Forsyth Opowiadania.

txt FredericK Forsyth "Czysta robota i inne opowiadania" PrzełoŜył: STEFAN WILKOSZ Tytuł oryginału: "NO COMEBACKS AND OTHER STORIES" Autor ilustracji K. WARD Opracowanie graficzne Studio Graficzne "Fototype" Redaktor MARIA GRZYMSKA LUCYNA LEWANDOWSKA LEDIA KOWAL Copyright (c) 1972, 1973, 1979, 1982 by Frederick Forsyth For the Polish edition Copyright (c) 1993 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o. Published in cooperation with Wydawnictwo Mizar Sp. z o.o. ISBN 83-7082-244-4 Wydawnictwo Amber Sp. z o.o. Warszawa 1993. Wydanie I Skład: "Kolonel" w Łomiankach Druk: Łódzka Drukarnia Dziełowa CZYSTA ROBOTA Mark Sanderson lubił kobiety. Lubił takŜe krwiste befsztyki z dobrze przyprawioną sałatą. Zarówno pierwsze, jak i drugie konsumował z jednakowym apetytem. Kiedy brała go ochota, telefonował do odpowiedniego dostawcy i zamawiał towar, który przysyłano mu do wytwornego domku, zbudowanego na dachu duŜej kamienicy. Mógł sobie pozwolić na wszystko, był bowiem multimilionerem i to w funtach szterlingach, a więc w walucie, której wartość, nawet w dzisiejszych niepewnych czasach, równa się niemal dwóm dolarom. Jak większość bogatych i moŜnych ludzi wiódł Ŝycie na trzech róŜnych płaszczyznach. Pierwszą stanowiło jego Ŝycie zawodowe i publiczne, był przecieŜ jednym z potentatów londyńskiego City i to powszechnie znanym i podziwianym. Drugą określano jako domenę prywatną, która nie zawsze pokrywała się z plotkami, jakie na jego temat krąŜyły. Trzecią wreszcie było ściśle prywatne Ŝycie, do którego nikt nie miał dostępu. Pisano o nim regularnie na łamach wszystkich dzienników, interesowały się nim kolumny finansowe i kolumny plotkarskie najrozmaitszych pism, nie mówiąc juŜ o programach telewizyjnych. Mark Sanderson rozpoczął swoją karierę w późnych latach pięćdziesiątych w agencji handlu nieruchomościami w centrum Londynu. Miał niewielkie wykształcenie, które uzupełniał niezwykły instynkt i prawdziwy nos do transakcji inwestycyjnych. W ciągu dwóch lat nauczył się nie tylko wszystkich zasad kupieckiej gry, ale - co waŜniejsze sposobów legalnego ich obchodzenia. W wieku dwudziestu trzech lat załatwił w ciągu jednej doby swoją pierwszą samodzielną transakcję. Było nią kupno posiadłości w dzielnicy St. John's Wood. Zarobił na tym dziesięć tysięcy funtów, po czym załoŜył firmę pod nazwą Hamilton Holdings, która przez następne czternaście lat miała być jego główną 5 bazą wypadową. Nazwał ją tak na pamiątkę owej pierwszej transakcji, albowiem nabyta przezeń wówczas kamienica znajdowała się na Hamilton Terrace. Miał to być ostatni sentymentalny odruch w jego Ŝyciu zawodowym. Z początkiem lat sześćdziesiątych, gdy zarobił pierwszy milion, przerzucił się z handlu nieruchomościami na budownictwo budynków biurowych. W połowie dekady był wart bez mała dziesięć milionów i rozszerzył granice swojej działalności. Jego mistrzowskie operacje z dziedziny finansów, bankowości, przemysłu chemicznego, inwestycje w miejscowościach letniskowych nad Morzem Śródziemnym były Strona 1

Forsyth Opowiadania.txt równie intratne, jak owa pierwsza transakcja w St. John's Wood. Opisywała je prasa, ludzie je podziwiali, a akcje dziesięciu przedsiębiorstw zgrupowanych w Hamilton Holdings stale zwyŜkowały na giełdzie. Na innych stronicach gazet moŜna było znaleźć plotki z prywatnego Ŝycia Marka Sandersona. Pisano o jego wspaniałym apartamencie przy Regent's Park, luksusowej posiadłości w stylu elŜbietańskim w hrabstwie Worcestershire, zamku w dolinie Loary, willi w Cap d'Antibes, o jego jachcie, rolls-roysie, lamborghinim, a takŜe o nie kończącym się korowodzie młodych, kształtnych gwiazdek filmowych, w których to towarzystwie nieustannie się fotografował. Plotkarskie kąciki gazet pełne były fascynujących opisów wdzięków dziewczyn wylegujących się w jego czterometrowym, okrągłym łoŜu. Jeszcze przed dziesięciu laty zostałby zapewne zrujnowany, gdyby jego nazwisko łączono ze sprawą rozwodową pewnej majętnej gwiazdy filmowej lub procesem o ojcostwo wytoczonym mu przez pretendentkę do tytułu miss świata. Ale na przełomie lat siedemdziesiątych skandale te stanowiły raczej świadectwo - tak obecnie poŜądane - jego krzepy. ToteŜ w kołach towarzyskich londyńskiego West Endu budziły sensację i podziw. Mark Sanderson był więc osobistością powszechnie znaną. Jego tajemne Ŝycie było czymś zgoła innym. MoŜna by je określić po prostu jednym słowem: nuda. Cała ta intensywna aktywność nudziła go śmiertelnie. Ukute niegdyś przez niego powiedzonko "czegokolwiek Mark zapragnie - Mark dostanie" przemieniło się w kiepski Ŝart. W wieku trzydziestu siedmiu lat wyglądał nieźle, pozował na Marlona Brando, był w świetnej formie fizycznej i bardzo samotny. Zdawał sobie sprawę, Ŝe potrzebuje nie setek dziewczyn, ale jednej jedynej, która dałaby mu dzieci i potrafiła stworzyć domowe ognisko. Rozumiał, Ŝe ma małe szansę znalezienia takiej kobiety, poniewaŜ wiedział dość dokładnie, jaka powinna być, i Ŝadnej takiej 6 nigdy w Ŝyciu nie spotkał. Jak większość bogatych playboyów, mógł ulec urokom jedynie takiej kobiety, której nie imponowałyby ani jego pieniądze, ani pozycja społeczna, ani reputacja. W odróŜnieniu od większości bogatych playboyów, Mark Sanderson zachował wystarczającą trzeźwość umysłu, by móc patrzeć na samego siebie obiektywnie. Ale tylko po kryjomu. Publiczne przyznanie się do czegoś takiego równałoby się ośmieszeniu. Był juŜ całkiem pewny, Ŝe nigdy owej wymarzonej istoty nie spotka, kiedy tak się właśnie stało. Było to wiosną, na jakimś balu dobroczynnym, takim na którym wszyscy goście nudzą się śmiertelnie, a dochód ze sprzedaŜy biletów starcza akurat na bańkę mleka dla dzieci w Bangladeszu. Kobieta stała po drugiej stronie salonu, słuchając monologu jakiegoś niskiego grubasa kurzącego długie cygaro. Słuchała go z dyskretnym półuśmiechem, z którego nie moŜna było wnioskować, czy bawi ją anegdotka grubasa, czy teŜ jego błazeńskie wysiłki zajrzenia w głąb jej dekoltu. Sanderson przedarł się przez tłum i korzystając z pobieŜnej znajomości grubego producenta filmowego, pozwolił się przedstawić dziewczynie, która nazywała się Angela Summers. Dłoń o wypielęgnowanych paznokciach, którą mu podała, była wąska i chłodna. Na serdecznym palcu lewej ręki, w której trzymała szklankę ginu z tonikiem, a raczej z samym tonikiem, widniała złota obrączka. Sandersona bynajmniej to nie zraŜało. Kobiety zamęŜne uwaŜał za równie łatwe do zdobycia jak panny. Pozbył się filmowca i zaprowadził ją w kąt pokoju, Ŝeby móc spokojnie porozmawiać. Bliskość kobiety podnieciła go, co było rzeczą normalną, ale wraŜenie, jakie na nim zrobiła, raczej było niezwykłe. Pani Summers, wysoka i smukła, była piękna i promieniowała spokojem. Mimo obowiązującej w latach siedemdziesiątych szczupłości sylwetki miała wydatne piersi, wąską talię i solidne biodra. Błyszczące kasztanowate włosy ściągała klamra, a ich połysk zdawał się świadczyć o zdrowiu właścicielki. Miała na sobie prostą białą suknię, która podkreślała jej złocistą opaleniznę. Nie nosiła Ŝadnej biŜuterii. Oczy lekko podkreśliła ołówkiem, poza tym twarz bez makijaŜu, co wyróŜniało ją wśród obecnych w salonie wytwornych pań. Sanderson Strona 2

Forsyth Opowiadania.txt określił jej wiek na trzydzieści lat. Jak się później dowiedział, miała trzydzieści dwa. Sanderson obrał sobie jej opaleniznę za temat rozmowy. Czy nabyła jej w czasie wiosennych wakacji w górach, czy moŜe na statku, w drodze na Wyspy Karaibskie? Zakładał, Ŝe Summersowie są wystarczająco zamoŜni, Ŝeby prowadzić taki sam tryb Ŝycia, jaki 7 prowadziła większość obecnych na balu gości. Okazało się, Ŝe obydwa jego przypuszczenia są błędne. Mieszkała z męŜem w domku na wybrzeŜu Hiszpanii. Państwo Summers Ŝyli z niewielkich honorariów z ksiąŜek o ptakach, które pisał jej mąŜ, oraz z pieniędzy zarabianych przez nią. Udzielała lekcji angielskiego. Przyglądając się jej ciemnym oczom i włosom oraz złocistej cerze, doszedł do wniosku, Ŝe jest Hiszpanką, ale powiedziała mu, Ŝe jest Angielką. Przyjechała w odwiedziny do rodziców mieszkających w środkowej Anglii, a szkolna koleŜanka zaprosiła ją na tydzień do Londynu. Za kilka dni miała powrócić do Hiszpanii. Rozmawiało się z nią łatwo. Nie schlebiała Sandersonowi, co mu odpowiadało, nie wybuchała przesadnym śmiechem, kiedy mówił coś zabawnego. - Co pani myśli o londyńskiej socjecie? - zapytał, kiedy stali oparci o ścianę, przyglądając się tańczącym parom. - Przypuszczalnie nie to, co powinnam - odrzekła powaŜnie. - Papugi w szklanej klatce - mruknął złośliwie. Uniosła brwi. - A mnie się zdawało, Ŝe Mark Sanderson jest jednym z filarów tej socjety - powiedziała bez Ŝółci, ale stanowczo. - CzyŜby wieści o mnie docierały aŜ do Hiszpanii? - Nawet na Costa Blanca czytamy Daily Express - odpowiedziała spokojnie. - A w nim dokładne opisy Ŝycia i przygód Marka Sandersona. - Oczywiście - odparła bez wahania. - Czy robią na pani wraŜenie? - A powinny? - Nie. - A więc nie robią. - Jej odpowiedź napełniła go dziwnym zadowoleniem. - To dobrze. Ale czy mogę zapytać, dlaczego? Zastanawiała się przez chwilę. - To chyba wszystko fałsz - stwierdziła. - Czy ja teŜ? Patrzył, jak pod prostą, białą bawełnianą sukienką łagodnie wznoszą się i opadają jej piersi. Wreszcie spojrzała mu w oczy. - Nie wiem - odparła z powagą - ale przypuszczam, Ŝe gdyby dać panu szansę, mógłby pan zostać raczej porządnym człowiekiem. Jej słowa wytrąciły go z równowagi. - Myli się pani - mruknął, ale ona uśmiechnęła się pobłaŜliwie, jak do małego, krnąbrnego chłopca. Po kilku minutach zjawili się jej przyjaciele, przywitali się z San8 dersonem i zabrali ją. W drodze do hallu Mark zaproponował jej szeptem wspólną kolację następnego wieczoru. Od lat nikogo juŜ tak nie zapraszał. Angela Summers nie wysiliła się na Ŝaden dowcip o tym, jak to niebezpiecznie jest pokazywać się w jego towarzystwie ani o tym, Ŝe ma nadzieję, iŜ nie będzie w pobliŜu fotografów. Zastanawiała się przez chwilę i odpowiedziała: - Dobrze, bardzo chętnie. Mark myślał o niej przez całą noc. Całkowicie zaniedbał wychudzoną i mizdrzącą się modelkę, którą poderwał nad ranem w jakimś nocnym lokalu. Wpatrywał się w sufit i widział oczami wyobraźni połyskujące kasztanowe włosy, wyobraŜał sobie, Ŝe leŜą na jego poduszce. Pod palcami czuł miękką złocistą skórę Angeli. Był pewien, Ŝe ich właścicielka śpi spokojnie i cicho, bo wszystko przecieŜ robiła w taki właśnie sposób. Wyciągnął rękę, Ŝeby popieścić pierś modelki, ale trafił na wysuszony woreczek przypominający ucho zagłodzonego szczeniaka. Dziewczyna wydała z siebie cichy jęk, który miał być niby to jękiem rozkoszy. Więc Strona 3

Wierzę . dowiedział się. ale to. Przez długi czas całowali się w ciemnym rolls-roysie.Zapewniam cię. jaka była w sprzedaŜy. zaparzył sobie kawę i usiadł w ciemnej bawialni. Ŝe nazywają się Miss Dior i Ŝe kupuje je sobie od czasu do czasu w samolocie. Zrobiłbym dla ciebie wszystko. . do swojej posiadłości. ale kiedy spróbował wsunąć rękę za jej dekolt. jaki miał w pamięci. 9 Coraz łatwiej i swobodniej rozmawiało mu się z nią o sprawach. wielkie opanowanie.Forsyth Opowiadania.co rzadko czynił w towarzystwie kobiety . mocno ściągniętą w talii szerokim paskiem spódnicę.Ale to musiało kosztować fortunę . pomyślał. Ŝeby rozeszła się z męŜem i wyszła za niego. kiedy to drzewa parku. odrzuciła propozycję pojechania do niego na ostatniego drinka. co tak bardzo odbiegało od jej wczorajszego wyglądu i od obrazu. bezlitośnie wykorzystując je dla własnych celów. niczym sztubak. Zaproponował.Wierzę ci.odparła . Popijając z wolna. co mówiła. przesiedział tam do świtu. i to pod kaŜdym względem. czarną.w więc o operacjach finansowych. 10 To moja wina. Nazajutrz wieczorem podjechał po nią. butelkę tych perfum. Zeszła i usiadła przy nim. mimo Ŝe wiał chłodny majowy wiatr. by otoczono basen z trzech stron ruchomymi szklanymi parawanami. Zapytał ją o ulubione perfumy. Zarządził więc. ale zaprotestowała przeciwko jego rozmiarom. by zmienić nie tylko jedno Ŝycie. Wbiła wzrok w zalegającą za szybą samochodu ciemność. o pogardzie. . Ubrana była w białą bluzkę z bufiastymi rękawami.zauwaŜyła ze zgorszeniem. jakie na ogół zachowywał dla siebie . Wyłoniła się z kabiny w jednoczęściowym białym kostiumie kąpielowym z materiału frotte i była tak piękna. Uprzejmie. Ŝe nie zorientowałam się wcześniej i nie przestałam się Strona 4 . Ostatni wieczór przed jej powrotem do Hiszpanii spędzili oczywiście razem. jej obecność przynosiła spokój i ukojenie.txt poszedł do kuchni. Była w niej wewnętrzna pogoda. kazał napełnić basen wodą i podgrzać ją.Nie potrafiłabym tego zrobić . Przyjęła prezent bez minoderii. Zawstydził się. Nie powinniśmy byli posunąć się tak daleko. ale proszę mi nigdy więcej nie kupować takich rzeczy. było proste i inteligentne. Podziwiał ją ogromnie. zaparkowanym na małej poprzecznej uliczce niedaleko jej domu. Po kilku dniach czuł. ustosunkowała się równie serio do sprawy i potrząsnęła głową. i długą. Ŝe stać mnie na to.odrzekła. Ŝe aŜ mu dech zaparło. odsunęła ją łagodnie. ale bywa wystarczająco długi. co zaczyna do niej odczuwać. Włosy miała spiętrzone nad czołem. . wciąŜ siedzieli. . zakończonymi koronką. Ŝe podnieciło go. Ŝe jest zakochany po uszy. ale stanowczo. zarysowały się przed jego oczami jasno i wyraźnie. Odzywała się rzadko. ale nawet dwa lub trzy. oświetlone promieniami słońca wschodzącego hen nad wrzosowiskami Wansteadu. nie jest przelotnym uczuciem. W sobotę pojechali tam na weekend.i jestem wdzięczna. I to nie jest przemijające uczucie. Nie lubię ekstrawagancji. .To straszna ekstrawagancja . Kocham cię bezgranicznie i na zawsze. Zatelefonował do Worcestershire. . Strój ten przydawał jej sylwetce staroświeckiej.powiedziała. Z taką odmową nie spotkał się od lat. . a u kobiet zdolność rozumienia jest waŜniejsza niŜ znajomość rzeczy. Kiedy wybiła północ i zaczęto zamykać restaurację. Mark.Kocham cię. jaką Ŝywił dla luźnych obyczajów ludzi ze swojej sfery. chociaŜ nie zawsze była poinformowana. wiktoriańskiej elegancji. A ona to wszystko rozumiała. pogrąŜeni w rozmowie. Posłał więc kogoś na Bond Street po największą. Ŝe to. gdzie sprzedawane są bez cła. CóŜ to za wspaniała kobieta. a juŜ z pewnością nie zwykłym poŜądaniem. ale stanowczo. Tydzień to krótki okres na rozwinięcie się romansu. Pod koniec wieczoru zrozumiał. a kiedy zaczął jej opowiadać o swoich transakcjach handlowych .Chciałem ci ofiarować coś bardzo specjalnego. .słuchała go uwaŜnie. PoniewaŜ powiedział to bardzo powaŜnie.

uwielbiają być uwielbiane. gdyŜ planował przyjazd późnym wieczorem. Ŝeby ich ktoś potrzebował. I znowu wykazała kobiecą intuicję i odniosła się z powagą do tego pytania. wyjęte prosto z modlitewnika: "dopóki nas śmierć nie rozłączy". Przykro mi.Ja cię teŜ potrzebuję. Maj ustąpił miejsca czerwcowi.jak zresztą wszyscy ludzie dysponujący nadmiarem władzy .Więc czemu nie chcesz się z nim rozejść? . . luksusu. Mark. Angelo.Nie. .Jeszcze nie wiem.On jest w gruncie rzeczy szalenie słabym człowiekiem i kiepsko sobie radzi. ale kaŜde z tych uczuć potrafi przemienić się w obsesję.Ja cię nie tylko pragnę. Znalazł się więc w błędnym kole.wszystko czekiem i przez pocztę. i to bardziej niŜ kogokolwiek czy cokolwiek. nawet na pewno. . władzy. i . Sanderson gwałtownym ruchem zgasił cygaro w popielniczce. zdanie. tęsknotą i poŜądaniem.Więc rzuć go i wyjdź za mnie. .uśmiechnęła się.Czy on ma coś.MoŜe będziesz mogła mnie pokochać? W przyszłości. . gdyby była kobietą pragnącą pieniędzy. Poprosił. to pewne. poŜądam cię. Nazajutrz wyjechała. W pierwszych dniach czerwca Sanderson postanowił zdobyć Angelę Summers za wszelką cenę i od tej chwili przez głowę nieustannie przebiegała mu jedna jedyna myśl. chyba nie .Forsyth Opowiadania. Nie jestem taka szybka. . a to mi się podoba. Pod grubą warstwą cynizmu tkwi w tobie ciepły i wraŜliwy człowiek.. Zapłacił komorne za miesiąc i złoŜył odpowiedni depozyt . Kazał szoferowi zawieźć ją na lotnisko.Ty nic nie rozumiesz . . Wynajął sobie na nazwisko Michael Johnson niewielkie mieszkanko w Londynie. zareagowałabym pewnie inaczej na twoją propozycję. KrąŜenie po nim doprowadziłoby go z pewnością do szaleństwa. którym oddycha.Więc pozostaniesz z nim. A on nie. Uwielbiam cię. . Zadzwonił następnie do jednej z owych agencji. Na pewno tak.txt z tobą widywać. Mógłby ją wówczas olśnić bogactwem. a on coraz bardziej i bardziej pragnął Angeli.potrząsnęła głową. które nie stawiają zbyt wielu pytań i nie interesują się zanadto legalną stroną Strona 5 . Ale jestem juŜ męŜatką i nie ma na to Ŝadnej rady. o czym tylko zamarzył. skądŜe . Zrobił to za pośrednictwem agenta i przez telefon. . tylko spojrzała mu prosto w oczy i skinęła głową. skąd odleciała do Walencji. postanowił więc znaleźć jakieś wyjście. A ja jestem Archie'emu potrzebna bardziej niŜ powietrze. a było w końcu tylko jedno. . W innym miejscu. Gdyby Angela była inna. ale taka juŜ jestem. Dopóki nie rozdzieli nas śmierć. od planowania do wykonania planu. . 11 Są wprawdzie róŜnice pomiędzy miłością i potrzebą czyjejś obecności. no i gdybym nie była juŜ Ŝoną Archie'ego. w innym czasie. ale potrafisz sobie doskonale dać radę beze mnie. ja cię kocham.stał się psychicznym kaleką. od bez mała dziesięciu lat miał wszystko.. nie byłoby w ogóle problemu.Kobiety lubią być kochane. poŜądane. śycie nie odmówiło mu dotąd niczego.. chyba właśnie tak. . od determinacji do koncepcji. Jestem Ŝoną Archie'ego i nie mogę go porzucić. Ŝeby pozostawiono klucz od mieszkania pod słomianką.To niemoŜliwe. Ŝe tak.Nie.. . Jesteś zupełnie inny niŜ fama o tobie. Nie zareagowała na jego ironiczny ton. czego ja nie potrafiłbym ci ofiarować? . co w Ŝyciu posiadałem.Ale czy ty mnie takŜe kochasz? ChociaŜby odrobinę? . Logicznie i precyzyjnie kroczył od poŜądania do determinacji. wysokiej pozycji towarzyskiej. Nie ma na to sił.Sądzę.Ty mnie pragniesz. dopóki was śmierć nie rozdzieli. . . W przypadku Marka Sandersona wszystkie te uczucia uległy takiemu przekształceniu. ale wtedy nie byłaby przecieŜ sobą i nie pragnąłby jej z taką namiętnością.Tak.PoniewaŜ on mnie potrzebuje .powiedziała po chwili. ale nade wszystko potrzebują tego. .odparła z prostotą. czyli do celu.

Nigeria/Biafra i Angola. Jemen. przewijających się przez jego lektury. Nazajutrz Sanderson zawiadomił personel biura. kiedy to jej małŜonek pracował nad notatkami do dzieła o ptactwie Costa Blanca. John Peters i Jacques Schramme. przed południem pani S. Nawet najostrzejsi z autorów zdawali się pisać o nim w sposób raczej oględny. W trzy dni później Sanderson był posiadaczem karty wstępu na nazwisko Michael Johnson. W teczce opatrzonej tym hasłem znalazł takie nazwiska. Sanderson postanowił działać tak. Ŝyjący obecnie w niewielkiej willi kilkaset metrów od wybrzeŜa. podał nowy londyński adres i zreferował dokładnie. Notował nazwiska autorów ksiąŜek. jak Kenia. udawała się do pałacu. Wysłał przesyłką poleconą zaliczkę gotówką w wysokości pięciuset funtów szterlingów. Była tam krótka biografia. i poprosił go o adres najlepszego londyńskiego archiwum. które go zainteresowało. a kaŜdego popołudnia opalała się na plaŜy i pływała w morzu. Sumę tę wysłał pocztą i w trzy dni później otrzymał odpowiedni materiał. Katanga. jak Mikę Hoare. Był Anglikiem. Przeczytał niezliczone ilości informacji gazetowych. której od dawna nie było w sprzedaŜy. Zaczął od słowa "najemnik". który . recenzji z ksiąŜek i wywiadów. raczej cherlawy męŜczyzna o cofniętym podbródku i z małym wąsikiem przypominającym szczoteczkę do zębów.zdenerwował się Sanderson . Najemnika 13 w Kongo Mike'a Hoare'a i tom pod tytułem Siła ognia. specjalizującego się w historii czasów najnowszych. Człowiek ten nigdy nie udzielił nikomu wywiadu i nigdy nie pozwolił się fotografować. Strona 6 . Ŝeby uniknąć wzroku portiera. o jaką usługę mu chodzi.powinien wystarczyć na jakieś dwa tygodnie. Obciął dość długie włosy Sandersona na jeŜa i ufarbował je na jasny blond.txt przeprowadzanych transakcji. NaleŜało do człowieka walczącego w trzech wojnach. spoŜywali na niewielkim patio. Musi się oczywiście nadal posługiwać chlubną rangą majora .brytyjski eks-oficer. kiedy Sanderson przejmował przedsiębiorstwo. poświęcony w całości Angoli. Kongo. Sanderson obejrzał sobie zdjęcia willi. dziennikarza. w którym donoszono mu. by uczyć angielskiego trójkę dzieci contessy. Następnie zajął się zmianą swojej powierzchowności. Major Archibald Clarence Summers. fotografia wycięta z okładki ksiąŜki na temat ptactwa rejonu Morza Śródziemnego. Ŝe zamierza pewien czas spędzić w domu. Przed kilkoma laty. Rodezja. Fryzjer był zachwycony rezultatem.Forsyth Opowiadania. PoniewaŜ pragnął pozostać anonimowy. jak gdyby ten człowiek znajdował się obecnie w Londynie. komentarzy. Właściciel zakładu okazał się nadzwyczaj pomocny. wyłoniło się w końcu jedno. Wreszcie przeczytał krótki raport na temat trybu Ŝycia jej mieszkańców.jak twierdził . dokładnie między trzecią a czwartą. Przejrzał je wszystkie. po czym wybierał ksiąŜki z półek. Przeczytał Historię najemnictwa Anthony'ego Mocklera. którą szybko przekartkował. gdzie wsiadał do windy tak. W tydzień później pan Johnson otrzymał list. Poszedł do małego zakładu fryzjerskiego. Z plejady nazwisk rewolwerowców. Zabieg ten trwał nieco ponad godzinę. artykułów w magazynach. jak równieŜ odsyłacze do takich haseł. zaŜądano od niego pieniędzy z góry. ale Ŝe be*dzie w stałym kontakcie telefonicznym. a która rozeszła się w znikomej liczbie egzemplarzy. Zbiory te składały się z milionów wycinków prasowych i setek tysięcy słowników i dzieł informacyjnych. Zadzwonił do jednego ze swoich przyjaciół. oraz kilka kiepskich zdjęć wykonanych obiektywem teleskopowym. Odtąd Sanderson zawsze wjeŜdŜał samochodem wprost do podziemnego garaŜu. Ŝe jego zlecenie zostało wykonane i Ŝe pozostaje do zapłacenia jeszcze dwieście pięćdziesiąt funtów. Śniadanie państwo S. Widniał 12 na nich drobny. na przedmieściu małego hiszpańskiego miasteczka w prowincji Alicante. Robert Denard. który ogłaszał się w jednym z tygodników przeznaczonych dla pederastów. w połowie drogi pomiędzy Alicante a Walencją.

W kilka minut potem zauwaŜył w jednym z okien światło. . Kiedy wielki finansista odwiedził najemnika-autora. jak to zwykle w tak zwanych umeblowanych pokojach. został przy okazji właścicielem grupy innych firm.mruknął i ruchem głowy wskazał Sandersonowi wnętrze mieszkania.Z kim mam przyjemność? . Ŝe nikt nie zna adresu owego człowieka. Problem polega na tym. . który go szczególnie zainteresował. Ŝe nie pamięta własnego nazwiska. Był nim przytulny bar w pobliŜu Earl's Court. między innymi sklepu z cygarami. głęboko osadzone oczy i usta skrzywione w gorzkim uśmiechu. Gdy jednak gość zaproponował mu zaliczkę. Nazajutrz wieczorem zjawił się ten. oczy mu zabłysły. Ŝe wchodzi do czynszowej kamienicy. Człowiek powoli popijał piwo z kufla. Sanderson przedstawił się nazwiskiem Johnson i powiedział. W kącikach ust Hughes'a ukazał się cień uśmiechu. Sanderson usiadł. nie ukrywał rozczarowania. jakich w Londynie są tysiące.warknął.lecz prywatnym obywatelem. Sanderson poszedł za nim i zobaczył. Hughes wskazał na jedno ze stojących przy nim krzeseł. Ŝyjącego wyłącznie wspomnieniami. laboratorium wywołującego filmy i agencji literackiej. Wydawca ksiąŜki nie miał powodu.Kto panu dał mój adres? . Zapukał do drzwi mieszkania. Ŝe zanim otworzył drzwi. gdy wypił szóstą whisky i poczuł pomiędzy palcami szeleszczące banknoty. Firma jest nimi zainteresowana i nie chciałaby.Nazywam się Johnson. . Ŝe ze mną rozmawiał . ale oczy pozostały groźne. Wierzyć mi się nie chce.powiedział.odparł Sanderson .Nie jestem gliną . .Nakaz rewizji . iŜ były kolega najemnika nosi się z zamiarem napisania pamiętników. Nigdy nie widział fotografii faceta.Jest tak napompowany.Kiedy ten skurwiel przyjeŜdŜa do miasta. ale tylko do chwili. Sanderson zauwaŜył.Za dwadzieścia cztery godziny zapomni. Ŝe wizyta ma jakiś związek z dalszymi nakładami i honorariami. skrzywił się.Zdecydował się więc wszystko wywalić na wierzch . Sanderson obserwował jego twarz odbijającą się w lustrze za kontuarem. aby coś podejrzewać. Strona 7 . Sanderson podał mu nazwisko swojego informatora. .zapytał Hughes. dokąd wysyłał od czasu do czasu niewielkie tantiemy. Kiedy były najemnik usłyszał nazwisko eks-kolegi.odezwał się Sanderson. Michael Johnson. aby się znaleźć w cieniu. . Na środku stół. połoŜonej w odległości jakichś czterystu metrów od klubu. Czy mogę wejść? . Nigdy jakoś nie starał się tych przedsiębiorstw rozwinąć. Rozpoznał bliznę na policzku oraz imię. . . znalazł się w obliczu człowieka całkowicie wykończonego. iŜ tak nie jest. wysportowany męŜczyzna. zawsze się tam uchlewa . Kiedy opuścił klub. ale 14 przeczytał jego opis w jednym z pamiętników. a kiedy okazało się. zgasił światło w przedpokoju. Były najemnik myślał z początku. Był to barczysty. MęŜczyzna uniósł jedną brew. Wtedy nagryzmolił coś na kartce papieru i podał ją Sandersonowi.To by się zgadzało .Mister Hughes? .mruknął. udając urzędnika wydawnictwa.zaŜądał Hughes stanowczym tonem.Forsyth Opowiadania. długonogi. Sanderson jeszcze tegoŜ wieczora odnalazł ów lokal. Podał więc adres autora. nie reagując na pytanie gościa. Stało w nim kilka odrapanych gratów. którego oczekiwał.txt którego akcje stały na giełdzie bardzo wysoko. Hughes ulokował się naprzeciwko niego.dodał. rozpitego. Ŝe jego firma otrzymała wiadomość. Teraz agencja literacka znalazła mu prywatny adres autora tomu wspomnień. . którym barman się do niego zwrócił. Weszli do duŜego pokoju. . Oświetlała go tylko lampa z hallu. Otworzył mu człowiek w ciemnych spodniach i kamizelce. Był obojętny. Ŝeby ubiegła ją konkurencja.

powiedział. który się stąd wywodzi. Hughes nie spuszczał oczu z leŜących przed nim pięciuset funtów. Serio mówię. . Jedną ręką napisał teraz dwa słowa na kartce i podsunął ją Sandersonowi. Hughes wstał i podszedł do przenośnego radia. . i zapalił francuskiego papierosa. skok. . Ŝeby się odsunął. Hughes siedział teraz po drugiej stronie stołu. Ruchem colta Hughes dał Sandersonowi do zrozumienia. Strona 8 .zapytał go Sanderson.WłóŜ ją pan . Sanderson podzielił paczkę na dwie części. Obrócił się i skierował na Sandersona colta 45. . Ten posłuchał. ani nawet takiego.Chciał się pan upewnić. nie mam ani szefa. ale skinął głową. Niech się pan nie martwi. Sanderson.zapytał nagle.warknął Hughes. Nie chcę do tej 16 roboty człowieka. Nie miał na sobie podkoszulka. i to nazwisko faceta.odezwał się. Jedną ręką przekręcił gałkę. Hughes przyglądał mu się z niewzruszoną twarzą. którzy dali się nabrać na piękne ^słówka. koszulę i rzucił je na podłogę. Ŝe nie . co mu kazano. po czym powiedział: . . Z pistoletem skierowanym teraz w podłogę podszedł do radia. Sanderson był zaskoczony. krawat. Zdjął marynarkę.Co to było? . i nie spuszczając swojego gościa z oka. robota teŜ jest za granicą.Rzuć mi pan marynarkę . Oddychał cięŜko i co chwila przełykał ślinę. Gotów jestem dobrze zapłacić. Potrzebny mi jest cudzoziemiec. Hughes obmacał ją. Z konieczności. zdaje się. . ani broni. "Rozbierać się".powiedział.Mnie to nie wystarcza . nie pana. jest to po prostu nikomu nie znany człowiek. Sięgnął do szuflady nocnego stolika. . Jestem człowiekiem wielce dyskretnym. czy mam broń? Hughes powoli potrząsnął głową. ani mikrofonu.W porządku.Pierwsze pięćset jest za wyraŜenie zgody . .Wiedziałem. Potrzebny mi jest człowiek do pewnej roboty.powiedział Sanderson twardo. Hughes znowu uniósł jedną brew. Zapłacę panu dobrze. połoŜył marynarkę na stół. Jestem swoim własnym bossem i od czasu do czasu wynajmuję sobie kogoś do pomocy. Colta połoŜył tak. i usiadł. Wystarczy. ściszył je i powrócił do stołu. Ŝe ja tu mieszkam. .zaŜądał. Gdybym go odkrył. Wiedział. Ubieraj się pan. które stało przy łóŜku.Nie. Ale widzi pan. wyciągnął notes i pióro. który zgodzi się ze mną zobaczyć i wykonać zleconą robotę. powrócił do stołu. Zakręciło mu się w głowie. .Ja nie pana potrzebuję .No więc? .Czy pan lubi muzykę? . Nazywa się to.Więzienie Parkhurst pełne jest pierwszorzędnych facetów. by był w zasięgu prawej ręki. Drugie za nazwisko. UlŜyło mu trochę. Sanderson zrobił.No to sobie coś zagramy. Ale skok na człowieka. Nazwiska takiego człowieka. a drugą sięgnął pod poduszkę. Hughes przyglądał mu się z obojętnym wyrazem twarzy. . Połowę przedartych banknotów wsunął z powrotem do kieszeni. juŜ w spodniach i koszuli.Ale mógł pan mieć przy sobie mikrofon. Podkręcił muzykę tak. a drugą przedarł starannie przez pół. Ŝe ludzie tego pokroju potrafią być bezlitośni.Rozumiem.txt . Hughes patrzył na niego twardo. to nic skomplikowanego.Chciałbym zamówić pewną robotę. Nie chodzi o Ŝadną sławę. Pistolet skierował się w dół. który mieszka w Wielkiej Brytanii. Sanderson zrzucił spodnie. . Od pana chcę tylko nazwiska. to okręciłbym panu jaja przewodem i posłałbym nagranie do pańskiego szefa. .Forsyth Opowiadania. 15 . przeczytał Sanderson. Ŝe wprost ogłuszała. podsunął jedną pod nos Hughesowi. Z wewnętrznej kieszeni marynarki Sanderson wyjął paczkę nowiusieńkich banknotów dwudziestofuntowych i połoŜył ją na stół.

Nie mam zaufania do międzynarodowych telefonów .Zgoda. Wolę stracić siedemset funtów. Hughes wcale nie był uraŜony. Szczególnie w Europie. Rozmawiali przez trzydzieści minut. . Sanderson pomyślał. miał ciemne włosy i oczy oraz kwadratową szczękę. Ale nagle Hughes uśmiechnął się.Znikąd. Niech pan tam będzie w poniedziałek w południe.Około pięciu tysięcy funtów. Sanderson siedział w kawiarni na rue Miollin. Jak się pan z nim umówi na fest. Gdyby nie mógł pan tam być w poniedziałek. to pewnie by się pan na mnie odkuł. czy gdzieś w tej knajpie nie siedzi jeden z pańskich goryli? Po drugiej stronie drutu trzasnęło. w słuchawce rozległ się sygnał.Za duŜo jest podsłuchów. Niewątpliwie Korsykanin. . Ŝe pan nazywa się Johnson. Przez dobre dziesięć sekund patrzyli sobie twardo w oczy.powiedział. Mój człowiek rozpozna pana. pierwsza kolumna była na zewnątrz.Skąd mam mieć pewność. to mój człowiek zostanie powiadomiony. Jak pana szukać? .Nie wiem. 18 Strona 9 . Zwykłą. MęŜczyzna był wysoki. 17 2 . .odparł. . to prześle mi pan resztę naleŜności.MoŜe nawet znam takiego faceta . . . złoŜone tak. ale prędzej czy później znajdę sobie faceta do mojej roboty.Pracował ze mną przed laty.zapytał Sanderson. poczta Earl's Court. Wie. .Skąd mogę mieć pewność. Ŝe nie zrobi mnie pan w konia? zapytał Hughes. Hughes potrząsnął głową. Tym razem szczerze i jakby z szacunkiem. Barman przekazał słuchawkę Hughesowi.JuŜ ja pana znajdę. w którym mnie pan dzisiaj widział. w której się urodził.Ile? .Tego teŜ nie wiem. no nie? A na to nie mam szczególnej ochoty. . Nie wiem. Na poste restante. co teraz robi.Na rue Miollin w ParyŜu jest kawiarnia .zaproponował Sanderson. .Forsyth Opowiadania. Był poniedziałek. który juŜ od godziny stał przy kontuarze.Monsieur Johnson? Sanderson opuścił gazetę. Korsykanin przedstawił się jako Calvi. Ktoś odsunął stojące naprzeciwko niego krzesło i usiadł. nie poleconą przesyłką pocztową. Będzie pan czytał Figaro.A skąd pan wie. To by pana kosztowało jeszcze dwie stówy. Musiałbym pojechać do niego i pogadać z nim osobiście. pięć minut po dwunastej. O dziesiątej wieczorem. gdyby jeden się wściekł. Ŝe ja pana nie wystrychnę na dudka? . Ale nie lubię. Na wszelki wypadek. . Zgarnął ze stołu pięćset funtów w całych banknotach i stertę połówek. Był to męŜczyzna. Dokładnie w tydzień później o wyznaczonej porze Sanderson zadzwonił do baru. złoŜył ją i odłoŜył na bok. Jedna przedstawiała twarz męŜczyzny.Za tydzień. by pierwsza kolumna była na zewnątrz. A skąd on ma mieć pewność. nazwisko Hargreaves. Musi się pan z nim sam dogadać. to on będzie czekał w tym samym miejscu we wtorek i w środę w południe.No to niech pan dzwoni do baru. Okay? Sanderson skinął głową na znak zgody. Po prostu z zasady. Ŝe on mnie nie wystrychnie na dudka? . Po dwudziestu minutach Sanderson wręczył mu dwie fotografie. Ŝe posunął się za daleko. w dobrze zapieczętowanej kopercie.powiedział głos. . .txt ale nie dotykał ich. . . szczupły.MoŜe pan do niego zadzwoni . zgoda? . Mam dosyć pieniędzy na zapłacenie dwóch. ale wypłata po dostarczeniu nazwiska. Czytał Figaro.Czysta robota . I niech pan ma przy sobie gotówkę. . Ŝe umowa niewaŜna.Dostarczę panu nazwisko i załatwię panu spotkanie z tym człowiekiem. Tyle Ŝe gdybym to zrobił.Kiedy więc będę miał to nazwisko? . JeŜeli pan tego nie zrobi. Muszę się zorientować. jak się ze mnie robi wała. Potem koniec. faktycznie była to nazwa miejscowości.

MoŜe pan być spokojny. Spędził dobre pół godziny w hiszpańskim biurze turystycznym. do hotelu Metropol najlepszego w całym mieście . Kiedy Anglik odszedł. Na drugiej widać było małą. a następnie dziesięć minut w lokalu linii lotniczej Iberia. Przedstawił się urzędniczce. po czym pojechał do swojego mieszkania na przedmieściu. . lecz hiszpańska policja . którzy raczej woleli Ŝyć na wybrzeŜu między Alicante a Walencją niŜ podejmować ryzyko powrotu do Francji. równieŜ wieczorem. no i Ŝeby się panu poszczęściło. Villa San Crispin. chodzi oczywiście o pańską reputację. najwyŜej trzy . TegoŜ wieczoru zatelefonował do Walencji. po czym Sanderson wręczył Calviemu dwie rolki banknotów. Calvi patrzył za nim uwaŜnie. Strona 10 .i zamówił z dwutygodniowym wyprzedzeniem dwa pojedyncze pokoje: jeden na nazwisko Calvi.Kiedy? . a on oddał się intensywnym rozmyślaniom. panie Johnson. . Byli to ludzie.zapytał.Forsyth Opowiadania. Wreszcie Korsykanin wstał. . Z pewnością któryś z nich poŜyczy mu swoją spluwę. pochodzące z czasów działalności organizacji OAS. . a drugi na nazwisko figurujące w jego paszporcie. Korsykanin kiwał głową z namysłem. ozdobioną jaskrawoŜółtymi okiennicami. w której spędził następne dwie godziny.Proszę mi natychmiast dać znać. . Robota połączona z wyjazdem jest zawsze droŜsza. Ŝe ma w Hiszpanii jeszcze całkiem dobre kontakty. O samolocie nawet mowy nie było. Wszedł jeszcze do księgarni na rue de Rivoli. białą willę. Zamówienie było proste. zapłacił rachunek i wyszedł na miasto. Calvi uśmiechnął się krzywo. Ondara. przy czym powrót do ParyŜa miał nastąpić nazajutrz. tłumaczył Korsykanin.Panu. Jeszcze przez jakieś dziesięć minut omawiali sprawy finansowe. Korsykanin wciąŜ się uśmiechał. . Mógłby pojechać pociągiem ParyŜ19 -Barcelona i zaryzykować graniczną kontrolę celną. po czym udał się do innej kawiarni w centrum miasta.przytaknął. jednakŜe gdyby go przyłapano na szmuglu broni. śeby nie było Ŝadnej fuszerki. Wreszcie Sanderson wstał. byłaby to oczywiście nie francuska.powiedział. dwa. ale mnie o Ŝycie. Po chwili porzucił jednakŜe tę wersję planu. jako Calvi.txt z tyłu była opatrzona napisem Major Archie Summers. Proszę nie szukać adresu tego mieszkania. Zamówił sobie równieŜ bilet z ParyŜa do Walencji na samolot przybywający do Walencji wieczorem w dniu rezerwacji hotelowej oraz powrotny. Ŝeby się zorientować.I jeszcze jedno. z których kaŜda zawierała 500 funtów. Dzięki palestyńskim porywaczom kaŜdy pasaŜer był szczegółowo rewidowany na lotnisku Orly. jak go poprosi. . Nie będzie Ŝadnych śladów. i przyrzekł potwierdzić listownie rezerwację. czeka mnie w najlepszym razie trzydzieści lat więzienia i to hiszpańskiego. Alicante.śaden problem . czy nikt za nim nie idzie. . Ŝadnej fuszerki. MęŜczyzna znowu skinął głową. Ŝadnych śladów. a następnie w trzy kolejne poniedziałki pomiędzy godziną siódmą trzydzieści a ósmą rano moŜe mnie pan zastać pod tym numerem telefonu w Londynie. . Czysta robota. Playa Caldera. Ale przypomniał sobie. z którą rozmawiał przez telefon. Czerwcowe słońce przygrzewało. Pomyślał sobie.Za tydzień. Gdybym wpadł.W takim razie muszę mieć sposób na skontaktowanie się z panem.a Hiszpanie mają bardzo staroświeckie podejście do zawodowych rewolwerowców. . Problem polegał na tym. W odpowiedzi Sanderson napisał kilka cyfr na kawałku papieru i wręczył go Calviemu. chodziło o sprzątnięcie jakiejś niczego nie podejrzewającej osoby.Od dziś za tydzień. .zaznaczył Sanderson.odparł tamten.To musi być zrobione pomiędzy trzecią a czwartą po południu .Zrobi się . poza tym policja hiszpańska potrafi być szczególnie niemiła dla pewnego gatunku turystów.Potrzebna mi jest druga część forsy. jak przeszmuglować rewolwer do Hiszpanii. Ŝe ci ludzie nie mają nic do roboty i pewnie od rana do wieczora plotkują.

którą ktoś usiłowałby ugasić wybuch Wezuwiusza. którą zakupił tegoŜ popołudnia. głęboka na siedem i pół centymetra. Ŝe wszystko się sypnęło. ale potrzebna mu była broń płaska. lufa. UłoŜone obok siebie części pistoletu. RozłoŜył na części małego browninga. jedynie chyba w wyobraźni autorów scenariuszy filmowych. PołoŜył ją na podłogę i przycisnął blatem odwróconego Strona 11 . Koniec lufy został nagwintowany dla umocowania tłumika. dziewiątkę. Tłumik pistoletu automatycznego nigdy nie jest całkowicie skuteczny. w odróŜnieniu od rewolwerów. po czym zabrał się do ksiąŜki. będzie mógł twierdzić. rękojeść i zamek równolegle do siebie. Ŝe poniewaŜ pan Calvi przed przybyciem do Walencji będzie w długiej podróŜy. jak domowa gaśnica. a więc dosyć cięŜka. Wnętrze jej wysmarował gęstym klejem i czekając. kiedy zamek się otwiera. miał bowiem około trzynastu centymetrów długości. Kiedy wybiła północ. Calvi. W ten sposób powstała skrytka 15x17 cm. Calvi wyłoŜył wgłębienie skrytki sztuczną gąbką. mieszcząca się w skrytce ksiąŜki. mające zazwyczaj wielkość korka od szampana. którego zawsze uwaŜał za człowieka nieskazitelnie uczciwego. List był krótki i rzeczowy. Potwierdził rezerwację dwóch pojedynczych pokojów. jakie oglądamy często na ekranach telewizorów. poprosi o nią w imieniu Calviego. a tłumik umocowany pionowo wzdłuŜ grzbietu ksiąŜki. którym posłuŜył się do wykonania innej roboty. połowa huku strzału wydobywa się przez otwarty zamek i w ten sposób tłumik umieszczony na końcu lufy wygasza dźwięk jedynie w pięćdziesięciu procentach. wydrukowana na doskonałym papierze.Forsyth Opowiadania. jak wrzucił do kanału colta 38. Ŝe kiedy klej stwardnieje. nasycił świeŜą warstwą kleju i zamknął ksiąŜkę. broń automatycznie repetuje. był największym przedmiotem do schowania. aby zaoszczędzić miejsca. Calvi wykombinował sobie . Ŝe tłumiki. łącznie z tłumikiem i magazynkiem. który leŜał pośród części browninga. Był ostroŜnym człowiekiem i nigdy dwa razy nie uŜywał tej samej broni. kaŜda w swoim łóŜeczku. leŜały juŜ spokojnie. Zakupionym przed kilkoma godzinami cienkim skalpelem zaczął teraz wycinać w zbitych ze sobą stronicach wgłębienie w formie prostokąta.Ŝe gdyby ksiąŜka została przechwycona. czterysta stronic ksiąŜki nie da się juŜ nigdy przekartkować. Znajdujące się pomiędzy nimi czterysta stron mocno ścisnął i przytwierdził do kuchennego stołu za pomocą dwóch klamer stolarskich. nie zmieściłyby się w skrytce. pozostawiając dokoła margines szerokości około czterech centymetrów. Ŝe jest niewinny i Ŝe po prostu oddał przysługę przyjacielowi. zakleił go. kiedy podając swoje prawdziwe nazwisko. którą poprzednio starannie zwaŜył na kuchennej wadze.i słusznie . są tak mało skuteczne. Właśnie dlatego nazywa się je bronią automatyczną.txt Czekając na połączenie z Walencją zdąŜył napisać list do hotelu. wiedział. Była to rzeczywiście historia Hiszpanii. wobec czego Calvi wsunął magazynek do uchwytu. A nawet gdyby go złapano. kupionego przed dwoma miesiącami w Belgii. Ale w ułamku sekundy. dodał. List podpisał lewą ręką nazwiskiem Calvi. Calvi wolałby posłuŜyć się rewolwerem. Wtedy niewątpliwie zdąŜy obrócić się na pięcie i zbiec. Następnie Calvi nakrył wgłębienie cienką warstwą gąbki. Kiedy pocisk opuszcza lufę. wypalił dwa papierosy. Odgiął okładki i złączył je solidną gumową opaską. który był fachowcem. opatrzył 20 znaczkiem. Tłumik. kosztowne. by wysechł. Ŝeby mu ją przechowano do jego przyjazdu. zaraz po tym. mają ruchomy zamek. Albowiem pistolety. UŜywając flamastra nakreślił teraz na 21 kawałkach sztucznej gąbki zarysy poszczególnych części pistoletu i nowym skalpelem powycinał odpowiednie wgłębienia dla kaŜdej z nich. to w chwili. niejakiemu panu Calvi. kazał sobie przesłać z ParyŜa do hotelu Metropol ksiąŜkę na temat historii Hiszpanii i prosił. wyraz twarzy recepcjonisty hotelowego z pewnością wskaŜe mu. aby wyrzucić łuskę i wprowadzić nowy nabój do komory. opasłe tomisko z mnóstwem fotografii. Wiedział. Browning miał lufę wystającą na półtora centymetra.

i kazał się obudzić o szóstej. Znajdujące się w nim kule miały usuniętą połowę ładunku prochu. kiedy samolot linii Iberia wylądował na Campo de Manises. O dziewiątej zszedł na dół.Livres" . Przyniósł z biura paczkę z ksiąŜką. Korsykanin wyjaśnił mu. metalowe klipsy były odgięte. Wydrukował na dziecinnej drukarce naklejkę z adresem znanej księgarni. Ale w środku w nie naruszonym polietylenowym opakowaniu spoczywała nietknięta ksiąŜka. zwykłej juŜ koperty. przeciągnięty przez dwie dziurki. W pokoju Calvi obejrzał dokładnie kopertę. którzy przyjechali z ParyŜa na sześciotygodniowy pobyt. Valencia. pan Calvi. rozciął scyzorykiem i wyjął części pistoletu. nie poleconą przesyłką. Ponownie ją zwaŜył. Ŝe w środku znajduje się po prostu ksiąŜka. Otwierano ją. Koperta wykonana była z polietylenu. PołoŜył pistolet na dno szafy. a adres odbiorcy napisał na maszynie. Brzmiał on: Monsieur Alfred Calvi. z tych. Calle de Jativa. co oznaczało. Obejrzawszy sobie wręczony mu paszport. które zamykają się na metalowy klips.Impresos . Hotel Metropol. aby chronić wartościowe ksiąŜki. Recepcjonista hotelowy był niezwykle uprzejmy. Recepcjonista przeczytał list. Ŝe duŜa jego część odgrodzona była od gmachu szpalerem rozłoŜystych wysokich drzew. natychmiast przypomniał sobie rezerwację i list z jej potwierdzeniem. Paląc papierosa i przyglądając się arenie do walki byków. Słońce właśnie zachodziło. Była teraz tylko kilka gramów cięŜsza niŜ poprzednio. Chyba tylko noŜem moŜna by ją otworzyć. Celnik otworzył ją i przejrzał uwaŜnie. niestety nie mógł przyjechać i Ŝe nazajutrz. Zjadł doskonały obiad. zakupiony u jednego z najekskluzywniej szych krawców ParyŜa garnitur. Ŝeby strzał był cichszy. a następnie z powrotem zaciśnięte. Espagne. Zmontował go. Byli to przewaŜnie właściciele willi nadbrzeŜnych. zamknął ją na klucz. Następnie pokazał list Calviego. Calvi wyciągnął ją. Gdy celnik zechce otworzyć przesyłkę. zobaczy poprzez przezroczysty polietylen.i wszystko było gotowe. Ŝe zostanie nadana na pociąg i dotrze na miejsce przeznaczenia dopiero po dziesięciu dniach. Ŝe o ósmej rano odlatuje samolot do Madrytu. podziękował za przyrzeczenie uregulowania rachunku Calviego i wydał Korsykaninowi paczkę. Po godzinie była juŜ twarda jak kamień. Wreszcie wsunął tę dziwną historię Hiszpanii do grubej koperty.txt do góry nogami stołu. Calvi miał bagaŜ ręczny. rozmyślał o jutrzejszym dniu. o północy połoŜył się do łóŜka. który doskonale pasował do atmosfery eleganckiego starego hotelu. opłaci obydwa rachunki. jaką Calvi umieścił na jednym ze spinaczy. Strona 12 . toteŜ Calvi zamknął ją rozgrzanym na gazowej kuchence ostrzem swojego scyzoryka. Nazajutrz rano wysłał list pocztą lotniczą. i z pewnością po prostu ją zamknie. Jeszcze wydrukował naklejkę z napisem "Libros . takiej jakiej uŜywają wydawcy. przy wyjeździe. upowaŜniający go do odbioru paczki. Pod drzewami stały długie rzędy samochodów i cierpliwie czekały na 22 swoich właścicieli. klucz wsadził do kieszeni i wyszedł na balkon. Od recepcjonisty dowiedział się. Potem pojechał taksówką do miasta. a ksiąŜkę zwykłą. Ŝe jego przyjaciel.Forsyth Opowiadania. Było wściekle gorąco i trzydziestka pasaŜerów denerwowała się z powodu długiego oczekiwania na bagaŜ. Po drodze obejrzał sobie pobliski parking i z zadowoleniem stwierdził. Brakowało teŜ kropelki kleju. a Calvi z zasady nigdy nie strzelał z większej odległości. Calvi postanowił powrócić tu następnego dnia i wybrać sobie odpowiedni wehikuł. WciąŜ miał na sobie szary. jedną niewielką walizkę. Korsykanin wyszedł pierwszy z budynku i udał się na postój taksówek. nakręcił tłumik na lufę i sprawdził zawartość magazynka. Na koniec Korsykanin wsunął swój skarb do jeszcze jednej. Nawet przy zmniejszonym ładunku dziewięciomilimetrowy pocisk przebija bez trudu ludzką czaszkę z odległości trzech metrów.

Zdecydował się na seata. Zjadł duŜy talerz krewetek i wypił dwie szklanki miejscowego białego wina. którzy właśnie zajechali na parking. Dyskretnie przyjrzał się bocznej furtce. Było juŜ południe. Stwierdził. W siedmiu znajdowali się pojedynczy kierowcy w ciemnych garniturach. były szef organizacji OAS. plaŜe wzdłuŜ szosy ciągnęły się niby złota wstęga. Zapłacił i opuścił lokal. poniewaŜ jest to najpopularniejszy samochód w Hiszpanii i daje się łatwo otworzyć. Upał był straszny.Forsyth Opowiadania. otwarte były na ościeŜ. zapinaną z przodu na błyskawiczny zamek. po czym podszedł do małego czerwonego samochodu. Jechał wolno. Spojrzał na swoje notatki i stwierdził. Pora na obiad. powietrze nieruchome. Nie chciał teraz pytać o drogę. gdy znalazł się w dzielnicy malowniczych domków. i zaparkował samochód dobre dwanaście metrów od willi. Poinformowano go. Kiedy znalazł się znowu w drodze na Playa Caldera. ale było ono zupełnie nieruchome. Ŝe ma do wyboru simcę. horyzont ginął w oparach rozedrganej mgiełki. prowadzącą na południe do Alicante. Stanął przy wejściu do budynku i przyglądał się zajeŜdŜającym samochodom. Poszedł w górę wąską ścieŜką przez pomarańczowy gaj za rzędem jednorodzinnych domków. Silnik zapalił natychmiast. Odległość pomiędzy Walencją a Ondarą wynosi dziewięćdziesiąt pięć kilometrów. wsunął ją za klamkę i szarpnął. Strona 13 . Calvi poszedł do toalety. notował ich marki i numery rejestracyjne oraz wygląd ich właścicieli. Pistolet owinął ręcznikiem i włoŜył do wydobytej z walizki miękkiej torby lotniczej. Sprawdził nazwisko właściciela. Zamek trzasnął. Wrócił do samochodu i pojechał do Ondary. przechadzał się po ogrodzie i podlewał kwiaty. mercedesa. Całe wybrzeŜe skąpane było w porannym słońcu. aŜ dwaj męŜczyźni. upstrzona tylko brązowymi ciałami opalających się na nich ludzi. co było dość niezwykłe w tej części Hiszpanii w połowie lipca. Ŝeby do środka przedostawało się powietrze. Calvi wszedł na taras obserwacyjny i zauwaŜył czterech z nich. deszczowe chmury zaczęły się zbierać nad jego głową. wymalowane na kafelku wpuszczonym w kolumienkę przy furtce. gdzie -jak wiedział mieszkał generał Raoul Salan. Człowiek. Walizkę zdeponował w przechowalni bagaŜu. zdjął szare ubranie i włoŜył dŜinsy. Do godziny trzeciej siedział w barze Valencia na ulicy Doktora Fleminga. Otworzył maskę i spiął dwoma przewodami akumulator i cewkę rozdzielacza. oddalą się. dochodziła pierwsza. Przerzucił torbę lotniczą przez ramię i powolnym krokiem udał się w kierunku plaŜy. Zaczął się rozglądać za dobrze znaną mu z dawno juŜ z ostroŜności zniszczonych fotografii willi San Crispin. Z rękawa wyjął kawałek metalowej rury. o którego mu chodziło. wsiadających do madryckiego samolotu. toteŜ podróŜ trwała aŜ dwie godziny. 23 Kiedy samolot wystartował. Calvi skoczył szybko do wozu i ruszył z parkingu prosto na nową autostradę nadmorską nr 332. Oszklone 24 drzwi. zamieszkałych przewaŜnie przez cudzoziemców. prowadzącej do pomarańczowego gaju. Kiedy wreszcie znalazł domek o białych ścianach i Ŝółtych okiennicach. Ŝe Playa Caldera leŜy półtora kilometra od miasta. jaguara i seata. Ŝe jest otwarta. Ŝe tylko niskie ogrodzenie oddziela rudą ziemię pomarańczowego sadu od ogrodu willi z Ŝółtymi okiennicami. prowadzące z salonu willi do ogrodu. Wjechał do Ondary i minął Hotel Palmera. Spoza zasłony drzew stwierdził. słychać było groźny pomruk dalekich jeszcze grzmotów. Zaparkował wóz w pobliŜu ścieŜki. zasunął suwak wiatrówki po samą szyję i ruszył pomiędzy drzewa. wsunął pistolet za pasek. jasnoniebieską sportową koszulę i granatową nylonową wiatrówkę. czyli starego hiszpańskiego fiata 600.txt Nazajutrz o siódmej wyprowadził się z hotelu i taksówką pojechał na lotnisko. Droga prowadzi przez gaje pomarańczowe Gandii i Oliwii. Korsykanin spojrzał na zegarek. Odczekał. potwierdził swoją rezerwację na wieczorny lot do Madrytu i poszedł na parking.

a o bezpieczeństwie i higienie pracy w ogóle mowy nie ma. Ŝe człowiek wyraźnie potrzebuje pieniędzy i jest gorliwy. Od lewej strony. Następnego wieczoru w kawiarni na rue Miollin spotkali się dwaj męŜczyźni: morderca i jego klient. Potem ruszył powoli po plecionej macie pokrywającej podłogę i znalazł się w drzwiach gabinetu pana domu.Jakaś kobieta. Calvi zadzwonił do Sandersona jeszcze z Walencji i Sanderson natychmiast poleciał do ParyŜa.zapytał z właściwym mu.Właśnie. McQueen patrzał na niego z uwagą. To była czysta robota. Ŝe zrozumiał. nie odmawiał mu szansy. Ŝe jest to piekielnie cięŜka robota? . ale tej juŜ chyba nawet nie poczuł. Potem podniósł głowę. dorywcza praca.Forsyth Opowiadania. bo lało jak z cebra. niestety. pod sam koniec. Ŝe pieniądze są dobre.Korsykanin wstał od stolika i gestem pełnym satysfakcji poklepał się po prawej górnej kieszeni marynarki.Nie. Trzecia z odległości pół metra trafiła go w skroń. W IRLANDII NIE MA śMIJ McQueen zza biurka spojrzał sceptycznym wzrokiem na nowego kandydata do pracy.To znaczy. wstał i ruszył w stronę drzwi.Wszystko poszło gładko. Anglik spojrzał na Korsykanina z przeraŜeniem w oczach. Kandydat do pracy skinął głową na znak. o co chodzi. przez chwilę stał nieruchomo pośrodku salonu. Dostał dwie kule w serce i jedną w głowę. Widząc zmienioną twarz swojego klienta. Czy wiesz.Wysoka? Brunetka? . a zwłaszcza dla pracodawcy. który człowiek ten trzymał w ręku.Nikt pana nie widział? Nie było Ŝadnych świadków? . Wiedział.Tak. Na ryczałt. . Ŝe nie będzie potrącany ani podatek.Niech się pan nie martwi. Chodziło po prostu o szybki zarobek dla wszystkich. silnym akcentem irlandzkim. w którym panowała całkowita cisza. pewnie Ŝeby zamknąć okna. MoŜe nawet zauwaŜył przedmiot. monsieur . Jeszcze nigdy takiego nie zatrudniał. proszę pana . Calvi wydobył pistolet. Był jednak człowiekiem Ŝyczliwym.Jest to szybka. ani składka na ubezpieczenie zdrowotne. Rozległy się dwa głuche puknięcia.Nie . MoŜe zobaczył stojącego w drzwiach człowieka i wstał. . ale płacę gotówką.ChociaŜ. czego chce.txt Przeskoczył niski płot i znalazł się w ogrodzie. Ulewa runęła dokładnie w momencie. Korsykanin przyklęknął i poszukał pulsu swojej ofiary. Mógł jeszcze dodać. Korsykanin poklepał go przyjaźnie po ramieniu. . Wszyscy mieszkańcy willowej dzielnicy oddawali się poobiedniej sjeście. . . Major Summers z pewnością nie zdąŜył sobie niczego uzmysłowić. kiedy juŜ stałem nad zwłokami. Ŝadnych przygotowań. Ŝe gwałtowne dudnienie deszczu o czerwone dachówki willi zagłuszy wszystko inne. rozumiesz? śadnych pytań. 25 . a jeŜeli stwierdzał. W porządku? Chodziło mu o to. . Dwie kule przebiły pierś majora.Kto to był? . Major nie Ŝyje. . . Ŝeby zapytać. Calvi ucieszył się.I co? Obeszło się bez Ŝadnego problemu? Calvi uśmiechnął się i potrząsnął głową.Powiedziałeś. Bez biurokracji. Ŝe kończysz w tym roku medycynę w Akademii Strona 14 . Nawet całkiem niebrzydka. . Ŝe jego pracownicy nie mają ubezpieczeń społecznych. z przyległego do salonu pokoju dochodził dźwięk stukania na maszynie. Wręczył Korsykaninowi naleŜne mu pięć tysięcy funtów szterlingów. . . Pierwsze krople deszczu zaczęły spadać na liście pomarańczowych drzew. choć tak naprawdę nie bardzo wiedział. co to znaczy? . Zastrzeliłem ją z miejsca. niewiele głośniejsze od uderzeń kropel deszczu w dach. proszę pana. Wydawał się zdenerwowany.Czy wiesz. ktoś wszedł do pokoju.powiedział uspokajająco.odpowiedział kandydat. w którym wszedł na kamienne schodki i dotarł do oszklonych drzwi salonu.

. których juŜ znał.powiedział i wpisał to imię na listę. Zaparkował wóz w bocznej uliczce i podszedł do cięŜarówki.txt Medycznej imienia Królowej Wiktorii? Tamten znowu skinął głową. jak ten człowiek wyglądał.powiedział . Znalazł otwartą kawiarnię i wypił dwa kubki mocnej herbaty. w Irlandii Północnej. Obliczył sobie. Brygadzista spojrzał na niego. Dwadzieścia pięć minut po szóstej przyjechał własnym samochodem szef grupy. Przez brudne okno Ram mógł obserwować zbocze nasypu kolejowego. a wylewam cię z miejsca. Harkishan Ram Lal nie wiedział.A teraz masz wakacje? Znowu skinięcie głowy.Dobrze. Znalezienie pokoju nie było łatwe. unosząc ołówek. Codzienne przyjazdy z Belfastu i z powrotem to zbyt wielka strata czasu. Powiem mu. rozporządzające poobijaną cięŜarówką i kilkudziesięcioma starymi młotami. a będzie dyplomowanym lekarzem. umył się w zimnej wodzie i tuŜ po szóstej był na dworcu. myśląc o gorącym słońcu i brązowych wzgórzach rodzinnego PendŜabu. prowadzona przez jednego z robotników. Ŝe latem napływało do miasta wielu sezonowych robotników. To prawda. niezaleŜnie od tego. w których oknach znajdowały się napisy o wolnych pokojach ze śniadaniami. Praca cięŜka. siedząc w obskurnym biurze w Bangorze.Kandydat zwrócił się juŜ do drzwi. . Okay? .Jak się nazywasz? . 27 uwaŜał. by przeŜyć do okresu egzaminów.To ty jesteś ten czarnuch. kiedy tylko Ram pojawiał się w drzwiach. Poobijana cięŜarówka. proszę pana. Ŝeby zająć się leczeniem swoich rodaków. . Takie były jego marzenia.odparł student. Miał jeszcze trochę czasu. . Ram spędził niedzielny poranek na transportowaniu z Belfastu swoich rzeczy. Większość domów. . którzy potrzebują pieniędzy na uzupełnienie stypendium.Harkishan Ram Lal . Spojrzał na grupę dwunastu robotników. Kiedy zaczynam i gdzie? . . Otoczyło ją dwunastu ludzi. Nie mógł więc zawieść nadziei człowieka o podobnych zasadach. a następnie na studenta. wyłącznie samemu sobie. Ale punkt był dobry. która była katoliczką.CięŜarówka zabiera ludzi z placu przed dworcem głównym o szóstej trzydzieści. Był słoneczny. Popołudnie przeleŜał na łóŜku. Kandydat do pracy był widać jednym z tych studentów. na północnym wybrzeŜu hrabstwa Down. W sobotę wieczór znalazł sobie tani pokój w obskurnym hoteliku w połowie Railway View Street.powiedział McQueen. którego zatrudnił McQueen? zapytał. Postanowił czekać. Pracujemy od siódmej rano do zachodu słońca. W ręku trzymał listę McQueena. po którym mknęły pociągi przyjeŜdŜające tu z Belfastu. lipcowy dzień w Bangorze. Płacimy od godziny. miała wolne pokoje. Ŝe przyjdziesz. Było to całe jego śniadanie. a potem zacznie zarabiać w zawodzie.W porządku . co w Ŝyciu zdobył. Ŝe pani McGurk. McQueen zerknął na ołówek. panie McQueen. McQueen. zajechała kwadrans po szóstej. na spis nazwisk. . czy lepiej czekać w pobliŜu. z którego co rano odjeŜdŜała tuŜ po wschodzie słońca cięŜarówka wioząca ludzi do pracy. Wtedy Hindus podszedł bliŜej. chociaŜby ze względu na bliskość dworca. Staw się tam w poniedziałek rano. jasny. Strona 15 . Ale i to prawda. gdzie znajdowało się jego nędzne przedsiębiorstwo rozbiórkowe. Ŝe w ciągu lata zarobi dość pieniędzy. na której znajdowały się najtańsze hotele w mieście.Forsyth Opowiadania.Będziemy ci mówić Ram . których główną część stanowiły ksiąŜki medyczne. Szefem grupy jest Wielki Billie Cameron. Piśniesz jedno słowo władzom. ale dobrze płatna. i gorąco aprobował etykę pracy obowiązującą w protestanckim Ulsterze. gdybyś sobie znalazł mieszkanie w Bangorze.Jeszcze jedno . Jeszcze rok. Ŝe zawdzięcza wszystko. okazywała się przepełniona. 28 W poniedziałek Ram wstał za kwadrans szósta. czy podejść do nich i przedstawić się. . i skinął im głową na powitanie.Rozumiem. Student wyszedł.dobrze by było. jeszcze jeden rok praktyki szpitalnej i powróci do domu.

Było za wcześnie. Z jego szerokich barów zwisały potęŜne ramiona. gdy przyjechali na miejsce pracy. Wbił wzrok w brezent naprzeciwko.odpowiedział Ram. Teraz miał na nogach olbrzymie buciory o stalowych podkówkach i nabijane gwoździami. nazywał się Tommy Burns. prowadzącej do Newtownards.Z Indii . Robimy sobie herbatę na ognisku.spytał z zainteresowaniem. Ŝylastego Hindusa.Moją religią jest hinduizm.powiedział. co? Ram potrząsnął głową. Nie moŜna było mieć wątpliwości co do tego. intrygującą zabawkę.To tak jakbyś juŜ był prawdziwym lekarzem! Hej. Przejechali juŜ przez Newtownards i kierowali się dalej na południe drogą A 21 w stronę miasteczka Comber. Billie.Jutro kupię pojemnik i wezmę ze sobą jedzenie .zapytał starszy robotnik nazwiskiem Patterson. ostoją protestanckiej większości we wszystkich sześciu hrabstwach.Jesteś protestantem czy katolikiem? . ani drugim . . .Dobra .A gdzie to? .Czy wziąłeś drugie śniadanie? .zapewnił Ram. bo zmarnujesz sobie nogi. gdzie na dwóch drewnianych ławach siedziało dwunastu robotników. . jak się okazało. Ram mieszkał wystarczająco długo w Belfaście.Czym ty się naprawdę zajmujesz? .Ani jednym.z PendŜabu. .zapytał wreszcie.powiedział . .Mnie nie dotknie palcem . Zatrzymał Strona 16 . Ŝe kupi parę wojskowych butów. Głowę otaczała aureola rudych włosów. . . To zakończyło dalszą konwersację do chwili.i pierwsze teŜ. . co znaczyło.warknął . Ŝe są to nazwiska ludzi pochodzenia szkockiego. . Ŝe byli przysięgłymi prezbiterianami. . Ram będzie mógł pomóc. Wielki Billie nie był zadowolony z tego. Burns zastanawiał się przez chwilę. jakby któremu z nas coś się stało. Boyd i Brown. co zobaczył. . Patterson. w jaki sposób wielki Billie Cameron zasłuŜył na swój przydomek. .warknął Wielki Billie. Splunął przed siebie. po prostu zaciekawiony jak dziecko. . Tommy Burns ucieszył się.Skąd pochodzisz? . 29 Cameron obrócił się.PendŜab jest częścią Indii . Dwa małe oczka obrzeŜone bladymi rzęsami patrzyły pogardliwie na drobnego.Jestem studentem medycyny na uniwersytecie imienia Królowej Wiktorii w Belfaście . Craig spojrzał na Rama. które dostało nową.No tak . .Ty nie zajmowałeś się nigdy taką pracą. jeŜeli znajdzie wieczorem otwarty sklep.spytał. Kierowca skręcił z Comber na północny zachód i po trzech kilometrach wjechał w prawo na wyboistą drogę.Mam nadzieję otrzymać dyplom w przyszłym roku. Munroe.txt Ram Lal zatrzymał się.Musisz mieć parę solidnych butów.Nie . .Forsyth Opowiadania. Robił wraŜenie przyjaznego.poganin! Z twarzy Rama Lala zniknął uśmiech.Nazywam się Harkishan Ram Lal . Burns zaczął przedstawiać Rama pozostałym robotnikom.Trzeba jeść drugie śniadanie . niebieskich oczach. .odpowiedział Ram Lal . Brownów było dwóch.Nie był oburzony. Ŝeby poprosić gospodynię o przygotowanie mi go. Jechali na południe od Bangoru po wyboistej szosie. by wiedzieć. Mierzył metr osiemdziesiąt osiem centymetrów bez butów. .wskakuj do tej cholernej cięŜarówki. Burns spojrzał na półbuty Hindusa. Ram Lal obiecał. .stwierdził Burns .Hej! .zawołał Burns do swoich kolegów. który. . . Ram znalazł się przy tylnej klapie obok małego.Ten człowiek nie jest chrześcijaninem! . Miały gumowe podeszwy. W czasie jazdy Cameron siedział w szoferce nie oddzielonej od skrzyni wozu.odparł cierpliwie Ram. . muskularnego faceta o wesołych. . . Nazywali się Craig.odpowiedział Ram Lal. jak dwie kłody drzewa. Zachowywali się przyjaźnie i pozdrowili Rama skinieniem głowy.uśmiechnął się Ram.

Jeden z robotników podszedł z własnej inicjatywy do budynku. McQueen przygotował juŜ nawet umowę na sprzedaŜ pokątnemu budowniczemu zdatnego do uŜytku drewna i setek ton starych cegieł. pomiędzy zielska. Miały wiele zadraśnięć i krwawiły. Zaczynamy od dachówek. Właścicielem był potomek zuboŜałej szlacheckiej rodziny. Była to dawno opuszczona wielka gorzelnia. Pod nimi znajdowała się podłoga najwyŜszego piętra. które słuŜyło niegdyś do składowania słodu. Wielki Billie i jego zespół rozporządzali tylko łomami i młotami. a więc stare. Zrobili następny garnek herbaty. ale rusztowania są kosztowne. napełnił kubek i podał go Ramowi. Wkrótce w menaŜce zagotowała się zaczerpnięta z rzeki woda. Podjął się go McQueen. Zaparzono herbatę. Powiedziano im. co trzeba robić. Zanotował w pamięci. pomiędzy krokwiami ukazywały się wielkie ziejące pustką dziury. Wiecie. Ram Lal nic nie jadł. Ŝeby zadanie zostało wykonane jak najtaniej. Zwalali więc dachówki na drugą stronę budynku. Pragnął. w wysoką trawę. Rzeka płynęła od Dundonald do Comber i wpadała do zatoki Strangford. słuŜące do wyciągania gwoździ. Tommy Burns wypił herbatę. Nie lubił wysokości. dwumetrowej długości łomy. Herbata była podłego gatunku. No. O dziesiątej zeszli po rozchwianych wewnętrznych schodach na śniadanie. Przez całe to pierwsze przedpołudnie pracowali wysoko na dachu. wyblakłe w słońcu cegły i stare drewno osiągały wysokie ceny. wyrwał drewniane drzwi. ZaprzęŜone w konie wozy przywoziły traktem słód. ale potrzebne byłyby kosztowne maszyny. ZamoŜni ludzie pragnęli wszak. Wypił ją z trudem. Ludzie opasali się sznurami i połączyli je w ten sposób. Gromadka robotników stała przy swoim sprzęcie. Ŝe dobrze wyjdzie na tej transakcji. ale wyglądających na stare. Jedynym zabezpieczeniem były parciane pasy ze sprzączkami i kilkaset metrów lin. Ŝeby sobie kupić taki sam. zrywali je więc rękami i zrzucali w dół.No juŜ. Stała tuŜ przy rzece Comber.zapytał. Bolały go wszystkie mięśnie. W miarę jak znikały dachówki. ToteŜ podniszczone. metrowe haki o zakrzywionych i rozszczepionych końcówkach. MoŜna by to zrobić szybciej. Z wyjątkiem Rama Lala wszyscy byli zaopatrzeni w emaliowane kubki.zawołał Wielki Billie. krzewy i zarośla pokrywające teren gorzelni. był ubezpieczony przez następnego. Były tam wielkie młoty o głowicach waŜących cztery kilo. Ram Lal obejrzał sobie ręce. Ram Lal spojrzał na czteropiętrowy budynek i przełknął ślinę. które w tych stronach niegdyś produkowały dobrą irlandzką whiskey. Całe towarzystwo zabrało się do zjadania grubych sandwiczów. Widział. SpoŜyli je na trawie. Ŝeby nie zaśmiecali rzeki gruzem. . podarł jak kartę do gry i rozpalił ognisko. will dla rozmaitych bossów. . cięŜkie młoty o krótkich rękojeściach i najrozmaitsze piły do cięcia drewna.txt się na skraju lasu przed budynkiem wyraźnie przeznaczonym do rozbiórki. Ta sama woda słuŜyła równieŜ do produkcji trunku.To jest to. Gorzelnia była juŜ od dawna nieczynna. Wykorzystywano je do budowy nowych. Strona 17 .Forsyth Opowiadania. Dachówki nie były przeznaczone na sprzedaŜ. uznała je za niebezpieczne i nakazała właścicielowi rozebrać budynek. Ŝe będzie pracował w kurzu. 31 Ram Lal przyjął podany mu kubek. O drugiej mieli przerwę na obiad. rozbił je. chłopaki . a odjeŜdŜały z beczkami pełnymi whiskey. Do czasu kiedy jedno z nich pośliznęło się i złamało nogę. Wtedy rada hrabstwa zainteresowała się tym miejscem. McQueen wiedział. Jej wody poruszały wielkie koła wodne gorzelni. aby ich domy wyglądały na stylowe. ale 30 zostały przed laty zamknięte. jedna z dwóch. Miejscowe dzieci włamały się oczywiście do budynku i uwaŜały go za idealny teren zabaw. a to budzi pragnienie. . kiedy cięŜarówka odjechała. słodka i blada.Czy wy tam w Indiach macie herbatę? . Ŝe gdyby któryś z nich stracił grunt pod nogami i zaczął się ześlizgiwać z dachu.

Ŝeby kupić parę solidnych rękawic. po czym powrócił do ludzi siedzących dokoła ogniska. rozbierać wiązania dachu. Przed zachodem słońca. wyznaczał mu pracę na najwyŜszych miejscach.Chciałbym. .Niech ten zasrany czarnuch przynosi sobie własne sandwicze oświadczył Wielki Billie. a białka jego oczu zaróŜowiły się z wściekłości.Kiedy mur zacznie drgać. Zwrócił się do Rama Lala. Ŝebyś wlazł na sam szczyt . emaliowany kubek. Stał goły jak szkielet.powiedział. Musiał zarobić tak potrzebne mu pieniądze. odszedł. Wobec tego jego ludzie rozbijali mury na kawałki wielkości metra kwadratowego i zrzucali je na dół. kopniesz go od środka. Dawał mu najcięŜszą pracę. miał mnóstwo bąbli na dłoniach. Ram Lal wstał. Ktokolwiek znajdzie się na jego szczycie. Przez cały ten tydzień Wielki Billie Cameron dokuczał mu niemal bez przerwy. Tommy Burns wyciągnął sandwicza ze swojego pudełka.Jesteś pewnie głodny. Robotnicy siedzieli z rozdziawionymi ustami. gdyŜ potrzebny mu był ten zarobek. Drewno juŜ zniknęło z budynku. a od chwili kiedy dowiedział się. Ludzie spuścili wzrok i jedli w milczeniu. McQueen i jego załoga byliby zmuszeni zapłacić spory podatek dochodowy. Ŝe Ram Lal boi się wysokości.zapytał Wielki Billie.powiedział spokojnie. chociaŜ Ŝaden z jego kolegów ich nie uŜywał. Ale w Irlandii Północnej dynamit nie wchodził w rachubę.zawołał.Forsyth Opowiadania. Ja mam kupę Ŝarcia. Imponujący niegdyś budynek był juŜ bez krokwi. kiedy wróciła cięŜarówka. Poczerwieniał na twarzy. Do konfliktu doszło w sobotę. Stali przy tym w niebezpiecznych pozycjach na resztkach desek podłogi. Ram Lal spojrzał na wskazaną mu część muru. . 32 Zaopatrzył się juŜ w aluminiowe pudełko śniadaniowe. W czasie obiadu Cameron obszedł kilka razy budynek. z wielkiego dachu gorzelni zniknęła juŜ połowa dachówek. . Zaczął im opisywać sposób. jego głos był niemal krzykiem. usiadł na brzegu rzeki i zanurzył rozpalone dłonie w wodzie.Po prostu częstuję kolegę sandwiczem. które uginały się pod nimi coraz bardziej. zleci razem z cegłami.Ty zajmuj się sobą. Najprostszym sposobem rozwalenia resztek budowli tak. Ram Lal nie był przyzwyczajony do tak uciąŜliwej pracy. Ale Hindus nie protestował. a jego otwarte okna robiły wraŜenie oczodołów wyczekujących zbliŜającej się śmierci. Jeszcze jeden dzień i zaczną. Odwrócił się i odszedł.Ten mur zawali się lada chwila . Pracowali przez cały tydzień. Był obolały. parszywy Murzynie.Panie Cameron! . nie jestem głodny . robotnicy rozbierali teraz cegły.Co ty robisz? . . Cameron popatrzył na Hindusa. zdziwiony. cięŜkie buty i rękawice. . . w miarę jak podtrzymujące je mury pękały i rozwalały się pod ciosami potęŜnych młotów.powiedział donośnym głosem. Jasne było. Cameron obrócił się. Ram Lal podszedł powoli do zwalistego brygadzisty.Nie ucz mnie! Rób. . Zanotował sobie w pamięci.txt był głodny. który siedział naprzeciwko w kręgu ogniska. Po latach uciąŜliwej pracy mieli wystarczająco zgrubiałe ręce. U jej podstawy zobaczył spore pęknięcie. Jego zakup wymagał uzyskania specjalnego pozwolenia.Dziękuję ci. ale pracował dalej. . by nie zanieczyścić rzeki. głupi.powiedział Ram do Burnsa.Wyjaśnijmy najpierw jedną sprawę . . byłoby załoŜenie ładunków wybuchowych na naroŜnikach od strony wychodzącej na wolną przestrzeń. Burns wzruszył ramionami. w jaki będą zwalali duŜą część zewnętrznego muru na poziomie trzeciego piętra. Ram. co ci kaŜę. Kiedy się odezwał. uŜywając pił i łomów. wszyscy obecni wyraźnie go słyszeli. podłóg i stropów. Ŝe nikt nie chce zadzierać z Wielkim Billie'em. a McQueen składki ubezpieczeniowe za robotników.Pochodzę z prowincji Strona 18 . . . . . a to zwróciłoby uwagę urzędu skarbowego.

od strony morza. Wielka matko. I kaŜdy z nich rzucał mu tylko jedno słowo: Zemsta. Kiedy kapliczka była gotowa. co ma się jeszcze stać.. czarnookich rycerzy z Kraju Pięciu Rzek. Zakręciło mu się w głowie. brodatych męŜczyzn w turbanach. PendŜabskich wodzów. Proszę mnie nigdy więcej nie obraŜać. patronki władzy i sprawiedliwości.. Olbrzym stał nad nim z zaciśniętymi pięściami. dzisiaj sprawy wyglądają trochę inaczej. przypiął go do ściany nad toaletką i w ten sposób zamienił ją w ołtarzyk. Ogarnęło go uczucie wstydu i upokorzenia.Zostałem dotknięty do Ŝywego.txt 33 3. wyciął z niej wizerunek wielkiej bogini Shakti. nikt nie odezwał się do niego. MoŜe nie starczy mi pieniędzy na opłacenie studiów medycznych. usunął z niej brudną serwetkę i lustro. Rozległ się grzmot. Skończył się modlić dokładnie w momencie. Pod powiekami przesuwały mu się obrazy rozpalonych równin PendŜabu i cwałujących po nich jeźdźców. milcząc jak zaklęty. NaleŜę równieŜ do kasty wojowników zwanej kshatria. Ŝe bogini ześle mu znak. Przodkowie jego cwałowali z mieczami i lancami w rękach przez kraje sto razy większe od tych sześciu hrabstw razem wziętych i podbijali je jeden po drugim. Słodkawy. Dobrze znał obyczaje swojego narodu. który wołał: . Wielki Billie cię zabije! Ram Lal spojrzał w górę. Pomiędzy robotnikami zaczęła się cicha rozmowa. Strona 19 . Uderzał w dachówki nad głową studenta. przodków Harkishana Rama Lala. Ram nie posługiwał się nowoczesnym językiem pendŜabi. Młody człowiek runął na ziemię. Ram Lal wstał bez słowa.. Ram wyrwał kwiat z wieńca i złoŜył go pod wizerunkiem Shakti. Słyszał głos Tommy'ego Burnsa. który wyrządził mi krzywdę.. Chciał wiedzieć.. . spadły pierwsze krople deszczu. D e v i Shakti. o orlich nosach. takŜe się stanie. pragnę zemsty na tym. kiedy pańscy pełzali na czworakach i ubierali się w skóry. Ŝeby powstrzymać łzy wstydu. wodzami i mędrcami juŜ dwa tysiące lat temu. spływał po szybach okna za jego plecami.LeŜ. umieścił w niej trociczki i zapalił je. dzielnych. Bogini Shakti.Czysta robota PendŜab w północnych Indiach.Forsyth Opowiadania. LeŜał powalony w pyle. Zdjął z półki tanią wazę z wąską szyjką. jaką wybrać formę zemsty. Doprawdy? No.. Ma a. a oni mijali go galopem i spoglądali na niego. dochodziły odgłosy potęŜnych grzmotów. jak Wielki Billie odchodzi. w który wetknął zapaloną świecę. Wielki Billie Cameron patrzył z góry na hinduskiego studenta.. Zamknął oczy i leŜał bez ruchu.Doprawdy? . Następnie wydobył z walizki zawiniątko i wyjął z niego sześć pałeczek kadzidła. a to... Był pewien. Ram zacisnął mocniej oczy. mdlący zapach kadzidła szybko wypełnił pokój. Po jakimś czasie usłyszał. ale moi przodkowie byli wojownikami i ksiąŜętami. Co powiesz na to? Wraz z ostatnim słowem zamachnął się i otwartą dłonią uderzył Rama Lala w twarz.Wyrwał następny kwiat i połoŜył go obok pierwszego. Dumnych.. Ŝe nie ma Ŝadnych szans z tym brutalem z irlandzkiego Ulsteru. chłopcze. JeŜeli wstaniesz. .. Ram stanął przed nią z pochyloną głową i wieńcem w dłoniach i zaczął modlić się do bogini o radę. Zdjął szczotkę i grzebień z brzydkiej toaletki. Pierwsze błyskawice przecinały niebo nad Bangorem. 34 Z zakupionych przed dworcem kwiatów uwił wieniec. Obok wizerunku bogini ustawił płytką miseczkę wypełnioną do połowy piaskiem. Nie mówił do nikogo.odezwał się Cameron spokojnym głosem. . deszcz wciąŜ padał. Gdy zapadła noc. A od zewnątrz. Zrozumiał. Wydobył świętą księgę Manu. ale starodawnym sanskrytem. Resztę dnia pracował. Pozostali robotnicy znieruchomieli ze zdumienia. Modlił się przez dobrą godzinę. Białka jego oczu zrobiły się czerwone. co tam. kiedy ustała burza. ty czarny bękarcie.. Stało się. językiem modłów. zaczął przygotowania.

. ale noc spędził w hotelu w Belfaście. Przypominał zwiniętą w kłębek Ŝmiję.Nie mogę ci zapłacić za czas twojej nieobecności ani przyrzec. Kiedy się zatrzymała.powiedział Ram Lal. Brud spowodował. którzy przysyłali mu sporo pieniędzy. JeŜeli polecę jutro. Przedsiębiorca siedział przed telewizorem z puszką piwa pod ręką. panie McQueen. Kwiaty leŜały przed wizerunkiem na błyszczącym blacie toaletki. JeŜeli poŜyczysz mi róŜnicę. . . Ale jeŜeli zjawisz się przed weekendem. Ŝłobiła sobie zygzakowatą drogę i zniknęła w rogu okna. .PoŜyczyłem pieniądze na bilet lotniczy. podobne do rozdwojonego języka.podziękował mu Ram Lal. . W takiej chwili miejsce pierworodnego syna jest u boku ojca.Tak .odparł Ranjit Singh. . Pracuję i nieźle zarabiam. poleciał do Londynu. Miał bogatych rodziców. Shakti patrzyła na Rama nieruchomym wzrokiem.Muszę do niego pojechać.Mój ojciec jest umierający. ściszył głos z odbiornika. Zatrzymał pokój na Railway View Street. Oczywiście na tych samych warunkach. . ale los był dla niego 35 łaskawszy. Ram Lal zrozumiał zesłany mu znak. Nie widział go od siedmiu lat. Ŝłobiąc w brudnej powierzchni wąską ścieŜkę.Bardzo mi przykro . Ŝe zatrzymam ci miejsce na następny tydzień. wrócisz do pracy. a tam zaopatrzył się w najtańszy bilet na najbliŜszy lot do Indii. Muszę spłacić dług i jeszcze zarobić na czesne na przyszły rok. jest pan bardzo dobry . Był to jego ulubiony sposób spędzania niedzielnego wieczoru. . zwrócę poŜyczkę niedługo po powrocie. 36 Ram pojechał taksówką na lotnisko Aldegrove.Forsyth Opowiadania. Pierworodny syn musi być przy umierającym ojcu. wrócę pod koniec tygodnia. StruŜka wody spłynęła ze znajdującej się nad oknem rynny i popłynęła po zakurzonej szybie. Ulewa ustała. W poniedziałek rano poszedł razem z Ranjit Singhiem do banku.rzekł Ram Lal. Ale kiedy Ŝona wprowadziła do pokoju Rama Lala. Po dwudziestu czterech godzinach wylądował w potwornie upalnym Bombaju. W niedzielę wieczorem Ram Lal złoŜył wizytę McQueenowi w jego domu w Groomsport. ToteŜ Ranjit Singh obiecał podjąć w poniedziałek rano odpowiednią sumę z banku. . Nazajutrz pojechał pociągiem do Belfastu. pieniądze będą mi teraz potrzebne bardziej niŜ kiedykolwiek. Czy moŜe pan rezerwować moje miejsce do końca tygodnia? . gdzie Singh podjął odpowiednią sumę i wręczył ją Ramowi.Dostałem list od rodziny .Oczywiście. .powiedział. a drugi leŜał na dywanie. ale wszystko było mokre. kadzidło gasło. . .Dobrze . .O. . Ŝeby spotkać się z przyjacielem Sikhiem. Muszę jechać. Sznur od szlafroka spadł na podłogę. jeden jego koniec był niewidoczny.odparł przedsiębiorca. Ŝe otrzyma duŜy procent i Ŝe jest pewien wypłacalności dłuŜnika.Przyjmij moje kondolencje. . Przyjął Rama Lala w dobrze urządzonym pokoju studenckiego domu.txt Kiedy skończył.Chce mnie zobaczyć. sterczały z niego tylko dwie nitki. Był lekko skręcony.Jest umierający. Ale nie zebrałem jeszcze wystarczającej sumy.Dziękuję panu. Strona 20 .Chodzi mi o bilet lotniczy. gdzie na haku wisiał jego szlafrok. Świeca dopalała się. . Jestem jego pierworodnym synem. Ŝe zamiast płynąć prosto. Widzi pan.Są słuszne i właściwe. McQueen miał syna w Kanadzie. Wymagają tego nasze zwyczaje. chłopcze. wzrok Rama padł na ścianę. przykro mi to słyszeć. Obrócił się i podszedł do okna. śaden Sikh nie uchyla się od poŜyczania pieniędzy pod warunkiem.Chodzi o mojego ojca . a pokój wypełnił się jego słodkim zapachem. Ranjit Singh równieŜ studiował medycynę.

Jej zapotrzebowanie na powietrze było minimalne. który ma około 60 centymetrów długości. za dnia szuka chłodnych miejsc.od rosnących na bagnach krzewów Afryki Zachodniej aŜ po chłodne wzgórza Iranu i rozpalone pagórki Indii. ale śmierć jest praktycznie nieunikniona i następuje zwykle w dwie do czterech godzin później. była niemal na pewno nie "dasznikiem modrym". posiada nieliczne jaśniejsze plamy. Stary GudŜerat rozłoŜył ręce.powiedział. Ŝe długość tej bardzo cienkiej Ŝmii wynosi od dwudziestu trzech do trzydziestu dwóch centymetrów. Siedział w półmroku otoczony akwariami pełnymi ryb i szklanymi gablotami. Podręcznik stwierdzał. czarny.powiedział . 37 ale "Ŝmiją o ostrych łuskach". Przyjechał do Bombaju jedynie z podręczną torbą. Zaopatrywał liczne ośrodki medyczne w okazy mające słuŜyć badaniom i wiwisekcji. Liście w pudle poruszyły się ponownie i wyłoniła się spod nich malutka głowa Ŝmii. Mówiąc bardziej zrozumiale. Jej zęby jadowe są tak drobne. Autor ksiąŜki dodawał w odnośniku. ale groźna Ŝmija. Łatwo nieopatrznie dotknąć jej ręką albo nogą. Podręcznik napisany przez Anglika. patrzących na nią zza szyby. Przed powrotem do Londynu Ram Lal nabył pudełko cygar. który uŜywał oczywiście łacińskich nazw. Ram znalazł właściciela na tyłach sklepu. zapewniał czytelników dawno zmarły angielski przyrodnik na końcu rozdziału o Echis Carinatus. Autor był bardzo zadowolony. opróŜnił je z zawartości i wybił w jego wieku dwadzieścia małych dziurek. było tam pusto. . W suchym gorącym klimacie wyłania się z ukrycia w nocy.To wyjątkowo rzadki okaz . bez Ŝadnego ostrzeŜenia.Forsyth Opowiadania. Dzień był upalny. była to Ŝmija o ostrych łuskach. Według podręcznika jest ona wyjątkowo niebezpieczna i jej ukąszenie powoduje więcej zejść śmiertelnych niŜ ukąszenie słynnej kobry. które są nieraz trudno dostrzegalne. Coś poruszyło się pod kupką liści wyściełających pudło. więc owinął pudełko w papier oraz kilka ręczników. najmniejszy i najjadowitszy ze wszystkich gadów świata. zaleŜnie od wagi ciała ofiary i jego kondycji fizycznej. ale teraz zakupił tanią fibrową walizkę. .Ile pan za nią chce? . Człowiek ugryziony nie czuje bólu. Wiedział. . czego szukał. skinął ze zrozumieniem śnieŜnobiałą głową. podobny do draśnięcia ciernia. Ŝe pozostawiają niewidoczny niemal ślad. Obydwaj męŜczyźni stanęli w milczeniu przed szybą nowego pomieszczenia Ŝmii. Ŝe gatunek ten jest rozpowszechniony na wschód od Afryki Zachodniej i na północ od Iranu. o jaki towar mu chodzi. a to dlatego. których puszystość gwarantowała wystarczającą ilość powietrza nawet wewnątrz walizki. jakby na powitanie dwóch Hindusów. Ŝe Ŝmija potrafi obyć się bez pokarmu przez tydzień. Ram Lal kupił Ŝmiję za trzysta pięćdziesiąt rupii i zabrał ją ze sobą w słoiku. Dobrze przystosowuje się do kaŜdego klimatu i niemal do kaŜdego środowiska . w których drzemały Ŝmije i jaszczurki. Indii i Pakistanu. Ŝe przyłapał wielkiego Kiplinga na takiej pomyłce. Zaprowadził Rama Lala do swojego sanktuarium. Oliwkowobrązowa. Pan Chatterjee był obeznany ze światem nauki. rozdwojony języczek i zatrzepotała nim. Ŝe ta mała. ma teŜ falistą ciemniejszą pręgę.i bardzo trudny do zdobycia. wymieniona przez Kiplinga w jego wspaniałym opowiadaniu "Riki-Tikki-Tavi".AleŜ tak . A w pudle Ŝmija wysunęła mały. Kiedy młody student z podręcznikiem o gadach wszedł do "Imperium tropikalnych ryb i płazów" pana Chatterjee. Ma pan szczęście. .txt W środę na zatłoczonym bazarze przy Grand Road Bridge znalazł to. a bez wody przez dwa do trzech dni. Pięćset rupii. Ŝe jest tak niepozorna. Podręcznik podawał. Uderza błyskawicznie. napełnił ją zakupioną na targu Strona 21 .zapytał Ram Lal szeptem. Jest bardzo czujna i pobudliwa. Właśnie otrzymałem jeden okaz kilka dni temu z RadŜputanu. Kiedy Ram wytłumaczył. określał ją jako Echis carinatus.Znam tę Ŝmiję. Od czasu do czasu otrzymywał nawet intratne zamówienia z zagranicy. Przyczyną śmierci jest zawsze zawał mózgu.

włoŜył słoik do pudełka śniadaniowego i poszedł do cięŜarówki. Wielki Billie Cameron miał zwyczaj zdejmowania marynarki z chwilą przybycia na miejsce pracy i wieszania jej na jakimś haku czy gałęzi. udając. Ŝe potrzebny mu jest większy młot. po czym wsuwał fajkę z powrotem do kieszeni marynarki.szepnął Ram. podchodził do marynarki i wydobywał z prawej bocznej kieszeni fajkę i woreczek z tytoniem. . PoniewaŜ mógł udowodnić. który przeszukał walizkę . w czasie przerwy obiadowej. Ram Lal wrzuci zabitą Ŝmiję do rzeki Comber. gestem pełnym obrzydzenia. która miała go zawieźć na plac rozbiórki. Jak zaobserwował Lal.txt bielizną. wszyscy musieli juŜ być na nogach. a na lotnisku oddał ją na bagaŜ. Przed wieczorem kupił słoiczek kawy z zakręcanym wieczkiem i wsypał jego zawartość do chińskiej wazy.przeniósł gada z pudełka do słoika. chwyci Ŝmiję. Rozwścieczona Ŝmija ugryzła rękawicę. wyjął pudełko po cygarach i wsunął je do podręcznej torby.podręczna torba nie wzbudziła jego zainteresowania. ciśnie o ziemię i rozgniecie jej głowę obcasem. Rano wsunie Ŝmiję do prawej kieszeni wiszącej na drzewie marynarki Camerona. chłopaki.Zaśnij. której pełne jadu zęby wbiły się głęboko w jego ciało. Nikt nie zauwaŜył nic dziwnego w jego zachowaniu. TuŜ po jedenastej. ale Ram nawet nie zwrócił na to uwagi. Jutro rano wykonasz rozkaz bogini Shakti. podejdzie do marynarki i wsunie rękę do kieszeni. 39 Wreszcie. Ten po zjedzeniu sandwiczy wstanie. Odrzutowiec linii Air India wylądował na londyńskim lotnisku Heathrow w piątek rano i Ram Lal przyłączył się do długiego korowodu Hindusów próbujących dostać się do Anglii. zobaczy. W pewnej chwili Ŝmija zatrzymała się i spojrzała na Hindusa złymi. a nie Ram Lal. czarnymi oczkami. Cameron zaklnie. Nigdy nie odstępował od tego zwyczaju. lecz niezawodny. wyjął zeń słoik. ale nie znaleziono w niej nic do oclenia. To ona. Ręczna torba Rama została przeszukana. Po wypaleniu fajki i wysypaniu popiołu prostował się i wołał: "No dobra. Zakręcił dobrze wieko. TuŜ przed opuszczeniem hotelu zamknął walizkę na klucz. Ŝe jest studentem medycyny.nałoŜywszy na ręce grube rękawice . Wczesnym popołudniem znalazł się w Bangorze i mógł wreszcie obejrzeć sobie zawartość pudełka po cygarach.To znaczy jeŜeli takie gady jak ty w ogóle sypiają. ale na tym się to skończy. Ŝe z palca zwisa mu Ŝmija. ZauwaŜył swoją wśród pierwszych dwóch tuzinów. Strona 22 . a ta zabierze do morza dowód zbrodni.Forsyth Opowiadania. Ram przejechał do krajowej części lotniska i wsiadł do samolotu lecącego do Belfastu. Ram Lal podskoczy do niego. Pozbawiona jadu. Zamknął wieko. wstawać i zabierać się do roboty". wykona egzekucję na Ulsterczyku. Harkishan Ram Lal otworzył pudełko śniadaniowe. a rano . mały przyjacielu . Znalazł się więc przy karuzeli. wyciągając jednocześnie powoli szklaną płytkę. która powoli przesuwała się po ściankach pudełka. Kiedy się odwracał. wyciągnie rękę z kieszeni. przepuszczono go dość szybko. Poprzez szkło zobaczył Ŝmiję. Przy przejściu oznaczonym "nic do oclenia" został zatrzymany przez 38 celnika. nie będzie juŜ niebezpieczna. Przez chwilę przyglądał się swojej zdobyczy. pudełko od cygar umieścił w samym jej środku. na której wjeŜdŜał bagaŜ. Być moŜe ktoś będzie coś podejrzewać. W minutę później był znowu przy pracy. Do południa nabierze znowu wystarczającej ilości jadu. w momencie kiedy ukazały się na niej pierwsze walizki. a nie imigrantem. w którym to celu została przewieziona do Irlandii z drugiego niemal końca świata. z której wyrzucił pałeczki kadzidła. odkręcił pokrywkę i strząsnął jego zawartość do kieszeni zwisającej z gałęzi pobliskiego drzewa marynarki. zaraz po zjedzeniu posiłku. . LeŜała mocno skręcona w słoiku od kawy i nie ruszała się. Plan Rama Lala był prosty. Zniknęła w głębi ładowni boeinga. zabrał ją do toalety. I wtedy Ŝmija spełni rozkaz wielkiej Shakti. Zdjął szklaną płytkę z nocnego stolika i ostroŜnie wsunął ją pomiędzy pokrywę pojemnika a jego niebezpieczną mieszkankę.

Ŝe w marynarce jej ojca kryje się niebezpieczeństwo.No to do poniedziałku. Ŝe czeka na połączenia. Przyłączył się do Tommy'ego Burnsa. ale nie mógł spokojnie usiedzieć.Nie. Był w szoku. Ŝeby ją zaczepić i powiedzieć.powiedział do bogini. . Pod nią Ram Lal spędził godzinę. Ludzie dowcipkowali i przekomarzali się jak zwykle. nie . To w Ganaway Gardens. Ram Lal zamknął oczy.ma Ŝonę i dwoje dzieci. . Resztę dnia przepracował w stanie przytłumionej świadomości. a Wielki Billie poŜerał przygotowane mu przez Ŝonę olbrzymie sandwicze. po czym wydobyła z niej fajkę i woreczek. stare. wykonując przy tym pół obrotu. W osiedlu Kilcooley. stęknął i ruszył w stronę marynarki. Jednocześnie obserwował ten krótki zaułek.zapytał wojowniczym tonem. Ram Lal takŜe powrócił na swoje miejsce.Oczywiście . Odbiło mu się. Serce biło mu mocno. Zdawało mu się. jak Billie rzuca marynarkę na tylne siedzenie swego samochodu i odjeŜdŜa. a zawieszony nad ogniem czajnik bulgotał.txt W przerwie obiadowej nie miał apetytu. przemówić do niej Strona 23 . popykuje z prawdziwym zadowoleniem i powraca na swoje miejsce. Zaczął nabijać fajkę świeŜym tytoniem. Wreszcie Wielki Billie zmiął papier po sandwiczach i rzucił go do ognia. Po powrocie do swojego pokoju Ram Lal usiadł i zaczął się wpatrywać w nieruchomy wizerunek bogini sprawiedliwości.zaprzeczył Ram Lal. Było bardzo gorąco. Ŝe Ram Lal wpatruje się w niego.pytał sam siebie .Nie chciałem śmierci jego Ŝony i dzieci . .czy pan Cameron ma rodzinę? . które w sobotę zamykają bardzo późno ze względu na robotników otrzymujących tego dnia wypłatę.Powiedz mi . . Kobieta . Ale bogini patrzyła daleko przed siebie i milczała. Wstał. Chcesz mu złoŜyć wizytę? .dlaczego wielka Shakti tak z nim postąpiła? śmija była przecieŜ jej narzędziem. Później Ram Lal 40 widział. Ŝe zauwaŜył w jednym z okien Billie Camerona i zanotował sobie numer tego domu. ZauwaŜył. jak Cameron kładzie woreczek z tytoniem z powrotem do kieszeni marynarki i wyciąga z niej pudełko zapałek. był coraz bardziej zdenerwowany.zwrócił się do niego . Ręka Camerona grzebała przez kilka sekund w kieszeni.odpowiedział Burns . Billie Cameron podszedł do marynarki i wsunął rękę w jej prawą kieszeń. Ram poszedł za nią. Dziura. .odpowiedział Ram Lal. jak zapala fajkę.którą uznał za panią Cameron weszła do supersamu Stewarta. Poszedł za nią do centrum handlowego Clandeboye. Nikt nie zwrócił na to uwagi. udając. odwrócił twarz do ogniska. instrumentem zemsty przywiezionym z Indii na jej rozkaz. Ram Lal obrócił głowę i patrzał na niego. połoŜony tuŜ przy Owenroe Gardens i naprzeciwko uliczki Woburn Walk. Zmusił się do przełknięcia kilku kęsów. Resztę weekendu Harkishan Ram Lal spędził trapiony lękiem i niepokojem. mała dziurka w podszewce pokrzyŜowała mu plany. To nie one mnie skrzywdziły. Ale nie starczyło mu odwagi. Kątem oka widział. Ram Lal postarał się o miejsce w pobliŜu marynarki szefa. obserwował ją zza półek z towarami. jeŜeli się nie mylę. stojącego na przystanku autobusowym. Wstał i przeciągnął się.Forsyth Opowiadania. W pewnym momencie kilkunastoletnia dziewczynka wyszła z tego właśnie domu i przyłączyła się do grupy młodzieŜy. Hindus wstrzymał oddech. Przez chwilę korciło go. Na samym jej skraju. Dlaczego zmieniła zamiar. TuŜ przed zapadnięciem zmroku wyszła z domu kobieta z torbą na zakupy.Co się tak gapisz? . Dlaczego . suche belki trzaskały i strzelały iskrami. niedaleko.Nic .Nie. Wieczorem poszedł do Kilcooley i znalazł blok o nazwie Ganaway Gardens. próbował zdobyć się na odwagę. Towarzysze pracy siedzieli jak zwykle dokoła ogniska. Na rogu Woburn Walk stała budka telefoniczna. W czasie powrotu cięŜarówką do Bangoru Wielki Billie Cameron siedział jak zwykle przy kierowcy.Czy mieszka daleko stąd? -. pod szwem podszewki coś poruszyło się. . więc złoŜył marynarkę wpół i połoŜył ją sobie na kolanach. Pełen grozy wpatrywał się w ognisko. dlaczego zrezygnowała ze swojego zamiaru? Obrócił się znowu i raz jeszcze spojrzał na marynarkę Camerona.

Mały gad leŜał w kącie kuchni obok półek. Przywieźli je zza morza. . gdzie pozostawił ją na weekend. wyjmij z szafy moją marynarkę . .Co to jest. trzymając marynarkę ojca za kołnierz. Jenny. . toteŜ marynarka po chwili zsunęła się z niego i spadła na podłogę. jak poza 42 nim. sierpniowy dzień. Powrócił więc na Railway View Street. Po południu 41 zorientował się. kobieto. i patrzył wyzywająco na świat.powiedział ojciec. .zirytował się jego ojciec. Przerabialiśmy takie w zeszłym roku na biologii. pełną jadu Ŝmiję.Tato. . Po chwili dziewczyna wróciła do kuchni.jest całkiem nieszkodliwy.To mi nie wygląda na robaka . Czternastoletni Bobby przestał smarować grzankę masłem.Nie bądź durna.To po cholerę chodzisz do szkoły? . Właśnie kończył miskę płatków owsianych. Dowiadywał się od niego róŜnych ciekawych rzeczy. ale bez nóg. . Ŝe mógłby stanąć twarzą w twarz z groźnym Ulsterczykiem i wyznać. tylko Wielki Billie w roboczym ubraniu. . .zawyrokował. na jak straszne niebezpieczeństwo wystawił jego dzieci.To jest pewnie taki robak zwany padalcem .No to dlaczego mówisz.zawołała pani Cameron . Ale sama myśl o tym.To coś jak jaszczurka. Strona 24 . słoneczny. czy nie wiesz.Właściwie to nie robak .zawołał ojciec. w którym mieszkała rodzina Wielkiego Billie.powiedział Wielki Billie.wyjaśnił Bobby.Forsyth Opowiadania.Jenny! .powiedziała z ustami pełnymi bułki z dŜemem. wstała.Nie mam pojęcia. Bobby? Mimo Ŝe Cameron był tyranem. wyłaniającą się ze swojej kryjówki w podszewce marynarki i ślizgającą się bezszelestnie po domu. albo odejść i pozostawić ich los w rękach bogini. . ale marynarka nie miała wieszaka. wszyscy w szlafrokach. W poniedziałek rano rodzina Cameronów zbudziła się kwadrans przed szóstą. Dziewczyna wykonała polecenie. Był piękny.Na miłosierdzie boskie . Podała mu ją.Czy to gryzie? . szybko migając rozedrganym języczkiem. . Ŝe musi albo podejść śmiało do frontowych drzwi Cameronów i przyznać się do wszystkiego. coś ty miał w marynarce? Dłoń Wielkiego Billie'ego zatrzymała się w połowie drogi do ust. Źle spał tej nocy. TuŜ po szóstej jego córka.rozkazał. zardzewiały gwóźdź. Jego marynarka wisiała w szafie w przedpokoju. Jenny przyglądała się gadowi z przeraŜeniem. MoŜe to zupełnie inna kobieta. odkładając łyŜkę na stół. Ŝe jego obecność zwraca uwagę i zrozumiał. i to zarówno w domu. Chłopiec wpatrywał się w Ŝmiję przez grube okulary. .Powieś ją na drzwiach . po prostu go sparaliŜowała. Uznano by go za wariata. zwinięty w kłębek. Ŝe to robak? . ale gładki.toŜ to Ŝmija! . Coś cienkiego i ciemnego wysunęło się z fałdów i niemal bezszelestnie pomknęło po pokrytej linoleum podłodze w kąt kuchni. . który doskonale się uczył.Podnieś tę szmatę! Nikt z Cameronów nie ośmieliłby się opierać głowie rodziny. O szóstej cała czwórka siedziała w małej kuchni na tyłach domku przy śniadaniu: syn.krzyknął Wielki Billie. Zlokalizował ponad wszelką wątpliwość dom. .txt i uświadomić jej czyhające w domu niebezpieczeństwo. on nawet nie podniósł głowy. W niedzielę znów wałęsał się po osiedlu Kilcooley.spytała z lękiem pani Cameron.AleŜ skąd .Idę się umyć . córka i Ŝona. respektował wiedzę syna.Zanim to zrobisz.odparł Bobby . Ŝe w Irlandii nie ma Ŝmij? KaŜdy to wie . w którym spała nie podejrzewająca niczego rodzina Cameronów. niklowy hak. moŜe pomylił się co do numeru domu. Zobaczył go pracującego w ogródku za domem. Ale i tym razem zawiodły go nerwy. . widział pokrytą ostrymi łuskami. . . podniosła marynarkę z podłogi i powiesiła ją staranniej na haku. więc Jenny wróciła. Dali je nam do robienia sekcji. a w drzwiach sterczał nie zwykły. Pani Cameron obróciła się od kuchenki.

Zaraz to zrobię . Jedynie Ram Lal pracował w pełnej nieświadomości tego. Jego zawartość rozleciała się na wszystkie strony i wylądowała w wysokiej trawie i otaczających ognisko zaroślach. myślał Billie.Mam tu słoik z zielonym groszkiem. Poza tym był pochłonięty własnymi myślami i troskami. . wsunął fajkę do prawej kieszeni marynarki i poszedł do samochodu. W czasie przerwy obiadowej panowało wśród ludzi takie napięcie.Poczekaj chwileczkę.One wcale nie są brudne . .Po co ci rękawica? . Wrzask Hindusa rozległ się po całej polanie. jeŜeli wyniesiesz to z domu. . Zwijała się w spazmach wściekłości.Zabij to paskudztwo i wrzuć do śmietnika . gotowa do ataku.. .stwierdził Bobby. Zwinięta między kanapką a jabłkiem leŜała Ŝmija z uniesioną głową. Zajechał na stację spóźniony o pięć minut i ze zdziwieniem zauwaŜył wpatrzone w siebie intensywnie oczy hinduskiego studenta. co się miało stać. Ram Lal odrzucił je od siebie z całej siły. a proch Ŝreć będziesz po wszystkie dni Ŝywota twego. bo widok Ŝmii zasłaniała mu własna dłoń.PrzełóŜ groszek i dawaj go . . Zrobię mu kawał. 43 Powoli opuszczał trzymany nad Ŝmiją słoik. Nagle opuścił go błyskawicznym ruchem. . iŜ powinien się był domyślić. w którym jest wiele Ŝmij.Co chcesz zrobić. . Jednocześnie pudełko śniadaniowe wyleciało wysoko w powietrze.zauwaŜył Bobby. Ŝe coś się szykuje. . Mam pomysł. . i gdyby Ram nie był tak zamyślony.txt . Cameronowie przyglądali jej się przez szkło.Nie chcę dotykać tego paskudztwa. Ścisnął pudełko śniadaniowe kolanami i otworzył je. Nie dotknę go ręką! Jenny podała ojcu kuchenną rękawicę. Wielki Billie spojrzał znad talerza na syna i uśmiechnął się. . Po chwili Ŝmija znalazła się w słoiku pod mocno zakręconą pokrywką. Obejrzała zapas słoików.Głupi jesteś! Całe te twoje szkolne mądrości są do kitu. kiedy ojciec zatrzymał go. a wraz z nim ryk śmiechu robotników. zawiesił ją na ramię obok pudełka ze śniadaniem. tato? .Nie znoszę gadów. Bobby. i na pewno jeszcze coś więcej niŜ proch. ominęła Ŝmiję i otworzyła spiŜarnię. kto zdradziłby go przed "czarnuchem". .zapytała pani Cameron." Tak. i uwaŜali pomysł Billie'ego za kawał i dobry Ŝart. Zabawię się.To bardzo czyste stworzenia. .zapowiedział jej mąŜ. Ale nic nie wywołało w nim niepokoju. Czy nie stoi w Biblii: "Na brzuchu twoim czołgać się będziesz. Ŝe padalec jest nieszkodliwy. Strona 25 . Pani Cameron westchnęła. Prawą zabezpieczała rękawica. Przed południem Wielki Billie wtajemniczył wszystkich robotników w swoje zamiary i zagroził pobiciem kaŜdemu.Nie wiem jaki! Po prostu zakręcany słoik. Robotnicy siedzieli dokoła ogniska niby to jak zwykle. Jej pełne jadu zęby wbiły się w wyściółkę rękawicy nad samym środkiem dłoni Camerona. Ŝe nie jest jasnowidzem. Ale on tego nawet nie zauwaŜył. czy są jadowite. Poganin. . Pochodzi z kraju.zaŜądał Cameron.nakazał Cameron senior. dawaj słoik. Podaj mi kuchenną rękawicę. Mam nadzieję.. Podchodził juŜ boso do Ŝmii. .Padalec cię nie ugryzie. Ale któŜ by to zrobił! Wszyscy byli pewni. .Będę ci wdzięczna. Wsunął słoik do torby.I tak jestem juŜ spóźniony.Mamy w naszej grupie czarnucha. ale Ŝmija była szybsza.powiedziała pani Cameron. z pewnością zauwaŜyłby uśmieszki i spojrzenia rzucane w jego kierunku. czy nie . . . Jenny. Bobby wstał od stołu. Kobieto. zdjął nocny pantofel i chwycił go jak packę na muchy. ale ich rozmowa była sztuczna. gdy trzęsąc się w cięŜarówce jechali na południe od Newtownards i Comber.Forsyth Opowiadania.zainteresował się Bobby. Wielki Billie stanął nad Ŝmiją z otwartym słoikiem w lewej ręce.Jaki słoik? .

Harkishan Ram Lal usiadł. zakurzone. Po pięciu minutach wyprostował się ponownie. .Błagam was.Wielki Billie zachorował . Patterson nachylił się nad nim. w którego cieniu leŜał szef. co się dzieje z szefem. . . jednak go zbadał. Podszedł do niego i zawołał Pattersona.Ty ciemny czarnuchu . Jadł lewą ręką. Rozglądał się dokoła bacznie niepewnym wzrokiem. Jego towarzysze 44 pokładali się ze śmiechu. W pół godziny później zjawił się tam silnie zdenerwowany McQueen. Wkrótce wszyscy powrócili do pracy.To ty nic nie wiesz? W Irlandii nie ma Ŝmij. To było we wtorek. W pogotowiu trzymał kubek z gorącą herbatą. Billie otarł sobie policzki. Jego martwe oczy wpatrzone były tępo w trawę. . Pracował od wielu lat i widział niejeden śmiertelny wypadek. Siedział naprzeciwko Rama Lala.zaczkał. Ram Lal zerwał się na nogi. . Na jego ciele zauwaŜono liczne zadrapania i kilka ranek. Stara gorzelnia była juŜ prawie całkiem rozebrana. Prawdopodobnie skutek nadmiernego wysiłku w czasie wielkiego upału. jadowita Ŝmija! . śadne z nich nie miało związku z przyczyną zgonu.Nie moŜe mówić! Robotnicy podeszli do drzewa. dobrze zbudowanym i bardzo silnym.Zadzwonię po pogotowie i zawiadomię McQueena.Niedobrze się czuję . Tego samego wieczoru raport patologa został przesłany koronerowi do Belfastu.Odpocznę sobie w cieniu. zdecydowano się na sekcję zwłok. więc odchylił się do tyłu. Dwóch robotników połoŜyło Camerona na nosze. dostał konwulsji i przewrócił się na bok. co wynikało z rodzaju jego pracy. Po takim raporcie koroner normalnie nie zarządziłby rozprawy Strona 26 . Co o tym powiesz? 45 Ram Lal wiedział. wpierając ręce w porośniętą trawą ziemię.powiedział do stojącego obok niego Pattersona. głównie na ramionach i dłoniach. Siedział przez chwilę pod drzewem. Raport nie zawierał niczego szczególnego.wrzeszczał Ram Lal. Nic nie powiedział. Ludzie nie mogli się opanować. ale Patterson zrozumiał. . Tommy Burns zorientował się dopiero po kilku minutach. draśnięć tuŜ nad przegubem własnej Ŝylastej prawej dłoni. rozgrzane sierpniowym słońcem. Uznano. O pół do czwartej Wielki Billie Cameron przerwał na chwilę. Po posiłku starał się trzymać z daleka od wysokiej trawy. Od niepamiętnych czasów nie był w tak dobrym humorze. wierzcie mi.krzyknął. Reakcja ofiary kawału przeszła ich najśmielsze oczekiwania.To Ŝmija.zawołał.txt WciąŜ krzycząc. po czym ukrył głowę w rękach. Oblizał niewielkie spuchnięcie na dłoni i znów zabrał się do roboty.Szybkim krokiem ruszył w stronę szosy. którą był ponad wszelką wątpliwość gwałtowny wylew krwi do mózgu. .Zostańcie tu . Rozumiesz? Nie ma! Plecy rozbolały go od śmiechu.Forsyth Opowiadania. Ŝe badanie Wielkiego Billie nic nie da. a góry gruzu i poukładanego drewna sterczały wysoko. jakby od cierni. . Wykonał ją okręgowy patolog w miejskiej kostnicy. głodni robotnicy zabrali się do jedzenia. Zmarły był męŜczyzną w wieku czterdziestu jeden lat. . . Karetka zjawiła się po upływie pół godziny. To jadowita Ŝmija! Twarz Wielkiego Billie była mokra od łez ze śmiechu. Najwięcej uciechy miał Wielki Billie. śart się skończył.rozkazał obejmując komendę. wciąŜ obejmując rękami obolałą głowę. w którym był akurat ostry dyŜur. Oparł się o kilof i otarł czoło ręką. Kwadrans po czwartej. Ŝe Cameron był martwy w chwili przybycia do szpitala. który stał i wodził dokoła dzikim wzrokiem.Uciekajcie! Ona zabija! Zawtórował mu jeszcze głośniejszy śmiech. o co chodzi. dokąd przetransportowano ciało. Zabrano go do Głównego Szpitala w Newtownards. . Po chwili wstał z kolan. PoniewaŜ okoliczności zgonu nie były jasne. Nie zauwaŜył potem dwóch małych. .Ram . . .Ty jesteś medyk.

obok pani Cameron. Opowiedział na Ŝądanie koronera o wydarzeniach poniedziałkowych. . Wielki Billie Cameron był aktywnym członkiem rady podziemnej organizacji Ochotników Ulsteru. Ale miałaś potem umrzeć. Ale była pewna okoliczność.W pewnym sensie tak . Czy słyszysz mnie. . Harkishan Ram Lal nie wziął udziału w pogrzebie. . Kto chce dalej u mnie pracować. Wydaje się. naleŜący do skrajnego skrzydła lojalistycznej organizacji Ochotników Ulsteru. W związku z tym zatelefonowano z Lurgan do centrali Królewskiej Policji w Castlereagh. Harkishan Ram Lal doszedł traktem do polany i stanął w miejscu. . Ŝe pan Cameron śmiał się tak gwałtownie. morderczyni? A więc uwaŜaj! PoŜyjesz jeszcze jakiś czas. bo wszystko umiera.Visha serp .Chcę być lojalny wobec was.odparł Ram Lal. Rozprawa odbyła się na ratuszu w Bangorze we środę. Rozejrzał się po wysokich trawach i krzakach jałowca porastających piaszczystą ziemię. Przynajmniej w pewnych przypadkach. o której Ram Lal nie wiedział. Zaraz potem powrócił do pracy kilofem i łopatą. poniewaŜ powołano na nią przedstawicieli urzędu skarbowego. Wykrył to komputer w Lurgan.Forsyth Opowiadania. moŜe się zgłosić w piątek. Usłyszeliśmy od pana Pattersona o przebiegu wydarzeń w czasie przerwy obiadowej i o raczej niemądrym kawale.zapytał Hindusa.zawołał do niewidocznej Ŝmii. zasiedli współtowarzysze pracy zmarłego. na którym robotnicy zazwyczaj rozpalali ognisko. jadowita Ŝmijo. z którym mogłabyś mieć małe. Jutro pogrzeb. Usiedli w ostatnim rzędzie. zabiłbym cię i wrzuciłbym twoje ścierwo do rzeki.zamyślił się kierowca i zabrał się do czytania gazety. Na ławach frontowych. Patolog określił to bardziej naukowo jako wylew krwi do mózgu.Takie są zwyczaje pańskiego narodu? . Ŝeby zarządził rozprawę sądową. Ŝe śmierć jest przypadkowa. nawet najbardziej na pozór normalne zgony. Sprawiło to duŜe kłopoty McQueenowi. Zjawili 46 się równieŜ dwaj milczący panowie. a poniewaŜ wszystko zdawało się jasne. ani gorsze od naszego zwyczaju brania udziału w pogrzebie . Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem. powodując pęknięcie naczynia w mózgu. bez towarzysza. . kazał kierowcy zaczekać na drodze. Stamtąd z kolei zatelefonowano do koronera w Belfaście. a jeŜeli nawet słyszała. Raport patologa nie budzi Ŝadnych wątpliwości. Ŝe zgon Williama Camerona nastąpił z przyczyn naturalnych.To nie jest ani lepsze.O. Ŝe doprowadził się niemal do stanu apopleksji. . jaki zmarły zrobił hinduskiemu studentowi. dalszych świadków nie wezwano. skrajnie prawicowego.Chce pan uczcić jego pamięć w miejscu śmierci? . trzeba powołać świadków na tę okoliczność. do którego przywiozłem cię tu ze wzgórz RadŜputanu. Kierowca pochodził z Bangoru i słyszał o śmierci Camerona. do którego wciągane są wszystkie. paramilitarnego związku protestantów. Praca jest nadal aktualna. Sąd wyraŜa swoje ubolewanie Ŝonie i dzieciom zmarłego i uznaje. ale potem umrzesz. Urząd Skarbowy będzie mi teraz patrzył na ręce. Pokryta ostrą łuską Ŝmija nie słyszała go. Rama Lala oczywiście takŜe nie. Na wielkim trawniku przed ratuszem Bangoru McQueen rozmawiał ze swoimi robotnikami. daję wam wolny dzień. W tym samym czasie pojechał taksówką do Comber. chłopaki. W Ulsterze nie wystarczy stwierdzić. a sam ruszył wąskim traktem. 47 . Do złoŜenia zeznań wezwano jedynie Pattersona.txt sądowej i wystawiłby dla urzędu stanu cywilnego w Bangorze świadectwo zgonu z przyczyn naturalnych. Koroner odczytał na głos raport patologa i po podsumowaniu przewodu wydał wyrok. Ale umrzesz sama.MoŜna tak powiedzieć. Strona 27 . czy słyszysz mnie? Wykonałaś zadanie. PoniewaŜ w Irlandii nie ma Ŝmij. ale muszę potrącić wam pewne sumy na zaległe podatki. Palące słońce dokonało reszty.

Siedzący obok niej w taksówce mąŜ powstrzymał się od westchnienia. Higgins. francuskiej stolicy wyspy. PrzejeŜdŜali przez róŜne wioski. Mały tamilski chłopiec w samej tylko koszuli wyłonił się zza chaty. . Z ust jej buchała fontanna słów. oburzała na świat. na ruiny fortu. Ŝe pozostały na drodze i wydziobują z kurzu niewidzialne insekty. Samochód zwolnił na zakręcie. które przewaŜnie nie były ani bogate. lewą pozdrowił przejeŜdŜającą taksówkę. Strona 28 .powiedziała. Ŝe jest jeszcze coś. w którym Francuzi próbowali się bronić przed brytyjską flotą w 1810 roku. Widać współŜyli ze sobą doskonale. Murgatroyd patrzył przez okno samochodu na lotnisko Plaisance. Przed wyjazdem 49 4. CESARZ . kaŜda długości cala. starej. Cztery chude kury wyfrunęły niemal spod kół taksówki. kiedy nie było do tego najmniejszych powodów. cały w uśmiechach. Głęboko zaszyta w ciepłym piasku tuŜ pod stopami Rama Lala zajęta była czynnością. Chińczycy. Hinduskie świątynie i chińskie pagody stały tuŜ koło katolickich kaplic. Był to pełen temperamentu młody człowiek. Z ust jej płynęła nie kończąca się litania niezadowolenia. KaŜda w przejrzystej błonie.To wstrętne . Edna Murgatroyd gadała bez przerwy. zraŜony zrzędzeniem siedzącej z tyłu pasaŜerki.. Wyspa Mauritius była kiedyś kolonią brytyjską i to przez sto pięćdziesiąt lat. a kiedy Murgatroyd obejrzał się za siebie. Ŝeby pojechać do hotelu. stanął na poboczu i zaczął siusiać. Pracował w dziale zagranicznym. którą podyktowała jej natura. Było ich dwanaście.Czysta robota przestudiował dwa grube przewodniki po Mauritiusie i zapoznał się dokładnie z mapą wyspy. Kierowca Kreol. Obok kierowcy siedział młody. ale ich mieszkańcy uśmiechali się do nich i machali rękami na znak pozdrowienia. Pochyliła się do przodu i trąciła kierowcę w ramię.I jest jeszcze coś. Ŝe ludność wyspy jest mieszanką rasową. Zamierzał w pełni wykorzystać tygodniowy pobyt na tropikalnej wyspie. Murgatroyd teŜ pomachał im ręką. Krótko mówiąc.. Przy nasadzie ogona Ŝmii znajdują się dwie łuski zakrywające jej stek. Pani Murgatroyd zawsze twierdziła. gdy wsiadali kilka minut wcześniej do jego taksówki. Murzyni i kreolscy Metysi. Pod koszulą był goły. teraz zamilkł.powiedziała pani Murgatroyd. na którą składa się dobre pół tuzina grup etnicznych wyznających cztery religie. ani czyste. Pani Murgatroyd przechodziła przez Ŝycie przy akompaniamencie nieustannych komentarzy i narzekań nawet wtedy. a ciało drgało w odwiecznym rytmie. w jakiej zdawali się Ŝyć ci ludzie. .txt nie dała Ŝadnego znaku.Dlaczego nie idzie do toalety? . który otrzymał tygodniowy płatny urlop i wycieczkę na koszt firmy jako "najlepiej zapowiadający się nowy urzędnik". cudem unikając śmierci. Murgatroyd wiedział juŜ z ksiąŜek. którego państwo Murgatroyd poznali zaledwie dwanaście godzin temu na lotnisku Heathrow i którego naturalną wesołość gasił powoli zły humor pani Murgatroyd. Ogon Ŝmii był wypręŜony. swoją pierwszą w Ŝyciu egzotyczną podróŜ. Łuski rozstąpiły się i ze steku jedna po drugiej wychodziły na świat Ŝmijki. kaŜda tuŜ po urodzeniu równie jadowita jak jej rodzice. Murgatroyd był zafascynowany wszystkimi tymi widokami.Forsyth Opowiadania. mimo Ŝe jego językiem był francuski z domieszką kreolskiego.zapytała. Pani Murgatroyd Ŝachnęła się. potem na szosę prowadzącą do Mahebourga. Jako Ŝe miał prawą rękę zajętą. bez przerwy zrzędziła. Na stopniach małych domków siedzieli Hindusi. Kierowca odrzucił głowę w tył i roześmiał się. . zobaczył. Mijali plantacje i niewielkie wioski. uderzała go zwłaszcza harmonia. Rozczulała się nad sobą. Potem odwrócił się. Nigdy jeszcze nie zetknął się z podobnym zjawiskiem. ale juŜ samodzielny pracownik głównego oddziału banku. Znał dobrze angielski.

oznajmił . .zdziwiła się pani Murgatroyd. Kierowca wyciągnął rękę. sugerując .Hotel . Słychać było plusk i wesołe okrzyki zgromadzonych tam gości.Ŝeby uniknąć ryzyka napadów rabunkowych . zachowując się tak.Państwo Murgatroyd .oto i morze! Po prawej stronie.uśmiechnął się Murgatroyd. . zgadza się . Pani Murgatroyd wysiadła pierwsza. Taksówka zatrzymała się przed wielkim.Ponder's End wydaje się bardzo daleko . Ŝeby wziąć walizki z kufra i bagaŜnika na dachu. Wysoki główny hall zbudowany 51 był z ciosanego kamienia. Po chwili taksówka znowu wjechała między plantacje trzciny cukrowej. panował tu stale orzeźwiający przewiew.spędzali zwykle wakacje u jej siostry w Bognor zaczęła natychmiast łajać portierów. gdzie stał uśmiechnięty hinduski urzędnik.oświadczył. Ŝe tutaj robi się to na drodze .Patrzcie państwo . nie gotówką. daleko . Za nią podąŜali Higgins w schludnym kremowym tropikalnym ubraniu.powiedział Higgins . Trochę się zdziwił. Urzędnik zajrzał do rejestru. i pan Murgatroyd w ciemnoszarym garniturze.Dix minutes.a moje nazwisko Higgins. Pani Murgatroyd w nieco wygniecionej kwiecistej sukni szła przodem. Po lewej stronie hallu kamienne schody prowadziły do Strona 29 . O jakiś kilometr od brzegu widniała biała linia raf. Murgatroyd rozejrzał się dokoła. po czym oddział jego banku wzbogacił się o kilkaset nowo otwartych rachunków. połyskiwał teraz aŜ po horyzont Ocean Indyjski. w blasku tropikalnego słońca lśniła woda basenu. Był nią tygodniowy pobyt na wyspie Mauritius na koszt banku. Hall kończył się kolumnadą. Nie oznaczało to. madame . . Higgins odwrócił głowę i uśmiechnął się. . To pociągnięcie zwróciło na niego uwagę centrali i ktoś zaproponował utworzenie nagrody za nowatorskie inicjatywy w prowincjonalnych oddziałach banku i dla wyróŜniających się urzędników. jakby miała do osobistej dyspozycji . o które załamywały się jasnozielone wody spokojnej laguny.Forsyth Opowiadania. . pod gołym niebem. Wszyscy troje przeszli pod arkadami hotelu i znaleźli się w chłodnym i przewiewnym hallu.zauwaŜył. Ŝe nie lubił tego podmiejskiego osiedla Londynu.Chyba to. .Nie wytrzymałabym juŜ dłuŜej jazdy przez to śmietnisko. Pierwsza z nagród przypadła w udziale Murgatroydowi. jeszcze przed chwilą niewidoczny z urwiska.txt Ŝeby odpowiedzieć. Po lewej stronie hallu znajdowała się recepcja. lecz czekami. Higgins wystąpił naprzód. sklepionym wejściem hotelu St. 50 . Po niemal godzinnej jeździe dotarli do rybackiej wioski o pięknej nazwie Trou d'Eau Douce. U wylotu. mieniąc się błękitem w porannym słońcu.powiedział. podobnie jak członkom kierownictwa. . Ŝe widać było pęki krasnorostów rosnące na dnie na głębokości siedmiu metrów.Dzięki Bogu . Przed sześcioma miesiącami otwarto tam fabrykę i Murgatroyd wpadł na pomysł: porozumiał się z dyrekcją zakładu i związkiem zawodowym. Wjechali na hotelowy podjazd. Geran i dwaj portierzy podbiegli do samochodu. . Pani Murgatroyd pociągnęła nosem z obrzydzenia.oczywiście w poprzednim wcieleniu połowę pariasów Indii. .Co to znaczy? . gdzie znajdował się oddział banku. Mimo Ŝe tylko dwa razy w Ŝyciu wyjeŜdŜała na wschód od ujścia Tamizy . którego był dyrektorem. Po obu stronach ciągnęły się wypielęgnowane trawniki. . tak czyste. Ŝe większość robotników głosowała za tą propozycją.Tak.wyjaśnił jej Higgins.Pas de toilette. obsadzone palmami. . tak.powiedział.Och. Ciemne drewniane belki przecinały sufit. Portierzy nieśli za nimi bagaŜe.odparła pani Murgatroyd rozdraŜnionym głosem. Samochód minął dwa zakręty nie kierowany przez nikogo.wypłacanie robotnikom ich zarobków.

. Państwo pozwolą.Halo.Jak się pan nazywa? .powiedziała pani Murgatroyd. . .Witam państwa serdecznie . Paul Jones powrócił. Cienkie uda w drelichowych szortach. . . Murgatroyd był zaskoczony. Człowiek ten był chudy jak szczapa i bosy. Jakiś facet w średnim wieku. .powiedział Jones. Przed balkonem ciągnął się trawnik okolony pierścieniem błyszczącego.To mi się podoba . .Państwo Murgatroyd. .Murgatroyd z Midland Banku i Higgins z centrali.Z Midland Banku . Stały przy brzegu na płyciźnie. na który palmy rzucały smugi cieni.zawołał. gdzie stykały się z piaskiem.był pijany. Zatrzymał się kilka metrów przed Murgatroydem i popatrzył na niego. Pokój miał dwa łóŜka i znajdował się na pierwszym piętrze. Myślał. . Australijczyk łyknął piwa z puszki i czknął. . Dwoje małych ciemnoskórych dzieci o czarnych włosach i oczach obryzgiwało się wodą.powiedział.rzekł.powiedział Murgatroyd.Forsyth Opowiadania.niech pan wróci do baru. Murgatroyd! . białego piasku. Murgatroyd nie zrozumiał go.A to kto? .zapytał bezceremonialnie Australijczyk. kołysząc się na wietrze.Higgins . Fale błękitnej laguny jaśniejsze tam. . Australijczyk zastanowił się nad tą informacją i skinął głową. . Strona 30 .To go bynajmniej nie tłumaczy . .Brawo. kochanie .On jest na wakacjach..Nazywa się Harry Foster-wyjaśnił Jones.. Miał na nogach płetwy. gdzie pracuje.odezwał się z wyraźnym akcentem australijskim.powiedział. a ja zajmę się rozlokowaniem moich gości.Dzień dobry . Z głębi hallu wynurzyła się chuda postać. w dali mieniła się błękitem. Foster pozwolił się prowadzić łagodnemu. Chwycił Australijczyka za łokieć i zaprowadził go w głąb hallu. jestem dyrektorem hotelu. Do parterowych apartamentów schodziło się pod sklepioną arkadą.powiedział. tak . a na twarzy maskę ze snorkelem. ale stanowczemu dyrek52 torowi hotelu. . pomachał przyjaźnie ręką w kierunku recepcji.Roger Murgatroyd. Z centrali.stwierdziła pani Murgatroyd lodowatym potępiającym tonem .Higgins.Z Perth w Australii. Opalony na mahoń młodzieniec o spłowiałych blond włosach zajmował się surfingiem sto metrów od brzegu.Nazywam się Paul Jones. .przedstawił się młody męŜczyzna. to w drugą stronę. dobrze. luźna plaŜowa koszula w kwiatki.odrzekł dyrektor banku. . Około tuzina pokrytych słomą słupków zapewniało mocniejszą osłonę brzegu. Australijczyk uśmiechnął się wesoło. nowi goście? ..txt górnych pokojów. . łagodnie zalewały brzeg plaŜy. O jakieś pięćset metrów dalej sterczały białe rafy. wydając dzikie okrzyki. . . o wielkim brzuchu.A skąd pan jest? .E.Murgatroyd .Przyjechał z Perth. ale miał szeroki uśmiech na twarzy i trzymał puszkę piwa w ręku. Ŝe chodzi o to.. jakby chciał skoncentrować wzrok. KtóŜ to jest? .Wcale nie mówi jak Szkot . . chwytał wiatr w Ŝagiel i bez Ŝadnego wysiłku przecinał powierzchnię wody.Dobrze juŜ. wychodził z morza. Kiedy juŜ znikał w drzwiach baru. W głębi woda była zielona. Z biura recepcyjnego wyszedł młody jasnowłosy Anglik w nieskazitelnej koszuli i jasnych spodniach.Zaraz zajmiemy się sprawą pokojów. Murgatroyd wyszedł na balkon i rozejrzał się z zadowoleniem. Ŝe zaprowadzę ich do pokojów. . Stojąc na wąskiej desce przechylał się to w jedną. . .zapytał. panie Foster .oświadczyła jego Ŝona. Mrugnął kilka razy. Paul Jones wyszedł zza kontuaru recepcji.mówił . . .zapytał.Ten człowiek .

O tej porze większość męŜczyzn miała na sobie spodenki kąpielowe i koszule plaŜowe. a na kolację przychodził w pastelowych spodniach i koszulach typu safari z kieszeniami i naramiennikami.zaproponował Murgatroyd Ŝonie. okalającym bar połoŜony na cienistej wysepce. Wstawał. jak zwykle zresztą. by przed obiadem wypić zimnego drinka. Od czasu do czasu zanurzała swoje róŜowe ciało w basenie hotelowym. śyła w przekonaniu. Murgatroyd!" Trzeciego dnia Murgatroyd wyszedł z wody po porannej kąpieli.Nie pozwolę ci pójść do jadalni w stroju kąpielowym. z włosami nawiniętymi na wałki. na tarasie przy pływalni i. 53 W ciągu dwóch dni Murgatroyd dostosował się do wakacyjnego trybu Ŝycia w tropikach na tyle. Chcesz wyglądać jak tubylec? Tu masz szorty i koszulę.Nonsens . którzy stanowili główną część klienteli hotelu. . mimo Ŝe figurowały w karcie. Ŝeby popływać. jeśli mi pomoŜesz rozpakować rzeczy. Murgatroyd trzymał się swoich sięgających kolan drelichowych szortów i koszuli tenisowej. Jej trwałą ondulację chronił plisowany czepek kąpielowy. Zaczął jadać śniadanie na dole. mimo Ŝe bardzo rzadko wystawiała się na słońce. Nie masz pojęcia. oczywiście na fotografii. jak słońce wyłania się z Oceanu Indyjskiego daleko za linią raf i ciemną. Na szczęście Ŝona nie była świadkiem tego wyczynu. witano go nieco ironicznym uśmiechem i wesołym pozdrowieniem: "Dzień dobry. Kupił sobie w sklepie hotelowym słomkowy kapelusz o szerokim rondzie. Murgatroyd zastanawiał się często. bardzo wcześnie. Około dziesiątej przyłączała się do niego pani Murgatroyd. Ŝe te drapieŜniki nie mogą przeskoczyć przez rafy i Ŝe laguna jest bezpieczna jak basen pływacki. ale mógł zamiast patrzeć przez okno na mokre chodniki. Raz wypłynął na odległość chyba dwustu metrów. Murgatroyd z Midland Banku stał się postacią humorystyczną. mango i papają zamiast jaj na bekonie.krzyknął do kobiety siedzącej w cieniu palmy. Natomiast Murgatroyd zdobył sobie pewną niepoŜądaną i wątpliwą popularność. . który widział kiedyś na głowie Hemingwaya.Zostawmy to. kazał sobie podawać płatki kukurydziane z melonem.Jezu Chryste! . . .Będziemy wcześniej gotowi. ile tu ryb! Grupa męŜczyzn i kobiet otulonych w sarongi udawała się do baru. toteŜ widywali go rzadko. co się tam ^dzieje. O siódmej opuszczał Ednę Murgatroyd wyciągniętą w łóŜku. podobny do tego. UwaŜał się za kogoś w rodzaju playboya. narzekającą na powolność słuŜby przynoszącej śniadanie w rzeczywistości bardzo szybkiej . Higgins bardzo szybko zaprzyjaźnił się z grupą młodych Anglików.Forsyth Opowiadania. na ile mógł. Harry Foster nie był niestety wstrzemięźliwy w swoich dowcipach. jak inni pensjonariusze. pójdziemy popływać . Strona 31 . PrzecieŜ na razie potrzebne są nam tylko kostiumy kąpielowe. a kobiety dwuczęściowe kostiumy kąpielowe. spokojną wodą rozbłyskującą nagle jak gdyby kawałkami rozbitego szkła. .i schodził na plaŜę. Spędzał w ciepłej wodzie godzinę. ale szło mu coraz lepiej. Powoli przepływała kilka metrów i wychodziła z wody.Chodź.txt . a to posmarowania jej olejkiem. siadać na balkonie i obserwować. Ŝe laguna roi się od rekinów i barrakud i nikt nie był w stanie przekonać jej. który asymilował się w szybkim tempie. które przywiózł z Anglii. Higgins. zadziwiając samego siebie własną odwagą. Ŝądając a to chłodzących napoi. siadała na plaŜy pod słomianym dachem i zaczynała całodzienną litanię. On takŜe spędzał większość dnia w spodenkach kąpielowych i koszuli. aby zjeść śniadanie. Gdy zjawiał się na tarasie w długich szortach i płóciennych pantoflach. pod bawełnianymi bluzeczkami albo szlafroczkami. Australijczyków 54 i Anglików. Nie był dobrym pływakiem. ToteŜ wśród Południowoafrykańczyków. jakoś uniknął etykietki "urzędnika z centrali".odpowiedziała mu pani Murgatroyd. Po kolacji szedł do kasyna gry albo do dyskoteki.

Murgatroyd zazdrośnie przyglądał się młodemu człowiekowi. silnymi nogami przecinał sunącą za motorówką smugę fali. Zaskoczyło to Murgatroyda. A w takim razie jej uśmiech był spontaniczny. Kiedy zbliŜyła się do niego. Murgatroyd zorientował się. biały bawełniany sarong ze szkarłatnym wzorem na brzegu ledwo zakrywał jej biodra. Od strony morza usłyszał huk i zobaczył małą motorówkę. wydatne kości policzkowe i połyskujące czarne włosy. tęgi i bez kondycji. na której końcu widać było wystającą z wody głowę. mimo Ŝe latem niemal wszystkie popołudnia spędzał w klubie tenisowym. Echo jego tryumfalnego śmiechu biegło po lagunie. Skórę miała koloru starego złota.Ladaco . uwydatniając małe. okularów zaś uŜywał tylko do czytania . Murgatroyd obserwował jej rozkołysane biodra.Dzień dobry! . ale nie potrafił się od tego powstrzymać. Wydawał się wyrzeźbiony z dębu. Do niedzieli pozostawało mu jeszcze cztery dni.przewaŜnie raportów z posiedzeń spółki i rachunków bankowych. Spięty na lewym ramieniu krótki. Motorówka przyśpieszyła. Sternik skręcił silnie kierownicą. czy dziewczyna nosi coś pod spodem. które opadały lokami na plecy. Brzuszek miał zaokrąglony. obróciła się i rzuciła komuś szeroki. Przywiozła ze sobą cały stos jej ksiąŜek. jędrne piersi i wąską talię. Ale jak to robić w Bognor? Przez ostatnie trzy lata w czasie jego wakacji lało. oparł plecami o palik i zaczął zastanawiać się nad sobą. tuŜ przed oczyma Murgatroyda. a potem przejdzie na emeryturę i najprawdopodobniej resztę Ŝycia spędzi w Bognor. Grzeczność nie pozwalała mu przyglądać się jej zbyt ostentacyjnie. Ŝe jest sam pod daszkiem. Zazdrościł ludziom. Ale zęby własne. .zawołał. a jej białe zęby zabłysły w promieniu porannego słońca. Była całkowicie pogrąŜona w romansie historycznym. wesoły uśmiech.Radzę ci przestać myśleć o tych rzeczach . a wtedy wyrosła za nim wielka fontanna piany. Minęło dziesięć minut i Murgatroyd spojrzał na swoją lepszą połowę. . napisanym przez popularną autorkę. był niski. Zatoczył nowe koło.mruknęła usadawiając się w cieniu. Lata spędzone przy biurku spłaszczyły mu pośladki.usłyszał za sobą głos Ŝony. Rozejrzał się więc dokoła. Czuł swoje pięćdziesiąt lat.odpowiedziała dziewczyna i poszła dalej. Wiedział. stąpając z niewymuszonym wdziękiem mieszkanek tej wyspy. dziewczyna uśmiechnęła się ponownie. który sądził. Ŝe dziewczyna jest Kreolką. Strona 32 .Forsyth Opowiadania. a w najlepszym razie było pochmurno. upał dawał się we znaki. .txt połoŜył się pod słomianym daszkiem. Mięśnie miał napięte. Murgatroyd zastanawiał się. którzy w krótkim czasie opalali się na brąz. Ciągnęła za sobą linę. Ŝeby skóra stała się biała jak marmur. Kiedy obrócił się z powrotem ku morzu. narciarz zatoczył wielki łuk zbliŜając się do skraju plaŜy. wsiądzie do samolotu i juŜ tu nie wróci. komu dziewczyna śle swój uśmiech. naleŜało równieŜ zimą chodzić na kwarcówkę i nie dopuszczać. Ŝe nie został jej przedstawiony. Lina napręŜyła się w pewnej chwili i z wody wynurzył się opalony na ciemny brąz młody gość hotelowy jadący na narcie wodnej. Pojedzie na lotnisko. które mimo wszystkich środków zapobiegawczych i licznych ostrzeŜeń Ŝony nabrało ponętnego koloru ugotowanego homara. Rozejrzał się i zobaczył idącą po plaŜy młodą dziewczynę. Uśmiechała się do obcego człowieka. Będzie pracował w Ponder's 55 End przez następne dziesięć lat. Słońce stało juŜ dość wysoko i mimo Ŝe było dopiero wpół do dziesiątej. zwiotczałe mięśnie piersi. włosy miał przerzedzone. jej ciemne włosy. Murgatroyd zdjął słoneczne okulary i takŜe się uśmiechnął. która właśnie nadeszła. Spod kąpielowych spodenek z materiału w kratkę wystawały mu cienkie jak tyki owłosione nogi. . która właśnie nabierała rozpędu. Ŝe aby to uzyskać.Bonjour m'sieu . Pod wpływem podmuchu wiatru biały sarong przylgnął na chwilę do jej ciała. Miała szeroko rozstawione ciemne oczy. Był pewien. ale w pobliŜu nie było nikogo. Ŝeby zobaczyć. Szła boso. Murgatroyd spojrzał na swoje ciało. I ona przyglądała się oddalającej się dziewczynie.

.O co panu chodzi? .skąd jego Ŝona bierze tak niespoŜyty apetyt na romantyczną fikcję.Oni chcą spędzić ostatni dzień ze swoimi dziewczynami.txt Obrócił się ku lagunie i zadał sobie pytanie . jaka towarzyszyła temu stanowi rzeczy. to weź tabletkę sody . Przeciwnie. Spróbujmy! No? 57 . . .odpowiedział Murgatroyd .Czy pan tego próbował? . Nadszedł piątkowy wieczór. . W gęsto zarośniętym ogrodzie panowały ciemności. w domu łagodność ta przemieniała się czasem w bierność. bo uznał. oczywiście Ŝe nie. . W pierwszej chwili rozzłościł się i chciał nawet wyjść zza szafki i zaprotestować. Ŝe będzie je znosiła w przyszłości. Ŝe ten facet ma prawdopodobnie rację. Nudę.JeŜeli ci się odbija. Ŝe nie lubi "tych rzeczy" i Ŝe myli się. Co pan na to? Bierzemy ją? Propozycja zdziwiła Murgatroyda. . nawet w młodzieńczych latach. Nie był niestety człowiekiem. .Normalnie kosztowałoby sto dolarów na głowę. Potrząsnął głową. CięŜar tych przykrych myśli rozładował cięŜkim westchnieniem. oparł się o palmę i czekał na Murgatroyda. wszedł do ogrodu.Nie .Forsyth Opowiadania.Ruszył naprzód ze sztuczną nonszalancją.Dobrze . poza tym wątpił. Ŝe juŜ przed laty "powinien był wyłoić jej skórę".Ja teŜ nie. aby się upewnić. a te nie mają ochoty na wyprawę. człowiekiem łagodnym i jakkolwiek potrafił kierować bankiem.Dwadzieścia sześć funtów i siedemdziesiąt pięć pensów powiedział automatycznie Higgins. Był zawsze. Ŝe nie będą mogli z niej skorzystać.Ile to będzie kosztowało? . która weszła do toalety. Higgins spojrzał poprzez kolumnadę w stronę oświetlonego hallu. . Zostałaby zuŜyta przez panią Murgatroyd na zakupy w strefie wolnocłowej i na prezenty dla siostry. wpatrując się w doniczkę z paprocią. . Po obliczeniu ceny taksówki na lotnisko i róŜnych innych wydatków związanych z powrotną podróŜą do Ponder's End.Dlaczego pan nie proponuje tego swoim znajomym? Higgins wzruszył ramionami. czy połowica Murgatroyda nie idzie za nimi. kiedy zbliŜył się do niego Higgins. . niech się pan zdecyduje. Panie Murgatroyd. jeŜeli przypuszcza.mruknął Higgins.zapytał. Niech pan idzie za mną. .Muszę z panem porozmawiać.. jak jeden z bywalców klubu powiedział do drugiego. Ich małŜeństwo nie było związkiem dwojga kochających się ludzi.powiedział. ale sam na sam . Edna Murgatroyd spojrzała na męŜa sponad okularów. który zbliŜył się do niego. przerywały od czasu do czasu okresy ostrej nienawiści.szepnął kątem ust i to tak tajemniczo. . ale poniewaŜ połowa jest zapłacona. Okazuje się. który potrafiłby komuś "złoić skórę". Trzej biznesmeni z Johannesburga zamówili łódź na jutro rano. Strona 33 .Pańska Ŝona moŜe się lada chwila zjawić. która była mu obojętna. Murgatroyd zaczął liczyć w pamięci. ChociaŜby jeden raz. czy w przypadku jego Ŝony dałoby to rezultaty. Ŝe niemal ostentacyjnie.powiedziała.nie po raz pierwszy zresztą . poniewaŜ przepada im zadatek. . Niech mnie pan posłucha. pozostawało mu niewiele więcej niŜ ta kwota. Ale nie zrobił tego. Łódź jest wolna i połowa kosztów zapłacona. 56 Kiedyś w szatni klubu tenisowego usłyszał mimo woli. Bardzo proszę.Za kilka godzin? PrzecieŜ to jest w przeliczeniu dwadzieścia pięć funtów! . Murgatroyd właśnie czekał w hallu hotelowym na Ŝonę. graniczącą z upodleniem.niech pan mówi. więc tylko pięćdziesiąt. . a mam straszną ochotę.O polowanie na grubą rybę . JuŜ w pierwszych dniach powiedziała mu.Nie. Od ponad dwudziestu lat związany więc był z kobietą. negując przy tym całkowicie sens rzeczywistości. Pracował przecieŜ w wydziale zagranicznym.

. W hallu znalazł Higginsa i przewodnika. miejscowości nazwanej Trou d'Eau Douce. przez dawno juŜ nieŜyjącego francuskiego kapitana.Człowieku. Zaprowadził ją szybko na kolację. Przypomniał sobie młodego człowieka przecinającego lagunę na jednej narcie. ale Murgatroyd zauwaŜył zarys uwiązanej łodzi.. Za firankami było ciemno. Piętnaście minut trwała jazda przez ciemne wsie. Wreszcie zobaczył. Zdrzemnął się kilka razy. On się na wszystkim zna.powiedział.szepnął mu Higgins. który prawdopodobnie w tym miejscu znalazł źródło wody pitnej. nawinięte na wałki włosy owinęła siatką. Kilian wyciągnął ze schowka w samochodzie termos z gorącą kawą i poczęstował wszystkich. Murgatroyd zamyślił się. . . Ŝe fosforyzujące wskazówki budzika zbliŜają się do czwartej.Niech pan po prostu pojedzie. W niektórych chatach paliło się światło. Potem skręcili w boczną drogę i wjechali do małego porciku. Nie ma pan długich spodni i wiatrówki z rękawami? . .Forsyth Opowiadania.O tej porze na wodzie jest chłodno.MoŜe pan sobie spalić skórę. Prawdopodobnie nigdy tu juŜ nie powrócimy. Nigdy juŜ nie zobaczymy Oceanu Indyjskiego.. Nie mógł zaspać. W ksiąŜeczce pozostały juŜ tylko dwa.Pojadę! . . chowając czeki do kieszeni. Ŝe ktoś się tam juŜ obudził. Chodźmy.Nie trzeba jej nic mówić. którą warto będzie wspominać w Londynie. bonito i inne wielkie ryby.. Tu wszystkie domy były jeszcze ciemne i pozamykane. Ruszył z powrotem do baru. po czym wyszedł i cicho zamknął za sobą drzwi. ale nie odwaŜył się go nastawić. Ŝe obudzi Ŝonę. Spotkamy się w hallu o czwartej trzydzieści. a potem robi się piekielnie gorąco . oddychała chrapliwie. To najlepszy czas.nalegał Higgins.Trzeba będzie wstać o czwartej. Zrobi panu potem piekło. obawiając się.Zresztą. dowód. Murgatroyd poszedł za nim. czyli Zatoczką Słodkiej Wody. Podjechali do drewnianego mola.Edna nigdy się nie zgodzi . . zaskoczony nieoczekiwanym chłodem trząsł się trochę. . Pochylił się. Wysunął się cichcem z łóŜka i spojrzał na panią Murgatroyd.Nie myślałem o tym .Nie mówić? . Wypływamy za kwadrans szósta. Kilian spojrzał na Murgatroyda.Właśnie .txt .. LeŜała jak zwykle na plecach. kierownik imprez. proszę pomyśleć! Linki na tuńczyki. który zajmował się organizowaniem sportowych rozrywek dla gości. . MoŜe uda się coś złapać. spodenki kąpielowe i koszulę. Ŝeby znaleźć się na łowisku przed siódmą. .rzekł. ale przecieŜ i tak wiecznie się awanturuje. . Samochód odjeŜdŜa o czwartej trzydzieści. na której jakieś postaci krzątały się przy świetle pochodni. nieco otumaniony swoją szaloną decyzją. .Ma pan rację! Kiedy wyruszamy? Wyjął portfel.Mam zapasowe . . doprawdy nie wiem. . Niech pan pomyśli. OstroŜnie odłoŜył pidŜamę na łóŜko i włoŜył slipy. chociaŜ raz w Ŝyciu zobaczyć wschód słońca na pełnym morzu! Wiatr we włosach. Południowoafrykańczyk wysiadł z wozu i podszedł do łodzi. Będzie nas eskortować pracownik hotelowy. i zastał tam rozdraŜnioną Ŝonę. Wziął do ręki pantofle. Miał wprawdzie mały budzik. wyciągnął trzy dziesięciofuntowe czeki podróŜne. W ciemnym korytarzu włoŜył resztę ubrania. ale ludzie zawsze mówią cicho w ciemnoStrona 34 . O piątej mamy być w porcie. zajechało od niego ponczem. No więc dlaczego nie? .Bał się wracać do pokoju.powiedział Kilian i rzucił mu sweter. podpisał się na nich i podał Higginsowi. nie mam. 58 W nocy Murgatroyd nie mógł zasnąć.Wyruszamy bardzo wcześnie . bo Higgins zastukałby zapewne do drzwi o wpół do piątej.Sama myśl o tym przeraziła Murgatroyda. niejakiego Andre Kiliana..odparł Murgatroyd. ..CóŜ. tuŜ przed wschodem słońca. Przygoda. To dziwne. Uszu Murgatroyda doszły urywki rozmowy prowadzonej w kreolskiej francuszczyźnie.powiedział.

Zna te wody i zna obyczaje ryb. Stary człowiek obrócił się. Murgatroyd widział wyraźnie wiejskie chaty stojące wzdłuŜ brzegu laguny. a teraz .odezwał się Kilian . Kapitanem jest monsieur Patient. których końce przytwierdzono do pokładu. a przed nim znajdowało się koło sterowe i tablica rozdzielcza. a na rufie obrotowy fotel. Zapalały się i zaraz gasły. Łódź z wolna obróciła się dziobem do laguny. . mącony jedynie długą bruzdą przecinającą powierzchnię wody od rufy łodzi do oddalającego się coraz bardziej mola. Murgatroyd wychylił się za burtę. wmontowane były dwie twarde ławy. łodzi i ludzi stawały się coraz jaśniejsze. chłodzony pojemnik na piwo i zaniósł go z pomocą Higginsa na koniec mola. Ŝeby usiedli. Po dwóch stronach rufy sterczały ukośnie długie tyki podobne do anten. szczególnie tuŜ przed świtem. Nagłe powiewy. siedział stary człowiek i przyglądał się w milczeniu przygotowaniom. Ta część łodzi była zakryta daszkiem. z jedną ręką na sterze. Miał na sobie grubą koszulę z granatowego płótna i spodnie.mówił Kilian.Łódź nazywa się "Avant". Higgins wydobył z torby przewieszonej przez ramię aparat fotograficzny. Murgatroyd zabrał paczki z wałówką i dwa termosy z kawą. by się nie poplątały. dym unoszący się z kominów. Kilian wsunął pojemnik z piwem pod jedną z ławek i gestem zaprosił wszystkich. Jest 60 stara. ale mocna jak skała. Łódź nie była nowym luksusowym modelem ze sztucznego tworzywa. .On sam nie wie dokładnie.powiedział. niebo nabrało granatowego koloru. wiejące nie wiadomo skąd i dokąd. z których wystawały dwie zdeformowane bose stopy. ostre błyski słońca przecinały powierzchnię wody. . Na krześle kapitańskim. W dziesięć minut później był z powrotem*. juŜ było całe nad horyzontem i rzucało swe promienie na zachód. wzdłuŜ burty. a to jego wnuk.txt ściach. . podobny do biurowego. Jean-Paul. szeroką łajbą o drewnianym kadłubie pokrytym sklejką. nikt inny tego nie pamięta. widać było całe bukiety koralowców. ale nic nie powiedział. Mała kabina na dziobie pełna była najrozmaitszych gratów.Zabierzemy teraz na pokład rzeczy . i widziała na swoim pokładzie niejedną złowioną rybę. mówił głośniej.No.chciałbym przedstawić panom łódź i jej załogę. Ŝe to wysięgniki przeznaczone do oddzielania przy połowie zewnętrznych linek od wewnętrznych. Ŝe są to wędki. ale starą. po francusku "Naprzód". . pofałdowaną jak stary orzech. Młody chłopiec odczepił tylną cumę i rzucił ją na pokład. Na horyzoncie stała blada smuga światła. Murgatroyd myślał z początku. marszczyły powierzchnię laguny. a na jej tle rysowało się kilka niskich. ale później dowiedział się. Spoglądał w morze spod powiek pomarszczonych od wieloletniego patrzenia w połyskującą wodę. I proszę Strona 35 . Ostatnie gwiazdy zbladły. Na dnie. od ilu. Stary człowiek zapuścił silnik i Murgatroyd poczuł pod stopami głuche dudnienie. Kobiety widać przygotowywały juŜ poranną kawę. Słońce podnosiło się teraz szybko. Powracał spokój. Stojący na molo wieśniak zrobił to samo z przednią cumą i pchnął łódź.W miarę jak stawało się jaśniej. na głębokości czterech sąŜni. postrzępionych chmurek.Na pańskim miejscu poczekałbym jeszcze kilka minut. a wtedy słoneczne światło rozszczepiało się na tysiące srebrnych ogników.Forsyth Opowiadania. 59 .powiedział Kilian. Wyciągnął z bagaŜnika wielki. Z tyłu. . Na tym polega tajemnica szczęśliwych połowów. Woda dostrzegalna była tylko dzięki połyskowi. skinął głową. zarysy mola. ale zaopatrzony w pasy bezpieczeństwa. Na prawo od jej drzwi stał na wysokim trzpieniu wyściełany fotel.Chciałbym zrobić zdjęcie . a na głowie znoszony i podarty kapelusz. .Monsieur Patient łowi w tych wodach co najmniej od sześćdziesięciu lat . Twarz miał ciemną.

wszystko co błyszcząc w wodzie przyciąga uwagę drapieŜnych ryb. Wtedy Murgatroyd zobaczył kanał między koralowcami. Chłopiec wsunął kaŜdą wędkę do odpowiedniego gniazdka i zamocował ją ściągiem węzła i karabińczykiem tak. Teraz widział. piórko i łyŜeczkę. .Hej. Do jednego Strona 36 . Murgatroyd. ten odburknął mu. Gdyby się o nie otrzeć. Za przynętę słuŜyły teŜ łyŜeczki i błystki. Murgatroyd wparł się w ławkę i poddając się kołysaniu łodzi i jej nagłym podskokom. Gdy zbliŜali się do strefy spienionych wód.Pomyśleliśmy o wszystkim. drugą na gazie. Ŝeby uchwyt był lepszy. gdy kapitan przekręcił koło i "Avant" skierował się dziobem ku otwartemu morzu. W pięć sekund później znaleźli się w tym kanale. Słońce wynurzało się z wód oceanu i rozjaśniało rozkołysane wody. . zdarłyby w mgnieniu oka burtę z łodzi albo skórę z człowieka. Chłopiec wybrał dwa małe woblerki. I wtedy Murgatroyd zdał sobie sprawę z tego. Ten wyjął z duŜej skrzynki z przyborami stalowe linki rozmaitej długości. Wyglądały jak zrobione z delikatnych piórek. Wyniósł z kabiny cztery dwuipółmetrowe wędziska. Wszystko razem trwało zaledwie sześćdziesiąt sekund. KaŜde z nich zaopatrzone było w duŜy kołowrotek. Siedział trzymając jedną rękę na kole sterowym. Obsada wędek. "Avant" podskoczył i zakołysał się. Patient skręcił ostro kołem sterowniczym w prawo i "Avant" zaczął sunąć równolegle do linii raf.roześmiał się Higgins. w odległości jakichś dwudziestu metrów od nich. Ŝe nie ma między nimi Ŝadnej wyrwy. jemu tylko znanej.To jest coś! Prawda? Kawy? .txt uwaŜać. jakby odbierał sygnały jakiejś. Płynęli równolegle do brzegu mniej więcej kilometr od niego. Murgatroyd patrzył na coraz bliŜsze rafy. a po prawej i lewej stronie łodzi rozbijały się o rafy białe grzywacze. Kilian uśmiechnął się. Niedługo będziemy przepływali przez rafy. zrobiona z solidnego mosiądzu.powiedział Kilian i otworzył drugi termos. które w mgnieniu oka przybrały odcień zielonkawoniebieski. rozbijają się o poszarpane ściany ostrych jak noŜe koralowych raf. Z hotelowego balkonu wyglądały. Inne wykonano z białych i czerwonych kogucich piór. sterczących tuŜ pod powierzchnią morza. widział ściany koralowców w odległości trzech metrów. latarni morskiej na pustym horyzoncie. zawierający osiemset metrów jednolitej nylonowej Ŝyłki. Ŝe się nie skompromituje. Po prawej stronie wciąŜ ciągnęły się rafy. Były tam takŜe grube. podobne do cygar ołowiane cięŜarki z zaczepem do Ŝyłek. Miał nadzieję. Wszędzie pieniły się teraz grzywacze. Zdawało się. jakby były zrobione z piórek opryskiwanych mlekiem. Od czasu do czasu lekko skręcał koło albo dodawał gazu i "Avant" omijał 61 kolejne niebezpieczeństwo. bębniąc głucho. Murgatroyd rozejrzał się. Ŝe nie jest to wycieczka dla tchórzów. czy widział pan te cholerne koralowce? zawołał Higgins. Ale kapitan zdawał się nie zwracać na nie najmniejszej uwagi. Ŝeby łatwo wchodziła do umocowanych w burcie łodzi gniazdek i nie pozwalała im się skręcić. tu jest koniak . a gdy fala opadała po jego stronie.Po tej przeprawie przydałoby się coś mocniejszego . jak wielkie fale. Z zaciekawieniem obserwował teŜ wszystkie czynności chłopca. Ŝeby nie wypadły za burtę. próbował wypić kawę. Chłopiec rozpoczął przygotowania do połowu. Znaleźli się na groźnie wzburzonych falach Oceanu Indyjskiego. i patrzył naprzód przez szybę. wśród nich róŜowe i zielone woblery zrobione z miękkiego kauczuku. ale w dotyku były ostre jak brzytwy. a zdawało się trwać wieki. W miarę jak słońce wyłaniało się zza horyzontu. Potem znaleźli się na rozhuśtanych falach oceanu. były coraz jaśniejsze i zieleńsze. Chłopiec zapytał o coś dziadka po kreolsku. została poząbkowana w ten sposób. i kolekcję róŜnych wabików. od dołu na dobre pół metra owinięte korkiem.Forsyth Opowiadania. kiedy było niegroźne. zwane przyponami. Murgatroyd dostrzegał je dopiero wtedy. .

Teraz popatrzcie. kiedy orientował się. Rozpiętość tych lin miała utrzymać zewnętrzne Ŝyłki z dala od wewnętrznych. do którego przymocowana była przynęta.Rybitwy .Forsyth Opowiadania. ale w pozycji równoległej. Chłopak rzucił w morze przynęty przymocowane do tych wędzisk i przesunął klamry po linach jak mógł najwyŜej. co stary człowiek zauwaŜył juŜ przed dobrą chwilą. na które takŜe poluje bonito i tuńczyk.Kiedy ryba chwyta.. ale interesują się nimi duŜe ryby. . Gdzieś daleko w tyle.W takim razie pokaŜę wam. Ŝyłka zostaje gwałtownie szarpnięta przez nagły ruch kołowrotka. co nastąpi. tym więcej Ŝyłki będziecie musieli potem wciągnąć . odsuwał zaczep kołowrotka. który od razu zaczął zrzucać przygotowane przez siebie linki za łódź. kiedy ryba chwyci. Murgatroyd i Higgins znowu skinęli głowami.Błystka wirowa nadaje się do łowienia barrakudy. .Wtedy trzeba wsadzić wędzisko grubszym końcem do gniazdka w podłodze tuŜ pod fotelem i przypiąć tą oto klamrą do ramy fotela. a tę z kolei do Ŝyłki wędziska.powoli przekręcicie sprzęgło Strona 37 .JeŜeli ustawić je na nieduŜy cięŜar. Ŝe wędka zostaje wyrwana z ręki. ale nic nie przykuło ich uwagi.ale szybko. górna część wędziska uginała się lekko pod cięŜarem przynęty i zaczynała ją ciągnąć. dorady.powiedział Kilian.tłumaczył dalej Kilian.zapytał Kilian. Dopiero po minucie dostrzegli to. drugie w prawym. do drugiego zaś pojedynczy lub potrójny haczyk. Osoba. Trzeba pamiętać. jedno w lewym naroŜniku. .Nie. . Jest to znak dla rybaka. przynęta i haczyk płynęły równo. Chodźcie panowie za mną i popatrzcie. tuŜ nad powierzchnią wody trzepotało stadko ptaków.ZauwaŜyły ławicę drobnych rybek i polują na nie. Monsieur Patient zmienił nagle kurs. 63 Południowoafrykańczyk siadł w obrotowym fotelu i wziął do ręki jedną z wędek. KaŜdy wabik obciąŜony był ołowianym cięŜarkiem. .Czy któryś z was juŜ kiedy łowił ryby? .zdziwił się Higgins. Ŝe jego terkot zamieni się w pisk. tuŜ pod powierzchnią. Ŝe wędki są drogie. . . Na woblery i piórka łowimy bonito. a te z kolei przywiązane do lin przeciwwagi burtowej.Ale nas nie interesują małe rybki! .txt końca kaŜdej z tych błystek przymocowany był stalowy. Ŝe idzie ławica szprotek. nie tracimy jej ani przynęty. Kapitan obrócił się i skinął głową na chłopca. tak Ŝe niekiedy ginęły z oczu* Chłopiec pozwalał Ŝyłce rozwijać się do chwili. . Gdyby ryba wzięła.. Zdarza się. Ŝe przynęta znajduje się o dobre trzydzieści metrów od łodzi. zajmie wtedy moje miejsce i otrzyma wędkę z rąk Jean-Paula albo moich. . Ich Ŝyłki ściśnięte były duŜymi klamrami. powiedzmy do pięciu funtów. i kołowrotek zaczynał się obracać. Ptaki są dla nas sygnałem. Nurkowały i zaraz potem wyłaniały się z morskiej toni. ale jeśli jest dobrze umocowana. cięŜarki i Ŝyłki. to gdy ryba weźmie i pociągnie za sobą Ŝyłkę. Okay? Obydwaj Anglicy skinęli głową. Kiedy gwałtownie podskakiwały na spienionych falach. Z daleka wyglądały jak punkciki. Kilian zwrócił uwagę swoich gości na rodzaj uŜywanej przynęty. .To jest sprzęgło poślizgu . a nawet duŜe tuńczyki. niczym szybko mknąca ryba. który utrzymywał go tuŜ pod powierzchnią wody. Chłopiec przymocował zaczep wabików do stalowej linki przyponu. a to z kolei powoduje przeraźliwy pisk. . Murgatroyd i Higgins potrząsnęli przecząco głowami. Daleko na horyzoncie. wszyscy wstali. Dwa wędziska sterczały w swoich gniazdkach na tylnej burcie łodzi. bo im dłuŜej będziecie marudzić. kołowrotek zacznie kręcić się tak szybko. Pozostałe dwa chłopiec włoŜył do gniazdek umieszczonych na burtach tylnego pokładu. Wtedy znowu zahaczył kołowrotek. Kilian wskazał na mosięŜne koło ze szprychami sterczące z boku kołowrotka. w zielonkawej wodzie. Potem juŜ nie będzie na to czasu. Kiedy usiądziecie na tym miejscu . na którą przyszła kolej. dwudziesto62 pięciocentymetrowy przypon. Prąd wody porywał przynętę. to wyrwałaby Ŝyłkę z klamry i przeniosła napięcie z kołowrotka wprost na wędzisko.

o tak. Obracający się kołowrotek wydawał z siebie dźwięk. nad którym krąŜyły rybitwy. Ale 64 utrzymywanie przez dłuŜszy czas stufuntowego cięŜaru. Ale o to będziemy się martwić. ale Ŝyłka się nawijała. pilnie wypatrując bystrymi oczkami błysków ukazujących się tu i ówdzie w rozkołysanej wodzie. z nieruchomymi skrzydłami i opuszczonymi łebkami.Czuję. powoli opuszczając wędzisko. przechylanie go do przodu przy jednoczesnym kręceniu korbką kołowrotka. JeŜeli ryba jest bardzo cięŜka. chwyta nią korbkę i kręci. Aby uniknąć ryzyka. kiedy bierze bardzo cięŜka ryba? . trzymając w dziobie wijącą się. Polowały na swoje poŜywienie z niestrudzoną energią. groziłoby wyrwaniem ramion z tułowia. Higgins wcisnął go do gniazdka. Monsieur Patient zmniejszył obroty silnika i łódź płynęła teraz wolno nad niewidzialną ławicą ryb. dopiero gdy przytrafi się taka sytuacja. . Murgatroyd zauwaŜył.zainteresował się Higgins. . . Wędzisko ugięło się jeszcze bardziej.Około czterech funtów. Wędzisko zgięło się. W pewnym momencie zobaczycie swoją zdobycz szamocącą się w pianie za rufą. podobnie jak makrele. Trzymając je lewą ręką. która natychmiast znikała w ich wąskim przełyku. Rzucił ją na pokład.Wskazują maksimum dopuszczalnego naciągu. Wtedy wyciągając ostre dzioby spadały strzeliście w dół. Przymocował klamrą wraz z węzłem i zacisnął sprzęgło poślizgu. . po przebyciu trzech mil "Avant" znalazł się w miejscu. prawą obracał kołowrotek.Czysta robota Strona 38 . potem nakręcamy ją. znowu odpuszczamy i tak w kółko. . Chwytając linkę podciągnął ją i na pokład padła srebrzysta.Panie Murgatroyd . podciąganie wędziska do góry. . gdy Ŝyłka przestanie się rozwijać. a nie ryba łódź. Higgins wygrał. Trzeba mocno chwycić lewą ręką część wędziska owiniętą korkiem i szybko kręcić korbką kołowrotka. aŜ ryba tak się zmęczy. To ułatwi wciąganie Ŝyłki. Ptaki szybowały jakieś sześć metrów nad wodą.wydusił z siebie Higgins i kręcił dalej. Jean-Paul wychylił się za rufę. Następnie naleŜy ten zabieg powtórzyć. Ŝe ryba ma powyŜej srebrzystego brzucha ciemnogranatowe paski. cieniutką niby zapałka rybkę. trzeba trzymać wędzisko oburącz i starać się podnieść je do pozycji pionowej. .Wtedy trzeba ją zmęczyć.Moja! .Bonito . ale juŜ nieco wolniej. . Zagramy w orła i reszkę. Więc zapomnijmy o tym.musimy się zdecydować. Jean-Paul podał mu wędzisko.Co oznaczają te nacięcia na sprzęgle poślizgu i na mosięŜnej obudowie bębna? . trzeba odjąć od tego dziesięć procent. kiedy naciąg wynosi sto funtów. Ŝe gdy nacięcia schodzą się ze sobą. jak się szarpie .Ale co się dzieje. W sekundę później wyłaniały się z wody. nie mówiąc juŜ o wciąganiu go na pokład. kołowrotek jest tak znakowany. śyłka zatrzymała się niemal natychmiast. Ŝe dłuŜej ciągnąć nie moŜe. Wyciągnął z kieszeni jedną miejscową rupię. W kilka chwil później jedno z wędzisk przegięło się gwałtownie i Ŝyłka zaczęła się rozwijać. Ŝeby się znów naciągnęła. Wtedy łódź zacznie ciągnąć rybę. .zapytał Higgins. Chłopiec wziął szczypce i wyjął wąs haczyka wędki z pyska bonito.stwierdził Kilian. Z początku odpuszczamy Ŝyłkę. który z nas będzie pierwszy. Jeśli są mokre. który po chwili przeszedł w gwizd.Forsyth Opowiadania. W pół godziny później. Higgins nie miał 65 4 . Chwyt oburącz. sprzęgło poślizgu wypuszcza Ŝyłkę tylko wtedy. W tym momencie zaczynacie ją wciągać. sztywna ryba.powiedział Higgins . śyłka nawijała się gładko. To jedyne wyjście i cięŜka walka. Chłopiec ogłuszy ją i wrzuci na pokład.txt w przód. Te Ŝyłki mogą wytrzymać cięŜar stu trzydziestu funtów. którego kołowrotek wciąŜ się obracał. Potem uwalnia się prawą rękę.krzyknął Higgins z radością i runął na obrotowy fotel. Kołowrotek będzie usztywniał się stopniowo do chwili.

jakich kobiety uŜywają do cerowania męŜowskich skarpetek. Będzie co opowiadać w Ponder's End. Wbił ostrze w odbyt ryby i przepchał je przez całe jej ciało. Wziął mniejszego bonito i zaczął robić z niego przynętę. Następnie nawlókł na mniejszą igłę. Jean-Paul ogłuszył ją i rzucił na pokład. dała widać za wygraną. Grzbietowa płetwa bonito i dwie płetwy brzuszne leŜały płasko. a jego wnuk tymczasem zarzucił haczyk wraz z woblerem do wody. Monsieur Patient powoli zatoczył łuk i skierował "Avant" z powrotem ku ławicy i wyznaczającym ją nurkującym ptakom. kryjącym się w skłębionych wodach. Kilian pokręcił głową. Przeszedł go dreszcz podniecenia. a półkoliste płetwy jej ogona sterczały sztywno w górę i w dół. i mruknął coś do niego. Przejechali jeszcze raz poprzez ławicę i ryba chwyciła po raz drugi. Powoli obrócił sprzęgło ku przodowi i po chwili Ŝyłka stanęła. Minęła juŜ ósma i zaczynało się robić ciepło. który powiedział mu coś i wskazał ręką przed siebie. ale tym razem większy. Dajmy mu spokój. a koniec wędziska przechylił się w dół. ostrzem do przodu.zapytał Higgins.Wspaniała zabawa.krzyknął podniecony Higgins. JuŜ on wie. aŜ zakrwawione wyszło przez pysk. Robił to po raz pierwszy w Ŝyciu i pewnie po raz ostatni.Bonito nadają się tylko na przynętę. A jeŜeli to nie będzie duŜo większe od tego. okręcił ją kilka razy nitką. Ŝe moŜe się urwała. Stary przeciągnął igłę przez nasadę płetwy grzbietowej. Przypiął stalową linkę do końca ostrza i za pomocą szczypiec teŜ przeciągnął ją przez ciało bonito. Tubylcy robią z nich zupę. . Na końcu linki pozostał mały obrotowy zatrzask. do którego nasady przymocowana była pięćdziesięciocentymetrowa stalowa linka i trzydziestocentymetrowe stalowe ostrze podobne do szydełka.JuŜ nie będziemy uŜywać tej wędki? . metr bawełnianej nitki. Był to znowu bonito. Potem poszedł na dziób łodzi i przejął koło sterowe od dziadka. czy nie walczy z jakimś olbrzymim stworzeniem. Murgatroyd skinął głową i uśmiechnął się. co robi. Strona 39 . Nie spodziewał się. Zadziwiająca była siła napotkanego oporu. które złapał Higgins. 66 .zapytał Higgins. Stary rybak obrócił koło sterowe i wziął kurs na środek laguny. po czym przebił mięśnie karku ryby. Nie wiedział przecieŜ. gdzie jak okiem sięgnąć kołysała się ciemnogranatowa toń. WaŜył około dziesięciu funtów. nie większą niŜ te. myślał. poczuł szarpanie ryby na końcu sześćdziesięciometrowej Ŝyłki. to następne moŜe okazać się gigantem. Ŝeby ściągnąć ją ku burcie. Patient wyjął ze skrzynki duŜy haczyk. Chłopiec skinął głową. na wierzchu pozostało tylko zagięcie haczyka i ostre jak igła zakończenie z wąsem. Wyciągnął resztę stalowej linki z pyska ryby. . tak Ŝe się napięła.MoŜe będziemy ją mogli zjeść na kolację? . Następnie wbił obsadę haczyka głęboko w brzuch ryby. Pokręcił jeszcze kilka razy i zobaczył ją tuŜ pod rufą. Murgatroyd pomyślał. MoŜe to naprawdę wielka ryba. moŜe bardzo wielka. Napiął mięśnie lewego ramienia i prawą ręką zaczął spokojnie kręcić korbą kołowrotka. Ten odpiął przypon razem z przynętą i schował go do skrzynki z przyborami. Murgatroyd ujął wędzisko. Kiedy wziął do ręki obciągniętą korkiem część wędki. Kiedy ryba znalazła się w odległości dwudziestu metrów za łodzią. Patrzał. Kołysząc się lekko. chociaŜ jeszcze nie gorąco. Dyszał cięŜko. Ŝe odsunęli się od ławicy szprotek. Był ogromnie podniecony.txt zadowolonej miny. Kręcił z całych sił. tuŜ. niewidzące oczy. jak wnuk wyciąga haczyk z pyska bonito.powiedział Kilian. które wystawało spod podstawy ogona. ale jest niezbyt smaczna. prawda? . Wcisnął wędzisko do gniazdka. tak jak gdyby była tuŜ.Forsyth Opowiadania. bo Ŝyłka cofała się łatwo. co oznaczało. Stado rybitw pozostało na prawo od łodzi. stary rybak przeszedł przez chybocący się pokład na tył łodzi i skrzyŜowawszy nogi usiadł na odpływowej luce. Czuł w napręŜonym lewym ramieniu siłę szamocącej się ryby. . Ŝe będzie musiał tak się wysilić. Mała martwa ryba była juŜ twarda jak deska.Monsieur Patient ma inny pomysł . . Miała półotwarty pysk i czarne.

ale kiedy wylądowała na pokładzie. kaŜdej łajby o spawanych blachach i ze złączami nitowymi. Chłopak poprawił przynętę i wrzucił ją z powrotem do wody. dumnej. smaŜonego tłuszczu kuchennego. wąska ryba o złotej. moŜna było zaryzykować przypuszczenie. jest tylko wątłą skorupą przeciwstawiającą się niewymiernej potędze. podtrzymujących drewniany daszek przedniej części łodzi. Ale prom był większym statkiem niŜ "Avant". ale nie walczył z morzem. okazało się. jak ściśnięte szeregi zwalistych gwardzistów w zielonych mundurach. . To. połyskliwej górnej części ciała i takich samych płetwach. Higgins był bardzo podniecony i szczęśliwy. Ŝe go nie mdli. walczyło o Ŝycie z szaleńczą stanowczością.ucieszył się Kilian. bonito wyglądał jak Ŝywy. ^wstawił wędzisko do gniazdka i powrócił na kapitański fotel. Przebijał się z wielkim szumem przez fale. odczuwał lęk graniczący z paniką.powiedział z dumą. który unosił się i opadał coraz gwałtowniej. chuda. otoczony 68 czterema innymi ludźmi. jak bonito podskoczył dwukrotnie na fali.Dobra robota. jakŜe częste na morzu. jedna za drugą. kaŜdego zardzewiałego trampa. Patrzył. i rozpoczął swoją ostatnią podróŜ pod wodą. Kiedy z nim skończył. Morze falowało coraz silniej. zapachy buchające z baru. . jego pasaŜerowie zmuszeni byli wdychać zapach oleju.txt Naciągnął nitkę i płetwa uniosła się wraz ze swoimi włóknami i błonami. One naprawdę walczą. . które pozwalają rybom zachować pionową równowagę w wodzie. Woda dokoła łodzi zmieniła kolor z szaroniebieskiego na bladoseledynowy. I są smaczne. Poddawał mu się miękko i znowu się podnosił. Ŝe jest to średniej wielkości tuńczyk. ruchome. Murgatroyd trzymał się jednego ze słupków.Forsyth Opowiadania. Wszystkie Strona 40 . Stary rybak spiął wreszcie obrotowym złączem wystającą z pyska stalową linkę z nylonową Ŝyłką zwisającą ze szczytu wędziska i wrzucił przynętę do oceanu. tylko na zachodzie zamazany brzeg wyspy Mauritius. szczególnie kiedy stoi na przystani modnego kurortu. zwłaszcza Ŝe kiedyś rozchorował się na promie z Dover do Boulogne. Higgins popuszczał Ŝyłkę i ciągnął ją przez dobre dziesięć minut. z jaką ryba się wyrywała. Tylko wąski paseczek stali pomiędzy jego zaciśniętymi wargami i groźny hak przy nasadzie ogona zdradzał. przemierzający śniegi Północy czy teŜ pustynie. Ogarnęło go poczucie samotności. dobrze zbudowanej. dalej niŜ innym przynętom. Ŝe jest to prawie metrowa. Poprosimy szefa kuchni. zazdroszczących bogatym właścicielom. Teraz zaszył małymi ściegami rybi pysk. uczucie tak często towarzyszące człowiekowi znajdującemu się w nieduŜej łodzi. a zaszyty pysk zapobiegał tworzeniu się pęcherzyków i drgań. widzieli dokoła siebie całe mile białej kłębiącej się piany. Murgatroyd czuł własną nicość i słabość oraz buńczuczną kruchość tej łodzi. Wielkie ściany wody falowały po obu jego stronach. aby zginąć w ogniu artylerii raf. sądząc po sile. Ŝe ciągnę cięŜarówkę . Ale na pełnym morzu jest juŜ tylko siostrą pierwszego lepszego smrodliwego trawlera. wreszcie ludzkie smrody. Murgatroyd. podziwiana przez spacerujących wczasowiczów. MoŜe zasługuje ona na miano majestatycznej. maszerujących na wyspę. Sztywny ogon miał mu zapewnić szybkość i utrzymanie kierunku. "Avant" był wprawdzie mniejszy. Kiedy byli na szczycie fali. Stary pozwolił mu oddalić się na prawie sześćdziesiąt metrów. spalin. wysokie. Ŝe był przynętą. Ŝeby ugotował ją na kolację. Murgatroyd dziwił się. Wielkie fale szarpały "Avantem". co złapał. oświetlone słońcem maskującym przepastne głębiny. Fale nadchodziły od wschodu. Znają je tylko ludzie podróŜujący statkiem lub samolotem. 67 W dziesięć minut później ryba znowu wzięła.Miałem wraŜenie. To samo zrobił z dwiema płetwami brzucha. Nawet teraz. dzięki czemu nie mógł koziołkować. Jego trzy płetwy sterczały na boki i do góry. kruchą zabawką w dłoni olbrzyma. wpatrując się w wodę. po czym ołowiane cygarko ściągnęło go w głąb. tym razem na błystkę wirową.Dorada .

. a Ŝyłka rozwijała się dalej. ścisnął je obiema rękami. Koniec wędziska obniŜał się coraz to bardziej. a kołowrotek zaterkotał jak grzechotka. Kilian przechylił się.txt te rejony są okrutne i bezkresne. . kiedy jedno z wędzisk przegięło się gwałtownie i Ŝyłka zaczęła. . pochylił głowę i nie puszczał wędziska.Niech pan zaciśnie mocniej sprzęgło .Sto funtów! To granica! Niech pan teraz chwyci wędkę oburącz i nie puszcza jej! Murgatroyd z ulgą przeniósł prawą rękę na wędzisko.powiedział Kilian. Piekła go skóra obnaŜonych ud. mimo Ŝe pasy go uwierały na ramionach. Wewnętrzne i zewnętrzne nacięcia znajdowały się niemal naprzeciwko siebie. . . A to dlatego.Ona jest ogromna! Ciągnie z siłą ponad stu funtów! Trzymaj się pan. aŜ znaki znalazły się dokładnie naprzeciwko siebie. .krzyknął Kilian. . . Nous suit. aŜ znalazł się na poziomie jego oczu. szerszy. wędzisko gięło się coraz bardziej. Higgins przełknął kilka razy ślinę. Po chwili stał niemalŜe w miejscu. Przerzucił dwa rzemienie przez plecy Murgatroyda.Coś tam jest i płynie za nami . wsunął mu między uda. Cokolwiek szamotało się na końcu Ŝyłki. Instynkt. Murgatroyda bolało ramię. rozwinęło ją na długość sześciuset metrów. usztywnił uda i łydki i odchylił się.poradził mu Kilian bo inaczej zabierze panu całą linkę.To pańska ryba . Musi pan jeszcze bardziej zacisnąć. ale po chwili przyśpieszyła i odwijała się dalej.Forsyth Opowiadania.Jezus. Widać było jedynie wody oceanu. Murgatroyd napiął mięśnie ramienia.zawołał Kilian. Kierownik banku napręŜył mięśnie ramion i przykręcił korbę sprzęgła. Zdał sobie sprawę.Ten drań ciągnie z siłą osiemdziesięciu funtów . Stary rybak sterował teraz jedną ręką i przyglądał się uwaŜnie rozwijającej się Ŝyłce. a linka rozwijała się nadal. się odwijać.A skąd on to wie. Maria! . Rękojeść wędziska sterczała prostopadle między jego kolanami. śyłka zwolniła. wparł się podeszwami sznurkowych pantofli w belkę. Dwoma dalszymi otoczył go w pasie.powiedział Kilian.Ma pan szczęście! . ale równo. ale najstraszniejsze z nich jest morze. TuŜ po dziewiątej monsieur Patient powiedział jak gdyby w przestrzeń: . Kilian zacisnął ją mocno. przekręcił korbę. powoli. Niezbyt moŜe szybko. Stary człowiek jednym ruchem zmniejszył obroty silnika i "Avant" zwolnił. Murgatroyd przesunął stopy. 69 . Nigdy w Ŝyciu nie zdarzyło mu się ciągnąć stufuntowego cięŜaru. Mimo to kołysał się jeszcze silniej. Nagle powiedział: . .Musimy panu załoŜyć pasy . ale gładko.Marlin.Wygląda na to. Było kwadrans po dziewiątej.powiedział Kilian do Murgatroyda. Zacisnął klamrę i mocno ujął owiniętą korkiem część wędziska.Tak jak pan czuje. śadnej zmiany.zainteresował się Higgins. rąk. Wszystkie ujęte były duŜą klamrą. . . przedramion.Ya quelque chose. Ŝe się rusza.Dosyć . Ŝe słońce juŜ bardzo mocno przygrzewało. wyrywając wędzisko z gniazdka w burcie i przenosząc je do gniazdka umieszczonego przed fotelem. jego zakończenie było mocno wygięte. człowieku! Mówił z coraz silniejszym południowoafrykańskim akcentem. a ostatni. Strona 41 .powiedział. napiął mięśnie palców.krzyknął Kilian. Higgins rozejrzał się dokoła. zaczął przekręcać korbę sprzęgła poślizgu. Kołowrotek toczył się jak beczułka z piwem. Ŝe coś jest nie w porządku z kolumną cyfr. Murgatroyd wyszedł z cienia i usiadł. . Ŝe złapał pan marlina. zgarbił się. Ŝeby spojrzeć na sprzęgło. Murgatroyd poczuł ulgę.Co on mówi? . u licha? Kilian wzruszył ramionami. . Rezerwa Ŝyłki na bębnie kołowrotka malała. Po jakichś trzech minutach kołowrotek przestał się obracać. palce mu zesztywniały.

wciągnął sto metrów. Uda i łydki przestało chłostać słońce.txt . Kilian obrócił się. . Ulga była natychmiastowa. podciągnął je tak wysoko. Patient podał mu swój pleciony kapelusz z szerokim rondem. najpierw jedną nogawkę. włoŜył ją na nogi Murgatroyda. Miejmy nadzieję. . A jak wyciągnie całą linkę z kołowrotka. ale rytmicznie. Siła oporu ryby wahała się od siedemdziesięciu do dziewięćdziesięciu funtów. Wyciągnęła razem sześćset pięćdziesiąt metrów . to się urwie. niech ją pan puści i zaraz powiększy nacisk do stu funtów. Czterej męŜczyźni przyglądali się w milczeniu walce toczonej przez Murgatroyda. bo siła wynosiła czterdzieści funtów. ale ryba płynęła za łodzią. . który poucza lotnika przed pierwszym solowym lotem. Nie było to łatwe.rzekł do Murgatroyda ale w tym celu muszę na chwilę odczepić pasy. Po chwili ryba nabrała energii. Wszyscy chcą złapać marlina. który śmierdział potem i rybami. ale to się prawie nikomu nie udaje. Pasy wrzynały mu się w ciało. Dopiero gdy zacznie płynąć razem z łodzią.Nie utrzyma jej pan.Modlić się . aŜ pot zaczął spływać mu z czoła. .Czy to dobrze? . Kilian nałoŜył go na głowę Murgatroyda. Ŝeby nakręcić trochę Ŝyłki na kołowrotek. Kilian kucnął przy Murgatroydzie i musztrował go jak instruktor. Zerwie Ŝyłkę jak bawełnianą nitkę. stoczy z panem walkę. policzków i brody.Co roku bogaci turyści przyjeŜdŜają tu i wydają tysiące dolarów. Trzymał ją teraz oburącz.Marlin to król ryb . Zdjął dolną część swojego dresu. Udało mu się nawinąć pięćdziesiąt metrów Ŝyłki.Pan się usmaŜy -. .Co teraz robić? . o jakiej się panu nie śniło.A ma pan tylko osiemset! . co mu Kilian kazał.stwierdził Kilian. nie ryby.odpowiedział Kilian.Niech pan nawija Ŝyłkę powoli. włoŜył mu sweter i z powrotem zapiął pasy. . . zanim ryba zaczęła uciekać. Ryba znowu zabrała niemal sto metrów Ŝyłki. potem drugą. Ŝeby uciec. ale bez większego oporu. napiął i nie puszczał wędziska. Wędzisko uniosło się. Powoli koniec wędziska uniósł się odrobinę. Linka była juŜ do końca rozwinięta. Mimo Ŝe bolały go palce. To twarda sztuka. Strona 42 . Proszę zmniejszyć nacisk sprzęgła do osiemdziesięciu funtów. Ledwo zdąŜył przerzucić drugą rękę na rękojeść. Kilian zsunął pasy z ramion Murgatroyda. Blask słońca 71 odbity od powierzchni wody moŜe być niebezpieczniejszy niŜ słoneczne promienie padające bezpośrednio na skórę. bo moŜe wypluć haczyk. Ŝe marlin przez ten czas nie ucieknie. Murgatroyd robił wszystko.powiedział Kilian. więc mógł znowu nawijać Ŝyłkę. Nie naleŜy nawijać linki. jaki sprawiał jej wbity w podniebienie 70 hak.Zrobiło się bardzo gorąco . . zanim zmęczyła się i znów zaczęła płynąć za łodzią.Przesunę to panu przez głowę . W trzydzieści sekund odebrała całe sto metrów. Dla swojego dobra.Forsyth Opowiadania.wymamrotał Murgatroyd przez zaciśnięte zęby. który miał teraz oczy w cieniu. Kilian spojrzał na jego szorty i koszulkę. kiedy ryba walczy. Szczęście im dopisało. Kiedy zacznie przyśpieszać. Dzięki swetrowi Murgatroyda przestały piec ramiona. wyciągając Ŝyłkę z kołowrotka z siłą stu funtów. . jak się dało. kiedy jej nacisk przekroczy sto funtów. Wędzisko przegięło się niemal ku powierzchni wody. Przez dobre pięć minut utrzymywał wędzisko w tej samej pozycji. Murgatroyd skulił się. Nie wolno jej dawać zbyt wiele Ŝyłki. A wtedy niemal wyrwała mu z rąk wędzisko.zapytał Higgins przeraŜonym głosem.powiedział.jęknął Murgatroyd. ale skóra jego policzków była juŜ bardzo zaczerwieniona i spieczona. To ryba zwiększyła swą szybkość. Ŝeby zmniejszyć ból. Ryba płynęła wraz z łodzią na napiętej lince. Murgatroyd wykorzystał zmęczenie ryby. niech pan nawija Ŝyłkę jak najszybciej. i nacisk na pysk. nie przestając się szamotać. Następnie Kilian przyniósł z kabiny sweter z długimi rękawami.

. To było niedaleko Riviere Noire.I dwa razy zerwała linkę. . Ponad okiem sterczała wypręŜona grzbietowa płetwa niczym koguci grzebień. Murgatroyd trzymał go wtedy na odległości pięciuset metrów.Trzymaj się. trzy razy tracił je.txt Dochodziła dziesiąta. pogrąŜony we własnych myślach. Po co się zabijać. To trwa juŜ trzy godziny. odczuwał ból. .Oni znają miejscowe ryby . W chwili gdy fala opadła. Łódź znalazła się na chwilę na grzbiecie fali. pełen jakiejś wewnętrznej determinacji. Nazywają go Cesarzem. Nie czuł palących promieni. Był opalony na brąz. Wąski. tak Ŝe jest dobrze znana. Kilian obrócił się ku niemu raptownie. a ty nie jesteś w dobrej formie. Ŝe z pyska zwisa jej haczyk. . ale lata przebywania na słońcu zrobiły swoje. . Ale on tylko coraz niŜej schylał głowę i nawijał Ŝyłkę. Ale kiedy wędzisko przeginało się i wszystkie jego mięśnie napinały gwałtownie. człowieku . . ma sokoli wzrok. wyskakiwała wielokrotnie z wody i moŜna się było dokładnie jej przypatrzyć. jak gdyby stał na ogonie. To jest dobra walka. jakiego nigdy sobie nie wyobraŜał. mimo swoich lat. ostro zakończony pysk ryby wskazywał niebo. gdzie zniknął marlin.Boję się.zapytał Higgins. Kiedy minęło południe.wycedził przez zaciśnięte zęby. TuŜ po jedenastej marlin po raz pierwszy wyskoczył z wody. Ryba wyłoniła się zza wysokiej ściany zielonej wody i Murgatroydowi aŜ szczęka opadła.powiedział. Stary Patient pierwszy przerwał milczenie.powiedział . jakby chciało zrobić krok naprzód. Ŝe nawet duŜo później nie potrafił jej opisać. Ktoś nawet sfotografował ją w powietrzu. Mimo spodni i swetra bezlitosne słońce spalało mu skórę. Znaczy to równieŜ. to nie Strona 43 . * .C'est l'Empereur . . Potem z wolna i metodycznie zaczął nawijać Ŝyłkę. Kilian podszedł do niego z otwartą puszką zimnego piwa w ręku.wyjaśniał Kilian Higginsowi. Twoja albo jej. obcej mu dotąd. a ty masz sprzęt i rozum. . Ŝe jest stary i sprytny. kiedy ryba odpoczywała. Murgatroyd wyglądał jak chory starzec.mówił Kilian. . Potem wyłonił się z wody błyszczący tułów.zdziwił się Higgins. Murgatroyd wpatrywał się w miejsce. ale Patient. Marlin trwał tak przez sekundę. . Obydwie dłonie krwawiły od pękających bąbli.Forsyth Opowiadania. JeŜeli dobrze rozumiem.Wyglądają wszystkie tak samo. Przez następną godzinę borykał się z bólem i zrozumiał jego znaczenie. Kiedy była na haczyku. ciemnym Ŝywiole.Vous etes sur? . Ŝe juŜ długo nie wytrzymam . W ostatniej chwili znowu zerwała linkę i zabrała ze sobą drugi haczyk. człowieku. bolały go całe dłonie.JakŜe mogą rozpoznać poszczególną rybę? . Wtedy spostrzeŜono. Patrzał na swoich dręczycieli sponad białych szczytów fal. Kiedy nadeszło południe. Miał gołe nogi. marlin wyglądał. odczuwał przyjemność tak wielką. W sztywnych palcach pulsowała krew. Czasem nadchodziła nagła ulga.Ta juŜ dwa razy złapała się na hak . Zadecyduje wytrzymałość.spytał. Ja nie rozpoznałbym jej z odległości pięciuset metrów. Bicepsy stwardniały i napięły się. Ŝeby stary się mylił. Potem runął w następną nadchodzącą ścianę wody i zniknął w swoim zimnym. Wielkie cielsko wzdrygnęło się. Kiedy malał jej napór na linkę. Ona ma tylko siłę. to 72 jest to błękitny marlin uwaŜany za większego od największego na świecie. a mokre od potu pasy wrzynały się bezlitośnie w jego spalone słońcem ramiona. a jego waga wynosi tysiąc dwieście funtów. To legenda rybaków. Stary człowiek skinął głową. samotny w swoim bólu. ramiona i plecy. a nigdy nie słyszałem. Trzy razy w ciągu tej godziny wywalczył od ryby sto metrów Ŝyłki. Kilian kucnął przy nim i znowu zaofiarował mu piwo.Słuchaj. Za drugim razem juŜ prawie znalazła się w łodzi.jesteś bardzo zmęczony. Siedział zgarbiony nad wędziskiem.Co on powiedział? . JeŜeli potrzebujesz pomocy albo krótkiego odpoczynku.

Murgatroyd potrząsnął głową. na głębokości wielu sąŜni. Dochodziła druga po południu. nagle obluzowała się. . nie dawał za wygraną.Wciągaj linkę! . W godzinę później marlin po raz ostatni wyskoczył z morza. Tak więc jego walka trwała dalej. Kilian połoŜył mu przyjaźnie rękę na ramieniu. Jedną ręką trzymał koło sterowe. Higgins dostał morskiej choroby i siedział nad wiadrem. kucnął sobie w cieniu 73 wyplatanego daszku. Otworzył usta. w trakcie którego otrząsał wodę z grzbietu. . kiedy marlin zanurzał się na powrót w wodzie i Murgatroyd odzyskał pięćdziesiąt metrów.powiedział . I on. . Angliku.Moja ryba. niszczącą się skórę twarzy Murgatroyda.On zaraz wypluje hak! Zmęczone palce Murgatroyda zacisnęły się na korbie kołowrotka.zauwaŜył Kilian.Zostawcie mnie w spokoju. Jean-Paul. Przez dwie sekundy marlin trwał zawieszony nad spienioną falą.txt krępuj się. wielki morski drapieŜnik o instynktach wyostrzonych przez miliony lat ewolucji spiął się przeciwko wrogowi. Wiedział. Zastąpię cię na godzinkę. i mimo haczyka wbitego w boczny policzek kościstego pyska. Tym razem łódź znajdowała się w rozpadlinie pomiędzy falami i Cesarz przebił powierzchnię kierując się prosto w jej stronę. Ŝe nikt juŜ nie będzie polował na bonito.Słuchaj . Mały urzędnik bankowy skulił się jeszcze bardziej w swoim fotelu.dłuŜej nie dasz rady. Dwie łzy przecisnęły się przez półprzymknięte oczy bankiera i spłynęły po jego zapadniętych policzkach. a ryba nurkowała dalej.odparł. Stary rybak siedział wysoko na swoim fotelu niby mądry. a dodatkowe linki mogłyby zmylić Murgatroyda. Znajdował się juŜ tylko w odległości stu metrów od łodzi.Moja ryba . Nachylił się i spojrzał na ceglastą. Tylny pokład "Avanta" był straszliwie rozpalony. i Higgins od czasu do czasu rzucali okiem na zgarbioną. Wsłuchiwali się w terkot kołowrotka. do którego zdąŜył juŜ zdeponować zjedzone na obiad kanapki i dwie wypite niedawno puszki piwa. daleko od falującej powierzchni i jasności słonecznych promieni.To jest moja ryba . Marlin zbliŜył się do łodzi na odległość trzystu metrów i wynurzył się znowu z wody. . W samą porę. Ale za chwilę ryba mu je odebrała. który juŜ nawinął wszystkie Ŝyłki i schował pozostałe trzy wędki.Dobra. Kilian wyprostował się. i w jego przeraźliwy gwizd. Twoja ryba . Kilian skoczył na równe nogi. Cesarz przestał nurkować i nacisk na linkę zmniejszył się do czterdziestu funtów. dał nura.zacharczał. . .wrzasnął. podobną do stracha na wróble w słomkowym kapeluszu na głowie postać siedzącą w obrotowym fotelu. Murgatroyd znowu nawijał Ŝyłkę. W ciemnej głębi oceanu. brunatny kormoran. Korkowy uchwyt był śliski od cieknącej z jego palców krwi. Stracił juŜ pięćdziesiąt metrów. .Będzie musiał wrócić i wyskoczyć na powierzchnię . dobrze? Wrócisz na końcówkę. Murgatroyd tępo patrzył za linką. śyłka. Patrzył na rozwijającą się szybko mokrą nylonową Ŝyłkę. kiedy się znowu odwijała.powiedział. Kilian i chłopiec skoczyli do burty. Ŝeby zlikwidować luz. Był to wysoki skok. .Wtedy moŜna będzie znowu zebrać Ŝyłkę. jak on będzie bardzo blisko i gotów do kapitulacji. trzepiąc głową na boki jak pies. . . Ŝeby Strona 44 . Naprzeciwko niego siedział Kilian i spokojnie popijał piątą puszkę. zacisnął obolałe palce dokoła mokrego uchwytu wędziska i choć pasy wrzynały mu się w ramiona jak druty. Miał usta popękane od słońca i słonej wody. drugą utrzymywał silnik na wolnych obrotach. Linka napięła się w momencie. patrząc przez ramię Murgatroyda na wodę.Forsyth Opowiadania. Z pękniętej 74 wargi popłynęła krew na podbródek. Bystrymi oczami rozglądał się za najmniejszym choćby śladem Cesarza. a słońce stawało się coraz gorętsze. kiedy Ŝyłka nawijała się.

Wszyscy ignorowali Murgatroyda. Była za dwadzieścia piąta. Wyciągnął nogi i spróbował wstać. Cztery razy ryba uciekała. ale juŜ nie ze stufuntową siłą.zawołał w stronę starego rybaka. gdzie zniknęła ryba. Zaskoczyło to Murgatroyda. Ŝe nie urwie się juŜ. Wzrok mu się mącił. Murgatroyd podniósł wzrok Strona 45 . Kilian włoŜył na rękę grubą skórzaną rękawicę. Zniknęły grzywacze. gdyŜ miał naderwany mięsień. całe jego ciało było jednym wielkim siedliskiem udręki. chyba Ŝe w jego cielsku i kościach zostały jeszcze jakieś zapasy siły. Ŝe Cesarz jest juŜ zmęczony. więc przewrócił się na luk.Deux heures encore . Mięśnie łydek i ud dygotały i zdawały się gasnąć. Tamci czterej wpatrywali się na huśtające się na wodzie cielsko wielkiej ryby. zamocował koło sterowe.. coś. wędzisko było przegięte. Wszyscy w milczeniu wpatrywali się w wodę za rufą. podeszli do burty. ale zbliŜało się do łodzi ciągnięte nylonową Ŝyłką. Cesarz ciągnął. zanurzył się i zniknął.Stary mówi. Kiedy odległość zmalała do sześciu metrów.Forsyth Opowiadania. Czubata płetwa wynurzyła się na powierzchnię i przechyliła na bok. gdyby uderzył płynąc z szybkością czterdziestu węzłów. Przez następne dziewięćdziesiąt minut urzędnik bankowy i cesarski marlin toczyli walkę. Ale będzie jeszcze walczył przez kilka godzin. trzymając wysoko nad głową wielki rybacki oszczep z hakiem. Szło coraz łatwiej. Cztery razy Murgatroyd nadludzkim wysiłkiem ściągał ją z powrotem. który wciąŜ siedział skulony w fotelu.txt pozbyć się haczyka ciągnącego go nieubłaganie w stronę jego wrogów.powiedział Kilian cicho .To on . Podczas gdy Kilian powoli podciągał stalowy przypon. Po raz pierwszy od ośmiu godzin wypuścił z rąk wędzisko. odzyskując kilka metrów linki.krzyknął. kiedy Ŝyłka zrobiła się znowu luźna. chwycił go i przyciągnął. O wpół do piątej miał juŜ za sobą 75 siedem i pół godziny walki. Fale ostrego bólu przebiegały ze szczególną siłą przez jego prawe ramię.Cesarz się zbliŜa! Pod wieczór morze uspokoiło się. Szarpanina się skończyła. jak gaśnie stara Ŝarówka.odparł stary . ale jej ucieczki były coraz krótsze. Ale jego łydki i uda były zbyt osłabione.JuŜ się zbliŜa! . . zabierając metry linki. Co za zwierzę! . Coś przebiło powierzchnię fali. Bankier z Ponder's End nie dawał za wygraną. łagodne kołysanie. . Czuł wprawdzie cięŜar na końcu. koniec stalowego przyponu dotarł do szczytu wędziska. i to krótki. ale tylko na chwilę. .Vous avez vu .to Cesarz. Ŝe porównywalne z delirium. Jego ostry dziób potrafiłby przebić dwadzieścia pięć centymetrów drewna. Potem długi dziób. śyłka trwała nieruchomo. Jean-Paul ustawił się przy daszku. które spadło teraz na belkę przed fotelem. Wysiłek. WaŜy ponad tysiąc dwieście funtów i mierzy sześć metrów od pyska do ogona. Zobaczyli ogromne cielsko Cesarza w odległości dwudziestu metrów. ale nie czuł się dobrze. Potrząsnął głową. Jego wyczerpanie było teraz tak wielkie. Jeden z przeciwników będzie musiał się poddać. Kilian usłyszał regularne terkotanie obracającego się kołowrotka i wyszedł spod daszku. Ale on się poddawał. Wiedzieli. Wyjrzał za rufę. Wzrok miał zmącony zmęczeniem. co kołysało się i przekręcało. zastąpiło je spokojne. Spadły na pokład. W kąciku jego paszczy zabłysło coś przypominającego odłamek stali. Potem z wielkim hukiem opadł na wodę. gdzie leŜała dorada. Po krótkiej chwili zabrał się do jej nawijania.zszedł z fotela i dołączył do nich. Teraz to zrobił. Monsieur Patient wyłączył silnik. . Chce się pan teraz zamienić? Murgatroyd wpatrywał się w miejsce. Patient skinął głową.Que pensez vous? Il va venir vite? . Jean-Paul i Higgins. Powoli i z trudem odpiął pasy. ale był to cięŜar bierny. Teraz chodziło juŜ tylko o czas. . jakiego moŜna się spodziewać jedynie po najsprawniejszym fizycznie młodym męŜczyźnie. Nigdy w Ŝyciu nie zdarzyło mu się odwołać do ostatnich rezerw woli. który juŜ nie wymiotował.mais U est fatigue. Kilian kucnął znowu przy fotelu Murgatroyda.

jak zmęczonym. Z jego dłoni spłynęła krew i zmieszała się ze słoną wodą wokół łba marlina. sterując w głąb do ciemnego. a nowa fala przewalała się nad jego ciałem. Murgatroyd nachylił się powoli i sięgnął prawą ręką do pyska ryby. Na zachodzie słońce powoli zapadało za wzgórza wyspy Mauritius. Kilian przeniósł lodówkę na przystań i wrócił na łódź. ale stanowczym ruchem pracował pod powierzchnią fal.Cholera! . Murgatroyd starannie ujął szczypcami stalowy przypon pomiędzy ostrza szczypiec. Po godzinie było juŜ ciemno. Ŝe cumy są dobrze załoŜone. Na samym przedzie gromady witających stał monsieur Patient. Zabierzemy go najpierw do domu. Ŝe łódź przybiła do drewnianego mola i Jean-Paul popędził w stronę wioski.zaklął Kilian. a potem w twarz. przeskakując przez burtę. Raz jeszcze zobaczyli ten ogon. . pociemniała od zaschniętego potu. Mieszkańcy pobliskiej wioski wylegli na molo. Cesarz patrzył na Murgatroyda. wciąŜ jeszcze błyszczący i nie skorodowany. Kiedy to się stało. Siedział zgarbiony na jednej z ławek.Pogłaszczesz go później. zmęczoną głową i wcisnął nos do zimnej wody. jak gdyby szukał kontaktu z wodą. Fale przewalały się przez granatowoczarne cielsko marlina.odezwał się Kilian. Zacisnął szczypce.Forsyth Opowiadania. ojczyzny wielkiego marlina. podniósł i przechylił przez rufę. ale nie miał juŜ sił walczyć. Nie zauwaŜył nawet. ale zbyt wiele krwi napłynęło mu do mózgu. Na samym wierzchu leŜały szczypce do przecinania drutu. Higgins poszedł naprzód. .krzyknął Higgins. . Od ręki Kiliana trzymającego przypon biegła stalowa linka do trzeciego haczyka. Zacisnął szczypce drugi raz i stalowa linka puściła. Strona 46 . . chłodnego wnętrza oceanu.Co pan robi? On ucieknie! . Potrząsnął starą. Rzucił bonite i doradę na molo i schował sprzęt rybacki i przynętę. pantofle skrzypiały. opięta koszula. Murgatroyd na czworakach szukał czegoś w pudełku z narzędziami. głowa ryby zanurzyła się jeszcze głębiej. Pamiętał potem. Pokład uniósł się i uderzył go najpierw w kolana. popychając całe cielsko w przód i w dół. Szorty sięgały Murgatroydowi poniŜej kolan.txt i zobaczył tak stojącego chłopca. Jego palce powoli zacisnęły się na rękojeści szczypiec. Kilian ściągnął z niego spodnie i sweter. Murgatroyd próbował wstać. tak Ŝe trzeba się było przeciskać przez tłum. Podparł się wolną ręką.NIE! Chłopak zastygł i obejrzał się za siebie. staruszku .Czas iść . Zamiast okrzyku wydał z siebie ochrypły charkot. pysk miał na wpół otwarty. Przez ten czas "Avant" przemierzył lagunę i Murgatroyd ocknął się. Murgatroyd podniósł się z trudem.stwierdził. wyczerpany prawie na śmierć. pozostałość niegdysiejszej walki z innymi rybakami. Stary monsieur Patient wyłączył silnik i upewnił się. Ręce zanurzył dla dezynfekcji w wiadrze ze słoną wodą. Z lewej Ŝuchwy sterczał zardzewiały haczyk. Stracił przytomność. Olbrzymie jego cielsko spoczywało na boku. w miejscu gdzie znajdowała się podstawa haczyka. z ledwie widoczną częścią nasady. a Kilian pomógł mu przejść przez pomost. Cesarz Ŝył jeszcze. . tak Ŝe wieczorny chłód mógł koić jego spalone członki. Linka wisząca pomiędzy jego pyskiem a ręką Kiliana była luźna. Grzywiasty ogon uniósł się i opadł w lewo. poruszył się dwa razy. Z odległości sześćdziesięciu centymetrów patrzyło na Murgatroyda jedno wybałuszone oko. Z jednego boku zwisał stalowy przypon. Cesarz leŜał tuŜ za rufą. 77 Murgatroyd wypił jedną za drugą trzy puszki piwa. Złapał je kciukiem i wskazującym 76 palcem lewej ręki i wcisnął w zakrwawioną prawą dłoń. tkwiącego głęboko w chrząstce górnej wargi. Ŝe niebo nad nim obróciło się powoli wielkim łukiem i pamiętał gwałtownie zapadającą ciemność. trzepotała na wietrze. Następna fala przewróciła go na brzuch.

Salut.mówili powaŜnie. skóra twarzy spieczona i popękana.Czy za to. Ŝe ci rybacy uwaŜają pana za bohatera. . w jakim jest stanie. Ci. za trzy godziny? zapytał Kilian lekarza. .txt Murgatroyd chętnie uścisnąłby mu rękę. na pozdrawiające go dzieci. . którzy przyszli z kieliszkami w rękach.wydaje mi się. Wsiedli do samochodu.Dobra robota. Jego włosy były w dzikim nieładzie. która wyglądała jak zastygła kreda. .odezwał się Higgins po chwili . powiedzmy. okazało się. Lekarz mu towarzyszył.zawołał lekarz. przy których stał Murgatroyd. Niektórzy chcieli poklepać Murgatroyda po ramieniu. Angliku.odpowiedział Kilian. ZłoŜył rozpalone zbolałe ręce na kolana.Co oni mówią? . salut.Zanim wrócimy do hotelu. Tłum wczasowiczów biegł ze wszystkich stron do hallu.Tak. Młody lekarz. Sam odwiozę tego pana. BandaŜe zmumifikowały mu obie ręce.Z powodu Cesarza? .powiedział ktoś. . Nie mogło być mowy o uściskach rąk. Ramiona. a Higgins usiadł obok niego. uchylił go. Ŝeby zawiadomić kilku siedzących tam jeszcze gości. . . i zaczął się na nie wspinać. cmoknął z niepokojem. gdzie zajmie się panem lekarz . Była juŜ dziesiąta. ale jego dłoń była zbyt obolała.Salut.Mój ty BoŜe! . kazał się Murgatroydowi rozebrać i gdy zobaczył. . Wyglądał jak negatyw fotograficzny. W tym momencie z salonu fryzjerskiego wyszła pani MurStrona 47 . Ludzie po kolei schylali przed nim głowę i mówili: .On jest dla nich legendą. Mistrzem rybaków. Kilian wstawił przenośną lodówkę i zatrzasnął tylne drzwi. . . Otoczyli samochód. Hindus. .Czy mogę po niego przyjechać.\ Murgatroyd przechodził z wolna przez molo. Kiedy zeszedł na szutrowaną ulicę wioski.Nie ma potrzeby. . Ŝe i tam stoi spory tłum mieszkańców. Wiadomość o powrocie Murgatroyda w mgnieniu oka dotarła do baru przy pływalni. Higgins wkładał do bagaŜnika puste pudło po kanapkach i zapasową odzieŜ. Ŝe go złapałem? Kilian roześmiał się cicho. którzy rozstępowali się przed nim. Ŝe zwrócił mu pan Ŝycie. .powiedział.Opatrzę pana. Ale w połowie hallu ludzie zatrzymali się. Geran jest po drodze do mojego domu.Nazywają pana mistrzem.Salut. maitre . . . kiedy Murgatroyd wchodził przez główne wejście hotelu do rzęsiście oświetlonego hallu. Pozdrowił go więc skinieniem głowy i uśmiechem. Stary człowiek.zapytał szeptem Murgatroyd.zawołał ktoś inny.Merci . uda i golenie były czerwone i obrzękłe od oparzeń. a szorty wciąŜ opadały poniŜej kolan. ale powstrzymał ich lekarz. Ramiona i nogi miał posmarowane kalaminą. Ŝeby powitać Murgatroyda. który odzyskał swój słomkowy kapelusz. $ Murgatroyd z rozkoszą wtulił się w miękkie siedzenie. Składają panu hołd. Murgatroyd wyglądał zaiste dziwnie. gdzie wciskały się pasy. Hotel St.odparł. Głębokie purpurowe pręgi na ramionach i plecach znaczyły miejsca. maitre . maitre. Czerwona. . chłopie . salut.Forsyth Opowiadania. Podszedł do przednich. sparzona twarz błyszczała pod grubą warstwą kremu.powiedział Kilian. ale to będzie musiało chwilę potrwać.Nie. za to. Pośladki Murgatroyda pokryte były krwawiącymi pęcherzami od przesuwania się do przodu i w tył na twardym fotelu.Pozdrawiają pana . 78 Murgatroyd patrzył przez okno na uśmiechnięte brązowe twarze ludzi. Rozległ się hałas odsuwanych krzeseł i brzęk naczyń. Powoli przesuwał się w stronę tłumu gości. .Panie Murgatroyd . Ktoś zobaczył ich i pobiegł do jadalni. wspaniała! . wznosili toasty za jego zdrowie. wstąpimy do szpitala we Flack. tak. Kilian wsunął się za kierownicę. Murgatroyd doszedł do schodów prowadzących na piętra.

Forsyth Opowiadania.txt gatroyd. Zwabił ją hałas wywołany powrotem jej męŜa. Cały dzień spędziła gotując się z wściekłości. W południe, zdziwiona 79 nieobecnością męŜa, zaczęła, go szukać i dopiero wtedy dowiedziała się, dokąd poszedł. Stała teraz, czerwona na twarzy, ze złości raczej niŜ od słońca. Trwała ondulacja, którą robiła sobie na powrót do kraju, nie była jeszcze skończona, toteŜ na jej głowie sterczały na wszystkie strony wałki jak miniaturowe wyloty katiuszy. - Murgatroyd! - zawołała. Kiedy była zła, zwracała się do niego po nazwisku. - Co ty wyrabiasz? Dokąd idziesz? Murgatroyd zatrzymał się na podeście, obejrzał się i zobaczył Ŝonę w tłumie gości. Jak powiedział później Kilian swoim przyjaciołom, coś dziwnego zabłysło w jego oczach. Ludzie zamilkli. - Co się z tobą dzieje?! Jak ty wyglądasz? - ciągnęła Edna Murgatroyd pełnym oburzenia tonem. I wtedy kierownik banku zrobił coś, czego nie robił od wielu lat. Krzyknął! - Spokój! Ednie Murgatroyd opadła szczęka. Wyglądała zupełnie jak ryba, ale znacznie mniej majestatycznie. - Przez dwadzieścia pięć lat - powiedział spokojnie Murgatroyd - stale groziłaś mi, Edno, Ŝe przeniesiesz się do siostry, do Bognor. Bądź zadowolona, bo nie będę cię dłuŜej zatrzymywał. Nie wracam z tobą do Anglii. Zostaję tu, na tej wyspie. Ludzie patrzyli na Murgatroyda, oniemiali ze zdumienia. - Nie pozostawię cię bez środków do Ŝycia - mówił dalej Murgatroyd. - Przepiszę na ciebie dom i wszystkie oszczędności. Sam zatrzymam tylko emeryturę, sprzedam teŜ moją bardzo wysoką polisę ubezpieczeniową. Harry Foster pociągnął łyk piwa z puszki i czknął. Higgins odezwał się drŜącym głosem: - Nie moŜe pan rzucić Londynu. Nie będzie pan miał z czego Ŝyć. - Owszem - odpowiedział kierownik banku. - Powziąłem decyzję i nie zmienię jej. Przemyślałem sobie wszystko w szpitalu, dokąd przyszedł monsieur Patient. Zawarliśmy porozumienie. Odkupię jego łódź, a za to, co mi pozostanie, kupię chatę na wybrzeŜu. On będzie w dalszym ciągu kapitanem, a wnuka pośle do szkół. Ja będę przez dwa lata jego chłopcem okrętowym. Przez ten czas nauczy mnie wszystkiego, co trzeba wiedzieć o morzu i o rybach. A potem będę woził turystów na polowanie na ryby i w ten sposób zarabiał na utrzymanie. Tłum gości hotelowych wciąŜ patrzał na Murgatroyda z niedowierzaniem. Higgins raz jeszcze przerwał ciszę. - AleŜ, panie Murgatroyd, co z bankiem? I z Ponder's End? 80 - I co ze mną? - rozpłakała się Edna Murgatroyd. Jej mąŜ rozwaŜył kaŜdą z tych kwestii z osobna. - Do diabła z bankiem - rzekł po chwili. - Do diabła z Ponder's End. I do diabła z panią, madame. Co powiedziawszy, odwrócił się i zniknął na schodach. Za jego plecami rozległy się okrzyki radości. Kiedy idąc długim korytarzem juŜ podchodził do drzwi swojego pokoju, dobiegły go z oddali rozbawione wrzaski podchmielonych kuracjuszy: - Brawo, Murgatroyd! SĄ TAKIE DNI. Rozkołysany prom o dźwięcznej nazwie "St. Kilian", płynący z Hawru, zanurzył dziób w kolejnej fali i swoje grube cielsko zbliŜył do Irlandii o kilka metrów. Kierowca cięŜarówki, Clark, wychylił się za burtę i patrząc prosto przed siebie intensywnie wypatrywał pagórków hrabstwa Wexford. Jeszcze dwadzieścia minut i prom Irlandzkiej Linii Kontynentalnej przybije do małego portu Rosslare i zakończy kolejny europejski rejs. Clark spojrzał na zegarek. Za dwadzieścia druga. Z niecierpliwością myślał o chwili, kiedy wraz z rodziną zasiądzie do kolacji w swoim domu w DuStrona 48

Forsyth Opowiadania.txt blinie. Statek punktualnie zbliŜał się do brzegu. Clark oderwał się od burty, powrócił do salonu i zabrał stamtąd swoją torbę podróŜną. Nie chciało mu się czekać na górze, więc zszedł na pokład samochodowy, trzy piętra niŜej, gdzie stała jego wielka cięŜarówka. Wiedział, Ŝe kierowcy i pasaŜerowie samochodów zostaną wezwani za jakieś dziesięć minut, ale uwaŜał, Ŝe nie zaszkodzi, jeŜeli juŜ teraz usadowi się za kierownicą. JuŜ od dawna nie interesowało go przybijanie promu do brzegu. Bardziej był ciekaw sprawozdania z wyścigów w irlandzkiej gazecie, którą kupił wchodząc na pokład, mimo Ŝe była z poprzedniego dnia. Wdrapał się po trzech schodkach do ciepłej, wygodnej kabiny szoferki. Rozsiadł się swobodnie, by zaczekać na chwilę, gdy otworzą się ogromne wrota statku i będzie moŜna wyjechać na nabrzeŜe. Miał przed sobą plik dokumentów starannie wsunięty za osłonę przeciwsłoneczną przedniej szyby, gotowy do przedstawienia celnikom. Pięć minut przed godziną drugą "St. Kilian" przybił do brzegu, drzwi ładowni otworzyły się punktualnie o drugiej. Na pokładzie samochodowym panował ogłuszający hałas, gdyŜ niecierpliwi turyści 82 zapalili silniki znacznie wcześniej, niŜ naleŜało. Tak było zawsze. Z setki rur wydechowych buchnęły spaliny, ale cięŜarówki stały na przedzie i ruszyły pierwsze. Czas to pieniądz. Clark nacisnął guzik startera swojego wielkiego volvo i uruchomił silnik. Kiedy kierownik ruchu dał znak, ruszył. Był trzeci z kolei. Stojące przed nim dwie cięŜarówki wjechały na metalowe płyty rampy prowadzącej na nabrzeŜe, ciągnąc za sobą smugi spalin. Clark ruszył za nimi. Względną ciszę jego kabiny przerywało syczenie hydraulicznych hamulców. Po chwili rozdygotane płyty rampy znalazły się pod jego kołami. Rósł hałas silników i dzwonienie stalowych płyt, toteŜ nie usłyszał krótkiego ostrego trzasku, który rozległ się niemal tuŜ pod nim. Przejechał rampę "St. Kiliana", zjechał dwieście metrów w dół po wybetonowanym nabrzeŜu i znalazł się w półmroku wielkiego budynku urzędu celnego. Zobaczył celnika, który skierował go do jednej z zatok tuŜ przy jezdni. Zgodnie z jego poleceniem skręcił, stanął obok poprzedzającej go cięŜarówki i zgasił silnik; wziął do ręki plik dokumentów i wyskoczył na betonową podłogę. Był częstym bywalcem na tej trasie, toteŜ znał większość celników, ale ten był chyba nowy. Pozdrowił Clarka skinieniem głowy, wyciągnął rękę po dokumenty i zaczął je przeglądać. Wystarczyło mu dziesięć minut, Ŝeby upewnić się, Ŝe wszystko jest w porządku: prawo jazdy, ubezpieczenie, list przewozowy, dowód opłaty celnej, róŜne zezwolenia, cały plik papierów niezbędnych do przewozu towarów z kraju do kraju, nawet na terenie Wspólnego Rynku. JuŜ miał to wszystko oddać Clarkowi, kiedy coś zwróciło jego uwagę. - Halo, co to jest, u diabła? Clark podąŜył oczami za jego wzrokiem i zobaczył pod kabiną swojej cięŜarówki rozszerzającą się powoli plamę oleju, który zapewne wyciekł gdzieś spod tylnej osi. - O rany! - zawołał w rozpaczy. - To pewnie cieknie z przedniej osłony dyferencjału! Celnik wezwał starszego kolegę, którego Clark znał. Nachylili się, Ŝeby zobaczyć, skąd wycieka olej. Na ziemi powstała juŜ duŜa plama. Dobry litr tego cięŜkiego płynu. Starszy celnik wyprostował się. - Daleko nie zajedziesz - powiedział do Clarka, a do młodszego kolegi: - KaŜ go objeŜdŜać. Clark wlazł pod kabinę cięŜarówki, Ŝeby zobaczyć, co się tam dzieje. Od umieszczonego w przedniej części silnika ciągnął się mocny, 83 gruby wał napędowy. Kończył się na bębnie z lanej stali, czyli dyferencjale. Siła obracającego się wału transmitowana była na dwie strony do półosiek i poruszała pojazd za pomocą skomplikowanego Strona 49

Forsyth Opowiadania.txt zestawu zębatych kół umieszczonych wewnątrz obudowy, poruszających się w oleju przekładniowym. Bez oleju zęby kół zatarłyby się bardzo szybko, a olej właśnie wyciekał. Stalowa przednia część obudowy dyferencjału była pęknięta. TuŜ ponad tylną osią mieściła się tarcza złącza, na której opierała się naczepa z ładunkiem. Clark wylazł spod wozu. - Podwozie jest powaŜnie uszkodzone - powiedział. - Muszę porozumieć się z moją firmą. Czy mogę skorzystać z telefonu? Starszy celnik wskazał ruchem głowy oszkloną ścianę biura i zabrał się do odprawiania następnych pojazdów. Kilku kierowców wychyliło się z okien, obrzucając śpieszącego do telefonu Clarka niezbyt pochlebnymi epitetami. W dublińskim biurze nikt się nie odzywał. Wszyscy byli widać na obiedzie. Clark kręcił się dokoła komory celnej, aŜ ostatni odprawiony samochód odjechał w głąb lądu. O trzeciej udało mu się skontaktować z dyrektorem firmy Tara Transportation i wyjaśnić mu swoje kłopoty. Dyrektor zaklął. - Nie mam tej części na składzie - powiedział. - Muszę ją zdobyć od agenta Volvo. Zadzwoń za godzinę. O czwartej nie było jeszcze Ŝadnej wiadomości, o piątej celnicy oświadczyli, Ŝe muszą zamykać biuro, poniewaŜ ostatni tego dnia prom z Fishguard juŜ był odprawiony. Clark zatelefonował jeszcze raz do szefa, aby powiedzieć, Ŝe spędzi noc w Rosslare i skomunikuje się z nim jeszcze raz za godzinę. Jeden z celników zabrał go swoim samochodem do miasta i wskazał mu pensjonat. Clark wynajął pokój na jedną noc. O szóstej kierownik biura zawiadomił go, Ŝe nazajutrz rano o dziewiątej otrzyma nową osłonę dyferencjału i przyśle mu ją furgonetką wraz z mechanikiem. Mniej więcej w południe Clark zatelefonował do Ŝony, powiedział jej, Ŝe spóźni się do domu o dwadzieścia cztery godziny, wypił herbatę i poszedł do pubu odległego o pięć kilometrów od komory celnej, gdzie nad kałuŜą oleju stała biało-zielona cięŜarówka firmy Tara. Nazajutrz Clark pozwolił sobie pospać dłuŜej niŜ zwykle. Wstał dopiero o dziewiątej. O dziesiątej zadzwonił do firmy, gdzie powiedziano mu, Ŝe załadowano właśnie zapasową część do furgonetki, która odjedzie za pięć minut. Pojechał autostopem do przystani. Przybył tam o jedenastej. Firma dotrzymała słowa i o dwunastej na 84 bruku zadudniła furgonetka. Wjechała do komory celnej, gdzie czekał na nią Clark. Energiczny mechanik wśliznął się pod cięŜarówkę i wydał z siebie przeciągły gwizd. Kiedy wyłonił się spod wozu, cały umazany był olejem. - Przednia część osłony dyferencjału - zawiadomił Clarka całkiem zbytecznie. - Pęknięta w samym środku. - Jak długo to potrwa? - JeŜeli mi pomoŜesz, to wyciągnę cię stąd w półtorej godziny. Reperacja potrwała jednakŜe nieco dłuŜej. Przede wszystkim trzeba było zebrać rozlany olej, a było tego aŜ trzy litry. Następnie mechanik wziął cięŜki klucz i ostroŜnie odkręcił wielkie śruby, którymi przednia część przymocowana była do bębna osłony. Wyciągnął dwie półośki i zluzował wał napędowy. Clark siedział na ziemi i przyglądał się mechanikowi, podając od czasu do czasu narzędzia. Celnicy takŜe przypatrywali się tej operacji. Pomiędzy jednym a drugim lądowaniem promu niewiele dzieje się w komorze celnej. Ostatni kawałek pękniętej osłony wydobyty został tuŜ przed godziną pierwszą. Clark poczuł głód i miał ochotę pójść do przydroŜnej kawiarenki na obiad, ale mechanik śpieszył się. Zza horyzontu wyłonił się tymczasem "St. Patrick", siostrzany prom "St. Kiliana", zmierzający do portu Rosslare. Mechanik rozpoczął teraz drugi etap swojej pracy. ZałoŜył nową osłonę, zamocował wał napędowy i wstawił dwie półośki. O wpół do drugiej "St. Patrick" był juŜ dokładnie widoczny dla kaŜdego obserwatora. Jeden z nich nazywał się Murphy. LeŜał na przywiędłej trawie na szczycie wzgórza tuŜ za portem, niewidoczny dla kaŜdego, kto patrzyłby Strona 50

85 W komorze celnej mechanik dokręcił ostatnią śrubę nowej osłony i wyłonił się spod cięŜarówki.zapytał go Brendan.westchnął Brendan z lubością.No dobra. zapalił silnik i włączył sprzęgło. Murphy zacisnął ręce na lornetce.powiedział. Ŝeby sprawdzić dokumenty nowego kierowcy.odezwał się do Brendana .To jest dziewięć tysięcy butelek. LeŜący za nim w wysokiej trawie siłacz Brendan chrząknął.Co. Pomachał koledze i wyjechał z ciemnego budynku urzędu celnego. . Przez lornetkę czujnie śledził nadpływający statek. wziął butelkę z detergentem i poszedł do toalety. .Jest to nasze cacko.mówił Murphy. Zresztą nikogo takiego nie było. Patrick" podpłynął ostroŜnie do nabrzeŜa i przycumował.szepnął. Patricka". . Stanęła obok identycznej cięŜarówki Clarka. . . Clark przyniósł z furgonetki puszkę oleju i lejek. Dalej obserwował nadpływający prom. cięŜarówka.Wiezie siedemset pięćdziesiąt skrzyń najlepszego francuskiego koniaku .Dokładnie o czasie. .Oczywiście.zdziwił się. Jego wielkie wrota otworzyły się.Ruszamy? . . Murphy trzymał mocno lornetkę i wpatrywał się w ciemny otwór rufy "St. . Tymczasem "St. . Bardziej doświadczony bądź zawodowy przestępca powiedziałby moŜe Murphy'emu. do licha. O pięćset metrów przed nim Clark brał zakręt i wjeŜdŜał na prostą drogę z portu do miasta Rosslare.JuŜ jest blisko . Podał Brendanowi lornetkę.Teraz wlejemy trzy litry oleju i pojedziesz. Liam? . idioto! . Celnik podszedł. Po raz drugi w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin Clark wspiął się po stopniach do szoferki. Cena detaliczna jednej butelki wynosi dziesięć funtów.Czy mogę juŜ jechać? . ale Murphy wydał juŜ kilka tysięcy funtów z własnej kieszeni.Jest twoja . który nie miał lornetki.bez Ŝadnych komplikacji. Wyprostował się i przeciągnął. wymalowanym wielkimi zielonymi literami na jej bocznej ścianie. -.zapytał.DuŜo drinków . Ten wczołgał się na szczyt wzgórza 86 i spojrzał w dół. Murphy westchnął głęboko. Ŝe moŜe nieco przesadza z tą pewnością siebie.Myślisz.i gotowa do drogi.W porządku . ruszamy. Ja biorę cztery.Jest! . niewiele widział i zaczynał się nudzić. . . Mechanik dokręcił nakrętkę wlewu oleju i obrócił się w stronę Clarka. Strona 51 .DuŜo forsy. Co o tym myślisz? .oświadczył. gdy jego oczom ukazała się. .Forsyth Opowiadania.odezwał się.Spływaj .stwierdził Murphy. Clark wyjaśnił mu swoją sytuację. Prawdopodobnie przegonię cię w drodze do Dublina.Poczekamy. Wrzucił do furgonetki puszkę po oleju i narzędzia. . ci się stało. . .txt w jego stronę z odległości stu metrów. . Idę się umyć.spytał go Clark. .powiedział . Zaplanowałem wszystko jak operację wojskową. Nie ma mowy o klapie.Widzę . . Następnie wielka biało-zielona z napisem TARA. który był handlarzem złomu i sprzedawał uszkodzone samochody. wszystko sam zorganizował i niełatwo go było zniechęcić. Pierwsza wyjechała ciemnobrązowa cięŜarówka z francuską rejestracją.odparł Murphy. Tymczasem cięŜarówka naleŜąca do firmy Tara Transportation wjechała do komory celnej. .JuŜ i tak za długo tu stoisz. a rampa opadła. Ŝe się uda? . Odkręcił małą nakrętkę w bocznej ścianie obudowy dyferencjału. Celnik skierował ją do zatoki. . . aŜ wyjedzie z komory celnej. Zobacz.Przejechał .oświadczył celnik. Z szoferki wysiadł kierowca.Bez pośpiechu .

Pomiędzy szybami powinny były być Ŝarówki. Przed samym dojazdem do Camolin zwrócił się do Brendana: . Ukradł go przed dwoma dniami i zaopatrzył w fałszywe numery rejestracyjne. starannie rozciągnął i nalepił na przednich drzwiach granady. Obydwaj mieli juŜ na sobie czarne spodnie. Znalazł budkę przy urzędzie pocztowym tuŜ na północ od Enniscorthy. Na kaŜdym pasku widniało słowo GARDA wydrukowane białymi literami. tym razem w wąską wiejską drogę. Brendan prowadził. wyciągnęli z torby dwie policyjne mundurowe marynarki. W połowie drogi. w którym ich droga łączyła się z szosą prowadzącą z doków do miasta. . . Zatelefonował do innej przydroŜnej budki telefonicznej nieco na północ od Gorey. w której znajdował się silny magnes. Dwie wyjęte z torby granatowe czapki dopełniły obrazu. który czekał wraz z jeszcze jednym towarzyszem . Ŝe jest sierŜantem. co wskazywało. Na północ od starego miasteczka Gorey ciągnie się nowy odcinek dwupasmowej szosy.powie87 dział i znowu zjechał z szosy. na jej północnej stronie.Gdzie byłeś. jadąca przed nim cięŜarówka znikła z jego pola widzenia. JuŜ wcześniej upatrzył sobie budkę telefoniczną. Poza tym mieli na mundurach oznaki Gardy. Wreszcie wyjęli z torby dwie rolki czarnej przylepnej taśmy.Spokojnie . kiedy będzie mu potrzebna. Miejsce to Murphy wybrał Strona 52 . zdobywając w ten sposób pewność.odparł Murphy. . więc nie zatrzymywał się po drodze. Trójkąt zrobiony był ze szklanych szybek. i ustawił go na dachu samochodu. . Kiedy zahamował. znajduje się parking. wyrwał przewód ze ściany. Pod wiatrówkami nosili przepisowe policyjne niebieskie koszule i czarne krawaty. WłoŜyli marynarki. Dzięki większej szybkości swojego wozu dogonił zielono-białą cięŜarówkę tuŜ przed wjazdem do wioski Ferns i ruszył za nią. Po kilku sekundach cięŜarówka Clarka minęła ich z wielkim hukiem. Obydwaj męŜczyźni wyskoczyli z wozu i wyjęli leŜącą na tylnym siedzeniu torbę. ToteŜ nie było tam nikogo. Odezwał się inny członek jego bandy. Otworzyli zamki błyskawiczne swoich wiatrówek. ale któŜ zwróciłby na to uwagę w biały dzień. Murphy rozwinął je. JednakŜe ktoś. gdyŜ wszystkie patrolowe samochody policji drogowej były tego koloru. czyli irlandzkich sił policyjnych. Zajmijcie pozycje w krzakach przy zatoce przydroŜnej.Czas zamienić się w stróŜów porządku publicznego . Na przednich i tylnych szybkach widniał równieŜ napis GARDA. Przejechał most na rzece Slaney. Murphy siedział za kierownicą czarnego forda granady. a na nogach czarne buty. zaparkowanego na piaszczystej drodze. Dojechali do miejsca. Kiedy Murphy i Brendan wsiedli na powrót do samochodu i cofnęli wóz z bocznej drogi na szosę.txt Sczołgali się ze wzgórza i zgięci wpół pobiegli do samochodu. gdzie odkręcił wkładkę słuchawki. kogo rozwścieczyła bezuŜyteczność aparatu. po czym skierował się na północ. Teraz Brendan wyjął z kufra ostatnią rzecz. zaczekajcie. Ruszył za cięŜarówką Clarka. Dopędzili cięŜarówkę. tak Ŝeby napis był dobrze widoczny w nocy. którą upatrzył sobie w czasie wcześniejszego rekonesansu.Sterczymy tu z Keoghiem od godziny. Była pusta. ujętych w metalowe ramy. Murphy postanowił zatelefonować.wrzasnął Brady. który dochodzi do Arklow. Odwiesił słuchawkę i ruszył w dalszą drogę.Forsyth Opowiadania. a mianowicie trójkąt o półmetrowej podstawie. aŜ się zatrzyma i wysiądzie z szoferki. wyglądali na autentycznych policjantów drogowych. Murphy zaklął i pojechał dalej. Ŝe nikt inny nie zajmie kabiny w momencie. "sierŜant" Murphy usiadł obok niego. do jasnej cholery? . Murphy miał na ramieniu trzy paski. Clark śpieszył się do domu.Facet jest w drodze i o czasie. Murphy rozmyślnie ukradł czarny wóz. Brendan zaś był przebrany za zwykłego szeregowca.na wiadomość od niego. stojącą na czerwonych światłach w miasteczku Gorey. W trójkącie Murphy'ego Ŝarówek nie było.

Patrzył. Przegubowiec takŜe skręcił i zatrzymał się tuŜ za nim. . Podniesiono go jak worek i zabrano w krzaki. próbując przekrzyczeć wiatr. w Kilmacanogue skręcił na Strona 53 . Opuścił szybę okna i rzucił Brendanowi: . Jakiś samochód przejechał obojętnie obok nich. który miał na głowie policyjną czapkę. pozostali trzej zapewniliby koledze niezbite alibi. Murphy. . Ŝe nie zdąŜył. dał dyskretny sygnał klaksonem.Wszystko w porządku . Jeszcze jedno spojrzenie na szosę. Zachrypły głos kazał mu spokojnie leŜeć na podłodze. jedna silna para rąk objęła mu klatkę piersiową. Z chwilą kiedy kolumna samochodów. Nie na długo. Samochód policyjny pomknął naprzód. który stał pod drzwiami szoferki i studiował prawo jazdy nieszczęsnego Clarka. Po dwóch minutach Keogh wyłonił się z krzaków w kombinezonie firmy Tara i podszedł do Murphy'ego. . Kiedy mijała go granada. Ręce. Wyprzedzili biało-zieloną cięŜarówkę nieco na północ od Arklow. Podszedł do "policyjnego" samochodu. Keogh.ryknął Murphy. zwinęli i wrzucili na tył samochodu.krzyknął Murphy. zaczęła ją wyprzedzać korzystając z drugiego pasa ruchu . Dziurawej opony nie zobaczył po prostu dlatego. Teraz Murphy rozejrzał się po szosie. a druga nogi. . Keogh podniósł kciuk na znak. Kiedy granada wyjechała z parkingu. Nie widział twarzy pozostałych 89 trzech porywaczy.powiedział do niego Murphy. . Spojrzał na Brendana i skinął głową.No juŜ! Granada podjechała szybko do szoferki przegubowca. W ciągu minuty zdjęto z niego firmowy kombinezon ze znakiem TARA przyszytym do górnej kieszeni. .Spotkamy się za godzinę na fermie! .powiedział i wsunął plik dokumentów za klapę szyby. . jak porwany przegubowiec wyjeŜdŜa z parkingu i włącza się w strumień ruchu. JeŜeliby w przyszłości miał wskazać na Murphy'ego jako na sprawcę napadu.Nazywasz się Liam Clark. bo zostały sprawdzone dwie godziny temu w Rosslare. dopóki nie znalazł się w więzieniu w Mountjoy jako gość republiki irlandzkiej.To z tyłu . Była pusta. Brady siedział na tylnym siedzeniu i opierał nogi na ciele Clarka. usta i oczy zaklejono mu taśmą. Clark 88 spojrzał w dół na jadący równolegle do niego wóz policyjny i zobaczył.Forsyth Opowiadania. Z krzaków wyskoczyli Brady i Keogh ubrani w kombinezony z czapkami naciągniętymi na oczy.Nie ma problemu . śadnego ruchu. chrząknął. Murphy zdjął z dachu swojego wozu trójkąt.Tylna opona ci siada. Murphy jechał wciąŜ dalej na północ. który znowu siedział za kierownicą. . leŜącego z zawiązanymi oczami. Clark wysiadł z szoferki. Jechał na północ w kierunku Dublina. Te dokumenty są na pewno w porządku.txt na zasadzkę. Opuścił więc równieŜ szybę. Pod osłoną długiej cięŜarówki został przeniesiony do "policyjnego" samochodu i wrzucony do jego tylnej części. wdrapał się po schodkach do szoferki i obejrzał sobie wszystkie przyrządy.Zjedź na parking! Clark spojrzał przed siebie i zobaczył tablicę z wielką literą "P". blokowana dotychczas przez zielono-białą cięŜarówkę. Ŝe siedzący obok kierowcy sierŜant macha na niego ręką. Skinął głową i zwolnił. była znowu zwykłym samochodem z trzema pasaŜerami w cywilu. skręcił w oznaczonym miejscu na parking i stanął.Chodź! Clark obszedł przód swojej cięŜarówki i przeszedł wzdłuŜ jej biało-zielonego kadłuba. Clark widział przez kilka sekund twarz Murphy'ego. Ŝe wszystko okay. Marynarki policyjne zostały zdjęte i rzucone Brady'emu.Murphy ruszył do dzieła. Ręka w rękawiczce nakryła usta Clarka. Rzut oka na szosę. Zerwali z drzwiczek samochodu znaki Gardy.mruknął Murphy. który był kierowcą cięŜarówki.

Czego się napijesz? . jadąc plątaniną polnych dróg. Murphy z latarką poszedł na koniec drogi. Jest jeszcze na cięŜarówce. MoŜe je pan sprawdzić.Francuskie pieczęcie celne są nie naruszone . Zatrzymały się na podwórzu i z pierwszej z nich wysiadł męŜczyzna w płaszczu z wielbłądziej wełny. miała o wiele więcej wspólnego z gangsterstwem niŜ z patriotyzmem. 90 zapłacić na miejscu gotówką i przemycić towar na Północ.MoŜe łyk koniaku? . " . biało-zielony przegubowiec zaturkotał na drodze.stwierdził.oświadczył Murphy.Ma pan towar? . W tej spokojnej okolicy wypatrzył na porośniętym wrzosami wzgórzu porzuconą fermę. Za nim jechał korowód czterech furgonetek. zresztą jak wszyscy. Jechał bez świateł. Murphy przełknął ślinę. Miał twarz człowieka całkowicie pozbawionego poczucia humoru. . . na terenie gnębionym wojną domową. Dziesięć po ósmej był z powrotem na terenie fermy. znajdującymi się do niedawna w rękach prawdziwych patriotów. Trzej męŜczyźni wybiegli na dwór.Spisałeś się dobrze . i przekroczyć granicę pomiędzy jeziorami połoŜonymi na linii Fermanagh-Monaghan. Był to dobry Ŝart. ale mimo to mogli mieć trudności z trafieniem na drogę dojazdową. W ręku trzymał teczkę. O siódmej. Ŝe była tam stodoła tak wielka. .Zresztą wolę whisky. Człowiek ten wraz ze swoimi kierowcami miał się z nim spotkać na fermie. po czym zamknięto drzwi z powrotem. człowiekiem.potwierdził Murphy . załadować koniak na cztery furgonetki. Ŝeby wskazać przybyszom z Północy drogę. Murphy był szczerze dumny ze swojej transakcji. Rozładujemy ją o północy. To wystarczało Murphy'emu.Myślę. Ŝe nie uległ pokusie sprawdzenia łupu. Był zadowolony. . Tam rzucono go w kąt kuchni na kupę worków. . Kontrolowało je kryminalne podziemie. Keogh wyskoczył z szoferki. w stodole.zaproponował Brady i wszyscy się roześmieli. Dojazd do fermy prowadził przez błotnisty trakt. który dostarczał alkohol do całego łańcucha knajp i szynków. Podał im wprawdzie dokładne instrukcje. Czekali. Ŝe pozbędzie się koniaku bez najmniejszych trudności. Ale w Ulsterze. kiedy juŜ zmierzchało.i nie będziesz juŜ musiał prowadzić cięŜarówki. Ŝe duŜa liczba morderstw politycznych popełnianych niby to dla dobra Irlandii. kaŜda skrzynia.JeŜeli otwierał pan cięŜarówkę. Ŝe dobrze zapracowałem na swój udział . Z przysłoniętymi latarkami w rękach otworzyli stare drzwi stodoły. Ich Strona 54 .Nie będę rozbijać skrzyni dla paru kieliszków . .Forsyth Opowiadania. Przynajmniej na kilka godzin. Zawarł więc układ z jednym z najpotęŜniejszych ludzi w Irlandii. które przejęło nadzór nad lokalami. iŜ moŜna w niej było zmieścić cięŜarówkę.Murphy? . .oświadczył przybysz. Czy to wam wystarczy? Wyciągnął z kieszeni płaską flaszkę i wszyscy stwierdzili. kaŜda butelka były numerowane i tam wcześniej czy później rozpoznano by je. Niełatwo byłoby pozbyć się dziewięciu tysięcy butelek koniaku na południu kraju. sytuacja była inna. Wiedział. Miał zrobić to o świcie. Keogh wprowadził cięŜarówkę do środka. Murphy kazał Brendanowi i Brady'emu przenieść nieszczęsnego Clarka na fermę. a potem ja sam poprowadzę ją do miejsca odległego stąd o piętnaście kilometrów i porzucę. Miała tę zaletę. Kwadrans przed ósmą było juŜ całkowicie ciemno. Jego trzej porywacze usiedli. Pochodziły ze składu wolnocłowego. Ŝe chyba im to wystarczy.Prosto z Francji. Pełno tam nielegalnych miejsc wyszynku i tajnych klubów bez licencji. którzy zabrali się do otwierania drzwi stodoły. to będę musiał sprawdzić kaŜdą skrzynię . działających poza prawem.txt drogę o nazwie Rocky Valley w kierunku Galary Bóg. zasłonięty od szosy kępą sosen. Szynki były ściśle podzielone na katolickie i protestanckie. Murphy wiedział równieŜ.zapytał. Murphy skinął głową.powiedział i na drinka. Przybysz z Północy mruknął coś pod nosem i skinął głową na podwładnych.

Co to ma znaczyć.warknął wielki człowiek.Wejdź do środka . .odpowiedział Murphy.powiedział. . Informacje jego były kosztowne i. związany jak kura. który był niegdyś salonem.zapytał go bez wstępów wielki człowiek. Murphy ruszył przodem.powiedział.Nawet na to nie spojrzałeś. Człowiek z Ulsteru skinął na jednego ze swoich pomocników. 92 .Dziewięć tysięcy butelek po cztery funty kaŜda .wyjąkał. wsunął ją pod pachę i wyszedł na dwór. Bradym i Brendanem.txt 91 latarki oświetliły dwa identyczne zamki u tylnych drzwi i zabezpieczające je nie naruszone celne pieczęcie. który wziął od Murphy'ego. oto dlaczego wrzasnął.Nawóz do róŜ . W rozbitym oknie ukazał się jeden z pomocników przybysza i zawołał: . Człowiek z Ulsteru znowu coś mruknął i pokiwał głową z zadowoleniem. . wieziesz towar? . . Patrick" załadowano tylko jedną taką cięŜarówkę. Murphy z trudem poruszył dolną szczęką.Niech no pan przyjdzie i popatrzy! . która opadła mu ze zdumienia.Po czym zniknął. Miał wraŜenie.Dlaczego mi nic nie powiedziałeś? Rozwścieczony Clark zdobył się na odwagę wobec swoich prześladowców. których nie widział. Wiedział.zapytał. Był zakneblowany.rozkazał. a poniŜej napis: "Nawóz sztuczny dla róŜ". idioto? Murphy zwrócił rosnącą złość na Clarka. do jasnej cholery? .Forsyth Opowiadania. Murphy nie upierał się. Zresztą był zadowolony. Czterej Ulsterczycy byli w stodole. .Zgoda . Człowiek zatrzasnął teczkę. jak sądził. . Zamiast równo ułoŜonych skrzynek oznaczonych znaną na całym świecie marką producenta koniaku zobaczyli coś zgoła innego.jeŜeli sądzić po zachowaniu się tego człowieka . . Ŝe .powiedział. Strona 55 . . . Murphy z latarką w ręku poszedł pierwszy do pokoju. Przybyły z Północy męŜczyzna wskazał głową w stronę domu. do diabła.PoniewaŜ miałem w ustach ten zasrany knebel.Jaki.powtórzył męŜczyzna. Jeden z jego ludzi podszedł do drzwi cięŜarówki z krótkim łomem w ręku. Wyciągnął list przewozowy i podsunął go Murphy'emu pod nos. Clark zabełkotał.W domu . . To byłoby trzydzieści sześć tysięcy funtów. Kierowca miał takŜe plaster na oczach. Kiedy potrąci po trzy tysiące funtów dla kaŜdego ze swoich ludzi i uwzględni wydatki. Ŝe nie mam pojęcia. W cięŜarówce leŜały plastikowe worki. . Wielki człowiek oświecił plik dokumentów.Przysięgam.Chodźmy . Mów. .warknął człowiek z Północy. Ŝe na popołudniowy prom o nazwie "St. Na kaŜdym widniało nazwisko słynnego producenta artykułów ogrodniczych. Mówił prawdę. Przybysz otworzył teczkę i połoŜył ją na stół. Przybysz z Północy spojrzał na worki z kamienną twarzą.Pytałem. jaki wieziesz towar. Jeszcze nigdy nie widział takiej ilości pieniędzy. do cholery . Murphy zobaczył kilka rzędów paczkowanych banknotów funtowych. absolutnie pewne.Trzydzieści pięć tysięcy .Nie mam pojęcia . Lubię okrągłe cyfry. Clark przełknął ślinę. prawda? . który bezceremonialnie zerwał plaster zalepiający usta Clarka. Porwał właściwy transporter z właściwego statku. .nie byłoby to rozsądne. pozostanie mu na czysto ponad dwadzieścia tysięcy. . Nieszczęsny Liam Clark wciąŜ leŜał na workach.PrzecieŜ to jest wpisane do listu przewozowego.Gdzie kierowca? . Stali dokoła przed drzwiami cięŜarówki wraz z Keoghiem. Sześć latarek oświetlało jej wnętrze. .zaŜądał tamten.

. Murphy zastanowił się. moi ludzie znajdą cię i strzaskają ci kolana. .Słuchaj. Nic nie zyskaliśmy. Ty. .. . klnąc na całego. Potwierdzały relację Clarka.. Odrzucono go.na grób mojej matki. kaŜdy ślad stóp. Wiozłem ładunek nawozu dla róŜ. . Pięć minut później człowiek z Północy odjechał. 93 Przybysz z Północy odczytał w świetle latarki trzymane w ręku papiery. a z nim cztery puste furgonetki.ci ludzie z Północy to zwierzęta. W panującej na dworze ciemności wielki człowiek brutalnie przerwał potok słów Murphy'ego.Przysięgam panu . Załatwienie urzędowych papierów w Antwerpii trwało trzy dni.warknął wielki człowiek.Ty durniu . .txt . Był zrozpaczony. Moi szefowie w Dublinie kazali przywieźć go z powrotem.zagadnął Keogh.Co teraz zrobimy? . Po strachu. Wszystko to moŜecie znaleźć w dokumentach.wrzeszczał Clark. Dobrze. W zeszłym tygodniu zawiozłem ten ładunek. który zawsze brał wszystko dosłownie.Koniak? . czasu moich ludzi. zanim je zarobię.Nigdy w Ŝyciu nie byłem w Cognac . usiłując dowieść swojej niewinności.zapytał. I jeszcze jedno: jeŜeli kiedykolwiek znowu spróbujesz mnie nabrać. . świecąc sobie latarkami. wolał uniknąć złości własnych ludzi. zbadano i stwierdzono.ryknął. Jak skończycie.A pod tymi workami nie ma koniaku? . Ŝe jeŜeli nawet nie są szczęśliwi. .. . Brendan. chwycił Murphy'ego za poły wiatrówki. Składa się z mchu torfowego i sproszkowanego krowiego nawozu.. i to dosłownie gówna.Chłopcy.syknął wielki człowiek w sposób. któremu brak było tchu .odezwał się Brendan.A co będzie z moimi trzema tysiącami funtów? .To prawda.PrzecieŜ jechałeś do Hawru z prowincji Cognac we Francji! . ty paskudny. 94 Wydało mu się. .Słuchaj. .powiedział Murphy . Brady i Keogh oczyścicie tu teren. jakiego napędził mu Ulsterczyk. Spłukałem się na organizację tego skoku. Wcześniej Murphy zastanawiał się. Eksportujemy go z Irlandii do Belgii. ale oprócz mnie nikt nic nie stracił.przede wszystkim zniszczymy wszystkie dowody. no i pieniędzy.Forsyth Opowiadania. Nachylił się nad leŜącym Clarkiem. to w kaŜdym razie trochę uspokojeni. Otwarto go w Antwerpii.Zamknij się .. . Skinął więc tylko głową.zawył Murphy. Murphy poszedł za nim. Na fermie Murphy i jego zgnębieni wspólnicy dokończyli butelkę whisky. Musicie trochę poczekać. Rzucił papiery na ziemię. uniósł go do góry i rzucił nim w drzwi stodoły.Nasza transakcja jest niewaŜna. Ŝe gdyby głośno wyraził swoje poglądy. Zmarnowałeś mnóstwo mojego czasu.myślał Murphy .powiedział do Murphy'ego i ruszył naprzód.Ale nie dla mnie .. zgodzicie się na tysiąc pięćset na osobę.bełkotał Murphy. którą stronę darzy sympatią gangster z Ulsteru. Ŝe mają na karku Brytyjczyków. .zapytał wreszcie Brady. . który zmroził krew w Ŝyłach Murphy'ego. kaŜdy odcisk opony w błocie musi być zamazany. . weźmiecie Strona 56 . Zrozumiałeś? Święty BoŜe . . Teraz wiedział.warknął Murphy.Wiedział.powtórzył. który przybija jutro o drugiej po południu. .W Belgii? . Ŝe nie odpowiada wymaganym normom.CóŜ . mógłby to przypłacić Ŝyciem. . katolicki bękarcie! .. Na twarzy Clarka ukazał się wyraz pełnej niewiedzy..Chodź ze mną . Mamrotał coś.Dlaczego miałby tam być koniak? W Belgii tego nie robią. .Porwałeś ładunek gówna. Rzucił teczkę na ziemię. Zniszczycie najmniejsze dowody. koniak będzie na pewno na następnym promie. mogę znowu spróbować. Murphy .

tak często spotykany wśród wzgórz Wicklow. Z zawiązanymi rękami i zalepionymi oczami i ustami. Ŝe chce rozmówić się z Murphym. Ten jednak to zrobił. Keogh. i przyczepa niosąca ładunek nie jadą idealnie na tej samej linii. Wreszcie zamknęli drzwi cięŜarówki. Murphy otworzył drzwi szoferki i przez bele słomy przebił się na drogę. kiedy nagle spostrzegł wynurzającą się przed nim sylwetkę traktora z przyczepą. Farmer wydostał się z dołu z kiszonką i stanął przy szoferce. Ŝe powinien znaleźć się prędko jak najdalej od miejsca wypadku. więc tylko jego przyczepa załadowana słomą pozostała w tyle i uległa kolizji. ku wzgórzom Wicklow. Ŝe bele słomy padły na szoferkę. Przednia część przegubowca Murphy'ego wpadła w poślizg w momencie 95 zderzenia z nią. a następnie uderzyła w przeciwległy kamienny mur. Ale wystarczy zadrasnąć lakier czyjegoś samochodu. MoŜe uda mi się skorzystać z autostopu. i to z ładunkiem dziesięciu ton bali słomy. Ludzie z Północy dokładnie wyłamali zamki w tylnych drzwiach przegubowca. Czuł instynktownie. Farmer został wyrzucony z siedzenia i wpadł w dół z kiszonką. Ŝe na zakrętach zwrotniejsze od zwykłych cięŜarówek o tej samej długości. zabierzcie kierowcę cięŜarówki i wysadzicie go na szosie. Ŝe moŜe uda mu się ugłaskać farmera. gdzieś na południe stąd. okazało się. niemal ją przygniatając. Tylna część przyczepy wyrŜnęła w kamienny mur. CięŜki ładunek sztucznego nawozu pchał ją naprzód. Ten patrol eskortował jakiegoś ministra. CięŜarówki przegubowe mają tę właściwość. uświadomił sobie.txt samochód. JeŜeli przednia część przegubowca. Ten pomyślał nagle. zaproponować pomoc przy załadowaniu słomy. kiedy wysiadał. jadącego z Dublina do swojego wiejskiego Strona 57 . Ja na pewno dotrzymam słowa. Potem skręcicie na północ i pojedziecie do domu. O wpół do dziesiątej Murphy minął las obrzeŜający drogę na Roundwood. spycha ją na bok i powoduje poślizg. Nie będzie mógł szybko zrobić rwetesu. Kamienny mur. Słychać było prowadzoną przez niego głośną konwersację ze stwórcą. Kiedy zamilkł potworny hałas ocierającego się o kamienie metalu. Ŝeby farmer wyjechał o tak późnej porze na szosę traktorem o jednym świetle zepsutym. Ale w chwili. Coś dziwnego dzieje się z policyjnymi patrolami. więc zabrali się do szukania drewnianych kołków. i natknął się na traktor. a drugim zamazanym błotem. Nie mieli wyboru. Widać było. Liczył. który uległ panice. Zahamował ostro. Wrócę piechotą do domu. A Murphy siedział w półmroku szoferki zakopanej w belach słomy. która z pewnością nigdy nie zainteresuje producentów wody po goleniu. Zgadzacie się? Wszyscy się zgodzili. moŜe na wzgórzach w okolicy Kippure. cięŜka przyczepa moŜe wyprzedzić przednią część. Ŝeby zamocować skoble. a wyrastają jakby spod ziemi. drzwi otworzyły się. są oporniej sze przy hamowaniu. Ŝe przyczepa farmera wciąŜ stoi na swoich kołach. zetrzeć odciski palców z wnętrza szoferki i zniknąć w ciemnościach. a zablokowane przez kierowcę. skręcił w lewo i pojechał w kierunku Djouce Forest. Na drogę za cięŜarówką spadła część worków ze sztucznym nawozem. Ale właśnie w tej chwili zjawiła się policja drogowa. uniemoŜliwił mu wyminięcie przeszkody. która ciągnie całość.Forsyth Opowiadania. hamulce spowodowały. Ŝe nie zdąŜy zetrzeć z wnętrza szoferki odcisków swoich palców. Kiedy są ci potrzebne. ale oderwała się od traktora i odskoczyła na odległość trzech metrów. W samych tylko skarpetkach. Jechało od niego wonią. Przegubowiec z nieszczęsnym towarem i z Murphym przy kierownicy wyruszył z fermy. Ŝe farmer w ciemności nie zanotuje rysów jego twarzy. Trudno sobie wyobrazić. Stanę na głównej szosie prowadzącej do Dublina. To właśnie zdarzyło się Murphy'emu. odskoczyła z powrotem na szosę. równie trudno je znaleźć jak truskawki na Grenlandii. Drewniane kołki w zamkach przegubowca pękły. Wezmę cięŜarówkę i porzucę ją daleko stąd. Murphy jechał pomiędzy kamiennymi murkami. Farmer zdąŜył dodać gazu i skręcić w bramę jakiejś farmy. który nadjeŜdŜał z przeciwka.

i bardzo późno . . Rozdarły się. i to oświetlony. .Co pan wiezie? . kiedy nic.Forsyth Opowiadania. Przeszedł na tył wozu sprawdzić stan tylnych świateł. jeszcze przed chwilą pewny siebie i zaczepny. Policjanci podeszli powoli do unieruchomionego traktora i jego przyczepy.Pański? . Ten. ale pan władza ma rację odezwał się Murphy. Podwieziemy pana do domu i przy okazji obejrzymy sobie pańskie dokumenty. Ŝe ma tylko jedno wyjście: zamydlić im oczy. . Policja irlandzka nie nosi przy sobie na co dzień pistoletów. SierŜant wybuchnął śmiechem. Tymczasem drugi policjant obejrzał sobie traktor i powrócił do sierŜanta. Samochód miał na dachu znak Gardy.Nie chciałbym robić z tego sprawy. . . SierŜant zwrócił Murphy'emu dokumenty i zainteresował się farmerem.Czy ma pan prawo jazdy? . Z tuzin worków wypadło 97 7. a drugie zamazane gliną powiedział zwracając się do farmera. ale to nic się nie udaje. Z podartej folii. a teraz ładował na nią bale. i obejrzeli sobie rozrzucone bele słomy.zapytał sierŜant farmera. DuŜo później Murphy powiedział towarzyszowi z celi. niech pan im się przyjrzy. Szefie. Ŝe są takie dni. W tych ciemnościach mogło mu się to udać. Dokumenty były w całkowitym porządku. kiedy eskortuje ministrów.Jedno z pańskich świateł jest zepsute. z której były zrobione worki.Traktor i przyczepa były zupełnie niewidoczne. Murphy'ego ścisnęło w dołku.Niewątpliwie ubezpieczenie teŜ jest u pana w domu .Drzwi się otworzyły . Ale kiedy światła przygasły. Proszę zjechać traktorem w pole i sprzątnąć słomę z drogi. stanął twarzą w twarz z rzeczywistością.zawołał . Murphy sięgnął do szoferki i podał mu plik dokumentów. . Zabierze je pan jutro rano.Tak. pomyślał w pierwszej chwili. . Policjant przyglądał się przednim światłom przegubowca. Za chwilę się przekonamy. Nawet w świetle latarki trudno nie rozpoznać sterczącej w górę wielkiej rury bazuki czy karabinu maszynowego. wskazując na przegubowiec. Ŝe są w porządku.txt domku w okolicy Annamoe.Jakoś daleko od głównej szosy. . Ale na razie nie moŜe pan prowadzić z tymi światłami.Czysta robota przez otwarte drzwi przegubowca i cztery z nich rozpruły się. tylko wtedy.powiedział sierŜant.a ty jesteś utytłany gównem po uszy! . .zapytał sierŜant. Lufa automatu sierŜanta wycelowała Strona 58 .Liam Clark? . juŜ zaczął zachowywać się defensywnie.Składa się z mchu torfowego i sproszkowanego nawozu krowiego. Murphy zrozumiał. . . Za kilka minut odjadą. Posterunkowy zaświecił latarkę i puścił promień światła na całą tę breję. . . Zyskały jego uznanie.odparł Murphy. Drugi policjant wyłonił się spoza przegubowca.zaŜądał sierŜant.W domu. który ściągnął przyczepę z szosy na pole. Bardzo dobry dla róŜ.odpowiedział Murphy. Chciałem jak najszybciej odwieźć ładunek i znaleźć się w domu. i właśnie wracał do stolicy. . który wypadł z podartego worka. .Był bardzo zadowolony ze swojego Ŝartu.zapytał go sierŜant. Murphy skinął potakująco głową.Tamten wiezie ładunek gówna . . .Sztuczny nawóz .Tak .Prom spóźnił się dziś po południu do Rosslare.Tego pojazdu nie widać z odległości dziesięciu metrów.Papiery . w łóŜku. Wszyscy trzej przeszli na tył cięŜarówki.zapytał Murphy'ego sierŜant.Mam nadzieję. .odparł Murphy.zakomunikował. Kiedy Murphy zobaczył światła wozu. Obrócił się do farmera. . 96 . . Ŝe to po prostu prywatny samochód. więc spieszyło mi się. Murphy poczuł się raźniej.Kilka worków wypadło na drogę. wysypywał się brunatny nawóz.

Czym prędzej wsunął je z powrotem pomiędzy poduszki i rozejrzał się dokoła. wyciągnął magazyn z poduszek.powiedział. Wieczorem zaś wsiadał do pociągu na stacji Cannon Street. Środek okładki zajmowała fotografia dorodnej kobiety o wydatnych piersiach. majstrował coś przy teczce. Nie tylko nie udało mu się porwać dziewięć tysięcy butelek koniaku. Ich właściciele czytali tabele notowań giełdowych. Ŝe jest to rozkład jazdy. Słyszał kiedyś o człowieku. Drzwi wagonów rozsunęły się. zastanawiał się nad konsekwencjami swojego odkrycia. Ŝe był mu potrzebny. w windzie prowadzącej na Cannon Street. Po drugiej stronie przedziału dwa egzemplarze Financial Timesa. pozostawione tam zapewne przez poprzedniego pasaŜera. jadąc pociągiem podmiejskim z Edenbridge do Londynu. aŜ znalazł się sam w przedziale. Powodowała nim po prostu zwykła ciekawość. szukał melonika tak długo. który leŜy w szpitalu z nogą na wyciągu i wie. Nie były zresztą najbezpieczniejszym miejscem na świecie. Po lewej stronie stary Fogarty męczył się nad krzyŜówką. cała ta historia w ogóle by się nie zdarzyła. zmierzających ku wyjściom. W drodze z pociągu do kolejki podziemnej.Grupy . ale takŜe na cienkie czasopismo. w których chciałby przeŜyć następne dwa lata. Murphy westchnął głęboko. To musiał być właśnie jeden z tych dni.Muszę wyznać coś niecoś . wsunął-go do teczki i włączył się w strumień meloników i biletów sezonowych. aŜ do stacji Charing Cross. ale niechcący przechwycił transport przemycanej przez kogoś broni. Potrafił wyobrazić sobie wiele miejsc. Ŝeby go wydostać . przeraŜony własną odwagą. Nutkin wyciągnął je w przekonaniu. kim jest ów "ktoś". Nie miał szczególnych wątpliwości co do tego. Ŝe ludzie nabierają cech odpowiadających przydomkom. gdzie pracował jako urzędnik. ToteŜ tego dnia Nutkin niezwykle ostroŜnie przechodził przez ulice. Widniały na niej słowa: Nowy Krąg . nie upuścił futerału od okularów między poduszki siedzenia przedziału. Bo kiedy wsunął między nie dłoń. toteŜ przez 99 całą drogę. Magazyn miał nieduŜy format i błyszczącą okładkę. Jego palce natrafiły nie tylko na futerał. Powoli uniósł ręce do góry. Nikt na niego nie patrzył. Kiedy spojrzał na okładkę czasopisma. a potem w czasie krótkiego spaceru do biurowca towarzystwa ubezpieczeniowego. NIEWYPAŁ Gdyby Samuel Nutkin. Pan Nutkin nigdy w Ŝyciu nie widział takiego pisma. Ale wcale nie dlatego. W końcu dotarł jednak do lokalu towarzystwa ubezpieczeniowego. Strona 59 .a niŜej: Samotni Pary . Nutkinowi niepotrzebny był więc rozkład jazdy.stało się. czuł się dość niewyraźnie. Od dwudziestu pięciu lat jeździł codziennie tym samym pociągiem o tej samej porze z małego i nudnego miasteczka Edenbridge do stacji Charing Cross w Londynie. zwijał parasol. . Samuel Nutkin nie był przyzwyczajony do "tych rzeczy". Ale Samuel Nutkin ociągał się. i powracał do hrabstwa Kent. Historia ta od dawna prześladowała Samuela Nutkina.był to tytuł pisma . twarz mu poczerwieniała.Magazyn kontaktowy dla seksualnie wyzwolonych. w czasie przejazdu do Mansion House. jeden Times i jeden Guardian nadal kiwały się rytmicznie w takt jadącego pociągu. takŜe zawsze o tej samej godzinie. który został przejechany przez samochód. Kiedy w szpitalu zbadano zawartość jego kieszeni. Jej twarz zakrywał biały kwadrat z napisem: Ogłoszenie nr 331. Samuel Nutkin odetchnął z ulgą. Wtedy. aby wyrzucić swój ludzki ładunek na zatłoczony peron numer sześć. Ŝe wszyscy znają jego tajemne grzechy.txt w Ŝołądek Murphy'ego. ale ulice Dublina na pewno do nich nie naleŜały. znaleziono paczkę pornograficznych zdjęć. a po prawej za oknem przesuwała się właśnie stacja Hither Green.Forsyth Opowiadania. Ktoś kiedyś odkrył. Jak moŜna się z czegoś takiego wytłumaczyć? CóŜ to za wstyd dla człowieka.

spekulować. Wystarczy. magia zblakła i wtopiła się w szary strumień ciemnych garniturów. które traktowały go po macierzyńsku i mówiły. Mimo to pozostał wiernym i przywiązanym męŜem. Ŝe czyha na niego policja obyczajowa. Szybko zrozumiał. Ŝe cierpi na cięŜki artretyzm i dolegliwości sercowe. Była wątłą i suchą kobietą o ostrym nosie i jeszcze ostrzejszym głosie. które wlewały się codziennie do City. Tutaj. Ten przydomek przesądził o jego losie. Twierdziła. Ŝółtych i brunatnych ludzi. którego gmach królował tuŜ obok. Samuel Nutkin miał dziesięć lat. którzy wśród tych zimnych kamieni umieli porwać się na finansowanie awanturniczych wypraw do najdalszych zakątków świata. Inne ogłoszenia odznaczały się wymownym tekstem reklamującym tajemnicze .Forsyth Opowiadania. Przy niektórych znajdowały się zdjęcia. Był juŜ od dwudziestu pięciu lat urzędnikiem wielkiej firmy ubezpieczeniowej. był bowiem uczciwym obywatelem. uprzejmy i miły dla sekretarek. zdobywali skarby. parasoli. Ŝeby spacerować po starych uliczkach o tradycyjnych nazwach . czy to w łóŜku. rabowali i odsyłali łupy do miasta. wsunął go na dno teczki i szybko wrócił do swojego biurka. chociaŜ przez całą drogę zdawało mu się. równie solidnej jak Bank Angielski. aby zaoszczędzić Ŝonie nawet Strona 60 . Ŝe to siedlisko największych rozbójników świata. oszukiwali czarnych. Udało mu się dostać stałą posadę z niezłą pensją i zapewnioną emeryturą. zamoŜności czy nędzy. Schował swój skarb pod dywan przed kominkiem. aby tu inwestować. była niemal całkowicie przykuta do łóŜka. meloników i teczek. W ciągu tych lat dopasował się do swojego biurka . zabudowanym bankami. Wieczorem udało mu się przewieźć pismo do mieszkania w Edenbridge. Ŝe kobiety ogłaszające się w tym piśmie marzyły głównie o tym. Ŝeby zaczęto wołać na chłopca "łobuziak". o ich pracy. aŜ mu się to znudzi. kukurydzę i drób. w samym środku miasta.w kaŜdym razie dla Samuela Nutkina . Nutkin kochał City. Kurza . Wiele lat upłynęło od czasu. Przekradł się do ubikacji. zamknął się tam i zabrał się do czytania wszystkich ogłoszeń w Nowym Kręgu. Minęło ćwierć wieku. przewaŜnie amatorskie fotografie pań w samej bieliźnie. Był więc Nutkin w śródmiejskiej dŜungli Londynu przyjaznym i nieszkodliwym stworzeniem o cechach określonych przez swój młodzieńczy przydomek. poŜyczać. Pracował w siedzibie gigantycznej bankowej ośmiornicy. aby po ośmiu godzinach pracy odpłynąć do podmiejskich rezydencji. a będzie chodzić z przymruŜonymi oczami i mówić jak Humphrey Bogart. Ale zupełnie nie był przyzwyczajony do czytania czy choćby tylko noszenia w teczce pornograficznych pism. kiedy jeden ze szkolnych kolegów nazwał go "wiewiórką".Chlebowa.txt które im nadano. Zaskoczyły go i zdumiały. Przeczytał magazyn od deski do deski. JednakŜe tego ranka w jego Ŝyciu nastąpił przełom. Z ich inicjatywy Ŝeglarze i handlarze sprzedawali i kupowali. kiedy była źródłem fizycznych uciech Samuela Nutkina. Będąc w randze kaprala. czy teŜ poza nim. Kukurydziana. na tym skrawku ziemi w samym sercu Londynu. Lettice.i po miejskich murach. kiedy naprawdę sprzedawano tu chleb. Podziwiał ludzi. rozpościerającej swoje macki na wszystkie strony świata. Nutkinowi nigdy nie przyszło do głowy. spółkami akcyjnymi i domami ubezpieczeniowymi. czyli pani Nutkin.zaŜywny. sympatyczny człowiek bliski pięćdziesiątki. 101 Diagnoza doktora Bulstroda określała jej chorobę jako zaawansowaną hipochondrię. "Figlarz" będzie tak długo małpować i wymyślać kawały. a mury rzeczywiście broniły miasta. został zdemobilizowany po wojnie w wieku dwudziestu pięciu lat. Ŝeby poznać osobiście zamoŜnych i hojnych dŜentelmenów.usługi. zapadały decyzje o losach milionów ludzi. Wykorzystywał przerwę obiadową. Ŝe jest "słodki". jak to było 100 w Średniowieczu. Myślał. Lettice nigdy tam nie zajrzy. zawsze gotowym do największych poświęceń.

Stary Fogarty wpisywał jednak właśnie pozycję numer piętnasty (poziomo) do krzyŜówki. na której podał jej śniadanie.. nie było więc obawy. Ŝe Sally mieszkała w centrum Londynu. Henry. W pociągu. 102 Kiedy wracał do przedziału. W przerwie obiadowej Nutkin nakręcił podany mu numer z automatu w najbliŜszej stacji kolejki podziemnej. usiadł i napisał do niej list. Numer telefonu wskazywał. moŜna było wnioskować.. poszedł do toalety i drŜącymi palcami otworzył kopertę. W samym środku magazynu były szczegółowe instrukcje co do sposobu przesyłania odpowiedzi na ogłoszenia. Następne trzy dni upłynęły Nutkinowi na głębokich rozmyślaniach.. Czy to panna Sally? . Nie zajmowała się na szczęście domem ze względu na ból w plecach. gdy tylko słyszał kroki listonosza.. Ściskam. a wieczorem jadę do domu. Otrzymałem dziś rano od pani odpowiedź na mój list w sprawie pani ogłoszenia.Mogę tylko w porze obiadowej. Po napisaniu listu naleŜało włoŜyć go wraz z zaadresowaną do siebie i ofrankowaną kopertą do drugiej koperty. jakie podawała. Trzeciego dnia zdecydował się.wyjąkał.. podając się za niejakiego pana Henry Jonesa. Znalazł własny list. Szóstego dnia zobaczył wśród listów kopertę zaadresowaną do Henry'ego Jonesa. był Strona 61 . Podam ci adres. Kopertę tę wraz z naleŜnością za usługę polecano włoŜyć do trzeciej koperty i wysłać na londyński adres czasopisma.. Jest tylko jedna mała sprawa. .Tak. Pracuję w City. a na jego odwrocie ręcznie wypisaną odpowiedź: Drogi Henry.. czuł. w drodze do miasta. Jakieś dziesięć funtów. . pamiętam cię.AleŜ tak. Niczego więcej w kopercie nie było. Zadzwoń pod numer. po czym wyjaśnił. .A kto mówi? . Z krótkich informacji. Ŝe zamiast języka ma w ustach kawał starej gumy.txt najmniejszych przykrości. Ŝe towarzysze podróŜy zwrócą na to uwagę. w takim razie jutro o dwunastej trzydzieści. Nazywam się Jones. wrzucił do klozetu i spuścił wodę.. W słuchawce słychać było szelest przewracanych kartek papieru. i obawiał się.. Pomaga mi to w płaceniu komornego.. opatrzonej numerem ogłoszenia wypisanym ołówkiem.odpowiedział matowy głos. wobec tego kiedy będziesz? ... zamieszkałego na 27 Acacia Avenue. Drogi Henry. Wsunął ją do kieszeni i poszedł na piętro. Napisał krótko i rzeczowo na kartce zwykłego biurowego papieru.Świetnie. Pan Nutkin wykonał to wszystko starannie. Ŝe zajrzy pod dywan. Usłyszał niski głos kobiecy: "Halo?" Nutkin wepchnął monetę do aparatu. e. Ŝe była wysoka i miała zaokrąglone kształty.Czy jutrzejszy dzień ci odpowiada? Doskonale. Ŝe ma wypieki. Henry Jones. a list wraz z kopertą podarł.. Ŝeby zabrać od Ŝony tacę. Halo.Zgadza się . Zaczął od zwrotu "Droga Pani".E. Sally. Ŝe będziemy się mogli dobrze zabawić. . widzisz.Forsyth Opowiadania. które dotyczyły przede wszystkim jednej z ogłaszających się pań.. . Ŝe czytał jej ogłoszenie i bardzo chciałby się z nią spotkać. Samuel Nutkin przepisał numer telefonu na kartkę papieru i schował ją do portfela. Kiedy o dwunastej trzydzieści następnego dnia Nutkin stanął przed drzwiami mieszkania w jednym z zaułków Bayswater. w dzielnicy Bayswater. moi przyjaciele na ogół dają mi niewielki prezent. Czy chciałbyś do mnie wstąpić. .. odchrząknął i powiedział: . Czy to ci odpowiada? Nutkin skinął głową i powiedział: "Tak". a z pozostałych pasaŜerów Ŝaden nie podniósł nawet głowy. bardzo chętnie .. Jestem pewna. bardzo dziękuję za zainteresowanie się moim ogłoszeniem. Przez następne kilka dni biegł do drzwi wejściowych.O.Doskonale. kochanie? Samuel Nutkin poczuł. Był to notabene jego prawdziwy adres.

Powiedział jej to w końcu. Ŝeby zdąŜyć na pociąg do City. Mylił się jednak. były jednak dostatecznie wyraźne. . ogarnęło go przeraŜenie. na zniszczonej 103 twarzy miała grubą warstwę makijaŜu. Mów.W porządku. Kiedy wszedł. Ŝe ma gorączkę. po czym pobiegł na stację. . Prócz grubej koperty nadanej w Londynie i zaadresowanej na nazwisko Samuela Nutkina był jeszcze list do Lettice od jej siostry i rachunek z kwiaciarni za jakieś rośliny doniczkowe.txt pewny. Stuknęła jej juŜ na pewno czterdziestka. przy którym jadł śniadanie.Wielu panów o to prosi. w jaki sposób został nabrany. Drzwi do przedpokoju zostawiła otwarte. tam gdzie wciąŜ spoczywał numer feralnego magazynu. Pokazywały wszystko czarno na białym. Trzęsącymi się rękoma szukał jakiegoś słowa wyjaśnienia w głębi koperty. Zdejm marynarkę. Ŝe nosi pod nim czarne nylonowe majtki i czerwoną koszulkę. spodnie i buty i chodź do sypialni. Ktoś najwyraźniej przyglądał mu się przez wziernik w drzwiach. Sally znów się uśmiechnęła.Forsyth Opowiadania. Samuel Nutkin wybrał pocztę ze skrzynki i połoŜył ją na stole. który zastanawiał się właśnie nad siedem pionowo. Zdawało mu się.Proszę wejść . Poszedł za nią do pokoju. a na co najmniej dwóch moŜna było doskonale rozpoznać jego własną twarz. co masz na myśli.Więc jesteś. Zaniósł jej list od siostry na górę.Marynarka i portfel! Stary Fogarty. Zdjęcia. . Ŝe ma stanowczo za szerokie biodra. Usłuchał jej i poszedł za nią przez przedpokój do jasno oświetlonej sypialni. Pokój był licho umeblowany i nie było w nim wielu przedmiotów osobistych. Zastukał nerwowo do drzwi. niŜ się spodziewał.wymamrotał. Kiedy zrozumiał całą prawdę. Po trzech dniach listonosz doręczył na Acacia Avenue 27 wraz z innymi listami zwykłą. wdeptując obcasem popiół w mokrą ziemię.powiedziała lekko. moŜe dzięki wysokim obcasom.Czy masz dla mnie ten mały prezencik. 104 Ogarnięty ślepą paniką wsunął fotografie pod dywan przy kominku. I nie denerwuj się tak. wejdź do pokoju. Wrócił do pokoju.To bardzo trudno wytłumaczyć . Nutkin beztrosko otworzył grubą kopertę. Pomimo sięgającego do ziemi szlafroka widać było. Potem nastąpiła cisza. Na jej odwrocie teŜ nic nie było. a Nutkin wpatrywał się w nie w niemym zdumieniu. który następnie zdjęła i powiesiła na haku.Marynarka! . Zamknęła drzwi na klucz i włoŜyła go do kieszeni szlafroka. zauwaŜył. Kobieta uśmiechnęła się zalotnie. . Twarz kobiety była ostra na wszystkich zdjęciach. . Poza tym była o dobre piętnaście centymetrów wyŜsza od niego. dalekie od technicznej doskonałości.krzyknął.usłyszał. Nie zdziwiła się. Po chwili namysłu wziął jednak całą paczkę i spalił ją za garaŜem. ale po namyśle doszedł do wniosku. Czy masz jakieś szczególne Ŝyczenia? Nutkin przysiadł na brzegu fotela. . Usłyszał kroki w przedpokoju. dość grubą kopertę. Ŝe ma usta wypełnione szybko schnącym cementem. Serce biło mu jak młot. Henry? Proszę. Kiedy szlafrok rozchylił się.Usiądź i odpocznij sobie. zamknęła za nim drzwi i powiedziała cicho: . Wzięła go i włoŜyła do leŜącej na komodzie torebki. Miał ochotę pozostać w domu i symulować chorobę. Była starsza. Ŝe jest w niej jakaś reklamówka. Patrzył przez okno przedziału i starał się uspokoić skołataną głowę. Z koperty wypadło sześć fotografii.Nie wstydź się. zorientował się. . Henry? Samuel Nutkin skinął głową i wyciągnął z kieszeni spodni dziesięciofuntowy banknot. Ŝe wzbudzi to tylko podejrzliwość Lettice. . Dopiero kiedy mijał New Cross. . porozmawiamy sobie. spodziewając się. zabrał tacę po śniadaniu. Nie znalazł nic. LeŜały teraz na stole. Strona 62 . Wystarczyły same zdjęcia.

z którym rozmawiał po południu. Zastanów się nad całą sprawą trzeźwo i na zimno. Głos był stłumiony.Tak. Ŝe mieszkanie jest zamknięte. Telefon zamilkł. AleŜ tak. i to na fałszywe nazwisko. który po powrocie z urlopu zastał sforsowany zamek u drzwi swego mieszkania. . Jednak numer był zastrzeŜony i bez polecenia sędziego pokoju biuro numerów nie udzielało informacji. . Były do niego trzy telefony. który oświadczył. ale trudno było się Nutkinowi zorientować.Panie. wiem. i juŜ zostało opuszczone.Zadałem ci pytanie. . Pan nosi w portfelu bardzo wiele legitymacji. a na bramie wisi napis "Do wynajęcia". Czy dostałeś odbitki? . Zresztą nic mi nie mogą zrobić.Pan Samuel Nutkin? . MoŜesz dostać to wszystko. .Pan Nutkin? . Dobrej nocy. której oczywiście nie znał. niegrzeczny z ciebie chłopiec.Ósma trzydzieści. Nutkin pojechał taksówką na Bayswater. . Ŝe nie zna Ŝadnej Sally i Ŝe to pomyłka.Przyjrzałeś im się dobrze? Samuel Nutkin zacisnął zęby.wybuchnął Nutkin. Nutkin spróbował połączyć się ponownie przez telefonistkę. Odebrał pewnie od tego czasu wiele telefonów do jakiejś Sally. Kiedy Nutkin wrócił do domu. Okazało się. . Wtedy zrozumiał.No cóŜ. Samuel Nutkin zerwał się z fotela i zostawiając Ŝonę przed telewizorem pobiegł do aparatu znajdującego się w przedpokoju. I do sekretarza twojego klubu tenisowego.A moŜe jednak pan Henry Jones? Samuel Nutkin poczuł ucisk w dołku. Zimny strach ściskał mu Ŝołądek.Nie . Tego ranka w Ŝaden sposób nie mógł skoncentrować się na swojej pracy.mruknął . 105 Po raz czwarty telefon zadzwonił zaraz po ósmej. Biuro czasopisma przesyłało na pewno odpowiedzi na ogłoszenia pod jakimś jednym umówionym adresem.Tak. . Zadzwonił do informacji i próbował sprawdzić adres podanego mu numeru. przyjacielu. Nie było więc pomyłki. klisze i odbitki. Ŝe musi uregulować ogrzewanie.Zadzwonię jutro rano o ósmej. Lettice zrzędziła jeszcze bardziej niŜ zwykle.Czego ode mnie chcecie? . O której godzinie wychodzisz do pracy? . odpowiedział jednakŜe ten sam męŜczyzna. powiedział. .za duŜo liter.spytał. Mówił męŜczyzna. Nie próbuj zwracać się do policji. .Kto mówi? . przyjacielu. gdzie pracujesz i znam nazwisko twojego zwierzchnika. czy to ten sam.Forsyth Opowiadania. Kiedy Lettice szła spać.Tak. W przerwie obiadowej spróbował połączyć się z numerem podanym przez Sally. brzmiał jakby przez chustkę nakrywającą mikrofon.Zaraz się rozłączę. niech pan tego nie robi .To niewaŜne. Samuel Nutkin wpatrywał się ponuro w południowe przedmieście Londynu. pozostał na dole i dokładnie Strona 63 . Mam chyba obowiązek posłać te zdjęcia do twojego szefa. ale odpowiedział mu zachrypły męski głos. a numer telefonu naleŜał do całkiem obcego człowieka. A drugi komplet odbitek mogę posłać do pani Nutkin. Nie był przystosowany do takich sytuacji.txt pokręcił głową. panie.Tak. Czy otrzymałeś mój bilecik dzisiejszą pocztą? . . Ŝe nawet przy pomocy policji nie dowie się niczego. Mieszkanie zostało najwyraźniej wynajęte na jeden tydzień. panie Nutkin. które przerwały jej popołudniową drzemkę. przesuwające się za oknem wagonu. . Nutkin dobrej nocy nie miał. . ale głos w słuchawce przerwał jego protesty.

A więc nie wolno dopuścić. bo wszyscy wiedzieli. Tego dnia nie wsiadł jednak jak zwykle do pociągu odchodzącego o 8. i to szybko.Obawiam się.rzucił głos bez wahania. zwołanego specjalnie w celu ponownego rozpatrzenia jego członkostwa. O dziewiątej trzydzieści opuścił park. Telefon zadzwonił punktualnie o ósmej. przyjacielu.Chcesz te negatywy? .txt skontrolował zawartość portfela.Ile Ŝądacie? . ale po południu będzie na pewno za biurkiem. Nutkin poszedł na górę.i usiłował sobie wyobrazić. Później w bladym świetle ulicznej latarni. gotowy do szybkiego marszu na stację. Jeszcze dziś. Ŝe gdyby się postarał. . Nutkin nieraz czytał w gazetach. . legitymacja członkowska klubu tenisowego. karta klubu ubezpieczeniowców 106 więcej niŜ trzeba. Ŝe w karty nie gra. To wszystko przekraczało jego wyobraźnię. Ŝe figuruje się jako pan X. Ŝe musi się zastanowić. i to w gotówce. na której trzeba by było wystąpić w charakterze świadka. Samuel Nutkin był wstrząśnięty. Ŝe w takich wypadkach moŜna nie podawać nazwiska. ale tyle osób mogło rzecz rozszyfrować.Tysiąc funtów . jeŜeli nie liczyć kieliszka wina od czasu do czasu. na którym wszyscy podają sobie z rąk do rąk te straszne fotografie.zaprotestował. Wiedział. Samuel Nutkin czekał juŜ w hallu. ksiąŜeczka czekowa.W takim razie postaraj się o nie . Powiedział kierownikowi swojego działu. . . poŜyczyłby jakoś te tysiąc funtów.Zastanowiłeś się? . NajwyŜej czasami jedno cygaro po proszonej kolacji. MoŜesz dostać poŜyczkę na hipotekę swojego domku albo.pytał w kółko samego siebie. Ale potem odbyłaby się sprawa sądowa. Nie palił. Ŝe źle się czuje. znalazł budkę telefoniczną i zadzwonił do biura. parasolem i teczką w ręku. pocałował Ŝonę w policzek i udał się do pracy. Co robić? Co robić? . Ŝeby wypłacono mu tę sumę zaraz. przenikającym przez firanki sypialni.31 do Charing Cross. dwa zdjęcia z Ŝoną. Ŝeby się o czymkolwiek dowiedziała.Lettice zawsze chciała spać osobno . MoŜe pójść na policję? Oni mogliby oczywiście znaleźć tych ludzi mimo fałszywych nazwisk i adresów. a to było niemoŜliwe w towarzystwie starego Fogarty'ego z tymi jego wiecznymi krzyŜówkami. Ŝe chodzi o dług karciany. Głos umilkł i w słuchawce rozległ się sygnał. WyobraŜał sobie dyrektora Bensona w gabinecie na najwyŜszym piętrze.Forsyth Opowiadania.Tak.zapytał nieznajomy. jeŜeli wolisz. Zwłaszcza gdyby zaŜądał od dyrektora. proszę pana.Nie jestem bogaty . Po drodze łamał sobie głowę szukając Strona 64 . Nie przeŜyłaby tego. Po dwudziestu pięciu latach monotonnego Ŝycia biurowego nie sposób ukryć sprawy sądowej. z melonikiem. patrzył na niesympatyczną twarz Ŝony śpiącej w sąsiednim łóŜku . . . jak siedzi i trzyma w ręku paczkę odbitek. prawo jazdy. ubrany jak zwykle w szary garnitur. która moŜe nadejść w czasie jego pobytu w biurze.AleŜ ja nie mam tyle pieniędzy! . Ŝe będziesz je musiał kupić.wyjąkał. Siedział niby samotny karzełek w meloniku pośród kwiatów i drzew. ale nikt by mu nie uwierzył. ale poszedł do parku i usiadł na ławce. Zadzwonię wieczorem o ósmej. ale wywołałoby to niewątpliwie duŜe zdziwienie w banku. . Potem poszedł do banku. dwa listy. Nie pił. Musimy pokryć nasze wydatki. Ŝe chodzi o kobietę. Kolejowy bilet sezonowy. Mógłby powiedzieć.Tak . A więc z pewnością domyślą się. aby dowiedzieć się sporo o nim i jego miejscu pracy. samochodu. . co powiedziałaby po otwarciu grubej koperty.odpowiedział drŜącym głosem Nutkin. Nutkin przełknął kilka razy ślinę. 107 Przypuszczał. Taki wstrząs zabiłby biedną Lettice. Jedno było jednak pewne. Myślał o zebraniu prezydium klubu tenisowego. Ale zdobądź tę forsę. białą koszulę.szydził głos w słuchawce. a poza tym naleŜy ci się mała nauczka.

Zadzwonił telefon. W połowie alei skręcisz w lewo i pomaszerujesz w stronę centralnego placu.. A poza tym.Właśnie tego się obawiałem. Ale jak teraz zmienić posadę? Poza tym istniała przecieŜ Lettice. O drugiej po południu siedział za swoim biurkiem. panie Nutkin? .txt jakiegoś wyjścia i przypominając sobie wszystkie sprawy o szantaŜ. Nutkin postanowił za wszelką cenę oszczędzić Ŝonie takiego ciosu. Podjąwszy tę decyzję. więc dla wypeł108 nienia czasu poszedł po zakupy. Ŝe Samuel Nutkin potrafiłby w podstępny sposób podjąć jakiekolwiek pieniądze z konta swojego przedsiębiorstwa.odezwał się wreszcie zachrypły głos. Postanowił w kaŜdym razie nie brać pieniędzy z miejscowej filii banku. pośpiesznie dodał: . kiedy znajdziesz się w parku.Czyś ty zwariował? . Miej ze sobą paczkę zawiniętą w brązowy papier. .Forsyth Opowiadania. . O tej porze nie powinno tam być nikogo. pomyślał z goryczą. wsiadł do pociągu.odrzekł powaŜnie Nutkin.Panie. Niech ci nie przyjdzie Strona 65 . zamykaną na klucz kasetkę na pieniądze. a w słuchawce odezwał się zachrypły głos: . Zrozumiałeś? . będziesz obserwowany. Wejdziesz do parku Battersea i pójdziesz Aleją Zachodnią w kierunku rzeki.W porządku. .Nie . Przy drzwiach banku opuściła go jednak odwaga. pułapkę na myszy. tak. durny człowieku .31. . ale czy moŜna pomóc ofierze szantaŜu? Gdyby był młodszy i do tego kawalerskiego stanu. Ŝe zamierza zalać nim urodzinowy tort Ŝony . a potem i tak roześlą fotografie po ludziach! To prawie pewne. Była godzina 10. 109 . Nie mógł stanąć przed dyrektorem z tak dziwnym i trudnym do wytłumaczenia Ŝądaniem. miedziane druciki do bezpieczników. Ŝeby go pocałowali. Ŝeby nosić przy sobie tysiąc funtów. przewraŜliwiona Lettice. Rozwiązania trzeba szukać w Londynie . W kilku innych sklepach zakupił: pół kilo lukru . Ŝe od momentu. w którym stoją dwie ławki. jedna obok drugiej. Mów dalej! . Niezła prawnicza formułka. jakie wynikną z pańskich Ŝądań. . czy tamci nie zaŜądają następnych sum? Na pewno wyciągną z niego cały majątek.puszkę sztucznego nawozu przeznaczonego dla róŜ w ogródku. .odpowiedział Nutkin i zanim tamten mógł się odezwać. Jak nazywają to. które kaŜdy człowiek powinien mieć w domu. wsuń ją pod pierwszą ławkę i pójdź dalej. niech mi pan odeśle te negatywy i zapomnijmy o wszystkim. pieniądze są. Ŝeby pan przemyślał wszystkie przykre konsekwencje.powiedział sobie po długich wahaniach. co ci kaŜę. Nikomu nie przyszłoby do głowy. O godzinie ósmej tegoŜ wieczoru siedział jak zwykle z Lettice przed telewizorem.. Zapewnił szefa. jakby mu powiedział: "Jestem ofiarą szantaŜu i proszę o poŜyczkę w wysokości tysiąca funtów".Zrozumiałem. dwie baterie do latarki elektrycznej. kolbę do zalutowania dziury w czajniku i kilka innych drobnych przedmiotów. Ŝe czuje się znacznie lepiej. co mu się przytrafiło? Chyba wymuszaniem pieniędzy pogróŜkami.No i co. Pamiętaj. i zabrał się do pracy nad księgami rachunkowymi.rozzłościł się tamten. Do City przyjechał tuŜ przed przerwą obiadową.tłumacząc sprzedawcy. I jeszcze jedno. To tak. Wyjdziesz z parku drugą bramą. Wszedł do sklepu z artykułami biurowymi i zakupił stalową.Ale chciałbym.Słuchaj.Jutro w przerwie obiadowej wsiądziesz w taksówkę i pojedziesz na Albert Bridge Road.Albo zrobisz. Ten szok na pewno by ją zabił. Dojdziesz do takiego miejsca.. . albo dla samej przyjemności posyłam te fotki do twojej Ŝony i szefa! Nutkin westchnął. nieszczęsna.Eee. o których czytał w gazetach.. Był człowiekiem zbyt ostroŜnym. powiedziałby im. Po drugiej stronie zapanowało nasycone zdumieniem milczenie.

co się wtedy stanie.. Potem rozległ się ryk motoru i po chwili motocykl znalazł się na zatłoczonej Albert Bridge Road.Człowiek wyciągnął legitymację.To jeszcze nie powód. nie mnie wyjaśnił cierpliwie. kochanie. Jej zdrowie.MoŜe powie mi pan teraz. Nawet gdyby ich obserwował jakiś policjant. sierŜancie. Ŝe w pobliŜu jest jakiś tajniak. Kiedy szedł aleją po zachodniej stronie parku i docierał juŜ do zakrętu prowadzącego do placu centralnego. nie zdołałby zatrzymać motocyklisty. Następnego dnia postąpił dokładnie tak. . Nutkin! . Stał rozkraczony nad swym pojazdem i studiował mapę. a wszystko pójdzie gładko.zaczął sierŜant Smiley . Na głowie miał hełm. co ci kaŜę. Jestem tu w związku z pewnym dochodzeniem. Stał w progu w długim czarnym płaszczu i na tle pochmurnego wieczornego nieba jego sylwetka wyglądała jak sylwetka przedsiębiorcy pogrzebowego..Pan Nutkin? . to ja. Minął tydzień. smutnych oczach.moi koledzy z policji stołecznej odwiedzili pewne mieszkanie w centrum Londynu. niech pan wejdzie. .przerwał Nutkin . ale leŜy w łóŜku. zatrzymał go motocyklista. ale Nutkin nie patrząc na nią skinął głową na znak zgody. Będąc w tym roku sekretarzem klubu.. końskiej twarzy i brązowych. Przeszukując je.Mój BoŜe .. o co panu chodzi i dlaczego miałbym być skrępowany? .. prawda? W klubie tenisowym zawsze kupujemy kilka.Wiem . Zrób.Obawiam się. . SierŜant Smiley był wyraźnie zmieszany.Oczywiście. Czy mógłbym prosić pana o kilka chwil rozmowy? .SierŜant detektyw Smiley. Smiley patrzył zdziwiony.Przed kilkoma dniami .spytał Nutkin po zamknięciu drzwi. 110 . do swojego biura.. .Nutkin potrząsnął ze smutkiem głową i powrócił do City.Dawaj tę paczkę.To dobrze. . Ŝe nie. . . i ulatniam się.Miałem na myśli. Ŝe tym razem nie chodzi o bal policji. Mięśnie szczęk sierŜanta drgały pod napiętą skórą.odpowiedział Nutkin.Bądź spokojna.txt do głowy.Chodzi o zbliŜający się turniej tenisowy z policyjnym klubem sportowym.Pan Samuel Nutkin? . Chciał być przez pewien czas sam. .Nie muszę się krępować. Nutkin? . . .. Nutkin był człowiekiem uprzejmym. Nutkin poczuł ostre szarpnięcie i jego paczka znalazła się w mgnieniu oka w koszyku pod kierownicą motocykla. Ŝe moŜe to pana będzie krępować.Z policji? . SierŜant Smiley ze zrozumieniem skinął głową i przeszedł za Nutkinem do salonu.Kto tam przyszedł. więc podszedł do motocyklisty i pochylił się nad jego mapą.Tak. czy moŜe mi pan pomóc? .Chciałbym z panem pomówić o bardzo osobistej i moŜe nawet ambarasującej sprawie. spodziewałem się nawet.zaczął.? . jak mu nakazano. Wszystko to stało się błyskawicznie. Najmniejsze podejrzenie.syknął tamten.Tak.nie musi się pan krępować.Czy Ŝona jest w domu? .. . Chodzi panu o bilety na bal policji. . . kochanie .Pan z policji. A wiesz. Po kilku minutach Samuel Nutkin przeprosił Ŝonę i poszedł do garaŜu. a twarz zasłaniały mu gogle i kolorowa chustka.Forsyth Opowiadania. natrafili w zamkniętej na klucz szufladzie na paczkę Strona 66 .odparł cicho Nutkin. . Ŝe gliny mogą coś pomóc. . Pewnego wieczoru do drzwi domku Samuela Nutkina zadzwonił człowiek o długiej. .Hej. kolego.krzyknął. Smiley odchrząknął z zaŜenowaniem. Samuelu? . Ŝeby się pan czuł nieswojo. . MęŜczyzna odwiesił słuchawkę.Proszę. . prawda. Właśnie w tej chwili rozległ się z góry rozdraŜniony głos: .

Ŝe toczy się dochodzenie? . Ŝe na jednej z tych kopert widnieje pańskie imię.zawierała kartkę z nazwiskiem i adresem jakiegoś męŜczyzny. Pańskie Ŝycie prywatne naleŜy do pana i policja nie interesuje się nim. Widniała na nim kobieta. Samuel Nutkin patrzył na sierŜanta ze zdumieniem. Chciałem pana jeszcze poprosić. przecieŜ pan mówił. panie sierŜancie. Czy pan mnie słucha? Samuel Nutkin siedział z pochyloną głową i wpatrywał się w dywan. jest nielegalne. czy teŜ Strona 67 . Nie będę robił Ŝadnych notatek i zachowam wszystko w dyskrecji. którą znał jako Sally. w jaki sposób pan tę kobietę poznał. nazwisko i adres. Czy mogę mówić dalej? Dziękuję. Samuel Nutkin zbladł i nerwowo zagryzł wargi. w którym policja dokonała rewizji. Opowiedział sierŜantowi. Ŝe po powrocie do domu natychmiast spalił magazyn zawierający ogłoszenie i przysiągł sobie. .txt kopert. nie jest nielegalne.wyszeptał. powiedział nawet o swojej trzydniowej rozterce i walce z pokusą napisania listu. OtóŜ. nie wiedziałem. chowając fotografię do kieszeni.A teraz . Smiley spojrzał na niego surowo i ciągnął dalej: .odezwał się Smiley . to jeszcze straszniejsze.Dziękuję ..Panie Nutkin.. gdyby to wyszło na jaw.powiedział sierŜant.. Ŝe juŜ nigdy w Ŝyciu nie zrobi niczego podobnego.a było ich około trzydziestu .. .KaŜda z tych kopert . Samuel Nutkin jąkając się zrelacjonował sprawę od samego początku. iŜ posiada pan istotne dla śledztwa informacje. Nie był przyzwyczajony do takich rozmów. Jest znana policji jako zawodowa prostytutka. . które moŜna by nazwać bardzo kompromitującymi. Samuel Nutkin patrzył na policjanta z dobrotliwym zainteresowaniem. Co za wstyd. . Ŝeby ich potem moŜna było szantaŜować. Ŝe zdarzyło mu się to po raz pierwszy w Ŝyciu. Skinął potakująco głową. Wyznał.. zanotował numer 112 telefonu i zniszczył list. Przyznał teŜ.fotografie. SierŜant Smiley zatrzepotał powiekami. OtóŜ policja stołeczna jest pewna. w róŜnych sytuacjach z tą kobietą.. .Ma pan rację. .. którzy bywali w mieszkaniu tej kobiety bądź zarekomendowani przez osobistych znajomych.. chyba Ŝe się okaŜe. To. a takŜe o rozmowie telefonicznej i umówieniu się na następny dzień na dwunastą trzydzieści. Wreszcie westchnął głęboko.O mój BoŜe . przedstawiających panów w średnim wieku w towarzystwie kobiety w pozycjach. A odwiedziny u prostytutki nie są przez Ŝadne prawo zabronione.wyszeptał .oświadczył zdecydowanie sierŜant. Ŝe zajmowała ona przez jakiś czas wraz z pewnym osobnikiem mieszkanie. wreszcie o wysłaniu go i podpisaniu nazwiskiem Henry Jones. jak przypadkowo znalazł magazyn. zostawić ją w salonie i zaprowadziła go do sypialni. kilkakrotnie karana. . Ŝeby opowiedział mi pan. Ustaliliśmy. . zapoznał się z jego treścią w toalecie biurowej. . jak kobieta kazała mu zdjąć marynarkę. byli fotografowani i identyfikowani po to. co robię. jak otrzymał odpowiedź.O mój BoŜe. .SzantaŜ . co pan robił. 111 Niestety muszę panu powiedzieć. Czy od tego popołudnia odebrał pan jakiś telefon. Ŝe męŜczyźni. Opowiedział. Opowiedział o tym.Forsyth Opowiadania. Więc robili zdjęcia. a sześć negatywów przedstawia pana.Na wszystkich fotografiach była ta sama kobieta.Nie rozumiem..spytam pana o rzecz bardzo istotną. Ŝe to. niech mnie pan dobrze zrozumie.detektyw wyciągnął z kieszeni fotografię.. Przysięgam panu.Czy pan poznaje tę kobietę? Samuel Nutkin przyjrzał się uwaŜnie zdjęciu. w niektórych wypadkach był równieŜ adres miejsca pracy. bądź zwabieni przez ogłoszenia.Nie dotyczy ono pana . dopóki działa pan w ramach prawa. Poza tym w kaŜdej z kopert znajdowało się około tuzina negatywów. .

.A więc oni kogoś zabili? . . . . .mruczał Nutkin. Ŝe nie będę musiał składać formalnych zeznań? Wiem.Jeszcze chyba do mnie nie doszli. PrzecieŜ zdemaskowaliście tę parę na podstawie czyichś zeznań.Zestawienia bankowe. który nasze laboratorium zidentyfikowało jako pułapkę na myszy. .I na pewno inni detektywi Scotland Yardu rozmawiają w tej chwili z kilkunastoma dŜentelmenami figurującymi na zdjęciach.Tak. czy ich. proszę pana. . zastrzelono? . .Bardzo mi Ŝal człowieka.wyjąkał.. Nutkin patrzył na policjanta ze zdumieniem. Sprawca po prostu dostarczył im do mieszkania paczkę.Kiedy poinformuję Scotland Yard..Nikt spośród osób znajdujących się na liście nie będzie musiał zeznawać. . szantaŜowani musieli zwrócić się do banku albo sprzedać coś wartościowego. . Zdjęcia są w ręku policji. wieko odskoczyło na skutek działania mechanizmu.Podziwiam człowieka.zostaną spalone.txt moŜe telefonowano w pańskiej nieobecności z pogróŜkami i Ŝądaniem pieniędzy za te fotografie? Samuel Nutkin potrząsnął przecząco głową. Kiedy zbrodnicza para otworzyła zamek.Forsyth Opowiadania.Czysta robota mnie dobrali. Mogli szantaŜować setki ludzi. Ŝe są one teoretycznie poufne.Nie rozumiem.Nie jestem pewien.. zanim się do mnie zabrali. Niszczyli wszystkie dowody z wyjątkiem materiałów fotograficznych. proszę pana . Zdemaskowaliście ich. co teraz będzie z tymi okropnymi fotografiami? .Kto? .Morderstwo.. Śledztwo. Wtedy ładunek umieszczony w kasecie wybuchł i rozszarpał oboje na kawałki.. Śledztwo w takich sprawach jest trudne. do kogo szantaŜyści zwracali się o pieniądze. . które dotyczą pana osoby.Nie.Ale w jaki sposób dojdziecie prawdy? PrzecieŜ niektórzy z tych panów moŜe nawet juŜ zapłacili haracz. Strona 68 . kiedy znaleźli się juŜ w przedpokoju. czy ta para próbowała szantaŜować innych męŜczyzn? .Oczywiście. Nie wiemy jeszcze.Nie doszli do pana i chyba juŜ nie dojdą. . czy zdobyłbym się na to.. który zwrócił się do policji i zdemaskował tych łajdaków . .O! JakŜe się cieszę! Ale proszę mi powiedzieć.SzantaŜyści. rozumiem . gdyby się do 113 8 . .Nie.Ale. To ich ktoś zabił. nie są istotne dla śledztwa . Prowadzili wszystkie rozmowy z automatów telefonicznych..odparł sierŜant Smiley wstając. SierŜant Smiley spojrzał z uśmiechem na urzędnika biura ubezpieczeń. Aby zgromadzić większą kwotę. Nutkin spojrzał na niego z nadzieją w oczach. Z ich zeznań dowiemy się. W paczce była kasetka na pieniądze z kluczykiem przywiązanym taśmą do wieka. Ŝe te. Tu chodzi o morderstwo. nie będzie pan świadkiem w tej sprawie..powiedział sierŜant juŜ w drzwiach . Na pewno aresztujecie kogoś. Bardzo trudno będzie znaleźć jakikolwiek ślad. które zstąpiło z Olimpu i stanęło przed nim.Na pewno . sierŜancie. . ale ze wstydu nie przyznają się do tego nawet policji. który zdemaskował tę bandę i będzie musiał stanąć przed sądem. . . . Musiał więc znać ich kryjówkę. PrzecieŜ prowadzicie śledztwo. panie Nutkin.Nie .. Zawsze pozostaje jakiś ślad. .Panie Nutkin . aŜ wreszcie komuś udało się dotrzeć do ich kryjówki.powiedział. .powiedział Nutkin. Większość ludzi ma rachunek w banku.my nie prowadzimy śledztwa w sprawie szantaŜu. Pan Nutkin patrzył na sierŜanta jak na bóstwo greckie. Mam nadzieję. ale ludzie zawsze się jakoś o wszystkim dowiadują. Smiley uśmiechnął się po raz pierwszy.oni nikogo nie zabili. . .Nie. kto. Proszę mi powiedzieć.

Szkotów i Francuzów. korzystając z pobytu w City. ale wszystko. nie jest to takie trudne.rzucił kierowcy i wysiadł. jakiego kiedykolwiek wydało hrabs116 two Athlone. przedstawiająca dwóch młodych ludzi w mundurach Królewskich Saperów z oznakami jednostki rozminowywania. Walijczyków. Zresztą moŜna sobie przeczytać instrukcje w róŜnych ksiąŜkach. miał na nosie okulary. Podpis pod zdjęciem głosił: Od wdzięcznych mieszkańców wsi Steeple Norton Czarodziejom Rozbrajaczom: majorowi Mikę'owi Halloranowi i kapralowi Samowi Nutkinowi. Tego wieczoru fotografia powróciła na honorowe miejsce obok kominka. Prosił wtedy o zrobienie nowej ramy i zatrzymanie zdjęcia do czasu. zwanej Wielki Fryc. aŜ się zjawi. Przed nimi na kocu leŜało kilkadziesiąt części skomplikowanego mechanizmu bomby.Byle szesnastolatek! . którą oddał tam przed dwoma tygodniami do oprawy. pomyślał. . Skinął inspektorowi głową i wyłączył silnik. ścierając z niej uporczywą mŜawkę. niski i tęgi.wyszeptał. Przed trzydziestu laty uchodził za najlepszego napastnika rugby. (Fragment oficjalnej formuły wygłaszanej przez brytyjską i irlandzką policję do osób podejrzanych. Dzisiaj byle szesnastolatek. Jego kierowca nie wyłączył silnika. u Boga Ojca. Strona 69 . to średnia przyjemność. Pełno tu Arabów. Zaczynał swoją karierę patrolując wybrukowane kocimi łbami zaułki dzielnicy Liberties. do tego na deszczu. Kiedy Hanley wstąpił w szeregi policji. moŜe skonstruować ładunek wybuchowy. . Lipiec 1943. Spacerowanie po tej nędznej ulicy. Ŝe będę pana jeszcze musiał trudzić. Ŝeby go przepuścić.Forsyth Opowiadania. Na widok Hanleya zasalutował i odsunął się. Wielki Bili Hanley był policjantem od dwudziestu siedmiu lat.To nie do wiary . Irlandczyków i róŜnych innych cudzoziemców. DOWÓD RZECZOWY Nie jest pan zobowiązany do mówienia. co pan powie. Nie myślę. Ponad metr osiemdziesiąt dwa wysokości. i niezdecydowanym urzędnikom. Szef lokalnego komisariatu policji zatrzasnął za sobą drzwiczki. zawierającego sześć zabezpieczeń przed rozbrojeniem. by potem wspinać się powoli po wszystkich szczeblach policyjnej słuŜby i wreszcie dotrzeć do obecnego stanowiska. zdobywając co roku Potrójny Puchar i bijąc na głowę Anglików. Dobranoc. To nie to. Wycieraczki chodziły rytmicznie po powierzchni przedniej szyby. owinął się mocniej ciemnogranatowym płaszczem i ruszył zdecydowanym krokiem w kierunku przerwy w kordonie.Ale gdzie.txt . Główny inspektor Wiliam J. masywny jak cięŜarówka. Hanley przyglądał się z tylnego siedzenia grupom ludzi. miał pociągłą twarz i nosił na naramiennikach oznaki majora. zgromadzonych poza policyjnym kordonem. zostanie zapisane i moŜe być uŜyte jako dowód. Wchodził w skład najlepszej druŜyny w historii Irlandii i był dumny ze swojej zielonej koszulki.W dzisiejszych czasach. jeŜeli tylko zdobędzie odpowiednie materiały. Była to stara fotografia. Nutkin wstąpił do ramiarza i odebrał fotografię. szacowny obywatel angielski mógł zdobyć bombę? Smiley potrząsnął głową. kręcącym się w jego obrębie. Drugi. Następnego dnia. . proszę pana. . Siedzieli okrakiem na olbrzymiej pięciotonowej bombie niemieckiej.roześmiał się. co za moich czasów. przy której przemoczony policjant kontrolował papiery osób wchodzących i wychodzących z zamkniętego terenu.Proszę zaczekać . . Przez trzy kolejne sezony Karl Mullen prowadził ją od zwycięstwa do zwycięstwa. Wnętrze samochodu było wygodne i ciepłe. Jeden z młodzieńców był szczupły.) Wielki samochód policyjny zjechał na brzeg jezdni i zatrzymał się w odległości około piętnastu metrów przed kordonem zamykającym ulicę. Miał bardzo odpowiedni wygląd. panie Nutkin. Kierowca ucieszył się. uczący się 114 chemii. Samuel Nutkin popatrzył z dumą na zdjęcie.

zupełnie jak pieniek pojedynczego zęba. których bezduszne bryły widoczne były przez mŜawkę w odległości około kilometra. na których wkrótce miały przystąpić do pracy koparki. Od strony chodnika ciągnął się niski ceglany mur. składających się z jednego pokoju na parterze i jednego na piętrze. W samym środku przyszłego parkingu. Teren był płaski jak patelnia. Drzwi na prawo prowadziły do pokoju o jednym wybitym teraz i zaklejonym tekturą oknie. była to doskonała rozrywka. Na przestrzeni kilkudziesięciu metrów w jedną i drugą stronę nie stał juŜ Ŝaden budynek. zalewające samotny zamek z piasku. Miejsce. ogradzających środek obszaru. Po jednej stronie ulicy ciągnęły się kupy gruzu. Bili Hanley wysunął się naprzód. zalano asfaltem. Teren ten znajdował się w samym sercu obszaru podlegającego komisariatowi Billa Hanleya. gdzie niegdyś stały otaczające go 117 domy. Tego poranka musiał wypełnić jedno z nich: była to eksmisja. Po prostu kilka metrów gruntu. toteŜ jego ściany podparte były grubymi belkami. ani z przywilejami królewskiej angielskiej rodziny Gloucesterów. Jeszcze wąskie przejście do małej brudnej kuchni i drzwi wychodzące na podwórko i stojący tam wychodek.Forsyth Opowiadania. widział naleŜące do domku podwórko. Składała się głównie z ruder połoŜonych tuŜ za dokami północnego brzegu rzeki Liffey. by przygotować teren i fundamenty pod nowe centrum handlowe. własny domek w innym miejscu. skąd wzięła się taka osobliwa nazwa. Zaproponowano mu zastępcze mieszkanie w nowym. Ŝeby obejrzeć sobie eksmisję ostatniego z ich dawnych sąsiadów. Dokoła wszystkie inne domy zostały juŜ rozebrane. Nie bardzo teŜ było na co patrzeć. powiedzieli Hanleyowi. Ludzie.i to pomimo kiepskiej płacy i długich godzin. okalający coś w rodzaju ogródka. Wszyscy wpatrywali się w ruderę. frontem do Mayo Road. nie bardzo wiedzieli. ani z kosztownym blaskiem diamentów. Przed frontowym. Przeznaczono go dla samochodów przyszłych pracowników projektowanego w pobliŜu biurowca i zajmował przestrzeń niecałego hektara. które nie sprawiają przyjemności. Lubił swoją pracę. wejściem do samotnego domku stała największa grupa urzędników. bliźniaczych domków. Te kury stanowiły cały dobytek staruszka. porośniętego plątaniną chwastów. Nikt nie wiedział. Widowisko rozgrywając się za podwójnym rzędem barier. jasnym i czystym domu albo mały. którzy tam zajrzeli. kiedy juŜ nadeszła chwila akcji. było równie ponure. na gładkim. Ale ośrodkiem zainteresowania była druga strona ulicy. czarnym asfalcie nowego parkingu błyszczała woda. Większa część jej terenu była juŜ zrównana z ziemią. sterczał mały domek. jak panująca tego ranka listopadowa pogoda. tej samej szerokości co dom i długie na jakieś osiem metrów. dawała mu zadowolenie . Ale cóŜ to był za ogródek. Odgradzał je dwumetrowy drewniany płot. Ŝe za tymi drzwiami znajduje się przedpokój o powierzchni metra kwadratowego. będącego niegdyś ulicą o nazwie Mayo Road. co robić. trzymanych w klatce przy tylnej części płotu. Dla mieszkańców nowych bloków. Drzwi frontowe były zniszczone i poznaczone bliznami po rzucanych w nie kamieniach. Strona 70 . Ale w kaŜdym zawodzie istnieją zadania. przeraŜony mieszkaniec stanowili cel porannej policyjnej akcji. Hanley wiedział. Znajdowały się na obszarze zwanym Gloucester Diamond. W pokoju na dole znajdował się niewielki kominek. I to właśnie ten domek i jego stary. ogrodzoną z trzech stron wysoką siatką. Ŝe było całe pokryte łajnem czterech pstrokatych kur. którzy przyszli. on więc był odpowiedzialny za wykonanie zadania. Hanley. Rada Miejska zrobiła juŜ wszystko co w jej mocy dla starego samotnika. stojąc z boku. a mieszkańcy przeniesieni do mieszkań w blokach. który tworzył teraz niby-morze. potem wąskie schody prowadzące na piętro. JuŜ od dwóch lat Rada Miejska Dublinu dokonywała rozbiórki szeregu małych. jak gdyby teraz.txt osiągnięcia sportowe niewątpliwie pomogły mu w karierze. Dzielnica ta nie miała nic wspólnego ani z bogactwem.

odparł Hanley. Hanley skinął głową na szefa urzędu mieszkaniowego. rozległy się pomruki protestu.Wyciągniecie go siłą? .powiedział. tak Ŝe o mały włos nie zamarzł? Czy współczucie obrzucało go kamieniami i błotem? Ludzie milczeli. tak .To biedny stary człowiek! Inspektor podszedł powoli do bariery.zapytał cicho. panie Larkin? .Będziemy tak łagodni.Ano. lecz on nie chciał się nigdzie ruszyć. Na pewno był dobrze słyszalny wewnątrz domu. Nakaz eksmisji wymieniał godzinę dziewiątą. Inspektor skinął na komorników.powiedział Hanley z powagą. wysuwając głowę przez puste framugi okien. krzepcy męŜczyźni. Urzędnik podszedł pod drzwi domku i mocno w nie zastukał.powiedział. ustawiła się przed frontowym wejściem do domku. Za barierą zapanowało milczenie. Nie było odpowiedzi. patrząc ludziom w oczy.zapytał wesołym głosem. filantropowie i emisariusze miejscowego kościoła.Pójdźcie po rozum do głowy . rozwalano ulicę. a z nim młody. za którą wciąŜ rósł tłum dawnych sąsiadów. Było juŜ dwie minuty po. Obecny był równieŜ Barney Kelleher. . Ŝe młody człowiek poŜałował swojego pytania. Hanley utrzymywał dobre stosunki z miejscową prasą i przyjaźnił się z pewną rezerwą .zawołał. Barney Kelleher rzucił mu jadowite spojrzenie. . .Przykra robota .z jej starszymi współpracownikami. .Damy mu pięć minut? . Reporterek wziął to za oznakę poufałości.odpowiedział Hanley i rozejrzał się. Większość spuściła wzrok. Wtedy cofnął się do gromadki stojących na drodze urzędników. Lokalna prasa bawiła się znakomicie kosztem "Pustelnika z Mayo Road". wielcy. Wreszcie ktoś z tylnych rzędów odwaŜył się odezwać głośniej. Podobnie jak miejscowa dzieciarnia. Było tam jeszcze dwóch przedstawicieli rady miejskiej. Dwaj komornicy. ktoś z wydziału socjalnego.Jest pan tam. przymilali się do niego.powiedział.zapytał. gdyŜ nietrudno było zapamiętać tak krótkie zdanie. . czyli zbrojne ramię miasta. Urzędnik odchrząknął i głośno odczytał nakaz eksmisji.Okazujecie mu współczucie? . jak tylko potrafimy .zawołał.Forsyth Opowiadania. . . . dwaj policjanci Hanleya.Zaczynajcie . Ten skinął głową. Odpowiedziało mu milczenie. Barney mrugnął do inspektora. Dokoła jego domku. Wszyscy zamilkli. Nadal nie było odpowiedzi. a stary człowiek przeklinał je. przed nim i za nim. wyglądali na zaŜenowanych. i oto w ów deszczowy listopadowy poranek 118 policja. Prace postępowały naprzód. Urzędnik spojrzał na Hanleya.txt Odwiedzili go opiekunowie społeczni. Strona 71 . Ŝeby wykazać się aktywnością. Ale stary człowiek trwał przy swoim. Obie strony reprezentowały swoje interesy i nie miały powodu do prowadzenia podjazdowej wojny. Rada Miejska wydała wreszcie nakaz eksmisji oraz zgodę na usunięcie lokatora siłą. . Hanley równieŜ popatrzył na smarkatego dziennikarzynę i patrzył na niego tak długo i uparcie. Tłumaczyli mu.Zawsze tak jest. Nie śpiesząc się przeszedł 119 wzdłuŜ niej.Czy to współczucie wybiło mu zimą wszystkie szyby.Dajcie mu spokój .Róbcie swoje . lekarz i grupka pomniejszych urzędników. Dzieciaki wybijały szyby. Nie cierpię eksmisji. dawali mu coraz to nowe terminy. . . która obrzucała dom kamieniami i błotem. . Hanley odpowiedział mu skinieniem głowy. . plac na parking został wyrównany. . fotograf lokalnej gazety. Młody reporter zaczął szybko robić notatki.Dobrze . co i jak. . wyasfaltowany i ogrodzony z trzech stron. Szef urzędu mieszkaniowego przywitał się z Hanleyem. Zza ochronnej bariery. Ale on twardo odmawiał. początkujący reporterek. Głównie po to.dodał Hanley i wrócił do grupy stojących przed drzwiami domku urzędników.

lecz nie odezwał się.Forsyth Opowiadania.Panie Larkin! Od tyłu domu dochodził trzask pękających desek. Hanley usiadł obok niego. ale teŜ nie protestował.Wrócę po resztę. wątłego człowieka.Zostań tutaj i uwaŜaj na niego . . która dostrzegła lisa uciekającego przed myśliwymi. której uŜywał. Brzmiały jak okrzyki nagonki. cerę niezdrową. Hanley ruchem głowy wskazał mu okno sypialni. Następnie wyciągnął.Kilometr stąd. Z łatwością rozerwał siatkę i wszedł na podwórko. Ciepłe zimą i z dobrym jedzeniem. Urzędnik pokiwał smutno głową i podwaŜając drugą stronę drzwi. wyłamał oba zawiasy. Opiekun społeczny przybiegł z suchym kocem. .Wiedział pan. cienką marynarkę i rozpiętą koszulę. cztery głosy. ale przede wszystkim bardzo przestraszonego.nakazał mu inspektor. Sam pan zobaczy. wszedł do środka i zawołał: . obydwaj męŜczyźni owinęli go kocem. Jedźmy tam! Kiedy samochód przejeŜdŜał przez przerwę w barierze i mijał milczący tłum. . .rozległy się trzy. co dalej robić. sztuka po sztuce. JuŜ po chwili komornicy zaczęli schodzić na dół.Jest tam! . Właściciel kawiarni wytarł ręce w ścierkę i spojrzał pytającym wzrokiem na Hanley a. stojący przy wejściu od frontu. Stary wciąŜ milczał.nakazał komornikowi.Wiedział pan przecieŜ. Podczas gdy komornicy przeszukiwali parter. Stary człowiek obrócił z wolna głowę w jego stronę.ciągnął Hanley. Człowiek stojący od strony frontu podwaŜył drzwi łomem. W oknie sypialni na piętrze ukazała się blada twarz. Jego kolega. na oparcie przedniego siedzenia. Stary człowiek robił wraŜenie niedoŜywionego i nieco nieprzytomnego. kiełbasa i frytki . teŜ zaczął walić w drzwi. Nie podziękował. krzesła i stoły zawalające przedpokój. znacznie łagodniejszym. Hanley wskazał wolny stolik w kącie.Ruszajmy! . .txt Obydwaj męŜczyźni mieli w rękach łomy.powiedział Hanley. Powziął juŜ decyzję. Stary człowiek miał na sobie brudne spodnie. Jeden z komorników wysadził głowę przez ramę wejściowych drzwi. kiedy miał na to ochotę i kiedy trzeba było napędzić strachu łobuzom z doków. Rada Miejska moŜe tego biedaka zabrać później do domu starców. niŜ wskazywałaby na to jego grubo ciosana twarz i dwukrotnie złamany nos. Twarz miał pomarszczoną. Ludzie zauwaŜyli ją. .Dla tego staruszka. . Ze środka nadal nikt się nie odzywał. Ŝe trzeba się będzie przeprowadzić . A na początek herbata. To drugi urzędnik włamywał się do kuchni. Jeden z nich przeszedł pod boczną ścianę. Obydwaj urzędnicy wdrapali się na górę po wąskich schodach. Milcząc patrzył przed siebie. Bili Hanley był człowiekiem łagodnym.To musiało się wcześniej czy później stać . Były zastawione meblami. ale tylko na kilka centymetrów. Strona 72 . Inspektor spojrzał na wiszącą na ścianie za barem kartę. Otworzyły się natychmiast. tłum zachowywał ciszę. . .Wprowadź go do środka. pomiędzy druciane ogrodzenie i róg ceglanego muru.Załatwiono panu bardzo dobre miejsce.zawołał do kierowcy. Podszedł do kuchennych drzwi i zastukał w nie łomem. ale przede wszystkim trzeba dać mu teraz porządne śniadanie i kubek gorącej herbaty. Pomimo swojego wzrostu i siły. Hanley odwrócił się ku swojemu samochodowi i skinieniem ręki przywołał kierowcę.PołoŜył na ladzie dwa funty.powiedział Hanley łagodnym tonem. . W kawiarni było ciepło i duszno. na drugiej przecznicy w lewo. nie wiedząc. Wyszedł na deszcz i przystanął. Samochód podjechał przed kawiarnię. 120 . . Kiedy starzec znalazł się w ciepłym wnętrzu samochodu. . jest kawiarenka. smaŜone pomidory.Posadźcie go z tyłu . Hanley przyjrzał się swojemu osobliwemu gościowi. . Obeszło się bez przemocy. i unikał oczu Hanley a. Jeden z nich niósł starego. Twarz zniknęła z okna. Policyjny kierowca zaprowadził tam starego człowieka i posadził go na stojącym tyłem do ściany krześle. Kierowca podszedł do lady.Podwójna porcja jajek na bekonie. Komornik postawił starca na nogi. Inspektor wysiadł i zwrócił się do kierowcy.

.. . wychodek i płot. Ludzie pamiętali.Czy muszę przy nim siedzieć? . W godzinę było po wszystkim.txt Pojadę sam. wynosząc ubogie sprzęty i układając je na ziemi. Ŝe teŜ trzyma kury i moŜe te dołączyć do swojego stadka. niskie "Aaaach". Lekarz zalecił je spalić. . tak! . Urzędnik westchnął.Czy dostanie jakieś odszkodowanie? .powtórzył Hanley. pękł w połowie wysokości. . Ŝe to jego szczęśliwy dzień.mówiąc szczerze . zrazu łagodnie.zapytał.spytał..odpowiedział urzędnik raźnym tonem. . NaroŜnik domu oderwał się od murów. Najpierw ciepły samochód.powiedział. to jutro będzie moŜna zalać asfaltem.Zaczynajcie . kilka zapleśniałych osobistych dokumentów w pudełku od cygar. Dźwig ruszył powoli ku bocznej ścianie domu. . potem ciepła kawiarnia. .Co u licha mam z tym zrobić? . Szef wydziału mieszkaniowego stał pod parasolem i przyglądał się im. Ŝe jego urząd nie jest bezduszny. Kierowca pomyślał sobie. Kula uderzyła w boczną ścianę domu tuŜ przy kominie.Forsyth Opowiadania. Nic tak nie bawi znudzonych gapiów jak burzenie murów.Za dom. Za nimi czekało dziesięć wywrotek. W chwilę później komin. Nie są nic warte. . jakieś wstąŜki orderowe. chociaŜ jego upór . Robotnicy nie tracili czasu. wyszedł i wrócił na Mayo Road. podszedł do niego szef urzędu mieszkaniowego i wskazał ruchem ręki otwarte drzwi furgonetki. Domek został ogołocony. . . Za czwartym uderzeniem kuli dwa górne okna wypadły z framug i runęły na parking. wywalając kilkanaście cegieł i pozostawiając w murze dwie duŜe szczerby. światło i gaz zostały odcięte juŜ kilka miesięcy wcześniej. Co do mebli.kosztował miasto znacznie więcej. Tłum wydał z siebie przeciągłe. zatrzymał się i z cichym sykiem hydraulicznego podnośnika uniósł ramię do góry. Ostatni przyjaciele pustelnika z Mayo Road.MoŜna zaczynać? .UwaŜaj na niego .O. za meble.powiedział. jego górna część przebiła dach Strona 73 . Nigdy nie miał kanalizacji. zatoczył prawie koło i spadł na podwórko. Później ów robotnik miał je zabrać do domu. . Czas na filiŜankę herbaty i papierosa. zniszczone albo uszkodzone w czasie rozbiórki. Poza tym otrzyma zasiłek na przeprowadzkę. Kiedy Hanley wysiadł z samochodu. Znaleziono karton. urządzenia oraz wszelkie osobiste przedmioty zaginione. Na parkingu stały dwa spychacze na gumowych kołach. solidna ceglana kolumna. Świetny podpis. . Pragnął udowodnić. toteŜ dom był wilgotny i brudny. trzymając w kaŜdej ręce dwie kury. WciąŜ lało jak 121 z cebra.spytał.Szef kazał wykończyć parking wraz z ogrodzeniem. czekając na rozpoczęcie robót. co moŜe mieć jakąś wartość pamiątkową . jak burzono ich własne domy. pomyślał. To będzie dobre zdjęcie. z którego 122 ramienia zwisała półtonowa Ŝelazna kula. nie zwracając się do nikogo w szczególności. .Stare fotografie.ZłoŜyłem tam wszystko. W tej samej chwili jeden z robotników wyłonił się z podwórka. Barney Kelleher zrobił fotografię.wskazał na kupę gratów leŜących na deszczu to są strasznie zarobaczone. Kula rozkołysała się. potem większym łukiem. monety.. Wchodzili i wychodzili z domu starego. Ŝeby zabrać gruzy.. Brygadzista obrócił się i machnął ręką w stronę dźwigu.Trochę śmierdzi. niŜ to wszystko razem warte. . ale ten widok był zawsze ciekawy. Jeden z robotników powiedział. wrzucono do środka mokre kury i włoŜono go do furgonetki. Tęgi brygadzista w połyskującym Ŝółtym płaszczu przeciwdeszczowym podszedł do miejskiego urzędnika. który był jego prywatną własnością. . Woda. I to według starannej wyceny.zapytał.odrzekł Hanley.. JeŜeli go dzisiaj zabetonujemy. Dół kloaczny miał zostać zasypany i zalany cementem. Tłum patrzył na to zafascynowany.W porządku . Za chwilę miały zacząć rozwalać dom.

odparł inspektor. U jego podstawy widać było kominek.. Barney Kelleher wszedł do kawiarni razem z młodym reporterem. . z których wystawała skurczona i zasuszona. zgasił papierosa i ześliznął się z barowego stołka.zapytał Hanleya. jakby jutro miał być dzień sądu ostatecznego. co wyglądało na pończochę. Strzęp czegoś. Kiedy wyszedł na mokrą od deszczu ulicę. Ŝe przyprowadzi mu starego za pół godziny. Hanley przywołał ręką kierowcę. sir. Tłum był szczęśliwy. Ŝe teŜ go nie widzi. Westchnął i usiadł na stołku barowym. . ale wciąŜ rozpoznawalna ludzka noga.Kto to znalazł? . Wyskoczył z niego jeden z młodych policjantów. więc zawahał się i przystanął. U jego podstawy po wewnętrznej stronie domu leŜała sterta cegieł. Hanley przyglądał się starcowi. Hanley zsunął się ze stołka. coś znaleźli. . W tamtych czasach zbudowanie dzielnicy slumsów trwało pięćdziesiąt lat. sir.Wracam tam . byli źle płatni. Wśród nich znajdował się pozostawiony na miejscu policjant. zobaczył tę nogę i zawołał mnie. Zobaczywszy Hanleya. W jej wnętrzu było jeszcze cieplej i wilgotniej niŜ przedtem.Tommy rozbijał kilofem komin.Czy on juŜ skończył jeść? .Nie śpieszy mu się. Stary dom sypał się. Siedzący w kącie stary człowiek wydawał się bardzo zajęty. .mruknął Hanley. ale patrzył jak urzeczony na trzy umundurowane postacie. a w drugim dwie kromki chleba z kiełbasą. Koniec epoki. Ŝe to nieprawda.Kubek herbaty .Owszem. .Chleb policzę osobno .zapytał Hanley. stojące na chodniku.zwrócił się właściciel kawiarni do Hanleya.. Pod drzwi kawiarni podjechał drugi samochód policyjny. I wszyscy mieli pracę. Teraz robi się to w pięć. . Brygadzista wysunął się naprzód. Inspektor zerknął na zegarek.Postęp . a Barney Kelleher udawał. Ŝeby zrobić sobie miejsce. Pamiętam czasy.Była pod deskami podłogi? Strona 74 . Ludzie potakiwali. którzy brali udział w akcji na Mayo Road. . Kierowca siedział przy barze przed parującą filiŜanką herbaty. I spadający komin. policjant powiedział: .powiedział.Forsyth Opowiadania. Dwumetrowy kikut komina sterczał pośród rumowiska cegieł. Chciał się juŜ uwolnić od tej sprawy. Kelleher wiedział. Odsunął kilka cegieł.rozległ się głos z tłumu. Główny inspektor Hanley wsiadł do samochodu i powrócił do kawiarni. przeszedł przez góry cegieł i zbliŜył się do kręgu ludzi wpatrzonych w niezbyt głęboki dół. .powiedział. . .UwaŜaj na tego starego. Siedzący w kącie starzec przestał jeść. Zajrzał do kawiarni.Zakopał skarb i dlatego nie chciał się ruszyć. Owszem. Hanley wszedł w tłum gapiów i spojrzał na miejsce przyciągające wszystkie spojrzenia.Funduje mu pan śniadanie? . . . Najlepsze będą te z kurami.Powinien pan tam wrócić. TuŜ przy nim stał jeszcze metrowy kawałek zewnętrznego muru. Młody reporter nie zauwaŜył go. Na miejscu rozbiórki praca została wstrzymana. Minęła właśnie jedenasta. kiedy mieszkało tu kilka tysięcy ludzi. 123 . ale pracowali. Umówił się z urzędnikiem z opieki społecznej.zapytał Hanley kierowcę.To skarb starego .Wtroił juŜ trzy porcje. Oni. I jak wynoszą go w kocu. . trzymał się kości goleniowej tuŜ pod kolanem. Robotnicy w Ŝółtych ceratowych płaszczach i kaskach nasuniętych na czoła otaczali kołem gruzy domu. Potem będzie mógł wrócić do biura i zająć się papierkami. który włoŜył duŜy kawał sadzonych jaj między dwie kromki białego chleba i zaczął Ŝuć. Hanley wysiadł z samochodu. WciąŜ trzymał w jednym ręku widelec. który wyszedł na chodnik. .txt i spadła na parter. . Wcina chleb z masłem. .Wystawię na to rachunek . Zobaczył przez szybę szefa w otoczeniu prasy.Zrobił pan zdjęcia? Barney wzruszył ramionami.

Forsyth Opowiadania.txt - Nie. Wszystkie te budynki postawiono na bagnistym terenie, toteŜ miały cementowe podłogi. - No więc gdzie to leŜało? Brygadzista pochylił się i wskazał na gruzy kominka. - Na oko wyglądało, Ŝe kominek jest w jednej płaszczyźnie ze ścianą. W rzeczywistości było inaczej. Kiedyś wystawał na pokój. Ktoś 124 postawił ścianę z cegieł łączącą przód kominka z boczną ścianą pokoju. W ten sposób powstało coś w rodzaju skrytki głębokiej na trzydzieści centymetrów. Dla zachowania symetrii zbudowano taką samą ścianę po drugiej stronie kominka. Ale za nią nic nie było. Zwłoki znajdowały się za pierwszą ścianą. Dla ostatecznego zatarcia śladów wyłoŜono cały pokój nową tapetą. Niech pan zobaczy: taka sama tapeta nad kominkiem i na fałszywym murze. Hanley podąŜył wzrokiem za palcem brygadzisty. Strzępy tej samej spleśniałej tapety widoczne były nad kominkiem i na otaczających go cegłach, a takŜe na tej części muru, za którą leŜały zwłoki. Była to staromodna tapeta, zadrukowana girlandami róŜ. Na odsłoniętej, oryginalnej ścianie domu, obok kominka, widniały ślady jeszcze starszej pasiastej tapety. Inspektor wyprostował się. - No dobra - powiedział - koniec roboty na dzisiaj. Niech pan zwoła swoich ludzi i zwolni ich do domu. Teraz my przejmujemy teren. Ludzie w kaskach zaczęli się zbierać do odejścia. Hanley zwrócił się do dwóch policjantów. - Pilnujcie barier. Ten obszar musi pozostać odgrodzony. Przyślę tu więcej ludzi i nowe bariery. Nie chcę, Ŝeby ktokolwiek mógł się tu dostać. Zaraz sprowadzę specjalistów od kryminalistyki. Nie dotykajcie niczego bez ich zgody. Policjanci zasalutowali. Hanley znowu wsiadł do samochodu i połączył się telefonicznie z główną kwaterą policji. Potem zadzwonił do sekcji technicznej Biura Śledczego, mieszczącej się w ponurych barakach za stacją kolejową Heuston. Miał szczęście. Odpowiedział mu starszy detektyw O'Keefe, którego znał od wielu lat. Zrelacjonował mu, co zostało znalezione i czego mu było trzeba. - Wyślę tam zaraz moich ludzi - zaskrzeczał w słuchawce głos O'Keefego. - Czy chcesz równieŜ ekspertów z wydziału morderstw? Hanley skrzywił się. - Nie, dziękuję. Myślę, Ŝe damy sobie radę na szczeblu naszego wydziału. - A więc podejrzewasz kogoś? - O, tak. Jest taki jeden - odpowiedział Hanley. Pojechał znowu do kawiarni, mijając po drodze Barneya Kellehera, który bezskutecznie usiłował przedrzeć się z powrotem przez tłum napierający na barierę. Tym razem policjant nie był mu tak przychylny jak poprzednio. W kawiarni kierowca Hanleya wciąŜ siedział przy kontuarze, a starzec przy stoliku pod ścianą. Skończył jeść i juŜ tylko popijał herbatę. Spojrzał na rosłą postać Hanleya. Ten zbliŜył się do niego. 125 - Znaleźliśmy ją. - Hanley pochylił się nad starym i mówił tak cicho, Ŝe nikt inny nie mógł go usłyszeć. - Lepiej pójdziemy, co, panie Larkin? Do komisariatu. Mamy sobie coś do opowiedzenia, nieprawdaŜ? Stary człowiek patrzył na niego w milczeniu. Inspektor nagle zdał sobie sprawę, Ŝe tamten jeszcze ani razu nie przemówił. Teraz jego oczy jak gdyby się oŜywiły. Co to było? Strach? Ulga? Przypuszczalnie strach. Najprawdopodobniej bał się od wielu lat. Nie bronił się. Wstał i poszedł do policyjnego samochodu podtrzymywany silną ręką Hanleya. Kierowca siadł za kierownicą. Deszcz ustał, chłodny wiatr pędził papierki po cukierkach nie zadrzewioną ulicą, jakby to były jesienne liście. Samochód ruszył. Stary człowiek siedział zgarbiony, milczący, wpatrzony przed siebie. - Do komisariatu - rozkazał inspektor. Nie ma na świecie kraju, w którym śledztwo w sprawie morStrona 75

Forsyth Opowiadania.txt derstwa byłoby ciągiem genialnych pomysłów, jak to zazwyczaj przedstawia telewizja. W dziewięćdziesięciu procentach wypadków polega na mozolnej rutynie, niezbędnych formalnościach i toczy się według ustalonej procedury. I wymaga mnóstwa administracyjnych czynności. Wielki Bili Hanley kazał umieścić starego w celi znajdującej się obok głównego biura. Ten ani nie protestował, ani nie Ŝądał adwokata. Hanley nie miał na razie zamiaru stawiać go w stan oskarŜenia. Miał prawo trzymać go jako podejrzanego przez dwadzieścia cztery godziny. Przez ten czas zamierzał ustalić więcej faktów. Zasiadł więc przy biurku i zaczął od telefonowania. Dodzwonił się do koronera w momencie, kiedy ten udawał się na obiad, i poinformował go o odkryciu ciała. Następnie zawiadomił miejską kostnicę na Storę Street, tuŜ za zajezdnią autobusową, Ŝe jeszcze tego popołudnia będą musieli wykonać skomplikowaną sekcję zwłok. Potem połączył się z policyjnym patologiem, profesorem Timem McCarthym. Profesor odebrał telefon w hallu swojego klubu i westchnął na myśl o wspaniałym pieczystym z baŜanta, które zauwaŜył w karcie, a którego juŜ dzisiaj na pewno nie zje. Przyrzekł, Ŝe natychmiast przyjedzie do kostnicy. Trzeba było załatwić brezentowe zasłony i posłać ludzi z kilofami i łopatami na Mayo Road. Hanley wezwał do siebie trzech detektywów, którzy jedli obiad w kantynie komisariatu. Sam zadowolił się dwoma sandwiczami i dwiema szklankami mleka. - Wiem, Ŝe jesteście zajęci - powiedział do wezwanych. 126 Wszyscy mamy kupę roboty. Dlatego chcę szybko wyjaśnić tę sprawę. To nie powinno zabrać wiele czasu. Polecił szefowi detektywów szczegółowo zbadać miejsce przestępstwa. Dwaj młodsi sierŜanci otrzymali osobne zadania. Jeden miał zająć się wszystkim, co dotyczyło samego domu. Urzędnik miejski poinformował Hanleya, Ŝe stary człowiek był jego prawowitym właścicielem, ale biuro hipoteczne magistratu powinno mieć dokumenty dotyczące dawnej historii tej nieruchomości i nazwiska jej poprzednich właścicieli. Notariusz z pewnością będzie znał wszystkie szczegóły. Drugi sierŜant otrzymał polecenie dotarcia do wszystkich byłych mieszkańców Mayo Road, z których większość przeniosła się do pobliskich bloków. Miał odszukać sąsiadów starego, sklepikarzy, policjantów, którzy patrolowali w ciągu ostatnich piętnastu lat Mayo Road, miejscowego księdza, wszystkich znających tę ulicę, dowiedzieć się tyle, ile tylko będzie moŜliwe, poznać wszystkie plotki. Hanley podkreślił z naciskiem, Ŝe chodzi mu głównie o ludzi, którzy znali panią Larkin, to znaczy nieboszczkę panią Larkin. Wysłał takŜe na Mayo Road mundurowego sierŜanta, z poleceniem zabrania wszystkich osobistych pamiątek z rozebranego domu. Policjant miał takŜe przywieźć wszystkie meble, i to razem z robactwem, i ustawić je na podwórku komisariatu. Było juŜ dobrze po drugiej, kiedy inspektor wstał wreszcie od biurka. Przeciągnął się. Polecił zaprowadzić starego człowieka do pokoju śledczego, dopił mleko i odczekał jeszcze pięć minut. Kiedy wszedł, stary człowiek siedział przy stole ze złoŜonymi rękoma i patrzył tępo w ścianę. Drzwi pilnował policjant. - Czy on juŜ coś powiedział? - zapytał policjanta szeptem Hanley, - Nie, sir. Ani słowa. ^Inspektor odprawił go ruchem głowy. Kiedy zostali sami, usiadł przy stole naprzeciwko starego, który nazywał się, jak wykazywały miejskie akta, Herbert James Larkin. - No cóŜ, panie Larkin - odezwał się łagodnym tonem. - Nie sądzi pan, Ŝe byłoby najrozsądniej, gdyby mi pan wszystko opowiedział? Hanley wiedział, Ŝe brutalne potraktowanie tego starca minęłoby się z celem. Nie był to pospolity przestępca z kryminalnego podziemia. Strona 76

Forsyth Opowiadania.txt Inspektor miał juŜ kilka razy do czynienia z mordercami Ŝon. Wszyscy oni byli łagodnymi, potulnymi facetami, którzy bardzo szybko i z ulgą 127 zwierzali potworne szczegóły popełnionych przez siebie zbrodni wielkiemu, sympatycznemu człowiekowi siedzącemu po drugiej stronie stołu. Teraz stary człowiek podniósł powoli oczy na Hanleya, wytrzymał jego spojrzenie przez kilka chwil, po czym znowu spojrzał na blat stołu. Inspektor wyjął z kieszeni paczkę papierosów i otworzył ją. - Papierosa? - zapytał. Stary człowiek nawet nie drgnął. Właściwie ja teŜ nie palę - uśmiechnął się Hanley, ale zostawił papierosy i zapałki na stole, jak gdyby dla zachęty. - Niezły pomysł - powiedział po chwili. - Nie ruszać się z domu przez tyle miesięcy. Ale wcześniej czy później miasto musiało z panem wygrać. Wiedział pan o tym, prawda? To musiało być przykre, zdawać sobie sprawę z tego, Ŝe wcześniej czy później przyślą panu komorników. Czekał na jakieś słowo, na cień chęci nawiązania dialogu ze strony starego. Na próŜno. Ale nic to, myślał sobie. Gdy chodziło o skłonienie podejrzanego do zeznań, Hanley miał cierpliwość wołu. Prędzej czy później wszyscy oni śpiewali jak z nut. I odczuwali prawdziwą ulgę. Zrzucali z siebie cięŜar. KsięŜa najlepiej wiedzą, jaką ulgę przynosi spowiedź. - IleŜ to juŜ lat, panie Larkin, co? Ile lat strachu i wyczekiwania? Ile miesięcy minęło od chwili, kiedy pierwszy spychacz wjechał na wasz teren? Ile pan się musiał nacierpieć przez ten czas... Stary człowiek podniósł wzrok na Hanleya i spotkał się z jego wzrokiem. MoŜe szukał czegoś, odrobiny sympatii ze strony drugiego człowieka po tylu latach narzuconej samemu sobie samotności? Inspektor poczuł się bliski celu. Oczy starego człowieka nie wytrzymały jego spojrzenia i skierowały się na ścianę. - JuŜ jest po wszystkim, panie Larkin, juŜ jest po wszystkim. To musiało wyjść na wierzch, wcześniej czy później. Cofnijmy się, przypomnijmy sobie te lata, porozmawiajmy. Powoli, mozolnie zrekonstruujemy wydarzenia i dojdziemy do prawdy. Pan wszystko wie. To była pańska Ŝona. O co poszło? O innego męŜczyznę? A moŜe się pokłóciliście? A moŜe to po prostu wypadek, co? Wpadł pan w panikę, a potem było za późno. Musiał pan przez te wszystkie lata Ŝyć jak pustelnik. Dolna warga starego człowieka poruszyła się. Przesunął po niej językiem. Zaczynam być górą, pomyślał Hanley. Niedługo zacznie gadać. - Te ostatnie lata musiały być bardzo cięŜkie - ciągnął dalej. Był pan samotny, bez dawnych przyjaciół, sam ze swoimi myślami. Świadomy tego, Ŝe ona jest tuŜ obok, zamurowana za kominkiem. W oczach starego pojawił się błysk oŜywienia. Wywołany wspomnieniem? Szokiem? MoŜe właśnie szok wywoła w nim reakcję? 128 Jestem juŜ prawie u celu, pomyślał inspektor, tuŜ-tuŜ. Ale kiedy jego oczy znów napotkały wzrok starca, zobaczył, Ŝe ten powrócił do dawnego otępienia. Hanley próbował swoich sposobów jeszcze przez dobrą godzinę, ale nie udało mu się wydusić ze starego człowieka ani jednego słowa. - JeŜeli tak wolisz, to dobrze - powiedział wstając. - Jak wrócę, to sobie naprawdę pogadamy. Kiedy przyjechał na Mayo Road, zastał tam gorączkową aktywność. Gapiów przybyło, ale juŜ nic nie widzieli. Ruiny domu zostały otoczone z czterech stron płóciennymi zasłonami, które - choć targane wiatrem zakrywały przed niepowołanymi oczami to, co się działo w środku. Na pustyni kwadratowym terenie przylegającym do ulicy dwudziestu rosłych policjantów w grubych butach i roboczych ubraniach kruszyło gruz. KaŜda cegła, kaŜdy kawałek zaprawy czy drzewa pochodzący ze schodów czy poręczy, kaŜda dachówka czy belka sufitowa były pieczołowicie oglądane. Szukano najmniejszych poszlak, a kiedy ich nie znajdowano, wyrzucano odpadki na kupę, która rosła z minuty na minutę. Badano zawartość szaf i wyrywano je ze ścian, aby stwierdzić, czy coś się za nimi nie kryje. Ostukiwano ściany, Ŝeby się przekonać, czy nie ma za nimi schowków, potem rozbijano je cegła po cegle. Strona 77

Brygadzista spojrzał na zegarek.powiedział do Hanleya. przenieśli je na nosze. . Ani kawałka gładkiej płaszczyzny.Muszę zrobić więcej zdjęć. Pojechali przez Storę Street do miejskiej kostnicy.Chciałbym z tym zrobić koniec. .Niewiele pracy zostanie dla moich chłopców.zapytał Hanley.powiedział z silnym dublińskim akcentem. odległego zaledwie o pół metra. O piątej włoŜymy mumię do gliceryny. Trzeba zanurzyć ciało w kąpieli z ciepłej gliceryny. . .Na co najmniej dwanaście godzin. wszedł do wgłębienia i ruchem wzorowej gospodyni zaczął zgarniać miękką szczotką Ŝółtawy pył. . Poczekam. Zachowało się w bardzo dobrym stanie. pozostałość po wysuszonej starej zaprawie. cegieł i strzaskanych belek. co w mojej mocy.No tak. .moŜemy wywieźć większą część tego chłamu.Czysta robota . wciąŜ leŜące na boku ciało. Kiedy zmiótł większą jego część. Ŝe sekcja nie na wiele się panu przyda. Tu pracą kierował profesor McCarthy i przyglądał się dokładnie resztkom muru. sir. Hanley podszedł do eksperta od daktyloskopii.Mumia? .Chyba tak .Znalazł pan coś? • Ekspert wzruszył ramionami. Ŝeby szybciej ogrodzić parking.txt Dwaj ludzie rozbierali szczególnie ostroŜnie ściany przylegające do kominka. Na szyi jest dość wyraźny ślad. tak Ŝe pokrywała je juŜ tylko gruba warstwa pyłu. aŜ chłopcy oczyszczą wszystko i zostanie sama podłoga.To jest mumia .Zrobiliście tu piękną robotę .zaŜartował McCarthy. Dwaj pomocnicy nadzorowani przez patologa unieśli sztywne. . Wtedy zobaczę. Hanley zasugerował. kiedy potrzeba było kilku dni. Organy są prawdopodobnie nienaruszone. Przedsiębiorca pogrzebowy. zaparkował karawan tuŜ za płócienną zasłoną. Czy jutro będzie moŜna skończyć rozbiórkę domu? Szef domaga się.Na jak długo? . chociaŜ zamurowane było prawdopodobnie w pozycji pionowej. . Kiedy uznał. Sądzę. Wśród gruzów przechadzał się brygadzista z przedsiębiorstwa rozbiórkowego. .Forsyth Opowiadania. .Jak po uduszeniu? . Profesor ruszył za nimi. stuknął kilka razy w kość udową i górną część kości ramienia i wyszedł na zewnątrz.powiedział . moŜecie juŜ to wywozić.Same cegły i gruzy. Myśmy z tym skończyli. z twarzą zwróconą w bok. .Niech to diabli! .zaklął inspektor. ale twarde jak drewno. który zawsze pracował dla urzędu miejskiego. Brygadzista uśmiechnął się do Hanleya. Ale chyba dziś juŜ nic tu nie zdziałam. * . Cegły zakrywające zwłoki zostały pieczołowicie usunięte. 130 Strona 78 . . czy jest tam coś dla mnie. Zaszło tu zjawisko mumifikacji. skurczone w pozycji embrionalnej. gdyby mur groził zawaleniem.Pozostała nam jeszcze godzina . Jutro gdzieś o dziewiątej rano zajrzę do kostnicy i zorientuję się w sytuacji. leŜało teraz na boku. Hanley wskazał ręką na kupę przejrzanych gruzów. . Ŝe wszystko zostało przygotowane jak naleŜy. MoŜe nawet na dłuŜej. . Nie da się dzisiaj dokonać sekcji.Dochodzi czwarta. Ceglany mur i cementowa podłoga otaczające je z sześciu stron wytworzyły szczelnie zamknięte środowisko. Do tego doszło ciepło kominka.JeŜeli chcecie.Spojrzał na zegarek. 129 9 .Koniec nastąpił juŜ dosyć dawno . . Ŝeby go zatrzymać jako eksperta technicznego na wypadek.spytał Hanley policyjnego fotografa. Ciało.Proszę porozumieć się ze mną jutro o dziewiątej rano.odpowiedział McCarthy. . Ciało zostało całkowicie odwodnione i zasuszone. przyjrzał się dokładnie zwłokom.A pan? . . Zrobię wszystko. Znam wypadki. zakryli wielkim kocem i wsunęli do karawanu.

Inspektor rozpoznał w nim młodsze wydanie człowieka z celi. Nie miała na sobie ślubnego stroju. a przed uzyskaniem renty był sklepikarzem i nocnym dozorcą. Hanley wyjaśnił mu sprawę. Oczywiście. . ale rejestr nieruchomości nigdy nie zaznacza takich wydarzeń. Zbadał starannie kaŜdy dokument. Były teŜ listy sprzed wielu lat i od wielu ludzi. Było juŜ dwadzieścia minut po piątej. co wyglądało na brytyjski mundur.Na razie znaleźliśmy tylko tę jedną kryjówkę. poplamiona i zmięta. . Po powrocie do biura Hanley zabrał się wreszcie do zapoznawania się z materiałami. Zawierało jeszcze trochę listów. którym był Dublin. Znalazł tylko dwie ciekawe rzeczy. według mody lat czterdziestych. Ściemniło się juŜ zupełnie. W tym wypadku nie miało to miejsca. I rzeczywiście mu dopisało. trzy ordery z agrafką oraz ksiąŜeczkę Ŝołdu Ŝołnierza armii brytyjskiej. . wysłanych przez Hanleya po informacje. Rejestr świadectw zgonów w Gustom House. uŜywając do tego szkła powiększającego. jak wynikało z rejestru. niŜ którakolwiek ze stron byłaby gotowa przyznać postronnym osobom. Widać na niej było uśmiechniętego człowieka. Ŝe wstąpi do komisariatu w drodze do domu. Inaczej nie odczytałby wyblakłych liter. podająca imię starego człowieka. Oficjalne pytania muszą przejść drogę słuŜbową. Major Dawkins oświadczył. Na jego ramieniu opierała się pulchna dziewczyna z bukiecikiem kwiatów w ręku. ale jasny kostium o szeroko skrojonych ramionach. Dom przy Mayo Street 38 został zakupiony przez Herberta Jamesa Larkina. Attache wojskowy ambasady brytyjskiej w Sandyford był jeszcze przy swoim biurku. Ich treść nie mogła mieć Ŝadnego związku z tą sprawą. Nie było teŜ Ŝadnej wzmianki o hipotece. Strona 79 . Była tam metryka urodzenia. który miał sprawdzić hipotekę i tytuł własności domku. Niech chłopcy odsłonią cement i zorientują się.Jeszcze jedno . równieŜ nie zawierał informacji o śmierci jakiejś pani Violety Larkin zamieszkałej pod tym lub innym adresem. oczywiście nieoficjalnie. na której nie było Ŝadnych obciąŜeń. Usiadł przed szefem.Zaraz tu przywiozą reflektory. Na swoim biurku znalazł stos drobiazgów i papierów. Ŝe nigdy nie domagał się dodatkowych świadczeń. w Anglii. Ŝe Larkin otrzymywał od dwóch lat rentę państwową. Ŝe z przyjemnością pomoŜe. Ŝe od tej pory Herbert James Larkin był właścicielem domu i Ŝe mieszkał w nim wraz z panią Violetą Larkin. Z akt Departamentu Zdrowia i Ubezpieczeń Społecznych wynikało. ubranego w coś. Jedną była wyblakła fotografia w taniej ramce i bez szkła. Rejestr nieruchomości podawał. Drugim przedmiotem było pudełko od cygar. takŜe nie mających związku ze sprawą. Wszelkie kontakty pomiędzy irlandzką a angielską policją muszą się odbywać kanałami słuŜbowymi. Nie było Ŝadnej wzmianki o śmierci czy wyjeździe tej kobiety.Na formularzach podatkowych za lata od 1954 roku jest poprzedni adres w północnym Londynie. czy był naruszany od czasu. Urodził się w 1911 roku. przejrzany od roku 1954. Detektyw skinął głową na znak zgody. jego wiek i miejsce urodzenia. które komornicy tego ranka wynieśli z domku i wywieźli miejską furgonetką. mimo Ŝe wymagało to dłuŜszego objazdu.powiedział sierŜant. 131 Był to ten. jeŜeli to tylko będzie moŜliwe. chyba Ŝe zostały zasygnalizowane na piśmie przez właściciela. z czego wynikało. Ale przeszukamy wszystko bardzo dokładnie. który kierował całą akcją.Forsyth Opowiadania. Nieoficjalne kontakty są znacznie ściślejsze. Major Dawkins przyrzekł. kiedy go wylano. Larkin zapłacił 400 funtów za nieruchomość. otworzył notatnik i zaczął referować sprawy. kiedy pierwszy z dwóch detektywów. które mogły mu coś powiedzieć o zamkniętym w celi starym człowieku. Ŝe zapłacił gotówką. . Hanley sięgnął po słuchawkę telefonu. których nazwiska nic Hanleyowi nie mówiły. ale liczył na swoje szczęście.txt Przed odejściem Hanley wezwał szefa detektywów. wrócił ze swoim raportem. w 1954 roku.

jaką się zajmę rano . Ŝe zgłosił się brytyjski attache wojskowy.MoŜliwe . kiedy jeszcze był w mundurze.zdziwił się Hanley. Mnóstwo ochotników irlandzkich przyjeŜdŜało do portu i sierŜanci patrolujący przystanie kierowali ich do Burtona. Przerzucił ją szybko.Dwugłowy orzeł. Końcem ołówka wskazał znaczek na wojskowej czapce Larkina. . Pułk samochodów pancernych. Nie ma takiego drugiego. te na stole były miniaturkami do noszenia na mundurach ćwiczebnych. wynotował sobie dane z ksiąŜeczki Ŝołdu i poŜegnał się. To by się zgadzało.ręku i złotym ołówkiem w drugim. ZałoŜył nogę na nogę. połyskujący koniec buta wymierzył prosto w Hanleya i spokojnie wysłuchał wszystkiego. To dziwne. Major Dawkins podał mu szkło powiększające.zasugerował Hanley..MoŜe jego Ŝona była Angielką. Strona 80 .Forsyth Opowiadania.powiedział Hanley i skinął głową na sierŜanta. Wrócił razem z nią do Dublina w 1954 roku. . .To świadczy o tym.zapytał go Hanley. Inspektor za pomocą szkła powiększającego upewnił się. . .MoŜliwe. Major Dawkins okazał się nosicielem najwaŜniejszych informacji. Larkin był widać jednym z nich. Prawdopodobnie u Burtona. SłuŜył do 1946. Znaczek na czapkach gwardii królewskich dragonów. Ŝe z oznaką ósmej armii. <p.Widzi pan.Proszę poprosić go na górę .Gwardia królewskich dragonów . Dawkinsowi zabłysły oczy. Zawiadomiono inspektora. .spytał inspektor. oczywiście .txt Hanley rzucił przez biurko wojskową ksiąŜeczkę wypłat. .zapewnił go Dawkins.MoŜe był po prostu złym Ŝołnierzem . Hanley zjadł kolację w kantynie i wrócił do swojego gabinetu. Ale pozostał szeregowcem. który natychmiast opuścił jego gabinet.Zaciągnął się ochotniczo w 1940 roku. na końcu. .powiedział z absolutnym przekonaniem. I oznaka ósmej armii. .stwierdził major Dawkins rzuciwszy na nie okiem. Podał majorowi wojskową ksiąŜeczkę Ŝołdu.Zaciągnął się ochotniczo w Liverpoolu w 1940 roku. . Wziął udział w akcji w Afryce Północnej w samochodach pancernych. to ten sam wzór. co ten miał mu do powiedzenia. W czasie wojny był ośrodkiem rekrutacyjnym.Burton to sklep z odzieŜą w Liverpoolu. Nie dostał ani jednej belki. . . Ŝe słuŜył w armii brytyjskiej . jakie trafiły się tego dnia inspektorowi. Nie awansował nawet na kaprala. to Medal Zwycięstwa. OŜenił się z nią. . Hanley pokazał Dawkinsowi trzy medale. A ten w środku to Gwiazda Afrykańska. . zdaje się. . .Czy mógłby mi pan dostarczyć jakichś szczegółów dotyczących jego słuŜby wojskowej? 133 .Jest pan pewny? .Jeszcze coś? .stwierdził sierŜant.powiedział Hanley. wskazując na ślubne zdjęcie. Ten trzeci.Dlaczego? . Zaraz. Zadzwonił wewnętrzny telefon. Gwardia królewskich dragonów walczyła przeciwko Rommlowi w Afryce Północnej. Na zdjęciu były to medale galowe. Następnie obszedł biurko i stanął za inspektorem ze szkłem powiększającym w jednym. . został zdemobilizowany w styczniu 1946 roku..Dawkins wskazał ołówkiem na ramię Ŝołnierza ze ślubnego zdjęcia. . Dawkins wskazał trzy medale przypięte do piersi pana młodego. W czasie drugiej wojny światowej w armii brytyjskiej słuŜyło pięćdziesiąt tysięcy Irlandczyków.Nie ma w tym nic dziwnego. Przez chwilę przyglądał się uwaŜnie ślubnej 132 fotografii.To pierwsza rzecz. Ŝe był to rzeczywiście ten sam wzór. Bardzo wyraźny.Pierwszy to Gwiazda z lat 1939-1945.Tak. . ze wzmianką pochwalną.U Burtona? . Miał na sobie eleganckie spodnie w paski.

Ale widywano ją jeszcze na wiosnę i latem tego roku. Ŝe w 1954 roku wdowiec.Pani Moran przypomina sobie. Była Angielką i opowiedziała pani Moran. rozumował Hanley. nawet w soboty. Wreszcie zostawiono go w spokoju. Nie mógł zdradzić tajemnicy spowiedzi. gdzie mieli telewizor. który pracował na Mayo Road do zeszłego roku. w listopadzie. Pani Larkin juŜ wtedy nie było. Ŝe wpadła do domu Larkina. zamordowano Kennedy'ego . a w dzień. bo go nie było. który był jej najbliŜszym sąsiadem. bo chciał spać. mieszkający obecnie w domu dla emerytowanych księŜy w Inchicore. Ten zjawił się dopiero po 10. Kiedy spakowała manatki i poszła sobie. Jednym słowem pani Moran dobrze pamięta. W nocy. W związ134 ku z tym małŜonkowie często się kłócili. Mieszkała tam trzydzieści lat i pamięta. W sierpniu 1963 roku uciekła -jak mówili ludzie . Pani Larkin była Angielką. Pewnego dnia pani Larkin zniknęła. Detektyw otworzył notes na pierwszej kartce i zaczął sprawozdanie: . jak Larkinowie się wprowadzali.Jaką przyczynę zniknięcia podawał jej mąŜ? . Na przykład pani Moran. Ŝe Larkin na to zasłuŜył. Ksiądz Byrne nie miał Ŝadnych innych przypuszczeń.Rozmawiałem z piętnastoma ludźmi z Mayo Road. Drugie dziecko pani Moran urodziło się w styczniu 1963 roku. którzy znali Larkina i jego Ŝonę. przestał dbać o siebie i o dom.z przyjacielem. Larkin drzemał w fotelu. W sobotnie wieczory opiekowała się czasami dziećmi Moranów. równieŜ na rencie. Nikt nie miał co do tego wątpliwości. Kilka razy odwiedził Larkina. Nie zastukała. Z początku fretki w szopie na tyłach domu. Ksiądz proboszcz potwierdził większość wspomnień pani Moran. Chodziła regularnie do spowiedzi. . Ale poleciały i ktoś je wystrzelał. . nikt się specjalnie nie zdziwił.30. Larkin cięŜko pracował. prawdopodobnie trochę za mocno. . umarł. Hanley rozsiadł się wygodnie. po czym ją zdjęto. Zerwał się przeraŜony i szybko wyprowadził panią Moran z domu. najbliŜsza sąsiadka. jak to bywa w małych osiedlach.Po jej odejściu Larkin zamknął się w sobie jeszcze bardziej. Swoją zaginioną Ŝonę nazywał dziwką. W kilka lat później utracił pracę w sklepie i został nocnym stróŜem. ale weszła prosto do bawialni.spytał Hanley. by omówić tę tragedię. po czym kontynuował: . Strona 81 . ale on zawsze odmawiał. ale tryumfujący.Skąd ta pewność? . Po dalszych dwóch tygodniach wprowadzili się Larkinowie. Drzwi miał zawsze zamknięte na cztery spusty.txt Czekał na sprawozdanie drugiego detektywa. Dlatego właśnie pani Larkin mogła pełnić funkcję opiekunki dzieci sąsiadów. jego Ŝona sprawiała wraŜenie znacznie młodszej. Wszystko się zgadza. Larkin miał wówczas około czterdziestu pięciu lat. lubiła flirtować.Twierdził. on dowiedział się o tym i uderzył ją.Wiadomość przyszła z baru na końcu ulicy. Trzej z nich okazali się asami atutowymi. Wracam od niego i dlatego tak się spóźniłem. Sąsiedzi ofiarowali mu się z pomocą. Wkrótce potem wywieszono na domu tabliczkę z napisem "Na sprzedaŜ". posunął się jednak do tego. Wisiała tylko przez dwa tygodnie. . Zaczął wtedy hodować zwierzęta domowe. Nikt go o nic nie podejrzewał. gdzie jej mąŜ był subiektem sklepowym. który mieszkał pod numerem 38.odparł sierŜant. Pani Moran twierdzi. poniewaŜ nie traktował jej wystarczająco dobrze. Wreszcie od dziesięciu lat kury. Coraz rzadziej wychodził.odparł detektyw bez wahania. iŜ właściwie jest tego pewien.Forsyth Opowiadania. Niektóre kobiety uwaŜały. Ŝe oświadczył.Tego roku. Ale uciekły. Pani Moran była tak podniecona. zmęczony. Ŝe poprzednio mieszkali w Londynie. Ŝe było to w 1963 roku. I jeszcze coś: pani Larkin była kapryśna. Chciała go porzucić. ale ten nie był praktykujący i nie Ŝyczył sobie duszpasterskiej pomocy. . nigdy nie chciał wychodzić wieczorami. Po kwadransie wszyscy mieszkańcy Mayo Road znaleźli się na ulicy. oraz ksiądz Byrne. lecz i praktykującą katoliczką. Potem gołębie. Detektyw przerwał na chwilę dla zaczerpnięcia oddechu. Ŝe go porzuciła . Tak przynajmniej mówił. Wychodził z domu po zmroku i wracał o wschodzie słońca. Ŝe pani Larkin znikła pod koniec lata tego roku. Emerytowany listonosz.

. Aresztant nie wydawał się zmęczony.Czy juŜ coś mówił? . .Była niska. ale siedzący w kącie policjant ziewał co chwila. Pani Larkin lubiła sobie wypić szklaneczkę w sobotni wieczór. ksiądz pamięta. Listonosz wspominał. Ŝe spędzi noc w biurze. . który mógłby nam być pomocny. był szef detektywów.Jak wyglądała? . Hanleyem? Wyrzuty sumienia? Kpinę? Nie. Raczej tęga. Hanley skinął głową dyŜurującemu policjantowi i wszyscy trzej poszli na górę. Miała ciemne. Ostatnią osobą. Wtedy wrócimy do ciebie i oskarŜymy cię oficjalnie o morderstwo. Listonosz pamiętał. . . co ona robi. prawda? Sąsiedzi to pamiętają. wijące się włosy i wydatny biust. moŜe one nam coś powiedzą. ale dlatego. Ale ona za kilka godzin przemówi do dyŜurnego patologa. ale po kilku sekundach opuścił wzrok. ileŜ to razy tak się zdarza! Listonosz nie miał wiele do dodania. Hanley niełatwo się unosił.powiedział. ( " Następnie usiadł naprzeciwko więźnia.pytał Hanley samego siebie. a moŜe zaginęła. Stary człowiek nie spał. Siedział na brzegu pryczy i wpatrywał się w przeciwległą ścianę. Ten człowiek nie miał przecieŜ Ŝadnej szansy. Kiedy inspektor uznał się wreszcie za pokonanego. Hanley zatelefonował do Ŝony i powiedział jej. kiedy to się stało. który wracał z miejsca przestępstwa. Główny inspektor poszedł do domu. Larkin był przez wiele lat nocnym stróŜem. Nie znaleźliśmy Ŝadnego śladu. do pokoju śledczego. Szok? Strach przed nim. Lubiła się pośmiać. ale mówić będzie twoja Violet. Ŝe warto było popatrzeć. co jej się przytrafiło. Dochodziła północ. Larkina odprowadzono do celi. w kaŜdym razie o zaokrąglonych kształtach. To kawał czasu jak na współŜycie z taką sprawą. Strona 82 . PołoŜył dłoń na ramieniu młodego policjanta. Przyszedł do pubu i zabrał ją do domu. 135 -Hanley wstał i przeciągnął się. Ŝe pani Larkin była znacznie młodsza od męŜa.Rób. . Powie mu. . jak chcesz . ale wszystko.Piętnaście lat. a pewnego lata popracowała kilka tygodni jako barmanka. Policjant usiadł w kącie z notatnikiem w ręku. popatrzył na Hanleya. nie kpinę. KaŜdy w końcu mówi. Mieszkał niedaleko Mayo Road i odwiedzał lokalny bar. lubiła teŜ sobie czasem poflirtować. nie jest pan zobowiązany do mówienia czegokolwiek.Jeszcze nie. Powie mu. przypomniał sobie Hanley. .Do ostatniej cegły.Więc zostały tylko zwłoki tej biednej kobiety. Wkrótce potem uciekła.powiedział. a moŜe nawet dlaczego. Milczał. przez mleczne szyby okna pokoju śledczego przesiąkało juŜ szare światło. Ale powie.Teren jest oczyszczony . A moŜe Larkin się zdecyduje. Hanley próbował zmiękczyć go niemal do świtu.* Ŝe absolutnie nic nie mówił.zapytał Hanley detektywa. Dlaczego nie chce mi pan wszystkiego opowiedzieć? Stary człowiek podniósł oczy. ale milczenie starca doprowadzało go 136 do irytacji. prawda? Przemawiać po piętnastu latach z grobu za ścianą. zostanie zapisane i moŜe być uŜyte jako dowód przeciwko panu. Dziwne. TuŜ po północy zszedł na dół do cel. a Hanley stanął przed starcem i wyrecytował ostrzeŜenie: . listonosz teŜ. Larkin wściekł się. potarł wielką dłonią szczecinę na podbródku i wrócił do swojego gabinetu.Forsyth Opowiadania. kiedy się dowiedział. Spiszesz to wszystko jutro rano. co pan powie. MąŜ zaprotestował. To było w sierpniu 1963 roku. Nie dlatego. wesoła i pełna Ŝycia. jak pompowała piwo do kufli z takiej staroświeckiej beczki. co i jak. około stu pięćdziesięciu ośmiu centymetrów. Prawdopodobnie był bardziej śpiący w dzień niŜ w nocy. Idź do domu. Ŝe powiedział za mało. która odwiedziła Hanleya tego wieczoru. panie Larkin. Po prostu patrzył na Hanleya z dziwnym wyrazem oczu.Ty moŜesz milczeć. . .txt Mój BoŜe. Inspektor wstał.Jest późno.Herbercie Jamesie Larkinie. Co oznaczało to spojrzenie? .

.powiedział. Wysłany statkiem do 137 pułku do Egiptu w marcu 1941. to mogło tworzyć problemy. była pokojówką hotelową. Panna młoda. Miała wtedy siedemnaście lat. Szeregowiec Herbert James Larkin przyjechał do Liverpoolu na promie z Dublina w październiku 1940 roku i zgłosił się na ochotnika do wojska. ja notuję.Niech pan mówi. odległej o półtora kilometra. Strona 83 . . . W dwadzieścia minut później odezwał się w słuchawce głos profesora McCarthy'ego. Hanley zastanawiał się przez krótki czas. Wzięli go Niemcy w czasie jesiennej ofensywy Rommla. Patolog był człowiekiem słownym i o godzinie 2. który zadzwonił o dwunastej. kiedy słuŜył w wojsku. więc odnotowano to w jego aktach.. Patolog zgodził się przyjechać do biura Hanleya z kostnicy przy Storę Street. Kurs rekrucki w obozie Catterick. . O dziewiątej inspektor zjadł śniadanie i zaczął załatwiać nagromadzony stos papierków. jest to ślad po pończosze.A poza tym dym neutralizuje zapach formaliny. 14 listopada 1945. Nogi wyciągnął przed siebie i z głową przechyloną w tył głośno chrapał.powiedział major. w tym samym roku. Gdy przenieśli się na Mayo Road. Tak. Kiedy umarła w sierpniu 1963 roku.Mianowicie? .Nie ma tego wiele.powiedział Hanley.Kiedy pan będzie gotów z raportem? . Nieoficjalnie powinienem mieć coś po obiedzie. Powinien pan być zadowolony. zaraz po zakończeniu wojny w Europie. dla której nie awansował nawet na kaprala.. Hanley z niecierpliwością czekał na wizytę profesora McCarthy'ego. Repatriowany w maju 1945. a on starzejącym się czterdziestotrzyletnim męŜczyzną.Dziękuję. Pan Larkin został zwolniony z wojska w styczniu 1946 i pozostał w Edmonton pracując jako subiekt sklepowy aŜ do 1954.oświadczył wesoło.Wyprostowałem juŜ kończyny . niedaleko wschodniej granicy III Rzeszy.Dobrze . Wyciągnął z kieszeni fajkę i zaczął ją starannie napełniać tytoniem. w Londynie Północnym. Za godzinę zaczynam kroić. ona była pełną Ŝycia dwudziestosześcioletnią męŜatką.Forsyth Opowiadania. Wstał o ósmej.Dostał się do niewoli. Spokojne przedpołudnie przerwał jedynie telefon od majora Dawkinsa. To był ostatni adres. .30 siedział w fotelu naprzeciwko inspektora. kiedy przyszli na słuŜbę. Wcielony do gwardii królewskich dragonów. .Nie mogę palić w laboratorium .To zaleŜy. zanim odpowiedział na jego prośbę. o godzinie wpół do trzeciej.Czy ma pan coś o jego małŜeństwie? . Dwaj zdziwieni młodzi policyjni praktykanci zaskoczyli go tam o wpół do dziewiątej.powiedział w końcu. była prawdopodobnie wciąŜ jeszcze atrakcyjną i pociągającą kobietą w wieku trzydziestu pięciu lat. ale potwierdza się to.Oczywiście .OŜenił się.Miałem szczęście . . . Załatwił mnie bez czekania. umył się i ogolił. jaki figuruje w wojskowych rejestrach. Hanley gorąco podziękował Dawkinsowi i odwiesił słuchawkę. o czym mówiliśmy wczoraj.tłumaczył się.MoŜecie zalać teren cementem i postawić ogrodzenie. Violet Mary Smith. .. co pan ma na myśli . . Teraz dochodzimy do przyczyny. panie majorze . Tak jak przypuszczałem wczoraj. poszedł do toalety. Teraz suszymy ciało.Skóra wystarczająco zmiękła do skalpela. .txt Hanley przespał trzy godziny w fotelu. . . niemal trzydzieści pięć. Larkin miał trzydzieści cztery lata. Spędził resztę wojny jako robotnik rolny w obozie jeńców na Śląsku. . . Ŝe mam starego przyjaciela w archiwum Ministerstwa Wojny. Wziął ślub w katolickim kościele pod wezwaniem Matki Boskiej w Edmonton. a on zapewne nieciekawym pięćdziesięciodwulatkiem.. Potwierdziła się szrama na szyi.Oficjalny raport dostanie pan za dwa lub trzy dni. O wpół do dziesiątej zadzwonił brygadzista z Mayo Road.odpowiedział głos w słuchawce. Yorkshire. Przynajmniej przyczynę zgonu.Okazało się. i wycofali się na palcach. Wyzwolony przez Rosjan w październiku 1944 roku. kiedy poślubił siedemnastoletnią dziewczynę. .

Nagle wyprostował się gwałtownie. . Przedtem otrzymała uderzenie w głowę. Morderstwo miało przypuszczalnie miejsce w okresie kilku tygodni od dnia datowania dziennika.odparł spokojnie profesor. Da się to zrobić tylko w przybliŜeniu. . Hanley popatrzył na profesora twardym. . W świetle stojącej lampy studiował zamazany druk. zawierającą coś.Larkin musiał złapać jakąś starą gazetę. . Hanley wziął plastykową torebkę i przyłoŜył do niej szkło powiększające. którą wyłoŜona była szuflada albo komoda.odparł McCarthy.Ale ona juŜ była stara.Larkin i jego Ŝona przybyli z Londynu w 1954 roku powiedział powoli Hanley.powiedział profesor. Wiemy.No właśnie.MoŜe ma pan rację . jak pan mówi.Rana na czaszce musiała trochę krwawić. Jest to strzęp dziennika z wyraźnie widoczną datą.txt Popykał sobie przez chwilę z przyjemnością. upartym spojrzeniem.Sądzę . jest stara. o tutaj wskazał na przestrzeń między podbródkiem i grdyką . ZbliŜa się Strona 84 . .Ŝe mówimy o róŜnych sprawach. . ale nie było śmiertelne. .Owszem . . Jest rok 1951. paznokcie i organy wewnętrzne. Prawdopodobnie ogłuszyło ją i ułatwiło uduszenie. o co panu chodziło . Ŝeby to ciało było Ŝywe po 1945 roku. . Pewnie na czas budowania kryjówki w podwójnej ścianie.powiedział. . . Ŝe pani Larkin uciekła od męŜa w sierpniu 1963 roku. Nastąpiła asfiksja połączona z szokiem. . . jak długo Larkinowie mieszkali w tym domu . które leŜą w kostnicy. Obydwie te rzeczy. Ta kobieta została uduszona pończochą.Pan prosił mnie o dokonanie badania patologicznego zmumifikowanych zwłok.Właśnie to miałem na myśli . .Otworzył teczkę i wyjął z niej plastykową torebkę.powiedział z ulgą. Badania wewnętrznych organów nie pozostawiają co do tego Ŝadnych wątpliwości. Finałowy mecz o Potrójną Koronę.Morderstwo.Mam to. . Jest wykluczone. MoŜemy oczywiście przeprowadzić analizę pończoch i farby drukarskiej. kiedy została uŜyta do owinięcia głowy tej kobiety! McCarthy wzruszył ramionami. . . co wskazywałoby na datę morderstwa? 138 . .Bardzo trudno jest określić datę śmierci zmumifikowanych zwłok.zgodził się.Wspaniale .Pan nie powiedział mi.Badanie zwłok wykazało .Ale nie o dwadzieścia lat . . Hanley rozsiadł się wygodniej w fotelu.została złamana w trzech miejscach. bez Ŝadnej wątpliwości. McCarthy nie spuścił wzroku.stwierdził. . które spowodowało pęknięcie skóry na czaszce. Hanley uSpokoił się.To jest rzeczywiście kawałek starej gazety . Dlatego widnieje na niej data z marca 1943 roku. morderca owinął głowę swojej ofiary gazetą.No tak. Ale nie włosy. mogły mieć dwadzieścia lat w chwili zgonu ofiary. Wczoraj podczas rozbiórki domu znaleźliśmy jej zwłoki zamurowane za fałszywą ścianą. . .powiedział. Hanley miał wraŜenie.Ja teŜ .Czy znalazł pan coś.Forsyth Opowiadania.powiedział McCarthy . Kość gnykowa. I dlatego omyłka w określeniu daty śmierci moŜe być duŜa. Ŝe przeŜywa na jawie swój odwieczny nocny koszmar. poŜółkłej gazety.powiedział łagodnie .Ŝe zgon nastąpił gdzieś pomiędzy 1941 a 1943 rokiem.upierał się Hanley. śeby uniknąć zabrudzenia dywanu.Kupili dom pod numerem 38 na Mayo Road po śmierci poprzedniego właściciela.stwierdził spokojnie McCarthy. . . 139 . sięgając po teczkę.powiedział.Violet Mary Larkin zmarła w sierpniu 1963 roku .Ja mówię o zwłokach. zmumifikowanych . co wyglądało na fragment wyblakłej.Mam tu dla pana drobny prezent.

Była chuda i koścista. Ŝeby ją utrzymać. na zwalisku gruzów. Larkin miał w kieszeni adres miejskiego schroniska. Ŝeby to wykończyć i zaasfaltować przed nocą. Wskazał na płaszczyznę o powierzchni około sześćdziesięciu centymetrów na dwa metry.zapytał. chyba przez trzydzieści lat.zapytał go inspektor . a potem on sam. .Czy miała w chwili śmierci około trzydziestu pięciu lat? .Nie pytałem o to. . Nawet w świetle ognia Ŝaden z robotników nie dostrzegł postaci starego człowieka. sir. Ŝe dwoje.Nie wiem.. twierdzi pan. przebija jak taran obronę Anglików. . Odpowiedział młody sierŜant. . W milczeniu ruszył w stronę ubogiej dzielnicy Diamond. McCarthy potrząsnął głową.Gładkie.A to co? .spytał. . płonęły resztki schodów. sir .txt do linii bramkowej.. . .oświadczył profesor wstając . belek stropowych. .Jak się nazywał? Zapanowała cisza.śałuję. Ŝe od 1954 roku najpierw oboje Larkinowie.Szef chce.Innymi słowy. Miała około metra pięćdziesięciu ośmiu centymetrów wzrostu. sądzę. Ŝe tak . Na Mayo Road ustawiono juŜ brakujące części ogrodzenia. . który od Strona 85 . kręcone włosy? . W zapadającym zmierzchu brygadzista i dwaj pomocnicy wygładzali jego powierzchnię.warknął Hanley.Ciemne.W obozie jeńców wojennych na Śląsku. ram okiennych i drzwiowych. JeŜeli przyjmiemy. który przyglądał im się zza siatki ogrodzenia. poręczy. . W dwie godziny później stary człowiek został zwolniony z aresztu.Jak długo tam mieszkał? . Jeszcze kilka pasemek przylega do czaszki. . Spojrzał pod nogi.Ta kobieta była niska.W takim razie . . rudawe. przesiadywali w swojej bawialni przez piętnaście lat w odległości dwóch metrów od zamurowanych zwłok? . . Nawiasem mówiąc. Brygadzista skończył kontrolę powierzchni świeŜo połoŜonego cementu i poszedł na koniec działki.powiedział w pewnej chwili. wygódki i kurnika.PrzecieŜ to stary cement.powiedział robotnik. Oprzytomniał.który był 140 właścicielem i lokatorem domu na Mayo Road do swojej śmierci w 1954 roku? . . a po drugim przeszła zabieg chirurgiczny. Ŝe ta kobieta została zamordowana powiedzmy w 1943 roku. ale kości nie zmieniają długości nawet po kilkudziesięciu latach za ceglanym murem. .To była podłoga kurnika . Po drugiej stronie drogi. Tym razem nie było samochodu policyjnego ani eskorty. której sekcję przeprowadziłem.Kim był człowiek . na którym stał dom z ogródkiem. ale ją gubi. gdyby jacyś dziennikarze kręcili się przed frontowym wejściem.Forsyth Opowiadania.Zmumifikowane ciało nie wydziela Ŝadnego zapachu. pod stare ogrodzenie.odparł młody człowiek. sir.była dobrze po pięćdziesiątce i miała dzieci. połamane deski ogrodzenia. .spytał Hanley.nie on zabił tę kobietę i nie on zamurował ją obok kominka. . Ale o ile sobie przypominam.powiedział McCarthy. sechł świeŜo wylany cement.odparł McCarthy . w jakim je znaleźliśmy.Co jeszcze poza sprawą daty? . gdzie pański Larkin znajdował się w 1943 roku? .Nie . jest tuŜ-tuŜ.Pewnie. W miejscu.Tak musiało być . WytęŜa wszystkie siły. szaf. . miała metr siedemdziesiąt pięć do metra siedemdziesięciu ośmiu centymetrów wzrostu.Nie robiłem notatek. to w 1954 jej zwłoki znajdowały się juŜ od pewnego czasu w stanie. kiedy piłka zaczyna wyślizgiwać mu się z rąk. Ale kto to zrobił? Hanley chwycił słuchawkę i połączył się z pokojem detektywów. otaczając cały parking. Od czasu do czasu brygadzista uderzał w nią stalową podkówką buta. Kobieta.Jest juŜ suchy . Wypuszczono go tylnymi drzwiami na wypadek. .

Chadwick spojrzał w stronę wycieraczki przy drzwiach. Chadwick odłoŜył słuchawkę.Michał. Odwrócił się w stronę spychacza i skinął ręką. dymiącego asfaltu i pchnął rozpaloną masę w kierunku cementowego prostokąta. Chadwick chrząknął. .Znajdziesz tam coś o sobie. podał je Ŝonie i zaczął naciągać spodnie i sweter wprost na pidŜamę. jak kaŜdy człowiek. Kiedy ostatni promień słońca znikł. Parking był wykończony. Nic a nic. Na ulicy było zimno. UwaŜał widać.JeŜeli to się osunie.txt rana pracował przy zakładaniu parkingu. a ja tymczasem przygotuję śniadanie. zdaniem Chadwicka. . Kulturysta! Ziewnął. więc powstrzymał się od zaglądania do gazety i postanowił zaczekać.Nie.O! .Henry Carpenter powiedział mi. . To podniosłoby poziom i powstałby garb w asfalcie. . którego Bili Chadwick znał. a potem stojący za spychaczem mechaniczny walec wykończył robotę. . . Odszedł kilka kroków i wrócił z ostro zakończonym łomem. Brygadzista odchrząknął. Oczywiście. który się dowiaduje. a niebo poczerniało. Podniósł go wysoko nad głowę i walnął w stary cement. Był to Henry Carpenter.zabrzmiała odpowiedź. . lecz ten nie milkł.powiedział wreszcie Carpenter. W naroŜnym sklepiku z prasą pozostały jeszcze dwa egzemplarze Sunday Couriera.Na róg ulicy po inną gazetę . o co chodzi. szef kaŜe nam wszystko robić od początku i jeszcze za to zapłacić .Nie .Właśnie wybieram się do parku pobiegać dla zdrowia. stary.CóŜ. asfalt rozlał się równo i gładko. Nie powiedział nic. Bili Chadwick leŜał jeszcze w łóŜku. Stojący za siatką stary człowiek odwrócił się i odszedł. Ŝe napisano o nim w gazecie. Po drugiej stronie linii głos Carpentera robił wraŜenie zaŜenowanego. 141 . ale poniewaŜ była to niedziela rano. A cóŜ to takiego? Carpenter był coraz bardziej zaŜenowany. Ŝe Chadwick powinien najpierw przeczytać artykuł i dopiero wtedy będzie go mógł z nim przedyskutować.Czy prenumerujesz Sunday Courier? Nastąpiło długie milczenie.odrzekł. mieszkaniec tej samej ulicy.Forsyth Opowiadania.spytał. . Łom odskoczył. Ŝe jest tam coś o mnie. aŜ znajdzie się w domu.Dzień dobry. Henry .Powinieneś obejrzeć sobie dzisiaj tę gazetę . pisanego. . .Tak? . .Halo. Wrócił do sypialni z Expressem i Telegraphem. .Czy nie wylegujesz się w łóŜku w niedzielę? . pomyślał. Ton jego głosu zdradzał wyraźne zakłopotanie. W ciągu kilku minut cała przestrzeń zamieniła się z szarej na czarną.warknął brygadzista. Dlaczego pytasz? . .Nie. Ale uśmiechnął się. .stwierdził. Był ciekaw.W porządku.Dokąd się wybierasz? . grubego pisma z wieloma dodatkami. .powiedział Chadwick z rosnącym zainteresowaniem. . Próbował nie zwracać uwagi na dzwonek.Czym mogę słuŜyć ci o tej porze w zimowy poranek? . jest solidne . Strona 86 . Szerokim. na której leŜały nie ruszone dwie gazety. Po dziesiątym sygnale wygramolił się z łóŜka i zszedł po schodach do przedpokoju. .powiedziała Ŝona. lepiej zobacz sam .zapytała go Ŝona.Idź. . Bili? Tu Henry.Nie dałeś tu świeŜej warstwy cementu? . robotnicy poszli do domu. szczęśliwym uśmiechem ulgi. zalewaj to! Sztych buldoŜera opadł na zwał świeŜego.Czy zajrzałeś juŜ do porannej prasy? . ale niezbyt blisko.powiedział i rozłączył się.Hej! Nareszcie sława! . 143 .odparł. PRZYWILEJ ABSOLUTNY Telefon zadzwonił tuŜ po siódmej trzydzieści. przez pretensjonalnych ludzi dla równie pretensjonalnych czytelników.zapytał.

i unikać.Na podstawie tego. Tak samo jak wszyscy straciłem na ich bankructwie. a treść jego była uprzejma^ ale zupełnie nie satysfakcjonująca. . Przeczytała go uwaŜnie. Na trzeciej stronie zatrzymał wzrok na nazwie towarzystwa. po prostu kłamstwo! Nigdy w Ŝyciu nie widziałem faceta. Ŝe wydawca starannie rozpatrzył pismo adwokata wysłane w imieniu pana Chadwicka i Ŝe jest skłonny wydrukować Strona 87 .W takim razie . rzucane nań przez jego nieliczny personel. nie sprawdził faktów. które ostatnio zbankrutowało. Jego współpraca z nim była krótka.kosztowna.O co chodzi.PrzecieŜ ja go nawet nigdy nie spotkałem.On to.UwaŜam. Sprzedawałem ich wyroby w dobrej wierze. Wymknęły mu się przy tym dwa zamówienia. . Do diabła. Ŝe byłeś w jakiś sposób zamieszany w to oszustwo. Ŝe Ŝądamy zadośćuczynienia w formie sprostowania i przeprosin.zawołała skończywszy czytanie. co pan mówi. .zapytała go Ŝona.Czy to ci. Nie próbował porozumieć się ze mną. która zastąpiła początkowy szok.W zasadzie tak . kawa stała na kuchennym stole. zagłębił się więc w dodatek biznesowy. Artykuł znajdował się na kolumnie. Bili Chadwick wstał i zaczął przechadzać się po kuchni.To straszne! . wydała z siebie krótki okrzyk. nie mam wątpliwości.powinien wszystko odwołać i przeprosić mnie! . . W ciągu tych dwóch tygodni Chadwick musiał znosić podejrzliwe spojrzenia. w miarę moŜliwości. Ŝeby musiała zobaczyć artykuł. uŜył tego samego zdania. Jak on się nazywa? . na które liczył. . . a nie ich świadomym wspólnikiem.PrzecieŜ to nieprawda! . Skończył go czytać przy drugiej filiŜance kawy. . dodając. do cholery. a kiedy doszła do połowy.Forsyth Opowiadania. jak wyglądała jego współpraca ze zlikwidowanym przedsiębiorstwem. zerknąwszy na podpis pod artykułem. przecieŜ ja byłem ofiarą tych ludzi. Był drobnym. Pozostał mu dodatek ilustrowany oraz handlowy. . ale niezaleŜnym biznesmenem na jednym z przedmieść Londynu. który to napisał. kochanie? .zawołał Chadwick . Ŝeby ktoś o mnie coś takiego powiedział szepnął. Była wyraźnie zaniepokojona dziwnym wyrazem twarzy swojego męŜa. . Ŝe naszym zdaniem jeden z jego pracowników zniesławił pana. oczywiście na jednej z czołowych stron gazety.powiedział prawnik. kochanie. Był podpisany w imieniu wydawcy przez sekretarza. Wyjaśnimy w nim. . Ŝe pierwszym krokiem powinno być napisanie przeze mnie w pańskim imieniu listu do wydawcy gazety. . uprzytomnił sobie Ŝe Carpenter nie podał mu strony. to mnie moŜe zrujnować! Kłamstwo.zatroskała się Ŝona. moŜe zaszkodzić? . odrzucił dodatek "Kultura i Sztuka" oraz "Sport". W końcu jego adwokat otrzymał list z Sunday Couriera. Po przeczytaniu zbladł. . Stwierdzał.powiedziała pani Chadwick.Ten człowiek daje do zrozumienia.txt śona przygotowała sok pomarańczowy. jak się okazało .Gaylord Brent . To niemoŜliwe! śeby ktoś coś takiego mógł o mnie napisać! Kiedy w poniedziałek rano zamknął się w biurze ze swoim adwokatem. Przez dwa tygodnie nie było odpowiedzi od wydawcy Sunday Couriera. Odsunął kawę.To niemoŜliwe. innych wspólników przedsiębiorstwa. która szczyciła się swoimi ambicjami reporterskimi. wyraźnie 144 mówi. Wniosek jest jasny.Zaszkodzić? Do jasnej cholery. List taki został napisany. ale. Podał jej bez słowa gazetę złoŜoną w ten sposób.powiedział ze złością. zaczął więc od działu wiadomości ogólnych. Ten opowiedział mu. Kiedy zaczął przeglądać Couriera. Prawnik wyraził oburzenie z powodu treści artykułu i wysłuchał ze zrozumieniem wyjaśnień Chadwicka. Ŝe autor dopuścił się zniesławienia.On wcale nie daje do zrozumienia .

. Ŝe został pan zniesławiony przez pomówienie i nie był zamieszany w machinacje spółki. które czynią ją odmienną od poprzednich. nie miał pan pojęcia o jej niesolidności. wolą to pozostawiać sądom. Ŝe tylko sprawa sądowa. Ŝe prowadząc interesy ze zlikwidowaną spółką. Znał swojego klienta od wielu lat.. Poza tym powstanie z pewnością spór o stan świadomości pozwanego. .Forsyth Opowiadania.odrzekł Chadwick. .Być moŜe? . zastrzegając sobie wszakŜe niezbywalne prawo kaŜdego wydawcy do przeredagowania takowego. . . a w pańskiej sprawie. Ŝe obrzucono mnie stekiem kłamstw.Obawiam się. zanim je wydrukował? śe powinienem pogodzić się nawet z tym. . siedząc znów przed swoim adwokatem.W gruncie rzeczy tak.Ale to chyba nie ja muszę dowodzić swojej niewinności? . Widzi pan.Tak .zdenerwował się Chadwick.Więc odradza mi pan występowanie do sądu? . jakiej ci ludzie uŜywają. i nic więcej.Będę z panem całkiem szczery . Precedensy te mogą być rozmaicie interpretowane. gazeta być moŜe będzie wolała uniknąć procesu i ogłosi przeprosiny.No tak. jakie mógł mieć zamiary w czasie pisania swego artykułu. . iŜ muszę pogodzić się z tym.Myślę. które zarzucają wydawcy. pan będzie powodem. Kiedy wniesiemy pozew. Nie lubią się mieszać do spraw dotyczących zniesławienia. Po pierwsze. Czy pan mnie rozumie? .Panie Chadwick.Istnieje Stowarzyszenie Wydawców Gazet. o które panu chodzi. nieprawdaŜ? Prawnik zastanawiał się przez chwilę. nie sprawdził swoich informacji. Skarga o zniesławienie z Ŝądaniem odszkodowania. Miałem tylko raz w Ŝyciu do czynienia z ogólnokrajową gazetą w podobnej sprawie. nie mówiąc juŜ o przeprosinach. na które składa się cały szereg precedensów prawnych ustanowionych w ciągu wieków. który to zrobił.powiedział. tak jak w kaŜdej innej. o jego intencje.powiedział Chadwick.txt w dziale listów do redakcji sprostowanie pana Chadwicka.Innymi słowy wykastrowania go . a wydawca i pan Gaylord Brent pozwanymi. . Ŝe tak . . MoŜe się pan im poskarŜyć. . .Ma pan słuszność. A moŜe i nie. Mówi się czasem o nas.To jest po prostu sposób wykręcenia się. Ŝe moje przedsiębiorstwo jest zrujnowane? . Ŝe człowiek.Nie. Skłonni są do rozpatrywania tylko takich skarg. . Nienawidzą sprostowań. prawnikach. o zakres jego wiedzy.Stowarzyszenie nie moŜe więc zmusić wydawcy do sprostowania wiadomości i przeproszenia pokrzywdzonego? -.A co oni mogą? . o to. Ŝe nieopatrznie wyrządził komuś szkodę. Ŝe namawiamy naszych klientów do występowania Strona 88 . 146 w przeciwieństwie do ignorancji. . lub kiedy reporter pisma popełnił raŜący błąd.Czy pan powaŜnie sugeruje.Czysta robota . a więc braku złej intencji. istnieją drobne szczegóły.Co mi w takim razie pozostaje? Prawnik westchnął. Zdecydował się na szczerość. 145 10. Podpada ono pod ogólne zasady prawa zwyczajowego. nie istnieje ustawa określająca pojęcie zniesławienia.Co więc robić? Adwokat miał propozycję: .Niewiele. W sprawach o zniesławienie nie ma sytuacji bezspornych. a więc znowu o intencje. Ten list to po prostu formułka. Tylko wtedy stanie się jasne. W najlepszym razie mogą wydać potępiające oświadczenie. .Ale chyba będą musieli to zrobić? Sprawa jest przecieŜ bezsporna! .powiedział adwokat. muszę być z panem szczery. Pan będzie musiał udowodnić.

Forsyth Opowiadania.txt do sądu o byle co, poniewaŜ przynosi nam to wysokie honoraria. W rzeczywistości jest przewaŜnie inaczej. To zazwyczaj Ŝony, przyjaciele czy koledzy osób poszkodowanych zachęcają je do akcji i składania skarg. Ci przyjaciele nie ponoszą oczywiście kosztów procesów. Dla osób nie wplątanych w sprawę proces sądowy to dobra zabawa. Ale my, fachowcy, zdajemy sobie sprawę z tego, jakie to pociąga za sobą konsekwencje. Chadwick zastanowił się. - Jakie sumy wchodzą w rachubę? - spytał spokojnie. - Takie, które mogą pana zrujnować - brzmiała odpowiedź adwokata. - Zawsze myślałem, Ŝe w naszym kraju wszyscy obywatele są równi wobec prawa, a szczególnie jeśli ubiegają się o sprawiedliwość. - W teorii tak. W praktyce bardzo często jest zupełnie inaczej. Panie Chadwick, czy pan jest bogatym człowiekiem? - Nie. Prowadzę niewielkie przedsiębiorstwo. W dzisiejszych czasach oznacza to, Ŝe balansuję na krawędzi wypłacalności. Przez całe Ŝycie cięŜko pracowałem i jakoś to szło. Jestem właścicielem domu, samochodu i kilku ubrań. Mogę liczyć na emeryturę przysługującą samodzielnym przedsiębiorcom, mam polisę ubezpieczeniową na Ŝycie i kilka tysięcy funtów oszczędności. Jestem po prostu zwykłym, szarym człowiekiem. - Tak właśnie myślałem - powiedział adwokat. - Dzisiaj tylko ludzie bogaci mogą się procesować z innymi bogaczami, zwłaszcza 147 jeŜeli chodzi o zniesławienie. MoŜna wygrać taką sprawę, ale trzeba ponieść duŜe koszty. JeŜeli proces jest długi, a potem jeszcze następuje apelacja, to suma wydatków często moŜe dziesięciokrotnie przewyŜszać ewentualne odszkodowanie. Zamilkł na chwilę. - Wielkie pisma, tak jak wielkie domy wydawnicze i inne tego rodzaju przedsiębiorstwa, są wysoko ubezpieczone na okoliczność wytoczonych spraw o zniesławienie. Mogą sobie pozwolić na angaŜowanie najwybitniejszych adwokatów West Endu. Proszę mi wybaczyć, ale kiedy występują przeciwko małemu człowiekowi, to muszą z nim wygrać. Nietrudno im spowodować, by wejście sprawy na wokandę trwało aŜ pięć lat. Przez ten czas koszty sądowe obu stron nieustannie rosną. Samo przygotowanie sprawy kosztuje tysiące. Kiedy nareszcie dochodzi do rozprawy, koszty te podnoszą się niebotycznie, bo adwokat bierze dodatkowe honorarium za kaŜdy dzień rozprawy. No i ma takŜe do pomocy aplikanta. - Do jakich sum mogą dojść takie koszty? - zapytał Chadwick. - JeŜeli sprawa się przeciąga i przygotowania trwają lata, to nawet jeŜeli nie brać pod uwagę ewentualnej apelacji, dojdą do kilkudziesięciu tysięcy funtów. Ale to wcale nie koniec. - Co jeszcze powinienem wiedzieć? - ZałóŜmy, Ŝe pan wygrywa proces i uzyskuje odszkodowanie i zwrot kosztów sądowych od pozwanego, czyli gazety. Wtedy sprawa jest jasna. Ale jeŜeli sędzia nie wypowie się co do kosztów, których zwrot przyznaje zazwyczaj jedynie w najdrastyczniejszych wypadkach, będzie pan zmuszony ponieść swoje własne koszty sądowe. A jeŜeli pan przegra, sędzia moŜe pana zmusić do poniesienia poza swoimi kosztami kosztów pozwanego. JeŜeli pan wygra, gazeta moŜe załoŜyć apelację. A to spowoduje podwojenie kosztów. Nawet jeŜeli wygra pan w sądzie apelacyjnym, ale bez przyznania kosztów, to i tak będzie pan zrujnowany. Poza tym jest inna kwestia. Po dwóch czy trzech latach ludzie zapominają o treści inkryminowanego artykułu w gazecie. Rozprawa sądowa przypomina im, Ŝe coś tam było, i wnosi nowe materiały i zarzuty. Mimo Ŝe to pan jest oskarŜycielem, adwokat strony przeciwnej postara się dla dobra swojego klienta zniszczyć pańską reputację uczciwego biznesmena. Im bardziej obrzuca się człowieka błotem, tym więcej na nim błota pozostaje. Wiele było takich wypadków, wielu ludzi, którzy wygrali sprawę, ale stracili dobre imię. Zarzuty przedstawiane sądowi mogą być ogłaszane drukiem bez Ŝadnych dowodów prawdy. - A czy moŜna mieć obrońcę z urzędu? - zainteresował się Strona 89

Forsyth Opowiadania.txt 148 Chadwick. Podobnie jak wielu innych ludzi słyszał o czymś takim, nigdy jednak nie interesował się tym bliŜej. - Prawdopodobnie ma pan zupełnie fałszywe wyobraŜenie na ten temat. śeby uzyskać takiego obrońcę, musi pan udowodnić sądowi, Ŝe nie posiada pan Ŝadnego majątku. Pana na przykład to nie dotyczy. Nabędzie pan prawo do obrońcy z urzędu dopiero wtedy, kiedy straci pan dom, samochód i oszczędności. - W takim razie w kaŜdym przypadku grozi mi ruina - powiedział Chadwick spokojnie. - Bardzo mi przykro, naprawdę bardzo przykro. Mogę oczywiście zachęcić pana do podjęcia długotrwałego i kosztownego powództwa, ale uwaŜam, Ŝe oddaję panu przysługę wskazując trudności i niebezpieczeństwa, jakie to za sobą pociąga. Znam wiele osób, które z ochotą zaczęły się prawować, a potem gorzko tego Ŝałowały. Niektórzy nigdy się nie otrząsnęli i po dziś dzień cierpią na skutek trosk finansowych i stresów, jakie ich dotknęły. Chadwick wstał. - Bardzo panu dziękuję za szczerość - powiedział. Potem, juŜ z biura, zadzwonił do Sunday Couriera i poprosił o rozmowę z naczelnym. Telefon odebrała sekretarka. Podał swoje nazwisko. - Na jaki temat chce pan rozmawiać z panem Buxtonem? zapytała. - Chciałem poprosić o wyznaczenie mi spotkania. Nastąpiła pauza, w trakcie której słyszał rozmowę prowadzoną na wewnętrznej linii, po czym sekretarka odezwała się ponownie. - O czym pragnie pan rozmawiać z panem Buxtonem? Chadwick wyjaśnił pokrótce, Ŝe chce zobaczyć szefa, Ŝeby przedstawić mu swój punkt widzenia dotyczący zarzutów zawartych w artykule Gaylorda Brenta sprzed dwóch tygodni. - Niestety pan Buxton nie przyjmuje nikogo - oświadczyła sekretarka - MoŜe pan będzie uprzejmy napisać list. Zostanie starannie rozpatrzony. Na tym rozmowa się skończyła. Następnego dnia Chadwick pojechał koleją podziemną do centrum Londynu i zjawił się osobiście w poczekalni budynku Couriera. Na oczach rosłego woźnego w mundurze wypełnił formularz, podając nazwisko, adres, nazwisko osoby, z którą chce się widzieć, i istotę swojej sprawy. Formularz został zabrany, a on usiadł i czekał. W pół godziny później otworzyły się drzwi windy i ukazał się w nich elegancki szczupły młody człowiek, pachnący dobrą wodą kolońską. Spojrzał pytającym wzrokiem na woźnego, który ruchem 149 głowy wskazał mu Chadwicka. Młody człowiek podszedł do niego. Chadwick wstał. - Nazywam się Adrian St. Clair - powiedział młodzieniec. Jestem osobistym sekretarzem pana Buxtona. Czym mogę panu słuŜyć? Chadwick powiedział mu o artykule podpisanym przez Gaylorda Brenta i oświadczył, Ŝe chciałby osobiście wyjaśnić panu Buxtonowi, iŜ to, co zostało o nim napisane, jest nie tylko nieprawdą, ale stanowi groźbę ruiny dla jego przedsiębiorstwa. St. Clair nie był tym specjalnie poruszony, ale wyraził Chadwickowi słowa ubolewania. - Tak, oczywiście, rozumiemy pana niepokój, panie Chadwick, ale osobiste spotkanie z panem Buxtonem jest po prostu niemoŜliwe. To bardzo zajęty człowiek. Rozumiem, Ŝe reprezentujący pana adwokat komunikował się juŜ z wydawcą... - Napisał list - powiedział Chadwick. - Odpowiedź była podpisana przez sekretarkę. Stwierdza, Ŝe istnieje moŜliwość wydrukowania listu z moim sprostowaniem w dziale korespondencji z czytelnikami. Ale ja domagam się, Ŝeby moje stanowisko w tej sprawie zostało poznane przez wydawcę. St. Clair uśmiechnął się. - JuŜ mówiłem, Ŝe to niemoŜliwe. MoŜemy najwyŜej rozwaŜyć moŜliwość wydrukowania listu do wydawcy. - Wobec tego chciałbym się zobaczyć z panem Gaylordem Strona 90

Forsyth Opowiadania.txt Brentem - oświadczył Chadwick. - Wątpię, czy to dałoby panu satysfakcję. JeŜeli otrzymamy następny list od pańskiego adwokata, to nasz wydział prawny zajmie się nim w normalnym trybie. Obawiam się, Ŝe poza tym nie mogę panu w niczym pomóc. Woźny wyprowadził Chadwicka przez obrotowe drzwi na ulicę. Chadwick zjadł lekki posiłek w barze niedaleko Fleet Street. Przez dłuŜszy czas zastanawiał się głęboko nad swoją sytuacją. Poszedł do jednej z licznych małych bibliotek, znajdujących się w centrum Londynu, które specjalizują się we współczesnych archiwaliach i gromadzą wycinki prasowe. Zapoznanie się z aktami niezbyt odległych procesów o zniesławienie przekonało Chadwicka, Ŝe jego adwokat bynajmniej nie przesadzał. Jedna ze spraw przeraziła go szczególnie. Pewien męŜczyzna w średnim wieku został zniesławiony w ksiąŜce poczytnego autora. Wytoczył sprawę, wygrał ją, i sąd przyznał mu trzydzieści tysięcy funtów tytułem odszkodowania i zwrot kosztów sądowych. Ale wydawca ksiąŜki zaapelował: i sąd wyŜszej instancji skreślił odszkodowanie, nakazując kaŜdej ze stron zapłacenie własnych kosztów. W obliczu całkowitej ruiny finansowej po czterech latach procesowania się powód wniósł sprawę do Izby Lordów. Lordowie odrzucili 150 wprawdzie wyrok sądu apelacyjnego, uznając prawo powoda do odszkodowania, nie wypowiedzieli się jednak co do kosztów sądowych. Tak więc zniesławiony człowiek otrzymał trzydzieści tysięcy funtów odszkodowania, ale po pięciu latach procesowania się miał do zapłacenia rachunek wynoszący czterdzieści pięć tysięcy funtów. Wydawcy ponieśli podobne koszty i łącznie z odszkodowaniem mieli do zapłacenia siedemdziesiąt pięć tysięcy. Byli jednak ubezpieczeni na większą część tej sumy. I tak powód wygrał sprawę, ale został zrujnowany. Fotografie ukazywały go w pierwszym roku przewodu jako rześkiego sześćdziesięciolatka. Po pięciu latach był ludzkim wrakiem, wynędzniałym starcem. Stało się tak z powodu nieustannego napięcia i rosnącego zadłuŜenia. Zmarł jako bankrut, mimo Ŝe przywrócono mu dobre imię. Bili Chadwick utwierdził się w przekonaniu, Ŝe nie moŜe dopuścić, aby przytrafiło mu się coś podobnego. Poszedł do biblioteki publicznej w dzielnicy Westminster. Tam udał się do czytelni z egzemplarzem Prawa angielskiego pióra Halsbury'ego. Tak jak mu mówił jego adwokat, prawo pisane dotyczące zniesławienia, tego samego typu jak na przykład ustawa o ruchu drogowym, nie istniało, ale znalazł definicję pochodzącą z 1888 roku, dotyczącą zniesławienia i oszczerstwa. Oświadczenie oszczercze jest to oświadczenie zmierzające do poniŜenia osoby w opinii prawomyślnych członków społeczeństwa w ogólności lub teŜ powodujące pomijanie, odtrącanie lub naraŜanie na nienawiść, pogardę, ośmieszenie czy teŜ oskarŜenie o pomówienia uwłaczające lub przynoszące ujmę na stanowisku, w uprawianiu zawodu, działalności handlowej lub w przedsiębiorstwie. Co najmniej ostatnia część tej definicji jest adekwatna do mojej sytuacji, pomyślał Chadwick. WciąŜ chodziło mu po głowie to, co powiedział mu adwokat w swoim wywodzie. "Zarzuty przedstawiane sądowi mogą być ogłaszane drukiem bez Ŝadnych dowodów prawdy". CzyŜby tak rzeczywiście było? I okazało się, Ŝe prawnik miał rację. Wyjaśniała to ustawa równieŜ z 1888 roku. Wszystko, co jest wygłaszane w sądzie, moŜe być zrelacjonowane i opublikowane i zarówno reporter, wydawca, drukarz, jak i redaktor są wolni od wszelkich zarzutów o zniesławienie, ale pod warunkiem, Ŝe sprawozdanie jest "rzetelne, aktualne i dokładne". To ma zapewne na celu, myślał Chadwick, uwolnienie sędziów, ławników, świadków, policjantów, adwokatów, a nawet pozwanych od obawy mówienia prawdy, niezaleŜnie od wyniku rozprawy. Uchylenie moŜliwości protestu ze strony osób zniewaŜonych, 151 zniesławionych, spotwarzonych czy oszczerczo oskarŜonych, pod Strona 91

.Forsyth Opowiadania.JuŜ to zrobiłem. Powinien pan poprosić swojego adwokata.ale wydaje mi się. Ŝe przybyszem jest ktoś z redakcji. . jak biegnie przez przedpokój. w drodze na przedmieście. Ŝe zakłócam panu niedzielny spokój powiedział Chadwick . Na rogu Heath Street znalazł policjanta. jednak bez rezultatu. w tym artykule zniesławił mnie pan. to znaczy jeŜeli rodzina nie zmusi go do wyjazdu za miasto. Było to półkłamstwo.Bardzo mi przykro. Ŝe dziennikarz piszący do niedzielnego pisma musi być w tym dniu w domu. i to w bardzo perfidny sposób. Ŝe wszyscy musimy ponosić pewne ryzyko. mam coś dla pana . . Nazywam się William Chadwick.powiedziała i wycofała się do środka mieszkania. Byłem więc zmuszony przyjść do pana.Czy zastałem pana Brenta? . . Kiedy po czterech dniach poszukiwania znalazł adres Gaylorda Brenta. to istnieje właściwa procedura. wydał głośny okrzyk i nakrył nos ręką. Jego irytacja nasiliła się. i pokazał go Brentowi.txt warunkiem Ŝe zarzut został postawiony na sali sądowej w czasie rozprawy. Wszedł po schodach i nacisnął dzwonek u drzwi. W jego oczach pojawiły się łzy.powiedział spokojnie Chadwick. wyglądającym na czterdziestkę. Widzi pan. Pomyślał.Tak? . u licha? . Uśmiechnęła się więc i zawołała w głąb domu: .Kim pan jest. Brent cofnął się o krok.Och. W minutę później pojawił się w nich Gaylord Brent. Tam teŜ Chadwick zjawił się następnego niedzielnego poranka. .Proszę pana .zapytał. ale bez przesady. bardzo przepraszam. Chadwick słyszał. Chadwick rozłoŜył wycinek gazetowy. .nie moŜe mnie pan nachodzić w domu. ale wystarczało. Po kilku minutach otworzyła mu sympatycznie wyglądająca kobieta w wieku około trzydziestu lat.To! . Trzymająca klamkę ręka Brenta zatrzymała się. Próbowałem takŜe zobaczyć się z pańskim wydawcą. ale nie dotknął go. . Nie było to uderzenie mające na celu złamanie kości czy nawet uszkodzenie przegrody nosowej. Usłyszawszy to nazwisko. 152 Zdumienie malujące się na twarzy Brenta zaczynało ustępować miejsca irytacji. próbując zamknąć drzwi. Ŝeby przekonać panią Brent.Chodzi o jego artykuł w Courierze. .zauwaŜył. Podniósł prawą pięść i uderzył Brenta w sam czubek nosa.Tak. drukujących lub publikujących słowa wypowiedziane w sądzie zostało nazwane "przywilejem absolutnym".Gaylord! . Mocno. po czym zatrzasnął drzwi. Miał na sobie jasne lniane spodnie i róŜową koszulę. Chadwick czekał przed nie domkniętymi drzwiami.Co za bezczelność! .To jest sprzed czterech tygodni . Ŝe ten mieszka w małej eleganckiej uliczce w Hampstead.Czy pan Gaylord Brent? . ale mnie nie przyjął. skąd dochodziły dziecięce głosy. jak i w interesach. W kolejce podziemnej. Zaszkodziło mi to powaŜnie zarówno w Ŝyciu towarzyskim..Chwileczkę. jak teŜ uchylenie odpowiedzialności wszystkich osób raportujących. Patrzył przez chwilę na Chadwicka jak na szaleńca. okazało się. który trzymał w ręku.odpowiedział Chadwick. .. z nosa pociekła krew. .zapytał Chadwick i dodał natychmiast: . .po czym ponownie odwróciła się do Chadwicka. Gaylord Brent wszystko zrozumiał.O co panu chodzi? .Chodzi o pański artykuł w Sunday Courierze.powiedział . Przyjdzie za chwilę .spytał. JeŜeli chce mnie pan skarŜyć. Na jego twarzy ukazał się wyraz zdumienia pomieszanego z rozdraŜnieniem.zawołał Brent.Co takiego? . . Był wytwornym męŜczyzną. aby napisał. . Brent spojrzał na wycinek. Młody człowiek cieszył Strona 92 . Chadwickowi zaczął świtać pewien pomysł.

Chadwick rozróŜnił wyraz "policja" i "ten człowiek".Tek . Ukazała się w nich pani Brent. Chadwick został zaprowadzony przed oblicze dyŜurnego sierŜanta. którego pan uderzył? .Rozumień . przy której mieszkała rodzina Brentów. ale był teŜ nieco znudzony.odparł Chadwick .Czy to jest zgodne z prawdą? .odparł Chadwick. Zaprowadzę pana.Czy pan Gaylord Brent? . .Słucham? . . która na widok Chadwicka cofnęła się nieco. Stał i milczał.zwrócił się do niego Chadwick. choć najwyraźniej nic nie rozumiał. . pod numerem trzydziestym drugim . . Nie czekając na dalsze pytania zaprosił policjanta ruchem ręki. obrócił się i szybko ruszył tą samą drogą. zastali je zamknięte.To na pewno tutaj. .Jak się nazywa człowiek. Młody policjant oŜywił się.Pan go nie lubi? Strona 93 . .powiedział policjant.gotów jestem złoŜyć wyjaśnienie w komisariacie. Dokonano napadu na miejscowego obywatela.Dwie ulice stąd.Panie sierŜancie .Proszę iść ze mną. .zapytał. . Słyszał.Dobrze.potwierdził Brent. Uderzyłem go w nos. Po minucie ukazał się Gaylord Brent. sir. . Zanim policjant otworzył usta. Ze środka słychać było szeptaną rozmowę.zapytał Brenta policjant.oświadczył Chadwick. .Przed kilkoma minutami pan Brent został z premedytacją uderzony w nos . Lewą ręką przyciskał do twarzy mokrą chusteczkę i co chwila pociągał nosem. podczas gdy posterunkowy wyjaśniał szefowi sprawę. .powiedział w pewnej chwili. sir? Gdzie? . Policjant miał zakłopotaną minę.zapytał policjant Brenta. Napadłem na niego.Tek. dlaczego pan to zrobił? . . cierp154 liwy i doświadczony policjant w średnim wieku.Ja . rzucając zza chustki wściekłe spojrzenie na Chadwicka. SierŜant. Po dwóch minutach znaleźli się w dzielnicowym komisariacie.Gaylord Brent . posterunkowy wszedł na schodki i zadzwonił.oświadczył Chadwick. W takim razie jestem zmuszony prosić pana o udanie się ze mną do komisariatu. .zwrócił się policjant do Chadwicka.To jest pan Gaylord Brent . . . . Po krótkiej rozmowie z dwoma przybyłymi policjantami Chadwick i sierŜant wsiedli do wozu.To tu.zapytał policjant. Policjant obrócił się ku niemu z niedowierzaniem.Czy mogę zapytać. Chadwick zwiększył tempo marszu.Napadu.skinął potwierdzająco głową. 153 . Spojrzawszy podejrzliwym wzrokiem na swojego przewodnika. Kiedy podeszli do drzwi domu. .Forsyth Opowiadania. W tym momencie zjawił się na Heath Street policyjny samochód wezwany przez krótkofalówkę. Chadwick ruszył za nim.Ja to zrobiłem. Chadwick zapytał: . Ŝeby szedł za nim. Aby zapobiec dalszym pytaniom. . Po chwili powiedział: .W tej sprawie . jak policjant mówi coś do mikrofonu krótkofalówki i rytmicznie stuka słuŜbowymi butami w bruk^ Przedstawiciel prawa zrównał się z Chadwickiem na rogu ulicy. patrzył na Chadwicka z zainteresowaniem. którą przyszedł.Kto to zrobił? . .txt się spokojem pięknej niedzieli.Czy to prawda? . Drzwi otworzyły się ostroŜnie.Tek .Tek? . .oświadczył Chadwick.zapytał. Chadwick wskazał na nie ponownie. .Pani Brent? Czy ten policjant mógłby zamienić kilka słów z pani męŜem? Pani Brent skinęła głową i zniknęła w głębi domu.

Było to pierwsze formalne przesłuchanie. W tygodniu poprzedzającym rozprawę redaktorzy głównych porannych. . Ŝe redakcji z pewnością bardziej opłaci się wysłać swojego przedstawiciela do sądu niŜ polegać na informacjach agencji obsługującej sąd.powiedział Chadwick. Przekonali się. Przesłuchanie trwało dwie minuty. . . Do policji naleŜy decyzja. więc pan Gaylord Brent nie musiał być obecny w sądzie. sprawa zajęła w lokalnej gazecie zaledwie kilka wierszy. toteŜ nikt owej notatki nie zauwaŜył. tak i na Fleet Street solidarność ma swoje granice. Ŝe główny reporter Sunday Couriera. Odmówił usprawiedliwienia się. W dzielnicy.Pan Gaylord Brent nie ma ochoty wnieść skargi na pana powiedział. Jest faktem. Prawo zostało naruszone. Czyn niezgodny z prawami naszego kraju. Nikt nie wiedział. ale sierŜant zdobył go. Ŝe zostało popełnione przestępstwo. więc naleŜało zawiadomić policję.odparł Chadwick. . co się święci. PoniewaŜ chodziło o zwykły napad. czy wnosić skargę. gdyŜ wiedział.powiedział młody człowiek .Czy pan Brent odniósł powaŜne obraŜenia? .Proszę zaczekać .odparł Chadwick. . co zrobiłem. . Ŝe będzie to moŜe coś ciekawego. W kaŜdym przypadku telefonujący powiadamiał naczelnego redaktora. powiedział tylko.zapytał posterunkowego. . sir? . i zlecili jednemu ze swoich reporterów udanie się do sądu. Anonimowy rozmówca dodawał.W takim razie nie mam innego wyboru.powiedział po zanotowaniu adresu i poszedł do innego pokoju. wrócę tam i zrobię to samo.Z lektury. stawi się w sądzie Londynu Północnego w najbliŜszy poniedziałek w związku ze sprawą o napad. w której mieszkał Chadwick. Został odesłany do domu na dwa tygodnie za tą samą kaucją stu funtów.Forsyth Opowiadania.txt .wyglądało to na lekkie uderzenie w dziób.zgodził się sierŜant i zwrócił się do posterunkowego: . Następnie został formalnie oskarŜony i decyzją własną sierŜanta zwolniony za kaucją stu funtów oraz zawiadomiony. Potem pozwolono mu odejść. co zostało zaprotokołowane i podpisane. . .stwierdził.Dlaczego podszedł pan do posterunkowego i zawiadomił go o swoim czynie? Chadwick wzruszył ramionami. którą zapłacił poprzedniego dnia. Bili Chadwick stawił się w sądzie punktualnie o godzinie dziesiątej Strona 94 .Pańskie nazwisko? Bili Chadwick podał swoje nazwisko i adres i został odprowadzony do aresztu. Gaylord Brent miał zastrzeŜony numer telefonu. .Wnoszenie oskarŜenia nie zaleŜy od pana Brenta. Ŝe istotnie figuruje tam nazwisko Chadwicka.To niewaŜne . .Takie są chyba przepisy prawne. Nazajutrz stawił się przed sądem. jak poinformować pana. Po chwili powrócił.Pan widać zna trochę prawo.Słuszna myśl . Podobnie jak w związkach zawodowych. jeszcze raz .To przesądza sprawę . SierŜant westchnął. Będzie to sprawa "Regina versus Chadwick". SierŜant popatrzył na Chadwicka z niechęcią. nikt nie czytywał tej gazety. . ale wszyscy mieli nadzieję. Ŝe zamierza wyjaśnić swoje postępowanie sędziemu. Większość redaktorów sprawdziła wokandę sądową na ten dzień. To nie Ameryka. ale policja moŜe zdecydować. Gaylord Brent.KaŜdy tak twierdzi . Odmówił wszelkich oświadczeń.No dobrze. wieczornych i niedzielnych gazet na Fleet Street i w okolicy otrzymali anonimowe telefony. czy nie. 155 Ŝe ma się stawić następnego dnia rano przed sędzią w sądzie Londynu Północnego.Chyba nie . Ŝe nie wnosi skargi. .Nie bardzo .Adres poszkodowanego? . Ŝe jeŜeli policja nie wniesie skargi. SierŜant niespiesznie wyciągnął z szuflady formularz skargi. Ŝe taka odmowa moŜe zostać zinterpretowana przez sąd jako zapowiedź nieprzyznania się do winy we właściwym czasie.westchnął sierŜant. .

Przyznaję się do winy. czyli w Sunday Courierze. siedzi w hallu. . to chciałbym złoŜyć oświadczenie stąd. Ŝeby przesłuchiwać świadka. . Zapytano go ponownie. co pan robi. obok policjanta. A jeŜeli chodzi o okoliczności łagodzące. który usiadł w jednym z tylnych rzędów. kiedy będzie miał adwokata. ale zgodził się. . którą rozpatrujemy? Strona 95 . Czy chciałby pan powołać świadków na swoją obronę? . Dopiero potem moŜe zająć miejsce w tylnych ławkach i przysłuchiwać się reszcie rozprawy. Młody policjant złoŜył przysięgę i opowiedział szczegółowo o okolicznościach aresztowania Chadwicka. Chadwick podniósł się z ławy oskarŜonych. dopóki nie zostanie wezwany do składania zeznań. i wyjaśnił. Woźny podniósł się zza balustrady.Nie. zmienił pan stanowisko i przyznał się do winy. Sędzia przyjrzał się mu wnikliwie. Ŝe pozwany nie zaprzecza faktom. Oznacza to oczywiście.odezwał się Chadwick z ławy oskarŜonych. Ŝe pana trudziliśmy. Ŝe Gaylord Brent.Panie Chadwick. w którym pracuje. panie Chadwick? . ale nie będzie pan juŜ potrzebny jako świadek. .Przykro mi. którego z kolei zapytano. Odmówił rutynowej propozycji sędziego.Nie zaprzeczam . jedno krótkie spojrzenie na ławy prasowe przekonało go.Rozumiem . Ŝe przyznaje się pan do napadu na pana Brenta. Rozwiązał dylemat nie przyznając się do winy. Prokurator.Przyjmuję. Spowodował ogólne zdziwienie stwierdzając. . które były mu 156 znane. . Kiedy zbliŜał się do ławy oskarŜonych. MoŜe pan albo odejść.powiedział donośnym głosem. Ŝe są przepełnione. wziął od Chadwicka wycinek i podszedł do stołu sędziowskiego. który juŜ podnosił się z miejsca.Czy to ma związek ze sprawą.Jest to pański przywilej i pańskie prawo . . czy pragnie zadać świadkowi pytania. 157 Chadwick wstał i zanim zwrócił się do sądu. czy pan zgłasza sprzeciw? . panie Brent. wezwany jako świadek. .spytał sędzia prokuratora. Sędzia zwrócił się do Chadwicka: . . .Nie zgłaszam sprzeciwu. Wysoki Sądzie. Ŝe zamierza bronić się sam. Sędzia zwrócił się do Gaylorda Brenta: .MoŜe pan powołać świadków dla wydania opinii o sobie lub zgłosić okoliczności łagodzące. Zwolniono wobec tego Clarka. Zgodnie z brytyjskim prawem świadek nie moŜe wejść na salę sądową. wyciągnął z kieszeni złoŜony wycinek prasowy.oświadczył sędzia. czy pragnie odroczenia sprawy do czasu. który juŜ złoŜył zeznanie. Na ławie dla świadków siedział ponury Gaylord Brent i milczał. Sędzia wzruszył ramionami. panie sędzio. Znowu odmówił. z ławy oskarŜonych.oświadczył prokurator. Nastąpiło to o dziesiątej czterdzieści pięć. Skinął głową w stronę ławy prasowej i zajął miejsce w głębi sali.powiedział sędzia. Gaylord Brent ukłonił się sądowi i opuścił ławę świadków.Czy jest pan świadom tego. Absolutnie tak.txt rano i czekał.Wysoki Sądzie. aŜ zostanie wywołany. Prokurator przedstawił fakty.Przemyślałem sprawę i chciałbym zmienić stanowisko. .Panie Cargill. które przedstawiłem w tej sprawie. . Wysoki Sądzie . Ten fakt speszył Chadwicka na chwilę. Przedtem zauwaŜył.Przedstawił je pan właściwie.Tak. Bez dalszej zwłoki wezwano posterunkowego Clarka. Ŝe sam Chadwick zwrócił się do posterunkowego Clarka informując go o dokonanej napaści. usiadł. przynajmniej te. .Forsyth Opowiadania. Byłbym wdzięczny. sześć tygodni temu pan Gaylord Brent wydrukował ten oto artykuł w piśmie.Nie chcę powoływać Ŝadnych świadków . Odmówił. Wezwano Gaylorda Brenta i zaprzysięŜone go.odparł Chadwick. albo zająć miejsce na tylnych ławach. który pytał.Wysoki Sądzie . . gdyby Wysoki Sąd zechciał go przeczytać.

Wydaje mi się. panie sędzio.powiedział niepewnym głosem . niŜ bada fakty. .powiedział skromnie Chadwick. . Wstał prokurator.Jak pan śmie! . Po przeczytaniu połoŜył go na stół i rzekł: .Po ukazaniu się tego steku kłamstw. .odparł policjant.zawołał. Potem nastąpiła cisza. Byłem niestety jednym z handlowców.Forsyth Opowiadania. Ŝeby się ze mną skontaktować przed napisaniem tego steku bzdur? Mógłbym mu przedstawić dokumenty i udowodnić ponad wszelką wątpliwość. A więc czy ów dziennikarz zadbał o to.Zapewniam pana. .JeŜeli usłyszę jeszcze jakieś okrzyki.rzekł powaŜnie sędzia . chociaŜ moje nazwisko figuruje w ksiąŜce telefonicznej i w spisie handlowców. zupełnie bezpodstawnie oskarŜający mnie o udział w aferze. Ŝe to powinno wpłynąć na decyzję osoby. Wydaje się.syknął. zerwał się ze swojej ławki.powiedział sędzia. prawda? . naraŜając wiele osób na utratę udziałów. . jeŜeli pozna jego powody. I Ŝe równieŜ straciłem duŜą sumę pieniędzy.mówił Chadwick . która ma obowiązek wydania wyroku.Proszę mówić dalej. Ŝe tak. nie wiedząc.powiedział sędzia. takŜe wstając ze swojego miejsca.Chciałem tylko powiedzieć. Ŝe artykuł dotyczy spółki handlowej.Spokój! .Cicho! .Oczywiście .Wysoki Sądzie . zarządzę usunięcie z sali osób za to odpowiedzialnych . . Ale on nawet nie 158 -spróbował się ze mną rozmówić. Brent wstał. jak wiele innych osób. Sędzia przez chwilę przyglądał się Chadwickowi. który nawet nie zatroszczył się o dokładne zbadanie sprawy.zawołał woźny..Dobrze .Zapewniam Wysoki Sąd. Ale proszę o powściągliwość w wyraŜaniu się.Zwracam się do sądu o sprawiedliwość.Wysoki Sądzie! . leniwego i niekompetentnego pismaka. udającego powaŜną pracę dziennikarską.niech pan wyjaśni swoje motywy. Na sali sądowej zahuczało. panie sędzio. . JeŜeli spokojny i prowadzący zgodne z prawem Ŝycie człowiek uderza nagle innego człowieka w twarz. za solidną i godną zaufania. skłonni byli uwierzyć zniesławiającym mnie informacjom. . ZauwaŜyłem. Pan na pewno zauwaŜył. . która znalazła się w stanie likwidacji. .Spokój! . panie Chadwick . .. Gaylord Brent zŜymał się w tylnych ławach sali.przyznał. .krzyknął woźny. Ŝe niektórzy moi klienci. Trącił łokciem siedzącego obok policjanta.Pozwany ma rację . .ryknął. ale był to tylko błąd. poniosłem duŜe straty. Jak najbardziej. Strona 96 .czy to jest istotne dla sprawy? Chadwick mu przerwał. panie sędzio.ale zastanawiam się. Ten błąd kosztował mnie sporo pieniędzy.W tym artykule .powiedział Chadwick. Ŝe zostałem tak samo nabrany jak wszyscy inni klienci spółki. Ŝe pan sędzia będzie mógł lepiej ocenić moje przewinienie.Rozumiem. Wziął podany mu przez woźnego wycinek i przeczytał go szybko. purpurowy z wściekłości.Dobrze . Dlatego jak grom z jasnego nieba spadł na mnie artykuł. Spokój na sali! .txt .Rozumiem pański gniew. Ŝe pragnę tylko wytłumaczyć tło wydarzeń. . a uwaŜałem ją.To nie moŜe mu ujść na sucho. . Ŝe zarzuty pana Gaylorda Brenta mają swe źródło raczej na dnie butelki whisky niŜ w dogłębnych dociekaniach. którzy zostali przez spółkę nabrani. .Gaylord Brent dopuścił się wobec mnie karygodnego i niezmiernie szkodliwego zniesławienia.Wysoki Sądzie .zgodził się sędzia . i to przez niechlujnego. Dziennikarze notowali jak szaleni. Ŝe ten pretendujący do fachowości niestrudzony poszukiwacz prawdy chętniej słucha barowych plotek. . Gaylord Brent. to naleŜy się zastanowić nad motywami tego niezwykłego postępku. ale na ławach prasowych zaczęła się gwałtowna aktywność. co to ma wspólnego ze sprawą? . ^ . Wydaje mi się. .Dziękuję.

co napisał. udałem się do jego domu. Ŝe ktoś chwyta go za ramię. Powiedziawszy to. Zrobiłem rzecz niewybaczalną. Nie moŜemy tolerować w naszym społeczeństwie stanu rzeczy.zauwaŜył sędzia. panie sędzio . .Próbowałem do tego doprowadzić. nie moŜe być poddany krzyŜowemu ogniowi pytań. moŜe się zasłaniać prawniczymi i finansowymi moŜliwościami powaŜnego pisma i z tej uprzywilejowanej pozycji rujnować małego człowieka. Ŝe został pan zniesławiony.Właśnie Ŝe ujdzie . Ŝe to. zbyt leniwy na to. Chadwick usiadł. które mogłyby go przekonać. Obrócił się i stanął twarzą w twarz z Gaylordem Brentem. Ŝe jego podwładny nie miał racji i nie zrobił najmniejszego wysiłku. w którym prywatne osoby uwaŜałyby za właściwe uderzać w nos naszych czołowych dziennikarzy.oŜywił się sędzia. .odrzekł Chadwick .odpowiedział Chadwick okazując zdziwienie.śeby go uderzyć w nos? .Forsyth Opowiadania. jakim prawem źle poinformowany błazen. Zdarzyło mi się to po raz pierwszy w Ŝyciu.txt . myślał sobie. .Istnieją inne moŜliwości dochodzenia swoich praw w przypadku zniesławienia . ani później.Ty cholerny bękarcie .W takim razie dlaczego nie było rozmowy? Chadwickowi opadły ramiona.Tak właśnie było. bo Strona 97 . nie ujdzie ci na sucho.Nareszcie mamy motyw. Głośno powiedział: . PoniewaŜ nie dopuszczono mnie do niego w redakcji. kiedy prasa obsmarowała go za wyrok. . poprosić o rozpatrzenie dowodów. panie sędzio . aby udowodnić słuszność swoich zarzutów. który wydał w innym sądzie. straciłeś panowanie nad sobą. Wydawca nie chciał mnie przyjąć ani wtedy. JednakŜe uderzył pan pana Brenta na progu jego domostwa.zacząłem się zastanawiać nad tą sytuacją.zapytał sędzia. Kiedy Chadwick schodził po schodach budynku sądowego. Ŝe coś mnie poniosło. przyjacielu. Zostaje pan ukarany grzywną w wysokości stu funtów i obciąŜony sumą pięćdziesięciu funtów z tytułu kosztów sądowych. Pan poszedł do jego domu. Ŝeby sprawdzić swoje wiadomości. Ŝe jestem małym człowiekiem nie mającym Ŝadnego znaczenia i Ŝe nie potrafię się przeciwstawić potęŜnemu Courierowi.syknął. Bili Chadwick wypisał czek na odpowiednią sumę. . .Oczywiście. Brent był blady z wściekłości i dygotał na całym ciele. Ŝeby zaapelować do jego sumienia? . Wiedział.ciągnął Chadwick . aby wyjaśnić mu fakty i przedstawić dokumenty stwierdzające. chciałem z nim porozmawiać. . Ŝe to.Być moŜe. ale gwałt nigdy nie jest stosowną odpowiedzią. Ŝe poniewaŜ nie złoŜył przysięgi i "mówi z ławy oskarŜonych. Poszedłem więc do pana Brenta.Ujdzie. . JednakŜe nie mógł nie wspomnieć w duchu wydarzenia sprzed lat.odparł spokojnie Chadwick. Ŝe w dzisiejszych czasach tylko nieliczni mogą sobie pozwolić na uciąŜliwą walkę z potęgą ogólnokrajowego pisma. panie sędzio . co powiedziałeś o mnie w sądzie. .Co dalej? . Ŝe nie.Dobrze wiesz. którego nawet nie próbował poznać.powiedział Chadwick. Człowieka. Próbowałem zobaczyć się z wydawcą. jest po prostu kłamstwem. .ale pan jako prawnik musi sobie zdawać sprawę. Na jedną sekundę straciłem panowanie nad sobą. Sędzia patrzył na niego zza stołu. który cięŜko i uczciwie pracował przez całe Ŝycie. .Przyznaję. 159 .Tak więc. Sąd akceptuje fakt. to samolot odrzutowy napędzany jest taśmą gumową.Jest to bardzo powaŜna sprawa. Dziennikarze runęli do telefonów i taksówek. Uderzyłem Brenta w nos. Wiedział równie dobrze jak prokurator. Ŝe został pan pokrzywdzony oraz Ŝe owego dnia nie opuścił pan swojego domu 160 w Hampstead z zamiarem popełnienia przestępstwa. . Ŝe miał rację. istnieją . a tymczasem ławy prasowe opustoszały. ale Brent potraktował mnie z tą samą pogardą co redakcja jego pisma. poczuł.PrzecieŜ nie chciałem go uderzyć.Tak.zdziwił się sędzia. .Aha . Pytałem siebie. JeŜeli ty. . Później okazało się. .

w odróŜnieniu od pozostałych . . w owych latach jeszcze nie odkryty. nachylony nad kierownicą. Ów rejon postanowiliśmy z Bernadette objechać tego lata naszym starym wozem. Stary tryumf mayflower wjechał z wysiłkiem na wzgórze i całkowicie ucichł. co nazywa się przywilejem absolutnym. 162 cych drewnianych wozach zaprzęŜonych w woły.PrzecieŜ ty zrobiłeś dokładnie to samo.powiedziałem ale dalej na pewno nie. a ja. w kaŜdym razie pierwsze poza Anglią i Irlandią. Nie widać było ani kominów fabrycznych.Zawsze to lepiej niŜ tkwić tu całą noc . ale kiedy zbliŜałem się do stromego zakrętu.Zdaje mi się. Ŝeby nie zgasł właśnie w tym miejscu i nie pozostawił mnie zagubionego w dzikim. Cały rejon Dordogne. był terenem. Modliłem się do wszystkich irlandzkich świętych.stwierdziła moja lepsza połowa. śadne autostrady nie przecinały porosłych zielenią dolin.Tam w dole jest wioska . Tę historię opowiedział mi jeden z irlandzkich przyjaciół. próbując wydobyć resztki mocy z zamierającego silnika. Ŝe właściwie nie naleŜy do Ŝadnej kategorii. OBOWIĄZEK* Silnik samochodu krztusił się juŜ od trzech kilometrów. których mieszkańcy Ŝyli z płodów pól. jakim mnie przedstawiłeś. w kaŜdym razie przez tak zwane wytworne sfery. Wyłączyłem zapłon. francuskim krajobrazie. Być moŜe jest to objaw idiosynkrazji. Ŝe jesteśmy tutaj . Przyłączyła się do mnie Bernadette i oboje patrzyliśmy na drugie zbocze wzgórza i na wiejską drogę prowadzącą ku dolinie. PodąŜyłem oczami za jej wzrokiem.Ale ja przecieŜ wcale nie jestem taki. . . Najwyraźniej coś nawaliło pod maską wozu. Między drzewami prześwitywała kościelna wieŜa i kawałek dachu stodoły. . Siła cięŜkości doprowadziła nas do skraju czegoś. . Nie wolno mówić o drugim człowieku takich rzeczy. . Były to nasze pierwsze zagraniczne wakacje.MoŜe uda nam się zjechać tam bez silnika . Spojrzałem sceptycznie na nasz samochód. Przy wąskich drogach stały wioski. W panującej dokoła ciszy zjeŜdŜaliśmy ze wzgórza w kierunku odległej wieŜy. składającą się z dwóch tuzinów budynków.zdziwił się Chadwick. wcisnąłem do końca sprzęgło i zwolniłem ręczny hamulec. najpierw powoli. później nabrał rozpędu.Rzeczywiście. F.txt mówiłem z ławy oskarŜonych. Z tego powodu . Wyjąłem z samochodu mapę drogową. Ustawiłem przekładnię biegów na luz. choć pięknym. Wsiedliśmy na powrót do samochodu. obejrzałem ją i wskazałem miejsce połoŜone na północnym stoku doliny Dordogne. a ja byłem całkowitym ignorantem w sprawach technicznych. zaciągnąłem ręczny hamulec i wysiadłem.wczesne lata pięćdziesiąte .oznajmiła.Dlaczego? . Bernadette wpatrywała się w wijącą się przed nami drogę. Ŝe to opowiadanie róŜni się od innych zawartych w niniejszym zbiorze tym.był niezwykle piękny. przysięgając. Mayflower zaczął toczyć się w dół. poczułem. Ten letni wieczór . Skorzystałem z czegoś. . Wysiedliśmy. . Ŝe zaczął ostatecznie nawalać.powiedziała. gdzie królowała prawdziwa francuska wieś i gdzie od wielu wieków mało co się zmieniło. a siłą rozpędu dojechaliśmy do połowy wiejskiej drogi. a zbiory zwoŜono na skrzypią* Zwrócono mi uwagę.Forsyth Opowiadania. pompowałem pedał gazu. Tam wóz się zatrzymał. Ŝe mimo to pozostanie. ale postanowiłem. Zapadał zmierzch.napisałem opowiadanie w pierwszej osobie.F. potem na wzgórze. Ŝe jest prawdziwa i Ŝe przydarzyła mu się osobiście. ani strzelających w niebo słupów wysokiego napięcia. Strona 98 . Siedząca obok Bernadette obrzucała mnie niespokojnymi spojrzeniami. co okazało się malutką wioską.

Ah. Bernadette usiadła pod drzewem o kilka kroków.Currus meus fractus est . ująłem go za ramię i zaprowadziłem na tył wozu. wskazując to na drogę. z dyszlami wbitymi w kurz. Znaczyło to w istocie "Mój rydwan jest złamany".Anglais? . Bernadette i ja.powiedział. est fractus currus teus. Przy samochodzie został ksiądz. zawołałem po angielsku: .Irlandais . Szukałem w pamięci francuskich słów. Ŝeby go pozdrowić.Ojcze! To wystarczyło. iŜ nasz samochód nie moŜe przez całą noc blokować drogi. Kiwałem głową i uśmiechałem się. z którym nie moŜna zamienić ani jednego słowa. Na okrągłej twarzy księdza ukazał się wyraz zrozumienia. W owych czasach księŜa ubierali się jeszcze w długie sutanny z szerokim pasem i kapelusze o wielkim rondzie. Kiedy był juŜ bardzo blisko. 164 . Ŝe tłumaczy swojemu parafianinowi. w którym. Ksiądz uśmiechnął się jak do uprzykrzonego dziecka. Domyśliłem się. stanowiąca widocznie ośrodek miejscowego Ŝycia. stały przy drodze. . Ŝe nie jestem dumnym właścicielem domagającym się podziwu dla swojego wehikułu. JuŜ zdecydowałem się zapukać do jednego z zamkniętych domów i spróbować . któremu zepsuł się wóz? Łacina! pomyślałem. Wskazałem na maskę samochodu. kiedy zza kościoła wyłoniła się samotna postać i ruszyła w naszym kierunku. Twarz księdza rozjaśniła się. ale turystą. ale na pewno zapamiętał trochę łaciny ze szkolnych czasów.odparłem w nadziei. Po kilku minutach ksiądz wyszedł w towarzystwie wielkiego męŜczyzny ubranego w niebieskie płócienne spodnie i koszulę typową dla francuskiego chłopa. Ale czy ja nie zapomniałem swojej? Usiłowałem wydobyć ją z zakamarków pamięci.potwierdziłem. zrozumie moją sytuację. ale ich właściciele znajdowali się widać gdzie indziej. 163 Wskazałem na nasz samochód. Ŝe mnie zrozumie. Ŝe jest to ksiądz. a w tekście liturgicznym niewiele jest wyrazów odpowiednich do wytłumaczenia komuś problemów zepsutego tryumf a. Ksiądz był niemłody. ZbliŜyli się do nas i ksiądz zaczął szybko mówić coś po francusku. Jak mu wytłumaczyć. podszedł do nas i uśmiechnął się. . Ŝe myli się ich z Anglikami. Obydwaj kiwaliśmy głowami i uśmiechaliśmy się. Powinienem był wcześniej o tym pomyśleć.zapytał. Wskazałem tabliczkę. Ksiądz zatrzymał się. Ah.Forsyth Opowiadania. widniały duŜe litery napisu: IRL. któremu zdarzyło się spędzić jakiś czas na oczekiwaniu nieznanego wydarzenia w towarzystwie człowieka. czarno na białym. zorientowałem się.. mieściła się wiejska kawiarnia. Ksiądz takŜe kiwał głową i takŜe się uśmiechał.powiedziałem do księdza. Jeden z historycznych kłopotów Irlandczyków polega na tym. Szybkim krokiem ruszył w głąb ulicy i wszedł do budynku. On pierwszy przerwał milczenie. Szedł ku nam szybkim krokiem.mimo całkowitej nieznajomości języka francuskiego .. Strona 99 . Na próŜno. a obok niego kłusował ksiądz. jak stwierdziłem później mijając go. pater meus . Zastanowił się przez chwilę. . Ŝebyśmy na niego zaczekali.In v e r i t a t e. Znowu potrząsnąłem przecząco głową. ale poza tym. Czytelnik. Chłop skinął głową i oddalił się bez słowa. to na samochód. Samotna kura rozgrzebywała pył przy ceglanej ścianie stodoły. ale spełniło swoje zadanie. . filius meus? powtórzył. po czym zrobił znak. Dwie porzucone fury. Pokręciłem przecząco głową. Holandais! .podeszła bliŜej. Ŝe słyszałem ją w kościele. . Za młodu próbowano wpoić we mnie łacinę.wytłumaczyć jego mieszkańcom moją sytuację. na której. wskazując najpierw na Bernadette potem na mnie.txt Uliczka wydawała się całkowicie pusta. Nogi tego faceta w butach na sznurkowych podeszwach wzbijały tumany kurzu. nie stykałem się z nią od lat.

dość zniszczoną tablicę. Ksiądz wskazał na zegarek i na garaŜ. hall czy jak to nazwać. Okrągła twarz z rumianymi policzkami. potem pokonał jeszcze jedno wzgórze i skręcił w podwórze fermy. spomiędzy dwóch wąskich. Ŝebyśmy wsiedli do samochodu. Istnieją zmagania. drewniane koryto leŜało obok ręcznej pompy. Partie d'Angleterre? . ale my zaprowadzeni zostaliśmy do kuchni. w niemałej mierze za przyczyną poświęceń ojca i wuja Bernadette. ja z walizką w ręku. W zapadającym zmierzchu dostrzegłem nad budynkiem. Ŝebym wyjął z samochodu walizkę. Ŝe wodę pobierano ze studni. . salon. dając mu do zrozumienia. Sympatyczny ksiądz pomachał nam na poŜegnanie i tyleśmy go widzieli. Ŝe chce mi się spać. Pokazał nam. Ŝe była podobna do wielu innych. . jakich jest tam kilkaset tysięcy. Zostaliśmy podholowani za zakręt i w głąb podwórza. Nie było to ani miejsce. ale ksiądz skinął głową na znak zgody. Kobieta zaprosiła nas do wnętrza domu. o co chodzi.Irlandais? . Chłop zbliŜył się do drzwi i zastukał. ani czas. Zatrzymał się pod domem i kazał nam zeskoczyć na ziemię. Stodoła była zamknięta. Ktoś widać robił zapas paliwa na zimę. jak wali w drzewo. Po chwili otworzyły się drzwi i w świetle parafinowej lampy ukazała się niemłoda kobieta niskiego wzrostu. bawialnia. Wszystko spalone słońcem i wyblakłe. Ŝe będzie otwarty nazajutrz o siódmej rano. Podczas gdy rozmawiał z kobietą. które zdawało się pokryte mieszaniną kurzu i krowiego łajna. który wyglądał na jeszcze jedną stodołę. Ŝeby wytłumaczyć dobremu ojcu. Mimo zapadającego zmroku zauwaŜyłem. Ręczna pompa przy kamiennym zlewie świadczyła.Forsyth Opowiadania. W pewnym momencie wieśniak uniósł rękę i powiedział: . Małe gospodarstwo rolne.Nic mi to nie mówiło. Ale posuwał się naprzód i zatrzymał się tuŜ przed naszym samochodem.Kiwnąłem głową i uśmiechnąłem się . 165 Nasz milczący kierowca pojechał na drugi koniec wioski najpierw przez mostek na strumieniu. być moŜe. Aby przyciągnąć uwagę księdza. których niepodobna wygrać. Potem obrócił się do mnie i wskazał na migi.szepnęła Bernadette.Preece. Skinęła głową. Nastąpiła ponownie szybka wymiana zdań między księdzem i chłopem. Ksiądz dzielnie maszerował obok nas. a opodal wznosiła się góra kompostu. Westchnąłem. Ubrany na niebiesko wieśniak przyczepił grubym powrozem mój wóz do haka traktora. słychać było. na której buszowało stadko brunatnych kur.A co my będziemy robili do tego czasu? . Pojął. Staliśmy obok siebie na tylnym stopniu traktora jak głupi. Traktor ruszył i wyjechał z podwórza na drogę. Typowa tradycyjna mała ferma. Postawiłem walizkę na podłodze. Ŝe nieobecny w tej chwili mechanik zajmie się naprawą naszego wozu. a ksiądz dał nam do zrozumienia. w niej stół i dwa zniszczone fotele przy kominku. W tym momencie z małej uliczki. Izba o kamiennej podłodze. siwe włosy zebrane Strona 100 . Była tam. Światło dawała lampa naftowa. a potem trzask rozszczepiających się polan. wszedł na tylny stopień traktora i trzymał się go mocno rękami. Nasza gospodyni okazała się kobietą pełną uroku. Silnik traktora robił straszliwy hałas. zanim zamilkł. pokazał nam otwarte drzwi domu i odjechał. ceglanych stodół.txt . Są one kręgosłupem francuskiej gospodarki rolnej. Nic z tego nie rozumiałem. a głos jego silnika brzmiał niewiele lepiej niŜ silnika mojego tryumfa. Była tam obora dla krów i stajnia dla koni i wołów. ja rozejrzałem się po fermie. Domyśliliśmy się. W tym świecie zaprzęŜonych w woły i konie wozów był to zapewne jedyny pojazd mechaniczny. Zrobiliśmy to oboje.Irlande? Kiwałem głową coraz energiczniej i coraz szerzej uśmiechałem się. Kierowca traktora powiedział coś do niej i wskazał na nas. wyjechał chłop na starym. gdzie produkowano wszystkiego po trosze. rozklekotanym traktorze. przyłoŜyłem dłoń do policzka i pochyliłem głowę. iŜ Irlandia nie jest częścią Anglii.spytał. Zadowolony chłop powrócił do traktora. Widniał na niej napis Garage. staroświeckie i mało wydajne. ośrodka Ŝycia rodzinnego. Do naszych uszu dochodził rytmiczny odgłos uderzeń siekiery.

Mam nadzieję . 166 porośnięte chwastami podwórko. parującej zupy jarzynowej. białą. znikało.powiedziała Bernadette.To sympatyczny mały pokoik . Była poŜywna i stanowiła główne danie. Podszedłem do okna. i poprosiła. Z garnka wydobywał się kuszący zapach i wzbudzał we mnie szalony apetyt.Ŝe nie ma tam pcheł. Zrozumieliśmy. Ŝe znaleźliśmy miejsce. W dziesięć minut później Bernadette wróciła z góry. po czym rozlegał się trzask rozłupywanego polana. co niestety nie dotyczyło mnie. która zrozumiała. My jedliśmy dalej. . szczebiotliwym śmiechem. wbrew ponurym przewidywaniom. toteŜ napełnialiśmy miski po brzegi i wsuwaliśmy ochoczo jej zupę. servez vous . ale odmówiła. Nie wykazał jednak najmniejszego zainteresowania dwiema obcymi osobami przy swoim stole. a Ŝona podała mu natychmiast pełną po brzegi miskę zupy. Pani Preece przyglądała się nam. Ŝe głową sięgał niemal sufitu. spracowane ręce i długa szara suknia z białym fartuchem. smakowite bagietki. Plusk tej wody dochodził mnie przez chwilę z okna na pierwszym piętrze. Ŝe mogą być. odświeŜona. Kobiety udały się wraz z walizką na górę. Nad nim ukazywało się od czasu do czasu ostrze siekiery. a tak nam smakowała. Poruszał się powoli. Mimo Ŝe nie rozumiała słów Bernadette. Madame Preece usiadła na swoim krześle. Ręce miał wybrudzone ziemią i prawdopodobnie innymi substancjami. które na próŜno usiłowała wymówić. Usiadł bez słowa na swoim miejscu. Powitała nas wesołym. Nagle odgłosy rąbanego drzewa ustały i w kilka sekund później otworzyły się kuchenne drzwi. . uśmiechała się i kiwała głową. jak wieśniak wcina pełnymi łyŜkami i zagryza wielkimi kęsami chleba. oczy niebieskie.txt w kok na karku. Wstałem. Kątem oka widziałem. Ja obawiałem się jednak. . typowo celtycką karnację. Gospodarz przybył na kolację. 167 Wyglądał na mniej więcej sześćdziesiąt lat. Patrzył na nas. Ŝe zjedliśmy aŜ po trzy porcje. z którego wystawała metalowa chochla. Ŝe jej teŜ naleję. Ŝebyśmy się obsłuŜyli. Ŝeby go powitać. Nalałem Bernadette gęstej. łyŜki i długie.powtarzała. znów rzuciła ciepły uśmiech w naszą stronę i skinęła swoją ptasią główką. Ŝe jest zadowolona. w której pływało mnóstwo ziemniaków. gdzie obok drewnianej szopy stał wśród chwastów wóz.dodała Bernadette z wesołym uśmiechem . podczas gdy madame wyjaśniała mu powód naszej obecności. monsieur. przez które wpływało do kuchni ciepło wieczoru. Zaproponowałem pani Preece. Uniosłem brwi. Ŝe będzie mogła obejrzeć nasz pokój i umyć się. a my wymieniliśmy nasze nazwiska. Pani Preece skinęła na Bernadette. jakie trapiły nas jeszcze godzinę temu na wzgórzu. Przedstawiła się nam jako madame Preece. Po chwili zaprosiła nas do stołu i połoŜyła przed nami porcelanowe miski. Siwe włosy miał krótko ostrzyŜone. które bez ceremonii odrywa Strona 101 . Ŝe moŜna by je umyć.co niebawem okazało się słuszne człowieka o wielkiej sile połączonej z ograniczoną inteligencją. Pani Preece zaprosiła nas gestem do zajęcia zniszczonych foteli i zaczęła się krzątać przy kuchennej sczerniałej Ŝeliwnej tafli w drugim końcu izby. Od szopy ciągnęło się krótkie ogrodzenie wysokości około dwóch metrów. Widocznie takie tu były zwyczaje. gdzie moŜna przenocować. Farmer był tak wielki. wnioskowała z tonu jej głosu. ale nie przywitał się. uszy maleńkie jak guziczki. ale byliśmy szczęśliwi. Miała delikatną. potem ktoś wylał ją na podwórko.Forsyth Opowiadania. Usiadłem więc i zabrałem się z powrotem do jedzenia. Robił wraŜenie . ale nie wpadło mu nawet do głowy. Ŝe rozmowa z nią będzie musiała się ograniczyć do uśmiechów i kiwania głową. Umyła się w porcelanowej miednicy zimną wodą z kamiennego dzbana. Moja Ŝona była bardzo uczulona na ukąszenia pcheł i komarów. Mówiła coś do siebie niemal bez przerwy. robiły jej się od tego na całym ciele wielkie bąble.Servez vous. Wreszcie postawiła na środku stołu duŜy garnek. Okno wychodziło na tylne.

Słyszał całkiem dobrze. Bernadette i ja próbowaliśmy rozmawiać ze sobą. Nazwisko jego nie brzmiało Preece. Oboje byliśmy nachyleni nad stołem. ułoŜyła się nam jego historia i oczarowała i mnie. Do Bergerac. jaką mogłoby to zrobić w naszym budŜecie. zanim je wypowie. Chodziło nam raczej o przerwanie milczenia niŜ o wymianę zdań. w czasie pierwszej wojny światowej. Ŝe samochód zostanie z rana naprawiony powiedziałem. ale ciekaw byłem. Nie mieliśmy sobie nic więcej do powiedzenia.zapytała mnie Bernadette pomiędzy dwoma łykami zupy. i to po angielsku: . Kilometrów. i Bernadette. tak! Mój mąŜ to wielki talent lingwistyczny. tylko Price. .Czy pan się urodził w Anglii? . Trwało całą minutę. Strona 102 . . był zwykłym szeregowcem w walijskim pułku. Po dobrych dwudziestu sekundach powiedział całkiem wyraźnie po angielsku: 168 . Ale w rzeczywistości rozmowa trwała wieki. Jego procesy myślowe były tak powolne. znalazł się Walijczyk. Za to ja spojrzałem przez stół na madame Preece. Przed czterdziestu laty.powiedziałem.Chyba Bergerac . Rzuciłem okiem na madame Preece. ale tak wymawiali je Francuzi. Pomiędzy męŜem a Ŝoną nie toczyła się Ŝadna rozmowa. Czterdzieści cztery. Wzdrygnąłem się na myśl o wyrwie. Bernadette wskazała dyskretnym ruchem głowy na farmera. Bardzo powoli. bo mapa została w samochodzie. Bernadette i ja odłoŜyliśmy łyŜki. Nawet na nas nie spojrzał. nim się odezwał. Ŝe gdybym. czytelnik umarłby z nudów. ale podnieśliśmy głowy i spojrzeliśmy po sobie ogromnie zdziwieni. co trwało czasem kilka sekund. . .Mam nadzieję. Uśmiechnęła się z zadowoleniem i jadła dalej.Pan zna angielski? . więc znowu zapadło milczenie. .Walii . a potem nagle odezwał się głos znikąd. opowiadając tę historię. długie przerwy.Przepraszam pana? .txt od bochenka.zwróciłem się do farmera. Evan Price. jakie wraŜenie zrobią jego słowa na słuchaczach. Ŝe farmer źle słyszy. Próbowałem sobie przypomnieć jego nazwę. Ŝe jest bardzo ostroŜny i chytry i Ŝe myśli o tym. jaka wywiązała się między nami w ciągu następnych dwóch godzin. Muszę wyjaśnić. i dopiero później wypowiadał ją. Ale myliłem się. Ŝe tu. słowo za słowem. Uśmiechnęła się wesoło. zastanawiał się nad jego znaczeniem. Ŝeby zadawać sobie trud prowadzenia tak wyczerpującej rozmowy. jakby chciała powiedzieć: O. Pochodził z Rhondda Valley w Południowej Walii. Nie zareagował. . i wiele łyŜek zupy i kawałków chleba zniknęło w jego ustach. nie przyśpieszał nieco dialogu. ale zauwaŜyłem. a czasem całą minutę. jak to się stało. na które nie zwracał najmniejszej uwagi.Jakieś sześćdziesiąt kilometrów. Ciągle wcinał zupę i chleb. Po długotrwałej ciszy otrzymałem krótką odpowiedź: . Ŝe ona rzuca mu od czasu do czasu tkliwe i jakby pobłaŜliwe spojrzenia.Czterdzieści cztery.zapytałem znowu. Z początku myślałem. Ŝe gdy usłyszał pytanie.powiedział i wepchnął do ust kawał chleba.Daleko to? . zanim skinął potakująco głową. . poniewaŜ pomiędzy moimi pytaniami a jego odpowiedziami zalegały nie kończące się. Upłynęło trochę czasu.Jak nazywa się najbliŜsze miasteczko? . Potem uznałem. obmyślał odpowiedź. będę musiał pojechać do najbliŜszego miasteczka po części zapasowe albo wezwać pogotowie drogowe. w samym sercu francuskiej prowincji. podobnie jak szachista zastanawia się nad kaŜdym ruchem. Po prostu miał spóźniony zapłon. MoŜe nie było powodu.Forsyth Opowiadania. . Ale w tym takŜe się myliłem. Ŝe to coś powaŜniejszego.JeŜeli okaŜe się. był mało rozgarnięty.Czterdzieści cztery.powiedziałem.

Ach tak! My właśnie pochodzimy z Dublina. Price nigdy juŜ nie powrócił do Walii.W Dublinie. która poprzedziła koniec wojny. chwytając od czasu do czasu znajome słowo i uśmiechając się słodko. która wkrótce zakochała się w pacjencie.Długo pan tam przebywał? .powiedziała.odpowiedział po nieskończenie długiej chwili. ale to bardzo powoli. ciemnooka. Po śmierci rodziców jego Ŝona. doceniają jego uroki. Zrobił to wcześniej. był zbyt chory. Pod koniec 1915 roku przeniesiono go do oddziałów garnizonowych w Irlandii i zakwaterowano w zimnych barakach przy Islandbridge na południowym brzegu rzeki Liffey w Dublinie. wielkim dzieciaku. ciągłe słanie łóŜka. zakochanej w bezradnym. kiedy ogłoszono zawieszenie broni. Tam opiekowała się nim młoda pielęgniarka. Dublińczycy są raczej dumni ze swojego miasta. Powinienem się był tego domyślić.Co pan tam robił? . do 1917.Co za piękna historia. Price nie okazał najmniejszego zainteresowania jej reakcją. ucieszeni tą miłą niespodzianką.zainteresowała się Bernadette. . jako jedynaczka. Price chrząknął i skinął głową. kiedy inni pojechali juŜ do Flandrii. leŜącym w szpitalu we Flandrii.1915. Ciasne pomieszczenia w baraku. niski. Ŝołd i nie kończące się. naleŜącą do. . a Ŝona nalewała mu trzecią porcję zupy. przeniesiono go więc do francuskiego szpitala. Pobrali się i pojechali na małą fermę 169 w departamencie Dordogne. Dotknęła ramienia Price'a.W wojsku . Urodził się w 1897 roku w Rhondda Valley jako syn bardzo ubogich rodziców. Prawdopodobnie powinienem był dać spokój dalszym indagacjom. prostodusznym. . nawet jak na owe czasy. Usiłowałem wyobrazić sobie. braku odzieŜy i mieszkania.zapytała go Bernadette.Przykro mi. Spojrzeliśmy na siebie z Bernadette. Price nie wstąpił do wojska w 1917 roku. co z głodu. Stosunek Bernadette do farmera ochłódł nieco. panie Price . . odziedziczyła fermę. Miał trudne i ponure Ŝycie. przebywał w obozie ćwiczebnym i w składach wojskowych w Walii. Przedtem był w garnizonie armii brytyjskiej w Irlandii.. jak wyglądała w 1918 roku. Do końca słuŜby pozostał szeregowcem. W 1914 roku wstąpił do wojska nie tyle z patriotyzmu. Ŝywa i sprawna.Jesteśmy z Irlandii . .rodziców panny młodej.txt Wziął udział w drugiej wielkiej bitwie nad Marną. . słuŜba wartownicza w mroźne noce i obchody Strona 103 . Ale moja przeszłość dziennikarska zmusiła mnie do stawiania dalszych pytań. w której znajdowaliśmy się w tej chwili. Była na pewno szczupła. Madame Preece przysłuchiwała się tej przydługiej rozmowie. bezduszne czyszczenie munduru. kiedy cudzoziemcy.Gdzie pan stacjonował? .Forsyth Opowiadania.Czy był pan kiedyś w Irlandii? . ruchliwa jak wróbel. . Został cięŜko ranny i od tygodni leŜał w szpitalu brytyjskiej armii. Przypuszczam.. a nawet Ŝołnierze angielscy. Ŝe to nuda ówczesnego Ŝycia zohydziła mu Dublin.Nie. NaleŜała do fanatycznie republikańskiej rodziny.Kiedy to było? . butów. .Pracował pan tam? . . . Mijały sekundy.Dwa lata. Gdy wojska brytyjskie opuściły kontynent. Przebieg kariery byłego szeregowca Price'a został opisany przez niego 170 bardzo. guzików.powiedziałem. Czy podobał się panu Dublin? . . Lubimy. . Ŝeby móc się z nimi ewakuować. Przez dwanaście miesięcy. Bernadette takŜe wzruszyło opowiadanie o młodej francuskiej pielęgniarce. Zamilkł. a do Flandrii wysłano go dopiero w 1917.Nie.

Nie palił. Bernadette siedziała bez ruchu.Tylko raz ..Forsyth Opowiadania. Robił wraŜenie zadowolonego. Wyczuwało się jego wysiłek.. głównie za morderstwa czy gwałty. potem skinął głową. co czuje człowiek. Pozostawiłem pana Price'a w fotelu przy kominku. do którego pan strzelał? Ale to było dla niego za trudne. . Ŝe w owych czasach odbywały się w Irlandii liczne egzekucje. na kredowobiałą twarz. Dzięki Bogu. nacelować broń na białą łatę naszytą w miejscu. .odpowiedział. Wpatrywał się w płomienie. O owej pogodnej wiośnie w 1916 roku. Czy potrzebowano do tego Ŝołnierzy? Zgodnie z regulaminem wojskowym sądy polowe skazywały równieŜ Ŝołnierzy na śmierć. Orientowałem się. Chyba na wiosnę.Proszę sobie przypomnieć. Wychyliłem się naprzód i dotknąłem jego ramienia. która nie rozumiała ani słowa. przywiązanej do słupka odległego o dwadzieścia metrów. nie czytał. uprzejmy uśmiech w stronę madame.W 1916.nalegałem. Piwo w kantynie i tyle..zapytałem go. . których sprowadzono do rozStrona 104 . nie przestając zajadać zupy. -. Naprawdę próbował. Naprawdę próbował.A co takiego? . kiedy kaŜe mu się wziąć udział w egzekucji. o czym myśli. Kim był człowiek. ale nie mógł sobie nic przypomnieć. uderzyła na budynek poczty i wiele innych publicznych gmachów.. kiedy w wielkanocną niedzielę grupa ludzi. Czy wieszano ich.To tak dawno . Rzuciła sztuczny. On po prostu zapomniał. . Ale czy ten powolny. . Ale robili to przecieŜ kaci. Pan Price podniósł na mnie swoje przezroczyste niebieskie oczy i pokręcił głową. Pomyślałem. Podniósł na mnie oczy. Tylko madame. Price próbował wydobyć z pamięci to zdarzenie.odparł. Bernadette leŜała bez ruchu. O tym samym co ja. . Zastanawiałem się. Rozebrałem się przy wpadającym przez okno świetle księŜyca i połoŜyłem do łóŜka.Czy był pan członkiem plutonu egzekucyjnego? 171 Jak zwykle namyślał się przez dłuŜszy czas.zapytałem.powiedział. na spazm podrygującego ciała. Wreszcie potrząsnął głową. brać go na muszkę. Po prostu zastanawiał się nad uczciwą odpowiedzią. mierzyć z karabinu do ludzkiej istoty.Bardzo dawno . A potem powrót do baraku. ale to była prawda. Naprawdę powinienem był dać spokój temu człowiekowi. na rozkaz nacisnąć spust. Wiedziałem teŜ. Musiał się cieszyć.txt placówek w strumieniach wiecznie padającego deszczu. Bernadette odłoŜyła łyŜkę i zesztywniała. ale nie chciało mi się paprać z naftową lampą.Idę do łóŜka . W Mountjoy wieszano pospolitych morderców. kiedy po dwóch latach został przeniesiony.Niech pan sobie przypomni. Proszę próbować. Poszedłem na górę po dwudziestu minutach. W końcu powiedział: . znudzony do niemoŜliwości. Ŝe pewnie kłamie. kiedy to było . czuć odrzut karabinu na ramieniu.. ale wiedziałem. Nasz pokój tonął w ciemności. czyszczenie karabinu i sute śniadanie.Czy pamięta pan. Myśleliśmy o setkach Ŝołnierzy. A rozrywki?.Czy przydarzyło się tam panu coś ciekawego? . Powiało chłodem. czy teŜ rozstrzeliwano? Tego nie wiedziałem.odpowiedział. . niewiele tego było za Ŝołnierski grosz.powiedziała do mnie . Bernadette wstała. Ŝe nigdy nie zaznałem i nie zaznam takich przeŜyć. i jej dziwny mąŜ nie zmienili wyrazu twarzy. gdzie znajduje się serce Ŝywego człowieka. Ŝe nie śpi.. słyszeć huk. zamknięty w sobie człowiek potrafił się w ogóle z czegokolwiek cieszyć albo smucić? . Kontakty z katolicką ludnością prawie Ŝadne. oddana niepopularnej jeszcze podówczas idei Irlandii niezaleŜnej od Anglii.Egzekucja . Nie było w nich obłudy. patrzeć na spętaną postać. kiedy to było? .przyjdź niedługo. .

o co mu chodzi. kiedy się urodziła. właśnie Pearse. Nie było wśród nich szeregowca Price'a. O Ŝołnierzach. czekających cierpliwie na przyprowadzenie więźniów pod stojący pod murem słupek. Myślałem. Chrząknąłem. Była zatopiona w myślach. Strona 105 . Potem wręczył mi klucze i Ŝyczył dobrej drogi. Ubraliśmy się we wczorajszą odzieŜ i zeszliśmy na dół. a hałas. jak się okazało. Te myśli o chłodnych majowych porankach tuŜ przed świtem. Bernadette poruszyła się. Powtórzył je kilka razy. PrzecieŜ rozstrzeliwano z wyroku sądu polowego takŜe gwałcicieli. Myśleliśmy o dymie i huku. uwielbiany brat jej ojca. Starszy. Tego dzisiaj. jaki robiło ptactwo domowe. Mechanik tłumaczył mi coś z szaloną swadą. przeklinali ich i obrzucali odpadkami za to. Wiosna to długi okres. rabusiów. który nie Ŝył juŜ. ale rozumiałem tylko jedno słowo. ale fakty są takie: kiedy skutych łańcuchami powstańców prowadzono do dublińskich doków. Kara śmierci obejmowała róŜne przestępstwa. ale nie było go widać..txt pędzenia powstańców ogniem karabinowym i artyleryjskim. W tych wielkich wydarzeniach nie było dla durnego szeregowca roli do odegrania. jakby usuwał z rurki brud. mógłby obudzić nieboszczyka. wreszcie o powstańcach. gdyby nie głupia i szaleńcza decyzja władz brytyjskich: stracenia szesnastu przywódców powstania. Ŝe pan Price pomoŜe mi porozumieć się z tym człowiekiem. o Irland172 czykach i Anglikach. kiedy podkute buty Ŝołnierzy z plutonów egzekucyjnych waliły w bruk w drodze z koszar do więzienia. który nie odzywał się* po angielsku do straŜników więziennych. których w końcu wyprowadzono z poczty. Na pewno. gdyŜ wspomniałby na pewno o tym wydarzeniu. uŜywając wody z dzbanka. W ciągu roku nastąpiła całkowita zmiana nastrojów. Po dwóch latach partyzantki uzyskano niepodległość. morderców i dezerterów w armii brytyjskiej. w której ginęło tylu ludzi. Clarke. madame Price przywołała mnie ruchem ręki przed dom. Działo się to między 3 a 12 maja w więzieniu Kilmainham. carburateur. Madame Price postawiła przed nami kubki pełne gorącej kawy z mlekiem i chleb z masłem. był właścicielem garaŜu. Tak wtedy było. a wśród nich większość katolickiej biedoty. po czym dmuchnął. w wyborach 1918 roku partia niepodległościowa zdobyła zaufanie całego niemal kraju. Zjedliśmy wszystko z apetytem. zielono-pomarańczowo-białej fladze. skąd wywoŜeni byli za morze do liverpoolskich więzień. Umyliśmy się. zanim de Gaulle wynalazł nowe franki. O'Connel. ZaŜądał tysiąca franków. To wszystko nonsens. Farmera ani śladu. o ruinach i zgliszczach. który nudził się w baraku. MacDonough i Padraig Pearse. odpowiadało mniej więcej jednemu funtowi. wywieszonej na szczycie budynku. Ŝe zapiszę się na kurs podstaw mechaniki. i wysoko uniósł głowę. którą ściągnięto i zastąpiono brytyjską. nie uczy się w szkołach. co w tamtych czasach. I na pewno myślała o swoim wuju. o zabitych i umierających. zirytowany własną głupotą. Ogoliłem się jak mogłem. Postanowiłem przestać myśleć i zasnąłem. Na upstrzonym krowim łajnem frontowym podwórku stał mój tryumf i człowiek. patrząc prosto w lufy karabinów. Przysiągłem sobie. Miednicę opróŜniliśmy przez okno na 173 podwórko.. bo słońce zaraz po wschodzie świeciło prosto w nasze okno. Znałem je. Price powiedział "na wiosnę". Rozliczyłem się z madame Price. Wiosna 1916 roku przyniosła wielkie wydarzenia małemu narodowi. który przed sądem polowym mówił wyłącznie po irlandzku. dublińczycy. O dziwnej trójkolorowej. I o innych. bo to nie jest przydatny. Obudziliśmy się wcześnie. pokonanych i bezsilnych. Poza tym toczyła się wojna. Ledwo skończyłem pić kawę. oficjalny mit. Ŝe tyle nieszczęść sprowadzili na głowy mieszkańców miasta. który.Forsyth Opowiadania. gdy słońce ukazało się na horyzoncie. oczywiście. I na tym by się moŜe skończyło. Przyda się wyschniętej ziemi. dając jej drugi tysiąc franków (wtedy podróŜowało się naprawdę tanio!) i przywołałem Bernadette. Zrozumiałem.

W ten rześki kwietniowy poranek. Patrzyliśmy w milczeniu. Ŝe zamierza nas zaatakować. niezdolni do Ŝadnej reakcji. przyjaciel zajmujący się jego zdrowiem od lat. DOKŁADNY CZŁOWIEK Timothy Hanson był człowiekiem. Zobaczyłem pana Price'a. który podchodził do Ŝyciowych problemów spokojnie i rozwaŜnie. gdy stał na górnym stopniu schodków prowadzących do domu przy Devonshire Street. kwatermistrz podaje karabin i jeden ostry nabój. który biegł ku nam przez podwórko.Potwór. Ta wojna poprowadziła naród na drogę do niepodległości.Nie. Wcisnąłem sprzęgło i ruszyliśmy ku miasteczku Bergerac. nawet wobec obcych pacjentów zachowywał się wzorowo.powtórzył . Ŝe jest to jeden z najgorszych momentów w Ŝyciu lekarza. Była blada jak ściana i zaciskała usta. zastanawiał się nad swoim losem. Twarz mu się wydłuŜyła. Gdy trzeba im było zakomunikować coś przykrego. A dziesięć sekund temu. Tak bardzo chciał nam zrobić przyjemność. Promieniał jak dziecko. machając wielką siekierą jak patykiem. kiedy zatrzymał mnie głośny okrzyk. który jednym strzałem rozniecił wojnę. Zatrzymał nas w ostatniej chwili.Timothy.Przypomniałem sobie! . wykazując pełne zainteresowanie i troskę. za szopę. .To nie potwór tylko człowiek. Struchleliśmy oboje. gdyŜ w pierwszej chwili pomyślałem. Szczycił się tym.kim był człowiek.Forsyth Opowiadania. po zastosowaniu której wybierał najkorzystniejszy wariant. . połyskujące drzwi zamknęły się za nim obojętnie. Po chwili rozległ się znowu odgłos ciosów siekiery. Gdyby chciał. . Silnik zapalił z miejsca. Cofnąłem samochód i przejechałem przez bramę.powiedziałem. który spełnił cudzy rozkaz i swoją powinność. która dla niego nie 174 miała Ŝadnego znaczenia.spory majątek i godną pozazdroszczenia pozycję społeczną. któremu przed laty. przyniosła mu . Wiedziałem. To był poeta. kochanie . Madame pomachała nam ręką po raz ostatni i zniknęła w głębi domu. Nazywał się Pearse. Hanson dał do zrozumienia. . w samym sercu lekarskiej dzielnicy Londynu. ja i Bernadette. Ŝe metoda zimnej analizy. Krzyki i to machanie siekierą miały zwrócić naszą uwagę i zatrzymać nas. po szalonym wysiłku. Wyobraźnia podsuwała mi obraz wielkiego niezdarnego chłopca z Rhondda Valley. którego wtedy zastrzeliłem. . przyszła mu wreszcie do głowy. Wobec przyjaciół był szczególnie taktowny i delikatny. Spojrzałem na podwórze: za płotem podnosiła się i opadała siekiera.Przypomniałem sobie! Nic nie rozumiałem. i kiedy czarne. cierpiał bardziej niŜ oni. . " WjeŜdŜałem właśnie na drogę. mógłby porąbać nasz samochód na kawałki. Ŝeby wydobyć zeń informację. Wyprostował się. Ramiona mu opadły. Lekarz osobisty.Przypomniałem sobie . Ŝe jego twarz jaśniała zadowoleniem.oświadczył trzymając rękę na teczce z kliszami rentgena i wynikami badań laboratoryjnych. a my patrzymy na niego obojętnie i nawet mu nie dziękujemy. Przeraziłem się. Ale natychmiast zobaczyłem.gdy osiągnął wiek średni . Strona 106 . Bernadette poruszyła się wreszcie i powiedziała: . Ŝe macha nią człowiek. w całej mojej karierze tylko trzy razy zmuszony byłem powiedzieć pacjentowi coś takiego . Wierz mi. obrócił i poszedł do swoich polan drewna.txt Załadowaliśmy walizkę i wsiedliśmy do wozu. by następnie realizować go konsekwentnie. CięŜko dysząc podbiegł do okna samochodu i wsunął swoją wielką głowę do środka.krzyknął. Ŝe tym ucieszy rodziców.Co pan sobie przypomniał? . Bernadette patrzyła nie widzącymi oczyma przez szybę samochodu. a my nie okazywaliśmy Ŝadnej wdzięczności! Wziął sobie do serca moje pytanie i całą noc wysilał nieszczęsny mózg. które dokonało czegoś nadzwyczajnego i wie. w koszarach Islandbridge. Ŝe wierzy przyjacielowi.

.powiedział Hanson. kusiłoby mnie. Wcale. Uśmiechnęła się więc i poszła dalej. PrzejeŜdŜali teraz przez dzielnicę będącą jak gdyby przejściem między centrum miasta z jego bogactwem Strona 107 .. Ale jeŜeli jest to cała reszta Ŝycia. Richards otworzył drzwiczki wozu.Nie . Wciągnął haust świeŜego powietrza. o co mi chodzi. w którym mieściło się jego przedsiębiorstwo. Rolls skręcił na południe w Great Portland Street i ruszył w kierunku rzeki. A będzie.Czysta robota zamoŜnym.JeŜeli jest cokolwiek. Ich spojrzenia skrzyŜowały się. iŜ podoba się starszemu panu. .. Teraz stał za progiem. bogactwo sklepów Oxford Street i obydwie siedziby władzy. ale dowód. albo leŜy w szpitalu z połamanymi nogami. Rzeczywiście serce miał w porządku. Ŝe to brzmi banalnie. Rolls minął posąg Erosa na Picadilly Circus i włączył się do ruchu na Haymarket. . Uprzytomniał sobie. bardzo silne. Richards wsunął się za kierownicę. rozmyślał. . Richards. drugie po drugiej stronie rzeki.. szofer.... Silne i zdrowe. wiem. ale to wcale nie. zamoŜnych adwokatów i gabinety przyjęć prywatnych lekarzy. udawał. który doskonale prosperował i ogromnie ceniono go w sferach handlowych. więcej nie było trzeba. Nie zamierzał jednak rozmawiać z szoferem na temat złośliwych tkanek. Prowadził w City dom handlowy zajmujący się rzadkimi i cennymi monetami. To wystarczyło. Lekarz odprowadził go do progu swojego gabinetu. Było zimne i czyste. Hanson patrzył poprzez Tamizę na zbliŜający się coraz bardziej gmach County Hall. nowe środki uśmierzające ból. Minął juŜ dawno wytworną dzielnicę Marylebone. Ŝe nic nie zauwaŜył. Ŝe ostatnie tygodnie będzie musiał spędzić w szpitalu. JeŜeli jest cokolwiek.. które poŜerają jego wnętrzności. Ŝe go nie zna i Ŝe nie było to pozdrowienie. Od Elephant and Castle domy stawały się coraz uboŜsze i bardziej zdewastowane.Do biura. . Ŝe pomimo koszmarnych podatków. który to widział. to wcale nie wydaje się duŜo. W ciągu nocy północno-wschodni wiatr oczyścił miasto. zorientowała się.Chyba nic złego z sercem. zdjął kapelusz i połoŜył obok siebie. miała błyszczące oczy i lekko zarumienione od chłodu policzki. Zdjął płaszcz.. Lekarz oświadczył mu.Ale znam cię przecieŜ. panie Hanson? .powiedział doktor. . nieco silniej kołysząc biodrami. jest człowiekiem bardzo 177 12. w pierwszej chwili zaskoczona. ale rozumiesz. w których obecnie znajdowały się przewaŜnie biura doradców finansowych. Oczywiście! Jak będzie z nim juŜ bardzo niedobrze.Gdybyś był innym człowiekiem. Hanson ścisnął ramię doktora i uśmiechnął się do niego przyjaźnie. wprowadzonych przez nowy socjalistyczny rząd. Ale istnieją anodyny. złoŜył go starannie. Hanson uśmiechnął się do niej odruchowo i skłonił siwą głowę.Do Kentu .zapytał. poza tym był właścicielem budynku. Spojrzał z górnego stopnia schodków na rząd wytwornych domów. Rolls przejechał juŜ rondo Elephant and Castle i jechał przez Old Kent Road. Ŝeby cię okłamać .Jeszcze pompuje. W ciepłym wnętrzu samochodu zrelaksował się. Ubrana biało recepcjonistka odprowadziła Hansona do drzwi 176 i otworzyła je.Forsyth Opowiadania. Szła w stronę Marylebone High Street. Dziewczyna. Hanson usiadł na tylnym siedzeniu.. Whitehall i County Hall. Hanson wtulił się w siedzenie i patrzył na obicie dachu samochodu. jeŜeli się siedzi w więzieniu.txt . jedno po jednej. Richards odwaŜył się postawić następne pytanie: . Była ładna. Był teŜ jedynym właścicielem firmy i w ogóle nie miał wspólników ani akcjonariuszy. Hanson podziękował mu za komplement i szczerość. Sześć miesięcy to całe wieki. a następnie na most.odpowiedział Hanson. sir? . Młoda kobieta w pantoflach na wysokich obcasach minęła go energicznym krokiem. na Westminster Bridge Road. ale stał przy rolls-roysie z aprobatą na twarzy. Hanson zszedł po stopniach domu na ulicę. Limuzyna skręciła w lewo.

. w Harrietsham. . a powinna być ona niemała. którego cena wynosiła pięćdziesiąt tysięcy funtów.powiedział sekretarz.B. szefie finansów kraju. minę zawadiacką i zadarty nos. bukami i lipami. Okolicę tę nazwano Weald. Wóz zatrzymał się przed przejściem dla pieszych. księgowym i lekarzem. o pięciohektarowym parku wysadzanym dębami.Czym mogę ci słuŜyć? . Przyjmował tam klientów zagranicznych. przyłoŜył kciuk prawej ręki do nosa i wyzywająco pomachał pozostałymi palcami. której kaŜda mila kosztowała milion. Miał wreszcie portfel akcji i obligacji. nimi szeroka wstęga autostrady M-20. Na rozczochranej czuprynie siedziała krzywo czapka z inicjałami "St. gaje i ogrody. Raz. Zbierał te eksponaty przez wiele lat. Timothy Hanson wstał i wszedł do gabinetu Martina Ponda. Minęli North Downs i wjechali pomiędzy faliste wzgórza i doliny najpiękniejszej części Anglii. W przytulnej atmosferze domu robiło się lepsze interesy niŜ w hotelu. Co do tego nie miał wątpliwości. który będzie się domagał swojej doli. ale bezdzietne. takŜe przyłoŜył 178 prawy kciuk do nosa i takŜe pomachał palcami ręki. Richards skręcił na południe między starannie uprawiane sady.Pan Pond teraz prosi . co jego pan wyprawia. . MoŜe powinni byli zaadoptować dziecko. Hanson znalazł się na autostradzie. gdzieś w połowie Old Kent Road. dokąd zdąŜał. pozostałe dwie zamykały pochód. leŜała posiadłość Timothy'ego Hansona. NiezaleŜnie od przedsiębiorstwa i dwóch nieruchomości Hanson posiadał kolekcję numizmatów. i był z nimi wszystkimi na ty. moŜe dwa razy w tygodniu. Na południe od Maidstone autostrada się urywała i kilka mil dalej.Forsyth Opowiadania. Timothy Hanson. co dotyczyło równieŜ jej wstrętnego męŜa i równie niemiłego syna. Urwis zrobił grymas. nawet bardzo szczęśliwe. DuŜo o tym myśleli. Ŝeby go powitać. której szczerze nie lubił. kiedy nie chciało mu się jechać do Kentu. Wzburzona młoda zakonnica pociągnęła go za ramię. ale tak czy inaczej musi wreszcie napisać testament. Długi sznur -małych dzieci przekraczał jezdnię pod wodzą czterech sióstr zakonnych. Ŝe cię znów widzę! Jak wielu bogatych ludzi w średnim wieku. Spojrzenie jego spoczęło na dystyngowanej siwej głowie wpatrzonego weń starszego pana.zapytał Pond. Z jego strony Ŝyła tylko jeszcze siostra. Stojący na jezdni chłopiec zamarł ze zdumienia.txt i potęgą a ciszą i porządkiem panującymi na zamoŜnych przedmieściach. Jakiś chłopczyk przystanął na samym środku jezdni i z nieukrywaną ciekawością przyglądał się rolls-royce'owi. nie zmieniając wyrazu twarzy. co się z tym wszystkim stanie. Dwie szły na przodzie. Rolls ruszył znowu w drogę do Kentu. Poza tym jest przecieŜ jeszcze duŜe mieszkanie w dzielnicy Mayfair. starszego partnera adwokackiej firmy Pond i Gogarty. Wparty w poduszki samochodu. którym w tej chwili jechał.Mój drogi Timothy. Opuścił rękę i uśmiechnął się szeroko. rodzice jej dawno umarli. nie mówiąc juŜ o rachunkach w róŜnych bankach i o samochodzie. Z rozrzewnieniem myślał o pięknym domu w Kent. Hanson pomyślał o zmarłej przed dziesięciu laty Ŝonie. Ich małŜeństwo było szczęśliwe. Strona 108 . Ona była jedynaczką. maklerem. Prawnik wstał zza biurka. a potem znowu patrzył prosto przed siebie. jak się cieszę." Jedna skarpetka opadła po kostkę. Zastanawiał się. I właśnie tu. ale tylko mrugnął jednym okiem. Miał okrągłą twarz. w tym pięknym wiejskim krajobrazie. gdzie od czasu do czasu spędzał noc. Pomyślał nagle o ministrze skarbu. Hanson utrzymywał przyjacielskie stosunki z czterema najcenniejszymi doradcami: adwokatem. Richards prawdopodobnie widział w lusterku. Po dalszych trzydziestu minutach jazdy zniknęły ostatnie rudery przedmieścia i pojawiła się przed. Richards wydał z siebie okrzyk rozdraŜnienia. Zwlekał z tym od wielu lat. Sznur dzieci odmaszerował zwartym szykiem w kierunku duŜego szarego budynku odgrodzonego od drogi sztachetami. No. Panowie usiedli. Elastycznej podwiązki uŜywał zapewne jako procy.

. jak i zawodowej etyki. będziesz musiał rozejrzeć się za inną posadą. . znalazł swojego pracodawcę w bibliotece. mam nadzieję.Tak jest .i spędzić stare lata w znacznie mniejszej rezydencji. i to zarówno z punktu widzenia osobistej. Pond zwaŜył w ręku paczkę z wyrazem zakłopotania na swojej zwykle pogodnej twarzy.Testament jest spisany przez prawnika. .Nie obawiaj się o nic . ale nie dał tego po sobie poznać. . W dziesięć minut później wyszedł na Gray's Inn Road. Niewielu jest ludzi. W kaŜdym Strona 109 . Jest jeszcze jedna.JuŜ od pewnego czasu namawiasz mnie.Ŝe jeŜeli przyszli mieszkańcy tego domu nie będą chcieli zatrzymać ciebie i pani Richards. . 179 Hanson sięgnął do teczki i wyjął grubą Ŝółtą kopertę z duŜą czerwoną pieczęcią. w przypadku tak duŜego majątku jak twój.Tak .Chciałbym ci coś powiedzieć . . jak sobie Ŝyczył.ciągnął dalej Hanson . a jeszcze częściej do londyńskiego City. .Napiszę ci doskonałe świadectwo.dane jest uporządkować swoje liczne i skomplikowane sprawy. Czy chcesz mi go dać na przechowanie? .Rozumiem. Bo nie chodziło mu tylko o pracę. Richards zdziwił się. Ŝe to nie wszystko. ale równieŜ o ładny domek. sir . stary przyjacielu. abyś ze względu na róŜne moje sprawy powstrzymał się od wszelkich wzmianek na ten temat i w naszej wiosce. Ŝe mnie przeŜyjesz. < 180 .. .txt . Ŝeby po jego śmierci jego sprawy ułoŜyły się tak.Obawiam się . W testamencie zwracam się do ciebie. .Forsyth Opowiadania. co szef ma mu do zakomunikowania. . . Do połowy września pracował tak samo intensywnie jak w poprzednich latach. zaufaj mi.oświadczył mu Hanson. drogi Martinie. ostatnia sprawa. Przed nami wiele lat. Nie wątpię. . Ŝebym spisał testament.. Jestem przekonany. Miałem ku temu powody.odrzekł Hanson. W kaŜdym razie mamy czas. . Nie ma w nim Ŝadnych dwuznaczności. Co wtedy będzie? Hanson uznał to za Ŝart. który był z nią związany. Hanson zmierzał do tego. Chciałbym jednak. 15 września wezwał do siebie Richardsa..Oczywiście . dlaczego nie ciebie prosiłem o przygotowanie testamentu. mój drogi.odparł słuŜący.powiedział. Ŝe wymawia mu na przeszło trzy miesiące z góry. pomyślał Richards. abyś się podjął roli jego wykonawcy. .Oto on . NaleŜycie podpisany przeze mnie i świadków.Nie miej do mnie Ŝalu.odpowiedział pośpiesznie Pond. Zamierzam pod koniec roku wycofać się z interesów. ale zwróciłem się tym razem do prowincjonalnej firmy. Podał ją przez stół zaskoczonemu prawnikowi. Kierowca. Ach więc tak.odpowiedział Pond. Przypuszczał. Jak to jednak ładnie ze strony starego. Ŝe wolałbyś znać jego treść. Ŝe. Ŝe nie zawiera niczego.. Wyglądasz wspaniale.Właśnie o to mi chodzi.powiedział.gdy umierają przedwcześnie . Czy zgadzasz się być wykonawcą mojego testamentu? Pond obracał w ręku grubą kopertę. Hanson wziął z kominka grubą Ŝółtą kopertę i podał ją Richardsowi. Jeździł kilka razy na kontynent.Nie ma o czym mówić. Daję ci słowo honoru.Tak.Zaniedbałeś tę waŜną sprawę.Masz moje słowo.powiedział .Mam równieŜ zamiar wyemigrować z Anglii . Ŝe zastanawiasz się. który był zarazem jego słuŜącym i obsługiwał go wraz z Ŝoną od dwunastu lat. co mogłoby zakłócić spokój twojego sumienia. . Ŝadnych moŜliwości podwaŜenia go. . W sytuacji panującej obecnie na rynku pracy będzie się musiał szybko rozejrzeć za nową posadą. i wobec wszystkich innych. Wiem. w ciepłym klimacie. Majowe słońce juŜ nieźle przygrzewało. którym .Timothy. Proszę cię.

w rodzinnej Walii. co zarobiłem. . Sugeruję. Ŝebyś nie zaczął poszukiwań innej pracy. poniewaŜ. Ściskał w ręku kopertę. Ŝe te pieniądze pomogą wam przeŜyć najbliŜsze miesiące. Minionego lata upatrzyli sobie z Megan mały pensjonat w Porthcawl.odezwał się Richards z głębokim przekonaniem. Bardzo by mi zaleŜało.Musiałbyś zapłacić duŜy podatek od darowizny. Chodzi o kopertę.Rozumiem. . naładował ją dwoma nabojami duŜego kalibru i wrócił do biblioteki. otworzył szafę. Po raz ostatni rzucił okiem na rzędy ulubionych ksiąŜek. . Tabletki. udało mu się coś niecoś zaoszczędzić. Ŝebyś nie wpłacał ich do banku. i powiedział mu. być moŜe. sir . W tej kopercie jest dziesięć tysięcy funtów w uŜywanych i niemoŜliwych do zidentyfikowania banknotach. Ty i pani Richards byliście lojalni i bardzo mi oddani przez ostatnie dwanaście lat.Byłbym ci wdzięczny.powiedział Richards. na szafki. I bardzo panu dziękuję. Ŝe jego Ŝona nie musi dziś robić śniadania. Usiadł na fotelu. Ŝe to doceniam. Richards. zjawił się w bibliotece za pół godziny. stopniowo traciły moc. Ŝeby wiadomość o moim wyjeździe rozeszła się w najbliŜszym czasie. Ŝebyś wiedział. co sobie postanowił. UwaŜał bowiem. Spędził dziesięć minut na pisaniu krótkiego listu do Richardsa. Te oszczędności łącznie z niespodziewanym prezentem od szefa pozwolą mu. sir. jak większość ludzi. Miał dobrą pensję. Richards przeszedł przez wysypane Ŝwirem podwórze i zabrał się do polerowania rolls-royce'a. -. gdybym ci je dał czekiem. . . zanim jeszcze słońce ukazało się na horyzoncie. Wiedział. Krótko mówiąc. ale Ŝeby on. I wydawaj je ostroŜnie. Kiedy skończył rozmowę. Te sprawy dotyczą dzisiaj wszystkich. mam wręcz awersję do oddawania urzędowi podatkowemu znacznej części tego. powiedzmy. Wiedział.Dziękuję panu. nie wracać na coraz trudniejszy rynek pracy.przerwał mu Hanson. do 1 listopada. a jako Ŝe nie płacił za mieszkanie. . Ŝeby nie budzić podejrzeń. śe nadszedł jego czas. PołoŜył ten list na podłodze pod drzwiami biblioteki. .Forsyth Opowiadania. Był w radosnym nastroju. wciąŜ trzymając w ręku grubą kopertę. Mam nadzieję. z której odpiłował uprzednio dwudziestopięciocentymetrowy kawałek lufy. takŜe w imieniu Ŝony. PrzeŜył okropną noc.Dziękuję panu. nakrył ulubiony skórzany fotel grubym kocem.Daję ci te pieniądze w gotówce. Uniósł brwi do góry. o co chodzi. Ŝe zrobił juŜ wszystko. Chciałbym. Następnie zadzwonił do słuŜącego. ale schował w bezpiecznym miejscu. Ŝeby zaraz po przeczytaniu zatelefonował do Martina Ponda. Ŝe pani Richards przyjdzie dopiero za godzinę. sir. w której znajdował się gruby plik banknotów. gdybyś pozostał równie lojalny wobec mnie po moim wyjeździe za granicę. Rozumiem. 182 Strona 110 . Twarz miał szarą. sir . Ŝeby mu przygotować śniadanie i sprzątnąć dom. nie chciałbym.Rozumiem to doskonale . zmęczoną i bardzo postarzałą. tak Ŝeby odcinał się od czarnego parkietu. Rankiem 1 października Timothy Hanson wyszedł ze swojej sypialni. Poza tym chciałbym ułatwić ci nieco Ŝycie na najbliŜsze lata. Ŝe nieubieganie się o inną posadę przez okres następnych sześciu tygodni moŜe spowodować pewne trudności. wyjął z niej strzelbę.Nie warto o tym mówić . w którym przepraszał go za kłamstwo sprzed dwóch tygodni i prosił. i to do samego końca. 181 . Ból w dolnej części brzucha stawał się coraz silniejszy. Richards stracił panowanie nad sobą. Jako człowiek pedantyczny. mocno ściskając strzelbę.txt razie dopóki nie będzie to konieczne. Rozumiem.Dobrze. Zawsze doceniałem. które trzymał w zamkniętej szufladzie nocnego stolika. który odebrał telefon zaspanym głosem.Pozostała jeszcze jedna sprawa. Ŝe mebel ten naleŜy juŜ do kogoś innego. .wykrztusił z siebie.

Zacisnęła usta. .odparł pan Pond.oświadczył Armitage junior. . To ułatwiło załatwienie takich formalności.zapytał młodszy Armitage.No to jesteśmy tutaj wszyscy troje osobiście . Ŝeby jego testament został otwarty dopiero po tych wszystkich formalnościach.Proponuję.odparł pan Pond. . który pozostawił w pokoju. .Pan Hanson zakazał natychmiastowego otwarcia swojego testamentu.Niekoniecznie .Tak jest . Martin Pond wziął do ręki cienki nóŜ do papieru i starannie przeciął grubą kopertę.W takim razie jesteśmy jedynymi spadkobiercami . Wyjął z niej drugą. .. Po jego prawej ręce. poszukał palcem spustu. co czyniła zapewne bardzo często.Państwa obecność tutaj w dniu dzisiejszym wynika wyłącznie z Ŝądania.powiedziała pani Armitage ponurym głosem. mniej więcej w połowie stołu. Był to młody. .odezwał się Armitage junior.Cicho bądź. ToteŜ powinienem otworzyć testament natychmiast po śmierci Timothy'ego.Chciałbym na początku oświadczyć. które naleŜy natychmiast wykonać. Naprzeciwko zajął miejsce ich syn. Martin Pond poprawił okulary i powiedział: . .A czy to nie pan spisywał ten testament? . 183 Zmarły wyraził Ŝyczenie.Nie. gdzie zakończył Ŝycie. .odezwał się Armitage junior. Wszyscy troje spojrzeli po sobie ze zdziwieniem raczej niŜ Ŝalem. OdłoŜył duŜą kopertę na biurko i zaczął czytać: . takŜe sporą. a więc siostry. Potem skierował lufę w pierś. Okazuje się. dwudziestokilkuletni męŜczyzna. Oboje ubrani byli na czarno.powiedziała pani Armitage łagodnym tonem.zapytał znowu młody człowiek. jak świadectwo zgonu.Biedaczysko .Forsyth Opowiadania.. ale z premedytacją. Nazywał się Tarquin. . zawartego w liście mego zmarłego klienta. .Jest to moja ostatnia wola i testament. Teraz interesował się raczej przesadnie zawartością dziurek swojego wielkiego nosa. nie znam jej . siostra klienta i przyjaciela. jej męŜa i syna.txt w których do niedawna trzymał wspaniałą kolekcję rzadkich monet. . Obok usiadł jej mąŜ. Minę miał znudzoną i wyniosłą.Nie zna pan więc jego treści? . Adwokat znał ją tylko ze słyszenia. a to aby stwierdzić czy są tam jakieś instrukcje. . .. Strona 111 .odezwał się Armitage senior.MoŜe on sobie z nas zaŜartował. Ŝe zmarły Timothy Hanson uczynił mnie jedynym wykonawcą jego testamentu. pani Armitage. Ŝebyśmy przystąpili do odczytania testamentu zasugerował Pond. siedziała pani Armitage. Fakty w nim zawarte potwierdził osobisty lekarz zmarłego i sekcja zwłok. na przykład dotyczące przygotowań do pogrzebu. nabrał powietrza w płuca i strzelił sobie prosto w serce.odezwał się starszy pan Armitage.odparł Pond. o czym wiedział od kwietnia. które chciałbym państwu obecnie przekazać.Po pierwsze.Pokazałem ten list miejscowemu koronerowi. oraz trzystronicowy dokument. zaklejony wzdłuŜ lewego marginesu cienką zieloną taśmą. Napisał to w liście do mnie. . Pond spojrzał na niego zimnym wzrokiem i nie zareagował. .Słusznie . W liście tym wyjaśnił pewne rzeczy. rozprawa sądowa i zezwolenie na pogrzeb w ciągu dwóch tygodni. Tarquin . .Nie. . Ŝe znajdował się w ostatnim stadium nieuleczalnej choroby nowotworowej. Poza tym zarządził oficjalne odczytanie testamentu członkom rodziny i zabronił informowania jej drogą korespondencyjną. Ja Timothy Hanson z. Martin Pond zamknął drzwi sąsiadującego z jego gabinetem pokoju konferencyjnego i zajął miejsce u szczytu długiego stołu. . Timothy Hanson nie odebrał sobie Ŝycia w chwili zamroczenia umysłu. .. nie ja. Ma to nastąpić w obecności jedynych jego Ŝyjących krewnych.MoŜe byśmy tak otworzyli ten testament .

Ŝe będzie dzielić swój szczęśliwy los z miłym męŜem Normanem i uroczym synem Tarquinem. Pani Armitage przyłoŜyła do oczu batystową chusteczkę nie tyle po to. zapłacił naleŜne podatki i wykonał postanowienia niniejszej mojej ostatniej woli. Pan Pond odłoŜył testament i znowu wziął w rękę nóŜ do papieru. w przekonaniu. . * . .W normalnym wypadku byłbym juŜ odwiedził biura pana Hansona.Forsyth Opowiadania. jak i pozostałe.. i Ŝyczę sobie. aby w imię naszej długiej przyjaźni przystąpił do swojej funkcji nazajutrz po moim pogrzebie.Nazajutrz po pogrzebie . W wypadku gdyby po uiszczeniu 184 wyŜej wymienionych wydatków jakieś pieniądze pozostały. zamrugał powiekami. Pond spojrzał na nich z niesmakiem sponad okularów i czytał dalej: . . Pan Pond znowu spojrzał sponad okularów na rodzinę Armitage'ów. jakie mogą wyniknąć w związku z wykonywaniem mojej ostatniej woli. Ŝeby zajął się administracją mojego majątku. w której znajdzie kwotę przeznaczoną na zapłacenie wydatków związanych z moim pogrzebem. którego cierpliwość została wystawiona na cięŜką próbę. Ŝe jestem jedynym wykonawcą testamentu. JednakŜe nie mogłem tego zrobić.. adwokata Martina Ponda z Pond i Gogarty. Obydwaj męŜczyźni z rodu Armitage'ów otworzyli usta i tak trwali.. Niniejsze postanowienie uwarunkowane jest treścią punktu siódmego. .Mianuję wykonawcą mojej woli przyjaciela i dŜentelmena. tak Ŝeby spadkobiercy nie ponieśli Ŝadnych finansowych strat na skutek niedbalstwa. Armitage junior wydał z siebie cięŜkie westchnienie. Z rozciętej koperty wydobył pięć paczek dwudziestofuntowych banknotów.Czy na skutek tego stanu rzeczy wartość majątku moŜe się zmniejszyć? .wtrąciła pani Armitage. który wygiął kąciki jej ust. Ŝeby otrzeć 185 łzy.Oświadczam. .zapytał wreszcie starszy z nich.Czy mimo to nie powinien pan zrobić inspekcji? . po czym przełknął ślinę. Martin Pond wrócił do odczytywania testamentu. .. polecam mu przekazać je na cel dobroczynny według jego wyboru.zapytał Armitage senior.odparł Pond. Strona 112 . .powiedziała pani Armitage. pokrycie jego honorarium oraz wszelkich naleŜności. Armitage junior zaprzestał eksploracji wnętrza swoich dziurek od nosa i spoglądał na plik pieniędzy z obojętnością satyra patrzącego na dziewicę.. Pani jest jego najbliŜszą krewną odrzekł Pond i czytał dalej: Poza tym zapisuję. jakby miał trudności z odczytaniem tekstu. poniewaŜ dopiero w tej chwili dowiedziałem się oficjalnie.przerwał Armitage senior. jak człowiek. . Ŝeby w tym miejscu otworzył załączoną kopertę.zaniepokoił się Armitage. Pan Hanson miał doskonałych zastępców w swojej centrali w City i nie ulega wątpliwości. ale wątpię. Ŝe w pełni ufał ich lojalności i umiejętnościom.. zarówno to w City. Były nowiutkie i opasane brązową opaską z napisem: tysiąc funtów. Ŝeby się upewnić. W związku z tym będę się mógł zająć tymi sprawami nazajutrz po pogrzebie. . czy prowadzone są we właściwym trybie.Jaka jest wartość jego majątku? . Ŝe testament ten spisany jest zgodnie z angielskim prawem i odwołuję wszystkie poprzednie testamenty i dyspozycje. Miała przy tym minę podstarzałej kury. która zorientowała się nagle. ile by ukryć mimowolny uśmiech.MoŜemy to opuścić .zapisuję mojej kochanej i kochającej siostrze całą resztę masy spadkowej. jakie były. W pokoju panowała cisza.txt . W pokoju zapanowało pełne napięcia milczenie. Proszę go. .W takim razie załatwiajmy pogrzeb jak najszybciej .Proszę takŜe jedynego wykonawcę mojego testamentu.W tym miejscu przerwał. Obrzuciła spojrzeniem męŜa i syna.Wszystko to wiemy .Jak pani sobie Ŝyczy.Nie potrafię w tej chwili na to odpowiedzieć. . Ŝe zniosła złote jajko. .

To będzie kosztowało . pani Armitage. . Dlaczego to zrobiłeś.Koszt pogrzebu nie obciąŜy spadku .Jest jeszcze siódmy paragraf .Obawiam się. Poza tym nie chciałbym.Co tam jest? .To idiotyzm . muszę zapytać panią oficjalnie.spytał syn. wyniesie około sześćdziesięciu pięciu procent.W takim razie pozostanie na czysto jeden milion? . ToteŜ poleciłem skonstruowanie trumny wykładanej ołowiem. co to znaczy. Martin Pond podniósł wzrok. . Wreszcie proszę. tak kulturalnym i wymagającym. konkretnie w odległości dwudziestu mil na południe od wybrzeŜa Devonu. Pond rozłoŜył ręce. Ŝeby w wypadku niespełnienia choćby jednego z moich Ŝyczeń lub teŜ jakichś przeszkód spowodowanych przez moich spadkobierców wszystkie poprzednie postanowienia uznał za niebyłe i niewaŜne i przekazał cały majątek skarbowi państwa.Wydatki zostaną pokryte z tego . gdzie słuŜyłem niegdyś jako oficer w marynarce. to dlaczego nie kremacja? . Ŝe biorąc pod uwagę obecne ceny rynkowe.To będzie znacznie kosztowniejsze niŜ normalny pogrzeb na cmentarzu.odezwał się Armitage junior.powiedział.txt . czy pani zgłasza jakieś zastrzeŜenie? . Był bardzo zdziwiony postanowieniami i dziwactwami przyjaciela. na miłość boską? . otrząsając się z marzeń o towarzyskich konsekwencjach swojego społecznego wyniesienia. .Forsyth Opowiadania. .zauwaŜył pan Pond suho. Ŝe będą mnie tam Ŝarły robaki. ale nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie odparł pan Pond. Pond pomyślał o nie znanym mu adwokacie. Ŝe jest to bardzo przybliŜony szacunek. . Ŝe to jest dozwolone.Pogrzeb w morzu! Nie wiedziałam. .powiedziała pani Armitage.Ile? .odparł pan Pond. . sama nie wiem. . która znajduje się w tej chwili w domu pogrzebowym firmy Bennett i Gaines w mieście Ashford.CóŜ. . mimo Ŝe nie wydali mu się sympatyczni.ChociaŜby z grubsza. . Ale byli w końcu jedynymi spadkobiercami zmarłego przyjaciela. Pond zabrał się na powrót do czytania. W związku z tym polecam.zainteresowała się pani Armitage.odparł. który spisywał testament. przypuszczam. ale nie jest nielegalne . Pomyślał o swoim przyjacielu Hansonie.. . A w ogóle.powiedział młodszy z Armitage'ów. . .wskazał na pieniądze. .Wydaje mi się.Jasny gwint! . 186 W tej trumnie pragnę znaleźć wieczny spoczynek. ale nie dał tego po sobie poznać. by moje ciało zostało powierzone morzu.Proszę wziąć pod uwagę. . .Muszę pani przypomnieć. które leŜały na stole obok jego łokcia. .A więc.No więc? Pond postanowił pójść na rękę tym ludziom. .Musi pan to wiedzieć .A ile wyniesie podatek spadkowy? .Znałem nawet jeden taki przypadek. człowieku tak pełnym humoru..Prawie wszystkie .Przykro mi. . pchnęli moją trumnę do morza. którzy przez całe Ŝycie deklarowali swoje uczucia do mnie. Ŝe bardzo duŜo. W sumie.Przez całe Ŝycie z odrazą myślałem o tym. wartość masy spadkowej powinna wynieść około dwóch i pół do trzech milionów funtów.A teraz. Jednocześnie zlecam wykonawcy mojego testamentu. aby moja siostra i mój szwagier.Przy tak wielkich sumach opodatkowania większa część spadku będzie podlegała największej skali. Próbował sobie uświadomić. czy zgłasza pani obiekcje w stosunku do Ŝyczeń swojego zmarłego brata zawartych w paragrafie siódmym? . Ŝe jeŜeli pani nie zgodzi się na jego Strona 113 . dlaczego. Ŝeby któregoś dnia jakaś koparka czy inna maszyna wykopała mnie z ziemi. Ŝe pewnego dnia znajdę się pod ziemią. PrzecieŜ prowadził pan wszystkie jego sprawy. . Timothy.Zdarza się bardzo rzadko.krzyknął Armitage senior. . czyli siedemdziesiąt pięć procent.

kapitan zatrzymał Strona 114 . Zresztą jego obecność w czasie morskiego pochówku nie była konieczna. mimo szarości jesiennego nieba.Tak jest . Stała teraz w poprzek pomiędzy dwiema drewnianymi pokładnicami na szerokim tylnym pokładzie. Załogę małego trawlera stanowili on. Za nią podąŜała czarna limuzyna. Emerytowany kapelan królewskiej marynarki. i wskazał palcem miejsce odległe o dwadzieścia mil od brzegu.Im szybciej.powiedział i zatoczył się. Martin Pond westchnął. gdzie dźwig trawlera przeniósł trumnę na pokład.Będziemy tam za godzinę .Nie mam Ŝadnych zastrzeŜeń .Forsyth Opowiadania. Jego trzej właściciele. . po czym wskazał ręką na trumnę. .Wszystko weźmie państwo . kiedy Drakę uczył się odróŜniać maszt od Ŝagla. postanowił pozostać w ciepłym wnętrzu miejskiego zajazdu. chyba Ŝe jest się entuzjastą morskich podróŜy. Ŝe nie naruszają prawa i otrzymają zadowalającą zapłatę. jego brat i kuzyn. którzy łowili w tych niespokojnych wodach od czasów. . Pond skinął głową.odpowiedział Pond. czy pani jako najbliŜszy członek rodziny upowaŜnia mnie do zajęcia się organizacją całej tej sprawy? . Kiedy dojechali do miejsca przeznaczenia. Miał dość tego wszystkiego. Zdecydował się na trawler.powiedział kapitan. Ŝe nie naleŜą do tej kategorii.zapytał pan Pond. którego macierzystym portem był Brixham w hrabstwie Devon. całych pokoleń rybaków.Co to oznacza? .W takim razie. WaŜącą pół tony trumnę załadowano z samego rana na pokład. tym lepiej . Pani Armitage skinęła głową. potomkowie . Podejmę właściwe kroki i porozumiem się z państwem co do miejsca i czasu pogrzebu. . Ŝe to wszystko jest zupełnie bezsensowne.txt warunki. rybacy. którego Pond znalazł za pośrednictwem departamentu wyznaniowego Admiralicji. Przed wejściem na statek państwo Armitage dali dosadnie do zrozumienia. Wyciągnął z kieszeni mapę morską. . Jej dobrze wywoskowane dębowe wieko i wypolerowane na wysoki połysk mosięŜne uchwyty połyskiwały jak w słońcu. . Przez całą drogę Armitage'owie narzekali. . Uczyniono to za pomocą podnośnika. KaŜda strona podpisana jest przez spadkodawcę i świadków. . W Brixham furgonetka pojechała na nabrzeŜe. Kapitan odchrząknął. ale rzuciwszy jedno spojrzenie na morze. cały testament staje się niebyły i niewaŜny. targany silnym wiatrem. 187 Martin Pond wstał. zgodził się chętnie za hojne wynagrodzenie udzielić swojego błogosławieństwa zmarłemu i siedział teraz z Armitage'ami w małej kabinie trawlera w grubym płaszczu zakrywającym komŜę.dodał pan Pond.powiedziała pani Armitage chociaŜ uwaŜam.Pan go znał? . O tej porze roku połowy w Kanale były marne. która zaczęła natychmiast łopotać na 188 wietrze.warknął jej mąŜ.Bardzo dobrze . ale wolał to niŜ towarzyszyć tym ludziom w kabinie. . Stał na tylnym pokładzie. . Przebywanie na środku kanału La Manche w połowie października nie naleŜy do przyjemności. który uniósł ją z podwórza kentyjskiego przedsiębiorcy pogrzebowego i wsadził na tył otwartej tonowej furgonetki. Uniósł brwi. Byli to zahartowani Dewończycy o smagłych twarzach i rękach. Tarquin Armitage towarzyszył rodzicom aŜ do Brixham.Zaraz potem będzie moŜna uwierzytelnić testament i podjąć spadek. podjęli się niezwykłego zadania upewniwszy się.To był ostatni paragraf testamentu. Do widzenia.Głęboko tu . Większość rybaków była ze sobą spokrewniona. a ta ruszyła ku południowo-zachodniemu wybrzeŜu. Myślę. Ŝe nie mamy juŜ nic więcej do omówienia. Cały tydzień zeszedł mu na załatwianiu formalności i wyborze statku. Kapitan przetoczył się przez pokład i podszedł do Ponda.powiedział jej mąŜ.

zaŜądała ostro pani Armitage. ale idealnie zbalansowana. który podniósł rękę i wskazał kierunek. Obeszli dwóch marynarzy i połoŜyli ręce na tylnej części trumny. nie jest to złe miejsce na wieczny odpoczynek. zamknięte w trumnie z ołowiu i dębowego drewna. Karawaniarze czekali z limuzyną i Tarquinem Armitage. Wolał powrócić do Londynu pociągiem. pozostawionym w pobliŜu przystani. Brat kapitana uruchomił silnik podnośnika. Od czasu do czasu spryskiwała ich kurzawa wodna ze wzburzonej fali i wtedy z trudem utrzymywali równowagę. Był przemarznięty do szpiku kości i zbierało mu się na wymioty. Twarzy pani Armitage w ogóle nie było widać. a tył nad pokładem. Jeden z rybaków spojrzał porozumiewawczo na Ponda. Ŝe jej przód znalazł się nad wodą. Sześć postaci rysujących się na tle zachmurzonego nieba. Jego siwe włosy targał wiatr. nie zwaŜając na zimno i wilgoć. który wezwał kapelana i Armitage'ów. Sam nigdy nie dbał o to. Jego kuzyn ujął długą. Trumna była cięŜka. którego zwłoki leŜały o kilka kroków dalej. CóŜ. Ŝe Hanson moŜe się o to troszczyć. która nigdy nie będzie mogła. Otarła się szorstko o deski i zsunęła w dół. Trumna drgnęła. Kuzyn kapitana tak nią manewrował. przez Chrystusa Pana naszego. co się z nim stanie po śmierci. oczywiście. Kapelan odjechał małym samochodzikiem. testamentów i krewnych. który był zadowolony. Armitage'owie teŜ ją popchnęli. Jedna jej połowa przechylona była w stronę pokładu. . a jego brat zszedł z podnośnika i zdjął haki. we własnym towarzystwie. Powoli przechylili platformę w stronę morza. w połowie nad pokładem. Kiedy zbliŜał się do mola w Brixham. . Pond spojrzał na kapitana stojącego przy sterze.dostać się do środka. a kuzyn załoŜył haki na cztery mosięŜne uchwyty trumny. Stali w milczeniu na pokładzie. samowystarczalna w swojej aerodynamicznej doskonałości. Wiatr się wzmagał. jeŜeli jest się sentymentalnym. w połowie nad wodą. Aby być sprawiedliwym. na ile pozwalało mu poczucie obowiązku. W domach za przystanią zapalano pierwsze światła. futrzanego kapelusza i wełnianego szala. wolna i niezaleŜna. Deska leŜała juŜ znów na pokładzie.Forsyth Opowiadania. Kuzyn kapitana trzymał ją w tej pozycji. co sobie myślał o swoim zmarłym krewniaku. skąd przybyli. Bez śladu. Pond dał znak marynarzom.Niech pan zabiera się natychmiast do obliczania masy spadkowej . Pond poŜegnał się z rodziną zmarłego. Martin Pond spoglądał w niebo. poza czubkiem 189 zmarzniętego nosa. . i nigdy nie przypuszczał. Pond znowu skinął głową. pomyślał. To nie jest zły pomysł. Wielka trumna została uniesiona z pokładu na wysokość metra. Ŝe kapelan śpieszył się na tyle.Polecam wiecznej Twojej opiece brata naszego Timothy'ego Johna Hansona. utrzymując dziób w kierunku wiatru. Ŝe przypominała huśtawkę. Kapelan patrzył na niego pytającym wzrokiem. druga sterczała na zewnątrz nad spienionym morzem. Podczas gdy ksiądz intonował modlitwę. Pond skinął głową w stronę Armitage'ów. Pond zorientował się nagle. szeroką na metr platformę z trzech desek umocnionych od spodu krzyŜakami i oparł ją o prawą burtę tak. Ale cóŜ. Samotna mewa Ŝeglowała na wietrze. Amen. Ŝe w ciągu jednego popołudnia zarobił więcej niŜ przez tydzień łowienia makreli. Ŝe jest po wszystkim. Timothy.txt trawler. Głos silnika podniósł się o ton. i zluzowawszy liny połoŜył tak. stary przyjacielu. Statek zakołysał się. a silnik na luzie. trzeba powiedzieć. Norman Armitage takŜe zdjął kapelusz.I do uwierzytelnienia Strona 115 . nieczuła na morską chorobę. Potem zniknęła pod powierzchnią. MoŜna sobie wyobrazić. MałŜeństwo Armitage'ów i kapelan pośpiesznie wracali do kabiny. Ustawił ją czołem ku morzu i skinął głową. Adwokat skierował wzrok na trumnę i na szalejące za nią wody oceanu. Patrzył na dębowe wieko opryskiwane przez wodę. liny podnośnika napięły się. jeŜeli człowiekowi zaleŜy na tym. Wtedy mechanik opuścił trumnę. Trumna obiła się o wzbierającą falę i zadudniła raczej niŜ plusnęła.. Ŝe niebawem znalazła się nad platformą. wystającego z futrzanego kołnierza płaszcza. było juŜ prawie zupełnie ciemno. nic nie zakłóci ci spokoju. Silnik zaczął pracować. nie znająca podatków. Pond zapłacił kapitanowi.

w którym się znajdowała.Forsyth Opowiadania. handlujące cennymi i rzadkimi monetami.W takim razie nie ma problemu . Ŝe jego rachunki i papiery są w doskonałym porządku. Hipoteka jest od dawna spłacona. . Młody Armitage zagwizdał przez zęby i uśmiechnął się. .A co Hanson zrobił z tymi pieniędzmi? . 191 .O spadek po pani bracie. Nabywca przypuszczał oczywiście. Na pewno nie zmarnuję czasu odpowiedział zimno Pond. zaleŜnie od tego.. Hanson zakupił go wraz z hipoteką wkrótce po wojnie. Był pewien. której on był jedynym właścicielem.Wpłacił je do banku. . to znany amsterdamski handlarz numizmatów. . . Ŝe ta sprawa nie zajmie mu zbyt wiele czasu.Inną częścią jego majątku była rezydencja w hrabstwie Kent.zapytała pani Armitage.Majątek Hansona w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach ulokowany był w siedmiu podstawowych przedsiębiorstwach.zainteresował się Armitage senior.PrzecieŜ on tam pracował niemal do śmierci . . . Widziałem teŜ wszystkie umowy. który . Ŝe jest to prywatna spółka.Kto wiedział o tej transakcji? ..bardzo słusznie .zdziwił się Armitage senior. Ŝe chodziło o zwykłą formalność. .Jak pan doszedł do tak dokładnej sumy? . eksponaty. Pozostała część umowy stanowi prywatny kontrakt pomiędzy Hansonem i holenderskim nabywcą. sprzedał spółkę wraz z dobrodziejstwem inwentarza pewnemu holenderskiemu kupcowi.Nikt . Znał stan majątku Hansona. . Mamy dosyć tej zabawy. .Znalazłem się w kłopotliwym połoŜeniu .dopytywała się pani Armitage. Są tam pewne warunki. przedsiębiorstwo. Spółka była właścicielem gruntu i budynku. Strona 116 .Co zrobił. kiedy ceny nieruchomości były niskie. Zapłacił właśnie sumę. . 190 Uchylił kapelusza i ruszył w kierunku stacji. akcje spółki i naleŜności od trzech firm wynajmujących lokale w budynku wynosiły równo milion dwieście pięćdziesiąt tysięcy funtów. którą wymieniłem.odpowiedział Pond. Ŝe wytłumaczę państwu sytuację. Pięciu pracowników utrzymuje swoje posady.Porozumiem się z państwem niebawem. .O co chodzi? .dziwiła się pani Armitage. . Był równieŜ właścicielem budynku. Wierzył. Być moŜe wie pani o tym. po krótkich negocjacjach.zauwaŜył jej syn. a sam Hanson pozostaje kierownikiem firmy do końca roku lub teŜ do śmierci.Nawet jego pracownicy. Pond mógł skomunikować się z państwem Armitage dopiero w połowie listopada. .powiedział prawnik. Pierwszym było przedsiębiorstwo w City. Wprawdzie zaprosił do biura tylko panią Armitage jako jedyną spadkobierczynię. mogłem więc zbadać je bez zwłoki. . Proszę pozwolić. .zachował tę wiadomość dla siebie. Są w całkowitym porządku i zgodne z prawem.spytała obcesowo pani Armitage. a Hanson właścicielem spółki.Jaką wartość moŜe mieć to wszystko? .Czy pan widział się z tym Holendrem? .txt testamentu. . Stworzył ją i rozbudował.Panem de Jongiem? Tak.Ile tego jest ? .odpowiedział Pond.Trzy miesiące przed śmiercią. .Co do tego nie ma Ŝadnych wątpliwości . Jako adwokat pana Hansona znałem wielkość i lokatę róŜnych części jego majątku. Pond nie poddał się jej natarczywości. ale zjawiła się w towarzystwie męŜa i syna. Hanson był przecieŜ takim pedantycznym człowiekiem. Budynek. co nastąpi wcześniej. . W umowie kupna-sprzedaŜy przepisanie budynku zostało dokonane przez prowincjonalnego prawnika.PoniewaŜ Hanson sprzedał to wszystko za taką właśnie kwotę. .MoŜe pani być spokojna. który marzył o niej od lat.

.Chce pan nam powiedzieć . Sprzedał go za czterdzieści osiem tysięcy i wynajął sobie inny.Poza tym zmarły był właścicielem cennej kolekcji numizmatów. o ile mogłem się zorientować. zamienił na gotówkę i wpłacił do banku.potwierdził pan Pond. ale w kwotach do pięćdziesięciu tysięcy funtów z większych banków. gdy Armitage'owie zaczęli robić dziwny hałas. Pewna spółka budowlana stała się głównym wierzycielem masy spadkowej i juŜ przejęła nieruchomość na własność.Forsyth Opowiadania.To niemoŜliwe!. .W głosie pani Armitage zabrzmiał gniew..Musiał to gdzieś ukryć. Te pieniądze równieŜ ulokował w banku. niech pan znajdzie te pieniądze. bukmacherzy.. Ŝe wszystko zbadałem. W końcu czerwca Hanson wziął poŜyczkę hipoteczną na dziewięćdziesiąt pięć procent wartości tej nieruchomości. który ma za chwilę wydać wyjątkowo surowy wyrok. co miał..CóŜ. . po uprzednim wypowiedzeniu. . Po kaŜdej transakcji wpłacał uzyskane kwoty do banku. .Dwieście dziesięć tysięcy funtów.PrzecieŜ niepodobna podjąć trzech milionów funtów gotówką! krzyknął Armitage senior z niedowierzaniem.Dlaczego? . Znaleziono je w sejfie jego wiejskiej rezydencji.Co zrobił? . . Zamilkł. Wiele przedsiębiorstw operuje gotówką. bo.txt piękny budynek otoczony pięciohektarowym parkiem.Ŝe przed swoją śmiercią Hanson sprzedał wszystko. którzy go znali lub dla niego pracowali? .. Sprzedał je za sto pięćdziesiąt tysięcy funtów mniej więcej w tym samym czasie.wtrącił się Armitage senior . Makler giełdowy Hansona. I tym razem w całkowitej zgodzie z prawem. a potem podjął. Pozostał poza tym rolls-royce.. . Pani Armitage biła pulchną pięścią w stół. ..Które wpłacił do banku? . co posiadał. działając na jego zlecenie. z pomocą innego adwokata. Miał teŜ mieszkanie w dzielnicy Mayfair. Na przykład kasyna. to zupełnie moŜliwe. . my i tak nie chcieliśmy bawić się tym całym majdanem powiedział Armitage junior. KaŜdy rachunek był jednakŜe wystawiony osobno. a jego ojciec zajął postawę sędziego.Czysta robota Strona 117 . moŜna! . .Owszem.Podjął je? . Do chwili swojej śmierci miał zapłaconą dopiero pierwszą ratę kwartalną.zapytała znowu pani Armitage. Hanson spędził ostatnie miesiące swojego Ŝycia odwalając właściwie pańską robotę. Całkowita wartość jego majątku wynosiła. . Ŝe nie jest to moŜliwe. Wybierał pieniądze po trochu przez wiele tygodni. .TeŜ zamienilibyśmy go na gotówkę. zawierając prywatną umowę.Co się z nimi stało? . Co dalej? . byliście w spółce. Ale zabrał wszystko. .. spłaci naleŜności. handlarze starzyzną. Niech pan to wszystko podsumuje.Ile Hanson otrzymał za rezydencję? .Wpłacił je.To by były trzy aspekty jego stanu majątkowego. syn zerwał się na nogi i wymachiwał ręką. nieco ponad trzy miliony funtów. załatwi podatki i przekaŜe nam resztę..Tak. Wreszcie miał rachunki w kilku bankach... i to gotówką. a jestem pewny. .Oczywiście nie od razu.Obawiam się. 193 13. nikomu o tym nie mówiąc i nie wzbudzając Ŝadnych podejrzeń wśród ludzi.. Zresztą nie chodziło o jeden bank.Nie mógłbym wyrazić tego lepiej . jakie Hanson wpłacił do banku.Wszystkie pieniądze.. . Tę rozprzedał w ciągu kilku miesięcy za pośrednictwem swojej spółki za kwotę przeszło pół miliona funtów. 192 pozbył się całego jego portfelu akcji i obligacji przed pierwszym sierpnia. Są takŜe całkowicie legalne. .odparł spokojnie pan Pond. Wszyscy krzyczeli naraz. który juŜ został odebrany przez firmę. ale o kilka.

spadkobiercami. Zorientowanie się w tym wymaga czasu. ale nie otrzymałem Ŝadnej odpowiedzi. Ŝe pieniądze są poza granicami Anglii i poza zasięgiem ich jurysdykcji.wrzasnął. nie śpieszą się. JeŜeli zostały gdziekolwiek zdeponowane. Czy naprawdę nie bałeś się urzędu skarbowego? Wiem.odpowiedział pan Pond. Są jak te młyny Pana Boga. który przeszedł na emeryturę i zamieszkał w Południowej Walii. Umieściłem równieŜ ogłoszenia w głównych pismach krajowych. Spojrzał na rodziców.Przepraszam .Forsyth Opowiadania. ale wydawanie ich to sprawa znacznie trudniejsza.zapytał Armitage. Strona 118 . skoro wiedział. Ŝe nie bałeś się tych małych. w Zjednoczonym Królestwie.powiedział pan Pond spokojnie. Będą chcieli dostać swój udział.zapytał Armitage senior. . Poza wszystkim innym trzeba przecieŜ płacić podatek od zysku z kapitału. ale on takŜe nie mógł mi pomóc. I mają do dyspozycji wszystkie moŜliwości.Pozostaje jeszcze urząd skarbowy . oni na niego. . a proszę mi wierzyć. Adwokat wskazał na Armitage'a juniora. .Był juŜ nieraz stosowany. Pozostaje pytanie: co państwo chcecie. .Myśli pan. Jego wybuch był tak niespodziewany. to je znajdziemy. . Ŝe zamilkli. Jak mogłeś sobie wyobrazić. ale to nie miałoby sensu. No. przychodzą i kładą na nie łapę. . będę musiał zawiadomić ich o tym. . . przedstawiając się jako egzekutor testamentu Hansona.Jak wynika z mojego doświadczenia. Nie pojawiły się nigdzie duŜe ilości gotówki. Ŝe to potrafią. Ale nigdzie nie znaleziono depozytu na nazwisko Hanson. Ŝe ci się udało. Zawsze znajdą kaŜde pieniądze. Ŝebym jeszcze zrobił? Zapanowało milczenie. Mam swoją praktykę adwokacką. Ale Timothy Hanson mnie zadziwił. Nie miał powodu bogacić i tak juŜ wystarczająco bogatych bankierów. Urząd skarbowy jest zawsze zawiadamiany.Co pan zamierza zrobić? .Cicho! . niejakiego Richardsa. Ŝe to się rzadko udaje.Wcześniej czy później. .Skontaktowałem się juŜ ze wszystkimi większymi bankami. Nie mogę tym poszukiwaniom poświęcić całego mojego czasu. Są niestrudzeni i nieugięci. ale urzędników skarbowych zawsze. JeŜeli nabyty został za nie jakiś obiekt. . co się stało. co się dało zrobić. Timothy. Ŝe oni potrafią znaleźć te pieniądze? .zgodził się pan Pond. . jakie daje państwowy urząd. jak i handlowymi. a to dlatego. to taka transakcja takŜe musi wyjść na jaw.Ale zrobiłem juŜ niemal wszystko.Jeszcze przez pewien czas . nie spoczną. . prawdopodobnie wcześniej. ale przecieŜ musiał gdzieś złoŜyć te pieniądze albo coś za nie kupić. MoŜna podejmować z banków duŜe sumy pieniędzy.Czy moŜe pan dalej czynić poszukiwania? . Rodzina Armitage'ów zastanawiała się głęboko.zawołała pani Armitage z nadzieją. Ŝe jest umierający.Pan natychmiast odwoła swoje słowa! Czy pan mnie słyszy?! Armitage junior pokręcił się niespokojnie w fotelu. Martin Pond był zmartwiony postępkiem przyjaciela i rozumiał jego intencje.Jestem pewny. to kiedy juŜ myślisz.zapytał Armitage senior pana Ponda znacznie juŜ uprzejmiejszym tonem. ale na pewno przyniesie skutek. w pewnym sensie.To juŜ inna sprawa . . . . zarówno zwykłymi.To jest znany wybieg . Dopóki ich nie znajdą. prosząc o informację. . Ŝe musiały to być bardzo duŜe ilości. Jakkolwiek i gdziekolwiek byś je ukrył. Mógłby je wpłacić do zagranicznego banku albo złoŜyć w nim w depozycie. Odwiedziłem byłego szofera i słuŜącego Hansona.powiedział wreszcie. będą na nie polowali i nigdy nie dadzą za wygraną.Jak długo to moŜe potrwać? .txt Ta ostatnia uwaga wyprowadziła Ponda z równowagi. . W dzisiejszych czasach wszystko jest skomputeryzowane. Ŝe uda ci się coś takiego? pytał w duchu zmarłego.mówił Pond. chciwych ludzi. . Dopiero kiedy wiedzą. a opłaty skarbowe od sprzedaŜy kaŜdej nieruchomości czy innych walorów są konieczne. Nie 194 wahają się przed niczym. zwykle aby uniknąć płacenia podatku spadkowego.PrzecieŜ oni są równieŜ. mogą zamknąć sprawę.A co pan radzi? .

Muszę państwu powiedzieć. Wreszcie Miller zawiadomił pana Ponda. Raz juŜ zaangaŜowałem takiego człowieka. . biorę na siebie jego wynagrodzenie po wyczerpaniu tych pięciu tysięcy funtów.Wolałbym. ale nie śpieszy im się. i to bardzo szacownego. prywatnego agenta. W tym wypadku spadkobiercy są.krzyknęła pani Armitage. Skinął jednakŜe głową na znak zgody. iŜ jego poszukiwania są tak powaŜnie zaawansowane. załoŜyłem i nadal zakładam. Zaprosił więc wszystkich zainteresowanych do swojego biura.Kwestia miesięcy? .Musi się znaleźć sposób na przyśpieszenie sprawy.Hej. pozostało juŜ bardzo niewiele. a złoty łańcuszek od zegarka przecinał przód kamizelki.No to bardzo dobrze . było robione z pełną świadomością i w okreś196 lonym celu. Ŝe z kwoty pięciu tysięcy funtów. przeznaczonej na wydatki. Nie wątpię.przerwała mu pani Armitage i niech pan mu powie.Stary łajdak! .odparł Pond. A usługi tego człowieka nie są tanie.Nie był wszak zmuszony pozostawiać go państwu . nieustannie Ŝądając szybkiego odnalezienia naleŜnej im zagubionej fortuny. Stojąc na nieco przykrótkich nogach. czego pan Hanson dokonał w ostatnich miesiącach swojego Ŝycia. Ŝe straci pieniądze przeznaczone na kupno nowego samochodu i letnie wakacje.Nie moŜemy tak długo czekać! . . Nosił ciemne ubranie.krzyknął Armitage junior. Mówiąc to odprowadził Armitage'ów do drzwi i poszedł do swojego gabinetu. będącego uosobieniem rzutkiego prywatnego detektywa.Proszę mówić dalej. Wydatki okazały się wyŜsze niŜ zwykle. tłusty i dobroduszny. referował sprawę. Pozostaje tylko sprawa jego wynagrodzenia. gdzie ten przeklęty człowiek ukrył swoje pieniądze. Po pierwsze.Norman? Armitage senior przełknął ślinę. JednakŜe. . jacy oni są chciwi! .txt które mielą powoli. aby zatelefonować do Eustace'a Millera. . . w celu odnalezienia zaginionych spadkobierców. Po drugie.Dobrze.Raczej lat. Ŝe potrafi odnaleźć zaginioną fortunę Hansona. .Forsyth Opowiadania.No to niech go pan wynajmuje .kierując się trzema załoŜeniami. ale brakuje masy spadkowej. Eustace Miller był niski.zaproponował junior.zauwaŜył spokojnie pan Pond. .. a gdyby tak wynająć prywatnego detektywa? . . ... .. na nosie miał okulary w złotej oprawie.. Ŝeby go nazwać prywatnym agentem . Ŝeby jak najszybciej odkrył.. Ŝe celem pana Hansona było odcięcie spadkobierców i władz skarbowych od dostępu do majątku po jego śmierci.zawołał junior. Obawiał się.. Pan Pond był juŜ niemal równie niecierpliwy jak Armitage'owie. JeŜeli rodzina Armitage'ów spodziewała się ujrzeć kogoś w rodzaju Filipa Marlowe'a albo kogoś innego. Jest jednak najlepszy do takich rzeczy. . dokoła łysiny wyrastał mu wianuszek siwych włosów. .Oni teŜ wolą się tak nazywać.zaczął. to moŜna zrobić. Strona 119 . to spotkało ją rozczarowanie.. GdybyŜ Hanson wiedział. przyglądając się wszystkim po kolei sponad okularów . Nie zaniedbają sprawy. . pomyślał pan Pond. Pani Armitage spojrzała na męŜa. 195 Co za chciwość.powiedział wstając pan Pond.Rozpocząłem moje dochodzenie .Dobrze. Owszem. Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. czy mógłby pan zatrudnić prywatnego detektywa? zapytała jego matka. ZaangaŜuję pana Eustace'a Millera. Pan Miller milczał przez następne cztery tygodnie. ale Armitage'owie bombardowali Martina Ponda. Traciła swoją towarzyską ogładę. Jest jedynym prawdziwym fachowcem. .Właśnie. . wszystko. Ŝe moŜe złoŜyć wstępne sprawozdanie z rezultatów. .

ale sprzedawca nie był w stanie tego. Czy pamiętacie państwo. . Diamenty moŜna w kaŜdej chwili zidentyfikować u ekspertów. . czego szukam. oczywiście. zrobić. i zainstalował w warsztacie. Ŝe pan Hanson zakupił w firmie Johnson Matthey dwieście pięćdziesiąt pięćdziesięciouncjowych sztabek niemal stuprocentowej platyny. Inaczej mówiąc.powiedział Miller.zapytała pani Armitage. jak i na posiadanie złota.powiedział pan Pond. zajmującej się handlem szlachetnymi metalami.Gdzie je przechowywał . Ŝe pan Hanson ani nie spalił swoich pieniędzy.krzyknęli Armitage'owie chórem. trzeba mieć licencję zarówno na zakup. kaŜda o wadze pięćdziesięciu uncji. a nie licząc rodu. . jak juŜ wspomniałem. .Właśnie. . ale stosunkowo małą objętość. Oderwałem od nich kilka drzazg i zaniosłem do laboratorium.Dlaczego platyna? . . nie dają się teŜ tak łatwo sprzedać. Ŝe musiał tam trzymać jakąś maszynę albo silnik. w sumie zakupił dwanaście i pół tysiąca uncji. . z których wynika.Dziękuję. . Mam je tutaj.Ale rozejrzał się pan po niej oczami prawnika. Nie zacząłem więc od domu.ciągnął dalej Miller z nutą Ŝalu w głosie.Znalazłem odpowiedź .Chodziło mu niewątpliwie o napęd do narzędzi . ani nie podjął powaŜnego ryzyka. Miejsce to było skrupulatnie wysprzątane.Prawdopodobnie Richards. Ŝe tak wielka kwota w gotówce zajęłaby bardzo duŜo miejsca.Pieniądze? . Zbadałem te wszystkie ewentualności i po wyczerpujących badaniach wykluczyłem je.odezwał się pan Pond cichym głosem. Ktoś nawet przejechał odkurzaczem po podłodze. jak to wynika z lektury kiepskich powieści kryminalnych. . jakie stanowi przeszmuglowanie ich za granicę.MoŜliwe.wyjaśnił Miller.Poza tym wiedziałem. doszedłem do wniosku. i wykorzystując chwilę ciszy.W swojej posiadłości.txt .zdenerwował się pan Pond. Na tym warsztacie skoncentrowałem moje poszukiwania. bo one obowiązują na rynku metali szlachetnych. ale chyba nie. jaką sprawi mu opowiadanie tym ludziom dalszych rewelacji. W ciągu tygodnia znalazłem odpowiedź na to pytanie.Nabywca mógł wprawdzie zniszczyć wszystkie dowody tej transakcji. jest obecnie równie wartościowa jak złoto. do tego wystarczała instalacja elektryczna. W amerykańskich dolarach. . spowodowaną zdumieniem wszystkich obecnych.Nie. . dwieście pięćdziesiąt sztabek.przerwał mu Pond. . A ja oczami detektywa . Musiał zachować kwity.Nie. . Zwróciłem się o poradę do firmy Johnsona Mattheya. wyciągnął z teczki plik papierów.odpowiedział Pond. Pomyślałem sobie.zapytał Armitage senior.A złoto? A moŜe diamenty? .Blisko trzy miliony funtów. nie było to zbyt dobrze pomyślane .Mówiąc szczerze. W maj-u pan Hanson zakupił elektryczny generator o wysokiej mocy.odpowiedział Miller. . . Platyna nie wymaga licencji. . . I znalazłem.Mam tutaj kwity. . Były nasycone ropą z silnika Diesla.Forsyth Opowiadania. Ŝe pan Hanson miał doskonale wyekwipowany warsztat stolarski w dawnej stodole za stajniami? . ZauwaŜyłem plamy na deskach podłogi. Zgodnie z prawem obowiązującym pod obecnymi rządami laburzystów. .Ile na to wydał? . jego szofer i słuŜący .To ciekawa sprawa. sześć i ćwierć miliona 197 dolarów. .Oczywiście . Dokoła stołu panowało grobowe milczenie. w hrabstwie Kent .Stolarstwo było jego pasją. Po trzecie. jest najcenniejszym metalem świata. którego wyraźnie sytuacja bawiła. napędzany ropą. TuŜ przed śmiercią oddał go na złom. Wtedy zacząłem myśleć o innym walorze posiadającym wielką wartość. . Kiedy Hanson robił swój zakup. . Wziąłem przy tym pod uwagę fakt. Myślał juŜ o przyjemności. Potrzebował Strona 120 . cena rynkowa platyny wynosiła pięćset dolarów amerykańskich za jedną uncję. ale od budynków gospodarczych.Byłem przecieŜ w jego rezydencji w hrabstwie Kent .zainteresował się Armitage senior.

Forsyth Opowiadania.txt generatora do czegoś zupełnie innego. Czegoś, co wymagało ogromnej mocy. W ciągu następnego tygodnia rozwiązałem i tę zagadkę. Hanson nabył bowiem mały, nowoczesny i bardzo wydajny piecyk hutniczy. I on zniknął, podobnie jak czerpak, azbestowe rękawice i szczypce. Wszystko to zostało z pewnością rzucone w toń jakiegoś jeziora albo rzeki. Sądzę, Ŝe wolno mi się pochwalić, bo byłem bardziej akuratny niŜ pan Hanson. Albowiem wciśnięte pomiędzy dwie deski podłogi i niewidoczne dla oka, pokryte mocno zbitymi opiłkami, niewątpliwie tam, gdzie upadło, odkryłem to! PoniewaŜ nastąpił kluczowy moment opowieści, Miller zrobił pauzę. Wyjął z teczki białą paczuszkę i zaczął ją powoli odwijać. Wziął do ręki cienką blaszkę. Płynna platyna wyciekła zapewne z czerpaka, 198 wystygła i wpadła między deski podłogi. Miller odczekał, aŜ wszyscy ją dobrze obejrzeli. - Oczywiście poddałem ją analizie. Jest to niemal stuprocentowa platyna. - A gdzie reszta? - szepnęła pani Armitage. - Tego jeszcze nie wiem, madame, ale proszę się nie obawiać, dowiem się. Widzicie państwo, pan Hanson popełnił błąd. Nie powinien był wybrać platyny. Ma ona bowiem właściwość, której nie doceniał, a która jest jedyna w swoim rodzaju. Chodzi mi o jej wagę. Teraz wiemy, czego szukamy. Drewnianej skrzyni, która moŜe wyglądać zupełnie niewinnie, ale - i to jest istotne która waŜy niemal pół tony. Pani Armitage odchyliła głowę w tył i wydała z siebie dziwny, chrapliwy ryk, podobny do ryku rannego zwierzęcia. Tarquin Armitage wstał, jego piegowata twarz była purpurowa z wściekłości. - Co za podły łajdak! - wrzasnął. Martin Pond patrzał z niedowierzaniem na detektywa. - Mój BoŜe! - jęknął. - To nie do wiary, on to naprawdę zabrał ze sobą! W dwa dni później pan Pont zawiadomił urząd skarbowy o wszystkich faktach związanych z tą sprawą. Sprawdzono je, i chcąc nie chcąc urząd skarbowy wycofał się z wszelkich roszczeń. ^ Barney Smee maszerował szybkim i wesołym krokiem w kierunku swojego banku, pewny, Ŝe zdąŜy tam przed przerwą na święta BoŜego Narodzenia. Powód jego radości tkwił głęboko w jego kieszeni. Był to czek na pokaźną kwotę, ostatni z całej serii podobnych czeków, które zapewniały od kilku miesięcy znacznie wyŜszy poziom Ŝycia niŜ ten, do którego przywykł przez ostatnie dwadzieścia lat. Zajmował się ryzykownym procederem dostarczania złomu metalowego przemysłowi złotniczemu. Miał rację, mówił do siebie, podejmując to ryzyko, a było naprawdę niemałe. Ale cóŜ, wszyscy teraz próbują się wymigać od zbyt wysokich podatków. KtóŜ mógłby go potępiać za to, Ŝe wszystkie transakcje chciał wykonywać wyłącznie w gotówce? Barney Smee bez trudu doszedł do porozumienia z siwowłosym kapitalistą, który twierdził, Ŝe nazywa się Richards, co udowadniał legitymując się prawem jazdy. Człowiek ten prawdopodobnie zakupił przed laty pięćdziesięciouncjowe sztabki platyny. Wtedy były jeszcze tanie. Uzyskałby niewątpliwie wyŜszą cenę, gdyby chciał je sprzedawać za pośrednictwem firmy 199 Johnson Matthey, ale ileŜ podatku musiałby zapłacić od zysku z kapitału! On jeden to wiedział, a Barney Smee wolał się tym nie interesować. A w ogóle to cały handel obfitował teraz w gotówkowe transakcje. Sztabki tego Richardsa były prawdziwe. Nosiły jeszcze puncę odciśniętą przez firmę Johnson Matthey, gdzie zostały niegdyś zakupione. Tylko numery seryjne zostały wytrawione. To powaŜnie zawaŜyło na zysku tajemniczego faceta, poniewaŜ za sztabki pozbawione numeru serii Smee nie mógł mu zapłacić ceny chociaŜby zbliŜonej do ceny rynkowej. Płacił mu za nie tak jak za złom, czyli czterysta czterdzieści dolarów za uncję. Ale numer serii naprowadziłby na jego trop urząd skarbowy. Facet dobrze wiedział, co robi. Barney Smee pozbył się powoli wszystkich pięćdziesięciu sztabek Strona 121

Forsyth Opowiadania.txt platyny. Na kaŜdej uncji zarobił równe dziesięć dolarów. Czek, który miał w kieszeni, był naleŜnością za ostatnią transakcję, za sprzedaŜ ostatnich dwóch sztabek. śył w błogiej nieświadomości faktu, Ŝe w innych częściach Anglii czterej inni ludzie takŜe spędzili jesienne miesiące na upłynnianiu pięćdziesięciu pięćdziesięciouncjowych sztabek platyny, które kupili za gotówkę od siwowłosego męŜczyzny. Skręcił z bocznej uliczki na Old Kent Road i zderzył się z wysiadającym z taksówki męŜczyzną. Panowie przeprosili się-nawzajem, po czym Ŝyczyli sobie wesołych świąt. Barney Smee ruszył dalej z zadowoloną miną. MęŜczyzna, z którym się zderzył, był adwokatem z wyspy Guernsey. Przyjrzał się budynkowi, przed którym wysiadł z taksówki, poprawił kapelusz i podszedł pod drzwi wejściowe. W dziesięć minut później siedział zamknięty w pokoju z lekko zaintrygowaną matką przełoŜoną. - Chciałbym zapytać, czy sierociniec pod wezwaniem świętego Benedykta znajduje się w rejestrze instytucji charytatywnych, zgodnie z ustawą o dobroczynności? - Tak - odparła matka przełoŜona. - Doskonale - ucieszył się adwokat. - Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by nie trzeba było płacić podatku od przelewania kapitału. - Od czego? - zdziwiła się matka przełoŜona. - Jest to ustawa pod nazwą "Ustawa o podatku od darowizny" wyjaśnił adwokat. - Mam przyjemność zawiadomić panią, Ŝe ofiarodawca, którego nazwiska nie mogę ujawnić, zgodnie z zasadami tajemnicy zawodowej obowiązującej prawnika, pozostawił waszej instytucji w testamencie pokaźną sumę pieniędzy. Umilkł i czekał na reakcję, ale siwowłosa zakonnica patrzyła na niego ze zdziwieniem, lecz bardzo spokojnie. 200 - Mój klient, którego toŜsamość pozostanie dla pani na zawsze tajemnicą, polecił mi, aŜebym stawił się tutaj w dniu dzisiejszym, to znaczy w Wilię BoŜego Narodzenia, i przekazał pani tę kopertę. Wyjął z teczki grubą Ŝółtą kopertę i podał matce przełoŜonej. Wzięła ją, ale nie zrobiła Ŝadnego ruchu, aby otworzyć. - O ile wiem, zawiera ona poświadczony czek bankowy powaŜnego banku z siedzibą na wyspie Guernsey, wystawiony na rzecz sierocińca pod wezwaniem świętego Benedykta. Osobiście nie widziałem tego czeku, ale takie są moje instrukcje. - Nie trzeba będzie płacić podatku od darowizny? - zdziwiła się zakonnica. Dary pienięŜne były wielką rzadkością, ich sumy niewielkie, wymagały teŜ ogromnych starań. - Na wyspach kanału La Manche istnieje inny system podatkowy, niŜ na pozostałych obszarach Wielkiej Brytanii - tłumaczył cierpliwie adwokat. - U nas nie ma podatku od transferu kapitału. Zachowujemy teŜ ścisłą tajemnicę bankową. Ofiary pienięŜne pochodzące z Guernsey czy innych wysp na Kanale nie są opodatkowane. JeŜeli odbiorca darowizny mieszka lub jest stałym rezydentem na angielskim lądzie, to podlega obowiązkowi podatkowemu według prawa na lądzie. Chyba Ŝe jest spod niego wyjęty. Na przykład przez ustawę o dobroczynności. Kiedy pani podpisze pokwitowanie na odbiór koperty o nieznanej zawartości, moje obowiązki będą spełnione. Honorarium juŜ otrzymałem. Śpieszę się do domu i do rodziny. - W dwie minuty później matka przełoŜona była juŜ znowu sama. Powoli przecięła kopertę i obejrzała jej zawartość. Był w niej pojedynczy poświadczony czek bankowy. Kiedy przeczytała widniejącą na nim cyfrę, sięgnęła po róŜaniec i zaczęła go szybko odmawiać. Gdy odzyskała nieco równowagę, podeszła do klęcznika i przez pół godziny modliła się Ŝarliwie. Kiedy wróciła do biurka, była wciąŜ osłabiona z wraŜenia. Jeszcze raz obejrzała czek. Opiewał na przeszło dwa i pół miliona funtów. KtóŜ na świecie mógł mieć takie pieniądze? Próbowała zastanowić się, jak je zuŜytkować. Pomyślała o załoŜeniu fundacji. A moŜe przeznaczyć je na stypendia? Wystarczy tych pieniędzy na potrzeby sierocińca chyba do końca świata. A na pewno będzie mogła teraz zrealizować ambicję swojego Ŝycia i przenieść cały zakład z dzielnicy ruder Strona 122

Forsyth Opowiadania.txt Londynu na cichą wieś. Będzie mogła podwoić liczbę dzieci... będzie mogła... Wśród mnóstwa przebiegających przez jej głowę myśli jedna opanowała ją całkowicie. Gdzie ona to przeczytała? Ach tak, w niedzielnej gazecie sprzed tygodnia. Coś tam zwróciło jej szczególną 201 uwagę i dało asumpt do przelotnych marzeń. Tak! To na pewno to! Tam przeniesie swoją dzieciarnię! Starczy tych pieniędzy na kupno i utrzymanie takiej rezydencji. Marzenia staną się rzeczywistością. Przypomniała sobie dokładnie treść ogłoszenia w kolumnie handlu nieruchomościami. Na sprzedaŜ duŜa rezydencja w hrabstwie Kent, otoczona pięciohektarowym parkiem. DOBRA NAUCZKA Sędzia Comyn rozsiadł się wygodnie na wyściełanej ławce przedziału pierwszej klasy, rozwinął egzemplarz Irish Times'a, spojrzał na nagłówki i odłoŜył go na kolana. Dość będzie miał czasu na czytanie w czasie powolnej, czterogodzinnej podróŜy do Tralee. Obserwował sennym wzrokiem przez okno krzątaninę na peronie stacji Kingsbridge. Zaledwie kilka minut pozostało do odjazdu pociągu Dublin-Tralee, który zawiezie go do głównego miasta hrabstwa Kerry, gdzie spełni swoje obowiązki i spokojnie wróci do domu. Miał cichą nadzieję, Ŝe nikt nie wejdzie do jego przedziału i Ŝe będzie mógł sobie trochę popracować. Ale tak się stać nie miało. Zaledwie myśl ta przeszła mu przez głowę, drzwi przedziału otworzyły się i zamknęły za kimś. Sędzia powstrzymał się od podniesienia wzroku. Przybysz rzucił podróŜną torbę na półkę, po czym usiadł naprzeciwko po drugiej stronie błyszczącego orzechowego stolika. Sędzia Comyn spojrzał na nowego towarzysza podróŜy. Był to niski, niepokaźny człowiek z wijącą się jasną grzywką nad czołem, który patrzył na niego nieskończenie smutnym, przepraszającym wzrokiem. Miał na sobie ubranie z kamizelką i wełniany krawat. Sędzia uznał, Ŝe jest to albo ktoś zajmujący się końmi, albo urzędnik, i znowu zainteresował się widokiem za oknem. Słyszał, jak dyŜurny ruchu rzucił jakiś rozkaz w stronę starej parowej lokomotywy, po czym rozległ się ostry gwizdek. W chwili kiedy lokomotywa wydała z siebie pierwsze syknięcie i koła wagonu zaczęły się toczyć, przed oknem mignęła wysoka postać człowieka ubranego od stóp do głów na czarno. Sędzia usłyszał trzask otwieranych drzwi wagonu; ktoś upadł na podłogę przedsionka. Po chwili przy akompaniamencie sapania i wzdychania lokomotywy 203 w drzwiach przedziału zjawiła się owa czarna postać i z westchnieniem ulgi opadła na siedzenie w kącie przedziału. Sędzia Comyn stwierdził, Ŝe nowy pasaŜer jest księdzem o niezwykle rumianej twarzy. Obrócił się ku oknu. Był wychowany w Anglii i nie chciał być tym, który zaczyna rozmowę. - Klnę się na wszystkich świętych - odezwał się pierwszy pasaŜer - byłem pewny, Ŝe ojciec nie zdąŜy wsiąść. Ksiądz wciąŜ cięŜko oddychał. - No tak, synu - odparł. - To było ryzykowne. Po tej wymianie zdań zapanowała błoga cisza. Sędzia Comyn patrzył, jak budynek stacji Kingsbridge znika za horyzontem. Wyłoniły się rzędy szarych domków, które w owych czasach wypełniały zachodnie przedmieścia Dublina. Lokomotywa Great Southern Railway Company uporała się juŜ z cięŜarem pociągu i tempo obrotu kół na szynach wzrosło. Sędzia Comyn zabrał się do czytania gazety. Nagłówki i wiadomości na pierwszej stronie dotyczyły premiera Ramona de Valery, który poprzedniego dnia w Parlamencie udzielił pełnego poparcia ministrowi rolnictwa w sprawach podwyŜki ceny ziemniaków. Znacznie mniejszą czcionką i na samym dole kolumny wydrukowana była kilkuzdaniowa wzmianka o tym, Ŝe niejaki pan Hitler zajął Austrię. Redaktor ma rację co do skali waŜności informacji, pomyślał sędzia. Poza tym niewiele było w gazecie interesujących go Strona 123

Ŝe uŜył ogólnie w owych Strona 124 . Tamten spuścił wzrok. . Czerwona dziewiątka i sześć leŜących na niej kart przeniosły się na dziesiątkę. i przeniósł króla. Wiedział z doświadczenia.Proszę pana .txt wiadomości. Wreszcie nie mógł dłuŜej wytrzymać. WyłoŜył trzy następne karty.powiedział łagodnie sędzia. zwłaszcza jeŜeli układający go robi błędy. czy ten człowiek domyślił się. Był absolutnie skoncentrowany . nie wyłonią się Ŝadne specjalne trudności.Ma pan dobre oko do kart. O BoŜe. . . zrozumiał. Był to as. pomyślał sędzia.powiedział sędzia. . Karta. który został odłoŜony na bok. Ŝe cmoknął.moŜna ją przenieść. a w trzeciej leŜał król. potrząsając głową i patrząc na sędziego oczami cocker-spaniela.No i widzi pan. Mały człowieczek po prostu ich nie zauwaŜył.Czy pozwoli mi pan skorzystać z części stolika? . Ŝe w Kerry. . Kolumna. takie. Sędzia Comyn natychmiast spostrzegł. . toteŜ juŜ po pięciu minutach złoŜył ją.Jeszcze nigdy w Ŝyciu nie wyszedł mi pasjans. Miał nadzieję. Sędzia Comyn zdławił w sobie irytację i powrócił do dokumentów. Sędzia Comyn powrócił do studiowania dokumentów.podpowiedział sędzia . .powiedział sędzia. Przy jego pomocy pasjans wyszedł. Wpatrywał się intensywnie w odsłonięte karty u dołu kaŜdej kolumny. mimo Ŝe obydwie te karty były doskonale widoczne. Mały człowieczek wysunął czubek języka spomiędzy warg. . . gdzie miał przewodniczyć na cokwartalnej sesji wyjazdowej.zapytał nieśmiały człowiek.uśmiechnął się sędzia.Czerwona dziewiątka . PołoŜył ją na króla. WspółpasaŜer spojrzał na niego z niepokojem. 204 Nie zadał sobie trudu zainteresowania się małym człowiekiem.Nie mnie . powiedział sobie w duchu. który wyjął z kieszeni talię przybrudzonych kart i rozłoŜył je na stoliku w pasjansowe kolumny. . którą mógł teraz odwrócić. Mówił z akcentem południowo-zachodniej części kraju. .Bardzo panu dziękuję . Wkrótce ukazały się za oknem zielone łąki hrabstwa Kildare. Zrobił siedem kolejnych prawidłowych ruchów. odnoszących się do skomplikowanego pozwu cywilnego.Ale nie bez pomocy czcigodnego pana .Myślę. Ŝe czerwona dziewiątka nie została połoŜona na czarnej dziesiątce.i pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego. Mały człowieczek patrzył ze zdumieniem na kupki kart. Ŝe ma do czynienia z sędzią.odezwał się nieśmiałym głosem siedzący naprzeciwko męŜczyzna. Dopiero po chwili uwagę sędziego zwróciło cmoknięcie. MoŜna było odsłonić następną kartę. Ŝe na sesjach wyjazdowych rozpatruje się jedynie najprostsze sprawy. wyjął z teczki plik prawniczych dokumentów i zaczął je przeglądać. kończyła się teraz dziesiątką. Podniósł wzrok. Jest jednak coś niesłychanie pociągającego w obserwacji cudzego pasjansa. .skłonił się tamten. sir. niemal psie oczy tego człowieka. ale doszedł do wniosku.powiedział człowiek o smutnych oczach. on chce rozmawiać! Podniósł wzrok i spojrzał w błagalne.Powinien być przesunięty na wolne miejsce. 205 Sędzia Comyn zastanawiał się.westchnął mały człowieczek. które powinny być w gruncie rzeczy rozstrzygane przez lokalnych sędziów. wyszło panu .Król . . okazała się damą. którego moŜna było przesunąć na wolne miejsce. Po prawej stronie widniała pusta kolumna. Nic mnie to nie obchodzi. którą rozpoczynał król. Ŝe wyjdzie .Forsyth Opowiadania. którego zainteresowanie rosło. .Proszę bardzo. Sędzia odchrząknął. który miał wejść na wokandę w Dublinie tuŜ po jego powrocie z Tralee. Po pięciu minutach sędzia przestał się koncentrować na sprawie powództwa cywilnego i wpatrywał się z zainteresowaniem w rozłoŜone karty. o co chodzi. Ci jednak bardzo często wydawali zdumiewająco nielogiczne wyroki.Niech pan układa dalej .

walety na dziesiątkach. Mały człowieczek miał trzy piątki.To tylko sprawa dedukcji i skalkulowanego ryzyka . chce spasować. zdolność obserwacji i dedukcji oraz dobra pamięć. co pan ma w ręku. Ksiądz odłoŜył tom kazań zmarłego kardynała Newmana i spojrzał na karty. . . Gdy później przypominał sobie tę jazdę. Szanowny pan ze swoją świetną pamięcią jest w łatwiejszej sytuacji. Sędzia wygrał. Dostaje pan po prostu pięć kart. . Z przyjemnością rozegrali tuzin rozdań. Postanowili rozdawać po pięć kart. ChociaŜ .grałem kiedyś z kolegami w seminarium w wista.Ach . Wreszcie odłoŜył talię i westchnął. bo kiedy jeden z graczy. Z zadowoleniem stwierdził.Właśnie o to mi chodziło! . który grał trochę w brydŜa i pokera z kolegami z klubu Kildare Street.Mam pomysł . . Potem patrzy pan. Do tego trzeba mieć dryg. mając złe karty.wyznał O'Connor po trzecim rozdaniu nie potrafię zapamiętać. niewinnego pokera.Zgoda . Zagrajmy jeszcze raz. . jak gdyby zaŜenowany własną odwagą.Nie umiem grać w karty. . Faktem jest..Długa jazda do tego Tralee. uśmiechnął się nieśmiało. a wygrywali pół na pół. przejął jedno z rozdań i obejrzał karty.Czy ojciec nie zagrałby z nami? . Tamten skinął głową. Ŝe nie moŜe pan dać sobie lepszej karty niŜ ta. Ŝe był to on właśnie. Ŝe wziął talię i rozdał parę gier sam ze sobą. sędzia o dwie.Odebrałem sobie mojego wyimaginowanego pensa . według której na umiejętność zręcznej gry w karty składają się poprawne rozumowanie. . Oczywiście nie było mowy o pieniądzach. będzie je pan mógł wymienić na inne. Po jednej.rzekł sędzia i obejrzał własne karty. Ma pan szczęście.odparował sędzia. . wymieniając tylko nazwiska. którą ja mam. jego partner nazywał się O'Connor. . O'Connor zwrócił się do księdza: . Nieznajomy poprosił o trzy dodatkowe karty. W pięć minut później.Zakładam się o jednego wyimaginowanego pensa. a sędzia rozdzielił zapałki i dał po dwadzieścia sztuk kaŜdemu.powiedział z podziwem O'Connor. ale nie wykluczał. oglądał je i składał z powrotem. Czułem to. .Mam pewien kłopot . Zagrali jeszcze raz. to pan zaczepia. jeŜeli nie będą panu odpowiadały.powiedział sędzia i z tryumfem wyjął z teczki duŜe pudełko zapałek. . Ŝe jedno z rozdań dało mu fula .Gotowy? . .dodał .przypomniał sobie sędzia . który z nich pierwszy powiedział słowo poker. RozłoŜył na stoliku otwarte karty.spytał sędzia. Był raczej dumny ze swojej teorii. Tym razem nie był to ful. do czego miałem prawo. . JednakŜe trudno jest grać w pokera w dwie osoby. tylko para dziewiątek.Niestety nie . sędzia Comyn nigdy nie mógł dojść.Forsyth Opowiadania. sir.Nieszczególnie . . Sędzia pominął swój tytuł. .powiedział. zdecydowali rozegrać 206 małego. jeŜeli są dobre. jak to było wówczas w zwyczaju.Jak człowiek się raz nauczy grać. Strona 125 . drugi teŜ musi to zrobić..powiedział sędzia. . podając jedynie nazwisko Comyn.powiedział ze smutkiem. Ja nigdy nie wygrywam. kto z nas ile postawił. między Sallins i Kildare.Zasada jest ta sama. ojcze . Mały człowieczek. Mały człowieczek przestał układać pasjansa i zaczął wykładać po pięć kart.stwierdził sędzia. Gdy minęli miasto Kildare.txt czasach przyjętego w Irlandii tytułu wobec ludzi zasługujących na szacunek. miał pan dobre karty.ale ja nic nie dokupiłem. W tym momencie przedstawili się sobie. to juŜ nigdy nie zapomina. JeŜeli karty są złe.Tak jest. Lubił zapalić sobie po śniadaniu i kolacji cygaro i za nic w świecie nie uŜyłby benzynowej zapalniczki do dobrej hawany za cztery pensy.odparł rumiany ksiądz z uśmiechem. pasuje pan i nie przebija.

na przykład dwie dziesiątki.Potem idzie ful . Pozostałe to król. Ksiądz stracił niemal wszystkie. to znaczy trzy karty tej samej wartości. co się ma w ręku. ojcze . przyjacielu. ojcze. Ksiądz patrzył mu przez ramię. jak tamci rozgrywają.powtórzył . jedna para. ale teŜ takiej samej wartości. . .NajwyŜsza karta to poker. a O'Connor połowę. Pogrzebał w teczce i wydobył z niej czystą kartkę liniowanego papieru. . karty zostały piętnaście razy rozdane.Dobra karta.wtrącił O'Connor.ale nie powinien ich pan pokazywać.. . Sędzia z rozpaczą odłoŜył swoje karty. O'Connor uniósł brwi.powiedział cierpliwie O'Connor . Ŝe powiedział głupstwo.poprawił go sędzia Comyn .powiedział ksiądz.powiedział ksiądz . prawda? . W pierwszych dwóch rozdaniach ksiądz pasował wcześniej i przyglądał się. . poniewaŜ mamy gorsze karty. Piąta karta nie liczy się: oczywiście cztery asy są lepsze niŜ cztery króle. począwszy od asa. Była rzeczywiście dobra.powiedział.Forsyth Opowiadania.Potem idzie czwórka .Tak przypuszczałem . Bo skoro wiemy. strit. co pan ma.ciągnął dalej sędzia. Przy trzecim rozdaniu twarz księdza rozjaśniła się.uśmiechnął się sędzia Comyn .To niezupełnie tak . Jasne? Ksiądz skinął głową. kolej na fula. To ksiądz zrozumiał. Ksiądz znowu pokiwał głową.txt . . . Niech pan zobaczy. cztery damy i tak dalej.Czy mogę to wziąć? . aŜ do przyjazdu do Thurles. prawda? 208 Przeprosił współgrających i gra potoczyła się dalej. walet i dziesiątka.powiedział ostroŜnie ksiądz. i tak dalej. . a sędzia roześmiał się protekcjonalnie.W pokerze nie ma Ŝadnego brania lew .Tak. nikt z nas nie będzie nic stawiał. dama.No cóŜ .Jedna para lub sam as czy teŜ róŜne karty. wpisując to słowo pod wyrazem poker. oceniał szansę i prawdopodobieństwa Strona 126 . jak w konfesjonale. To prawda.. Zwłaszcza jeŜeli się gra o zapałki.tak. LeŜąca przed sędzią kupka zapałek bardzo urosła. co pan ma w ręku. potem idzie kolor. . wyjaśniając po kolei kaŜdą kombinację. cztery króle.Teraz.PrzecieŜ to tylko zapałki. jak człowiek.tłumaczył dalej sędzia.Oczywiście . zwane czasem furą to tak słaba ręka. panie O'Connor. Ani słowa nikomu. Jest to pięć kolejnych kart w tym samym kolorze. Widzi ojciec. O'Connor uderzył się w czoło. Taki ful nazywa się ful damski na dziesiątkach. Zaczął coś pisać na kartce. Ksiądz spojrzał na kartkę.skoro gramy tylko o zapałki.WaŜne jest to. . Sędzia wygrał cztery zapałki. .następnie idzie zwykły kolor.Oczywiście.powiedział O'Connor. Miał fula waletowego na królach. . powinno być tajemnicą. trójka. który zrozumiał.zapytał ksiądz. To. Sędzia omówił następnie resztę listy.Oznacza to dosłownie cztery jednakowe karty. Robił zbyt wiele błędów. Zapałki zostały podzielone na trzy równe kupki i gra się rozpoczęła. Sędzia zapisał to na kartce pod słowem "czwórka". Ŝe niewarte są nawet małej stawki . . . rozumiem. Po prostu pięć kart w tym samym kolorze i w dowolnej kolejności. Z wewnętrznej kieszeni marynarki wyjął złoty ołówek. dwie pary.Czy mam się starać brać lewy? . KsięŜulo nie orientował się jeszcze dobrze w grze i tylko sędzia grał ostro. Przez sześćdziesiąt minut. . Niewinna gra losowa nie jest wszak grzechem. na przykład trzy damy i dwie inne karty.Nie znam się na stawkach . . aŜ do czterech 207 dwójek. to bardzo dobre karty .Jak w konfesjonale . .niech ją pan sobie bierze. kalkulował.zapytał pokazując swoje karty pozostałym graczom. Cztery asy. . Rozdano karty.

.zasugerował O'Connor.Darowizna! .powiedział sędzia. Ŝe granie o zapałki nie jest zbyt interesujące wyznał O'Connor po drugim upomnieniu.I wszystko będzie dobrze. Kościół święty. bo obecne ceny torfu są. . stracił pan sporo zapałek.zaproponował. a resztę otrzyma w gotówce. . Moja matka gotuje tam posiłki. .AleŜ wielmoŜny panie. połowę od O'Connora. Suma ta zaskoczyła nieco sędziego. które stanowią sumę przeznaczoną na urlop.. ChociaŜ. Mam w portmonetce tylko trzy funty..Nawet kilka szylingów to dla mnie duŜo.Jak pan sobie Ŝyczy . Pan O'Connor i ja podzielimy między siebie wszystkie zapałki. które odtąd będą miały wartość pieniądza. Ksiądz otrzymał poŜyczkę w wysokości dziesięciu zapałek z łebkiem i czterech bez łebka. Ŝe bardzo dobrze się bawię . . Ŝe ma przy sobie trzydzieści funtów. to nie miejsce dla ludzi pobrzękujących pieniędzmi w kieszeniach. Przez chwilę w przedziale panowała ponura cisza. O'Connor zwrócił uwagę.mam pewien pomysł.chociaŜ.AleŜ. ..zaprotestował ksiądz.. . Sędzia i na to znalazł rozwiązanie.Pan jest genialny. 209 14..zawołał O'Connor . i Ŝe gotów jest grać do tej wysokości.txt swym wyćwiczonym umysłem prawnika.Teraz musimy umówić się .powiedział z podziwem O'Connor. . to nie będziemy od niego Ŝądali zapłacenia długu. do Dingle. wielmoŜny panie . Uznał. .powiedział sędzia . . Jadę do matki. .Wszystko.zawołał sędzia . więc wznowili grę. mój synu. ojcze . O'Connor podniósł połówkę zapałki bez łebka. . Ŝe jest dŜentelmenem. JeŜeli wygra. Sędzia i O'Connor podzielili zapałki na dwie kupki.powiedział sędzia tasując karty co do wysokości stawek.zauwaŜył O'Connor.powiedział ksiądz stanowczym tonem. . Co ksiądz na to? . a biedne dzieci w zimie marzną. co mu poŜyczyliśmy. Muszą wystarczyć na całe wakacje.Nie jestem z natury hazardzistą. . . Gdy minęli Thurles. Sędzia musiał go dwukrotnie przywoływać do porządku. A kilka szylingów. śaden z graczy nie sprzeciwił się zaakceptowaniu jego czeku. Gracze na ogół bawią się dobrze.A jeŜeli wygrana pójdzie na cel dobroczynny? . Ŝe ta gra jest potwierdzeniem jego teorii o przewadze rozsądku nad szczęściem..zaproponował O'Connor bez specjalnego entuzjazmu. . matka nasza. Połówki z siarką na końcu miały być dwa razy wartościowsze od pozostałych. stanie się darowizną dla sierocińca.Jestem pewien.Forsyth Opowiadania. .A z nim spotkam się chyba wcześniej. Ŝe Pan Bóg nie moŜe mieć nic przeciw temu.Chwileczkę . O'Connor jakby stracił zainteresowanie grą..Dziesięć szylingów? . . Potem kaŜdy z nas poŜyczy księdzu równą liczbę zapałek.Wydaje mi się. Ksiądz wyraził zgodę.Czysta robota .Ale biskup tak .Kiedy ja nie mogę grać o pieniądze! . O'Connor oświadczył. .MoŜe będzie zabawniej. Czterdzieści zapałek. jeŜeli zagramy o pieniądze .zawołał tryumfalnie sędzia.W takim razie muszę zrezygnować . Ŝe moŜe ich zabraknąć.bez pana nie moŜemy grać. które wyjął ze swojego pudełka. co księdzu zostanie po oddaniu poŜyczki.MoŜe skończylibyśmy juŜ? . . moje szczęście moŜe się szybko odmienić odpowiedział O'Connor z anielskim uśmiechem.. JeŜeli ksiądz przegra. ale myślę. potraktujemy to jako prezent w zamian za księdza udział w grze .. odda nam to. w Dingle jest sierociniec. Ŝe gra o kilka szylingów to niewielki hazard. Strona 127 . Przełamali kaŜdą zapałkę na pół. . połowę od sędziego.A jeŜeli o nas chodzi.. jak widzę.Obawiam się.powiedział ksiądz.Przyznaję. Byli przekonani. Ŝe nawet biskup nie zechce sprzeciwić się darowiźnie dla sierocińca.

poniewaŜ wszedł do puli. . Ksiądz spojrzał z konsternacją na spiętrzone na stoliku zapałki i na leŜący przed nim ekwiwalent dwunastu funtów. czyli grać talią ^ trzydziestu dwóch kartach. Ŝe teŜ ma dobrą kartę.Za pięć minut Tralee . Pociąg zatrzymał się przy peronie.nie moŜe ksiądz przebić wyŜej. wsunąwszy głowę w szparę uchylonych drzwi przedziału. Ŝeby pan Comyn podwyŜszał jeszcze raz stawkę. pozostali dwaj gracze po dwadzieścia cztery funty. Księdzu pozostały jeszcze trzydzieści dwa funty. . W trzecim O'Connor szybko spasował.wtrącił się O'Connor. Dojechali do węzła kolejowego Limerick.powiedział. . przesuwając do puli kilka zapałek . . O'Connor na ogół szybko pasował.zawołał konduktor.powiedział ksiądz i jakby obrzędowym ruchem przesunął cztery zapałki na środek stolika. TuŜ przed Headford nieszczęsny O'Connor przegrał juŜ dwanaście funtów. . BoŜe! Jestem prawie zupełnie spłukany. 210 .szepnął.i przebijam jeszcze pięć. po czym dołoŜył dziesięć funtów do dziesięciu funtów księdza i dodał drugie tyle. Ksiądz wstawił do puli cztery jednofuntowe zapałki. a sędzia dwadzieścia.Sprawdzam . O'Connor myślał prawdopodobnie. Sędzia usłyszał westchnienie księdza. tracąc swoją dziesięcioszylingową stawkę. Nikt nie podziwiał jezior Killarney przesuwających się za oknem.. to proszę dołoŜyć pięć funtów i sprawdzić go. O'Connor grał teraz bardzo ostroŜnie. Ŝebym teraz zwrócił panom dwanaście funtów.zapytał ksiądz. Razem z pozostałymi mu jeszcze dwoma funtami miał teraz dwadzieścia jeden funtów i dziesięć szylingów. . Był spokojny. i to do sumy.Czy nie byłoby wskazane. kiedy sędzia podwoił leŜące tam juŜ pięć funtów księdza. dziewięć funtów sędziego i stawki w wysokości trzydziestu szylingów. .Wszelki duch Pana Boga chwali . Gra nabrała ponownie tempa. JuŜ w pierwszych dwóch rozdaniach wygrał prawie dziesięć funtów. której ksiądz nie będzie mógł zapłacić. Księdzu pozostało jeszcze siedem funtów.szepnął. kiedy Strona 128 . O'Connor stracił nerwy i spasował.Przesunął na środek stolika dziesięć funtów. a następnie przebił o dziesięć. który zgodnie z dziwacznym nazewnictwem panującym na kolejach irlandzkich nie ma nic wspólnego z Limerick i leŜy tuŜ za Tipperary.Tak mi dobrze szło. Dobrał trzy karty i z zachwytem przyglądał się swoim czterem damom i siódemce trefl. . . . często pasowali wszyscy partnerzy.Trudno . Gdy minęli Farranfore. Powinienem był odłoŜyć te trzydzieści dwa funty dla sierocińca.Dokładam ojca cztery funty .powiedział O'Connor .. ale nikt nie zakłócił pokerowcom gry i nie wszedł do przedziału.Tylko jedno . . pozostawiając sobie dwa.ksiądz posmutniał. Musi pan dołoŜyć i sprawdzić sędziego. Sędzia rozłoŜył swojego fula i czekał. tylko raz obstawił wysoko i wygrał dziesięć funtów z fulem przeciwko dwóm parom i stritowi. Miał fula waletowego na siódemkach. z którymi rozpoczynałem grę? . Kilka osób wsiadło i wysiadło. Sędzia skinął głową.txt po podzieleniu na połówki reprezentowało teraz równowartość sześćdziesięciu funtów. sędzia dostał wymarzoną kartę. TuŜ przed Mallow zgodzili się odrzucić wszystkie niskie karty od siódemki w dół. TuŜ pod Charleville ksiądz wygrał od zaniepokojonego O'Connora dziesięć funtów i tempo gry zwolniło się. Co mam robić? zapytał ksiądz.Sam nie wiem.Mój BoŜe. Sędzia raz jeszcze zajrzał do swoich kart. . W sumie od początku gry przegrał dwanaście funtów.O. sam nie wiem. Zabrał ze stołu swoje dziewięć funtów. 211 Sędzia zacisnął zęby na paznokciu kciuka. co w 1938 roku stanowiło wcale pokaźną sumkę. Ksiądz pokazał cztery dziesiątki.JeŜeli ksiądz nie chce. Partnerzy księdza wyrazili zgodę i obaj odebrali po swoje sześć funtów. Mogło być lepiej. Kiedy ksiądz z kolei zareagował dołoŜeniem do niej pięciu funtów. Ksiądz miał dwanaście funtów w zapałkach.Proszę księdza . co robić . .Forsyth Opowiadania.

a sędzia wrzucił przełamane zapałki do popielniczki. pokera.odparł ksiądz z zakłopotaniem. Sędzia Comyn poszedł do hotelu. Nie naleŜy grać w karty w pociągu.Tylko niech go pan nie zgubi. . śyczę panom powodzenia.Owszem są. .odpowiedział sędzia. Ŝe była to dla mnie bardzo interesująca.CzyŜ króle nie są wyŜsze od dam? .westchnął. składając starannie czek.powiedział sędzia.Myślałem juŜ. . synu. od czego zaczynaliśmy.Powiada pan. .Tak jest . .zapytał. .zapytał oskarŜonego pisarz sądowy.Dla mnie teŜ była kosztowna . . . moŜe zainkasować gotówkę. . Kiedy wjechali do Tralee. . w obydwu wypadkach. To bardzo biedna instytucja. ZdąŜy pan tam jeszcze dzisiaj. Rozstali się na peronie stacji w Tralee.Oto moje karty.odparł ksiądz.Wprowadzono Ronana Quirka O'Connora! .powiedział ksiądz.krzyknął pisarz sądowy.uśmiechnął się sędzia uprzejmie. a potem w swoje karty. Cztery damy! O'Connor gwizdnął.mówił dalej pisarz . . Komplet przysięgłych z Tralee nie miał duŜo do roboty. Chciał się jak najwcześniej połoŜyć. .Wystawiłem go na okaziciela. Przypuszczałem. Ksiądz spojrzał na rozłoŜone przed nim cztery damy. Zamykają dopiero za pół godziny. a zwłaszcza z przedstawicielem Kościoła! . Z sali sądowej widoczna była tylko peruka sędziego. A teraz powiem księdzu i panu. jeŜeli ma pan cztery .Jestem winien pięćdziesiąt funtów na rzecz sierocińca powiedział sędzia i zabrał się do pisania. dotyczyły drobnych przestępstw. Ŝeby odpocząć przed jutrzejszą rozprawą w sądzie.powiedział sędzia. .W takim razie wypiszę czek na pańskie nazwisko .No właśnie. Sędzia Comyn wyciągnął ksiąŜeczkę czekową z kieszeni. A tak mam juŜ tylko dwa.To byłoby równo pięćdziesiąt funtów. Bank Irlandzki w Tralee wypłaci panu gotówkę.Sam Pan Bóg musiał księdzu rozdawać karty. . -. Sędzia pisał dalej. wydarł go z ksiąŜeczki i podał księdzu. Rozległy się kroki. . . karę grzywny.Przypilnuję. oskarŜeni przyznali się do winy. . . 212 . choć kosztowna.Skoro tak pan mówi . Jest wystawiony na okaziciela i kaŜdy. Będzie to dla mnie nauczka.Mówił pan. podróŜ.Z pomocą boską . Bóg błogosławi . Nigdy nie operowałem pieniędzmi.powiedział ksiądz z namaszczeniem.Ja teŜ nie mam rachunku . Dawno nie widziałem.powiedział O'Connor ze smutkiem. Otrzymali. Ŝeby te pieniądze znalazły się jeszcze dziś przed zachodem słońca tam. panie O'Connor. kiedy wezwano trzeciego oskarŜonego.Oczywiście . . prawda? . .Ronanie Quirku O'Connorze .Ja juŜ zapomniałem. Ŝe bank wypłaci mi za to pieniądze? . O'Connor schował talię do kieszeni. zebrali karty i zapałki.DołoŜę księdzu trzy funty . . Ŝe oni nie mają rachunku bankowego. I miał rzeczywiście cztery.txt je jeszcze miałem.. O'Connor odliczył dwanaście banknotów funtowych i podał je księdzu. Ŝe pan ma tego.Wyjście się znajdzie .odparł sędzia. Ŝe to sierociniec w Dingle? Jak mam wystawić czek? Ksiądz zdawał się zaskoczony. Szybko wypisał czek. Ŝe przegrałem.. Ksiądz połoŜył karty na stolik. .dziwił się ksiądz. .odpowiedział głos. Ŝeby komuś tak szło. gdzie są najbardziej potrzebne . kto go znajdzie. Sędzia Comyn siedział z głową pochyloną nad papierami.Niech cię. .jest Strona 129 .Forsyth Opowiadania. Dwie pierwsze sprawy na wokandzie tego dnia były proste.Czy pana nazwisko brzmi: Ronan Quirk O'Connor? .Obawiam się.

który zeznawał na okoliczność przebiegu aresztowania oskarŜonego. Tam kazano mu opróŜnić kieszenie. Ŝeby brał stronę oskarŜonego przeciwko prokuratorowi. przebywając w hrabstwie Kerry. Prokurator pokazał mu karty i świadek stwierdził na podstawie zrobionych przez siebie znaków.txt pan oskarŜony o szulerstwo na podstawie paragrafu siedemnastego ustawy o grach hazardowych z 1845 roku. a mianowicie siedemdziesiąt funtów. co ja. SierŜant zaŜądał. Trzynastego maja właściciel sklepu spoŜywczego w Tralee. jeden przystanek przed Tralee.powiedział sędzia. Mały człowieczek o oczkach spaniela patrzył na niego poprzez salę sądową tępo. w chwili kiedy nadchodził pociąg z Dublina. W czasie podróŜy wdał się w grę hazardową z oskarŜonym i jeszcze jedną osobą. Ŝeby w Tralee czekała policja. który . co dzieje się w pociągu. Jechał niewątpliwie wczoraj w tym samym pociągu. Wszystko sprowadzało się do pytania: czy moŜe sobie zaufać.Nie przyznaję się do winy . A mianowicie o to. podszedł do kolejarza i poprosił. przybył na dworzec w Tralee dnia trzynastego maja. Ŝe po zbadaniu okazało się. Sędzia Comyn zaklął w duchu. zagłębił się na dłuŜszą chwilę w swoich papierach. Ŝe zaczął coś podejrzewać. Ŝe jest to Strona 130 . szalbierstwa i fałszerstwa. Korzystali z talii kart. . 213 Ŝe pan. które jego zdaniem mówiły same za siebie. masywny męŜczyzna. pomyślał sędzia. czy teŜ nie przyznaje się pan do winy? W czasie przemówienia pisarza sądowego sędzia Comyn odłoŜył starannie pióro. a następnie zapytał O'Connora. które pan Keane zidentyfikował jako te. naleŜącej do oskarŜonego. ale ze zdumieniem. co ten uczynił. wreszcie podniósł wzrok. Bezstronność będzie wymagała. Wszyscy patrzyli na sędziego. . Ŝe uczciwie przedstawi przysięgłym swoje wnioski? Uznał. Ŝe tak. Sędzia Comyn odpowiedział mu wzrokiem pełnym przeraŜenia. 214 wysoki. a on siedział w swoim fotelu z nieruchomą twarzą.Proszę zaprzysiąc członków ławy przysięgłych . W Farranfore.wyszeptał O'Connor.Forsyth Opowiadania. nazwiskiem Lurgan Keane. Pomyślał jednak. Ŝe przeprowadzi rozprawę sprawnie i bezstronnie. Przegrywał tak regularnie.jak się później okazało . ale podróŜował trzecią klasą. O'Connor został oskarŜony o szulerstwo. Czy jest pan winien zarzucanego przestępstwa. Miał prawo wstrzymać przewód sądowy na podstawie znajomości z oskarŜonym. Ronan Quirk O'Connor. za pomocą oszustwa. które posłuŜyły do gry w pokera podczas jazdy pociągiem.zarządził. w dniu trzynastym maja bieŜącego roku. czy ma obrońcę. Procedura ta pociągnęłaby za sobą dodatkowe koszty dla podatników. wyszedł pod jakimś pretekstem na peron. Dotychczas wszystko było jasne. iŜ karty w inkryminowanej talii są znaczone. Zeznał pod przysięgą. . Pierwszym świadkiem oskarŜenia był sierŜant policji z Tralee. To on wskazał oskarŜonego. od niejakiego Lurgana Keane'a. Ŝe oznaczałoby to ponowną rozprawę. by oskarŜony udał się z nim do komisariatu w Tralee. O'Connor odpowiedział.nazywał się Lurgan Keane. W głowie kłębiło mu się tysiące myśli. Następnym świadkiem był detektyw z sekcji oszustw dublińskiej policji. poniewaŜ oskarŜony juŜ został pozwany. Na peronie podszedł do niego człowiek. Prokurator wstał i przedstawił fakty. Detektyw zeznał. Wśród innych przedmiotów znalazła się w nich talia kart. W sali sądowej było zupełnie cicho. Ŝe otrzymawszy informację o tym. Miał przy sobie przypadkowo znaczną kwotę pieniędzy. wygrał pewną sumę pieniędzy. Ŝe nie ma i Ŝe sam się będzie bronił. Karty zostały posłane do Dublina celem zbadania i gdy otrzymano raport. jak gdyby miał ochotę w ten sposób prowadzić całą rozprawę. wsiadł w Dublinie do pociągu jadącego do Tralee. Pisarz sądowy zrobił to.Proszę o ciszę .

widoczna jest dla gracza siedzącego po drugiej stronie stołu. . O'Connor po raz drugi zrezygnował z przesłuchania świadka. Dwunastu sprawiedliwych solennie kiwało głowami. Ŝeby policja czekała na niego w Tralee. Lurgan Keane. . Ŝe często obejmują zaledwie kilkumilimetrową przestrzeń skomplikowanego wzoru. Widział. kiedy wie. od asa do dziesiątki.Na dwa sposoby. kiedy sam ma lepszą rękę.Dziękuję. . dotyczące jego zeznań . Sędzia Comyn. W Farranfore wyszedł z pociągu i będąc przekonany.txt talia. . .Forsyth Opowiadania.odpowiedział detektyw.zapytał prokurator. W pociągu został wciągnięty w grę w pokera.ale nie ma większego znaczenia.odparł Keane.Nie mam dalszych pytań . KaŜdy z czterech kolorów zaznaczony jest na odwrocie karty przez nacięcia na jej brzegach i to w róŜnych miejscach. . 215 . który wie o ich istnieniu. to znaczy. jakkolwiek niewielka. ale nie skorzystał z oferty. Ŝe to ja wyjąłem talię kart? .powiedział. Podszedł do ławy świadków jak byk wpadający na arenę i wbił wzrok w O'Connora. Trzecim. Wskazuje ona szulerowi kolor. kiedy miał w ręku dobrą kartę. To nie była juŜ jakaś tam sprawa kradzieŜy koni. I co z nimi zrobiłem? 216 Keane myślał chwilę. . zostały w tym wypadku "zaciemnione". Ŝe przeciwnik ma lepsze karty. .zapytał cichym głosem. Fragmenty te są tak miniaturowe. Ŝe nawet wtedy. poprosił.Szuler po prostu nie bierze udziału w licytacji. . OtóŜ tego dnia zawarł w Dublinie kilka transakcji i dlatego miał przy sobie tak duŜą sumę. którą badał. Wysoki Sądzie . Ŝe jest ofiarą szulera.Ma pan prawo zadać świadkowi kaŜde pytanie.A skąd? Keane wydawał się zdziwiony. Tym razem O'Connor wstał. Ta róŜnica. Poza tym nacina się jeszcze karty. .Czy szuler musi równieŜ oszukiwać przy rozdawaniu kart? zapytał prokurator. proszę Wysokiego Sądu . który juŜ niemal uwierzył w moŜliwość zupełnie Strona 131 . patrząc na O'Connora.Jak najbardziej . natomiast licytuje wysoko.Owszem . Nazywamy je umownie "nacinaniem" i "cieniowaniem".Zaczął pan układać pasjansa . w jaki sposób karty zostały poznaczone przez szulera.bo ten człowiek grał znaczonymi kartami. Prokurator zapytał go.zgodził się O'Connor . co mu się przytrafiło.oświadczył prokurator.powiedział O'Connor. Ŝeby szuler. Są jednak wystarczająco duŜe.odparł świadek.To zupełnie niemoŜliwe. jego przeciwnik zawsze miał lepszą i wygrywał. ale zanim dojechał do Farranfore przegrał sześćdziesiąt dwa funty. Na znak prokuratora opowiedział o tym. Ŝe przy uŜyciu pewnego preparatu chemicznego zaciemniono lub rozjaśniono małe fragmenty wzoru na odwrotnej stronie całej talii.odparł sędzia. . . .powiedział. UwaŜał się za dobrego gracza.Wysokie karty. Wyglądał na jeszcze smutniejszego niŜ wczoraj i jeszcze niewinniej. Ten patrzył na niego złym okiem.Czy moŜna wygrać z takim oszustem? . zwęŜając odległość pomiędzy brzegiem samej karty a krawędzią wzoru na jej odwrocie.To się zdarza .powiedział sędzia Comyn do oskarŜonego. ostatnim i głównym świadkiem oskarŜenia był właściciel sklepu w Tralee.Z kieszeni . Ŝeby były wyczuwalne niezaleŜnie od tego. . mógł je zauwaŜyć przez stół. Podejrzenie wzbudził w nim fakt. Robi się je na obu brzegach karty w ten sposób. Zaczął zadawać świadkowi pytania. .powiedział detektyw . jaki ma w ręku jego partner. . Czy to jasne? .I miałem rację . z jakim zainteresowaniem przysięgli przysłuchiwali się zeznaniom detektywa.Powiedział pan.Tak jest . jak trzyma się kartę. sir .zawołał w stronę ławy przysięgłych .z kieszeni.

przyznał. Twarz jego promieniała uczciwością. czy oddać ją barmanowi. . Widać było. Farmer z Waxford. Zatrzymał ją dla siebie i zabawiał się układaniem pasjansa w czasie długich podróŜy. Sklepikarz z Tralee zastanawiał się przez chwilę i nagle wytrzeszczył oczy.Niestety. Jego wywód był równie prosty jak płaczliwy.Forsyth Opowiadania. Pan Keane opuszczał ławę świadków.Czy zapamiętał pan moŜe jego nazwisko? . .zapytał O'Connor. kto tuŜ przed nim zajmował to miejsce. ale nie był dobrym graczem.przyznał. Lubił od czasu do czasu zagrać w pokera.Ale na tym właśnie polega talent szulera .I pan teŜ powiedział. Został zaprzysięŜony. Była to uŜywana talia kart. .Ale ten człowiek robił takie głupstwa. czy pan? . .powiedział. Niewielkie stawki! Sześćdziesiąt dwa funty to bardzo duŜo pieniędzy! Przysięgli znowu zaczęli kiwać głowami. .Do pana nic. W jakiś tydzień przed ową podróŜą pociągiem trzynastego maja.To nie tak .zapytał sędzia. by i ich zwabiono. Jaki farmer? .krzyknął Keane.czy teŜ to pan mnie zagadnął? Tęgi sklepikarz stropił się. . . pozostawiona tam przez kogoś.rzucił Keane ze złością . i Ŝe pan zasugerował grę na pieniądze.zawołał. Ŝe nie chcą.Ale karty naleŜały do oskarŜonego. ile pan przegrał do mnie. po czym przyszła mu do głowy nowa myśl i zwrócił się do przysięgłych: . po czym zwrócił się do przysięgłych: . Zastanawiał się.Kiedy w końcu rozliczyliśmy się. ja zacząłem rozmowę .zapytał oskarŜony świadka . Ŝe taka stara talia nie ma Ŝadnej wartości. Wszystko wygrał ten farmer.Ale czy to ja zaproponowałem małego pokera. Ŝe tuŜ obok niego na drewnianej ławce coś leŜy. które powinien był połoŜyć na czarne i odwrotnie. . Za taką sumę moŜna utrzymać robotniczą rodzinę przez prawie rok! .Chwileczkę.MoŜliwe. . Zwróciłem mu kilka razy uwagę. Ŝe gra będzie bardziej interesująca.Owszem. Powiedział pan. . ale miał diabelne szczęście. ile mi pan wypłacił? . ale tylko do mnie.A ja twierdzę . nic . Ŝe podoba mu się słowo "zwabiać".Sześćdziesiąt dwa funty .powiedział spokojnie O'Connor.Umie zwabiać swoje ofiary. Ŝe wygrał farmer. Widać było.Ŝe pan zaproponował mi partię pokera.odrzekł wreszcie. proszę Wysokiego Sądu.Pan! . . Nie umiał kłamać. . Ŝe mu serce zamiera. Keane zmieszał się.powiedział O'Connor do Keane'a . która siedziała z nami w przedziale.powiedział O'Connor znów smutnym głosem.Nie mam więcej pytań .Nie. panie Keane. . kiedy zorientował się. Przedtem graliśmy na zapałki. Sklepikarz wytęŜał umysł. kiedy zatrzymał go głos sędziego. . Strona 132 . Ŝe nie mogłem się po prostu powstrzymać. Nie zauwaŜał czerwonych kart.Pan przegrał prawie osiem funtów. To na pewno on mnie oszukał. siedział sobie najspokojniej przy piwie w jednym z dublińskich barów. ani grosza.Do pana nic . co przysięgli zauwaŜyli i znowu zaczęli kiwać głowami. 217 . .powiedział świadek. .txt wyjątkowego zbiegu okoliczności. Wreszcie coś poruszyło się w jego mózgu.cięŜko zarobione sześćdziesiąt dwa funty.I ostatnia sprawa .A czy to ja pierwszy do pana przemówiłem . . poczuł.Trzecia osoba.stwierdził O'Connor. które odbywał w poszukiwaniu źrebaków i klaczy dla klientów. No tak. Więcej świadków oskarŜenia nie było i O'Connor zaczął zeznawać jako świadek we własnej sprawie. jeŜeli ustalimy niewielkie stawki. ale doszedł do wniosku. nie . śył z kupna i sprzedaŜy koni. Ŝe to była moja propozycja .A czy ja coś od niego wygrałem? . Nie był dobrym graczem.Niech pan powie. . . Wydawał się bliski płaczu. co przecieŜ nie jest przestępstwem.

i w takim razie jesteś bardzo kiepskim szulerem. Limuzyna zniknęła za zakrętem. Ale on. być moŜe. Za jej kierownicą siedział O'Connor. Ŝe oskarŜony twierdził. Nędzna z ciebie kreatura.Tak czy nie? . Sędzia Comyn zdjął togę w szatni tuŜ za salą sądową. O'Connor. A jako Ŝe dobrze znał przysięgłych. Tylko sprawa o bardzo wielkim znaczeniu prawniczym mogłaby powstrzymać przysięgłych z Kerry od zjedzenia w porę obiadu. Faktem jest. Ŝabotu i peruki wyglądał jak zwykły śmiertelnik. uŜywając przy tym własnych kart. Ŝe jest to. by wydali na oskarŜonego wyrok uniewinniający. o których mówił detektyw. to dlatego Ŝe był bardziej lekkomyślny i za wysoko licytował. wobec czego obowiązkiem sędziego jest zalecić przysięgłym. sędzia nie wypowiedział tych myśli.Czy widzi pan. Limuzyna zbliŜyła się do nich. bo farmer miał przez cały czas lepsze karty niŜ on. Zarówno oskarŜony. Duchowny. Ŝe prokurator nie udowodnił oskarŜonemu.Sędzia Comyn wzruszył ramionami. I ta okoliczność jest decydująca. jak i świadek przegrali do osoby trzeciej. .txt JeŜeli te karty są znaczone. NajwaŜniejsze jest jednak to. Ŝe to nie on. Ŝe brakuje zaledwie piętnastu minut do przerwy obiadowej.Forsyth Opowiadania. Bez togi. i w takim razie jesteś bardzo pechowym graczem. jak i grę na pieniądze. Prokurator próbował krzyŜowym ogniem pytań zbić oskarŜonego 218 z tropu. Ŝe zdaniem prokuratora. nie oszukiwał. powiesił perukę na wieszaku. Tak czy inaczej przegrałeś dwukrotnie do obcych ludzi w pociągu. Albo mówisz prawdę. Poza tym oskarŜony twierdzi.Czy to było błogosławieństwo? . pełen widać troski o los sierot z Dingle. Przysięgli mogą mu wierzyć albo nie. świeŜego łososia z rzeki Shannon. myślał. Właśnie miał przejść na drugą stronę ulicy do najlepszego w mieście hotelu. oskarŜony oszukał świadka Lurgana Keane'a i ograł go. ale ten trzymał się uparcie swoich twierdzeń. Przypomniał przysięgłym. lecz pan Keane zaproponował zarówno grę w pokera. toteŜ nikt nie zwracał na niego najmniejszej uwagi. O'Connor opuścił ławę oskarŜonych jako wolny człowiek. dodał jeszcze. JednakŜe świadek Keane przyznał pod przysięgą. gdzie podawano doskonałego. Ten wbił w niego wzrok. W końcu prokurator dał za wygraną. . Nigdy nie przypuszczał.odezwał się za nim zdumiony głos. jakoby znalazł karty w dublińskim barze i Ŝe nie wiedział. toteŜ po dziesięciu minutach dwunastu sprawiedliwych powróciło na salę z wyrokiem uniewinniającym. A jeŜeli chodzi o oszustwo. a według irlandzkiego prawa cięŜar udowodnienia spoczywa na nim. albo kłamiesz.Mam Strona 133 . Wyszedł na głupca. . bo wtedy na pewno nie przegrałby tylu cięŜko zarobionych pieniędzy. iŜ mówi nieprawdę. 219 . obstawał przy nich stanowczo i spokojnie. Obejrzał się i zobaczył właściciela sklepu z Tralee.Czy ja wiem? . Ŝe oskarŜony nie wygrał od niego ani grosza.Widzę . prawda. to przecieŜ oszust powinien był wygrać. kto obok niego siedzi? . On zaś w czasie tej podróŜy przegrał osiem funtów i dziesięć szylingów do jakiegoś nieznajomego. Nic nie wie równieŜ o tych róŜnych "cieniowaniach" czy "przycinaniach". uśmiechał się dobrodusznie i wyprostował dwa palce wysoko uniesionej ręki. O'Connor. błyszczącą limuzynę znanej marki.Czy pan widzi tego człowieka? . iŜ są znaczone. który miał podsumować sprawę. kiedy zauwaŜył wyjeŜdŜającą z hotelowego podwórza piękną. . Obok O'Connora siedział ubrany na czarno pasaŜer.zapytał sklepikarz. O'Connor powrócił na ławę oskarŜonych i czekał na słowa sędziego. to on o tym nic nie wiedział. Ŝe na odwrotnej stronie kaŜdej z tych kart mogły być jakieś znaki. . Samochód przyśpieszył biegu.zapytał ponownie Keane.odpowiedział. JeŜeli pan Keane przegrał więcej. róŜne zresztą kwoty. a pan Keane przyznaje.zwrócił się do przysięgłych. Podsumowując sprawę. . opuścił budynek i udał się na obiad. uŜywając szulerskich metod.

ciepłym i bezpiecznym kokonie. Poza zasięgiem świateł piętrzyły się ogromne zwaliska porannego śniegu.jak gdyby skulone w oczekiwaniu mroźnej nocy. Mój myśliwiec rozpędził się. Za nimi rozciągało się płaskie. Głos kontrolera wyrwał mnie z rozmyślań. przeszedł w jęk. które mogło zabić człowieka w ciągu minuty. Uznałem. światła po obu stronach pasa migały coraz szybciej. iŜ facet wrzeszczy mi bezpośrednio do ucha. wskoczyć do samochodów i pojechać na zabawę do kasyna. Wbrew przepisom oczywiście. PASTERZ Czekałem na sygnał startu z wieŜy kontrolnej. Personel czeka tylko na mój odlot. jaskrawoczerwone światła lotniska. obramowana podwójnym pędem jaskrawych świateł punktujących oczyszczoną przez śnieŜne pługi drogę. powietrze było tak przejrzyste. dlaczego ten facet jest tak dziwnie ubrany zdziwił się Lurgan Keane. Poza mną narastał niski ton silnika. migające wśród bieli i czerni portu. Daleko na prawo. Kiedy zobaczyłem pod nogami koniec pasa startowego. jej dziób uniósł się lekko. Oglądany przez kopułę z pleksiglasu otaczający mnie niemiecki krajobraz był biały.. .. Ŝe nie ma juŜ co odpowiadać. ostro obrysowany poświatą grudniowego półksięŜyca. Odezwał się w słuchawkach z taką siłą. Maszyna stawała się coraz lŜejsza. zezwalam na start . aŜ zlały się w jednolitą linię. osłonięte samoloty myśliwskie. czarna wstęga asfaltu. zamarzłego juŜ na kamień po odrzuceniu przez pługi. Ale tej nocy nie będzie pilotów. W kabinie było wygodnie i ciepło.obruszył się sklepikarz. Kiedy skręcałem swoim małym samolotem myśliwskim DH-100 Vampire na pas startowy.To jest ten farmer z Waxford.Charlie Delta do kontroli . Była to bowiem Wigilia BoŜego Narodzenia w roku Pańskim 1957.Charlie Delta. W kilka minut po moim starcie światła wieŜy zgasną i pozostaną juŜ tylko hangary .gładka. . sygnalizujące obojętnemu niebu alfabetem Morse'a nazwę lotniska: CELLE. a nad tym wszystkim pulsujące. pomyślałem. jeŜeli się leciało z szybkością tysiąca kilometrów na godzinę. . Przede mną był pas startowy . Ŝeby zakończyć dyŜur.Bo jest duchownym . a ja byłem młodym pilotem. Ale co u licha. Ŝe miałem wraŜenie. aŜ spojrzenie na szybkościomierz powiedziało mi. przecieŜ to Wigilia! . zakręciłem łagodnym łukiem w lewo i jednocześnie pociągStrona 134 . które właśnie zamykali na noc zakutani w koŜuchy mechanicy. Czekałem na głos kontrolera w słuchawkach. próbującym zdąŜyć na świąteczny urlop do domu w Blighty. a zegarek wskazywał godzinę dziesiątą piętnaście. widziałem z tyłu druty ogrodzenia bazy lotnictwa Jej Królewskiej Mości. przednie koło straciło kontakt z asfaltem i przestało dudnić. chroniącym mnie przed dotkliwym zimnem tej mroźnej nocy. a potem cienki gwizd..Nie rozumiem. prawą utrzymując wampira równo na środkowej linii pasa startowego.txt co do tego wątpliwości. Wiedziałem. jak gdybym znajdował się w małym. pomiędzy hangarami. JuŜ sobie pewno wychylił kielicha albo dwa.Charlie Delta. . Ŝe mogłem niemal rozróŜnić poszczególne drzewa. Ogrzewanie włączyłem na cały regulator głównie po to. . którzy przelatując tędy chcieliby sprawdzić według sygnału swój kurs. Utrzymywałem samolot nisko.. Ŝe jest w niej ciepło i wesoło. Ŝe przekroczyłem dwieście dziesięć kilometrów na godzinę i zbliŜam się do trzystu.odpowiedziałem. nabierałem pędu. Mimo Ŝe był on oddalony ode mnie o trzy kilometry. poderwałem wampira. uśpione cysterny z paliwem. Na dyskretnie oświetlonej tablicy kontrolnej drŜały rzędy wskaźników. 221 Było mi więc spieszno.Forsyth Opowiadania. Po kilku sekundach tylne koła równieŜ oderwały się od pasa startowego. Było tak.odpowiedział mu sędzia..usłyszałem. pokryte śniegiem pole zakończone linią sosnowego lasu. Przesunąłem lewą ręką lewarek gazu do przodu. Ŝeby zapobiec oblodzeniu pleksiglasu.Nic podobnego . stała niczym samotny rozjarzony świecznik smukła wieŜa kontrolna. .

a tymczasem lewym kciukiem nacisnąłem guzik radia. Wampir miał dość paliwa na osiemdziesiąt minut.Dziękuję kontroli i Ŝyczę nawzajem wszystkiego najlepszego po czym przestroiłem aparat na częstotliwość kontroli brytyjskiego lotnictwa w RFN. Ŝe jestem w ich obszarze powietrznym. dodał: . Razem ze startem i lądowaniem sześćdziesiąt sześć minut lotu. wstępującym łuku. Był to skutek zmniejszenia oporu powietrza po wciągnięciu podwozia. Ŝeby zaśpiewać "Cichą noc" i otrzymać kilka fenigów na cele dobroczynne.odpowiedział kontroler i zanim zdąŜyłem zmienić kanał. Ŝe w moich słuchawkach zapanowała grobowa cisza. W ten sposób zasiądę do świątecznego śniadania razem z całą rodziną. ale melodie przewaŜnie te same. Ŝe z Lakenheath dostanę się łatwo do Londynu słuŜbowym autobusem. kiedy moŜna je spędzić w domu. lekko zmniejszyłem gaz do ośmiuset siedemdziesięciu kilometrów na godzinę i trzymałem się równo na kursie 265 stopni. a następnie przelecieć nad wybrzeŜem holenderskim na południe od Bevelandu.zameldowałem przez maskę tlenową. Wysokościomierz wskazywał osiem tysięcy metrów. Widocznie moje myśli były tak intensywnie skupione na oczekującej mnie Strona 135 . Wyrównałem 223 dziób maszyny. Ŝe aŜ kłuło w oczy. stabilizującą się na kursie 265 stopni. I dobrze jest.txt nąłem dźwignię podnoszącą podwozie. Tyle Ŝe zamiast gęsi pieczono indyki. stukając do ukwieconych drzwi. W odległości sześciuset kilometrów stąd wszystko wyglądało bardzo podobnie. Ale po dziesięciu minutach lotu nad Morzem Północnym grać przestało. w ciemności. Po wesoło oświetlonych ulicach chodzili juŜ pewnie kolędnicy. Sprowadzą mnie do lądowania przez radio. Dziób samolotu wskazywał wciąŜ w górę. Wszystko grało. Słowa kolęd były tam wprawdzie angielskie. Z tyłu pode mną odezwał się głuchy odgłos kół wpadających w swoje przegrody. Po odprawie u oficera nawigacyjnego w jego baraku znałem go na pamięć. Potem juŜ miałem tylko słuchać instrukcji. Ŝe zauwaŜyłem je dopiero po kilku minutach. jednocześnie poczułem nagłe przyśpieszenie. mroźnym sklepieniu nieba gwiazdy błyszczały. by wiedzieli. Wiedziałem. a na czarnym. Widniał na niej wykreślony błękitnym atramentem kurs mojego lotu. Kłopoty zaczęły się tak niepostrzeŜenie. W dole czarno-biała mapa północnych Niemiec coraz bardziej malała.Charlie Delta. Gdzieś pode mną. .czy się nazywa je Weinachten. w porządku. Zwrot nad lotniskiem Celle do kursu 265 stopni i ciągłe wznoszenie się do wysokości ośmiu tysięcy metrów. wyrównałem maszynę i spojrzałem na wskazówkę kompasu elektrycznego. Trzymałem maszynę dalej w łagodnym. ciemne zarysy sosnowych lasów zlewały się z jasnymi płachtami pól.Charlie Delta. odpowiedziałem z miejsca: 222 . Czysta rutyna. przejdź na kanał D . A z Londynu autostopem do domu moich rodziców w hrabstwie Kent. a gospodynie westfalskie zajmowały się pieczeniem gęsi i szynek. . Mimo Ŝe byłem wtedy bardzo młody i zdyscyplinowany. czy Christmas są niemal identyczne w całym chrześcijańskim świecie. Nie uwaŜałem za konieczne przyglądanie się mapie przytroczonej do prawego uda. musiała być teraz holenderska granica. Przez dłuŜszy czas nie zdawałem sobie sprawy. Na tablicy rozdzielczej zgasły trzy czerwone światła sygnalizujące opuszczenie kół. nad Morze Północne.Forsyth Opowiadania. Podwozie wciągnięte i zatrzaśnięte . Po jej osiągnięciu utrzymywać ten sam kurs oraz prędkość osiemset siedemdziesiąt kilometrów na godzinę. Byłem w powietrzu od dwudziestu jeden minut. Skręcając nad lotniskiem Celle na wysokości tysiąca pięciuset metrów. Po czterdziestu pięciu minutach lotu przełączyć się na kanał F i poprosić kontrolę w Lakenheath o naprowadzającą falę radiową. Gdzieniegdzie błyskały światełka wiosek i małych miasteczek. który odchodzi tuŜ po północy.Wesołych świąt! Stanowiło to oczywiście pogwałcenie przepisów. Ale święta BoŜego Narodzenia . Nawiązać łączność z kanałem D. opuściłem lotnisko. Po czternastu minutach powinienem znaleźć się nad Lakenheath.

zwłaszcza w zimową noc. która co sekunda wyrzuca z siebie strumień spalin o sile ciągu odpowiadającej sześciu tysiącom koni mechanicznych. w ciepłych pomieszczeniach betonowego budynku stacji kontroli północnej w Beveland siedzieli sobie ludzie przy tablicach kontrolnych. który był odpowiedzialny za sprzęt. Wskazówka kompasu. kręciła się leniwie w kółko. wskazując bez sensu to wschód. Punkt. których jedyną troską jest jego bezpieczeństwo. Dobrze wyposaŜone lotniska mogą sprowadzić na ziemię samolot nawet w najgorszą pogodę. aŜ do momentu zetknięcia się z pasem. ludźmi z rozgałęzionej sieci stacji kontrolnych na całym świecie. Zamilkłem. i było wyposaŜone we wspaniałe urządzenie do naprowadzania zagubionych samolotów. usłyszą jego wezwanie o pomoc. nawet jeŜeli księŜyc świeci tak jasno jak teraz. Niebo jest miejscem bardzo samotnym. Spojrzałem na zegarek: od trzydziestu czterech minut byłem w powietrzu. Następnie przekręciłem gałkę na kanał F i spróbowałem wywołać Lakenheath. przełknąłem ślinę i z wolna policzyłem do dziesięciu. Pomimo świątecznego nastroju zakląłem brzydko nie tyle na kompas. to południe. Ŝe lecę bez kompasu. Kiedy lotnik nadaje. Ŝeby sprawdzić kurs.txt rodzinie. i poprosić ich o poinformowanie Lakenheath. Daleko za mną. Jedyną odpowiedzią na moje wołanie był jednostajny jęk silnika odrzutowego. "Charlie Delta. które leŜało gdzieś przede mną. Ŝe straciłem czujność i koncentrację. co na mechanika. Jedno przyciśnięcie guzika nadajnika i dziesiątki męŜczyzn i kobiet w wieŜach kontrolnych odbiorą jego sygnały. Pokierują moim podejściem sekunda po sekundzie. Dopiero kiedy spojrzałem na kompas. wynikających z zakłóceń atmosferycznych i echa mojego głosu. mamy cię na ekranie". Moje słowa nie docierały nigdzie i do nikogo. gwarzyli wesoło. w którym owa linia świetlna zetknie się z obwodem ekranu. na ekranach kaŜdej z tych stacji ukazuje się linia świetlna. Ale na kanale F radio było równieŜ głuche. Przed połączeniem się z Lakenheath musiałem jednak poinformować kanał D.. zamiast wskazywać niezmiennie 265 stopni. Zamiast normalnych trzasków.. Skutek był ten sam. A poniewaŜ wieŜe są ze sobą połączone drogą radiową. jest miejscem połoŜenia samolotu w stosunku do danej wieŜy kontrolnej. Za kilka minut połączę się z Lakenheath i otrzymam z. tuŜ na południe od Thedfordu. w słuchawkach słychać było tylko stłumione mruczenie z maski tlenowej. pośród sosnowych lasów hrabstwa Suffolk. Mój głos bełkocący w masce tlenowej głuszyła otaczająca ją guma. śyczliwe głosy Strona 136 . obserwując moją maszynę na ekranie radarowym. na którym zaznaczone są cyfry . które moŜe zabić pilota łatwiej niŜ katastrofa. Ŝe coś jest nie w porządku. Lotnik nie jest juŜ zagubiony. Owa samotność nie jest normalnie dotkliwa. zacznij schodzić w dół.lotniska precyzyjne instrukcje lądowania. Nie warto się było wysilać. Nawiązują z nim łączność i przekazują instrukcje. Mogłem juŜ spróbować nawiązania kontaktu z Lakenheath. Ale nie traktowałem sprawy zbyt serio. to północ. łącząca środek ekranu z jego obwodem. Nacisnąłem więc klawisz nadajnika i zawołałem: .. To nie Ŝarty . technicy mogą przez namiar krzyŜowy ustalić połoŜenie samolotu z dokładnością do kilkuset metrów. A jednoosobowy myśliwiec jest najbardziej samotnym miejscem na świecie. śledząc jego kurs metr po metrze. o moim małym problemie. to zachód. a to dzięki świadomości. Ŝe wystarczy jedno dotknięcie klawisza i pilot moŜe się porozumieć z innymi Ŝywymi istotami. pędzące mroźnym pustkowiem na krótkich skrzydłach. zorientowałem się.znaleźć się w nocy bez kompasu w kabinie samolotu. śeby je zwalczyć. Spróbowałem po raz drugi. 224 Ogarnęło mnie rosnące uczucie paniki..Celle Charlie Delta! Celle Charlie Delta wzywa kontrolę północną Beveland.odpowiadające ^stopniom na tarczy kompasu.od jednego do trzystu sześćdziesięciu . na który -byłem dotychczas nastawiony.Forsyth Opowiadania. Znajdowało się na granicy zasięgu mego radia. Zaczyna się akcja sprowadzenia go na ziemię. popijali gorącą kawę i kakao. Małe stalowe pudełko. napędzane przez płomień buchający z dyszy. Moje radio wysiadło. Ale nie mogli mnie słyszeć.

Trzeba umieć zachować się w powietrzu w czasie awarii. panowie? Będzie nam bardzo potrzebne. Ŝe jest dzień. przez śnieg i chmury. Pod warunkiem oczywiście. Tak jest. kiedy pilot nadaje.naleŜy w takim wypadku zmniejszyć szybkość. Pilot ma przed sobą tablicę z zegarami kontrolnymi sześciu głównych przyrządów pokładowych. Ŝe mój aparat o dziesięciu kanałach wysiadł całkowicie i na dobre. mogła być albo Mozą. Ale w nocy było to niemoŜliwe. Obydwa były zasilane prądem z obwodów elektrycznych samolotu. "Przede wszystkim . Ŝe niesłusznie oskarŜałem mechanika. Tarcze tych instrumentów wiele mi powiedziały.. sierŜanta pilota Norrisa. wiedziałem juŜ. Istnieje moŜliwość. To nie sztuka . wiedziałem tylko. nastąpiło zwarcie. Oceniłem ze zmiany tonu silnika. Nawet w najjaśniejszą noc jedynymi punktami orientacyjnymi dla lotnika są światła miast. wśród kilometrów kolorowych przewodów. aby utrzymać samolot w poziomie i na kursie. Pomyślałem zupełnie bezsensownie. albo Tamizą. albo Trentem.Forsyth Opowiadania. która w moim przypadku. wysokościomierz.Czysta robota Przez dwa lata uczono mnie w RAF-ie pilotowania myśliwców i większą część tego czasu poświęcono instruktaŜowi postępowania w wypadku awarii. Gdzieś pode mną. Innymi słowy. wysiadły więc razem z kompasem. i z jaką szybkością). ale dłuŜej utrzymamy się"w powietrzu". Ale był to równieŜ elektryczny instrument. czy samolot opada. prowadzenia szybkiego odrzutowca na wyczucie. po konturach wybrzeŜa o łatwej do rozpoznania linii. Ŝeby ściągnąć zbłąkanego wśród bezkresnej przestrzeni na jasno oświetlony pas lotniska. A potem spróbowałem zorientować się w skutkach awarii. Ŝe jego obroty spadły do około 7200 na minutę. bo znałem dobrze ten cały krajobraz. Nie przypadkiem kompas i radio przestały funkcjonować jednocześnie. przesunąłem nieco stery. chociaŜ dosyć ryzykowna. Nie chcemy przecieŜ marnować cennego paliwa. a więc szybkościomierz i wysokościomierz. PoniewaŜ dziób poszedł lekko do góry. zgodnie z przytroczoną do uda mapą. W ten sposób lecimy wolniej. Oprócz kompasu są to: szybkościomierz. czy samolot leci równo po torze lotu. który jest międzynarodową falą alarmową. który sprawdzał instrumenty. przebijają się przez deszcz i zawieruchę. 225 15.txt doświadczonych ludzi. Kiedy próbowałem poszczególnych kanałów aparatu radiowego. MoŜna oczywiście wylądować z pomocą tych dwóch instrumentów. z jaką lecę prędkością i na jakiej znajduję się wysokości. Jeszcze zanim zrezygnowałem z bezskutecznych prób na kanale J.latać w idealnych warunkach. wskaźnik poślizgu (który pozwala stwierdzić. który oznacza ratunek i powrót do domu. Ale w tym celu potrzebne mu jest radio.uczył nas . czy teŜ posuwa się bocznym ślizgiem) oraz wskaźnik szybkości pionowej (który pokazuje. Ŝe maszyna zwolniła. Widziane z góry. po sylwetkach zbiorników wodnych o charakterystycznym kształcie albo po zakrętach rzeki. Z niewielkiej wysokości potrafiłbym zapewne odróŜnić wieŜę katedry w Norwich od wieŜy kościoła w Lincoln. bo winę ponosi elektryk. czy wznosi się. 226 uzupełniając je najstarszym przyrządem nawigacyjnym jakim jest ludzkie oko. Pozostały mi wobec tego tylko dwa przyrządy działające na zasadzie pomiaru zmian ciśnienia atmosferycznego. lustrowałem wzrokiem znajdującą się przede mną tablicę przyrządów. Trzy ostatnie spośród tych instrumentów zasilane są elektrycznie.twierdzili instruktorzy . mają charakterystyczny Strona 137 . wskaźnik przechyłu. prawda. rozbrzmiewają w nocnej ciszy nieba. Ŝeby moŜliwie najdłuŜej móc utrzymać się w powietrzu. Poczułem. toteŜ po zwarciu przestał działać. Przesunąłem dźwignię gazu do tyłu i spojrzałem na licznik obrotów. Przypomniały mi się słowa starego wygi. Zmniejszamy więc obroty silnika z 10 000 na minutę do 7 200. piękna pogoda i nie ma chmur..

Kiedy leciałem z Niemiec na zachód. Mgła wschodniej Anglii ukryła ziemię. To wszystko. stało się teraz obce i nieprzyjazne. ku leŜącemu przede mną wybrzeŜu. niezaleŜnej od pory dnia czy nocy. Gdyby usłyszeli dźwięk silnika mojego wampira nisko nad ziemią. Wiedziałem. Ŝeby zlikwidować wszelką widoczność. albo zginąć w szczątkach rozbitego wampira gdzieś w pokrytych mgłą bagnach Norfolku. Southampton moŜna rozpoznać dzięki wielkiej czarnej plamie portu. Spojrzałem z wdzięcznością na księŜyc. od Morza Północnego.Forsyth Opowiadania. Gwiazdy juŜ nie czarowały mnie swym wspaniałym blaskiem. George. jak daleko na zachód sięgała teraz. "Kiedy jesteśmy zupełnie zagubieni w gęstej pokrywie chmur. Przypomniałem sobie znowu instrukcje sierŜanta pilota Norrisa. kiedy startowałem z westfalskiego lotniska. Łatwo dostrzegłbym w ciemności jego czerwony sygnał pulsujący alfabetem Morse^. Nie starczyłoby na to paliwa. Zacząłem powoli sprowadzać maszynę w dół. który świecił na rozgwieŜdŜonym niebie jak reflektor. a moŜe nawet do wschodnich stoków łańcucha Penninów? Nie mogło być mowy o próbie przeskoczenia nad pasem mgły na zachód. Znałem doskonale Norwich i gdybym tylko mógł zobaczyć zarys linii wybrzeŜa hrabstwa Norfolk od Lowestoft do Cromer. Gorączkowo kalkulowałem czas stracony z powodu zmniejszonej szybkości. A pode mną znajdował się najgorszy wróg: wielkie. W miarę jak mój myśliwiec schodził w kierunku Norfolku. do którego nie dociera Ŝaden dźwięk. kontrastującej z rozjarzonym kobiercem świateł samego miasta. z łatwością trafiłbym do Norfolku. Świeciły z głębi bezdennej. którego wskazówki stanowiły podstawę mego wyszkolenia. Pode mną nie widać było teraz ani czarnego aksamitu morza. Wystarczająco. Pod wieczór znalazły się pod wpływem cieplejszego wiatru znad Morza Północnego. Jest to jedyne duŜe skupisko świateł oddalone o jakieś trzydzieści kilometrów od wszystkich punktów tego zakola wybrzeŜa. Nocne niebo ziało przeraźliwym zimnem stratosferycznej temperatury pięćdziesięciu sześciu stopni poniŜej zera. Powrotny lot do Holandii i lądowanie w jednej z baz lotniczych połoŜonych na wybrzeŜu takŜe nie wchodziły w rachubę. MoŜe aŜ po West Midlands. Manchester wygląda inaczej niŜ Birmingham. brutalne fale Morza Północnego. Zgodnie z zegarkiem znajdowałem się w powietrzu od czterdziestu trzech minut. Poprzedniej nocy płaskie tereny wschodniej Anglii zostały skute mrozem. Nie miałem pojęcia. musiałem więc być około dziesięciu kilometrów od wybrzeŜa Norfolku. i wówczas mógłbym bezpiecznie wylądować. Czekały. Ŝeby mnie pochłonąć wraz z samolotem i wciągnąć na wieczność do mokrego grobowca. począł dąć w stronę wybrzeŜa Norfolku lekki wiatr. Ŝeby utrzymać równowagę. George. gdzie leŜy moje ciało. wrogiej. Ŝeby mnie zabić. skutym trzaskającym mrozem. W prawo i w lewo. Na wysokości trzech tysięcy metrów wyrównałem maszynę i zwiększyłem nieco szybkość. ani naszyjnika połyskliwych świateł wybrzeŜa. Mogło mieć trzydzieści lub sześćdziesiąt metrów głębokości. Na wysokości czterech i pół tysiąca metrów pojawił się mój nowy i chyba ostatni wróg. I nikt nigdy się nie dowie. ZuŜywałem w ten sposób nieco więcej cennego paliwa. tworząc grubą warstwę mgły. Strona 138 . jako jedyny instrument nawigacyjny. Ŝe osiem kilometrów na północ od Norwich znajduje się lotnisko bazy myśliwców Merriam St. co wydawało się tak piękne. Wydało mi się olbrzymim 227 więzieniem. Do dyspozycji miałem tylko własne oczy. jak okiem sięgnąć. Mogłem więc wylądować albo w Merriam St. z pewnością włączyliby światła lotniska. bezczasowej pustki. Taka mgła potrafi w ciągu trzydziestu minut całkowicie zasłonić olbrzymi obszar lądu. nie znanym terenie.txt wzór. blask księŜyca odbijał się od nieskończonego morza bieli. Bez radia i pomocy nawigacyjnej zagubiłbym się całkowicie w obcym. ogarniało mnie coraz silniejsze poczucie samotności. W zetknięciu z zamroŜoną ziemią miliardy cząsteczek wilgoci zawartej w morskim powietrzu przemieniły się w parę.

panowie?" Oczywiście. Ŝeby nas odszukał. Ŝe rzeczywiście zakręciłem o 120 stopni. rozwaŜać ewentualność wyskoczenia ze spadochronem z samolotu. Wylatujemy więc nad morze. proszę panów. Ŝe ktoś zwróci na nas uwagę i zawiadomi kontrolera ruchu powietrznego. "Jest wreszcie." No. Ŝebyśmy latali. szpitale i domy. Ten samolot będzie miał oczywiście czynne radio. kiedy nadali przez radio wiadomość. Skoro radio pokładowe nie działa i nie moŜemy nikogo poinformować o awarii. z dala od ludzkich skupisk". . Mój kompas nie działał. wybaw mnie z tej podłej przygody. bo w takiej właśnie sytuacji się znalazłem! "Wszystkie samoloty zbliŜające się do wybrzeŜy Wielkiej Brytanii ukazują się na ekranach radarowych naszego systemu ostrzegawczego. ostatni sposób postępowania w razie nagłej awarii. w kierunku Norfolku. Ŝe pilot huśtający się na zimowych falach Morza Północnego ma jedną szansę na sto przeŜycia choćby jednej godziny. PołoŜyłem wampira w lewy zakręt i zacząłem kreślić bok pierwszego trójkąta. Oświetlał mnie księŜyc.. Ŝe nie moŜna z niego wyskoczyć ze spadochronem. Trzeba więc skierować samolot ku morzu. panowie. słoneczny dzień.. Ŝeby kaŜdy bok tego trójkąta powstawał w przeciągu dwóch minut lotu. sierŜancie? "W takim wypadku pierwszą naszą czynnością jest skierowanie samolotu w stronę pełnego morza. Minęło dziesięć minut. którzy zostali wyłowieni z morza w kilkanaście minut od chwili. Prawda.Ojcze nasz. a ludzie wznoszący wigilijny toast gdzieś w odległości czterystu kilometrów nie mają pojęcia o jego losie. a nie spadali im na głowy wraz z wyjącym potworem.. sierŜancie. kierując samolot w lewo. I to w noc wigilijną. Pozostało mi paliwa jeszcze na trzydzieści minut. sierŜancie Norris. to był ostatni sposób ratunku. Przypomniałem sobie teraz 229 inne szczegóły instruktaŜu.BoŜe. nie.to "pasterz". Wtedy moŜemy mieć nadzieję. Kończyłem wykreślanie drugiego trójkąta. prawda. w lewo i wciąŜ w lewo tak. Ale działo się to z reguły w jasny. Procedura ta została dokładnie przemyślana. Oczywiście moŜe się zdarzyć.txt musimy. Ŝe nie dotarłem jeszcze do wybrzeŜa Norfolku i Ŝe leciałem na wysokości trzech tysięcy metrów. Tam są dzieci. któryś jest w Niebie. Na dole mgła ogarnęła cały horyzont. a następnie wykonujemy w powietrzu niewielkie trójkąty. Ŝe muszą przymusowo wodować. zrobionym z dziesięciu ton stali. Macie na myśli miasta. Co dalej. którym się to udało. Samolot ratowniczy.. Smaga go mroźny wiatr. Wskaźnik pokazywał jedną trzecią zbiornika... Nie modliłem się na serio od wielu lat. Filmy szkoleniowe pokazywały nam uśmiechniętych kolegów. Ciągnęła się zarówno za mną. usta i uszy.. W Ŝółtej kamizelce ratunkowej buja na powierzchni jak korek. Ŝe komuś kiedyś uda się taki skok. jak i przede mną. sierŜancie? Ci ludzie tam na dole płacą nam za to. tak nie wolno do Niego mówić. lód zakleja mu rzęsy. więc nie przyszło mi to teraz łatwo. Na nieszczęście wyrzucany fotel systemu 228 Martina Bakera nie nadaje się do jednoosobowej kabiny wampira. Nie. to juŜ lepiej. więc przyjąłem księŜyc za przybliŜony punkt orientacyjny. Kiedy nas odnajdzie. Po dwóch minutach znowu wykonałem skręt w lewo. ciepły. Ale jej autorzy nie wspomnieli o tym. próbujemy zwrócić na siebie uwagę obsługi radarowej przez nietypowy sposób zachowania. Rzuciłem okiem na zegarek: pięćdziesiąt jeden minut w powietrzu. szkoły.. Miałem nadzieję.. polecimy za nim i on sprowadzi nas na ziemię do bezpiecznego lądowania przez chmury czy mgłę".Forsyth Opowiadania. Ten samolot jest znany z tego. który prowadzi zagubionego pilota do bezpiecznego lądowania lecąc skrzydło przy skrzydle jego maszyny . stracili obydwie nogi. Wiedziałem. On to juŜ słyszał setki tysięcy razy i znowu usłyszy tysiąc razy Strona 139 . który z kolei zleci pilotowi innego samolotu. Tak.. . Dwaj jedyni piloci.

Ŝe nie dokonałem tylu rzeczy. Co mówi się do Niego. Na wysokości półtora tysiąca metrów zorientowałem się. aby zająć miejsce w szyku. dlaczego leciał niŜej i nie wspinał się na mój poziom. Był to więc chyba inny samolot.. a moje sztywne. Jeszcze dwie minuty i nocne niebo utonie w całkowitej ciemności. nie dalej niŜ trzydzieści metrów od mego skrzydła. zmniejszając szybkość maszyny do pięciuset kilometrów na godzinę. równo na linii księŜyca. tyle Ŝe o półtora kilometra niŜej. gdyby znalazł się obok mnie. pod końcówką skrzydła. Ŝe chyba juŜ o mnie zapomniał. zanim ginący samolot przechyli się do ostatniego nurkowego lotu nad Morze Północne.Wy głupie sukinsyny. I . śeby nie stracić z oczu lecącego pode mną samolotu. nie zwracałem na Niego uwagi przez tyle lat. To samo robił tamten. Ŝeby ktoś dostrzegł moje manewry i wysłał mi do pomocy pasterza do bezpiecznego lądowania. Ŝe nikt nie zjawi się na ratunek. toteŜ mój cień musiał być za mną. Po godzinie i ja umrę.nie czułem strachu.Forsyth Opowiadania. Przesunąłem lewarek gazu i zacząłem opuszczać się w jego stronę. wiedziałem juŜ na pewno.rzecz dziwna . Kiedy mój zegarek wskazał. końcówką swojego skrzydła przy moim. zamarznięte ciało. śal. CóŜ ja takiego mogę Mu przyrzec? On mnie nie potrzebuje. Nie jest zabawnie umierać. która za chwilę zniknie w ławicy mgły. Przez sekundę przypuszczałem. biel mgielnej powłoki przecięła czarna smuga. Razem wyrównaliśStrona 140 . a ja przyrzekam. Ŝe zginę tej nocy. wskazówki zegarów innych martwych przyrządów stały na zerze.. nie spotkam tylu ciekawych ludzi. Wtedy tamten zaczął podnosić się w moim kierunku. Ŝe nie zobaczę wielu róŜnych miejsc. zataczając identyczny łuk. Ale to juŜ nie miało Ŝadnego znaczenia. aŜ obydwaj zatoczyliśmy pełne koło. Był znacznie wolniejszy od mojego i nie potrafiłby utrzymać szyku. aby nakreślić ostatni bok ostatniego trójkąta... Na wysokościomierzu odczytałem dwa tysiące metrów.Proszę Cię. Wypuściłem więc hamulec powietrzny. spraw.. bo groziło to utratą panowania nad wampirem. Skierowałem lewe skrzydło wampira ku księŜycowi. Pode mną. BoŜe. Zacząłem krzyczeć do głuchego mikrofonu: . Wskaźnik paliwa pokazywał jedną ósmą zbiornika czyli ilość wystarczającą na jakieś dziesięć minut lotu.. utrzymywałem się na łuku. Coraz wyraźniej widziałem na tle białego 231 całunu mgły jego czarną sylwetkę. Nie mogłem jednak bardziej zmniejszyć obrotów silnika. ale księŜyc był przede mną. kiedy się potrzebuje pomocy? . A w kilka chwil później będę musiał wyskoczyć ze spadochronem. w stronę mojego lewego skrzydła. Gorączkowo starałem się wierzyć... Ŝe jestem od siedemdziesięciu dwóch minut w powietrzu. dlaczego mnie nikt nie słyszy. Ŝe to mój własny cień.. iŜ nadal lecę zbyt szybko. jak rośnie we mnie wściekłość i rozpacz. a więc w czasie manewrów straciłem tysiąc metrów wysokości.? Wkrótce jednak moja wściekłość zaczęła wygasać i po prostu beczałem bezsilnie jak małe dziecko. dlaczego nie patrzycie na ekrany radarów?! Dlaczego nikt mnie nie widzi? Pewnie wszyscy jesteście juŜ zalani 230 i zupełnie niezdolni do spełniania waszych obowiązków! O BoŜe. kiedy się jeszcze właściwie nic nie przeŜyło. Wampir zadygotał. PomóŜ mi. Przez szybę z pleksiglasu widać było księŜyc chylący się ku horyzontowi spowitemu gęstą. Ŝeby mnie ktoś zauwaŜył.. Po pięciu minutach wiedziałem juŜ na pewno. Poczułem. Ŝe nie jest to przypadkowo przelatująca maszyna. Igła kompasu wciąŜ wędrowała po tarczy jak pijana. aŜ w końcu znalazł się tuŜ obok.txt dzisiejszej nocy. białą mgłą. kiedy ma się dwadzieścia lat. popłynie bezradne w dal. Dopiero wtedy zrozumiałem. okryte jaskrawoŜółtą kamizelką ratowniczą. lecący bliŜej powłoki mgły i utrzymujący ten sam kurs co ja. jedynie bezbrzeŜny smutek.

Ŝe wracamy ku wybrzeŜu Norfolk. Ich przelot w szyku bojowym wywołał okrzyk podziwu w tłumie i nostalgiczne westchnienia wśród przedstawicieli starszego pokolenia. W ten sposób nakazywał mi. Ŝe eskadra meteorologiczna w Gloucester uŜywa jeszcze ostatnich latających mosquitów do pobierania próbek górnych warstw atmosfery do prognoz pogody. Widniały na nim dwie duŜe. Nie spuszczałem go z oczu i trzymałem się jak mogłem najbliŜej. pokazując tablicę kontrolną. PodąŜyłem za nim. Po raz pierwszy mogłem mu się dobrze przyjrzeć. dlaczego nie moŜe lecieć z moją prędkością. Krótki dziób. zobaczyłem wyraźnie dziób mosquita. wciągnąłem więc hamulce powietrzne. Znaczyło to. hurricane'y i lancastery. a następnie otworzył ją. Pokryta hełmem głowa. Dzieliły nas tylko dwie szyby z pleksiglasu i strumień lodowatego powietrza. a jego śmigłowcem znacznie starszej generacji. kopułka pleksiglasu na samym dziobie i dwa działka gotowe do walki. nie ja. dostrzegłem dwa krąŜki jego ochronnych okularów. Miałem księŜyc po prawej stronie. To on miał kompas i radio. Kiedy mój pasterz wyrównał lot.Forsyth Opowiadania. przykładając do szyby rozłoŜone palce. pękata kabina. Potem wskazał nią naprzód i skierował palce w dół. a kiedy spojrzał przez boczne okienko w moją stronę. na poły tylko widoczny. czarne litery: JK. Na szczęście podwozie działało na ciśnieniu hydraulicznym i nie było uzaleŜnione od zepsutych elektrycznych obwodów. Ŝe zostałem zrozumiany. Zaczęliśmy schodzić w kierunku mgły. Dokonał zwrotu o 180 stopni. Nurkowaliśmy prosto na niewidoczny 232 Norfolk. ale mosquito był teraz znowu obok mnie. pozostawiając księŜyc za sobą. a potem przeciągnąłem dłonią po gardle. więc cień mojego samolotu zacierał kształty tamtego. Szybkość pasterza wzrosła. a następnie przechylił się łagodnie w lewo. Pilot pasterza wskazał dół. Przez kilka sekund leciał obok mnie. Skinąłem głową i szybko podniosłem lewą rękę. W kabinie mosquita na tle księŜycowej poświaty widziałem opatuloną głowę pilota. Z pozycji zachodzącego księŜyca wywnioskowałem. Cofnąłem lewarek gazu. Wtedy przypomniałem sobie. byliśmy na wysokości stu metrów. który leciał w odległości zaledwie trzydziestu metrów ode mnie. smukłe podwieszone gondole. Nurkowaliśmy dalej. Tak teŜ zwykle bywa 15 września. kiedy na niebie ukazują się spitfire'y. bombardujący myśliwiec z okresu drugiej wojny światowej. aby śledzić kaŜdy znak jego ręki. Ŝe wyciągnął ją płasko. zarządzając ponowne zejście. palcami naprzód. Przesunąłem dźwignię w dół i usłyszałem głuchy stuk. Ŝeby uniemoŜliwić zejście na ziemię bez przyrządów do ślepego lądowania.txt my kierunek lotu. WyobraŜałem sobie strumień instrukcji płynący z baraku radarowego do słuchawek człowieka. nieco poniŜej linii księŜyca. abym widział. prujący przez noc ku macierzystej bazie. a w kaŜdej wspaniały silnik Merlin produkcji Rolls-Royce'a. KsięŜyc juŜ zaszedł. Trzymaj szyk za mną". Ku mojemu zdziwieniu przekonałem się. i kiedy przy przechyle zachwiał się nieco. Pod nami wciąŜ leŜała mgła. Ŝe pasterzem był DH-86 Mosquito. pędzący z szybkością pięciuset kilometrów na godzinę. następnie uniosłem do góry pięć rozczapierzonych palców. Ŝe jest pasterzem. ale to wystarczyło. Spojrzałem na wysokościomierz: siedemset metrów. bo byłem juŜ pewny. starając się utrzymać szyk. potem wyrównał. Powoli podniósł prawą rękę tak. maska tlenowa i gogle kiwały na znak. Dostrzegłem jednakŜe dwa śmigła na jego przedzie. Znaczyło to: "Schodzimy w dół. Zrozumiałem teraz. Po dwóch minutach mój towarzysz podniósł do okienka zaciśniętą pięść. wysłanym aby sprowadzić mnie na dół. długie. Widziałem tę eskadrę na pokazie w rocznicę bitwy o Wielką Brytanię. Ŝebym opuścił podwozie. kiedy wszystkie trzy koła wysunęły się na zewnątrz. Mój samolot był odrzutowcem. Prawdopodobnie jej warstwa wynosiła tylko trzydzieści metrów. ale biały poblask mgły pozwalał podziwiać piękno tamtej maszyny. Ŝe mam paliwa na pięć minut. odgłos silnika zmienił się w niski gwizd. Wampir przestał dygotać i wyskoczył przed mosquita. Był to przypuszczalnie Strona 141 .

Światła po bokach migały coraz słabiej. nie dalej niŜ piętnaście metrów ode mnie. Mój pasterz wiedział. potem błyski z jednej i drugiej strony. schodząc z wysokości trzydziestu metrów w nicość. śadnych cieni. nie ma mowy. czego nie widziałem. Odrzutowiec bez benzyny na wysokości trzydziestu metrów jest beznadziejną pułapką. lecącego pewnie i bez wahania w stronę czegoś. Szybkościomierz wskazywał dwieście dziesięć kilometrów na godzinę. bez Ŝadnych szans na ratunek. Przy prędkości stu siedemdziesięciu kilometrów ta przeklęta trumna musi runąć na ziemię. przerwa. Ŝe z trudem zdołałem 233 wyjść z zakrętu. Zaraz potem zrozumiałem mądrość tego człowieka. mokry pas startowy. Opuszczaliśmy się razem łagodnie i powoli. DrŜąc z emocji wyłączyłem gaz i utrzymywałem równo stery. MoŜna w nie patrzeć nie zdając sobie sprawy.txt znak wywoławczy: Juliet Kilo. przylepiając do skóry nylonowy kombinezon. rysował się kształt mosquita. Strona 142 . Trach. aby wampir nie przechylił się i siadł równo. Ŝe są o piętnaście czy trzydzieści metrów od nas. Wampir stanął..Forsyth Opowiadania. przy końcówce mojego skrzydła. Światła podniosły się niemal do poziomu moich oczu. nie zjechać z prostej linii. Trach! Koła dotknęły wreszcie asfaltu. Potem przechylił maszynę i wleciał w powłokę mgły. Ŝe zwalnia. Nagle pasterz wskazał palcem w moją stronę. lecz wciąŜ nie miałem kontaktu z ziemią. trach. zanim uwierzyłem. a następnie wprost przed siebie. Wejście z ciemnego nawet nieba w chmurę albo mgłę podobne jest do zanurzania się w kłąb szarej waty. śpiesz się . potem juŜ mocniej. coraz wolniej i wolniej. by nie przeciąć granicy lotniska. Ŝadnych kształtów. ŚPIESZ SIĘ. Zaczęliśmy się opuszczać.modliłem się . trach! Znowu kontakt. Kątem oka spojrzałem na zegary. udusić. Ŝe mój pasterz leci bez świateł. Zataczaliśmy regularne koła. potem z prawa. jakby pokryte lukrem pasma smagały podwozia naszych samolotów. a mnie zimny pot zalewał kark i spływał po plecach. Trach. Po sekundzie wyrównałem szyk i zobaczyłem. otoczone aureolą rozświetlonej mgły. Widoczność spadła niemal do zera. Ŝebym mógł wznieść się na wysokość dwustu metrów. co jest między nimi. znowu odbicie na kilka centymetrów ponad czarny. Światła we mgle są zdradliwe i hipnotyzujące. trach! . mogą wywołać halucynacje. modląc się. Wysokościomierz stał na zerze. Nagle nie widać niczego poza wirującymi pasmami milionami macek usiłującymi cię omotać. A potem ukazała się nagle biała linia biegnąca tuŜ pode mną. Znaczyło to: teraz leć sam i siadaj. usiłując zobaczyć. Mój pasterz wyrównał tuŜ nad powłoką mgły. Ma się ochotę zbliŜyć do nich . Udało mi się spojrzeć na wskaźnik paliwa: stał na zerze.wylądowaliśmy.ale dla dwóch samolotów lecących w szyku przez mgłę moŜe to oznaczać katastrofę. Nie wiem. Ŝe pilot mosquita daje mi ręką sygnał: "nurkuj". Spostrzegłem. Ŝe jestem naprawdę na ziemi. Przez dwie albo trzy minuty mój pasterz zataczał koła. by wyskoczyć ze spadochronem. Tylko tuŜ na lewo. Ŝe mam ręce kurczowo zaciśnięte na drąŜku sterowym. nic. Po bokach migały pary świateł. a białe. Obydwie igły juŜ nawet nie drgały. ŚPIESZ SIĘ! Nagle pasterz wyprostował lot tak szybko. Zdumiało mnie to i przeraziło.bo jeŜeli teraz zabraknie mi paliwa. CZŁOWIEKU. oko nie miało się na czym zatrzymać. Hamowałem ostroŜnie. Środkowa linia pasa startowego. Coś błysnęło z lewa. Ŝeby nie zarzucić. Wampir toczył się z szybkością stu pięćdziesięciu kilometrów na 234 godzinę przez morze szarej mgły. więc sam teŜ zacząłem zmniejszać gaz. Na miłość boską. WytęŜyłem wzrok. Ciemna pustka. Ale po chwili jednak coś. Wbiłem wzrok w ociekającą wodą szybę: Nic. Zorientowałem się. podobnie jak wskaźnik paliwa. Schodziliśmy wciąŜ w dół. Koła przylgnęły do nawierzchni. igła lekko dygotała.. jak długo trwało. Kiedy juŜ to wiedziałem na pewno. co robi. I wtedy zobaczyłem. ale tylko na chwilę. tym razem łagodniej.

przyznałem. co tłumaczyło te trudności. Samochód jechał wolno drogą do kołowania w stronę wieŜy kontrolnej i zabudowań lotniska. W bocznym okienku zobaczyłem podniesioną rękę pilota. . Ponad nimi sterczał jednak daszek oficerskiej czapki. kiedy wynurzałem się z mgły. A potem. Po wyłączeniu ogrzewania szyby szybko zaszły parą. kiedy wampir toczył się po pasie startowym. zorientowałem się.Tak. Po chwili samolot zniknął we mgle. .No to jak pan znalazł to lotnisko? Zaczynałem tracić cierpliwość. Ŝe Ŝyję. Byłem w lekkim lotniczym kombinezonie. . zeskoczyłem ze skrzydła na ziemię i pobiegłem ku światłom.Zupełnie niebywałe. Przez kilka minut zastanawiał się nad tymi informacjami. Sądziłem. . Zwykły naziemny urzędas. Zawiozę pana do kasyna. miałem szczęście . . Wyłączyłem więc wszystkie inne urządzenia . Były to reflektory starego.. Ale na razie nikt po mnie nie przyjeŜdŜał. . Ŝe znalazłem się we wnętrzu ciepłego wozu. kiedy usiadłem. Facet był najwyraźniej jednym z tych pechowych poruczników.Bez radia . zniszczonego samochodu marki Javelin. Podwozie miał wciągnięte. Ŝe za chwilę podjedzie po mnie samochód wysłany przez wieŜę kontrolną. Nad kierownicą zobaczyłem okrągłą twarz piwosza. Zgasł sam z braku paliwa. nie dalej niŜ dwadzieścia metrów ode mnie.Niesamowite . z którymi nie mógł sobie dać rady. Jechało od niego whisky. którzy są z reguły pomijani przy awansach.powiedział. Na lewo. a raczej wykrzyczał mój towarzysz. system hydrauliczny. . A do tego wstawiony. Dopiero kiedy byłem juŜ dobrze przemarznięty. Dotarłem tak do wybrzeŜa. tuŜ pod jego pękatym kadłubem. Tacy nie powinni mieć słuŜby na nocnej zmianie. . Jeszcze bardziej cieszył mnie fakt.Właśnie wylądowałem..Zostałem sprowadzony . po czym powoli zacząłem odpinać pasy spadochronu i fotela.potwierdziłem. Leciałem orientując się według połoŜenia księŜyca.txt zwolniłem pedały hamulcowe i zaciągnąłem hamulec postojowy. a raczej do miejsca. we mgle.Hej tam! Wygramoliłem się z kabiny. . Światła zatrzymały się o sześć metrów od nieruchomego wampira. nie odznaczają się talentem do latania i często nie są nawet pilotami. Jej właściciel przyglądał mi się bacznie. . Dopiero kiedy wstałem.To niebywałe . Wyłączanie silnika nie było potrzebne. w którym sądziłem. . Byłem szczęśliwy. Kołowanie w tej mgle nie miało sensu.Bez kompasu. ozdobioną rozłoŜystymi wąsami. tuŜ przed zaoranym polem. w gęstej mgle zamajaczyły dwa reflektory. Nawet w noc wigilijną wozy straŜackie i ambulans muszą być w pogotowiu. Ŝe zaczyna się ląd. DrŜałem na całym ciele. Będą musieli ściągnąć moją maszynę z pasa startowego landrowerem. Usłyszałem wołanie: . A radio i wszystkie przyrządy elektryczne nawaliły jakieś pięćdziesiąt minut temu nad Morzem Północnym.To pański? Skinął głową w stronę niewyraźnej sylwetki wampira. Kiedy oddalaliśmy się od wampira.ssanie.Miałeś pan piekielne szczęście . Wtedy zwrócił moją uwagę jakiś dźwięk. . Niech pan wskoczy. próbując przebić się przez zgrzytanie skrzyni biegów i sprzęgła. . nisko nad ziemią przelatywał mosquito. Zapewne nie dostrzegł juŜ mojego poŜegnalnego gestu.Wysiadły wszystkie kanały. zauwaŜyłem.mruknął. więc otworzyłem dach kabiny i odsunąłem go. Bez znaków RAF-u.Wylądował pan bez kompasu? . jak jest zimno.powiedział wreszcie.Bez radia? . ciśnienie i światła. 235 . Sytuacja Strona 143 . Ŝe stoi o jakieś sześć metrów od końca pasa startowego.wyjaśniłem mu cierpliwie.odpowiedziałem.Paliwo skończyło mi się właśnie wtedy. Następnie wyłączyłem silnik. Postanowiłem zatelefonować z oficerskiej kantyny do stacji RAF-u w Gloucester i osobiście mu podziękować.Tak .Forsyth Opowiadania.

. Nie jesteśmy czynnym lotniskiem od wielu lat. ale było to kłamstwo. Jej światło pozwoliło mi przyjrzeć się wybitym szybom i zamkniętym na kłódkę drzwiom i ocenić panującą tu atmosferę opuszczenia i zaniedbania. Zagadka nękała mnie jeszcze przez kilka minut.Musiałem wygasić światła pasa startowego . według instrukcji.Nigdy o nim nie słyszałem . Potem wpadłem na pomysł. Teraz ja z kolei przeŜuwałem przez dłuŜszą chwilę jego informację. Wszystko poszło gładko. Zaczęło mi się kręcić w głowie. George? spytałem cicho. zapewne niegdyś słuŜących jako pomieszczenia operacyjne i nawigacyjne.To jest RAF Minton. .Bo usłyszałem wycie pańskiego silnika. Ŝebym podszedł do okna i posłuchał. Ŝe za chwilę usiądzie nam pan na głowę. Kiedy jest się młodym. Tu właśnie jesteśmy. Ŝe pan wylądował. Ŝeby mnie sprowadził w dół. Mój towarzysz był widać nie tylko wstawiony. Ŝe kiedy demontowano stację.Niesamowite .. pomyślałem. Pomyślałem.Dlatego pan tak długo na mnie czekał. Miał oczywiście radio. Byliśmy pewni. . musiałem wrócić do baraku i wyprowadzić samochód. Siedziałem w kantynie oficerskiej i popijałem grzane wino. goła Ŝarówka. Zatrzymał samochód i wysiadł. za którymi zniknął porucznik.Rozumiem . . ja jestem tylko szczurem magazynowym.To chyba będzie Merriam St. jakby chciał powiedzieć: skoro tak uwaŜasz. Przepraszam pana. . Chwyciła go czkawka.wyjaśniałem mu spokojnie. Oni są świetnie wyposaŜeni.Nie .przypomniało mi się. . kiedy stary Joe poprosił. Potworna dzisiaj mgła.Prosta sprawa .Forsyth Opowiadania. . zupełnie obłąkane i pozbawione logiki. Kiedy juŜ zobaczyłem światła pasa startowego. . . nie zlikwidowano świateł. .. 237 Gadaj zdrów. . . Nie mamy w ogóle Ŝadnego wyposaŜenia nawigacyjnego. A więc takie było wyjaśnienie tej zagadki. Ŝe tamten facet znalazł to lotnisko. Wzruszył ramionami. Kiedy usłyszałem. wisiała pojedyncza.Nic dziwnego. prowadzącymi do wieŜy kontrolnej.Gdzie właściwie leŜy Minton? . Ale widzi pan. .Osiem kilometrów od Cromer. . Mój nieznany przyjaciel Strona 144 .zapytałem. zacząłem więc wracać do normy.To był samolot meteorologiczny RAF-u z Gloucester. na wybrzeŜu. A potem mruknął: . ale i tępy. Lecieliś236 my w szyku na przyrządach ślepego lądowania na radar.A więc to nie jest lotnisko RAF-u w Merriam St.powiedziałem machinalnie. . Mój towarzysz wrócił i niepewnie wygramolił się na siedzenie.Dlaczego zapalił pan światła? . Ŝe moŜe mógłbym panu pomóc . Nad wąskimi drzwiami. To pan krąŜył nisko nad nami. która zlewała się we mgle z rzędem starych baraków.wymamrotał. Minton jest tylko bazą magazynową.powtórzył wsysając kroplę wilgoci spływającej po wąsach.A gdzie znajduje się najbliŜsza czynna stacja RAF-u wyposaŜona w urządzenia radarowe i instrumenty do ślepego lądowania? Zastanawiał się przez chwilę. Ale przecieŜ musi być jakieś proste wytłumaczenie. To wszystko było bez sensu. Musiało jednakŜe być jakieś wytłumaczenie.odparł. ma się niewyczerpane zasoby energii.MoŜe to Marham? Albo Chicksands? Albo Lakenheath? . Latałem krótkimi trójkątami w lewo. nawet latarni kierunkowej.odpowiedziałem po chwili. Niesamowite. Więc pobiegłem do wieŜy kontrolnej i włączyłem je. ZauwaŜono mnie i wysłano pasterza.Miał pan piekielne szczęście.txt awaryjna szczęśliwie się zakończyła. . . sprowadziłem samolot bezpiecznie na dół. Potem trzeba było jeszcze pana znaleźć.Nie mamy tutaj Ŝadnych urządzeń do ślepego lądowania na radar. George. Znajdowaliśmy się parę metrów od wieŜy kontrolnej.

a jednocześnie ten stary dureń włączył swoje. Ale bardzo chciałbym się wykąpać i coś zjeść. Spędzanie świąt BoŜego Narodzenia w takiej dziurze nie naleŜało chyba do przyjemności. Ŝe nie mogę panu słuŜyć większymi wygodami przepraszał Marks. ale teraz stały tylko dwa.Proszę sobie nie robić kłopotu . Przez czysty przypadek opuszczona od dawna baza w Minton wraz z jej siecią świateł i wstawionym magazynierem znalazła się na trasie prowadzącej do lotniska w Merriam. I tak nie sposób tego ogrzać w zimie. przebywa na świątecznym urlopie. Jakoś nie mógł znaleźć tego swojego Joego. kiedy panowała moda na metalowe drzwi i framugi w urzędowych budynkach. Na prawo szatnia z rzędem pustych wieszaków na nie istniejące płaszcze. Ŝe Joe jest stewardem w kaStrona 145 . Poza tym było dwudziestu urzędników . rozbiłbym się na polu nie dolatując do lotniska. Nie zdołałbym dolecieć do Merriam odległego o piętnaście kilometrów stąd. . jaką nam przydzielają. JuŜ chciałem powiedzieć porucznikowi. Mój gospodarz zaparkował samochód przed drzwiami. Wielki kominek w hallu był wygaszony.odparł przybierając ton dobrego gospodarza. ale wyszczerbione godło RAF-u. Podczas gdy formułowałem w myślach racjonalne wytłumaczenie mojej obecności na tym niemal całkowicie opuszczonym lotnisku. Ŝe nie powinien mieszać się do opartych na nowoczesnej technice operacji. włączył swoje światła. Zaglądałem przez drzwi razem z nim i zobaczyłem duŜy. dojechaliśmy do oficerskiej kantyny. Z frontu znajdował się duŜy. a drugi do pokojów obsługi. Ŝe lokal ten pamiętał lepsze czasy. Weszliśmy do środka. Chciało się powiedzieć.txt w samolocie meteorologicznym prowadził mnie prosto z wybrzeŜa do Merriam St. rzucając hełm lotniczy z przymocowaną do niego maską tlenową na skórzany fotel. Po drugiej inna tablica informowała. Architektura kasyn RAF-u nie jest zbyt urozmaicona. Wszędzie ten sam wzorzec. butów i mnóstwa innych przedmiotów. przestronny pokój. Po jednej stronie wejścia na tablicy widniał napis: Stacja RAF Minton. Tego nam nie brakuje! Zagrzeje teŜ wodę w wannie i wykombinuje coś do jedzenia. Było tu dosyć miejsca na dwadzieścia foteli. zbudowany bez wątpienia w czasach przedwojennych.Zawołam Joego i kaŜę mu przygotować dla pana jeden z wolnych pokojów. Czy mogą być jajka na bekonie? Skinąłem głową. dowódca eskadry. To mnie zmyliło na ostatnich kilometrach schodzenia w dół i w rezultacie posadziłem wampira na niewłaściwym lotnisku. Ŝe to się da zrobić . Ŝe nie ma wielkiego wyboru. wołając kogoś o imieniu Joe.Jest nas tylko dwóch na tej stacji.Myślę.piekielne szczęście. spadochronów. a jego szef. ale zamiast kurtki nosił zniszczony błękitny sweter. który przedstawił mi się jako 238 porucznik pilot Marks. . pusty i zimny pokój jadalny i dwa korytarze. i to z popękanymi. Obydwa pomieszczenia były więc diablo zimne i po odtajaniu w samochodzie zaczynałem znowu drzeć z zimna.Forsyth Opowiadania. Nie warto ogrzewać tej całej przestrzeni dla dwóch ludzi. W końcu zabrakło mi przecieŜ paliwa w połowie pasa startowego. Poza tym nie ma odpowiedniej obsługi.jak to on powiedział . . Był to czysty przypadek. . Podobnie w barze.powiedziałem. Marks zaglądał do róŜnych drzwi prowadzących z hallu. Marks powiedział mi. ^zwłaszcza przy ilości paliwa. Kontroler wieŜy Merriam kazał nam zatoczyć dwa koła. które są niezbędne w kaŜdym wojsku. Zorientowałem się. Poza nimi personel stacji składał się z sierŜanta i trzech kaprali. Miałem . Ŝe jest to kasyno oficerskie. Pod spodem miał mundurowe spodnie. z których jeden pełnił słuŜbę w podoficerskiej kantynie. Jeden prowadził do kwater oficerskich.którzy robili spis mundurów. jeden pokój dodatkowy i tak mieszkamy. Ŝe jest zastępcą dowódcy. zdjął koŜuch i rzucił go na krzesło.wszyscy na urlopach świątecznych . George. obiciami. Obawiam się. więc wybraliśmy sobie dwie sypialnie. Mój gospodarz. . Światło palące się nad wejściowymi drzwiami oświetlało pięknie wyrzeźbione.Przykro mi. których nie jest w stanie zrozumieć. Wysiedliśmy. ale ugryzłem się w język.

Ale wylądowałem na niewłaściwym lotnisku. pomyślałem. . Ŝe jest trzeźwy. i zawstydziłem się. nie o to mi chodzi. Ten człowiek być moŜe świetnie Strona 146 . wylądowałem w przekonaniu. czy mogę spytać. Ŝe lecę do was. puste biurko i telefon. MoŜe wysłać po pana łazik? 240 .Widzi pan. . kiedy podałem mu nazwisko. Marks poszedł przypilnować ordynansa.Proszę o połączenie z dyŜurnym kontrolerem ruchu . Czy mogę tymczasem zadzwonić? .Wspaniale . Co pan chce. . Sądząc z wesołego gwaru. . To chyba całkowicie opuszczona baza. Musiał być młody i zdyscyplinowany.Niech pan się zdecyduje.odezwał się męski głos. który mnie tutaj doprowadził. kiedy zamknęliśmy lotnisko o piątej po południu. . . Musiałem się jakoś rozgrzać. . .powiedziałem.Little Minton . zostałem przejęty przez samolot meteorologiczny z Gloucester. . Tu miałem awaryjne lądowanie. stopień i nazwę swojej bazy. Ale ja nie jestem z kontroli ruchu.Przepraszam. To ich zawód. Nie mógłby inaczej zejść w dół. starszy głos. rozumiem. Zaprowadził mnie do biura. Ŝe jest to Merriam St. Ale obawiam się. Ŝebyśmy zrobili? Zaczynałem tracić cierpliwość.Wydaje mi się. Nastąpiła chwila pauzy.Merriam St. Kiepski sposób spędzania BoŜego Narodzenia.Tak. Opowiedziałem mu o swojej awarii i dodałem. .zawyrokował mój rozmówca.odezwał się w słuchawce zaspany głos. . Tej nocy nie zapowiadano Ŝadnych lotów. Przypomniałem sobie jednak. ale teraz przyjąłem trunek 239 wdzięcznością. Z reguły nie piłem alkoholu.RAF Minton. Uzyskanie połączenia trwało wieki.Skąd pan mówi? . .Miał pan pecha. . oficer słuŜbowy znajdował się w kasynie. Kiedy zobaczyłem światła lotniska. dziękuję.Naturalnie. Wreszcie dostałem połączenie.powiedział wreszcie.txt synie. . Ŝe to pan pilotował to pudło! Westchnąłem i zacząłem tłumaczyć od początku. George . Z powodu mgły tamten musiał lecieć na przyrządach radarowych.Wobec tego proszę mnie połączyć z oficerem słuŜbowym. Kiedy nakręcałem numer centrali. Czułem. Ŝe nic się tu nie działo od chwili. kto mówi? Podałem mu nazwisko i rangę informując. Ŝe zaledwie pół godziny temu błagałem Boga o pomoc. W niewielkim zimnym pokoju stało krzesło. Ŝe jego lotnisko musiało być zawiadomione.Nic o tym nie wiem .AleŜ oczywiście! PrzecieŜ musi się pan zameldować. Ŝe mówię ze stacji RAF-u w Minton. Na pewno podoficer słuŜbowy z wartowni. Znowu wyłoŜyłem całą sprawę. Poproszę dowódcę eskadry. poniewaŜ nie miałem numeru Merriam St. Jest tylko kilku oficerów w kantynie. Ale oni powinni przecieŜ latać w kaŜdą pogodę. wiem . . Proszę chwilę zaczekać. jest tu obok.Tak jest. George.Nie. Ŝe w kontroli ruchu nie ma teraz nikogo na słuŜbie.zapytał mój rozmówca. a ja spojrzałem na zegarek i stwierdziłem. pomyślałem raz jeszcze.Forsyth Opowiadania. Marks zjawił się z butelką whisky. Ŝe dochodzi północ. Po krótkiej chwili odezwał się inny. dochodzące z mieszkania słuŜbowego przy centrali telefonicznej. Mogę tu przenocować. jaki po chwili rozległ się w słuchawce. Ŝe ma przyjąć wampira lądującego na przyrządach ślepego lądowania i bez radia.odparł. kierowany przyrządami do ślepego lądowania. Byłem pewny. Słuchał mnie uwaŜnie. Telefonistka znalazła go dopiero po dłuŜszym czasie. Czy pan leciał do nas. czy nie? Słyszałem przed chwilą. jak przystało na oficera słuŜbowego nawet w noc wigilijną. połoŜonego niedaleko wejścia do baru. .Znakomity wyczyn lotniczy tego pilota z Gloucester. George. . Słyszałem odgłosy świątecznej libacji.

. . Odpowiedział wyraźnie.Owszem. których radio pracuje w ciągu nocy na fali 121. JednakŜe pilot mosquita musiał juŜ powrócić do Gloucester i trzeba mimo wszystko zawiadomić go. Ŝe nie moŜna tego wykluczyć .Dziękuję. DyŜurny oficer meteorolog przy aparacie. uŜywaliśmy mosquitów. Zaczęło mi świtać w głowie.spytała telefonistka. czy Lakenheath nie mogło być mowy. Oczekują wampira.Czy wobec tego moŜe mi pan powiedzieć. aby zapalić światła opuszczonego lotniska.5 metra jest częstotliwością międzynarodowej słuŜby awaryjnej. prawda? . jeŜeli tolerował głupie pytania o tej porze nocy.odpowiedziałem stanowczo.Ale nie zostały uŜyte tej nocy! Były nieczynne od piątej po południu.Owszem . w Suffolk. Ŝe zrozumiał. I wesołych świąt! Strona 147 . Potem zapytałem: .5 metra*? Chodzi mi o najbliŜsze lotniska utrzymujące przez dwadzieścia cztery godziny podsłuch alarmowy. Ŝe Ŝyję.zaczął krzyczeć. Ŝeby jeden z nich został sprzedany w prywatne ręce? . Ŝe są! . . Ŝebyście odwołali alarm swego personelu radarowego i kontroli ruchu. nie doceniany. o tej porze? . I od tego czasu nie było Ŝadnego polecenia. Uratował mnie porucznik Marks. Ale wycofano je z uŜycia trzy miesiące temu. ale który biegł czterysta metrów w gęstej mgle. Ŝe znalazły się w muzeum.txt dowodził eskadrą. . . DyŜurny oficer przyjął telefon. Siedziałem przy telefonie wpatrując się z niedowierzaniem w aparat. Rozpity. Nie tylko nie mogłem z moim zapasem paliwa dotrzeć do Merriam St. jakaś pomyłka. .To nie mógł być Ŝaden z naszych samolotów. .Chwileczkę.Myślę. który wprawdzie nie rozróŜniał chyba przodu samolotu od tyłu. Lakenheath leŜał równieŜ w odległości sześćdziesięciu kilometrów na południe.W nocy. ale na dodatek tamtejsze lotnisko było zamknięte. Niewiele juŜ dziś ich zostało. Zadałem mu wtedy ostatnie pytanie: .powiedział po namyśle. .Przypuszczam. .PrzecieŜ to właśnie w Merriam St. O dotarciu do Marham 241 16-Czysta robota . Jedno naleŜy przyznać eskadrom meteorologicznym . aby przebyć jeszcze sześćdziesiąt kilometrów. . . Oparłem się na poręczy krzesła i odetchnąłem głęboko.Zgadza się. Albo teŜ posłano je do muzeum.A co się stało z mosquitami? .Obawiam się. który juŜ się u was nie pojawi.Wiem dobrze. panie poruczniku odpowiedział. ale był juŜ chyba lekko zawiany. . Marham znajdował się sześćdziesiąt kilometrów na zachód.Ale raczej sądzę.Doskonale. . Ŝe zaszła. A przecieŜ pokazałem temu pilotowi w mosquicie. . . ale czy jest moŜliwe.Gloucester. Dobranoc. Ŝe wcale nie zawdzięczałem swego Ŝycia pilotowi z Gloucester. o tej porze. . George są urządzenia do ślepego lądowania . Wesołych świąt! OdłoŜył słuchawkę.Na zachód RAF Marham. zbiurokratyzowany porucznik pilot Marks. Wylądował tutaj. na drugim końcu Norfolku. Dziękuję panu bardzo. Czy ja mówię z RAF-em Gloucester? .Wiem. Poza tym leciał o wiele za nisko po naszym locie przez mgłę.Forsyth Opowiadania.próbowałem protestować.Tak .121. Ŝe mam benzyny tylko na pięć minut lotu. Latamy teraz na canberrach. Ŝe poszły na złom.Ale my juŜ dawno mamy fajrant . aby je znowu uruchomić. . Ten człowiek musiał być szalony. . Wytłumaczyłem mu sytuację.Dzwonię do was. w Minton. Wasza jednostka posługuje się mosquitami do pomiarów ciśnienia i temperatury na duŜych wysokościach. A na południe RAF Lakenheath. . gdzie znajdują się najbliŜsze stacje RAF-u. kiedy usłyszał huk krąŜącego mu nad głową samolotu.odpowiedział mi równie dobitnie oficer.Moim rozmówcą musiał być chyba stary okularnik o niewyczerpanej cierpliwości i uprzejmości.O piątej po południu zamknęliśmy lotnisko. George.odpowiedział.Gloucester? .są zawsze na słuŜbie. w nocy.

Ten miał chyba siedemdziesiąt lat i był najwyraźniej miejscowym cywilem. Ŝe zjem moją samotną kolację w pokoju. Ale gdyby nie on. prawda? Dawniej musiało być inaczej. Stanąłem przed starą fotografią stojącą w ramce na kominku. . Zdziwiłem się. Zapomniałem poprosić Marksa o poŜyczenie swetra. Wytarłem się ręcznikiem i zawinąłem w stary. pełnymi zapału lotnikami.Mam na imię Joe. wykąpałem się szybko w gorącej wodzie. Co za 242 noc. . aby na czas zapalić światło i uratować mi Ŝycie. . .Oczywiście. JeŜeli pan pozwoli. Był dobrym stewardem. oczywiście. jeŜeli moŜna tak powiedzieć. dziękuję panu serdecznie za pomoc. ale ciepły szlafrok przyniesiony mi przez Joego.Po czym zaczął opowiadać mi o latach.. a bar rozbrzmiewał wesołymi piosenkami. Zabrałem swój hełm i poszedłem korytarzem. ZauwaŜa mnie przypadkiem. będzie tu całkiem przyjemnie. co robi. którą Strona 148 . Joe tymczasem zbierał talerze i szkło ze stołu.przywitał mnie. .Wiem juŜ od pana Marksa.Numer siedemnasty.Dawno tu jesteście? . wyciągnąłem z kieszeni mego lotniczego kombinezonu papierosa.Dobry wieczór . Joe rozpala tam teraz ogień. Ŝe robię tyle zamieszania o takiej porze. potem tracę kierunek i brakuje mi paliwa. Z uchylonych drzwi pokoju numer siedemnaście padała na korytarz smuga światła. Podczas gdy jadłem szybko i z apetytem. w końcu korytarza. Zdecydowałem. kiedy niebo nad lotniskiem dygotało od huku silników startujących do walki i powracających samolotów. Ale.Forsyth Opowiadania. Mówił mi o czasach. . omal nie doprowadza do katastrofy. . lubiący sobie polatać w nocy na muzealnym mosquicie. Pokój będzie zaraz gotów. to pójdę do łóŜka. Przykro mi. ZasłuŜył sobie na moją wdzięczność. Ręka. aŜ wreszcie podchmielony oficer na ziemi ma na tyle przytomności umysłu.Tak. co za niewiarygodna noc! Najpierw wysiada mi radio i wszystkie przyrządy pokładowe. którzy wszyscy słuŜyli juŜ gdzie indziej. który tymczasem przygotował mały stół 243 i postawił na nim gorące jajka na bekonie. panie poruczniku. stary ordynans zabawiał mnie rozmową. a potem bierze mnie na hol jakiś postrzelony księŜycowy pilot. Kiedy ogień się rozpali. zapaliłem go i zacząłem przechadzać się po pokoju. Woda na kąpiel juŜ się grzeje. Po skończeniu kolacji wstałem od stołu. W drzwiach ukazała się głowa pilota porucznika Marksa. którą Joe mi przyniósł z kredensu przy barze. Da pan sobie radę? Byłem dla niego teraz bardziej uprzejmy. kiedy wszystkie pokoje były zapełnione młodymi.Widzieliście tutaj wiele zmian.. w którym wesoło trzaskał ogień. panie poruczniku. i kiedy Joe poszedł ją przynieść.ten amatorski as lotnictwa nie zdawał sobie w najmniejszym stopniu sprawy z tego.spytałem go raczej z grzeczności niŜ z prawdziwego zainteresowania.txt OdłoŜyłem słuchawkę i potrząsnąłem głową w zakłopotaniu. wpadłem tu przypadkiem! .oznajmił. Stewardzi w kasynach oficerskich są zwykle Ŝołnierzami słuŜby czynnej. około dwudziestu lat. od załoŜenia tej stacji przed samą wojną.Porucznik Marks mówił o was. .. Słuchając go skończyłem posiłek i wypiłem resztę butelki czerwonego wina. mijając liczne drzwi kawalerskich pokojów oficerów.Oczywiście. w sali jadalnej panował hałas i słychać było brzęk talerzy i sztućców. . sprzed kominka uniósł się klęczący tam stary człowiek.Pański pokój jest gotów . gdzie znajdowałbym się teraz? Mój zimny trup kołysałby się na falach Morza Północnego! Resztką whisky wzniosłem toast za zdrowie pasterza i za jego dziwne hobby prywatnego latania starymi samolotami. Jedno jest pewne . . . Jestem tu stewardem. Na razie jednak w pokoju było jeszcze chłodno i kuliłem się w moim lotniczym kombinezonie. Nie moŜna chyba liczyć na więcej szczęśliwych zbiegów okoliczności.. Kiedy wszedłem do pokoju.

Pilot ze zdjęcia miał na sobie grube.Ach! To zdjęcie pana Kavanagh.Kto jest tym pilotem. Na jednej z okresowych licytacji RAF-u kupił sobie starego mosquita. Zamiast uŜywanej dziś plastykowej osłony. Miał w oczach jakiś cień smutku. panie poruczniku.txt podnosiłem papierosa do ust.latanie. Ŝe. wysokie buty. . kupił sobie ładny dom na wsi i miał środki na swoją prawdziwą pasję Ŝyciową . Wydało mi się. z rozstawionymi lekko nogami i prawą ręką na biodrze. Jedno z okien otworzyło się gwałtownie. Zamknąłem okno. Fotografia była stara i poplamiona. Nie był to jednak jasnoniebieski nylon i połyskujący hełm dzisiejszych czasów. kiedy poczułem nagle na plecach powiew zimnego powietrza. Był Irlandczykiem.Eskadra zwiadowcza. co było dość powszechne wśród zdemobilizowanych lotników. Oczywiście nie było tam Ŝadnych silników. do hełmu przymocowane były okrągłe gogle. sprawdziłem. daleko we mgle.Forsyth Opowiadania. aby stanąć przy oknie. bez uśmiechu na twarzy. Pozwolę sobie jednak powiedzieć. Postawił kieliszek od wina na talerzach trzymanych w rękach. panie poruczniku. 244 . tylko motocykl jakiegoś chłopca z farmy. Ŝe gdzieś. stawiając na stole pozbierane talerze. Przedstawiała młodego człowieka mniej więcej w moim wieku. i obróciłem się w stronę pokoju. Kavanagh był podczas wojny asem lotniczym w jednej ze słynnych eskadr. Nie mogło być wątpliwości. doprowadził go do porządku i latał. sam to zrobię. 245 Kiedy wracał z jakiejś wycieczki do Europy. Byłem jego ordynansem. jakiego dawniej uŜywali lotnicy. ale zupełnie wyraźna. Z tyłu za pilotem widać było wyraźnie jego samolot. W lewej ręce trzymał skórzany miękki hełm. ubranego w lotniczy kombinezon. mieszając się z prądem ciepłego powietrza buchającego z okna. szorstkie spodnie sukienne i cięŜką wiatrówkę na baranim futrze. panie poruczniku? Pokazałem samotną fotografię na kominku. panie poruczniku . czy jest zabezpieczone. .Przyglądałem się bacznie samolotowi w tle zdjęcia. zauwaŜył mnie Strona 149 . kiedy tylko chciał. . Podczas dobrej koniunktury lat pięćdziesiątych dorobił się pewno niezłych pieniędzy. ale wyraźne litery JK. Aby je mocniej przyciągnąć. Ŝe był to właśnie jego pokój. wpuszczając do pokoju strumień mroźnego powietrza.Zaraz je zamknę. Po jej zakończeniu wystąpił z wojska i zajął się chyba handlem uŜywanymi samochodami.Kavanagh? .Nie trzeba. Na dziobie samolotu za lotnikiem widniały blade. pan Johnny był z nich wszystkich najlepszy. jak się ma pieniądze. usłyszałem huk silników. moim zdaniem. . zawisła nagle w połowie drogi. Ale ja jestem stronniczy. które zapewniały samolotowi znakomitą sprawność. Mgła kotłowała się w wielkich kłębach.W jakiej słuŜył eskadrze? . Patrzył w aparat z ponurym napięciem. chwiejącym się w stalowej ramie. jeŜeli mi wolno tak powiedzieć. A więc nie Juliet Kilo.powiedział staruszek. a więc około dwudziestki. . wychyliłem się na zewnątrz i wyjrzałem za firankę. . a Johnny Kavanagh. Chciałem juŜ coś powiedzieć staremu stewardowi. . Byli to znakomici piloci. Tak się składa. Joe? . Nie moŜna było nie rozpoznać smukłej sylwetki bombardującego myśliwca Mosquito wraz z jego dwiema gondolami mieszczącymi dwa silniki Merlina. Ŝegnającego się przez płot ze swoją dziewczyną. Cała sprawa stała się teraz jasna jak słońce. Poczułem przejmujące zimno w pokoju. Niezły sposób spędzania wolnego czasu. Latali na mosquitach. Wspaniały człowiek.Tak. Wystarczyły mi dwa kroki. Stał w wyzywającej pozie. panie poruczniku.Jakim pilotem.Podszedłem do kominka i przyjrzałem się z bliska fotografii. Był tutaj w czasie wojny.

wygląda na to. Dobranoc. ..Najlepszy. gdzie wyznaczali rakietami cele dla bombowców. NaleŜały do róŜnych baz: Marham. rozpaczliwe wysiłki pilotów.. kiedy eskadra wracała znad Niemiec. zorientował się.... panie poruczniku. Skrzywiłem się. poszarpane skrzydła i stery... Za pomocą radia mógł określić dokładnie swoje połoŜenie. Stary ordynans najwyraźniej uwielbiał swego oficera z czasu wojny. halifaxy... reszta młodych oficerów szła do baru na jednego. podąŜających w stronę wybrzeŜa... .. Waddington... 116 Przywilej absolutny .. .txt latającego w trójkątach nad całunem mgły.....Mówiono... .. panie poruczniku .O.. polecę i sprowadzę go na ziemię!" Pokiwałem głową. 5 W Irlandii nie ma Ŝmij . Ŝe potrafię odnaleźć tego człowieka.... MoŜe to ta krew irlandzka. Scampton. to był chyba bardzo dobry pilot . wypatrując uszkodzonych samolotów...Forsyth Opowiadania.A niektóre z nich pokazują na paradach w czasie uroczystości.. Ŝe kiedyś powiedział mi stojąc przy kominku. a znając doskonale teren..powiedziałem ... I ten człowiek prowadził je do lądowania? Widziałem je w wyobraźni.. tutaj w Minton.. rozbite radia. Umierający i ranni na pokładzie. nie było wyboru.. panie poruczniku.. naprawdę wspaniały. Ŝeby je znać? . 82 Niewypał . milczące radio i bezradność wobec mgły zakrywającej ziemię.. Ŝe były podziurawione ogniem artylerii przeciwlotniczej lub miały rozbite radioaparaty. Było to oczywiście ryzykowne. A raczej na kilka. .. Ŝe nie było widać własnego nosa. i prowadził je na nasze lotnisko..... Mówiono.. zupełnie jak pan dzisiaj: "Joe.... i wziął mnie na hol. Pan Johnny wyleciał na swój ostatni patrol w wieczór wigilijny 1943 roku. 246 Odwróciłem się od fotografii i zgasiłem papierosa w popielniczce przy łóŜku.. panie poruczniku.Tak właśnie było. . nawet gdybym musiał się uciec do pomocy Królewskiego Aeroklubu. . Za przeproszeniem. Nigdy juŜ nie powrócił.. Cotteshall. . Joe był juŜ przy drzwiach. Wylatywał po raz drugi tej samej nocy po wykonaniu zadania i patrolował nad Morzem Północnym. Właśnie dzisiaj minęło czternaście lat.. Joe uśmiechnął się.przerwałem staremu........ Wypatrywał tam uszkodzonych bombowców. ale znacznie częściej kazał napełniać ponownie zbiorniki paliwa swojego mosquita i startował znowu.. kiedykolwiek jeden z nich będzie tam w nocy usiłował powrócić do bazy..... Ŝe ma szósty zmysł. mógł się pokusić o odnalezienie swojego starego lotniska Minton nawet w gęstej mgle.. Podziurawione kadłuby. .... Ŝe bardzo często.. ...przyznałem..powiedziałem z przekonaniem. ......... aby utrzymać trzeszczące i dygoczące maszyny na kursie. pan był chyba jeszcze za młody. . Ŝe nadal to robi.. tak. ..... Pamiętam.... On zaś.... 49 Są takie dni.Znam je z fotografii .Tak.. 99 Dowód rzeczowy .. Ŝe jestem w niebezpieczeństwie. ale poniewaŜ nie miałem i tak paliwa. Musiał spaść ze swoim samolotem gdzieś w Morze Północne.Owszem...Zdarzało się. myśląc o jego nocnym wyczynie. czasem w tak gęstej mgle.CóŜ . A następnie prowadził je do lądowania.Niestety..powiedziałem z przekonaniem. Wielkie czterosilnikowe maszyny.. Byłem pewien.potwierdził Joe za moimi plecami. Wielkie bombowce leciały do swoich własnych baz.Wspaniały człowiek . panie poruczniku. Pamiętam.. Wesołych świąt! Spis treści Czysta robota .. stirlingi i lancastery.. Cesarz ..... Strona 150 27 143 ..... Ŝe ma kocie oczy. Leciał samotnie nad Kanał czy Morze Północne. Z własnego niedawnego doświadczenia pamiętałem gorzką samotność zimowego...Kavanagh nie chodził z nimi? .. nocnego nieba..

..... .......................txt Obowiązek . 176 Dobra nauczka .........Forsyth Opowiadania...... 221 Koniec Strona 151 .... ... 203 Pasterz ............ 162 Dokładny człowiek ..