Forsyth Opowiadania.

txt FredericK Forsyth "Czysta robota i inne opowiadania" PrzełoŜył: STEFAN WILKOSZ Tytuł oryginału: "NO COMEBACKS AND OTHER STORIES" Autor ilustracji K. WARD Opracowanie graficzne Studio Graficzne "Fototype" Redaktor MARIA GRZYMSKA LUCYNA LEWANDOWSKA LEDIA KOWAL Copyright (c) 1972, 1973, 1979, 1982 by Frederick Forsyth For the Polish edition Copyright (c) 1993 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o. Published in cooperation with Wydawnictwo Mizar Sp. z o.o. ISBN 83-7082-244-4 Wydawnictwo Amber Sp. z o.o. Warszawa 1993. Wydanie I Skład: "Kolonel" w Łomiankach Druk: Łódzka Drukarnia Dziełowa CZYSTA ROBOTA Mark Sanderson lubił kobiety. Lubił takŜe krwiste befsztyki z dobrze przyprawioną sałatą. Zarówno pierwsze, jak i drugie konsumował z jednakowym apetytem. Kiedy brała go ochota, telefonował do odpowiedniego dostawcy i zamawiał towar, który przysyłano mu do wytwornego domku, zbudowanego na dachu duŜej kamienicy. Mógł sobie pozwolić na wszystko, był bowiem multimilionerem i to w funtach szterlingach, a więc w walucie, której wartość, nawet w dzisiejszych niepewnych czasach, równa się niemal dwóm dolarom. Jak większość bogatych i moŜnych ludzi wiódł Ŝycie na trzech róŜnych płaszczyznach. Pierwszą stanowiło jego Ŝycie zawodowe i publiczne, był przecieŜ jednym z potentatów londyńskiego City i to powszechnie znanym i podziwianym. Drugą określano jako domenę prywatną, która nie zawsze pokrywała się z plotkami, jakie na jego temat krąŜyły. Trzecią wreszcie było ściśle prywatne Ŝycie, do którego nikt nie miał dostępu. Pisano o nim regularnie na łamach wszystkich dzienników, interesowały się nim kolumny finansowe i kolumny plotkarskie najrozmaitszych pism, nie mówiąc juŜ o programach telewizyjnych. Mark Sanderson rozpoczął swoją karierę w późnych latach pięćdziesiątych w agencji handlu nieruchomościami w centrum Londynu. Miał niewielkie wykształcenie, które uzupełniał niezwykły instynkt i prawdziwy nos do transakcji inwestycyjnych. W ciągu dwóch lat nauczył się nie tylko wszystkich zasad kupieckiej gry, ale - co waŜniejsze sposobów legalnego ich obchodzenia. W wieku dwudziestu trzech lat załatwił w ciągu jednej doby swoją pierwszą samodzielną transakcję. Było nią kupno posiadłości w dzielnicy St. John's Wood. Zarobił na tym dziesięć tysięcy funtów, po czym załoŜył firmę pod nazwą Hamilton Holdings, która przez następne czternaście lat miała być jego główną 5 bazą wypadową. Nazwał ją tak na pamiątkę owej pierwszej transakcji, albowiem nabyta przezeń wówczas kamienica znajdowała się na Hamilton Terrace. Miał to być ostatni sentymentalny odruch w jego Ŝyciu zawodowym. Z początkiem lat sześćdziesiątych, gdy zarobił pierwszy milion, przerzucił się z handlu nieruchomościami na budownictwo budynków biurowych. W połowie dekady był wart bez mała dziesięć milionów i rozszerzył granice swojej działalności. Jego mistrzowskie operacje z dziedziny finansów, bankowości, przemysłu chemicznego, inwestycje w miejscowościach letniskowych nad Morzem Śródziemnym były Strona 1

Forsyth Opowiadania.txt równie intratne, jak owa pierwsza transakcja w St. John's Wood. Opisywała je prasa, ludzie je podziwiali, a akcje dziesięciu przedsiębiorstw zgrupowanych w Hamilton Holdings stale zwyŜkowały na giełdzie. Na innych stronicach gazet moŜna było znaleźć plotki z prywatnego Ŝycia Marka Sandersona. Pisano o jego wspaniałym apartamencie przy Regent's Park, luksusowej posiadłości w stylu elŜbietańskim w hrabstwie Worcestershire, zamku w dolinie Loary, willi w Cap d'Antibes, o jego jachcie, rolls-roysie, lamborghinim, a takŜe o nie kończącym się korowodzie młodych, kształtnych gwiazdek filmowych, w których to towarzystwie nieustannie się fotografował. Plotkarskie kąciki gazet pełne były fascynujących opisów wdzięków dziewczyn wylegujących się w jego czterometrowym, okrągłym łoŜu. Jeszcze przed dziesięciu laty zostałby zapewne zrujnowany, gdyby jego nazwisko łączono ze sprawą rozwodową pewnej majętnej gwiazdy filmowej lub procesem o ojcostwo wytoczonym mu przez pretendentkę do tytułu miss świata. Ale na przełomie lat siedemdziesiątych skandale te stanowiły raczej świadectwo - tak obecnie poŜądane - jego krzepy. ToteŜ w kołach towarzyskich londyńskiego West Endu budziły sensację i podziw. Mark Sanderson był więc osobistością powszechnie znaną. Jego tajemne Ŝycie było czymś zgoła innym. MoŜna by je określić po prostu jednym słowem: nuda. Cała ta intensywna aktywność nudziła go śmiertelnie. Ukute niegdyś przez niego powiedzonko "czegokolwiek Mark zapragnie - Mark dostanie" przemieniło się w kiepski Ŝart. W wieku trzydziestu siedmiu lat wyglądał nieźle, pozował na Marlona Brando, był w świetnej formie fizycznej i bardzo samotny. Zdawał sobie sprawę, Ŝe potrzebuje nie setek dziewczyn, ale jednej jedynej, która dałaby mu dzieci i potrafiła stworzyć domowe ognisko. Rozumiał, Ŝe ma małe szansę znalezienia takiej kobiety, poniewaŜ wiedział dość dokładnie, jaka powinna być, i Ŝadnej takiej 6 nigdy w Ŝyciu nie spotkał. Jak większość bogatych playboyów, mógł ulec urokom jedynie takiej kobiety, której nie imponowałyby ani jego pieniądze, ani pozycja społeczna, ani reputacja. W odróŜnieniu od większości bogatych playboyów, Mark Sanderson zachował wystarczającą trzeźwość umysłu, by móc patrzeć na samego siebie obiektywnie. Ale tylko po kryjomu. Publiczne przyznanie się do czegoś takiego równałoby się ośmieszeniu. Był juŜ całkiem pewny, Ŝe nigdy owej wymarzonej istoty nie spotka, kiedy tak się właśnie stało. Było to wiosną, na jakimś balu dobroczynnym, takim na którym wszyscy goście nudzą się śmiertelnie, a dochód ze sprzedaŜy biletów starcza akurat na bańkę mleka dla dzieci w Bangladeszu. Kobieta stała po drugiej stronie salonu, słuchając monologu jakiegoś niskiego grubasa kurzącego długie cygaro. Słuchała go z dyskretnym półuśmiechem, z którego nie moŜna było wnioskować, czy bawi ją anegdotka grubasa, czy teŜ jego błazeńskie wysiłki zajrzenia w głąb jej dekoltu. Sanderson przedarł się przez tłum i korzystając z pobieŜnej znajomości grubego producenta filmowego, pozwolił się przedstawić dziewczynie, która nazywała się Angela Summers. Dłoń o wypielęgnowanych paznokciach, którą mu podała, była wąska i chłodna. Na serdecznym palcu lewej ręki, w której trzymała szklankę ginu z tonikiem, a raczej z samym tonikiem, widniała złota obrączka. Sandersona bynajmniej to nie zraŜało. Kobiety zamęŜne uwaŜał za równie łatwe do zdobycia jak panny. Pozbył się filmowca i zaprowadził ją w kąt pokoju, Ŝeby móc spokojnie porozmawiać. Bliskość kobiety podnieciła go, co było rzeczą normalną, ale wraŜenie, jakie na nim zrobiła, raczej było niezwykłe. Pani Summers, wysoka i smukła, była piękna i promieniowała spokojem. Mimo obowiązującej w latach siedemdziesiątych szczupłości sylwetki miała wydatne piersi, wąską talię i solidne biodra. Błyszczące kasztanowate włosy ściągała klamra, a ich połysk zdawał się świadczyć o zdrowiu właścicielki. Miała na sobie prostą białą suknię, która podkreślała jej złocistą opaleniznę. Nie nosiła Ŝadnej biŜuterii. Oczy lekko podkreśliła ołówkiem, poza tym twarz bez makijaŜu, co wyróŜniało ją wśród obecnych w salonie wytwornych pań. Sanderson Strona 2

Forsyth Opowiadania.txt określił jej wiek na trzydzieści lat. Jak się później dowiedział, miała trzydzieści dwa. Sanderson obrał sobie jej opaleniznę za temat rozmowy. Czy nabyła jej w czasie wiosennych wakacji w górach, czy moŜe na statku, w drodze na Wyspy Karaibskie? Zakładał, Ŝe Summersowie są wystarczająco zamoŜni, Ŝeby prowadzić taki sam tryb Ŝycia, jaki 7 prowadziła większość obecnych na balu gości. Okazało się, Ŝe obydwa jego przypuszczenia są błędne. Mieszkała z męŜem w domku na wybrzeŜu Hiszpanii. Państwo Summers Ŝyli z niewielkich honorariów z ksiąŜek o ptakach, które pisał jej mąŜ, oraz z pieniędzy zarabianych przez nią. Udzielała lekcji angielskiego. Przyglądając się jej ciemnym oczom i włosom oraz złocistej cerze, doszedł do wniosku, Ŝe jest Hiszpanką, ale powiedziała mu, Ŝe jest Angielką. Przyjechała w odwiedziny do rodziców mieszkających w środkowej Anglii, a szkolna koleŜanka zaprosiła ją na tydzień do Londynu. Za kilka dni miała powrócić do Hiszpanii. Rozmawiało się z nią łatwo. Nie schlebiała Sandersonowi, co mu odpowiadało, nie wybuchała przesadnym śmiechem, kiedy mówił coś zabawnego. - Co pani myśli o londyńskiej socjecie? - zapytał, kiedy stali oparci o ścianę, przyglądając się tańczącym parom. - Przypuszczalnie nie to, co powinnam - odrzekła powaŜnie. - Papugi w szklanej klatce - mruknął złośliwie. Uniosła brwi. - A mnie się zdawało, Ŝe Mark Sanderson jest jednym z filarów tej socjety - powiedziała bez Ŝółci, ale stanowczo. - CzyŜby wieści o mnie docierały aŜ do Hiszpanii? - Nawet na Costa Blanca czytamy Daily Express - odpowiedziała spokojnie. - A w nim dokładne opisy Ŝycia i przygód Marka Sandersona. - Oczywiście - odparła bez wahania. - Czy robią na pani wraŜenie? - A powinny? - Nie. - A więc nie robią. - Jej odpowiedź napełniła go dziwnym zadowoleniem. - To dobrze. Ale czy mogę zapytać, dlaczego? Zastanawiała się przez chwilę. - To chyba wszystko fałsz - stwierdziła. - Czy ja teŜ? Patrzył, jak pod prostą, białą bawełnianą sukienką łagodnie wznoszą się i opadają jej piersi. Wreszcie spojrzała mu w oczy. - Nie wiem - odparła z powagą - ale przypuszczam, Ŝe gdyby dać panu szansę, mógłby pan zostać raczej porządnym człowiekiem. Jej słowa wytrąciły go z równowagi. - Myli się pani - mruknął, ale ona uśmiechnęła się pobłaŜliwie, jak do małego, krnąbrnego chłopca. Po kilku minutach zjawili się jej przyjaciele, przywitali się z San8 dersonem i zabrali ją. W drodze do hallu Mark zaproponował jej szeptem wspólną kolację następnego wieczoru. Od lat nikogo juŜ tak nie zapraszał. Angela Summers nie wysiliła się na Ŝaden dowcip o tym, jak to niebezpiecznie jest pokazywać się w jego towarzystwie ani o tym, Ŝe ma nadzieję, iŜ nie będzie w pobliŜu fotografów. Zastanawiała się przez chwilę i odpowiedziała: - Dobrze, bardzo chętnie. Mark myślał o niej przez całą noc. Całkowicie zaniedbał wychudzoną i mizdrzącą się modelkę, którą poderwał nad ranem w jakimś nocnym lokalu. Wpatrywał się w sufit i widział oczami wyobraźni połyskujące kasztanowe włosy, wyobraŜał sobie, Ŝe leŜą na jego poduszce. Pod palcami czuł miękką złocistą skórę Angeli. Był pewien, Ŝe ich właścicielka śpi spokojnie i cicho, bo wszystko przecieŜ robiła w taki właśnie sposób. Wyciągnął rękę, Ŝeby popieścić pierś modelki, ale trafił na wysuszony woreczek przypominający ucho zagłodzonego szczeniaka. Dziewczyna wydała z siebie cichy jęk, który miał być niby to jękiem rozkoszy. Więc Strona 3

Z taką odmową nie spotkał się od lat. Nazajutrz wieczorem podjechał po nią. . wiktoriańskiej elegancji. a juŜ z pewnością nie zwykłym poŜądaniem. Wbiła wzrok w zalegającą za szybą samochodu ciemność. co zaczyna do niej odczuwać. zaparzył sobie kawę i usiadł w ciemnej bawialni. Nie powinniśmy byli posunąć się tak daleko. Tydzień to krótki okres na rozwinięcie się romansu. jakie na ogół zachowywał dla siebie . Kiedy wybiła północ i zaczęto zamykać restaurację. ale bywa wystarczająco długi. ale nawet dwa lub trzy. . odrzuciła propozycję pojechania do niego na ostatniego drinka.Wierzę .powiedziała. 10 To moja wina. Strój ten przydawał jej sylwetce staroświeckiej.txt poszedł do kuchni. zaparkowanym na małej poprzecznej uliczce niedaleko jej domu.Kocham cię. było proste i inteligentne. a kiedy zaczął jej opowiadać o swoich transakcjach handlowych . butelkę tych perfum. Po kilku dniach czuł.Wierzę ci. czarną. 9 Coraz łatwiej i swobodniej rozmawiało mu się z nią o sprawach. wciąŜ siedzieli. Posłał więc kogoś na Bond Street po największą. Uprzejmie. ale to. niczym sztubak. ale kiedy spróbował wsunąć rękę za jej dekolt. ale proszę mi nigdy więcej nie kupować takich rzeczy. Ubrana była w białą bluzkę z bufiastymi rękawami. A ona to wszystko rozumiała.Ale to musiało kosztować fortunę . Przyjęła prezent bez minoderii.słuchała go uwaŜnie. co mówiła. Podziwiał ją ogromnie. . Przez długi czas całowali się w ciemnym rolls-roysie. pogrąŜeni w rozmowie. Włosy miała spiętrzone nad czołem. mocno ściągniętą w talii szerokim paskiem spódnicę. bezlitośnie wykorzystując je dla własnych celów. kazał napełnić basen wodą i podgrzać ją.odrzekła. Ŝe nazywają się Miss Dior i Ŝe kupuje je sobie od czasu do czasu w samolocie. . ale zaprotestowała przeciwko jego rozmiarom. Zrobiłbym dla ciebie wszystko. Wyłoniła się z kabiny w jednoczęściowym białym kostiumie kąpielowym z materiału frotte i była tak piękna. odsunęła ją łagodnie. nie jest przelotnym uczuciem.To straszna ekstrawagancja . o pogardzie. Zaproponował. Pod koniec wieczoru zrozumiał. jaki miał w pamięci. przesiedział tam do świtu. dowiedział się. Kocham cię bezgranicznie i na zawsze. . . zarysowały się przed jego oczami jasno i wyraźnie. Ŝe stać mnie na to. co tak bardzo odbiegało od jej wczorajszego wyglądu i od obrazu.i jestem wdzięczna.zauwaŜyła ze zgorszeniem. Zapytał ją o ulubione perfumy. Mark. jaką Ŝywił dla luźnych obyczajów ludzi ze swojej sfery. i to pod kaŜdym względem. do swojej posiadłości. Zatelefonował do Worcestershire. ale stanowczo. Nie lubię ekstrawagancji. kiedy to drzewa parku. chociaŜ nie zawsze była poinformowana. Ostatni wieczór przed jej powrotem do Hiszpanii spędzili oczywiście razem. Zeszła i usiadła przy nim. . Ŝeby rozeszła się z męŜem i wyszła za niego. by zmienić nie tylko jedno Ŝycie. ustosunkowała się równie serio do sprawy i potrząsnęła głową.odparła . a u kobiet zdolność rozumienia jest waŜniejsza niŜ znajomość rzeczy. Ŝe to. Była w niej wewnętrzna pogoda.Chciałem ci ofiarować coś bardzo specjalnego. mimo Ŝe wiał chłodny majowy wiatr. I to nie jest przemijające uczucie.Nie potrafiłabym tego zrobić . Ŝe podnieciło go. zakończonymi koronką. Ŝe aŜ mu dech zaparło.Forsyth Opowiadania. Zarządził więc. jej obecność przynosiła spokój i ukojenie. by otoczono basen z trzech stron ruchomymi szklanymi parawanami. Ŝe jest zakochany po uszy. wielkie opanowanie. .w więc o operacjach finansowych. W sobotę pojechali tam na weekend.co rzadko czynił w towarzystwie kobiety . ale stanowczo. PoniewaŜ powiedział to bardzo powaŜnie.Zapewniam cię. CóŜ to za wspaniała kobieta. jaka była w sprzedaŜy. pomyślał. Ŝe nie zorientowałam się wcześniej i nie przestałam się Strona 4 . i długą. Odzywała się rzadko. gdzie sprzedawane są bez cła. Popijając z wolna. oświetlone promieniami słońca wschodzącego hen nad wrzosowiskami Wansteadu. Zawstydził się.

postanowił więc znaleźć jakieś wyjście. a on coraz bardziej i bardziej pragnął Angeli. a to mi się podoba. tęsknotą i poŜądaniem. gdyŜ planował przyjazd późnym wieczorem. . A ja jestem Archie'emu potrzebna bardziej niŜ powietrze. którym oddycha. władzy. Uwielbiam cię.uśmiechnęła się.stał się psychicznym kaleką. Pod grubą warstwą cynizmu tkwi w tobie ciepły i wraŜliwy człowiek. Kazał szoferowi zawieźć ją na lotnisko.Więc czemu nie chcesz się z nim rozejść? . . Logicznie i precyzyjnie kroczył od poŜądania do determinacji.Ja cię nie tylko pragnę. poŜądane. Na pewno tak. nie byłoby w ogóle problemu. W innym miejscu. Nazajutrz wyjechała.txt z tobą widywać. Nie jestem taka szybka..MoŜe będziesz mogła mnie pokochać? W przyszłości. no i gdybym nie była juŜ Ŝoną Archie'ego. nawet na pewno. dopóki was śmierć nie rozdzieli. Nie ma na to sił.Ale czy ty mnie takŜe kochasz? ChociaŜby odrobinę? .wszystko czekiem i przez pocztę.Nie. ale potrafisz sobie doskonale dać radę beze mnie. chyba nie .Ty nic nie rozumiesz . W przypadku Marka Sandersona wszystkie te uczucia uległy takiemu przekształceniu. zareagowałabym pewnie inaczej na twoją propozycję. Zapłacił komorne za miesiąc i złoŜył odpowiedni depozyt . o czym tylko zamarzył.jak zresztą wszyscy ludzie dysponujący nadmiarem władzy .Jeszcze nie wiem. Wynajął sobie na nazwisko Michael Johnson niewielkie mieszkanko w Londynie.Więc rzuć go i wyjdź za mnie.On jest w gruncie rzeczy szalenie słabym człowiekiem i kiepsko sobie radzi. Zrobił to za pośrednictwem agenta i przez telefon. ale kaŜde z tych uczuć potrafi przemienić się w obsesję. Sanderson gwałtownym ruchem zgasił cygaro w popielniczce. od determinacji do koncepcji.potrząsnęła głową. to pewne.. luksusu. zdanie. .Ja cię teŜ potrzebuję. . Gdyby Angela była inna. ja cię kocham.. Poprosił. . skąd odleciała do Walencji. a było w końcu tylko jedno. Dopóki nie rozdzieli nas śmierć.Sądzę. Przykro mi. Maj ustąpił miejsca czerwcowi. Ale jestem juŜ męŜatką i nie ma na to Ŝadnej rady. . Jestem Ŝoną Archie'ego i nie mogę go porzucić..Forsyth Opowiadania. które nie stawiają zbyt wielu pytań i nie interesują się zanadto legalną stroną Strona 5 . chyba właśnie tak.powiedziała po chwili. Znalazł się więc w błędnym kole. A on nie. Ŝeby pozostawiono klucz od mieszkania pod słomianką.PoniewaŜ on mnie potrzebuje . gdyby była kobietą pragnącą pieniędzy. ale wtedy nie byłaby przecieŜ sobą i nie pragnąłby jej z taką namiętnością.To niemoŜliwe. Zadzwonił następnie do jednej z owych agencji. wyjęte prosto z modlitewnika: "dopóki nas śmierć nie rozłączy". poŜądam cię. od bez mała dziesięciu lat miał wszystko. Mógłby ją wówczas olśnić bogactwem. ale taka juŜ jestem. . Ŝeby ich ktoś potrzebował. czyli do celu. I znowu wykazała kobiecą intuicję i odniosła się z powagą do tego pytania. tylko spojrzała mu prosto w oczy i skinęła głową. co w Ŝyciu posiadałem. czego ja nie potrafiłbym ci ofiarować? . . W pierwszych dniach czerwca Sanderson postanowił zdobyć Angelę Summers za wszelką cenę i od tej chwili przez głowę nieustannie przebiegała mu jedna jedyna myśl. . i to bardziej niŜ kogokolwiek czy cokolwiek. . od planowania do wykonania planu.Kobiety lubią być kochane. . Mark. uwielbiają być uwielbiane. i . Nie zareagowała na jego ironiczny ton. . KrąŜenie po nim doprowadziłoby go z pewnością do szaleństwa.Ty mnie pragniesz.Tak. Ŝe tak. . .Czy on ma coś. skądŜe . śycie nie odmówiło mu dotąd niczego.Więc pozostaniesz z nim.Nie. . . Angelo. ale nade wszystko potrzebują tego. wysokiej pozycji towarzyskiej. Jesteś zupełnie inny niŜ fama o tobie. 11 Są wprawdzie róŜnice pomiędzy miłością i potrzebą czyjejś obecności.odparła z prostotą. w innym czasie.

zdenerwował się Sanderson . Zabieg ten trwał nieco ponad godzinę. dokładnie między trzecią a czwartą. jak równieŜ odsyłacze do takich haseł. W tydzień później pan Johnson otrzymał list. Właściciel zakładu okazał się nadzwyczaj pomocny. Zaczął od słowa "najemnik". na przedmieściu małego hiszpańskiego miasteczka w prowincji Alicante. kiedy Sanderson przejmował przedsiębiorstwo. przewijających się przez jego lektury.Forsyth Opowiadania. udawała się do pałacu. a kaŜdego popołudnia opalała się na plaŜy i pływała w morzu. Odtąd Sanderson zawsze wjeŜdŜał samochodem wprost do podziemnego garaŜu. NaleŜało do człowieka walczącego w trzech wojnach. Przeczytał niezliczone ilości informacji gazetowych. Poszedł do małego zakładu fryzjerskiego. a która rozeszła się w znikomej liczbie egzemplarzy. John Peters i Jacques Schramme. jak gdyby ten człowiek znajdował się obecnie w Londynie. który . jak Mikę Hoare. o jaką usługę mu chodzi. komentarzy. fotografia wycięta z okładki ksiąŜki na temat ptactwa rejonu Morza Śródziemnego. Sanderson postanowił działać tak.txt przeprowadzanych transakcji. Ŝeby uniknąć wzroku portiera. kiedy to jej małŜonek pracował nad notatkami do dzieła o ptactwie Costa Blanca. Obciął dość długie włosy Sandersona na jeŜa i ufarbował je na jasny blond. oraz kilka kiepskich zdjęć wykonanych obiektywem teleskopowym. w którym donoszono mu. Musi się oczywiście nadal posługiwać chlubną rangą majora . Ŝe zamierza pewien czas spędzić w domu. gdzie wsiadał do windy tak. Przeczytał Historię najemnictwa Anthony'ego Mocklera. Następnie zajął się zmianą swojej powierzchowności. dziennikarza. Rodezja. by uczyć angielskiego trójkę dzieci contessy. raczej cherlawy męŜczyzna o cofniętym podbródku i z małym wąsikiem przypominającym szczoteczkę do zębów. Z plejady nazwisk rewolwerowców. Zadzwonił do jednego ze swoich przyjaciół. Śniadanie państwo S. Wysłał przesyłką poleconą zaliczkę gotówką w wysokości pięciuset funtów szterlingów. Najemnika 13 w Kongo Mike'a Hoare'a i tom pod tytułem Siła ognia. Człowiek ten nigdy nie udzielił nikomu wywiadu i nigdy nie pozwolił się fotografować. Przed kilkoma laty. Był Anglikiem. Widniał 12 na nich drobny. Strona 6 . której od dawna nie było w sprzedaŜy. Kongo. które go zainteresowało. artykułów w magazynach. Robert Denard.brytyjski eks-oficer. Major Archibald Clarence Summers. Przejrzał je wszystkie. W teczce opatrzonej tym hasłem znalazł takie nazwiska. podał nowy londyński adres i zreferował dokładnie. Sumę tę wysłał pocztą i w trzy dni później otrzymał odpowiedni materiał. Sanderson obejrzał sobie zdjęcia willi. i poprosił go o adres najlepszego londyńskiego archiwum. Była tam krótka biografia. spoŜywali na niewielkim patio.powinien wystarczyć na jakieś dwa tygodnie. Fryzjer był zachwycony rezultatem. zaŜądano od niego pieniędzy z góry. którą szybko przekartkował. Notował nazwiska autorów ksiąŜek.jak twierdził . Ŝyjący obecnie w niewielkiej willi kilkaset metrów od wybrzeŜa. W trzy dni później Sanderson był posiadaczem karty wstępu na nazwisko Michael Johnson. Katanga. ale Ŝe be*dzie w stałym kontakcie telefonicznym. jak Kenia. PoniewaŜ pragnął pozostać anonimowy. recenzji z ksiąŜek i wywiadów. który ogłaszał się w jednym z tygodników przeznaczonych dla pederastów. Nigeria/Biafra i Angola. Zbiory te składały się z milionów wycinków prasowych i setek tysięcy słowników i dzieł informacyjnych. przed południem pani S. Nawet najostrzejsi z autorów zdawali się pisać o nim w sposób raczej oględny. w połowie drogi pomiędzy Alicante a Walencją. wyłoniło się w końcu jedno. Nazajutrz Sanderson zawiadomił personel biura. Ŝe jego zlecenie zostało wykonane i Ŝe pozostaje do zapłacenia jeszcze dwieście pięćdziesiąt funtów. specjalizującego się w historii czasów najnowszych. Jemen. Wreszcie przeczytał krótki raport na temat trybu Ŝycia jej mieszkańców. po czym wybierał ksiąŜki z półek. poświęcony w całości Angoli.

Ŝe zanim otworzył drzwi. Sanderson poszedł za nim i zobaczył. który go szczególnie zainteresował. . Ŝeby ubiegła ją konkurencja. zawsze się tam uchlewa .dodał. rozpitego. ale oczy pozostały groźne. Sanderson jeszcze tegoŜ wieczora odnalazł ów lokal.odparł Sanderson . . Podał więc adres autora.Nie jestem gliną . Ŝyjącego wyłącznie wspomnieniami. . iŜ były kolega najemnika nosi się z zamiarem napisania pamiętników. . W kącikach ust Hughes'a ukazał się cień uśmiechu. nie ukrywał rozczarowania.txt którego akcje stały na giełdzie bardzo wysoko. udając urzędnika wydawnictwa. . między innymi sklepu z cygarami. Czy mogę wejść? .mruknął i ruchem głowy wskazał Sandersonowi wnętrze mieszkania. . Problem polega na tym. Strona 7 . Otworzył mu człowiek w ciemnych spodniach i kamizelce.Mister Hughes? .Kto panu dał mój adres? . Ŝe nikt nie zna adresu owego człowieka. Wierzyć mi się nie chce. . oczy mu zabłysły. Ŝe wchodzi do czynszowej kamienicy. Sanderson zauwaŜył. Kiedy były najemnik usłyszał nazwisko eks-kolegi. Michael Johnson. gdy wypił szóstą whisky i poczuł pomiędzy palcami szeleszczące banknoty. iŜ tak nie jest.lecz prywatnym obywatelem. Nazajutrz wieczorem zjawił się ten.zapytał Hughes. Człowiek powoli popijał piwo z kufla.odezwał się Sanderson. skrzywił się. wysportowany męŜczyzna. Hughes ulokował się naprzeciwko niego. Ŝe jego firma otrzymała wiadomość.Nazywam się Johnson. długonogi. którym barman się do niego zwrócił. ale tylko do chwili. Firma jest nimi zainteresowana i nie chciałaby. Gdy jednak gość zaproponował mu zaliczkę. nie reagując na pytanie gościa. jakich w Londynie są tysiące. znalazł się w obliczu człowieka całkowicie wykończonego. Były najemnik myślał z początku.Kiedy ten skurwiel przyjeŜdŜa do miasta. Oświetlała go tylko lampa z hallu.Jest tak napompowany. Ŝe ze mną rozmawiał . dokąd wysyłał od czasu do czasu niewielkie tantiemy. Teraz agencja literacka znalazła mu prywatny adres autora tomu wspomnień. Na środku stół. zgasił światło w przedpokoju. Był nim przytulny bar w pobliŜu Earl's Court. Zapukał do drzwi mieszkania. Hughes wskazał na jedno ze stojących przy nim krzeseł. głęboko osadzone oczy i usta skrzywione w gorzkim uśmiechu. . Sanderson obserwował jego twarz odbijającą się w lustrze za kontuarem. Nigdy jakoś nie starał się tych przedsiębiorstw rozwinąć. aby się znaleźć w cieniu. Ŝe wizyta ma jakiś związek z dalszymi nakładami i honorariami.Nakaz rewizji . W kilka minut potem zauwaŜył w jednym z okien światło. Ŝe nie pamięta własnego nazwiska. został przy okazji właścicielem grupy innych firm. Rozpoznał bliznę na policzku oraz imię. Wydawca ksiąŜki nie miał powodu.powiedział. Nigdy nie widział fotografii faceta. jak to zwykle w tak zwanych umeblowanych pokojach.Za dwadzieścia cztery godziny zapomni. Sanderson przedstawił się nazwiskiem Johnson i powiedział. a kiedy okazało się.Z kim mam przyjemność? . Był obojętny.Forsyth Opowiadania. Wtedy nagryzmolił coś na kartce papieru i podał ją Sandersonowi. którego oczekiwał. Kiedy wielki finansista odwiedził najemnika-autora. Stało w nim kilka odrapanych gratów. połoŜonej w odległości jakichś czterystu metrów od klubu. Był to barczysty. Kiedy opuścił klub.To by się zgadzało . . . Sanderson podał mu nazwisko swojego informatora. MęŜczyzna uniósł jedną brew.mruknął.Zdecydował się więc wszystko wywalić na wierzch .warknął.zaŜądał Hughes stanowczym tonem. ale 14 przeczytał jego opis w jednym z pamiętników. Sanderson usiadł. Weszli do duŜego pokoju. aby coś podejrzewać. laboratorium wywołującego filmy i agencji literackiej.

Ŝe ja tu mieszkam.warknął Hughes. wyciągnął notes i pióro. które stało przy łóŜku. Hughes nie spuszczał oczu z leŜących przed nim pięciuset funtów.Forsyth Opowiadania. nie pana. a drugą przedarł starannie przez pół. nie mam ani szefa.Co to było? . . czy mam broń? Hughes powoli potrząsnął głową. Ten posłuchał. Potrzebny mi jest cudzoziemiec. którzy dali się nabrać na piękne ^słówka. Hughes wstał i podszedł do przenośnego radia. Nazwiska takiego człowieka. Ruchem colta Hughes dał Sandersonowi do zrozumienia. ściszył je i powrócił do stołu. by był w zasięgu prawej ręki. który się stąd wywodzi.powiedział. Hughes przyglądał mu się z obojętnym wyrazem twarzy. ale skinął głową. ani nawet takiego. podsunął jedną pod nos Hughesowi. skok. przeczytał Sanderson. Z wewnętrznej kieszeni marynarki Sanderson wyjął paczkę nowiusieńkich banknotów dwudziestofuntowych i połoŜył ją na stół. Ale skok na człowieka. Hughes siedział teraz po drugiej stronie stołu. a drugą sięgnął pod poduszkę. Oddychał cięŜko i co chwila przełykał ślinę. .No to sobie coś zagramy. i nie spuszczając swojego gościa z oka. Zakręciło mu się w głowie. Ale widzi pan. Sanderson zrobił. Colta połoŜył tak. powrócił do stołu. Od pana chcę tylko nazwiska. który zgodzi się ze mną zobaczyć i wykonać zleconą robotę.Chciał się pan upewnić.powiedział.Rozumiem. Z pistoletem skierowanym teraz w podłogę podszedł do radia. i usiadł. Wiedział. Nie miał na sobie podkoszulka. Niech się pan nie martwi. Nie chodzi o Ŝadną sławę.txt . Zdjął marynarkę. . Drugie za nazwisko. Wystarczy. Zapłacę panu dobrze.Pierwsze pięćset jest za wyraŜenie zgody . .odezwał się. który mieszka w Wielkiej Brytanii.Nie. Serio mówię.W porządku. Gotów jestem dobrze zapłacić. Nazywa się to.No więc? . .Ja nie pana potrzebuję . Hughes obmacał ją. po czym powiedział: . zdaje się. . UlŜyło mu trochę. . ani broni. Jestem człowiekiem wielce dyskretnym. .zapytał go Sanderson. Ŝe ludzie tego pokroju potrafią być bezlitośni.powiedział Sanderson twardo. krawat. 15 . . i to nazwisko faceta. Pistolet skierował się w dół.Mnie to nie wystarcza . Jedną ręką przekręcił gałkę. Ŝe nie . . Hughes patrzył na niego twardo. Sanderson był zaskoczony. i zapalił francuskiego papierosa. "Rozbierać się". Jedną ręką napisał teraz dwa słowa na kartce i podsunął ją Sandersonowi.zaŜądał.Wiedziałem. Sanderson podzielił paczkę na dwie części. Z konieczności. Hughes przyglądał mu się z niewzruszoną twarzą. Podkręcił muzykę tak. Ŝe wprost ogłuszała. to okręciłbym panu jaja przewodem i posłałbym nagranie do pańskiego szefa.Rzuć mi pan marynarkę . Ubieraj się pan. koszulę i rzucił je na podłogę.WłóŜ ją pan . Hughes znowu uniósł jedną brew.Więzienie Parkhurst pełne jest pierwszorzędnych facetów. co mu kazano. to nic skomplikowanego. Sięgnął do szuflady nocnego stolika. robota teŜ jest za granicą. Gdybym go odkrył. ani mikrofonu. juŜ w spodniach i koszuli.Ale mógł pan mieć przy sobie mikrofon. połoŜył marynarkę na stół.Chciałbym zamówić pewną robotę. Potrzebny mi jest człowiek do pewnej roboty. . Jestem swoim własnym bossem i od czasu do czasu wynajmuję sobie kogoś do pomocy. Strona 8 . Ŝeby się odsunął. . Połowę przedartych banknotów wsunął z powrotem do kieszeni.zapytał nagle. . Sanderson zrzucił spodnie. jest to po prostu nikomu nie znany człowiek.Czy pan lubi muzykę? . Obrócił się i skierował na Sandersona colta 45. Sanderson. Nie chcę do tej 16 roboty człowieka.

Niewątpliwie Korsykanin. Jak się pan z nim umówi na fest. Zwykłą. złoŜone tak. Szczególnie w Europie. Muszę się zorientować. ale prędzej czy później znajdę sobie faceta do mojej roboty. Na poste restante.Skąd mogę mieć pewność. Potem koniec. Mam dosyć pieniędzy na zapłacenie dwóch. 17 2 . Gdyby nie mógł pan tam być w poniedziałek. gdyby jeden się wściekł. 18 Strona 9 . Jedna przedstawiała twarz męŜczyzny. Korsykanin przedstawił się jako Calvi. Ale nagle Hughes uśmiechnął się.Dostarczę panu nazwisko i załatwię panu spotkanie z tym człowiekiem.Zgoda. nazwisko Hargreaves. Barman przekazał słuchawkę Hughesowi. który juŜ od godziny stał przy kontuarze. . . Na wszelki wypadek.Pracował ze mną przed laty. Rozmawiali przez trzydzieści minut. Ŝe nie zrobi mnie pan w konia? zapytał Hughes. by pierwsza kolumna była na zewnątrz.Skąd mam mieć pewność.Ile? . no nie? A na to nie mam szczególnej ochoty. ale wypłata po dostarczeniu nazwiska. O dziesiątej wieczorem.Kiedy więc będę miał to nazwisko? . to mój człowiek zostanie powiadomiony. . Wie. . szczupły.MoŜe nawet znam takiego faceta .zaproponował Sanderson.Znikąd. Zgarnął ze stołu pięćset funtów w całych banknotach i stertę połówek.A skąd pan wie.Nie mam zaufania do międzynarodowych telefonów . Jak pana szukać? . Ŝe on mnie nie wystrychnie na dudka? . Okay? Sanderson skinął głową na znak zgody. . .Monsieur Johnson? Sanderson opuścił gazetę. co teraz robi. Po dwudziestu minutach Sanderson wręczył mu dwie fotografie. w której się urodził. Będzie pan czytał Figaro. .MoŜe pan do niego zadzwoni . Sanderson siedział w kawiarni na rue Miollin. . . Tym razem szczerze i jakby z szacunkiem. I niech pan ma przy sobie gotówkę. Po prostu z zasady. Sanderson pomyślał. Czytał Figaro. Ale nie lubię. Musiałbym pojechać do niego i pogadać z nim osobiście.Tego teŜ nie wiem.zapytał Sanderson. to on będzie czekał w tym samym miejscu we wtorek i w środę w południe. zgoda? . Ktoś odsunął stojące naprzeciwko niego krzesło i usiadł. to prześle mi pan resztę naleŜności. . Wolę stracić siedemset funtów.No to niech pan dzwoni do baru.Czysta robota . w którym mnie pan dzisiaj widział. Musi się pan z nim sam dogadać. Był to męŜczyzna. poczta Earl's Court. To by pana kosztowało jeszcze dwie stówy. w dobrze zapieczętowanej kopercie. Dokładnie w tydzień później o wyznaczonej porze Sanderson zadzwonił do baru. jak się ze mnie robi wała. miał ciemne włosy i oczy oraz kwadratową szczękę. Hughes potrząsnął głową. . pięć minut po dwunastej.odparł.Za tydzień. Ŝe posunął się za daleko. złoŜył ją i odłoŜył na bok. MęŜczyzna był wysoki. Ŝe ja pana nie wystrychnę na dudka? . Ŝe pan nazywa się Johnson.Na rue Miollin w ParyŜu jest kawiarnia . JeŜeli pan tego nie zrobi. to pewnie by się pan na mnie odkuł. . Był poniedziałek.powiedział. Mój człowiek rozpozna pana. Nie wiem.powiedział głos. . Tyle Ŝe gdybym to zrobił. . faktycznie była to nazwa miejscowości. czy gdzieś w tej knajpie nie siedzi jeden z pańskich goryli? Po drugiej stronie drutu trzasnęło. Ŝe umowa niewaŜna. Niech pan tam będzie w poniedziałek w południe.txt ale nie dotykał ich. Hughes wcale nie był uraŜony. nie poleconą przesyłką pocztową. A skąd on ma mieć pewność.Około pięciu tysięcy funtów. w słuchawce rozległ się sygnał.Za duŜo jest podsłuchów.JuŜ ja pana znajdę. pierwsza kolumna była na zewnątrz.Forsyth Opowiadania. Przez dobre dziesięć sekund patrzyli sobie twardo w oczy.Nie wiem. .

.W takim razie muszę mieć sposób na skontaktowanie się z panem. Wszedł jeszcze do księgarni na rue de Rivoli. śeby nie było Ŝadnej fuszerki. .zapytał. Na drugiej widać było małą.Od dziś za tydzień. Z pewnością któryś z nich poŜyczy mu swoją spluwę.To musi być zrobione pomiędzy trzecią a czwartą po południu .Panu. dwa. W odpowiedzi Sanderson napisał kilka cyfr na kawałku papieru i wręczył go Calviemu. . . no i Ŝeby się panu poszczęściło. równieŜ wieczorem. Korsykanin kiwał głową z namysłem. Korsykanin wciąŜ się uśmiechał. Wreszcie Korsykanin wstał. ozdobioną jaskrawoŜółtymi okiennicami.Zrobi się . po czym Sanderson wręczył Calviemu dwie rolki banknotów. . MęŜczyzna znowu skinął głową. jednakŜe gdyby go przyłapano na szmuglu broni. z których kaŜda zawierała 500 funtów.powiedział. Pomyślał sobie. do hotelu Metropol najlepszego w całym mieście . . Kiedy Anglik odszedł. najwyŜej trzy . Zamówił sobie równieŜ bilet z ParyŜa do Walencji na samolot przybywający do Walencji wieczorem w dniu rezerwacji hotelowej oraz powrotny. .śaden problem . Robota połączona z wyjazdem jest zawsze droŜsza. i przyrzekł potwierdzić listownie rezerwację.przytaknął.I jeszcze jedno. byłaby to oczywiście nie francuska. jako Calvi. Byli to ludzie. Ŝadnej fuszerki. Ondara. czeka mnie w najlepszym razie trzydzieści lat więzienia i to hiszpańskiego. . Dzięki palestyńskim porywaczom kaŜdy pasaŜer był szczegółowo rewidowany na lotnisku Orly. przy czym powrót do ParyŜa miał nastąpić nazajutrz. ale mnie o Ŝycie. Ŝe ci ludzie nie mają nic do roboty i pewnie od rana do wieczora plotkują. Przedstawił się urzędniczce.Proszę mi natychmiast dać znać. chodziło o sprzątnięcie jakiejś niczego nie podejrzewającej osoby. Proszę nie szukać adresu tego mieszkania. a drugi na nazwisko figurujące w jego paszporcie.Za tydzień. Czerwcowe słońce przygrzewało. po czym pojechał do swojego mieszkania na przedmieściu. Ŝe ma w Hiszpanii jeszcze całkiem dobre kontakty. jak go poprosi. białą willę. Ŝeby się zorientować. Wreszcie Sanderson wstał. Czysta robota.zaznaczył Sanderson. w której spędził następne dwie godziny. Strona 10 . czy nikt za nim nie idzie. z którą rozmawiał przez telefon. Nie będzie Ŝadnych śladów. Alicante. lecz hiszpańska policja .Kiedy? .txt z tyłu była opatrzona napisem Major Archie Summers. Mógłby pojechać pociągiem ParyŜ19 -Barcelona i zaryzykować graniczną kontrolę celną. Calvi uśmiechnął się krzywo. Spędził dobre pół godziny w hiszpańskim biurze turystycznym. po czym udał się do innej kawiarni w centrum miasta. którzy raczej woleli Ŝyć na wybrzeŜu między Alicante a Walencją niŜ podejmować ryzyko powrotu do Francji. tłumaczył Korsykanin. Ŝadnych śladów. poza tym policja hiszpańska potrafi być szczególnie niemiła dla pewnego gatunku turystów. panie Johnson. zapłacił rachunek i wyszedł na miasto. pochodzące z czasów działalności organizacji OAS. Calvi patrzył za nim uwaŜnie. Playa Caldera. Gdybym wpadł. MoŜe pan być spokojny.a Hiszpanie mają bardzo staroświeckie podejście do zawodowych rewolwerowców. chodzi oczywiście o pańską reputację. Ale przypomniał sobie. . a on oddał się intensywnym rozmyślaniom. Po chwili porzucił jednakŜe tę wersję planu. a następnie dziesięć minut w lokalu linii lotniczej Iberia.odparł tamten. Zamówienie było proste. TegoŜ wieczoru zatelefonował do Walencji. a następnie w trzy kolejne poniedziałki pomiędzy godziną siódmą trzydzieści a ósmą rano moŜe mnie pan zastać pod tym numerem telefonu w Londynie. jak przeszmuglować rewolwer do Hiszpanii.i zamówił z dwutygodniowym wyprzedzeniem dwa pojedyncze pokoje: jeden na nazwisko Calvi. Villa San Crispin. O samolocie nawet mowy nie było. . Jeszcze przez jakieś dziesięć minut omawiali sprawy finansowe. .Potrzebna mi jest druga część forsy. Problem polegał na tym.Forsyth Opowiadania.

był największym przedmiotem do schowania. wydrukowana na doskonałym papierze.txt Czekając na połączenie z Walencją zdąŜył napisać list do hotelu. Tłumik pistoletu automatycznego nigdy nie jest całkowicie skuteczny.Ŝe gdyby ksiąŜka została przechwycona. rękojeść i zamek równolegle do siebie. Ŝe wszystko się sypnęło. Ŝe tłumiki. by wysechł. Potwierdził rezerwację dwóch pojedynczych pokojów. RozłoŜył na części małego browninga. Calvi. zaraz po tym. zakleił go. Ŝe kiedy klej stwardnieje. kupionego przed dwoma miesiącami w Belgii. Następnie Calvi nakrył wgłębienie cienką warstwą gąbki. po czym zabrał się do ksiąŜki. dziewiątkę. Ŝeby mu ją przechowano do jego przyjazdu. Zakupionym przed kilkoma godzinami cienkim skalpelem zaczął teraz wycinać w zbitych ze sobą stronicach wgłębienie w formie prostokąta. opatrzył 20 znaczkiem. leŜały juŜ spokojnie. Ŝe poniewaŜ pan Calvi przed przybyciem do Walencji będzie w długiej podróŜy. opasłe tomisko z mnóstwem fotografii. którym posłuŜył się do wykonania innej roboty. List podpisał lewą ręką nazwiskiem Calvi. pozostawiając dokoła margines szerokości około czterech centymetrów. w odróŜnieniu od rewolwerów. kaŜda w swoim łóŜeczku. którą ktoś usiłowałby ugasić wybuch Wezuwiusza. Tłumik. jak wrzucił do kanału colta 38. a więc dosyć cięŜka. Właśnie dlatego nazywa się je bronią automatyczną. A nawet gdyby go złapano. UłoŜone obok siebie części pistoletu. Calvi wykombinował sobie . Browning miał lufę wystającą na półtora centymetra. aby zaoszczędzić miejsca. Była to rzeczywiście historia Hiszpanii. wyraz twarzy recepcjonisty hotelowego z pewnością wskaŜe mu. Odgiął okładki i złączył je solidną gumową opaską. List był krótki i rzeczowy. Calvi wolałby posłuŜyć się rewolwerem. wobec czego Calvi wsunął magazynek do uchwytu. Wiedział. miał bowiem około trzynastu centymetrów długości. Wtedy niewątpliwie zdąŜy obrócić się na pięcie i zbiec. UŜywając flamastra nakreślił teraz na 21 kawałkach sztucznej gąbki zarysy poszczególnych części pistoletu i nowym skalpelem powycinał odpowiednie wgłębienia dla kaŜdej z nich. nie zmieściłyby się w skrytce. kazał sobie przesłać z ParyŜa do hotelu Metropol ksiąŜkę na temat historii Hiszpanii i prosił. będzie mógł twierdzić. są tak mało skuteczne. broń automatycznie repetuje. kiedy zamek się otwiera. Ale w ułamku sekundy. czterysta stronic ksiąŜki nie da się juŜ nigdy przekartkować. Kiedy wybiła północ. którą zakupił tegoŜ popołudnia. mieszcząca się w skrytce ksiąŜki. mające zazwyczaj wielkość korka od szampana. Kiedy pocisk opuszcza lufę. mają ruchomy zamek. wiedział. dodał. W ten sposób powstała skrytka 15x17 cm. Był ostroŜnym człowiekiem i nigdy dwa razy nie uŜywał tej samej broni. a tłumik umocowany pionowo wzdłuŜ grzbietu ksiąŜki. PołoŜył ją na podłogę i przycisnął blatem odwróconego Strona 11 . lufa. którego zawsze uwaŜał za człowieka nieskazitelnie uczciwego. kosztowne. Wnętrze jej wysmarował gęstym klejem i czekając. Ŝe jest niewinny i Ŝe po prostu oddał przysługę przyjacielowi.i słusznie . który był fachowcem. który leŜał pośród części browninga. Koniec lufy został nagwintowany dla umocowania tłumika. poprosi o nią w imieniu Calviego. ale potrzebna mu była broń płaska. nasycił świeŜą warstwą kleju i zamknął ksiąŜkę. to w chwili. kiedy podając swoje prawdziwe nazwisko. jak domowa gaśnica. Znajdujące się pomiędzy nimi czterysta stron mocno ścisnął i przytwierdził do kuchennego stołu za pomocą dwóch klamer stolarskich. łącznie z tłumikiem i magazynkiem. jedynie chyba w wyobraźni autorów scenariuszy filmowych. wypalił dwa papierosy. aby wyrzucić łuskę i wprowadzić nowy nabój do komory.Forsyth Opowiadania. głęboka na siedem i pół centymetra. jakie oglądamy często na ekranach telewizorów. połowa huku strzału wydobywa się przez otwarty zamek i w ten sposób tłumik umieszczony na końcu lufy wygasza dźwięk jedynie w pięćdziesięciu procentach. Albowiem pistolety. którą poprzednio starannie zwaŜył na kuchennej wadze. niejakiemu panu Calvi. Calvi wyłoŜył wgłębienie skrytki sztuczną gąbką.

i wszystko było gotowe. natychmiast przypomniał sobie rezerwację i list z jej potwierdzeniem. Ŝe jego przyjaciel. Ŝe duŜa jego część odgrodzona była od gmachu szpalerem rozłoŜystych wysokich drzew. Recepcjonista hotelowy był niezwykle uprzejmy. Wydrukował na dziecinnej drukarce naklejkę z adresem znanej księgarni. którzy przyjechali z ParyŜa na sześciotygodniowy pobyt. Paląc papierosa i przyglądając się arenie do walki byków. jedną niewielką walizkę. Hotel Metropol. Valencia. metalowe klipsy były odgięte. pan Calvi. O dziewiątej zszedł na dół. i kazał się obudzić o szóstej. Jeszcze wydrukował naklejkę z napisem "Libros . a Calvi z zasady nigdy nie strzelał z większej odległości. Słońce właśnie zachodziło. Byli to przewaŜnie właściciele willi nadbrzeŜnych. a następnie z powrotem zaciśnięte. Zjadł doskonały obiad. Ŝe w środku znajduje się po prostu ksiąŜka. Potem pojechał taksówką do miasta. a ksiąŜkę zwykłą. przeciągnięty przez dwie dziurki. aby chronić wartościowe ksiąŜki. rozciął scyzorykiem i wyjął części pistoletu. PołoŜył pistolet na dno szafy. Brzmiał on: Monsieur Alfred Calvi. Gdy celnik zechce otworzyć przesyłkę. Była teraz tylko kilka gramów cięŜsza niŜ poprzednio. Chyba tylko noŜem moŜna by ją otworzyć.Livres" . co oznaczało. nakręcił tłumik na lufę i sprawdził zawartość magazynka. Ŝeby strzał był cichszy. Obejrzawszy sobie wręczony mu paszport. Nazajutrz rano wysłał list pocztą lotniczą. zamknął ją na klucz. Strona 12 . Od recepcjonisty dowiedział się. Brakowało teŜ kropelki kleju. zobaczy poprzez przezroczysty polietylen. Recepcjonista przeczytał list. Było wściekle gorąco i trzydziestka pasaŜerów denerwowała się z powodu długiego oczekiwania na bagaŜ. i z pewnością po prostu ją zamknie. Ŝe o ósmej rano odlatuje samolot do Madrytu. Calle de Jativa. Koperta wykonana była z polietylenu. Zmontował go. Po drodze obejrzał sobie pobliski parking i z zadowoleniem stwierdził. podziękował za przyrzeczenie uregulowania rachunku Calviego i wydał Korsykaninowi paczkę. Na koniec Korsykanin wsunął swój skarb do jeszcze jednej. Następnie pokazał list Calviego.txt do góry nogami stołu. Przyniósł z biura paczkę z ksiąŜką. nie poleconą przesyłką. zwykłej juŜ koperty. Ŝe zostanie nadana na pociąg i dotrze na miejsce przeznaczenia dopiero po dziesięciu dniach. Otwierano ją. a adres odbiorcy napisał na maszynie. toteŜ Calvi zamknął ją rozgrzanym na gazowej kuchence ostrzem swojego scyzoryka. klucz wsadził do kieszeni i wyszedł na balkon. niestety nie mógł przyjechać i Ŝe nazajutrz. opłaci obydwa rachunki. o północy połoŜył się do łóŜka. upowaŜniający go do odbioru paczki. przy wyjeździe. Calvi miał bagaŜ ręczny. które zamykają się na metalowy klips. takiej jakiej uŜywają wydawcy. Espagne. W pokoju Calvi obejrzał dokładnie kopertę.Impresos . Po godzinie była juŜ twarda jak kamień. Korsykanin wyjaśnił mu. Ponownie ją zwaŜył. z tych. Korsykanin wyszedł pierwszy z budynku i udał się na postój taksówek. zakupiony u jednego z najekskluzywniej szych krawców ParyŜa garnitur. Calvi wyciągnął ją. Wreszcie wsunął tę dziwną historię Hiszpanii do grubej koperty. Celnik otworzył ją i przejrzał uwaŜnie. jaką Calvi umieścił na jednym ze spinaczy. Ale w środku w nie naruszonym polietylenowym opakowaniu spoczywała nietknięta ksiąŜka. Znajdujące się w nim kule miały usuniętą połowę ładunku prochu. Calvi postanowił powrócić tu następnego dnia i wybrać sobie odpowiedni wehikuł. który doskonale pasował do atmosfery eleganckiego starego hotelu. rozmyślał o jutrzejszym dniu. WciąŜ miał na sobie szary.Forsyth Opowiadania. Pod drzewami stały długie rzędy samochodów i cierpliwie czekały na 22 swoich właścicieli. kiedy samolot linii Iberia wylądował na Campo de Manises. Nawet przy zmniejszonym ładunku dziewięciomilimetrowy pocisk przebija bez trudu ludzką czaszkę z odległości trzech metrów.

wymalowane na kafelku wpuszczonym w kolumienkę przy furtce. Spoza zasłony drzew stwierdził. prowadzącą na południe do Alicante. Ŝe Playa Caldera leŜy półtora kilometra od miasta. Przerzucił torbę lotniczą przez ramię i powolnym krokiem udał się w kierunku plaŜy. były szef organizacji OAS. Stanął przy wejściu do budynku i przyglądał się zajeŜdŜającym samochodom. jaguara i seata. Zaczął się rozglądać za dobrze znaną mu z dawno juŜ z ostroŜności zniszczonych fotografii willi San Crispin. Jechał wolno. Do godziny trzeciej siedział w barze Valencia na ulicy Doktora Fleminga. co było dość niezwykłe w tej części Hiszpanii w połowie lipca. Sprawdził nazwisko właściciela. Było juŜ południe. Zamek trzasnął. słychać było groźny pomruk dalekich jeszcze grzmotów. przechadzał się po ogrodzie i podlewał kwiaty. Nie chciał teraz pytać o drogę. wsunął ją za klamkę i szarpnął. Wrócił do samochodu i pojechał do Ondary. czyli starego hiszpańskiego fiata 600. oddalą się. wsiadających do madryckiego samolotu. którzy właśnie zajechali na parking. Stwierdził. prowadzącej do pomarańczowego gaju. Zapłacił i opuścił lokal. zdjął szare ubranie i włoŜył dŜinsy. zapinaną z przodu na błyskawiczny zamek. Calvi skoczył szybko do wozu i ruszył z parkingu prosto na nową autostradę nadmorską nr 332. mercedesa. Całe wybrzeŜe skąpane było w porannym słońcu. potwierdził swoją rezerwację na wieczorny lot do Madrytu i poszedł na parking. Calvi poszedł do toalety. o którego mu chodziło. Kiedy znalazł się znowu w drodze na Playa Caldera. Poszedł w górę wąską ścieŜką przez pomarańczowy gaj za rzędem jednorodzinnych domków. Pistolet owinął ręcznikiem i włoŜył do wydobytej z walizki miękkiej torby lotniczej. Poinformowano go. Strona 13 . Silnik zapalił natychmiast. i zaparkował samochód dobre dwanaście metrów od willi. jasnoniebieską sportową koszulę i granatową nylonową wiatrówkę. Dyskretnie przyjrzał się bocznej furtce. Otworzył maskę i spiął dwoma przewodami akumulator i cewkę rozdzielacza. Kiedy wreszcie znalazł domek o białych ścianach i Ŝółtych okiennicach. Ŝe tylko niskie ogrodzenie oddziela rudą ziemię pomarańczowego sadu od ogrodu willi z Ŝółtymi okiennicami. horyzont ginął w oparach rozedrganej mgiełki. Spojrzał na swoje notatki i stwierdził. prowadzące z salonu willi do ogrodu. notował ich marki i numery rejestracyjne oraz wygląd ich właścicieli. Ŝe ma do wyboru simcę. aŜ dwaj męŜczyźni. Ŝeby do środka przedostawało się powietrze. Ŝe jest otwarta. toteŜ podróŜ trwała aŜ dwie godziny.txt Nazajutrz o siódmej wyprowadził się z hotelu i taksówką pojechał na lotnisko. W siedmiu znajdowali się pojedynczy kierowcy w ciemnych garniturach. deszczowe chmury zaczęły się zbierać nad jego głową. Z rękawa wyjął kawałek metalowej rury. 23 Kiedy samolot wystartował. Zjadł duŜy talerz krewetek i wypił dwie szklanki miejscowego białego wina. Człowiek. Odległość pomiędzy Walencją a Ondarą wynosi dziewięćdziesiąt pięć kilometrów. Upał był straszny. Walizkę zdeponował w przechowalni bagaŜu. poniewaŜ jest to najpopularniejszy samochód w Hiszpanii i daje się łatwo otworzyć. gdy znalazł się w dzielnicy malowniczych domków. wsunął pistolet za pasek. po czym podszedł do małego czerwonego samochodu. gdzie -jak wiedział mieszkał generał Raoul Salan. Oszklone 24 drzwi. powietrze nieruchome. ale było ono zupełnie nieruchome. dochodziła pierwsza. Calvi wszedł na taras obserwacyjny i zauwaŜył czterech z nich. Odczekał. otwarte były na ościeŜ. zamieszkałych przewaŜnie przez cudzoziemców. plaŜe wzdłuŜ szosy ciągnęły się niby złota wstęga. upstrzona tylko brązowymi ciałami opalających się na nich ludzi.Forsyth Opowiadania. Zdecydował się na seata. Wjechał do Ondary i minął Hotel Palmera. Droga prowadzi przez gaje pomarańczowe Gandii i Oliwii. Zaparkował wóz w pobliŜu ścieŜki. Korsykanin spojrzał na zegarek. Pora na obiad. zasunął suwak wiatrówki po samą szyję i ruszył pomiędzy drzewa.

MoŜe nawet zauwaŜył przedmiot. a o bezpieczeństwie i higienie pracy w ogóle mowy nie ma. MoŜe zobaczył stojącego w drzwiach człowieka i wstał. . .odpowiedział kandydat.zapytał z właściwym mu. Wręczył Korsykaninowi naleŜne mu pięć tysięcy funtów szterlingów.Wszystko poszło gładko. 25 . Nawet całkiem niebrzydka.Nikt pana nie widział? Nie było Ŝadnych świadków? . który człowiek ten trzymał w ręku. proszę pana . ale tej juŜ chyba nawet nie poczuł. Trzecia z odległości pół metra trafiła go w skroń.Forsyth Opowiadania. niewiele głośniejsze od uderzeń kropel deszczu w dach. Anglik spojrzał na Korsykanina z przeraŜeniem w oczach. nie odmawiał mu szansy. Ŝe zrozumiał. Zastrzeliłem ją z miejsca. w którym wszedł na kamienne schodki i dotarł do oszklonych drzwi salonu. a zwłaszcza dla pracodawcy. co to znaczy? . Ŝe pieniądze są dobre. W porządku? Chodziło mu o to. Rozległy się dwa głuche puknięcia. pod sam koniec. Ŝe gwałtowne dudnienie deszczu o czerwone dachówki willi zagłuszy wszystko inne.Jakaś kobieta. Korsykanin przyklęknął i poszukał pulsu swojej ofiary. rozumiesz? śadnych pytań. W IRLANDII NIE MA śMIJ McQueen zza biurka spojrzał sceptycznym wzrokiem na nowego kandydata do pracy. ani składka na ubezpieczenie zdrowotne. Kandydat do pracy skinął głową na znak. .Wysoka? Brunetka? . . Chodziło po prostu o szybki zarobek dla wszystkich. a jeŜeli stwierdzał. McQueen patrzał na niego z uwagą. . Bez biurokracji. Mógł jeszcze dodać. Ŝe jest to piekielnie cięŜka robota? .Powiedziałeś. Od lewej strony.To znaczy. Wszyscy mieszkańcy willowej dzielnicy oddawali się poobiedniej sjeście. Korsykanin poklepał go przyjaźnie po ramieniu. Na ryczałt. Był jednak człowiekiem Ŝyczliwym.I co? Obeszło się bez Ŝadnego problemu? Calvi uśmiechnął się i potrząsnął głową. Widząc zmienioną twarz swojego klienta. Dwie kule przebiły pierś majora.Kto to był? . Ŝe nie będzie potrącany ani podatek.txt Przeskoczył niski płot i znalazł się w ogrodzie. Ŝe człowiek wyraźnie potrzebuje pieniędzy i jest gorliwy. Czy wiesz. Wiedział. Pierwsze krople deszczu zaczęły spadać na liście pomarańczowych drzew. w którym panowała całkowita cisza. . Major nie Ŝyje. Wydawał się zdenerwowany. monsieur . Calvi ucieszył się. proszę pana.Właśnie. o co chodzi. dorywcza praca. Calvi zadzwonił do Sandersona jeszcze z Walencji i Sanderson natychmiast poleciał do ParyŜa.Korsykanin wstał od stolika i gestem pełnym satysfakcji poklepał się po prawej górnej kieszeni marynarki. Ulewa runęła dokładnie w momencie. Ŝeby zapytać. niestety.Nie .ChociaŜ. kiedy juŜ stałem nad zwłokami.Niech się pan nie martwi. Potem podniósł głowę. silnym akcentem irlandzkim. czego chce. . bo lało jak z cebra.Nie.Jest to szybka. Następnego wieczoru w kawiarni na rue Miollin spotkali się dwaj męŜczyźni: morderca i jego klient. Ŝe kończysz w tym roku medycynę w Akademii Strona 14 .Tak. przez chwilę stał nieruchomo pośrodku salonu. . Ŝadnych przygotowań. choć tak naprawdę nie bardzo wiedział. Major Summers z pewnością nie zdąŜył sobie niczego uzmysłowić. pewnie Ŝeby zamknąć okna. ktoś wszedł do pokoju. Potem ruszył powoli po plecionej macie pokrywającej podłogę i znalazł się w drzwiach gabinetu pana domu. z przyległego do salonu pokoju dochodził dźwięk stukania na maszynie.Czy wiesz. . Ŝe jego pracownicy nie mają ubezpieczeń społecznych. To była czysta robota. Calvi wydobył pistolet. . wstał i ruszył w stronę drzwi. Dostał dwie kule w serce i jedną w głowę.powiedział uspokajająco. . ale płacę gotówką. Jeszcze nigdy takiego nie zatrudniał.

Ŝeby zająć się leczeniem swoich rodaków. . Znalezienie pokoju nie było łatwe. unosząc ołówek. Dwadzieścia pięć minut po szóstej przyjechał własnym samochodem szef grupy.W porządku . Ŝe w ciągu lata zarobi dość pieniędzy. jak ten człowiek wyglądał. a będzie dyplomowanym lekarzem. Praca cięŜka. czy lepiej czekać w pobliŜu.CięŜarówka zabiera ludzi z placu przed dworcem głównym o szóstej trzydzieści. siedząc w obskurnym biurze w Bangorze. miała wolne pokoje. 27 uwaŜał. Było to całe jego śniadanie. Popołudnie przeleŜał na łóŜku.Jeszcze jedno . z którego co rano odjeŜdŜała tuŜ po wschodzie słońca cięŜarówka wioząca ludzi do pracy. na której znajdowały się najtańsze hotele w mieście. Wtedy Hindus podszedł bliŜej. Powiem mu. która była katoliczką. których juŜ znał.Forsyth Opowiadania. . umył się w zimnej wodzie i tuŜ po szóstej był na dworcu. McQueen. Większość domów. Przez brudne okno Ram mógł obserwować zbocze nasypu kolejowego. prowadzona przez jednego z robotników.txt Medycznej imienia Królowej Wiktorii? Tamten znowu skinął głową. Ale i to prawda. . i gorąco aprobował etykę pracy obowiązującą w protestanckim Ulsterze.Dobrze. czy podejść do nich i przedstawić się. panie McQueen. by przeŜyć do okresu egzaminów.odparł student. lipcowy dzień w Bangorze. Codzienne przyjazdy z Belfastu i z powrotem to zbyt wielka strata czasu. Zaparkował wóz w bocznej uliczce i podszedł do cięŜarówki.Jak się nazywasz? . na spis nazwisk. Był słoneczny.powiedział McQueen. niezaleŜnie od tego. po którym mknęły pociągi przyjeŜdŜające tu z Belfastu. Płacimy od godziny. Ram spędził niedzielny poranek na transportowaniu z Belfastu swoich rzeczy. Obliczył sobie. Jeszcze rok. Szefem grupy jest Wielki Billie Cameron. jeszcze jeden rok praktyki szpitalnej i powróci do domu.Będziemy ci mówić Ram .Rozumiem. .A teraz masz wakacje? Znowu skinięcie głowy. i skinął im głową na powitanie. w Irlandii Północnej. Okay? . jasny.Kandydat zwrócił się juŜ do drzwi. Ŝe przyjdziesz. To prawda. zajechała kwadrans po szóstej. gdybyś sobie znalazł mieszkanie w Bangorze. Strona 15 . 28 W poniedziałek Ram wstał za kwadrans szósta. Spojrzał na grupę dwunastu robotników. którego zatrudnił McQueen? zapytał. Kandydat do pracy był widać jednym z tych studentów. okazywała się przepełniona. Poobijana cięŜarówka. Kiedy zaczynam i gdzie? . wyłącznie samemu sobie. Takie były jego marzenia. . Ŝe zawdzięcza wszystko. chociaŜby ze względu na bliskość dworca. W sobotę wieczór znalazł sobie tani pokój w obskurnym hoteliku w połowie Railway View Street. rozporządzające poobijaną cięŜarówką i kilkudziesięcioma starymi młotami. ale dobrze płatna. Ŝe pani McGurk. a następnie na studenta.To ty jesteś ten czarnuch. co w Ŝyciu zdobył.dobrze by było. . w których oknach znajdowały się napisy o wolnych pokojach ze śniadaniami. a wylewam cię z miejsca. Postanowił czekać. którzy potrzebują pieniędzy na uzupełnienie stypendium. a potem zacznie zarabiać w zawodzie. Ale punkt był dobry. Student wyszedł. Harkishan Ram Lal nie wiedział. Pracujemy od siódmej rano do zachodu słońca. . Piśniesz jedno słowo władzom. myśląc o gorącym słońcu i brązowych wzgórzach rodzinnego PendŜabu. Otoczyło ją dwunastu ludzi. W ręku trzymał listę McQueena. Znalazł otwartą kawiarnię i wypił dwa kubki mocnej herbaty. Nie mógł więc zawieść nadziei człowieka o podobnych zasadach. Miał jeszcze trochę czasu. .powiedział i wpisał to imię na listę.powiedział . gdzie znajdowało się jego nędzne przedsiębiorstwo rozbiórkowe. Ŝe latem napływało do miasta wielu sezonowych robotników. których główną część stanowiły ksiąŜki medyczne. Brygadzista spojrzał na niego. na północnym wybrzeŜu hrabstwa Down. proszę pana.Harkishan Ram Lal . McQueen zerknął na ołówek. Staw się tam w poniedziałek rano. kiedy tylko Ram pojawiał się w drzwiach.

jakby któremu z nas coś się stało. Kierowca skręcił z Comber na północny zachód i po trzech kilometrach wjechał w prawo na wyboistą drogę. nazywał się Tommy Burns.To tak jakbyś juŜ był prawdziwym lekarzem! Hej.Hej! .zapytał starszy robotnik nazwiskiem Patterson. Ram mieszkał wystarczająco długo w Belfaście.Mam nadzieję otrzymać dyplom w przyszłym roku.Dobra .i pierwsze teŜ.odpowiedział Ram Lal. Przejechali juŜ przez Newtownards i kierowali się dalej na południe drogą A 21 w stronę miasteczka Comber. Brownów było dwóch. Burns zaczął przedstawiać Rama pozostałym robotnikom. gdzie na dwóch drewnianych ławach siedziało dwunastu robotników.Mnie nie dotknie palcem .z PendŜabu.powiedział. Billie. bo zmarnujesz sobie nogi.warknął .Jutro kupię pojemnik i wezmę ze sobą jedzenie . . jeŜeli znajdzie wieczorem otwarty sklep.Forsyth Opowiadania. prowadzącej do Newtownards. . Ŝeby poprosić gospodynię o przygotowanie mi go. Z jego szerokich barów zwisały potęŜne ramiona. Burns zastanawiał się przez chwilę. jak się okazało. Munroe. w jaki sposób wielki Billie Cameron zasłuŜył na swój przydomek.A gdzie to? .Nazywam się Harkishan Ram Lal .spytał z zainteresowaniem. Ŝe byli przysięgłymi prezbiterianami. . . Robił wraŜenie przyjaznego. Nie moŜna było mieć wątpliwości co do tego. . Dwa małe oczka obrzeŜone bladymi rzęsami patrzyły pogardliwie na drobnego. . . jak dwie kłody drzewa. co zobaczył. . muskularnego faceta o wesołych.Ty nie zajmowałeś się nigdy taką pracą. Głowę otaczała aureola rudych włosów.wskakuj do tej cholernej cięŜarówki.Jesteś protestantem czy katolikiem? .No tak . niebieskich oczach. . Ŝe kupi parę wojskowych butów. .Skąd pochodzisz? . .odpowiedział Ram.Moją religią jest hinduizm. Jechali na południe od Bangoru po wyboistej szosie.Jestem studentem medycyny na uniwersytecie imienia Królowej Wiktorii w Belfaście . ani drugim .zapewnił Ram. Mierzył metr osiemdziesiąt osiem centymetrów bez butów. .spytał. .Musisz mieć parę solidnych butów.Czy wziąłeś drugie śniadanie? . .Z Indii . .Czym ty się naprawdę zajmujesz? .Ani jednym.uśmiechnął się Ram. Miały gumowe podeszwy.warknął Wielki Billie. Burns spojrzał na półbuty Hindusa. Ram będzie mógł pomóc. To zakończyło dalszą konwersację do chwili. ostoją protestanckiej większości we wszystkich sześciu hrabstwach.Nie był oburzony. .txt Ram Lal zatrzymał się. Wielki Billie nie był zadowolony z tego. .Trzeba jeść drugie śniadanie . Wbił wzrok w brezent naprzeciwko. Ram Lal obiecał. które dostało nową. Ŝylastego Hindusa. Ram znalazł się przy tylnej klapie obok małego.zawołał Burns do swoich kolegów. 29 Cameron obrócił się. . .odpowiedział Ram Lal . Patterson. . który.Ten człowiek nie jest chrześcijaninem! . intrygującą zabawkę. co znaczyło. .stwierdził Burns . Zachowywali się przyjaźnie i pozdrowili Rama skinieniem głowy. Zatrzymał Strona 16 .poganin! Z twarzy Rama Lala zniknął uśmiech. gdy przyjechali na miejsce pracy. Boyd i Brown. co? Ram potrząsnął głową. Splunął przed siebie. Tommy Burns ucieszył się. Craig spojrzał na Rama. W czasie jazdy Cameron siedział w szoferce nie oddzielonej od skrzyni wozu.PendŜab jest częścią Indii . po prostu zaciekawiony jak dziecko. Nazywali się Craig.Było za wcześnie. Teraz miał na nogach olbrzymie buciory o stalowych podkówkach i nabijane gwoździami. by wiedzieć.powiedział . .Nie . . Robimy sobie herbatę na ognisku.odparł cierpliwie Ram.zapytał wreszcie. Ŝe są to nazwiska ludzi pochodzenia szkockiego.

Wypił ją z trudem. ale potrzebne byłyby kosztowne maszyny.Czy wy tam w Indiach macie herbatę? . Miały wiele zadraśnięć i krwawiły. słuŜące do wyciągania gwoździ. Pragnął. Ta sama woda słuŜyła równieŜ do produkcji trunku. . O drugiej mieli przerwę na obiad. Przez całe to pierwsze przedpołudnie pracowali wysoko na dachu. Z wyjątkiem Rama Lala wszyscy byli zaopatrzeni w emaliowane kubki. Zanotował w pamięci. chłopaki .No juŜ. Widział. co trzeba robić. Ŝeby nie zaśmiecali rzeki gruzem.zawołał Wielki Billie. cięŜkie młoty o krótkich rękojeściach i najrozmaitsze piły do cięcia drewna. kiedy cięŜarówka odjechała. ale rusztowania są kosztowne. . will dla rozmaitych bossów. Jedynym zabezpieczeniem były parciane pasy ze sprzączkami i kilkaset metrów lin.To jest to. No. Tommy Burns wypił herbatę. dwumetrowej długości łomy. ZamoŜni ludzie pragnęli wszak. Gromadka robotników stała przy swoim sprzęcie. Wykorzystywano je do budowy nowych. Wtedy rada hrabstwa zainteresowała się tym miejscem. a więc stare. Wielki Billie i jego zespół rozporządzali tylko łomami i młotami. Pod nimi znajdowała się podłoga najwyŜszego piętra. O dziesiątej zeszli po rozchwianych wewnętrznych schodach na śniadanie.txt się na skraju lasu przed budynkiem wyraźnie przeznaczonym do rozbiórki. Zwalali więc dachówki na drugą stronę budynku. pomiędzy krokwiami ukazywały się wielkie ziejące pustką dziury. uznała je za niebezpieczne i nakazała właścicielowi rozebrać budynek. Jeden z robotników podszedł z własnej inicjatywy do budynku. napełnił kubek i podał go Ramowi. Do czasu kiedy jedno z nich pośliznęło się i złamało nogę. Zrobili następny garnek herbaty. a odjeŜdŜały z beczkami pełnymi whiskey. 31 Ram Lal przyjął podany mu kubek. wyblakłe w słońcu cegły i stare drewno osiągały wysokie ceny. ZaprzęŜone w konie wozy przywoziły traktem słód. Była to dawno opuszczona wielka gorzelnia. aby ich domy wyglądały na stylowe. Powiedziano im. ale wyglądających na stare. McQueen wiedział. ToteŜ podniszczone. Ram Lal spojrzał na czteropiętrowy budynek i przełknął ślinę. a to budzi pragnienie. Zaczynamy od dachówek. w wysoką trawę. Bolały go wszystkie mięśnie.Forsyth Opowiadania. Rzeka płynęła od Dundonald do Comber i wpadała do zatoki Strangford. Wiecie. Ŝe dobrze wyjdzie na tej transakcji. Nie lubił wysokości. podarł jak kartę do gry i rozpalił ognisko. Ram Lal obejrzał sobie ręce. Ŝe będzie pracował w kurzu. Podjął się go McQueen. Herbata była podłego gatunku. ale 30 zostały przed laty zamknięte. Ŝeby sobie kupić taki sam. Ludzie opasali się sznurami i połączyli je w ten sposób. Ram Lal nic nie jadł. które w tych stronach niegdyś produkowały dobrą irlandzką whiskey. krzewy i zarośla pokrywające teren gorzelni. McQueen przygotował juŜ nawet umowę na sprzedaŜ pokątnemu budowniczemu zdatnego do uŜytku drewna i setek ton starych cegieł.zapytał. Właścicielem był potomek zuboŜałej szlacheckiej rodziny. był ubezpieczony przez następnego. Strona 17 . . rozbił je. Były tam wielkie młoty o głowicach waŜących cztery kilo. Gorzelnia była juŜ od dawna nieczynna. Stała tuŜ przy rzece Comber. Jej wody poruszały wielkie koła wodne gorzelni. W miarę jak znikały dachówki. wyrwał drewniane drzwi. Ŝe gdyby któryś z nich stracił grunt pod nogami i zaczął się ześlizgiwać z dachu. Wkrótce w menaŜce zagotowała się zaczerpnięta z rzeki woda. Całe towarzystwo zabrało się do zjadania grubych sandwiczów. Zaparzono herbatę. Ŝeby zadanie zostało wykonane jak najtaniej. zrywali je więc rękami i zrzucali w dół. które słuŜyło niegdyś do składowania słodu. pomiędzy zielska. SpoŜyli je na trawie. MoŜna by to zrobić szybciej. Dachówki nie były przeznaczone na sprzedaŜ. metrowe haki o zakrzywionych i rozszczepionych końcówkach. jedna z dwóch. Miejscowe dzieci włamały się oczywiście do budynku i uwaŜały go za idealny teren zabaw. słodka i blada.

powiedział. Robotnicy siedzieli z rozdziawionymi ustami.Po prostu częstuję kolegę sandwiczem.Kiedy mur zacznie drgać. Ram Lal wstał. odszedł. jego głos był niemal krzykiem. Drewno juŜ zniknęło z budynku.Dziękuję ci.Jesteś pewnie głodny. kopniesz go od środka.powiedział Ram do Burnsa. Zwrócił się do Rama Lala. . które uginały się pod nimi coraz bardziej. Ja mam kupę Ŝarcia. Musiał zarobić tak potrzebne mu pieniądze. Cameron obrócił się. Poczerwieniał na twarzy. Ŝe Ram Lal boi się wysokości. miał mnóstwo bąbli na dłoniach. robotnicy rozbierali teraz cegły. emaliowany kubek. gdyŜ potrzebny mu był ten zarobek. podłóg i stropów. zdziwiony.zapytał Wielki Billie. . Ludzie spuścili wzrok i jedli w milczeniu. uŜywając pił i łomów.Ty zajmuj się sobą. Kiedy się odezwał. . . Pracowali przez cały tydzień.Chciałbym. Stał goły jak szkielet. wszyscy obecni wyraźnie go słyszeli. co ci kaŜę. Przez cały ten tydzień Wielki Billie Cameron dokuczał mu niemal bez przerwy. . a białka jego oczu zaróŜowiły się z wściekłości. . Ram Lal podszedł powoli do zwalistego brygadzisty. w jaki będą zwalali duŜą część zewnętrznego muru na poziomie trzeciego piętra. . rozbierać wiązania dachu.txt był głodny. a to zwróciłoby uwagę urzędu skarbowego. a od chwili kiedy dowiedział się. U jej podstawy zobaczył spore pęknięcie. . parszywy Murzynie. Odwrócił się i odszedł.Panie Cameron! . Burns wzruszył ramionami. 32 Zaopatrzył się juŜ w aluminiowe pudełko śniadaniowe. z wielkiego dachu gorzelni zniknęła juŜ połowa dachówek. Przed zachodem słońca. . byłoby załoŜenie ładunków wybuchowych na naroŜnikach od strony wychodzącej na wolną przestrzeń. który siedział naprzeciwko w kręgu ogniska.Wyjaśnijmy najpierw jedną sprawę . Tommy Burns wyciągnął sandwicza ze swojego pudełka. głupi. . Ram Lal nie był przyzwyczajony do tak uciąŜliwej pracy.Forsyth Opowiadania. zleci razem z cegłami. Po latach uciąŜliwej pracy mieli wystarczająco zgrubiałe ręce. po czym powrócił do ludzi siedzących dokoła ogniska. Stali przy tym w niebezpiecznych pozycjach na resztkach desek podłogi.Co ty robisz? . by nie zanieczyścić rzeki. McQueen i jego załoga byliby zmuszeni zapłacić spory podatek dochodowy. Jego zakup wymagał uzyskania specjalnego pozwolenia. Wobec tego jego ludzie rozbijali mury na kawałki wielkości metra kwadratowego i zrzucali je na dół.powiedział donośnym głosem. kiedy wróciła cięŜarówka. nie jestem głodny . Ŝe nikt nie chce zadzierać z Wielkim Billie'em. Zanotował sobie w pamięci. Ram Lal spojrzał na wskazaną mu część muru.Pochodzę z prowincji Strona 18 . Ktokolwiek znajdzie się na jego szczycie. Był obolały. . chociaŜ Ŝaden z jego kolegów ich nie uŜywał.powiedział spokojnie. Imponujący niegdyś budynek był juŜ bez krokwi. Najprostszym sposobem rozwalenia resztek budowli tak. a jego otwarte okna robiły wraŜenie oczodołów wyczekujących zbliŜającej się śmierci. usiadł na brzegu rzeki i zanurzył rozpalone dłonie w wodzie. w miarę jak podtrzymujące je mury pękały i rozwalały się pod ciosami potęŜnych młotów. Jeszcze jeden dzień i zaczną. .Nie ucz mnie! Rób. Ŝeby kupić parę solidnych rękawic. wyznaczał mu pracę na najwyŜszych miejscach. Jasne było. Dawał mu najcięŜszą pracę. Ŝebyś wlazł na sam szczyt .zawołał.Niech ten zasrany czarnuch przynosi sobie własne sandwicze oświadczył Wielki Billie. Do konfliktu doszło w sobotę. Ram. Ale w Irlandii Północnej dynamit nie wchodził w rachubę. W czasie obiadu Cameron obszedł kilka razy budynek. Ale Hindus nie protestował. . cięŜkie buty i rękawice. Zaczął im opisywać sposób. a McQueen składki ubezpieczeniowe za robotników. Cameron popatrzył na Hindusa.Ten mur zawali się lada chwila . ale pracował dalej.

dzielnych. D e v i Shakti. a oni mijali go galopem i spoglądali na niego. . Białka jego oczu zrobiły się czerwone. Proszę mnie nigdy więcej nie obraŜać. Co powiesz na to? Wraz z ostatnim słowem zamachnął się i otwartą dłonią uderzył Rama Lala w twarz. Skończył się modlić dokładnie w momencie.txt 33 3. Wielki Billie Cameron patrzył z góry na hinduskiego studenta. patronki władzy i sprawiedliwości. Rozległ się grzmot.. jak Wielki Billie odchodzi. spadły pierwsze krople deszczu. o orlich nosach. Ram wyrwał kwiat z wieńca i złoŜył go pod wizerunkiem Shakti. brodatych męŜczyzn w turbanach. co tam... Pomiędzy robotnikami zaczęła się cicha rozmowa. Młody człowiek runął na ziemię.. Olbrzym stał nad nim z zaciśniętymi pięściami. Ram zacisnął mocniej oczy.odezwał się Cameron spokojnym głosem. Był pewien. Słyszał głos Tommy'ego Burnsa. Zrozumiał.. zaczął przygotowania. I kaŜdy z nich rzucał mu tylko jedno słowo: Zemsta. Wielki Billie cię zabije! Ram Lal spojrzał w górę. przypiął go do ściany nad toaletką i w ten sposób zamienił ją w ołtarzyk. Resztę dnia pracował. Chciał wiedzieć. od strony morza. MoŜe nie starczy mi pieniędzy na opłacenie studiów medycznych. Zdjął z półki tanią wazę z wąską szyjką. Doprawdy? No. Modlił się przez dobrą godzinę.Czysta robota PendŜab w północnych Indiach. umieścił w niej trociczki i zapalił je. spływał po szybach okna za jego plecami. który wyrządził mi krzywdę. Pierwsze błyskawice przecinały niebo nad Bangorem. dochodziły odgłosy potęŜnych grzmotów. a to. Ram nie posługiwał się nowoczesnym językiem pendŜabi. Pozostali robotnicy znieruchomieli ze zdumienia. Kiedy kapliczka była gotowa. językiem modłów. Po jakimś czasie usłyszał. ale moi przodkowie byli wojownikami i ksiąŜętami. usunął z niej brudną serwetkę i lustro. Dumnych. Ma a. wodzami i mędrcami juŜ dwa tysiące lat temu.. Ram Lal wstał bez słowa.Forsyth Opowiadania. Stało się. pragnę zemsty na tym. Ram stanął przed nią z pochyloną głową i wieńcem w dłoniach i zaczął modlić się do bogini o radę. kiedy ustała burza. jaką wybrać formę zemsty.Wyrwał następny kwiat i połoŜył go obok pierwszego. takŜe się stanie. dzisiaj sprawy wyglądają trochę inaczej. Wydobył świętą księgę Manu. Zakręciło mu się w głowie. Nie mówił do nikogo. Wielka matko. NaleŜę równieŜ do kasty wojowników zwanej kshatria. Bogini Shakti. Ŝeby powstrzymać łzy wstydu. JeŜeli wstaniesz. Ŝe bogini ześle mu znak. PendŜabskich wodzów. LeŜał powalony w pyle. wyciął z niej wizerunek wielkiej bogini Shakti. Zdjął szczotkę i grzebień z brzydkiej toaletki. . . Obok wizerunku bogini ustawił płytką miseczkę wypełnioną do połowy piaskiem.LeŜ. Strona 19 . przodków Harkishana Rama Lala. mdlący zapach kadzidła szybko wypełnił pokój. Ogarnęło go uczucie wstydu i upokorzenia.. ale starodawnym sanskrytem. w który wetknął zapaloną świecę. chłopcze. kiedy pańscy pełzali na czworakach i ubierali się w skóry. ty czarny bękarcie.Zostałem dotknięty do Ŝywego. nikt nie odezwał się do niego.. A od zewnątrz.. deszcz wciąŜ padał.Doprawdy? . Zamknął oczy i leŜał bez ruchu. Dobrze znał obyczaje swojego narodu. czarnookich rycerzy z Kraju Pięciu Rzek. Pod powiekami przesuwały mu się obrazy rozpalonych równin PendŜabu i cwałujących po nich jeźdźców. Następnie wydobył z walizki zawiniątko i wyjął z niego sześć pałeczek kadzidła.. 34 Z zakupionych przed dworcem kwiatów uwił wieniec. Ŝe nie ma Ŝadnych szans z tym brutalem z irlandzkiego Ulsteru. Uderzał w dachówki nad głową studenta. Słodkawy.. milcząc jak zaklęty.. Przodkowie jego cwałowali z mieczami i lancami w rękach przez kraje sto razy większe od tych sześciu hrabstw razem wziętych i podbijali je jeden po drugim. co ma się jeszcze stać. Gdy zapadła noc. który wołał: .

Przedsiębiorca siedział przed telewizorem z puszką piwa pod ręką. ściszył głos z odbiornika.Tak . JeŜeli poŜyczysz mi róŜnicę. Pracuję i nieźle zarabiam.Przyjmij moje kondolencje. wrócę pod koniec tygodnia. Ŝe zatrzymam ci miejsce na następny tydzień. JeŜeli polecę jutro. przykro mi to słyszeć.Chce mnie zobaczyć.Bardzo mi przykro . śaden Sikh nie uchyla się od poŜyczania pieniędzy pod warunkiem. . Był to jego ulubiony sposób spędzania niedzielnego wieczoru. 36 Ram pojechał taksówką na lotnisko Aldegrove.Mój ojciec jest umierający. Ŝłobiła sobie zygzakowatą drogę i zniknęła w rogu okna. Brud spowodował. wrócisz do pracy. Po dwudziestu czterech godzinach wylądował w potwornie upalnym Bombaju. Pierworodny syn musi być przy umierającym ojcu. a drugi leŜał na dywanie. Oczywiście na tych samych warunkach. gdzie Singh podjął odpowiednią sumę i wręczył ją Ramowi.Dobrze . wzrok Rama padł na ścianę. Widzi pan. Przypominał zwiniętą w kłębek Ŝmiję. Ulewa ustała.odparł przedsiębiorca. Był lekko skręcony.O. Ŝłobiąc w brudnej powierzchni wąską ścieŜkę. Kwiaty leŜały przed wizerunkiem na błyszczącym blacie toaletki. zwrócę poŜyczkę niedługo po powrocie. Jestem jego pierworodnym synem. . Kiedy się zatrzymała. . sterczały z niego tylko dwie nitki. Muszę spłacić dług i jeszcze zarobić na czesne na przyszły rok.Jest umierający. ale los był dla niego 35 łaskawszy. Wymagają tego nasze zwyczaje. Nie widział go od siedmiu lat.Oczywiście.podziękował mu Ram Lal. Świeca dopalała się.Nie mogę ci zapłacić za czas twojej nieobecności ani przyrzec.Dostałem list od rodziny . Sznur od szlafroka spadł na podłogę. . Ŝe zamiast płynąć prosto.rzekł Ram Lal.Chodzi o mojego ojca . .PoŜyczyłem pieniądze na bilet lotniczy. ale noc spędził w hotelu w Belfaście.odparł Ranjit Singh.Są słuszne i właściwe. Shakti patrzyła na Rama nieruchomym wzrokiem. a tam zaopatrzył się w najtańszy bilet na najbliŜszy lot do Indii. Strona 20 . . poleciał do Londynu.Muszę do niego pojechać. chłopcze. W takiej chwili miejsce pierworodnego syna jest u boku ojca. W niedzielę wieczorem Ram Lal złoŜył wizytę McQueenowi w jego domu w Groomsport. Obrócił się i podszedł do okna. Ale kiedy Ŝona wprowadziła do pokoju Rama Lala. podobne do rozdwojonego języka. którzy przysyłali mu sporo pieniędzy. Czy moŜe pan rezerwować moje miejsce do końca tygodnia? .powiedział. pieniądze będą mi teraz potrzebne bardziej niŜ kiedykolwiek. ale wszystko było mokre. W poniedziałek rano poszedł razem z Ranjit Singhiem do banku. Ale nie zebrałem jeszcze wystarczającej sumy. Ale jeŜeli zjawisz się przed weekendem. Zatrzymał pokój na Railway View Street. . kadzidło gasło. Ŝe otrzyma duŜy procent i Ŝe jest pewien wypłacalności dłuŜnika. Ram Lal zrozumiał zesłany mu znak.Dziękuję panu.txt Kiedy skończył. Ŝeby spotkać się z przyjacielem Sikhiem. . . Miał bogatych rodziców.Forsyth Opowiadania. McQueen miał syna w Kanadzie. . jest pan bardzo dobry . .Chodzi mi o bilet lotniczy. gdzie na haku wisiał jego szlafrok. . Nazajutrz pojechał pociągiem do Belfastu. a pokój wypełnił się jego słodkim zapachem. Ranjit Singh równieŜ studiował medycynę. . panie McQueen. jeden jego koniec był niewidoczny. . Przyjął Rama Lala w dobrze urządzonym pokoju studenckiego domu. . Muszę jechać. . StruŜka wody spłynęła ze znajdującej się nad oknem rynny i popłynęła po zakurzonej szybie. ToteŜ Ranjit Singh obiecał podjąć w poniedziałek rano odpowiednią sumę z banku.powiedział Ram Lal.

Łatwo nieopatrznie dotknąć jej ręką albo nogą. Ŝe Ŝmija potrafi obyć się bez pokarmu przez tydzień. Zaopatrywał liczne ośrodki medyczne w okazy mające słuŜyć badaniom i wiwisekcji. Dzień był upalny. Kiedy Ram wytłumaczył. Ma pan szczęście. Ram znalazł właściciela na tyłach sklepu. Ŝe gatunek ten jest rozpowszechniony na wschód od Afryki Zachodniej i na północ od Iranu. Ŝe jest tak niepozorna. a to dlatego. który uŜywał oczywiście łacińskich nazw. które są nieraz trudno dostrzegalne. Pan Chatterjee był obeznany ze światem nauki.Znam tę Ŝmiję. Podręcznik stwierdzał. wymieniona przez Kiplinga w jego wspaniałym opowiadaniu "Riki-Tikki-Tavi". Według podręcznika jest ona wyjątkowo niebezpieczna i jej ukąszenie powoduje więcej zejść śmiertelnych niŜ ukąszenie słynnej kobry. była to Ŝmija o ostrych łuskach. Autor był bardzo zadowolony. Podręcznik podawał. Liście w pudle poruszyły się ponownie i wyłoniła się spod nich malutka głowa Ŝmii. Wiedział. A w pudle Ŝmija wysunęła mały. Jej zapotrzebowanie na powietrze było minimalne. o jaki towar mu chodzi. za dnia szuka chłodnych miejsc. czarny.txt W środę na zatłoczonym bazarze przy Grand Road Bridge znalazł to. ma teŜ falistą ciemniejszą pręgę. opróŜnił je z zawartości i wybił w jego wieku dwadzieścia małych dziurek. Coś poruszyło się pod kupką liści wyściełających pudło. 37 ale "Ŝmiją o ostrych łuskach". Autor ksiąŜki dodawał w odnośniku. Oliwkowobrązowa. jakby na powitanie dwóch Hindusów. Jej zęby jadowe są tak drobne. Przyjechał do Bombaju jedynie z podręczną torbą. Kiedy młody student z podręcznikiem o gadach wszedł do "Imperium tropikalnych ryb i płazów" pana Chatterjee. w których drzemały Ŝmije i jaszczurki. który ma około 60 centymetrów długości. zapewniał czytelników dawno zmarły angielski przyrodnik na końcu rozdziału o Echis Carinatus. była niemal na pewno nie "dasznikiem modrym". ale groźna Ŝmija. a bez wody przez dwa do trzech dni. Stary GudŜerat rozłoŜył ręce.powiedział . Ram Lal kupił Ŝmiję za trzysta pięćdziesiąt rupii i zabrał ją ze sobą w słoiku. Uderza błyskawicznie. zaleŜnie od wagi ciała ofiary i jego kondycji fizycznej. . . czego szukał. Przyczyną śmierci jest zawsze zawał mózgu. skinął ze zrozumieniem śnieŜnobiałą głową.zapytał Ram Lal szeptem. Dobrze przystosowuje się do kaŜdego klimatu i niemal do kaŜdego środowiska . Mówiąc bardziej zrozumiale. bez Ŝadnego ostrzeŜenia. Zaprowadził Rama Lala do swojego sanktuarium. Obydwaj męŜczyźni stanęli w milczeniu przed szybą nowego pomieszczenia Ŝmii.Ile pan za nią chce? . było tam pusto. W suchym gorącym klimacie wyłania się z ukrycia w nocy. rozdwojony języczek i zatrzepotała nim.i bardzo trudny do zdobycia. Przed powrotem do Londynu Ram Lal nabył pudełko cygar.powiedział. posiada nieliczne jaśniejsze plamy. których puszystość gwarantowała wystarczającą ilość powietrza nawet wewnątrz walizki. Ŝe długość tej bardzo cienkiej Ŝmii wynosi od dwudziestu trzech do trzydziestu dwóch centymetrów.Forsyth Opowiadania. ale śmierć jest praktycznie nieunikniona i następuje zwykle w dwie do czterech godzin później. więc owinął pudełko w papier oraz kilka ręczników. najmniejszy i najjadowitszy ze wszystkich gadów świata. Podręcznik napisany przez Anglika. Właśnie otrzymałem jeden okaz kilka dni temu z RadŜputanu. patrzących na nią zza szyby.To wyjątkowo rzadki okaz . Od czasu do czasu otrzymywał nawet intratne zamówienia z zagranicy. Indii i Pakistanu. Człowiek ugryziony nie czuje bólu. napełnił ją zakupioną na targu Strona 21 . Jest bardzo czujna i pobudliwa. podobny do draśnięcia ciernia. . Ŝe przyłapał wielkiego Kiplinga na takiej pomyłce.AleŜ tak . . Siedział w półmroku otoczony akwariami pełnymi ryb i szklanymi gablotami. Pięćset rupii.od rosnących na bagnach krzewów Afryki Zachodniej aŜ po chłodne wzgórza Iranu i rozpalone pagórki Indii. określał ją jako Echis carinatus. Ŝe ta mała. ale teraz zakupił tanią fibrową walizkę. Ŝe pozostawiają niewidoczny niemal ślad.

a ta zabierze do morza dowód zbrodni. wyciągnie rękę z kieszeni. ale Ram nawet nie zwrócił na to uwagi. ale nie znaleziono w niej nic do oclenia. Wczesnym popołudniem znalazł się w Bangorze i mógł wreszcie obejrzeć sobie zawartość pudełka po cygarach. Plan Rama Lala był prosty. Wielki Billie Cameron miał zwyczaj zdejmowania marynarki z chwilą przybycia na miejsce pracy i wieszania jej na jakimś haku czy gałęzi. W pewnej chwili Ŝmija zatrzymała się i spojrzała na Hindusa złymi. mały przyjacielu . Ŝe potrzebny mu jest większy młot. zaraz po zjedzeniu posiłku. Nikt nie zauwaŜył nic dziwnego w jego zachowaniu. w którym to celu została przewieziona do Irlandii z drugiego niemal końca świata. LeŜała mocno skręcona w słoiku od kawy i nie ruszała się. . który przeszukał walizkę . a nie Ram Lal. która miała go zawieźć na plac rozbiórki. odkręcił pokrywkę i strząsnął jego zawartość do kieszeni zwisającej z gałęzi pobliskiego drzewa marynarki. Harkishan Ram Lal otworzył pudełko śniadaniowe. Poprzez szkło zobaczył Ŝmiję. Być moŜe ktoś będzie coś podejrzewać. ZauwaŜył swoją wśród pierwszych dwóch tuzinów. wykona egzekucję na Ulsterczyku. Kiedy się odwracał.Forsyth Opowiadania. Ŝe jest studentem medycyny. Jutro rano wykonasz rozkaz bogini Shakti. a na lotnisku oddał ją na bagaŜ. na której wjeŜdŜał bagaŜ.Zaśnij. Ram przejechał do krajowej części lotniska i wsiadł do samolotu lecącego do Belfastu. podejdzie do marynarki i wsunie rękę do kieszeni. Strona 22 . gestem pełnym obrzydzenia. Ten po zjedzeniu sandwiczy wstanie. w momencie kiedy ukazały się na niej pierwsze walizki.podręczna torba nie wzbudziła jego zainteresowania. . TuŜ przed opuszczeniem hotelu zamknął walizkę na klucz. wyjął zeń słoik.przeniósł gada z pudełka do słoika.szepnął Ram. Zakręcił dobrze wieko. włoŜył słoik do pudełka śniadaniowego i poszedł do cięŜarówki. Rozwścieczona Ŝmija ugryzła rękawicę. To ona. Cameron zaklnie. wszyscy musieli juŜ być na nogach. z której wyrzucił pałeczki kadzidła. wyjął pudełko po cygarach i wsunął je do podręcznej torby. Odrzutowiec linii Air India wylądował na londyńskim lotnisku Heathrow w piątek rano i Ram Lal przyłączył się do długiego korowodu Hindusów próbujących dostać się do Anglii. PoniewaŜ mógł udowodnić. Do południa nabierze znowu wystarczającej ilości jadu. która powoli przesuwała się po ściankach pudełka. wyciągając jednocześnie powoli szklaną płytkę. ciśnie o ziemię i rozgniecie jej głowę obcasem. Ram Lal podskoczy do niego. zobaczy. Znalazł się więc przy karuzeli. Przy przejściu oznaczonym "nic do oclenia" został zatrzymany przez 38 celnika.To znaczy jeŜeli takie gady jak ty w ogóle sypiają. Pozbawiona jadu. chwyci Ŝmiję. Ręczna torba Rama została przeszukana. w czasie przerwy obiadowej. czarnymi oczkami. wstawać i zabierać się do roboty". Po wypaleniu fajki i wysypaniu popiołu prostował się i wołał: "No dobra. lecz niezawodny. pudełko od cygar umieścił w samym jej środku. nie będzie juŜ niebezpieczna. Przez chwilę przyglądał się swojej zdobyczy. przepuszczono go dość szybko. I wtedy Ŝmija spełni rozkaz wielkiej Shakti.txt bielizną. a rano . Ram Lal wrzuci zabitą Ŝmiję do rzeki Comber. 39 Wreszcie. Jak zaobserwował Lal. Zamknął wieko. Przed wieczorem kupił słoiczek kawy z zakręcanym wieczkiem i wsypał jego zawartość do chińskiej wazy. a nie imigrantem. W minutę później był znowu przy pracy. chłopaki.nałoŜywszy na ręce grube rękawice . zabrał ją do toalety. Zniknęła w głębi ładowni boeinga. udając. podchodził do marynarki i wydobywał z prawej bocznej kieszeni fajkę i woreczek z tytoniem. ale na tym się to skończy. Nigdy nie odstępował od tego zwyczaju. której pełne jadu zęby wbiły się głęboko w jego ciało. Rano wsunie Ŝmiję do prawej kieszeni wiszącej na drzewie marynarki Camerona. po czym wsuwał fajkę z powrotem do kieszeni marynarki. Ŝe z palca zwisa mu Ŝmija. Zdjął szklaną płytkę z nocnego stolika i ostroŜnie wsunął ją pomiędzy pokrywę pojemnika a jego niebezpieczną mieszkankę. TuŜ po jedenastej.

jak Billie rzuca marynarkę na tylne siedzenie swego samochodu i odjeŜdŜa. Ręka Camerona grzebała przez kilka sekund w kieszeni. a Wielki Billie poŜerał przygotowane mu przez Ŝonę olbrzymie sandwicze. Wreszcie Wielki Billie zmiął papier po sandwiczach i rzucił go do ognia. Po powrocie do swojego pokoju Ram Lal usiadł i zaczął się wpatrywać w nieruchomy wizerunek bogini sprawiedliwości. Zmusił się do przełknięcia kilku kęsów. . połoŜony tuŜ przy Owenroe Gardens i naprzeciwko uliczki Woburn Walk. wykonując przy tym pół obrotu. nie . W osiedlu Kilcooley. jak Cameron kładzie woreczek z tytoniem z powrotem do kieszeni marynarki i wyciąga z niej pudełko zapałek. Przyłączył się do Tommy'ego Burnsa. Resztę weekendu Harkishan Ram Lal spędził trapiony lękiem i niepokojem. Ram Lal obrócił głowę i patrzał na niego. Było bardzo gorąco. jeŜeli się nie mylę. Na rogu Woburn Walk stała budka telefoniczna. Dlaczego zmieniła zamiar.ma Ŝonę i dwoje dzieci. Ŝe czeka na połączenia.którą uznał za panią Cameron weszła do supersamu Stewarta.Nie. .odpowiedział Burns .zapytał wojowniczym tonem. Wieczorem poszedł do Kilcooley i znalazł blok o nazwie Ganaway Gardens. Ŝe w marynarce jej ojca kryje się niebezpieczeństwo. To w Ganaway Gardens. więc złoŜył marynarkę wpół i połoŜył ją sobie na kolanach. próbował zdobyć się na odwagę. Ale nie starczyło mu odwagi.pytał sam siebie . Dziura.zwrócił się do niego . obserwował ją zza półek z towarami. udając. Ŝeby ją zaczepić i powiedzieć. Kątem oka widział.Oczywiście . Ram Lal postarał się o miejsce w pobliŜu marynarki szefa. Towarzysze pracy siedzieli jak zwykle dokoła ogniska. stęknął i ruszył w stronę marynarki. Później Ram Lal 40 widział. Zaczął nabijać fajkę świeŜym tytoniem. jak zapala fajkę. popykuje z prawdziwym zadowoleniem i powraca na swoje miejsce. ZauwaŜył. był coraz bardziej zdenerwowany. Dlaczego .No to do poniedziałku. Ram Lal zamknął oczy.Czy mieszka daleko stąd? -. pod szwem podszewki coś poruszyło się. To nie one mnie skrzywdziły.Co się tak gapisz? . Na samym jej skraju. niedaleko.txt W przerwie obiadowej nie miał apetytu. Chcesz mu złoŜyć wizytę? . Ludzie dowcipkowali i przekomarzali się jak zwykle. stare.czy pan Cameron ma rodzinę? . Resztę dnia przepracował w stanie przytłumionej świadomości. Wstał i przeciągnął się. które w sobotę zamykają bardzo późno ze względu na robotników otrzymujących tego dnia wypłatę. Billie Cameron podszedł do marynarki i wsunął rękę w jej prawą kieszeń. Pełen grozy wpatrywał się w ognisko.powiedział do bogini.odpowiedział Ram Lal. Zdawało mu się. Hindus wstrzymał oddech. Ŝe zauwaŜył w jednym z okien Billie Camerona i zanotował sobie numer tego domu. po czym wydobyła z niej fajkę i woreczek. . W czasie powrotu cięŜarówką do Bangoru Wielki Billie Cameron siedział jak zwykle przy kierowcy. Ale bogini patrzyła daleko przed siebie i milczała. TuŜ przed zapadnięciem zmroku wyszła z domu kobieta z torbą na zakupy. mała dziurka w podszewce pokrzyŜowała mu plany. Odbiło mu się. Przez chwilę korciło go.Nie chciałem śmierci jego Ŝony i dzieci .Powiedz mi . dlaczego zrezygnowała ze swojego zamiaru? Obrócił się znowu i raz jeszcze spojrzał na marynarkę Camerona. Wstał. odwrócił twarz do ogniska. a zawieszony nad ogniem czajnik bulgotał. Serce biło mu mocno. Nikt nie zwrócił na to uwagi.zaprzeczył Ram Lal. ale nie mógł spokojnie usiedzieć. instrumentem zemsty przywiezionym z Indii na jej rozkaz.Forsyth Opowiadania. Był w szoku. .dlaczego wielka Shakti tak z nim postąpiła? śmija była przecieŜ jej narzędziem.Nie. suche belki trzaskały i strzelały iskrami. . stojącego na przystanku autobusowym. Poszedł za nią do centrum handlowego Clandeboye. Kobieta . Ŝe Ram Lal wpatruje się w niego. Pod nią Ram Lal spędził godzinę.Nic . . przemówić do niej Strona 23 . Jednocześnie obserwował ten krótki zaułek. Ram Lal takŜe powrócił na swoje miejsce. W pewnym momencie kilkunastoletnia dziewczynka wyszła z tego właśnie domu i przyłączyła się do grupy młodzieŜy. Ram poszedł za nią.

wstała. a w drzwiach sterczał nie zwykły.jest całkiem nieszkodliwy. toteŜ marynarka po chwili zsunęła się z niego i spadła na podłogę.To coś jak jaszczurka. córka i Ŝona. Po chwili dziewczyna wróciła do kuchni. . podniosła marynarkę z podłogi i powiesiła ją staranniej na haku. . Zobaczył go pracującego w ogródku za domem. Dali je nam do robienia sekcji. W niedzielę znów wałęsał się po osiedlu Kilcooley. wyłaniającą się ze swojej kryjówki w podszewce marynarki i ślizgającą się bezszelestnie po domu. . Ale sama myśl o tym. sierpniowy dzień. wyjmij z szafy moją marynarkę . . Jenny przyglądała się gadowi z przeraŜeniem. respektował wiedzę syna.Zanim to zrobisz. . Bobby? Mimo Ŝe Cameron był tyranem.To jest pewnie taki robak zwany padalcem . .zawołała pani Cameron . czy nie wiesz. Mały gad leŜał w kącie kuchni obok półek.Czy to gryzie? . zardzewiały gwóźdź. Ŝe jego obecność zwraca uwagę i zrozumiał.Nie mam pojęcia.spytała z lękiem pani Cameron. i patrzył wyzywająco na świat. Przerabialiśmy takie w zeszłym roku na biologii.zawyrokował. Ale i tym razem zawiodły go nerwy. . Po południu 41 zorientował się. . . TuŜ po szóstej jego córka.Forsyth Opowiadania. pełną jadu Ŝmiję. Ŝe musi albo podejść śmiało do frontowych drzwi Cameronów i przyznać się do wszystkiego. Jego marynarka wisiała w szafie w przedpokoju. Zlokalizował ponad wszelką wątpliwość dom.AleŜ skąd .zawołał ojciec. Czternastoletni Bobby przestał smarować grzankę masłem. Ŝe w Irlandii nie ma Ŝmij? KaŜdy to wie . Dziewczyna wykonała polecenie. . MoŜe to zupełnie inna kobieta. Źle spał tej nocy. Coś cienkiego i ciemnego wysunęło się z fałdów i niemal bezszelestnie pomknęło po pokrytej linoleum podłodze w kąt kuchni. po prostu go sparaliŜowała.odparł Bobby . W poniedziałek rano rodzina Cameronów zbudziła się kwadrans przed szóstą.Powieś ją na drzwiach . ale gładki. . . widział pokrytą ostrymi łuskami. i to zarówno w domu. O szóstej cała czwórka siedziała w małej kuchni na tyłach domku przy śniadaniu: syn. w którym spała nie podejrzewająca niczego rodzina Cameronów.Na miłosierdzie boskie . Strona 24 . odkładając łyŜkę na stół.powiedziała z ustami pełnymi bułki z dŜemem. więc Jenny wróciła. gdzie pozostawił ją na weekend. Powrócił więc na Railway View Street.Jenny! . moŜe pomylił się co do numeru domu. słoneczny. Ŝe to robak? . . Był piękny. . zwinięty w kłębek.zirytował się jego ojciec. Chłopiec wpatrywał się w Ŝmiję przez grube okulary. kobieto.No to dlaczego mówisz. Przywieźli je zza morza.powiedział ojciec. Podała mu ją.wyjaśnił Bobby. on nawet nie podniósł głowy. Właśnie kończył miskę płatków owsianych. Pani Cameron obróciła się od kuchenki.Nie bądź durna.txt i uświadomić jej czyhające w domu niebezpieczeństwo.Tato.Co to jest. . na jak straszne niebezpieczeństwo wystawił jego dzieci. Jenny. w którym mieszkała rodzina Wielkiego Billie.rozkazał. coś ty miał w marynarce? Dłoń Wielkiego Billie'ego zatrzymała się w połowie drogi do ust. albo odejść i pozostawić ich los w rękach bogini. ale bez nóg. ale marynarka nie miała wieszaka. Uznano by go za wariata.To mi nie wygląda na robaka .Właściwie to nie robak . tylko Wielki Billie w roboczym ubraniu. wszyscy w szlafrokach. Dowiadywał się od niego róŜnych ciekawych rzeczy.powiedział Wielki Billie. trzymając marynarkę ojca za kołnierz.krzyknął Wielki Billie. . jak poza 42 nim.Idę się umyć . niklowy hak. Ŝe mógłby stanąć twarzą w twarz z groźnym Ulsterczykiem i wyznać. szybko migając rozedrganym języczkiem.To po cholerę chodzisz do szkoły? . który doskonale się uczył.Podnieś tę szmatę! Nikt z Cameronów nie ośmieliłby się opierać głowie rodziny.toŜ to Ŝmija! .

Obejrzała zapas słoików.zauwaŜył Bobby.Nie chcę dotykać tego paskudztwa. Jego zawartość rozleciała się na wszystkie strony i wylądowała w wysokiej trawie i otaczających ognisko zaroślach.Zaraz to zrobię . Ŝe nie jest jasnowidzem.Forsyth Opowiadania. . i na pewno jeszcze coś więcej niŜ proch.powiedziała pani Cameron. Jedynie Ram Lal pracował w pełnej nieświadomości tego.zapytała pani Cameron.One wcale nie są brudne . myślał Billie. . Pani Cameron westchnęła. zawiesił ją na ramię obok pudełka ze śniadaniem.To bardzo czyste stworzenia. W czasie przerwy obiadowej panowało wśród ludzi takie napięcie. gotowa do ataku. 43 Powoli opuszczał trzymany nad Ŝmiją słoik. kto zdradziłby go przed "czarnuchem".Jaki słoik? . .Mam tu słoik z zielonym groszkiem. Podaj mi kuchenną rękawicę. Wrzask Hindusa rozległ się po całej polanie. czy są jadowite. ale ich rozmowa była sztuczna.Co chcesz zrobić." Tak. . Strona 25 . Ale któŜ by to zrobił! Wszyscy byli pewni. Bobby wstał od stołu. . Ale on tego nawet nie zauwaŜył. Wsunął słoik do torby. Ścisnął pudełko śniadaniowe kolanami i otworzył je. Bobby. tato? . Nie dotknę go ręką! Jenny podała ojcu kuchenną rękawicę. . gdy trzęsąc się w cięŜarówce jechali na południe od Newtownards i Comber.Nie wiem jaki! Po prostu zakręcany słoik. . .PrzełóŜ groszek i dawaj go . . Ram Lal odrzucił je od siebie z całej siły. iŜ powinien się był domyślić. Zwijała się w spazmach wściekłości. . w którym jest wiele Ŝmij. Nagle opuścił go błyskawicznym ruchem. Ale nic nie wywołało w nim niepokoju.txt . Czy nie stoi w Biblii: "Na brzuchu twoim czołgać się będziesz. Robotnicy siedzieli dokoła ogniska niby to jak zwykle. czy nie .zaŜądał Cameron.Nie znoszę gadów. z pewnością zauwaŜyłby uśmieszki i spojrzenia rzucane w jego kierunku.Zabij to paskudztwo i wrzuć do śmietnika . . Ŝe coś się szykuje.stwierdził Bobby. . bo widok Ŝmii zasłaniała mu własna dłoń.Poczekaj chwileczkę. . Poganin. zdjął nocny pantofel i chwycił go jak packę na muchy. i gdyby Ram nie był tak zamyślony. a wraz z nim ryk śmiechu robotników.Padalec cię nie ugryzie. dawaj słoik.Po co ci rękawica? . i uwaŜali pomysł Billie'ego za kawał i dobry Ŝart. a proch Ŝreć będziesz po wszystkie dni Ŝywota twego. Kobieto. Jenny.Będę ci wdzięczna. Po chwili Ŝmija znalazła się w słoiku pod mocno zakręconą pokrywką. Zwinięta między kanapką a jabłkiem leŜała Ŝmija z uniesioną głową.I tak jestem juŜ spóźniony. wsunął fajkę do prawej kieszeni marynarki i poszedł do samochodu. Przed południem Wielki Billie wtajemniczył wszystkich robotników w swoje zamiary i zagroził pobiciem kaŜdemu. . Pochodzi z kraju. jeŜeli wyniesiesz to z domu.nakazał Cameron senior. Mam pomysł. . kiedy ojciec zatrzymał go. Podchodził juŜ boso do Ŝmii. Cameronowie przyglądali jej się przez szkło.. ominęła Ŝmiję i otworzyła spiŜarnię. Jednocześnie pudełko śniadaniowe wyleciało wysoko w powietrze.zapowiedział jej mąŜ. .Głupi jesteś! Całe te twoje szkolne mądrości są do kitu.zainteresował się Bobby. . Wielki Billie stanął nad Ŝmiją z otwartym słoikiem w lewej ręce. co się miało stać. Wielki Billie spojrzał znad talerza na syna i uśmiechnął się.Mamy w naszej grupie czarnucha. Poza tym był pochłonięty własnymi myślami i troskami. ale Ŝmija była szybsza. Mam nadzieję. Zajechał na stację spóźniony o pięć minut i ze zdziwieniem zauwaŜył wpatrzone w siebie intensywnie oczy hinduskiego studenta. Zabawię się. Ŝe padalec jest nieszkodliwy. Zrobię mu kawał. Jej pełne jadu zęby wbiły się w wyściółkę rękawicy nad samym środkiem dłoni Camerona.. Prawą zabezpieczała rękawica.

Tommy Burns zorientował się dopiero po kilku minutach.rozkazał obejmując komendę.Błagam was. Zabrano go do Głównego Szpitala w Newtownards. W pół godziny później zjawił się tam silnie zdenerwowany McQueen. Ram Lal zerwał się na nogi. rozgrzane sierpniowym słońcem. głównie na ramionach i dłoniach. Kwadrans po czwartej. To było we wtorek. Wykonał ją okręgowy patolog w miejskiej kostnicy. wciąŜ obejmując rękami obolałą głowę. . draśnięć tuŜ nad przegubem własnej Ŝylastej prawej dłoni. wpierając ręce w porośniętą trawą ziemię.Uciekajcie! Ona zabija! Zawtórował mu jeszcze głośniejszy śmiech. . Dwóch robotników połoŜyło Camerona na nosze. .Wielki Billie zachorował . Ŝe Cameron był martwy w chwili przybycia do szpitala. Rozglądał się dokoła bacznie niepewnym wzrokiem. jednak go zbadał. Prawdopodobnie skutek nadmiernego wysiłku w czasie wielkiego upału. zakurzone. Tego samego wieczoru raport patologa został przesłany koronerowi do Belfastu.Ty ciemny czarnuchu . Nie zauwaŜył potem dwóch małych. Oblizał niewielkie spuchnięcie na dłoni i znów zabrał się do roboty. Harkishan Ram Lal usiadł. To jadowita Ŝmija! Twarz Wielkiego Billie była mokra od łez ze śmiechu.txt WciąŜ krzycząc. .Niedobrze się czuję . zdecydowano się na sekcję zwłok. Nic nie powiedział. . .Ram . po czym ukrył głowę w rękach.krzyknął. jakby od cierni. . Ludzie nie mogli się opanować. . Po posiłku starał się trzymać z daleka od wysokiej trawy. Co o tym powiesz? 45 Ram Lal wiedział. głodni robotnicy zabrali się do jedzenia. Po pięciu minutach wyprostował się ponownie. a góry gruzu i poukładanego drewna sterczały wysoko. Jego towarzysze 44 pokładali się ze śmiechu.Forsyth Opowiadania.wrzeszczał Ram Lal. . Wkrótce wszyscy powrócili do pracy. Billie otarł sobie policzki. Pracował od wielu lat i widział niejeden śmiertelny wypadek. . Podszedł do niego i zawołał Pattersona. PoniewaŜ okoliczności zgonu nie były jasne. więc odchylił się do tyłu.Zostańcie tu . wierzcie mi. Uznano. . dobrze zbudowanym i bardzo silnym. . dokąd przetransportowano ciało.Szybkim krokiem ruszył w stronę szosy. Najwięcej uciechy miał Wielki Billie. . dostał konwulsji i przewrócił się na bok. co wynikało z rodzaju jego pracy. Jego martwe oczy wpatrzone były tępo w trawę. .Nie moŜe mówić! Robotnicy podeszli do drzewa. O pół do czwartej Wielki Billie Cameron przerwał na chwilę. Stara gorzelnia była juŜ prawie całkiem rozebrana. o co chodzi. Raport nie zawierał niczego szczególnego. jadowita Ŝmija! . który stał i wodził dokoła dzikim wzrokiem. w którym był akurat ostry dyŜur. Jadł lewą ręką. śart się skończył. Po chwili wstał z kolan. Po takim raporcie koroner normalnie nie zarządziłby rozprawy Strona 26 . Patterson nachylił się nad nim. ale Patterson zrozumiał. Rozumiesz? Nie ma! Plecy rozbolały go od śmiechu. Od niepamiętnych czasów nie był w tak dobrym humorze.Zadzwonię po pogotowie i zawiadomię McQueena. Siedział naprzeciwko Rama Lala. którą był ponad wszelką wątpliwość gwałtowny wylew krwi do mózgu. Siedział przez chwilę pod drzewem. W pogotowiu trzymał kubek z gorącą herbatą. Zmarły był męŜczyzną w wieku czterdziestu jeden lat.zaczkał.To Ŝmija. Karetka zjawiła się po upływie pół godziny.Odpocznę sobie w cieniu. śadne z nich nie miało związku z przyczyną zgonu. w którego cieniu leŜał szef. Oparł się o kilof i otarł czoło ręką.To ty nic nie wiesz? W Irlandii nie ma Ŝmij. Na jego ciele zauwaŜono liczne zadrapania i kilka ranek. Ŝe badanie Wielkiego Billie nic nie da. co się dzieje z szefem.powiedział do stojącego obok niego Pattersona.Ty jesteś medyk. Reakcja ofiary kawału przeszła ich najśmielsze oczekiwania.zawołał.

Strona 27 . chłopaki. Wielki Billie Cameron był aktywnym członkiem rady podziemnej organizacji Ochotników Ulsteru. ale muszę potrącić wam pewne sumy na zaległe podatki. . Harkishan Ram Lal doszedł traktem do polany i stanął w miejscu. Czy słyszysz mnie. Praca jest nadal aktualna. dalszych świadków nie wezwano.Chce pan uczcić jego pamięć w miejscu śmierci? . do którego wciągane są wszystkie. . do którego przywiozłem cię tu ze wzgórz RadŜputanu. Na wielkim trawniku przed ratuszem Bangoru McQueen rozmawiał ze swoimi robotnikami. Zjawili 46 się równieŜ dwaj milczący panowie.zamyślił się kierowca i zabrał się do czytania gazety. bo wszystko umiera. . powodując pęknięcie naczynia w mózgu. Ale miałaś potem umrzeć. Sprawiło to duŜe kłopoty McQueenowi. Usłyszeliśmy od pana Pattersona o przebiegu wydarzeń w czasie przerwy obiadowej i o raczej niemądrym kawale. morderczyni? A więc uwaŜaj! PoŜyjesz jeszcze jakiś czas.W pewnym sensie tak . poniewaŜ powołano na nią przedstawicieli urzędu skarbowego. Rama Lala oczywiście takŜe nie. Zaraz potem powrócił do pracy kilofem i łopatą. Kierowca pochodził z Bangoru i słyszał o śmierci Camerona. Palące słońce dokonało reszty. Kto chce dalej u mnie pracować.zawołał do niewidocznej Ŝmii. Ŝe doprowadził się niemal do stanu apopleksji. 47 . .txt sądowej i wystawiłby dla urzędu stanu cywilnego w Bangorze świadectwo zgonu z przyczyn naturalnych. . na którym robotnicy zazwyczaj rozpalali ognisko. W związku z tym zatelefonowano z Lurgan do centrali Królewskiej Policji w Castlereagh. Opowiedział na Ŝądanie koronera o wydarzeniach poniedziałkowych. skrajnie prawicowego.Chcę być lojalny wobec was. naleŜący do skrajnego skrzydła lojalistycznej organizacji Ochotników Ulsteru. paramilitarnego związku protestantów. trzeba powołać świadków na tę okoliczność. Sąd wyraŜa swoje ubolewanie Ŝonie i dzieciom zmarłego i uznaje.Takie są zwyczaje pańskiego narodu? . moŜe się zgłosić w piątek. Urząd Skarbowy będzie mi teraz patrzył na ręce. Wydaje się. jadowita Ŝmijo. Ŝeby zarządził rozprawę sądową.MoŜna tak powiedzieć. daję wam wolny dzień. W Ulsterze nie wystarczy stwierdzić. Raport patologa nie budzi Ŝadnych wątpliwości. o której Ram Lal nie wiedział. Pokryta ostrą łuską Ŝmija nie słyszała go. a jeŜeli nawet słyszała. Koroner odczytał na głos raport patologa i po podsumowaniu przewodu wydał wyrok. Przynajmniej w pewnych przypadkach. Rozprawa odbyła się na ratuszu w Bangorze we środę. Harkishan Ram Lal nie wziął udziału w pogrzebie.zapytał Hindusa. ani gorsze od naszego zwyczaju brania udziału w pogrzebie . nawet najbardziej na pozór normalne zgony. Usiedli w ostatnim rzędzie. Ŝe zgon Williama Camerona nastąpił z przyczyn naturalnych. W tym samym czasie pojechał taksówką do Comber. Ŝe śmierć jest przypadkowa. jaki zmarły zrobił hinduskiemu studentowi. Jutro pogrzeb. obok pani Cameron. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem.O. zasiedli współtowarzysze pracy zmarłego. Patolog określił to bardziej naukowo jako wylew krwi do mózgu. Ale była pewna okoliczność. kazał kierowcy zaczekać na drodze. z którym mogłabyś mieć małe. . PoniewaŜ w Irlandii nie ma Ŝmij. Ŝe pan Cameron śmiał się tak gwałtownie. a sam ruszył wąskim traktem. Do złoŜenia zeznań wezwano jedynie Pattersona. ale potem umrzesz. Stamtąd z kolei zatelefonowano do koronera w Belfaście. bez towarzysza. Wykrył to komputer w Lurgan. Rozejrzał się po wysokich trawach i krzakach jałowca porastających piaszczystą ziemię. zabiłbym cię i wrzuciłbym twoje ścierwo do rzeki. a poniewaŜ wszystko zdawało się jasne. czy słyszysz mnie? Wykonałaś zadanie.Visha serp .To nie jest ani lepsze. Na ławach frontowych. Ale umrzesz sama.odparł Ram Lal.Forsyth Opowiadania.

Rozczulała się nad sobą. ani czyste. Ŝe pozostały na drodze i wydziobują z kurzu niewidzialne insekty. Znał dobrze angielski. Pani Murgatroyd Ŝachnęła się. Krótko mówiąc. Mały tamilski chłopiec w samej tylko koszuli wyłonił się zza chaty. Nigdy jeszcze nie zetknął się z podobnym zjawiskiem. Było ich dwanaście. Na stopniach małych domków siedzieli Hindusi. Łuski rozstąpiły się i ze steku jedna po drugiej wychodziły na świat Ŝmijki. Pracował w dziale zagranicznym. Był to pełen temperamentu młody człowiek. cały w uśmiechach. Ogon Ŝmii był wypręŜony. Murgatroyd patrzył przez okno samochodu na lotnisko Plaisance. cudem unikając śmierci. Cztery chude kury wyfrunęły niemal spod kół taksówki.To wstrętne . który otrzymał tygodniowy płatny urlop i wycieczkę na koszt firmy jako "najlepiej zapowiadający się nowy urzędnik". Widać współŜyli ze sobą doskonale.. Murzyni i kreolscy Metysi..I jest jeszcze coś. . w którym Francuzi próbowali się bronić przed brytyjską flotą w 1810 roku. Pochyliła się do przodu i trąciła kierowcę w ramię. Obok kierowcy siedział młody. Wyspa Mauritius była kiedyś kolonią brytyjską i to przez sto pięćdziesiąt lat. Przy nasadzie ogona Ŝmii znajdują się dwie łuski zakrywające jej stek. Strona 28 . kiedy nie było do tego najmniejszych powodów.Czysta robota przestudiował dwa grube przewodniki po Mauritiusie i zapoznał się dokładnie z mapą wyspy.powiedziała. Murgatroyd teŜ pomachał im ręką.Forsyth Opowiadania. KaŜda w przejrzystej błonie. Pod koszulą był goły. kaŜda długości cala. Z ust jej buchała fontanna słów. ale juŜ samodzielny pracownik głównego oddziału banku. Chińczycy. Kierowca Kreol. starej. a kiedy Murgatroyd obejrzał się za siebie. Głęboko zaszyta w ciepłym piasku tuŜ pod stopami Rama Lala zajęta była czynnością. Mijali plantacje i niewielkie wioski. na ruiny fortu.txt nie dała Ŝadnego znaku. a ciało drgało w odwiecznym rytmie. Pani Murgatroyd zawsze twierdziła. Ŝe jest jeszcze coś. oburzała na świat. Jako Ŝe miał prawą rękę zajętą. francuskiej stolicy wyspy. CESARZ . zraŜony zrzędzeniem siedzącej z tyłu pasaŜerki. kaŜda tuŜ po urodzeniu równie jadowita jak jej rodzice. ale ich mieszkańcy uśmiechali się do nich i machali rękami na znak pozdrowienia. mimo Ŝe jego językiem był francuski z domieszką kreolskiego. bez przerwy zrzędziła.zapytała. Siedzący obok niej w taksówce mąŜ powstrzymał się od westchnienia. swoją pierwszą w Ŝyciu egzotyczną podróŜ. stanął na poboczu i zaczął siusiać. Potem odwrócił się. Pani Murgatroyd przechodziła przez Ŝycie przy akompaniamencie nieustannych komentarzy i narzekań nawet wtedy. które przewaŜnie nie były ani bogate. . Ŝeby pojechać do hotelu. Hinduskie świątynie i chińskie pagody stały tuŜ koło katolickich kaplic. Zamierzał w pełni wykorzystać tygodniowy pobyt na tropikalnej wyspie.Dlaczego nie idzie do toalety? . którą podyktowała jej natura. Murgatroyd wiedział juŜ z ksiąŜek. potem na szosę prowadzącą do Mahebourga. . lewą pozdrowił przejeŜdŜającą taksówkę. Ŝe ludność wyspy jest mieszanką rasową. Z ust jej płynęła nie kończąca się litania niezadowolenia. teraz zamilkł. Samochód zwolnił na zakręcie. zobaczył. Przed wyjazdem 49 4. PrzejeŜdŜali przez róŜne wioski. uderzała go zwłaszcza harmonia. Edna Murgatroyd gadała bez przerwy. w jakiej zdawali się Ŝyć ci ludzie. Murgatroyd był zafascynowany wszystkimi tymi widokami. Kierowca odrzucił głowę w tył i roześmiał się.powiedziała pani Murgatroyd. Higgins. gdy wsiadali kilka minut wcześniej do jego taksówki. na którą składa się dobre pół tuzina grup etnicznych wyznających cztery religie. którego państwo Murgatroyd poznali zaledwie dwanaście godzin temu na lotnisku Heathrow i którego naturalną wesołość gasił powoli zły humor pani Murgatroyd.

.zdziwiła się pani Murgatroyd. jakby miała do osobistej dyspozycji . Taksówka zatrzymała się przed wielkim.Pas de toilette. Higgins wystąpił naprzód. po czym oddział jego banku wzbogacił się o kilkaset nowo otwartych rachunków. Geran i dwaj portierzy podbiegli do samochodu. Nie oznaczało to. . gdzie znajdował się oddział banku.Tak.Państwo Murgatroyd . panował tu stale orzeźwiający przewiew. połyskiwał teraz aŜ po horyzont Ocean Indyjski.powiedział Higgins .Forsyth Opowiadania. Słychać było plusk i wesołe okrzyki zgromadzonych tam gości. gdzie stał uśmiechnięty hinduski urzędnik.Ŝeby uniknąć ryzyka napadów rabunkowych .zauwaŜył. Ŝe większość robotników głosowała za tą propozycją.oznajmił .spędzali zwykle wakacje u jej siostry w Bognor zaczęła natychmiast łajać portierów. . w blasku tropikalnego słońca lśniła woda basenu. Wjechali na hotelowy podjazd. Po chwili taksówka znowu wjechała między plantacje trzciny cukrowej. sklepionym wejściem hotelu St. Po obu stronach ciągnęły się wypielęgnowane trawniki. U wylotu. Pierwsza z nagród przypadła w udziale Murgatroydowi.a moje nazwisko Higgins. zachowując się tak. Pani Murgatroyd w nieco wygniecionej kwiecistej sukni szła przodem.powiedział.txt Ŝeby odpowiedzieć. pod gołym niebem. Wszyscy troje przeszli pod arkadami hotelu i znaleźli się w chłodnym i przewiewnym hallu. Był nią tygodniowy pobyt na wyspie Mauritius na koszt banku. Kierowca wyciągnął rękę. obsadzone palmami. i pan Murgatroyd w ciemnoszarym garniturze. Po lewej stronie hallu kamienne schody prowadziły do Strona 29 . Ŝe widać było pęki krasnorostów rosnące na dnie na głębokości siedmiu metrów. Portierzy nieśli za nimi bagaŜe. . Higgins odwrócił głowę i uśmiechnął się. Ŝeby wziąć walizki z kufra i bagaŜnika na dachu. . . Pani Murgatroyd pociągnęła nosem z obrzydzenia. Ŝe tutaj robi się to na drodze . o które załamywały się jasnozielone wody spokojnej laguny. O jakiś kilometr od brzegu widniała biała linia raf.oto i morze! Po prawej stronie. Za nią podąŜali Higgins w schludnym kremowym tropikalnym ubraniu. jeszcze przed chwilą niewidoczny z urwiska. daleko . Po lewej stronie hallu znajdowała się recepcja. Samochód minął dwa zakręty nie kierowany przez nikogo.powiedział.uśmiechnął się Murgatroyd. Hall kończył się kolumnadą. Wysoki główny hall zbudowany 51 był z ciosanego kamienia. Ŝe nie lubił tego podmiejskiego osiedla Londynu.Ponder's End wydaje się bardzo daleko .Dix minutes. Pani Murgatroyd wysiadła pierwsza. Przed sześcioma miesiącami otwarto tam fabrykę i Murgatroyd wpadł na pomysł: porozumiał się z dyrekcją zakładu i związkiem zawodowym. Ciemne drewniane belki przecinały sufit. podobnie jak członkom kierownictwa. . mieniąc się błękitem w porannym słońcu. . . Mimo Ŝe tylko dwa razy w Ŝyciu wyjeŜdŜała na wschód od ujścia Tamizy .Nie wytrzymałabym juŜ dłuŜej jazdy przez to śmietnisko.Patrzcie państwo .Chyba to. którego był dyrektorem.oświadczył. To pociągnięcie zwróciło na niego uwagę centrali i ktoś zaproponował utworzenie nagrody za nowatorskie inicjatywy w prowincjonalnych oddziałach banku i dla wyróŜniających się urzędników. sugerując . . 50 .Dzięki Bogu . Urzędnik zajrzał do rejestru. . madame .Hotel .wyjaśnił jej Higgins. nie gotówką.oczywiście w poprzednim wcieleniu połowę pariasów Indii.Co to znaczy? . Po niemal godzinnej jeździe dotarli do rybackiej wioski o pięknej nazwie Trou d'Eau Douce. tak.Och.odparła pani Murgatroyd rozdraŜnionym głosem. lecz czekami. Trochę się zdziwił.wypłacanie robotnikom ich zarobków. zgadza się . tak czyste. Murgatroyd rozejrzał się dokoła.

.rzekł. .A to kto? .zapytał bezceremonialnie Australijczyk. Z centrali. Kiedy juŜ znikał w drzwiach baru.Ten człowiek .Dzień dobry . Paul Jones wyszedł zza kontuaru recepcji.On jest na wakacjach. . o wielkim brzuchu.odrzekł dyrektor banku.. Australijczyk uśmiechnął się wesoło.Halo. .zawołał. . Zatrzymał się kilka metrów przed Murgatroydem i popatrzył na niego.powiedział Jones. . Cienkie uda w drelichowych szortach.Wcale nie mówi jak Szkot . pomachał przyjaźnie ręką w kierunku recepcji.stwierdziła pani Murgatroyd lodowatym potępiającym tonem . .Murgatroyd . to w drugą stronę. Ŝe chodzi o to.Z Perth w Australii. łagodnie zalewały brzeg plaŜy.Nazywam się Paul Jones. Jakiś facet w średnim wieku. ale stanowczemu dyrek52 torowi hotelu. . . Myślał. Murgatroyd wyszedł na balkon i rozejrzał się z zadowoleniem. kochanie .mówił .Z Midland Banku . Do parterowych apartamentów schodziło się pod sklepioną arkadą. dobrze. Z głębi hallu wynurzyła się chuda postać..txt górnych pokojów. ..Przyjechał z Perth. gdzie pracuje.powiedziała pani Murgatroyd. Murgatroyd był zaskoczony. jestem dyrektorem hotelu.Higgins.powiedział. W głębi woda była zielona. tak . wydając dzikie okrzyki. Człowiek ten był chudy jak szczapa i bosy. jakby chciał skoncentrować wzrok.Roger Murgatroyd.To go bynajmniej nie tłumaczy . Murgatroyd nie zrozumiał go. . . Miał na nogach płetwy. ale miał szeroki uśmiech na twarzy i trzymał puszkę piwa w ręku.zapytał. wychodził z morza. nowi goście? . panie Foster . Około tuzina pokrytych słomą słupków zapewniało mocniejszą osłonę brzegu. . Mrugnął kilka razy. . Strona 30 . na który palmy rzucały smugi cieni. .Brawo. . a na twarzy maskę ze snorkelem. Foster pozwolił się prowadzić łagodnemu. Stały przy brzegu na płyciźnie.To mi się podoba .Państwo Murgatroyd.E.Dobrze juŜ. Chwycił Australijczyka za łokieć i zaprowadził go w głąb hallu. Pokój miał dwa łóŜka i znajdował się na pierwszym piętrze.Jak się pan nazywa? . Paul Jones powrócił. luźna plaŜowa koszula w kwiatki. KtóŜ to jest? . Murgatroyd! .Higgins . a ja zajmę się rozlokowaniem moich gości.Zaraz zajmiemy się sprawą pokojów. Ŝe zaprowadzę ich do pokojów. .powiedział. Z biura recepcyjnego wyszedł młody jasnowłosy Anglik w nieskazitelnej koszuli i jasnych spodniach.Nazywa się Harry Foster-wyjaśnił Jones.odezwał się z wyraźnym akcentem australijskim. Państwo pozwolą. . .niech pan wróci do baru. białego piasku.był pijany.zapytał.Witam państwa serdecznie .Forsyth Opowiadania. Stojąc na wąskiej desce przechylał się to w jedną. . Opalony na mahoń młodzieniec o spłowiałych blond włosach zajmował się surfingiem sto metrów od brzegu. . .oświadczyła jego Ŝona.Murgatroyd z Midland Banku i Higgins z centrali. kołysząc się na wietrze. . gdzie stykały się z piaskiem. Przed balkonem ciągnął się trawnik okolony pierścieniem błyszczącego.powiedział Murgatroyd. Dwoje małych ciemnoskórych dzieci o czarnych włosach i oczach obryzgiwało się wodą. chwytał wiatr w Ŝagiel i bez Ŝadnego wysiłku przecinał powierzchnię wody.A skąd pan jest? .powiedział.przedstawił się młody męŜczyzna. . Australijczyk zastanowił się nad tą informacją i skinął głową.. w dali mieniła się błękitem. Fale błękitnej laguny jaśniejsze tam. Australijczyk łyknął piwa z puszki i czknął. O jakieś pięćset metrów dalej sterczały białe rafy. .

Po kolacji szedł do kasyna gry albo do dyskoteki. bardzo wcześnie. Wstawał. zadziwiając samego siebie własną odwagą. Ŝe laguna roi się od rekinów i barrakud i nikt nie był w stanie przekonać jej. toteŜ widywali go rzadko. ile tu ryb! Grupa męŜczyzn i kobiet otulonych w sarongi udawała się do baru.txt .Chodź. Strona 31 . z włosami nawiniętymi na wałki. śyła w przekonaniu. narzekającą na powolność słuŜby przynoszącej śniadanie w rzeczywistości bardzo szybkiej . Gdy zjawiał się na tarasie w długich szortach i płóciennych pantoflach. . siadać na balkonie i obserwować. mango i papają zamiast jaj na bekonie. Murgatroyd!" Trzeciego dnia Murgatroyd wyszedł z wody po porannej kąpieli. spokojną wodą rozbłyskującą nagle jak gdyby kawałkami rozbitego szkła. Higgins.zaproponował Murgatroyd Ŝonie.Będziemy wcześniej gotowi.i schodził na plaŜę. aby zjeść śniadanie. mimo Ŝe bardzo rzadko wystawiała się na słońce. podobny do tego. . 53 W ciągu dwóch dni Murgatroyd dostosował się do wakacyjnego trybu Ŝycia w tropikach na tyle. . jak inni pensjonariusze. ale mógł zamiast patrzeć przez okno na mokre chodniki. Natomiast Murgatroyd zdobył sobie pewną niepoŜądaną i wątpliwą popularność. witano go nieco ironicznym uśmiechem i wesołym pozdrowieniem: "Dzień dobry. UwaŜał się za kogoś w rodzaju playboya. ToteŜ wśród Południowoafrykańczyków. co się tam ^dzieje. które przywiózł z Anglii. jak zwykle zresztą. by przed obiadem wypić zimnego drinka. pod bawełnianymi bluzeczkami albo szlafroczkami. Murgatroyd z Midland Banku stał się postacią humorystyczną. O siódmej opuszczał Ednę Murgatroyd wyciągniętą w łóŜku. O tej porze większość męŜczyzn miała na sobie spodenki kąpielowe i koszule plaŜowe. kazał sobie podawać płatki kukurydziane z melonem. okalającym bar połoŜony na cienistej wysepce. Ŝeby popływać. którzy stanowili główną część klienteli hotelu. a na kolację przychodził w pastelowych spodniach i koszulach typu safari z kieszeniami i naramiennikami. Chcesz wyglądać jak tubylec? Tu masz szorty i koszulę. a kobiety dwuczęściowe kostiumy kąpielowe. Murgatroyd zastanawiał się często.Zostawmy to. . PrzecieŜ na razie potrzebne są nam tylko kostiumy kąpielowe. Około dziesiątej przyłączała się do niego pani Murgatroyd. Jej trwałą ondulację chronił plisowany czepek kąpielowy. a to posmarowania jej olejkiem. Murgatroyd trzymał się swoich sięgających kolan drelichowych szortów i koszuli tenisowej. Nie był dobrym pływakiem. mimo Ŝe figurowały w karcie. na tarasie przy pływalni i. oczywiście na fotografii. Kupił sobie w sklepie hotelowym słomkowy kapelusz o szerokim rondzie. Harry Foster nie był niestety wstrzemięźliwy w swoich dowcipach. Powoli przepływała kilka metrów i wychodziła z wody. On takŜe spędzał większość dnia w spodenkach kąpielowych i koszuli. Raz wypłynął na odległość chyba dwustu metrów. Spędzał w ciepłej wodzie godzinę.Nie pozwolę ci pójść do jadalni w stroju kąpielowym. . jeśli mi pomoŜesz rozpakować rzeczy. ale szło mu coraz lepiej. Ŝądając a to chłodzących napoi.krzyknął do kobiety siedzącej w cieniu palmy. siadała na plaŜy pod słomianym dachem i zaczynała całodzienną litanię. na ile mógł. Na szczęście Ŝona nie była świadkiem tego wyczynu.odpowiedziała mu pani Murgatroyd. który widział kiedyś na głowie Hemingwaya. Ŝe te drapieŜniki nie mogą przeskoczyć przez rafy i Ŝe laguna jest bezpieczna jak basen pływacki.Jezu Chryste! . Australijczyków 54 i Anglików. pójdziemy popływać . Zaczął jadać śniadanie na dole. Od czasu do czasu zanurzała swoje róŜowe ciało w basenie hotelowym.Forsyth Opowiadania.Nonsens . który asymilował się w szybkim tempie. jakoś uniknął etykietki "urzędnika z centrali". jak słońce wyłania się z Oceanu Indyjskiego daleko za linią raf i ciemną. Higgins bardzo szybko zaprzyjaźnił się z grupą młodych Anglików. Nie masz pojęcia.

usłyszał za sobą głos Ŝony. Echo jego tryumfalnego śmiechu biegło po lagunie. Murgatroyd spojrzał na swoje ciało.Forsyth Opowiadania. zwiotczałe mięśnie piersi.mruknęła usadawiając się w cieniu. mimo Ŝe latem niemal wszystkie popołudnia spędzał w klubie tenisowym. Od strony morza usłyszał huk i zobaczył małą motorówkę. Zaskoczyło to Murgatroyda. a w najlepszym razie było pochmurno.txt połoŜył się pod słomianym daszkiem. Murgatroyd obserwował jej rozkołysane biodra. Będzie pracował w Ponder's 55 End przez następne dziesięć lat. Murgatroyd zdjął słoneczne okulary i takŜe się uśmiechnął. Wydawał się wyrzeźbiony z dębu. Rozejrzał się więc dokoła. włosy miał przerzedzone.zawołał.przewaŜnie raportów z posiedzeń spółki i rachunków bankowych. Uśmiechała się do obcego człowieka. Spod kąpielowych spodenek z materiału w kratkę wystawały mu cienkie jak tyki owłosione nogi. A w takim razie jej uśmiech był spontaniczny. jej ciemne włosy. Sternik skręcił silnie kierownicą. naleŜało równieŜ zimą chodzić na kwarcówkę i nie dopuszczać. ale w pobliŜu nie było nikogo. wydatne kości policzkowe i połyskujące czarne włosy. Wiedział. Mięśnie miał napięte. Słońce stało juŜ dość wysoko i mimo Ŝe było dopiero wpół do dziesiątej. Ŝeby skóra stała się biała jak marmur. upał dawał się we znaki.Bonjour m'sieu . silnymi nogami przecinał sunącą za motorówką smugę fali. Lina napręŜyła się w pewnej chwili i z wody wynurzył się opalony na ciemny brąz młody gość hotelowy jadący na narcie wodnej. Ŝe dziewczyna jest Kreolką. który sądził. . tuŜ przed oczyma Murgatroyda. Miała szeroko rozstawione ciemne oczy. Ŝe nie został jej przedstawiony. wesoły uśmiech. narciarz zatoczył wielki łuk zbliŜając się do skraju plaŜy. był niski. Ale zęby własne. tęgi i bez kondycji. Kiedy zbliŜyła się do niego. Czuł swoje pięćdziesiąt lat. biały bawełniany sarong ze szkarłatnym wzorem na brzegu ledwo zakrywał jej biodra. Skórę miała koloru starego złota. uwydatniając małe. która właśnie nadeszła. Brzuszek miał zaokrąglony. jędrne piersi i wąską talię. I ona przyglądała się oddalającej się dziewczynie. Był pewien. a potem przejdzie na emeryturę i najprawdopodobniej resztę Ŝycia spędzi w Bognor. Lata spędzone przy biurku spłaszczyły mu pośladki. którzy w krótkim czasie opalali się na brąz. Murgatroyd zastanawiał się. stąpając z niewymuszonym wdziękiem mieszkanek tej wyspy.Dzień dobry! . która właśnie nabierała rozpędu. Pojedzie na lotnisko. dziewczyna uśmiechnęła się ponownie. Przywiozła ze sobą cały stos jej ksiąŜek. Ale jak to robić w Bognor? Przez ostatnie trzy lata w czasie jego wakacji lało. Minęło dziesięć minut i Murgatroyd spojrzał na swoją lepszą połowę. które mimo wszystkich środków zapobiegawczych i licznych ostrzeŜeń Ŝony nabrało ponętnego koloru ugotowanego homara. Ŝeby zobaczyć. Kiedy obrócił się z powrotem ku morzu. Zazdrościł ludziom. Rozejrzał się i zobaczył idącą po plaŜy młodą dziewczynę. . Ŝe aby to uzyskać. napisanym przez popularną autorkę. . obróciła się i rzuciła komuś szeroki. Pod wpływem podmuchu wiatru biały sarong przylgnął na chwilę do jej ciała. które opadały lokami na plecy.odpowiedziała dziewczyna i poszła dalej. komu dziewczyna śle swój uśmiech. a wtedy wyrosła za nim wielka fontanna piany. czy dziewczyna nosi coś pod spodem. oparł plecami o palik i zaczął zastanawiać się nad sobą. Spięty na lewym ramieniu krótki.Ladaco . a jej białe zęby zabłysły w promieniu porannego słońca. wsiądzie do samolotu i juŜ tu nie wróci.Radzę ci przestać myśleć o tych rzeczach . Ciągnęła za sobą linę. na której końcu widać było wystającą z wody głowę. Motorówka przyśpieszyła. Szła boso. Zatoczył nowe koło. Murgatroyd zazdrośnie przyglądał się młodemu człowiekowi. Do niedzieli pozostawało mu jeszcze cztery dni. Strona 32 . ale nie potrafił się od tego powstrzymać. okularów zaś uŜywał tylko do czytania . Grzeczność nie pozwalała mu przyglądać się jej zbyt ostentacyjnie. . Ŝe jest sam pod daszkiem. Murgatroyd zorientował się. Była całkowicie pogrąŜona w romansie historycznym.

w domu łagodność ta przemieniała się czasem w bierność.nie po raz pierwszy zresztą .Nie.powiedział.O polowanie na grubą rybę .odpowiedział Murgatroyd . Pracował przecieŜ w wydziale zagranicznym. a mam straszną ochotę. Ŝe ten facet ma prawdopodobnie rację.Dlaczego pan nie proponuje tego swoim znajomym? Higgins wzruszył ramionami. . . Strona 33 . przerywały od czasu do czasu okresy ostrej nienawiści. ale poniewaŜ połowa jest zapłacona. nawet w młodzieńczych latach. Był zawsze. więc tylko pięćdziesiąt. oczywiście Ŝe nie. ChociaŜby jeden raz. . jeŜeli przypuszcza. niech się pan zdecyduje.Czy pan tego próbował? .. Spróbujmy! No? 57 . . kiedy zbliŜył się do niego Higgins. Niech pan idzie za mną. . . . CięŜar tych przykrych myśli rozładował cięŜkim westchnieniem.powiedziała.skąd jego Ŝona bierze tak niespoŜyty apetyt na romantyczną fikcję. JuŜ w pierwszych dniach powiedziała mu.szepnął kątem ust i to tak tajemniczo. Niech mnie pan posłucha.O co panu chodzi? .Ja teŜ nie. negując przy tym całkowicie sens rzeczywistości. Co pan na to? Bierzemy ją? Propozycja zdziwiła Murgatroyda. Ich małŜeństwo nie było związkiem dwojga kochających się ludzi. graniczącą z upodleniem. Higgins spojrzał poprzez kolumnadę w stronę oświetlonego hallu. która była mu obojętna. oparł się o palmę i czekał na Murgatroyda. który zbliŜył się do niego.Ruszył naprzód ze sztuczną nonszalancją. czy w przypadku jego Ŝony dałoby to rezultaty. wszedł do ogrodu. Przeciwnie.niech pan mówi. Nudę. poniewaŜ przepada im zadatek. Bardzo proszę. .Muszę z panem porozmawiać.Ile to będzie kosztowało? . aby się upewnić. jak jeden z bywalców klubu powiedział do drugiego. Potrząsnął głową. bo uznał. jaka towarzyszyła temu stanowi rzeczy. Zostałaby zuŜyta przez panią Murgatroyd na zakupy w strefie wolnocłowej i na prezenty dla siostry. a te nie mają ochoty na wyprawę. . Edna Murgatroyd spojrzała na męŜa sponad okularów. . . Panie Murgatroyd.Dobrze . Murgatroyd właśnie czekał w hallu hotelowym na Ŝonę. który potrafiłby komuś "złoić skórę". .. Trzej biznesmeni z Johannesburga zamówili łódź na jutro rano. ale sam na sam .zapytał.Normalnie kosztowałoby sto dolarów na głowę. która weszła do toalety.Dwadzieścia sześć funtów i siedemdziesiąt pięć pensów powiedział automatycznie Higgins. poza tym wątpił. W pierwszej chwili rozzłościł się i chciał nawet wyjść zza szafki i zaprotestować. Murgatroyd zaczął liczyć w pamięci. Ŝe nie lubi "tych rzeczy" i Ŝe myli się. 56 Kiedyś w szatni klubu tenisowego usłyszał mimo woli. .Za kilka godzin? PrzecieŜ to jest w przeliczeniu dwadzieścia pięć funtów! . Ŝe juŜ przed laty "powinien był wyłoić jej skórę". Łódź jest wolna i połowa kosztów zapłacona. Ale nie zrobił tego.mruknął Higgins. to weź tabletkę sody . człowiekiem łagodnym i jakkolwiek potrafił kierować bankiem. Ŝe nie będą mogli z niej skorzystać. Nie był niestety człowiekiem. czy połowica Murgatroyda nie idzie za nimi.Nie . W gęsto zarośniętym ogrodzie panowały ciemności. Po obliczeniu ceny taksówki na lotnisko i róŜnych innych wydatków związanych z powrotną podróŜą do Ponder's End. Ŝe będzie je znosiła w przyszłości.Pańska Ŝona moŜe się lada chwila zjawić.txt Obrócił się ku lagunie i zadał sobie pytanie . pozostawało mu niewiele więcej niŜ ta kwota. Nadszedł piątkowy wieczór.Forsyth Opowiadania. Od ponad dwudziestu lat związany więc był z kobietą. Ŝe niemal ostentacyjnie.Oni chcą spędzić ostatni dzień ze swoimi dziewczynami. Okazuje się. wpatrując się w doniczkę z paprocią.JeŜeli ci się odbija.

który zajmował się organizowaniem sportowych rozrywek dla gości. ale ludzie zawsze mówią cicho w ciemnoStrona 34 . W hallu znalazł Higginsa i przewodnika.powiedział. Podjechali do drewnianego mola. Za firankami było ciemno.Sama myśl o tym przeraziła Murgatroyda. Zdrzemnął się kilka razy. . W niektórych chatach paliło się światło.Trzeba będzie wstać o czwartej. nie mam. Zrobi panu potem piekło. . niejakiego Andre Kiliana.szepnął mu Higgins. Potem skręcili w boczną drogę i wjechali do małego porciku..Nie mówić? . Uszu Murgatroyda doszły urywki rozmowy prowadzonej w kreolskiej francuszczyźnie.CóŜ. Nie mógł zaspać. ale Murgatroyd zauwaŜył zarys uwiązanej łodzi. Przygoda. chowając czeki do kieszeni.Bał się wracać do pokoju.O tej porze na wodzie jest chłodno. W ksiąŜeczce pozostały juŜ tylko dwa. miejscowości nazwanej Trou d'Eau Douce.Edna nigdy się nie zgodzi . Ŝe fosforyzujące wskazówki budzika zbliŜają się do czwartej.Człowieku.Nie trzeba jej nic mówić. proszę pomyśleć! Linki na tuńczyki. Murgatroyd poszedł za nim. OstroŜnie odłoŜył pidŜamę na łóŜko i włoŜył slipy. Miał wprawdzie mały budzik.Forsyth Opowiadania.Wyruszamy bardzo wcześnie . . wyciągnął trzy dziesięciofuntowe czeki podróŜne. Pochylił się.Zresztą.Ma pan rację! Kiedy wyruszamy? Wyjął portfel. oddychała chrapliwie. Spotkamy się w hallu o czwartej trzydzieści. chociaŜ raz w Ŝyciu zobaczyć wschód słońca na pełnym morzu! Wiatr we włosach. a potem robi się piekielnie gorąco . Piętnaście minut trwała jazda przez ciemne wsie.odparł Murgatroyd. spodenki kąpielowe i koszulę. czyli Zatoczką Słodkiej Wody.Mam zapasowe . Tu wszystkie domy były jeszcze ciemne i pozamykane.Nie myślałem o tym . . . po czym wyszedł i cicho zamknął za sobą drzwi. To dziwne. Ŝe obudzi Ŝonę. Ŝe ktoś się tam juŜ obudził. ale przecieŜ i tak wiecznie się awanturuje. . . Niech pan pomyśli. Kilian wyciągnął ze schowka w samochodzie termos z gorącą kawą i poczęstował wszystkich. On się na wszystkim zna.rzekł. kierownik imprez. .. Samochód odjeŜdŜa o czwartej trzydzieści. nieco otumaniony swoją szaloną decyzją. Murgatroyd zamyślił się. W ciemnym korytarzu włoŜył resztę ubrania. Wysunął się cichcem z łóŜka i spojrzał na panią Murgatroyd. . Prawdopodobnie nigdy tu juŜ nie powrócimy. bonito i inne wielkie ryby.txt .MoŜe pan sobie spalić skórę.. . Południowoafrykańczyk wysiadł z wozu i podszedł do łodzi. którą warto będzie wspominać w Londynie.nalegał Higgins. O piątej mamy być w porcie. który prawdopodobnie w tym miejscu znalazł źródło wody pitnej. No więc dlaczego nie? . doprawdy nie wiem. dowód. tuŜ przed wschodem słońca. Wypływamy za kwadrans szósta. Wziął do ręki pantofle. .. nawinięte na wałki włosy owinęła siatką. Nigdy juŜ nie zobaczymy Oceanu Indyjskiego. Będzie nas eskortować pracownik hotelowy. przez dawno juŜ nieŜyjącego francuskiego kapitana. LeŜała jak zwykle na plecach. Nie ma pan długich spodni i wiatrówki z rękawami? . 58 W nocy Murgatroyd nie mógł zasnąć. obawiając się. zaskoczony nieoczekiwanym chłodem trząsł się trochę. podpisał się na nich i podał Higginsowi. . MoŜe uda się coś złapać. Zaprowadził ją szybko na kolację. . Przypomniał sobie młodego człowieka przecinającego lagunę na jednej narcie. To najlepszy czas. i zastał tam rozdraŜnioną Ŝonę. Chodźmy. ale nie odwaŜył się go nastawić. na której jakieś postaci krzątały się przy świetle pochodni. zajechało od niego ponczem. Ruszył z powrotem do baru.Właśnie .Pojadę! . Ŝeby znaleźć się na łowisku przed siódmą.Niech pan po prostu pojedzie. . Kilian spojrzał na Murgatroyda. Wreszcie zobaczył. bo Higgins zastukałby zapewne do drzwi o wpół do piątej.powiedział.powiedział Kilian i rzucił mu sweter...

. Stary człowiek zapuścił silnik i Murgatroyd poczuł pod stopami głuche dudnienie. a na głowie znoszony i podarty kapelusz. Łódź z wolna obróciła się dziobem do laguny. marszczyły powierzchnię laguny. od ilu. postrzępionych chmurek. Woda dostrzegalna była tylko dzięki połyskowi. wmontowane były dwie twarde ławy.Chciałbym zrobić zdjęcie . Powracał spokój. Stary człowiek obrócił się.Zabierzemy teraz na pokład rzeczy . ostre błyski słońca przecinały powierzchnię wody.odezwał się Kilian . Twarz miał ciemną. Na prawo od jej drzwi stał na wysokim trzpieniu wyściełany fotel.txt ściach. Ŝeby usiedli.Forsyth Opowiadania. skinął głową. . po francusku "Naprzód".No.W miarę jak stawało się jaśniej. Ŝe to wysięgniki przeznaczone do oddzielania przy połowie zewnętrznych linek od wewnętrznych. podobny do biurowego. W dziesięć minut później był z powrotem*. Po dwóch stronach rufy sterczały ukośnie długie tyki podobne do anten. wzdłuŜ burty. Spoglądał w morze spod powiek pomarszczonych od wieloletniego patrzenia w połyskującą wodę. . Zna te wody i zna obyczaje ryb. Murgatroyd myślał z początku. z których wystawały dwie zdeformowane bose stopy. Ŝe są to wędki. Jean-Paul. ale starą. szczególnie tuŜ przed świtem. widać było całe bukiety koralowców. juŜ było całe nad horyzontem i rzucało swe promienie na zachód.powiedział. Higgins wydobył z torby przewieszonej przez ramię aparat fotograficzny. Z tyłu.powiedział Kilian. Kobiety widać przygotowywały juŜ poranną kawę. łodzi i ludzi stawały się coraz jaśniejsze. mącony jedynie długą bruzdą przecinającą powierzchnię wody od rufy łodzi do oddalającego się coraz bardziej mola. a na rufie obrotowy fotel. Jest 60 stara. Łódź nie była nowym luksusowym modelem ze sztucznego tworzywa. Kilian wsunął pojemnik z piwem pod jedną z ławek i gestem zaprosił wszystkich. Na dnie. Wyciągnął z bagaŜnika wielki. niebo nabrało granatowego koloru. . chłodzony pojemnik na piwo i zaniósł go z pomocą Higginsa na koniec mola. Ostatnie gwiazdy zbladły. Mała kabina na dziobie pełna była najrozmaitszych gratów. Murgatroyd wychylił się za burtę. mówił głośniej. nikt inny tego nie pamięta. zarysy mola. ale mocna jak skała. Na krześle kapitańskim. a przed nim znajdowało się koło sterowe i tablica rozdzielcza. ale zaopatrzony w pasy bezpieczeństwa. by się nie poplątały. a na jej tle rysowało się kilka niskich. a to jego wnuk. Miał na sobie grubą koszulę z granatowego płótna i spodnie.chciałbym przedstawić panom łódź i jej załogę. i widziała na swoim pokładzie niejedną złowioną rybę. I proszę Strona 35 .Monsieur Patient łowi w tych wodach co najmniej od sześćdziesięciu lat . Na horyzoncie stała blada smuga światła. Kapitanem jest monsieur Patient. Murgatroyd zabrał paczki z wałówką i dwa termosy z kawą. . ale nic nie powiedział.On sam nie wie dokładnie. ale później dowiedział się. 59 . a teraz . . Ta część łodzi była zakryta daszkiem. wiejące nie wiadomo skąd i dokąd. szeroką łajbą o drewnianym kadłubie pokrytym sklejką. Zapalały się i zaraz gasły. . dym unoszący się z kominów. których końce przytwierdzono do pokładu. Stojący na molo wieśniak zrobił to samo z przednią cumą i pchnął łódź. Młody chłopiec odczepił tylną cumę i rzucił ją na pokład. a wtedy słoneczne światło rozszczepiało się na tysiące srebrnych ogników. siedział stary człowiek i przyglądał się w milczeniu przygotowaniom.Na pańskim miejscu poczekałbym jeszcze kilka minut. pofałdowaną jak stary orzech. Murgatroyd widział wyraźnie wiejskie chaty stojące wzdłuŜ brzegu laguny. Słońce podnosiło się teraz szybko. Na tym polega tajemnica szczęśliwych połowów. Nagłe powiewy.mówił Kilian. na głębokości czterech sąŜni. z jedną ręką na sterze.Łódź nazywa się "Avant".

To jest coś! Prawda? Kawy? . Murgatroyd patrzył na coraz bliŜsze rafy. Niedługo będziemy przepływali przez rafy.Forsyth Opowiadania. próbował wypić kawę. i patrzył naprzód przez szybę. Teraz widział. Wszędzie pieniły się teraz grzywacze. gdy kapitan przekręcił koło i "Avant" skierował się dziobem ku otwartemu morzu. Obsada wędek. Wtedy Murgatroyd zobaczył kanał między koralowcami. latarni morskiej na pustym horyzoncie. Kilian uśmiechnął się. drugą na gazie. tu jest koniak . Z zaciekawieniem obserwował teŜ wszystkie czynności chłopca. Znaleźli się na groźnie wzburzonych falach Oceanu Indyjskiego. były coraz jaśniejsze i zieleńsze. Wyniósł z kabiny cztery dwuipółmetrowe wędziska.roześmiał się Higgins. "Avant" podskoczył i zakołysał się. . Patient skręcił ostro kołem sterowniczym w prawo i "Avant" zaczął sunąć równolegle do linii raf. Chłopiec wsunął kaŜdą wędkę do odpowiedniego gniazdka i zamocował ją ściągiem węzła i karabińczykiem tak. zrobiona z solidnego mosiądzu. Ale kapitan zdawał się nie zwracać na nie najmniejszej uwagi. Ŝeby nie wypadły za burtę. jak wielkie fale. Ŝeby uchwyt był lepszy. które w mgnieniu oka przybrały odcień zielonkawoniebieski. i kolekcję róŜnych wabików. kiedy było niegroźne.txt uwaŜać. jemu tylko znanej. W pięć sekund później znaleźli się w tym kanale. została poząbkowana w ten sposób. Potem znaleźli się na rozhuśtanych falach oceanu. jakby odbierał sygnały jakiejś. I wtedy Murgatroyd zdał sobie sprawę z tego. Słońce wynurzało się z wód oceanu i rozjaśniało rozkołysane wody. podobne do cygar ołowiane cięŜarki z zaczepem do Ŝyłek. widział ściany koralowców w odległości trzech metrów. Ŝe nie ma między nimi Ŝadnej wyrwy. od dołu na dobre pół metra owinięte korkiem. Płynęli równolegle do brzegu mniej więcej kilometr od niego. Inne wykonano z białych i czerwonych kogucich piór. a gdy fala opadała po jego stronie. Wyglądały jak zrobione z delikatnych piórek. czy widział pan te cholerne koralowce? zawołał Higgins. w odległości jakichś dwudziestu metrów od nich. Po prawej stronie wciąŜ ciągnęły się rafy. Gdy zbliŜali się do strefy spienionych wód. sterczących tuŜ pod powierzchnią morza. zawierający osiemset metrów jednolitej nylonowej Ŝyłki. Ŝeby łatwo wchodziła do umocowanych w burcie łodzi gniazdek i nie pozwalała im się skręcić.Po tej przeprawie przydałoby się coś mocniejszego .Pomyśleliśmy o wszystkim. Ŝe nie jest to wycieczka dla tchórzów.Hej. Za przynętę słuŜyły teŜ łyŜeczki i błystki. Do jednego Strona 36 . Gdyby się o nie otrzeć. Murgatroyd wparł się w ławkę i poddając się kołysaniu łodzi i jej nagłym podskokom. KaŜde z nich zaopatrzone było w duŜy kołowrotek. Chłopiec wybrał dwa małe woblerki. Wszystko razem trwało zaledwie sześćdziesiąt sekund. a zdawało się trwać wieki. W miarę jak słońce wyłaniało się zza horyzontu. Ŝe się nie skompromituje. a po prawej i lewej stronie łodzi rozbijały się o rafy białe grzywacze. Miał nadzieję. ten odburknął mu. .powiedział Kilian i otworzył drugi termos. jakby były zrobione z piórek opryskiwanych mlekiem. Murgatroyd dostrzegał je dopiero wtedy. rozbijają się o poszarpane ściany ostrych jak noŜe koralowych raf. Chłopiec rozpoczął przygotowania do połowu. bębniąc głucho. Ten wyjął z duŜej skrzynki z przyborami stalowe linki rozmaitej długości. Były tam takŜe grube. Od czasu do czasu lekko skręcał koło albo dodawał gazu i "Avant" omijał 61 kolejne niebezpieczeństwo. zdarłyby w mgnieniu oka burtę z łodzi albo skórę z człowieka. ale w dotyku były ostre jak brzytwy. Zdawało się. Z hotelowego balkonu wyglądały. wszystko co błyszcząc w wodzie przyciąga uwagę drapieŜnych ryb. Murgatroyd. . Murgatroyd rozejrzał się. wśród nich róŜowe i zielone woblery zrobione z miękkiego kauczuku. piórko i łyŜeczkę. zwane przyponami. Siedział trzymając jedną rękę na kole sterowym. Chłopiec zapytał o coś dziadka po kreolsku.

Nurkowały i zaraz potem wyłaniały się z morskiej toni. Kilian wskazał na mosięŜne koło ze szprychami sterczące z boku kołowrotka. na które takŜe poluje bonito i tuńczyk.Nie. cięŜarki i Ŝyłki. Murgatroyd i Higgins znowu skinęli głowami.W takim razie pokaŜę wam. . Ich Ŝyłki ściśnięte były duŜymi klamrami.zapytał Kilian. ale jeśli jest dobrze umocowana. niczym szybko mknąca ryba. Monsieur Patient zmienił nagle kurs.ZauwaŜyły ławicę drobnych rybek i polują na nie. wszyscy wstali.Czy któryś z was juŜ kiedy łowił ryby? .txt końca kaŜdej z tych błystek przymocowany był stalowy. a te z kolei przywiązane do lin przeciwwagi burtowej. a tę z kolei do Ŝyłki wędziska. . Ŝe wędki są drogie.Wtedy trzeba wsadzić wędzisko grubszym końcem do gniazdka w podłodze tuŜ pod fotelem i przypiąć tą oto klamrą do ramy fotela. Kapitan obrócił się i skinął głową na chłopca.Ale nas nie interesują małe rybki! . Chłopiec przymocował zaczep wabików do stalowej linki przyponu. do drugiego zaś pojedynczy lub potrójny haczyk. Dwa wędziska sterczały w swoich gniazdkach na tylnej burcie łodzi. Daleko na horyzoncie. to gdy ryba weźmie i pociągnie za sobą Ŝyłkę.Błystka wirowa nadaje się do łowienia barrakudy. Potem juŜ nie będzie na to czasu. który utrzymywał go tuŜ pod powierzchnią wody. .ale szybko. zajmie wtedy moje miejsce i otrzyma wędkę z rąk Jean-Paula albo moich. ale interesują się nimi duŜe ryby. Kilian zwrócił uwagę swoich gości na rodzaj uŜywanej przynęty. kiedy ryba chwyci. Rozpiętość tych lin miała utrzymać zewnętrzne Ŝyłki z dala od wewnętrznych. . w zielonkawej wodzie. Kiedy gwałtownie podskakiwały na spienionych falach. nie tracimy jej ani przynęty. . górna część wędziska uginała się lekko pod cięŜarem przynęty i zaczynała ją ciągnąć.To jest sprzęgło poślizgu . kiedy orientował się.tłumaczył dalej Kilian. Ŝe wędka zostaje wyrwana z ręki. Gdzieś daleko w tyle. powiedzmy do pięciu funtów. Z daleka wyglądały jak punkciki. dorady. Na woblery i piórka łowimy bonito. a to z kolei powoduje przeraźliwy pisk.powiedział Kilian. który od razu zaczął zrzucać przygotowane przez siebie linki za łódź. 63 Południowoafrykańczyk siadł w obrotowym fotelu i wziął do ręki jedną z wędek. Ŝyłka zostaje gwałtownie szarpnięta przez nagły ruch kołowrotka. . i kołowrotek zaczynał się obracać.powoli przekręcicie sprzęgło Strona 37 . Ŝe przynęta znajduje się o dobre trzydzieści metrów od łodzi. dwudziesto62 pięciocentymetrowy przypon. Ptaki są dla nas sygnałem. Jest to znak dla rybaka. Trzeba pamiętać. Prąd wody porywał przynętę. ale w pozycji równoległej. . Ŝe jego terkot zamieni się w pisk. ale nic nie przykuło ich uwagi. Dopiero po minucie dostrzegli to. Wtedy znowu zahaczył kołowrotek. Ŝe idzie ławica szprotek. co stary człowiek zauwaŜył juŜ przed dobrą chwilą.JeŜeli ustawić je na nieduŜy cięŜar. tym więcej Ŝyłki będziecie musieli potem wciągnąć . . Murgatroyd i Higgins potrząsnęli przecząco głowami. Pozostałe dwa chłopiec włoŜył do gniazdek umieszczonych na burtach tylnego pokładu. co nastąpi. . Teraz popatrzcie. do którego przymocowana była przynęta. bo im dłuŜej będziecie marudzić. Chłopak rzucił w morze przynęty przymocowane do tych wędzisk i przesunął klamry po linach jak mógł najwyŜej.. drugie w prawym. na którą przyszła kolej. tuŜ nad powierzchnią wody trzepotało stadko ptaków. Chodźcie panowie za mną i popatrzcie. jedno w lewym naroŜniku.Forsyth Opowiadania. . . Kiedy usiądziecie na tym miejscu . to wyrwałaby Ŝyłkę z klamry i przeniosła napięcie z kołowrotka wprost na wędzisko. KaŜdy wabik obciąŜony był ołowianym cięŜarkiem.Kiedy ryba chwyta. Osoba. a nawet duŜe tuńczyki. odsuwał zaczep kołowrotka. Gdyby ryba wzięła. tuŜ pod powierzchnią.Rybitwy . tak Ŝe niekiedy ginęły z oczu* Chłopiec pozwalał Ŝyłce rozwijać się do chwili.zdziwił się Higgins. kołowrotek zacznie kręcić się tak szybko.. Zdarza się. Okay? Obydwaj Anglicy skinęli głową. przynęta i haczyk płynęły równo.

Bonito . . To ułatwi wciąganie Ŝyłki.Forsyth Opowiadania. Trzymając je lewą ręką. Monsieur Patient zmniejszył obroty silnika i łódź płynęła teraz wolno nad niewidzialną ławicą ryb.krzyknął Higgins z radością i runął na obrotowy fotel. trzeba trzymać wędzisko oburącz i starać się podnieść je do pozycji pionowej.powiedział Higgins . . po przebyciu trzech mil "Avant" znalazł się w miejscu. Obracający się kołowrotek wydawał z siebie dźwięk. Ptaki szybowały jakieś sześć metrów nad wodą. Wędzisko ugięło się jeszcze bardziej. przechylanie go do przodu przy jednoczesnym kręceniu korbką kołowrotka.Czysta robota Strona 38 . . Trzeba mocno chwycić lewą ręką część wędziska owiniętą korkiem i szybko kręcić korbką kołowrotka. W pewnym momencie zobaczycie swoją zdobycz szamocącą się w pianie za rufą. Potem uwalnia się prawą rękę. aŜ ryba tak się zmęczy. potem nakręcamy ją.Wskazują maksimum dopuszczalnego naciągu. Wtedy wyciągając ostre dzioby spadały strzeliście w dół. który z nas będzie pierwszy. Jean-Paul wychylił się za rufę.zainteresował się Higgins. gdy Ŝyłka przestanie się rozwijać. Wyciągnął z kieszeni jedną miejscową rupię. Zagramy w orła i reszkę. Ŝe dłuŜej ciągnąć nie moŜe.Ale co się dzieje. Higgins wcisnął go do gniazdka. Jeśli są mokre.Około czterech funtów. sprzęgło poślizgu wypuszcza Ŝyłkę tylko wtedy. JeŜeli ryba jest bardzo cięŜka. znowu odpuszczamy i tak w kółko. Ŝe ryba ma powyŜej srebrzystego brzucha ciemnogranatowe paski. śyłka zatrzymała się niemal natychmiast. śyłka nawijała się gładko. Ale o to będziemy się martwić. pilnie wypatrując bystrymi oczkami błysków ukazujących się tu i ówdzie w rozkołysanej wodzie. nad którym krąŜyły rybitwy. która natychmiast znikała w ich wąskim przełyku.Panie Murgatroyd .txt w przód. ale Ŝyłka się nawijała.Czuję. Więc zapomnijmy o tym. groziłoby wyrwaniem ramion z tułowia. a nie ryba łódź. Higgins nie miał 65 4 . o tak. kołowrotek jest tak znakowany. trzymając w dziobie wijącą się. jak się szarpie . który po chwili przeszedł w gwizd. cieniutką niby zapałka rybkę. Następnie naleŜy ten zabieg powtórzyć.stwierdził Kilian. W tym momencie zaczynacie ją wciągać. kiedy bierze bardzo cięŜka ryba? . Wędzisko zgięło się. Chwyt oburącz.Wtedy trzeba ją zmęczyć. Aby uniknąć ryzyka. prawą obracał kołowrotek. . Te Ŝyłki mogą wytrzymać cięŜar stu trzydziestu funtów. W kilka chwil później jedno z wędzisk przegięło się gwałtownie i Ŝyłka zaczęła się rozwijać. trzeba odjąć od tego dziesięć procent. .zapytał Higgins. kiedy naciąg wynosi sto funtów. dopiero gdy przytrafi się taka sytuacja.wydusił z siebie Higgins i kręcił dalej. Kołowrotek będzie usztywniał się stopniowo do chwili.musimy się zdecydować.Moja! . którego kołowrotek wciąŜ się obracał. W sekundę później wyłaniały się z wody. Chłopiec ogłuszy ją i wrzuci na pokład. Murgatroyd zauwaŜył. Polowały na swoje poŜywienie z niestrudzoną energią. Wtedy łódź zacznie ciągnąć rybę. powoli opuszczając wędzisko. To jedyne wyjście i cięŜka walka. sztywna ryba. Z początku odpuszczamy Ŝyłkę. ale juŜ nieco wolniej. nie mówiąc juŜ o wciąganiu go na pokład. z nieruchomymi skrzydłami i opuszczonymi łebkami. . W pół godziny później. Chwytając linkę podciągnął ją i na pokład padła srebrzysta. podobnie jak makrele. . Ŝe gdy nacięcia schodzą się ze sobą. Jean-Paul podał mu wędzisko. . podciąganie wędziska do góry. Rzucił ją na pokład. . chwyta nią korbkę i kręci. Higgins wygrał. Ŝeby się znów naciągnęła. Chłopiec wziął szczypce i wyjął wąs haczyka wędki z pyska bonito. Ale 64 utrzymywanie przez dłuŜszy czas stufuntowego cięŜaru.Co oznaczają te nacięcia na sprzęgle poślizgu i na mosięŜnej obudowie bębna? . Przymocował klamrą wraz z węzłem i zacisnął sprzęgło poślizgu.

zapytał Higgins. ale jest niezbyt smaczna. Mała martwa ryba była juŜ twarda jak deska. . Na końcu linki pozostał mały obrotowy zatrzask. myślał.JuŜ nie będziemy uŜywać tej wędki? .powiedział Kilian. Stary przeciągnął igłę przez nasadę płetwy grzbietowej.txt zadowolonej miny. WaŜył około dziesięciu funtów. Kołysząc się lekko. 66 . Tubylcy robią z nich zupę. co oznaczało. Murgatroyd skinął głową i uśmiechnął się. Chłopiec skinął głową. tuŜ. Monsieur Patient powoli zatoczył łuk i skierował "Avant" z powrotem ku ławicy i wyznaczającym ją nurkującym ptakom.Monsieur Patient ma inny pomysł . Ŝe będzie musiał tak się wysilić. niewidzące oczy. Był to znowu bonito. Murgatroyd ujął wędzisko. Następnie wbił obsadę haczyka głęboko w brzuch ryby. i mruknął coś do niego.MoŜe będziemy ją mogli zjeść na kolację? . Zadziwiająca była siła napotkanego oporu. A jeŜeli to nie będzie duŜo większe od tego. a koniec wędziska przechylił się w dół. metr bawełnianej nitki. kryjącym się w skłębionych wodach. do którego nasady przymocowana była pięćdziesięciocentymetrowa stalowa linka i trzydziestocentymetrowe stalowe ostrze podobne do szydełka. Kiedy ryba znalazła się w odległości dwudziestu metrów za łodzią. Powoli obrócił sprzęgło ku przodowi i po chwili Ŝyłka stanęła. Następnie nawlókł na mniejszą igłę. który powiedział mu coś i wskazał ręką przed siebie. Dajmy mu spokój. Kiedy wziął do ręki obciągniętą korkiem część wędki. Kręcił z całych sił. Strona 39 . a jego wnuk tymczasem zarzucił haczyk wraz z woblerem do wody. Ten odpiął przypon razem z przynętą i schował go do skrzynki z przyborami. . Stary rybak obrócił koło sterowe i wziął kurs na środek laguny. Patrzał. gdzie jak okiem sięgnąć kołysała się ciemnogranatowa toń. Nie spodziewał się. to następne moŜe okazać się gigantem. Dyszał cięŜko. . tak Ŝe się napięła. które złapał Higgins. stary rybak przeszedł przez chybocący się pokład na tył łodzi i skrzyŜowawszy nogi usiadł na odpływowej luce.Forsyth Opowiadania. okręcił ją kilka razy nitką. Wcisnął wędzisko do gniazdka. Ŝeby ściągnąć ją ku burcie. moŜe bardzo wielka. poczuł szarpanie ryby na końcu sześćdziesięciometrowej Ŝyłki. Nie wiedział przecieŜ. Robił to po raz pierwszy w Ŝyciu i pewnie po raz ostatni. Jean-Paul ogłuszył ją i rzucił na pokład. Murgatroyd pomyślał. po czym przebił mięśnie karku ryby. Czuł w napręŜonym lewym ramieniu siłę szamocącej się ryby. Ŝe odsunęli się od ławicy szprotek. Potem poszedł na dziób łodzi i przejął koło sterowe od dziadka. Kilian pokręcił głową. ostrzem do przodu. Przejechali jeszcze raz poprzez ławicę i ryba chwyciła po raz drugi. JuŜ on wie. które wystawało spod podstawy ogona.zapytał Higgins. Był ogromnie podniecony. Wyciągnął resztę stalowej linki z pyska ryby. Minęła juŜ ósma i zaczynało się robić ciepło. dała widać za wygraną. prawda? . nie większą niŜ te. Grzbietowa płetwa bonito i dwie płetwy brzuszne leŜały płasko. Napiął mięśnie lewego ramienia i prawą ręką zaczął spokojnie kręcić korbą kołowrotka. Miała półotwarty pysk i czarne. jakich kobiety uŜywają do cerowania męŜowskich skarpetek. Wziął mniejszego bonito i zaczął robić z niego przynętę. Patient wyjął ze skrzynki duŜy haczyk. Będzie co opowiadać w Ponder's End.krzyknął podniecony Higgins. tak jak gdyby była tuŜ. ale tym razem większy. czy nie walczy z jakimś olbrzymim stworzeniem. chociaŜ jeszcze nie gorąco. Przypiął stalową linkę do końca ostrza i za pomocą szczypiec teŜ przeciągnął ją przez ciało bonito. MoŜe to naprawdę wielka ryba. Wbił ostrze w odbyt ryby i przepchał je przez całe jej ciało. Stado rybitw pozostało na prawo od łodzi. na wierzchu pozostało tylko zagięcie haczyka i ostre jak igła zakończenie z wąsem. . Pokręcił jeszcze kilka razy i zobaczył ją tuŜ pod rufą. bo Ŝyłka cofała się łatwo. Przeszedł go dreszcz podniecenia. aŜ zakrwawione wyszło przez pysk. Ŝe moŜe się urwała. co robi.Wspaniała zabawa. a półkoliste płetwy jej ogona sterczały sztywno w górę i w dół. jak wnuk wyciąga haczyk z pyska bonito.Bonito nadają się tylko na przynętę.

kruchą zabawką w dłoni olbrzyma. Ŝe ciągnę cięŜarówkę .Dorada . . jak ściśnięte szeregi zwalistych gwardzistów w zielonych mundurach.Dobra robota. zapachy buchające z baru. ale nie walczył z morzem. ^wstawił wędzisko do gniazdka i powrócił na kapitański fotel. One naprawdę walczą. Murgatroyd. Higgins popuszczał Ŝyłkę i ciągnął ją przez dobre dziesięć minut. Teraz zaszył małymi ściegami rybi pysk. smaŜonego tłuszczu kuchennego. aby zginąć w ogniu artylerii raf. Ŝeby ugotował ją na kolację. Wszystkie Strona 40 . Sztywny ogon miał mu zapewnić szybkość i utrzymanie kierunku. który unosił się i opadał coraz gwałtowniej. Znają je tylko ludzie podróŜujący statkiem lub samolotem. Wielkie fale szarpały "Avantem".powiedział z dumą. kaŜdego zardzewiałego trampa. wreszcie ludzkie smrody. MoŜe zasługuje ona na miano majestatycznej. . zazdroszczących bogatym właścicielom. Woda dokoła łodzi zmieniła kolor z szaroniebieskiego na bladoseledynowy. Ŝe był przynętą. Stary pozwolił mu oddalić się na prawie sześćdziesiąt metrów. Tylko wąski paseczek stali pomiędzy jego zaciśniętymi wargami i groźny hak przy nasadzie ogona zdradzał. dzięki czemu nie mógł koziołkować. bonito wyglądał jak Ŝywy. Morze falowało coraz silniej. Patrzył. ruchome.txt Naciągnął nitkę i płetwa uniosła się wraz ze swoimi włóknami i błonami. Ŝe jest to średniej wielkości tuńczyk. Nawet teraz. Kiedy z nim skończył. co złapał. podziwiana przez spacerujących wczasowiczów. otoczony 68 czterema innymi ludźmi. chuda. Ale na pełnym morzu jest juŜ tylko siostrą pierwszego lepszego smrodliwego trawlera. Przebijał się z wielkim szumem przez fale. podtrzymujących drewniany daszek przedniej części łodzi. widzieli dokoła siebie całe mile białej kłębiącej się piany. spalin. dalej niŜ innym przynętom. a zaszyty pysk zapobiegał tworzeniu się pęcherzyków i drgań. Higgins był bardzo podniecony i szczęśliwy. dumnej. z jaką ryba się wyrywała. wysokie.Forsyth Opowiadania. Kiedy byli na szczycie fali. walczyło o Ŝycie z szaleńczą stanowczością. wpatrując się w wodę. tym razem na błystkę wirową. szczególnie kiedy stoi na przystani modnego kurortu. jak bonito podskoczył dwukrotnie na fali. To samo zrobił z dwiema płetwami brzucha. Chłopak poprawił przynętę i wrzucił ją z powrotem do wody. Ogarnęło go poczucie samotności. Ŝe go nie mdli. i rozpoczął swoją ostatnią podróŜ pod wodą. Murgatroyd czuł własną nicość i słabość oraz buńczuczną kruchość tej łodzi. Murgatroyd trzymał się jednego ze słupków. Ale prom był większym statkiem niŜ "Avant". moŜna było zaryzykować przypuszczenie. przemierzający śniegi Północy czy teŜ pustynie. . To. uczucie tak często towarzyszące człowiekowi znajdującemu się w nieduŜej łodzi. oświetlone słońcem maskującym przepastne głębiny. tylko na zachodzie zamazany brzeg wyspy Mauritius. Murgatroyd dziwił się. Fale nadchodziły od wschodu. "Avant" był wprawdzie mniejszy. 67 W dziesięć minut później ryba znowu wzięła.ucieszył się Kilian. po czym ołowiane cygarko ściągnęło go w głąb. Stary rybak spiął wreszcie obrotowym złączem wystającą z pyska stalową linkę z nylonową Ŝyłką zwisającą ze szczytu wędziska i wrzucił przynętę do oceanu.Miałem wraŜenie. okazało się. Wielkie ściany wody falowały po obu jego stronach. odczuwał lęk graniczący z paniką. jego pasaŜerowie zmuszeni byli wdychać zapach oleju. I są smaczne. zwłaszcza Ŝe kiedyś rozchorował się na promie z Dover do Boulogne. jest tylko wątłą skorupą przeciwstawiającą się niewymiernej potędze. maszerujących na wyspę. jakŜe częste na morzu. sądząc po sile. Poddawał mu się miękko i znowu się podnosił. dobrze zbudowanej. Ŝe jest to prawie metrowa. które pozwalają rybom zachować pionową równowagę w wodzie. połyskliwej górnej części ciała i takich samych płetwach. wąska ryba o złotej. jedna za drugą. kaŜdej łajby o spawanych blachach i ze złączami nitowymi. Poprosimy szefa kuchni. ale kiedy wylądowała na pokładzie. Jego trzy płetwy sterczały na boki i do góry.

a Ŝyłka rozwijała się dalej. usztywnił uda i łydki i odchylił się. aŜ znalazł się na poziomie jego oczu. mimo Ŝe pasy go uwierały na ramionach. Ŝe słońce juŜ bardzo mocno przygrzewało. wsunął mu między uda. . Kilian zacisnął ją mocno. rozwinęło ją na długość sześciuset metrów. Stary rybak sterował teraz jedną ręką i przyglądał się uwaŜnie rozwijającej się Ŝyłce. Koniec wędziska obniŜał się coraz to bardziej. . . Mimo to kołysał się jeszcze silniej.powiedział Kilian. Niezbyt moŜe szybko. . Higgins rozejrzał się dokoła. Kilian przechylił się.Dosyć .Tak jak pan czuje.zainteresował się Higgins.powiedział Kilian. Po chwili stał niemalŜe w miejscu. kiedy jedno z wędzisk przegięło się gwałtownie i Ŝyłka zaczęła. się odwijać. Widać było jedynie wody oceanu.krzyknął Kilian. przekręcił korbę. Higgins przełknął kilka razy ślinę. Było kwadrans po dziewiątej. Ŝe się rusza.Jezus. Po jakichś trzech minutach kołowrotek przestał się obracać. Stary człowiek jednym ruchem zmniejszył obroty silnika i "Avant" zwolnił.Ten drań ciągnie z siłą osiemdziesięciu funtów .Ya quelque chose. zgarbił się. . wparł się podeszwami sznurkowych pantofli w belkę.poradził mu Kilian bo inaczej zabierze panu całą linkę. . śadnej zmiany. Przerzucił dwa rzemienie przez plecy Murgatroyda. a linka rozwijała się nadal. palce mu zesztywniały. pochylił głowę i nie puszczał wędziska. Instynkt. Zdał sobie sprawę. zaczął przekręcać korbę sprzęgła poślizgu. napiął mięśnie palców. Kołowrotek toczył się jak beczułka z piwem. Ŝe coś jest nie w porządku z kolumną cyfr. A to dlatego. powoli.To pańska ryba . . przedramion.zawołał Kilian. człowieku! Mówił z coraz silniejszym południowoafrykańskim akcentem. Ŝe złapał pan marlina.Co on mówi? .Musimy panu załoŜyć pasy . Piekła go skóra obnaŜonych ud. jego zakończenie było mocno wygięte.A skąd on to wie. Murgatroyd poczuł ulgę. Musi pan jeszcze bardziej zacisnąć. Nagle powiedział: .krzyknął Kilian. Ŝeby spojrzeć na sprzęgło. aŜ znaki znalazły się dokładnie naprzeciwko siebie. Zacisnął klamrę i mocno ujął owiniętą korkiem część wędziska. Maria! .Ma pan szczęście! . . Wszystkie ujęte były duŜą klamrą. .Ona jest ogromna! Ciągnie z siłą ponad stu funtów! Trzymaj się pan. Wewnętrzne i zewnętrzne nacięcia znajdowały się niemal naprzeciwko siebie. Strona 41 .Wygląda na to. ale gładko.Marlin.powiedział Kilian do Murgatroyda.Forsyth Opowiadania. .Niech pan zaciśnie mocniej sprzęgło . .txt te rejony są okrutne i bezkresne. TuŜ po dziewiątej monsieur Patient powiedział jak gdyby w przestrzeń: . Dwoma dalszymi otoczył go w pasie. Rezerwa Ŝyłki na bębnie kołowrotka malała. śyłka zwolniła. Murgatroyda bolało ramię. Murgatroyd napiął mięśnie ramienia.powiedział.Sto funtów! To granica! Niech pan teraz chwyci wędkę oburącz i nie puszcza jej! Murgatroyd z ulgą przeniósł prawą rękę na wędzisko. u licha? Kilian wzruszył ramionami. 69 . wyrywając wędzisko z gniazdka w burcie i przenosząc je do gniazdka umieszczonego przed fotelem. Kierownik banku napręŜył mięśnie ramion i przykręcił korbę sprzęgła. Murgatroyd przesunął stopy. a kołowrotek zaterkotał jak grzechotka. ale równo. rąk. . Murgatroyd wyszedł z cienia i usiadł. ścisnął je obiema rękami. Cokolwiek szamotało się na końcu Ŝyłki. Rękojeść wędziska sterczała prostopadle między jego kolanami. Nous suit. a ostatni. Nigdy w Ŝyciu nie zdarzyło mu się ciągnąć stufuntowego cięŜaru. ale najstraszniejsze z nich jest morze. wędzisko gięło się coraz bardziej. szerszy.Coś tam jest i płynie za nami . ale po chwili przyśpieszyła i odwijała się dalej. .

Szczęście im dopisało. policzków i brody. ale to się prawie nikomu nie udaje. Kilian kucnął przy Murgatroydzie i musztrował go jak instruktor. Wyciągnęła razem sześćset pięćdziesiąt metrów . nie przestając się szamotać. To twarda sztuka.powiedział Kilian. Uda i łydki przestało chłostać słońce. i nacisk na pysk. Ŝeby zmniejszyć ból. Ŝeby uciec.Nie utrzyma jej pan. Ŝe marlin przez ten czas nie ucieknie. o jakiej się panu nie śniło. Udało mu się nawinąć pięćdziesiąt metrów Ŝyłki. Kiedy zacznie przyśpieszać. niech pan nawija Ŝyłkę jak najszybciej.txt . nie ryby. . Proszę zmniejszyć nacisk sprzęgła do osiemdziesięciu funtów. Murgatroyd wykorzystał zmęczenie ryby. Zdjął dolną część swojego dresu. Czterej męŜczyźni przyglądali się w milczeniu walce toczonej przez Murgatroyda. włoŜył mu sweter i z powrotem zapiął pasy. Murgatroyd robił wszystko. stoczy z panem walkę. Linka była juŜ do końca rozwinięta. Murgatroyd skulił się.Pan się usmaŜy -. co mu Kilian kazał. A wtedy niemal wyrwała mu z rąk wędzisko. włoŜył ją na nogi Murgatroyda. bo siła wynosiła czterdzieści funtów.zapytał Higgins przeraŜonym głosem. ale skóra jego policzków była juŜ bardzo zaczerwieniona i spieczona. potem drugą.Forsyth Opowiadania. Miejmy nadzieję. ale rytmicznie. . który miał teraz oczy w cieniu.Co teraz robić? . Ryba znowu zabrała niemal sto metrów Ŝyłki.stwierdził Kilian. . zanim zmęczyła się i znów zaczęła płynąć za łodzią. kiedy jej nacisk przekroczy sto funtów. który śmierdział potem i rybami. . Zerwie Ŝyłkę jak bawełnianą nitkę. Siła oporu ryby wahała się od siedemdziesięciu do dziewięćdziesięciu funtów. Dla swojego dobra. Pasy wrzynały mu się w ciało. Następnie Kilian przyniósł z kabiny sweter z długimi rękawami. Patient podał mu swój pleciony kapelusz z szerokim rondem.Co roku bogaci turyści przyjeŜdŜają tu i wydają tysiące dolarów. .powiedział.Zrobiło się bardzo gorąco . Powoli koniec wędziska uniósł się odrobinę. Nie naleŜy nawijać linki. podciągnął je tak wysoko. Dopiero gdy zacznie płynąć razem z łodzią. Blask słońca 71 odbity od powierzchni wody moŜe być niebezpieczniejszy niŜ słoneczne promienie padające bezpośrednio na skórę. bo moŜe wypluć haczyk. Wędzisko uniosło się. Kilian spojrzał na jego szorty i koszulkę.jęknął Murgatroyd. jaki sprawiał jej wbity w podniebienie 70 hak. aŜ pot zaczął spływać mu z czoła. A jak wyciągnie całą linkę z kołowrotka. . napiął i nie puszczał wędziska. Kilian obrócił się.A ma pan tylko osiemset! .Przesunę to panu przez głowę .wymamrotał Murgatroyd przez zaciśnięte zęby.Modlić się . Nie wolno jej dawać zbyt wiele Ŝyłki. ale ryba płynęła za łodzią. Nie było to łatwe. Wędzisko przegięło się niemal ku powierzchni wody. który poucza lotnika przed pierwszym solowym lotem. niech ją pan puści i zaraz powiększy nacisk do stu funtów. Po chwili ryba nabrała energii.Niech pan nawija Ŝyłkę powoli. Kilian zsunął pasy z ramion Murgatroyda.Marlin to król ryb . Strona 42 . Ŝeby nakręcić trochę Ŝyłki na kołowrotek. ale bez większego oporu. Przez dobre pięć minut utrzymywał wędzisko w tej samej pozycji. to się urwie. Mimo Ŝe bolały go palce. . wyciągając Ŝyłkę z kołowrotka z siłą stu funtów. Wszyscy chcą złapać marlina.rzekł do Murgatroyda ale w tym celu muszę na chwilę odczepić pasy. Ryba płynęła wraz z łodzią na napiętej lince. Trzymał ją teraz oburącz. . kiedy ryba walczy. .Czy to dobrze? . Kilian nałoŜył go na głowę Murgatroyda. zanim ryba zaczęła uciekać. jak się dało. Ledwo zdąŜył przerzucić drugą rękę na rękojeść. wciągnął sto metrów. Ulga była natychmiastowa. To ryba zwiększyła swą szybkość. więc mógł znowu nawijać Ŝyłkę.odpowiedział Kilian. Dzięki swetrowi Murgatroyda przestały piec ramiona. najpierw jedną nogawkę. W trzydzieści sekund odebrała całe sto metrów.

Kiedy była na haczyku. samotny w swoim bólu. a ty masz sprzęt i rozum. Łódź znalazła się na chwilę na grzbiecie fali. Ponad okiem sterczała wypręŜona grzbietowa płetwa niczym koguci grzebień. JeŜeli dobrze rozumiem. Ktoś nawet sfotografował ją w powietrzu. . odczuwał przyjemność tak wielką. To legenda rybaków. . człowieku . to nie Strona 43 . Ona ma tylko siłę.powiedział. Potem wyłonił się z wody błyszczący tułów. ale Patient.Słuchaj. Obydwie dłonie krwawiły od pękających bąbli.Ta juŜ dwa razy złapała się na hak . Po co się zabijać. pełen jakiejś wewnętrznej determinacji. Potem runął w następną nadchodzącą ścianę wody i zniknął w swoim zimnym. Twoja albo jej. JeŜeli potrzebujesz pomocy albo krótkiego odpoczynku. Ŝe jest stary i sprytny. . Nie czuł palących promieni. Kiedy nadeszło południe. pogrąŜony we własnych myślach. Nazywają go Cesarzem. bolały go całe dłonie. a nigdy nie słyszałem. . Ja nie rozpoznałbym jej z odległości pięciuset metrów. Przez następną godzinę borykał się z bólem i zrozumiał jego znaczenie.wycedził przez zaciśnięte zęby.txt Dochodziła dziesiąta. Zadecyduje wytrzymałość. Trzy razy w ciągu tej godziny wywalczył od ryby sto metrów Ŝyłki. Za drugim razem juŜ prawie znalazła się w łodzi. Kilian podszedł do niego z otwartą puszką zimnego piwa w ręku. Murgatroyd wpatrywał się w miejsce. Bicepsy stwardniały i napięły się. Stary człowiek skinął głową. ostro zakończony pysk ryby wskazywał niebo.spytał. ale lata przebywania na słońcu zrobiły swoje.Boję się.Vous etes sur? . * . .wyjaśniał Kilian Higginsowi. trzy razy tracił je. ramiona i plecy. obcej mu dotąd.jesteś bardzo zmęczony.Co on powiedział? . Miał gołe nogi.Trzymaj się. . a jego waga wynosi tysiąc dwieście funtów. jakby chciało zrobić krok naprzód. ciemnym Ŝywiole. tak Ŝe jest dobrze znana. Ryba wyłoniła się zza wysokiej ściany zielonej wody i Murgatroydowi aŜ szczęka opadła. Ŝeby stary się mylił. W ostatniej chwili znowu zerwała linkę i zabrała ze sobą drugi haczyk. Ŝe juŜ długo nie wytrzymam . Patrzał na swoich dręczycieli sponad białych szczytów fal.zdziwił się Higgins. Ŝe nawet duŜo później nie potrafił jej opisać. Siedział zgarbiony nad wędziskiem. Kilian kucnął przy nim i znowu zaofiarował mu piwo.Wyglądają wszystkie tak samo. W sztywnych palcach pulsowała krew. .JakŜe mogą rozpoznać poszczególną rybę? . gdzie zniknął marlin. a ty nie jesteś w dobrej formie. kiedy ryba odpoczywała.Forsyth Opowiadania. Kiedy minęło południe. wyskakiwała wielokrotnie z wody i moŜna się było dokładnie jej przypatrzyć. mimo swoich lat. To trwa juŜ trzy godziny. . Wąski.mówił Kilian. Ŝe z pyska zwisa jej haczyk. Znaczy to równieŜ. Stary Patient pierwszy przerwał milczenie.I dwa razy zerwała linkę. Mimo spodni i swetra bezlitosne słońce spalało mu skórę. Kiedy malał jej napór na linkę. . jak gdyby stał na ogonie. Murgatroyd trzymał go wtedy na odległości pięciuset metrów. Wielkie cielsko wzdrygnęło się. Ale on tylko coraz niŜej schylał głowę i nawijał Ŝyłkę. odczuwał ból.powiedział . Wtedy spostrzeŜono. ma sokoli wzrok.zapytał Higgins. . Był opalony na brąz. To jest dobra walka. Czasem nadchodziła nagła ulga. Murgatroyd wyglądał jak chory starzec. W chwili gdy fala opadła. To było niedaleko Riviere Noire. Kilian obrócił się ku niemu raptownie. to 72 jest to błękitny marlin uwaŜany za większego od największego na świecie. Potem z wolna i metodycznie zaczął nawijać Ŝyłkę. człowieku.C'est l'Empereur . Ale kiedy wędzisko przeginało się i wszystkie jego mięśnie napinały gwałtownie. TuŜ po jedenastej marlin po raz pierwszy wyskoczył z wody. a mokre od potu pasy wrzynały się bezlitośnie w jego spalone słońcem ramiona. jakiego nigdy sobie nie wyobraŜał. marlin wyglądał. Marlin trwał tak przez sekundę.Oni znają miejscowe ryby .

Bystrymi oczami rozglądał się za najmniejszym choćby śladem Cesarza. kiedy się znowu odwijała. Znajdował się juŜ tylko w odległości stu metrów od łodzi.Dobra. . drugą utrzymywał silnik na wolnych obrotach. Naprzeciwko niego siedział Kilian i spokojnie popijał piątą puszkę. I on.On zaraz wypluje hak! Zmęczone palce Murgatroyda zacisnęły się na korbie kołowrotka. Murgatroyd tępo patrzył za linką.wrzasnął. Kilian skoczył na równe nogi.Forsyth Opowiadania.odparł. Marlin zbliŜył się do łodzi na odległość trzystu metrów i wynurzył się znowu z wody.Słuchaj .dłuŜej nie dasz rady. i Higgins od czasu do czasu rzucali okiem na zgarbioną.Zostawcie mnie w spokoju. . .Wtedy moŜna będzie znowu zebrać Ŝyłkę. Z pękniętej 74 wargi popłynęła krew na podbródek. . Murgatroyd znowu nawijał Ŝyłkę. na głębokości wielu sąŜni. Angliku. Nachylił się i spojrzał na ceglastą.zauwaŜył Kilian.txt krępuj się.Moja ryba. Patrzył na rozwijającą się szybko mokrą nylonową Ŝyłkę. W samą porę. Murgatroyd potrząsnął głową. niszczącą się skórę twarzy Murgatroyda. Kilian wyprostował się. Przez dwie sekundy marlin trwał zawieszony nad spienioną falą. Dwie łzy przecisnęły się przez półprzymknięte oczy bankiera i spłynęły po jego zapadniętych policzkach. do którego zdąŜył juŜ zdeponować zjedzone na obiad kanapki i dwie wypite niedawno puszki piwa. brunatny kormoran. zacisnął obolałe palce dokoła mokrego uchwytu wędziska i choć pasy wrzynały mu się w ramiona jak druty. W ciemnej głębi oceanu. Wsłuchiwali się w terkot kołowrotka. i mimo haczyka wbitego w boczny policzek kościstego pyska. daleko od falującej powierzchni i jasności słonecznych promieni. .Będzie musiał wrócić i wyskoczyć na powierzchnię . Tak więc jego walka trwała dalej. Jean-Paul. a słońce stawało się coraz gorętsze. śyłka. dobrze? Wrócisz na końcówkę. i w jego przeraźliwy gwizd. Twoja ryba . w trakcie którego otrząsał wodę z grzbietu. kiedy Ŝyłka nawijała się. Dochodziła druga po południu. Zastąpię cię na godzinkę. Kilian i chłopiec skoczyli do burty. .powiedział .zacharczał. . . . dał nura. Stracił juŜ pięćdziesiąt metrów. Kilian połoŜył mu przyjaźnie rękę na ramieniu. Tym razem łódź znajdowała się w rozpadlinie pomiędzy falami i Cesarz przebił powierzchnię kierując się prosto w jej stronę. podobną do stracha na wróble w słomkowym kapeluszu na głowie postać siedzącą w obrotowym fotelu. Wiedział.powiedział. Higgins dostał morskiej choroby i siedział nad wiadrem.Wciągaj linkę! . Korkowy uchwyt był śliski od cieknącej z jego palców krwi. nagle obluzowała się. kiedy marlin zanurzał się na powrót w wodzie i Murgatroyd odzyskał pięćdziesiąt metrów. Ŝeby Strona 44 . jak on będzie bardzo blisko i gotów do kapitulacji. Ŝe nikt juŜ nie będzie polował na bonito. . kucnął sobie w cieniu 73 wyplatanego daszku. wielki morski drapieŜnik o instynktach wyostrzonych przez miliony lat ewolucji spiął się przeciwko wrogowi. Tylny pokład "Avanta" był straszliwie rozpalony.Moja ryba . Linka napięła się w momencie. a ryba nurkowała dalej. Cesarz przestał nurkować i nacisk na linkę zmniejszył się do czterdziestu funtów. Mały urzędnik bankowy skulił się jeszcze bardziej w swoim fotelu. patrząc przez ramię Murgatroyda na wodę. Ale za chwilę ryba mu je odebrała. Był to wysoki skok. Stary rybak siedział wysoko na swoim fotelu niby mądry. Jedną ręką trzymał koło sterowe. Ŝeby zlikwidować luz. nie dawał za wygraną.To jest moja ryba . trzepiąc głową na boki jak pies. a dodatkowe linki mogłyby zmylić Murgatroyda. Miał usta popękane od słońca i słonej wody. W godzinę później marlin po raz ostatni wyskoczył z morza. który juŜ nawinął wszystkie Ŝyłki i schował pozostałe trzy wędki. Otworzył usta.

Kilian włoŜył na rękę grubą skórzaną rękawicę. podeszli do burty. trzymając wysoko nad głową wielki rybacki oszczep z hakiem. Jean-Paul ustawił się przy daszku. ale był to cięŜar bierny. . który juŜ nie wymiotował. całe jego ciało było jednym wielkim siedliskiem udręki. koniec stalowego przyponu dotarł do szczytu wędziska.Forsyth Opowiadania. Przez następne dziewięćdziesiąt minut urzędnik bankowy i cesarski marlin toczyli walkę. Cztery razy Murgatroyd nadludzkim wysiłkiem ściągał ją z powrotem. Po krótkiej chwili zabrał się do jej nawijania. . zastąpiło je spokojne.krzyknął. Po raz pierwszy od ośmiu godzin wypuścił z rąk wędzisko. Jego ostry dziób potrafiłby przebić dwadzieścia pięć centymetrów drewna. Szło coraz łatwiej.mais U est fatigue. Wszyscy ignorowali Murgatroyda. Tamci czterej wpatrywali się na huśtające się na wodzie cielsko wielkiej ryby.Vous avez vu . gdyŜ miał naderwany mięsień. . chwycił go i przyciągnął. Powoli i z trudem odpiął pasy. zamocował koło sterowe. wędzisko było przegięte. który wciąŜ siedział skulony w fotelu. Zobaczyli ogromne cielsko Cesarza w odległości dwudziestu metrów. co kołysało się i przekręcało. Szarpanina się skończyła. Fale ostrego bólu przebiegały ze szczególną siłą przez jego prawe ramię. Bankier z Ponder's End nie dawał za wygraną. Wszyscy w milczeniu wpatrywali się w wodę za rufą. Zaskoczyło to Murgatroyda. Podczas gdy Kilian powoli podciągał stalowy przypon. Spadły na pokład. jakiego moŜna się spodziewać jedynie po najsprawniejszym fizycznie młodym męŜczyźnie. Co za zwierzę! .Que pensez vous? Il va venir vite? . . Mięśnie łydek i ud dygotały i zdawały się gasnąć. i to krótki. Nigdy w Ŝyciu nie zdarzyło mu się odwołać do ostatnich rezerw woli.Stary mówi. więc przewrócił się na luk. gdzie leŜała dorada. Potem długi dziób. . Chce się pan teraz zamienić? Murgatroyd wpatrywał się w miejsce. zabierając metry linki. Patient skinął głową. Wiedzieli. Potrząsnął głową.txt pozbyć się haczyka ciągnącego go nieubłaganie w stronę jego wrogów. Wzrok miał zmącony zmęczeniem. gdzie zniknęła ryba. W kąciku jego paszczy zabłysło coś przypominającego odłamek stali. Ale będzie jeszcze walczył przez kilka godzin. ale nie czuł się dobrze. śyłka trwała nieruchomo. odzyskując kilka metrów linki. Jeden z przeciwników będzie musiał się poddać. Murgatroyd podniósł wzrok Strona 45 .zawołał w stronę starego rybaka. zanurzył się i zniknął. Ŝe nie urwie się juŜ.To on . gdyby uderzył płynąc z szybkością czterdziestu węzłów.Cesarz się zbliŜa! Pod wieczór morze uspokoiło się. które spadło teraz na belkę przed fotelem. chyba Ŝe w jego cielsku i kościach zostały jeszcze jakieś zapasy siły. Czuł wprawdzie cięŜar na końcu.odparł stary . Ale jego łydki i uda były zbyt osłabione. Teraz to zrobił. Czubata płetwa wynurzyła się na powierzchnię i przechyliła na bok. Ŝe porównywalne z delirium. Teraz chodziło juŜ tylko o czas. Potem z wielkim hukiem opadł na wodę. Jego wyczerpanie było teraz tak wielkie. Ale on się poddawał. Monsieur Patient wyłączył silnik. Kilian kucnął znowu przy fotelu Murgatroyda. WaŜy ponad tysiąc dwieście funtów i mierzy sześć metrów od pyska do ogona. Coś przebiło powierzchnię fali. Kiedy odległość zmalała do sześciu metrów. Wzrok mu się mącił. łagodne kołysanie. Była za dwadzieścia piąta.. ale juŜ nie ze stufuntową siłą.zszedł z fotela i dołączył do nich. Zniknęły grzywacze. ale tylko na chwilę.JuŜ się zbliŜa! . coś. ale jej ucieczki były coraz krótsze. O wpół do piątej miał juŜ za sobą 75 siedem i pół godziny walki. Wysiłek. Jean-Paul i Higgins. Cesarz ciągnął. Cztery razy ryba uciekała. Ŝe Cesarz jest juŜ zmęczony. jak gaśnie stara Ŝarówka. Wyjrzał za rufę.to Cesarz. ale zbliŜało się do łodzi ciągnięte nylonową Ŝyłką. Wyciągnął nogi i spróbował wstać. kiedy Ŝyłka zrobiła się znowu luźna.Deux heures encore . Kilian usłyszał regularne terkotanie obracającego się kołowrotka i wyszedł spod daszku.powiedział Kilian cicho .

stwierdził.Co pan robi? On ucieknie! . poruszył się dwa razy. pozostałość niegdysiejszej walki z innymi rybakami. . . Nie zauwaŜył nawet. Z lewej Ŝuchwy sterczał zardzewiały haczyk. podniósł i przechylił przez rufę.Pogłaszczesz go później. Kilian ściągnął z niego spodnie i sweter. Ŝe łódź przybiła do drewnianego mola i Jean-Paul popędził w stronę wioski. wyczerpany prawie na śmierć. Potrząsnął starą. Grzywiasty ogon uniósł się i opadł w lewo. Na zachodzie słońce powoli zapadało za wzgórza wyspy Mauritius. Zacisnął szczypce drugi raz i stalowa linka puściła. Cesarz Ŝył jeszcze. Cesarz patrzył na Murgatroyda. jak zmęczonym. Zabierzemy go najpierw do domu.Forsyth Opowiadania. a potem w twarz. przeskakując przez burtę. Murgatroyd nachylił się powoli i sięgnął prawą ręką do pyska ryby. Ŝe cumy są dobrze załoŜone. Stary monsieur Patient wyłączył silnik i upewnił się. trzepotała na wietrze. Olbrzymie jego cielsko spoczywało na boku. Kiedy to się stało.NIE! Chłopak zastygł i obejrzał się za siebie. Zacisnął szczypce. z ledwie widoczną częścią nasady. głowa ryby zanurzyła się jeszcze głębiej. . Złapał je kciukiem i wskazującym 76 palcem lewej ręki i wcisnął w zakrwawioną prawą dłoń. Po godzinie było juŜ ciemno. tak Ŝe wieczorny chłód mógł koić jego spalone członki. opięta koszula. Na samym przedzie gromady witających stał monsieur Patient.txt i zobaczył tak stojącego chłopca. Z odległości sześćdziesięciu centymetrów patrzyło na Murgatroyda jedno wybałuszone oko. Strona 46 . ojczyzny wielkiego marlina. popychając całe cielsko w przód i w dół.krzyknął Higgins. Raz jeszcze zobaczyli ten ogon. ale nie miał juŜ sił walczyć. Murgatroyd próbował wstać. w miejscu gdzie znajdowała się podstawa haczyka. Higgins poszedł naprzód. 77 Murgatroyd wypił jedną za drugą trzy puszki piwa. Przez ten czas "Avant" przemierzył lagunę i Murgatroyd ocknął się. tak Ŝe trzeba się było przeciskać przez tłum. Rzucił bonite i doradę na molo i schował sprzęt rybacki i przynętę. Fale przewalały się przez granatowoczarne cielsko marlina. chłodnego wnętrza oceanu.zaklął Kilian. Murgatroyd starannie ujął szczypcami stalowy przypon pomiędzy ostrza szczypiec. Siedział zgarbiony na jednej z ławek. Ręce zanurzył dla dezynfekcji w wiadrze ze słoną wodą. pociemniała od zaschniętego potu. Na samym wierzchu leŜały szczypce do przecinania drutu. zmęczoną głową i wcisnął nos do zimnej wody.Czas iść . Mieszkańcy pobliskiej wioski wylegli na molo. a nowa fala przewalała się nad jego ciałem. Ŝe niebo nad nim obróciło się powoli wielkim łukiem i pamiętał gwałtownie zapadającą ciemność. ale stanowczym ruchem pracował pod powierzchnią fal. Kilian przeniósł lodówkę na przystań i wrócił na łódź. Następna fala przewróciła go na brzuch. pysk miał na wpół otwarty. Z jego dłoni spłynęła krew i zmieszała się ze słoną wodą wokół łba marlina. Od ręki Kiliana trzymającego przypon biegła stalowa linka do trzeciego haczyka. Podparł się wolną ręką. sterując w głąb do ciemnego. Zamiast okrzyku wydał z siebie ochrypły charkot. . ale zbyt wiele krwi napłynęło mu do mózgu. Murgatroyd podniósł się z trudem. Pokład uniósł się i uderzył go najpierw w kolana. Cesarz leŜał tuŜ za rufą.odezwał się Kilian. jak gdyby szukał kontaktu z wodą. wciąŜ jeszcze błyszczący i nie skorodowany. Z jednego boku zwisał stalowy przypon. Murgatroyd na czworakach szukał czegoś w pudełku z narzędziami. staruszku .Cholera! . Jego palce powoli zacisnęły się na rękojeści szczypiec. . Linka wisząca pomiędzy jego pyskiem a ręką Kiliana była luźna. a Kilian pomógł mu przejść przez pomost. Pamiętał potem. pantofle skrzypiały. Szorty sięgały Murgatroydowi poniŜej kolan. Stracił przytomność. tkwiącego głęboko w chrząstce górnej wargi.

którzy rozstępowali się przed nim. Niektórzy chcieli poklepać Murgatroyda po ramieniu. Sam odwiozę tego pana. kazał się Murgatroydowi rozebrać i gdy zobaczył. którzy przyszli z kieliszkami w rękach. za to. uda i golenie były czerwone i obrzękłe od oparzeń. Ŝe ci rybacy uwaŜają pana za bohatera. Podszedł do przednich. Ale w połowie hallu ludzie zatrzymali się.odparł. Ŝeby powitać Murgatroyda. Hotel St. .wydaje mi się. ale to będzie musiało chwilę potrwać. Angliku. która wyglądała jak zastygła kreda. Wiadomość o powrocie Murgatroyda w mgnieniu oka dotarła do baru przy pływalni. a Higgins usiadł obok niego.Z powodu Cesarza? . . Ludzie po kolei schylali przed nim głowę i mówili: . Kilian wstawił przenośną lodówkę i zatrzasnął tylne drzwi. wspaniała! . kiedy Murgatroyd wchodził przez główne wejście hotelu do rzęsiście oświetlonego hallu. Ramiona. maitre . sparzona twarz błyszczała pod grubą warstwą kremu.odezwał się Higgins po chwili . gdzie zajmie się panem lekarz .Czy za to. W tym momencie z salonu fryzjerskiego wyszła pani MurStrona 47 . . przy których stał Murgatroyd.Merci . za trzy godziny? zapytał Kilian lekarza.Salut. . ZłoŜył rozpalone zbolałe ręce na kolana. Ŝeby zawiadomić kilku siedzących tam jeszcze gości.Co oni mówią? . Głębokie purpurowe pręgi na ramionach i plecach znaczyły miejsca.powiedział Kilian. maitre. Murgatroyd doszedł do schodów prowadzących na piętra. . Nie mogło być mowy o uściskach rąk. Czerwona. Hindus. powiedzmy. Składają panu hołd.txt Murgatroyd chętnie uścisnąłby mu rękę. Pośladki Murgatroyda pokryte były krwawiącymi pęcherzami od przesuwania się do przodu i w tył na twardym fotelu.powiedział ktoś. salut. $ Murgatroyd z rozkoszą wtulił się w miękkie siedzenie. a szorty wciąŜ opadały poniŜej kolan. Mistrzem rybaków.Salut. w jakim jest stanie. . Ŝe i tam stoi spory tłum mieszkańców. okazało się. Rozległ się hałas odsuwanych krzeseł i brzęk naczyń.Forsyth Opowiadania. . i zaczął się na nie wspinać.Nazywają pana mistrzem. BandaŜe zmumifikowały mu obie ręce. . wstąpimy do szpitala we Flack.Nie. Wyglądał jak negatyw fotograficzny. Otoczyli samochód. .\ Murgatroyd przechodził z wolna przez molo. maitre .On jest dla nich legendą. .Mój ty BoŜe! . który odzyskał swój słomkowy kapelusz. Murgatroyd wyglądał zaiste dziwnie. . cmoknął z niepokojem.mówili powaŜnie. skóra twarzy spieczona i popękana. . Ktoś zobaczył ich i pobiegł do jadalni. Stary człowiek. 78 Murgatroyd patrzył przez okno na uśmiechnięte brązowe twarze ludzi.Nie ma potrzeby. wznosili toasty za jego zdrowie. Ŝe zwrócił mu pan Ŝycie. na pozdrawiające go dzieci. Ci.Panie Murgatroyd . .zawołał lekarz. . Młody lekarz. . Tłum wczasowiczów biegł ze wszystkich stron do hallu. Wsiedli do samochodu. .Tak. Powoli przesuwał się w stronę tłumu gości. salut. Ramiona i nogi miał posmarowane kalaminą. Kilian wsunął się za kierownicę.Opatrzę pana. ale jego dłoń była zbyt obolała.zawołał ktoś inny. uchylił go. tak.Pozdrawiają pana .odpowiedział Kilian. ale powstrzymał ich lekarz. Ŝe go złapałem? Kilian roześmiał się cicho. Lekarz mu towarzyszył.zapytał szeptem Murgatroyd.powiedział. Geran jest po drodze do mojego domu. Pozdrowił go więc skinieniem głowy i uśmiechem. Kiedy zeszedł na szutrowaną ulicę wioski. gdzie wciskały się pasy.Zanim wrócimy do hotelu.Dobra robota. Jego włosy były w dzikim nieładzie.Salut. . Była juŜ dziesiąta.Czy mogę po niego przyjechać. chłopie . Higgins wkładał do bagaŜnika puste pudło po kanapkach i zapasową odzieŜ.

Forsyth Opowiadania.txt gatroyd. Zwabił ją hałas wywołany powrotem jej męŜa. Cały dzień spędziła gotując się z wściekłości. W południe, zdziwiona 79 nieobecnością męŜa, zaczęła, go szukać i dopiero wtedy dowiedziała się, dokąd poszedł. Stała teraz, czerwona na twarzy, ze złości raczej niŜ od słońca. Trwała ondulacja, którą robiła sobie na powrót do kraju, nie była jeszcze skończona, toteŜ na jej głowie sterczały na wszystkie strony wałki jak miniaturowe wyloty katiuszy. - Murgatroyd! - zawołała. Kiedy była zła, zwracała się do niego po nazwisku. - Co ty wyrabiasz? Dokąd idziesz? Murgatroyd zatrzymał się na podeście, obejrzał się i zobaczył Ŝonę w tłumie gości. Jak powiedział później Kilian swoim przyjaciołom, coś dziwnego zabłysło w jego oczach. Ludzie zamilkli. - Co się z tobą dzieje?! Jak ty wyglądasz? - ciągnęła Edna Murgatroyd pełnym oburzenia tonem. I wtedy kierownik banku zrobił coś, czego nie robił od wielu lat. Krzyknął! - Spokój! Ednie Murgatroyd opadła szczęka. Wyglądała zupełnie jak ryba, ale znacznie mniej majestatycznie. - Przez dwadzieścia pięć lat - powiedział spokojnie Murgatroyd - stale groziłaś mi, Edno, Ŝe przeniesiesz się do siostry, do Bognor. Bądź zadowolona, bo nie będę cię dłuŜej zatrzymywał. Nie wracam z tobą do Anglii. Zostaję tu, na tej wyspie. Ludzie patrzyli na Murgatroyda, oniemiali ze zdumienia. - Nie pozostawię cię bez środków do Ŝycia - mówił dalej Murgatroyd. - Przepiszę na ciebie dom i wszystkie oszczędności. Sam zatrzymam tylko emeryturę, sprzedam teŜ moją bardzo wysoką polisę ubezpieczeniową. Harry Foster pociągnął łyk piwa z puszki i czknął. Higgins odezwał się drŜącym głosem: - Nie moŜe pan rzucić Londynu. Nie będzie pan miał z czego Ŝyć. - Owszem - odpowiedział kierownik banku. - Powziąłem decyzję i nie zmienię jej. Przemyślałem sobie wszystko w szpitalu, dokąd przyszedł monsieur Patient. Zawarliśmy porozumienie. Odkupię jego łódź, a za to, co mi pozostanie, kupię chatę na wybrzeŜu. On będzie w dalszym ciągu kapitanem, a wnuka pośle do szkół. Ja będę przez dwa lata jego chłopcem okrętowym. Przez ten czas nauczy mnie wszystkiego, co trzeba wiedzieć o morzu i o rybach. A potem będę woził turystów na polowanie na ryby i w ten sposób zarabiał na utrzymanie. Tłum gości hotelowych wciąŜ patrzał na Murgatroyda z niedowierzaniem. Higgins raz jeszcze przerwał ciszę. - AleŜ, panie Murgatroyd, co z bankiem? I z Ponder's End? 80 - I co ze mną? - rozpłakała się Edna Murgatroyd. Jej mąŜ rozwaŜył kaŜdą z tych kwestii z osobna. - Do diabła z bankiem - rzekł po chwili. - Do diabła z Ponder's End. I do diabła z panią, madame. Co powiedziawszy, odwrócił się i zniknął na schodach. Za jego plecami rozległy się okrzyki radości. Kiedy idąc długim korytarzem juŜ podchodził do drzwi swojego pokoju, dobiegły go z oddali rozbawione wrzaski podchmielonych kuracjuszy: - Brawo, Murgatroyd! SĄ TAKIE DNI. Rozkołysany prom o dźwięcznej nazwie "St. Kilian", płynący z Hawru, zanurzył dziób w kolejnej fali i swoje grube cielsko zbliŜył do Irlandii o kilka metrów. Kierowca cięŜarówki, Clark, wychylił się za burtę i patrząc prosto przed siebie intensywnie wypatrywał pagórków hrabstwa Wexford. Jeszcze dwadzieścia minut i prom Irlandzkiej Linii Kontynentalnej przybije do małego portu Rosslare i zakończy kolejny europejski rejs. Clark spojrzał na zegarek. Za dwadzieścia druga. Z niecierpliwością myślał o chwili, kiedy wraz z rodziną zasiądzie do kolacji w swoim domu w DuStrona 48

Forsyth Opowiadania.txt blinie. Statek punktualnie zbliŜał się do brzegu. Clark oderwał się od burty, powrócił do salonu i zabrał stamtąd swoją torbę podróŜną. Nie chciało mu się czekać na górze, więc zszedł na pokład samochodowy, trzy piętra niŜej, gdzie stała jego wielka cięŜarówka. Wiedział, Ŝe kierowcy i pasaŜerowie samochodów zostaną wezwani za jakieś dziesięć minut, ale uwaŜał, Ŝe nie zaszkodzi, jeŜeli juŜ teraz usadowi się za kierownicą. JuŜ od dawna nie interesowało go przybijanie promu do brzegu. Bardziej był ciekaw sprawozdania z wyścigów w irlandzkiej gazecie, którą kupił wchodząc na pokład, mimo Ŝe była z poprzedniego dnia. Wdrapał się po trzech schodkach do ciepłej, wygodnej kabiny szoferki. Rozsiadł się swobodnie, by zaczekać na chwilę, gdy otworzą się ogromne wrota statku i będzie moŜna wyjechać na nabrzeŜe. Miał przed sobą plik dokumentów starannie wsunięty za osłonę przeciwsłoneczną przedniej szyby, gotowy do przedstawienia celnikom. Pięć minut przed godziną drugą "St. Kilian" przybił do brzegu, drzwi ładowni otworzyły się punktualnie o drugiej. Na pokładzie samochodowym panował ogłuszający hałas, gdyŜ niecierpliwi turyści 82 zapalili silniki znacznie wcześniej, niŜ naleŜało. Tak było zawsze. Z setki rur wydechowych buchnęły spaliny, ale cięŜarówki stały na przedzie i ruszyły pierwsze. Czas to pieniądz. Clark nacisnął guzik startera swojego wielkiego volvo i uruchomił silnik. Kiedy kierownik ruchu dał znak, ruszył. Był trzeci z kolei. Stojące przed nim dwie cięŜarówki wjechały na metalowe płyty rampy prowadzącej na nabrzeŜe, ciągnąc za sobą smugi spalin. Clark ruszył za nimi. Względną ciszę jego kabiny przerywało syczenie hydraulicznych hamulców. Po chwili rozdygotane płyty rampy znalazły się pod jego kołami. Rósł hałas silników i dzwonienie stalowych płyt, toteŜ nie usłyszał krótkiego ostrego trzasku, który rozległ się niemal tuŜ pod nim. Przejechał rampę "St. Kiliana", zjechał dwieście metrów w dół po wybetonowanym nabrzeŜu i znalazł się w półmroku wielkiego budynku urzędu celnego. Zobaczył celnika, który skierował go do jednej z zatok tuŜ przy jezdni. Zgodnie z jego poleceniem skręcił, stanął obok poprzedzającej go cięŜarówki i zgasił silnik; wziął do ręki plik dokumentów i wyskoczył na betonową podłogę. Był częstym bywalcem na tej trasie, toteŜ znał większość celników, ale ten był chyba nowy. Pozdrowił Clarka skinieniem głowy, wyciągnął rękę po dokumenty i zaczął je przeglądać. Wystarczyło mu dziesięć minut, Ŝeby upewnić się, Ŝe wszystko jest w porządku: prawo jazdy, ubezpieczenie, list przewozowy, dowód opłaty celnej, róŜne zezwolenia, cały plik papierów niezbędnych do przewozu towarów z kraju do kraju, nawet na terenie Wspólnego Rynku. JuŜ miał to wszystko oddać Clarkowi, kiedy coś zwróciło jego uwagę. - Halo, co to jest, u diabła? Clark podąŜył oczami za jego wzrokiem i zobaczył pod kabiną swojej cięŜarówki rozszerzającą się powoli plamę oleju, który zapewne wyciekł gdzieś spod tylnej osi. - O rany! - zawołał w rozpaczy. - To pewnie cieknie z przedniej osłony dyferencjału! Celnik wezwał starszego kolegę, którego Clark znał. Nachylili się, Ŝeby zobaczyć, skąd wycieka olej. Na ziemi powstała juŜ duŜa plama. Dobry litr tego cięŜkiego płynu. Starszy celnik wyprostował się. - Daleko nie zajedziesz - powiedział do Clarka, a do młodszego kolegi: - KaŜ go objeŜdŜać. Clark wlazł pod kabinę cięŜarówki, Ŝeby zobaczyć, co się tam dzieje. Od umieszczonego w przedniej części silnika ciągnął się mocny, 83 gruby wał napędowy. Kończył się na bębnie z lanej stali, czyli dyferencjale. Siła obracającego się wału transmitowana była na dwie strony do półosiek i poruszała pojazd za pomocą skomplikowanego Strona 49

Forsyth Opowiadania.txt zestawu zębatych kół umieszczonych wewnątrz obudowy, poruszających się w oleju przekładniowym. Bez oleju zęby kół zatarłyby się bardzo szybko, a olej właśnie wyciekał. Stalowa przednia część obudowy dyferencjału była pęknięta. TuŜ ponad tylną osią mieściła się tarcza złącza, na której opierała się naczepa z ładunkiem. Clark wylazł spod wozu. - Podwozie jest powaŜnie uszkodzone - powiedział. - Muszę porozumieć się z moją firmą. Czy mogę skorzystać z telefonu? Starszy celnik wskazał ruchem głowy oszkloną ścianę biura i zabrał się do odprawiania następnych pojazdów. Kilku kierowców wychyliło się z okien, obrzucając śpieszącego do telefonu Clarka niezbyt pochlebnymi epitetami. W dublińskim biurze nikt się nie odzywał. Wszyscy byli widać na obiedzie. Clark kręcił się dokoła komory celnej, aŜ ostatni odprawiony samochód odjechał w głąb lądu. O trzeciej udało mu się skontaktować z dyrektorem firmy Tara Transportation i wyjaśnić mu swoje kłopoty. Dyrektor zaklął. - Nie mam tej części na składzie - powiedział. - Muszę ją zdobyć od agenta Volvo. Zadzwoń za godzinę. O czwartej nie było jeszcze Ŝadnej wiadomości, o piątej celnicy oświadczyli, Ŝe muszą zamykać biuro, poniewaŜ ostatni tego dnia prom z Fishguard juŜ był odprawiony. Clark zatelefonował jeszcze raz do szefa, aby powiedzieć, Ŝe spędzi noc w Rosslare i skomunikuje się z nim jeszcze raz za godzinę. Jeden z celników zabrał go swoim samochodem do miasta i wskazał mu pensjonat. Clark wynajął pokój na jedną noc. O szóstej kierownik biura zawiadomił go, Ŝe nazajutrz rano o dziewiątej otrzyma nową osłonę dyferencjału i przyśle mu ją furgonetką wraz z mechanikiem. Mniej więcej w południe Clark zatelefonował do Ŝony, powiedział jej, Ŝe spóźni się do domu o dwadzieścia cztery godziny, wypił herbatę i poszedł do pubu odległego o pięć kilometrów od komory celnej, gdzie nad kałuŜą oleju stała biało-zielona cięŜarówka firmy Tara. Nazajutrz Clark pozwolił sobie pospać dłuŜej niŜ zwykle. Wstał dopiero o dziewiątej. O dziesiątej zadzwonił do firmy, gdzie powiedziano mu, Ŝe załadowano właśnie zapasową część do furgonetki, która odjedzie za pięć minut. Pojechał autostopem do przystani. Przybył tam o jedenastej. Firma dotrzymała słowa i o dwunastej na 84 bruku zadudniła furgonetka. Wjechała do komory celnej, gdzie czekał na nią Clark. Energiczny mechanik wśliznął się pod cięŜarówkę i wydał z siebie przeciągły gwizd. Kiedy wyłonił się spod wozu, cały umazany był olejem. - Przednia część osłony dyferencjału - zawiadomił Clarka całkiem zbytecznie. - Pęknięta w samym środku. - Jak długo to potrwa? - JeŜeli mi pomoŜesz, to wyciągnę cię stąd w półtorej godziny. Reperacja potrwała jednakŜe nieco dłuŜej. Przede wszystkim trzeba było zebrać rozlany olej, a było tego aŜ trzy litry. Następnie mechanik wziął cięŜki klucz i ostroŜnie odkręcił wielkie śruby, którymi przednia część przymocowana była do bębna osłony. Wyciągnął dwie półośki i zluzował wał napędowy. Clark siedział na ziemi i przyglądał się mechanikowi, podając od czasu do czasu narzędzia. Celnicy takŜe przypatrywali się tej operacji. Pomiędzy jednym a drugim lądowaniem promu niewiele dzieje się w komorze celnej. Ostatni kawałek pękniętej osłony wydobyty został tuŜ przed godziną pierwszą. Clark poczuł głód i miał ochotę pójść do przydroŜnej kawiarenki na obiad, ale mechanik śpieszył się. Zza horyzontu wyłonił się tymczasem "St. Patrick", siostrzany prom "St. Kiliana", zmierzający do portu Rosslare. Mechanik rozpoczął teraz drugi etap swojej pracy. ZałoŜył nową osłonę, zamocował wał napędowy i wstawił dwie półośki. O wpół do drugiej "St. Patrick" był juŜ dokładnie widoczny dla kaŜdego obserwatora. Jeden z nich nazywał się Murphy. LeŜał na przywiędłej trawie na szczycie wzgórza tuŜ za portem, niewidoczny dla kaŜdego, kto patrzyłby Strona 50

.oświadczył. Zobacz. Przez lornetkę czujnie śledził nadpływający statek. zapalił silnik i włączył sprzęgło.powiedział. do licha.Co. Wrzucił do furgonetki puszkę po oleju i narzędzia.zapytał go Brendan.westchnął Brendan z lubością. .DuŜo forsy. .Wiezie siedemset pięćdziesiąt skrzyń najlepszego francuskiego koniaku .bez Ŝadnych komplikacji. . wszystko sam zorganizował i niełatwo go było zniechęcić. Pierwsza wyjechała ciemnobrązowa cięŜarówka z francuską rejestracją. Z szoferki wysiadł kierowca. Ŝe się uda? . ale Murphy wydał juŜ kilka tysięcy funtów z własnej kieszeni. Mechanik dokręcił nakrętkę wlewu oleju i obrócił się w stronę Clarka. ruszamy. . Podał Brendanowi lornetkę. cięŜarówka. Celnik skierował ją do zatoki. . a rampa opadła.Widzę . .zdziwił się. Jego wielkie wrota otworzyły się. LeŜący za nim w wysokiej trawie siłacz Brendan chrząknął. Następnie wielka biało-zielona z napisem TARA.mówił Murphy. wymalowanym wielkimi zielonymi literami na jej bocznej ścianie.zapytał. Strona 51 .DuŜo drinków . Murphy westchnął głęboko. Patricka". .Spływaj .Teraz wlejemy trzy litry oleju i pojedziesz. Liam? . . Clark wyjaśnił mu swoją sytuację. Zaplanowałem wszystko jak operację wojskową. Idę się umyć.spytał go Clark.W porządku .Ruszamy? . .szepnął. O pięćset metrów przed nim Clark brał zakręt i wjeŜdŜał na prostą drogę z portu do miasta Rosslare. Co o tym myślisz? .To jest dziewięć tysięcy butelek. Zresztą nikogo takiego nie było.Jest twoja . .Myślisz. Ŝe moŜe nieco przesadza z tą pewnością siebie.Jest! . Ten wczołgał się na szczyt wzgórza 86 i spojrzał w dół. . Odkręcił małą nakrętkę w bocznej ścianie obudowy dyferencjału. . aŜ wyjedzie z komory celnej. Tymczasem cięŜarówka naleŜąca do firmy Tara Transportation wjechała do komory celnej.Oczywiście. który był handlarzem złomu i sprzedawał uszkodzone samochody.JuŜ jest blisko . .odezwał się do Brendana . . Pomachał koledze i wyjechał z ciemnego budynku urzędu celnego.JuŜ i tak za długo tu stoisz. . Dalej obserwował nadpływający prom. Bardziej doświadczony bądź zawodowy przestępca powiedziałby moŜe Murphy'emu.Forsyth Opowiadania.Bez pośpiechu . Patrick" podpłynął ostroŜnie do nabrzeŜa i przycumował. Po raz drugi w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin Clark wspiął się po stopniach do szoferki. .txt w jego stronę z odległości stu metrów. idioto! .odezwał się. Celnik podszedł.stwierdził Murphy. Ŝeby sprawdzić dokumenty nowego kierowcy. Tymczasem "St. wziął butelkę z detergentem i poszedł do toalety. Nie ma mowy o klapie.Przejechał . Stanęła obok identycznej cięŜarówki Clarka. Cena detaliczna jednej butelki wynosi dziesięć funtów. .odparł Murphy. Ja biorę cztery.Czy mogę juŜ jechać? . niewiele widział i zaczynał się nudzić. -. 85 W komorze celnej mechanik dokręcił ostatnią śrubę nowej osłony i wyłonił się spod cięŜarówki. ci się stało.No dobra. Clark przyniósł z furgonetki puszkę oleju i lejek. gdy jego oczom ukazała się. .Poczekamy.oświadczył celnik. .powiedział . Wyprostował się i przeciągnął. Murphy zacisnął ręce na lornetce. Murphy trzymał mocno lornetkę i wpatrywał się w ciemny otwór rufy "St.Jest to nasze cacko. który nie miał lornetki.i gotowa do drogi.Dokładnie o czasie. Prawdopodobnie przegonię cię w drodze do Dublina. .

gdyŜ wszystkie patrolowe samochody policji drogowej były tego koloru. w której znajdował się silny magnes. stojącą na czerwonych światłach w miasteczku Gorey. gdzie odkręcił wkładkę słuchawki. po czym skierował się na północ. W połowie drogi. Zatelefonował do innej przydroŜnej budki telefonicznej nieco na północ od Gorey. Zajmijcie pozycje w krzakach przy zatoce przydroŜnej.Sterczymy tu z Keoghiem od godziny. Obydwaj męŜczyźni wyskoczyli z wozu i wyjęli leŜącą na tylnym siedzeniu torbę. Ŝe nikt inny nie zajmie kabiny w momencie. Miejsce to Murphy wybrał Strona 52 . a mianowicie trójkąt o półmetrowej podstawie. Murphy zaklął i pojechał dalej. znajduje się parking. Ŝe jest sierŜantem. Murphy postanowił zatelefonować. Murphy miał na ramieniu trzy paski. W trójkącie Murphy'ego Ŝarówek nie było. Obydwaj mieli juŜ na sobie czarne spodnie. Pomiędzy szybami powinny były być Ŝarówki. wyrwał przewód ze ściany. ale któŜ zwróciłby na to uwagę w biały dzień. i ustawił go na dachu samochodu. "sierŜant" Murphy usiadł obok niego. który dochodzi do Arklow.Gdzie byłeś. zdobywając w ten sposób pewność. kogo rozwścieczyła bezuŜyteczność aparatu.na wiadomość od niego. Odwiesił słuchawkę i ruszył w dalszą drogę. więc nie zatrzymywał się po drodze. którą upatrzył sobie w czasie wcześniejszego rekonesansu. WłoŜyli marynarki.powie87 dział i znowu zjechał z szosy. na jej północnej stronie. Odezwał się inny członek jego bandy. Była pusta. czyli irlandzkich sił policyjnych. Znalazł budkę przy urzędzie pocztowym tuŜ na północ od Enniscorthy. który czekał wraz z jeszcze jednym towarzyszem . zaparkowanego na piaszczystej drodze. w którym ich droga łączyła się z szosą prowadzącą z doków do miasta. . Kiedy zahamował. . Przed samym dojazdem do Camolin zwrócił się do Brendana: . starannie rozciągnął i nalepił na przednich drzwiach granady. Przejechał most na rzece Slaney. Na kaŜdym pasku widniało słowo GARDA wydrukowane białymi literami. Wreszcie wyjęli z torby dwie rolki czarnej przylepnej taśmy. wyciągnęli z torby dwie policyjne mundurowe marynarki.Forsyth Opowiadania.Facet jest w drodze i o czasie. Poza tym mieli na mundurach oznaki Gardy.odparł Murphy.wrzasnął Brady. Murphy siedział za kierownicą czarnego forda granady. Dopędzili cięŜarówkę.txt Sczołgali się ze wzgórza i zgięci wpół pobiegli do samochodu. Brendan zaś był przebrany za zwykłego szeregowca. tym razem w wąską wiejską drogę. Otworzyli zamki błyskawiczne swoich wiatrówek. Murphy rozmyślnie ukradł czarny wóz. ToteŜ nie było tam nikogo.Spokojnie . Murphy rozwinął je. JednakŜe ktoś. Teraz Brendan wyjął z kufra ostatnią rzecz. Dzięki większej szybkości swojego wozu dogonił zielono-białą cięŜarówkę tuŜ przed wjazdem do wioski Ferns i ruszył za nią. Na północ od starego miasteczka Gorey ciągnie się nowy odcinek dwupasmowej szosy. JuŜ wcześniej upatrzył sobie budkę telefoniczną. jadąca przed nim cięŜarówka znikła z jego pola widzenia. Kiedy Murphy i Brendan wsiedli na powrót do samochodu i cofnęli wóz z bocznej drogi na szosę. . co wskazywało. . Dojechali do miejsca. wyglądali na autentycznych policjantów drogowych. Trójkąt zrobiony był ze szklanych szybek. Na przednich i tylnych szybkach widniał równieŜ napis GARDA. tak Ŝeby napis był dobrze widoczny w nocy. Po kilku sekundach cięŜarówka Clarka minęła ich z wielkim hukiem. Clark śpieszył się do domu. Ukradł go przed dwoma dniami i zaopatrzył w fałszywe numery rejestracyjne. aŜ się zatrzyma i wysiądzie z szoferki. Pod wiatrówkami nosili przepisowe policyjne niebieskie koszule i czarne krawaty. zaczekajcie. Brendan prowadził. Ruszył za cięŜarówką Clarka. ujętych w metalowe ramy. kiedy będzie mu potrzebna. Dwie wyjęte z torby granatowe czapki dopełniły obrazu.Czas zamienić się w stróŜów porządku publicznego . do jasnej cholery? . a na nogach czarne buty.

W ciągu minuty zdjęto z niego firmowy kombinezon ze znakiem TARA przyszytym do górnej kieszeni. Ŝe nie zdąŜył. Nie widział twarzy pozostałych 89 trzech porywaczy. Była pusta. Murphy. była znowu zwykłym samochodem z trzema pasaŜerami w cywilu. JeŜeliby w przyszłości miał wskazać na Murphy'ego jako na sprawcę napadu. Dziurawej opony nie zobaczył po prostu dlatego.mruknął Murphy. śadnego ruchu. blokowana dotychczas przez zielono-białą cięŜarówkę. . .Forsyth Opowiadania. . Brady siedział na tylnym siedzeniu i opierał nogi na ciele Clarka. Po dwóch minutach Keogh wyłonił się z krzaków w kombinezonie firmy Tara i podszedł do Murphy'ego. Te dokumenty są na pewno w porządku. Clark widział przez kilka sekund twarz Murphy'ego.txt na zasadzkę. Podniesiono go jak worek i zabrano w krzaki. dał dyskretny sygnał klaksonem. Zachrypły głos kazał mu spokojnie leŜeć na podłodze. Kiedy granada wyjechała z parkingu. Marynarki policyjne zostały zdjęte i rzucone Brady'emu. zwinęli i wrzucili na tył samochodu. który miał na głowie policyjną czapkę.Nie ma problemu . Keogh podniósł kciuk na znak. Jakiś samochód przejechał obojętnie obok nich.Murphy ruszył do dzieła. chrząknął. Teraz Murphy rozejrzał się po szosie. próbując przekrzyczeć wiatr.Tylna opona ci siada. Z chwilą kiedy kolumna samochodów. Ŝe siedzący obok kierowcy sierŜant macha na niego ręką.No juŜ! Granada podjechała szybko do szoferki przegubowca.Zjedź na parking! Clark spojrzał przed siebie i zobaczył tablicę z wielką literą "P". Przegubowiec takŜe skręcił i zatrzymał się tuŜ za nim. zaczęła ją wyprzedzać korzystając z drugiego pasa ruchu . leŜącego z zawiązanymi oczami. Wyprzedzili biało-zieloną cięŜarówkę nieco na północ od Arklow. skręcił w oznaczonym miejscu na parking i stanął.powiedział i wsunął plik dokumentów za klapę szyby. bo zostały sprawdzone dwie godziny temu w Rosslare. Nie na długo. Rzut oka na szosę. Clark wysiadł z szoferki. Patrzył. Zerwali z drzwiczek samochodu znaki Gardy. a druga nogi. Skinął głową i zwolnił. Murphy jechał wciąŜ dalej na północ. . . Opuścił więc równieŜ szybę. usta i oczy zaklejono mu taśmą.Spotkamy się za godzinę na fermie! . Opuścił szybę okna i rzucił Brendanowi: .Wszystko w porządku .krzyknął Murphy. wdrapał się po schodkach do szoferki i obejrzał sobie wszystkie przyrządy. .Chodź! Clark obszedł przód swojej cięŜarówki i przeszedł wzdłuŜ jej biało-zielonego kadłuba. Jechał na północ w kierunku Dublina. w Kilmacanogue skręcił na Strona 53 . który znowu siedział za kierownicą. pozostali trzej zapewniliby koledze niezbite alibi. który był kierowcą cięŜarówki. jedna silna para rąk objęła mu klatkę piersiową. Ręka w rękawiczce nakryła usta Clarka. który stał pod drzwiami szoferki i studiował prawo jazdy nieszczęsnego Clarka. Jeszcze jedno spojrzenie na szosę. Z krzaków wyskoczyli Brady i Keogh ubrani w kombinezony z czapkami naciągniętymi na oczy. Podszedł do "policyjnego" samochodu.powiedział do niego Murphy.Nazywasz się Liam Clark. Spojrzał na Brendana i skinął głową. Ręce. Ŝe wszystko okay.To z tyłu . Murphy zdjął z dachu swojego wozu trójkąt. jak porwany przegubowiec wyjeŜdŜa z parkingu i włącza się w strumień ruchu. Keogh. dopóki nie znalazł się w więzieniu w Mountjoy jako gość republiki irlandzkiej. Samochód policyjny pomknął naprzód.ryknął Murphy. Kiedy mijała go granada. . Pod osłoną długiej cięŜarówki został przeniesiony do "policyjnego" samochodu i wrzucony do jego tylnej części. Clark 88 spojrzał w dół na jadący równolegle do niego wóz policyjny i zobaczył. .

. . Ŝe chyba im to wystarczy. . Ŝe była tam stodoła tak wielka. w stodole. Murphy z latarką poszedł na koniec drogi. jadąc plątaniną polnych dróg.powiedział i na drinka. działających poza prawem.MoŜe łyk koniaku? .Prosto z Francji. Keogh wyskoczył z szoferki. Keogh wprowadził cięŜarówkę do środka.Murphy? . Ŝe nie uległ pokusie sprawdzenia łupu. Szynki były ściśle podzielone na katolickie i protestanckie. kaŜda butelka były numerowane i tam wcześniej czy później rozpoznano by je. Miał twarz człowieka całkowicie pozbawionego poczucia humoru. . 90 zapłacić na miejscu gotówką i przemycić towar na Północ. zresztą jak wszyscy.zapytał. Murphy był szczerze dumny ze swojej transakcji.Myślę. znajdującymi się do niedawna w rękach prawdziwych patriotów. Jego trzej porywacze usiedli. Ale w Ulsterze. Ŝe pozbędzie się koniaku bez najmniejszych trudności. Pełno tam nielegalnych miejsc wyszynku i tajnych klubów bez licencji. Ich Strona 54 . a potem ja sam poprowadzę ją do miejsca odległego stąd o piętnaście kilometrów i porzucę.Zresztą wolę whisky.stwierdził. Podał im wprawdzie dokładne instrukcje. Jechał bez świateł. Kwadrans przed ósmą było juŜ całkowicie ciemno. miała o wiele więcej wspólnego z gangsterstwem niŜ z patriotyzmem. Jest jeszcze na cięŜarówce.oświadczył Murphy. Czy to wam wystarczy? Wyciągnął z kieszeni płaską flaszkę i wszyscy stwierdzili. Rozładujemy ją o północy. Był zadowolony. Przynajmniej na kilka godzin. Murphy wiedział równieŜ. Tam rzucono go w kąt kuchni na kupę worków. sytuacja była inna. biało-zielony przegubowiec zaturkotał na drodze. człowiekiem. którzy zabrali się do otwierania drzwi stodoły. W ręku trzymał teczkę. Kontrolowało je kryminalne podziemie. Murphy skinął głową. kaŜda skrzynia. Niełatwo byłoby pozbyć się dziewięciu tysięcy butelek koniaku na południu kraju. . iŜ moŜna w niej było zmieścić cięŜarówkę. Pochodziły ze składu wolnocłowego. załadować koniak na cztery furgonetki. i przekroczyć granicę pomiędzy jeziorami połoŜonymi na linii Fermanagh-Monaghan. Ŝe dobrze zapracowałem na swój udział .JeŜeli otwierał pan cięŜarówkę. Miał zrobić to o świcie. które przejęło nadzór nad lokalami.potwierdził Murphy .Nie będę rozbijać skrzyni dla paru kieliszków . Czekali. Z przysłoniętymi latarkami w rękach otworzyli stare drzwi stodoły.Forsyth Opowiadania. Zawarł więc układ z jednym z najpotęŜniejszych ludzi w Irlandii. na terenie gnębionym wojną domową. Wiedział. Miała tę zaletę. Ŝeby wskazać przybyszom z Północy drogę. . W tej spokojnej okolicy wypatrzył na porośniętym wrzosami wzgórzu porzuconą fermę.i nie będziesz juŜ musiał prowadzić cięŜarówki. Zatrzymały się na podwórzu i z pierwszej z nich wysiadł męŜczyzna w płaszczu z wielbłądziej wełny. Ŝe duŜa liczba morderstw politycznych popełnianych niby to dla dobra Irlandii. O siódmej. Murphy przełknął ślinę. Murphy kazał Brendanowi i Brady'emu przenieść nieszczęsnego Clarka na fermę. zasłonięty od szosy kępą sosen. Trzej męŜczyźni wybiegli na dwór. Za nim jechał korowód czterech furgonetek. Dziesięć po ósmej był z powrotem na terenie fermy. To wystarczało Murphy'emu. to będę musiał sprawdzić kaŜdą skrzynię .Ma pan towar? . po czym zamknięto drzwi z powrotem.txt drogę o nazwie Rocky Valley w kierunku Galary Bóg.Spisałeś się dobrze . który dostarczał alkohol do całego łańcucha knajp i szynków. . Dojazd do fermy prowadził przez błotnisty trakt. kiedy juŜ zmierzchało.Francuskie pieczęcie celne są nie naruszone . " . ale mimo to mogli mieć trudności z trafieniem na drogę dojazdową. Człowiek ten wraz ze swoimi kierowcami miał się z nim spotkać na fermie. Czego się napijesz? . MoŜe je pan sprawdzić. Przybysz z Północy mruknął coś pod nosem i skinął głową na podwładnych.oświadczył przybysz.zaproponował Brady i wszyscy się roześmieli. Był to dobry Ŝart.

. których nie widział.Forsyth Opowiadania.wyjąkał. Przybyły z Północy męŜczyzna wskazał głową w stronę domu. W cięŜarówce leŜały plastikowe worki. Kierowca miał takŜe plaster na oczach.warknął człowiek z Północy.zaŜądał tamten. Murphy z latarką w ręku poszedł pierwszy do pokoju.powiedział.Dlaczego mi nic nie powiedziałeś? Rozwścieczony Clark zdobył się na odwagę wobec swoich prześladowców.powiedział. Murphy ruszył przodem. .Pytałem. do jasnej cholery? . . który był niegdyś salonem. Jeden z jego ludzi podszedł do drzwi cięŜarówki z krótkim łomem w ręku.PrzecieŜ to jest wpisane do listu przewozowego. Lubię okrągłe cyfry. wsunął ją pod pachę i wyszedł na dwór. Strona 55 . . W rozbitym oknie ukazał się jeden z pomocników przybysza i zawołał: .warknął wielki człowiek.Jaki.Dziewięć tysięcy butelek po cztery funty kaŜda . . Murphy z trudem poruszył dolną szczęką. absolutnie pewne. Zresztą był zadowolony.nie byłoby to rozsądne. . związany jak kura. do diabła. Wiedział. jak sądził. a poniŜej napis: "Nawóz sztuczny dla róŜ". Mówił prawdę. jaki wieziesz towar. który bezceremonialnie zerwał plaster zalepiający usta Clarka. . .txt 91 latarki oświetliły dwa identyczne zamki u tylnych drzwi i zabezpieczające je nie naruszone celne pieczęcie.Chodźmy .Co to ma znaczyć. oto dlaczego wrzasnął. Stali dokoła przed drzwiami cięŜarówki wraz z Keoghiem.Nie mam pojęcia . Patrick" załadowano tylko jedną taką cięŜarówkę. To byłoby trzydzieści sześć tysięcy funtów. pozostanie mu na czysto ponad dwadzieścia tysięcy. Clark przełknął ślinę. Sześć latarek oświetlało jej wnętrze. Bradym i Brendanem. Ŝe nie mam pojęcia. Człowiek zatrzasnął teczkę. .Nawet na to nie spojrzałeś. Kiedy potrąci po trzy tysiące funtów dla kaŜdego ze swoich ludzi i uwzględni wydatki.Zgoda . Czterej Ulsterczycy byli w stodole. Przybysz otworzył teczkę i połoŜył ją na stół. Wyciągnął list przewozowy i podsunął go Murphy'emu pod nos. . który wziął od Murphy'ego. Miał wraŜenie.W domu .zapytał go bez wstępów wielki człowiek.PoniewaŜ miałem w ustach ten zasrany knebel. Ŝe na popołudniowy prom o nazwie "St. Informacje jego były kosztowne i. .odpowiedział Murphy. Murphy zobaczył kilka rzędów paczkowanych banknotów funtowych. do cholery . Przybysz z Północy spojrzał na worki z kamienną twarzą.Po czym zniknął.zapytał. Zamiast równo ułoŜonych skrzynek oznaczonych znaną na całym świecie marką producenta koniaku zobaczyli coś zgoła innego.Niech no pan przyjdzie i popatrzy! . Człowiek z Ulsteru skinął na jednego ze swoich pomocników. Jeszcze nigdy nie widział takiej ilości pieniędzy. .powtórzył męŜczyzna.Przysięgam.jeŜeli sądzić po zachowaniu się tego człowieka . Był zakneblowany. 92 . Porwał właściwy transporter z właściwego statku.rozkazał. Mów.Trzydzieści pięć tysięcy . Człowiek z Ulsteru znowu coś mruknął i pokiwał głową z zadowoleniem. prawda? . Nieszczęsny Liam Clark wciąŜ leŜał na workach. Murphy nie upierał się. która opadła mu ze zdumienia. . Na kaŜdym widniało nazwisko słynnego producenta artykułów ogrodniczych.Wejdź do środka . Wielki człowiek oświecił plik dokumentów. idioto? Murphy zwrócił rosnącą złość na Clarka.Nawóz do róŜ . Ŝe . wieziesz towar? . Clark zabełkotał.powiedział. .Gdzie kierowca? . .

powiedział do Murphy'ego i ruszył naprzód. katolicki bękarcie! . . . który zmroził krew w Ŝyłach Murphy'ego. Ty. Musicie trochę poczekać. Ŝe jeŜeli nawet nie są szczęśliwi. Ŝe mają na karku Brytyjczyków.zapytał.W Belgii? . Brady i Keogh oczyścicie tu teren.Słuchaj.Nigdy w Ŝyciu nie byłem w Cognac . jakiego napędził mu Ulsterczyk.ci ludzie z Północy to zwierzęta. .warknął Murphy. weźmiecie Strona 56 . który zawsze brał wszystko dosłownie.Ale nie dla mnie .txt . Pięć minut później człowiek z Północy odjechał. Jak skończycie.Co teraz zrobimy? . Składa się z mchu torfowego i sproszkowanego krowiego nawozu. Zniszczycie najmniejsze dowody.. zbadano i stwierdzono.powtórzył. 94 Wydało mu się. uniósł go do góry i rzucił nim w drzwi stodoły.warknął wielki człowiek. klnąc na całego. .CóŜ . Mamrotał coś.Forsyth Opowiadania.zagadnął Keogh.Chłopcy.syknął wielki człowiek w sposób.. Rzucił teczkę na ziemię. i to dosłownie gówna. Nachylił się nad leŜącym Clarkiem.Przysięgam panu .A co będzie z moimi trzema tysiącami funtów? . to w kaŜdym razie trochę uspokojeni.odezwał się Brendan. Murphy poszedł za nim. . Nic nie zyskaliśmy.Słuchaj. .zawył Murphy. Otwarto go w Antwerpii. Murphy . . Odrzucono go. ale oprócz mnie nikt nic nie stracił. zgodzicie się na tysiąc pięćset na osobę. . Moi szefowie w Dublinie kazali przywieźć go z powrotem. Był zrozpaczony.Nasza transakcja jest niewaŜna.. usiłując dowieść swojej niewinności.A pod tymi workami nie ma koniaku? . Zrozumiałeś? Święty BoŜe . a z nim cztery puste furgonetki. . który przybija jutro o drugiej po południu.To prawda. Brendan.Dlaczego miałby tam być koniak? W Belgii tego nie robią. mógłby to przypłacić Ŝyciem. 93 Przybysz z Północy odczytał w świetle latarki trzymane w ręku papiery. Wszystko to moŜecie znaleźć w dokumentach. .. Ŝe nie odpowiada wymaganym normom. .Wiedział. Wcześniej Murphy zastanawiał się. .wrzeszczał Clark. Spłukałem się na organizację tego skoku. no i pieniędzy. Na fermie Murphy i jego zgnębieni wspólnicy dokończyli butelkę whisky. którą stronę darzy sympatią gangster z Ulsteru. Skinął więc tylko głową.bełkotał Murphy. I jeszcze jedno: jeŜeli kiedykolwiek znowu spróbujesz mnie nabrać. mogę znowu spróbować.ryknął.przede wszystkim zniszczymy wszystkie dowody. ty paskudny. Teraz wiedział. Zmarnowałeś mnóstwo mojego czasu.. . W zeszłym tygodniu zawiozłem ten ładunek. świecąc sobie latarkami. Załatwienie urzędowych papierów w Antwerpii trwało trzy dni.Koniak? . kaŜdy ślad stóp. Murphy zastanowił się. chwycił Murphy'ego za poły wiatrówki. .myślał Murphy . Na twarzy Clarka ukazał się wyraz pełnej niewiedzy. Potwierdzały relację Clarka. Wiozłem ładunek nawozu dla róŜ.. Po strachu.Ty durniu . .Zamknij się . Ŝe gdyby głośno wyraził swoje poglądy. zanim je zarobię..powiedział Murphy . moi ludzie znajdą cię i strzaskają ci kolana. . Dobrze. W panującej na dworze ciemności wielki człowiek brutalnie przerwał potok słów Murphy'ego. Rzucił papiery na ziemię. któremu brak było tchu . . .zapytał wreszcie Brady.Porwałeś ładunek gówna.PrzecieŜ jechałeś do Hawru z prowincji Cognac we Francji! . . kaŜdy odcisk opony w błocie musi być zamazany.na grób mojej matki.Chodź ze mną . koniak będzie na pewno na następnym promie. Eksportujemy go z Irlandii do Belgii. czasu moich ludzi. wolał uniknąć złości własnych ludzi..

zetrzeć odciski palców z wnętrza szoferki i zniknąć w ciemnościach. Wezmę cięŜarówkę i porzucę ją daleko stąd. MoŜe uda mi się skorzystać z autostopu. a następnie uderzyła w przeciwległy kamienny mur. Kiedy zamilkł potworny hałas ocierającego się o kamienie metalu. która z pewnością nigdy nie zainteresuje producentów wody po goleniu. Keogh. CięŜarówki przegubowe mają tę właściwość. Potem skręcicie na północ i pojedziecie do domu. uświadomił sobie. Ludzie z Północy dokładnie wyłamali zamki w tylnych drzwiach przegubowca. Murphy jechał pomiędzy kamiennymi murkami. uniemoŜliwił mu wyminięcie przeszkody. Nie będzie mógł szybko zrobić rwetesu. Ten pomyślał nagle. zaproponować pomoc przy załadowaniu słomy. Ale wystarczy zadrasnąć lakier czyjegoś samochodu.txt samochód. więc zabrali się do szukania drewnianych kołków. niemal ją przygniatając. równie trudno je znaleźć jak truskawki na Grenlandii. który uległ panice. Ŝeby farmer wyjechał o tak późnej porze na szosę traktorem o jednym świetle zepsutym. są oporniej sze przy hamowaniu. Ŝe bele słomy padły na szoferkę. Ŝe przyczepa farmera wciąŜ stoi na swoich kołach. Farmer wydostał się z dołu z kiszonką i stanął przy szoferce. Ŝe na zakrętach zwrotniejsze od zwykłych cięŜarówek o tej samej długości. CięŜki ładunek sztucznego nawozu pchał ją naprzód. spycha ją na bok i powoduje poślizg. więc tylko jego przyczepa załadowana słomą pozostała w tyle i uległa kolizji. Kiedy są ci potrzebne. W samych tylko skarpetkach. Wreszcie zamknęli drzwi cięŜarówki. zabierzcie kierowcę cięŜarówki i wysadzicie go na szosie. Zgadzacie się? Wszyscy się zgodzili. Tylna część przyczepy wyrŜnęła w kamienny mur. Coś dziwnego dzieje się z policyjnymi patrolami. kiedy nagle spostrzegł wynurzającą się przed nim sylwetkę traktora z przyczepą. moŜe na wzgórzach w okolicy Kippure. Przegubowiec z nieszczęsnym towarem i z Murphym przy kierownicy wyruszył z fermy. Trudno sobie wyobrazić. jadącego z Dublina do swojego wiejskiego Strona 57 . Stanę na głównej szosie prowadzącej do Dublina. Nie mieli wyboru. który nadjeŜdŜał z przeciwka. JeŜeli przednia część przegubowca. i natknął się na traktor. Ja na pewno dotrzymam słowa. O wpół do dziesiątej Murphy minął las obrzeŜający drogę na Roundwood. Wrócę piechotą do domu. Ten patrol eskortował jakiegoś ministra. Kamienny mur. Murphy otworzył drzwi szoferki i przez bele słomy przebił się na drogę. Przednia część przegubowca Murphy'ego wpadła w poślizg w momencie 95 zderzenia z nią. Ŝe nie zdąŜy zetrzeć z wnętrza szoferki odcisków swoich palców. Ŝeby zamocować skoble. kiedy wysiadał. Ŝe farmer w ciemności nie zanotuje rysów jego twarzy. która ciągnie całość. Ten jednak to zrobił. Farmer zdąŜył dodać gazu i skręcić w bramę jakiejś farmy. cięŜka przyczepa moŜe wyprzedzić przednią część. Ŝe moŜe uda mu się ugłaskać farmera. ale oderwała się od traktora i odskoczyła na odległość trzech metrów. Drewniane kołki w zamkach przegubowca pękły. Z zawiązanymi rękami i zalepionymi oczami i ustami. Farmer został wyrzucony z siedzenia i wpadł w dół z kiszonką. a zablokowane przez kierowcę. okazało się. i to z ładunkiem dziesięciu ton bali słomy. Ŝe powinien znaleźć się prędko jak najdalej od miejsca wypadku. tak często spotykany wśród wzgórz Wicklow. Ale właśnie w tej chwili zjawiła się policja drogowa. skręcił w lewo i pojechał w kierunku Djouce Forest. hamulce spowodowały. Ŝe chce rozmówić się z Murphym. a drugim zamazanym błotem. gdzieś na południe stąd. To właśnie zdarzyło się Murphy'emu. Czuł instynktownie. ku wzgórzom Wicklow. Zahamował ostro. Liczył. Na drogę za cięŜarówką spadła część worków ze sztucznym nawozem. a wyrastają jakby spod ziemi. Ale w chwili.Forsyth Opowiadania. i przyczepa niosąca ładunek nie jadą idealnie na tej samej linii. odskoczyła z powrotem na szosę. A Murphy siedział w półmroku szoferki zakopanej w belach słomy. Jechało od niego wonią. drzwi otworzyły się. Słychać było prowadzoną przez niego głośną konwersację ze stwórcą. Widać było.

. . ale to nic się nie udaje.Sztuczny nawóz .Tamten wiezie ładunek gówna . Podwieziemy pana do domu i przy okazji obejrzymy sobie pańskie dokumenty. Proszę zjechać traktorem w pole i sprzątnąć słomę z drogi. .Tego pojazdu nie widać z odległości dziesięciu metrów. ale pan władza ma rację odezwał się Murphy. Policja irlandzka nie nosi przy sobie na co dzień pistoletów. kiedy nic. . . Dokumenty były w całkowitym porządku. Murphy poczuł się raźniej. a teraz ładował na nią bale.Składa się z mchu torfowego i sproszkowanego nawozu krowiego. pomyślał w pierwszej chwili. Bardzo dobry dla róŜ.Jakoś daleko od głównej szosy.zawołał . więc spieszyło mi się. . i bardzo późno .zapytał Murphy'ego sierŜant. Ten. Murphy skinął potakująco głową. .txt domku w okolicy Annamoe.W domu. Murphy zrozumiał. Samochód miał na dachu znak Gardy. .zaŜądał sierŜant. Lufa automatu sierŜanta wycelowała Strona 58 . . Z tuzin worków wypadło 97 7. Za kilka minut odjadą.a ty jesteś utytłany gównem po uszy! .Nie chciałbym robić z tego sprawy. Drugi policjant wyłonił się spoza przegubowca. który ściągnął przyczepę z szosy na pole. Ŝe ma tylko jedno wyjście: zamydlić im oczy. tylko wtedy. Przeszedł na tył wozu sprawdzić stan tylnych świateł. Nawet w świetle latarki trudno nie rozpoznać sterczącej w górę wielkiej rury bazuki czy karabinu maszynowego. Rozdarły się. Szefie. Murphy'ego ścisnęło w dołku. Policjant przyglądał się przednim światłom przegubowca. SierŜant wybuchnął śmiechem. i właśnie wracał do stolicy. Murphy sięgnął do szoferki i podał mu plik dokumentów. . Zyskały jego uznanie.Traktor i przyczepa były zupełnie niewidoczne. . Obrócił się do farmera.Forsyth Opowiadania. i to oświetlony.Był bardzo zadowolony ze swojego Ŝartu. Wszyscy trzej przeszli na tył cięŜarówki.odparł Murphy. . który wypadł z podartego worka.Czy ma pan prawo jazdy? . Ŝe są takie dni. Za chwilę się przekonamy.Czysta robota przez otwarte drzwi przegubowca i cztery z nich rozpruły się. W tych ciemnościach mogło mu się to udać.Niewątpliwie ubezpieczenie teŜ jest u pana w domu .Drzwi się otworzyły .powiedział sierŜant. 96 . a drugie zamazane gliną powiedział zwracając się do farmera. wysypywał się brunatny nawóz.Liam Clark? . Z podartej folii.Pański? . kiedy eskortuje ministrów. Ale kiedy światła przygasły. w łóŜku.zakomunikował.zapytał go sierŜant. wskazując na przegubowiec.Jedno z pańskich świateł jest zepsute. Zabierze je pan jutro rano.Tak .zapytał sierŜant.Papiery . . i obejrzeli sobie rozrzucone bele słomy. . juŜ zaczął zachowywać się defensywnie.Kilka worków wypadło na drogę. Ale na razie nie moŜe pan prowadzić z tymi światłami.Co pan wiezie? . Kiedy Murphy zobaczył światła wozu.Tak. Tymczasem drugi policjant obejrzał sobie traktor i powrócił do sierŜanta.odparł Murphy. SierŜant zwrócił Murphy'emu dokumenty i zainteresował się farmerem.Prom spóźnił się dziś po południu do Rosslare. Posterunkowy zaświecił latarkę i puścił promień światła na całą tę breję. . jeszcze przed chwilą pewny siebie i zaczepny. niech pan im się przyjrzy. . . Policjanci podeszli powoli do unieruchomionego traktora i jego przyczepy. stanął twarzą w twarz z rzeczywistością. Ŝe to po prostu prywatny samochód. DuŜo później Murphy powiedział towarzyszowi z celi.odpowiedział Murphy. . Ŝe są w porządku.Mam nadzieję. . z której były zrobione worki.zapytał sierŜant farmera. Chciałem jak najszybciej odwieźć ładunek i znaleźć się w domu. .

Potrafił wyobrazić sobie wiele miejsc. Murphy westchnął głęboko. Ŝe wszyscy znają jego tajemne grzechy. zmierzających ku wyjściom. który leŜy w szpitalu z nogą na wyciągu i wie. nie upuścił futerału od okularów między poduszki siedzenia przedziału. Nie były zresztą najbezpieczniejszym miejscem na świecie. kim jest ów "ktoś". w czasie przejazdu do Mansion House. przeraŜony własną odwagą. Od dwudziestu pięciu lat jeździł codziennie tym samym pociągiem o tej samej porze z małego i nudnego miasteczka Edenbridge do stacji Charing Cross w Londynie. w których chciałby przeŜyć następne dwa lata. Strona 59 . jadąc pociągiem podmiejskim z Edenbridge do Londynu. twarz mu poczerwieniała. Samuel Nutkin nie był przyzwyczajony do "tych rzeczy". Bo kiedy wsunął między nie dłoń. cała ta historia w ogóle by się nie zdarzyła.Grupy . Kiedy spojrzał na okładkę czasopisma. majstrował coś przy teczce. Magazyn miał nieduŜy format i błyszczącą okładkę. Po drugiej stronie przedziału dwa egzemplarze Financial Timesa.Magazyn kontaktowy dla seksualnie wyzwolonych. Po lewej stronie stary Fogarty męczył się nad krzyŜówką. Jej twarz zakrywał biały kwadrat z napisem: Ogłoszenie nr 331. znaleziono paczkę pornograficznych zdjęć. Kiedy w szpitalu zbadano zawartość jego kieszeni. Ktoś kiedyś odkrył. Ale Samuel Nutkin ociągał się. Środek okładki zajmowała fotografia dorodnej kobiety o wydatnych piersiach. Nutkinowi niepotrzebny był więc rozkład jazdy.Muszę wyznać coś niecoś . i powracał do hrabstwa Kent. zastanawiał się nad konsekwencjami swojego odkrycia. Pan Nutkin nigdy w Ŝyciu nie widział takiego pisma.Forsyth Opowiadania. ale takŜe na cienkie czasopismo. takŜe zawsze o tej samej godzinie. aŜ do stacji Charing Cross. Widniały na niej słowa: Nowy Krąg . Ale wcale nie dlatego. Historia ta od dawna prześladowała Samuela Nutkina. Ŝe był mu potrzebny. a po prawej za oknem przesuwała się właśnie stacja Hither Green. gdzie pracował jako urzędnik. W drodze z pociągu do kolejki podziemnej.a niŜej: Samotni Pary . aŜ znalazł się sam w przedziale. Samuel Nutkin odetchnął z ulgą. NIEWYPAŁ Gdyby Samuel Nutkin. Czym prędzej wsunął je z powrotem pomiędzy poduszki i rozejrzał się dokoła. ToteŜ tego dnia Nutkin niezwykle ostroŜnie przechodził przez ulice. Jego palce natrafiły nie tylko na futerał. To musiał być właśnie jeden z tych dni.był to tytuł pisma . jeden Times i jeden Guardian nadal kiwały się rytmicznie w takt jadącego pociągu. zwijał parasol. Ŝe ludzie nabierają cech odpowiadających przydomkom. Ich właściciele czytali tabele notowań giełdowych. ale niechcący przechwycił transport przemycanej przez kogoś broni. Drzwi wagonów rozsunęły się. Jak moŜna się z czegoś takiego wytłumaczyć? CóŜ to za wstyd dla człowieka. Wieczorem zaś wsiadał do pociągu na stacji Cannon Street. a potem w czasie krótkiego spaceru do biurowca towarzystwa ubezpieczeniowego. toteŜ przez 99 całą drogę. wsunął-go do teczki i włączył się w strumień meloników i biletów sezonowych. Ŝe jest to rozkład jazdy. który został przejechany przez samochód. Nikt na niego nie patrzył. czuł się dość niewyraźnie. ale ulice Dublina na pewno do nich nie naleŜały. Ŝeby go wydostać . Nie miał szczególnych wątpliwości co do tego. wyciągnął magazyn z poduszek. Powodowała nim po prostu zwykła ciekawość. . pozostawione tam zapewne przez poprzedniego pasaŜera.stało się. Słyszał kiedyś o człowieku. Powoli uniósł ręce do góry.txt w Ŝołądek Murphy'ego. Nie tylko nie udało mu się porwać dziewięć tysięcy butelek koniaku. w windzie prowadzącej na Cannon Street. Nutkin wyciągnął je w przekonaniu. aby wyrzucić swój ludzki ładunek na zatłoczony peron numer sześć. szukał melonika tak długo. W końcu dotarł jednak do lokalu towarzystwa ubezpieczeniowego.powiedział. Wtedy.

Nutkin kochał City. został zdemobilizowany po wojnie w wieku dwudziestu pięciu lat. w samym środku miasta. którego gmach królował tuŜ obok. kiedy jeden ze szkolnych kolegów nazwał go "wiewiórką". Był juŜ od dwudziestu pięciu lat urzędnikiem wielkiej firmy ubezpieczeniowej. Nutkinowi nigdy nie przyszło do głowy. równie solidnej jak Bank Angielski. Była wątłą i suchą kobietą o ostrym nosie i jeszcze ostrzejszym głosie. które traktowały go po macierzyńsku i mówiły. o ich pracy.usługi. Wieczorem udało mu się przewieźć pismo do mieszkania w Edenbridge. Inne ogłoszenia odznaczały się wymownym tekstem reklamującym tajemnicze . rozpościerającej swoje macki na wszystkie strony świata. aŜ mu się to znudzi. magia zblakła i wtopiła się w szary strumień ciemnych garniturów. Wystarczy. wsunął go na dno teczki i szybko wrócił do swojego biurka. uprzejmy i miły dla sekretarek. Kurza .Forsyth Opowiadania. spółkami akcyjnymi i domami ubezpieczeniowymi. Ŝeby spacerować po starych uliczkach o tradycyjnych nazwach . parasoli. zabudowanym bankami. Będąc w randze kaprala. Przy niektórych znajdowały się zdjęcia. oszukiwali czarnych. sympatyczny człowiek bliski pięćdziesiątki. meloników i teczek. Tutaj.i po miejskich murach. poŜyczać. a mury rzeczywiście broniły miasta. przewaŜnie amatorskie fotografie pań w samej bieliźnie. rabowali i odsyłali łupy do miasta. 101 Diagnoza doktora Bulstroda określała jej chorobę jako zaawansowaną hipochondrię. chociaŜ przez całą drogę zdawało mu się. Wiele lat upłynęło od czasu. Zaskoczyły go i zdumiały. jak to było 100 w Średniowieczu. była niemal całkowicie przykuta do łóŜka. "Figlarz" będzie tak długo małpować i wymyślać kawały. zamknął się tam i zabrał się do czytania wszystkich ogłoszeń w Nowym Kręgu. Ŝe cierpi na cięŜki artretyzm i dolegliwości sercowe. spekulować. Twierdziła. zapadały decyzje o losach milionów ludzi. Wykorzystywał przerwę obiadową. JednakŜe tego ranka w jego Ŝyciu nastąpił przełom. Ŝeby poznać osobiście zamoŜnych i hojnych dŜentelmenów. które wlewały się codziennie do City. Mimo to pozostał wiernym i przywiązanym męŜem. Ŝeby zaczęto wołać na chłopca "łobuziak". Z ich inicjatywy Ŝeglarze i handlarze sprzedawali i kupowali. W ciągu tych lat dopasował się do swojego biurka . aby zaoszczędzić Ŝonie nawet Strona 60 . kukurydzę i drób. zamoŜności czy nędzy. Ŝółtych i brunatnych ludzi. Ale zupełnie nie był przyzwyczajony do czytania czy choćby tylko noszenia w teczce pornograficznych pism. czyli pani Nutkin. aby tu inwestować. kiedy była źródłem fizycznych uciech Samuela Nutkina.Chlebowa. czy to w łóŜku. Samuel Nutkin miał dziesięć lat. Ten przydomek przesądził o jego losie. Udało mu się dostać stałą posadę z niezłą pensją i zapewnioną emeryturą. Lettice.zaŜywny. Był więc Nutkin w śródmiejskiej dŜungli Londynu przyjaznym i nieszkodliwym stworzeniem o cechach określonych przez swój młodzieńczy przydomek. Ŝe jest "słodki". kiedy naprawdę sprzedawano tu chleb. Przekradł się do ubikacji.txt które im nadano. Schował swój skarb pod dywan przed kominkiem. którzy wśród tych zimnych kamieni umieli porwać się na finansowanie awanturniczych wypraw do najdalszych zakątków świata. Przeczytał magazyn od deski do deski. był bowiem uczciwym obywatelem. zawsze gotowym do największych poświęceń. zdobywali skarby. Lettice nigdy tam nie zajrzy. Ŝe kobiety ogłaszające się w tym piśmie marzyły głównie o tym. aby po ośmiu godzinach pracy odpłynąć do podmiejskich rezydencji. Ŝe czyha na niego policja obyczajowa. Szybko zrozumiał. Myślał. Podziwiał ludzi. czy teŜ poza nim. na tym skrawku ziemi w samym sercu Londynu. Kukurydziana. a będzie chodzić z przymruŜonymi oczami i mówić jak Humphrey Bogart.w kaŜdym razie dla Samuela Nutkina . Ŝe to siedlisko największych rozbójników świata. Pracował w siedzibie gigantycznej bankowej ośmiornicy. Minęło ćwierć wieku.

Tak. Jestem pewna. Czy to panna Sally? ..Świetnie... a na jego odwrocie ręcznie wypisaną odpowiedź: Drogi Henry. Ŝe zamiast języka ma w ustach kawał starej gumy. Zadzwoń pod numer.Czy jutrzejszy dzień ci odpowiada? Doskonale.. na której podał jej śniadanie. Z krótkich informacji. W samym środku magazynu były szczegółowe instrukcje co do sposobu przesyłania odpowiedzi na ogłoszenia. . moi przyjaciele na ogół dają mi niewielki prezent.. a wieczorem jadę do domu. Henry.AleŜ tak. które dotyczyły przede wszystkim jednej z ogłaszających się pań. wobec tego kiedy będziesz? .Zgadza się . Znalazł własny list. bardzo dziękuję za zainteresowanie się moim ogłoszeniem. Był to notabene jego prawdziwy adres. po czym wyjaśnił. i obawiał się. Stary Fogarty wpisywał jednak właśnie pozycję numer piętnasty (poziomo) do krzyŜówki.odpowiedział matowy głos. Jest tylko jedna mała sprawa. e. . Ŝe ma wypieki. Nazywam się Jones. Trzeciego dnia zdecydował się. Numer telefonu wskazywał.Mogę tylko w porze obiadowej. czuł.Forsyth Opowiadania. Pomaga mi to w płaceniu komornego... . wrzucił do klozetu i spuścił wodę. Jakieś dziesięć funtów.E. jakie podawała..txt najmniejszych przykrości. Napisał krótko i rzeczowo na kartce zwykłego biurowego papieru. podając się za niejakiego pana Henry Jonesa. Ŝe towarzysze podróŜy zwrócą na to uwagę.. Kiedy o dwunastej trzydzieści następnego dnia Nutkin stanął przed drzwiami mieszkania w jednym z zaułków Bayswater. Wsunął ją do kieszeni i poszedł na piętro. Usłyszał niski głos kobiecy: "Halo?" Nutkin wepchnął monetę do aparatu. Czy chciałbyś do mnie wstąpić. Otrzymałem dziś rano od pani odpowiedź na mój list w sprawie pani ogłoszenia. bardzo chętnie . Pracuję w City. 102 Kiedy wracał do przedziału. W przerwie obiadowej Nutkin nakręcił podany mu numer z automatu w najbliŜszej stacji kolejki podziemnej. Drogi Henry. Po napisaniu listu naleŜało włoŜyć go wraz z zaadresowaną do siebie i ofrankowaną kopertą do drugiej koperty. opatrzonej numerem ogłoszenia wypisanym ołówkiem.A kto mówi? . poszedł do toalety i drŜącymi palcami otworzył kopertę. kochanie? Samuel Nutkin poczuł. . .. Ŝe będziemy się mogli dobrze zabawić. usiadł i napisał do niej list. Ŝe Sally mieszkała w centrum Londynu. a list wraz z kopertą podarł. W słuchawce słychać było szelest przewracanych kartek papieru. .. Szóstego dnia zobaczył wśród listów kopertę zaadresowaną do Henry'ego Jonesa. odchrząknął i powiedział: . a z pozostałych pasaŜerów Ŝaden nie podniósł nawet głowy. Ŝeby zabrać od Ŝony tacę. Samuel Nutkin przepisał numer telefonu na kartkę papieru i schował ją do portfela. Podam ci adres. Halo. Niczego więcej w kopercie nie było. w drodze do miasta. Pan Nutkin wykonał to wszystko starannie. Ŝe była wysoka i miała zaokrąglone kształty.. gdy tylko słyszał kroki listonosza. Nie zajmowała się na szczęście domem ze względu na ból w plecach.wyjąkał.. nie było więc obawy. Następne trzy dni upłynęły Nutkinowi na głębokich rozmyślaniach. zamieszkałego na 27 Acacia Avenue. był Strona 61 . Ŝe czytał jej ogłoszenie i bardzo chciałby się z nią spotkać. Zaczął od zwrotu "Droga Pani". W pociągu..Doskonale. w dzielnicy Bayswater. Sally. w takim razie jutro o dwunastej trzydzieści. Czy to ci odpowiada? Nutkin skinął głową i powiedział: "Tak". moŜna było wnioskować.. Ściskam.O. widzisz. pamiętam cię. Kopertę tę wraz z naleŜnością za usługę polecano włoŜyć do trzeciej koperty i wysłać na londyński adres czasopisma. Henry Jones.. Ŝe zajrzy pod dywan. Przez następne kilka dni biegł do drzwi wejściowych.

. Czy masz jakieś szczególne Ŝyczenia? Nutkin przysiadł na brzegu fotela. Ŝe wzbudzi to tylko podejrzliwość Lettice.Marynarka i portfel! Stary Fogarty. Ŝe ma stanowczo za szerokie biodra.krzyknął. porozmawiamy sobie. Dopiero kiedy mijał New Cross. Henry? Proszę. Ŝe ma gorączkę. Wrócił do pokoju. Powiedział jej to w końcu. były jednak dostatecznie wyraźne. . który następnie zdjęła i powiesiła na haku. Zdawało mu się. .Usiądź i odpocznij sobie. zauwaŜył. Nie zdziwiła się. co masz na myśli. I nie denerwuj się tak. przy którym jadł śniadanie. Trzęsącymi się rękoma szukał jakiegoś słowa wyjaśnienia w głębi koperty. zorientował się. spodnie i buty i chodź do sypialni.To bardzo trudno wytłumaczyć . spodziewając się. Samuel Nutkin wybrał pocztę ze skrzynki i połoŜył ją na stole. Wzięła go i włoŜyła do leŜącej na komodzie torebki. . a Nutkin wpatrywał się w nie w niemym zdumieniu.Nie wstydź się.Marynarka! . po czym pobiegł na stację. a na co najmniej dwóch moŜna było doskonale rozpoznać jego własną twarz. Patrzył przez okno przedziału i starał się uspokoić skołataną głowę. Kobieta uśmiechnęła się zalotnie. Była starsza.usłyszał. Zastukał nerwowo do drzwi. LeŜały teraz na stole. niŜ się spodziewał. Stuknęła jej juŜ na pewno czterdziestka. Nie znalazł nic. Poza tym była o dobre piętnaście centymetrów wyŜsza od niego. . . Miał ochotę pozostać w domu i symulować chorobę. który zastanawiał się właśnie nad siedem pionowo. Sally znów się uśmiechnęła. Ŝe nosi pod nim czarne nylonowe majtki i czerwoną koszulkę. Zaniósł jej list od siostry na górę.Forsyth Opowiadania. ale po namyśle doszedł do wniosku. wdeptując obcasem popiół w mokrą ziemię. Drzwi do przedpokoju zostawiła otwarte. Pokój był licho umeblowany i nie było w nim wielu przedmiotów osobistych. w jaki sposób został nabrany. Prócz grubej koperty nadanej w Londynie i zaadresowanej na nazwisko Samuela Nutkina był jeszcze list do Lettice od jej siostry i rachunek z kwiaciarni za jakieś rośliny doniczkowe. Mów. Zdjęcia. Ŝe ma usta wypełnione szybko schnącym cementem. Zamknęła drzwi na klucz i włoŜyła go do kieszeni szlafroka. moŜe dzięki wysokim obcasom. Kiedy zrozumiał całą prawdę. dość grubą kopertę. Zdejm marynarkę. Potem nastąpiła cisza. Henry? Samuel Nutkin skinął głową i wyciągnął z kieszeni spodni dziesięciofuntowy banknot. wejdź do pokoju. . .Proszę wejść . dalekie od technicznej doskonałości. zabrał tacę po śniadaniu. tam gdzie wciąŜ spoczywał numer feralnego magazynu. Ktoś najwyraźniej przyglądał mu się przez wziernik w drzwiach.wymamrotał. Kiedy wszedł. . Pomimo sięgającego do ziemi szlafroka widać było. Nutkin beztrosko otworzył grubą kopertę.Wielu panów o to prosi. ogarnęło go przeraŜenie. Pokazywały wszystko czarno na białym. Mylił się jednak. Usłyszał kroki w przedpokoju. Po chwili namysłu wziął jednak całą paczkę i spalił ją za garaŜem. na zniszczonej 103 twarzy miała grubą warstwę makijaŜu. Ŝe jest w niej jakaś reklamówka. 104 Ogarnięty ślepą paniką wsunął fotografie pod dywan przy kominku.txt pewny.Więc jesteś. Twarz kobiety była ostra na wszystkich zdjęciach. Wystarczyły same zdjęcia. zamknęła za nim drzwi i powiedziała cicho: .W porządku. Na jej odwrocie teŜ nic nie było. Z koperty wypadło sześć fotografii.Czy masz dla mnie ten mały prezencik. Ŝeby zdąŜyć na pociąg do City.powiedziała lekko. Po trzech dniach listonosz doręczył na Acacia Avenue 27 wraz z innymi listami zwykłą. Kiedy szlafrok rozchylił się. Usłuchał jej i poszedł za nią przez przedpokój do jasno oświetlonej sypialni. Poszedł za nią do pokoju. Strona 62 . Serce biło mu jak młot.

Ŝe mieszkanie jest zamknięte. Mieszkanie zostało najwyraźniej wynajęte na jeden tydzień. . Pan nosi w portfelu bardzo wiele legitymacji. I do sekretarza twojego klubu tenisowego. Odebrał pewnie od tego czasu wiele telefonów do jakiejś Sally. . Nie było więc pomyłki. Biuro czasopisma przesyłało na pewno odpowiedzi na ogłoszenia pod jakimś jednym umówionym adresem.Zaraz się rozłączę. Wtedy zrozumiał. czy to ten sam. Zimny strach ściskał mu Ŝołądek. Tego ranka w Ŝaden sposób nie mógł skoncentrować się na swojej pracy. ale trudno było się Nutkinowi zorientować. przyjacielu. Nutkin pojechał taksówką na Bayswater. Czy otrzymałeś mój bilecik dzisiejszą pocztą? . A drugi komplet odbitek mogę posłać do pani Nutkin. przesuwające się za oknem wagonu. MoŜesz dostać to wszystko.Pan Samuel Nutkin? . . panie Nutkin.Tak.txt pokręcił głową. Były do niego trzy telefony. Jednak numer był zastrzeŜony i bez polecenia sędziego pokoju biuro numerów nie udzielało informacji. .Czego ode mnie chcecie? . Mam chyba obowiązek posłać te zdjęcia do twojego szefa.Tak. z którym rozmawiał po południu. Nie próbuj zwracać się do policji.wybuchnął Nutkin. 105 Po raz czwarty telefon zadzwonił zaraz po ósmej. przyjacielu. O której godzinie wychodzisz do pracy? . .Tak.Panie. .Forsyth Opowiadania. Lettice zrzędziła jeszcze bardziej niŜ zwykle. brzmiał jakby przez chustkę nakrywającą mikrofon. niegrzeczny z ciebie chłopiec.spytał. i to na fałszywe nazwisko. które przerwały jej popołudniową drzemkę. ale głos w słuchawce przerwał jego protesty. Samuel Nutkin zerwał się z fotela i zostawiając Ŝonę przed telewizorem pobiegł do aparatu znajdującego się w przedpokoju. pozostał na dole i dokładnie Strona 63 . a numer telefonu naleŜał do całkiem obcego człowieka. . Nutkin spróbował połączyć się ponownie przez telefonistkę. klisze i odbitki. i juŜ zostało opuszczone. gdzie pracujesz i znam nazwisko twojego zwierzchnika.Zadzwonię jutro rano o ósmej. Okazało się.Przyjrzałeś im się dobrze? Samuel Nutkin zacisnął zęby. .mruknął . niech pan tego nie robi . panie.A moŜe jednak pan Henry Jones? Samuel Nutkin poczuł ucisk w dołku. Ŝe musi uregulować ogrzewanie. Kiedy Lettice szła spać. odpowiedział jednakŜe ten sam męŜczyzna.Zadałem ci pytanie. Głos był stłumiony. Zadzwonił do informacji i próbował sprawdzić adres podanego mu numeru. Nie był przystosowany do takich sytuacji. . . Czy dostałeś odbitki? .za duŜo liter. Telefon zamilkł. Zresztą nic mi nie mogą zrobić.Ósma trzydzieści.No cóŜ. . . który oświadczył. Kiedy Nutkin wrócił do domu.Nie . a na bramie wisi napis "Do wynajęcia". Zastanów się nad całą sprawą trzeźwo i na zimno. Samuel Nutkin wpatrywał się ponuro w południowe przedmieście Londynu. Ŝe nie zna Ŝadnej Sally i Ŝe to pomyłka.Kto mówi? . W przerwie obiadowej spróbował połączyć się z numerem podanym przez Sally. której oczywiście nie znał. który po powrocie z urlopu zastał sforsowany zamek u drzwi swego mieszkania. Ŝe nawet przy pomocy policji nie dowie się niczego.Tak. Mówił męŜczyzna.To niewaŜne. Nutkin dobrej nocy nie miał. wiem. powiedział.Pan Nutkin? . ale odpowiedział mu zachrypły męski głos. Dobrej nocy. AleŜ tak.

a to było niemoŜliwe w towarzystwie starego Fogarty'ego z tymi jego wiecznymi krzyŜówkami. Nutkin przełknął kilka razy ślinę. ksiąŜeczka czekowa. Telefon zadzwonił punktualnie o ósmej.wyjąkał. Ŝe będziesz je musiał kupić. ale nikt by mu nie uwierzył. Jedno było jednak pewne.31 do Charing Cross. Zadzwonię wieczorem o ósmej.Obawiam się. dwa zdjęcia z Ŝoną. Siedział niby samotny karzełek w meloniku pośród kwiatów i drzew.Zastanowiłeś się? . Ŝe chodzi o kobietę. przenikającym przez firanki sypialni. prawo jazdy. Ŝe musi się zastanowić. na którym wszyscy podają sobie z rąk do rąk te straszne fotografie. zwołanego specjalnie w celu ponownego rozpatrzenia jego członkostwa. jeŜeli nie liczyć kieliszka wina od czasu do czasu.Tak. karta klubu ubezpieczeniowców 106 więcej niŜ trzeba. Co robić? Co robić? . patrzył na niesympatyczną twarz Ŝony śpiącej w sąsiednim łóŜku . Nutkin poszedł na górę. samochodu. ubrany jak zwykle w szary garnitur. . To wszystko przekraczało jego wyobraźnię. jak siedzi i trzyma w ręku paczkę odbitek. Myślał o zebraniu prezydium klubu tenisowego. pocałował Ŝonę w policzek i udał się do pracy. znalazł budkę telefoniczną i zadzwonił do biura. Nie palił. ale poszedł do parku i usiadł na ławce. Powiedział kierownikowi swojego działu. . A więc nie wolno dopuścić. białą koszulę. Ale potem odbyłaby się sprawa sądowa. Ŝe gdyby się postarał. jeŜeli wolisz. Ŝe figuruje się jako pan X. O dziewiątej trzydzieści opuścił park.szydził głos w słuchawce. przyjacielu. Ŝe w takich wypadkach moŜna nie podawać nazwiska.txt skontrolował zawartość portfela. MoŜe pójść na policję? Oni mogliby oczywiście znaleźć tych ludzi mimo fałszywych nazwisk i adresów. Nutkin nieraz czytał w gazetach. Wiedział. która moŜe nadejść w czasie jego pobytu w biurze. . Kolejowy bilet sezonowy.Lettice zawsze chciała spać osobno . WyobraŜał sobie dyrektora Bensona w gabinecie na najwyŜszym piętrze. Jeszcze dziś.Ile Ŝądacie? . bo wszyscy wiedzieli. z melonikiem. Ŝe chodzi o dług karciany. 107 Przypuszczał. Ŝeby się o czymkolwiek dowiedziała. Taki wstrząs zabiłby biedną Lettice.rzucił głos bez wahania. dwa listy.Tak .pytał w kółko samego siebie. legitymacja członkowska klubu tenisowego.odpowiedział drŜącym głosem Nutkin. co powiedziałaby po otwarciu grubej koperty. gotowy do szybkiego marszu na stację.zapytał nieznajomy. Musimy pokryć nasze wydatki. aby dowiedzieć się sporo o nim i jego miejscu pracy. a poza tym naleŜy ci się mała nauczka. . A więc z pewnością domyślą się. ale tyle osób mogło rzecz rozszyfrować. Nie pił. Ŝe źle się czuje. proszę pana. . Tego dnia nie wsiadł jednak jak zwykle do pociągu odchodzącego o 8. Po dwudziestu pięciu latach monotonnego Ŝycia biurowego nie sposób ukryć sprawy sądowej. . Mógłby powiedzieć. .Forsyth Opowiadania.W takim razie postaraj się o nie . Później w bladym świetle ulicznej latarni. Po drodze łamał sobie głowę szukając Strona 64 . Ale zdobądź tę forsę. Nie przeŜyłaby tego.AleŜ ja nie mam tyle pieniędzy! . parasolem i teczką w ręku.zaprotestował. Samuel Nutkin był wstrząśnięty. NajwyŜej czasami jedno cygaro po proszonej kolacji. poŜyczyłby jakoś te tysiąc funtów. i to szybko.Chcesz te negatywy? . Zwłaszcza gdyby zaŜądał od dyrektora.i usiłował sobie wyobrazić.Tysiąc funtów . Ŝeby wypłacono mu tę sumę zaraz.Nie jestem bogaty . i to w gotówce. MoŜesz dostać poŜyczkę na hipotekę swojego domku albo. Samuel Nutkin czekał juŜ w hallu. Głos umilkł i w słuchawce rozległ się sygnał. Potem poszedł do banku. ale wywołałoby to niewątpliwie duŜe zdziwienie w banku. ale po południu będzie na pewno za biurkiem. Ŝe w karty nie gra. . na której trzeba by było wystąpić w charakterze świadka.

wsuń ją pod pierwszą ławkę i pójdź dalej..Albo zrobisz. co mu się przytrafiło? Chyba wymuszaniem pieniędzy pogróŜkami. . panie Nutkin? . Nie mógł stanąć przed dyrektorem z tak dziwnym i trudnym do wytłumaczenia Ŝądaniem. Jak nazywają to.tłumacząc sprzedawcy. jedna obok drugiej. Po drugiej stronie zapanowało nasycone zdumieniem milczenie. Ŝe zamierza zalać nim urodzinowy tort Ŝony . I jeszcze jedno. Ale jak teraz zmienić posadę? Poza tym istniała przecieŜ Lettice. miedziane druciki do bezpieczników. Ŝe od momentu. . O godzinie ósmej tegoŜ wieczoru siedział jak zwykle z Lettice przed telewizorem. Niech ci nie przyjdzie Strona 65 . kolbę do zalutowania dziury w czajniku i kilka innych drobnych przedmiotów.odezwał się wreszcie zachrypły głos. .Czyś ty zwariował? . a potem i tak roześlą fotografie po ludziach! To prawie pewne. Zadzwonił telefon. jakby mu powiedział: "Jestem ofiarą szantaŜu i proszę o poŜyczkę w wysokości tysiąca funtów". niech mi pan odeśle te negatywy i zapomnijmy o wszystkim. durny człowieku .Nie . Ŝeby nosić przy sobie tysiąc funtów. O tej porze nie powinno tam być nikogo. . .. Zapewnił szefa. Miej ze sobą paczkę zawiniętą w brązowy papier. Mów dalej! . przewraŜliwiona Lettice. które kaŜdy człowiek powinien mieć w domu.Ale chciałbym. Była godzina 10. pułapkę na myszy.Jutro w przerwie obiadowej wsiądziesz w taksówkę i pojedziesz na Albert Bridge Road. . Rozwiązania trzeba szukać w Londynie . ale czy moŜna pomóc ofierze szantaŜu? Gdyby był młodszy i do tego kawalerskiego stanu. co ci kaŜę. pomyślał z goryczą. Postanowił w kaŜdym razie nie brać pieniędzy z miejscowej filii banku. Ŝeby go pocałowali.powiedział sobie po długich wahaniach. Nutkin postanowił za wszelką cenę oszczędzić Ŝonie takiego ciosu..Właśnie tego się obawiałem. Pamiętaj.rozzłościł się tamten.W porządku.Słuchaj.Zrozumiałem. pieniądze są. Ten szok na pewno by ją zabił. Ŝeby pan przemyślał wszystkie przykre konsekwencje. tak. O drugiej po południu siedział za swoim biurkiem. dwie baterie do latarki elektrycznej. Ŝe Samuel Nutkin potrafiłby w podstępny sposób podjąć jakiekolwiek pieniądze z konta swojego przedsiębiorstwa. Dojdziesz do takiego miejsca. W kilku innych sklepach zakupił: pół kilo lukru . nieszczęsna.No i co. więc dla wypeł108 nienia czasu poszedł po zakupy.31. a w słuchawce odezwał się zachrypły głos: . Wszedł do sklepu z artykułami biurowymi i zakupił stalową. jakie wynikną z pańskich Ŝądań. Ŝe czuje się znacznie lepiej. o których czytał w gazetach.puszkę sztucznego nawozu przeznaczonego dla róŜ w ogródku. .Eee.txt jakiegoś wyjścia i przypominając sobie wszystkie sprawy o szantaŜ. albo dla samej przyjemności posyłam te fotki do twojej Ŝony i szefa! Nutkin westchnął. wsiadł do pociągu. powiedziałby im. Był człowiekiem zbyt ostroŜnym. Niezła prawnicza formułka. zamykaną na klucz kasetkę na pieniądze. Podjąwszy tę decyzję. w którym stoją dwie ławki. Zrozumiałeś? . Wejdziesz do parku Battersea i pójdziesz Aleją Zachodnią w kierunku rzeki. 109 . pośpiesznie dodał: .Panie. będziesz obserwowany.Forsyth Opowiadania.. W połowie alei skręcisz w lewo i pomaszerujesz w stronę centralnego placu.odrzekł powaŜnie Nutkin.odpowiedział Nutkin i zanim tamten mógł się odezwać. Do City przyjechał tuŜ przed przerwą obiadową. Nikomu nie przyszłoby do głowy. To tak. A poza tym. kiedy znajdziesz się w parku. czy tamci nie zaŜądają następnych sum? Na pewno wyciągną z niego cały majątek. i zabrał się do pracy nad księgami rachunkowymi. Wyjdziesz z parku drugą bramą. Przy drzwiach banku opuściła go jednak odwaga.

. . Kiedy szedł aleją po zachodniej stronie parku i docierał juŜ do zakrętu prowadzącego do placu centralnego.Forsyth Opowiadania. Ŝe w pobliŜu jest jakiś tajniak. .Z policji? . Zrób.Mój BoŜe . Minął tydzień. .txt do głowy. . Wszystko to stało się błyskawicznie. Chciał być przez pewien czas sam.Tak. o co panu chodzi i dlaczego miałbym być skrępowany? . . ale leŜy w łóŜku.Nutkin potrząsnął ze smutkiem głową i powrócił do City. . i ulatniam się.. Nutkin! ..Obawiam się. jak mu nakazano.syknął tamten.Bądź spokojna. Właśnie w tej chwili rozległ się z góry rozdraŜniony głos: . Ŝeby się pan czuł nieswojo. . Czy mógłbym prosić pana o kilka chwil rozmowy? .zaczął. Przeszukując je. nie zdołałby zatrzymać motocyklisty. to ja. . Na głowie miał hełm. co się wtedy stanie. co ci kaŜę. a twarz zasłaniały mu gogle i kolorowa chustka. Będąc w tym roku sekretarzem klubu.moi koledzy z policji stołecznej odwiedzili pewne mieszkanie w centrum Londynu. kochanie . Nutkin? . do swojego biura.. Chodzi panu o bilety na bal policji. czy moŜe mi pan pomóc? . A wiesz.Wiem . MęŜczyzna odwiesił słuchawkę.nie musi się pan krępować.odparł cicho Nutkin. Pewnego wieczoru do drzwi domku Samuela Nutkina zadzwonił człowiek o długiej. Nutkin poczuł ostre szarpnięcie i jego paczka znalazła się w mgnieniu oka w koszyku pod kierownicą motocykla. Jestem tu w związku z pewnym dochodzeniem....Proszę. .odpowiedział Nutkin.To dobrze.Tak.krzyknął.spytał Nutkin po zamknięciu drzwi. . więc podszedł do motocyklisty i pochylił się nad jego mapą. .Chciałbym z panem pomówić o bardzo osobistej i moŜe nawet ambarasującej sprawie. nie mnie wyjaśnił cierpliwie.przerwał Nutkin . Smiley patrzył zdziwiony. Stał rozkraczony nad swym pojazdem i studiował mapę.Pan z policji. SierŜant Smiley był wyraźnie zmieszany. ale Nutkin nie patrząc na nią skinął głową na znak zgody. natrafili w zamkniętej na klucz szufladzie na paczkę Strona 66 . sierŜancie. Ŝe nie. Ŝe moŜe to pana będzie krępować. kolego.To jeszcze nie powód. końskiej twarzy i brązowych.MoŜe powie mi pan teraz. Samuelu? . SierŜant Smiley ze zrozumieniem skinął głową i przeszedł za Nutkinem do salonu.Dawaj tę paczkę. Jej zdrowie. Mięśnie szczęk sierŜanta drgały pod napiętą skórą. Nawet gdyby ich obserwował jakiś policjant. Ŝe gliny mogą coś pomóc. Najmniejsze podejrzenie.Miałem na myśli. a wszystko pójdzie gładko.Pan Samuel Nutkin? . zatrzymał go motocyklista.Nie muszę się krępować.? . Ŝe tym razem nie chodzi o bal policji. .SierŜant detektyw Smiley.Przed kilkoma dniami . .zaczął sierŜant Smiley ..Chodzi o zbliŜający się turniej tenisowy z policyjnym klubem sportowym. Po kilku minutach Samuel Nutkin przeprosił Ŝonę i poszedł do garaŜu. Potem rozległ się ryk motoru i po chwili motocykl znalazł się na zatłoczonej Albert Bridge Road. .Oczywiście. smutnych oczach.Kto tam przyszedł. prawda? W klubie tenisowym zawsze kupujemy kilka. spodziewałem się nawet.. Smiley odchrząknął z zaŜenowaniem. Następnego dnia postąpił dokładnie tak. . 110 .Czy Ŝona jest w domu? .Pan Nutkin? . Stał w progu w długim czarnym płaszczu i na tle pochmurnego wieczornego nieba jego sylwetka wyglądała jak sylwetka przedsiębiorcy pogrzebowego. Nutkin był człowiekiem uprzejmym. prawda. niech pan wejdzie. . kochanie.Człowiek wyciągnął legitymację. .Hej.

O mój BoŜe. które moŜna by nazwać bardzo kompromitującymi. Widniała na nim kobieta. Nie będę robił Ŝadnych notatek i zachowam wszystko w dyskrecji. nie jest nielegalne.oświadczył zdecydowanie sierŜant. .. kilkakrotnie karana. którzy bywali w mieszkaniu tej kobiety bądź zarekomendowani przez osobistych znajomych. chyba Ŝe się okaŜe.txt kopert. Wyznał. jak kobieta kazała mu zdjąć marynarkę. Więc robili zdjęcia.. nazwisko i adres. zapoznał się z jego treścią w toalecie biurowej. . Ŝeby ich potem moŜna było szantaŜować. Czy od tego popołudnia odebrał pan jakiś telefon. Samuel Nutkin patrzył na policjanta z dobrotliwym zainteresowaniem.spytam pana o rzecz bardzo istotną. Czy mogę mówić dalej? Dziękuję.. Samuel Nutkin jąkając się zrelacjonował sprawę od samego początku. powiedział nawet o swojej trzydniowej rozterce i walce z pokusą napisania listu. . w niektórych wypadkach był równieŜ adres miejsca pracy.Czy pan poznaje tę kobietę? Samuel Nutkin przyjrzał się uwaŜnie zdjęciu. dopóki działa pan w ramach prawa. Opowiedział.zawierała kartkę z nazwiskiem i adresem jakiegoś męŜczyzny. niech mnie pan dobrze zrozumie. To. Przysięgam panu.Ma pan rację.Na wszystkich fotografiach była ta sama kobieta. a sześć negatywów przedstawia pana. Jest znana policji jako zawodowa prostytutka.Forsyth Opowiadania. .powiedział sierŜant. co robię. czy teŜ Strona 67 . w którym policja dokonała rewizji. Ŝe to. Samuel Nutkin zbladł i nerwowo zagryzł wargi. .odezwał się Smiley .wyszeptał. zostawić ją w salonie i zaprowadziła go do sypialni. Ŝe zdarzyło mu się to po raz pierwszy w Ŝyciu. Ŝe po powrocie do domu natychmiast spalił magazyn zawierający ogłoszenie i przysiągł sobie.wyszeptał . chowając fotografię do kieszeni. wreszcie o wysłaniu go i podpisaniu nazwiskiem Henry Jones. Samuel Nutkin patrzył na sierŜanta ze zdumieniem. Ŝeby opowiedział mi pan.. w róŜnych sytuacjach z tą kobietą.. jak otrzymał odpowiedź. Opowiedział o tym.Nie rozumiem. 111 Niestety muszę panu powiedzieć. A odwiedziny u prostytutki nie są przez Ŝadne prawo zabronione. nie wiedziałem. Wreszcie westchnął głęboko. Co za wstyd. Nie był przyzwyczajony do takich rozmów. .. . iŜ posiada pan istotne dla śledztwa informacje. gdyby to wyszło na jaw.detektyw wyciągnął z kieszeni fotografię. Ŝe zajmowała ona przez jakiś czas wraz z pewnym osobnikiem mieszkanie. Ustaliliśmy. byli fotografowani i identyfikowani po to. Chciałem pana jeszcze poprosić. Ŝe na jednej z tych kopert widnieje pańskie imię. . Smiley spojrzał na niego surowo i ciągnął dalej: . Ŝe toczy się dochodzenie? . . Opowiedział sierŜantowi..KaŜda z tych kopert . OtóŜ policja stołeczna jest pewna. to jeszcze straszniejsze.. Pańskie Ŝycie prywatne naleŜy do pana i policja nie interesuje się nim. zanotował numer 112 telefonu i zniszczył list. przecieŜ pan mówił. .. panie sierŜancie. Poza tym w kaŜdej z kopert znajdowało się około tuzina negatywów.a było ich około trzydziestu . .Nie dotyczy ono pana . jak przypadkowo znalazł magazyn. jest nielegalne. Ŝe męŜczyźni. Czy pan mnie słucha? Samuel Nutkin siedział z pochyloną głową i wpatrywał się w dywan.Dziękuję . bądź zwabieni przez ogłoszenia.fotografie. Przyznał teŜ. OtóŜ.. Ŝe juŜ nigdy w Ŝyciu nie zrobi niczego podobnego.A teraz . a takŜe o rozmowie telefonicznej i umówieniu się na następny dzień na dwunastą trzydzieści.O mój BoŜe . SierŜant Smiley zatrzepotał powiekami.SzantaŜ . którą znał jako Sally. Skinął potakująco głową. co pan robił.Panie Nutkin. w jaki sposób pan tę kobietę poznał. przedstawiających panów w średnim wieku w towarzystwie kobiety w pozycjach.

który zwrócił się do policji i zdemaskował tych łajdaków . Ŝe nie będę musiał składać formalnych zeznań? Wiem. czy ich. czy ta para próbowała szantaŜować innych męŜczyzn? . Śledztwo w takich sprawach jest trudne.Nie.Kiedy poinformuję Scotland Yard. Wtedy ładunek umieszczony w kasecie wybuchł i rozszarpał oboje na kawałki. Tu chodzi o morderstwo.txt moŜe telefonowano w pańskiej nieobecności z pogróŜkami i Ŝądaniem pieniędzy za te fotografie? Samuel Nutkin potrząsnął przecząco głową.oni nikogo nie zabili. W paczce była kasetka na pieniądze z kluczykiem przywiązanym taśmą do wieka.Podziwiam człowieka. aŜ wreszcie komuś udało się dotrzeć do ich kryjówki. Smiley uśmiechnął się po raz pierwszy. Mogli szantaŜować setki ludzi.my nie prowadzimy śledztwa w sprawie szantaŜu.powiedział. . .. czy zdobyłbym się na to.wyjąkał.Panie Nutkin . nie są istotne dla śledztwa .Bardzo mi Ŝal człowieka. ale ludzie zawsze się jakoś o wszystkim dowiadują. . kto. . Zdjęcia są w ręku policji. . .. Śledztwo. Nie wiemy jeszcze. nie będzie pan świadkiem w tej sprawie.Nie jestem pewien. gdyby się do 113 8 . Prowadzili wszystkie rozmowy z automatów telefonicznych.I na pewno inni detektywi Scotland Yardu rozmawiają w tej chwili z kilkunastoma dŜentelmenami figurującymi na zdjęciach.A więc oni kogoś zabili? .Nie . który nasze laboratorium zidentyfikowało jako pułapkę na myszy.Nie.. SierŜant Smiley spojrzał z uśmiechem na urzędnika biura ubezpieczeń. który zdemaskował tę bandę i będzie musiał stanąć przed sądem.Na pewno .powiedział sierŜant juŜ w drzwiach . proszę pana. Zdemaskowaliście ich.Tak. . Pan Nutkin patrzył na sierŜanta jak na bóstwo greckie. rozumiem . Większość ludzi ma rachunek w banku.O! JakŜe się cieszę! Ale proszę mi powiedzieć.Morderstwo..Forsyth Opowiadania. które dotyczą pana osoby. proszę pana .. szantaŜowani musieli zwrócić się do banku albo sprzedać coś wartościowego. Sprawca po prostu dostarczył im do mieszkania paczkę.. . zastrzelono? . . Ŝe te.Zestawienia bankowe. Nutkin spojrzał na niego z nadzieją w oczach.powiedział Nutkin. kiedy znaleźli się juŜ w przedpokoju.mruczał Nutkin.Nikt spośród osób znajdujących się na liście nie będzie musiał zeznawać.Ale w jaki sposób dojdziecie prawdy? PrzecieŜ niektórzy z tych panów moŜe nawet juŜ zapłacili haracz. które zstąpiło z Olimpu i stanęło przed nim. ... do kogo szantaŜyści zwracali się o pieniądze.Jeszcze chyba do mnie nie doszli.odparł sierŜant Smiley wstając. . . sierŜancie. Ŝe są one teoretycznie poufne. Aby zgromadzić większą kwotę..Nie rozumiem. Kiedy zbrodnicza para otworzyła zamek. .. .Nie.zostaną spalone. . zanim się do mnie zabrali. . .Kto? . Bardzo trudno będzie znaleźć jakikolwiek ślad. wieko odskoczyło na skutek działania mechanizmu. Proszę mi powiedzieć. Mam nadzieję. . . Na pewno aresztujecie kogoś.SzantaŜyści.Oczywiście. Zawsze pozostaje jakiś ślad. Nutkin patrzył na policjanta ze zdumieniem. PrzecieŜ prowadzicie śledztwo. Niszczyli wszystkie dowody z wyjątkiem materiałów fotograficznych.Nie doszli do pana i chyba juŜ nie dojdą.Ale.Czysta robota mnie dobrali. To ich ktoś zabił. Strona 68 . . Musiał więc znać ich kryjówkę. . ale ze wstydu nie przyznają się do tego nawet policji. co teraz będzie z tymi okropnymi fotografiami? . panie Nutkin. PrzecieŜ zdemaskowaliście tę parę na podstawie czyichś zeznań. Z ich zeznań dowiemy się.

przy której przemoczony policjant kontrolował papiery osób wchodzących i wychodzących z zamkniętego terenu. zostanie zapisane i moŜe być uŜyte jako dowód. proszę pana. Spacerowanie po tej nędznej ulicy. zawierającego sześć zabezpieczeń przed rozbrojeniem. Wnętrze samochodu było wygodne i ciepłe. masywny jak cięŜarówka. Zresztą moŜna sobie przeczytać instrukcje w róŜnych ksiąŜkach. by potem wspinać się powoli po wszystkich szczeblach policyjnej słuŜby i wreszcie dotrzeć do obecnego stanowiska. Samuel Nutkin popatrzył z dumą na zdjęcie. jakiego kiedykolwiek wydało hrabs116 two Athlone. niski i tęgi. i niezdecydowanym urzędnikom. Jeden z młodzieńców był szczupły. ale wszystko. Kiedy Hanley wstąpił w szeregi policji.roześmiał się.Ale gdzie. Przez trzy kolejne sezony Karl Mullen prowadził ją od zwycięstwa do zwycięstwa. Nutkin wstąpił do ramiarza i odebrał fotografię. Tego wieczoru fotografia powróciła na honorowe miejsce obok kominka.Byle szesnastolatek! . Hanley przyglądał się z tylnego siedzenia grupom ludzi. to średnia przyjemność. Miał bardzo odpowiedni wygląd. owinął się mocniej ciemnogranatowym płaszczem i ruszył zdecydowanym krokiem w kierunku przerwy w kordonie. DOWÓD RZECZOWY Nie jest pan zobowiązany do mówienia. przedstawiająca dwóch młodych ludzi w mundurach Królewskich Saperów z oznakami jednostki rozminowywania. Walijczyków.To nie do wiary . Nie myślę. Ŝeby go przepuścić. miał pociągłą twarz i nosił na naramiennikach oznaki majora. Wchodził w skład najlepszej druŜyny w historii Irlandii i był dumny ze swojej zielonej koszulki. Dobranoc. Wielki Bili Hanley był policjantem od dwudziestu siedmiu lat. Strona 69 . co za moich czasów. Kierowca ucieszył się. korzystając z pobytu w City. Przed nimi na kocu leŜało kilkadziesiąt części skomplikowanego mechanizmu bomby. Przed trzydziestu laty uchodził za najlepszego napastnika rugby. Następnego dnia. ścierając z niej uporczywą mŜawkę. Podpis pod zdjęciem głosił: Od wdzięcznych mieszkańców wsi Steeple Norton Czarodziejom Rozbrajaczom: majorowi Mikę'owi Halloranowi i kapralowi Samowi Nutkinowi. co pan powie. do tego na deszczu. . . Irlandczyków i róŜnych innych cudzoziemców. którą oddał tam przed dwoma tygodniami do oprawy. miał na nosie okulary. jeŜeli tylko zdobędzie odpowiednie materiały.Proszę zaczekać . panie Nutkin. u Boga Ojca. uczący się 114 chemii. Jego kierowca nie wyłączył silnika. . moŜe skonstruować ładunek wybuchowy. kręcącym się w jego obrębie. (Fragment oficjalnej formuły wygłaszanej przez brytyjską i irlandzką policję do osób podejrzanych. Skinął inspektorowi głową i wyłączył silnik. Ŝe będę pana jeszcze musiał trudzić. nie jest to takie trudne.txt . Lipiec 1943. Dzisiaj byle szesnastolatek. szacowny obywatel angielski mógł zdobyć bombę? Smiley potrząsnął głową. Zaczynał swoją karierę patrolując wybrukowane kocimi łbami zaułki dzielnicy Liberties. Siedzieli okrakiem na olbrzymiej pięciotonowej bombie niemieckiej. zgromadzonych poza policyjnym kordonem. pomyślał. zdobywając co roku Potrójny Puchar i bijąc na głowę Anglików. To nie to. Drugi. Główny inspektor Wiliam J. Szef lokalnego komisariatu policji zatrzasnął za sobą drzwiczki. Pełno tu Arabów.) Wielki samochód policyjny zjechał na brzeg jezdni i zatrzymał się w odległości około piętnastu metrów przed kordonem zamykającym ulicę. . Ponad metr osiemdziesiąt dwa wysokości. Prosił wtedy o zrobienie nowej ramy i zatrzymanie zdjęcia do czasu. Wycieraczki chodziły rytmicznie po powierzchni przedniej szyby. .Forsyth Opowiadania.W dzisiejszych czasach.wyszeptał. Była to stara fotografia. zwanej Wielki Fryc. Szkotów i Francuzów.rzucił kierowcy i wysiadł. aŜ się zjawi. Na widok Hanleya zasalutował i odsunął się.

W samym środku przyszłego parkingu. dawała mu zadowolenie . które nie sprawiają przyjemności. przeraŜony mieszkaniec stanowili cel porannej policyjnej akcji. czarnym asfalcie nowego parkingu błyszczała woda. Strona 70 . trzymanych w klatce przy tylnej części płotu. Tego poranka musiał wypełnić jedno z nich: była to eksmisja. frontem do Mayo Road. toteŜ jego ściany podparte były grubymi belkami. Odgradzał je dwumetrowy drewniany płot. Drzwi frontowe były zniszczone i poznaczone bliznami po rzucanych w nie kamieniach. Ale w kaŜdym zawodzie istnieją zadania. Większa część jej terenu była juŜ zrównana z ziemią. okalający coś w rodzaju ogródka. I to właśnie ten domek i jego stary. których bezduszne bryły widoczne były przez mŜawkę w odległości około kilometra. ani z kosztownym blaskiem diamentów. było równie ponure. zupełnie jak pieniek pojedynczego zęba. Ludzie. tej samej szerokości co dom i długie na jakieś osiem metrów. powiedzieli Hanleyowi. jak panująca tego ranka listopadowa pogoda. ogrodzoną z trzech stron wysoką siatką. Ŝe za tymi drzwiami znajduje się przedpokój o powierzchni metra kwadratowego. Te kury stanowiły cały dobytek staruszka. kiedy juŜ nadeszła chwila akcji. skąd wzięła się taka osobliwa nazwa. potem wąskie schody prowadzące na piętro. jasnym i czystym domu albo mały. a mieszkańcy przeniesieni do mieszkań w blokach. sterczał mały domek. będącego niegdyś ulicą o nazwie Mayo Road. Po jednej stronie ulicy ciągnęły się kupy gruzu. by przygotować teren i fundamenty pod nowe centrum handlowe. Jeszcze wąskie przejście do małej brudnej kuchni i drzwi wychodzące na podwórko i stojący tam wychodek. Wszyscy wpatrywali się w ruderę. Ale ośrodkiem zainteresowania była druga strona ulicy. którzy tam zajrzeli. Ŝe było całe pokryte łajnem czterech pstrokatych kur. Ŝeby obejrzeć sobie eksmisję ostatniego z ich dawnych sąsiadów. co robić. Hanley. Miejsce. Dokoła wszystkie inne domy zostały juŜ rozebrane. gdzie niegdyś stały otaczające go 117 domy. Nie bardzo teŜ było na co patrzeć. jak gdyby teraz. widział naleŜące do domku podwórko. wejściem do samotnego domku stała największa grupa urzędników. Drzwi na prawo prowadziły do pokoju o jednym wybitym teraz i zaklejonym tekturą oknie. Teren ten znajdował się w samym sercu obszaru podlegającego komisariatowi Billa Hanleya.txt osiągnięcia sportowe niewątpliwie pomogły mu w karierze. Teren był płaski jak patelnia. Przeznaczono go dla samochodów przyszłych pracowników projektowanego w pobliŜu biurowca i zajmował przestrzeń niecałego hektara. Lubił swoją pracę.Forsyth Opowiadania. Ale cóŜ to był za ogródek. stojąc z boku. Na przestrzeni kilkudziesięciu metrów w jedną i drugą stronę nie stał juŜ Ŝaden budynek. własny domek w innym miejscu. Składała się głównie z ruder połoŜonych tuŜ za dokami północnego brzegu rzeki Liffey. ani z przywilejami królewskiej angielskiej rodziny Gloucesterów. bliźniaczych domków. on więc był odpowiedzialny za wykonanie zadania. W pokoju na dole znajdował się niewielki kominek. Po prostu kilka metrów gruntu. Znajdowały się na obszarze zwanym Gloucester Diamond. Widowisko rozgrywając się za podwójnym rzędem barier. nie bardzo wiedzieli. Od strony chodnika ciągnął się niski ceglany mur. którzy przyszli. ogradzających środek obszaru. była to doskonała rozrywka. na gładkim. zalewające samotny zamek z piasku. porośniętego plątaniną chwastów. Dla mieszkańców nowych bloków. zalano asfaltem. Bili Hanley wysunął się naprzód. który tworzył teraz niby-morze. składających się z jednego pokoju na parterze i jednego na piętrze. Rada Miejska zrobiła juŜ wszystko co w jej mocy dla starego samotnika. Zaproponowano mu zastępcze mieszkanie w nowym.i to pomimo kiepskiej płacy i długich godzin. Dzielnica ta nie miała nic wspólnego ani z bogactwem. Przed frontowym. JuŜ od dwóch lat Rada Miejska Dublinu dokonywała rozbiórki szeregu małych. na których wkrótce miały przystąpić do pracy koparki. Nikt nie wiedział. Hanley wiedział.

Hanley skinął głową na szefa urzędu mieszkaniowego. . . i oto w ów deszczowy listopadowy poranek 118 policja. . początkujący reporterek.Wyciągniecie go siłą? . Ŝeby wykazać się aktywnością. Ten skinął głową. Ale stary człowiek trwał przy swoim. krzepcy męŜczyźni.Damy mu pięć minut? . co i jak. rozległy się pomruki protestu. Barney mrugnął do inspektora. wysuwając głowę przez puste framugi okien.odparł Hanley. za którą wciąŜ rósł tłum dawnych sąsiadów. Hanley utrzymywał dobre stosunki z miejscową prasą i przyjaźnił się z pewną rezerwą . Nakaz eksmisji wymieniał godzinę dziewiątą.Będziemy tak łagodni. Nie cierpię eksmisji.Czy to współczucie wybiło mu zimą wszystkie szyby.zapytał cicho. Obie strony reprezentowały swoje interesy i nie miały powodu do prowadzenia podjazdowej wojny.Ano. Wszyscy zamilkli.powiedział. . ustawiła się przed frontowym wejściem do domku. Reporterek wziął to za oznakę poufałości. Dwaj komornicy. fotograf lokalnej gazety.Róbcie swoje . Było tam jeszcze dwóch przedstawicieli rady miejskiej.dodał Hanley i wrócił do grupy stojących przed drzwiami domku urzędników. . Barney Kelleher rzucił mu jadowite spojrzenie. lekarz i grupka pomniejszych urzędników. Prace postępowały naprzód. jak tylko potrafimy . dawali mu coraz to nowe terminy. Rada Miejska wydała wreszcie nakaz eksmisji oraz zgodę na usunięcie lokatora siłą. .Zaczynajcie .z jej starszymi współpracownikami. tak Ŝe o mały włos nie zamarzł? Czy współczucie obrzucało go kamieniami i błotem? Ludzie milczeli. Było juŜ dwie minuty po. Lokalna prasa bawiła się znakomicie kosztem "Pustelnika z Mayo Road". czyli zbrojne ramię miasta. lecz on nie chciał się nigdzie ruszyć.Okazujecie mu współczucie? . wielcy. wyglądali na zaŜenowanych. wyasfaltowany i ogrodzony z trzech stron. tak . . Wreszcie ktoś z tylnych rzędów odwaŜył się odezwać głośniej. ktoś z wydziału socjalnego. Odpowiedziało mu milczenie. .powiedział Hanley z powagą. Za barierą zapanowało milczenie.Jest pan tam. Hanley odpowiedział mu skinieniem głowy. . panie Larkin? . Zza ochronnej bariery. Szef urzędu mieszkaniowego przywitał się z Hanleyem. przed nim i za nim. Obecny był równieŜ Barney Kelleher. Głównie po to. patrząc ludziom w oczy. a z nim młody. Hanley równieŜ popatrzył na smarkatego dziennikarzynę i patrzył na niego tak długo i uparcie. Ale on twardo odmawiał.zapytał wesołym głosem. Urzędnik podszedł pod drzwi domku i mocno w nie zastukał. filantropowie i emisariusze miejscowego kościoła. Dzieciaki wybijały szyby. . Tłumaczyli mu.zawołał.txt Odwiedzili go opiekunowie społeczni. Podobnie jak miejscowa dzieciarnia. rozwalano ulicę. Nie było odpowiedzi. .Pójdźcie po rozum do głowy . Ŝe młody człowiek poŜałował swojego pytania.Dobrze .To biedny stary człowiek! Inspektor podszedł powoli do bariery. Większość spuściła wzrok. Strona 71 . .Przykra robota . . .Zawsze tak jest. Urzędnik odchrząknął i głośno odczytał nakaz eksmisji. gdyŜ nietrudno było zapamiętać tak krótkie zdanie. Inspektor skinął na komorników. Urzędnik spojrzał na Hanleya. . Młody reporter zaczął szybko robić notatki. Nadal nie było odpowiedzi. Nie śpiesząc się przeszedł 119 wzdłuŜ niej. a stary człowiek przeklinał je. przymilali się do niego.powiedział.zawołał. dwaj policjanci Hanleya.Forsyth Opowiadania.powiedział. plac na parking został wyrównany. która obrzucała dom kamieniami i błotem. Wtedy cofnął się do gromadki stojących na drodze urzędników.Dajcie mu spokój .odpowiedział Hanley i rozejrzał się.zapytał. Na pewno był dobrze słyszalny wewnątrz domu. Dokoła jego domku.

Jeden z nich przeszedł pod boczną ścianę.Podwójna porcja jajek na bekonie. .ciągnął Hanley. .Wprowadź go do środka. Stary wciąŜ milczał. na oparcie przedniego siedzenia. Jeden z nich niósł starego. Z łatwością rozerwał siatkę i wszedł na podwórko. . Wyszedł na deszcz i przystanął. cerę niezdrową.Wiedział pan przecieŜ. Nie podziękował. która dostrzegła lisa uciekającego przed myśliwymi.To musiało się wcześniej czy później stać . Ze środka nadal nikt się nie odzywał. Stary człowiek robił wraŜenie niedoŜywionego i nieco nieprzytomnego.Zostań tutaj i uwaŜaj na niego . Powziął juŜ decyzję. Twarz zniknęła z okna.Ruszajmy! . Jedźmy tam! Kiedy samochód przejeŜdŜał przez przerwę w barierze i mijał milczący tłum. wątłego człowieka. . Otworzyły się natychmiast. ale tylko na kilka centymetrów. jest kawiarenka. Obeszło się bez przemocy. pomiędzy druciane ogrodzenie i róg ceglanego muru.Wrócę po resztę. smaŜone pomidory. W kawiarni było ciepło i duszno. Brzmiały jak okrzyki nagonki. Jeden z komorników wysadził głowę przez ramę wejściowych drzwi. cienką marynarkę i rozpiętą koszulę. .Dla tego staruszka. Hanley ruchem głowy wskazał mu okno sypialni. Opiekun społeczny przybiegł z suchym kocem. . znacznie łagodniejszym. której uŜywał.txt Obydwaj męŜczyźni mieli w rękach łomy. Następnie wyciągnął. kiełbasa i frytki .Posadźcie go z tyłu . i unikał oczu Hanley a.Panie Larkin! Od tyłu domu dochodził trzask pękających desek. .Wiedział pan. A na początek herbata. Milcząc patrzył przed siebie. Urzędnik pokiwał smutno głową i podwaŜając drugą stronę drzwi. Stary człowiek obrócił z wolna głowę w jego stronę. Obydwaj urzędnicy wdrapali się na górę po wąskich schodach.zawołał do kierowcy. 120 .nakazał mu inspektor.Kilometr stąd. tłum zachowywał ciszę.nakazał komornikowi. . Podszedł do kuchennych drzwi i zastukał w nie łomem. Kiedy starzec znalazł się w ciepłym wnętrzu samochodu. lecz nie odezwał się. . nie wiedząc.powiedział Hanley łagodnym tonem. Twarz miał pomarszczoną. Samochód podjechał przed kawiarnię. teŜ zaczął walić w drzwi. obydwaj męŜczyźni owinęli go kocem. niŜ wskazywałaby na to jego grubo ciosana twarz i dwukrotnie złamany nos. Inspektor wysiadł i zwrócił się do kierowcy. Sam pan zobaczy. stojący przy wejściu od frontu. Komornik postawił starca na nogi. Hanley odwrócił się ku swojemu samochodowi i skinieniem ręki przywołał kierowcę. Ŝe trzeba się będzie przeprowadzić .Załatwiono panu bardzo dobre miejsce. . Hanley wskazał wolny stolik w kącie. JuŜ po chwili komornicy zaczęli schodzić na dół.PołoŜył na ladzie dwa funty. . wszedł do środka i zawołał: . To drugi urzędnik włamywał się do kuchni. Właściciel kawiarni wytarł ręce w ścierkę i spojrzał pytającym wzrokiem na Hanley a. Inspektor spojrzał na wiszącą na ścianie za barem kartę. wyłamał oba zawiasy. Strona 72 . Hanley przyjrzał się swojemu osobliwemu gościowi. kiedy miał na to ochotę i kiedy trzeba było napędzić strachu łobuzom z doków. Stary człowiek miał na sobie brudne spodnie. co dalej robić. Pomimo swojego wzrostu i siły. Kierowca podszedł do lady. ale teŜ nie protestował. . Jego kolega. Policyjny kierowca zaprowadził tam starego człowieka i posadził go na stojącym tyłem do ściany krześle. . W oknie sypialni na piętrze ukazała się blada twarz. Ciepłe zimą i z dobrym jedzeniem. sztuka po sztuce.powiedział Hanley. Bili Hanley był człowiekiem łagodnym.Forsyth Opowiadania. Były zastawione meblami. Hanley usiadł obok niego. Rada Miejska moŜe tego biedaka zabrać później do domu starców.Jest tam! . krzesła i stoły zawalające przedpokój.rozległy się trzy. Człowiek stojący od strony frontu podwaŜył drzwi łomem. ale przede wszystkim bardzo przestraszonego. cztery głosy. ale przede wszystkim trzeba dać mu teraz porządne śniadanie i kubek gorącej herbaty. Podczas gdy komornicy przeszukiwali parter. Ludzie zauwaŜyli ją. na drugiej przecznicy w lewo.

czekając na rozpoczęcie robót. Za chwilę miały zacząć rozwalać dom. Ŝe to jego szczęśliwy dzień.. Kula rozkołysała się. . Woda.W porządku . . Nigdy nie miał kanalizacji. niskie "Aaaach".. . W godzinę było po wszystkim. .spytał. Lekarz zalecił je spalić. Tłum patrzył na to zafascynowany. Czas na filiŜankę herbaty i papierosa..zapytał. wychodek i płot. Jeden z robotników powiedział.wskazał na kupę gratów leŜących na deszczu to są strasznie zarobaczone. Ŝeby zabrać gruzy.Co u licha mam z tym zrobić? . zatoczył prawie koło i spadł na podwórko. pękł w połowie wysokości. Znaleziono karton. Co do mebli.kosztował miasto znacznie więcej. W tej samej chwili jeden z robotników wyłonił się z podwórka. Później ów robotnik miał je zabrać do domu. Domek został ogołocony. który był jego prywatną własnością. wyszedł i wrócił na Mayo Road. chociaŜ jego upór . . Barney Kelleher zrobił fotografię. Tłum wydał z siebie przeciągłe.Zaczynajcie .ZłoŜyłem tam wszystko. Szef wydziału mieszkaniowego stał pod parasolem i przyglądał się im. monety.Trochę śmierdzi. zatrzymał się i z cichym sykiem hydraulicznego podnośnika uniósł ramię do góry. niŜ to wszystko razem warte. Ŝe jego urząd nie jest bezduszny. z którego 122 ramienia zwisała półtonowa Ŝelazna kula. Poza tym otrzyma zasiłek na przeprowadzkę.txt Pojadę sam. potem ciepła kawiarnia. kilka zapleśniałych osobistych dokumentów w pudełku od cygar. . Ostatni przyjaciele pustelnika z Mayo Road. . JeŜeli go dzisiaj zabetonujemy. . . WciąŜ lało jak 121 z cebra.odrzekł Hanley. Dół kloaczny miał zostać zasypany i zalany cementem..Stare fotografie. światło i gaz zostały odcięte juŜ kilka miesięcy wcześniej.. Wchodzili i wychodzili z domu starego.Szef kazał wykończyć parking wraz z ogrodzeniem. Nie są nic warte. . Urzędnik westchnął.powiedział.Czy dostanie jakieś odszkodowanie? . Brygadzista obrócił się i machnął ręką w stronę dźwigu. solidna ceglana kolumna..odpowiedział urzędnik raźnym tonem. . nie zwracając się do nikogo w szczególności. Nic tak nie bawi znudzonych gapiów jak burzenie murów. Tęgi brygadzista w połyskującym Ŝółtym płaszczu przeciwdeszczowym podszedł do miejskiego urzędnika. . Kiedy Hanley wysiadł z samochodu. ale ten widok był zawsze ciekawy. zrazu łagodnie. to jutro będzie moŜna zalać asfaltem. Na parkingu stały dwa spychacze na gumowych kołach. tak! . wywalając kilkanaście cegieł i pozostawiając w murze dwie duŜe szczerby. NaroŜnik domu oderwał się od murów. trzymając w kaŜdej ręce dwie kury. wrzucono do środka mokre kury i włoŜono go do furgonetki. Kula uderzyła w boczną ścianę domu tuŜ przy kominie. jakieś wstąŜki orderowe.Za dom. co moŜe mieć jakąś wartość pamiątkową .O. Świetny podpis. . To będzie dobre zdjęcie. Ŝe teŜ trzyma kury i moŜe te dołączyć do swojego stadka. podszedł do niego szef urzędu mieszkaniowego i wskazał ruchem ręki otwarte drzwi furgonetki.powiedział.mówiąc szczerze .MoŜna zaczynać? . za meble.Forsyth Opowiadania. W chwilę później komin. Robotnicy nie tracili czasu. wynosząc ubogie sprzęty i układając je na ziemi. Za nimi czekało dziesięć wywrotek. jak burzono ich własne domy. urządzenia oraz wszelkie osobiste przedmioty zaginione. potem większym łukiem. Dźwig ruszył powoli ku bocznej ścianie domu. Za czwartym uderzeniem kuli dwa górne okna wypadły z framug i runęły na parking. pomyślał. Kierowca pomyślał sobie. Najpierw ciepły samochód.UwaŜaj na niego . Ludzie pamiętali.Czy muszę przy nim siedzieć? . Pragnął udowodnić.spytał. jego górna część przebiła dach Strona 73 . I to według starannej wyceny. zniszczone albo uszkodzone w czasie rozbiórki.zapytał. toteŜ dom był wilgotny i brudny.powtórzył Hanley. .

trzymał się kości goleniowej tuŜ pod kolanem. .zapytał Hanley kierowcę. Odsunął kilka cegieł. Siedzący w kącie stary człowiek wydawał się bardzo zajęty. a w drugim dwie kromki chleba z kiełbasą.zapytał Hanley. Hanley wysiadł z samochodu. Siedzący w kącie starzec przestał jeść. Westchnął i usiadł na stołku barowym.txt i spadła na parter. sir. Inspektor zerknął na zegarek. . . . .Czy on juŜ skończył jeść? . Zobaczył przez szybę szefa w otoczeniu prasy. przeszedł przez góry cegieł i zbliŜył się do kręgu ludzi wpatrzonych w niezbyt głęboki dół. . . z których wystawała skurczona i zasuszona.mruknął Hanley. stojące na chodniku..Funduje mu pan śniadanie? .powiedział. Kierowca siedział przy barze przed parującą filiŜanką herbaty. W tamtych czasach zbudowanie dzielnicy slumsów trwało pięćdziesiąt lat. Owszem. U jego podstawy po wewnętrznej stronie domu leŜała sterta cegieł. policjant powiedział: . jakby jutro miał być dzień sądu ostatecznego. Strzęp czegoś. zobaczył tę nogę i zawołał mnie. . Kelleher wiedział.Powinien pan tam wrócić.odparł inspektor. Główny inspektor Hanley wsiadł do samochodu i powrócił do kawiarni.Forsyth Opowiadania. Robotnicy w Ŝółtych ceratowych płaszczach i kaskach nasuniętych na czoła otaczali kołem gruzy domu. W jej wnętrzu było jeszcze cieplej i wilgotniej niŜ przedtem.Wtroił juŜ trzy porcje.zapytał Hanleya. coś znaleźli. ale patrzył jak urzeczony na trzy umundurowane postacie. Na miejscu rozbiórki praca została wstrzymana. I wszyscy mieli pracę. Stary dom sypał się.Zrobił pan zdjęcia? Barney wzruszył ramionami. Minęła właśnie jedenasta. więc zawahał się i przystanął. I jak wynoszą go w kocu. Dwumetrowy kikut komina sterczał pośród rumowiska cegieł.Zakopał skarb i dlatego nie chciał się ruszyć.powiedział. .Chleb policzę osobno . kiedy mieszkało tu kilka tysięcy ludzi. TuŜ przy nim stał jeszcze metrowy kawałek zewnętrznego muru. sir. Barney Kelleher wszedł do kawiarni razem z młodym reporterem.Postęp . Zobaczywszy Hanleya. ale wciąŜ rozpoznawalna ludzka noga. Hanley przywołał ręką kierowcę.zwrócił się właściciel kawiarni do Hanleya. Tłum był szczęśliwy. 123 . Ŝe teŜ go nie widzi. Teraz robi się to w pięć.Była pod deskami podłogi? Strona 74 . Wśród nich znajdował się pozostawiony na miejscu policjant. . Ŝeby zrobić sobie miejsce. Ŝe przyprowadzi mu starego za pół godziny.Kto to znalazł? .UwaŜaj na tego starego. Hanley przyglądał się starcowi. I spadający komin.Nie śpieszy mu się. Hanley wszedł w tłum gapiów i spojrzał na miejsce przyciągające wszystkie spojrzenia. Młody reporter nie zauwaŜył go. a Barney Kelleher udawał.Owszem. Zajrzał do kawiarni. .rozległ się głos z tłumu. który włoŜył duŜy kawał sadzonych jaj między dwie kromki białego chleba i zaczął Ŝuć. . Pamiętam czasy.Kubek herbaty . Oni.Wystawię na to rachunek . co wyglądało na pończochę. Potem będzie mógł wrócić do biura i zająć się papierkami. Chciał się juŜ uwolnić od tej sprawy. . Wyskoczył z niego jeden z młodych policjantów.To skarb starego . Wcina chleb z masłem. . WciąŜ trzymał w jednym ręku widelec. ale pracowali. Hanley zsunął się ze stołka. Najlepsze będą te z kurami. Kiedy wyszedł na mokrą od deszczu ulicę. U jego podstawy widać było kominek.Wracam tam . Pod drzwi kawiarni podjechał drugi samochód policyjny. Brygadzista wysunął się naprzód. byli źle płatni. . Koniec epoki.. zgasił papierosa i ześliznął się z barowego stołka. który wyszedł na chodnik. Ludzie potakiwali.Tommy rozbijał kilofem komin. Ŝe to nieprawda. którzy brali udział w akcji na Mayo Road. Umówił się z urzędnikiem z opieki społecznej. .

Forsyth Opowiadania.txt - Nie. Wszystkie te budynki postawiono na bagnistym terenie, toteŜ miały cementowe podłogi. - No więc gdzie to leŜało? Brygadzista pochylił się i wskazał na gruzy kominka. - Na oko wyglądało, Ŝe kominek jest w jednej płaszczyźnie ze ścianą. W rzeczywistości było inaczej. Kiedyś wystawał na pokój. Ktoś 124 postawił ścianę z cegieł łączącą przód kominka z boczną ścianą pokoju. W ten sposób powstało coś w rodzaju skrytki głębokiej na trzydzieści centymetrów. Dla zachowania symetrii zbudowano taką samą ścianę po drugiej stronie kominka. Ale za nią nic nie było. Zwłoki znajdowały się za pierwszą ścianą. Dla ostatecznego zatarcia śladów wyłoŜono cały pokój nową tapetą. Niech pan zobaczy: taka sama tapeta nad kominkiem i na fałszywym murze. Hanley podąŜył wzrokiem za palcem brygadzisty. Strzępy tej samej spleśniałej tapety widoczne były nad kominkiem i na otaczających go cegłach, a takŜe na tej części muru, za którą leŜały zwłoki. Była to staromodna tapeta, zadrukowana girlandami róŜ. Na odsłoniętej, oryginalnej ścianie domu, obok kominka, widniały ślady jeszcze starszej pasiastej tapety. Inspektor wyprostował się. - No dobra - powiedział - koniec roboty na dzisiaj. Niech pan zwoła swoich ludzi i zwolni ich do domu. Teraz my przejmujemy teren. Ludzie w kaskach zaczęli się zbierać do odejścia. Hanley zwrócił się do dwóch policjantów. - Pilnujcie barier. Ten obszar musi pozostać odgrodzony. Przyślę tu więcej ludzi i nowe bariery. Nie chcę, Ŝeby ktokolwiek mógł się tu dostać. Zaraz sprowadzę specjalistów od kryminalistyki. Nie dotykajcie niczego bez ich zgody. Policjanci zasalutowali. Hanley znowu wsiadł do samochodu i połączył się telefonicznie z główną kwaterą policji. Potem zadzwonił do sekcji technicznej Biura Śledczego, mieszczącej się w ponurych barakach za stacją kolejową Heuston. Miał szczęście. Odpowiedział mu starszy detektyw O'Keefe, którego znał od wielu lat. Zrelacjonował mu, co zostało znalezione i czego mu było trzeba. - Wyślę tam zaraz moich ludzi - zaskrzeczał w słuchawce głos O'Keefego. - Czy chcesz równieŜ ekspertów z wydziału morderstw? Hanley skrzywił się. - Nie, dziękuję. Myślę, Ŝe damy sobie radę na szczeblu naszego wydziału. - A więc podejrzewasz kogoś? - O, tak. Jest taki jeden - odpowiedział Hanley. Pojechał znowu do kawiarni, mijając po drodze Barneya Kellehera, który bezskutecznie usiłował przedrzeć się z powrotem przez tłum napierający na barierę. Tym razem policjant nie był mu tak przychylny jak poprzednio. W kawiarni kierowca Hanleya wciąŜ siedział przy kontuarze, a starzec przy stoliku pod ścianą. Skończył jeść i juŜ tylko popijał herbatę. Spojrzał na rosłą postać Hanleya. Ten zbliŜył się do niego. 125 - Znaleźliśmy ją. - Hanley pochylił się nad starym i mówił tak cicho, Ŝe nikt inny nie mógł go usłyszeć. - Lepiej pójdziemy, co, panie Larkin? Do komisariatu. Mamy sobie coś do opowiedzenia, nieprawdaŜ? Stary człowiek patrzył na niego w milczeniu. Inspektor nagle zdał sobie sprawę, Ŝe tamten jeszcze ani razu nie przemówił. Teraz jego oczy jak gdyby się oŜywiły. Co to było? Strach? Ulga? Przypuszczalnie strach. Najprawdopodobniej bał się od wielu lat. Nie bronił się. Wstał i poszedł do policyjnego samochodu podtrzymywany silną ręką Hanleya. Kierowca siadł za kierownicą. Deszcz ustał, chłodny wiatr pędził papierki po cukierkach nie zadrzewioną ulicą, jakby to były jesienne liście. Samochód ruszył. Stary człowiek siedział zgarbiony, milczący, wpatrzony przed siebie. - Do komisariatu - rozkazał inspektor. Nie ma na świecie kraju, w którym śledztwo w sprawie morStrona 75

Forsyth Opowiadania.txt derstwa byłoby ciągiem genialnych pomysłów, jak to zazwyczaj przedstawia telewizja. W dziewięćdziesięciu procentach wypadków polega na mozolnej rutynie, niezbędnych formalnościach i toczy się według ustalonej procedury. I wymaga mnóstwa administracyjnych czynności. Wielki Bili Hanley kazał umieścić starego w celi znajdującej się obok głównego biura. Ten ani nie protestował, ani nie Ŝądał adwokata. Hanley nie miał na razie zamiaru stawiać go w stan oskarŜenia. Miał prawo trzymać go jako podejrzanego przez dwadzieścia cztery godziny. Przez ten czas zamierzał ustalić więcej faktów. Zasiadł więc przy biurku i zaczął od telefonowania. Dodzwonił się do koronera w momencie, kiedy ten udawał się na obiad, i poinformował go o odkryciu ciała. Następnie zawiadomił miejską kostnicę na Storę Street, tuŜ za zajezdnią autobusową, Ŝe jeszcze tego popołudnia będą musieli wykonać skomplikowaną sekcję zwłok. Potem połączył się z policyjnym patologiem, profesorem Timem McCarthym. Profesor odebrał telefon w hallu swojego klubu i westchnął na myśl o wspaniałym pieczystym z baŜanta, które zauwaŜył w karcie, a którego juŜ dzisiaj na pewno nie zje. Przyrzekł, Ŝe natychmiast przyjedzie do kostnicy. Trzeba było załatwić brezentowe zasłony i posłać ludzi z kilofami i łopatami na Mayo Road. Hanley wezwał do siebie trzech detektywów, którzy jedli obiad w kantynie komisariatu. Sam zadowolił się dwoma sandwiczami i dwiema szklankami mleka. - Wiem, Ŝe jesteście zajęci - powiedział do wezwanych. 126 Wszyscy mamy kupę roboty. Dlatego chcę szybko wyjaśnić tę sprawę. To nie powinno zabrać wiele czasu. Polecił szefowi detektywów szczegółowo zbadać miejsce przestępstwa. Dwaj młodsi sierŜanci otrzymali osobne zadania. Jeden miał zająć się wszystkim, co dotyczyło samego domu. Urzędnik miejski poinformował Hanleya, Ŝe stary człowiek był jego prawowitym właścicielem, ale biuro hipoteczne magistratu powinno mieć dokumenty dotyczące dawnej historii tej nieruchomości i nazwiska jej poprzednich właścicieli. Notariusz z pewnością będzie znał wszystkie szczegóły. Drugi sierŜant otrzymał polecenie dotarcia do wszystkich byłych mieszkańców Mayo Road, z których większość przeniosła się do pobliskich bloków. Miał odszukać sąsiadów starego, sklepikarzy, policjantów, którzy patrolowali w ciągu ostatnich piętnastu lat Mayo Road, miejscowego księdza, wszystkich znających tę ulicę, dowiedzieć się tyle, ile tylko będzie moŜliwe, poznać wszystkie plotki. Hanley podkreślił z naciskiem, Ŝe chodzi mu głównie o ludzi, którzy znali panią Larkin, to znaczy nieboszczkę panią Larkin. Wysłał takŜe na Mayo Road mundurowego sierŜanta, z poleceniem zabrania wszystkich osobistych pamiątek z rozebranego domu. Policjant miał takŜe przywieźć wszystkie meble, i to razem z robactwem, i ustawić je na podwórku komisariatu. Było juŜ dobrze po drugiej, kiedy inspektor wstał wreszcie od biurka. Przeciągnął się. Polecił zaprowadzić starego człowieka do pokoju śledczego, dopił mleko i odczekał jeszcze pięć minut. Kiedy wszedł, stary człowiek siedział przy stole ze złoŜonymi rękoma i patrzył tępo w ścianę. Drzwi pilnował policjant. - Czy on juŜ coś powiedział? - zapytał policjanta szeptem Hanley, - Nie, sir. Ani słowa. ^Inspektor odprawił go ruchem głowy. Kiedy zostali sami, usiadł przy stole naprzeciwko starego, który nazywał się, jak wykazywały miejskie akta, Herbert James Larkin. - No cóŜ, panie Larkin - odezwał się łagodnym tonem. - Nie sądzi pan, Ŝe byłoby najrozsądniej, gdyby mi pan wszystko opowiedział? Hanley wiedział, Ŝe brutalne potraktowanie tego starca minęłoby się z celem. Nie był to pospolity przestępca z kryminalnego podziemia. Strona 76

Forsyth Opowiadania.txt Inspektor miał juŜ kilka razy do czynienia z mordercami Ŝon. Wszyscy oni byli łagodnymi, potulnymi facetami, którzy bardzo szybko i z ulgą 127 zwierzali potworne szczegóły popełnionych przez siebie zbrodni wielkiemu, sympatycznemu człowiekowi siedzącemu po drugiej stronie stołu. Teraz stary człowiek podniósł powoli oczy na Hanleya, wytrzymał jego spojrzenie przez kilka chwil, po czym znowu spojrzał na blat stołu. Inspektor wyjął z kieszeni paczkę papierosów i otworzył ją. - Papierosa? - zapytał. Stary człowiek nawet nie drgnął. Właściwie ja teŜ nie palę - uśmiechnął się Hanley, ale zostawił papierosy i zapałki na stole, jak gdyby dla zachęty. - Niezły pomysł - powiedział po chwili. - Nie ruszać się z domu przez tyle miesięcy. Ale wcześniej czy później miasto musiało z panem wygrać. Wiedział pan o tym, prawda? To musiało być przykre, zdawać sobie sprawę z tego, Ŝe wcześniej czy później przyślą panu komorników. Czekał na jakieś słowo, na cień chęci nawiązania dialogu ze strony starego. Na próŜno. Ale nic to, myślał sobie. Gdy chodziło o skłonienie podejrzanego do zeznań, Hanley miał cierpliwość wołu. Prędzej czy później wszyscy oni śpiewali jak z nut. I odczuwali prawdziwą ulgę. Zrzucali z siebie cięŜar. KsięŜa najlepiej wiedzą, jaką ulgę przynosi spowiedź. - IleŜ to juŜ lat, panie Larkin, co? Ile lat strachu i wyczekiwania? Ile miesięcy minęło od chwili, kiedy pierwszy spychacz wjechał na wasz teren? Ile pan się musiał nacierpieć przez ten czas... Stary człowiek podniósł wzrok na Hanleya i spotkał się z jego wzrokiem. MoŜe szukał czegoś, odrobiny sympatii ze strony drugiego człowieka po tylu latach narzuconej samemu sobie samotności? Inspektor poczuł się bliski celu. Oczy starego człowieka nie wytrzymały jego spojrzenia i skierowały się na ścianę. - JuŜ jest po wszystkim, panie Larkin, juŜ jest po wszystkim. To musiało wyjść na wierzch, wcześniej czy później. Cofnijmy się, przypomnijmy sobie te lata, porozmawiajmy. Powoli, mozolnie zrekonstruujemy wydarzenia i dojdziemy do prawdy. Pan wszystko wie. To była pańska Ŝona. O co poszło? O innego męŜczyznę? A moŜe się pokłóciliście? A moŜe to po prostu wypadek, co? Wpadł pan w panikę, a potem było za późno. Musiał pan przez te wszystkie lata Ŝyć jak pustelnik. Dolna warga starego człowieka poruszyła się. Przesunął po niej językiem. Zaczynam być górą, pomyślał Hanley. Niedługo zacznie gadać. - Te ostatnie lata musiały być bardzo cięŜkie - ciągnął dalej. Był pan samotny, bez dawnych przyjaciół, sam ze swoimi myślami. Świadomy tego, Ŝe ona jest tuŜ obok, zamurowana za kominkiem. W oczach starego pojawił się błysk oŜywienia. Wywołany wspomnieniem? Szokiem? MoŜe właśnie szok wywoła w nim reakcję? 128 Jestem juŜ prawie u celu, pomyślał inspektor, tuŜ-tuŜ. Ale kiedy jego oczy znów napotkały wzrok starca, zobaczył, Ŝe ten powrócił do dawnego otępienia. Hanley próbował swoich sposobów jeszcze przez dobrą godzinę, ale nie udało mu się wydusić ze starego człowieka ani jednego słowa. - JeŜeli tak wolisz, to dobrze - powiedział wstając. - Jak wrócę, to sobie naprawdę pogadamy. Kiedy przyjechał na Mayo Road, zastał tam gorączkową aktywność. Gapiów przybyło, ale juŜ nic nie widzieli. Ruiny domu zostały otoczone z czterech stron płóciennymi zasłonami, które - choć targane wiatrem zakrywały przed niepowołanymi oczami to, co się działo w środku. Na pustyni kwadratowym terenie przylegającym do ulicy dwudziestu rosłych policjantów w grubych butach i roboczych ubraniach kruszyło gruz. KaŜda cegła, kaŜdy kawałek zaprawy czy drzewa pochodzący ze schodów czy poręczy, kaŜda dachówka czy belka sufitowa były pieczołowicie oglądane. Szukano najmniejszych poszlak, a kiedy ich nie znajdowano, wyrzucano odpadki na kupę, która rosła z minuty na minutę. Badano zawartość szaf i wyrywano je ze ścian, aby stwierdzić, czy coś się za nimi nie kryje. Ostukiwano ściany, Ŝeby się przekonać, czy nie ma za nimi schowków, potem rozbijano je cegła po cegle. Strona 77

130 Strona 78 . pozostałość po wysuszonej starej zaprawie. Przedsiębiorca pogrzebowy. Czy jutro będzie moŜna skończyć rozbiórkę domu? Szef domaga się. chociaŜ zamurowane było prawdopodobnie w pozycji pionowej.Same cegły i gruzy.Na co najmniej dwanaście godzin. Ceglany mur i cementowa podłoga otaczające je z sześciu stron wytworzyły szczelnie zamknięte środowisko.Forsyth Opowiadania. Na szyi jest dość wyraźny ślad.powiedział do Hanleya.zaŜartował McCarthy. cegieł i strzaskanych belek. stuknął kilka razy w kość udową i górną część kości ramienia i wyszedł na zewnątrz. Ŝe wszystko zostało przygotowane jak naleŜy. przyjrzał się dokładnie zwłokom. Ŝe sekcja nie na wiele się panu przyda.powiedział . . wszedł do wgłębienia i ruchem wzorowej gospodyni zaczął zgarniać miękką szczotką Ŝółtawy pył. gdyby mur groził zawaleniem. Nie da się dzisiaj dokonać sekcji.Mumia? . Wtedy zobaczę. Brygadzista uśmiechnął się do Hanleya. .zaklął inspektor. Ŝeby go zatrzymać jako eksperta technicznego na wypadek. Pojechali przez Storę Street do miejskiej kostnicy. Zachowało się w bardzo dobrym stanie. . ale twarde jak drewno.zapytał Hanley.Proszę porozumieć się ze mną jutro o dziewiątej rano. moŜecie juŜ to wywozić. Kiedy uznał.txt Dwaj ludzie rozbierali szczególnie ostroŜnie ściany przylegające do kominka.Spojrzał na zegarek.A pan? . .Na jak długo? . wciąŜ leŜące na boku ciało.Dochodzi czwarta. Kiedy zmiótł większą jego część.powiedział z silnym dublińskim akcentem. z twarzą zwróconą w bok. leŜało teraz na boku.Chyba tak . odległego zaledwie o pół metra. kiedy potrzeba było kilku dni. O piątej włoŜymy mumię do gliceryny. . Hanley wskazał ręką na kupę przejrzanych gruzów. Znam wypadki.Jak po uduszeniu? . Dwaj pomocnicy nadzorowani przez patologa unieśli sztywne. Ale chyba dziś juŜ nic tu nie zdziałam.Czysta robota . sir. Ciało.Chciałbym z tym zrobić koniec. . przenieśli je na nosze. . Organy są prawdopodobnie nienaruszone. Profesor ruszył za nimi. tak Ŝe pokrywała je juŜ tylko gruba warstwa pyłu.Pozostała nam jeszcze godzina . czy jest tam coś dla mnie.Niewiele pracy zostanie dla moich chłopców. Ŝeby szybciej ogrodzić parking. . zaparkował karawan tuŜ za płócienną zasłoną. skurczone w pozycji embrionalnej. co w mojej mocy. 129 9 .JeŜeli chcecie.Niech to diabli! . . . aŜ chłopcy oczyszczą wszystko i zostanie sama podłoga. Sądzę.Znalazł pan coś? • Ekspert wzruszył ramionami. . Poczekam. Zaszło tu zjawisko mumifikacji.Koniec nastąpił juŜ dosyć dawno . Tu pracą kierował profesor McCarthy i przyglądał się dokładnie resztkom muru. . MoŜe nawet na dłuŜej.Zrobiliście tu piękną robotę . Ciało zostało całkowicie odwodnione i zasuszone.odpowiedział McCarthy.spytał Hanley policyjnego fotografa. Ani kawałka gładkiej płaszczyzny. Wśród gruzów przechadzał się brygadzista z przedsiębiorstwa rozbiórkowego. Zrobię wszystko. . Cegły zakrywające zwłoki zostały pieczołowicie usunięte.No tak. . . Hanley zasugerował. Trzeba zanurzyć ciało w kąpieli z ciepłej gliceryny.To jest mumia . * . Jutro gdzieś o dziewiątej rano zajrzę do kostnicy i zorientuję się w sytuacji. . Do tego doszło ciepło kominka. .moŜemy wywieźć większą część tego chłamu. Myśmy z tym skończyli. zakryli wielkim kocem i wsunęli do karawanu. Hanley podszedł do eksperta od daktyloskopii. który zawsze pracował dla urzędu miejskiego. Brygadzista spojrzał na zegarek.Muszę zrobić więcej zdjęć.

Po powrocie do biura Hanley zabrał się wreszcie do zapoznawania się z materiałami. Ŝe z przyjemnością pomoŜe. Ŝe nigdy nie domagał się dodatkowych świadczeń. Larkin zapłacił 400 funtów za nieruchomość. Z akt Departamentu Zdrowia i Ubezpieczeń Społecznych wynikało. Ŝe zapłacił gotówką. Hanley sięgnął po słuchawkę telefonu. jego wiek i miejsce urodzenia. na której nie było Ŝadnych obciąŜeń. Zbadał starannie kaŜdy dokument. Były teŜ listy sprzed wielu lat i od wielu ludzi. kiedy go wylano. uŜywając do tego szkła powiększającego. Ale przeszukamy wszystko bardzo dokładnie. Inaczej nie odczytałby wyblakłych liter.Na formularzach podatkowych za lata od 1954 roku jest poprzedni adres w północnym Londynie. W tym wypadku nie miało to miejsca. Była tam metryka urodzenia. ale rejestr nieruchomości nigdy nie zaznacza takich wydarzeń. Ŝe wstąpi do komisariatu w drodze do domu. Dom przy Mayo Street 38 został zakupiony przez Herberta Jamesa Larkina. Oczywiście. Nie miała na sobie ślubnego stroju. czy był naruszany od czasu. Jedną była wyblakła fotografia w taniej ramce i bez szkła. Major Dawkins przyrzekł. Wszelkie kontakty pomiędzy irlandzką a angielską policją muszą się odbywać kanałami słuŜbowymi. Zawierało jeszcze trochę listów. w Anglii. Major Dawkins oświadczył.txt Przed odejściem Hanley wezwał szefa detektywów. Ŝe od tej pory Herbert James Larkin był właścicielem domu i Ŝe mieszkał w nim wraz z panią Violetą Larkin. Widać na niej było uśmiechniętego człowieka. równieŜ nie zawierał informacji o śmierci jakiejś pani Violety Larkin zamieszkałej pod tym lub innym adresem. Drugim przedmiotem było pudełko od cygar. który miał sprawdzić hipotekę i tytuł własności domku. ubranego w coś.powiedział sierŜant. jak wynikało z rejestru. niŜ którakolwiek ze stron byłaby gotowa przyznać postronnym osobom. chyba Ŝe zostały zasygnalizowane na piśmie przez właściciela. Strona 79 .Na razie znaleźliśmy tylko tę jedną kryjówkę. takŜe nie mających związku ze sprawą. których nazwiska nic Hanleyowi nie mówiły. Inspektor rozpoznał w nim młodsze wydanie człowieka z celi. ale liczył na swoje szczęście. w 1954 roku.Jeszcze jedno . trzy ordery z agrafką oraz ksiąŜeczkę Ŝołdu Ŝołnierza armii brytyjskiej. mimo Ŝe wymagało to dłuŜszego objazdu. Hanley wyjaśnił mu sprawę. otworzył notatnik i zaczął referować sprawy. podająca imię starego człowieka. Było juŜ dwadzieścia minut po piątej. a przed uzyskaniem renty był sklepikarzem i nocnym dozorcą. Nie było teŜ Ŝadnej wzmianki o hipotece. który kierował całą akcją. Na swoim biurku znalazł stos drobiazgów i papierów. poplamiona i zmięta. Ich treść nie mogła mieć Ŝadnego związku z tą sprawą. jeŜeli to tylko będzie moŜliwe. co wyglądało na brytyjski mundur. ale jasny kostium o szeroko skrojonych ramionach. Ŝe Larkin otrzymywał od dwóch lat rentę państwową.Zaraz tu przywiozą reflektory. Nie było Ŝadnej wzmianki o śmierci czy wyjeździe tej kobiety. I rzeczywiście mu dopisało. Detektyw skinął głową na znak zgody. oczywiście nieoficjalnie. Niech chłopcy odsłonią cement i zorientują się. z czego wynikało. które komornicy tego ranka wynieśli z domku i wywieźli miejską furgonetką. . . Nieoficjalne kontakty są znacznie ściślejsze. Oficjalne pytania muszą przejść drogę słuŜbową. według mody lat czterdziestych. wrócił ze swoim raportem. Ściemniło się juŜ zupełnie. kiedy pierwszy z dwóch detektywów. przejrzany od roku 1954. Urodził się w 1911 roku. wysłanych przez Hanleya po informacje. którym był Dublin. Usiadł przed szefem.Forsyth Opowiadania. Znalazł tylko dwie ciekawe rzeczy. Attache wojskowy ambasady brytyjskiej w Sandyford był jeszcze przy swoim biurku. Rejestr nieruchomości podawał. . Rejestr świadectw zgonów w Gustom House. . które mogły mu coś powiedzieć o zamkniętym w celi starym człowieku. Na jego ramieniu opierała się pulchna dziewczyna z bukiecikiem kwiatów w ręku. 131 Był to ten.

zdaje się.Dwugłowy orzeł. Ŝe z oznaką ósmej armii. . W czasie drugiej wojny światowej w armii brytyjskiej słuŜyło pięćdziesiąt tysięcy Irlandczyków. . SłuŜył do 1946.zapytał go Hanley.To świadczy o tym. został zdemobilizowany w styczniu 1946 roku. Nie ma takiego drugiego.powiedział Hanley.MoŜe jego Ŝona była Angielką. Hanley zjadł kolację w kantynie i wrócił do swojego gabinetu. Mnóstwo ochotników irlandzkich przyjeŜdŜało do portu i sierŜanci patrolujący przystanie kierowali ich do Burtona. połyskujący koniec buta wymierzył prosto w Hanleya i spokojnie wysłuchał wszystkiego. Miał na sobie eleganckie spodnie w paski. Bardzo wyraźny. Strona 80 . Major Dawkins okazał się nosicielem najwaŜniejszych informacji. .Nie ma w tym nic dziwnego. co ten miał mu do powiedzenia.powiedział Hanley i skinął głową na sierŜanta. . ze wzmianką pochwalną.U Burtona? . . Ŝe słuŜył w armii brytyjskiej . Następnie obszedł biurko i stanął za inspektorem ze szkłem powiększającym w jednym.MoŜe był po prostu złym Ŝołnierzem .Zaciągnął się ochotniczo w Liverpoolu w 1940 roku. .Dawkins wskazał ołówkiem na ramię Ŝołnierza ze ślubnego zdjęcia. to Medal Zwycięstwa.Dlaczego? . jaką się zajmę rano . Przez chwilę przyglądał się uwaŜnie ślubnej 132 fotografii. Przerzucił ją szybko.Jeszcze coś? . wynotował sobie dane z ksiąŜeczki Ŝołdu i poŜegnał się. Ten trzeci. Ŝe zgłosił się brytyjski attache wojskowy. oczywiście .Burton to sklep z odzieŜą w Liverpoolu.MoŜliwe . .To pierwsza rzecz.ręku i złotym ołówkiem w drugim.Pierwszy to Gwiazda z lat 1939-1945. .zasugerował Hanley. . . Major Dawkins podał mu szkło powiększające. Zawiadomiono inspektora. Ale pozostał szeregowcem.Gwardia królewskich dragonów . Nie dostał ani jednej belki. OŜenił się z nią. Wrócił razem z nią do Dublina w 1954 roku. Na zdjęciu były to medale galowe. na końcu. Larkin był widać jednym z nich. Hanley pokazał Dawkinsowi trzy medale. . Dawkins wskazał trzy medale przypięte do piersi pana młodego. Ŝe był to rzeczywiście ten sam wzór. Nie awansował nawet na kaprala. A ten w środku to Gwiazda Afrykańska.Zaciągnął się ochotniczo w 1940 roku. . .Jest pan pewny? . Zaraz. .stwierdził major Dawkins rzuciwszy na nie okiem.Czy mógłby mi pan dostarczyć jakichś szczegółów dotyczących jego słuŜby wojskowej? 133 .. Podał majorowi wojskową ksiąŜeczkę Ŝołdu.Widzi pan..stwierdził sierŜant.zdziwił się Hanley.Tak. .Proszę poprosić go na górę . <p. Dawkinsowi zabłysły oczy. . jakie trafiły się tego dnia inspektorowi. ZałoŜył nogę na nogę. . W czasie wojny był ośrodkiem rekrutacyjnym.txt Hanley rzucił przez biurko wojskową ksiąŜeczkę wypłat. To dziwne.MoŜliwe. Inspektor za pomocą szkła powiększającego upewnił się. wskazując na ślubne zdjęcie. To by się zgadzało.spytał inspektor. to ten sam wzór. te na stole były miniaturkami do noszenia na mundurach ćwiczebnych. Pułk samochodów pancernych. Prawdopodobnie u Burtona. . . kiedy jeszcze był w mundurze. I oznaka ósmej armii. Zadzwonił wewnętrzny telefon.powiedział z absolutnym przekonaniem. Gwardia królewskich dragonów walczyła przeciwko Rommlowi w Afryce Północnej.Forsyth Opowiadania. Znaczek na czapkach gwardii królewskich dragonów.zapewnił go Dawkins. Wziął udział w akcji w Afryce Północnej w samochodach pancernych. Końcem ołówka wskazał znaczek na wojskowej czapce Larkina. który natychmiast opuścił jego gabinet.

Kiedy spakowała manatki i poszła sobie. Ksiądz proboszcz potwierdził większość wspomnień pani Moran. Ale uciekły. W nocy. W związ134 ku z tym małŜonkowie często się kłócili. Nie zastukała.spytał Hanley. jak Larkinowie się wprowadzali. ale weszła prosto do bawialni.Po jej odejściu Larkin zamknął się w sobie jeszcze bardziej. Z początku fretki w szopie na tyłach domu.txt Czekał na sprawozdanie drugiego detektywa.Skąd ta pewność? . Strona 81 . Larkin miał wówczas około czterdziestu pięciu lat. Pani Larkin była Angielką. który był jej najbliŜszym sąsiadem. nawet w soboty.Wiadomość przyszła z baru na końcu ulicy. Ŝe w 1954 roku wdowiec. Jednym słowem pani Moran dobrze pamięta. po czym kontynuował: . Zaczął wtedy hodować zwierzęta domowe. .odparł sierŜant. Hanley rozsiadł się wygodnie. Ŝe było to w 1963 roku. Po kwadransie wszyscy mieszkańcy Mayo Road znaleźli się na ulicy. Nikt go o nic nie podejrzewał. zmęczony. a w dzień. jego Ŝona sprawiała wraŜenie znacznie młodszej. nigdy nie chciał wychodzić wieczorami. gdzie mieli telewizor. Ŝe Larkin na to zasłuŜył. w listopadzie. . mieszkający obecnie w domu dla emerytowanych księŜy w Inchicore. Sąsiedzi ofiarowali mu się z pomocą. Wszystko się zgadza. Larkin drzemał w fotelu.Twierdził. Nie mógł zdradzić tajemnicy spowiedzi. . Wreszcie od dziesięciu lat kury. Emerytowany listonosz. Tak przynajmniej mówił. równieŜ na rencie. Ale poleciały i ktoś je wystrzelał. Nikt nie miał co do tego wątpliwości.z przyjacielem. Pani Moran twierdzi. który mieszkał pod numerem 38. Na przykład pani Moran.Rozmawiałem z piętnastoma ludźmi z Mayo Road. W sobotnie wieczory opiekowała się czasami dziećmi Moranów. Drzwi miał zawsze zamknięte na cztery spusty. Kilka razy odwiedził Larkina. Ŝe wpadła do domu Larkina. Potem gołębie. W sierpniu 1963 roku uciekła -jak mówili ludzie . ale ten nie był praktykujący i nie Ŝyczył sobie duszpasterskiej pomocy.30. Chciała go porzucić.Tego roku. oraz ksiądz Byrne. Ksiądz Byrne nie miał Ŝadnych innych przypuszczeń. Coraz rzadziej wychodził. po czym ją zdjęto. posunął się jednak do tego. ale tryumfujący. zamordowano Kennedy'ego . . Chodziła regularnie do spowiedzi. iŜ właściwie jest tego pewien. który pracował na Mayo Road do zeszłego roku. Ŝe go porzuciła . W kilka lat później utracił pracę w sklepie i został nocnym stróŜem. Detektyw przerwał na chwilę dla zaczerpnięcia oddechu. by omówić tę tragedię. najbliŜsza sąsiadka. Pewnego dnia pani Larkin zniknęła. Wreszcie zostawiono go w spokoju.Pani Moran przypomina sobie.odparł detektyw bez wahania. Wisiała tylko przez dwa tygodnie. I jeszcze coś: pani Larkin była kapryśna. Wychodził z domu po zmroku i wracał o wschodzie słońca. którzy znali Larkina i jego Ŝonę. Ten zjawił się dopiero po 10. lubiła flirtować. Drugie dziecko pani Moran urodziło się w styczniu 1963 roku. Swoją zaginioną Ŝonę nazywał dziwką. ale on zawsze odmawiał. Pani Larkin juŜ wtedy nie było. Była Angielką i opowiedziała pani Moran. Ŝe poprzednio mieszkali w Londynie. Wracam od niego i dlatego tak się spóźniłem. Zerwał się przeraŜony i szybko wyprowadził panią Moran z domu. Pani Moran była tak podniecona. Niektóre kobiety uwaŜały.Forsyth Opowiadania. gdzie jej mąŜ był subiektem sklepowym. Mieszkała tam trzydzieści lat i pamięta. umarł. Dlatego właśnie pani Larkin mogła pełnić funkcję opiekunki dzieci sąsiadów. poniewaŜ nie traktował jej wystarczająco dobrze. Wkrótce potem wywieszono na domu tabliczkę z napisem "Na sprzedaŜ". bo chciał spać. rozumował Hanley. nikt się specjalnie nie zdziwił. lecz i praktykującą katoliczką. przestał dbać o siebie i o dom. Ŝe oświadczył. bo go nie było.Jaką przyczynę zniknięcia podawał jej mąŜ? . Ŝe pani Larkin znikła pod koniec lata tego roku. . Trzej z nich okazali się asami atutowymi. Detektyw otworzył notes na pierwszej kartce i zaczął sprawozdanie: . Larkin cięŜko pracował. on dowiedział się o tym i uderzył ją. jak to bywa w małych osiedlach. Ale widywano ją jeszcze na wiosnę i latem tego roku. Po dalszych dwóch tygodniach wprowadzili się Larkinowie. prawdopodobnie trochę za mocno.

Listonosz pamiętał. MąŜ zaprotestował. kiedy się dowiedział. TuŜ po północy zszedł na dół do cel. Hanley skinął głową dyŜurującemu policjantowi i wszyscy trzej poszli na górę. a Hanley stanął przed starcem i wyrecytował ostrzeŜenie: . Co oznaczało to spojrzenie? . jak chcesz . kiedy to się stało. Hanley niełatwo się unosił.txt Mój BoŜe. ileŜ to razy tak się zdarza! Listonosz nie miał wiele do dodania.Czy juŜ coś mówił? . Ŝe spędzi noc w biurze. . która odwiedziła Hanleya tego wieczoru. Nie dlatego. ale siedzący w kącie policjant ziewał co chwila. Powie mu. około stu pięćdziesięciu ośmiu centymetrów. Ale ona za kilka godzin przemówi do dyŜurnego patologa. a moŜe zaginęła. wesoła i pełna Ŝycia. Ten człowiek nie miał przecieŜ Ŝadnej szansy. prawda? Sąsiedzi to pamiętają.pytał Hanley samego siebie. A moŜe Larkin się zdecyduje. Inspektor wstał. Ostatnią osobą. co ona robi. . który wracał z miejsca przestępstwa. Raczej tęga.zapytał Hanley detektywa. Stary człowiek nie spał. To było w sierpniu 1963 roku. Wkrótce potem uciekła.Więc zostały tylko zwłoki tej biednej kobiety. Policjant usiadł w kącie z notatnikiem w ręku. nie jest pan zobowiązany do mówienia czegokolwiek.powiedział. .Teren jest oczyszczony . Hanley próbował zmiękczyć go niemal do świtu. Szok? Strach przed nim. ( " Następnie usiadł naprzeciwko więźnia. co i jak. listonosz teŜ. nie kpinę. potarł wielką dłonią szczecinę na podbródku i wrócił do swojego gabinetu. do pokoju śledczego. ale po kilku sekundach opuścił wzrok. Pani Larkin lubiła sobie wypić szklaneczkę w sobotni wieczór. Milczał. Ale powie. Ŝe powiedział za mało. . Larkina odprowadzono do celi. Larkin wściekł się. panie Larkin. Główny inspektor poszedł do domu. Po prostu patrzył na Hanleya z dziwnym wyrazem oczu. który mógłby nam być pomocny. Wtedy wrócimy do ciebie i oskarŜymy cię oficjalnie o morderstwo. KaŜdy w końcu mówi.* Ŝe absolutnie nic nie mówił.Forsyth Opowiadania. PołoŜył dłoń na ramieniu młodego policjanta. Idź do domu. .Piętnaście lat. Miała ciemne.Herbercie Jamesie Larkinie. jak pompowała piwo do kufli z takiej staroświeckiej beczki.Jeszcze nie. Przyszedł do pubu i zabrał ją do domu. Aresztant nie wydawał się zmęczony. Kiedy inspektor uznał się wreszcie za pokonanego. prawda? Przemawiać po piętnastu latach z grobu za ścianą. był szef detektywów. 135 -Hanley wstał i przeciągnął się. . Ŝe pani Larkin była znacznie młodsza od męŜa. ale dlatego. ksiądz pamięta. Listonosz wspominał. lubiła teŜ sobie czasem poflirtować. . Siedział na brzegu pryczy i wpatrywał się w przeciwległą ścianę. co jej się przytrafiło. . Dziwne. Lubiła się pośmiać. Strona 82 .Do ostatniej cegły.Rób. a moŜe nawet dlaczego. w kaŜdym razie o zaokrąglonych kształtach.powiedział. . Prawdopodobnie był bardziej śpiący w dzień niŜ w nocy.Jak wyglądała? . ale wszystko. ale milczenie starca doprowadzało go 136 do irytacji. ale mówić będzie twoja Violet.Była niska. przez mleczne szyby okna pokoju śledczego przesiąkało juŜ szare światło. popatrzył na Hanleya.Jest późno. Larkin był przez wiele lat nocnym stróŜem. Ŝe warto było popatrzeć. wijące się włosy i wydatny biust. Hanleyem? Wyrzuty sumienia? Kpinę? Nie. Spiszesz to wszystko jutro rano. Nie znaleźliśmy Ŝadnego śladu. Hanley zatelefonował do Ŝony i powiedział jej. zostanie zapisane i moŜe być uŜyte jako dowód przeciwko panu. Dlaczego nie chce mi pan wszystkiego opowiedzieć? Stary człowiek podniósł oczy. To kawał czasu jak na współŜycie z taką sprawą. przypomniał sobie Hanley. a pewnego lata popracowała kilka tygodni jako barmanka. Mieszkał niedaleko Mayo Road i odwiedzał lokalny bar. co pan powie. . Dochodziła północ. moŜe one nam coś powiedzą. Powie mu.Ty moŜesz milczeć.

a on zapewne nieciekawym pięćdziesięciodwulatkiem. Wyzwolony przez Rosjan w październiku 1944 roku. o czym mówiliśmy wczoraj. ona była pełną Ŝycia dwudziestosześcioletnią męŜatką. Violet Mary Smith. umył się i ogolił. 14 listopada 1945. ale potwierdza się to..Kiedy pan będzie gotów z raportem? . . . w tym samym roku. kiedy słuŜył w wojsku. Hanley gorąco podziękował Dawkinsowi i odwiesił słuchawkę. Miała wtedy siedemnaście lat. Wzięli go Niemcy w czasie jesiennej ofensywy Rommla.Mianowicie? . Kurs rekrucki w obozie Catterick.powiedział major.powiedział. Pan Larkin został zwolniony z wojska w styczniu 1946 i pozostał w Edmonton pracując jako subiekt sklepowy aŜ do 1954. była prawdopodobnie wciąŜ jeszcze atrakcyjną i pociągającą kobietą w wieku trzydziestu pięciu lat.powiedział w końcu.powiedział Hanley. Spędził resztę wojny jako robotnik rolny w obozie jeńców na Śląsku. zanim odpowiedział na jego prośbę. była pokojówką hotelową.Wyprostowałem juŜ kończyny . Gdy przenieśli się na Mayo Road. Za godzinę zaczynam kroić.Dostał się do niewoli. Patolog był człowiekiem słownym i o godzinie 2. o godzinie wpół do trzeciej. .Nie mogę palić w laboratorium . Wcielony do gwardii królewskich dragonów.30 siedział w fotelu naprzeciwko inspektora. Potwierdziła się szrama na szyi.A poza tym dym neutralizuje zapach formaliny.Nie ma tego wiele. . dla której nie awansował nawet na kaprala. Repatriowany w maju 1945. To był ostatni adres.Czy ma pan coś o jego małŜeństwie? . . Szeregowiec Herbert James Larkin przyjechał do Liverpoolu na promie z Dublina w październiku 1940 roku i zgłosił się na ochotnika do wojska. Hanley zastanawiał się przez krótki czas. Dwaj zdziwieni młodzi policyjni praktykanci zaskoczyli go tam o wpół do dziewiątej. Yorkshire. .Dobrze .txt Hanley przespał trzy godziny w fotelu. .. Wysłany statkiem do 137 pułku do Egiptu w marcu 1941. . Panna młoda. Powinien pan być zadowolony. Teraz suszymy ciało. O wpół do dziesiątej zadzwonił brygadzista z Mayo Road. Patolog zgodził się przyjechać do biura Hanleya z kostnicy przy Storę Street. to mogło tworzyć problemy. Tak jak przypuszczałem wczoraj. W dwadzieścia minut później odezwał się w słuchawce głos profesora McCarthy'ego. . Załatwił mnie bez czekania. Tak. Nogi wyciągnął przed siebie i z głową przechyloną w tył głośno chrapał.. jest to ślad po pończosze. Spokojne przedpołudnie przerwał jedynie telefon od majora Dawkinsa. w Londynie Północnym.Oczywiście .Skóra wystarczająco zmiękła do skalpela. Kiedy umarła w sierpniu 1963 roku. kiedy przyszli na słuŜbę. .To zaleŜy.OŜenił się. niedaleko wschodniej granicy III Rzeszy. . Wyciągnął z kieszeni fajkę i zaczął ją starannie napełniać tytoniem.oświadczył wesoło. O dziewiątej inspektor zjadł śniadanie i zaczął załatwiać nagromadzony stos papierków.Miałem szczęście . i wycofali się na palcach. odległej o półtora kilometra. jaki figuruje w wojskowych rejestrach.Dziękuję. który zadzwonił o dwunastej. Ŝe mam starego przyjaciela w archiwum Ministerstwa Wojny.Okazało się. .. kiedy poślubił siedemnastoletnią dziewczynę. Strona 83 . . panie majorze . zaraz po zakończeniu wojny w Europie. więc odnotowano to w jego aktach.MoŜecie zalać teren cementem i postawić ogrodzenie.Niech pan mówi. Larkin miał trzydzieści cztery lata.tłumaczył się. Wziął ślub w katolickim kościele pod wezwaniem Matki Boskiej w Edmonton. . Nieoficjalnie powinienem mieć coś po obiedzie. . a on starzejącym się czterdziestotrzyletnim męŜczyzną.odpowiedział głos w słuchawce. Wstał o ósmej. Hanley z niecierpliwością czekał na wizytę profesora McCarthy'ego. niemal trzydzieści pięć. Teraz dochodzimy do przyczyny.Forsyth Opowiadania. co pan ma na myśli . ja notuję. Przynajmniej przyczynę zgonu. poszedł do toalety.Oficjalny raport dostanie pan za dwa lub trzy dni. .

W świetle stojącej lampy studiował zamazany druk. Ŝe przeŜywa na jawie swój odwieczny nocny koszmar.powiedział łagodnie . paznokcie i organy wewnętrzne. Pewnie na czas budowania kryjówki w podwójnej ścianie. Wiemy. jak pan mówi. upartym spojrzeniem.powiedział profesor. Hanley uSpokoił się. bez Ŝadnej wątpliwości. co wskazywałoby na datę morderstwa? 138 . . Ŝeby to ciało było Ŝywe po 1945 roku. .Owszem .powiedział. zawierającą coś.Badanie zwłok wykazało .upierał się Hanley. MoŜemy oczywiście przeprowadzić analizę pończoch i farby drukarskiej.txt Popykał sobie przez chwilę z przyjemnością.No tak. Jest to strzęp dziennika z wyraźnie widoczną datą.Kupili dom pod numerem 38 na Mayo Road po śmierci poprzedniego właściciela. .powiedział. . Finałowy mecz o Potrójną Koronę. . którą wyłoŜona była szuflada albo komoda. Morderstwo miało przypuszczalnie miejsce w okresie kilku tygodni od dnia datowania dziennika. o tutaj wskazał na przestrzeń między podbródkiem i grdyką . ZbliŜa się Strona 84 . .zgodził się. Jest rok 1951. Hanley wziął plastykową torebkę i przyłoŜył do niej szkło powiększające.Ale ona juŜ była stara.Ŝe mówimy o róŜnych sprawach. . . Dlatego widnieje na niej data z marca 1943 roku. . I dlatego omyłka w określeniu daty śmierci moŜe być duŜa. jest stara. śeby uniknąć zabrudzenia dywanu.To jest rzeczywiście kawałek starej gazety .powiedział. . . Kość gnykowa.Czy znalazł pan coś.Morderstwo. zmumifikowanych . Ta kobieta została uduszona pończochą.Larkin musiał złapać jakąś starą gazetę.No właśnie. Wczoraj podczas rozbiórki domu znaleźliśmy jej zwłoki zamurowane za fałszywą ścianą. Da się to zrobić tylko w przybliŜeniu.Mam to.odparł spokojnie profesor. morderca owinął głowę swojej ofiary gazetą. . . Nagle wyprostował się gwałtownie. jak długo Larkinowie mieszkali w tym domu . ale nie było śmiertelne.Bardzo trudno jest określić datę śmierci zmumifikowanych zwłok.stwierdził. 139 .MoŜe ma pan rację . . .Pan prosił mnie o dokonanie badania patologicznego zmumifikowanych zwłok. co wyglądało na fragment wyblakłej.Ja mówię o zwłokach. .powiedział z ulgą.Mam tu dla pana drobny prezent.Violet Mary Larkin zmarła w sierpniu 1963 roku . . kiedy została uŜyta do owinięcia głowy tej kobiety! McCarthy wzruszył ramionami. Hanley rozsiadł się wygodniej w fotelu.Ale nie o dwadzieścia lat .stwierdził spokojnie McCarthy. mogły mieć dwadzieścia lat w chwili zgonu ofiary. McCarthy nie spuścił wzroku. Przedtem otrzymała uderzenie w głowę. które leŜą w kostnicy. Prawdopodobnie ogłuszyło ją i ułatwiło uduszenie.odparł McCarthy.Ŝe zgon nastąpił gdzieś pomiędzy 1941 a 1943 rokiem.Ja teŜ . Obydwie te rzeczy. poŜółkłej gazety. . . które spowodowało pęknięcie skóry na czaszce.Sądzę .Wspaniale . Nastąpiła asfiksja połączona z szokiem. sięgając po teczkę. . Badania wewnętrznych organów nie pozostawiają co do tego Ŝadnych wątpliwości. Hanley miał wraŜenie.Właśnie to miałem na myśli . Ŝe pani Larkin uciekła od męŜa w sierpniu 1963 roku. Hanley popatrzył na profesora twardym. . .Forsyth Opowiadania.Pan nie powiedział mi.Otworzył teczkę i wyjął z niej plastykową torebkę.powiedział McCarthy . . o co panu chodziło . . Jest wykluczone.Rana na czaszce musiała trochę krwawić.Larkin i jego Ŝona przybyli z Londynu w 1954 roku powiedział powoli Hanley. Ale nie włosy.została złamana w trzech miejscach.

odparł młody człowiek. kręcone włosy? . belek stropowych. a potem on sam.Gładkie. sir. ale kości nie zmieniają długości nawet po kilkudziesięciu latach za ceglanym murem. . kiedy piłka zaczyna wyślizgiwać mu się z rąk. . ale ją gubi.Nie .Tak musiało być .. ram okiennych i drzwiowych. . WytęŜa wszystkie siły. Ale kto to zrobił? Hanley chwycił słuchawkę i połączył się z pokojem detektywów.Nie wiem. której sekcję przeprowadziłem.powiedział w pewnej chwili. Oprzytomniał.W takim razie . . Ŝe dwoje. .Jak długo tam mieszkał? . McCarthy potrząsnął głową. . gdyby jacyś dziennikarze kręcili się przed frontowym wejściem. miała metr siedemdziesiąt pięć do metra siedemdziesięciu ośmiu centymetrów wzrostu. W miejscu.Jest juŜ suchy . . gdzie pański Larkin znajdował się w 1943 roku? .A to co? . W dwie godziny później stary człowiek został zwolniony z aresztu. chyba przez trzydzieści lat. płonęły resztki schodów. który przyglądał im się zza siatki ogrodzenia. Nawet w świetle ognia Ŝaden z robotników nie dostrzegł postaci starego człowieka. Ŝe ta kobieta została zamordowana powiedzmy w 1943 roku. to w 1954 jej zwłoki znajdowały się juŜ od pewnego czasu w stanie.Zmumifikowane ciało nie wydziela Ŝadnego zapachu..Co jeszcze poza sprawą daty? .spytał.warknął Hanley. Wskazał na płaszczyznę o powierzchni około sześćdziesięciu centymetrów na dwa metry. w jakim je znaleźliśmy.zapytał go inspektor . Odpowiedział młody sierŜant. twierdzi pan. .Kim był człowiek . . Kobieta. sądzę. wygódki i kurnika. który od Strona 85 . .powiedział robotnik. W milczeniu ruszył w stronę ubogiej dzielnicy Diamond.spytał Hanley. sir.zapytał. na którym stał dom z ogródkiem.Czy miała w chwili śmierci około trzydziestu pięciu lat? . Ŝeby ją utrzymać. . poręczy. Brygadzista skończył kontrolę powierzchni świeŜo połoŜonego cementu i poszedł na koniec działki.PrzecieŜ to stary cement.Ta kobieta była niska. . Larkin miał w kieszeni adres miejskiego schroniska.który był 140 właścicielem i lokatorem domu na Mayo Road do swojej śmierci w 1954 roku? .oświadczył profesor wstając .To była podłoga kurnika . .Nie robiłem notatek.W obozie jeńców wojennych na Śląsku. pod stare ogrodzenie. Jeszcze kilka pasemek przylega do czaszki. Spojrzał pod nogi. Tym razem nie było samochodu policyjnego ani eskorty.Pewnie.nie on zabił tę kobietę i nie on zamurował ją obok kominka.Nie pytałem o to. przebija jak taran obronę Anglików. jest tuŜ-tuŜ. Była chuda i koścista. Wypuszczono go tylnymi drzwiami na wypadek. przesiadywali w swojej bawialni przez piętnaście lat w odległości dwóch metrów od zamurowanych zwłok? .odparł McCarthy .Forsyth Opowiadania. Od czasu do czasu brygadzista uderzał w nią stalową podkówką buta.Ciemne. Ŝeby to wykończyć i zaasfaltować przed nocą. .śałuję.była dobrze po pięćdziesiątce i miała dzieci. Ale o ile sobie przypominam.Jak się nazywał? Zapanowała cisza.txt do linii bramkowej. Nawiasem mówiąc.Szef chce.powiedział McCarthy. JeŜeli przyjmiemy.Innymi słowy. . sir . W zapadającym zmierzchu brygadzista i dwaj pomocnicy wygładzali jego powierzchnię. Ŝe tak . Na Mayo Road ustawiono juŜ brakujące części ogrodzenia. Miała około metra pięćdziesięciu ośmiu centymetrów wzrostu. otaczając cały parking. na zwalisku gruzów. połamane deski ogrodzenia. . Ŝe od 1954 roku najpierw oboje Larkinowie. sechł świeŜo wylany cement. rudawe. Po drugiej stronie drogi. . . . szaf. a po drugim przeszła zabieg chirurgiczny.

141 . asfalt rozlał się równo i gładko. o co chodzi. . Na ulicy było zimno.CóŜ. Parking był wykończony. zdaniem Chadwicka. Po dziesiątym sygnale wygramolił się z łóŜka i zszedł po schodach do przedpokoju.JeŜeli to się osunie. Kiedy ostatni promień słońca znikł.Właśnie wybieram się do parku pobiegać dla zdrowia. który się dowiaduje. Ale uśmiechnął się. robotnicy poszli do domu.Czy zajrzałeś juŜ do porannej prasy? . Był to Henry Carpenter. . Ton jego głosu zdradzał wyraźne zakłopotanie. Łom odskoczył.Michał.Nie. Ŝe jest tam coś o mnie. .Znajdziesz tam coś o sobie.zapytała go Ŝona. . . stary.odrzekł.powiedział Chadwick z rosnącym zainteresowaniem. A cóŜ to takiego? Carpenter był coraz bardziej zaŜenowany.Henry Carpenter powiedział mi. pomyślał.zabrzmiała odpowiedź.Dzień dobry. W ciągu kilku minut cała przestrzeń zamieniła się z szarej na czarną. Bili? Tu Henry.zapytał. . . przez pretensjonalnych ludzi dla równie pretensjonalnych czytelników. Dlaczego pytasz? . 143 .warknął brygadzista.Czy prenumerujesz Sunday Courier? Nastąpiło długie milczenie.stwierdził. więc powstrzymał się od zaglądania do gazety i postanowił zaczekać. a ja tymczasem przygotuję śniadanie. aŜ znajdzie się w domu. Chadwick odłoŜył słuchawkę. .powiedział i rozłączył się. jak kaŜdy człowiek. Ŝe napisano o nim w gazecie. na której leŜały nie ruszone dwie gazety. Nie powiedział nic. . szef kaŜe nam wszystko robić od początku i jeszcze za to zapłacić .Nie. Oczywiście. UwaŜał widać.Czy nie wylegujesz się w łóŜku w niedzielę? . Odwrócił się w stronę spychacza i skinął ręką. . Ŝe Chadwick powinien najpierw przeczytać artykuł i dopiero wtedy będzie go mógł z nim przedyskutować.powiedział wreszcie Carpenter.powiedziała Ŝona. Był ciekaw. podał je Ŝonie i zaczął naciągać spodnie i sweter wprost na pidŜamę.O! . a niebo poczerniało. którego Bili Chadwick znał. . a potem stojący za spychaczem mechaniczny walec wykończył robotę. lepiej zobacz sam . Podniósł go wysoko nad głowę i walnął w stary cement.Idź. Po drugiej stronie linii głos Carpentera robił wraŜenie zaŜenowanego. zalewaj to! Sztych buldoŜera opadł na zwał świeŜego. lecz ten nie milkł. Henry .Dokąd się wybierasz? .txt rana pracował przy zakładaniu parkingu. . Kulturysta! Ziewnął. ale poniewaŜ była to niedziela rano.Na róg ulicy po inną gazetę . . Stojący za siatką stary człowiek odwrócił się i odszedł. szczęśliwym uśmiechem ulgi.Nie . pisanego.Czym mogę słuŜyć ci o tej porze w zimowy poranek? . W naroŜnym sklepiku z prasą pozostały jeszcze dwa egzemplarze Sunday Couriera. Chadwick spojrzał w stronę wycieraczki przy drzwiach. Próbował nie zwracać uwagi na dzwonek. Odszedł kilka kroków i wrócił z ostro zakończonym łomem. ale niezbyt blisko.Forsyth Opowiadania.Tak? . Strona 86 . Brygadzista odchrząknął. Szerokim.spytał. .Nie dałeś tu świeŜej warstwy cementu? . .odparł. . . Bili Chadwick leŜał jeszcze w łóŜku. To podniosłoby poziom i powstałby garb w asfalcie. Nic a nic. jest solidne . Wrócił do sypialni z Expressem i Telegraphem.W porządku. Chadwick chrząknął.Halo. . PRZYWILEJ ABSOLUTNY Telefon zadzwonił tuŜ po siódmej trzydzieści. mieszkaniec tej samej ulicy.Powinieneś obejrzeć sobie dzisiaj tę gazetę .Hej! Nareszcie sława! . grubego pisma z wieloma dodatkami. dymiącego asfaltu i pchnął rozpaloną masę w kierunku cementowego prostokąta.

zatroskała się Ŝona. Ŝe Ŝądamy zadośćuczynienia w formie sprostowania i przeprosin. Sprzedawałem ich wyroby w dobrej wierze. kochanie? . . po prostu kłamstwo! Nigdy w Ŝyciu nie widziałem faceta.To niemoŜliwe. to mnie moŜe zrujnować! Kłamstwo.kosztowna. który to napisał. do cholery. zaczął więc od działu wiadomości ogólnych. nie mam wątpliwości. Jak on się nazywa? .Ten człowiek daje do zrozumienia. Do diabła. wydała z siebie krótki okrzyk. Ten opowiedział mu. rzucane nań przez jego nieliczny personel.Na podstawie tego. Wyjaśnimy w nim. Wymknęły mu się przy tym dwa zamówienia. dodając. Ŝe autor dopuścił się zniesławienia.Gaylord Brent .On to.powiedziała pani Chadwick. moŜe zaszkodzić? . jak się okazało . nie sprawdził faktów. Nie próbował porozumieć się ze mną. . Przeczytała go uwaŜnie. List taki został napisany. która szczyciła się swoimi ambicjami reporterskimi.On wcale nie daje do zrozumienia . . Pozostał mu dodatek ilustrowany oraz handlowy. . innych wspólników przedsiębiorstwa. a treść jego była uprzejma^ ale zupełnie nie satysfakcjonująca. ale. Ŝe wydawca starannie rozpatrzył pismo adwokata wysłane w imieniu pana Chadwicka i Ŝe jest skłonny wydrukować Strona 87 . Ŝe pierwszym krokiem powinno być napisanie przeze mnie w pańskim imieniu listu do wydawcy gazety. To niemoŜliwe! śeby ktoś coś takiego mógł o mnie napisać! Kiedy w poniedziałek rano zamknął się w biurze ze swoim adwokatem. Kiedy zaczął przeglądać Couriera. . Ŝeby ktoś o mnie coś takiego powiedział szepnął. Wniosek jest jasny.PrzecieŜ to nieprawda! . co pan mówi. W ciągu tych dwóch tygodni Chadwick musiał znosić podejrzliwe spojrzenia.W zasadzie tak . w miarę moŜliwości. kochanie. Ŝeby musiała zobaczyć artykuł. jak wyglądała jego współpraca ze zlikwidowanym przedsiębiorstwem. wyraźnie 144 mówi. Skończył go czytać przy drugiej filiŜance kawy. zerknąwszy na podpis pod artykułem.O co chodzi. a kiedy doszła do połowy. .powinien wszystko odwołać i przeprosić mnie! . . oczywiście na jednej z czołowych stron gazety. i unikać.UwaŜam.To straszne! . Przez dwa tygodnie nie było odpowiedzi od wydawcy Sunday Couriera. a nie ich świadomym wspólnikiem.zawołał Chadwick . odrzucił dodatek "Kultura i Sztuka" oraz "Sport". Był drobnym.zawołała skończywszy czytanie. Artykuł znajdował się na kolumnie. Podał jej bez słowa gazetę złoŜoną w ten sposób. Był podpisany w imieniu wydawcy przez sekretarza. Stwierdzał. Prawnik wyraził oburzenie z powodu treści artykułu i wysłuchał ze zrozumieniem wyjaśnień Chadwicka. które ostatnio zbankrutowało.Forsyth Opowiadania.txt śona przygotowała sok pomarańczowy. Na trzeciej stronie zatrzymał wzrok na nazwie towarzystwa.PrzecieŜ ja go nawet nigdy nie spotkałem. kawa stała na kuchennym stole. Ŝe naszym zdaniem jeden z jego pracowników zniesławił pana.zapytała go Ŝona. Była wyraźnie zaniepokojona dziwnym wyrazem twarzy swojego męŜa. Ŝe byłeś w jakiś sposób zamieszany w to oszustwo.powiedział ze złością.Czy to ci. zagłębił się więc w dodatek biznesowy. Bili Chadwick wstał i zaczął przechadzać się po kuchni.Zaszkodzić? Do jasnej cholery. Odsunął kawę. . uŜył tego samego zdania. . W końcu jego adwokat otrzymał list z Sunday Couriera. uprzytomnił sobie Ŝe Carpenter nie podał mu strony. przecieŜ ja byłem ofiarą tych ludzi. . . Tak samo jak wszyscy straciłem na ich bankructwie. ale niezaleŜnym biznesmenem na jednym z przedmieść Londynu. Jego współpraca z nim była krótka. na które liczył.powiedział prawnik. Po przeczytaniu zbladł.W takim razie . . która zastąpiła początkowy szok.

Ŝe prowadząc interesy ze zlikwidowaną spółką. Pan będzie musiał udowodnić. nie sprawdził swoich informacji.Nie. Zdecydował się na szczerość.odrzekł Chadwick. .Panie Chadwick.W gruncie rzeczy tak. i nic więcej. nie miał pan pojęcia o jej niesolidności. który to zrobił.txt w dziale listów do redakcji sprostowanie pana Chadwicka. jakie mógł mieć zamiary w czasie pisania swego artykułu.Innymi słowy wykastrowania go . tak jak w kaŜdej innej.Istnieje Stowarzyszenie Wydawców Gazet. lub kiedy reporter pisma popełnił raŜący błąd. Ŝe obrzucono mnie stekiem kłamstw. Ŝe namawiamy naszych klientów do występowania Strona 88 . gazeta być moŜe będzie wolała uniknąć procesu i ogłosi przeprosiny.. a w pańskiej sprawie. . nie istnieje ustawa określająca pojęcie zniesławienia. Precedensy te mogą być rozmaicie interpretowane. Ŝe tylko sprawa sądowa. wolą to pozostawiać sądom. Znał swojego klienta od wielu lat. nieprawdaŜ? Prawnik zastanawiał się przez chwilę. zastrzegając sobie wszakŜe niezbywalne prawo kaŜdego wydawcy do przeredagowania takowego. A moŜe i nie. które zarzucają wydawcy. . .powiedział adwokat. które czynią ją odmienną od poprzednich. o które panu chodzi.powiedział Chadwick. . Nienawidzą sprostowań. . na które składa się cały szereg precedensów prawnych ustanowionych w ciągu wieków. . . muszę być z panem szczery. MoŜe się pan im poskarŜyć. o jego intencje. . a wydawca i pan Gaylord Brent pozwanymi.Ma pan słuszność. Ŝe człowiek. 145 10. Podpada ono pod ogólne zasady prawa zwyczajowego.Co więc robić? Adwokat miał propozycję: .Co mi w takim razie pozostaje? Prawnik westchnął. iŜ muszę pogodzić się z tym.Ale chyba będą musieli to zrobić? Sprawa jest przecieŜ bezsporna! . jakiej ci ludzie uŜywają.Forsyth Opowiadania. a więc braku złej intencji. . Mówi się czasem o nas.Niewiele.Tak . Po pierwsze. W najlepszym razie mogą wydać potępiające oświadczenie. . Kiedy wniesiemy pozew.To jest po prostu sposób wykręcenia się. zanim je wydrukował? śe powinienem pogodzić się nawet z tym.Czysta robota . Widzi pan. Miałem tylko raz w Ŝyciu do czynienia z ogólnokrajową gazetą w podobnej sprawie.. Poza tym powstanie z pewnością spór o stan świadomości pozwanego. Skarga o zniesławienie z Ŝądaniem odszkodowania.Myślę. Ŝe nieopatrznie wyrządził komuś szkodę. Ŝe moje przedsiębiorstwo jest zrujnowane? .powiedział. a więc znowu o intencje. .Czy pan powaŜnie sugeruje. . o to. Ŝe tak .Być moŜe? . pan będzie powodem. siedząc znów przed swoim adwokatem.zdenerwował się Chadwick. Ŝe został pan zniesławiony przez pomówienie i nie był zamieszany w machinacje spółki.Stowarzyszenie nie moŜe więc zmusić wydawcy do sprostowania wiadomości i przeproszenia pokrzywdzonego? -. Czy pan mnie rozumie? . Ten list to po prostu formułka. nie mówiąc juŜ o przeprosinach.Więc odradza mi pan występowanie do sądu? .Będę z panem całkiem szczery . Tylko wtedy stanie się jasne.No tak. o zakres jego wiedzy.A co oni mogą? . 146 w przeciwieństwie do ignorancji. Skłonni są do rozpatrywania tylko takich skarg.Obawiam się. prawnikach. W sprawach o zniesławienie nie ma sytuacji bezspornych. istnieją drobne szczegóły.Ale to chyba nie ja muszę dowodzić swojej niewinności? . Nie lubią się mieszać do spraw dotyczących zniesławienia.

Forsyth Opowiadania.txt do sądu o byle co, poniewaŜ przynosi nam to wysokie honoraria. W rzeczywistości jest przewaŜnie inaczej. To zazwyczaj Ŝony, przyjaciele czy koledzy osób poszkodowanych zachęcają je do akcji i składania skarg. Ci przyjaciele nie ponoszą oczywiście kosztów procesów. Dla osób nie wplątanych w sprawę proces sądowy to dobra zabawa. Ale my, fachowcy, zdajemy sobie sprawę z tego, jakie to pociąga za sobą konsekwencje. Chadwick zastanowił się. - Jakie sumy wchodzą w rachubę? - spytał spokojnie. - Takie, które mogą pana zrujnować - brzmiała odpowiedź adwokata. - Zawsze myślałem, Ŝe w naszym kraju wszyscy obywatele są równi wobec prawa, a szczególnie jeśli ubiegają się o sprawiedliwość. - W teorii tak. W praktyce bardzo często jest zupełnie inaczej. Panie Chadwick, czy pan jest bogatym człowiekiem? - Nie. Prowadzę niewielkie przedsiębiorstwo. W dzisiejszych czasach oznacza to, Ŝe balansuję na krawędzi wypłacalności. Przez całe Ŝycie cięŜko pracowałem i jakoś to szło. Jestem właścicielem domu, samochodu i kilku ubrań. Mogę liczyć na emeryturę przysługującą samodzielnym przedsiębiorcom, mam polisę ubezpieczeniową na Ŝycie i kilka tysięcy funtów oszczędności. Jestem po prostu zwykłym, szarym człowiekiem. - Tak właśnie myślałem - powiedział adwokat. - Dzisiaj tylko ludzie bogaci mogą się procesować z innymi bogaczami, zwłaszcza 147 jeŜeli chodzi o zniesławienie. MoŜna wygrać taką sprawę, ale trzeba ponieść duŜe koszty. JeŜeli proces jest długi, a potem jeszcze następuje apelacja, to suma wydatków często moŜe dziesięciokrotnie przewyŜszać ewentualne odszkodowanie. Zamilkł na chwilę. - Wielkie pisma, tak jak wielkie domy wydawnicze i inne tego rodzaju przedsiębiorstwa, są wysoko ubezpieczone na okoliczność wytoczonych spraw o zniesławienie. Mogą sobie pozwolić na angaŜowanie najwybitniejszych adwokatów West Endu. Proszę mi wybaczyć, ale kiedy występują przeciwko małemu człowiekowi, to muszą z nim wygrać. Nietrudno im spowodować, by wejście sprawy na wokandę trwało aŜ pięć lat. Przez ten czas koszty sądowe obu stron nieustannie rosną. Samo przygotowanie sprawy kosztuje tysiące. Kiedy nareszcie dochodzi do rozprawy, koszty te podnoszą się niebotycznie, bo adwokat bierze dodatkowe honorarium za kaŜdy dzień rozprawy. No i ma takŜe do pomocy aplikanta. - Do jakich sum mogą dojść takie koszty? - zapytał Chadwick. - JeŜeli sprawa się przeciąga i przygotowania trwają lata, to nawet jeŜeli nie brać pod uwagę ewentualnej apelacji, dojdą do kilkudziesięciu tysięcy funtów. Ale to wcale nie koniec. - Co jeszcze powinienem wiedzieć? - ZałóŜmy, Ŝe pan wygrywa proces i uzyskuje odszkodowanie i zwrot kosztów sądowych od pozwanego, czyli gazety. Wtedy sprawa jest jasna. Ale jeŜeli sędzia nie wypowie się co do kosztów, których zwrot przyznaje zazwyczaj jedynie w najdrastyczniejszych wypadkach, będzie pan zmuszony ponieść swoje własne koszty sądowe. A jeŜeli pan przegra, sędzia moŜe pana zmusić do poniesienia poza swoimi kosztami kosztów pozwanego. JeŜeli pan wygra, gazeta moŜe załoŜyć apelację. A to spowoduje podwojenie kosztów. Nawet jeŜeli wygra pan w sądzie apelacyjnym, ale bez przyznania kosztów, to i tak będzie pan zrujnowany. Poza tym jest inna kwestia. Po dwóch czy trzech latach ludzie zapominają o treści inkryminowanego artykułu w gazecie. Rozprawa sądowa przypomina im, Ŝe coś tam było, i wnosi nowe materiały i zarzuty. Mimo Ŝe to pan jest oskarŜycielem, adwokat strony przeciwnej postara się dla dobra swojego klienta zniszczyć pańską reputację uczciwego biznesmena. Im bardziej obrzuca się człowieka błotem, tym więcej na nim błota pozostaje. Wiele było takich wypadków, wielu ludzi, którzy wygrali sprawę, ale stracili dobre imię. Zarzuty przedstawiane sądowi mogą być ogłaszane drukiem bez Ŝadnych dowodów prawdy. - A czy moŜna mieć obrońcę z urzędu? - zainteresował się Strona 89

Forsyth Opowiadania.txt 148 Chadwick. Podobnie jak wielu innych ludzi słyszał o czymś takim, nigdy jednak nie interesował się tym bliŜej. - Prawdopodobnie ma pan zupełnie fałszywe wyobraŜenie na ten temat. śeby uzyskać takiego obrońcę, musi pan udowodnić sądowi, Ŝe nie posiada pan Ŝadnego majątku. Pana na przykład to nie dotyczy. Nabędzie pan prawo do obrońcy z urzędu dopiero wtedy, kiedy straci pan dom, samochód i oszczędności. - W takim razie w kaŜdym przypadku grozi mi ruina - powiedział Chadwick spokojnie. - Bardzo mi przykro, naprawdę bardzo przykro. Mogę oczywiście zachęcić pana do podjęcia długotrwałego i kosztownego powództwa, ale uwaŜam, Ŝe oddaję panu przysługę wskazując trudności i niebezpieczeństwa, jakie to za sobą pociąga. Znam wiele osób, które z ochotą zaczęły się prawować, a potem gorzko tego Ŝałowały. Niektórzy nigdy się nie otrząsnęli i po dziś dzień cierpią na skutek trosk finansowych i stresów, jakie ich dotknęły. Chadwick wstał. - Bardzo panu dziękuję za szczerość - powiedział. Potem, juŜ z biura, zadzwonił do Sunday Couriera i poprosił o rozmowę z naczelnym. Telefon odebrała sekretarka. Podał swoje nazwisko. - Na jaki temat chce pan rozmawiać z panem Buxtonem? zapytała. - Chciałem poprosić o wyznaczenie mi spotkania. Nastąpiła pauza, w trakcie której słyszał rozmowę prowadzoną na wewnętrznej linii, po czym sekretarka odezwała się ponownie. - O czym pragnie pan rozmawiać z panem Buxtonem? Chadwick wyjaśnił pokrótce, Ŝe chce zobaczyć szefa, Ŝeby przedstawić mu swój punkt widzenia dotyczący zarzutów zawartych w artykule Gaylorda Brenta sprzed dwóch tygodni. - Niestety pan Buxton nie przyjmuje nikogo - oświadczyła sekretarka - MoŜe pan będzie uprzejmy napisać list. Zostanie starannie rozpatrzony. Na tym rozmowa się skończyła. Następnego dnia Chadwick pojechał koleją podziemną do centrum Londynu i zjawił się osobiście w poczekalni budynku Couriera. Na oczach rosłego woźnego w mundurze wypełnił formularz, podając nazwisko, adres, nazwisko osoby, z którą chce się widzieć, i istotę swojej sprawy. Formularz został zabrany, a on usiadł i czekał. W pół godziny później otworzyły się drzwi windy i ukazał się w nich elegancki szczupły młody człowiek, pachnący dobrą wodą kolońską. Spojrzał pytającym wzrokiem na woźnego, który ruchem 149 głowy wskazał mu Chadwicka. Młody człowiek podszedł do niego. Chadwick wstał. - Nazywam się Adrian St. Clair - powiedział młodzieniec. Jestem osobistym sekretarzem pana Buxtona. Czym mogę panu słuŜyć? Chadwick powiedział mu o artykule podpisanym przez Gaylorda Brenta i oświadczył, Ŝe chciałby osobiście wyjaśnić panu Buxtonowi, iŜ to, co zostało o nim napisane, jest nie tylko nieprawdą, ale stanowi groźbę ruiny dla jego przedsiębiorstwa. St. Clair nie był tym specjalnie poruszony, ale wyraził Chadwickowi słowa ubolewania. - Tak, oczywiście, rozumiemy pana niepokój, panie Chadwick, ale osobiste spotkanie z panem Buxtonem jest po prostu niemoŜliwe. To bardzo zajęty człowiek. Rozumiem, Ŝe reprezentujący pana adwokat komunikował się juŜ z wydawcą... - Napisał list - powiedział Chadwick. - Odpowiedź była podpisana przez sekretarkę. Stwierdza, Ŝe istnieje moŜliwość wydrukowania listu z moim sprostowaniem w dziale korespondencji z czytelnikami. Ale ja domagam się, Ŝeby moje stanowisko w tej sprawie zostało poznane przez wydawcę. St. Clair uśmiechnął się. - JuŜ mówiłem, Ŝe to niemoŜliwe. MoŜemy najwyŜej rozwaŜyć moŜliwość wydrukowania listu do wydawcy. - Wobec tego chciałbym się zobaczyć z panem Gaylordem Strona 90

Forsyth Opowiadania.txt Brentem - oświadczył Chadwick. - Wątpię, czy to dałoby panu satysfakcję. JeŜeli otrzymamy następny list od pańskiego adwokata, to nasz wydział prawny zajmie się nim w normalnym trybie. Obawiam się, Ŝe poza tym nie mogę panu w niczym pomóc. Woźny wyprowadził Chadwicka przez obrotowe drzwi na ulicę. Chadwick zjadł lekki posiłek w barze niedaleko Fleet Street. Przez dłuŜszy czas zastanawiał się głęboko nad swoją sytuacją. Poszedł do jednej z licznych małych bibliotek, znajdujących się w centrum Londynu, które specjalizują się we współczesnych archiwaliach i gromadzą wycinki prasowe. Zapoznanie się z aktami niezbyt odległych procesów o zniesławienie przekonało Chadwicka, Ŝe jego adwokat bynajmniej nie przesadzał. Jedna ze spraw przeraziła go szczególnie. Pewien męŜczyzna w średnim wieku został zniesławiony w ksiąŜce poczytnego autora. Wytoczył sprawę, wygrał ją, i sąd przyznał mu trzydzieści tysięcy funtów tytułem odszkodowania i zwrot kosztów sądowych. Ale wydawca ksiąŜki zaapelował: i sąd wyŜszej instancji skreślił odszkodowanie, nakazując kaŜdej ze stron zapłacenie własnych kosztów. W obliczu całkowitej ruiny finansowej po czterech latach procesowania się powód wniósł sprawę do Izby Lordów. Lordowie odrzucili 150 wprawdzie wyrok sądu apelacyjnego, uznając prawo powoda do odszkodowania, nie wypowiedzieli się jednak co do kosztów sądowych. Tak więc zniesławiony człowiek otrzymał trzydzieści tysięcy funtów odszkodowania, ale po pięciu latach procesowania się miał do zapłacenia rachunek wynoszący czterdzieści pięć tysięcy funtów. Wydawcy ponieśli podobne koszty i łącznie z odszkodowaniem mieli do zapłacenia siedemdziesiąt pięć tysięcy. Byli jednak ubezpieczeni na większą część tej sumy. I tak powód wygrał sprawę, ale został zrujnowany. Fotografie ukazywały go w pierwszym roku przewodu jako rześkiego sześćdziesięciolatka. Po pięciu latach był ludzkim wrakiem, wynędzniałym starcem. Stało się tak z powodu nieustannego napięcia i rosnącego zadłuŜenia. Zmarł jako bankrut, mimo Ŝe przywrócono mu dobre imię. Bili Chadwick utwierdził się w przekonaniu, Ŝe nie moŜe dopuścić, aby przytrafiło mu się coś podobnego. Poszedł do biblioteki publicznej w dzielnicy Westminster. Tam udał się do czytelni z egzemplarzem Prawa angielskiego pióra Halsbury'ego. Tak jak mu mówił jego adwokat, prawo pisane dotyczące zniesławienia, tego samego typu jak na przykład ustawa o ruchu drogowym, nie istniało, ale znalazł definicję pochodzącą z 1888 roku, dotyczącą zniesławienia i oszczerstwa. Oświadczenie oszczercze jest to oświadczenie zmierzające do poniŜenia osoby w opinii prawomyślnych członków społeczeństwa w ogólności lub teŜ powodujące pomijanie, odtrącanie lub naraŜanie na nienawiść, pogardę, ośmieszenie czy teŜ oskarŜenie o pomówienia uwłaczające lub przynoszące ujmę na stanowisku, w uprawianiu zawodu, działalności handlowej lub w przedsiębiorstwie. Co najmniej ostatnia część tej definicji jest adekwatna do mojej sytuacji, pomyślał Chadwick. WciąŜ chodziło mu po głowie to, co powiedział mu adwokat w swoim wywodzie. "Zarzuty przedstawiane sądowi mogą być ogłaszane drukiem bez Ŝadnych dowodów prawdy". CzyŜby tak rzeczywiście było? I okazało się, Ŝe prawnik miał rację. Wyjaśniała to ustawa równieŜ z 1888 roku. Wszystko, co jest wygłaszane w sądzie, moŜe być zrelacjonowane i opublikowane i zarówno reporter, wydawca, drukarz, jak i redaktor są wolni od wszelkich zarzutów o zniesławienie, ale pod warunkiem, Ŝe sprawozdanie jest "rzetelne, aktualne i dokładne". To ma zapewne na celu, myślał Chadwick, uwolnienie sędziów, ławników, świadków, policjantów, adwokatów, a nawet pozwanych od obawy mówienia prawdy, niezaleŜnie od wyniku rozprawy. Uchylenie moŜliwości protestu ze strony osób zniewaŜonych, 151 zniesławionych, spotwarzonych czy oszczerczo oskarŜonych, pod Strona 91

Trzymająca klamkę ręka Brenta zatrzymała się. jak i w interesach. Chadwickowi zaczął świtać pewien pomysł. to znaczy jeŜeli rodzina nie zmusi go do wyjazdu za miasto. Jego irytacja nasiliła się.txt warunkiem Ŝe zarzut został postawiony na sali sądowej w czasie rozprawy.zapytał Chadwick i dodał natychmiast: . Powinien pan poprosić swojego adwokata. . wyglądającym na czterdziestkę. jak teŜ uchylenie odpowiedzialności wszystkich osób raportujących.Czy zastałem pana Brenta? . Usłyszawszy to nazwisko. Nie było to uderzenie mające na celu złamanie kości czy nawet uszkodzenie przegrody nosowej.zawołał Brent. Pomyślał. . jednak bez rezultatu. mam coś dla pana .Tak. Wszedł po schodach i nacisnął dzwonek u drzwi. . Przyjdzie za chwilę . Ŝe ten mieszka w małej eleganckiej uliczce w Hampstead.spytał. . w tym artykule zniesławił mnie pan.ale wydaje mi się. Chadwick czekał przed nie domkniętymi drzwiami. .Co takiego? . i to w bardzo perfidny sposób.Co za bezczelność! .powiedziała i wycofała się do środka mieszkania. ale wystarczało. Podniósł prawą pięść i uderzył Brenta w sam czubek nosa. Młody człowiek cieszył Strona 92 .Chodzi o pański artykuł w Sunday Courierze.zauwaŜył. i pokazał go Brentowi. wydał głośny okrzyk i nakrył nos ręką. W jego oczach pojawiły się łzy. . Byłem więc zmuszony przyjść do pana.Forsyth Opowiadania. próbując zamknąć drzwi. Patrzył przez chwilę na Chadwicka jak na szaleńca. Chadwick słyszał. skąd dochodziły dziecięce głosy. Chadwick rozłoŜył wycinek gazetowy. Na rogu Heath Street znalazł policjanta. po czym zatrzasnął drzwi.To! .po czym ponownie odwróciła się do Chadwicka.nie moŜe mnie pan nachodzić w domu. Widzi pan. W minutę później pojawił się w nich Gaylord Brent.powiedział spokojnie Chadwick. . . to istnieje właściwa procedura. Gaylord Brent wszystko zrozumiał. . Zaszkodziło mi to powaŜnie zarówno w Ŝyciu towarzyskim. Kiedy po czterech dniach poszukiwania znalazł adres Gaylorda Brenta. z nosa pociekła krew.Proszę pana .Bardzo mi przykro. Tam teŜ Chadwick zjawił się następnego niedzielnego poranka. ale mnie nie przyjął.Chodzi o jego artykuł w Courierze. Ŝeby przekonać panią Brent.Tak? . Po kilku minutach otworzyła mu sympatycznie wyglądająca kobieta w wieku około trzydziestu lat. . Na jego twarzy ukazał się wyraz zdumienia pomieszanego z rozdraŜnieniem. .JuŜ to zrobiłem. .Och. w drodze na przedmieście.odpowiedział Chadwick.O co panu chodzi? . Mocno.powiedział . okazało się. Ŝe zakłócam panu niedzielny spokój powiedział Chadwick . u licha? . Nazywam się William Chadwick.Czy pan Gaylord Brent? . Było to półkłamstwo. 152 Zdumienie malujące się na twarzy Brenta zaczynało ustępować miejsca irytacji. Ŝe przybyszem jest ktoś z redakcji. ale bez przesady.To jest sprzed czterech tygodni . Próbowałem takŜe zobaczyć się z pańskim wydawcą.Gaylord! . Brent cofnął się o krok. bardzo przepraszam. JeŜeli chce mnie pan skarŜyć.. drukujących lub publikujących słowa wypowiedziane w sądzie zostało nazwane "przywilejem absolutnym". Uśmiechnęła się więc i zawołała w głąb domu: . Ŝe dziennikarz piszący do niedzielnego pisma musi być w tym dniu w domu. Ŝe wszyscy musimy ponosić pewne ryzyko. Był wytwornym męŜczyzną. W kolejce podziemnej.zapytał.Kim pan jest.. aby napisał. Miał na sobie jasne lniane spodnie i róŜową koszulę.Chwileczkę. jak biegnie przez przedpokój. Brent spojrzał na wycinek. ale nie dotknął go. . który trzymał w ręku.

.Napadu.zapytał.odparł Chadwick .Gaylord Brent .Tek . . Po minucie ukazał się Gaylord Brent. Policjant obrócił się ku niemu z niedowierzaniem. . . 153 .powiedział w pewnej chwili. Stał i milczał. .Forsyth Opowiadania. Chadwick został zaprowadzony przed oblicze dyŜurnego sierŜanta.Ja to zrobiłem. Słyszał. .Czy to prawda? . ale był teŜ nieco znudzony. Ŝeby szedł za nim.zapytał policjant. która na widok Chadwicka cofnęła się nieco. choć najwyraźniej nic nie rozumiał.Rozumień . .skinął potwierdzająco głową. Aby zapobiec dalszym pytaniom.Słucham? . którego pan uderzył? . Chadwick wskazał na nie ponownie. Kiedy podeszli do drzwi domu.Pan go nie lubi? Strona 93 . Chadwick zwiększył tempo marszu. Chadwick zapytał: . Lewą ręką przyciskał do twarzy mokrą chusteczkę i co chwila pociągał nosem. .zapytał policjant Brenta.Przed kilkoma minutami pan Brent został z premedytacją uderzony w nos . Nie czekając na dalsze pytania zaprosił policjanta ruchem ręki.To na pewno tutaj.oświadczył Chadwick. patrzył na Chadwicka z zainteresowaniem. SierŜant.Proszę iść ze mną.Czy pan Gaylord Brent? .Tek . .zapytał Brenta policjant. . . cierp154 liwy i doświadczony policjant w średnim wieku.Tek? .Dobrze.To jest pan Gaylord Brent . Po chwili powiedział: . Drzwi otworzyły się ostroŜnie.Jak się nazywa człowiek.Ja . . sir? Gdzie? . dlaczego pan to zrobił? .To tu.zwrócił się policjant do Chadwicka. Zaprowadzę pana. .oświadczył Chadwick.Panie sierŜancie . Chadwick rozróŜnił wyraz "policja" i "ten człowiek". W tym momencie zjawił się na Heath Street policyjny samochód wezwany przez krótkofalówkę. Po krótkiej rozmowie z dwoma przybyłymi policjantami Chadwick i sierŜant wsiedli do wozu.gotów jestem złoŜyć wyjaśnienie w komisariacie. zastali je zamknięte. Uderzyłem go w nos. podczas gdy posterunkowy wyjaśniał szefowi sprawę. jak policjant mówi coś do mikrofonu krótkofalówki i rytmicznie stuka słuŜbowymi butami w bruk^ Przedstawiciel prawa zrównał się z Chadwickiem na rogu ulicy.Tek.zwrócił się do niego Chadwick. . Zanim policjant otworzył usta. Ukazała się w nich pani Brent. którą przyszedł. .Czy to jest zgodne z prawdą? .potwierdził Brent. Chadwick ruszył za nim.W tej sprawie . Po dwóch minutach znaleźli się w dzielnicowym komisariacie.txt się spokojem pięknej niedzieli. Napadłem na niego. . Ze środka słychać było szeptaną rozmowę.Dwie ulice stąd. W takim razie jestem zmuszony prosić pana o udanie się ze mną do komisariatu. .odparł Chadwick. .oświadczył Chadwick. posterunkowy wszedł na schodki i zadzwonił. rzucając zza chustki wściekłe spojrzenie na Chadwicka.zapytał. Młody policjant oŜywił się. .Pani Brent? Czy ten policjant mógłby zamienić kilka słów z pani męŜem? Pani Brent skinęła głową i zniknęła w głębi domu. pod numerem trzydziestym drugim . Dokonano napadu na miejscowego obywatela. . przy której mieszkała rodzina Brentów. Spojrzawszy podejrzliwym wzrokiem na swojego przewodnika. sir. Policjant miał zakłopotaną minę. . obrócił się i szybko ruszył tą samą drogą.Czy mogę zapytać.powiedział policjant.Kto to zrobił? .

toteŜ nikt owej notatki nie zauwaŜył.Pan Gaylord Brent nie ma ochoty wnieść skargi na pana powiedział. Ŝe nie wnosi skargi. co się święci. To nie Ameryka. Ŝe zostało popełnione przestępstwo.txt . Został odesłany do domu na dwa tygodnie za tą samą kaucją stu funtów.Forsyth Opowiadania.Z lektury. . Odmówił usprawiedliwienia się. PoniewaŜ chodziło o zwykły napad. co zrobiłem.zapytał posterunkowego. Nikt nie wiedział.powiedział młody człowiek . . ale policja moŜe zdecydować. czy nie.Pan widać zna trochę prawo.W takim razie nie mam innego wyboru. powiedział tylko.Chyba nie . jak poinformować pana. tak i na Fleet Street solidarność ma swoje granice. Bili Chadwick stawił się w sądzie punktualnie o godzinie dziesiątej Strona 94 . . .odparł Chadwick.Adres poszkodowanego? . Gaylord Brent miał zastrzeŜony numer telefonu.Czy pan Brent odniósł powaŜne obraŜenia? . stawi się w sądzie Londynu Północnego w najbliŜszy poniedziałek w związku ze sprawą o napad.zgodził się sierŜant i zwrócił się do posterunkowego: . . sprawa zajęła w lokalnej gazecie zaledwie kilka wierszy.stwierdził. więc pan Gaylord Brent nie musiał być obecny w sądzie. ale wszyscy mieli nadzieję. Ŝe istotnie figuruje tam nazwisko Chadwicka. . czy wnosić skargę. wieczornych i niedzielnych gazet na Fleet Street i w okolicy otrzymali anonimowe telefony.To niewaŜne . . Ŝe będzie to moŜe coś ciekawego.Takie są chyba przepisy prawne. nikt nie czytywał tej gazety. Większość redaktorów sprawdziła wokandę sądową na ten dzień. SierŜant westchnął. W tygodniu poprzedzającym rozprawę redaktorzy głównych porannych. . Ŝe główny reporter Sunday Couriera. Podobnie jak w związkach zawodowych. sir? . Odmówił wszelkich oświadczeń.To przesądza sprawę . Przekonali się.Dlaczego podszedł pan do posterunkowego i zawiadomił go o swoim czynie? Chadwick wzruszył ramionami. . Ŝe taka odmowa moŜe zostać zinterpretowana przez sąd jako zapowiedź nieprzyznania się do winy we właściwym czasie. SierŜant niespiesznie wyciągnął z szuflady formularz skargi.odparł Chadwick. co zostało zaprotokołowane i podpisane. Gaylord Brent. ale sierŜant zdobył go. jeszcze raz . Potem pozwolono mu odejść. SierŜant popatrzył na Chadwicka z niechęcią. Prawo zostało naruszone. Przesłuchanie trwało dwie minuty. Jest faktem. wrócę tam i zrobię to samo. w której mieszkał Chadwick.powiedział Chadwick. Nazajutrz stawił się przed sądem. Anonimowy rozmówca dodawał.Proszę zaczekać . gdyŜ wiedział. Po chwili powrócił. W kaŜdym przypadku telefonujący powiadamiał naczelnego redaktora.powiedział po zanotowaniu adresu i poszedł do innego pokoju.Nie bardzo . Ŝe zamierza wyjaśnić swoje postępowanie sędziemu. W dzielnicy. Czyn niezgodny z prawami naszego kraju.Pańskie nazwisko? Bili Chadwick podał swoje nazwisko i adres i został odprowadzony do aresztu. Ŝe jeŜeli policja nie wniesie skargi.KaŜdy tak twierdzi . więc naleŜało zawiadomić policję.westchnął sierŜant. którą zapłacił poprzedniego dnia. Będzie to sprawa "Regina versus Chadwick". . . Ŝe redakcji z pewnością bardziej opłaci się wysłać swojego przedstawiciela do sądu niŜ polegać na informacjach agencji obsługującej sąd. . .Słuszna myśl . Było to pierwsze formalne przesłuchanie. i zlecili jednemu ze swoich reporterów udanie się do sądu. .Wnoszenie oskarŜenia nie zaleŜy od pana Brenta. Do policji naleŜy decyzja. 155 Ŝe ma się stawić następnego dnia rano przed sędzią w sądzie Londynu Północnego. Następnie został formalnie oskarŜony i decyzją własną sierŜanta zwolniony za kaucją stu funtów oraz zawiadomiony.No dobrze.wyglądało to na lekkie uderzenie w dziób.

i wyjaśnił.Nie chcę powoływać Ŝadnych świadków . .Nie. Ten fakt speszył Chadwicka na chwilę. . 157 Chadwick wstał i zanim zwrócił się do sądu.Tak. Sędzia wzruszył ramionami. Ŝe sam Chadwick zwrócił się do posterunkowego Clarka informując go o dokonanej napaści. Zgodnie z brytyjskim prawem świadek nie moŜe wejść na salę sądową. Ŝe przyznaje się pan do napadu na pana Brenta. czy pragnie zadać świadkowi pytania. które były mu 156 znane. .Jest to pański przywilej i pańskie prawo . czyli w Sunday Courierze.Rozumiem . siedzi w hallu. . aŜ zostanie wywołany. Wysoki Sądzie . dopóki nie zostanie wezwany do składania zeznań. .powiedział sędzia. . Byłbym wdzięczny. Ŝe są przepełnione. Młody policjant złoŜył przysięgę i opowiedział szczegółowo o okolicznościach aresztowania Chadwicka.txt rano i czekał.Forsyth Opowiadania. . panie Brent. czy pan zgłasza sprzeciw? .Nie zgłaszam sprzeciwu.Nie zaprzeczam . Woźny podniósł się zza balustrady. Sędzia zwrócił się do Chadwicka: . który juŜ złoŜył zeznanie. który pytał. ale zgodził się. Rozwiązał dylemat nie przyznając się do winy. z ławy oskarŜonych. Ŝe zamierza bronić się sam. sześć tygodni temu pan Gaylord Brent wydrukował ten oto artykuł w piśmie.Panie Cargill. Dopiero potem moŜe zająć miejsce w tylnych ławkach i przysłuchiwać się reszcie rozprawy. Czy chciałby pan powołać świadków na swoją obronę? . Zapytano go ponownie. Ŝeby przesłuchiwać świadka.powiedział donośnym głosem. wezwany jako świadek. . Na ławie dla świadków siedział ponury Gaylord Brent i milczał. .odezwał się Chadwick z ławy oskarŜonych. Odmówił rutynowej propozycji sędziego. Nastąpiło to o dziesiątej czterdzieści pięć.Panie Chadwick. Sędzia przyjrzał się mu wnikliwie. Oznacza to oczywiście. jedno krótkie spojrzenie na ławy prasowe przekonało go.Wysoki Sądzie . albo zająć miejsce na tylnych ławach.spytał sędzia prokuratora. wyciągnął z kieszeni złoŜony wycinek prasowy. . Gaylord Brent ukłonił się sądowi i opuścił ławę świadków. którego z kolei zapytano. Ŝe pana trudziliśmy. w którym pracuje. Prokurator przedstawił fakty.Wysoki Sądzie. Sędzia zwrócił się do Gaylorda Brenta: . Bez dalszej zwłoki wezwano posterunkowego Clarka.Czy jest pan świadom tego. co pan robi. Kiedy zbliŜał się do ławy oskarŜonych. które przedstawiłem w tej sprawie. kiedy będzie miał adwokata. gdyby Wysoki Sąd zechciał go przeczytać. Wezwano Gaylorda Brenta i zaprzysięŜone go. Skinął głową w stronę ławy prasowej i zajął miejsce w głębi sali. który juŜ podnosił się z miejsca. obok policjanta. Przyznaję się do winy.oświadczył prokurator. . Odmówił. . panie Chadwick? .Przyjmuję. Wysoki Sądzie. Chadwick podniósł się z ławy oskarŜonych. przynajmniej te. Ŝe Gaylord Brent. ale nie będzie pan juŜ potrzebny jako świadek.Czy to ma związek ze sprawą. usiadł. Absolutnie tak. Ŝe pozwany nie zaprzecza faktom. wziął od Chadwicka wycinek i podszedł do stołu sędziowskiego. to chciałbym złoŜyć oświadczenie stąd. A jeŜeli chodzi o okoliczności łagodzące. zmienił pan stanowisko i przyznał się do winy. który usiadł w jednym z tylnych rzędów. Prokurator. . Znowu odmówił. MoŜe pan albo odejść.MoŜe pan powołać świadków dla wydania opinii o sobie lub zgłosić okoliczności łagodzące. Przedtem zauwaŜył. którą rozpatrujemy? Strona 95 .Przemyślałem sprawę i chciałbym zmienić stanowisko. czy pragnie odroczenia sprawy do czasu.Przykro mi.Przedstawił je pan właściwie. Zwolniono wobec tego Clarka.odparł Chadwick. panie sędzio. .oświadczył sędzia. Spowodował ogólne zdziwienie stwierdzając.

Po przeczytaniu połoŜył go na stół i rzekł: . . A więc czy ów dziennikarz zadbał o to. Ŝe artykuł dotyczy spółki handlowej.Spokój! . jeŜeli pozna jego powody. ale był to tylko błąd.odparł policjant. Jak najbardziej.Zwracam się do sądu o sprawiedliwość.Wysoki Sądzie . panie sędzio.mówił Chadwick . . .zgodził się sędzia . którzy zostali przez spółkę nabrani.Dobrze .przyznał. Dziennikarze notowali jak szaleni. JeŜeli spokojny i prowadzący zgodne z prawem Ŝycie człowiek uderza nagle innego człowieka w twarz.Po ukazaniu się tego steku kłamstw..Wysoki Sądzie! . jak wiele innych osób.niech pan wyjaśni swoje motywy.Gaylord Brent dopuścił się wobec mnie karygodnego i niezmiernie szkodliwego zniesławienia. naraŜając wiele osób na utratę udziałów. . . Ŝe ten pretendujący do fachowości niestrudzony poszukiwacz prawdy chętniej słucha barowych plotek. skłonni byli uwierzyć zniesławiającym mnie informacjom.. Ŝe zostałem tak samo nabrany jak wszyscy inni klienci spółki.Cicho! . Ŝe to powinno wpłynąć na decyzję osoby. Sędzia przez chwilę przyglądał się Chadwickowi. I Ŝe równieŜ straciłem duŜą sumę pieniędzy.powiedział Chadwick.Pozwany ma rację .czy to jest istotne dla sprawy? Chadwick mu przerwał. Wstał prokurator. ZauwaŜyłem. .powiedział sędzia.Zapewniam pana. zupełnie bezpodstawnie oskarŜający mnie o udział w aferze. . . Na sali sądowej zahuczało. . ale na ławach prasowych zaczęła się gwałtowna aktywność. Gaylord Brent zŜymał się w tylnych ławach sali. Gaylord Brent.zawołał.Wysoki Sądzie .Spokój! . Ŝe tak. który nawet nie zatroszczył się o dokładne zbadanie sprawy. Wydaje mi się. Ŝe niektórzy moi klienci. niŜ bada fakty.Dziękuję. . nie wiedząc. Ŝe pragnę tylko wytłumaczyć tło wydarzeń.syknął. i to przez niechlujnego. Ŝe pan sędzia będzie mógł lepiej ocenić moje przewinienie. Spokój na sali! . chociaŜ moje nazwisko figuruje w ksiąŜce telefonicznej i w spisie handlowców.powiedział skromnie Chadwick.powiedział niepewnym głosem . Wydaje mi się.Jak pan śmie! . Brent wstał. Wziął podany mu przez woźnego wycinek i przeczytał go szybko. Ale proszę o powściągliwość w wyraŜaniu się. to naleŜy się zastanowić nad motywami tego niezwykłego postępku.Rozumiem. Potem nastąpiła cisza. udającego powaŜną pracę dziennikarską.rzekł powaŜnie sędzia .ryknął.W tym artykule . . ^ .powiedział sędzia. . zarządzę usunięcie z sali osób za to odpowiedzialnych . za solidną i godną zaufania.krzyknął woźny.To nie moŜe mu ujść na sucho. Strona 96 .Rozumiem pański gniew.Chciałem tylko powiedzieć.Dobrze .Oczywiście . panie Chadwick . która ma obowiązek wydania wyroku. Byłem niestety jednym z handlowców. . Trącił łokciem siedzącego obok policjanta. leniwego i niekompetentnego pismaka.Proszę mówić dalej. Ten błąd kosztował mnie sporo pieniędzy. która znalazła się w stanie likwidacji. . Ŝeby się ze mną skontaktować przed napisaniem tego steku bzdur? Mógłbym mu przedstawić dokumenty i udowodnić ponad wszelką wątpliwość. Ŝe zarzuty pana Gaylorda Brenta mają swe źródło raczej na dnie butelki whisky niŜ w dogłębnych dociekaniach. a uwaŜałem ją.JeŜeli usłyszę jeszcze jakieś okrzyki. . .Forsyth Opowiadania. Ale on nawet nie 158 -spróbował się ze mną rozmówić.txt . .zawołał woźny. panie sędzio. Pan na pewno zauwaŜył. co to ma wspólnego ze sprawą? . Dlatego jak grom z jasnego nieba spadł na mnie artykuł.Zapewniam Wysoki Sąd. Wydaje się.ale zastanawiam się. poniosłem duŜe straty. prawda? . purpurowy z wściekłości. . takŜe wstając ze swojego miejsca. zerwał się ze swojej ławki. panie sędzio.

Poszedłem więc do pana Brenta. Dziennikarze runęli do telefonów i taksówek. które mogłyby go przekonać. co powiedziałeś o mnie w sądzie. poprosić o rozpatrzenie dowodów. Zdarzyło mi się to po raz pierwszy w Ŝyciu. przyjacielu. . Pytałem siebie.Tak. Później okazało się.Istnieją inne moŜliwości dochodzenia swoich praw w przypadku zniesławienia .Próbowałem do tego doprowadzić.oŜywił się sędzia.zacząłem się zastanawiać nad tą sytuacją. Głośno powiedział: . Człowieka.śeby go uderzyć w nos? .ale pan jako prawnik musi sobie zdawać sprawę. . jakim prawem źle poinformowany błazen. Nie moŜemy tolerować w naszym społeczeństwie stanu rzeczy.zapytał sędzia. Ŝe nie.Być moŜe. a tymczasem ławy prasowe opustoszały. aby wyjaśnić mu fakty i przedstawić dokumenty stwierdzające. Wiedział.Tak właśnie było.Oczywiście. JeŜeli ty.PrzecieŜ nie chciałem go uderzyć. myślał sobie. . Ŝe w dzisiejszych czasach tylko nieliczni mogą sobie pozwolić na uciąŜliwą walkę z potęgą ogólnokrajowego pisma. panie sędzio .zauwaŜył sędzia. zbyt leniwy na to. Ŝeby zaapelować do jego sumienia? . straciłeś panowanie nad sobą. Próbowałem zobaczyć się z wydawcą. Ŝe coś mnie poniosło. Sąd akceptuje fakt.odparł spokojnie Chadwick.Jest to bardzo powaŜna sprawa. ale Brent potraktował mnie z tą samą pogardą co redakcja jego pisma. .Ty cholerny bękarcie .zdziwił się sędzia. bo Strona 97 . Chadwick usiadł. panie sędzio .Właśnie Ŝe ujdzie . Ŝe to. Ŝe został pan zniesławiony.powiedział Chadwick. Ŝe miał rację. którego nawet nie próbował poznać. to samolot odrzutowy napędzany jest taśmą gumową. . co napisał.syknął.Ujdzie.odpowiedział Chadwick okazując zdziwienie. . chciałem z nim porozmawiać. Ŝe poniewaŜ nie złoŜył przysięgi i "mówi z ławy oskarŜonych. .Co dalej? . . kiedy prasa obsmarowała go za wyrok. . który cięŜko i uczciwie pracował przez całe Ŝycie. istnieją . JednakŜe uderzył pan pana Brenta na progu jego domostwa. panie sędzio .txt . Pan poszedł do jego domu. ale gwałt nigdy nie jest stosowną odpowiedzią.Dobrze wiesz. w którym prywatne osoby uwaŜałyby za właściwe uderzać w nos naszych czołowych dziennikarzy. . udałem się do jego domu. nie ujdzie ci na sucho. który wydał w innym sądzie.Nareszcie mamy motyw. Wydawca nie chciał mnie przyjąć ani wtedy.ciągnął Chadwick . Wiedział równie dobrze jak prokurator. 159 . poczuł. Ŝeby sprawdzić swoje wiadomości. jest po prostu kłamstwem. Ŝe ktoś chwyta go za ramię. Zrobiłem rzecz niewybaczalną. Bili Chadwick wypisał czek na odpowiednią sumę. Powiedziawszy to. Brent był blady z wściekłości i dygotał na całym ciele.odrzekł Chadwick . Sędzia patrzył na niego zza stołu.W takim razie dlaczego nie było rozmowy? Chadwickowi opadły ramiona. ani później. Zostaje pan ukarany grzywną w wysokości stu funtów i obciąŜony sumą pięćdziesięciu funtów z tytułu kosztów sądowych.Przyznaję. Ŝe jego podwładny nie miał racji i nie zrobił najmniejszego wysiłku. Ŝe jestem małym człowiekiem nie mającym Ŝadnego znaczenia i Ŝe nie potrafię się przeciwstawić potęŜnemu Courierowi. Ŝe został pan pokrzywdzony oraz Ŝe owego dnia nie opuścił pan swojego domu 160 w Hampstead z zamiarem popełnienia przestępstwa. . . moŜe się zasłaniać prawniczymi i finansowymi moŜliwościami powaŜnego pisma i z tej uprzywilejowanej pozycji rujnować małego człowieka. PoniewaŜ nie dopuszczono mnie do niego w redakcji. Obrócił się i stanął twarzą w twarz z Gaylordem Brentem. aby udowodnić słuszność swoich zarzutów. .Forsyth Opowiadania. .Aha . nie moŜe być poddany krzyŜowemu ogniowi pytań. Kiedy Chadwick schodził po schodach budynku sądowego. Uderzyłem Brenta w nos. Ŝe to. . Na jedną sekundę straciłem panowanie nad sobą. JednakŜe nie mógł nie wspomnieć w duchu wydarzenia sprzed lat.Tak więc.

Między drzewami prześwitywała kościelna wieŜa i kawałek dachu stodoły. zaciągnąłem ręczny hamulec i wysiadłem. Spojrzałem sceptycznie na nasz samochód. W panującej dokoła ciszy zjeŜdŜaliśmy ze wzgórza w kierunku odległej wieŜy. co nazywa się przywilejem absolutnym.Tam w dole jest wioska .Zdaje mi się. Wysiedliśmy. Tę historię opowiedział mi jeden z irlandzkich przyjaciół. Modliłem się do wszystkich irlandzkich świętych.Rzeczywiście. ale kiedy zbliŜałem się do stromego zakrętu. składającą się z dwóch tuzinów budynków. 162 cych drewnianych wozach zaprzęŜonych w woły. Ŝe właściwie nie naleŜy do Ŝadnej kategorii.zdziwił się Chadwick. Ŝeby nie zgasł właśnie w tym miejscu i nie pozostawił mnie zagubionego w dzikim. w kaŜdym razie pierwsze poza Anglią i Irlandią. Tam wóz się zatrzymał.Dlaczego? . OBOWIĄZEK* Silnik samochodu krztusił się juŜ od trzech kilometrów. a siłą rozpędu dojechaliśmy do połowy wiejskiej drogi. . Ów rejon postanowiliśmy z Bernadette objechać tego lata naszym starym wozem. .Forsyth Opowiadania. F. a zbiory zwoŜono na skrzypią* Zwrócono mi uwagę.napisałem opowiadanie w pierwszej osobie. Wyłączyłem zapłon. co okazało się malutką wioską. Być moŜe jest to objaw idiosynkrazji.MoŜe uda nam się zjechać tam bez silnika . Siła cięŜkości doprowadziła nas do skraju czegoś. Przy wąskich drogach stały wioski. Wyjąłem z samochodu mapę drogową. Siedząca obok Bernadette obrzucała mnie niespokojnymi spojrzeniami. Ustawiłem przekładnię biegów na luz. potem na wzgórze. poczułem. śadne autostrady nie przecinały porosłych zielenią dolin. a ja byłem całkowitym ignorantem w sprawach technicznych. pompowałem pedał gazu. PodąŜyłem oczami za jej wzrokiem. Strona 98 .F. Stary tryumf mayflower wjechał z wysiłkiem na wzgórze i całkowicie ucichł. Były to nasze pierwsze zagraniczne wakacje. . w owych latach jeszcze nie odkryty. próbując wydobyć resztki mocy z zamierającego silnika.Ale ja przecieŜ wcale nie jestem taki. . Wsiedliśmy na powrót do samochodu. Ŝe jest prawdziwa i Ŝe przydarzyła mu się osobiście. Ŝe mimo to pozostanie. Cały rejon Dordogne. Zapadał zmierzch. wcisnąłem do końca sprzęgło i zwolniłem ręczny hamulec. których mieszkańcy Ŝyli z płodów pól.w odróŜnieniu od pozostałych . nachylony nad kierownicą. . Ŝe to opowiadanie róŜni się od innych zawartych w niniejszym zbiorze tym. Najwyraźniej coś nawaliło pod maską wozu.stwierdziła moja lepsza połowa. najpierw powoli.PrzecieŜ ty zrobiłeś dokładnie to samo.wczesne lata pięćdziesiąte . później nabrał rozpędu.był niezwykle piękny. gdzie królowała prawdziwa francuska wieś i gdzie od wielu wieków mało co się zmieniło. Nie wolno mówić o drugim człowieku takich rzeczy.txt mówiłem z ławy oskarŜonych. Z tego powodu . choć pięknym. Skorzystałem z czegoś. przysięgając. Ŝe zaczął ostatecznie nawalać. Ŝe jesteśmy tutaj . Przyłączyła się do mnie Bernadette i oboje patrzyliśmy na drugie zbocze wzgórza i na wiejską drogę prowadzącą ku dolinie. Nie widać było ani kominów fabrycznych. w kaŜdym razie przez tak zwane wytworne sfery. jakim mnie przedstawiłeś. Bernadette wpatrywała się w wijącą się przed nami drogę. Ten letni wieczór . był terenem.Zawsze to lepiej niŜ tkwić tu całą noc . .oznajmiła. ale postanowiłem. . ani strzelających w niebo słupów wysokiego napięcia. . obejrzałem ją i wskazałem miejsce połoŜone na północnym stoku doliny Dordogne. a ja.powiedziałem ale dalej na pewno nie.powiedziała. francuskim krajobrazie. Mayflower zaczął toczyć się w dół.

Szybkim krokiem ruszył w głąb ulicy i wszedł do budynku. Czytelnik. Ŝeby go pozdrowić. Przy samochodzie został ksiądz. Ŝe nie jestem dumnym właścicielem domagającym się podziwu dla swojego wehikułu. Ksiądz był niemłody. wskazując to na drogę. ale spełniło swoje zadanie. .odparłem w nadziei. Kiwałem głową i uśmiechałem się. kiedy zza kościoła wyłoniła się samotna postać i ruszyła w naszym kierunku. Obydwaj kiwaliśmy głowami i uśmiechaliśmy się. Ŝe jest to ksiądz. z dyszlami wbitymi w kurz. Dwie porzucone fury.In v e r i t a t e.Currus meus fractus est .Irlandais . stały przy drodze.mimo całkowitej nieznajomości języka francuskiego . Za młodu próbowano wpoić we mnie łacinę. ZbliŜyli się do nas i ksiądz zaczął szybko mówić coś po francusku.. Domyśliłem się. któremu zdarzyło się spędzić jakiś czas na oczekiwaniu nieznanego wydarzenia w towarzystwie człowieka. Znowu potrząsnąłem przecząco głową. iŜ nasz samochód nie moŜe przez całą noc blokować drogi. ale ich właściciele znajdowali się widać gdzie indziej. ująłem go za ramię i zaprowadziłem na tył wozu. po czym zrobił znak. Wskazałem tabliczkę. podszedł do nas i uśmiechnął się. któremu zepsuł się wóz? Łacina! pomyślałem. Ksiądz takŜe kiwał głową i takŜe się uśmiechał..zapytał. filius meus? powtórzył. Twarz księdza rozjaśniła się. Ŝebyśmy na niego zaczekali. Ah. to na samochód. z którym nie moŜna zamienić ani jednego słowa. czarno na białym. Ksiądz uśmiechnął się jak do uprzykrzonego dziecka. Ŝe słyszałem ją w kościele. Bernadette i ja. . Ŝe myli się ich z Anglikami. Chłop skinął głową i oddalił się bez słowa. ale na pewno zapamiętał trochę łaciny ze szkolnych czasów. Strona 99 . W owych czasach księŜa ubierali się jeszcze w długie sutanny z szerokim pasem i kapelusze o wielkim rondzie. . zorientowałem się. Ŝe tłumaczy swojemu parafianinowi. Powinienem był wcześniej o tym pomyśleć. Na okrągłej twarzy księdza ukazał się wyraz zrozumienia. Pokręciłem przecząco głową.powiedział. jak stwierdziłem później mijając go. Kiedy był juŜ bardzo blisko.Anglais? .powiedziałem do księdza. na której. Holandais! . Ale czy ja nie zapomniałem swojej? Usiłowałem wydobyć ją z zakamarków pamięci. Znaczyło to w istocie "Mój rydwan jest złamany". Szukałem w pamięci francuskich słów.txt Uliczka wydawała się całkowicie pusta. widniały duŜe litery napisu: IRL. JuŜ zdecydowałem się zapukać do jednego z zamkniętych domów i spróbować . Nogi tego faceta w butach na sznurkowych podeszwach wzbijały tumany kurzu. w którym. Jeden z historycznych kłopotów Irlandczyków polega na tym.Ah.podeszła bliŜej. Bernadette usiadła pod drzewem o kilka kroków.potwierdziłem. Ksiądz zatrzymał się. . stanowiąca widocznie ośrodek miejscowego Ŝycia. . zrozumie moją sytuację. ale turystą. 164 . Samotna kura rozgrzebywała pył przy ceglanej ścianie stodoły. a obok niego kłusował ksiądz.Ojcze! To wystarczyło.Forsyth Opowiadania. Zastanowił się przez chwilę. ale poza tym. 163 Wskazałem na nasz samochód. nie stykałem się z nią od lat. Na próŜno. pater meus . Jak mu wytłumaczyć. mieściła się wiejska kawiarnia. est fractus currus teus. wskazując najpierw na Bernadette potem na mnie. Szedł ku nam szybkim krokiem.wytłumaczyć jego mieszkańcom moją sytuację. Po kilku minutach ksiądz wyszedł w towarzystwie wielkiego męŜczyzny ubranego w niebieskie płócienne spodnie i koszulę typową dla francuskiego chłopa. Ŝe mnie zrozumie. a w tekście liturgicznym niewiele jest wyrazów odpowiednich do wytłumaczenia komuś problemów zepsutego tryumf a. zawołałem po angielsku: . Wskazałem na maskę samochodu. On pierwszy przerwał milczenie.

a potem trzask rozszczepiających się polan. Do naszych uszu dochodził rytmiczny odgłos uderzeń siekiery. Ŝe chce mi się spać. Ŝebyśmy wsiedli do samochodu. Okrągła twarz z rumianymi policzkami. Ŝebym wyjął z samochodu walizkę.Preece.A co my będziemy robili do tego czasu? . Ŝe będzie otwarty nazajutrz o siódmej rano. ale my zaprowadzeni zostaliśmy do kuchni. Ŝe nieobecny w tej chwili mechanik zajmie się naprawą naszego wozu. w niemałej mierze za przyczyną poświęceń ojca i wuja Bernadette. których niepodobna wygrać. staroświeckie i mało wydajne. salon. Chłop zbliŜył się do drzwi i zastukał. dość zniszczoną tablicę.Irlande? Kiwałem głową coraz energiczniej i coraz szerzej uśmiechałem się. Ręczna pompa przy kamiennym zlewie świadczyła. ceglanych stodół. Nie było to ani miejsce. Postawiłem walizkę na podłodze. Zostaliśmy podholowani za zakręt i w głąb podwórza. Aby przyciągnąć uwagę księdza. siwe włosy zebrane Strona 100 . Sympatyczny ksiądz pomachał nam na poŜegnanie i tyleśmy go widzieli. W zapadającym zmierzchu dostrzegłem nad budynkiem. w niej stół i dwa zniszczone fotele przy kominku.spytał. Potem obrócił się do mnie i wskazał na migi. gdzie produkowano wszystkiego po trosze. zanim zamilkł. iŜ Irlandia nie jest częścią Anglii. ale ksiądz skinął głową na znak zgody. Ŝeby wytłumaczyć dobremu ojcu. Była tam. Podczas gdy rozmawiał z kobietą. Światło dawała lampa naftowa.Irlandais? . ośrodka Ŝycia rodzinnego. Kobieta zaprosiła nas do wnętrza domu. Skinęła głową. Typowa tradycyjna mała ferma. ja rozejrzałem się po fermie. na której buszowało stadko brunatnych kur. ja z walizką w ręku. Zatrzymał się pod domem i kazał nam zeskoczyć na ziemię. Partie d'Angleterre? . rozklekotanym traktorze. Widniał na niej napis Garage. W tym momencie z małej uliczki. przyłoŜyłem dłoń do policzka i pochyliłem głowę. Ksiądz dzielnie maszerował obok nas.txt . Ŝe była podobna do wielu innych. W pewnym momencie wieśniak uniósł rękę i powiedział: . Izba o kamiennej podłodze.Kiwnąłem głową i uśmiechnąłem się . bawialnia. który wyglądał na jeszcze jedną stodołę. spomiędzy dwóch wąskich. być moŜe. o co chodzi. Wszystko spalone słońcem i wyblakłe. Nastąpiła ponownie szybka wymiana zdań między księdzem i chłopem. Mimo zapadającego zmroku zauwaŜyłem. Po chwili otworzyły się drzwi i w świetle parafinowej lampy ukazała się niemłoda kobieta niskiego wzrostu. Silnik traktora robił straszliwy hałas. potem pokonał jeszcze jedno wzgórze i skręcił w podwórze fermy. drewniane koryto leŜało obok ręcznej pompy. W tym świecie zaprzęŜonych w woły i konie wozów był to zapewne jedyny pojazd mechaniczny. a głos jego silnika brzmiał niewiele lepiej niŜ silnika mojego tryumfa. Są one kręgosłupem francuskiej gospodarki rolnej. . Nic z tego nie rozumiałem. 165 Nasz milczący kierowca pojechał na drugi koniec wioski najpierw przez mostek na strumieniu. Nasza gospodyni okazała się kobietą pełną uroku. a opodal wznosiła się góra kompostu. Ŝe wodę pobierano ze studni. Zrobiliśmy to oboje. Małe gospodarstwo rolne.szepnęła Bernadette. Ktoś widać robił zapas paliwa na zimę. Była tam obora dla krów i stajnia dla koni i wołów. Domyśliliśmy się. słychać było. Staliśmy obok siebie na tylnym stopniu traktora jak głupi. jak wali w drzewo. Ksiądz wskazał na zegarek i na garaŜ. Stodoła była zamknięta. dając mu do zrozumienia. Zadowolony chłop powrócił do traktora. Istnieją zmagania. Westchnąłem. Ale posuwał się naprzód i zatrzymał się tuŜ przed naszym samochodem. Kierowca traktora powiedział coś do niej i wskazał na nas. które zdawało się pokryte mieszaniną kurzu i krowiego łajna. wyjechał chłop na starym. a ksiądz dał nam do zrozumienia. Pokazał nam. Pojął. wszedł na tylny stopień traktora i trzymał się go mocno rękami. Traktor ruszył i wyjechał z podwórza na drogę. hall czy jak to nazwać. Ubrany na niebiesko wieśniak przyczepił grubym powrozem mój wóz do haka traktora. pokazał nam otwarte drzwi domu i odjechał. ani czas. .Forsyth Opowiadania. jakich jest tam kilkaset tysięcy.Nic mi to nie mówiło.

. Ŝe zjedliśmy aŜ po trzy porcje. parującej zupy jarzynowej. znikało. które bez ceremonii odrywa Strona 101 . Ŝe moŜna by je umyć. szczebiotliwym śmiechem. Była poŜywna i stanowiła główne danie. jakie trapiły nas jeszcze godzinę temu na wzgórzu. Usiadłem więc i zabrałem się z powrotem do jedzenia. ale byliśmy szczęśliwi. My jedliśmy dalej. Od szopy ciągnęło się krótkie ogrodzenie wysokości około dwóch metrów. Ŝe rozmowa z nią będzie musiała się ograniczyć do uśmiechów i kiwania głową. Gospodarz przybył na kolację.To sympatyczny mały pokoik . W dziesięć minut później Bernadette wróciła z góry. 167 Wyglądał na mniej więcej sześćdziesiąt lat. Okno wychodziło na tylne. po czym rozlegał się trzask rozłupywanego polana. Moja Ŝona była bardzo uczulona na ukąszenia pcheł i komarów. Nagle odgłosy rąbanego drzewa ustały i w kilka sekund później otworzyły się kuchenne drzwi. Ŝebyśmy się obsłuŜyli. Uniosłem brwi. typowo celtycką karnację. Ręce miał wybrudzone ziemią i prawdopodobnie innymi substancjami. potem ktoś wylał ją na podwórko.Servez vous. uszy maleńkie jak guziczki. ale odmówiła. Pani Preece skinęła na Bernadette. przez które wpływało do kuchni ciepło wieczoru. Patrzył na nas. łyŜki i długie. która zrozumiała. servez vous . Madame Preece usiadła na swoim krześle. Plusk tej wody dochodził mnie przez chwilę z okna na pierwszym piętrze. . znów rzuciła ciepły uśmiech w naszą stronę i skinęła swoją ptasią główką.Mam nadzieję . Siwe włosy miał krótko ostrzyŜone. co niestety nie dotyczyło mnie. które na próŜno usiłowała wymówić.dodała Bernadette z wesołym uśmiechem . Nad nim ukazywało się od czasu do czasu ostrze siekiery. Ja obawiałem się jednak. Ŝeby go powitać. białą. Z garnka wydobywał się kuszący zapach i wzbudzał we mnie szalony apetyt.powiedziała Bernadette. Wstałem. Przedstawiła się nam jako madame Preece. Powitała nas wesołym. Farmer był tak wielki. wnioskowała z tonu jej głosu. Zrozumieliśmy. robiły jej się od tego na całym ciele wielkie bąble.powtarzała. w której pływało mnóstwo ziemniaków.co niebawem okazało się słuszne człowieka o wielkiej sile połączonej z ograniczoną inteligencją. podczas gdy madame wyjaśniała mu powód naszej obecności. spracowane ręce i długa szara suknia z białym fartuchem. uśmiechała się i kiwała głową. Wreszcie postawiła na środku stołu duŜy garnek. a Ŝona podała mu natychmiast pełną po brzegi miskę zupy. Robił wraŜenie . Kobiety udały się wraz z walizką na górę. Ŝe jej teŜ naleję. ale nie wpadło mu nawet do głowy. Podszedłem do okna. Pani Preece przyglądała się nam. Nalałem Bernadette gęstej. z którego wystawała metalowa chochla. Usiadł bez słowa na swoim miejscu.txt w kok na karku. gdzie obok drewnianej szopy stał wśród chwastów wóz. oczy niebieskie.Forsyth Opowiadania. Mówiła coś do siebie niemal bez przerwy. ale nie przywitał się. smakowite bagietki. gdzie moŜna przenocować. Po chwili zaprosiła nas do stołu i połoŜyła przed nami porcelanowe miski. wbrew ponurym przewidywaniom. monsieur. toteŜ napełnialiśmy miski po brzegi i wsuwaliśmy ochoczo jej zupę. Nie wykazał jednak najmniejszego zainteresowania dwiema obcymi osobami przy swoim stole. jak wieśniak wcina pełnymi łyŜkami i zagryza wielkimi kęsami chleba. . Ŝe znaleźliśmy miejsce.Ŝe nie ma tam pcheł. Ŝe jest zadowolona. Poruszał się powoli. Ŝe głową sięgał niemal sufitu. Miała delikatną. Kątem oka widziałem. Ŝe mogą być. a my wymieniliśmy nasze nazwiska. Pani Preece zaprosiła nas gestem do zajęcia zniszczonych foteli i zaczęła się krzątać przy kuchennej sczerniałej Ŝeliwnej tafli w drugim końcu izby. Ŝe będzie mogła obejrzeć nasz pokój i umyć się. Widocznie takie tu były zwyczaje. odświeŜona. Zaproponowałem pani Preece. Umyła się w porcelanowej miednicy zimną wodą z kamiennego dzbana. Mimo Ŝe nie rozumiała słów Bernadette. i poprosiła. 166 porośnięte chwastami podwórko. a tak nam smakowała.

Oboje byliśmy nachyleni nad stołem. Jego procesy myślowe były tak powolne. tak! Mój mąŜ to wielki talent lingwistyczny. Nie mieliśmy sobie nic więcej do powiedzenia. . Wzdrygnąłem się na myśl o wyrwie. zanim je wypowie. Muszę wyjaśnić.powiedziałem. jakby chciała powiedzieć: O. był mało rozgarnięty. co trwało czasem kilka sekund. jaka wywiązała się między nami w ciągu następnych dwóch godzin. Za to ja spojrzałem przez stół na madame Preece. Pochodził z Rhondda Valley w Południowej Walii.Forsyth Opowiadania. bo mapa została w samochodzie. a potem nagle odezwał się głos znikąd. i wiele łyŜek zupy i kawałków chleba zniknęło w jego ustach. Evan Price. ale ciekaw byłem. Ŝe farmer źle słyszy. więc znowu zapadło milczenie. słowo za słowem.Czterdzieści cztery. Ŝe gdy usłyszał pytanie. Trwało całą minutę. i to po angielsku: . w czasie pierwszej wojny światowej. . Przed czterdziestu laty. Próbowałem sobie przypomnieć jego nazwę. Do Bergerac. a czasem całą minutę. Potem uznałem. Słyszał całkiem dobrze.Walii .Czy pan się urodził w Anglii? . poniewaŜ pomiędzy moimi pytaniami a jego odpowiedziami zalegały nie kończące się. jak to się stało. Ale w tym takŜe się myliłem.Daleko to? . . Pomiędzy męŜem a Ŝoną nie toczyła się Ŝadna rozmowa. . Po prostu miał spóźniony zapłon.powiedziałem. długie przerwy. MoŜe nie było powodu. ułoŜyła się nam jego historia i oczarowała i mnie.Pan zna angielski? . i dopiero później wypowiadał ją. Bernadette i ja odłoŜyliśmy łyŜki.powiedział i wepchnął do ust kawał chleba. Ŝe samochód zostanie z rana naprawiony powiedziałem. Ŝe ona rzuca mu od czasu do czasu tkliwe i jakby pobłaŜliwe spojrzenia. Bernadette i ja próbowaliśmy rozmawiać ze sobą.Jak nazywa się najbliŜsze miasteczko? . . zanim skinął potakująco głową.zwróciłem się do farmera. Po dobrych dwudziestu sekundach powiedział całkiem wyraźnie po angielsku: 168 . . . Po długotrwałej ciszy otrzymałem krótką odpowiedź: . Nawet na nas nie spojrzał. Ale myliłem się.zapytała mnie Bernadette pomiędzy dwoma łykami zupy.txt od bochenka. Kilometrów. Rzuciłem okiem na madame Preece. nie przyśpieszał nieco dialogu. ale zauwaŜyłem. Ŝe to coś powaŜniejszego. nim się odezwał. Ŝe jest bardzo ostroŜny i chytry i Ŝe myśli o tym. Czterdzieści cztery. na które nie zwracał najmniejszej uwagi. ale podnieśliśmy głowy i spojrzeliśmy po sobie ogromnie zdziwieni. Ŝeby zadawać sobie trud prowadzenia tak wyczerpującej rozmowy. opowiadając tę historię.Mam nadzieję. zastanawiał się nad jego znaczeniem. .JeŜeli okaŜe się. Ciągle wcinał zupę i chleb. Upłynęło trochę czasu.Przepraszam pana? . Uśmiechnęła się z zadowoleniem i jadła dalej. Ŝe gdybym. był zwykłym szeregowcem w walijskim pułku. Bardzo powoli. ale tak wymawiali je Francuzi. podobnie jak szachista zastanawia się nad kaŜdym ruchem. Strona 102 . tylko Price. Z początku myślałem. jaką mogłoby to zrobić w naszym budŜecie. jakie wraŜenie zrobią jego słowa na słuchaczach. Ale w rzeczywistości rozmowa trwała wieki.Chyba Bergerac . obmyślał odpowiedź. Uśmiechnęła się wesoło. Nazwisko jego nie brzmiało Preece. będę musiał pojechać do najbliŜszego miasteczka po części zapasowe albo wezwać pogotowie drogowe. Bernadette wskazała dyskretnym ruchem głowy na farmera. i Bernadette.zapytałem znowu. czytelnik umarłby z nudów.Jakieś sześćdziesiąt kilometrów. Chodziło nam raczej o przerwanie milczenia niŜ o wymianę zdań. znalazł się Walijczyk. w samym sercu francuskiej prowincji. Ŝe tu. Nie zareagował.Czterdzieści cztery.

. butów. Dublińczycy są raczej dumni ze swojego miasta. słuŜba wartownicza w mroźne noce i obchody Strona 103 .Czy był pan kiedyś w Irlandii? . ucieszeni tą miłą niespodzianką.Przykro mi. Lubimy. która wkrótce zakochała się w pacjencie. Powinienem się był tego domyślić. Przez dwanaście miesięcy. jako jedynaczka.odpowiedział po nieskończenie długiej chwili. Bernadette takŜe wzruszyło opowiadanie o młodej francuskiej pielęgniarce. Usiłowałem wyobrazić sobie. Ŝe to nuda ówczesnego Ŝycia zohydziła mu Dublin. braku odzieŜy i mieszkania. Pobrali się i pojechali na małą fermę 169 w departamencie Dordogne. Dotknęła ramienia Price'a. Ŝołd i nie kończące się. doceniają jego uroki. panie Price . .Gdzie pan stacjonował? . . ciągłe słanie łóŜka. Price nie okazał najmniejszego zainteresowania jej reakcją. niski. Była na pewno szczupła. .Co pan tam robił? .Dwa lata.zainteresowała się Bernadette. ciemnooka. bezduszne czyszczenie munduru.. leŜącym w szpitalu we Flandrii. Price nie wstąpił do wojska w 1917 roku. Został cięŜko ranny i od tygodni leŜał w szpitalu brytyjskiej armii. odziedziczyła fermę.1915.Jesteśmy z Irlandii .powiedziałem. nawet jak na owe czasy. ale to bardzo powoli.rodziców panny młodej. przeniesiono go więc do francuskiego szpitala. Price nigdy juŜ nie powrócił do Walii.W Dublinie. Mijały sekundy. . Przebieg kariery byłego szeregowca Price'a został opisany przez niego 170 bardzo. Przypuszczam. chwytając od czasu do czasu znajome słowo i uśmiechając się słodko. Prawdopodobnie powinienem był dać spokój dalszym indagacjom.Nie. co z głodu. Ŝeby móc się z nimi ewakuować.Ach tak! My właśnie pochodzimy z Dublina.. Zrobił to wcześniej. w której znajdowaliśmy się w tej chwili. Spojrzeliśmy na siebie z Bernadette. prostodusznym. Stosunek Bernadette do farmera ochłódł nieco. . Pod koniec 1915 roku przeniesiono go do oddziałów garnizonowych w Irlandii i zakwaterowano w zimnych barakach przy Islandbridge na południowym brzegu rzeki Liffey w Dublinie. jak wyglądała w 1918 roku. a nawet Ŝołnierze angielscy. a do Flandrii wysłano go dopiero w 1917. Miał trudne i ponure Ŝycie. Urodził się w 1897 roku w Rhondda Valley jako syn bardzo ubogich rodziców. Tam opiekowała się nim młoda pielęgniarka. Czy podobał się panu Dublin? .Nie. wielkim dzieciaku. a Ŝona nalewała mu trzecią porcję zupy. . przebywał w obozie ćwiczebnym i w składach wojskowych w Walii.Co za piękna historia. był zbyt chory. Ale moja przeszłość dziennikarska zmusiła mnie do stawiania dalszych pytań.Długo pan tam przebywał? .Kiedy to było? . .W wojsku . kiedy cudzoziemcy. Ŝywa i sprawna.Pracował pan tam? . W 1914 roku wstąpił do wojska nie tyle z patriotyzmu.zapytała go Bernadette. Gdy wojska brytyjskie opuściły kontynent. guzików. Do końca słuŜby pozostał szeregowcem.txt Wziął udział w drugiej wielkiej bitwie nad Marną. ruchliwa jak wróbel. naleŜącą do.powiedziała. . do 1917. Price chrząknął i skinął głową.Forsyth Opowiadania. Po śmierci rodziców jego Ŝona. która poprzedziła koniec wojny. Ciasne pomieszczenia w baraku. . Przedtem był w garnizonie armii brytyjskiej w Irlandii. NaleŜała do fanatycznie republikańskiej rodziny. Madame Preece przysłuchiwała się tej przydługiej rozmowie. . Zamilkł. zakochanej w bezradnym. kiedy ogłoszono zawieszenie broni. kiedy inni pojechali juŜ do Flandrii. .

. gdzie znajduje się serce Ŝywego człowieka. i jej dziwny mąŜ nie zmienili wyrazu twarzy. A potem powrót do baraku. Po prostu zastanawiał się nad uczciwą odpowiedzią.Czy był pan członkiem plutonu egzekucyjnego? 171 Jak zwykle namyślał się przez dłuŜszy czas. . . oddana niepopularnej jeszcze podówczas idei Irlandii niezaleŜnej od Anglii. Ale czy ten powolny. brać go na muszkę. . nie przestając zajadać zupy.To tak dawno . Nie było w nich obłudy. Naprawdę próbował.. Nie palił. Czy potrzebowano do tego Ŝołnierzy? Zgodnie z regulaminem wojskowym sądy polowe skazywały równieŜ Ŝołnierzy na śmierć. Orientowałem się. kiedy w wielkanocną niedzielę grupa ludzi.. czyszczenie karabinu i sute śniadanie.Czy pamięta pan. Naprawdę próbował. Wyczuwało się jego wysiłek.odpowiedział. czuć odrzut karabinu na ramieniu.Bardzo dawno . Kontakty z katolicką ludnością prawie Ŝadne.Egzekucja . na rozkaz nacisnąć spust. Dzięki Bogu. Wychyliłem się naprzód i dotknąłem jego ramienia.Idę do łóŜka .powiedział. Piwo w kantynie i tyle.zapytałem go. Wpatrywał się w płomienie.Czy przydarzyło się tam panu coś ciekawego? . Podniósł na mnie oczy. . Ŝe nie śpi.A co takiego? . Rozebrałem się przy wpadającym przez okno świetle księŜyca i połoŜyłem do łóŜka. znudzony do niemoŜliwości. uderzyła na budynek poczty i wiele innych publicznych gmachów. Ale robili to przecieŜ kaci.. W końcu powiedział: . Zastanawiałem się. -.nalegałem. W Mountjoy wieszano pospolitych morderców. Bernadette wstała. kiedy kaŜe mu się wziąć udział w egzekucji. do którego pan strzelał? Ale to było dla niego za trudne. na spazm podrygującego ciała. ale nie chciało mi się paprać z naftową lampą. Ŝe w owych czasach odbywały się w Irlandii liczne egzekucje. Ŝe nigdy nie zaznałem i nie zaznam takich przeŜyć. Pomyślałem. niewiele tego było za Ŝołnierski grosz. patrzeć na spętaną postać. .Tylko raz . mierzyć z karabinu do ludzkiej istoty. Rzuciła sztuczny. Bernadette odłoŜyła łyŜkę i zesztywniała. co czuje człowiek. . o czym myśli. Pan Price podniósł na mnie swoje przezroczyste niebieskie oczy i pokręcił głową. Robił wraŜenie zadowolonego.przyjdź niedługo. On po prostu zapomniał. Bernadette leŜała bez ruchu. Powiało chłodem.odpowiedział. Myśleliśmy o setkach Ŝołnierzy. czy teŜ rozstrzeliwano? Tego nie wiedziałem. O tym samym co ja. zamknięty w sobie człowiek potrafił się w ogóle z czegokolwiek cieszyć albo smucić? . ale to była prawda. Wiedziałem teŜ. Nasz pokój tonął w ciemności. których sprowadzono do rozStrona 104 . która nie rozumiała ani słowa. Proszę próbować. kiedy to było . Poszedłem na górę po dwudziestu minutach. Chyba na wiosnę. ale nie mógł sobie nic przypomnieć. uprzejmy uśmiech w stronę madame.. O owej pogodnej wiośnie w 1916 roku.powiedziała do mnie .W 1916. Musiał się cieszyć. Kim był człowiek.odparł. potem skinął głową. ale wiedziałem. nie czytał. Pozostawiłem pana Price'a w fotelu przy kominku.Forsyth Opowiadania.. nacelować broń na białą łatę naszytą w miejscu. przywiązanej do słupka odległego o dwadzieścia metrów. Wreszcie potrząsnął głową. kiedy to było? . słyszeć huk.zapytałem. Tylko madame. głównie za morderstwa czy gwałty. kiedy po dwóch latach został przeniesiony. . Ŝe pewnie kłamie.. Naprawdę powinienem był dać spokój temu człowiekowi. A rozrywki?. Bernadette siedziała bez ruchu.Proszę sobie przypomnieć. Price próbował wydobyć z pamięci to zdarzenie. na kredowobiałą twarz.Niech pan sobie przypomni.txt placówek w strumieniach wiecznie padającego deszczu. Czy wieszano ich.

Rozliczyłem się z madame Price. wreszcie o powstańcach. który nie odzywał się* po angielsku do straŜników więziennych. oczywiście. W tych wielkich wydarzeniach nie było dla durnego szeregowca roli do odegrania. zanim de Gaulle wynalazł nowe franki. który przed sądem polowym mówił wyłącznie po irlandzku. mógłby obudzić nieboszczyka. właśnie Pearse. Ledwo skończyłem pić kawę. Potem wręczył mi klucze i Ŝyczył dobrej drogi. Po dwóch latach partyzantki uzyskano niepodległość. gdyby nie głupia i szaleńcza decyzja władz brytyjskich: stracenia szesnastu przywódców powstania. Na upstrzonym krowim łajnem frontowym podwórku stał mój tryumf i człowiek. przeklinali ich i obrzucali odpadkami za to. zirytowany własną głupotą. Myśleliśmy o dymie i huku. który. Obudziliśmy się wcześnie. który nudził się w baraku. carburateur. Powtórzył je kilka razy.Forsyth Opowiadania. Nie było wśród nich szeregowca Price'a. o Irland172 czykach i Anglikach. ale fakty są takie: kiedy skutych łańcuchami powstańców prowadzono do dublińskich doków. w wyborach 1918 roku partia niepodległościowa zdobyła zaufanie całego niemal kraju. kiedy się urodziła..txt pędzenia powstańców ogniem karabinowym i artyleryjskim. pokonanych i bezsilnych. bo słońce zaraz po wschodzie świeciło prosto w nasze okno. o zabitych i umierających. To wszystko nonsens. a wśród nich większość katolickiej biedoty. Ŝe tyle nieszczęść sprowadzili na głowy mieszkańców miasta. Clarke. morderców i dezerterów w armii brytyjskiej. Bernadette poruszyła się. Tego dzisiaj. dając jej drugi tysiąc franków (wtedy podróŜowało się naprawdę tanio!) i przywołałem Bernadette. Poza tym toczyła się wojna. Działo się to między 3 a 12 maja w więzieniu Kilmainham. Madame Price postawiła przed nami kubki pełne gorącej kawy z mlekiem i chleb z masłem. Mechanik tłumaczył mi coś z szaloną swadą. odpowiadało mniej więcej jednemu funtowi. Przyda się wyschniętej ziemi. ale rozumiałem tylko jedno słowo. Zrozumiałem. Strona 105 . a hałas. Chrząknąłem. był właścicielem garaŜu. Kara śmierci obejmowała róŜne przestępstwa. patrząc prosto w lufy karabinów. Przysiągłem sobie. kiedy podkute buty Ŝołnierzy z plutonów egzekucyjnych waliły w bruk w drodze z koszar do więzienia. ZaŜądał tysiąca franków. PrzecieŜ rozstrzeliwano z wyroku sądu polowego takŜe gwałcicieli. O'Connel. Umyliśmy się. skąd wywoŜeni byli za morze do liverpoolskich więzień.. Ubraliśmy się we wczorajszą odzieŜ i zeszliśmy na dół. Miednicę opróŜniliśmy przez okno na 173 podwórko. Price powiedział "na wiosnę". rabusiów. dublińczycy. O dziwnej trójkolorowej. uwielbiany brat jej ojca. Wiosna 1916 roku przyniosła wielkie wydarzenia małemu narodowi. Zjedliśmy wszystko z apetytem. I na tym by się moŜe skończyło. jak się okazało. MacDonough i Padraig Pearse. Wiosna to długi okres. gdyŜ wspomniałby na pewno o tym wydarzeniu. Farmera ani śladu. których w końcu wyprowadzono z poczty. Postanowiłem przestać myśleć i zasnąłem. i wysoko uniósł głowę. O Ŝołnierzach. Na pewno. W ciągu roku nastąpiła całkowita zmiana nastrojów. ale nie było go widać. gdy słońce ukazało się na horyzoncie. oficjalny mit. Znałem je. który nie Ŝył juŜ. I na pewno myślała o swoim wuju. Była zatopiona w myślach. po czym dmuchnął. wywieszonej na szczycie budynku. którą ściągnięto i zastąpiono brytyjską. Ŝe zapiszę się na kurs podstaw mechaniki. Starszy. bo to nie jest przydatny. Ogoliłem się jak mogłem. Ŝe pan Price pomoŜe mi porozumieć się z tym człowiekiem. o ruinach i zgliszczach. Tak wtedy było. Te myśli o chłodnych majowych porankach tuŜ przed świtem. uŜywając wody z dzbanka. Myślałem. nie uczy się w szkołach. w której ginęło tylu ludzi. madame Price przywołała mnie ruchem ręki przed dom. zielono-pomarańczowo-białej fladze. jaki robiło ptactwo domowe. o co mu chodzi. jakby usuwał z rurki brud. I o innych. czekających cierpliwie na przyprowadzenie więźniów pod stojący pod murem słupek. co w tamtych czasach.

Twarz mu się wydłuŜyła. Ŝe jest to jeden z najgorszych momentów w Ŝyciu lekarza. po zastosowaniu której wybierał najkorzystniejszy wariant. kochanie . w koszarach Islandbridge. które dokonało czegoś nadzwyczajnego i wie. która dla niego nie 174 miała Ŝadnego znaczenia. cierpiał bardziej niŜ oni. Ta wojna poprowadziła naród na drogę do niepodległości. Promieniał jak dziecko. Ŝe metoda zimnej analizy. Tak bardzo chciał nam zrobić przyjemność. a my nie okazywaliśmy Ŝadnej wdzięczności! Wziął sobie do serca moje pytanie i całą noc wysilał nieszczęsny mózg.Nie. Spojrzałem na podwórze: za płotem podnosiła się i opadała siekiera. Ŝe jego twarz jaśniała zadowoleniem. . Ŝe tym ucieszy rodziców. Bernadette patrzyła nie widzącymi oczyma przez szybę samochodu. Cofnąłem samochód i przejechałem przez bramę.spory majątek i godną pozazdroszczenia pozycję społeczną. mógłby porąbać nasz samochód na kawałki. Wyobraźnia podsuwała mi obraz wielkiego niezdarnego chłopca z Rhondda Valley. . by następnie realizować go konsekwentnie. Zatrzymał nas w ostatniej chwili. Ŝe wierzy przyjacielowi. .powiedziałem.To nie potwór tylko człowiek. niezdolni do Ŝadnej reakcji. Nazywał się Pearse.Co pan sobie przypomniał? . ja i Bernadette. połyskujące drzwi zamknęły się za nim obojętnie. " WjeŜdŜałem właśnie na drogę. Ŝeby wydobyć zeń informację. za szopę. Była blada jak ściana i zaciskała usta. w samym sercu lekarskiej dzielnicy Londynu.krzyknął. po szalonym wysiłku. gdy stał na górnym stopniu schodków prowadzących do domu przy Devonshire Street. Hanson dał do zrozumienia. Wyprostował się. któremu przed laty. machając wielką siekierą jak patykiem. To był poeta. w całej mojej karierze tylko trzy razy zmuszony byłem powiedzieć pacjentowi coś takiego . który biegł ku nam przez podwórko. Madame pomachała nam ręką po raz ostatni i zniknęła w głębi domu. Po chwili rozległ się znowu odgłos ciosów siekiery. Wobec przyjaciół był szczególnie taktowny i delikatny.Przypomniałem sobie! Nic nie rozumiałem. W ten rześki kwietniowy poranek. kiedy zatrzymał mnie głośny okrzyk. przyniosła mu . nawet wobec obcych pacjentów zachowywał się wzorowo.kim był człowiek. Wierz mi. Ramiona mu opadły. Krzyki i to machanie siekierą miały zwrócić naszą uwagę i zatrzymać nas.Potwór. przyszła mu wreszcie do głowy. Szczycił się tym. Zobaczyłem pana Price'a. Gdyby chciał.gdy osiągnął wiek średni .oświadczył trzymając rękę na teczce z kliszami rentgena i wynikami badań laboratoryjnych. wykazując pełne zainteresowanie i troskę. CięŜko dysząc podbiegł do okna samochodu i wsunął swoją wielką głowę do środka. Ŝe macha nią człowiek. DOKŁADNY CZŁOWIEK Timothy Hanson był człowiekiem. obrócił i poszedł do swoich polan drewna. A dziesięć sekund temu.Przypomniałem sobie . Patrzyliśmy w milczeniu. Struchleliśmy oboje. Wiedziałem. kwatermistrz podaje karabin i jeden ostry nabój. Lekarz osobisty. gdyŜ w pierwszej chwili pomyślałem. Wcisnąłem sprzęgło i ruszyliśmy ku miasteczku Bergerac. Bernadette poruszyła się wreszcie i powiedziała: . . Silnik zapalił z miejsca. który jednym strzałem rozniecił wojnę. zastanawiał się nad swoim losem. którego wtedy zastrzeliłem. Gdy trzeba im było zakomunikować coś przykrego. Strona 106 . . Ale natychmiast zobaczyłem.Przypomniałem sobie! . a my patrzymy na niego obojętnie i nawet mu nie dziękujemy.txt Załadowaliśmy walizkę i wsiedliśmy do wozu.Timothy. Przeraziłem się. który spełnił cudzy rozkaz i swoją powinność. który podchodził do Ŝyciowych problemów spokojnie i rozwaŜnie. i kiedy czarne. . Ŝe zamierza nas zaatakować.powtórzył .Forsyth Opowiadania. przyjaciel zajmujący się jego zdrowiem od lat.

Dziewczyna.. Ale istnieją anodyny. sir? . Ŝeby cię okłamać . Oczywiście! Jak będzie z nim juŜ bardzo niedobrze.. Ŝe nic nie zauwaŜył. To wystarczyło.. nieco silniej kołysząc biodrami. rozmyślał. . drugie po drugiej stronie rzeki. Ubrana biało recepcjonistka odprowadziła Hansona do drzwi 176 i otworzyła je. Rolls minął posąg Erosa na Picadilly Circus i włączył się do ruchu na Haymarket. nowe środki uśmierzające ból. w którym mieściło się jego przedsiębiorstwo.Forsyth Opowiadania.powiedział Hanson. kusiłoby mnie. A będzie.. wprowadzonych przez nowy socjalistyczny rząd. ale rozumiesz. więcej nie było trzeba.Nie . w pierwszej chwili zaskoczona.. który to widział.. a następnie na most... w których obecnie znajdowały się przewaŜnie biura doradców finansowych. zdjął kapelusz i połoŜył obok siebie. Rolls przejechał juŜ rondo Elephant and Castle i jechał przez Old Kent Road. Hanson wtulił się w siedzenie i patrzył na obicie dachu samochodu. W ciągu nocy północno-wschodni wiatr oczyścił miasto.txt . Spojrzał z górnego stopnia schodków na rząd wytwornych domów. Było zimne i czyste.Chyba nic złego z sercem. Richards odwaŜył się postawić następne pytanie: . Hanson uśmiechnął się do niej odruchowo i skłonił siwą głowę. bardzo silne. bogactwo sklepów Oxford Street i obydwie siedziby władzy. albo leŜy w szpitalu z połamanymi nogami. Hanson ścisnął ramię doktora i uśmiechnął się do niego przyjaźnie. Richards. Hanson podziękował mu za komplement i szczerość. Lekarz oświadczył mu. Ŝe ostatnie tygodnie będzie musiał spędzić w szpitalu.JeŜeli jest cokolwiek. .odpowiedział Hanson. udawał. ale to wcale nie. Ŝe to brzmi banalnie. . Limuzyna skręciła w lewo.Do Kentu . jeŜeli się siedzi w więzieniu. Lekarz odprowadził go do progu swojego gabinetu. Ŝe go nie zna i Ŝe nie było to pozdrowienie. Whitehall i County Hall. Uprzytomniał sobie.zapytał. o co mi chodzi.Czysta robota zamoŜnym. poza tym był właścicielem budynku. Ale jeŜeli jest to cała reszta Ŝycia. Szła w stronę Marylebone High Street. Teraz stał za progiem. Od Elephant and Castle domy stawały się coraz uboŜsze i bardziej zdewastowane. to wcale nie wydaje się duŜo. Prowadził w City dom handlowy zajmujący się rzadkimi i cennymi monetami. Richards wsunął się za kierownicę. Była ładna. Sześć miesięcy to całe wieki. miała błyszczące oczy i lekko zarumienione od chłodu policzki. W ciepłym wnętrzu samochodu zrelaksował się. . który doskonale prosperował i ogromnie ceniono go w sferach handlowych.Gdybyś był innym człowiekiem. Ŝe pomimo koszmarnych podatków.. jedno po jednej. na Westminster Bridge Road. PrzejeŜdŜali teraz przez dzielnicę będącą jak gdyby przejściem między centrum miasta z jego bogactwem Strona 107 . . Ich spojrzenia skrzyŜowały się.powiedział doktor. Młoda kobieta w pantoflach na wysokich obcasach minęła go energicznym krokiem. Uśmiechnęła się więc i poszła dalej. Był teŜ jedynym właścicielem firmy i w ogóle nie miał wspólników ani akcjonariuszy. szofer. ale dowód. złoŜył go starannie. Rzeczywiście serce miał w porządku. Richards otworzył drzwiczki wozu. Wciągnął haust świeŜego powietrza. panie Hanson? . Hanson zszedł po stopniach domu na ulicę. zamoŜnych adwokatów i gabinety przyjęć prywatnych lekarzy. Hanson patrzył poprzez Tamizę na zbliŜający się coraz bardziej gmach County Hall. Zdjął płaszcz. Minął juŜ dawno wytworną dzielnicę Marylebone. wiem. Rolls skręcił na południe w Great Portland Street i ruszył w kierunku rzeki. Wcale. JeŜeli jest cokolwiek.Ale znam cię przecieŜ.Jeszcze pompuje. Nie zamierzał jednak rozmawiać z szoferem na temat złośliwych tkanek. jest człowiekiem bardzo 177 12. ale stał przy rolls-roysie z aprobatą na twarzy. zorientowała się. Hanson usiadł na tylnym siedzeniu. które poŜerają jego wnętrzności.. iŜ podoba się starszemu panu. Silne i zdrowe.Do biura.

No. co jego pan wyprawia. ale tak czy inaczej musi wreszcie napisać testament. Richards skręcił na południe między starannie uprawiane sady.Mój drogi Timothy. Timothy Hanson. Wparty w poduszki samochodu. pozostałe dwie zamykały pochód.zapytał Pond. leŜała posiadłość Timothy'ego Hansona. przyłoŜył kciuk prawej ręki do nosa i wyzywająco pomachał pozostałymi palcami. Po dalszych trzydziestu minutach jazdy zniknęły ostatnie rudery przedmieścia i pojawiła się przed. rodzice jej dawno umarli. a potem znowu patrzył prosto przed siebie. starszego partnera adwokackiej firmy Pond i Gogarty. którego cena wynosiła pięćdziesiąt tysięcy funtów. której kaŜda mila kosztowała milion. o pięciohektarowym parku wysadzanym dębami. Poza tym jest przecieŜ jeszcze duŜe mieszkanie w dzielnicy Mayfair.B. NiezaleŜnie od przedsiębiorstwa i dwóch nieruchomości Hanson posiadał kolekcję numizmatów.Forsyth Opowiadania. Zastanawiał się.txt i potęgą a ciszą i porządkiem panującymi na zamoŜnych przedmieściach. Stojący na jezdni chłopiec zamarł ze zdumienia. Miał okrągłą twarz. maklerem. Pomyślał nagle o ministrze skarbu. Richards prawdopodobnie widział w lusterku. którym w tej chwili jechał. co się z tym wszystkim stanie. Strona 108 . Wzburzona młoda zakonnica pociągnęła go za ramię. Panowie usiedli. Rolls ruszył znowu w drogę do Kentu. gdzie od czasu do czasu spędzał noc. Timothy Hanson wstał i wszedł do gabinetu Martina Ponda. nie zmieniając wyrazu twarzy.Pan Pond teraz prosi . dokąd zdąŜał. . Minęli North Downs i wjechali pomiędzy faliste wzgórza i doliny najpiękniejszej części Anglii. której szczerze nie lubił. Na południe od Maidstone autostrada się urywała i kilka mil dalej. Ich małŜeństwo było szczęśliwe. w Harrietsham. Hanson pomyślał o zmarłej przed dziesięciu laty Ŝonie. Zbierał te eksponaty przez wiele lat. ale tylko mrugnął jednym okiem. . Z jego strony Ŝyła tylko jeszcze siostra. ale bezdzietne. MoŜe powinni byli zaadoptować dziecko. Wóz zatrzymał się przed przejściem dla pieszych. I właśnie tu. Jakiś chłopczyk przystanął na samym środku jezdni i z nieukrywaną ciekawością przyglądał się rolls-royce'owi.Czym mogę ci słuŜyć? . Spojrzenie jego spoczęło na dystyngowanej siwej głowie wpatrzonego weń starszego pana. nimi szeroka wstęga autostrady M-20. i był z nimi wszystkimi na ty. moŜe dwa razy w tygodniu. Ona była jedynaczką. Z rozrzewnieniem myślał o pięknym domu w Kent. Raz. Długi sznur -małych dzieci przekraczał jezdnię pod wodzą czterech sióstr zakonnych. szefie finansów kraju. Prawnik wstał zza biurka. bukami i lipami. Dwie szły na przodzie. gaje i ogrody.powiedział sekretarz. gdzieś w połowie Old Kent Road. kiedy nie chciało mu się jechać do Kentu. Elastycznej podwiązki uŜywał zapewne jako procy. a powinna być ona niemała. Miał wreszcie portfel akcji i obligacji. minę zawadiacką i zadarty nos. co dotyczyło równieŜ jej wstrętnego męŜa i równie niemiłego syna. Okolicę tę nazwano Weald. Przyjmował tam klientów zagranicznych. Zwlekał z tym od wielu lat. Opuścił rękę i uśmiechnął się szeroko. Richards wydał z siebie okrzyk rozdraŜnienia. Ŝeby go powitać. takŜe przyłoŜył 178 prawy kciuk do nosa i takŜe pomachał palcami ręki. jak się cieszę. w tym pięknym wiejskim krajobrazie. księgowym i lekarzem. DuŜo o tym myśleli. nie mówiąc juŜ o rachunkach w róŜnych bankach i o samochodzie. Hanson utrzymywał przyjacielskie stosunki z czterema najcenniejszymi doradcami: adwokatem." Jedna skarpetka opadła po kostkę. nawet bardzo szczęśliwe. Co do tego nie miał wątpliwości. Sznur dzieci odmaszerował zwartym szykiem w kierunku duŜego szarego budynku odgrodzonego od drogi sztachetami. Ŝe cię znów widzę! Jak wielu bogatych ludzi w średnim wieku. . W przytulnej atmosferze domu robiło się lepsze interesy niŜ w hotelu. Na rozczochranej czuprynie siedziała krzywo czapka z inicjałami "St. który będzie się domagał swojej doli. Urwis zrobił grymas. Hanson znalazł się na autostradzie.

Chciałbym ci coś powiedzieć . ostatnia sprawa. Jest jeszcze jedna.powiedział . Jak to jednak ładnie ze strony starego. jak i zawodowej etyki. Pond zwaŜył w ręku paczkę z wyrazem zakłopotania na swojej zwykle pogodnej twarzy.odpowiedział Pond. będziesz musiał rozejrzeć się za inną posadą. Wiem. jak sobie Ŝyczył.JuŜ od pewnego czasu namawiasz mnie. dlaczego nie ciebie prosiłem o przygotowanie testamentu.Tak. Hanson wziął z kominka grubą Ŝółtą kopertę i podał ją Richardsowi. Ŝebym spisał testament.odparł słuŜący. Zamierzam pod koniec roku wycofać się z interesów. ale nie dał tego po sobie poznać. Hanson zmierzał do tego. . Czy chcesz mi go dać na przechowanie? . mam nadzieję.. Ŝe wolałbyś znać jego treść. < 180 . Ŝadnych moŜliwości podwaŜenia go. Chciałbym jednak.Testament jest spisany przez prawnika. Daję ci słowo honoru. Podał ją przez stół zaskoczonemu prawnikowi. .. w ciepłym klimacie. .Tak jest . co mogłoby zakłócić spokój twojego sumienia. W sytuacji panującej obecnie na rynku pracy będzie się musiał szybko rozejrzeć za nową posadą. zaufaj mi. stary przyjacielu.txt .odrzekł Hanson.Obawiam się .Nie miej do mnie Ŝalu. W dziesięć minut później wyszedł na Gray's Inn Road. .Masz moje słowo. . i to zarówno z punktu widzenia osobistej. .powiedział.Zaniedbałeś tę waŜną sprawę.gdy umierają przedwcześnie .. . i wobec wszystkich innych. . W kaŜdym Strona 109 . Jestem przekonany. który był zarazem jego słuŜącym i obsługiwał go wraz z Ŝoną od dwunastu lat. Ŝe wymawia mu na przeszło trzy miesiące z góry. którym . 15 września wezwał do siebie Richardsa. Richards zdziwił się. . Ach więc tak.ciągnął dalej Hanson . Ŝe mnie przeŜyjesz. Nie wątpię. Ŝe.oświadczył mu Hanson. który był z nią związany.odpowiedział pośpiesznie Pond. abyś się podjął roli jego wykonawcy. NaleŜycie podpisany przeze mnie i świadków. mój drogi.Ŝe jeŜeli przyszli mieszkańcy tego domu nie będą chcieli zatrzymać ciebie i pani Richards.Rozumiem. . .Właśnie o to mi chodzi.Tak . drogi Martinie. Niewielu jest ludzi. . Nie ma w nim Ŝadnych dwuznaczności. Bo nie chodziło mu tylko o pracę. . Ŝe zastanawiasz się. Jeździł kilka razy na kontynent.i spędzić stare lata w znacznie mniejszej rezydencji. Czy zgadzasz się być wykonawcą mojego testamentu? Pond obracał w ręku grubą kopertę. ale zwróciłem się tym razem do prowincjonalnej firmy. w przypadku tak duŜego majątku jak twój. . Kierowca.powiedział.dane jest uporządkować swoje liczne i skomplikowane sprawy.Forsyth Opowiadania. abyś ze względu na róŜne moje sprawy powstrzymał się od wszelkich wzmianek na ten temat i w naszej wiosce. Proszę cię.. a jeszcze częściej do londyńskiego City. Miałem ku temu powody. W testamencie zwracam się do ciebie.Nie ma o czym mówić. znalazł swojego pracodawcę w bibliotece. . Ŝe to nie wszystko.Oto on . Co wtedy będzie? Hanson uznał to za Ŝart. Ŝe nie zawiera niczego.Nie obawiaj się o nic . 179 Hanson sięgnął do teczki i wyjął grubą Ŝółtą kopertę z duŜą czerwoną pieczęcią. Przypuszczał.Oczywiście .Napiszę ci doskonałe świadectwo. sir . co szef ma mu do zakomunikowania. W kaŜdym razie mamy czas. Przed nami wiele lat.Timothy.Mam równieŜ zamiar wyemigrować z Anglii . ale równieŜ o ładny domek. Do połowy września pracował tak samo intensywnie jak w poprzednich latach. Ŝeby po jego śmierci jego sprawy ułoŜyły się tak. pomyślał Richards. Majowe słońce juŜ nieźle przygrzewało. Wyglądasz wspaniale. .

Te oszczędności łącznie z niespodziewanym prezentem od szefa pozwolą mu. Rozumiem. a jako Ŝe nie płacił za mieszkanie.odezwał się Richards z głębokim przekonaniem.Nie warto o tym mówić . tak Ŝeby odcinał się od czarnego parkietu. zjawił się w bibliotece za pół godziny. który odebrał telefon zaspanym głosem. ale schował w bezpiecznym miejscu. Richards. na szafki. ale Ŝeby on. Jako człowiek pedantyczny. . -. stopniowo traciły moc.txt razie dopóki nie będzie to konieczne. gdybym ci je dał czekiem. co zarobiłem. Ŝebyś nie zaczął poszukiwań innej pracy. Ty i pani Richards byliście lojalni i bardzo mi oddani przez ostatnie dwanaście lat. Ŝebyś wiedział.przerwał mu Hanson. Te sprawy dotyczą dzisiaj wszystkich. Uniósł brwi do góry.wykrztusił z siebie. Ŝe te pieniądze pomogą wam przeŜyć najbliŜsze miesiące. Chciałbym. nie wracać na coraz trudniejszy rynek pracy. Richards stracił panowanie nad sobą. Był w radosnym nastroju. Po raz ostatni rzucił okiem na rzędy ulubionych ksiąŜek. do 1 listopada. i to do samego końca. Ŝeby wiadomość o moim wyjeździe rozeszła się w najbliŜszym czasie. . Rankiem 1 października Timothy Hanson wyszedł ze swojej sypialni. otworzył szafę.Dziękuję panu. Chodzi o kopertę. . . poniewaŜ. 182 Strona 110 . Ŝe jego Ŝona nie musi dziś robić śniadania. w rodzinnej Walii. Wiedział. wciąŜ trzymając w ręku grubą kopertę. Ŝe mebel ten naleŜy juŜ do kogoś innego. zmęczoną i bardzo postarzałą. .Dziękuję panu. Krótko mówiąc. 181 . powiedzmy. Ŝe pani Richards przyjdzie dopiero za godzinę. zanim jeszcze słońce ukazało się na horyzoncie. wyjął z niej strzelbę. Ŝebyś nie wpłacał ich do banku. Zawsze doceniałem.Dobrze. Poza tym chciałbym ułatwić ci nieco Ŝycie na najbliŜsze lata. sir. Miał dobrą pensję. jak większość ludzi. I bardzo panu dziękuję. Mam nadzieję. sir. UwaŜał bowiem. które trzymał w zamkniętej szufladzie nocnego stolika.Rozumiem. sir .Pozostała jeszcze jedna sprawa.Forsyth Opowiadania. Ŝe nieubieganie się o inną posadę przez okres następnych sześciu tygodni moŜe spowodować pewne trudności. w której znajdował się gruby plik banknotów. z której odpiłował uprzednio dwudziestopięciocentymetrowy kawałek lufy. Twarz miał szarą. takŜe w imieniu Ŝony. Ŝeby mu przygotować śniadanie i sprzątnąć dom. Sugeruję. naładował ją dwoma nabojami duŜego kalibru i wrócił do biblioteki. . Następnie zadzwonił do słuŜącego. Ściskał w ręku kopertę. nakrył ulubiony skórzany fotel grubym kocem. Ŝe to doceniam. nie chciałbym. Wiedział.Rozumiem to doskonale . śe nadszedł jego czas. . mocno ściskając strzelbę. Usiadł na fotelu. Rozumiem. udało mu się coś niecoś zaoszczędzić. Kiedy skończył rozmowę. mam wręcz awersję do oddawania urzędowi podatkowemu znacznej części tego. Minionego lata upatrzyli sobie z Megan mały pensjonat w Porthcawl.powiedział Richards. Richards przeszedł przez wysypane Ŝwirem podwórze i zabrał się do polerowania rolls-royce'a. być moŜe. I wydawaj je ostroŜnie. sir .Daję ci te pieniądze w gotówce.Musiałbyś zapłacić duŜy podatek od darowizny. i powiedział mu. W tej kopercie jest dziesięć tysięcy funtów w uŜywanych i niemoŜliwych do zidentyfikowania banknotach. Ŝe zrobił juŜ wszystko. co sobie postanowił. . Tabletki. gdybyś pozostał równie lojalny wobec mnie po moim wyjeździe za granicę. PołoŜył ten list na podłodze pod drzwiami biblioteki. PrzeŜył okropną noc. Spędził dziesięć minut na pisaniu krótkiego listu do Richardsa. o co chodzi.Byłbym ci wdzięczny. Bardzo by mi zaleŜało. w którym przepraszał go za kłamstwo sprzed dwóch tygodni i prosił. Ból w dolnej części brzucha stawał się coraz silniejszy. Ŝeby nie budzić podejrzeń. Ŝeby zaraz po przeczytaniu zatelefonował do Martina Ponda.

nie ja. nie znam jej . które chciałbym państwu obecnie przekazać.Jest to moja ostatnia wola i testament. nabrał powietrza w płuca i strzelił sobie prosto w serce. Naprzeciwko zajął miejsce ich syn. 183 Zmarły wyraził Ŝyczenie. Ma to nastąpić w obecności jedynych jego Ŝyjących krewnych. Ja Timothy Hanson z.odezwał się Armitage senior.Państwa obecność tutaj w dniu dzisiejszym wynika wyłącznie z Ŝądania.Po pierwsze. jak świadectwo zgonu.No to jesteśmy tutaj wszyscy troje osobiście . oraz trzystronicowy dokument. Strona 111 . . jej męŜa i syna.MoŜe on sobie z nas zaŜartował.Forsyth Opowiadania.A czy to nie pan spisywał ten testament? . który pozostawił w pokoju. Zacisnęła usta. Był to młody. .odezwał się Armitage junior. pani Armitage. gdzie zakończył Ŝycie.txt w których do niedawna trzymał wspaniałą kolekcję rzadkich monet. Napisał to w liście do mnie. a więc siostry.Nie zna pan więc jego treści? .. . zaklejony wzdłuŜ lewego marginesu cienką zieloną taśmą. poszukał palcem spustu.MoŜe byśmy tak otworzyli ten testament .Chciałbym na początku oświadczyć. . .Nie. .odezwał się starszy pan Armitage. Oboje ubrani byli na czarno.Pan Hanson zakazał natychmiastowego otwarcia swojego testamentu. Obok usiadł jej mąŜ. co czyniła zapewne bardzo często. siostra klienta i przyjaciela. . ToteŜ powinienem otworzyć testament natychmiast po śmierci Timothy'ego. Ŝebyśmy przystąpili do odczytania testamentu zasugerował Pond.Nie.. . . zawartego w liście mego zmarłego klienta. Wyjął z niej drugą. takŜe sporą. Teraz interesował się raczej przesadnie zawartością dziurek swojego wielkiego nosa. Pond spojrzał na niego zimnym wzrokiem i nie zareagował.odparł pan Pond.W takim razie jesteśmy jedynymi spadkobiercami . mniej więcej w połowie stołu. W liście tym wyjaśnił pewne rzeczy.. OdłoŜył duŜą kopertę na biurko i zaczął czytać: . Ŝe znajdował się w ostatnim stadium nieuleczalnej choroby nowotworowej.odezwał się Armitage junior.powiedziała pani Armitage łagodnym tonem.Cicho bądź. a to aby stwierdzić czy są tam jakieś instrukcje. Okazuje się.zapytał młodszy Armitage. . Timothy Hanson nie odebrał sobie Ŝycia w chwili zamroczenia umysłu. Minę miał znudzoną i wyniosłą. na przykład dotyczące przygotowań do pogrzebu. siedziała pani Armitage.Słusznie . . Martin Pond wziął do ręki cienki nóŜ do papieru i starannie przeciął grubą kopertę. Po jego prawej ręce. Potem skierował lufę w pierś. . Martin Pond poprawił okulary i powiedział: . Poza tym zarządził oficjalne odczytanie testamentu członkom rodziny i zabronił informowania jej drogą korespondencyjną. . o czym wiedział od kwietnia.Biedaczysko .powiedziała pani Armitage ponurym głosem. . Wszyscy troje spojrzeli po sobie ze zdziwieniem raczej niŜ Ŝalem. Adwokat znał ją tylko ze słyszenia. Nazywał się Tarquin. . .Pokazałem ten list miejscowemu koronerowi. To ułatwiło załatwienie takich formalności. .oświadczył Armitage junior. Fakty w nim zawarte potwierdził osobisty lekarz zmarłego i sekcja zwłok. .odparł pan Pond.Proponuję.. .Niekoniecznie . ale z premedytacją.Tak jest . dwudziestokilkuletni męŜczyzna. które naleŜy natychmiast wykonać. Ŝe zmarły Timothy Hanson uczynił mnie jedynym wykonawcą jego testamentu. Martin Pond zamknął drzwi sąsiadującego z jego gabinetem pokoju konferencyjnego i zajął miejsce u szczytu długiego stołu. rozprawa sądowa i zezwolenie na pogrzeb w ciągu dwóch tygodni. Ŝeby jego testament został otwarty dopiero po tych wszystkich formalnościach.odparł Pond. Tarquin .zapytał znowu młody człowiek.

Martin Pond wrócił do odczytywania testamentu.zapytał wreszcie starszy z nich. aby w imię naszej długiej przyjaźni przystąpił do swojej funkcji nazajutrz po moim pogrzebie. . Pani Armitage przyłoŜyła do oczu batystową chusteczkę nie tyle po to. Pond spojrzał na nich z niesmakiem sponad okularów i czytał dalej: . . Ŝe będzie dzielić swój szczęśliwy los z miłym męŜem Normanem i uroczym synem Tarquinem. . jak człowiek. W pokoju panowała cisza. Ŝe zniosła złote jajko. Ŝeby otrzeć 185 łzy.. zamrugał powiekami. Niniejsze postanowienie uwarunkowane jest treścią punktu siódmego. W pokoju zapanowało pełne napięcia milczenie.Proszę takŜe jedynego wykonawcę mojego testamentu. pokrycie jego honorarium oraz wszelkich naleŜności. Armitage junior wydał z siebie cięŜkie westchnienie. Pan Pond odłoŜył testament i znowu wziął w rękę nóŜ do papieru. Ŝe w pełni ufał ich lojalności i umiejętnościom. jakie mogą wyniknąć w związku z wykonywaniem mojej ostatniej woli.. zapłacił naleŜne podatki i wykonał postanowienia niniejszej mojej ostatniej woli. adwokata Martina Ponda z Pond i Gogarty.zapisuję mojej kochanej i kochającej siostrze całą resztę masy spadkowej. Armitage junior zaprzestał eksploracji wnętrza swoich dziurek od nosa i spoglądał na plik pieniędzy z obojętnością satyra patrzącego na dziewicę.Mianuję wykonawcą mojej woli przyjaciela i dŜentelmena. Z rozciętej koperty wydobył pięć paczek dwudziestofuntowych banknotów.. polecam mu przekazać je na cel dobroczynny według jego wyboru. .odparł Pond.powiedziała pani Armitage. ile by ukryć mimowolny uśmiech.Jak pani sobie Ŝyczy. . .Jaka jest wartość jego majątku? . jak i pozostałe. JednakŜe nie mogłem tego zrobić. Miała przy tym minę podstarzałej kury.. W wypadku gdyby po uiszczeniu 184 wyŜej wymienionych wydatków jakieś pieniądze pozostały. Obrzuciła spojrzeniem męŜa i syna. Były nowiutkie i opasane brązową opaską z napisem: tysiąc funtów.zapytał Armitage senior. Ŝeby w tym miejscu otworzył załączoną kopertę. W związku z tym będę się mógł zająć tymi sprawami nazajutrz po pogrzebie. ale wątpię. Pan Pond znowu spojrzał sponad okularów na rodzinę Armitage'ów.W takim razie załatwiajmy pogrzeb jak najszybciej .wtrąciła pani Armitage.. . * .Nie potrafię w tej chwili na to odpowiedzieć. Ŝeby się upewnić. Pani jest jego najbliŜszą krewną odrzekł Pond i czytał dalej: Poza tym zapisuję. jakie były. . w której znajdzie kwotę przeznaczoną na zapłacenie wydatków związanych z moim pogrzebem. Strona 112 . Pan Hanson miał doskonałych zastępców w swojej centrali w City i nie ulega wątpliwości. która zorientowała się nagle. poniewaŜ dopiero w tej chwili dowiedziałem się oficjalnie. . jakby miał trudności z odczytaniem tekstu. Obydwaj męŜczyźni z rodu Armitage'ów otworzyli usta i tak trwali.W normalnym wypadku byłbym juŜ odwiedził biura pana Hansona. Ŝeby zajął się administracją mojego majątku.przerwał Armitage senior.W tym miejscu przerwał.Nazajutrz po pogrzebie . .Czy na skutek tego stanu rzeczy wartość majątku moŜe się zmniejszyć? . Proszę go.Oświadczam.Wszystko to wiemy . który wygiął kąciki jej ust. . w przekonaniu.Forsyth Opowiadania.zaniepokoił się Armitage. po czym przełknął ślinę. i Ŝyczę sobie. Ŝe testament ten spisany jest zgodnie z angielskim prawem i odwołuję wszystkie poprzednie testamenty i dyspozycje.. tak Ŝeby spadkobiercy nie ponieśli Ŝadnych finansowych strat na skutek niedbalstwa. Ŝe jestem jedynym wykonawcą testamentu.MoŜemy to opuścić . . zarówno to w City.txt . którego cierpliwość została wystawiona na cięŜką próbę. czy prowadzone są we właściwym trybie.Czy mimo to nie powinien pan zrobić inspekcji? .

tak kulturalnym i wymagającym. .Pogrzeb w morzu! Nie wiedziałam.A więc. . Martin Pond podniósł wzrok. ToteŜ poleciłem skonstruowanie trumny wykładanej ołowiem.Forsyth Opowiadania.A ile wyniesie podatek spadkowy? . czyli siedemdziesiąt pięć procent.Co tam jest? . .txt .Przez całe Ŝycie z odrazą myślałem o tym. Ŝe pewnego dnia znajdę się pod ziemią.powiedział. . mimo Ŝe nie wydali mu się sympatyczni. która znajduje się w tej chwili w domu pogrzebowym firmy Bennett i Gaines w mieście Ashford. 186 W tej trumnie pragnę znaleźć wieczny spoczynek.odparł. . . gdzie słuŜyłem niegdyś jako oficer w marynarce.Jasny gwint! . którzy przez całe Ŝycie deklarowali swoje uczucia do mnie. .To będzie kosztowało . Ŝe bardzo duŜo. .Wydatki zostaną pokryte z tego .W takim razie pozostanie na czysto jeden milion? . Ŝe jeŜeli pani nie zgodzi się na jego Strona 113 . czy pani zgłasza jakieś zastrzeŜenie? . człowieku tak pełnym humoru. .A teraz.No więc? Pond postanowił pójść na rękę tym ludziom.. . sama nie wiem. przypuszczam. A w ogóle. Dlaczego to zrobiłeś.Przy tak wielkich sumach opodatkowania większa część spadku będzie podlegała największej skali. aby moja siostra i mój szwagier.Koszt pogrzebu nie obciąŜy spadku . Był bardzo zdziwiony postanowieniami i dziwactwami przyjaciela. . Wreszcie proszę. Poza tym nie chciałbym.Ile? . . . dlaczego. pani Armitage. Pond pomyślał o nie znanym mu adwokacie. ale nie jest nielegalne . Jednocześnie zlecam wykonawcy mojego testamentu. ale nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie odparł pan Pond.zainteresowała się pani Armitage.Muszę pani przypomnieć. pchnęli moją trumnę do morza. W związku z tym polecam.ChociaŜby z grubsza. otrząsając się z marzeń o towarzyskich konsekwencjach swojego społecznego wyniesienia.odparł pan Pond. .Obawiam się. konkretnie w odległości dwudziestu mil na południe od wybrzeŜa Devonu.Zdarza się bardzo rzadko. . Ŝeby w wypadku niespełnienia choćby jednego z moich Ŝyczeń lub teŜ jakichś przeszkód spowodowanych przez moich spadkobierców wszystkie poprzednie postanowienia uznał za niebyłe i niewaŜne i przekazał cały majątek skarbowi państwa. Ale byli w końcu jedynymi spadkobiercami zmarłego przyjaciela.powiedziała pani Armitage.Jest jeszcze siódmy paragraf . . co to znaczy.Musi pan to wiedzieć . to dlaczego nie kremacja? . na miłość boską? .zauwaŜył pan Pond suho. by moje ciało zostało powierzone morzu. Pond zabrał się na powrót do czytania.Proszę wziąć pod uwagę.krzyknął Armitage senior. Ŝeby któregoś dnia jakaś koparka czy inna maszyna wykopała mnie z ziemi. Ŝe będą mnie tam Ŝarły robaki.To będzie znacznie kosztowniejsze niŜ normalny pogrzeb na cmentarzu. wyniesie około sześćdziesięciu pięciu procent.wskazał na pieniądze. Timothy.powiedział młodszy z Armitage'ów. Ŝe biorąc pod uwagę obecne ceny rynkowe.To idiotyzm . . które leŜały na stole obok jego łokcia. muszę zapytać panią oficjalnie.odezwał się Armitage junior. czy zgłasza pani obiekcje w stosunku do Ŝyczeń swojego zmarłego brata zawartych w paragrafie siódmym? .Prawie wszystkie . .Wydaje mi się. . Ŝe to jest dozwolone. Pomyślał o swoim przyjacielu Hansonie. ale nie dał tego po sobie poznać. Pond rozłoŜył ręce.CóŜ.. PrzecieŜ prowadził pan wszystkie jego sprawy.Przykro mi.Znałem nawet jeden taki przypadek. Ŝe jest to bardzo przybliŜony szacunek. Próbował sobie uświadomić. . . wartość masy spadkowej powinna wynieść około dwóch i pół do trzech milionów funtów.spytał syn. W sumie. który spisywał testament.

Emerytowany kapelan królewskiej marynarki. KaŜda strona podpisana jest przez spadkodawcę i świadków. . kapitan zatrzymał Strona 114 .Zaraz potem będzie moŜna uwierzytelnić testament i podjąć spadek. Byli to zahartowani Dewończycy o smagłych twarzach i rękach. podjęli się niezwykłego zadania upewniwszy się. Uniósł brwi. mimo szarości jesiennego nieba. Jej dobrze wywoskowane dębowe wieko i wypolerowane na wysoki połysk mosięŜne uchwyty połyskiwały jak w słońcu. Ŝe nie naleŜą do tej kategorii. Myślę. Kapitan przetoczył się przez pokład i podszedł do Ponda.Tak jest .Co to oznacza? . Stał na tylnym pokładzie. Kapitan odchrząknął.Głęboko tu . potomkowie . targany silnym wiatrem. 187 Martin Pond wstał. Kiedy dojechali do miejsca przeznaczenia. Pond skinął głową. Jego trzej właściciele. a ta ruszyła ku południowo-zachodniemu wybrzeŜu. Zresztą jego obecność w czasie morskiego pochówku nie była konieczna.powiedziała pani Armitage chociaŜ uwaŜam. Tarquin Armitage towarzyszył rodzicom aŜ do Brixham. WaŜącą pół tony trumnę załadowano z samego rana na pokład. . . .powiedział kapitan. . . czy pani jako najbliŜszy członek rodziny upowaŜnia mnie do zajęcia się organizacją całej tej sprawy? . i wskazał palcem miejsce odległe o dwadzieścia mil od brzegu. Ŝe to wszystko jest zupełnie bezsensowne. postanowił pozostać w ciepłym wnętrzu miejskiego zajazdu.Nie mam Ŝadnych zastrzeŜeń . Przed wejściem na statek państwo Armitage dali dosadnie do zrozumienia. Uczyniono to za pomocą podnośnika. W Brixham furgonetka pojechała na nabrzeŜe. Ŝe nie naruszają prawa i otrzymają zadowalającą zapłatę. zgodził się chętnie za hojne wynagrodzenie udzielić swojego błogosławieństwa zmarłemu i siedział teraz z Armitage'ami w małej kabinie trawlera w grubym płaszczu zakrywającym komŜę. Wyciągnął z kieszeni mapę morską.Pan go znał? .warknął jej mąŜ.odpowiedział Pond.Bardzo dobrze .W takim razie. Przez całą drogę Armitage'owie narzekali. Za nią podąŜała czarna limuzyna. Załogę małego trawlera stanowili on. . gdzie dźwig trawlera przeniósł trumnę na pokład. całych pokoleń rybaków. Stała teraz w poprzek pomiędzy dwiema drewnianymi pokładnicami na szerokim tylnym pokładzie.Wszystko weźmie państwo . Większość rybaków była ze sobą spokrewniona. Pani Armitage skinęła głową. ale wolał to niŜ towarzyszyć tym ludziom w kabinie. kiedy Drakę uczył się odróŜniać maszt od Ŝagla. . jego brat i kuzyn. Miał dość tego wszystkiego.powiedział jej mąŜ. .To był ostatni paragraf testamentu.dodał pan Pond. Do widzenia. którego Pond znalazł za pośrednictwem departamentu wyznaniowego Admiralicji. chyba Ŝe jest się entuzjastą morskich podróŜy. którego macierzystym portem był Brixham w hrabstwie Devon. rybacy. który uniósł ją z podwórza kentyjskiego przedsiębiorcy pogrzebowego i wsadził na tył otwartej tonowej furgonetki.Im szybciej. . którzy łowili w tych niespokojnych wodach od czasów.txt warunki. Podejmę właściwe kroki i porozumiem się z państwem co do miejsca i czasu pogrzebu.Forsyth Opowiadania. Martin Pond westchnął. ale rzuciwszy jedno spojrzenie na morze. O tej porze roku połowy w Kanale były marne. po czym wskazał ręką na trumnę. Zdecydował się na trawler.Będziemy tam za godzinę . Cały tydzień zeszedł mu na załatwianiu formalności i wyborze statku. Przebywanie na środku kanału La Manche w połowie października nie naleŜy do przyjemności. Ŝe nie mamy juŜ nic więcej do omówienia. tym lepiej . cały testament staje się niebyły i niewaŜny.zapytał pan Pond. która zaczęła natychmiast łopotać na 188 wietrze.powiedział i zatoczył się.

Kuzyn kapitana trzymał ją w tej pozycji. Wielka trumna została uniesiona z pokładu na wysokość metra. Jeden z rybaków spojrzał porozumiewawczo na Ponda. ale idealnie zbalansowana. co się z nim stanie po śmierci. jeŜeli jest się sentymentalnym. Pond poŜegnał się z rodziną zmarłego. Kapelan patrzył na niego pytającym wzrokiem. Norman Armitage takŜe zdjął kapelusz. Wolał powrócić do Londynu pociągiem. W domach za przystanią zapalano pierwsze światła. Trumna była cięŜka. Był przemarznięty do szpiku kości i zbierało mu się na wymioty. Brat kapitana uruchomił silnik podnośnika. Stali w milczeniu na pokładzie. Karawaniarze czekali z limuzyną i Tarquinem Armitage. co sobie myślał o swoim zmarłym krewniaku. Adwokat skierował wzrok na trumnę i na szalejące za nią wody oceanu. MałŜeństwo Armitage'ów i kapelan pośpiesznie wracali do kabiny. oczywiście. Deska leŜała juŜ znów na pokładzie.zaŜądała ostro pani Armitage. Samotna mewa Ŝeglowała na wietrze. Sześć postaci rysujących się na tle zachmurzonego nieba. w połowie nad wodą. Armitage'owie teŜ ją popchnęli. Trumna drgnęła. Trumna obiła się o wzbierającą falę i zadudniła raczej niŜ plusnęła. Kapelan odjechał małym samochodzikiem.Polecam wiecznej Twojej opiece brata naszego Timothy'ego Johna Hansona. Pond zorientował się nagle. Pond skinął głową w stronę Armitage'ów. . stary przyjacielu. Obeszli dwóch marynarzy i połoŜyli ręce na tylnej części trumny. Amen. druga sterczała na zewnątrz nad spienionym morzem. Wtedy mechanik opuścił trumnę. nie znająca podatków. na ile pozwalało mu poczucie obowiązku. Pond znowu skinął głową.txt trawler. Martin Pond spoglądał w niebo. skąd przybyli. Bez śladu. Ŝe kapelan śpieszył się na tyle. nic nie zakłóci ci spokoju. zamknięte w trumnie z ołowiu i dębowego drewna. Podczas gdy ksiądz intonował modlitwę. który wezwał kapelana i Armitage'ów. MoŜna sobie wyobrazić. trzeba powiedzieć. Głos silnika podniósł się o ton. Ustawił ją czołem ku morzu i skinął głową. która nigdy nie będzie mogła. Otarła się szorstko o deski i zsunęła w dół. Timothy. Sam nigdy nie dbał o to. testamentów i krewnych. który podniósł rękę i wskazał kierunek. . Kiedy zbliŜał się do mola w Brixham. Ŝe jej przód znalazł się nad wodą. Pond dał znak marynarzom. w połowie nad pokładem. a silnik na luzie. utrzymując dziób w kierunku wiatru. którego zwłoki leŜały o kilka kroków dalej.. wolna i niezaleŜna. a jego brat zszedł z podnośnika i zdjął haki. i zluzowawszy liny połoŜył tak. przez Chrystusa Pana naszego. i nigdy nie przypuszczał. a tył nad pokładem. Jego siwe włosy targał wiatr. Kuzyn kapitana tak nią manewrował. który był zadowolony. Jedna jej połowa przechylona była w stronę pokładu. we własnym towarzystwie. jeŜeli człowiekowi zaleŜy na tym. Ŝe Hanson moŜe się o to troszczyć. nie zwaŜając na zimno i wilgoć. Pond spojrzał na kapitana stojącego przy sterze.I do uwierzytelnienia Strona 115 . nie jest to złe miejsce na wieczny odpoczynek.Forsyth Opowiadania. Ale cóŜ. futrzanego kapelusza i wełnianego szala. Patrzył na dębowe wieko opryskiwane przez wodę. Potem zniknęła pod powierzchnią. nieczuła na morską chorobę.Niech pan zabiera się natychmiast do obliczania masy spadkowej . Aby być sprawiedliwym. Silnik zaczął pracować. Ŝe przypominała huśtawkę. a kuzyn załoŜył haki na cztery mosięŜne uchwyty trumny. Wiatr się wzmagał. CóŜ.dostać się do środka. . Ŝe jest po wszystkim. Ŝe w ciągu jednego popołudnia zarobił więcej niŜ przez tydzień łowienia makreli. Ŝe niebawem znalazła się nad platformą. liny podnośnika napięły się. poza czubkiem 189 zmarzniętego nosa. samowystarczalna w swojej aerodynamicznej doskonałości. wystającego z futrzanego kołnierza płaszcza. Twarzy pani Armitage w ogóle nie było widać. pomyślał. pozostawionym w pobliŜu przystani. było juŜ prawie zupełnie ciemno. To nie jest zły pomysł. Powoli przechylili platformę w stronę morza. Od czasu do czasu spryskiwała ich kurzawa wodna ze wzburzonej fali i wtedy z trudem utrzymywali równowagę. szeroką na metr platformę z trzech desek umocnionych od spodu krzyŜakami i oparł ją o prawą burtę tak. Jego kuzyn ujął długą. Statek zakołysał się. Pond zapłacił kapitanowi.

. a Hanson właścicielem spółki. ale zjawiła się w towarzystwie męŜa i syna. Ŝe jego rachunki i papiery są w doskonałym porządku.zachował tę wiadomość dla siebie. Był pewien.MoŜe pani być spokojna. . . .Porozumiem się z państwem niebawem. Młody Armitage zagwizdał przez zęby i uśmiechnął się.. zaleŜnie od tego.Znalazłem się w kłopotliwym połoŜeniu . Strona 116 . Być moŜe wie pani o tym. Pond mógł skomunikować się z państwem Armitage dopiero w połowie listopada.Forsyth Opowiadania.Jak pan doszedł do tak dokładnej sumy? . Hanson był przecieŜ takim pedantycznym człowiekiem. . a sam Hanson pozostaje kierownikiem firmy do końca roku lub teŜ do śmierci.O co chodzi? . którą wymieniłem. Ŝe chodziło o zwykłą formalność. . handlujące cennymi i rzadkimi monetami. kiedy ceny nieruchomości były niskie. Był równieŜ właścicielem budynku.Kto wiedział o tej transakcji? .zauwaŜył jej syn.Co zrobił. Mamy dosyć tej zabawy. 191 .zdziwił się Armitage senior. Ŝe jest to prywatna spółka. . . której on był jedynym właścicielem.powiedział prawnik.dopytywała się pani Armitage. Nabywca przypuszczał oczywiście. Na pewno nie zmarnuję czasu odpowiedział zimno Pond.. Jako adwokat pana Hansona znałem wielkość i lokatę róŜnych części jego majątku. . Wprawdzie zaprosił do biura tylko panią Armitage jako jedyną spadkobierczynię.W takim razie nie ma problemu .A co Hanson zrobił z tymi pieniędzmi? . Zapłacił właśnie sumę. Ŝe ta sprawa nie zajmie mu zbyt wiele czasu.Nikt .Czy pan widział się z tym Holendrem? . Są tam pewne warunki. .odpowiedział Pond.Co do tego nie ma Ŝadnych wątpliwości . .O spadek po pani bracie.spytała obcesowo pani Armitage. to znany amsterdamski handlarz numizmatów. Hanson zakupił go wraz z hipoteką wkrótce po wojnie.zainteresował się Armitage senior. . który marzył o niej od lat.PrzecieŜ on tam pracował niemal do śmierci . . w którym się znajdowała. Pozostała część umowy stanowi prywatny kontrakt pomiędzy Hansonem i holenderskim nabywcą.txt testamentu.Wpłacił je do banku. który . Pond nie poddał się jej natarczywości. . Są w całkowitym porządku i zgodne z prawem.Trzy miesiące przed śmiercią. Pierwszym było przedsiębiorstwo w City.Panem de Jongiem? Tak. . Budynek. . eksponaty.Majątek Hansona w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach ulokowany był w siedmiu podstawowych przedsiębiorstwach. Pięciu pracowników utrzymuje swoje posady. Znał stan majątku Hansona. Proszę pozwolić. po krótkich negocjacjach.dziwiła się pani Armitage. W umowie kupna-sprzedaŜy przepisanie budynku zostało dokonane przez prowincjonalnego prawnika. .zapytała pani Armitage. Stworzył ją i rozbudował. Ŝe wytłumaczę państwu sytuację.Nawet jego pracownicy. Wierzył.Ile tego jest ? . akcje spółki i naleŜności od trzech firm wynajmujących lokale w budynku wynosiły równo milion dwieście pięćdziesiąt tysięcy funtów. Spółka była właścicielem gruntu i budynku. sprzedał spółkę wraz z dobrodziejstwem inwentarza pewnemu holenderskiemu kupcowi. 190 Uchylił kapelusza i ruszył w kierunku stacji. Hipoteka jest od dawna spłacona. mogłem więc zbadać je bez zwłoki. . co nastąpi wcześniej.bardzo słusznie . przedsiębiorstwo.Inną częścią jego majątku była rezydencja w hrabstwie Kent. .Jaką wartość moŜe mieć to wszystko? .odpowiedział Pond. Widziałem teŜ wszystkie umowy. .PoniewaŜ Hanson sprzedał to wszystko za taką właśnie kwotę.

którzy go znali lub dla niego pracowali? . Miał teŜ mieszkanie w dzielnicy Mayfair. 192 pozbył się całego jego portfelu akcji i obligacji przed pierwszym sierpnia.Wpłacił je.. Ŝe wszystko zbadałem.To niemoŜliwe!.zapytała znowu pani Armitage. . Tę rozprzedał w ciągu kilku miesięcy za pośrednictwem swojej spółki za kwotę przeszło pół miliona funtów. działając na jego zlecenie. Zamilkł. Te pieniądze równieŜ ulokował w banku.W głosie pani Armitage zabrzmiał gniew. Hanson spędził ostatnie miesiące swojego Ŝycia odwalając właściwie pańską robotę. W końcu czerwca Hanson wziął poŜyczkę hipoteczną na dziewięćdziesiąt pięć procent wartości tej nieruchomości. po uprzednim wypowiedzeniu.Tak. bukmacherzy. bo.. a potem podjął.TeŜ zamienilibyśmy go na gotówkę.Podjął je? . Są takŜe całkowicie legalne. Pozostał poza tym rolls-royce. a jego ojciec zajął postawę sędziego. .Forsyth Opowiadania.Chce pan nam powiedzieć . spłaci naleŜności.Co zrobił? .. zamienił na gotówkę i wpłacił do banku. o ile mogłem się zorientować.odparł spokojnie pan Pond. co posiadał.Które wpłacił do banku? .. Co dalej? . .. i to gotówką. KaŜdy rachunek był jednakŜe wystawiony osobno.potwierdził pan Pond. zawierając prywatną umowę. Całkowita wartość jego majątku wynosiła. Sprzedał je za sto pięćdziesiąt tysięcy funtów mniej więcej w tym samym czasie. który ma za chwilę wydać wyjątkowo surowy wyrok. Wiele przedsiębiorstw operuje gotówką. syn zerwał się na nogi i wymachiwał ręką. . ale o kilka. .Czysta robota Strona 117 .Dlaczego? .Poza tym zmarły był właścicielem cennej kolekcji numizmatów. . ale w kwotach do pięćdziesięciu tysięcy funtów z większych banków. . Wybierał pieniądze po trochu przez wiele tygodni. Pewna spółka budowlana stała się głównym wierzycielem masy spadkowej i juŜ przejęła nieruchomość na własność.Co się z nimi stało? .Wszystkie pieniądze.Ŝe przed swoją śmiercią Hanson sprzedał wszystko. byliście w spółce.Nie mógłbym wyrazić tego lepiej .Ile Hanson otrzymał za rezydencję? . . to zupełnie moŜliwe. gdy Armitage'owie zaczęli robić dziwny hałas. Pani Armitage biła pulchną pięścią w stół. Wszyscy krzyczeli naraz. który juŜ został odebrany przez firmę.... .CóŜ. Na przykład kasyna. co miał... Do chwili swojej śmierci miał zapłaconą dopiero pierwszą ratę kwartalną. niech pan znajdzie te pieniądze.. ..Owszem. handlarze starzyzną. Makler giełdowy Hansona.PrzecieŜ niepodobna podjąć trzech milionów funtów gotówką! krzyknął Armitage senior z niedowierzaniem.wtrącił się Armitage senior .txt piękny budynek otoczony pięciohektarowym parkiem. z pomocą innego adwokata. Niech pan to wszystko podsumuje. . .Oczywiście nie od razu. Znaleziono je w sejfie jego wiejskiej rezydencji. . nieco ponad trzy miliony funtów.Obawiam się. . załatwi podatki i przekaŜe nam resztę. 193 13.Dwieście dziesięć tysięcy funtów. nikomu o tym nie mówiąc i nie wzbudzając Ŝadnych podejrzeń wśród ludzi. Zresztą nie chodziło o jeden bank. I tym razem w całkowitej zgodzie z prawem. Po kaŜdej transakcji wpłacał uzyskane kwoty do banku. Ale zabrał wszystko. . my i tak nie chcieliśmy bawić się tym całym majdanem powiedział Armitage junior. Sprzedał go za czterdzieści osiem tysięcy i wynajął sobie inny. jakie Hanson wpłacił do banku. Ŝe nie jest to moŜliwe. moŜna! .Musiał to gdzieś ukryć. a jestem pewny.To by były trzy aspekty jego stanu majątkowego. . Wreszcie miał rachunki w kilku bankach.

. Są niestrudzeni i nieugięci.PrzecieŜ oni są równieŜ.mówił Pond. będę musiał zawiadomić ich o tym. . Nie pojawiły się nigdzie duŜe ilości gotówki. Umieściłem równieŜ ogłoszenia w głównych pismach krajowych. prosząc o informację. skoro wiedział. Nie 194 wahają się przed niczym. No.wrzasnął. MoŜna podejmować z banków duŜe sumy pieniędzy. Ŝe nie bałeś się tych małych. ale przecieŜ musiał gdzieś złoŜyć te pieniądze albo coś za nie kupić. . Są jak te młyny Pana Boga. . Jego wybuch był tak niespodziewany.Jak wynika z mojego doświadczenia. JeŜeli nabyty został za nie jakiś obiekt. w Zjednoczonym Królestwie. to kiedy juŜ myślisz.powiedział pan Pond spokojnie. W dzisiejszych czasach wszystko jest skomputeryzowane. Zawsze znajdą kaŜde pieniądze. jakie daje państwowy urząd. Mam swoją praktykę adwokacką. ale nie otrzymałem Ŝadnej odpowiedzi. Pozostaje pytanie: co państwo chcecie. nie spoczną.Skontaktowałem się juŜ ze wszystkimi większymi bankami.To jest znany wybieg .Pozostaje jeszcze urząd skarbowy .Jeszcze przez pewien czas . będą na nie polowali i nigdy nie dadzą za wygraną. jak i handlowymi. który przeszedł na emeryturę i zamieszkał w Południowej Walii. zwykle aby uniknąć płacenia podatku spadkowego.Jestem pewny.zgodził się pan Pond. Dopiero kiedy wiedzą. . przychodzą i kładą na nie łapę.Co pan zamierza zrobić? . Jakkolwiek i gdziekolwiek byś je ukrył. chciwych ludzi. . Nie miał powodu bogacić i tak juŜ wystarczająco bogatych bankierów. Ale Timothy Hanson mnie zadziwił. . Urząd skarbowy jest zawsze zawiadamiany. zarówno zwykłymi. . . . Będą chcieli dostać swój udział. . JeŜeli zostały gdziekolwiek zdeponowane. Adwokat wskazał na Armitage'a juniora. to je znajdziemy.zapytał Armitage senior pana Ponda znacznie juŜ uprzejmiejszym tonem.To juŜ inna sprawa .txt Ta ostatnia uwaga wyprowadziła Ponda z równowagi.Przepraszam . to taka transakcja takŜe musi wyjść na jaw. mogą zamknąć sprawę. Odwiedziłem byłego szofera i słuŜącego Hansona. . Strona 118 . Ŝe uda ci się coś takiego? pytał w duchu zmarłego.Wcześniej czy później. ale to nie miałoby sensu. .Pan natychmiast odwoła swoje słowa! Czy pan mnie słyszy?! Armitage junior pokręcił się niespokojnie w fotelu. Poza wszystkim innym trzeba przecieŜ płacić podatek od zysku z kapitału. a opłaty skarbowe od sprzedaŜy kaŜdej nieruchomości czy innych walorów są konieczne.Czy moŜe pan dalej czynić poszukiwania? . . Zorientowanie się w tym wymaga czasu.zawołała pani Armitage z nadzieją. Martin Pond był zmartwiony postępkiem przyjaciela i rozumiał jego intencje. . Timothy. ale urzędników skarbowych zawsze.zapytał Armitage senior. Ŝe zamilkli. Spojrzał na rodziców. Nie mogę tym poszukiwaniom poświęcić całego mojego czasu. Ŝe jest umierający. . ale na pewno przyniesie skutek. ale wydawanie ich to sprawa znacznie trudniejsza. nie śpieszą się.Forsyth Opowiadania. Ŝe to potrafią. a proszę mi wierzyć. Ŝe oni potrafią znaleźć te pieniądze? . w pewnym sensie. spadkobiercami.Był juŜ nieraz stosowany. Mógłby je wpłacić do zagranicznego banku albo złoŜyć w nim w depozycie. Ŝebym jeszcze zrobił? Zapanowało milczenie. oni na niego. Czy naprawdę nie bałeś się urzędu skarbowego? Wiem. Ŝe to się rzadko udaje.A co pan radzi? . Rodzina Armitage'ów zastanawiała się głęboko.Cicho! . a to dlatego.Myśli pan. Ŝe ci się udało.powiedział wreszcie. Ale nigdzie nie znaleziono depozytu na nazwisko Hanson. . prawdopodobnie wcześniej. Jak mogłeś sobie wyobrazić. co się stało. niejakiego Richardsa. co się dało zrobić. I mają do dyspozycji wszystkie moŜliwości. Dopóki ich nie znajdą.odpowiedział pan Pond. Ŝe musiały to być bardzo duŜe ilości. ale on takŜe nie mógł mi pomóc. Ŝe pieniądze są poza granicami Anglii i poza zasięgiem ich jurysdykcji. przedstawiając się jako egzekutor testamentu Hansona.Ale zrobiłem juŜ niemal wszystko.Jak długo to moŜe potrwać? .zapytał Armitage. .

No to bardzo dobrze . . aby zatelefonować do Eustace'a Millera. . . było robione z pełną świadomością i w okreś196 lonym celu. a gdyby tak wynająć prywatnego detektywa? . Nie zaniedbają sprawy. ZaangaŜuję pana Eustace'a Millera.Właśnie. przeznaczonej na wydatki.zauwaŜył spokojnie pan Pond. Nosił ciemne ubranie.krzyknął Armitage junior. Traciła swoją towarzyską ogładę. w celu odnalezienia zaginionych spadkobierców. dokoła łysiny wyrastał mu wianuszek siwych włosów. A usługi tego człowieka nie są tanie.Forsyth Opowiadania.No to niech go pan wynajmuje . 195 Co za chciwość. a złoty łańcuszek od zegarka przecinał przód kamizelki. gdzie ten przeklęty człowiek ukrył swoje pieniądze. nieustannie Ŝądając szybkiego odnalezienia naleŜnej im zagubionej fortuny. Ŝe celem pana Hansona było odcięcie spadkobierców i władz skarbowych od dostępu do majątku po jego śmierci. Ŝeby jak najszybciej odkrył. Strona 119 . jacy oni są chciwi! .zawołał junior. .Wolałbym.txt które mielą powoli.przerwała mu pani Armitage i niech pan mu powie. Muszę państwu powiedzieć. . Jest jedynym prawdziwym fachowcem. pozostało juŜ bardzo niewiele. Jest jednak najlepszy do takich rzeczy. Wydatki okazały się wyŜsze niŜ zwykle..Proszę mówić dalej.. . Raz juŜ zaangaŜowałem takiego człowieka. prywatnego agenta. Ŝe straci pieniądze przeznaczone na kupno nowego samochodu i letnie wakacje. ale Armitage'owie bombardowali Martina Ponda.Rozpocząłem moje dochodzenie . czy mógłby pan zatrudnić prywatnego detektywa? zapytała jego matka. będącego uosobieniem rzutkiego prywatnego detektywa. Ŝe moŜe złoŜyć wstępne sprawozdanie z rezultatów.Hej. Pan Pond był juŜ niemal równie niecierpliwy jak Armitage'owie. Nie wątpię. to spotkało ją rozczarowanie.kierując się trzema załoŜeniami.odparł Pond...zaczął. na nosie miał okulary w złotej oprawie. ale nie śpieszy im się. Po pierwsze. W tym wypadku spadkobiercy są.krzyknęła pani Armitage.Nie był wszak zmuszony pozostawiać go państwu . Ŝeby go nazwać prywatnym agentem . i to bardzo szacownego. Wreszcie Miller zawiadomił pana Ponda.Kwestia miesięcy? .Norman? Armitage senior przełknął ślinę.Dobrze. JeŜeli rodzina Armitage'ów spodziewała się ujrzeć kogoś w rodzaju Filipa Marlowe'a albo kogoś innego. Pozostaje tylko sprawa jego wynagrodzenia. wszystko. iŜ jego poszukiwania są tak powaŜnie zaawansowane.Musi się znaleźć sposób na przyśpieszenie sprawy. Eustace Miller był niski. Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. JednakŜe. przyglądając się wszystkim po kolei sponad okularów . GdybyŜ Hanson wiedział.. tłusty i dobroduszny. .Raczej lat. Ŝe z kwoty pięciu tysięcy funtów.Stary łajdak! .Dobrze. . Po drugie. . ale brakuje masy spadkowej. Zaprosił więc wszystkich zainteresowanych do swojego biura. referował sprawę.Nie moŜemy tak długo czekać! .. to moŜna zrobić.zaproponował junior. Owszem. pomyślał pan Pond.. załoŜyłem i nadal zakładam. . Ŝe potrafi odnaleźć zaginioną fortunę Hansona. Skinął jednakŜe głową na znak zgody. Obawiał się. biorę na siebie jego wynagrodzenie po wyczerpaniu tych pięciu tysięcy funtów. Stojąc na nieco przykrótkich nogach. Pani Armitage spojrzała na męŜa.powiedział wstając pan Pond. Pan Miller milczał przez następne cztery tygodnie. .Oni teŜ wolą się tak nazywać. czego pan Hanson dokonał w ostatnich miesiącach swojego Ŝycia. Mówiąc to odprowadził Armitage'ów do drzwi i poszedł do swojego gabinetu. . . . .. .

przerwał mu Pond.powiedział Miller. . W amerykańskich dolarach.Dziękuję. w sumie zakupił dwanaście i pół tysiąca uncji. ale sprzedawca nie był w stanie tego.ciągnął dalej Miller z nutą Ŝalu w głosie. w hrabstwie Kent . ale stosunkowo małą objętość. . napędzany ropą. jest najcenniejszym metalem świata. a nie licząc rodu. jak to wynika z lektury kiepskich powieści kryminalnych. Ktoś nawet przejechał odkurzaczem po podłodze. ani nie podjął powaŜnego ryzyka. jak juŜ wspomniałem.Gdzie je przechowywał .Nie. Po trzecie. W ciągu tygodnia znalazłem odpowiedź na to pytanie.Nie.zapytał Armitage senior. Platyna nie wymaga licencji. Zbadałem te wszystkie ewentualności i po wyczerpujących badaniach wykluczyłem je. Ŝe pan Hanson zakupił w firmie Johnson Matthey dwieście pięćdziesiąt pięćdziesięciouncjowych sztabek niemal stuprocentowej platyny. Ŝe pan Hanson miał doskonale wyekwipowany warsztat stolarski w dawnej stodole za stajniami? . Zgodnie z prawem obowiązującym pod obecnymi rządami laburzystów. jak i na posiadanie złota. I znalazłem. . Na tym warsztacie skoncentrowałem moje poszukiwania.Ile na to wydał? .Mam tutaj kwity. Myślał juŜ o przyjemności.Ale rozejrzał się pan po niej oczami prawnika. Nie zacząłem więc od domu. . sześć i ćwierć miliona 197 dolarów. Wtedy zacząłem myśleć o innym walorze posiadającym wielką wartość. ZauwaŜyłem plamy na deskach podłogi. W maj-u pan Hanson zakupił elektryczny generator o wysokiej mocy. jaką sprawi mu opowiadanie tym ludziom dalszych rewelacji. Były nasycone ropą z silnika Diesla.MoŜliwe.krzyknęli Armitage'owie chórem. Kiedy Hanson robił swój zakup. spowodowaną zdumieniem wszystkich obecnych. do tego wystarczała instalacja elektryczna. . .Właśnie. Dokoła stołu panowało grobowe milczenie.zdenerwował się pan Pond. Musiał zachować kwity.Oczywiście . nie było to zbyt dobrze pomyślane . . .Pieniądze? . Ŝe musiał tam trzymać jakąś maszynę albo silnik. Diamenty moŜna w kaŜdej chwili zidentyfikować u ekspertów.odezwał się pan Pond cichym głosem. . . z których wynika.Nabywca mógł wprawdzie zniszczyć wszystkie dowody tej transakcji. zajmującej się handlem szlachetnymi metalami. jest obecnie równie wartościowa jak złoto. i wykorzystując chwilę ciszy. Mam je tutaj. TuŜ przed śmiercią oddał go na złom. wyciągnął z teczki plik papierów. kaŜda o wadze pięćdziesięciu uncji. którego wyraźnie sytuacja bawiła. trzeba mieć licencję zarówno na zakup.zapytała pani Armitage.odpowiedział Pond. .Forsyth Opowiadania. . bo one obowiązują na rynku metali szlachetnych. . .odpowiedział Miller.Blisko trzy miliony funtów.Poza tym wiedziałem. jego szofer i słuŜący . Miejsce to było skrupulatnie wysprzątane. nie dają się teŜ tak łatwo sprzedać. A ja oczami detektywa . . zrobić.To ciekawa sprawa. Pomyślałem sobie. Potrzebował Strona 120 . . czego szukam. ale chyba nie. oczywiście.powiedział pan Pond.Prawdopodobnie Richards.wyjaśnił Miller. cena rynkowa platyny wynosiła pięćset dolarów amerykańskich za jedną uncję. . Ŝe tak wielka kwota w gotówce zajęłaby bardzo duŜo miejsca. ale od budynków gospodarczych. Wziąłem przy tym pod uwagę fakt. Ŝe pan Hanson ani nie spalił swoich pieniędzy.Dlaczego platyna? . . Czy pamiętacie państwo. Zwróciłem się o poradę do firmy Johnsona Mattheya. doszedłem do wniosku.Znalazłem odpowiedź .Byłem przecieŜ w jego rezydencji w hrabstwie Kent .A złoto? A moŜe diamenty? . Oderwałem od nich kilka drzazg i zaniosłem do laboratorium.zainteresował się Armitage senior.W swojej posiadłości. . jakie stanowi przeszmuglowanie ich za granicę.Mówiąc szczerze. . dwieście pięćdziesiąt sztabek.txt . i zainstalował w warsztacie.Stolarstwo było jego pasją. . Inaczej mówiąc.Chodziło mu niewątpliwie o napęd do narzędzi . .

Forsyth Opowiadania.txt generatora do czegoś zupełnie innego. Czegoś, co wymagało ogromnej mocy. W ciągu następnego tygodnia rozwiązałem i tę zagadkę. Hanson nabył bowiem mały, nowoczesny i bardzo wydajny piecyk hutniczy. I on zniknął, podobnie jak czerpak, azbestowe rękawice i szczypce. Wszystko to zostało z pewnością rzucone w toń jakiegoś jeziora albo rzeki. Sądzę, Ŝe wolno mi się pochwalić, bo byłem bardziej akuratny niŜ pan Hanson. Albowiem wciśnięte pomiędzy dwie deski podłogi i niewidoczne dla oka, pokryte mocno zbitymi opiłkami, niewątpliwie tam, gdzie upadło, odkryłem to! PoniewaŜ nastąpił kluczowy moment opowieści, Miller zrobił pauzę. Wyjął z teczki białą paczuszkę i zaczął ją powoli odwijać. Wziął do ręki cienką blaszkę. Płynna platyna wyciekła zapewne z czerpaka, 198 wystygła i wpadła między deski podłogi. Miller odczekał, aŜ wszyscy ją dobrze obejrzeli. - Oczywiście poddałem ją analizie. Jest to niemal stuprocentowa platyna. - A gdzie reszta? - szepnęła pani Armitage. - Tego jeszcze nie wiem, madame, ale proszę się nie obawiać, dowiem się. Widzicie państwo, pan Hanson popełnił błąd. Nie powinien był wybrać platyny. Ma ona bowiem właściwość, której nie doceniał, a która jest jedyna w swoim rodzaju. Chodzi mi o jej wagę. Teraz wiemy, czego szukamy. Drewnianej skrzyni, która moŜe wyglądać zupełnie niewinnie, ale - i to jest istotne która waŜy niemal pół tony. Pani Armitage odchyliła głowę w tył i wydała z siebie dziwny, chrapliwy ryk, podobny do ryku rannego zwierzęcia. Tarquin Armitage wstał, jego piegowata twarz była purpurowa z wściekłości. - Co za podły łajdak! - wrzasnął. Martin Pond patrzał z niedowierzaniem na detektywa. - Mój BoŜe! - jęknął. - To nie do wiary, on to naprawdę zabrał ze sobą! W dwa dni później pan Pont zawiadomił urząd skarbowy o wszystkich faktach związanych z tą sprawą. Sprawdzono je, i chcąc nie chcąc urząd skarbowy wycofał się z wszelkich roszczeń. ^ Barney Smee maszerował szybkim i wesołym krokiem w kierunku swojego banku, pewny, Ŝe zdąŜy tam przed przerwą na święta BoŜego Narodzenia. Powód jego radości tkwił głęboko w jego kieszeni. Był to czek na pokaźną kwotę, ostatni z całej serii podobnych czeków, które zapewniały od kilku miesięcy znacznie wyŜszy poziom Ŝycia niŜ ten, do którego przywykł przez ostatnie dwadzieścia lat. Zajmował się ryzykownym procederem dostarczania złomu metalowego przemysłowi złotniczemu. Miał rację, mówił do siebie, podejmując to ryzyko, a było naprawdę niemałe. Ale cóŜ, wszyscy teraz próbują się wymigać od zbyt wysokich podatków. KtóŜ mógłby go potępiać za to, Ŝe wszystkie transakcje chciał wykonywać wyłącznie w gotówce? Barney Smee bez trudu doszedł do porozumienia z siwowłosym kapitalistą, który twierdził, Ŝe nazywa się Richards, co udowadniał legitymując się prawem jazdy. Człowiek ten prawdopodobnie zakupił przed laty pięćdziesięciouncjowe sztabki platyny. Wtedy były jeszcze tanie. Uzyskałby niewątpliwie wyŜszą cenę, gdyby chciał je sprzedawać za pośrednictwem firmy 199 Johnson Matthey, ale ileŜ podatku musiałby zapłacić od zysku z kapitału! On jeden to wiedział, a Barney Smee wolał się tym nie interesować. A w ogóle to cały handel obfitował teraz w gotówkowe transakcje. Sztabki tego Richardsa były prawdziwe. Nosiły jeszcze puncę odciśniętą przez firmę Johnson Matthey, gdzie zostały niegdyś zakupione. Tylko numery seryjne zostały wytrawione. To powaŜnie zawaŜyło na zysku tajemniczego faceta, poniewaŜ za sztabki pozbawione numeru serii Smee nie mógł mu zapłacić ceny chociaŜby zbliŜonej do ceny rynkowej. Płacił mu za nie tak jak za złom, czyli czterysta czterdzieści dolarów za uncję. Ale numer serii naprowadziłby na jego trop urząd skarbowy. Facet dobrze wiedział, co robi. Barney Smee pozbył się powoli wszystkich pięćdziesięciu sztabek Strona 121

Forsyth Opowiadania.txt platyny. Na kaŜdej uncji zarobił równe dziesięć dolarów. Czek, który miał w kieszeni, był naleŜnością za ostatnią transakcję, za sprzedaŜ ostatnich dwóch sztabek. śył w błogiej nieświadomości faktu, Ŝe w innych częściach Anglii czterej inni ludzie takŜe spędzili jesienne miesiące na upłynnianiu pięćdziesięciu pięćdziesięciouncjowych sztabek platyny, które kupili za gotówkę od siwowłosego męŜczyzny. Skręcił z bocznej uliczki na Old Kent Road i zderzył się z wysiadającym z taksówki męŜczyzną. Panowie przeprosili się-nawzajem, po czym Ŝyczyli sobie wesołych świąt. Barney Smee ruszył dalej z zadowoloną miną. MęŜczyzna, z którym się zderzył, był adwokatem z wyspy Guernsey. Przyjrzał się budynkowi, przed którym wysiadł z taksówki, poprawił kapelusz i podszedł pod drzwi wejściowe. W dziesięć minut później siedział zamknięty w pokoju z lekko zaintrygowaną matką przełoŜoną. - Chciałbym zapytać, czy sierociniec pod wezwaniem świętego Benedykta znajduje się w rejestrze instytucji charytatywnych, zgodnie z ustawą o dobroczynności? - Tak - odparła matka przełoŜona. - Doskonale - ucieszył się adwokat. - Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by nie trzeba było płacić podatku od przelewania kapitału. - Od czego? - zdziwiła się matka przełoŜona. - Jest to ustawa pod nazwą "Ustawa o podatku od darowizny" wyjaśnił adwokat. - Mam przyjemność zawiadomić panią, Ŝe ofiarodawca, którego nazwiska nie mogę ujawnić, zgodnie z zasadami tajemnicy zawodowej obowiązującej prawnika, pozostawił waszej instytucji w testamencie pokaźną sumę pieniędzy. Umilkł i czekał na reakcję, ale siwowłosa zakonnica patrzyła na niego ze zdziwieniem, lecz bardzo spokojnie. 200 - Mój klient, którego toŜsamość pozostanie dla pani na zawsze tajemnicą, polecił mi, aŜebym stawił się tutaj w dniu dzisiejszym, to znaczy w Wilię BoŜego Narodzenia, i przekazał pani tę kopertę. Wyjął z teczki grubą Ŝółtą kopertę i podał matce przełoŜonej. Wzięła ją, ale nie zrobiła Ŝadnego ruchu, aby otworzyć. - O ile wiem, zawiera ona poświadczony czek bankowy powaŜnego banku z siedzibą na wyspie Guernsey, wystawiony na rzecz sierocińca pod wezwaniem świętego Benedykta. Osobiście nie widziałem tego czeku, ale takie są moje instrukcje. - Nie trzeba będzie płacić podatku od darowizny? - zdziwiła się zakonnica. Dary pienięŜne były wielką rzadkością, ich sumy niewielkie, wymagały teŜ ogromnych starań. - Na wyspach kanału La Manche istnieje inny system podatkowy, niŜ na pozostałych obszarach Wielkiej Brytanii - tłumaczył cierpliwie adwokat. - U nas nie ma podatku od transferu kapitału. Zachowujemy teŜ ścisłą tajemnicę bankową. Ofiary pienięŜne pochodzące z Guernsey czy innych wysp na Kanale nie są opodatkowane. JeŜeli odbiorca darowizny mieszka lub jest stałym rezydentem na angielskim lądzie, to podlega obowiązkowi podatkowemu według prawa na lądzie. Chyba Ŝe jest spod niego wyjęty. Na przykład przez ustawę o dobroczynności. Kiedy pani podpisze pokwitowanie na odbiór koperty o nieznanej zawartości, moje obowiązki będą spełnione. Honorarium juŜ otrzymałem. Śpieszę się do domu i do rodziny. - W dwie minuty później matka przełoŜona była juŜ znowu sama. Powoli przecięła kopertę i obejrzała jej zawartość. Był w niej pojedynczy poświadczony czek bankowy. Kiedy przeczytała widniejącą na nim cyfrę, sięgnęła po róŜaniec i zaczęła go szybko odmawiać. Gdy odzyskała nieco równowagę, podeszła do klęcznika i przez pół godziny modliła się Ŝarliwie. Kiedy wróciła do biurka, była wciąŜ osłabiona z wraŜenia. Jeszcze raz obejrzała czek. Opiewał na przeszło dwa i pół miliona funtów. KtóŜ na świecie mógł mieć takie pieniądze? Próbowała zastanowić się, jak je zuŜytkować. Pomyślała o załoŜeniu fundacji. A moŜe przeznaczyć je na stypendia? Wystarczy tych pieniędzy na potrzeby sierocińca chyba do końca świata. A na pewno będzie mogła teraz zrealizować ambicję swojego Ŝycia i przenieść cały zakład z dzielnicy ruder Strona 122

Forsyth Opowiadania.txt Londynu na cichą wieś. Będzie mogła podwoić liczbę dzieci... będzie mogła... Wśród mnóstwa przebiegających przez jej głowę myśli jedna opanowała ją całkowicie. Gdzie ona to przeczytała? Ach tak, w niedzielnej gazecie sprzed tygodnia. Coś tam zwróciło jej szczególną 201 uwagę i dało asumpt do przelotnych marzeń. Tak! To na pewno to! Tam przeniesie swoją dzieciarnię! Starczy tych pieniędzy na kupno i utrzymanie takiej rezydencji. Marzenia staną się rzeczywistością. Przypomniała sobie dokładnie treść ogłoszenia w kolumnie handlu nieruchomościami. Na sprzedaŜ duŜa rezydencja w hrabstwie Kent, otoczona pięciohektarowym parkiem. DOBRA NAUCZKA Sędzia Comyn rozsiadł się wygodnie na wyściełanej ławce przedziału pierwszej klasy, rozwinął egzemplarz Irish Times'a, spojrzał na nagłówki i odłoŜył go na kolana. Dość będzie miał czasu na czytanie w czasie powolnej, czterogodzinnej podróŜy do Tralee. Obserwował sennym wzrokiem przez okno krzątaninę na peronie stacji Kingsbridge. Zaledwie kilka minut pozostało do odjazdu pociągu Dublin-Tralee, który zawiezie go do głównego miasta hrabstwa Kerry, gdzie spełni swoje obowiązki i spokojnie wróci do domu. Miał cichą nadzieję, Ŝe nikt nie wejdzie do jego przedziału i Ŝe będzie mógł sobie trochę popracować. Ale tak się stać nie miało. Zaledwie myśl ta przeszła mu przez głowę, drzwi przedziału otworzyły się i zamknęły za kimś. Sędzia powstrzymał się od podniesienia wzroku. Przybysz rzucił podróŜną torbę na półkę, po czym usiadł naprzeciwko po drugiej stronie błyszczącego orzechowego stolika. Sędzia Comyn spojrzał na nowego towarzysza podróŜy. Był to niski, niepokaźny człowiek z wijącą się jasną grzywką nad czołem, który patrzył na niego nieskończenie smutnym, przepraszającym wzrokiem. Miał na sobie ubranie z kamizelką i wełniany krawat. Sędzia uznał, Ŝe jest to albo ktoś zajmujący się końmi, albo urzędnik, i znowu zainteresował się widokiem za oknem. Słyszał, jak dyŜurny ruchu rzucił jakiś rozkaz w stronę starej parowej lokomotywy, po czym rozległ się ostry gwizdek. W chwili kiedy lokomotywa wydała z siebie pierwsze syknięcie i koła wagonu zaczęły się toczyć, przed oknem mignęła wysoka postać człowieka ubranego od stóp do głów na czarno. Sędzia usłyszał trzask otwieranych drzwi wagonu; ktoś upadł na podłogę przedsionka. Po chwili przy akompaniamencie sapania i wzdychania lokomotywy 203 w drzwiach przedziału zjawiła się owa czarna postać i z westchnieniem ulgi opadła na siedzenie w kącie przedziału. Sędzia Comyn stwierdził, Ŝe nowy pasaŜer jest księdzem o niezwykle rumianej twarzy. Obrócił się ku oknu. Był wychowany w Anglii i nie chciał być tym, który zaczyna rozmowę. - Klnę się na wszystkich świętych - odezwał się pierwszy pasaŜer - byłem pewny, Ŝe ojciec nie zdąŜy wsiąść. Ksiądz wciąŜ cięŜko oddychał. - No tak, synu - odparł. - To było ryzykowne. Po tej wymianie zdań zapanowała błoga cisza. Sędzia Comyn patrzył, jak budynek stacji Kingsbridge znika za horyzontem. Wyłoniły się rzędy szarych domków, które w owych czasach wypełniały zachodnie przedmieścia Dublina. Lokomotywa Great Southern Railway Company uporała się juŜ z cięŜarem pociągu i tempo obrotu kół na szynach wzrosło. Sędzia Comyn zabrał się do czytania gazety. Nagłówki i wiadomości na pierwszej stronie dotyczyły premiera Ramona de Valery, który poprzedniego dnia w Parlamencie udzielił pełnego poparcia ministrowi rolnictwa w sprawach podwyŜki ceny ziemniaków. Znacznie mniejszą czcionką i na samym dole kolumny wydrukowana była kilkuzdaniowa wzmianka o tym, Ŝe niejaki pan Hitler zajął Austrię. Redaktor ma rację co do skali waŜności informacji, pomyślał sędzia. Poza tym niewiele było w gazecie interesujących go Strona 123

Niech pan układa dalej . którą mógł teraz odwrócić. WyłoŜył trzy następne karty. Ŝe uŜył ogólnie w owych Strona 124 . 204 Nie zadał sobie trudu zainteresowania się małym człowiekiem.txt wiadomości. wyjął z teczki plik prawniczych dokumentów i zaczął je przeglądać.odezwał się nieśmiałym głosem siedzący naprzeciwko męŜczyzna.moŜna ją przenieść. Mały człowieczek wysunął czubek języka spomiędzy warg. czy ten człowiek domyślił się. .Ale nie bez pomocy czcigodnego pana .powiedział sędzia. Jest jednak coś niesłychanie pociągającego w obserwacji cudzego pasjansa. . nie wyłonią się Ŝadne specjalne trudności. Mały człowieczek po prostu ich nie zauwaŜył. takie. Ci jednak bardzo często wydawali zdumiewająco nielogiczne wyroki. odnoszących się do skomplikowanego pozwu cywilnego.westchnął mały człowieczek. mimo Ŝe obydwie te karty były doskonale widoczne. zwłaszcza jeŜeli układający go robi błędy.Myślę. . Podniósł wzrok. Wkrótce ukazały się za oknem zielone łąki hrabstwa Kildare.Forsyth Opowiadania.Czy pozwoli mi pan skorzystać z części stolika? . Sędzia Comyn powrócił do studiowania dokumentów. Zrobił siedem kolejnych prawidłowych ruchów. powiedział sobie w duchu. Wpatrywał się intensywnie w odsłonięte karty u dołu kaŜdej kolumny.Czerwona dziewiątka .uśmiechnął się sędzia. Mały człowieczek patrzył ze zdumieniem na kupki kart. Czerwona dziewiątka i sześć leŜących na niej kart przeniosły się na dziesiątkę. i przeniósł króla. O BoŜe. . .Powinien być przesunięty na wolne miejsce.Proszę pana . Wiedział z doświadczenia.Ma pan dobre oko do kart.zapytał nieśmiały człowiek. Tamten spuścił wzrok. Wreszcie nie mógł dłuŜej wytrzymać. o co chodzi. Przy jego pomocy pasjans wyszedł. on chce rozmawiać! Podniósł wzrok i spojrzał w błagalne. okazała się damą. . wyszło panu . którego zainteresowanie rosło. . .powiedział człowiek o smutnych oczach. którą rozpoczynał król. niemal psie oczy tego człowieka. WspółpasaŜer spojrzał na niego z niepokojem.podpowiedział sędzia . Ŝe cmoknął.powiedział łagodnie sędzia. a w trzeciej leŜał król. gdzie miał przewodniczyć na cokwartalnej sesji wyjazdowej.skłonił się tamten. Był absolutnie skoncentrowany . który wyjął z kieszeni talię przybrudzonych kart i rozłoŜył je na stoliku w pasjansowe kolumny. Ŝe w Kerry. zrozumiał. pomyślał sędzia. ale doszedł do wniosku.Proszę bardzo.Jeszcze nigdy w Ŝyciu nie wyszedł mi pasjans. Sędzia Comyn natychmiast spostrzegł. Po pięciu minutach sędzia przestał się koncentrować na sprawie powództwa cywilnego i wpatrywał się z zainteresowaniem w rozłoŜone karty. .Nie mnie . który został odłoŜony na bok. . sir. Ŝe czerwona dziewiątka nie została połoŜona na czarnej dziesiątce. które powinny być w gruncie rzeczy rozstrzygane przez lokalnych sędziów.i pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego. Nic mnie to nie obchodzi. Był to as. PołoŜył ją na króla. .Król . 205 Sędzia Comyn zastanawiał się. Sędzia odchrząknął. Ŝe wyjdzie . Miał nadzieję. który miał wejść na wokandę w Dublinie tuŜ po jego powrocie z Tralee. MoŜna było odsłonić następną kartę. toteŜ juŜ po pięciu minutach złoŜył ją. Kolumna.powiedział sędzia. Ŝe ma do czynienia z sędzią. którego moŜna było przesunąć na wolne miejsce. Ŝe na sesjach wyjazdowych rozpatruje się jedynie najprostsze sprawy. potrząsając głową i patrząc na sędziego oczami cocker-spaniela. . Po prawej stronie widniała pusta kolumna.No i widzi pan. . kończyła się teraz dziesiątką. Sędzia Comyn zdławił w sobie irytację i powrócił do dokumentów.Bardzo panu dziękuję . Karta. Dopiero po chwili uwagę sędziego zwróciło cmoknięcie. Mówił z akcentem południowo-zachodniej części kraju. .

Zagrali jeszcze raz. .rzekł sędzia i obejrzał własne karty.Nie umiem grać w karty. JeŜeli karty są złe. W pięć minut później. drugi teŜ musi to zrobić.Forsyth Opowiadania. . a wygrywali pół na pół.. Strona 125 . sir.txt czasach przyjętego w Irlandii tytułu wobec ludzi zasługujących na szacunek. pasuje pan i nie przebija. .powiedział z podziwem O'Connor. to pan zaczepia. Szanowny pan ze swoją świetną pamięcią jest w łatwiejszej sytuacji. Z zadowoleniem stwierdził. Ŝe wziął talię i rozdał parę gier sam ze sobą. Mały człowieczek miał trzy piątki. O'Connor zwrócił się do księdza: .Mam pomysł .Zakładam się o jednego wyimaginowanego pensa.powiedział. JednakŜe trudno jest grać w pokera w dwie osoby. .Długa jazda do tego Tralee. .grałem kiedyś z kolegami w seminarium w wista. .powiedział ze smutkiem. Po jednej. Dostaje pan po prostu pięć kart.Odebrałem sobie mojego wyimaginowanego pensa . Potem patrzy pan. .Właśnie o to mi chodziło! . Gdy później przypominał sobie tę jazdę. Nieznajomy poprosił o trzy dodatkowe karty. chce spasować. ChociaŜ .Jak człowiek się raz nauczy grać. Ksiądz odłoŜył tom kazań zmarłego kardynała Newmana i spojrzał na karty. Ŝe nie moŜe pan dać sobie lepszej karty niŜ ta.spytał sędzia. oglądał je i składał z powrotem.Zgoda . Tym razem nie był to ful. przejął jedno z rozdań i obejrzał karty. Ma pan szczęście. sędzia o dwie. będzie je pan mógł wymienić na inne. Do tego trzeba mieć dryg. co pan ma w ręku. Mały człowieczek przestał układać pasjansa i zaczął wykładać po pięć kart.To tylko sprawa dedukcji i skalkulowanego ryzyka .powiedział sędzia i z tryumfem wyjął z teczki duŜe pudełko zapałek. który z nich pierwszy powiedział słowo poker.walety na dziesiątkach. Wreszcie odłoŜył talię i westchnął. ojcze .Czy ojciec nie zagrałby z nami? . Sędzia wygrał. który grał trochę w brydŜa i pokera z kolegami z klubu Kildare Street. sędzia Comyn nigdy nie mógł dojść.Tak jest. RozłoŜył na stoliku otwarte karty. Lubił zapalić sobie po śniadaniu i kolacji cygaro i za nic w świecie nie uŜyłby benzynowej zapalniczki do dobrej hawany za cztery pensy. jego partner nazywał się O'Connor. miał pan dobre karty.odparł rumiany ksiądz z uśmiechem.wyznał O'Connor po trzecim rozdaniu nie potrafię zapamiętać.powiedział sędzia.dodał . W tym momencie przedstawili się sobie. podając jedynie nazwisko Comyn.Zasada jest ta sama.Ach .przypomniał sobie sędzia . Mały człowieczek.Gotowy? . mając złe karty. Był raczej dumny ze swojej teorii. Ja nigdy nie wygrywam. . Oczywiście nie było mowy o pieniądzach. a sędzia rozdzielił zapałki i dał po dwadzieścia sztuk kaŜdemu.ale ja nic nie dokupiłem. kto z nas ile postawił. Z przyjemnością rozegrali tuzin rozdań.Nieszczególnie . jeŜeli nie będą panu odpowiadały. . bo kiedy jeden z graczy. jak gdyby zaŜenowany własną odwagą. ale nie wykluczał. tylko para dziewiątek. Postanowili rozdawać po pięć kart. jak to było wówczas w zwyczaju. .Niestety nie . według której na umiejętność zręcznej gry w karty składają się poprawne rozumowanie.stwierdził sędzia.Mam pewien kłopot . niewinnego pokera. którą ja mam. to juŜ nigdy nie zapomina. między Sallins i Kildare. . Czułem to. . zdecydowali rozegrać 206 małego. Faktem jest. Tamten skinął głową. . wymieniając tylko nazwiska..odparował sędzia. . . Sędzia pominął swój tytuł. Zagrajmy jeszcze raz. Ŝe jedno z rozdań dało mu fula . Ŝe był to on właśnie. zdolność obserwacji i dedukcji oraz dobra pamięć. jeŜeli są dobre. do czego miałem prawo. uśmiechnął się nieśmiało. Gdy minęli miasto Kildare. .

cztery damy i tak dalej. Ksiądz spojrzał na kartkę. który zrozumiał. Ŝe powiedział głupstwo.WaŜne jest to. Widzi ojciec. ojcze .powiedział. Pogrzebał w teczce i wydobył z niej czystą kartkę liniowanego papieru.ale nie powinien ich pan pokazywać. Sędzia omówił następnie resztę listy. Miał fula waletowego na królach. Zaczął coś pisać na kartce. wyjaśniając po kolei kaŜdą kombinację. . aŜ do czterech 207 dwójek. Piąta karta nie liczy się: oczywiście cztery asy są lepsze niŜ cztery króle. Zwłaszcza jeŜeli się gra o zapałki. To. strit.Potem idzie czwórka . Ŝe niewarte są nawet małej stawki .W pokerze nie ma Ŝadnego brania lew . ojcze. LeŜąca przed sędzią kupka zapałek bardzo urosła. .powiedział ksiądz. na przykład dwie dziesiątki.Teraz. powinno być tajemnicą.powiedział ksiądz .powiedział O'Connor.Tak. Zapałki zostały podzielone na trzy równe kupki i gra się rozpoczęła. potem idzie kolor.Potem idzie ful . trójka. Niewinna gra losowa nie jest wszak grzechem. Sędzia z rozpaczą odłoŜył swoje karty. Ksiądz stracił niemal wszystkie. Robił zbyt wiele błędów. .Jedna para lub sam as czy teŜ róŜne karty. .NajwyŜsza karta to poker.Oczywiście. . . Niech pan zobaczy. Pozostałe to król. To ksiądz zrozumiał. karty zostały piętnaście razy rozdane.powiedział cierpliwie O'Connor .Jak w konfesjonale . Po prostu pięć kart w tym samym kolorze i w dowolnej kolejności. Ksiądz patrzył mu przez ramię. co pan ma. . oceniał szansę i prawdopodobieństwa Strona 126 .Tak przypuszczałem . W pierwszych dwóch rozdaniach ksiądz pasował wcześniej i przyglądał się.skoro gramy tylko o zapałki. nikt z nas nie będzie nic stawiał.ciągnął dalej sędzia. Jasne? Ksiądz skinął głową. począwszy od asa.Czy mam się starać brać lewy? . Z wewnętrznej kieszeni marynarki wyjął złoty ołówek. to bardzo dobre karty .powtórzył .zapytał ksiądz.Czy mogę to wziąć? . O'Connor uniósł brwi. i tak dalej.następnie idzie zwykły kolor. rozumiem.wtrącił O'Connor. co się ma w ręku. panie O'Connor. KsięŜulo nie orientował się jeszcze dobrze w grze i tylko sędzia grał ostro.txt . . kolej na fula.zapytał pokazując swoje karty pozostałym graczom. Ani słowa nikomu.Nie znam się na stawkach .To niezupełnie tak . . jak człowiek.PrzecieŜ to tylko zapałki. a sędzia roześmiał się protekcjonalnie. Przez sześćdziesiąt minut. .. . na przykład trzy damy i dwie inne karty.Oczywiście . prawda? 208 Przeprosił współgrających i gra potoczyła się dalej. O'Connor uderzył się w czoło. .Dobra karta.powiedział ostroŜnie ksiądz.uśmiechnął się sędzia Comyn . . wpisując to słowo pod wyrazem poker. To prawda.Forsyth Opowiadania. kalkulował. zwane czasem furą to tak słaba ręka. Przy trzecim rozdaniu twarz księdza rozjaśniła się. walet i dziesiątka. jak w konfesjonale.Oznacza to dosłownie cztery jednakowe karty. przyjacielu. jak tamci rozgrywają.No cóŜ . poniewaŜ mamy gorsze karty. . cztery króle.poprawił go sędzia Comyn . .tłumaczył dalej sędzia. .tak. Cztery asy. aŜ do przyjazdu do Thurles. . Rozdano karty. Była rzeczywiście dobra. Bo skoro wiemy. Taki ful nazywa się ful damski na dziesiątkach.niech ją pan sobie bierze. Sędzia zapisał to na kartce pod słowem "czwórka". jedna para. to znaczy trzy karty tej samej wartości.. dwie pary. ale teŜ takiej samej wartości. co pan ma w ręku. prawda? . Sędzia wygrał cztery zapałki. Jest to pięć kolejnych kart w tym samym kolorze. dama. a O'Connor połowę. Ksiądz znowu pokiwał głową. .

Wydaje mi się.zawołał tryumfalnie sędzia. Moja matka gotuje tam posiłki. Gdy minęli Thurles. Suma ta zaskoczyła nieco sędziego. ale myślę. Ŝe granie o zapałki nie jest zbyt interesujące wyznał O'Connor po drugim upomnieniu. to nie miejsce dla ludzi pobrzękujących pieniędzmi w kieszeniach.. Uznał. matka nasza.powiedział sędzia tasując karty co do wysokości stawek.powiedział ksiądz stanowczym tonem.zauwaŜył O'Connor. .Dziesięć szylingów? . moje szczęście moŜe się szybko odmienić odpowiedział O'Connor z anielskim uśmiechem.Przyznaję. które wyjął ze swojego pudełka. Ŝe moŜe ich zabraknąć. . O'Connor zwrócił uwagę.Ale biskup tak . odda nam to. i Ŝe gotów jest grać do tej wysokości.powiedział sędzia.Jestem pewien. Potem kaŜdy z nas poŜyczy księdzu równą liczbę zapałek.Forsyth Opowiadania. ChociaŜ.. to nie będziemy od niego Ŝądali zapłacenia długu. Czterdzieści zapałek.MoŜe będzie zabawniej.txt swym wyćwiczonym umysłem prawnika. O'Connor oświadczył. .Darowizna! .powiedział ksiądz.mam pewien pomysł. Połówki z siarką na końcu miały być dwa razy wartościowsze od pozostałych. które stanowią sumę przeznaczoną na urlop.zawołał sędzia .Nawet kilka szylingów to dla mnie duŜo. połowę od sędziego. . Ksiądz otrzymał poŜyczkę w wysokości dziesięciu zapałek z łebkiem i czterech bez łebka. stracił pan sporo zapałek.A jeŜeli o nas chodzi.zaproponował. .Pan jest genialny.W takim razie muszę zrezygnować . Muszą wystarczyć na całe wakacje. ojcze . .A z nim spotkam się chyba wcześniej.Obawiam się. w Dingle jest sierociniec. Jadę do matki.Chwileczkę .. JeŜeli wygra. A kilka szylingów. . O'Connor jakby stracił zainteresowanie grą.zaprotestował ksiądz.I wszystko będzie dobrze.A jeŜeli wygrana pójdzie na cel dobroczynny? .powiedział sędzia . a biedne dzieci w zimie marzną. więc wznowili grę. JeŜeli ksiądz przegra. połowę od O'Connora.zawołał O'Connor . Gracze na ogół bawią się dobrze.MoŜe skończylibyśmy juŜ? . Ŝe ma przy sobie trzydzieści funtów. .Wszystko. . Co ksiądz na to? .Teraz musimy umówić się ..bez pana nie moŜemy grać. Ŝe Pan Bóg nie moŜe mieć nic przeciw temu. . Byli przekonani. Pan O'Connor i ja podzielimy między siebie wszystkie zapałki. . jak widzę. . bo obecne ceny torfu są.zaproponował O'Connor bez specjalnego entuzjazmu.Kiedy ja nie mogę grać o pieniądze! . Sędzia i na to znalazł rozwiązanie.. a resztę otrzyma w gotówce. stanie się darowizną dla sierocińca.AleŜ wielmoŜny panie.powiedział z podziwem O'Connor. do Dingle.. . . które odtąd będą miały wartość pieniądza. śaden z graczy nie sprzeciwił się zaakceptowaniu jego czeku. .. Sędzia i O'Connor podzielili zapałki na dwie kupki. Ŝe bardzo dobrze się bawię . jeŜeli zagramy o pieniądze . Przełamali kaŜdą zapałkę na pół. O'Connor podniósł połówkę zapałki bez łebka..Nie jestem z natury hazardzistą. . wielmoŜny panie . . Sędzia musiał go dwukrotnie przywoływać do porządku. . .AleŜ.zasugerował O'Connor. mój synu. Ŝe gra o kilka szylingów to niewielki hazard. Przez chwilę w przedziale panowała ponura cisza.Czysta robota . Mam w portmonetce tylko trzy funty.chociaŜ. 209 14. Ŝe nawet biskup nie zechce sprzeciwić się darowiźnie dla sierocińca. . co księdzu zostanie po oddaniu poŜyczki.. Ksiądz wyraził zgodę. . Strona 127 . co mu poŜyczyliśmy. Ŝe jest dŜentelmenem. Kościół święty.Jak pan sobie Ŝyczy . Ŝe ta gra jest potwierdzeniem jego teorii o przewadze rozsądku nad szczęściem. potraktujemy to jako prezent w zamian za księdza udział w grze ..

Księdzu pozostało jeszcze siedem funtów. często pasowali wszyscy partnerzy.txt po podzieleniu na połówki reprezentowało teraz równowartość sześćdziesięciu funtów. Ksiądz wstawił do puli cztery jednofuntowe zapałki. Sędzia raz jeszcze zajrzał do swoich kart. co robić . O'Connor stracił nerwy i spasował.Wszelki duch Pana Boga chwali . O'Connor myślał prawdopodobnie. . . Ksiądz miał dwanaście funtów w zapałkach. . .Forsyth Opowiadania. Ŝeby pan Comyn podwyŜszał jeszcze raz stawkę. JuŜ w pierwszych dwóch rozdaniach wygrał prawie dziesięć funtów..wtrącił się O'Connor. .powiedział ksiądz i jakby obrzędowym ruchem przesunął cztery zapałki na środek stolika. co w 1938 roku stanowiło wcale pokaźną sumkę. O'Connor na ogół szybko pasował. Sędzia usłyszał westchnienie księdza. Dojechali do węzła kolejowego Limerick.ksiądz posmutniał.szepnął. . przesuwając do puli kilka zapałek . ale nikt nie zakłócił pokerowcom gry i nie wszedł do przedziału. Kilka osób wsiadło i wysiadło. Ŝe teŜ ma dobrą kartę. Ksiądz pokazał cztery dziesiątki. Zabrał ze stołu swoje dziewięć funtów.Czy nie byłoby wskazane. .Dokładam ojca cztery funty . Pociąg zatrzymał się przy peronie. 211 Sędzia zacisnął zęby na paznokciu kciuka.i przebijam jeszcze pięć. kiedy sędzia podwoił leŜące tam juŜ pięć funtów księdza. Dobrał trzy karty i z zachwytem przyglądał się swoim czterem damom i siódemce trefl. Kiedy ksiądz z kolei zareagował dołoŜeniem do niej pięciu funtów.powiedział. z którymi rozpoczynałem grę? . a następnie przebił o dziesięć. . poniewaŜ wszedł do puli. . tracąc swoją dziesięcioszylingową stawkę. . i to do sumy. Partnerzy księdza wyrazili zgodę i obaj odebrali po swoje sześć funtów. której ksiądz nie będzie mógł zapłacić. Ksiądz spojrzał z konsternacją na spiętrzone na stoliku zapałki i na leŜący przed nim ekwiwalent dwunastu funtów.Sam nie wiem.Tylko jedno . Sędzia rozłoŜył swojego fula i czekał. który zgodnie z dziwacznym nazewnictwem panującym na kolejach irlandzkich nie ma nic wspólnego z Limerick i leŜy tuŜ za Tipperary. W trzecim O'Connor szybko spasował.zapytał ksiądz. O'Connor grał teraz bardzo ostroŜnie.zawołał konduktor. Gdy minęli Farranfore. Musi pan dołoŜyć i sprawdzić sędziego. kiedy Strona 128 . to proszę dołoŜyć pięć funtów i sprawdzić go. Razem z pozostałymi mu jeszcze dwoma funtami miał teraz dwadzieścia jeden funtów i dziesięć szylingów. TuŜ przed Mallow zgodzili się odrzucić wszystkie niskie karty od siódemki w dół. pozostawiając sobie dwa. Był spokojny. TuŜ pod Charleville ksiądz wygrał od zaniepokojonego O'Connora dziesięć funtów i tempo gry zwolniło się. wsunąwszy głowę w szparę uchylonych drzwi przedziału. po czym dołoŜył dziesięć funtów do dziesięciu funtów księdza i dodał drugie tyle. W sumie od początku gry przegrał dwanaście funtów. Miał fula waletowego na siódemkach.JeŜeli ksiądz nie chce. sędzia dostał wymarzoną kartę. . tylko raz obstawił wysoko i wygrał dziesięć funtów z fulem przeciwko dwóm parom i stritowi. sam nie wiem.szepnął.. dziewięć funtów sędziego i stawki w wysokości trzydziestu szylingów. TuŜ przed Headford nieszczęsny O'Connor przegrał juŜ dwanaście funtów. Mogło być lepiej.Trudno .Przesunął na środek stolika dziesięć funtów. .Mój BoŜe. Ŝebym teraz zwrócił panom dwanaście funtów.nie moŜe ksiądz przebić wyŜej.Sprawdzam . Powinienem był odłoŜyć te trzydzieści dwa funty dla sierocińca. BoŜe! Jestem prawie zupełnie spłukany. .powiedział O'Connor . Gra nabrała ponownie tempa.O. pozostali dwaj gracze po dwadzieścia cztery funty.Tak mi dobrze szło. Co mam robić? zapytał ksiądz. Sędzia skinął głową. a sędzia dwadzieścia.Za pięć minut Tralee . 210 . czyli grać talią ^ trzydziestu dwóch kartach. Księdzu pozostały jeszcze trzydzieści dwa funty.Proszę księdza . Nikt nie podziwiał jezior Killarney przesuwających się za oknem.

DołoŜę księdzu trzy funty . Zamykają dopiero za pół godziny. Ŝeby komuś tak szło.Ja juŜ zapomniałem.Obawiam się.Tak jest .jest Strona 129 .txt je jeszcze miałem. kiedy wezwano trzeciego oskarŜonego. . O'Connor odliczył dwanaście banknotów funtowych i podał je księdzu.mówił dalej pisarz . .Niech cię. . . ZdąŜy pan tam jeszcze dzisiaj. kto go znajdzie.Oczywiście . Dawno nie widziałem. wydarł go z ksiąŜeczki i podał księdzu.zapytał. Ŝe bank wypłaci mi za to pieniądze? . pokera. prawda? . jeŜeli ma pan cztery . a potem w swoje karty.Z pomocą boską . a zwłaszcza z przedstawicielem Kościoła! .Mówił pan.CzyŜ króle nie są wyŜsze od dam? . . oskarŜeni przyznali się do winy. od czego zaczynaliśmy. Ŝeby te pieniądze znalazły się jeszcze dziś przed zachodem słońca tam. Nie naleŜy grać w karty w pociągu. Rozstali się na peronie stacji w Tralee.Czy pana nazwisko brzmi: Ronan Quirk O'Connor? . . Będzie to dla mnie nauczka.Myślałem juŜ. 212 . Kiedy wjechali do Tralee. Dwie pierwsze sprawy na wokandzie tego dnia były proste. dotyczyły drobnych przestępstw. A teraz powiem księdzu i panu.Sam Pan Bóg musiał księdzu rozdawać karty.odparł sędzia. synu. . Chciał się jak najwcześniej połoŜyć. a sędzia wrzucił przełamane zapałki do popielniczki.uśmiechnął się sędzia uprzejmie. gdzie są najbardziej potrzebne .Przypilnuję. Rozległy się kroki.zapytał oskarŜonego pisarz sądowy.powiedział sędzia. Ŝe oni nie mają rachunku bankowego.To byłoby równo pięćdziesiąt funtów. Sędzia pisał dalej. . Sędzia Comyn wyciągnął ksiąŜeczkę czekową z kieszeni. śyczę panom powodzenia. . Sędzia Comyn poszedł do hotelu.Owszem są.. karę grzywny. . . .powiedział sędzia.Skoro tak pan mówi . Jest wystawiony na okaziciela i kaŜdy.odparł ksiądz.Dla mnie teŜ była kosztowna . Szybko wypisał czek. Ŝe to sierociniec w Dingle? Jak mam wystawić czek? Ksiądz zdawał się zaskoczony. .Oto moje karty.Ja teŜ nie mam rachunku . zebrali karty i zapałki.odpowiedział głos.powiedział ksiądz z namaszczeniem. .powiedział O'Connor ze smutkiem. Komplet przysięgłych z Tralee nie miał duŜo do roboty.W takim razie wypiszę czek na pańskie nazwisko . Bóg błogosławi . . Bank Irlandzki w Tralee wypłaci panu gotówkę. . Ksiądz spojrzał na rozłoŜone przed nim cztery damy. w obydwu wypadkach.odpowiedział sędzia. .Jestem winien pięćdziesiąt funtów na rzecz sierocińca powiedział sędzia i zabrał się do pisania. Ŝe była to dla mnie bardzo interesująca. .. . To bardzo biedna instytucja. Sędzia Comyn siedział z głową pochyloną nad papierami. . składając starannie czek. Ŝeby odpocząć przed jutrzejszą rozprawą w sądzie.Wprowadzono Ronana Quirka O'Connora! . moŜe zainkasować gotówkę.Wyjście się znajdzie .krzyknął pisarz sądowy.No właśnie. .odparł ksiądz z zakłopotaniem. choć kosztowna. Otrzymali. Przypuszczałem. Ksiądz połoŜył karty na stolik.dziwił się ksiądz. Ŝe pan ma tego. Z sali sądowej widoczna była tylko peruka sędziego.Ronanie Quirku O'Connorze . Nigdy nie operowałem pieniędzmi.Tylko niech go pan nie zgubi.Powiada pan.Forsyth Opowiadania. A tak mam juŜ tylko dwa. . podróŜ.powiedział ksiądz. panie O'Connor.Wystawiłem go na okaziciela. Cztery damy! O'Connor gwizdnął. O'Connor schował talię do kieszeni. . . I miał rzeczywiście cztery.westchnął. Ŝe przegrałem. -.

w dniu trzynastym maja bieŜącego roku. Na peronie podszedł do niego człowiek. wsiadł w Dublinie do pociągu jadącego do Tralee. W sali sądowej było zupełnie cicho. Miał prawo wstrzymać przewód sądowy na podstawie znajomości z oskarŜonym. Wśród innych przedmiotów znalazła się w nich talia kart. a mianowicie siedemdziesiąt funtów.jak się później okazało . a następnie zapytał O'Connora.Proszę o ciszę . W czasie podróŜy wdał się w grę hazardową z oskarŜonym i jeszcze jedną osobą. jak gdyby miał ochotę w ten sposób prowadzić całą rozprawę.powiedział sędzia. Sędzia Comyn zaklął w duchu. które pan Keane zidentyfikował jako te. podszedł do kolejarza i poprosił. który zeznawał na okoliczność przebiegu aresztowania oskarŜonego.Proszę zaprzysiąc członków ławy przysięgłych . co dzieje się w pociągu. zagłębił się na dłuŜszą chwilę w swoich papierach. Ronan Quirk O'Connor. SierŜant zaŜądał. Dotychczas wszystko było jasne. 213 Ŝe pan. przebywając w hrabstwie Kerry. . Wszyscy patrzyli na sędziego. Ŝe uczciwie przedstawi przysięgłym swoje wnioski? Uznał. W głowie kłębiło mu się tysiące myśli. O'Connor odpowiedział. Ŝe otrzymawszy informację o tym. Mały człowieczek o oczkach spaniela patrzył na niego poprzez salę sądową tępo. Pisarz sądowy zrobił to. Prokurator wstał i przedstawił fakty. wygrał pewną sumę pieniędzy. wyszedł pod jakimś pretekstem na peron. od niejakiego Lurgana Keane'a. za pomocą oszustwa. szalbierstwa i fałszerstwa. Ŝe tak. . Ŝe jest to Strona 130 . które jego zdaniem mówiły same za siebie. Prokurator pokazał mu karty i świadek stwierdził na podstawie zrobionych przez siebie znaków. Przegrywał tak regularnie. 214 wysoki. co ja. Karty zostały posłane do Dublina celem zbadania i gdy otrzymano raport. iŜ karty w inkryminowanej talii są znaczone. czy teŜ nie przyznaje się pan do winy? W czasie przemówienia pisarza sądowego sędzia Comyn odłoŜył starannie pióro.zarządził. nazwiskiem Lurgan Keane.wyszeptał O'Connor. Zeznał pod przysięgą. pomyślał sędzia. Ŝe po zbadaniu okazało się. Ŝeby w Tralee czekała policja. Ŝeby brał stronę oskarŜonego przeciwko prokuratorowi.nazywał się Lurgan Keane. Ŝe nie ma i Ŝe sam się będzie bronił. które posłuŜyły do gry w pokera podczas jazdy pociągiem. Czy jest pan winien zarzucanego przestępstwa. a on siedział w swoim fotelu z nieruchomą twarzą. Miał przy sobie przypadkowo znaczną kwotę pieniędzy. ale podróŜował trzecią klasą. który . Detektyw zeznał. Trzynastego maja właściciel sklepu spoŜywczego w Tralee. wreszcie podniósł wzrok. co ten uczynił.Forsyth Opowiadania. Pierwszym świadkiem oskarŜenia był sierŜant policji z Tralee. To on wskazał oskarŜonego. Wszystko sprowadzało się do pytania: czy moŜe sobie zaufać. . Bezstronność będzie wymagała. jeden przystanek przed Tralee. W Farranfore. poniewaŜ oskarŜony juŜ został pozwany. Jechał niewątpliwie wczoraj w tym samym pociągu. ale ze zdumieniem. Ŝe oznaczałoby to ponowną rozprawę. Korzystali z talii kart. czy ma obrońcę. naleŜącej do oskarŜonego. Ŝe zaczął coś podejrzewać. w chwili kiedy nadchodził pociąg z Dublina. Pomyślał jednak. Sędzia Comyn odpowiedział mu wzrokiem pełnym przeraŜenia. by oskarŜony udał się z nim do komisariatu w Tralee. Następnym świadkiem był detektyw z sekcji oszustw dublińskiej policji.Nie przyznaję się do winy .txt pan oskarŜony o szulerstwo na podstawie paragrafu siedemnastego ustawy o grach hazardowych z 1845 roku. Tam kazano mu opróŜnić kieszenie. masywny męŜczyzna. A mianowicie o to. Ŝe przeprowadzi rozprawę sprawnie i bezstronnie. przybył na dworzec w Tralee dnia trzynastego maja. O'Connor został oskarŜony o szulerstwo. Procedura ta pociągnęłaby za sobą dodatkowe koszty dla podatników.

Ŝe przeciwnik ma lepsze karty.A skąd? Keane wydawał się zdziwiony. jaki ma w ręku jego partner. Poza tym nacina się jeszcze karty.ale nie ma większego znaczenia. .powiedział detektyw .Z kieszeni . UwaŜał się za dobrego gracza. Sędzia Comyn.powiedział sędzia Comyn do oskarŜonego. dotyczące jego zeznań . zwęŜając odległość pomiędzy brzegiem samej karty a krawędzią wzoru na jej odwrocie.To zupełnie niemoŜliwe.zapytał cichym głosem.Dziękuję. Ŝeby policja czekała na niego w Tralee.zapytał prokurator. jakkolwiek niewielka. sir .Owszem . Ŝeby szuler.Wysokie karty. Fragmenty te są tak miniaturowe.Jak najbardziej . Wskazuje ona szulerowi kolor. Dwunastu sprawiedliwych solennie kiwało głowami. To nie była juŜ jakaś tam sprawa kradzieŜy koni. Widział. Trzecim.Zaczął pan układać pasjansa .bo ten człowiek grał znaczonymi kartami. . Podejrzenie wzbudził w nim fakt.Szuler po prostu nie bierze udziału w licytacji.Na dwa sposoby. Tym razem O'Connor wstał. to znaczy. poprosił. zostały w tym wypadku "zaciemnione". kiedy wie. . Robi się je na obu brzegach karty w ten sposób. natomiast licytuje wysoko. którą badał.odpowiedział detektyw. Lurgan Keane. .odparł świadek. . ale nie skorzystał z oferty. ale zanim dojechał do Farranfore przegrał sześćdziesiąt dwa funty.z kieszeni.Czy szuler musi równieŜ oszukiwać przy rozdawaniu kart? zapytał prokurator. w jaki sposób karty zostały poznaczone przez szulera. co mu się przytrafiło. O'Connor po raz drugi zrezygnował z przesłuchania świadka. Ŝe jest ofiarą szulera. . 215 .Ma pan prawo zadać świadkowi kaŜde pytanie.Forsyth Opowiadania. Wyglądał na jeszcze smutniejszego niŜ wczoraj i jeszcze niewinniej.Powiedział pan. który wie o ich istnieniu. Ŝeby były wyczuwalne niezaleŜnie od tego.txt talia. . W pociągu został wciągnięty w grę w pokera. . KaŜdy z czterech kolorów zaznaczony jest na odwrocie karty przez nacięcia na jej brzegach i to w róŜnych miejscach. Na znak prokuratora opowiedział o tym.Czy moŜna wygrać z takim oszustem? . kiedy sam ma lepszą rękę. I co z nimi zrobiłem? 216 Keane myślał chwilę. Podszedł do ławy świadków jak byk wpadający na arenę i wbił wzrok w O'Connora. mógł je zauwaŜyć przez stół. . ostatnim i głównym świadkiem oskarŜenia był właściciel sklepu w Tralee. Ŝe przy uŜyciu pewnego preparatu chemicznego zaciemniono lub rozjaśniono małe fragmenty wzoru na odwrotnej stronie całej talii.zgodził się O'Connor . patrząc na O'Connora. Czy to jasne? .I miałem rację .powiedział.powiedział.To się zdarza .powiedział O'Connor. W Farranfore wyszedł z pociągu i będąc przekonany. Ŝe nawet wtedy. Ten patrzył na niego złym okiem. Są jednak wystarczająco duŜe.oświadczył prokurator. jak trzyma się kartę. . . kiedy miał w ręku dobrą kartę. od asa do dziesiątki.odparł Keane. Ta róŜnica. OtóŜ tego dnia zawarł w Dublinie kilka transakcji i dlatego miał przy sobie tak duŜą sumę. Ŝe to ja wyjąłem talię kart? . . Nazywamy je umownie "nacinaniem" i "cieniowaniem". jego przeciwnik zawsze miał lepszą i wygrywał. . Wysoki Sądzie . widoczna jest dla gracza siedzącego po drugiej stronie stołu. . z jakim zainteresowaniem przysięgli przysłuchiwali się zeznaniom detektywa. Ŝe często obejmują zaledwie kilkumilimetrową przestrzeń skomplikowanego wzoru. który juŜ niemal uwierzył w moŜliwość zupełnie Strona 131 .Nie mam dalszych pytań . .Tak jest . Zaczął zadawać świadkowi pytania. proszę Wysokiego Sądu .odparł sędzia.zawołał w stronę ławy przysięgłych . Prokurator zapytał go. .

Ale karty naleŜały do oskarŜonego. Ŝe wygrał farmer. Strona 132 . Przedtem graliśmy na zapałki. ale tylko do mnie. czy oddać ją barmanowi. poczuł. . Widać było. . ale miał diabelne szczęście.To nie tak .Pan przegrał prawie osiem funtów. Widać było. pozostawiona tam przez kogoś. Ŝe tuŜ obok niego na drewnianej ławce coś leŜy. Zatrzymał ją dla siebie i zabawiał się układaniem pasjansa w czasie długich podróŜy.Sześćdziesiąt dwa funty . . by i ich zwabiono. które powinien był połoŜyć na czarne i odwrotnie. . która siedziała z nami w przedziale. . . 217 . Więcej świadków oskarŜenia nie było i O'Connor zaczął zeznawać jako świadek we własnej sprawie. Niewielkie stawki! Sześćdziesiąt dwa funty to bardzo duŜo pieniędzy! Przysięgli znowu zaczęli kiwać głowami. . co przecieŜ nie jest przestępstwem. ani grosza. Został zaprzysięŜony. To na pewno on mnie oszukał.Czy zapamiętał pan moŜe jego nazwisko? .Niestety. Twarz jego promieniała uczciwością.przyznał. kiedy zorientował się.I pan teŜ powiedział.Trzecia osoba. i Ŝe pan zasugerował grę na pieniądze. ja zacząłem rozmowę . . Farmer z Waxford. Ŝe nie chcą.Kiedy w końcu rozliczyliśmy się. Była to uŜywana talia kart.Do pana nic . Powiedział pan. ale doszedł do wniosku. Ŝe gra będzie bardziej interesująca. siedział sobie najspokojniej przy piwie w jednym z dublińskich barów.krzyknął Keane.rzucił Keane ze złością . Sklepikarz z Tralee zastanawiał się przez chwilę i nagle wytrzeszczył oczy. które odbywał w poszukiwaniu źrebaków i klaczy dla klientów. Ŝe nie mogłem się po prostu powstrzymać. W jakiś tydzień przed ową podróŜą pociągiem trzynastego maja.zawołał. . .zapytał oskarŜony świadka .czy teŜ to pan mnie zagadnął? Tęgi sklepikarz stropił się. No tak.cięŜko zarobione sześćdziesiąt dwa funty. ale nie był dobrym graczem. Zwróciłem mu kilka razy uwagę. nie . co przysięgli zauwaŜyli i znowu zaczęli kiwać głowami. .Forsyth Opowiadania. panie Keane. Nie był dobrym graczem. Nie zauwaŜał czerwonych kart. . po czym przyszła mu do głowy nowa myśl i zwrócił się do przysięgłych: .A czy to ja pierwszy do pana przemówiłem . Nie umiał kłamać. Za taką sumę moŜna utrzymać robotniczą rodzinę przez prawie rok! . Pan Keane opuszczał ławę świadków.Chwileczkę.A czy ja coś od niego wygrałem? . .Nie mam więcej pytań . kto tuŜ przed nim zajmował to miejsce. czy pan? . kiedy zatrzymał go głos sędziego. Keane zmieszał się. Jego wywód był równie prosty jak płaczliwy. Ŝe mu serce zamiera. proszę Wysokiego Sądu. Wreszcie coś poruszyło się w jego mózgu.zapytał O'Connor. śył z kupna i sprzedaŜy koni. Ŝe to była moja propozycja .Ale na tym właśnie polega talent szulera .powiedział O'Connor do Keane'a . po czym zwrócił się do przysięgłych: .Ŝe pan zaproponował mi partię pokera.odrzekł wreszcie. Wszystko wygrał ten farmer. Wydawał się bliski płaczu.Do pana nic.Umie zwabiać swoje ofiary.powiedział.A ja twierdzę .Nie.stwierdził O'Connor. Ŝe podoba mu się słowo "zwabiać".przyznał. ile mi pan wypłacił? .Ale czy to ja zaproponowałem małego pokera.txt wyjątkowego zbiegu okoliczności. .I ostatnia sprawa . ile pan przegrał do mnie. Jaki farmer? .powiedział świadek.powiedział O'Connor znów smutnym głosem. Sklepikarz wytęŜał umysł.Niech pan powie. . . nic .Owszem. . Lubił od czasu do czasu zagrać w pokera.zapytał sędzia. .powiedział spokojnie O'Connor. Zastanawiał się. .MoŜliwe. Ŝe taka stara talia nie ma Ŝadnej wartości. jeŜeli ustalimy niewielkie stawki.Ale ten człowiek robił takie głupstwa.Pan! .

Czy to było błogosławieństwo? . obstawał przy nich stanowczo i spokojnie. i w takim razie jesteś bardzo kiepskim szulerem. to przecieŜ oszust powinien był wygrać. Ŝe to nie on. Obejrzał się i zobaczył właściciela sklepu z Tralee. powiesił perukę na wieszaku. . Limuzyna zniknęła za zakrętem. Ale on.Czy widzi pan. 219 . jakoby znalazł karty w dublińskim barze i Ŝe nie wiedział. jak i grę na pieniądze. iŜ są znaczone. opuścił budynek i udał się na obiad. ale ten trzymał się uparcie swoich twierdzeń. NajwaŜniejsze jest jednak to. Ŝe jest to. bo wtedy na pewno nie przegrałby tylu cięŜko zarobionych pieniędzy. . toteŜ po dziesięciu minutach dwunastu sprawiedliwych powróciło na salę z wyrokiem uniewinniającym. uśmiechał się dobrodusznie i wyprostował dwa palce wysoko uniesionej ręki. A jeŜeli chodzi o oszustwo. W końcu prokurator dał za wygraną. uŜywając przy tym własnych kart. Przysięgli mogą mu wierzyć albo nie. by wydali na oskarŜonego wyrok uniewinniający. iŜ mówi nieprawdę. to dlatego Ŝe był bardziej lekkomyślny i za wysoko licytował. Poza tym oskarŜony twierdzi. On zaś w czasie tej podróŜy przegrał osiem funtów i dziesięć szylingów do jakiegoś nieznajomego.odezwał się za nim zdumiony głos. Samochód przyśpieszył biegu. Faktem jest. bo farmer miał przez cały czas lepsze karty niŜ on. A jako Ŝe dobrze znał przysięgłych. lecz pan Keane zaproponował zarówno grę w pokera. i w takim razie jesteś bardzo pechowym graczem. o których mówił detektyw. a pan Keane przyznaje. Bez togi. kto obok niego siedzi? . Nigdy nie przypuszczał. róŜne zresztą kwoty.Mam Strona 133 . nie oszukiwał.Sędzia Comyn wzruszył ramionami. to on o tym nic nie wiedział. Ŝe brakuje zaledwie piętnastu minut do przerwy obiadowej. Limuzyna zbliŜyła się do nich.zapytał sklepikarz. kiedy zauwaŜył wyjeŜdŜającą z hotelowego podwórza piękną. błyszczącą limuzynę znanej marki. Ŝabotu i peruki wyglądał jak zwykły śmiertelnik. toteŜ nikt nie zwracał na niego najmniejszej uwagi. Ŝe na odwrotnej stronie kaŜdej z tych kart mogły być jakieś znaki.zwrócił się do przysięgłych. . Tak czy inaczej przegrałeś dwukrotnie do obcych ludzi w pociągu. O'Connor. prawda. O'Connor opuścił ławę oskarŜonych jako wolny człowiek. Sędzia Comyn zdjął togę w szatni tuŜ za salą sądową.odpowiedział. Ŝe prokurator nie udowodnił oskarŜonemu.Widzę . który miał podsumować sprawę. JeŜeli pan Keane przegrał więcej. Prokurator próbował krzyŜowym ogniem pytań zbić oskarŜonego 218 z tropu. Albo mówisz prawdę. I ta okoliczność jest decydująca. Zarówno oskarŜony. oskarŜony oszukał świadka Lurgana Keane'a i ograł go. Wyszedł na głupca. myślał. Obok O'Connora siedział ubrany na czarno pasaŜer. Ŝe oskarŜony nie wygrał od niego ani grosza. . dodał jeszcze. Przypomniał przysięgłym.Forsyth Opowiadania. być moŜe. O'Connor powrócił na ławę oskarŜonych i czekał na słowa sędziego.zapytał ponownie Keane. Duchowny. uŜywając szulerskich metod. sędzia nie wypowiedział tych myśli. Ten wbił w niego wzrok. a według irlandzkiego prawa cięŜar udowodnienia spoczywa na nim.Tak czy nie? . JednakŜe świadek Keane przyznał pod przysięgą. Właśnie miał przejść na drugą stronę ulicy do najlepszego w mieście hotelu. świeŜego łososia z rzeki Shannon. O'Connor. Za jej kierownicą siedział O'Connor. Nędzna z ciebie kreatura.Czy pan widzi tego człowieka? . wobec czego obowiązkiem sędziego jest zalecić przysięgłym. Nic nie wie równieŜ o tych róŜnych "cieniowaniach" czy "przycinaniach". Podsumowując sprawę.txt JeŜeli te karty są znaczone. . albo kłamiesz. .Czy ja wiem? . jak i świadek przegrali do osoby trzeciej. Tylko sprawa o bardzo wielkim znaczeniu prawniczym mogłaby powstrzymać przysięgłych z Kerry od zjedzenia w porę obiadu. Ŝe oskarŜony twierdził. gdzie podawano doskonałego. pełen widać troski o los sierot z Dingle. Ŝe zdaniem prokuratora.

Odezwał się w słuchawkach z taką siłą. PASTERZ Czekałem na sygnał startu z wieŜy kontrolnej.. a ja byłem młodym pilotem.Charlie Delta. aŜ spojrzenie na szybkościomierz powiedziało mi. Przede mną był pas startowy . Oglądany przez kopułę z pleksiglasu otaczający mnie niemiecki krajobraz był biały.gładka. Uznałem. próbującym zdąŜyć na świąteczny urlop do domu w Blighty.odpowiedziałem. Mój myśliwiec rozpędził się. chroniącym mnie przed dotkliwym zimnem tej mroźnej nocy. zamarzłego juŜ na kamień po odrzuceniu przez pługi. Ŝe przekroczyłem dwieście dziesięć kilometrów na godzinę i zbliŜam się do trzystu. powietrze było tak przejrzyste. Ŝe miałem wraŜenie. W kabinie było wygodnie i ciepło. Wiedziałem. widziałem z tyłu druty ogrodzenia bazy lotnictwa Jej Królewskiej Mości.Bo jest duchownym . jeŜeli się leciało z szybkością tysiąca kilometrów na godzinę. nabierałem pędu. Było tak. Przesunąłem lewą ręką lewarek gazu do przodu. zakręciłem łagodnym łukiem w lewo i jednocześnie pociągStrona 134 .Nie rozumiem. zezwalam na start . wskoczyć do samochodów i pojechać na zabawę do kasyna. przednie koło straciło kontakt z asfaltem i przestało dudnić. Ŝe mogłem niemal rozróŜnić poszczególne drzewa. . jaskrawoczerwone światła lotniska. uśpione cysterny z paliwem. Mimo Ŝe był on oddalony ode mnie o trzy kilometry. Wbrew przepisom oczywiście. Maszyna stawała się coraz lŜejsza. migające wśród bieli i czerni portu. Ŝe nie ma juŜ co odpowiadać. pomyślałem. które mogło zabić człowieka w ciągu minuty. Daleko na prawo. Po kilku sekundach tylne koła równieŜ oderwały się od pasa startowego. Poza mną narastał niski ton silnika. Ale co u licha. przecieŜ to Wigilia! . a nad tym wszystkim pulsujące. Ogrzewanie włączyłem na cały regulator głównie po to. . poderwałem wampira.txt co do tego wątpliwości. W kilka minut po moim starcie światła wieŜy zgasną i pozostaną juŜ tylko hangary . . Na dyskretnie oświetlonej tablicy kontrolnej drŜały rzędy wskaźników. czarna wstęga asfaltu.. pokryte śniegiem pole zakończone linią sosnowego lasu. aŜ zlały się w jednolitą linię. Głos kontrolera wyrwał mnie z rozmyślań. sygnalizujące obojętnemu niebu alfabetem Morse'a nazwę lotniska: CELLE. .. prawą utrzymując wampira równo na środkowej linii pasa startowego.obruszył się sklepikarz. Była to bowiem Wigilia BoŜego Narodzenia w roku Pańskim 1957. Kiedy zobaczyłem pod nogami koniec pasa startowego. ostro obrysowany poświatą grudniowego półksięŜyca. jej dziób uniósł się lekko. Ŝe jest w niej ciepło i wesoło. Utrzymywałem samolot nisko. ciepłym i bezpiecznym kokonie.odpowiedział mu sędzia.. Ale tej nocy nie będzie pilotów. obramowana podwójnym pędem jaskrawych świateł punktujących oczyszczoną przez śnieŜne pługi drogę. Czekałem na głos kontrolera w słuchawkach. a zegarek wskazywał godzinę dziesiątą piętnaście.usłyszałem. stała niczym samotny rozjarzony świecznik smukła wieŜa kontrolna. iŜ facet wrzeszczy mi bezpośrednio do ucha. 221 Było mi więc spieszno.Charlie Delta do kontroli . Ŝeby zapobiec oblodzeniu pleksiglasu.Nic podobnego . przeszedł w jęk. Poza zasięgiem świateł piętrzyły się ogromne zwaliska porannego śniegu.Forsyth Opowiadania. JuŜ sobie pewno wychylił kielicha albo dwa. Za nimi rozciągało się płaskie. którzy przelatując tędy chcieliby sprawdzić według sygnału swój kurs.jak gdyby skulone w oczekiwaniu mroźnej nocy. . jak gdybym znajdował się w małym. które właśnie zamykali na noc zakutani w koŜuchy mechanicy. a potem cienki gwizd. pomiędzy hangarami.To jest ten farmer z Waxford. światła po obu stronach pasa migały coraz szybciej. dlaczego ten facet jest tak dziwnie ubrany zdziwił się Lurgan Keane. Kiedy skręcałem swoim małym samolotem myśliwskim DH-100 Vampire na pas startowy. osłonięte samoloty myśliwskie.Charlie Delta. . Ŝeby zakończyć dyŜur. Personel czeka tylko na mój odlot..

musiała być teraz holenderska granica. Wyrównałem 223 dziób maszyny. ciemne zarysy sosnowych lasów zlewały się z jasnymi płachtami pól. przejdź na kanał D .zameldowałem przez maskę tlenową. Wysokościomierz wskazywał osiem tysięcy metrów. . Potem juŜ miałem tylko słuchać instrukcji. Z tyłu pode mną odezwał się głuchy odgłos kół wpadających w swoje przegrody. a tymczasem lewym kciukiem nacisnąłem guzik radia. Wiedziałem. Nie uwaŜałem za konieczne przyglądanie się mapie przytroczonej do prawego uda.Dziękuję kontroli i Ŝyczę nawzajem wszystkiego najlepszego po czym przestroiłem aparat na częstotliwość kontroli brytyjskiego lotnictwa w RFN. Czysta rutyna. Zwrot nad lotniskiem Celle do kursu 265 stopni i ciągłe wznoszenie się do wysokości ośmiu tysięcy metrów. Mimo Ŝe byłem wtedy bardzo młody i zdyscyplinowany. Po odprawie u oficera nawigacyjnego w jego baraku znałem go na pamięć. Ŝe w moich słuchawkach zapanowała grobowa cisza. Gdzieniegdzie błyskały światełka wiosek i małych miasteczek. Po wesoło oświetlonych ulicach chodzili juŜ pewnie kolędnicy. a gospodynie westfalskie zajmowały się pieczeniem gęsi i szynek. dodał: . a na czarnym. Podwozie wciągnięte i zatrzaśnięte . wyrównałem maszynę i spojrzałem na wskazówkę kompasu elektrycznego. odpowiedziałem z miejsca: 222 . Trzymałem maszynę dalej w łagodnym. W dole czarno-biała mapa północnych Niemiec coraz bardziej malała. mroźnym sklepieniu nieba gwiazdy błyszczały. Dziób samolotu wskazywał wciąŜ w górę.Wesołych świąt! Stanowiło to oczywiście pogwałcenie przepisów. stabilizującą się na kursie 265 stopni. Ŝe aŜ kłuło w oczy. Gdzieś pode mną. Słowa kolęd były tam wprawdzie angielskie. Po jej osiągnięciu utrzymywać ten sam kurs oraz prędkość osiemset siedemdziesiąt kilometrów na godzinę. który odchodzi tuŜ po północy.Charlie Delta. a następnie przelecieć nad wybrzeŜem holenderskim na południe od Bevelandu.Forsyth Opowiadania. czy Christmas są niemal identyczne w całym chrześcijańskim świecie. ale melodie przewaŜnie te same. wstępującym łuku. w porządku. Przez dłuŜszy czas nie zdawałem sobie sprawy. Wszystko grało. by wiedzieli. A z Londynu autostopem do domu moich rodziców w hrabstwie Kent. Po czternastu minutach powinienem znaleźć się nad Lakenheath. Byłem w powietrzu od dwudziestu jeden minut. Tyle Ŝe zamiast gęsi pieczono indyki. Razem ze startem i lądowaniem sześćdziesiąt sześć minut lotu. nad Morze Północne. Ŝe zauwaŜyłem je dopiero po kilku minutach. Wampir miał dość paliwa na osiemdziesiąt minut. Widocznie moje myśli były tak intensywnie skupione na oczekującej mnie Strona 135 . Ale święta BoŜego Narodzenia . Po czterdziestu pięciu minutach lotu przełączyć się na kanał F i poprosić kontrolę w Lakenheath o naprowadzającą falę radiową. Ŝe jestem w ich obszarze powietrznym.txt nąłem dźwignię podnoszącą podwozie. Był to skutek zmniejszenia oporu powietrza po wciągnięciu podwozia.odpowiedział kontroler i zanim zdąŜyłem zmienić kanał. kiedy moŜna je spędzić w domu. Nawiązać łączność z kanałem D. Ale po dziesięciu minutach lotu nad Morzem Północnym grać przestało. Ŝe z Lakenheath dostanę się łatwo do Londynu słuŜbowym autobusem. Skręcając nad lotniskiem Celle na wysokości tysiąca pięciuset metrów. Kłopoty zaczęły się tak niepostrzeŜenie. jednocześnie poczułem nagłe przyśpieszenie. Sprowadzą mnie do lądowania przez radio. w ciemności.czy się nazywa je Weinachten. W odległości sześciuset kilometrów stąd wszystko wyglądało bardzo podobnie. W ten sposób zasiądę do świątecznego śniadania razem z całą rodziną. I dobrze jest. stukając do ukwieconych drzwi. Na tablicy rozdzielczej zgasły trzy czerwone światła sygnalizujące opuszczenie kół.Charlie Delta. Widniał na niej wykreślony błękitnym atramentem kurs mojego lotu. opuściłem lotnisko. lekko zmniejszyłem gaz do ośmiuset siedemdziesięciu kilometrów na godzinę i trzymałem się równo na kursie 265 stopni. . Ŝeby zaśpiewać "Cichą noc" i otrzymać kilka fenigów na cele dobroczynne.

odpowiadające ^stopniom na tarczy kompasu. Spróbowałem po raz drugi. nawet jeŜeli księŜyc świeci tak jasno jak teraz. pośród sosnowych lasów hrabstwa Suffolk. w którym owa linia świetlna zetknie się z obwodem ekranu. obserwując moją maszynę na ekranie radarowym. Ale nie mogli mnie słyszeć. które leŜało gdzieś przede mną. które moŜe zabić pilota łatwiej niŜ katastrofa. Następnie przekręciłem gałkę na kanał F i spróbowałem wywołać Lakenheath. Nawiązują z nim łączność i przekazują instrukcje. Ŝe wystarczy jedno dotknięcie klawisza i pilot moŜe się porozumieć z innymi Ŝywymi istotami. Zamilkłem. Ŝeby sprawdzić kurs. Pomimo świątecznego nastroju zakląłem brzydko nie tyle na kompas. Ale na kanale F radio było równieŜ głuche. to północ. 224 Ogarnęło mnie rosnące uczucie paniki. zacznij schodzić w dół. Punkt. "Charlie Delta. co na mechanika. śledząc jego kurs metr po metrze. w ciepłych pomieszczeniach betonowego budynku stacji kontroli północnej w Beveland siedzieli sobie ludzie przy tablicach kontrolnych. technicy mogą przez namiar krzyŜowy ustalić połoŜenie samolotu z dokładnością do kilkuset metrów. Przed połączeniem się z Lakenheath musiałem jednak poinformować kanał D. tuŜ na południe od Thedfordu.. To nie Ŝarty . na który -byłem dotychczas nastawiony. pędzące mroźnym pustkowiem na krótkich skrzydłach. na którym zaznaczone są cyfry . Jedno przyciśnięcie guzika nadajnika i dziesiątki męŜczyzn i kobiet w wieŜach kontrolnych odbiorą jego sygnały. na ekranach kaŜdej z tych stacji ukazuje się linia świetlna. a to dzięki świadomości. Skutek był ten sam. Moje radio wysiadło. mamy cię na ekranie". Mój głos bełkocący w masce tlenowej głuszyła otaczająca ją guma. śeby je zwalczyć. Ŝe coś jest nie w porządku. aŜ do momentu zetknięcia się z pasem.znaleźć się w nocy bez kompasu w kabinie samolotu.lotniska precyzyjne instrukcje lądowania. Nie warto się było wysilać. Dopiero kiedy spojrzałem na kompas. zorientowałem się.txt rodzinie. Znajdowało się na granicy zasięgu mego radia. gwarzyli wesoło.. Nacisnąłem więc klawisz nadajnika i zawołałem: . ludźmi z rozgałęzionej sieci stacji kontrolnych na całym świecie. Lotnik nie jest juŜ zagubiony. Wskazówka kompasu.. Jedyną odpowiedzią na moje wołanie był jednostajny jęk silnika odrzutowego. wynikających z zakłóceń atmosferycznych i echa mojego głosu. Kiedy lotnik nadaje. usłyszą jego wezwanie o pomoc. wskazując bez sensu to wschód.Celle Charlie Delta! Celle Charlie Delta wzywa kontrolę północną Beveland.od jednego do trzystu sześćdziesięciu . A jednoosobowy myśliwiec jest najbardziej samotnym miejscem na świecie. Zamiast normalnych trzasków. kręciła się leniwie w kółko. który był odpowiedzialny za sprzęt. Ŝe straciłem czujność i koncentrację. to południe. Moje słowa nie docierały nigdzie i do nikogo. zwłaszcza w zimową noc. których jedyną troską jest jego bezpieczeństwo.Forsyth Opowiadania. Za kilka minut połączę się z Lakenheath i otrzymam z. Ale nie traktowałem sprawy zbyt serio. Małe stalowe pudełko. jest miejscem połoŜenia samolotu w stosunku do danej wieŜy kontrolnej. łącząca środek ekranu z jego obwodem. Daleko za mną. Owa samotność nie jest normalnie dotkliwa. w słuchawkach słychać było tylko stłumione mruczenie z maski tlenowej. popijali gorącą kawę i kakao.. Mogłem juŜ spróbować nawiązania kontaktu z Lakenheath. śyczliwe głosy Strona 136 . Dobrze wyposaŜone lotniska mogą sprowadzić na ziemię samolot nawet w najgorszą pogodę. i było wyposaŜone we wspaniałe urządzenie do naprowadzania zagubionych samolotów. napędzane przez płomień buchający z dyszy. o moim małym problemie. przełknąłem ślinę i z wolna policzyłem do dziesięciu. Pokierują moim podejściem sekunda po sekundzie. A poniewaŜ wieŜe są ze sobą połączone drogą radiową. Zaczyna się akcja sprowadzenia go na ziemię. i poprosić ich o poinformowanie Lakenheath. Niebo jest miejscem bardzo samotnym. to zachód. zamiast wskazywać niezmiennie 265 stopni. która co sekunda wyrzuca z siebie strumień spalin o sile ciągu odpowiadającej sześciu tysiącom koni mechanicznych. Spojrzałem na zegarek: od trzydziestu czterech minut byłem w powietrzu. Ŝe lecę bez kompasu.

Przypomniały mi się słowa starego wygi. 226 uzupełniając je najstarszym przyrządem nawigacyjnym jakim jest ludzkie oko. Ŝe jest dzień. wskaźnik poślizgu (który pozwala stwierdzić. Kiedy próbowałem poszczególnych kanałów aparatu radiowego.. kiedy pilot nadaje. Pod warunkiem oczywiście. po konturach wybrzeŜa o łatwej do rozpoznania linii. wysiadły więc razem z kompasem. czy samolot leci równo po torze lotu. Poczułem. lustrowałem wzrokiem znajdującą się przede mną tablicę przyrządów. "Przede wszystkim . a więc szybkościomierz i wysokościomierz. piękna pogoda i nie ma chmur. PoniewaŜ dziób poszedł lekko do góry.txt doświadczonych ludzi.Forsyth Opowiadania. która w moim przypadku.Czysta robota Przez dwa lata uczono mnie w RAF-ie pilotowania myśliwców i większą część tego czasu poświęcono instruktaŜowi postępowania w wypadku awarii. Tak jest. Ŝeby moŜliwie najdłuŜej móc utrzymać się w powietrzu. przez śnieg i chmury. toteŜ po zwarciu przestał działać. wiedziałem juŜ. który sprawdzał instrumenty. Nie przypadkiem kompas i radio przestały funkcjonować jednocześnie. chociaŜ dosyć ryzykowna. Oceniłem ze zmiany tonu silnika. Ale w tym celu potrzebne mu jest radio. wśród kilometrów kolorowych przewodów. Trzeba umieć zachować się w powietrzu w czasie awarii. Ŝe jego obroty spadły do około 7200 na minutę. Ŝeby ściągnąć zbłąkanego wśród bezkresnej przestrzeni na jasno oświetlony pas lotniska. bo znałem dobrze ten cały krajobraz. ale dłuŜej utrzymamy się"w powietrzu". Obydwa były zasilane prądem z obwodów elektrycznych samolotu. Tarcze tych instrumentów wiele mi powiedziały. i z jaką szybkością). czy wznosi się.twierdzili instruktorzy . mają charakterystyczny Strona 137 . bo winę ponosi elektryk. zgodnie z przytroczoną do uda mapą. Przesunąłem dźwignię gazu do tyłu i spojrzałem na licznik obrotów. aby utrzymać samolot w poziomie i na kursie. To nie sztuka . Pozostały mi wobec tego tylko dwa przyrządy działające na zasadzie pomiaru zmian ciśnienia atmosferycznego. Trzy ostatnie spośród tych instrumentów zasilane są elektrycznie. prawda. Nawet w najjaśniejszą noc jedynymi punktami orientacyjnymi dla lotnika są światła miast.naleŜy w takim wypadku zmniejszyć szybkość. Nie chcemy przecieŜ marnować cennego paliwa. Ŝe mój aparat o dziesięciu kanałach wysiadł całkowicie i na dobre. który jest międzynarodową falą alarmową.uczył nas . Z niewielkiej wysokości potrafiłbym zapewne odróŜnić wieŜę katedry w Norwich od wieŜy kościoła w Lincoln. Widziane z góry. Ale był to równieŜ elektryczny instrument. nastąpiło zwarcie. prowadzenia szybkiego odrzutowca na wyczucie.latać w idealnych warunkach. czy samolot opada. rozbrzmiewają w nocnej ciszy nieba. z jaką lecę prędkością i na jakiej znajduję się wysokości. Zmniejszamy więc obroty silnika z 10 000 na minutę do 7 200. Istnieje moŜliwość. przesunąłem nieco stery. Ale w nocy było to niemoŜliwe. 225 15. po sylwetkach zbiorników wodnych o charakterystycznym kształcie albo po zakrętach rzeki. wiedziałem tylko. który oznacza ratunek i powrót do domu. Ŝe niesłusznie oskarŜałem mechanika. A potem spróbowałem zorientować się w skutkach awarii. Innymi słowy. wskaźnik przechyłu. wysokościomierz. albo Tamizą. panowie? Będzie nam bardzo potrzebne. MoŜna oczywiście wylądować z pomocą tych dwóch instrumentów. albo Trentem. mogła być albo Mozą. Pilot ma przed sobą tablicę z zegarami kontrolnymi sześciu głównych przyrządów pokładowych. Oprócz kompasu są to: szybkościomierz. W ten sposób lecimy wolniej. sierŜanta pilota Norrisa. Pomyślałem zupełnie bezsensownie. Ŝe maszyna zwolniła. przebijają się przez deszcz i zawieruchę. czy teŜ posuwa się bocznym ślizgiem) oraz wskaźnik szybkości pionowej (który pokazuje.. Gdzieś pode mną. Jeszcze zanim zrezygnowałem z bezskutecznych prób na kanale J.

i wówczas mógłbym bezpiecznie wylądować. A pode mną znajdował się najgorszy wróg: wielkie. Zgodnie z zegarkiem znajdowałem się w powietrzu od czterdziestu trzech minut. Ŝeby utrzymać równowagę. Bez radia i pomocy nawigacyjnej zagubiłbym się całkowicie w obcym. Spojrzałem z wdzięcznością na księŜyc. Na wysokości czterech i pół tysiąca metrów pojawił się mój nowy i chyba ostatni wróg. jak daleko na zachód sięgała teraz. Powrotny lot do Holandii i lądowanie w jednej z baz lotniczych połoŜonych na wybrzeŜu takŜe nie wchodziły w rachubę. Strona 138 . Gdyby usłyszeli dźwięk silnika mojego wampira nisko nad ziemią. W zetknięciu z zamroŜoną ziemią miliardy cząsteczek wilgoci zawartej w morskim powietrzu przemieniły się w parę. Świeciły z głębi bezdennej. W prawo i w lewo. Pode mną nie widać było teraz ani czarnego aksamitu morza. do którego nie dociera Ŝaden dźwięk. albo zginąć w szczątkach rozbitego wampira gdzieś w pokrytych mgłą bagnach Norfolku. ku leŜącemu przede mną wybrzeŜu. Łatwo dostrzegłbym w ciemności jego czerwony sygnał pulsujący alfabetem Morse^. skutym trzaskającym mrozem. Nie starczyłoby na to paliwa. jako jedyny instrument nawigacyjny. co wydawało się tak piękne. Poprzedniej nocy płaskie tereny wschodniej Anglii zostały skute mrozem. tworząc grubą warstwę mgły. Ŝeby mnie zabić. jak okiem sięgnąć. George. MoŜe aŜ po West Midlands. Mogłem więc wylądować albo w Merriam St. Wydało mi się olbrzymim 227 więzieniem. a moŜe nawet do wschodnich stoków łańcucha Penninów? Nie mogło być mowy o próbie przeskoczenia nad pasem mgły na zachód. gdzie leŜy moje ciało. Mogło mieć trzydzieści lub sześćdziesiąt metrów głębokości.txt wzór. którego wskazówki stanowiły podstawę mego wyszkolenia. Nocne niebo ziało przeraźliwym zimnem stratosferycznej temperatury pięćdziesięciu sześciu stopni poniŜej zera. kontrastującej z rozjarzonym kobiercem świateł samego miasta. bezczasowej pustki. ZuŜywałem w ten sposób nieco więcej cennego paliwa. który świecił na rozgwieŜdŜonym niebie jak reflektor.Forsyth Opowiadania. Zacząłem powoli sprowadzać maszynę w dół. stało się teraz obce i nieprzyjazne. Gorączkowo kalkulowałem czas stracony z powodu zmniejszonej szybkości. Manchester wygląda inaczej niŜ Birmingham. blask księŜyca odbijał się od nieskończonego morza bieli. z łatwością trafiłbym do Norfolku. Nie miałem pojęcia. nie znanym terenie. I nikt nigdy się nie dowie. Znałem doskonale Norwich i gdybym tylko mógł zobaczyć zarys linii wybrzeŜa hrabstwa Norfolk od Lowestoft do Cromer. od Morza Północnego. "Kiedy jesteśmy zupełnie zagubieni w gęstej pokrywie chmur. Southampton moŜna rozpoznać dzięki wielkiej czarnej plamie portu. Wiedziałem. Pod wieczór znalazły się pod wpływem cieplejszego wiatru znad Morza Północnego. Czekały. ogarniało mnie coraz silniejsze poczucie samotności. W miarę jak mój myśliwiec schodził w kierunku Norfolku. Kiedy leciałem z Niemiec na zachód. z pewnością włączyliby światła lotniska. począł dąć w stronę wybrzeŜa Norfolku lekki wiatr. Przypomniałem sobie znowu instrukcje sierŜanta pilota Norrisa. niezaleŜnej od pory dnia czy nocy. Wystarczająco. Na wysokości trzech tysięcy metrów wyrównałem maszynę i zwiększyłem nieco szybkość. musiałem więc być około dziesięciu kilometrów od wybrzeŜa Norfolku. Ŝe osiem kilometrów na północ od Norwich znajduje się lotnisko bazy myśliwców Merriam St. Mgła wschodniej Anglii ukryła ziemię. Jest to jedyne duŜe skupisko świateł oddalone o jakieś trzydzieści kilometrów od wszystkich punktów tego zakola wybrzeŜa. Gwiazdy juŜ nie czarowały mnie swym wspaniałym blaskiem. kiedy startowałem z westfalskiego lotniska. George. wrogiej. Do dyspozycji miałem tylko własne oczy. Taka mgła potrafi w ciągu trzydziestu minut całkowicie zasłonić olbrzymi obszar lądu. To wszystko. brutalne fale Morza Północnego. Ŝeby zlikwidować wszelką widoczność. Ŝeby mnie pochłonąć wraz z samolotem i wciągnąć na wieczność do mokrego grobowca. ani naszyjnika połyskliwych świateł wybrzeŜa.

Ŝeby kaŜdy bok tego trójkąta powstawał w przeciągu dwóch minut lotu. któryś jest w Niebie. PołoŜyłem wampira w lewy zakręt i zacząłem kreślić bok pierwszego trójkąta. który prowadzi zagubionego pilota do bezpiecznego lądowania lecąc skrzydło przy skrzydle jego maszyny . którym się to udało. ciepły. W Ŝółtej kamizelce ratunkowej buja na powierzchni jak korek. Samolot ratowniczy.Ojcze nasz. Ale jej autorzy nie wspomnieli o tym. a nie spadali im na głowy wraz z wyjącym potworem. "Jest wreszcie. Wtedy moŜemy mieć nadzieję.. który z kolei zleci pilotowi innego samolotu. wybaw mnie z tej podłej przygody.. Mój kompas nie działał.txt musimy. Kiedy nas odnajdzie. to juŜ lepiej. kiedy nadali przez radio wiadomość.. Miałem nadzieję. więc nie przyszło mi to teraz łatwo. Ten samolot będzie miał oczywiście czynne radio. słoneczny dzień. a ludzie wznoszący wigilijny toast gdzieś w odległości czterystu kilometrów nie mają pojęcia o jego losie. Tam są dzieci. panowie?" Oczywiście. Wskaźnik pokazywał jedną trzecią zbiornika. Oświetlał mnie księŜyc. Na nieszczęście wyrzucany fotel systemu 228 Martina Bakera nie nadaje się do jednoosobowej kabiny wampira. . Nie. Ŝe muszą przymusowo wodować.Forsyth Opowiadania. w lewo i wciąŜ w lewo tak. Skoro radio pokładowe nie działa i nie moŜemy nikogo poinformować o awarii. tak nie wolno do Niego mówić. polecimy za nim i on sprowadzi nas na ziemię do bezpiecznego lądowania przez chmury czy mgłę".. kierując samolot w lewo. sierŜancie? Ci ludzie tam na dole płacą nam za to. Smaga go mroźny wiatr. szpitale i domy. Wiedziałem.. sierŜancie. Ale działo się to z reguły w jasny. usta i uszy. prawda. Dwaj jedyni piloci. nie. Ŝe nie moŜna z niego wyskoczyć ze spadochronem. Macie na myśli miasta..to "pasterz". a następnie wykonujemy w powietrzu niewielkie trójkąty. jak i przede mną. bo w takiej właśnie sytuacji się znalazłem! "Wszystkie samoloty zbliŜające się do wybrzeŜy Wielkiej Brytanii ukazują się na ekranach radarowych naszego systemu ostrzegawczego. On to juŜ słyszał setki tysięcy razy i znowu usłyszy tysiąc razy Strona 139 . Nie modliłem się na serio od wielu lat. Procedura ta została dokładnie przemyślana. panowie." No. Ten samolot jest znany z tego. I to w noc wigilijną. Po dwóch minutach znowu wykonałem skręt w lewo. więc przyjąłem księŜyc za przybliŜony punkt orientacyjny. Ŝe nie dotarłem jeszcze do wybrzeŜa Norfolku i Ŝe leciałem na wysokości trzech tysięcy metrów. Minęło dziesięć minut. Co dalej. stracili obydwie nogi. to był ostatni sposób ratunku. Ŝe rzeczywiście zakręciłem o 120 stopni. . w kierunku Norfolku. Kończyłem wykreślanie drugiego trójkąta. Ŝeby nas odszukał. proszę panów. Rzuciłem okiem na zegarek: pięćdziesiąt jeden minut w powietrzu. sierŜancie? "W takim wypadku pierwszą naszą czynnością jest skierowanie samolotu w stronę pełnego morza.. Prawda. Wylatujemy więc nad morze.. którzy zostali wyłowieni z morza w kilkanaście minut od chwili. rozwaŜać ewentualność wyskoczenia ze spadochronem z samolotu. Przypomniałem sobie teraz 229 inne szczegóły instruktaŜu. Filmy szkoleniowe pokazywały nam uśmiechniętych kolegów. Trzeba więc skierować samolot ku morzu. Ŝe komuś kiedyś uda się taki skok.BoŜe. Ŝe pilot huśtający się na zimowych falach Morza Północnego ma jedną szansę na sto przeŜycia choćby jednej godziny. szkoły. próbujemy zwrócić na siebie uwagę obsługi radarowej przez nietypowy sposób zachowania. Ciągnęła się zarówno za mną. Tak. Ŝebyśmy latali.. zrobionym z dziesięciu ton stali. Na dole mgła ogarnęła cały horyzont. ostatni sposób postępowania w razie nagłej awarii. lód zakleja mu rzęsy.. z dala od ludzkich skupisk". Pozostało mi paliwa jeszcze na trzydzieści minut. sierŜancie Norris. Oczywiście moŜe się zdarzyć. Ŝe ktoś zwróci na nas uwagę i zawiadomi kontrolera ruchu powietrznego.

śal. Nie jest zabawnie umierać. Na wysokościomierzu odczytałem dwa tysiące metrów... Przez szybę z pleksiglasu widać było księŜyc chylący się ku horyzontowi spowitemu gęstą.nie czułem strachu. białą mgłą. Ŝeby ktoś dostrzegł moje manewry i wysłał mi do pomocy pasterza do bezpiecznego lądowania. spraw.Wy głupie sukinsyny. kiedy się potrzebuje pomocy? . lecący bliŜej powłoki mgły i utrzymujący ten sam kurs co ja. nie zwracałem na Niego uwagi przez tyle lat. jak rośnie we mnie wściekłość i rozpacz. Ŝe nie jest to przypadkowo przelatująca maszyna. Ŝe jestem od siedemdziesięciu dwóch minut w powietrzu.rzecz dziwna .. wiedziałem juŜ na pewno. Skierowałem lewe skrzydło wampira ku księŜycowi. zataczając identyczny łuk. Razem wyrównaliśStrona 140 . Ŝe to mój własny cień.. Przesunąłem lewarek gazu i zacząłem opuszczać się w jego stronę. Ŝe chyba juŜ o mnie zapomniał. tyle Ŝe o półtora kilometra niŜej. nie spotkam tylu ciekawych ludzi. Wtedy tamten zaczął podnosić się w moim kierunku. gdyby znalazł się obok mnie. aby zająć miejsce w szyku. aŜ w końcu znalazł się tuŜ obok. Kiedy mój zegarek wskazał. a moje sztywne. Po pięciu minutach wiedziałem juŜ na pewno... nie dalej niŜ trzydzieści metrów od mego skrzydła. wskazówki zegarów innych martwych przyrządów stały na zerze.. dlaczego mnie nikt nie słyszy. Gorączkowo starałem się wierzyć. Był znacznie wolniejszy od mojego i nie potrafiłby utrzymać szyku. Był to więc chyba inny samolot. pod końcówką skrzydła. kiedy się jeszcze właściwie nic nie przeŜyło. Przez sekundę przypuszczałem. Ŝeby mnie ktoś zauwaŜył. zanim ginący samolot przechyli się do ostatniego nurkowego lotu nad Morze Północne. Wypuściłem więc hamulec powietrzny. Wskaźnik paliwa pokazywał jedną ósmą zbiornika czyli ilość wystarczającą na jakieś dziesięć minut lotu. Ŝe nikt nie zjawi się na ratunek. kiedy ma się dwadzieścia lat. ale księŜyc był przede mną. Pode mną..Proszę Cię. śeby nie stracić z oczu lecącego pode mną samolotu. Nie mogłem jednak bardziej zmniejszyć obrotów silnika. Ŝe nie zobaczę wielu róŜnych miejsc. Ŝe zginę tej nocy. jedynie bezbrzeŜny smutek. Po godzinie i ja umrę. Na wysokości półtora tysiąca metrów zorientowałem się. dlaczego leciał niŜej i nie wspinał się na mój poziom. a ja przyrzekam. Zacząłem krzyczeć do głuchego mikrofonu: . CóŜ ja takiego mogę Mu przyrzec? On mnie nie potrzebuje. zamarznięte ciało. utrzymywałem się na łuku. która za chwilę zniknie w ławicy mgły. równo na linii księŜyca. biel mgielnej powłoki przecięła czarna smuga. toteŜ mój cień musiał być za mną. iŜ nadal lecę zbyt szybko. Dopiero wtedy zrozumiałem. Wampir zadygotał. zmniejszając szybkość maszyny do pięciuset kilometrów na godzinę. a więc w czasie manewrów straciłem tysiąc metrów wysokości.? Wkrótce jednak moja wściekłość zaczęła wygasać i po prostu beczałem bezsilnie jak małe dziecko. aŜ obydwaj zatoczyliśmy pełne koło. Co mówi się do Niego. dlaczego nie patrzycie na ekrany radarów?! Dlaczego nikt mnie nie widzi? Pewnie wszyscy jesteście juŜ zalani 230 i zupełnie niezdolni do spełniania waszych obowiązków! O BoŜe. Ŝe nie dokonałem tylu rzeczy.Forsyth Opowiadania. To samo robił tamten. w stronę mojego lewego skrzydła. PomóŜ mi.. Coraz wyraźniej widziałem na tle białego 231 całunu mgły jego czarną sylwetkę. I . bo groziło to utratą panowania nad wampirem. końcówką swojego skrzydła przy moim.txt dzisiejszej nocy. Ale to juŜ nie miało Ŝadnego znaczenia. Jeszcze dwie minuty i nocne niebo utonie w całkowitej ciemności. aby nakreślić ostatni bok ostatniego trójkąta. okryte jaskrawoŜółtą kamizelką ratowniczą. popłynie bezradne w dal. A w kilka chwil później będę musiał wyskoczyć ze spadochronem. BoŜe. Igła kompasu wciąŜ wędrowała po tarczy jak pijana. Poczułem..

a jego śmigłowcem znacznie starszej generacji. Pokryta hełmem głowa. Po dwóch minutach mój towarzysz podniósł do okienka zaciśniętą pięść. dlaczego nie moŜe lecieć z moją prędkością. potem wyrównał. a następnie przechylił się łagodnie w lewo. kiedy na niebie ukazują się spitfire'y. Wampir przestał dygotać i wyskoczył przed mosquita. Znaczyło to: "Schodzimy w dół. Nie spuszczałem go z oczu i trzymałem się jak mogłem najbliŜej. Widniały na nim dwie duŜe. kiedy wszystkie trzy koła wysunęły się na zewnątrz. starając się utrzymać szyk. Dokonał zwrotu o 180 stopni. Ŝe mam paliwa na pięć minut. a w kaŜdej wspaniały silnik Merlin produkcji Rolls-Royce'a. Ŝe zostałem zrozumiany. W ten sposób nakazywał mi. aby śledzić kaŜdy znak jego ręki. Mój samolot był odrzutowcem. palcami naprzód. Był to przypuszczalnie Strona 141 . Na szczęście podwozie działało na ciśnieniu hydraulicznym i nie było uzaleŜnione od zepsutych elektrycznych obwodów. Skinąłem głową i szybko podniosłem lewą rękę. Trzymaj szyk za mną". smukłe podwieszone gondole. Prawdopodobnie jej warstwa wynosiła tylko trzydzieści metrów. Przesunąłem dźwignię w dół i usłyszałem głuchy stuk. Nurkowaliśmy prosto na niewidoczny 232 Norfolk. Dostrzegłem jednakŜe dwa śmigła na jego przedzie. a potem przeciągnąłem dłonią po gardle. abym widział. Dzieliły nas tylko dwie szyby z pleksiglasu i strumień lodowatego powietrza. Ŝe eskadra meteorologiczna w Gloucester uŜywa jeszcze ostatnich latających mosquitów do pobierania próbek górnych warstw atmosfery do prognoz pogody. więc cień mojego samolotu zacierał kształty tamtego. długie. wciągnąłem więc hamulce powietrzne. Kiedy mój pasterz wyrównał lot. kopułka pleksiglasu na samym dziobie i dwa działka gotowe do walki. To on miał kompas i radio. Znaczyło to. Ŝe jest pasterzem. nie ja. bombardujący myśliwiec z okresu drugiej wojny światowej. hurricane'y i lancastery. nieco poniŜej linii księŜyca. zobaczyłem wyraźnie dziób mosquita. Krótki dziób. KsięŜyc juŜ zaszedł. następnie uniosłem do góry pięć rozczapierzonych palców. ale biały poblask mgły pozwalał podziwiać piękno tamtej maszyny. Ŝe wyciągnął ją płasko. Pilot pasterza wskazał dół. Cofnąłem lewarek gazu. pękata kabina. Ku mojemu zdziwieniu przekonałem się. Po raz pierwszy mogłem mu się dobrze przyjrzeć. na poły tylko widoczny. ale mosquito był teraz znowu obok mnie. pozostawiając księŜyc za sobą. Powoli podniósł prawą rękę tak. pokazując tablicę kontrolną. Nurkowaliśmy dalej. i kiedy przy przechyle zachwiał się nieco. a następnie otworzył ją. Ŝe wracamy ku wybrzeŜu Norfolk. dostrzegłem dwa krąŜki jego ochronnych okularów. WyobraŜałem sobie strumień instrukcji płynący z baraku radarowego do słuchawek człowieka. Widziałem tę eskadrę na pokazie w rocznicę bitwy o Wielką Brytanię. odgłos silnika zmienił się w niski gwizd. bo byłem juŜ pewny.Forsyth Opowiadania. Ŝeby uniemoŜliwić zejście na ziemię bez przyrządów do ślepego lądowania. maska tlenowa i gogle kiwały na znak. Ŝe pasterzem był DH-86 Mosquito. Tak teŜ zwykle bywa 15 września. Pod nami wciąŜ leŜała mgła. pędzący z szybkością pięciuset kilometrów na godzinę. Zaczęliśmy schodzić w kierunku mgły. W kabinie mosquita na tle księŜycowej poświaty widziałem opatuloną głowę pilota. byliśmy na wysokości stu metrów. wysłanym aby sprowadzić mnie na dół. Ŝebym opuścił podwozie. Przez kilka sekund leciał obok mnie. zarządzając ponowne zejście. Szybkość pasterza wzrosła. przykładając do szyby rozłoŜone palce. czarne litery: JK. Zrozumiałem teraz. a kiedy spojrzał przez boczne okienko w moją stronę. Miałem księŜyc po prawej stronie. Spojrzałem na wysokościomierz: siedemset metrów. który leciał w odległości zaledwie trzydziestu metrów ode mnie. ale to wystarczyło. Wtedy przypomniałem sobie. Ich przelot w szyku bojowym wywołał okrzyk podziwu w tłumie i nostalgiczne westchnienia wśród przedstawicieli starszego pokolenia. prujący przez noc ku macierzystej bazie.txt my kierunek lotu. Potem wskazał nią naprzód i skierował palce w dół. PodąŜyłem za nim. Z pozycji zachodzącego księŜyca wywnioskowałem.

śadnych cieni. Trach. znowu odbicie na kilka centymetrów ponad czarny. mokry pas startowy. Koła przylgnęły do nawierzchni. Ŝe pilot mosquita daje mi ręką sygnał: "nurkuj". Zaraz potem zrozumiałem mądrość tego człowieka.ale dla dwóch samolotów lecących w szyku przez mgłę moŜe to oznaczać katastrofę. CZŁOWIEKU. ŚPIESZ SIĘ! Nagle pasterz wyprostował lot tak szybko. Po bokach migały pary świateł. Mój pasterz wiedział. Ŝeby nie zarzucić. Ŝe zwalnia. Trach. Światła po bokach migały coraz słabiej. a następnie wprost przed siebie. potem błyski z jednej i drugiej strony.. Nie wiem. potem z prawa. Trach! Koła dotknęły wreszcie asfaltu. Strona 142 . otoczone aureolą rozświetlonej mgły. nie zjechać z prostej linii. przy końcówce mojego skrzydła. rysował się kształt mosquita. przerwa. Ŝe jestem naprawdę na ziemi. tym razem łagodniej.. igła lekko dygotała. co jest między nimi. Wbiłem wzrok w ociekającą wodą szybę: Nic. Zataczaliśmy regularne koła. udusić. zanim uwierzyłem. czego nie widziałem. Zdumiało mnie to i przeraziło. Spostrzegłem. WytęŜyłem wzrok. Ŝebym mógł wznieść się na wysokość dwustu metrów. Opuszczaliśmy się razem łagodnie i powoli. I wtedy zobaczyłem. przylepiając do skóry nylonowy kombinezon. by nie przeciąć granicy lotniska. bez Ŝadnych szans na ratunek. Szybkościomierz wskazywał dwieście dziesięć kilometrów na godzinę. Ciemna pustka. nie dalej niŜ piętnaście metrów ode mnie. Przez dwie albo trzy minuty mój pasterz zataczał koła. podobnie jak wskaźnik paliwa. Na miłość boską. Wysokościomierz stał na zerze. modląc się. Ŝe mam ręce kurczowo zaciśnięte na drąŜku sterowym. aby wampir nie przechylił się i siadł równo. Coś błysnęło z lewa. Przy prędkości stu siedemdziesięciu kilometrów ta przeklęta trumna musi runąć na ziemię. jakby pokryte lukrem pasma smagały podwozia naszych samolotów. Środkowa linia pasa startowego. Ale po chwili jednak coś. Ma się ochotę zbliŜyć do nich . potem juŜ mocniej. Wejście z ciemnego nawet nieba w chmurę albo mgłę podobne jest do zanurzania się w kłąb szarej waty. oko nie miało się na czym zatrzymać. Ŝe z trudem zdołałem 233 wyjść z zakrętu.wylądowaliśmy. trach! Znowu kontakt. Ŝadnych kształtów.Forsyth Opowiadania. Obydwie igły juŜ nawet nie drgały. jak długo trwało. Tylko tuŜ na lewo. usiłując zobaczyć. Schodziliśmy wciąŜ w dół. nie ma mowy. a mnie zimny pot zalewał kark i spływał po plecach. trach! . a białe. by wyskoczyć ze spadochronem. mogą wywołać halucynacje.modliłem się . MoŜna w nie patrzeć nie zdając sobie sprawy. Mój pasterz wyrównał tuŜ nad powłoką mgły. lecz wciąŜ nie miałem kontaktu z ziemią. Światła podniosły się niemal do poziomu moich oczu. Ŝe mój pasterz leci bez świateł.bo jeŜeli teraz zabraknie mi paliwa. ŚPIESZ SIĘ. lecącego pewnie i bez wahania w stronę czegoś. Kątem oka spojrzałem na zegary. Wampir toczył się z szybkością stu pięćdziesięciu kilometrów na 234 godzinę przez morze szarej mgły. Kiedy juŜ to wiedziałem na pewno. ale tylko na chwilę. Nagle nie widać niczego poza wirującymi pasmami milionami macek usiłującymi cię omotać.txt znak wywoławczy: Juliet Kilo. Zaczęliśmy się opuszczać. nic. trach. DrŜąc z emocji wyłączyłem gaz i utrzymywałem równo stery. A potem ukazała się nagle biała linia biegnąca tuŜ pode mną. co robi. coraz wolniej i wolniej. Wampir stanął. Znaczyło to: teraz leć sam i siadaj. Hamowałem ostroŜnie. Ŝe są o piętnaście czy trzydzieści metrów od nas. Światła we mgle są zdradliwe i hipnotyzujące. Nagle pasterz wskazał palcem w moją stronę. Udało mi się spojrzeć na wskaźnik paliwa: stał na zerze. więc sam teŜ zacząłem zmniejszać gaz. Odrzutowiec bez benzyny na wysokości trzydziestu metrów jest beznadziejną pułapką. schodząc z wysokości trzydziestu metrów w nicość. Widoczność spadła niemal do zera. Potem przechylił maszynę i wleciał w powłokę mgły. Zorientowałem się. śpiesz się . Po sekundzie wyrównałem szyk i zobaczyłem.

. Przez kilka minut zastanawiał się nad tymi informacjami. w którym sądziłem.ssanie. .Hej tam! Wygramoliłem się z kabiny. . . . jak jest zimno. Ŝe za chwilę podjedzie po mnie samochód wysłany przez wieŜę kontrolną. Następnie wyłączyłem silnik. Ŝe zaczyna się ląd... Ŝe znalazłem się we wnętrzu ciepłego wozu. Ŝe Ŝyję. ciśnienie i światła. Wtedy zwrócił moją uwagę jakiś dźwięk. Wyłączyłem więc wszystkie inne urządzenia .przyznałem. . a raczej do miejsca.txt zwolniłem pedały hamulcowe i zaciągnąłem hamulec postojowy. Jej właściciel przyglądał mi się bacznie. kiedy wampir toczył się po pasie startowym. A do tego wstawiony.Paliwo skończyło mi się właśnie wtedy.Miałeś pan piekielne szczęście . Sytuacja Strona 143 .Tak.potwierdziłem. Nawet w noc wigilijną wozy straŜackie i ambulans muszą być w pogotowiu. Jeszcze bardziej cieszył mnie fakt.Wysiadły wszystkie kanały.Bez radia? . Zawiozę pana do kasyna.No to jak pan znalazł to lotnisko? Zaczynałem tracić cierpliwość. Tacy nie powinni mieć słuŜby na nocnej zmianie. z którymi nie mógł sobie dać rady. próbując przebić się przez zgrzytanie skrzyni biegów i sprzęgła. . miałem szczęście . nisko nad ziemią przelatywał mosquito. . 235 . Kiedy oddalaliśmy się od wampira.Bez kompasu. .Wylądował pan bez kompasu? .Zupełnie niebywałe. Zgasł sam z braku paliwa.wyjaśniłem mu cierpliwie. system hydrauliczny. Światła zatrzymały się o sześć metrów od nieruchomego wampira. we mgle. więc otworzyłem dach kabiny i odsunąłem go.odpowiedziałem. .To pański? Skinął głową w stronę niewyraźnej sylwetki wampira. kiedy usiadłem. Samochód jechał wolno drogą do kołowania w stronę wieŜy kontrolnej i zabudowań lotniska.Niesamowite . Dopiero kiedy wstałem.Bez radia . W bocznym okienku zobaczyłem podniesioną rękę pilota. zeskoczyłem ze skrzydła na ziemię i pobiegłem ku światłom. nie odznaczają się talentem do latania i często nie są nawet pilotami. tuŜ pod jego pękatym kadłubem. zorientowałem się. Podwozie miał wciągnięte. a raczej wykrzyczał mój towarzysz. Nad kierownicą zobaczyłem okrągłą twarz piwosza. kiedy wynurzałem się z mgły.Tak . Po wyłączeniu ogrzewania szyby szybko zaszły parą. Po chwili samolot zniknął we mgle. Byłem szczęśliwy. Dotarłem tak do wybrzeŜa. Ponad nimi sterczał jednak daszek oficerskiej czapki. Zapewne nie dostrzegł juŜ mojego poŜegnalnego gestu. Dopiero kiedy byłem juŜ dobrze przemarznięty. Ale na razie nikt po mnie nie przyjeŜdŜał. którzy są z reguły pomijani przy awansach.powiedział wreszcie. po czym powoli zacząłem odpinać pasy spadochronu i fotela. nie dalej niŜ dwadzieścia metrów ode mnie.powiedział. . Jechało od niego whisky.Forsyth Opowiadania. Będą musieli ściągnąć moją maszynę z pasa startowego landrowerem. Na lewo. DrŜałem na całym ciele. w gęstej mgle zamajaczyły dwa reflektory. Wyłączanie silnika nie było potrzebne. Kołowanie w tej mgle nie miało sensu.To niebywałe . ozdobioną rozłoŜystymi wąsami. Postanowiłem zatelefonować z oficerskiej kantyny do stacji RAF-u w Gloucester i osobiście mu podziękować. . Sądziłem. Bez znaków RAF-u. A potem. tuŜ przed zaoranym polem. zniszczonego samochodu marki Javelin. zauwaŜyłem. Byłem w lekkim lotniczym kombinezonie.Właśnie wylądowałem. Zwykły naziemny urzędas. Usłyszałem wołanie: . Leciałem orientując się według połoŜenia księŜyca. Niech pan wskoczy.mruknął. Ŝe stoi o jakieś sześć metrów od końca pasa startowego. Facet był najwyraźniej jednym z tych pechowych poruczników. Były to reflektory starego. co tłumaczyło te trudności. A radio i wszystkie przyrządy elektryczne nawaliły jakieś pięćdziesiąt minut temu nad Morzem Północnym. .Zostałem sprowadzony .

Prosta sprawa . George. która zlewała się we mgle z rzędem starych baraków. Ale widzi pan. Chwyciła go czkawka.wymamrotał. prowadzącymi do wieŜy kontrolnej. pomyślałem.wyjaśniałem mu spokojnie. To pan krąŜył nisko nad nami. Byliśmy pewni. . goła Ŝarówka. A więc takie było wyjaśnienie tej zagadki. Potem wpadłem na pomysł. Wzruszył ramionami.odpowiedziałem po chwili. . Więc pobiegłem do wieŜy kontrolnej i włączyłem je. Jej światło pozwoliło mi przyjrzeć się wybitym szybom i zamkniętym na kłódkę drzwiom i ocenić panującą tu atmosferę opuszczenia i zaniedbania. . . Ŝe pan wylądował. . Latałem krótkimi trójkątami w lewo. A potem mruknął: .Nic dziwnego. Ŝe tamten facet znalazł to lotnisko. Ŝebym podszedł do okna i posłuchał. . .. Przepraszam pana. Mój nieznany przyjaciel Strona 144 .A gdzie znajduje się najbliŜsza czynna stacja RAF-u wyposaŜona w urządzenia radarowe i instrumenty do ślepego lądowania? Zastanawiał się przez chwilę.Nie mamy tutaj Ŝadnych urządzeń do ślepego lądowania na radar.odparł. Tu właśnie jesteśmy. .Musiałem wygasić światła pasa startowego . Oni są świetnie wyposaŜeni. na wybrzeŜu.txt awaryjna szczęśliwie się zakończyła.Dlatego pan tak długo na mnie czekał. Ŝeby mnie sprowadził w dół. Zatrzymał samochód i wysiadł. ale było to kłamstwo. George? spytałem cicho. Nie jesteśmy czynnym lotniskiem od wielu lat.Forsyth Opowiadania. za którymi zniknął porucznik. Lecieliś236 my w szyku na przyrządach ślepego lądowania na radar.Osiem kilometrów od Cromer. zupełnie obłąkane i pozbawione logiki. .A więc to nie jest lotnisko RAF-u w Merriam St. ale i tępy. Ŝe kiedy demontowano stację. Ŝe za chwilę usiądzie nam pan na głowę.zapytałem. Potworna dzisiaj mgła. Niesamowite.przypomniało mi się. nawet latarni kierunkowej. według instrukcji. . zacząłem więc wracać do normy. . jakby chciał powiedzieć: skoro tak uwaŜasz.MoŜe to Marham? Albo Chicksands? Albo Lakenheath? . ma się niewyczerpane zasoby energii. Zagadka nękała mnie jeszcze przez kilka minut.powiedziałem machinalnie. . ja jestem tylko szczurem magazynowym. Zaczęło mi się kręcić w głowie.Nie . Kiedy juŜ zobaczyłem światła pasa startowego. sprowadziłem samolot bezpiecznie na dół. . Kiedy jest się młodym. Miał oczywiście radio. Ŝe moŜe mógłbym panu pomóc . ZauwaŜono mnie i wysłano pasterza.powtórzył wsysając kroplę wilgoci spływającej po wąsach. zapewne niegdyś słuŜących jako pomieszczenia operacyjne i nawigacyjne. Nie mamy w ogóle Ŝadnego wyposaŜenia nawigacyjnego. Kiedy usłyszałem.Nigdy o nim nie słyszałem . Znajdowaliśmy się parę metrów od wieŜy kontrolnej. Mój towarzysz był widać nie tylko wstawiony.Gdzie właściwie leŜy Minton? .To jest RAF Minton. Mój towarzysz wrócił i niepewnie wygramolił się na siedzenie. Minton jest tylko bazą magazynową. Nad wąskimi drzwiami. . .Niesamowite . Siedziałem w kantynie oficerskiej i popijałem grzane wino. Teraz ja z kolei przeŜuwałem przez dłuŜszą chwilę jego informację. . nie zlikwidowano świateł. musiałem wrócić do baraku i wyprowadzić samochód.To był samolot meteorologiczny RAF-u z Gloucester. Potem trzeba było jeszcze pana znaleźć..Rozumiem . Pomyślałem. . Musiało jednakŜe być jakieś wytłumaczenie.To chyba będzie Merriam St. kiedy stary Joe poprosił. Wszystko poszło gładko. 237 Gadaj zdrów.Dlaczego zapalił pan światła? . Ale przecieŜ musi być jakieś proste wytłumaczenie.Miał pan piekielne szczęście. To wszystko było bez sensu.Bo usłyszałem wycie pańskiego silnika. wisiała pojedyncza.

a drugi do pokojów obsługi. Wszędzie ten sam wzorzec.jak to on powiedział . Czy mogą być jajka na bekonie? Skinąłem głową. Wysiedliśmy. Ale bardzo chciałbym się wykąpać i coś zjeść. Po jednej stronie wejścia na tablicy widniał napis: Stacja RAF Minton. kiedy panowała moda na metalowe drzwi i framugi w urzędowych budynkach. To mnie zmyliło na ostatnich kilometrach schodzenia w dół i w rezultacie posadziłem wampira na niewłaściwym lotnisku. zdjął koŜuch i rzucił go na krzesło. . włączył swoje światła.Przykro mi. . Ŝe nie ma wielkiego wyboru. a jego szef. Marks zaglądał do róŜnych drzwi prowadzących z hallu.Myślę.txt w samolocie meteorologicznym prowadził mnie prosto z wybrzeŜa do Merriam St. Po drugiej inna tablica informowała. Miałem . ale wyszczerbione godło RAF-u.Zawołam Joego i kaŜę mu przygotować dla pana jeden z wolnych pokojów.wszyscy na urlopach świątecznych . Mój gospodarz.piekielne szczęście. Nie warto ogrzewać tej całej przestrzeni dla dwóch ludzi. I tak nie sposób tego ogrzać w zimie. Ŝe Joe jest stewardem w kaStrona 145 . spadochronów. zbudowany bez wątpienia w czasach przedwojennych.Jest nas tylko dwóch na tej stacji. ale ugryzłem się w język. i to z popękanymi. wołając kogoś o imieniu Joe. przebywa na świątecznym urlopie. Tego nam nie brakuje! Zagrzeje teŜ wodę w wannie i wykombinuje coś do jedzenia. a jednocześnie ten stary dureń włączył swoje. . Obawiam się. które są niezbędne w kaŜdym wojsku. Poza tym nie ma odpowiedniej obsługi. z których jeden pełnił słuŜbę w podoficerskiej kantynie. obiciami. dowódca eskadry. Był to czysty przypadek. Z frontu znajdował się duŜy. Kontroler wieŜy Merriam kazał nam zatoczyć dwa koła. George.którzy robili spis mundurów. Było tu dosyć miejsca na dwadzieścia foteli. Wielki kominek w hallu był wygaszony. ale teraz stały tylko dwa. Chciało się powiedzieć. Podczas gdy formułowałem w myślach racjonalne wytłumaczenie mojej obecności na tym niemal całkowicie opuszczonym lotnisku. jaką nam przydzielają. jeden pokój dodatkowy i tak mieszkamy. ^zwłaszcza przy ilości paliwa. W końcu zabrakło mi przecieŜ paliwa w połowie pasa startowego. Nie zdołałbym dolecieć do Merriam odległego o piętnaście kilometrów stąd. Ŝe nie mogę panu słuŜyć większymi wygodami przepraszał Marks. Weszliśmy do środka. przestronny pokój. który przedstawił mi się jako 238 porucznik pilot Marks. Spędzanie świąt BoŜego Narodzenia w takiej dziurze nie naleŜało chyba do przyjemności. rzucając hełm lotniczy z przymocowaną do niego maską tlenową na skórzany fotel. Poza nimi personel stacji składał się z sierŜanta i trzech kaprali. butów i mnóstwa innych przedmiotów. ale zamiast kurtki nosił zniszczony błękitny sweter. Poza tym było dwudziestu urzędników .Forsyth Opowiadania. Ŝe jest to kasyno oficerskie.Proszę sobie nie robić kłopotu . Jeden prowadził do kwater oficerskich. Ŝe lokal ten pamiętał lepsze czasy. . Marks powiedział mi. rozbiłbym się na polu nie dolatując do lotniska. Obydwa pomieszczenia były więc diablo zimne i po odtajaniu w samochodzie zaczynałem znowu drzeć z zimna. Światło palące się nad wejściowymi drzwiami oświetlało pięknie wyrzeźbione. Na prawo szatnia z rzędem pustych wieszaków na nie istniejące płaszcze. Jakoś nie mógł znaleźć tego swojego Joego. Ŝe nie powinien mieszać się do opartych na nowoczesnej technice operacji. Architektura kasyn RAF-u nie jest zbyt urozmaicona. Ŝe jest zastępcą dowódcy. Mój gospodarz zaparkował samochód przed drzwiami.odparł przybierając ton dobrego gospodarza. Pod spodem miał mundurowe spodnie. Ŝe to się da zrobić . Przez czysty przypadek opuszczona od dawna baza w Minton wraz z jej siecią świateł i wstawionym magazynierem znalazła się na trasie prowadzącej do lotniska w Merriam. JuŜ chciałem powiedzieć porucznikowi. . Zorientowałem się. więc wybraliśmy sobie dwie sypialnie. których nie jest w stanie zrozumieć. dojechaliśmy do oficerskiej kantyny. pusty i zimny pokój jadalny i dwa korytarze.powiedziałem. Podobnie w barze. Zaglądałem przez drzwi razem z nim i zobaczyłem duŜy.

Co pan chce.Forsyth Opowiadania. . Ŝe to pan pilotował to pudło! Westchnąłem i zacząłem tłumaczyć od początku. . Tej nocy nie zapowiadano Ŝadnych lotów.AleŜ oczywiście! PrzecieŜ musi się pan zameldować. Ale wylądowałem na niewłaściwym lotnisku. Ŝe jest to Merriam St. jak przystało na oficera słuŜbowego nawet w noc wigilijną. . .Nic o tym nie wiem . kto mówi? Podałem mu nazwisko i rangę informując. Przypomniałem sobie jednak. . . Z powodu mgły tamten musiał lecieć na przyrządach radarowych. rozumiem.zapytał mój rozmówca. Kiedy zobaczyłem światła lotniska. Tu miałem awaryjne lądowanie. Zaprowadził mnie do biura.Naturalnie. . a ja spojrzałem na zegarek i stwierdziłem. Opowiedziałem mu o swojej awarii i dodałem.powiedział wreszcie. Ŝe w kontroli ruchu nie ma teraz nikogo na słuŜbie. Byłem pewny. . który mnie tutaj doprowadził.Merriam St. zostałem przejęty przez samolot meteorologiczny z Gloucester. Musiałem się jakoś rozgrzać.Tak. pomyślałem. George. Ŝe nic się tu nie działo od chwili. Czy mogę tymczasem zadzwonić? .Miał pan pecha.Nie. Ale oni powinni przecieŜ latać w kaŜdą pogodę.txt synie. Ŝe mówię ze stacji RAF-u w Minton.Wobec tego proszę mnie połączyć z oficerem słuŜbowym. Marks poszedł przypilnować ordynansa. ale teraz przyjąłem trunek 239 wdzięcznością. Wreszcie dostałem połączenie. George. Ale ja nie jestem z kontroli ruchu. . To ich zawód. Marks zjawił się z butelką whisky. Proszę chwilę zaczekać.Niech pan się zdecyduje.zawyrokował mój rozmówca. . czy mogę spytać. starszy głos.Proszę o połączenie z dyŜurnym kontrolerem ruchu .Wydaje mi się. kiedy zamknęliśmy lotnisko o piątej po południu. MoŜe wysłać po pana łazik? 240 . George . połoŜonego niedaleko wejścia do baru. Uzyskanie połączenia trwało wieki. Mogę tu przenocować. jest tu obok. . kiedy podałem mu nazwisko. Ŝe jego lotnisko musiało być zawiadomione. W niewielkim zimnym pokoju stało krzesło. Ten człowiek być moŜe świetnie Strona 146 . Czułem. Ŝe jest trzeźwy.odparł. Musiał być młody i zdyscyplinowany. pomyślałem raz jeszcze. . Po krótkiej chwili odezwał się inny. wylądowałem w przekonaniu. dziękuję.Little Minton . . dochodzące z mieszkania słuŜbowego przy centrali telefonicznej. Ŝe ma przyjąć wampira lądującego na przyrządach ślepego lądowania i bez radia. kierowany przyrządami do ślepego lądowania. Nastąpiła chwila pauzy. stopień i nazwę swojej bazy. oficer słuŜbowy znajdował się w kasynie. czy nie? Słyszałem przed chwilą. Ŝe dochodzi północ. Nie mógłby inaczej zejść w dół.odezwał się w słuchawce zaspany głos. Jest tylko kilku oficerów w kantynie. Ale obawiam się.Skąd pan mówi? . Znowu wyłoŜyłem całą sprawę. .odezwał się męski głos. Słyszałem odgłosy świątecznej libacji.Tak jest. . Sądząc z wesołego gwaru. Czy pan leciał do nas. Na pewno podoficer słuŜbowy z wartowni. Ŝebyśmy zrobili? Zaczynałem tracić cierpliwość.Przepraszam. poniewaŜ nie miałem numeru Merriam St.Znakomity wyczyn lotniczy tego pilota z Gloucester. Z reguły nie piłem alkoholu. Kiepski sposób spędzania BoŜego Narodzenia.Wspaniale . jaki po chwili rozległ się w słuchawce. Telefonistka znalazła go dopiero po dłuŜszym czasie.RAF Minton. i zawstydziłem się. Poproszę dowódcę eskadry. puste biurko i telefon. Kiedy nakręcałem numer centrali. To chyba całkowicie opuszczona baza. Ŝe zaledwie pół godziny temu błagałem Boga o pomoc. .powiedziałem. Słuchał mnie uwaŜnie. nie o to mi chodzi. . Ŝe lecę do was.Widzi pan. wiem .

Marham znajdował się sześćdziesiąt kilometrów na zachód. Ŝe poszły na złom. czy Lakenheath nie mogło być mowy.Na zachód RAF Marham.Forsyth Opowiadania. Zaczęło mi świtać w głowie. Dobranoc. Oparłem się na poręczy krzesła i odetchnąłem głęboko. Ŝe znalazły się w muzeum. George. Albo teŜ posłano je do muzeum. o tej porze. Ŝe nie moŜna tego wykluczyć . Odpowiedział wyraźnie. Ŝeby jeden z nich został sprzedany w prywatne ręce? .spytała telefonistka. uŜywaliśmy mosquitów. . Ŝe zrozumiał. .powiedział po namyśle.Doskonale.Myślę. . aby przebyć jeszcze sześćdziesiąt kilometrów.Moim rozmówcą musiał być chyba stary okularnik o niewyczerpanej cierpliwości i uprzejmości. ale na dodatek tamtejsze lotnisko było zamknięte.zaczął krzyczeć.Ale raczej sądzę.Gloucester? . aby je znowu uruchomić. A przecieŜ pokazałem temu pilotowi w mosquicie. o tej porze? . .Zgadza się. w nocy. zbiurokratyzowany porucznik pilot Marks. . który juŜ się u was nie pojawi. I od tego czasu nie było Ŝadnego polecenia.5 metra*? Chodzi mi o najbliŜsze lotniska utrzymujące przez dwadzieścia cztery godziny podsłuch alarmowy.Ale my juŜ dawno mamy fajrant . ale był juŜ chyba lekko zawiany. Zadałem mu wtedy ostatnie pytanie: . Ŝe mam benzyny tylko na pięć minut lotu. I wesołych świąt! Strona 147 .PrzecieŜ to właśnie w Merriam St. Rozpity. w Minton. DyŜurny oficer przyjął telefon. .Chwileczkę. Niewiele juŜ dziś ich zostało.W nocy. kiedy usłyszał huk krąŜącego mu nad głową samolotu. Wesołych świąt! OdłoŜył słuchawkę.odpowiedział mi równie dobitnie oficer. . .Ale nie zostały uŜyte tej nocy! Były nieczynne od piątej po południu. . Ŝebyście odwołali alarm swego personelu radarowego i kontroli ruchu. Siedziałem przy telefonie wpatrując się z niedowierzaniem w aparat. Ŝe są! . ale czy jest moŜliwe. prawda? . Uratował mnie porucznik Marks.5 metra jest częstotliwością międzynarodowej słuŜby awaryjnej. Poza tym leciał o wiele za nisko po naszym locie przez mgłę.121. Wasza jednostka posługuje się mosquitami do pomiarów ciśnienia i temperatury na duŜych wysokościach. jakaś pomyłka.A co się stało z mosquitami? . George są urządzenia do ślepego lądowania .Gloucester. .Owszem.Wiem dobrze.To nie mógł być Ŝaden z naszych samolotów. nie doceniany.odpowiedziałem stanowczo.Wiem. Ŝe zaszła. Ale wycofano je z uŜycia trzy miesiące temu. gdzie znajdują się najbliŜsze stacje RAF-u.Owszem . ale który biegł czterysta metrów w gęstej mgle.txt dowodził eskadrą.Dzwonię do was. Wylądował tutaj. . Wytłumaczyłem mu sytuację.Dziękuję.Przypuszczam. których radio pracuje w ciągu nocy na fali 121. .odpowiedział. O dotarciu do Marham 241 16-Czysta robota . .próbowałem protestować. Oczekują wampira.Czy wobec tego moŜe mi pan powiedzieć. w Suffolk. Nie tylko nie mogłem z moim zapasem paliwa dotrzeć do Merriam St. . . .O piątej po południu zamknęliśmy lotnisko. . Ŝe Ŝyję. Jedno naleŜy przyznać eskadrom meteorologicznym .są zawsze na słuŜbie. DyŜurny oficer meteorolog przy aparacie. Potem zapytałem: . Latamy teraz na canberrach. jeŜeli tolerował głupie pytania o tej porze nocy.Tak . na drugim końcu Norfolku. Ŝe wcale nie zawdzięczałem swego Ŝycia pilotowi z Gloucester. Dziękuję panu bardzo. JednakŜe pilot mosquita musiał juŜ powrócić do Gloucester i trzeba mimo wszystko zawiadomić go. panie poruczniku odpowiedział. Ten człowiek musiał być szalony.Obawiam się. A na południe RAF Lakenheath. . który wprawdzie nie rozróŜniał chyba przodu samolotu od tyłu. Czy ja mówię z RAF-em Gloucester? . aby zapalić światła opuszczonego lotniska. Lakenheath leŜał równieŜ w odległości sześćdziesięciu kilometrów na południe. .

aŜ wreszcie podchmielony oficer na ziemi ma na tyle przytomności umysłu. sprzed kominka uniósł się klęczący tam stary człowiek.Numer siedemnasty. . którą Strona 148 . wyciągnąłem z kieszeni mego lotniczego kombinezonu papierosa. Ŝe robię tyle zamieszania o takiej porze. w końcu korytarza. lubiący sobie polatać w nocy na muzealnym mosquicie. Wytarłem się ręcznikiem i zawinąłem w stary. Da pan sobie radę? Byłem dla niego teraz bardziej uprzejmy. a potem bierze mnie na hol jakiś postrzelony księŜycowy pilot. . Ten miał chyba siedemdziesiąt lat i był najwyraźniej miejscowym cywilem.spytałem go raczej z grzeczności niŜ z prawdziwego zainteresowania. stary ordynans zabawiał mnie rozmową.. Joe tymczasem zbierał talerze i szkło ze stołu.Wiem juŜ od pana Marksa. Ŝe zjem moją samotną kolację w pokoju. Z uchylonych drzwi pokoju numer siedemnaście padała na korytarz smuga światła. . Nie moŜna chyba liczyć na więcej szczęśliwych zbiegów okoliczności. aby na czas zapalić światło i uratować mi Ŝycie. a bar rozbrzmiewał wesołymi piosenkami. gdzie znajdowałbym się teraz? Mój zimny trup kołysałby się na falach Morza Północnego! Resztką whisky wzniosłem toast za zdrowie pasterza i za jego dziwne hobby prywatnego latania starymi samolotami. dziękuję panu serdecznie za pomoc. Zdziwiłem się. oczywiście. . ZasłuŜył sobie na moją wdzięczność.Tak. Słuchając go skończyłem posiłek i wypiłem resztę butelki czerwonego wina. . Zapomniałem poprosić Marksa o poŜyczenie swetra. Mówił mi o czasach. Stewardzi w kasynach oficerskich są zwykle Ŝołnierzami słuŜby czynnej. .Mam na imię Joe. Kiedy wszedłem do pokoju.Dawno tu jesteście? .txt OdłoŜyłem słuchawkę i potrząsnąłem głową w zakłopotaniu. ZauwaŜa mnie przypadkiem.Oczywiście. Przykro mi. od załoŜenia tej stacji przed samą wojną. kiedy niebo nad lotniskiem dygotało od huku silników startujących do walki i powracających samolotów.Porucznik Marks mówił o was. Joe rozpala tam teraz ogień. Zdecydowałem.Po czym zaczął opowiadać mi o latach. . to pójdę do łóŜka. Ale. będzie tu całkiem przyjemnie. co robi. prawda? Dawniej musiało być inaczej. . co za niewiarygodna noc! Najpierw wysiada mi radio i wszystkie przyrządy pokładowe. w którym wesoło trzaskał ogień. zapaliłem go i zacząłem przechadzać się po pokoju. omal nie doprowadza do katastrofy. W drzwiach ukazała się głowa pilota porucznika Marksa. Co za 242 noc.. . wykąpałem się szybko w gorącej wodzie. Zabrałem swój hełm i poszedłem korytarzem. Był dobrym stewardem. panie poruczniku. wpadłem tu przypadkiem! . w sali jadalnej panował hałas i słychać było brzęk talerzy i sztućców.Pański pokój jest gotów . Kiedy ogień się rozpali.. Pokój będzie zaraz gotów. około dwudziestu lat. potem tracę kierunek i brakuje mi paliwa. którzy wszyscy słuŜyli juŜ gdzie indziej. pełnymi zapału lotnikami.Widzieliście tutaj wiele zmian. ale ciepły szlafrok przyniesiony mi przez Joego..ten amatorski as lotnictwa nie zdawał sobie w najmniejszym stopniu sprawy z tego.Forsyth Opowiadania. JeŜeli pan pozwoli. Woda na kąpiel juŜ się grzeje. . . który tymczasem przygotował mały stół 243 i postawił na nim gorące jajka na bekonie. mijając liczne drzwi kawalerskich pokojów oficerów. Stanąłem przed starą fotografią stojącą w ramce na kominku. Ręka. i kiedy Joe poszedł ją przynieść. Na razie jednak w pokoju było jeszcze chłodno i kuliłem się w moim lotniczym kombinezonie. Ale gdyby nie on.Dobry wieczór .przywitał mnie. Po skończeniu kolacji wstałem od stołu. którą Joe mi przyniósł z kredensu przy barze. kiedy wszystkie pokoje były zapełnione młodymi. jeŜeli moŜna tak powiedzieć. Jestem tu stewardem. panie poruczniku.oznajmił.Oczywiście. Podczas gdy jadłem szybko i z apetytem. Jedno jest pewne .

zawisła nagle w połowie drogi. Jedno z okien otworzyło się gwałtownie. Wydało mi się. Tak się składa. kiedy poczułem nagle na plecach powiew zimnego powietrza. panie poruczniku.powiedział staruszek. panie poruczniku. Pilot ze zdjęcia miał na sobie grube. Cała sprawa stała się teraz jasna jak słońce. Oczywiście nie było tam Ŝadnych silników. które zapewniały samolotowi znakomitą sprawność. Zamiast uŜywanej dziś plastykowej osłony. ale zupełnie wyraźna. Mgła kotłowała się w wielkich kłębach. W lewej ręce trzymał skórzany miękki hełm. . Zamknąłem okno. a więc około dwudziestki. . . Wystarczyły mi dwa kroki. doprowadził go do porządku i latał. wychyliłem się na zewnątrz i wyjrzałem za firankę. Z tyłu za pilotem widać było wyraźnie jego samolot.Zaraz je zamknę. Był Irlandczykiem. Ale ja jestem stronniczy. Niezły sposób spędzania wolnego czasu. co było dość powszechne wśród zdemobilizowanych lotników. jak się ma pieniądze.latanie.W jakiej słuŜył eskadrze? . czy jest zabezpieczone. kupił sobie ładny dom na wsi i miał środki na swoją prawdziwą pasję Ŝyciową . usłyszałem huk silników. do hełmu przymocowane były okrągłe gogle. . mieszając się z prądem ciepłego powietrza buchającego z okna. 244 . z rozstawionymi lekko nogami i prawą ręką na biodrze. wpuszczając do pokoju strumień mroźnego powietrza. moim zdaniem. Był tutaj w czasie wojny. wysokie buty. daleko we mgle. aby stanąć przy oknie.Przyglądałem się bacznie samolotowi w tle zdjęcia. Poczułem przejmujące zimno w pokoju. 245 Kiedy wracał z jakiejś wycieczki do Europy. Kavanagh był podczas wojny asem lotniczym w jednej ze słynnych eskadr.Kto jest tym pilotem. . panie poruczniku? Pokazałem samotną fotografię na kominku.txt podnosiłem papierosa do ust. bez uśmiechu na twarzy. Na dziobie samolotu za lotnikiem widniały blade. Patrzył w aparat z ponurym napięciem.Jakim pilotem. szorstkie spodnie sukienne i cięŜką wiatrówkę na baranim futrze. a Johnny Kavanagh.Forsyth Opowiadania. Nie był to jednak jasnoniebieski nylon i połyskujący hełm dzisiejszych czasów. Ŝe gdzieś. Aby je mocniej przyciągnąć. Podczas dobrej koniunktury lat pięćdziesiątych dorobił się pewno niezłych pieniędzy. tylko motocykl jakiegoś chłopca z farmy. . sam to zrobię. Po jej zakończeniu wystąpił z wojska i zajął się chyba handlem uŜywanymi samochodami. Chciałem juŜ coś powiedzieć staremu stewardowi. Latali na mosquitach. jeŜeli mi wolno tak powiedzieć. Stał w wyzywającej pozie. Nie mogło być wątpliwości. . ubranego w lotniczy kombinezon.Podszedłem do kominka i przyjrzałem się z bliska fotografii.Tak. panie poruczniku . i obróciłem się w stronę pokoju. sprawdziłem. Fotografia była stara i poplamiona. Przedstawiała młodego człowieka mniej więcej w moim wieku. zauwaŜył mnie Strona 149 . Pozwolę sobie jednak powiedzieć. Na jednej z okresowych licytacji RAF-u kupił sobie starego mosquita. ale wyraźne litery JK. stawiając na stole pozbierane talerze. jakiego dawniej uŜywali lotnicy. chwiejącym się w stalowej ramie. Nie moŜna było nie rozpoznać smukłej sylwetki bombardującego myśliwca Mosquito wraz z jego dwiema gondolami mieszczącymi dwa silniki Merlina. Wspaniały człowiek.Eskadra zwiadowcza. panie poruczniku. Postawił kieliszek od wina na talerzach trzymanych w rękach. Ŝe był to właśnie jego pokój. pan Johnny był z nich wszystkich najlepszy. Ŝegnającego się przez płot ze swoją dziewczyną. Byli to znakomici piloci.Ach! To zdjęcie pana Kavanagh. Miał w oczach jakiś cień smutku. Byłem jego ordynansem. A więc nie Juliet Kilo. kiedy tylko chciał.Nie trzeba. Joe? .Kavanagh? . Ŝe.

... i prowadził je na nasze lotnisko...Tak. polecę i sprowadzę go na ziemię!" Pokiwałem głową. Musiał spaść ze swoim samolotem gdzieś w Morze Północne. nocnego nieba... 246 Odwróciłem się od fotografii i zgasiłem papierosa w popielniczce przy łóŜku. ale znacznie częściej kazał napełniać ponownie zbiorniki paliwa swojego mosquita i startował znowu.. ale poniewaŜ nie miałem i tak paliwa.. 116 Przywilej absolutny .. rozpaczliwe wysiłki pilotów...powiedziałem z przekonaniem. . A następnie prowadził je do lądowania.. Strona 150 27 143 . reszta młodych oficerów szła do baru na jednego. .. Ŝe nie było widać własnego nosa... Ŝe nadal to robi.Niestety..A niektóre z nich pokazują na paradach w czasie uroczystości.. nie było wyboru. tutaj w Minton. Byłem pewien.... milczące radio i bezradność wobec mgły zakrywającej ziemię.. Ŝe ma szósty zmysł.. Nigdy juŜ nie powrócił.. On zaś. Umierający i ranni na pokładzie. naprawdę wspaniały. Ŝe potrafię odnaleźć tego człowieka. gdzie wyznaczali rakietami cele dla bombowców. Ŝe ma kocie oczy. Było to oczywiście ryzykowne.Kavanagh nie chodził z nimi? . Wesołych świąt! Spis treści Czysta robota ........ czasem w tak gęstej mgle. A raczej na kilka.... panie poruczniku.. Leciał samotnie nad Kanał czy Morze Północne.. . Joe był juŜ przy drzwiach. Podziurawione kadłuby. kiedy eskadra wracała znad Niemiec.. 49 Są takie dni... stirlingi i lancastery. Za przeproszeniem... Pamiętam. rozbite radia. ..Mówiono.. to był chyba bardzo dobry pilot ..... . Skrzywiłem się. Właśnie dzisiaj minęło czternaście lat.Wspaniały człowiek . panie poruczniku.... Pamiętam. Cesarz .. a znając doskonale teren.Zdarzało się. mógł się pokusić o odnalezienie swojego starego lotniska Minton nawet w gęstej mgle... Z własnego niedawnego doświadczenia pamiętałem gorzką samotność zimowego. I ten człowiek prowadził je do lądowania? Widziałem je w wyobraźni.. podąŜających w stronę wybrzeŜa. NaleŜały do róŜnych baz: Marham.powiedziałem ..O.. nawet gdybym musiał się uciec do pomocy Królewskiego Aeroklubu.. Ŝe kiedyś powiedział mi stojąc przy kominku...Tak właśnie było.. kiedykolwiek jeden z nich będzie tam w nocy usiłował powrócić do bazy. . myśląc o jego nocnym wyczynie.. zupełnie jak pan dzisiaj: "Joe. Za pomocą radia mógł określić dokładnie swoje połoŜenie. wypatrując uszkodzonych samolotów. panie poruczniku..Najlepszy. panie poruczniku .. Stary ordynans najwyraźniej uwielbiał swego oficera z czasu wojny..przyznałem. aby utrzymać trzeszczące i dygoczące maszyny na kursie. Waddington.. 82 Niewypał ..powiedziałem z przekonaniem.wygląda na to.. . Pan Johnny wyleciał na swój ostatni patrol w wieczór wigilijny 1943 roku........ ... Wielkie bombowce leciały do swoich własnych baz.. Ŝe bardzo często. MoŜe to ta krew irlandzka... Scampton...Owszem... Wylatywał po raz drugi tej samej nocy po wykonaniu zadania i patrolował nad Morzem Północnym.Forsyth Opowiadania. Mówiono..... Joe uśmiechnął się. Wypatrywał tam uszkodzonych bombowców.potwierdził Joe za moimi plecami. Dobranoc... poszarpane skrzydła i stery. i wziął mnie na hol. Wielkie czterosilnikowe maszyny. Ŝe były podziurawione ogniem artylerii przeciwlotniczej lub miały rozbite radioaparaty.... 5 W Irlandii nie ma Ŝmij . .. zorientował się. 99 Dowód rzeczowy .. tak....przerwałem staremu.txt latającego w trójkątach nad całunem mgły. . ... Cotteshall.. panie poruczniku. .... .. pan był chyba jeszcze za młody.. Ŝeby je znać? . Ŝe jestem w niebezpieczeństwie. halifaxy.CóŜ .Znam je z fotografii .....

.. 203 Pasterz ..... 176 Dobra nauczka .... ................... 221 Koniec Strona 151 ......Forsyth Opowiadania................txt Obowiązek .. 162 Dokładny człowiek ...........

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful