie potrafił jej opisać. Potem wyłonił się z wody błyszczący tułów. W ostatniej chwili znowu zerwała linkę i zabrała ze sobą drugi haczyk. To jest dobra walka. . Ale kiedy wędzisko przeginało się i wszystkie jego mięśnie napinały gwałtownie. Mimo spodni i swetra bezlitosne słońce spalało mu skórę. ale Patient. Nie czuł palących promieni.txt Dochodziła dziesiąta. . Ŝeby stary się mylił. jakby chciało zrobić krok naprzód. trzy razy tracił je.powiedział. Murgatroyd wpatrywał się w miejsce. bolały go całe dłonie. wyskakiwała wielokrotnie z wody i moŜna się było dokładnie jej przypatrzyć. a jego waga wynosi tysiąc dwieście funtów. Kiedy minęło południe. Znaczy to równieŜ. Ŝe juŜ długo nie wytrzymam . To było niedaleko Riviere Noire. ciemnym Ŝywiole. . to 72 jest to błękitny marlin uwaŜany za większego od największego na świecie. Kiedy nadeszło południe. Potem runął w następną nadchodzącą ścianę wody i zniknął w swoim zimnym. TuŜ po jedenastej marlin po raz pierwszy wyskoczył z wody. Kilian podszedł do niego z otwartą puszką zimnego piwa w ręku. Ja nie rozpoznałbym jej z odległości pięciuset metrów. Kilian obrócił się ku niemu raptownie. Miał gołe nogi. . marlin wyglądał. a mokre od potu pasy wrzynały się bezlitośnie w jego spalone słońcem ramiona.C'est l'Empereur . Marlin trwał tak przez sekundę. człowieku. Kilian kucnął przy nim i znowu zaofiarował mu piwo. Ŝe z pyska zwisa jej haczyk. Po co się zabijać. odczuwał przyjemność tak wielką. . Obydwie dłonie krwawiły od pękających bąbli. jak gdyby stał na ogonie. Ona ma tylko siłę. Czasem nadchodziła nagła ulga. a nigdy nie słyszałem. .

Cesarz przestał nurkować i nacisk na linkę zmniejszył się do czterdziestu funtów. na głębokości wielu sąŜni. Kilian połoŜył mu przyjaźnie rękę na ramieniu.wrzasnął. Patrzył na rozwijającą się szybko mokrą nylonową Ŝyłkę. Twoja ryba .Moja ryba . a dodatkowe linki mogłyby zmylić Murgatroyda. Nachylił się i spojrzał na ceglastą. Wiedział. . Przez dwie sekundy marlin trwał zawieszony nad spienioną falą.Moja ryba. kiedy marlin zanurzał się na powrót w wodzie i Murgatroyd odzyskał pięćdziesiąt metrów. Bystrymi oczami rozglądał się za najmniejszym choćby śladem Cesarza. Tak więc jego walka trwała dalej. a ryba nurkowała dalej. . daleko od falującej powierzchni i jasności słonecznych promieni. dał nura. Kilian wyprostował się.Forsyth Opowiadania. Otworzył usta.powiedział. Ŝe nikt juŜ nie będzie polował na bonito. i w jego przeraźliwy gwizd. brunatny kormoran.Będzie musiał wrócić i wyskoczyć na powierzchnię . . kucnął sobie w cieniu 73 wyplatanego daszku. w trakcie którego otrząsał wodę z grzbietu. . Linka napięła się w momencie. śyłka. nagle obluzowała się. Z pękniętej 74 wargi popłynęła krew na podbródek. W godzinę później marlin po raz ostatni wyskoczył z morza.odparł. Miał usta popękane od słońca i słonej wody. Murgatroyd potrząsnął głową. dobrze? Wrócisz na końcówkę. Murgatroyd znowu nawijał Ŝyłkę. Ŝeby zlikwidować luz. i Higgins od czasu do czasu rzucali okiem na zgarbioną. Naprzeciwko niego siedział Kilian i spokojnie popijał piątą puszkę. Tylny pokład "Avanta" był straszliwie rozpalony. . . kiedy Ŝyłka nawijała się. Jean-Paul. Ale za chwilę ryba mu je odebrała.Dobra.txt krępuj się. jak on będzie bardzo blisko i gotów do kapitulacji. patrząc przez ramię Murgatroyda na wodę. Angliku. Kilian i chłopiec skoczyli do burty. . niszczącą się skórę twarzy Murgatroyda. Był to wysoki skok. Znajdował się juŜ tylko w odległości stu metrów od łodzi. Dwie łzy przecisnęły się przez półprzymknięte oczy bankiera i spłynęły po jego zapadniętych policzkach. Dochodziła druga po południu. I on. Zastąpię cię na godzinkę. i mimo haczyka wbitego w boczny policzek kościstego pyska. Murgatroyd tępo patrzył za linką.powiedział . Ŝeby Strona 44 . kiedy się znowu odwijała.Wciągaj linkę! .Słuchaj .On zaraz wypluje hak! Zmęczone palce Murgatroyda zacisnęły się na korbie kołowrotka. . Wsłuchiwali się w terkot kołowrotka. Jedną ręką trzymał koło sterowe.zacharczał. Stary rybak siedział wysoko na swoim fotelu niby mądry. a słońce stawało się coraz gorętsze.zauwaŜył Kilian. W samą porę. W ciemnej głębi oceanu. który juŜ nawinął wszystkie Ŝyłki i schował pozostałe trzy wędki. drugą utrzymywał silnik na wolnych obrotach.Wtedy moŜna będzie znowu zebrać Ŝyłkę. . zacisnął obolałe palce dokoła mokrego uchwytu wędziska i choć pasy wrzynały mu się w ramiona jak druty. wielki morski drapieŜnik o instynktach wyostrzonych przez miliony lat ewolucji spiął się przeciwko wrogowi.Zostawcie mnie w spokoju.dłuŜej nie dasz rady. podobną do stracha na wróble w słomkowym kapeluszu na głowie postać siedzącą w obrotowym fotelu. Marlin zbliŜył się do łodzi na odległość trzystu metrów i wynurzył się znowu z wody. do którego zdąŜył juŜ zdeponować zjedzone na obiad kanapki i dwie wypite niedawno puszki piwa. trzepiąc głową na boki jak pies. Stracił juŜ pięćdziesiąt metrów. Korkowy uchwyt był śliski od cieknącej z jego palców krwi. . Higgins dostał morskiej choroby i siedział nad wiadrem. nie dawał za wygraną. Tym razem łódź znajdowała się w rozpadlinie pomiędzy falami i Cesarz przebił powierzchnię kierując się prosto w jej stronę. Mały urzędnik bankowy skulił się jeszcze bardziej w swoim fotelu. Kilian skoczył na równe nogi.To jest moja ryba .

który wciąŜ siedział skulony w fotelu. Podczas gdy Kilian powoli podciągał stalowy przypon.JuŜ się zbliŜa! .mais U est fatigue. całe jego ciało było jednym wielkim siedliskiem udręki. Murgatroyd podniósł wzrok Strona 45 . Tamci czterej wpatrywali się na huśtające się na wodzie cielsko wielkiej ryby. . Co za zwierzę! .Vous avez vu . zabierając metry linki. Ale będzie jeszcze walczył przez kilka godzin. Chce się pan teraz zamienić? Murgatroyd wpatrywał się w miejsce.To on . Wyciągnął nogi i spróbował wstać. co kołysało się i przekręcało. jak gaśnie stara Ŝarówka.odparł stary .Forsyth Opowiadania. ale tylko na chwilę. śyłka trwała nieruchomo. Nigdy w Ŝyciu nie zdarzyło mu się odwołać do ostatnich rezerw woli. Czuł wprawdzie cięŜar na końcu. który juŜ nie wymiotował. Szło coraz łatwiej. Wszyscy w milczeniu wpatrywali się w wodę za rufą. Po raz pierwszy od ośmiu godzin wypuścił z rąk wędzisko.Cesarz się zbliŜa! Pod wieczór morze uspokoiło się. gdzie leŜała dorada.krzyknął. kiedy Ŝyłka zrobiła się znowu luźna. . więc przewrócił się na luk. trzymając wysoko nad głową wielki rybacki oszczep z hakiem. ale jej ucieczki były coraz krótsze. Jean-Paul ustawił się przy daszku. Cztery razy ryba uciekała. Jego wyczerpanie było teraz tak wielkie. koniec stalowego przyponu dotarł do szczytu wędziska. Fale ostrego bólu przebiegały ze szczególną siłą przez jego prawe ramię. coś. podeszli do burty. Powoli i z trudem odpiął pasy. Wyjrzał za rufę. zanurzył się i zniknął. Jean-Paul i Higgins. chyba Ŝe w jego cielsku i kościach zostały jeszcze jakieś zapasy siły. zastąpiło je spokojne. Potem z wielkim hukiem opadł na wodę.Deux heures encore . które spadło teraz na belkę przed fotelem. Przez następne dziewięćdziesiąt minut urzędnik bankowy i cesarski marlin toczyli walkę.to Cesarz. Cztery razy Murgatroyd nadludzkim wysiłkiem ściągał ją z powrotem. Wzrok miał zmącony zmęczeniem. Monsieur Patient wyłączył silnik. Cesarz ciągnął. Szarpanina się skończyła. ale zbliŜało się do łodzi ciągnięte nylonową Ŝyłką. Po krótkiej chwili zabrał się do jej nawijania. Wzrok mu się mącił. Coś przebiło powierzchnię fali. Wiedzieli. Bankier z Ponder's End nie dawał za wygraną. Kiedy odległość zmalała do sześciu metrów. Jego ostry dziób potrafiłby przebić dwadzieścia pięć centymetrów drewna. . Ale on się poddawał. chwycił go i przyciągnął. Jeden z przeciwników będzie musiał się poddać. Czubata płetwa wynurzyła się na powierzchnię i przechyliła na bok. Potrząsnął głową. Wysiłek. odzyskując kilka metrów linki.Que pensez vous? Il va venir vite? . łagodne kołysanie. gdyŜ miał naderwany mięsień. . Kilian kucnął znowu przy fotelu Murgatroyda. wędzisko było przegięte. zamocował koło sterowe. ale był to cięŜar bierny.Stary mówi.txt pozbyć się haczyka ciągnącego go nieubłaganie w stronę jego wrogów. Mięśnie łydek i ud dygotały i zdawały się gasnąć. Kilian włoŜył na rękę grubą skórzaną rękawicę. Ŝe Cesarz jest juŜ zmęczony. jakiego moŜna się spodziewać jedynie po najsprawniejszym fizycznie młodym męŜczyźnie. Zniknęły grzywacze. i to krótki. Zaskoczyło to Murgatroyda. W kąciku jego paszczy zabłysło coś przypominającego odłamek stali. Kilian usłyszał regularne terkotanie obracającego się kołowrotka i wyszedł spod daszku. ale juŜ nie ze stufuntową siłą. Potem długi dziób.powiedział Kilian cicho . Teraz chodziło juŜ tylko o czas. Zobaczyli ogromne cielsko Cesarza w odległości dwudziestu metrów. gdyby uderzył płynąc z szybkością czterdziestu węzłów. .zszedł z fotela i dołączył do nich. Ŝe nie urwie się juŜ. Ale jego łydki i uda były zbyt osłabione.. O wpół do piątej miał juŜ za sobą 75 siedem i pół godziny walki. Ŝe porównywalne z delirium. ale nie czuł się dobrze.zawołał w stronę starego rybaka. Teraz to zrobił. WaŜy ponad tysiąc dwieście funtów i mierzy sześć metrów od pyska do ogona. gdzie zniknęła ryba. Spadły na pokład. Patient skinął głową. Była za dwadzieścia piąta. Wszyscy ignorowali Murgatroyda.

. Rzucił bonite i doradę na molo i schował sprzęt rybacki i przynętę. Murgatroyd nachylił się powoli i sięgnął prawą ręką do pyska ryby. Murgatroyd podniósł się z trudem. Murgatroyd na czworakach szukał czegoś w pudełku z narzędziami. ale zbyt wiele krwi napłynęło mu do mózgu. pysk miał na wpół otwarty. 77 Murgatroyd wypił jedną za drugą trzy puszki piwa. Potrząsnął starą. Następna fala przewróciła go na brzuch.Forsyth Opowiadania.txt i zobaczył tak stojącego chłopca. Strona 46 . przeskakując przez burtę. trzepotała na wietrze. Murgatroyd starannie ujął szczypcami stalowy przypon pomiędzy ostrza szczypiec. Z jego dłoni spłynęła krew i zmieszała się ze słoną wodą wokół łba marlina. a potem w twarz. Kilian ściągnął z niego spodnie i sweter. w miejscu gdzie znajdowała się podstawa haczyka.Co pan robi? On ucieknie! . pozostałość niegdysiejszej walki z innymi rybakami. Mieszkańcy pobliskiej wioski wylegli na molo. jak zmęczonym. ale nie miał juŜ sił walczyć. Od ręki Kiliana trzymającego przypon biegła stalowa linka do trzeciego haczyka. Zamiast okrzyku wydał z siebie ochrypły charkot. . . sterując w głąb do ciemnego. pociemniała od zaschniętego potu. Linka wisząca pomiędzy jego pyskiem a ręką Kiliana była luźna. staruszku . głowa ryby zanurzyła się jeszcze głębiej. Grzywiasty ogon uniósł się i opadł w lewo. Zabierzemy go najpierw do domu. Kiedy to się stało. Stary monsieur Patient wyłączył silnik i upewnił się. zmęczoną głową i wcisnął nos do zimnej wody. Podparł się wolną ręką. Przez ten czas "Avant" przemierzył lagunę i Murgatroyd ocknął się.Cholera! . Na zachodzie słońce powoli zapadało za wzgórza wyspy Mauritius. Stracił przytomność. Fale przewalały się przez granatowoczarne cielsko marlina. Cesarz leŜał tuŜ za rufą. tak Ŝe trzeba się było przeciskać przez tłum. Olbrzymie jego cielsko spoczywało na boku. Ŝe łódź przybiła do drewnianego mola i Jean-Paul popędził w stronę wioski. Ŝe cumy są dobrze załoŜone. Siedział zgarbiony na jednej z ławek.zaklął Kilian. Na samym przedzie gromady witających stał monsieur Patient. Na samym wierzchu leŜały szczypce do przecinania drutu. popychając całe cielsko w przód i w dół. Zacisnął szczypce. Pamiętał potem. Higgins poszedł naprzód. Złapał je kciukiem i wskazującym 76 palcem lewej ręki i wcisnął w zakrwawioną prawą dłoń. Z jednego boku zwisał stalowy przypon. . Kilian przeniósł lodówkę na przystań i wrócił na łódź. opięta koszula. podniósł i przechylił przez rufę. Szorty sięgały Murgatroydowi poniŜej kolan. Pokład uniósł się i uderzył go najpierw w kolana. poruszył się dwa razy.Czas iść . a nowa fala przewalała się nad jego ciałem. Murgatroyd próbował wstać.odezwał się Kilian.krzyknął Higgins. wciąŜ jeszcze błyszczący i nie skorodowany. tkwiącego głęboko w chrząstce górnej wargi. jak gdyby szukał kontaktu z wodą. Z lewej Ŝuchwy sterczał zardzewiały haczyk. Nie zauwaŜył nawet.NIE! Chłopak zastygł i obejrzał się za siebie. .stwierdził. Raz jeszcze zobaczyli ten ogon. Ręce zanurzył dla dezynfekcji w wiadrze ze słoną wodą. wyczerpany prawie na śmierć. Cesarz patrzył na Murgatroyda. Ŝe niebo nad nim obróciło się powoli wielkim łukiem i pamiętał gwałtownie zapadającą ciemność. chłodnego wnętrza oceanu. pantofle skrzypiały. Jego palce powoli zacisnęły się na rękojeści szczypiec. Zacisnął szczypce drugi raz i stalowa linka puściła. Cesarz Ŝył jeszcze. z ledwie widoczną częścią nasady. ojczyzny wielkiego marlina.Pogłaszczesz go później. ale stanowczym ruchem pracował pod powierzchnią fal. Z odległości sześćdziesięciu centymetrów patrzyło na Murgatroyda jedno wybałuszone oko. tak Ŝe wieczorny chłód mógł koić jego spalone członki. a Kilian pomógł mu przejść przez pomost. Po godzinie było juŜ ciemno.

Kilian wsunął się za kierownicę.Merci .Salut.zapytał szeptem Murgatroyd. Nie mogło być mowy o uściskach rąk. Powoli przesuwał się w stronę tłumu gości. $ Murgatroyd z rozkoszą wtulił się w miękkie siedzenie. . Tłum wczasowiczów biegł ze wszystkich stron do hallu. Wsiedli do samochodu.Forsyth Opowiadania. maitre . a Higgins usiadł obok niego. ale to będzie musiało chwilę potrwać. Ci. wstąpimy do szpitala we Flack. Murgatroyd wyglądał zaiste dziwnie. Stary człowiek.Dobra robota. i zaczął się na nie wspinać. . która wyglądała jak zastygła kreda. Młody lekarz.mówili powaŜnie. Ramiona. maitre. przy których stał Murgatroyd. .powiedział ktoś. w jakim jest stanie. . Lekarz mu towarzyszył. tak. . kazał się Murgatroydowi rozebrać i gdy zobaczył.zawołał ktoś inny.On jest dla nich legendą. .zawołał lekarz.Opatrzę pana. którzy przyszli z kieliszkami w rękach. uda i golenie były czerwone i obrzękłe od oparzeń.Nie. ale powstrzymał ich lekarz.wydaje mi się. .Panie Murgatroyd . gdzie wciskały się pasy.\ Murgatroyd przechodził z wolna przez molo. . kiedy Murgatroyd wchodził przez główne wejście hotelu do rzęsiście oświetlonego hallu. . Ŝe zwrócił mu pan Ŝycie. Angliku.odpowiedział Kilian. ale jego dłoń była zbyt obolała. Pośladki Murgatroyda pokryte były krwawiącymi pęcherzami od przesuwania się do przodu i w tył na twardym fotelu. wznosili toasty za jego zdrowie. . Rozległ się hałas odsuwanych krzeseł i brzęk naczyń. a szorty wciąŜ opadały poniŜej kolan. W tym momencie z salonu fryzjerskiego wyszła pani MurStrona 47 . Mistrzem rybaków. salut. chłopie . gdzie zajmie się panem lekarz . Ŝeby powitać Murgatroyda. Głębokie purpurowe pręgi na ramionach i plecach znaczyły miejsca. który odzyskał swój słomkowy kapelusz. Kiedy zeszedł na szutrowaną ulicę wioski. Jego włosy były w dzikim nieładzie. Składają panu hołd. . Ramiona i nogi miał posmarowane kalaminą. Geran jest po drodze do mojego domu. Podszedł do przednich. Pozdrowił go więc skinieniem głowy i uśmiechem. Ŝe ci rybacy uwaŜają pana za bohatera.Nie ma potrzeby. na pozdrawiające go dzieci.Zanim wrócimy do hotelu. Ŝeby zawiadomić kilku siedzących tam jeszcze gości.Salut. Ŝe go złapałem? Kilian roześmiał się cicho. Otoczyli samochód. za trzy godziny? zapytał Kilian lekarza.Salut. Hindus.Co oni mówią? . ZłoŜył rozpalone zbolałe ręce na kolana. Hotel St.Nazywają pana mistrzem. . Kilian wstawił przenośną lodówkę i zatrzasnął tylne drzwi. . Murgatroyd doszedł do schodów prowadzących na piętra.odezwał się Higgins po chwili . BandaŜe zmumifikowały mu obie ręce. Wiadomość o powrocie Murgatroyda w mgnieniu oka dotarła do baru przy pływalni. salut.Tak. Czerwona.Z powodu Cesarza? . skóra twarzy spieczona i popękana.Pozdrawiają pana . Ludzie po kolei schylali przed nim głowę i mówili: . . .powiedział. .Czy za to. Była juŜ dziesiąta. Ktoś zobaczył ich i pobiegł do jadalni. za to.Mój ty BoŜe! . Higgins wkładał do bagaŜnika puste pudło po kanapkach i zapasową odzieŜ. cmoknął z niepokojem.Czy mogę po niego przyjechać. Ale w połowie hallu ludzie zatrzymali się. Sam odwiozę tego pana. powiedzmy. Ŝe i tam stoi spory tłum mieszkańców. którzy rozstępowali się przed nim. uchylił go.powiedział Kilian. wspaniała! .txt Murgatroyd chętnie uścisnąłby mu rękę. Niektórzy chcieli poklepać Murgatroyda po ramieniu. sparzona twarz błyszczała pod grubą warstwą kremu. okazało się. Wyglądał jak negatyw fotograficzny.odparł. 78 Murgatroyd patrzył przez okno na uśmiechnięte brązowe twarze ludzi. maitre . .

Forsyth Opowiadania.txt gatroyd. Zwabił ją hałas wywołany powrotem jej męŜa. Cały dzień spędziła gotując się z wściekłości. W południe, zdziwiona 79 nieobecnością męŜa, zaczęła, go szukać i dopiero wtedy dowiedziała się, dokąd poszedł. Stała teraz, czerwona na twarzy, ze złości raczej niŜ od słońca. Trwała ondulacja, którą robiła sobie na powrót do kraju, nie była jeszcze skończona, toteŜ na jej głowie sterczały na wszystkie strony wałki jak miniaturowe wyloty katiuszy. - Murgatroyd! - zawołała. Kiedy była zła, zwracała się do niego po nazwisku. - Co ty wyrabiasz? Dokąd idziesz? Murgatroyd zatrzymał się na podeście, obejrzał się i zobaczył Ŝonę w tłumie gości. Jak powiedział później Kilian swoim przyjaciołom, coś dziwnego zabłysło w jego oczach. Ludzie zamilkli. - Co się z tobą dzieje?! Jak ty wyglądasz? - ciągnęła Edna Murgatroyd pełnym oburzenia tonem. I wtedy kierownik banku zrobił coś, czego nie robił od wielu lat. Krzyknął! - Spokój! Ednie Murgatroyd opadła szczęka. Wyglądała zupełnie jak ryba, ale znacznie mniej majestatycznie. - Przez dwadzieścia pięć lat - powiedział spokojnie Murgatroyd - stale groziłaś mi, Edno, Ŝe przeniesiesz się do siostry, do Bognor. Bądź zadowolona, bo nie będę cię dłuŜej zatrzymywał. Nie wracam z tobą do Anglii. Zostaję tu, na tej wyspie. Ludzie patrzyli na Murgatroyda, oniemiali ze zdumienia. - Nie pozostawię cię bez środków do Ŝycia - mówił dalej Murgatroyd. - Przepiszę na ciebie dom i wszystkie oszczędności. Sam zatrzymam tylko emeryturę, sprzedam teŜ moją bardzo wysoką polisę ubezpieczeniową. Harry Foster pociągnął łyk piwa z puszki i czknął. Higgins odezwał się drŜącym głosem: - Nie moŜe pan rzucić Londynu. Nie będzie pan miał z czego Ŝyć. - Owszem - odpowiedział kierownik banku. - Powziąłem decyzję i nie zmienię jej. Przemyślałem sobie wszystko w szpitalu, dokąd przyszedł monsieur Patient. Zawarliśmy porozumienie. Odkupię jego łódź, a za to, co mi pozostanie, kupię chatę na wybrzeŜu. On będzie w dalszym ciągu kapitanem, a wnuka pośle do szkół. Ja będę przez dwa lata jego chłopcem okrętowym. Przez ten czas nauczy mnie wszystkiego, co trzeba wiedzieć o morzu i o rybach. A potem będę woził turystów na polowanie na ryby i w ten sposób zarabiał na utrzymanie. Tłum gości hotelowych wciąŜ patrzał na Murgatroyda z niedowierzaniem. Higgins raz jeszcze przerwał ciszę. - AleŜ, panie Murgatroyd, co z bankiem? I z Ponder's End? 80 - I co ze mną? - rozpłakała się Edna Murgatroyd. Jej mąŜ rozwaŜył kaŜdą z tych kwestii z osobna. - Do diabła z bankiem - rzekł po chwili. - Do diabła z Ponder's End. I do diabła z panią, madame. Co powiedziawszy, odwrócił się i zniknął na schodach. Za jego plecami rozległy się okrzyki radości. Kiedy idąc długim korytarzem juŜ podchodził do drzwi swojego pokoju, dobiegły go z oddali rozbawione wrzaski podchmielonych kuracjuszy: - Brawo, Murgatroyd! SĄ TAKIE DNI. Rozkołysany prom o dźwięcznej nazwie "St. Kilian", płynący z Hawru, zanurzył dziób w kolejnej fali i swoje grube cielsko zbliŜył do Irlandii o kilka metrów. Kierowca cięŜarówki, Clark, wychylił się za burtę i patrząc prosto przed siebie intensywnie wypatrywał pagórków hrabstwa Wexford. Jeszcze dwadzieścia minut i prom Irlandzkiej Linii Kontynentalnej przybije do małego portu Rosslare i zakończy kolejny europejski rejs. Clark spojrzał na zegarek. Za dwadzieścia druga. Z niecierpliwością myślał o chwili, kiedy wraz z rodziną zasiądzie do kolacji w swoim domu w DuStrona 48

Forsyth Opowiadania.txt blinie. Statek punktualnie zbliŜał się do brzegu. Clark oderwał się od burty, powrócił do salonu i zabrał stamtąd swoją torbę podróŜną. Nie chciało mu się czekać na górze, więc zszedł na pokład samochodowy, trzy piętra niŜej, gdzie stała jego wielka cięŜarówka. Wiedział, Ŝe kierowcy i pasaŜerowie samochodów zostaną wezwani za jakieś dziesięć minut, ale uwaŜał, Ŝe nie zaszkodzi, jeŜeli juŜ teraz usadowi się za kierownicą. JuŜ od dawna nie interesowało go przybijanie promu do brzegu. Bardziej był ciekaw sprawozdania z wyścigów w irlandzkiej gazecie, którą kupił wchodząc na pokład, mimo Ŝe była z poprzedniego dnia. Wdrapał się po trzech schodkach do ciepłej, wygodnej kabiny szoferki. Rozsiadł się swobodnie, by zaczekać na chwilę, gdy otworzą się ogromne wrota statku i będzie moŜna wyjechać na nabrzeŜe. Miał przed sobą plik dokumentów starannie wsunięty za osłonę przeciwsłoneczną przedniej szyby, gotowy do przedstawienia celnikom. Pięć minut przed godziną drugą "St. Kilian" przybił do brzegu, drzwi ładowni otworzyły się punktualnie o drugiej. Na pokładzie samochodowym panował ogłuszający hałas, gdyŜ niecierpliwi turyści 82 zapalili silniki znacznie wcześniej, niŜ naleŜało. Tak było zawsze. Z setki rur wydechowych buchnęły spaliny, ale cięŜarówki stały na przedzie i ruszyły pierwsze. Czas to pieniądz. Clark nacisnął guzik startera swojego wielkiego volvo i uruchomił silnik. Kiedy kierownik ruchu dał znak, ruszył. Był trzeci z kolei. Stojące przed nim dwie cięŜarówki wjechały na metalowe płyty rampy prowadzącej na nabrzeŜe, ciągnąc za sobą smugi spalin. Clark ruszył za nimi. Względną ciszę jego kabiny przerywało syczenie hydraulicznych hamulców. Po chwili rozdygotane płyty rampy znalazły się pod jego kołami. Rósł hałas silników i dzwonienie stalowych płyt, toteŜ nie usłyszał krótkiego ostrego trzasku, który rozległ się niemal tuŜ pod nim. Przejechał rampę "St. Kiliana", zjechał dwieście metrów w dół po wybetonowanym nabrzeŜu i znalazł się w półmroku wielkiego budynku urzędu celnego. Zobaczył celnika, który skierował go do jednej z zatok tuŜ przy jezdni. Zgodnie z jego poleceniem skręcił, stanął obok poprzedzającej go cięŜarówki i zgasił silnik; wziął do ręki plik dokumentów i wyskoczył na betonową podłogę. Był częstym bywalcem na tej trasie, toteŜ znał większość celników, ale ten był chyba nowy. Pozdrowił Clarka skinieniem głowy, wyciągnął rękę po dokumenty i zaczął je przeglądać. Wystarczyło mu dziesięć minut, Ŝeby upewnić się, Ŝe wszystko jest w porządku: prawo jazdy, ubezpieczenie, list przewozowy, dowód opłaty celnej, róŜne zezwolenia, cały plik papierów niezbędnych do przewozu towarów z kraju do kraju, nawet na terenie Wspólnego Rynku. JuŜ miał to wszystko oddać Clarkowi, kiedy coś zwróciło jego uwagę. - Halo, co to jest, u diabła? Clark podąŜył oczami za jego wzrokiem i zobaczył pod kabiną swojej cięŜarówki rozszerzającą się powoli plamę oleju, który zapewne wyciekł gdzieś spod tylnej osi. - O rany! - zawołał w rozpaczy. - To pewnie cieknie z przedniej osłony dyferencjału! Celnik wezwał starszego kolegę, którego Clark znał. Nachylili się, Ŝeby zobaczyć, skąd wycieka olej. Na ziemi powstała juŜ duŜa plama. Dobry litr tego cięŜkiego płynu. Starszy celnik wyprostował się. - Daleko nie zajedziesz - powiedział do Clarka, a do młodszego kolegi: - KaŜ go objeŜdŜać. Clark wlazł pod kabinę cięŜarówki, Ŝeby zobaczyć, co się tam dzieje. Od umieszczonego w przedniej części silnika ciągnął się mocny, 83 gruby wał napędowy. Kończył się na bębnie z lanej stali, czyli dyferencjale. Siła obracającego się wału transmitowana była na dwie strony do półosiek i poruszała pojazd za pomocą skomplikowanego Strona 49

Forsyth Opowiadania.txt zestawu zębatych kół umieszczonych wewnątrz obudowy, poruszających się w oleju przekładniowym. Bez oleju zęby kół zatarłyby się bardzo szybko, a olej właśnie wyciekał. Stalowa przednia część obudowy dyferencjału była pęknięta. TuŜ ponad tylną osią mieściła się tarcza złącza, na której opierała się naczepa z ładunkiem. Clark wylazł spod wozu. - Podwozie jest powaŜnie uszkodzone - powiedział. - Muszę porozumieć się z moją firmą. Czy mogę skorzystać z telefonu? Starszy celnik wskazał ruchem głowy oszkloną ścianę biura i zabrał się do odprawiania następnych pojazdów. Kilku kierowców wychyliło się z okien, obrzucając śpieszącego do telefonu Clarka niezbyt pochlebnymi epitetami. W dublińskim biurze nikt się nie odzywał. Wszyscy byli widać na obiedzie. Clark kręcił się dokoła komory celnej, aŜ ostatni odprawiony samochód odjechał w głąb lądu. O trzeciej udało mu się skontaktować z dyrektorem firmy Tara Transportation i wyjaśnić mu swoje kłopoty. Dyrektor zaklął. - Nie mam tej części na składzie - powiedział. - Muszę ją zdobyć od agenta Volvo. Zadzwoń za godzinę. O czwartej nie było jeszcze Ŝadnej wiadomości, o piątej celnicy oświadczyli, Ŝe muszą zamykać biuro, poniewaŜ ostatni tego dnia prom z Fishguard juŜ był odprawiony. Clark zatelefonował jeszcze raz do szefa, aby powiedzieć, Ŝe spędzi noc w Rosslare i skomunikuje się z nim jeszcze raz za godzinę. Jeden z celników zabrał go swoim samochodem do miasta i wskazał mu pensjonat. Clark wynajął pokój na jedną noc. O szóstej kierownik biura zawiadomił go, Ŝe nazajutrz rano o dziewiątej otrzyma nową osłonę dyferencjału i przyśle mu ją furgonetką wraz z mechanikiem. Mniej więcej w południe Clark zatelefonował do Ŝony, powiedział jej, Ŝe spóźni się do domu o dwadzieścia cztery godziny, wypił herbatę i poszedł do pubu odległego o pięć kilometrów od komory celnej, gdzie nad kałuŜą oleju stała biało-zielona cięŜarówka firmy Tara. Nazajutrz Clark pozwolił sobie pospać dłuŜej niŜ zwykle. Wstał dopiero o dziewiątej. O dziesiątej zadzwonił do firmy, gdzie powiedziano mu, Ŝe załadowano właśnie zapasową część do furgonetki, która odjedzie za pięć minut. Pojechał autostopem do przystani. Przybył tam o jedenastej. Firma dotrzymała słowa i o dwunastej na 84 bruku zadudniła furgonetka. Wjechała do komory celnej, gdzie czekał na nią Clark. Energiczny mechanik wśliznął się pod cięŜarówkę i wydał z siebie przeciągły gwizd. Kiedy wyłonił się spod wozu, cały umazany był olejem. - Przednia część osłony dyferencjału - zawiadomił Clarka całkiem zbytecznie. - Pęknięta w samym środku. - Jak długo to potrwa? - JeŜeli mi pomoŜesz, to wyciągnę cię stąd w półtorej godziny. Reperacja potrwała jednakŜe nieco dłuŜej. Przede wszystkim trzeba było zebrać rozlany olej, a było tego aŜ trzy litry. Następnie mechanik wziął cięŜki klucz i ostroŜnie odkręcił wielkie śruby, którymi przednia część przymocowana była do bębna osłony. Wyciągnął dwie półośki i zluzował wał napędowy. Clark siedział na ziemi i przyglądał się mechanikowi, podając od czasu do czasu narzędzia. Celnicy takŜe przypatrywali się tej operacji. Pomiędzy jednym a drugim lądowaniem promu niewiele dzieje się w komorze celnej. Ostatni kawałek pękniętej osłony wydobyty został tuŜ przed godziną pierwszą. Clark poczuł głód i miał ochotę pójść do przydroŜnej kawiarenki na obiad, ale mechanik śpieszył się. Zza horyzontu wyłonił się tymczasem "St. Patrick", siostrzany prom "St. Kiliana", zmierzający do portu Rosslare. Mechanik rozpoczął teraz drugi etap swojej pracy. ZałoŜył nową osłonę, zamocował wał napędowy i wstawił dwie półośki. O wpół do drugiej "St. Patrick" był juŜ dokładnie widoczny dla kaŜdego obserwatora. Jeden z nich nazywał się Murphy. LeŜał na przywiędłej trawie na szczycie wzgórza tuŜ za portem, niewidoczny dla kaŜdego, kto patrzyłby Strona 50

powiedział.spytał go Clark. Zresztą nikogo takiego nie było. . Pomachał koledze i wyjechał z ciemnego budynku urzędu celnego. Wrzucił do furgonetki puszkę po oleju i narzędzia. wziął butelkę z detergentem i poszedł do toalety. .Wiezie siedemset pięćdziesiąt skrzyń najlepszego francuskiego koniaku . Prawdopodobnie przegonię cię w drodze do Dublina. który nie miał lornetki. Jego wielkie wrota otworzyły się. .Bez pośpiechu . Podał Brendanowi lornetkę.oświadczył.Myślisz. Clark przyniósł z furgonetki puszkę oleju i lejek.Czy mogę juŜ jechać? . ale Murphy wydał juŜ kilka tysięcy funtów z własnej kieszeni.No dobra.W porządku . Przez lornetkę czujnie śledził nadpływający statek. Strona 51 .bez Ŝadnych komplikacji.oświadczył celnik.Dokładnie o czasie.Ruszamy? . Bardziej doświadczony bądź zawodowy przestępca powiedziałby moŜe Murphy'emu.powiedział . . niewiele widział i zaczynał się nudzić.Widzę . wymalowanym wielkimi zielonymi literami na jej bocznej ścianie. Tymczasem "St. zapalił silnik i włączył sprzęgło.txt w jego stronę z odległości stu metrów.JuŜ i tak za długo tu stoisz. a rampa opadła.Forsyth Opowiadania. Idę się umyć. Zobacz.To jest dziewięć tysięcy butelek. Liam? . ruszamy. Zaplanowałem wszystko jak operację wojskową. .westchnął Brendan z lubością.stwierdził Murphy. .Teraz wlejemy trzy litry oleju i pojedziesz. Ŝe się uda? .JuŜ jest blisko . cięŜarówka. Patricka". Murphy westchnął głęboko. 85 W komorze celnej mechanik dokręcił ostatnią śrubę nowej osłony i wyłonił się spod cięŜarówki. .DuŜo drinków .Spływaj . . gdy jego oczom ukazała się. ci się stało.Poczekamy. .Oczywiście.zapytał. Pierwsza wyjechała ciemnobrązowa cięŜarówka z francuską rejestracją. Nie ma mowy o klapie.i gotowa do drogi. . -. Stanęła obok identycznej cięŜarówki Clarka. Murphy zacisnął ręce na lornetce. Po raz drugi w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin Clark wspiął się po stopniach do szoferki. O pięćset metrów przed nim Clark brał zakręt i wjeŜdŜał na prostą drogę z portu do miasta Rosslare. . Co o tym myślisz? . .Jest twoja .Co.odparł Murphy.odezwał się do Brendana . idioto! . Patrick" podpłynął ostroŜnie do nabrzeŜa i przycumował. Ja biorę cztery. Celnik podszedł.Jest to nasze cacko. który był handlarzem złomu i sprzedawał uszkodzone samochody. LeŜący za nim w wysokiej trawie siłacz Brendan chrząknął.zapytał go Brendan. Tymczasem cięŜarówka naleŜąca do firmy Tara Transportation wjechała do komory celnej. . Ŝe moŜe nieco przesadza z tą pewnością siebie.Jest! . Clark wyjaśnił mu swoją sytuację. aŜ wyjedzie z komory celnej. . Mechanik dokręcił nakrętkę wlewu oleju i obrócił się w stronę Clarka. Ŝeby sprawdzić dokumenty nowego kierowcy.zdziwił się. Z szoferki wysiadł kierowca. Ten wczołgał się na szczyt wzgórza 86 i spojrzał w dół.Przejechał . Odkręcił małą nakrętkę w bocznej ścianie obudowy dyferencjału. Cena detaliczna jednej butelki wynosi dziesięć funtów. .szepnął.mówił Murphy. . Celnik skierował ją do zatoki.odezwał się. Dalej obserwował nadpływający prom. do licha. Następnie wielka biało-zielona z napisem TARA. . . . . Wyprostował się i przeciągnął.DuŜo forsy. Murphy trzymał mocno lornetkę i wpatrywał się w ciemny otwór rufy "St. wszystko sam zorganizował i niełatwo go było zniechęcić. .

wyciągnęli z torby dwie policyjne mundurowe marynarki. gdzie odkręcił wkładkę słuchawki.Spokojnie . Dojechali do miejsca. W trójkącie Murphy'ego Ŝarówek nie było. Przed samym dojazdem do Camolin zwrócił się do Brendana: . Obydwaj mieli juŜ na sobie czarne spodnie. kogo rozwścieczyła bezuŜyteczność aparatu. Przejechał most na rzece Slaney. JednakŜe ktoś. Trójkąt zrobiony był ze szklanych szybek. Odwiesił słuchawkę i ruszył w dalszą drogę. . Kiedy Murphy i Brendan wsiedli na powrót do samochodu i cofnęli wóz z bocznej drogi na szosę. wyrwał przewód ze ściany. który czekał wraz z jeszcze jednym towarzyszem . Poza tym mieli na mundurach oznaki Gardy. po czym skierował się na północ. którą upatrzył sobie w czasie wcześniejszego rekonesansu.odparł Murphy. WłoŜyli marynarki. Murphy siedział za kierownicą czarnego forda granady. tym razem w wąską wiejską drogę. aŜ się zatrzyma i wysiądzie z szoferki.Gdzie byłeś. Otworzyli zamki błyskawiczne swoich wiatrówek.Facet jest w drodze i o czasie. Clark śpieszył się do domu. Ukradł go przed dwoma dniami i zaopatrzył w fałszywe numery rejestracyjne. Po kilku sekundach cięŜarówka Clarka minęła ich z wielkim hukiem. a mianowicie trójkąt o półmetrowej podstawie. Pod wiatrówkami nosili przepisowe policyjne niebieskie koszule i czarne krawaty.Czas zamienić się w stróŜów porządku publicznego . Murphy rozmyślnie ukradł czarny wóz. Ŝe nikt inny nie zajmie kabiny w momencie. jadąca przed nim cięŜarówka znikła z jego pola widzenia.Sterczymy tu z Keoghiem od godziny. i ustawił go na dachu samochodu. Teraz Brendan wyjął z kufra ostatnią rzecz. Dzięki większej szybkości swojego wozu dogonił zielono-białą cięŜarówkę tuŜ przed wjazdem do wioski Ferns i ruszył za nią. . a na nogach czarne buty. kiedy będzie mu potrzebna. Brendan prowadził. zdobywając w ten sposób pewność. tak Ŝeby napis był dobrze widoczny w nocy.wrzasnął Brady. Zajmijcie pozycje w krzakach przy zatoce przydroŜnej. Na północ od starego miasteczka Gorey ciągnie się nowy odcinek dwupasmowej szosy. Kiedy zahamował. Ruszył za cięŜarówką Clarka.na wiadomość od niego. co wskazywało. Na kaŜdym pasku widniało słowo GARDA wydrukowane białymi literami. Murphy rozwinął je. Murphy zaklął i pojechał dalej. wyglądali na autentycznych policjantów drogowych. Murphy miał na ramieniu trzy paski. . gdyŜ wszystkie patrolowe samochody policji drogowej były tego koloru. Obydwaj męŜczyźni wyskoczyli z wozu i wyjęli leŜącą na tylnym siedzeniu torbę. Odezwał się inny członek jego bandy. Brendan zaś był przebrany za zwykłego szeregowca.powie87 dział i znowu zjechał z szosy.Forsyth Opowiadania. znajduje się parking. Znalazł budkę przy urzędzie pocztowym tuŜ na północ od Enniscorthy. ujętych w metalowe ramy. Dwie wyjęte z torby granatowe czapki dopełniły obrazu. Pomiędzy szybami powinny były być Ŝarówki. w którym ich droga łączyła się z szosą prowadzącą z doków do miasta. do jasnej cholery? . W połowie drogi. zaczekajcie. czyli irlandzkich sił policyjnych. Była pusta. starannie rozciągnął i nalepił na przednich drzwiach granady. zaparkowanego na piaszczystej drodze.txt Sczołgali się ze wzgórza i zgięci wpół pobiegli do samochodu. więc nie zatrzymywał się po drodze. ToteŜ nie było tam nikogo. . Wreszcie wyjęli z torby dwie rolki czarnej przylepnej taśmy. ale któŜ zwróciłby na to uwagę w biały dzień. Zatelefonował do innej przydroŜnej budki telefonicznej nieco na północ od Gorey. Na przednich i tylnych szybkach widniał równieŜ napis GARDA. "sierŜant" Murphy usiadł obok niego. JuŜ wcześniej upatrzył sobie budkę telefoniczną. Ŝe jest sierŜantem. Murphy postanowił zatelefonować. w której znajdował się silny magnes. który dochodzi do Arklow. na jej północnej stronie. Dopędzili cięŜarówkę. stojącą na czerwonych światłach w miasteczku Gorey. Miejsce to Murphy wybrał Strona 52 .

dał dyskretny sygnał klaksonem.powiedział i wsunął plik dokumentów za klapę szyby. była znowu zwykłym samochodem z trzema pasaŜerami w cywilu.krzyknął Murphy. zwinęli i wrzucili na tył samochodu. Pod osłoną długiej cięŜarówki został przeniesiony do "policyjnego" samochodu i wrzucony do jego tylnej części. . Ŝe nie zdąŜył. Wyprzedzili biało-zieloną cięŜarówkę nieco na północ od Arklow. Przegubowiec takŜe skręcił i zatrzymał się tuŜ za nim.Nazywasz się Liam Clark. Teraz Murphy rozejrzał się po szosie. Ŝe wszystko okay. Zachrypły głos kazał mu spokojnie leŜeć na podłodze.Chodź! Clark obszedł przód swojej cięŜarówki i przeszedł wzdłuŜ jej biało-zielonego kadłuba. Z krzaków wyskoczyli Brady i Keogh ubrani w kombinezony z czapkami naciągniętymi na oczy. Murphy jechał wciąŜ dalej na północ. w Kilmacanogue skręcił na Strona 53 .Forsyth Opowiadania. .Tylna opona ci siada.To z tyłu . Rzut oka na szosę. Clark 88 spojrzał w dół na jadący równolegle do niego wóz policyjny i zobaczył. JeŜeliby w przyszłości miał wskazać na Murphy'ego jako na sprawcę napadu. Clark wysiadł z szoferki.Spotkamy się za godzinę na fermie! . jak porwany przegubowiec wyjeŜdŜa z parkingu i włącza się w strumień ruchu. Opuścił więc równieŜ szybę. . Podniesiono go jak worek i zabrano w krzaki. Podszedł do "policyjnego" samochodu. Z chwilą kiedy kolumna samochodów. Nie na długo. bo zostały sprawdzone dwie godziny temu w Rosslare. Była pusta.mruknął Murphy.Zjedź na parking! Clark spojrzał przed siebie i zobaczył tablicę z wielką literą "P". chrząknął. Spojrzał na Brendana i skinął głową. Zerwali z drzwiczek samochodu znaki Gardy. Murphy. Opuścił szybę okna i rzucił Brendanowi: . Nie widział twarzy pozostałych 89 trzech porywaczy. a druga nogi. Te dokumenty są na pewno w porządku. Jeszcze jedno spojrzenie na szosę. Ŝe siedzący obok kierowcy sierŜant macha na niego ręką. W ciągu minuty zdjęto z niego firmowy kombinezon ze znakiem TARA przyszytym do górnej kieszeni. . który stał pod drzwiami szoferki i studiował prawo jazdy nieszczęsnego Clarka. zaczęła ją wyprzedzać korzystając z drugiego pasa ruchu . Keogh podniósł kciuk na znak. jedna silna para rąk objęła mu klatkę piersiową. usta i oczy zaklejono mu taśmą. blokowana dotychczas przez zielono-białą cięŜarówkę.Murphy ruszył do dzieła. który był kierowcą cięŜarówki. . . Jakiś samochód przejechał obojętnie obok nich. skręcił w oznaczonym miejscu na parking i stanął. który znowu siedział za kierownicą. . pozostali trzej zapewniliby koledze niezbite alibi. próbując przekrzyczeć wiatr. Kiedy granada wyjechała z parkingu. Skinął głową i zwolnił. wdrapał się po schodkach do szoferki i obejrzał sobie wszystkie przyrządy. . Marynarki policyjne zostały zdjęte i rzucone Brady'emu.powiedział do niego Murphy. Ręka w rękawiczce nakryła usta Clarka. Patrzył.Wszystko w porządku . Samochód policyjny pomknął naprzód.ryknął Murphy. dopóki nie znalazł się w więzieniu w Mountjoy jako gość republiki irlandzkiej. Dziurawej opony nie zobaczył po prostu dlatego. Brady siedział na tylnym siedzeniu i opierał nogi na ciele Clarka. śadnego ruchu. Clark widział przez kilka sekund twarz Murphy'ego. Po dwóch minutach Keogh wyłonił się z krzaków w kombinezonie firmy Tara i podszedł do Murphy'ego. Keogh. Murphy zdjął z dachu swojego wozu trójkąt. Jechał na północ w kierunku Dublina. Kiedy mijała go granada.Nie ma problemu .txt na zasadzkę. Ręce.No juŜ! Granada podjechała szybko do szoferki przegubowca. który miał na głowie policyjną czapkę. leŜącego z zawiązanymi oczami.

. Ŝeby wskazać przybyszom z Północy drogę.Spisałeś się dobrze . którzy zabrali się do otwierania drzwi stodoły. Czekali. Przynajmniej na kilka godzin.Francuskie pieczęcie celne są nie naruszone . Niełatwo byłoby pozbyć się dziewięciu tysięcy butelek koniaku na południu kraju. .zaproponował Brady i wszyscy się roześmieli. Ŝe duŜa liczba morderstw politycznych popełnianych niby to dla dobra Irlandii.Myślę. Ich Strona 54 .i nie będziesz juŜ musiał prowadzić cięŜarówki. Wiedział.zapytał. Ŝe nie uległ pokusie sprawdzenia łupu. Dojazd do fermy prowadził przez błotnisty trakt.Nie będę rozbijać skrzyni dla paru kieliszków . Trzej męŜczyźni wybiegli na dwór.Zresztą wolę whisky. Jechał bez świateł.Forsyth Opowiadania. załadować koniak na cztery furgonetki. 90 zapłacić na miejscu gotówką i przemycić towar na Północ. działających poza prawem. zresztą jak wszyscy. Ŝe dobrze zapracowałem na swój udział .oświadczył Murphy. MoŜe je pan sprawdzić. i przekroczyć granicę pomiędzy jeziorami połoŜonymi na linii Fermanagh-Monaghan. to będę musiał sprawdzić kaŜdą skrzynię . Murphy był szczerze dumny ze swojej transakcji.powiedział i na drinka. sytuacja była inna. które przejęło nadzór nad lokalami. Miał twarz człowieka całkowicie pozbawionego poczucia humoru. Pochodziły ze składu wolnocłowego. Czego się napijesz? . jadąc plątaniną polnych dróg. Ŝe chyba im to wystarczy. znajdującymi się do niedawna w rękach prawdziwych patriotów.potwierdził Murphy . Za nim jechał korowód czterech furgonetek. To wystarczało Murphy'emu. Murphy wiedział równieŜ. Zawarł więc układ z jednym z najpotęŜniejszych ludzi w Irlandii. który dostarczał alkohol do całego łańcucha knajp i szynków. . Ŝe pozbędzie się koniaku bez najmniejszych trudności.stwierdził. zasłonięty od szosy kępą sosen. Zatrzymały się na podwórzu i z pierwszej z nich wysiadł męŜczyzna w płaszczu z wielbłądziej wełny. Dziesięć po ósmej był z powrotem na terenie fermy. W tej spokojnej okolicy wypatrzył na porośniętym wrzosami wzgórzu porzuconą fermę. po czym zamknięto drzwi z powrotem. Z przysłoniętymi latarkami w rękach otworzyli stare drzwi stodoły.Ma pan towar? . .Prosto z Francji. Czy to wam wystarczy? Wyciągnął z kieszeni płaską flaszkę i wszyscy stwierdzili. kiedy juŜ zmierzchało. Murphy skinął głową.txt drogę o nazwie Rocky Valley w kierunku Galary Bóg. kaŜda butelka były numerowane i tam wcześniej czy później rozpoznano by je.oświadczył przybysz.MoŜe łyk koniaku? . Ŝe była tam stodoła tak wielka. Był zadowolony. O siódmej. Kontrolowało je kryminalne podziemie. Keogh wyskoczył z szoferki. Miał zrobić to o świcie. .JeŜeli otwierał pan cięŜarówkę. Kwadrans przed ósmą było juŜ całkowicie ciemno. . biało-zielony przegubowiec zaturkotał na drodze. Był to dobry Ŝart. Szynki były ściśle podzielone na katolickie i protestanckie. Ale w Ulsterze. Murphy kazał Brendanowi i Brady'emu przenieść nieszczęsnego Clarka na fermę. człowiekiem. " . Keogh wprowadził cięŜarówkę do środka. miała o wiele więcej wspólnego z gangsterstwem niŜ z patriotyzmem. W ręku trzymał teczkę. iŜ moŜna w niej było zmieścić cięŜarówkę.Murphy? . Przybysz z Północy mruknął coś pod nosem i skinął głową na podwładnych. Tam rzucono go w kąt kuchni na kupę worków. Człowiek ten wraz ze swoimi kierowcami miał się z nim spotkać na fermie. ale mimo to mogli mieć trudności z trafieniem na drogę dojazdową. . Jego trzej porywacze usiedli. Rozładujemy ją o północy. Murphy z latarką poszedł na koniec drogi. Murphy przełknął ślinę. Podał im wprawdzie dokładne instrukcje. Pełno tam nielegalnych miejsc wyszynku i tajnych klubów bez licencji. w stodole. Miała tę zaletę. kaŜda skrzynia. na terenie gnębionym wojną domową. a potem ja sam poprowadzę ją do miejsca odległego stąd o piętnaście kilometrów i porzucę. Jest jeszcze na cięŜarówce.

Nawóz do róŜ .Pytałem.Jaki. Stali dokoła przed drzwiami cięŜarówki wraz z Keoghiem. Zresztą był zadowolony. W cięŜarówce leŜały plastikowe worki. Murphy zobaczył kilka rzędów paczkowanych banknotów funtowych.warknął człowiek z Północy. których nie widział.nie byłoby to rozsądne. Człowiek z Ulsteru znowu coś mruknął i pokiwał głową z zadowoleniem. 92 .txt 91 latarki oświetliły dwa identyczne zamki u tylnych drzwi i zabezpieczające je nie naruszone celne pieczęcie.zapytał. . .Forsyth Opowiadania. Mów.powiedział. Bradym i Brendanem. Nieszczęsny Liam Clark wciąŜ leŜał na workach. wieziesz towar? . a poniŜej napis: "Nawóz sztuczny dla róŜ". .PrzecieŜ to jest wpisane do listu przewozowego.Wejdź do środka . Człowiek z Ulsteru skinął na jednego ze swoich pomocników. Jeszcze nigdy nie widział takiej ilości pieniędzy. . Jeden z jego ludzi podszedł do drzwi cięŜarówki z krótkim łomem w ręku. Murphy z trudem poruszył dolną szczęką.jeŜeli sądzić po zachowaniu się tego człowieka . W rozbitym oknie ukazał się jeden z pomocników przybysza i zawołał: .W domu . która opadła mu ze zdumienia. Mówił prawdę. jaki wieziesz towar. Wyciągnął list przewozowy i podsunął go Murphy'emu pod nos. Zamiast równo ułoŜonych skrzynek oznaczonych znaną na całym świecie marką producenta koniaku zobaczyli coś zgoła innego.zaŜądał tamten. Czterej Ulsterczycy byli w stodole. Patrick" załadowano tylko jedną taką cięŜarówkę. Informacje jego były kosztowne i.Trzydzieści pięć tysięcy .powtórzył męŜczyzna. Na kaŜdym widniało nazwisko słynnego producenta artykułów ogrodniczych.powiedział. Clark przełknął ślinę. Przybysz otworzył teczkę i połoŜył ją na stół.powiedział. Ŝe na popołudniowy prom o nazwie "St. .Nawet na to nie spojrzałeś.Chodźmy . .odpowiedział Murphy. Miał wraŜenie.Dlaczego mi nic nie powiedziałeś? Rozwścieczony Clark zdobył się na odwagę wobec swoich prześladowców. . Wiedział. .rozkazał. do diabła. Kierowca miał takŜe plaster na oczach. który był niegdyś salonem. Wielki człowiek oświecił plik dokumentów. Strona 55 . Ŝe nie mam pojęcia. do cholery . Porwał właściwy transporter z właściwego statku. .Po czym zniknął. Przybyły z Północy męŜczyzna wskazał głową w stronę domu. Kiedy potrąci po trzy tysiące funtów dla kaŜdego ze swoich ludzi i uwzględni wydatki. .Gdzie kierowca? . Murphy nie upierał się. związany jak kura. prawda? . Ŝe . pozostanie mu na czysto ponad dwadzieścia tysięcy. Murphy z latarką w ręku poszedł pierwszy do pokoju. który wziął od Murphy'ego.PoniewaŜ miałem w ustach ten zasrany knebel.Przysięgam. Lubię okrągłe cyfry. .Nie mam pojęcia . . absolutnie pewne. wsunął ją pod pachę i wyszedł na dwór. Murphy ruszył przodem.Dziewięć tysięcy butelek po cztery funty kaŜda . oto dlaczego wrzasnął. . Był zakneblowany. .wyjąkał. który bezceremonialnie zerwał plaster zalepiający usta Clarka. jak sądził. Człowiek zatrzasnął teczkę.Co to ma znaczyć.warknął wielki człowiek.Zgoda .Niech no pan przyjdzie i popatrzy! . Sześć latarek oświetlało jej wnętrze. do jasnej cholery? . To byłoby trzydzieści sześć tysięcy funtów. .zapytał go bez wstępów wielki człowiek. Przybysz z Północy spojrzał na worki z kamienną twarzą. Clark zabełkotał. idioto? Murphy zwrócił rosnącą złość na Clarka.

PrzecieŜ jechałeś do Hawru z prowincji Cognac we Francji! .zagadnął Keogh. . Odrzucono go. Wszystko to moŜecie znaleźć w dokumentach. Eksportujemy go z Irlandii do Belgii. Murphy zastanowił się. . który przybija jutro o drugiej po południu. Murphy . Załatwienie urzędowych papierów w Antwerpii trwało trzy dni. . Ŝe gdyby głośno wyraził swoje poglądy.odezwał się Brendan. Ŝe jeŜeli nawet nie są szczęśliwi.Dlaczego miałby tam być koniak? W Belgii tego nie robią. . któremu brak było tchu . weźmiecie Strona 56 . zbadano i stwierdzono. który zawsze brał wszystko dosłownie.warknął wielki człowiek. Wiozłem ładunek nawozu dla róŜ.To prawda. to w kaŜdym razie trochę uspokojeni. a z nim cztery puste furgonetki.Chodź ze mną .zapytał wreszcie Brady. jakiego napędził mu Ulsterczyk.Przysięgam panu . Pięć minut później człowiek z Północy odjechał..A pod tymi workami nie ma koniaku? ...Porwałeś ładunek gówna. . Nic nie zyskaliśmy. .wrzeszczał Clark..syknął wielki człowiek w sposób. 93 Przybysz z Północy odczytał w świetle latarki trzymane w ręku papiery. W zeszłym tygodniu zawiozłem ten ładunek. .. koniak będzie na pewno na następnym promie. chwycił Murphy'ego za poły wiatrówki.zawył Murphy. zgodzicie się na tysiąc pięćset na osobę. . Potwierdzały relację Clarka. Na twarzy Clarka ukazał się wyraz pełnej niewiedzy.. katolicki bękarcie! . który zmroził krew w Ŝyłach Murphy'ego.CóŜ . . Ty. W panującej na dworze ciemności wielki człowiek brutalnie przerwał potok słów Murphy'ego.Ty durniu .W Belgii? . klnąc na całego.Wiedział. . uniósł go do góry i rzucił nim w drzwi stodoły. Zrozumiałeś? Święty BoŜe ..przede wszystkim zniszczymy wszystkie dowody. mógłby to przypłacić Ŝyciem. Spłukałem się na organizację tego skoku. Skinął więc tylko głową. moi ludzie znajdą cię i strzaskają ci kolana. Zmarnowałeś mnóstwo mojego czasu.Nasza transakcja jest niewaŜna. . . czasu moich ludzi.zapytał. Ŝe mają na karku Brytyjczyków. Rzucił teczkę na ziemię. i to dosłownie gówna. .ryknął. . . ale oprócz mnie nikt nic nie stracił.Co teraz zrobimy? .Koniak? . Wcześniej Murphy zastanawiał się.Nigdy w Ŝyciu nie byłem w Cognac .Zamknij się . zanim je zarobię. wolał uniknąć złości własnych ludzi.Forsyth Opowiadania. którą stronę darzy sympatią gangster z Ulsteru. Otwarto go w Antwerpii.powtórzył. no i pieniędzy.Słuchaj. . Dobrze. ty paskudny.warknął Murphy.na grób mojej matki. Był zrozpaczony..myślał Murphy . Brendan.powiedział Murphy . Na fermie Murphy i jego zgnębieni wspólnicy dokończyli butelkę whisky. usiłując dowieść swojej niewinności. Musicie trochę poczekać. Mamrotał coś. 94 Wydało mu się. mogę znowu spróbować. kaŜdy ślad stóp. Rzucił papiery na ziemię. . . Składa się z mchu torfowego i sproszkowanego krowiego nawozu. Nachylił się nad leŜącym Clarkiem. Teraz wiedział. kaŜdy odcisk opony w błocie musi być zamazany. Jak skończycie. . Ŝe nie odpowiada wymaganym normom.Ale nie dla mnie . świecąc sobie latarkami. I jeszcze jedno: jeŜeli kiedykolwiek znowu spróbujesz mnie nabrać.ci ludzie z Północy to zwierzęta. Moi szefowie w Dublinie kazali przywieźć go z powrotem.Chłopcy.Słuchaj.txt . Murphy poszedł za nim. Zniszczycie najmniejsze dowody.A co będzie z moimi trzema tysiącami funtów? .powiedział do Murphy'ego i ruszył naprzód.bełkotał Murphy. Po strachu. Brady i Keogh oczyścicie tu teren.

okazało się. więc zabrali się do szukania drewnianych kołków. Keogh. Farmer zdąŜył dodać gazu i skręcić w bramę jakiejś farmy. Ale w chwili. Wreszcie zamknęli drzwi cięŜarówki. Ŝeby farmer wyjechał o tak późnej porze na szosę traktorem o jednym świetle zepsutym. Z zawiązanymi rękami i zalepionymi oczami i ustami. Farmer został wyrzucony z siedzenia i wpadł w dół z kiszonką. Na drogę za cięŜarówką spadła część worków ze sztucznym nawozem. Ŝe farmer w ciemności nie zanotuje rysów jego twarzy. a drugim zamazanym błotem. To właśnie zdarzyło się Murphy'emu. a zablokowane przez kierowcę. i przyczepa niosąca ładunek nie jadą idealnie na tej samej linii. który uległ panice. Ŝe chce rozmówić się z Murphym. który nadjeŜdŜał z przeciwka. Słychać było prowadzoną przez niego głośną konwersację ze stwórcą. zetrzeć odciski palców z wnętrza szoferki i zniknąć w ciemnościach. Ja na pewno dotrzymam słowa. zabierzcie kierowcę cięŜarówki i wysadzicie go na szosie. Wezmę cięŜarówkę i porzucę ją daleko stąd. CięŜarówki przegubowe mają tę właściwość. są oporniej sze przy hamowaniu. Ale właśnie w tej chwili zjawiła się policja drogowa. Widać było. Ten pomyślał nagle. jadącego z Dublina do swojego wiejskiego Strona 57 . Czuł instynktownie. Trudno sobie wyobrazić. ku wzgórzom Wicklow. W samych tylko skarpetkach. Tylna część przyczepy wyrŜnęła w kamienny mur. Ŝe powinien znaleźć się prędko jak najdalej od miejsca wypadku. niemal ją przygniatając. Kiedy są ci potrzebne. Wrócę piechotą do domu. Farmer wydostał się z dołu z kiszonką i stanął przy szoferce. CięŜki ładunek sztucznego nawozu pchał ją naprzód. Drewniane kołki w zamkach przegubowca pękły. Ten patrol eskortował jakiegoś ministra. Ŝeby zamocować skoble. spycha ją na bok i powoduje poślizg. zaproponować pomoc przy załadowaniu słomy. Zahamował ostro. Murphy jechał pomiędzy kamiennymi murkami. Kamienny mur. Nie mieli wyboru. Ŝe przyczepa farmera wciąŜ stoi na swoich kołach. a następnie uderzyła w przeciwległy kamienny mur. która z pewnością nigdy nie zainteresuje producentów wody po goleniu. Ŝe na zakrętach zwrotniejsze od zwykłych cięŜarówek o tej samej długości. a wyrastają jakby spod ziemi. Jechało od niego wonią. kiedy wysiadał. Coś dziwnego dzieje się z policyjnymi patrolami. Zgadzacie się? Wszyscy się zgodzili. Potem skręcicie na północ i pojedziecie do domu. Ludzie z Północy dokładnie wyłamali zamki w tylnych drzwiach przegubowca.Forsyth Opowiadania. tak często spotykany wśród wzgórz Wicklow. uświadomił sobie. odskoczyła z powrotem na szosę. O wpół do dziesiątej Murphy minął las obrzeŜający drogę na Roundwood. MoŜe uda mi się skorzystać z autostopu. moŜe na wzgórzach w okolicy Kippure. Nie będzie mógł szybko zrobić rwetesu. A Murphy siedział w półmroku szoferki zakopanej w belach słomy. Ŝe moŜe uda mu się ugłaskać farmera. Przednia część przegubowca Murphy'ego wpadła w poślizg w momencie 95 zderzenia z nią. JeŜeli przednia część przegubowca. gdzieś na południe stąd.txt samochód. Ŝe bele słomy padły na szoferkę. i to z ładunkiem dziesięciu ton bali słomy. równie trudno je znaleźć jak truskawki na Grenlandii. Stanę na głównej szosie prowadzącej do Dublina. Ale wystarczy zadrasnąć lakier czyjegoś samochodu. drzwi otworzyły się. kiedy nagle spostrzegł wynurzającą się przed nim sylwetkę traktora z przyczepą. hamulce spowodowały. skręcił w lewo i pojechał w kierunku Djouce Forest. ale oderwała się od traktora i odskoczyła na odległość trzech metrów. cięŜka przyczepa moŜe wyprzedzić przednią część. Przegubowiec z nieszczęsnym towarem i z Murphym przy kierownicy wyruszył z fermy. Ŝe nie zdąŜy zetrzeć z wnętrza szoferki odcisków swoich palców. Murphy otworzył drzwi szoferki i przez bele słomy przebił się na drogę. Kiedy zamilkł potworny hałas ocierającego się o kamienie metalu. uniemoŜliwił mu wyminięcie przeszkody. która ciągnie całość. Ten jednak to zrobił. i natknął się na traktor. Liczył. więc tylko jego przyczepa załadowana słomą pozostała w tyle i uległa kolizji.

wysypywał się brunatny nawóz. . Ŝe są takie dni. Bardzo dobry dla róŜ. ale to nic się nie udaje. .Jedno z pańskich świateł jest zepsute. więc spieszyło mi się.zawołał .Niewątpliwie ubezpieczenie teŜ jest u pana w domu . Wszyscy trzej przeszli na tył cięŜarówki. Murphy'ego ścisnęło w dołku.zakomunikował. i obejrzeli sobie rozrzucone bele słomy. Policjanci podeszli powoli do unieruchomionego traktora i jego przyczepy. Zyskały jego uznanie. 96 . wskazując na przegubowiec. Przeszedł na tył wozu sprawdzić stan tylnych świateł. Murphy poczuł się raźniej. Samochód miał na dachu znak Gardy. . Proszę zjechać traktorem w pole i sprzątnąć słomę z drogi.Tak . . w łóŜku. juŜ zaczął zachowywać się defensywnie. który wypadł z podartego worka. i bardzo późno . i to oświetlony. . . . Z tuzin worków wypadło 97 7.txt domku w okolicy Annamoe. Kiedy Murphy zobaczył światła wozu.Liam Clark? .Jakoś daleko od głównej szosy. .Co pan wiezie? . Ŝe ma tylko jedno wyjście: zamydlić im oczy. W tych ciemnościach mogło mu się to udać. . stanął twarzą w twarz z rzeczywistością. Z podartej folii.W domu. SierŜant zwrócił Murphy'emu dokumenty i zainteresował się farmerem.Składa się z mchu torfowego i sproszkowanego nawozu krowiego. . Za chwilę się przekonamy. Murphy skinął potakująco głową.Był bardzo zadowolony ze swojego Ŝartu.Tego pojazdu nie widać z odległości dziesięciu metrów. Policjant przyglądał się przednim światłom przegubowca. Ŝe są w porządku. który ściągnął przyczepę z szosy na pole.zapytał go sierŜant. Nawet w świetle latarki trudno nie rozpoznać sterczącej w górę wielkiej rury bazuki czy karabinu maszynowego.Drzwi się otworzyły . .zapytał Murphy'ego sierŜant.odpowiedział Murphy. Chciałem jak najszybciej odwieźć ładunek i znaleźć się w domu. Dokumenty były w całkowitym porządku. pomyślał w pierwszej chwili.Papiery .Tak.zapytał sierŜant farmera. Podwieziemy pana do domu i przy okazji obejrzymy sobie pańskie dokumenty. kiedy eskortuje ministrów. DuŜo później Murphy powiedział towarzyszowi z celi. Obrócił się do farmera.Pański? . a drugie zamazane gliną powiedział zwracając się do farmera.Forsyth Opowiadania. Murphy zrozumiał. i właśnie wracał do stolicy.Czysta robota przez otwarte drzwi przegubowca i cztery z nich rozpruły się. . .Czy ma pan prawo jazdy? . . Lufa automatu sierŜanta wycelowała Strona 58 .Traktor i przyczepa były zupełnie niewidoczne. Tymczasem drugi policjant obejrzał sobie traktor i powrócił do sierŜanta. jeszcze przed chwilą pewny siebie i zaczepny.odparł Murphy.a ty jesteś utytłany gównem po uszy! .Kilka worków wypadło na drogę. Murphy sięgnął do szoferki i podał mu plik dokumentów.Mam nadzieję. kiedy nic.powiedział sierŜant. Ale na razie nie moŜe pan prowadzić z tymi światłami. a teraz ładował na nią bale. tylko wtedy. Rozdarły się. Posterunkowy zaświecił latarkę i puścił promień światła na całą tę breję. Drugi policjant wyłonił się spoza przegubowca. . z której były zrobione worki. Za kilka minut odjadą.zapytał sierŜant. SierŜant wybuchnął śmiechem. . Ŝe to po prostu prywatny samochód. Zabierze je pan jutro rano. Szefie. Ale kiedy światła przygasły. . niech pan im się przyjrzy. . Policja irlandzka nie nosi przy sobie na co dzień pistoletów.Sztuczny nawóz . .Nie chciałbym robić z tego sprawy. Ten.zaŜądał sierŜant.odparł Murphy.Tamten wiezie ładunek gówna . . ale pan władza ma rację odezwał się Murphy.Prom spóźnił się dziś po południu do Rosslare.

Kiedy spojrzał na okładkę czasopisma. i powracał do hrabstwa Kent. aŜ znalazł się sam w przedziale. Strona 59 . Nutkin wyciągnął je w przekonaniu. Po lewej stronie stary Fogarty męczył się nad krzyŜówką. toteŜ przez 99 całą drogę.txt w Ŝołądek Murphy'ego.stało się. Magazyn miał nieduŜy format i błyszczącą okładkę. Ŝe jest to rozkład jazdy. w windzie prowadzącej na Cannon Street. Samuel Nutkin odetchnął z ulgą. Od dwudziestu pięciu lat jeździł codziennie tym samym pociągiem o tej samej porze z małego i nudnego miasteczka Edenbridge do stacji Charing Cross w Londynie. Ŝe wszyscy znają jego tajemne grzechy. Powodowała nim po prostu zwykła ciekawość. Nutkinowi niepotrzebny był więc rozkład jazdy. NIEWYPAŁ Gdyby Samuel Nutkin. ale takŜe na cienkie czasopismo. Środek okładki zajmowała fotografia dorodnej kobiety o wydatnych piersiach. Ale wcale nie dlatego. Ktoś kiedyś odkrył. Po drugiej stronie przedziału dwa egzemplarze Financial Timesa. znaleziono paczkę pornograficznych zdjęć. Nie tylko nie udało mu się porwać dziewięć tysięcy butelek koniaku. Powoli uniósł ręce do góry.powiedział. przeraŜony własną odwagą. który został przejechany przez samochód. Potrafił wyobrazić sobie wiele miejsc. zmierzających ku wyjściom.a niŜej: Samotni Pary . Czym prędzej wsunął je z powrotem pomiędzy poduszki i rozejrzał się dokoła. Wtedy. aŜ do stacji Charing Cross. majstrował coś przy teczce.Muszę wyznać coś niecoś . Drzwi wagonów rozsunęły się. wsunął-go do teczki i włączył się w strumień meloników i biletów sezonowych. ale niechcący przechwycił transport przemycanej przez kogoś broni. Widniały na niej słowa: Nowy Krąg . Nikt na niego nie patrzył. Nie były zresztą najbezpieczniejszym miejscem na świecie. szukał melonika tak długo. kim jest ów "ktoś". Ŝe ludzie nabierają cech odpowiadających przydomkom. zwijał parasol.był to tytuł pisma . nie upuścił futerału od okularów między poduszki siedzenia przedziału. Murphy westchnął głęboko. Bo kiedy wsunął między nie dłoń. a potem w czasie krótkiego spaceru do biurowca towarzystwa ubezpieczeniowego. a po prawej za oknem przesuwała się właśnie stacja Hither Green. Nie miał szczególnych wątpliwości co do tego. pozostawione tam zapewne przez poprzedniego pasaŜera. Jej twarz zakrywał biały kwadrat z napisem: Ogłoszenie nr 331. Ŝeby go wydostać . To musiał być właśnie jeden z tych dni. Wieczorem zaś wsiadał do pociągu na stacji Cannon Street. Jak moŜna się z czegoś takiego wytłumaczyć? CóŜ to za wstyd dla człowieka. twarz mu poczerwieniała. cała ta historia w ogóle by się nie zdarzyła. Ich właściciele czytali tabele notowań giełdowych. zastanawiał się nad konsekwencjami swojego odkrycia. aby wyrzucić swój ludzki ładunek na zatłoczony peron numer sześć.Forsyth Opowiadania. Ŝe był mu potrzebny. ToteŜ tego dnia Nutkin niezwykle ostroŜnie przechodził przez ulice. gdzie pracował jako urzędnik. W drodze z pociągu do kolejki podziemnej. . W końcu dotarł jednak do lokalu towarzystwa ubezpieczeniowego.Magazyn kontaktowy dla seksualnie wyzwolonych. wyciągnął magazyn z poduszek.Grupy . jadąc pociągiem podmiejskim z Edenbridge do Londynu. Historia ta od dawna prześladowała Samuela Nutkina. w których chciałby przeŜyć następne dwa lata. Ale Samuel Nutkin ociągał się. Pan Nutkin nigdy w Ŝyciu nie widział takiego pisma. Samuel Nutkin nie był przyzwyczajony do "tych rzeczy". ale ulice Dublina na pewno do nich nie naleŜały. który leŜy w szpitalu z nogą na wyciągu i wie. czuł się dość niewyraźnie. w czasie przejazdu do Mansion House. Słyszał kiedyś o człowieku. jeden Times i jeden Guardian nadal kiwały się rytmicznie w takt jadącego pociągu. Jego palce natrafiły nie tylko na futerał. Kiedy w szpitalu zbadano zawartość jego kieszeni. takŜe zawsze o tej samej godzinie.

Ŝe cierpi na cięŜki artretyzm i dolegliwości sercowe. równie solidnej jak Bank Angielski. o ich pracy. przewaŜnie amatorskie fotografie pań w samej bieliźnie. była niemal całkowicie przykuta do łóŜka. którzy wśród tych zimnych kamieni umieli porwać się na finansowanie awanturniczych wypraw do najdalszych zakątków świata.Forsyth Opowiadania. Lettice nigdy tam nie zajrzy. na tym skrawku ziemi w samym sercu Londynu. poŜyczać. Wykorzystywał przerwę obiadową. Ŝe to siedlisko największych rozbójników świata. Tutaj. Myślał. wsunął go na dno teczki i szybko wrócił do swojego biurka. Mimo to pozostał wiernym i przywiązanym męŜem. Był juŜ od dwudziestu pięciu lat urzędnikiem wielkiej firmy ubezpieczeniowej. Kukurydziana. Inne ogłoszenia odznaczały się wymownym tekstem reklamującym tajemnicze . uprzejmy i miły dla sekretarek. a mury rzeczywiście broniły miasta. Ŝe czyha na niego policja obyczajowa. Lettice. czy to w łóŜku. Szybko zrozumiał. które traktowały go po macierzyńsku i mówiły. które wlewały się codziennie do City. a będzie chodzić z przymruŜonymi oczami i mówić jak Humphrey Bogart. oszukiwali czarnych. magia zblakła i wtopiła się w szary strumień ciemnych garniturów. rozpościerającej swoje macki na wszystkie strony świata. Pracował w siedzibie gigantycznej bankowej ośmiornicy. Była wątłą i suchą kobietą o ostrym nosie i jeszcze ostrzejszym głosie. Przekradł się do ubikacji. Ŝółtych i brunatnych ludzi. chociaŜ przez całą drogę zdawało mu się. 101 Diagnoza doktora Bulstroda określała jej chorobę jako zaawansowaną hipochondrię. kiedy naprawdę sprzedawano tu chleb.Chlebowa. Przy niektórych znajdowały się zdjęcia. był bowiem uczciwym obywatelem. jak to było 100 w Średniowieczu. Nutkin kochał City. zamknął się tam i zabrał się do czytania wszystkich ogłoszeń w Nowym Kręgu. Zaskoczyły go i zdumiały. Schował swój skarb pod dywan przed kominkiem. aŜ mu się to znudzi. aby zaoszczędzić Ŝonie nawet Strona 60 . Nutkinowi nigdy nie przyszło do głowy. Będąc w randze kaprala. zdobywali skarby. Minęło ćwierć wieku. spółkami akcyjnymi i domami ubezpieczeniowymi. zamoŜności czy nędzy. sympatyczny człowiek bliski pięćdziesiątki. Przeczytał magazyn od deski do deski. Z ich inicjatywy Ŝeglarze i handlarze sprzedawali i kupowali. zawsze gotowym do największych poświęceń. zapadały decyzje o losach milionów ludzi. Ŝeby zaczęto wołać na chłopca "łobuziak". Ten przydomek przesądził o jego losie. aby po ośmiu godzinach pracy odpłynąć do podmiejskich rezydencji. Ŝeby spacerować po starych uliczkach o tradycyjnych nazwach .usługi. został zdemobilizowany po wojnie w wieku dwudziestu pięciu lat. meloników i teczek. spekulować.txt które im nadano. parasoli. rabowali i odsyłali łupy do miasta. zabudowanym bankami. Ŝeby poznać osobiście zamoŜnych i hojnych dŜentelmenów.w kaŜdym razie dla Samuela Nutkina . kiedy była źródłem fizycznych uciech Samuela Nutkina. Wystarczy. czy teŜ poza nim. Ŝe jest "słodki". Podziwiał ludzi.zaŜywny. Samuel Nutkin miał dziesięć lat. W ciągu tych lat dopasował się do swojego biurka . aby tu inwestować. którego gmach królował tuŜ obok. kiedy jeden ze szkolnych kolegów nazwał go "wiewiórką". Wieczorem udało mu się przewieźć pismo do mieszkania w Edenbridge. Kurza . Ŝe kobiety ogłaszające się w tym piśmie marzyły głównie o tym. "Figlarz" będzie tak długo małpować i wymyślać kawały. Ale zupełnie nie był przyzwyczajony do czytania czy choćby tylko noszenia w teczce pornograficznych pism. Wiele lat upłynęło od czasu. czyli pani Nutkin. JednakŜe tego ranka w jego Ŝyciu nastąpił przełom. Twierdziła.i po miejskich murach. Udało mu się dostać stałą posadę z niezłą pensją i zapewnioną emeryturą. Był więc Nutkin w śródmiejskiej dŜungli Londynu przyjaznym i nieszkodliwym stworzeniem o cechach określonych przez swój młodzieńczy przydomek. kukurydzę i drób. w samym środku miasta.

Ŝe będziemy się mogli dobrze zabawić. i obawiał się.A kto mówi? . Nie zajmowała się na szczęście domem ze względu na ból w plecach. . Ŝe Sally mieszkała w centrum Londynu. 102 Kiedy wracał do przedziału. Następne trzy dni upłynęły Nutkinowi na głębokich rozmyślaniach. W samym środku magazynu były szczegółowe instrukcje co do sposobu przesyłania odpowiedzi na ogłoszenia. . e.Mogę tylko w porze obiadowej. pamiętam cię. Zaczął od zwrotu "Droga Pani".O.AleŜ tak. Sally. Szóstego dnia zobaczył wśród listów kopertę zaadresowaną do Henry'ego Jonesa. . Ŝe zajrzy pod dywan. . Z krótkich informacji. poszedł do toalety i drŜącymi palcami otworzył kopertę. moi przyjaciele na ogół dają mi niewielki prezent.. W słuchawce słychać było szelest przewracanych kartek papieru.. Nazywam się Jones. Henry. Czy chciałbyś do mnie wstąpić. zamieszkałego na 27 Acacia Avenue. nie było więc obawy. Numer telefonu wskazywał. opatrzonej numerem ogłoszenia wypisanym ołówkiem. Pracuję w City.Czy jutrzejszy dzień ci odpowiada? Doskonale. Po napisaniu listu naleŜało włoŜyć go wraz z zaadresowaną do siebie i ofrankowaną kopertą do drugiej koperty. po czym wyjaśnił.. w takim razie jutro o dwunastej trzydzieści. Ŝeby zabrać od Ŝony tacę.odpowiedział matowy głos. a na jego odwrocie ręcznie wypisaną odpowiedź: Drogi Henry.Zgadza się . Halo. widzisz. usiadł i napisał do niej list. Kiedy o dwunastej trzydzieści następnego dnia Nutkin stanął przed drzwiami mieszkania w jednym z zaułków Bayswater. w drodze do miasta. Pan Nutkin wykonał to wszystko starannie. gdy tylko słyszał kroki listonosza. Był to notabene jego prawdziwy adres. . Samuel Nutkin przepisał numer telefonu na kartkę papieru i schował ją do portfela. jakie podawała. Znalazł własny list.E. . które dotyczyły przede wszystkim jednej z ogłaszających się pań... był Strona 61 . Drogi Henry. a list wraz z kopertą podarł. a wieczorem jadę do domu.. Ŝe czytał jej ogłoszenie i bardzo chciałby się z nią spotkać. na której podał jej śniadanie. czuł. bardzo chętnie . Czy to ci odpowiada? Nutkin skinął głową i powiedział: "Tak". Ŝe zamiast języka ma w ustach kawał starej gumy. Przez następne kilka dni biegł do drzwi wejściowych. bardzo dziękuję za zainteresowanie się moim ogłoszeniem.Tak. podając się za niejakiego pana Henry Jonesa. W pociągu. Niczego więcej w kopercie nie było.. Ściskam. W przerwie obiadowej Nutkin nakręcił podany mu numer z automatu w najbliŜszej stacji kolejki podziemnej. Jest tylko jedna mała sprawa.Forsyth Opowiadania.Świetnie. Otrzymałem dziś rano od pani odpowiedź na mój list w sprawie pani ogłoszenia. Ŝe była wysoka i miała zaokrąglone kształty. Usłyszał niski głos kobiecy: "Halo?" Nutkin wepchnął monetę do aparatu. Ŝe ma wypieki. Jestem pewna. moŜna było wnioskować. Pomaga mi to w płaceniu komornego. a z pozostałych pasaŜerów Ŝaden nie podniósł nawet głowy. Podam ci adres.Doskonale. wobec tego kiedy będziesz? . Jakieś dziesięć funtów. Henry Jones.wyjąkał.. Napisał krótko i rzeczowo na kartce zwykłego biurowego papieru. Stary Fogarty wpisywał jednak właśnie pozycję numer piętnasty (poziomo) do krzyŜówki. Ŝe towarzysze podróŜy zwrócą na to uwagę. odchrząknął i powiedział: . Zadzwoń pod numer.. wrzucił do klozetu i spuścił wodę. Wsunął ją do kieszeni i poszedł na piętro.. w dzielnicy Bayswater. Kopertę tę wraz z naleŜnością za usługę polecano włoŜyć do trzeciej koperty i wysłać na londyński adres czasopisma.. Czy to panna Sally? .....txt najmniejszych przykrości. Trzeciego dnia zdecydował się. kochanie? Samuel Nutkin poczuł..

Na jej odwrocie teŜ nic nie było. Zdawało mu się.txt pewny. co masz na myśli. w jaki sposób został nabrany. dość grubą kopertę. Dopiero kiedy mijał New Cross. na zniszczonej 103 twarzy miała grubą warstwę makijaŜu. I nie denerwuj się tak. Pokazywały wszystko czarno na białym. dalekie od technicznej doskonałości. Wrócił do pokoju. Ŝeby zdąŜyć na pociąg do City. zorientował się. Ktoś najwyraźniej przyglądał mu się przez wziernik w drzwiach. Prócz grubej koperty nadanej w Londynie i zaadresowanej na nazwisko Samuela Nutkina był jeszcze list do Lettice od jej siostry i rachunek z kwiaciarni za jakieś rośliny doniczkowe.To bardzo trudno wytłumaczyć . Była starsza.Forsyth Opowiadania. Kobieta uśmiechnęła się zalotnie. . . Ŝe ma stanowczo za szerokie biodra. . ogarnęło go przeraŜenie. Ŝe jest w niej jakaś reklamówka. a Nutkin wpatrywał się w nie w niemym zdumieniu. . Nutkin beztrosko otworzył grubą kopertę. Trzęsącymi się rękoma szukał jakiegoś słowa wyjaśnienia w głębi koperty. przy którym jadł śniadanie.W porządku. zamknęła za nim drzwi i powiedziała cicho: . LeŜały teraz na stole. po czym pobiegł na stację. Pokój był licho umeblowany i nie było w nim wielu przedmiotów osobistych. który następnie zdjęła i powiesiła na haku. Wzięła go i włoŜyła do leŜącej na komodzie torebki. Sally znów się uśmiechnęła. Zdjęcia. . moŜe dzięki wysokim obcasom. Miał ochotę pozostać w domu i symulować chorobę. porozmawiamy sobie.Proszę wejść . Ŝe nosi pod nim czarne nylonowe majtki i czerwoną koszulkę. Mylił się jednak.Nie wstydź się. Zamknęła drzwi na klucz i włoŜyła go do kieszeni szlafroka. Patrzył przez okno przedziału i starał się uspokoić skołataną głowę. Kiedy szlafrok rozchylił się. Z koperty wypadło sześć fotografii. Ŝe wzbudzi to tylko podejrzliwość Lettice. Kiedy zrozumiał całą prawdę.powiedziała lekko. Nie zdziwiła się. Zastukał nerwowo do drzwi. tam gdzie wciąŜ spoczywał numer feralnego magazynu. Po trzech dniach listonosz doręczył na Acacia Avenue 27 wraz z innymi listami zwykłą. wdeptując obcasem popiół w mokrą ziemię. Wystarczyły same zdjęcia. Stuknęła jej juŜ na pewno czterdziestka. Strona 62 . Pomimo sięgającego do ziemi szlafroka widać było. Zaniósł jej list od siostry na górę. Zdejm marynarkę. Henry? Samuel Nutkin skinął głową i wyciągnął z kieszeni spodni dziesięciofuntowy banknot. Ŝe ma usta wypełnione szybko schnącym cementem.wymamrotał. Nie znalazł nic. niŜ się spodziewał. wejdź do pokoju. zauwaŜył. Henry? Proszę. Usłyszał kroki w przedpokoju.Wielu panów o to prosi. Drzwi do przedpokoju zostawiła otwarte. ale po namyśle doszedł do wniosku. Usłuchał jej i poszedł za nią przez przedpokój do jasno oświetlonej sypialni. spodziewając się. . Samuel Nutkin wybrał pocztę ze skrzynki i połoŜył ją na stole. Czy masz jakieś szczególne Ŝyczenia? Nutkin przysiadł na brzegu fotela. Ŝe ma gorączkę. Twarz kobiety była ostra na wszystkich zdjęciach. Poza tym była o dobre piętnaście centymetrów wyŜsza od niego.Marynarka i portfel! Stary Fogarty. Poszedł za nią do pokoju. 104 Ogarnięty ślepą paniką wsunął fotografie pod dywan przy kominku. .Marynarka! . były jednak dostatecznie wyraźne. Mów. . a na co najmniej dwóch moŜna było doskonale rozpoznać jego własną twarz. który zastanawiał się właśnie nad siedem pionowo. Potem nastąpiła cisza. Serce biło mu jak młot. Kiedy wszedł. spodnie i buty i chodź do sypialni. . zabrał tacę po śniadaniu.Więc jesteś.Usiądź i odpocznij sobie.usłyszał. Po chwili namysłu wziął jednak całą paczkę i spalił ją za garaŜem.Czy masz dla mnie ten mały prezencik. Powiedział jej to w końcu.krzyknął.

txt pokręcił głową. Nutkin dobrej nocy nie miał. . czy to ten sam. klisze i odbitki. Samuel Nutkin zerwał się z fotela i zostawiając Ŝonę przed telewizorem pobiegł do aparatu znajdującego się w przedpokoju.A moŜe jednak pan Henry Jones? Samuel Nutkin poczuł ucisk w dołku. przyjacielu. Czy otrzymałeś mój bilecik dzisiejszą pocztą? . ale trudno było się Nutkinowi zorientować. AleŜ tak.Zadałem ci pytanie. powiedział. niegrzeczny z ciebie chłopiec. Ŝe nie zna Ŝadnej Sally i Ŝe to pomyłka. Nutkin pojechał taksówką na Bayswater. . Głos był stłumiony. panie. A drugi komplet odbitek mogę posłać do pani Nutkin. Zastanów się nad całą sprawą trzeźwo i na zimno.Pan Nutkin? .wybuchnął Nutkin. . .Czego ode mnie chcecie? .Forsyth Opowiadania. Okazało się. Pan nosi w portfelu bardzo wiele legitymacji.Tak. Kiedy Nutkin wrócił do domu. które przerwały jej popołudniową drzemkę.mruknął . Nie był przystosowany do takich sytuacji. brzmiał jakby przez chustkę nakrywającą mikrofon. Zimny strach ściskał mu Ŝołądek. Ŝe musi uregulować ogrzewanie. . Telefon zamilkł. Ŝe mieszkanie jest zamknięte. ale odpowiedział mu zachrypły męski głos. Zadzwonił do informacji i próbował sprawdzić adres podanego mu numeru. który oświadczył. W przerwie obiadowej spróbował połączyć się z numerem podanym przez Sally. Biuro czasopisma przesyłało na pewno odpowiedzi na ogłoszenia pod jakimś jednym umówionym adresem. Nutkin spróbował połączyć się ponownie przez telefonistkę. który po powrocie z urlopu zastał sforsowany zamek u drzwi swego mieszkania. przesuwające się za oknem wagonu. O której godzinie wychodzisz do pracy? . Samuel Nutkin wpatrywał się ponuro w południowe przedmieście Londynu. Czy dostałeś odbitki? . z którym rozmawiał po południu.Pan Samuel Nutkin? . niech pan tego nie robi . ale głos w słuchawce przerwał jego protesty. i to na fałszywe nazwisko. . .Zaraz się rozłączę. . gdzie pracujesz i znam nazwisko twojego zwierzchnika. i juŜ zostało opuszczone. Mam chyba obowiązek posłać te zdjęcia do twojego szefa.spytał. Kiedy Lettice szła spać.za duŜo liter. pozostał na dole i dokładnie Strona 63 . Ŝe nawet przy pomocy policji nie dowie się niczego. Były do niego trzy telefony. Jednak numer był zastrzeŜony i bez polecenia sędziego pokoju biuro numerów nie udzielało informacji.Panie.Przyjrzałeś im się dobrze? Samuel Nutkin zacisnął zęby. a numer telefonu naleŜał do całkiem obcego człowieka. Zresztą nic mi nie mogą zrobić. Wtedy zrozumiał. panie Nutkin. I do sekretarza twojego klubu tenisowego. Nie było więc pomyłki. której oczywiście nie znał. Lettice zrzędziła jeszcze bardziej niŜ zwykle.Tak. .Tak. .Zadzwonię jutro rano o ósmej.Ósma trzydzieści. a na bramie wisi napis "Do wynajęcia". . Nie próbuj zwracać się do policji. 105 Po raz czwarty telefon zadzwonił zaraz po ósmej. wiem.To niewaŜne. odpowiedział jednakŜe ten sam męŜczyzna. . Mieszkanie zostało najwyraźniej wynajęte na jeden tydzień.No cóŜ. Dobrej nocy. przyjacielu.Kto mówi? . Odebrał pewnie od tego czasu wiele telefonów do jakiejś Sally.Nie . Mówił męŜczyzna. Tego ranka w Ŝaden sposób nie mógł skoncentrować się na swojej pracy.Tak. MoŜesz dostać to wszystko.

Telefon zadzwonił punktualnie o ósmej.odpowiedział drŜącym głosem Nutkin. . Samuel Nutkin czekał juŜ w hallu. Nie pił.Lettice zawsze chciała spać osobno . . 107 Przypuszczał. zwołanego specjalnie w celu ponownego rozpatrzenia jego członkostwa. Siedział niby samotny karzełek w meloniku pośród kwiatów i drzew.rzucił głos bez wahania. Później w bladym świetle ulicznej latarni.zapytał nieznajomy. aby dowiedzieć się sporo o nim i jego miejscu pracy. Ŝe chodzi o kobietę. poŜyczyłby jakoś te tysiąc funtów. Ŝe w takich wypadkach moŜna nie podawać nazwiska. . przyjacielu. na której trzeba by było wystąpić w charakterze świadka. karta klubu ubezpieczeniowców 106 więcej niŜ trzeba. prawo jazdy. Myślał o zebraniu prezydium klubu tenisowego. . parasolem i teczką w ręku. dwa zdjęcia z Ŝoną.Tak . A więc nie wolno dopuścić. patrzył na niesympatyczną twarz Ŝony śpiącej w sąsiednim łóŜku . Po drodze łamał sobie głowę szukając Strona 64 . Taki wstrząs zabiłby biedną Lettice. Po dwudziestu pięciu latach monotonnego Ŝycia biurowego nie sposób ukryć sprawy sądowej. ale po południu będzie na pewno za biurkiem.31 do Charing Cross. Nie przeŜyłaby tego. Ale potem odbyłaby się sprawa sądowa. MoŜesz dostać poŜyczkę na hipotekę swojego domku albo. samochodu. Ŝe źle się czuje. pocałował Ŝonę w policzek i udał się do pracy.Tysiąc funtów . Mógłby powiedzieć. jeŜeli wolisz. Powiedział kierownikowi swojego działu. przenikającym przez firanki sypialni. Ŝe w karty nie gra. MoŜe pójść na policję? Oni mogliby oczywiście znaleźć tych ludzi mimo fałszywych nazwisk i adresów. legitymacja członkowska klubu tenisowego. Zadzwonię wieczorem o ósmej. . A więc z pewnością domyślą się. O dziewiątej trzydzieści opuścił park. Nutkin poszedł na górę. Co robić? Co robić? . a to było niemoŜliwe w towarzystwie starego Fogarty'ego z tymi jego wiecznymi krzyŜówkami. Ŝe chodzi o dług karciany. Ŝe musi się zastanowić. . Ŝe gdyby się postarał. która moŜe nadejść w czasie jego pobytu w biurze. . ale poszedł do parku i usiadł na ławce.Forsyth Opowiadania. znalazł budkę telefoniczną i zadzwonił do biura. ale tyle osób mogło rzecz rozszyfrować.zaprotestował.szydził głos w słuchawce. i to w gotówce.Ile Ŝądacie? . Ŝeby się o czymkolwiek dowiedziała. Ŝe figuruje się jako pan X. dwa listy. Nie palił. WyobraŜał sobie dyrektora Bensona w gabinecie na najwyŜszym piętrze. co powiedziałaby po otwarciu grubej koperty. gotowy do szybkiego marszu na stację.pytał w kółko samego siebie. Kolejowy bilet sezonowy. ksiąŜeczka czekowa.W takim razie postaraj się o nie . Nutkin nieraz czytał w gazetach. Potem poszedł do banku.wyjąkał.Chcesz te negatywy? . Jedno było jednak pewne. i to szybko.Obawiam się.Tak.i usiłował sobie wyobrazić. Ale zdobądź tę forsę. NajwyŜej czasami jedno cygaro po proszonej kolacji. ale nikt by mu nie uwierzył. bo wszyscy wiedzieli.txt skontrolował zawartość portfela. Samuel Nutkin był wstrząśnięty. na którym wszyscy podają sobie z rąk do rąk te straszne fotografie. białą koszulę. jak siedzi i trzyma w ręku paczkę odbitek. ale wywołałoby to niewątpliwie duŜe zdziwienie w banku. proszę pana. Jeszcze dziś. Głos umilkł i w słuchawce rozległ się sygnał. a poza tym naleŜy ci się mała nauczka. jeŜeli nie liczyć kieliszka wina od czasu do czasu. Musimy pokryć nasze wydatki. z melonikiem. Tego dnia nie wsiadł jednak jak zwykle do pociągu odchodzącego o 8. Nutkin przełknął kilka razy ślinę. Wiedział. .Nie jestem bogaty . ubrany jak zwykle w szary garnitur.Zastanowiłeś się? . Ŝeby wypłacono mu tę sumę zaraz.AleŜ ja nie mam tyle pieniędzy! . Zwłaszcza gdyby zaŜądał od dyrektora. To wszystko przekraczało jego wyobraźnię. Ŝe będziesz je musiał kupić.

Jutro w przerwie obiadowej wsiądziesz w taksówkę i pojedziesz na Albert Bridge Road. albo dla samej przyjemności posyłam te fotki do twojej Ŝony i szefa! Nutkin westchnął. . Zrozumiałeś? . . pułapkę na myszy. miedziane druciki do bezpieczników. Postanowił w kaŜdym razie nie brać pieniędzy z miejscowej filii banku.Nie .Właśnie tego się obawiałem. Po drugiej stronie zapanowało nasycone zdumieniem milczenie. Niech ci nie przyjdzie Strona 65 .tłumacząc sprzedawcy. A poza tym. . Ŝe czuje się znacznie lepiej. W kilku innych sklepach zakupił: pół kilo lukru .No i co.Ale chciałbym. Niezła prawnicza formułka. Ŝe od momentu.. Zadzwonił telefon.powiedział sobie po długich wahaniach.txt jakiegoś wyjścia i przypominając sobie wszystkie sprawy o szantaŜ. Był człowiekiem zbyt ostroŜnym. Ŝeby nosić przy sobie tysiąc funtów. zamykaną na klucz kasetkę na pieniądze. O godzinie ósmej tegoŜ wieczoru siedział jak zwykle z Lettice przed telewizorem. ale czy moŜna pomóc ofierze szantaŜu? Gdyby był młodszy i do tego kawalerskiego stanu. jakie wynikną z pańskich Ŝądań.Albo zrobisz. Mów dalej! . co mu się przytrafiło? Chyba wymuszaniem pieniędzy pogróŜkami. . Nie mógł stanąć przed dyrektorem z tak dziwnym i trudnym do wytłumaczenia Ŝądaniem. pośpiesznie dodał: .Słuchaj. i zabrał się do pracy nad księgami rachunkowymi. . Pamiętaj. Rozwiązania trzeba szukać w Londynie . Do City przyjechał tuŜ przed przerwą obiadową. a w słuchawce odezwał się zachrypły głos: . powiedziałby im. jedna obok drugiej.odrzekł powaŜnie Nutkin. Ŝe zamierza zalać nim urodzinowy tort Ŝony . Ale jak teraz zmienić posadę? Poza tym istniała przecieŜ Lettice. wsuń ją pod pierwszą ławkę i pójdź dalej. Ŝeby pan przemyślał wszystkie przykre konsekwencje.odezwał się wreszcie zachrypły głos. Zapewnił szefa. jakby mu powiedział: "Jestem ofiarą szantaŜu i proszę o poŜyczkę w wysokości tysiąca funtów". Była godzina 10. a potem i tak roześlą fotografie po ludziach! To prawie pewne. nieszczęsna.31. dwie baterie do latarki elektrycznej. I jeszcze jedno.odpowiedział Nutkin i zanim tamten mógł się odezwać. Ten szok na pewno by ją zabił. Ŝeby go pocałowali. które kaŜdy człowiek powinien mieć w domu.Panie. durny człowieku . Przy drzwiach banku opuściła go jednak odwaga. Wyjdziesz z parku drugą bramą.Zrozumiałem. kiedy znajdziesz się w parku. tak. . przewraŜliwiona Lettice.. co ci kaŜę. Wejdziesz do parku Battersea i pójdziesz Aleją Zachodnią w kierunku rzeki. Miej ze sobą paczkę zawiniętą w brązowy papier.Eee. pomyślał z goryczą. niech mi pan odeśle te negatywy i zapomnijmy o wszystkim. W połowie alei skręcisz w lewo i pomaszerujesz w stronę centralnego placu.Czyś ty zwariował? . O tej porze nie powinno tam być nikogo.W porządku. będziesz obserwowany. Podjąwszy tę decyzję. kolbę do zalutowania dziury w czajniku i kilka innych drobnych przedmiotów. czy tamci nie zaŜądają następnych sum? Na pewno wyciągną z niego cały majątek.rozzłościł się tamten. . o których czytał w gazetach. O drugiej po południu siedział za swoim biurkiem. Nikomu nie przyszłoby do głowy. Dojdziesz do takiego miejsca. Nutkin postanowił za wszelką cenę oszczędzić Ŝonie takiego ciosu. wsiadł do pociągu. w którym stoją dwie ławki... Wszedł do sklepu z artykułami biurowymi i zakupił stalową. pieniądze są. panie Nutkin? . To tak. Ŝe Samuel Nutkin potrafiłby w podstępny sposób podjąć jakiekolwiek pieniądze z konta swojego przedsiębiorstwa.Forsyth Opowiadania.puszkę sztucznego nawozu przeznaczonego dla róŜ w ogródku. 109 . Jak nazywają to. więc dla wypeł108 nienia czasu poszedł po zakupy.

odparł cicho Nutkin. Chodzi panu o bilety na bal policji. a wszystko pójdzie gładko. nie zdołałby zatrzymać motocyklisty. smutnych oczach.zaczął sierŜant Smiley .Pan Nutkin? . niech pan wejdzie. czy moŜe mi pan pomóc? . . Ŝe moŜe to pana będzie krępować. . ale Nutkin nie patrząc na nią skinął głową na znak zgody.spytał Nutkin po zamknięciu drzwi.zaczął. .Mój BoŜe . SierŜant Smiley ze zrozumieniem skinął głową i przeszedł za Nutkinem do salonu. Właśnie w tej chwili rozległ się z góry rozdraŜniony głos: .Wiem . . Samuelu? .. Wszystko to stało się błyskawicznie.Przed kilkoma dniami .moi koledzy z policji stołecznej odwiedzili pewne mieszkanie w centrum Londynu. Ŝe w pobliŜu jest jakiś tajniak.Miałem na myśli.Obawiam się.Tak.To jeszcze nie powód.txt do głowy.Hej.Pan z policji. co się wtedy stanie. prawda? W klubie tenisowym zawsze kupujemy kilka..Chciałbym z panem pomówić o bardzo osobistej i moŜe nawet ambarasującej sprawie.? .Nie muszę się krępować. Nutkin był człowiekiem uprzejmym.SierŜant detektyw Smiley. Ŝeby się pan czuł nieswojo. MęŜczyzna odwiesił słuchawkę. . Zrób. kochanie. .odpowiedział Nutkin. Jej zdrowie. a twarz zasłaniały mu gogle i kolorowa chustka.syknął tamten. Po kilku minutach Samuel Nutkin przeprosił Ŝonę i poszedł do garaŜu. Ŝe tym razem nie chodzi o bal policji.Czy Ŝona jest w domu? . kochanie . spodziewałem się nawet.krzyknął. Następnego dnia postąpił dokładnie tak. . Stał w progu w długim czarnym płaszczu i na tle pochmurnego wieczornego nieba jego sylwetka wyglądała jak sylwetka przedsiębiorcy pogrzebowego.. Nawet gdyby ich obserwował jakiś policjant.. . końskiej twarzy i brązowych. A wiesz.MoŜe powie mi pan teraz. 110 . kolego.Z policji? .Tak. nie mnie wyjaśnił cierpliwie.Proszę. natrafili w zamkniętej na klucz szufladzie na paczkę Strona 66 . Jestem tu w związku z pewnym dochodzeniem..To dobrze. Przeszukując je. i ulatniam się. Chciał być przez pewien czas sam. to ja. Pewnego wieczoru do drzwi domku Samuela Nutkina zadzwonił człowiek o długiej. prawda. Stał rozkraczony nad swym pojazdem i studiował mapę. .Kto tam przyszedł. Ŝe nie.Bądź spokojna. sierŜancie.. Minął tydzień..Pan Samuel Nutkin? . do swojego biura. . zatrzymał go motocyklista.Nutkin potrząsnął ze smutkiem głową i powrócił do City. Nutkin poczuł ostre szarpnięcie i jego paczka znalazła się w mgnieniu oka w koszyku pod kierownicą motocykla. .Forsyth Opowiadania. . Ŝe gliny mogą coś pomóc. Najmniejsze podejrzenie.Oczywiście. Smiley patrzył zdziwiony. . Mięśnie szczęk sierŜanta drgały pod napiętą skórą.Chodzi o zbliŜający się turniej tenisowy z policyjnym klubem sportowym. Nutkin! .Człowiek wyciągnął legitymację. . Będąc w tym roku sekretarzem klubu..przerwał Nutkin . . Smiley odchrząknął z zaŜenowaniem. Kiedy szedł aleją po zachodniej stronie parku i docierał juŜ do zakrętu prowadzącego do placu centralnego. więc podszedł do motocyklisty i pochylił się nad jego mapą. Potem rozległ się ryk motoru i po chwili motocykl znalazł się na zatłoczonej Albert Bridge Road. Nutkin? .nie musi się pan krępować. . Czy mógłbym prosić pana o kilka chwil rozmowy? . o co panu chodzi i dlaczego miałbym być skrępowany? . co ci kaŜę. jak mu nakazano. . ale leŜy w łóŜku. SierŜant Smiley był wyraźnie zmieszany.Dawaj tę paczkę. . Na głowie miał hełm.

. OtóŜ policja stołeczna jest pewna.. Ŝeby ich potem moŜna było szantaŜować. A odwiedziny u prostytutki nie są przez Ŝadne prawo zabronione. czy teŜ Strona 67 . którą znał jako Sally.Nie dotyczy ono pana .A teraz . .zawierała kartkę z nazwiskiem i adresem jakiegoś męŜczyzny. byli fotografowani i identyfikowani po to. Ŝe to. w jaki sposób pan tę kobietę poznał. . zapoznał się z jego treścią w toalecie biurowej. OtóŜ.O mój BoŜe .Ma pan rację. chowając fotografię do kieszeni.Dziękuję . . Jest znana policji jako zawodowa prostytutka. Pańskie Ŝycie prywatne naleŜy do pana i policja nie interesuje się nim. jest nielegalne. SierŜant Smiley zatrzepotał powiekami. Wreszcie westchnął głęboko. Co za wstyd. wreszcie o wysłaniu go i podpisaniu nazwiskiem Henry Jones. 111 Niestety muszę panu powiedzieć.Forsyth Opowiadania. co pan robił. Ŝe zajmowała ona przez jakiś czas wraz z pewnym osobnikiem mieszkanie.. To... które moŜna by nazwać bardzo kompromitującymi. gdyby to wyszło na jaw.oświadczył zdecydowanie sierŜant. Poza tym w kaŜdej z kopert znajdowało się około tuzina negatywów. co robię. w róŜnych sytuacjach z tą kobietą. dopóki działa pan w ramach prawa. Ŝe po powrocie do domu natychmiast spalił magazyn zawierający ogłoszenie i przysiągł sobie.O mój BoŜe. to jeszcze straszniejsze. a takŜe o rozmowie telefonicznej i umówieniu się na następny dzień na dwunastą trzydzieści. jak kobieta kazała mu zdjąć marynarkę.a było ich około trzydziestu . Smiley spojrzał na niego surowo i ciągnął dalej: . powiedział nawet o swojej trzydniowej rozterce i walce z pokusą napisania listu. Opowiedział o tym. . Czy mogę mówić dalej? Dziękuję. jak przypadkowo znalazł magazyn.SzantaŜ . . Nie będę robił Ŝadnych notatek i zachowam wszystko w dyskrecji. Samuel Nutkin zbladł i nerwowo zagryzł wargi. Ŝeby opowiedział mi pan. kilkakrotnie karana. niech mnie pan dobrze zrozumie.odezwał się Smiley .Panie Nutkin. .Czy pan poznaje tę kobietę? Samuel Nutkin przyjrzał się uwaŜnie zdjęciu. Samuel Nutkin patrzył na policjanta z dobrotliwym zainteresowaniem. Ŝe na jednej z tych kopert widnieje pańskie imię. Samuel Nutkin jąkając się zrelacjonował sprawę od samego początku.powiedział sierŜant.Na wszystkich fotografiach była ta sama kobieta. przedstawiających panów w średnim wieku w towarzystwie kobiety w pozycjach. przecieŜ pan mówił. . Wyznał.. nazwisko i adres. Ŝe toczy się dochodzenie? . Przyznał teŜ. jak otrzymał odpowiedź.. Ŝe juŜ nigdy w Ŝyciu nie zrobi niczego podobnego. Ŝe męŜczyźni. nie wiedziałem. Skinął potakująco głową.KaŜda z tych kopert . zanotował numer 112 telefonu i zniszczył list. w niektórych wypadkach był równieŜ adres miejsca pracy. nie jest nielegalne. . Samuel Nutkin patrzył na sierŜanta ze zdumieniem. panie sierŜancie. Chciałem pana jeszcze poprosić. Przysięgam panu. iŜ posiada pan istotne dla śledztwa informacje.. chyba Ŝe się okaŜe.. . Opowiedział.detektyw wyciągnął z kieszeni fotografię.txt kopert. Nie był przyzwyczajony do takich rozmów. Opowiedział sierŜantowi.. Czy pan mnie słucha? Samuel Nutkin siedział z pochyloną głową i wpatrywał się w dywan.. którzy bywali w mieszkaniu tej kobiety bądź zarekomendowani przez osobistych znajomych. Ŝe zdarzyło mu się to po raz pierwszy w Ŝyciu.wyszeptał. w którym policja dokonała rewizji. a sześć negatywów przedstawia pana. . Widniała na nim kobieta.Nie rozumiem.wyszeptał .fotografie. Więc robili zdjęcia. Ustaliliśmy. zostawić ją w salonie i zaprowadziła go do sypialni.spytam pana o rzecz bardzo istotną. bądź zwabieni przez ogłoszenia. Czy od tego popołudnia odebrał pan jakiś telefon.

. aŜ wreszcie komuś udało się dotrzeć do ich kryjówki.. który nasze laboratorium zidentyfikowało jako pułapkę na myszy. Nie wiemy jeszcze. Większość ludzi ma rachunek w banku.oni nikogo nie zabili. ale ze wstydu nie przyznają się do tego nawet policji. . nie są istotne dla śledztwa . .I na pewno inni detektywi Scotland Yardu rozmawiają w tej chwili z kilkunastoma dŜentelmenami figurującymi na zdjęciach. Kiedy zbrodnicza para otworzyła zamek. . Ŝe są one teoretycznie poufne..Nie jestem pewien.Kiedy poinformuję Scotland Yard.. . Pan Nutkin patrzył na sierŜanta jak na bóstwo greckie.powiedział Nutkin.Czysta robota mnie dobrali. PrzecieŜ prowadzicie śledztwo.my nie prowadzimy śledztwa w sprawie szantaŜu. Śledztwo. . Proszę mi powiedzieć.Zestawienia bankowe. Ŝe te. .. wieko odskoczyło na skutek działania mechanizmu. Mogli szantaŜować setki ludzi. W paczce była kasetka na pieniądze z kluczykiem przywiązanym taśmą do wieka. panie Nutkin. . . Z ich zeznań dowiemy się. ale ludzie zawsze się jakoś o wszystkim dowiadują. proszę pana .Panie Nutkin .Nie doszli do pana i chyba juŜ nie dojdą. które dotyczą pana osoby. kiedy znaleźli się juŜ w przedpokoju. czy ta para próbowała szantaŜować innych męŜczyzn? . Wtedy ładunek umieszczony w kasecie wybuchł i rozszarpał oboje na kawałki.zostaną spalone... .Ale w jaki sposób dojdziecie prawdy? PrzecieŜ niektórzy z tych panów moŜe nawet juŜ zapłacili haracz.Bardzo mi Ŝal człowieka. czy ich..powiedział sierŜant juŜ w drzwiach . który zdemaskował tę bandę i będzie musiał stanąć przed sądem. który zwrócił się do policji i zdemaskował tych łajdaków . rozumiem . Śledztwo w takich sprawach jest trudne.powiedział.. Zdjęcia są w ręku policji.Jeszcze chyba do mnie nie doszli. . .. gdyby się do 113 8 . Musiał więc znać ich kryjówkę.Nie rozumiem. .Forsyth Opowiadania. Aby zgromadzić większą kwotę. . do kogo szantaŜyści zwracali się o pieniądze. Niszczyli wszystkie dowody z wyjątkiem materiałów fotograficznych.A więc oni kogoś zabili? . .Oczywiście. które zstąpiło z Olimpu i stanęło przed nim.Kto? .O! JakŜe się cieszę! Ale proszę mi powiedzieć.Ale.mruczał Nutkin. Strona 68 .Podziwiam człowieka.odparł sierŜant Smiley wstając. Ŝe nie będę musiał składać formalnych zeznań? Wiem. sierŜancie.Nie.wyjąkał. Prowadzili wszystkie rozmowy z automatów telefonicznych. kto. czy zdobyłbym się na to.Nikt spośród osób znajdujących się na liście nie będzie musiał zeznawać. Na pewno aresztujecie kogoś. proszę pana. zanim się do mnie zabrali. szantaŜowani musieli zwrócić się do banku albo sprzedać coś wartościowego. . Tu chodzi o morderstwo. Nutkin patrzył na policjanta ze zdumieniem. Smiley uśmiechnął się po raz pierwszy.Tak. To ich ktoś zabił. .Nie . .Nie. zastrzelono? . . Zdemaskowaliście ich. SierŜant Smiley spojrzał z uśmiechem na urzędnika biura ubezpieczeń. Mam nadzieję.SzantaŜyści.. nie będzie pan świadkiem w tej sprawie. . Bardzo trudno będzie znaleźć jakikolwiek ślad. Zawsze pozostaje jakiś ślad. .Morderstwo. co teraz będzie z tymi okropnymi fotografiami? . Nutkin spojrzał na niego z nadzieją w oczach. Sprawca po prostu dostarczył im do mieszkania paczkę.txt moŜe telefonowano w pańskiej nieobecności z pogróŜkami i Ŝądaniem pieniędzy za te fotografie? Samuel Nutkin potrząsnął przecząco głową.Na pewno .Nie. PrzecieŜ zdemaskowaliście tę parę na podstawie czyichś zeznań.

Tego wieczoru fotografia powróciła na honorowe miejsce obok kominka. . panie Nutkin.Ale gdzie. Ŝe będę pana jeszcze musiał trudzić. zdobywając co roku Potrójny Puchar i bijąc na głowę Anglików. szacowny obywatel angielski mógł zdobyć bombę? Smiley potrząsnął głową. miał pociągłą twarz i nosił na naramiennikach oznaki majora. Miał bardzo odpowiedni wygląd. Spacerowanie po tej nędznej ulicy. To nie to. zostanie zapisane i moŜe być uŜyte jako dowód. jeŜeli tylko zdobędzie odpowiednie materiały. przedstawiająca dwóch młodych ludzi w mundurach Królewskich Saperów z oznakami jednostki rozminowywania. nie jest to takie trudne. by potem wspinać się powoli po wszystkich szczeblach policyjnej słuŜby i wreszcie dotrzeć do obecnego stanowiska. Przed trzydziestu laty uchodził za najlepszego napastnika rugby. . do tego na deszczu. . korzystając z pobytu w City. (Fragment oficjalnej formuły wygłaszanej przez brytyjską i irlandzką policję do osób podejrzanych. aŜ się zjawi. Ponad metr osiemdziesiąt dwa wysokości. DOWÓD RZECZOWY Nie jest pan zobowiązany do mówienia. pomyślał. Wycieraczki chodziły rytmicznie po powierzchni przedniej szyby. Dzisiaj byle szesnastolatek.W dzisiejszych czasach. Szef lokalnego komisariatu policji zatrzasnął za sobą drzwiczki. zwanej Wielki Fryc. Wchodził w skład najlepszej druŜyny w historii Irlandii i był dumny ze swojej zielonej koszulki. Drugi. Strona 69 . i niezdecydowanym urzędnikom. Walijczyków. Przed nimi na kocu leŜało kilkadziesiąt części skomplikowanego mechanizmu bomby. owinął się mocniej ciemnogranatowym płaszczem i ruszył zdecydowanym krokiem w kierunku przerwy w kordonie. Kierowca ucieszył się. Szkotów i Francuzów. Zaczynał swoją karierę patrolując wybrukowane kocimi łbami zaułki dzielnicy Liberties. . moŜe skonstruować ładunek wybuchowy. . Irlandczyków i róŜnych innych cudzoziemców. kręcącym się w jego obrębie. Dobranoc.Proszę zaczekać . Wnętrze samochodu było wygodne i ciepłe.txt . Następnego dnia. proszę pana. Nie myślę. Kiedy Hanley wstąpił w szeregi policji. Główny inspektor Wiliam J. Na widok Hanleya zasalutował i odsunął się. zawierającego sześć zabezpieczeń przed rozbrojeniem. Ŝeby go przepuścić. Nutkin wstąpił do ramiarza i odebrał fotografię. u Boga Ojca. ale wszystko. jakiego kiedykolwiek wydało hrabs116 two Athlone. Pełno tu Arabów.roześmiał się. Wielki Bili Hanley był policjantem od dwudziestu siedmiu lat. Siedzieli okrakiem na olbrzymiej pięciotonowej bombie niemieckiej. masywny jak cięŜarówka. Hanley przyglądał się z tylnego siedzenia grupom ludzi. Była to stara fotografia. którą oddał tam przed dwoma tygodniami do oprawy. niski i tęgi. przy której przemoczony policjant kontrolował papiery osób wchodzących i wychodzących z zamkniętego terenu. co za moich czasów. Zresztą moŜna sobie przeczytać instrukcje w róŜnych ksiąŜkach. Samuel Nutkin popatrzył z dumą na zdjęcie.To nie do wiary .Byle szesnastolatek! . Lipiec 1943. Jeden z młodzieńców był szczupły.) Wielki samochód policyjny zjechał na brzeg jezdni i zatrzymał się w odległości około piętnastu metrów przed kordonem zamykającym ulicę. Przez trzy kolejne sezony Karl Mullen prowadził ją od zwycięstwa do zwycięstwa. Skinął inspektorowi głową i wyłączył silnik. miał na nosie okulary. zgromadzonych poza policyjnym kordonem.wyszeptał. to średnia przyjemność.Forsyth Opowiadania. Jego kierowca nie wyłączył silnika.rzucił kierowcy i wysiadł. Podpis pod zdjęciem głosił: Od wdzięcznych mieszkańców wsi Steeple Norton Czarodziejom Rozbrajaczom: majorowi Mikę'owi Halloranowi i kapralowi Samowi Nutkinowi. co pan powie. uczący się 114 chemii. Prosił wtedy o zrobienie nowej ramy i zatrzymanie zdjęcia do czasu. ścierając z niej uporczywą mŜawkę.

W pokoju na dole znajdował się niewielki kominek. Teren był płaski jak patelnia. Miejsce. gdzie niegdyś stały otaczające go 117 domy. którzy przyszli. Odgradzał je dwumetrowy drewniany płot. przeraŜony mieszkaniec stanowili cel porannej policyjnej akcji. który tworzył teraz niby-morze. Ale w kaŜdym zawodzie istnieją zadania.Forsyth Opowiadania. czarnym asfalcie nowego parkingu błyszczała woda. stojąc z boku. co robić. Strona 70 . Ŝe za tymi drzwiami znajduje się przedpokój o powierzchni metra kwadratowego.i to pomimo kiepskiej płacy i długich godzin. Hanley. którzy tam zajrzeli. ogradzających środek obszaru. Te kury stanowiły cały dobytek staruszka. toteŜ jego ściany podparte były grubymi belkami. Większa część jej terenu była juŜ zrównana z ziemią. Dokoła wszystkie inne domy zostały juŜ rozebrane. Znajdowały się na obszarze zwanym Gloucester Diamond. na których wkrótce miały przystąpić do pracy koparki. Ale ośrodkiem zainteresowania była druga strona ulicy. Przed frontowym. Rada Miejska zrobiła juŜ wszystko co w jej mocy dla starego samotnika. Od strony chodnika ciągnął się niski ceglany mur. sterczał mały domek. na gładkim. których bezduszne bryły widoczne były przez mŜawkę w odległości około kilometra. okalający coś w rodzaju ogródka. była to doskonała rozrywka. Ŝe było całe pokryte łajnem czterech pstrokatych kur. Hanley wiedział. Dla mieszkańców nowych bloków. tej samej szerokości co dom i długie na jakieś osiem metrów. Dzielnica ta nie miała nic wspólnego ani z bogactwem. on więc był odpowiedzialny za wykonanie zadania. Po prostu kilka metrów gruntu. Składała się głównie z ruder połoŜonych tuŜ za dokami północnego brzegu rzeki Liffey. ogrodzoną z trzech stron wysoką siatką. będącego niegdyś ulicą o nazwie Mayo Road. ani z kosztownym blaskiem diamentów. Nikt nie wiedział. składających się z jednego pokoju na parterze i jednego na piętrze. porośniętego plątaniną chwastów. zalewające samotny zamek z piasku.txt osiągnięcia sportowe niewątpliwie pomogły mu w karierze. Po jednej stronie ulicy ciągnęły się kupy gruzu. Wszyscy wpatrywali się w ruderę. Tego poranka musiał wypełnić jedno z nich: była to eksmisja. jak panująca tego ranka listopadowa pogoda. ani z przywilejami królewskiej angielskiej rodziny Gloucesterów. Ale cóŜ to był za ogródek. było równie ponure. a mieszkańcy przeniesieni do mieszkań w blokach. I to właśnie ten domek i jego stary. W samym środku przyszłego parkingu. skąd wzięła się taka osobliwa nazwa. Ludzie. Drzwi frontowe były zniszczone i poznaczone bliznami po rzucanych w nie kamieniach. dawała mu zadowolenie . Teren ten znajdował się w samym sercu obszaru podlegającego komisariatowi Billa Hanleya. kiedy juŜ nadeszła chwila akcji. które nie sprawiają przyjemności. własny domek w innym miejscu. Widowisko rozgrywając się za podwójnym rzędem barier. Nie bardzo teŜ było na co patrzeć. zalano asfaltem. Bili Hanley wysunął się naprzód. Jeszcze wąskie przejście do małej brudnej kuchni i drzwi wychodzące na podwórko i stojący tam wychodek. Lubił swoją pracę. potem wąskie schody prowadzące na piętro. wejściem do samotnego domku stała największa grupa urzędników. Przeznaczono go dla samochodów przyszłych pracowników projektowanego w pobliŜu biurowca i zajmował przestrzeń niecałego hektara. frontem do Mayo Road. JuŜ od dwóch lat Rada Miejska Dublinu dokonywała rozbiórki szeregu małych. Ŝeby obejrzeć sobie eksmisję ostatniego z ich dawnych sąsiadów. powiedzieli Hanleyowi. zupełnie jak pieniek pojedynczego zęba. widział naleŜące do domku podwórko. Zaproponowano mu zastępcze mieszkanie w nowym. trzymanych w klatce przy tylnej części płotu. Na przestrzeni kilkudziesięciu metrów w jedną i drugą stronę nie stał juŜ Ŝaden budynek. bliźniaczych domków. Drzwi na prawo prowadziły do pokoju o jednym wybitym teraz i zaklejonym tekturą oknie. jak gdyby teraz. by przygotować teren i fundamenty pod nowe centrum handlowe. nie bardzo wiedzieli. jasnym i czystym domu albo mały.

Rada Miejska wydała wreszcie nakaz eksmisji oraz zgodę na usunięcie lokatora siłą.Zawsze tak jest. lekarz i grupka pomniejszych urzędników.powiedział Hanley z powagą. Wszyscy zamilkli. . . . Hanley odpowiedział mu skinieniem głowy.Dobrze . Wreszcie ktoś z tylnych rzędów odwaŜył się odezwać głośniej. wyasfaltowany i ogrodzony z trzech stron. . Lokalna prasa bawiła się znakomicie kosztem "Pustelnika z Mayo Road". . Reporterek wziął to za oznakę poufałości. Dokoła jego domku. panie Larkin? . filantropowie i emisariusze miejscowego kościoła. plac na parking został wyrównany.Forsyth Opowiadania.txt Odwiedzili go opiekunowie społeczni. Hanley skinął głową na szefa urzędu mieszkaniowego. czyli zbrojne ramię miasta. Ale stary człowiek trwał przy swoim. . jak tylko potrafimy . Prace postępowały naprzód. która obrzucała dom kamieniami i błotem. tak Ŝe o mały włos nie zamarzł? Czy współczucie obrzucało go kamieniami i błotem? Ludzie milczeli. krzepcy męŜczyźni.Damy mu pięć minut? .odparł Hanley.Okazujecie mu współczucie? . ktoś z wydziału socjalnego. przymilali się do niego.Jest pan tam. tak . Inspektor skinął na komorników. wielcy.Dajcie mu spokój . lecz on nie chciał się nigdzie ruszyć. Ŝeby wykazać się aktywnością.zapytał.zawołał. Było juŜ dwie minuty po. za którą wciąŜ rósł tłum dawnych sąsiadów.Będziemy tak łagodni. wyglądali na zaŜenowanych. dwaj policjanci Hanleya.dodał Hanley i wrócił do grupy stojących przed drzwiami domku urzędników. i oto w ów deszczowy listopadowy poranek 118 policja. Nie cierpię eksmisji. Ale on twardo odmawiał. Tłumaczyli mu. Urzędnik odchrząknął i głośno odczytał nakaz eksmisji. Zza ochronnej bariery. Nie śpiesząc się przeszedł 119 wzdłuŜ niej. Głównie po to.Róbcie swoje . co i jak. gdyŜ nietrudno było zapamiętać tak krótkie zdanie.odpowiedział Hanley i rozejrzał się. . . Barney mrugnął do inspektora. Dzieciaki wybijały szyby. fotograf lokalnej gazety. początkujący reporterek. Hanley utrzymywał dobre stosunki z miejscową prasą i przyjaźnił się z pewną rezerwą .Ano. Wtedy cofnął się do gromadki stojących na drodze urzędników. Nadal nie było odpowiedzi.To biedny stary człowiek! Inspektor podszedł powoli do bariery. Szef urzędu mieszkaniowego przywitał się z Hanleyem. ustawiła się przed frontowym wejściem do domku. Za barierą zapanowało milczenie. Barney Kelleher rzucił mu jadowite spojrzenie. Urzędnik podszedł pod drzwi domku i mocno w nie zastukał. Większość spuściła wzrok. dawali mu coraz to nowe terminy. Ten skinął głową. a stary człowiek przeklinał je.powiedział. rozległy się pomruki protestu.Wyciągniecie go siłą? . . Nakaz eksmisji wymieniał godzinę dziewiątą. . Obecny był równieŜ Barney Kelleher.powiedział. . Odpowiedziało mu milczenie. . Było tam jeszcze dwóch przedstawicieli rady miejskiej. . Dwaj komornicy. Młody reporter zaczął szybko robić notatki. Hanley równieŜ popatrzył na smarkatego dziennikarzynę i patrzył na niego tak długo i uparcie. Obie strony reprezentowały swoje interesy i nie miały powodu do prowadzenia podjazdowej wojny. przed nim i za nim. Urzędnik spojrzał na Hanleya.Pójdźcie po rozum do głowy . .z jej starszymi współpracownikami. .Zaczynajcie . patrząc ludziom w oczy. Ŝe młody człowiek poŜałował swojego pytania. Nie było odpowiedzi.zawołał.Czy to współczucie wybiło mu zimą wszystkie szyby. Podobnie jak miejscowa dzieciarnia. a z nim młody. Strona 71 . rozwalano ulicę. Na pewno był dobrze słyszalny wewnątrz domu.zapytał cicho.powiedział.zapytał wesołym głosem. wysuwając głowę przez puste framugi okien.Przykra robota .

ale tylko na kilka centymetrów. wątłego człowieka.Panie Larkin! Od tyłu domu dochodził trzask pękających desek.rozległy się trzy. Hanley wskazał wolny stolik w kącie.Wiedział pan. lecz nie odezwał się.Zostań tutaj i uwaŜaj na niego . ale przede wszystkim trzeba dać mu teraz porządne śniadanie i kubek gorącej herbaty. Inspektor spojrzał na wiszącą na ścianie za barem kartę. co dalej robić. Ludzie zauwaŜyli ją. na oparcie przedniego siedzenia. Kierowca podszedł do lady. .powiedział Hanley. Opiekun społeczny przybiegł z suchym kocem.zawołał do kierowcy. cienką marynarkę i rozpiętą koszulę. niŜ wskazywałaby na to jego grubo ciosana twarz i dwukrotnie złamany nos.Wiedział pan przecieŜ. Obeszło się bez przemocy. której uŜywał. Jeden z nich przeszedł pod boczną ścianę. . Komornik postawił starca na nogi. 120 .nakazał mu inspektor. Inspektor wysiadł i zwrócił się do kierowcy. cztery głosy. Kiedy starzec znalazł się w ciepłym wnętrzu samochodu.Jest tam! . . Podszedł do kuchennych drzwi i zastukał w nie łomem.Podwójna porcja jajek na bekonie. wyłamał oba zawiasy. sztuka po sztuce.txt Obydwaj męŜczyźni mieli w rękach łomy. . kiełbasa i frytki . To drugi urzędnik włamywał się do kuchni. Twarz zniknęła z okna. Jeden z nich niósł starego. obydwaj męŜczyźni owinęli go kocem. Człowiek stojący od strony frontu podwaŜył drzwi łomem. Ŝe trzeba się będzie przeprowadzić . cerę niezdrową. A na początek herbata. Samochód podjechał przed kawiarnię. Milcząc patrzył przed siebie. nie wiedząc. Twarz miał pomarszczoną. Stary człowiek miał na sobie brudne spodnie.Załatwiono panu bardzo dobre miejsce. .Posadźcie go z tyłu . wszedł do środka i zawołał: . Nie podziękował. Rada Miejska moŜe tego biedaka zabrać później do domu starców. i unikał oczu Hanley a. Jeden z komorników wysadził głowę przez ramę wejściowych drzwi.Forsyth Opowiadania. . pomiędzy druciane ogrodzenie i róg ceglanego muru.ciągnął Hanley. Sam pan zobaczy. Właściciel kawiarni wytarł ręce w ścierkę i spojrzał pytającym wzrokiem na Hanley a. na drugiej przecznicy w lewo. Otworzyły się natychmiast. smaŜone pomidory. Ze środka nadal nikt się nie odzywał. Stary wciąŜ milczał.Dla tego staruszka. znacznie łagodniejszym.Wprowadź go do środka.Kilometr stąd. Urzędnik pokiwał smutno głową i podwaŜając drugą stronę drzwi. . .nakazał komornikowi. . Jego kolega. Powziął juŜ decyzję. Wyszedł na deszcz i przystanął. Następnie wyciągnął. W kawiarni było ciepło i duszno.Ruszajmy! . Były zastawione meblami. Hanley odwrócił się ku swojemu samochodowi i skinieniem ręki przywołał kierowcę. Stary człowiek obrócił z wolna głowę w jego stronę. JuŜ po chwili komornicy zaczęli schodzić na dół. Brzmiały jak okrzyki nagonki. Hanley ruchem głowy wskazał mu okno sypialni. Policyjny kierowca zaprowadził tam starego człowieka i posadził go na stojącym tyłem do ściany krześle.PołoŜył na ladzie dwa funty. krzesła i stoły zawalające przedpokój. Bili Hanley był człowiekiem łagodnym.Wrócę po resztę.To musiało się wcześniej czy później stać . tłum zachowywał ciszę. ale przede wszystkim bardzo przestraszonego. Podczas gdy komornicy przeszukiwali parter. ale teŜ nie protestował. Jedźmy tam! Kiedy samochód przejeŜdŜał przez przerwę w barierze i mijał milczący tłum. Z łatwością rozerwał siatkę i wszedł na podwórko. Hanley przyjrzał się swojemu osobliwemu gościowi. . . która dostrzegła lisa uciekającego przed myśliwymi. Pomimo swojego wzrostu i siły. jest kawiarenka. Obydwaj urzędnicy wdrapali się na górę po wąskich schodach. W oknie sypialni na piętrze ukazała się blada twarz. teŜ zaczął walić w drzwi. . Hanley usiadł obok niego. . Ciepłe zimą i z dobrym jedzeniem. Stary człowiek robił wraŜenie niedoŜywionego i nieco nieprzytomnego. Strona 72 . kiedy miał na to ochotę i kiedy trzeba było napędzić strachu łobuzom z doków.powiedział Hanley łagodnym tonem. stojący przy wejściu od frontu.

powiedział..odrzekł Hanley. .zapytał. toteŜ dom był wilgotny i brudny. Za chwilę miały zacząć rozwalać dom.. jakieś wstąŜki orderowe. Nie są nic warte. jego górna część przebiła dach Strona 73 . To będzie dobre zdjęcie.powtórzył Hanley. Poza tym otrzyma zasiłek na przeprowadzkę.Szef kazał wykończyć parking wraz z ogrodzeniem.Czy muszę przy nim siedzieć? . Jeden z robotników powiedział. Tłum patrzył na to zafascynowany.. Później ów robotnik miał je zabrać do domu. Ŝe teŜ trzyma kury i moŜe te dołączyć do swojego stadka. NaroŜnik domu oderwał się od murów. z którego 122 ramienia zwisała półtonowa Ŝelazna kula. co moŜe mieć jakąś wartość pamiątkową . wyszedł i wrócił na Mayo Road.txt Pojadę sam.Trochę śmierdzi.Za dom. czekając na rozpoczęcie robót. Nic tak nie bawi znudzonych gapiów jak burzenie murów.spytał. Co do mebli. urządzenia oraz wszelkie osobiste przedmioty zaginione. za meble. monety.UwaŜaj na niego .powiedział. . . Woda. pękł w połowie wysokości. Na parkingu stały dwa spychacze na gumowych kołach.Stare fotografie. . Kiedy Hanley wysiadł z samochodu.odpowiedział urzędnik raźnym tonem. Domek został ogołocony. niskie "Aaaach". wywalając kilkanaście cegieł i pozostawiając w murze dwie duŜe szczerby. potem ciepła kawiarnia. .Forsyth Opowiadania. nie zwracając się do nikogo w szczególności. trzymając w kaŜdej ręce dwie kury.. niŜ to wszystko razem warte. Ŝeby zabrać gruzy. Ludzie pamiętali. .. Dół kloaczny miał zostać zasypany i zalany cementem. Pragnął udowodnić. Szef wydziału mieszkaniowego stał pod parasolem i przyglądał się im. Tłum wydał z siebie przeciągłe. zrazu łagodnie. Za nimi czekało dziesięć wywrotek. zatrzymał się i z cichym sykiem hydraulicznego podnośnika uniósł ramię do góry.W porządku . . światło i gaz zostały odcięte juŜ kilka miesięcy wcześniej. wrzucono do środka mokre kury i włoŜono go do furgonetki.MoŜna zaczynać? . . zatoczył prawie koło i spadł na podwórko. . Wchodzili i wychodzili z domu starego. Czas na filiŜankę herbaty i papierosa. Barney Kelleher zrobił fotografię. Kula uderzyła w boczną ścianę domu tuŜ przy kominie. Ŝe to jego szczęśliwy dzień. . Za czwartym uderzeniem kuli dwa górne okna wypadły z framug i runęły na parking. . ale ten widok był zawsze ciekawy. I to według starannej wyceny. Dźwig ruszył powoli ku bocznej ścianie domu. . Świetny podpis. W chwilę później komin. JeŜeli go dzisiaj zabetonujemy. Najpierw ciepły samochód. zniszczone albo uszkodzone w czasie rozbiórki.Co u licha mam z tym zrobić? . Ostatni przyjaciele pustelnika z Mayo Road. chociaŜ jego upór . podszedł do niego szef urzędu mieszkaniowego i wskazał ruchem ręki otwarte drzwi furgonetki.wskazał na kupę gratów leŜących na deszczu to są strasznie zarobaczone. pomyślał. wychodek i płot. W godzinę było po wszystkim.. kilka zapleśniałych osobistych dokumentów w pudełku od cygar. Lekarz zalecił je spalić. to jutro będzie moŜna zalać asfaltem.Czy dostanie jakieś odszkodowanie? . Znaleziono karton. Kierowca pomyślał sobie. Ŝe jego urząd nie jest bezduszny. .spytał. Brygadzista obrócił się i machnął ręką w stronę dźwigu. W tej samej chwili jeden z robotników wyłonił się z podwórka. Kula rozkołysała się. potem większym łukiem. . Tęgi brygadzista w połyskującym Ŝółtym płaszczu przeciwdeszczowym podszedł do miejskiego urzędnika. jak burzono ich własne domy. WciąŜ lało jak 121 z cebra.mówiąc szczerze .O. który był jego prywatną własnością. solidna ceglana kolumna. wynosząc ubogie sprzęty i układając je na ziemi. tak! .zapytał.ZłoŜyłem tam wszystko. Robotnicy nie tracili czasu.Zaczynajcie .kosztował miasto znacznie więcej. Nigdy nie miał kanalizacji. Urzędnik westchnął.

ale patrzył jak urzeczony na trzy umundurowane postacie. a w drugim dwie kromki chleba z kiełbasą. Zajrzał do kawiarni.zapytał Hanley kierowcę. Ludzie potakiwali.Chleb policzę osobno . Stary dom sypał się. .zapytał Hanley.Funduje mu pan śniadanie? .Wracam tam . . .Wystawię na to rachunek .Owszem. Potem będzie mógł wrócić do biura i zająć się papierkami. Zobaczywszy Hanleya. więc zawahał się i przystanął. Ŝe to nieprawda. Strzęp czegoś. stojące na chodniku. Młody reporter nie zauwaŜył go. Hanley zsunął się ze stołka. Najlepsze będą te z kurami. U jego podstawy po wewnętrznej stronie domu leŜała sterta cegieł. . Tłum był szczęśliwy. Kiedy wyszedł na mokrą od deszczu ulicę. Pamiętam czasy. Ŝe przyprowadzi mu starego za pół godziny. Chciał się juŜ uwolnić od tej sprawy.zwrócił się właściciel kawiarni do Hanleya. Wyskoczył z niego jeden z młodych policjantów.Powinien pan tam wrócić. a Barney Kelleher udawał.Kubek herbaty . . ale wciąŜ rozpoznawalna ludzka noga. policjant powiedział: . Brygadzista wysunął się naprzód. sir. W tamtych czasach zbudowanie dzielnicy slumsów trwało pięćdziesiąt lat.Zrobił pan zdjęcia? Barney wzruszył ramionami. Dwumetrowy kikut komina sterczał pośród rumowiska cegieł. byli źle płatni. zgasił papierosa i ześliznął się z barowego stołka. Wcina chleb z masłem. Hanley przywołał ręką kierowcę. Westchnął i usiadł na stołku barowym.rozległ się głos z tłumu. który włoŜył duŜy kawał sadzonych jaj między dwie kromki białego chleba i zaczął Ŝuć.txt i spadła na parter. U jego podstawy widać było kominek. Oni. Koniec epoki. trzymał się kości goleniowej tuŜ pod kolanem. kiedy mieszkało tu kilka tysięcy ludzi.UwaŜaj na tego starego.Forsyth Opowiadania.Czy on juŜ skończył jeść? . I jak wynoszą go w kocu. Ŝe teŜ go nie widzi. Owszem. WciąŜ trzymał w jednym ręku widelec.Tommy rozbijał kilofem komin..Postęp . Kierowca siedział przy barze przed parującą filiŜanką herbaty. Siedzący w kącie starzec przestał jeść.mruknął Hanley. . W jej wnętrzu było jeszcze cieplej i wilgotniej niŜ przedtem.powiedział. sir. . . Na miejscu rozbiórki praca została wstrzymana.Nie śpieszy mu się.. . Wśród nich znajdował się pozostawiony na miejscu policjant. przeszedł przez góry cegieł i zbliŜył się do kręgu ludzi wpatrzonych w niezbyt głęboki dół. I spadający komin. Główny inspektor Hanley wsiadł do samochodu i powrócił do kawiarni. Hanley wysiadł z samochodu. . Robotnicy w Ŝółtych ceratowych płaszczach i kaskach nasuniętych na czoła otaczali kołem gruzy domu. Minęła właśnie jedenasta.Wtroił juŜ trzy porcje. Pod drzwi kawiarni podjechał drugi samochód policyjny.zapytał Hanleya.To skarb starego . I wszyscy mieli pracę. Zobaczył przez szybę szefa w otoczeniu prasy. Inspektor zerknął na zegarek. którzy brali udział w akcji na Mayo Road. 123 . Barney Kelleher wszedł do kawiarni razem z młodym reporterem. Umówił się z urzędnikiem z opieki społecznej. który wyszedł na chodnik. z których wystawała skurczona i zasuszona.powiedział. Hanley przyglądał się starcowi. . Hanley wszedł w tłum gapiów i spojrzał na miejsce przyciągające wszystkie spojrzenia. Ŝeby zrobić sobie miejsce. ale pracowali.Zakopał skarb i dlatego nie chciał się ruszyć. Odsunął kilka cegieł. coś znaleźli. TuŜ przy nim stał jeszcze metrowy kawałek zewnętrznego muru.Kto to znalazł? . co wyglądało na pończochę.odparł inspektor. . . Siedzący w kącie stary człowiek wydawał się bardzo zajęty. Teraz robi się to w pięć. . . jakby jutro miał być dzień sądu ostatecznego. . zobaczył tę nogę i zawołał mnie. Kelleher wiedział.Była pod deskami podłogi? Strona 74 .

Forsyth Opowiadania.txt - Nie. Wszystkie te budynki postawiono na bagnistym terenie, toteŜ miały cementowe podłogi. - No więc gdzie to leŜało? Brygadzista pochylił się i wskazał na gruzy kominka. - Na oko wyglądało, Ŝe kominek jest w jednej płaszczyźnie ze ścianą. W rzeczywistości było inaczej. Kiedyś wystawał na pokój. Ktoś 124 postawił ścianę z cegieł łączącą przód kominka z boczną ścianą pokoju. W ten sposób powstało coś w rodzaju skrytki głębokiej na trzydzieści centymetrów. Dla zachowania symetrii zbudowano taką samą ścianę po drugiej stronie kominka. Ale za nią nic nie było. Zwłoki znajdowały się za pierwszą ścianą. Dla ostatecznego zatarcia śladów wyłoŜono cały pokój nową tapetą. Niech pan zobaczy: taka sama tapeta nad kominkiem i na fałszywym murze. Hanley podąŜył wzrokiem za palcem brygadzisty. Strzępy tej samej spleśniałej tapety widoczne były nad kominkiem i na otaczających go cegłach, a takŜe na tej części muru, za którą leŜały zwłoki. Była to staromodna tapeta, zadrukowana girlandami róŜ. Na odsłoniętej, oryginalnej ścianie domu, obok kominka, widniały ślady jeszcze starszej pasiastej tapety. Inspektor wyprostował się. - No dobra - powiedział - koniec roboty na dzisiaj. Niech pan zwoła swoich ludzi i zwolni ich do domu. Teraz my przejmujemy teren. Ludzie w kaskach zaczęli się zbierać do odejścia. Hanley zwrócił się do dwóch policjantów. - Pilnujcie barier. Ten obszar musi pozostać odgrodzony. Przyślę tu więcej ludzi i nowe bariery. Nie chcę, Ŝeby ktokolwiek mógł się tu dostać. Zaraz sprowadzę specjalistów od kryminalistyki. Nie dotykajcie niczego bez ich zgody. Policjanci zasalutowali. Hanley znowu wsiadł do samochodu i połączył się telefonicznie z główną kwaterą policji. Potem zadzwonił do sekcji technicznej Biura Śledczego, mieszczącej się w ponurych barakach za stacją kolejową Heuston. Miał szczęście. Odpowiedział mu starszy detektyw O'Keefe, którego znał od wielu lat. Zrelacjonował mu, co zostało znalezione i czego mu było trzeba. - Wyślę tam zaraz moich ludzi - zaskrzeczał w słuchawce głos O'Keefego. - Czy chcesz równieŜ ekspertów z wydziału morderstw? Hanley skrzywił się. - Nie, dziękuję. Myślę, Ŝe damy sobie radę na szczeblu naszego wydziału. - A więc podejrzewasz kogoś? - O, tak. Jest taki jeden - odpowiedział Hanley. Pojechał znowu do kawiarni, mijając po drodze Barneya Kellehera, który bezskutecznie usiłował przedrzeć się z powrotem przez tłum napierający na barierę. Tym razem policjant nie był mu tak przychylny jak poprzednio. W kawiarni kierowca Hanleya wciąŜ siedział przy kontuarze, a starzec przy stoliku pod ścianą. Skończył jeść i juŜ tylko popijał herbatę. Spojrzał na rosłą postać Hanleya. Ten zbliŜył się do niego. 125 - Znaleźliśmy ją. - Hanley pochylił się nad starym i mówił tak cicho, Ŝe nikt inny nie mógł go usłyszeć. - Lepiej pójdziemy, co, panie Larkin? Do komisariatu. Mamy sobie coś do opowiedzenia, nieprawdaŜ? Stary człowiek patrzył na niego w milczeniu. Inspektor nagle zdał sobie sprawę, Ŝe tamten jeszcze ani razu nie przemówił. Teraz jego oczy jak gdyby się oŜywiły. Co to było? Strach? Ulga? Przypuszczalnie strach. Najprawdopodobniej bał się od wielu lat. Nie bronił się. Wstał i poszedł do policyjnego samochodu podtrzymywany silną ręką Hanleya. Kierowca siadł za kierownicą. Deszcz ustał, chłodny wiatr pędził papierki po cukierkach nie zadrzewioną ulicą, jakby to były jesienne liście. Samochód ruszył. Stary człowiek siedział zgarbiony, milczący, wpatrzony przed siebie. - Do komisariatu - rozkazał inspektor. Nie ma na świecie kraju, w którym śledztwo w sprawie morStrona 75

Forsyth Opowiadania.txt derstwa byłoby ciągiem genialnych pomysłów, jak to zazwyczaj przedstawia telewizja. W dziewięćdziesięciu procentach wypadków polega na mozolnej rutynie, niezbędnych formalnościach i toczy się według ustalonej procedury. I wymaga mnóstwa administracyjnych czynności. Wielki Bili Hanley kazał umieścić starego w celi znajdującej się obok głównego biura. Ten ani nie protestował, ani nie Ŝądał adwokata. Hanley nie miał na razie zamiaru stawiać go w stan oskarŜenia. Miał prawo trzymać go jako podejrzanego przez dwadzieścia cztery godziny. Przez ten czas zamierzał ustalić więcej faktów. Zasiadł więc przy biurku i zaczął od telefonowania. Dodzwonił się do koronera w momencie, kiedy ten udawał się na obiad, i poinformował go o odkryciu ciała. Następnie zawiadomił miejską kostnicę na Storę Street, tuŜ za zajezdnią autobusową, Ŝe jeszcze tego popołudnia będą musieli wykonać skomplikowaną sekcję zwłok. Potem połączył się z policyjnym patologiem, profesorem Timem McCarthym. Profesor odebrał telefon w hallu swojego klubu i westchnął na myśl o wspaniałym pieczystym z baŜanta, które zauwaŜył w karcie, a którego juŜ dzisiaj na pewno nie zje. Przyrzekł, Ŝe natychmiast przyjedzie do kostnicy. Trzeba było załatwić brezentowe zasłony i posłać ludzi z kilofami i łopatami na Mayo Road. Hanley wezwał do siebie trzech detektywów, którzy jedli obiad w kantynie komisariatu. Sam zadowolił się dwoma sandwiczami i dwiema szklankami mleka. - Wiem, Ŝe jesteście zajęci - powiedział do wezwanych. 126 Wszyscy mamy kupę roboty. Dlatego chcę szybko wyjaśnić tę sprawę. To nie powinno zabrać wiele czasu. Polecił szefowi detektywów szczegółowo zbadać miejsce przestępstwa. Dwaj młodsi sierŜanci otrzymali osobne zadania. Jeden miał zająć się wszystkim, co dotyczyło samego domu. Urzędnik miejski poinformował Hanleya, Ŝe stary człowiek był jego prawowitym właścicielem, ale biuro hipoteczne magistratu powinno mieć dokumenty dotyczące dawnej historii tej nieruchomości i nazwiska jej poprzednich właścicieli. Notariusz z pewnością będzie znał wszystkie szczegóły. Drugi sierŜant otrzymał polecenie dotarcia do wszystkich byłych mieszkańców Mayo Road, z których większość przeniosła się do pobliskich bloków. Miał odszukać sąsiadów starego, sklepikarzy, policjantów, którzy patrolowali w ciągu ostatnich piętnastu lat Mayo Road, miejscowego księdza, wszystkich znających tę ulicę, dowiedzieć się tyle, ile tylko będzie moŜliwe, poznać wszystkie plotki. Hanley podkreślił z naciskiem, Ŝe chodzi mu głównie o ludzi, którzy znali panią Larkin, to znaczy nieboszczkę panią Larkin. Wysłał takŜe na Mayo Road mundurowego sierŜanta, z poleceniem zabrania wszystkich osobistych pamiątek z rozebranego domu. Policjant miał takŜe przywieźć wszystkie meble, i to razem z robactwem, i ustawić je na podwórku komisariatu. Było juŜ dobrze po drugiej, kiedy inspektor wstał wreszcie od biurka. Przeciągnął się. Polecił zaprowadzić starego człowieka do pokoju śledczego, dopił mleko i odczekał jeszcze pięć minut. Kiedy wszedł, stary człowiek siedział przy stole ze złoŜonymi rękoma i patrzył tępo w ścianę. Drzwi pilnował policjant. - Czy on juŜ coś powiedział? - zapytał policjanta szeptem Hanley, - Nie, sir. Ani słowa. ^Inspektor odprawił go ruchem głowy. Kiedy zostali sami, usiadł przy stole naprzeciwko starego, który nazywał się, jak wykazywały miejskie akta, Herbert James Larkin. - No cóŜ, panie Larkin - odezwał się łagodnym tonem. - Nie sądzi pan, Ŝe byłoby najrozsądniej, gdyby mi pan wszystko opowiedział? Hanley wiedział, Ŝe brutalne potraktowanie tego starca minęłoby się z celem. Nie był to pospolity przestępca z kryminalnego podziemia. Strona 76

Forsyth Opowiadania.txt Inspektor miał juŜ kilka razy do czynienia z mordercami Ŝon. Wszyscy oni byli łagodnymi, potulnymi facetami, którzy bardzo szybko i z ulgą 127 zwierzali potworne szczegóły popełnionych przez siebie zbrodni wielkiemu, sympatycznemu człowiekowi siedzącemu po drugiej stronie stołu. Teraz stary człowiek podniósł powoli oczy na Hanleya, wytrzymał jego spojrzenie przez kilka chwil, po czym znowu spojrzał na blat stołu. Inspektor wyjął z kieszeni paczkę papierosów i otworzył ją. - Papierosa? - zapytał. Stary człowiek nawet nie drgnął. Właściwie ja teŜ nie palę - uśmiechnął się Hanley, ale zostawił papierosy i zapałki na stole, jak gdyby dla zachęty. - Niezły pomysł - powiedział po chwili. - Nie ruszać się z domu przez tyle miesięcy. Ale wcześniej czy później miasto musiało z panem wygrać. Wiedział pan o tym, prawda? To musiało być przykre, zdawać sobie sprawę z tego, Ŝe wcześniej czy później przyślą panu komorników. Czekał na jakieś słowo, na cień chęci nawiązania dialogu ze strony starego. Na próŜno. Ale nic to, myślał sobie. Gdy chodziło o skłonienie podejrzanego do zeznań, Hanley miał cierpliwość wołu. Prędzej czy później wszyscy oni śpiewali jak z nut. I odczuwali prawdziwą ulgę. Zrzucali z siebie cięŜar. KsięŜa najlepiej wiedzą, jaką ulgę przynosi spowiedź. - IleŜ to juŜ lat, panie Larkin, co? Ile lat strachu i wyczekiwania? Ile miesięcy minęło od chwili, kiedy pierwszy spychacz wjechał na wasz teren? Ile pan się musiał nacierpieć przez ten czas... Stary człowiek podniósł wzrok na Hanleya i spotkał się z jego wzrokiem. MoŜe szukał czegoś, odrobiny sympatii ze strony drugiego człowieka po tylu latach narzuconej samemu sobie samotności? Inspektor poczuł się bliski celu. Oczy starego człowieka nie wytrzymały jego spojrzenia i skierowały się na ścianę. - JuŜ jest po wszystkim, panie Larkin, juŜ jest po wszystkim. To musiało wyjść na wierzch, wcześniej czy później. Cofnijmy się, przypomnijmy sobie te lata, porozmawiajmy. Powoli, mozolnie zrekonstruujemy wydarzenia i dojdziemy do prawdy. Pan wszystko wie. To była pańska Ŝona. O co poszło? O innego męŜczyznę? A moŜe się pokłóciliście? A moŜe to po prostu wypadek, co? Wpadł pan w panikę, a potem było za późno. Musiał pan przez te wszystkie lata Ŝyć jak pustelnik. Dolna warga starego człowieka poruszyła się. Przesunął po niej językiem. Zaczynam być górą, pomyślał Hanley. Niedługo zacznie gadać. - Te ostatnie lata musiały być bardzo cięŜkie - ciągnął dalej. Był pan samotny, bez dawnych przyjaciół, sam ze swoimi myślami. Świadomy tego, Ŝe ona jest tuŜ obok, zamurowana za kominkiem. W oczach starego pojawił się błysk oŜywienia. Wywołany wspomnieniem? Szokiem? MoŜe właśnie szok wywoła w nim reakcję? 128 Jestem juŜ prawie u celu, pomyślał inspektor, tuŜ-tuŜ. Ale kiedy jego oczy znów napotkały wzrok starca, zobaczył, Ŝe ten powrócił do dawnego otępienia. Hanley próbował swoich sposobów jeszcze przez dobrą godzinę, ale nie udało mu się wydusić ze starego człowieka ani jednego słowa. - JeŜeli tak wolisz, to dobrze - powiedział wstając. - Jak wrócę, to sobie naprawdę pogadamy. Kiedy przyjechał na Mayo Road, zastał tam gorączkową aktywność. Gapiów przybyło, ale juŜ nic nie widzieli. Ruiny domu zostały otoczone z czterech stron płóciennymi zasłonami, które - choć targane wiatrem zakrywały przed niepowołanymi oczami to, co się działo w środku. Na pustyni kwadratowym terenie przylegającym do ulicy dwudziestu rosłych policjantów w grubych butach i roboczych ubraniach kruszyło gruz. KaŜda cegła, kaŜdy kawałek zaprawy czy drzewa pochodzący ze schodów czy poręczy, kaŜda dachówka czy belka sufitowa były pieczołowicie oglądane. Szukano najmniejszych poszlak, a kiedy ich nie znajdowano, wyrzucano odpadki na kupę, która rosła z minuty na minutę. Badano zawartość szaf i wyrywano je ze ścian, aby stwierdzić, czy coś się za nimi nie kryje. Ostukiwano ściany, Ŝeby się przekonać, czy nie ma za nimi schowków, potem rozbijano je cegła po cegle. Strona 77

powiedział . Dwaj pomocnicy nadzorowani przez patologa unieśli sztywne.Pozostała nam jeszcze godzina . który zawsze pracował dla urzędu miejskiego. Organy są prawdopodobnie nienaruszone. sir. Czy jutro będzie moŜna skończyć rozbiórkę domu? Szef domaga się. stuknął kilka razy w kość udową i górną część kości ramienia i wyszedł na zewnątrz. Do tego doszło ciepło kominka. Tu pracą kierował profesor McCarthy i przyglądał się dokładnie resztkom muru. .Na jak długo? . Wśród gruzów przechadzał się brygadzista z przedsiębiorstwa rozbiórkowego. Ciało zostało całkowicie odwodnione i zasuszone.Forsyth Opowiadania.spytał Hanley policyjnego fotografa. O piątej włoŜymy mumię do gliceryny. . kiedy potrzeba było kilku dni. . Ŝeby szybciej ogrodzić parking.Znalazł pan coś? • Ekspert wzruszył ramionami. chociaŜ zamurowane było prawdopodobnie w pozycji pionowej. z twarzą zwróconą w bok.Spojrzał na zegarek. Trzeba zanurzyć ciało w kąpieli z ciepłej gliceryny. .zaklął inspektor. Cegły zakrywające zwłoki zostały pieczołowicie usunięte. .Na co najmniej dwanaście godzin. Jutro gdzieś o dziewiątej rano zajrzę do kostnicy i zorientuję się w sytuacji. wszedł do wgłębienia i ruchem wzorowej gospodyni zaczął zgarniać miękką szczotką Ŝółtawy pył.Proszę porozumieć się ze mną jutro o dziewiątej rano. aŜ chłopcy oczyszczą wszystko i zostanie sama podłoga. MoŜe nawet na dłuŜej. Ani kawałka gładkiej płaszczyzny. * . Wtedy zobaczę. leŜało teraz na boku. Myśmy z tym skończyli. Zachowało się w bardzo dobrym stanie.Jak po uduszeniu? . . Poczekam. . . . czy jest tam coś dla mnie.Zrobiliście tu piękną robotę . 129 9 . Hanley zasugerował.Czysta robota . zaparkował karawan tuŜ za płócienną zasłoną. .moŜemy wywieźć większą część tego chłamu. Znam wypadki. cegieł i strzaskanych belek. gdyby mur groził zawaleniem.JeŜeli chcecie.To jest mumia . moŜecie juŜ to wywozić. . Przedsiębiorca pogrzebowy. pozostałość po wysuszonej starej zaprawie. Ŝe wszystko zostało przygotowane jak naleŜy.txt Dwaj ludzie rozbierali szczególnie ostroŜnie ściany przylegające do kominka.A pan? . Zaszło tu zjawisko mumifikacji. Ale chyba dziś juŜ nic tu nie zdziałam.Niech to diabli! .No tak.Chciałbym z tym zrobić koniec. wciąŜ leŜące na boku ciało.zapytał Hanley. Ŝe sekcja nie na wiele się panu przyda. Kiedy zmiótł większą jego część. Profesor ruszył za nimi. .Niewiele pracy zostanie dla moich chłopców. przenieśli je na nosze. skurczone w pozycji embrionalnej.powiedział z silnym dublińskim akcentem. przyjrzał się dokładnie zwłokom. Hanley podszedł do eksperta od daktyloskopii. Nie da się dzisiaj dokonać sekcji. Sądzę. Brygadzista uśmiechnął się do Hanleya. Brygadzista spojrzał na zegarek. Ciało. .Koniec nastąpił juŜ dosyć dawno . .Same cegły i gruzy. tak Ŝe pokrywała je juŜ tylko gruba warstwa pyłu. co w mojej mocy. ale twarde jak drewno. Pojechali przez Storę Street do miejskiej kostnicy. Na szyi jest dość wyraźny ślad.zaŜartował McCarthy. Hanley wskazał ręką na kupę przejrzanych gruzów. 130 Strona 78 . . Zrobię wszystko.Chyba tak .odpowiedział McCarthy.powiedział do Hanleya. Ceglany mur i cementowa podłoga otaczające je z sześciu stron wytworzyły szczelnie zamknięte środowisko. Ŝeby go zatrzymać jako eksperta technicznego na wypadek. .Mumia? . zakryli wielkim kocem i wsunęli do karawanu.Dochodzi czwarta.Muszę zrobić więcej zdjęć. odległego zaledwie o pół metra. Kiedy uznał. .

Na jego ramieniu opierała się pulchna dziewczyna z bukiecikiem kwiatów w ręku. Wszelkie kontakty pomiędzy irlandzką a angielską policją muszą się odbywać kanałami słuŜbowymi. Nie miała na sobie ślubnego stroju. Ŝe z przyjemnością pomoŜe.Na formularzach podatkowych za lata od 1954 roku jest poprzedni adres w północnym Londynie. Zbadał starannie kaŜdy dokument. ale jasny kostium o szeroko skrojonych ramionach. równieŜ nie zawierał informacji o śmierci jakiejś pani Violety Larkin zamieszkałej pod tym lub innym adresem. podająca imię starego człowieka. jak wynikało z rejestru. Detektyw skinął głową na znak zgody. Usiadł przed szefem.Jeszcze jedno . Ŝe od tej pory Herbert James Larkin był właścicielem domu i Ŝe mieszkał w nim wraz z panią Violetą Larkin. ale rejestr nieruchomości nigdy nie zaznacza takich wydarzeń. które mogły mu coś powiedzieć o zamkniętym w celi starym człowieku. Oczywiście.Na razie znaleźliśmy tylko tę jedną kryjówkę. jego wiek i miejsce urodzenia. Niech chłopcy odsłonią cement i zorientują się. mimo Ŝe wymagało to dłuŜszego objazdu. Drugim przedmiotem było pudełko od cygar. w Anglii. których nazwiska nic Hanleyowi nie mówiły. Ŝe zapłacił gotówką. na której nie było Ŝadnych obciąŜeń. jeŜeli to tylko będzie moŜliwe. Ściemniło się juŜ zupełnie. niŜ którakolwiek ze stron byłaby gotowa przyznać postronnym osobom. Nie było Ŝadnej wzmianki o śmierci czy wyjeździe tej kobiety.powiedział sierŜant. Hanley wyjaśnił mu sprawę. Inspektor rozpoznał w nim młodsze wydanie człowieka z celi. według mody lat czterdziestych.txt Przed odejściem Hanley wezwał szefa detektywów. Rejestr świadectw zgonów w Gustom House.Zaraz tu przywiozą reflektory. Były teŜ listy sprzed wielu lat i od wielu ludzi. chyba Ŝe zostały zasygnalizowane na piśmie przez właściciela. ubranego w coś. . Hanley sięgnął po słuchawkę telefonu. wrócił ze swoim raportem. Na swoim biurku znalazł stos drobiazgów i papierów. Zawierało jeszcze trochę listów. w 1954 roku. Ŝe nigdy nie domagał się dodatkowych świadczeń. ale liczył na swoje szczęście.Forsyth Opowiadania. przejrzany od roku 1954. Dom przy Mayo Street 38 został zakupiony przez Herberta Jamesa Larkina. którym był Dublin. Ŝe wstąpi do komisariatu w drodze do domu. Było juŜ dwadzieścia minut po piątej. który kierował całą akcją. . kiedy go wylano. oczywiście nieoficjalnie. W tym wypadku nie miało to miejsca. Ich treść nie mogła mieć Ŝadnego związku z tą sprawą. takŜe nie mających związku ze sprawą. Ale przeszukamy wszystko bardzo dokładnie. Z akt Departamentu Zdrowia i Ubezpieczeń Społecznych wynikało. Była tam metryka urodzenia. Widać na niej było uśmiechniętego człowieka. co wyglądało na brytyjski mundur. Ŝe Larkin otrzymywał od dwóch lat rentę państwową. kiedy pierwszy z dwóch detektywów. Urodził się w 1911 roku. Inaczej nie odczytałby wyblakłych liter. Nie było teŜ Ŝadnej wzmianki o hipotece. z czego wynikało. 131 Był to ten. Jedną była wyblakła fotografia w taniej ramce i bez szkła. . uŜywając do tego szkła powiększającego. I rzeczywiście mu dopisało. poplamiona i zmięta. Oficjalne pytania muszą przejść drogę słuŜbową. Strona 79 . Po powrocie do biura Hanley zabrał się wreszcie do zapoznawania się z materiałami. wysłanych przez Hanleya po informacje. a przed uzyskaniem renty był sklepikarzem i nocnym dozorcą. Larkin zapłacił 400 funtów za nieruchomość. który miał sprawdzić hipotekę i tytuł własności domku. Nieoficjalne kontakty są znacznie ściślejsze. Znalazł tylko dwie ciekawe rzeczy. które komornicy tego ranka wynieśli z domku i wywieźli miejską furgonetką. Major Dawkins przyrzekł. otworzył notatnik i zaczął referować sprawy. Attache wojskowy ambasady brytyjskiej w Sandyford był jeszcze przy swoim biurku. trzy ordery z agrafką oraz ksiąŜeczkę Ŝołdu Ŝołnierza armii brytyjskiej. Major Dawkins oświadczył. czy był naruszany od czasu. . Rejestr nieruchomości podawał.

Nie ma takiego drugiego.To świadczy o tym. . jakie trafiły się tego dnia inspektorowi. Major Dawkins okazał się nosicielem najwaŜniejszych informacji. Przez chwilę przyglądał się uwaŜnie ślubnej 132 fotografii. A ten w środku to Gwiazda Afrykańska. . Strona 80 . Hanley zjadł kolację w kantynie i wrócił do swojego gabinetu. Ŝe z oznaką ósmej armii.zasugerował Hanley.zapewnił go Dawkins.Dwugłowy orzeł. wskazując na ślubne zdjęcie.MoŜe był po prostu złym Ŝołnierzem .Pierwszy to Gwiazda z lat 1939-1945. Zadzwonił wewnętrzny telefon.Nie ma w tym nic dziwnego. . . <p. Na zdjęciu były to medale galowe.Burton to sklep z odzieŜą w Liverpoolu. jaką się zajmę rano . Ŝe był to rzeczywiście ten sam wzór.Tak.zdziwił się Hanley.Dlaczego? .. te na stole były miniaturkami do noszenia na mundurach ćwiczebnych.Gwardia królewskich dragonów . . Mnóstwo ochotników irlandzkich przyjeŜdŜało do portu i sierŜanci patrolujący przystanie kierowali ich do Burtona.MoŜliwe.MoŜe jego Ŝona była Angielką. Ten trzeci. . Dawkinsowi zabłysły oczy. .Forsyth Opowiadania. Przerzucił ją szybko. Ale pozostał szeregowcem. kiedy jeszcze był w mundurze.powiedział Hanley. Zawiadomiono inspektora. .powiedział z absolutnym przekonaniem. .ręku i złotym ołówkiem w drugim. który natychmiast opuścił jego gabinet. zdaje się. co ten miał mu do powiedzenia.Zaciągnął się ochotniczo w 1940 roku. Zaraz. SłuŜył do 1946. Inspektor za pomocą szkła powiększającego upewnił się.stwierdził sierŜant. został zdemobilizowany w styczniu 1946 roku. . .spytał inspektor. Podał majorowi wojskową ksiąŜeczkę Ŝołdu. Hanley pokazał Dawkinsowi trzy medale. Nie dostał ani jednej belki.Proszę poprosić go na górę . Dawkins wskazał trzy medale przypięte do piersi pana młodego. I oznaka ósmej armii.Jeszcze coś? . . Wrócił razem z nią do Dublina w 1954 roku. Gwardia królewskich dragonów walczyła przeciwko Rommlowi w Afryce Północnej. Nie awansował nawet na kaprala. Ŝe słuŜył w armii brytyjskiej . Końcem ołówka wskazał znaczek na wojskowej czapce Larkina. połyskujący koniec buta wymierzył prosto w Hanleya i spokojnie wysłuchał wszystkiego.MoŜliwe . Znaczek na czapkach gwardii królewskich dragonów. ze wzmianką pochwalną.To pierwsza rzecz.Jest pan pewny? . . Major Dawkins podał mu szkło powiększające.. wynotował sobie dane z ksiąŜeczki Ŝołdu i poŜegnał się. na końcu. To dziwne. ZałoŜył nogę na nogę. Prawdopodobnie u Burtona. OŜenił się z nią. Larkin był widać jednym z nich.Czy mógłby mi pan dostarczyć jakichś szczegółów dotyczących jego słuŜby wojskowej? 133 . Miał na sobie eleganckie spodnie w paski. . . W czasie drugiej wojny światowej w armii brytyjskiej słuŜyło pięćdziesiąt tysięcy Irlandczyków.Zaciągnął się ochotniczo w Liverpoolu w 1940 roku. . Bardzo wyraźny. .U Burtona? .Widzi pan. Ŝe zgłosił się brytyjski attache wojskowy.zapytał go Hanley. To by się zgadzało. . Pułk samochodów pancernych. W czasie wojny był ośrodkiem rekrutacyjnym. oczywiście . . Następnie obszedł biurko i stanął za inspektorem ze szkłem powiększającym w jednym.stwierdził major Dawkins rzuciwszy na nie okiem.txt Hanley rzucił przez biurko wojskową ksiąŜeczkę wypłat. to Medal Zwycięstwa. to ten sam wzór.powiedział Hanley i skinął głową na sierŜanta. Wziął udział w akcji w Afryce Północnej w samochodach pancernych.Dawkins wskazał ołówkiem na ramię Ŝołnierza ze ślubnego zdjęcia.

Chciała go porzucić. Potem gołębie. który pracował na Mayo Road do zeszłego roku. W sierpniu 1963 roku uciekła -jak mówili ludzie . Sąsiedzi ofiarowali mu się z pomocą. lecz i praktykującą katoliczką. Nie zastukała. Nie mógł zdradzić tajemnicy spowiedzi. prawdopodobnie trochę za mocno. Nikt go o nic nie podejrzewał. Kilka razy odwiedził Larkina. Ŝe Larkin na to zasłuŜył. zamordowano Kennedy'ego . Wychodził z domu po zmroku i wracał o wschodzie słońca. Ŝe oświadczył.spytał Hanley. Larkin drzemał w fotelu. Ale poleciały i ktoś je wystrzelał. Larkin miał wówczas około czterdziestu pięciu lat. Trzej z nich okazali się asami atutowymi. . Na przykład pani Moran. . gdzie jej mąŜ był subiektem sklepowym. Ale uciekły. który był jej najbliŜszym sąsiadem. ale on zawsze odmawiał. Drzwi miał zawsze zamknięte na cztery spusty. posunął się jednak do tego. jak to bywa w małych osiedlach.Forsyth Opowiadania. którzy znali Larkina i jego Ŝonę. Pewnego dnia pani Larkin zniknęła. Ŝe pani Larkin znikła pod koniec lata tego roku. nawet w soboty. Zaczął wtedy hodować zwierzęta domowe. Dlatego właśnie pani Larkin mogła pełnić funkcję opiekunki dzieci sąsiadów. Wreszcie zostawiono go w spokoju. Ŝe w 1954 roku wdowiec. rozumował Hanley. Pani Larkin była Angielką. by omówić tę tragedię.odparł sierŜant. Larkin cięŜko pracował. I jeszcze coś: pani Larkin była kapryśna. Ten zjawił się dopiero po 10. bo go nie było. Pani Larkin juŜ wtedy nie było.Wiadomość przyszła z baru na końcu ulicy.Pani Moran przypomina sobie. Strona 81 .Skąd ta pewność? . Ŝe było to w 1963 roku. Nikt nie miał co do tego wątpliwości. ale tryumfujący. oraz ksiądz Byrne.odparł detektyw bez wahania.Twierdził. W sobotnie wieczory opiekowała się czasami dziećmi Moranów. poniewaŜ nie traktował jej wystarczająco dobrze.z przyjacielem. Drugie dziecko pani Moran urodziło się w styczniu 1963 roku. . Wreszcie od dziesięciu lat kury. najbliŜsza sąsiadka. Była Angielką i opowiedziała pani Moran. Mieszkała tam trzydzieści lat i pamięta. Z początku fretki w szopie na tyłach domu. on dowiedział się o tym i uderzył ją. który mieszkał pod numerem 38. Po kwadransie wszyscy mieszkańcy Mayo Road znaleźli się na ulicy.Tego roku. nigdy nie chciał wychodzić wieczorami. jak Larkinowie się wprowadzali.Rozmawiałem z piętnastoma ludźmi z Mayo Road. przestał dbać o siebie i o dom. Ale widywano ją jeszcze na wiosnę i latem tego roku. Wszystko się zgadza. Swoją zaginioną Ŝonę nazywał dziwką. Wkrótce potem wywieszono na domu tabliczkę z napisem "Na sprzedaŜ". Ŝe poprzednio mieszkali w Londynie. Kiedy spakowała manatki i poszła sobie.Po jej odejściu Larkin zamknął się w sobie jeszcze bardziej. po czym kontynuował: . Chodziła regularnie do spowiedzi. Ksiądz Byrne nie miał Ŝadnych innych przypuszczeń. Detektyw otworzył notes na pierwszej kartce i zaczął sprawozdanie: . umarł. Wracam od niego i dlatego tak się spóźniłem. . Detektyw przerwał na chwilę dla zaczerpnięcia oddechu. Ksiądz proboszcz potwierdził większość wspomnień pani Moran. iŜ właściwie jest tego pewien. ale weszła prosto do bawialni. Tak przynajmniej mówił. Niektóre kobiety uwaŜały. Jednym słowem pani Moran dobrze pamięta. Coraz rzadziej wychodził. Hanley rozsiadł się wygodnie. jego Ŝona sprawiała wraŜenie znacznie młodszej. Pani Moran była tak podniecona. po czym ją zdjęto. gdzie mieli telewizor. Emerytowany listonosz. bo chciał spać. Wisiała tylko przez dwa tygodnie. lubiła flirtować. Ŝe wpadła do domu Larkina. W nocy.Jaką przyczynę zniknięcia podawał jej mąŜ? . nikt się specjalnie nie zdziwił. równieŜ na rencie. ale ten nie był praktykujący i nie Ŝyczył sobie duszpasterskiej pomocy. . Ŝe go porzuciła . W związ134 ku z tym małŜonkowie często się kłócili.30. Po dalszych dwóch tygodniach wprowadzili się Larkinowie.txt Czekał na sprawozdanie drugiego detektywa. zmęczony. Zerwał się przeraŜony i szybko wyprowadził panią Moran z domu. mieszkający obecnie w domu dla emerytowanych księŜy w Inchicore. Pani Moran twierdzi. w listopadzie. a w dzień. W kilka lat później utracił pracę w sklepie i został nocnym stróŜem.

ale siedzący w kącie policjant ziewał co chwila. Hanley zatelefonował do Ŝony i powiedział jej. listonosz teŜ. kiedy to się stało. Pani Larkin lubiła sobie wypić szklaneczkę w sobotni wieczór. ( " Następnie usiadł naprzeciwko więźnia. PołoŜył dłoń na ramieniu młodego policjanta. prawda? Przemawiać po piętnastu latach z grobu za ścianą. Główny inspektor poszedł do domu. nie kpinę. prawda? Sąsiedzi to pamiętają.Czy juŜ coś mówił? .Jeszcze nie. Ale powie. a Hanley stanął przed starcem i wyrecytował ostrzeŜenie: . potarł wielką dłonią szczecinę na podbródku i wrócił do swojego gabinetu. . ileŜ to razy tak się zdarza! Listonosz nie miał wiele do dodania. Larkin był przez wiele lat nocnym stróŜem. Powie mu.Rób. Listonosz pamiętał. Siedział na brzegu pryczy i wpatrywał się w przeciwległą ścianę. przez mleczne szyby okna pokoju śledczego przesiąkało juŜ szare światło.Do ostatniej cegły.Piętnaście lat. Przyszedł do pubu i zabrał ją do domu. co jej się przytrafiło. Ostatnią osobą. lubiła teŜ sobie czasem poflirtować. Hanley niełatwo się unosił. To kawał czasu jak na współŜycie z taką sprawą. ale wszystko. a moŜe nawet dlaczego. . zostanie zapisane i moŜe być uŜyte jako dowód przeciwko panu. która odwiedziła Hanleya tego wieczoru. nie jest pan zobowiązany do mówienia czegokolwiek. co pan powie. Po prostu patrzył na Hanleya z dziwnym wyrazem oczu. wijące się włosy i wydatny biust.Ty moŜesz milczeć. był szef detektywów. Prawdopodobnie był bardziej śpiący w dzień niŜ w nocy.powiedział. A moŜe Larkin się zdecyduje. Spiszesz to wszystko jutro rano. Inspektor wstał. ale po kilku sekundach opuścił wzrok.txt Mój BoŜe.pytał Hanley samego siebie. Ŝe pani Larkin była znacznie młodsza od męŜa. Dlaczego nie chce mi pan wszystkiego opowiedzieć? Stary człowiek podniósł oczy. Dochodziła północ. Co oznaczało to spojrzenie? . To było w sierpniu 1963 roku. Hanley skinął głową dyŜurującemu policjantowi i wszyscy trzej poszli na górę.Więc zostały tylko zwłoki tej biednej kobiety. KaŜdy w końcu mówi. Powie mu. ale mówić będzie twoja Violet. Ŝe spędzi noc w biurze. Nie znaleźliśmy Ŝadnego śladu. Larkin wściekł się. Policjant usiadł w kącie z notatnikiem w ręku. moŜe one nam coś powiedzą. który mógłby nam być pomocny. .powiedział. . panie Larkin. TuŜ po północy zszedł na dół do cel. Szok? Strach przed nim. 135 -Hanley wstał i przeciągnął się. Hanleyem? Wyrzuty sumienia? Kpinę? Nie. Larkina odprowadzono do celi.Herbercie Jamesie Larkinie. co i jak. . . ale milczenie starca doprowadzało go 136 do irytacji.Forsyth Opowiadania. Idź do domu. co ona robi. Dziwne. który wracał z miejsca przestępstwa. ale dlatego. przypomniał sobie Hanley. a moŜe zaginęła. Raczej tęga. Wkrótce potem uciekła. Hanley próbował zmiękczyć go niemal do świtu. Wtedy wrócimy do ciebie i oskarŜymy cię oficjalnie o morderstwo. .Jest późno.Teren jest oczyszczony . wesoła i pełna Ŝycia.* Ŝe absolutnie nic nie mówił. Mieszkał niedaleko Mayo Road i odwiedzał lokalny bar. MąŜ zaprotestował. Ŝe powiedział za mało. . Aresztant nie wydawał się zmęczony. . a pewnego lata popracowała kilka tygodni jako barmanka. w kaŜdym razie o zaokrąglonych kształtach. około stu pięćdziesięciu ośmiu centymetrów. Milczał. . Kiedy inspektor uznał się wreszcie za pokonanego. Listonosz wspominał. Ŝe warto było popatrzeć. Ale ona za kilka godzin przemówi do dyŜurnego patologa. Stary człowiek nie spał. Lubiła się pośmiać. Nie dlatego. Ten człowiek nie miał przecieŜ Ŝadnej szansy.Była niska. ksiądz pamięta. Strona 82 . kiedy się dowiedział.zapytał Hanley detektywa.Jak wyglądała? . jak chcesz . popatrzył na Hanleya. Miała ciemne. do pokoju śledczego. jak pompowała piwo do kufli z takiej staroświeckiej beczki.

Potwierdziła się szrama na szyi.Miałem szczęście . Tak.. to mogło tworzyć problemy. ja notuję.Okazało się. a on zapewne nieciekawym pięćdziesięciodwulatkiem.Forsyth Opowiadania. Teraz dochodzimy do przyczyny. była prawdopodobnie wciąŜ jeszcze atrakcyjną i pociągającą kobietą w wieku trzydziestu pięciu lat. dla której nie awansował nawet na kaprala. poszedł do toalety. . Kiedy umarła w sierpniu 1963 roku.tłumaczył się. zaraz po zakończeniu wojny w Europie.Dobrze . który zadzwonił o dwunastej. O dziewiątej inspektor zjadł śniadanie i zaczął załatwiać nagromadzony stos papierków. a on starzejącym się czterdziestotrzyletnim męŜczyzną. była pokojówką hotelową. Powinien pan być zadowolony. Panna młoda.Dostał się do niewoli. panie majorze . To był ostatni adres.oświadczył wesoło.Dziękuję. Teraz suszymy ciało.Niech pan mówi. . odległej o półtora kilometra. Repatriowany w maju 1945. Szeregowiec Herbert James Larkin przyjechał do Liverpoolu na promie z Dublina w październiku 1940 roku i zgłosił się na ochotnika do wojska. Wcielony do gwardii królewskich dragonów. niedaleko wschodniej granicy III Rzeszy.Kiedy pan będzie gotów z raportem? . Nieoficjalnie powinienem mieć coś po obiedzie. Załatwił mnie bez czekania. Hanley z niecierpliwością czekał na wizytę profesora McCarthy'ego. W dwadzieścia minut później odezwał się w słuchawce głos profesora McCarthy'ego. Strona 83 .OŜenił się. Wziął ślub w katolickim kościele pod wezwaniem Matki Boskiej w Edmonton. .powiedział major. kiedy przyszli na słuŜbę. i wycofali się na palcach. Larkin miał trzydzieści cztery lata. Ŝe mam starego przyjaciela w archiwum Ministerstwa Wojny.MoŜecie zalać teren cementem i postawić ogrodzenie. więc odnotowano to w jego aktach. jest to ślad po pończosze.Czy ma pan coś o jego małŜeństwie? . . .. . ona była pełną Ŝycia dwudziestosześcioletnią męŜatką. niemal trzydzieści pięć. . jaki figuruje w wojskowych rejestrach.powiedział w końcu.Oczywiście . . Wstał o ósmej.. Patolog zgodził się przyjechać do biura Hanleya z kostnicy przy Storę Street.Nie mogę palić w laboratorium . . o czym mówiliśmy wczoraj.txt Hanley przespał trzy godziny w fotelu. . Miała wtedy siedemnaście lat. Przynajmniej przyczynę zgonu. . Za godzinę zaczynam kroić. Spokojne przedpołudnie przerwał jedynie telefon od majora Dawkinsa. Violet Mary Smith. w tym samym roku.Nie ma tego wiele.Mianowicie? .30 siedział w fotelu naprzeciwko inspektora. o godzinie wpół do trzeciej. Hanley gorąco podziękował Dawkinsowi i odwiesił słuchawkę.odpowiedział głos w słuchawce. zanim odpowiedział na jego prośbę. Hanley zastanawiał się przez krótki czas. kiedy słuŜył w wojsku. Dwaj zdziwieni młodzi policyjni praktykanci zaskoczyli go tam o wpół do dziewiątej. . . 14 listopada 1945. Patolog był człowiekiem słownym i o godzinie 2. kiedy poślubił siedemnastoletnią dziewczynę. Tak jak przypuszczałem wczoraj.Skóra wystarczająco zmiękła do skalpela. w Londynie Północnym.powiedział Hanley. ale potwierdza się to. Gdy przenieśli się na Mayo Road. Wysłany statkiem do 137 pułku do Egiptu w marcu 1941. Wyciągnął z kieszeni fajkę i zaczął ją starannie napełniać tytoniem. . .Wyprostowałem juŜ kończyny . Nogi wyciągnął przed siebie i z głową przechyloną w tył głośno chrapał. Yorkshire. O wpół do dziesiątej zadzwonił brygadzista z Mayo Road.A poza tym dym neutralizuje zapach formaliny.powiedział. umył się i ogolił. Wzięli go Niemcy w czasie jesiennej ofensywy Rommla. Spędził resztę wojny jako robotnik rolny w obozie jeńców na Śląsku. . Kurs rekrucki w obozie Catterick. Pan Larkin został zwolniony z wojska w styczniu 1946 i pozostał w Edmonton pracując jako subiekt sklepowy aŜ do 1954.Oficjalny raport dostanie pan za dwa lub trzy dni. Wyzwolony przez Rosjan w październiku 1944 roku.To zaleŜy.. co pan ma na myśli .

Nagle wyprostował się gwałtownie. Ŝe przeŜywa na jawie swój odwieczny nocny koszmar. co wskazywałoby na datę morderstwa? 138 .Rana na czaszce musiała trochę krwawić. ale nie było śmiertelne.Sądzę . o tutaj wskazał na przestrzeń między podbródkiem i grdyką . . McCarthy nie spuścił wzroku. mogły mieć dwadzieścia lat w chwili zgonu ofiary. Nastąpiła asfiksja połączona z szokiem. zawierającą coś.powiedział łagodnie . upartym spojrzeniem. .Ŝe zgon nastąpił gdzieś pomiędzy 1941 a 1943 rokiem. . sięgając po teczkę. .Ale ona juŜ była stara.Pan nie powiedział mi. Finałowy mecz o Potrójną Koronę.Badanie zwłok wykazało .Czy znalazł pan coś. Hanley uSpokoił się. Badania wewnętrznych organów nie pozostawiają co do tego Ŝadnych wątpliwości. Przedtem otrzymała uderzenie w głowę.Pan prosił mnie o dokonanie badania patologicznego zmumifikowanych zwłok. paznokcie i organy wewnętrzne. .odparł spokojnie profesor. .No właśnie.Wspaniale .Ŝe mówimy o róŜnych sprawach. .została złamana w trzech miejscach. .MoŜe ma pan rację .powiedział. .powiedział profesor. . Pewnie na czas budowania kryjówki w podwójnej ścianie. kiedy została uŜyta do owinięcia głowy tej kobiety! McCarthy wzruszył ramionami. Ta kobieta została uduszona pończochą.Bardzo trudno jest określić datę śmierci zmumifikowanych zwłok. . .Forsyth Opowiadania. które spowodowało pęknięcie skóry na czaszce. Hanley wziął plastykową torebkę i przyłoŜył do niej szkło powiększające. Ale nie włosy. co wyglądało na fragment wyblakłej. bez Ŝadnej wątpliwości. . .Właśnie to miałem na myśli . . Jest rok 1951. ZbliŜa się Strona 84 .powiedział McCarthy . poŜółkłej gazety. Hanley rozsiadł się wygodniej w fotelu.upierał się Hanley. Kość gnykowa. Ŝeby to ciało było Ŝywe po 1945 roku.Otworzył teczkę i wyjął z niej plastykową torebkę. I dlatego omyłka w określeniu daty śmierci moŜe być duŜa. Wiemy.Ja teŜ .Owszem . Jest to strzęp dziennika z wyraźnie widoczną datą. śeby uniknąć zabrudzenia dywanu.stwierdził spokojnie McCarthy.Ale nie o dwadzieścia lat . morderca owinął głowę swojej ofiary gazetą.zgodził się. Hanley miał wraŜenie. Prawdopodobnie ogłuszyło ją i ułatwiło uduszenie. Dlatego widnieje na niej data z marca 1943 roku. Morderstwo miało przypuszczalnie miejsce w okresie kilku tygodni od dnia datowania dziennika.Ja mówię o zwłokach. Hanley popatrzył na profesora twardym. . jest stara.powiedział.Mam to. .Larkin i jego Ŝona przybyli z Londynu w 1954 roku powiedział powoli Hanley.odparł McCarthy.Kupili dom pod numerem 38 na Mayo Road po śmierci poprzedniego właściciela. zmumifikowanych .Morderstwo. W świetle stojącej lampy studiował zamazany druk.No tak.powiedział z ulgą. którą wyłoŜona była szuflada albo komoda. Obydwie te rzeczy. które leŜą w kostnicy.Violet Mary Larkin zmarła w sierpniu 1963 roku . o co panu chodziło . Da się to zrobić tylko w przybliŜeniu. jak pan mówi. .Larkin musiał złapać jakąś starą gazetę.stwierdził.To jest rzeczywiście kawałek starej gazety .txt Popykał sobie przez chwilę z przyjemnością. Ŝe pani Larkin uciekła od męŜa w sierpniu 1963 roku. jak długo Larkinowie mieszkali w tym domu . 139 . MoŜemy oczywiście przeprowadzić analizę pończoch i farby drukarskiej. . Jest wykluczone. . .powiedział. . Wczoraj podczas rozbiórki domu znaleźliśmy jej zwłoki zamurowane za fałszywą ścianą.Mam tu dla pana drobny prezent. . .

To była podłoga kurnika .Innymi słowy. w jakim je znaleźliśmy. której sekcję przeprowadziłem. . sir . na zwalisku gruzów. . Oprzytomniał. to w 1954 jej zwłoki znajdowały się juŜ od pewnego czasu w stanie.W obozie jeńców wojennych na Śląsku.zapytał. Nawiasem mówiąc. Ŝe dwoje. . Nawet w świetle ognia Ŝaden z robotników nie dostrzegł postaci starego człowieka.Czy miała w chwili śmierci około trzydziestu pięciu lat? .nie on zabił tę kobietę i nie on zamurował ją obok kominka. . sir. sir. ram okiennych i drzwiowych. . wygódki i kurnika. . .Co jeszcze poza sprawą daty? . Kobieta.spytał. McCarthy potrząsnął głową. W zapadającym zmierzchu brygadzista i dwaj pomocnicy wygładzali jego powierzchnię. Na Mayo Road ustawiono juŜ brakujące części ogrodzenia.Pewnie. Brygadzista skończył kontrolę powierzchni świeŜo połoŜonego cementu i poszedł na koniec działki. ale ją gubi.Nie pytałem o to. Ale o ile sobie przypominam. Ŝe tak .Nie wiem. belek stropowych.Jak długo tam mieszkał? . .Gładkie. Po drugiej stronie drogi. . .Kim był człowiek . poręczy. na którym stał dom z ogródkiem. kiedy piłka zaczyna wyślizgiwać mu się z rąk.A to co? . sądzę.Ciemne.oświadczył profesor wstając . W miejscu. Ale kto to zrobił? Hanley chwycił słuchawkę i połączył się z pokojem detektywów.zapytał go inspektor . pod stare ogrodzenie. .. miała metr siedemdziesiąt pięć do metra siedemdziesięciu ośmiu centymetrów wzrostu. który od Strona 85 . sechł świeŜo wylany cement. ale kości nie zmieniają długości nawet po kilkudziesięciu latach za ceglanym murem.Jest juŜ suchy .który był 140 właścicielem i lokatorem domu na Mayo Road do swojej śmierci w 1954 roku? . a potem on sam.powiedział w pewnej chwili.txt do linii bramkowej. . . płonęły resztki schodów.była dobrze po pięćdziesiątce i miała dzieci. .Nie robiłem notatek.W takim razie .śałuję. W dwie godziny później stary człowiek został zwolniony z aresztu. Ŝe ta kobieta została zamordowana powiedzmy w 1943 roku. jest tuŜ-tuŜ. Larkin miał w kieszeni adres miejskiego schroniska.Tak musiało być . W milczeniu ruszył w stronę ubogiej dzielnicy Diamond.powiedział robotnik. WytęŜa wszystkie siły. Ŝeby ją utrzymać. Wypuszczono go tylnymi drzwiami na wypadek. Spojrzał pod nogi.PrzecieŜ to stary cement. gdzie pański Larkin znajdował się w 1943 roku? . Była chuda i koścista. . Ŝeby to wykończyć i zaasfaltować przed nocą.odparł młody człowiek. otaczając cały parking. Miała około metra pięćdziesięciu ośmiu centymetrów wzrostu. Ŝe od 1954 roku najpierw oboje Larkinowie. .Forsyth Opowiadania.odparł McCarthy .spytał Hanley. Odpowiedział młody sierŜant. Wskazał na płaszczyznę o powierzchni około sześćdziesięciu centymetrów na dwa metry. Jeszcze kilka pasemek przylega do czaszki. . który przyglądał im się zza siatki ogrodzenia. kręcone włosy? . Tym razem nie było samochodu policyjnego ani eskorty.Jak się nazywał? Zapanowała cisza. połamane deski ogrodzenia. przesiadywali w swojej bawialni przez piętnaście lat w odległości dwóch metrów od zamurowanych zwłok? .warknął Hanley. gdyby jacyś dziennikarze kręcili się przed frontowym wejściem. szaf. chyba przez trzydzieści lat. rudawe. JeŜeli przyjmiemy.Nie . . a po drugim przeszła zabieg chirurgiczny.. przebija jak taran obronę Anglików. .Zmumifikowane ciało nie wydziela Ŝadnego zapachu. Od czasu do czasu brygadzista uderzał w nią stalową podkówką buta.powiedział McCarthy.Ta kobieta była niska. twierdzi pan.Szef chce.

powiedział i rozłączył się. . Nic a nic. Chadwick odłoŜył słuchawkę. Parking był wykończony. na której leŜały nie ruszone dwie gazety.powiedziała Ŝona. Nie powiedział nic.Czy zajrzałeś juŜ do porannej prasy? .Znajdziesz tam coś o sobie.Nie. o co chodzi.Forsyth Opowiadania. . Ŝe napisano o nim w gazecie.W porządku.Nie .Tak? .Czy nie wylegujesz się w łóŜku w niedzielę? . aŜ znajdzie się w domu. Kulturysta! Ziewnął. szczęśliwym uśmiechem ulgi. . . podał je Ŝonie i zaczął naciągać spodnie i sweter wprost na pidŜamę. PRZYWILEJ ABSOLUTNY Telefon zadzwonił tuŜ po siódmej trzydzieści. . W ciągu kilku minut cała przestrzeń zamieniła się z szarej na czarną.Nie.Michał.Na róg ulicy po inną gazetę . Ŝe jest tam coś o mnie. Kiedy ostatni promień słońca znikł. Dlaczego pytasz? . który się dowiaduje.powiedział Chadwick z rosnącym zainteresowaniem. Stojący za siatką stary człowiek odwrócił się i odszedł. mieszkaniec tej samej ulicy. Po drugiej stronie linii głos Carpentera robił wraŜenie zaŜenowanego. Chadwick chrząknął.zabrzmiała odpowiedź. . Szerokim.txt rana pracował przy zakładaniu parkingu.Henry Carpenter powiedział mi.Halo. a potem stojący za spychaczem mechaniczny walec wykończył robotę.zapytała go Ŝona.Dokąd się wybierasz? .warknął brygadzista. Ton jego głosu zdradzał wyraźne zakłopotanie.spytał. W naroŜnym sklepiku z prasą pozostały jeszcze dwa egzemplarze Sunday Couriera.Czym mogę słuŜyć ci o tej porze w zimowy poranek? .Hej! Nareszcie sława! . Chadwick spojrzał w stronę wycieraczki przy drzwiach. stary. To podniosłoby poziom i powstałby garb w asfalcie. a niebo poczerniało. . Strona 86 . Henry .Właśnie wybieram się do parku pobiegać dla zdrowia.CóŜ. Próbował nie zwracać uwagi na dzwonek. Na ulicy było zimno. a ja tymczasem przygotuję śniadanie.odparł. Oczywiście. Wrócił do sypialni z Expressem i Telegraphem. robotnicy poszli do domu. jak kaŜdy człowiek.Dzień dobry. . . grubego pisma z wieloma dodatkami. .Nie dałeś tu świeŜej warstwy cementu? . Był ciekaw.JeŜeli to się osunie. . przez pretensjonalnych ludzi dla równie pretensjonalnych czytelników. . Brygadzista odchrząknął. Ale uśmiechnął się. 141 . UwaŜał widać. A cóŜ to takiego? Carpenter był coraz bardziej zaŜenowany. Odszedł kilka kroków i wrócił z ostro zakończonym łomem. dymiącego asfaltu i pchnął rozpaloną masę w kierunku cementowego prostokąta. . zalewaj to! Sztych buldoŜera opadł na zwał świeŜego. jest solidne . pisanego.odrzekł.Idź. . zdaniem Chadwicka. . Odwrócił się w stronę spychacza i skinął ręką. asfalt rozlał się równo i gładko.powiedział wreszcie Carpenter. Podniósł go wysoko nad głowę i walnął w stary cement. .O! . Po dziesiątym sygnale wygramolił się z łóŜka i zszedł po schodach do przedpokoju. ale niezbyt blisko. więc powstrzymał się od zaglądania do gazety i postanowił zaczekać. lepiej zobacz sam . Bili? Tu Henry. . Był to Henry Carpenter. Bili Chadwick leŜał jeszcze w łóŜku. szef kaŜe nam wszystko robić od początku i jeszcze za to zapłacić .zapytał. którego Bili Chadwick znał. 143 . lecz ten nie milkł. ale poniewaŜ była to niedziela rano. pomyślał.Powinieneś obejrzeć sobie dzisiaj tę gazetę . Ŝe Chadwick powinien najpierw przeczytać artykuł i dopiero wtedy będzie go mógł z nim przedyskutować.stwierdził.Czy prenumerujesz Sunday Courier? Nastąpiło długie milczenie. . Łom odskoczył.

oczywiście na jednej z czołowych stron gazety. Bili Chadwick wstał i zaczął przechadzać się po kuchni. i unikać.On wcale nie daje do zrozumienia . Pozostał mu dodatek ilustrowany oraz handlowy.Gaylord Brent . innych wspólników przedsiębiorstwa. nie sprawdził faktów. a treść jego była uprzejma^ ale zupełnie nie satysfakcjonująca. a nie ich świadomym wspólnikiem. . To niemoŜliwe! śeby ktoś coś takiego mógł o mnie napisać! Kiedy w poniedziałek rano zamknął się w biurze ze swoim adwokatem. List taki został napisany. Był podpisany w imieniu wydawcy przez sekretarza. jak wyglądała jego współpraca ze zlikwidowanym przedsiębiorstwem.W takim razie . Jak on się nazywa? . .powiedziała pani Chadwick. Ŝe pierwszym krokiem powinno być napisanie przeze mnie w pańskim imieniu listu do wydawcy gazety. uprzytomnił sobie Ŝe Carpenter nie podał mu strony. Do diabła. a kiedy doszła do połowy. kochanie? . która szczyciła się swoimi ambicjami reporterskimi. ale. Na trzeciej stronie zatrzymał wzrok na nazwie towarzystwa.O co chodzi. .powiedział ze złością.On to. to mnie moŜe zrujnować! Kłamstwo.txt śona przygotowała sok pomarańczowy. zerknąwszy na podpis pod artykułem.powiedział prawnik.zawołała skończywszy czytanie.kosztowna. . po prostu kłamstwo! Nigdy w Ŝyciu nie widziałem faceta. . jak się okazało . do cholery. Tak samo jak wszyscy straciłem na ich bankructwie. . wydała z siebie krótki okrzyk. wyraźnie 144 mówi. który to napisał. . W ciągu tych dwóch tygodni Chadwick musiał znosić podejrzliwe spojrzenia.Ten człowiek daje do zrozumienia. Podał jej bez słowa gazetę złoŜoną w ten sposób. Ten opowiedział mu. moŜe zaszkodzić? . . Ŝe autor dopuścił się zniesławienia. . uŜył tego samego zdania. Wymknęły mu się przy tym dwa zamówienia. Sprzedawałem ich wyroby w dobrej wierze. przecieŜ ja byłem ofiarą tych ludzi. kawa stała na kuchennym stole.To straszne! . Był drobnym. Przez dwa tygodnie nie było odpowiedzi od wydawcy Sunday Couriera. Prawnik wyraził oburzenie z powodu treści artykułu i wysłuchał ze zrozumieniem wyjaśnień Chadwicka. Stwierdzał. kochanie.PrzecieŜ ja go nawet nigdy nie spotkałem. rzucane nań przez jego nieliczny personel.Forsyth Opowiadania.zatroskała się Ŝona. Ŝeby ktoś o mnie coś takiego powiedział szepnął. W końcu jego adwokat otrzymał list z Sunday Couriera. . Ŝeby musiała zobaczyć artykuł. ale niezaleŜnym biznesmenem na jednym z przedmieść Londynu. Wyjaśnimy w nim. Ŝe Ŝądamy zadośćuczynienia w formie sprostowania i przeprosin. Artykuł znajdował się na kolumnie. zaczął więc od działu wiadomości ogólnych.To niemoŜliwe. Jego współpraca z nim była krótka. nie mam wątpliwości.Na podstawie tego. co pan mówi. Odsunął kawę. w miarę moŜliwości. zagłębił się więc w dodatek biznesowy. Była wyraźnie zaniepokojona dziwnym wyrazem twarzy swojego męŜa.Czy to ci. Kiedy zaczął przeglądać Couriera. Wniosek jest jasny.Zaszkodzić? Do jasnej cholery. . odrzucił dodatek "Kultura i Sztuka" oraz "Sport".W zasadzie tak . .PrzecieŜ to nieprawda! . Ŝe wydawca starannie rozpatrzył pismo adwokata wysłane w imieniu pana Chadwicka i Ŝe jest skłonny wydrukować Strona 87 .zapytała go Ŝona.powinien wszystko odwołać i przeprosić mnie! . Nie próbował porozumieć się ze mną. które ostatnio zbankrutowało. dodając. Po przeczytaniu zbladł. która zastąpiła początkowy szok.zawołał Chadwick . na które liczył. Ŝe byłeś w jakiś sposób zamieszany w to oszustwo.UwaŜam. Skończył go czytać przy drugiej filiŜance kawy. Ŝe naszym zdaniem jeden z jego pracowników zniesławił pana. Przeczytała go uwaŜnie.

Tak . iŜ muszę pogodzić się z tym.No tak. jakiej ci ludzie uŜywają.Myślę.Istnieje Stowarzyszenie Wydawców Gazet.Będę z panem całkiem szczery ..Ale chyba będą musieli to zrobić? Sprawa jest przecieŜ bezsporna! . Ten list to po prostu formułka.Stowarzyszenie nie moŜe więc zmusić wydawcy do sprostowania wiadomości i przeproszenia pokrzywdzonego? -. . nie sprawdził swoich informacji.W gruncie rzeczy tak. a w pańskiej sprawie. zastrzegając sobie wszakŜe niezbywalne prawo kaŜdego wydawcy do przeredagowania takowego.Ma pan słuszność. nie mówiąc juŜ o przeprosinach.Ale to chyba nie ja muszę dowodzić swojej niewinności? . Kiedy wniesiemy pozew. siedząc znów przed swoim adwokatem. które czynią ją odmienną od poprzednich. A moŜe i nie. Ŝe moje przedsiębiorstwo jest zrujnowane? .Więc odradza mi pan występowanie do sądu? . Skarga o zniesławienie z Ŝądaniem odszkodowania. W najlepszym razie mogą wydać potępiające oświadczenie. Mówi się czasem o nas. Ŝe tak .powiedział Chadwick.Co więc robić? Adwokat miał propozycję: .Nie. Ŝe człowiek. Ŝe prowadząc interesy ze zlikwidowaną spółką. . o zakres jego wiedzy. o które panu chodzi.To jest po prostu sposób wykręcenia się. zanim je wydrukował? śe powinienem pogodzić się nawet z tym. istnieją drobne szczegóły. Czy pan mnie rozumie? . o to. lub kiedy reporter pisma popełnił raŜący błąd. Precedensy te mogą być rozmaicie interpretowane. . na które składa się cały szereg precedensów prawnych ustanowionych w ciągu wieków. Ŝe został pan zniesławiony przez pomówienie i nie był zamieszany w machinacje spółki. Widzi pan. 145 10. . tak jak w kaŜdej innej. a więc braku złej intencji. Ŝe namawiamy naszych klientów do występowania Strona 88 .Czysta robota .powiedział adwokat. nie istnieje ustawa określająca pojęcie zniesławienia. prawnikach.A co oni mogą? .powiedział. nie miał pan pojęcia o jej niesolidności. pan będzie powodem. . jakie mógł mieć zamiary w czasie pisania swego artykułu. Podpada ono pod ogólne zasady prawa zwyczajowego. Nie lubią się mieszać do spraw dotyczących zniesławienia. Po pierwsze.odrzekł Chadwick. a wydawca i pan Gaylord Brent pozwanymi.Innymi słowy wykastrowania go . 146 w przeciwieństwie do ignorancji. . .Panie Chadwick. Skłonni są do rozpatrywania tylko takich skarg. Nienawidzą sprostowań. Tylko wtedy stanie się jasne.Obawiam się. które zarzucają wydawcy. a więc znowu o intencje. który to zrobił.. Ŝe nieopatrznie wyrządził komuś szkodę. i nic więcej.txt w dziale listów do redakcji sprostowanie pana Chadwicka. Ŝe tylko sprawa sądowa. wolą to pozostawiać sądom.Być moŜe? . Pan będzie musiał udowodnić. . gazeta być moŜe będzie wolała uniknąć procesu i ogłosi przeprosiny. W sprawach o zniesławienie nie ma sytuacji bezspornych. muszę być z panem szczery. . MoŜe się pan im poskarŜyć. Miałem tylko raz w Ŝyciu do czynienia z ogólnokrajową gazetą w podobnej sprawie. Ŝe obrzucono mnie stekiem kłamstw. .Forsyth Opowiadania. o jego intencje. nieprawdaŜ? Prawnik zastanawiał się przez chwilę.Co mi w takim razie pozostaje? Prawnik westchnął. .Niewiele.Czy pan powaŜnie sugeruje. . Poza tym powstanie z pewnością spór o stan świadomości pozwanego. Zdecydował się na szczerość. . Znał swojego klienta od wielu lat.zdenerwował się Chadwick.

Forsyth Opowiadania.txt do sądu o byle co, poniewaŜ przynosi nam to wysokie honoraria. W rzeczywistości jest przewaŜnie inaczej. To zazwyczaj Ŝony, przyjaciele czy koledzy osób poszkodowanych zachęcają je do akcji i składania skarg. Ci przyjaciele nie ponoszą oczywiście kosztów procesów. Dla osób nie wplątanych w sprawę proces sądowy to dobra zabawa. Ale my, fachowcy, zdajemy sobie sprawę z tego, jakie to pociąga za sobą konsekwencje. Chadwick zastanowił się. - Jakie sumy wchodzą w rachubę? - spytał spokojnie. - Takie, które mogą pana zrujnować - brzmiała odpowiedź adwokata. - Zawsze myślałem, Ŝe w naszym kraju wszyscy obywatele są równi wobec prawa, a szczególnie jeśli ubiegają się o sprawiedliwość. - W teorii tak. W praktyce bardzo często jest zupełnie inaczej. Panie Chadwick, czy pan jest bogatym człowiekiem? - Nie. Prowadzę niewielkie przedsiębiorstwo. W dzisiejszych czasach oznacza to, Ŝe balansuję na krawędzi wypłacalności. Przez całe Ŝycie cięŜko pracowałem i jakoś to szło. Jestem właścicielem domu, samochodu i kilku ubrań. Mogę liczyć na emeryturę przysługującą samodzielnym przedsiębiorcom, mam polisę ubezpieczeniową na Ŝycie i kilka tysięcy funtów oszczędności. Jestem po prostu zwykłym, szarym człowiekiem. - Tak właśnie myślałem - powiedział adwokat. - Dzisiaj tylko ludzie bogaci mogą się procesować z innymi bogaczami, zwłaszcza 147 jeŜeli chodzi o zniesławienie. MoŜna wygrać taką sprawę, ale trzeba ponieść duŜe koszty. JeŜeli proces jest długi, a potem jeszcze następuje apelacja, to suma wydatków często moŜe dziesięciokrotnie przewyŜszać ewentualne odszkodowanie. Zamilkł na chwilę. - Wielkie pisma, tak jak wielkie domy wydawnicze i inne tego rodzaju przedsiębiorstwa, są wysoko ubezpieczone na okoliczność wytoczonych spraw o zniesławienie. Mogą sobie pozwolić na angaŜowanie najwybitniejszych adwokatów West Endu. Proszę mi wybaczyć, ale kiedy występują przeciwko małemu człowiekowi, to muszą z nim wygrać. Nietrudno im spowodować, by wejście sprawy na wokandę trwało aŜ pięć lat. Przez ten czas koszty sądowe obu stron nieustannie rosną. Samo przygotowanie sprawy kosztuje tysiące. Kiedy nareszcie dochodzi do rozprawy, koszty te podnoszą się niebotycznie, bo adwokat bierze dodatkowe honorarium za kaŜdy dzień rozprawy. No i ma takŜe do pomocy aplikanta. - Do jakich sum mogą dojść takie koszty? - zapytał Chadwick. - JeŜeli sprawa się przeciąga i przygotowania trwają lata, to nawet jeŜeli nie brać pod uwagę ewentualnej apelacji, dojdą do kilkudziesięciu tysięcy funtów. Ale to wcale nie koniec. - Co jeszcze powinienem wiedzieć? - ZałóŜmy, Ŝe pan wygrywa proces i uzyskuje odszkodowanie i zwrot kosztów sądowych od pozwanego, czyli gazety. Wtedy sprawa jest jasna. Ale jeŜeli sędzia nie wypowie się co do kosztów, których zwrot przyznaje zazwyczaj jedynie w najdrastyczniejszych wypadkach, będzie pan zmuszony ponieść swoje własne koszty sądowe. A jeŜeli pan przegra, sędzia moŜe pana zmusić do poniesienia poza swoimi kosztami kosztów pozwanego. JeŜeli pan wygra, gazeta moŜe załoŜyć apelację. A to spowoduje podwojenie kosztów. Nawet jeŜeli wygra pan w sądzie apelacyjnym, ale bez przyznania kosztów, to i tak będzie pan zrujnowany. Poza tym jest inna kwestia. Po dwóch czy trzech latach ludzie zapominają o treści inkryminowanego artykułu w gazecie. Rozprawa sądowa przypomina im, Ŝe coś tam było, i wnosi nowe materiały i zarzuty. Mimo Ŝe to pan jest oskarŜycielem, adwokat strony przeciwnej postara się dla dobra swojego klienta zniszczyć pańską reputację uczciwego biznesmena. Im bardziej obrzuca się człowieka błotem, tym więcej na nim błota pozostaje. Wiele było takich wypadków, wielu ludzi, którzy wygrali sprawę, ale stracili dobre imię. Zarzuty przedstawiane sądowi mogą być ogłaszane drukiem bez Ŝadnych dowodów prawdy. - A czy moŜna mieć obrońcę z urzędu? - zainteresował się Strona 89

Forsyth Opowiadania.txt 148 Chadwick. Podobnie jak wielu innych ludzi słyszał o czymś takim, nigdy jednak nie interesował się tym bliŜej. - Prawdopodobnie ma pan zupełnie fałszywe wyobraŜenie na ten temat. śeby uzyskać takiego obrońcę, musi pan udowodnić sądowi, Ŝe nie posiada pan Ŝadnego majątku. Pana na przykład to nie dotyczy. Nabędzie pan prawo do obrońcy z urzędu dopiero wtedy, kiedy straci pan dom, samochód i oszczędności. - W takim razie w kaŜdym przypadku grozi mi ruina - powiedział Chadwick spokojnie. - Bardzo mi przykro, naprawdę bardzo przykro. Mogę oczywiście zachęcić pana do podjęcia długotrwałego i kosztownego powództwa, ale uwaŜam, Ŝe oddaję panu przysługę wskazując trudności i niebezpieczeństwa, jakie to za sobą pociąga. Znam wiele osób, które z ochotą zaczęły się prawować, a potem gorzko tego Ŝałowały. Niektórzy nigdy się nie otrząsnęli i po dziś dzień cierpią na skutek trosk finansowych i stresów, jakie ich dotknęły. Chadwick wstał. - Bardzo panu dziękuję za szczerość - powiedział. Potem, juŜ z biura, zadzwonił do Sunday Couriera i poprosił o rozmowę z naczelnym. Telefon odebrała sekretarka. Podał swoje nazwisko. - Na jaki temat chce pan rozmawiać z panem Buxtonem? zapytała. - Chciałem poprosić o wyznaczenie mi spotkania. Nastąpiła pauza, w trakcie której słyszał rozmowę prowadzoną na wewnętrznej linii, po czym sekretarka odezwała się ponownie. - O czym pragnie pan rozmawiać z panem Buxtonem? Chadwick wyjaśnił pokrótce, Ŝe chce zobaczyć szefa, Ŝeby przedstawić mu swój punkt widzenia dotyczący zarzutów zawartych w artykule Gaylorda Brenta sprzed dwóch tygodni. - Niestety pan Buxton nie przyjmuje nikogo - oświadczyła sekretarka - MoŜe pan będzie uprzejmy napisać list. Zostanie starannie rozpatrzony. Na tym rozmowa się skończyła. Następnego dnia Chadwick pojechał koleją podziemną do centrum Londynu i zjawił się osobiście w poczekalni budynku Couriera. Na oczach rosłego woźnego w mundurze wypełnił formularz, podając nazwisko, adres, nazwisko osoby, z którą chce się widzieć, i istotę swojej sprawy. Formularz został zabrany, a on usiadł i czekał. W pół godziny później otworzyły się drzwi windy i ukazał się w nich elegancki szczupły młody człowiek, pachnący dobrą wodą kolońską. Spojrzał pytającym wzrokiem na woźnego, który ruchem 149 głowy wskazał mu Chadwicka. Młody człowiek podszedł do niego. Chadwick wstał. - Nazywam się Adrian St. Clair - powiedział młodzieniec. Jestem osobistym sekretarzem pana Buxtona. Czym mogę panu słuŜyć? Chadwick powiedział mu o artykule podpisanym przez Gaylorda Brenta i oświadczył, Ŝe chciałby osobiście wyjaśnić panu Buxtonowi, iŜ to, co zostało o nim napisane, jest nie tylko nieprawdą, ale stanowi groźbę ruiny dla jego przedsiębiorstwa. St. Clair nie był tym specjalnie poruszony, ale wyraził Chadwickowi słowa ubolewania. - Tak, oczywiście, rozumiemy pana niepokój, panie Chadwick, ale osobiste spotkanie z panem Buxtonem jest po prostu niemoŜliwe. To bardzo zajęty człowiek. Rozumiem, Ŝe reprezentujący pana adwokat komunikował się juŜ z wydawcą... - Napisał list - powiedział Chadwick. - Odpowiedź była podpisana przez sekretarkę. Stwierdza, Ŝe istnieje moŜliwość wydrukowania listu z moim sprostowaniem w dziale korespondencji z czytelnikami. Ale ja domagam się, Ŝeby moje stanowisko w tej sprawie zostało poznane przez wydawcę. St. Clair uśmiechnął się. - JuŜ mówiłem, Ŝe to niemoŜliwe. MoŜemy najwyŜej rozwaŜyć moŜliwość wydrukowania listu do wydawcy. - Wobec tego chciałbym się zobaczyć z panem Gaylordem Strona 90

Forsyth Opowiadania.txt Brentem - oświadczył Chadwick. - Wątpię, czy to dałoby panu satysfakcję. JeŜeli otrzymamy następny list od pańskiego adwokata, to nasz wydział prawny zajmie się nim w normalnym trybie. Obawiam się, Ŝe poza tym nie mogę panu w niczym pomóc. Woźny wyprowadził Chadwicka przez obrotowe drzwi na ulicę. Chadwick zjadł lekki posiłek w barze niedaleko Fleet Street. Przez dłuŜszy czas zastanawiał się głęboko nad swoją sytuacją. Poszedł do jednej z licznych małych bibliotek, znajdujących się w centrum Londynu, które specjalizują się we współczesnych archiwaliach i gromadzą wycinki prasowe. Zapoznanie się z aktami niezbyt odległych procesów o zniesławienie przekonało Chadwicka, Ŝe jego adwokat bynajmniej nie przesadzał. Jedna ze spraw przeraziła go szczególnie. Pewien męŜczyzna w średnim wieku został zniesławiony w ksiąŜce poczytnego autora. Wytoczył sprawę, wygrał ją, i sąd przyznał mu trzydzieści tysięcy funtów tytułem odszkodowania i zwrot kosztów sądowych. Ale wydawca ksiąŜki zaapelował: i sąd wyŜszej instancji skreślił odszkodowanie, nakazując kaŜdej ze stron zapłacenie własnych kosztów. W obliczu całkowitej ruiny finansowej po czterech latach procesowania się powód wniósł sprawę do Izby Lordów. Lordowie odrzucili 150 wprawdzie wyrok sądu apelacyjnego, uznając prawo powoda do odszkodowania, nie wypowiedzieli się jednak co do kosztów sądowych. Tak więc zniesławiony człowiek otrzymał trzydzieści tysięcy funtów odszkodowania, ale po pięciu latach procesowania się miał do zapłacenia rachunek wynoszący czterdzieści pięć tysięcy funtów. Wydawcy ponieśli podobne koszty i łącznie z odszkodowaniem mieli do zapłacenia siedemdziesiąt pięć tysięcy. Byli jednak ubezpieczeni na większą część tej sumy. I tak powód wygrał sprawę, ale został zrujnowany. Fotografie ukazywały go w pierwszym roku przewodu jako rześkiego sześćdziesięciolatka. Po pięciu latach był ludzkim wrakiem, wynędzniałym starcem. Stało się tak z powodu nieustannego napięcia i rosnącego zadłuŜenia. Zmarł jako bankrut, mimo Ŝe przywrócono mu dobre imię. Bili Chadwick utwierdził się w przekonaniu, Ŝe nie moŜe dopuścić, aby przytrafiło mu się coś podobnego. Poszedł do biblioteki publicznej w dzielnicy Westminster. Tam udał się do czytelni z egzemplarzem Prawa angielskiego pióra Halsbury'ego. Tak jak mu mówił jego adwokat, prawo pisane dotyczące zniesławienia, tego samego typu jak na przykład ustawa o ruchu drogowym, nie istniało, ale znalazł definicję pochodzącą z 1888 roku, dotyczącą zniesławienia i oszczerstwa. Oświadczenie oszczercze jest to oświadczenie zmierzające do poniŜenia osoby w opinii prawomyślnych członków społeczeństwa w ogólności lub teŜ powodujące pomijanie, odtrącanie lub naraŜanie na nienawiść, pogardę, ośmieszenie czy teŜ oskarŜenie o pomówienia uwłaczające lub przynoszące ujmę na stanowisku, w uprawianiu zawodu, działalności handlowej lub w przedsiębiorstwie. Co najmniej ostatnia część tej definicji jest adekwatna do mojej sytuacji, pomyślał Chadwick. WciąŜ chodziło mu po głowie to, co powiedział mu adwokat w swoim wywodzie. "Zarzuty przedstawiane sądowi mogą być ogłaszane drukiem bez Ŝadnych dowodów prawdy". CzyŜby tak rzeczywiście było? I okazało się, Ŝe prawnik miał rację. Wyjaśniała to ustawa równieŜ z 1888 roku. Wszystko, co jest wygłaszane w sądzie, moŜe być zrelacjonowane i opublikowane i zarówno reporter, wydawca, drukarz, jak i redaktor są wolni od wszelkich zarzutów o zniesławienie, ale pod warunkiem, Ŝe sprawozdanie jest "rzetelne, aktualne i dokładne". To ma zapewne na celu, myślał Chadwick, uwolnienie sędziów, ławników, świadków, policjantów, adwokatów, a nawet pozwanych od obawy mówienia prawdy, niezaleŜnie od wyniku rozprawy. Uchylenie moŜliwości protestu ze strony osób zniewaŜonych, 151 zniesławionych, spotwarzonych czy oszczerczo oskarŜonych, pod Strona 91

zawołał Brent. jednak bez rezultatu.powiedział spokojnie Chadwick. i pokazał go Brentowi. W jego oczach pojawiły się łzy. .To jest sprzed czterech tygodni . Ŝe przybyszem jest ktoś z redakcji. Zaszkodziło mi to powaŜnie zarówno w Ŝyciu towarzyskim. Na rogu Heath Street znalazł policjanta. Patrzył przez chwilę na Chadwicka jak na szaleńca. Miał na sobie jasne lniane spodnie i róŜową koszulę.Chodzi o pański artykuł w Sunday Courierze.Co za bezczelność! . to znaczy jeŜeli rodzina nie zmusi go do wyjazdu za miasto. Trzymająca klamkę ręka Brenta zatrzymała się. Byłem więc zmuszony przyjść do pana. . to istnieje właściwa procedura. . . aby napisał. . Pomyślał. . wydał głośny okrzyk i nakrył nos ręką. Ŝe ten mieszka w małej eleganckiej uliczce w Hampstead. Powinien pan poprosić swojego adwokata. Kiedy po czterech dniach poszukiwania znalazł adres Gaylorda Brenta.po czym ponownie odwróciła się do Chadwicka. W minutę później pojawił się w nich Gaylord Brent. . . próbując zamknąć drzwi. Jego irytacja nasiliła się. Przyjdzie za chwilę . . który trzymał w ręku.. jak i w interesach. Ŝe dziennikarz piszący do niedzielnego pisma musi być w tym dniu w domu.spytał. Chadwick słyszał. Próbowałem takŜe zobaczyć się z pańskim wydawcą.ale wydaje mi się.To! . Było to półkłamstwo. Brent spojrzał na wycinek. po czym zatrzasnął drzwi. mam coś dla pana . skąd dochodziły dziecięce głosy.powiedziała i wycofała się do środka mieszkania.Tak. Nie było to uderzenie mające na celu złamanie kości czy nawet uszkodzenie przegrody nosowej. JeŜeli chce mnie pan skarŜyć. Był wytwornym męŜczyzną. 152 Zdumienie malujące się na twarzy Brenta zaczynało ustępować miejsca irytacji.Gaylord! . u licha? .zapytał Chadwick i dodał natychmiast: .Czy pan Gaylord Brent? .Kim pan jest. Chadwick czekał przed nie domkniętymi drzwiami.Co takiego? . Ŝe zakłócam panu niedzielny spokój powiedział Chadwick . jak biegnie przez przedpokój. Ŝe wszyscy musimy ponosić pewne ryzyko. Po kilku minutach otworzyła mu sympatycznie wyglądająca kobieta w wieku około trzydziestu lat.Chwileczkę.Proszę pana .Czy zastałem pana Brenta? . okazało się. i to w bardzo perfidny sposób.zapytał. ale nie dotknął go. Chadwickowi zaczął świtać pewien pomysł. . . Wszedł po schodach i nacisnął dzwonek u drzwi. z nosa pociekła krew.zauwaŜył. ale bez przesady.powiedział .. Na jego twarzy ukazał się wyraz zdumienia pomieszanego z rozdraŜnieniem. W kolejce podziemnej.Bardzo mi przykro. bardzo przepraszam.Chodzi o jego artykuł w Courierze. drukujących lub publikujących słowa wypowiedziane w sądzie zostało nazwane "przywilejem absolutnym". Chadwick rozłoŜył wycinek gazetowy.nie moŜe mnie pan nachodzić w domu.O co panu chodzi? . Uśmiechnęła się więc i zawołała w głąb domu: . Brent cofnął się o krok. Mocno.JuŜ to zrobiłem.odpowiedział Chadwick.Tak? . jak teŜ uchylenie odpowiedzialności wszystkich osób raportujących. ale mnie nie przyjął. Podniósł prawą pięść i uderzył Brenta w sam czubek nosa. Tam teŜ Chadwick zjawił się następnego niedzielnego poranka. w drodze na przedmieście. ale wystarczało. Młody człowiek cieszył Strona 92 .Forsyth Opowiadania.Och.txt warunkiem Ŝe zarzut został postawiony na sali sądowej w czasie rozprawy. Widzi pan. Nazywam się William Chadwick. Gaylord Brent wszystko zrozumiał. Usłyszawszy to nazwisko. wyglądającym na czterdziestkę. . Ŝeby przekonać panią Brent. . w tym artykule zniesławił mnie pan.

Chadwick rozróŜnił wyraz "policja" i "ten człowiek". . Ze środka słychać było szeptaną rozmowę.Pani Brent? Czy ten policjant mógłby zamienić kilka słów z pani męŜem? Pani Brent skinęła głową i zniknęła w głębi domu.Ja . Aby zapobiec dalszym pytaniom. Chadwick został zaprowadzony przed oblicze dyŜurnego sierŜanta. Ukazała się w nich pani Brent.Słucham? . którą przyszedł. Stał i milczał. Chadwick zwiększył tempo marszu.Kto to zrobił? . Dokonano napadu na miejscowego obywatela. 153 . Zaprowadzę pana.Forsyth Opowiadania.oświadczył Chadwick. . Po dwóch minutach znaleźli się w dzielnicowym komisariacie. Słyszał.Proszę iść ze mną.To tu. Chadwick wskazał na nie ponownie. choć najwyraźniej nic nie rozumiał. dlaczego pan to zrobił? . pod numerem trzydziestym drugim . przy której mieszkała rodzina Brentów. patrzył na Chadwicka z zainteresowaniem. .Tek . W takim razie jestem zmuszony prosić pana o udanie się ze mną do komisariatu. Drzwi otworzyły się ostroŜnie. . .zapytał.skinął potwierdzająco głową. ale był teŜ nieco znudzony. rzucając zza chustki wściekłe spojrzenie na Chadwicka.potwierdził Brent. . . zastali je zamknięte. cierp154 liwy i doświadczony policjant w średnim wieku. . Spojrzawszy podejrzliwym wzrokiem na swojego przewodnika. którego pan uderzył? . sir? Gdzie? .Pan go nie lubi? Strona 93 . jak policjant mówi coś do mikrofonu krótkofalówki i rytmicznie stuka słuŜbowymi butami w bruk^ Przedstawiciel prawa zrównał się z Chadwickiem na rogu ulicy.zapytał.zwrócił się policjant do Chadwicka.Gaylord Brent . która na widok Chadwicka cofnęła się nieco. Młody policjant oŜywił się.zapytał Brenta policjant. .Napadu. Po krótkiej rozmowie z dwoma przybyłymi policjantami Chadwick i sierŜant wsiedli do wozu.zapytał policjant Brenta. Zanim policjant otworzył usta.Dobrze.Panie sierŜancie .zwrócił się do niego Chadwick. Chadwick ruszył za nim.Czy to prawda? . Nie czekając na dalsze pytania zaprosił policjanta ruchem ręki.odparł Chadwick. .W tej sprawie .oświadczył Chadwick.powiedział w pewnej chwili. Po chwili powiedział: . SierŜant. Policjant miał zakłopotaną minę.Przed kilkoma minutami pan Brent został z premedytacją uderzony w nos .Czy pan Gaylord Brent? .Czy to jest zgodne z prawdą? . Uderzyłem go w nos.Rozumień .Jak się nazywa człowiek.txt się spokojem pięknej niedzieli. .To na pewno tutaj. W tym momencie zjawił się na Heath Street policyjny samochód wezwany przez krótkofalówkę.zapytał policjant. Ŝeby szedł za nim. .Dwie ulice stąd. podczas gdy posterunkowy wyjaśniał szefowi sprawę. sir. . Po minucie ukazał się Gaylord Brent.Czy mogę zapytać.oświadczył Chadwick. posterunkowy wszedł na schodki i zadzwonił.Tek? . . Kiedy podeszli do drzwi domu. . . Chadwick zapytał: . obrócił się i szybko ruszył tą samą drogą.To jest pan Gaylord Brent .Ja to zrobiłem.powiedział policjant.Tek. Napadłem na niego. Policjant obrócił się ku niemu z niedowierzaniem.odparł Chadwick . . . Lewą ręką przyciskał do twarzy mokrą chusteczkę i co chwila pociągał nosem.Tek . . .gotów jestem złoŜyć wyjaśnienie w komisariacie. .

Jest faktem.westchnął sierŜant. . To nie Ameryka. Został odesłany do domu na dwa tygodnie za tą samą kaucją stu funtów.To niewaŜne . ale wszyscy mieli nadzieję.No dobrze.Proszę zaczekać . Po chwili powrócił.Z lektury.Słuszna myśl . . SierŜant niespiesznie wyciągnął z szuflady formularz skargi. W tygodniu poprzedzającym rozprawę redaktorzy głównych porannych. Ŝe zamierza wyjaśnić swoje postępowanie sędziemu. ale policja moŜe zdecydować. co się święci. . nikt nie czytywał tej gazety. SierŜant westchnął.Pańskie nazwisko? Bili Chadwick podał swoje nazwisko i adres i został odprowadzony do aresztu. Było to pierwsze formalne przesłuchanie. Odmówił wszelkich oświadczeń. Ŝe taka odmowa moŜe zostać zinterpretowana przez sąd jako zapowiedź nieprzyznania się do winy we właściwym czasie.Wnoszenie oskarŜenia nie zaleŜy od pana Brenta. Podobnie jak w związkach zawodowych. którą zapłacił poprzedniego dnia. Większość redaktorów sprawdziła wokandę sądową na ten dzień. gdyŜ wiedział. Gaylord Brent miał zastrzeŜony numer telefonu.stwierdził. Nikt nie wiedział. W kaŜdym przypadku telefonujący powiadamiał naczelnego redaktora. . . więc naleŜało zawiadomić policję.KaŜdy tak twierdzi .Chyba nie .Czy pan Brent odniósł powaŜne obraŜenia? . PoniewaŜ chodziło o zwykły napad. .Adres poszkodowanego? . Ŝe zostało popełnione przestępstwo. ale sierŜant zdobył go. . tak i na Fleet Street solidarność ma swoje granice.wyglądało to na lekkie uderzenie w dziób. toteŜ nikt owej notatki nie zauwaŜył.odparł Chadwick. .Pan Gaylord Brent nie ma ochoty wnieść skargi na pana powiedział. w której mieszkał Chadwick. Nazajutrz stawił się przed sądem. wieczornych i niedzielnych gazet na Fleet Street i w okolicy otrzymali anonimowe telefony. powiedział tylko.powiedział młody człowiek . Prawo zostało naruszone.zapytał posterunkowego. co zrobiłem.odparł Chadwick. i zlecili jednemu ze swoich reporterów udanie się do sądu. więc pan Gaylord Brent nie musiał być obecny w sądzie. Ŝe redakcji z pewnością bardziej opłaci się wysłać swojego przedstawiciela do sądu niŜ polegać na informacjach agencji obsługującej sąd. Ŝe nie wnosi skargi. 155 Ŝe ma się stawić następnego dnia rano przed sędzią w sądzie Londynu Północnego. W dzielnicy. Przekonali się.txt . stawi się w sądzie Londynu Północnego w najbliŜszy poniedziałek w związku ze sprawą o napad. Ŝe główny reporter Sunday Couriera. Przesłuchanie trwało dwie minuty.Nie bardzo . jeszcze raz . czy nie.powiedział Chadwick. . . Gaylord Brent.zgodził się sierŜant i zwrócił się do posterunkowego: . wrócę tam i zrobię to samo. .W takim razie nie mam innego wyboru.Forsyth Opowiadania. Anonimowy rozmówca dodawał. Potem pozwolono mu odejść. Czyn niezgodny z prawami naszego kraju.Dlaczego podszedł pan do posterunkowego i zawiadomił go o swoim czynie? Chadwick wzruszył ramionami. Ŝe istotnie figuruje tam nazwisko Chadwicka. czy wnosić skargę. Do policji naleŜy decyzja.To przesądza sprawę . Ŝe jeŜeli policja nie wniesie skargi. co zostało zaprotokołowane i podpisane. Bili Chadwick stawił się w sądzie punktualnie o godzinie dziesiątej Strona 94 . . . Następnie został formalnie oskarŜony i decyzją własną sierŜanta zwolniony za kaucją stu funtów oraz zawiadomiony. sprawa zajęła w lokalnej gazecie zaledwie kilka wierszy. sir? . Odmówił usprawiedliwienia się.powiedział po zanotowaniu adresu i poszedł do innego pokoju. SierŜant popatrzył na Chadwicka z niechęcią. Ŝe będzie to moŜe coś ciekawego. . jak poinformować pana.Takie są chyba przepisy prawne.Pan widać zna trochę prawo. Będzie to sprawa "Regina versus Chadwick".

wyciągnął z kieszeni złoŜony wycinek prasowy. którego z kolei zapytano. . czy pan zgłasza sprzeciw? . obok policjanta. Sędzia zwrócił się do Chadwicka: . Odmówił rutynowej propozycji sędziego. Wysoki Sądzie.MoŜe pan powołać świadków dla wydania opinii o sobie lub zgłosić okoliczności łagodzące. Kiedy zbliŜał się do ławy oskarŜonych. . Dopiero potem moŜe zająć miejsce w tylnych ławkach i przysłuchiwać się reszcie rozprawy. Gaylord Brent ukłonił się sądowi i opuścił ławę świadków. i wyjaśnił. MoŜe pan albo odejść. ale zgodził się. sześć tygodni temu pan Gaylord Brent wydrukował ten oto artykuł w piśmie. Sędzia wzruszył ramionami. Zwolniono wobec tego Clarka. które przedstawiłem w tej sprawie.oświadczył prokurator. Woźny podniósł się zza balustrady. Oznacza to oczywiście.Nie zaprzeczam . Prokurator przedstawił fakty. co pan robi. którą rozpatrujemy? Strona 95 . .odparł Chadwick. ale nie będzie pan juŜ potrzebny jako świadek. gdyby Wysoki Sąd zechciał go przeczytać. kiedy będzie miał adwokata. Czy chciałby pan powołać świadków na swoją obronę? . z ławy oskarŜonych.Panie Chadwick. czyli w Sunday Courierze. Nastąpiło to o dziesiątej czterdzieści pięć. Ten fakt speszył Chadwicka na chwilę. Ŝe sam Chadwick zwrócił się do posterunkowego Clarka informując go o dokonanej napaści. Spowodował ogólne zdziwienie stwierdzając.Przyjmuję. Byłbym wdzięczny.Jest to pański przywilej i pańskie prawo . Bez dalszej zwłoki wezwano posterunkowego Clarka. Znowu odmówił. Sędzia przyjrzał się mu wnikliwie. Na ławie dla świadków siedział ponury Gaylord Brent i milczał. .powiedział sędzia. . Przyznaję się do winy.Nie chcę powoływać Ŝadnych świadków . usiadł. . A jeŜeli chodzi o okoliczności łagodzące. przynajmniej te.txt rano i czekał. . Ŝe pozwany nie zaprzecza faktom. wezwany jako świadek.Nie. Ŝe Gaylord Brent.Wysoki Sądzie .Nie zgłaszam sprzeciwu. aŜ zostanie wywołany. panie sędzio.Panie Cargill. panie Chadwick? .Forsyth Opowiadania.Przemyślałem sprawę i chciałbym zmienić stanowisko. wziął od Chadwicka wycinek i podszedł do stołu sędziowskiego. Ŝe są przepełnione.Tak. . albo zająć miejsce na tylnych ławach.Czy to ma związek ze sprawą.Wysoki Sądzie.spytał sędzia prokuratora. które były mu 156 znane. . który usiadł w jednym z tylnych rzędów. Wezwano Gaylorda Brenta i zaprzysięŜone go. czy pragnie zadać świadkowi pytania. który juŜ podnosił się z miejsca. Wysoki Sądzie . Skinął głową w stronę ławy prasowej i zajął miejsce w głębi sali.oświadczył sędzia. Absolutnie tak. Młody policjant złoŜył przysięgę i opowiedział szczegółowo o okolicznościach aresztowania Chadwicka. jedno krótkie spojrzenie na ławy prasowe przekonało go. panie Brent. Chadwick podniósł się z ławy oskarŜonych. który juŜ złoŜył zeznanie. w którym pracuje. 157 Chadwick wstał i zanim zwrócił się do sądu. Prokurator.Rozumiem . czy pragnie odroczenia sprawy do czasu. Zgodnie z brytyjskim prawem świadek nie moŜe wejść na salę sądową. to chciałbym złoŜyć oświadczenie stąd. Ŝe przyznaje się pan do napadu na pana Brenta. Rozwiązał dylemat nie przyznając się do winy. . Sędzia zwrócił się do Gaylorda Brenta: .odezwał się Chadwick z ławy oskarŜonych.powiedział donośnym głosem. Ŝeby przesłuchiwać świadka. siedzi w hallu.Przedstawił je pan właściwie. . . dopóki nie zostanie wezwany do składania zeznań. Ŝe pana trudziliśmy.Przykro mi. Ŝe zamierza bronić się sam. .Czy jest pan świadom tego. Zapytano go ponownie. Odmówił. Przedtem zauwaŜył. który pytał. zmienił pan stanowisko i przyznał się do winy. .

poniosłem duŜe straty. .ryknął. panie sędzio.W tym artykule . zupełnie bezpodstawnie oskarŜający mnie o udział w aferze.odparł policjant. . purpurowy z wściekłości. ZauwaŜyłem.. JeŜeli spokojny i prowadzący zgodne z prawem Ŝycie człowiek uderza nagle innego człowieka w twarz.przyznał. zarządzę usunięcie z sali osób za to odpowiedzialnych . Ŝe ten pretendujący do fachowości niestrudzony poszukiwacz prawdy chętniej słucha barowych plotek. skłonni byli uwierzyć zniesławiającym mnie informacjom. zerwał się ze swojej ławki.Rozumiem. Wydaje się. . Potem nastąpiła cisza.powiedział niepewnym głosem .rzekł powaŜnie sędzia . jak wiele innych osób. Ŝe niektórzy moi klienci. ^ . Ŝe pan sędzia będzie mógł lepiej ocenić moje przewinienie. chociaŜ moje nazwisko figuruje w ksiąŜce telefonicznej i w spisie handlowców.Jak pan śmie! .Spokój! . Spokój na sali! .Pozwany ma rację ..czy to jest istotne dla sprawy? Chadwick mu przerwał. naraŜając wiele osób na utratę udziałów.To nie moŜe mu ujść na sucho. Ale proszę o powściągliwość w wyraŜaniu się. panie sędzio. . Strona 96 . udającego powaŜną pracę dziennikarską.zawołał woźny. Ŝe zostałem tak samo nabrany jak wszyscy inni klienci spółki.powiedział sędzia.Zapewniam Wysoki Sąd.ale zastanawiam się. Ŝe to powinno wpłynąć na decyzję osoby. która znalazła się w stanie likwidacji. Pan na pewno zauwaŜył. jeŜeli pozna jego powody. Na sali sądowej zahuczało. . a uwaŜałem ją. Ŝe zarzuty pana Gaylorda Brenta mają swe źródło raczej na dnie butelki whisky niŜ w dogłębnych dociekaniach.powiedział sędzia. takŜe wstając ze swojego miejsca. .JeŜeli usłyszę jeszcze jakieś okrzyki. Ten błąd kosztował mnie sporo pieniędzy. Ŝeby się ze mną skontaktować przed napisaniem tego steku bzdur? Mógłbym mu przedstawić dokumenty i udowodnić ponad wszelką wątpliwość. Sędzia przez chwilę przyglądał się Chadwickowi. niŜ bada fakty. .Zwracam się do sądu o sprawiedliwość.Gaylord Brent dopuścił się wobec mnie karygodnego i niezmiernie szkodliwego zniesławienia. którzy zostali przez spółkę nabrani. Ŝe artykuł dotyczy spółki handlowej. Wstał prokurator.Wysoki Sądzie! . Jak najbardziej. prawda? . to naleŜy się zastanowić nad motywami tego niezwykłego postępku. .Cicho! . Wydaje mi się.Dziękuję.niech pan wyjaśni swoje motywy. .zgodził się sędzia . leniwego i niekompetentnego pismaka. . . ale był to tylko błąd. .Oczywiście . panie Chadwick .txt . Brent wstał. Gaylord Brent zŜymał się w tylnych ławach sali. panie sędzio. Byłem niestety jednym z handlowców. . i to przez niechlujnego.Spokój! .syknął. który nawet nie zatroszczył się o dokładne zbadanie sprawy.zawołał. Wziął podany mu przez woźnego wycinek i przeczytał go szybko. która ma obowiązek wydania wyroku. . ale na ławach prasowych zaczęła się gwałtowna aktywność. Ŝe pragnę tylko wytłumaczyć tło wydarzeń. Wydaje mi się. Dlatego jak grom z jasnego nieba spadł na mnie artykuł. za solidną i godną zaufania. I Ŝe równieŜ straciłem duŜą sumę pieniędzy.Dobrze . Ale on nawet nie 158 -spróbował się ze mną rozmówić.Wysoki Sądzie . Gaylord Brent. Po przeczytaniu połoŜył go na stół i rzekł: . Dziennikarze notowali jak szaleni.Chciałem tylko powiedzieć. nie wiedząc. .Rozumiem pański gniew.powiedział skromnie Chadwick.Po ukazaniu się tego steku kłamstw.Zapewniam pana. . Trącił łokciem siedzącego obok policjanta. . co to ma wspólnego ze sprawą? . . Ŝe tak.mówił Chadwick .powiedział Chadwick.Dobrze . A więc czy ów dziennikarz zadbał o to.Forsyth Opowiadania.Wysoki Sądzie .Proszę mówić dalej.krzyknął woźny.

odrzekł Chadwick .PrzecieŜ nie chciałem go uderzyć. . w którym prywatne osoby uwaŜałyby za właściwe uderzać w nos naszych czołowych dziennikarzy.oŜywił się sędzia. ani później. Ŝe jego podwładny nie miał racji i nie zrobił najmniejszego wysiłku.Forsyth Opowiadania. Człowieka.odpowiedział Chadwick okazując zdziwienie. który wydał w innym sądzie. to samolot odrzutowy napędzany jest taśmą gumową. nie moŜe być poddany krzyŜowemu ogniowi pytań. który cięŜko i uczciwie pracował przez całe Ŝycie. moŜe się zasłaniać prawniczymi i finansowymi moŜliwościami powaŜnego pisma i z tej uprzywilejowanej pozycji rujnować małego człowieka. przyjacielu. JeŜeli ty. Nie moŜemy tolerować w naszym społeczeństwie stanu rzeczy. Ŝe w dzisiejszych czasach tylko nieliczni mogą sobie pozwolić na uciąŜliwą walkę z potęgą ogólnokrajowego pisma.Ty cholerny bękarcie . Powiedziawszy to.Tak więc. Próbowałem zobaczyć się z wydawcą. zbyt leniwy na to. jakim prawem źle poinformowany błazen. Ŝe ktoś chwyta go za ramię.Aha . .ciągnął Chadwick . Ŝe poniewaŜ nie złoŜył przysięgi i "mówi z ławy oskarŜonych. Ŝe jestem małym człowiekiem nie mającym Ŝadnego znaczenia i Ŝe nie potrafię się przeciwstawić potęŜnemu Courierowi. które mogłyby go przekonać.zacząłem się zastanawiać nad tą sytuacją.zauwaŜył sędzia. Wydawca nie chciał mnie przyjąć ani wtedy.powiedział Chadwick.śeby go uderzyć w nos? .odparł spokojnie Chadwick. jest po prostu kłamstwem. kiedy prasa obsmarowała go za wyrok. myślał sobie. Ŝeby sprawdzić swoje wiadomości.Nareszcie mamy motyw.Istnieją inne moŜliwości dochodzenia swoich praw w przypadku zniesławienia . panie sędzio . poprosić o rozpatrzenie dowodów.txt . . PoniewaŜ nie dopuszczono mnie do niego w redakcji. poczuł. a tymczasem ławy prasowe opustoszały.W takim razie dlaczego nie było rozmowy? Chadwickowi opadły ramiona.syknął. Ŝe to. JednakŜe uderzył pan pana Brenta na progu jego domostwa. . panie sędzio . Sędzia patrzył na niego zza stołu. Ŝe został pan zniesławiony. Głośno powiedział: . Sąd akceptuje fakt. udałem się do jego domu.zapytał sędzia. którego nawet nie próbował poznać.Ujdzie. chciałem z nim porozmawiać. ale gwałt nigdy nie jest stosowną odpowiedzią.Jest to bardzo powaŜna sprawa. Brent był blady z wściekłości i dygotał na całym ciele. co napisał. Wiedział. Uderzyłem Brenta w nos. . aby wyjaśnić mu fakty i przedstawić dokumenty stwierdzające. Ŝe został pan pokrzywdzony oraz Ŝe owego dnia nie opuścił pan swojego domu 160 w Hampstead z zamiarem popełnienia przestępstwa. Chadwick usiadł. . .Tak.ale pan jako prawnik musi sobie zdawać sprawę.Próbowałem do tego doprowadzić. Bili Chadwick wypisał czek na odpowiednią sumę. . . Ŝe miał rację. Poszedłem więc do pana Brenta. .Tak właśnie było. Pytałem siebie.Oczywiście. istnieją . . co powiedziałeś o mnie w sądzie. Zdarzyło mi się to po raz pierwszy w Ŝyciu. Dziennikarze runęli do telefonów i taksówek. .zdziwił się sędzia.Być moŜe. panie sędzio . . 159 . . Wiedział równie dobrze jak prokurator. Pan poszedł do jego domu. nie ujdzie ci na sucho. Na jedną sekundę straciłem panowanie nad sobą. straciłeś panowanie nad sobą. Ŝe nie. Później okazało się. Ŝe coś mnie poniosło. Obrócił się i stanął twarzą w twarz z Gaylordem Brentem.Co dalej? . Zrobiłem rzecz niewybaczalną. Ŝeby zaapelować do jego sumienia? . .Dobrze wiesz. Kiedy Chadwick schodził po schodach budynku sądowego. aby udowodnić słuszność swoich zarzutów. Zostaje pan ukarany grzywną w wysokości stu funtów i obciąŜony sumą pięćdziesięciu funtów z tytułu kosztów sądowych.Przyznaję.Właśnie Ŝe ujdzie . bo Strona 97 . Ŝe to. JednakŜe nie mógł nie wspomnieć w duchu wydarzenia sprzed lat. ale Brent potraktował mnie z tą samą pogardą co redakcja jego pisma.

Ŝe zaczął ostatecznie nawalać. . Wyjąłem z samochodu mapę drogową. Z tego powodu . potem na wzgórze. .był niezwykle piękny. Ŝe jesteśmy tutaj . w owych latach jeszcze nie odkryty. OBOWIĄZEK* Silnik samochodu krztusił się juŜ od trzech kilometrów. poczułem. a ja. Modliłem się do wszystkich irlandzkich świętych. Wysiedliśmy. przysięgając. Tę historię opowiedział mi jeden z irlandzkich przyjaciół. Siła cięŜkości doprowadziła nas do skraju czegoś. śadne autostrady nie przecinały porosłych zielenią dolin. ale postanowiłem. Cały rejon Dordogne. Nie wolno mówić o drugim człowieku takich rzeczy. obejrzałem ją i wskazałem miejsce połoŜone na północnym stoku doliny Dordogne. PodąŜyłem oczami za jej wzrokiem. gdzie królowała prawdziwa francuska wieś i gdzie od wielu wieków mało co się zmieniło. a ja byłem całkowitym ignorantem w sprawach technicznych.powiedziałem ale dalej na pewno nie. wcisnąłem do końca sprzęgło i zwolniłem ręczny hamulec. zaciągnąłem ręczny hamulec i wysiadłem.stwierdziła moja lepsza połowa. Wsiedliśmy na powrót do samochodu. Ŝe to opowiadanie róŜni się od innych zawartych w niniejszym zbiorze tym. Najwyraźniej coś nawaliło pod maską wozu. w kaŜdym razie przez tak zwane wytworne sfery. co nazywa się przywilejem absolutnym. choć pięknym. Zapadał zmierzch. nachylony nad kierownicą. ale kiedy zbliŜałem się do stromego zakrętu. a siłą rozpędu dojechaliśmy do połowy wiejskiej drogi. Strona 98 . Nie widać było ani kominów fabrycznych. Wyłączyłem zapłon. . których mieszkańcy Ŝyli z płodów pól.txt mówiłem z ławy oskarŜonych.PrzecieŜ ty zrobiłeś dokładnie to samo.Zdaje mi się.Rzeczywiście. najpierw powoli. Między drzewami prześwitywała kościelna wieŜa i kawałek dachu stodoły. Mayflower zaczął toczyć się w dół. Ŝe właściwie nie naleŜy do Ŝadnej kategorii. składającą się z dwóch tuzinów budynków. Siedząca obok Bernadette obrzucała mnie niespokojnymi spojrzeniami. później nabrał rozpędu. był terenem. Były to nasze pierwsze zagraniczne wakacje. pompowałem pedał gazu. Spojrzałem sceptycznie na nasz samochód.zdziwił się Chadwick. ani strzelających w niebo słupów wysokiego napięcia. Skorzystałem z czegoś.Ale ja przecieŜ wcale nie jestem taki. próbując wydobyć resztki mocy z zamierającego silnika. Ustawiłem przekładnię biegów na luz.Dlaczego? . Tam wóz się zatrzymał. .napisałem opowiadanie w pierwszej osobie. francuskim krajobrazie. Bernadette wpatrywała się w wijącą się przed nami drogę.Zawsze to lepiej niŜ tkwić tu całą noc .MoŜe uda nam się zjechać tam bez silnika . . Stary tryumf mayflower wjechał z wysiłkiem na wzgórze i całkowicie ucichł.wczesne lata pięćdziesiąte . F. Ten letni wieczór . . Ŝe mimo to pozostanie. Przy wąskich drogach stały wioski. Ŝe jest prawdziwa i Ŝe przydarzyła mu się osobiście. Przyłączyła się do mnie Bernadette i oboje patrzyliśmy na drugie zbocze wzgórza i na wiejską drogę prowadzącą ku dolinie.Tam w dole jest wioska . w kaŜdym razie pierwsze poza Anglią i Irlandią.w odróŜnieniu od pozostałych . a zbiory zwoŜono na skrzypią* Zwrócono mi uwagę.powiedziała.oznajmiła. Być moŜe jest to objaw idiosynkrazji. 162 cych drewnianych wozach zaprzęŜonych w woły. Ŝeby nie zgasł właśnie w tym miejscu i nie pozostawił mnie zagubionego w dzikim. . W panującej dokoła ciszy zjeŜdŜaliśmy ze wzgórza w kierunku odległej wieŜy. . co okazało się malutką wioską. jakim mnie przedstawiłeś.F. Ów rejon postanowiliśmy z Bernadette objechać tego lata naszym starym wozem.Forsyth Opowiadania.

podeszła bliŜej. Pokręciłem przecząco głową. Ksiądz zatrzymał się. Jak mu wytłumaczyć. Szukałem w pamięci francuskich słów. w którym. Znaczyło to w istocie "Mój rydwan jest złamany". czarno na białym. ale na pewno zapamiętał trochę łaciny ze szkolnych czasów. po czym zrobił znak. z dyszlami wbitymi w kurz. Ksiądz uśmiechnął się jak do uprzykrzonego dziecka. wskazując najpierw na Bernadette potem na mnie. Ŝe słyszałem ją w kościele. est fractus currus teus. stały przy drodze. Ksiądz był niemłody. zrozumie moją sytuację. Ŝe jest to ksiądz. Ŝe myli się ich z Anglikami. Po kilku minutach ksiądz wyszedł w towarzystwie wielkiego męŜczyzny ubranego w niebieskie płócienne spodnie i koszulę typową dla francuskiego chłopa.odparłem w nadziei. . .. ująłem go za ramię i zaprowadziłem na tył wozu. z którym nie moŜna zamienić ani jednego słowa.Ah. Ŝeby go pozdrowić. widniały duŜe litery napisu: IRL. Ksiądz takŜe kiwał głową i takŜe się uśmiechał. któremu zepsuł się wóz? Łacina! pomyślałem. iŜ nasz samochód nie moŜe przez całą noc blokować drogi. Ah. na której. 164 . Nogi tego faceta w butach na sznurkowych podeszwach wzbijały tumany kurzu. Dwie porzucone fury.. ZbliŜyli się do nas i ksiądz zaczął szybko mówić coś po francusku.Anglais? . filius meus? powtórzył. Domyśliłem się. Na próŜno. Szybkim krokiem ruszył w głąb ulicy i wszedł do budynku. podszedł do nas i uśmiechnął się. Czytelnik. pater meus . Ŝe nie jestem dumnym właścicielem domagającym się podziwu dla swojego wehikułu. Znowu potrząsnąłem przecząco głową.zapytał. 163 Wskazałem na nasz samochód.Currus meus fractus est .Forsyth Opowiadania. a obok niego kłusował ksiądz. stanowiąca widocznie ośrodek miejscowego Ŝycia. któremu zdarzyło się spędzić jakiś czas na oczekiwaniu nieznanego wydarzenia w towarzystwie człowieka. Jeden z historycznych kłopotów Irlandczyków polega na tym. ale poza tym. kiedy zza kościoła wyłoniła się samotna postać i ruszyła w naszym kierunku. Bernadette usiadła pod drzewem o kilka kroków. Przy samochodzie został ksiądz. ale ich właściciele znajdowali się widać gdzie indziej. .powiedział.potwierdziłem. Ŝe tłumaczy swojemu parafianinowi. Kiwałem głową i uśmiechałem się.powiedziałem do księdza.mimo całkowitej nieznajomości języka francuskiego . Bernadette i ja.In v e r i t a t e. nie stykałem się z nią od lat. zorientowałem się. wskazując to na drogę. . Szedł ku nam szybkim krokiem. Powinienem był wcześniej o tym pomyśleć. Chłop skinął głową i oddalił się bez słowa. . Twarz księdza rozjaśniła się. zawołałem po angielsku: . Strona 99 . JuŜ zdecydowałem się zapukać do jednego z zamkniętych domów i spróbować .txt Uliczka wydawała się całkowicie pusta.Irlandais . jak stwierdziłem później mijając go. Ale czy ja nie zapomniałem swojej? Usiłowałem wydobyć ją z zakamarków pamięci. Ŝe mnie zrozumie. mieściła się wiejska kawiarnia. Obydwaj kiwaliśmy głowami i uśmiechaliśmy się. W owych czasach księŜa ubierali się jeszcze w długie sutanny z szerokim pasem i kapelusze o wielkim rondzie. Ŝebyśmy na niego zaczekali. to na samochód. Samotna kura rozgrzebywała pył przy ceglanej ścianie stodoły. Zastanowił się przez chwilę. a w tekście liturgicznym niewiele jest wyrazów odpowiednich do wytłumaczenia komuś problemów zepsutego tryumf a. Kiedy był juŜ bardzo blisko. Wskazałem na maskę samochodu. On pierwszy przerwał milczenie. Za młodu próbowano wpoić we mnie łacinę. Holandais! .Ojcze! To wystarczyło. Na okrągłej twarzy księdza ukazał się wyraz zrozumienia. ale turystą.wytłumaczyć jego mieszkańcom moją sytuację. Wskazałem tabliczkę. ale spełniło swoje zadanie.

pokazał nam otwarte drzwi domu i odjechał. dość zniszczoną tablicę. Ubrany na niebiesko wieśniak przyczepił grubym powrozem mój wóz do haka traktora. ale ksiądz skinął głową na znak zgody. Westchnąłem. Ksiądz wskazał na zegarek i na garaŜ. Pojął. Są one kręgosłupem francuskiej gospodarki rolnej. ani czas. spomiędzy dwóch wąskich. staroświeckie i mało wydajne. Wszystko spalone słońcem i wyblakłe. W tym momencie z małej uliczki. Kierowca traktora powiedział coś do niej i wskazał na nas. Była tam.szepnęła Bernadette.Preece.spytał. Nic z tego nie rozumiałem. których niepodobna wygrać.txt . Ksiądz dzielnie maszerował obok nas. a głos jego silnika brzmiał niewiele lepiej niŜ silnika mojego tryumfa. Staliśmy obok siebie na tylnym stopniu traktora jak głupi. jakich jest tam kilkaset tysięcy. Ŝe będzie otwarty nazajutrz o siódmej rano. Zostaliśmy podholowani za zakręt i w głąb podwórza. Okrągła twarz z rumianymi policzkami. drewniane koryto leŜało obok ręcznej pompy. Izba o kamiennej podłodze. bawialnia. W tym świecie zaprzęŜonych w woły i konie wozów był to zapewne jedyny pojazd mechaniczny. gdzie produkowano wszystkiego po trosze. Światło dawała lampa naftowa. Aby przyciągnąć uwagę księdza. salon. Ŝe wodę pobierano ze studni. W zapadającym zmierzchu dostrzegłem nad budynkiem.A co my będziemy robili do tego czasu? . Sympatyczny ksiądz pomachał nam na poŜegnanie i tyleśmy go widzieli. iŜ Irlandia nie jest częścią Anglii. Typowa tradycyjna mała ferma. ceglanych stodół. wszedł na tylny stopień traktora i trzymał się go mocno rękami. Potem obrócił się do mnie i wskazał na migi. Istnieją zmagania. rozklekotanym traktorze. W pewnym momencie wieśniak uniósł rękę i powiedział: . Ŝebym wyjął z samochodu walizkę.Irlandais? . potem pokonał jeszcze jedno wzgórze i skręcił w podwórze fermy. słychać było. Widniał na niej napis Garage. Silnik traktora robił straszliwy hałas. Postawiłem walizkę na podłodze. a opodal wznosiła się góra kompostu. ośrodka Ŝycia rodzinnego. Ręczna pompa przy kamiennym zlewie świadczyła. Skinęła głową. Ale posuwał się naprzód i zatrzymał się tuŜ przed naszym samochodem. Podczas gdy rozmawiał z kobietą. na której buszowało stadko brunatnych kur. Była tam obora dla krów i stajnia dla koni i wołów. jak wali w drzewo. Ŝe nieobecny w tej chwili mechanik zajmie się naprawą naszego wozu. Mimo zapadającego zmroku zauwaŜyłem. Ktoś widać robił zapas paliwa na zimę. Nastąpiła ponownie szybka wymiana zdań między księdzem i chłopem. Nasza gospodyni okazała się kobietą pełną uroku. Traktor ruszył i wyjechał z podwórza na drogę. . być moŜe. Kobieta zaprosiła nas do wnętrza domu. zanim zamilkł. wyjechał chłop na starym.Forsyth Opowiadania. Domyśliliśmy się. o co chodzi. ale my zaprowadzeni zostaliśmy do kuchni.Irlande? Kiwałem głową coraz energiczniej i coraz szerzej uśmiechałem się. ja rozejrzałem się po fermie. które zdawało się pokryte mieszaniną kurzu i krowiego łajna. Nie było to ani miejsce. Stodoła była zamknięta. w niej stół i dwa zniszczone fotele przy kominku. Do naszych uszu dochodził rytmiczny odgłos uderzeń siekiery. siwe włosy zebrane Strona 100 . Ŝebyśmy wsiedli do samochodu. w niemałej mierze za przyczyną poświęceń ojca i wuja Bernadette. Zadowolony chłop powrócił do traktora. Chłop zbliŜył się do drzwi i zastukał. .Nic mi to nie mówiło. Ŝeby wytłumaczyć dobremu ojcu. Ŝe była podobna do wielu innych. Partie d'Angleterre? . ja z walizką w ręku. który wyglądał na jeszcze jedną stodołę. Pokazał nam. Ŝe chce mi się spać. a potem trzask rozszczepiających się polan. Zrobiliśmy to oboje. 165 Nasz milczący kierowca pojechał na drugi koniec wioski najpierw przez mostek na strumieniu. dając mu do zrozumienia. Po chwili otworzyły się drzwi i w świetle parafinowej lampy ukazała się niemłoda kobieta niskiego wzrostu. Małe gospodarstwo rolne. przyłoŜyłem dłoń do policzka i pochyliłem głowę. hall czy jak to nazwać. Zatrzymał się pod domem i kazał nam zeskoczyć na ziemię. a ksiądz dał nam do zrozumienia.Kiwnąłem głową i uśmiechnąłem się .

ale nie przywitał się. Ŝeby go powitać. Ŝe moŜna by je umyć.powiedziała Bernadette. Gospodarz przybył na kolację. Była poŜywna i stanowiła główne danie. Nalałem Bernadette gęstej. Madame Preece usiadła na swoim krześle. Zrozumieliśmy. a Ŝona podała mu natychmiast pełną po brzegi miskę zupy. parującej zupy jarzynowej. potem ktoś wylał ją na podwórko. Siwe włosy miał krótko ostrzyŜone. znów rzuciła ciepły uśmiech w naszą stronę i skinęła swoją ptasią główką. a tak nam smakowała. Wstałem. Nagle odgłosy rąbanego drzewa ustały i w kilka sekund później otworzyły się kuchenne drzwi. Po chwili zaprosiła nas do stołu i połoŜyła przed nami porcelanowe miski. gdzie obok drewnianej szopy stał wśród chwastów wóz. Widocznie takie tu były zwyczaje. co niestety nie dotyczyło mnie. servez vous . typowo celtycką karnację. . Przedstawiła się nam jako madame Preece. Ŝe mogą być. z którego wystawała metalowa chochla. spracowane ręce i długa szara suknia z białym fartuchem. wbrew ponurym przewidywaniom. Z garnka wydobywał się kuszący zapach i wzbudzał we mnie szalony apetyt. Pani Preece zaprosiła nas gestem do zajęcia zniszczonych foteli i zaczęła się krzątać przy kuchennej sczerniałej Ŝeliwnej tafli w drugim końcu izby. Usiadł bez słowa na swoim miejscu. Ŝe jej teŜ naleję. Od szopy ciągnęło się krótkie ogrodzenie wysokości około dwóch metrów. w której pływało mnóstwo ziemniaków. Powitała nas wesołym. Farmer był tak wielki. robiły jej się od tego na całym ciele wielkie bąble. uszy maleńkie jak guziczki. Wreszcie postawiła na środku stołu duŜy garnek. Pani Preece przyglądała się nam. Ŝe głową sięgał niemal sufitu.co niebawem okazało się słuszne człowieka o wielkiej sile połączonej z ograniczoną inteligencją. W dziesięć minut później Bernadette wróciła z góry. Kobiety udały się wraz z walizką na górę. która zrozumiała. i poprosiła. Ŝe zjedliśmy aŜ po trzy porcje. Poruszał się powoli. Okno wychodziło na tylne. Usiadłem więc i zabrałem się z powrotem do jedzenia. Mimo Ŝe nie rozumiała słów Bernadette. Patrzył na nas. gdzie moŜna przenocować.powtarzała. Umyła się w porcelanowej miednicy zimną wodą z kamiennego dzbana. Ŝe znaleźliśmy miejsce. Ŝe jest zadowolona. Uniosłem brwi.Forsyth Opowiadania. . Ŝebyśmy się obsłuŜyli. Mówiła coś do siebie niemal bez przerwy. podczas gdy madame wyjaśniała mu powód naszej obecności. uśmiechała się i kiwała głową. po czym rozlegał się trzask rozłupywanego polana.Servez vous. szczebiotliwym śmiechem. toteŜ napełnialiśmy miski po brzegi i wsuwaliśmy ochoczo jej zupę.Ŝe nie ma tam pcheł. monsieur. smakowite bagietki. Ręce miał wybrudzone ziemią i prawdopodobnie innymi substancjami.txt w kok na karku. Pani Preece skinęła na Bernadette. Robił wraŜenie . a my wymieniliśmy nasze nazwiska.Mam nadzieję . jak wieśniak wcina pełnymi łyŜkami i zagryza wielkimi kęsami chleba. Podszedłem do okna. Ŝe będzie mogła obejrzeć nasz pokój i umyć się. jakie trapiły nas jeszcze godzinę temu na wzgórzu. Zaproponowałem pani Preece. znikało. . Nie wykazał jednak najmniejszego zainteresowania dwiema obcymi osobami przy swoim stole. 167 Wyglądał na mniej więcej sześćdziesiąt lat. ale nie wpadło mu nawet do głowy. ale byliśmy szczęśliwi. łyŜki i długie. My jedliśmy dalej. oczy niebieskie. białą. ale odmówiła. przez które wpływało do kuchni ciepło wieczoru. Ja obawiałem się jednak. które na próŜno usiłowała wymówić. Kątem oka widziałem. Miała delikatną.dodała Bernadette z wesołym uśmiechem . które bez ceremonii odrywa Strona 101 . wnioskowała z tonu jej głosu. Plusk tej wody dochodził mnie przez chwilę z okna na pierwszym piętrze. Moja Ŝona była bardzo uczulona na ukąszenia pcheł i komarów. odświeŜona.To sympatyczny mały pokoik . Ŝe rozmowa z nią będzie musiała się ograniczyć do uśmiechów i kiwania głową. Nad nim ukazywało się od czasu do czasu ostrze siekiery. 166 porośnięte chwastami podwórko.

jaką mogłoby to zrobić w naszym budŜecie. Bernadette i ja próbowaliśmy rozmawiać ze sobą.Jakieś sześćdziesiąt kilometrów. będę musiał pojechać do najbliŜszego miasteczka po części zapasowe albo wezwać pogotowie drogowe. Próbowałem sobie przypomnieć jego nazwę. Z początku myślałem. nim się odezwał. MoŜe nie było powodu. bo mapa została w samochodzie. . był mało rozgarnięty. Upłynęło trochę czasu. ale tak wymawiali je Francuzi. długie przerwy.zapytała mnie Bernadette pomiędzy dwoma łykami zupy. co trwało czasem kilka sekund.powiedziałem.Daleko to? . . Po prostu miał spóźniony zapłon.Czterdzieści cztery. był zwykłym szeregowcem w walijskim pułku. Ŝe to coś powaŜniejszego. Po długotrwałej ciszy otrzymałem krótką odpowiedź: . Słyszał całkiem dobrze. ale podnieśliśmy głowy i spojrzeliśmy po sobie ogromnie zdziwieni. słowo za słowem.Przepraszam pana? .Mam nadzieję. opowiadając tę historię. Ŝe jest bardzo ostroŜny i chytry i Ŝe myśli o tym.txt od bochenka. jakby chciała powiedzieć: O.Jak nazywa się najbliŜsze miasteczko? . Ŝeby zadawać sobie trud prowadzenia tak wyczerpującej rozmowy. na które nie zwracał najmniejszej uwagi.Pan zna angielski? . i wiele łyŜek zupy i kawałków chleba zniknęło w jego ustach.Czterdzieści cztery. Ale w tym takŜe się myliłem. tak! Mój mąŜ to wielki talent lingwistyczny. Uśmiechnęła się wesoło. ale ciekaw byłem. jaka wywiązała się między nami w ciągu następnych dwóch godzin. Trwało całą minutę. Za to ja spojrzałem przez stół na madame Preece. Bernadette i ja odłoŜyliśmy łyŜki. Ŝe farmer źle słyszy. zanim skinął potakująco głową. Oboje byliśmy nachyleni nad stołem. Wzdrygnąłem się na myśl o wyrwie.JeŜeli okaŜe się. w czasie pierwszej wojny światowej. Ŝe gdybym. znalazł się Walijczyk. Strona 102 . Nie mieliśmy sobie nic więcej do powiedzenia. . Rzuciłem okiem na madame Preece. ułoŜyła się nam jego historia i oczarowała i mnie. Ciągle wcinał zupę i chleb. a potem nagle odezwał się głos znikąd. Ŝe ona rzuca mu od czasu do czasu tkliwe i jakby pobłaŜliwe spojrzenia. i Bernadette. . tylko Price.zapytałem znowu. Pochodził z Rhondda Valley w Południowej Walii. Evan Price. Kilometrów. zastanawiał się nad jego znaczeniem. . Ale myliłem się. a czasem całą minutę. czytelnik umarłby z nudów.Walii . Bernadette wskazała dyskretnym ruchem głowy na farmera. Nie zareagował. jak to się stało. więc znowu zapadło milczenie. Chodziło nam raczej o przerwanie milczenia niŜ o wymianę zdań. Ŝe gdy usłyszał pytanie. Po dobrych dwudziestu sekundach powiedział całkiem wyraźnie po angielsku: 168 . Czterdzieści cztery. i dopiero później wypowiadał ją. podobnie jak szachista zastanawia się nad kaŜdym ruchem. Nawet na nas nie spojrzał. . Do Bergerac. Ale w rzeczywistości rozmowa trwała wieki. Przed czterdziestu laty. Ŝe samochód zostanie z rana naprawiony powiedziałem. ale zauwaŜyłem.Chyba Bergerac . jakie wraŜenie zrobią jego słowa na słuchaczach. Potem uznałem. . w samym sercu francuskiej prowincji. Bardzo powoli. Nazwisko jego nie brzmiało Preece.powiedziałem. Muszę wyjaśnić.Czy pan się urodził w Anglii? .zwróciłem się do farmera. Jego procesy myślowe były tak powolne. Ŝe tu. Pomiędzy męŜem a Ŝoną nie toczyła się Ŝadna rozmowa. poniewaŜ pomiędzy moimi pytaniami a jego odpowiedziami zalegały nie kończące się. Uśmiechnęła się z zadowoleniem i jadła dalej. nie przyśpieszał nieco dialogu.powiedział i wepchnął do ust kawał chleba. i to po angielsku: .Forsyth Opowiadania. zanim je wypowie. obmyślał odpowiedź. .

Do końca słuŜby pozostał szeregowcem. kiedy cudzoziemcy. Prawdopodobnie powinienem był dać spokój dalszym indagacjom. Dublińczycy są raczej dumni ze swojego miasta. Pobrali się i pojechali na małą fermę 169 w departamencie Dordogne.Nie. nawet jak na owe czasy. Urodził się w 1897 roku w Rhondda Valley jako syn bardzo ubogich rodziców.powiedziała. Price chrząknął i skinął głową. Spojrzeliśmy na siebie z Bernadette. a do Flandrii wysłano go dopiero w 1917. Przedtem był w garnizonie armii brytyjskiej w Irlandii. Price nie okazał najmniejszego zainteresowania jej reakcją. naleŜącą do. jak wyglądała w 1918 roku. Czy podobał się panu Dublin? . Bernadette takŜe wzruszyło opowiadanie o młodej francuskiej pielęgniarce. Po śmierci rodziców jego Ŝona. .Nie. Ŝe to nuda ówczesnego Ŝycia zohydziła mu Dublin. co z głodu. Został cięŜko ranny i od tygodni leŜał w szpitalu brytyjskiej armii. Price nie wstąpił do wojska w 1917 roku. Mijały sekundy. braku odzieŜy i mieszkania. Ŝeby móc się z nimi ewakuować. jako jedynaczka. przebywał w obozie ćwiczebnym i w składach wojskowych w Walii. Lubimy. zakochanej w bezradnym. Powinienem się był tego domyślić. Zamilkł. która wkrótce zakochała się w pacjencie.rodziców panny młodej. Miał trudne i ponure Ŝycie. . W 1914 roku wstąpił do wojska nie tyle z patriotyzmu. Stosunek Bernadette do farmera ochłódł nieco. ruchliwa jak wróbel.txt Wziął udział w drugiej wielkiej bitwie nad Marną. słuŜba wartownicza w mroźne noce i obchody Strona 103 . . . Ale moja przeszłość dziennikarska zmusiła mnie do stawiania dalszych pytań. Price nigdy juŜ nie powrócił do Walii. odziedziczyła fermę.Ach tak! My właśnie pochodzimy z Dublina.Czy był pan kiedyś w Irlandii? . Dotknęła ramienia Price'a. kiedy inni pojechali juŜ do Flandrii. ciemnooka.Gdzie pan stacjonował? .Jesteśmy z Irlandii . . niski. Przez dwanaście miesięcy. . a nawet Ŝołnierze angielscy.Przykro mi. w której znajdowaliśmy się w tej chwili. . . ucieszeni tą miłą niespodzianką. prostodusznym. doceniają jego uroki. butów.. Przypuszczam.W Dublinie.zapytała go Bernadette.Co pan tam robił? .. Ŝywa i sprawna. Gdy wojska brytyjskie opuściły kontynent. był zbyt chory. Przebieg kariery byłego szeregowca Price'a został opisany przez niego 170 bardzo. chwytając od czasu do czasu znajome słowo i uśmiechając się słodko. a Ŝona nalewała mu trzecią porcję zupy.Długo pan tam przebywał? . Ciasne pomieszczenia w baraku.powiedziałem.Dwa lata.Co za piękna historia. ciągłe słanie łóŜka. . kiedy ogłoszono zawieszenie broni. Madame Preece przysłuchiwała się tej przydługiej rozmowie. bezduszne czyszczenie munduru. . do 1917. Usiłowałem wyobrazić sobie.zainteresowała się Bernadette. Ŝołd i nie kończące się. guzików. przeniesiono go więc do francuskiego szpitala. panie Price .Pracował pan tam? .W wojsku . . Zrobił to wcześniej.1915.Forsyth Opowiadania. która poprzedziła koniec wojny. leŜącym w szpitalu we Flandrii. Była na pewno szczupła.Kiedy to było? . Tam opiekowała się nim młoda pielęgniarka. ale to bardzo powoli. . NaleŜała do fanatycznie republikańskiej rodziny. Pod koniec 1915 roku przeniesiono go do oddziałów garnizonowych w Irlandii i zakwaterowano w zimnych barakach przy Islandbridge na południowym brzegu rzeki Liffey w Dublinie. wielkim dzieciaku.odpowiedział po nieskończenie długiej chwili.

czyszczenie karabinu i sute śniadanie. Ŝe nie śpi.. A rozrywki?. nacelować broń na białą łatę naszytą w miejscu. brać go na muszkę.A co takiego? .W 1916. . co czuje człowiek. W końcu powiedział: . Dzięki Bogu. i jej dziwny mąŜ nie zmienili wyrazu twarzy.. Price próbował wydobyć z pamięci to zdarzenie. Bernadette siedziała bez ruchu. Bernadette odłoŜyła łyŜkę i zesztywniała. Ŝe nigdy nie zaznałem i nie zaznam takich przeŜyć. . na kredowobiałą twarz.Niech pan sobie przypomni. Naprawdę powinienem był dać spokój temu człowiekowi. zamknięty w sobie człowiek potrafił się w ogóle z czegokolwiek cieszyć albo smucić? . Czy wieszano ich. Ŝe pewnie kłamie.zapytałem. ale nie chciało mi się paprać z naftową lampą. Ale czy ten powolny.. na rozkaz nacisnąć spust. Wychyliłem się naprzód i dotknąłem jego ramienia. na spazm podrygującego ciała. Ŝe w owych czasach odbywały się w Irlandii liczne egzekucje. Rozebrałem się przy wpadającym przez okno świetle księŜyca i połoŜyłem do łóŜka. Chyba na wiosnę. Nie było w nich obłudy. O owej pogodnej wiośnie w 1916 roku. Pozostawiłem pana Price'a w fotelu przy kominku. Naprawdę próbował.powiedział. kiedy w wielkanocną niedzielę grupa ludzi. Nasz pokój tonął w ciemności.Proszę sobie przypomnieć. .zapytałem go. Myśleliśmy o setkach Ŝołnierzy.. Kim był człowiek. Pan Price podniósł na mnie swoje przezroczyste niebieskie oczy i pokręcił głową. do którego pan strzelał? Ale to było dla niego za trudne. znudzony do niemoŜliwości.Tylko raz . Rzuciła sztuczny. A potem powrót do baraku.nalegałem. słyszeć huk. Wiedziałem teŜ.Egzekucja . Wreszcie potrząsnął głową. Podniósł na mnie oczy. O tym samym co ja. W Mountjoy wieszano pospolitych morderców.Czy był pan członkiem plutonu egzekucyjnego? 171 Jak zwykle namyślał się przez dłuŜszy czas.Idę do łóŜka .odpowiedział. Ale robili to przecieŜ kaci. Proszę próbować.powiedziała do mnie . patrzeć na spętaną postać. mierzyć z karabinu do ludzkiej istoty. .To tak dawno . . Powiało chłodem. oddana niepopularnej jeszcze podówczas idei Irlandii niezaleŜnej od Anglii. On po prostu zapomniał. . Bernadette leŜała bez ruchu. ale wiedziałem. Wyczuwało się jego wysiłek. która nie rozumiała ani słowa. . . kiedy kaŜe mu się wziąć udział w egzekucji.przyjdź niedługo. Naprawdę próbował. potem skinął głową. uderzyła na budynek poczty i wiele innych publicznych gmachów. głównie za morderstwa czy gwałty.odpowiedział. Piwo w kantynie i tyle. Nie palił. Czy potrzebowano do tego Ŝołnierzy? Zgodnie z regulaminem wojskowym sądy polowe skazywały równieŜ Ŝołnierzy na śmierć. Po prostu zastanawiał się nad uczciwą odpowiedzią. kiedy to było . Poszedłem na górę po dwudziestu minutach.Czy przydarzyło się tam panu coś ciekawego? . czy teŜ rozstrzeliwano? Tego nie wiedziałem. Robił wraŜenie zadowolonego.txt placówek w strumieniach wiecznie padającego deszczu. -. Tylko madame. gdzie znajduje się serce Ŝywego człowieka. nie czytał. których sprowadzono do rozStrona 104 . uprzejmy uśmiech w stronę madame. Bernadette wstała. Kontakty z katolicką ludnością prawie Ŝadne. nie przestając zajadać zupy.odparł. przywiązanej do słupka odległego o dwadzieścia metrów. Wpatrywał się w płomienie..Czy pamięta pan.. Orientowałem się.Bardzo dawno . ale to była prawda. kiedy po dwóch latach został przeniesiony. czuć odrzut karabinu na ramieniu. niewiele tego było za Ŝołnierski grosz. o czym myśli. Pomyślałem. Musiał się cieszyć. kiedy to było? .Forsyth Opowiadania. Zastanawiałem się. ale nie mógł sobie nic przypomnieć.

Myślałem. Była zatopiona w myślach. Kara śmierci obejmowała róŜne przestępstwa. Poza tym toczyła się wojna. Tego dzisiaj. bo słońce zaraz po wschodzie świeciło prosto w nasze okno. mógłby obudzić nieboszczyka. Te myśli o chłodnych majowych porankach tuŜ przed świtem. Powtórzył je kilka razy. I na tym by się moŜe skończyło. Mechanik tłumaczył mi coś z szaloną swadą. Price powiedział "na wiosnę". MacDonough i Padraig Pearse. gdyby nie głupia i szaleńcza decyzja władz brytyjskich: stracenia szesnastu przywódców powstania. którą ściągnięto i zastąpiono brytyjską.txt pędzenia powstańców ogniem karabinowym i artyleryjskim. Ogoliłem się jak mogłem. zielono-pomarańczowo-białej fladze. Bernadette poruszyła się. który nie Ŝył juŜ. Przyda się wyschniętej ziemi. To wszystko nonsens. Miednicę opróŜniliśmy przez okno na 173 podwórko. dublińczycy. W tych wielkich wydarzeniach nie było dla durnego szeregowca roli do odegrania. Obudziliśmy się wcześnie. bo to nie jest przydatny. Umyliśmy się. wreszcie o powstańcach. był właścicielem garaŜu. kiedy podkute buty Ŝołnierzy z plutonów egzekucyjnych waliły w bruk w drodze z koszar do więzienia.. co w tamtych czasach. nie uczy się w szkołach. Na upstrzonym krowim łajnem frontowym podwórku stał mój tryumf i człowiek. ale fakty są takie: kiedy skutych łańcuchami powstańców prowadzono do dublińskich doków. o zabitych i umierających. Ubraliśmy się we wczorajszą odzieŜ i zeszliśmy na dół. który przed sądem polowym mówił wyłącznie po irlandzku. Myśleliśmy o dymie i huku. Ŝe zapiszę się na kurs podstaw mechaniki. i wysoko uniósł głowę. Potem wręczył mi klucze i Ŝyczył dobrej drogi. który nie odzywał się* po angielsku do straŜników więziennych. który nudził się w baraku. Rozliczyłem się z madame Price. O dziwnej trójkolorowej. przeklinali ich i obrzucali odpadkami za to. pokonanych i bezsilnych. o ruinach i zgliszczach. Starszy. O Ŝołnierzach. Wiosna 1916 roku przyniosła wielkie wydarzenia małemu narodowi. jakby usuwał z rurki brud. który. carburateur. o co mu chodzi. czekających cierpliwie na przyprowadzenie więźniów pod stojący pod murem słupek. skąd wywoŜeni byli za morze do liverpoolskich więzień. Zrozumiałem. odpowiadało mniej więcej jednemu funtowi. Ledwo skończyłem pić kawę. Postanowiłem przestać myśleć i zasnąłem. madame Price przywołała mnie ruchem ręki przed dom. Przysiągłem sobie.Forsyth Opowiadania. Tak wtedy było. Clarke. wywieszonej na szczycie budynku. PrzecieŜ rozstrzeliwano z wyroku sądu polowego takŜe gwałcicieli. ZaŜądał tysiąca franków. Madame Price postawiła przed nami kubki pełne gorącej kawy z mlekiem i chleb z masłem. Nie było wśród nich szeregowca Price'a. Wiosna to długi okres. a hałas. rabusiów. kiedy się urodziła.. patrząc prosto w lufy karabinów. w której ginęło tylu ludzi. dając jej drugi tysiąc franków (wtedy podróŜowało się naprawdę tanio!) i przywołałem Bernadette. jak się okazało. gdyŜ wspomniałby na pewno o tym wydarzeniu. Działo się to między 3 a 12 maja w więzieniu Kilmainham. I na pewno myślała o swoim wuju. O'Connel. ale nie było go widać. oczywiście. Po dwóch latach partyzantki uzyskano niepodległość. po czym dmuchnął. uwielbiany brat jej ojca. jaki robiło ptactwo domowe. Strona 105 . w wyborach 1918 roku partia niepodległościowa zdobyła zaufanie całego niemal kraju. Na pewno. zanim de Gaulle wynalazł nowe franki. Chrząknąłem. W ciągu roku nastąpiła całkowita zmiana nastrojów. a wśród nich większość katolickiej biedoty. Ŝe pan Price pomoŜe mi porozumieć się z tym człowiekiem. Zjedliśmy wszystko z apetytem. Ŝe tyle nieszczęść sprowadzili na głowy mieszkańców miasta. I o innych. o Irland172 czykach i Anglikach. zirytowany własną głupotą. uŜywając wody z dzbanka. oficjalny mit. właśnie Pearse. ale rozumiałem tylko jedno słowo. Farmera ani śladu. których w końcu wyprowadzono z poczty. morderców i dezerterów w armii brytyjskiej. gdy słońce ukazało się na horyzoncie. Znałem je.

Wyobraźnia podsuwała mi obraz wielkiego niezdarnego chłopca z Rhondda Valley. Ŝe jest to jeden z najgorszych momentów w Ŝyciu lekarza. w koszarach Islandbridge. cierpiał bardziej niŜ oni.oświadczył trzymając rękę na teczce z kliszami rentgena i wynikami badań laboratoryjnych. by następnie realizować go konsekwentnie.Timothy. A dziesięć sekund temu. Zatrzymał nas w ostatniej chwili.Przypomniałem sobie . niezdolni do Ŝadnej reakcji. obrócił i poszedł do swoich polan drewna. Szczycił się tym. Wobec przyjaciół był szczególnie taktowny i delikatny. Ŝe tym ucieszy rodziców. który podchodził do Ŝyciowych problemów spokojnie i rozwaŜnie.Przypomniałem sobie! Nic nie rozumiałem. Struchleliśmy oboje.Przypomniałem sobie! . Patrzyliśmy w milczeniu.krzyknął. Krzyki i to machanie siekierą miały zwrócić naszą uwagę i zatrzymać nas. kwatermistrz podaje karabin i jeden ostry nabój. DOKŁADNY CZŁOWIEK Timothy Hanson był człowiekiem.powiedziałem. Gdy trzeba im było zakomunikować coś przykrego. Zobaczyłem pana Price'a. Ŝe zamierza nas zaatakować. Hanson dał do zrozumienia. w samym sercu lekarskiej dzielnicy Londynu. przyszła mu wreszcie do głowy. ja i Bernadette.gdy osiągnął wiek średni . Lekarz osobisty.powtórzył . Bernadette patrzyła nie widzącymi oczyma przez szybę samochodu.kim był człowiek. W ten rześki kwietniowy poranek.Nie.txt Załadowaliśmy walizkę i wsiedliśmy do wozu.To nie potwór tylko człowiek. i kiedy czarne. " WjeŜdŜałem właśnie na drogę. Twarz mu się wydłuŜyła. Wyprostował się. Ta wojna poprowadziła naród na drogę do niepodległości. Ramiona mu opadły. . Silnik zapalił z miejsca. przyjaciel zajmujący się jego zdrowiem od lat. która dla niego nie 174 miała Ŝadnego znaczenia. za szopę. . po zastosowaniu której wybierał najkorzystniejszy wariant. Strona 106 . Była blada jak ściana i zaciskała usta. a my nie okazywaliśmy Ŝadnej wdzięczności! Wziął sobie do serca moje pytanie i całą noc wysilał nieszczęsny mózg. gdyŜ w pierwszej chwili pomyślałem. machając wielką siekierą jak patykiem. połyskujące drzwi zamknęły się za nim obojętnie. Nazywał się Pearse. Bernadette poruszyła się wreszcie i powiedziała: . który spełnił cudzy rozkaz i swoją powinność. To był poeta. wykazując pełne zainteresowanie i troskę. . który jednym strzałem rozniecił wojnę. Promieniał jak dziecko. mógłby porąbać nasz samochód na kawałki. kiedy zatrzymał mnie głośny okrzyk. CięŜko dysząc podbiegł do okna samochodu i wsunął swoją wielką głowę do środka. Ŝe wierzy przyjacielowi. Spojrzałem na podwórze: za płotem podnosiła się i opadała siekiera. . które dokonało czegoś nadzwyczajnego i wie.Co pan sobie przypomniał? . Gdyby chciał.spory majątek i godną pozazdroszczenia pozycję społeczną. który biegł ku nam przez podwórko. nawet wobec obcych pacjentów zachowywał się wzorowo. . Wierz mi. któremu przed laty. Ŝe jego twarz jaśniała zadowoleniem. którego wtedy zastrzeliłem. po szalonym wysiłku. kochanie . Po chwili rozległ się znowu odgłos ciosów siekiery. Ale natychmiast zobaczyłem. . Przeraziłem się.Forsyth Opowiadania. Tak bardzo chciał nam zrobić przyjemność. w całej mojej karierze tylko trzy razy zmuszony byłem powiedzieć pacjentowi coś takiego . Wiedziałem.Potwór. Cofnąłem samochód i przejechałem przez bramę. gdy stał na górnym stopniu schodków prowadzących do domu przy Devonshire Street. zastanawiał się nad swoim losem. Ŝe macha nią człowiek. Wcisnąłem sprzęgło i ruszyliśmy ku miasteczku Bergerac. Ŝe metoda zimnej analizy. przyniosła mu . Madame pomachała nam ręką po raz ostatni i zniknęła w głębi domu. a my patrzymy na niego obojętnie i nawet mu nie dziękujemy. Ŝeby wydobyć zeń informację.

zdjął kapelusz i połoŜył obok siebie. udawał. jeŜeli się siedzi w więzieniu.txt . iŜ podoba się starszemu panu. ..Do biura. ale stał przy rolls-roysie z aprobatą na twarzy. A będzie. Od Elephant and Castle domy stawały się coraz uboŜsze i bardziej zdewastowane. jest człowiekiem bardzo 177 12. ale to wcale nie. Była ładna. Teraz stał za progiem.Jeszcze pompuje. a następnie na most.. . . Było zimne i czyste. Richards wsunął się za kierownicę. ale rozumiesz. Hanson ścisnął ramię doktora i uśmiechnął się do niego przyjaźnie. rozmyślał.Gdybyś był innym człowiekiem.. Zdjął płaszcz. który doskonale prosperował i ogromnie ceniono go w sferach handlowych. które poŜerają jego wnętrzności. na Westminster Bridge Road.. Rzeczywiście serce miał w porządku. miała błyszczące oczy i lekko zarumienione od chłodu policzki. Minął juŜ dawno wytworną dzielnicę Marylebone. Richards odwaŜył się postawić następne pytanie: .Czysta robota zamoŜnym. Prowadził w City dom handlowy zajmujący się rzadkimi i cennymi monetami. PrzejeŜdŜali teraz przez dzielnicę będącą jak gdyby przejściem między centrum miasta z jego bogactwem Strona 107 .powiedział doktor. Ŝe nic nie zauwaŜył. to wcale nie wydaje się duŜo. Hanson wtulił się w siedzenie i patrzył na obicie dachu samochodu. wiem.Nie . Lekarz oświadczył mu. .. Spojrzał z górnego stopnia schodków na rząd wytwornych domów. Ich spojrzenia skrzyŜowały się. Ale istnieją anodyny.Forsyth Opowiadania. W ciągu nocy północno-wschodni wiatr oczyścił miasto. Hanson zszedł po stopniach domu na ulicę. Rolls przejechał juŜ rondo Elephant and Castle i jechał przez Old Kent Road. Ŝe pomimo koszmarnych podatków.. więcej nie było trzeba. Dziewczyna. To wystarczyło. o co mi chodzi. ale dowód. bogactwo sklepów Oxford Street i obydwie siedziby władzy. Uśmiechnęła się więc i poszła dalej. Silne i zdrowe. w pierwszej chwili zaskoczona. kusiłoby mnie. jedno po jednej. Whitehall i County Hall.JeŜeli jest cokolwiek. szofer. Oczywiście! Jak będzie z nim juŜ bardzo niedobrze. złoŜył go starannie. Hanson usiadł na tylnym siedzeniu. w których obecnie znajdowały się przewaŜnie biura doradców finansowych. Wciągnął haust świeŜego powietrza. W ciepłym wnętrzu samochodu zrelaksował się.Ale znam cię przecieŜ.odpowiedział Hanson.powiedział Hanson. Rolls minął posąg Erosa na Picadilly Circus i włączył się do ruchu na Haymarket. . zorientowała się. Ubrana biało recepcjonistka odprowadziła Hansona do drzwi 176 i otworzyła je. Uprzytomniał sobie. Lekarz odprowadził go do progu swojego gabinetu. Był teŜ jedynym właścicielem firmy i w ogóle nie miał wspólników ani akcjonariuszy.. JeŜeli jest cokolwiek. Szła w stronę Marylebone High Street. wprowadzonych przez nowy socjalistyczny rząd.. drugie po drugiej stronie rzeki. Rolls skręcił na południe w Great Portland Street i ruszył w kierunku rzeki. poza tym był właścicielem budynku. Ŝe ostatnie tygodnie będzie musiał spędzić w szpitalu. który to widział. nowe środki uśmierzające ból. Ŝe to brzmi banalnie. bardzo silne. Ŝe go nie zna i Ŝe nie było to pozdrowienie. sir? .. Wcale. nieco silniej kołysząc biodrami.Chyba nic złego z sercem. Hanson uśmiechnął się do niej odruchowo i skłonił siwą głowę. albo leŜy w szpitalu z połamanymi nogami.zapytał. Ŝeby cię okłamać . Nie zamierzał jednak rozmawiać z szoferem na temat złośliwych tkanek. zamoŜnych adwokatów i gabinety przyjęć prywatnych lekarzy. Richards.Do Kentu . Sześć miesięcy to całe wieki.. Młoda kobieta w pantoflach na wysokich obcasach minęła go energicznym krokiem. Limuzyna skręciła w lewo. panie Hanson? . Richards otworzył drzwiczki wozu. Hanson podziękował mu za komplement i szczerość. Hanson patrzył poprzez Tamizę na zbliŜający się coraz bardziej gmach County Hall. w którym mieściło się jego przedsiębiorstwo. Ale jeŜeli jest to cała reszta Ŝycia.

Richards prawdopodobnie widział w lusterku. starszego partnera adwokackiej firmy Pond i Gogarty. Ona była jedynaczką. i był z nimi wszystkimi na ty. kiedy nie chciało mu się jechać do Kentu. Wparty w poduszki samochodu. księgowym i lekarzem. Wzburzona młoda zakonnica pociągnęła go za ramię. takŜe przyłoŜył 178 prawy kciuk do nosa i takŜe pomachał palcami ręki. Zwlekał z tym od wielu lat. o pięciohektarowym parku wysadzanym dębami. Elastycznej podwiązki uŜywał zapewne jako procy. Zbierał te eksponaty przez wiele lat. ale bezdzietne. Urwis zrobił grymas. Z rozrzewnieniem myślał o pięknym domu w Kent. który będzie się domagał swojej doli.Czym mogę ci słuŜyć? . W przytulnej atmosferze domu robiło się lepsze interesy niŜ w hotelu." Jedna skarpetka opadła po kostkę. ale tak czy inaczej musi wreszcie napisać testament. Ŝeby go powitać.B. Przyjmował tam klientów zagranicznych. Poza tym jest przecieŜ jeszcze duŜe mieszkanie w dzielnicy Mayfair. którym w tej chwili jechał. Minęli North Downs i wjechali pomiędzy faliste wzgórza i doliny najpiękniejszej części Anglii. Co do tego nie miał wątpliwości. Z jego strony Ŝyła tylko jeszcze siostra. DuŜo o tym myśleli. Dwie szły na przodzie. Timothy Hanson. Stojący na jezdni chłopiec zamarł ze zdumienia. Raz. Hanson utrzymywał przyjacielskie stosunki z czterema najcenniejszymi doradcami: adwokatem. Spojrzenie jego spoczęło na dystyngowanej siwej głowie wpatrzonego weń starszego pana.powiedział sekretarz. Pomyślał nagle o ministrze skarbu. MoŜe powinni byli zaadoptować dziecko. ale tylko mrugnął jednym okiem. No. Wóz zatrzymał się przed przejściem dla pieszych.Pan Pond teraz prosi . minę zawadiacką i zadarty nos. I właśnie tu. nimi szeroka wstęga autostrady M-20. co się z tym wszystkim stanie. Timothy Hanson wstał i wszedł do gabinetu Martina Ponda. w tym pięknym wiejskim krajobrazie. jak się cieszę. Długi sznur -małych dzieci przekraczał jezdnię pod wodzą czterech sióstr zakonnych. Strona 108 . Okolicę tę nazwano Weald. leŜała posiadłość Timothy'ego Hansona. dokąd zdąŜał. Miał wreszcie portfel akcji i obligacji.Mój drogi Timothy. NiezaleŜnie od przedsiębiorstwa i dwóch nieruchomości Hanson posiadał kolekcję numizmatów. szefie finansów kraju. a powinna być ona niemała. bukami i lipami. Ŝe cię znów widzę! Jak wielu bogatych ludzi w średnim wieku. Miał okrągłą twarz. rodzice jej dawno umarli. co dotyczyło równieŜ jej wstrętnego męŜa i równie niemiłego syna. Richards wydał z siebie okrzyk rozdraŜnienia.txt i potęgą a ciszą i porządkiem panującymi na zamoŜnych przedmieściach.zapytał Pond. co jego pan wyprawia.Forsyth Opowiadania. Na rozczochranej czuprynie siedziała krzywo czapka z inicjałami "St. Rolls ruszył znowu w drogę do Kentu. Opuścił rękę i uśmiechnął się szeroko. Jakiś chłopczyk przystanął na samym środku jezdni i z nieukrywaną ciekawością przyglądał się rolls-royce'owi. nawet bardzo szczęśliwe. Sznur dzieci odmaszerował zwartym szykiem w kierunku duŜego szarego budynku odgrodzonego od drogi sztachetami. której szczerze nie lubił. Ich małŜeństwo było szczęśliwe. gdzieś w połowie Old Kent Road. przyłoŜył kciuk prawej ręki do nosa i wyzywająco pomachał pozostałymi palcami. gdzie od czasu do czasu spędzał noc. . . nie zmieniając wyrazu twarzy. . Panowie usiedli. pozostałe dwie zamykały pochód. Hanson pomyślał o zmarłej przed dziesięciu laty Ŝonie. Zastanawiał się. moŜe dwa razy w tygodniu. nie mówiąc juŜ o rachunkach w róŜnych bankach i o samochodzie. Na południe od Maidstone autostrada się urywała i kilka mil dalej. maklerem. Richards skręcił na południe między starannie uprawiane sady. w Harrietsham. Hanson znalazł się na autostradzie. Prawnik wstał zza biurka. gaje i ogrody. której kaŜda mila kosztowała milion. którego cena wynosiła pięćdziesiąt tysięcy funtów. Po dalszych trzydziestu minutach jazdy zniknęły ostatnie rudery przedmieścia i pojawiła się przed. a potem znowu patrzył prosto przed siebie.

Nie miej do mnie Ŝalu. mam nadzieję. Ŝadnych moŜliwości podwaŜenia go. .txt . ostatnia sprawa. Ŝe mnie przeŜyjesz. Ŝebym spisał testament. Do połowy września pracował tak samo intensywnie jak w poprzednich latach. Wiem. W kaŜdym Strona 109 . Ŝe wymawia mu na przeszło trzy miesiące z góry. abyś się podjął roli jego wykonawcy. . 179 Hanson sięgnął do teczki i wyjął grubą Ŝółtą kopertę z duŜą czerwoną pieczęcią.Mam równieŜ zamiar wyemigrować z Anglii . Czy zgadzasz się być wykonawcą mojego testamentu? Pond obracał w ręku grubą kopertę. abyś ze względu na róŜne moje sprawy powstrzymał się od wszelkich wzmianek na ten temat i w naszej wiosce.odparł słuŜący.oświadczył mu Hanson. i wobec wszystkich innych. Ŝe wolałbyś znać jego treść.Obawiam się .Chciałbym ci coś powiedzieć .Rozumiem.Oto on . .odpowiedział pośpiesznie Pond. ale nie dał tego po sobie poznać. Richards zdziwił się. drogi Martinie. będziesz musiał rozejrzeć się za inną posadą. . mój drogi. stary przyjacielu.powiedział .Tak. w przypadku tak duŜego majątku jak twój. w ciepłym klimacie.powiedział. Nie ma w nim Ŝadnych dwuznaczności.i spędzić stare lata w znacznie mniejszej rezydencji.Napiszę ci doskonałe świadectwo. . Ŝe to nie wszystko. W kaŜdym razie mamy czas. Ŝeby po jego śmierci jego sprawy ułoŜyły się tak. zaufaj mi. ale zwróciłem się tym razem do prowincjonalnej firmy. < 180 . Hanson zmierzał do tego. Hanson wziął z kominka grubą Ŝółtą kopertę i podał ją Richardsowi. .. 15 września wezwał do siebie Richardsa.JuŜ od pewnego czasu namawiasz mnie.. Wyglądasz wspaniale. Pond zwaŜył w ręku paczkę z wyrazem zakłopotania na swojej zwykle pogodnej twarzy.powiedział. Przypuszczał. Ŝe. Jak to jednak ładnie ze strony starego. Chciałbym jednak. . .odrzekł Hanson. . Ach więc tak.ciągnął dalej Hanson .Zaniedbałeś tę waŜną sprawę. W dziesięć minut później wyszedł na Gray's Inn Road.Nie ma o czym mówić. co szef ma mu do zakomunikowania. W testamencie zwracam się do ciebie. ale równieŜ o ładny domek. a jeszcze częściej do londyńskiego City.Forsyth Opowiadania. co mogłoby zakłócić spokój twojego sumienia.Tak . Podał ją przez stół zaskoczonemu prawnikowi.Ŝe jeŜeli przyszli mieszkańcy tego domu nie będą chcieli zatrzymać ciebie i pani Richards. . Nie wątpię. i to zarówno z punktu widzenia osobistej. pomyślał Richards. Niewielu jest ludzi. . Co wtedy będzie? Hanson uznał to za Ŝart.odpowiedział Pond.Oczywiście . Jest jeszcze jedna. Czy chcesz mi go dać na przechowanie? . Jestem przekonany. W sytuacji panującej obecnie na rynku pracy będzie się musiał szybko rozejrzeć za nową posadą. znalazł swojego pracodawcę w bibliotece. Miałem ku temu powody. Daję ci słowo honoru. . dlaczego nie ciebie prosiłem o przygotowanie testamentu..Testament jest spisany przez prawnika. Ŝe nie zawiera niczego. Zamierzam pod koniec roku wycofać się z interesów. NaleŜycie podpisany przeze mnie i świadków. Proszę cię. jak i zawodowej etyki. który był zarazem jego słuŜącym i obsługiwał go wraz z Ŝoną od dwunastu lat. Bo nie chodziło mu tylko o pracę.gdy umierają przedwcześnie . Majowe słońce juŜ nieźle przygrzewało. Ŝe zastanawiasz się.. . który był z nią związany.Masz moje słowo. . . którym .dane jest uporządkować swoje liczne i skomplikowane sprawy.Timothy.Nie obawiaj się o nic . jak sobie Ŝyczył. Przed nami wiele lat. sir . Kierowca. Jeździł kilka razy na kontynent. .Właśnie o to mi chodzi.Tak jest .

o co chodzi. Chodzi o kopertę. Uniósł brwi do góry. Poza tym chciałbym ułatwić ci nieco Ŝycie na najbliŜsze lata. I bardzo panu dziękuję. Miał dobrą pensję. Richards. Richards stracił panowanie nad sobą.Nie warto o tym mówić . Ŝeby mu przygotować śniadanie i sprzątnąć dom. i to do samego końca. Jako człowiek pedantyczny. Następnie zadzwonił do słuŜącego. nie wracać na coraz trudniejszy rynek pracy. Rozumiem. powiedzmy. śe nadszedł jego czas. . I wydawaj je ostroŜnie. w rodzinnej Walii. Mam nadzieję. Spędził dziesięć minut na pisaniu krótkiego listu do Richardsa. co sobie postanowił. do 1 listopada. Ŝe pani Richards przyjdzie dopiero za godzinę. udało mu się coś niecoś zaoszczędzić. zanim jeszcze słońce ukazało się na horyzoncie. 181 . . mocno ściskając strzelbę. Rankiem 1 października Timothy Hanson wyszedł ze swojej sypialni. Był w radosnym nastroju. zmęczoną i bardzo postarzałą. stopniowo traciły moc. ale schował w bezpiecznym miejscu.Musiałbyś zapłacić duŜy podatek od darowizny. wciąŜ trzymając w ręku grubą kopertę. nie chciałbym. UwaŜał bowiem. Wiedział. Kiedy skończył rozmowę.Forsyth Opowiadania. Te oszczędności łącznie z niespodziewanym prezentem od szefa pozwolą mu. na szafki. Krótko mówiąc.Dobrze.odezwał się Richards z głębokim przekonaniem. Ŝe zrobił juŜ wszystko. Tabletki. Ŝe te pieniądze pomogą wam przeŜyć najbliŜsze miesiące. które trzymał w zamkniętej szufladzie nocnego stolika. Ściskał w ręku kopertę.Dziękuję panu. W tej kopercie jest dziesięć tysięcy funtów w uŜywanych i niemoŜliwych do zidentyfikowania banknotach. sir . a jako Ŝe nie płacił za mieszkanie. Ŝeby zaraz po przeczytaniu zatelefonował do Martina Ponda. Chciałbym. -. Ból w dolnej części brzucha stawał się coraz silniejszy. i powiedział mu. Ŝebyś nie zaczął poszukiwań innej pracy. Te sprawy dotyczą dzisiaj wszystkich. w której znajdował się gruby plik banknotów. jak większość ludzi. Wiedział. Minionego lata upatrzyli sobie z Megan mały pensjonat w Porthcawl. sir. sir . który odebrał telefon zaspanym głosem. Richards przeszedł przez wysypane Ŝwirem podwórze i zabrał się do polerowania rolls-royce'a. z której odpiłował uprzednio dwudziestopięciocentymetrowy kawałek lufy. 182 Strona 110 . tak Ŝeby odcinał się od czarnego parkietu. otworzył szafę. Ŝe mebel ten naleŜy juŜ do kogoś innego. Sugeruję. Twarz miał szarą. naładował ją dwoma nabojami duŜego kalibru i wrócił do biblioteki.Dziękuję panu. poniewaŜ. . Bardzo by mi zaleŜało. Ty i pani Richards byliście lojalni i bardzo mi oddani przez ostatnie dwanaście lat. . wyjął z niej strzelbę. sir. co zarobiłem. PołoŜył ten list na podłodze pod drzwiami biblioteki. mam wręcz awersję do oddawania urzędowi podatkowemu znacznej części tego.Pozostała jeszcze jedna sprawa. Ŝeby nie budzić podejrzeń. . . zjawił się w bibliotece za pół godziny.Daję ci te pieniądze w gotówce. .powiedział Richards. nakrył ulubiony skórzany fotel grubym kocem. . Ŝebyś wiedział.txt razie dopóki nie będzie to konieczne.Byłbym ci wdzięczny. gdybym ci je dał czekiem. Ŝe to doceniam. Ŝebyś nie wpłacał ich do banku.przerwał mu Hanson.Rozumiem. Rozumiem. ale Ŝeby on. Ŝe nieubieganie się o inną posadę przez okres następnych sześciu tygodni moŜe spowodować pewne trudności. gdybyś pozostał równie lojalny wobec mnie po moim wyjeździe za granicę. takŜe w imieniu Ŝony. Zawsze doceniałem.Rozumiem to doskonale . Ŝe jego Ŝona nie musi dziś robić śniadania.wykrztusił z siebie. w którym przepraszał go za kłamstwo sprzed dwóch tygodni i prosił. PrzeŜył okropną noc. być moŜe. Ŝeby wiadomość o moim wyjeździe rozeszła się w najbliŜszym czasie. Po raz ostatni rzucił okiem na rzędy ulubionych ksiąŜek. Usiadł na fotelu.

gdzie zakończył Ŝycie.Cicho bądź. Po jego prawej ręce. który pozostawił w pokoju.Pokazałem ten list miejscowemu koronerowi. zawartego w liście mego zmarłego klienta. nie ja. .Słusznie . co czyniła zapewne bardzo często. o czym wiedział od kwietnia. poszukał palcem spustu. oraz trzystronicowy dokument. .odezwał się Armitage junior.odezwał się Armitage senior. To ułatwiło załatwienie takich formalności. pani Armitage. nie znam jej . Napisał to w liście do mnie.zapytał młodszy Armitage. Nazywał się Tarquin..powiedziała pani Armitage łagodnym tonem. Wszyscy troje spojrzeli po sobie ze zdziwieniem raczej niŜ Ŝalem. Martin Pond poprawił okulary i powiedział: .txt w których do niedawna trzymał wspaniałą kolekcję rzadkich monet.. Ma to nastąpić w obecności jedynych jego Ŝyjących krewnych.Biedaczysko .Po pierwsze. W liście tym wyjaśnił pewne rzeczy.Nie.Proponuję. . . . które naleŜy natychmiast wykonać. .Niekoniecznie . 183 Zmarły wyraził Ŝyczenie. Okazuje się.odparł Pond. Poza tym zarządził oficjalne odczytanie testamentu członkom rodziny i zabronił informowania jej drogą korespondencyjną. . Pond spojrzał na niego zimnym wzrokiem i nie zareagował. Zacisnęła usta. Naprzeciwko zajął miejsce ich syn.powiedziała pani Armitage ponurym głosem.No to jesteśmy tutaj wszyscy troje osobiście .MoŜe on sobie z nas zaŜartował. . które chciałbym państwu obecnie przekazać. Wyjął z niej drugą.A czy to nie pan spisywał ten testament? . siedziała pani Armitage. ale z premedytacją. Adwokat znał ją tylko ze słyszenia.odparł pan Pond. . ToteŜ powinienem otworzyć testament natychmiast po śmierci Timothy'ego..odparł pan Pond. siostra klienta i przyjaciela.Państwa obecność tutaj w dniu dzisiejszym wynika wyłącznie z Ŝądania. Minę miał znudzoną i wyniosłą. takŜe sporą.oświadczył Armitage junior. . Ja Timothy Hanson z. a to aby stwierdzić czy są tam jakieś instrukcje. rozprawa sądowa i zezwolenie na pogrzeb w ciągu dwóch tygodni. dwudziestokilkuletni męŜczyzna.odezwał się starszy pan Armitage.Pan Hanson zakazał natychmiastowego otwarcia swojego testamentu. jej męŜa i syna. Martin Pond wziął do ręki cienki nóŜ do papieru i starannie przeciął grubą kopertę. Tarquin . mniej więcej w połowie stołu.. .Jest to moja ostatnia wola i testament. Potem skierował lufę w pierś. . Obok usiadł jej mąŜ. nabrał powietrza w płuca i strzelił sobie prosto w serce. Był to młody. Ŝeby jego testament został otwarty dopiero po tych wszystkich formalnościach. Teraz interesował się raczej przesadnie zawartością dziurek swojego wielkiego nosa.odezwał się Armitage junior. Ŝe znajdował się w ostatnim stadium nieuleczalnej choroby nowotworowej. . . . Ŝebyśmy przystąpili do odczytania testamentu zasugerował Pond. OdłoŜył duŜą kopertę na biurko i zaczął czytać: . Timothy Hanson nie odebrał sobie Ŝycia w chwili zamroczenia umysłu. . a więc siostry. jak świadectwo zgonu.MoŜe byśmy tak otworzyli ten testament . .Nie zna pan więc jego treści? . Strona 111 . Oboje ubrani byli na czarno. . Ŝe zmarły Timothy Hanson uczynił mnie jedynym wykonawcą jego testamentu.W takim razie jesteśmy jedynymi spadkobiercami .Nie.Forsyth Opowiadania. Martin Pond zamknął drzwi sąsiadującego z jego gabinetem pokoju konferencyjnego i zajął miejsce u szczytu długiego stołu. na przykład dotyczące przygotowań do pogrzebu.Chciałbym na początku oświadczyć. zaklejony wzdłuŜ lewego marginesu cienką zieloną taśmą.Tak jest .zapytał znowu młody człowiek. Fakty w nim zawarte potwierdził osobisty lekarz zmarłego i sekcja zwłok. .

zaniepokoił się Armitage.W normalnym wypadku byłbym juŜ odwiedził biura pana Hansona.zapytał wreszcie starszy z nich.Nie potrafię w tej chwili na to odpowiedzieć. . zarówno to w City.W takim razie załatwiajmy pogrzeb jak najszybciej . Strona 112 . Pan Pond odłoŜył testament i znowu wziął w rękę nóŜ do papieru. w przekonaniu. czy prowadzone są we właściwym trybie. W związku z tym będę się mógł zająć tymi sprawami nazajutrz po pogrzebie. Pan Pond znowu spojrzał sponad okularów na rodzinę Armitage'ów. W pokoju zapanowało pełne napięcia milczenie. Niniejsze postanowienie uwarunkowane jest treścią punktu siódmego. Ŝeby w tym miejscu otworzył załączoną kopertę. tak Ŝeby spadkobiercy nie ponieśli Ŝadnych finansowych strat na skutek niedbalstwa.Proszę takŜe jedynego wykonawcę mojego testamentu. Ŝe jestem jedynym wykonawcą testamentu. Z rozciętej koperty wydobył pięć paczek dwudziestofuntowych banknotów. . który wygiął kąciki jej ust. . zapłacił naleŜne podatki i wykonał postanowienia niniejszej mojej ostatniej woli. Ŝe zniosła złote jajko.Nazajutrz po pogrzebie . . . . ...Jak pani sobie Ŝyczy.Mianuję wykonawcą mojej woli przyjaciela i dŜentelmena. Ŝeby zajął się administracją mojego majątku. . Armitage junior zaprzestał eksploracji wnętrza swoich dziurek od nosa i spoglądał na plik pieniędzy z obojętnością satyra patrzącego na dziewicę. Pani jest jego najbliŜszą krewną odrzekł Pond i czytał dalej: Poza tym zapisuję. zamrugał powiekami.W tym miejscu przerwał. jak i pozostałe. Armitage junior wydał z siebie cięŜkie westchnienie.powiedziała pani Armitage. poniewaŜ dopiero w tej chwili dowiedziałem się oficjalnie. JednakŜe nie mogłem tego zrobić. adwokata Martina Ponda z Pond i Gogarty. Proszę go.Jaka jest wartość jego majątku? .Czy mimo to nie powinien pan zrobić inspekcji? .. .. Pond spojrzał na nich z niesmakiem sponad okularów i czytał dalej: .. jakie mogą wyniknąć w związku z wykonywaniem mojej ostatniej woli. którego cierpliwość została wystawiona na cięŜką próbę.odparł Pond. polecam mu przekazać je na cel dobroczynny według jego wyboru. i Ŝyczę sobie. W pokoju panowała cisza.Forsyth Opowiadania. ale wątpię.zapytał Armitage senior.wtrąciła pani Armitage.przerwał Armitage senior. Obydwaj męŜczyźni z rodu Armitage'ów otworzyli usta i tak trwali. Pan Hanson miał doskonałych zastępców w swojej centrali w City i nie ulega wątpliwości. Martin Pond wrócił do odczytywania testamentu. po czym przełknął ślinę.txt . jakie były. .Wszystko to wiemy . jak człowiek. Ŝe w pełni ufał ich lojalności i umiejętnościom.Oświadczam. W wypadku gdyby po uiszczeniu 184 wyŜej wymienionych wydatków jakieś pieniądze pozostały. Ŝe będzie dzielić swój szczęśliwy los z miłym męŜem Normanem i uroczym synem Tarquinem. pokrycie jego honorarium oraz wszelkich naleŜności. .Czy na skutek tego stanu rzeczy wartość majątku moŜe się zmniejszyć? . Pani Armitage przyłoŜyła do oczu batystową chusteczkę nie tyle po to. która zorientowała się nagle. * . w której znajdzie kwotę przeznaczoną na zapłacenie wydatków związanych z moim pogrzebem.zapisuję mojej kochanej i kochającej siostrze całą resztę masy spadkowej. Ŝeby się upewnić. Ŝe testament ten spisany jest zgodnie z angielskim prawem i odwołuję wszystkie poprzednie testamenty i dyspozycje. aby w imię naszej długiej przyjaźni przystąpił do swojej funkcji nazajutrz po moim pogrzebie. Były nowiutkie i opasane brązową opaską z napisem: tysiąc funtów. . ile by ukryć mimowolny uśmiech. Obrzuciła spojrzeniem męŜa i syna.MoŜemy to opuścić . Ŝeby otrzeć 185 łzy. jakby miał trudności z odczytaniem tekstu. Miała przy tym minę podstarzałej kury..

ale nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie odparł pan Pond. Jednocześnie zlecam wykonawcy mojego testamentu. pchnęli moją trumnę do morza.. . Był bardzo zdziwiony postanowieniami i dziwactwami przyjaciela. na miłość boską? .To będzie znacznie kosztowniejsze niŜ normalny pogrzeb na cmentarzu.odparł pan Pond. tak kulturalnym i wymagającym. czyli siedemdziesiąt pięć procent. Ŝe biorąc pod uwagę obecne ceny rynkowe. .Przez całe Ŝycie z odrazą myślałem o tym.. . . pani Armitage.Pogrzeb w morzu! Nie wiedziałam. . Ŝe bardzo duŜo. Ale byli w końcu jedynymi spadkobiercami zmarłego przyjaciela. .zauwaŜył pan Pond suho. Pond zabrał się na powrót do czytania. Próbował sobie uświadomić. . Timothy.odezwał się Armitage junior.Jest jeszcze siódmy paragraf .To będzie kosztowało . Pomyślał o swoim przyjacielu Hansonie. .odparł. muszę zapytać panią oficjalnie.Proszę wziąć pod uwagę.CóŜ.wskazał na pieniądze.powiedziała pani Armitage. ToteŜ poleciłem skonstruowanie trumny wykładanej ołowiem. . człowieku tak pełnym humoru. W sumie.A teraz. konkretnie w odległości dwudziestu mil na południe od wybrzeŜa Devonu. Martin Pond podniósł wzrok. . Ŝeby któregoś dnia jakaś koparka czy inna maszyna wykopała mnie z ziemi.powiedział młodszy z Armitage'ów.Zdarza się bardzo rzadko. .spytał syn. PrzecieŜ prowadził pan wszystkie jego sprawy. . czy zgłasza pani obiekcje w stosunku do Ŝyczeń swojego zmarłego brata zawartych w paragrafie siódmym? . Pond rozłoŜył ręce. dlaczego. co to znaczy. Pond pomyślał o nie znanym mu adwokacie.Muszę pani przypomnieć. który spisywał testament. Dlaczego to zrobiłeś. .W takim razie pozostanie na czysto jeden milion? . wartość masy spadkowej powinna wynieść około dwóch i pół do trzech milionów funtów. W związku z tym polecam.Koszt pogrzebu nie obciąŜy spadku . .Jasny gwint! . którzy przez całe Ŝycie deklarowali swoje uczucia do mnie. .Musi pan to wiedzieć . .Przykro mi.Znałem nawet jeden taki przypadek. otrząsając się z marzeń o towarzyskich konsekwencjach swojego społecznego wyniesienia.ChociaŜby z grubsza. aby moja siostra i mój szwagier. Poza tym nie chciałbym.powiedział. Ŝeby w wypadku niespełnienia choćby jednego z moich Ŝyczeń lub teŜ jakichś przeszkód spowodowanych przez moich spadkobierców wszystkie poprzednie postanowienia uznał za niebyłe i niewaŜne i przekazał cały majątek skarbowi państwa.A więc.zainteresowała się pani Armitage. czy pani zgłasza jakieś zastrzeŜenie? .To idiotyzm . .Co tam jest? . by moje ciało zostało powierzone morzu.txt . . Ŝe będą mnie tam Ŝarły robaki. ale nie dał tego po sobie poznać.krzyknął Armitage senior. 186 W tej trumnie pragnę znaleźć wieczny spoczynek. A w ogóle.Wydaje mi się.A ile wyniesie podatek spadkowy? . . wyniesie około sześćdziesięciu pięciu procent.Obawiam się.Wydatki zostaną pokryte z tego . które leŜały na stole obok jego łokcia. to dlaczego nie kremacja? . Wreszcie proszę. Ŝe jest to bardzo przybliŜony szacunek. Ŝe to jest dozwolone.Forsyth Opowiadania.Przy tak wielkich sumach opodatkowania większa część spadku będzie podlegała największej skali. przypuszczam.Prawie wszystkie .No więc? Pond postanowił pójść na rękę tym ludziom.Ile? . . która znajduje się w tej chwili w domu pogrzebowym firmy Bennett i Gaines w mieście Ashford. Ŝe jeŜeli pani nie zgodzi się na jego Strona 113 . mimo Ŝe nie wydali mu się sympatyczni. sama nie wiem. . ale nie jest nielegalne . Ŝe pewnego dnia znajdę się pod ziemią. gdzie słuŜyłem niegdyś jako oficer w marynarce.

W Brixham furgonetka pojechała na nabrzeŜe. Byli to zahartowani Dewończycy o smagłych twarzach i rękach.Forsyth Opowiadania.Co to oznacza? . Kapitan przetoczył się przez pokład i podszedł do Ponda. postanowił pozostać w ciepłym wnętrzu miejskiego zajazdu.warknął jej mąŜ. Większość rybaków była ze sobą spokrewniona. mimo szarości jesiennego nieba. . . Przed wejściem na statek państwo Armitage dali dosadnie do zrozumienia. który uniósł ją z podwórza kentyjskiego przedsiębiorcy pogrzebowego i wsadził na tył otwartej tonowej furgonetki. Pani Armitage skinęła głową. tym lepiej . ale rzuciwszy jedno spojrzenie na morze. kiedy Drakę uczył się odróŜniać maszt od Ŝagla. Jej dobrze wywoskowane dębowe wieko i wypolerowane na wysoki połysk mosięŜne uchwyty połyskiwały jak w słońcu. . potomkowie .zapytał pan Pond. Martin Pond westchnął. Emerytowany kapelan królewskiej marynarki. KaŜda strona podpisana jest przez spadkodawcę i świadków. i wskazał palcem miejsce odległe o dwadzieścia mil od brzegu.Wszystko weźmie państwo .Bardzo dobrze .Pan go znał? .Tak jest . którego Pond znalazł za pośrednictwem departamentu wyznaniowego Admiralicji. kapitan zatrzymał Strona 114 .powiedziała pani Armitage chociaŜ uwaŜam. Uczyniono to za pomocą podnośnika.Nie mam Ŝadnych zastrzeŜeń . rybacy. Zresztą jego obecność w czasie morskiego pochówku nie była konieczna.To był ostatni paragraf testamentu. Kapitan odchrząknął. którego macierzystym portem był Brixham w hrabstwie Devon. zgodził się chętnie za hojne wynagrodzenie udzielić swojego błogosławieństwa zmarłemu i siedział teraz z Armitage'ami w małej kabinie trawlera w grubym płaszczu zakrywającym komŜę. po czym wskazał ręką na trumnę. Kiedy dojechali do miejsca przeznaczenia. . cały testament staje się niebyły i niewaŜny. Jego trzej właściciele.Głęboko tu . Przez całą drogę Armitage'owie narzekali. Wyciągnął z kieszeni mapę morską.powiedział jej mąŜ. gdzie dźwig trawlera przeniósł trumnę na pokład. jego brat i kuzyn. ale wolał to niŜ towarzyszyć tym ludziom w kabinie. . Myślę.dodał pan Pond. . . czy pani jako najbliŜszy członek rodziny upowaŜnia mnie do zajęcia się organizacją całej tej sprawy? . .powiedział i zatoczył się. Ŝe to wszystko jest zupełnie bezsensowne. Ŝe nie naleŜą do tej kategorii. podjęli się niezwykłego zadania upewniwszy się. O tej porze roku połowy w Kanale były marne. całych pokoleń rybaków. targany silnym wiatrem. Miał dość tego wszystkiego. Stała teraz w poprzek pomiędzy dwiema drewnianymi pokładnicami na szerokim tylnym pokładzie. Przebywanie na środku kanału La Manche w połowie października nie naleŜy do przyjemności. Zdecydował się na trawler. .Zaraz potem będzie moŜna uwierzytelnić testament i podjąć spadek.powiedział kapitan. Ŝe nie mamy juŜ nic więcej do omówienia. a ta ruszyła ku południowo-zachodniemu wybrzeŜu. Ŝe nie naruszają prawa i otrzymają zadowalającą zapłatę. którzy łowili w tych niespokojnych wodach od czasów. Pond skinął głową. Uniósł brwi. Cały tydzień zeszedł mu na załatwianiu formalności i wyborze statku. Tarquin Armitage towarzyszył rodzicom aŜ do Brixham. 187 Martin Pond wstał. .W takim razie.odpowiedział Pond. WaŜącą pół tony trumnę załadowano z samego rana na pokład.Będziemy tam za godzinę . Stał na tylnym pokładzie. Do widzenia.txt warunki. Za nią podąŜała czarna limuzyna. która zaczęła natychmiast łopotać na 188 wietrze. chyba Ŝe jest się entuzjastą morskich podróŜy. Załogę małego trawlera stanowili on. Podejmę właściwe kroki i porozumiem się z państwem co do miejsca i czasu pogrzebu.Im szybciej.

Pond zorientował się nagle. Pond dał znak marynarzom.txt trawler.. we własnym towarzystwie. Amen. i nigdy nie przypuszczał. a silnik na luzie. Pond znowu skinął głową. pozostawionym w pobliŜu przystani. druga sterczała na zewnątrz nad spienionym morzem. Jedna jej połowa przechylona była w stronę pokładu. Jego kuzyn ujął długą. szeroką na metr platformę z trzech desek umocnionych od spodu krzyŜakami i oparł ją o prawą burtę tak. Ale cóŜ. która nigdy nie będzie mogła. wolna i niezaleŜna. który był zadowolony. Wiatr się wzmagał. Karawaniarze czekali z limuzyną i Tarquinem Armitage. trzeba powiedzieć. Deska leŜała juŜ znów na pokładzie. Kapelan patrzył na niego pytającym wzrokiem. Silnik zaczął pracować. futrzanego kapelusza i wełnianego szala.Forsyth Opowiadania. Trumna była cięŜka. Sześć postaci rysujących się na tle zachmurzonego nieba. Stali w milczeniu na pokładzie. Pond spojrzał na kapitana stojącego przy sterze. Statek zakołysał się. Ŝe jest po wszystkim.zaŜądała ostro pani Armitage. Adwokat skierował wzrok na trumnę i na szalejące za nią wody oceanu. Głos silnika podniósł się o ton. MałŜeństwo Armitage'ów i kapelan pośpiesznie wracali do kabiny. . Otarła się szorstko o deski i zsunęła w dół. który podniósł rękę i wskazał kierunek. w połowie nad pokładem. testamentów i krewnych. Pond poŜegnał się z rodziną zmarłego. Brat kapitana uruchomił silnik podnośnika. nie zwaŜając na zimno i wilgoć. oczywiście. co sobie myślał o swoim zmarłym krewniaku.dostać się do środka. Ŝe przypominała huśtawkę. Norman Armitage takŜe zdjął kapelusz. nie jest to złe miejsce na wieczny odpoczynek. samowystarczalna w swojej aerodynamicznej doskonałości. Podczas gdy ksiądz intonował modlitwę. Wtedy mechanik opuścił trumnę. utrzymując dziób w kierunku wiatru. Patrzył na dębowe wieko opryskiwane przez wodę. Timothy. Potem zniknęła pod powierzchnią.I do uwierzytelnienia Strona 115 . który wezwał kapelana i Armitage'ów. zamknięte w trumnie z ołowiu i dębowego drewna. przez Chrystusa Pana naszego.Polecam wiecznej Twojej opiece brata naszego Timothy'ego Johna Hansona. Trumna obiła się o wzbierającą falę i zadudniła raczej niŜ plusnęła. Jeden z rybaków spojrzał porozumiewawczo na Ponda.Niech pan zabiera się natychmiast do obliczania masy spadkowej . którego zwłoki leŜały o kilka kroków dalej. Kapelan odjechał małym samochodzikiem. co się z nim stanie po śmierci. liny podnośnika napięły się. Aby być sprawiedliwym. na ile pozwalało mu poczucie obowiązku. . Ŝe jej przód znalazł się nad wodą. Ustawił ją czołem ku morzu i skinął głową. Wolał powrócić do Londynu pociągiem. pomyślał. skąd przybyli. Kuzyn kapitana tak nią manewrował. Od czasu do czasu spryskiwała ich kurzawa wodna ze wzburzonej fali i wtedy z trudem utrzymywali równowagę. nie znająca podatków. a kuzyn załoŜył haki na cztery mosięŜne uchwyty trumny. a jego brat zszedł z podnośnika i zdjął haki. w połowie nad wodą. Jego siwe włosy targał wiatr. Trumna drgnęła. Ŝe kapelan śpieszył się na tyle. Sam nigdy nie dbał o to. Obeszli dwóch marynarzy i połoŜyli ręce na tylnej części trumny. Martin Pond spoglądał w niebo. Wielka trumna została uniesiona z pokładu na wysokość metra. i zluzowawszy liny połoŜył tak. CóŜ. stary przyjacielu. poza czubkiem 189 zmarzniętego nosa. a tył nad pokładem. Bez śladu. nic nie zakłóci ci spokoju. To nie jest zły pomysł. . Samotna mewa Ŝeglowała na wietrze. Ŝe Hanson moŜe się o to troszczyć. Ŝe niebawem znalazła się nad platformą. Powoli przechylili platformę w stronę morza. nieczuła na morską chorobę. Kiedy zbliŜał się do mola w Brixham. Był przemarznięty do szpiku kości i zbierało mu się na wymioty. było juŜ prawie zupełnie ciemno. MoŜna sobie wyobrazić. wystającego z futrzanego kołnierza płaszcza. jeŜeli człowiekowi zaleŜy na tym. ale idealnie zbalansowana. Ŝe w ciągu jednego popołudnia zarobił więcej niŜ przez tydzień łowienia makreli. Pond skinął głową w stronę Armitage'ów. Armitage'owie teŜ ją popchnęli. Kuzyn kapitana trzymał ją w tej pozycji. jeŜeli jest się sentymentalnym. W domach za przystanią zapalano pierwsze światła. Pond zapłacił kapitanowi. Twarzy pani Armitage w ogóle nie było widać.

Znał stan majątku Hansona. a sam Hanson pozostaje kierownikiem firmy do końca roku lub teŜ do śmierci. .Jak pan doszedł do tak dokładnej sumy? . Zapłacił właśnie sumę. w którym się znajdowała. Pozostała część umowy stanowi prywatny kontrakt pomiędzy Hansonem i holenderskim nabywcą.Ile tego jest ? . Nabywca przypuszczał oczywiście. Hanson był przecieŜ takim pedantycznym człowiekiem. Hanson zakupił go wraz z hipoteką wkrótce po wojnie. Wierzył.PrzecieŜ on tam pracował niemal do śmierci . Był równieŜ właścicielem budynku. Hipoteka jest od dawna spłacona. . przedsiębiorstwo. . Na pewno nie zmarnuję czasu odpowiedział zimno Pond. Ŝe jego rachunki i papiery są w doskonałym porządku. .bardzo słusznie . Ŝe ta sprawa nie zajmie mu zbyt wiele czasu. Budynek.MoŜe pani być spokojna. . Pond mógł skomunikować się z państwem Armitage dopiero w połowie listopada. Pierwszym było przedsiębiorstwo w City.dopytywała się pani Armitage. 191 . 190 Uchylił kapelusza i ruszył w kierunku stacji.zachował tę wiadomość dla siebie.Co do tego nie ma Ŝadnych wątpliwości .zainteresował się Armitage senior. .powiedział prawnik.odpowiedział Pond. Są w całkowitym porządku i zgodne z prawem. ale zjawiła się w towarzystwie męŜa i syna. po krótkich negocjacjach. . eksponaty.Nikt .Inną częścią jego majątku była rezydencja w hrabstwie Kent. . .Majątek Hansona w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach ulokowany był w siedmiu podstawowych przedsiębiorstwach. Wprawdzie zaprosił do biura tylko panią Armitage jako jedyną spadkobierczynię. Proszę pozwolić. Ŝe wytłumaczę państwu sytuację. Jako adwokat pana Hansona znałem wielkość i lokatę róŜnych części jego majątku.Trzy miesiące przed śmiercią. Są tam pewne warunki. handlujące cennymi i rzadkimi monetami. Ŝe chodziło o zwykłą formalność.O co chodzi? . Młody Armitage zagwizdał przez zęby i uśmiechnął się.Co zrobił.txt testamentu. . której on był jedynym właścicielem. a Hanson właścicielem spółki.spytała obcesowo pani Armitage. . . W umowie kupna-sprzedaŜy przepisanie budynku zostało dokonane przez prowincjonalnego prawnika. zaleŜnie od tego. kiedy ceny nieruchomości były niskie.zauwaŜył jej syn.Znalazłem się w kłopotliwym połoŜeniu . Pond nie poddał się jej natarczywości. .. . mogłem więc zbadać je bez zwłoki.Porozumiem się z państwem niebawem.PoniewaŜ Hanson sprzedał to wszystko za taką właśnie kwotę.zapytała pani Armitage. który marzył o niej od lat.Forsyth Opowiadania.Wpłacił je do banku. co nastąpi wcześniej. Ŝe jest to prywatna spółka. Pięciu pracowników utrzymuje swoje posady.Czy pan widział się z tym Holendrem? . akcje spółki i naleŜności od trzech firm wynajmujących lokale w budynku wynosiły równo milion dwieście pięćdziesiąt tysięcy funtów.Nawet jego pracownicy.odpowiedział Pond.Kto wiedział o tej transakcji? . . Stworzył ją i rozbudował.dziwiła się pani Armitage. . to znany amsterdamski handlarz numizmatów..A co Hanson zrobił z tymi pieniędzmi? . . który .zdziwił się Armitage senior. . .W takim razie nie ma problemu .O spadek po pani bracie. Widziałem teŜ wszystkie umowy. sprzedał spółkę wraz z dobrodziejstwem inwentarza pewnemu holenderskiemu kupcowi. którą wymieniłem. Mamy dosyć tej zabawy. Był pewien. . Być moŜe wie pani o tym.Panem de Jongiem? Tak. Strona 116 . Spółka była właścicielem gruntu i budynku.Jaką wartość moŜe mieć to wszystko? .

. a jestem pewny. to zupełnie moŜliwe. . spłaci naleŜności.. Co dalej? . a jego ojciec zajął postawę sędziego. Pozostał poza tym rolls-royce. . Wybierał pieniądze po trochu przez wiele tygodni. .wtrącił się Armitage senior . .. handlarze starzyzną. który ma za chwilę wydać wyjątkowo surowy wyrok. zamienił na gotówkę i wpłacił do banku. nieco ponad trzy miliony funtów.Obawiam się. nikomu o tym nie mówiąc i nie wzbudzając Ŝadnych podejrzeń wśród ludzi. Po kaŜdej transakcji wpłacał uzyskane kwoty do banku. byliście w spółce. Sprzedał go za czterdzieści osiem tysięcy i wynajął sobie inny. Makler giełdowy Hansona. Całkowita wartość jego majątku wynosiła. .. Wszyscy krzyczeli naraz. gdy Armitage'owie zaczęli robić dziwny hałas. moŜna! . Niech pan to wszystko podsumuje.Chce pan nam powiedzieć . . Tę rozprzedał w ciągu kilku miesięcy za pośrednictwem swojej spółki za kwotę przeszło pół miliona funtów. I tym razem w całkowitej zgodzie z prawem.. co miał. którzy go znali lub dla niego pracowali? . .. .potwierdził pan Pond.Oczywiście nie od razu...PrzecieŜ niepodobna podjąć trzech milionów funtów gotówką! krzyknął Armitage senior z niedowierzaniem. Do chwili swojej śmierci miał zapłaconą dopiero pierwszą ratę kwartalną. Pani Armitage biła pulchną pięścią w stół. Znaleziono je w sejfie jego wiejskiej rezydencji. 192 pozbył się całego jego portfelu akcji i obligacji przed pierwszym sierpnia. załatwi podatki i przekaŜe nam resztę. . co posiadał. Hanson spędził ostatnie miesiące swojego Ŝycia odwalając właściwie pańską robotę.Tak. Ale zabrał wszystko..Co zrobił? . jakie Hanson wpłacił do banku.Wpłacił je. Miał teŜ mieszkanie w dzielnicy Mayfair. Wreszcie miał rachunki w kilku bankach. .To by były trzy aspekty jego stanu majątkowego.CóŜ.Co się z nimi stało? . Są takŜe całkowicie legalne.Ŝe przed swoją śmiercią Hanson sprzedał wszystko. Te pieniądze równieŜ ulokował w banku..Owszem. 193 13. .Dlaczego? . syn zerwał się na nogi i wymachiwał ręką.Które wpłacił do banku? . z pomocą innego adwokata.zapytała znowu pani Armitage. . my i tak nie chcieliśmy bawić się tym całym majdanem powiedział Armitage junior. niech pan znajdzie te pieniądze. Sprzedał je za sto pięćdziesiąt tysięcy funtów mniej więcej w tym samym czasie.odparł spokojnie pan Pond.Forsyth Opowiadania. . bo. Ŝe nie jest to moŜliwe.. ale o kilka. KaŜdy rachunek był jednakŜe wystawiony osobno. .To niemoŜliwe!. W końcu czerwca Hanson wziął poŜyczkę hipoteczną na dziewięćdziesiąt pięć procent wartości tej nieruchomości.Ile Hanson otrzymał za rezydencję? .. który juŜ został odebrany przez firmę.Poza tym zmarły był właścicielem cennej kolekcji numizmatów. ale w kwotach do pięćdziesięciu tysięcy funtów z większych banków.Dwieście dziesięć tysięcy funtów.W głosie pani Armitage zabrzmiał gniew. bukmacherzy.Czysta robota Strona 117 .txt piękny budynek otoczony pięciohektarowym parkiem. Wiele przedsiębiorstw operuje gotówką.Wszystkie pieniądze. Zresztą nie chodziło o jeden bank.TeŜ zamienilibyśmy go na gotówkę. a potem podjął.Podjął je? . Na przykład kasyna. działając na jego zlecenie. Zamilkł. Pewna spółka budowlana stała się głównym wierzycielem masy spadkowej i juŜ przejęła nieruchomość na własność. po uprzednim wypowiedzeniu. zawierając prywatną umowę.Musiał to gdzieś ukryć. .Nie mógłbym wyrazić tego lepiej .. Ŝe wszystko zbadałem. o ile mogłem się zorientować. i to gotówką.

ale na pewno przyniesie skutek.A co pan radzi? . Jego wybuch był tak niespodziewany. . jakie daje państwowy urząd. JeŜeli nabyty został za nie jakiś obiekt. ale urzędników skarbowych zawsze. .wrzasnął. w Zjednoczonym Królestwie. ale nie otrzymałem Ŝadnej odpowiedzi. Ŝe oni potrafią znaleźć te pieniądze? . Ŝe jest umierający. . Ŝe nie bałeś się tych małych. a proszę mi wierzyć.zgodził się pan Pond.Jeszcze przez pewien czas .powiedział wreszcie. Ŝe uda ci się coś takiego? pytał w duchu zmarłego. a to dlatego. Nie pojawiły się nigdzie duŜe ilości gotówki.txt Ta ostatnia uwaga wyprowadziła Ponda z równowagi. chciwych ludzi. ale to nie miałoby sensu. Poza wszystkim innym trzeba przecieŜ płacić podatek od zysku z kapitału. nie spoczną. Rodzina Armitage'ów zastanawiała się głęboko. prawdopodobnie wcześniej.Wcześniej czy później. . Dopóki ich nie znajdą.Był juŜ nieraz stosowany. ale wydawanie ich to sprawa znacznie trudniejsza. Ŝe musiały to być bardzo duŜe ilości. będę musiał zawiadomić ich o tym. który przeszedł na emeryturę i zamieszkał w Południowej Walii. to kiedy juŜ myślisz.Jestem pewny. I mają do dyspozycji wszystkie moŜliwości. Ŝe pieniądze są poza granicami Anglii i poza zasięgiem ich jurysdykcji. . mogą zamknąć sprawę. Ŝe to się rzadko udaje. Nie miał powodu bogacić i tak juŜ wystarczająco bogatych bankierów. niejakiego Richardsa.Pozostaje jeszcze urząd skarbowy .odpowiedział pan Pond. w pewnym sensie. Adwokat wskazał na Armitage'a juniora. Urząd skarbowy jest zawsze zawiadamiany.To juŜ inna sprawa . Czy naprawdę nie bałeś się urzędu skarbowego? Wiem. przychodzą i kładą na nie łapę.Czy moŜe pan dalej czynić poszukiwania? . co się dało zrobić. Martin Pond był zmartwiony postępkiem przyjaciela i rozumiał jego intencje. Są jak te młyny Pana Boga. JeŜeli zostały gdziekolwiek zdeponowane. . . Ale Timothy Hanson mnie zadziwił.zapytał Armitage senior pana Ponda znacznie juŜ uprzejmiejszym tonem.mówił Pond. MoŜna podejmować z banków duŜe sumy pieniędzy. Ŝe ci się udało. ale on takŜe nie mógł mi pomóc.Jak długo to moŜe potrwać? .Jak wynika z mojego doświadczenia.Myśli pan. Mógłby je wpłacić do zagranicznego banku albo złoŜyć w nim w depozycie. Będą chcieli dostać swój udział. oni na niego.Forsyth Opowiadania.zapytał Armitage. . jak i handlowymi. . co się stało. . Nie 194 wahają się przed niczym. . zarówno zwykłymi. .zawołała pani Armitage z nadzieją. Umieściłem równieŜ ogłoszenia w głównych pismach krajowych. Timothy. . . Ale nigdzie nie znaleziono depozytu na nazwisko Hanson. Ŝe to potrafią. . . . Strona 118 . . nie śpieszą się. Pozostaje pytanie: co państwo chcecie.Skontaktowałem się juŜ ze wszystkimi większymi bankami. to taka transakcja takŜe musi wyjść na jaw. W dzisiejszych czasach wszystko jest skomputeryzowane.Pan natychmiast odwoła swoje słowa! Czy pan mnie słyszy?! Armitage junior pokręcił się niespokojnie w fotelu. zwykle aby uniknąć płacenia podatku spadkowego.To jest znany wybieg .Ale zrobiłem juŜ niemal wszystko. będą na nie polowali i nigdy nie dadzą za wygraną. Są niestrudzeni i nieugięci. Zawsze znajdą kaŜde pieniądze. Jak mogłeś sobie wyobrazić.Przepraszam . ale przecieŜ musiał gdzieś złoŜyć te pieniądze albo coś za nie kupić. Spojrzał na rodziców.powiedział pan Pond spokojnie.zapytał Armitage senior. Mam swoją praktykę adwokacką. Nie mogę tym poszukiwaniom poświęcić całego mojego czasu. spadkobiercami. Odwiedziłem byłego szofera i słuŜącego Hansona.Co pan zamierza zrobić? . skoro wiedział. a opłaty skarbowe od sprzedaŜy kaŜdej nieruchomości czy innych walorów są konieczne. przedstawiając się jako egzekutor testamentu Hansona. Jakkolwiek i gdziekolwiek byś je ukrył. Ŝebym jeszcze zrobił? Zapanowało milczenie. Dopiero kiedy wiedzą. No.Cicho! .PrzecieŜ oni są równieŜ. prosząc o informację. Zorientowanie się w tym wymaga czasu. to je znajdziemy. Ŝe zamilkli.

ale Armitage'owie bombardowali Martina Ponda.kierując się trzema załoŜeniami. .. czego pan Hanson dokonał w ostatnich miesiącach swojego Ŝycia. załoŜyłem i nadal zakładam.Dobrze. iŜ jego poszukiwania są tak powaŜnie zaawansowane.. Ŝe moŜe złoŜyć wstępne sprawozdanie z rezultatów. . przeznaczonej na wydatki.Nie moŜemy tak długo czekać! . aby zatelefonować do Eustace'a Millera. Mówiąc to odprowadził Armitage'ów do drzwi i poszedł do swojego gabinetu. Po drugie..krzyknął Armitage junior. referował sprawę. Pan Pond był juŜ niemal równie niecierpliwy jak Armitage'owie. . Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł.Musi się znaleźć sposób na przyśpieszenie sprawy. pozostało juŜ bardzo niewiele.zauwaŜył spokojnie pan Pond. Zaprosił więc wszystkich zainteresowanych do swojego biura. przyglądając się wszystkim po kolei sponad okularów . GdybyŜ Hanson wiedział. ale nie śpieszy im się. . gdzie ten przeklęty człowiek ukrył swoje pieniądze. czy mógłby pan zatrudnić prywatnego detektywa? zapytała jego matka.Oni teŜ wolą się tak nazywać.Właśnie. wszystko. Pani Armitage spojrzała na męŜa. .Stary łajdak! . W tym wypadku spadkobiercy są.Norman? Armitage senior przełknął ślinę. ZaangaŜuję pana Eustace'a Millera. .. Skinął jednakŜe głową na znak zgody. Owszem..odparł Pond. Wydatki okazały się wyŜsze niŜ zwykle. Wreszcie Miller zawiadomił pana Ponda. Stojąc na nieco przykrótkich nogach. biorę na siebie jego wynagrodzenie po wyczerpaniu tych pięciu tysięcy funtów. JednakŜe.. . i to bardzo szacownego. będącego uosobieniem rzutkiego prywatnego detektywa. . Pozostaje tylko sprawa jego wynagrodzenia. . Ŝeby jak najszybciej odkrył. Jest jedynym prawdziwym fachowcem. to moŜna zrobić.powiedział wstając pan Pond. Raz juŜ zaangaŜowałem takiego człowieka. Nie zaniedbają sprawy. nieustannie Ŝądając szybkiego odnalezienia naleŜnej im zagubionej fortuny. Ŝe z kwoty pięciu tysięcy funtów. Po pierwsze.Proszę mówić dalej. . Muszę państwu powiedzieć. na nosie miał okulary w złotej oprawie.krzyknęła pani Armitage. . dokoła łysiny wyrastał mu wianuszek siwych włosów. Pan Miller milczał przez następne cztery tygodnie. .zaczął. JeŜeli rodzina Armitage'ów spodziewała się ujrzeć kogoś w rodzaju Filipa Marlowe'a albo kogoś innego.zaproponował junior. w celu odnalezienia zaginionych spadkobierców. a gdyby tak wynająć prywatnego detektywa? .Forsyth Opowiadania.No to bardzo dobrze .Wolałbym. jacy oni są chciwi! . Traciła swoją towarzyską ogładę. to spotkało ją rozczarowanie. było robione z pełną świadomością i w okreś196 lonym celu. Ŝe straci pieniądze przeznaczone na kupno nowego samochodu i letnie wakacje. pomyślał pan Pond. Nie wątpię..zawołał junior. . Obawiał się. Ŝeby go nazwać prywatnym agentem . a złoty łańcuszek od zegarka przecinał przód kamizelki. prywatnego agenta. . Ŝe celem pana Hansona było odcięcie spadkobierców i władz skarbowych od dostępu do majątku po jego śmierci.Kwestia miesięcy? .przerwała mu pani Armitage i niech pan mu powie. Eustace Miller był niski..Dobrze.Hej. Nosił ciemne ubranie. 195 Co za chciwość. tłusty i dobroduszny. Ŝe potrafi odnaleźć zaginioną fortunę Hansona.txt które mielą powoli.Rozpocząłem moje dochodzenie . . Jest jednak najlepszy do takich rzeczy.Raczej lat. A usługi tego człowieka nie są tanie. ale brakuje masy spadkowej.Nie był wszak zmuszony pozostawiać go państwu . . Strona 119 .No to niech go pan wynajmuje .

Platyna nie wymaga licencji. ale chyba nie. . czego szukam. jest obecnie równie wartościowa jak złoto.wyjaśnił Miller. Zwróciłem się o poradę do firmy Johnsona Mattheya.txt . W amerykańskich dolarach. . Mam je tutaj. nie było to zbyt dobrze pomyślane . . Diamenty moŜna w kaŜdej chwili zidentyfikować u ekspertów. bo one obowiązują na rynku metali szlachetnych. W maj-u pan Hanson zakupił elektryczny generator o wysokiej mocy. i wykorzystując chwilę ciszy. w sumie zakupił dwanaście i pół tysiąca uncji. Ŝe pan Hanson zakupił w firmie Johnson Matthey dwieście pięćdziesiąt pięćdziesięciouncjowych sztabek niemal stuprocentowej platyny. Miejsce to było skrupulatnie wysprzątane. Wtedy zacząłem myśleć o innym walorze posiadającym wielką wartość.Dlaczego platyna? .Właśnie. do tego wystarczała instalacja elektryczna. Kiedy Hanson robił swój zakup. .Pieniądze? . trzeba mieć licencję zarówno na zakup. Musiał zachować kwity.Nie.Prawdopodobnie Richards. Ŝe tak wielka kwota w gotówce zajęłaby bardzo duŜo miejsca. .Ile na to wydał? .Stolarstwo było jego pasją. doszedłem do wniosku. spowodowaną zdumieniem wszystkich obecnych. Były nasycone ropą z silnika Diesla.A złoto? A moŜe diamenty? .ciągnął dalej Miller z nutą Ŝalu w głosie. ale sprzedawca nie był w stanie tego. jaką sprawi mu opowiadanie tym ludziom dalszych rewelacji. . . jak juŜ wspomniałem.odezwał się pan Pond cichym głosem.MoŜliwe.Oczywiście . jak i na posiadanie złota.zainteresował się Armitage senior. . . sześć i ćwierć miliona 197 dolarów. Myślał juŜ o przyjemności. nie dają się teŜ tak łatwo sprzedać. zrobić. Ŝe pan Hanson ani nie spalił swoich pieniędzy. którego wyraźnie sytuacja bawiła.Nie. Po trzecie. cena rynkowa platyny wynosiła pięćset dolarów amerykańskich za jedną uncję. Na tym warsztacie skoncentrowałem moje poszukiwania. ZauwaŜyłem plamy na deskach podłogi. .W swojej posiadłości. Pomyślałem sobie.Dziękuję. Oderwałem od nich kilka drzazg i zaniosłem do laboratorium. ani nie podjął powaŜnego ryzyka.Mówiąc szczerze. I znalazłem. . dwieście pięćdziesiąt sztabek. jakie stanowi przeszmuglowanie ich za granicę. Ŝe pan Hanson miał doskonale wyekwipowany warsztat stolarski w dawnej stodole za stajniami? . Potrzebował Strona 120 . oczywiście. Czy pamiętacie państwo. z których wynika. napędzany ropą. . ale od budynków gospodarczych.przerwał mu Pond. TuŜ przed śmiercią oddał go na złom. jego szofer i słuŜący . .odpowiedział Pond. Ŝe musiał tam trzymać jakąś maszynę albo silnik.zdenerwował się pan Pond. .odpowiedział Miller. Wziąłem przy tym pod uwagę fakt.Forsyth Opowiadania.Znalazłem odpowiedź . Zbadałem te wszystkie ewentualności i po wyczerpujących badaniach wykluczyłem je. jest najcenniejszym metalem świata. . . . kaŜda o wadze pięćdziesięciu uncji. wyciągnął z teczki plik papierów.zapytała pani Armitage. W ciągu tygodnia znalazłem odpowiedź na to pytanie. Zgodnie z prawem obowiązującym pod obecnymi rządami laburzystów. ale stosunkowo małą objętość. a nie licząc rodu. i zainstalował w warsztacie. jak to wynika z lektury kiepskich powieści kryminalnych.zapytał Armitage senior.Ale rozejrzał się pan po niej oczami prawnika.Chodziło mu niewątpliwie o napęd do narzędzi . Nie zacząłem więc od domu.powiedział Miller. w hrabstwie Kent .Gdzie je przechowywał . .To ciekawa sprawa. Ktoś nawet przejechał odkurzaczem po podłodze. Dokoła stołu panowało grobowe milczenie. . A ja oczami detektywa . .Byłem przecieŜ w jego rezydencji w hrabstwie Kent .krzyknęli Armitage'owie chórem. zajmującej się handlem szlachetnymi metalami.Poza tym wiedziałem.Blisko trzy miliony funtów. . Inaczej mówiąc.Nabywca mógł wprawdzie zniszczyć wszystkie dowody tej transakcji.Mam tutaj kwity.powiedział pan Pond. .

Forsyth Opowiadania.txt generatora do czegoś zupełnie innego. Czegoś, co wymagało ogromnej mocy. W ciągu następnego tygodnia rozwiązałem i tę zagadkę. Hanson nabył bowiem mały, nowoczesny i bardzo wydajny piecyk hutniczy. I on zniknął, podobnie jak czerpak, azbestowe rękawice i szczypce. Wszystko to zostało z pewnością rzucone w toń jakiegoś jeziora albo rzeki. Sądzę, Ŝe wolno mi się pochwalić, bo byłem bardziej akuratny niŜ pan Hanson. Albowiem wciśnięte pomiędzy dwie deski podłogi i niewidoczne dla oka, pokryte mocno zbitymi opiłkami, niewątpliwie tam, gdzie upadło, odkryłem to! PoniewaŜ nastąpił kluczowy moment opowieści, Miller zrobił pauzę. Wyjął z teczki białą paczuszkę i zaczął ją powoli odwijać. Wziął do ręki cienką blaszkę. Płynna platyna wyciekła zapewne z czerpaka, 198 wystygła i wpadła między deski podłogi. Miller odczekał, aŜ wszyscy ją dobrze obejrzeli. - Oczywiście poddałem ją analizie. Jest to niemal stuprocentowa platyna. - A gdzie reszta? - szepnęła pani Armitage. - Tego jeszcze nie wiem, madame, ale proszę się nie obawiać, dowiem się. Widzicie państwo, pan Hanson popełnił błąd. Nie powinien był wybrać platyny. Ma ona bowiem właściwość, której nie doceniał, a która jest jedyna w swoim rodzaju. Chodzi mi o jej wagę. Teraz wiemy, czego szukamy. Drewnianej skrzyni, która moŜe wyglądać zupełnie niewinnie, ale - i to jest istotne która waŜy niemal pół tony. Pani Armitage odchyliła głowę w tył i wydała z siebie dziwny, chrapliwy ryk, podobny do ryku rannego zwierzęcia. Tarquin Armitage wstał, jego piegowata twarz była purpurowa z wściekłości. - Co za podły łajdak! - wrzasnął. Martin Pond patrzał z niedowierzaniem na detektywa. - Mój BoŜe! - jęknął. - To nie do wiary, on to naprawdę zabrał ze sobą! W dwa dni później pan Pont zawiadomił urząd skarbowy o wszystkich faktach związanych z tą sprawą. Sprawdzono je, i chcąc nie chcąc urząd skarbowy wycofał się z wszelkich roszczeń. ^ Barney Smee maszerował szybkim i wesołym krokiem w kierunku swojego banku, pewny, Ŝe zdąŜy tam przed przerwą na święta BoŜego Narodzenia. Powód jego radości tkwił głęboko w jego kieszeni. Był to czek na pokaźną kwotę, ostatni z całej serii podobnych czeków, które zapewniały od kilku miesięcy znacznie wyŜszy poziom Ŝycia niŜ ten, do którego przywykł przez ostatnie dwadzieścia lat. Zajmował się ryzykownym procederem dostarczania złomu metalowego przemysłowi złotniczemu. Miał rację, mówił do siebie, podejmując to ryzyko, a było naprawdę niemałe. Ale cóŜ, wszyscy teraz próbują się wymigać od zbyt wysokich podatków. KtóŜ mógłby go potępiać za to, Ŝe wszystkie transakcje chciał wykonywać wyłącznie w gotówce? Barney Smee bez trudu doszedł do porozumienia z siwowłosym kapitalistą, który twierdził, Ŝe nazywa się Richards, co udowadniał legitymując się prawem jazdy. Człowiek ten prawdopodobnie zakupił przed laty pięćdziesięciouncjowe sztabki platyny. Wtedy były jeszcze tanie. Uzyskałby niewątpliwie wyŜszą cenę, gdyby chciał je sprzedawać za pośrednictwem firmy 199 Johnson Matthey, ale ileŜ podatku musiałby zapłacić od zysku z kapitału! On jeden to wiedział, a Barney Smee wolał się tym nie interesować. A w ogóle to cały handel obfitował teraz w gotówkowe transakcje. Sztabki tego Richardsa były prawdziwe. Nosiły jeszcze puncę odciśniętą przez firmę Johnson Matthey, gdzie zostały niegdyś zakupione. Tylko numery seryjne zostały wytrawione. To powaŜnie zawaŜyło na zysku tajemniczego faceta, poniewaŜ za sztabki pozbawione numeru serii Smee nie mógł mu zapłacić ceny chociaŜby zbliŜonej do ceny rynkowej. Płacił mu za nie tak jak za złom, czyli czterysta czterdzieści dolarów za uncję. Ale numer serii naprowadziłby na jego trop urząd skarbowy. Facet dobrze wiedział, co robi. Barney Smee pozbył się powoli wszystkich pięćdziesięciu sztabek Strona 121

Forsyth Opowiadania.txt platyny. Na kaŜdej uncji zarobił równe dziesięć dolarów. Czek, który miał w kieszeni, był naleŜnością za ostatnią transakcję, za sprzedaŜ ostatnich dwóch sztabek. śył w błogiej nieświadomości faktu, Ŝe w innych częściach Anglii czterej inni ludzie takŜe spędzili jesienne miesiące na upłynnianiu pięćdziesięciu pięćdziesięciouncjowych sztabek platyny, które kupili za gotówkę od siwowłosego męŜczyzny. Skręcił z bocznej uliczki na Old Kent Road i zderzył się z wysiadającym z taksówki męŜczyzną. Panowie przeprosili się-nawzajem, po czym Ŝyczyli sobie wesołych świąt. Barney Smee ruszył dalej z zadowoloną miną. MęŜczyzna, z którym się zderzył, był adwokatem z wyspy Guernsey. Przyjrzał się budynkowi, przed którym wysiadł z taksówki, poprawił kapelusz i podszedł pod drzwi wejściowe. W dziesięć minut później siedział zamknięty w pokoju z lekko zaintrygowaną matką przełoŜoną. - Chciałbym zapytać, czy sierociniec pod wezwaniem świętego Benedykta znajduje się w rejestrze instytucji charytatywnych, zgodnie z ustawą o dobroczynności? - Tak - odparła matka przełoŜona. - Doskonale - ucieszył się adwokat. - Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by nie trzeba było płacić podatku od przelewania kapitału. - Od czego? - zdziwiła się matka przełoŜona. - Jest to ustawa pod nazwą "Ustawa o podatku od darowizny" wyjaśnił adwokat. - Mam przyjemność zawiadomić panią, Ŝe ofiarodawca, którego nazwiska nie mogę ujawnić, zgodnie z zasadami tajemnicy zawodowej obowiązującej prawnika, pozostawił waszej instytucji w testamencie pokaźną sumę pieniędzy. Umilkł i czekał na reakcję, ale siwowłosa zakonnica patrzyła na niego ze zdziwieniem, lecz bardzo spokojnie. 200 - Mój klient, którego toŜsamość pozostanie dla pani na zawsze tajemnicą, polecił mi, aŜebym stawił się tutaj w dniu dzisiejszym, to znaczy w Wilię BoŜego Narodzenia, i przekazał pani tę kopertę. Wyjął z teczki grubą Ŝółtą kopertę i podał matce przełoŜonej. Wzięła ją, ale nie zrobiła Ŝadnego ruchu, aby otworzyć. - O ile wiem, zawiera ona poświadczony czek bankowy powaŜnego banku z siedzibą na wyspie Guernsey, wystawiony na rzecz sierocińca pod wezwaniem świętego Benedykta. Osobiście nie widziałem tego czeku, ale takie są moje instrukcje. - Nie trzeba będzie płacić podatku od darowizny? - zdziwiła się zakonnica. Dary pienięŜne były wielką rzadkością, ich sumy niewielkie, wymagały teŜ ogromnych starań. - Na wyspach kanału La Manche istnieje inny system podatkowy, niŜ na pozostałych obszarach Wielkiej Brytanii - tłumaczył cierpliwie adwokat. - U nas nie ma podatku od transferu kapitału. Zachowujemy teŜ ścisłą tajemnicę bankową. Ofiary pienięŜne pochodzące z Guernsey czy innych wysp na Kanale nie są opodatkowane. JeŜeli odbiorca darowizny mieszka lub jest stałym rezydentem na angielskim lądzie, to podlega obowiązkowi podatkowemu według prawa na lądzie. Chyba Ŝe jest spod niego wyjęty. Na przykład przez ustawę o dobroczynności. Kiedy pani podpisze pokwitowanie na odbiór koperty o nieznanej zawartości, moje obowiązki będą spełnione. Honorarium juŜ otrzymałem. Śpieszę się do domu i do rodziny. - W dwie minuty później matka przełoŜona była juŜ znowu sama. Powoli przecięła kopertę i obejrzała jej zawartość. Był w niej pojedynczy poświadczony czek bankowy. Kiedy przeczytała widniejącą na nim cyfrę, sięgnęła po róŜaniec i zaczęła go szybko odmawiać. Gdy odzyskała nieco równowagę, podeszła do klęcznika i przez pół godziny modliła się Ŝarliwie. Kiedy wróciła do biurka, była wciąŜ osłabiona z wraŜenia. Jeszcze raz obejrzała czek. Opiewał na przeszło dwa i pół miliona funtów. KtóŜ na świecie mógł mieć takie pieniądze? Próbowała zastanowić się, jak je zuŜytkować. Pomyślała o załoŜeniu fundacji. A moŜe przeznaczyć je na stypendia? Wystarczy tych pieniędzy na potrzeby sierocińca chyba do końca świata. A na pewno będzie mogła teraz zrealizować ambicję swojego Ŝycia i przenieść cały zakład z dzielnicy ruder Strona 122

Forsyth Opowiadania.txt Londynu na cichą wieś. Będzie mogła podwoić liczbę dzieci... będzie mogła... Wśród mnóstwa przebiegających przez jej głowę myśli jedna opanowała ją całkowicie. Gdzie ona to przeczytała? Ach tak, w niedzielnej gazecie sprzed tygodnia. Coś tam zwróciło jej szczególną 201 uwagę i dało asumpt do przelotnych marzeń. Tak! To na pewno to! Tam przeniesie swoją dzieciarnię! Starczy tych pieniędzy na kupno i utrzymanie takiej rezydencji. Marzenia staną się rzeczywistością. Przypomniała sobie dokładnie treść ogłoszenia w kolumnie handlu nieruchomościami. Na sprzedaŜ duŜa rezydencja w hrabstwie Kent, otoczona pięciohektarowym parkiem. DOBRA NAUCZKA Sędzia Comyn rozsiadł się wygodnie na wyściełanej ławce przedziału pierwszej klasy, rozwinął egzemplarz Irish Times'a, spojrzał na nagłówki i odłoŜył go na kolana. Dość będzie miał czasu na czytanie w czasie powolnej, czterogodzinnej podróŜy do Tralee. Obserwował sennym wzrokiem przez okno krzątaninę na peronie stacji Kingsbridge. Zaledwie kilka minut pozostało do odjazdu pociągu Dublin-Tralee, który zawiezie go do głównego miasta hrabstwa Kerry, gdzie spełni swoje obowiązki i spokojnie wróci do domu. Miał cichą nadzieję, Ŝe nikt nie wejdzie do jego przedziału i Ŝe będzie mógł sobie trochę popracować. Ale tak się stać nie miało. Zaledwie myśl ta przeszła mu przez głowę, drzwi przedziału otworzyły się i zamknęły za kimś. Sędzia powstrzymał się od podniesienia wzroku. Przybysz rzucił podróŜną torbę na półkę, po czym usiadł naprzeciwko po drugiej stronie błyszczącego orzechowego stolika. Sędzia Comyn spojrzał na nowego towarzysza podróŜy. Był to niski, niepokaźny człowiek z wijącą się jasną grzywką nad czołem, który patrzył na niego nieskończenie smutnym, przepraszającym wzrokiem. Miał na sobie ubranie z kamizelką i wełniany krawat. Sędzia uznał, Ŝe jest to albo ktoś zajmujący się końmi, albo urzędnik, i znowu zainteresował się widokiem za oknem. Słyszał, jak dyŜurny ruchu rzucił jakiś rozkaz w stronę starej parowej lokomotywy, po czym rozległ się ostry gwizdek. W chwili kiedy lokomotywa wydała z siebie pierwsze syknięcie i koła wagonu zaczęły się toczyć, przed oknem mignęła wysoka postać człowieka ubranego od stóp do głów na czarno. Sędzia usłyszał trzask otwieranych drzwi wagonu; ktoś upadł na podłogę przedsionka. Po chwili przy akompaniamencie sapania i wzdychania lokomotywy 203 w drzwiach przedziału zjawiła się owa czarna postać i z westchnieniem ulgi opadła na siedzenie w kącie przedziału. Sędzia Comyn stwierdził, Ŝe nowy pasaŜer jest księdzem o niezwykle rumianej twarzy. Obrócił się ku oknu. Był wychowany w Anglii i nie chciał być tym, który zaczyna rozmowę. - Klnę się na wszystkich świętych - odezwał się pierwszy pasaŜer - byłem pewny, Ŝe ojciec nie zdąŜy wsiąść. Ksiądz wciąŜ cięŜko oddychał. - No tak, synu - odparł. - To było ryzykowne. Po tej wymianie zdań zapanowała błoga cisza. Sędzia Comyn patrzył, jak budynek stacji Kingsbridge znika za horyzontem. Wyłoniły się rzędy szarych domków, które w owych czasach wypełniały zachodnie przedmieścia Dublina. Lokomotywa Great Southern Railway Company uporała się juŜ z cięŜarem pociągu i tempo obrotu kół na szynach wzrosło. Sędzia Comyn zabrał się do czytania gazety. Nagłówki i wiadomości na pierwszej stronie dotyczyły premiera Ramona de Valery, który poprzedniego dnia w Parlamencie udzielił pełnego poparcia ministrowi rolnictwa w sprawach podwyŜki ceny ziemniaków. Znacznie mniejszą czcionką i na samym dole kolumny wydrukowana była kilkuzdaniowa wzmianka o tym, Ŝe niejaki pan Hitler zajął Austrię. Redaktor ma rację co do skali waŜności informacji, pomyślał sędzia. Poza tym niewiele było w gazecie interesujących go Strona 123

Podniósł wzrok. 204 Nie zadał sobie trudu zainteresowania się małym człowiekiem. Ŝe cmoknął. Miał nadzieję. czy ten człowiek domyślił się. Był absolutnie skoncentrowany . Sędzia Comyn natychmiast spostrzegł. wyjął z teczki plik prawniczych dokumentów i zaczął je przeglądać. który wyjął z kieszeni talię przybrudzonych kart i rozłoŜył je na stoliku w pasjansowe kolumny. okazała się damą.Czerwona dziewiątka . o co chodzi. Mały człowieczek patrzył ze zdumieniem na kupki kart.Bardzo panu dziękuję . którą mógł teraz odwrócić. Ŝe uŜył ogólnie w owych Strona 124 . odnoszących się do skomplikowanego pozwu cywilnego. takie. którą rozpoczynał król. . Mały człowieczek wysunął czubek języka spomiędzy warg. on chce rozmawiać! Podniósł wzrok i spojrzał w błagalne.zapytał nieśmiały człowiek. .powiedział sędzia. Mały człowieczek po prostu ich nie zauwaŜył. . WspółpasaŜer spojrzał na niego z niepokojem. a w trzeciej leŜał król. . . nie wyłonią się Ŝadne specjalne trudności. 205 Sędzia Comyn zastanawiał się.Proszę bardzo. Wiedział z doświadczenia. powiedział sobie w duchu. zrozumiał. Ŝe wyjdzie . .odezwał się nieśmiałym głosem siedzący naprzeciwko męŜczyzna. Przy jego pomocy pasjans wyszedł. . sir. . Ci jednak bardzo często wydawali zdumiewająco nielogiczne wyroki. kończyła się teraz dziesiątką.Niech pan układa dalej .powiedział sędzia. Jest jednak coś niesłychanie pociągającego w obserwacji cudzego pasjansa. Kolumna.Jeszcze nigdy w Ŝyciu nie wyszedł mi pasjans.Król .i pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego. Po pięciu minutach sędzia przestał się koncentrować na sprawie powództwa cywilnego i wpatrywał się z zainteresowaniem w rozłoŜone karty. Sędzia odchrząknął.Powinien być przesunięty na wolne miejsce. Sędzia Comyn zdławił w sobie irytację i powrócił do dokumentów.Ale nie bez pomocy czcigodnego pana . . który miał wejść na wokandę w Dublinie tuŜ po jego powrocie z Tralee. Ŝe na sesjach wyjazdowych rozpatruje się jedynie najprostsze sprawy. zwłaszcza jeŜeli układający go robi błędy. Ŝe czerwona dziewiątka nie została połoŜona na czarnej dziesiątce.Forsyth Opowiadania.powiedział człowiek o smutnych oczach. Mówił z akcentem południowo-zachodniej części kraju. Tamten spuścił wzrok. . którego zainteresowanie rosło. Wreszcie nie mógł dłuŜej wytrzymać. Ŝe w Kerry.powiedział łagodnie sędzia.skłonił się tamten. Dopiero po chwili uwagę sędziego zwróciło cmoknięcie. Nic mnie to nie obchodzi.Myślę. WyłoŜył trzy następne karty. którego moŜna było przesunąć na wolne miejsce. pomyślał sędzia.txt wiadomości. O BoŜe. PołoŜył ją na króla. .uśmiechnął się sędzia. Wpatrywał się intensywnie w odsłonięte karty u dołu kaŜdej kolumny. Czerwona dziewiątka i sześć leŜących na niej kart przeniosły się na dziesiątkę. Karta. który został odłoŜony na bok. Po prawej stronie widniała pusta kolumna. Wkrótce ukazały się za oknem zielone łąki hrabstwa Kildare. . .No i widzi pan. MoŜna było odsłonić następną kartę. i przeniósł króla.Nie mnie .westchnął mały człowieczek.moŜna ją przenieść. wyszło panu . potrząsając głową i patrząc na sędziego oczami cocker-spaniela.Proszę pana . Był to as. gdzie miał przewodniczyć na cokwartalnej sesji wyjazdowej.Czy pozwoli mi pan skorzystać z części stolika? . niemal psie oczy tego człowieka. ale doszedł do wniosku.Ma pan dobre oko do kart. Ŝe ma do czynienia z sędzią. które powinny być w gruncie rzeczy rozstrzygane przez lokalnych sędziów. Zrobił siedem kolejnych prawidłowych ruchów. mimo Ŝe obydwie te karty były doskonale widoczne. toteŜ juŜ po pięciu minutach złoŜył ją. Sędzia Comyn powrócił do studiowania dokumentów.podpowiedział sędzia . .

to juŜ nigdy nie zapomina. jego partner nazywał się O'Connor. Czułem to.Czy ojciec nie zagrałby z nami? . jeŜeli są dobre. Po jednej. ale nie wykluczał. Tamten skinął głową. zdolność obserwacji i dedukcji oraz dobra pamięć. Dostaje pan po prostu pięć kart. Ŝe wziął talię i rozdał parę gier sam ze sobą. ojcze .. Sędzia pominął swój tytuł. . sędzia o dwie. niewinnego pokera. co pan ma w ręku.Nie umiem grać w karty.Gotowy? . Zagrali jeszcze raz. Wreszcie odłoŜył talię i westchnął. Ksiądz odłoŜył tom kazań zmarłego kardynała Newmana i spojrzał na karty.dodał . . Ŝe był to on właśnie.powiedział sędzia i z tryumfem wyjął z teczki duŜe pudełko zapałek. Ŝe nie moŜe pan dać sobie lepszej karty niŜ ta. do czego miałem prawo. który z nich pierwszy powiedział słowo poker. JednakŜe trudno jest grać w pokera w dwie osoby.txt czasach przyjętego w Irlandii tytułu wobec ludzi zasługujących na szacunek. . tylko para dziewiątek.Właśnie o to mi chodziło! .Odebrałem sobie mojego wyimaginowanego pensa . kto z nas ile postawił. jak gdyby zaŜenowany własną odwagą.To tylko sprawa dedukcji i skalkulowanego ryzyka .Forsyth Opowiadania. będzie je pan mógł wymienić na inne. między Sallins i Kildare. Ŝe jedno z rozdań dało mu fula . którą ja mam. . . Oczywiście nie było mowy o pieniądzach. Tym razem nie był to ful. mając złe karty. W pięć minut później. .ale ja nic nie dokupiłem. O'Connor zwrócił się do księdza: . Gdy minęli miasto Kildare. ChociaŜ . oglądał je i składał z powrotem. Postanowili rozdawać po pięć kart. Ja nigdy nie wygrywam. . Mały człowieczek przestał układać pasjansa i zaczął wykładać po pięć kart. drugi teŜ musi to zrobić. Sędzia wygrał. sir. według której na umiejętność zręcznej gry w karty składają się poprawne rozumowanie. a wygrywali pół na pół.wyznał O'Connor po trzecim rozdaniu nie potrafię zapamiętać. miał pan dobre karty. JeŜeli karty są złe. . Strona 125 . zdecydowali rozegrać 206 małego. Mały człowieczek. sędzia Comyn nigdy nie mógł dojść.powiedział ze smutkiem. . Z przyjemnością rozegrali tuzin rozdań. Był raczej dumny ze swojej teorii. RozłoŜył na stoliku otwarte karty.powiedział sędzia..Zgoda .Mam pewien kłopot .Niestety nie .przypomniał sobie sędzia . przejął jedno z rozdań i obejrzał karty. . jak to było wówczas w zwyczaju. pasuje pan i nie przebija.Długa jazda do tego Tralee.spytał sędzia. Nieznajomy poprosił o trzy dodatkowe karty.Nieszczególnie . .odparł rumiany ksiądz z uśmiechem. Zagrajmy jeszcze raz. .stwierdził sędzia.Zasada jest ta sama. Z zadowoleniem stwierdził. chce spasować. a sędzia rozdzielił zapałki i dał po dwadzieścia sztuk kaŜdemu.powiedział. Ma pan szczęście. Do tego trzeba mieć dryg. . W tym momencie przedstawili się sobie.odparował sędzia. .rzekł sędzia i obejrzał własne karty.grałem kiedyś z kolegami w seminarium w wista.Zakładam się o jednego wyimaginowanego pensa.Tak jest. jeŜeli nie będą panu odpowiadały. Lubił zapalić sobie po śniadaniu i kolacji cygaro i za nic w świecie nie uŜyłby benzynowej zapalniczki do dobrej hawany za cztery pensy. . Szanowny pan ze swoją świetną pamięcią jest w łatwiejszej sytuacji. Faktem jest. wymieniając tylko nazwiska.walety na dziesiątkach. podając jedynie nazwisko Comyn.Ach .Jak człowiek się raz nauczy grać. Potem patrzy pan. który grał trochę w brydŜa i pokera z kolegami z klubu Kildare Street. to pan zaczepia. bo kiedy jeden z graczy. uśmiechnął się nieśmiało.powiedział z podziwem O'Connor. Mały człowieczek miał trzy piątki. Gdy później przypominał sobie tę jazdę. .Mam pomysł .

cztery króle. oceniał szansę i prawdopodobieństwa Strona 126 . wyjaśniając po kolei kaŜdą kombinację. jedna para.Jedna para lub sam as czy teŜ róŜne karty.Oczywiście . a O'Connor połowę. . jak w konfesjonale. Ksiądz patrzył mu przez ramię. Przy trzecim rozdaniu twarz księdza rozjaśniła się.txt . nikt z nas nie będzie nic stawiał.WaŜne jest to. to znaczy trzy karty tej samej wartości.Tak.PrzecieŜ to tylko zapałki. cztery damy i tak dalej. .Potem idzie ful .powiedział. To ksiądz zrozumiał. Bo skoro wiemy. jak człowiek. Taki ful nazywa się ful damski na dziesiątkach.Czy mam się starać brać lewy? . aŜ do czterech 207 dwójek. dama. . . Niewinna gra losowa nie jest wszak grzechem. Ani słowa nikomu. . Piąta karta nie liczy się: oczywiście cztery asy są lepsze niŜ cztery króle.Oczywiście.To niezupełnie tak . Jest to pięć kolejnych kart w tym samym kolorze.Tak przypuszczałem . Niech pan zobaczy.ciągnął dalej sędzia.Teraz. . .NajwyŜsza karta to poker. Po prostu pięć kart w tym samym kolorze i w dowolnej kolejności.skoro gramy tylko o zapałki. kolej na fula.Jak w konfesjonale .wtrącił O'Connor. .następnie idzie zwykły kolor. W pierwszych dwóch rozdaniach ksiądz pasował wcześniej i przyglądał się. KsięŜulo nie orientował się jeszcze dobrze w grze i tylko sędzia grał ostro. walet i dziesiątka. ojcze. .. i tak dalej. który zrozumiał. Była rzeczywiście dobra.zapytał pokazując swoje karty pozostałym graczom. Ŝe powiedział głupstwo.powiedział ksiądz. zwane czasem furą to tak słaba ręka.powtórzył .zapytał ksiądz. to bardzo dobre karty . co pan ma. Sędzia wygrał cztery zapałki.No cóŜ . karty zostały piętnaście razy rozdane. Sędzia z rozpaczą odłoŜył swoje karty. Pogrzebał w teczce i wydobył z niej czystą kartkę liniowanego papieru. O'Connor uderzył się w czoło. ale teŜ takiej samej wartości. począwszy od asa. To. . co pan ma w ręku. kalkulował.powiedział ostroŜnie ksiądz.W pokerze nie ma Ŝadnego brania lew .Czy mogę to wziąć? .Forsyth Opowiadania. panie O'Connor. na przykład dwie dziesiątki. jak tamci rozgrywają.tak. Ksiądz znowu pokiwał głową. Sędzia zapisał to na kartce pod słowem "czwórka". Cztery asy. . Ksiądz stracił niemal wszystkie. Zaczął coś pisać na kartce. . trójka.ale nie powinien ich pan pokazywać. LeŜąca przed sędzią kupka zapałek bardzo urosła.Nie znam się na stawkach . O'Connor uniósł brwi.uśmiechnął się sędzia Comyn . poniewaŜ mamy gorsze karty. wpisując to słowo pod wyrazem poker. a sędzia roześmiał się protekcjonalnie. potem idzie kolor. Przez sześćdziesiąt minut. Zwłaszcza jeŜeli się gra o zapałki. . powinno być tajemnicą. co się ma w ręku.powiedział ksiądz . Robił zbyt wiele błędów. Jasne? Ksiądz skinął głową.Dobra karta. Pozostałe to król. aŜ do przyjazdu do Thurles. przyjacielu. Widzi ojciec. na przykład trzy damy i dwie inne karty. . dwie pary.niech ją pan sobie bierze.Oznacza to dosłownie cztery jednakowe karty.poprawił go sędzia Comyn . To prawda.powiedział cierpliwie O'Connor . Sędzia omówił następnie resztę listy. strit. Zapałki zostały podzielone na trzy równe kupki i gra się rozpoczęła.tłumaczył dalej sędzia. . ojcze . Ksiądz spojrzał na kartkę. . prawda? 208 Przeprosił współgrających i gra potoczyła się dalej.powiedział O'Connor.Potem idzie czwórka . Z wewnętrznej kieszeni marynarki wyjął złoty ołówek. . Miał fula waletowego na królach. prawda? .. . Rozdano karty. Ŝe niewarte są nawet małej stawki . rozumiem.

Przełamali kaŜdą zapałkę na pół. 209 14. Sędzia i O'Connor podzielili zapałki na dwie kupki. w Dingle jest sierociniec. ChociaŜ.zauwaŜył O'Connor. połowę od sędziego.. które wyjął ze swojego pudełka. to nie miejsce dla ludzi pobrzękujących pieniędzmi w kieszeniach. . . .zaprotestował ksiądz.Chwileczkę .Nawet kilka szylingów to dla mnie duŜo.MoŜe będzie zabawniej. A kilka szylingów. O'Connor podniósł połówkę zapałki bez łebka.zaproponował O'Connor bez specjalnego entuzjazmu. .. mój synu. Ŝe bardzo dobrze się bawię ..Wszystko.mam pewien pomysł.A z nim spotkam się chyba wcześniej. ale myślę. . Ŝe ta gra jest potwierdzeniem jego teorii o przewadze rozsądku nad szczęściem.Ale biskup tak . . bo obecne ceny torfu są. Gracze na ogół bawią się dobrze. ojcze . Sędzia i na to znalazł rozwiązanie. O'Connor zwrócił uwagę.Teraz musimy umówić się . Połówki z siarką na końcu miały być dwa razy wartościowsze od pozostałych.. Czterdzieści zapałek.. . śaden z graczy nie sprzeciwił się zaakceptowaniu jego czeku.zaproponował. Ŝe ma przy sobie trzydzieści funtów. Ŝe jest dŜentelmenem.chociaŜ.AleŜ wielmoŜny panie.Nie jestem z natury hazardzistą. Suma ta zaskoczyła nieco sędziego. Strona 127 . Ksiądz otrzymał poŜyczkę w wysokości dziesięciu zapałek z łebkiem i czterech bez łebka. Pan O'Connor i ja podzielimy między siebie wszystkie zapałki. .A jeŜeli wygrana pójdzie na cel dobroczynny? . .powiedział sędzia . Moja matka gotuje tam posiłki. . więc wznowili grę.Wydaje mi się.I wszystko będzie dobrze.. które odtąd będą miały wartość pieniądza. Mam w portmonetce tylko trzy funty.AleŜ. co księdzu zostanie po oddaniu poŜyczki.Przyznaję. . Jadę do matki. stanie się darowizną dla sierocińca. Ŝe nawet biskup nie zechce sprzeciwić się darowiźnie dla sierocińca. stracił pan sporo zapałek. .Jestem pewien.Forsyth Opowiadania..zawołał O'Connor . .. O'Connor jakby stracił zainteresowanie grą. .W takim razie muszę zrezygnować . odda nam to. .txt swym wyćwiczonym umysłem prawnika.A jeŜeli o nas chodzi. Potem kaŜdy z nas poŜyczy księdzu równą liczbę zapałek. Gdy minęli Thurles. a resztę otrzyma w gotówce. .Obawiam się. Co ksiądz na to? .zawołał tryumfalnie sędzia. Byli przekonani.powiedział ksiądz stanowczym tonem. Przez chwilę w przedziale panowała ponura cisza. Uznał. to nie będziemy od niego Ŝądali zapłacenia długu.Czysta robota . jeŜeli zagramy o pieniądze . Sędzia musiał go dwukrotnie przywoływać do porządku.zasugerował O'Connor. Kościół święty.MoŜe skończylibyśmy juŜ? . Ŝe granie o zapałki nie jest zbyt interesujące wyznał O'Connor po drugim upomnieniu. Ŝe Pan Bóg nie moŜe mieć nic przeciw temu.powiedział sędzia tasując karty co do wysokości stawek.Dziesięć szylingów? . potraktujemy to jako prezent w zamian za księdza udział w grze . . Ŝe moŜe ich zabraknąć. JeŜeli ksiądz przegra.bez pana nie moŜemy grać.Kiedy ja nie mogę grać o pieniądze! .Darowizna! . jak widzę. JeŜeli wygra. Ŝe gra o kilka szylingów to niewielki hazard. .Pan jest genialny. O'Connor oświadczył. wielmoŜny panie . do Dingle. i Ŝe gotów jest grać do tej wysokości.powiedział z podziwem O'Connor. a biedne dzieci w zimie marzną. .powiedział sędzia. matka nasza. połowę od O'Connora. . Ksiądz wyraził zgodę.. .Jak pan sobie Ŝyczy . Muszą wystarczyć na całe wakacje..powiedział ksiądz. które stanowią sumę przeznaczoną na urlop.zawołał sędzia . moje szczęście moŜe się szybko odmienić odpowiedział O'Connor z anielskim uśmiechem. co mu poŜyczyliśmy.

O.powiedział O'Connor . . Musi pan dołoŜyć i sprawdzić sędziego.Za pięć minut Tralee . Sędzia skinął głową. . Dobrał trzy karty i z zachwytem przyglądał się swoim czterem damom i siódemce trefl. ale nikt nie zakłócił pokerowcom gry i nie wszedł do przedziału. wsunąwszy głowę w szparę uchylonych drzwi przedziału. poniewaŜ wszedł do puli. Pociąg zatrzymał się przy peronie. BoŜe! Jestem prawie zupełnie spłukany. TuŜ przed Headford nieszczęsny O'Connor przegrał juŜ dwanaście funtów. . tylko raz obstawił wysoko i wygrał dziesięć funtów z fulem przeciwko dwóm parom i stritowi. Razem z pozostałymi mu jeszcze dwoma funtami miał teraz dwadzieścia jeden funtów i dziesięć szylingów. Dojechali do węzła kolejowego Limerick. to proszę dołoŜyć pięć funtów i sprawdzić go. pozostawiając sobie dwa. Sędzia raz jeszcze zajrzał do swoich kart. O'Connor myślał prawdopodobnie.zawołał konduktor. który zgodnie z dziwacznym nazewnictwem panującym na kolejach irlandzkich nie ma nic wspólnego z Limerick i leŜy tuŜ za Tipperary. Ksiądz miał dwanaście funtów w zapałkach. często pasowali wszyscy partnerzy.Tylko jedno . kiedy Strona 128 .szepnął.wtrącił się O'Connor.Forsyth Opowiadania. . Kiedy ksiądz z kolei zareagował dołoŜeniem do niej pięciu funtów. Zabrał ze stołu swoje dziewięć funtów. przesuwając do puli kilka zapałek . Ŝe teŜ ma dobrą kartę. .Trudno . dziewięć funtów sędziego i stawki w wysokości trzydziestu szylingów. 211 Sędzia zacisnął zęby na paznokciu kciuka.zapytał ksiądz. Ŝebym teraz zwrócił panom dwanaście funtów. . . Ksiądz pokazał cztery dziesiątki.Przesunął na środek stolika dziesięć funtów.powiedział ksiądz i jakby obrzędowym ruchem przesunął cztery zapałki na środek stolika.ksiądz posmutniał. co robić . Miał fula waletowego na siódemkach.i przebijam jeszcze pięć. Sędzia usłyszał westchnienie księdza. pozostali dwaj gracze po dwadzieścia cztery funty.Sprawdzam . z którymi rozpoczynałem grę? . . Mogło być lepiej. Powinienem był odłoŜyć te trzydzieści dwa funty dla sierocińca. Co mam robić? zapytał ksiądz.Proszę księdza . 210 . Sędzia rozłoŜył swojego fula i czekał. sam nie wiem.Tak mi dobrze szło. W trzecim O'Connor szybko spasował. TuŜ pod Charleville ksiądz wygrał od zaniepokojonego O'Connora dziesięć funtów i tempo gry zwolniło się. sędzia dostał wymarzoną kartę.Czy nie byłoby wskazane.Dokładam ojca cztery funty . Był spokojny. . Gra nabrała ponownie tempa. czyli grać talią ^ trzydziestu dwóch kartach. Księdzu pozostało jeszcze siedem funtów. W sumie od początku gry przegrał dwanaście funtów. Gdy minęli Farranfore. TuŜ przed Mallow zgodzili się odrzucić wszystkie niskie karty od siódemki w dół. Księdzu pozostały jeszcze trzydzieści dwa funty.JeŜeli ksiądz nie chce. a sędzia dwadzieścia. co w 1938 roku stanowiło wcale pokaźną sumkę.nie moŜe ksiądz przebić wyŜej.Sam nie wiem.txt po podzieleniu na połówki reprezentowało teraz równowartość sześćdziesięciu funtów.powiedział.Wszelki duch Pana Boga chwali . . O'Connor stracił nerwy i spasował.. po czym dołoŜył dziesięć funtów do dziesięciu funtów księdza i dodał drugie tyle. . . kiedy sędzia podwoił leŜące tam juŜ pięć funtów księdza.szepnął. Ksiądz wstawił do puli cztery jednofuntowe zapałki. Partnerzy księdza wyrazili zgodę i obaj odebrali po swoje sześć funtów. O'Connor na ogół szybko pasował. i to do sumy. a następnie przebił o dziesięć. . Ksiądz spojrzał z konsternacją na spiętrzone na stoliku zapałki i na leŜący przed nim ekwiwalent dwunastu funtów. Kilka osób wsiadło i wysiadło.Mój BoŜe. Ŝeby pan Comyn podwyŜszał jeszcze raz stawkę. której ksiądz nie będzie mógł zapłacić. O'Connor grał teraz bardzo ostroŜnie. Nikt nie podziwiał jezior Killarney przesuwających się za oknem. JuŜ w pierwszych dwóch rozdaniach wygrał prawie dziesięć funtów. tracąc swoją dziesięcioszylingową stawkę..

Sędzia Comyn wyciągnął ksiąŜeczkę czekową z kieszeni. -. . . Rozległy się kroki. składając starannie czek.No właśnie. a sędzia wrzucił przełamane zapałki do popielniczki.Oto moje karty. prawda? . Będzie to dla mnie nauczka. a zwłaszcza z przedstawicielem Kościoła! . Ŝe bank wypłaci mi za to pieniądze? .Skoro tak pan mówi . .Obawiam się. panie O'Connor. Komplet przysięgłych z Tralee nie miał duŜo do roboty. Chciał się jak najwcześniej połoŜyć. ZdąŜy pan tam jeszcze dzisiaj.Myślałem juŜ. Cztery damy! O'Connor gwizdnął.Wyjście się znajdzie . oskarŜeni przyznali się do winy.Sam Pan Bóg musiał księdzu rozdawać karty. Sędzia Comyn poszedł do hotelu. Ŝeby komuś tak szło. Ksiądz spojrzał na rozłoŜone przed nim cztery damy.Z pomocą boską . kiedy wezwano trzeciego oskarŜonego.zapytał oskarŜonego pisarz sądowy. .powiedział ksiądz. Bank Irlandzki w Tralee wypłaci panu gotówkę. Szybko wypisał czek. karę grzywny. dotyczyły drobnych przestępstw.Ja juŜ zapomniałem.odparł ksiądz z zakłopotaniem.zapytał.Dla mnie teŜ była kosztowna .odparł sędzia. . .Powiada pan.odparł ksiądz. wydarł go z ksiąŜeczki i podał księdzu. jeŜeli ma pan cztery .powiedział ksiądz z namaszczeniem.odpowiedział sędzia. gdzie są najbardziej potrzebne .txt je jeszcze miałem. Ŝeby te pieniądze znalazły się jeszcze dziś przed zachodem słońca tam. Sędzia pisał dalej.jest Strona 129 . .To byłoby równo pięćdziesiąt funtów. Nigdy nie operowałem pieniędzmi. synu. Rozstali się na peronie stacji w Tralee. To bardzo biedna instytucja. .Oczywiście . . Ksiądz połoŜył karty na stolik.odpowiedział głos. Otrzymali. Kiedy wjechali do Tralee. Przypuszczałem. Z sali sądowej widoczna była tylko peruka sędziego. od czego zaczynaliśmy. .Tylko niech go pan nie zgubi. A teraz powiem księdzu i panu.uśmiechnął się sędzia uprzejmie. . kto go znajdzie.. Ŝe to sierociniec w Dingle? Jak mam wystawić czek? Ksiądz zdawał się zaskoczony. .Ronanie Quirku O'Connorze . Ŝe była to dla mnie bardzo interesująca. Dwie pierwsze sprawy na wokandzie tego dnia były proste.DołoŜę księdzu trzy funty . I miał rzeczywiście cztery. śyczę panom powodzenia. . choć kosztowna.krzyknął pisarz sądowy.Ja teŜ nie mam rachunku .Niech cię. Nie naleŜy grać w karty w pociągu.Mówił pan. Jest wystawiony na okaziciela i kaŜdy. O'Connor schował talię do kieszeni.powiedział O'Connor ze smutkiem. O'Connor odliczył dwanaście banknotów funtowych i podał je księdzu. . podróŜ.Forsyth Opowiadania. moŜe zainkasować gotówkę. pokera. Ŝeby odpocząć przed jutrzejszą rozprawą w sądzie. . Dawno nie widziałem. Ŝe przegrałem. . Bóg błogosławi . .mówił dalej pisarz . . .Tak jest .Wystawiłem go na okaziciela.CzyŜ króle nie są wyŜsze od dam? .Przypilnuję. . Ŝe oni nie mają rachunku bankowego. Zamykają dopiero za pół godziny.powiedział sędzia. zebrali karty i zapałki.Owszem są.W takim razie wypiszę czek na pańskie nazwisko . a potem w swoje karty.powiedział sędzia. . ..Czy pana nazwisko brzmi: Ronan Quirk O'Connor? .Jestem winien pięćdziesiąt funtów na rzecz sierocińca powiedział sędzia i zabrał się do pisania. Ŝe pan ma tego. Sędzia Comyn siedział z głową pochyloną nad papierami. w obydwu wypadkach. . A tak mam juŜ tylko dwa.Wprowadzono Ronana Quirka O'Connora! .westchnął.dziwił się ksiądz. 212 . .

naleŜącej do oskarŜonego. które posłuŜyły do gry w pokera podczas jazdy pociągiem. W sali sądowej było zupełnie cicho. by oskarŜony udał się z nim do komisariatu w Tralee. a on siedział w swoim fotelu z nieruchomą twarzą. poniewaŜ oskarŜony juŜ został pozwany. Detektyw zeznał. Miał przy sobie przypadkowo znaczną kwotę pieniędzy. a mianowicie siedemdziesiąt funtów. podszedł do kolejarza i poprosił. Karty zostały posłane do Dublina celem zbadania i gdy otrzymano raport. czy teŜ nie przyznaje się pan do winy? W czasie przemówienia pisarza sądowego sędzia Comyn odłoŜył starannie pióro. Wszyscy patrzyli na sędziego. 213 Ŝe pan. Ŝe jest to Strona 130 .Forsyth Opowiadania. Przegrywał tak regularnie.nazywał się Lurgan Keane. co dzieje się w pociągu. Pierwszym świadkiem oskarŜenia był sierŜant policji z Tralee. . od niejakiego Lurgana Keane'a. wsiadł w Dublinie do pociągu jadącego do Tralee. O'Connor został oskarŜony o szulerstwo. Czy jest pan winien zarzucanego przestępstwa. 214 wysoki. Ŝe po zbadaniu okazało się. Procedura ta pociągnęłaby za sobą dodatkowe koszty dla podatników. Sędzia Comyn odpowiedział mu wzrokiem pełnym przeraŜenia. co ja. wyszedł pod jakimś pretekstem na peron. Dotychczas wszystko było jasne. Na peronie podszedł do niego człowiek. pomyślał sędzia. Jechał niewątpliwie wczoraj w tym samym pociągu. W głowie kłębiło mu się tysiące myśli. w dniu trzynastym maja bieŜącego roku. Ŝe nie ma i Ŝe sam się będzie bronił. przybył na dworzec w Tralee dnia trzynastego maja. W Farranfore. Ŝe tak. Ŝe otrzymawszy informację o tym. który .Proszę zaprzysiąc członków ławy przysięgłych . ale ze zdumieniem. Wszystko sprowadzało się do pytania: czy moŜe sobie zaufać. za pomocą oszustwa. które jego zdaniem mówiły same za siebie. Ŝe oznaczałoby to ponowną rozprawę. To on wskazał oskarŜonego.zarządził. co ten uczynił. jeden przystanek przed Tralee. Ŝe uczciwie przedstawi przysięgłym swoje wnioski? Uznał. Prokurator pokazał mu karty i świadek stwierdził na podstawie zrobionych przez siebie znaków. iŜ karty w inkryminowanej talii są znaczone. Tam kazano mu opróŜnić kieszenie. Trzynastego maja właściciel sklepu spoŜywczego w Tralee. ale podróŜował trzecią klasą. SierŜant zaŜądał. . Miał prawo wstrzymać przewód sądowy na podstawie znajomości z oskarŜonym. A mianowicie o to. Sędzia Comyn zaklął w duchu. Ŝeby brał stronę oskarŜonego przeciwko prokuratorowi. w chwili kiedy nadchodził pociąg z Dublina. O'Connor odpowiedział. nazwiskiem Lurgan Keane. Ŝe zaczął coś podejrzewać. Zeznał pod przysięgą. a następnie zapytał O'Connora. Ŝeby w Tralee czekała policja. przebywając w hrabstwie Kerry. Ronan Quirk O'Connor.Nie przyznaję się do winy . wygrał pewną sumę pieniędzy.txt pan oskarŜony o szulerstwo na podstawie paragrafu siedemnastego ustawy o grach hazardowych z 1845 roku. Pisarz sądowy zrobił to. jak gdyby miał ochotę w ten sposób prowadzić całą rozprawę. Wśród innych przedmiotów znalazła się w nich talia kart. W czasie podróŜy wdał się w grę hazardową z oskarŜonym i jeszcze jedną osobą. które pan Keane zidentyfikował jako te. który zeznawał na okoliczność przebiegu aresztowania oskarŜonego.powiedział sędzia. czy ma obrońcę. . Prokurator wstał i przedstawił fakty.Proszę o ciszę .wyszeptał O'Connor. Mały człowieczek o oczkach spaniela patrzył na niego poprzez salę sądową tępo. Ŝe przeprowadzi rozprawę sprawnie i bezstronnie. Pomyślał jednak. Bezstronność będzie wymagała. Następnym świadkiem był detektyw z sekcji oszustw dublińskiej policji. wreszcie podniósł wzrok. szalbierstwa i fałszerstwa. masywny męŜczyzna. Korzystali z talii kart.jak się później okazało . zagłębił się na dłuŜszą chwilę w swoich papierach.

Ŝe przy uŜyciu pewnego preparatu chemicznego zaciemniono lub rozjaśniono małe fragmenty wzoru na odwrotnej stronie całej talii. Są jednak wystarczająco duŜe. Ŝeby szuler. Zaczął zadawać świadkowi pytania. . kiedy miał w ręku dobrą kartę. kiedy sam ma lepszą rękę. Czy to jasne? . to znaczy. . jakkolwiek niewielka.Nie mam dalszych pytań .Tak jest . ale nie skorzystał z oferty.oświadczył prokurator. co mu się przytrafiło. . proszę Wysokiego Sądu .powiedział.zawołał w stronę ławy przysięgłych . Trzecim.zgodził się O'Connor .powiedział sędzia Comyn do oskarŜonego. Lurgan Keane. kiedy wie. W Farranfore wyszedł z pociągu i będąc przekonany. Robi się je na obu brzegach karty w ten sposób.odparł sędzia.powiedział. .Owszem .bo ten człowiek grał znaczonymi kartami. ostatnim i głównym świadkiem oskarŜenia był właściciel sklepu w Tralee. dotyczące jego zeznań .Wysokie karty.Czy szuler musi równieŜ oszukiwać przy rozdawaniu kart? zapytał prokurator. jak trzyma się kartę. w jaki sposób karty zostały poznaczone przez szulera. Ŝeby były wyczuwalne niezaleŜnie od tego. Ŝe nawet wtedy.Jak najbardziej . którą badał. natomiast licytuje wysoko.powiedział O'Connor. I co z nimi zrobiłem? 216 Keane myślał chwilę. 215 . Widział.odparł świadek. . Ŝe często obejmują zaledwie kilkumilimetrową przestrzeń skomplikowanego wzoru.txt talia. .Powiedział pan. Ta róŜnica. ale zanim dojechał do Farranfore przegrał sześćdziesiąt dwa funty.To się zdarza . KaŜdy z czterech kolorów zaznaczony jest na odwrocie karty przez nacięcia na jej brzegach i to w róŜnych miejscach. . Dwunastu sprawiedliwych solennie kiwało głowami.A skąd? Keane wydawał się zdziwiony. .Dziękuję. Nazywamy je umownie "nacinaniem" i "cieniowaniem".odpowiedział detektyw. W pociągu został wciągnięty w grę w pokera. Podszedł do ławy świadków jak byk wpadający na arenę i wbił wzrok w O'Connora. z jakim zainteresowaniem przysięgli przysłuchiwali się zeznaniom detektywa.Szuler po prostu nie bierze udziału w licytacji.zapytał prokurator.ale nie ma większego znaczenia. Wysoki Sądzie . widoczna jest dla gracza siedzącego po drugiej stronie stołu.Zaczął pan układać pasjansa . Wskazuje ona szulerowi kolor. Ten patrzył na niego złym okiem. Ŝe jest ofiarą szulera. OtóŜ tego dnia zawarł w Dublinie kilka transakcji i dlatego miał przy sobie tak duŜą sumę. O'Connor po raz drugi zrezygnował z przesłuchania świadka. . Wyglądał na jeszcze smutniejszego niŜ wczoraj i jeszcze niewinniej. Ŝe przeciwnik ma lepsze karty.To zupełnie niemoŜliwe.Forsyth Opowiadania. Ŝeby policja czekała na niego w Tralee. sir . Fragmenty te są tak miniaturowe.z kieszeni. . Poza tym nacina się jeszcze karty. Podejrzenie wzbudził w nim fakt. mógł je zauwaŜyć przez stół. który wie o ich istnieniu.Na dwa sposoby. UwaŜał się za dobrego gracza. . Sędzia Comyn. poprosił. . Prokurator zapytał go. zwęŜając odległość pomiędzy brzegiem samej karty a krawędzią wzoru na jej odwrocie.zapytał cichym głosem. . . Ŝe to ja wyjąłem talię kart? . zostały w tym wypadku "zaciemnione". który juŜ niemal uwierzył w moŜliwość zupełnie Strona 131 . jaki ma w ręku jego partner. .Z kieszeni . Na znak prokuratora opowiedział o tym. To nie była juŜ jakaś tam sprawa kradzieŜy koni. . od asa do dziesiątki.I miałem rację .odparł Keane.powiedział detektyw . jego przeciwnik zawsze miał lepszą i wygrywał.Ma pan prawo zadać świadkowi kaŜde pytanie. Tym razem O'Connor wstał.Czy moŜna wygrać z takim oszustem? . patrząc na O'Connora.

która siedziała z nami w przedziale. Keane zmieszał się.Nie. po czym zwrócił się do przysięgłych: .powiedział O'Connor znów smutnym głosem. Ŝe taka stara talia nie ma Ŝadnej wartości. Była to uŜywana talia kart. nic . ile pan przegrał do mnie. . po czym przyszła mu do głowy nowa myśl i zwrócił się do przysięgłych: . śył z kupna i sprzedaŜy koni. .krzyknął Keane.Umie zwabiać swoje ofiary.A czy to ja pierwszy do pana przemówiłem . . . 217 . Wreszcie coś poruszyło się w jego mózgu. kiedy zorientował się.zapytał oskarŜony świadka . Ŝe mu serce zamiera. Nie był dobrym graczem.zawołał. co przecieŜ nie jest przestępstwem. . . ani grosza.powiedział.przyznał. poczuł.czy teŜ to pan mnie zagadnął? Tęgi sklepikarz stropił się.zapytał O'Connor. ale tylko do mnie.Pan! . Ŝe nie chcą.A ja twierdzę .zapytał sędzia.powiedział świadek.odrzekł wreszcie. W jakiś tydzień przed ową podróŜą pociągiem trzynastego maja.Do pana nic .Forsyth Opowiadania. .Ale czy to ja zaproponowałem małego pokera. Nie umiał kłamać. Zatrzymał ją dla siebie i zabawiał się układaniem pasjansa w czasie długich podróŜy. Ŝe nie mogłem się po prostu powstrzymać. które powinien był połoŜyć na czarne i odwrotnie. Został zaprzysięŜony. Więcej świadków oskarŜenia nie było i O'Connor zaczął zeznawać jako świadek we własnej sprawie.I ostatnia sprawa . Widać było. Ŝe tuŜ obok niego na drewnianej ławce coś leŜy.MoŜliwe. . nie . ja zacząłem rozmowę . Sklepikarz wytęŜał umysł.przyznał. ale miał diabelne szczęście. . i Ŝe pan zasugerował grę na pieniądze. Lubił od czasu do czasu zagrać w pokera. które odbywał w poszukiwaniu źrebaków i klaczy dla klientów.Nie mam więcej pytań .powiedział O'Connor do Keane'a . czy oddać ją barmanowi.Owszem. . Farmer z Waxford. jeŜeli ustalimy niewielkie stawki.Trzecia osoba. panie Keane.Sześćdziesiąt dwa funty . ile mi pan wypłacił? .I pan teŜ powiedział. Wszystko wygrał ten farmer.powiedział spokojnie O'Connor. Ŝe podoba mu się słowo "zwabiać". Powiedział pan. Ŝe to była moja propozycja .txt wyjątkowego zbiegu okoliczności. . ale nie był dobrym graczem. Jego wywód był równie prosty jak płaczliwy.Kiedy w końcu rozliczyliśmy się.Ale karty naleŜały do oskarŜonego. kto tuŜ przed nim zajmował to miejsce. Zwróciłem mu kilka razy uwagę. .Niestety. Jaki farmer? . . Widać było. ale doszedł do wniosku.cięŜko zarobione sześćdziesiąt dwa funty.Ale na tym właśnie polega talent szulera . .To nie tak . Ŝe gra będzie bardziej interesująca. by i ich zwabiono. Nie zauwaŜał czerwonych kart. proszę Wysokiego Sądu.Ale ten człowiek robił takie głupstwa.stwierdził O'Connor. Za taką sumę moŜna utrzymać robotniczą rodzinę przez prawie rok! . . co przysięgli zauwaŜyli i znowu zaczęli kiwać głowami. siedział sobie najspokojniej przy piwie w jednym z dublińskich barów. Zastanawiał się. kiedy zatrzymał go głos sędziego. czy pan? . Strona 132 . Pan Keane opuszczał ławę świadków. To na pewno on mnie oszukał. Ŝe wygrał farmer. Wydawał się bliski płaczu. .Ŝe pan zaproponował mi partię pokera. .A czy ja coś od niego wygrałem? . . pozostawiona tam przez kogoś.Pan przegrał prawie osiem funtów. Twarz jego promieniała uczciwością. No tak.Niech pan powie.Do pana nic. Przedtem graliśmy na zapałki.Chwileczkę. Niewielkie stawki! Sześćdziesiąt dwa funty to bardzo duŜo pieniędzy! Przysięgli znowu zaczęli kiwać głowami.Czy zapamiętał pan moŜe jego nazwisko? .rzucił Keane ze złością . . Sklepikarz z Tralee zastanawiał się przez chwilę i nagle wytrzeszczył oczy.

nie oszukiwał.Widzę . Tak czy inaczej przegrałeś dwukrotnie do obcych ludzi w pociągu. wobec czego obowiązkiem sędziego jest zalecić przysięgłym. Właśnie miał przejść na drugą stronę ulicy do najlepszego w mieście hotelu. I ta okoliczność jest decydująca.zwrócił się do przysięgłych.Czy pan widzi tego człowieka? .Czy to było błogosławieństwo? . Ŝe jest to. . świeŜego łososia z rzeki Shannon.Tak czy nie? .odezwał się za nim zdumiony głos. W końcu prokurator dał za wygraną.Czy widzi pan. a według irlandzkiego prawa cięŜar udowodnienia spoczywa na nim. Podsumowując sprawę. myślał. bo wtedy na pewno nie przegrałby tylu cięŜko zarobionych pieniędzy. sędzia nie wypowiedział tych myśli. być moŜe. iŜ mówi nieprawdę. powiesił perukę na wieszaku. toteŜ po dziesięciu minutach dwunastu sprawiedliwych powróciło na salę z wyrokiem uniewinniającym. . obstawał przy nich stanowczo i spokojnie. Ŝe zdaniem prokuratora. to on o tym nic nie wiedział. toteŜ nikt nie zwracał na niego najmniejszej uwagi. uśmiechał się dobrodusznie i wyprostował dwa palce wysoko uniesionej ręki. bo farmer miał przez cały czas lepsze karty niŜ on. jakoby znalazł karty w dublińskim barze i Ŝe nie wiedział. pełen widać troski o los sierot z Dingle.odpowiedział. Za jej kierownicą siedział O'Connor. kto obok niego siedzi? . iŜ są znaczone. ale ten trzymał się uparcie swoich twierdzeń. a pan Keane przyznaje.Sędzia Comyn wzruszył ramionami. O'Connor opuścił ławę oskarŜonych jako wolny człowiek. dodał jeszcze. Nędzna z ciebie kreatura. Ŝe oskarŜony twierdził. Duchowny.Forsyth Opowiadania. A jeŜeli chodzi o oszustwo. JeŜeli pan Keane przegrał więcej. O'Connor. Ten wbił w niego wzrok. to dlatego Ŝe był bardziej lekkomyślny i za wysoko licytował. Albo mówisz prawdę. On zaś w czasie tej podróŜy przegrał osiem funtów i dziesięć szylingów do jakiegoś nieznajomego. Ŝabotu i peruki wyglądał jak zwykły śmiertelnik. . Nic nie wie równieŜ o tych róŜnych "cieniowaniach" czy "przycinaniach". jak i grę na pieniądze. i w takim razie jesteś bardzo pechowym graczem. Zarówno oskarŜony. Tylko sprawa o bardzo wielkim znaczeniu prawniczym mogłaby powstrzymać przysięgłych z Kerry od zjedzenia w porę obiadu. Ŝe prokurator nie udowodnił oskarŜonemu.zapytał ponownie Keane. Limuzyna zniknęła za zakrętem. Faktem jest. błyszczącą limuzynę znanej marki. Limuzyna zbliŜyła się do nich.Mam Strona 133 . Sędzia Comyn zdjął togę w szatni tuŜ za salą sądową. O'Connor. Poza tym oskarŜony twierdzi. Obok O'Connora siedział ubrany na czarno pasaŜer. Samochód przyśpieszył biegu.zapytał sklepikarz. prawda. oskarŜony oszukał świadka Lurgana Keane'a i ograł go. lecz pan Keane zaproponował zarówno grę w pokera. i w takim razie jesteś bardzo kiepskim szulerem. albo kłamiesz. gdzie podawano doskonałego. Przysięgli mogą mu wierzyć albo nie. Prokurator próbował krzyŜowym ogniem pytań zbić oskarŜonego 218 z tropu. jak i świadek przegrali do osoby trzeciej. A jako Ŝe dobrze znał przysięgłych. 219 . uŜywając przy tym własnych kart.txt JeŜeli te karty są znaczone. Bez togi. kiedy zauwaŜył wyjeŜdŜającą z hotelowego podwórza piękną. Ale on. Wyszedł na głupca. Ŝe brakuje zaledwie piętnastu minut do przerwy obiadowej. by wydali na oskarŜonego wyrok uniewinniający. O'Connor powrócił na ławę oskarŜonych i czekał na słowa sędziego. róŜne zresztą kwoty. opuścił budynek i udał się na obiad. . Obejrzał się i zobaczył właściciela sklepu z Tralee. JednakŜe świadek Keane przyznał pod przysięgą. to przecieŜ oszust powinien był wygrać. uŜywając szulerskich metod. . Ŝe oskarŜony nie wygrał od niego ani grosza. który miał podsumować sprawę. Przypomniał przysięgłym. Ŝe na odwrotnej stronie kaŜdej z tych kart mogły być jakieś znaki. Nigdy nie przypuszczał. o których mówił detektyw. Ŝe to nie on.Czy ja wiem? . . NajwaŜniejsze jest jednak to.

. Personel czeka tylko na mój odlot.. Przesunąłem lewą ręką lewarek gazu do przodu. jeŜeli się leciało z szybkością tysiąca kilometrów na godzinę. przednie koło straciło kontakt z asfaltem i przestało dudnić. światła po obu stronach pasa migały coraz szybciej. . Poza mną narastał niski ton silnika.odpowiedział mu sędzia. Maszyna stawała się coraz lŜejsza.Charlie Delta do kontroli .Nie rozumiem. pomiędzy hangarami. zamarzłego juŜ na kamień po odrzuceniu przez pługi. obramowana podwójnym pędem jaskrawych świateł punktujących oczyszczoną przez śnieŜne pługi drogę. osłonięte samoloty myśliwskie. Po kilku sekundach tylne koła równieŜ oderwały się od pasa startowego. Ŝe mogłem niemal rozróŜnić poszczególne drzewa. stała niczym samotny rozjarzony świecznik smukła wieŜa kontrolna. Ŝe miałem wraŜenie. Uznałem. Ogrzewanie włączyłem na cały regulator głównie po to. które właśnie zamykali na noc zakutani w koŜuchy mechanicy. aŜ zlały się w jednolitą linię.odpowiedziałem. sygnalizujące obojętnemu niebu alfabetem Morse'a nazwę lotniska: CELLE. Odezwał się w słuchawkach z taką siłą. Ale co u licha. Kiedy skręcałem swoim małym samolotem myśliwskim DH-100 Vampire na pas startowy. jaskrawoczerwone światła lotniska. . nabierałem pędu.Bo jest duchownym .Charlie Delta. uśpione cysterny z paliwem. zezwalam na start . zakręciłem łagodnym łukiem w lewo i jednocześnie pociągStrona 134 . W kilka minut po moim starcie światła wieŜy zgasną i pozostaną juŜ tylko hangary . . chroniącym mnie przed dotkliwym zimnem tej mroźnej nocy. a zegarek wskazywał godzinę dziesiątą piętnaście. Na dyskretnie oświetlonej tablicy kontrolnej drŜały rzędy wskaźników. pomyślałem. Daleko na prawo. ciepłym i bezpiecznym kokonie.To jest ten farmer z Waxford. Było tak. próbującym zdąŜyć na świąteczny urlop do domu w Blighty. ostro obrysowany poświatą grudniowego półksięŜyca.. prawą utrzymując wampira równo na środkowej linii pasa startowego. Ale tej nocy nie będzie pilotów. pokryte śniegiem pole zakończone linią sosnowego lasu. Oglądany przez kopułę z pleksiglasu otaczający mnie niemiecki krajobraz był biały. Wbrew przepisom oczywiście. Ŝe nie ma juŜ co odpowiadać.usłyszałem. jej dziób uniósł się lekko. aŜ spojrzenie na szybkościomierz powiedziało mi. widziałem z tyłu druty ogrodzenia bazy lotnictwa Jej Królewskiej Mości. powietrze było tak przejrzyste. Głos kontrolera wyrwał mnie z rozmyślań. którzy przelatując tędy chcieliby sprawdzić według sygnału swój kurs.jak gdyby skulone w oczekiwaniu mroźnej nocy. Ŝeby zakończyć dyŜur.Charlie Delta. . a potem cienki gwizd.txt co do tego wątpliwości. wskoczyć do samochodów i pojechać na zabawę do kasyna. jak gdybym znajdował się w małym. przeszedł w jęk.obruszył się sklepikarz. 221 Było mi więc spieszno. JuŜ sobie pewno wychylił kielicha albo dwa. .. . dlaczego ten facet jest tak dziwnie ubrany zdziwił się Lurgan Keane. Wiedziałem. które mogło zabić człowieka w ciągu minuty. Mój myśliwiec rozpędził się. PASTERZ Czekałem na sygnał startu z wieŜy kontrolnej. Za nimi rozciągało się płaskie. poderwałem wampira. W kabinie było wygodnie i ciepło. Przede mną był pas startowy . a ja byłem młodym pilotem. Czekałem na głos kontrolera w słuchawkach.gładka. iŜ facet wrzeszczy mi bezpośrednio do ucha.Forsyth Opowiadania. Kiedy zobaczyłem pod nogami koniec pasa startowego. migające wśród bieli i czerni portu. Mimo Ŝe był on oddalony ode mnie o trzy kilometry. Była to bowiem Wigilia BoŜego Narodzenia w roku Pańskim 1957. przecieŜ to Wigilia! . Ŝeby zapobiec oblodzeniu pleksiglasu. Ŝe jest w niej ciepło i wesoło. czarna wstęga asfaltu.Nic podobnego . Ŝe przekroczyłem dwieście dziesięć kilometrów na godzinę i zbliŜam się do trzystu.. Poza zasięgiem świateł piętrzyły się ogromne zwaliska porannego śniegu. Utrzymywałem samolot nisko. a nad tym wszystkim pulsujące.

Charlie Delta. A z Londynu autostopem do domu moich rodziców w hrabstwie Kent. Nawiązać łączność z kanałem D. Słowa kolęd były tam wprawdzie angielskie. stukając do ukwieconych drzwi. a tymczasem lewym kciukiem nacisnąłem guzik radia. czy Christmas są niemal identyczne w całym chrześcijańskim świecie. Sprowadzą mnie do lądowania przez radio. Kłopoty zaczęły się tak niepostrzeŜenie. Podwozie wciągnięte i zatrzaśnięte . Nie uwaŜałem za konieczne przyglądanie się mapie przytroczonej do prawego uda. Przez dłuŜszy czas nie zdawałem sobie sprawy. Czysta rutyna. . Ŝeby zaśpiewać "Cichą noc" i otrzymać kilka fenigów na cele dobroczynne.Charlie Delta. Wysokościomierz wskazywał osiem tysięcy metrów. a następnie przelecieć nad wybrzeŜem holenderskim na południe od Bevelandu. Ŝe jestem w ich obszarze powietrznym. w ciemności. Ŝe w moich słuchawkach zapanowała grobowa cisza. Skręcając nad lotniskiem Celle na wysokości tysiąca pięciuset metrów. opuściłem lotnisko. Wampir miał dość paliwa na osiemdziesiąt minut. dodał: . Ŝe z Lakenheath dostanę się łatwo do Londynu słuŜbowym autobusem.Wesołych świąt! Stanowiło to oczywiście pogwałcenie przepisów.odpowiedział kontroler i zanim zdąŜyłem zmienić kanał. Ale święta BoŜego Narodzenia .Dziękuję kontroli i Ŝyczę nawzajem wszystkiego najlepszego po czym przestroiłem aparat na częstotliwość kontroli brytyjskiego lotnictwa w RFN. Ŝe zauwaŜyłem je dopiero po kilku minutach. a gospodynie westfalskie zajmowały się pieczeniem gęsi i szynek. nad Morze Północne.Forsyth Opowiadania. Po czternastu minutach powinienem znaleźć się nad Lakenheath. Na tablicy rozdzielczej zgasły trzy czerwone światła sygnalizujące opuszczenie kół.zameldowałem przez maskę tlenową. Po czterdziestu pięciu minutach lotu przełączyć się na kanał F i poprosić kontrolę w Lakenheath o naprowadzającą falę radiową. Widocznie moje myśli były tak intensywnie skupione na oczekującej mnie Strona 135 . by wiedzieli. W ten sposób zasiądę do świątecznego śniadania razem z całą rodziną. ciemne zarysy sosnowych lasów zlewały się z jasnymi płachtami pól. lekko zmniejszyłem gaz do ośmiuset siedemdziesięciu kilometrów na godzinę i trzymałem się równo na kursie 265 stopni. odpowiedziałem z miejsca: 222 . Mimo Ŝe byłem wtedy bardzo młody i zdyscyplinowany. a na czarnym. Zwrot nad lotniskiem Celle do kursu 265 stopni i ciągłe wznoszenie się do wysokości ośmiu tysięcy metrów. Gdzieniegdzie błyskały światełka wiosek i małych miasteczek. Wszystko grało. przejdź na kanał D . Widniał na niej wykreślony błękitnym atramentem kurs mojego lotu. Ale po dziesięciu minutach lotu nad Morzem Północnym grać przestało. Tyle Ŝe zamiast gęsi pieczono indyki. mroźnym sklepieniu nieba gwiazdy błyszczały. w porządku. Trzymałem maszynę dalej w łagodnym. W odległości sześciuset kilometrów stąd wszystko wyglądało bardzo podobnie. stabilizującą się na kursie 265 stopni. Wyrównałem 223 dziób maszyny. Byłem w powietrzu od dwudziestu jeden minut. I dobrze jest. Wiedziałem. jednocześnie poczułem nagłe przyśpieszenie. ale melodie przewaŜnie te same. kiedy moŜna je spędzić w domu. wyrównałem maszynę i spojrzałem na wskazówkę kompasu elektrycznego. Po jej osiągnięciu utrzymywać ten sam kurs oraz prędkość osiemset siedemdziesiąt kilometrów na godzinę. Ŝe aŜ kłuło w oczy. wstępującym łuku. Był to skutek zmniejszenia oporu powietrza po wciągnięciu podwozia. Po odprawie u oficera nawigacyjnego w jego baraku znałem go na pamięć. Po wesoło oświetlonych ulicach chodzili juŜ pewnie kolędnicy. musiała być teraz holenderska granica.txt nąłem dźwignię podnoszącą podwozie. który odchodzi tuŜ po północy. Gdzieś pode mną.czy się nazywa je Weinachten. Z tyłu pode mną odezwał się głuchy odgłos kół wpadających w swoje przegrody. Potem juŜ miałem tylko słuchać instrukcji. . Dziób samolotu wskazywał wciąŜ w górę. Razem ze startem i lądowaniem sześćdziesiąt sześć minut lotu. W dole czarno-biała mapa północnych Niemiec coraz bardziej malała.

To nie Ŝarty . śyczliwe głosy Strona 136 .znaleźć się w nocy bez kompasu w kabinie samolotu. Skutek był ten sam. Ŝe straciłem czujność i koncentrację.Forsyth Opowiadania. Nacisnąłem więc klawisz nadajnika i zawołałem: . zamiast wskazywać niezmiennie 265 stopni. i poprosić ich o poinformowanie Lakenheath. gwarzyli wesoło. Moje słowa nie docierały nigdzie i do nikogo. Pokierują moim podejściem sekunda po sekundzie. popijali gorącą kawę i kakao. na ekranach kaŜdej z tych stacji ukazuje się linia świetlna. a to dzięki świadomości. A poniewaŜ wieŜe są ze sobą połączone drogą radiową. przełknąłem ślinę i z wolna policzyłem do dziesięciu. 224 Ogarnęło mnie rosnące uczucie paniki. Ale na kanale F radio było równieŜ głuche. Dopiero kiedy spojrzałem na kompas. Kiedy lotnik nadaje. co na mechanika..odpowiadające ^stopniom na tarczy kompasu. pośród sosnowych lasów hrabstwa Suffolk. A jednoosobowy myśliwiec jest najbardziej samotnym miejscem na świecie.Celle Charlie Delta! Celle Charlie Delta wzywa kontrolę północną Beveland. Ŝe coś jest nie w porządku. to południe. o moim małym problemie. technicy mogą przez namiar krzyŜowy ustalić połoŜenie samolotu z dokładnością do kilkuset metrów. Punkt. w słuchawkach słychać było tylko stłumione mruczenie z maski tlenowej. Mogłem juŜ spróbować nawiązania kontaktu z Lakenheath. pędzące mroźnym pustkowiem na krótkich skrzydłach.. która co sekunda wyrzuca z siebie strumień spalin o sile ciągu odpowiadającej sześciu tysiącom koni mechanicznych. Nawiązują z nim łączność i przekazują instrukcje. jest miejscem połoŜenia samolotu w stosunku do danej wieŜy kontrolnej.. aŜ do momentu zetknięcia się z pasem. Zamilkłem. Wskazówka kompasu. mamy cię na ekranie". Następnie przekręciłem gałkę na kanał F i spróbowałem wywołać Lakenheath. Małe stalowe pudełko. na który -byłem dotychczas nastawiony. "Charlie Delta. Ŝeby sprawdzić kurs. tuŜ na południe od Thedfordu. Za kilka minut połączę się z Lakenheath i otrzymam z. Ŝe wystarczy jedno dotknięcie klawisza i pilot moŜe się porozumieć z innymi Ŝywymi istotami. Zamiast normalnych trzasków. w którym owa linia świetlna zetknie się z obwodem ekranu. Owa samotność nie jest normalnie dotkliwa. Ŝe lecę bez kompasu. napędzane przez płomień buchający z dyszy. kręciła się leniwie w kółko. to zachód. zorientowałem się. to północ. Mój głos bełkocący w masce tlenowej głuszyła otaczająca ją guma. Znajdowało się na granicy zasięgu mego radia. śeby je zwalczyć. zwłaszcza w zimową noc. Jedno przyciśnięcie guzika nadajnika i dziesiątki męŜczyzn i kobiet w wieŜach kontrolnych odbiorą jego sygnały. śledząc jego kurs metr po metrze. na którym zaznaczone są cyfry . Ale nie mogli mnie słyszeć. Lotnik nie jest juŜ zagubiony. Niebo jest miejscem bardzo samotnym. Jedyną odpowiedzią na moje wołanie był jednostajny jęk silnika odrzutowego. łącząca środek ekranu z jego obwodem.lotniska precyzyjne instrukcje lądowania. które moŜe zabić pilota łatwiej niŜ katastrofa. obserwując moją maszynę na ekranie radarowym. Moje radio wysiadło. Spróbowałem po raz drugi. ludźmi z rozgałęzionej sieci stacji kontrolnych na całym świecie. nawet jeŜeli księŜyc świeci tak jasno jak teraz. i było wyposaŜone we wspaniałe urządzenie do naprowadzania zagubionych samolotów. Dobrze wyposaŜone lotniska mogą sprowadzić na ziemię samolot nawet w najgorszą pogodę.. wskazując bez sensu to wschód. który był odpowiedzialny za sprzęt.txt rodzinie. których jedyną troską jest jego bezpieczeństwo. Zaczyna się akcja sprowadzenia go na ziemię. usłyszą jego wezwanie o pomoc. Przed połączeniem się z Lakenheath musiałem jednak poinformować kanał D. wynikających z zakłóceń atmosferycznych i echa mojego głosu. Daleko za mną. zacznij schodzić w dół. które leŜało gdzieś przede mną. Pomimo świątecznego nastroju zakląłem brzydko nie tyle na kompas. w ciepłych pomieszczeniach betonowego budynku stacji kontroli północnej w Beveland siedzieli sobie ludzie przy tablicach kontrolnych. Ale nie traktowałem sprawy zbyt serio.od jednego do trzystu sześćdziesięciu . Nie warto się było wysilać. Spojrzałem na zegarek: od trzydziestu czterech minut byłem w powietrzu.

czy samolot leci równo po torze lotu. chociaŜ dosyć ryzykowna. nastąpiło zwarcie. wiedziałem juŜ. po sylwetkach zbiorników wodnych o charakterystycznym kształcie albo po zakrętach rzeki.Forsyth Opowiadania. mają charakterystyczny Strona 137 . Przesunąłem dźwignię gazu do tyłu i spojrzałem na licznik obrotów. po konturach wybrzeŜa o łatwej do rozpoznania linii. kiedy pilot nadaje. wśród kilometrów kolorowych przewodów. Ŝe maszyna zwolniła. Oceniłem ze zmiany tonu silnika. Jeszcze zanim zrezygnowałem z bezskutecznych prób na kanale J. który sprawdzał instrumenty. Oprócz kompasu są to: szybkościomierz. Ŝe mój aparat o dziesięciu kanałach wysiadł całkowicie i na dobre. Poczułem. Ŝe jego obroty spadły do około 7200 na minutę. Przypomniały mi się słowa starego wygi. Trzeba umieć zachować się w powietrzu w czasie awarii. albo Tamizą. W ten sposób lecimy wolniej. Pozostały mi wobec tego tylko dwa przyrządy działające na zasadzie pomiaru zmian ciśnienia atmosferycznego. albo Trentem. bo znałem dobrze ten cały krajobraz. aby utrzymać samolot w poziomie i na kursie. przebijają się przez deszcz i zawieruchę. Tak jest. czy wznosi się. Ale w nocy było to niemoŜliwe. i z jaką szybkością). prawda.txt doświadczonych ludzi. Pilot ma przed sobą tablicę z zegarami kontrolnymi sześciu głównych przyrządów pokładowych. To nie sztuka . a więc szybkościomierz i wysokościomierz. lustrowałem wzrokiem znajdującą się przede mną tablicę przyrządów. Nie przypadkiem kompas i radio przestały funkcjonować jednocześnie. Ŝe niesłusznie oskarŜałem mechanika. Istnieje moŜliwość. Zmniejszamy więc obroty silnika z 10 000 na minutę do 7 200. 226 uzupełniając je najstarszym przyrządem nawigacyjnym jakim jest ludzkie oko. Kiedy próbowałem poszczególnych kanałów aparatu radiowego. przesunąłem nieco stery. przez śnieg i chmury. z jaką lecę prędkością i na jakiej znajduję się wysokości. wskaźnik poślizgu (który pozwala stwierdzić.twierdzili instruktorzy . bo winę ponosi elektryk. Z niewielkiej wysokości potrafiłbym zapewne odróŜnić wieŜę katedry w Norwich od wieŜy kościoła w Lincoln. Tarcze tych instrumentów wiele mi powiedziały. prowadzenia szybkiego odrzutowca na wyczucie. Ŝeby moŜliwie najdłuŜej móc utrzymać się w powietrzu. "Przede wszystkim . Nawet w najjaśniejszą noc jedynymi punktami orientacyjnymi dla lotnika są światła miast. wiedziałem tylko. wskaźnik przechyłu. która w moim przypadku. sierŜanta pilota Norrisa.latać w idealnych warunkach. który jest międzynarodową falą alarmową. Gdzieś pode mną. Trzy ostatnie spośród tych instrumentów zasilane są elektrycznie. Obydwa były zasilane prądem z obwodów elektrycznych samolotu. Ale był to równieŜ elektryczny instrument. Ale w tym celu potrzebne mu jest radio. PoniewaŜ dziób poszedł lekko do góry. Pomyślałem zupełnie bezsensownie. 225 15.. piękna pogoda i nie ma chmur. który oznacza ratunek i powrót do domu.naleŜy w takim wypadku zmniejszyć szybkość. zgodnie z przytroczoną do uda mapą. ale dłuŜej utrzymamy się"w powietrzu". rozbrzmiewają w nocnej ciszy nieba. Ŝeby ściągnąć zbłąkanego wśród bezkresnej przestrzeni na jasno oświetlony pas lotniska. wysokościomierz. panowie? Będzie nam bardzo potrzebne. Innymi słowy. Widziane z góry.. A potem spróbowałem zorientować się w skutkach awarii.uczył nas .Czysta robota Przez dwa lata uczono mnie w RAF-ie pilotowania myśliwców i większą część tego czasu poświęcono instruktaŜowi postępowania w wypadku awarii. Ŝe jest dzień. czy samolot opada. czy teŜ posuwa się bocznym ślizgiem) oraz wskaźnik szybkości pionowej (który pokazuje. Nie chcemy przecieŜ marnować cennego paliwa. Pod warunkiem oczywiście. toteŜ po zwarciu przestał działać. wysiadły więc razem z kompasem. mogła być albo Mozą. MoŜna oczywiście wylądować z pomocą tych dwóch instrumentów.

Ŝe osiem kilometrów na północ od Norwich znajduje się lotnisko bazy myśliwców Merriam St. skutym trzaskającym mrozem. Ŝeby zlikwidować wszelką widoczność. George. Świeciły z głębi bezdennej. tworząc grubą warstwę mgły. gdzie leŜy moje ciało. Powrotny lot do Holandii i lądowanie w jednej z baz lotniczych połoŜonych na wybrzeŜu takŜe nie wchodziły w rachubę. Strona 138 . od Morza Północnego. Ŝeby mnie zabić. Nie miałem pojęcia. To wszystko. Gdyby usłyszeli dźwięk silnika mojego wampira nisko nad ziemią. musiałem więc być około dziesięciu kilometrów od wybrzeŜa Norfolku. kontrastującej z rozjarzonym kobiercem świateł samego miasta. Bez radia i pomocy nawigacyjnej zagubiłbym się całkowicie w obcym. Nocne niebo ziało przeraźliwym zimnem stratosferycznej temperatury pięćdziesięciu sześciu stopni poniŜej zera. W prawo i w lewo. Kiedy leciałem z Niemiec na zachód. ogarniało mnie coraz silniejsze poczucie samotności. co wydawało się tak piękne. "Kiedy jesteśmy zupełnie zagubieni w gęstej pokrywie chmur. Na wysokości trzech tysięcy metrów wyrównałem maszynę i zwiększyłem nieco szybkość. wrogiej. Mogłem więc wylądować albo w Merriam St. a moŜe nawet do wschodnich stoków łańcucha Penninów? Nie mogło być mowy o próbie przeskoczenia nad pasem mgły na zachód. Wiedziałem. Znałem doskonale Norwich i gdybym tylko mógł zobaczyć zarys linii wybrzeŜa hrabstwa Norfolk od Lowestoft do Cromer. Ŝeby mnie pochłonąć wraz z samolotem i wciągnąć na wieczność do mokrego grobowca. Zgodnie z zegarkiem znajdowałem się w powietrzu od czterdziestu trzech minut. Ŝeby utrzymać równowagę. Southampton moŜna rozpoznać dzięki wielkiej czarnej plamie portu. I nikt nigdy się nie dowie. nie znanym terenie. Zacząłem powoli sprowadzać maszynę w dół. bezczasowej pustki. kiedy startowałem z westfalskiego lotniska. MoŜe aŜ po West Midlands. Czekały. W miarę jak mój myśliwiec schodził w kierunku Norfolku. Manchester wygląda inaczej niŜ Birmingham. Taka mgła potrafi w ciągu trzydziestu minut całkowicie zasłonić olbrzymi obszar lądu.Forsyth Opowiadania. niezaleŜnej od pory dnia czy nocy. Gwiazdy juŜ nie czarowały mnie swym wspaniałym blaskiem. Spojrzałem z wdzięcznością na księŜyc. albo zginąć w szczątkach rozbitego wampira gdzieś w pokrytych mgłą bagnach Norfolku. jak okiem sięgnąć. Mgła wschodniej Anglii ukryła ziemię.txt wzór. do którego nie dociera Ŝaden dźwięk. Gorączkowo kalkulowałem czas stracony z powodu zmniejszonej szybkości. jako jedyny instrument nawigacyjny. Pode mną nie widać było teraz ani czarnego aksamitu morza. W zetknięciu z zamroŜoną ziemią miliardy cząsteczek wilgoci zawartej w morskim powietrzu przemieniły się w parę. blask księŜyca odbijał się od nieskończonego morza bieli. Mogło mieć trzydzieści lub sześćdziesiąt metrów głębokości. ZuŜywałem w ten sposób nieco więcej cennego paliwa. Poprzedniej nocy płaskie tereny wschodniej Anglii zostały skute mrozem. który świecił na rozgwieŜdŜonym niebie jak reflektor. stało się teraz obce i nieprzyjazne. z pewnością włączyliby światła lotniska. Wydało mi się olbrzymim 227 więzieniem. ani naszyjnika połyskliwych świateł wybrzeŜa. Pod wieczór znalazły się pod wpływem cieplejszego wiatru znad Morza Północnego. jak daleko na zachód sięgała teraz. brutalne fale Morza Północnego. i wówczas mógłbym bezpiecznie wylądować. Jest to jedyne duŜe skupisko świateł oddalone o jakieś trzydzieści kilometrów od wszystkich punktów tego zakola wybrzeŜa. George. Do dyspozycji miałem tylko własne oczy. A pode mną znajdował się najgorszy wróg: wielkie. z łatwością trafiłbym do Norfolku. Łatwo dostrzegłbym w ciemności jego czerwony sygnał pulsujący alfabetem Morse^. Wystarczająco. ku leŜącemu przede mną wybrzeŜu. Przypomniałem sobie znowu instrukcje sierŜanta pilota Norrisa. począł dąć w stronę wybrzeŜa Norfolku lekki wiatr. Nie starczyłoby na to paliwa. którego wskazówki stanowiły podstawę mego wyszkolenia. Na wysokości czterech i pół tysiąca metrów pojawił się mój nowy i chyba ostatni wróg.

Wskaźnik pokazywał jedną trzecią zbiornika. sierŜancie? Ci ludzie tam na dole płacą nam za to. Ten samolot będzie miał oczywiście czynne radio. Ŝeby kaŜdy bok tego trójkąta powstawał w przeciągu dwóch minut lotu. w kierunku Norfolku. Pozostało mi paliwa jeszcze na trzydzieści minut. który z kolei zleci pilotowi innego samolotu. Ŝe nie moŜna z niego wyskoczyć ze spadochronem.txt musimy. Rzuciłem okiem na zegarek: pięćdziesiąt jeden minut w powietrzu. W Ŝółtej kamizelce ratunkowej buja na powierzchni jak korek. panowie. Miałem nadzieję. Tam są dzieci. którzy zostali wyłowieni z morza w kilkanaście minut od chwili. więc nie przyszło mi to teraz łatwo. lód zakleja mu rzęsy. usta i uszy. szkoły. Ŝebyśmy latali. Ten samolot jest znany z tego.. sierŜancie Norris. kierując samolot w lewo. stracili obydwie nogi. Trzeba więc skierować samolot ku morzu. Prawda. zrobionym z dziesięciu ton stali. Procedura ta została dokładnie przemyślana. słoneczny dzień. Na nieszczęście wyrzucany fotel systemu 228 Martina Bakera nie nadaje się do jednoosobowej kabiny wampira. próbujemy zwrócić na siebie uwagę obsługi radarowej przez nietypowy sposób zachowania. Oświetlał mnie księŜyc. Nie. Ŝe komuś kiedyś uda się taki skok.. Minęło dziesięć minut. Kiedy nas odnajdzie.. więc przyjąłem księŜyc za przybliŜony punkt orientacyjny.. Tak. któryś jest w Niebie. prawda. Dwaj jedyni piloci. "Jest wreszcie. którym się to udało. a ludzie wznoszący wigilijny toast gdzieś w odległości czterystu kilometrów nie mają pojęcia o jego losie. proszę panów. Ŝe nie dotarłem jeszcze do wybrzeŜa Norfolku i Ŝe leciałem na wysokości trzech tysięcy metrów. który prowadzi zagubionego pilota do bezpiecznego lądowania lecąc skrzydło przy skrzydle jego maszyny . Mój kompas nie działał. Ale działo się to z reguły w jasny. Ŝe rzeczywiście zakręciłem o 120 stopni.. Wiedziałem. . Ŝeby nas odszukał. On to juŜ słyszał setki tysięcy razy i znowu usłyszy tysiąc razy Strona 139 . Ŝe ktoś zwróci na nas uwagę i zawiadomi kontrolera ruchu powietrznego.Forsyth Opowiadania. panowie?" Oczywiście. Ale jej autorzy nie wspomnieli o tym. Przypomniałem sobie teraz 229 inne szczegóły instruktaŜu. Ŝe pilot huśtający się na zimowych falach Morza Północnego ma jedną szansę na sto przeŜycia choćby jednej godziny. nie.Ojcze nasz. Po dwóch minutach znowu wykonałem skręt w lewo. Na dole mgła ogarnęła cały horyzont.BoŜe.. sierŜancie? "W takim wypadku pierwszą naszą czynnością jest skierowanie samolotu w stronę pełnego morza. tak nie wolno do Niego mówić. Samolot ratowniczy. Nie modliłem się na serio od wielu lat. Ŝe muszą przymusowo wodować. Oczywiście moŜe się zdarzyć. Smaga go mroźny wiatr. I to w noc wigilijną. rozwaŜać ewentualność wyskoczenia ze spadochronem z samolotu. a następnie wykonujemy w powietrzu niewielkie trójkąty. Macie na myśli miasta. sierŜancie.to "pasterz". Wtedy moŜemy mieć nadzieję. Kończyłem wykreślanie drugiego trójkąta. bo w takiej właśnie sytuacji się znalazłem! "Wszystkie samoloty zbliŜające się do wybrzeŜy Wielkiej Brytanii ukazują się na ekranach radarowych naszego systemu ostrzegawczego. Co dalej. a nie spadali im na głowy wraz z wyjącym potworem.. z dala od ludzkich skupisk". ostatni sposób postępowania w razie nagłej awarii. szpitale i domy. PołoŜyłem wampira w lewy zakręt i zacząłem kreślić bok pierwszego trójkąta. kiedy nadali przez radio wiadomość.. to juŜ lepiej.." No.. polecimy za nim i on sprowadzi nas na ziemię do bezpiecznego lądowania przez chmury czy mgłę". Wylatujemy więc nad morze. to był ostatni sposób ratunku. . Filmy szkoleniowe pokazywały nam uśmiechniętych kolegów. wybaw mnie z tej podłej przygody. Skoro radio pokładowe nie działa i nie moŜemy nikogo poinformować o awarii. jak i przede mną. ciepły. Ciągnęła się zarówno za mną. w lewo i wciąŜ w lewo tak.

Nie jest zabawnie umierać. Gorączkowo starałem się wierzyć. Na wysokościomierzu odczytałem dwa tysiące metrów. biel mgielnej powłoki przecięła czarna smuga.. Ŝe to mój własny cień. Ŝe zginę tej nocy. Ŝeby mnie ktoś zauwaŜył. aby zająć miejsce w szyku. Wtedy tamten zaczął podnosić się w moim kierunku. śal. lecący bliŜej powłoki mgły i utrzymujący ten sam kurs co ja... jak rośnie we mnie wściekłość i rozpacz.. a więc w czasie manewrów straciłem tysiąc metrów wysokości. aŜ obydwaj zatoczyliśmy pełne koło. zataczając identyczny łuk. Po pięciu minutach wiedziałem juŜ na pewno. Wskaźnik paliwa pokazywał jedną ósmą zbiornika czyli ilość wystarczającą na jakieś dziesięć minut lotu. która za chwilę zniknie w ławicy mgły. Nie mogłem jednak bardziej zmniejszyć obrotów silnika.nie czułem strachu. Ŝe nikt nie zjawi się na ratunek. Razem wyrównaliśStrona 140 .? Wkrótce jednak moja wściekłość zaczęła wygasać i po prostu beczałem bezsilnie jak małe dziecko. Jeszcze dwie minuty i nocne niebo utonie w całkowitej ciemności. Ŝe nie jest to przypadkowo przelatująca maszyna.. pod końcówką skrzydła. Przez sekundę przypuszczałem. spraw. białą mgłą. gdyby znalazł się obok mnie. wiedziałem juŜ na pewno. Wypuściłem więc hamulec powietrzny. iŜ nadal lecę zbyt szybko. śeby nie stracić z oczu lecącego pode mną samolotu. Był to więc chyba inny samolot. ale księŜyc był przede mną. kiedy się potrzebuje pomocy? . kiedy się jeszcze właściwie nic nie przeŜyło. tyle Ŝe o półtora kilometra niŜej. wskazówki zegarów innych martwych przyrządów stały na zerze. a moje sztywne. Na wysokości półtora tysiąca metrów zorientowałem się. równo na linii księŜyca. Kiedy mój zegarek wskazał. okryte jaskrawoŜółtą kamizelką ratowniczą. Wampir zadygotał. w stronę mojego lewego skrzydła. I . Igła kompasu wciąŜ wędrowała po tarczy jak pijana. Przesunąłem lewarek gazu i zacząłem opuszczać się w jego stronę. dlaczego nie patrzycie na ekrany radarów?! Dlaczego nikt mnie nie widzi? Pewnie wszyscy jesteście juŜ zalani 230 i zupełnie niezdolni do spełniania waszych obowiązków! O BoŜe. Ŝeby ktoś dostrzegł moje manewry i wysłał mi do pomocy pasterza do bezpiecznego lądowania. Dopiero wtedy zrozumiałem. jedynie bezbrzeŜny smutek. Ŝe chyba juŜ o mnie zapomniał.Forsyth Opowiadania. Zacząłem krzyczeć do głuchego mikrofonu: . aŜ w końcu znalazł się tuŜ obok. zmniejszając szybkość maszyny do pięciuset kilometrów na godzinę. aby nakreślić ostatni bok ostatniego trójkąta. Pode mną. toteŜ mój cień musiał być za mną. Ŝe nie zobaczę wielu róŜnych miejsc. dlaczego leciał niŜej i nie wspinał się na mój poziom. dlaczego mnie nikt nie słyszy. Coraz wyraźniej widziałem na tle białego 231 całunu mgły jego czarną sylwetkę. CóŜ ja takiego mogę Mu przyrzec? On mnie nie potrzebuje. Ŝe jestem od siedemdziesięciu dwóch minut w powietrzu. a ja przyrzekam. Poczułem. PomóŜ mi.. utrzymywałem się na łuku.. Był znacznie wolniejszy od mojego i nie potrafiłby utrzymać szyku. A w kilka chwil później będę musiał wyskoczyć ze spadochronem. Przez szybę z pleksiglasu widać było księŜyc chylący się ku horyzontowi spowitemu gęstą. Ŝe nie dokonałem tylu rzeczy.. końcówką swojego skrzydła przy moim.Proszę Cię. To samo robił tamten.txt dzisiejszej nocy. Co mówi się do Niego.. BoŜe. bo groziło to utratą panowania nad wampirem. zamarznięte ciało. Ale to juŜ nie miało Ŝadnego znaczenia. Skierowałem lewe skrzydło wampira ku księŜycowi. popłynie bezradne w dal.rzecz dziwna . nie dalej niŜ trzydzieści metrów od mego skrzydła. nie zwracałem na Niego uwagi przez tyle lat. Po godzinie i ja umrę. nie spotkam tylu ciekawych ludzi. zanim ginący samolot przechyli się do ostatniego nurkowego lotu nad Morze Północne.Wy głupie sukinsyny.. kiedy ma się dwadzieścia lat.

Przez kilka sekund leciał obok mnie. aby śledzić kaŜdy znak jego ręki. Ŝe wyciągnął ją płasko. Widziałem tę eskadrę na pokazie w rocznicę bitwy o Wielką Brytanię. potem wyrównał. Z pozycji zachodzącego księŜyca wywnioskowałem. Po dwóch minutach mój towarzysz podniósł do okienka zaciśniętą pięść. Prawdopodobnie jej warstwa wynosiła tylko trzydzieści metrów. PodąŜyłem za nim. Zaczęliśmy schodzić w kierunku mgły. WyobraŜałem sobie strumień instrukcji płynący z baraku radarowego do słuchawek człowieka. maska tlenowa i gogle kiwały na znak. Ŝe wracamy ku wybrzeŜu Norfolk. To on miał kompas i radio. KsięŜyc juŜ zaszedł. wciągnąłem więc hamulce powietrzne. ale mosquito był teraz znowu obok mnie. dlaczego nie moŜe lecieć z moją prędkością. a następnie otworzył ją. nieco poniŜej linii księŜyca. Potem wskazał nią naprzód i skierował palce w dół. Miałem księŜyc po prawej stronie. a w kaŜdej wspaniały silnik Merlin produkcji Rolls-Royce'a. ale to wystarczyło. Ŝe pasterzem był DH-86 Mosquito. i kiedy przy przechyle zachwiał się nieco. pokazując tablicę kontrolną. Widniały na nim dwie duŜe. kopułka pleksiglasu na samym dziobie i dwa działka gotowe do walki. a potem przeciągnąłem dłonią po gardle. Trzymaj szyk za mną". palcami naprzód. czarne litery: JK. Pilot pasterza wskazał dół. Cofnąłem lewarek gazu. Nurkowaliśmy prosto na niewidoczny 232 Norfolk. wysłanym aby sprowadzić mnie na dół. Znaczyło to: "Schodzimy w dół. prujący przez noc ku macierzystej bazie. Szybkość pasterza wzrosła. ale biały poblask mgły pozwalał podziwiać piękno tamtej maszyny. Ŝe zostałem zrozumiany. a jego śmigłowcem znacznie starszej generacji. Ŝe mam paliwa na pięć minut. Ku mojemu zdziwieniu przekonałem się. pędzący z szybkością pięciuset kilometrów na godzinę. Powoli podniósł prawą rękę tak. na poły tylko widoczny. W ten sposób nakazywał mi. Mój samolot był odrzutowcem. Krótki dziób. Kiedy mój pasterz wyrównał lot. który leciał w odległości zaledwie trzydziestu metrów ode mnie. dostrzegłem dwa krąŜki jego ochronnych okularów. Pokryta hełmem głowa. byliśmy na wysokości stu metrów. Ŝebym opuścił podwozie. kiedy na niebie ukazują się spitfire'y. Ŝe jest pasterzem. Ŝe eskadra meteorologiczna w Gloucester uŜywa jeszcze ostatnich latających mosquitów do pobierania próbek górnych warstw atmosfery do prognoz pogody. bo byłem juŜ pewny.txt my kierunek lotu. Tak teŜ zwykle bywa 15 września. hurricane'y i lancastery. odgłos silnika zmienił się w niski gwizd. pękata kabina. Nie spuszczałem go z oczu i trzymałem się jak mogłem najbliŜej. Skinąłem głową i szybko podniosłem lewą rękę. Pod nami wciąŜ leŜała mgła. Był to przypuszczalnie Strona 141 . Przesunąłem dźwignię w dół i usłyszałem głuchy stuk. a następnie przechylił się łagodnie w lewo. smukłe podwieszone gondole. zobaczyłem wyraźnie dziób mosquita. Wampir przestał dygotać i wyskoczył przed mosquita. Ich przelot w szyku bojowym wywołał okrzyk podziwu w tłumie i nostalgiczne westchnienia wśród przedstawicieli starszego pokolenia. Ŝeby uniemoŜliwić zejście na ziemię bez przyrządów do ślepego lądowania. Zrozumiałem teraz. Dokonał zwrotu o 180 stopni. Nurkowaliśmy dalej. a kiedy spojrzał przez boczne okienko w moją stronę. długie. więc cień mojego samolotu zacierał kształty tamtego. Na szczęście podwozie działało na ciśnieniu hydraulicznym i nie było uzaleŜnione od zepsutych elektrycznych obwodów. Wtedy przypomniałem sobie. Dostrzegłem jednakŜe dwa śmigła na jego przedzie. starając się utrzymać szyk. Dzieliły nas tylko dwie szyby z pleksiglasu i strumień lodowatego powietrza.Forsyth Opowiadania. pozostawiając księŜyc za sobą. kiedy wszystkie trzy koła wysunęły się na zewnątrz. Spojrzałem na wysokościomierz: siedemset metrów. bombardujący myśliwiec z okresu drugiej wojny światowej. Znaczyło to. zarządzając ponowne zejście. W kabinie mosquita na tle księŜycowej poświaty widziałem opatuloną głowę pilota. abym widział. nie ja. przykładając do szyby rozłoŜone palce. następnie uniosłem do góry pięć rozczapierzonych palców. Po raz pierwszy mogłem mu się dobrze przyjrzeć.

a mnie zimny pot zalewał kark i spływał po plecach. ŚPIESZ SIĘ. Coś błysnęło z lewa. Trach. Wampir toczył się z szybkością stu pięćdziesięciu kilometrów na 234 godzinę przez morze szarej mgły. Nie wiem. by nie przeciąć granicy lotniska. Ale po chwili jednak coś. Trach! Koła dotknęły wreszcie asfaltu.ale dla dwóch samolotów lecących w szyku przez mgłę moŜe to oznaczać katastrofę. Po bokach migały pary świateł. potem juŜ mocniej. Ŝe jestem naprawdę na ziemi. śadnych cieni. mogą wywołać halucynacje. otoczone aureolą rozświetlonej mgły. Widoczność spadła niemal do zera. Spostrzegłem. rysował się kształt mosquita. jakby pokryte lukrem pasma smagały podwozia naszych samolotów. lecącego pewnie i bez wahania w stronę czegoś. przerwa. Nagle pasterz wskazał palcem w moją stronę. Zdumiało mnie to i przeraziło. MoŜna w nie patrzeć nie zdając sobie sprawy. DrŜąc z emocji wyłączyłem gaz i utrzymywałem równo stery. Wysokościomierz stał na zerze.wylądowaliśmy. igła lekko dygotała. a następnie wprost przed siebie. co jest między nimi. przy końcówce mojego skrzydła. Zaraz potem zrozumiałem mądrość tego człowieka. trach! Znowu kontakt. więc sam teŜ zacząłem zmniejszać gaz. Ŝadnych kształtów. podobnie jak wskaźnik paliwa. Ŝe mam ręce kurczowo zaciśnięte na drąŜku sterowym. Zaczęliśmy się opuszczać. Światła we mgle są zdradliwe i hipnotyzujące. aby wampir nie przechylił się i siadł równo. Ŝe mój pasterz leci bez świateł. Przez dwie albo trzy minuty mój pasterz zataczał koła. Środkowa linia pasa startowego.Forsyth Opowiadania. Ciemna pustka. Ŝe z trudem zdołałem 233 wyjść z zakrętu. coraz wolniej i wolniej.bo jeŜeli teraz zabraknie mi paliwa. CZŁOWIEKU. Światła podniosły się niemal do poziomu moich oczu. Potem przechylił maszynę i wleciał w powłokę mgły. Ŝe pilot mosquita daje mi ręką sygnał: "nurkuj". tym razem łagodniej. Kiedy juŜ to wiedziałem na pewno. modląc się. Nagle nie widać niczego poza wirującymi pasmami milionami macek usiłującymi cię omotać. potem błyski z jednej i drugiej strony. nic. czego nie widziałem. Na miłość boską. Schodziliśmy wciąŜ w dół. Hamowałem ostroŜnie. Znaczyło to: teraz leć sam i siadaj. Tylko tuŜ na lewo. Odrzutowiec bez benzyny na wysokości trzydziestu metrów jest beznadziejną pułapką. Wbiłem wzrok w ociekającą wodą szybę: Nic. Zorientowałem się. A potem ukazała się nagle biała linia biegnąca tuŜ pode mną. ŚPIESZ SIĘ! Nagle pasterz wyprostował lot tak szybko. Koła przylgnęły do nawierzchni. Trach. Mój pasterz wyrównał tuŜ nad powłoką mgły. schodząc z wysokości trzydziestu metrów w nicość.modliłem się . oko nie miało się na czym zatrzymać. śpiesz się . Po sekundzie wyrównałem szyk i zobaczyłem. usiłując zobaczyć. zanim uwierzyłem.txt znak wywoławczy: Juliet Kilo. znowu odbicie na kilka centymetrów ponad czarny. mokry pas startowy.. trach. potem z prawa. nie zjechać z prostej linii. Udało mi się spojrzeć na wskaźnik paliwa: stał na zerze. nie ma mowy. co robi. by wyskoczyć ze spadochronem. jak długo trwało. bez Ŝadnych szans na ratunek. Ŝe zwalnia. Kątem oka spojrzałem na zegary. Wampir stanął. Wejście z ciemnego nawet nieba w chmurę albo mgłę podobne jest do zanurzania się w kłąb szarej waty. Opuszczaliśmy się razem łagodnie i powoli. przylepiając do skóry nylonowy kombinezon. Ŝe są o piętnaście czy trzydzieści metrów od nas. Ŝebym mógł wznieść się na wysokość dwustu metrów. Szybkościomierz wskazywał dwieście dziesięć kilometrów na godzinę. nie dalej niŜ piętnaście metrów ode mnie. ale tylko na chwilę. Obydwie igły juŜ nawet nie drgały. lecz wciąŜ nie miałem kontaktu z ziemią. Ma się ochotę zbliŜyć do nich . Strona 142 . I wtedy zobaczyłem. Ŝeby nie zarzucić. Zataczaliśmy regularne koła. WytęŜyłem wzrok. Przy prędkości stu siedemdziesięciu kilometrów ta przeklęta trumna musi runąć na ziemię. trach! .. udusić. Światła po bokach migały coraz słabiej. Mój pasterz wiedział. a białe.

zeskoczyłem ze skrzydła na ziemię i pobiegłem ku światłom. A do tego wstawiony.Zupełnie niebywałe.Tak .Niesamowite . Zawiozę pana do kasyna. zauwaŜyłem. W bocznym okienku zobaczyłem podniesioną rękę pilota. Tacy nie powinni mieć słuŜby na nocnej zmianie. Przez kilka minut zastanawiał się nad tymi informacjami. ozdobioną rozłoŜystymi wąsami.Zostałem sprowadzony . Sytuacja Strona 143 .Wysiadły wszystkie kanały. Niech pan wskoczy. Jechało od niego whisky. Ŝe Ŝyję. . z którymi nie mógł sobie dać rady. co tłumaczyło te trudności. .Bez kompasu.Bez radia? . Sądziłem. . Po wyłączeniu ogrzewania szyby szybko zaszły parą. zniszczonego samochodu marki Javelin.wyjaśniłem mu cierpliwie. miałem szczęście . Ŝe zaczyna się ląd. Kołowanie w tej mgle nie miało sensu. Podwozie miał wciągnięte. kiedy usiadłem. Dotarłem tak do wybrzeŜa.Tak. . próbując przebić się przez zgrzytanie skrzyni biegów i sprzęgła. Ŝe za chwilę podjedzie po mnie samochód wysłany przez wieŜę kontrolną.mruknął. nie dalej niŜ dwadzieścia metrów ode mnie. . ciśnienie i światła.odpowiedziałem. kiedy wynurzałem się z mgły.Forsyth Opowiadania. Światła zatrzymały się o sześć metrów od nieruchomego wampira. Leciałem orientując się według połoŜenia księŜyca. .ssanie.To pański? Skinął głową w stronę niewyraźnej sylwetki wampira. Dopiero kiedy byłem juŜ dobrze przemarznięty.To niebywałe . A potem. a raczej wykrzyczał mój towarzysz. Ponad nimi sterczał jednak daszek oficerskiej czapki. w gęstej mgle zamajaczyły dwa reflektory. jak jest zimno. Zgasł sam z braku paliwa. Usłyszałem wołanie: . więc otworzyłem dach kabiny i odsunąłem go.Wylądował pan bez kompasu? . Będą musieli ściągnąć moją maszynę z pasa startowego landrowerem. . Zapewne nie dostrzegł juŜ mojego poŜegnalnego gestu. którzy są z reguły pomijani przy awansach.potwierdziłem.Bez radia . . tuŜ przed zaoranym polem. Były to reflektory starego. . zorientowałem się. . Wyłączanie silnika nie było potrzebne. Kiedy oddalaliśmy się od wampira. Ale na razie nikt po mnie nie przyjeŜdŜał.txt zwolniłem pedały hamulcowe i zaciągnąłem hamulec postojowy.Właśnie wylądowałem. system hydrauliczny.Miałeś pan piekielne szczęście . Wtedy zwrócił moją uwagę jakiś dźwięk. tuŜ pod jego pękatym kadłubem. nisko nad ziemią przelatywał mosquito. Byłem w lekkim lotniczym kombinezonie. Facet był najwyraźniej jednym z tych pechowych poruczników.przyznałem. po czym powoli zacząłem odpinać pasy spadochronu i fotela. DrŜałem na całym ciele. nie odznaczają się talentem do latania i często nie są nawet pilotami. .Paliwo skończyło mi się właśnie wtedy. . Jej właściciel przyglądał mi się bacznie. a raczej do miejsca. Po chwili samolot zniknął we mgle. Samochód jechał wolno drogą do kołowania w stronę wieŜy kontrolnej i zabudowań lotniska. Wyłączyłem więc wszystkie inne urządzenia . Następnie wyłączyłem silnik. Ŝe stoi o jakieś sześć metrów od końca pasa startowego.No to jak pan znalazł to lotnisko? Zaczynałem tracić cierpliwość. Nad kierownicą zobaczyłem okrągłą twarz piwosza. A radio i wszystkie przyrządy elektryczne nawaliły jakieś pięćdziesiąt minut temu nad Morzem Północnym. 235 . kiedy wampir toczył się po pasie startowym.Hej tam! Wygramoliłem się z kabiny. .. Bez znaków RAF-u. w którym sądziłem. Ŝe znalazłem się we wnętrzu ciepłego wozu.. Zwykły naziemny urzędas. Byłem szczęśliwy. Postanowiłem zatelefonować z oficerskiej kantyny do stacji RAF-u w Gloucester i osobiście mu podziękować.powiedział. Jeszcze bardziej cieszył mnie fakt. Dopiero kiedy wstałem. we mgle.powiedział wreszcie. Na lewo. Nawet w noc wigilijną wozy straŜackie i ambulans muszą być w pogotowiu.

Kiedy juŜ zobaczyłem światła pasa startowego. To wszystko było bez sensu. Musiało jednakŜe być jakieś wytłumaczenie. Ŝe pan wylądował. ale i tępy. A potem mruknął: .odpowiedziałem po chwili.powiedziałem machinalnie. zapewne niegdyś słuŜących jako pomieszczenia operacyjne i nawigacyjne. Nie jesteśmy czynnym lotniskiem od wielu lat. Chwyciła go czkawka.wymamrotał. . . Siedziałem w kantynie oficerskiej i popijałem grzane wino. Mój towarzysz wrócił i niepewnie wygramolił się na siedzenie. Potworna dzisiaj mgła. A więc takie było wyjaśnienie tej zagadki. . Ŝe za chwilę usiądzie nam pan na głowę. Ale widzi pan. Ŝe moŜe mógłbym panu pomóc . 237 Gadaj zdrów. George? spytałem cicho. .Musiałem wygasić światła pasa startowego .Nigdy o nim nie słyszałem .Prosta sprawa .. .MoŜe to Marham? Albo Chicksands? Albo Lakenheath? . ale było to kłamstwo. Przepraszam pana. Latałem krótkimi trójkątami w lewo. .zapytałem. Miał oczywiście radio. Ŝe kiedy demontowano stację. Byliśmy pewni. Jej światło pozwoliło mi przyjrzeć się wybitym szybom i zamkniętym na kłódkę drzwiom i ocenić panującą tu atmosferę opuszczenia i zaniedbania. Wszystko poszło gładko. sprowadziłem samolot bezpiecznie na dół. jakby chciał powiedzieć: skoro tak uwaŜasz.wyjaśniałem mu spokojnie. .. Potem trzeba było jeszcze pana znaleźć. .Nie .Gdzie właściwie leŜy Minton? . .odparł.powtórzył wsysając kroplę wilgoci spływającej po wąsach. która zlewała się we mgle z rzędem starych baraków. George. Kiedy jest się młodym.Nie mamy tutaj Ŝadnych urządzeń do ślepego lądowania na radar. Pomyślałem. Więc pobiegłem do wieŜy kontrolnej i włączyłem je. Teraz ja z kolei przeŜuwałem przez dłuŜszą chwilę jego informację. Nad wąskimi drzwiami.A więc to nie jest lotnisko RAF-u w Merriam St.To chyba będzie Merriam St.przypomniało mi się. Ŝe tamten facet znalazł to lotnisko. nawet latarni kierunkowej. . zacząłem więc wracać do normy. Mój towarzysz był widać nie tylko wstawiony. prowadzącymi do wieŜy kontrolnej. Zatrzymał samochód i wysiadł. na wybrzeŜu.Nic dziwnego.Dlaczego zapalił pan światła? . za którymi zniknął porucznik. Nie mamy w ogóle Ŝadnego wyposaŜenia nawigacyjnego. To pan krąŜył nisko nad nami. Wzruszył ramionami. ja jestem tylko szczurem magazynowym. ZauwaŜono mnie i wysłano pasterza. Oni są świetnie wyposaŜeni. .Rozumiem . Zagadka nękała mnie jeszcze przez kilka minut.To jest RAF Minton. Niesamowite. pomyślałem. . . wisiała pojedyncza. Potem wpadłem na pomysł. nie zlikwidowano świateł. Ale przecieŜ musi być jakieś proste wytłumaczenie. według instrukcji.Bo usłyszałem wycie pańskiego silnika. ma się niewyczerpane zasoby energii. . Ŝebym podszedł do okna i posłuchał. .Miał pan piekielne szczęście. Znajdowaliśmy się parę metrów od wieŜy kontrolnej. zupełnie obłąkane i pozbawione logiki. Kiedy usłyszałem. Tu właśnie jesteśmy. kiedy stary Joe poprosił. goła Ŝarówka. . Lecieliś236 my w szyku na przyrządach ślepego lądowania na radar.txt awaryjna szczęśliwie się zakończyła. Mój nieznany przyjaciel Strona 144 . Minton jest tylko bazą magazynową.Osiem kilometrów od Cromer.Dlatego pan tak długo na mnie czekał.Niesamowite .To był samolot meteorologiczny RAF-u z Gloucester. Ŝeby mnie sprowadził w dół.Forsyth Opowiadania. musiałem wrócić do baraku i wyprowadzić samochód. . Zaczęło mi się kręcić w głowie.A gdzie znajduje się najbliŜsza czynna stacja RAF-u wyposaŜona w urządzenia radarowe i instrumenty do ślepego lądowania? Zastanawiał się przez chwilę.

Nie warto ogrzewać tej całej przestrzeni dla dwóch ludzi. Podobnie w barze. obiciami. Ale bardzo chciałbym się wykąpać i coś zjeść. wołając kogoś o imieniu Joe. Poza tym było dwudziestu urzędników . Przez czysty przypadek opuszczona od dawna baza w Minton wraz z jej siecią świateł i wstawionym magazynierem znalazła się na trasie prowadzącej do lotniska w Merriam. przestronny pokój. Z frontu znajdował się duŜy. W końcu zabrakło mi przecieŜ paliwa w połowie pasa startowego. których nie jest w stanie zrozumieć.txt w samolocie meteorologicznym prowadził mnie prosto z wybrzeŜa do Merriam St.wszyscy na urlopach świątecznych .jak to on powiedział . Podczas gdy formułowałem w myślach racjonalne wytłumaczenie mojej obecności na tym niemal całkowicie opuszczonym lotnisku. ale wyszczerbione godło RAF-u. Zorientowałem się. włączył swoje światła.Myślę. zdjął koŜuch i rzucił go na krzesło. ale zamiast kurtki nosił zniszczony błękitny sweter. rzucając hełm lotniczy z przymocowaną do niego maską tlenową na skórzany fotel. i to z popękanymi. a jego szef. ale ugryzłem się w język. Wielki kominek w hallu był wygaszony. Architektura kasyn RAF-u nie jest zbyt urozmaicona. Zaglądałem przez drzwi razem z nim i zobaczyłem duŜy. Kontroler wieŜy Merriam kazał nam zatoczyć dwa koła. kiedy panowała moda na metalowe drzwi i framugi w urzędowych budynkach. Marks zaglądał do róŜnych drzwi prowadzących z hallu. Ŝe Joe jest stewardem w kaStrona 145 . Spędzanie świąt BoŜego Narodzenia w takiej dziurze nie naleŜało chyba do przyjemności. Pod spodem miał mundurowe spodnie. Ŝe jest to kasyno oficerskie. Obydwa pomieszczenia były więc diablo zimne i po odtajaniu w samochodzie zaczynałem znowu drzeć z zimna. Poza tym nie ma odpowiedniej obsługi. . butów i mnóstwa innych przedmiotów. Obawiam się. który przedstawił mi się jako 238 porucznik pilot Marks. ^zwłaszcza przy ilości paliwa. George. . z których jeden pełnił słuŜbę w podoficerskiej kantynie. przebywa na świątecznym urlopie. które są niezbędne w kaŜdym wojsku. rozbiłbym się na polu nie dolatując do lotniska. Jakoś nie mógł znaleźć tego swojego Joego. Ŝe nie ma wielkiego wyboru. Po drugiej inna tablica informowała. Wysiedliśmy. dojechaliśmy do oficerskiej kantyny. Ŝe lokal ten pamiętał lepsze czasy. Było tu dosyć miejsca na dwadzieścia foteli. Wszędzie ten sam wzorzec.Jest nas tylko dwóch na tej stacji. pusty i zimny pokój jadalny i dwa korytarze. Światło palące się nad wejściowymi drzwiami oświetlało pięknie wyrzeźbione. Ŝe nie powinien mieszać się do opartych na nowoczesnej technice operacji.Proszę sobie nie robić kłopotu .Forsyth Opowiadania. zbudowany bez wątpienia w czasach przedwojennych. Ŝe to się da zrobić . Ŝe jest zastępcą dowódcy. Jeden prowadził do kwater oficerskich. Weszliśmy do środka. Po jednej stronie wejścia na tablicy widniał napis: Stacja RAF Minton.powiedziałem. I tak nie sposób tego ogrzać w zimie.którzy robili spis mundurów. Mój gospodarz zaparkował samochód przed drzwiami. . Był to czysty przypadek. więc wybraliśmy sobie dwie sypialnie. Miałem . Ŝe nie mogę panu słuŜyć większymi wygodami przepraszał Marks. a drugi do pokojów obsługi. Mój gospodarz.Przykro mi. jeden pokój dodatkowy i tak mieszkamy. Na prawo szatnia z rzędem pustych wieszaków na nie istniejące płaszcze. Marks powiedział mi. Tego nam nie brakuje! Zagrzeje teŜ wodę w wannie i wykombinuje coś do jedzenia. Nie zdołałbym dolecieć do Merriam odległego o piętnaście kilometrów stąd. a jednocześnie ten stary dureń włączył swoje. To mnie zmyliło na ostatnich kilometrach schodzenia w dół i w rezultacie posadziłem wampira na niewłaściwym lotnisku. JuŜ chciałem powiedzieć porucznikowi. dowódca eskadry.odparł przybierając ton dobrego gospodarza. jaką nam przydzielają. Poza nimi personel stacji składał się z sierŜanta i trzech kaprali. Chciało się powiedzieć. . . Czy mogą być jajka na bekonie? Skinąłem głową. ale teraz stały tylko dwa. spadochronów.piekielne szczęście.Zawołam Joego i kaŜę mu przygotować dla pana jeden z wolnych pokojów.

dziękuję.Wspaniale .txt synie. Mogę tu przenocować. Kiepski sposób spędzania BoŜego Narodzenia. Jest tylko kilku oficerów w kantynie. czy mogę spytać. Ŝe mówię ze stacji RAF-u w Minton. . nie o to mi chodzi. Marks zjawił się z butelką whisky. Ten człowiek być moŜe świetnie Strona 146 . wiem . Ale obawiam się.Tak. Tej nocy nie zapowiadano Ŝadnych lotów. . Czułem. Z reguły nie piłem alkoholu. . wylądowałem w przekonaniu. . Kiedy zobaczyłem światła lotniska.Znakomity wyczyn lotniczy tego pilota z Gloucester. Wreszcie dostałem połączenie. . Znowu wyłoŜyłem całą sprawę.Proszę o połączenie z dyŜurnym kontrolerem ruchu .AleŜ oczywiście! PrzecieŜ musi się pan zameldować. rozumiem. Proszę chwilę zaczekać. starszy głos. . Nastąpiła chwila pauzy. który mnie tutaj doprowadził. kiedy zamknęliśmy lotnisko o piątej po południu. Z powodu mgły tamten musiał lecieć na przyrządach radarowych. Ŝe lecę do was. Ŝe jest to Merriam St. Ŝe nic się tu nie działo od chwili. Ŝe dochodzi północ. jaki po chwili rozległ się w słuchawce. kto mówi? Podałem mu nazwisko i rangę informując. pomyślałem. Kiedy nakręcałem numer centrali. . . Ŝe ma przyjąć wampira lądującego na przyrządach ślepego lądowania i bez radia. jest tu obok. To ich zawód.Merriam St. stopień i nazwę swojej bazy.odezwał się w słuchawce zaspany głos. Na pewno podoficer słuŜbowy z wartowni. George . Ŝe jego lotnisko musiało być zawiadomione. Ŝe jest trzeźwy. . Poproszę dowódcę eskadry.Nie. Tu miałem awaryjne lądowanie. pomyślałem raz jeszcze.Forsyth Opowiadania.Wydaje mi się.odparł. . ale teraz przyjąłem trunek 239 wdzięcznością. dochodzące z mieszkania słuŜbowego przy centrali telefonicznej.Naturalnie. Nie mógłby inaczej zejść w dół.Tak jest. W niewielkim zimnym pokoju stało krzesło. Opowiedziałem mu o swojej awarii i dodałem. połoŜonego niedaleko wejścia do baru.powiedziałem.Wobec tego proszę mnie połączyć z oficerem słuŜbowym. Co pan chce. Przypomniałem sobie jednak. To chyba całkowicie opuszczona baza.Little Minton .zapytał mój rozmówca.powiedział wreszcie. kierowany przyrządami do ślepego lądowania. Po krótkiej chwili odezwał się inny. . George.Widzi pan. czy nie? Słyszałem przed chwilą. puste biurko i telefon. Ŝe to pan pilotował to pudło! Westchnąłem i zacząłem tłumaczyć od początku. Telefonistka znalazła go dopiero po dłuŜszym czasie.Skąd pan mówi? . Ŝebyśmy zrobili? Zaczynałem tracić cierpliwość. Słyszałem odgłosy świątecznej libacji. kiedy podałem mu nazwisko. Musiał być młody i zdyscyplinowany. Sądząc z wesołego gwaru. Ŝe zaledwie pół godziny temu błagałem Boga o pomoc. . Musiałem się jakoś rozgrzać. Byłem pewny.zawyrokował mój rozmówca.RAF Minton. i zawstydziłem się. Słuchał mnie uwaŜnie. Czy mogę tymczasem zadzwonić? . Zaprowadził mnie do biura. Ŝe w kontroli ruchu nie ma teraz nikogo na słuŜbie. MoŜe wysłać po pana łazik? 240 . .odezwał się męski głos. oficer słuŜbowy znajdował się w kasynie.Nic o tym nie wiem . . zostałem przejęty przez samolot meteorologiczny z Gloucester. Uzyskanie połączenia trwało wieki. Ale wylądowałem na niewłaściwym lotnisku. . . Czy pan leciał do nas. jak przystało na oficera słuŜbowego nawet w noc wigilijną. George. . Ale ja nie jestem z kontroli ruchu.Miał pan pecha.Niech pan się zdecyduje. Ale oni powinni przecieŜ latać w kaŜdą pogodę. Marks poszedł przypilnować ordynansa. a ja spojrzałem na zegarek i stwierdziłem. poniewaŜ nie miałem numeru Merriam St.Przepraszam.

Myślę. aby przebyć jeszcze sześćdziesiąt kilometrów. kiedy usłyszał huk krąŜącego mu nad głową samolotu. jakaś pomyłka. .Ale nie zostały uŜyte tej nocy! Były nieczynne od piątej po południu. .odpowiedział.5 metra jest częstotliwością międzynarodowej słuŜby awaryjnej.To nie mógł być Ŝaden z naszych samolotów. czy Lakenheath nie mogło być mowy.txt dowodził eskadrą.są zawsze na słuŜbie. Dobranoc. Czy ja mówię z RAF-em Gloucester? . Wesołych świąt! OdłoŜył słuchawkę.odpowiedziałem stanowczo. Ŝe wcale nie zawdzięczałem swego Ŝycia pilotowi z Gloucester. Potem zapytałem: .Gloucester.Ale my juŜ dawno mamy fajrant .Zgadza się. Ŝe zaszła. Ŝe znalazły się w muzeum.Przypuszczam. panie poruczniku odpowiedział. Uratował mnie porucznik Marks. Nie tylko nie mogłem z moim zapasem paliwa dotrzeć do Merriam St. Ŝe mam benzyny tylko na pięć minut lotu. O dotarciu do Marham 241 16-Czysta robota . .Forsyth Opowiadania.121. JednakŜe pilot mosquita musiał juŜ powrócić do Gloucester i trzeba mimo wszystko zawiadomić go. DyŜurny oficer meteorolog przy aparacie. A na południe RAF Lakenheath. I wesołych świąt! Strona 147 . Odpowiedział wyraźnie. Jedno naleŜy przyznać eskadrom meteorologicznym . Ŝe nie moŜna tego wykluczyć . w Suffolk. Albo teŜ posłano je do muzeum. Ŝeby jeden z nich został sprzedany w prywatne ręce? .Gloucester? . jeŜeli tolerował głupie pytania o tej porze nocy. . ale był juŜ chyba lekko zawiany. prawda? .Obawiam się.Dziękuję.5 metra*? Chodzi mi o najbliŜsze lotniska utrzymujące przez dwadzieścia cztery godziny podsłuch alarmowy. . George są urządzenia do ślepego lądowania . Niewiele juŜ dziś ich zostało.powiedział po namyśle. .Owszem. .W nocy. Siedziałem przy telefonie wpatrując się z niedowierzaniem w aparat.Dzwonię do was. Oparłem się na poręczy krzesła i odetchnąłem głęboko. . . Dziękuję panu bardzo. gdzie znajdują się najbliŜsze stacje RAF-u.Czy wobec tego moŜe mi pan powiedzieć. Ŝe są! .O piątej po południu zamknęliśmy lotnisko. aby je znowu uruchomić. w Minton.Tak .Owszem . uŜywaliśmy mosquitów.próbowałem protestować.Doskonale. ale na dodatek tamtejsze lotnisko było zamknięte. DyŜurny oficer przyjął telefon. o tej porze. Ŝe poszły na złom. .Wiem dobrze. . Wytłumaczyłem mu sytuację. aby zapalić światła opuszczonego lotniska. o tej porze? . Marham znajdował się sześćdziesiąt kilometrów na zachód.Wiem. Latamy teraz na canberrach. Ale wycofano je z uŜycia trzy miesiące temu. nie doceniany. . Ten człowiek musiał być szalony. Ŝebyście odwołali alarm swego personelu radarowego i kontroli ruchu. A przecieŜ pokazałem temu pilotowi w mosquicie. w nocy.A co się stało z mosquitami? . zbiurokratyzowany porucznik pilot Marks.odpowiedział mi równie dobitnie oficer.spytała telefonistka. Rozpity. który juŜ się u was nie pojawi. który wprawdzie nie rozróŜniał chyba przodu samolotu od tyłu. . ale który biegł czterysta metrów w gęstej mgle. .PrzecieŜ to właśnie w Merriam St. . . Zaczęło mi świtać w głowie. . Lakenheath leŜał równieŜ w odległości sześćdziesięciu kilometrów na południe.Chwileczkę. Wylądował tutaj. Ŝe Ŝyję. . których radio pracuje w ciągu nocy na fali 121. Wasza jednostka posługuje się mosquitami do pomiarów ciśnienia i temperatury na duŜych wysokościach. ale czy jest moŜliwe.Ale raczej sądzę. I od tego czasu nie było Ŝadnego polecenia. Zadałem mu wtedy ostatnie pytanie: . na drugim końcu Norfolku.zaczął krzyczeć. Ŝe zrozumiał. Poza tym leciał o wiele za nisko po naszym locie przez mgłę. George. .Na zachód RAF Marham.Moim rozmówcą musiał być chyba stary okularnik o niewyczerpanej cierpliwości i uprzejmości. Oczekują wampira.

Kiedy ogień się rozpali. sprzed kominka uniósł się klęczący tam stary człowiek. Joe rozpala tam teraz ogień. potem tracę kierunek i brakuje mi paliwa. w którym wesoło trzaskał ogień. w końcu korytarza. Joe tymczasem zbierał talerze i szkło ze stołu. omal nie doprowadza do katastrofy. jeŜeli moŜna tak powiedzieć. panie poruczniku. Zapomniałem poprosić Marksa o poŜyczenie swetra. Da pan sobie radę? Byłem dla niego teraz bardziej uprzejmy. Słuchając go skończyłem posiłek i wypiłem resztę butelki czerwonego wina. Pokój będzie zaraz gotów. będzie tu całkiem przyjemnie.Numer siedemnasty.. Zdecydowałem. wpadłem tu przypadkiem! . Na razie jednak w pokoju było jeszcze chłodno i kuliłem się w moim lotniczym kombinezonie. Ale. Ale gdyby nie on.Oczywiście. a potem bierze mnie na hol jakiś postrzelony księŜycowy pilot. W drzwiach ukazała się głowa pilota porucznika Marksa. . co robi. panie poruczniku.Tak.Porucznik Marks mówił o was. który tymczasem przygotował mały stół 243 i postawił na nim gorące jajka na bekonie.spytałem go raczej z grzeczności niŜ z prawdziwego zainteresowania.oznajmił.Forsyth Opowiadania.Wiem juŜ od pana Marksa. którą Strona 148 . którzy wszyscy słuŜyli juŜ gdzie indziej. . i kiedy Joe poszedł ją przynieść.Widzieliście tutaj wiele zmian. . . zapaliłem go i zacząłem przechadzać się po pokoju. aŜ wreszcie podchmielony oficer na ziemi ma na tyle przytomności umysłu. prawda? Dawniej musiało być inaczej. . Jestem tu stewardem.. ZasłuŜył sobie na moją wdzięczność. Zabrałem swój hełm i poszedłem korytarzem.Dobry wieczór . . Zdziwiłem się. dziękuję panu serdecznie za pomoc. ale ciepły szlafrok przyniesiony mi przez Joego. JeŜeli pan pozwoli. którą Joe mi przyniósł z kredensu przy barze. to pójdę do łóŜka. pełnymi zapału lotnikami. Podczas gdy jadłem szybko i z apetytem. Ŝe zjem moją samotną kolację w pokoju. ZauwaŜa mnie przypadkiem. Z uchylonych drzwi pokoju numer siedemnaście padała na korytarz smuga światła. kiedy wszystkie pokoje były zapełnione młodymi.Pański pokój jest gotów . Stanąłem przed starą fotografią stojącą w ramce na kominku. co za niewiarygodna noc! Najpierw wysiada mi radio i wszystkie przyrządy pokładowe. w sali jadalnej panował hałas i słychać było brzęk talerzy i sztućców. lubiący sobie polatać w nocy na muzealnym mosquicie.Oczywiście. Co za 242 noc. Po skończeniu kolacji wstałem od stołu.Dawno tu jesteście? . Stewardzi w kasynach oficerskich są zwykle Ŝołnierzami słuŜby czynnej. kiedy niebo nad lotniskiem dygotało od huku silników startujących do walki i powracających samolotów. Mówił mi o czasach. Nie moŜna chyba liczyć na więcej szczęśliwych zbiegów okoliczności.Mam na imię Joe. oczywiście. Kiedy wszedłem do pokoju. Był dobrym stewardem.. Wytarłem się ręcznikiem i zawinąłem w stary.Po czym zaczął opowiadać mi o latach. . Ręka. . . wyciągnąłem z kieszeni mego lotniczego kombinezonu papierosa. wykąpałem się szybko w gorącej wodzie. Ŝe robię tyle zamieszania o takiej porze. od załoŜenia tej stacji przed samą wojną. . stary ordynans zabawiał mnie rozmową. Przykro mi. Ten miał chyba siedemdziesiąt lat i był najwyraźniej miejscowym cywilem. Woda na kąpiel juŜ się grzeje. . a bar rozbrzmiewał wesołymi piosenkami. gdzie znajdowałbym się teraz? Mój zimny trup kołysałby się na falach Morza Północnego! Resztką whisky wzniosłem toast za zdrowie pasterza i za jego dziwne hobby prywatnego latania starymi samolotami.przywitał mnie.txt OdłoŜyłem słuchawkę i potrząsnąłem głową w zakłopotaniu. aby na czas zapalić światło i uratować mi Ŝycie. około dwudziestu lat.ten amatorski as lotnictwa nie zdawał sobie w najmniejszym stopniu sprawy z tego. mijając liczne drzwi kawalerskich pokojów oficerów.. Jedno jest pewne .

Fotografia była stara i poplamiona.Forsyth Opowiadania. i obróciłem się w stronę pokoju.Zaraz je zamknę. Wydało mi się. jak się ma pieniądze. . Pilot ze zdjęcia miał na sobie grube. pan Johnny był z nich wszystkich najlepszy.Przyglądałem się bacznie samolotowi w tle zdjęcia. wychyliłem się na zewnątrz i wyjrzałem za firankę. sprawdziłem. doprowadził go do porządku i latał. Wystarczyły mi dwa kroki. Tak się składa.Kavanagh? . panie poruczniku. A więc nie Juliet Kilo. . Nie moŜna było nie rozpoznać smukłej sylwetki bombardującego myśliwca Mosquito wraz z jego dwiema gondolami mieszczącymi dwa silniki Merlina. Stał w wyzywającej pozie. Zamiast uŜywanej dziś plastykowej osłony.txt podnosiłem papierosa do ust.Nie trzeba. Podczas dobrej koniunktury lat pięćdziesiątych dorobił się pewno niezłych pieniędzy. usłyszałem huk silników.Eskadra zwiadowcza. a Johnny Kavanagh. Ale ja jestem stronniczy. .powiedział staruszek.Podszedłem do kominka i przyjrzałem się z bliska fotografii. Na jednej z okresowych licytacji RAF-u kupił sobie starego mosquita. stawiając na stole pozbierane talerze. Mgła kotłowała się w wielkich kłębach. Nie mogło być wątpliwości. panie poruczniku. Ŝegnającego się przez płot ze swoją dziewczyną. a więc około dwudziestki. jakiego dawniej uŜywali lotnicy. wpuszczając do pokoju strumień mroźnego powietrza. Jedno z okien otworzyło się gwałtownie. Cała sprawa stała się teraz jasna jak słońce. szorstkie spodnie sukienne i cięŜką wiatrówkę na baranim futrze. . 244 . do hełmu przymocowane były okrągłe gogle. bez uśmiechu na twarzy. Był tutaj w czasie wojny. tylko motocykl jakiegoś chłopca z farmy. Niezły sposób spędzania wolnego czasu. Kavanagh był podczas wojny asem lotniczym w jednej ze słynnych eskadr. zawisła nagle w połowie drogi. Oczywiście nie było tam Ŝadnych silników. Ŝe był to właśnie jego pokój. Po jej zakończeniu wystąpił z wojska i zajął się chyba handlem uŜywanymi samochodami. . Z tyłu za pilotem widać było wyraźnie jego samolot. sam to zrobię. ubranego w lotniczy kombinezon. Pozwolę sobie jednak powiedzieć. ale zupełnie wyraźna. zauwaŜył mnie Strona 149 . moim zdaniem. 245 Kiedy wracał z jakiejś wycieczki do Europy.W jakiej słuŜył eskadrze? . panie poruczniku. W lewej ręce trzymał skórzany miękki hełm. jeŜeli mi wolno tak powiedzieć. kupił sobie ładny dom na wsi i miał środki na swoją prawdziwą pasję Ŝyciową . z rozstawionymi lekko nogami i prawą ręką na biodrze. Miał w oczach jakiś cień smutku. Na dziobie samolotu za lotnikiem widniały blade. chwiejącym się w stalowej ramie. Byłem jego ordynansem. panie poruczniku? Pokazałem samotną fotografię na kominku. Chciałem juŜ coś powiedzieć staremu stewardowi. Ŝe. Latali na mosquitach. Był Irlandczykiem. które zapewniały samolotowi znakomitą sprawność. Postawił kieliszek od wina na talerzach trzymanych w rękach. Przedstawiała młodego człowieka mniej więcej w moim wieku. daleko we mgle. Poczułem przejmujące zimno w pokoju. Joe? . Byli to znakomici piloci. kiedy poczułem nagle na plecach powiew zimnego powietrza.Kto jest tym pilotem. Aby je mocniej przyciągnąć. Patrzył w aparat z ponurym napięciem. Wspaniały człowiek.Ach! To zdjęcie pana Kavanagh. Ŝe gdzieś.latanie. czy jest zabezpieczone. wysokie buty. aby stanąć przy oknie. mieszając się z prądem ciepłego powietrza buchającego z okna. . co było dość powszechne wśród zdemobilizowanych lotników. Zamknąłem okno.Jakim pilotem.Tak. Nie był to jednak jasnoniebieski nylon i połyskujący hełm dzisiejszych czasów. panie poruczniku . kiedy tylko chciał. . ale wyraźne litery JK.

Musiał spaść ze swoim samolotem gdzieś w Morze Północne. A następnie prowadził je do lądowania... Joe uśmiechnął się.. rozpaczliwe wysiłki pilotów.Forsyth Opowiadania.. Za przeproszeniem.. Wielkie czterosilnikowe maszyny. Skrzywiłem się... MoŜe to ta krew irlandzka... ale poniewaŜ nie miałem i tak paliwa.Znam je z fotografii . rozbite radia........ ale znacznie częściej kazał napełniać ponownie zbiorniki paliwa swojego mosquita i startował znowu.. gdzie wyznaczali rakietami cele dla bombowców.. milczące radio i bezradność wobec mgły zakrywającej ziemię. i wziął mnie na hol..powiedziałem z przekonaniem.. panie poruczniku . nie było wyboru. Ŝeby je znać? .txt latającego w trójkątach nad całunem mgły. 49 Są takie dni.. poszarpane skrzydła i stery. 246 Odwróciłem się od fotografii i zgasiłem papierosa w popielniczce przy łóŜku... Ŝe były podziurawione ogniem artylerii przeciwlotniczej lub miały rozbite radioaparaty. to był chyba bardzo dobry pilot . panie poruczniku. Ŝe nadal to robi.. 116 Przywilej absolutny .. zorientował się... Wypatrywał tam uszkodzonych bombowców.. Ŝe potrafię odnaleźć tego człowieka...Tak. panie poruczniku.. 82 Niewypał . Nigdy juŜ nie powrócił. Byłem pewien. polecę i sprowadzę go na ziemię!" Pokiwałem głową. Strona 150 27 143 ..przerwałem staremu.. Waddington.. Podziurawione kadłuby.. czasem w tak gęstej mgle.... ..Wspaniały człowiek .potwierdził Joe za moimi plecami.... . Za pomocą radia mógł określić dokładnie swoje połoŜenie. Pamiętam...Mówiono.. ...powiedziałem .. . tak.. Cesarz .. Pamiętam. Scampton. stirlingi i lancastery. kiedy eskadra wracała znad Niemiec. . .CóŜ . Dobranoc. . a znając doskonale teren. naprawdę wspaniały.Tak właśnie było. Cotteshall... Mówiono...Zdarzało się......Niestety. Joe był juŜ przy drzwiach. Wylatywał po raz drugi tej samej nocy po wykonaniu zadania i patrolował nad Morzem Północnym. nawet gdybym musiał się uciec do pomocy Królewskiego Aeroklubu..Owszem.. Stary ordynans najwyraźniej uwielbiał swego oficera z czasu wojny. A raczej na kilka....... 99 Dowód rzeczowy . NaleŜały do róŜnych baz: Marham..... nocnego nieba. Właśnie dzisiaj minęło czternaście lat. . . . Wielkie bombowce leciały do swoich własnych baz. . Wesołych świąt! Spis treści Czysta robota ..powiedziałem z przekonaniem.. .. i prowadził je na nasze lotnisko. halifaxy. Było to oczywiście ryzykowne.. ... reszta młodych oficerów szła do baru na jednego.wygląda na to. panie poruczniku........ Ŝe ma szósty zmysł.. pan był chyba jeszcze za młody.. podąŜających w stronę wybrzeŜa. kiedykolwiek jeden z nich będzie tam w nocy usiłował powrócić do bazy.Kavanagh nie chodził z nimi? ....Najlepszy.. aby utrzymać trzeszczące i dygoczące maszyny na kursie..przyznałem. Ŝe nie było widać własnego nosa...A niektóre z nich pokazują na paradach w czasie uroczystości. Ŝe ma kocie oczy..... I ten człowiek prowadził je do lądowania? Widziałem je w wyobraźni..... Z własnego niedawnego doświadczenia pamiętałem gorzką samotność zimowego. tutaj w Minton. wypatrując uszkodzonych samolotów... Ŝe jestem w niebezpieczeństwie.. On zaś. Pan Johnny wyleciał na swój ostatni patrol w wieczór wigilijny 1943 roku. 5 W Irlandii nie ma Ŝmij . Leciał samotnie nad Kanał czy Morze Północne. Umierający i ranni na pokładzie.. zupełnie jak pan dzisiaj: "Joe. Ŝe bardzo często..O.. panie poruczniku.. Ŝe kiedyś powiedział mi stojąc przy kominku. mógł się pokusić o odnalezienie swojego starego lotniska Minton nawet w gęstej mgle.. myśląc o jego nocnym wyczynie.

...... 203 Pasterz ................. 221 Koniec Strona 151 .......... 176 Dobra nauczka ..........txt Obowiązek . . ... 162 Dokładny człowiek .........Forsyth Opowiadania........