P. 1
Forsyth Frederick - Czysta Robota i Inne Opowiadania

Forsyth Frederick - Czysta Robota i Inne Opowiadania

|Views: 287|Likes:

More info:

Published by: Dawid Uzet Kreps on Nov 15, 2011
Prawo autorskie:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

07/19/2015

pdf

text

original

Forsyth Opowiadania.

txt FredericK Forsyth "Czysta robota i inne opowiadania" PrzełoŜył: STEFAN WILKOSZ Tytuł oryginału: "NO COMEBACKS AND OTHER STORIES" Autor ilustracji K. WARD Opracowanie graficzne Studio Graficzne "Fototype" Redaktor MARIA GRZYMSKA LUCYNA LEWANDOWSKA LEDIA KOWAL Copyright (c) 1972, 1973, 1979, 1982 by Frederick Forsyth For the Polish edition Copyright (c) 1993 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o. Published in cooperation with Wydawnictwo Mizar Sp. z o.o. ISBN 83-7082-244-4 Wydawnictwo Amber Sp. z o.o. Warszawa 1993. Wydanie I Skład: "Kolonel" w Łomiankach Druk: Łódzka Drukarnia Dziełowa CZYSTA ROBOTA Mark Sanderson lubił kobiety. Lubił takŜe krwiste befsztyki z dobrze przyprawioną sałatą. Zarówno pierwsze, jak i drugie konsumował z jednakowym apetytem. Kiedy brała go ochota, telefonował do odpowiedniego dostawcy i zamawiał towar, który przysyłano mu do wytwornego domku, zbudowanego na dachu duŜej kamienicy. Mógł sobie pozwolić na wszystko, był bowiem multimilionerem i to w funtach szterlingach, a więc w walucie, której wartość, nawet w dzisiejszych niepewnych czasach, równa się niemal dwóm dolarom. Jak większość bogatych i moŜnych ludzi wiódł Ŝycie na trzech róŜnych płaszczyznach. Pierwszą stanowiło jego Ŝycie zawodowe i publiczne, był przecieŜ jednym z potentatów londyńskiego City i to powszechnie znanym i podziwianym. Drugą określano jako domenę prywatną, która nie zawsze pokrywała się z plotkami, jakie na jego temat krąŜyły. Trzecią wreszcie było ściśle prywatne Ŝycie, do którego nikt nie miał dostępu. Pisano o nim regularnie na łamach wszystkich dzienników, interesowały się nim kolumny finansowe i kolumny plotkarskie najrozmaitszych pism, nie mówiąc juŜ o programach telewizyjnych. Mark Sanderson rozpoczął swoją karierę w późnych latach pięćdziesiątych w agencji handlu nieruchomościami w centrum Londynu. Miał niewielkie wykształcenie, które uzupełniał niezwykły instynkt i prawdziwy nos do transakcji inwestycyjnych. W ciągu dwóch lat nauczył się nie tylko wszystkich zasad kupieckiej gry, ale - co waŜniejsze sposobów legalnego ich obchodzenia. W wieku dwudziestu trzech lat załatwił w ciągu jednej doby swoją pierwszą samodzielną transakcję. Było nią kupno posiadłości w dzielnicy St. John's Wood. Zarobił na tym dziesięć tysięcy funtów, po czym załoŜył firmę pod nazwą Hamilton Holdings, która przez następne czternaście lat miała być jego główną 5 bazą wypadową. Nazwał ją tak na pamiątkę owej pierwszej transakcji, albowiem nabyta przezeń wówczas kamienica znajdowała się na Hamilton Terrace. Miał to być ostatni sentymentalny odruch w jego Ŝyciu zawodowym. Z początkiem lat sześćdziesiątych, gdy zarobił pierwszy milion, przerzucił się z handlu nieruchomościami na budownictwo budynków biurowych. W połowie dekady był wart bez mała dziesięć milionów i rozszerzył granice swojej działalności. Jego mistrzowskie operacje z dziedziny finansów, bankowości, przemysłu chemicznego, inwestycje w miejscowościach letniskowych nad Morzem Śródziemnym były Strona 1

Forsyth Opowiadania.txt równie intratne, jak owa pierwsza transakcja w St. John's Wood. Opisywała je prasa, ludzie je podziwiali, a akcje dziesięciu przedsiębiorstw zgrupowanych w Hamilton Holdings stale zwyŜkowały na giełdzie. Na innych stronicach gazet moŜna było znaleźć plotki z prywatnego Ŝycia Marka Sandersona. Pisano o jego wspaniałym apartamencie przy Regent's Park, luksusowej posiadłości w stylu elŜbietańskim w hrabstwie Worcestershire, zamku w dolinie Loary, willi w Cap d'Antibes, o jego jachcie, rolls-roysie, lamborghinim, a takŜe o nie kończącym się korowodzie młodych, kształtnych gwiazdek filmowych, w których to towarzystwie nieustannie się fotografował. Plotkarskie kąciki gazet pełne były fascynujących opisów wdzięków dziewczyn wylegujących się w jego czterometrowym, okrągłym łoŜu. Jeszcze przed dziesięciu laty zostałby zapewne zrujnowany, gdyby jego nazwisko łączono ze sprawą rozwodową pewnej majętnej gwiazdy filmowej lub procesem o ojcostwo wytoczonym mu przez pretendentkę do tytułu miss świata. Ale na przełomie lat siedemdziesiątych skandale te stanowiły raczej świadectwo - tak obecnie poŜądane - jego krzepy. ToteŜ w kołach towarzyskich londyńskiego West Endu budziły sensację i podziw. Mark Sanderson był więc osobistością powszechnie znaną. Jego tajemne Ŝycie było czymś zgoła innym. MoŜna by je określić po prostu jednym słowem: nuda. Cała ta intensywna aktywność nudziła go śmiertelnie. Ukute niegdyś przez niego powiedzonko "czegokolwiek Mark zapragnie - Mark dostanie" przemieniło się w kiepski Ŝart. W wieku trzydziestu siedmiu lat wyglądał nieźle, pozował na Marlona Brando, był w świetnej formie fizycznej i bardzo samotny. Zdawał sobie sprawę, Ŝe potrzebuje nie setek dziewczyn, ale jednej jedynej, która dałaby mu dzieci i potrafiła stworzyć domowe ognisko. Rozumiał, Ŝe ma małe szansę znalezienia takiej kobiety, poniewaŜ wiedział dość dokładnie, jaka powinna być, i Ŝadnej takiej 6 nigdy w Ŝyciu nie spotkał. Jak większość bogatych playboyów, mógł ulec urokom jedynie takiej kobiety, której nie imponowałyby ani jego pieniądze, ani pozycja społeczna, ani reputacja. W odróŜnieniu od większości bogatych playboyów, Mark Sanderson zachował wystarczającą trzeźwość umysłu, by móc patrzeć na samego siebie obiektywnie. Ale tylko po kryjomu. Publiczne przyznanie się do czegoś takiego równałoby się ośmieszeniu. Był juŜ całkiem pewny, Ŝe nigdy owej wymarzonej istoty nie spotka, kiedy tak się właśnie stało. Było to wiosną, na jakimś balu dobroczynnym, takim na którym wszyscy goście nudzą się śmiertelnie, a dochód ze sprzedaŜy biletów starcza akurat na bańkę mleka dla dzieci w Bangladeszu. Kobieta stała po drugiej stronie salonu, słuchając monologu jakiegoś niskiego grubasa kurzącego długie cygaro. Słuchała go z dyskretnym półuśmiechem, z którego nie moŜna było wnioskować, czy bawi ją anegdotka grubasa, czy teŜ jego błazeńskie wysiłki zajrzenia w głąb jej dekoltu. Sanderson przedarł się przez tłum i korzystając z pobieŜnej znajomości grubego producenta filmowego, pozwolił się przedstawić dziewczynie, która nazywała się Angela Summers. Dłoń o wypielęgnowanych paznokciach, którą mu podała, była wąska i chłodna. Na serdecznym palcu lewej ręki, w której trzymała szklankę ginu z tonikiem, a raczej z samym tonikiem, widniała złota obrączka. Sandersona bynajmniej to nie zraŜało. Kobiety zamęŜne uwaŜał za równie łatwe do zdobycia jak panny. Pozbył się filmowca i zaprowadził ją w kąt pokoju, Ŝeby móc spokojnie porozmawiać. Bliskość kobiety podnieciła go, co było rzeczą normalną, ale wraŜenie, jakie na nim zrobiła, raczej było niezwykłe. Pani Summers, wysoka i smukła, była piękna i promieniowała spokojem. Mimo obowiązującej w latach siedemdziesiątych szczupłości sylwetki miała wydatne piersi, wąską talię i solidne biodra. Błyszczące kasztanowate włosy ściągała klamra, a ich połysk zdawał się świadczyć o zdrowiu właścicielki. Miała na sobie prostą białą suknię, która podkreślała jej złocistą opaleniznę. Nie nosiła Ŝadnej biŜuterii. Oczy lekko podkreśliła ołówkiem, poza tym twarz bez makijaŜu, co wyróŜniało ją wśród obecnych w salonie wytwornych pań. Sanderson Strona 2

Forsyth Opowiadania.txt określił jej wiek na trzydzieści lat. Jak się później dowiedział, miała trzydzieści dwa. Sanderson obrał sobie jej opaleniznę za temat rozmowy. Czy nabyła jej w czasie wiosennych wakacji w górach, czy moŜe na statku, w drodze na Wyspy Karaibskie? Zakładał, Ŝe Summersowie są wystarczająco zamoŜni, Ŝeby prowadzić taki sam tryb Ŝycia, jaki 7 prowadziła większość obecnych na balu gości. Okazało się, Ŝe obydwa jego przypuszczenia są błędne. Mieszkała z męŜem w domku na wybrzeŜu Hiszpanii. Państwo Summers Ŝyli z niewielkich honorariów z ksiąŜek o ptakach, które pisał jej mąŜ, oraz z pieniędzy zarabianych przez nią. Udzielała lekcji angielskiego. Przyglądając się jej ciemnym oczom i włosom oraz złocistej cerze, doszedł do wniosku, Ŝe jest Hiszpanką, ale powiedziała mu, Ŝe jest Angielką. Przyjechała w odwiedziny do rodziców mieszkających w środkowej Anglii, a szkolna koleŜanka zaprosiła ją na tydzień do Londynu. Za kilka dni miała powrócić do Hiszpanii. Rozmawiało się z nią łatwo. Nie schlebiała Sandersonowi, co mu odpowiadało, nie wybuchała przesadnym śmiechem, kiedy mówił coś zabawnego. - Co pani myśli o londyńskiej socjecie? - zapytał, kiedy stali oparci o ścianę, przyglądając się tańczącym parom. - Przypuszczalnie nie to, co powinnam - odrzekła powaŜnie. - Papugi w szklanej klatce - mruknął złośliwie. Uniosła brwi. - A mnie się zdawało, Ŝe Mark Sanderson jest jednym z filarów tej socjety - powiedziała bez Ŝółci, ale stanowczo. - CzyŜby wieści o mnie docierały aŜ do Hiszpanii? - Nawet na Costa Blanca czytamy Daily Express - odpowiedziała spokojnie. - A w nim dokładne opisy Ŝycia i przygód Marka Sandersona. - Oczywiście - odparła bez wahania. - Czy robią na pani wraŜenie? - A powinny? - Nie. - A więc nie robią. - Jej odpowiedź napełniła go dziwnym zadowoleniem. - To dobrze. Ale czy mogę zapytać, dlaczego? Zastanawiała się przez chwilę. - To chyba wszystko fałsz - stwierdziła. - Czy ja teŜ? Patrzył, jak pod prostą, białą bawełnianą sukienką łagodnie wznoszą się i opadają jej piersi. Wreszcie spojrzała mu w oczy. - Nie wiem - odparła z powagą - ale przypuszczam, Ŝe gdyby dać panu szansę, mógłby pan zostać raczej porządnym człowiekiem. Jej słowa wytrąciły go z równowagi. - Myli się pani - mruknął, ale ona uśmiechnęła się pobłaŜliwie, jak do małego, krnąbrnego chłopca. Po kilku minutach zjawili się jej przyjaciele, przywitali się z San8 dersonem i zabrali ją. W drodze do hallu Mark zaproponował jej szeptem wspólną kolację następnego wieczoru. Od lat nikogo juŜ tak nie zapraszał. Angela Summers nie wysiliła się na Ŝaden dowcip o tym, jak to niebezpiecznie jest pokazywać się w jego towarzystwie ani o tym, Ŝe ma nadzieję, iŜ nie będzie w pobliŜu fotografów. Zastanawiała się przez chwilę i odpowiedziała: - Dobrze, bardzo chętnie. Mark myślał o niej przez całą noc. Całkowicie zaniedbał wychudzoną i mizdrzącą się modelkę, którą poderwał nad ranem w jakimś nocnym lokalu. Wpatrywał się w sufit i widział oczami wyobraźni połyskujące kasztanowe włosy, wyobraŜał sobie, Ŝe leŜą na jego poduszce. Pod palcami czuł miękką złocistą skórę Angeli. Był pewien, Ŝe ich właścicielka śpi spokojnie i cicho, bo wszystko przecieŜ robiła w taki właśnie sposób. Wyciągnął rękę, Ŝeby popieścić pierś modelki, ale trafił na wysuszony woreczek przypominający ucho zagłodzonego szczeniaka. Dziewczyna wydała z siebie cichy jęk, który miał być niby to jękiem rozkoszy. Więc Strona 3

ale kiedy spróbował wsunąć rękę za jej dekolt. wiktoriańskiej elegancji. A ona to wszystko rozumiała. co zaczyna do niej odczuwać. . by otoczono basen z trzech stron ruchomymi szklanymi parawanami. . a kiedy zaczął jej opowiadać o swoich transakcjach handlowych . zarysowały się przed jego oczami jasno i wyraźnie. Przyjęła prezent bez minoderii. ustosunkowała się równie serio do sprawy i potrząsnęła głową. Ŝeby rozeszła się z męŜem i wyszła za niego. Ŝe nie zorientowałam się wcześniej i nie przestałam się Strona 4 . Ŝe podnieciło go.odrzekła. Zawstydził się. o pogardzie. Wyłoniła się z kabiny w jednoczęściowym białym kostiumie kąpielowym z materiału frotte i była tak piękna.Wierzę ci. wielkie opanowanie. Zapytał ją o ulubione perfumy. . Zatelefonował do Worcestershire. PoniewaŜ powiedział to bardzo powaŜnie. Ostatni wieczór przed jej powrotem do Hiszpanii spędzili oczywiście razem. ale stanowczo. odrzuciła propozycję pojechania do niego na ostatniego drinka. ale to. Zrobiłbym dla ciebie wszystko. zaparzył sobie kawę i usiadł w ciemnej bawialni. by zmienić nie tylko jedno Ŝycie. Kiedy wybiła północ i zaczęto zamykać restaurację. i długą. nie jest przelotnym uczuciem. jej obecność przynosiła spokój i ukojenie. niczym sztubak. Była w niej wewnętrzna pogoda. Odzywała się rzadko. Tydzień to krótki okres na rozwinięcie się romansu. ale proszę mi nigdy więcej nie kupować takich rzeczy. kazał napełnić basen wodą i podgrzać ją. Ŝe aŜ mu dech zaparło.co rzadko czynił w towarzystwie kobiety .txt poszedł do kuchni. . Ŝe stać mnie na to.Ale to musiało kosztować fortunę .Forsyth Opowiadania. I to nie jest przemijające uczucie. Ubrana była w białą bluzkę z bufiastymi rękawami. CóŜ to za wspaniała kobieta. i to pod kaŜdym względem.Nie potrafiłabym tego zrobić . Z taką odmową nie spotkał się od lat.To straszna ekstrawagancja . było proste i inteligentne. ale stanowczo. . a juŜ z pewnością nie zwykłym poŜądaniem. jakie na ogół zachowywał dla siebie . Ŝe nazywają się Miss Dior i Ŝe kupuje je sobie od czasu do czasu w samolocie.zauwaŜyła ze zgorszeniem. jaką Ŝywił dla luźnych obyczajów ludzi ze swojej sfery. mimo Ŝe wiał chłodny majowy wiatr. ale bywa wystarczająco długi. oświetlone promieniami słońca wschodzącego hen nad wrzosowiskami Wansteadu. 9 Coraz łatwiej i swobodniej rozmawiało mu się z nią o sprawach. Mark. jaka była w sprzedaŜy. Nie powinniśmy byli posunąć się tak daleko. wciąŜ siedzieli. Strój ten przydawał jej sylwetce staroświeckiej. jaki miał w pamięci. pogrąŜeni w rozmowie. Włosy miała spiętrzone nad czołem.i jestem wdzięczna. dowiedział się. .Kocham cię.odparła . Popijając z wolna. Uprzejmie.słuchała go uwaŜnie. zaparkowanym na małej poprzecznej uliczce niedaleko jej domu.Zapewniam cię. zakończonymi koronką. co tak bardzo odbiegało od jej wczorajszego wyglądu i od obrazu. ale zaprotestowała przeciwko jego rozmiarom. Ŝe to. W sobotę pojechali tam na weekend.w więc o operacjach finansowych. Kocham cię bezgranicznie i na zawsze. Posłał więc kogoś na Bond Street po największą. 10 To moja wina. Ŝe jest zakochany po uszy.powiedziała. Zaproponował. Wbiła wzrok w zalegającą za szybą samochodu ciemność. Zeszła i usiadła przy nim. butelkę tych perfum. Nie lubię ekstrawagancji. Zarządził więc. gdzie sprzedawane są bez cła. przesiedział tam do świtu. kiedy to drzewa parku. Podziwiał ją ogromnie. czarną. Przez długi czas całowali się w ciemnym rolls-roysie. pomyślał. mocno ściągniętą w talii szerokim paskiem spódnicę. ale nawet dwa lub trzy.Chciałem ci ofiarować coś bardzo specjalnego. . odsunęła ją łagodnie. Pod koniec wieczoru zrozumiał. co mówiła. Nazajutrz wieczorem podjechał po nią. do swojej posiadłości. .Wierzę . chociaŜ nie zawsze była poinformowana. bezlitośnie wykorzystując je dla własnych celów. a u kobiet zdolność rozumienia jest waŜniejsza niŜ znajomość rzeczy. Po kilku dniach czuł.

.On jest w gruncie rzeczy szalenie słabym człowiekiem i kiepsko sobie radzi. ale potrafisz sobie doskonale dać radę beze mnie. co w Ŝyciu posiadałem. Ale jestem juŜ męŜatką i nie ma na to Ŝadnej rady.Tak. o czym tylko zamarzył. skądŜe . Sanderson gwałtownym ruchem zgasił cygaro w popielniczce. Nie ma na to sił. .Nie. . gdyby była kobietą pragnącą pieniędzy.PoniewaŜ on mnie potrzebuje . W innym miejscu. . a to mi się podoba. poŜądane. . ale nade wszystko potrzebują tego. I znowu wykazała kobiecą intuicję i odniosła się z powagą do tego pytania. Na pewno tak. skąd odleciała do Walencji. czyli do celu. nie byłoby w ogóle problemu. Mark. władzy. a on coraz bardziej i bardziej pragnął Angeli. od bez mała dziesięciu lat miał wszystko. Dopóki nie rozdzieli nas śmierć. ale taka juŜ jestem. Pod grubą warstwą cynizmu tkwi w tobie ciepły i wraŜliwy człowiek. chyba nie . to pewne. tylko spojrzała mu prosto w oczy i skinęła głową. A on nie. które nie stawiają zbyt wielu pytań i nie interesują się zanadto legalną stroną Strona 5 .uśmiechnęła się. Mógłby ją wówczas olśnić bogactwem. Uwielbiam cię. wysokiej pozycji towarzyskiej.Czy on ma coś. a było w końcu tylko jedno.odparła z prostotą. gdyŜ planował przyjazd późnym wieczorem.jak zresztą wszyscy ludzie dysponujący nadmiarem władzy .MoŜe będziesz mogła mnie pokochać? W przyszłości. W przypadku Marka Sandersona wszystkie te uczucia uległy takiemu przekształceniu. Jestem Ŝoną Archie'ego i nie mogę go porzucić.Więc rzuć go i wyjdź za mnie. czego ja nie potrafiłbym ci ofiarować? . . Nazajutrz wyjechała.wszystko czekiem i przez pocztę. od planowania do wykonania planu. KrąŜenie po nim doprowadziłoby go z pewnością do szaleństwa. Zadzwonił następnie do jednej z owych agencji. Jesteś zupełnie inny niŜ fama o tobie. ale kaŜde z tych uczuć potrafi przemienić się w obsesję. Znalazł się więc w błędnym kole. Poprosił. . nawet na pewno. . . 11 Są wprawdzie róŜnice pomiędzy miłością i potrzebą czyjejś obecności. Maj ustąpił miejsca czerwcowi.Ty nic nie rozumiesz .To niemoŜliwe. Gdyby Angela była inna. w innym czasie. i . od determinacji do koncepcji. Zapłacił komorne za miesiąc i złoŜył odpowiedni depozyt .txt z tobą widywać.Więc pozostaniesz z nim. . chyba właśnie tak. Przykro mi. no i gdybym nie była juŜ Ŝoną Archie'ego. luksusu. . Angelo.Ja cię teŜ potrzebuję. Ŝeby pozostawiono klucz od mieszkania pod słomianką. zdanie. Nie zareagowała na jego ironiczny ton.potrząsnęła głową.powiedziała po chwili. .Jeszcze nie wiem. Ŝeby ich ktoś potrzebował.stał się psychicznym kaleką.Ja cię nie tylko pragnę.Ale czy ty mnie takŜe kochasz? ChociaŜby odrobinę? ..Nie. Ŝe tak. . dopóki was śmierć nie rozdzieli. postanowił więc znaleźć jakieś wyjście.. Nie jestem taka szybka.Kobiety lubią być kochane. . ja cię kocham. zareagowałabym pewnie inaczej na twoją propozycję. śycie nie odmówiło mu dotąd niczego.Więc czemu nie chcesz się z nim rozejść? . Zrobił to za pośrednictwem agenta i przez telefon. którym oddycha.Forsyth Opowiadania. Wynajął sobie na nazwisko Michael Johnson niewielkie mieszkanko w Londynie. Kazał szoferowi zawieźć ją na lotnisko.Ty mnie pragniesz. uwielbiają być uwielbiane.. A ja jestem Archie'emu potrzebna bardziej niŜ powietrze. Logicznie i precyzyjnie kroczył od poŜądania do determinacji. poŜądam cię. . ale wtedy nie byłaby przecieŜ sobą i nie pragnąłby jej z taką namiętnością. W pierwszych dniach czerwca Sanderson postanowił zdobyć Angelę Summers za wszelką cenę i od tej chwili przez głowę nieustannie przebiegała mu jedna jedyna myśl. tęsknotą i poŜądaniem. . . wyjęte prosto z modlitewnika: "dopóki nas śmierć nie rozłączy".Sądzę. i to bardziej niŜ kogokolwiek czy cokolwiek.

Przeczytał niezliczone ilości informacji gazetowych. i poprosił go o adres najlepszego londyńskiego archiwum. podał nowy londyński adres i zreferował dokładnie.txt przeprowadzanych transakcji. Przejrzał je wszystkie. Obciął dość długie włosy Sandersona na jeŜa i ufarbował je na jasny blond. po czym wybierał ksiąŜki z półek. W tydzień później pan Johnson otrzymał list. John Peters i Jacques Schramme. Musi się oczywiście nadal posługiwać chlubną rangą majora . której od dawna nie było w sprzedaŜy. na przedmieściu małego hiszpańskiego miasteczka w prowincji Alicante. recenzji z ksiąŜek i wywiadów.Forsyth Opowiadania. którą szybko przekartkował. Poszedł do małego zakładu fryzjerskiego. Była tam krótka biografia.zdenerwował się Sanderson . w połowie drogi pomiędzy Alicante a Walencją. spoŜywali na niewielkim patio. Strona 6 . Kongo. dziennikarza. Fryzjer był zachwycony rezultatem. Następnie zajął się zmianą swojej powierzchowności. jak Kenia. udawała się do pałacu. Sanderson obejrzał sobie zdjęcia willi. Zaczął od słowa "najemnik". fotografia wycięta z okładki ksiąŜki na temat ptactwa rejonu Morza Śródziemnego. Przeczytał Historię najemnictwa Anthony'ego Mocklera. Robert Denard. Sanderson postanowił działać tak. gdzie wsiadał do windy tak. PoniewaŜ pragnął pozostać anonimowy. kiedy Sanderson przejmował przedsiębiorstwo. W trzy dni później Sanderson był posiadaczem karty wstępu na nazwisko Michael Johnson. Ŝe zamierza pewien czas spędzić w domu. Najemnika 13 w Kongo Mike'a Hoare'a i tom pod tytułem Siła ognia. Nigeria/Biafra i Angola. które go zainteresowało. Sumę tę wysłał pocztą i w trzy dni później otrzymał odpowiedni materiał. przewijających się przez jego lektury. W teczce opatrzonej tym hasłem znalazł takie nazwiska. jak Mikę Hoare. Rodezja. Widniał 12 na nich drobny. który .jak twierdził . Wreszcie przeczytał krótki raport na temat trybu Ŝycia jej mieszkańców. przed południem pani S.powinien wystarczyć na jakieś dwa tygodnie. wyłoniło się w końcu jedno. w którym donoszono mu. Jemen. Ŝyjący obecnie w niewielkiej willi kilkaset metrów od wybrzeŜa. jak gdyby ten człowiek znajdował się obecnie w Londynie. o jaką usługę mu chodzi. Katanga. Przed kilkoma laty. specjalizującego się w historii czasów najnowszych. który ogłaszał się w jednym z tygodników przeznaczonych dla pederastów. ale Ŝe be*dzie w stałym kontakcie telefonicznym. a kaŜdego popołudnia opalała się na plaŜy i pływała w morzu. by uczyć angielskiego trójkę dzieci contessy. NaleŜało do człowieka walczącego w trzech wojnach. dokładnie między trzecią a czwartą. Człowiek ten nigdy nie udzielił nikomu wywiadu i nigdy nie pozwolił się fotografować. oraz kilka kiepskich zdjęć wykonanych obiektywem teleskopowym. Wysłał przesyłką poleconą zaliczkę gotówką w wysokości pięciuset funtów szterlingów. Nazajutrz Sanderson zawiadomił personel biura. Odtąd Sanderson zawsze wjeŜdŜał samochodem wprost do podziemnego garaŜu. Ŝe jego zlecenie zostało wykonane i Ŝe pozostaje do zapłacenia jeszcze dwieście pięćdziesiąt funtów. Zadzwonił do jednego ze swoich przyjaciół. Z plejady nazwisk rewolwerowców. komentarzy. Zabieg ten trwał nieco ponad godzinę. Śniadanie państwo S. Właściciel zakładu okazał się nadzwyczaj pomocny. kiedy to jej małŜonek pracował nad notatkami do dzieła o ptactwie Costa Blanca. a która rozeszła się w znikomej liczbie egzemplarzy. Zbiory te składały się z milionów wycinków prasowych i setek tysięcy słowników i dzieł informacyjnych. Nawet najostrzejsi z autorów zdawali się pisać o nim w sposób raczej oględny. Major Archibald Clarence Summers. Notował nazwiska autorów ksiąŜek. Był Anglikiem. raczej cherlawy męŜczyzna o cofniętym podbródku i z małym wąsikiem przypominającym szczoteczkę do zębów. zaŜądano od niego pieniędzy z góry.brytyjski eks-oficer. poświęcony w całości Angoli. artykułów w magazynach. jak równieŜ odsyłacze do takich haseł. Ŝeby uniknąć wzroku portiera.

gdy wypił szóstą whisky i poczuł pomiędzy palcami szeleszczące banknoty.dodał. . skrzywił się. dokąd wysyłał od czasu do czasu niewielkie tantiemy. Sanderson poszedł za nim i zobaczył. Ŝe wizyta ma jakiś związek z dalszymi nakładami i honorariami. Sanderson usiadł. jakich w Londynie są tysiące. .Za dwadzieścia cztery godziny zapomni. Strona 7 . Problem polega na tym. Gdy jednak gość zaproponował mu zaliczkę. aby coś podejrzewać.Forsyth Opowiadania. iŜ tak nie jest.zaŜądał Hughes stanowczym tonem.Jest tak napompowany. znalazł się w obliczu człowieka całkowicie wykończonego. Sanderson zauwaŜył. Człowiek powoli popijał piwo z kufla. ale tylko do chwili.txt którego akcje stały na giełdzie bardzo wysoko. . Ŝe nie pamięta własnego nazwiska.lecz prywatnym obywatelem. Czy mogę wejść? . którym barman się do niego zwrócił. Sanderson jeszcze tegoŜ wieczora odnalazł ów lokal. między innymi sklepu z cygarami.Zdecydował się więc wszystko wywalić na wierzch . Otworzył mu człowiek w ciemnych spodniach i kamizelce. Oświetlała go tylko lampa z hallu. Wierzyć mi się nie chce. Były najemnik myślał z początku.Mister Hughes? . Ŝe ze mną rozmawiał . W kącikach ust Hughes'a ukazał się cień uśmiechu. Weszli do duŜego pokoju. Był to barczysty. . ale oczy pozostały groźne. Rozpoznał bliznę na policzku oraz imię. oczy mu zabłysły. Ŝe jego firma otrzymała wiadomość.odezwał się Sanderson. Sanderson obserwował jego twarz odbijającą się w lustrze za kontuarem. Michael Johnson. Stało w nim kilka odrapanych gratów. Hughes wskazał na jedno ze stojących przy nim krzeseł. Był obojętny. . którego oczekiwał. wysportowany męŜczyzna. W kilka minut potem zauwaŜył w jednym z okien światło. Był nim przytulny bar w pobliŜu Earl's Court. został przy okazji właścicielem grupy innych firm. połoŜonej w odległości jakichś czterystu metrów od klubu. Wtedy nagryzmolił coś na kartce papieru i podał ją Sandersonowi. Ŝe wchodzi do czynszowej kamienicy. MęŜczyzna uniósł jedną brew. który go szczególnie zainteresował.Nie jestem gliną . udając urzędnika wydawnictwa. długonogi. Kiedy były najemnik usłyszał nazwisko eks-kolegi. Ŝe zanim otworzył drzwi.powiedział. Ŝyjącego wyłącznie wspomnieniami.Nakaz rewizji .odparł Sanderson . jak to zwykle w tak zwanych umeblowanych pokojach. zgasił światło w przedpokoju.warknął. Ŝeby ubiegła ją konkurencja. .Z kim mam przyjemność? . zawsze się tam uchlewa . Zapukał do drzwi mieszkania. Podał więc adres autora. Kiedy wielki finansista odwiedził najemnika-autora. iŜ były kolega najemnika nosi się z zamiarem napisania pamiętników. Teraz agencja literacka znalazła mu prywatny adres autora tomu wspomnień. Nazajutrz wieczorem zjawił się ten. ale 14 przeczytał jego opis w jednym z pamiętników. . .mruknął. Nigdy jakoś nie starał się tych przedsiębiorstw rozwinąć. Nigdy nie widział fotografii faceta. rozpitego. Ŝe nikt nie zna adresu owego człowieka.To by się zgadzało .zapytał Hughes. .Kiedy ten skurwiel przyjeŜdŜa do miasta. Sanderson przedstawił się nazwiskiem Johnson i powiedział. Wydawca ksiąŜki nie miał powodu.mruknął i ruchem głowy wskazał Sandersonowi wnętrze mieszkania. nie reagując na pytanie gościa. . a kiedy okazało się. aby się znaleźć w cieniu. Kiedy opuścił klub.Nazywam się Johnson. Hughes ulokował się naprzeciwko niego. nie ukrywał rozczarowania. Sanderson podał mu nazwisko swojego informatora. głęboko osadzone oczy i usta skrzywione w gorzkim uśmiechu.Kto panu dał mój adres? . Firma jest nimi zainteresowana i nie chciałaby. laboratorium wywołującego filmy i agencji literackiej. Na środku stół.

Nazwiska takiego człowieka. nie pana. i nie spuszczając swojego gościa z oka. podsunął jedną pod nos Hughesowi.Czy pan lubi muzykę? . i zapalił francuskiego papierosa. Hughes wstał i podszedł do przenośnego radia. Niech się pan nie martwi. jest to po prostu nikomu nie znany człowiek.Wiedziałem. które stało przy łóŜku. Sanderson zrobił. Drugie za nazwisko. a drugą sięgnął pod poduszkę.powiedział. Sanderson był zaskoczony. Ale skok na człowieka. przeczytał Sanderson. UlŜyło mu trochę.zapytał go Sanderson. . . juŜ w spodniach i koszuli. Podkręcił muzykę tak. nie mam ani szefa. skok. . Hughes znowu uniósł jedną brew. Wystarczy. . Hughes siedział teraz po drugiej stronie stołu. Od pana chcę tylko nazwiska. Połowę przedartych banknotów wsunął z powrotem do kieszeni. Hughes przyglądał mu się z niewzruszoną twarzą. Nie chcę do tej 16 roboty człowieka.powiedział Sanderson twardo. ani mikrofonu. Colta połoŜył tak.No więc? . Jedną ręką napisał teraz dwa słowa na kartce i podsunął ją Sandersonowi.Forsyth Opowiadania.Chciałbym zamówić pewną robotę.Rzuć mi pan marynarkę . czy mam broń? Hughes powoli potrząsnął głową. Nie chodzi o Ŝadną sławę. Hughes patrzył na niego twardo. Oddychał cięŜko i co chwila przełykał ślinę. .Ja nie pana potrzebuję . Jestem człowiekiem wielce dyskretnym. . Sięgnął do szuflady nocnego stolika. . . Gdybym go odkrył. Hughes przyglądał mu się z obojętnym wyrazem twarzy.Chciał się pan upewnić. Hughes nie spuszczał oczu z leŜących przed nim pięciuset funtów. krawat.zaŜądał. Pistolet skierował się w dół. co mu kazano. Zakręciło mu się w głowie. ściszył je i powrócił do stołu. Ubieraj się pan. Ŝe ludzie tego pokroju potrafią być bezlitośni. Z pistoletem skierowanym teraz w podłogę podszedł do radia. Z wewnętrznej kieszeni marynarki Sanderson wyjął paczkę nowiusieńkich banknotów dwudziestofuntowych i połoŜył ją na stół. Gotów jestem dobrze zapłacić. ani nawet takiego. Ale widzi pan. "Rozbierać się". wyciągnął notes i pióro. Ten posłuchał. Strona 8 .WłóŜ ją pan .Pierwsze pięćset jest za wyraŜenie zgody .warknął Hughes. to nic skomplikowanego.Nie. Ruchem colta Hughes dał Sandersonowi do zrozumienia. który zgodzi się ze mną zobaczyć i wykonać zleconą robotę. Zdjął marynarkę.Co to było? .zapytał nagle.Ale mógł pan mieć przy sobie mikrofon. koszulę i rzucił je na podłogę. ani broni. a drugą przedarł starannie przez pół. i to nazwisko faceta.powiedział. Nie miał na sobie podkoszulka. Potrzebny mi jest człowiek do pewnej roboty. . ale skinął głową.txt . Z konieczności. powrócił do stołu. Jedną ręką przekręcił gałkę. Wiedział. 15 . Hughes obmacał ją.Rozumiem. który się stąd wywodzi. Potrzebny mi jest cudzoziemiec. Sanderson podzielił paczkę na dwie części. Obrócił się i skierował na Sandersona colta 45.No to sobie coś zagramy. Ŝe nie . Jestem swoim własnym bossem i od czasu do czasu wynajmuję sobie kogoś do pomocy. Sanderson zrzucił spodnie. Sanderson. Ŝe wprost ogłuszała. po czym powiedział: . robota teŜ jest za granicą.W porządku. Ŝe ja tu mieszkam.Mnie to nie wystarcza . .Więzienie Parkhurst pełne jest pierwszorzędnych facetów. by był w zasięgu prawej ręki. zdaje się. połoŜył marynarkę na stół. i usiadł. którzy dali się nabrać na piękne ^słówka. który mieszka w Wielkiej Brytanii. . to okręciłbym panu jaja przewodem i posłałbym nagranie do pańskiego szefa. . . Ŝeby się odsunął.odezwał się. Zapłacę panu dobrze. Serio mówię. Nazywa się to.

Czysta robota . Wolę stracić siedemset funtów. gdyby jeden się wściekł. w słuchawce rozległ się sygnał. Po prostu z zasady. Mój człowiek rozpozna pana. złoŜone tak. nie poleconą przesyłką pocztową.Skąd mam mieć pewność.Pracował ze mną przed laty. Dokładnie w tydzień później o wyznaczonej porze Sanderson zadzwonił do baru. to on będzie czekał w tym samym miejscu we wtorek i w środę w południe. w dobrze zapieczętowanej kopercie.Na rue Miollin w ParyŜu jest kawiarnia . złoŜył ją i odłoŜył na bok. nazwisko Hargreaves. 18 Strona 9 . . pięć minut po dwunastej.Za duŜo jest podsłuchów. Korsykanin przedstawił się jako Calvi. I niech pan ma przy sobie gotówkę. Ŝe on mnie nie wystrychnie na dudka? . który juŜ od godziny stał przy kontuarze.Znikąd. To by pana kosztowało jeszcze dwie stówy. . Ktoś odsunął stojące naprzeciwko niego krzesło i usiadł. Przez dobre dziesięć sekund patrzyli sobie twardo w oczy. Rozmawiali przez trzydzieści minut. poczta Earl's Court. Musiałbym pojechać do niego i pogadać z nim osobiście. Ŝe pan nazywa się Johnson. Nie wiem.Forsyth Opowiadania. jak się ze mnie robi wała. Jedna przedstawiała twarz męŜczyzny. Gdyby nie mógł pan tam być w poniedziałek. Potem koniec. Hughes wcale nie był uraŜony. . . Na wszelki wypadek.Dostarczę panu nazwisko i załatwię panu spotkanie z tym człowiekiem. Ale nie lubię.JuŜ ja pana znajdę. .Ile? . .powiedział. A skąd on ma mieć pewność. faktycznie była to nazwa miejscowości. . Jak się pan z nim umówi na fest. no nie? A na to nie mam szczególnej ochoty. Zgarnął ze stołu pięćset funtów w całych banknotach i stertę połówek. to pewnie by się pan na mnie odkuł.powiedział głos. Ale nagle Hughes uśmiechnął się. Tyle Ŝe gdybym to zrobił.odparł.zapytał Sanderson.Zgoda.Tego teŜ nie wiem. to mój człowiek zostanie powiadomiony. czy gdzieś w tej knajpie nie siedzi jeden z pańskich goryli? Po drugiej stronie drutu trzasnęło.Około pięciu tysięcy funtów.Nie mam zaufania do międzynarodowych telefonów . . O dziesiątej wieczorem. . MęŜczyzna był wysoki.Nie wiem. Po dwudziestu minutach Sanderson wręczył mu dwie fotografie. . Musi się pan z nim sam dogadać. ale prędzej czy później znajdę sobie faceta do mojej roboty. . Czytał Figaro.zaproponował Sanderson. Sanderson siedział w kawiarni na rue Miollin.No to niech pan dzwoni do baru. Wie. pierwsza kolumna była na zewnątrz. by pierwsza kolumna była na zewnątrz. co teraz robi. . szczupły. . Będzie pan czytał Figaro.MoŜe nawet znam takiego faceta . 17 2 . Ŝe posunął się za daleko. Niewątpliwie Korsykanin. w którym mnie pan dzisiaj widział. Na poste restante. Był to męŜczyzna. Ŝe nie zrobi mnie pan w konia? zapytał Hughes. JeŜeli pan tego nie zrobi. Muszę się zorientować. Tym razem szczerze i jakby z szacunkiem. Był poniedziałek.MoŜe pan do niego zadzwoni . Okay? Sanderson skinął głową na znak zgody.Za tydzień. ale wypłata po dostarczeniu nazwiska. Hughes potrząsnął głową. Szczególnie w Europie. Niech pan tam będzie w poniedziałek w południe.Kiedy więc będę miał to nazwisko? . Jak pana szukać? . miał ciemne włosy i oczy oraz kwadratową szczękę. Ŝe umowa niewaŜna. . Mam dosyć pieniędzy na zapłacenie dwóch. to prześle mi pan resztę naleŜności. Sanderson pomyślał.A skąd pan wie.Skąd mogę mieć pewność. zgoda? . Ŝe ja pana nie wystrychnę na dudka? . . w której się urodził. Barman przekazał słuchawkę Hughesowi.Monsieur Johnson? Sanderson opuścił gazetę. Zwykłą.txt ale nie dotykał ich.

po czym pojechał do swojego mieszkania na przedmieściu. po czym udał się do innej kawiarni w centrum miasta. tłumaczył Korsykanin.zaznaczył Sanderson. Korsykanin wciąŜ się uśmiechał. Czerwcowe słońce przygrzewało. z których kaŜda zawierała 500 funtów. . Zamówił sobie równieŜ bilet z ParyŜa do Walencji na samolot przybywający do Walencji wieczorem w dniu rezerwacji hotelowej oraz powrotny. ale mnie o Ŝycie. Playa Caldera. śeby nie było Ŝadnej fuszerki. Wszedł jeszcze do księgarni na rue de Rivoli. Byli to ludzie. Ŝeby się zorientować. . i przyrzekł potwierdzić listownie rezerwację. Proszę nie szukać adresu tego mieszkania.Od dziś za tydzień. poza tym policja hiszpańska potrafi być szczególnie niemiła dla pewnego gatunku turystów. Gdybym wpadł.Proszę mi natychmiast dać znać.śaden problem . a następnie dziesięć minut w lokalu linii lotniczej Iberia.txt z tyłu była opatrzona napisem Major Archie Summers.Panu. . no i Ŝeby się panu poszczęściło. panie Johnson. . . Mógłby pojechać pociągiem ParyŜ19 -Barcelona i zaryzykować graniczną kontrolę celną. dwa. Korsykanin kiwał głową z namysłem. Calvi uśmiechnął się krzywo. a on oddał się intensywnym rozmyślaniom. czy nikt za nim nie idzie. W odpowiedzi Sanderson napisał kilka cyfr na kawałku papieru i wręczył go Calviemu.Zrobi się . do hotelu Metropol najlepszego w całym mieście . a następnie w trzy kolejne poniedziałki pomiędzy godziną siódmą trzydzieści a ósmą rano moŜe mnie pan zastać pod tym numerem telefonu w Londynie. którzy raczej woleli Ŝyć na wybrzeŜu między Alicante a Walencją niŜ podejmować ryzyko powrotu do Francji. jako Calvi.zapytał. w której spędził następne dwie godziny. MoŜe pan być spokojny.odparł tamten. czeka mnie w najlepszym razie trzydzieści lat więzienia i to hiszpańskiego. Po chwili porzucił jednakŜe tę wersję planu. przy czym powrót do ParyŜa miał nastąpić nazajutrz. O samolocie nawet mowy nie było. pochodzące z czasów działalności organizacji OAS. MęŜczyzna znowu skinął głową.powiedział. ozdobioną jaskrawoŜółtymi okiennicami.i zamówił z dwutygodniowym wyprzedzeniem dwa pojedyncze pokoje: jeden na nazwisko Calvi. Ŝe ma w Hiszpanii jeszcze całkiem dobre kontakty. a drugi na nazwisko figurujące w jego paszporcie. chodzi oczywiście o pańską reputację. jednakŜe gdyby go przyłapano na szmuglu broni. chodziło o sprzątnięcie jakiejś niczego nie podejrzewającej osoby.Potrzebna mi jest druga część forsy. po czym Sanderson wręczył Calviemu dwie rolki banknotów. Z pewnością któryś z nich poŜyczy mu swoją spluwę. Ale przypomniał sobie. . Zamówienie było proste. Ŝe ci ludzie nie mają nic do roboty i pewnie od rana do wieczora plotkują.a Hiszpanie mają bardzo staroświeckie podejście do zawodowych rewolwerowców. TegoŜ wieczoru zatelefonował do Walencji. byłaby to oczywiście nie francuska. .To musi być zrobione pomiędzy trzecią a czwartą po południu . Pomyślał sobie. . Villa San Crispin. Wreszcie Sanderson wstał.Kiedy? . równieŜ wieczorem. Dzięki palestyńskim porywaczom kaŜdy pasaŜer był szczegółowo rewidowany na lotnisku Orly.W takim razie muszę mieć sposób na skontaktowanie się z panem. jak przeszmuglować rewolwer do Hiszpanii. Strona 10 . Alicante.przytaknął. Calvi patrzył za nim uwaŜnie.Za tydzień.I jeszcze jedno. Czysta robota. Nie będzie Ŝadnych śladów. lecz hiszpańska policja . jak go poprosi. . Robota połączona z wyjazdem jest zawsze droŜsza. Ŝadnych śladów. białą willę. najwyŜej trzy . Jeszcze przez jakieś dziesięć minut omawiali sprawy finansowe. Kiedy Anglik odszedł. Ondara. . Spędził dobre pół godziny w hiszpańskim biurze turystycznym. zapłacił rachunek i wyszedł na miasto. Na drugiej widać było małą. . Ŝadnej fuszerki. Wreszcie Korsykanin wstał. Przedstawił się urzędniczce. Problem polegał na tym. z którą rozmawiał przez telefon.Forsyth Opowiadania.

kaŜda w swoim łóŜeczku. by wysechł.Ŝe gdyby ksiąŜka została przechwycona. Calvi wyłoŜył wgłębienie skrytki sztuczną gąbką. Ŝe tłumiki. Wiedział. kiedy podając swoje prawdziwe nazwisko. Potwierdził rezerwację dwóch pojedynczych pokojów. Ŝe wszystko się sypnęło. poprosi o nią w imieniu Calviego. UŜywając flamastra nakreślił teraz na 21 kawałkach sztucznej gąbki zarysy poszczególnych części pistoletu i nowym skalpelem powycinał odpowiednie wgłębienia dla kaŜdej z nich. aby zaoszczędzić miejsca. kiedy zamek się otwiera. RozłoŜył na części małego browninga. którego zawsze uwaŜał za człowieka nieskazitelnie uczciwego. połowa huku strzału wydobywa się przez otwarty zamek i w ten sposób tłumik umieszczony na końcu lufy wygasza dźwięk jedynie w pięćdziesięciu procentach. wyraz twarzy recepcjonisty hotelowego z pewnością wskaŜe mu. pozostawiając dokoła margines szerokości około czterech centymetrów. łącznie z tłumikiem i magazynkiem. po czym zabrał się do ksiąŜki. kupionego przed dwoma miesiącami w Belgii.Forsyth Opowiadania. Ŝe poniewaŜ pan Calvi przed przybyciem do Walencji będzie w długiej podróŜy. dodał. ale potrzebna mu była broń płaska. Browning miał lufę wystającą na półtora centymetra. List był krótki i rzeczowy. czterysta stronic ksiąŜki nie da się juŜ nigdy przekartkować. są tak mało skuteczne. Znajdujące się pomiędzy nimi czterysta stron mocno ścisnął i przytwierdził do kuchennego stołu za pomocą dwóch klamer stolarskich. Zakupionym przed kilkoma godzinami cienkim skalpelem zaczął teraz wycinać w zbitych ze sobą stronicach wgłębienie w formie prostokąta.txt Czekając na połączenie z Walencją zdąŜył napisać list do hotelu. Właśnie dlatego nazywa się je bronią automatyczną. Koniec lufy został nagwintowany dla umocowania tłumika. broń automatycznie repetuje. to w chwili. kosztowne. Odgiął okładki i złączył je solidną gumową opaską. Był ostroŜnym człowiekiem i nigdy dwa razy nie uŜywał tej samej broni. Tłumik. List podpisał lewą ręką nazwiskiem Calvi. który leŜał pośród części browninga. a tłumik umocowany pionowo wzdłuŜ grzbietu ksiąŜki. wiedział. Wnętrze jej wysmarował gęstym klejem i czekając. był największym przedmiotem do schowania. zakleił go. głęboka na siedem i pół centymetra. Ŝe jest niewinny i Ŝe po prostu oddał przysługę przyjacielowi. którą ktoś usiłowałby ugasić wybuch Wezuwiusza.i słusznie . którym posłuŜył się do wykonania innej roboty. A nawet gdyby go złapano. Następnie Calvi nakrył wgłębienie cienką warstwą gąbki. w odróŜnieniu od rewolwerów. miał bowiem około trzynastu centymetrów długości. Calvi wykombinował sobie . Była to rzeczywiście historia Hiszpanii. Wtedy niewątpliwie zdąŜy obrócić się na pięcie i zbiec. jak wrzucił do kanału colta 38. aby wyrzucić łuskę i wprowadzić nowy nabój do komory. Albowiem pistolety. Calvi. leŜały juŜ spokojnie. Ŝe kiedy klej stwardnieje. Calvi wolałby posłuŜyć się rewolwerem. W ten sposób powstała skrytka 15x17 cm. UłoŜone obok siebie części pistoletu. opatrzył 20 znaczkiem. wypalił dwa papierosy. opasłe tomisko z mnóstwem fotografii. niejakiemu panu Calvi. rękojeść i zamek równolegle do siebie. mają ruchomy zamek. dziewiątkę. kazał sobie przesłać z ParyŜa do hotelu Metropol ksiąŜkę na temat historii Hiszpanii i prosił. będzie mógł twierdzić. mające zazwyczaj wielkość korka od szampana. który był fachowcem. Tłumik pistoletu automatycznego nigdy nie jest całkowicie skuteczny. zaraz po tym. nie zmieściłyby się w skrytce. wobec czego Calvi wsunął magazynek do uchwytu. Kiedy wybiła północ. jakie oglądamy często na ekranach telewizorów. Ale w ułamku sekundy. PołoŜył ją na podłogę i przycisnął blatem odwróconego Strona 11 . lufa. którą poprzednio starannie zwaŜył na kuchennej wadze. Ŝeby mu ją przechowano do jego przyjazdu. wydrukowana na doskonałym papierze. którą zakupił tegoŜ popołudnia. a więc dosyć cięŜka. mieszcząca się w skrytce ksiąŜki. jak domowa gaśnica. Kiedy pocisk opuszcza lufę. nasycił świeŜą warstwą kleju i zamknął ksiąŜkę. jedynie chyba w wyobraźni autorów scenariuszy filmowych.

Na koniec Korsykanin wsunął swój skarb do jeszcze jednej. jaką Calvi umieścił na jednym ze spinaczy. a ksiąŜkę zwykłą. o północy połoŜył się do łóŜka. Recepcjonista hotelowy był niezwykle uprzejmy. Nawet przy zmniejszonym ładunku dziewięciomilimetrowy pocisk przebija bez trudu ludzką czaszkę z odległości trzech metrów. Valencia. Przyniósł z biura paczkę z ksiąŜką. Po drodze obejrzał sobie pobliski parking i z zadowoleniem stwierdził. O dziewiątej zszedł na dół. Pod drzewami stały długie rzędy samochodów i cierpliwie czekały na 22 swoich właścicieli. Gdy celnik zechce otworzyć przesyłkę. opłaci obydwa rachunki. Znajdujące się w nim kule miały usuniętą połowę ładunku prochu. Chyba tylko noŜem moŜna by ją otworzyć. Wydrukował na dziecinnej drukarce naklejkę z adresem znanej księgarni. nakręcił tłumik na lufę i sprawdził zawartość magazynka. a następnie z powrotem zaciśnięte. przy wyjeździe. podziękował za przyrzeczenie uregulowania rachunku Calviego i wydał Korsykaninowi paczkę. przeciągnięty przez dwie dziurki. Korsykanin wyszedł pierwszy z budynku i udał się na postój taksówek. Strona 12 .i wszystko było gotowe. kiedy samolot linii Iberia wylądował na Campo de Manises. Hotel Metropol. zwykłej juŜ koperty. Celnik otworzył ją i przejrzał uwaŜnie. a Calvi z zasady nigdy nie strzelał z większej odległości. Calvi wyciągnął ją. Ŝe zostanie nadana na pociąg i dotrze na miejsce przeznaczenia dopiero po dziesięciu dniach. którzy przyjechali z ParyŜa na sześciotygodniowy pobyt. Calvi miał bagaŜ ręczny. Jeszcze wydrukował naklejkę z napisem "Libros . Zmontował go. Ŝe w środku znajduje się po prostu ksiąŜka. Potem pojechał taksówką do miasta. co oznaczało. nie poleconą przesyłką. Obejrzawszy sobie wręczony mu paszport. a adres odbiorcy napisał na maszynie. upowaŜniający go do odbioru paczki.Livres" . Nazajutrz rano wysłał list pocztą lotniczą. zobaczy poprzez przezroczysty polietylen. który doskonale pasował do atmosfery eleganckiego starego hotelu. niestety nie mógł przyjechać i Ŝe nazajutrz. Słońce właśnie zachodziło.Impresos . zakupiony u jednego z najekskluzywniej szych krawców ParyŜa garnitur. Paląc papierosa i przyglądając się arenie do walki byków. Espagne. Recepcjonista przeczytał list. Było wściekle gorąco i trzydziestka pasaŜerów denerwowała się z powodu długiego oczekiwania na bagaŜ. rozciął scyzorykiem i wyjął części pistoletu.txt do góry nogami stołu. jedną niewielką walizkę. Koperta wykonana była z polietylenu. Otwierano ją. zamknął ją na klucz. Korsykanin wyjaśnił mu. PołoŜył pistolet na dno szafy. Ale w środku w nie naruszonym polietylenowym opakowaniu spoczywała nietknięta ksiąŜka. Ŝeby strzał był cichszy. Ŝe o ósmej rano odlatuje samolot do Madrytu. metalowe klipsy były odgięte. WciąŜ miał na sobie szary. Brzmiał on: Monsieur Alfred Calvi. i z pewnością po prostu ją zamknie. Następnie pokazał list Calviego. pan Calvi. które zamykają się na metalowy klips. Po godzinie była juŜ twarda jak kamień. i kazał się obudzić o szóstej. Byli to przewaŜnie właściciele willi nadbrzeŜnych. Ŝe duŜa jego część odgrodzona była od gmachu szpalerem rozłoŜystych wysokich drzew. Od recepcjonisty dowiedział się. takiej jakiej uŜywają wydawcy. z tych. Calvi postanowił powrócić tu następnego dnia i wybrać sobie odpowiedni wehikuł. Zjadł doskonały obiad. aby chronić wartościowe ksiąŜki. klucz wsadził do kieszeni i wyszedł na balkon. Wreszcie wsunął tę dziwną historię Hiszpanii do grubej koperty. Calle de Jativa. Ponownie ją zwaŜył. W pokoju Calvi obejrzał dokładnie kopertę. Ŝe jego przyjaciel. Brakowało teŜ kropelki kleju. toteŜ Calvi zamknął ją rozgrzanym na gazowej kuchence ostrzem swojego scyzoryka.Forsyth Opowiadania. rozmyślał o jutrzejszym dniu. Była teraz tylko kilka gramów cięŜsza niŜ poprzednio. natychmiast przypomniał sobie rezerwację i list z jej potwierdzeniem.

Zdecydował się na seata. Calvi poszedł do toalety. Dyskretnie przyjrzał się bocznej furtce. aŜ dwaj męŜczyźni. wsunął ją za klamkę i szarpnął. Stanął przy wejściu do budynku i przyglądał się zajeŜdŜającym samochodom. zasunął suwak wiatrówki po samą szyję i ruszył pomiędzy drzewa. wymalowane na kafelku wpuszczonym w kolumienkę przy furtce. plaŜe wzdłuŜ szosy ciągnęły się niby złota wstęga. Spojrzał na swoje notatki i stwierdził. prowadzącą na południe do Alicante. Ŝeby do środka przedostawało się powietrze. Nie chciał teraz pytać o drogę. Ŝe tylko niskie ogrodzenie oddziela rudą ziemię pomarańczowego sadu od ogrodu willi z Ŝółtymi okiennicami. Ŝe Playa Caldera leŜy półtora kilometra od miasta. Walizkę zdeponował w przechowalni bagaŜu. Calvi skoczył szybko do wozu i ruszył z parkingu prosto na nową autostradę nadmorską nr 332. dochodziła pierwsza. upstrzona tylko brązowymi ciałami opalających się na nich ludzi. mercedesa. zdjął szare ubranie i włoŜył dŜinsy. notował ich marki i numery rejestracyjne oraz wygląd ich właścicieli. Silnik zapalił natychmiast. zamieszkałych przewaŜnie przez cudzoziemców. co było dość niezwykłe w tej części Hiszpanii w połowie lipca. Człowiek. gdzie -jak wiedział mieszkał generał Raoul Salan.Forsyth Opowiadania. Pora na obiad. gdy znalazł się w dzielnicy malowniczych domków. wsunął pistolet za pasek. były szef organizacji OAS. Upał był straszny. otwarte były na ościeŜ. Wjechał do Ondary i minął Hotel Palmera. Do godziny trzeciej siedział w barze Valencia na ulicy Doktora Fleminga. Z rękawa wyjął kawałek metalowej rury. Ŝe ma do wyboru simcę. toteŜ podróŜ trwała aŜ dwie godziny. ale było ono zupełnie nieruchome. 23 Kiedy samolot wystartował. o którego mu chodziło. po czym podszedł do małego czerwonego samochodu. Ŝe jest otwarta. którzy właśnie zajechali na parking. Calvi wszedł na taras obserwacyjny i zauwaŜył czterech z nich. Zamek trzasnął. Zapłacił i opuścił lokal. Jechał wolno. Całe wybrzeŜe skąpane było w porannym słońcu. oddalą się. jasnoniebieską sportową koszulę i granatową nylonową wiatrówkę. Poinformowano go. powietrze nieruchome. Sprawdził nazwisko właściciela. deszczowe chmury zaczęły się zbierać nad jego głową. zapinaną z przodu na błyskawiczny zamek. słychać było groźny pomruk dalekich jeszcze grzmotów. potwierdził swoją rezerwację na wieczorny lot do Madrytu i poszedł na parking. Zaparkował wóz w pobliŜu ścieŜki. Droga prowadzi przez gaje pomarańczowe Gandii i Oliwii. prowadzące z salonu willi do ogrodu. horyzont ginął w oparach rozedrganej mgiełki. wsiadających do madryckiego samolotu. Zjadł duŜy talerz krewetek i wypił dwie szklanki miejscowego białego wina. W siedmiu znajdowali się pojedynczy kierowcy w ciemnych garniturach. Kiedy wreszcie znalazł domek o białych ścianach i Ŝółtych okiennicach. Zaczął się rozglądać za dobrze znaną mu z dawno juŜ z ostroŜności zniszczonych fotografii willi San Crispin. Korsykanin spojrzał na zegarek. Odległość pomiędzy Walencją a Ondarą wynosi dziewięćdziesiąt pięć kilometrów. jaguara i seata. czyli starego hiszpańskiego fiata 600.txt Nazajutrz o siódmej wyprowadził się z hotelu i taksówką pojechał na lotnisko. Przerzucił torbę lotniczą przez ramię i powolnym krokiem udał się w kierunku plaŜy. Poszedł w górę wąską ścieŜką przez pomarańczowy gaj za rzędem jednorodzinnych domków. Spoza zasłony drzew stwierdził. Było juŜ południe. przechadzał się po ogrodzie i podlewał kwiaty. Kiedy znalazł się znowu w drodze na Playa Caldera. Pistolet owinął ręcznikiem i włoŜył do wydobytej z walizki miękkiej torby lotniczej. Otworzył maskę i spiął dwoma przewodami akumulator i cewkę rozdzielacza. Odczekał. i zaparkował samochód dobre dwanaście metrów od willi. Strona 13 . Oszklone 24 drzwi. prowadzącej do pomarańczowego gaju. poniewaŜ jest to najpopularniejszy samochód w Hiszpanii i daje się łatwo otworzyć. Wrócił do samochodu i pojechał do Ondary. Stwierdził.

kiedy juŜ stałem nad zwłokami. .ChociaŜ. . Calvi ucieszył się. Kandydat do pracy skinął głową na znak. . przez chwilę stał nieruchomo pośrodku salonu. Bez biurokracji. czego chce. wstał i ruszył w stronę drzwi.Niech się pan nie martwi. niestety. Wręczył Korsykaninowi naleŜne mu pięć tysięcy funtów szterlingów.Jest to szybka. Zastrzeliłem ją z miejsca. Ulewa runęła dokładnie w momencie. monsieur .Wszystko poszło gładko. z przyległego do salonu pokoju dochodził dźwięk stukania na maszynie. pewnie Ŝeby zamknąć okna. Ŝe nie będzie potrącany ani podatek. ale tej juŜ chyba nawet nie poczuł. Jeszcze nigdy takiego nie zatrudniał. Widząc zmienioną twarz swojego klienta. Calvi wydobył pistolet. Następnego wieczoru w kawiarni na rue Miollin spotkali się dwaj męŜczyźni: morderca i jego klient. . Pierwsze krople deszczu zaczęły spadać na liście pomarańczowych drzew. proszę pana. a o bezpieczeństwie i higienie pracy w ogóle mowy nie ma. dorywcza praca. Wiedział. . Od lewej strony. Na ryczałt. Ŝe jego pracownicy nie mają ubezpieczeń społecznych. Anglik spojrzał na Korsykanina z przeraŜeniem w oczach. 25 . Wszyscy mieszkańcy willowej dzielnicy oddawali się poobiedniej sjeście. Major nie Ŝyje. w którym panowała całkowita cisza. . rozumiesz? śadnych pytań. ani składka na ubezpieczenie zdrowotne. MoŜe nawet zauwaŜył przedmiot. pod sam koniec. co to znaczy? . ktoś wszedł do pokoju.Korsykanin wstał od stolika i gestem pełnym satysfakcji poklepał się po prawej górnej kieszeni marynarki. Chodziło po prostu o szybki zarobek dla wszystkich. . Trzecia z odległości pół metra trafiła go w skroń. Major Summers z pewnością nie zdąŜył sobie niczego uzmysłowić. Ŝe człowiek wyraźnie potrzebuje pieniędzy i jest gorliwy. . To była czysta robota. Ŝe pieniądze są dobre. Korsykanin przyklęknął i poszukał pulsu swojej ofiary.Nie .odpowiedział kandydat.To znaczy. Ŝe jest to piekielnie cięŜka robota? . Rozległy się dwa głuche puknięcia. a zwłaszcza dla pracodawcy. Mógł jeszcze dodać.Nikt pana nie widział? Nie było Ŝadnych świadków? .zapytał z właściwym mu. nie odmawiał mu szansy. Potem ruszył powoli po plecionej macie pokrywającej podłogę i znalazł się w drzwiach gabinetu pana domu. Ŝe zrozumiał.Tak.Kto to był? .Właśnie. Dwie kule przebiły pierś majora. McQueen patrzał na niego z uwagą. Calvi zadzwonił do Sandersona jeszcze z Walencji i Sanderson natychmiast poleciał do ParyŜa. Potem podniósł głowę. Ŝe gwałtowne dudnienie deszczu o czerwone dachówki willi zagłuszy wszystko inne.Powiedziałeś.Forsyth Opowiadania. w którym wszedł na kamienne schodki i dotarł do oszklonych drzwi salonu. Ŝeby zapytać. Czy wiesz.txt Przeskoczył niski płot i znalazł się w ogrodzie. który człowiek ten trzymał w ręku. silnym akcentem irlandzkim. Korsykanin poklepał go przyjaźnie po ramieniu.Nie. o co chodzi. proszę pana .powiedział uspokajająco. Wydawał się zdenerwowany. ale płacę gotówką. W porządku? Chodziło mu o to. niewiele głośniejsze od uderzeń kropel deszczu w dach. choć tak naprawdę nie bardzo wiedział. a jeŜeli stwierdzał. . . Nawet całkiem niebrzydka. bo lało jak z cebra.Wysoka? Brunetka? . Ŝe kończysz w tym roku medycynę w Akademii Strona 14 . Ŝadnych przygotowań. W IRLANDII NIE MA śMIJ McQueen zza biurka spojrzał sceptycznym wzrokiem na nowego kandydata do pracy. Był jednak człowiekiem Ŝyczliwym. MoŜe zobaczył stojącego w drzwiach człowieka i wstał.I co? Obeszło się bez Ŝadnego problemu? Calvi uśmiechnął się i potrząsnął głową.Czy wiesz. Dostał dwie kule w serce i jedną w głowę.Jakaś kobieta. .

którzy potrzebują pieniędzy na uzupełnienie stypendium. . Pracujemy od siódmej rano do zachodu słońca.A teraz masz wakacje? Znowu skinięcie głowy. Ŝe pani McGurk. Takie były jego marzenia. Staw się tam w poniedziałek rano. by przeŜyć do okresu egzaminów. W sobotę wieczór znalazł sobie tani pokój w obskurnym hoteliku w połowie Railway View Street. . na której znajdowały się najtańsze hotele w mieście. Ale i to prawda. a następnie na studenta. Brygadzista spojrzał na niego. Poobijana cięŜarówka. Miał jeszcze trochę czasu. McQueen zerknął na ołówek. Był słoneczny. jasny. Płacimy od godziny. Ale punkt był dobry.powiedział McQueen. z którego co rano odjeŜdŜała tuŜ po wschodzie słońca cięŜarówka wioząca ludzi do pracy. Ŝe w ciągu lata zarobi dość pieniędzy. . a potem zacznie zarabiać w zawodzie. jak ten człowiek wyglądał. jeszcze jeden rok praktyki szpitalnej i powróci do domu. unosząc ołówek. Harkishan Ram Lal nie wiedział. Dwadzieścia pięć minut po szóstej przyjechał własnym samochodem szef grupy. i skinął im głową na powitanie. w których oknach znajdowały się napisy o wolnych pokojach ze śniadaniami. Kandydat do pracy był widać jednym z tych studentów. niezaleŜnie od tego. 28 W poniedziałek Ram wstał za kwadrans szósta. umył się w zimnej wodzie i tuŜ po szóstej był na dworcu. Ŝe przyjdziesz.Jeszcze jedno . Popołudnie przeleŜał na łóŜku.To ty jesteś ten czarnuch. i gorąco aprobował etykę pracy obowiązującą w protestanckim Ulsterze. w Irlandii Północnej. miała wolne pokoje.odparł student. która była katoliczką. Strona 15 . którego zatrudnił McQueen? zapytał. Znalezienie pokoju nie było łatwe. Okay? . których główną część stanowiły ksiąŜki medyczne.Kandydat zwrócił się juŜ do drzwi. Ŝe zawdzięcza wszystko.Harkishan Ram Lal . Szefem grupy jest Wielki Billie Cameron. chociaŜby ze względu na bliskość dworca. po którym mknęły pociągi przyjeŜdŜające tu z Belfastu. zajechała kwadrans po szóstej. gdybyś sobie znalazł mieszkanie w Bangorze. kiedy tylko Ram pojawiał się w drzwiach. wyłącznie samemu sobie. ale dobrze płatna. czy lepiej czekać w pobliŜu. Ram spędził niedzielny poranek na transportowaniu z Belfastu swoich rzeczy. myśląc o gorącym słońcu i brązowych wzgórzach rodzinnego PendŜabu. Wtedy Hindus podszedł bliŜej. Codzienne przyjazdy z Belfastu i z powrotem to zbyt wielka strata czasu. czy podejść do nich i przedstawić się. To prawda.Będziemy ci mówić Ram . Spojrzał na grupę dwunastu robotników. . .Jak się nazywasz? . Student wyszedł. Ŝe latem napływało do miasta wielu sezonowych robotników. siedząc w obskurnym biurze w Bangorze. Obliczył sobie.Forsyth Opowiadania.Dobrze. Ŝeby zająć się leczeniem swoich rodaków. 27 uwaŜał. Znalazł otwartą kawiarnię i wypił dwa kubki mocnej herbaty. Było to całe jego śniadanie. Kiedy zaczynam i gdzie? . .dobrze by było. prowadzona przez jednego z robotników. a będzie dyplomowanym lekarzem. proszę pana.txt Medycznej imienia Królowej Wiktorii? Tamten znowu skinął głową.powiedział . Otoczyło ją dwunastu ludzi. W ręku trzymał listę McQueena. na północnym wybrzeŜu hrabstwa Down. gdzie znajdowało się jego nędzne przedsiębiorstwo rozbiórkowe. McQueen. Przez brudne okno Ram mógł obserwować zbocze nasypu kolejowego. Jeszcze rok.W porządku . okazywała się przepełniona.powiedział i wpisał to imię na listę. Nie mógł więc zawieść nadziei człowieka o podobnych zasadach. .Rozumiem. co w Ŝyciu zdobył. . Postanowił czekać.CięŜarówka zabiera ludzi z placu przed dworcem głównym o szóstej trzydzieści. Większość domów. a wylewam cię z miejsca. Zaparkował wóz w bocznej uliczce i podszedł do cięŜarówki. na spis nazwisk. których juŜ znał. Praca cięŜka. panie McQueen. Powiem mu. Piśniesz jedno słowo władzom. rozporządzające poobijaną cięŜarówką i kilkudziesięcioma starymi młotami. lipcowy dzień w Bangorze.

Ram Lal obiecał.Dobra . .stwierdził Burns .wskakuj do tej cholernej cięŜarówki. Miały gumowe podeszwy. jak się okazało. . gdzie na dwóch drewnianych ławach siedziało dwunastu robotników.Moją religią jest hinduizm. który.odpowiedział Ram Lal . Głowę otaczała aureola rudych włosów. muskularnego faceta o wesołych. . .Czy wziąłeś drugie śniadanie? .zapytał starszy robotnik nazwiskiem Patterson. Patterson. .zapewnił Ram. Burns zastanawiał się przez chwilę.Jesteś protestantem czy katolikiem? . .uśmiechnął się Ram. Boyd i Brown.odparł cierpliwie Ram.Jutro kupię pojemnik i wezmę ze sobą jedzenie .Mnie nie dotknie palcem . Jechali na południe od Bangoru po wyboistej szosie. .Jestem studentem medycyny na uniwersytecie imienia Królowej Wiktorii w Belfaście .spytał z zainteresowaniem. niebieskich oczach.zawołał Burns do swoich kolegów. . . Z jego szerokich barów zwisały potęŜne ramiona. Ŝe są to nazwiska ludzi pochodzenia szkockiego. Burns spojrzał na półbuty Hindusa. Mierzył metr osiemdziesiąt osiem centymetrów bez butów. Kierowca skręcił z Comber na północny zachód i po trzech kilometrach wjechał w prawo na wyboistą drogę. . by wiedzieć. Ram znalazł się przy tylnej klapie obok małego.txt Ram Lal zatrzymał się. Ŝe byli przysięgłymi prezbiterianami. ostoją protestanckiej większości we wszystkich sześciu hrabstwach. Billie.Musisz mieć parę solidnych butów. Ŝylastego Hindusa.To tak jakbyś juŜ był prawdziwym lekarzem! Hej. . co zobaczył.warknął . Brownów było dwóch.Nie był oburzony. Ram będzie mógł pomóc.Hej! . .Było za wcześnie. po prostu zaciekawiony jak dziecko. jeŜeli znajdzie wieczorem otwarty sklep. ani drugim . intrygującą zabawkę.Ten człowiek nie jest chrześcijaninem! . Wbił wzrok w brezent naprzeciwko.poganin! Z twarzy Rama Lala zniknął uśmiech.zapytał wreszcie.spytał. Robił wraŜenie przyjaznego. Burns zaczął przedstawiać Rama pozostałym robotnikom.PendŜab jest częścią Indii .Forsyth Opowiadania. Ŝe kupi parę wojskowych butów. nazywał się Tommy Burns. Dwa małe oczka obrzeŜone bladymi rzęsami patrzyły pogardliwie na drobnego. Nazywali się Craig. .Nie . Tommy Burns ucieszył się. które dostało nową. Craig spojrzał na Rama. Ŝeby poprosić gospodynię o przygotowanie mi go. To zakończyło dalszą konwersację do chwili. prowadzącej do Newtownards. Zachowywali się przyjaźnie i pozdrowili Rama skinieniem głowy. . co znaczyło. jakby któremu z nas coś się stało.powiedział . Teraz miał na nogach olbrzymie buciory o stalowych podkówkach i nabijane gwoździami. . W czasie jazdy Cameron siedział w szoferce nie oddzielonej od skrzyni wozu. bo zmarnujesz sobie nogi.powiedział.odpowiedział Ram. .Z Indii .Ani jednym. w jaki sposób wielki Billie Cameron zasłuŜył na swój przydomek. Przejechali juŜ przez Newtownards i kierowali się dalej na południe drogą A 21 w stronę miasteczka Comber.odpowiedział Ram Lal. 29 Cameron obrócił się.Ty nie zajmowałeś się nigdy taką pracą. .Skąd pochodzisz? .z PendŜabu. Wielki Billie nie był zadowolony z tego. gdy przyjechali na miejsce pracy. . . jak dwie kłody drzewa. Ram mieszkał wystarczająco długo w Belfaście.Czym ty się naprawdę zajmujesz? . Splunął przed siebie.Mam nadzieję otrzymać dyplom w przyszłym roku.Trzeba jeść drugie śniadanie .i pierwsze teŜ. Nie moŜna było mieć wątpliwości co do tego. . Munroe.No tak . Zatrzymał Strona 16 . Robimy sobie herbatę na ognisku. . .Nazywam się Harkishan Ram Lal . co? Ram potrząsnął głową.A gdzie to? . .warknął Wielki Billie.

uznała je za niebezpieczne i nakazała właścicielowi rozebrać budynek. Zaparzono herbatę. Ram Lal nic nie jadł. Była to dawno opuszczona wielka gorzelnia. Pod nimi znajdowała się podłoga najwyŜszego piętra. Miały wiele zadraśnięć i krwawiły. McQueen wiedział. Dachówki nie były przeznaczone na sprzedaŜ. Pragnął.Czy wy tam w Indiach macie herbatę? . Herbata była podłego gatunku. Miejscowe dzieci włamały się oczywiście do budynku i uwaŜały go za idealny teren zabaw. Jedynym zabezpieczeniem były parciane pasy ze sprzączkami i kilkaset metrów lin. O drugiej mieli przerwę na obiad. .To jest to. Do czasu kiedy jedno z nich pośliznęło się i złamało nogę. Strona 17 . Jej wody poruszały wielkie koła wodne gorzelni. ZaprzęŜone w konie wozy przywoziły traktem słód. Zrobili następny garnek herbaty. podarł jak kartę do gry i rozpalił ognisko. Stała tuŜ przy rzece Comber. Bolały go wszystkie mięśnie. Ŝeby nie zaśmiecali rzeki gruzem. a więc stare. Ŝe będzie pracował w kurzu.zapytał. Ŝeby sobie kupić taki sam. Ŝe dobrze wyjdzie na tej transakcji. Przez całe to pierwsze przedpołudnie pracowali wysoko na dachu. dwumetrowej długości łomy. co trzeba robić. Wkrótce w menaŜce zagotowała się zaczerpnięta z rzeki woda. No. aby ich domy wyglądały na stylowe. wyblakłe w słońcu cegły i stare drewno osiągały wysokie ceny. zrywali je więc rękami i zrzucali w dół. słodka i blada. krzewy i zarośla pokrywające teren gorzelni. will dla rozmaitych bossów. Ram Lal obejrzał sobie ręce. cięŜkie młoty o krótkich rękojeściach i najrozmaitsze piły do cięcia drewna. Wiecie. Ŝe gdyby któryś z nich stracił grunt pod nogami i zaczął się ześlizgiwać z dachu. Powiedziano im.zawołał Wielki Billie. MoŜna by to zrobić szybciej. Wielki Billie i jego zespół rozporządzali tylko łomami i młotami. Wykorzystywano je do budowy nowych. Ta sama woda słuŜyła równieŜ do produkcji trunku. a odjeŜdŜały z beczkami pełnymi whiskey.No juŜ. Z wyjątkiem Rama Lala wszyscy byli zaopatrzeni w emaliowane kubki. słuŜące do wyciągania gwoździ. Tommy Burns wypił herbatę. Wypił ją z trudem. Jeden z robotników podszedł z własnej inicjatywy do budynku. Widział. Zanotował w pamięci. jedna z dwóch. Rzeka płynęła od Dundonald do Comber i wpadała do zatoki Strangford. w wysoką trawę. Nie lubił wysokości. chłopaki . O dziesiątej zeszli po rozchwianych wewnętrznych schodach na śniadanie. ale 30 zostały przed laty zamknięte. Wtedy rada hrabstwa zainteresowała się tym miejscem. Ludzie opasali się sznurami i połączyli je w ten sposób. które słuŜyło niegdyś do składowania słodu. McQueen przygotował juŜ nawet umowę na sprzedaŜ pokątnemu budowniczemu zdatnego do uŜytku drewna i setek ton starych cegieł. 31 Ram Lal przyjął podany mu kubek. . SpoŜyli je na trawie. Gromadka robotników stała przy swoim sprzęcie. ZamoŜni ludzie pragnęli wszak. metrowe haki o zakrzywionych i rozszczepionych końcówkach. W miarę jak znikały dachówki. ToteŜ podniszczone. rozbił je. kiedy cięŜarówka odjechała. . Zaczynamy od dachówek. a to budzi pragnienie. ale potrzebne byłyby kosztowne maszyny. pomiędzy krokwiami ukazywały się wielkie ziejące pustką dziury. które w tych stronach niegdyś produkowały dobrą irlandzką whiskey. Ŝeby zadanie zostało wykonane jak najtaniej. Były tam wielkie młoty o głowicach waŜących cztery kilo. Podjął się go McQueen. ale rusztowania są kosztowne. Właścicielem był potomek zuboŜałej szlacheckiej rodziny. pomiędzy zielska.txt się na skraju lasu przed budynkiem wyraźnie przeznaczonym do rozbiórki. napełnił kubek i podał go Ramowi. był ubezpieczony przez następnego. wyrwał drewniane drzwi.Forsyth Opowiadania. Gorzelnia była juŜ od dawna nieczynna. Zwalali więc dachówki na drugą stronę budynku. Całe towarzystwo zabrało się do zjadania grubych sandwiczów. ale wyglądających na stare. Ram Lal spojrzał na czteropiętrowy budynek i przełknął ślinę.

Ŝe Ram Lal boi się wysokości.Ty zajmuj się sobą.Panie Cameron! . odszedł. które uginały się pod nimi coraz bardziej. Ale w Irlandii Północnej dynamit nie wchodził w rachubę. Jasne było.Niech ten zasrany czarnuch przynosi sobie własne sandwicze oświadczył Wielki Billie.powiedział. usiadł na brzegu rzeki i zanurzył rozpalone dłonie w wodzie.Wyjaśnijmy najpierw jedną sprawę . w jaki będą zwalali duŜą część zewnętrznego muru na poziomie trzeciego piętra. Ram Lal wstał. Ram Lal spojrzał na wskazaną mu część muru. Zanotował sobie w pamięci. Ŝebyś wlazł na sam szczyt . rozbierać wiązania dachu. U jej podstawy zobaczył spore pęknięcie. Burns wzruszył ramionami. Do konfliktu doszło w sobotę. Ludzie spuścili wzrok i jedli w milczeniu. Zwrócił się do Rama Lala. Drewno juŜ zniknęło z budynku. . Tommy Burns wyciągnął sandwicza ze swojego pudełka. Ŝe nikt nie chce zadzierać z Wielkim Billie'em. . a McQueen składki ubezpieczeniowe za robotników. a od chwili kiedy dowiedział się. Był obolały. Ram Lal podszedł powoli do zwalistego brygadzisty. ale pracował dalej. Zaczął im opisywać sposób. McQueen i jego załoga byliby zmuszeni zapłacić spory podatek dochodowy. W czasie obiadu Cameron obszedł kilka razy budynek.Kiedy mur zacznie drgać. co ci kaŜę.Po prostu częstuję kolegę sandwiczem. 32 Zaopatrzył się juŜ w aluminiowe pudełko śniadaniowe.powiedział Ram do Burnsa. zleci razem z cegłami. Jego zakup wymagał uzyskania specjalnego pozwolenia. podłóg i stropów. parszywy Murzynie. Poczerwieniał na twarzy. Pracowali przez cały tydzień. Cameron obrócił się. . Jeszcze jeden dzień i zaczną. . kiedy wróciła cięŜarówka. . . byłoby załoŜenie ładunków wybuchowych na naroŜnikach od strony wychodzącej na wolną przestrzeń. emaliowany kubek. gdyŜ potrzebny mu był ten zarobek. Ale Hindus nie protestował. Stali przy tym w niebezpiecznych pozycjach na resztkach desek podłogi. Stał goły jak szkielet. Ktokolwiek znajdzie się na jego szczycie. w miarę jak podtrzymujące je mury pękały i rozwalały się pod ciosami potęŜnych młotów. a jego otwarte okna robiły wraŜenie oczodołów wyczekujących zbliŜającej się śmierci. cięŜkie buty i rękawice. Odwrócił się i odszedł.txt był głodny. Ram Lal nie był przyzwyczajony do tak uciąŜliwej pracy.powiedział donośnym głosem. kopniesz go od środka. wyznaczał mu pracę na najwyŜszych miejscach. Robotnicy siedzieli z rozdziawionymi ustami. Ja mam kupę Ŝarcia. Musiał zarobić tak potrzebne mu pieniądze. nie jestem głodny . z wielkiego dachu gorzelni zniknęła juŜ połowa dachówek. zdziwiony. jego głos był niemal krzykiem. Imponujący niegdyś budynek był juŜ bez krokwi. Przez cały ten tydzień Wielki Billie Cameron dokuczał mu niemal bez przerwy.zawołał. chociaŜ Ŝaden z jego kolegów ich nie uŜywał.Jesteś pewnie głodny. Cameron popatrzył na Hindusa. Ŝeby kupić parę solidnych rękawic. . który siedział naprzeciwko w kręgu ogniska. .Ten mur zawali się lada chwila . Dawał mu najcięŜszą pracę. Po latach uciąŜliwej pracy mieli wystarczająco zgrubiałe ręce. . a to zwróciłoby uwagę urzędu skarbowego. Ram. Kiedy się odezwał. Najprostszym sposobem rozwalenia resztek budowli tak. uŜywając pił i łomów.Dziękuję ci.powiedział spokojnie.Pochodzę z prowincji Strona 18 . głupi. wszyscy obecni wyraźnie go słyszeli. robotnicy rozbierali teraz cegły. Wobec tego jego ludzie rozbijali mury na kawałki wielkości metra kwadratowego i zrzucali je na dół.Co ty robisz? . po czym powrócił do ludzi siedzących dokoła ogniska. miał mnóstwo bąbli na dłoniach. .Nie ucz mnie! Rób. by nie zanieczyścić rzeki. .Chciałbym. . a białka jego oczu zaróŜowiły się z wściekłości.zapytał Wielki Billie.Forsyth Opowiadania. . Przed zachodem słońca.

czarnookich rycerzy z Kraju Pięciu Rzek. Nie mówił do nikogo.LeŜ. A od zewnątrz. który wyrządził mi krzywdę. Po jakimś czasie usłyszał. od strony morza. Co powiesz na to? Wraz z ostatnim słowem zamachnął się i otwartą dłonią uderzył Rama Lala w twarz. Skończył się modlić dokładnie w momencie. MoŜe nie starczy mi pieniędzy na opłacenie studiów medycznych. Pomiędzy robotnikami zaczęła się cicha rozmowa. jaką wybrać formę zemsty. językiem modłów.. takŜe się stanie. spadły pierwsze krople deszczu.. . Młody człowiek runął na ziemię.. Białka jego oczu zrobiły się czerwone. deszcz wciąŜ padał. Pozostali robotnicy znieruchomieli ze zdumienia.txt 33 3. kiedy pańscy pełzali na czworakach i ubierali się w skóry.. ale starodawnym sanskrytem. Następnie wydobył z walizki zawiniątko i wyjął z niego sześć pałeczek kadzidła. co tam. 34 Z zakupionych przed dworcem kwiatów uwił wieniec... pragnę zemsty na tym. Wielki Billie Cameron patrzył z góry na hinduskiego studenta. Modlił się przez dobrą godzinę. dzielnych. Słyszał głos Tommy'ego Burnsa. a oni mijali go galopem i spoglądali na niego.Wyrwał następny kwiat i połoŜył go obok pierwszego. a to.. chłopcze.. LeŜał powalony w pyle. ty czarny bękarcie.. nikt nie odezwał się do niego. Kiedy kapliczka była gotowa. Ogarnęło go uczucie wstydu i upokorzenia. jak Wielki Billie odchodzi. Zdjął z półki tanią wazę z wąską szyjką.Doprawdy? . Ma a.Forsyth Opowiadania. mdlący zapach kadzidła szybko wypełnił pokój. przypiął go do ściany nad toaletką i w ten sposób zamienił ją w ołtarzyk. Zrozumiał. Ram zacisnął mocniej oczy. Pierwsze błyskawice przecinały niebo nad Bangorem. I kaŜdy z nich rzucał mu tylko jedno słowo: Zemsta. Dumnych.odezwał się Cameron spokojnym głosem. kiedy ustała burza. Wielka matko. Przodkowie jego cwałowali z mieczami i lancami w rękach przez kraje sto razy większe od tych sześciu hrabstw razem wziętych i podbijali je jeden po drugim. dzisiaj sprawy wyglądają trochę inaczej. Ŝe bogini ześle mu znak. Gdy zapadła noc. spływał po szybach okna za jego plecami. Słodkawy. o orlich nosach. Wielki Billie cię zabije! Ram Lal spojrzał w górę. wodzami i mędrcami juŜ dwa tysiące lat temu. Pod powiekami przesuwały mu się obrazy rozpalonych równin PendŜabu i cwałujących po nich jeźdźców. Był pewien. w który wetknął zapaloną świecę. Zamknął oczy i leŜał bez ruchu. NaleŜę równieŜ do kasty wojowników zwanej kshatria. JeŜeli wstaniesz. dochodziły odgłosy potęŜnych grzmotów. milcząc jak zaklęty. Dobrze znał obyczaje swojego narodu. Strona 19 . wyciął z niej wizerunek wielkiej bogini Shakti.. Zdjął szczotkę i grzebień z brzydkiej toaletki. Ŝeby powstrzymać łzy wstydu. Ram stanął przed nią z pochyloną głową i wieńcem w dłoniach i zaczął modlić się do bogini o radę.Zostałem dotknięty do Ŝywego. . usunął z niej brudną serwetkę i lustro. przodków Harkishana Rama Lala. co ma się jeszcze stać. Bogini Shakti. umieścił w niej trociczki i zapalił je.. Ram nie posługiwał się nowoczesnym językiem pendŜabi. Chciał wiedzieć. Ŝe nie ma Ŝadnych szans z tym brutalem z irlandzkiego Ulsteru. Rozległ się grzmot. Ram wyrwał kwiat z wieńca i złoŜył go pod wizerunkiem Shakti. Olbrzym stał nad nim z zaciśniętymi pięściami. brodatych męŜczyzn w turbanach. Uderzał w dachówki nad głową studenta. Stało się.. Ram Lal wstał bez słowa. Zakręciło mu się w głowie. Obok wizerunku bogini ustawił płytką miseczkę wypełnioną do połowy piaskiem. Doprawdy? No. Resztę dnia pracował. który wołał: . zaczął przygotowania. D e v i Shakti.Czysta robota PendŜab w północnych Indiach. ale moi przodkowie byli wojownikami i ksiąŜętami. . patronki władzy i sprawiedliwości. Wydobył świętą księgę Manu. Proszę mnie nigdy więcej nie obraŜać. PendŜabskich wodzów.

Czy moŜe pan rezerwować moje miejsce do końca tygodnia? . McQueen miał syna w Kanadzie. .Przyjmij moje kondolencje. Sznur od szlafroka spadł na podłogę. ale wszystko było mokre.Forsyth Opowiadania. W niedzielę wieczorem Ram Lal złoŜył wizytę McQueenowi w jego domu w Groomsport. gdzie na haku wisiał jego szlafrok. . Kiedy się zatrzymała.odparł Ranjit Singh. 36 Ram pojechał taksówką na lotnisko Aldegrove. Był to jego ulubiony sposób spędzania niedzielnego wieczoru. JeŜeli polecę jutro.Dobrze . kadzidło gasło. sterczały z niego tylko dwie nitki. Brud spowodował. Ŝeby spotkać się z przyjacielem Sikhiem. Nie widział go od siedmiu lat. Przypominał zwiniętą w kłębek Ŝmiję. panie McQueen.Oczywiście. Ram Lal zrozumiał zesłany mu znak. podobne do rozdwojonego języka. Ranjit Singh równieŜ studiował medycynę.odparł przedsiębiorca.Chodzi mi o bilet lotniczy.podziękował mu Ram Lal.Mój ojciec jest umierający. poleciał do Londynu. Przyjął Rama Lala w dobrze urządzonym pokoju studenckiego domu. Miał bogatych rodziców. gdzie Singh podjął odpowiednią sumę i wręczył ją Ramowi. Muszę spłacić dług i jeszcze zarobić na czesne na przyszły rok.Muszę do niego pojechać. Ale nie zebrałem jeszcze wystarczającej sumy. Jestem jego pierworodnym synem. ale los był dla niego 35 łaskawszy. .Są słuszne i właściwe. ściszył głos z odbiornika. pieniądze będą mi teraz potrzebne bardziej niŜ kiedykolwiek. a pokój wypełnił się jego słodkim zapachem. . JeŜeli poŜyczysz mi róŜnicę. Był lekko skręcony. Shakti patrzyła na Rama nieruchomym wzrokiem. Pierworodny syn musi być przy umierającym ojcu. Pracuję i nieźle zarabiam. ToteŜ Ranjit Singh obiecał podjąć w poniedziałek rano odpowiednią sumę z banku.powiedział Ram Lal. Ale kiedy Ŝona wprowadziła do pokoju Rama Lala.PoŜyczyłem pieniądze na bilet lotniczy. .O. Kwiaty leŜały przed wizerunkiem na błyszczącym blacie toaletki. wzrok Rama padł na ścianę. Strona 20 . Ale jeŜeli zjawisz się przed weekendem. Widzi pan. Wymagają tego nasze zwyczaje. Ŝłobiła sobie zygzakowatą drogę i zniknęła w rogu okna. Muszę jechać. . wrócę pod koniec tygodnia. Po dwudziestu czterech godzinach wylądował w potwornie upalnym Bombaju. .Tak . a tam zaopatrzył się w najtańszy bilet na najbliŜszy lot do Indii. którzy przysyłali mu sporo pieniędzy. . śaden Sikh nie uchyla się od poŜyczania pieniędzy pod warunkiem. chłopcze. jeden jego koniec był niewidoczny. .Dziękuję panu. . przykro mi to słyszeć. . ale noc spędził w hotelu w Belfaście. . StruŜka wody spłynęła ze znajdującej się nad oknem rynny i popłynęła po zakurzonej szybie. Ŝe zatrzymam ci miejsce na następny tydzień. W takiej chwili miejsce pierworodnego syna jest u boku ojca.powiedział.Bardzo mi przykro .Nie mogę ci zapłacić za czas twojej nieobecności ani przyrzec. a drugi leŜał na dywanie. Świeca dopalała się. Ŝe otrzyma duŜy procent i Ŝe jest pewien wypłacalności dłuŜnika. Ŝłobiąc w brudnej powierzchni wąską ścieŜkę. .Jest umierający. Przedsiębiorca siedział przed telewizorem z puszką piwa pod ręką. W poniedziałek rano poszedł razem z Ranjit Singhiem do banku.Dostałem list od rodziny . Obrócił się i podszedł do okna. Ulewa ustała. zwrócę poŜyczkę niedługo po powrocie. jest pan bardzo dobry . wrócisz do pracy. . Nazajutrz pojechał pociągiem do Belfastu. Zatrzymał pokój na Railway View Street. .Chodzi o mojego ojca .txt Kiedy skończył. Ŝe zamiast płynąć prosto. . Oczywiście na tych samych warunkach.rzekł Ram Lal.Chce mnie zobaczyć.

a bez wody przez dwa do trzech dni. czarny. Uderza błyskawicznie. podobny do draśnięcia ciernia. napełnił ją zakupioną na targu Strona 21 . 37 ale "Ŝmiją o ostrych łuskach". Zaprowadził Rama Lala do swojego sanktuarium. Siedział w półmroku otoczony akwariami pełnymi ryb i szklanymi gablotami. była to Ŝmija o ostrych łuskach. Ŝe pozostawiają niewidoczny niemal ślad. Ram znalazł właściciela na tyłach sklepu. Dzień był upalny. Przyjechał do Bombaju jedynie z podręczną torbą. skinął ze zrozumieniem śnieŜnobiałą głową. Kiedy młody student z podręcznikiem o gadach wszedł do "Imperium tropikalnych ryb i płazów" pana Chatterjee.Znam tę Ŝmiję. Ma pan szczęście. ale groźna Ŝmija. opróŜnił je z zawartości i wybił w jego wieku dwadzieścia małych dziurek. Ram Lal kupił Ŝmiję za trzysta pięćdziesiąt rupii i zabrał ją ze sobą w słoiku. .powiedział . Kiedy Ram wytłumaczył. Jest bardzo czujna i pobudliwa. było tam pusto. Przyczyną śmierci jest zawsze zawał mózgu.AleŜ tak . W suchym gorącym klimacie wyłania się z ukrycia w nocy. Pięćset rupii. Dobrze przystosowuje się do kaŜdego klimatu i niemal do kaŜdego środowiska . Ŝe przyłapał wielkiego Kiplinga na takiej pomyłce. Stary GudŜerat rozłoŜył ręce. Oliwkowobrązowa.od rosnących na bagnach krzewów Afryki Zachodniej aŜ po chłodne wzgórza Iranu i rozpalone pagórki Indii. który uŜywał oczywiście łacińskich nazw. Podręcznik napisany przez Anglika. była niemal na pewno nie "dasznikiem modrym".Ile pan za nią chce? . więc owinął pudełko w papier oraz kilka ręczników. patrzących na nią zza szyby. Indii i Pakistanu. Ŝe gatunek ten jest rozpowszechniony na wschód od Afryki Zachodniej i na północ od Iranu. Liście w pudle poruszyły się ponownie i wyłoniła się spod nich malutka głowa Ŝmii.powiedział. Od czasu do czasu otrzymywał nawet intratne zamówienia z zagranicy. Właśnie otrzymałem jeden okaz kilka dni temu z RadŜputanu. Obydwaj męŜczyźni stanęli w milczeniu przed szybą nowego pomieszczenia Ŝmii. Zaopatrywał liczne ośrodki medyczne w okazy mające słuŜyć badaniom i wiwisekcji. a to dlatego. Człowiek ugryziony nie czuje bólu. Ŝe ta mała. zaleŜnie od wagi ciała ofiary i jego kondycji fizycznej. Ŝe Ŝmija potrafi obyć się bez pokarmu przez tydzień. ale śmierć jest praktycznie nieunikniona i następuje zwykle w dwie do czterech godzin później. Przed powrotem do Londynu Ram Lal nabył pudełko cygar. które są nieraz trudno dostrzegalne. wymieniona przez Kiplinga w jego wspaniałym opowiadaniu "Riki-Tikki-Tavi". który ma około 60 centymetrów długości. Coś poruszyło się pod kupką liści wyściełających pudło. posiada nieliczne jaśniejsze plamy. ale teraz zakupił tanią fibrową walizkę. . Jej zapotrzebowanie na powietrze było minimalne. jakby na powitanie dwóch Hindusów. rozdwojony języczek i zatrzepotała nim. Podręcznik stwierdzał. Autor ksiąŜki dodawał w odnośniku. . o jaki towar mu chodzi. ma teŜ falistą ciemniejszą pręgę. Wiedział. A w pudle Ŝmija wysunęła mały. w których drzemały Ŝmije i jaszczurki. . których puszystość gwarantowała wystarczającą ilość powietrza nawet wewnątrz walizki. Autor był bardzo zadowolony. Według podręcznika jest ona wyjątkowo niebezpieczna i jej ukąszenie powoduje więcej zejść śmiertelnych niŜ ukąszenie słynnej kobry. Ŝe długość tej bardzo cienkiej Ŝmii wynosi od dwudziestu trzech do trzydziestu dwóch centymetrów. Podręcznik podawał. Ŝe jest tak niepozorna.Forsyth Opowiadania. zapewniał czytelników dawno zmarły angielski przyrodnik na końcu rozdziału o Echis Carinatus.txt W środę na zatłoczonym bazarze przy Grand Road Bridge znalazł to.zapytał Ram Lal szeptem. Pan Chatterjee był obeznany ze światem nauki.To wyjątkowo rzadki okaz .i bardzo trudny do zdobycia. najmniejszy i najjadowitszy ze wszystkich gadów świata. za dnia szuka chłodnych miejsc. Mówiąc bardziej zrozumiale. bez Ŝadnego ostrzeŜenia. określał ją jako Echis carinatus. czego szukał. Jej zęby jadowe są tak drobne. Łatwo nieopatrznie dotknąć jej ręką albo nogą.

Przy przejściu oznaczonym "nic do oclenia" został zatrzymany przez 38 celnika.txt bielizną. wyjął zeń słoik. podejdzie do marynarki i wsunie rękę do kieszeni. Poprzez szkło zobaczył Ŝmiję. lecz niezawodny. wszyscy musieli juŜ być na nogach. w czasie przerwy obiadowej. nie będzie juŜ niebezpieczna. Ram Lal wrzuci zabitą Ŝmiję do rzeki Comber. odkręcił pokrywkę i strząsnął jego zawartość do kieszeni zwisającej z gałęzi pobliskiego drzewa marynarki. włoŜył słoik do pudełka śniadaniowego i poszedł do cięŜarówki. a nie Ram Lal. Ŝe z palca zwisa mu Ŝmija. PoniewaŜ mógł udowodnić. Zdjął szklaną płytkę z nocnego stolika i ostroŜnie wsunął ją pomiędzy pokrywę pojemnika a jego niebezpieczną mieszkankę.Zaśnij. wyciągnie rękę z kieszeni. Do południa nabierze znowu wystarczającej ilości jadu. w którym to celu została przewieziona do Irlandii z drugiego niemal końca świata. Wielki Billie Cameron miał zwyczaj zdejmowania marynarki z chwilą przybycia na miejsce pracy i wieszania jej na jakimś haku czy gałęzi. w momencie kiedy ukazały się na niej pierwsze walizki. Odrzutowiec linii Air India wylądował na londyńskim lotnisku Heathrow w piątek rano i Ram Lal przyłączył się do długiego korowodu Hindusów próbujących dostać się do Anglii. Jutro rano wykonasz rozkaz bogini Shakti. Zniknęła w głębi ładowni boeinga. Znalazł się więc przy karuzeli. Ŝe jest studentem medycyny. . która miała go zawieźć na plac rozbiórki. Nikt nie zauwaŜył nic dziwnego w jego zachowaniu. a nie imigrantem. zobaczy.nałoŜywszy na ręce grube rękawice . która powoli przesuwała się po ściankach pudełka. ale Ram nawet nie zwrócił na to uwagi. ale na tym się to skończy. Ten po zjedzeniu sandwiczy wstanie. LeŜała mocno skręcona w słoiku od kawy i nie ruszała się. wstawać i zabierać się do roboty".przeniósł gada z pudełka do słoika.Forsyth Opowiadania. Nigdy nie odstępował od tego zwyczaju. Cameron zaklnie.To znaczy jeŜeli takie gady jak ty w ogóle sypiają. 39 Wreszcie. Pozbawiona jadu. W pewnej chwili Ŝmija zatrzymała się i spojrzała na Hindusa złymi. W minutę później był znowu przy pracy. który przeszukał walizkę . Zamknął wieko. Rozwścieczona Ŝmija ugryzła rękawicę. na której wjeŜdŜał bagaŜ. wykona egzekucję na Ulsterczyku. Po wypaleniu fajki i wysypaniu popiołu prostował się i wołał: "No dobra. udając. To ona. przepuszczono go dość szybko. Kiedy się odwracał. podchodził do marynarki i wydobywał z prawej bocznej kieszeni fajkę i woreczek z tytoniem. ciśnie o ziemię i rozgniecie jej głowę obcasem. a na lotnisku oddał ją na bagaŜ. . Ram Lal podskoczy do niego. po czym wsuwał fajkę z powrotem do kieszeni marynarki. ale nie znaleziono w niej nic do oclenia. I wtedy Ŝmija spełni rozkaz wielkiej Shakti. TuŜ przed opuszczeniem hotelu zamknął walizkę na klucz. Strona 22 . Ŝe potrzebny mu jest większy młot. wyjął pudełko po cygarach i wsunął je do podręcznej torby. Być moŜe ktoś będzie coś podejrzewać. Rano wsunie Ŝmiję do prawej kieszeni wiszącej na drzewie marynarki Camerona. Ram przejechał do krajowej części lotniska i wsiadł do samolotu lecącego do Belfastu. mały przyjacielu . chwyci Ŝmiję. Harkishan Ram Lal otworzył pudełko śniadaniowe. a ta zabierze do morza dowód zbrodni. a rano . Zakręcił dobrze wieko. Plan Rama Lala był prosty. której pełne jadu zęby wbiły się głęboko w jego ciało.szepnął Ram. z której wyrzucił pałeczki kadzidła. zabrał ją do toalety. Jak zaobserwował Lal. ZauwaŜył swoją wśród pierwszych dwóch tuzinów. Przed wieczorem kupił słoiczek kawy z zakręcanym wieczkiem i wsypał jego zawartość do chińskiej wazy. wyciągając jednocześnie powoli szklaną płytkę.podręczna torba nie wzbudziła jego zainteresowania. czarnymi oczkami. zaraz po zjedzeniu posiłku. chłopaki. Wczesnym popołudniem znalazł się w Bangorze i mógł wreszcie obejrzeć sobie zawartość pudełka po cygarach. Ręczna torba Rama została przeszukana. Przez chwilę przyglądał się swojej zdobyczy. TuŜ po jedenastej. pudełko od cygar umieścił w samym jej środku. gestem pełnym obrzydzenia.

Po powrocie do swojego pokoju Ram Lal usiadł i zaczął się wpatrywać w nieruchomy wizerunek bogini sprawiedliwości. Billie Cameron podszedł do marynarki i wsunął rękę w jej prawą kieszeń.czy pan Cameron ma rodzinę? . Hindus wstrzymał oddech.zapytał wojowniczym tonem. Ale nie starczyło mu odwagi. Zdawało mu się. Zaczął nabijać fajkę świeŜym tytoniem. a Wielki Billie poŜerał przygotowane mu przez Ŝonę olbrzymie sandwicze.odpowiedział Burns . jeŜeli się nie mylę. jak Billie rzuca marynarkę na tylne siedzenie swego samochodu i odjeŜdŜa. więc złoŜył marynarkę wpół i połoŜył ją sobie na kolanach. Jednocześnie obserwował ten krótki zaułek.którą uznał za panią Cameron weszła do supersamu Stewarta. . . które w sobotę zamykają bardzo późno ze względu na robotników otrzymujących tego dnia wypłatę. Dlaczego zmieniła zamiar. Wstał i przeciągnął się. Kobieta . Przez chwilę korciło go. jak Cameron kładzie woreczek z tytoniem z powrotem do kieszeni marynarki i wyciąga z niej pudełko zapałek. . stęknął i ruszył w stronę marynarki. TuŜ przed zapadnięciem zmroku wyszła z domu kobieta z torbą na zakupy.Nie chciałem śmierci jego Ŝony i dzieci . Towarzysze pracy siedzieli jak zwykle dokoła ogniska. Ŝeby ją zaczepić i powiedzieć. po czym wydobyła z niej fajkę i woreczek. Było bardzo gorąco. popykuje z prawdziwym zadowoleniem i powraca na swoje miejsce.dlaczego wielka Shakti tak z nim postąpiła? śmija była przecieŜ jej narzędziem. Ram Lal zamknął oczy. . Serce biło mu mocno. Ale bogini patrzyła daleko przed siebie i milczała.zaprzeczył Ram Lal. Ręka Camerona grzebała przez kilka sekund w kieszeni. W osiedlu Kilcooley. nie . pod szwem podszewki coś poruszyło się. Chcesz mu złoŜyć wizytę? . Wieczorem poszedł do Kilcooley i znalazł blok o nazwie Ganaway Gardens. . Dziura.Oczywiście . Ram Lal postarał się o miejsce w pobliŜu marynarki szefa. przemówić do niej Strona 23 . Na samym jej skraju. Resztę dnia przepracował w stanie przytłumionej świadomości. Pod nią Ram Lal spędził godzinę.powiedział do bogini. suche belki trzaskały i strzelały iskrami.Nie. Ram poszedł za nią.No to do poniedziałku. W czasie powrotu cięŜarówką do Bangoru Wielki Billie Cameron siedział jak zwykle przy kierowcy. Wreszcie Wielki Billie zmiął papier po sandwiczach i rzucił go do ognia. stare.zwrócił się do niego . Odbiło mu się. ale nie mógł spokojnie usiedzieć.Nic . Pełen grozy wpatrywał się w ognisko. Był w szoku. obserwował ją zza półek z towarami. Nikt nie zwrócił na to uwagi. . próbował zdobyć się na odwagę. To w Ganaway Gardens. Dlaczego . był coraz bardziej zdenerwowany.Nie. Zmusił się do przełknięcia kilku kęsów.ma Ŝonę i dwoje dzieci. a zawieszony nad ogniem czajnik bulgotał. udając. Ŝe Ram Lal wpatruje się w niego. Kątem oka widział. ZauwaŜył. Na rogu Woburn Walk stała budka telefoniczna. mała dziurka w podszewce pokrzyŜowała mu plany. instrumentem zemsty przywiezionym z Indii na jej rozkaz.Forsyth Opowiadania. niedaleko. Ŝe zauwaŜył w jednym z okien Billie Camerona i zanotował sobie numer tego domu. dlaczego zrezygnowała ze swojego zamiaru? Obrócił się znowu i raz jeszcze spojrzał na marynarkę Camerona. wykonując przy tym pół obrotu. Poszedł za nią do centrum handlowego Clandeboye. Ram Lal obrócił głowę i patrzał na niego. Przyłączył się do Tommy'ego Burnsa. Ram Lal takŜe powrócił na swoje miejsce.Co się tak gapisz? . Ŝe czeka na połączenia. W pewnym momencie kilkunastoletnia dziewczynka wyszła z tego właśnie domu i przyłączyła się do grupy młodzieŜy.txt W przerwie obiadowej nie miał apetytu. Później Ram Lal 40 widział. Resztę weekendu Harkishan Ram Lal spędził trapiony lękiem i niepokojem.odpowiedział Ram Lal. odwrócił twarz do ogniska. Ludzie dowcipkowali i przekomarzali się jak zwykle. Ŝe w marynarce jej ojca kryje się niebezpieczeństwo.pytał sam siebie .Czy mieszka daleko stąd? -. połoŜony tuŜ przy Owenroe Gardens i naprzeciwko uliczki Woburn Walk. stojącego na przystanku autobusowym.Powiedz mi . jak zapala fajkę. To nie one mnie skrzywdziły. Wstał.

To po cholerę chodzisz do szkoły? .powiedziała z ustami pełnymi bułki z dŜemem. coś ty miał w marynarce? Dłoń Wielkiego Billie'ego zatrzymała się w połowie drogi do ust. gdzie pozostawił ją na weekend. Ŝe jego obecność zwraca uwagę i zrozumiał. Dowiadywał się od niego róŜnych ciekawych rzeczy. Mały gad leŜał w kącie kuchni obok półek. . słoneczny.Idę się umyć .Nie mam pojęcia. . Strona 24 . W poniedziałek rano rodzina Cameronów zbudziła się kwadrans przed szóstą. O szóstej cała czwórka siedziała w małej kuchni na tyłach domku przy śniadaniu: syn. szybko migając rozedrganym języczkiem.Nie bądź durna. wstała. Właśnie kończył miskę płatków owsianych. Ale sama myśl o tym.To coś jak jaszczurka. . . .zawołała pani Cameron . sierpniowy dzień. trzymając marynarkę ojca za kołnierz. Jenny. Chłopiec wpatrywał się w Ŝmiję przez grube okulary. Przywieźli je zza morza. Jenny przyglądała się gadowi z przeraŜeniem. albo odejść i pozostawić ich los w rękach bogini.toŜ to Ŝmija! .Zanim to zrobisz. .No to dlaczego mówisz. Źle spał tej nocy. więc Jenny wróciła. Był piękny. wszyscy w szlafrokach.powiedział Wielki Billie. Powrócił więc na Railway View Street. czy nie wiesz. córka i Ŝona.To mi nie wygląda na robaka .Co to jest. Zlokalizował ponad wszelką wątpliwość dom. podniosła marynarkę z podłogi i powiesiła ją staranniej na haku. .Na miłosierdzie boskie . wyłaniającą się ze swojej kryjówki w podszewce marynarki i ślizgającą się bezszelestnie po domu. i to zarówno w domu. . Jego marynarka wisiała w szafie w przedpokoju.spytała z lękiem pani Cameron. widział pokrytą ostrymi łuskami. zwinięty w kłębek. a w drzwiach sterczał nie zwykły. po prostu go sparaliŜowała. Dziewczyna wykonała polecenie. .Jenny! . on nawet nie podniósł głowy.txt i uświadomić jej czyhające w domu niebezpieczeństwo. Po południu 41 zorientował się. Ale i tym razem zawiodły go nerwy. moŜe pomylił się co do numeru domu. . jak poza 42 nim. Ŝe w Irlandii nie ma Ŝmij? KaŜdy to wie . .Tato. na jak straszne niebezpieczeństwo wystawił jego dzieci. i patrzył wyzywająco na świat.krzyknął Wielki Billie.jest całkiem nieszkodliwy. zardzewiały gwóźdź.Właściwie to nie robak . który doskonale się uczył.AleŜ skąd . .odparł Bobby . Podała mu ją. ale bez nóg. Ŝe musi albo podejść śmiało do frontowych drzwi Cameronów i przyznać się do wszystkiego.Powieś ją na drzwiach . . W niedzielę znów wałęsał się po osiedlu Kilcooley. wyjmij z szafy moją marynarkę .rozkazał. Czternastoletni Bobby przestał smarować grzankę masłem. w którym mieszkała rodzina Wielkiego Billie. Ŝe mógłby stanąć twarzą w twarz z groźnym Ulsterczykiem i wyznać. odkładając łyŜkę na stół.zawołał ojciec.zirytował się jego ojciec. Uznano by go za wariata.To jest pewnie taki robak zwany padalcem . Przerabialiśmy takie w zeszłym roku na biologii. Pani Cameron obróciła się od kuchenki. kobieto. niklowy hak.powiedział ojciec. ale marynarka nie miała wieszaka. Ŝe to robak? .Czy to gryzie? . . Zobaczył go pracującego w ogródku za domem. Dali je nam do robienia sekcji. pełną jadu Ŝmiję. MoŜe to zupełnie inna kobieta. Bobby? Mimo Ŝe Cameron był tyranem. respektował wiedzę syna. . Coś cienkiego i ciemnego wysunęło się z fałdów i niemal bezszelestnie pomknęło po pokrytej linoleum podłodze w kąt kuchni.Podnieś tę szmatę! Nikt z Cameronów nie ośmieliłby się opierać głowie rodziny. TuŜ po szóstej jego córka. w którym spała nie podejrzewająca niczego rodzina Cameronów. tylko Wielki Billie w roboczym ubraniu.zawyrokował. ale gładki. . Po chwili dziewczyna wróciła do kuchni.wyjaśnił Bobby. toteŜ marynarka po chwili zsunęła się z niego i spadła na podłogę.Forsyth Opowiadania.

Zwijała się w spazmach wściekłości.Jaki słoik? . Nie dotknę go ręką! Jenny podała ojcu kuchenną rękawicę. czy nie . Podaj mi kuchenną rękawicę. . wsunął fajkę do prawej kieszeni marynarki i poszedł do samochodu. Przed południem Wielki Billie wtajemniczył wszystkich robotników w swoje zamiary i zagroził pobiciem kaŜdemu. myślał Billie. . Ŝe padalec jest nieszkodliwy. i uwaŜali pomysł Billie'ego za kawał i dobry Ŝart. Po chwili Ŝmija znalazła się w słoiku pod mocno zakręconą pokrywką. . Ale on tego nawet nie zauwaŜył. Mam pomysł. . Robotnicy siedzieli dokoła ogniska niby to jak zwykle. Jedynie Ram Lal pracował w pełnej nieświadomości tego.Głupi jesteś! Całe te twoje szkolne mądrości są do kitu. zawiesił ją na ramię obok pudełka ze śniadaniem. Podchodził juŜ boso do Ŝmii. tato? . Poza tym był pochłonięty własnymi myślami i troskami. Zajechał na stację spóźniony o pięć minut i ze zdziwieniem zauwaŜył wpatrzone w siebie intensywnie oczy hinduskiego studenta. 43 Powoli opuszczał trzymany nad Ŝmiją słoik. Cameronowie przyglądali jej się przez szkło. z pewnością zauwaŜyłby uśmieszki i spojrzenia rzucane w jego kierunku.zainteresował się Bobby. Ścisnął pudełko śniadaniowe kolanami i otworzył je. Bobby. Jego zawartość rozleciała się na wszystkie strony i wylądowała w wysokiej trawie i otaczających ognisko zaroślach.Mam tu słoik z zielonym groszkiem. gotowa do ataku.Będę ci wdzięczna. . i gdyby Ram nie był tak zamyślony.nakazał Cameron senior. Wielki Billie spojrzał znad talerza na syna i uśmiechnął się.Zabij to paskudztwo i wrzuć do śmietnika . . . Ŝe nie jest jasnowidzem. Zwinięta między kanapką a jabłkiem leŜała Ŝmija z uniesioną głową.PrzełóŜ groszek i dawaj go . Zrobię mu kawał. Poganin. . jeŜeli wyniesiesz to z domu. Jenny. kiedy ojciec zatrzymał go. Ram Lal odrzucił je od siebie z całej siły. Jej pełne jadu zęby wbiły się w wyściółkę rękawicy nad samym środkiem dłoni Camerona.Co chcesz zrobić. . . . ale Ŝmija była szybsza.Forsyth Opowiadania. W czasie przerwy obiadowej panowało wśród ludzi takie napięcie. Bobby wstał od stołu. Prawą zabezpieczała rękawica. co się miało stać.Nie chcę dotykać tego paskudztwa." Tak.zapowiedział jej mąŜ. Wielki Billie stanął nad Ŝmiją z otwartym słoikiem w lewej ręce.txt . Jednocześnie pudełko śniadaniowe wyleciało wysoko w powietrze. a wraz z nim ryk śmiechu robotników.Padalec cię nie ugryzie.zauwaŜył Bobby. . . dawaj słoik. bo widok Ŝmii zasłaniała mu własna dłoń.zaŜądał Cameron. kto zdradziłby go przed "czarnuchem". Obejrzała zapas słoików.Nie znoszę gadów. w którym jest wiele Ŝmij. Strona 25 .To bardzo czyste stworzenia. Czy nie stoi w Biblii: "Na brzuchu twoim czołgać się będziesz.powiedziała pani Cameron.stwierdził Bobby.One wcale nie są brudne . iŜ powinien się był domyślić. . zdjął nocny pantofel i chwycił go jak packę na muchy.. ominęła Ŝmiję i otworzyła spiŜarnię. Ŝe coś się szykuje. . gdy trzęsąc się w cięŜarówce jechali na południe od Newtownards i Comber. czy są jadowite. Ale nic nie wywołało w nim niepokoju. Wrzask Hindusa rozległ się po całej polanie. Pochodzi z kraju.Zaraz to zrobię . Pani Cameron westchnęła. Nagle opuścił go błyskawicznym ruchem. ale ich rozmowa była sztuczna. Zabawię się. Ale któŜ by to zrobił! Wszyscy byli pewni. . .Poczekaj chwileczkę. a proch Ŝreć będziesz po wszystkie dni Ŝywota twego.I tak jestem juŜ spóźniony.Po co ci rękawica? .. Wsunął słoik do torby.zapytała pani Cameron. Mam nadzieję.Nie wiem jaki! Po prostu zakręcany słoik. i na pewno jeszcze coś więcej niŜ proch.Mamy w naszej grupie czarnucha. Kobieto.

zdecydowano się na sekcję zwłok. jednak go zbadał. Ŝe badanie Wielkiego Billie nic nie da.zawołał. jadowita Ŝmija! .powiedział do stojącego obok niego Pattersona. PoniewaŜ okoliczności zgonu nie były jasne. Podszedł do niego i zawołał Pattersona. co wynikało z rodzaju jego pracy.Uciekajcie! Ona zabija! Zawtórował mu jeszcze głośniejszy śmiech. .Zostańcie tu . zakurzone. który stał i wodził dokoła dzikim wzrokiem. Kwadrans po czwartej. Raport nie zawierał niczego szczególnego. To było we wtorek. po czym ukrył głowę w rękach. w którym był akurat ostry dyŜur. . Tego samego wieczoru raport patologa został przesłany koronerowi do Belfastu. . .txt WciąŜ krzycząc.rozkazał obejmując komendę.Zadzwonię po pogotowie i zawiadomię McQueena. . Wykonał ją okręgowy patolog w miejskiej kostnicy. Po pięciu minutach wyprostował się ponownie. Pracował od wielu lat i widział niejeden śmiertelny wypadek.Odpocznę sobie w cieniu. Uznano. Po chwili wstał z kolan. Po takim raporcie koroner normalnie nie zarządziłby rozprawy Strona 26 . głównie na ramionach i dłoniach. . więc odchylił się do tyłu. Nie zauwaŜył potem dwóch małych.zaczkał. Billie otarł sobie policzki.Ram . . w którego cieniu leŜał szef. . Od niepamiętnych czasów nie był w tak dobrym humorze.Wielki Billie zachorował . Wkrótce wszyscy powrócili do pracy. wpierając ręce w porośniętą trawą ziemię.To Ŝmija. co się dzieje z szefem. Najwięcej uciechy miał Wielki Billie.Szybkim krokiem ruszył w stronę szosy. . śadne z nich nie miało związku z przyczyną zgonu. wciąŜ obejmując rękami obolałą głowę. Siedział naprzeciwko Rama Lala. Jadł lewą ręką.wrzeszczał Ram Lal. którą był ponad wszelką wątpliwość gwałtowny wylew krwi do mózgu. Oblizał niewielkie spuchnięcie na dłoni i znów zabrał się do roboty. Oparł się o kilof i otarł czoło ręką. rozgrzane sierpniowym słońcem. dobrze zbudowanym i bardzo silnym. W pół godziny później zjawił się tam silnie zdenerwowany McQueen. Co o tym powiesz? 45 Ram Lal wiedział. Zabrano go do Głównego Szpitala w Newtownards.Ty jesteś medyk.Forsyth Opowiadania. Ludzie nie mogli się opanować. ale Patterson zrozumiał.Niedobrze się czuję . wierzcie mi. a góry gruzu i poukładanego drewna sterczały wysoko. To jadowita Ŝmija! Twarz Wielkiego Billie była mokra od łez ze śmiechu. Reakcja ofiary kawału przeszła ich najśmielsze oczekiwania. . Harkishan Ram Lal usiadł. Jego martwe oczy wpatrzone były tępo w trawę. o co chodzi. O pół do czwartej Wielki Billie Cameron przerwał na chwilę. Rozglądał się dokoła bacznie niepewnym wzrokiem. Jego towarzysze 44 pokładali się ze śmiechu. . Rozumiesz? Nie ma! Plecy rozbolały go od śmiechu. Po posiłku starał się trzymać z daleka od wysokiej trawy. śart się skończył. Zmarły był męŜczyzną w wieku czterdziestu jeden lat.krzyknął. dostał konwulsji i przewrócił się na bok. W pogotowiu trzymał kubek z gorącą herbatą.To ty nic nie wiesz? W Irlandii nie ma Ŝmij. Patterson nachylił się nad nim. Ŝe Cameron był martwy w chwili przybycia do szpitala. jakby od cierni. Ram Lal zerwał się na nogi. głodni robotnicy zabrali się do jedzenia. Karetka zjawiła się po upływie pół godziny. dokąd przetransportowano ciało. Siedział przez chwilę pod drzewem.Ty ciemny czarnuchu . Stara gorzelnia była juŜ prawie całkiem rozebrana. Dwóch robotników połoŜyło Camerona na nosze.Nie moŜe mówić! Robotnicy podeszli do drzewa. . . Prawdopodobnie skutek nadmiernego wysiłku w czasie wielkiego upału. Tommy Burns zorientował się dopiero po kilku minutach. Na jego ciele zauwaŜono liczne zadrapania i kilka ranek.Błagam was. draśnięć tuŜ nad przegubem własnej Ŝylastej prawej dłoni. Nic nie powiedział. .

zabiłbym cię i wrzuciłbym twoje ścierwo do rzeki. W związku z tym zatelefonowano z Lurgan do centrali Królewskiej Policji w Castlereagh. Czy słyszysz mnie. Do złoŜenia zeznań wezwano jedynie Pattersona.W pewnym sensie tak . ani gorsze od naszego zwyczaju brania udziału w pogrzebie .Forsyth Opowiadania. jaki zmarły zrobił hinduskiemu studentowi. . a jeŜeli nawet słyszała. a poniewaŜ wszystko zdawało się jasne. naleŜący do skrajnego skrzydła lojalistycznej organizacji Ochotników Ulsteru.Chce pan uczcić jego pamięć w miejscu śmierci? . Przynajmniej w pewnych przypadkach. chłopaki. Koroner odczytał na głos raport patologa i po podsumowaniu przewodu wydał wyrok. . skrajnie prawicowego. Sprawiło to duŜe kłopoty McQueenowi. Wielki Billie Cameron był aktywnym członkiem rady podziemnej organizacji Ochotników Ulsteru. Sąd wyraŜa swoje ubolewanie Ŝonie i dzieciom zmarłego i uznaje. Rozejrzał się po wysokich trawach i krzakach jałowca porastających piaszczystą ziemię.Takie są zwyczaje pańskiego narodu? . Opowiedział na Ŝądanie koronera o wydarzeniach poniedziałkowych. Rama Lala oczywiście takŜe nie. Kierowca pochodził z Bangoru i słyszał o śmierci Camerona. . Usiedli w ostatnim rzędzie. paramilitarnego związku protestantów. kazał kierowcy zaczekać na drodze.txt sądowej i wystawiłby dla urzędu stanu cywilnego w Bangorze świadectwo zgonu z przyczyn naturalnych. a sam ruszył wąskim traktem. Ŝe doprowadził się niemal do stanu apopleksji. powodując pęknięcie naczynia w mózgu. Ale umrzesz sama. poniewaŜ powołano na nią przedstawicieli urzędu skarbowego.odparł Ram Lal. Urząd Skarbowy będzie mi teraz patrzył na ręce. Wydaje się. Pokryta ostrą łuską Ŝmija nie słyszała go.MoŜna tak powiedzieć. PoniewaŜ w Irlandii nie ma Ŝmij. Palące słońce dokonało reszty.zapytał Hindusa. Ŝe zgon Williama Camerona nastąpił z przyczyn naturalnych. Ŝe pan Cameron śmiał się tak gwałtownie. ale muszę potrącić wam pewne sumy na zaległe podatki. czy słyszysz mnie? Wykonałaś zadanie. do którego wciągane są wszystkie. do którego przywiozłem cię tu ze wzgórz RadŜputanu.To nie jest ani lepsze. dalszych świadków nie wezwano. . obok pani Cameron. bez towarzysza. Na ławach frontowych. Praca jest nadal aktualna. ale potem umrzesz. bo wszystko umiera. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem.zamyślił się kierowca i zabrał się do czytania gazety. Stamtąd z kolei zatelefonowano do koronera w Belfaście. moŜe się zgłosić w piątek. W tym samym czasie pojechał taksówką do Comber. Strona 27 . Rozprawa odbyła się na ratuszu w Bangorze we środę.zawołał do niewidocznej Ŝmii.Visha serp . Zjawili 46 się równieŜ dwaj milczący panowie. daję wam wolny dzień. Ale miałaś potem umrzeć. Ŝeby zarządził rozprawę sądową. W Ulsterze nie wystarczy stwierdzić. Jutro pogrzeb. Zaraz potem powrócił do pracy kilofem i łopatą. na którym robotnicy zazwyczaj rozpalali ognisko. morderczyni? A więc uwaŜaj! PoŜyjesz jeszcze jakiś czas. Raport patologa nie budzi Ŝadnych wątpliwości. Na wielkim trawniku przed ratuszem Bangoru McQueen rozmawiał ze swoimi robotnikami. o której Ram Lal nie wiedział. . Usłyszeliśmy od pana Pattersona o przebiegu wydarzeń w czasie przerwy obiadowej i o raczej niemądrym kawale. Harkishan Ram Lal doszedł traktem do polany i stanął w miejscu. zasiedli współtowarzysze pracy zmarłego. Harkishan Ram Lal nie wziął udziału w pogrzebie. Kto chce dalej u mnie pracować. Ŝe śmierć jest przypadkowa. nawet najbardziej na pozór normalne zgony. Wykrył to komputer w Lurgan. . Patolog określił to bardziej naukowo jako wylew krwi do mózgu. 47 . Ale była pewna okoliczność.O. z którym mogłabyś mieć małe. trzeba powołać świadków na tę okoliczność. jadowita Ŝmijo.Chcę być lojalny wobec was.

Nigdy jeszcze nie zetknął się z podobnym zjawiskiem. Z ust jej płynęła nie kończąca się litania niezadowolenia. Zamierzał w pełni wykorzystać tygodniowy pobyt na tropikalnej wyspie. Chińczycy. . kiedy nie było do tego najmniejszych powodów. gdy wsiadali kilka minut wcześniej do jego taksówki.Forsyth Opowiadania.zapytała. którą podyktowała jej natura. Strona 28 . Pani Murgatroyd Ŝachnęła się.powiedziała. PrzejeŜdŜali przez róŜne wioski. w którym Francuzi próbowali się bronić przed brytyjską flotą w 1810 roku. kaŜda tuŜ po urodzeniu równie jadowita jak jej rodzice. Higgins. Ŝe jest jeszcze coś. Mijali plantacje i niewielkie wioski. Murgatroyd wiedział juŜ z ksiąŜek. Krótko mówiąc.I jest jeszcze coś. które przewaŜnie nie były ani bogate. ale ich mieszkańcy uśmiechali się do nich i machali rękami na znak pozdrowienia. cudem unikając śmierci. swoją pierwszą w Ŝyciu egzotyczną podróŜ. uderzała go zwłaszcza harmonia. który otrzymał tygodniowy płatny urlop i wycieczkę na koszt firmy jako "najlepiej zapowiadający się nowy urzędnik". mimo Ŝe jego językiem był francuski z domieszką kreolskiego. cały w uśmiechach. Łuski rozstąpiły się i ze steku jedna po drugiej wychodziły na świat Ŝmijki. Było ich dwanaście. Znał dobrze angielski. kaŜda długości cala.Dlaczego nie idzie do toalety? . lewą pozdrowił przejeŜdŜającą taksówkę. Ŝe pozostały na drodze i wydziobują z kurzu niewidzialne insekty.. francuskiej stolicy wyspy. Murgatroyd był zafascynowany wszystkimi tymi widokami. Samochód zwolnił na zakręcie. Obok kierowcy siedział młody. a kiedy Murgatroyd obejrzał się za siebie. na którą składa się dobre pół tuzina grup etnicznych wyznających cztery religie. Jako Ŝe miał prawą rękę zajętą. KaŜda w przejrzystej błonie. oburzała na świat. Wyspa Mauritius była kiedyś kolonią brytyjską i to przez sto pięćdziesiąt lat. Hinduskie świątynie i chińskie pagody stały tuŜ koło katolickich kaplic. Edna Murgatroyd gadała bez przerwy. Kierowca Kreol. Widać współŜyli ze sobą doskonale. Siedzący obok niej w taksówce mąŜ powstrzymał się od westchnienia. Rozczulała się nad sobą. Przy nasadzie ogona Ŝmii znajdują się dwie łuski zakrywające jej stek. stanął na poboczu i zaczął siusiać. Potem odwrócił się. Pracował w dziale zagranicznym. a ciało drgało w odwiecznym rytmie. Murzyni i kreolscy Metysi. na ruiny fortu.txt nie dała Ŝadnego znaku. Pochyliła się do przodu i trąciła kierowcę w ramię. ani czyste.To wstrętne . Z ust jej buchała fontanna słów. Cztery chude kury wyfrunęły niemal spod kół taksówki. Pani Murgatroyd przechodziła przez Ŝycie przy akompaniamencie nieustannych komentarzy i narzekań nawet wtedy. Murgatroyd teŜ pomachał im ręką. Był to pełen temperamentu młody człowiek. Ogon Ŝmii był wypręŜony. Na stopniach małych domków siedzieli Hindusi. . starej. potem na szosę prowadzącą do Mahebourga. ale juŜ samodzielny pracownik głównego oddziału banku. zobaczył. Ŝe ludność wyspy jest mieszanką rasową. w jakiej zdawali się Ŝyć ci ludzie. .powiedziała pani Murgatroyd. Przed wyjazdem 49 4. teraz zamilkł. zraŜony zrzędzeniem siedzącej z tyłu pasaŜerki. CESARZ . którego państwo Murgatroyd poznali zaledwie dwanaście godzin temu na lotnisku Heathrow i którego naturalną wesołość gasił powoli zły humor pani Murgatroyd. Pani Murgatroyd zawsze twierdziła. Głęboko zaszyta w ciepłym piasku tuŜ pod stopami Rama Lala zajęta była czynnością. Ŝeby pojechać do hotelu. Mały tamilski chłopiec w samej tylko koszuli wyłonił się zza chaty. bez przerwy zrzędziła. Murgatroyd patrzył przez okno samochodu na lotnisko Plaisance.Czysta robota przestudiował dwa grube przewodniki po Mauritiusie i zapoznał się dokładnie z mapą wyspy. Kierowca odrzucił głowę w tył i roześmiał się. Pod koszulą był goły..

Nie wytrzymałabym juŜ dłuŜej jazdy przez to śmietnisko.uśmiechnął się Murgatroyd. Ŝe nie lubił tego podmiejskiego osiedla Londynu.Dix minutes. Po lewej stronie hallu znajdowała się recepcja. Pani Murgatroyd w nieco wygniecionej kwiecistej sukni szła przodem. Ciemne drewniane belki przecinały sufit. Murgatroyd rozejrzał się dokoła. obsadzone palmami. jeszcze przed chwilą niewidoczny z urwiska.zauwaŜył.Ponder's End wydaje się bardzo daleko . Geran i dwaj portierzy podbiegli do samochodu. Słychać było plusk i wesołe okrzyki zgromadzonych tam gości. Ŝe większość robotników głosowała za tą propozycją.wypłacanie robotnikom ich zarobków.Patrzcie państwo . i pan Murgatroyd w ciemnoszarym garniturze. Wysoki główny hall zbudowany 51 był z ciosanego kamienia.Chyba to.txt Ŝeby odpowiedzieć.oto i morze! Po prawej stronie. w blasku tropikalnego słońca lśniła woda basenu. gdzie stał uśmiechnięty hinduski urzędnik.Co to znaczy? . Mimo Ŝe tylko dwa razy w Ŝyciu wyjeŜdŜała na wschód od ujścia Tamizy .powiedział Higgins . Pani Murgatroyd pociągnęła nosem z obrzydzenia. którego był dyrektorem.Pas de toilette. Pierwsza z nagród przypadła w udziale Murgatroydowi. . Portierzy nieśli za nimi bagaŜe. pod gołym niebem.Forsyth Opowiadania. . Wszyscy troje przeszli pod arkadami hotelu i znaleźli się w chłodnym i przewiewnym hallu. Ŝe widać było pęki krasnorostów rosnące na dnie na głębokości siedmiu metrów. mieniąc się błękitem w porannym słońcu. połyskiwał teraz aŜ po horyzont Ocean Indyjski. sklepionym wejściem hotelu St.spędzali zwykle wakacje u jej siostry w Bognor zaczęła natychmiast łajać portierów. . Pani Murgatroyd wysiadła pierwsza. Wjechali na hotelowy podjazd. zachowując się tak. .Tak.zdziwiła się pani Murgatroyd. Był nią tygodniowy pobyt na wyspie Mauritius na koszt banku.odparła pani Murgatroyd rozdraŜnionym głosem. . . Hall kończył się kolumnadą.Dzięki Bogu .oświadczył. tak czyste. 50 . jakby miała do osobistej dyspozycji . Po chwili taksówka znowu wjechała między plantacje trzciny cukrowej. .wyjaśnił jej Higgins. . Taksówka zatrzymała się przed wielkim.oznajmił . To pociągnięcie zwróciło na niego uwagę centrali i ktoś zaproponował utworzenie nagrody za nowatorskie inicjatywy w prowincjonalnych oddziałach banku i dla wyróŜniających się urzędników. zgadza się . podobnie jak członkom kierownictwa. O jakiś kilometr od brzegu widniała biała linia raf. Po obu stronach ciągnęły się wypielęgnowane trawniki. Higgins odwrócił głowę i uśmiechnął się.Hotel . Po lewej stronie hallu kamienne schody prowadziły do Strona 29 .a moje nazwisko Higgins. Higgins wystąpił naprzód. Kierowca wyciągnął rękę. panował tu stale orzeźwiający przewiew. Urzędnik zajrzał do rejestru. . . po czym oddział jego banku wzbogacił się o kilkaset nowo otwartych rachunków. sugerując .oczywiście w poprzednim wcieleniu połowę pariasów Indii.Państwo Murgatroyd . Ŝeby wziąć walizki z kufra i bagaŜnika na dachu. daleko .powiedział. nie gotówką. Ŝe tutaj robi się to na drodze . tak.powiedział. Trochę się zdziwił. Przed sześcioma miesiącami otwarto tam fabrykę i Murgatroyd wpadł na pomysł: porozumiał się z dyrekcją zakładu i związkiem zawodowym. o które załamywały się jasnozielone wody spokojnej laguny. lecz czekami. . gdzie znajdował się oddział banku. U wylotu. madame .Och. Samochód minął dwa zakręty nie kierowany przez nikogo. Nie oznaczało to. Za nią podąŜali Higgins w schludnym kremowym tropikalnym ubraniu.Ŝeby uniknąć ryzyka napadów rabunkowych . Po niemal godzinnej jeździe dotarli do rybackiej wioski o pięknej nazwie Trou d'Eau Douce.

powiedział Jones. gdzie pracuje. kołysząc się na wietrze. Do parterowych apartamentów schodziło się pod sklepioną arkadą. a na twarzy maskę ze snorkelem. W głębi woda była zielona. .Murgatroyd . wydając dzikie okrzyki. na który palmy rzucały smugi cieni.oświadczyła jego Ŝona. . w dali mieniła się błękitem. . Z głębi hallu wynurzyła się chuda postać. dobrze. Państwo pozwolą. . tak . .stwierdziła pani Murgatroyd lodowatym potępiającym tonem .przedstawił się młody męŜczyzna.To go bynajmniej nie tłumaczy . białego piasku. Mrugnął kilka razy. .txt górnych pokojów.Przyjechał z Perth. o wielkim brzuchu. Myślał.powiedział. Australijczyk zastanowił się nad tą informacją i skinął głową. .zapytał bezceremonialnie Australijczyk. gdzie stykały się z piaskiem.Halo. . pomachał przyjaźnie ręką w kierunku recepcji.odrzekł dyrektor banku. . . chwytał wiatr w Ŝagiel i bez Ŝadnego wysiłku przecinał powierzchnię wody. Pokój miał dwa łóŜka i znajdował się na pierwszym piętrze.był pijany. to w drugą stronę. .Forsyth Opowiadania. Około tuzina pokrytych słomą słupków zapewniało mocniejszą osłonę brzegu.powiedział.rzekł.powiedział Murgatroyd. . ale miał szeroki uśmiech na twarzy i trzymał puszkę piwa w ręku.Nazywa się Harry Foster-wyjaśnił Jones. Strona 30 . Kiedy juŜ znikał w drzwiach baru.A skąd pan jest? . Foster pozwolił się prowadzić łagodnemu. Murgatroyd nie zrozumiał go. Przed balkonem ciągnął się trawnik okolony pierścieniem błyszczącego. nowi goście? . .. Australijczyk łyknął piwa z puszki i czknął.Dzień dobry . jestem dyrektorem hotelu. .Witam państwa serdecznie . . a ja zajmę się rozlokowaniem moich gości. Z centrali. . KtóŜ to jest? . wychodził z morza.To mi się podoba . panie Foster . Ŝe chodzi o to.Wcale nie mówi jak Szkot . .A to kto? . Chwycił Australijczyka za łokieć i zaprowadził go w głąb hallu. jakby chciał skoncentrować wzrok.Nazywam się Paul Jones. Miał na nogach płetwy.Z Midland Banku .odezwał się z wyraźnym akcentem australijskim.Higgins . Dwoje małych ciemnoskórych dzieci o czarnych włosach i oczach obryzgiwało się wodą.powiedziała pani Murgatroyd. Stały przy brzegu na płyciźnie. Australijczyk uśmiechnął się wesoło. .Roger Murgatroyd. luźna plaŜowa koszula w kwiatki. ale stanowczemu dyrek52 torowi hotelu.niech pan wróci do baru. Człowiek ten był chudy jak szczapa i bosy. O jakieś pięćset metrów dalej sterczały białe rafy. Opalony na mahoń młodzieniec o spłowiałych blond włosach zajmował się surfingiem sto metrów od brzegu. .On jest na wakacjach. Murgatroyd był zaskoczony.Brawo.Dobrze juŜ. kochanie .. . Jakiś facet w średnim wieku. Cienkie uda w drelichowych szortach. . Ŝe zaprowadzę ich do pokojów. . Fale błękitnej laguny jaśniejsze tam. Murgatroyd wyszedł na balkon i rozejrzał się z zadowoleniem. Murgatroyd! . Stojąc na wąskiej desce przechylał się to w jedną. Paul Jones powrócił. Zatrzymał się kilka metrów przed Murgatroydem i popatrzył na niego.. . .Państwo Murgatroyd. łagodnie zalewały brzeg plaŜy.zapytał.zawołał.Z Perth w Australii.mówił . Paul Jones wyszedł zza kontuaru recepcji. .Jak się pan nazywa? .Higgins.Zaraz zajmiemy się sprawą pokojów.zapytał..Murgatroyd z Midland Banku i Higgins z centrali.powiedział. Z biura recepcyjnego wyszedł młody jasnowłosy Anglik w nieskazitelnej koszuli i jasnych spodniach.E.Ten człowiek .

ale szło mu coraz lepiej. który asymilował się w szybkim tempie. Około dziesiątej przyłączała się do niego pani Murgatroyd. . Nie był dobrym pływakiem. Powoli przepływała kilka metrów i wychodziła z wody. Ŝe te drapieŜniki nie mogą przeskoczyć przez rafy i Ŝe laguna jest bezpieczna jak basen pływacki. O siódmej opuszczał Ednę Murgatroyd wyciągniętą w łóŜku. śyła w przekonaniu. . jakoś uniknął etykietki "urzędnika z centrali". Murgatroyd zastanawiał się często.zaproponował Murgatroyd Ŝonie. Murgatroyd!" Trzeciego dnia Murgatroyd wyszedł z wody po porannej kąpieli. bardzo wcześnie. siadać na balkonie i obserwować. jak słońce wyłania się z Oceanu Indyjskiego daleko za linią raf i ciemną.i schodził na plaŜę. Jej trwałą ondulację chronił plisowany czepek kąpielowy. siadała na plaŜy pod słomianym dachem i zaczynała całodzienną litanię. które przywiózł z Anglii. UwaŜał się za kogoś w rodzaju playboya.Zostawmy to. na tarasie przy pływalni i. którzy stanowili główną część klienteli hotelu.Nonsens . a to posmarowania jej olejkiem. a na kolację przychodził w pastelowych spodniach i koszulach typu safari z kieszeniami i naramiennikami. aby zjeść śniadanie. mango i papają zamiast jaj na bekonie. na ile mógł. . z włosami nawiniętymi na wałki. Od czasu do czasu zanurzała swoje róŜowe ciało w basenie hotelowym. Ŝądając a to chłodzących napoi. jak inni pensjonariusze. Zaczął jadać śniadanie na dole. Raz wypłynął na odległość chyba dwustu metrów. Na szczęście Ŝona nie była świadkiem tego wyczynu. mimo Ŝe figurowały w karcie. Murgatroyd trzymał się swoich sięgających kolan drelichowych szortów i koszuli tenisowej. Natomiast Murgatroyd zdobył sobie pewną niepoŜądaną i wątpliwą popularność. Gdy zjawiał się na tarasie w długich szortach i płóciennych pantoflach. ale mógł zamiast patrzeć przez okno na mokre chodniki. pójdziemy popływać . a kobiety dwuczęściowe kostiumy kąpielowe.txt . okalającym bar połoŜony na cienistej wysepce. Higgins bardzo szybko zaprzyjaźnił się z grupą młodych Anglików. O tej porze większość męŜczyzn miała na sobie spodenki kąpielowe i koszule plaŜowe. mimo Ŝe bardzo rzadko wystawiała się na słońce. PrzecieŜ na razie potrzebne są nam tylko kostiumy kąpielowe. Higgins. Po kolacji szedł do kasyna gry albo do dyskoteki. Kupił sobie w sklepie hotelowym słomkowy kapelusz o szerokim rondzie. Wstawał. jeśli mi pomoŜesz rozpakować rzeczy. Australijczyków 54 i Anglików. Murgatroyd z Midland Banku stał się postacią humorystyczną. 53 W ciągu dwóch dni Murgatroyd dostosował się do wakacyjnego trybu Ŝycia w tropikach na tyle. Harry Foster nie był niestety wstrzemięźliwy w swoich dowcipach. narzekającą na powolność słuŜby przynoszącej śniadanie w rzeczywistości bardzo szybkiej . co się tam ^dzieje. On takŜe spędzał większość dnia w spodenkach kąpielowych i koszuli. który widział kiedyś na głowie Hemingwaya. witano go nieco ironicznym uśmiechem i wesołym pozdrowieniem: "Dzień dobry. . spokojną wodą rozbłyskującą nagle jak gdyby kawałkami rozbitego szkła. Chcesz wyglądać jak tubylec? Tu masz szorty i koszulę.krzyknął do kobiety siedzącej w cieniu palmy. Ŝe laguna roi się od rekinów i barrakud i nikt nie był w stanie przekonać jej.Będziemy wcześniej gotowi. Spędzał w ciepłej wodzie godzinę. kazał sobie podawać płatki kukurydziane z melonem. by przed obiadem wypić zimnego drinka. podobny do tego. Strona 31 .odpowiedziała mu pani Murgatroyd.Chodź. oczywiście na fotografii. pod bawełnianymi bluzeczkami albo szlafroczkami. Ŝeby popływać. jak zwykle zresztą.Jezu Chryste! .Nie pozwolę ci pójść do jadalni w stroju kąpielowym.Forsyth Opowiadania. . Nie masz pojęcia. ToteŜ wśród Południowoafrykańczyków. toteŜ widywali go rzadko. ile tu ryb! Grupa męŜczyzn i kobiet otulonych w sarongi udawała się do baru. zadziwiając samego siebie własną odwagą.

był niski. Zazdrościł ludziom. obróciła się i rzuciła komuś szeroki. Od strony morza usłyszał huk i zobaczył małą motorówkę. Kiedy obrócił się z powrotem ku morzu. Lina napręŜyła się w pewnej chwili i z wody wynurzył się opalony na ciemny brąz młody gość hotelowy jadący na narcie wodnej.odpowiedziała dziewczyna i poszła dalej.Radzę ci przestać myśleć o tych rzeczach . Rozejrzał się i zobaczył idącą po plaŜy młodą dziewczynę. upał dawał się we znaki. tuŜ przed oczyma Murgatroyda. a w najlepszym razie było pochmurno. Minęło dziesięć minut i Murgatroyd spojrzał na swoją lepszą połowę. Wiedział. które mimo wszystkich środków zapobiegawczych i licznych ostrzeŜeń Ŝony nabrało ponętnego koloru ugotowanego homara. Będzie pracował w Ponder's 55 End przez następne dziesięć lat. Murgatroyd zazdrośnie przyglądał się młodemu człowiekowi. Ale zęby własne. Ŝe aby to uzyskać. wsiądzie do samolotu i juŜ tu nie wróci. tęgi i bez kondycji.usłyszał za sobą głos Ŝony. Zaskoczyło to Murgatroyda. Przywiozła ze sobą cały stos jej ksiąŜek.Bonjour m'sieu . wydatne kości policzkowe i połyskujące czarne włosy. jędrne piersi i wąską talię. zwiotczałe mięśnie piersi. . Motorówka przyśpieszyła. stąpając z niewymuszonym wdziękiem mieszkanek tej wyspy. a jej białe zęby zabłysły w promieniu porannego słońca. Murgatroyd zastanawiał się. napisanym przez popularną autorkę. którzy w krótkim czasie opalali się na brąz. oparł plecami o palik i zaczął zastanawiać się nad sobą. Skórę miała koloru starego złota. Murgatroyd spojrzał na swoje ciało. naleŜało równieŜ zimą chodzić na kwarcówkę i nie dopuszczać. Spięty na lewym ramieniu krótki. która właśnie nadeszła. czy dziewczyna nosi coś pod spodem. Sternik skręcił silnie kierownicą. Zatoczył nowe koło. ale nie potrafił się od tego powstrzymać. Ŝe dziewczyna jest Kreolką.Dzień dobry! . Kiedy zbliŜyła się do niego. Czuł swoje pięćdziesiąt lat. silnymi nogami przecinał sunącą za motorówką smugę fali. Wydawał się wyrzeźbiony z dębu.Ladaco . a potem przejdzie na emeryturę i najprawdopodobniej resztę Ŝycia spędzi w Bognor.mruknęła usadawiając się w cieniu. Miała szeroko rozstawione ciemne oczy. wesoły uśmiech. a wtedy wyrosła za nim wielka fontanna piany. Ŝeby skóra stała się biała jak marmur. . Ŝe nie został jej przedstawiony. włosy miał przerzedzone. Murgatroyd zorientował się. Mięśnie miał napięte. dziewczyna uśmiechnęła się ponownie. A w takim razie jej uśmiech był spontaniczny. Była całkowicie pogrąŜona w romansie historycznym. który sądził. okularów zaś uŜywał tylko do czytania . Pod wpływem podmuchu wiatru biały sarong przylgnął na chwilę do jej ciała. Do niedzieli pozostawało mu jeszcze cztery dni. Był pewien. Ale jak to robić w Bognor? Przez ostatnie trzy lata w czasie jego wakacji lało. Słońce stało juŜ dość wysoko i mimo Ŝe było dopiero wpół do dziesiątej. Uśmiechała się do obcego człowieka. . która właśnie nabierała rozpędu. które opadały lokami na plecy. Rozejrzał się więc dokoła. . Murgatroyd zdjął słoneczne okulary i takŜe się uśmiechnął. Pojedzie na lotnisko.Forsyth Opowiadania. narciarz zatoczył wielki łuk zbliŜając się do skraju plaŜy. Strona 32 . jej ciemne włosy.przewaŜnie raportów z posiedzeń spółki i rachunków bankowych. biały bawełniany sarong ze szkarłatnym wzorem na brzegu ledwo zakrywał jej biodra. ale w pobliŜu nie było nikogo. Spod kąpielowych spodenek z materiału w kratkę wystawały mu cienkie jak tyki owłosione nogi. uwydatniając małe. komu dziewczyna śle swój uśmiech. Grzeczność nie pozwalała mu przyglądać się jej zbyt ostentacyjnie. na której końcu widać było wystającą z wody głowę. Ciągnęła za sobą linę. Szła boso. Ŝeby zobaczyć. Ŝe jest sam pod daszkiem. I ona przyglądała się oddalającej się dziewczynie. mimo Ŝe latem niemal wszystkie popołudnia spędzał w klubie tenisowym. Echo jego tryumfalnego śmiechu biegło po lagunie.zawołał. Lata spędzone przy biurku spłaszczyły mu pośladki. Murgatroyd obserwował jej rozkołysane biodra.txt połoŜył się pod słomianym daszkiem. Brzuszek miał zaokrąglony.

negując przy tym całkowicie sens rzeczywistości.O co panu chodzi? . Nie był niestety człowiekiem. . W pierwszej chwili rozzłościł się i chciał nawet wyjść zza szafki i zaprotestować. oparł się o palmę i czekał na Murgatroyda.odpowiedział Murgatroyd . .skąd jego Ŝona bierze tak niespoŜyty apetyt na romantyczną fikcję. kiedy zbliŜył się do niego Higgins. Ŝe będzie je znosiła w przyszłości.zapytał. jeŜeli przypuszcza. człowiekiem łagodnym i jakkolwiek potrafił kierować bankiem.nie po raz pierwszy zresztą . Przeciwnie.Ile to będzie kosztowało? . Niech pan idzie za mną. . który potrafiłby komuś "złoić skórę". która była mu obojętna. Murgatroyd zaczął liczyć w pamięci. ale sam na sam . . który zbliŜył się do niego. ChociaŜby jeden raz. Od ponad dwudziestu lat związany więc był z kobietą. niech się pan zdecyduje.powiedziała. Ale nie zrobił tego. czy w przypadku jego Ŝony dałoby to rezultaty.mruknął Higgins. Pracował przecieŜ w wydziale zagranicznym. przerywały od czasu do czasu okresy ostrej nienawiści. Niech mnie pan posłucha. Edna Murgatroyd spojrzała na męŜa sponad okularów. JuŜ w pierwszych dniach powiedziała mu. Ŝe ten facet ma prawdopodobnie rację. Potrząsnął głową. wszedł do ogrodu. Murgatroyd właśnie czekał w hallu hotelowym na Ŝonę. Panie Murgatroyd.txt Obrócił się ku lagunie i zadał sobie pytanie . więc tylko pięćdziesiąt..Czy pan tego próbował? . . Bardzo proszę. Trzej biznesmeni z Johannesburga zamówili łódź na jutro rano. . Higgins spojrzał poprzez kolumnadę w stronę oświetlonego hallu.powiedział. CięŜar tych przykrych myśli rozładował cięŜkim westchnieniem.JeŜeli ci się odbija.Ruszył naprzód ze sztuczną nonszalancją. . bo uznał. graniczącą z upodleniem.Za kilka godzin? PrzecieŜ to jest w przeliczeniu dwadzieścia pięć funtów! . a mam straszną ochotę.Dwadzieścia sześć funtów i siedemdziesiąt pięć pensów powiedział automatycznie Higgins.Normalnie kosztowałoby sto dolarów na głowę. jak jeden z bywalców klubu powiedział do drugiego. w domu łagodność ta przemieniała się czasem w bierność. Nadszedł piątkowy wieczór. a te nie mają ochoty na wyprawę. . Ŝe niemal ostentacyjnie. nawet w młodzieńczych latach.O polowanie na grubą rybę . która weszła do toalety. Zostałaby zuŜyta przez panią Murgatroyd na zakupy w strefie wolnocłowej i na prezenty dla siostry.Nie. ale poniewaŜ połowa jest zapłacona. Ŝe juŜ przed laty "powinien był wyłoić jej skórę".. czy połowica Murgatroyda nie idzie za nimi. . W gęsto zarośniętym ogrodzie panowały ciemności. Był zawsze.Muszę z panem porozmawiać.Dlaczego pan nie proponuje tego swoim znajomym? Higgins wzruszył ramionami. . Ŝe nie lubi "tych rzeczy" i Ŝe myli się. to weź tabletkę sody . Co pan na to? Bierzemy ją? Propozycja zdziwiła Murgatroyda.Oni chcą spędzić ostatni dzień ze swoimi dziewczynami.Forsyth Opowiadania. . aby się upewnić.Nie . jaka towarzyszyła temu stanowi rzeczy.szepnął kątem ust i to tak tajemniczo.Ja teŜ nie.Pańska Ŝona moŜe się lada chwila zjawić. .Dobrze . wpatrując się w doniczkę z paprocią. oczywiście Ŝe nie. poza tym wątpił. Ŝe nie będą mogli z niej skorzystać. Nudę.niech pan mówi. Strona 33 . Po obliczeniu ceny taksówki na lotnisko i róŜnych innych wydatków związanych z powrotną podróŜą do Ponder's End. 56 Kiedyś w szatni klubu tenisowego usłyszał mimo woli. pozostawało mu niewiele więcej niŜ ta kwota. Łódź jest wolna i połowa kosztów zapłacona. . Okazuje się. poniewaŜ przepada im zadatek. Spróbujmy! No? 57 . Ich małŜeństwo nie było związkiem dwojga kochających się ludzi.

No więc dlaczego nie? .Człowieku. miejscowości nazwanej Trou d'Eau Douce. którą warto będzie wspominać w Londynie. bo Higgins zastukałby zapewne do drzwi o wpół do piątej.Nie myślałem o tym . zaskoczony nieoczekiwanym chłodem trząsł się trochę. po czym wyszedł i cicho zamknął za sobą drzwi. oddychała chrapliwie. Podjechali do drewnianego mola. Chodźmy. Ŝeby znaleźć się na łowisku przed siódmą.rzekł. Murgatroyd zamyślił się.Nie trzeba jej nic mówić. Zaprowadził ją szybko na kolację. Nie ma pan długich spodni i wiatrówki z rękawami? . spodenki kąpielowe i koszulę.nalegał Higgins. podpisał się na nich i podał Higginsowi. nieco otumaniony swoją szaloną decyzją. Przygoda. . wyciągnął trzy dziesięciofuntowe czeki podróŜne. Uszu Murgatroyda doszły urywki rozmowy prowadzonej w kreolskiej francuszczyźnie. Prawdopodobnie nigdy tu juŜ nie powrócimy. Tu wszystkie domy były jeszcze ciemne i pozamykane. W hallu znalazł Higginsa i przewodnika.odparł Murgatroyd. Zdrzemnął się kilka razy. Przypomniał sobie młodego człowieka przecinającego lagunę na jednej narcie. 58 W nocy Murgatroyd nie mógł zasnąć. . . To dziwne.MoŜe pan sobie spalić skórę. a potem robi się piekielnie gorąco . chowając czeki do kieszeni.powiedział Kilian i rzucił mu sweter. zajechało od niego ponczem. Pochylił się. W niektórych chatach paliło się światło. doprawdy nie wiem. na której jakieś postaci krzątały się przy świetle pochodni. Wziął do ręki pantofle...Właśnie . proszę pomyśleć! Linki na tuńczyki. LeŜała jak zwykle na plecach.. Ŝe obudzi Ŝonę. Kilian spojrzał na Murgatroyda. Ruszył z powrotem do baru. .Wyruszamy bardzo wcześnie . przez dawno juŜ nieŜyjącego francuskiego kapitana. . Wypływamy za kwadrans szósta. chociaŜ raz w Ŝyciu zobaczyć wschód słońca na pełnym morzu! Wiatr we włosach.txt . niejakiego Andre Kiliana. ale przecieŜ i tak wiecznie się awanturuje.Forsyth Opowiadania. ale Murgatroyd zauwaŜył zarys uwiązanej łodzi. .szepnął mu Higgins. Spotkamy się w hallu o czwartej trzydzieści. . nie mam. Wysunął się cichcem z łóŜka i spojrzał na panią Murgatroyd. Zrobi panu potem piekło. .. dowód. obawiając się..Sama myśl o tym przeraziła Murgatroyda. MoŜe uda się coś złapać. Potem skręcili w boczną drogę i wjechali do małego porciku.. który zajmował się organizowaniem sportowych rozrywek dla gości. bonito i inne wielkie ryby. To najlepszy czas. Wreszcie zobaczył. .powiedział.Trzeba będzie wstać o czwartej. OstroŜnie odłoŜył pidŜamę na łóŜko i włoŜył slipy. tuŜ przed wschodem słońca. Nigdy juŜ nie zobaczymy Oceanu Indyjskiego. który prawdopodobnie w tym miejscu znalazł źródło wody pitnej. Piętnaście minut trwała jazda przez ciemne wsie. Miał wprawdzie mały budzik.Niech pan po prostu pojedzie. Za firankami było ciemno.Edna nigdy się nie zgodzi . Niech pan pomyśli. Samochód odjeŜdŜa o czwartej trzydzieści. Kilian wyciągnął ze schowka w samochodzie termos z gorącą kawą i poczęstował wszystkich. .O tej porze na wodzie jest chłodno. i zastał tam rozdraŜnioną Ŝonę.Zresztą. . Będzie nas eskortować pracownik hotelowy.Ma pan rację! Kiedy wyruszamy? Wyjął portfel. Południowoafrykańczyk wysiadł z wozu i podszedł do łodzi.Mam zapasowe . W ciemnym korytarzu włoŜył resztę ubrania. Ŝe fosforyzujące wskazówki budzika zbliŜają się do czwartej. On się na wszystkim zna.Bał się wracać do pokoju. Murgatroyd poszedł za nim.powiedział. . .Nie mówić? .Pojadę! . kierownik imprez. W ksiąŜeczce pozostały juŜ tylko dwa. Ŝe ktoś się tam juŜ obudził. czyli Zatoczką Słodkiej Wody.CóŜ. ale nie odwaŜył się go nastawić. ale ludzie zawsze mówią cicho w ciemnoStrona 34 . . Nie mógł zaspać. O piątej mamy być w porcie. nawinięte na wałki włosy owinęła siatką.

ale później dowiedział się. Stojący na molo wieśniak zrobił to samo z przednią cumą i pchnął łódź. Higgins wydobył z torby przewieszonej przez ramię aparat fotograficzny.Na pańskim miejscu poczekałbym jeszcze kilka minut. Z tyłu. . łodzi i ludzi stawały się coraz jaśniejsze. Wyciągnął z bagaŜnika wielki. . a przed nim znajdowało się koło sterowe i tablica rozdzielcza. Ta część łodzi była zakryta daszkiem. juŜ było całe nad horyzontem i rzucało swe promienie na zachód. marszczyły powierzchnię laguny. a teraz . Mała kabina na dziobie pełna była najrozmaitszych gratów.On sam nie wie dokładnie.W miarę jak stawało się jaśniej. niebo nabrało granatowego koloru.powiedział Kilian. a to jego wnuk. .No. Jean-Paul. zarysy mola. mącony jedynie długą bruzdą przecinającą powierzchnię wody od rufy łodzi do oddalającego się coraz bardziej mola. Łódź nie była nowym luksusowym modelem ze sztucznego tworzywa. Kilian wsunął pojemnik z piwem pod jedną z ławek i gestem zaprosił wszystkich. 59 . skinął głową. których końce przytwierdzono do pokładu. Murgatroyd myślał z początku. a na jej tle rysowało się kilka niskich. Twarz miał ciemną. Na horyzoncie stała blada smuga światła. Słońce podnosiło się teraz szybko. Murgatroyd wychylił się za burtę.odezwał się Kilian . Łódź z wolna obróciła się dziobem do laguny. Na krześle kapitańskim. szeroką łajbą o drewnianym kadłubie pokrytym sklejką. . widać było całe bukiety koralowców. na głębokości czterech sąŜni. Na tym polega tajemnica szczęśliwych połowów. Spoglądał w morze spod powiek pomarszczonych od wieloletniego patrzenia w połyskującą wodę. Na dnie. ale mocna jak skała. Jest 60 stara. Po dwóch stronach rufy sterczały ukośnie długie tyki podobne do anten. a na głowie znoszony i podarty kapelusz. Stary człowiek obrócił się. pofałdowaną jak stary orzech. i widziała na swoim pokładzie niejedną złowioną rybę. wiejące nie wiadomo skąd i dokąd. nikt inny tego nie pamięta. Ŝe są to wędki. I proszę Strona 35 . z których wystawały dwie zdeformowane bose stopy. Na prawo od jej drzwi stał na wysokim trzpieniu wyściełany fotel. Murgatroyd zabrał paczki z wałówką i dwa termosy z kawą.Zabierzemy teraz na pokład rzeczy . dym unoszący się z kominów. Stary człowiek zapuścił silnik i Murgatroyd poczuł pod stopami głuche dudnienie. Ŝe to wysięgniki przeznaczone do oddzielania przy połowie zewnętrznych linek od wewnętrznych. ale starą. chłodzony pojemnik na piwo i zaniósł go z pomocą Higginsa na koniec mola. . Powracał spokój. Zapalały się i zaraz gasły. od ilu. Woda dostrzegalna była tylko dzięki połyskowi. ale zaopatrzony w pasy bezpieczeństwa. Miał na sobie grubą koszulę z granatowego płótna i spodnie. wzdłuŜ burty. szczególnie tuŜ przed świtem. wmontowane były dwie twarde ławy. ale nic nie powiedział.powiedział. Ŝeby usiedli.mówił Kilian.txt ściach.Monsieur Patient łowi w tych wodach co najmniej od sześćdziesięciu lat . a na rufie obrotowy fotel. postrzępionych chmurek. siedział stary człowiek i przyglądał się w milczeniu przygotowaniom. Młody chłopiec odczepił tylną cumę i rzucił ją na pokład. Zna te wody i zna obyczaje ryb. by się nie poplątały. ostre błyski słońca przecinały powierzchnię wody. Kapitanem jest monsieur Patient. Nagłe powiewy. mówił głośniej. Kobiety widać przygotowywały juŜ poranną kawę.Forsyth Opowiadania. po francusku "Naprzód". Ostatnie gwiazdy zbladły.Chciałbym zrobić zdjęcie . .chciałbym przedstawić panom łódź i jej załogę. . z jedną ręką na sterze.Łódź nazywa się "Avant". podobny do biurowego. Murgatroyd widział wyraźnie wiejskie chaty stojące wzdłuŜ brzegu laguny. W dziesięć minut później był z powrotem*. a wtedy słoneczne światło rozszczepiało się na tysiące srebrnych ogników.

Od czasu do czasu lekko skręcał koło albo dodawał gazu i "Avant" omijał 61 kolejne niebezpieczeństwo. zdarłyby w mgnieniu oka burtę z łodzi albo skórę z człowieka. jak wielkie fale. wśród nich róŜowe i zielone woblery zrobione z miękkiego kauczuku. Murgatroyd rozejrzał się. "Avant" podskoczył i zakołysał się. Murgatroyd. kiedy było niegroźne. jakby odbierał sygnały jakiejś.Hej. podobne do cygar ołowiane cięŜarki z zaczepem do Ŝyłek. Potem znaleźli się na rozhuśtanych falach oceanu. zwane przyponami. i kolekcję róŜnych wabików. Po prawej stronie wciąŜ ciągnęły się rafy.roześmiał się Higgins. Murgatroyd wparł się w ławkę i poddając się kołysaniu łodzi i jej nagłym podskokom. od dołu na dobre pół metra owinięte korkiem. Ŝe nie ma między nimi Ŝadnej wyrwy. Wtedy Murgatroyd zobaczył kanał między koralowcami. Płynęli równolegle do brzegu mniej więcej kilometr od niego. Chłopiec wybrał dwa małe woblerki. Do jednego Strona 36 . Ten wyjął z duŜej skrzynki z przyborami stalowe linki rozmaitej długości. Wszystko razem trwało zaledwie sześćdziesiąt sekund. Teraz widział. Niedługo będziemy przepływali przez rafy. Ŝeby łatwo wchodziła do umocowanych w burcie łodzi gniazdek i nie pozwalała im się skręcić. zawierający osiemset metrów jednolitej nylonowej Ŝyłki. jemu tylko znanej. Gdy zbliŜali się do strefy spienionych wód. były coraz jaśniejsze i zieleńsze. tu jest koniak . W pięć sekund później znaleźli się w tym kanale. I wtedy Murgatroyd zdał sobie sprawę z tego. .Po tej przeprawie przydałoby się coś mocniejszego . Kilian uśmiechnął się.Forsyth Opowiadania. Ŝe się nie skompromituje. Były tam takŜe grube. latarni morskiej na pustym horyzoncie. a po prawej i lewej stronie łodzi rozbijały się o rafy białe grzywacze. . Ŝe nie jest to wycieczka dla tchórzów. Gdyby się o nie otrzeć. Z hotelowego balkonu wyglądały. Chłopiec wsunął kaŜdą wędkę do odpowiedniego gniazdka i zamocował ją ściągiem węzła i karabińczykiem tak.Pomyśleliśmy o wszystkim. Ŝeby uchwyt był lepszy. . piórko i łyŜeczkę. Siedział trzymając jedną rękę na kole sterowym.txt uwaŜać. Ŝeby nie wypadły za burtę. Ale kapitan zdawał się nie zwracać na nie najmniejszej uwagi. bębniąc głucho. Chłopiec zapytał o coś dziadka po kreolsku. Chłopiec rozpoczął przygotowania do połowu. Z zaciekawieniem obserwował teŜ wszystkie czynności chłopca. gdy kapitan przekręcił koło i "Avant" skierował się dziobem ku otwartemu morzu. sterczących tuŜ pod powierzchnią morza. Wyniósł z kabiny cztery dwuipółmetrowe wędziska. ale w dotyku były ostre jak brzytwy. Murgatroyd patrzył na coraz bliŜsze rafy. KaŜde z nich zaopatrzone było w duŜy kołowrotek. Wyglądały jak zrobione z delikatnych piórek. Obsada wędek. ten odburknął mu. Wszędzie pieniły się teraz grzywacze. a zdawało się trwać wieki. a gdy fala opadała po jego stronie. Murgatroyd dostrzegał je dopiero wtedy. wszystko co błyszcząc w wodzie przyciąga uwagę drapieŜnych ryb. Zdawało się. czy widział pan te cholerne koralowce? zawołał Higgins. Za przynętę słuŜyły teŜ łyŜeczki i błystki. które w mgnieniu oka przybrały odcień zielonkawoniebieski. i patrzył naprzód przez szybę.powiedział Kilian i otworzył drugi termos. Słońce wynurzało się z wód oceanu i rozjaśniało rozkołysane wody. próbował wypić kawę. zrobiona z solidnego mosiądzu. drugą na gazie. rozbijają się o poszarpane ściany ostrych jak noŜe koralowych raf. Inne wykonano z białych i czerwonych kogucich piór. została poząbkowana w ten sposób. Miał nadzieję. jakby były zrobione z piórek opryskiwanych mlekiem. Patient skręcił ostro kołem sterowniczym w prawo i "Avant" zaczął sunąć równolegle do linii raf.To jest coś! Prawda? Kawy? . W miarę jak słońce wyłaniało się zza horyzontu. Znaleźli się na groźnie wzburzonych falach Oceanu Indyjskiego. widział ściany koralowców w odległości trzech metrów. w odległości jakichś dwudziestu metrów od nich.

zajmie wtedy moje miejsce i otrzyma wędkę z rąk Jean-Paula albo moich. Pozostałe dwa chłopiec włoŜył do gniazdek umieszczonych na burtach tylnego pokładu.txt końca kaŜdej z tych błystek przymocowany był stalowy. Chłopiec przymocował zaczep wabików do stalowej linki przyponu. . tak Ŝe niekiedy ginęły z oczu* Chłopiec pozwalał Ŝyłce rozwijać się do chwili. Ich Ŝyłki ściśnięte były duŜymi klamrami. Ŝe wędki są drogie.Ale nas nie interesują małe rybki! .Błystka wirowa nadaje się do łowienia barrakudy. w zielonkawej wodzie. a tę z kolei do Ŝyłki wędziska. KaŜdy wabik obciąŜony był ołowianym cięŜarkiem. . Osoba.powiedział Kilian.Forsyth Opowiadania.To jest sprzęgło poślizgu .. 63 Południowoafrykańczyk siadł w obrotowym fotelu i wziął do ręki jedną z wędek. Dwa wędziska sterczały w swoich gniazdkach na tylnej burcie łodzi.. Trzeba pamiętać. dorady. Gdzieś daleko w tyle. ale w pozycji równoległej.zapytał Kilian.ale szybko.zdziwił się Higgins. niczym szybko mknąca ryba. który od razu zaczął zrzucać przygotowane przez siebie linki za łódź. Jest to znak dla rybaka. Zdarza się. Wtedy znowu zahaczył kołowrotek. na które takŜe poluje bonito i tuńczyk.tłumaczył dalej Kilian. . Ŝe wędka zostaje wyrwana z ręki. . jedno w lewym naroŜniku. kiedy orientował się. a nawet duŜe tuńczyki. Potem juŜ nie będzie na to czasu. a to z kolei powoduje przeraźliwy pisk. Kapitan obrócił się i skinął głową na chłopca. bo im dłuŜej będziecie marudzić. drugie w prawym. kiedy ryba chwyci.W takim razie pokaŜę wam. tym więcej Ŝyłki będziecie musieli potem wciągnąć . tuŜ pod powierzchnią.Wtedy trzeba wsadzić wędzisko grubszym końcem do gniazdka w podłodze tuŜ pod fotelem i przypiąć tą oto klamrą do ramy fotela. wszyscy wstali. górna część wędziska uginała się lekko pod cięŜarem przynęty i zaczynała ją ciągnąć. i kołowrotek zaczynał się obracać. Kiedy usiądziecie na tym miejscu . Ptaki są dla nas sygnałem.powoli przekręcicie sprzęgło Strona 37 . Monsieur Patient zmienił nagle kurs.Kiedy ryba chwyta. Rozpiętość tych lin miała utrzymać zewnętrzne Ŝyłki z dala od wewnętrznych. do drugiego zaś pojedynczy lub potrójny haczyk. . . . . tuŜ nad powierzchnią wody trzepotało stadko ptaków. Kilian wskazał na mosięŜne koło ze szprychami sterczące z boku kołowrotka. Kilian zwrócił uwagę swoich gości na rodzaj uŜywanej przynęty. ale nic nie przykuło ich uwagi. Chłopak rzucił w morze przynęty przymocowane do tych wędzisk i przesunął klamry po linach jak mógł najwyŜej. na którą przyszła kolej. cięŜarki i Ŝyłki. kołowrotek zacznie kręcić się tak szybko. Z daleka wyglądały jak punkciki.ZauwaŜyły ławicę drobnych rybek i polują na nie. dwudziesto62 pięciocentymetrowy przypon.Nie. Ŝe jego terkot zamieni się w pisk. Ŝe przynęta znajduje się o dobre trzydzieści metrów od łodzi. Na woblery i piórka łowimy bonito. Ŝe idzie ławica szprotek. który utrzymywał go tuŜ pod powierzchnią wody. Dopiero po minucie dostrzegli to. Prąd wody porywał przynętę.Czy któryś z was juŜ kiedy łowił ryby? . Teraz popatrzcie. Kiedy gwałtownie podskakiwały na spienionych falach.JeŜeli ustawić je na nieduŜy cięŜar. Nurkowały i zaraz potem wyłaniały się z morskiej toni. powiedzmy do pięciu funtów. Murgatroyd i Higgins potrząsnęli przecząco głowami. ale interesują się nimi duŜe ryby. . to wyrwałaby Ŝyłkę z klamry i przeniosła napięcie z kołowrotka wprost na wędzisko. Okay? Obydwaj Anglicy skinęli głową. co nastąpi. Chodźcie panowie za mną i popatrzcie. . Gdyby ryba wzięła. Ŝyłka zostaje gwałtownie szarpnięta przez nagły ruch kołowrotka. Murgatroyd i Higgins znowu skinęli głowami. do którego przymocowana była przynęta. a te z kolei przywiązane do lin przeciwwagi burtowej. co stary człowiek zauwaŜył juŜ przed dobrą chwilą. ale jeśli jest dobrze umocowana. . przynęta i haczyk płynęły równo. to gdy ryba weźmie i pociągnie za sobą Ŝyłkę.Rybitwy . odsuwał zaczep kołowrotka. nie tracimy jej ani przynęty. Daleko na horyzoncie.

Wtedy trzeba ją zmęczyć. Ale 64 utrzymywanie przez dłuŜszy czas stufuntowego cięŜaru. groziłoby wyrwaniem ramion z tułowia. powoli opuszczając wędzisko. jak się szarpie . Ale o to będziemy się martwić. po przebyciu trzech mil "Avant" znalazł się w miejscu. W kilka chwil później jedno z wędzisk przegięło się gwałtownie i Ŝyłka zaczęła się rozwijać.zainteresował się Higgins.zapytał Higgins. przechylanie go do przodu przy jednoczesnym kręceniu korbką kołowrotka. kiedy naciąg wynosi sto funtów. którego kołowrotek wciąŜ się obracał. która natychmiast znikała w ich wąskim przełyku. z nieruchomymi skrzydłami i opuszczonymi łebkami. podciąganie wędziska do góry. dopiero gdy przytrafi się taka sytuacja. . . Z początku odpuszczamy Ŝyłkę. . który z nas będzie pierwszy. . Wędzisko ugięło się jeszcze bardziej. Przymocował klamrą wraz z węzłem i zacisnął sprzęgło poślizgu. Chłopiec ogłuszy ją i wrzuci na pokład. o tak. cieniutką niby zapałka rybkę.powiedział Higgins .Ale co się dzieje. Higgins wygrał.wydusił z siebie Higgins i kręcił dalej. W pewnym momencie zobaczycie swoją zdobycz szamocącą się w pianie za rufą. sprzęgło poślizgu wypuszcza Ŝyłkę tylko wtedy.stwierdził Kilian.musimy się zdecydować. Trzeba mocno chwycić lewą ręką część wędziska owiniętą korkiem i szybko kręcić korbką kołowrotka. trzeba odjąć od tego dziesięć procent. To ułatwi wciąganie Ŝyłki. Chłopiec wziął szczypce i wyjął wąs haczyka wędki z pyska bonito. śyłka nawijała się gładko. JeŜeli ryba jest bardzo cięŜka. Jeśli są mokre. Kołowrotek będzie usztywniał się stopniowo do chwili. .Moja! . znowu odpuszczamy i tak w kółko. aŜ ryba tak się zmęczy. Jean-Paul wychylił się za rufę. a nie ryba łódź. To jedyne wyjście i cięŜka walka. prawą obracał kołowrotek. Wtedy wyciągając ostre dzioby spadały strzeliście w dół. śyłka zatrzymała się niemal natychmiast.txt w przód. Ŝeby się znów naciągnęła. . Wtedy łódź zacznie ciągnąć rybę. Polowały na swoje poŜywienie z niestrudzoną energią. podobnie jak makrele. Jean-Paul podał mu wędzisko. Murgatroyd zauwaŜył.Bonito . Obracający się kołowrotek wydawał z siebie dźwięk. sztywna ryba.Czysta robota Strona 38 . ale Ŝyłka się nawijała. W pół godziny później. Higgins wcisnął go do gniazdka. .Czuję. Chwyt oburącz. Monsieur Patient zmniejszył obroty silnika i łódź płynęła teraz wolno nad niewidzialną ławicą ryb. Ptaki szybowały jakieś sześć metrów nad wodą. nad którym krąŜyły rybitwy. Chwytając linkę podciągnął ją i na pokład padła srebrzysta. kołowrotek jest tak znakowany. Te Ŝyłki mogą wytrzymać cięŜar stu trzydziestu funtów.krzyknął Higgins z radością i runął na obrotowy fotel. trzymając w dziobie wijącą się. . Ŝe ryba ma powyŜej srebrzystego brzucha ciemnogranatowe paski. Potem uwalnia się prawą rękę. potem nakręcamy ją. Wędzisko zgięło się.Około czterech funtów.Panie Murgatroyd .Forsyth Opowiadania. . W tym momencie zaczynacie ją wciągać. trzeba trzymać wędzisko oburącz i starać się podnieść je do pozycji pionowej. gdy Ŝyłka przestanie się rozwijać.Wskazują maksimum dopuszczalnego naciągu. Zagramy w orła i reszkę. W sekundę później wyłaniały się z wody. Aby uniknąć ryzyka. nie mówiąc juŜ o wciąganiu go na pokład.Co oznaczają te nacięcia na sprzęgle poślizgu i na mosięŜnej obudowie bębna? . Rzucił ją na pokład. Następnie naleŜy ten zabieg powtórzyć. który po chwili przeszedł w gwizd. pilnie wypatrując bystrymi oczkami błysków ukazujących się tu i ówdzie w rozkołysanej wodzie. kiedy bierze bardzo cięŜka ryba? . chwyta nią korbkę i kręci. Ŝe dłuŜej ciągnąć nie moŜe. Wyciągnął z kieszeni jedną miejscową rupię. Trzymając je lewą ręką. Więc zapomnijmy o tym. Ŝe gdy nacięcia schodzą się ze sobą. Higgins nie miał 65 4 . ale juŜ nieco wolniej.

co oznaczało.Monsieur Patient ma inny pomysł . Kołysząc się lekko. Ŝe moŜe się urwała. Przejechali jeszcze raz poprzez ławicę i ryba chwyciła po raz drugi. gdzie jak okiem sięgnąć kołysała się ciemnogranatowa toń. tak Ŝe się napięła. Kręcił z całych sił. aŜ zakrwawione wyszło przez pysk. tak jak gdyby była tuŜ. Chłopiec skinął głową. i mruknął coś do niego. kryjącym się w skłębionych wodach. Wcisnął wędzisko do gniazdka. Pokręcił jeszcze kilka razy i zobaczył ją tuŜ pod rufą. a koniec wędziska przechylił się w dół. dała widać za wygraną. Ten odpiął przypon razem z przynętą i schował go do skrzynki z przyborami. Wbił ostrze w odbyt ryby i przepchał je przez całe jej ciało. po czym przebił mięśnie karku ryby. Kiedy ryba znalazła się w odległości dwudziestu metrów za łodzią. tuŜ. . Był to znowu bonito.Forsyth Opowiadania. ale tym razem większy. Napiął mięśnie lewego ramienia i prawą ręką zaczął spokojnie kręcić korbą kołowrotka. Stary przeciągnął igłę przez nasadę płetwy grzbietowej. poczuł szarpanie ryby na końcu sześćdziesięciometrowej Ŝyłki. czy nie walczy z jakimś olbrzymim stworzeniem. a półkoliste płetwy jej ogona sterczały sztywno w górę i w dół. WaŜył około dziesięciu funtów. Powoli obrócił sprzęgło ku przodowi i po chwili Ŝyłka stanęła. Przeszedł go dreszcz podniecenia. Patient wyjął ze skrzynki duŜy haczyk.krzyknął podniecony Higgins. a jego wnuk tymczasem zarzucił haczyk wraz z woblerem do wody. Murgatroyd ujął wędzisko. ale jest niezbyt smaczna.powiedział Kilian. Miała półotwarty pysk i czarne. Dajmy mu spokój. Stary rybak obrócił koło sterowe i wziął kurs na środek laguny. Robił to po raz pierwszy w Ŝyciu i pewnie po raz ostatni. Czuł w napręŜonym lewym ramieniu siłę szamocącej się ryby. Dyszał cięŜko. Wziął mniejszego bonito i zaczął robić z niego przynętę. Murgatroyd pomyślał. prawda? . które złapał Higgins. które wystawało spod podstawy ogona.JuŜ nie będziemy uŜywać tej wędki? . MoŜe to naprawdę wielka ryba. jak wnuk wyciąga haczyk z pyska bonito. . Następnie nawlókł na mniejszą igłę. chociaŜ jeszcze nie gorąco. . jakich kobiety uŜywają do cerowania męŜowskich skarpetek. JuŜ on wie. metr bawełnianej nitki.zapytał Higgins. Patrzał. Mała martwa ryba była juŜ twarda jak deska. Strona 39 . bo Ŝyłka cofała się łatwo. Nie spodziewał się. okręcił ją kilka razy nitką. Tubylcy robią z nich zupę. nie większą niŜ te. Minęła juŜ ósma i zaczynało się robić ciepło.txt zadowolonej miny. Będzie co opowiadać w Ponder's End. na wierzchu pozostało tylko zagięcie haczyka i ostre jak igła zakończenie z wąsem. niewidzące oczy. Wyciągnął resztę stalowej linki z pyska ryby. co robi. stary rybak przeszedł przez chybocący się pokład na tył łodzi i skrzyŜowawszy nogi usiadł na odpływowej luce. Następnie wbił obsadę haczyka głęboko w brzuch ryby. Kilian pokręcił głową.MoŜe będziemy ją mogli zjeść na kolację? . Jean-Paul ogłuszył ją i rzucił na pokład. ostrzem do przodu.zapytał Higgins. Ŝe będzie musiał tak się wysilić.Bonito nadają się tylko na przynętę. 66 . Grzbietowa płetwa bonito i dwie płetwy brzuszne leŜały płasko. który powiedział mu coś i wskazał ręką przed siebie. A jeŜeli to nie będzie duŜo większe od tego. Nie wiedział przecieŜ. to następne moŜe okazać się gigantem. Ŝe odsunęli się od ławicy szprotek. Potem poszedł na dziób łodzi i przejął koło sterowe od dziadka. do którego nasady przymocowana była pięćdziesięciocentymetrowa stalowa linka i trzydziestocentymetrowe stalowe ostrze podobne do szydełka. . Kiedy wziął do ręki obciągniętą korkiem część wędki. Ŝeby ściągnąć ją ku burcie. Murgatroyd skinął głową i uśmiechnął się. Stado rybitw pozostało na prawo od łodzi. Przypiął stalową linkę do końca ostrza i za pomocą szczypiec teŜ przeciągnął ją przez ciało bonito.Wspaniała zabawa. myślał. Zadziwiająca była siła napotkanego oporu. Monsieur Patient powoli zatoczył łuk i skierował "Avant" z powrotem ku ławicy i wyznaczającym ją nurkującym ptakom. Na końcu linki pozostał mały obrotowy zatrzask. moŜe bardzo wielka. Był ogromnie podniecony.

^wstawił wędzisko do gniazdka i powrócił na kapitański fotel.txt Naciągnął nitkę i płetwa uniosła się wraz ze swoimi włóknami i błonami. i rozpoczął swoją ostatnią podróŜ pod wodą. Higgins popuszczał Ŝyłkę i ciągnął ją przez dobre dziesięć minut. uczucie tak często towarzyszące człowiekowi znajdującemu się w nieduŜej łodzi. Ale prom był większym statkiem niŜ "Avant". zwłaszcza Ŝe kiedyś rozchorował się na promie z Dover do Boulogne. smaŜonego tłuszczu kuchennego. Murgatroyd trzymał się jednego ze słupków. Poddawał mu się miękko i znowu się podnosił. Fale nadchodziły od wschodu. Ogarnęło go poczucie samotności. Ŝe był przynętą. Ale na pełnym morzu jest juŜ tylko siostrą pierwszego lepszego smrodliwego trawlera. Stary rybak spiął wreszcie obrotowym złączem wystającą z pyska stalową linkę z nylonową Ŝyłką zwisającą ze szczytu wędziska i wrzucił przynętę do oceanu. Ŝe jest to prawie metrowa. Murgatroyd dziwił się. I są smaczne. ale nie walczył z morzem. z jaką ryba się wyrywała. podziwiana przez spacerujących wczasowiczów. spalin. . Nawet teraz. 67 W dziesięć minut później ryba znowu wzięła. Ŝeby ugotował ją na kolację. kaŜdej łajby o spawanych blachach i ze złączami nitowymi. Patrzył. Kiedy z nim skończył. wysokie. "Avant" był wprawdzie mniejszy. wreszcie ludzkie smrody. które pozwalają rybom zachować pionową równowagę w wodzie. po czym ołowiane cygarko ściągnęło go w głąb. Murgatroyd. wąska ryba o złotej. MoŜe zasługuje ona na miano majestatycznej. ale kiedy wylądowała na pokładzie. otoczony 68 czterema innymi ludźmi.powiedział z dumą. jest tylko wątłą skorupą przeciwstawiającą się niewymiernej potędze. walczyło o Ŝycie z szaleńczą stanowczością. jego pasaŜerowie zmuszeni byli wdychać zapach oleju. kaŜdego zardzewiałego trampa. Ŝe go nie mdli. zapachy buchające z baru. oświetlone słońcem maskującym przepastne głębiny. Teraz zaszył małymi ściegami rybi pysk. To. dobrze zbudowanej. zazdroszczących bogatym właścicielom. Ŝe ciągnę cięŜarówkę . Wszystkie Strona 40 . Jego trzy płetwy sterczały na boki i do góry. . dalej niŜ innym przynętom. podtrzymujących drewniany daszek przedniej części łodzi. a zaszyty pysk zapobiegał tworzeniu się pęcherzyków i drgań. Kiedy byli na szczycie fali. tym razem na błystkę wirową. chuda.Dorada . Woda dokoła łodzi zmieniła kolor z szaroniebieskiego na bladoseledynowy. jak bonito podskoczył dwukrotnie na fali. Poprosimy szefa kuchni. Sztywny ogon miał mu zapewnić szybkość i utrzymanie kierunku. . Przebijał się z wielkim szumem przez fale. kruchą zabawką w dłoni olbrzyma. jak ściśnięte szeregi zwalistych gwardzistów w zielonych mundurach. Ŝe jest to średniej wielkości tuńczyk. Higgins był bardzo podniecony i szczęśliwy. odczuwał lęk graniczący z paniką. połyskliwej górnej części ciała i takich samych płetwach. Stary pozwolił mu oddalić się na prawie sześćdziesiąt metrów. Morze falowało coraz silniej. co złapał. szczególnie kiedy stoi na przystani modnego kurortu. dumnej. maszerujących na wyspę. tylko na zachodzie zamazany brzeg wyspy Mauritius. jedna za drugą. Wielkie ściany wody falowały po obu jego stronach. sądząc po sile.ucieszył się Kilian. widzieli dokoła siebie całe mile białej kłębiącej się piany. Wielkie fale szarpały "Avantem". moŜna było zaryzykować przypuszczenie. Chłopak poprawił przynętę i wrzucił ją z powrotem do wody. Murgatroyd czuł własną nicość i słabość oraz buńczuczną kruchość tej łodzi. jakŜe częste na morzu. Tylko wąski paseczek stali pomiędzy jego zaciśniętymi wargami i groźny hak przy nasadzie ogona zdradzał. okazało się. przemierzający śniegi Północy czy teŜ pustynie.Forsyth Opowiadania.Miałem wraŜenie. dzięki czemu nie mógł koziołkować. aby zginąć w ogniu artylerii raf. One naprawdę walczą. Znają je tylko ludzie podróŜujący statkiem lub samolotem. bonito wyglądał jak Ŝywy. ruchome. który unosił się i opadał coraz gwałtowniej. wpatrując się w wodę. To samo zrobił z dwiema płetwami brzucha.Dobra robota.

Murgatroyda bolało ramię.Coś tam jest i płynie za nami . pochylił głowę i nie puszczał wędziska. a kołowrotek zaterkotał jak grzechotka. . powoli. u licha? Kilian wzruszył ramionami.Niech pan zaciśnie mocniej sprzęgło .krzyknął Kilian.Musimy panu załoŜyć pasy .Ma pan szczęście! . Mimo to kołysał się jeszcze silniej. Zacisnął klamrę i mocno ujął owiniętą korkiem część wędziska. Higgins przełknął kilka razy ślinę.txt te rejony są okrutne i bezkresne.Sto funtów! To granica! Niech pan teraz chwyci wędkę oburącz i nie puszcza jej! Murgatroyd z ulgą przeniósł prawą rękę na wędzisko. wyrywając wędzisko z gniazdka w burcie i przenosząc je do gniazdka umieszczonego przed fotelem. przedramion. śyłka zwolniła. . . Niezbyt moŜe szybko. Stary człowiek jednym ruchem zmniejszył obroty silnika i "Avant" zwolnił. Higgins rozejrzał się dokoła.powiedział. Wszystkie ujęte były duŜą klamrą. .Co on mówi? . a linka rozwijała się nadal. ścisnął je obiema rękami. Murgatroyd wyszedł z cienia i usiadł. wparł się podeszwami sznurkowych pantofli w belkę. . Murgatroyd poczuł ulgę. Wewnętrzne i zewnętrzne nacięcia znajdowały się niemal naprzeciwko siebie. Kilian przechylił się. Stary rybak sterował teraz jedną ręką i przyglądał się uwaŜnie rozwijającej się Ŝyłce. aŜ znaki znalazły się dokładnie naprzeciwko siebie. Po chwili stał niemalŜe w miejscu. szerszy. ale po chwili przyśpieszyła i odwijała się dalej. Koniec wędziska obniŜał się coraz to bardziej.Ona jest ogromna! Ciągnie z siłą ponad stu funtów! Trzymaj się pan. Nous suit. kiedy jedno z wędzisk przegięło się gwałtownie i Ŝyłka zaczęła. Murgatroyd przesunął stopy. Cokolwiek szamotało się na końcu Ŝyłki. . Kilian zacisnął ją mocno.zawołał Kilian.powiedział Kilian. aŜ znalazł się na poziomie jego oczu. wędzisko gięło się coraz bardziej. 69 .To pańska ryba . Rękojeść wędziska sterczała prostopadle między jego kolanami. . Musi pan jeszcze bardziej zacisnąć. Strona 41 . mimo Ŝe pasy go uwierały na ramionach.Ten drań ciągnie z siłą osiemdziesięciu funtów . . Przerzucił dwa rzemienie przez plecy Murgatroyda. Ŝe się rusza.Jezus.krzyknął Kilian. jego zakończenie było mocno wygięte. Kołowrotek toczył się jak beczułka z piwem. palce mu zesztywniały. się odwijać. Murgatroyd napiął mięśnie ramienia. zaczął przekręcać korbę sprzęgła poślizgu. ale gładko. śadnej zmiany. . a ostatni. TuŜ po dziewiątej monsieur Patient powiedział jak gdyby w przestrzeń: . ale równo. . Nigdy w Ŝyciu nie zdarzyło mu się ciągnąć stufuntowego cięŜaru. .poradził mu Kilian bo inaczej zabierze panu całą linkę.Forsyth Opowiadania. Kierownik banku napręŜył mięśnie ramion i przykręcił korbę sprzęgła.Wygląda na to. Zdał sobie sprawę. zgarbił się.Tak jak pan czuje. Rezerwa Ŝyłki na bębnie kołowrotka malała. .A skąd on to wie. a Ŝyłka rozwijała się dalej. Ŝe coś jest nie w porządku z kolumną cyfr. przekręcił korbę. Piekła go skóra obnaŜonych ud. Nagle powiedział: . . Instynkt. A to dlatego. rozwinęło ją na długość sześciuset metrów. wsunął mu między uda. człowieku! Mówił z coraz silniejszym południowoafrykańskim akcentem.powiedział Kilian. ale najstraszniejsze z nich jest morze.Marlin. Ŝeby spojrzeć na sprzęgło.Ya quelque chose. Widać było jedynie wody oceanu. napiął mięśnie palców.Dosyć . rąk.zainteresował się Higgins.powiedział Kilian do Murgatroyda. Było kwadrans po dziewiątej. Dwoma dalszymi otoczył go w pasie. usztywnił uda i łydki i odchylił się. Maria! . Ŝe słońce juŜ bardzo mocno przygrzewało. Ŝe złapał pan marlina. Po jakichś trzech minutach kołowrotek przestał się obracać.

policzków i brody. Patient podał mu swój pleciony kapelusz z szerokim rondem. Kilian obrócił się. Dzięki swetrowi Murgatroyda przestały piec ramiona. zanim ryba zaczęła uciekać. Dla swojego dobra. Kilian spojrzał na jego szorty i koszulkę. Murgatroyd skulił się. Miejmy nadzieję.Niech pan nawija Ŝyłkę powoli. podciągnął je tak wysoko. Blask słońca 71 odbity od powierzchni wody moŜe być niebezpieczniejszy niŜ słoneczne promienie padające bezpośrednio na skórę. . kiedy ryba walczy. .A ma pan tylko osiemset! . potem drugą. A wtedy niemal wyrwała mu z rąk wędzisko. jaki sprawiał jej wbity w podniebienie 70 hak. Ŝeby zmniejszyć ból. Szczęście im dopisało.rzekł do Murgatroyda ale w tym celu muszę na chwilę odczepić pasy.Nie utrzyma jej pan. kiedy jej nacisk przekroczy sto funtów. .powiedział Kilian. Linka była juŜ do końca rozwinięta. Kilian kucnął przy Murgatroydzie i musztrował go jak instruktor. W trzydzieści sekund odebrała całe sto metrów.Forsyth Opowiadania. Proszę zmniejszyć nacisk sprzęgła do osiemdziesięciu funtów.wymamrotał Murgatroyd przez zaciśnięte zęby.stwierdził Kilian. To twarda sztuka. który miał teraz oczy w cieniu. zanim zmęczyła się i znów zaczęła płynąć za łodzią. bo siła wynosiła czterdzieści funtów. ale rytmicznie. Kiedy zacznie przyśpieszać. Nie było to łatwe. . więc mógł znowu nawijać Ŝyłkę. Ulga była natychmiastowa.jęknął Murgatroyd. Kilian nałoŜył go na głowę Murgatroyda.Co teraz robić? .Przesunę to panu przez głowę . niech pan nawija Ŝyłkę jak najszybciej. który poucza lotnika przed pierwszym solowym lotem. Ŝe marlin przez ten czas nie ucieknie. Wszyscy chcą złapać marlina. który śmierdział potem i rybami. Strona 42 . Dopiero gdy zacznie płynąć razem z łodzią. Po chwili ryba nabrała energii.Czy to dobrze? . Ryba znowu zabrała niemal sto metrów Ŝyłki. Ŝeby nakręcić trochę Ŝyłki na kołowrotek. wyciągając Ŝyłkę z kołowrotka z siłą stu funtów. Nie wolno jej dawać zbyt wiele Ŝyłki. włoŜył mu sweter i z powrotem zapiął pasy. nie przestając się szamotać.zapytał Higgins przeraŜonym głosem. Ryba płynęła wraz z łodzią na napiętej lince. Udało mu się nawinąć pięćdziesiąt metrów Ŝyłki. Nie naleŜy nawijać linki.Marlin to król ryb . włoŜył ją na nogi Murgatroyda. Zdjął dolną część swojego dresu. Wędzisko przegięło się niemal ku powierzchni wody. Zerwie Ŝyłkę jak bawełnianą nitkę. co mu Kilian kazał. Przez dobre pięć minut utrzymywał wędzisko w tej samej pozycji. . Ŝeby uciec. Murgatroyd robił wszystko. . ale skóra jego policzków była juŜ bardzo zaczerwieniona i spieczona. i nacisk na pysk. wciągnął sto metrów. nie ryby. stoczy z panem walkę. Wyciągnęła razem sześćset pięćdziesiąt metrów . . niech ją pan puści i zaraz powiększy nacisk do stu funtów. Siła oporu ryby wahała się od siedemdziesięciu do dziewięćdziesięciu funtów. Wędzisko uniosło się. Czterej męŜczyźni przyglądali się w milczeniu walce toczonej przez Murgatroyda. ale bez większego oporu. jak się dało. . to się urwie.Zrobiło się bardzo gorąco . aŜ pot zaczął spływać mu z czoła. ale ryba płynęła za łodzią. Trzymał ją teraz oburącz. Uda i łydki przestało chłostać słońce. A jak wyciągnie całą linkę z kołowrotka. Mimo Ŝe bolały go palce.Co roku bogaci turyści przyjeŜdŜają tu i wydają tysiące dolarów.Pan się usmaŜy -.powiedział.odpowiedział Kilian.Modlić się . napiął i nie puszczał wędziska. . najpierw jedną nogawkę. bo moŜe wypluć haczyk. ale to się prawie nikomu nie udaje. Murgatroyd wykorzystał zmęczenie ryby. Następnie Kilian przyniósł z kabiny sweter z długimi rękawami. Powoli koniec wędziska uniósł się odrobinę. Pasy wrzynały mu się w ciało. Ledwo zdąŜył przerzucić drugą rękę na rękojeść. To ryba zwiększyła swą szybkość. Kilian zsunął pasy z ramion Murgatroyda. o jakiej się panu nie śniło.txt .

. Nazywają go Cesarzem.C'est l'Empereur . . człowieku . marlin wyglądał.powiedział. To było niedaleko Riviere Noire. trzy razy tracił je. Murgatroyd wyglądał jak chory starzec.wyjaśniał Kilian Higginsowi. Kiedy minęło południe.Oni znają miejscowe ryby . to nie Strona 43 . Mimo spodni i swetra bezlitosne słońce spalało mu skórę. ostro zakończony pysk ryby wskazywał niebo. TuŜ po jedenastej marlin po raz pierwszy wyskoczył z wody. Ŝe jest stary i sprytny.Vous etes sur? . Murgatroyd trzymał go wtedy na odległości pięciuset metrów. Ŝe nawet duŜo później nie potrafił jej opisać. Bicepsy stwardniały i napięły się. a ty masz sprzęt i rozum. .mówił Kilian. Ryba wyłoniła się zza wysokiej ściany zielonej wody i Murgatroydowi aŜ szczęka opadła.jesteś bardzo zmęczony. a ty nie jesteś w dobrej formie.wycedził przez zaciśnięte zęby. Murgatroyd wpatrywał się w miejsce. mimo swoich lat. a nigdy nie słyszałem. Był opalony na brąz.Słuchaj. Przez następną godzinę borykał się z bólem i zrozumiał jego znaczenie. Siedział zgarbiony nad wędziskiem. odczuwał przyjemność tak wielką. Kiedy była na haczyku. to 72 jest to błękitny marlin uwaŜany za większego od największego na świecie. kiedy ryba odpoczywała. Wielkie cielsko wzdrygnęło się.Co on powiedział? . Nie czuł palących promieni. Patrzał na swoich dręczycieli sponad białych szczytów fal. Po co się zabijać. To legenda rybaków. jakiego nigdy sobie nie wyobraŜał. JeŜeli dobrze rozumiem. Ponad okiem sterczała wypręŜona grzbietowa płetwa niczym koguci grzebień. JeŜeli potrzebujesz pomocy albo krótkiego odpoczynku. Marlin trwał tak przez sekundę. ciemnym Ŝywiole. Potem wyłonił się z wody błyszczący tułów.JakŜe mogą rozpoznać poszczególną rybę? . Wtedy spostrzeŜono. Trzy razy w ciągu tej godziny wywalczył od ryby sto metrów Ŝyłki. ale Patient. * . Wąski.Wyglądają wszystkie tak samo. a mokre od potu pasy wrzynały się bezlitośnie w jego spalone słońcem ramiona.Ta juŜ dwa razy złapała się na hak . bolały go całe dłonie. Ale on tylko coraz niŜej schylał głowę i nawijał Ŝyłkę. . Obydwie dłonie krwawiły od pękających bąbli. a jego waga wynosi tysiąc dwieście funtów. Stary Patient pierwszy przerwał milczenie. Kilian podszedł do niego z otwartą puszką zimnego piwa w ręku. To jest dobra walka. . . . ma sokoli wzrok. Kiedy malał jej napór na linkę. Ona ma tylko siłę. . Ŝe z pyska zwisa jej haczyk. człowieku. Czasem nadchodziła nagła ulga. Znaczy to równieŜ. Zadecyduje wytrzymałość. Ktoś nawet sfotografował ją w powietrzu. Potem z wolna i metodycznie zaczął nawijać Ŝyłkę. . jak gdyby stał na ogonie.I dwa razy zerwała linkę. Kiedy nadeszło południe.spytał. Za drugim razem juŜ prawie znalazła się w łodzi. odczuwał ból.zapytał Higgins. tak Ŝe jest dobrze znana. Ja nie rozpoznałbym jej z odległości pięciuset metrów. Ŝeby stary się mylił. Łódź znalazła się na chwilę na grzbiecie fali. samotny w swoim bólu.zdziwił się Higgins. ale lata przebywania na słońcu zrobiły swoje. pogrąŜony we własnych myślach. wyskakiwała wielokrotnie z wody i moŜna się było dokładnie jej przypatrzyć. Potem runął w następną nadchodzącą ścianę wody i zniknął w swoim zimnym.Trzymaj się. pełen jakiejś wewnętrznej determinacji. Ŝe juŜ długo nie wytrzymam . Kilian obrócił się ku niemu raptownie. W ostatniej chwili znowu zerwała linkę i zabrała ze sobą drugi haczyk. Twoja albo jej. jakby chciało zrobić krok naprzód. W chwili gdy fala opadła. .Boję się. gdzie zniknął marlin. Kilian kucnął przy nim i znowu zaofiarował mu piwo.txt Dochodziła dziesiąta. ramiona i plecy.Forsyth Opowiadania. To trwa juŜ trzy godziny.powiedział . Stary człowiek skinął głową. obcej mu dotąd. Ale kiedy wędzisko przeginało się i wszystkie jego mięśnie napinały gwałtownie. W sztywnych palcach pulsowała krew. Miał gołe nogi.

Znajdował się juŜ tylko w odległości stu metrów od łodzi. brunatny kormoran. Tak więc jego walka trwała dalej. . kiedy marlin zanurzał się na powrót w wodzie i Murgatroyd odzyskał pięćdziesiąt metrów. w trakcie którego otrząsał wodę z grzbietu. Cesarz przestał nurkować i nacisk na linkę zmniejszył się do czterdziestu funtów. Murgatroyd tępo patrzył za linką. a dodatkowe linki mogłyby zmylić Murgatroyda. Naprzeciwko niego siedział Kilian i spokojnie popijał piątą puszkę. kucnął sobie w cieniu 73 wyplatanego daszku. Dwie łzy przecisnęły się przez półprzymknięte oczy bankiera i spłynęły po jego zapadniętych policzkach.Wtedy moŜna będzie znowu zebrać Ŝyłkę. który juŜ nawinął wszystkie Ŝyłki i schował pozostałe trzy wędki. Tylny pokład "Avanta" był straszliwie rozpalony. Wsłuchiwali się w terkot kołowrotka.Dobra. . dał nura. podobną do stracha na wróble w słomkowym kapeluszu na głowie postać siedzącą w obrotowym fotelu. Ale za chwilę ryba mu je odebrała. Angliku. Nachylił się i spojrzał na ceglastą. Dochodziła druga po południu. .dłuŜej nie dasz rady. Ŝeby zlikwidować luz. Zastąpię cię na godzinkę. Patrzył na rozwijającą się szybko mokrą nylonową Ŝyłkę.zacharczał. Ŝeby Strona 44 .Będzie musiał wrócić i wyskoczyć na powierzchnię . I on. Murgatroyd znowu nawijał Ŝyłkę.Moja ryba . Z pękniętej 74 wargi popłynęła krew na podbródek. daleko od falującej powierzchni i jasności słonecznych promieni. i w jego przeraźliwy gwizd. Kilian wyprostował się. Tym razem łódź znajdowała się w rozpadlinie pomiędzy falami i Cesarz przebił powierzchnię kierując się prosto w jej stronę. Higgins dostał morskiej choroby i siedział nad wiadrem. a słońce stawało się coraz gorętsze.Moja ryba.On zaraz wypluje hak! Zmęczone palce Murgatroyda zacisnęły się na korbie kołowrotka. . W ciemnej głębi oceanu. patrząc przez ramię Murgatroyda na wodę. kiedy się znowu odwijała. . Kilian i chłopiec skoczyli do burty. Kilian skoczył na równe nogi. i Higgins od czasu do czasu rzucali okiem na zgarbioną.odparł.zauwaŜył Kilian. do którego zdąŜył juŜ zdeponować zjedzone na obiad kanapki i dwie wypite niedawno puszki piwa.powiedział . Mały urzędnik bankowy skulił się jeszcze bardziej w swoim fotelu. Jedną ręką trzymał koło sterowe. Był to wysoki skok. Ŝe nikt juŜ nie będzie polował na bonito. i mimo haczyka wbitego w boczny policzek kościstego pyska. trzepiąc głową na boki jak pies. Otworzył usta.powiedział.Forsyth Opowiadania. na głębokości wielu sąŜni.txt krępuj się. . . jak on będzie bardzo blisko i gotów do kapitulacji. drugą utrzymywał silnik na wolnych obrotach. Marlin zbliŜył się do łodzi na odległość trzystu metrów i wynurzył się znowu z wody. Jean-Paul. śyłka. niszczącą się skórę twarzy Murgatroyda. Korkowy uchwyt był śliski od cieknącej z jego palców krwi. . Twoja ryba .To jest moja ryba . Wiedział. wielki morski drapieŜnik o instynktach wyostrzonych przez miliony lat ewolucji spiął się przeciwko wrogowi. kiedy Ŝyłka nawijała się. Miał usta popękane od słońca i słonej wody. Stracił juŜ pięćdziesiąt metrów. zacisnął obolałe palce dokoła mokrego uchwytu wędziska i choć pasy wrzynały mu się w ramiona jak druty.wrzasnął. Stary rybak siedział wysoko na swoim fotelu niby mądry. dobrze? Wrócisz na końcówkę. .Słuchaj . Murgatroyd potrząsnął głową. nie dawał za wygraną. Linka napięła się w momencie.Zostawcie mnie w spokoju. W samą porę. . Kilian połoŜył mu przyjaźnie rękę na ramieniu. nagle obluzowała się. Bystrymi oczami rozglądał się za najmniejszym choćby śladem Cesarza. a ryba nurkowała dalej. W godzinę później marlin po raz ostatni wyskoczył z morza.Wciągaj linkę! . Przez dwie sekundy marlin trwał zawieszony nad spienioną falą.

Bankier z Ponder's End nie dawał za wygraną. Wszyscy ignorowali Murgatroyda.JuŜ się zbliŜa! .powiedział Kilian cicho . Wyciągnął nogi i spróbował wstać.odparł stary . Chce się pan teraz zamienić? Murgatroyd wpatrywał się w miejsce. Jean-Paul ustawił się przy daszku.Deux heures encore . Teraz chodziło juŜ tylko o czas. Jean-Paul i Higgins. który juŜ nie wymiotował. jak gaśnie stara Ŝarówka. Wyjrzał za rufę. Wzrok mu się mącił. Co za zwierzę! . Jego ostry dziób potrafiłby przebić dwadzieścia pięć centymetrów drewna. Czubata płetwa wynurzyła się na powierzchnię i przechyliła na bok.To on . WaŜy ponad tysiąc dwieście funtów i mierzy sześć metrów od pyska do ogona. W kąciku jego paszczy zabłysło coś przypominającego odłamek stali. chyba Ŝe w jego cielsku i kościach zostały jeszcze jakieś zapasy siły. . Monsieur Patient wyłączył silnik. Szarpanina się skończyła. Kilian włoŜył na rękę grubą skórzaną rękawicę.txt pozbyć się haczyka ciągnącego go nieubłaganie w stronę jego wrogów. Wszyscy w milczeniu wpatrywali się w wodę za rufą. Po krótkiej chwili zabrał się do jej nawijania. który wciąŜ siedział skulony w fotelu. coś. które spadło teraz na belkę przed fotelem.zawołał w stronę starego rybaka. Była za dwadzieścia piąta. Ŝe porównywalne z delirium. Ale on się poddawał. Kilian usłyszał regularne terkotanie obracającego się kołowrotka i wyszedł spod daszku. wędzisko było przegięte. ale zbliŜało się do łodzi ciągnięte nylonową Ŝyłką. Czuł wprawdzie cięŜar na końcu. Zniknęły grzywacze. więc przewrócił się na luk.Cesarz się zbliŜa! Pod wieczór morze uspokoiło się. zanurzył się i zniknął. Cztery razy Murgatroyd nadludzkim wysiłkiem ściągał ją z powrotem. ale tylko na chwilę. Fale ostrego bólu przebiegały ze szczególną siłą przez jego prawe ramię. . Tamci czterej wpatrywali się na huśtające się na wodzie cielsko wielkiej ryby. .zszedł z fotela i dołączył do nich. zastąpiło je spokojne. Potrząsnął głową. podeszli do burty. Cesarz ciągnął. Mięśnie łydek i ud dygotały i zdawały się gasnąć. co kołysało się i przekręcało..Vous avez vu . Coś przebiło powierzchnię fali. całe jego ciało było jednym wielkim siedliskiem udręki.Que pensez vous? Il va venir vite? . Podczas gdy Kilian powoli podciągał stalowy przypon. gdzie leŜała dorada. gdzie zniknęła ryba. Potem długi dziób. Spadły na pokład. Patient skinął głową. zamocował koło sterowe. Powoli i z trudem odpiął pasy. Jego wyczerpanie było teraz tak wielkie.krzyknął. odzyskując kilka metrów linki. Ŝe nie urwie się juŜ. Po raz pierwszy od ośmiu godzin wypuścił z rąk wędzisko. Zobaczyli ogromne cielsko Cesarza w odległości dwudziestu metrów. gdyby uderzył płynąc z szybkością czterdziestu węzłów.to Cesarz. gdyŜ miał naderwany mięsień. łagodne kołysanie. Murgatroyd podniósł wzrok Strona 45 . ale juŜ nie ze stufuntową siłą. Cztery razy ryba uciekała. kiedy Ŝyłka zrobiła się znowu luźna. .Stary mówi. Zaskoczyło to Murgatroyda. Wysiłek. Wiedzieli. zabierając metry linki. Ale będzie jeszcze walczył przez kilka godzin. Wzrok miał zmącony zmęczeniem. ale nie czuł się dobrze. . i to krótki. chwycił go i przyciągnął.Forsyth Opowiadania. Szło coraz łatwiej. Potem z wielkim hukiem opadł na wodę. Jeden z przeciwników będzie musiał się poddać. Przez następne dziewięćdziesiąt minut urzędnik bankowy i cesarski marlin toczyli walkę.mais U est fatigue. jakiego moŜna się spodziewać jedynie po najsprawniejszym fizycznie młodym męŜczyźnie. Kilian kucnął znowu przy fotelu Murgatroyda. Nigdy w Ŝyciu nie zdarzyło mu się odwołać do ostatnich rezerw woli. trzymając wysoko nad głową wielki rybacki oszczep z hakiem. Ŝe Cesarz jest juŜ zmęczony. koniec stalowego przyponu dotarł do szczytu wędziska. ale jej ucieczki były coraz krótsze. Ale jego łydki i uda były zbyt osłabione. Kiedy odległość zmalała do sześciu metrów. Teraz to zrobił. ale był to cięŜar bierny. śyłka trwała nieruchomo. O wpół do piątej miał juŜ za sobą 75 siedem i pół godziny walki.

NIE! Chłopak zastygł i obejrzał się za siebie. ojczyzny wielkiego marlina. trzepotała na wietrze. 77 Murgatroyd wypił jedną za drugą trzy puszki piwa. Kilian przeniósł lodówkę na przystań i wrócił na łódź. podniósł i przechylił przez rufę. Od ręki Kiliana trzymającego przypon biegła stalowa linka do trzeciego haczyka. Zamiast okrzyku wydał z siebie ochrypły charkot. Ŝe łódź przybiła do drewnianego mola i Jean-Paul popędził w stronę wioski. Murgatroyd podniósł się z trudem. Nie zauwaŜył nawet. Na samym przedzie gromady witających stał monsieur Patient. Pamiętał potem. Jego palce powoli zacisnęły się na rękojeści szczypiec. Z lewej Ŝuchwy sterczał zardzewiały haczyk. Murgatroyd nachylił się powoli i sięgnął prawą ręką do pyska ryby.odezwał się Kilian. w miejscu gdzie znajdowała się podstawa haczyka.Cholera! . popychając całe cielsko w przód i w dół. pantofle skrzypiały. Murgatroyd na czworakach szukał czegoś w pudełku z narzędziami. Zacisnął szczypce drugi raz i stalowa linka puściła. jak zmęczonym. . tak Ŝe trzeba się było przeciskać przez tłum. Na zachodzie słońce powoli zapadało za wzgórza wyspy Mauritius.krzyknął Higgins. pysk miał na wpół otwarty. Złapał je kciukiem i wskazującym 76 palcem lewej ręki i wcisnął w zakrwawioną prawą dłoń. Cesarz leŜał tuŜ za rufą. chłodnego wnętrza oceanu. Zacisnął szczypce. Olbrzymie jego cielsko spoczywało na boku. . . Następna fala przewróciła go na brzuch. a potem w twarz. Stary monsieur Patient wyłączył silnik i upewnił się. wyczerpany prawie na śmierć. Mieszkańcy pobliskiej wioski wylegli na molo. Na samym wierzchu leŜały szczypce do przecinania drutu. jak gdyby szukał kontaktu z wodą.zaklął Kilian. Podparł się wolną ręką. Ŝe niebo nad nim obróciło się powoli wielkim łukiem i pamiętał gwałtownie zapadającą ciemność. Potrząsnął starą. opięta koszula. a Kilian pomógł mu przejść przez pomost.txt i zobaczył tak stojącego chłopca. Z odległości sześćdziesięciu centymetrów patrzyło na Murgatroyda jedno wybałuszone oko. wciąŜ jeszcze błyszczący i nie skorodowany. Ręce zanurzył dla dezynfekcji w wiadrze ze słoną wodą. ale nie miał juŜ sił walczyć. Raz jeszcze zobaczyli ten ogon. Cesarz Ŝył jeszcze. Stracił przytomność.Forsyth Opowiadania. głowa ryby zanurzyła się jeszcze głębiej. Ŝe cumy są dobrze załoŜone. zmęczoną głową i wcisnął nos do zimnej wody.Pogłaszczesz go później. tkwiącego głęboko w chrząstce górnej wargi. . tak Ŝe wieczorny chłód mógł koić jego spalone członki. sterując w głąb do ciemnego. Z jednego boku zwisał stalowy przypon. ale stanowczym ruchem pracował pod powierzchnią fal.Czas iść . Po godzinie było juŜ ciemno. Grzywiasty ogon uniósł się i opadł w lewo. Pokład uniósł się i uderzył go najpierw w kolana. Rzucił bonite i doradę na molo i schował sprzęt rybacki i przynętę. pozostałość niegdysiejszej walki z innymi rybakami. Siedział zgarbiony na jednej z ławek. staruszku . Przez ten czas "Avant" przemierzył lagunę i Murgatroyd ocknął się. przeskakując przez burtę. Kilian ściągnął z niego spodnie i sweter. . Higgins poszedł naprzód. Z jego dłoni spłynęła krew i zmieszała się ze słoną wodą wokół łba marlina. Linka wisząca pomiędzy jego pyskiem a ręką Kiliana była luźna. Zabierzemy go najpierw do domu. ale zbyt wiele krwi napłynęło mu do mózgu. pociemniała od zaschniętego potu. Cesarz patrzył na Murgatroyda. Strona 46 . Murgatroyd próbował wstać. Szorty sięgały Murgatroydowi poniŜej kolan. a nowa fala przewalała się nad jego ciałem. Murgatroyd starannie ujął szczypcami stalowy przypon pomiędzy ostrza szczypiec. z ledwie widoczną częścią nasady.stwierdził. Fale przewalały się przez granatowoczarne cielsko marlina. poruszył się dwa razy.Co pan robi? On ucieknie! . Kiedy to się stało.

za trzy godziny? zapytał Kilian lekarza. cmoknął z niepokojem.\ Murgatroyd przechodził z wolna przez molo. Czerwona. Wsiedli do samochodu. skóra twarzy spieczona i popękana. Ŝe zwrócił mu pan Ŝycie. i zaczął się na nie wspinać. sparzona twarz błyszczała pod grubą warstwą kremu. Ŝeby powitać Murgatroyda. . Wiadomość o powrocie Murgatroyda w mgnieniu oka dotarła do baru przy pływalni. którzy rozstępowali się przed nim. Młody lekarz. ale powstrzymał ich lekarz. Ci. Ŝeby zawiadomić kilku siedzących tam jeszcze gości. . wspaniała! . Angliku. . Lekarz mu towarzyszył. . Powoli przesuwał się w stronę tłumu gości. salut. Stary człowiek. w jakim jest stanie.wydaje mi się. ZłoŜył rozpalone zbolałe ręce na kolana. Otoczyli samochód. powiedzmy. Hindus. Ale w połowie hallu ludzie zatrzymali się. Ŝe i tam stoi spory tłum mieszkańców. Higgins wkładał do bagaŜnika puste pudło po kanapkach i zapasową odzieŜ. salut. Pośladki Murgatroyda pokryte były krwawiącymi pęcherzami od przesuwania się do przodu i w tył na twardym fotelu.zapytał szeptem Murgatroyd.Merci . Mistrzem rybaków.zawołał lekarz. kazał się Murgatroydowi rozebrać i gdy zobaczył.odpowiedział Kilian.Salut. . przy których stał Murgatroyd. . . . a Higgins usiadł obok niego. . Ŝe go złapałem? Kilian roześmiał się cicho.Czy mogę po niego przyjechać. a szorty wciąŜ opadały poniŜej kolan. Ramiona i nogi miał posmarowane kalaminą. .Z powodu Cesarza? . Kilian wsunął się za kierownicę. na pozdrawiające go dzieci. Ŝe ci rybacy uwaŜają pana za bohatera. okazało się.Czy za to.Nie. gdzie wciskały się pasy. Tłum wczasowiczów biegł ze wszystkich stron do hallu.mówili powaŜnie. .odezwał się Higgins po chwili . Składają panu hołd. W tym momencie z salonu fryzjerskiego wyszła pani MurStrona 47 .Salut.Forsyth Opowiadania. Jego włosy były w dzikim nieładzie. tak. 78 Murgatroyd patrzył przez okno na uśmiechnięte brązowe twarze ludzi.powiedział. . Kilian wstawił przenośną lodówkę i zatrzasnął tylne drzwi. Murgatroyd wyglądał zaiste dziwnie.On jest dla nich legendą. Niektórzy chcieli poklepać Murgatroyda po ramieniu. gdzie zajmie się panem lekarz . Ramiona. Geran jest po drodze do mojego domu. maitre. ale jego dłoń była zbyt obolała. Hotel St. która wyglądała jak zastygła kreda. Rozległ się hałas odsuwanych krzeseł i brzęk naczyń. wstąpimy do szpitala we Flack. . uchylił go.Zanim wrócimy do hotelu.Pozdrawiają pana . $ Murgatroyd z rozkoszą wtulił się w miękkie siedzenie. ale to będzie musiało chwilę potrwać.txt Murgatroyd chętnie uścisnąłby mu rękę. Ktoś zobaczył ich i pobiegł do jadalni. Wyglądał jak negatyw fotograficzny. Kiedy zeszedł na szutrowaną ulicę wioski. .Opatrzę pana.Tak.Nie ma potrzeby.powiedział Kilian. który odzyskał swój słomkowy kapelusz.Nazywają pana mistrzem.powiedział ktoś.Salut.zawołał ktoś inny.Co oni mówią? . . uda i golenie były czerwone i obrzękłe od oparzeń. Była juŜ dziesiąta.Dobra robota. którzy przyszli z kieliszkami w rękach. Pozdrowił go więc skinieniem głowy i uśmiechem. wznosili toasty za jego zdrowie. kiedy Murgatroyd wchodził przez główne wejście hotelu do rzęsiście oświetlonego hallu. BandaŜe zmumifikowały mu obie ręce. chłopie .Panie Murgatroyd . . maitre . Ludzie po kolei schylali przed nim głowę i mówili: . Sam odwiozę tego pana.Mój ty BoŜe! . Głębokie purpurowe pręgi na ramionach i plecach znaczyły miejsca.odparł. Podszedł do przednich. Nie mogło być mowy o uściskach rąk. Murgatroyd doszedł do schodów prowadzących na piętra. maitre . . za to.

Forsyth Opowiadania.txt gatroyd. Zwabił ją hałas wywołany powrotem jej męŜa. Cały dzień spędziła gotując się z wściekłości. W południe, zdziwiona 79 nieobecnością męŜa, zaczęła, go szukać i dopiero wtedy dowiedziała się, dokąd poszedł. Stała teraz, czerwona na twarzy, ze złości raczej niŜ od słońca. Trwała ondulacja, którą robiła sobie na powrót do kraju, nie była jeszcze skończona, toteŜ na jej głowie sterczały na wszystkie strony wałki jak miniaturowe wyloty katiuszy. - Murgatroyd! - zawołała. Kiedy była zła, zwracała się do niego po nazwisku. - Co ty wyrabiasz? Dokąd idziesz? Murgatroyd zatrzymał się na podeście, obejrzał się i zobaczył Ŝonę w tłumie gości. Jak powiedział później Kilian swoim przyjaciołom, coś dziwnego zabłysło w jego oczach. Ludzie zamilkli. - Co się z tobą dzieje?! Jak ty wyglądasz? - ciągnęła Edna Murgatroyd pełnym oburzenia tonem. I wtedy kierownik banku zrobił coś, czego nie robił od wielu lat. Krzyknął! - Spokój! Ednie Murgatroyd opadła szczęka. Wyglądała zupełnie jak ryba, ale znacznie mniej majestatycznie. - Przez dwadzieścia pięć lat - powiedział spokojnie Murgatroyd - stale groziłaś mi, Edno, Ŝe przeniesiesz się do siostry, do Bognor. Bądź zadowolona, bo nie będę cię dłuŜej zatrzymywał. Nie wracam z tobą do Anglii. Zostaję tu, na tej wyspie. Ludzie patrzyli na Murgatroyda, oniemiali ze zdumienia. - Nie pozostawię cię bez środków do Ŝycia - mówił dalej Murgatroyd. - Przepiszę na ciebie dom i wszystkie oszczędności. Sam zatrzymam tylko emeryturę, sprzedam teŜ moją bardzo wysoką polisę ubezpieczeniową. Harry Foster pociągnął łyk piwa z puszki i czknął. Higgins odezwał się drŜącym głosem: - Nie moŜe pan rzucić Londynu. Nie będzie pan miał z czego Ŝyć. - Owszem - odpowiedział kierownik banku. - Powziąłem decyzję i nie zmienię jej. Przemyślałem sobie wszystko w szpitalu, dokąd przyszedł monsieur Patient. Zawarliśmy porozumienie. Odkupię jego łódź, a za to, co mi pozostanie, kupię chatę na wybrzeŜu. On będzie w dalszym ciągu kapitanem, a wnuka pośle do szkół. Ja będę przez dwa lata jego chłopcem okrętowym. Przez ten czas nauczy mnie wszystkiego, co trzeba wiedzieć o morzu i o rybach. A potem będę woził turystów na polowanie na ryby i w ten sposób zarabiał na utrzymanie. Tłum gości hotelowych wciąŜ patrzał na Murgatroyda z niedowierzaniem. Higgins raz jeszcze przerwał ciszę. - AleŜ, panie Murgatroyd, co z bankiem? I z Ponder's End? 80 - I co ze mną? - rozpłakała się Edna Murgatroyd. Jej mąŜ rozwaŜył kaŜdą z tych kwestii z osobna. - Do diabła z bankiem - rzekł po chwili. - Do diabła z Ponder's End. I do diabła z panią, madame. Co powiedziawszy, odwrócił się i zniknął na schodach. Za jego plecami rozległy się okrzyki radości. Kiedy idąc długim korytarzem juŜ podchodził do drzwi swojego pokoju, dobiegły go z oddali rozbawione wrzaski podchmielonych kuracjuszy: - Brawo, Murgatroyd! SĄ TAKIE DNI. Rozkołysany prom o dźwięcznej nazwie "St. Kilian", płynący z Hawru, zanurzył dziób w kolejnej fali i swoje grube cielsko zbliŜył do Irlandii o kilka metrów. Kierowca cięŜarówki, Clark, wychylił się za burtę i patrząc prosto przed siebie intensywnie wypatrywał pagórków hrabstwa Wexford. Jeszcze dwadzieścia minut i prom Irlandzkiej Linii Kontynentalnej przybije do małego portu Rosslare i zakończy kolejny europejski rejs. Clark spojrzał na zegarek. Za dwadzieścia druga. Z niecierpliwością myślał o chwili, kiedy wraz z rodziną zasiądzie do kolacji w swoim domu w DuStrona 48

Forsyth Opowiadania.txt blinie. Statek punktualnie zbliŜał się do brzegu. Clark oderwał się od burty, powrócił do salonu i zabrał stamtąd swoją torbę podróŜną. Nie chciało mu się czekać na górze, więc zszedł na pokład samochodowy, trzy piętra niŜej, gdzie stała jego wielka cięŜarówka. Wiedział, Ŝe kierowcy i pasaŜerowie samochodów zostaną wezwani za jakieś dziesięć minut, ale uwaŜał, Ŝe nie zaszkodzi, jeŜeli juŜ teraz usadowi się za kierownicą. JuŜ od dawna nie interesowało go przybijanie promu do brzegu. Bardziej był ciekaw sprawozdania z wyścigów w irlandzkiej gazecie, którą kupił wchodząc na pokład, mimo Ŝe była z poprzedniego dnia. Wdrapał się po trzech schodkach do ciepłej, wygodnej kabiny szoferki. Rozsiadł się swobodnie, by zaczekać na chwilę, gdy otworzą się ogromne wrota statku i będzie moŜna wyjechać na nabrzeŜe. Miał przed sobą plik dokumentów starannie wsunięty za osłonę przeciwsłoneczną przedniej szyby, gotowy do przedstawienia celnikom. Pięć minut przed godziną drugą "St. Kilian" przybił do brzegu, drzwi ładowni otworzyły się punktualnie o drugiej. Na pokładzie samochodowym panował ogłuszający hałas, gdyŜ niecierpliwi turyści 82 zapalili silniki znacznie wcześniej, niŜ naleŜało. Tak było zawsze. Z setki rur wydechowych buchnęły spaliny, ale cięŜarówki stały na przedzie i ruszyły pierwsze. Czas to pieniądz. Clark nacisnął guzik startera swojego wielkiego volvo i uruchomił silnik. Kiedy kierownik ruchu dał znak, ruszył. Był trzeci z kolei. Stojące przed nim dwie cięŜarówki wjechały na metalowe płyty rampy prowadzącej na nabrzeŜe, ciągnąc za sobą smugi spalin. Clark ruszył za nimi. Względną ciszę jego kabiny przerywało syczenie hydraulicznych hamulców. Po chwili rozdygotane płyty rampy znalazły się pod jego kołami. Rósł hałas silników i dzwonienie stalowych płyt, toteŜ nie usłyszał krótkiego ostrego trzasku, który rozległ się niemal tuŜ pod nim. Przejechał rampę "St. Kiliana", zjechał dwieście metrów w dół po wybetonowanym nabrzeŜu i znalazł się w półmroku wielkiego budynku urzędu celnego. Zobaczył celnika, który skierował go do jednej z zatok tuŜ przy jezdni. Zgodnie z jego poleceniem skręcił, stanął obok poprzedzającej go cięŜarówki i zgasił silnik; wziął do ręki plik dokumentów i wyskoczył na betonową podłogę. Był częstym bywalcem na tej trasie, toteŜ znał większość celników, ale ten był chyba nowy. Pozdrowił Clarka skinieniem głowy, wyciągnął rękę po dokumenty i zaczął je przeglądać. Wystarczyło mu dziesięć minut, Ŝeby upewnić się, Ŝe wszystko jest w porządku: prawo jazdy, ubezpieczenie, list przewozowy, dowód opłaty celnej, róŜne zezwolenia, cały plik papierów niezbędnych do przewozu towarów z kraju do kraju, nawet na terenie Wspólnego Rynku. JuŜ miał to wszystko oddać Clarkowi, kiedy coś zwróciło jego uwagę. - Halo, co to jest, u diabła? Clark podąŜył oczami za jego wzrokiem i zobaczył pod kabiną swojej cięŜarówki rozszerzającą się powoli plamę oleju, który zapewne wyciekł gdzieś spod tylnej osi. - O rany! - zawołał w rozpaczy. - To pewnie cieknie z przedniej osłony dyferencjału! Celnik wezwał starszego kolegę, którego Clark znał. Nachylili się, Ŝeby zobaczyć, skąd wycieka olej. Na ziemi powstała juŜ duŜa plama. Dobry litr tego cięŜkiego płynu. Starszy celnik wyprostował się. - Daleko nie zajedziesz - powiedział do Clarka, a do młodszego kolegi: - KaŜ go objeŜdŜać. Clark wlazł pod kabinę cięŜarówki, Ŝeby zobaczyć, co się tam dzieje. Od umieszczonego w przedniej części silnika ciągnął się mocny, 83 gruby wał napędowy. Kończył się na bębnie z lanej stali, czyli dyferencjale. Siła obracającego się wału transmitowana była na dwie strony do półosiek i poruszała pojazd za pomocą skomplikowanego Strona 49

Forsyth Opowiadania.txt zestawu zębatych kół umieszczonych wewnątrz obudowy, poruszających się w oleju przekładniowym. Bez oleju zęby kół zatarłyby się bardzo szybko, a olej właśnie wyciekał. Stalowa przednia część obudowy dyferencjału była pęknięta. TuŜ ponad tylną osią mieściła się tarcza złącza, na której opierała się naczepa z ładunkiem. Clark wylazł spod wozu. - Podwozie jest powaŜnie uszkodzone - powiedział. - Muszę porozumieć się z moją firmą. Czy mogę skorzystać z telefonu? Starszy celnik wskazał ruchem głowy oszkloną ścianę biura i zabrał się do odprawiania następnych pojazdów. Kilku kierowców wychyliło się z okien, obrzucając śpieszącego do telefonu Clarka niezbyt pochlebnymi epitetami. W dublińskim biurze nikt się nie odzywał. Wszyscy byli widać na obiedzie. Clark kręcił się dokoła komory celnej, aŜ ostatni odprawiony samochód odjechał w głąb lądu. O trzeciej udało mu się skontaktować z dyrektorem firmy Tara Transportation i wyjaśnić mu swoje kłopoty. Dyrektor zaklął. - Nie mam tej części na składzie - powiedział. - Muszę ją zdobyć od agenta Volvo. Zadzwoń za godzinę. O czwartej nie było jeszcze Ŝadnej wiadomości, o piątej celnicy oświadczyli, Ŝe muszą zamykać biuro, poniewaŜ ostatni tego dnia prom z Fishguard juŜ był odprawiony. Clark zatelefonował jeszcze raz do szefa, aby powiedzieć, Ŝe spędzi noc w Rosslare i skomunikuje się z nim jeszcze raz za godzinę. Jeden z celników zabrał go swoim samochodem do miasta i wskazał mu pensjonat. Clark wynajął pokój na jedną noc. O szóstej kierownik biura zawiadomił go, Ŝe nazajutrz rano o dziewiątej otrzyma nową osłonę dyferencjału i przyśle mu ją furgonetką wraz z mechanikiem. Mniej więcej w południe Clark zatelefonował do Ŝony, powiedział jej, Ŝe spóźni się do domu o dwadzieścia cztery godziny, wypił herbatę i poszedł do pubu odległego o pięć kilometrów od komory celnej, gdzie nad kałuŜą oleju stała biało-zielona cięŜarówka firmy Tara. Nazajutrz Clark pozwolił sobie pospać dłuŜej niŜ zwykle. Wstał dopiero o dziewiątej. O dziesiątej zadzwonił do firmy, gdzie powiedziano mu, Ŝe załadowano właśnie zapasową część do furgonetki, która odjedzie za pięć minut. Pojechał autostopem do przystani. Przybył tam o jedenastej. Firma dotrzymała słowa i o dwunastej na 84 bruku zadudniła furgonetka. Wjechała do komory celnej, gdzie czekał na nią Clark. Energiczny mechanik wśliznął się pod cięŜarówkę i wydał z siebie przeciągły gwizd. Kiedy wyłonił się spod wozu, cały umazany był olejem. - Przednia część osłony dyferencjału - zawiadomił Clarka całkiem zbytecznie. - Pęknięta w samym środku. - Jak długo to potrwa? - JeŜeli mi pomoŜesz, to wyciągnę cię stąd w półtorej godziny. Reperacja potrwała jednakŜe nieco dłuŜej. Przede wszystkim trzeba było zebrać rozlany olej, a było tego aŜ trzy litry. Następnie mechanik wziął cięŜki klucz i ostroŜnie odkręcił wielkie śruby, którymi przednia część przymocowana była do bębna osłony. Wyciągnął dwie półośki i zluzował wał napędowy. Clark siedział na ziemi i przyglądał się mechanikowi, podając od czasu do czasu narzędzia. Celnicy takŜe przypatrywali się tej operacji. Pomiędzy jednym a drugim lądowaniem promu niewiele dzieje się w komorze celnej. Ostatni kawałek pękniętej osłony wydobyty został tuŜ przed godziną pierwszą. Clark poczuł głód i miał ochotę pójść do przydroŜnej kawiarenki na obiad, ale mechanik śpieszył się. Zza horyzontu wyłonił się tymczasem "St. Patrick", siostrzany prom "St. Kiliana", zmierzający do portu Rosslare. Mechanik rozpoczął teraz drugi etap swojej pracy. ZałoŜył nową osłonę, zamocował wał napędowy i wstawił dwie półośki. O wpół do drugiej "St. Patrick" był juŜ dokładnie widoczny dla kaŜdego obserwatora. Jeden z nich nazywał się Murphy. LeŜał na przywiędłej trawie na szczycie wzgórza tuŜ za portem, niewidoczny dla kaŜdego, kto patrzyłby Strona 50

.Co. Cena detaliczna jednej butelki wynosi dziesięć funtów. .i gotowa do drogi. wymalowanym wielkimi zielonymi literami na jej bocznej ścianie. zapalił silnik i włączył sprzęgło. . . Liam? .odezwał się.odparł Murphy.powiedział. wszystko sam zorganizował i niełatwo go było zniechęcić. . .oświadczył celnik. Tymczasem cięŜarówka naleŜąca do firmy Tara Transportation wjechała do komory celnej. 85 W komorze celnej mechanik dokręcił ostatnią śrubę nowej osłony i wyłonił się spod cięŜarówki. .Wiezie siedemset pięćdziesiąt skrzyń najlepszego francuskiego koniaku .Ruszamy? . Zobacz. Murphy trzymał mocno lornetkę i wpatrywał się w ciemny otwór rufy "St. Ten wczołgał się na szczyt wzgórza 86 i spojrzał w dół. .Forsyth Opowiadania. Patrick" podpłynął ostroŜnie do nabrzeŜa i przycumował.No dobra. Ŝe się uda? . Patricka". aŜ wyjedzie z komory celnej. Tymczasem "St.Przejechał . Celnik skierował ją do zatoki.JuŜ i tak za długo tu stoisz.Bez pośpiechu . Po raz drugi w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin Clark wspiął się po stopniach do szoferki. Strona 51 .oświadczył. -. .zdziwił się.To jest dziewięć tysięcy butelek. O pięćset metrów przed nim Clark brał zakręt i wjeŜdŜał na prostą drogę z portu do miasta Rosslare. . Murphy westchnął głęboko. .JuŜ jest blisko . cięŜarówka. .DuŜo drinków .Oczywiście. . Zresztą nikogo takiego nie było. a rampa opadła. Odkręcił małą nakrętkę w bocznej ścianie obudowy dyferencjału.Spływaj .Czy mogę juŜ jechać? .Jest! .Dokładnie o czasie. Podał Brendanowi lornetkę.bez Ŝadnych komplikacji.odezwał się do Brendana . Idę się umyć. Ja biorę cztery. Dalej obserwował nadpływający prom. Co o tym myślisz? .szepnął.DuŜo forsy. Przez lornetkę czujnie śledził nadpływający statek. Ŝeby sprawdzić dokumenty nowego kierowcy. Zaplanowałem wszystko jak operację wojskową.Poczekamy. . Wyprostował się i przeciągnął. Murphy zacisnął ręce na lornetce. Ŝe moŜe nieco przesadza z tą pewnością siebie. niewiele widział i zaczynał się nudzić. Wrzucił do furgonetki puszkę po oleju i narzędzia.Jest to nasze cacko. Prawdopodobnie przegonię cię w drodze do Dublina. . .Jest twoja .westchnął Brendan z lubością. Stanęła obok identycznej cięŜarówki Clarka.mówił Murphy. Pomachał koledze i wyjechał z ciemnego budynku urzędu celnego.powiedział .stwierdził Murphy.W porządku . .Myślisz. Celnik podszedł. . wziął butelkę z detergentem i poszedł do toalety. Nie ma mowy o klapie.Teraz wlejemy trzy litry oleju i pojedziesz.Widzę . Następnie wielka biało-zielona z napisem TARA. Mechanik dokręcił nakrętkę wlewu oleju i obrócił się w stronę Clarka.zapytał. gdy jego oczom ukazała się.zapytał go Brendan. do licha. który był handlarzem złomu i sprzedawał uszkodzone samochody.txt w jego stronę z odległości stu metrów. Jego wielkie wrota otworzyły się. ruszamy. . .spytał go Clark. ci się stało. Z szoferki wysiadł kierowca. LeŜący za nim w wysokiej trawie siłacz Brendan chrząknął. który nie miał lornetki. ale Murphy wydał juŜ kilka tysięcy funtów z własnej kieszeni. . Bardziej doświadczony bądź zawodowy przestępca powiedziałby moŜe Murphy'emu. Pierwsza wyjechała ciemnobrązowa cięŜarówka z francuską rejestracją. Clark wyjaśnił mu swoją sytuację. Clark przyniósł z furgonetki puszkę oleju i lejek. idioto! .

Otworzyli zamki błyskawiczne swoich wiatrówek. . Trójkąt zrobiony był ze szklanych szybek. Brendan prowadził. wyciągnęli z torby dwie policyjne mundurowe marynarki. Dwie wyjęte z torby granatowe czapki dopełniły obrazu. Znalazł budkę przy urzędzie pocztowym tuŜ na północ od Enniscorthy. Odezwał się inny członek jego bandy. stojącą na czerwonych światłach w miasteczku Gorey. Poza tym mieli na mundurach oznaki Gardy. Na kaŜdym pasku widniało słowo GARDA wydrukowane białymi literami. Miejsce to Murphy wybrał Strona 52 . wyrwał przewód ze ściany. Wreszcie wyjęli z torby dwie rolki czarnej przylepnej taśmy. kiedy będzie mu potrzebna. Na północ od starego miasteczka Gorey ciągnie się nowy odcinek dwupasmowej szosy. Ukradł go przed dwoma dniami i zaopatrzył w fałszywe numery rejestracyjne.odparł Murphy. aŜ się zatrzyma i wysiądzie z szoferki. na jej północnej stronie.Forsyth Opowiadania. Kiedy zahamował. starannie rozciągnął i nalepił na przednich drzwiach granady.Facet jest w drodze i o czasie. Kiedy Murphy i Brendan wsiedli na powrót do samochodu i cofnęli wóz z bocznej drogi na szosę. w której znajdował się silny magnes. ToteŜ nie było tam nikogo. Dopędzili cięŜarówkę.na wiadomość od niego. Teraz Brendan wyjął z kufra ostatnią rzecz. więc nie zatrzymywał się po drodze. Dojechali do miejsca. Pomiędzy szybami powinny były być Ŝarówki. . Murphy rozwinął je. Była pusta. Murphy siedział za kierownicą czarnego forda granady. znajduje się parking. tak Ŝeby napis był dobrze widoczny w nocy. jadąca przed nim cięŜarówka znikła z jego pola widzenia. Odwiesił słuchawkę i ruszył w dalszą drogę. Obydwaj mieli juŜ na sobie czarne spodnie. zaparkowanego na piaszczystej drodze. Ruszył za cięŜarówką Clarka. i ustawił go na dachu samochodu. Ŝe nikt inny nie zajmie kabiny w momencie. który dochodzi do Arklow. Zajmijcie pozycje w krzakach przy zatoce przydroŜnej. Przed samym dojazdem do Camolin zwrócił się do Brendana: . Zatelefonował do innej przydroŜnej budki telefonicznej nieco na północ od Gorey. Murphy rozmyślnie ukradł czarny wóz. Brendan zaś był przebrany za zwykłego szeregowca. a mianowicie trójkąt o półmetrowej podstawie. Obydwaj męŜczyźni wyskoczyli z wozu i wyjęli leŜącą na tylnym siedzeniu torbę. Na przednich i tylnych szybkach widniał równieŜ napis GARDA. ujętych w metalowe ramy. W trójkącie Murphy'ego Ŝarówek nie było. który czekał wraz z jeszcze jednym towarzyszem . Clark śpieszył się do domu.txt Sczołgali się ze wzgórza i zgięci wpół pobiegli do samochodu. JednakŜe ktoś. zaczekajcie.wrzasnął Brady. gdyŜ wszystkie patrolowe samochody policji drogowej były tego koloru. Pod wiatrówkami nosili przepisowe policyjne niebieskie koszule i czarne krawaty. W połowie drogi. Ŝe jest sierŜantem. do jasnej cholery? . co wskazywało. tym razem w wąską wiejską drogę. po czym skierował się na północ. Murphy postanowił zatelefonować. . czyli irlandzkich sił policyjnych. w którym ich droga łączyła się z szosą prowadzącą z doków do miasta. Przejechał most na rzece Slaney. Murphy miał na ramieniu trzy paski. JuŜ wcześniej upatrzył sobie budkę telefoniczną. a na nogach czarne buty.powie87 dział i znowu zjechał z szosy. gdzie odkręcił wkładkę słuchawki. Murphy zaklął i pojechał dalej. którą upatrzył sobie w czasie wcześniejszego rekonesansu.Gdzie byłeś. kogo rozwścieczyła bezuŜyteczność aparatu. Po kilku sekundach cięŜarówka Clarka minęła ich z wielkim hukiem. "sierŜant" Murphy usiadł obok niego. ale któŜ zwróciłby na to uwagę w biały dzień. . Dzięki większej szybkości swojego wozu dogonił zielono-białą cięŜarówkę tuŜ przed wjazdem do wioski Ferns i ruszył za nią. wyglądali na autentycznych policjantów drogowych. WłoŜyli marynarki.Czas zamienić się w stróŜów porządku publicznego .Sterczymy tu z Keoghiem od godziny. zdobywając w ten sposób pewność.Spokojnie .

. Murphy. Wyprzedzili biało-zieloną cięŜarówkę nieco na północ od Arklow. Murphy zdjął z dachu swojego wozu trójkąt. dał dyskretny sygnał klaksonem. Ręka w rękawiczce nakryła usta Clarka. który był kierowcą cięŜarówki. jedna silna para rąk objęła mu klatkę piersiową.Forsyth Opowiadania. wdrapał się po schodkach do szoferki i obejrzał sobie wszystkie przyrządy. Keogh podniósł kciuk na znak. . próbując przekrzyczeć wiatr. w Kilmacanogue skręcił na Strona 53 . Spojrzał na Brendana i skinął głową.powiedział i wsunął plik dokumentów za klapę szyby. Brady siedział na tylnym siedzeniu i opierał nogi na ciele Clarka.Murphy ruszył do dzieła.Wszystko w porządku . pozostali trzej zapewniliby koledze niezbite alibi. leŜącego z zawiązanymi oczami. usta i oczy zaklejono mu taśmą. .Nazywasz się Liam Clark. blokowana dotychczas przez zielono-białą cięŜarówkę. Jechał na północ w kierunku Dublina. Clark wysiadł z szoferki.No juŜ! Granada podjechała szybko do szoferki przegubowca. Ręce. skręcił w oznaczonym miejscu na parking i stanął. Kiedy mijała go granada. Ŝe nie zdąŜył. Nie na długo. .powiedział do niego Murphy. . Zerwali z drzwiczek samochodu znaki Gardy. Podniesiono go jak worek i zabrano w krzaki. Ŝe wszystko okay. . zaczęła ją wyprzedzać korzystając z drugiego pasa ruchu . Te dokumenty są na pewno w porządku. Rzut oka na szosę. Zachrypły głos kazał mu spokojnie leŜeć na podłodze.ryknął Murphy. który znowu siedział za kierownicą. Nie widział twarzy pozostałych 89 trzech porywaczy. Keogh.Spotkamy się za godzinę na fermie! .Nie ma problemu . . Patrzył. Jakiś samochód przejechał obojętnie obok nich. Opuścił szybę okna i rzucił Brendanowi: .txt na zasadzkę. Teraz Murphy rozejrzał się po szosie. . JeŜeliby w przyszłości miał wskazać na Murphy'ego jako na sprawcę napadu.Tylna opona ci siada. Dziurawej opony nie zobaczył po prostu dlatego. W ciągu minuty zdjęto z niego firmowy kombinezon ze znakiem TARA przyszytym do górnej kieszeni. Marynarki policyjne zostały zdjęte i rzucone Brady'emu. chrząknął. Z krzaków wyskoczyli Brady i Keogh ubrani w kombinezony z czapkami naciągniętymi na oczy. Jeszcze jedno spojrzenie na szosę. Po dwóch minutach Keogh wyłonił się z krzaków w kombinezonie firmy Tara i podszedł do Murphy'ego. bo zostały sprawdzone dwie godziny temu w Rosslare. Clark 88 spojrzał w dół na jadący równolegle do niego wóz policyjny i zobaczył.Chodź! Clark obszedł przód swojej cięŜarówki i przeszedł wzdłuŜ jej biało-zielonego kadłuba. Kiedy granada wyjechała z parkingu. Pod osłoną długiej cięŜarówki został przeniesiony do "policyjnego" samochodu i wrzucony do jego tylnej części.To z tyłu . Samochód policyjny pomknął naprzód.mruknął Murphy. a druga nogi. Opuścił więc równieŜ szybę. Skinął głową i zwolnił. dopóki nie znalazł się w więzieniu w Mountjoy jako gość republiki irlandzkiej.Zjedź na parking! Clark spojrzał przed siebie i zobaczył tablicę z wielką literą "P". Podszedł do "policyjnego" samochodu. który miał na głowie policyjną czapkę. była znowu zwykłym samochodem z trzema pasaŜerami w cywilu. Z chwilą kiedy kolumna samochodów. Clark widział przez kilka sekund twarz Murphy'ego. jak porwany przegubowiec wyjeŜdŜa z parkingu i włącza się w strumień ruchu. Ŝe siedzący obok kierowcy sierŜant macha na niego ręką. Była pusta. który stał pod drzwiami szoferki i studiował prawo jazdy nieszczęsnego Clarka.krzyknął Murphy. zwinęli i wrzucili na tył samochodu. Murphy jechał wciąŜ dalej na północ. Przegubowiec takŜe skręcił i zatrzymał się tuŜ za nim. śadnego ruchu.

W tej spokojnej okolicy wypatrzył na porośniętym wrzosami wzgórzu porzuconą fermę.Spisałeś się dobrze . .Forsyth Opowiadania. . Kontrolowało je kryminalne podziemie. na terenie gnębionym wojną domową. Murphy wiedział równieŜ. którzy zabrali się do otwierania drzwi stodoły. Czego się napijesz? . Przynajmniej na kilka godzin. które przejęło nadzór nad lokalami. Trzej męŜczyźni wybiegli na dwór. załadować koniak na cztery furgonetki. Przybysz z Północy mruknął coś pod nosem i skinął głową na podwładnych. Pochodziły ze składu wolnocłowego. . Murphy przełknął ślinę. Ich Strona 54 . kaŜda butelka były numerowane i tam wcześniej czy później rozpoznano by je. Zatrzymały się na podwórzu i z pierwszej z nich wysiadł męŜczyzna w płaszczu z wielbłądziej wełny. który dostarczał alkohol do całego łańcucha knajp i szynków. Keogh wprowadził cięŜarówkę do środka. Dziesięć po ósmej był z powrotem na terenie fermy. Jego trzej porywacze usiedli.powiedział i na drinka. Był zadowolony. Keogh wyskoczył z szoferki. kaŜda skrzynia. Niełatwo byłoby pozbyć się dziewięciu tysięcy butelek koniaku na południu kraju. po czym zamknięto drzwi z powrotem. Jest jeszcze na cięŜarówce. działających poza prawem. Kwadrans przed ósmą było juŜ całkowicie ciemno.MoŜe łyk koniaku? . Murphy z latarką poszedł na koniec drogi. jadąc plątaniną polnych dróg. to będę musiał sprawdzić kaŜdą skrzynię . W ręku trzymał teczkę.Prosto z Francji. Czy to wam wystarczy? Wyciągnął z kieszeni płaską flaszkę i wszyscy stwierdzili. Ŝe pozbędzie się koniaku bez najmniejszych trudności. Był to dobry Ŝart. Ŝe chyba im to wystarczy. ale mimo to mogli mieć trudności z trafieniem na drogę dojazdową. Szynki były ściśle podzielone na katolickie i protestanckie. Rozładujemy ją o północy. 90 zapłacić na miejscu gotówką i przemycić towar na Północ. iŜ moŜna w niej było zmieścić cięŜarówkę. Miała tę zaletę. . człowiekiem. To wystarczało Murphy'emu. Z przysłoniętymi latarkami w rękach otworzyli stare drzwi stodoły. . biało-zielony przegubowiec zaturkotał na drodze. " .potwierdził Murphy .oświadczył przybysz. zasłonięty od szosy kępą sosen. Czekali. Ŝe nie uległ pokusie sprawdzenia łupu. Murphy skinął głową. Ŝe dobrze zapracowałem na swój udział .Ma pan towar? .Francuskie pieczęcie celne są nie naruszone . Wiedział.oświadczył Murphy. znajdującymi się do niedawna w rękach prawdziwych patriotów. Ale w Ulsterze. Człowiek ten wraz ze swoimi kierowcami miał się z nim spotkać na fermie.stwierdził. Jechał bez świateł.JeŜeli otwierał pan cięŜarówkę. w stodole.zapytał. Miał twarz człowieka całkowicie pozbawionego poczucia humoru. kiedy juŜ zmierzchało. Dojazd do fermy prowadził przez błotnisty trakt. i przekroczyć granicę pomiędzy jeziorami połoŜonymi na linii Fermanagh-Monaghan. zresztą jak wszyscy.i nie będziesz juŜ musiał prowadzić cięŜarówki. . MoŜe je pan sprawdzić.Zresztą wolę whisky.zaproponował Brady i wszyscy się roześmieli. .Nie będę rozbijać skrzyni dla paru kieliszków . Ŝe była tam stodoła tak wielka. Ŝe duŜa liczba morderstw politycznych popełnianych niby to dla dobra Irlandii. a potem ja sam poprowadzę ją do miejsca odległego stąd o piętnaście kilometrów i porzucę. O siódmej. Zawarł więc układ z jednym z najpotęŜniejszych ludzi w Irlandii.txt drogę o nazwie Rocky Valley w kierunku Galary Bóg. Tam rzucono go w kąt kuchni na kupę worków. Murphy był szczerze dumny ze swojej transakcji.Myślę. Ŝeby wskazać przybyszom z Północy drogę. miała o wiele więcej wspólnego z gangsterstwem niŜ z patriotyzmem. Podał im wprawdzie dokładne instrukcje.Murphy? . Pełno tam nielegalnych miejsc wyszynku i tajnych klubów bez licencji. sytuacja była inna. Murphy kazał Brendanowi i Brady'emu przenieść nieszczęsnego Clarka na fermę. Miał zrobić to o świcie. Za nim jechał korowód czterech furgonetek.

powtórzył męŜczyzna. do cholery . Był zakneblowany. Wiedział. Przybyły z Północy męŜczyzna wskazał głową w stronę domu.jeŜeli sądzić po zachowaniu się tego człowieka .zapytał go bez wstępów wielki człowiek.Nawóz do róŜ . Clark zabełkotał. Murphy zobaczył kilka rzędów paczkowanych banknotów funtowych.Nie mam pojęcia .warknął człowiek z Północy. Zresztą był zadowolony. Ŝe nie mam pojęcia. Mówił prawdę.PoniewaŜ miałem w ustach ten zasrany knebel.W domu . związany jak kura. .rozkazał.Przysięgam.Pytałem.powiedział. do jasnej cholery? . wsunął ją pod pachę i wyszedł na dwór. oto dlaczego wrzasnął. Patrick" załadowano tylko jedną taką cięŜarówkę. absolutnie pewne. .Niech no pan przyjdzie i popatrzy! . Sześć latarek oświetlało jej wnętrze. Ŝe na popołudniowy prom o nazwie "St. Murphy z latarką w ręku poszedł pierwszy do pokoju. . idioto? Murphy zwrócił rosnącą złość na Clarka. do diabła. . a poniŜej napis: "Nawóz sztuczny dla róŜ". Wielki człowiek oświecił plik dokumentów. Lubię okrągłe cyfry. wieziesz towar? .Chodźmy . Nieszczęsny Liam Clark wciąŜ leŜał na workach. Przybysz z Północy spojrzał na worki z kamienną twarzą. Strona 55 .powiedział. .Trzydzieści pięć tysięcy . Na kaŜdym widniało nazwisko słynnego producenta artykułów ogrodniczych. . Ŝe .Po czym zniknął. . która opadła mu ze zdumienia.wyjąkał. . jaki wieziesz towar.Forsyth Opowiadania.Jaki. który był niegdyś salonem. . Informacje jego były kosztowne i. Stali dokoła przed drzwiami cięŜarówki wraz z Keoghiem.zapytał. Jeden z jego ludzi podszedł do drzwi cięŜarówki z krótkim łomem w ręku. Człowiek z Ulsteru skinął na jednego ze swoich pomocników. 92 . Człowiek zatrzasnął teczkę. . Murphy z trudem poruszył dolną szczęką.nie byłoby to rozsądne.powiedział. Czterej Ulsterczycy byli w stodole.PrzecieŜ to jest wpisane do listu przewozowego. Porwał właściwy transporter z właściwego statku. Kierowca miał takŜe plaster na oczach. Przybysz otworzył teczkę i połoŜył ją na stół.Dlaczego mi nic nie powiedziałeś? Rozwścieczony Clark zdobył się na odwagę wobec swoich prześladowców.Dziewięć tysięcy butelek po cztery funty kaŜda .Nawet na to nie spojrzałeś. . Miał wraŜenie. Bradym i Brendanem. prawda? . W cięŜarówce leŜały plastikowe worki. Murphy nie upierał się. .Wejdź do środka .zaŜądał tamten. . .odpowiedział Murphy. których nie widział. Wyciągnął list przewozowy i podsunął go Murphy'emu pod nos. Zamiast równo ułoŜonych skrzynek oznaczonych znaną na całym świecie marką producenta koniaku zobaczyli coś zgoła innego.warknął wielki człowiek. To byłoby trzydzieści sześć tysięcy funtów.Zgoda . W rozbitym oknie ukazał się jeden z pomocników przybysza i zawołał: .Co to ma znaczyć. który bezceremonialnie zerwał plaster zalepiający usta Clarka. Jeszcze nigdy nie widział takiej ilości pieniędzy. Kiedy potrąci po trzy tysiące funtów dla kaŜdego ze swoich ludzi i uwzględni wydatki. Mów. Clark przełknął ślinę. który wziął od Murphy'ego. jak sądził. Murphy ruszył przodem. Człowiek z Ulsteru znowu coś mruknął i pokiwał głową z zadowoleniem. .Gdzie kierowca? . pozostanie mu na czysto ponad dwadzieścia tysięcy.txt 91 latarki oświetliły dwa identyczne zamki u tylnych drzwi i zabezpieczające je nie naruszone celne pieczęcie.

Chłopcy. ty paskudny. wolał uniknąć złości własnych ludzi. .bełkotał Murphy. Zmarnowałeś mnóstwo mojego czasu.zapytał. Mamrotał coś.CóŜ .na grób mojej matki. moi ludzie znajdą cię i strzaskają ci kolana. Po strachu. Załatwienie urzędowych papierów w Antwerpii trwało trzy dni. kaŜdy ślad stóp. Ŝe nie odpowiada wymaganym normom. zgodzicie się na tysiąc pięćset na osobę..myślał Murphy .powtórzył.. . Brady i Keogh oczyścicie tu teren. 94 Wydało mu się. . to w kaŜdym razie trochę uspokojeni. W zeszłym tygodniu zawiozłem ten ładunek. . który przybija jutro o drugiej po południu.Chodź ze mną . . Zniszczycie najmniejsze dowody. Wszystko to moŜecie znaleźć w dokumentach. jakiego napędził mu Ulsterczyk. katolicki bękarcie! .ci ludzie z Północy to zwierzęta. Nachylił się nad leŜącym Clarkiem. Brendan. Ŝe jeŜeli nawet nie są szczęśliwi. Wcześniej Murphy zastanawiał się. Nic nie zyskaliśmy. .Przysięgam panu .Ty durniu . Był zrozpaczony. Wiozłem ładunek nawozu dla róŜ. Teraz wiedział. Otwarto go w Antwerpii. Murphy .syknął wielki człowiek w sposób. . zbadano i stwierdzono. Na fermie Murphy i jego zgnębieni wspólnicy dokończyli butelkę whisky.powiedział Murphy . Składa się z mchu torfowego i sproszkowanego krowiego nawozu. który zawsze brał wszystko dosłownie.Co teraz zrobimy? .przede wszystkim zniszczymy wszystkie dowody. Dobrze. mogę znowu spróbować.powiedział do Murphy'ego i ruszył naprzód. usiłując dowieść swojej niewinności.Nasza transakcja jest niewaŜna.Forsyth Opowiadania. Ŝe gdyby głośno wyraził swoje poglądy. Na twarzy Clarka ukazał się wyraz pełnej niewiedzy. Potwierdzały relację Clarka. .A pod tymi workami nie ma koniaku? .Porwałeś ładunek gówna. którą stronę darzy sympatią gangster z Ulsteru. Odrzucono go.Ale nie dla mnie ..Dlaczego miałby tam być koniak? W Belgii tego nie robią. Skinął więc tylko głową. no i pieniędzy.zawył Murphy.Słuchaj. Rzucił papiery na ziemię....Wiedział.PrzecieŜ jechałeś do Hawru z prowincji Cognac we Francji! . uniósł go do góry i rzucił nim w drzwi stodoły. Rzucił teczkę na ziemię.To prawda.odezwał się Brendan.warknął Murphy. klnąc na całego.Zamknij się . koniak będzie na pewno na następnym promie. Eksportujemy go z Irlandii do Belgii. 93 Przybysz z Północy odczytał w świetle latarki trzymane w ręku papiery. a z nim cztery puste furgonetki. któremu brak było tchu .wrzeszczał Clark. mógłby to przypłacić Ŝyciem. Spłukałem się na organizację tego skoku. . W panującej na dworze ciemności wielki człowiek brutalnie przerwał potok słów Murphy'ego. Jak skończycie.Nigdy w Ŝyciu nie byłem w Cognac . czasu moich ludzi. . .zapytał wreszcie Brady. Pięć minut później człowiek z Północy odjechał.. Ŝe mają na karku Brytyjczyków.. Murphy poszedł za nim. świecąc sobie latarkami. chwycił Murphy'ego za poły wiatrówki.ryknął. . Murphy zastanowił się. kaŜdy odcisk opony w błocie musi być zamazany. . . ale oprócz mnie nikt nic nie stracił.Słuchaj. .zagadnął Keogh. . który zmroził krew w Ŝyłach Murphy'ego. .warknął wielki człowiek. Ty.W Belgii? . Moi szefowie w Dublinie kazali przywieźć go z powrotem. I jeszcze jedno: jeŜeli kiedykolwiek znowu spróbujesz mnie nabrać. zanim je zarobię. i to dosłownie gówna.txt . Zrozumiałeś? Święty BoŜe . .A co będzie z moimi trzema tysiącami funtów? . . weźmiecie Strona 56 . Musicie trochę poczekać.Koniak? .

Ŝe farmer w ciemności nie zanotuje rysów jego twarzy. Widać było. Stanę na głównej szosie prowadzącej do Dublina. Ale w chwili. są oporniej sze przy hamowaniu. Kiedy są ci potrzebne. skręcił w lewo i pojechał w kierunku Djouce Forest. Farmer wydostał się z dołu z kiszonką i stanął przy szoferce. i to z ładunkiem dziesięciu ton bali słomy.txt samochód. Liczył. tak często spotykany wśród wzgórz Wicklow. moŜe na wzgórzach w okolicy Kippure. Ŝe przyczepa farmera wciąŜ stoi na swoich kołach. Zgadzacie się? Wszyscy się zgodzili. a wyrastają jakby spod ziemi.Forsyth Opowiadania. równie trudno je znaleźć jak truskawki na Grenlandii. hamulce spowodowały. Coś dziwnego dzieje się z policyjnymi patrolami. Z zawiązanymi rękami i zalepionymi oczami i ustami. Ten patrol eskortował jakiegoś ministra. Potem skręcicie na północ i pojedziecie do domu. Wreszcie zamknęli drzwi cięŜarówki. zabierzcie kierowcę cięŜarówki i wysadzicie go na szosie. uświadomił sobie. ale oderwała się od traktora i odskoczyła na odległość trzech metrów. O wpół do dziesiątej Murphy minął las obrzeŜający drogę na Roundwood. Ŝe chce rozmówić się z Murphym. więc tylko jego przyczepa załadowana słomą pozostała w tyle i uległa kolizji. Ja na pewno dotrzymam słowa. Jechało od niego wonią. jadącego z Dublina do swojego wiejskiego Strona 57 . Na drogę za cięŜarówką spadła część worków ze sztucznym nawozem. Nie mieli wyboru. Trudno sobie wyobrazić. Ŝe na zakrętach zwrotniejsze od zwykłych cięŜarówek o tej samej długości. W samych tylko skarpetkach. odskoczyła z powrotem na szosę. Słychać było prowadzoną przez niego głośną konwersację ze stwórcą. który nadjeŜdŜał z przeciwka. i przyczepa niosąca ładunek nie jadą idealnie na tej samej linii. Zahamował ostro. Nie będzie mógł szybko zrobić rwetesu. Ŝe bele słomy padły na szoferkę. Wrócę piechotą do domu. Przednia część przegubowca Murphy'ego wpadła w poślizg w momencie 95 zderzenia z nią. która z pewnością nigdy nie zainteresuje producentów wody po goleniu. Murphy jechał pomiędzy kamiennymi murkami. Ale wystarczy zadrasnąć lakier czyjegoś samochodu. Ŝe nie zdąŜy zetrzeć z wnętrza szoferki odcisków swoich palców. Drewniane kołki w zamkach przegubowca pękły. okazało się. Keogh. Ŝe moŜe uda mu się ugłaskać farmera. Ale właśnie w tej chwili zjawiła się policja drogowa. JeŜeli przednia część przegubowca. Tylna część przyczepy wyrŜnęła w kamienny mur. To właśnie zdarzyło się Murphy'emu. Kiedy zamilkł potworny hałas ocierającego się o kamienie metalu. kiedy nagle spostrzegł wynurzającą się przed nim sylwetkę traktora z przyczepą. Ŝeby zamocować skoble. więc zabrali się do szukania drewnianych kołków. Kamienny mur. i natknął się na traktor. Murphy otworzył drzwi szoferki i przez bele słomy przebił się na drogę. która ciągnie całość. spycha ją na bok i powoduje poślizg. zetrzeć odciski palców z wnętrza szoferki i zniknąć w ciemnościach. kiedy wysiadał. cięŜka przyczepa moŜe wyprzedzić przednią część. zaproponować pomoc przy załadowaniu słomy. CięŜki ładunek sztucznego nawozu pchał ją naprzód. gdzieś na południe stąd. który uległ panice. Czuł instynktownie. A Murphy siedział w półmroku szoferki zakopanej w belach słomy. a następnie uderzyła w przeciwległy kamienny mur. Wezmę cięŜarówkę i porzucę ją daleko stąd. Ŝeby farmer wyjechał o tak późnej porze na szosę traktorem o jednym świetle zepsutym. MoŜe uda mi się skorzystać z autostopu. Ten pomyślał nagle. CięŜarówki przegubowe mają tę właściwość. a zablokowane przez kierowcę. Ludzie z Północy dokładnie wyłamali zamki w tylnych drzwiach przegubowca. Farmer zdąŜył dodać gazu i skręcić w bramę jakiejś farmy. niemal ją przygniatając. Ten jednak to zrobił. a drugim zamazanym błotem. uniemoŜliwił mu wyminięcie przeszkody. drzwi otworzyły się. Ŝe powinien znaleźć się prędko jak najdalej od miejsca wypadku. Przegubowiec z nieszczęsnym towarem i z Murphym przy kierownicy wyruszył z fermy. ku wzgórzom Wicklow. Farmer został wyrzucony z siedzenia i wpadł w dół z kiszonką.

Tego pojazdu nie widać z odległości dziesięciu metrów. więc spieszyło mi się.Prom spóźnił się dziś po południu do Rosslare. . .a ty jesteś utytłany gównem po uszy! .zawołał . Drugi policjant wyłonił się spoza przegubowca. . i bardzo późno . Ale kiedy światła przygasły. juŜ zaczął zachowywać się defensywnie.Był bardzo zadowolony ze swojego Ŝartu. Murphy skinął potakująco głową. . Ŝe są takie dni.Liam Clark? . SierŜant wybuchnął śmiechem. Samochód miał na dachu znak Gardy. i to oświetlony.Mam nadzieję. .odparł Murphy. Chciałem jak najszybciej odwieźć ładunek i znaleźć się w domu. .zapytał Murphy'ego sierŜant.Składa się z mchu torfowego i sproszkowanego nawozu krowiego. tylko wtedy. Murphy sięgnął do szoferki i podał mu plik dokumentów.Czysta robota przez otwarte drzwi przegubowca i cztery z nich rozpruły się. Ten. . Podwieziemy pana do domu i przy okazji obejrzymy sobie pańskie dokumenty. ale pan władza ma rację odezwał się Murphy.Niewątpliwie ubezpieczenie teŜ jest u pana w domu .Pański? . Nawet w świetle latarki trudno nie rozpoznać sterczącej w górę wielkiej rury bazuki czy karabinu maszynowego. .Tamten wiezie ładunek gówna . Dokumenty były w całkowitym porządku.Czy ma pan prawo jazdy? . Lufa automatu sierŜanta wycelowała Strona 58 .Papiery .Forsyth Opowiadania. . Policja irlandzka nie nosi przy sobie na co dzień pistoletów. .Jedno z pańskich świateł jest zepsute. Posterunkowy zaświecił latarkę i puścił promień światła na całą tę breję. .zakomunikował.odparł Murphy. ale to nic się nie udaje. . SierŜant zwrócił Murphy'emu dokumenty i zainteresował się farmerem. . który ściągnął przyczepę z szosy na pole. Zyskały jego uznanie. a drugie zamazane gliną powiedział zwracając się do farmera. . niech pan im się przyjrzy.Sztuczny nawóz . i właśnie wracał do stolicy. Zabierze je pan jutro rano. Z tuzin worków wypadło 97 7. stanął twarzą w twarz z rzeczywistością.Drzwi się otworzyły . .zapytał go sierŜant. Murphy poczuł się raźniej.Tak.zapytał sierŜant. W tych ciemnościach mogło mu się to udać. wysypywał się brunatny nawóz. . .Jakoś daleko od głównej szosy. . . DuŜo później Murphy powiedział towarzyszowi z celi. kiedy eskortuje ministrów. Przeszedł na tył wozu sprawdzić stan tylnych świateł. wskazując na przegubowiec. Szefie. Kiedy Murphy zobaczył światła wozu. pomyślał w pierwszej chwili. Murphy'ego ścisnęło w dołku. 96 . Policjanci podeszli powoli do unieruchomionego traktora i jego przyczepy. Rozdarły się.Kilka worków wypadło na drogę.Tak . Za kilka minut odjadą. Z podartej folii.odpowiedział Murphy. Ŝe to po prostu prywatny samochód.txt domku w okolicy Annamoe. Ŝe są w porządku. który wypadł z podartego worka. w łóŜku.Co pan wiezie? .Nie chciałbym robić z tego sprawy. z której były zrobione worki. Ŝe ma tylko jedno wyjście: zamydlić im oczy. i obejrzeli sobie rozrzucone bele słomy. Ale na razie nie moŜe pan prowadzić z tymi światłami. Obrócił się do farmera. Policjant przyglądał się przednim światłom przegubowca.zaŜądał sierŜant. Tymczasem drugi policjant obejrzał sobie traktor i powrócił do sierŜanta.W domu. jeszcze przed chwilą pewny siebie i zaczepny. Bardzo dobry dla róŜ.powiedział sierŜant.Traktor i przyczepa były zupełnie niewidoczne. Murphy zrozumiał. Wszyscy trzej przeszli na tył cięŜarówki. a teraz ładował na nią bale. kiedy nic. . Proszę zjechać traktorem w pole i sprzątnąć słomę z drogi. Za chwilę się przekonamy.zapytał sierŜant farmera.

znaleziono paczkę pornograficznych zdjęć. aŜ znalazł się sam w przedziale.txt w Ŝołądek Murphy'ego. jadąc pociągiem podmiejskim z Edenbridge do Londynu. ale takŜe na cienkie czasopismo. zmierzających ku wyjściom. Jak moŜna się z czegoś takiego wytłumaczyć? CóŜ to za wstyd dla człowieka. Kiedy w szpitalu zbadano zawartość jego kieszeni. Strona 59 . cała ta historia w ogóle by się nie zdarzyła. kim jest ów "ktoś". aŜ do stacji Charing Cross. Nutkin wyciągnął je w przekonaniu. Powodowała nim po prostu zwykła ciekawość.stało się. Potrafił wyobrazić sobie wiele miejsc.Forsyth Opowiadania. Jego palce natrafiły nie tylko na futerał. Nie były zresztą najbezpieczniejszym miejscem na świecie. czuł się dość niewyraźnie. ale niechcący przechwycił transport przemycanej przez kogoś broni.Muszę wyznać coś niecoś . W drodze z pociągu do kolejki podziemnej. Ŝe jest to rozkład jazdy. w czasie przejazdu do Mansion House.powiedział. takŜe zawsze o tej samej godzinie. Środek okładki zajmowała fotografia dorodnej kobiety o wydatnych piersiach. który został przejechany przez samochód. pozostawione tam zapewne przez poprzedniego pasaŜera. ale ulice Dublina na pewno do nich nie naleŜały. Słyszał kiedyś o człowieku. Nie tylko nie udało mu się porwać dziewięć tysięcy butelek koniaku. Czym prędzej wsunął je z powrotem pomiędzy poduszki i rozejrzał się dokoła. Wieczorem zaś wsiadał do pociągu na stacji Cannon Street. Ale wcale nie dlatego. toteŜ przez 99 całą drogę. aby wyrzucić swój ludzki ładunek na zatłoczony peron numer sześć. Widniały na niej słowa: Nowy Krąg . zastanawiał się nad konsekwencjami swojego odkrycia. . Jej twarz zakrywał biały kwadrat z napisem: Ogłoszenie nr 331. i powracał do hrabstwa Kent. Ŝeby go wydostać . W końcu dotarł jednak do lokalu towarzystwa ubezpieczeniowego. nie upuścił futerału od okularów między poduszki siedzenia przedziału. Bo kiedy wsunął między nie dłoń. szukał melonika tak długo. Powoli uniósł ręce do góry. Magazyn miał nieduŜy format i błyszczącą okładkę. ToteŜ tego dnia Nutkin niezwykle ostroŜnie przechodził przez ulice. Po drugiej stronie przedziału dwa egzemplarze Financial Timesa.Grupy . NIEWYPAŁ Gdyby Samuel Nutkin. Drzwi wagonów rozsunęły się. To musiał być właśnie jeden z tych dni. Ŝe był mu potrzebny. Ale Samuel Nutkin ociągał się. jeden Times i jeden Guardian nadal kiwały się rytmicznie w takt jadącego pociągu. w których chciałby przeŜyć następne dwa lata. a potem w czasie krótkiego spaceru do biurowca towarzystwa ubezpieczeniowego. Nie miał szczególnych wątpliwości co do tego. Ŝe wszyscy znają jego tajemne grzechy. Od dwudziestu pięciu lat jeździł codziennie tym samym pociągiem o tej samej porze z małego i nudnego miasteczka Edenbridge do stacji Charing Cross w Londynie. twarz mu poczerwieniała. Po lewej stronie stary Fogarty męczył się nad krzyŜówką. Kiedy spojrzał na okładkę czasopisma. Wtedy.Magazyn kontaktowy dla seksualnie wyzwolonych. Samuel Nutkin nie był przyzwyczajony do "tych rzeczy". wyciągnął magazyn z poduszek. Nutkinowi niepotrzebny był więc rozkład jazdy. Murphy westchnął głęboko. który leŜy w szpitalu z nogą na wyciągu i wie. Nikt na niego nie patrzył. Ktoś kiedyś odkrył. Ŝe ludzie nabierają cech odpowiadających przydomkom. przeraŜony własną odwagą.był to tytuł pisma .a niŜej: Samotni Pary . wsunął-go do teczki i włączył się w strumień meloników i biletów sezonowych. gdzie pracował jako urzędnik. a po prawej za oknem przesuwała się właśnie stacja Hither Green. Samuel Nutkin odetchnął z ulgą. Ich właściciele czytali tabele notowań giełdowych. Pan Nutkin nigdy w Ŝyciu nie widział takiego pisma. w windzie prowadzącej na Cannon Street. Historia ta od dawna prześladowała Samuela Nutkina. zwijał parasol. majstrował coś przy teczce.

Przekradł się do ubikacji. kiedy naprawdę sprzedawano tu chleb. Inne ogłoszenia odznaczały się wymownym tekstem reklamującym tajemnicze . zamoŜności czy nędzy. został zdemobilizowany po wojnie w wieku dwudziestu pięciu lat. zapadały decyzje o losach milionów ludzi. poŜyczać. Zaskoczyły go i zdumiały. Kurza . magia zblakła i wtopiła się w szary strumień ciemnych garniturów.i po miejskich murach. spekulować. Twierdziła. Z ich inicjatywy Ŝeglarze i handlarze sprzedawali i kupowali. Lettice nigdy tam nie zajrzy. Przeczytał magazyn od deski do deski. Schował swój skarb pod dywan przed kominkiem. czy teŜ poza nim. spółkami akcyjnymi i domami ubezpieczeniowymi. Ŝeby zaczęto wołać na chłopca "łobuziak". Tutaj.zaŜywny.Chlebowa. którego gmach królował tuŜ obok. "Figlarz" będzie tak długo małpować i wymyślać kawały. Był więc Nutkin w śródmiejskiej dŜungli Londynu przyjaznym i nieszkodliwym stworzeniem o cechach określonych przez swój młodzieńczy przydomek. aby zaoszczędzić Ŝonie nawet Strona 60 . Ale zupełnie nie był przyzwyczajony do czytania czy choćby tylko noszenia w teczce pornograficznych pism.w kaŜdym razie dla Samuela Nutkina . kiedy była źródłem fizycznych uciech Samuela Nutkina.txt które im nadano. Kukurydziana. którzy wśród tych zimnych kamieni umieli porwać się na finansowanie awanturniczych wypraw do najdalszych zakątków świata. Ŝe cierpi na cięŜki artretyzm i dolegliwości sercowe. Ŝe jest "słodki". był bowiem uczciwym obywatelem. była niemal całkowicie przykuta do łóŜka. rabowali i odsyłali łupy do miasta. Minęło ćwierć wieku. równie solidnej jak Bank Angielski. meloników i teczek. Udało mu się dostać stałą posadę z niezłą pensją i zapewnioną emeryturą. przewaŜnie amatorskie fotografie pań w samej bieliźnie. Wykorzystywał przerwę obiadową. Była wątłą i suchą kobietą o ostrym nosie i jeszcze ostrzejszym głosie. chociaŜ przez całą drogę zdawało mu się. Ŝółtych i brunatnych ludzi. aby po ośmiu godzinach pracy odpłynąć do podmiejskich rezydencji. czyli pani Nutkin. zamknął się tam i zabrał się do czytania wszystkich ogłoszeń w Nowym Kręgu. zawsze gotowym do największych poświęceń. Będąc w randze kaprala. W ciągu tych lat dopasował się do swojego biurka . Był juŜ od dwudziestu pięciu lat urzędnikiem wielkiej firmy ubezpieczeniowej. aŜ mu się to znudzi. Ten przydomek przesądził o jego losie. aby tu inwestować. Wystarczy. Nutkinowi nigdy nie przyszło do głowy. czy to w łóŜku. Nutkin kochał City. sympatyczny człowiek bliski pięćdziesiątki. Ŝeby poznać osobiście zamoŜnych i hojnych dŜentelmenów. Myślał. Mimo to pozostał wiernym i przywiązanym męŜem. Wieczorem udało mu się przewieźć pismo do mieszkania w Edenbridge. w samym środku miasta. Przy niektórych znajdowały się zdjęcia. o ich pracy. zabudowanym bankami. Wiele lat upłynęło od czasu. wsunął go na dno teczki i szybko wrócił do swojego biurka. zdobywali skarby. Szybko zrozumiał. na tym skrawku ziemi w samym sercu Londynu. a mury rzeczywiście broniły miasta. kukurydzę i drób. Ŝe to siedlisko największych rozbójników świata.Forsyth Opowiadania. Podziwiał ludzi. Lettice. parasoli. Ŝe kobiety ogłaszające się w tym piśmie marzyły głównie o tym. kiedy jeden ze szkolnych kolegów nazwał go "wiewiórką". które traktowały go po macierzyńsku i mówiły. Ŝe czyha na niego policja obyczajowa. JednakŜe tego ranka w jego Ŝyciu nastąpił przełom. jak to było 100 w Średniowieczu. uprzejmy i miły dla sekretarek. a będzie chodzić z przymruŜonymi oczami i mówić jak Humphrey Bogart. Ŝeby spacerować po starych uliczkach o tradycyjnych nazwach . Pracował w siedzibie gigantycznej bankowej ośmiornicy. oszukiwali czarnych.usługi. Samuel Nutkin miał dziesięć lat. rozpościerającej swoje macki na wszystkie strony świata. 101 Diagnoza doktora Bulstroda określała jej chorobę jako zaawansowaną hipochondrię. które wlewały się codziennie do City.

. bardzo dziękuję za zainteresowanie się moim ogłoszeniem. w takim razie jutro o dwunastej trzydzieści. Numer telefonu wskazywał. a list wraz z kopertą podarł.. Pomaga mi to w płaceniu komornego.Zgadza się . Czy to ci odpowiada? Nutkin skinął głową i powiedział: "Tak". Zaczął od zwrotu "Droga Pani".Doskonale... a na jego odwrocie ręcznie wypisaną odpowiedź: Drogi Henry.odpowiedział matowy głos. e.txt najmniejszych przykrości. Kopertę tę wraz z naleŜnością za usługę polecano włoŜyć do trzeciej koperty i wysłać na londyński adres czasopisma.O. Szóstego dnia zobaczył wśród listów kopertę zaadresowaną do Henry'ego Jonesa. i obawiał się.Forsyth Opowiadania.. Kiedy o dwunastej trzydzieści następnego dnia Nutkin stanął przed drzwiami mieszkania w jednym z zaułków Bayswater.Mogę tylko w porze obiadowej. Ŝe była wysoka i miała zaokrąglone kształty. Niczego więcej w kopercie nie było. odchrząknął i powiedział: . widzisz.. Pan Nutkin wykonał to wszystko starannie. 102 Kiedy wracał do przedziału. poszedł do toalety i drŜącymi palcami otworzył kopertę. Napisał krótko i rzeczowo na kartce zwykłego biurowego papieru. a wieczorem jadę do domu. usiadł i napisał do niej list. Podam ci adres. a z pozostałych pasaŜerów Ŝaden nie podniósł nawet głowy.E. Henry. w dzielnicy Bayswater. Przez następne kilka dni biegł do drzwi wejściowych. W pociągu. Drogi Henry. czuł. Czy chciałbyś do mnie wstąpić. moŜna było wnioskować. wobec tego kiedy będziesz? . Ŝe czytał jej ogłoszenie i bardzo chciałby się z nią spotkać. Ŝe Sally mieszkała w centrum Londynu. Otrzymałem dziś rano od pani odpowiedź na mój list w sprawie pani ogłoszenia.Tak. wrzucił do klozetu i spuścił wodę. W samym środku magazynu były szczegółowe instrukcje co do sposobu przesyłania odpowiedzi na ogłoszenia. które dotyczyły przede wszystkim jednej z ogłaszających się pań. . Zadzwoń pod numer. . Pracuję w City....AleŜ tak. Ŝe zajrzy pod dywan. po czym wyjaśnił. W przerwie obiadowej Nutkin nakręcił podany mu numer z automatu w najbliŜszej stacji kolejki podziemnej.wyjąkał. Następne trzy dni upłynęły Nutkinowi na głębokich rozmyślaniach. był Strona 61 . Po napisaniu listu naleŜało włoŜyć go wraz z zaadresowaną do siebie i ofrankowaną kopertą do drugiej koperty. Sally.. Wsunął ją do kieszeni i poszedł na piętro. Znalazł własny list. W słuchawce słychać było szelest przewracanych kartek papieru. podając się za niejakiego pana Henry Jonesa. nie było więc obawy. kochanie? Samuel Nutkin poczuł.. Ŝe ma wypieki. Stary Fogarty wpisywał jednak właśnie pozycję numer piętnasty (poziomo) do krzyŜówki. Czy to panna Sally? . zamieszkałego na 27 Acacia Avenue.Świetnie. na której podał jej śniadanie. Ŝe towarzysze podróŜy zwrócą na to uwagę. Halo. opatrzonej numerem ogłoszenia wypisanym ołówkiem. .. Był to notabene jego prawdziwy adres. Nie zajmowała się na szczęście domem ze względu na ból w plecach. Nazywam się Jones... pamiętam cię. Ŝe będziemy się mogli dobrze zabawić.. . . Henry Jones. Jest tylko jedna mała sprawa. Trzeciego dnia zdecydował się. moi przyjaciele na ogół dają mi niewielki prezent. Usłyszał niski głos kobiecy: "Halo?" Nutkin wepchnął monetę do aparatu.A kto mówi? .Czy jutrzejszy dzień ci odpowiada? Doskonale. Ŝeby zabrać od Ŝony tacę. Jakieś dziesięć funtów. jakie podawała. Jestem pewna. Samuel Nutkin przepisał numer telefonu na kartkę papieru i schował ją do portfela. Ściskam. Z krótkich informacji. Ŝe zamiast języka ma w ustach kawał starej gumy. w drodze do miasta... gdy tylko słyszał kroki listonosza. bardzo chętnie .

. tam gdzie wciąŜ spoczywał numer feralnego magazynu. Zdejm marynarkę. Z koperty wypadło sześć fotografii. . Nutkin beztrosko otworzył grubą kopertę. Zaniósł jej list od siostry na górę. Zdjęcia. Nie zdziwiła się. Ŝe wzbudzi to tylko podejrzliwość Lettice. Ŝe ma usta wypełnione szybko schnącym cementem. Powiedział jej to w końcu. Miał ochotę pozostać w domu i symulować chorobę.powiedziała lekko. Zdawało mu się. LeŜały teraz na stole. . wejdź do pokoju.usłyszał. a Nutkin wpatrywał się w nie w niemym zdumieniu. Zamknęła drzwi na klucz i włoŜyła go do kieszeni szlafroka. Wystarczyły same zdjęcia. zabrał tacę po śniadaniu. w jaki sposób został nabrany. Potem nastąpiła cisza. Ŝe jest w niej jakaś reklamówka.Więc jesteś. Kiedy zrozumiał całą prawdę. Wrócił do pokoju. Poza tym była o dobre piętnaście centymetrów wyŜsza od niego.W porządku. ogarnęło go przeraŜenie. Nie znalazł nic. 104 Ogarnięty ślepą paniką wsunął fotografie pod dywan przy kominku.krzyknął. Po trzech dniach listonosz doręczył na Acacia Avenue 27 wraz z innymi listami zwykłą.txt pewny. Sally znów się uśmiechnęła. porozmawiamy sobie. Twarz kobiety była ostra na wszystkich zdjęciach. I nie denerwuj się tak.Nie wstydź się. Dopiero kiedy mijał New Cross. Drzwi do przedpokoju zostawiła otwarte. Strona 62 . na zniszczonej 103 twarzy miała grubą warstwę makijaŜu. Stuknęła jej juŜ na pewno czterdziestka. zamknęła za nim drzwi i powiedziała cicho: . Poszedł za nią do pokoju.Marynarka i portfel! Stary Fogarty. Henry? Proszę. Czy masz jakieś szczególne Ŝyczenia? Nutkin przysiadł na brzegu fotela. Samuel Nutkin wybrał pocztę ze skrzynki i połoŜył ją na stole. po czym pobiegł na stację. moŜe dzięki wysokim obcasom. Ŝe ma gorączkę. Kiedy szlafrok rozchylił się.To bardzo trudno wytłumaczyć . zorientował się. Prócz grubej koperty nadanej w Londynie i zaadresowanej na nazwisko Samuela Nutkina był jeszcze list do Lettice od jej siostry i rachunek z kwiaciarni za jakieś rośliny doniczkowe. Trzęsącymi się rękoma szukał jakiegoś słowa wyjaśnienia w głębi koperty. . Na jej odwrocie teŜ nic nie było. Ŝe nosi pod nim czarne nylonowe majtki i czerwoną koszulkę. a na co najmniej dwóch moŜna było doskonale rozpoznać jego własną twarz.Marynarka! . przy którym jadł śniadanie. co masz na myśli. który zastanawiał się właśnie nad siedem pionowo. Henry? Samuel Nutkin skinął głową i wyciągnął z kieszeni spodni dziesięciofuntowy banknot. Usłuchał jej i poszedł za nią przez przedpokój do jasno oświetlonej sypialni. niŜ się spodziewał. który następnie zdjęła i powiesiła na haku. Ktoś najwyraźniej przyglądał mu się przez wziernik w drzwiach. spodziewając się. Pomimo sięgającego do ziemi szlafroka widać było.Wielu panów o to prosi. Pokazywały wszystko czarno na białym. Kiedy wszedł. Mów. Kobieta uśmiechnęła się zalotnie.Proszę wejść .Czy masz dla mnie ten mały prezencik.Usiądź i odpocznij sobie. Usłyszał kroki w przedpokoju. Pokój był licho umeblowany i nie było w nim wielu przedmiotów osobistych. Wzięła go i włoŜyła do leŜącej na komodzie torebki. Po chwili namysłu wziął jednak całą paczkę i spalił ją za garaŜem. Ŝeby zdąŜyć na pociąg do City. .Forsyth Opowiadania. . ale po namyśle doszedł do wniosku. Ŝe ma stanowczo za szerokie biodra. . Była starsza. Mylił się jednak. spodnie i buty i chodź do sypialni. zauwaŜył. dość grubą kopertę. .wymamrotał. . dalekie od technicznej doskonałości. były jednak dostatecznie wyraźne. Serce biło mu jak młot. wdeptując obcasem popiół w mokrą ziemię. Patrzył przez okno przedziału i starał się uspokoić skołataną głowę. Zastukał nerwowo do drzwi.

Zadzwonię jutro rano o ósmej. W przerwie obiadowej spróbował połączyć się z numerem podanym przez Sally. 105 Po raz czwarty telefon zadzwonił zaraz po ósmej. gdzie pracujesz i znam nazwisko twojego zwierzchnika. przyjacielu. I do sekretarza twojego klubu tenisowego. Kiedy Lettice szła spać. . a na bramie wisi napis "Do wynajęcia".Zadałem ci pytanie. Zresztą nic mi nie mogą zrobić. ale trudno było się Nutkinowi zorientować.A moŜe jednak pan Henry Jones? Samuel Nutkin poczuł ucisk w dołku. niegrzeczny z ciebie chłopiec. Nutkin pojechał taksówką na Bayswater. . O której godzinie wychodzisz do pracy? . Telefon zamilkł. przyjacielu.Pan Samuel Nutkin? . z którym rozmawiał po południu. Czy dostałeś odbitki? . Odebrał pewnie od tego czasu wiele telefonów do jakiejś Sally.mruknął . brzmiał jakby przez chustkę nakrywającą mikrofon.To niewaŜne. Zadzwonił do informacji i próbował sprawdzić adres podanego mu numeru.Pan Nutkin? .Nie . . . której oczywiście nie znał. który oświadczył.No cóŜ.za duŜo liter. ale głos w słuchawce przerwał jego protesty.Tak. Samuel Nutkin wpatrywał się ponuro w południowe przedmieście Londynu. które przerwały jej popołudniową drzemkę. a numer telefonu naleŜał do całkiem obcego człowieka. wiem.txt pokręcił głową. Mieszkanie zostało najwyraźniej wynajęte na jeden tydzień. Wtedy zrozumiał. czy to ten sam. . Nutkin dobrej nocy nie miał. . . Samuel Nutkin zerwał się z fotela i zostawiając Ŝonę przed telewizorem pobiegł do aparatu znajdującego się w przedpokoju. Nie próbuj zwracać się do policji. Mam chyba obowiązek posłać te zdjęcia do twojego szefa. Mówił męŜczyzna. pozostał na dole i dokładnie Strona 63 .Tak. A drugi komplet odbitek mogę posłać do pani Nutkin. Tego ranka w Ŝaden sposób nie mógł skoncentrować się na swojej pracy. panie. MoŜesz dostać to wszystko. .Tak.Przyjrzałeś im się dobrze? Samuel Nutkin zacisnął zęby. Dobrej nocy.wybuchnął Nutkin.Forsyth Opowiadania. Nie był przystosowany do takich sytuacji. Jednak numer był zastrzeŜony i bez polecenia sędziego pokoju biuro numerów nie udzielało informacji. . klisze i odbitki. Ŝe musi uregulować ogrzewanie. odpowiedział jednakŜe ten sam męŜczyzna. Pan nosi w portfelu bardzo wiele legitymacji. Ŝe mieszkanie jest zamknięte. i juŜ zostało opuszczone. Nie było więc pomyłki. Głos był stłumiony. . i to na fałszywe nazwisko. . Biuro czasopisma przesyłało na pewno odpowiedzi na ogłoszenia pod jakimś jednym umówionym adresem.Panie. Zastanów się nad całą sprawą trzeźwo i na zimno. Zimny strach ściskał mu Ŝołądek. Ŝe nawet przy pomocy policji nie dowie się niczego.spytał.Tak. powiedział. niech pan tego nie robi . Ŝe nie zna Ŝadnej Sally i Ŝe to pomyłka. przesuwające się za oknem wagonu. Okazało się. Były do niego trzy telefony.Zaraz się rozłączę. . panie Nutkin.Kto mówi? . Kiedy Nutkin wrócił do domu. ale odpowiedział mu zachrypły męski głos. który po powrocie z urlopu zastał sforsowany zamek u drzwi swego mieszkania. Czy otrzymałeś mój bilecik dzisiejszą pocztą? .Czego ode mnie chcecie? . Lettice zrzędziła jeszcze bardziej niŜ zwykle. Nutkin spróbował połączyć się ponownie przez telefonistkę. AleŜ tak.Ósma trzydzieści.

Ŝe gdyby się postarał.Lettice zawsze chciała spać osobno . NajwyŜej czasami jedno cygaro po proszonej kolacji. . gotowy do szybkiego marszu na stację. ksiąŜeczka czekowa. ale nikt by mu nie uwierzył. O dziewiątej trzydzieści opuścił park. Ŝeby wypłacono mu tę sumę zaraz. ale tyle osób mogło rzecz rozszyfrować.AleŜ ja nie mam tyle pieniędzy! . MoŜesz dostać poŜyczkę na hipotekę swojego domku albo. Potem poszedł do banku. jeŜeli nie liczyć kieliszka wina od czasu do czasu. przyjacielu. Wiedział. zwołanego specjalnie w celu ponownego rozpatrzenia jego członkostwa. aby dowiedzieć się sporo o nim i jego miejscu pracy.i usiłował sobie wyobrazić. Po drodze łamał sobie głowę szukając Strona 64 . Ŝe źle się czuje.wyjąkał. Co robić? Co robić? . Nie palił. . Nie przeŜyłaby tego. Kolejowy bilet sezonowy. Powiedział kierownikowi swojego działu. która moŜe nadejść w czasie jego pobytu w biurze. Myślał o zebraniu prezydium klubu tenisowego.rzucił głos bez wahania.zaprotestował. Samuel Nutkin był wstrząśnięty. . Ŝe chodzi o dług karciany. ale po południu będzie na pewno za biurkiem. bo wszyscy wiedzieli. . pocałował Ŝonę w policzek i udał się do pracy. Telefon zadzwonił punktualnie o ósmej. karta klubu ubezpieczeniowców 106 więcej niŜ trzeba. a to było niemoŜliwe w towarzystwie starego Fogarty'ego z tymi jego wiecznymi krzyŜówkami. Jedno było jednak pewne. . samochodu. na której trzeba by było wystąpić w charakterze świadka. z melonikiem.Tak . Po dwudziestu pięciu latach monotonnego Ŝycia biurowego nie sposób ukryć sprawy sądowej.Zastanowiłeś się? . białą koszulę. A więc nie wolno dopuścić. Jeszcze dziś. a poza tym naleŜy ci się mała nauczka.zapytał nieznajomy. Głos umilkł i w słuchawce rozległ się sygnał. Taki wstrząs zabiłby biedną Lettice.Forsyth Opowiadania.Tysiąc funtów . . To wszystko przekraczało jego wyobraźnię. i to w gotówce.Chcesz te negatywy? . znalazł budkę telefoniczną i zadzwonił do biura. Zadzwonię wieczorem o ósmej. proszę pana.Ile Ŝądacie? . WyobraŜał sobie dyrektora Bensona w gabinecie na najwyŜszym piętrze. Nutkin przełknął kilka razy ślinę. Ŝeby się o czymkolwiek dowiedziała. Musimy pokryć nasze wydatki.31 do Charing Cross. ale poszedł do parku i usiadł na ławce. Nutkin nieraz czytał w gazetach. Zwłaszcza gdyby zaŜądał od dyrektora. Ale zdobądź tę forsę. 107 Przypuszczał. na którym wszyscy podają sobie z rąk do rąk te straszne fotografie. Mógłby powiedzieć. jak siedzi i trzyma w ręku paczkę odbitek. legitymacja członkowska klubu tenisowego. dwa listy.Nie jestem bogaty . Siedział niby samotny karzełek w meloniku pośród kwiatów i drzew. Później w bladym świetle ulicznej latarni.W takim razie postaraj się o nie . Ŝe w takich wypadkach moŜna nie podawać nazwiska. Ale potem odbyłaby się sprawa sądowa. Ŝe figuruje się jako pan X. Tego dnia nie wsiadł jednak jak zwykle do pociągu odchodzącego o 8.Tak. ubrany jak zwykle w szary garnitur. Ŝe w karty nie gra.odpowiedział drŜącym głosem Nutkin.szydził głos w słuchawce. Samuel Nutkin czekał juŜ w hallu. co powiedziałaby po otwarciu grubej koperty. ale wywołałoby to niewątpliwie duŜe zdziwienie w banku. jeŜeli wolisz. . parasolem i teczką w ręku.pytał w kółko samego siebie. . Nutkin poszedł na górę.txt skontrolował zawartość portfela. Nie pił. poŜyczyłby jakoś te tysiąc funtów. Ŝe będziesz je musiał kupić. MoŜe pójść na policję? Oni mogliby oczywiście znaleźć tych ludzi mimo fałszywych nazwisk i adresów. Ŝe musi się zastanowić. Ŝe chodzi o kobietę. patrzył na niesympatyczną twarz Ŝony śpiącej w sąsiednim łóŜku . prawo jazdy. przenikającym przez firanki sypialni. A więc z pewnością domyślą się. i to szybko.Obawiam się. dwa zdjęcia z Ŝoną.

przewraŜliwiona Lettice.Forsyth Opowiadania. Ŝe od momentu. A poza tym. Ŝeby pan przemyślał wszystkie przykre konsekwencje. Pamiętaj. niech mi pan odeśle te negatywy i zapomnijmy o wszystkim. Ŝe czuje się znacznie lepiej.Czyś ty zwariował? . jakby mu powiedział: "Jestem ofiarą szantaŜu i proszę o poŜyczkę w wysokości tysiąca funtów". Jak nazywają to. Nikomu nie przyszłoby do głowy. Miej ze sobą paczkę zawiniętą w brązowy papier. Do City przyjechał tuŜ przed przerwą obiadową. . kolbę do zalutowania dziury w czajniku i kilka innych drobnych przedmiotów. Podjąwszy tę decyzję. wsiadł do pociągu. Zrozumiałeś? . ale czy moŜna pomóc ofierze szantaŜu? Gdyby był młodszy i do tego kawalerskiego stanu.. które kaŜdy człowiek powinien mieć w domu.txt jakiegoś wyjścia i przypominając sobie wszystkie sprawy o szantaŜ. I jeszcze jedno. tak. Nutkin postanowił za wszelką cenę oszczędzić Ŝonie takiego ciosu. Dojdziesz do takiego miejsca. Ŝeby nosić przy sobie tysiąc funtów. dwie baterie do latarki elektrycznej. durny człowieku .odpowiedział Nutkin i zanim tamten mógł się odezwać. To tak.odezwał się wreszcie zachrypły głos. Po drugiej stronie zapanowało nasycone zdumieniem milczenie. Nie mógł stanąć przed dyrektorem z tak dziwnym i trudnym do wytłumaczenia Ŝądaniem. . O drugiej po południu siedział za swoim biurkiem. Zapewnił szefa. pośpiesznie dodał: . jakie wynikną z pańskich Ŝądań. co ci kaŜę. miedziane druciki do bezpieczników. Ten szok na pewno by ją zabił. co mu się przytrafiło? Chyba wymuszaniem pieniędzy pogróŜkami. Niech ci nie przyjdzie Strona 65 .powiedział sobie po długich wahaniach. pomyślał z goryczą. i zabrał się do pracy nad księgami rachunkowymi. . wsuń ją pod pierwszą ławkę i pójdź dalej. o których czytał w gazetach. albo dla samej przyjemności posyłam te fotki do twojej Ŝony i szefa! Nutkin westchnął. .rozzłościł się tamten.Właśnie tego się obawiałem.. Był człowiekiem zbyt ostroŜnym.. Ŝeby go pocałowali.Nie . Zadzwonił telefon. 109 .Jutro w przerwie obiadowej wsiądziesz w taksówkę i pojedziesz na Albert Bridge Road. Przy drzwiach banku opuściła go jednak odwaga. Niezła prawnicza formułka.No i co. Wyjdziesz z parku drugą bramą.Eee.Zrozumiałem. więc dla wypeł108 nienia czasu poszedł po zakupy. W kilku innych sklepach zakupił: pół kilo lukru . W połowie alei skręcisz w lewo i pomaszerujesz w stronę centralnego placu.Panie. Ŝe Samuel Nutkin potrafiłby w podstępny sposób podjąć jakiekolwiek pieniądze z konta swojego przedsiębiorstwa. a potem i tak roześlą fotografie po ludziach! To prawie pewne. w którym stoją dwie ławki. a w słuchawce odezwał się zachrypły głos: .31. pieniądze są.Ale chciałbym. O godzinie ósmej tegoŜ wieczoru siedział jak zwykle z Lettice przed telewizorem. panie Nutkin? . . . . Ŝe zamierza zalać nim urodzinowy tort Ŝony .W porządku. zamykaną na klucz kasetkę na pieniądze.puszkę sztucznego nawozu przeznaczonego dla róŜ w ogródku.odrzekł powaŜnie Nutkin.Albo zrobisz. kiedy znajdziesz się w parku. Postanowił w kaŜdym razie nie brać pieniędzy z miejscowej filii banku. będziesz obserwowany.. Wejdziesz do parku Battersea i pójdziesz Aleją Zachodnią w kierunku rzeki. jedna obok drugiej. czy tamci nie zaŜądają następnych sum? Na pewno wyciągną z niego cały majątek. Rozwiązania trzeba szukać w Londynie .tłumacząc sprzedawcy. Mów dalej! . Była godzina 10.Słuchaj. pułapkę na myszy. nieszczęsna. powiedziałby im. O tej porze nie powinno tam być nikogo. Ale jak teraz zmienić posadę? Poza tym istniała przecieŜ Lettice. Wszedł do sklepu z artykułami biurowymi i zakupił stalową.

. niech pan wejdzie.. . Pewnego wieczoru do drzwi domku Samuela Nutkina zadzwonił człowiek o długiej. co ci kaŜę. smutnych oczach. Mięśnie szczęk sierŜanta drgały pod napiętą skórą.moi koledzy z policji stołecznej odwiedzili pewne mieszkanie w centrum Londynu.To dobrze..Nutkin potrząsnął ze smutkiem głową i powrócił do City. Na głowie miał hełm.Chciałbym z panem pomówić o bardzo osobistej i moŜe nawet ambarasującej sprawie.syknął tamten. Stał rozkraczony nad swym pojazdem i studiował mapę. Ŝe tym razem nie chodzi o bal policji. prawda? W klubie tenisowym zawsze kupujemy kilka.Pan Samuel Nutkin? . A wiesz.zaczął. . co się wtedy stanie. Chciał być przez pewien czas sam. o co panu chodzi i dlaczego miałbym być skrępowany? . kochanie . jak mu nakazano.. Smiley odchrząknął z zaŜenowaniem.Czy Ŝona jest w domu? . więc podszedł do motocyklisty i pochylił się nad jego mapą. Jestem tu w związku z pewnym dochodzeniem. .txt do głowy. Przeszukując je.odpowiedział Nutkin..Hej. .Człowiek wyciągnął legitymację.Z policji? . . Właśnie w tej chwili rozległ się z góry rozdraŜniony głos: .. a twarz zasłaniały mu gogle i kolorowa chustka.Miałem na myśli.. Potem rozległ się ryk motoru i po chwili motocykl znalazł się na zatłoczonej Albert Bridge Road. Następnego dnia postąpił dokładnie tak. Ŝe moŜe to pana będzie krępować.przerwał Nutkin . SierŜant Smiley był wyraźnie zmieszany.Obawiam się. końskiej twarzy i brązowych.Tak.Pan z policji.Nie muszę się krępować. . .? . Nutkin był człowiekiem uprzejmym.. sierŜancie. a wszystko pójdzie gładko. .Dawaj tę paczkę.To jeszcze nie powód.Chodzi o zbliŜający się turniej tenisowy z policyjnym klubem sportowym. prawda. nie zdołałby zatrzymać motocyklisty. . Smiley patrzył zdziwiony. Ŝe gliny mogą coś pomóc. . Chodzi panu o bilety na bal policji.nie musi się pan krępować. MęŜczyzna odwiesił słuchawkę. Wszystko to stało się błyskawicznie. nie mnie wyjaśnił cierpliwie.Wiem . . kolego. Minął tydzień. 110 .Oczywiście. natrafili w zamkniętej na klucz szufladzie na paczkę Strona 66 .Pan Nutkin? . . Nutkin? .odparł cicho Nutkin. .Tak. kochanie.SierŜant detektyw Smiley.Proszę. .spytał Nutkin po zamknięciu drzwi.Przed kilkoma dniami .. Ŝe nie.krzyknął. Zrób. zatrzymał go motocyklista. Nawet gdyby ich obserwował jakiś policjant. ale leŜy w łóŜku. czy moŜe mi pan pomóc? .Bądź spokojna. Nutkin! . Ŝeby się pan czuł nieswojo. . Najmniejsze podejrzenie. do swojego biura.MoŜe powie mi pan teraz. ale Nutkin nie patrząc na nią skinął głową na znak zgody.zaczął sierŜant Smiley . to ja. Będąc w tym roku sekretarzem klubu. . i ulatniam się.Forsyth Opowiadania. Stał w progu w długim czarnym płaszczu i na tle pochmurnego wieczornego nieba jego sylwetka wyglądała jak sylwetka przedsiębiorcy pogrzebowego. Nutkin poczuł ostre szarpnięcie i jego paczka znalazła się w mgnieniu oka w koszyku pod kierownicą motocykla.Mój BoŜe .Kto tam przyszedł. Po kilku minutach Samuel Nutkin przeprosił Ŝonę i poszedł do garaŜu. SierŜant Smiley ze zrozumieniem skinął głową i przeszedł za Nutkinem do salonu. . Czy mógłbym prosić pana o kilka chwil rozmowy? . spodziewałem się nawet. Ŝe w pobliŜu jest jakiś tajniak. Kiedy szedł aleją po zachodniej stronie parku i docierał juŜ do zakrętu prowadzącego do placu centralnego. Samuelu? . Jej zdrowie.

. . jak kobieta kazała mu zdjąć marynarkę. Samuel Nutkin jąkając się zrelacjonował sprawę od samego początku.detektyw wyciągnął z kieszeni fotografię. przecieŜ pan mówił.Dziękuję . w jaki sposób pan tę kobietę poznał. chowając fotografię do kieszeni. Ŝe na jednej z tych kopert widnieje pańskie imię. w którym policja dokonała rewizji. a sześć negatywów przedstawia pana. Czy pan mnie słucha? Samuel Nutkin siedział z pochyloną głową i wpatrywał się w dywan. . Samuel Nutkin zbladł i nerwowo zagryzł wargi. przedstawiających panów w średnim wieku w towarzystwie kobiety w pozycjach. którzy bywali w mieszkaniu tej kobiety bądź zarekomendowani przez osobistych znajomych. które moŜna by nazwać bardzo kompromitującymi.. Ŝeby opowiedział mi pan..A teraz . w róŜnych sytuacjach z tą kobietą.Nie rozumiem. jak przypadkowo znalazł magazyn. . Widniała na nim kobieta.SzantaŜ .. Ŝe juŜ nigdy w Ŝyciu nie zrobi niczego podobnego.Na wszystkich fotografiach była ta sama kobieta.a było ich około trzydziestu . Wyznał. to jeszcze straszniejsze. a takŜe o rozmowie telefonicznej i umówieniu się na następny dzień na dwunastą trzydzieści. chyba Ŝe się okaŜe. Opowiedział sierŜantowi. Ŝeby ich potem moŜna było szantaŜować. . Jest znana policji jako zawodowa prostytutka. Ustaliliśmy.Forsyth Opowiadania.Panie Nutkin.. gdyby to wyszło na jaw. Więc robili zdjęcia. . co robię.Nie dotyczy ono pana ..wyszeptał .KaŜda z tych kopert . To.O mój BoŜe. Wreszcie westchnął głęboko. Samuel Nutkin patrzył na policjanta z dobrotliwym zainteresowaniem.Ma pan rację. niech mnie pan dobrze zrozumie.spytam pana o rzecz bardzo istotną. Ŝe to. Pańskie Ŝycie prywatne naleŜy do pana i policja nie interesuje się nim. powiedział nawet o swojej trzydniowej rozterce i walce z pokusą napisania listu. kilkakrotnie karana. Opowiedział. wreszcie o wysłaniu go i podpisaniu nazwiskiem Henry Jones. Opowiedział o tym. . bądź zwabieni przez ogłoszenia. zapoznał się z jego treścią w toalecie biurowej. zostawić ją w salonie i zaprowadziła go do sypialni. OtóŜ policja stołeczna jest pewna. jest nielegalne. . jak otrzymał odpowiedź.wyszeptał. Samuel Nutkin patrzył na sierŜanta ze zdumieniem. OtóŜ. którą znał jako Sally.oświadczył zdecydowanie sierŜant. panie sierŜancie. Ŝe zajmowała ona przez jakiś czas wraz z pewnym osobnikiem mieszkanie. Ŝe zdarzyło mu się to po raz pierwszy w Ŝyciu.O mój BoŜe . SierŜant Smiley zatrzepotał powiekami.fotografie. Ŝe toczy się dochodzenie? . Nie był przyzwyczajony do takich rozmów. Przyznał teŜ. dopóki działa pan w ramach prawa. A odwiedziny u prostytutki nie są przez Ŝadne prawo zabronione... Czy mogę mówić dalej? Dziękuję.zawierała kartkę z nazwiskiem i adresem jakiegoś męŜczyzny. Ŝe męŜczyźni. w niektórych wypadkach był równieŜ adres miejsca pracy. nie jest nielegalne. 111 Niestety muszę panu powiedzieć.. Skinął potakująco głową.Czy pan poznaje tę kobietę? Samuel Nutkin przyjrzał się uwaŜnie zdjęciu. iŜ posiada pan istotne dla śledztwa informacje. Nie będę robił Ŝadnych notatek i zachowam wszystko w dyskrecji.. zanotował numer 112 telefonu i zniszczył list.odezwał się Smiley . Smiley spojrzał na niego surowo i ciągnął dalej: . Co za wstyd. .txt kopert. Chciałem pana jeszcze poprosić. Czy od tego popołudnia odebrał pan jakiś telefon. Poza tym w kaŜdej z kopert znajdowało się około tuzina negatywów. . czy teŜ Strona 67 .powiedział sierŜant. . co pan robił. Ŝe po powrocie do domu natychmiast spalił magazyn zawierający ogłoszenie i przysiągł sobie. nazwisko i adres. . Przysięgam panu. byli fotografowani i identyfikowani po to. nie wiedziałem.

zostaną spalone.Nie. .Forsyth Opowiadania. ..Kiedy poinformuję Scotland Yard. czy ich. wieko odskoczyło na skutek działania mechanizmu. ale ludzie zawsze się jakoś o wszystkim dowiadują.Zestawienia bankowe. kto. Tu chodzi o morderstwo. Proszę mi powiedzieć. Ŝe są one teoretycznie poufne.Ale.oni nikogo nie zabili. . Z ich zeznań dowiemy się. . Wtedy ładunek umieszczony w kasecie wybuchł i rozszarpał oboje na kawałki. Aby zgromadzić większą kwotę. . Pan Nutkin patrzył na sierŜanta jak na bóstwo greckie. Zdjęcia są w ręku policji.Nie.mruczał Nutkin.Czysta robota mnie dobrali.wyjąkał.odparł sierŜant Smiley wstając. Musiał więc znać ich kryjówkę. Śledztwo w takich sprawach jest trudne. .Nie .Nikt spośród osób znajdujących się na liście nie będzie musiał zeznawać.Podziwiam człowieka. do kogo szantaŜyści zwracali się o pieniądze.Panie Nutkin . To ich ktoś zabił. zanim się do mnie zabrali. co teraz będzie z tymi okropnymi fotografiami? . . SierŜant Smiley spojrzał z uśmiechem na urzędnika biura ubezpieczeń. . które dotyczą pana osoby.A więc oni kogoś zabili? .I na pewno inni detektywi Scotland Yardu rozmawiają w tej chwili z kilkunastoma dŜentelmenami figurującymi na zdjęciach.powiedział sierŜant juŜ w drzwiach . proszę pana.. nie są istotne dla śledztwa . Bardzo trudno będzie znaleźć jakikolwiek ślad. . Mam nadzieję. kiedy znaleźli się juŜ w przedpokoju. . Zdemaskowaliście ich.. Niszczyli wszystkie dowody z wyjątkiem materiałów fotograficznych. nie będzie pan świadkiem w tej sprawie.O! JakŜe się cieszę! Ale proszę mi powiedzieć. Prowadzili wszystkie rozmowy z automatów telefonicznych. Ŝe te. panie Nutkin. Śledztwo.Nie doszli do pana i chyba juŜ nie dojdą. Sprawca po prostu dostarczył im do mieszkania paczkę.Na pewno . . który zwrócił się do policji i zdemaskował tych łajdaków . czy zdobyłbym się na to.SzantaŜyści. gdyby się do 113 8 .Tak.Ale w jaki sposób dojdziecie prawdy? PrzecieŜ niektórzy z tych panów moŜe nawet juŜ zapłacili haracz.. W paczce była kasetka na pieniądze z kluczykiem przywiązanym taśmą do wieka. czy ta para próbowała szantaŜować innych męŜczyzn? .my nie prowadzimy śledztwa w sprawie szantaŜu... . . które zstąpiło z Olimpu i stanęło przed nim. PrzecieŜ zdemaskowaliście tę parę na podstawie czyichś zeznań. . ale ze wstydu nie przyznają się do tego nawet policji.txt moŜe telefonowano w pańskiej nieobecności z pogróŜkami i Ŝądaniem pieniędzy za te fotografie? Samuel Nutkin potrząsnął przecząco głową. Smiley uśmiechnął się po raz pierwszy. .. sierŜancie. . szantaŜowani musieli zwrócić się do banku albo sprzedać coś wartościowego. który nasze laboratorium zidentyfikowało jako pułapkę na myszy. Kiedy zbrodnicza para otworzyła zamek. aŜ wreszcie komuś udało się dotrzeć do ich kryjówki.Nie.Jeszcze chyba do mnie nie doszli. PrzecieŜ prowadzicie śledztwo. Większość ludzi ma rachunek w banku. proszę pana . . Ŝe nie będę musiał składać formalnych zeznań? Wiem.Oczywiście. Nutkin spojrzał na niego z nadzieją w oczach.. Na pewno aresztujecie kogoś. Mogli szantaŜować setki ludzi. który zdemaskował tę bandę i będzie musiał stanąć przed sądem. Strona 68 ..Nie jestem pewien. zastrzelono? .powiedział Nutkin.powiedział. .Morderstwo. Nie wiemy jeszcze.Bardzo mi Ŝal człowieka. .. .Nie rozumiem. Zawsze pozostaje jakiś ślad. Nutkin patrzył na policjanta ze zdumieniem. .Kto? . rozumiem .

zawierającego sześć zabezpieczeń przed rozbrojeniem. Jeden z młodzieńców był szczupły. jeŜeli tylko zdobędzie odpowiednie materiały. Przed trzydziestu laty uchodził za najlepszego napastnika rugby. Nie myślę. . Ŝeby go przepuścić.Forsyth Opowiadania.Proszę zaczekać . przy której przemoczony policjant kontrolował papiery osób wchodzących i wychodzących z zamkniętego terenu. Kierowca ucieszył się.) Wielki samochód policyjny zjechał na brzeg jezdni i zatrzymał się w odległości około piętnastu metrów przed kordonem zamykającym ulicę.wyszeptał. Wielki Bili Hanley był policjantem od dwudziestu siedmiu lat. Szef lokalnego komisariatu policji zatrzasnął za sobą drzwiczki. Drugi. u Boga Ojca. DOWÓD RZECZOWY Nie jest pan zobowiązany do mówienia. Siedzieli okrakiem na olbrzymiej pięciotonowej bombie niemieckiej. miał na nosie okulary. . jakiego kiedykolwiek wydało hrabs116 two Athlone. Wchodził w skład najlepszej druŜyny w historii Irlandii i był dumny ze swojej zielonej koszulki. i niezdecydowanym urzędnikom. Przed nimi na kocu leŜało kilkadziesiąt części skomplikowanego mechanizmu bomby. Nutkin wstąpił do ramiarza i odebrał fotografię. Zaczynał swoją karierę patrolując wybrukowane kocimi łbami zaułki dzielnicy Liberties. to średnia przyjemność. do tego na deszczu. Strona 69 . Kiedy Hanley wstąpił w szeregi policji. szacowny obywatel angielski mógł zdobyć bombę? Smiley potrząsnął głową. Szkotów i Francuzów.Ale gdzie. Spacerowanie po tej nędznej ulicy. moŜe skonstruować ładunek wybuchowy. Podpis pod zdjęciem głosił: Od wdzięcznych mieszkańców wsi Steeple Norton Czarodziejom Rozbrajaczom: majorowi Mikę'owi Halloranowi i kapralowi Samowi Nutkinowi. co pan powie. .Byle szesnastolatek! . zgromadzonych poza policyjnym kordonem. zostanie zapisane i moŜe być uŜyte jako dowód. Skinął inspektorowi głową i wyłączył silnik. pomyślał. ale wszystko. przedstawiająca dwóch młodych ludzi w mundurach Królewskich Saperów z oznakami jednostki rozminowywania. Na widok Hanleya zasalutował i odsunął się. owinął się mocniej ciemnogranatowym płaszczem i ruszył zdecydowanym krokiem w kierunku przerwy w kordonie. . Samuel Nutkin popatrzył z dumą na zdjęcie. by potem wspinać się powoli po wszystkich szczeblach policyjnej słuŜby i wreszcie dotrzeć do obecnego stanowiska. Hanley przyglądał się z tylnego siedzenia grupom ludzi. korzystając z pobytu w City. Prosił wtedy o zrobienie nowej ramy i zatrzymanie zdjęcia do czasu. Była to stara fotografia. Zresztą moŜna sobie przeczytać instrukcje w róŜnych ksiąŜkach. uczący się 114 chemii. kręcącym się w jego obrębie.To nie do wiary . zwanej Wielki Fryc. masywny jak cięŜarówka. Lipiec 1943. nie jest to takie trudne. którą oddał tam przed dwoma tygodniami do oprawy. aŜ się zjawi. ścierając z niej uporczywą mŜawkę. Dzisiaj byle szesnastolatek. To nie to.rzucił kierowcy i wysiadł. Ŝe będę pana jeszcze musiał trudzić. Tego wieczoru fotografia powróciła na honorowe miejsce obok kominka.W dzisiejszych czasach. Wnętrze samochodu było wygodne i ciepłe. Miał bardzo odpowiedni wygląd. panie Nutkin. Główny inspektor Wiliam J. Przez trzy kolejne sezony Karl Mullen prowadził ją od zwycięstwa do zwycięstwa. (Fragment oficjalnej formuły wygłaszanej przez brytyjską i irlandzką policję do osób podejrzanych. niski i tęgi. miał pociągłą twarz i nosił na naramiennikach oznaki majora.txt . Pełno tu Arabów. Walijczyków. Dobranoc. Jego kierowca nie wyłączył silnika. Irlandczyków i róŜnych innych cudzoziemców. co za moich czasów. zdobywając co roku Potrójny Puchar i bijąc na głowę Anglików. Następnego dnia. Ponad metr osiemdziesiąt dwa wysokości.roześmiał się. . Wycieraczki chodziły rytmicznie po powierzchni przedniej szyby. proszę pana.

potem wąskie schody prowadzące na piętro. Wszyscy wpatrywali się w ruderę. Strona 70 . Zaproponowano mu zastępcze mieszkanie w nowym. I to właśnie ten domek i jego stary. by przygotować teren i fundamenty pod nowe centrum handlowe. stojąc z boku. który tworzył teraz niby-morze. on więc był odpowiedzialny za wykonanie zadania. Ale ośrodkiem zainteresowania była druga strona ulicy. frontem do Mayo Road. przeraŜony mieszkaniec stanowili cel porannej policyjnej akcji. będącego niegdyś ulicą o nazwie Mayo Road. Drzwi frontowe były zniszczone i poznaczone bliznami po rzucanych w nie kamieniach. gdzie niegdyś stały otaczające go 117 domy. co robić. ogrodzoną z trzech stron wysoką siatką. Dzielnica ta nie miała nic wspólnego ani z bogactwem. Znajdowały się na obszarze zwanym Gloucester Diamond. Na przestrzeni kilkudziesięciu metrów w jedną i drugą stronę nie stał juŜ Ŝaden budynek. Od strony chodnika ciągnął się niski ceglany mur. było równie ponure. ani z przywilejami królewskiej angielskiej rodziny Gloucesterów. jak gdyby teraz. Ŝeby obejrzeć sobie eksmisję ostatniego z ich dawnych sąsiadów. na gładkim. W samym środku przyszłego parkingu.i to pomimo kiepskiej płacy i długich godzin. Odgradzał je dwumetrowy drewniany płot. Większa część jej terenu była juŜ zrównana z ziemią. porośniętego plątaniną chwastów. własny domek w innym miejscu. Dla mieszkańców nowych bloków. czarnym asfalcie nowego parkingu błyszczała woda. Drzwi na prawo prowadziły do pokoju o jednym wybitym teraz i zaklejonym tekturą oknie. Składała się głównie z ruder połoŜonych tuŜ za dokami północnego brzegu rzeki Liffey. Widowisko rozgrywając się za podwójnym rzędem barier. zupełnie jak pieniek pojedynczego zęba. była to doskonała rozrywka. Miejsce. jak panująca tego ranka listopadowa pogoda. dawała mu zadowolenie . Lubił swoją pracę. tej samej szerokości co dom i długie na jakieś osiem metrów. Po jednej stronie ulicy ciągnęły się kupy gruzu. Nikt nie wiedział. Przed frontowym. nie bardzo wiedzieli. Ŝe było całe pokryte łajnem czterech pstrokatych kur. Ale cóŜ to był za ogródek. wejściem do samotnego domku stała największa grupa urzędników. na których wkrótce miały przystąpić do pracy koparki. Ludzie. Te kury stanowiły cały dobytek staruszka. składających się z jednego pokoju na parterze i jednego na piętrze. Hanley wiedział. okalający coś w rodzaju ogródka. trzymanych w klatce przy tylnej części płotu.txt osiągnięcia sportowe niewątpliwie pomogły mu w karierze. a mieszkańcy przeniesieni do mieszkań w blokach. Teren był płaski jak patelnia. Teren ten znajdował się w samym sercu obszaru podlegającego komisariatowi Billa Hanleya. Ŝe za tymi drzwiami znajduje się przedpokój o powierzchni metra kwadratowego. ani z kosztownym blaskiem diamentów. JuŜ od dwóch lat Rada Miejska Dublinu dokonywała rozbiórki szeregu małych. bliźniaczych domków. zalewające samotny zamek z piasku. Przeznaczono go dla samochodów przyszłych pracowników projektowanego w pobliŜu biurowca i zajmował przestrzeń niecałego hektara. Dokoła wszystkie inne domy zostały juŜ rozebrane. W pokoju na dole znajdował się niewielki kominek. toteŜ jego ściany podparte były grubymi belkami. sterczał mały domek. które nie sprawiają przyjemności. Rada Miejska zrobiła juŜ wszystko co w jej mocy dla starego samotnika. którzy przyszli. widział naleŜące do domku podwórko. którzy tam zajrzeli. ogradzających środek obszaru. jasnym i czystym domu albo mały. Hanley. których bezduszne bryły widoczne były przez mŜawkę w odległości około kilometra. Bili Hanley wysunął się naprzód. zalano asfaltem.Forsyth Opowiadania. Jeszcze wąskie przejście do małej brudnej kuchni i drzwi wychodzące na podwórko i stojący tam wychodek. Tego poranka musiał wypełnić jedno z nich: była to eksmisja. powiedzieli Hanleyowi. Ale w kaŜdym zawodzie istnieją zadania. skąd wzięła się taka osobliwa nazwa. kiedy juŜ nadeszła chwila akcji. Nie bardzo teŜ było na co patrzeć. Po prostu kilka metrów gruntu.

Dajcie mu spokój . a z nim młody.odparł Hanley. Ŝeby wykazać się aktywnością. Ten skinął głową.powiedział.powiedział.powiedział. wyasfaltowany i ogrodzony z trzech stron.zawołał. .odpowiedział Hanley i rozejrzał się.Okazujecie mu współczucie? . Wtedy cofnął się do gromadki stojących na drodze urzędników. lekarz i grupka pomniejszych urzędników. Na pewno był dobrze słyszalny wewnątrz domu. Nakaz eksmisji wymieniał godzinę dziewiątą. jak tylko potrafimy . Za barierą zapanowało milczenie. fotograf lokalnej gazety. Ŝe młody człowiek poŜałował swojego pytania. Nie śpiesząc się przeszedł 119 wzdłuŜ niej. początkujący reporterek. przed nim i za nim.Będziemy tak łagodni. .zapytał wesołym głosem. Obie strony reprezentowały swoje interesy i nie miały powodu do prowadzenia podjazdowej wojny. Głównie po to. patrząc ludziom w oczy. . Tłumaczyli mu. Dwaj komornicy. Strona 71 . Ale stary człowiek trwał przy swoim. . ktoś z wydziału socjalnego. . i oto w ów deszczowy listopadowy poranek 118 policja. a stary człowiek przeklinał je. Odpowiedziało mu milczenie. Większość spuściła wzrok. panie Larkin? . Hanley skinął głową na szefa urzędu mieszkaniowego. za którą wciąŜ rósł tłum dawnych sąsiadów. Zza ochronnej bariery.txt Odwiedzili go opiekunowie społeczni. Nie było odpowiedzi. Wszyscy zamilkli. . Urzędnik odchrząknął i głośno odczytał nakaz eksmisji.zapytał. . Rada Miejska wydała wreszcie nakaz eksmisji oraz zgodę na usunięcie lokatora siłą.Zawsze tak jest. Barney Kelleher rzucił mu jadowite spojrzenie. tak Ŝe o mały włos nie zamarzł? Czy współczucie obrzucało go kamieniami i błotem? Ludzie milczeli. Było tam jeszcze dwóch przedstawicieli rady miejskiej. przymilali się do niego. Młody reporter zaczął szybko robić notatki. Prace postępowały naprzód. . Lokalna prasa bawiła się znakomicie kosztem "Pustelnika z Mayo Road". filantropowie i emisariusze miejscowego kościoła.Wyciągniecie go siłą? . dwaj policjanci Hanleya. .Pójdźcie po rozum do głowy . wysuwając głowę przez puste framugi okien. czyli zbrojne ramię miasta. . wyglądali na zaŜenowanych. co i jak. . Obecny był równieŜ Barney Kelleher.Ano. Dokoła jego domku. Dzieciaki wybijały szyby.powiedział Hanley z powagą. Ale on twardo odmawiał. . Wreszcie ktoś z tylnych rzędów odwaŜył się odezwać głośniej.Forsyth Opowiadania. Szef urzędu mieszkaniowego przywitał się z Hanleyem. Nadal nie było odpowiedzi.dodał Hanley i wrócił do grupy stojących przed drzwiami domku urzędników.Zaczynajcie . wielcy. Urzędnik spojrzał na Hanleya.zawołał. Nie cierpię eksmisji. Podobnie jak miejscowa dzieciarnia. dawali mu coraz to nowe terminy. Barney mrugnął do inspektora. Reporterek wziął to za oznakę poufałości. gdyŜ nietrudno było zapamiętać tak krótkie zdanie. Inspektor skinął na komorników. . Hanley równieŜ popatrzył na smarkatego dziennikarzynę i patrzył na niego tak długo i uparcie.Damy mu pięć minut? .Czy to współczucie wybiło mu zimą wszystkie szyby. Hanley odpowiedział mu skinieniem głowy. .z jej starszymi współpracownikami.To biedny stary człowiek! Inspektor podszedł powoli do bariery.Przykra robota . tak . ustawiła się przed frontowym wejściem do domku.Jest pan tam.Róbcie swoje . . rozwalano ulicę. krzepcy męŜczyźni.zapytał cicho. rozległy się pomruki protestu. plac na parking został wyrównany. która obrzucała dom kamieniami i błotem. lecz on nie chciał się nigdzie ruszyć. Urzędnik podszedł pod drzwi domku i mocno w nie zastukał.Dobrze . Hanley utrzymywał dobre stosunki z miejscową prasą i przyjaźnił się z pewną rezerwą . Było juŜ dwie minuty po.

Otworzyły się natychmiast.Ruszajmy! . Hanley wskazał wolny stolik w kącie. lecz nie odezwał się. Brzmiały jak okrzyki nagonki. na drugiej przecznicy w lewo. Hanley usiadł obok niego. Ze środka nadal nikt się nie odzywał. krzesła i stoły zawalające przedpokój.Wiedział pan przecieŜ. Opiekun społeczny przybiegł z suchym kocem. To drugi urzędnik włamywał się do kuchni.Wprowadź go do środka.Panie Larkin! Od tyłu domu dochodził trzask pękających desek. Stary człowiek robił wraŜenie niedoŜywionego i nieco nieprzytomnego. . Hanley przyjrzał się swojemu osobliwemu gościowi. Sam pan zobaczy.Zostań tutaj i uwaŜaj na niego .Jest tam! . Człowiek stojący od strony frontu podwaŜył drzwi łomem. tłum zachowywał ciszę. Urzędnik pokiwał smutno głową i podwaŜając drugą stronę drzwi. Stary wciąŜ milczał. Obydwaj urzędnicy wdrapali się na górę po wąskich schodach. . Kiedy starzec znalazł się w ciepłym wnętrzu samochodu. Twarz miał pomarszczoną. cerę niezdrową. Właściciel kawiarni wytarł ręce w ścierkę i spojrzał pytającym wzrokiem na Hanley a. ale przede wszystkim trzeba dać mu teraz porządne śniadanie i kubek gorącej herbaty. Stary człowiek miał na sobie brudne spodnie. .Wiedział pan. nie wiedząc.Wrócę po resztę. Rada Miejska moŜe tego biedaka zabrać później do domu starców. W oknie sypialni na piętrze ukazała się blada twarz.Załatwiono panu bardzo dobre miejsce. Ŝe trzeba się będzie przeprowadzić . Ciepłe zimą i z dobrym jedzeniem.Dla tego staruszka. . . wątłego człowieka. co dalej robić. Powziął juŜ decyzję. Samochód podjechał przed kawiarnię. sztuka po sztuce. . pomiędzy druciane ogrodzenie i róg ceglanego muru. Stary człowiek obrócił z wolna głowę w jego stronę. wszedł do środka i zawołał: . Podszedł do kuchennych drzwi i zastukał w nie łomem. Kierowca podszedł do lady. ale teŜ nie protestował. i unikał oczu Hanley a. Z łatwością rozerwał siatkę i wszedł na podwórko. Hanley odwrócił się ku swojemu samochodowi i skinieniem ręki przywołał kierowcę. . niŜ wskazywałaby na to jego grubo ciosana twarz i dwukrotnie złamany nos. . . Były zastawione meblami. Wyszedł na deszcz i przystanął.Kilometr stąd. Jeden z komorników wysadził głowę przez ramę wejściowych drzwi.txt Obydwaj męŜczyźni mieli w rękach łomy.Posadźcie go z tyłu . Nie podziękował. Pomimo swojego wzrostu i siły.PołoŜył na ladzie dwa funty. teŜ zaczął walić w drzwi. Policyjny kierowca zaprowadził tam starego człowieka i posadził go na stojącym tyłem do ściany krześle. Inspektor spojrzał na wiszącą na ścianie za barem kartę. cztery głosy. JuŜ po chwili komornicy zaczęli schodzić na dół. która dostrzegła lisa uciekającego przed myśliwymi. ale przede wszystkim bardzo przestraszonego. na oparcie przedniego siedzenia.Podwójna porcja jajek na bekonie.zawołał do kierowcy. znacznie łagodniejszym.ciągnął Hanley. Komornik postawił starca na nogi. A na początek herbata. Jedźmy tam! Kiedy samochód przejeŜdŜał przez przerwę w barierze i mijał milczący tłum. 120 . jest kawiarenka. . Twarz zniknęła z okna. wyłamał oba zawiasy.nakazał komornikowi. Strona 72 . której uŜywał. .To musiało się wcześniej czy później stać .powiedział Hanley łagodnym tonem.rozległy się trzy. . kiełbasa i frytki . Jeden z nich niósł starego. cienką marynarkę i rozpiętą koszulę. Następnie wyciągnął. Bili Hanley był człowiekiem łagodnym. obydwaj męŜczyźni owinęli go kocem. ale tylko na kilka centymetrów. Ludzie zauwaŜyli ją. stojący przy wejściu od frontu. Inspektor wysiadł i zwrócił się do kierowcy. W kawiarni było ciepło i duszno.powiedział Hanley. Podczas gdy komornicy przeszukiwali parter. Jeden z nich przeszedł pod boczną ścianę. Obeszło się bez przemocy. smaŜone pomidory. Jego kolega. Milcząc patrzył przed siebie.nakazał mu inspektor.Forsyth Opowiadania. kiedy miał na to ochotę i kiedy trzeba było napędzić strachu łobuzom z doków. . Hanley ruchem głowy wskazał mu okno sypialni.

Znaleziono karton.. Brygadzista obrócił się i machnął ręką w stronę dźwigu. Tłum wydał z siebie przeciągłe. Później ów robotnik miał je zabrać do domu.ZłoŜyłem tam wszystko.powtórzył Hanley.txt Pojadę sam. pękł w połowie wysokości. ale ten widok był zawsze ciekawy. wychodek i płot. to jutro będzie moŜna zalać asfaltem. Woda.spytał. trzymając w kaŜdej ręce dwie kury.Zaczynajcie . NaroŜnik domu oderwał się od murów. zatrzymał się i z cichym sykiem hydraulicznego podnośnika uniósł ramię do góry. Na parkingu stały dwa spychacze na gumowych kołach.mówiąc szczerze . .odpowiedział urzędnik raźnym tonem.W porządku .Co u licha mam z tym zrobić? . zatoczył prawie koło i spadł na podwórko. nie zwracając się do nikogo w szczególności. niŜ to wszystko razem warte... kilka zapleśniałych osobistych dokumentów w pudełku od cygar.kosztował miasto znacznie więcej. JeŜeli go dzisiaj zabetonujemy. .Stare fotografie. urządzenia oraz wszelkie osobiste przedmioty zaginione.powiedział. Domek został ogołocony. Ŝe jego urząd nie jest bezduszny. . Ostatni przyjaciele pustelnika z Mayo Road. I to według starannej wyceny.UwaŜaj na niego . co moŜe mieć jakąś wartość pamiątkową . .zapytał.odrzekł Hanley. pomyślał.zapytał. wywalając kilkanaście cegieł i pozostawiając w murze dwie duŜe szczerby.MoŜna zaczynać? .spytał. Barney Kelleher zrobił fotografię. Kierowca pomyślał sobie. To będzie dobre zdjęcie. z którego 122 ramienia zwisała półtonowa Ŝelazna kula. Pragnął udowodnić. Dół kloaczny miał zostać zasypany i zalany cementem. . potem ciepła kawiarnia. Kiedy Hanley wysiadł z samochodu..powiedział. Tęgi brygadzista w połyskującym Ŝółtym płaszczu przeciwdeszczowym podszedł do miejskiego urzędnika.Szef kazał wykończyć parking wraz z ogrodzeniem. monety. . Dźwig ruszył powoli ku bocznej ścianie domu. W godzinę było po wszystkim. Robotnicy nie tracili czasu. Kula rozkołysała się.Czy muszę przy nim siedzieć? .. Nic tak nie bawi znudzonych gapiów jak burzenie murów. wyszedł i wrócił na Mayo Road. Najpierw ciepły samochód. Jeden z robotników powiedział. . Kula uderzyła w boczną ścianę domu tuŜ przy kominie. za meble. Ŝe teŜ trzyma kury i moŜe te dołączyć do swojego stadka. Za chwilę miały zacząć rozwalać dom. Nigdy nie miał kanalizacji. wrzucono do środka mokre kury i włoŜono go do furgonetki.. . Szef wydziału mieszkaniowego stał pod parasolem i przyglądał się im. W chwilę później komin. jakieś wstąŜki orderowe. toteŜ dom był wilgotny i brudny. Czas na filiŜankę herbaty i papierosa. który był jego prywatną własnością. czekając na rozpoczęcie robót. . jego górna część przebiła dach Strona 73 . Lekarz zalecił je spalić. . Wchodzili i wychodzili z domu starego. Co do mebli. Za nimi czekało dziesięć wywrotek. jak burzono ich własne domy. zniszczone albo uszkodzone w czasie rozbiórki.O. . WciąŜ lało jak 121 z cebra.Za dom. podszedł do niego szef urzędu mieszkaniowego i wskazał ruchem ręki otwarte drzwi furgonetki. Za czwartym uderzeniem kuli dwa górne okna wypadły z framug i runęły na parking.Trochę śmierdzi.Czy dostanie jakieś odszkodowanie? . światło i gaz zostały odcięte juŜ kilka miesięcy wcześniej. wynosząc ubogie sprzęty i układając je na ziemi. Świetny podpis. potem większym łukiem. solidna ceglana kolumna. niskie "Aaaach". Poza tym otrzyma zasiłek na przeprowadzkę. Nie są nic warte. tak! . Ŝeby zabrać gruzy. .wskazał na kupę gratów leŜących na deszczu to są strasznie zarobaczone. zrazu łagodnie. W tej samej chwili jeden z robotników wyłonił się z podwórka. Ludzie pamiętali. Tłum patrzył na to zafascynowany. .Forsyth Opowiadania. Urzędnik westchnął. . Ŝe to jego szczęśliwy dzień. chociaŜ jego upór .

zapytał Hanley. Odsunął kilka cegieł. Inspektor zerknął na zegarek. Kelleher wiedział. . U jego podstawy po wewnętrznej stronie domu leŜała sterta cegieł. Wyskoczył z niego jeden z młodych policjantów. Zobaczył przez szybę szefa w otoczeniu prasy.Czy on juŜ skończył jeść? .Kto to znalazł? . I spadający komin. Wśród nich znajdował się pozostawiony na miejscu policjant. zgasił papierosa i ześliznął się z barowego stołka. stojące na chodniku. I wszyscy mieli pracę. Zobaczywszy Hanleya. . . WciąŜ trzymał w jednym ręku widelec. Westchnął i usiadł na stołku barowym. Na miejscu rozbiórki praca została wstrzymana. zobaczył tę nogę i zawołał mnie.Wracam tam . co wyglądało na pończochę. . Kierowca siedział przy barze przed parującą filiŜanką herbaty.Nie śpieszy mu się.Postęp .mruknął Hanley. Minęła właśnie jedenasta. kiedy mieszkało tu kilka tysięcy ludzi.Zrobił pan zdjęcia? Barney wzruszył ramionami. Strzęp czegoś. . Ŝe to nieprawda. Najlepsze będą te z kurami. Teraz robi się to w pięć. który włoŜył duŜy kawał sadzonych jaj między dwie kromki białego chleba i zaczął Ŝuć. Pod drzwi kawiarni podjechał drugi samochód policyjny.Funduje mu pan śniadanie? .Tommy rozbijał kilofem komin. Ludzie potakiwali. Hanley przyglądał się starcowi.zapytał Hanley kierowcę. . . Pamiętam czasy. Robotnicy w Ŝółtych ceratowych płaszczach i kaskach nasuniętych na czoła otaczali kołem gruzy domu. Owszem.. sir. byli źle płatni. Siedzący w kącie starzec przestał jeść. Kiedy wyszedł na mokrą od deszczu ulicę. Umówił się z urzędnikiem z opieki społecznej. . a w drugim dwie kromki chleba z kiełbasą.Wtroił juŜ trzy porcje.To skarb starego . . TuŜ przy nim stał jeszcze metrowy kawałek zewnętrznego muru. Główny inspektor Hanley wsiadł do samochodu i powrócił do kawiarni. .Forsyth Opowiadania. . . a Barney Kelleher udawał. . Barney Kelleher wszedł do kawiarni razem z młodym reporterem. coś znaleźli. ale wciąŜ rozpoznawalna ludzka noga. Hanley zsunął się ze stołka. jakby jutro miał być dzień sądu ostatecznego. U jego podstawy widać było kominek. Hanley wysiadł z samochodu. Oni. Ŝeby zrobić sobie miejsce. W jej wnętrzu było jeszcze cieplej i wilgotniej niŜ przedtem. więc zawahał się i przystanął. Chciał się juŜ uwolnić od tej sprawy. Potem będzie mógł wrócić do biura i zająć się papierkami. ale pracowali. . Tłum był szczęśliwy.odparł inspektor.Chleb policzę osobno . Brygadzista wysunął się naprzód. Stary dom sypał się. Hanley wszedł w tłum gapiów i spojrzał na miejsce przyciągające wszystkie spojrzenia.Była pod deskami podłogi? Strona 74 . . W tamtych czasach zbudowanie dzielnicy slumsów trwało pięćdziesiąt lat. Wcina chleb z masłem. Zajrzał do kawiarni. Ŝe teŜ go nie widzi. trzymał się kości goleniowej tuŜ pod kolanem.. przeszedł przez góry cegieł i zbliŜył się do kręgu ludzi wpatrzonych w niezbyt głęboki dół. sir. I jak wynoszą go w kocu.powiedział.rozległ się głos z tłumu. Ŝe przyprowadzi mu starego za pół godziny. ale patrzył jak urzeczony na trzy umundurowane postacie. z których wystawała skurczona i zasuszona. którzy brali udział w akcji na Mayo Road. Młody reporter nie zauwaŜył go.txt i spadła na parter. który wyszedł na chodnik.UwaŜaj na tego starego.Wystawię na to rachunek . Hanley przywołał ręką kierowcę. 123 .powiedział. policjant powiedział: . Siedzący w kącie stary człowiek wydawał się bardzo zajęty.zwrócił się właściciel kawiarni do Hanleya. Koniec epoki.Zakopał skarb i dlatego nie chciał się ruszyć.zapytał Hanleya.Powinien pan tam wrócić.Owszem. .Kubek herbaty . Dwumetrowy kikut komina sterczał pośród rumowiska cegieł.

Forsyth Opowiadania.txt - Nie. Wszystkie te budynki postawiono na bagnistym terenie, toteŜ miały cementowe podłogi. - No więc gdzie to leŜało? Brygadzista pochylił się i wskazał na gruzy kominka. - Na oko wyglądało, Ŝe kominek jest w jednej płaszczyźnie ze ścianą. W rzeczywistości było inaczej. Kiedyś wystawał na pokój. Ktoś 124 postawił ścianę z cegieł łączącą przód kominka z boczną ścianą pokoju. W ten sposób powstało coś w rodzaju skrytki głębokiej na trzydzieści centymetrów. Dla zachowania symetrii zbudowano taką samą ścianę po drugiej stronie kominka. Ale za nią nic nie było. Zwłoki znajdowały się za pierwszą ścianą. Dla ostatecznego zatarcia śladów wyłoŜono cały pokój nową tapetą. Niech pan zobaczy: taka sama tapeta nad kominkiem i na fałszywym murze. Hanley podąŜył wzrokiem za palcem brygadzisty. Strzępy tej samej spleśniałej tapety widoczne były nad kominkiem i na otaczających go cegłach, a takŜe na tej części muru, za którą leŜały zwłoki. Była to staromodna tapeta, zadrukowana girlandami róŜ. Na odsłoniętej, oryginalnej ścianie domu, obok kominka, widniały ślady jeszcze starszej pasiastej tapety. Inspektor wyprostował się. - No dobra - powiedział - koniec roboty na dzisiaj. Niech pan zwoła swoich ludzi i zwolni ich do domu. Teraz my przejmujemy teren. Ludzie w kaskach zaczęli się zbierać do odejścia. Hanley zwrócił się do dwóch policjantów. - Pilnujcie barier. Ten obszar musi pozostać odgrodzony. Przyślę tu więcej ludzi i nowe bariery. Nie chcę, Ŝeby ktokolwiek mógł się tu dostać. Zaraz sprowadzę specjalistów od kryminalistyki. Nie dotykajcie niczego bez ich zgody. Policjanci zasalutowali. Hanley znowu wsiadł do samochodu i połączył się telefonicznie z główną kwaterą policji. Potem zadzwonił do sekcji technicznej Biura Śledczego, mieszczącej się w ponurych barakach za stacją kolejową Heuston. Miał szczęście. Odpowiedział mu starszy detektyw O'Keefe, którego znał od wielu lat. Zrelacjonował mu, co zostało znalezione i czego mu było trzeba. - Wyślę tam zaraz moich ludzi - zaskrzeczał w słuchawce głos O'Keefego. - Czy chcesz równieŜ ekspertów z wydziału morderstw? Hanley skrzywił się. - Nie, dziękuję. Myślę, Ŝe damy sobie radę na szczeblu naszego wydziału. - A więc podejrzewasz kogoś? - O, tak. Jest taki jeden - odpowiedział Hanley. Pojechał znowu do kawiarni, mijając po drodze Barneya Kellehera, który bezskutecznie usiłował przedrzeć się z powrotem przez tłum napierający na barierę. Tym razem policjant nie był mu tak przychylny jak poprzednio. W kawiarni kierowca Hanleya wciąŜ siedział przy kontuarze, a starzec przy stoliku pod ścianą. Skończył jeść i juŜ tylko popijał herbatę. Spojrzał na rosłą postać Hanleya. Ten zbliŜył się do niego. 125 - Znaleźliśmy ją. - Hanley pochylił się nad starym i mówił tak cicho, Ŝe nikt inny nie mógł go usłyszeć. - Lepiej pójdziemy, co, panie Larkin? Do komisariatu. Mamy sobie coś do opowiedzenia, nieprawdaŜ? Stary człowiek patrzył na niego w milczeniu. Inspektor nagle zdał sobie sprawę, Ŝe tamten jeszcze ani razu nie przemówił. Teraz jego oczy jak gdyby się oŜywiły. Co to było? Strach? Ulga? Przypuszczalnie strach. Najprawdopodobniej bał się od wielu lat. Nie bronił się. Wstał i poszedł do policyjnego samochodu podtrzymywany silną ręką Hanleya. Kierowca siadł za kierownicą. Deszcz ustał, chłodny wiatr pędził papierki po cukierkach nie zadrzewioną ulicą, jakby to były jesienne liście. Samochód ruszył. Stary człowiek siedział zgarbiony, milczący, wpatrzony przed siebie. - Do komisariatu - rozkazał inspektor. Nie ma na świecie kraju, w którym śledztwo w sprawie morStrona 75

Forsyth Opowiadania.txt derstwa byłoby ciągiem genialnych pomysłów, jak to zazwyczaj przedstawia telewizja. W dziewięćdziesięciu procentach wypadków polega na mozolnej rutynie, niezbędnych formalnościach i toczy się według ustalonej procedury. I wymaga mnóstwa administracyjnych czynności. Wielki Bili Hanley kazał umieścić starego w celi znajdującej się obok głównego biura. Ten ani nie protestował, ani nie Ŝądał adwokata. Hanley nie miał na razie zamiaru stawiać go w stan oskarŜenia. Miał prawo trzymać go jako podejrzanego przez dwadzieścia cztery godziny. Przez ten czas zamierzał ustalić więcej faktów. Zasiadł więc przy biurku i zaczął od telefonowania. Dodzwonił się do koronera w momencie, kiedy ten udawał się na obiad, i poinformował go o odkryciu ciała. Następnie zawiadomił miejską kostnicę na Storę Street, tuŜ za zajezdnią autobusową, Ŝe jeszcze tego popołudnia będą musieli wykonać skomplikowaną sekcję zwłok. Potem połączył się z policyjnym patologiem, profesorem Timem McCarthym. Profesor odebrał telefon w hallu swojego klubu i westchnął na myśl o wspaniałym pieczystym z baŜanta, które zauwaŜył w karcie, a którego juŜ dzisiaj na pewno nie zje. Przyrzekł, Ŝe natychmiast przyjedzie do kostnicy. Trzeba było załatwić brezentowe zasłony i posłać ludzi z kilofami i łopatami na Mayo Road. Hanley wezwał do siebie trzech detektywów, którzy jedli obiad w kantynie komisariatu. Sam zadowolił się dwoma sandwiczami i dwiema szklankami mleka. - Wiem, Ŝe jesteście zajęci - powiedział do wezwanych. 126 Wszyscy mamy kupę roboty. Dlatego chcę szybko wyjaśnić tę sprawę. To nie powinno zabrać wiele czasu. Polecił szefowi detektywów szczegółowo zbadać miejsce przestępstwa. Dwaj młodsi sierŜanci otrzymali osobne zadania. Jeden miał zająć się wszystkim, co dotyczyło samego domu. Urzędnik miejski poinformował Hanleya, Ŝe stary człowiek był jego prawowitym właścicielem, ale biuro hipoteczne magistratu powinno mieć dokumenty dotyczące dawnej historii tej nieruchomości i nazwiska jej poprzednich właścicieli. Notariusz z pewnością będzie znał wszystkie szczegóły. Drugi sierŜant otrzymał polecenie dotarcia do wszystkich byłych mieszkańców Mayo Road, z których większość przeniosła się do pobliskich bloków. Miał odszukać sąsiadów starego, sklepikarzy, policjantów, którzy patrolowali w ciągu ostatnich piętnastu lat Mayo Road, miejscowego księdza, wszystkich znających tę ulicę, dowiedzieć się tyle, ile tylko będzie moŜliwe, poznać wszystkie plotki. Hanley podkreślił z naciskiem, Ŝe chodzi mu głównie o ludzi, którzy znali panią Larkin, to znaczy nieboszczkę panią Larkin. Wysłał takŜe na Mayo Road mundurowego sierŜanta, z poleceniem zabrania wszystkich osobistych pamiątek z rozebranego domu. Policjant miał takŜe przywieźć wszystkie meble, i to razem z robactwem, i ustawić je na podwórku komisariatu. Było juŜ dobrze po drugiej, kiedy inspektor wstał wreszcie od biurka. Przeciągnął się. Polecił zaprowadzić starego człowieka do pokoju śledczego, dopił mleko i odczekał jeszcze pięć minut. Kiedy wszedł, stary człowiek siedział przy stole ze złoŜonymi rękoma i patrzył tępo w ścianę. Drzwi pilnował policjant. - Czy on juŜ coś powiedział? - zapytał policjanta szeptem Hanley, - Nie, sir. Ani słowa. ^Inspektor odprawił go ruchem głowy. Kiedy zostali sami, usiadł przy stole naprzeciwko starego, który nazywał się, jak wykazywały miejskie akta, Herbert James Larkin. - No cóŜ, panie Larkin - odezwał się łagodnym tonem. - Nie sądzi pan, Ŝe byłoby najrozsądniej, gdyby mi pan wszystko opowiedział? Hanley wiedział, Ŝe brutalne potraktowanie tego starca minęłoby się z celem. Nie był to pospolity przestępca z kryminalnego podziemia. Strona 76

Forsyth Opowiadania.txt Inspektor miał juŜ kilka razy do czynienia z mordercami Ŝon. Wszyscy oni byli łagodnymi, potulnymi facetami, którzy bardzo szybko i z ulgą 127 zwierzali potworne szczegóły popełnionych przez siebie zbrodni wielkiemu, sympatycznemu człowiekowi siedzącemu po drugiej stronie stołu. Teraz stary człowiek podniósł powoli oczy na Hanleya, wytrzymał jego spojrzenie przez kilka chwil, po czym znowu spojrzał na blat stołu. Inspektor wyjął z kieszeni paczkę papierosów i otworzył ją. - Papierosa? - zapytał. Stary człowiek nawet nie drgnął. Właściwie ja teŜ nie palę - uśmiechnął się Hanley, ale zostawił papierosy i zapałki na stole, jak gdyby dla zachęty. - Niezły pomysł - powiedział po chwili. - Nie ruszać się z domu przez tyle miesięcy. Ale wcześniej czy później miasto musiało z panem wygrać. Wiedział pan o tym, prawda? To musiało być przykre, zdawać sobie sprawę z tego, Ŝe wcześniej czy później przyślą panu komorników. Czekał na jakieś słowo, na cień chęci nawiązania dialogu ze strony starego. Na próŜno. Ale nic to, myślał sobie. Gdy chodziło o skłonienie podejrzanego do zeznań, Hanley miał cierpliwość wołu. Prędzej czy później wszyscy oni śpiewali jak z nut. I odczuwali prawdziwą ulgę. Zrzucali z siebie cięŜar. KsięŜa najlepiej wiedzą, jaką ulgę przynosi spowiedź. - IleŜ to juŜ lat, panie Larkin, co? Ile lat strachu i wyczekiwania? Ile miesięcy minęło od chwili, kiedy pierwszy spychacz wjechał na wasz teren? Ile pan się musiał nacierpieć przez ten czas... Stary człowiek podniósł wzrok na Hanleya i spotkał się z jego wzrokiem. MoŜe szukał czegoś, odrobiny sympatii ze strony drugiego człowieka po tylu latach narzuconej samemu sobie samotności? Inspektor poczuł się bliski celu. Oczy starego człowieka nie wytrzymały jego spojrzenia i skierowały się na ścianę. - JuŜ jest po wszystkim, panie Larkin, juŜ jest po wszystkim. To musiało wyjść na wierzch, wcześniej czy później. Cofnijmy się, przypomnijmy sobie te lata, porozmawiajmy. Powoli, mozolnie zrekonstruujemy wydarzenia i dojdziemy do prawdy. Pan wszystko wie. To była pańska Ŝona. O co poszło? O innego męŜczyznę? A moŜe się pokłóciliście? A moŜe to po prostu wypadek, co? Wpadł pan w panikę, a potem było za późno. Musiał pan przez te wszystkie lata Ŝyć jak pustelnik. Dolna warga starego człowieka poruszyła się. Przesunął po niej językiem. Zaczynam być górą, pomyślał Hanley. Niedługo zacznie gadać. - Te ostatnie lata musiały być bardzo cięŜkie - ciągnął dalej. Był pan samotny, bez dawnych przyjaciół, sam ze swoimi myślami. Świadomy tego, Ŝe ona jest tuŜ obok, zamurowana za kominkiem. W oczach starego pojawił się błysk oŜywienia. Wywołany wspomnieniem? Szokiem? MoŜe właśnie szok wywoła w nim reakcję? 128 Jestem juŜ prawie u celu, pomyślał inspektor, tuŜ-tuŜ. Ale kiedy jego oczy znów napotkały wzrok starca, zobaczył, Ŝe ten powrócił do dawnego otępienia. Hanley próbował swoich sposobów jeszcze przez dobrą godzinę, ale nie udało mu się wydusić ze starego człowieka ani jednego słowa. - JeŜeli tak wolisz, to dobrze - powiedział wstając. - Jak wrócę, to sobie naprawdę pogadamy. Kiedy przyjechał na Mayo Road, zastał tam gorączkową aktywność. Gapiów przybyło, ale juŜ nic nie widzieli. Ruiny domu zostały otoczone z czterech stron płóciennymi zasłonami, które - choć targane wiatrem zakrywały przed niepowołanymi oczami to, co się działo w środku. Na pustyni kwadratowym terenie przylegającym do ulicy dwudziestu rosłych policjantów w grubych butach i roboczych ubraniach kruszyło gruz. KaŜda cegła, kaŜdy kawałek zaprawy czy drzewa pochodzący ze schodów czy poręczy, kaŜda dachówka czy belka sufitowa były pieczołowicie oglądane. Szukano najmniejszych poszlak, a kiedy ich nie znajdowano, wyrzucano odpadki na kupę, która rosła z minuty na minutę. Badano zawartość szaf i wyrywano je ze ścian, aby stwierdzić, czy coś się za nimi nie kryje. Ostukiwano ściany, Ŝeby się przekonać, czy nie ma za nimi schowków, potem rozbijano je cegła po cegle. Strona 77

Czy jutro będzie moŜna skończyć rozbiórkę domu? Szef domaga się. Ŝe wszystko zostało przygotowane jak naleŜy. Kiedy uznał. Trzeba zanurzyć ciało w kąpieli z ciepłej gliceryny.To jest mumia . 130 Strona 78 . .Zrobiliście tu piękną robotę .Proszę porozumieć się ze mną jutro o dziewiątej rano.Na co najmniej dwanaście godzin. Myśmy z tym skończyli.Forsyth Opowiadania. wszedł do wgłębienia i ruchem wzorowej gospodyni zaczął zgarniać miękką szczotką Ŝółtawy pył. . Jutro gdzieś o dziewiątej rano zajrzę do kostnicy i zorientuję się w sytuacji. Ŝeby szybciej ogrodzić parking.zapytał Hanley.Spojrzał na zegarek. Ciało zostało całkowicie odwodnione i zasuszone. Dwaj pomocnicy nadzorowani przez patologa unieśli sztywne. Do tego doszło ciepło kominka. wciąŜ leŜące na boku ciało. Cegły zakrywające zwłoki zostały pieczołowicie usunięte.Na jak długo? .powiedział . . tak Ŝe pokrywała je juŜ tylko gruba warstwa pyłu. chociaŜ zamurowane było prawdopodobnie w pozycji pionowej.Koniec nastąpił juŜ dosyć dawno . Tu pracą kierował profesor McCarthy i przyglądał się dokładnie resztkom muru. O piątej włoŜymy mumię do gliceryny. Ciało. pozostałość po wysuszonej starej zaprawie.Znalazł pan coś? • Ekspert wzruszył ramionami. Organy są prawdopodobnie nienaruszone.moŜemy wywieźć większą część tego chłamu. który zawsze pracował dla urzędu miejskiego. . . kiedy potrzeba było kilku dni. Ceglany mur i cementowa podłoga otaczające je z sześciu stron wytworzyły szczelnie zamknięte środowisko.Chyba tak . . Hanley zasugerował.zaklął inspektor. .spytał Hanley policyjnego fotografa.odpowiedział McCarthy. . Wśród gruzów przechadzał się brygadzista z przedsiębiorstwa rozbiórkowego. odległego zaledwie o pół metra. Ŝeby go zatrzymać jako eksperta technicznego na wypadek. Poczekam.powiedział z silnym dublińskim akcentem.powiedział do Hanleya. aŜ chłopcy oczyszczą wszystko i zostanie sama podłoga.Jak po uduszeniu? . 129 9 . cegieł i strzaskanych belek.Czysta robota . .Chciałbym z tym zrobić koniec.Same cegły i gruzy.A pan? . Profesor ruszył za nimi. sir. ale twarde jak drewno. Ale chyba dziś juŜ nic tu nie zdziałam. przyjrzał się dokładnie zwłokom. .Niewiele pracy zostanie dla moich chłopców. Przedsiębiorca pogrzebowy.JeŜeli chcecie. moŜecie juŜ to wywozić. .Mumia? . MoŜe nawet na dłuŜej. . zaparkował karawan tuŜ za płócienną zasłoną. Ani kawałka gładkiej płaszczyzny. skurczone w pozycji embrionalnej.Dochodzi czwarta.No tak. Znam wypadki. gdyby mur groził zawaleniem.Muszę zrobić więcej zdjęć.Niech to diabli! . stuknął kilka razy w kość udową i górną część kości ramienia i wyszedł na zewnątrz.zaŜartował McCarthy. Hanley wskazał ręką na kupę przejrzanych gruzów. * . . Na szyi jest dość wyraźny ślad. Kiedy zmiótł większą jego część. Nie da się dzisiaj dokonać sekcji. Zachowało się w bardzo dobrym stanie. . z twarzą zwróconą w bok. Brygadzista uśmiechnął się do Hanleya. Pojechali przez Storę Street do miejskiej kostnicy. Zaszło tu zjawisko mumifikacji. Wtedy zobaczę. .txt Dwaj ludzie rozbierali szczególnie ostroŜnie ściany przylegające do kominka. Sądzę. Hanley podszedł do eksperta od daktyloskopii. Zrobię wszystko. przenieśli je na nosze. czy jest tam coś dla mnie. Brygadzista spojrzał na zegarek. zakryli wielkim kocem i wsunęli do karawanu. Ŝe sekcja nie na wiele się panu przyda. . leŜało teraz na boku. co w mojej mocy.Pozostała nam jeszcze godzina . .

który kierował całą akcją. ale rejestr nieruchomości nigdy nie zaznacza takich wydarzeń.Forsyth Opowiadania. Ŝe Larkin otrzymywał od dwóch lat rentę państwową. W tym wypadku nie miało to miejsca. otworzył notatnik i zaczął referować sprawy. Oficjalne pytania muszą przejść drogę słuŜbową. Na swoim biurku znalazł stos drobiazgów i papierów. . Jedną była wyblakła fotografia w taniej ramce i bez szkła. wysłanych przez Hanleya po informacje. kiedy go wylano. z czego wynikało. które komornicy tego ranka wynieśli z domku i wywieźli miejską furgonetką. przejrzany od roku 1954. Larkin zapłacił 400 funtów za nieruchomość. Były teŜ listy sprzed wielu lat i od wielu ludzi. Usiadł przed szefem. wrócił ze swoim raportem.Na razie znaleźliśmy tylko tę jedną kryjówkę. Strona 79 . Ŝe nigdy nie domagał się dodatkowych świadczeń. Po powrocie do biura Hanley zabrał się wreszcie do zapoznawania się z materiałami. Wszelkie kontakty pomiędzy irlandzką a angielską policją muszą się odbywać kanałami słuŜbowymi. jak wynikało z rejestru. Na jego ramieniu opierała się pulchna dziewczyna z bukiecikiem kwiatów w ręku. jeŜeli to tylko będzie moŜliwe. Dom przy Mayo Street 38 został zakupiony przez Herberta Jamesa Larkina. Zawierało jeszcze trochę listów. Ale przeszukamy wszystko bardzo dokładnie. Nie było teŜ Ŝadnej wzmianki o hipotece. równieŜ nie zawierał informacji o śmierci jakiejś pani Violety Larkin zamieszkałej pod tym lub innym adresem. . podająca imię starego człowieka. Detektyw skinął głową na znak zgody. chyba Ŝe zostały zasygnalizowane na piśmie przez właściciela. Major Dawkins oświadczył. . Zbadał starannie kaŜdy dokument. Rejestr świadectw zgonów w Gustom House. Inaczej nie odczytałby wyblakłych liter. co wyglądało na brytyjski mundur. czy był naruszany od czasu. Ściemniło się juŜ zupełnie. których nazwiska nic Hanleyowi nie mówiły. Rejestr nieruchomości podawał. . Znalazł tylko dwie ciekawe rzeczy. Ŝe wstąpi do komisariatu w drodze do domu. Hanley wyjaśnił mu sprawę. Widać na niej było uśmiechniętego człowieka. niŜ którakolwiek ze stron byłaby gotowa przyznać postronnym osobom. I rzeczywiście mu dopisało. ale jasny kostium o szeroko skrojonych ramionach. uŜywając do tego szkła powiększającego. Attache wojskowy ambasady brytyjskiej w Sandyford był jeszcze przy swoim biurku. a przed uzyskaniem renty był sklepikarzem i nocnym dozorcą. 131 Był to ten. jego wiek i miejsce urodzenia. ubranego w coś.powiedział sierŜant. w Anglii. Nie miała na sobie ślubnego stroju.txt Przed odejściem Hanley wezwał szefa detektywów. Hanley sięgnął po słuchawkę telefonu. Ŝe z przyjemnością pomoŜe. mimo Ŝe wymagało to dłuŜszego objazdu. który miał sprawdzić hipotekę i tytuł własności domku.Jeszcze jedno . Ŝe zapłacił gotówką. trzy ordery z agrafką oraz ksiąŜeczkę Ŝołdu Ŝołnierza armii brytyjskiej. Ich treść nie mogła mieć Ŝadnego związku z tą sprawą. poplamiona i zmięta. oczywiście nieoficjalnie. które mogły mu coś powiedzieć o zamkniętym w celi starym człowieku. Ŝe od tej pory Herbert James Larkin był właścicielem domu i Ŝe mieszkał w nim wraz z panią Violetą Larkin. według mody lat czterdziestych. Urodził się w 1911 roku. takŜe nie mających związku ze sprawą. Major Dawkins przyrzekł. kiedy pierwszy z dwóch detektywów.Na formularzach podatkowych za lata od 1954 roku jest poprzedni adres w północnym Londynie. Nieoficjalne kontakty są znacznie ściślejsze.Zaraz tu przywiozą reflektory. Była tam metryka urodzenia. Niech chłopcy odsłonią cement i zorientują się. Inspektor rozpoznał w nim młodsze wydanie człowieka z celi. w 1954 roku. Oczywiście. Było juŜ dwadzieścia minut po piątej. Nie było Ŝadnej wzmianki o śmierci czy wyjeździe tej kobiety. którym był Dublin. Drugim przedmiotem było pudełko od cygar. Z akt Departamentu Zdrowia i Ubezpieczeń Społecznych wynikało. ale liczył na swoje szczęście. na której nie było Ŝadnych obciąŜeń.

Następnie obszedł biurko i stanął za inspektorem ze szkłem powiększającym w jednym. Nie ma takiego drugiego. To by się zgadzało. Podał majorowi wojskową ksiąŜeczkę Ŝołdu. ZałoŜył nogę na nogę. Wziął udział w akcji w Afryce Północnej w samochodach pancernych. Ŝe z oznaką ósmej armii. jakie trafiły się tego dnia inspektorowi. <p.spytał inspektor. . Ŝe był to rzeczywiście ten sam wzór. .Jeszcze coś? . OŜenił się z nią. który natychmiast opuścił jego gabinet. wynotował sobie dane z ksiąŜeczki Ŝołdu i poŜegnał się. Hanley zjadł kolację w kantynie i wrócił do swojego gabinetu. co ten miał mu do powiedzenia. połyskujący koniec buta wymierzył prosto w Hanleya i spokojnie wysłuchał wszystkiego.txt Hanley rzucił przez biurko wojskową ksiąŜeczkę wypłat.Zaciągnął się ochotniczo w Liverpoolu w 1940 roku.ręku i złotym ołówkiem w drugim. . Końcem ołówka wskazał znaczek na wojskowej czapce Larkina.powiedział z absolutnym przekonaniem.Widzi pan. ze wzmianką pochwalną.MoŜliwe .Czy mógłby mi pan dostarczyć jakichś szczegółów dotyczących jego słuŜby wojskowej? 133 . .Pierwszy to Gwiazda z lat 1939-1945.zapytał go Hanley. . . W czasie drugiej wojny światowej w armii brytyjskiej słuŜyło pięćdziesiąt tysięcy Irlandczyków. A ten w środku to Gwiazda Afrykańska. Larkin był widać jednym z nich. Inspektor za pomocą szkła powiększającego upewnił się. SłuŜył do 1946.. Hanley pokazał Dawkinsowi trzy medale. Wrócił razem z nią do Dublina w 1954 roku. Ŝe zgłosił się brytyjski attache wojskowy. . Na zdjęciu były to medale galowe. Ale pozostał szeregowcem. Nie dostał ani jednej belki. oczywiście .To świadczy o tym.MoŜliwe. . Ŝe słuŜył w armii brytyjskiej . . jaką się zajmę rano . To dziwne. zdaje się.Dawkins wskazał ołówkiem na ramię Ŝołnierza ze ślubnego zdjęcia.To pierwsza rzecz. ..Dlaczego? . .Jest pan pewny? . Major Dawkins podał mu szkło powiększające.powiedział Hanley i skinął głową na sierŜanta.Nie ma w tym nic dziwnego.Forsyth Opowiadania. te na stole były miniaturkami do noszenia na mundurach ćwiczebnych. Ten trzeci. W czasie wojny był ośrodkiem rekrutacyjnym. . Mnóstwo ochotników irlandzkich przyjeŜdŜało do portu i sierŜanci patrolujący przystanie kierowali ich do Burtona. Miał na sobie eleganckie spodnie w paski. .stwierdził sierŜant.zasugerował Hanley.U Burtona? . na końcu. Prawdopodobnie u Burtona. Dawkins wskazał trzy medale przypięte do piersi pana młodego.Tak. Bardzo wyraźny. . . . .powiedział Hanley.Proszę poprosić go na górę .zdziwił się Hanley. Major Dawkins okazał się nosicielem najwaŜniejszych informacji. wskazując na ślubne zdjęcie.Burton to sklep z odzieŜą w Liverpoolu.stwierdził major Dawkins rzuciwszy na nie okiem. został zdemobilizowany w styczniu 1946 roku. Gwardia królewskich dragonów walczyła przeciwko Rommlowi w Afryce Północnej. Przerzucił ją szybko. kiedy jeszcze był w mundurze. Znaczek na czapkach gwardii królewskich dragonów.Gwardia królewskich dragonów .Dwugłowy orzeł.MoŜe był po prostu złym Ŝołnierzem .zapewnił go Dawkins. Przez chwilę przyglądał się uwaŜnie ślubnej 132 fotografii. Zawiadomiono inspektora. . I oznaka ósmej armii. Pułk samochodów pancernych. Zadzwonił wewnętrzny telefon.Zaciągnął się ochotniczo w 1940 roku. Nie awansował nawet na kaprala. Zaraz. to Medal Zwycięstwa. to ten sam wzór. Dawkinsowi zabłysły oczy. Strona 80 .MoŜe jego Ŝona była Angielką. .

Ŝe oświadczył. W związ134 ku z tym małŜonkowie często się kłócili. Nie zastukała. Jednym słowem pani Moran dobrze pamięta. gdzie mieli telewizor. Zaczął wtedy hodować zwierzęta domowe. Ŝe Larkin na to zasłuŜył. iŜ właściwie jest tego pewien. Potem gołębie. Nikt go o nic nie podejrzewał.Forsyth Opowiadania. Ten zjawił się dopiero po 10. po czym kontynuował: . posunął się jednak do tego. Pani Larkin juŜ wtedy nie było. Larkin miał wówczas około czterdziestu pięciu lat. Wracam od niego i dlatego tak się spóźniłem.Po jej odejściu Larkin zamknął się w sobie jeszcze bardziej. Sąsiedzi ofiarowali mu się z pomocą. jak Larkinowie się wprowadzali. oraz ksiądz Byrne.odparł sierŜant. lecz i praktykującą katoliczką. zmęczony. Wychodził z domu po zmroku i wracał o wschodzie słońca. który był jej najbliŜszym sąsiadem. a w dzień. po czym ją zdjęto. Ŝe poprzednio mieszkali w Londynie. gdzie jej mąŜ był subiektem sklepowym. bo chciał spać. . Detektyw przerwał na chwilę dla zaczerpnięcia oddechu. Hanley rozsiadł się wygodnie.odparł detektyw bez wahania. Wszystko się zgadza. najbliŜsza sąsiadka. Wisiała tylko przez dwa tygodnie. Ale widywano ją jeszcze na wiosnę i latem tego roku. umarł.Rozmawiałem z piętnastoma ludźmi z Mayo Road.Jaką przyczynę zniknięcia podawał jej mąŜ? . Strona 81 . Wreszcie zostawiono go w spokoju.30.Skąd ta pewność? . Nie mógł zdradzić tajemnicy spowiedzi. Wkrótce potem wywieszono na domu tabliczkę z napisem "Na sprzedaŜ". Nikt nie miał co do tego wątpliwości. Była Angielką i opowiedziała pani Moran. przestał dbać o siebie i o dom. w listopadzie. Po dalszych dwóch tygodniach wprowadzili się Larkinowie. ale on zawsze odmawiał. . Ŝe wpadła do domu Larkina. nawet w soboty. W sobotnie wieczory opiekowała się czasami dziećmi Moranów. Ksiądz proboszcz potwierdził większość wspomnień pani Moran. Kiedy spakowała manatki i poszła sobie. Ksiądz Byrne nie miał Ŝadnych innych przypuszczeń. Zerwał się przeraŜony i szybko wyprowadził panią Moran z domu. W sierpniu 1963 roku uciekła -jak mówili ludzie . ale tryumfujący. Pani Larkin była Angielką. który mieszkał pod numerem 38. Kilka razy odwiedził Larkina.Wiadomość przyszła z baru na końcu ulicy. Larkin drzemał w fotelu. Ŝe pani Larkin znikła pod koniec lata tego roku. Pani Moran twierdzi. Chodziła regularnie do spowiedzi. Pewnego dnia pani Larkin zniknęła. W nocy.Twierdził. poniewaŜ nie traktował jej wystarczająco dobrze.txt Czekał na sprawozdanie drugiego detektywa. Drzwi miał zawsze zamknięte na cztery spusty. Chciała go porzucić. .Tego roku. Trzej z nich okazali się asami atutowymi. bo go nie było. prawdopodobnie trochę za mocno. on dowiedział się o tym i uderzył ją. Tak przynajmniej mówił. by omówić tę tragedię. lubiła flirtować. .z przyjacielem. jak to bywa w małych osiedlach. Ale poleciały i ktoś je wystrzelał. Emerytowany listonosz. którzy znali Larkina i jego Ŝonę. Ale uciekły. Larkin cięŜko pracował. który pracował na Mayo Road do zeszłego roku. jego Ŝona sprawiała wraŜenie znacznie młodszej. Swoją zaginioną Ŝonę nazywał dziwką. Ŝe go porzuciła . rozumował Hanley. Z początku fretki w szopie na tyłach domu. Dlatego właśnie pani Larkin mogła pełnić funkcję opiekunki dzieci sąsiadów. Detektyw otworzył notes na pierwszej kartce i zaczął sprawozdanie: . równieŜ na rencie. Na przykład pani Moran. Mieszkała tam trzydzieści lat i pamięta.spytał Hanley. ale weszła prosto do bawialni. Ŝe w 1954 roku wdowiec.Pani Moran przypomina sobie. zamordowano Kennedy'ego . ale ten nie był praktykujący i nie Ŝyczył sobie duszpasterskiej pomocy. mieszkający obecnie w domu dla emerytowanych księŜy w Inchicore. W kilka lat później utracił pracę w sklepie i został nocnym stróŜem. Po kwadransie wszyscy mieszkańcy Mayo Road znaleźli się na ulicy. Coraz rzadziej wychodził. Drugie dziecko pani Moran urodziło się w styczniu 1963 roku. Ŝe było to w 1963 roku. . Niektóre kobiety uwaŜały. Pani Moran była tak podniecona. nigdy nie chciał wychodzić wieczorami. Wreszcie od dziesięciu lat kury. I jeszcze coś: pani Larkin była kapryśna. nikt się specjalnie nie zdziwił.

który mógłby nam być pomocny. A moŜe Larkin się zdecyduje. a pewnego lata popracowała kilka tygodni jako barmanka. KaŜdy w końcu mówi. Listonosz pamiętał. Spiszesz to wszystko jutro rano.zapytał Hanley detektywa. w kaŜdym razie o zaokrąglonych kształtach. potarł wielką dłonią szczecinę na podbródku i wrócił do swojego gabinetu.txt Mój BoŜe. a moŜe zaginęła. zostanie zapisane i moŜe być uŜyte jako dowód przeciwko panu. co i jak. ale po kilku sekundach opuścił wzrok. Ostatnią osobą. jak chcesz . Powie mu. . Larkin był przez wiele lat nocnym stróŜem. Po prostu patrzył na Hanleya z dziwnym wyrazem oczu. nie jest pan zobowiązany do mówienia czegokolwiek.Herbercie Jamesie Larkinie.Jak wyglądała? .Rób. Stary człowiek nie spał. ale milczenie starca doprowadzało go 136 do irytacji. Hanley skinął głową dyŜurującemu policjantowi i wszyscy trzej poszli na górę. Mieszkał niedaleko Mayo Road i odwiedzał lokalny bar. a moŜe nawet dlaczego. TuŜ po północy zszedł na dół do cel. .Była niska. Wkrótce potem uciekła. ksiądz pamięta. Nie dlatego.Teren jest oczyszczony .powiedział. Ale powie. Hanley próbował zmiękczyć go niemal do świtu. Wtedy wrócimy do ciebie i oskarŜymy cię oficjalnie o morderstwo. Hanleyem? Wyrzuty sumienia? Kpinę? Nie. ( " Następnie usiadł naprzeciwko więźnia. .Czy juŜ coś mówił? . Dlaczego nie chce mi pan wszystkiego opowiedzieć? Stary człowiek podniósł oczy. Inspektor wstał. Siedział na brzegu pryczy i wpatrywał się w przeciwległą ścianę. ale dlatego. PołoŜył dłoń na ramieniu młodego policjanta. wesoła i pełna Ŝycia. Hanley zatelefonował do Ŝony i powiedział jej. prawda? Sąsiedzi to pamiętają. Prawdopodobnie był bardziej śpiący w dzień niŜ w nocy. Co oznaczało to spojrzenie? . popatrzył na Hanleya. nie kpinę. do pokoju śledczego. Nie znaleźliśmy Ŝadnego śladu. Listonosz wspominał. . Miała ciemne. Pani Larkin lubiła sobie wypić szklaneczkę w sobotni wieczór. moŜe one nam coś powiedzą. Dziwne.pytał Hanley samego siebie.Piętnaście lat. Powie mu.Forsyth Opowiadania. ileŜ to razy tak się zdarza! Listonosz nie miał wiele do dodania. Główny inspektor poszedł do domu. a Hanley stanął przed starcem i wyrecytował ostrzeŜenie: . Ale ona za kilka godzin przemówi do dyŜurnego patologa. Ten człowiek nie miał przecieŜ Ŝadnej szansy. przez mleczne szyby okna pokoju śledczego przesiąkało juŜ szare światło. Larkina odprowadzono do celi. Szok? Strach przed nim. .Do ostatniej cegły. który wracał z miejsca przestępstwa. Przyszedł do pubu i zabrał ją do domu.powiedział. kiedy się dowiedział. ale mówić będzie twoja Violet.* Ŝe absolutnie nic nie mówił. Aresztant nie wydawał się zmęczony. . wijące się włosy i wydatny biust. prawda? Przemawiać po piętnastu latach z grobu za ścianą. Kiedy inspektor uznał się wreszcie za pokonanego. MąŜ zaprotestował. Strona 82 . Dochodziła północ. był szef detektywów. . kiedy to się stało.Jeszcze nie. około stu pięćdziesięciu ośmiu centymetrów.Jest późno. przypomniał sobie Hanley. Ŝe warto było popatrzeć. Policjant usiadł w kącie z notatnikiem w ręku. Hanley niełatwo się unosił. Ŝe spędzi noc w biurze. jak pompowała piwo do kufli z takiej staroświeckiej beczki. Ŝe powiedział za mało. co ona robi. Larkin wściekł się. listonosz teŜ. . lubiła teŜ sobie czasem poflirtować. która odwiedziła Hanleya tego wieczoru. . panie Larkin. To kawał czasu jak na współŜycie z taką sprawą. co jej się przytrafiło. .Więc zostały tylko zwłoki tej biednej kobiety. Idź do domu. Ŝe pani Larkin była znacznie młodsza od męŜa. Lubiła się pośmiać. ale wszystko. co pan powie. 135 -Hanley wstał i przeciągnął się. Raczej tęga. ale siedzący w kącie policjant ziewał co chwila.Ty moŜesz milczeć. Milczał. To było w sierpniu 1963 roku.

Szeregowiec Herbert James Larkin przyjechał do Liverpoolu na promie z Dublina w październiku 1940 roku i zgłosił się na ochotnika do wojska.Oficjalny raport dostanie pan za dwa lub trzy dni.Dziękuję. dla której nie awansował nawet na kaprala.. poszedł do toalety.To zaleŜy.30 siedział w fotelu naprzeciwko inspektora. Wyzwolony przez Rosjan w październiku 1944 roku.Kiedy pan będzie gotów z raportem? . w tym samym roku. Przynajmniej przyczynę zgonu. Nogi wyciągnął przed siebie i z głową przechyloną w tył głośno chrapał. Hanley gorąco podziękował Dawkinsowi i odwiesił słuchawkę. Tak jak przypuszczałem wczoraj. a on zapewne nieciekawym pięćdziesięciodwulatkiem.MoŜecie zalać teren cementem i postawić ogrodzenie.Forsyth Opowiadania. Tak. Hanley z niecierpliwością czekał na wizytę profesora McCarthy'ego. ona była pełną Ŝycia dwudziestosześcioletnią męŜatką. 14 listopada 1945. o godzinie wpół do trzeciej. Wysłany statkiem do 137 pułku do Egiptu w marcu 1941.Oczywiście .powiedział w końcu. Spokojne przedpołudnie przerwał jedynie telefon od majora Dawkinsa. jaki figuruje w wojskowych rejestrach.Nie ma tego wiele.Dobrze .. Yorkshire. Hanley zastanawiał się przez krótki czas. . i wycofali się na palcach.. Za godzinę zaczynam kroić. Potwierdziła się szrama na szyi. niedaleko wschodniej granicy III Rzeszy.Dostał się do niewoli. odległej o półtora kilometra. Załatwił mnie bez czekania. ale potwierdza się to.Wyprostowałem juŜ kończyny . .powiedział Hanley. panie majorze . Ŝe mam starego przyjaciela w archiwum Ministerstwa Wojny. O dziewiątej inspektor zjadł śniadanie i zaczął załatwiać nagromadzony stos papierków. . . była pokojówką hotelową. Powinien pan być zadowolony.oświadczył wesoło. . Spędził resztę wojny jako robotnik rolny w obozie jeńców na Śląsku.Okazało się. Kurs rekrucki w obozie Catterick. Larkin miał trzydzieści cztery lata. Nieoficjalnie powinienem mieć coś po obiedzie. Pan Larkin został zwolniony z wojska w styczniu 1946 i pozostał w Edmonton pracując jako subiekt sklepowy aŜ do 1954.Miałem szczęście . . Wstał o ósmej.Skóra wystarczająco zmiękła do skalpela. . Kiedy umarła w sierpniu 1963 roku. ja notuję. . była prawdopodobnie wciąŜ jeszcze atrakcyjną i pociągającą kobietą w wieku trzydziestu pięciu lat. . jest to ślad po pończosze. .txt Hanley przespał trzy godziny w fotelu.powiedział. Dwaj zdziwieni młodzi policyjni praktykanci zaskoczyli go tam o wpół do dziewiątej. .tłumaczył się. to mogło tworzyć problemy. Patolog był człowiekiem słownym i o godzinie 2. kiedy przyszli na słuŜbę. który zadzwonił o dwunastej.Czy ma pan coś o jego małŜeństwie? . Teraz suszymy ciało. co pan ma na myśli . . Teraz dochodzimy do przyczyny. O wpół do dziesiątej zadzwonił brygadzista z Mayo Road. . umył się i ogolił. .Mianowicie? .Nie mogę palić w laboratorium .powiedział major.Niech pan mówi. zanim odpowiedział na jego prośbę.A poza tym dym neutralizuje zapach formaliny. Violet Mary Smith. Patolog zgodził się przyjechać do biura Hanleya z kostnicy przy Storę Street. Wziął ślub w katolickim kościele pod wezwaniem Matki Boskiej w Edmonton. Wyciągnął z kieszeni fajkę i zaczął ją starannie napełniać tytoniem. niemal trzydzieści pięć. Gdy przenieśli się na Mayo Road. . zaraz po zakończeniu wojny w Europie.. kiedy poślubił siedemnastoletnią dziewczynę. w Londynie Północnym. W dwadzieścia minut później odezwał się w słuchawce głos profesora McCarthy'ego. więc odnotowano to w jego aktach. Repatriowany w maju 1945. . kiedy słuŜył w wojsku. Wcielony do gwardii królewskich dragonów.OŜenił się. To był ostatni adres.odpowiedział głos w słuchawce. a on starzejącym się czterdziestotrzyletnim męŜczyzną. Strona 83 . Wzięli go Niemcy w czasie jesiennej ofensywy Rommla. Panna młoda. Miała wtedy siedemnaście lat. o czym mówiliśmy wczoraj.

ale nie było śmiertelne.powiedział. Morderstwo miało przypuszczalnie miejsce w okresie kilku tygodni od dnia datowania dziennika.upierał się Hanley. .Bardzo trudno jest określić datę śmierci zmumifikowanych zwłok. .Otworzył teczkę i wyjął z niej plastykową torebkę.powiedział profesor. Badania wewnętrznych organów nie pozostawiają co do tego Ŝadnych wątpliwości. kiedy została uŜyta do owinięcia głowy tej kobiety! McCarthy wzruszył ramionami. Prawdopodobnie ogłuszyło ją i ułatwiło uduszenie. Jest to strzęp dziennika z wyraźnie widoczną datą. . Pewnie na czas budowania kryjówki w podwójnej ścianie. mogły mieć dwadzieścia lat w chwili zgonu ofiary.No tak.powiedział z ulgą.powiedział McCarthy . . Wiemy. śeby uniknąć zabrudzenia dywanu. Ŝeby to ciało było Ŝywe po 1945 roku. 139 . co wskazywałoby na datę morderstwa? 138 .Forsyth Opowiadania. poŜółkłej gazety.powiedział łagodnie .zgodził się. Ta kobieta została uduszona pończochą. morderca owinął głowę swojej ofiary gazetą. Jest rok 1951. upartym spojrzeniem. Dlatego widnieje na niej data z marca 1943 roku. Nagle wyprostował się gwałtownie. Ale nie włosy.Pan nie powiedział mi. bez Ŝadnej wątpliwości.została złamana w trzech miejscach. jest stara. o tutaj wskazał na przestrzeń między podbródkiem i grdyką .Ja teŜ . którą wyłoŜona była szuflada albo komoda. jak długo Larkinowie mieszkali w tym domu . . .Rana na czaszce musiała trochę krwawić. W świetle stojącej lampy studiował zamazany druk. Ŝe przeŜywa na jawie swój odwieczny nocny koszmar.MoŜe ma pan rację . Finałowy mecz o Potrójną Koronę.No właśnie.Pan prosił mnie o dokonanie badania patologicznego zmumifikowanych zwłok. co wyglądało na fragment wyblakłej. .odparł McCarthy. paznokcie i organy wewnętrzne. . . Przedtem otrzymała uderzenie w głowę. . .Wspaniale . . ZbliŜa się Strona 84 .Badanie zwłok wykazało .Owszem .odparł spokojnie profesor. Nastąpiła asfiksja połączona z szokiem. . które leŜą w kostnicy. Kość gnykowa. . Hanley rozsiadł się wygodniej w fotelu. Ŝe pani Larkin uciekła od męŜa w sierpniu 1963 roku.Larkin i jego Ŝona przybyli z Londynu w 1954 roku powiedział powoli Hanley. . Obydwie te rzeczy. zawierającą coś.txt Popykał sobie przez chwilę z przyjemnością. .Ale ona juŜ była stara. . Wczoraj podczas rozbiórki domu znaleźliśmy jej zwłoki zamurowane za fałszywą ścianą.To jest rzeczywiście kawałek starej gazety . I dlatego omyłka w określeniu daty śmierci moŜe być duŜa. Hanley miał wraŜenie. . . . Da się to zrobić tylko w przybliŜeniu.Właśnie to miałem na myśli .Larkin musiał złapać jakąś starą gazetę.Ŝe zgon nastąpił gdzieś pomiędzy 1941 a 1943 rokiem. jak pan mówi. . Hanley uSpokoił się.Czy znalazł pan coś.Mam to. zmumifikowanych .Sądzę . . Jest wykluczone.Mam tu dla pana drobny prezent. o co panu chodziło . MoŜemy oczywiście przeprowadzić analizę pończoch i farby drukarskiej.stwierdził. .Violet Mary Larkin zmarła w sierpniu 1963 roku . Hanley wziął plastykową torebkę i przyłoŜył do niej szkło powiększające. które spowodowało pęknięcie skóry na czaszce.Ja mówię o zwłokach.stwierdził spokojnie McCarthy.Ŝe mówimy o róŜnych sprawach. sięgając po teczkę.Morderstwo.Kupili dom pod numerem 38 na Mayo Road po śmierci poprzedniego właściciela.powiedział. McCarthy nie spuścił wzroku.Ale nie o dwadzieścia lat . Hanley popatrzył na profesora twardym. .powiedział.

belek stropowych. .Jak długo tam mieszkał? . . Tym razem nie było samochodu policyjnego ani eskorty. który od Strona 85 . .W obozie jeńców wojennych na Śląsku.Nie pytałem o to. Nawiasem mówiąc. gdyby jacyś dziennikarze kręcili się przed frontowym wejściem. McCarthy potrząsnął głową. Ale o ile sobie przypominam.Kim był człowiek . . ale kości nie zmieniają długości nawet po kilkudziesięciu latach za ceglanym murem. Ŝeby ją utrzymać. wygódki i kurnika. WytęŜa wszystkie siły. . sir . sądzę. Ale kto to zrobił? Hanley chwycił słuchawkę i połączył się z pokojem detektywów. sir.spytał. Ŝe ta kobieta została zamordowana powiedzmy w 1943 roku.Gładkie. ale ją gubi. Kobieta.powiedział McCarthy.była dobrze po pięćdziesiątce i miała dzieci.Nie . W zapadającym zmierzchu brygadzista i dwaj pomocnicy wygładzali jego powierzchnię. Oprzytomniał.śałuję.Forsyth Opowiadania. sechł świeŜo wylany cement. .oświadczył profesor wstając .A to co? . szaf. W miejscu.PrzecieŜ to stary cement.powiedział w pewnej chwili.Ciemne. .Szef chce.Pewnie. który przyglądał im się zza siatki ogrodzenia. . twierdzi pan. miała metr siedemdziesiąt pięć do metra siedemdziesięciu ośmiu centymetrów wzrostu. rudawe. otaczając cały parking. Larkin miał w kieszeni adres miejskiego schroniska. pod stare ogrodzenie.odparł młody człowiek. połamane deski ogrodzenia. jest tuŜ-tuŜ.nie on zabił tę kobietę i nie on zamurował ją obok kominka.Czy miała w chwili śmierci około trzydziestu pięciu lat? .powiedział robotnik.Jak się nazywał? Zapanowała cisza. Ŝe dwoje.W takim razie . na zwalisku gruzów. Brygadzista skończył kontrolę powierzchni świeŜo połoŜonego cementu i poszedł na koniec działki.txt do linii bramkowej.Nie wiem. gdzie pański Larkin znajdował się w 1943 roku? . Wskazał na płaszczyznę o powierzchni około sześćdziesięciu centymetrów na dwa metry. Wypuszczono go tylnymi drzwiami na wypadek. . Na Mayo Road ustawiono juŜ brakujące części ogrodzenia. przebija jak taran obronę Anglików. .. . Ŝe tak . . JeŜeli przyjmiemy.To była podłoga kurnika .Innymi słowy.Nie robiłem notatek. przesiadywali w swojej bawialni przez piętnaście lat w odległości dwóch metrów od zamurowanych zwłok? . W dwie godziny później stary człowiek został zwolniony z aresztu. w jakim je znaleźliśmy. kręcone włosy? .zapytał go inspektor . to w 1954 jej zwłoki znajdowały się juŜ od pewnego czasu w stanie. kiedy piłka zaczyna wyślizgiwać mu się z rąk.Zmumifikowane ciało nie wydziela Ŝadnego zapachu. . chyba przez trzydzieści lat.Co jeszcze poza sprawą daty? .Ta kobieta była niska. . . . W milczeniu ruszył w stronę ubogiej dzielnicy Diamond.warknął Hanley. ram okiennych i drzwiowych. Ŝeby to wykończyć i zaasfaltować przed nocą. Spojrzał pod nogi. . której sekcję przeprowadziłem. Ŝe od 1954 roku najpierw oboje Larkinowie. Nawet w świetle ognia Ŝaden z robotników nie dostrzegł postaci starego człowieka.Tak musiało być .spytał Hanley. Od czasu do czasu brygadzista uderzał w nią stalową podkówką buta.Jest juŜ suchy .. Po drugiej stronie drogi. płonęły resztki schodów.odparł McCarthy . sir.zapytał. a potem on sam. na którym stał dom z ogródkiem. Odpowiedział młody sierŜant. Miała około metra pięćdziesięciu ośmiu centymetrów wzrostu. . poręczy. a po drugim przeszła zabieg chirurgiczny. .który był 140 właścicielem i lokatorem domu na Mayo Road do swojej śmierci w 1954 roku? . Jeszcze kilka pasemek przylega do czaszki. Była chuda i koścista.

Ton jego głosu zdradzał wyraźne zakłopotanie. . . . a ja tymczasem przygotuję śniadanie. Po dziesiątym sygnale wygramolił się z łóŜka i zszedł po schodach do przedpokoju. Ŝe napisano o nim w gazecie.powiedział i rozłączył się. zdaniem Chadwicka.Powinieneś obejrzeć sobie dzisiaj tę gazetę .Nie . . Chadwick spojrzał w stronę wycieraczki przy drzwiach. Łom odskoczył. a potem stojący za spychaczem mechaniczny walec wykończył robotę.Czy nie wylegujesz się w łóŜku w niedzielę? .Nie dałeś tu świeŜej warstwy cementu? .Tak? . zalewaj to! Sztych buldoŜera opadł na zwał świeŜego. UwaŜał widać.Henry Carpenter powiedział mi. W ciągu kilku minut cała przestrzeń zamieniła się z szarej na czarną.Nie. ale niezbyt blisko.stwierdził. Szerokim.O! . lecz ten nie milkł. pisanego.Czy zajrzałeś juŜ do porannej prasy? .zapytała go Ŝona.warknął brygadzista. szczęśliwym uśmiechem ulgi. więc powstrzymał się od zaglądania do gazety i postanowił zaczekać. . przez pretensjonalnych ludzi dla równie pretensjonalnych czytelników. aŜ znajdzie się w domu. Kulturysta! Ziewnął. o co chodzi. Nic a nic.Właśnie wybieram się do parku pobiegać dla zdrowia. Parking był wykończony. mieszkaniec tej samej ulicy. Odszedł kilka kroków i wrócił z ostro zakończonym łomem. jest solidne . Odwrócił się w stronę spychacza i skinął ręką. Ŝe Chadwick powinien najpierw przeczytać artykuł i dopiero wtedy będzie go mógł z nim przedyskutować. . Próbował nie zwracać uwagi na dzwonek. W naroŜnym sklepiku z prasą pozostały jeszcze dwa egzemplarze Sunday Couriera. ale poniewaŜ była to niedziela rano. dymiącego asfaltu i pchnął rozpaloną masę w kierunku cementowego prostokąta. .Halo. Brygadzista odchrząknął.Hej! Nareszcie sława! .Czym mogę słuŜyć ci o tej porze w zimowy poranek? . Strona 86 . Bili? Tu Henry.Dzień dobry.spytał. .Forsyth Opowiadania. na której leŜały nie ruszone dwie gazety. a niebo poczerniało. lepiej zobacz sam .CóŜ.powiedział Chadwick z rosnącym zainteresowaniem. . . szef kaŜe nam wszystko robić od początku i jeszcze za to zapłacić . . . jak kaŜdy człowiek. Podniósł go wysoko nad głowę i walnął w stary cement. A cóŜ to takiego? Carpenter był coraz bardziej zaŜenowany. Ale uśmiechnął się.Nie. podał je Ŝonie i zaczął naciągać spodnie i sweter wprost na pidŜamę. . grubego pisma z wieloma dodatkami.Idź.JeŜeli to się osunie. Wrócił do sypialni z Expressem i Telegraphem. Bili Chadwick leŜał jeszcze w łóŜku. Henry .powiedziała Ŝona. Był to Henry Carpenter. robotnicy poszli do domu. asfalt rozlał się równo i gładko. Ŝe jest tam coś o mnie. 143 .zapytał.txt rana pracował przy zakładaniu parkingu. .Michał.powiedział wreszcie Carpenter. . Oczywiście.Dokąd się wybierasz? .zabrzmiała odpowiedź. Był ciekaw. .odrzekł. .odparł. stary. PRZYWILEJ ABSOLUTNY Telefon zadzwonił tuŜ po siódmej trzydzieści. Chadwick chrząknął. który się dowiaduje. Nie powiedział nic. . pomyślał. Na ulicy było zimno.W porządku. Stojący za siatką stary człowiek odwrócił się i odszedł.Czy prenumerujesz Sunday Courier? Nastąpiło długie milczenie. Chadwick odłoŜył słuchawkę. 141 .Znajdziesz tam coś o sobie. Dlaczego pytasz? . którego Bili Chadwick znał.Na róg ulicy po inną gazetę . Kiedy ostatni promień słońca znikł. Po drugiej stronie linii głos Carpentera robił wraŜenie zaŜenowanego. To podniosłoby poziom i powstałby garb w asfalcie.

Zaszkodzić? Do jasnej cholery. nie mam wątpliwości. ale.To straszne! . wyraźnie 144 mówi. Był podpisany w imieniu wydawcy przez sekretarza. . Ŝeby ktoś o mnie coś takiego powiedział szepnął. .Gaylord Brent . moŜe zaszkodzić? . Ŝe autor dopuścił się zniesławienia. do cholery. kawa stała na kuchennym stole. Pozostał mu dodatek ilustrowany oraz handlowy. ale niezaleŜnym biznesmenem na jednym z przedmieść Londynu. która zastąpiła początkowy szok.powiedziała pani Chadwick. Była wyraźnie zaniepokojona dziwnym wyrazem twarzy swojego męŜa.W takim razie . Ŝe naszym zdaniem jeden z jego pracowników zniesławił pana. . a kiedy doszła do połowy. zagłębił się więc w dodatek biznesowy.Czy to ci. Ŝe byłeś w jakiś sposób zamieszany w to oszustwo.UwaŜam. które ostatnio zbankrutowało. Ŝeby musiała zobaczyć artykuł. Ŝe pierwszym krokiem powinno być napisanie przeze mnie w pańskim imieniu listu do wydawcy gazety. uprzytomnił sobie Ŝe Carpenter nie podał mu strony. Jego współpraca z nim była krótka. . Sprzedawałem ich wyroby w dobrej wierze. Przez dwa tygodnie nie było odpowiedzi od wydawcy Sunday Couriera.O co chodzi. Ten opowiedział mu. uŜył tego samego zdania. wydała z siebie krótki okrzyk. . odrzucił dodatek "Kultura i Sztuka" oraz "Sport".PrzecieŜ ja go nawet nigdy nie spotkałem. na które liczył.Forsyth Opowiadania.powiedział ze złością. a treść jego była uprzejma^ ale zupełnie nie satysfakcjonująca. Stwierdzał. w miarę moŜliwości. przecieŜ ja byłem ofiarą tych ludzi. . . W ciągu tych dwóch tygodni Chadwick musiał znosić podejrzliwe spojrzenia. zerknąwszy na podpis pod artykułem. Tak samo jak wszyscy straciłem na ich bankructwie.On wcale nie daje do zrozumienia . to mnie moŜe zrujnować! Kłamstwo.Ten człowiek daje do zrozumienia.On to. . Wymknęły mu się przy tym dwa zamówienia. kochanie? . . Po przeczytaniu zbladł. Jak on się nazywa? .powiedział prawnik.W zasadzie tak . Podał jej bez słowa gazetę złoŜoną w ten sposób.To niemoŜliwe. Był drobnym. który to napisał.powinien wszystko odwołać i przeprosić mnie! . i unikać.zawołała skończywszy czytanie.zatroskała się Ŝona. Kiedy zaczął przeglądać Couriera. nie sprawdził faktów. Ŝe Ŝądamy zadośćuczynienia w formie sprostowania i przeprosin. To niemoŜliwe! śeby ktoś coś takiego mógł o mnie napisać! Kiedy w poniedziałek rano zamknął się w biurze ze swoim adwokatem. List taki został napisany. która szczyciła się swoimi ambicjami reporterskimi. Artykuł znajdował się na kolumnie. .zapytała go Ŝona. rzucane nań przez jego nieliczny personel. .zawołał Chadwick . Na trzeciej stronie zatrzymał wzrok na nazwie towarzystwa. Do diabła. Prawnik wyraził oburzenie z powodu treści artykułu i wysłuchał ze zrozumieniem wyjaśnień Chadwicka. zaczął więc od działu wiadomości ogólnych. Wniosek jest jasny.Na podstawie tego. dodając. a nie ich świadomym wspólnikiem. oczywiście na jednej z czołowych stron gazety. co pan mówi. kochanie. . Przeczytała go uwaŜnie. Bili Chadwick wstał i zaczął przechadzać się po kuchni. Ŝe wydawca starannie rozpatrzył pismo adwokata wysłane w imieniu pana Chadwicka i Ŝe jest skłonny wydrukować Strona 87 .txt śona przygotowała sok pomarańczowy. W końcu jego adwokat otrzymał list z Sunday Couriera.PrzecieŜ to nieprawda! . jak wyglądała jego współpraca ze zlikwidowanym przedsiębiorstwem. po prostu kłamstwo! Nigdy w Ŝyciu nie widziałem faceta. Skończył go czytać przy drugiej filiŜance kawy. Odsunął kawę. Wyjaśnimy w nim. innych wspólników przedsiębiorstwa. jak się okazało . Nie próbował porozumieć się ze mną.kosztowna.

zdenerwował się Chadwick. Nie lubią się mieszać do spraw dotyczących zniesławienia. . które zarzucają wydawcy.Istnieje Stowarzyszenie Wydawców Gazet. . muszę być z panem szczery.. nie miał pan pojęcia o jej niesolidności.Tak . a w pańskiej sprawie.Nie. Tylko wtedy stanie się jasne.Stowarzyszenie nie moŜe więc zmusić wydawcy do sprostowania wiadomości i przeproszenia pokrzywdzonego? -. o które panu chodzi. Miałem tylko raz w Ŝyciu do czynienia z ogólnokrajową gazetą w podobnej sprawie.. .odrzekł Chadwick. a więc znowu o intencje.powiedział adwokat. które czynią ją odmienną od poprzednich. siedząc znów przed swoim adwokatem. A moŜe i nie. który to zrobił. . Nienawidzą sprostowań. zastrzegając sobie wszakŜe niezbywalne prawo kaŜdego wydawcy do przeredagowania takowego. Ŝe tylko sprawa sądowa.Forsyth Opowiadania. jakie mógł mieć zamiary w czasie pisania swego artykułu. Widzi pan.Panie Chadwick. tak jak w kaŜdej innej. prawnikach. Skłonni są do rozpatrywania tylko takich skarg. jakiej ci ludzie uŜywają.Myślę. Skarga o zniesławienie z Ŝądaniem odszkodowania. Ŝe nieopatrznie wyrządził komuś szkodę. Podpada ono pod ogólne zasady prawa zwyczajowego.Co więc robić? Adwokat miał propozycję: .Niewiele. wolą to pozostawiać sądom. o zakres jego wiedzy. .No tak.Czy pan powaŜnie sugeruje.Ma pan słuszność. pan będzie powodem. Ŝe człowiek. nie mówiąc juŜ o przeprosinach. lub kiedy reporter pisma popełnił raŜący błąd. zanim je wydrukował? śe powinienem pogodzić się nawet z tym. Mówi się czasem o nas. nieprawdaŜ? Prawnik zastanawiał się przez chwilę.Być moŜe? . 146 w przeciwieństwie do ignorancji. Po pierwsze. nie sprawdził swoich informacji. Pan będzie musiał udowodnić.txt w dziale listów do redakcji sprostowanie pana Chadwicka. . .Co mi w takim razie pozostaje? Prawnik westchnął. nie istnieje ustawa określająca pojęcie zniesławienia. Znał swojego klienta od wielu lat. .Więc odradza mi pan występowanie do sądu? . Ŝe tak .A co oni mogą? . Kiedy wniesiemy pozew. . Ŝe prowadząc interesy ze zlikwidowaną spółką. Zdecydował się na szczerość. gazeta być moŜe będzie wolała uniknąć procesu i ogłosi przeprosiny. istnieją drobne szczegóły. . .To jest po prostu sposób wykręcenia się.W gruncie rzeczy tak. iŜ muszę pogodzić się z tym. na które składa się cały szereg precedensów prawnych ustanowionych w ciągu wieków. Ŝe namawiamy naszych klientów do występowania Strona 88 .powiedział Chadwick. i nic więcej.Będę z panem całkiem szczery . W sprawach o zniesławienie nie ma sytuacji bezspornych.Obawiam się. Poza tym powstanie z pewnością spór o stan świadomości pozwanego. MoŜe się pan im poskarŜyć.Ale to chyba nie ja muszę dowodzić swojej niewinności? . o to. Ten list to po prostu formułka. Ŝe obrzucono mnie stekiem kłamstw. . Ŝe został pan zniesławiony przez pomówienie i nie był zamieszany w machinacje spółki.Czysta robota . W najlepszym razie mogą wydać potępiające oświadczenie. . 145 10.Ale chyba będą musieli to zrobić? Sprawa jest przecieŜ bezsporna! . Czy pan mnie rozumie? . a więc braku złej intencji. Ŝe moje przedsiębiorstwo jest zrujnowane? .powiedział.Innymi słowy wykastrowania go . Precedensy te mogą być rozmaicie interpretowane. a wydawca i pan Gaylord Brent pozwanymi. o jego intencje.

Forsyth Opowiadania.txt do sądu o byle co, poniewaŜ przynosi nam to wysokie honoraria. W rzeczywistości jest przewaŜnie inaczej. To zazwyczaj Ŝony, przyjaciele czy koledzy osób poszkodowanych zachęcają je do akcji i składania skarg. Ci przyjaciele nie ponoszą oczywiście kosztów procesów. Dla osób nie wplątanych w sprawę proces sądowy to dobra zabawa. Ale my, fachowcy, zdajemy sobie sprawę z tego, jakie to pociąga za sobą konsekwencje. Chadwick zastanowił się. - Jakie sumy wchodzą w rachubę? - spytał spokojnie. - Takie, które mogą pana zrujnować - brzmiała odpowiedź adwokata. - Zawsze myślałem, Ŝe w naszym kraju wszyscy obywatele są równi wobec prawa, a szczególnie jeśli ubiegają się o sprawiedliwość. - W teorii tak. W praktyce bardzo często jest zupełnie inaczej. Panie Chadwick, czy pan jest bogatym człowiekiem? - Nie. Prowadzę niewielkie przedsiębiorstwo. W dzisiejszych czasach oznacza to, Ŝe balansuję na krawędzi wypłacalności. Przez całe Ŝycie cięŜko pracowałem i jakoś to szło. Jestem właścicielem domu, samochodu i kilku ubrań. Mogę liczyć na emeryturę przysługującą samodzielnym przedsiębiorcom, mam polisę ubezpieczeniową na Ŝycie i kilka tysięcy funtów oszczędności. Jestem po prostu zwykłym, szarym człowiekiem. - Tak właśnie myślałem - powiedział adwokat. - Dzisiaj tylko ludzie bogaci mogą się procesować z innymi bogaczami, zwłaszcza 147 jeŜeli chodzi o zniesławienie. MoŜna wygrać taką sprawę, ale trzeba ponieść duŜe koszty. JeŜeli proces jest długi, a potem jeszcze następuje apelacja, to suma wydatków często moŜe dziesięciokrotnie przewyŜszać ewentualne odszkodowanie. Zamilkł na chwilę. - Wielkie pisma, tak jak wielkie domy wydawnicze i inne tego rodzaju przedsiębiorstwa, są wysoko ubezpieczone na okoliczność wytoczonych spraw o zniesławienie. Mogą sobie pozwolić na angaŜowanie najwybitniejszych adwokatów West Endu. Proszę mi wybaczyć, ale kiedy występują przeciwko małemu człowiekowi, to muszą z nim wygrać. Nietrudno im spowodować, by wejście sprawy na wokandę trwało aŜ pięć lat. Przez ten czas koszty sądowe obu stron nieustannie rosną. Samo przygotowanie sprawy kosztuje tysiące. Kiedy nareszcie dochodzi do rozprawy, koszty te podnoszą się niebotycznie, bo adwokat bierze dodatkowe honorarium za kaŜdy dzień rozprawy. No i ma takŜe do pomocy aplikanta. - Do jakich sum mogą dojść takie koszty? - zapytał Chadwick. - JeŜeli sprawa się przeciąga i przygotowania trwają lata, to nawet jeŜeli nie brać pod uwagę ewentualnej apelacji, dojdą do kilkudziesięciu tysięcy funtów. Ale to wcale nie koniec. - Co jeszcze powinienem wiedzieć? - ZałóŜmy, Ŝe pan wygrywa proces i uzyskuje odszkodowanie i zwrot kosztów sądowych od pozwanego, czyli gazety. Wtedy sprawa jest jasna. Ale jeŜeli sędzia nie wypowie się co do kosztów, których zwrot przyznaje zazwyczaj jedynie w najdrastyczniejszych wypadkach, będzie pan zmuszony ponieść swoje własne koszty sądowe. A jeŜeli pan przegra, sędzia moŜe pana zmusić do poniesienia poza swoimi kosztami kosztów pozwanego. JeŜeli pan wygra, gazeta moŜe załoŜyć apelację. A to spowoduje podwojenie kosztów. Nawet jeŜeli wygra pan w sądzie apelacyjnym, ale bez przyznania kosztów, to i tak będzie pan zrujnowany. Poza tym jest inna kwestia. Po dwóch czy trzech latach ludzie zapominają o treści inkryminowanego artykułu w gazecie. Rozprawa sądowa przypomina im, Ŝe coś tam było, i wnosi nowe materiały i zarzuty. Mimo Ŝe to pan jest oskarŜycielem, adwokat strony przeciwnej postara się dla dobra swojego klienta zniszczyć pańską reputację uczciwego biznesmena. Im bardziej obrzuca się człowieka błotem, tym więcej na nim błota pozostaje. Wiele było takich wypadków, wielu ludzi, którzy wygrali sprawę, ale stracili dobre imię. Zarzuty przedstawiane sądowi mogą być ogłaszane drukiem bez Ŝadnych dowodów prawdy. - A czy moŜna mieć obrońcę z urzędu? - zainteresował się Strona 89

Forsyth Opowiadania.txt 148 Chadwick. Podobnie jak wielu innych ludzi słyszał o czymś takim, nigdy jednak nie interesował się tym bliŜej. - Prawdopodobnie ma pan zupełnie fałszywe wyobraŜenie na ten temat. śeby uzyskać takiego obrońcę, musi pan udowodnić sądowi, Ŝe nie posiada pan Ŝadnego majątku. Pana na przykład to nie dotyczy. Nabędzie pan prawo do obrońcy z urzędu dopiero wtedy, kiedy straci pan dom, samochód i oszczędności. - W takim razie w kaŜdym przypadku grozi mi ruina - powiedział Chadwick spokojnie. - Bardzo mi przykro, naprawdę bardzo przykro. Mogę oczywiście zachęcić pana do podjęcia długotrwałego i kosztownego powództwa, ale uwaŜam, Ŝe oddaję panu przysługę wskazując trudności i niebezpieczeństwa, jakie to za sobą pociąga. Znam wiele osób, które z ochotą zaczęły się prawować, a potem gorzko tego Ŝałowały. Niektórzy nigdy się nie otrząsnęli i po dziś dzień cierpią na skutek trosk finansowych i stresów, jakie ich dotknęły. Chadwick wstał. - Bardzo panu dziękuję za szczerość - powiedział. Potem, juŜ z biura, zadzwonił do Sunday Couriera i poprosił o rozmowę z naczelnym. Telefon odebrała sekretarka. Podał swoje nazwisko. - Na jaki temat chce pan rozmawiać z panem Buxtonem? zapytała. - Chciałem poprosić o wyznaczenie mi spotkania. Nastąpiła pauza, w trakcie której słyszał rozmowę prowadzoną na wewnętrznej linii, po czym sekretarka odezwała się ponownie. - O czym pragnie pan rozmawiać z panem Buxtonem? Chadwick wyjaśnił pokrótce, Ŝe chce zobaczyć szefa, Ŝeby przedstawić mu swój punkt widzenia dotyczący zarzutów zawartych w artykule Gaylorda Brenta sprzed dwóch tygodni. - Niestety pan Buxton nie przyjmuje nikogo - oświadczyła sekretarka - MoŜe pan będzie uprzejmy napisać list. Zostanie starannie rozpatrzony. Na tym rozmowa się skończyła. Następnego dnia Chadwick pojechał koleją podziemną do centrum Londynu i zjawił się osobiście w poczekalni budynku Couriera. Na oczach rosłego woźnego w mundurze wypełnił formularz, podając nazwisko, adres, nazwisko osoby, z którą chce się widzieć, i istotę swojej sprawy. Formularz został zabrany, a on usiadł i czekał. W pół godziny później otworzyły się drzwi windy i ukazał się w nich elegancki szczupły młody człowiek, pachnący dobrą wodą kolońską. Spojrzał pytającym wzrokiem na woźnego, który ruchem 149 głowy wskazał mu Chadwicka. Młody człowiek podszedł do niego. Chadwick wstał. - Nazywam się Adrian St. Clair - powiedział młodzieniec. Jestem osobistym sekretarzem pana Buxtona. Czym mogę panu słuŜyć? Chadwick powiedział mu o artykule podpisanym przez Gaylorda Brenta i oświadczył, Ŝe chciałby osobiście wyjaśnić panu Buxtonowi, iŜ to, co zostało o nim napisane, jest nie tylko nieprawdą, ale stanowi groźbę ruiny dla jego przedsiębiorstwa. St. Clair nie był tym specjalnie poruszony, ale wyraził Chadwickowi słowa ubolewania. - Tak, oczywiście, rozumiemy pana niepokój, panie Chadwick, ale osobiste spotkanie z panem Buxtonem jest po prostu niemoŜliwe. To bardzo zajęty człowiek. Rozumiem, Ŝe reprezentujący pana adwokat komunikował się juŜ z wydawcą... - Napisał list - powiedział Chadwick. - Odpowiedź była podpisana przez sekretarkę. Stwierdza, Ŝe istnieje moŜliwość wydrukowania listu z moim sprostowaniem w dziale korespondencji z czytelnikami. Ale ja domagam się, Ŝeby moje stanowisko w tej sprawie zostało poznane przez wydawcę. St. Clair uśmiechnął się. - JuŜ mówiłem, Ŝe to niemoŜliwe. MoŜemy najwyŜej rozwaŜyć moŜliwość wydrukowania listu do wydawcy. - Wobec tego chciałbym się zobaczyć z panem Gaylordem Strona 90

Forsyth Opowiadania.txt Brentem - oświadczył Chadwick. - Wątpię, czy to dałoby panu satysfakcję. JeŜeli otrzymamy następny list od pańskiego adwokata, to nasz wydział prawny zajmie się nim w normalnym trybie. Obawiam się, Ŝe poza tym nie mogę panu w niczym pomóc. Woźny wyprowadził Chadwicka przez obrotowe drzwi na ulicę. Chadwick zjadł lekki posiłek w barze niedaleko Fleet Street. Przez dłuŜszy czas zastanawiał się głęboko nad swoją sytuacją. Poszedł do jednej z licznych małych bibliotek, znajdujących się w centrum Londynu, które specjalizują się we współczesnych archiwaliach i gromadzą wycinki prasowe. Zapoznanie się z aktami niezbyt odległych procesów o zniesławienie przekonało Chadwicka, Ŝe jego adwokat bynajmniej nie przesadzał. Jedna ze spraw przeraziła go szczególnie. Pewien męŜczyzna w średnim wieku został zniesławiony w ksiąŜce poczytnego autora. Wytoczył sprawę, wygrał ją, i sąd przyznał mu trzydzieści tysięcy funtów tytułem odszkodowania i zwrot kosztów sądowych. Ale wydawca ksiąŜki zaapelował: i sąd wyŜszej instancji skreślił odszkodowanie, nakazując kaŜdej ze stron zapłacenie własnych kosztów. W obliczu całkowitej ruiny finansowej po czterech latach procesowania się powód wniósł sprawę do Izby Lordów. Lordowie odrzucili 150 wprawdzie wyrok sądu apelacyjnego, uznając prawo powoda do odszkodowania, nie wypowiedzieli się jednak co do kosztów sądowych. Tak więc zniesławiony człowiek otrzymał trzydzieści tysięcy funtów odszkodowania, ale po pięciu latach procesowania się miał do zapłacenia rachunek wynoszący czterdzieści pięć tysięcy funtów. Wydawcy ponieśli podobne koszty i łącznie z odszkodowaniem mieli do zapłacenia siedemdziesiąt pięć tysięcy. Byli jednak ubezpieczeni na większą część tej sumy. I tak powód wygrał sprawę, ale został zrujnowany. Fotografie ukazywały go w pierwszym roku przewodu jako rześkiego sześćdziesięciolatka. Po pięciu latach był ludzkim wrakiem, wynędzniałym starcem. Stało się tak z powodu nieustannego napięcia i rosnącego zadłuŜenia. Zmarł jako bankrut, mimo Ŝe przywrócono mu dobre imię. Bili Chadwick utwierdził się w przekonaniu, Ŝe nie moŜe dopuścić, aby przytrafiło mu się coś podobnego. Poszedł do biblioteki publicznej w dzielnicy Westminster. Tam udał się do czytelni z egzemplarzem Prawa angielskiego pióra Halsbury'ego. Tak jak mu mówił jego adwokat, prawo pisane dotyczące zniesławienia, tego samego typu jak na przykład ustawa o ruchu drogowym, nie istniało, ale znalazł definicję pochodzącą z 1888 roku, dotyczącą zniesławienia i oszczerstwa. Oświadczenie oszczercze jest to oświadczenie zmierzające do poniŜenia osoby w opinii prawomyślnych członków społeczeństwa w ogólności lub teŜ powodujące pomijanie, odtrącanie lub naraŜanie na nienawiść, pogardę, ośmieszenie czy teŜ oskarŜenie o pomówienia uwłaczające lub przynoszące ujmę na stanowisku, w uprawianiu zawodu, działalności handlowej lub w przedsiębiorstwie. Co najmniej ostatnia część tej definicji jest adekwatna do mojej sytuacji, pomyślał Chadwick. WciąŜ chodziło mu po głowie to, co powiedział mu adwokat w swoim wywodzie. "Zarzuty przedstawiane sądowi mogą być ogłaszane drukiem bez Ŝadnych dowodów prawdy". CzyŜby tak rzeczywiście było? I okazało się, Ŝe prawnik miał rację. Wyjaśniała to ustawa równieŜ z 1888 roku. Wszystko, co jest wygłaszane w sądzie, moŜe być zrelacjonowane i opublikowane i zarówno reporter, wydawca, drukarz, jak i redaktor są wolni od wszelkich zarzutów o zniesławienie, ale pod warunkiem, Ŝe sprawozdanie jest "rzetelne, aktualne i dokładne". To ma zapewne na celu, myślał Chadwick, uwolnienie sędziów, ławników, świadków, policjantów, adwokatów, a nawet pozwanych od obawy mówienia prawdy, niezaleŜnie od wyniku rozprawy. Uchylenie moŜliwości protestu ze strony osób zniewaŜonych, 151 zniesławionych, spotwarzonych czy oszczerczo oskarŜonych, pod Strona 91

to istnieje właściwa procedura. . Zaszkodziło mi to powaŜnie zarówno w Ŝyciu towarzyskim. Po kilku minutach otworzyła mu sympatycznie wyglądająca kobieta w wieku około trzydziestu lat..JuŜ to zrobiłem. Próbowałem takŜe zobaczyć się z pańskim wydawcą. Jego irytacja nasiliła się. Wszedł po schodach i nacisnął dzwonek u drzwi.Tak. . Na jego twarzy ukazał się wyraz zdumienia pomieszanego z rozdraŜnieniem.Chodzi o pański artykuł w Sunday Courierze. próbując zamknąć drzwi. drukujących lub publikujących słowa wypowiedziane w sądzie zostało nazwane "przywilejem absolutnym". Tam teŜ Chadwick zjawił się następnego niedzielnego poranka. wydał głośny okrzyk i nakrył nos ręką. Kiedy po czterech dniach poszukiwania znalazł adres Gaylorda Brenta. . po czym zatrzasnął drzwi.Bardzo mi przykro.. Chadwick słyszał.To! .zapytał.powiedział spokojnie Chadwick. .Czy zastałem pana Brenta? . z nosa pociekła krew. W kolejce podziemnej. Gaylord Brent wszystko zrozumiał.O co panu chodzi? . .odpowiedział Chadwick. Ŝe ten mieszka w małej eleganckiej uliczce w Hampstead.Och. i pokazał go Brentowi. ale bez przesady. . i to w bardzo perfidny sposób. Byłem więc zmuszony przyjść do pana.spytał.Co takiego? . Na rogu Heath Street znalazł policjanta. JeŜeli chce mnie pan skarŜyć. Widzi pan. . który trzymał w ręku. . ale wystarczało.Tak? . Przyjdzie za chwilę .powiedziała i wycofała się do środka mieszkania. Chadwickowi zaczął świtać pewien pomysł.Kim pan jest. . Trzymająca klamkę ręka Brenta zatrzymała się. bardzo przepraszam. . 152 Zdumienie malujące się na twarzy Brenta zaczynało ustępować miejsca irytacji. Ŝe wszyscy musimy ponosić pewne ryzyko.nie moŜe mnie pan nachodzić w domu. jak teŜ uchylenie odpowiedzialności wszystkich osób raportujących. Brent spojrzał na wycinek. ale nie dotknął go. Patrzył przez chwilę na Chadwicka jak na szaleńca. Było to półkłamstwo. ale mnie nie przyjął.ale wydaje mi się.Chodzi o jego artykuł w Courierze.Gaylord! . jednak bez rezultatu.txt warunkiem Ŝe zarzut został postawiony na sali sądowej w czasie rozprawy. Uśmiechnęła się więc i zawołała w głąb domu: . okazało się. to znaczy jeŜeli rodzina nie zmusi go do wyjazdu za miasto. skąd dochodziły dziecięce głosy. Miał na sobie jasne lniane spodnie i róŜową koszulę. Nie było to uderzenie mające na celu złamanie kości czy nawet uszkodzenie przegrody nosowej.zapytał Chadwick i dodał natychmiast: .To jest sprzed czterech tygodni .Co za bezczelność! . W jego oczach pojawiły się łzy. Chadwick czekał przed nie domkniętymi drzwiami. jak biegnie przez przedpokój.Forsyth Opowiadania. Powinien pan poprosić swojego adwokata. Młody człowiek cieszył Strona 92 . Usłyszawszy to nazwisko. Ŝe zakłócam panu niedzielny spokój powiedział Chadwick . wyglądającym na czterdziestkę. Ŝe przybyszem jest ktoś z redakcji. . Ŝeby przekonać panią Brent.Czy pan Gaylord Brent? . w drodze na przedmieście. aby napisał. u licha? .Chwileczkę. Był wytwornym męŜczyzną. Podniósł prawą pięść i uderzył Brenta w sam czubek nosa. . Pomyślał.Proszę pana . . Mocno.zauwaŜył. Brent cofnął się o krok. Ŝe dziennikarz piszący do niedzielnego pisma musi być w tym dniu w domu. W minutę później pojawił się w nich Gaylord Brent. jak i w interesach.zawołał Brent. Nazywam się William Chadwick. mam coś dla pana .powiedział . Chadwick rozłoŜył wycinek gazetowy.po czym ponownie odwróciła się do Chadwicka. w tym artykule zniesławił mnie pan.

oświadczył Chadwick. pod numerem trzydziestym drugim . dlaczego pan to zrobił? . Słyszał. Chadwick zapytał: . Spojrzawszy podejrzliwym wzrokiem na swojego przewodnika. Młody policjant oŜywił się. 153 . Po dwóch minutach znaleźli się w dzielnicowym komisariacie. Nie czekając na dalsze pytania zaprosił policjanta ruchem ręki. .zapytał Brenta policjant.skinął potwierdzająco głową. choć najwyraźniej nic nie rozumiał.Ja to zrobiłem.To tu.odparł Chadwick . Kiedy podeszli do drzwi domu. posterunkowy wszedł na schodki i zadzwonił. Lewą ręką przyciskał do twarzy mokrą chusteczkę i co chwila pociągał nosem. Ukazała się w nich pani Brent. jak policjant mówi coś do mikrofonu krótkofalówki i rytmicznie stuka słuŜbowymi butami w bruk^ Przedstawiciel prawa zrównał się z Chadwickiem na rogu ulicy.gotów jestem złoŜyć wyjaśnienie w komisariacie. . podczas gdy posterunkowy wyjaśniał szefowi sprawę. cierp154 liwy i doświadczony policjant w średnim wieku. SierŜant. Uderzyłem go w nos. rzucając zza chustki wściekłe spojrzenie na Chadwicka. Po minucie ukazał się Gaylord Brent. Chadwick wskazał na nie ponownie.Dwie ulice stąd.zapytał. Zanim policjant otworzył usta.Panie sierŜancie .Gaylord Brent . którą przyszedł.To na pewno tutaj.zapytał policjant Brenta. W takim razie jestem zmuszony prosić pana o udanie się ze mną do komisariatu. sir. patrzył na Chadwicka z zainteresowaniem. .Tek. Po krótkiej rozmowie z dwoma przybyłymi policjantami Chadwick i sierŜant wsiedli do wozu. . .zwrócił się policjant do Chadwicka.Pani Brent? Czy ten policjant mógłby zamienić kilka słów z pani męŜem? Pani Brent skinęła głową i zniknęła w głębi domu. .Tek .powiedział policjant. ale był teŜ nieco znudzony. Po chwili powiedział: .Czy to prawda? . Chadwick zwiększył tempo marszu.Czy to jest zgodne z prawdą? . . Zaprowadzę pana.Kto to zrobił? . W tym momencie zjawił się na Heath Street policyjny samochód wezwany przez krótkofalówkę. Ze środka słychać było szeptaną rozmowę. zastali je zamknięte. sir? Gdzie? . . Aby zapobiec dalszym pytaniom.Proszę iść ze mną. obrócił się i szybko ruszył tą samą drogą. Policjant miał zakłopotaną minę.potwierdził Brent.Pan go nie lubi? Strona 93 .Ja . Chadwick ruszył za nim. . Chadwick rozróŜnił wyraz "policja" i "ten człowiek".Czy mogę zapytać. Ŝeby szedł za nim. którego pan uderzył? .Słucham? . .odparł Chadwick.txt się spokojem pięknej niedzieli.Czy pan Gaylord Brent? .zapytał. .Forsyth Opowiadania.zapytał policjant. .Napadu.W tej sprawie . przy której mieszkała rodzina Brentów.To jest pan Gaylord Brent . Stał i milczał.zwrócił się do niego Chadwick. Drzwi otworzyły się ostroŜnie. . .Przed kilkoma minutami pan Brent został z premedytacją uderzony w nos .Tek? . .Dobrze. Napadłem na niego. . Chadwick został zaprowadzony przed oblicze dyŜurnego sierŜanta. .powiedział w pewnej chwili. Dokonano napadu na miejscowego obywatela.oświadczył Chadwick. która na widok Chadwicka cofnęła się nieco. . Policjant obrócił się ku niemu z niedowierzaniem.Rozumień .Jak się nazywa człowiek.Tek . .oświadczył Chadwick. . .

.Adres poszkodowanego? . .westchnął sierŜant. SierŜant westchnął. Jest faktem. Nazajutrz stawił się przed sądem. Ŝe nie wnosi skargi.stwierdził. SierŜant niespiesznie wyciągnął z szuflady formularz skargi. co się święci. wieczornych i niedzielnych gazet na Fleet Street i w okolicy otrzymali anonimowe telefony. co zrobiłem. . . Ŝe redakcji z pewnością bardziej opłaci się wysłać swojego przedstawiciela do sądu niŜ polegać na informacjach agencji obsługującej sąd.Słuszna myśl . czy nie. . Ŝe taka odmowa moŜe zostać zinterpretowana przez sąd jako zapowiedź nieprzyznania się do winy we właściwym czasie.W takim razie nie mam innego wyboru.txt . Po chwili powrócił. Został odesłany do domu na dwa tygodnie za tą samą kaucją stu funtów.Nie bardzo . Czyn niezgodny z prawami naszego kraju. wrócę tam i zrobię to samo. .powiedział młody człowiek . tak i na Fleet Street solidarność ma swoje granice. sir? . Ŝe główny reporter Sunday Couriera.wyglądało to na lekkie uderzenie w dziób. Większość redaktorów sprawdziła wokandę sądową na ten dzień. którą zapłacił poprzedniego dnia. co zostało zaprotokołowane i podpisane.Chyba nie . powiedział tylko. Ŝe istotnie figuruje tam nazwisko Chadwicka.odparł Chadwick. Potem pozwolono mu odejść. Gaylord Brent. . . Ŝe jeŜeli policja nie wniesie skargi.Forsyth Opowiadania. To nie Ameryka.Z lektury.powiedział Chadwick. sprawa zajęła w lokalnej gazecie zaledwie kilka wierszy. SierŜant popatrzył na Chadwicka z niechęcią. Podobnie jak w związkach zawodowych.No dobrze.Pan widać zna trochę prawo. . Gaylord Brent miał zastrzeŜony numer telefonu. Odmówił wszelkich oświadczeń.zapytał posterunkowego. . Nikt nie wiedział. . Ŝe zostało popełnione przestępstwo. Ŝe będzie to moŜe coś ciekawego. i zlecili jednemu ze swoich reporterów udanie się do sądu. ale policja moŜe zdecydować. Przekonali się. Odmówił usprawiedliwienia się.odparł Chadwick.Dlaczego podszedł pan do posterunkowego i zawiadomił go o swoim czynie? Chadwick wzruszył ramionami. czy wnosić skargę. Do policji naleŜy decyzja.Proszę zaczekać . ale wszyscy mieli nadzieję.zgodził się sierŜant i zwrócił się do posterunkowego: .Czy pan Brent odniósł powaŜne obraŜenia? . .Takie są chyba przepisy prawne. stawi się w sądzie Londynu Północnego w najbliŜszy poniedziałek w związku ze sprawą o napad. gdyŜ wiedział.powiedział po zanotowaniu adresu i poszedł do innego pokoju. ale sierŜant zdobył go. Bili Chadwick stawił się w sądzie punktualnie o godzinie dziesiątej Strona 94 .Pan Gaylord Brent nie ma ochoty wnieść skargi na pana powiedział. Następnie został formalnie oskarŜony i decyzją własną sierŜanta zwolniony za kaucją stu funtów oraz zawiadomiony. jeszcze raz . Przesłuchanie trwało dwie minuty.Pańskie nazwisko? Bili Chadwick podał swoje nazwisko i adres i został odprowadzony do aresztu. . więc pan Gaylord Brent nie musiał być obecny w sądzie. W tygodniu poprzedzającym rozprawę redaktorzy głównych porannych. w której mieszkał Chadwick. Będzie to sprawa "Regina versus Chadwick".To przesądza sprawę .To niewaŜne . Anonimowy rozmówca dodawał. Ŝe zamierza wyjaśnić swoje postępowanie sędziemu.KaŜdy tak twierdzi . . PoniewaŜ chodziło o zwykły napad. jak poinformować pana. toteŜ nikt owej notatki nie zauwaŜył.Wnoszenie oskarŜenia nie zaleŜy od pana Brenta. nikt nie czytywał tej gazety. Było to pierwsze formalne przesłuchanie. więc naleŜało zawiadomić policję. W kaŜdym przypadku telefonujący powiadamiał naczelnego redaktora. W dzielnicy. 155 Ŝe ma się stawić następnego dnia rano przed sędzią w sądzie Londynu Północnego. Prawo zostało naruszone.

powiedział sędzia. przynajmniej te. ale zgodził się. Skinął głową w stronę ławy prasowej i zajął miejsce w głębi sali. . Ŝe Gaylord Brent. Wysoki Sądzie. aŜ zostanie wywołany.Czy jest pan świadom tego.Przyjmuję. usiadł. Dopiero potem moŜe zająć miejsce w tylnych ławkach i przysłuchiwać się reszcie rozprawy. czyli w Sunday Courierze. który usiadł w jednym z tylnych rzędów.Panie Cargill. Ŝeby przesłuchiwać świadka. Prokurator przedstawił fakty. wziął od Chadwicka wycinek i podszedł do stołu sędziowskiego. Sędzia przyjrzał się mu wnikliwie. Woźny podniósł się zza balustrady. z ławy oskarŜonych. Byłbym wdzięczny. MoŜe pan albo odejść. Na ławie dla świadków siedział ponury Gaylord Brent i milczał. Rozwiązał dylemat nie przyznając się do winy. wyciągnął z kieszeni złoŜony wycinek prasowy. panie sędzio. Ŝe pozwany nie zaprzecza faktom. Ŝe są przepełnione. Ŝe sam Chadwick zwrócił się do posterunkowego Clarka informując go o dokonanej napaści. Prokurator.Tak. kiedy będzie miał adwokata. . które przedstawiłem w tej sprawie. Spowodował ogólne zdziwienie stwierdzając. Kiedy zbliŜał się do ławy oskarŜonych. Gaylord Brent ukłonił się sądowi i opuścił ławę świadków.Nie zaprzeczam . . które były mu 156 znane. wezwany jako świadek. zmienił pan stanowisko i przyznał się do winy. ale nie będzie pan juŜ potrzebny jako świadek. Bez dalszej zwłoki wezwano posterunkowego Clarka. .powiedział donośnym głosem. sześć tygodni temu pan Gaylord Brent wydrukował ten oto artykuł w piśmie. Oznacza to oczywiście.Nie. Zapytano go ponownie.Jest to pański przywilej i pańskie prawo .Panie Chadwick. który juŜ złoŜył zeznanie.Rozumiem .Wysoki Sądzie. czy pragnie odroczenia sprawy do czasu. panie Brent.MoŜe pan powołać świadków dla wydania opinii o sobie lub zgłosić okoliczności łagodzące. w którym pracuje. którą rozpatrujemy? Strona 95 . Odmówił rutynowej propozycji sędziego. Młody policjant złoŜył przysięgę i opowiedział szczegółowo o okolicznościach aresztowania Chadwicka. siedzi w hallu. dopóki nie zostanie wezwany do składania zeznań. Czy chciałby pan powołać świadków na swoją obronę? . gdyby Wysoki Sąd zechciał go przeczytać.Wysoki Sądzie . Sędzia zwrócił się do Chadwicka: . Nastąpiło to o dziesiątej czterdzieści pięć. . . Ten fakt speszył Chadwicka na chwilę. czy pragnie zadać świadkowi pytania.txt rano i czekał.oświadczył prokurator.Przedstawił je pan właściwie. A jeŜeli chodzi o okoliczności łagodzące.Nie chcę powoływać Ŝadnych świadków . Sędzia zwrócił się do Gaylorda Brenta: . obok policjanta. czy pan zgłasza sprzeciw? . Wysoki Sądzie . Ŝe pana trudziliśmy.odparł Chadwick. którego z kolei zapytano. który juŜ podnosił się z miejsca.Przemyślałem sprawę i chciałbym zmienić stanowisko. .oświadczył sędzia. . . albo zająć miejsce na tylnych ławach. i wyjaśnił. .Przykro mi. Przyznaję się do winy. który pytał.odezwał się Chadwick z ławy oskarŜonych. . to chciałbym złoŜyć oświadczenie stąd.Czy to ma związek ze sprawą. Sędzia wzruszył ramionami. co pan robi. Odmówił. . Wezwano Gaylorda Brenta i zaprzysięŜone go. . jedno krótkie spojrzenie na ławy prasowe przekonało go. Ŝe przyznaje się pan do napadu na pana Brenta. Absolutnie tak. 157 Chadwick wstał i zanim zwrócił się do sądu. Chadwick podniósł się z ławy oskarŜonych. Ŝe zamierza bronić się sam. . Przedtem zauwaŜył. panie Chadwick? .Nie zgłaszam sprzeciwu.spytał sędzia prokuratora. Zwolniono wobec tego Clarka.Forsyth Opowiadania. Zgodnie z brytyjskim prawem świadek nie moŜe wejść na salę sądową. Znowu odmówił.

Chciałem tylko powiedzieć.. Ŝe artykuł dotyczy spółki handlowej.zawołał woźny. Ten błąd kosztował mnie sporo pieniędzy. Wydaje mi się. . . panie sędzio. Na sali sądowej zahuczało. .To nie moŜe mu ujść na sucho. Sędzia przez chwilę przyglądał się Chadwickowi. jak wiele innych osób.W tym artykule . zerwał się ze swojej ławki.Zapewniam Wysoki Sąd.Wysoki Sądzie! .Dziękuję. Wydaje się. Potem nastąpiła cisza.zgodził się sędzia .powiedział Chadwick. chociaŜ moje nazwisko figuruje w ksiąŜce telefonicznej i w spisie handlowców. .Zapewniam pana.Jak pan śmie! .krzyknął woźny. Ŝe zostałem tak samo nabrany jak wszyscy inni klienci spółki. który nawet nie zatroszczył się o dokładne zbadanie sprawy.Dobrze .Rozumiem. jeŜeli pozna jego powody.. udającego powaŜną pracę dziennikarską. zarządzę usunięcie z sali osób za to odpowiedzialnych .Cicho! . Ŝe tak.niech pan wyjaśni swoje motywy.Po ukazaniu się tego steku kłamstw. Ŝe pan sędzia będzie mógł lepiej ocenić moje przewinienie.mówił Chadwick .Gaylord Brent dopuścił się wobec mnie karygodnego i niezmiernie szkodliwego zniesławienia.Zwracam się do sądu o sprawiedliwość.Spokój! .Wysoki Sądzie .Pozwany ma rację . takŜe wstając ze swojego miejsca. niŜ bada fakty. . Ŝe ten pretendujący do fachowości niestrudzony poszukiwacz prawdy chętniej słucha barowych plotek. Jak najbardziej. .rzekł powaŜnie sędzia . Strona 96 . poniosłem duŜe straty. Wstał prokurator. .powiedział sędzia. co to ma wspólnego ze sprawą? . ale na ławach prasowych zaczęła się gwałtowna aktywność. ^ .przyznał. . Spokój na sali! . . panie Chadwick . Ŝe zarzuty pana Gaylorda Brenta mają swe źródło raczej na dnie butelki whisky niŜ w dogłębnych dociekaniach.odparł policjant.Spokój! . Ale proszę o powściągliwość w wyraŜaniu się. zupełnie bezpodstawnie oskarŜający mnie o udział w aferze. panie sędzio.Proszę mówić dalej. a uwaŜałem ją. Wziął podany mu przez woźnego wycinek i przeczytał go szybko. . . purpurowy z wściekłości. Dlatego jak grom z jasnego nieba spadł na mnie artykuł.Rozumiem pański gniew.Oczywiście . .Dobrze . Brent wstał. ale był to tylko błąd. Pan na pewno zauwaŜył.czy to jest istotne dla sprawy? Chadwick mu przerwał.ryknął. Ŝe pragnę tylko wytłumaczyć tło wydarzeń. . Gaylord Brent zŜymał się w tylnych ławach sali. i to przez niechlujnego. Ale on nawet nie 158 -spróbował się ze mną rozmówić. Wydaje mi się. JeŜeli spokojny i prowadzący zgodne z prawem Ŝycie człowiek uderza nagle innego człowieka w twarz. prawda? . Ŝe niektórzy moi klienci. za solidną i godną zaufania. Gaylord Brent. to naleŜy się zastanowić nad motywami tego niezwykłego postępku. . naraŜając wiele osób na utratę udziałów.powiedział niepewnym głosem .zawołał. Byłem niestety jednym z handlowców.powiedział skromnie Chadwick. I Ŝe równieŜ straciłem duŜą sumę pieniędzy.powiedział sędzia.syknął. . którzy zostali przez spółkę nabrani.ale zastanawiam się.Wysoki Sądzie . nie wiedząc. A więc czy ów dziennikarz zadbał o to. . Trącił łokciem siedzącego obok policjanta. skłonni byli uwierzyć zniesławiającym mnie informacjom. Ŝeby się ze mną skontaktować przed napisaniem tego steku bzdur? Mógłbym mu przedstawić dokumenty i udowodnić ponad wszelką wątpliwość. która ma obowiązek wydania wyroku. Ŝe to powinno wpłynąć na decyzję osoby. Dziennikarze notowali jak szaleni. ZauwaŜyłem. panie sędzio. leniwego i niekompetentnego pismaka. Po przeczytaniu połoŜył go na stół i rzekł: .txt . która znalazła się w stanie likwidacji. .JeŜeli usłyszę jeszcze jakieś okrzyki. .Forsyth Opowiadania.

Ŝe to. . które mogłyby go przekonać.zacząłem się zastanawiać nad tą sytuacją. poczuł. myślał sobie. istnieją . Ŝe nie. panie sędzio .oŜywił się sędzia. Człowieka. Pan poszedł do jego domu. Brent był blady z wściekłości i dygotał na całym ciele.Jest to bardzo powaŜna sprawa. Ŝe w dzisiejszych czasach tylko nieliczni mogą sobie pozwolić na uciąŜliwą walkę z potęgą ogólnokrajowego pisma. panie sędzio .odparł spokojnie Chadwick.zapytał sędzia. Wiedział. . kiedy prasa obsmarowała go za wyrok. .Tak właśnie było.Być moŜe. poprosić o rozpatrzenie dowodów. Dziennikarze runęli do telefonów i taksówek. panie sędzio . . bo Strona 97 . ale gwałt nigdy nie jest stosowną odpowiedzią. Ŝe został pan pokrzywdzony oraz Ŝe owego dnia nie opuścił pan swojego domu 160 w Hampstead z zamiarem popełnienia przestępstwa. . którego nawet nie próbował poznać. . Ŝe miał rację. . przyjacielu. który wydał w innym sądzie. Głośno powiedział: . Bili Chadwick wypisał czek na odpowiednią sumę. .Nareszcie mamy motyw.ciągnął Chadwick . . Później okazało się.odpowiedział Chadwick okazując zdziwienie. Obrócił się i stanął twarzą w twarz z Gaylordem Brentem. aby wyjaśnić mu fakty i przedstawić dokumenty stwierdzające. Zostaje pan ukarany grzywną w wysokości stu funtów i obciąŜony sumą pięćdziesięciu funtów z tytułu kosztów sądowych.Ujdzie. Wiedział równie dobrze jak prokurator. Poszedłem więc do pana Brenta.W takim razie dlaczego nie było rozmowy? Chadwickowi opadły ramiona. 159 . jakim prawem źle poinformowany błazen.Tak. co napisał. ani później. nie ujdzie ci na sucho. JeŜeli ty.Właśnie Ŝe ujdzie . który cięŜko i uczciwie pracował przez całe Ŝycie.syknął. Chadwick usiadł. aby udowodnić słuszność swoich zarzutów.Co dalej? . .Oczywiście.txt . Ŝe został pan zniesławiony.Aha . Sędzia patrzył na niego zza stołu. . .PrzecieŜ nie chciałem go uderzyć.ale pan jako prawnik musi sobie zdawać sprawę. Zrobiłem rzecz niewybaczalną. Ŝeby zaapelować do jego sumienia? . Ŝe jestem małym człowiekiem nie mającym Ŝadnego znaczenia i Ŝe nie potrafię się przeciwstawić potęŜnemu Courierowi.Przyznaję.zauwaŜył sędzia.Istnieją inne moŜliwości dochodzenia swoich praw w przypadku zniesławienia . Ŝe jego podwładny nie miał racji i nie zrobił najmniejszego wysiłku. JednakŜe uderzył pan pana Brenta na progu jego domostwa. zbyt leniwy na to. Sąd akceptuje fakt. Uderzyłem Brenta w nos. ale Brent potraktował mnie z tą samą pogardą co redakcja jego pisma. Wydawca nie chciał mnie przyjąć ani wtedy.odrzekł Chadwick . nie moŜe być poddany krzyŜowemu ogniowi pytań. . Ŝe ktoś chwyta go za ramię. Kiedy Chadwick schodził po schodach budynku sądowego. a tymczasem ławy prasowe opustoszały. Na jedną sekundę straciłem panowanie nad sobą. co powiedziałeś o mnie w sądzie. moŜe się zasłaniać prawniczymi i finansowymi moŜliwościami powaŜnego pisma i z tej uprzywilejowanej pozycji rujnować małego człowieka.śeby go uderzyć w nos? . Pytałem siebie. udałem się do jego domu. Zdarzyło mi się to po raz pierwszy w Ŝyciu.zdziwił się sędzia. jest po prostu kłamstwem.Tak więc. Ŝe coś mnie poniosło. chciałem z nim porozmawiać. Ŝe to.Próbowałem do tego doprowadzić. . JednakŜe nie mógł nie wspomnieć w duchu wydarzenia sprzed lat. Powiedziawszy to. w którym prywatne osoby uwaŜałyby za właściwe uderzać w nos naszych czołowych dziennikarzy. Ŝe poniewaŜ nie złoŜył przysięgi i "mówi z ławy oskarŜonych.Forsyth Opowiadania. Ŝeby sprawdzić swoje wiadomości. . Próbowałem zobaczyć się z wydawcą. Nie moŜemy tolerować w naszym społeczeństwie stanu rzeczy.Ty cholerny bękarcie . PoniewaŜ nie dopuszczono mnie do niego w redakcji. straciłeś panowanie nad sobą. to samolot odrzutowy napędzany jest taśmą gumową.powiedział Chadwick.Dobrze wiesz.

Cały rejon Dordogne. Wyjąłem z samochodu mapę drogową. ale postanowiłem. Nie wolno mówić o drugim człowieku takich rzeczy.zdziwił się Chadwick. których mieszkańcy Ŝyli z płodów pól.powiedziałem ale dalej na pewno nie.stwierdziła moja lepsza połowa. Siła cięŜkości doprowadziła nas do skraju czegoś. co okazało się malutką wioską. zaciągnąłem ręczny hamulec i wysiadłem. Tam wóz się zatrzymał. w owych latach jeszcze nie odkryty. 162 cych drewnianych wozach zaprzęŜonych w woły. Między drzewami prześwitywała kościelna wieŜa i kawałek dachu stodoły. potem na wzgórze.txt mówiłem z ławy oskarŜonych. Ŝe właściwie nie naleŜy do Ŝadnej kategorii. Skorzystałem z czegoś.Forsyth Opowiadania.Ale ja przecieŜ wcale nie jestem taki. Ustawiłem przekładnię biegów na luz. obejrzałem ją i wskazałem miejsce połoŜone na północnym stoku doliny Dordogne. Stary tryumf mayflower wjechał z wysiłkiem na wzgórze i całkowicie ucichł.powiedziała. Wsiedliśmy na powrót do samochodu. Mayflower zaczął toczyć się w dół. . Nie widać było ani kominów fabrycznych. Wysiedliśmy. Ów rejon postanowiliśmy z Bernadette objechać tego lata naszym starym wozem. a zbiory zwoŜono na skrzypią* Zwrócono mi uwagę. Strona 98 . Ŝe to opowiadanie róŜni się od innych zawartych w niniejszym zbiorze tym. a ja. a ja byłem całkowitym ignorantem w sprawach technicznych. jakim mnie przedstawiłeś.Tam w dole jest wioska . Spojrzałem sceptycznie na nasz samochód. Tę historię opowiedział mi jeden z irlandzkich przyjaciół. . . nachylony nad kierownicą. PodąŜyłem oczami za jej wzrokiem.wczesne lata pięćdziesiąte . . Ŝe jesteśmy tutaj . Ten letni wieczór . później nabrał rozpędu. w kaŜdym razie pierwsze poza Anglią i Irlandią. . choć pięknym.Zawsze to lepiej niŜ tkwić tu całą noc . ale kiedy zbliŜałem się do stromego zakrętu.MoŜe uda nam się zjechać tam bez silnika . Ŝe jest prawdziwa i Ŝe przydarzyła mu się osobiście. .Dlaczego? . Przyłączyła się do mnie Bernadette i oboje patrzyliśmy na drugie zbocze wzgórza i na wiejską drogę prowadzącą ku dolinie. Ŝe zaczął ostatecznie nawalać. wcisnąłem do końca sprzęgło i zwolniłem ręczny hamulec. . próbując wydobyć resztki mocy z zamierającego silnika. Ŝeby nie zgasł właśnie w tym miejscu i nie pozostawił mnie zagubionego w dzikim. gdzie królowała prawdziwa francuska wieś i gdzie od wielu wieków mało co się zmieniło. Wyłączyłem zapłon. a siłą rozpędu dojechaliśmy do połowy wiejskiej drogi. francuskim krajobrazie.PrzecieŜ ty zrobiłeś dokładnie to samo. OBOWIĄZEK* Silnik samochodu krztusił się juŜ od trzech kilometrów. najpierw powoli. . Być moŜe jest to objaw idiosynkrazji. Najwyraźniej coś nawaliło pod maską wozu. Siedząca obok Bernadette obrzucała mnie niespokojnymi spojrzeniami. był terenem.napisałem opowiadanie w pierwszej osobie. śadne autostrady nie przecinały porosłych zielenią dolin. poczułem. F.oznajmiła. pompowałem pedał gazu. ani strzelających w niebo słupów wysokiego napięcia. przysięgając. Przy wąskich drogach stały wioski.F. co nazywa się przywilejem absolutnym.był niezwykle piękny.w odróŜnieniu od pozostałych . Ŝe mimo to pozostanie. Zapadał zmierzch. Bernadette wpatrywała się w wijącą się przed nami drogę.Zdaje mi się.Rzeczywiście. Z tego powodu . w kaŜdym razie przez tak zwane wytworne sfery. Były to nasze pierwsze zagraniczne wakacje. Modliłem się do wszystkich irlandzkich świętych. składającą się z dwóch tuzinów budynków. W panującej dokoła ciszy zjeŜdŜaliśmy ze wzgórza w kierunku odległej wieŜy.

podszedł do nas i uśmiechnął się. iŜ nasz samochód nie moŜe przez całą noc blokować drogi. Ŝe jest to ksiądz. Wskazałem na maskę samochodu. zrozumie moją sytuację. ale turystą. Obydwaj kiwaliśmy głowami i uśmiechaliśmy się. Ksiądz uśmiechnął się jak do uprzykrzonego dziecka. Bernadette usiadła pod drzewem o kilka kroków. Nogi tego faceta w butach na sznurkowych podeszwach wzbijały tumany kurzu. Samotna kura rozgrzebywała pył przy ceglanej ścianie stodoły.zapytał. . Przy samochodzie został ksiądz. wskazując najpierw na Bernadette potem na mnie. ale spełniło swoje zadanie.powiedział. Ksiądz zatrzymał się.odparłem w nadziei. Jak mu wytłumaczyć.Anglais? . Kiedy był juŜ bardzo blisko. 164 ..wytłumaczyć jego mieszkańcom moją sytuację. Ŝe słyszałem ją w kościele. Ah. 163 Wskazałem na nasz samochód. na której. On pierwszy przerwał milczenie.mimo całkowitej nieznajomości języka francuskiego . Czytelnik. widniały duŜe litery napisu: IRL. pater meus . ale na pewno zapamiętał trochę łaciny ze szkolnych czasów. . Jeden z historycznych kłopotów Irlandczyków polega na tym. z którym nie moŜna zamienić ani jednego słowa.Ah. stały przy drodze. Ale czy ja nie zapomniałem swojej? Usiłowałem wydobyć ją z zakamarków pamięci. Wskazałem tabliczkę.powiedziałem do księdza. Znowu potrząsnąłem przecząco głową. Ksiądz takŜe kiwał głową i takŜe się uśmiechał. Na okrągłej twarzy księdza ukazał się wyraz zrozumienia. ale poza tym. Za młodu próbowano wpoić we mnie łacinę. zawołałem po angielsku: . Szukałem w pamięci francuskich słów. Chłop skinął głową i oddalił się bez słowa. Znaczyło to w istocie "Mój rydwan jest złamany". Domyśliłem się. Ŝe nie jestem dumnym właścicielem domagającym się podziwu dla swojego wehikułu. jak stwierdziłem później mijając go. ująłem go za ramię i zaprowadziłem na tył wozu.. Ŝe myli się ich z Anglikami. Ŝe mnie zrozumie.potwierdziłem. Ŝeby go pozdrowić. est fractus currus teus.Currus meus fractus est . mieściła się wiejska kawiarnia. zorientowałem się. nie stykałem się z nią od lat.In v e r i t a t e. Powinienem był wcześniej o tym pomyśleć. . Ŝe tłumaczy swojemu parafianinowi. czarno na białym. filius meus? powtórzył. Holandais! . Ksiądz był niemłody. Szybkim krokiem ruszył w głąb ulicy i wszedł do budynku. a obok niego kłusował ksiądz. Zastanowił się przez chwilę. to na samochód. kiedy zza kościoła wyłoniła się samotna postać i ruszyła w naszym kierunku.podeszła bliŜej. Szedł ku nam szybkim krokiem. Po kilku minutach ksiądz wyszedł w towarzystwie wielkiego męŜczyzny ubranego w niebieskie płócienne spodnie i koszulę typową dla francuskiego chłopa. ZbliŜyli się do nas i ksiądz zaczął szybko mówić coś po francusku. Twarz księdza rozjaśniła się. Kiwałem głową i uśmiechałem się. . a w tekście liturgicznym niewiele jest wyrazów odpowiednich do wytłumaczenia komuś problemów zepsutego tryumf a. Dwie porzucone fury. ale ich właściciele znajdowali się widać gdzie indziej.Irlandais . z dyszlami wbitymi w kurz. Bernadette i ja. któremu zepsuł się wóz? Łacina! pomyślałem. wskazując to na drogę.Ojcze! To wystarczyło. . Na próŜno. Ŝebyśmy na niego zaczekali. w którym. po czym zrobił znak.Forsyth Opowiadania. któremu zdarzyło się spędzić jakiś czas na oczekiwaniu nieznanego wydarzenia w towarzystwie człowieka.txt Uliczka wydawała się całkowicie pusta. Strona 99 . W owych czasach księŜa ubierali się jeszcze w długie sutanny z szerokim pasem i kapelusze o wielkim rondzie. stanowiąca widocznie ośrodek miejscowego Ŝycia. Pokręciłem przecząco głową. JuŜ zdecydowałem się zapukać do jednego z zamkniętych domów i spróbować .

Partie d'Angleterre? . bawialnia. Wszystko spalone słońcem i wyblakłe. Okrągła twarz z rumianymi policzkami. dając mu do zrozumienia. ośrodka Ŝycia rodzinnego. Ubrany na niebiesko wieśniak przyczepił grubym powrozem mój wóz do haka traktora. Nic z tego nie rozumiałem. iŜ Irlandia nie jest częścią Anglii. Westchnąłem. Pojął. Ksiądz dzielnie maszerował obok nas. staroświeckie i mało wydajne. Skinęła głową. Ŝe chce mi się spać. Kobieta zaprosiła nas do wnętrza domu. W zapadającym zmierzchu dostrzegłem nad budynkiem. ja z walizką w ręku. w niej stół i dwa zniszczone fotele przy kominku. ja rozejrzałem się po fermie. o co chodzi. Ale posuwał się naprzód i zatrzymał się tuŜ przed naszym samochodem. Silnik traktora robił straszliwy hałas. Była tam. Podczas gdy rozmawiał z kobietą. Ŝeby wytłumaczyć dobremu ojcu. Postawiłem walizkę na podłodze. hall czy jak to nazwać. jak wali w drzewo. Zrobiliśmy to oboje. 165 Nasz milczący kierowca pojechał na drugi koniec wioski najpierw przez mostek na strumieniu. wyjechał chłop na starym. Typowa tradycyjna mała ferma. wszedł na tylny stopień traktora i trzymał się go mocno rękami. ale ksiądz skinął głową na znak zgody. a opodal wznosiła się góra kompostu. Traktor ruszył i wyjechał z podwórza na drogę. Nie było to ani miejsce. potem pokonał jeszcze jedno wzgórze i skręcił w podwórze fermy. jakich jest tam kilkaset tysięcy.Nic mi to nie mówiło. w niemałej mierze za przyczyną poświęceń ojca i wuja Bernadette. przyłoŜyłem dłoń do policzka i pochyliłem głowę. W pewnym momencie wieśniak uniósł rękę i powiedział: . spomiędzy dwóch wąskich. Sympatyczny ksiądz pomachał nam na poŜegnanie i tyleśmy go widzieli. Staliśmy obok siebie na tylnym stopniu traktora jak głupi. . salon. Ŝe nieobecny w tej chwili mechanik zajmie się naprawą naszego wozu. Ŝe będzie otwarty nazajutrz o siódmej rano. siwe włosy zebrane Strona 100 . Potem obrócił się do mnie i wskazał na migi. Izba o kamiennej podłodze. pokazał nam otwarte drzwi domu i odjechał. Są one kręgosłupem francuskiej gospodarki rolnej. ale my zaprowadzeni zostaliśmy do kuchni.Irlandais? .Irlande? Kiwałem głową coraz energiczniej i coraz szerzej uśmiechałem się. słychać było. Kierowca traktora powiedział coś do niej i wskazał na nas. W tym świecie zaprzęŜonych w woły i konie wozów był to zapewne jedyny pojazd mechaniczny. ani czas. Ksiądz wskazał na zegarek i na garaŜ. Do naszych uszu dochodził rytmiczny odgłos uderzeń siekiery. Ktoś widać robił zapas paliwa na zimę. . gdzie produkowano wszystkiego po trosze. ceglanych stodół.szepnęła Bernadette. na której buszowało stadko brunatnych kur. Ręczna pompa przy kamiennym zlewie świadczyła. Nasza gospodyni okazała się kobietą pełną uroku.Preece. Mimo zapadającego zmroku zauwaŜyłem. Chłop zbliŜył się do drzwi i zastukał. Światło dawała lampa naftowa. być moŜe. zanim zamilkł. Nastąpiła ponownie szybka wymiana zdań między księdzem i chłopem. Aby przyciągnąć uwagę księdza.spytał.A co my będziemy robili do tego czasu? . Stodoła była zamknięta. rozklekotanym traktorze. Ŝebyśmy wsiedli do samochodu. W tym momencie z małej uliczki. Zatrzymał się pod domem i kazał nam zeskoczyć na ziemię.Forsyth Opowiadania. Ŝe była podobna do wielu innych. Po chwili otworzyły się drzwi i w świetle parafinowej lampy ukazała się niemłoda kobieta niskiego wzrostu. dość zniszczoną tablicę. Małe gospodarstwo rolne. Zadowolony chłop powrócił do traktora. drewniane koryto leŜało obok ręcznej pompy. a ksiądz dał nam do zrozumienia.Kiwnąłem głową i uśmiechnąłem się . Ŝe wodę pobierano ze studni. Widniał na niej napis Garage. które zdawało się pokryte mieszaniną kurzu i krowiego łajna. Istnieją zmagania. Domyśliliśmy się. Pokazał nam.txt . który wyglądał na jeszcze jedną stodołę. Ŝebym wyjął z samochodu walizkę. a potem trzask rozszczepiających się polan. a głos jego silnika brzmiał niewiele lepiej niŜ silnika mojego tryumfa. Była tam obora dla krów i stajnia dla koni i wołów. Zostaliśmy podholowani za zakręt i w głąb podwórza. których niepodobna wygrać.

z którego wystawała metalowa chochla. Plusk tej wody dochodził mnie przez chwilę z okna na pierwszym piętrze. Nad nim ukazywało się od czasu do czasu ostrze siekiery. Pani Preece przyglądała się nam. Ŝe zjedliśmy aŜ po trzy porcje. parującej zupy jarzynowej. Okno wychodziło na tylne. Ŝe jest zadowolona. gdzie obok drewnianej szopy stał wśród chwastów wóz. po czym rozlegał się trzask rozłupywanego polana. które na próŜno usiłowała wymówić. Ŝe jej teŜ naleję. Kątem oka widziałem. Z garnka wydobywał się kuszący zapach i wzbudzał we mnie szalony apetyt. Ŝe mogą być. Pani Preece zaprosiła nas gestem do zajęcia zniszczonych foteli i zaczęła się krzątać przy kuchennej sczerniałej Ŝeliwnej tafli w drugim końcu izby. Ŝe będzie mogła obejrzeć nasz pokój i umyć się.powiedziała Bernadette. W dziesięć minut później Bernadette wróciła z góry. Umyła się w porcelanowej miednicy zimną wodą z kamiennego dzbana. typowo celtycką karnację. które bez ceremonii odrywa Strona 101 . Zrozumieliśmy. 167 Wyglądał na mniej więcej sześćdziesiąt lat. Ja obawiałem się jednak. Powitała nas wesołym. My jedliśmy dalej.powtarzała. Przedstawiła się nam jako madame Preece. Była poŜywna i stanowiła główne danie.co niebawem okazało się słuszne człowieka o wielkiej sile połączonej z ograniczoną inteligencją. potem ktoś wylał ją na podwórko. . Ŝe znaleźliśmy miejsce. Mówiła coś do siebie niemal bez przerwy. odświeŜona. . Robił wraŜenie . Widocznie takie tu były zwyczaje. Farmer był tak wielki.Forsyth Opowiadania. a my wymieniliśmy nasze nazwiska. która zrozumiała. Ŝe moŜna by je umyć. a Ŝona podała mu natychmiast pełną po brzegi miskę zupy. Siwe włosy miał krótko ostrzyŜone. białą. ale nie przywitał się. Ŝe rozmowa z nią będzie musiała się ograniczyć do uśmiechów i kiwania głową. jak wieśniak wcina pełnymi łyŜkami i zagryza wielkimi kęsami chleba. servez vous . łyŜki i długie.txt w kok na karku. Poruszał się powoli. Uniosłem brwi. i poprosiła. wnioskowała z tonu jej głosu.Servez vous. Po chwili zaprosiła nas do stołu i połoŜyła przed nami porcelanowe miski. . Miała delikatną. Patrzył na nas. Nagle odgłosy rąbanego drzewa ustały i w kilka sekund później otworzyły się kuchenne drzwi. jakie trapiły nas jeszcze godzinę temu na wzgórzu. Ŝebyśmy się obsłuŜyli. Wstałem. spracowane ręce i długa szara suknia z białym fartuchem.Ŝe nie ma tam pcheł. Nie wykazał jednak najmniejszego zainteresowania dwiema obcymi osobami przy swoim stole. Podszedłem do okna. ale nie wpadło mu nawet do głowy. Kobiety udały się wraz z walizką na górę. oczy niebieskie. znikało. Od szopy ciągnęło się krótkie ogrodzenie wysokości około dwóch metrów. Ręce miał wybrudzone ziemią i prawdopodobnie innymi substancjami. Mimo Ŝe nie rozumiała słów Bernadette. smakowite bagietki. Usiadłem więc i zabrałem się z powrotem do jedzenia. uszy maleńkie jak guziczki. podczas gdy madame wyjaśniała mu powód naszej obecności. Madame Preece usiadła na swoim krześle. Usiadł bez słowa na swoim miejscu. przez które wpływało do kuchni ciepło wieczoru. Wreszcie postawiła na środku stołu duŜy garnek. toteŜ napełnialiśmy miski po brzegi i wsuwaliśmy ochoczo jej zupę. Nalałem Bernadette gęstej. znów rzuciła ciepły uśmiech w naszą stronę i skinęła swoją ptasią główką. szczebiotliwym śmiechem.To sympatyczny mały pokoik . ale byliśmy szczęśliwi. Pani Preece skinęła na Bernadette. uśmiechała się i kiwała głową. wbrew ponurym przewidywaniom. gdzie moŜna przenocować.dodała Bernadette z wesołym uśmiechem . monsieur. Moja Ŝona była bardzo uczulona na ukąszenia pcheł i komarów. robiły jej się od tego na całym ciele wielkie bąble. a tak nam smakowała. co niestety nie dotyczyło mnie. ale odmówiła. Ŝeby go powitać.Mam nadzieję . 166 porośnięte chwastami podwórko. w której pływało mnóstwo ziemniaków. Ŝe głową sięgał niemal sufitu. Gospodarz przybył na kolację. Zaproponowałem pani Preece.

jakie wraŜenie zrobią jego słowa na słuchaczach.JeŜeli okaŜe się. . Potem uznałem. Ŝeby zadawać sobie trud prowadzenia tak wyczerpującej rozmowy.Czterdzieści cztery. Nawet na nas nie spojrzał. Trwało całą minutę. opowiadając tę historię. Bardzo powoli. zanim skinął potakująco głową. ale podnieśliśmy głowy i spojrzeliśmy po sobie ogromnie zdziwieni.zapytała mnie Bernadette pomiędzy dwoma łykami zupy. Ciągle wcinał zupę i chleb.zapytałem znowu.txt od bochenka. Ale w rzeczywistości rozmowa trwała wieki.Walii .powiedziałem. ale tak wymawiali je Francuzi. . Przed czterdziestu laty. jaka wywiązała się między nami w ciągu następnych dwóch godzin. słowo za słowem. bo mapa została w samochodzie.Chyba Bergerac . jak to się stało. . Evan Price. ułoŜyła się nam jego historia i oczarowała i mnie.Forsyth Opowiadania. Po prostu miał spóźniony zapłon.Jakieś sześćdziesiąt kilometrów. tak! Mój mąŜ to wielki talent lingwistyczny. Ale myliłem się. Ŝe tu.zwróciłem się do farmera. Słyszał całkiem dobrze. zanim je wypowie. . Do Bergerac. w samym sercu francuskiej prowincji. Nazwisko jego nie brzmiało Preece. Po dobrych dwudziestu sekundach powiedział całkiem wyraźnie po angielsku: 168 . Uśmiechnęła się wesoło. Bernadette i ja odłoŜyliśmy łyŜki. Chodziło nam raczej o przerwanie milczenia niŜ o wymianę zdań.Jak nazywa się najbliŜsze miasteczko? .Przepraszam pana? . Ŝe to coś powaŜniejszego. nie przyśpieszał nieco dialogu.powiedziałem. poniewaŜ pomiędzy moimi pytaniami a jego odpowiedziami zalegały nie kończące się. nim się odezwał. Wzdrygnąłem się na myśl o wyrwie. Ŝe ona rzuca mu od czasu do czasu tkliwe i jakby pobłaŜliwe spojrzenia. ale ciekaw byłem. . znalazł się Walijczyk. MoŜe nie było powodu.Mam nadzieję. Z początku myślałem.Pan zna angielski? . co trwało czasem kilka sekund. Nie mieliśmy sobie nic więcej do powiedzenia. zastanawiał się nad jego znaczeniem. Ŝe gdy usłyszał pytanie. Nie zareagował. . obmyślał odpowiedź. Rzuciłem okiem na madame Preece. Po długotrwałej ciszy otrzymałem krótką odpowiedź: . .Czy pan się urodził w Anglii? . Oboje byliśmy nachyleni nad stołem. Ŝe farmer źle słyszy. Czterdzieści cztery. Ŝe jest bardzo ostroŜny i chytry i Ŝe myśli o tym. podobnie jak szachista zastanawia się nad kaŜdym ruchem. Pomiędzy męŜem a Ŝoną nie toczyła się Ŝadna rozmowa. więc znowu zapadło milczenie. jaką mogłoby to zrobić w naszym budŜecie.Czterdzieści cztery. Kilometrów. a czasem całą minutę. Upłynęło trochę czasu.powiedział i wepchnął do ust kawał chleba. Strona 102 . tylko Price. czytelnik umarłby z nudów. Bernadette wskazała dyskretnym ruchem głowy na farmera. Próbowałem sobie przypomnieć jego nazwę. Ŝe gdybym. w czasie pierwszej wojny światowej.Daleko to? . i wiele łyŜek zupy i kawałków chleba zniknęło w jego ustach. Muszę wyjaśnić. i to po angielsku: . Ale w tym takŜe się myliłem. Pochodził z Rhondda Valley w Południowej Walii. będę musiał pojechać do najbliŜszego miasteczka po części zapasowe albo wezwać pogotowie drogowe. i Bernadette. Uśmiechnęła się z zadowoleniem i jadła dalej. . długie przerwy. Za to ja spojrzałem przez stół na madame Preece. Jego procesy myślowe były tak powolne. Bernadette i ja próbowaliśmy rozmawiać ze sobą. był zwykłym szeregowcem w walijskim pułku. na które nie zwracał najmniejszej uwagi. i dopiero później wypowiadał ją. jakby chciała powiedzieć: O. a potem nagle odezwał się głos znikąd. był mało rozgarnięty. Ŝe samochód zostanie z rana naprawiony powiedziałem. ale zauwaŜyłem.

Po śmierci rodziców jego Ŝona. Przypuszczam. kiedy cudzoziemcy.Co pan tam robił? . Ŝołd i nie kończące się. Price nie okazał najmniejszego zainteresowania jej reakcją.W Dublinie. do 1917. naleŜącą do. . przebywał w obozie ćwiczebnym i w składach wojskowych w Walii. Price chrząknął i skinął głową.Ach tak! My właśnie pochodzimy z Dublina.1915. ciemnooka. co z głodu. Prawdopodobnie powinienem był dać spokój dalszym indagacjom. przeniesiono go więc do francuskiego szpitala.Co za piękna historia. Usiłowałem wyobrazić sobie. która poprzedziła koniec wojny. Czy podobał się panu Dublin? . Dotknęła ramienia Price'a. . która wkrótce zakochała się w pacjencie.odpowiedział po nieskończenie długiej chwili. Spojrzeliśmy na siebie z Bernadette. . Powinienem się był tego domyślić. bezduszne czyszczenie munduru.W wojsku . Była na pewno szczupła. jako jedynaczka. Lubimy. Tam opiekowała się nim młoda pielęgniarka. Miał trudne i ponure Ŝycie. nawet jak na owe czasy. ale to bardzo powoli. guzików. Przez dwanaście miesięcy. Madame Preece przysłuchiwała się tej przydługiej rozmowie. odziedziczyła fermę. doceniają jego uroki. a nawet Ŝołnierze angielscy. .Przykro mi.rodziców panny młodej. Ciasne pomieszczenia w baraku. wielkim dzieciaku. braku odzieŜy i mieszkania. . kiedy inni pojechali juŜ do Flandrii.. słuŜba wartownicza w mroźne noce i obchody Strona 103 . Gdy wojska brytyjskie opuściły kontynent. Został cięŜko ranny i od tygodni leŜał w szpitalu brytyjskiej armii. Price nie wstąpił do wojska w 1917 roku. Pobrali się i pojechali na małą fermę 169 w departamencie Dordogne.zainteresowała się Bernadette. . a Ŝona nalewała mu trzecią porcję zupy. NaleŜała do fanatycznie republikańskiej rodziny.Kiedy to było? .Gdzie pan stacjonował? . Dublińczycy są raczej dumni ze swojego miasta. W 1914 roku wstąpił do wojska nie tyle z patriotyzmu. leŜącym w szpitalu we Flandrii. Bernadette takŜe wzruszyło opowiadanie o młodej francuskiej pielęgniarce. chwytając od czasu do czasu znajome słowo i uśmiechając się słodko. . kiedy ogłoszono zawieszenie broni. Stosunek Bernadette do farmera ochłódł nieco.zapytała go Bernadette. Zamilkł. Ŝeby móc się z nimi ewakuować. . niski. zakochanej w bezradnym.Czy był pan kiedyś w Irlandii? . ruchliwa jak wróbel. Ale moja przeszłość dziennikarska zmusiła mnie do stawiania dalszych pytań.Długo pan tam przebywał? .txt Wziął udział w drugiej wielkiej bitwie nad Marną.powiedziała. był zbyt chory. .. panie Price . Przebieg kariery byłego szeregowca Price'a został opisany przez niego 170 bardzo. . ucieszeni tą miłą niespodzianką. Pod koniec 1915 roku przeniesiono go do oddziałów garnizonowych w Irlandii i zakwaterowano w zimnych barakach przy Islandbridge na południowym brzegu rzeki Liffey w Dublinie.powiedziałem. prostodusznym.Pracował pan tam? .Nie. w której znajdowaliśmy się w tej chwili. Przedtem był w garnizonie armii brytyjskiej w Irlandii. Urodził się w 1897 roku w Rhondda Valley jako syn bardzo ubogich rodziców. jak wyglądała w 1918 roku. . Ŝe to nuda ówczesnego Ŝycia zohydziła mu Dublin.Forsyth Opowiadania. Mijały sekundy.Dwa lata.Jesteśmy z Irlandii . Do końca słuŜby pozostał szeregowcem. Zrobił to wcześniej. . ciągłe słanie łóŜka. Price nigdy juŜ nie powrócił do Walii. a do Flandrii wysłano go dopiero w 1917. butów. Ŝywa i sprawna.Nie.

Idę do łóŜka . kiedy kaŜe mu się wziąć udział w egzekucji.nalegałem. Nasz pokój tonął w ciemności. czyszczenie karabinu i sute śniadanie. Musiał się cieszyć. Czy potrzebowano do tego Ŝołnierzy? Zgodnie z regulaminem wojskowym sądy polowe skazywały równieŜ Ŝołnierzy na śmierć. Kim był człowiek. brać go na muszkę. Orientowałem się. Naprawdę próbował. uprzejmy uśmiech w stronę madame. niewiele tego było za Ŝołnierski grosz. Czy wieszano ich. do którego pan strzelał? Ale to było dla niego za trudne. Ŝe pewnie kłamie. Bernadette leŜała bez ruchu. Ŝe nigdy nie zaznałem i nie zaznam takich przeŜyć. patrzeć na spętaną postać.odpowiedział. ale nie mógł sobie nic przypomnieć. Rzuciła sztuczny. .Proszę sobie przypomnieć.Czy był pan członkiem plutonu egzekucyjnego? 171 Jak zwykle namyślał się przez dłuŜszy czas. O owej pogodnej wiośnie w 1916 roku.. .odpowiedział. mierzyć z karabinu do ludzkiej istoty. W Mountjoy wieszano pospolitych morderców. Naprawdę powinienem był dać spokój temu człowiekowi. Zastanawiałem się. Wiedziałem teŜ. Nie było w nich obłudy. słyszeć huk. Price próbował wydobyć z pamięci to zdarzenie. Proszę próbować. Chyba na wiosnę. Poszedłem na górę po dwudziestu minutach.txt placówek w strumieniach wiecznie padającego deszczu. Podniósł na mnie oczy.Bardzo dawno . . Wpatrywał się w płomienie. których sprowadzono do rozStrona 104 .Niech pan sobie przypomni. i jej dziwny mąŜ nie zmienili wyrazu twarzy.Czy pamięta pan. Ŝe w owych czasach odbywały się w Irlandii liczne egzekucje. Nie palił..To tak dawno . Robił wraŜenie zadowolonego.. . Pan Price podniósł na mnie swoje przezroczyste niebieskie oczy i pokręcił głową. Powiało chłodem. . Rozebrałem się przy wpadającym przez okno świetle księŜyca i połoŜyłem do łóŜka. Ŝe nie śpi. Ale czy ten powolny. Ale robili to przecieŜ kaci. Bernadette odłoŜyła łyŜkę i zesztywniała.Tylko raz . czuć odrzut karabinu na ramieniu. On po prostu zapomniał. Pozostawiłem pana Price'a w fotelu przy kominku. A rozrywki?. znudzony do niemoŜliwości. Naprawdę próbował. ale to była prawda.W 1916.A co takiego? .Forsyth Opowiadania. nie przestając zajadać zupy. -. . O tym samym co ja. Bernadette wstała. . Dzięki Bogu. nie czytał. nacelować broń na białą łatę naszytą w miejscu.powiedział. gdzie znajduje się serce Ŝywego człowieka.. Kontakty z katolicką ludnością prawie Ŝadne. która nie rozumiała ani słowa. kiedy to było? . potem skinął głową. Wychyliłem się naprzód i dotknąłem jego ramienia. zamknięty w sobie człowiek potrafił się w ogóle z czegokolwiek cieszyć albo smucić? . Myśleliśmy o setkach Ŝołnierzy. o czym myśli.Czy przydarzyło się tam panu coś ciekawego? . na rozkaz nacisnąć spust. przywiązanej do słupka odległego o dwadzieścia metrów. oddana niepopularnej jeszcze podówczas idei Irlandii niezaleŜnej od Anglii. W końcu powiedział: . głównie za morderstwa czy gwałty. ale wiedziałem. . uderzyła na budynek poczty i wiele innych publicznych gmachów.zapytałem go. czy teŜ rozstrzeliwano? Tego nie wiedziałem. na spazm podrygującego ciała.. kiedy po dwóch latach został przeniesiony. Piwo w kantynie i tyle. kiedy w wielkanocną niedzielę grupa ludzi.zapytałem. Bernadette siedziała bez ruchu. co czuje człowiek. kiedy to było . ale nie chciało mi się paprać z naftową lampą. Wyczuwało się jego wysiłek.Egzekucja .przyjdź niedługo. Tylko madame.odparł.. Po prostu zastanawiał się nad uczciwą odpowiedzią. na kredowobiałą twarz.powiedziała do mnie . Wreszcie potrząsnął głową. Pomyślałem. A potem powrót do baraku.

madame Price przywołała mnie ruchem ręki przed dom. Ogoliłem się jak mogłem. Starszy. Strona 105 .txt pędzenia powstańców ogniem karabinowym i artyleryjskim. Madame Price postawiła przed nami kubki pełne gorącej kawy z mlekiem i chleb z masłem.Forsyth Opowiadania. Ledwo skończyłem pić kawę. wywieszonej na szczycie budynku. Nie było wśród nich szeregowca Price'a. ale fakty są takie: kiedy skutych łańcuchami powstańców prowadzono do dublińskich doków. oficjalny mit. bo słońce zaraz po wschodzie świeciło prosto w nasze okno. W tych wielkich wydarzeniach nie było dla durnego szeregowca roli do odegrania. przeklinali ich i obrzucali odpadkami za to. który. morderców i dezerterów w armii brytyjskiej. Obudziliśmy się wcześnie. ale rozumiałem tylko jedno słowo. Myśleliśmy o dymie i huku. Potem wręczył mi klucze i Ŝyczył dobrej drogi. był właścicielem garaŜu. rabusiów. którą ściągnięto i zastąpiono brytyjską. Tak wtedy było. w wyborach 1918 roku partia niepodległościowa zdobyła zaufanie całego niemal kraju. Działo się to między 3 a 12 maja w więzieniu Kilmainham. po czym dmuchnął. w której ginęło tylu ludzi. jakby usuwał z rurki brud. gdyŜ wspomniałby na pewno o tym wydarzeniu. kiedy się urodziła. Postanowiłem przestać myśleć i zasnąłem. Kara śmierci obejmowała róŜne przestępstwa. O Ŝołnierzach. oczywiście. Farmera ani śladu. Ŝe tyle nieszczęść sprowadzili na głowy mieszkańców miasta. co w tamtych czasach. i wysoko uniósł głowę. Wiosna 1916 roku przyniosła wielkie wydarzenia małemu narodowi. patrząc prosto w lufy karabinów. który nudził się w baraku. Wiosna to długi okres. Przysiągłem sobie. o Irland172 czykach i Anglikach. a wśród nich większość katolickiej biedoty. pokonanych i bezsilnych. Poza tym toczyła się wojna. których w końcu wyprowadzono z poczty. Bernadette poruszyła się. kiedy podkute buty Ŝołnierzy z plutonów egzekucyjnych waliły w bruk w drodze z koszar do więzienia. Tego dzisiaj. Na pewno. Na upstrzonym krowim łajnem frontowym podwórku stał mój tryumf i człowiek. zanim de Gaulle wynalazł nowe franki. Clarke. skąd wywoŜeni byli za morze do liverpoolskich więzień. ZaŜądał tysiąca franków. carburateur. Zjedliśmy wszystko z apetytem. o ruinach i zgliszczach. Rozliczyłem się z madame Price. Ubraliśmy się we wczorajszą odzieŜ i zeszliśmy na dół. W ciągu roku nastąpiła całkowita zmiana nastrojów. mógłby obudzić nieboszczyka.. uwielbiany brat jej ojca. dając jej drugi tysiąc franków (wtedy podróŜowało się naprawdę tanio!) i przywołałem Bernadette. Znałem je. jaki robiło ptactwo domowe. Po dwóch latach partyzantki uzyskano niepodległość. czekających cierpliwie na przyprowadzenie więźniów pod stojący pod murem słupek. I na pewno myślała o swoim wuju. Myślałem. Te myśli o chłodnych majowych porankach tuŜ przed świtem. Była zatopiona w myślach. Przyda się wyschniętej ziemi. zirytowany własną głupotą. który nie odzywał się* po angielsku do straŜników więziennych. jak się okazało. nie uczy się w szkołach. Powtórzył je kilka razy. Chrząknąłem. Ŝe zapiszę się na kurs podstaw mechaniki. o zabitych i umierających. Miednicę opróŜniliśmy przez okno na 173 podwórko. a hałas. o co mu chodzi. To wszystko nonsens. dublińczycy. zielono-pomarańczowo-białej fladze. Zrozumiałem. I na tym by się moŜe skończyło. Price powiedział "na wiosnę". odpowiadało mniej więcej jednemu funtowi. O dziwnej trójkolorowej. MacDonough i Padraig Pearse. PrzecieŜ rozstrzeliwano z wyroku sądu polowego takŜe gwałcicieli. gdyby nie głupia i szaleńcza decyzja władz brytyjskich: stracenia szesnastu przywódców powstania. Mechanik tłumaczył mi coś z szaloną swadą. bo to nie jest przydatny.. I o innych. ale nie było go widać. właśnie Pearse. Umyliśmy się. gdy słońce ukazało się na horyzoncie. uŜywając wody z dzbanka. wreszcie o powstańcach. który przed sądem polowym mówił wyłącznie po irlandzku. O'Connel. Ŝe pan Price pomoŜe mi porozumieć się z tym człowiekiem. który nie Ŝył juŜ.

Tak bardzo chciał nam zrobić przyjemność. W ten rześki kwietniowy poranek. A dziesięć sekund temu. które dokonało czegoś nadzwyczajnego i wie. Gdy trzeba im było zakomunikować coś przykrego. za szopę. Madame pomachała nam ręką po raz ostatni i zniknęła w głębi domu. Ŝe macha nią człowiek. gdyŜ w pierwszej chwili pomyślałem. Bernadette poruszyła się wreszcie i powiedziała: .kim był człowiek. by następnie realizować go konsekwentnie. Po chwili rozległ się znowu odgłos ciosów siekiery. Przeraziłem się. Gdyby chciał.krzyknął. Wierz mi. Wcisnąłem sprzęgło i ruszyliśmy ku miasteczku Bergerac. Ale natychmiast zobaczyłem.Przypomniałem sobie . Ŝe jest to jeden z najgorszych momentów w Ŝyciu lekarza. .gdy osiągnął wiek średni . i kiedy czarne. Spojrzałem na podwórze: za płotem podnosiła się i opadała siekiera. . wykazując pełne zainteresowanie i troskę. przyszła mu wreszcie do głowy. Bernadette patrzyła nie widzącymi oczyma przez szybę samochodu.Nie. . To był poeta. cierpiał bardziej niŜ oni. obrócił i poszedł do swoich polan drewna. który biegł ku nam przez podwórko. Ŝe zamierza nas zaatakować. którego wtedy zastrzeliłem. kiedy zatrzymał mnie głośny okrzyk.Przypomniałem sobie! Nic nie rozumiałem. który spełnił cudzy rozkaz i swoją powinność. Wyprostował się. gdy stał na górnym stopniu schodków prowadzących do domu przy Devonshire Street. a my nie okazywaliśmy Ŝadnej wdzięczności! Wziął sobie do serca moje pytanie i całą noc wysilał nieszczęsny mózg.powtórzył . Cofnąłem samochód i przejechałem przez bramę. Strona 106 .Potwór. Ŝeby wydobyć zeń informację.To nie potwór tylko człowiek. który jednym strzałem rozniecił wojnę. Ŝe jego twarz jaśniała zadowoleniem. w samym sercu lekarskiej dzielnicy Londynu. Szczycił się tym. . która dla niego nie 174 miała Ŝadnego znaczenia. DOKŁADNY CZŁOWIEK Timothy Hanson był człowiekiem. który podchodził do Ŝyciowych problemów spokojnie i rozwaŜnie. Zobaczyłem pana Price'a. Ŝe metoda zimnej analizy. zastanawiał się nad swoim losem. połyskujące drzwi zamknęły się za nim obojętnie. niezdolni do Ŝadnej reakcji. kochanie . machając wielką siekierą jak patykiem. Zatrzymał nas w ostatniej chwili. a my patrzymy na niego obojętnie i nawet mu nie dziękujemy. przyjaciel zajmujący się jego zdrowiem od lat. mógłby porąbać nasz samochód na kawałki. . nawet wobec obcych pacjentów zachowywał się wzorowo. Twarz mu się wydłuŜyła. Hanson dał do zrozumienia. Struchleliśmy oboje. Wiedziałem. kwatermistrz podaje karabin i jeden ostry nabój. . Wyobraźnia podsuwała mi obraz wielkiego niezdarnego chłopca z Rhondda Valley. po szalonym wysiłku. Silnik zapalił z miejsca. Krzyki i to machanie siekierą miały zwrócić naszą uwagę i zatrzymać nas.Przypomniałem sobie! . któremu przed laty.Forsyth Opowiadania. Ŝe tym ucieszy rodziców. Promieniał jak dziecko. Była blada jak ściana i zaciskała usta. Wobec przyjaciół był szczególnie taktowny i delikatny. ja i Bernadette. Patrzyliśmy w milczeniu. Lekarz osobisty. Nazywał się Pearse.Co pan sobie przypomniał? . w całej mojej karierze tylko trzy razy zmuszony byłem powiedzieć pacjentowi coś takiego . w koszarach Islandbridge.txt Załadowaliśmy walizkę i wsiedliśmy do wozu. po zastosowaniu której wybierał najkorzystniejszy wariant. przyniosła mu . " WjeŜdŜałem właśnie na drogę. Ŝe wierzy przyjacielowi. CięŜko dysząc podbiegł do okna samochodu i wsunął swoją wielką głowę do środka.powiedziałem. Ramiona mu opadły.Timothy. Ta wojna poprowadziła naród na drogę do niepodległości.spory majątek i godną pozazdroszczenia pozycję społeczną.oświadczył trzymając rękę na teczce z kliszami rentgena i wynikami badań laboratoryjnych.

Sześć miesięcy to całe wieki.powiedział Hanson.Forsyth Opowiadania. . Richards. miała błyszczące oczy i lekko zarumienione od chłodu policzki. w pierwszej chwili zaskoczona. drugie po drugiej stronie rzeki. Richards wsunął się za kierownicę.Ale znam cię przecieŜ. Ŝeby cię okłamać . Ŝe to brzmi banalnie. Wcale. Był teŜ jedynym właścicielem firmy i w ogóle nie miał wspólników ani akcjonariuszy.zapytał. który to widział. poza tym był właścicielem budynku. rozmyślał. . Minął juŜ dawno wytworną dzielnicę Marylebone. na Westminster Bridge Road. Było zimne i czyste. Rolls skręcił na południe w Great Portland Street i ruszył w kierunku rzeki. zdjął kapelusz i połoŜył obok siebie. Uprzytomniał sobie. szofer. udawał. PrzejeŜdŜali teraz przez dzielnicę będącą jak gdyby przejściem między centrum miasta z jego bogactwem Strona 107 . Dziewczyna. Limuzyna skręciła w lewo. o co mi chodzi. złoŜył go starannie. bogactwo sklepów Oxford Street i obydwie siedziby władzy. zamoŜnych adwokatów i gabinety przyjęć prywatnych lekarzy. a następnie na most. Ale jeŜeli jest to cała reszta Ŝycia.. jedno po jednej. Oczywiście! Jak będzie z nim juŜ bardzo niedobrze..txt . które poŜerają jego wnętrzności. Ŝe nic nie zauwaŜył. bardzo silne. Richards otworzył drzwiczki wozu. ale dowód. ale rozumiesz. ale to wcale nie. Ŝe ostatnie tygodnie będzie musiał spędzić w szpitalu. Spojrzał z górnego stopnia schodków na rząd wytwornych domów. ale stał przy rolls-roysie z aprobatą na twarzy. Hanson patrzył poprzez Tamizę na zbliŜający się coraz bardziej gmach County Hall. Silne i zdrowe. wiem. Prowadził w City dom handlowy zajmujący się rzadkimi i cennymi monetami.Czysta robota zamoŜnym. W ciepłym wnętrzu samochodu zrelaksował się. panie Hanson? . to wcale nie wydaje się duŜo. sir? . Ŝe pomimo koszmarnych podatków. Teraz stał za progiem. Nie zamierzał jednak rozmawiać z szoferem na temat złośliwych tkanek.. Młoda kobieta w pantoflach na wysokich obcasach minęła go energicznym krokiem. Ŝe go nie zna i Ŝe nie było to pozdrowienie.JeŜeli jest cokolwiek. W ciągu nocy północno-wschodni wiatr oczyścił miasto.. albo leŜy w szpitalu z połamanymi nogami. Hanson wtulił się w siedzenie i patrzył na obicie dachu samochodu. A będzie. wprowadzonych przez nowy socjalistyczny rząd. nieco silniej kołysząc biodrami. jest człowiekiem bardzo 177 12. Lekarz odprowadził go do progu swojego gabinetu. w którym mieściło się jego przedsiębiorstwo.Nie .Gdybyś był innym człowiekiem. JeŜeli jest cokolwiek.powiedział doktor. Richards odwaŜył się postawić następne pytanie: . Wciągnął haust świeŜego powietrza. Uśmiechnęła się więc i poszła dalej. Hanson usiadł na tylnym siedzeniu. Rzeczywiście serce miał w porządku.odpowiedział Hanson. Hanson zszedł po stopniach domu na ulicę. Ale istnieją anodyny.Do Kentu .. Zdjął płaszcz.. Rolls minął posąg Erosa na Picadilly Circus i włączył się do ruchu na Haymarket. który doskonale prosperował i ogromnie ceniono go w sferach handlowych. zorientowała się. Była ładna. Whitehall i County Hall..Chyba nic złego z sercem.. To wystarczyło. Lekarz oświadczył mu.Do biura... . Hanson uśmiechnął się do niej odruchowo i skłonił siwą głowę. nowe środki uśmierzające ból. kusiłoby mnie. iŜ podoba się starszemu panu. Hanson podziękował mu za komplement i szczerość. w których obecnie znajdowały się przewaŜnie biura doradców finansowych. Ich spojrzenia skrzyŜowały się. Szła w stronę Marylebone High Street. więcej nie było trzeba. Hanson ścisnął ramię doktora i uśmiechnął się do niego przyjaźnie. . jeŜeli się siedzi w więzieniu. Ubrana biało recepcjonistka odprowadziła Hansona do drzwi 176 i otworzyła je. Rolls przejechał juŜ rondo Elephant and Castle i jechał przez Old Kent Road.Jeszcze pompuje. . Od Elephant and Castle domy stawały się coraz uboŜsze i bardziej zdewastowane.

o pięciohektarowym parku wysadzanym dębami.Forsyth Opowiadania. W przytulnej atmosferze domu robiło się lepsze interesy niŜ w hotelu. co jego pan wyprawia. Zwlekał z tym od wielu lat. Elastycznej podwiązki uŜywał zapewne jako procy. Minęli North Downs i wjechali pomiędzy faliste wzgórza i doliny najpiękniejszej części Anglii. Na południe od Maidstone autostrada się urywała i kilka mil dalej. Po dalszych trzydziestu minutach jazdy zniknęły ostatnie rudery przedmieścia i pojawiła się przed. Richards wydał z siebie okrzyk rozdraŜnienia. w Harrietsham. Miał wreszcie portfel akcji i obligacji.Mój drogi Timothy. starszego partnera adwokackiej firmy Pond i Gogarty. Ona była jedynaczką. którego cena wynosiła pięćdziesiąt tysięcy funtów. Długi sznur -małych dzieci przekraczał jezdnię pod wodzą czterech sióstr zakonnych. . której szczerze nie lubił. bukami i lipami. a powinna być ona niemała. nimi szeroka wstęga autostrady M-20.Czym mogę ci słuŜyć? . leŜała posiadłość Timothy'ego Hansona. Spojrzenie jego spoczęło na dystyngowanej siwej głowie wpatrzonego weń starszego pana. co dotyczyło równieŜ jej wstrętnego męŜa i równie niemiłego syna. Dwie szły na przodzie. Timothy Hanson wstał i wszedł do gabinetu Martina Ponda. Hanson utrzymywał przyjacielskie stosunki z czterema najcenniejszymi doradcami: adwokatem. Stojący na jezdni chłopiec zamarł ze zdumienia. Na rozczochranej czuprynie siedziała krzywo czapka z inicjałami "St. Zastanawiał się. Raz. gaje i ogrody. Pomyślał nagle o ministrze skarbu. . Z rozrzewnieniem myślał o pięknym domu w Kent.zapytał Pond. Richards skręcił na południe między starannie uprawiane sady. Urwis zrobił grymas. Hanson znalazł się na autostradzie.Pan Pond teraz prosi . pozostałe dwie zamykały pochód. który będzie się domagał swojej doli. takŜe przyłoŜył 178 prawy kciuk do nosa i takŜe pomachał palcami ręki. MoŜe powinni byli zaadoptować dziecko. Jakiś chłopczyk przystanął na samym środku jezdni i z nieukrywaną ciekawością przyglądał się rolls-royce'owi. rodzice jej dawno umarli. Miał okrągłą twarz. Poza tym jest przecieŜ jeszcze duŜe mieszkanie w dzielnicy Mayfair. Timothy Hanson. nie mówiąc juŜ o rachunkach w róŜnych bankach i o samochodzie. ale tak czy inaczej musi wreszcie napisać testament. gdzieś w połowie Old Kent Road. Zbierał te eksponaty przez wiele lat. No. którym w tej chwili jechał. ale tylko mrugnął jednym okiem. NiezaleŜnie od przedsiębiorstwa i dwóch nieruchomości Hanson posiadał kolekcję numizmatów. Wóz zatrzymał się przed przejściem dla pieszych.txt i potęgą a ciszą i porządkiem panującymi na zamoŜnych przedmieściach. minę zawadiacką i zadarty nos. gdzie od czasu do czasu spędzał noc. księgowym i lekarzem. dokąd zdąŜał. Wzburzona młoda zakonnica pociągnęła go za ramię. Ŝe cię znów widzę! Jak wielu bogatych ludzi w średnim wieku. DuŜo o tym myśleli. Wparty w poduszki samochodu. Hanson pomyślał o zmarłej przed dziesięciu laty Ŝonie. moŜe dwa razy w tygodniu. nie zmieniając wyrazu twarzy." Jedna skarpetka opadła po kostkę. I właśnie tu. Z jego strony Ŝyła tylko jeszcze siostra. nawet bardzo szczęśliwe. której kaŜda mila kosztowała milion. jak się cieszę. Opuścił rękę i uśmiechnął się szeroko. ale bezdzietne. w tym pięknym wiejskim krajobrazie. Przyjmował tam klientów zagranicznych. przyłoŜył kciuk prawej ręki do nosa i wyzywająco pomachał pozostałymi palcami. co się z tym wszystkim stanie.B. Co do tego nie miał wątpliwości. Okolicę tę nazwano Weald. . Panowie usiedli. Strona 108 . Sznur dzieci odmaszerował zwartym szykiem w kierunku duŜego szarego budynku odgrodzonego od drogi sztachetami. szefie finansów kraju. Ich małŜeństwo było szczęśliwe. a potem znowu patrzył prosto przed siebie. kiedy nie chciało mu się jechać do Kentu. Prawnik wstał zza biurka. maklerem. Richards prawdopodobnie widział w lusterku. i był z nimi wszystkimi na ty.powiedział sekretarz. Rolls ruszył znowu w drogę do Kentu. Ŝeby go powitać.

Do połowy września pracował tak samo intensywnie jak w poprzednich latach.Forsyth Opowiadania. Bo nie chodziło mu tylko o pracę.Timothy. ale nie dał tego po sobie poznać. Daję ci słowo honoru.Tak jest . . . . < 180 . Ŝe nie zawiera niczego. W testamencie zwracam się do ciebie..Napiszę ci doskonałe świadectwo. Miałem ku temu powody. Niewielu jest ludzi. jak sobie Ŝyczył.JuŜ od pewnego czasu namawiasz mnie.Tak. ..dane jest uporządkować swoje liczne i skomplikowane sprawy. Czy zgadzasz się być wykonawcą mojego testamentu? Pond obracał w ręku grubą kopertę. Przypuszczał. .Zaniedbałeś tę waŜną sprawę.. abyś się podjął roli jego wykonawcy.Ŝe jeŜeli przyszli mieszkańcy tego domu nie będą chcieli zatrzymać ciebie i pani Richards.Obawiam się . Ŝeby po jego śmierci jego sprawy ułoŜyły się tak. W dziesięć minut później wyszedł na Gray's Inn Road.ciągnął dalej Hanson .Rozumiem.odrzekł Hanson. ale zwróciłem się tym razem do prowincjonalnej firmy. będziesz musiał rozejrzeć się za inną posadą. Co wtedy będzie? Hanson uznał to za Ŝart. Jest jeszcze jedna. drogi Martinie. Jeździł kilka razy na kontynent.Masz moje słowo. NaleŜycie podpisany przeze mnie i świadków. co szef ma mu do zakomunikowania. w ciepłym klimacie. w przypadku tak duŜego majątku jak twój. Ach więc tak. Jak to jednak ładnie ze strony starego. a jeszcze częściej do londyńskiego City. Podał ją przez stół zaskoczonemu prawnikowi. Ŝe mnie przeŜyjesz. co mogłoby zakłócić spokój twojego sumienia. Wiem. . Ŝadnych moŜliwości podwaŜenia go. Nie wątpię. Kierowca. stary przyjacielu.Właśnie o to mi chodzi.Tak . który był z nią związany. znalazł swojego pracodawcę w bibliotece. Proszę cię.odpowiedział Pond. Ŝe wymawia mu na przeszło trzy miesiące z góry.oświadczył mu Hanson. zaufaj mi. Wyglądasz wspaniale. . Ŝebym spisał testament.odparł słuŜący.Nie obawiaj się o nic . który był zarazem jego słuŜącym i obsługiwał go wraz z Ŝoną od dwunastu lat.i spędzić stare lata w znacznie mniejszej rezydencji. Majowe słońce juŜ nieźle przygrzewało. mam nadzieję. Czy chcesz mi go dać na przechowanie? . Ŝe wolałbyś znać jego treść.odpowiedział pośpiesznie Pond. i to zarówno z punktu widzenia osobistej. . i wobec wszystkich innych. Ŝe. Chciałbym jednak.Oto on . 179 Hanson sięgnął do teczki i wyjął grubą Ŝółtą kopertę z duŜą czerwoną pieczęcią. ostatnia sprawa. Nie ma w nim Ŝadnych dwuznaczności. . Zamierzam pod koniec roku wycofać się z interesów. sir .Oczywiście . którym .Chciałbym ci coś powiedzieć . Jestem przekonany. . .powiedział. 15 września wezwał do siebie Richardsa.Nie miej do mnie Ŝalu. . . Hanson wziął z kominka grubą Ŝółtą kopertę i podał ją Richardsowi. mój drogi. . pomyślał Richards. Ŝe to nie wszystko. Richards zdziwił się.gdy umierają przedwcześnie . . W sytuacji panującej obecnie na rynku pracy będzie się musiał szybko rozejrzeć za nową posadą. Ŝe zastanawiasz się. jak i zawodowej etyki.txt .powiedział.Testament jest spisany przez prawnika.. Hanson zmierzał do tego. Przed nami wiele lat. Pond zwaŜył w ręku paczkę z wyrazem zakłopotania na swojej zwykle pogodnej twarzy. abyś ze względu na róŜne moje sprawy powstrzymał się od wszelkich wzmianek na ten temat i w naszej wiosce.Mam równieŜ zamiar wyemigrować z Anglii .powiedział .Nie ma o czym mówić. W kaŜdym razie mamy czas. dlaczego nie ciebie prosiłem o przygotowanie testamentu. W kaŜdym Strona 109 . . ale równieŜ o ładny domek.

Dziękuję panu. Richards przeszedł przez wysypane Ŝwirem podwórze i zabrał się do polerowania rolls-royce'a. do 1 listopada. Ŝebyś nie wpłacał ich do banku. Wiedział. Ŝeby nie budzić podejrzeń. ale Ŝeby on. w rodzinnej Walii. Twarz miał szarą. W tej kopercie jest dziesięć tysięcy funtów w uŜywanych i niemoŜliwych do zidentyfikowania banknotach. Chodzi o kopertę. w której znajdował się gruby plik banknotów.powiedział Richards. Te oszczędności łącznie z niespodziewanym prezentem od szefa pozwolą mu. . Chciałbym.Daję ci te pieniądze w gotówce.odezwał się Richards z głębokim przekonaniem.Pozostała jeszcze jedna sprawa. . nakrył ulubiony skórzany fotel grubym kocem. Richards stracił panowanie nad sobą. Ŝeby wiadomość o moim wyjeździe rozeszła się w najbliŜszym czasie. Krótko mówiąc. Richards. Usiadł na fotelu. i to do samego końca. nie chciałbym. I wydawaj je ostroŜnie. UwaŜał bowiem.Musiałbyś zapłacić duŜy podatek od darowizny. a jako Ŝe nie płacił za mieszkanie. PołoŜył ten list na podłodze pod drzwiami biblioteki. Ŝe nieubieganie się o inną posadę przez okres następnych sześciu tygodni moŜe spowodować pewne trudności. Minionego lata upatrzyli sobie z Megan mały pensjonat w Porthcawl. sir. -. mam wręcz awersję do oddawania urzędowi podatkowemu znacznej części tego. Był w radosnym nastroju. . Zawsze doceniałem. Mam nadzieję. udało mu się coś niecoś zaoszczędzić. Ból w dolnej części brzucha stawał się coraz silniejszy. Ŝeby zaraz po przeczytaniu zatelefonował do Martina Ponda.Dobrze. nie wracać na coraz trudniejszy rynek pracy. Kiedy skończył rozmowę. I bardzo panu dziękuję. Ŝe te pieniądze pomogą wam przeŜyć najbliŜsze miesiące. które trzymał w zamkniętej szufladzie nocnego stolika. zanim jeszcze słońce ukazało się na horyzoncie. z której odpiłował uprzednio dwudziestopięciocentymetrowy kawałek lufy. Rankiem 1 października Timothy Hanson wyszedł ze swojej sypialni. Sugeruję. takŜe w imieniu Ŝony. stopniowo traciły moc. Rozumiem. Ŝe mebel ten naleŜy juŜ do kogoś innego. sir .txt razie dopóki nie będzie to konieczne. w którym przepraszał go za kłamstwo sprzed dwóch tygodni i prosił. Rozumiem. . Bardzo by mi zaleŜało.Nie warto o tym mówić . 181 . śe nadszedł jego czas. Spędził dziesięć minut na pisaniu krótkiego listu do Richardsa. na szafki.Forsyth Opowiadania. . Ŝe pani Richards przyjdzie dopiero za godzinę. być moŜe. gdybym ci je dał czekiem. Po raz ostatni rzucił okiem na rzędy ulubionych ksiąŜek.Rozumiem to doskonale . powiedzmy. jak większość ludzi. zmęczoną i bardzo postarzałą.Dziękuję panu. . PrzeŜył okropną noc. Te sprawy dotyczą dzisiaj wszystkich. sir . 182 Strona 110 .wykrztusił z siebie. o co chodzi. sir. Tabletki. mocno ściskając strzelbę. wyjął z niej strzelbę. który odebrał telefon zaspanym głosem. Ściskał w ręku kopertę. Ŝe to doceniam. ale schował w bezpiecznym miejscu. . Uniósł brwi do góry. Następnie zadzwonił do słuŜącego. . Ŝebyś wiedział. Ŝe zrobił juŜ wszystko. Wiedział. otworzył szafę.przerwał mu Hanson. naładował ją dwoma nabojami duŜego kalibru i wrócił do biblioteki. tak Ŝeby odcinał się od czarnego parkietu. i powiedział mu. poniewaŜ. co sobie postanowił. zjawił się w bibliotece za pół godziny. Jako człowiek pedantyczny. Poza tym chciałbym ułatwić ci nieco Ŝycie na najbliŜsze lata.Rozumiem.Byłbym ci wdzięczny. gdybyś pozostał równie lojalny wobec mnie po moim wyjeździe za granicę. Ty i pani Richards byliście lojalni i bardzo mi oddani przez ostatnie dwanaście lat. Ŝe jego Ŝona nie musi dziś robić śniadania. Ŝebyś nie zaczął poszukiwań innej pracy. co zarobiłem. Miał dobrą pensję. Ŝeby mu przygotować śniadanie i sprzątnąć dom. wciąŜ trzymając w ręku grubą kopertę.

mniej więcej w połowie stołu.odparł Pond. ToteŜ powinienem otworzyć testament natychmiast po śmierci Timothy'ego. jej męŜa i syna. .zapytał młodszy Armitage.W takim razie jesteśmy jedynymi spadkobiercami . Ŝe znajdował się w ostatnim stadium nieuleczalnej choroby nowotworowej.. siostra klienta i przyjaciela. jak świadectwo zgonu.Cicho bądź. 183 Zmarły wyraził Ŝyczenie. . który pozostawił w pokoju. Timothy Hanson nie odebrał sobie Ŝycia w chwili zamroczenia umysłu. Potem skierował lufę w pierś.Po pierwsze. . gdzie zakończył Ŝycie.MoŜe byśmy tak otworzyli ten testament . .txt w których do niedawna trzymał wspaniałą kolekcję rzadkich monet. Napisał to w liście do mnie. Poza tym zarządził oficjalne odczytanie testamentu członkom rodziny i zabronił informowania jej drogą korespondencyjną. Wszyscy troje spojrzeli po sobie ze zdziwieniem raczej niŜ Ŝalem. Minę miał znudzoną i wyniosłą. dwudziestokilkuletni męŜczyzna. nabrał powietrza w płuca i strzelił sobie prosto w serce. nie ja. które chciałbym państwu obecnie przekazać. Adwokat znał ją tylko ze słyszenia. o czym wiedział od kwietnia. Ŝebyśmy przystąpili do odczytania testamentu zasugerował Pond. Po jego prawej ręce. Obok usiadł jej mąŜ. Strona 111 .No to jesteśmy tutaj wszyscy troje osobiście . . Zacisnęła usta.Nie. rozprawa sądowa i zezwolenie na pogrzeb w ciągu dwóch tygodni. . Martin Pond poprawił okulary i powiedział: . .Nie zna pan więc jego treści? .Jest to moja ostatnia wola i testament.odezwał się Armitage senior.odezwał się Armitage junior. . a więc siostry. W liście tym wyjaśnił pewne rzeczy. . poszukał palcem spustu. Fakty w nim zawarte potwierdził osobisty lekarz zmarłego i sekcja zwłok. Naprzeciwko zajął miejsce ich syn.MoŜe on sobie z nas zaŜartował. siedziała pani Armitage. zaklejony wzdłuŜ lewego marginesu cienką zieloną taśmą.. .powiedziała pani Armitage ponurym głosem.powiedziała pani Armitage łagodnym tonem.Pokazałem ten list miejscowemu koronerowi.odparł pan Pond. . . nie znam jej . na przykład dotyczące przygotowań do pogrzebu. Pond spojrzał na niego zimnym wzrokiem i nie zareagował. oraz trzystronicowy dokument. Nazywał się Tarquin. Tarquin ..zapytał znowu młody człowiek.oświadczył Armitage junior. .Tak jest . Ŝeby jego testament został otwarty dopiero po tych wszystkich formalnościach. Ja Timothy Hanson z. które naleŜy natychmiast wykonać. .Forsyth Opowiadania. OdłoŜył duŜą kopertę na biurko i zaczął czytać: . Okazuje się. ale z premedytacją. Wyjął z niej drugą.Państwa obecność tutaj w dniu dzisiejszym wynika wyłącznie z Ŝądania. .A czy to nie pan spisywał ten testament? .Nie. .Niekoniecznie . Martin Pond wziął do ręki cienki nóŜ do papieru i starannie przeciął grubą kopertę. Ma to nastąpić w obecności jedynych jego Ŝyjących krewnych. takŜe sporą.Proponuję. . Był to młody..Słusznie . zawartego w liście mego zmarłego klienta. Martin Pond zamknął drzwi sąsiadującego z jego gabinetem pokoju konferencyjnego i zajął miejsce u szczytu długiego stołu. . Teraz interesował się raczej przesadnie zawartością dziurek swojego wielkiego nosa.odparł pan Pond.odezwał się Armitage junior.odezwał się starszy pan Armitage. a to aby stwierdzić czy są tam jakieś instrukcje.Pan Hanson zakazał natychmiastowego otwarcia swojego testamentu. pani Armitage. Ŝe zmarły Timothy Hanson uczynił mnie jedynym wykonawcą jego testamentu. Oboje ubrani byli na czarno. co czyniła zapewne bardzo często. .Chciałbym na początku oświadczyć.Biedaczysko . To ułatwiło załatwienie takich formalności.

Wszystko to wiemy .przerwał Armitage senior.Proszę takŜe jedynego wykonawcę mojego testamentu. Pan Pond znowu spojrzał sponad okularów na rodzinę Armitage'ów. . w której znajdzie kwotę przeznaczoną na zapłacenie wydatków związanych z moim pogrzebem.Czy na skutek tego stanu rzeczy wartość majątku moŜe się zmniejszyć? .Nazajutrz po pogrzebie . Ŝeby zajął się administracją mojego majątku. .. Pond spojrzał na nich z niesmakiem sponad okularów i czytał dalej: . Armitage junior wydał z siebie cięŜkie westchnienie. Obrzuciła spojrzeniem męŜa i syna.Czy mimo to nie powinien pan zrobić inspekcji? . .powiedziała pani Armitage.zapytał wreszcie starszy z nich.Nie potrafię w tej chwili na to odpowiedzieć. tak Ŝeby spadkobiercy nie ponieśli Ŝadnych finansowych strat na skutek niedbalstwa.. . Strona 112 . . jakby miał trudności z odczytaniem tekstu.zapisuję mojej kochanej i kochającej siostrze całą resztę masy spadkowej. polecam mu przekazać je na cel dobroczynny według jego wyboru.MoŜemy to opuścić .odparł Pond. jakie mogą wyniknąć w związku z wykonywaniem mojej ostatniej woli. ile by ukryć mimowolny uśmiech.Jak pani sobie Ŝyczy. ale wątpię. W pokoju panowała cisza. zamrugał powiekami. Pani jest jego najbliŜszą krewną odrzekł Pond i czytał dalej: Poza tym zapisuję. i Ŝyczę sobie. * . zapłacił naleŜne podatki i wykonał postanowienia niniejszej mojej ostatniej woli. . czy prowadzone są we właściwym trybie. Ŝeby w tym miejscu otworzył załączoną kopertę.. .zaniepokoił się Armitage. Pan Hanson miał doskonałych zastępców w swojej centrali w City i nie ulega wątpliwości. .. Ŝe jestem jedynym wykonawcą testamentu. Pani Armitage przyłoŜyła do oczu batystową chusteczkę nie tyle po to.W tym miejscu przerwał. Z rozciętej koperty wydobył pięć paczek dwudziestofuntowych banknotów. Martin Pond wrócił do odczytywania testamentu. Ŝeby otrzeć 185 łzy. zarówno to w City.Forsyth Opowiadania. JednakŜe nie mogłem tego zrobić.zapytał Armitage senior. Armitage junior zaprzestał eksploracji wnętrza swoich dziurek od nosa i spoglądał na plik pieniędzy z obojętnością satyra patrzącego na dziewicę. Ŝe zniosła złote jajko. Miała przy tym minę podstarzałej kury.Mianuję wykonawcą mojej woli przyjaciela i dŜentelmena. poniewaŜ dopiero w tej chwili dowiedziałem się oficjalnie. który wygiął kąciki jej ust.Oświadczam. pokrycie jego honorarium oraz wszelkich naleŜności. w przekonaniu. Ŝe w pełni ufał ich lojalności i umiejętnościom.. jak człowiek. Niniejsze postanowienie uwarunkowane jest treścią punktu siódmego.Jaka jest wartość jego majątku? . W związku z tym będę się mógł zająć tymi sprawami nazajutrz po pogrzebie. jak i pozostałe. W wypadku gdyby po uiszczeniu 184 wyŜej wymienionych wydatków jakieś pieniądze pozostały. Proszę go.. adwokata Martina Ponda z Pond i Gogarty. . . po czym przełknął ślinę. Ŝe testament ten spisany jest zgodnie z angielskim prawem i odwołuję wszystkie poprzednie testamenty i dyspozycje. Ŝeby się upewnić. Były nowiutkie i opasane brązową opaską z napisem: tysiąc funtów. która zorientowała się nagle.txt . Pan Pond odłoŜył testament i znowu wziął w rękę nóŜ do papieru.W takim razie załatwiajmy pogrzeb jak najszybciej . . aby w imię naszej długiej przyjaźni przystąpił do swojej funkcji nazajutrz po moim pogrzebie. jakie były.W normalnym wypadku byłbym juŜ odwiedził biura pana Hansona. którego cierpliwość została wystawiona na cięŜką próbę.wtrąciła pani Armitage. W pokoju zapanowało pełne napięcia milczenie. Ŝe będzie dzielić swój szczęśliwy los z miłym męŜem Normanem i uroczym synem Tarquinem. Obydwaj męŜczyźni z rodu Armitage'ów otworzyli usta i tak trwali. .

.powiedział młodszy z Armitage'ów. .W takim razie pozostanie na czysto jeden milion? . Dlaczego to zrobiłeś. Ŝe bardzo duŜo. . ale nie dał tego po sobie poznać.Forsyth Opowiadania..zainteresowała się pani Armitage. sama nie wiem.Przez całe Ŝycie z odrazą myślałem o tym. Ale byli w końcu jedynymi spadkobiercami zmarłego przyjaciela.Przykro mi. .A teraz. konkretnie w odległości dwudziestu mil na południe od wybrzeŜa Devonu. Ŝe to jest dozwolone.To idiotyzm . A w ogóle. PrzecieŜ prowadził pan wszystkie jego sprawy.A ile wyniesie podatek spadkowy? . Ŝe będą mnie tam Ŝarły robaki.CóŜ.Proszę wziąć pod uwagę. Pond pomyślał o nie znanym mu adwokacie. .odparł. ToteŜ poleciłem skonstruowanie trumny wykładanej ołowiem. przypuszczam.Ile? . którzy przez całe Ŝycie deklarowali swoje uczucia do mnie. . . ale nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie odparł pan Pond. wartość masy spadkowej powinna wynieść około dwóch i pół do trzech milionów funtów. Poza tym nie chciałbym. . Jednocześnie zlecam wykonawcy mojego testamentu. . pchnęli moją trumnę do morza. Pomyślał o swoim przyjacielu Hansonie. .zauwaŜył pan Pond suho. .Wydaje mi się. W sumie. .Koszt pogrzebu nie obciąŜy spadku . 186 W tej trumnie pragnę znaleźć wieczny spoczynek. . pani Armitage.Znałem nawet jeden taki przypadek. Ŝeby któregoś dnia jakaś koparka czy inna maszyna wykopała mnie z ziemi. Pond zabrał się na powrót do czytania.Musi pan to wiedzieć . Timothy. co to znaczy.To będzie znacznie kosztowniejsze niŜ normalny pogrzeb na cmentarzu.Jest jeszcze siódmy paragraf . Ŝe jeŜeli pani nie zgodzi się na jego Strona 113 .Co tam jest? . człowieku tak pełnym humoru. Wreszcie proszę. .Przy tak wielkich sumach opodatkowania większa część spadku będzie podlegała największej skali. aby moja siostra i mój szwagier.Obawiam się. otrząsając się z marzeń o towarzyskich konsekwencjach swojego społecznego wyniesienia. które leŜały na stole obok jego łokcia. Ŝe pewnego dnia znajdę się pod ziemią. Ŝe jest to bardzo przybliŜony szacunek. Ŝeby w wypadku niespełnienia choćby jednego z moich Ŝyczeń lub teŜ jakichś przeszkód spowodowanych przez moich spadkobierców wszystkie poprzednie postanowienia uznał za niebyłe i niewaŜne i przekazał cały majątek skarbowi państwa.powiedziała pani Armitage. czy pani zgłasza jakieś zastrzeŜenie? .Muszę pani przypomnieć. W związku z tym polecam. czyli siedemdziesiąt pięć procent.Zdarza się bardzo rzadko. . .ChociaŜby z grubsza.powiedział.. na miłość boską? . Pond rozłoŜył ręce.Prawie wszystkie . by moje ciało zostało powierzone morzu. gdzie słuŜyłem niegdyś jako oficer w marynarce.Pogrzeb w morzu! Nie wiedziałam. ale nie jest nielegalne .wskazał na pieniądze.No więc? Pond postanowił pójść na rękę tym ludziom.Wydatki zostaną pokryte z tego .Jasny gwint! . .odezwał się Armitage junior. to dlaczego nie kremacja? . Próbował sobie uświadomić. . .odparł pan Pond. czy zgłasza pani obiekcje w stosunku do Ŝyczeń swojego zmarłego brata zawartych w paragrafie siódmym? . muszę zapytać panią oficjalnie. . mimo Ŝe nie wydali mu się sympatyczni. dlaczego. Był bardzo zdziwiony postanowieniami i dziwactwami przyjaciela.spytał syn. Martin Pond podniósł wzrok.A więc. wyniesie około sześćdziesięciu pięciu procent. .txt . która znajduje się w tej chwili w domu pogrzebowym firmy Bennett i Gaines w mieście Ashford.To będzie kosztowało . Ŝe biorąc pod uwagę obecne ceny rynkowe.krzyknął Armitage senior. tak kulturalnym i wymagającym. który spisywał testament.

zapytał pan Pond. ale rzuciwszy jedno spojrzenie na morze.Będziemy tam za godzinę .powiedział kapitan.powiedziała pani Armitage chociaŜ uwaŜam. Kapitan przetoczył się przez pokład i podszedł do Ponda. . kiedy Drakę uczył się odróŜniać maszt od Ŝagla.odpowiedział Pond. Pond skinął głową. . Uniósł brwi.Zaraz potem będzie moŜna uwierzytelnić testament i podjąć spadek. Martin Pond westchnął.warknął jej mąŜ.Bardzo dobrze . Kiedy dojechali do miejsca przeznaczenia. Tarquin Armitage towarzyszył rodzicom aŜ do Brixham. KaŜda strona podpisana jest przez spadkodawcę i świadków. ale wolał to niŜ towarzyszyć tym ludziom w kabinie. . Jego trzej właściciele. chyba Ŝe jest się entuzjastą morskich podróŜy.Pan go znał? . . . po czym wskazał ręką na trumnę. Ŝe nie mamy juŜ nic więcej do omówienia. .Im szybciej.To był ostatni paragraf testamentu. podjęli się niezwykłego zadania upewniwszy się. .W takim razie. którego macierzystym portem był Brixham w hrabstwie Devon.Nie mam Ŝadnych zastrzeŜeń . Byli to zahartowani Dewończycy o smagłych twarzach i rękach. Stał na tylnym pokładzie. którego Pond znalazł za pośrednictwem departamentu wyznaniowego Admiralicji. Zdecydował się na trawler. który uniósł ją z podwórza kentyjskiego przedsiębiorcy pogrzebowego i wsadził na tył otwartej tonowej furgonetki. WaŜącą pół tony trumnę załadowano z samego rana na pokład. gdzie dźwig trawlera przeniósł trumnę na pokład. tym lepiej . . Do widzenia.Wszystko weźmie państwo .Tak jest . którzy łowili w tych niespokojnych wodach od czasów. mimo szarości jesiennego nieba. i wskazał palcem miejsce odległe o dwadzieścia mil od brzegu. 187 Martin Pond wstał. Kapitan odchrząknął. Cały tydzień zeszedł mu na załatwianiu formalności i wyborze statku. targany silnym wiatrem. O tej porze roku połowy w Kanale były marne. która zaczęła natychmiast łopotać na 188 wietrze.powiedział i zatoczył się.Forsyth Opowiadania. . rybacy.Głęboko tu . Podejmę właściwe kroki i porozumiem się z państwem co do miejsca i czasu pogrzebu. Załogę małego trawlera stanowili on. Przed wejściem na statek państwo Armitage dali dosadnie do zrozumienia. Myślę. postanowił pozostać w ciepłym wnętrzu miejskiego zajazdu. Ŝe nie naruszają prawa i otrzymają zadowalającą zapłatę.dodał pan Pond. Uczyniono to za pomocą podnośnika. Stała teraz w poprzek pomiędzy dwiema drewnianymi pokładnicami na szerokim tylnym pokładzie. Ŝe to wszystko jest zupełnie bezsensowne. Miał dość tego wszystkiego. Jej dobrze wywoskowane dębowe wieko i wypolerowane na wysoki połysk mosięŜne uchwyty połyskiwały jak w słońcu. Zresztą jego obecność w czasie morskiego pochówku nie była konieczna. Ŝe nie naleŜą do tej kategorii. Wyciągnął z kieszeni mapę morską. cały testament staje się niebyły i niewaŜny. Przebywanie na środku kanału La Manche w połowie października nie naleŜy do przyjemności. a ta ruszyła ku południowo-zachodniemu wybrzeŜu.txt warunki. Pani Armitage skinęła głową. Większość rybaków była ze sobą spokrewniona. . Za nią podąŜała czarna limuzyna.Co to oznacza? . W Brixham furgonetka pojechała na nabrzeŜe. Emerytowany kapelan królewskiej marynarki. jego brat i kuzyn. kapitan zatrzymał Strona 114 . Przez całą drogę Armitage'owie narzekali. całych pokoleń rybaków. zgodził się chętnie za hojne wynagrodzenie udzielić swojego błogosławieństwa zmarłemu i siedział teraz z Armitage'ami w małej kabinie trawlera w grubym płaszczu zakrywającym komŜę. potomkowie . czy pani jako najbliŜszy członek rodziny upowaŜnia mnie do zajęcia się organizacją całej tej sprawy? .powiedział jej mąŜ.

Ŝe niebawem znalazła się nad platformą. nieczuła na morską chorobę. Wiatr się wzmagał. wystającego z futrzanego kołnierza płaszcza. Ŝe przypominała huśtawkę. CóŜ. Pond znowu skinął głową. Od czasu do czasu spryskiwała ich kurzawa wodna ze wzburzonej fali i wtedy z trudem utrzymywali równowagę. Potem zniknęła pod powierzchnią. To nie jest zły pomysł. zamknięte w trumnie z ołowiu i dębowego drewna. Ustawił ją czołem ku morzu i skinął głową. Jego siwe włosy targał wiatr. Kuzyn kapitana trzymał ją w tej pozycji. Statek zakołysał się. Pond dał znak marynarzom. Adwokat skierował wzrok na trumnę i na szalejące za nią wody oceanu. Otarła się szorstko o deski i zsunęła w dół. Powoli przechylili platformę w stronę morza. Ŝe kapelan śpieszył się na tyle. Ŝe Hanson moŜe się o to troszczyć. nie jest to złe miejsce na wieczny odpoczynek. którego zwłoki leŜały o kilka kroków dalej. jeŜeli człowiekowi zaleŜy na tym. i zluzowawszy liny połoŜył tak. W domach za przystanią zapalano pierwsze światła. Ŝe w ciągu jednego popołudnia zarobił więcej niŜ przez tydzień łowienia makreli. Karawaniarze czekali z limuzyną i Tarquinem Armitage. nic nie zakłóci ci spokoju. Twarzy pani Armitage w ogóle nie było widać. jeŜeli jest się sentymentalnym.txt trawler. . druga sterczała na zewnątrz nad spienionym morzem. który wezwał kapelana i Armitage'ów. na ile pozwalało mu poczucie obowiązku.dostać się do środka. Armitage'owie teŜ ją popchnęli. Ŝe jest po wszystkim. Był przemarznięty do szpiku kości i zbierało mu się na wymioty. MałŜeństwo Armitage'ów i kapelan pośpiesznie wracali do kabiny. pozostawionym w pobliŜu przystani. Pond zapłacił kapitanowi. samowystarczalna w swojej aerodynamicznej doskonałości. wolna i niezaleŜna. Trumna obiła się o wzbierającą falę i zadudniła raczej niŜ plusnęła.Polecam wiecznej Twojej opiece brata naszego Timothy'ego Johna Hansona. Kapelan odjechał małym samochodzikiem. Kuzyn kapitana tak nią manewrował. testamentów i krewnych. Kapelan patrzył na niego pytającym wzrokiem. Ŝe jej przód znalazł się nad wodą. poza czubkiem 189 zmarzniętego nosa. trzeba powiedzieć. Jego kuzyn ujął długą.Niech pan zabiera się natychmiast do obliczania masy spadkowej .Forsyth Opowiadania. oczywiście. nie zwaŜając na zimno i wilgoć. Samotna mewa Ŝeglowała na wietrze. Sześć postaci rysujących się na tle zachmurzonego nieba. Jeden z rybaków spojrzał porozumiewawczo na Ponda. Głos silnika podniósł się o ton. który był zadowolony. która nigdy nie będzie mogła. Brat kapitana uruchomił silnik podnośnika. Amen. Stali w milczeniu na pokładzie. . Wielka trumna została uniesiona z pokładu na wysokość metra.zaŜądała ostro pani Armitage. Deska leŜała juŜ znów na pokładzie. Wtedy mechanik opuścił trumnę. w połowie nad pokładem. Pond poŜegnał się z rodziną zmarłego. utrzymując dziób w kierunku wiatru. Patrzył na dębowe wieko opryskiwane przez wodę. Trumna drgnęła. przez Chrystusa Pana naszego. a silnik na luzie. nie znająca podatków. Wolał powrócić do Londynu pociągiem. a kuzyn załoŜył haki na cztery mosięŜne uchwyty trumny. Norman Armitage takŜe zdjął kapelusz. Kiedy zbliŜał się do mola w Brixham. futrzanego kapelusza i wełnianego szala. Obeszli dwóch marynarzy i połoŜyli ręce na tylnej części trumny. Pond spojrzał na kapitana stojącego przy sterze. Pond zorientował się nagle. . Podczas gdy ksiądz intonował modlitwę. we własnym towarzystwie. stary przyjacielu. i nigdy nie przypuszczał. co się z nim stanie po śmierci. a jego brat zszedł z podnośnika i zdjął haki. szeroką na metr platformę z trzech desek umocnionych od spodu krzyŜakami i oparł ją o prawą burtę tak. Ale cóŜ. a tył nad pokładem. liny podnośnika napięły się. skąd przybyli. Martin Pond spoglądał w niebo.. Jedna jej połowa przechylona była w stronę pokładu. w połowie nad wodą. Trumna była cięŜka. pomyślał. Timothy. Aby być sprawiedliwym.I do uwierzytelnienia Strona 115 . ale idealnie zbalansowana. MoŜna sobie wyobrazić. co sobie myślał o swoim zmarłym krewniaku. było juŜ prawie zupełnie ciemno. Bez śladu. który podniósł rękę i wskazał kierunek. Sam nigdy nie dbał o to. Silnik zaczął pracować. Pond skinął głową w stronę Armitage'ów.

a sam Hanson pozostaje kierownikiem firmy do końca roku lub teŜ do śmierci. którą wymieniłem. eksponaty. . Spółka była właścicielem gruntu i budynku. . kiedy ceny nieruchomości były niskie. po krótkich negocjacjach.Porozumiem się z państwem niebawem.Co do tego nie ma Ŝadnych wątpliwości .bardzo słusznie . Widziałem teŜ wszystkie umowy. Pierwszym było przedsiębiorstwo w City.Czy pan widział się z tym Holendrem? . Hanson zakupił go wraz z hipoteką wkrótce po wojnie. . Stworzył ją i rozbudował.Znalazłem się w kłopotliwym połoŜeniu . to znany amsterdamski handlarz numizmatów. . .Forsyth Opowiadania. zaleŜnie od tego. Znał stan majątku Hansona. Na pewno nie zmarnuję czasu odpowiedział zimno Pond. Są w całkowitym porządku i zgodne z prawem.Nikt . co nastąpi wcześniej.W takim razie nie ma problemu . .Panem de Jongiem? Tak.Nawet jego pracownicy. . mogłem więc zbadać je bez zwłoki. Ŝe jest to prywatna spółka. który . .A co Hanson zrobił z tymi pieniędzmi? . Hanson był przecieŜ takim pedantycznym człowiekiem. Ŝe ta sprawa nie zajmie mu zbyt wiele czasu. Wierzył.Inną częścią jego majątku była rezydencja w hrabstwie Kent.. . Są tam pewne warunki. sprzedał spółkę wraz z dobrodziejstwem inwentarza pewnemu holenderskiemu kupcowi. ale zjawiła się w towarzystwie męŜa i syna. Być moŜe wie pani o tym. .zauwaŜył jej syn. Ŝe wytłumaczę państwu sytuację. .zapytała pani Armitage. .Kto wiedział o tej transakcji? .dopytywała się pani Armitage.Co zrobił. Ŝe chodziło o zwykłą formalność. W umowie kupna-sprzedaŜy przepisanie budynku zostało dokonane przez prowincjonalnego prawnika. Jako adwokat pana Hansona znałem wielkość i lokatę róŜnych części jego majątku.O co chodzi? .Ile tego jest ? . Był pewien.odpowiedział Pond.MoŜe pani być spokojna.. . Ŝe jego rachunki i papiery są w doskonałym porządku.zdziwił się Armitage senior. .odpowiedział Pond.Jaką wartość moŜe mieć to wszystko? . Pond mógł skomunikować się z państwem Armitage dopiero w połowie listopada. . Proszę pozwolić. . .Majątek Hansona w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach ulokowany był w siedmiu podstawowych przedsiębiorstwach. Mamy dosyć tej zabawy. . Pięciu pracowników utrzymuje swoje posady.PrzecieŜ on tam pracował niemal do śmierci .zainteresował się Armitage senior. akcje spółki i naleŜności od trzech firm wynajmujących lokale w budynku wynosiły równo milion dwieście pięćdziesiąt tysięcy funtów.Jak pan doszedł do tak dokładnej sumy? . Hipoteka jest od dawna spłacona. Pond nie poddał się jej natarczywości. 191 .spytała obcesowo pani Armitage. Był równieŜ właścicielem budynku.dziwiła się pani Armitage. a Hanson właścicielem spółki.txt testamentu.zachował tę wiadomość dla siebie. której on był jedynym właścicielem.Trzy miesiące przed śmiercią. Zapłacił właśnie sumę. . Budynek. handlujące cennymi i rzadkimi monetami. Strona 116 .powiedział prawnik.O spadek po pani bracie. Pozostała część umowy stanowi prywatny kontrakt pomiędzy Hansonem i holenderskim nabywcą. 190 Uchylił kapelusza i ruszył w kierunku stacji. przedsiębiorstwo.PoniewaŜ Hanson sprzedał to wszystko za taką właśnie kwotę. Wprawdzie zaprosił do biura tylko panią Armitage jako jedyną spadkobierczynię.Wpłacił je do banku. Nabywca przypuszczał oczywiście. w którym się znajdowała. . który marzył o niej od lat. Młody Armitage zagwizdał przez zęby i uśmiechnął się.

Obawiam się.wtrącił się Armitage senior . .. ale o kilka. spłaci naleŜności. Ŝe nie jest to moŜliwe. Wiele przedsiębiorstw operuje gotówką.Owszem.. który juŜ został odebrany przez firmę. Pozostał poza tym rolls-royce.To niemoŜliwe!. Są takŜe całkowicie legalne. a jestem pewny.Chce pan nam powiedzieć . Ŝe wszystko zbadałem. Miał teŜ mieszkanie w dzielnicy Mayfair. . Tę rozprzedał w ciągu kilku miesięcy za pośrednictwem swojej spółki za kwotę przeszło pół miliona funtów. zamienił na gotówkę i wpłacił do banku. handlarze starzyzną.Wszystkie pieniądze.Tak. to zupełnie moŜliwe.To by były trzy aspekty jego stanu majątkowego. Ale zabrał wszystko. KaŜdy rachunek był jednakŜe wystawiony osobno. Niech pan to wszystko podsumuje.Które wpłacił do banku? .TeŜ zamienilibyśmy go na gotówkę. . . co posiadał. Zamilkł.Nie mógłbym wyrazić tego lepiej .Poza tym zmarły był właścicielem cennej kolekcji numizmatów.Czysta robota Strona 117 .. Po kaŜdej transakcji wpłacał uzyskane kwoty do banku. . W końcu czerwca Hanson wziął poŜyczkę hipoteczną na dziewięćdziesiąt pięć procent wartości tej nieruchomości.zapytała znowu pani Armitage. . nikomu o tym nie mówiąc i nie wzbudzając Ŝadnych podejrzeń wśród ludzi. Makler giełdowy Hansona.Ŝe przed swoją śmiercią Hanson sprzedał wszystko.Forsyth Opowiadania. po uprzednim wypowiedzeniu. I tym razem w całkowitej zgodzie z prawem. załatwi podatki i przekaŜe nam resztę. . .. Wreszcie miał rachunki w kilku bankach.. Wszyscy krzyczeli naraz. Pewna spółka budowlana stała się głównym wierzycielem masy spadkowej i juŜ przejęła nieruchomość na własność. który ma za chwilę wydać wyjątkowo surowy wyrok. Te pieniądze równieŜ ulokował w banku.Co się z nimi stało? .Dlaczego? . .Oczywiście nie od razu.Wpłacił je. 192 pozbył się całego jego portfelu akcji i obligacji przed pierwszym sierpnia.. Zresztą nie chodziło o jeden bank. z pomocą innego adwokata. . Hanson spędził ostatnie miesiące swojego Ŝycia odwalając właściwie pańską robotę.Musiał to gdzieś ukryć.PrzecieŜ niepodobna podjąć trzech milionów funtów gotówką! krzyknął Armitage senior z niedowierzaniem.Ile Hanson otrzymał za rezydencję? . gdy Armitage'owie zaczęli robić dziwny hałas.. syn zerwał się na nogi i wymachiwał ręką. jakie Hanson wpłacił do banku.W głosie pani Armitage zabrzmiał gniew. . Wybierał pieniądze po trochu przez wiele tygodni. bukmacherzy. Do chwili swojej śmierci miał zapłaconą dopiero pierwszą ratę kwartalną. którzy go znali lub dla niego pracowali? .txt piękny budynek otoczony pięciohektarowym parkiem. o ile mogłem się zorientować. Na przykład kasyna. zawierając prywatną umowę. nieco ponad trzy miliony funtów. .Podjął je? . moŜna! . Co dalej? . niech pan znajdzie te pieniądze.CóŜ. a potem podjął. Pani Armitage biła pulchną pięścią w stół.. a jego ojciec zajął postawę sędziego. Sprzedał je za sto pięćdziesiąt tysięcy funtów mniej więcej w tym samym czasie. 193 13. ale w kwotach do pięćdziesięciu tysięcy funtów z większych banków.. Znaleziono je w sejfie jego wiejskiej rezydencji. bo. działając na jego zlecenie. byliście w spółce.potwierdził pan Pond.odparł spokojnie pan Pond. .. . Sprzedał go za czterdzieści osiem tysięcy i wynajął sobie inny. co miał.. . . i to gotówką.Co zrobił? .Dwieście dziesięć tysięcy funtów.. Całkowita wartość jego majątku wynosiła. my i tak nie chcieliśmy bawić się tym całym majdanem powiedział Armitage junior.

Co pan zamierza zrobić? . Ŝe musiały to być bardzo duŜe ilości. .Jak długo to moŜe potrwać? . MoŜna podejmować z banków duŜe sumy pieniędzy. Nie 194 wahają się przed niczym. Ale nigdzie nie znaleziono depozytu na nazwisko Hanson. Nie mogę tym poszukiwaniom poświęcić całego mojego czasu. Nie miał powodu bogacić i tak juŜ wystarczająco bogatych bankierów. ale nie otrzymałem Ŝadnej odpowiedzi. . Ŝe ci się udało.Wcześniej czy później. Urząd skarbowy jest zawsze zawiadamiany. Mam swoją praktykę adwokacką. w Zjednoczonym Królestwie.Cicho! . . Dopiero kiedy wiedzą. prawdopodobnie wcześniej. ale urzędników skarbowych zawsze. W dzisiejszych czasach wszystko jest skomputeryzowane.zapytał Armitage senior. w pewnym sensie.mówił Pond. .Forsyth Opowiadania. ale na pewno przyniesie skutek. . a proszę mi wierzyć. to taka transakcja takŜe musi wyjść na jaw.txt Ta ostatnia uwaga wyprowadziła Ponda z równowagi. a opłaty skarbowe od sprzedaŜy kaŜdej nieruchomości czy innych walorów są konieczne.Ale zrobiłem juŜ niemal wszystko. .zgodził się pan Pond. skoro wiedział. Ŝebym jeszcze zrobił? Zapanowało milczenie. co się dało zrobić.Był juŜ nieraz stosowany. ale wydawanie ich to sprawa znacznie trudniejsza. prosząc o informację.Jestem pewny. Dopóki ich nie znajdą. Nie pojawiły się nigdzie duŜe ilości gotówki. Są niestrudzeni i nieugięci. to kiedy juŜ myślisz. . spadkobiercami.wrzasnął. zarówno zwykłymi.Jeszcze przez pewien czas .Skontaktowałem się juŜ ze wszystkimi większymi bankami. Ŝe to się rzadko udaje. to je znajdziemy. JeŜeli nabyty został za nie jakiś obiekt. Jego wybuch był tak niespodziewany. Ŝe pieniądze są poza granicami Anglii i poza zasięgiem ich jurysdykcji.To jest znany wybieg .PrzecieŜ oni są równieŜ. ale on takŜe nie mógł mi pomóc. Ale Timothy Hanson mnie zadziwił. . Odwiedziłem byłego szofera i słuŜącego Hansona. a to dlatego. Adwokat wskazał na Armitage'a juniora. mogą zamknąć sprawę. Jak mogłeś sobie wyobrazić. Martin Pond był zmartwiony postępkiem przyjaciela i rozumiał jego intencje. Pozostaje pytanie: co państwo chcecie. Strona 118 .zawołała pani Armitage z nadzieją. Ŝe uda ci się coś takiego? pytał w duchu zmarłego. Ŝe oni potrafią znaleźć te pieniądze? .zapytał Armitage senior pana Ponda znacznie juŜ uprzejmiejszym tonem. Zorientowanie się w tym wymaga czasu. . Ŝe nie bałeś się tych małych. JeŜeli zostały gdziekolwiek zdeponowane. . Ŝe to potrafią.powiedział pan Pond spokojnie. oni na niego. Zawsze znajdą kaŜde pieniądze. chciwych ludzi. . Spojrzał na rodziców. . niejakiego Richardsa.Jak wynika z mojego doświadczenia. Czy naprawdę nie bałeś się urzędu skarbowego? Wiem. jak i handlowymi.zapytał Armitage.A co pan radzi? . No. nie śpieszą się.Myśli pan. jakie daje państwowy urząd.odpowiedział pan Pond.Przepraszam . nie spoczną. Timothy. .Czy moŜe pan dalej czynić poszukiwania? . będą na nie polowali i nigdy nie dadzą za wygraną.Pozostaje jeszcze urząd skarbowy .powiedział wreszcie. Są jak te młyny Pana Boga. Rodzina Armitage'ów zastanawiała się głęboko. Poza wszystkim innym trzeba przecieŜ płacić podatek od zysku z kapitału. I mają do dyspozycji wszystkie moŜliwości. będę musiał zawiadomić ich o tym. . Będą chcieli dostać swój udział. przychodzą i kładą na nie łapę. Ŝe zamilkli. . . przedstawiając się jako egzekutor testamentu Hansona. co się stało. Ŝe jest umierający. . zwykle aby uniknąć płacenia podatku spadkowego. .To juŜ inna sprawa . ale to nie miałoby sensu.Pan natychmiast odwoła swoje słowa! Czy pan mnie słyszy?! Armitage junior pokręcił się niespokojnie w fotelu. Mógłby je wpłacić do zagranicznego banku albo złoŜyć w nim w depozycie. który przeszedł na emeryturę i zamieszkał w Południowej Walii. Umieściłem równieŜ ogłoszenia w głównych pismach krajowych. Jakkolwiek i gdziekolwiek byś je ukrył. ale przecieŜ musiał gdzieś złoŜyć te pieniądze albo coś za nie kupić.

iŜ jego poszukiwania są tak powaŜnie zaawansowane. Zaprosił więc wszystkich zainteresowanych do swojego biura.. Muszę państwu powiedzieć. nieustannie Ŝądając szybkiego odnalezienia naleŜnej im zagubionej fortuny.Stary łajdak! . Nosił ciemne ubranie.txt które mielą powoli.. Ŝe z kwoty pięciu tysięcy funtów. ale Armitage'owie bombardowali Martina Ponda. Obawiał się. . W tym wypadku spadkobiercy są. a złoty łańcuszek od zegarka przecinał przód kamizelki. Stojąc na nieco przykrótkich nogach.. Ŝe moŜe złoŜyć wstępne sprawozdanie z rezultatów. . ale brakuje masy spadkowej. . . . Eustace Miller był niski.. i to bardzo szacownego.Raczej lat.Musi się znaleźć sposób na przyśpieszenie sprawy. w celu odnalezienia zaginionych spadkobierców. ZaangaŜuję pana Eustace'a Millera.powiedział wstając pan Pond.Dobrze. Owszem.krzyknęła pani Armitage.No to bardzo dobrze . na nosie miał okulary w złotej oprawie. Pozostaje tylko sprawa jego wynagrodzenia. .Hej. tłusty i dobroduszny. to spotkało ją rozczarowanie. czego pan Hanson dokonał w ostatnich miesiącach swojego Ŝycia. Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. . ale nie śpieszy im się.Kwestia miesięcy? .krzyknął Armitage junior. .zauwaŜył spokojnie pan Pond.Oni teŜ wolą się tak nazywać. Ŝeby jak najszybciej odkrył. załoŜyłem i nadal zakładam.Nie moŜemy tak długo czekać! . Pani Armitage spojrzała na męŜa. GdybyŜ Hanson wiedział.zaproponował junior. gdzie ten przeklęty człowiek ukrył swoje pieniądze. Strona 119 . było robione z pełną świadomością i w okreś196 lonym celu.Nie był wszak zmuszony pozostawiać go państwu . referował sprawę. aby zatelefonować do Eustace'a Millera. . Nie wątpię. pomyślał pan Pond. . . przyglądając się wszystkim po kolei sponad okularów .przerwała mu pani Armitage i niech pan mu powie. Jest jednak najlepszy do takich rzeczy. to moŜna zrobić. Pan Miller milczał przez następne cztery tygodnie. czy mógłby pan zatrudnić prywatnego detektywa? zapytała jego matka. Po drugie.. JeŜeli rodzina Armitage'ów spodziewała się ujrzeć kogoś w rodzaju Filipa Marlowe'a albo kogoś innego. będącego uosobieniem rzutkiego prywatnego detektywa. biorę na siebie jego wynagrodzenie po wyczerpaniu tych pięciu tysięcy funtów.Rozpocząłem moje dochodzenie . JednakŜe. Jest jedynym prawdziwym fachowcem. Po pierwsze.. Ŝe potrafi odnaleźć zaginioną fortunę Hansona. jacy oni są chciwi! . Nie zaniedbają sprawy. .kierując się trzema załoŜeniami. . Mówiąc to odprowadził Armitage'ów do drzwi i poszedł do swojego gabinetu.Wolałbym..zawołał junior.Właśnie.No to niech go pan wynajmuje . Traciła swoją towarzyską ogładę. Wreszcie Miller zawiadomił pana Ponda. Ŝeby go nazwać prywatnym agentem . przeznaczonej na wydatki. .zaczął. wszystko. Ŝe celem pana Hansona było odcięcie spadkobierców i władz skarbowych od dostępu do majątku po jego śmierci.odparł Pond. Raz juŜ zaangaŜowałem takiego człowieka.Norman? Armitage senior przełknął ślinę. a gdyby tak wynająć prywatnego detektywa? .Proszę mówić dalej. . dokoła łysiny wyrastał mu wianuszek siwych włosów. prywatnego agenta. Ŝe straci pieniądze przeznaczone na kupno nowego samochodu i letnie wakacje. Wydatki okazały się wyŜsze niŜ zwykle. . A usługi tego człowieka nie są tanie.Dobrze. 195 Co za chciwość. pozostało juŜ bardzo niewiele. Pan Pond był juŜ niemal równie niecierpliwy jak Armitage'owie.Forsyth Opowiadania.. Skinął jednakŜe głową na znak zgody.

którego wyraźnie sytuacja bawiła. Dokoła stołu panowało grobowe milczenie. Oderwałem od nich kilka drzazg i zaniosłem do laboratorium.Byłem przecieŜ w jego rezydencji w hrabstwie Kent . trzeba mieć licencję zarówno na zakup. Miejsce to było skrupulatnie wysprzątane. Były nasycone ropą z silnika Diesla.odpowiedział Pond. .odpowiedział Miller. Ŝe pan Hanson ani nie spalił swoich pieniędzy. Myślał juŜ o przyjemności.Stolarstwo było jego pasją. Diamenty moŜna w kaŜdej chwili zidentyfikować u ekspertów. Pomyślałem sobie.Nabywca mógł wprawdzie zniszczyć wszystkie dowody tej transakcji.Forsyth Opowiadania. Czy pamiętacie państwo.Ale rozejrzał się pan po niej oczami prawnika. Ŝe pan Hanson miał doskonale wyekwipowany warsztat stolarski w dawnej stodole za stajniami? . i zainstalował w warsztacie. W maj-u pan Hanson zakupił elektryczny generator o wysokiej mocy.Pieniądze? . Platyna nie wymaga licencji. wyciągnął z teczki plik papierów. Musiał zachować kwity. sześć i ćwierć miliona 197 dolarów. ale chyba nie.txt . . Inaczej mówiąc.Dlaczego platyna? .ciągnął dalej Miller z nutą Ŝalu w głosie. I znalazłem.A złoto? A moŜe diamenty? .Blisko trzy miliony funtów. Zwróciłem się o poradę do firmy Johnsona Mattheya.krzyknęli Armitage'owie chórem. . ale sprzedawca nie był w stanie tego. jaką sprawi mu opowiadanie tym ludziom dalszych rewelacji.wyjaśnił Miller. Nie zacząłem więc od domu. jest najcenniejszym metalem świata. napędzany ropą. Ŝe tak wielka kwota w gotówce zajęłaby bardzo duŜo miejsca. Potrzebował Strona 120 . ale od budynków gospodarczych. dwieście pięćdziesiąt sztabek. . .Dziękuję. . . .odezwał się pan Pond cichym głosem.W swojej posiadłości. zajmującej się handlem szlachetnymi metalami. .MoŜliwe. spowodowaną zdumieniem wszystkich obecnych. Ŝe musiał tam trzymać jakąś maszynę albo silnik. Zgodnie z prawem obowiązującym pod obecnymi rządami laburzystów. Kiedy Hanson robił swój zakup. jego szofer i słuŜący . . Ŝe pan Hanson zakupił w firmie Johnson Matthey dwieście pięćdziesiąt pięćdziesięciouncjowych sztabek niemal stuprocentowej platyny. Zbadałem te wszystkie ewentualności i po wyczerpujących badaniach wykluczyłem je.zainteresował się Armitage senior.Nie. W ciągu tygodnia znalazłem odpowiedź na to pytanie. a nie licząc rodu. . kaŜda o wadze pięćdziesięciu uncji. . .Nie.Ile na to wydał? . jakie stanowi przeszmuglowanie ich za granicę. czego szukam.Znalazłem odpowiedź . Wtedy zacząłem myśleć o innym walorze posiadającym wielką wartość. Po trzecie. Ktoś nawet przejechał odkurzaczem po podłodze. . .Poza tym wiedziałem. w sumie zakupił dwanaście i pół tysiąca uncji. A ja oczami detektywa . . .Prawdopodobnie Richards. jak juŜ wspomniałem. ZauwaŜyłem plamy na deskach podłogi. w hrabstwie Kent .Chodziło mu niewątpliwie o napęd do narzędzi .zapytał Armitage senior. . jak to wynika z lektury kiepskich powieści kryminalnych. jest obecnie równie wartościowa jak złoto. . cena rynkowa platyny wynosiła pięćset dolarów amerykańskich za jedną uncję. Na tym warsztacie skoncentrowałem moje poszukiwania. nie dają się teŜ tak łatwo sprzedać. oczywiście. ani nie podjął powaŜnego ryzyka. zrobić. nie było to zbyt dobrze pomyślane .zdenerwował się pan Pond. i wykorzystując chwilę ciszy. Mam je tutaj.zapytała pani Armitage.powiedział pan Pond.Oczywiście . ale stosunkowo małą objętość. do tego wystarczała instalacja elektryczna. .Mam tutaj kwity.To ciekawa sprawa. jak i na posiadanie złota.Właśnie.Mówiąc szczerze. TuŜ przed śmiercią oddał go na złom. .powiedział Miller. W amerykańskich dolarach. z których wynika. . doszedłem do wniosku. bo one obowiązują na rynku metali szlachetnych.Gdzie je przechowywał . Wziąłem przy tym pod uwagę fakt.przerwał mu Pond.

Forsyth Opowiadania.txt generatora do czegoś zupełnie innego. Czegoś, co wymagało ogromnej mocy. W ciągu następnego tygodnia rozwiązałem i tę zagadkę. Hanson nabył bowiem mały, nowoczesny i bardzo wydajny piecyk hutniczy. I on zniknął, podobnie jak czerpak, azbestowe rękawice i szczypce. Wszystko to zostało z pewnością rzucone w toń jakiegoś jeziora albo rzeki. Sądzę, Ŝe wolno mi się pochwalić, bo byłem bardziej akuratny niŜ pan Hanson. Albowiem wciśnięte pomiędzy dwie deski podłogi i niewidoczne dla oka, pokryte mocno zbitymi opiłkami, niewątpliwie tam, gdzie upadło, odkryłem to! PoniewaŜ nastąpił kluczowy moment opowieści, Miller zrobił pauzę. Wyjął z teczki białą paczuszkę i zaczął ją powoli odwijać. Wziął do ręki cienką blaszkę. Płynna platyna wyciekła zapewne z czerpaka, 198 wystygła i wpadła między deski podłogi. Miller odczekał, aŜ wszyscy ją dobrze obejrzeli. - Oczywiście poddałem ją analizie. Jest to niemal stuprocentowa platyna. - A gdzie reszta? - szepnęła pani Armitage. - Tego jeszcze nie wiem, madame, ale proszę się nie obawiać, dowiem się. Widzicie państwo, pan Hanson popełnił błąd. Nie powinien był wybrać platyny. Ma ona bowiem właściwość, której nie doceniał, a która jest jedyna w swoim rodzaju. Chodzi mi o jej wagę. Teraz wiemy, czego szukamy. Drewnianej skrzyni, która moŜe wyglądać zupełnie niewinnie, ale - i to jest istotne która waŜy niemal pół tony. Pani Armitage odchyliła głowę w tył i wydała z siebie dziwny, chrapliwy ryk, podobny do ryku rannego zwierzęcia. Tarquin Armitage wstał, jego piegowata twarz była purpurowa z wściekłości. - Co za podły łajdak! - wrzasnął. Martin Pond patrzał z niedowierzaniem na detektywa. - Mój BoŜe! - jęknął. - To nie do wiary, on to naprawdę zabrał ze sobą! W dwa dni później pan Pont zawiadomił urząd skarbowy o wszystkich faktach związanych z tą sprawą. Sprawdzono je, i chcąc nie chcąc urząd skarbowy wycofał się z wszelkich roszczeń. ^ Barney Smee maszerował szybkim i wesołym krokiem w kierunku swojego banku, pewny, Ŝe zdąŜy tam przed przerwą na święta BoŜego Narodzenia. Powód jego radości tkwił głęboko w jego kieszeni. Był to czek na pokaźną kwotę, ostatni z całej serii podobnych czeków, które zapewniały od kilku miesięcy znacznie wyŜszy poziom Ŝycia niŜ ten, do którego przywykł przez ostatnie dwadzieścia lat. Zajmował się ryzykownym procederem dostarczania złomu metalowego przemysłowi złotniczemu. Miał rację, mówił do siebie, podejmując to ryzyko, a było naprawdę niemałe. Ale cóŜ, wszyscy teraz próbują się wymigać od zbyt wysokich podatków. KtóŜ mógłby go potępiać za to, Ŝe wszystkie transakcje chciał wykonywać wyłącznie w gotówce? Barney Smee bez trudu doszedł do porozumienia z siwowłosym kapitalistą, który twierdził, Ŝe nazywa się Richards, co udowadniał legitymując się prawem jazdy. Człowiek ten prawdopodobnie zakupił przed laty pięćdziesięciouncjowe sztabki platyny. Wtedy były jeszcze tanie. Uzyskałby niewątpliwie wyŜszą cenę, gdyby chciał je sprzedawać za pośrednictwem firmy 199 Johnson Matthey, ale ileŜ podatku musiałby zapłacić od zysku z kapitału! On jeden to wiedział, a Barney Smee wolał się tym nie interesować. A w ogóle to cały handel obfitował teraz w gotówkowe transakcje. Sztabki tego Richardsa były prawdziwe. Nosiły jeszcze puncę odciśniętą przez firmę Johnson Matthey, gdzie zostały niegdyś zakupione. Tylko numery seryjne zostały wytrawione. To powaŜnie zawaŜyło na zysku tajemniczego faceta, poniewaŜ za sztabki pozbawione numeru serii Smee nie mógł mu zapłacić ceny chociaŜby zbliŜonej do ceny rynkowej. Płacił mu za nie tak jak za złom, czyli czterysta czterdzieści dolarów za uncję. Ale numer serii naprowadziłby na jego trop urząd skarbowy. Facet dobrze wiedział, co robi. Barney Smee pozbył się powoli wszystkich pięćdziesięciu sztabek Strona 121

Forsyth Opowiadania.txt platyny. Na kaŜdej uncji zarobił równe dziesięć dolarów. Czek, który miał w kieszeni, był naleŜnością za ostatnią transakcję, za sprzedaŜ ostatnich dwóch sztabek. śył w błogiej nieświadomości faktu, Ŝe w innych częściach Anglii czterej inni ludzie takŜe spędzili jesienne miesiące na upłynnianiu pięćdziesięciu pięćdziesięciouncjowych sztabek platyny, które kupili za gotówkę od siwowłosego męŜczyzny. Skręcił z bocznej uliczki na Old Kent Road i zderzył się z wysiadającym z taksówki męŜczyzną. Panowie przeprosili się-nawzajem, po czym Ŝyczyli sobie wesołych świąt. Barney Smee ruszył dalej z zadowoloną miną. MęŜczyzna, z którym się zderzył, był adwokatem z wyspy Guernsey. Przyjrzał się budynkowi, przed którym wysiadł z taksówki, poprawił kapelusz i podszedł pod drzwi wejściowe. W dziesięć minut później siedział zamknięty w pokoju z lekko zaintrygowaną matką przełoŜoną. - Chciałbym zapytać, czy sierociniec pod wezwaniem świętego Benedykta znajduje się w rejestrze instytucji charytatywnych, zgodnie z ustawą o dobroczynności? - Tak - odparła matka przełoŜona. - Doskonale - ucieszył się adwokat. - Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by nie trzeba było płacić podatku od przelewania kapitału. - Od czego? - zdziwiła się matka przełoŜona. - Jest to ustawa pod nazwą "Ustawa o podatku od darowizny" wyjaśnił adwokat. - Mam przyjemność zawiadomić panią, Ŝe ofiarodawca, którego nazwiska nie mogę ujawnić, zgodnie z zasadami tajemnicy zawodowej obowiązującej prawnika, pozostawił waszej instytucji w testamencie pokaźną sumę pieniędzy. Umilkł i czekał na reakcję, ale siwowłosa zakonnica patrzyła na niego ze zdziwieniem, lecz bardzo spokojnie. 200 - Mój klient, którego toŜsamość pozostanie dla pani na zawsze tajemnicą, polecił mi, aŜebym stawił się tutaj w dniu dzisiejszym, to znaczy w Wilię BoŜego Narodzenia, i przekazał pani tę kopertę. Wyjął z teczki grubą Ŝółtą kopertę i podał matce przełoŜonej. Wzięła ją, ale nie zrobiła Ŝadnego ruchu, aby otworzyć. - O ile wiem, zawiera ona poświadczony czek bankowy powaŜnego banku z siedzibą na wyspie Guernsey, wystawiony na rzecz sierocińca pod wezwaniem świętego Benedykta. Osobiście nie widziałem tego czeku, ale takie są moje instrukcje. - Nie trzeba będzie płacić podatku od darowizny? - zdziwiła się zakonnica. Dary pienięŜne były wielką rzadkością, ich sumy niewielkie, wymagały teŜ ogromnych starań. - Na wyspach kanału La Manche istnieje inny system podatkowy, niŜ na pozostałych obszarach Wielkiej Brytanii - tłumaczył cierpliwie adwokat. - U nas nie ma podatku od transferu kapitału. Zachowujemy teŜ ścisłą tajemnicę bankową. Ofiary pienięŜne pochodzące z Guernsey czy innych wysp na Kanale nie są opodatkowane. JeŜeli odbiorca darowizny mieszka lub jest stałym rezydentem na angielskim lądzie, to podlega obowiązkowi podatkowemu według prawa na lądzie. Chyba Ŝe jest spod niego wyjęty. Na przykład przez ustawę o dobroczynności. Kiedy pani podpisze pokwitowanie na odbiór koperty o nieznanej zawartości, moje obowiązki będą spełnione. Honorarium juŜ otrzymałem. Śpieszę się do domu i do rodziny. - W dwie minuty później matka przełoŜona była juŜ znowu sama. Powoli przecięła kopertę i obejrzała jej zawartość. Był w niej pojedynczy poświadczony czek bankowy. Kiedy przeczytała widniejącą na nim cyfrę, sięgnęła po róŜaniec i zaczęła go szybko odmawiać. Gdy odzyskała nieco równowagę, podeszła do klęcznika i przez pół godziny modliła się Ŝarliwie. Kiedy wróciła do biurka, była wciąŜ osłabiona z wraŜenia. Jeszcze raz obejrzała czek. Opiewał na przeszło dwa i pół miliona funtów. KtóŜ na świecie mógł mieć takie pieniądze? Próbowała zastanowić się, jak je zuŜytkować. Pomyślała o załoŜeniu fundacji. A moŜe przeznaczyć je na stypendia? Wystarczy tych pieniędzy na potrzeby sierocińca chyba do końca świata. A na pewno będzie mogła teraz zrealizować ambicję swojego Ŝycia i przenieść cały zakład z dzielnicy ruder Strona 122

Forsyth Opowiadania.txt Londynu na cichą wieś. Będzie mogła podwoić liczbę dzieci... będzie mogła... Wśród mnóstwa przebiegających przez jej głowę myśli jedna opanowała ją całkowicie. Gdzie ona to przeczytała? Ach tak, w niedzielnej gazecie sprzed tygodnia. Coś tam zwróciło jej szczególną 201 uwagę i dało asumpt do przelotnych marzeń. Tak! To na pewno to! Tam przeniesie swoją dzieciarnię! Starczy tych pieniędzy na kupno i utrzymanie takiej rezydencji. Marzenia staną się rzeczywistością. Przypomniała sobie dokładnie treść ogłoszenia w kolumnie handlu nieruchomościami. Na sprzedaŜ duŜa rezydencja w hrabstwie Kent, otoczona pięciohektarowym parkiem. DOBRA NAUCZKA Sędzia Comyn rozsiadł się wygodnie na wyściełanej ławce przedziału pierwszej klasy, rozwinął egzemplarz Irish Times'a, spojrzał na nagłówki i odłoŜył go na kolana. Dość będzie miał czasu na czytanie w czasie powolnej, czterogodzinnej podróŜy do Tralee. Obserwował sennym wzrokiem przez okno krzątaninę na peronie stacji Kingsbridge. Zaledwie kilka minut pozostało do odjazdu pociągu Dublin-Tralee, który zawiezie go do głównego miasta hrabstwa Kerry, gdzie spełni swoje obowiązki i spokojnie wróci do domu. Miał cichą nadzieję, Ŝe nikt nie wejdzie do jego przedziału i Ŝe będzie mógł sobie trochę popracować. Ale tak się stać nie miało. Zaledwie myśl ta przeszła mu przez głowę, drzwi przedziału otworzyły się i zamknęły za kimś. Sędzia powstrzymał się od podniesienia wzroku. Przybysz rzucił podróŜną torbę na półkę, po czym usiadł naprzeciwko po drugiej stronie błyszczącego orzechowego stolika. Sędzia Comyn spojrzał na nowego towarzysza podróŜy. Był to niski, niepokaźny człowiek z wijącą się jasną grzywką nad czołem, który patrzył na niego nieskończenie smutnym, przepraszającym wzrokiem. Miał na sobie ubranie z kamizelką i wełniany krawat. Sędzia uznał, Ŝe jest to albo ktoś zajmujący się końmi, albo urzędnik, i znowu zainteresował się widokiem za oknem. Słyszał, jak dyŜurny ruchu rzucił jakiś rozkaz w stronę starej parowej lokomotywy, po czym rozległ się ostry gwizdek. W chwili kiedy lokomotywa wydała z siebie pierwsze syknięcie i koła wagonu zaczęły się toczyć, przed oknem mignęła wysoka postać człowieka ubranego od stóp do głów na czarno. Sędzia usłyszał trzask otwieranych drzwi wagonu; ktoś upadł na podłogę przedsionka. Po chwili przy akompaniamencie sapania i wzdychania lokomotywy 203 w drzwiach przedziału zjawiła się owa czarna postać i z westchnieniem ulgi opadła na siedzenie w kącie przedziału. Sędzia Comyn stwierdził, Ŝe nowy pasaŜer jest księdzem o niezwykle rumianej twarzy. Obrócił się ku oknu. Był wychowany w Anglii i nie chciał być tym, który zaczyna rozmowę. - Klnę się na wszystkich świętych - odezwał się pierwszy pasaŜer - byłem pewny, Ŝe ojciec nie zdąŜy wsiąść. Ksiądz wciąŜ cięŜko oddychał. - No tak, synu - odparł. - To było ryzykowne. Po tej wymianie zdań zapanowała błoga cisza. Sędzia Comyn patrzył, jak budynek stacji Kingsbridge znika za horyzontem. Wyłoniły się rzędy szarych domków, które w owych czasach wypełniały zachodnie przedmieścia Dublina. Lokomotywa Great Southern Railway Company uporała się juŜ z cięŜarem pociągu i tempo obrotu kół na szynach wzrosło. Sędzia Comyn zabrał się do czytania gazety. Nagłówki i wiadomości na pierwszej stronie dotyczyły premiera Ramona de Valery, który poprzedniego dnia w Parlamencie udzielił pełnego poparcia ministrowi rolnictwa w sprawach podwyŜki ceny ziemniaków. Znacznie mniejszą czcionką i na samym dole kolumny wydrukowana była kilkuzdaniowa wzmianka o tym, Ŝe niejaki pan Hitler zajął Austrię. Redaktor ma rację co do skali waŜności informacji, pomyślał sędzia. Poza tym niewiele było w gazecie interesujących go Strona 123

zrozumiał. Był to as.skłonił się tamten.westchnął mały człowieczek. Po prawej stronie widniała pusta kolumna. Mały człowieczek wysunął czubek języka spomiędzy warg.i pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego.Myślę. O BoŜe. Miał nadzieję. sir. którą rozpoczynał król. Mały człowieczek po prostu ich nie zauwaŜył. o co chodzi.odezwał się nieśmiałym głosem siedzący naprzeciwko męŜczyzna. Czerwona dziewiątka i sześć leŜących na niej kart przeniosły się na dziesiątkę. Przy jego pomocy pasjans wyszedł. które powinny być w gruncie rzeczy rozstrzygane przez lokalnych sędziów. on chce rozmawiać! Podniósł wzrok i spojrzał w błagalne. Wpatrywał się intensywnie w odsłonięte karty u dołu kaŜdej kolumny. Ŝe ma do czynienia z sędzią. odnoszących się do skomplikowanego pozwu cywilnego. Podniósł wzrok. . WyłoŜył trzy następne karty. Ŝe w Kerry. . i przeniósł króla. Karta. Wreszcie nie mógł dłuŜej wytrzymać. niemal psie oczy tego człowieka. takie.podpowiedział sędzia . Nic mnie to nie obchodzi. . który miał wejść na wokandę w Dublinie tuŜ po jego powrocie z Tralee.uśmiechnął się sędzia.moŜna ją przenieść. . nie wyłonią się Ŝadne specjalne trudności. Wkrótce ukazały się za oknem zielone łąki hrabstwa Kildare. Sędzia Comyn natychmiast spostrzegł. . okazała się damą. .Forsyth Opowiadania. Ŝe uŜył ogólnie w owych Strona 124 . Mały człowieczek patrzył ze zdumieniem na kupki kart.Jeszcze nigdy w Ŝyciu nie wyszedł mi pasjans. Wiedział z doświadczenia.zapytał nieśmiały człowiek. zwłaszcza jeŜeli układający go robi błędy.No i widzi pan. Zrobił siedem kolejnych prawidłowych ruchów. Sędzia odchrząknął. Ŝe na sesjach wyjazdowych rozpatruje się jedynie najprostsze sprawy. toteŜ juŜ po pięciu minutach złoŜył ją.Bardzo panu dziękuję .Ma pan dobre oko do kart. . Sędzia Comyn zdławił w sobie irytację i powrócił do dokumentów.powiedział człowiek o smutnych oczach. 204 Nie zadał sobie trudu zainteresowania się małym człowiekiem.Powinien być przesunięty na wolne miejsce. PołoŜył ją na króla. MoŜna było odsłonić następną kartę. Ci jednak bardzo często wydawali zdumiewająco nielogiczne wyroki. Mówił z akcentem południowo-zachodniej części kraju. . . Był absolutnie skoncentrowany . Ŝe czerwona dziewiątka nie została połoŜona na czarnej dziesiątce. . który wyjął z kieszeni talię przybrudzonych kart i rozłoŜył je na stoliku w pasjansowe kolumny. WspółpasaŜer spojrzał na niego z niepokojem. powiedział sobie w duchu. . czy ten człowiek domyślił się.Proszę bardzo.Czerwona dziewiątka . Po pięciu minutach sędzia przestał się koncentrować na sprawie powództwa cywilnego i wpatrywał się z zainteresowaniem w rozłoŜone karty.Proszę pana . 205 Sędzia Comyn zastanawiał się. Sędzia Comyn powrócił do studiowania dokumentów.powiedział łagodnie sędzia. gdzie miał przewodniczyć na cokwartalnej sesji wyjazdowej. którego moŜna było przesunąć na wolne miejsce. Ŝe cmoknął.Król . Jest jednak coś niesłychanie pociągającego w obserwacji cudzego pasjansa.Niech pan układa dalej . . . którego zainteresowanie rosło.Nie mnie . wyjął z teczki plik prawniczych dokumentów i zaczął je przeglądać. potrząsając głową i patrząc na sędziego oczami cocker-spaniela. mimo Ŝe obydwie te karty były doskonale widoczne.powiedział sędzia. kończyła się teraz dziesiątką. Dopiero po chwili uwagę sędziego zwróciło cmoknięcie. a w trzeciej leŜał król. który został odłoŜony na bok. którą mógł teraz odwrócić.txt wiadomości. Ŝe wyjdzie .Czy pozwoli mi pan skorzystać z części stolika? . pomyślał sędzia.Ale nie bez pomocy czcigodnego pana . wyszło panu . ale doszedł do wniosku. Kolumna.powiedział sędzia. . Tamten spuścił wzrok.

walety na dziesiątkach.Zakładam się o jednego wyimaginowanego pensa. Mały człowieczek przestał układać pasjansa i zaczął wykładać po pięć kart..wyznał O'Connor po trzecim rozdaniu nie potrafię zapamiętać. Tym razem nie był to ful. niewinnego pokera.Forsyth Opowiadania. W pięć minut później. podając jedynie nazwisko Comyn. Ŝe jedno z rozdań dało mu fula . Mały człowieczek.Właśnie o to mi chodziło! . Lubił zapalić sobie po śniadaniu i kolacji cygaro i za nic w świecie nie uŜyłby benzynowej zapalniczki do dobrej hawany za cztery pensy. ojcze . JeŜeli karty są złe. Czułem to. jeŜeli są dobre. . . Sędzia wygrał. zdolność obserwacji i dedukcji oraz dobra pamięć. tylko para dziewiątek.Czy ojciec nie zagrałby z nami? . Zagrali jeszcze raz. sędzia o dwie. ale nie wykluczał. Z zadowoleniem stwierdził. chce spasować.Ach .Mam pomysł . a wygrywali pół na pół.Zgoda .spytał sędzia. . ChociaŜ . . między Sallins i Kildare. Strona 125 . sir.Tak jest. Ma pan szczęście.Zasada jest ta sama. . Do tego trzeba mieć dryg. Ksiądz odłoŜył tom kazań zmarłego kardynała Newmana i spojrzał na karty.Jak człowiek się raz nauczy grać. wymieniając tylko nazwiska. kto z nas ile postawił. to juŜ nigdy nie zapomina. który grał trochę w brydŜa i pokera z kolegami z klubu Kildare Street.Mam pewien kłopot . Z przyjemnością rozegrali tuzin rozdań. Faktem jest. RozłoŜył na stoliku otwarte karty. jak gdyby zaŜenowany własną odwagą.odparł rumiany ksiądz z uśmiechem. .ale ja nic nie dokupiłem. to pan zaczepia. sędzia Comyn nigdy nie mógł dojść.Niestety nie . pasuje pan i nie przebija. a sędzia rozdzielił zapałki i dał po dwadzieścia sztuk kaŜdemu. Nieznajomy poprosił o trzy dodatkowe karty. . . Gdy minęli miasto Kildare. Ŝe nie moŜe pan dać sobie lepszej karty niŜ ta. . Tamten skinął głową. W tym momencie przedstawili się sobie.przypomniał sobie sędzia .Nieszczególnie .powiedział sędzia i z tryumfem wyjął z teczki duŜe pudełko zapałek. Gdy później przypominał sobie tę jazdę. . Oczywiście nie było mowy o pieniądzach.powiedział sędzia. . według której na umiejętność zręcznej gry w karty składają się poprawne rozumowanie.Gotowy? . Postanowili rozdawać po pięć kart. mając złe karty.dodał . . . do czego miałem prawo. Ja nigdy nie wygrywam. uśmiechnął się nieśmiało.powiedział.odparował sędzia.Długa jazda do tego Tralee.Nie umiem grać w karty. Po jednej. jego partner nazywał się O'Connor. bo kiedy jeden z graczy. Potem patrzy pan.txt czasach przyjętego w Irlandii tytułu wobec ludzi zasługujących na szacunek. Zagrajmy jeszcze raz. co pan ma w ręku.stwierdził sędzia. JednakŜe trudno jest grać w pokera w dwie osoby. miał pan dobre karty. Sędzia pominął swój tytuł. Ŝe wziął talię i rozdał parę gier sam ze sobą. drugi teŜ musi to zrobić. jeŜeli nie będą panu odpowiadały.Odebrałem sobie mojego wyimaginowanego pensa . Szanowny pan ze swoją świetną pamięcią jest w łatwiejszej sytuacji.powiedział ze smutkiem.To tylko sprawa dedukcji i skalkulowanego ryzyka .grałem kiedyś z kolegami w seminarium w wista. . będzie je pan mógł wymienić na inne.powiedział z podziwem O'Connor. . . przejął jedno z rozdań i obejrzał karty. Mały człowieczek miał trzy piątki. jak to było wówczas w zwyczaju.rzekł sędzia i obejrzał własne karty. O'Connor zwrócił się do księdza: . który z nich pierwszy powiedział słowo poker. oglądał je i składał z powrotem. Ŝe był to on właśnie. Wreszcie odłoŜył talię i westchnął. Był raczej dumny ze swojej teorii.. Dostaje pan po prostu pięć kart. którą ja mam. zdecydowali rozegrać 206 małego.

.poprawił go sędzia Comyn . dwie pary. panie O'Connor..No cóŜ . to znaczy trzy karty tej samej wartości.Potem idzie czwórka . Robił zbyt wiele błędów.powtórzył . .tłumaczył dalej sędzia.Jedna para lub sam as czy teŜ róŜne karty. O'Connor uniósł brwi. Miał fula waletowego na królach. jak w konfesjonale. Pogrzebał w teczce i wydobył z niej czystą kartkę liniowanego papieru. nikt z nas nie będzie nic stawiał. co pan ma w ręku.powiedział ksiądz. wpisując to słowo pod wyrazem poker.Oznacza to dosłownie cztery jednakowe karty. to bardzo dobre karty . Zapałki zostały podzielone na trzy równe kupki i gra się rozpoczęła. cztery damy i tak dalej.powiedział cierpliwie O'Connor . co pan ma. który zrozumiał. .Forsyth Opowiadania. potem idzie kolor.następnie idzie zwykły kolor. Ksiądz stracił niemal wszystkie. poniewaŜ mamy gorsze karty. Przy trzecim rozdaniu twarz księdza rozjaśniła się.ciągnął dalej sędzia. . Była rzeczywiście dobra. Niewinna gra losowa nie jest wszak grzechem. ale teŜ takiej samej wartości.ale nie powinien ich pan pokazywać. Bo skoro wiemy. . prawda? . . Jasne? Ksiądz skinął głową. na przykład dwie dziesiątki. Ŝe niewarte są nawet małej stawki . Sędzia zapisał to na kartce pod słowem "czwórka". aŜ do czterech 207 dwójek.WaŜne jest to. Cztery asy. Ksiądz znowu pokiwał głową. Widzi ojciec. Ksiądz spojrzał na kartkę. jedna para.powiedział ksiądz .skoro gramy tylko o zapałki. .Nie znam się na stawkach .To niezupełnie tak . jak tamci rozgrywają. zwane czasem furą to tak słaba ręka. prawda? 208 Przeprosił współgrających i gra potoczyła się dalej. powinno być tajemnicą. kalkulował. Ksiądz patrzył mu przez ramię. Jest to pięć kolejnych kart w tym samym kolorze. przyjacielu. Niech pan zobaczy.Oczywiście. cztery króle. .Oczywiście . a sędzia roześmiał się protekcjonalnie. ojcze. oceniał szansę i prawdopodobieństwa Strona 126 . począwszy od asa. Sędzia wygrał cztery zapałki. i tak dalej. co się ma w ręku. Zwłaszcza jeŜeli się gra o zapałki.wtrącił O'Connor. KsięŜulo nie orientował się jeszcze dobrze w grze i tylko sędzia grał ostro. Z wewnętrznej kieszeni marynarki wyjął złoty ołówek.Jak w konfesjonale .tak.uśmiechnął się sędzia Comyn .Potem idzie ful . . jak człowiek. karty zostały piętnaście razy rozdane.txt . . LeŜąca przed sędzią kupka zapałek bardzo urosła.. .zapytał ksiądz. Po prostu pięć kart w tym samym kolorze i w dowolnej kolejności. . Przez sześćdziesiąt minut.powiedział O'Connor. rozumiem.Dobra karta. . Zaczął coś pisać na kartce. wyjaśniając po kolei kaŜdą kombinację. Sędzia omówił następnie resztę listy. Piąta karta nie liczy się: oczywiście cztery asy są lepsze niŜ cztery króle. . Ani słowa nikomu. Rozdano karty. Ŝe powiedział głupstwo. ojcze .Teraz. strit. na przykład trzy damy i dwie inne karty.Czy mogę to wziąć? . trójka. Pozostałe to król. .niech ją pan sobie bierze. kolej na fula. . To prawda.powiedział.Tak.zapytał pokazując swoje karty pozostałym graczom. Taki ful nazywa się ful damski na dziesiątkach.PrzecieŜ to tylko zapałki. W pierwszych dwóch rozdaniach ksiądz pasował wcześniej i przyglądał się. aŜ do przyjazdu do Thurles. . dama. O'Connor uderzył się w czoło.NajwyŜsza karta to poker. . Sędzia z rozpaczą odłoŜył swoje karty.Czy mam się starać brać lewy? .Tak przypuszczałem .powiedział ostroŜnie ksiądz. To ksiądz zrozumiał. To. a O'Connor połowę. walet i dziesiątka.W pokerze nie ma Ŝadnego brania lew .

.powiedział sędzia. Byli przekonani. . . ale myślę. . . połowę od sędziego. Połówki z siarką na końcu miały być dwa razy wartościowsze od pozostałych. . Ŝe bardzo dobrze się bawię . co mu poŜyczyliśmy. Gracze na ogół bawią się dobrze. A kilka szylingów. Ŝe granie o zapałki nie jest zbyt interesujące wyznał O'Connor po drugim upomnieniu. i Ŝe gotów jest grać do tej wysokości.. . bo obecne ceny torfu są. Ksiądz otrzymał poŜyczkę w wysokości dziesięciu zapałek z łebkiem i czterech bez łebka. Co ksiądz na to? . śaden z graczy nie sprzeciwił się zaakceptowaniu jego czeku.AleŜ.Chwileczkę . moje szczęście moŜe się szybko odmienić odpowiedział O'Connor z anielskim uśmiechem. matka nasza.Jestem pewien. Przez chwilę w przedziale panowała ponura cisza. .Darowizna! . wielmoŜny panie . . połowę od O'Connora.Nie jestem z natury hazardzistą.zawołał O'Connor .Dziesięć szylingów? . odda nam to.Wszystko.I wszystko będzie dobrze. Przełamali kaŜdą zapałkę na pół. ojcze . Pan O'Connor i ja podzielimy między siebie wszystkie zapałki.Przyznaję.Nawet kilka szylingów to dla mnie duŜo.. to nie będziemy od niego Ŝądali zapłacenia długu. JeŜeli ksiądz przegra. . Ŝe gra o kilka szylingów to niewielki hazard. .Pan jest genialny. O'Connor oświadczył. . . Potem kaŜdy z nas poŜyczy księdzu równą liczbę zapałek.chociaŜ. Kościół święty.. w Dingle jest sierociniec. a biedne dzieci w zimie marzną.A jeŜeli o nas chodzi.MoŜe skończylibyśmy juŜ? . .powiedział ksiądz stanowczym tonem... Moja matka gotuje tam posiłki. . potraktujemy to jako prezent w zamian za księdza udział w grze . Mam w portmonetce tylko trzy funty.Ale biskup tak .A jeŜeli wygrana pójdzie na cel dobroczynny? .zaproponował.A z nim spotkam się chyba wcześniej. stanie się darowizną dla sierocińca. .Teraz musimy umówić się . . O'Connor podniósł połówkę zapałki bez łebka.. Suma ta zaskoczyła nieco sędziego.MoŜe będzie zabawniej. Czterdzieści zapałek.powiedział z podziwem O'Connor. jak widzę.zawołał tryumfalnie sędzia.zawołał sędzia . Sędzia musiał go dwukrotnie przywoływać do porządku.W takim razie muszę zrezygnować . Ŝe ta gra jest potwierdzeniem jego teorii o przewadze rozsądku nad szczęściem. O'Connor jakby stracił zainteresowanie grą. mój synu. stracił pan sporo zapałek. które odtąd będą miały wartość pieniądza.powiedział sędzia . więc wznowili grę. Ŝe moŜe ich zabraknąć.. do Dingle. ChociaŜ. Ŝe nawet biskup nie zechce sprzeciwić się darowiźnie dla sierocińca. O'Connor zwrócił uwagę.zaprotestował ksiądz. Sędzia i na to znalazł rozwiązanie. Ŝe ma przy sobie trzydzieści funtów.AleŜ wielmoŜny panie. Ksiądz wyraził zgodę..Jak pan sobie Ŝyczy . to nie miejsce dla ludzi pobrzękujących pieniędzmi w kieszeniach.. . Uznał. Sędzia i O'Connor podzielili zapałki na dwie kupki. które wyjął ze swojego pudełka.Wydaje mi się.zaproponował O'Connor bez specjalnego entuzjazmu. Strona 127 . a resztę otrzyma w gotówce.Czysta robota .powiedział ksiądz.Forsyth Opowiadania. Muszą wystarczyć na całe wakacje. Jadę do matki. JeŜeli wygra.zauwaŜył O'Connor.bez pana nie moŜemy grać.Obawiam się.Kiedy ja nie mogę grać o pieniądze! ..txt swym wyćwiczonym umysłem prawnika. Ŝe Pan Bóg nie moŜe mieć nic przeciw temu. . co księdzu zostanie po oddaniu poŜyczki. które stanowią sumę przeznaczoną na urlop.zasugerował O'Connor.powiedział sędzia tasując karty co do wysokości stawek. .mam pewien pomysł. . 209 14. jeŜeli zagramy o pieniądze . Gdy minęli Thurles. Ŝe jest dŜentelmenem.

.. co robić . . Gra nabrała ponownie tempa. Co mam robić? zapytał ksiądz.JeŜeli ksiądz nie chce. Partnerzy księdza wyrazili zgodę i obaj odebrali po swoje sześć funtów. Ŝe teŜ ma dobrą kartę. 211 Sędzia zacisnął zęby na paznokciu kciuka. JuŜ w pierwszych dwóch rozdaniach wygrał prawie dziesięć funtów. Kilka osób wsiadło i wysiadło. Miał fula waletowego na siódemkach. . . Księdzu pozostało jeszcze siedem funtów. . 210 . TuŜ przed Headford nieszczęsny O'Connor przegrał juŜ dwanaście funtów..Tylko jedno . Ksiądz spojrzał z konsternacją na spiętrzone na stoliku zapałki i na leŜący przed nim ekwiwalent dwunastu funtów.txt po podzieleniu na połówki reprezentowało teraz równowartość sześćdziesięciu funtów.ksiądz posmutniał. Dojechali do węzła kolejowego Limerick. Powinienem był odłoŜyć te trzydzieści dwa funty dla sierocińca. pozostali dwaj gracze po dwadzieścia cztery funty.zapytał ksiądz. wsunąwszy głowę w szparę uchylonych drzwi przedziału. to proszę dołoŜyć pięć funtów i sprawdzić go. czyli grać talią ^ trzydziestu dwóch kartach.Mój BoŜe. BoŜe! Jestem prawie zupełnie spłukany. której ksiądz nie będzie mógł zapłacić. O'Connor stracił nerwy i spasował. Ŝeby pan Comyn podwyŜszał jeszcze raz stawkę. Ksiądz wstawił do puli cztery jednofuntowe zapałki.Czy nie byłoby wskazane. Pociąg zatrzymał się przy peronie. Dobrał trzy karty i z zachwytem przyglądał się swoim czterem damom i siódemce trefl.powiedział. pozostawiając sobie dwa. Razem z pozostałymi mu jeszcze dwoma funtami miał teraz dwadzieścia jeden funtów i dziesięć szylingów.powiedział O'Connor . Nikt nie podziwiał jezior Killarney przesuwających się za oknem. Był spokojny. często pasowali wszyscy partnerzy. co w 1938 roku stanowiło wcale pokaźną sumkę. O'Connor grał teraz bardzo ostroŜnie. Sędzia raz jeszcze zajrzał do swoich kart. i to do sumy. Sędzia skinął głową. . .Trudno . Zabrał ze stołu swoje dziewięć funtów.O. TuŜ przed Mallow zgodzili się odrzucić wszystkie niskie karty od siódemki w dół. który zgodnie z dziwacznym nazewnictwem panującym na kolejach irlandzkich nie ma nic wspólnego z Limerick i leŜy tuŜ za Tipperary. . Gdy minęli Farranfore. Sędzia usłyszał westchnienie księdza.nie moŜe ksiądz przebić wyŜej. sędzia dostał wymarzoną kartę.Proszę księdza . kiedy Strona 128 .szepnął.wtrącił się O'Connor. Księdzu pozostały jeszcze trzydzieści dwa funty.powiedział ksiądz i jakby obrzędowym ruchem przesunął cztery zapałki na środek stolika. a następnie przebił o dziesięć.Wszelki duch Pana Boga chwali . . . Musi pan dołoŜyć i sprawdzić sędziego. O'Connor myślał prawdopodobnie. Kiedy ksiądz z kolei zareagował dołoŜeniem do niej pięciu funtów.Sprawdzam . . ale nikt nie zakłócił pokerowcom gry i nie wszedł do przedziału. . W sumie od początku gry przegrał dwanaście funtów. .szepnął. sam nie wiem. po czym dołoŜył dziesięć funtów do dziesięciu funtów księdza i dodał drugie tyle. Sędzia rozłoŜył swojego fula i czekał. poniewaŜ wszedł do puli. kiedy sędzia podwoił leŜące tam juŜ pięć funtów księdza. tylko raz obstawił wysoko i wygrał dziesięć funtów z fulem przeciwko dwóm parom i stritowi.i przebijam jeszcze pięć. W trzecim O'Connor szybko spasował. Mogło być lepiej. z którymi rozpoczynałem grę? .Przesunął na środek stolika dziesięć funtów.Forsyth Opowiadania. TuŜ pod Charleville ksiądz wygrał od zaniepokojonego O'Connora dziesięć funtów i tempo gry zwolniło się. Ŝebym teraz zwrócił panom dwanaście funtów.Za pięć minut Tralee . Ksiądz pokazał cztery dziesiątki. Ksiądz miał dwanaście funtów w zapałkach.zawołał konduktor.Tak mi dobrze szło. dziewięć funtów sędziego i stawki w wysokości trzydziestu szylingów. tracąc swoją dziesięcioszylingową stawkę.Dokładam ojca cztery funty . a sędzia dwadzieścia.Sam nie wiem. O'Connor na ogół szybko pasował. przesuwając do puli kilka zapałek .

mówił dalej pisarz . Dwie pierwsze sprawy na wokandzie tego dnia były proste. A tak mam juŜ tylko dwa. Ŝe bank wypłaci mi za to pieniądze? . Kiedy wjechali do Tralee.powiedział ksiądz. .powiedział ksiądz z namaszczeniem. Zamykają dopiero za pół godziny. prawda? . Będzie to dla mnie nauczka. . . śyczę panom powodzenia. Nie naleŜy grać w karty w pociągu.Skoro tak pan mówi . Przypuszczałem. Dawno nie widziałem. Ŝeby odpocząć przed jutrzejszą rozprawą w sądzie.krzyknął pisarz sądowy. .powiedział sędzia.W takim razie wypiszę czek na pańskie nazwisko .Forsyth Opowiadania. Ŝeby te pieniądze znalazły się jeszcze dziś przed zachodem słońca tam. synu. O'Connor odliczył dwanaście banknotów funtowych i podał je księdzu. podróŜ. Ŝe to sierociniec w Dingle? Jak mam wystawić czek? Ksiądz zdawał się zaskoczony. . Ksiądz spojrzał na rozłoŜone przed nim cztery damy. jeŜeli ma pan cztery . Jest wystawiony na okaziciela i kaŜdy. Sędzia Comyn wyciągnął ksiąŜeczkę czekową z kieszeni.txt je jeszcze miałem. .Z pomocą boską . gdzie są najbardziej potrzebne . Rozległy się kroki.No właśnie. a potem w swoje karty.odparł ksiądz. a zwłaszcza z przedstawicielem Kościoła! . 212 . Sędzia Comyn poszedł do hotelu. w obydwu wypadkach.dziwił się ksiądz. wydarł go z ksiąŜeczki i podał księdzu.Wystawiłem go na okaziciela. . .Obawiam się. Ŝe pan ma tego. To bardzo biedna instytucja. .odpowiedział sędzia.Ja teŜ nie mam rachunku .powiedział O'Connor ze smutkiem. kto go znajdzie. panie O'Connor. I miał rzeczywiście cztery. .CzyŜ króle nie są wyŜsze od dam? . .Tylko niech go pan nie zgubi.Mówił pan.Przypilnuję. Chciał się jak najwcześniej połoŜyć.Sam Pan Bóg musiał księdzu rozdawać karty. dotyczyły drobnych przestępstw.odparł ksiądz z zakłopotaniem.jest Strona 129 .. . ZdąŜy pan tam jeszcze dzisiaj. .DołoŜę księdzu trzy funty . Otrzymali.odparł sędzia.Czy pana nazwisko brzmi: Ronan Quirk O'Connor? . zebrali karty i zapałki. . .uśmiechnął się sędzia uprzejmie.Wyjście się znajdzie . Rozstali się na peronie stacji w Tralee.Niech cię.westchnął. Nigdy nie operowałem pieniędzmi. kiedy wezwano trzeciego oskarŜonego. Komplet przysięgłych z Tralee nie miał duŜo do roboty.powiedział sędzia. Cztery damy! O'Connor gwizdnął.odpowiedział głos. .Powiada pan. Sędzia pisał dalej. Ŝe przegrałem. Ŝeby komuś tak szło.Myślałem juŜ.Oczywiście . Ŝe oni nie mają rachunku bankowego.Owszem są.zapytał. pokera. . Ŝe była to dla mnie bardzo interesująca. .Oto moje karty. Bóg błogosławi .Tak jest .Wprowadzono Ronana Quirka O'Connora! . od czego zaczynaliśmy. . moŜe zainkasować gotówkę.Jestem winien pięćdziesiąt funtów na rzecz sierocińca powiedział sędzia i zabrał się do pisania. . Z sali sądowej widoczna była tylko peruka sędziego.. A teraz powiem księdzu i panu.zapytał oskarŜonego pisarz sądowy. składając starannie czek. Sędzia Comyn siedział z głową pochyloną nad papierami. O'Connor schował talię do kieszeni. Szybko wypisał czek.Dla mnie teŜ była kosztowna .Ronanie Quirku O'Connorze . . . karę grzywny. a sędzia wrzucił przełamane zapałki do popielniczki. . . Bank Irlandzki w Tralee wypłaci panu gotówkę. choć kosztowna. Ksiądz połoŜył karty na stolik.To byłoby równo pięćdziesiąt funtów. -.Ja juŜ zapomniałem. oskarŜeni przyznali się do winy.

214 wysoki. iŜ karty w inkryminowanej talii są znaczone. wygrał pewną sumę pieniędzy. od niejakiego Lurgana Keane'a. O'Connor odpowiedział.powiedział sędzia. co ten uczynił. Następnym świadkiem był detektyw z sekcji oszustw dublińskiej policji. które pan Keane zidentyfikował jako te. szalbierstwa i fałszerstwa.Nie przyznaję się do winy . Czy jest pan winien zarzucanego przestępstwa. Mały człowieczek o oczkach spaniela patrzył na niego poprzez salę sądową tępo. Ŝeby w Tralee czekała policja. za pomocą oszustwa. Ŝe uczciwie przedstawi przysięgłym swoje wnioski? Uznał. W czasie podróŜy wdał się w grę hazardową z oskarŜonym i jeszcze jedną osobą. pomyślał sędzia. Korzystali z talii kart. ale ze zdumieniem. Tam kazano mu opróŜnić kieszenie. Zeznał pod przysięgą. W Farranfore. Bezstronność będzie wymagała. Ŝe tak. czy ma obrońcę.Forsyth Opowiadania.jak się później okazało . Karty zostały posłane do Dublina celem zbadania i gdy otrzymano raport. przybył na dworzec w Tralee dnia trzynastego maja.Proszę o ciszę . Dotychczas wszystko było jasne. zagłębił się na dłuŜszą chwilę w swoich papierach. a on siedział w swoim fotelu z nieruchomą twarzą.Proszę zaprzysiąc członków ławy przysięgłych . wreszcie podniósł wzrok. Pomyślał jednak. Procedura ta pociągnęłaby za sobą dodatkowe koszty dla podatników. . Trzynastego maja właściciel sklepu spoŜywczego w Tralee. Ŝe oznaczałoby to ponowną rozprawę. Wszystko sprowadzało się do pytania: czy moŜe sobie zaufać. W głowie kłębiło mu się tysiące myśli. a następnie zapytał O'Connora. 213 Ŝe pan. Ŝe po zbadaniu okazało się. wyszedł pod jakimś pretekstem na peron. Prokurator pokazał mu karty i świadek stwierdził na podstawie zrobionych przez siebie znaków. a mianowicie siedemdziesiąt funtów. Wśród innych przedmiotów znalazła się w nich talia kart. podszedł do kolejarza i poprosił. by oskarŜony udał się z nim do komisariatu w Tralee. przebywając w hrabstwie Kerry. w chwili kiedy nadchodził pociąg z Dublina. w dniu trzynastym maja bieŜącego roku.wyszeptał O'Connor. Ŝeby brał stronę oskarŜonego przeciwko prokuratorowi. Ŝe zaczął coś podejrzewać.zarządził. Pisarz sądowy zrobił to. Ronan Quirk O'Connor. Detektyw zeznał. O'Connor został oskarŜony o szulerstwo. Pierwszym świadkiem oskarŜenia był sierŜant policji z Tralee. Ŝe jest to Strona 130 . jeden przystanek przed Tralee. A mianowicie o to. Przegrywał tak regularnie. ale podróŜował trzecią klasą. Ŝe otrzymawszy informację o tym. nazwiskiem Lurgan Keane. Miał prawo wstrzymać przewód sądowy na podstawie znajomości z oskarŜonym.txt pan oskarŜony o szulerstwo na podstawie paragrafu siedemnastego ustawy o grach hazardowych z 1845 roku. . poniewaŜ oskarŜony juŜ został pozwany. Ŝe nie ma i Ŝe sam się będzie bronił. Wszyscy patrzyli na sędziego. masywny męŜczyzna. Jechał niewątpliwie wczoraj w tym samym pociągu. Ŝe przeprowadzi rozprawę sprawnie i bezstronnie. Prokurator wstał i przedstawił fakty. Miał przy sobie przypadkowo znaczną kwotę pieniędzy. które jego zdaniem mówiły same za siebie. W sali sądowej było zupełnie cicho. Sędzia Comyn odpowiedział mu wzrokiem pełnym przeraŜenia. czy teŜ nie przyznaje się pan do winy? W czasie przemówienia pisarza sądowego sędzia Comyn odłoŜył starannie pióro. SierŜant zaŜądał. które posłuŜyły do gry w pokera podczas jazdy pociągiem. co ja. który zeznawał na okoliczność przebiegu aresztowania oskarŜonego. co dzieje się w pociągu. Sędzia Comyn zaklął w duchu. Na peronie podszedł do niego człowiek. .nazywał się Lurgan Keane. wsiadł w Dublinie do pociągu jadącego do Tralee. który . To on wskazał oskarŜonego. jak gdyby miał ochotę w ten sposób prowadzić całą rozprawę. naleŜącej do oskarŜonego.

Robi się je na obu brzegach karty w ten sposób. W Farranfore wyszedł z pociągu i będąc przekonany. . w jaki sposób karty zostały poznaczone przez szulera.zapytał prokurator.Czy szuler musi równieŜ oszukiwać przy rozdawaniu kart? zapytał prokurator. patrząc na O'Connora. Ŝe jest ofiarą szulera. . Wysoki Sądzie . Czy to jasne? . Tym razem O'Connor wstał. ale zanim dojechał do Farranfore przegrał sześćdziesiąt dwa funty. Widział. Ten patrzył na niego złym okiem. widoczna jest dla gracza siedzącego po drugiej stronie stołu. I co z nimi zrobiłem? 216 Keane myślał chwilę. to znaczy. zwęŜając odległość pomiędzy brzegiem samej karty a krawędzią wzoru na jej odwrocie. . dotyczące jego zeznań . co mu się przytrafiło. . KaŜdy z czterech kolorów zaznaczony jest na odwrocie karty przez nacięcia na jej brzegach i to w róŜnych miejscach. . Są jednak wystarczająco duŜe. . Ta róŜnica. Ŝeby policja czekała na niego w Tralee. poprosił.Forsyth Opowiadania. który juŜ niemal uwierzył w moŜliwość zupełnie Strona 131 . jego przeciwnik zawsze miał lepszą i wygrywał. .powiedział O'Connor. Nazywamy je umownie "nacinaniem" i "cieniowaniem".Tak jest . kiedy wie.z kieszeni. Wyglądał na jeszcze smutniejszego niŜ wczoraj i jeszcze niewinniej. Podejrzenie wzbudził w nim fakt.Z kieszeni . . O'Connor po raz drugi zrezygnował z przesłuchania świadka. Zaczął zadawać świadkowi pytania. kiedy sam ma lepszą rękę. To nie była juŜ jakaś tam sprawa kradzieŜy koni.odparł sędzia.zapytał cichym głosem. Wskazuje ona szulerowi kolor.Jak najbardziej .txt talia. od asa do dziesiątki.oświadczył prokurator.odparł świadek. 215 . Dwunastu sprawiedliwych solennie kiwało głowami.Wysokie karty. Lurgan Keane. . ale nie skorzystał z oferty.Powiedział pan.powiedział sędzia Comyn do oskarŜonego.ale nie ma większego znaczenia. Ŝeby były wyczuwalne niezaleŜnie od tego. W pociągu został wciągnięty w grę w pokera.To zupełnie niemoŜliwe. Trzecim. Poza tym nacina się jeszcze karty.Owszem .Szuler po prostu nie bierze udziału w licytacji. zostały w tym wypadku "zaciemnione".A skąd? Keane wydawał się zdziwiony. . Ŝe przy uŜyciu pewnego preparatu chemicznego zaciemniono lub rozjaśniono małe fragmenty wzoru na odwrotnej stronie całej talii. . OtóŜ tego dnia zawarł w Dublinie kilka transakcji i dlatego miał przy sobie tak duŜą sumę. . jak trzyma się kartę. UwaŜał się za dobrego gracza. kiedy miał w ręku dobrą kartę.Dziękuję.bo ten człowiek grał znaczonymi kartami.powiedział detektyw .Zaczął pan układać pasjansa .Na dwa sposoby.odpowiedział detektyw. . ostatnim i głównym świadkiem oskarŜenia był właściciel sklepu w Tralee. . z jakim zainteresowaniem przysięgli przysłuchiwali się zeznaniom detektywa. . Podszedł do ławy świadków jak byk wpadający na arenę i wbił wzrok w O'Connora. . Sędzia Comyn. którą badał.odparł Keane. sir . jakkolwiek niewielka.zawołał w stronę ławy przysięgłych . Ŝe przeciwnik ma lepsze karty.Czy moŜna wygrać z takim oszustem? . proszę Wysokiego Sądu . Ŝe to ja wyjąłem talię kart? . który wie o ich istnieniu.Nie mam dalszych pytań .To się zdarza . jaki ma w ręku jego partner. Fragmenty te są tak miniaturowe. Prokurator zapytał go.I miałem rację .zgodził się O'Connor .powiedział. mógł je zauwaŜyć przez stół. Ŝe często obejmują zaledwie kilkumilimetrową przestrzeń skomplikowanego wzoru. natomiast licytuje wysoko. Na znak prokuratora opowiedział o tym. Ŝe nawet wtedy.Ma pan prawo zadać świadkowi kaŜde pytanie.powiedział. Ŝeby szuler.

. Ŝe podoba mu się słowo "zwabiać". . . Ŝe gra będzie bardziej interesująca. które powinien był połoŜyć na czarne i odwrotnie. Niewielkie stawki! Sześćdziesiąt dwa funty to bardzo duŜo pieniędzy! Przysięgli znowu zaczęli kiwać głowami.Pan! . To na pewno on mnie oszukał.Do pana nic . po czym zwrócił się do przysięgłych: . Ŝe taka stara talia nie ma Ŝadnej wartości.krzyknął Keane.Ale karty naleŜały do oskarŜonego. ile pan przegrał do mnie.powiedział spokojnie O'Connor. .Niestety.Pan przegrał prawie osiem funtów. nie . Został zaprzysięŜony.Nie mam więcej pytań .powiedział świadek. . kiedy zorientował się. ale nie był dobrym graczem.Sześćdziesiąt dwa funty .I pan teŜ powiedział.Ale czy to ja zaproponowałem małego pokera. Zastanawiał się. . Więcej świadków oskarŜenia nie było i O'Connor zaczął zeznawać jako świadek we własnej sprawie. . ani grosza. Strona 132 . proszę Wysokiego Sądu. Była to uŜywana talia kart. . co przecieŜ nie jest przestępstwem. .rzucił Keane ze złością . Ŝe tuŜ obok niego na drewnianej ławce coś leŜy.txt wyjątkowego zbiegu okoliczności. . ile mi pan wypłacił? . . jeŜeli ustalimy niewielkie stawki. ale tylko do mnie.MoŜliwe. śył z kupna i sprzedaŜy koni.Chwileczkę.Czy zapamiętał pan moŜe jego nazwisko? . Zwróciłem mu kilka razy uwagę.A ja twierdzę . Jego wywód był równie prosty jak płaczliwy.zapytał oskarŜony świadka . Jaki farmer? . .odrzekł wreszcie. Ŝe nie chcą.cięŜko zarobione sześćdziesiąt dwa funty.zapytał sędzia.Nie. W jakiś tydzień przed ową podróŜą pociągiem trzynastego maja. by i ich zwabiono. nic .przyznał. . ale miał diabelne szczęście.czy teŜ to pan mnie zagadnął? Tęgi sklepikarz stropił się. ja zacząłem rozmowę .Umie zwabiać swoje ofiary. ale doszedł do wniosku. Wszystko wygrał ten farmer. Lubił od czasu do czasu zagrać w pokera.powiedział.zapytał O'Connor.Ŝe pan zaproponował mi partię pokera. No tak. które odbywał w poszukiwaniu źrebaków i klaczy dla klientów. .powiedział O'Connor do Keane'a .Forsyth Opowiadania. i Ŝe pan zasugerował grę na pieniądze. Sklepikarz z Tralee zastanawiał się przez chwilę i nagle wytrzeszczył oczy. Twarz jego promieniała uczciwością.Owszem.To nie tak . Ŝe wygrał farmer. po czym przyszła mu do głowy nowa myśl i zwrócił się do przysięgłych: . Ŝe mu serce zamiera. czy oddać ją barmanowi. która siedziała z nami w przedziale.przyznał. czy pan? . co przysięgli zauwaŜyli i znowu zaczęli kiwać głowami. Pan Keane opuszczał ławę świadków. Powiedział pan.Niech pan powie.stwierdził O'Connor.A czy to ja pierwszy do pana przemówiłem . siedział sobie najspokojniej przy piwie w jednym z dublińskich barów. Wreszcie coś poruszyło się w jego mózgu. Ŝe to była moja propozycja . Widać było. Nie był dobrym graczem. kto tuŜ przed nim zajmował to miejsce. panie Keane. Nie zauwaŜał czerwonych kart. . . Ŝe nie mogłem się po prostu powstrzymać.Trzecia osoba.A czy ja coś od niego wygrałem? . . poczuł. . Wydawał się bliski płaczu. Za taką sumę moŜna utrzymać robotniczą rodzinę przez prawie rok! . Widać było.Kiedy w końcu rozliczyliśmy się.Ale ten człowiek robił takie głupstwa. 217 .I ostatnia sprawa . Przedtem graliśmy na zapałki. pozostawiona tam przez kogoś.powiedział O'Connor znów smutnym głosem. Nie umiał kłamać. .Do pana nic.Ale na tym właśnie polega talent szulera . Keane zmieszał się. kiedy zatrzymał go głos sędziego. Farmer z Waxford. Sklepikarz wytęŜał umysł. Zatrzymał ją dla siebie i zabawiał się układaniem pasjansa w czasie długich podróŜy.zawołał.

Ŝe brakuje zaledwie piętnastu minut do przerwy obiadowej.Mam Strona 133 . Podsumowując sprawę. Tak czy inaczej przegrałeś dwukrotnie do obcych ludzi w pociągu. On zaś w czasie tej podróŜy przegrał osiem funtów i dziesięć szylingów do jakiegoś nieznajomego. jak i świadek przegrali do osoby trzeciej. który miał podsumować sprawę. o których mówił detektyw. gdzie podawano doskonałego. Ŝe zdaniem prokuratora. uŜywając szulerskich metod. A jeŜeli chodzi o oszustwo. Ŝabotu i peruki wyglądał jak zwykły śmiertelnik.Sędzia Comyn wzruszył ramionami. JeŜeli pan Keane przegrał więcej.Czy pan widzi tego człowieka? . . i w takim razie jesteś bardzo pechowym graczem. nie oszukiwał. Limuzyna zniknęła za zakrętem. Obejrzał się i zobaczył właściciela sklepu z Tralee. i w takim razie jesteś bardzo kiepskim szulerem. W końcu prokurator dał za wygraną. O'Connor. Ŝe prokurator nie udowodnił oskarŜonemu. Nic nie wie równieŜ o tych róŜnych "cieniowaniach" czy "przycinaniach". O'Connor.zapytał ponownie Keane. kiedy zauwaŜył wyjeŜdŜającą z hotelowego podwórza piękną.odezwał się za nim zdumiony głos.Widzę . bo farmer miał przez cały czas lepsze karty niŜ on.Tak czy nie? . Bez togi. . lecz pan Keane zaproponował zarówno grę w pokera. być moŜe. Ŝe oskarŜony twierdził. O'Connor powrócił na ławę oskarŜonych i czekał na słowa sędziego. to on o tym nic nie wiedział. jakoby znalazł karty w dublińskim barze i Ŝe nie wiedział. NajwaŜniejsze jest jednak to. kto obok niego siedzi? . albo kłamiesz. wobec czego obowiązkiem sędziego jest zalecić przysięgłym. a według irlandzkiego prawa cięŜar udowodnienia spoczywa na nim. Zarówno oskarŜony. 219 . uśmiechał się dobrodusznie i wyprostował dwa palce wysoko uniesionej ręki. świeŜego łososia z rzeki Shannon. opuścił budynek i udał się na obiad. sędzia nie wypowiedział tych myśli. Nigdy nie przypuszczał.Czy to było błogosławieństwo? . pełen widać troski o los sierot z Dingle. Sędzia Comyn zdjął togę w szatni tuŜ za salą sądową. oskarŜony oszukał świadka Lurgana Keane'a i ograł go. Nędzna z ciebie kreatura. dodał jeszcze. róŜne zresztą kwoty. toteŜ nikt nie zwracał na niego najmniejszej uwagi. I ta okoliczność jest decydująca. to dlatego Ŝe był bardziej lekkomyślny i za wysoko licytował. błyszczącą limuzynę znanej marki. A jako Ŝe dobrze znał przysięgłych.zwrócił się do przysięgłych. Ŝe oskarŜony nie wygrał od niego ani grosza. to przecieŜ oszust powinien był wygrać. . bo wtedy na pewno nie przegrałby tylu cięŜko zarobionych pieniędzy. . Przypomniał przysięgłym. iŜ są znaczone.txt JeŜeli te karty są znaczone. Faktem jest. O'Connor opuścił ławę oskarŜonych jako wolny człowiek. Duchowny. Albo mówisz prawdę. JednakŜe świadek Keane przyznał pod przysięgą.odpowiedział.Forsyth Opowiadania. Ŝe to nie on. jak i grę na pieniądze. Tylko sprawa o bardzo wielkim znaczeniu prawniczym mogłaby powstrzymać przysięgłych z Kerry od zjedzenia w porę obiadu. prawda. Prokurator próbował krzyŜowym ogniem pytań zbić oskarŜonego 218 z tropu. Ŝe na odwrotnej stronie kaŜdej z tych kart mogły być jakieś znaki. Wyszedł na głupca. myślał. Ale on. uŜywając przy tym własnych kart. ale ten trzymał się uparcie swoich twierdzeń. Ŝe jest to. Za jej kierownicą siedział O'Connor.zapytał sklepikarz.Czy widzi pan. . Właśnie miał przejść na drugą stronę ulicy do najlepszego w mieście hotelu. . toteŜ po dziesięciu minutach dwunastu sprawiedliwych powróciło na salę z wyrokiem uniewinniającym. Przysięgli mogą mu wierzyć albo nie. Obok O'Connora siedział ubrany na czarno pasaŜer. iŜ mówi nieprawdę. a pan Keane przyznaje. Ten wbił w niego wzrok. Poza tym oskarŜony twierdzi. powiesił perukę na wieszaku. obstawał przy nich stanowczo i spokojnie. Limuzyna zbliŜyła się do nich. Samochód przyśpieszył biegu. by wydali na oskarŜonego wyrok uniewinniający.Czy ja wiem? .

a nad tym wszystkim pulsujące. przednie koło straciło kontakt z asfaltem i przestało dudnić. Poza zasięgiem świateł piętrzyły się ogromne zwaliska porannego śniegu. Przesunąłem lewą ręką lewarek gazu do przodu. 221 Było mi więc spieszno. Poza mną narastał niski ton silnika. wskoczyć do samochodów i pojechać na zabawę do kasyna. jeŜeli się leciało z szybkością tysiąca kilometrów na godzinę. zamarzłego juŜ na kamień po odrzuceniu przez pługi. Ŝe nie ma juŜ co odpowiadać. Kiedy zobaczyłem pod nogami koniec pasa startowego. pomiędzy hangarami. Mimo Ŝe był on oddalony ode mnie o trzy kilometry. stała niczym samotny rozjarzony świecznik smukła wieŜa kontrolna. . które mogło zabić człowieka w ciągu minuty. uśpione cysterny z paliwem.gładka.jak gdyby skulone w oczekiwaniu mroźnej nocy. Ŝeby zapobiec oblodzeniu pleksiglasu.odpowiedział mu sędzia. aŜ spojrzenie na szybkościomierz powiedziało mi. . Ale tej nocy nie będzie pilotów. Ŝe przekroczyłem dwieście dziesięć kilometrów na godzinę i zbliŜam się do trzystu. próbującym zdąŜyć na świąteczny urlop do domu w Blighty. Czekałem na głos kontrolera w słuchawkach. poderwałem wampira. którzy przelatując tędy chcieliby sprawdzić według sygnału swój kurs. dlaczego ten facet jest tak dziwnie ubrany zdziwił się Lurgan Keane.Nie rozumiem. osłonięte samoloty myśliwskie. które właśnie zamykali na noc zakutani w koŜuchy mechanicy. Było tak.Charlie Delta. JuŜ sobie pewno wychylił kielicha albo dwa.Forsyth Opowiadania. Kiedy skręcałem swoim małym samolotem myśliwskim DH-100 Vampire na pas startowy. Ŝe jest w niej ciepło i wesoło. zakręciłem łagodnym łukiem w lewo i jednocześnie pociągStrona 134 .usłyszałem. a zegarek wskazywał godzinę dziesiątą piętnaście. .. Mój myśliwiec rozpędził się. a ja byłem młodym pilotem.txt co do tego wątpliwości.Bo jest duchownym . Daleko na prawo. czarna wstęga asfaltu. iŜ facet wrzeszczy mi bezpośrednio do ucha. Maszyna stawała się coraz lŜejsza. chroniącym mnie przed dotkliwym zimnem tej mroźnej nocy. prawą utrzymując wampira równo na środkowej linii pasa startowego. W kabinie było wygodnie i ciepło. migające wśród bieli i czerni portu. Ale co u licha. jej dziób uniósł się lekko. Ŝe miałem wraŜenie.. Wbrew przepisom oczywiście.. Na dyskretnie oświetlonej tablicy kontrolnej drŜały rzędy wskaźników. powietrze było tak przejrzyste. . Odezwał się w słuchawkach z taką siłą. widziałem z tyłu druty ogrodzenia bazy lotnictwa Jej Królewskiej Mości. ostro obrysowany poświatą grudniowego półksięŜyca. Personel czeka tylko na mój odlot. Za nimi rozciągało się płaskie. zezwalam na start . obramowana podwójnym pędem jaskrawych świateł punktujących oczyszczoną przez śnieŜne pługi drogę. aŜ zlały się w jednolitą linię. a potem cienki gwizd.. Wiedziałem. jaskrawoczerwone światła lotniska.Nic podobnego . Uznałem. nabierałem pędu.To jest ten farmer z Waxford. Ŝeby zakończyć dyŜur. Oglądany przez kopułę z pleksiglasu otaczający mnie niemiecki krajobraz był biały. PASTERZ Czekałem na sygnał startu z wieŜy kontrolnej. Była to bowiem Wigilia BoŜego Narodzenia w roku Pańskim 1957. ciepłym i bezpiecznym kokonie. W kilka minut po moim starcie światła wieŜy zgasną i pozostaną juŜ tylko hangary .Charlie Delta. .. Utrzymywałem samolot nisko. sygnalizujące obojętnemu niebu alfabetem Morse'a nazwę lotniska: CELLE. Ŝe mogłem niemal rozróŜnić poszczególne drzewa. przeszedł w jęk. Ogrzewanie włączyłem na cały regulator głównie po to.Charlie Delta do kontroli . jak gdybym znajdował się w małym. pokryte śniegiem pole zakończone linią sosnowego lasu.odpowiedziałem. pomyślałem. .obruszył się sklepikarz. Głos kontrolera wyrwał mnie z rozmyślań. Przede mną był pas startowy . Po kilku sekundach tylne koła równieŜ oderwały się od pasa startowego. światła po obu stronach pasa migały coraz szybciej. przecieŜ to Wigilia! .

a następnie przelecieć nad wybrzeŜem holenderskim na południe od Bevelandu. I dobrze jest. w porządku. lekko zmniejszyłem gaz do ośmiuset siedemdziesięciu kilometrów na godzinę i trzymałem się równo na kursie 265 stopni. . nad Morze Północne.Charlie Delta.txt nąłem dźwignię podnoszącą podwozie. Po odprawie u oficera nawigacyjnego w jego baraku znałem go na pamięć. Ŝe aŜ kłuło w oczy. który odchodzi tuŜ po północy. dodał: . a gospodynie westfalskie zajmowały się pieczeniem gęsi i szynek. kiedy moŜna je spędzić w domu. a na czarnym. Słowa kolęd były tam wprawdzie angielskie. musiała być teraz holenderska granica. Widocznie moje myśli były tak intensywnie skupione na oczekującej mnie Strona 135 . W ten sposób zasiądę do świątecznego śniadania razem z całą rodziną. . Sprowadzą mnie do lądowania przez radio. Wiedziałem.zameldowałem przez maskę tlenową. wstępującym łuku. odpowiedziałem z miejsca: 222 . mroźnym sklepieniu nieba gwiazdy błyszczały. Wyrównałem 223 dziób maszyny. Wszystko grało. by wiedzieli.Charlie Delta. opuściłem lotnisko. Nawiązać łączność z kanałem D. Mimo Ŝe byłem wtedy bardzo młody i zdyscyplinowany. Ŝe z Lakenheath dostanę się łatwo do Londynu słuŜbowym autobusem. Ŝeby zaśpiewać "Cichą noc" i otrzymać kilka fenigów na cele dobroczynne.odpowiedział kontroler i zanim zdąŜyłem zmienić kanał. Podwozie wciągnięte i zatrzaśnięte . Razem ze startem i lądowaniem sześćdziesiąt sześć minut lotu. Po jej osiągnięciu utrzymywać ten sam kurs oraz prędkość osiemset siedemdziesiąt kilometrów na godzinę. W dole czarno-biała mapa północnych Niemiec coraz bardziej malała. Ŝe zauwaŜyłem je dopiero po kilku minutach. Ŝe jestem w ich obszarze powietrznym. Ŝe w moich słuchawkach zapanowała grobowa cisza.Wesołych świąt! Stanowiło to oczywiście pogwałcenie przepisów. jednocześnie poczułem nagłe przyśpieszenie. Czysta rutyna. Gdzieniegdzie błyskały światełka wiosek i małych miasteczek. stukając do ukwieconych drzwi. Potem juŜ miałem tylko słuchać instrukcji. Nie uwaŜałem za konieczne przyglądanie się mapie przytroczonej do prawego uda. ale melodie przewaŜnie te same. A z Londynu autostopem do domu moich rodziców w hrabstwie Kent. wyrównałem maszynę i spojrzałem na wskazówkę kompasu elektrycznego. Po czterdziestu pięciu minutach lotu przełączyć się na kanał F i poprosić kontrolę w Lakenheath o naprowadzającą falę radiową. czy Christmas są niemal identyczne w całym chrześcijańskim świecie. stabilizującą się na kursie 265 stopni. Wampir miał dość paliwa na osiemdziesiąt minut. Kłopoty zaczęły się tak niepostrzeŜenie. ciemne zarysy sosnowych lasów zlewały się z jasnymi płachtami pól. a tymczasem lewym kciukiem nacisnąłem guzik radia. Dziób samolotu wskazywał wciąŜ w górę. W odległości sześciuset kilometrów stąd wszystko wyglądało bardzo podobnie. Trzymałem maszynę dalej w łagodnym. Skręcając nad lotniskiem Celle na wysokości tysiąca pięciuset metrów.czy się nazywa je Weinachten. przejdź na kanał D . Ale po dziesięciu minutach lotu nad Morzem Północnym grać przestało. Po czternastu minutach powinienem znaleźć się nad Lakenheath. Zwrot nad lotniskiem Celle do kursu 265 stopni i ciągłe wznoszenie się do wysokości ośmiu tysięcy metrów.Dziękuję kontroli i Ŝyczę nawzajem wszystkiego najlepszego po czym przestroiłem aparat na częstotliwość kontroli brytyjskiego lotnictwa w RFN. Z tyłu pode mną odezwał się głuchy odgłos kół wpadających w swoje przegrody. Po wesoło oświetlonych ulicach chodzili juŜ pewnie kolędnicy. Wysokościomierz wskazywał osiem tysięcy metrów. Na tablicy rozdzielczej zgasły trzy czerwone światła sygnalizujące opuszczenie kół. w ciemności. Widniał na niej wykreślony błękitnym atramentem kurs mojego lotu. Gdzieś pode mną. Był to skutek zmniejszenia oporu powietrza po wciągnięciu podwozia. Byłem w powietrzu od dwudziestu jeden minut.Forsyth Opowiadania. Tyle Ŝe zamiast gęsi pieczono indyki. Przez dłuŜszy czas nie zdawałem sobie sprawy. Ale święta BoŜego Narodzenia .

i poprosić ich o poinformowanie Lakenheath. Niebo jest miejscem bardzo samotnym. wynikających z zakłóceń atmosferycznych i echa mojego głosu. Spróbowałem po raz drugi. napędzane przez płomień buchający z dyszy. popijali gorącą kawę i kakao. Moje słowa nie docierały nigdzie i do nikogo. Kiedy lotnik nadaje. która co sekunda wyrzuca z siebie strumień spalin o sile ciągu odpowiadającej sześciu tysiącom koni mechanicznych. mamy cię na ekranie". 224 Ogarnęło mnie rosnące uczucie paniki. Moje radio wysiadło. technicy mogą przez namiar krzyŜowy ustalić połoŜenie samolotu z dokładnością do kilkuset metrów.Forsyth Opowiadania.odpowiadające ^stopniom na tarczy kompasu.lotniska precyzyjne instrukcje lądowania.od jednego do trzystu sześćdziesięciu . w słuchawkach słychać było tylko stłumione mruczenie z maski tlenowej.. Jedno przyciśnięcie guzika nadajnika i dziesiątki męŜczyzn i kobiet w wieŜach kontrolnych odbiorą jego sygnały. który był odpowiedzialny za sprzęt. Ale na kanale F radio było równieŜ głuche. na ekranach kaŜdej z tych stacji ukazuje się linia świetlna. gwarzyli wesoło. Wskazówka kompasu. Daleko za mną. i było wyposaŜone we wspaniałe urządzenie do naprowadzania zagubionych samolotów. usłyszą jego wezwanie o pomoc. A jednoosobowy myśliwiec jest najbardziej samotnym miejscem na świecie. tuŜ na południe od Thedfordu. Pokierują moim podejściem sekunda po sekundzie. Ŝe wystarczy jedno dotknięcie klawisza i pilot moŜe się porozumieć z innymi Ŝywymi istotami. Nawiązują z nim łączność i przekazują instrukcje. Znajdowało się na granicy zasięgu mego radia. zorientowałem się. o moim małym problemie.Celle Charlie Delta! Celle Charlie Delta wzywa kontrolę północną Beveland. Za kilka minut połączę się z Lakenheath i otrzymam z. ludźmi z rozgałęzionej sieci stacji kontrolnych na całym świecie. To nie Ŝarty . które leŜało gdzieś przede mną. Jedyną odpowiedzią na moje wołanie był jednostajny jęk silnika odrzutowego.txt rodzinie.. aŜ do momentu zetknięcia się z pasem. Ŝe lecę bez kompasu. Owa samotność nie jest normalnie dotkliwa. w którym owa linia świetlna zetknie się z obwodem ekranu. Ale nie mogli mnie słyszeć.znaleźć się w nocy bez kompasu w kabinie samolotu. na którym zaznaczone są cyfry . śeby je zwalczyć. Mój głos bełkocący w masce tlenowej głuszyła otaczająca ją guma. "Charlie Delta. a to dzięki świadomości. Przed połączeniem się z Lakenheath musiałem jednak poinformować kanał D. Punkt. śyczliwe głosy Strona 136 . Nie warto się było wysilać. pośród sosnowych lasów hrabstwa Suffolk. jest miejscem połoŜenia samolotu w stosunku do danej wieŜy kontrolnej. nawet jeŜeli księŜyc świeci tak jasno jak teraz. Zaczyna się akcja sprowadzenia go na ziemię. obserwując moją maszynę na ekranie radarowym. które moŜe zabić pilota łatwiej niŜ katastrofa. A poniewaŜ wieŜe są ze sobą połączone drogą radiową. Spojrzałem na zegarek: od trzydziestu czterech minut byłem w powietrzu. Mogłem juŜ spróbować nawiązania kontaktu z Lakenheath. Ŝeby sprawdzić kurs. zwłaszcza w zimową noc. to północ. Pomimo świątecznego nastroju zakląłem brzydko nie tyle na kompas.. Nacisnąłem więc klawisz nadajnika i zawołałem: . Dobrze wyposaŜone lotniska mogą sprowadzić na ziemię samolot nawet w najgorszą pogodę. Lotnik nie jest juŜ zagubiony. Zamilkłem. to zachód.. Małe stalowe pudełko. zamiast wskazywać niezmiennie 265 stopni. Ŝe coś jest nie w porządku. co na mechanika. Ŝe straciłem czujność i koncentrację. to południe. pędzące mroźnym pustkowiem na krótkich skrzydłach. przełknąłem ślinę i z wolna policzyłem do dziesięciu. Ale nie traktowałem sprawy zbyt serio. łącząca środek ekranu z jego obwodem. w ciepłych pomieszczeniach betonowego budynku stacji kontroli północnej w Beveland siedzieli sobie ludzie przy tablicach kontrolnych. Następnie przekręciłem gałkę na kanał F i spróbowałem wywołać Lakenheath. kręciła się leniwie w kółko. Dopiero kiedy spojrzałem na kompas. których jedyną troską jest jego bezpieczeństwo. na który -byłem dotychczas nastawiony. zacznij schodzić w dół. wskazując bez sensu to wschód. śledząc jego kurs metr po metrze. Skutek był ten sam. Zamiast normalnych trzasków.

aby utrzymać samolot w poziomie i na kursie. Ale był to równieŜ elektryczny instrument. Ŝe niesłusznie oskarŜałem mechanika. Oprócz kompasu są to: szybkościomierz. 225 15. 226 uzupełniając je najstarszym przyrządem nawigacyjnym jakim jest ludzkie oko. Pilot ma przed sobą tablicę z zegarami kontrolnymi sześciu głównych przyrządów pokładowych. To nie sztuka . Gdzieś pode mną. Ŝe jego obroty spadły do około 7200 na minutę. Ŝeby ściągnąć zbłąkanego wśród bezkresnej przestrzeni na jasno oświetlony pas lotniska. przebijają się przez deszcz i zawieruchę. Widziane z góry. wiedziałem juŜ.twierdzili instruktorzy . wiedziałem tylko. zgodnie z przytroczoną do uda mapą. Ŝe mój aparat o dziesięciu kanałach wysiadł całkowicie i na dobre. która w moim przypadku. Ale w tym celu potrzebne mu jest radio. Trzy ostatnie spośród tych instrumentów zasilane są elektrycznie.Czysta robota Przez dwa lata uczono mnie w RAF-ie pilotowania myśliwców i większą część tego czasu poświęcono instruktaŜowi postępowania w wypadku awarii. mają charakterystyczny Strona 137 . mogła być albo Mozą. lustrowałem wzrokiem znajdującą się przede mną tablicę przyrządów. wysokościomierz. Zmniejszamy więc obroty silnika z 10 000 na minutę do 7 200. Ŝe maszyna zwolniła.Forsyth Opowiadania. sierŜanta pilota Norrisa.. W ten sposób lecimy wolniej. albo Tamizą. nastąpiło zwarcie. wskaźnik przechyłu.uczył nas . A potem spróbowałem zorientować się w skutkach awarii. czy teŜ posuwa się bocznym ślizgiem) oraz wskaźnik szybkości pionowej (który pokazuje. rozbrzmiewają w nocnej ciszy nieba. z jaką lecę prędkością i na jakiej znajduję się wysokości. kiedy pilot nadaje. Nie chcemy przecieŜ marnować cennego paliwa. przez śnieg i chmury. Jeszcze zanim zrezygnowałem z bezskutecznych prób na kanale J. Przesunąłem dźwignię gazu do tyłu i spojrzałem na licznik obrotów.naleŜy w takim wypadku zmniejszyć szybkość. czy wznosi się. toteŜ po zwarciu przestał działać. wśród kilometrów kolorowych przewodów. Pozostały mi wobec tego tylko dwa przyrządy działające na zasadzie pomiaru zmian ciśnienia atmosferycznego.latać w idealnych warunkach. Ale w nocy było to niemoŜliwe. albo Trentem. Przypomniały mi się słowa starego wygi. wysiadły więc razem z kompasem. Innymi słowy. piękna pogoda i nie ma chmur. Pod warunkiem oczywiście. który jest międzynarodową falą alarmową. chociaŜ dosyć ryzykowna. Ŝeby moŜliwie najdłuŜej móc utrzymać się w powietrzu. po sylwetkach zbiorników wodnych o charakterystycznym kształcie albo po zakrętach rzeki.. Pomyślałem zupełnie bezsensownie.txt doświadczonych ludzi. przesunąłem nieco stery. prawda. który oznacza ratunek i powrót do domu. Nawet w najjaśniejszą noc jedynymi punktami orientacyjnymi dla lotnika są światła miast. "Przede wszystkim . Istnieje moŜliwość. panowie? Będzie nam bardzo potrzebne. wskaźnik poślizgu (który pozwala stwierdzić. Tarcze tych instrumentów wiele mi powiedziały. bo winę ponosi elektryk. Tak jest. PoniewaŜ dziób poszedł lekko do góry. a więc szybkościomierz i wysokościomierz. Z niewielkiej wysokości potrafiłbym zapewne odróŜnić wieŜę katedry w Norwich od wieŜy kościoła w Lincoln. bo znałem dobrze ten cały krajobraz. MoŜna oczywiście wylądować z pomocą tych dwóch instrumentów. Kiedy próbowałem poszczególnych kanałów aparatu radiowego. Oceniłem ze zmiany tonu silnika. po konturach wybrzeŜa o łatwej do rozpoznania linii. prowadzenia szybkiego odrzutowca na wyczucie. i z jaką szybkością). ale dłuŜej utrzymamy się"w powietrzu". który sprawdzał instrumenty. Obydwa były zasilane prądem z obwodów elektrycznych samolotu. czy samolot leci równo po torze lotu. czy samolot opada. Nie przypadkiem kompas i radio przestały funkcjonować jednocześnie. Trzeba umieć zachować się w powietrzu w czasie awarii. Poczułem. Ŝe jest dzień.

txt wzór. wrogiej. George. Przypomniałem sobie znowu instrukcje sierŜanta pilota Norrisa. Wiedziałem. Manchester wygląda inaczej niŜ Birmingham. począł dąć w stronę wybrzeŜa Norfolku lekki wiatr. Strona 138 . Ŝeby zlikwidować wszelką widoczność. Nocne niebo ziało przeraźliwym zimnem stratosferycznej temperatury pięćdziesięciu sześciu stopni poniŜej zera. Pod wieczór znalazły się pod wpływem cieplejszego wiatru znad Morza Północnego. a moŜe nawet do wschodnich stoków łańcucha Penninów? Nie mogło być mowy o próbie przeskoczenia nad pasem mgły na zachód. Na wysokości trzech tysięcy metrów wyrównałem maszynę i zwiększyłem nieco szybkość. ani naszyjnika połyskliwych świateł wybrzeŜa. Ŝe osiem kilometrów na północ od Norwich znajduje się lotnisko bazy myśliwców Merriam St. Gwiazdy juŜ nie czarowały mnie swym wspaniałym blaskiem. i wówczas mógłbym bezpiecznie wylądować. Wystarczająco. Świeciły z głębi bezdennej. musiałem więc być około dziesięciu kilometrów od wybrzeŜa Norfolku. Ŝeby utrzymać równowagę. jak okiem sięgnąć. stało się teraz obce i nieprzyjazne. Pode mną nie widać było teraz ani czarnego aksamitu morza. z pewnością włączyliby światła lotniska. tworząc grubą warstwę mgły. Zacząłem powoli sprowadzać maszynę w dół. Do dyspozycji miałem tylko własne oczy. "Kiedy jesteśmy zupełnie zagubieni w gęstej pokrywie chmur. jako jedyny instrument nawigacyjny. do którego nie dociera Ŝaden dźwięk. Łatwo dostrzegłbym w ciemności jego czerwony sygnał pulsujący alfabetem Morse^. W miarę jak mój myśliwiec schodził w kierunku Norfolku. skutym trzaskającym mrozem. nie znanym terenie. Bez radia i pomocy nawigacyjnej zagubiłbym się całkowicie w obcym. Ŝeby mnie zabić. Ŝeby mnie pochłonąć wraz z samolotem i wciągnąć na wieczność do mokrego grobowca. Spojrzałem z wdzięcznością na księŜyc. ku leŜącemu przede mną wybrzeŜu.Forsyth Opowiadania. Mgła wschodniej Anglii ukryła ziemię. Mogło mieć trzydzieści lub sześćdziesiąt metrów głębokości. ogarniało mnie coraz silniejsze poczucie samotności. który świecił na rozgwieŜdŜonym niebie jak reflektor. Gorączkowo kalkulowałem czas stracony z powodu zmniejszonej szybkości. Czekały. kontrastującej z rozjarzonym kobiercem świateł samego miasta. A pode mną znajdował się najgorszy wróg: wielkie. Znałem doskonale Norwich i gdybym tylko mógł zobaczyć zarys linii wybrzeŜa hrabstwa Norfolk od Lowestoft do Cromer. ZuŜywałem w ten sposób nieco więcej cennego paliwa. bezczasowej pustki. Na wysokości czterech i pół tysiąca metrów pojawił się mój nowy i chyba ostatni wróg. Jest to jedyne duŜe skupisko świateł oddalone o jakieś trzydzieści kilometrów od wszystkich punktów tego zakola wybrzeŜa. od Morza Północnego. Taka mgła potrafi w ciągu trzydziestu minut całkowicie zasłonić olbrzymi obszar lądu. gdzie leŜy moje ciało. którego wskazówki stanowiły podstawę mego wyszkolenia. z łatwością trafiłbym do Norfolku. Wydało mi się olbrzymim 227 więzieniem. Nie miałem pojęcia. brutalne fale Morza Północnego. co wydawało się tak piękne. blask księŜyca odbijał się od nieskończonego morza bieli. I nikt nigdy się nie dowie. Mogłem więc wylądować albo w Merriam St. kiedy startowałem z westfalskiego lotniska. Powrotny lot do Holandii i lądowanie w jednej z baz lotniczych połoŜonych na wybrzeŜu takŜe nie wchodziły w rachubę. W prawo i w lewo. To wszystko. albo zginąć w szczątkach rozbitego wampira gdzieś w pokrytych mgłą bagnach Norfolku. W zetknięciu z zamroŜoną ziemią miliardy cząsteczek wilgoci zawartej w morskim powietrzu przemieniły się w parę. Gdyby usłyszeli dźwięk silnika mojego wampira nisko nad ziemią. MoŜe aŜ po West Midlands. George. niezaleŜnej od pory dnia czy nocy. Nie starczyłoby na to paliwa. Kiedy leciałem z Niemiec na zachód. Poprzedniej nocy płaskie tereny wschodniej Anglii zostały skute mrozem. Southampton moŜna rozpoznać dzięki wielkiej czarnej plamie portu. jak daleko na zachód sięgała teraz. Zgodnie z zegarkiem znajdowałem się w powietrzu od czterdziestu trzech minut.

zrobionym z dziesięciu ton stali. usta i uszy.. to juŜ lepiej. Ale jej autorzy nie wspomnieli o tym.. kiedy nadali przez radio wiadomość. Procedura ta została dokładnie przemyślana. którym się to udało. szpitale i domy. Ten samolot jest znany z tego. Pozostało mi paliwa jeszcze na trzydzieści minut. On to juŜ słyszał setki tysięcy razy i znowu usłyszy tysiąc razy Strona 139 .BoŜe. Trzeba więc skierować samolot ku morzu. lód zakleja mu rzęsy.. słoneczny dzień. z dala od ludzkich skupisk". Nie. Na dole mgła ogarnęła cały horyzont. Oświetlał mnie księŜyc.Forsyth Opowiadania. Na nieszczęście wyrzucany fotel systemu 228 Martina Bakera nie nadaje się do jednoosobowej kabiny wampira. panowie. Ŝeby nas odszukał. Mój kompas nie działał. Filmy szkoleniowe pokazywały nam uśmiechniętych kolegów. Rzuciłem okiem na zegarek: pięćdziesiąt jeden minut w powietrzu. Miałem nadzieję. w kierunku Norfolku. Ŝe pilot huśtający się na zimowych falach Morza Północnego ma jedną szansę na sto przeŜycia choćby jednej godziny. . Ŝe rzeczywiście zakręciłem o 120 stopni.. W Ŝółtej kamizelce ratunkowej buja na powierzchni jak korek. Co dalej. Tam są dzieci. Ciągnęła się zarówno za mną. PołoŜyłem wampira w lewy zakręt i zacząłem kreślić bok pierwszego trójkąta. sierŜancie. ostatni sposób postępowania w razie nagłej awarii. Dwaj jedyni piloci. "Jest wreszcie. I to w noc wigilijną. Ŝe nie moŜna z niego wyskoczyć ze spadochronem. wybaw mnie z tej podłej przygody. Wtedy moŜemy mieć nadzieję..txt musimy. który prowadzi zagubionego pilota do bezpiecznego lądowania lecąc skrzydło przy skrzydle jego maszyny . Ale działo się to z reguły w jasny. Wylatujemy więc nad morze. tak nie wolno do Niego mówić. to był ostatni sposób ratunku.. w lewo i wciąŜ w lewo tak. Tak.Ojcze nasz.. próbujemy zwrócić na siebie uwagę obsługi radarowej przez nietypowy sposób zachowania. bo w takiej właśnie sytuacji się znalazłem! "Wszystkie samoloty zbliŜające się do wybrzeŜy Wielkiej Brytanii ukazują się na ekranach radarowych naszego systemu ostrzegawczego. Prawda. kierując samolot w lewo. a nie spadali im na głowy wraz z wyjącym potworem. Ŝe muszą przymusowo wodować. Po dwóch minutach znowu wykonałem skręt w lewo. stracili obydwie nogi. Ŝebyśmy latali. Ŝeby kaŜdy bok tego trójkąta powstawał w przeciągu dwóch minut lotu. a następnie wykonujemy w powietrzu niewielkie trójkąty. Przypomniałem sobie teraz 229 inne szczegóły instruktaŜu. prawda. Ŝe nie dotarłem jeszcze do wybrzeŜa Norfolku i Ŝe leciałem na wysokości trzech tysięcy metrów. Oczywiście moŜe się zdarzyć. Ten samolot będzie miał oczywiście czynne radio. którzy zostali wyłowieni z morza w kilkanaście minut od chwili. jak i przede mną. któryś jest w Niebie. rozwaŜać ewentualność wyskoczenia ze spadochronem z samolotu. Ŝe komuś kiedyś uda się taki skok. ciepły. szkoły. panowie?" Oczywiście.. Macie na myśli miasta. proszę panów. Ŝe ktoś zwróci na nas uwagę i zawiadomi kontrolera ruchu powietrznego.. więc nie przyszło mi to teraz łatwo. Wskaźnik pokazywał jedną trzecią zbiornika. Kiedy nas odnajdzie. Nie modliłem się na serio od wielu lat. więc przyjąłem księŜyc za przybliŜony punkt orientacyjny. Minęło dziesięć minut. Wiedziałem. nie. sierŜancie? "W takim wypadku pierwszą naszą czynnością jest skierowanie samolotu w stronę pełnego morza.." No. sierŜancie? Ci ludzie tam na dole płacą nam za to. polecimy za nim i on sprowadzi nas na ziemię do bezpiecznego lądowania przez chmury czy mgłę". . Smaga go mroźny wiatr. który z kolei zleci pilotowi innego samolotu. Kończyłem wykreślanie drugiego trójkąta. a ludzie wznoszący wigilijny toast gdzieś w odległości czterystu kilometrów nie mają pojęcia o jego losie. Samolot ratowniczy. Skoro radio pokładowe nie działa i nie moŜemy nikogo poinformować o awarii.to "pasterz". sierŜancie Norris.

Ŝeby ktoś dostrzegł moje manewry i wysłał mi do pomocy pasterza do bezpiecznego lądowania. kiedy się jeszcze właściwie nic nie przeŜyło. Na wysokościomierzu odczytałem dwa tysiące metrów. w stronę mojego lewego skrzydła. Na wysokości półtora tysiąca metrów zorientowałem się. utrzymywałem się na łuku. toteŜ mój cień musiał być za mną. To samo robił tamten. Razem wyrównaliśStrona 140 .Wy głupie sukinsyny. zmniejszając szybkość maszyny do pięciuset kilometrów na godzinę. Przez sekundę przypuszczałem. białą mgłą. gdyby znalazł się obok mnie. Wampir zadygotał. CóŜ ja takiego mogę Mu przyrzec? On mnie nie potrzebuje. a więc w czasie manewrów straciłem tysiąc metrów wysokości. jedynie bezbrzeŜny smutek.txt dzisiejszej nocy. Ŝe nie dokonałem tylu rzeczy. Gorączkowo starałem się wierzyć. tyle Ŝe o półtora kilometra niŜej.Proszę Cię. iŜ nadal lecę zbyt szybko. wskazówki zegarów innych martwych przyrządów stały na zerze. dlaczego mnie nikt nie słyszy. Pode mną. Nie mogłem jednak bardziej zmniejszyć obrotów silnika.Forsyth Opowiadania. zanim ginący samolot przechyli się do ostatniego nurkowego lotu nad Morze Północne. BoŜe. Poczułem. Ŝe chyba juŜ o mnie zapomniał. jak rośnie we mnie wściekłość i rozpacz.. Po godzinie i ja umrę. aby nakreślić ostatni bok ostatniego trójkąta. równo na linii księŜyca. spraw. okryte jaskrawoŜółtą kamizelką ratowniczą. śal. nie zwracałem na Niego uwagi przez tyle lat.. śeby nie stracić z oczu lecącego pode mną samolotu. dlaczego nie patrzycie na ekrany radarów?! Dlaczego nikt mnie nie widzi? Pewnie wszyscy jesteście juŜ zalani 230 i zupełnie niezdolni do spełniania waszych obowiązków! O BoŜe. Dopiero wtedy zrozumiałem. Przez szybę z pleksiglasu widać było księŜyc chylący się ku horyzontowi spowitemu gęstą. I .rzecz dziwna . kiedy się potrzebuje pomocy? . Ŝe jestem od siedemdziesięciu dwóch minut w powietrzu.. Wypuściłem więc hamulec powietrzny. końcówką swojego skrzydła przy moim. lecący bliŜej powłoki mgły i utrzymujący ten sam kurs co ja. a moje sztywne. nie spotkam tylu ciekawych ludzi. biel mgielnej powłoki przecięła czarna smuga. pod końcówką skrzydła.? Wkrótce jednak moja wściekłość zaczęła wygasać i po prostu beczałem bezsilnie jak małe dziecko. Zacząłem krzyczeć do głuchego mikrofonu: .. Ŝe to mój własny cień. Coraz wyraźniej widziałem na tle białego 231 całunu mgły jego czarną sylwetkę. aby zająć miejsce w szyku. kiedy ma się dwadzieścia lat.. nie dalej niŜ trzydzieści metrów od mego skrzydła. Skierowałem lewe skrzydło wampira ku księŜycowi.. a ja przyrzekam..nie czułem strachu. Ale to juŜ nie miało Ŝadnego znaczenia. Ŝeby mnie ktoś zauwaŜył. Igła kompasu wciąŜ wędrowała po tarczy jak pijana. A w kilka chwil później będę musiał wyskoczyć ze spadochronem. popłynie bezradne w dal.. Przesunąłem lewarek gazu i zacząłem opuszczać się w jego stronę. Był znacznie wolniejszy od mojego i nie potrafiłby utrzymać szyku. Był to więc chyba inny samolot. która za chwilę zniknie w ławicy mgły. Ŝe nie jest to przypadkowo przelatująca maszyna. wiedziałem juŜ na pewno. zamarznięte ciało. Nie jest zabawnie umierać. Jeszcze dwie minuty i nocne niebo utonie w całkowitej ciemności. bo groziło to utratą panowania nad wampirem. Wtedy tamten zaczął podnosić się w moim kierunku. Po pięciu minutach wiedziałem juŜ na pewno. Wskaźnik paliwa pokazywał jedną ósmą zbiornika czyli ilość wystarczającą na jakieś dziesięć minut lotu. zataczając identyczny łuk. PomóŜ mi. aŜ w końcu znalazł się tuŜ obok.. aŜ obydwaj zatoczyliśmy pełne koło. Ŝe nie zobaczę wielu róŜnych miejsc. dlaczego leciał niŜej i nie wspinał się na mój poziom.. Ŝe nikt nie zjawi się na ratunek. ale księŜyc był przede mną. Kiedy mój zegarek wskazał. Co mówi się do Niego. Ŝe zginę tej nocy.

Krótki dziób. Na szczęście podwozie działało na ciśnieniu hydraulicznym i nie było uzaleŜnione od zepsutych elektrycznych obwodów. nieco poniŜej linii księŜyca. Pod nami wciąŜ leŜała mgła. Ŝebym opuścił podwozie. abym widział. prujący przez noc ku macierzystej bazie. hurricane'y i lancastery. Ŝe zostałem zrozumiany. Z pozycji zachodzącego księŜyca wywnioskowałem. Powoli podniósł prawą rękę tak. pękata kabina. Przez kilka sekund leciał obok mnie. następnie uniosłem do góry pięć rozczapierzonych palców. Spojrzałem na wysokościomierz: siedemset metrów. a następnie otworzył ją. dostrzegłem dwa krąŜki jego ochronnych okularów. dlaczego nie moŜe lecieć z moją prędkością. Ku mojemu zdziwieniu przekonałem się. Ŝe wracamy ku wybrzeŜu Norfolk. wciągnąłem więc hamulce powietrzne. Zaczęliśmy schodzić w kierunku mgły. Ŝe wyciągnął ją płasko. nie ja. To on miał kompas i radio. Ŝeby uniemoŜliwić zejście na ziemię bez przyrządów do ślepego lądowania. Ŝe eskadra meteorologiczna w Gloucester uŜywa jeszcze ostatnich latających mosquitów do pobierania próbek górnych warstw atmosfery do prognoz pogody. W kabinie mosquita na tle księŜycowej poświaty widziałem opatuloną głowę pilota. Dokonał zwrotu o 180 stopni. pozostawiając księŜyc za sobą. a następnie przechylił się łagodnie w lewo. ale biały poblask mgły pozwalał podziwiać piękno tamtej maszyny. Dzieliły nas tylko dwie szyby z pleksiglasu i strumień lodowatego powietrza.Forsyth Opowiadania. Po raz pierwszy mogłem mu się dobrze przyjrzeć. Wtedy przypomniałem sobie. a potem przeciągnąłem dłonią po gardle. Znaczyło to: "Schodzimy w dół. ale mosquito był teraz znowu obok mnie. maska tlenowa i gogle kiwały na znak. wysłanym aby sprowadzić mnie na dół. palcami naprzód. a kiedy spojrzał przez boczne okienko w moją stronę. Szybkość pasterza wzrosła. starając się utrzymać szyk. byliśmy na wysokości stu metrów. Skinąłem głową i szybko podniosłem lewą rękę. aby śledzić kaŜdy znak jego ręki. a w kaŜdej wspaniały silnik Merlin produkcji Rolls-Royce'a. Ŝe mam paliwa na pięć minut. Nurkowaliśmy dalej. Ŝe jest pasterzem. kiedy wszystkie trzy koła wysunęły się na zewnątrz. kopułka pleksiglasu na samym dziobie i dwa działka gotowe do walki. ale to wystarczyło. Przesunąłem dźwignię w dół i usłyszałem głuchy stuk. i kiedy przy przechyle zachwiał się nieco. PodąŜyłem za nim. Tak teŜ zwykle bywa 15 września. Nie spuszczałem go z oczu i trzymałem się jak mogłem najbliŜej. potem wyrównał. W ten sposób nakazywał mi. pędzący z szybkością pięciuset kilometrów na godzinę. Kiedy mój pasterz wyrównał lot. Znaczyło to. pokazując tablicę kontrolną. który leciał w odległości zaledwie trzydziestu metrów ode mnie. bombardujący myśliwiec z okresu drugiej wojny światowej. KsięŜyc juŜ zaszedł. kiedy na niebie ukazują się spitfire'y. Potem wskazał nią naprzód i skierował palce w dół. czarne litery: JK. Pilot pasterza wskazał dół. Pokryta hełmem głowa. Prawdopodobnie jej warstwa wynosiła tylko trzydzieści metrów. więc cień mojego samolotu zacierał kształty tamtego. Po dwóch minutach mój towarzysz podniósł do okienka zaciśniętą pięść. WyobraŜałem sobie strumień instrukcji płynący z baraku radarowego do słuchawek człowieka. zobaczyłem wyraźnie dziób mosquita. Miałem księŜyc po prawej stronie. smukłe podwieszone gondole. Był to przypuszczalnie Strona 141 . Ŝe pasterzem był DH-86 Mosquito. Widniały na nim dwie duŜe. Ich przelot w szyku bojowym wywołał okrzyk podziwu w tłumie i nostalgiczne westchnienia wśród przedstawicieli starszego pokolenia. odgłos silnika zmienił się w niski gwizd. Widziałem tę eskadrę na pokazie w rocznicę bitwy o Wielką Brytanię. bo byłem juŜ pewny. na poły tylko widoczny. Cofnąłem lewarek gazu. długie. zarządzając ponowne zejście. a jego śmigłowcem znacznie starszej generacji. Nurkowaliśmy prosto na niewidoczny 232 Norfolk. Zrozumiałem teraz. Dostrzegłem jednakŜe dwa śmigła na jego przedzie. Trzymaj szyk za mną". przykładając do szyby rozłoŜone palce. Mój samolot był odrzutowcem. Wampir przestał dygotać i wyskoczył przed mosquita.txt my kierunek lotu.

przylepiając do skóry nylonowy kombinezon. nic. Ciemna pustka. więc sam teŜ zacząłem zmniejszać gaz. Przy prędkości stu siedemdziesięciu kilometrów ta przeklęta trumna musi runąć na ziemię. Ŝe mam ręce kurczowo zaciśnięte na drąŜku sterowym. Trach. Odrzutowiec bez benzyny na wysokości trzydziestu metrów jest beznadziejną pułapką. Ŝe są o piętnaście czy trzydzieści metrów od nas. Nie wiem. Mój pasterz wyrównał tuŜ nad powłoką mgły. Udało mi się spojrzeć na wskaźnik paliwa: stał na zerze. Ŝe mój pasterz leci bez świateł. Zorientowałem się. Opuszczaliśmy się razem łagodnie i powoli. Ale po chwili jednak coś. Po sekundzie wyrównałem szyk i zobaczyłem. potem juŜ mocniej. coraz wolniej i wolniej. ŚPIESZ SIĘ! Nagle pasterz wyprostował lot tak szybko. Ŝebym mógł wznieść się na wysokość dwustu metrów. Ma się ochotę zbliŜyć do nich . śpiesz się . by wyskoczyć ze spadochronem. potem błyski z jednej i drugiej strony. a następnie wprost przed siebie.Forsyth Opowiadania. Strona 142 . Przez dwie albo trzy minuty mój pasterz zataczał koła. nie zjechać z prostej linii. czego nie widziałem. MoŜna w nie patrzeć nie zdając sobie sprawy. A potem ukazała się nagle biała linia biegnąca tuŜ pode mną. zanim uwierzyłem. WytęŜyłem wzrok.. Po bokach migały pary świateł. trach. trach! . ŚPIESZ SIĘ. Obydwie igły juŜ nawet nie drgały. trach! Znowu kontakt. ale tylko na chwilę. Zdumiało mnie to i przeraziło.txt znak wywoławczy: Juliet Kilo. lecz wciąŜ nie miałem kontaktu z ziemią. lecącego pewnie i bez wahania w stronę czegoś.wylądowaliśmy. Ŝe zwalnia. Trach. Kiedy juŜ to wiedziałem na pewno. aby wampir nie przechylił się i siadł równo. Hamowałem ostroŜnie. udusić. by nie przeciąć granicy lotniska. Znaczyło to: teraz leć sam i siadaj. Ŝadnych kształtów. Szybkościomierz wskazywał dwieście dziesięć kilometrów na godzinę. schodząc z wysokości trzydziestu metrów w nicość. Światła podniosły się niemal do poziomu moich oczu. I wtedy zobaczyłem.. mogą wywołać halucynacje. potem z prawa. oko nie miało się na czym zatrzymać. Światła po bokach migały coraz słabiej. Ŝe pilot mosquita daje mi ręką sygnał: "nurkuj". podobnie jak wskaźnik paliwa. Ŝe z trudem zdołałem 233 wyjść z zakrętu. przy końcówce mojego skrzydła. Potem przechylił maszynę i wleciał w powłokę mgły. Zaraz potem zrozumiałem mądrość tego człowieka. Środkowa linia pasa startowego. Zaczęliśmy się opuszczać. a mnie zimny pot zalewał kark i spływał po plecach. DrŜąc z emocji wyłączyłem gaz i utrzymywałem równo stery. Coś błysnęło z lewa. Wejście z ciemnego nawet nieba w chmurę albo mgłę podobne jest do zanurzania się w kłąb szarej waty. Wampir toczył się z szybkością stu pięćdziesięciu kilometrów na 234 godzinę przez morze szarej mgły. przerwa. modląc się. Schodziliśmy wciąŜ w dół. Na miłość boską. usiłując zobaczyć.bo jeŜeli teraz zabraknie mi paliwa. Trach! Koła dotknęły wreszcie asfaltu.modliłem się . nie ma mowy. Nagle pasterz wskazał palcem w moją stronę. Ŝeby nie zarzucić. co robi. rysował się kształt mosquita. Widoczność spadła niemal do zera. tym razem łagodniej. Wbiłem wzrok w ociekającą wodą szybę: Nic. mokry pas startowy. co jest między nimi. Wysokościomierz stał na zerze. nie dalej niŜ piętnaście metrów ode mnie. Koła przylgnęły do nawierzchni. Zataczaliśmy regularne koła. Nagle nie widać niczego poza wirującymi pasmami milionami macek usiłującymi cię omotać. Mój pasterz wiedział. znowu odbicie na kilka centymetrów ponad czarny. Światła we mgle są zdradliwe i hipnotyzujące. CZŁOWIEKU. jakby pokryte lukrem pasma smagały podwozia naszych samolotów. Wampir stanął. Tylko tuŜ na lewo. śadnych cieni. otoczone aureolą rozświetlonej mgły. a białe. igła lekko dygotała. Ŝe jestem naprawdę na ziemi. Spostrzegłem.ale dla dwóch samolotów lecących w szyku przez mgłę moŜe to oznaczać katastrofę. bez Ŝadnych szans na ratunek. jak długo trwało. Kątem oka spojrzałem na zegary.

Kiedy oddalaliśmy się od wampira. Jeszcze bardziej cieszył mnie fakt. Ŝe zaczyna się ląd. Będą musieli ściągnąć moją maszynę z pasa startowego landrowerem. system hydrauliczny. Wyłączyłem więc wszystkie inne urządzenia . kiedy wynurzałem się z mgły. 235 . ciśnienie i światła. Leciałem orientując się według połoŜenia księŜyca.To pański? Skinął głową w stronę niewyraźnej sylwetki wampira. nie odznaczają się talentem do latania i często nie są nawet pilotami. ozdobioną rozłoŜystymi wąsami. Zawiozę pana do kasyna. .wyjaśniłem mu cierpliwie.Zupełnie niebywałe. Ponad nimi sterczał jednak daszek oficerskiej czapki.Niesamowite . .ssanie. tuŜ pod jego pękatym kadłubem. a raczej wykrzyczał mój towarzysz.. Podwozie miał wciągnięte. Ŝe stoi o jakieś sześć metrów od końca pasa startowego.odpowiedziałem.Zostałem sprowadzony . . w gęstej mgle zamajaczyły dwa reflektory. zniszczonego samochodu marki Javelin. Kołowanie w tej mgle nie miało sensu.No to jak pan znalazł to lotnisko? Zaczynałem tracić cierpliwość. we mgle.mruknął.przyznałem.Miałeś pan piekielne szczęście . Przez kilka minut zastanawiał się nad tymi informacjami. Po wyłączeniu ogrzewania szyby szybko zaszły parą. Ŝe znalazłem się we wnętrzu ciepłego wozu. nie dalej niŜ dwadzieścia metrów ode mnie.powiedział wreszcie..Hej tam! Wygramoliłem się z kabiny.Właśnie wylądowałem. . Jechało od niego whisky. Sądziłem. . Bez znaków RAF-u.Bez kompasu. Dopiero kiedy wstałem. Zwykły naziemny urzędas. Facet był najwyraźniej jednym z tych pechowych poruczników.Bez radia? . Usłyszałem wołanie: . którzy są z reguły pomijani przy awansach.Forsyth Opowiadania. kiedy wampir toczył się po pasie startowym. Postanowiłem zatelefonować z oficerskiej kantyny do stacji RAF-u w Gloucester i osobiście mu podziękować. Nawet w noc wigilijną wozy straŜackie i ambulans muszą być w pogotowiu. Ŝe Ŝyję. Sytuacja Strona 143 .potwierdziłem. Samochód jechał wolno drogą do kołowania w stronę wieŜy kontrolnej i zabudowań lotniska. zauwaŜyłem.txt zwolniłem pedały hamulcowe i zaciągnąłem hamulec postojowy. Tacy nie powinni mieć słuŜby na nocnej zmianie. Następnie wyłączyłem silnik. Zapewne nie dostrzegł juŜ mojego poŜegnalnego gestu. po czym powoli zacząłem odpinać pasy spadochronu i fotela. więc otworzyłem dach kabiny i odsunąłem go. .Paliwo skończyło mi się właśnie wtedy. nisko nad ziemią przelatywał mosquito. z którymi nie mógł sobie dać rady. A radio i wszystkie przyrządy elektryczne nawaliły jakieś pięćdziesiąt minut temu nad Morzem Północnym. . Nad kierownicą zobaczyłem okrągłą twarz piwosza. Ale na razie nikt po mnie nie przyjeŜdŜał. . tuŜ przed zaoranym polem. A potem. . próbując przebić się przez zgrzytanie skrzyni biegów i sprzęgła.powiedział. Dotarłem tak do wybrzeŜa. zorientowałem się.Wylądował pan bez kompasu? .Bez radia . A do tego wstawiony. Były to reflektory starego. kiedy usiadłem.Tak . Światła zatrzymały się o sześć metrów od nieruchomego wampira. zeskoczyłem ze skrzydła na ziemię i pobiegłem ku światłom. Niech pan wskoczy. Wtedy zwrócił moją uwagę jakiś dźwięk. Na lewo.Wysiadły wszystkie kanały. miałem szczęście . Zgasł sam z braku paliwa.Tak. . . Po chwili samolot zniknął we mgle. Ŝe za chwilę podjedzie po mnie samochód wysłany przez wieŜę kontrolną. co tłumaczyło te trudności. DrŜałem na całym ciele. Byłem szczęśliwy. Jej właściciel przyglądał mi się bacznie. Wyłączanie silnika nie było potrzebne. .To niebywałe . jak jest zimno. W bocznym okienku zobaczyłem podniesioną rękę pilota. w którym sądziłem. a raczej do miejsca. Byłem w lekkim lotniczym kombinezonie. . Dopiero kiedy byłem juŜ dobrze przemarznięty.

ma się niewyczerpane zasoby energii.wyjaśniałem mu spokojnie.Bo usłyszałem wycie pańskiego silnika. Nad wąskimi drzwiami. .Osiem kilometrów od Cromer. która zlewała się we mgle z rzędem starych baraków.wymamrotał. .przypomniało mi się. goła Ŝarówka. Minton jest tylko bazą magazynową. .Gdzie właściwie leŜy Minton? . ale i tępy. wisiała pojedyncza. Ale widzi pan. Wzruszył ramionami. Lecieliś236 my w szyku na przyrządach ślepego lądowania na radar.Nie mamy tutaj Ŝadnych urządzeń do ślepego lądowania na radar. To wszystko było bez sensu. ja jestem tylko szczurem magazynowym. .A gdzie znajduje się najbliŜsza czynna stacja RAF-u wyposaŜona w urządzenia radarowe i instrumenty do ślepego lądowania? Zastanawiał się przez chwilę. według instrukcji. pomyślałem. prowadzącymi do wieŜy kontrolnej. Potem trzeba było jeszcze pana znaleźć. zupełnie obłąkane i pozbawione logiki.Forsyth Opowiadania. Niesamowite.odparł. za którymi zniknął porucznik. A więc takie było wyjaśnienie tej zagadki. Nie jesteśmy czynnym lotniskiem od wielu lat. Mój nieznany przyjaciel Strona 144 . George. Więc pobiegłem do wieŜy kontrolnej i włączyłem je. .Miał pan piekielne szczęście. . 237 Gadaj zdrów. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Oni są świetnie wyposaŜeni. George? spytałem cicho. . Mój towarzysz był widać nie tylko wstawiony.Nic dziwnego. Znajdowaliśmy się parę metrów od wieŜy kontrolnej.powiedziałem machinalnie. . Mój towarzysz wrócił i niepewnie wygramolił się na siedzenie. Potworna dzisiaj mgła.A więc to nie jest lotnisko RAF-u w Merriam St. . Nie mamy w ogóle Ŝadnego wyposaŜenia nawigacyjnego.Nie . Ŝeby mnie sprowadził w dół. Pomyślałem.Nigdy o nim nie słyszałem .MoŜe to Marham? Albo Chicksands? Albo Lakenheath? . Zatrzymał samochód i wysiadł.powtórzył wsysając kroplę wilgoci spływającej po wąsach. .. To pan krąŜył nisko nad nami.odpowiedziałem po chwili. Kiedy usłyszałem.Prosta sprawa . na wybrzeŜu. Wszystko poszło gładko. Zagadka nękała mnie jeszcze przez kilka minut.zapytałem. . Jej światło pozwoliło mi przyjrzeć się wybitym szybom i zamkniętym na kłódkę drzwiom i ocenić panującą tu atmosferę opuszczenia i zaniedbania. Latałem krótkimi trójkątami w lewo. kiedy stary Joe poprosił. Ŝebym podszedł do okna i posłuchał. Ŝe za chwilę usiądzie nam pan na głowę. Tu właśnie jesteśmy.Dlaczego zapalił pan światła? . . ale było to kłamstwo. ZauwaŜono mnie i wysłano pasterza.txt awaryjna szczęśliwie się zakończyła. Siedziałem w kantynie oficerskiej i popijałem grzane wino. . .. Ŝe kiedy demontowano stację. nawet latarni kierunkowej.To był samolot meteorologiczny RAF-u z Gloucester. . Ŝe moŜe mógłbym panu pomóc .Musiałem wygasić światła pasa startowego . Ale przecieŜ musi być jakieś proste wytłumaczenie. sprowadziłem samolot bezpiecznie na dół.Niesamowite . Potem wpadłem na pomysł. Byliśmy pewni. Kiedy juŜ zobaczyłem światła pasa startowego. nie zlikwidowano świateł. A potem mruknął: . musiałem wrócić do baraku i wyprowadzić samochód. Teraz ja z kolei przeŜuwałem przez dłuŜszą chwilę jego informację. . Ŝe tamten facet znalazł to lotnisko. Przepraszam pana. Chwyciła go czkawka. Kiedy jest się młodym. Musiało jednakŜe być jakieś wytłumaczenie. . jakby chciał powiedzieć: skoro tak uwaŜasz.To chyba będzie Merriam St. Ŝe pan wylądował. zacząłem więc wracać do normy. Miał oczywiście radio.Dlatego pan tak długo na mnie czekał.To jest RAF Minton.Rozumiem . zapewne niegdyś słuŜących jako pomieszczenia operacyjne i nawigacyjne.

Światło palące się nad wejściowymi drzwiami oświetlało pięknie wyrzeźbione. I tak nie sposób tego ogrzać w zimie. Podczas gdy formułowałem w myślach racjonalne wytłumaczenie mojej obecności na tym niemal całkowicie opuszczonym lotnisku. Miałem . Mój gospodarz zaparkował samochód przed drzwiami. Podobnie w barze. Przez czysty przypadek opuszczona od dawna baza w Minton wraz z jej siecią świateł i wstawionym magazynierem znalazła się na trasie prowadzącej do lotniska w Merriam. kiedy panowała moda na metalowe drzwi i framugi w urzędowych budynkach. . Wielki kominek w hallu był wygaszony. Marks zaglądał do róŜnych drzwi prowadzących z hallu. W końcu zabrakło mi przecieŜ paliwa w połowie pasa startowego. . który przedstawił mi się jako 238 porucznik pilot Marks. Ŝe nie powinien mieszać się do opartych na nowoczesnej technice operacji. Ŝe nie ma wielkiego wyboru. Tego nam nie brakuje! Zagrzeje teŜ wodę w wannie i wykombinuje coś do jedzenia. pusty i zimny pokój jadalny i dwa korytarze. Nie warto ogrzewać tej całej przestrzeni dla dwóch ludzi. jeden pokój dodatkowy i tak mieszkamy. ^zwłaszcza przy ilości paliwa. ale ugryzłem się w język.Jest nas tylko dwóch na tej stacji. Po jednej stronie wejścia na tablicy widniał napis: Stacja RAF Minton. Ŝe lokal ten pamiętał lepsze czasy. Ale bardzo chciałbym się wykąpać i coś zjeść. jaką nam przydzielają. ale teraz stały tylko dwa.jak to on powiedział . Obydwa pomieszczenia były więc diablo zimne i po odtajaniu w samochodzie zaczynałem znowu drzeć z zimna.Przykro mi. Pod spodem miał mundurowe spodnie. które są niezbędne w kaŜdym wojsku. Marks powiedział mi. Po drugiej inna tablica informowała.txt w samolocie meteorologicznym prowadził mnie prosto z wybrzeŜa do Merriam St. Wszędzie ten sam wzorzec. Było tu dosyć miejsca na dwadzieścia foteli.odparł przybierając ton dobrego gospodarza.wszyscy na urlopach świątecznych . Chciało się powiedzieć. JuŜ chciałem powiedzieć porucznikowi. . obiciami. Nie zdołałbym dolecieć do Merriam odległego o piętnaście kilometrów stąd. rzucając hełm lotniczy z przymocowaną do niego maską tlenową na skórzany fotel. Ŝe nie mogę panu słuŜyć większymi wygodami przepraszał Marks. rozbiłbym się na polu nie dolatując do lotniska. ale wyszczerbione godło RAF-u. z których jeden pełnił słuŜbę w podoficerskiej kantynie. butów i mnóstwa innych przedmiotów.Zawołam Joego i kaŜę mu przygotować dla pana jeden z wolnych pokojów. Z frontu znajdował się duŜy. Czy mogą być jajka na bekonie? Skinąłem głową.Forsyth Opowiadania. Kontroler wieŜy Merriam kazał nam zatoczyć dwa koła. Spędzanie świąt BoŜego Narodzenia w takiej dziurze nie naleŜało chyba do przyjemności. Wysiedliśmy. Ŝe jest zastępcą dowódcy. Architektura kasyn RAF-u nie jest zbyt urozmaicona. zdjął koŜuch i rzucił go na krzesło. Poza tym było dwudziestu urzędników . przebywa na świątecznym urlopie. Zaglądałem przez drzwi razem z nim i zobaczyłem duŜy. Ŝe jest to kasyno oficerskie. wołając kogoś o imieniu Joe. Ŝe to się da zrobić .powiedziałem. Jeden prowadził do kwater oficerskich. . i to z popękanymi. spadochronów. Był to czysty przypadek. zbudowany bez wątpienia w czasach przedwojennych.którzy robili spis mundurów.Myślę. Weszliśmy do środka. dojechaliśmy do oficerskiej kantyny. Jakoś nie mógł znaleźć tego swojego Joego. więc wybraliśmy sobie dwie sypialnie. Na prawo szatnia z rzędem pustych wieszaków na nie istniejące płaszcze. włączył swoje światła. Mój gospodarz. Poza tym nie ma odpowiedniej obsługi. . Zorientowałem się. dowódca eskadry. a drugi do pokojów obsługi. To mnie zmyliło na ostatnich kilometrach schodzenia w dół i w rezultacie posadziłem wampira na niewłaściwym lotnisku. a jednocześnie ten stary dureń włączył swoje. Obawiam się.Proszę sobie nie robić kłopotu . Poza nimi personel stacji składał się z sierŜanta i trzech kaprali. a jego szef.piekielne szczęście. przestronny pokój. Ŝe Joe jest stewardem w kaStrona 145 . których nie jest w stanie zrozumieć. ale zamiast kurtki nosił zniszczony błękitny sweter. George.

. Na pewno podoficer słuŜbowy z wartowni. Znowu wyłoŜyłem całą sprawę. Z powodu mgły tamten musiał lecieć na przyrządach radarowych. a ja spojrzałem na zegarek i stwierdziłem. Tu miałem awaryjne lądowanie.Proszę o połączenie z dyŜurnym kontrolerem ruchu . dziękuję. pomyślałem raz jeszcze. . W niewielkim zimnym pokoju stało krzesło. Musiałem się jakoś rozgrzać.txt synie. starszy głos. Mogę tu przenocować. Jest tylko kilku oficerów w kantynie. Poproszę dowódcę eskadry. jak przystało na oficera słuŜbowego nawet w noc wigilijną.Forsyth Opowiadania. jaki po chwili rozległ się w słuchawce. Ale oni powinni przecieŜ latać w kaŜdą pogodę.powiedziałem.AleŜ oczywiście! PrzecieŜ musi się pan zameldować. oficer słuŜbowy znajdował się w kasynie. Ŝe lecę do was.Wspaniale . Uzyskanie połączenia trwało wieki. Nastąpiła chwila pauzy. .Tak. Co pan chce.Przepraszam.odezwał się w słuchawce zaspany głos.RAF Minton. i zawstydziłem się. . . . Ale wylądowałem na niewłaściwym lotnisku. wiem . . Czułem. Ŝe w kontroli ruchu nie ma teraz nikogo na słuŜbie. Wreszcie dostałem połączenie. George . Tej nocy nie zapowiadano Ŝadnych lotów.zapytał mój rozmówca. czy nie? Słyszałem przed chwilą.Wydaje mi się. kiedy podałem mu nazwisko. kierowany przyrządami do ślepego lądowania. Nie mógłby inaczej zejść w dół. Kiepski sposób spędzania BoŜego Narodzenia. rozumiem. Kiedy zobaczyłem światła lotniska.Naturalnie.Nic o tym nie wiem . Ŝe dochodzi północ.Miał pan pecha. . Czy pan leciał do nas. nie o to mi chodzi. . Ŝe ma przyjąć wampira lądującego na przyrządach ślepego lądowania i bez radia. To chyba całkowicie opuszczona baza. stopień i nazwę swojej bazy. ale teraz przyjąłem trunek 239 wdzięcznością. kiedy zamknęliśmy lotnisko o piątej po południu. Proszę chwilę zaczekać. Musiał być młody i zdyscyplinowany. wylądowałem w przekonaniu.odezwał się męski głos. Ale obawiam się.Znakomity wyczyn lotniczy tego pilota z Gloucester. połoŜonego niedaleko wejścia do baru. Czy mogę tymczasem zadzwonić? .Nie.Merriam St.Niech pan się zdecyduje. pomyślałem. Po krótkiej chwili odezwał się inny. zostałem przejęty przez samolot meteorologiczny z Gloucester. Ŝe jest trzeźwy. Ŝe nic się tu nie działo od chwili. . dochodzące z mieszkania słuŜbowego przy centrali telefonicznej. . Ten człowiek być moŜe świetnie Strona 146 . jest tu obok. puste biurko i telefon. Zaprowadził mnie do biura. MoŜe wysłać po pana łazik? 240 . To ich zawód. Przypomniałem sobie jednak. Telefonistka znalazła go dopiero po dłuŜszym czasie. Z reguły nie piłem alkoholu. kto mówi? Podałem mu nazwisko i rangę informując. Ŝe jego lotnisko musiało być zawiadomione. Słuchał mnie uwaŜnie.Wobec tego proszę mnie połączyć z oficerem słuŜbowym. Ŝe to pan pilotował to pudło! Westchnąłem i zacząłem tłumaczyć od początku. Byłem pewny. Marks poszedł przypilnować ordynansa.odparł. . Ŝe jest to Merriam St. Ŝe zaledwie pół godziny temu błagałem Boga o pomoc. Ale ja nie jestem z kontroli ruchu. poniewaŜ nie miałem numeru Merriam St.Little Minton . Marks zjawił się z butelką whisky. .zawyrokował mój rozmówca. George.Widzi pan.Tak jest. Ŝebyśmy zrobili? Zaczynałem tracić cierpliwość. .powiedział wreszcie. Kiedy nakręcałem numer centrali. Opowiedziałem mu o swojej awarii i dodałem. Ŝe mówię ze stacji RAF-u w Minton. Sądząc z wesołego gwaru. który mnie tutaj doprowadził. Słyszałem odgłosy świątecznej libacji. . .Skąd pan mówi? . George. czy mogę spytać. .

Siedziałem przy telefonie wpatrując się z niedowierzaniem w aparat.spytała telefonistka. Nie tylko nie mogłem z moim zapasem paliwa dotrzeć do Merriam St.są zawsze na słuŜbie. Dobranoc.Wiem dobrze. . ale był juŜ chyba lekko zawiany.Ale raczej sądzę.Owszem . aby zapalić światła opuszczonego lotniska.Dzwonię do was. w Minton. O dotarciu do Marham 241 16-Czysta robota . nie doceniany.Obawiam się. zbiurokratyzowany porucznik pilot Marks. George. DyŜurny oficer przyjął telefon. JednakŜe pilot mosquita musiał juŜ powrócić do Gloucester i trzeba mimo wszystko zawiadomić go. Ale wycofano je z uŜycia trzy miesiące temu. DyŜurny oficer meteorolog przy aparacie. jeŜeli tolerował głupie pytania o tej porze nocy. który juŜ się u was nie pojawi. w Suffolk. Zaczęło mi świtać w głowie. Lakenheath leŜał równieŜ w odległości sześćdziesięciu kilometrów na południe. . Uratował mnie porucznik Marks. A na południe RAF Lakenheath. .Forsyth Opowiadania.Ale nie zostały uŜyte tej nocy! Były nieczynne od piątej po południu.5 metra*? Chodzi mi o najbliŜsze lotniska utrzymujące przez dwadzieścia cztery godziny podsłuch alarmowy.próbowałem protestować. Ŝe wcale nie zawdzięczałem swego Ŝycia pilotowi z Gloucester. Wylądował tutaj.Dziękuję. jakaś pomyłka. ale który biegł czterysta metrów w gęstej mgle. A przecieŜ pokazałem temu pilotowi w mosquicie. Rozpity. Czy ja mówię z RAF-em Gloucester? . Jedno naleŜy przyznać eskadrom meteorologicznym . . Ŝebyście odwołali alarm swego personelu radarowego i kontroli ruchu.Chwileczkę. Ŝe mam benzyny tylko na pięć minut lotu.A co się stało z mosquitami? .txt dowodził eskadrą. uŜywaliśmy mosquitów. I wesołych świąt! Strona 147 .powiedział po namyśle. gdzie znajdują się najbliŜsze stacje RAF-u.odpowiedział mi równie dobitnie oficer. Ŝe nie moŜna tego wykluczyć . Niewiele juŜ dziś ich zostało. Zadałem mu wtedy ostatnie pytanie: . George są urządzenia do ślepego lądowania . Ŝe są! .Wiem. .zaczął krzyczeć. . Ŝe znalazły się w muzeum.Na zachód RAF Marham.odpowiedział. . Ŝe zrozumiał. prawda? . panie poruczniku odpowiedział. Ŝeby jeden z nich został sprzedany w prywatne ręce? . czy Lakenheath nie mogło być mowy.odpowiedziałem stanowczo. których radio pracuje w ciągu nocy na fali 121. Latamy teraz na canberrach.To nie mógł być Ŝaden z naszych samolotów.Zgadza się. Ten człowiek musiał być szalony. o tej porze? .Moim rozmówcą musiał być chyba stary okularnik o niewyczerpanej cierpliwości i uprzejmości. aby przebyć jeszcze sześćdziesiąt kilometrów.PrzecieŜ to właśnie w Merriam St. Wytłumaczyłem mu sytuację.121. Potem zapytałem: .5 metra jest częstotliwością międzynarodowej słuŜby awaryjnej.O piątej po południu zamknęliśmy lotnisko. Ŝe poszły na złom. Dziękuję panu bardzo. w nocy.Myślę. . Poza tym leciał o wiele za nisko po naszym locie przez mgłę. kiedy usłyszał huk krąŜącego mu nad głową samolotu.Doskonale. Ŝe zaszła.Ale my juŜ dawno mamy fajrant . o tej porze. . aby je znowu uruchomić. . Wasza jednostka posługuje się mosquitami do pomiarów ciśnienia i temperatury na duŜych wysokościach. . . I od tego czasu nie było Ŝadnego polecenia. Ŝe Ŝyję. ale na dodatek tamtejsze lotnisko było zamknięte.Tak .Gloucester? .Czy wobec tego moŜe mi pan powiedzieć. Wesołych świąt! OdłoŜył słuchawkę. Oczekują wampira. . . . .Przypuszczam. na drugim końcu Norfolku. .Gloucester. Albo teŜ posłano je do muzeum. Marham znajdował się sześćdziesiąt kilometrów na zachód. . który wprawdzie nie rozróŜniał chyba przodu samolotu od tyłu.Owszem. ale czy jest moŜliwe.W nocy. Oparłem się na poręczy krzesła i odetchnąłem głęboko. . Odpowiedział wyraźnie.

jeŜeli moŜna tak powiedzieć. którzy wszyscy słuŜyli juŜ gdzie indziej. sprzed kominka uniósł się klęczący tam stary człowiek. to pójdę do łóŜka. Zdziwiłem się.Po czym zaczął opowiadać mi o latach. Da pan sobie radę? Byłem dla niego teraz bardziej uprzejmy.Porucznik Marks mówił o was.Oczywiście. Stewardzi w kasynach oficerskich są zwykle Ŝołnierzami słuŜby czynnej. Mówił mi o czasach. . będzie tu całkiem przyjemnie. potem tracę kierunek i brakuje mi paliwa.Tak. a bar rozbrzmiewał wesołymi piosenkami. Joe rozpala tam teraz ogień.Dawno tu jesteście? . w którym wesoło trzaskał ogień.. wpadłem tu przypadkiem! .Numer siedemnasty. lubiący sobie polatać w nocy na muzealnym mosquicie. a potem bierze mnie na hol jakiś postrzelony księŜycowy pilot. JeŜeli pan pozwoli.Pański pokój jest gotów . . . oczywiście.Mam na imię Joe. co robi. Co za 242 noc. Z uchylonych drzwi pokoju numer siedemnaście padała na korytarz smuga światła.Forsyth Opowiadania. Jedno jest pewne . Wytarłem się ręcznikiem i zawinąłem w stary. . Ale. prawda? Dawniej musiało być inaczej. . Zapomniałem poprosić Marksa o poŜyczenie swetra. Ręka.ten amatorski as lotnictwa nie zdawał sobie w najmniejszym stopniu sprawy z tego.Dobry wieczór . wykąpałem się szybko w gorącej wodzie. kiedy niebo nad lotniskiem dygotało od huku silników startujących do walki i powracających samolotów. . Woda na kąpiel juŜ się grzeje. Ale gdyby nie on. wyciągnąłem z kieszeni mego lotniczego kombinezonu papierosa. ale ciepły szlafrok przyniesiony mi przez Joego. Ŝe zjem moją samotną kolację w pokoju. Stanąłem przed starą fotografią stojącą w ramce na kominku. którą Joe mi przyniósł z kredensu przy barze. W drzwiach ukazała się głowa pilota porucznika Marksa. Przykro mi. Jestem tu stewardem. pełnymi zapału lotnikami. panie poruczniku. którą Strona 148 . Podczas gdy jadłem szybko i z apetytem. . w końcu korytarza. Po skończeniu kolacji wstałem od stołu. ZauwaŜa mnie przypadkiem.. dziękuję panu serdecznie za pomoc.Widzieliście tutaj wiele zmian. Ten miał chyba siedemdziesiąt lat i był najwyraźniej miejscowym cywilem. kiedy wszystkie pokoje były zapełnione młodymi.. Nie moŜna chyba liczyć na więcej szczęśliwych zbiegów okoliczności. mijając liczne drzwi kawalerskich pokojów oficerów. Pokój będzie zaraz gotów. który tymczasem przygotował mały stół 243 i postawił na nim gorące jajka na bekonie. aŜ wreszcie podchmielony oficer na ziemi ma na tyle przytomności umysłu. co za niewiarygodna noc! Najpierw wysiada mi radio i wszystkie przyrządy pokładowe. stary ordynans zabawiał mnie rozmową.txt OdłoŜyłem słuchawkę i potrząsnąłem głową w zakłopotaniu. Joe tymczasem zbierał talerze i szkło ze stołu.spytałem go raczej z grzeczności niŜ z prawdziwego zainteresowania.Oczywiście. aby na czas zapalić światło i uratować mi Ŝycie. Kiedy ogień się rozpali. . ZasłuŜył sobie na moją wdzięczność. omal nie doprowadza do katastrofy. Kiedy wszedłem do pokoju. Na razie jednak w pokoju było jeszcze chłodno i kuliłem się w moim lotniczym kombinezonie.oznajmił. w sali jadalnej panował hałas i słychać było brzęk talerzy i sztućców. . panie poruczniku. Słuchając go skończyłem posiłek i wypiłem resztę butelki czerwonego wina.. Był dobrym stewardem. gdzie znajdowałbym się teraz? Mój zimny trup kołysałby się na falach Morza Północnego! Resztką whisky wzniosłem toast za zdrowie pasterza i za jego dziwne hobby prywatnego latania starymi samolotami. od załoŜenia tej stacji przed samą wojną. . około dwudziestu lat. Zabrałem swój hełm i poszedłem korytarzem.Wiem juŜ od pana Marksa. i kiedy Joe poszedł ją przynieść. zapaliłem go i zacząłem przechadzać się po pokoju.przywitał mnie. . Zdecydowałem. Ŝe robię tyle zamieszania o takiej porze.

Forsyth Opowiadania. Kavanagh był podczas wojny asem lotniczym w jednej ze słynnych eskadr. jakiego dawniej uŜywali lotnicy.latanie. co było dość powszechne wśród zdemobilizowanych lotników. wychyliłem się na zewnątrz i wyjrzałem za firankę. Ŝe był to właśnie jego pokój.Ach! To zdjęcie pana Kavanagh. do hełmu przymocowane były okrągłe gogle. Byli to znakomici piloci. 245 Kiedy wracał z jakiejś wycieczki do Europy. aby stanąć przy oknie.Przyglądałem się bacznie samolotowi w tle zdjęcia. Ale ja jestem stronniczy.Jakim pilotem. Latali na mosquitach. Na dziobie samolotu za lotnikiem widniały blade. Mgła kotłowała się w wielkich kłębach. panie poruczniku. Tak się składa. jeŜeli mi wolno tak powiedzieć. . stawiając na stole pozbierane talerze. Pozwolę sobie jednak powiedzieć. Ŝe gdzieś. bez uśmiechu na twarzy. moim zdaniem.Zaraz je zamknę. sprawdziłem. szorstkie spodnie sukienne i cięŜką wiatrówkę na baranim futrze. Na jednej z okresowych licytacji RAF-u kupił sobie starego mosquita. Poczułem przejmujące zimno w pokoju. Jedno z okien otworzyło się gwałtownie. Wydało mi się. które zapewniały samolotowi znakomitą sprawność. panie poruczniku. wysokie buty. Chciałem juŜ coś powiedzieć staremu stewardowi. sam to zrobię.Kavanagh? .Podszedłem do kominka i przyjrzałem się z bliska fotografii. . Wspaniały człowiek. Zamknąłem okno. . W lewej ręce trzymał skórzany miękki hełm. Przedstawiała młodego człowieka mniej więcej w moim wieku. Po jej zakończeniu wystąpił z wojska i zajął się chyba handlem uŜywanymi samochodami. Nie mogło być wątpliwości. ubranego w lotniczy kombinezon.powiedział staruszek.txt podnosiłem papierosa do ust. . wpuszczając do pokoju strumień mroźnego powietrza. ale wyraźne litery JK. Z tyłu za pilotem widać było wyraźnie jego samolot. a Johnny Kavanagh. panie poruczniku. zauwaŜył mnie Strona 149 . Patrzył w aparat z ponurym napięciem. chwiejącym się w stalowej ramie. panie poruczniku? Pokazałem samotną fotografię na kominku. z rozstawionymi lekko nogami i prawą ręką na biodrze.Eskadra zwiadowcza. Oczywiście nie było tam Ŝadnych silników. i obróciłem się w stronę pokoju. doprowadził go do porządku i latał. Podczas dobrej koniunktury lat pięćdziesiątych dorobił się pewno niezłych pieniędzy. . Wystarczyły mi dwa kroki. Niezły sposób spędzania wolnego czasu. kiedy poczułem nagle na plecach powiew zimnego powietrza. Pilot ze zdjęcia miał na sobie grube. 244 . Joe? . Postawił kieliszek od wina na talerzach trzymanych w rękach. mieszając się z prądem ciepłego powietrza buchającego z okna. Byłem jego ordynansem. Stał w wyzywającej pozie. kupił sobie ładny dom na wsi i miał środki na swoją prawdziwą pasję Ŝyciową . . Fotografia była stara i poplamiona. panie poruczniku . tylko motocykl jakiegoś chłopca z farmy. Aby je mocniej przyciągnąć. Był tutaj w czasie wojny. czy jest zabezpieczone. Nie był to jednak jasnoniebieski nylon i połyskujący hełm dzisiejszych czasów. jak się ma pieniądze. usłyszałem huk silników. a więc około dwudziestki. kiedy tylko chciał. A więc nie Juliet Kilo. Nie moŜna było nie rozpoznać smukłej sylwetki bombardującego myśliwca Mosquito wraz z jego dwiema gondolami mieszczącymi dwa silniki Merlina.W jakiej słuŜył eskadrze? . . ale zupełnie wyraźna. Miał w oczach jakiś cień smutku. zawisła nagle w połowie drogi.Kto jest tym pilotem.Tak. Ŝegnającego się przez płot ze swoją dziewczyną. Ŝe.Nie trzeba. daleko we mgle. Zamiast uŜywanej dziś plastykowej osłony. Cała sprawa stała się teraz jasna jak słońce. Był Irlandczykiem. pan Johnny był z nich wszystkich najlepszy.

. nawet gdybym musiał się uciec do pomocy Królewskiego Aeroklubu...Znam je z fotografii ....... polecę i sprowadzę go na ziemię!" Pokiwałem głową.Tak.. A raczej na kilka. Cotteshall.. aby utrzymać trzeszczące i dygoczące maszyny na kursie. On zaś. . Pamiętam.. Dobranoc.CóŜ ..Forsyth Opowiadania.powiedziałem z przekonaniem... naprawdę wspaniały........ 246 Odwróciłem się od fotografii i zgasiłem papierosa w popielniczce przy łóŜku.Wspaniały człowiek .. rozbite radia. .. . Ŝe ma kocie oczy. Stary ordynans najwyraźniej uwielbiał swego oficera z czasu wojny. ale poniewaŜ nie miałem i tak paliwa. ...... .. 5 W Irlandii nie ma Ŝmij .. kiedy eskadra wracała znad Niemiec. poszarpane skrzydła i stery.. myśląc o jego nocnym wyczynie. rozpaczliwe wysiłki pilotów..wygląda na to.. MoŜe to ta krew irlandzka.... Ŝeby je znać? . stirlingi i lancastery... Wypatrywał tam uszkodzonych bombowców. Wielkie bombowce leciały do swoich własnych baz. Waddington. wypatrując uszkodzonych samolotów. Ŝe potrafię odnaleźć tego człowieka. 116 Przywilej absolutny . Ŝe jestem w niebezpieczeństwie. Wielkie czterosilnikowe maszyny.. gdzie wyznaczali rakietami cele dla bombowców.. nocnego nieba.... Pamiętam..... ale znacznie częściej kazał napełniać ponownie zbiorniki paliwa swojego mosquita i startował znowu. . 49 Są takie dni. Ŝe ma szósty zmysł. Ŝe nadal to robi.. a znając doskonale teren. 82 Niewypał ... milczące radio i bezradność wobec mgły zakrywającej ziemię.Niestety.... ...Owszem...Najlepszy. ... NaleŜały do róŜnych baz: Marham.A niektóre z nich pokazują na paradach w czasie uroczystości. zupełnie jak pan dzisiaj: "Joe..Tak właśnie było... Strona 150 27 143 . Ŝe bardzo często.powiedziałem z przekonaniem. . ..Zdarzało się. Wylatywał po raz drugi tej samej nocy po wykonaniu zadania i patrolował nad Morzem Północnym. panie poruczniku.. . kiedykolwiek jeden z nich będzie tam w nocy usiłował powrócić do bazy. Mówiono. Musiał spaść ze swoim samolotem gdzieś w Morze Północne. czasem w tak gęstej mgle... Podziurawione kadłuby. tak.. Joe uśmiechnął się.... nie było wyboru... reszta młodych oficerów szła do baru na jednego.. podąŜających w stronę wybrzeŜa.. A następnie prowadził je do lądowania.. Z własnego niedawnego doświadczenia pamiętałem gorzką samotność zimowego..przyznałem... Umierający i ranni na pokładzie. Byłem pewien.. ....potwierdził Joe za moimi plecami. Joe był juŜ przy drzwiach.. panie poruczniku.. 99 Dowód rzeczowy .. I ten człowiek prowadził je do lądowania? Widziałem je w wyobraźni. Leciał samotnie nad Kanał czy Morze Północne. Wesołych świąt! Spis treści Czysta robota . panie poruczniku. Pan Johnny wyleciał na swój ostatni patrol w wieczór wigilijny 1943 roku.... zorientował się.powiedziałem . panie poruczniku . pan był chyba jeszcze za młody. Ŝe kiedyś powiedział mi stojąc przy kominku. i prowadził je na nasze lotnisko.. halifaxy....txt latającego w trójkątach nad całunem mgły.. i wziął mnie na hol. tutaj w Minton. Ŝe były podziurawione ogniem artylerii przeciwlotniczej lub miały rozbite radioaparaty.. mógł się pokusić o odnalezienie swojego starego lotniska Minton nawet w gęstej mgle. Scampton.Kavanagh nie chodził z nimi? ....O.. Było to oczywiście ryzykowne. Właśnie dzisiaj minęło czternaście lat. Cesarz ... Ŝe nie było widać własnego nosa....przerwałem staremu.. Za pomocą radia mógł określić dokładnie swoje połoŜenie.. panie poruczniku..Mówiono. Skrzywiłem się... to był chyba bardzo dobry pilot . Za przeproszeniem. Nigdy juŜ nie powrócił..

......Forsyth Opowiadania....txt Obowiązek ....................... .... 162 Dokładny człowiek . . 221 Koniec Strona 151 ..... 176 Dobra nauczka .................... 203 Pasterz .

You're Reading a Free Preview

Pobierz
scribd
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->