Forsyth Opowiadania.

txt FredericK Forsyth "Czysta robota i inne opowiadania" PrzełoŜył: STEFAN WILKOSZ Tytuł oryginału: "NO COMEBACKS AND OTHER STORIES" Autor ilustracji K. WARD Opracowanie graficzne Studio Graficzne "Fototype" Redaktor MARIA GRZYMSKA LUCYNA LEWANDOWSKA LEDIA KOWAL Copyright (c) 1972, 1973, 1979, 1982 by Frederick Forsyth For the Polish edition Copyright (c) 1993 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o. Published in cooperation with Wydawnictwo Mizar Sp. z o.o. ISBN 83-7082-244-4 Wydawnictwo Amber Sp. z o.o. Warszawa 1993. Wydanie I Skład: "Kolonel" w Łomiankach Druk: Łódzka Drukarnia Dziełowa CZYSTA ROBOTA Mark Sanderson lubił kobiety. Lubił takŜe krwiste befsztyki z dobrze przyprawioną sałatą. Zarówno pierwsze, jak i drugie konsumował z jednakowym apetytem. Kiedy brała go ochota, telefonował do odpowiedniego dostawcy i zamawiał towar, który przysyłano mu do wytwornego domku, zbudowanego na dachu duŜej kamienicy. Mógł sobie pozwolić na wszystko, był bowiem multimilionerem i to w funtach szterlingach, a więc w walucie, której wartość, nawet w dzisiejszych niepewnych czasach, równa się niemal dwóm dolarom. Jak większość bogatych i moŜnych ludzi wiódł Ŝycie na trzech róŜnych płaszczyznach. Pierwszą stanowiło jego Ŝycie zawodowe i publiczne, był przecieŜ jednym z potentatów londyńskiego City i to powszechnie znanym i podziwianym. Drugą określano jako domenę prywatną, która nie zawsze pokrywała się z plotkami, jakie na jego temat krąŜyły. Trzecią wreszcie było ściśle prywatne Ŝycie, do którego nikt nie miał dostępu. Pisano o nim regularnie na łamach wszystkich dzienników, interesowały się nim kolumny finansowe i kolumny plotkarskie najrozmaitszych pism, nie mówiąc juŜ o programach telewizyjnych. Mark Sanderson rozpoczął swoją karierę w późnych latach pięćdziesiątych w agencji handlu nieruchomościami w centrum Londynu. Miał niewielkie wykształcenie, które uzupełniał niezwykły instynkt i prawdziwy nos do transakcji inwestycyjnych. W ciągu dwóch lat nauczył się nie tylko wszystkich zasad kupieckiej gry, ale - co waŜniejsze sposobów legalnego ich obchodzenia. W wieku dwudziestu trzech lat załatwił w ciągu jednej doby swoją pierwszą samodzielną transakcję. Było nią kupno posiadłości w dzielnicy St. John's Wood. Zarobił na tym dziesięć tysięcy funtów, po czym załoŜył firmę pod nazwą Hamilton Holdings, która przez następne czternaście lat miała być jego główną 5 bazą wypadową. Nazwał ją tak na pamiątkę owej pierwszej transakcji, albowiem nabyta przezeń wówczas kamienica znajdowała się na Hamilton Terrace. Miał to być ostatni sentymentalny odruch w jego Ŝyciu zawodowym. Z początkiem lat sześćdziesiątych, gdy zarobił pierwszy milion, przerzucił się z handlu nieruchomościami na budownictwo budynków biurowych. W połowie dekady był wart bez mała dziesięć milionów i rozszerzył granice swojej działalności. Jego mistrzowskie operacje z dziedziny finansów, bankowości, przemysłu chemicznego, inwestycje w miejscowościach letniskowych nad Morzem Śródziemnym były Strona 1

Forsyth Opowiadania.txt równie intratne, jak owa pierwsza transakcja w St. John's Wood. Opisywała je prasa, ludzie je podziwiali, a akcje dziesięciu przedsiębiorstw zgrupowanych w Hamilton Holdings stale zwyŜkowały na giełdzie. Na innych stronicach gazet moŜna było znaleźć plotki z prywatnego Ŝycia Marka Sandersona. Pisano o jego wspaniałym apartamencie przy Regent's Park, luksusowej posiadłości w stylu elŜbietańskim w hrabstwie Worcestershire, zamku w dolinie Loary, willi w Cap d'Antibes, o jego jachcie, rolls-roysie, lamborghinim, a takŜe o nie kończącym się korowodzie młodych, kształtnych gwiazdek filmowych, w których to towarzystwie nieustannie się fotografował. Plotkarskie kąciki gazet pełne były fascynujących opisów wdzięków dziewczyn wylegujących się w jego czterometrowym, okrągłym łoŜu. Jeszcze przed dziesięciu laty zostałby zapewne zrujnowany, gdyby jego nazwisko łączono ze sprawą rozwodową pewnej majętnej gwiazdy filmowej lub procesem o ojcostwo wytoczonym mu przez pretendentkę do tytułu miss świata. Ale na przełomie lat siedemdziesiątych skandale te stanowiły raczej świadectwo - tak obecnie poŜądane - jego krzepy. ToteŜ w kołach towarzyskich londyńskiego West Endu budziły sensację i podziw. Mark Sanderson był więc osobistością powszechnie znaną. Jego tajemne Ŝycie było czymś zgoła innym. MoŜna by je określić po prostu jednym słowem: nuda. Cała ta intensywna aktywność nudziła go śmiertelnie. Ukute niegdyś przez niego powiedzonko "czegokolwiek Mark zapragnie - Mark dostanie" przemieniło się w kiepski Ŝart. W wieku trzydziestu siedmiu lat wyglądał nieźle, pozował na Marlona Brando, był w świetnej formie fizycznej i bardzo samotny. Zdawał sobie sprawę, Ŝe potrzebuje nie setek dziewczyn, ale jednej jedynej, która dałaby mu dzieci i potrafiła stworzyć domowe ognisko. Rozumiał, Ŝe ma małe szansę znalezienia takiej kobiety, poniewaŜ wiedział dość dokładnie, jaka powinna być, i Ŝadnej takiej 6 nigdy w Ŝyciu nie spotkał. Jak większość bogatych playboyów, mógł ulec urokom jedynie takiej kobiety, której nie imponowałyby ani jego pieniądze, ani pozycja społeczna, ani reputacja. W odróŜnieniu od większości bogatych playboyów, Mark Sanderson zachował wystarczającą trzeźwość umysłu, by móc patrzeć na samego siebie obiektywnie. Ale tylko po kryjomu. Publiczne przyznanie się do czegoś takiego równałoby się ośmieszeniu. Był juŜ całkiem pewny, Ŝe nigdy owej wymarzonej istoty nie spotka, kiedy tak się właśnie stało. Było to wiosną, na jakimś balu dobroczynnym, takim na którym wszyscy goście nudzą się śmiertelnie, a dochód ze sprzedaŜy biletów starcza akurat na bańkę mleka dla dzieci w Bangladeszu. Kobieta stała po drugiej stronie salonu, słuchając monologu jakiegoś niskiego grubasa kurzącego długie cygaro. Słuchała go z dyskretnym półuśmiechem, z którego nie moŜna było wnioskować, czy bawi ją anegdotka grubasa, czy teŜ jego błazeńskie wysiłki zajrzenia w głąb jej dekoltu. Sanderson przedarł się przez tłum i korzystając z pobieŜnej znajomości grubego producenta filmowego, pozwolił się przedstawić dziewczynie, która nazywała się Angela Summers. Dłoń o wypielęgnowanych paznokciach, którą mu podała, była wąska i chłodna. Na serdecznym palcu lewej ręki, w której trzymała szklankę ginu z tonikiem, a raczej z samym tonikiem, widniała złota obrączka. Sandersona bynajmniej to nie zraŜało. Kobiety zamęŜne uwaŜał za równie łatwe do zdobycia jak panny. Pozbył się filmowca i zaprowadził ją w kąt pokoju, Ŝeby móc spokojnie porozmawiać. Bliskość kobiety podnieciła go, co było rzeczą normalną, ale wraŜenie, jakie na nim zrobiła, raczej było niezwykłe. Pani Summers, wysoka i smukła, była piękna i promieniowała spokojem. Mimo obowiązującej w latach siedemdziesiątych szczupłości sylwetki miała wydatne piersi, wąską talię i solidne biodra. Błyszczące kasztanowate włosy ściągała klamra, a ich połysk zdawał się świadczyć o zdrowiu właścicielki. Miała na sobie prostą białą suknię, która podkreślała jej złocistą opaleniznę. Nie nosiła Ŝadnej biŜuterii. Oczy lekko podkreśliła ołówkiem, poza tym twarz bez makijaŜu, co wyróŜniało ją wśród obecnych w salonie wytwornych pań. Sanderson Strona 2

Forsyth Opowiadania.txt określił jej wiek na trzydzieści lat. Jak się później dowiedział, miała trzydzieści dwa. Sanderson obrał sobie jej opaleniznę za temat rozmowy. Czy nabyła jej w czasie wiosennych wakacji w górach, czy moŜe na statku, w drodze na Wyspy Karaibskie? Zakładał, Ŝe Summersowie są wystarczająco zamoŜni, Ŝeby prowadzić taki sam tryb Ŝycia, jaki 7 prowadziła większość obecnych na balu gości. Okazało się, Ŝe obydwa jego przypuszczenia są błędne. Mieszkała z męŜem w domku na wybrzeŜu Hiszpanii. Państwo Summers Ŝyli z niewielkich honorariów z ksiąŜek o ptakach, które pisał jej mąŜ, oraz z pieniędzy zarabianych przez nią. Udzielała lekcji angielskiego. Przyglądając się jej ciemnym oczom i włosom oraz złocistej cerze, doszedł do wniosku, Ŝe jest Hiszpanką, ale powiedziała mu, Ŝe jest Angielką. Przyjechała w odwiedziny do rodziców mieszkających w środkowej Anglii, a szkolna koleŜanka zaprosiła ją na tydzień do Londynu. Za kilka dni miała powrócić do Hiszpanii. Rozmawiało się z nią łatwo. Nie schlebiała Sandersonowi, co mu odpowiadało, nie wybuchała przesadnym śmiechem, kiedy mówił coś zabawnego. - Co pani myśli o londyńskiej socjecie? - zapytał, kiedy stali oparci o ścianę, przyglądając się tańczącym parom. - Przypuszczalnie nie to, co powinnam - odrzekła powaŜnie. - Papugi w szklanej klatce - mruknął złośliwie. Uniosła brwi. - A mnie się zdawało, Ŝe Mark Sanderson jest jednym z filarów tej socjety - powiedziała bez Ŝółci, ale stanowczo. - CzyŜby wieści o mnie docierały aŜ do Hiszpanii? - Nawet na Costa Blanca czytamy Daily Express - odpowiedziała spokojnie. - A w nim dokładne opisy Ŝycia i przygód Marka Sandersona. - Oczywiście - odparła bez wahania. - Czy robią na pani wraŜenie? - A powinny? - Nie. - A więc nie robią. - Jej odpowiedź napełniła go dziwnym zadowoleniem. - To dobrze. Ale czy mogę zapytać, dlaczego? Zastanawiała się przez chwilę. - To chyba wszystko fałsz - stwierdziła. - Czy ja teŜ? Patrzył, jak pod prostą, białą bawełnianą sukienką łagodnie wznoszą się i opadają jej piersi. Wreszcie spojrzała mu w oczy. - Nie wiem - odparła z powagą - ale przypuszczam, Ŝe gdyby dać panu szansę, mógłby pan zostać raczej porządnym człowiekiem. Jej słowa wytrąciły go z równowagi. - Myli się pani - mruknął, ale ona uśmiechnęła się pobłaŜliwie, jak do małego, krnąbrnego chłopca. Po kilku minutach zjawili się jej przyjaciele, przywitali się z San8 dersonem i zabrali ją. W drodze do hallu Mark zaproponował jej szeptem wspólną kolację następnego wieczoru. Od lat nikogo juŜ tak nie zapraszał. Angela Summers nie wysiliła się na Ŝaden dowcip o tym, jak to niebezpiecznie jest pokazywać się w jego towarzystwie ani o tym, Ŝe ma nadzieję, iŜ nie będzie w pobliŜu fotografów. Zastanawiała się przez chwilę i odpowiedziała: - Dobrze, bardzo chętnie. Mark myślał o niej przez całą noc. Całkowicie zaniedbał wychudzoną i mizdrzącą się modelkę, którą poderwał nad ranem w jakimś nocnym lokalu. Wpatrywał się w sufit i widział oczami wyobraźni połyskujące kasztanowe włosy, wyobraŜał sobie, Ŝe leŜą na jego poduszce. Pod palcami czuł miękką złocistą skórę Angeli. Był pewien, Ŝe ich właścicielka śpi spokojnie i cicho, bo wszystko przecieŜ robiła w taki właśnie sposób. Wyciągnął rękę, Ŝeby popieścić pierś modelki, ale trafił na wysuszony woreczek przypominający ucho zagłodzonego szczeniaka. Dziewczyna wydała z siebie cichy jęk, który miał być niby to jękiem rozkoszy. Więc Strona 3

9 Coraz łatwiej i swobodniej rozmawiało mu się z nią o sprawach. by zmienić nie tylko jedno Ŝycie. ale kiedy spróbował wsunąć rękę za jej dekolt. Strój ten przydawał jej sylwetce staroświeckiej.Kocham cię. ale proszę mi nigdy więcej nie kupować takich rzeczy. Ŝe aŜ mu dech zaparło.odparła . jaką Ŝywił dla luźnych obyczajów ludzi ze swojej sfery. Wyłoniła się z kabiny w jednoczęściowym białym kostiumie kąpielowym z materiału frotte i była tak piękna. zakończonymi koronką. Ŝe podnieciło go. Zarządził więc. jaka była w sprzedaŜy. Zatelefonował do Worcestershire. CóŜ to za wspaniała kobieta. Kocham cię bezgranicznie i na zawsze. . mimo Ŝe wiał chłodny majowy wiatr. ale nawet dwa lub trzy. Zeszła i usiadła przy nim. Podziwiał ją ogromnie. i to pod kaŜdym względem. jaki miał w pamięci.i jestem wdzięczna. dowiedział się. A ona to wszystko rozumiała. Wbiła wzrok w zalegającą za szybą samochodu ciemność. Ŝe to. Włosy miała spiętrzone nad czołem. Ŝe stać mnie na to.odrzekła.Wierzę . Nie powinniśmy byli posunąć się tak daleko. Przez długi czas całowali się w ciemnym rolls-roysie. co tak bardzo odbiegało od jej wczorajszego wyglądu i od obrazu. by otoczono basen z trzech stron ruchomymi szklanymi parawanami. . Kiedy wybiła północ i zaczęto zamykać restaurację. zarysowały się przed jego oczami jasno i wyraźnie. było proste i inteligentne. Zawstydził się.Chciałem ci ofiarować coś bardzo specjalnego.powiedziała. ale zaprotestowała przeciwko jego rozmiarom. gdzie sprzedawane są bez cła. odrzuciła propozycję pojechania do niego na ostatniego drinka. jej obecność przynosiła spokój i ukojenie. a u kobiet zdolność rozumienia jest waŜniejsza niŜ znajomość rzeczy. zaparkowanym na małej poprzecznej uliczce niedaleko jej domu. . 10 To moja wina.Ale to musiało kosztować fortunę .zauwaŜyła ze zgorszeniem. PoniewaŜ powiedział to bardzo powaŜnie. Odzywała się rzadko. przesiedział tam do świtu. Mark. pogrąŜeni w rozmowie. chociaŜ nie zawsze była poinformowana. Nie lubię ekstrawagancji. bezlitośnie wykorzystując je dla własnych celów. Z taką odmową nie spotkał się od lat. a kiedy zaczął jej opowiadać o swoich transakcjach handlowych . co mówiła. Ŝe nie zorientowałam się wcześniej i nie przestałam się Strona 4 . Ŝeby rozeszła się z męŜem i wyszła za niego.Nie potrafiłabym tego zrobić . jakie na ogół zachowywał dla siebie .Forsyth Opowiadania. oświetlone promieniami słońca wschodzącego hen nad wrzosowiskami Wansteadu. niczym sztubak. zaparzył sobie kawę i usiadł w ciemnej bawialni. Ŝe nazywają się Miss Dior i Ŝe kupuje je sobie od czasu do czasu w samolocie. . Uprzejmie. i długą. I to nie jest przemijające uczucie. . Była w niej wewnętrzna pogoda. a juŜ z pewnością nie zwykłym poŜądaniem. Przyjęła prezent bez minoderii. ale bywa wystarczająco długi. . Popijając z wolna. pomyślał. wiktoriańskiej elegancji. Ŝe jest zakochany po uszy.txt poszedł do kuchni. odsunęła ją łagodnie. Ostatni wieczór przed jej powrotem do Hiszpanii spędzili oczywiście razem. Po kilku dniach czuł.Zapewniam cię. Tydzień to krótki okres na rozwinięcie się romansu.w więc o operacjach finansowych. butelkę tych perfum. . wciąŜ siedzieli. czarną. ale stanowczo. . ale stanowczo.Wierzę ci. Nazajutrz wieczorem podjechał po nią. wielkie opanowanie.słuchała go uwaŜnie. ale to. nie jest przelotnym uczuciem. mocno ściągniętą w talii szerokim paskiem spódnicę. Ubrana była w białą bluzkę z bufiastymi rękawami. kazał napełnić basen wodą i podgrzać ją. Zaproponował. do swojej posiadłości. o pogardzie.co rzadko czynił w towarzystwie kobiety . ustosunkowała się równie serio do sprawy i potrząsnęła głową. Zapytał ją o ulubione perfumy. Zrobiłbym dla ciebie wszystko. kiedy to drzewa parku. W sobotę pojechali tam na weekend.To straszna ekstrawagancja . co zaczyna do niej odczuwać. Posłał więc kogoś na Bond Street po największą. Pod koniec wieczoru zrozumiał.

Jestem Ŝoną Archie'ego i nie mogę go porzucić. postanowił więc znaleźć jakieś wyjście. . Nie ma na to sił. ale kaŜde z tych uczuć potrafi przemienić się w obsesję. Nie zareagowała na jego ironiczny ton. Poprosił.Kobiety lubią być kochane. .uśmiechnęła się. nawet na pewno. . ale nade wszystko potrzebują tego.Ja cię teŜ potrzebuję. A ja jestem Archie'emu potrzebna bardziej niŜ powietrze. no i gdybym nie była juŜ Ŝoną Archie'ego. Dopóki nie rozdzieli nas śmierć. ale wtedy nie byłaby przecieŜ sobą i nie pragnąłby jej z taką namiętnością.Ale czy ty mnie takŜe kochasz? ChociaŜby odrobinę? .On jest w gruncie rzeczy szalenie słabym człowiekiem i kiepsko sobie radzi. skądŜe . chyba nie . gdyby była kobietą pragnącą pieniędzy. które nie stawiają zbyt wielu pytań i nie interesują się zanadto legalną stroną Strona 5 . ale potrafisz sobie doskonale dać radę beze mnie. Mógłby ją wówczas olśnić bogactwem.Więc rzuć go i wyjdź za mnie.. . Znalazł się więc w błędnym kole. tylko spojrzała mu prosto w oczy i skinęła głową. śycie nie odmówiło mu dotąd niczego. tęsknotą i poŜądaniem. Ŝeby pozostawiono klucz od mieszkania pod słomianką. a było w końcu tylko jedno. gdyŜ planował przyjazd późnym wieczorem.Więc pozostaniesz z nim. . . poŜądam cię.To niemoŜliwe.. . Ŝeby ich ktoś potrzebował.Tak. . a to mi się podoba. dopóki was śmierć nie rozdzieli. I znowu wykazała kobiecą intuicję i odniosła się z powagą do tego pytania. chyba właśnie tak.Ja cię nie tylko pragnę. skąd odleciała do Walencji. co w Ŝyciu posiadałem. i to bardziej niŜ kogokolwiek czy cokolwiek.Forsyth Opowiadania.Nie. władzy. i . Maj ustąpił miejsca czerwcowi.powiedziała po chwili. zareagowałabym pewnie inaczej na twoją propozycję. KrąŜenie po nim doprowadziłoby go z pewnością do szaleństwa. luksusu. Przykro mi. Gdyby Angela była inna.PoniewaŜ on mnie potrzebuje . Zapłacił komorne za miesiąc i złoŜył odpowiedni depozyt . W przypadku Marka Sandersona wszystkie te uczucia uległy takiemu przekształceniu. Sanderson gwałtownym ruchem zgasił cygaro w popielniczce. . 11 Są wprawdzie róŜnice pomiędzy miłością i potrzebą czyjejś obecności. . . Nazajutrz wyjechała. . . Wynajął sobie na nazwisko Michael Johnson niewielkie mieszkanko w Londynie. . . to pewne. czyli do celu. Angelo. Ale jestem juŜ męŜatką i nie ma na to Ŝadnej rady. zdanie. Uwielbiam cię. od bez mała dziesięciu lat miał wszystko. Jesteś zupełnie inny niŜ fama o tobie.wszystko czekiem i przez pocztę. ale taka juŜ jestem. Kazał szoferowi zawieźć ją na lotnisko. Zrobił to za pośrednictwem agenta i przez telefon. ja cię kocham. w innym czasie.. uwielbiają być uwielbiane. Ŝe tak.odparła z prostotą. a on coraz bardziej i bardziej pragnął Angeli.potrząsnęła głową.stał się psychicznym kaleką. od planowania do wykonania planu. A on nie.Nie. którym oddycha.Więc czemu nie chcesz się z nim rozejść? . Mark. W innym miejscu. Zadzwonił następnie do jednej z owych agencji.Sądzę. od determinacji do koncepcji. o czym tylko zamarzył.txt z tobą widywać. Pod grubą warstwą cynizmu tkwi w tobie ciepły i wraŜliwy człowiek. Logicznie i precyzyjnie kroczył od poŜądania do determinacji.jak zresztą wszyscy ludzie dysponujący nadmiarem władzy ..Ty mnie pragniesz. . poŜądane. nie byłoby w ogóle problemu. W pierwszych dniach czerwca Sanderson postanowił zdobyć Angelę Summers za wszelką cenę i od tej chwili przez głowę nieustannie przebiegała mu jedna jedyna myśl. Na pewno tak.MoŜe będziesz mogła mnie pokochać? W przyszłości.Czy on ma coś. wysokiej pozycji towarzyskiej. czego ja nie potrafiłbym ci ofiarować? . wyjęte prosto z modlitewnika: "dopóki nas śmierć nie rozłączy".Jeszcze nie wiem. Nie jestem taka szybka.Ty nic nie rozumiesz .

Forsyth Opowiadania. raczej cherlawy męŜczyzna o cofniętym podbródku i z małym wąsikiem przypominającym szczoteczkę do zębów. W tydzień później pan Johnson otrzymał list. kiedy Sanderson przejmował przedsiębiorstwo. dziennikarza. jak równieŜ odsyłacze do takich haseł. Wysłał przesyłką poleconą zaliczkę gotówką w wysokości pięciuset funtów szterlingów. W trzy dni później Sanderson był posiadaczem karty wstępu na nazwisko Michael Johnson. gdzie wsiadał do windy tak. Sanderson obejrzał sobie zdjęcia willi. Fryzjer był zachwycony rezultatem. Zadzwonił do jednego ze swoich przyjaciół. przewijających się przez jego lektury. Sumę tę wysłał pocztą i w trzy dni później otrzymał odpowiedni materiał. Był Anglikiem. Śniadanie państwo S. a która rozeszła się w znikomej liczbie egzemplarzy. jak Mikę Hoare. NaleŜało do człowieka walczącego w trzech wojnach. dokładnie między trzecią a czwartą. którą szybko przekartkował. poświęcony w całości Angoli. Nawet najostrzejsi z autorów zdawali się pisać o nim w sposób raczej oględny. fotografia wycięta z okładki ksiąŜki na temat ptactwa rejonu Morza Śródziemnego. Zbiory te składały się z milionów wycinków prasowych i setek tysięcy słowników i dzieł informacyjnych. Człowiek ten nigdy nie udzielił nikomu wywiadu i nigdy nie pozwolił się fotografować. wyłoniło się w końcu jedno. Przeczytał niezliczone ilości informacji gazetowych. Katanga. Odtąd Sanderson zawsze wjeŜdŜał samochodem wprost do podziemnego garaŜu. udawała się do pałacu. Poszedł do małego zakładu fryzjerskiego. spoŜywali na niewielkim patio. które go zainteresowało. komentarzy. Sanderson postanowił działać tak. Ŝe jego zlecenie zostało wykonane i Ŝe pozostaje do zapłacenia jeszcze dwieście pięćdziesiąt funtów. przed południem pani S. recenzji z ksiąŜek i wywiadów. Major Archibald Clarence Summers.txt przeprowadzanych transakcji. Wreszcie przeczytał krótki raport na temat trybu Ŝycia jej mieszkańców. Przeczytał Historię najemnictwa Anthony'ego Mocklera. Przed kilkoma laty. Jemen. Właściciel zakładu okazał się nadzwyczaj pomocny. o jaką usługę mu chodzi. jak gdyby ten człowiek znajdował się obecnie w Londynie. Musi się oczywiście nadal posługiwać chlubną rangą majora . podał nowy londyński adres i zreferował dokładnie.powinien wystarczyć na jakieś dwa tygodnie. i poprosił go o adres najlepszego londyńskiego archiwum. której od dawna nie było w sprzedaŜy. Z plejady nazwisk rewolwerowców. specjalizującego się w historii czasów najnowszych.brytyjski eks-oficer. Zabieg ten trwał nieco ponad godzinę. W teczce opatrzonej tym hasłem znalazł takie nazwiska. w którym donoszono mu.jak twierdził . Obciął dość długie włosy Sandersona na jeŜa i ufarbował je na jasny blond. Najemnika 13 w Kongo Mike'a Hoare'a i tom pod tytułem Siła ognia. artykułów w magazynach. oraz kilka kiepskich zdjęć wykonanych obiektywem teleskopowym. Robert Denard. ale Ŝe be*dzie w stałym kontakcie telefonicznym. jak Kenia. Ŝeby uniknąć wzroku portiera. w połowie drogi pomiędzy Alicante a Walencją. Nazajutrz Sanderson zawiadomił personel biura. który ogłaszał się w jednym z tygodników przeznaczonych dla pederastów. Ŝyjący obecnie w niewielkiej willi kilkaset metrów od wybrzeŜa. John Peters i Jacques Schramme. Notował nazwiska autorów ksiąŜek. Przejrzał je wszystkie. który .zdenerwował się Sanderson . zaŜądano od niego pieniędzy z góry. kiedy to jej małŜonek pracował nad notatkami do dzieła o ptactwie Costa Blanca. Następnie zajął się zmianą swojej powierzchowności. Widniał 12 na nich drobny. by uczyć angielskiego trójkę dzieci contessy. Zaczął od słowa "najemnik". Nigeria/Biafra i Angola. Ŝe zamierza pewien czas spędzić w domu. a kaŜdego popołudnia opalała się na plaŜy i pływała w morzu. na przedmieściu małego hiszpańskiego miasteczka w prowincji Alicante. Była tam krótka biografia. Rodezja. po czym wybierał ksiąŜki z półek. PoniewaŜ pragnął pozostać anonimowy. Strona 6 . Kongo.

Czy mogę wejść? .zaŜądał Hughes stanowczym tonem.mruknął i ruchem głowy wskazał Sandersonowi wnętrze mieszkania. dokąd wysyłał od czasu do czasu niewielkie tantiemy. ale tylko do chwili.Nakaz rewizji . Sanderson poszedł za nim i zobaczył. Wierzyć mi się nie chce. ale oczy pozostały groźne. iŜ tak nie jest.Nazywam się Johnson. Wtedy nagryzmolił coś na kartce papieru i podał ją Sandersonowi. iŜ były kolega najemnika nosi się z zamiarem napisania pamiętników. Ŝe jego firma otrzymała wiadomość.Nie jestem gliną . Podał więc adres autora. rozpitego. . Był obojętny. Kiedy były najemnik usłyszał nazwisko eks-kolegi. W kącikach ust Hughes'a ukazał się cień uśmiechu.Zdecydował się więc wszystko wywalić na wierzch . Sanderson zauwaŜył. Na środku stół. MęŜczyzna uniósł jedną brew.Mister Hughes? . zawsze się tam uchlewa .odezwał się Sanderson. Firma jest nimi zainteresowana i nie chciałaby. oczy mu zabłysły. długonogi. którego oczekiwał. Oświetlała go tylko lampa z hallu. udając urzędnika wydawnictwa. który go szczególnie zainteresował. . Sanderson jeszcze tegoŜ wieczora odnalazł ów lokal.powiedział. którym barman się do niego zwrócił. Ŝe wizyta ma jakiś związek z dalszymi nakładami i honorariami. znalazł się w obliczu człowieka całkowicie wykończonego.warknął. ale 14 przeczytał jego opis w jednym z pamiętników. Weszli do duŜego pokoju. .Jest tak napompowany. Sanderson obserwował jego twarz odbijającą się w lustrze za kontuarem.odparł Sanderson .lecz prywatnym obywatelem. połoŜonej w odległości jakichś czterystu metrów od klubu. nie reagując na pytanie gościa. Kiedy wielki finansista odwiedził najemnika-autora. Ŝeby ubiegła ją konkurencja. Strona 7 . gdy wypił szóstą whisky i poczuł pomiędzy palcami szeleszczące banknoty.Z kim mam przyjemność? . skrzywił się. Ŝyjącego wyłącznie wspomnieniami. W kilka minut potem zauwaŜył w jednym z okien światło. Sanderson przedstawił się nazwiskiem Johnson i powiedział. Ŝe wchodzi do czynszowej kamienicy. Hughes ulokował się naprzeciwko niego. Były najemnik myślał z początku.Kiedy ten skurwiel przyjeŜdŜa do miasta. Ŝe zanim otworzył drzwi. Rozpoznał bliznę na policzku oraz imię. . Stało w nim kilka odrapanych gratów. Ŝe nie pamięta własnego nazwiska. Nazajutrz wieczorem zjawił się ten. Gdy jednak gość zaproponował mu zaliczkę. zgasił światło w przedpokoju. jak to zwykle w tak zwanych umeblowanych pokojach. nie ukrywał rozczarowania.Kto panu dał mój adres? .Za dwadzieścia cztery godziny zapomni. jakich w Londynie są tysiące. Kiedy opuścił klub. . Człowiek powoli popijał piwo z kufla. Nigdy nie widział fotografii faceta. Zapukał do drzwi mieszkania. . .To by się zgadzało . Nigdy jakoś nie starał się tych przedsiębiorstw rozwinąć. Michael Johnson.txt którego akcje stały na giełdzie bardzo wysoko. a kiedy okazało się. . wysportowany męŜczyzna. Problem polega na tym. . laboratorium wywołującego filmy i agencji literackiej. Sanderson podał mu nazwisko swojego informatora.zapytał Hughes.mruknął. Teraz agencja literacka znalazła mu prywatny adres autora tomu wspomnień. Ŝe nikt nie zna adresu owego człowieka. został przy okazji właścicielem grupy innych firm. Hughes wskazał na jedno ze stojących przy nim krzeseł. . Wydawca ksiąŜki nie miał powodu. aby się znaleźć w cieniu. między innymi sklepu z cygarami. Był nim przytulny bar w pobliŜu Earl's Court. Otworzył mu człowiek w ciemnych spodniach i kamizelce.Forsyth Opowiadania. Sanderson usiadł. Ŝe ze mną rozmawiał . aby coś podejrzewać.dodał. głęboko osadzone oczy i usta skrzywione w gorzkim uśmiechu. Był to barczysty.

wyciągnął notes i pióro.zapytał nagle.powiedział.Wiedziałem. Oddychał cięŜko i co chwila przełykał ślinę. . podsunął jedną pod nos Hughesowi. Hughes siedział teraz po drugiej stronie stołu. Sanderson zrobił.Nie. koszulę i rzucił je na podłogę. . ani nawet takiego. Ubieraj się pan. Potrzebny mi jest cudzoziemiec.txt . Ŝe ludzie tego pokroju potrafią być bezlitośni. ale skinął głową.powiedział. Wiedział. to nic skomplikowanego. co mu kazano. skok. Sanderson zrzucił spodnie. Wystarczy.odezwał się. powrócił do stołu. Nie miał na sobie podkoszulka. przeczytał Sanderson. Sanderson podzielił paczkę na dwie części. . Sięgnął do szuflady nocnego stolika. 15 .Więzienie Parkhurst pełne jest pierwszorzędnych facetów. i usiadł. . i zapalił francuskiego papierosa.Ale mógł pan mieć przy sobie mikrofon. który mieszka w Wielkiej Brytanii. Colta połoŜył tak. . i to nazwisko faceta. Niech się pan nie martwi. a drugą sięgnął pod poduszkę. Jedną ręką przekręcił gałkę. Hughes nie spuszczał oczu z leŜących przed nim pięciuset funtów. Ŝeby się odsunął. juŜ w spodniach i koszuli. Ŝe nie . Zdjął marynarkę. Jestem człowiekiem wielce dyskretnym.Chciał się pan upewnić. Gdybym go odkrył. którzy dali się nabrać na piękne ^słówka. Podkręcił muzykę tak. robota teŜ jest za granicą. Pistolet skierował się w dół. Nie chcę do tej 16 roboty człowieka.zapytał go Sanderson. Od pana chcę tylko nazwiska. krawat. Nie chodzi o Ŝadną sławę. nie pana. "Rozbierać się". Z konieczności. Hughes znowu uniósł jedną brew. .Ja nie pana potrzebuję . Nazwiska takiego człowieka. Strona 8 . Ten posłuchał. Hughes wstał i podszedł do przenośnego radia.Forsyth Opowiadania.Rzuć mi pan marynarkę . Sanderson. i nie spuszczając swojego gościa z oka. Hughes przyglądał mu się z obojętnym wyrazem twarzy. . połoŜył marynarkę na stół. Ale skok na człowieka. który zgodzi się ze mną zobaczyć i wykonać zleconą robotę. Hughes przyglądał mu się z niewzruszoną twarzą. Hughes patrzył na niego twardo. Serio mówię.No więc? . to okręciłbym panu jaja przewodem i posłałbym nagranie do pańskiego szefa. Zapłacę panu dobrze. .Rozumiem. .Pierwsze pięćset jest za wyraŜenie zgody .Mnie to nie wystarcza .Co to było? . czy mam broń? Hughes powoli potrząsnął głową. Sanderson był zaskoczony. . który się stąd wywodzi. które stało przy łóŜku. UlŜyło mu trochę. Połowę przedartych banknotów wsunął z powrotem do kieszeni. Ŝe ja tu mieszkam. ściszył je i powrócił do stołu.powiedział Sanderson twardo. a drugą przedarł starannie przez pół. Gotów jestem dobrze zapłacić. nie mam ani szefa. Jestem swoim własnym bossem i od czasu do czasu wynajmuję sobie kogoś do pomocy. ani broni. Potrzebny mi jest człowiek do pewnej roboty. Z pistoletem skierowanym teraz w podłogę podszedł do radia. . Nazywa się to.zaŜądał. Zakręciło mu się w głowie. Ale widzi pan.Chciałbym zamówić pewną robotę. . zdaje się. Jedną ręką napisał teraz dwa słowa na kartce i podsunął ją Sandersonowi. Hughes obmacał ją. by był w zasięgu prawej ręki.Czy pan lubi muzykę? . Obrócił się i skierował na Sandersona colta 45.W porządku.warknął Hughes. Ruchem colta Hughes dał Sandersonowi do zrozumienia. Z wewnętrznej kieszeni marynarki Sanderson wyjął paczkę nowiusieńkich banknotów dwudziestofuntowych i połoŜył ją na stół.No to sobie coś zagramy. jest to po prostu nikomu nie znany człowiek. Drugie za nazwisko. po czym powiedział: .WłóŜ ją pan . . ani mikrofonu. Ŝe wprost ogłuszała.

Po dwudziestu minutach Sanderson wręczył mu dwie fotografie. Gdyby nie mógł pan tam być w poniedziałek. w dobrze zapieczętowanej kopercie. . Szczególnie w Europie. Dokładnie w tydzień później o wyznaczonej porze Sanderson zadzwonił do baru. Po prostu z zasady. Niewątpliwie Korsykanin. A skąd on ma mieć pewność. Czytał Figaro. no nie? A na to nie mam szczególnej ochoty.Czysta robota . szczupły. Ale nagle Hughes uśmiechnął się. to prześle mi pan resztę naleŜności. zgoda? . Hughes potrząsnął głową. ale wypłata po dostarczeniu nazwiska. Sanderson siedział w kawiarni na rue Miollin. Nie wiem. poczta Earl's Court. 17 2 . faktycznie była to nazwa miejscowości.Ile? . który juŜ od godziny stał przy kontuarze. .Około pięciu tysięcy funtów.txt ale nie dotykał ich. Jak pana szukać? .Znikąd. ale prędzej czy później znajdę sobie faceta do mojej roboty. czy gdzieś w tej knajpie nie siedzi jeden z pańskich goryli? Po drugiej stronie drutu trzasnęło. Ŝe nie zrobi mnie pan w konia? zapytał Hughes.MoŜe pan do niego zadzwoni . Wolę stracić siedemset funtów. 18 Strona 9 . w którym mnie pan dzisiaj widział. złoŜył ją i odłoŜył na bok. . Był to męŜczyzna. . . to on będzie czekał w tym samym miejscu we wtorek i w środę w południe. Ŝe ja pana nie wystrychnę na dudka? . miał ciemne włosy i oczy oraz kwadratową szczękę. O dziesiątej wieczorem. Musiałbym pojechać do niego i pogadać z nim osobiście. Na wszelki wypadek. Przez dobre dziesięć sekund patrzyli sobie twardo w oczy.JuŜ ja pana znajdę. co teraz robi.Tego teŜ nie wiem.No to niech pan dzwoni do baru. To by pana kosztowało jeszcze dwie stówy. Wie. . Barman przekazał słuchawkę Hughesowi. by pierwsza kolumna była na zewnątrz. .Za tydzień. Korsykanin przedstawił się jako Calvi. Okay? Sanderson skinął głową na znak zgody.zapytał Sanderson.zaproponował Sanderson.powiedział głos. Ŝe umowa niewaŜna. Tyle Ŝe gdybym to zrobił. Jak się pan z nim umówi na fest. Tym razem szczerze i jakby z szacunkiem.powiedział. . nazwisko Hargreaves.Monsieur Johnson? Sanderson opuścił gazetę.Na rue Miollin w ParyŜu jest kawiarnia .A skąd pan wie.MoŜe nawet znam takiego faceta . . w słuchawce rozległ się sygnał. .Nie wiem. Na poste restante.Dostarczę panu nazwisko i załatwię panu spotkanie z tym człowiekiem. I niech pan ma przy sobie gotówkę.Forsyth Opowiadania. Musi się pan z nim sam dogadać. Był poniedziałek.Kiedy więc będę miał to nazwisko? . Ale nie lubię. . Rozmawiali przez trzydzieści minut. jak się ze mnie robi wała. Ktoś odsunął stojące naprzeciwko niego krzesło i usiadł.Skąd mogę mieć pewność. JeŜeli pan tego nie zrobi. Ŝe on mnie nie wystrychnie na dudka? . nie poleconą przesyłką pocztową. Muszę się zorientować. . pięć minut po dwunastej. Hughes wcale nie był uraŜony.Nie mam zaufania do międzynarodowych telefonów . Będzie pan czytał Figaro. Potem koniec.Zgoda. . Sanderson pomyślał.Za duŜo jest podsłuchów. Ŝe posunął się za daleko. to pewnie by się pan na mnie odkuł. Zgarnął ze stołu pięćset funtów w całych banknotach i stertę połówek. Mój człowiek rozpozna pana. Niech pan tam będzie w poniedziałek w południe.odparł. . Mam dosyć pieniędzy na zapłacenie dwóch. Zwykłą. złoŜone tak.Skąd mam mieć pewność. w której się urodził. pierwsza kolumna była na zewnątrz.Pracował ze mną przed laty. . MęŜczyzna był wysoki. Jedna przedstawiała twarz męŜczyzny. Ŝe pan nazywa się Johnson. gdyby jeden się wściekł. to mój człowiek zostanie powiadomiony.

Od dziś za tydzień. Przedstawił się urzędniczce. dwa.Forsyth Opowiadania.I jeszcze jedno.Za tydzień.odparł tamten. Jeszcze przez jakieś dziesięć minut omawiali sprawy finansowe.Kiedy? . z których kaŜda zawierała 500 funtów. . poza tym policja hiszpańska potrafi być szczególnie niemiła dla pewnego gatunku turystów. chodziło o sprzątnięcie jakiejś niczego nie podejrzewającej osoby. MęŜczyzna znowu skinął głową.W takim razie muszę mieć sposób na skontaktowanie się z panem. chodzi oczywiście o pańską reputację. Korsykanin wciąŜ się uśmiechał. jednakŜe gdyby go przyłapano na szmuglu broni. Ŝeby się zorientować. białą willę. czy nikt za nim nie idzie.przytaknął. Calvi uśmiechnął się krzywo. Wszedł jeszcze do księgarni na rue de Rivoli. Z pewnością któryś z nich poŜyczy mu swoją spluwę. Ŝadnych śladów. .powiedział. Kiedy Anglik odszedł. . W odpowiedzi Sanderson napisał kilka cyfr na kawałku papieru i wręczył go Calviemu. a następnie dziesięć minut w lokalu linii lotniczej Iberia.zaznaczył Sanderson. najwyŜej trzy . Robota połączona z wyjazdem jest zawsze droŜsza. . Zamówienie było proste. Po chwili porzucił jednakŜe tę wersję planu.Potrzebna mi jest druga część forsy. Strona 10 . po czym Sanderson wręczył Calviemu dwie rolki banknotów. po czym udał się do innej kawiarni w centrum miasta. Calvi patrzył za nim uwaŜnie. panie Johnson. równieŜ wieczorem. Playa Caldera. byłaby to oczywiście nie francuska. Dzięki palestyńskim porywaczom kaŜdy pasaŜer był szczegółowo rewidowany na lotnisku Orly. a następnie w trzy kolejne poniedziałki pomiędzy godziną siódmą trzydzieści a ósmą rano moŜe mnie pan zastać pod tym numerem telefonu w Londynie. Czerwcowe słońce przygrzewało. Ale przypomniał sobie. Mógłby pojechać pociągiem ParyŜ19 -Barcelona i zaryzykować graniczną kontrolę celną. Zamówił sobie równieŜ bilet z ParyŜa do Walencji na samolot przybywający do Walencji wieczorem w dniu rezerwacji hotelowej oraz powrotny.a Hiszpanie mają bardzo staroświeckie podejście do zawodowych rewolwerowców. z którą rozmawiał przez telefon. po czym pojechał do swojego mieszkania na przedmieściu. Byli to ludzie. O samolocie nawet mowy nie było.To musi być zrobione pomiędzy trzecią a czwartą po południu . czeka mnie w najlepszym razie trzydzieści lat więzienia i to hiszpańskiego. Proszę nie szukać adresu tego mieszkania. Ŝe ma w Hiszpanii jeszcze całkiem dobre kontakty. ozdobioną jaskrawoŜółtymi okiennicami. śeby nie było Ŝadnej fuszerki. Wreszcie Korsykanin wstał. zapłacił rachunek i wyszedł na miasto. Na drugiej widać było małą.Proszę mi natychmiast dać znać. no i Ŝeby się panu poszczęściło. jako Calvi. . Pomyślał sobie. Korsykanin kiwał głową z namysłem. Villa San Crispin. Czysta robota. do hotelu Metropol najlepszego w całym mieście . tłumaczył Korsykanin. Spędził dobre pół godziny w hiszpańskim biurze turystycznym. a drugi na nazwisko figurujące w jego paszporcie. Gdybym wpadł. MoŜe pan być spokojny.i zamówił z dwutygodniowym wyprzedzeniem dwa pojedyncze pokoje: jeden na nazwisko Calvi.Zrobi się . i przyrzekł potwierdzić listownie rezerwację. . . . jak go poprosi. Ŝe ci ludzie nie mają nic do roboty i pewnie od rana do wieczora plotkują. . przy czym powrót do ParyŜa miał nastąpić nazajutrz.txt z tyłu była opatrzona napisem Major Archie Summers. Nie będzie Ŝadnych śladów. . którzy raczej woleli Ŝyć na wybrzeŜu między Alicante a Walencją niŜ podejmować ryzyko powrotu do Francji. Wreszcie Sanderson wstał. Problem polegał na tym. Ŝadnej fuszerki. TegoŜ wieczoru zatelefonował do Walencji.Panu.śaden problem . pochodzące z czasów działalności organizacji OAS.zapytał. w której spędził następne dwie godziny. ale mnie o Ŝycie. Ondara. jak przeszmuglować rewolwer do Hiszpanii. Alicante. lecz hiszpańska policja . a on oddał się intensywnym rozmyślaniom. .

Calvi wolałby posłuŜyć się rewolwerem. którego zawsze uwaŜał za człowieka nieskazitelnie uczciwego. dodał. miał bowiem około trzynastu centymetrów długości. wiedział. Browning miał lufę wystającą na półtora centymetra. a więc dosyć cięŜka. połowa huku strzału wydobywa się przez otwarty zamek i w ten sposób tłumik umieszczony na końcu lufy wygasza dźwięk jedynie w pięćdziesięciu procentach. wypalił dwa papierosy. List był krótki i rzeczowy. poprosi o nią w imieniu Calviego. Kiedy wybiła północ. który był fachowcem. Właśnie dlatego nazywa się je bronią automatyczną.Ŝe gdyby ksiąŜka została przechwycona. jak wrzucił do kanału colta 38. mające zazwyczaj wielkość korka od szampana. kiedy podając swoje prawdziwe nazwisko. Wiedział. Wnętrze jej wysmarował gęstym klejem i czekając. UłoŜone obok siebie części pistoletu. Był ostroŜnym człowiekiem i nigdy dwa razy nie uŜywał tej samej broni. to w chwili. Calvi wyłoŜył wgłębienie skrytki sztuczną gąbką. Kiedy pocisk opuszcza lufę. kupionego przed dwoma miesiącami w Belgii. Potwierdził rezerwację dwóch pojedynczych pokojów. UŜywając flamastra nakreślił teraz na 21 kawałkach sztucznej gąbki zarysy poszczególnych części pistoletu i nowym skalpelem powycinał odpowiednie wgłębienia dla kaŜdej z nich. nie zmieściłyby się w skrytce. W ten sposób powstała skrytka 15x17 cm. wobec czego Calvi wsunął magazynek do uchwytu. mają ruchomy zamek. List podpisał lewą ręką nazwiskiem Calvi. czterysta stronic ksiąŜki nie da się juŜ nigdy przekartkować. jak domowa gaśnica. rękojeść i zamek równolegle do siebie. w odróŜnieniu od rewolwerów. Znajdujące się pomiędzy nimi czterysta stron mocno ścisnął i przytwierdził do kuchennego stołu za pomocą dwóch klamer stolarskich. którą poprzednio starannie zwaŜył na kuchennej wadze. kaŜda w swoim łóŜeczku. by wysechł. kiedy zamek się otwiera. jakie oglądamy często na ekranach telewizorów. mieszcząca się w skrytce ksiąŜki. Calvi. nasycił świeŜą warstwą kleju i zamknął ksiąŜkę. Następnie Calvi nakrył wgłębienie cienką warstwą gąbki.i słusznie .txt Czekając na połączenie z Walencją zdąŜył napisać list do hotelu. Ale w ułamku sekundy. zaraz po tym. Zakupionym przed kilkoma godzinami cienkim skalpelem zaczął teraz wycinać w zbitych ze sobą stronicach wgłębienie w formie prostokąta. jedynie chyba w wyobraźni autorów scenariuszy filmowych. Tłumik. zakleił go. kazał sobie przesłać z ParyŜa do hotelu Metropol ksiąŜkę na temat historii Hiszpanii i prosił. są tak mało skuteczne. wydrukowana na doskonałym papierze. Ŝe poniewaŜ pan Calvi przed przybyciem do Walencji będzie w długiej podróŜy. Ŝe jest niewinny i Ŝe po prostu oddał przysługę przyjacielowi. leŜały juŜ spokojnie. niejakiemu panu Calvi. Calvi wykombinował sobie . opatrzył 20 znaczkiem. głęboka na siedem i pół centymetra. Ŝeby mu ją przechowano do jego przyjazdu. Koniec lufy został nagwintowany dla umocowania tłumika. którą ktoś usiłowałby ugasić wybuch Wezuwiusza. pozostawiając dokoła margines szerokości około czterech centymetrów. Tłumik pistoletu automatycznego nigdy nie jest całkowicie skuteczny. Wtedy niewątpliwie zdąŜy obrócić się na pięcie i zbiec. a tłumik umocowany pionowo wzdłuŜ grzbietu ksiąŜki. dziewiątkę. Ŝe wszystko się sypnęło. Albowiem pistolety. Była to rzeczywiście historia Hiszpanii. po czym zabrał się do ksiąŜki. wyraz twarzy recepcjonisty hotelowego z pewnością wskaŜe mu. będzie mógł twierdzić. Ŝe tłumiki. PołoŜył ją na podłogę i przycisnął blatem odwróconego Strona 11 . który leŜał pośród części browninga.Forsyth Opowiadania. lufa. był największym przedmiotem do schowania. którą zakupił tegoŜ popołudnia. broń automatycznie repetuje. Odgiął okładki i złączył je solidną gumową opaską. opasłe tomisko z mnóstwem fotografii. ale potrzebna mu była broń płaska. RozłoŜył na części małego browninga. Ŝe kiedy klej stwardnieje. A nawet gdyby go złapano. kosztowne. aby wyrzucić łuskę i wprowadzić nowy nabój do komory. łącznie z tłumikiem i magazynkiem. aby zaoszczędzić miejsca. którym posłuŜył się do wykonania innej roboty.

zamknął ją na klucz. Znajdujące się w nim kule miały usuniętą połowę ładunku prochu.txt do góry nogami stołu. W pokoju Calvi obejrzał dokładnie kopertę. toteŜ Calvi zamknął ją rozgrzanym na gazowej kuchence ostrzem swojego scyzoryka. Recepcjonista przeczytał list. Paląc papierosa i przyglądając się arenie do walki byków. przeciągnięty przez dwie dziurki. Było wściekle gorąco i trzydziestka pasaŜerów denerwowała się z powodu długiego oczekiwania na bagaŜ. Ŝe zostanie nadana na pociąg i dotrze na miejsce przeznaczenia dopiero po dziesięciu dniach. o północy połoŜył się do łóŜka. Ponownie ją zwaŜył. z tych. niestety nie mógł przyjechać i Ŝe nazajutrz. Słońce właśnie zachodziło. klucz wsadził do kieszeni i wyszedł na balkon. Zjadł doskonały obiad. Na koniec Korsykanin wsunął swój skarb do jeszcze jednej. który doskonale pasował do atmosfery eleganckiego starego hotelu. Celnik otworzył ją i przejrzał uwaŜnie. Otwierano ją. Była teraz tylko kilka gramów cięŜsza niŜ poprzednio. Valencia. Obejrzawszy sobie wręczony mu paszport. Pod drzewami stały długie rzędy samochodów i cierpliwie czekały na 22 swoich właścicieli. upowaŜniający go do odbioru paczki. co oznaczało. rozciął scyzorykiem i wyjął części pistoletu. Wydrukował na dziecinnej drukarce naklejkę z adresem znanej księgarni. Calvi postanowił powrócić tu następnego dnia i wybrać sobie odpowiedni wehikuł. którzy przyjechali z ParyŜa na sześciotygodniowy pobyt. i z pewnością po prostu ją zamknie. podziękował za przyrzeczenie uregulowania rachunku Calviego i wydał Korsykaninowi paczkę. Calvi wyciągnął ją. Korsykanin wyszedł pierwszy z budynku i udał się na postój taksówek. takiej jakiej uŜywają wydawcy. które zamykają się na metalowy klips. opłaci obydwa rachunki. Nawet przy zmniejszonym ładunku dziewięciomilimetrowy pocisk przebija bez trudu ludzką czaszkę z odległości trzech metrów. a ksiąŜkę zwykłą. Chyba tylko noŜem moŜna by ją otworzyć. PołoŜył pistolet na dno szafy. nakręcił tłumik na lufę i sprawdził zawartość magazynka. Nazajutrz rano wysłał list pocztą lotniczą. Ŝe o ósmej rano odlatuje samolot do Madrytu. Recepcjonista hotelowy był niezwykle uprzejmy. Ŝe duŜa jego część odgrodzona była od gmachu szpalerem rozłoŜystych wysokich drzew. jedną niewielką walizkę. a adres odbiorcy napisał na maszynie. nie poleconą przesyłką.Livres" . Ŝe jego przyjaciel. Zmontował go. Strona 12 . Koperta wykonana była z polietylenu. a Calvi z zasady nigdy nie strzelał z większej odległości. pan Calvi. Przyniósł z biura paczkę z ksiąŜką. Brzmiał on: Monsieur Alfred Calvi. WciąŜ miał na sobie szary. Ale w środku w nie naruszonym polietylenowym opakowaniu spoczywała nietknięta ksiąŜka. Brakowało teŜ kropelki kleju. metalowe klipsy były odgięte. Ŝe w środku znajduje się po prostu ksiąŜka. zakupiony u jednego z najekskluzywniej szych krawców ParyŜa garnitur. Wreszcie wsunął tę dziwną historię Hiszpanii do grubej koperty. przy wyjeździe. zobaczy poprzez przezroczysty polietylen. Ŝeby strzał był cichszy. Gdy celnik zechce otworzyć przesyłkę.Forsyth Opowiadania. Calle de Jativa.Impresos . rozmyślał o jutrzejszym dniu. zwykłej juŜ koperty. Korsykanin wyjaśnił mu. Hotel Metropol. Następnie pokazał list Calviego. Od recepcjonisty dowiedział się. i kazał się obudzić o szóstej. Po drodze obejrzał sobie pobliski parking i z zadowoleniem stwierdził. Calvi miał bagaŜ ręczny. kiedy samolot linii Iberia wylądował na Campo de Manises. Jeszcze wydrukował naklejkę z napisem "Libros . a następnie z powrotem zaciśnięte. Potem pojechał taksówką do miasta. Po godzinie była juŜ twarda jak kamień. natychmiast przypomniał sobie rezerwację i list z jej potwierdzeniem. O dziewiątej zszedł na dół.i wszystko było gotowe. Espagne. Byli to przewaŜnie właściciele willi nadbrzeŜnych. aby chronić wartościowe ksiąŜki. jaką Calvi umieścił na jednym ze spinaczy.

plaŜe wzdłuŜ szosy ciągnęły się niby złota wstęga. Stanął przy wejściu do budynku i przyglądał się zajeŜdŜającym samochodom. prowadzącą na południe do Alicante.txt Nazajutrz o siódmej wyprowadził się z hotelu i taksówką pojechał na lotnisko. Strona 13 . wymalowane na kafelku wpuszczonym w kolumienkę przy furtce. jasnoniebieską sportową koszulę i granatową nylonową wiatrówkę. zapinaną z przodu na błyskawiczny zamek. zamieszkałych przewaŜnie przez cudzoziemców. Zapłacił i opuścił lokal. Człowiek. Zdecydował się na seata. Pistolet owinął ręcznikiem i włoŜył do wydobytej z walizki miękkiej torby lotniczej. Calvi poszedł do toalety. Całe wybrzeŜe skąpane było w porannym słońcu. zdjął szare ubranie i włoŜył dŜinsy. Ŝe Playa Caldera leŜy półtora kilometra od miasta. Walizkę zdeponował w przechowalni bagaŜu. Dyskretnie przyjrzał się bocznej furtce. czyli starego hiszpańskiego fiata 600. dochodziła pierwsza. toteŜ podróŜ trwała aŜ dwie godziny. Wrócił do samochodu i pojechał do Ondary. Upał był straszny. Pora na obiad. Ŝe ma do wyboru simcę. Oszklone 24 drzwi. Ŝe tylko niskie ogrodzenie oddziela rudą ziemię pomarańczowego sadu od ogrodu willi z Ŝółtymi okiennicami. jaguara i seata. Odległość pomiędzy Walencją a Ondarą wynosi dziewięćdziesiąt pięć kilometrów. Kiedy wreszcie znalazł domek o białych ścianach i Ŝółtych okiennicach. Przerzucił torbę lotniczą przez ramię i powolnym krokiem udał się w kierunku plaŜy. powietrze nieruchome. Wjechał do Ondary i minął Hotel Palmera. o którego mu chodziło. prowadzące z salonu willi do ogrodu. którzy właśnie zajechali na parking. Zaparkował wóz w pobliŜu ścieŜki. i zaparkował samochód dobre dwanaście metrów od willi. przechadzał się po ogrodzie i podlewał kwiaty. gdzie -jak wiedział mieszkał generał Raoul Salan. mercedesa. Zaczął się rozglądać za dobrze znaną mu z dawno juŜ z ostroŜności zniszczonych fotografii willi San Crispin. aŜ dwaj męŜczyźni. co było dość niezwykłe w tej części Hiszpanii w połowie lipca. Odczekał. Silnik zapalił natychmiast. Spoza zasłony drzew stwierdził. po czym podszedł do małego czerwonego samochodu. upstrzona tylko brązowymi ciałami opalających się na nich ludzi. Korsykanin spojrzał na zegarek. Zamek trzasnął. Zjadł duŜy talerz krewetek i wypił dwie szklanki miejscowego białego wina. Było juŜ południe. Ŝe jest otwarta. Kiedy znalazł się znowu w drodze na Playa Caldera. potwierdził swoją rezerwację na wieczorny lot do Madrytu i poszedł na parking. Z rękawa wyjął kawałek metalowej rury. deszczowe chmury zaczęły się zbierać nad jego głową. gdy znalazł się w dzielnicy malowniczych domków. Stwierdził. Sprawdził nazwisko właściciela. Do godziny trzeciej siedział w barze Valencia na ulicy Doktora Fleminga. Ŝeby do środka przedostawało się powietrze. Nie chciał teraz pytać o drogę. Calvi skoczył szybko do wozu i ruszył z parkingu prosto na nową autostradę nadmorską nr 332. wsiadających do madryckiego samolotu. prowadzącej do pomarańczowego gaju. Poinformowano go. oddalą się. notował ich marki i numery rejestracyjne oraz wygląd ich właścicieli. 23 Kiedy samolot wystartował. Poszedł w górę wąską ścieŜką przez pomarańczowy gaj za rzędem jednorodzinnych domków. Calvi wszedł na taras obserwacyjny i zauwaŜył czterech z nich. Otworzył maskę i spiął dwoma przewodami akumulator i cewkę rozdzielacza. słychać było groźny pomruk dalekich jeszcze grzmotów.Forsyth Opowiadania. były szef organizacji OAS. wsunął pistolet za pasek. W siedmiu znajdowali się pojedynczy kierowcy w ciemnych garniturach. ale było ono zupełnie nieruchome. wsunął ją za klamkę i szarpnął. zasunął suwak wiatrówki po samą szyję i ruszył pomiędzy drzewa. Spojrzał na swoje notatki i stwierdził. horyzont ginął w oparach rozedrganej mgiełki. poniewaŜ jest to najpopularniejszy samochód w Hiszpanii i daje się łatwo otworzyć. Jechał wolno. Droga prowadzi przez gaje pomarańczowe Gandii i Oliwii. otwarte były na ościeŜ.

ktoś wszedł do pokoju. Był jednak człowiekiem Ŝyczliwym. dorywcza praca.Nikt pana nie widział? Nie było Ŝadnych świadków? .Jakaś kobieta. w którym panowała całkowita cisza.Wszystko poszło gładko. Bez biurokracji. Major nie Ŝyje. Wydawał się zdenerwowany. Ŝadnych przygotowań. Nawet całkiem niebrzydka. Anglik spojrzał na Korsykanina z przeraŜeniem w oczach. Ŝe jego pracownicy nie mają ubezpieczeń społecznych. Jeszcze nigdy takiego nie zatrudniał. Wręczył Korsykaninowi naleŜne mu pięć tysięcy funtów szterlingów. Korsykanin przyklęknął i poszukał pulsu swojej ofiary. . Ŝe zrozumiał. czego chce. a jeŜeli stwierdzał. silnym akcentem irlandzkim.Korsykanin wstał od stolika i gestem pełnym satysfakcji poklepał się po prawej górnej kieszeni marynarki. . Chodziło po prostu o szybki zarobek dla wszystkich. Widząc zmienioną twarz swojego klienta.Nie . Potem ruszył powoli po plecionej macie pokrywającej podłogę i znalazł się w drzwiach gabinetu pana domu.To znaczy. . rozumiesz? śadnych pytań.ChociaŜ. Rozległy się dwa głuche puknięcia.Tak. Wszyscy mieszkańcy willowej dzielnicy oddawali się poobiedniej sjeście. nie odmawiał mu szansy.powiedział uspokajająco. niestety. . Od lewej strony. z przyległego do salonu pokoju dochodził dźwięk stukania na maszynie. a zwłaszcza dla pracodawcy. proszę pana . . choć tak naprawdę nie bardzo wiedział. . McQueen patrzał na niego z uwagą. Pierwsze krople deszczu zaczęły spadać na liście pomarańczowych drzew. . Na ryczałt.Forsyth Opowiadania. Ŝe pieniądze są dobre. . .I co? Obeszło się bez Ŝadnego problemu? Calvi uśmiechnął się i potrząsnął głową. a o bezpieczeństwie i higienie pracy w ogóle mowy nie ma. Dostał dwie kule w serce i jedną w głowę. Czy wiesz. Calvi ucieszył się. ale płacę gotówką. Korsykanin poklepał go przyjaźnie po ramieniu. Major Summers z pewnością nie zdąŜył sobie niczego uzmysłowić. ani składka na ubezpieczenie zdrowotne.Wysoka? Brunetka? . Ŝe jest to piekielnie cięŜka robota? . Ŝe człowiek wyraźnie potrzebuje pieniędzy i jest gorliwy.Jest to szybka. w którym wszedł na kamienne schodki i dotarł do oszklonych drzwi salonu.Właśnie. który człowiek ten trzymał w ręku. Calvi zadzwonił do Sandersona jeszcze z Walencji i Sanderson natychmiast poleciał do ParyŜa. ale tej juŜ chyba nawet nie poczuł. Calvi wydobył pistolet.zapytał z właściwym mu.Nie. Ulewa runęła dokładnie w momencie. W IRLANDII NIE MA śMIJ McQueen zza biurka spojrzał sceptycznym wzrokiem na nowego kandydata do pracy. 25 . .txt Przeskoczył niski płot i znalazł się w ogrodzie.Czy wiesz.Powiedziałeś. monsieur . o co chodzi. Zastrzeliłem ją z miejsca. co to znaczy? . Trzecia z odległości pół metra trafiła go w skroń. . proszę pana. Wiedział. Następnego wieczoru w kawiarni na rue Miollin spotkali się dwaj męŜczyźni: morderca i jego klient. pewnie Ŝeby zamknąć okna. MoŜe nawet zauwaŜył przedmiot. Kandydat do pracy skinął głową na znak. wstał i ruszył w stronę drzwi. Dwie kule przebiły pierś majora. Ŝe gwałtowne dudnienie deszczu o czerwone dachówki willi zagłuszy wszystko inne. niewiele głośniejsze od uderzeń kropel deszczu w dach. kiedy juŜ stałem nad zwłokami. Ŝe nie będzie potrącany ani podatek. Potem podniósł głowę. bo lało jak z cebra. W porządku? Chodziło mu o to. przez chwilę stał nieruchomo pośrodku salonu.Kto to był? . Mógł jeszcze dodać.Niech się pan nie martwi. Ŝeby zapytać. MoŜe zobaczył stojącego w drzwiach człowieka i wstał. To była czysta robota. Ŝe kończysz w tym roku medycynę w Akademii Strona 14 .odpowiedział kandydat. pod sam koniec.

i gorąco aprobował etykę pracy obowiązującą w protestanckim Ulsterze. Ram spędził niedzielny poranek na transportowaniu z Belfastu swoich rzeczy. Codzienne przyjazdy z Belfastu i z powrotem to zbyt wielka strata czasu. zajechała kwadrans po szóstej.dobrze by było. Pracujemy od siódmej rano do zachodu słońca. Strona 15 . Okay? . która była katoliczką. . Ŝeby zająć się leczeniem swoich rodaków.txt Medycznej imienia Królowej Wiktorii? Tamten znowu skinął głową. a następnie na studenta. chociaŜby ze względu na bliskość dworca.Harkishan Ram Lal . siedząc w obskurnym biurze w Bangorze. Powiem mu. a wylewam cię z miejsca. by przeŜyć do okresu egzaminów. . Staw się tam w poniedziałek rano. Spojrzał na grupę dwunastu robotników. proszę pana. a potem zacznie zarabiać w zawodzie. . Obliczył sobie. . 27 uwaŜał. Ale punkt był dobry. Jeszcze rok. McQueen. Praca cięŜka. których juŜ znał.Będziemy ci mówić Ram .Rozumiem. Miał jeszcze trochę czasu. Było to całe jego śniadanie. Był słoneczny. prowadzona przez jednego z robotników. w których oknach znajdowały się napisy o wolnych pokojach ze śniadaniami. myśląc o gorącym słońcu i brązowych wzgórzach rodzinnego PendŜabu.Kandydat zwrócił się juŜ do drzwi.Forsyth Opowiadania. jasny. Płacimy od godziny. Harkishan Ram Lal nie wiedział. z którego co rano odjeŜdŜała tuŜ po wschodzie słońca cięŜarówka wioząca ludzi do pracy. wyłącznie samemu sobie. Postanowił czekać. Szefem grupy jest Wielki Billie Cameron. Popołudnie przeleŜał na łóŜku. rozporządzające poobijaną cięŜarówką i kilkudziesięcioma starymi młotami. Większość domów. Ŝe latem napływało do miasta wielu sezonowych robotników. Znalazł otwartą kawiarnię i wypił dwa kubki mocnej herbaty. niezaleŜnie od tego. Brygadzista spojrzał na niego. Przez brudne okno Ram mógł obserwować zbocze nasypu kolejowego. których główną część stanowiły ksiąŜki medyczne. i skinął im głową na powitanie. czy lepiej czekać w pobliŜu.Jak się nazywasz? . Ŝe w ciągu lata zarobi dość pieniędzy. którego zatrudnił McQueen? zapytał. okazywała się przepełniona. którzy potrzebują pieniędzy na uzupełnienie stypendium. jeszcze jeden rok praktyki szpitalnej i powróci do domu. Takie były jego marzenia.W porządku . W sobotę wieczór znalazł sobie tani pokój w obskurnym hoteliku w połowie Railway View Street. na której znajdowały się najtańsze hotele w mieście. kiedy tylko Ram pojawiał się w drzwiach. Ale i to prawda. McQueen zerknął na ołówek. Dwadzieścia pięć minut po szóstej przyjechał własnym samochodem szef grupy. Student wyszedł.Dobrze. unosząc ołówek. Ŝe przyjdziesz.CięŜarówka zabiera ludzi z placu przed dworcem głównym o szóstej trzydzieści. Ŝe zawdzięcza wszystko.A teraz masz wakacje? Znowu skinięcie głowy. Otoczyło ją dwunastu ludzi.To ty jesteś ten czarnuch. Poobijana cięŜarówka. po którym mknęły pociągi przyjeŜdŜające tu z Belfastu. ale dobrze płatna. co w Ŝyciu zdobył. a będzie dyplomowanym lekarzem. .powiedział . umył się w zimnej wodzie i tuŜ po szóstej był na dworcu. Znalezienie pokoju nie było łatwe. miała wolne pokoje. To prawda.odparł student. w Irlandii Północnej. Kandydat do pracy był widać jednym z tych studentów. Piśniesz jedno słowo władzom. Ŝe pani McGurk. W ręku trzymał listę McQueena. . na spis nazwisk.powiedział i wpisał to imię na listę. gdzie znajdowało się jego nędzne przedsiębiorstwo rozbiórkowe. Nie mógł więc zawieść nadziei człowieka o podobnych zasadach. . jak ten człowiek wyglądał.powiedział McQueen. 28 W poniedziałek Ram wstał za kwadrans szósta. czy podejść do nich i przedstawić się. Zaparkował wóz w bocznej uliczce i podszedł do cięŜarówki. na północnym wybrzeŜu hrabstwa Down. Wtedy Hindus podszedł bliŜej. Kiedy zaczynam i gdzie? . lipcowy dzień w Bangorze. panie McQueen. gdybyś sobie znalazł mieszkanie w Bangorze. .Jeszcze jedno .

zawołał Burns do swoich kolegów.wskakuj do tej cholernej cięŜarówki.Nie był oburzony. . Burns zastanawiał się przez chwilę. intrygującą zabawkę.Jutro kupię pojemnik i wezmę ze sobą jedzenie . Ŝeby poprosić gospodynię o przygotowanie mi go. . ostoją protestanckiej większości we wszystkich sześciu hrabstwach. Zatrzymał Strona 16 . .odpowiedział Ram Lal. Ram znalazł się przy tylnej klapie obok małego. Dwa małe oczka obrzeŜone bladymi rzęsami patrzyły pogardliwie na drobnego. niebieskich oczach. co? Ram potrząsnął głową. Burns spojrzał na półbuty Hindusa. Ram będzie mógł pomóc. Wielki Billie nie był zadowolony z tego. Ŝe są to nazwiska ludzi pochodzenia szkockiego.Jesteś protestantem czy katolikiem? .Musisz mieć parę solidnych butów. co zobaczył.Mnie nie dotknie palcem .spytał z zainteresowaniem. jakby któremu z nas coś się stało. Craig spojrzał na Rama. .Czym ty się naprawdę zajmujesz? . To zakończyło dalszą konwersację do chwili.warknął . . Ram Lal obiecał.spytał. który.Forsyth Opowiadania. Teraz miał na nogach olbrzymie buciory o stalowych podkówkach i nabijane gwoździami. w jaki sposób wielki Billie Cameron zasłuŜył na swój przydomek. by wiedzieć.powiedział.Ty nie zajmowałeś się nigdy taką pracą. muskularnego faceta o wesołych. bo zmarnujesz sobie nogi. nazywał się Tommy Burns. Ram mieszkał wystarczająco długo w Belfaście. Wbił wzrok w brezent naprzeciwko.Hej! .Nie .warknął Wielki Billie. Billie.stwierdził Burns .odparł cierpliwie Ram. Boyd i Brown. Miały gumowe podeszwy.zapytał wreszcie.zapytał starszy robotnik nazwiskiem Patterson. które dostało nową. W czasie jazdy Cameron siedział w szoferce nie oddzielonej od skrzyni wozu. jak się okazało. Nie moŜna było mieć wątpliwości co do tego. . Munroe.z PendŜabu.odpowiedział Ram Lal . . Patterson. Mierzył metr osiemdziesiąt osiem centymetrów bez butów. .zapewnił Ram.Trzeba jeść drugie śniadanie . Tommy Burns ucieszył się. Głowę otaczała aureola rudych włosów.uśmiechnął się Ram. .To tak jakbyś juŜ był prawdziwym lekarzem! Hej.txt Ram Lal zatrzymał się. Ŝe byli przysięgłymi prezbiterianami. . Splunął przed siebie. .powiedział . prowadzącej do Newtownards. Ŝylastego Hindusa.poganin! Z twarzy Rama Lala zniknął uśmiech.A gdzie to? . Brownów było dwóch. . Burns zaczął przedstawiać Rama pozostałym robotnikom.Dobra .PendŜab jest częścią Indii . . .Z Indii . Zachowywali się przyjaźnie i pozdrowili Rama skinieniem głowy. gdzie na dwóch drewnianych ławach siedziało dwunastu robotników.Było za wcześnie. Kierowca skręcił z Comber na północny zachód i po trzech kilometrach wjechał w prawo na wyboistą drogę. jak dwie kłody drzewa. Robimy sobie herbatę na ognisku. . .odpowiedział Ram. Ŝe kupi parę wojskowych butów.Nazywam się Harkishan Ram Lal . . Jechali na południe od Bangoru po wyboistej szosie. .Ani jednym. . . Przejechali juŜ przez Newtownards i kierowali się dalej na południe drogą A 21 w stronę miasteczka Comber. ani drugim . . .No tak . co znaczyło.i pierwsze teŜ. gdy przyjechali na miejsce pracy. Robił wraŜenie przyjaznego. jeŜeli znajdzie wieczorem otwarty sklep.Ten człowiek nie jest chrześcijaninem! .Czy wziąłeś drugie śniadanie? .Moją religią jest hinduizm.Jestem studentem medycyny na uniwersytecie imienia Królowej Wiktorii w Belfaście .Skąd pochodzisz? . . po prostu zaciekawiony jak dziecko. 29 Cameron obrócił się. Z jego szerokich barów zwisały potęŜne ramiona.Mam nadzieję otrzymać dyplom w przyszłym roku. Nazywali się Craig.

pomiędzy krokwiami ukazywały się wielkie ziejące pustką dziury. ZamoŜni ludzie pragnęli wszak. ale rusztowania są kosztowne. Jeden z robotników podszedł z własnej inicjatywy do budynku.To jest to. w wysoką trawę. O drugiej mieli przerwę na obiad. Ŝeby nie zaśmiecali rzeki gruzem. napełnił kubek i podał go Ramowi. pomiędzy zielska. Wiecie. Miały wiele zadraśnięć i krwawiły. Pragnął. ale 30 zostały przed laty zamknięte. O dziesiątej zeszli po rozchwianych wewnętrznych schodach na śniadanie. jedna z dwóch. Do czasu kiedy jedno z nich pośliznęło się i złamało nogę. Zwalali więc dachówki na drugą stronę budynku. Jej wody poruszały wielkie koła wodne gorzelni. Przez całe to pierwsze przedpołudnie pracowali wysoko na dachu. W miarę jak znikały dachówki. Ŝe gdyby któryś z nich stracił grunt pod nogami i zaczął się ześlizgiwać z dachu. Zanotował w pamięci.Forsyth Opowiadania. No. Ram Lal nic nie jadł. wyblakłe w słońcu cegły i stare drewno osiągały wysokie ceny. Ŝe dobrze wyjdzie na tej transakcji. które słuŜyło niegdyś do składowania słodu. Właścicielem był potomek zuboŜałej szlacheckiej rodziny. . Strona 17 . rozbił je.Czy wy tam w Indiach macie herbatę? . Ŝeby zadanie zostało wykonane jak najtaniej. ale potrzebne byłyby kosztowne maszyny. a odjeŜdŜały z beczkami pełnymi whiskey. które w tych stronach niegdyś produkowały dobrą irlandzką whiskey. Wypił ją z trudem. Gromadka robotników stała przy swoim sprzęcie. ZaprzęŜone w konie wozy przywoziły traktem słód. Zrobili następny garnek herbaty. wyrwał drewniane drzwi.No juŜ. Widział. McQueen przygotował juŜ nawet umowę na sprzedaŜ pokątnemu budowniczemu zdatnego do uŜytku drewna i setek ton starych cegieł. chłopaki . Wykorzystywano je do budowy nowych. a więc stare. Wtedy rada hrabstwa zainteresowała się tym miejscem. co trzeba robić. Nie lubił wysokości. krzewy i zarośla pokrywające teren gorzelni. Powiedziano im. Ram Lal spojrzał na czteropiętrowy budynek i przełknął ślinę. Ludzie opasali się sznurami i połączyli je w ten sposób. SpoŜyli je na trawie.zapytał. . Dachówki nie były przeznaczone na sprzedaŜ.txt się na skraju lasu przed budynkiem wyraźnie przeznaczonym do rozbiórki. zrywali je więc rękami i zrzucali w dół. Rzeka płynęła od Dundonald do Comber i wpadała do zatoki Strangford. Była to dawno opuszczona wielka gorzelnia. Zaparzono herbatę. był ubezpieczony przez następnego. słuŜące do wyciągania gwoździ. cięŜkie młoty o krótkich rękojeściach i najrozmaitsze piły do cięcia drewna. Wielki Billie i jego zespół rozporządzali tylko łomami i młotami. Całe towarzystwo zabrało się do zjadania grubych sandwiczów. Jedynym zabezpieczeniem były parciane pasy ze sprzączkami i kilkaset metrów lin. metrowe haki o zakrzywionych i rozszczepionych końcówkach. słodka i blada. Tommy Burns wypił herbatę. Ŝeby sobie kupić taki sam. a to budzi pragnienie. Były tam wielkie młoty o głowicach waŜących cztery kilo. MoŜna by to zrobić szybciej. aby ich domy wyglądały na stylowe. McQueen wiedział. Ŝe będzie pracował w kurzu. Podjął się go McQueen. ToteŜ podniszczone. Zaczynamy od dachówek. Herbata była podłego gatunku. ale wyglądających na stare. podarł jak kartę do gry i rozpalił ognisko.zawołał Wielki Billie. Wkrótce w menaŜce zagotowała się zaczerpnięta z rzeki woda. uznała je za niebezpieczne i nakazała właścicielowi rozebrać budynek. 31 Ram Lal przyjął podany mu kubek. . Ta sama woda słuŜyła równieŜ do produkcji trunku. Z wyjątkiem Rama Lala wszyscy byli zaopatrzeni w emaliowane kubki. Pod nimi znajdowała się podłoga najwyŜszego piętra. Bolały go wszystkie mięśnie. Stała tuŜ przy rzece Comber. kiedy cięŜarówka odjechała. dwumetrowej długości łomy. Ram Lal obejrzał sobie ręce. Miejscowe dzieci włamały się oczywiście do budynku i uwaŜały go za idealny teren zabaw. Gorzelnia była juŜ od dawna nieczynna. will dla rozmaitych bossów.

Musiał zarobić tak potrzebne mu pieniądze. parszywy Murzynie. .zapytał Wielki Billie. Ktokolwiek znajdzie się na jego szczycie. który siedział naprzeciwko w kręgu ogniska. Kiedy się odezwał. rozbierać wiązania dachu. . Jego zakup wymagał uzyskania specjalnego pozwolenia. ale pracował dalej. by nie zanieczyścić rzeki. robotnicy rozbierali teraz cegły. . .Jesteś pewnie głodny. Był obolały. .powiedział spokojnie. w jaki będą zwalali duŜą część zewnętrznego muru na poziomie trzeciego piętra.Wyjaśnijmy najpierw jedną sprawę . Stali przy tym w niebezpiecznych pozycjach na resztkach desek podłogi. nie jestem głodny . kiedy wróciła cięŜarówka. Robotnicy siedzieli z rozdziawionymi ustami. Poczerwieniał na twarzy. . .Ten mur zawali się lada chwila .Kiedy mur zacznie drgać.powiedział donośnym głosem. Wobec tego jego ludzie rozbijali mury na kawałki wielkości metra kwadratowego i zrzucali je na dół. . a jego otwarte okna robiły wraŜenie oczodołów wyczekujących zbliŜającej się śmierci. cięŜkie buty i rękawice.txt był głodny.powiedział Ram do Burnsa. z wielkiego dachu gorzelni zniknęła juŜ połowa dachówek. Burns wzruszył ramionami.Forsyth Opowiadania. U jej podstawy zobaczył spore pęknięcie. . Cameron obrócił się. Pracowali przez cały tydzień. które uginały się pod nimi coraz bardziej. zdziwiony.Dziękuję ci. Ja mam kupę Ŝarcia.Nie ucz mnie! Rób. uŜywając pił i łomów. .zawołał. Stał goły jak szkielet. Ram Lal nie był przyzwyczajony do tak uciąŜliwej pracy.Co ty robisz? . po czym powrócił do ludzi siedzących dokoła ogniska.Niech ten zasrany czarnuch przynosi sobie własne sandwicze oświadczył Wielki Billie. . byłoby załoŜenie ładunków wybuchowych na naroŜnikach od strony wychodzącej na wolną przestrzeń. Tommy Burns wyciągnął sandwicza ze swojego pudełka.Pochodzę z prowincji Strona 18 . wszyscy obecni wyraźnie go słyszeli. Dawał mu najcięŜszą pracę. . Ram. w miarę jak podtrzymujące je mury pękały i rozwalały się pod ciosami potęŜnych młotów. podłóg i stropów. miał mnóstwo bąbli na dłoniach. Ŝebyś wlazł na sam szczyt . Przez cały ten tydzień Wielki Billie Cameron dokuczał mu niemal bez przerwy. Ale w Irlandii Północnej dynamit nie wchodził w rachubę. gdyŜ potrzebny mu był ten zarobek. Drewno juŜ zniknęło z budynku. Ludzie spuścili wzrok i jedli w milczeniu. a białka jego oczu zaróŜowiły się z wściekłości. emaliowany kubek. Ale Hindus nie protestował. Ŝe nikt nie chce zadzierać z Wielkim Billie'em. Zaczął im opisywać sposób. W czasie obiadu Cameron obszedł kilka razy budynek. Imponujący niegdyś budynek był juŜ bez krokwi. jego głos był niemal krzykiem. McQueen i jego załoga byliby zmuszeni zapłacić spory podatek dochodowy. 32 Zaopatrzył się juŜ w aluminiowe pudełko śniadaniowe. głupi. Ram Lal podszedł powoli do zwalistego brygadzisty. . Odwrócił się i odszedł. chociaŜ Ŝaden z jego kolegów ich nie uŜywał. Ŝeby kupić parę solidnych rękawic. Ram Lal wstał. a McQueen składki ubezpieczeniowe za robotników.Po prostu częstuję kolegę sandwiczem.Ty zajmuj się sobą. Zwrócił się do Rama Lala. Zanotował sobie w pamięci.Panie Cameron! . Ram Lal spojrzał na wskazaną mu część muru. Po latach uciąŜliwej pracy mieli wystarczająco zgrubiałe ręce. wyznaczał mu pracę na najwyŜszych miejscach. zleci razem z cegłami.powiedział. Jeszcze jeden dzień i zaczną. Przed zachodem słońca. Jasne było. Ŝe Ram Lal boi się wysokości. kopniesz go od środka. Najprostszym sposobem rozwalenia resztek budowli tak. Cameron popatrzył na Hindusa. a od chwili kiedy dowiedział się. a to zwróciłoby uwagę urzędu skarbowego.Chciałbym. odszedł. co ci kaŜę. usiadł na brzegu rzeki i zanurzył rozpalone dłonie w wodzie. Do konfliktu doszło w sobotę.

Chciał wiedzieć. czarnookich rycerzy z Kraju Pięciu Rzek. a oni mijali go galopem i spoglądali na niego. Ram Lal wstał bez słowa. NaleŜę równieŜ do kasty wojowników zwanej kshatria. Po jakimś czasie usłyszał.LeŜ. Stało się. Ŝe bogini ześle mu znak. spływał po szybach okna za jego plecami.. Wielki Billie Cameron patrzył z góry na hinduskiego studenta. takŜe się stanie. kiedy pańscy pełzali na czworakach i ubierali się w skóry.. wodzami i mędrcami juŜ dwa tysiące lat temu.. 34 Z zakupionych przed dworcem kwiatów uwił wieniec. Gdy zapadła noc. Młody człowiek runął na ziemię.Czysta robota PendŜab w północnych Indiach. Zdjął z półki tanią wazę z wąską szyjką. patronki władzy i sprawiedliwości. Wielki Billie cię zabije! Ram Lal spojrzał w górę. Był pewien. LeŜał powalony w pyle. kiedy ustała burza. umieścił w niej trociczki i zapalił je. Ŝeby powstrzymać łzy wstydu. usunął z niej brudną serwetkę i lustro. a to. brodatych męŜczyzn w turbanach.txt 33 3. Pierwsze błyskawice przecinały niebo nad Bangorem. Zdjął szczotkę i grzebień z brzydkiej toaletki. Kiedy kapliczka była gotowa. Nie mówił do nikogo. . Słyszał głos Tommy'ego Burnsa. który wyrządził mi krzywdę. który wołał: . Proszę mnie nigdy więcej nie obraŜać. wyciął z niej wizerunek wielkiej bogini Shakti. JeŜeli wstaniesz. Przodkowie jego cwałowali z mieczami i lancami w rękach przez kraje sto razy większe od tych sześciu hrabstw razem wziętych i podbijali je jeden po drugim. Następnie wydobył z walizki zawiniątko i wyjął z niego sześć pałeczek kadzidła. PendŜabskich wodzów. ale moi przodkowie byli wojownikami i ksiąŜętami. Olbrzym stał nad nim z zaciśniętymi pięściami. spadły pierwsze krople deszczu. Ma a. Ŝe nie ma Ŝadnych szans z tym brutalem z irlandzkiego Ulsteru. milcząc jak zaklęty. I kaŜdy z nich rzucał mu tylko jedno słowo: Zemsta.. Słodkawy. Skończył się modlić dokładnie w momencie.odezwał się Cameron spokojnym głosem. Obok wizerunku bogini ustawił płytką miseczkę wypełnioną do połowy piaskiem. co tam. .. Co powiesz na to? Wraz z ostatnim słowem zamachnął się i otwartą dłonią uderzył Rama Lala w twarz. Zakręciło mu się w głowie. mdlący zapach kadzidła szybko wypełnił pokój. ale starodawnym sanskrytem. zaczął przygotowania. dzisiaj sprawy wyglądają trochę inaczej. Wydobył świętą księgę Manu. Bogini Shakti. Pomiędzy robotnikami zaczęła się cicha rozmowa.Doprawdy? . Rozległ się grzmot.. Dobrze znał obyczaje swojego narodu.. A od zewnątrz. Uderzał w dachówki nad głową studenta. ty czarny bękarcie.Forsyth Opowiadania. Resztę dnia pracował. Ram wyrwał kwiat z wieńca i złoŜył go pod wizerunkiem Shakti.Wyrwał następny kwiat i połoŜył go obok pierwszego. w który wetknął zapaloną świecę. Ogarnęło go uczucie wstydu i upokorzenia. Modlił się przez dobrą godzinę. Ram nie posługiwał się nowoczesnym językiem pendŜabi. deszcz wciąŜ padał. Białka jego oczu zrobiły się czerwone.Zostałem dotknięty do Ŝywego. Doprawdy? No. Pozostali robotnicy znieruchomieli ze zdumienia. chłopcze.. przodków Harkishana Rama Lala.. dochodziły odgłosy potęŜnych grzmotów. D e v i Shakti. od strony morza. Wielka matko.. o orlich nosach. jak Wielki Billie odchodzi. pragnę zemsty na tym. nikt nie odezwał się do niego. Pod powiekami przesuwały mu się obrazy rozpalonych równin PendŜabu i cwałujących po nich jeźdźców. Zamknął oczy i leŜał bez ruchu. .. MoŜe nie starczy mi pieniędzy na opłacenie studiów medycznych. Dumnych. Ram stanął przed nią z pochyloną głową i wieńcem w dłoniach i zaczął modlić się do bogini o radę. jaką wybrać formę zemsty.. Strona 19 . językiem modłów. przypiął go do ściany nad toaletką i w ten sposób zamienił ją w ołtarzyk. dzielnych. Zrozumiał. Ram zacisnął mocniej oczy. co ma się jeszcze stać.

Przyjmij moje kondolencje. Po dwudziestu czterech godzinach wylądował w potwornie upalnym Bombaju. pieniądze będą mi teraz potrzebne bardziej niŜ kiedykolwiek. wzrok Rama padł na ścianę.Chodzi mi o bilet lotniczy. Ŝeby spotkać się z przyjacielem Sikhiem. Obrócił się i podszedł do okna. Ŝe zamiast płynąć prosto. Przypominał zwiniętą w kłębek Ŝmiję.Chodzi o mojego ojca . a pokój wypełnił się jego słodkim zapachem.rzekł Ram Lal. . Zatrzymał pokój na Railway View Street. Ram Lal zrozumiał zesłany mu znak. Strona 20 . W takiej chwili miejsce pierworodnego syna jest u boku ojca. zwrócę poŜyczkę niedługo po powrocie. . Oczywiście na tych samych warunkach. . wrócisz do pracy. Ale kiedy Ŝona wprowadziła do pokoju Rama Lala. . śaden Sikh nie uchyla się od poŜyczania pieniędzy pod warunkiem.powiedział. Wymagają tego nasze zwyczaje. Świeca dopalała się.Tak . Przyjął Rama Lala w dobrze urządzonym pokoju studenckiego domu. . gdzie na haku wisiał jego szlafrok.Jest umierający. kadzidło gasło.Muszę do niego pojechać. . . Ŝe zatrzymam ci miejsce na następny tydzień.Mój ojciec jest umierający. Nie widział go od siedmiu lat. Ale jeŜeli zjawisz się przed weekendem. gdzie Singh podjął odpowiednią sumę i wręczył ją Ramowi. W poniedziałek rano poszedł razem z Ranjit Singhiem do banku. jest pan bardzo dobry . . Pierworodny syn musi być przy umierającym ojcu. . a drugi leŜał na dywanie.Forsyth Opowiadania.Oczywiście. Był lekko skręcony. McQueen miał syna w Kanadzie. . . wrócę pod koniec tygodnia.PoŜyczyłem pieniądze na bilet lotniczy. JeŜeli polecę jutro. Był to jego ulubiony sposób spędzania niedzielnego wieczoru. Pracuję i nieźle zarabiam.Bardzo mi przykro . ale wszystko było mokre. ToteŜ Ranjit Singh obiecał podjąć w poniedziałek rano odpowiednią sumę z banku.Chce mnie zobaczyć. Ŝłobiąc w brudnej powierzchni wąską ścieŜkę. ale noc spędził w hotelu w Belfaście.Dostałem list od rodziny .powiedział Ram Lal. . Kwiaty leŜały przed wizerunkiem na błyszczącym blacie toaletki. sterczały z niego tylko dwie nitki.Dziękuję panu. ale los był dla niego 35 łaskawszy. podobne do rozdwojonego języka. Czy moŜe pan rezerwować moje miejsce do końca tygodnia? . Ŝe otrzyma duŜy procent i Ŝe jest pewien wypłacalności dłuŜnika. ściszył głos z odbiornika. Miał bogatych rodziców. Sznur od szlafroka spadł na podłogę. którzy przysyłali mu sporo pieniędzy. chłopcze.O. Ranjit Singh równieŜ studiował medycynę. Muszę spłacić dług i jeszcze zarobić na czesne na przyszły rok. Ulewa ustała. Ŝłobiła sobie zygzakowatą drogę i zniknęła w rogu okna. przykro mi to słyszeć. a tam zaopatrzył się w najtańszy bilet na najbliŜszy lot do Indii. Nazajutrz pojechał pociągiem do Belfastu. JeŜeli poŜyczysz mi róŜnicę. .odparł przedsiębiorca. jeden jego koniec był niewidoczny. poleciał do Londynu. Widzi pan.odparł Ranjit Singh. Muszę jechać. Brud spowodował. Ale nie zebrałem jeszcze wystarczającej sumy.Nie mogę ci zapłacić za czas twojej nieobecności ani przyrzec. Jestem jego pierworodnym synem. Kiedy się zatrzymała.Dobrze . . W niedzielę wieczorem Ram Lal złoŜył wizytę McQueenowi w jego domu w Groomsport. . . Przedsiębiorca siedział przed telewizorem z puszką piwa pod ręką. StruŜka wody spłynęła ze znajdującej się nad oknem rynny i popłynęła po zakurzonej szybie.txt Kiedy skończył.Są słuszne i właściwe. Shakti patrzyła na Rama nieruchomym wzrokiem.podziękował mu Ram Lal. panie McQueen. 36 Ram pojechał taksówką na lotnisko Aldegrove.

zapewniał czytelników dawno zmarły angielski przyrodnik na końcu rozdziału o Echis Carinatus.Ile pan za nią chce? . czego szukał.AleŜ tak . Przyczyną śmierci jest zawsze zawał mózgu. Łatwo nieopatrznie dotknąć jej ręką albo nogą. Wiedział. których puszystość gwarantowała wystarczającą ilość powietrza nawet wewnątrz walizki. o jaki towar mu chodzi. Stary GudŜerat rozłoŜył ręce. Właśnie otrzymałem jeden okaz kilka dni temu z RadŜputanu. podobny do draśnięcia ciernia. W suchym gorącym klimacie wyłania się z ukrycia w nocy. jakby na powitanie dwóch Hindusów. Jej zapotrzebowanie na powietrze było minimalne. Dobrze przystosowuje się do kaŜdego klimatu i niemal do kaŜdego środowiska . Mówiąc bardziej zrozumiale. Ŝe pozostawiają niewidoczny niemal ślad. ale groźna Ŝmija. A w pudle Ŝmija wysunęła mały. Kiedy Ram wytłumaczył. Człowiek ugryziony nie czuje bólu.Znam tę Ŝmiję. posiada nieliczne jaśniejsze plamy. które są nieraz trudno dostrzegalne. określał ją jako Echis carinatus. Liście w pudle poruszyły się ponownie i wyłoniła się spod nich malutka głowa Ŝmii. Indii i Pakistanu. . Podręcznik podawał. Ŝe gatunek ten jest rozpowszechniony na wschód od Afryki Zachodniej i na północ od Iranu. bez Ŝadnego ostrzeŜenia. wymieniona przez Kiplinga w jego wspaniałym opowiadaniu "Riki-Tikki-Tavi". . Pan Chatterjee był obeznany ze światem nauki. Ram znalazł właściciela na tyłach sklepu. Kiedy młody student z podręcznikiem o gadach wszedł do "Imperium tropikalnych ryb i płazów" pana Chatterjee. . opróŜnił je z zawartości i wybił w jego wieku dwadzieścia małych dziurek. Według podręcznika jest ona wyjątkowo niebezpieczna i jej ukąszenie powoduje więcej zejść śmiertelnych niŜ ukąszenie słynnej kobry. było tam pusto. Obydwaj męŜczyźni stanęli w milczeniu przed szybą nowego pomieszczenia Ŝmii. ale śmierć jest praktycznie nieunikniona i następuje zwykle w dwie do czterech godzin później. Zaprowadził Rama Lala do swojego sanktuarium. który uŜywał oczywiście łacińskich nazw. a bez wody przez dwa do trzech dni. Ŝe jest tak niepozorna.zapytał Ram Lal szeptem.i bardzo trudny do zdobycia.txt W środę na zatłoczonym bazarze przy Grand Road Bridge znalazł to. Ŝe ta mała. Autor był bardzo zadowolony. Podręcznik stwierdzał. Ram Lal kupił Ŝmiję za trzysta pięćdziesiąt rupii i zabrał ją ze sobą w słoiku. ma teŜ falistą ciemniejszą pręgę. Dzień był upalny. Ma pan szczęście. a to dlatego. była to Ŝmija o ostrych łuskach. więc owinął pudełko w papier oraz kilka ręczników. Podręcznik napisany przez Anglika. który ma około 60 centymetrów długości. patrzących na nią zza szyby. Siedział w półmroku otoczony akwariami pełnymi ryb i szklanymi gablotami. w których drzemały Ŝmije i jaszczurki. była niemal na pewno nie "dasznikiem modrym". Przyjechał do Bombaju jedynie z podręczną torbą. Jest bardzo czujna i pobudliwa. ale teraz zakupił tanią fibrową walizkę. zaleŜnie od wagi ciała ofiary i jego kondycji fizycznej. Oliwkowobrązowa. skinął ze zrozumieniem śnieŜnobiałą głową. . Coś poruszyło się pod kupką liści wyściełających pudło. czarny. najmniejszy i najjadowitszy ze wszystkich gadów świata. za dnia szuka chłodnych miejsc. Od czasu do czasu otrzymywał nawet intratne zamówienia z zagranicy.powiedział.Forsyth Opowiadania.powiedział . Ŝe długość tej bardzo cienkiej Ŝmii wynosi od dwudziestu trzech do trzydziestu dwóch centymetrów.od rosnących na bagnach krzewów Afryki Zachodniej aŜ po chłodne wzgórza Iranu i rozpalone pagórki Indii. Pięćset rupii. Przed powrotem do Londynu Ram Lal nabył pudełko cygar. Zaopatrywał liczne ośrodki medyczne w okazy mające słuŜyć badaniom i wiwisekcji. Uderza błyskawicznie. Ŝe Ŝmija potrafi obyć się bez pokarmu przez tydzień. rozdwojony języczek i zatrzepotała nim. Ŝe przyłapał wielkiego Kiplinga na takiej pomyłce. 37 ale "Ŝmiją o ostrych łuskach".To wyjątkowo rzadki okaz . napełnił ją zakupioną na targu Strona 21 . Autor ksiąŜki dodawał w odnośniku. Jej zęby jadowe są tak drobne.

Ŝe potrzebny mu jest większy młot.szepnął Ram. przepuszczono go dość szybko. Ram Lal podskoczy do niego. Zdjął szklaną płytkę z nocnego stolika i ostroŜnie wsunął ją pomiędzy pokrywę pojemnika a jego niebezpieczną mieszkankę. a nie imigrantem. Odrzutowiec linii Air India wylądował na londyńskim lotnisku Heathrow w piątek rano i Ram Lal przyłączył się do długiego korowodu Hindusów próbujących dostać się do Anglii. na której wjeŜdŜał bagaŜ. Do południa nabierze znowu wystarczającej ilości jadu. W pewnej chwili Ŝmija zatrzymała się i spojrzała na Hindusa złymi. Jutro rano wykonasz rozkaz bogini Shakti. włoŜył słoik do pudełka śniadaniowego i poszedł do cięŜarówki. w momencie kiedy ukazały się na niej pierwsze walizki. TuŜ przed opuszczeniem hotelu zamknął walizkę na klucz. po czym wsuwał fajkę z powrotem do kieszeni marynarki. a ta zabierze do morza dowód zbrodni.podręczna torba nie wzbudziła jego zainteresowania. z której wyrzucił pałeczki kadzidła. Ŝe z palca zwisa mu Ŝmija. zabrał ją do toalety. podejdzie do marynarki i wsunie rękę do kieszeni. ale nie znaleziono w niej nic do oclenia. Ram Lal wrzuci zabitą Ŝmiję do rzeki Comber. . ale na tym się to skończy. I wtedy Ŝmija spełni rozkaz wielkiej Shakti. ciśnie o ziemię i rozgniecie jej głowę obcasem. chłopaki. a na lotnisku oddał ją na bagaŜ. Po wypaleniu fajki i wysypaniu popiołu prostował się i wołał: "No dobra.Forsyth Opowiadania. wyjął pudełko po cygarach i wsunął je do podręcznej torby. . Poprzez szkło zobaczył Ŝmiję. wyjął zeń słoik. Przed wieczorem kupił słoiczek kawy z zakręcanym wieczkiem i wsypał jego zawartość do chińskiej wazy.przeniósł gada z pudełka do słoika. Być moŜe ktoś będzie coś podejrzewać. Przy przejściu oznaczonym "nic do oclenia" został zatrzymany przez 38 celnika. w którym to celu została przewieziona do Irlandii z drugiego niemal końca świata. Pozbawiona jadu. lecz niezawodny.To znaczy jeŜeli takie gady jak ty w ogóle sypiają. ale Ram nawet nie zwrócił na to uwagi. W minutę później był znowu przy pracy. a nie Ram Lal. Wczesnym popołudniem znalazł się w Bangorze i mógł wreszcie obejrzeć sobie zawartość pudełka po cygarach. PoniewaŜ mógł udowodnić. Ręczna torba Rama została przeszukana. w czasie przerwy obiadowej. To ona. czarnymi oczkami. udając. która miała go zawieźć na plac rozbiórki. wykona egzekucję na Ulsterczyku. Harkishan Ram Lal otworzył pudełko śniadaniowe. Nikt nie zauwaŜył nic dziwnego w jego zachowaniu. Ten po zjedzeniu sandwiczy wstanie.nałoŜywszy na ręce grube rękawice . Rozwścieczona Ŝmija ugryzła rękawicę. Plan Rama Lala był prosty. której pełne jadu zęby wbiły się głęboko w jego ciało. Wielki Billie Cameron miał zwyczaj zdejmowania marynarki z chwilą przybycia na miejsce pracy i wieszania jej na jakimś haku czy gałęzi. ZauwaŜył swoją wśród pierwszych dwóch tuzinów. 39 Wreszcie. zaraz po zjedzeniu posiłku. Nigdy nie odstępował od tego zwyczaju. Przez chwilę przyglądał się swojej zdobyczy. Zniknęła w głębi ładowni boeinga. Cameron zaklnie. która powoli przesuwała się po ściankach pudełka. Kiedy się odwracał. chwyci Ŝmiję. Zakręcił dobrze wieko. gestem pełnym obrzydzenia. wszyscy musieli juŜ być na nogach. który przeszukał walizkę .txt bielizną. Zamknął wieko. Strona 22 . odkręcił pokrywkę i strząsnął jego zawartość do kieszeni zwisającej z gałęzi pobliskiego drzewa marynarki. zobaczy. a rano . LeŜała mocno skręcona w słoiku od kawy i nie ruszała się. mały przyjacielu . podchodził do marynarki i wydobywał z prawej bocznej kieszeni fajkę i woreczek z tytoniem.Zaśnij. wstawać i zabierać się do roboty". Znalazł się więc przy karuzeli. pudełko od cygar umieścił w samym jej środku. Ŝe jest studentem medycyny. Ram przejechał do krajowej części lotniska i wsiadł do samolotu lecącego do Belfastu. wyciągnie rękę z kieszeni. TuŜ po jedenastej. Rano wsunie Ŝmiję do prawej kieszeni wiszącej na drzewie marynarki Camerona. nie będzie juŜ niebezpieczna. Jak zaobserwował Lal. wyciągając jednocześnie powoli szklaną płytkę.

Nie. a Wielki Billie poŜerał przygotowane mu przez Ŝonę olbrzymie sandwicze.ma Ŝonę i dwoje dzieci. Nikt nie zwrócił na to uwagi. Kątem oka widział. Ram poszedł za nią. udając. TuŜ przed zapadnięciem zmroku wyszła z domu kobieta z torbą na zakupy. odwrócił twarz do ogniska. Wieczorem poszedł do Kilcooley i znalazł blok o nazwie Ganaway Gardens. Później Ram Lal 40 widział. Dlaczego . Ŝe zauwaŜył w jednym z okien Billie Camerona i zanotował sobie numer tego domu. był coraz bardziej zdenerwowany. Wreszcie Wielki Billie zmiął papier po sandwiczach i rzucił go do ognia. Ale bogini patrzyła daleko przed siebie i milczała.zapytał wojowniczym tonem. Pełen grozy wpatrywał się w ognisko. Na rogu Woburn Walk stała budka telefoniczna. jak Billie rzuca marynarkę na tylne siedzenie swego samochodu i odjeŜdŜa. po czym wydobyła z niej fajkę i woreczek. które w sobotę zamykają bardzo późno ze względu na robotników otrzymujących tego dnia wypłatę. . Poszedł za nią do centrum handlowego Clandeboye. Było bardzo gorąco. Po powrocie do swojego pokoju Ram Lal usiadł i zaczął się wpatrywać w nieruchomy wizerunek bogini sprawiedliwości. Odbiło mu się. Ram Lal takŜe powrócił na swoje miejsce.powiedział do bogini. Dlaczego zmieniła zamiar. Ludzie dowcipkowali i przekomarzali się jak zwykle.No to do poniedziałku. obserwował ją zza półek z towarami. . Kobieta . nie . Hindus wstrzymał oddech. instrumentem zemsty przywiezionym z Indii na jej rozkaz. połoŜony tuŜ przy Owenroe Gardens i naprzeciwko uliczki Woburn Walk. a zawieszony nad ogniem czajnik bulgotał. Ram Lal postarał się o miejsce w pobliŜu marynarki szefa.Co się tak gapisz? . Ram Lal obrócił głowę i patrzał na niego. Ŝeby ją zaczepić i powiedzieć.zwrócił się do niego . dlaczego zrezygnowała ze swojego zamiaru? Obrócił się znowu i raz jeszcze spojrzał na marynarkę Camerona. próbował zdobyć się na odwagę. jak zapala fajkę. Wstał i przeciągnął się. Ale nie starczyło mu odwagi. ale nie mógł spokojnie usiedzieć.Czy mieszka daleko stąd? -. jeŜeli się nie mylę. Dziura. przemówić do niej Strona 23 . Przyłączył się do Tommy'ego Burnsa.Nie. Ŝe Ram Lal wpatruje się w niego. Na samym jej skraju.odpowiedział Ram Lal.txt W przerwie obiadowej nie miał apetytu. .Forsyth Opowiadania. Zdawało mu się. W osiedlu Kilcooley.Oczywiście . Przez chwilę korciło go. Chcesz mu złoŜyć wizytę? . popykuje z prawdziwym zadowoleniem i powraca na swoje miejsce.Nic . pod szwem podszewki coś poruszyło się. stojącego na przystanku autobusowym. suche belki trzaskały i strzelały iskrami. Towarzysze pracy siedzieli jak zwykle dokoła ogniska. stęknął i ruszył w stronę marynarki. Pod nią Ram Lal spędził godzinę. Ręka Camerona grzebała przez kilka sekund w kieszeni. Ŝe w marynarce jej ojca kryje się niebezpieczeństwo.odpowiedział Burns . Ram Lal zamknął oczy. Resztę weekendu Harkishan Ram Lal spędził trapiony lękiem i niepokojem.dlaczego wielka Shakti tak z nim postąpiła? śmija była przecieŜ jej narzędziem.którą uznał za panią Cameron weszła do supersamu Stewarta. . Jednocześnie obserwował ten krótki zaułek.pytał sam siebie . jak Cameron kładzie woreczek z tytoniem z powrotem do kieszeni marynarki i wyciąga z niej pudełko zapałek. . mała dziurka w podszewce pokrzyŜowała mu plany.czy pan Cameron ma rodzinę? . W pewnym momencie kilkunastoletnia dziewczynka wyszła z tego właśnie domu i przyłączyła się do grupy młodzieŜy. Serce biło mu mocno. To nie one mnie skrzywdziły.Powiedz mi . Resztę dnia przepracował w stanie przytłumionej świadomości. stare. W czasie powrotu cięŜarówką do Bangoru Wielki Billie Cameron siedział jak zwykle przy kierowcy. więc złoŜył marynarkę wpół i połoŜył ją sobie na kolanach. Zaczął nabijać fajkę świeŜym tytoniem. Wstał. Był w szoku.zaprzeczył Ram Lal. Zmusił się do przełknięcia kilku kęsów.Nie chciałem śmierci jego Ŝony i dzieci . Billie Cameron podszedł do marynarki i wsunął rękę w jej prawą kieszeń. . niedaleko. ZauwaŜył. To w Ganaway Gardens. Ŝe czeka na połączenia. wykonując przy tym pół obrotu.

coś ty miał w marynarce? Dłoń Wielkiego Billie'ego zatrzymała się w połowie drogi do ust. MoŜe to zupełnie inna kobieta.odparł Bobby . . szybko migając rozedrganym języczkiem. wstała. podniosła marynarkę z podłogi i powiesiła ją staranniej na haku. albo odejść i pozostawić ich los w rękach bogini.powiedziała z ustami pełnymi bułki z dŜemem.To po cholerę chodzisz do szkoły? .AleŜ skąd . niklowy hak.Powieś ją na drzwiach . O szóstej cała czwórka siedziała w małej kuchni na tyłach domku przy śniadaniu: syn. a w drzwiach sterczał nie zwykły.Nie mam pojęcia.Na miłosierdzie boskie . Jenny.jest całkiem nieszkodliwy.Czy to gryzie? . W niedzielę znów wałęsał się po osiedlu Kilcooley. na jak straszne niebezpieczeństwo wystawił jego dzieci. kobieto.toŜ to Ŝmija! . w którym spała nie podejrzewająca niczego rodzina Cameronów.wyjaśnił Bobby. . Po chwili dziewczyna wróciła do kuchni. Bobby? Mimo Ŝe Cameron był tyranem. .Tato. ale marynarka nie miała wieszaka. . Ŝe to robak? . Powrócił więc na Railway View Street.zawołał ojciec. Ŝe mógłby stanąć twarzą w twarz z groźnym Ulsterczykiem i wyznać. Ale sama myśl o tym. wyjmij z szafy moją marynarkę . jak poza 42 nim.Jenny! . i to zarówno w domu. moŜe pomylił się co do numeru domu. . respektował wiedzę syna. Ale i tym razem zawiodły go nerwy. . Mały gad leŜał w kącie kuchni obok półek. Dowiadywał się od niego róŜnych ciekawych rzeczy. .To mi nie wygląda na robaka . . Chłopiec wpatrywał się w Ŝmiję przez grube okulary. widział pokrytą ostrymi łuskami. Uznano by go za wariata. Przywieźli je zza morza.To coś jak jaszczurka.powiedział ojciec. . odkładając łyŜkę na stół. Zobaczył go pracującego w ogródku za domem. słoneczny. on nawet nie podniósł głowy. toteŜ marynarka po chwili zsunęła się z niego i spadła na podłogę. po prostu go sparaliŜowała. czy nie wiesz. Był piękny. W poniedziałek rano rodzina Cameronów zbudziła się kwadrans przed szóstą. w którym mieszkała rodzina Wielkiego Billie. tylko Wielki Billie w roboczym ubraniu. zwinięty w kłębek. ale gładki.Forsyth Opowiadania. Ŝe musi albo podejść śmiało do frontowych drzwi Cameronów i przyznać się do wszystkiego.Podnieś tę szmatę! Nikt z Cameronów nie ośmieliłby się opierać głowie rodziny. TuŜ po szóstej jego córka. .krzyknął Wielki Billie. Czternastoletni Bobby przestał smarować grzankę masłem. Pani Cameron obróciła się od kuchenki.spytała z lękiem pani Cameron. Przerabialiśmy takie w zeszłym roku na biologii. Dziewczyna wykonała polecenie.Co to jest. sierpniowy dzień.txt i uświadomić jej czyhające w domu niebezpieczeństwo. Właśnie kończył miskę płatków owsianych. Źle spał tej nocy. który doskonale się uczył. Ŝe w Irlandii nie ma Ŝmij? KaŜdy to wie . .Nie bądź durna. .Idę się umyć . Jenny przyglądała się gadowi z przeraŜeniem. Dali je nam do robienia sekcji. Po południu 41 zorientował się. Ŝe jego obecność zwraca uwagę i zrozumiał. trzymając marynarkę ojca za kołnierz. Strona 24 . więc Jenny wróciła. .zirytował się jego ojciec. zardzewiały gwóźdź. Coś cienkiego i ciemnego wysunęło się z fałdów i niemal bezszelestnie pomknęło po pokrytej linoleum podłodze w kąt kuchni. córka i Ŝona.Właściwie to nie robak . ale bez nóg.zawyrokował. Zlokalizował ponad wszelką wątpliwość dom.powiedział Wielki Billie. Podała mu ją. gdzie pozostawił ją na weekend. wyłaniającą się ze swojej kryjówki w podszewce marynarki i ślizgającą się bezszelestnie po domu. .zawołała pani Cameron . Jego marynarka wisiała w szafie w przedpokoju. . i patrzył wyzywająco na świat. wszyscy w szlafrokach.No to dlaczego mówisz.Zanim to zrobisz.To jest pewnie taki robak zwany padalcem . . pełną jadu Ŝmiję.rozkazał.

ale ich rozmowa była sztuczna. Jenny.I tak jestem juŜ spóźniony. Ścisnął pudełko śniadaniowe kolanami i otworzył je. Wsunął słoik do torby. Ale któŜ by to zrobił! Wszyscy byli pewni. Jedynie Ram Lal pracował w pełnej nieświadomości tego.zapytała pani Cameron. Poganin. Poza tym był pochłonięty własnymi myślami i troskami. Pani Cameron westchnęła. . tato? . 43 Powoli opuszczał trzymany nad Ŝmiją słoik.Forsyth Opowiadania. Ŝe coś się szykuje.To bardzo czyste stworzenia.Będę ci wdzięczna. . kto zdradziłby go przed "czarnuchem". gdy trzęsąc się w cięŜarówce jechali na południe od Newtownards i Comber. iŜ powinien się był domyślić.zainteresował się Bobby. Ale on tego nawet nie zauwaŜył.Mamy w naszej grupie czarnucha. bo widok Ŝmii zasłaniała mu własna dłoń. Robotnicy siedzieli dokoła ogniska niby to jak zwykle. . Ale nic nie wywołało w nim niepokoju. zawiesił ją na ramię obok pudełka ze śniadaniem. Cameronowie przyglądali jej się przez szkło. i gdyby Ram nie był tak zamyślony.Poczekaj chwileczkę. Nie dotknę go ręką! Jenny podała ojcu kuchenną rękawicę. Mam nadzieję. Podchodził juŜ boso do Ŝmii.One wcale nie są brudne . gotowa do ataku. Zrobię mu kawał. . jeŜeli wyniesiesz to z domu. Bobby wstał od stołu.txt . Jednocześnie pudełko śniadaniowe wyleciało wysoko w powietrze. z pewnością zauwaŜyłby uśmieszki i spojrzenia rzucane w jego kierunku. . Czy nie stoi w Biblii: "Na brzuchu twoim czołgać się będziesz. . myślał Billie. ominęła Ŝmiję i otworzyła spiŜarnię. . czy nie . . . Przed południem Wielki Billie wtajemniczył wszystkich robotników w swoje zamiary i zagroził pobiciem kaŜdemu. Obejrzała zapas słoików.zauwaŜył Bobby.zaŜądał Cameron.PrzełóŜ groszek i dawaj go . Kobieto. i uwaŜali pomysł Billie'ego za kawał i dobry Ŝart. ale Ŝmija była szybsza.nakazał Cameron senior. Zajechał na stację spóźniony o pięć minut i ze zdziwieniem zauwaŜył wpatrzone w siebie intensywnie oczy hinduskiego studenta. . Zwijała się w spazmach wściekłości.Nie znoszę gadów. zdjął nocny pantofel i chwycił go jak packę na muchy.stwierdził Bobby. .Nie wiem jaki! Po prostu zakręcany słoik.Zabij to paskudztwo i wrzuć do śmietnika ." Tak.Padalec cię nie ugryzie. w którym jest wiele Ŝmij. W czasie przerwy obiadowej panowało wśród ludzi takie napięcie. Wrzask Hindusa rozległ się po całej polanie. Po chwili Ŝmija znalazła się w słoiku pod mocno zakręconą pokrywką. Prawą zabezpieczała rękawica. a wraz z nim ryk śmiechu robotników. Pochodzi z kraju.Co chcesz zrobić. co się miało stać. Ram Lal odrzucił je od siebie z całej siły. i na pewno jeszcze coś więcej niŜ proch. a proch Ŝreć będziesz po wszystkie dni Ŝywota twego. .powiedziała pani Cameron. Jego zawartość rozleciała się na wszystkie strony i wylądowała w wysokiej trawie i otaczających ognisko zaroślach.zapowiedział jej mąŜ. .Jaki słoik? . kiedy ojciec zatrzymał go. . dawaj słoik. Ŝe nie jest jasnowidzem. . Podaj mi kuchenną rękawicę. .. wsunął fajkę do prawej kieszeni marynarki i poszedł do samochodu.Nie chcę dotykać tego paskudztwa. Wielki Billie spojrzał znad talerza na syna i uśmiechnął się.Zaraz to zrobię . . Zabawię się. Nagle opuścił go błyskawicznym ruchem.Mam tu słoik z zielonym groszkiem. Mam pomysł.. czy są jadowite. Ŝe padalec jest nieszkodliwy. Bobby.Głupi jesteś! Całe te twoje szkolne mądrości są do kitu. Jej pełne jadu zęby wbiły się w wyściółkę rękawicy nad samym środkiem dłoni Camerona. Zwinięta między kanapką a jabłkiem leŜała Ŝmija z uniesioną głową. Strona 25 . Wielki Billie stanął nad Ŝmiją z otwartym słoikiem w lewej ręce.Po co ci rękawica? .

. zdecydowano się na sekcję zwłok. Kwadrans po czwartej. Po posiłku starał się trzymać z daleka od wysokiej trawy. Ŝe badanie Wielkiego Billie nic nie da. dokąd przetransportowano ciało. draśnięć tuŜ nad przegubem własnej Ŝylastej prawej dłoni. . jakby od cierni. jednak go zbadał.Niedobrze się czuję . głównie na ramionach i dłoniach. Raport nie zawierał niczego szczególnego. . Reakcja ofiary kawału przeszła ich najśmielsze oczekiwania. Karetka zjawiła się po upływie pół godziny. jadowita Ŝmija! . . Jego towarzysze 44 pokładali się ze śmiechu. ale Patterson zrozumiał.Ty ciemny czarnuchu . Prawdopodobnie skutek nadmiernego wysiłku w czasie wielkiego upału. Pracował od wielu lat i widział niejeden śmiertelny wypadek. Rozumiesz? Nie ma! Plecy rozbolały go od śmiechu. wierzcie mi. więc odchylił się do tyłu. Zabrano go do Głównego Szpitala w Newtownards. dobrze zbudowanym i bardzo silnym. Dwóch robotników połoŜyło Camerona na nosze. o co chodzi. PoniewaŜ okoliczności zgonu nie były jasne. . To było we wtorek.txt WciąŜ krzycząc. Ŝe Cameron był martwy w chwili przybycia do szpitala. Na jego ciele zauwaŜono liczne zadrapania i kilka ranek. Od niepamiętnych czasów nie był w tak dobrym humorze. dostał konwulsji i przewrócił się na bok. którą był ponad wszelką wątpliwość gwałtowny wylew krwi do mózgu. co się dzieje z szefem. Zmarły był męŜczyzną w wieku czterdziestu jeden lat. Billie otarł sobie policzki. Rozglądał się dokoła bacznie niepewnym wzrokiem. . Oblizał niewielkie spuchnięcie na dłoni i znów zabrał się do roboty. wciąŜ obejmując rękami obolałą głowę.Uciekajcie! Ona zabija! Zawtórował mu jeszcze głośniejszy śmiech. .Wielki Billie zachorował . W pół godziny później zjawił się tam silnie zdenerwowany McQueen. Harkishan Ram Lal usiadł. w którego cieniu leŜał szef.To Ŝmija. Stara gorzelnia była juŜ prawie całkiem rozebrana.Szybkim krokiem ruszył w stronę szosy. co wynikało z rodzaju jego pracy. Siedział naprzeciwko Rama Lala. śadne z nich nie miało związku z przyczyną zgonu. Wkrótce wszyscy powrócili do pracy. Patterson nachylił się nad nim. rozgrzane sierpniowym słońcem. Po chwili wstał z kolan.To ty nic nie wiesz? W Irlandii nie ma Ŝmij. .wrzeszczał Ram Lal. To jadowita Ŝmija! Twarz Wielkiego Billie była mokra od łez ze śmiechu. zakurzone. . Jego martwe oczy wpatrzone były tępo w trawę. .Zostańcie tu . po czym ukrył głowę w rękach. a góry gruzu i poukładanego drewna sterczały wysoko. Ludzie nie mogli się opanować. głodni robotnicy zabrali się do jedzenia. Tego samego wieczoru raport patologa został przesłany koronerowi do Belfastu. Podszedł do niego i zawołał Pattersona. . Wykonał ją okręgowy patolog w miejskiej kostnicy. . Jadł lewą ręką.Nie moŜe mówić! Robotnicy podeszli do drzewa. Nie zauwaŜył potem dwóch małych. Oparł się o kilof i otarł czoło ręką.Odpocznę sobie w cieniu. wpierając ręce w porośniętą trawą ziemię. Nic nie powiedział.Ty jesteś medyk. Po pięciu minutach wyprostował się ponownie. który stał i wodził dokoła dzikim wzrokiem. Najwięcej uciechy miał Wielki Billie.krzyknął. Uznano. .rozkazał obejmując komendę. Siedział przez chwilę pod drzewem. Ram Lal zerwał się na nogi.zaczkał. Po takim raporcie koroner normalnie nie zarządziłby rozprawy Strona 26 .Ram .Forsyth Opowiadania. w którym był akurat ostry dyŜur.powiedział do stojącego obok niego Pattersona. śart się skończył. Co o tym powiesz? 45 Ram Lal wiedział. O pół do czwartej Wielki Billie Cameron przerwał na chwilę.zawołał. W pogotowiu trzymał kubek z gorącą herbatą. .Zadzwonię po pogotowie i zawiadomię McQueena.Błagam was. Tommy Burns zorientował się dopiero po kilku minutach.

Ale miałaś potem umrzeć.odparł Ram Lal.Visha serp . moŜe się zgłosić w piątek. . trzeba powołać świadków na tę okoliczność. W związku z tym zatelefonowano z Lurgan do centrali Królewskiej Policji w Castlereagh. zabiłbym cię i wrzuciłbym twoje ścierwo do rzeki. Ale umrzesz sama.W pewnym sensie tak . Ŝe śmierć jest przypadkowa.O. a poniewaŜ wszystko zdawało się jasne.To nie jest ani lepsze.zamyślił się kierowca i zabrał się do czytania gazety. do którego przywiozłem cię tu ze wzgórz RadŜputanu. obok pani Cameron. Usłyszeliśmy od pana Pattersona o przebiegu wydarzeń w czasie przerwy obiadowej i o raczej niemądrym kawale. . na którym robotnicy zazwyczaj rozpalali ognisko. poniewaŜ powołano na nią przedstawicieli urzędu skarbowego. Wykrył to komputer w Lurgan. ale muszę potrącić wam pewne sumy na zaległe podatki. Sprawiło to duŜe kłopoty McQueenowi. ani gorsze od naszego zwyczaju brania udziału w pogrzebie . W tym samym czasie pojechał taksówką do Comber. Kierowca pochodził z Bangoru i słyszał o śmierci Camerona.Chcę być lojalny wobec was. Raport patologa nie budzi Ŝadnych wątpliwości. Zaraz potem powrócił do pracy kilofem i łopatą. Urząd Skarbowy będzie mi teraz patrzył na ręce. Wydaje się.Forsyth Opowiadania. Ŝe zgon Williama Camerona nastąpił z przyczyn naturalnych. Wielki Billie Cameron był aktywnym członkiem rady podziemnej organizacji Ochotników Ulsteru. skrajnie prawicowego. Palące słońce dokonało reszty. Sąd wyraŜa swoje ubolewanie Ŝonie i dzieciom zmarłego i uznaje. Na ławach frontowych. naleŜący do skrajnego skrzydła lojalistycznej organizacji Ochotników Ulsteru. Rozprawa odbyła się na ratuszu w Bangorze we środę. Stamtąd z kolei zatelefonowano do koronera w Belfaście. Usiedli w ostatnim rzędzie. morderczyni? A więc uwaŜaj! PoŜyjesz jeszcze jakiś czas. Ŝe doprowadził się niemal do stanu apopleksji. powodując pęknięcie naczynia w mózgu. Rama Lala oczywiście takŜe nie. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem. bez towarzysza. dalszych świadków nie wezwano. bo wszystko umiera.Takie są zwyczaje pańskiego narodu? . Czy słyszysz mnie. Opowiedział na Ŝądanie koronera o wydarzeniach poniedziałkowych. 47 . Do złoŜenia zeznań wezwano jedynie Pattersona. . . nawet najbardziej na pozór normalne zgony. a sam ruszył wąskim traktem. Praca jest nadal aktualna. daję wam wolny dzień.zawołał do niewidocznej Ŝmii. Ŝeby zarządził rozprawę sądową. Harkishan Ram Lal doszedł traktem do polany i stanął w miejscu. . Jutro pogrzeb. . zasiedli współtowarzysze pracy zmarłego. Na wielkim trawniku przed ratuszem Bangoru McQueen rozmawiał ze swoimi robotnikami. Pokryta ostrą łuską Ŝmija nie słyszała go. do którego wciągane są wszystkie.MoŜna tak powiedzieć. chłopaki.Chce pan uczcić jego pamięć w miejscu śmierci? . ale potem umrzesz. a jeŜeli nawet słyszała. Zjawili 46 się równieŜ dwaj milczący panowie. Przynajmniej w pewnych przypadkach. Patolog określił to bardziej naukowo jako wylew krwi do mózgu. Ale była pewna okoliczność. jadowita Ŝmijo. czy słyszysz mnie? Wykonałaś zadanie. W Ulsterze nie wystarczy stwierdzić. z którym mogłabyś mieć małe.txt sądowej i wystawiłby dla urzędu stanu cywilnego w Bangorze świadectwo zgonu z przyczyn naturalnych. PoniewaŜ w Irlandii nie ma Ŝmij. jaki zmarły zrobił hinduskiemu studentowi. o której Ram Lal nie wiedział.zapytał Hindusa. Koroner odczytał na głos raport patologa i po podsumowaniu przewodu wydał wyrok. Kto chce dalej u mnie pracować. paramilitarnego związku protestantów. kazał kierowcy zaczekać na drodze. Strona 27 . Rozejrzał się po wysokich trawach i krzakach jałowca porastających piaszczystą ziemię. Ŝe pan Cameron śmiał się tak gwałtownie. Harkishan Ram Lal nie wziął udziału w pogrzebie.

CESARZ . Ŝeby pojechać do hotelu. ale juŜ samodzielny pracownik głównego oddziału banku. Mały tamilski chłopiec w samej tylko koszuli wyłonił się zza chaty. Obok kierowcy siedział młody. Z ust jej płynęła nie kończąca się litania niezadowolenia. Murzyni i kreolscy Metysi. Higgins. którego państwo Murgatroyd poznali zaledwie dwanaście godzin temu na lotnisku Heathrow i którego naturalną wesołość gasił powoli zły humor pani Murgatroyd. teraz zamilkł. w którym Francuzi próbowali się bronić przed brytyjską flotą w 1810 roku. Potem odwrócił się.Dlaczego nie idzie do toalety? .. które przewaŜnie nie były ani bogate. swoją pierwszą w Ŝyciu egzotyczną podróŜ. Ŝe jest jeszcze coś. Nigdy jeszcze nie zetknął się z podobnym zjawiskiem. Kierowca Kreol. Zamierzał w pełni wykorzystać tygodniowy pobyt na tropikalnej wyspie. Murgatroyd był zafascynowany wszystkimi tymi widokami. Pani Murgatroyd zawsze twierdziła. Na stopniach małych domków siedzieli Hindusi. Strona 28 . PrzejeŜdŜali przez róŜne wioski. kaŜda tuŜ po urodzeniu równie jadowita jak jej rodzice. cały w uśmiechach.zapytała.I jest jeszcze coś. Przed wyjazdem 49 4. francuskiej stolicy wyspy. Pod koszulą był goły. Łuski rozstąpiły się i ze steku jedna po drugiej wychodziły na świat Ŝmijki. Rozczulała się nad sobą. Jako Ŝe miał prawą rękę zajętą. Ŝe pozostały na drodze i wydziobują z kurzu niewidzialne insekty. Pani Murgatroyd Ŝachnęła się. kaŜda długości cala.Czysta robota przestudiował dwa grube przewodniki po Mauritiusie i zapoznał się dokładnie z mapą wyspy. gdy wsiadali kilka minut wcześniej do jego taksówki. . zraŜony zrzędzeniem siedzącej z tyłu pasaŜerki. Chińczycy. na którą składa się dobre pół tuzina grup etnicznych wyznających cztery religie. stanął na poboczu i zaczął siusiać.. a kiedy Murgatroyd obejrzał się za siebie. na ruiny fortu. Murgatroyd patrzył przez okno samochodu na lotnisko Plaisance. Ogon Ŝmii był wypręŜony. Mijali plantacje i niewielkie wioski. ani czyste. Krótko mówiąc. Było ich dwanaście. . Samochód zwolnił na zakręcie. Znał dobrze angielski. uderzała go zwłaszcza harmonia. kiedy nie było do tego najmniejszych powodów. Cztery chude kury wyfrunęły niemal spod kół taksówki. ale ich mieszkańcy uśmiechali się do nich i machali rękami na znak pozdrowienia. cudem unikając śmierci. Edna Murgatroyd gadała bez przerwy. Widać współŜyli ze sobą doskonale.To wstrętne . Był to pełen temperamentu młody człowiek. Hinduskie świątynie i chińskie pagody stały tuŜ koło katolickich kaplic. Murgatroyd teŜ pomachał im ręką. Ŝe ludność wyspy jest mieszanką rasową. w jakiej zdawali się Ŝyć ci ludzie. . Z ust jej buchała fontanna słów.powiedziała. którą podyktowała jej natura. Pani Murgatroyd przechodziła przez Ŝycie przy akompaniamencie nieustannych komentarzy i narzekań nawet wtedy. bez przerwy zrzędziła. zobaczył. Murgatroyd wiedział juŜ z ksiąŜek.Forsyth Opowiadania. Wyspa Mauritius była kiedyś kolonią brytyjską i to przez sto pięćdziesiąt lat. KaŜda w przejrzystej błonie. oburzała na świat. Głęboko zaszyta w ciepłym piasku tuŜ pod stopami Rama Lala zajęta była czynnością. Pochyliła się do przodu i trąciła kierowcę w ramię.txt nie dała Ŝadnego znaku.powiedziała pani Murgatroyd. lewą pozdrowił przejeŜdŜającą taksówkę. Siedzący obok niej w taksówce mąŜ powstrzymał się od westchnienia. a ciało drgało w odwiecznym rytmie. Przy nasadzie ogona Ŝmii znajdują się dwie łuski zakrywające jej stek. starej. Pracował w dziale zagranicznym. Kierowca odrzucił głowę w tył i roześmiał się. potem na szosę prowadzącą do Mahebourga. który otrzymał tygodniowy płatny urlop i wycieczkę na koszt firmy jako "najlepiej zapowiadający się nowy urzędnik". mimo Ŝe jego językiem był francuski z domieszką kreolskiego.

Hall kończył się kolumnadą. Ŝe tutaj robi się to na drodze . Portierzy nieśli za nimi bagaŜe.Co to znaczy? . sklepionym wejściem hotelu St. . gdzie znajdował się oddział banku.Dzięki Bogu . Urzędnik zajrzał do rejestru. lecz czekami. połyskiwał teraz aŜ po horyzont Ocean Indyjski. To pociągnięcie zwróciło na niego uwagę centrali i ktoś zaproponował utworzenie nagrody za nowatorskie inicjatywy w prowincjonalnych oddziałach banku i dla wyróŜniających się urzędników.Ŝeby uniknąć ryzyka napadów rabunkowych . Pani Murgatroyd w nieco wygniecionej kwiecistej sukni szła przodem.Dix minutes. sugerując .odparła pani Murgatroyd rozdraŜnionym głosem.powiedział. tak. po czym oddział jego banku wzbogacił się o kilkaset nowo otwartych rachunków.oświadczył.oznajmił .wyjaśnił jej Higgins. zachowując się tak.Państwo Murgatroyd .powiedział Higgins . Przed sześcioma miesiącami otwarto tam fabrykę i Murgatroyd wpadł na pomysł: porozumiał się z dyrekcją zakładu i związkiem zawodowym. Słychać było plusk i wesołe okrzyki zgromadzonych tam gości. .zauwaŜył. gdzie stał uśmiechnięty hinduski urzędnik.a moje nazwisko Higgins.Chyba to. Po lewej stronie hallu kamienne schody prowadziły do Strona 29 . mieniąc się błękitem w porannym słońcu. Ŝeby wziąć walizki z kufra i bagaŜnika na dachu. Samochód minął dwa zakręty nie kierowany przez nikogo. w blasku tropikalnego słońca lśniła woda basenu. Wjechali na hotelowy podjazd. Mimo Ŝe tylko dwa razy w Ŝyciu wyjeŜdŜała na wschód od ujścia Tamizy .txt Ŝeby odpowiedzieć. Wysoki główny hall zbudowany 51 był z ciosanego kamienia. .spędzali zwykle wakacje u jej siostry w Bognor zaczęła natychmiast łajać portierów. Geran i dwaj portierzy podbiegli do samochodu. Higgins wystąpił naprzód.wypłacanie robotnikom ich zarobków. Murgatroyd rozejrzał się dokoła. Po chwili taksówka znowu wjechała między plantacje trzciny cukrowej. nie gotówką. którego był dyrektorem. jeszcze przed chwilą niewidoczny z urwiska. tak czyste. i pan Murgatroyd w ciemnoszarym garniturze. Taksówka zatrzymała się przed wielkim. Pani Murgatroyd wysiadła pierwsza. panował tu stale orzeźwiający przewiew. madame . . .Och. Ŝe większość robotników głosowała za tą propozycją.Forsyth Opowiadania. 50 . .oczywiście w poprzednim wcieleniu połowę pariasów Indii.Pas de toilette. Pierwsza z nagród przypadła w udziale Murgatroydowi. Ciemne drewniane belki przecinały sufit. Po niemal godzinnej jeździe dotarli do rybackiej wioski o pięknej nazwie Trou d'Eau Douce.Ponder's End wydaje się bardzo daleko . . .oto i morze! Po prawej stronie. o które załamywały się jasnozielone wody spokojnej laguny. Po obu stronach ciągnęły się wypielęgnowane trawniki. obsadzone palmami. podobnie jak członkom kierownictwa.Tak.Hotel . jakby miała do osobistej dyspozycji .Nie wytrzymałabym juŜ dłuŜej jazdy przez to śmietnisko. Pani Murgatroyd pociągnęła nosem z obrzydzenia. Higgins odwrócił głowę i uśmiechnął się. Trochę się zdziwił. daleko . Ŝe nie lubił tego podmiejskiego osiedla Londynu.powiedział. zgadza się .uśmiechnął się Murgatroyd. Kierowca wyciągnął rękę. . . . Nie oznaczało to. Ŝe widać było pęki krasnorostów rosnące na dnie na głębokości siedmiu metrów. Za nią podąŜali Higgins w schludnym kremowym tropikalnym ubraniu. pod gołym niebem. Po lewej stronie hallu znajdowała się recepcja. U wylotu.zdziwiła się pani Murgatroyd. Był nią tygodniowy pobyt na wyspie Mauritius na koszt banku. Wszyscy troje przeszli pod arkadami hotelu i znaleźli się w chłodnym i przewiewnym hallu. O jakiś kilometr od brzegu widniała biała linia raf.Patrzcie państwo .

Strona 30 .zapytał bezceremonialnie Australijczyk. . Paul Jones wyszedł zza kontuaru recepcji.To go bynajmniej nie tłumaczy . Murgatroyd! .Nazywa się Harry Foster-wyjaśnił Jones. ..A skąd pan jest? . Chwycił Australijczyka za łokieć i zaprowadził go w głąb hallu.Halo.. Do parterowych apartamentów schodziło się pod sklepioną arkadą. .Higgins .zawołał. . Foster pozwolił się prowadzić łagodnemu.Roger Murgatroyd.Witam państwa serdecznie . Państwo pozwolą. o wielkim brzuchu. . . gdzie pracuje.odrzekł dyrektor banku. na który palmy rzucały smugi cieni. . Jakiś facet w średnim wieku. O jakieś pięćset metrów dalej sterczały białe rafy. Ŝe zaprowadzę ich do pokojów. białego piasku. tak .To mi się podoba .txt górnych pokojów. .Murgatroyd z Midland Banku i Higgins z centrali.Wcale nie mówi jak Szkot . Dwoje małych ciemnoskórych dzieci o czarnych włosach i oczach obryzgiwało się wodą. a ja zajmę się rozlokowaniem moich gości. Australijczyk łyknął piwa z puszki i czknął.mówił .powiedział. Kiedy juŜ znikał w drzwiach baru.stwierdziła pani Murgatroyd lodowatym potępiającym tonem . . Australijczyk zastanowił się nad tą informacją i skinął głową. Fale błękitnej laguny jaśniejsze tam. Przed balkonem ciągnął się trawnik okolony pierścieniem błyszczącego.oświadczyła jego Ŝona. . .powiedział Murgatroyd. Cienkie uda w drelichowych szortach. jestem dyrektorem hotelu. ale stanowczemu dyrek52 torowi hotelu.niech pan wróci do baru. Pokój miał dwa łóŜka i znajdował się na pierwszym piętrze.A to kto? . to w drugą stronę. pomachał przyjaźnie ręką w kierunku recepcji. .E. .Dobrze juŜ. Miał na nogach płetwy. nowi goście? . panie Foster . Ŝe chodzi o to. wychodził z morza. .był pijany. . .Z Midland Banku . dobrze. ale miał szeroki uśmiech na twarzy i trzymał puszkę piwa w ręku.zapytał.Państwo Murgatroyd. Zatrzymał się kilka metrów przed Murgatroydem i popatrzył na niego. jakby chciał skoncentrować wzrok. gdzie stykały się z piaskiem. .On jest na wakacjach. Opalony na mahoń młodzieniec o spłowiałych blond włosach zajmował się surfingiem sto metrów od brzegu.powiedział Jones. Człowiek ten był chudy jak szczapa i bosy. W głębi woda była zielona. Z biura recepcyjnego wyszedł młody jasnowłosy Anglik w nieskazitelnej koszuli i jasnych spodniach. . luźna plaŜowa koszula w kwiatki.Brawo.Murgatroyd . .Dzień dobry . łagodnie zalewały brzeg plaŜy. Murgatroyd nie zrozumiał go. Murgatroyd był zaskoczony.Higgins. Z głębi hallu wynurzyła się chuda postać. Myślał.rzekł. wydając dzikie okrzyki. a na twarzy maskę ze snorkelem. .powiedziała pani Murgatroyd. . Z centrali. Mrugnął kilka razy. .przedstawił się młody męŜczyzna. kołysząc się na wietrze. .zapytał. Murgatroyd wyszedł na balkon i rozejrzał się z zadowoleniem.Zaraz zajmiemy się sprawą pokojów. Australijczyk uśmiechnął się wesoło.Nazywam się Paul Jones. Stały przy brzegu na płyciźnie.powiedział.odezwał się z wyraźnym akcentem australijskim..Ten człowiek . .. kochanie .Jak się pan nazywa? . chwytał wiatr w Ŝagiel i bez Ŝadnego wysiłku przecinał powierzchnię wody.Forsyth Opowiadania.Przyjechał z Perth. Stojąc na wąskiej desce przechylał się to w jedną.Z Perth w Australii. KtóŜ to jest? . Paul Jones powrócił. Około tuzina pokrytych słomą słupków zapewniało mocniejszą osłonę brzegu. w dali mieniła się błękitem.powiedział. .

śyła w przekonaniu. Spędzał w ciepłej wodzie godzinę.Chodź. . Kupił sobie w sklepie hotelowym słomkowy kapelusz o szerokim rondzie. PrzecieŜ na razie potrzebne są nam tylko kostiumy kąpielowe. mango i papają zamiast jaj na bekonie. Natomiast Murgatroyd zdobył sobie pewną niepoŜądaną i wątpliwą popularność. by przed obiadem wypić zimnego drinka.krzyknął do kobiety siedzącej w cieniu palmy. ToteŜ wśród Południowoafrykańczyków. którzy stanowili główną część klienteli hotelu. Ŝe te drapieŜniki nie mogą przeskoczyć przez rafy i Ŝe laguna jest bezpieczna jak basen pływacki. jakoś uniknął etykietki "urzędnika z centrali". a to posmarowania jej olejkiem. siadała na plaŜy pod słomianym dachem i zaczynała całodzienną litanię. Ŝe laguna roi się od rekinów i barrakud i nikt nie był w stanie przekonać jej. O siódmej opuszczał Ednę Murgatroyd wyciągniętą w łóŜku. mimo Ŝe bardzo rzadko wystawiała się na słońce. jak zwykle zresztą. na ile mógł.Zostawmy to. Strona 31 .Jezu Chryste! . Chcesz wyglądać jak tubylec? Tu masz szorty i koszulę. zadziwiając samego siebie własną odwagą. okalającym bar połoŜony na cienistej wysepce. Nie masz pojęcia. witano go nieco ironicznym uśmiechem i wesołym pozdrowieniem: "Dzień dobry. Około dziesiątej przyłączała się do niego pani Murgatroyd. Higgins. podobny do tego. oczywiście na fotografii. . Powoli przepływała kilka metrów i wychodziła z wody. Harry Foster nie był niestety wstrzemięźliwy w swoich dowcipach. toteŜ widywali go rzadko. Murgatroyd z Midland Banku stał się postacią humorystyczną. narzekającą na powolność słuŜby przynoszącej śniadanie w rzeczywistości bardzo szybkiej . które przywiózł z Anglii. mimo Ŝe figurowały w karcie. pod bawełnianymi bluzeczkami albo szlafroczkami. . . 53 W ciągu dwóch dni Murgatroyd dostosował się do wakacyjnego trybu Ŝycia w tropikach na tyle. a kobiety dwuczęściowe kostiumy kąpielowe. ale szło mu coraz lepiej. Murgatroyd trzymał się swoich sięgających kolan drelichowych szortów i koszuli tenisowej. Higgins bardzo szybko zaprzyjaźnił się z grupą młodych Anglików. Nie był dobrym pływakiem. Ŝeby popływać. On takŜe spędzał większość dnia w spodenkach kąpielowych i koszuli.i schodził na plaŜę. ile tu ryb! Grupa męŜczyzn i kobiet otulonych w sarongi udawała się do baru. siadać na balkonie i obserwować. bardzo wcześnie. kazał sobie podawać płatki kukurydziane z melonem. Gdy zjawiał się na tarasie w długich szortach i płóciennych pantoflach. jak inni pensjonariusze. Na szczęście Ŝona nie była świadkiem tego wyczynu. z włosami nawiniętymi na wałki. który asymilował się w szybkim tempie. O tej porze większość męŜczyzn miała na sobie spodenki kąpielowe i koszule plaŜowe. Murgatroyd!" Trzeciego dnia Murgatroyd wyszedł z wody po porannej kąpieli. na tarasie przy pływalni i. UwaŜał się za kogoś w rodzaju playboya. Raz wypłynął na odległość chyba dwustu metrów. jak słońce wyłania się z Oceanu Indyjskiego daleko za linią raf i ciemną. jeśli mi pomoŜesz rozpakować rzeczy.odpowiedziała mu pani Murgatroyd. który widział kiedyś na głowie Hemingwaya.txt .Nie pozwolę ci pójść do jadalni w stroju kąpielowym. Od czasu do czasu zanurzała swoje róŜowe ciało w basenie hotelowym. ale mógł zamiast patrzeć przez okno na mokre chodniki. a na kolację przychodził w pastelowych spodniach i koszulach typu safari z kieszeniami i naramiennikami. Jej trwałą ondulację chronił plisowany czepek kąpielowy. aby zjeść śniadanie.Nonsens .Będziemy wcześniej gotowi. Murgatroyd zastanawiał się często.zaproponował Murgatroyd Ŝonie. Po kolacji szedł do kasyna gry albo do dyskoteki. spokojną wodą rozbłyskującą nagle jak gdyby kawałkami rozbitego szkła. Wstawał. Zaczął jadać śniadanie na dole. pójdziemy popływać . co się tam ^dzieje. .Forsyth Opowiadania. Australijczyków 54 i Anglików. Ŝądając a to chłodzących napoi.

którzy w krótkim czasie opalali się na brąz. a potem przejdzie na emeryturę i najprawdopodobniej resztę Ŝycia spędzi w Bognor. Ŝe aby to uzyskać.Radzę ci przestać myśleć o tych rzeczach . Ale zęby własne. naleŜało równieŜ zimą chodzić na kwarcówkę i nie dopuszczać. Rozejrzał się i zobaczył idącą po plaŜy młodą dziewczynę. Brzuszek miał zaokrąglony. Mięśnie miał napięte. . a jej białe zęby zabłysły w promieniu porannego słońca. na której końcu widać było wystającą z wody głowę. Murgatroyd spojrzał na swoje ciało. który sądził. tuŜ przed oczyma Murgatroyda. Od strony morza usłyszał huk i zobaczył małą motorówkę. . Przywiozła ze sobą cały stos jej ksiąŜek. Murgatroyd zazdrośnie przyglądał się młodemu człowiekowi. jędrne piersi i wąską talię.Bonjour m'sieu . Zatoczył nowe koło. Zaskoczyło to Murgatroyda. Motorówka przyśpieszyła. Do niedzieli pozostawało mu jeszcze cztery dni. Sternik skręcił silnie kierownicą. tęgi i bez kondycji. które opadały lokami na plecy. Skórę miała koloru starego złota. był niski. ale nie potrafił się od tego powstrzymać. stąpając z niewymuszonym wdziękiem mieszkanek tej wyspy. mimo Ŝe latem niemal wszystkie popołudnia spędzał w klubie tenisowym. Murgatroyd obserwował jej rozkołysane biodra. włosy miał przerzedzone. a wtedy wyrosła za nim wielka fontanna piany. komu dziewczyna śle swój uśmiech. Rozejrzał się więc dokoła. Ale jak to robić w Bognor? Przez ostatnie trzy lata w czasie jego wakacji lało. które mimo wszystkich środków zapobiegawczych i licznych ostrzeŜeń Ŝony nabrało ponętnego koloru ugotowanego homara. Murgatroyd zastanawiał się. upał dawał się we znaki. silnymi nogami przecinał sunącą za motorówką smugę fali. Echo jego tryumfalnego śmiechu biegło po lagunie. Kiedy zbliŜyła się do niego. czy dziewczyna nosi coś pod spodem. jej ciemne włosy. napisanym przez popularną autorkę. Strona 32 . Murgatroyd zorientował się. Lata spędzone przy biurku spłaszczyły mu pośladki. zwiotczałe mięśnie piersi.txt połoŜył się pod słomianym daszkiem. Murgatroyd zdjął słoneczne okulary i takŜe się uśmiechnął. Ciągnęła za sobą linę. dziewczyna uśmiechnęła się ponownie. wesoły uśmiech.mruknęła usadawiając się w cieniu.Forsyth Opowiadania. Grzeczność nie pozwalała mu przyglądać się jej zbyt ostentacyjnie.Ladaco . Kiedy obrócił się z powrotem ku morzu. Ŝe nie został jej przedstawiony. która właśnie nabierała rozpędu. Spięty na lewym ramieniu krótki. Miała szeroko rozstawione ciemne oczy.zawołał. Słońce stało juŜ dość wysoko i mimo Ŝe było dopiero wpół do dziesiątej. I ona przyglądała się oddalającej się dziewczynie. Ŝeby skóra stała się biała jak marmur. Pod wpływem podmuchu wiatru biały sarong przylgnął na chwilę do jej ciała. Spod kąpielowych spodenek z materiału w kratkę wystawały mu cienkie jak tyki owłosione nogi. Ŝe dziewczyna jest Kreolką. Ŝeby zobaczyć. Był pewien. Minęło dziesięć minut i Murgatroyd spojrzał na swoją lepszą połowę.Dzień dobry! . biały bawełniany sarong ze szkarłatnym wzorem na brzegu ledwo zakrywał jej biodra. ale w pobliŜu nie było nikogo. wydatne kości policzkowe i połyskujące czarne włosy. Szła boso. Ŝe jest sam pod daszkiem. wsiądzie do samolotu i juŜ tu nie wróci. okularów zaś uŜywał tylko do czytania . Będzie pracował w Ponder's 55 End przez następne dziesięć lat. Wiedział.przewaŜnie raportów z posiedzeń spółki i rachunków bankowych. Zazdrościł ludziom. Uśmiechała się do obcego człowieka. Wydawał się wyrzeźbiony z dębu. Lina napręŜyła się w pewnej chwili i z wody wynurzył się opalony na ciemny brąz młody gość hotelowy jadący na narcie wodnej. a w najlepszym razie było pochmurno. Pojedzie na lotnisko.usłyszał za sobą głos Ŝony. narciarz zatoczył wielki łuk zbliŜając się do skraju plaŜy. . Była całkowicie pogrąŜona w romansie historycznym. Czuł swoje pięćdziesiąt lat. która właśnie nadeszła. oparł plecami o palik i zaczął zastanawiać się nad sobą. obróciła się i rzuciła komuś szeroki. A w takim razie jej uśmiech był spontaniczny.odpowiedziała dziewczyna i poszła dalej. . uwydatniając małe.

oparł się o palmę i czekał na Murgatroyda. Był zawsze. Panie Murgatroyd. poza tym wątpił. . poniewaŜ przepada im zadatek. graniczącą z upodleniem. bo uznał.Forsyth Opowiadania. Ŝe juŜ przed laty "powinien był wyłoić jej skórę".niech pan mówi. Murgatroyd zaczął liczyć w pamięci. 56 Kiedyś w szatni klubu tenisowego usłyszał mimo woli. to weź tabletkę sody .szepnął kątem ust i to tak tajemniczo.O co panu chodzi? . Nudę. Higgins spojrzał poprzez kolumnadę w stronę oświetlonego hallu. kiedy zbliŜył się do niego Higgins.odpowiedział Murgatroyd . która weszła do toalety..powiedział.Muszę z panem porozmawiać.. . Bardzo proszę. . przerywały od czasu do czasu okresy ostrej nienawiści. Nie był niestety człowiekiem. Przeciwnie. Edna Murgatroyd spojrzała na męŜa sponad okularów. Łódź jest wolna i połowa kosztów zapłacona.Nie . a te nie mają ochoty na wyprawę. Murgatroyd właśnie czekał w hallu hotelowym na Ŝonę. wpatrując się w doniczkę z paprocią. pozostawało mu niewiele więcej niŜ ta kwota. czy w przypadku jego Ŝony dałoby to rezultaty.Ja teŜ nie. Zostałaby zuŜyta przez panią Murgatroyd na zakupy w strefie wolnocłowej i na prezenty dla siostry. Ale nie zrobił tego. . Niech mnie pan posłucha. ChociaŜby jeden raz.JeŜeli ci się odbija. Spróbujmy! No? 57 . jaka towarzyszyła temu stanowi rzeczy.txt Obrócił się ku lagunie i zadał sobie pytanie .skąd jego Ŝona bierze tak niespoŜyty apetyt na romantyczną fikcję. czy połowica Murgatroyda nie idzie za nimi.Dobrze . człowiekiem łagodnym i jakkolwiek potrafił kierować bankiem. CięŜar tych przykrych myśli rozładował cięŜkim westchnieniem.Za kilka godzin? PrzecieŜ to jest w przeliczeniu dwadzieścia pięć funtów! . W pierwszej chwili rozzłościł się i chciał nawet wyjść zza szafki i zaprotestować. aby się upewnić. oczywiście Ŝe nie. . nawet w młodzieńczych latach. który zbliŜył się do niego. Pracował przecieŜ w wydziale zagranicznym. wszedł do ogrodu. Od ponad dwudziestu lat związany więc był z kobietą. a mam straszną ochotę. Trzej biznesmeni z Johannesburga zamówili łódź na jutro rano. JuŜ w pierwszych dniach powiedziała mu. Strona 33 .Dwadzieścia sześć funtów i siedemdziesiąt pięć pensów powiedział automatycznie Higgins.Dlaczego pan nie proponuje tego swoim znajomym? Higgins wzruszył ramionami. Niech pan idzie za mną. Potrząsnął głową. więc tylko pięćdziesiąt. . Nadszedł piątkowy wieczór.nie po raz pierwszy zresztą .powiedziała.Nie. Ŝe niemal ostentacyjnie. . ale sam na sam . jak jeden z bywalców klubu powiedział do drugiego. . w domu łagodność ta przemieniała się czasem w bierność. .Czy pan tego próbował? . jeŜeli przypuszcza. . ale poniewaŜ połowa jest zapłacona.zapytał. Po obliczeniu ceny taksówki na lotnisko i róŜnych innych wydatków związanych z powrotną podróŜą do Ponder's End.mruknął Higgins.Ruszył naprzód ze sztuczną nonszalancją. . .Oni chcą spędzić ostatni dzień ze swoimi dziewczynami. Ŝe ten facet ma prawdopodobnie rację. który potrafiłby komuś "złoić skórę".Normalnie kosztowałoby sto dolarów na głowę. Ŝe nie lubi "tych rzeczy" i Ŝe myli się. W gęsto zarośniętym ogrodzie panowały ciemności.Ile to będzie kosztowało? . Ŝe będzie je znosiła w przyszłości. Okazuje się. negując przy tym całkowicie sens rzeczywistości.Pańska Ŝona moŜe się lada chwila zjawić. . Ŝe nie będą mogli z niej skorzystać. która była mu obojętna. Co pan na to? Bierzemy ją? Propozycja zdziwiła Murgatroyda.O polowanie na grubą rybę . niech się pan zdecyduje. Ich małŜeństwo nie było związkiem dwojga kochających się ludzi.

Kilian spojrzał na Murgatroyda. Będzie nas eskortować pracownik hotelowy. Ŝe fosforyzujące wskazówki budzika zbliŜają się do czwartej. Wysunął się cichcem z łóŜka i spojrzał na panią Murgatroyd. Południowoafrykańczyk wysiadł z wozu i podszedł do łodzi. ale Murgatroyd zauwaŜył zarys uwiązanej łodzi. Ŝe obudzi Ŝonę. Nie ma pan długich spodni i wiatrówki z rękawami? .Trzeba będzie wstać o czwartej. a potem robi się piekielnie gorąco . Murgatroyd zamyślił się.Zresztą. ale nie odwaŜył się go nastawić. Prawdopodobnie nigdy tu juŜ nie powrócimy.Forsyth Opowiadania. dowód. MoŜe uda się coś złapać. Miał wprawdzie mały budzik. nawinięte na wałki włosy owinęła siatką. spodenki kąpielowe i koszulę. . . Ŝe ktoś się tam juŜ obudził. Zdrzemnął się kilka razy.CóŜ. Wypływamy za kwadrans szósta.Sama myśl o tym przeraziła Murgatroyda.Nie mówić? . Ruszył z powrotem do baru.Wyruszamy bardzo wcześnie . Nie mógł zaspać.Właśnie . Nigdy juŜ nie zobaczymy Oceanu Indyjskiego.. Ŝeby znaleźć się na łowisku przed siódmą. ale przecieŜ i tak wiecznie się awanturuje.nalegał Higgins. . . Kilian wyciągnął ze schowka w samochodzie termos z gorącą kawą i poczęstował wszystkich. W ciemnym korytarzu włoŜył resztę ubrania. Przygoda. przez dawno juŜ nieŜyjącego francuskiego kapitana. 58 W nocy Murgatroyd nie mógł zasnąć. . Piętnaście minut trwała jazda przez ciemne wsie. którą warto będzie wspominać w Londynie. Podjechali do drewnianego mola. Niech pan pomyśli.Człowieku.szepnął mu Higgins. On się na wszystkim zna. chociaŜ raz w Ŝyciu zobaczyć wschód słońca na pełnym morzu! Wiatr we włosach. Samochód odjeŜdŜa o czwartej trzydzieści. bonito i inne wielkie ryby.powiedział. ale ludzie zawsze mówią cicho w ciemnoStrona 34 . Przypomniał sobie młodego człowieka przecinającego lagunę na jednej narcie.rzekł. chowając czeki do kieszeni.. Wziął do ręki pantofle.Niech pan po prostu pojedzie.O tej porze na wodzie jest chłodno. Chodźmy. proszę pomyśleć! Linki na tuńczyki. podpisał się na nich i podał Higginsowi. nieco otumaniony swoją szaloną decyzją. . po czym wyszedł i cicho zamknął za sobą drzwi. . . kierownik imprez. nie mam. Pochylił się. Potem skręcili w boczną drogę i wjechali do małego porciku. zajechało od niego ponczem..powiedział Kilian i rzucił mu sweter.Edna nigdy się nie zgodzi . Zaprowadził ją szybko na kolację. Za firankami było ciemno... To najlepszy czas. Spotkamy się w hallu o czwartej trzydzieści.Nie trzeba jej nic mówić.Mam zapasowe . W niektórych chatach paliło się światło. miejscowości nazwanej Trou d'Eau Douce.Nie myślałem o tym . czyli Zatoczką Słodkiej Wody. . obawiając się.Pojadę! . zaskoczony nieoczekiwanym chłodem trząsł się trochę. To dziwne. . Tu wszystkie domy były jeszcze ciemne i pozamykane. LeŜała jak zwykle na plecach. bo Higgins zastukałby zapewne do drzwi o wpół do piątej.odparł Murgatroyd.. .Ma pan rację! Kiedy wyruszamy? Wyjął portfel. No więc dlaczego nie? .txt . W hallu znalazł Higginsa i przewodnika. OstroŜnie odłoŜył pidŜamę na łóŜko i włoŜył slipy. doprawdy nie wiem.MoŜe pan sobie spalić skórę. . . wyciągnął trzy dziesięciofuntowe czeki podróŜne. Wreszcie zobaczył. tuŜ przed wschodem słońca. . który prawdopodobnie w tym miejscu znalazł źródło wody pitnej. W ksiąŜeczce pozostały juŜ tylko dwa. niejakiego Andre Kiliana. na której jakieś postaci krzątały się przy świetle pochodni.Bał się wracać do pokoju.powiedział. oddychała chrapliwie. O piątej mamy być w porcie. który zajmował się organizowaniem sportowych rozrywek dla gości. i zastał tam rozdraŜnioną Ŝonę. Zrobi panu potem piekło. Uszu Murgatroyda doszły urywki rozmowy prowadzonej w kreolskiej francuszczyźnie. Murgatroyd poszedł za nim.

odezwał się Kilian . ale później dowiedział się. . . Wyciągnął z bagaŜnika wielki. ale starą.On sam nie wie dokładnie. Mała kabina na dziobie pełna była najrozmaitszych gratów. Stojący na molo wieśniak zrobił to samo z przednią cumą i pchnął łódź. Ŝeby usiedli.txt ściach. Na krześle kapitańskim. Na dnie.Na pańskim miejscu poczekałbym jeszcze kilka minut. Młody chłopiec odczepił tylną cumę i rzucił ją na pokład. Kobiety widać przygotowywały juŜ poranną kawę. ale zaopatrzony w pasy bezpieczeństwa. . których końce przytwierdzono do pokładu. z jedną ręką na sterze. wiejące nie wiadomo skąd i dokąd. Murgatroyd widział wyraźnie wiejskie chaty stojące wzdłuŜ brzegu laguny. . Ŝe są to wędki. Murgatroyd zabrał paczki z wałówką i dwa termosy z kawą. a na głowie znoszony i podarty kapelusz. Na tym polega tajemnica szczęśliwych połowów. ostre błyski słońca przecinały powierzchnię wody.chciałbym przedstawić panom łódź i jej załogę. od ilu.powiedział. zarysy mola. Zna te wody i zna obyczaje ryb. Słońce podnosiło się teraz szybko. a teraz . szeroką łajbą o drewnianym kadłubie pokrytym sklejką. z których wystawały dwie zdeformowane bose stopy. .No. postrzępionych chmurek. Stary człowiek obrócił się. I proszę Strona 35 . Z tyłu.Forsyth Opowiadania. a na rufie obrotowy fotel. Na prawo od jej drzwi stał na wysokim trzpieniu wyściełany fotel.W miarę jak stawało się jaśniej. a wtedy słoneczne światło rozszczepiało się na tysiące srebrnych ogników.powiedział Kilian. Ostatnie gwiazdy zbladły. Nagłe powiewy.Monsieur Patient łowi w tych wodach co najmniej od sześćdziesięciu lat . siedział stary człowiek i przyglądał się w milczeniu przygotowaniom. a to jego wnuk. . skinął głową. Murgatroyd myślał z początku. . Powracał spokój. ale mocna jak skała. Higgins wydobył z torby przewieszonej przez ramię aparat fotograficzny. a na jej tle rysowało się kilka niskich. W dziesięć minut później był z powrotem*. Zapalały się i zaraz gasły. chłodzony pojemnik na piwo i zaniósł go z pomocą Higginsa na koniec mola.Chciałbym zrobić zdjęcie . widać było całe bukiety koralowców. Ŝe to wysięgniki przeznaczone do oddzielania przy połowie zewnętrznych linek od wewnętrznych. Kilian wsunął pojemnik z piwem pod jedną z ławek i gestem zaprosił wszystkich. mącony jedynie długą bruzdą przecinającą powierzchnię wody od rufy łodzi do oddalającego się coraz bardziej mola. Łódź z wolna obróciła się dziobem do laguny. niebo nabrało granatowego koloru. Jest 60 stara. Twarz miał ciemną. na głębokości czterech sąŜni. marszczyły powierzchnię laguny. ale nic nie powiedział. po francusku "Naprzód". Łódź nie była nowym luksusowym modelem ze sztucznego tworzywa. juŜ było całe nad horyzontem i rzucało swe promienie na zachód.Zabierzemy teraz na pokład rzeczy . Jean-Paul. Spoglądał w morze spod powiek pomarszczonych od wieloletniego patrzenia w połyskującą wodę. podobny do biurowego.mówił Kilian. dym unoszący się z kominów. łodzi i ludzi stawały się coraz jaśniejsze. Miał na sobie grubą koszulę z granatowego płótna i spodnie. by się nie poplątały.Łódź nazywa się "Avant". Po dwóch stronach rufy sterczały ukośnie długie tyki podobne do anten. Na horyzoncie stała blada smuga światła. Murgatroyd wychylił się za burtę. wzdłuŜ burty. Kapitanem jest monsieur Patient. mówił głośniej. nikt inny tego nie pamięta. Ta część łodzi była zakryta daszkiem. a przed nim znajdowało się koło sterowe i tablica rozdzielcza. pofałdowaną jak stary orzech. szczególnie tuŜ przed świtem. i widziała na swoim pokładzie niejedną złowioną rybę. 59 . Stary człowiek zapuścił silnik i Murgatroyd poczuł pod stopami głuche dudnienie. Woda dostrzegalna była tylko dzięki połyskowi. wmontowane były dwie twarde ławy.

w odległości jakichś dwudziestu metrów od nich. Gdy zbliŜali się do strefy spienionych wód. W miarę jak słońce wyłaniało się zza horyzontu. a po prawej i lewej stronie łodzi rozbijały się o rafy białe grzywacze. . ten odburknął mu. Z hotelowego balkonu wyglądały. kiedy było niegroźne. Obsada wędek. Patient skręcił ostro kołem sterowniczym w prawo i "Avant" zaczął sunąć równolegle do linii raf. Murgatroyd dostrzegał je dopiero wtedy. widział ściany koralowców w odległości trzech metrów. Siedział trzymając jedną rękę na kole sterowym. Ŝe nie ma między nimi Ŝadnej wyrwy. "Avant" podskoczył i zakołysał się. Ale kapitan zdawał się nie zwracać na nie najmniejszej uwagi.roześmiał się Higgins. podobne do cygar ołowiane cięŜarki z zaczepem do Ŝyłek. Znaleźli się na groźnie wzburzonych falach Oceanu Indyjskiego. zdarłyby w mgnieniu oka burtę z łodzi albo skórę z człowieka. Chłopiec rozpoczął przygotowania do połowu. . a zdawało się trwać wieki. i patrzył naprzód przez szybę. Ŝe nie jest to wycieczka dla tchórzów.To jest coś! Prawda? Kawy? . Ŝeby łatwo wchodziła do umocowanych w burcie łodzi gniazdek i nie pozwalała im się skręcić.Forsyth Opowiadania. Zdawało się. które w mgnieniu oka przybrały odcień zielonkawoniebieski. jakby odbierał sygnały jakiejś. tu jest koniak . jemu tylko znanej. Za przynętę słuŜyły teŜ łyŜeczki i błystki.Po tej przeprawie przydałoby się coś mocniejszego . Płynęli równolegle do brzegu mniej więcej kilometr od niego. Kilian uśmiechnął się. Inne wykonano z białych i czerwonych kogucich piór. Do jednego Strona 36 . Ŝeby nie wypadły za burtę. Od czasu do czasu lekko skręcał koło albo dodawał gazu i "Avant" omijał 61 kolejne niebezpieczeństwo. Ŝeby uchwyt był lepszy. Były tam takŜe grube. Ten wyjął z duŜej skrzynki z przyborami stalowe linki rozmaitej długości. bębniąc głucho. Gdyby się o nie otrzeć. Słońce wynurzało się z wód oceanu i rozjaśniało rozkołysane wody. gdy kapitan przekręcił koło i "Avant" skierował się dziobem ku otwartemu morzu. została poząbkowana w ten sposób.Pomyśleliśmy o wszystkim. Wszędzie pieniły się teraz grzywacze. Murgatroyd wparł się w ławkę i poddając się kołysaniu łodzi i jej nagłym podskokom.Hej. Chłopiec wsunął kaŜdą wędkę do odpowiedniego gniazdka i zamocował ją ściągiem węzła i karabińczykiem tak. Chłopiec zapytał o coś dziadka po kreolsku. Chłopiec wybrał dwa małe woblerki. czy widział pan te cholerne koralowce? zawołał Higgins. Murgatroyd. latarni morskiej na pustym horyzoncie.txt uwaŜać. . Potem znaleźli się na rozhuśtanych falach oceanu. Po prawej stronie wciąŜ ciągnęły się rafy.powiedział Kilian i otworzył drugi termos. Murgatroyd patrzył na coraz bliŜsze rafy. zawierający osiemset metrów jednolitej nylonowej Ŝyłki. Wyglądały jak zrobione z delikatnych piórek. wśród nich róŜowe i zielone woblery zrobione z miękkiego kauczuku. sterczących tuŜ pod powierzchnią morza. piórko i łyŜeczkę. W pięć sekund później znaleźli się w tym kanale. Wtedy Murgatroyd zobaczył kanał między koralowcami. od dołu na dobre pół metra owinięte korkiem. rozbijają się o poszarpane ściany ostrych jak noŜe koralowych raf. Teraz widział. wszystko co błyszcząc w wodzie przyciąga uwagę drapieŜnych ryb. a gdy fala opadała po jego stronie. zrobiona z solidnego mosiądzu. jakby były zrobione z piórek opryskiwanych mlekiem. Z zaciekawieniem obserwował teŜ wszystkie czynności chłopca. Ŝe się nie skompromituje. ale w dotyku były ostre jak brzytwy. jak wielkie fale. Niedługo będziemy przepływali przez rafy. I wtedy Murgatroyd zdał sobie sprawę z tego. i kolekcję róŜnych wabików. drugą na gazie. Miał nadzieję. Wyniósł z kabiny cztery dwuipółmetrowe wędziska. były coraz jaśniejsze i zieleńsze. KaŜde z nich zaopatrzone było w duŜy kołowrotek. zwane przyponami. Murgatroyd rozejrzał się. Wszystko razem trwało zaledwie sześćdziesiąt sekund. próbował wypić kawę.

Nie. to gdy ryba weźmie i pociągnie za sobą Ŝyłkę. . co stary człowiek zauwaŜył juŜ przed dobrą chwilą. niczym szybko mknąca ryba. kiedy ryba chwyci. kołowrotek zacznie kręcić się tak szybko. ale interesują się nimi duŜe ryby. tak Ŝe niekiedy ginęły z oczu* Chłopiec pozwalał Ŝyłce rozwijać się do chwili. odsuwał zaczep kołowrotka.ale szybko. . do drugiego zaś pojedynczy lub potrójny haczyk. który od razu zaczął zrzucać przygotowane przez siebie linki za łódź. Potem juŜ nie będzie na to czasu. .Wtedy trzeba wsadzić wędzisko grubszym końcem do gniazdka w podłodze tuŜ pod fotelem i przypiąć tą oto klamrą do ramy fotela. Chłopak rzucił w morze przynęty przymocowane do tych wędzisk i przesunął klamry po linach jak mógł najwyŜej. wszyscy wstali. drugie w prawym. Pozostałe dwa chłopiec włoŜył do gniazdek umieszczonych na burtach tylnego pokładu. Ŝe wędka zostaje wyrwana z ręki. Murgatroyd i Higgins znowu skinęli głowami. na które takŜe poluje bonito i tuńczyk.Czy któryś z was juŜ kiedy łowił ryby? . KaŜdy wabik obciąŜony był ołowianym cięŜarkiem.To jest sprzęgło poślizgu .Ale nas nie interesują małe rybki! . Kilian zwrócił uwagę swoich gości na rodzaj uŜywanej przynęty. Ŝe jego terkot zamieni się w pisk. ale nic nie przykuło ich uwagi. Rozpiętość tych lin miała utrzymać zewnętrzne Ŝyłki z dala od wewnętrznych. dwudziesto62 pięciocentymetrowy przypon. . Ŝe idzie ławica szprotek.. 63 Południowoafrykańczyk siadł w obrotowym fotelu i wziął do ręki jedną z wędek. a tę z kolei do Ŝyłki wędziska. Gdyby ryba wzięła. Kiedy usiądziecie na tym miejscu . Zdarza się. Chodźcie panowie za mną i popatrzcie. Dwa wędziska sterczały w swoich gniazdkach na tylnej burcie łodzi. Ptaki są dla nas sygnałem. górna część wędziska uginała się lekko pod cięŜarem przynęty i zaczynała ją ciągnąć. Murgatroyd i Higgins potrząsnęli przecząco głowami. ale w pozycji równoległej. cięŜarki i Ŝyłki. . Osoba. Na woblery i piórka łowimy bonito. nie tracimy jej ani przynęty. jedno w lewym naroŜniku.Błystka wirowa nadaje się do łowienia barrakudy. tym więcej Ŝyłki będziecie musieli potem wciągnąć . Z daleka wyglądały jak punkciki.W takim razie pokaŜę wam. to wyrwałaby Ŝyłkę z klamry i przeniosła napięcie z kołowrotka wprost na wędzisko.txt końca kaŜdej z tych błystek przymocowany był stalowy.powiedział Kilian. Daleko na horyzoncie. do którego przymocowana była przynęta. Kilian wskazał na mosięŜne koło ze szprychami sterczące z boku kołowrotka. Prąd wody porywał przynętę. a to z kolei powoduje przeraźliwy pisk.ZauwaŜyły ławicę drobnych rybek i polują na nie. ale jeśli jest dobrze umocowana. Kapitan obrócił się i skinął głową na chłopca. bo im dłuŜej będziecie marudzić.Kiedy ryba chwyta. . Trzeba pamiętać. Ich Ŝyłki ściśnięte były duŜymi klamrami.zapytał Kilian. . Dopiero po minucie dostrzegli to. zajmie wtedy moje miejsce i otrzyma wędkę z rąk Jean-Paula albo moich. tuŜ nad powierzchnią wody trzepotało stadko ptaków. Ŝe przynęta znajduje się o dobre trzydzieści metrów od łodzi. Jest to znak dla rybaka. który utrzymywał go tuŜ pod powierzchnią wody. przynęta i haczyk płynęły równo. Monsieur Patient zmienił nagle kurs. co nastąpi. w zielonkawej wodzie. i kołowrotek zaczynał się obracać. powiedzmy do pięciu funtów. na którą przyszła kolej. . Teraz popatrzcie.JeŜeli ustawić je na nieduŜy cięŜar. . Gdzieś daleko w tyle. Kiedy gwałtownie podskakiwały na spienionych falach. Chłopiec przymocował zaczep wabików do stalowej linki przyponu. tuŜ pod powierzchnią.zdziwił się Higgins. Nurkowały i zaraz potem wyłaniały się z morskiej toni. Okay? Obydwaj Anglicy skinęli głową. .Forsyth Opowiadania. Ŝyłka zostaje gwałtownie szarpnięta przez nagły ruch kołowrotka..Rybitwy .tłumaczył dalej Kilian.powoli przekręcicie sprzęgło Strona 37 . Ŝe wędki są drogie. kiedy orientował się. dorady. Wtedy znowu zahaczył kołowrotek. a te z kolei przywiązane do lin przeciwwagi burtowej. . a nawet duŜe tuńczyki.

Co oznaczają te nacięcia na sprzęgle poślizgu i na mosięŜnej obudowie bębna? . którego kołowrotek wciąŜ się obracał. Chwytając linkę podciągnął ją i na pokład padła srebrzysta. Rzucił ją na pokład. trzeba odjąć od tego dziesięć procent. Ptaki szybowały jakieś sześć metrów nad wodą. sprzęgło poślizgu wypuszcza Ŝyłkę tylko wtedy. Aby uniknąć ryzyka.Moja! . Wtedy wyciągając ostre dzioby spadały strzeliście w dół. Wtedy łódź zacznie ciągnąć rybę. . pilnie wypatrując bystrymi oczkami błysków ukazujących się tu i ówdzie w rozkołysanej wodzie.Wtedy trzeba ją zmęczyć. . Więc zapomnijmy o tym. kołowrotek jest tak znakowany. śyłka zatrzymała się niemal natychmiast. potem nakręcamy ją. Potem uwalnia się prawą rękę. groziłoby wyrwaniem ramion z tułowia. . aŜ ryba tak się zmęczy.powiedział Higgins . z nieruchomymi skrzydłami i opuszczonymi łebkami. Następnie naleŜy ten zabieg powtórzyć. Wędzisko zgięło się. nad którym krąŜyły rybitwy. W pewnym momencie zobaczycie swoją zdobycz szamocącą się w pianie za rufą. kiedy naciąg wynosi sto funtów. który po chwili przeszedł w gwizd. Chłopiec ogłuszy ją i wrzuci na pokład.Ale co się dzieje. Z początku odpuszczamy Ŝyłkę.Około czterech funtów.zainteresował się Higgins. podciąganie wędziska do góry. sztywna ryba. Ale 64 utrzymywanie przez dłuŜszy czas stufuntowego cięŜaru.zapytał Higgins. przechylanie go do przodu przy jednoczesnym kręceniu korbką kołowrotka. nie mówiąc juŜ o wciąganiu go na pokład. Te Ŝyłki mogą wytrzymać cięŜar stu trzydziestu funtów. dopiero gdy przytrafi się taka sytuacja. trzymając w dziobie wijącą się. W pół godziny później. podobnie jak makrele. Trzeba mocno chwycić lewą ręką część wędziska owiniętą korkiem i szybko kręcić korbką kołowrotka. W tym momencie zaczynacie ją wciągać.Czuję. znowu odpuszczamy i tak w kółko.Forsyth Opowiadania. która natychmiast znikała w ich wąskim przełyku. Obracający się kołowrotek wydawał z siebie dźwięk. Chwyt oburącz. Polowały na swoje poŜywienie z niestrudzoną energią. powoli opuszczając wędzisko. Wędzisko ugięło się jeszcze bardziej. Ŝe ryba ma powyŜej srebrzystego brzucha ciemnogranatowe paski. .wydusił z siebie Higgins i kręcił dalej. Higgins wygrał. ale Ŝyłka się nawijała. To ułatwi wciąganie Ŝyłki. śyłka nawijała się gładko. Ŝe dłuŜej ciągnąć nie moŜe. W kilka chwil później jedno z wędzisk przegięło się gwałtownie i Ŝyłka zaczęła się rozwijać. . Zagramy w orła i reszkę. Jean-Paul wychylił się za rufę. a nie ryba łódź.stwierdził Kilian. To jedyne wyjście i cięŜka walka.txt w przód. cieniutką niby zapałka rybkę. Jeśli są mokre.Wskazują maksimum dopuszczalnego naciągu. Murgatroyd zauwaŜył. W sekundę później wyłaniały się z wody. . . JeŜeli ryba jest bardzo cięŜka. jak się szarpie .Panie Murgatroyd . . chwyta nią korbkę i kręci.Bonito . Trzymając je lewą ręką. kiedy bierze bardzo cięŜka ryba? . Higgins wcisnął go do gniazdka. gdy Ŝyłka przestanie się rozwijać. Ŝeby się znów naciągnęła. Wyciągnął z kieszeni jedną miejscową rupię. trzeba trzymać wędzisko oburącz i starać się podnieść je do pozycji pionowej. Monsieur Patient zmniejszył obroty silnika i łódź płynęła teraz wolno nad niewidzialną ławicą ryb. po przebyciu trzech mil "Avant" znalazł się w miejscu. Jean-Paul podał mu wędzisko. prawą obracał kołowrotek.musimy się zdecydować. ale juŜ nieco wolniej. Chłopiec wziął szczypce i wyjął wąs haczyka wędki z pyska bonito.Czysta robota Strona 38 . który z nas będzie pierwszy. Kołowrotek będzie usztywniał się stopniowo do chwili. Ŝe gdy nacięcia schodzą się ze sobą. Ale o to będziemy się martwić. . Higgins nie miał 65 4 . Przymocował klamrą wraz z węzłem i zacisnął sprzęgło poślizgu.krzyknął Higgins z radością i runął na obrotowy fotel. o tak.

Kołysząc się lekko. Ŝe odsunęli się od ławicy szprotek.Bonito nadają się tylko na przynętę.zapytał Higgins. MoŜe to naprawdę wielka ryba. Ŝeby ściągnąć ją ku burcie. Patrzał. Będzie co opowiadać w Ponder's End. metr bawełnianej nitki. 66 . co oznaczało. Wcisnął wędzisko do gniazdka. Ŝe będzie musiał tak się wysilić. myślał.Forsyth Opowiadania. Minęła juŜ ósma i zaczynało się robić ciepło.Wspaniała zabawa. Kiedy ryba znalazła się w odległości dwudziestu metrów za łodzią. co robi. do którego nasady przymocowana była pięćdziesięciocentymetrowa stalowa linka i trzydziestocentymetrowe stalowe ostrze podobne do szydełka. Przypiął stalową linkę do końca ostrza i za pomocą szczypiec teŜ przeciągnął ją przez ciało bonito. aŜ zakrwawione wyszło przez pysk. Był to znowu bonito. . Jean-Paul ogłuszył ją i rzucił na pokład. Napiął mięśnie lewego ramienia i prawą ręką zaczął spokojnie kręcić korbą kołowrotka. Stary rybak obrócił koło sterowe i wziął kurs na środek laguny. czy nie walczy z jakimś olbrzymim stworzeniem. Nie wiedział przecieŜ. Murgatroyd ujął wędzisko. Miała półotwarty pysk i czarne.powiedział Kilian. a koniec wędziska przechylił się w dół. Czuł w napręŜonym lewym ramieniu siłę szamocącej się ryby.Monsieur Patient ma inny pomysł . Murgatroyd pomyślał.JuŜ nie będziemy uŜywać tej wędki? .txt zadowolonej miny. Stado rybitw pozostało na prawo od łodzi. tak jak gdyby była tuŜ. dała widać za wygraną. Kiedy wziął do ręki obciągniętą korkiem część wędki.zapytał Higgins. . Kręcił z całych sił. Następnie wbił obsadę haczyka głęboko w brzuch ryby. Na końcu linki pozostał mały obrotowy zatrzask. jakich kobiety uŜywają do cerowania męŜowskich skarpetek. ale jest niezbyt smaczna. gdzie jak okiem sięgnąć kołysała się ciemnogranatowa toń. Wziął mniejszego bonito i zaczął robić z niego przynętę. to następne moŜe okazać się gigantem. ostrzem do przodu.krzyknął podniecony Higgins. moŜe bardzo wielka. Przejechali jeszcze raz poprzez ławicę i ryba chwyciła po raz drugi.MoŜe będziemy ją mogli zjeść na kolację? . nie większą niŜ te. Stary przeciągnął igłę przez nasadę płetwy grzbietowej. bo Ŝyłka cofała się łatwo. poczuł szarpanie ryby na końcu sześćdziesięciometrowej Ŝyłki. kryjącym się w skłębionych wodach. Ten odpiął przypon razem z przynętą i schował go do skrzynki z przyborami. Wyciągnął resztę stalowej linki z pyska ryby. A jeŜeli to nie będzie duŜo większe od tego. Dyszał cięŜko. Przeszedł go dreszcz podniecenia. Był ogromnie podniecony. niewidzące oczy. WaŜył około dziesięciu funtów. Robił to po raz pierwszy w Ŝyciu i pewnie po raz ostatni. na wierzchu pozostało tylko zagięcie haczyka i ostre jak igła zakończenie z wąsem. Mała martwa ryba była juŜ twarda jak deska. Kilian pokręcił głową. JuŜ on wie. stary rybak przeszedł przez chybocący się pokład na tył łodzi i skrzyŜowawszy nogi usiadł na odpływowej luce. a jego wnuk tymczasem zarzucił haczyk wraz z woblerem do wody. Tubylcy robią z nich zupę. . Powoli obrócił sprzęgło ku przodowi i po chwili Ŝyłka stanęła. Ŝe moŜe się urwała. Grzbietowa płetwa bonito i dwie płetwy brzuszne leŜały płasko. jak wnuk wyciąga haczyk z pyska bonito. Dajmy mu spokój. i mruknął coś do niego. okręcił ją kilka razy nitką. ale tym razem większy. po czym przebił mięśnie karku ryby. . Zadziwiająca była siła napotkanego oporu. Patient wyjął ze skrzynki duŜy haczyk. który powiedział mu coś i wskazał ręką przed siebie. Potem poszedł na dziób łodzi i przejął koło sterowe od dziadka. które złapał Higgins. Nie spodziewał się. prawda? . chociaŜ jeszcze nie gorąco. Pokręcił jeszcze kilka razy i zobaczył ją tuŜ pod rufą. Monsieur Patient powoli zatoczył łuk i skierował "Avant" z powrotem ku ławicy i wyznaczającym ją nurkującym ptakom. Chłopiec skinął głową. tuŜ. a półkoliste płetwy jej ogona sterczały sztywno w górę i w dół. Strona 39 . tak Ŝe się napięła. Wbił ostrze w odbyt ryby i przepchał je przez całe jej ciało. Następnie nawlókł na mniejszą igłę. które wystawało spod podstawy ogona. Murgatroyd skinął głową i uśmiechnął się.

To. Jego trzy płetwy sterczały na boki i do góry. Murgatroyd trzymał się jednego ze słupków.Dorada . jakŜe częste na morzu. . z jaką ryba się wyrywała. Kiedy z nim skończył. zwłaszcza Ŝe kiedyś rozchorował się na promie z Dover do Boulogne. co złapał. Ŝe jest to prawie metrowa. wreszcie ludzkie smrody. wysokie. po czym ołowiane cygarko ściągnęło go w głąb. Ogarnęło go poczucie samotności.Forsyth Opowiadania. bonito wyglądał jak Ŝywy. Ale na pełnym morzu jest juŜ tylko siostrą pierwszego lepszego smrodliwego trawlera. Wielkie ściany wody falowały po obu jego stronach. okazało się. I są smaczne. jest tylko wątłą skorupą przeciwstawiającą się niewymiernej potędze. walczyło o Ŝycie z szaleńczą stanowczością. moŜna było zaryzykować przypuszczenie. Murgatroyd dziwił się. przemierzający śniegi Północy czy teŜ pustynie. zapachy buchające z baru. tym razem na błystkę wirową. wąska ryba o złotej. sądząc po sile. Stary rybak spiął wreszcie obrotowym złączem wystającą z pyska stalową linkę z nylonową Ŝyłką zwisającą ze szczytu wędziska i wrzucił przynętę do oceanu. tylko na zachodzie zamazany brzeg wyspy Mauritius. dzięki czemu nie mógł koziołkować. jego pasaŜerowie zmuszeni byli wdychać zapach oleju. jak bonito podskoczył dwukrotnie na fali. Wszystkie Strona 40 . 67 W dziesięć minut później ryba znowu wzięła. szczególnie kiedy stoi na przystani modnego kurortu. kaŜdego zardzewiałego trampa. Woda dokoła łodzi zmieniła kolor z szaroniebieskiego na bladoseledynowy. ^wstawił wędzisko do gniazdka i powrócił na kapitański fotel. Przebijał się z wielkim szumem przez fale. aby zginąć w ogniu artylerii raf. Ŝe ciągnę cięŜarówkę . kaŜdej łajby o spawanych blachach i ze złączami nitowymi. dalej niŜ innym przynętom. Higgins był bardzo podniecony i szczęśliwy. Morze falowało coraz silniej. To samo zrobił z dwiema płetwami brzucha. "Avant" był wprawdzie mniejszy. Sztywny ogon miał mu zapewnić szybkość i utrzymanie kierunku. Nawet teraz. Ŝe go nie mdli. Murgatroyd czuł własną nicość i słabość oraz buńczuczną kruchość tej łodzi. jak ściśnięte szeregi zwalistych gwardzistów w zielonych mundurach.powiedział z dumą. ruchome. . dumnej. a zaszyty pysk zapobiegał tworzeniu się pęcherzyków i drgań. Ŝe był przynętą. który unosił się i opadał coraz gwałtowniej. dobrze zbudowanej. spalin. i rozpoczął swoją ostatnią podróŜ pod wodą. odczuwał lęk graniczący z paniką. ale kiedy wylądowała na pokładzie. Higgins popuszczał Ŝyłkę i ciągnął ją przez dobre dziesięć minut. . ale nie walczył z morzem. chuda. Patrzył. Ŝeby ugotował ją na kolację. uczucie tak często towarzyszące człowiekowi znajdującemu się w nieduŜej łodzi. kruchą zabawką w dłoni olbrzyma. Chłopak poprawił przynętę i wrzucił ją z powrotem do wody.txt Naciągnął nitkę i płetwa uniosła się wraz ze swoimi włóknami i błonami. zazdroszczących bogatym właścicielom. Wielkie fale szarpały "Avantem". smaŜonego tłuszczu kuchennego. otoczony 68 czterema innymi ludźmi. Poddawał mu się miękko i znowu się podnosił. widzieli dokoła siebie całe mile białej kłębiącej się piany. Fale nadchodziły od wschodu. które pozwalają rybom zachować pionową równowagę w wodzie. Tylko wąski paseczek stali pomiędzy jego zaciśniętymi wargami i groźny hak przy nasadzie ogona zdradzał. wpatrując się w wodę. One naprawdę walczą. Teraz zaszył małymi ściegami rybi pysk. Ŝe jest to średniej wielkości tuńczyk.ucieszył się Kilian. Murgatroyd. jedna za drugą. Kiedy byli na szczycie fali.Dobra robota. maszerujących na wyspę. Poprosimy szefa kuchni. połyskliwej górnej części ciała i takich samych płetwach. MoŜe zasługuje ona na miano majestatycznej. Stary pozwolił mu oddalić się na prawie sześćdziesiąt metrów. oświetlone słońcem maskującym przepastne głębiny. Znają je tylko ludzie podróŜujący statkiem lub samolotem.Miałem wraŜenie. Ale prom był większym statkiem niŜ "Avant". podtrzymujących drewniany daszek przedniej części łodzi. podziwiana przez spacerujących wczasowiczów.

. Niezbyt moŜe szybko.Jezus. . jego zakończenie było mocno wygięte. Murgatroyd wyszedł z cienia i usiadł. Kołowrotek toczył się jak beczułka z piwem. ale po chwili przyśpieszyła i odwijała się dalej. Kilian zacisnął ją mocno. a linka rozwijała się nadal.Ma pan szczęście! . a kołowrotek zaterkotał jak grzechotka. przekręcił korbę.krzyknął Kilian.Sto funtów! To granica! Niech pan teraz chwyci wędkę oburącz i nie puszcza jej! Murgatroyd z ulgą przeniósł prawą rękę na wędzisko. Kilian przechylił się. a ostatni. rozwinęło ją na długość sześciuset metrów. pochylił głowę i nie puszczał wędziska. 69 .powiedział Kilian do Murgatroyda. Po chwili stał niemalŜe w miejscu. A to dlatego. Rezerwa Ŝyłki na bębnie kołowrotka malała. Musi pan jeszcze bardziej zacisnąć.Musimy panu załoŜyć pasy . .zainteresował się Higgins. Ŝe się rusza. zaczął przekręcać korbę sprzęgła poślizgu.Coś tam jest i płynie za nami .Ona jest ogromna! Ciągnie z siłą ponad stu funtów! Trzymaj się pan. ale gładko. aŜ znalazł się na poziomie jego oczu. Ŝe złapał pan marlina. się odwijać. powoli. Piekła go skóra obnaŜonych ud. Strona 41 . Koniec wędziska obniŜał się coraz to bardziej. kiedy jedno z wędzisk przegięło się gwałtownie i Ŝyłka zaczęła. Rękojeść wędziska sterczała prostopadle między jego kolanami.Dosyć .Marlin. TuŜ po dziewiątej monsieur Patient powiedział jak gdyby w przestrzeń: .Niech pan zaciśnie mocniej sprzęgło .poradził mu Kilian bo inaczej zabierze panu całą linkę. Zacisnął klamrę i mocno ujął owiniętą korkiem część wędziska. Higgins przełknął kilka razy ślinę.Co on mówi? . . Wewnętrzne i zewnętrzne nacięcia znajdowały się niemal naprzeciwko siebie. aŜ znaki znalazły się dokładnie naprzeciwko siebie.powiedział. Cokolwiek szamotało się na końcu Ŝyłki. Było kwadrans po dziewiątej. rąk. śadnej zmiany. Murgatroyd napiął mięśnie ramienia. człowieku! Mówił z coraz silniejszym południowoafrykańskim akcentem.Tak jak pan czuje.Ya quelque chose. Przerzucił dwa rzemienie przez plecy Murgatroyda. wsunął mu między uda. Ŝe coś jest nie w porządku z kolumną cyfr. Widać było jedynie wody oceanu.txt te rejony są okrutne i bezkresne. Stary rybak sterował teraz jedną ręką i przyglądał się uwaŜnie rozwijającej się Ŝyłce. wyrywając wędzisko z gniazdka w burcie i przenosząc je do gniazdka umieszczonego przed fotelem. Murgatroyda bolało ramię. śyłka zwolniła. Ŝeby spojrzeć na sprzęgło. Nigdy w Ŝyciu nie zdarzyło mu się ciągnąć stufuntowego cięŜaru. przedramion. palce mu zesztywniały.Wygląda na to. ale równo. a Ŝyłka rozwijała się dalej. mimo Ŝe pasy go uwierały na ramionach. zgarbił się. Zdał sobie sprawę.To pańska ryba . Wszystkie ujęte były duŜą klamrą. Ŝe słońce juŜ bardzo mocno przygrzewało. .A skąd on to wie. Mimo to kołysał się jeszcze silniej. wędzisko gięło się coraz bardziej. Nous suit. . szerszy. . napiął mięśnie palców.Ten drań ciągnie z siłą osiemdziesięciu funtów . ścisnął je obiema rękami. Nagle powiedział: .zawołał Kilian. Stary człowiek jednym ruchem zmniejszył obroty silnika i "Avant" zwolnił. . wparł się podeszwami sznurkowych pantofli w belkę.powiedział Kilian. Kierownik banku napręŜył mięśnie ramion i przykręcił korbę sprzęgła. . Instynkt. . . Murgatroyd przesunął stopy.Forsyth Opowiadania. Po jakichś trzech minutach kołowrotek przestał się obracać. Dwoma dalszymi otoczył go w pasie. Higgins rozejrzał się dokoła. usztywnił uda i łydki i odchylił się. .krzyknął Kilian.powiedział Kilian. . Maria! . u licha? Kilian wzruszył ramionami. ale najstraszniejsze z nich jest morze. Murgatroyd poczuł ulgę.

Pan się usmaŜy -. niech ją pan puści i zaraz powiększy nacisk do stu funtów.Czy to dobrze? . Murgatroyd skulił się. Strona 42 . Powoli koniec wędziska uniósł się odrobinę. Przez dobre pięć minut utrzymywał wędzisko w tej samej pozycji. ale ryba płynęła za łodzią.Co roku bogaci turyści przyjeŜdŜają tu i wydają tysiące dolarów. bo moŜe wypluć haczyk.jęknął Murgatroyd. Dla swojego dobra.stwierdził Kilian. . wciągnął sto metrów. Wyciągnęła razem sześćset pięćdziesiąt metrów . Ledwo zdąŜył przerzucić drugą rękę na rękojeść. Po chwili ryba nabrała energii. .rzekł do Murgatroyda ale w tym celu muszę na chwilę odczepić pasy. Patient podał mu swój pleciony kapelusz z szerokim rondem. co mu Kilian kazał. .Forsyth Opowiadania.Niech pan nawija Ŝyłkę powoli. zanim ryba zaczęła uciekać. . podciągnął je tak wysoko. który miał teraz oczy w cieniu. Ŝeby nakręcić trochę Ŝyłki na kołowrotek. Zerwie Ŝyłkę jak bawełnianą nitkę.Zrobiło się bardzo gorąco . Murgatroyd robił wszystko. Czterej męŜczyźni przyglądali się w milczeniu walce toczonej przez Murgatroyda. . aŜ pot zaczął spływać mu z czoła. Dopiero gdy zacznie płynąć razem z łodzią. napiął i nie puszczał wędziska. W trzydzieści sekund odebrała całe sto metrów. o jakiej się panu nie śniło. . Ŝe marlin przez ten czas nie ucieknie. kiedy jej nacisk przekroczy sto funtów. włoŜył mu sweter i z powrotem zapiął pasy.Modlić się . który poucza lotnika przed pierwszym solowym lotem. włoŜył ją na nogi Murgatroyda. nie ryby. Wszyscy chcą złapać marlina. Ŝeby uciec. Wędzisko uniosło się. Wędzisko przegięło się niemal ku powierzchni wody.A ma pan tylko osiemset! . ale rytmicznie.Co teraz robić? . A wtedy niemal wyrwała mu z rąk wędzisko. Trzymał ją teraz oburącz. to się urwie. Udało mu się nawinąć pięćdziesiąt metrów Ŝyłki. Kilian nałoŜył go na głowę Murgatroyda. jak się dało.wymamrotał Murgatroyd przez zaciśnięte zęby.odpowiedział Kilian. Kilian obrócił się. potem drugą. Ulga była natychmiastowa. Nie naleŜy nawijać linki. Ryba płynęła wraz z łodzią na napiętej lince.powiedział. ale to się prawie nikomu nie udaje. ale skóra jego policzków była juŜ bardzo zaczerwieniona i spieczona. Dzięki swetrowi Murgatroyda przestały piec ramiona. wyciągając Ŝyłkę z kołowrotka z siłą stu funtów.Przesunę to panu przez głowę . . Ŝeby zmniejszyć ból.powiedział Kilian. Kilian zsunął pasy z ramion Murgatroyda. zanim zmęczyła się i znów zaczęła płynąć za łodzią. Linka była juŜ do końca rozwinięta.zapytał Higgins przeraŜonym głosem. więc mógł znowu nawijać Ŝyłkę.Nie utrzyma jej pan. bo siła wynosiła czterdzieści funtów. stoczy z panem walkę. . Nie było to łatwe. nie przestając się szamotać. Kilian kucnął przy Murgatroydzie i musztrował go jak instruktor. Blask słońca 71 odbity od powierzchni wody moŜe być niebezpieczniejszy niŜ słoneczne promienie padające bezpośrednio na skórę. kiedy ryba walczy. który śmierdział potem i rybami. A jak wyciągnie całą linkę z kołowrotka. To twarda sztuka. policzków i brody. Mimo Ŝe bolały go palce.Marlin to król ryb . jaki sprawiał jej wbity w podniebienie 70 hak. Nie wolno jej dawać zbyt wiele Ŝyłki. niech pan nawija Ŝyłkę jak najszybciej. Siła oporu ryby wahała się od siedemdziesięciu do dziewięćdziesięciu funtów. To ryba zwiększyła swą szybkość. . Kilian spojrzał na jego szorty i koszulkę. Zdjął dolną część swojego dresu. Pasy wrzynały mu się w ciało.txt . Szczęście im dopisało. Murgatroyd wykorzystał zmęczenie ryby. Następnie Kilian przyniósł z kabiny sweter z długimi rękawami. i nacisk na pysk. najpierw jedną nogawkę. Ryba znowu zabrała niemal sto metrów Ŝyłki. Kiedy zacznie przyśpieszać. Miejmy nadzieję. ale bez większego oporu. Uda i łydki przestało chłostać słońce. Proszę zmniejszyć nacisk sprzęgła do osiemdziesięciu funtów.

powiedział.Słuchaj. Potem runął w następną nadchodzącą ścianę wody i zniknął w swoim zimnym. człowieku . Kiedy malał jej napór na linkę. Kiedy nadeszło południe. To jest dobra walka. .Boję się. Patrzał na swoich dręczycieli sponad białych szczytów fal. Ŝe z pyska zwisa jej haczyk. Wtedy spostrzeŜono. To legenda rybaków. Mimo spodni i swetra bezlitosne słońce spalało mu skórę. człowieku. Kiedy minęło południe. Nazywają go Cesarzem. Potem wyłonił się z wody błyszczący tułów. a jego waga wynosi tysiąc dwieście funtów. a ty masz sprzęt i rozum. tak Ŝe jest dobrze znana. Stary człowiek skinął głową.txt Dochodziła dziesiąta. To trwa juŜ trzy godziny. Ja nie rozpoznałbym jej z odległości pięciuset metrów.jesteś bardzo zmęczony. kiedy ryba odpoczywała. Ryba wyłoniła się zza wysokiej ściany zielonej wody i Murgatroydowi aŜ szczęka opadła. Ponad okiem sterczała wypręŜona grzbietowa płetwa niczym koguci grzebień. Ona ma tylko siłę.mówił Kilian. * . W chwili gdy fala opadła. W ostatniej chwili znowu zerwała linkę i zabrała ze sobą drugi haczyk. Kilian obrócił się ku niemu raptownie. Ŝeby stary się mylił. ramiona i plecy. bolały go całe dłonie. .Ta juŜ dwa razy złapała się na hak . Twoja albo jej. Wielkie cielsko wzdrygnęło się. JeŜeli potrzebujesz pomocy albo krótkiego odpoczynku. jakiego nigdy sobie nie wyobraŜał.Forsyth Opowiadania.Vous etes sur? . ciemnym Ŝywiole. Czasem nadchodziła nagła ulga. jak gdyby stał na ogonie. Po co się zabijać. Bicepsy stwardniały i napięły się. TuŜ po jedenastej marlin po raz pierwszy wyskoczył z wody. . Przez następną godzinę borykał się z bólem i zrozumiał jego znaczenie. odczuwał ból. Wąski.powiedział . To było niedaleko Riviere Noire. Ale kiedy wędzisko przeginało się i wszystkie jego mięśnie napinały gwałtownie. . Zadecyduje wytrzymałość. .Oni znają miejscowe ryby . ale Patient. JeŜeli dobrze rozumiem.spytał. samotny w swoim bólu. Kilian podszedł do niego z otwartą puszką zimnego piwa w ręku. obcej mu dotąd. Nie czuł palących promieni. Obydwie dłonie krwawiły od pękających bąbli. ale lata przebywania na słońcu zrobiły swoje. Trzy razy w ciągu tej godziny wywalczył od ryby sto metrów Ŝyłki.zapytał Higgins. ma sokoli wzrok.Trzymaj się. trzy razy tracił je. Łódź znalazła się na chwilę na grzbiecie fali. Ŝe juŜ długo nie wytrzymam . . Murgatroyd wpatrywał się w miejsce. Siedział zgarbiony nad wędziskiem. Marlin trwał tak przez sekundę. . Był opalony na brąz.I dwa razy zerwała linkę. wyskakiwała wielokrotnie z wody i moŜna się było dokładnie jej przypatrzyć. Kiedy była na haczyku.wyjaśniał Kilian Higginsowi. pogrąŜony we własnych myślach. a mokre od potu pasy wrzynały się bezlitośnie w jego spalone słońcem ramiona. to nie Strona 43 . Murgatroyd trzymał go wtedy na odległości pięciuset metrów. Ŝe jest stary i sprytny. Miał gołe nogi. a nigdy nie słyszałem. to 72 jest to błękitny marlin uwaŜany za większego od największego na świecie. pełen jakiejś wewnętrznej determinacji. a ty nie jesteś w dobrej formie. odczuwał przyjemność tak wielką. marlin wyglądał. Stary Patient pierwszy przerwał milczenie. Ŝe nawet duŜo później nie potrafił jej opisać. Kilian kucnął przy nim i znowu zaofiarował mu piwo. W sztywnych palcach pulsowała krew. mimo swoich lat.zdziwił się Higgins.JakŜe mogą rozpoznać poszczególną rybę? .C'est l'Empereur . . . Znaczy to równieŜ.Co on powiedział? .wycedził przez zaciśnięte zęby. Potem z wolna i metodycznie zaczął nawijać Ŝyłkę. gdzie zniknął marlin. jakby chciało zrobić krok naprzód. . Murgatroyd wyglądał jak chory starzec. Ktoś nawet sfotografował ją w powietrzu. Za drugim razem juŜ prawie znalazła się w łodzi. ostro zakończony pysk ryby wskazywał niebo. Ale on tylko coraz niŜej schylał głowę i nawijał Ŝyłkę.Wyglądają wszystkie tak samo.

Tak więc jego walka trwała dalej.zauwaŜył Kilian. Kilian połoŜył mu przyjaźnie rękę na ramieniu. Jedną ręką trzymał koło sterowe. Dwie łzy przecisnęły się przez półprzymknięte oczy bankiera i spłynęły po jego zapadniętych policzkach. Tylny pokład "Avanta" był straszliwie rozpalony. Marlin zbliŜył się do łodzi na odległość trzystu metrów i wynurzył się znowu z wody. . kiedy Ŝyłka nawijała się.zacharczał. W godzinę później marlin po raz ostatni wyskoczył z morza. Linka napięła się w momencie. daleko od falującej powierzchni i jasności słonecznych promieni. Angliku. nie dawał za wygraną. Patrzył na rozwijającą się szybko mokrą nylonową Ŝyłkę.txt krępuj się. I on. Wsłuchiwali się w terkot kołowrotka. a dodatkowe linki mogłyby zmylić Murgatroyda.Dobra. Cesarz przestał nurkować i nacisk na linkę zmniejszył się do czterdziestu funtów. w trakcie którego otrząsał wodę z grzbietu. i mimo haczyka wbitego w boczny policzek kościstego pyska. Z pękniętej 74 wargi popłynęła krew na podbródek.Wciągaj linkę! .Forsyth Opowiadania. . . Nachylił się i spojrzał na ceglastą. drugą utrzymywał silnik na wolnych obrotach. . . Otworzył usta. kucnął sobie w cieniu 73 wyplatanego daszku. Ale za chwilę ryba mu je odebrała. Był to wysoki skok. podobną do stracha na wróble w słomkowym kapeluszu na głowie postać siedzącą w obrotowym fotelu. wielki morski drapieŜnik o instynktach wyostrzonych przez miliony lat ewolucji spiął się przeciwko wrogowi. Miał usta popękane od słońca i słonej wody. który juŜ nawinął wszystkie Ŝyłki i schował pozostałe trzy wędki. . Kilian skoczył na równe nogi. Jean-Paul. Twoja ryba . . Ŝe nikt juŜ nie będzie polował na bonito. patrząc przez ramię Murgatroyda na wodę. i Higgins od czasu do czasu rzucali okiem na zgarbioną. Ŝeby Strona 44 . Znajdował się juŜ tylko w odległości stu metrów od łodzi. Tym razem łódź znajdowała się w rozpadlinie pomiędzy falami i Cesarz przebił powierzchnię kierując się prosto w jej stronę. Korkowy uchwyt był śliski od cieknącej z jego palców krwi. na głębokości wielu sąŜni. jak on będzie bardzo blisko i gotów do kapitulacji. brunatny kormoran. Murgatroyd tępo patrzył za linką. .On zaraz wypluje hak! Zmęczone palce Murgatroyda zacisnęły się na korbie kołowrotka. dobrze? Wrócisz na końcówkę.Moja ryba.Słuchaj . i w jego przeraźliwy gwizd.Wtedy moŜna będzie znowu zebrać Ŝyłkę. Kilian i chłopiec skoczyli do burty. .To jest moja ryba . . nagle obluzowała się. kiedy się znowu odwijała. niszczącą się skórę twarzy Murgatroyda. Bystrymi oczami rozglądał się za najmniejszym choćby śladem Cesarza. dał nura. Wiedział. Murgatroyd potrząsnął głową. Naprzeciwko niego siedział Kilian i spokojnie popijał piątą puszkę. Higgins dostał morskiej choroby i siedział nad wiadrem. Murgatroyd znowu nawijał Ŝyłkę.powiedział . Mały urzędnik bankowy skulił się jeszcze bardziej w swoim fotelu. Przez dwie sekundy marlin trwał zawieszony nad spienioną falą.wrzasnął. Dochodziła druga po południu. śyłka.Moja ryba . a słońce stawało się coraz gorętsze. Kilian wyprostował się. trzepiąc głową na boki jak pies.odparł.dłuŜej nie dasz rady.Będzie musiał wrócić i wyskoczyć na powierzchnię . kiedy marlin zanurzał się na powrót w wodzie i Murgatroyd odzyskał pięćdziesiąt metrów. Ŝeby zlikwidować luz. Stary rybak siedział wysoko na swoim fotelu niby mądry. zacisnął obolałe palce dokoła mokrego uchwytu wędziska i choć pasy wrzynały mu się w ramiona jak druty. Stracił juŜ pięćdziesiąt metrów. W ciemnej głębi oceanu. Zastąpię cię na godzinkę.Zostawcie mnie w spokoju. a ryba nurkowała dalej. W samą porę.powiedział. do którego zdąŜył juŜ zdeponować zjedzone na obiad kanapki i dwie wypite niedawno puszki piwa.

zszedł z fotela i dołączył do nich. Fale ostrego bólu przebiegały ze szczególną siłą przez jego prawe ramię. Kilian włoŜył na rękę grubą skórzaną rękawicę. który wciąŜ siedział skulony w fotelu. ale jej ucieczki były coraz krótsze. co kołysało się i przekręcało. koniec stalowego przyponu dotarł do szczytu wędziska. kiedy Ŝyłka zrobiła się znowu luźna. Potem długi dziób.zawołał w stronę starego rybaka. . Chce się pan teraz zamienić? Murgatroyd wpatrywał się w miejsce. Zniknęły grzywacze. gdzie zniknęła ryba. Ŝe porównywalne z delirium. Wyjrzał za rufę. wędzisko było przegięte. Jego ostry dziób potrafiłby przebić dwadzieścia pięć centymetrów drewna. chyba Ŝe w jego cielsku i kościach zostały jeszcze jakieś zapasy siły.Cesarz się zbliŜa! Pod wieczór morze uspokoiło się. które spadło teraz na belkę przed fotelem. śyłka trwała nieruchomo. Kilian kucnął znowu przy fotelu Murgatroyda.krzyknął. . chwycił go i przyciągnął. Szło coraz łatwiej. Szarpanina się skończyła. ale tylko na chwilę.to Cesarz. Spadły na pokład.mais U est fatigue. Kilian usłyszał regularne terkotanie obracającego się kołowrotka i wyszedł spod daszku. Teraz to zrobił.JuŜ się zbliŜa! . Jego wyczerpanie było teraz tak wielkie. Teraz chodziło juŜ tylko o czas. Zobaczyli ogromne cielsko Cesarza w odległości dwudziestu metrów. Czubata płetwa wynurzyła się na powierzchnię i przechyliła na bok. Ŝe Cesarz jest juŜ zmęczony.Vous avez vu . trzymając wysoko nad głową wielki rybacki oszczep z hakiem. Coś przebiło powierzchnię fali. Wzrok miał zmącony zmęczeniem. Bankier z Ponder's End nie dawał za wygraną. więc przewrócił się na luk. Wszyscy ignorowali Murgatroyda. Cztery razy Murgatroyd nadludzkim wysiłkiem ściągał ją z powrotem. Wszyscy w milczeniu wpatrywali się w wodę za rufą. Ale będzie jeszcze walczył przez kilka godzin.Forsyth Opowiadania. Zaskoczyło to Murgatroyda. zamocował koło sterowe. zanurzył się i zniknął. W kąciku jego paszczy zabłysło coś przypominającego odłamek stali. Była za dwadzieścia piąta. gdyŜ miał naderwany mięsień. Cesarz ciągnął. Jean-Paul i Higgins.txt pozbyć się haczyka ciągnącego go nieubłaganie w stronę jego wrogów. Powoli i z trudem odpiął pasy. Po raz pierwszy od ośmiu godzin wypuścił z rąk wędzisko.. Po krótkiej chwili zabrał się do jej nawijania. Wzrok mu się mącił. który juŜ nie wymiotował.Deux heures encore . Potem z wielkim hukiem opadł na wodę. Nigdy w Ŝyciu nie zdarzyło mu się odwołać do ostatnich rezerw woli. Przez następne dziewięćdziesiąt minut urzędnik bankowy i cesarski marlin toczyli walkę. coś. Wiedzieli.powiedział Kilian cicho .Que pensez vous? Il va venir vite? . jak gaśnie stara Ŝarówka. Ale on się poddawał. Potrząsnął głową.odparł stary . Podczas gdy Kilian powoli podciągał stalowy przypon. Wysiłek. Ŝe nie urwie się juŜ. Cztery razy ryba uciekała. Jeden z przeciwników będzie musiał się poddać. Ale jego łydki i uda były zbyt osłabione. jakiego moŜna się spodziewać jedynie po najsprawniejszym fizycznie młodym męŜczyźnie. Patient skinął głową. Tamci czterej wpatrywali się na huśtające się na wodzie cielsko wielkiej ryby. . . Jean-Paul ustawił się przy daszku. WaŜy ponad tysiąc dwieście funtów i mierzy sześć metrów od pyska do ogona. Murgatroyd podniósł wzrok Strona 45 . podeszli do burty. ale nie czuł się dobrze. i to krótki. ale był to cięŜar bierny. Wyciągnął nogi i spróbował wstać.To on . zabierając metry linki. Czuł wprawdzie cięŜar na końcu. O wpół do piątej miał juŜ za sobą 75 siedem i pół godziny walki. gdzie leŜała dorada. ale zbliŜało się do łodzi ciągnięte nylonową Ŝyłką. odzyskując kilka metrów linki. Kiedy odległość zmalała do sześciu metrów. Monsieur Patient wyłączył silnik. Co za zwierzę! . Mięśnie łydek i ud dygotały i zdawały się gasnąć. ale juŜ nie ze stufuntową siłą. całe jego ciało było jednym wielkim siedliskiem udręki. gdyby uderzył płynąc z szybkością czterdziestu węzłów. . zastąpiło je spokojne. łagodne kołysanie.Stary mówi.

Kiedy to się stało. Cesarz leŜał tuŜ za rufą. . tak Ŝe wieczorny chłód mógł koić jego spalone członki. trzepotała na wietrze. ale nie miał juŜ sił walczyć.NIE! Chłopak zastygł i obejrzał się za siebie. jak zmęczonym.txt i zobaczył tak stojącego chłopca. Z lewej Ŝuchwy sterczał zardzewiały haczyk. Potrząsnął starą. Szorty sięgały Murgatroydowi poniŜej kolan. Ręce zanurzył dla dezynfekcji w wiadrze ze słoną wodą. Ŝe łódź przybiła do drewnianego mola i Jean-Paul popędził w stronę wioski. a potem w twarz. Kilian ściągnął z niego spodnie i sweter. Na samym przedzie gromady witających stał monsieur Patient. podniósł i przechylił przez rufę. Ŝe cumy są dobrze załoŜone. . Strona 46 . zmęczoną głową i wcisnął nos do zimnej wody. Murgatroyd podniósł się z trudem. Kilian przeniósł lodówkę na przystań i wrócił na łódź. Pamiętał potem. Murgatroyd próbował wstać. głowa ryby zanurzyła się jeszcze głębiej. Linka wisząca pomiędzy jego pyskiem a ręką Kiliana była luźna. Zacisnął szczypce. ale stanowczym ruchem pracował pod powierzchnią fal. Na zachodzie słońce powoli zapadało za wzgórza wyspy Mauritius. Fale przewalały się przez granatowoczarne cielsko marlina. Nie zauwaŜył nawet. popychając całe cielsko w przód i w dół. tak Ŝe trzeba się było przeciskać przez tłum. pozostałość niegdysiejszej walki z innymi rybakami.krzyknął Higgins. Rzucił bonite i doradę na molo i schował sprzęt rybacki i przynętę. przeskakując przez burtę. Cesarz patrzył na Murgatroyda. sterując w głąb do ciemnego. staruszku .Co pan robi? On ucieknie! . Grzywiasty ogon uniósł się i opadł w lewo. ojczyzny wielkiego marlina. Siedział zgarbiony na jednej z ławek. Z odległości sześćdziesięciu centymetrów patrzyło na Murgatroyda jedno wybałuszone oko. tkwiącego głęboko w chrząstce górnej wargi. chłodnego wnętrza oceanu. Zabierzemy go najpierw do domu. Murgatroyd nachylił się powoli i sięgnął prawą ręką do pyska ryby. Mieszkańcy pobliskiej wioski wylegli na molo. Podparł się wolną ręką. Z jednego boku zwisał stalowy przypon. a Kilian pomógł mu przejść przez pomost. Ŝe niebo nad nim obróciło się powoli wielkim łukiem i pamiętał gwałtownie zapadającą ciemność. . ale zbyt wiele krwi napłynęło mu do mózgu. a nowa fala przewalała się nad jego ciałem. w miejscu gdzie znajdowała się podstawa haczyka. . Jego palce powoli zacisnęły się na rękojeści szczypiec. wciąŜ jeszcze błyszczący i nie skorodowany. Złapał je kciukiem i wskazującym 76 palcem lewej ręki i wcisnął w zakrwawioną prawą dłoń. Następna fala przewróciła go na brzuch. pantofle skrzypiały.odezwał się Kilian. Na samym wierzchu leŜały szczypce do przecinania drutu. pociemniała od zaschniętego potu. opięta koszula.Czas iść .Cholera! . Murgatroyd na czworakach szukał czegoś w pudełku z narzędziami. Cesarz Ŝył jeszcze. Zamiast okrzyku wydał z siebie ochrypły charkot. Z jego dłoni spłynęła krew i zmieszała się ze słoną wodą wokół łba marlina. Higgins poszedł naprzód. Po godzinie było juŜ ciemno.Forsyth Opowiadania. Olbrzymie jego cielsko spoczywało na boku.zaklął Kilian. jak gdyby szukał kontaktu z wodą. Zacisnął szczypce drugi raz i stalowa linka puściła. 77 Murgatroyd wypił jedną za drugą trzy puszki piwa.stwierdził. Od ręki Kiliana trzymającego przypon biegła stalowa linka do trzeciego haczyka. Stary monsieur Patient wyłączył silnik i upewnił się. Przez ten czas "Avant" przemierzył lagunę i Murgatroyd ocknął się. . Stracił przytomność. poruszył się dwa razy. wyczerpany prawie na śmierć. Pokład uniósł się i uderzył go najpierw w kolana.Pogłaszczesz go później. pysk miał na wpół otwarty. Raz jeszcze zobaczyli ten ogon. z ledwie widoczną częścią nasady. Murgatroyd starannie ujął szczypcami stalowy przypon pomiędzy ostrza szczypiec.

kiedy Murgatroyd wchodził przez główne wejście hotelu do rzęsiście oświetlonego hallu. uchylił go.powiedział ktoś. . wspaniała! . Ŝe go złapałem? Kilian roześmiał się cicho.Tak. . wznosili toasty za jego zdrowie. który odzyskał swój słomkowy kapelusz.wydaje mi się. chłopie . Kiedy zeszedł na szutrowaną ulicę wioski. Ludzie po kolei schylali przed nim głowę i mówili: . Niektórzy chcieli poklepać Murgatroyda po ramieniu.Opatrzę pana.zapytał szeptem Murgatroyd. Podszedł do przednich. Ŝe i tam stoi spory tłum mieszkańców. maitre .Co oni mówią? .On jest dla nich legendą. Hindus. Pośladki Murgatroyda pokryte były krwawiącymi pęcherzami od przesuwania się do przodu i w tył na twardym fotelu. skóra twarzy spieczona i popękana. uda i golenie były czerwone i obrzękłe od oparzeń. w jakim jest stanie. Kilian wstawił przenośną lodówkę i zatrzasnął tylne drzwi. . maitre . W tym momencie z salonu fryzjerskiego wyszła pani MurStrona 47 . cmoknął z niepokojem. maitre.Z powodu Cesarza? . .odezwał się Higgins po chwili . Wsiedli do samochodu. ZłoŜył rozpalone zbolałe ręce na kolana.Forsyth Opowiadania.Panie Murgatroyd . .Merci . Tłum wczasowiczów biegł ze wszystkich stron do hallu. tak.powiedział Kilian. Ŝeby zawiadomić kilku siedzących tam jeszcze gości. Ŝe ci rybacy uwaŜają pana za bohatera. Higgins wkładał do bagaŜnika puste pudło po kanapkach i zapasową odzieŜ.Zanim wrócimy do hotelu. Sam odwiozę tego pana. . kazał się Murgatroydowi rozebrać i gdy zobaczył.powiedział. Stary człowiek. .Salut. .Salut.zawołał ktoś inny.zawołał lekarz. . BandaŜe zmumifikowały mu obie ręce. Angliku. . Była juŜ dziesiąta. Młody lekarz. .txt Murgatroyd chętnie uścisnąłby mu rękę. Wiadomość o powrocie Murgatroyda w mgnieniu oka dotarła do baru przy pływalni. za trzy godziny? zapytał Kilian lekarza.Mój ty BoŜe! . powiedzmy. a Higgins usiadł obok niego. Jego włosy były w dzikim nieładzie. Rozległ się hałas odsuwanych krzeseł i brzęk naczyń. ale jego dłoń była zbyt obolała. Ŝe zwrócił mu pan Ŝycie. . wstąpimy do szpitala we Flack.Salut.Czy mogę po niego przyjechać. Nie mogło być mowy o uściskach rąk. Murgatroyd doszedł do schodów prowadzących na piętra. ale to będzie musiało chwilę potrwać. za to. przy których stał Murgatroyd. i zaczął się na nie wspinać. Otoczyli samochód. Ramiona i nogi miał posmarowane kalaminą. Wyglądał jak negatyw fotograficzny.odparł.\ Murgatroyd przechodził z wolna przez molo. salut.Nie ma potrzeby.Czy za to. . . Kilian wsunął się za kierownicę. Ci. na pozdrawiające go dzieci. Czerwona. Ŝeby powitać Murgatroyda. Ale w połowie hallu ludzie zatrzymali się.Nazywają pana mistrzem. Głębokie purpurowe pręgi na ramionach i plecach znaczyły miejsca. . salut. Powoli przesuwał się w stronę tłumu gości. Pozdrowił go więc skinieniem głowy i uśmiechem. Mistrzem rybaków.Pozdrawiają pana . Ramiona. 78 Murgatroyd patrzył przez okno na uśmiechnięte brązowe twarze ludzi. Składają panu hołd. $ Murgatroyd z rozkoszą wtulił się w miękkie siedzenie. Lekarz mu towarzyszył. .odpowiedział Kilian. ale powstrzymał ich lekarz. sparzona twarz błyszczała pod grubą warstwą kremu. którzy przyszli z kieliszkami w rękach. która wyglądała jak zastygła kreda. Hotel St.Dobra robota. . Ktoś zobaczył ich i pobiegł do jadalni. którzy rozstępowali się przed nim. Murgatroyd wyglądał zaiste dziwnie. gdzie zajmie się panem lekarz .mówili powaŜnie.Nie. a szorty wciąŜ opadały poniŜej kolan. gdzie wciskały się pasy. okazało się. Geran jest po drodze do mojego domu.

Forsyth Opowiadania.txt gatroyd. Zwabił ją hałas wywołany powrotem jej męŜa. Cały dzień spędziła gotując się z wściekłości. W południe, zdziwiona 79 nieobecnością męŜa, zaczęła, go szukać i dopiero wtedy dowiedziała się, dokąd poszedł. Stała teraz, czerwona na twarzy, ze złości raczej niŜ od słońca. Trwała ondulacja, którą robiła sobie na powrót do kraju, nie była jeszcze skończona, toteŜ na jej głowie sterczały na wszystkie strony wałki jak miniaturowe wyloty katiuszy. - Murgatroyd! - zawołała. Kiedy była zła, zwracała się do niego po nazwisku. - Co ty wyrabiasz? Dokąd idziesz? Murgatroyd zatrzymał się na podeście, obejrzał się i zobaczył Ŝonę w tłumie gości. Jak powiedział później Kilian swoim przyjaciołom, coś dziwnego zabłysło w jego oczach. Ludzie zamilkli. - Co się z tobą dzieje?! Jak ty wyglądasz? - ciągnęła Edna Murgatroyd pełnym oburzenia tonem. I wtedy kierownik banku zrobił coś, czego nie robił od wielu lat. Krzyknął! - Spokój! Ednie Murgatroyd opadła szczęka. Wyglądała zupełnie jak ryba, ale znacznie mniej majestatycznie. - Przez dwadzieścia pięć lat - powiedział spokojnie Murgatroyd - stale groziłaś mi, Edno, Ŝe przeniesiesz się do siostry, do Bognor. Bądź zadowolona, bo nie będę cię dłuŜej zatrzymywał. Nie wracam z tobą do Anglii. Zostaję tu, na tej wyspie. Ludzie patrzyli na Murgatroyda, oniemiali ze zdumienia. - Nie pozostawię cię bez środków do Ŝycia - mówił dalej Murgatroyd. - Przepiszę na ciebie dom i wszystkie oszczędności. Sam zatrzymam tylko emeryturę, sprzedam teŜ moją bardzo wysoką polisę ubezpieczeniową. Harry Foster pociągnął łyk piwa z puszki i czknął. Higgins odezwał się drŜącym głosem: - Nie moŜe pan rzucić Londynu. Nie będzie pan miał z czego Ŝyć. - Owszem - odpowiedział kierownik banku. - Powziąłem decyzję i nie zmienię jej. Przemyślałem sobie wszystko w szpitalu, dokąd przyszedł monsieur Patient. Zawarliśmy porozumienie. Odkupię jego łódź, a za to, co mi pozostanie, kupię chatę na wybrzeŜu. On będzie w dalszym ciągu kapitanem, a wnuka pośle do szkół. Ja będę przez dwa lata jego chłopcem okrętowym. Przez ten czas nauczy mnie wszystkiego, co trzeba wiedzieć o morzu i o rybach. A potem będę woził turystów na polowanie na ryby i w ten sposób zarabiał na utrzymanie. Tłum gości hotelowych wciąŜ patrzał na Murgatroyda z niedowierzaniem. Higgins raz jeszcze przerwał ciszę. - AleŜ, panie Murgatroyd, co z bankiem? I z Ponder's End? 80 - I co ze mną? - rozpłakała się Edna Murgatroyd. Jej mąŜ rozwaŜył kaŜdą z tych kwestii z osobna. - Do diabła z bankiem - rzekł po chwili. - Do diabła z Ponder's End. I do diabła z panią, madame. Co powiedziawszy, odwrócił się i zniknął na schodach. Za jego plecami rozległy się okrzyki radości. Kiedy idąc długim korytarzem juŜ podchodził do drzwi swojego pokoju, dobiegły go z oddali rozbawione wrzaski podchmielonych kuracjuszy: - Brawo, Murgatroyd! SĄ TAKIE DNI. Rozkołysany prom o dźwięcznej nazwie "St. Kilian", płynący z Hawru, zanurzył dziób w kolejnej fali i swoje grube cielsko zbliŜył do Irlandii o kilka metrów. Kierowca cięŜarówki, Clark, wychylił się za burtę i patrząc prosto przed siebie intensywnie wypatrywał pagórków hrabstwa Wexford. Jeszcze dwadzieścia minut i prom Irlandzkiej Linii Kontynentalnej przybije do małego portu Rosslare i zakończy kolejny europejski rejs. Clark spojrzał na zegarek. Za dwadzieścia druga. Z niecierpliwością myślał o chwili, kiedy wraz z rodziną zasiądzie do kolacji w swoim domu w DuStrona 48

Forsyth Opowiadania.txt blinie. Statek punktualnie zbliŜał się do brzegu. Clark oderwał się od burty, powrócił do salonu i zabrał stamtąd swoją torbę podróŜną. Nie chciało mu się czekać na górze, więc zszedł na pokład samochodowy, trzy piętra niŜej, gdzie stała jego wielka cięŜarówka. Wiedział, Ŝe kierowcy i pasaŜerowie samochodów zostaną wezwani za jakieś dziesięć minut, ale uwaŜał, Ŝe nie zaszkodzi, jeŜeli juŜ teraz usadowi się za kierownicą. JuŜ od dawna nie interesowało go przybijanie promu do brzegu. Bardziej był ciekaw sprawozdania z wyścigów w irlandzkiej gazecie, którą kupił wchodząc na pokład, mimo Ŝe była z poprzedniego dnia. Wdrapał się po trzech schodkach do ciepłej, wygodnej kabiny szoferki. Rozsiadł się swobodnie, by zaczekać na chwilę, gdy otworzą się ogromne wrota statku i będzie moŜna wyjechać na nabrzeŜe. Miał przed sobą plik dokumentów starannie wsunięty za osłonę przeciwsłoneczną przedniej szyby, gotowy do przedstawienia celnikom. Pięć minut przed godziną drugą "St. Kilian" przybił do brzegu, drzwi ładowni otworzyły się punktualnie o drugiej. Na pokładzie samochodowym panował ogłuszający hałas, gdyŜ niecierpliwi turyści 82 zapalili silniki znacznie wcześniej, niŜ naleŜało. Tak było zawsze. Z setki rur wydechowych buchnęły spaliny, ale cięŜarówki stały na przedzie i ruszyły pierwsze. Czas to pieniądz. Clark nacisnął guzik startera swojego wielkiego volvo i uruchomił silnik. Kiedy kierownik ruchu dał znak, ruszył. Był trzeci z kolei. Stojące przed nim dwie cięŜarówki wjechały na metalowe płyty rampy prowadzącej na nabrzeŜe, ciągnąc za sobą smugi spalin. Clark ruszył za nimi. Względną ciszę jego kabiny przerywało syczenie hydraulicznych hamulców. Po chwili rozdygotane płyty rampy znalazły się pod jego kołami. Rósł hałas silników i dzwonienie stalowych płyt, toteŜ nie usłyszał krótkiego ostrego trzasku, który rozległ się niemal tuŜ pod nim. Przejechał rampę "St. Kiliana", zjechał dwieście metrów w dół po wybetonowanym nabrzeŜu i znalazł się w półmroku wielkiego budynku urzędu celnego. Zobaczył celnika, który skierował go do jednej z zatok tuŜ przy jezdni. Zgodnie z jego poleceniem skręcił, stanął obok poprzedzającej go cięŜarówki i zgasił silnik; wziął do ręki plik dokumentów i wyskoczył na betonową podłogę. Był częstym bywalcem na tej trasie, toteŜ znał większość celników, ale ten był chyba nowy. Pozdrowił Clarka skinieniem głowy, wyciągnął rękę po dokumenty i zaczął je przeglądać. Wystarczyło mu dziesięć minut, Ŝeby upewnić się, Ŝe wszystko jest w porządku: prawo jazdy, ubezpieczenie, list przewozowy, dowód opłaty celnej, róŜne zezwolenia, cały plik papierów niezbędnych do przewozu towarów z kraju do kraju, nawet na terenie Wspólnego Rynku. JuŜ miał to wszystko oddać Clarkowi, kiedy coś zwróciło jego uwagę. - Halo, co to jest, u diabła? Clark podąŜył oczami za jego wzrokiem i zobaczył pod kabiną swojej cięŜarówki rozszerzającą się powoli plamę oleju, który zapewne wyciekł gdzieś spod tylnej osi. - O rany! - zawołał w rozpaczy. - To pewnie cieknie z przedniej osłony dyferencjału! Celnik wezwał starszego kolegę, którego Clark znał. Nachylili się, Ŝeby zobaczyć, skąd wycieka olej. Na ziemi powstała juŜ duŜa plama. Dobry litr tego cięŜkiego płynu. Starszy celnik wyprostował się. - Daleko nie zajedziesz - powiedział do Clarka, a do młodszego kolegi: - KaŜ go objeŜdŜać. Clark wlazł pod kabinę cięŜarówki, Ŝeby zobaczyć, co się tam dzieje. Od umieszczonego w przedniej części silnika ciągnął się mocny, 83 gruby wał napędowy. Kończył się na bębnie z lanej stali, czyli dyferencjale. Siła obracającego się wału transmitowana była na dwie strony do półosiek i poruszała pojazd za pomocą skomplikowanego Strona 49

Forsyth Opowiadania.txt zestawu zębatych kół umieszczonych wewnątrz obudowy, poruszających się w oleju przekładniowym. Bez oleju zęby kół zatarłyby się bardzo szybko, a olej właśnie wyciekał. Stalowa przednia część obudowy dyferencjału była pęknięta. TuŜ ponad tylną osią mieściła się tarcza złącza, na której opierała się naczepa z ładunkiem. Clark wylazł spod wozu. - Podwozie jest powaŜnie uszkodzone - powiedział. - Muszę porozumieć się z moją firmą. Czy mogę skorzystać z telefonu? Starszy celnik wskazał ruchem głowy oszkloną ścianę biura i zabrał się do odprawiania następnych pojazdów. Kilku kierowców wychyliło się z okien, obrzucając śpieszącego do telefonu Clarka niezbyt pochlebnymi epitetami. W dublińskim biurze nikt się nie odzywał. Wszyscy byli widać na obiedzie. Clark kręcił się dokoła komory celnej, aŜ ostatni odprawiony samochód odjechał w głąb lądu. O trzeciej udało mu się skontaktować z dyrektorem firmy Tara Transportation i wyjaśnić mu swoje kłopoty. Dyrektor zaklął. - Nie mam tej części na składzie - powiedział. - Muszę ją zdobyć od agenta Volvo. Zadzwoń za godzinę. O czwartej nie było jeszcze Ŝadnej wiadomości, o piątej celnicy oświadczyli, Ŝe muszą zamykać biuro, poniewaŜ ostatni tego dnia prom z Fishguard juŜ był odprawiony. Clark zatelefonował jeszcze raz do szefa, aby powiedzieć, Ŝe spędzi noc w Rosslare i skomunikuje się z nim jeszcze raz za godzinę. Jeden z celników zabrał go swoim samochodem do miasta i wskazał mu pensjonat. Clark wynajął pokój na jedną noc. O szóstej kierownik biura zawiadomił go, Ŝe nazajutrz rano o dziewiątej otrzyma nową osłonę dyferencjału i przyśle mu ją furgonetką wraz z mechanikiem. Mniej więcej w południe Clark zatelefonował do Ŝony, powiedział jej, Ŝe spóźni się do domu o dwadzieścia cztery godziny, wypił herbatę i poszedł do pubu odległego o pięć kilometrów od komory celnej, gdzie nad kałuŜą oleju stała biało-zielona cięŜarówka firmy Tara. Nazajutrz Clark pozwolił sobie pospać dłuŜej niŜ zwykle. Wstał dopiero o dziewiątej. O dziesiątej zadzwonił do firmy, gdzie powiedziano mu, Ŝe załadowano właśnie zapasową część do furgonetki, która odjedzie za pięć minut. Pojechał autostopem do przystani. Przybył tam o jedenastej. Firma dotrzymała słowa i o dwunastej na 84 bruku zadudniła furgonetka. Wjechała do komory celnej, gdzie czekał na nią Clark. Energiczny mechanik wśliznął się pod cięŜarówkę i wydał z siebie przeciągły gwizd. Kiedy wyłonił się spod wozu, cały umazany był olejem. - Przednia część osłony dyferencjału - zawiadomił Clarka całkiem zbytecznie. - Pęknięta w samym środku. - Jak długo to potrwa? - JeŜeli mi pomoŜesz, to wyciągnę cię stąd w półtorej godziny. Reperacja potrwała jednakŜe nieco dłuŜej. Przede wszystkim trzeba było zebrać rozlany olej, a było tego aŜ trzy litry. Następnie mechanik wziął cięŜki klucz i ostroŜnie odkręcił wielkie śruby, którymi przednia część przymocowana była do bębna osłony. Wyciągnął dwie półośki i zluzował wał napędowy. Clark siedział na ziemi i przyglądał się mechanikowi, podając od czasu do czasu narzędzia. Celnicy takŜe przypatrywali się tej operacji. Pomiędzy jednym a drugim lądowaniem promu niewiele dzieje się w komorze celnej. Ostatni kawałek pękniętej osłony wydobyty został tuŜ przed godziną pierwszą. Clark poczuł głód i miał ochotę pójść do przydroŜnej kawiarenki na obiad, ale mechanik śpieszył się. Zza horyzontu wyłonił się tymczasem "St. Patrick", siostrzany prom "St. Kiliana", zmierzający do portu Rosslare. Mechanik rozpoczął teraz drugi etap swojej pracy. ZałoŜył nową osłonę, zamocował wał napędowy i wstawił dwie półośki. O wpół do drugiej "St. Patrick" był juŜ dokładnie widoczny dla kaŜdego obserwatora. Jeden z nich nazywał się Murphy. LeŜał na przywiędłej trawie na szczycie wzgórza tuŜ za portem, niewidoczny dla kaŜdego, kto patrzyłby Strona 50

Ja biorę cztery. .Jest! . .i gotowa do drogi. .To jest dziewięć tysięcy butelek. aŜ wyjedzie z komory celnej. .JuŜ i tak za długo tu stoisz.stwierdził Murphy. Zobacz.Teraz wlejemy trzy litry oleju i pojedziesz. Tymczasem "St. . Clark wyjaśnił mu swoją sytuację.Forsyth Opowiadania.txt w jego stronę z odległości stu metrów. Ten wczołgał się na szczyt wzgórza 86 i spojrzał w dół. 85 W komorze celnej mechanik dokręcił ostatnią śrubę nowej osłony i wyłonił się spod cięŜarówki. Strona 51 . Stanęła obok identycznej cięŜarówki Clarka.westchnął Brendan z lubością.Ruszamy? . Odkręcił małą nakrętkę w bocznej ścianie obudowy dyferencjału. Murphy zacisnął ręce na lornetce. Clark przyniósł z furgonetki puszkę oleju i lejek. . Patrick" podpłynął ostroŜnie do nabrzeŜa i przycumował.Spływaj . gdy jego oczom ukazała się. -.powiedział. Zresztą nikogo takiego nie było. .spytał go Clark.DuŜo drinków . Co o tym myślisz? .Wiezie siedemset pięćdziesiąt skrzyń najlepszego francuskiego koniaku . . . cięŜarówka. Ŝeby sprawdzić dokumenty nowego kierowcy.Bez pośpiechu . . a rampa opadła. Dalej obserwował nadpływający prom. Mechanik dokręcił nakrętkę wlewu oleju i obrócił się w stronę Clarka.Widzę . Pierwsza wyjechała ciemnobrązowa cięŜarówka z francuską rejestracją.Przejechał . Idę się umyć.bez Ŝadnych komplikacji. . Prawdopodobnie przegonię cię w drodze do Dublina. .oświadczył celnik. Cena detaliczna jednej butelki wynosi dziesięć funtów. . . zapalił silnik i włączył sprzęgło.Poczekamy.odparł Murphy.mówił Murphy. wziął butelkę z detergentem i poszedł do toalety. Po raz drugi w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin Clark wspiął się po stopniach do szoferki. Wyprostował się i przeciągnął.Myślisz. ale Murphy wydał juŜ kilka tysięcy funtów z własnej kieszeni. który był handlarzem złomu i sprzedawał uszkodzone samochody. Ŝe się uda? .Dokładnie o czasie. Nie ma mowy o klapie.powiedział . Liam? . Celnik skierował ją do zatoki. ruszamy. Murphy westchnął głęboko. Zaplanowałem wszystko jak operację wojskową.Jest twoja . wszystko sam zorganizował i niełatwo go było zniechęcić.Czy mogę juŜ jechać? . Ŝe moŜe nieco przesadza z tą pewnością siebie. Z szoferki wysiadł kierowca. . Murphy trzymał mocno lornetkę i wpatrywał się w ciemny otwór rufy "St.oświadczył. . Bardziej doświadczony bądź zawodowy przestępca powiedziałby moŜe Murphy'emu. Przez lornetkę czujnie śledził nadpływający statek. Patricka".No dobra. Następnie wielka biało-zielona z napisem TARA. .zapytał. .Oczywiście.odezwał się do Brendana .Jest to nasze cacko.zapytał go Brendan. który nie miał lornetki. Tymczasem cięŜarówka naleŜąca do firmy Tara Transportation wjechała do komory celnej.szepnął.W porządku . Jego wielkie wrota otworzyły się.Co. ci się stało.zdziwił się. Wrzucił do furgonetki puszkę po oleju i narzędzia. do licha. wymalowanym wielkimi zielonymi literami na jej bocznej ścianie. idioto! . Pomachał koledze i wyjechał z ciemnego budynku urzędu celnego. Podał Brendanowi lornetkę. . niewiele widział i zaczynał się nudzić. LeŜący za nim w wysokiej trawie siłacz Brendan chrząknął. O pięćset metrów przed nim Clark brał zakręt i wjeŜdŜał na prostą drogę z portu do miasta Rosslare. .JuŜ jest blisko .odezwał się. . Celnik podszedł.DuŜo forsy.

powie87 dział i znowu zjechał z szosy. . ale któŜ zwróciłby na to uwagę w biały dzień. w którym ich droga łączyła się z szosą prowadzącą z doków do miasta. gdyŜ wszystkie patrolowe samochody policji drogowej były tego koloru.Czas zamienić się w stróŜów porządku publicznego . . tym razem w wąską wiejską drogę. Otworzyli zamki błyskawiczne swoich wiatrówek. gdzie odkręcił wkładkę słuchawki. JuŜ wcześniej upatrzył sobie budkę telefoniczną. Pomiędzy szybami powinny były być Ŝarówki. tak Ŝeby napis był dobrze widoczny w nocy. co wskazywało. Kiedy zahamował. Zajmijcie pozycje w krzakach przy zatoce przydroŜnej. zaparkowanego na piaszczystej drodze. W połowie drogi. Na przednich i tylnych szybkach widniał równieŜ napis GARDA. Brendan prowadził. Murphy rozwinął je. a na nogach czarne buty.Facet jest w drodze i o czasie. Wreszcie wyjęli z torby dwie rolki czarnej przylepnej taśmy.na wiadomość od niego. Dzięki większej szybkości swojego wozu dogonił zielono-białą cięŜarówkę tuŜ przed wjazdem do wioski Ferns i ruszył za nią. Teraz Brendan wyjął z kufra ostatnią rzecz. Na kaŜdym pasku widniało słowo GARDA wydrukowane białymi literami. stojącą na czerwonych światłach w miasteczku Gorey. . "sierŜant" Murphy usiadł obok niego. Ukradł go przed dwoma dniami i zaopatrzył w fałszywe numery rejestracyjne.wrzasnął Brady. zaczekajcie. Murphy postanowił zatelefonować. znajduje się parking. Ŝe jest sierŜantem. ujętych w metalowe ramy. Brendan zaś był przebrany za zwykłego szeregowca. Znalazł budkę przy urzędzie pocztowym tuŜ na północ od Enniscorthy. czyli irlandzkich sił policyjnych. starannie rozciągnął i nalepił na przednich drzwiach granady. Dopędzili cięŜarówkę. Przejechał most na rzece Slaney. wyrwał przewód ze ściany.Spokojnie . jadąca przed nim cięŜarówka znikła z jego pola widzenia. Przed samym dojazdem do Camolin zwrócił się do Brendana: . który dochodzi do Arklow. Trójkąt zrobiony był ze szklanych szybek. który czekał wraz z jeszcze jednym towarzyszem . a mianowicie trójkąt o półmetrowej podstawie. Obydwaj mieli juŜ na sobie czarne spodnie. . Poza tym mieli na mundurach oznaki Gardy. Ruszył za cięŜarówką Clarka. do jasnej cholery? . Murphy siedział za kierownicą czarnego forda granady. po czym skierował się na północ. Odwiesił słuchawkę i ruszył w dalszą drogę. na jej północnej stronie. Dwie wyjęte z torby granatowe czapki dopełniły obrazu. wyciągnęli z torby dwie policyjne mundurowe marynarki. JednakŜe ktoś. Ŝe nikt inny nie zajmie kabiny w momencie. Murphy miał na ramieniu trzy paski. w której znajdował się silny magnes. aŜ się zatrzyma i wysiądzie z szoferki. i ustawił go na dachu samochodu. Po kilku sekundach cięŜarówka Clarka minęła ich z wielkim hukiem.Forsyth Opowiadania. WłoŜyli marynarki.Gdzie byłeś. Na północ od starego miasteczka Gorey ciągnie się nowy odcinek dwupasmowej szosy. kogo rozwścieczyła bezuŜyteczność aparatu. kiedy będzie mu potrzebna. Obydwaj męŜczyźni wyskoczyli z wozu i wyjęli leŜącą na tylnym siedzeniu torbę. Pod wiatrówkami nosili przepisowe policyjne niebieskie koszule i czarne krawaty. Murphy zaklął i pojechał dalej.odparł Murphy. Zatelefonował do innej przydroŜnej budki telefonicznej nieco na północ od Gorey. więc nie zatrzymywał się po drodze. Odezwał się inny członek jego bandy. którą upatrzył sobie w czasie wcześniejszego rekonesansu. Miejsce to Murphy wybrał Strona 52 . Była pusta. ToteŜ nie było tam nikogo. zdobywając w ten sposób pewność.txt Sczołgali się ze wzgórza i zgięci wpół pobiegli do samochodu. wyglądali na autentycznych policjantów drogowych.Sterczymy tu z Keoghiem od godziny. Dojechali do miejsca. Clark śpieszył się do domu. Kiedy Murphy i Brendan wsiedli na powrót do samochodu i cofnęli wóz z bocznej drogi na szosę. W trójkącie Murphy'ego Ŝarówek nie było. Murphy rozmyślnie ukradł czarny wóz.

ryknął Murphy. usta i oczy zaklejono mu taśmą. śadnego ruchu.Murphy ruszył do dzieła.Tylna opona ci siada. Jakiś samochód przejechał obojętnie obok nich. Clark widział przez kilka sekund twarz Murphy'ego. . Była pusta. dał dyskretny sygnał klaksonem. który był kierowcą cięŜarówki. Skinął głową i zwolnił. . Przegubowiec takŜe skręcił i zatrzymał się tuŜ za nim. Murphy. Keogh podniósł kciuk na znak.krzyknął Murphy. który miał na głowie policyjną czapkę. Dziurawej opony nie zobaczył po prostu dlatego. JeŜeliby w przyszłości miał wskazać na Murphy'ego jako na sprawcę napadu. Jeszcze jedno spojrzenie na szosę. Pod osłoną długiej cięŜarówki został przeniesiony do "policyjnego" samochodu i wrzucony do jego tylnej części. Podniesiono go jak worek i zabrano w krzaki.Nazywasz się Liam Clark.powiedział i wsunął plik dokumentów za klapę szyby. dopóki nie znalazł się w więzieniu w Mountjoy jako gość republiki irlandzkiej. Clark 88 spojrzał w dół na jadący równolegle do niego wóz policyjny i zobaczył. zwinęli i wrzucili na tył samochodu. Clark wysiadł z szoferki. Patrzył. Ŝe nie zdąŜył. Jechał na północ w kierunku Dublina.Spotkamy się za godzinę na fermie! . Z krzaków wyskoczyli Brady i Keogh ubrani w kombinezony z czapkami naciągniętymi na oczy. a druga nogi. Kiedy mijała go granada.Forsyth Opowiadania. jak porwany przegubowiec wyjeŜdŜa z parkingu i włącza się w strumień ruchu. chrząknął. . próbując przekrzyczeć wiatr. Nie widział twarzy pozostałych 89 trzech porywaczy. Rzut oka na szosę. Po dwóch minutach Keogh wyłonił się z krzaków w kombinezonie firmy Tara i podszedł do Murphy'ego. leŜącego z zawiązanymi oczami. Wyprzedzili biało-zieloną cięŜarówkę nieco na północ od Arklow. Murphy zdjął z dachu swojego wozu trójkąt. Zachrypły głos kazał mu spokojnie leŜeć na podłodze. blokowana dotychczas przez zielono-białą cięŜarówkę. w Kilmacanogue skręcił na Strona 53 . który znowu siedział za kierownicą. . Te dokumenty są na pewno w porządku.No juŜ! Granada podjechała szybko do szoferki przegubowca. Ręce. Podszedł do "policyjnego" samochodu.Wszystko w porządku . Nie na długo.powiedział do niego Murphy. Spojrzał na Brendana i skinął głową. Zerwali z drzwiczek samochodu znaki Gardy. pozostali trzej zapewniliby koledze niezbite alibi. Keogh.Chodź! Clark obszedł przód swojej cięŜarówki i przeszedł wzdłuŜ jej biało-zielonego kadłuba. W ciągu minuty zdjęto z niego firmowy kombinezon ze znakiem TARA przyszytym do górnej kieszeni. . Murphy jechał wciąŜ dalej na północ.txt na zasadzkę. Opuścił więc równieŜ szybę. skręcił w oznaczonym miejscu na parking i stanął.Nie ma problemu . Teraz Murphy rozejrzał się po szosie. wdrapał się po schodkach do szoferki i obejrzał sobie wszystkie przyrządy. Opuścił szybę okna i rzucił Brendanowi: . była znowu zwykłym samochodem z trzema pasaŜerami w cywilu. zaczęła ją wyprzedzać korzystając z drugiego pasa ruchu .Zjedź na parking! Clark spojrzał przed siebie i zobaczył tablicę z wielką literą "P".To z tyłu . Samochód policyjny pomknął naprzód. Ŝe wszystko okay. . .mruknął Murphy. . jedna silna para rąk objęła mu klatkę piersiową. który stał pod drzwiami szoferki i studiował prawo jazdy nieszczęsnego Clarka. Ŝe siedzący obok kierowcy sierŜant macha na niego ręką. Marynarki policyjne zostały zdjęte i rzucone Brady'emu. bo zostały sprawdzone dwie godziny temu w Rosslare. Brady siedział na tylnym siedzeniu i opierał nogi na ciele Clarka. Ręka w rękawiczce nakryła usta Clarka. Kiedy granada wyjechała z parkingu. Z chwilą kiedy kolumna samochodów.

Ich Strona 54 . Murphy z latarką poszedł na koniec drogi. Dziesięć po ósmej był z powrotem na terenie fermy. zresztą jak wszyscy. Był zadowolony.Prosto z Francji. Z przysłoniętymi latarkami w rękach otworzyli stare drzwi stodoły. O siódmej. miała o wiele więcej wspólnego z gangsterstwem niŜ z patriotyzmem.Murphy? . Ŝe pozbędzie się koniaku bez najmniejszych trudności. które przejęło nadzór nad lokalami. kiedy juŜ zmierzchało. Ŝe chyba im to wystarczy.potwierdził Murphy .Forsyth Opowiadania. po czym zamknięto drzwi z powrotem. . Jest jeszcze na cięŜarówce. . jadąc plątaniną polnych dróg. Ŝe nie uległ pokusie sprawdzenia łupu. którzy zabrali się do otwierania drzwi stodoły. Przybysz z Północy mruknął coś pod nosem i skinął głową na podwładnych.zaproponował Brady i wszyscy się roześmieli. " . Wiedział.Spisałeś się dobrze . i przekroczyć granicę pomiędzy jeziorami połoŜonymi na linii Fermanagh-Monaghan. Murphy był szczerze dumny ze swojej transakcji.txt drogę o nazwie Rocky Valley w kierunku Galary Bóg. Trzej męŜczyźni wybiegli na dwór. Zatrzymały się na podwórzu i z pierwszej z nich wysiadł męŜczyzna w płaszczu z wielbłądziej wełny. 90 zapłacić na miejscu gotówką i przemycić towar na Północ. kaŜda butelka były numerowane i tam wcześniej czy później rozpoznano by je. Ŝeby wskazać przybyszom z Północy drogę. działających poza prawem.i nie będziesz juŜ musiał prowadzić cięŜarówki. Przynajmniej na kilka godzin.Francuskie pieczęcie celne są nie naruszone . . ale mimo to mogli mieć trudności z trafieniem na drogę dojazdową. Ale w Ulsterze.zapytał. zasłonięty od szosy kępą sosen. Czego się napijesz? . Tam rzucono go w kąt kuchni na kupę worków. . człowiekiem. znajdującymi się do niedawna w rękach prawdziwych patriotów. W ręku trzymał teczkę. iŜ moŜna w niej było zmieścić cięŜarówkę. Murphy wiedział równieŜ.Ma pan towar? . Pełno tam nielegalnych miejsc wyszynku i tajnych klubów bez licencji. Kontrolowało je kryminalne podziemie. Miał zrobić to o świcie.oświadczył przybysz. . Jego trzej porywacze usiedli. Ŝe była tam stodoła tak wielka. a potem ja sam poprowadzę ją do miejsca odległego stąd o piętnaście kilometrów i porzucę. Człowiek ten wraz ze swoimi kierowcami miał się z nim spotkać na fermie. Za nim jechał korowód czterech furgonetek. Murphy przełknął ślinę. na terenie gnębionym wojną domową. kaŜda skrzynia.stwierdził. Pochodziły ze składu wolnocłowego. Jechał bez świateł. który dostarczał alkohol do całego łańcucha knajp i szynków. Zawarł więc układ z jednym z najpotęŜniejszych ludzi w Irlandii. Miała tę zaletę. Czekali. sytuacja była inna. Murphy kazał Brendanowi i Brady'emu przenieść nieszczęsnego Clarka na fermę. Dojazd do fermy prowadził przez błotnisty trakt. Ŝe duŜa liczba morderstw politycznych popełnianych niby to dla dobra Irlandii. Niełatwo byłoby pozbyć się dziewięciu tysięcy butelek koniaku na południu kraju. Podał im wprawdzie dokładne instrukcje. W tej spokojnej okolicy wypatrzył na porośniętym wrzosami wzgórzu porzuconą fermę. Keogh wprowadził cięŜarówkę do środka. Czy to wam wystarczy? Wyciągnął z kieszeni płaską flaszkę i wszyscy stwierdzili. Ŝe dobrze zapracowałem na swój udział .powiedział i na drinka.MoŜe łyk koniaku? . Miał twarz człowieka całkowicie pozbawionego poczucia humoru. Był to dobry Ŝart.Myślę.JeŜeli otwierał pan cięŜarówkę. . Kwadrans przed ósmą było juŜ całkowicie ciemno. MoŜe je pan sprawdzić. Keogh wyskoczył z szoferki. Szynki były ściśle podzielone na katolickie i protestanckie. Murphy skinął głową. . biało-zielony przegubowiec zaturkotał na drodze.oświadczył Murphy. to będę musiał sprawdzić kaŜdą skrzynię .Zresztą wolę whisky. To wystarczało Murphy'emu.Nie będę rozbijać skrzyni dla paru kieliszków . Rozładujemy ją o północy. w stodole. załadować koniak na cztery furgonetki.

powtórzył męŜczyzna. który był niegdyś salonem.PoniewaŜ miałem w ustach ten zasrany knebel. Człowiek z Ulsteru skinął na jednego ze swoich pomocników. a poniŜej napis: "Nawóz sztuczny dla róŜ".warknął człowiek z Północy. Nieszczęsny Liam Clark wciąŜ leŜał na workach. Kierowca miał takŜe plaster na oczach. . . idioto? Murphy zwrócił rosnącą złość na Clarka. do diabła. Ŝe nie mam pojęcia. . . Na kaŜdym widniało nazwisko słynnego producenta artykułów ogrodniczych. . Człowiek z Ulsteru znowu coś mruknął i pokiwał głową z zadowoleniem. . Wielki człowiek oświecił plik dokumentów. pozostanie mu na czysto ponad dwadzieścia tysięcy. wsunął ją pod pachę i wyszedł na dwór. . oto dlaczego wrzasnął. .Chodźmy . absolutnie pewne. która opadła mu ze zdumienia. Czterej Ulsterczycy byli w stodole. Jeden z jego ludzi podszedł do drzwi cięŜarówki z krótkim łomem w ręku. Zamiast równo ułoŜonych skrzynek oznaczonych znaną na całym świecie marką producenta koniaku zobaczyli coś zgoła innego.wyjąkał.Nawet na to nie spojrzałeś.Po czym zniknął.Dlaczego mi nic nie powiedziałeś? Rozwścieczony Clark zdobył się na odwagę wobec swoich prześladowców. W cięŜarówce leŜały plastikowe worki. jak sądził.zapytał.Zgoda . Jeszcze nigdy nie widział takiej ilości pieniędzy. To byłoby trzydzieści sześć tysięcy funtów.Pytałem.Przysięgam. . Patrick" załadowano tylko jedną taką cięŜarówkę. W rozbitym oknie ukazał się jeden z pomocników przybysza i zawołał: . Porwał właściwy transporter z właściwego statku.warknął wielki człowiek.powiedział. Mów. Clark zabełkotał.Forsyth Opowiadania.odpowiedział Murphy. Murphy nie upierał się. Murphy ruszył przodem.Wejdź do środka . do cholery .zaŜądał tamten. Ŝe na popołudniowy prom o nazwie "St. wieziesz towar? .Trzydzieści pięć tysięcy . Przybyły z Północy męŜczyzna wskazał głową w stronę domu.jeŜeli sądzić po zachowaniu się tego człowieka . 92 . Przybysz z Północy spojrzał na worki z kamienną twarzą.zapytał go bez wstępów wielki człowiek. Stali dokoła przed drzwiami cięŜarówki wraz z Keoghiem.PrzecieŜ to jest wpisane do listu przewozowego.txt 91 latarki oświetliły dwa identyczne zamki u tylnych drzwi i zabezpieczające je nie naruszone celne pieczęcie. Bradym i Brendanem. jaki wieziesz towar.powiedział. Strona 55 . który bezceremonialnie zerwał plaster zalepiający usta Clarka.Niech no pan przyjdzie i popatrzy! .powiedział. Murphy zobaczył kilka rzędów paczkowanych banknotów funtowych.Dziewięć tysięcy butelek po cztery funty kaŜda .Gdzie kierowca? .rozkazał.W domu . Sześć latarek oświetlało jej wnętrze. . Lubię okrągłe cyfry. . związany jak kura. Wiedział. Murphy z trudem poruszył dolną szczęką. Był zakneblowany. który wziął od Murphy'ego. Miał wraŜenie. Kiedy potrąci po trzy tysiące funtów dla kaŜdego ze swoich ludzi i uwzględni wydatki.Nawóz do róŜ . Informacje jego były kosztowne i. prawda? .Co to ma znaczyć. do jasnej cholery? . Człowiek zatrzasnął teczkę. Zresztą był zadowolony. Przybysz otworzył teczkę i połoŜył ją na stół. . . Wyciągnął list przewozowy i podsunął go Murphy'emu pod nos. Murphy z latarką w ręku poszedł pierwszy do pokoju. . których nie widział. Mówił prawdę. Ŝe .Jaki.Nie mam pojęcia .nie byłoby to rozsądne. . Clark przełknął ślinę.

Zniszczycie najmniejsze dowody.Chodź ze mną . .myślał Murphy . Mamrotał coś.powiedział do Murphy'ego i ruszył naprzód. W zeszłym tygodniu zawiozłem ten ładunek. Murphy poszedł za nim.odezwał się Brendan..ci ludzie z Północy to zwierzęta. . 93 Przybysz z Północy odczytał w świetle latarki trzymane w ręku papiery. moi ludzie znajdą cię i strzaskają ci kolana. Rzucił papiery na ziemię. Potwierdzały relację Clarka. Nic nie zyskaliśmy. Skinął więc tylko głową. kaŜdy odcisk opony w błocie musi być zamazany.Ale nie dla mnie ..warknął wielki człowiek. i to dosłownie gówna.przede wszystkim zniszczymy wszystkie dowody. Rzucił teczkę na ziemię. Ŝe jeŜeli nawet nie są szczęśliwi. któremu brak było tchu . mogę znowu spróbować. no i pieniędzy.Zamknij się . Odrzucono go. .Porwałeś ładunek gówna. Spłukałem się na organizację tego skoku. . .warknął Murphy.powtórzył. koniak będzie na pewno na następnym promie. a z nim cztery puste furgonetki.Co teraz zrobimy? . Ty.txt . Zmarnowałeś mnóstwo mojego czasu. Po strachu. który zawsze brał wszystko dosłownie.zapytał.Słuchaj. . ale oprócz mnie nikt nic nie stracił. Wcześniej Murphy zastanawiał się.PrzecieŜ jechałeś do Hawru z prowincji Cognac we Francji! .A co będzie z moimi trzema tysiącami funtów? . świecąc sobie latarkami.powiedział Murphy .bełkotał Murphy. Na twarzy Clarka ukazał się wyraz pełnej niewiedzy.To prawda. Murphy zastanowił się. Otwarto go w Antwerpii. to w kaŜdym razie trochę uspokojeni.zawył Murphy.Nasza transakcja jest niewaŜna.Koniak? ..Chłopcy.. Zrozumiałeś? Święty BoŜe . Pięć minut później człowiek z Północy odjechał. Eksportujemy go z Irlandii do Belgii. Nachylił się nad leŜącym Clarkiem. Musicie trochę poczekać.Dlaczego miałby tam być koniak? W Belgii tego nie robią. . którą stronę darzy sympatią gangster z Ulsteru.Ty durniu . który zmroził krew w Ŝyłach Murphy'ego. Murphy . Brady i Keogh oczyścicie tu teren. . Składa się z mchu torfowego i sproszkowanego krowiego nawozu. . klnąc na całego.zagadnął Keogh. Ŝe mają na karku Brytyjczyków. . . . Był zrozpaczony. Jak skończycie.Forsyth Opowiadania..zapytał wreszcie Brady. Dobrze. Wiozłem ładunek nawozu dla róŜ.CóŜ . kaŜdy ślad stóp.Przysięgam panu . wolał uniknąć złości własnych ludzi.. . jakiego napędził mu Ulsterczyk. mógłby to przypłacić Ŝyciem. Brendan.ryknął. I jeszcze jedno: jeŜeli kiedykolwiek znowu spróbujesz mnie nabrać.na grób mojej matki. Wszystko to moŜecie znaleźć w dokumentach. W panującej na dworze ciemności wielki człowiek brutalnie przerwał potok słów Murphy'ego.. uniósł go do góry i rzucił nim w drzwi stodoły.Nigdy w Ŝyciu nie byłem w Cognac . weźmiecie Strona 56 .W Belgii? . chwycił Murphy'ego za poły wiatrówki. Moi szefowie w Dublinie kazali przywieźć go z powrotem. . czasu moich ludzi. Załatwienie urzędowych papierów w Antwerpii trwało trzy dni. który przybija jutro o drugiej po południu.syknął wielki człowiek w sposób. .Słuchaj. Ŝe nie odpowiada wymaganym normom. . katolicki bękarcie! . zgodzicie się na tysiąc pięćset na osobę.. Ŝe gdyby głośno wyraził swoje poglądy. usiłując dowieść swojej niewinności. 94 Wydało mu się. ty paskudny. zanim je zarobię.Wiedział. zbadano i stwierdzono. Na fermie Murphy i jego zgnębieni wspólnicy dokończyli butelkę whisky. . . .wrzeszczał Clark. Teraz wiedział.A pod tymi workami nie ma koniaku? .

Ale w chwili. Ŝe powinien znaleźć się prędko jak najdalej od miejsca wypadku. uświadomił sobie. tak często spotykany wśród wzgórz Wicklow. CięŜki ładunek sztucznego nawozu pchał ją naprzód. kiedy wysiadał. odskoczyła z powrotem na szosę. Farmer wydostał się z dołu z kiszonką i stanął przy szoferce. która z pewnością nigdy nie zainteresuje producentów wody po goleniu. niemal ją przygniatając. Ten jednak to zrobił. Nie będzie mógł szybko zrobić rwetesu. Ŝe na zakrętach zwrotniejsze od zwykłych cięŜarówek o tej samej długości. Trudno sobie wyobrazić. Ale właśnie w tej chwili zjawiła się policja drogowa. ale oderwała się od traktora i odskoczyła na odległość trzech metrów. a następnie uderzyła w przeciwległy kamienny mur. Murphy jechał pomiędzy kamiennymi murkami. uniemoŜliwił mu wyminięcie przeszkody. Wezmę cięŜarówkę i porzucę ją daleko stąd. Stanę na głównej szosie prowadzącej do Dublina. Ludzie z Północy dokładnie wyłamali zamki w tylnych drzwiach przegubowca. Kiedy są ci potrzebne. Ŝeby farmer wyjechał o tak późnej porze na szosę traktorem o jednym świetle zepsutym. Ale wystarczy zadrasnąć lakier czyjegoś samochodu. Widać było. Przednia część przegubowca Murphy'ego wpadła w poślizg w momencie 95 zderzenia z nią. Farmer został wyrzucony z siedzenia i wpadł w dół z kiszonką. Liczył. a drugim zamazanym błotem. Ŝe chce rozmówić się z Murphym. Ten patrol eskortował jakiegoś ministra. kiedy nagle spostrzegł wynurzającą się przed nim sylwetkę traktora z przyczepą.Forsyth Opowiadania. Kamienny mur. jadącego z Dublina do swojego wiejskiego Strona 57 . i natknął się na traktor. spycha ją na bok i powoduje poślizg. Potem skręcicie na północ i pojedziecie do domu. MoŜe uda mi się skorzystać z autostopu. i to z ładunkiem dziesięciu ton bali słomy. a zablokowane przez kierowcę. zabierzcie kierowcę cięŜarówki i wysadzicie go na szosie. CięŜarówki przegubowe mają tę właściwość. Wreszcie zamknęli drzwi cięŜarówki. Przegubowiec z nieszczęsnym towarem i z Murphym przy kierownicy wyruszył z fermy. a wyrastają jakby spod ziemi. A Murphy siedział w półmroku szoferki zakopanej w belach słomy. Zgadzacie się? Wszyscy się zgodzili. Kiedy zamilkł potworny hałas ocierającego się o kamienie metalu.txt samochód. To właśnie zdarzyło się Murphy'emu. Czuł instynktownie. i przyczepa niosąca ładunek nie jadą idealnie na tej samej linii. Ŝe przyczepa farmera wciąŜ stoi na swoich kołach. która ciągnie całość. moŜe na wzgórzach w okolicy Kippure. Wrócę piechotą do domu. Ŝe nie zdąŜy zetrzeć z wnętrza szoferki odcisków swoich palców. Coś dziwnego dzieje się z policyjnymi patrolami. więc zabrali się do szukania drewnianych kołków. W samych tylko skarpetkach. Nie mieli wyboru. drzwi otworzyły się. Ŝeby zamocować skoble. Zahamował ostro. Farmer zdąŜył dodać gazu i skręcić w bramę jakiejś farmy. gdzieś na południe stąd. Ŝe farmer w ciemności nie zanotuje rysów jego twarzy. który uległ panice. JeŜeli przednia część przegubowca. Słychać było prowadzoną przez niego głośną konwersację ze stwórcą. Tylna część przyczepy wyrŜnęła w kamienny mur. który nadjeŜdŜał z przeciwka. skręcił w lewo i pojechał w kierunku Djouce Forest. Z zawiązanymi rękami i zalepionymi oczami i ustami. Murphy otworzył drzwi szoferki i przez bele słomy przebił się na drogę. hamulce spowodowały. Ja na pewno dotrzymam słowa. Drewniane kołki w zamkach przegubowca pękły. Na drogę za cięŜarówką spadła część worków ze sztucznym nawozem. okazało się. cięŜka przyczepa moŜe wyprzedzić przednią część. Keogh. Jechało od niego wonią. ku wzgórzom Wicklow. O wpół do dziesiątej Murphy minął las obrzeŜający drogę na Roundwood. Ŝe bele słomy padły na szoferkę. zetrzeć odciski palców z wnętrza szoferki i zniknąć w ciemnościach. Ten pomyślał nagle. więc tylko jego przyczepa załadowana słomą pozostała w tyle i uległa kolizji. są oporniej sze przy hamowaniu. zaproponować pomoc przy załadowaniu słomy. Ŝe moŜe uda mu się ugłaskać farmera. równie trudno je znaleźć jak truskawki na Grenlandii.

Sztuczny nawóz .zaŜądał sierŜant.Czy ma pan prawo jazdy? . . Bardzo dobry dla róŜ.Był bardzo zadowolony ze swojego Ŝartu. . pomyślał w pierwszej chwili.Jakoś daleko od głównej szosy. . a drugie zamazane gliną powiedział zwracając się do farmera.Pański? . .zawołał . Murphy'ego ścisnęło w dołku.zakomunikował.Papiery . . który wypadł z podartego worka. Podwieziemy pana do domu i przy okazji obejrzymy sobie pańskie dokumenty. Ten. . Ŝe są w porządku. .Liam Clark? . i właśnie wracał do stolicy. wskazując na przegubowiec. SierŜant zwrócił Murphy'emu dokumenty i zainteresował się farmerem.Jedno z pańskich świateł jest zepsute. . Policja irlandzka nie nosi przy sobie na co dzień pistoletów.Składa się z mchu torfowego i sproszkowanego nawozu krowiego. .txt domku w okolicy Annamoe. Za kilka minut odjadą. ale to nic się nie udaje.Kilka worków wypadło na drogę. Murphy poczuł się raźniej. . tylko wtedy.Traktor i przyczepa były zupełnie niewidoczne. i to oświetlony.Tak.Czysta robota przez otwarte drzwi przegubowca i cztery z nich rozpruły się.Nie chciałbym robić z tego sprawy. . Policjant przyglądał się przednim światłom przegubowca. Ŝe są takie dni. wysypywał się brunatny nawóz. . . Nawet w świetle latarki trudno nie rozpoznać sterczącej w górę wielkiej rury bazuki czy karabinu maszynowego. z której były zrobione worki. Murphy skinął potakująco głową. W tych ciemnościach mogło mu się to udać. Lufa automatu sierŜanta wycelowała Strona 58 .zapytał go sierŜant.a ty jesteś utytłany gównem po uszy! . juŜ zaczął zachowywać się defensywnie.Tamten wiezie ładunek gówna . SierŜant wybuchnął śmiechem. Chciałem jak najszybciej odwieźć ładunek i znaleźć się w domu. . Przeszedł na tył wozu sprawdzić stan tylnych świateł.zapytał Murphy'ego sierŜant. Samochód miał na dachu znak Gardy.zapytał sierŜant farmera. i obejrzeli sobie rozrzucone bele słomy. Dokumenty były w całkowitym porządku.zapytał sierŜant. Tymczasem drugi policjant obejrzał sobie traktor i powrócił do sierŜanta.Tego pojazdu nie widać z odległości dziesięciu metrów. Obrócił się do farmera. Zabierze je pan jutro rano. Z podartej folii.powiedział sierŜant. kiedy eskortuje ministrów. w łóŜku.Forsyth Opowiadania.Drzwi się otworzyły . . Ŝe to po prostu prywatny samochód. i bardzo późno . Ale na razie nie moŜe pan prowadzić z tymi światłami. a teraz ładował na nią bale. Wszyscy trzej przeszli na tył cięŜarówki. DuŜo później Murphy powiedział towarzyszowi z celi. ale pan władza ma rację odezwał się Murphy. Z tuzin worków wypadło 97 7. więc spieszyło mi się.Prom spóźnił się dziś po południu do Rosslare.odparł Murphy. Za chwilę się przekonamy. jeszcze przed chwilą pewny siebie i zaczepny.Niewątpliwie ubezpieczenie teŜ jest u pana w domu . . Murphy zrozumiał. Szefie. . Drugi policjant wyłonił się spoza przegubowca. .Tak .odpowiedział Murphy.odparł Murphy. Kiedy Murphy zobaczył światła wozu. Murphy sięgnął do szoferki i podał mu plik dokumentów. 96 . Posterunkowy zaświecił latarkę i puścił promień światła na całą tę breję. . Ale kiedy światła przygasły. Policjanci podeszli powoli do unieruchomionego traktora i jego przyczepy.Co pan wiezie? . który ściągnął przyczepę z szosy na pole. . Rozdarły się.Mam nadzieję.W domu. niech pan im się przyjrzy. Zyskały jego uznanie. Proszę zjechać traktorem w pole i sprzątnąć słomę z drogi. Ŝe ma tylko jedno wyjście: zamydlić im oczy. kiedy nic. stanął twarzą w twarz z rzeczywistością.

Nutkin wyciągnął je w przekonaniu. szukał melonika tak długo.stało się. Od dwudziestu pięciu lat jeździł codziennie tym samym pociągiem o tej samej porze z małego i nudnego miasteczka Edenbridge do stacji Charing Cross w Londynie. Samuel Nutkin nie był przyzwyczajony do "tych rzeczy". Nikt na niego nie patrzył. Czym prędzej wsunął je z powrotem pomiędzy poduszki i rozejrzał się dokoła. Ktoś kiedyś odkrył. ale takŜe na cienkie czasopismo. Drzwi wagonów rozsunęły się. Murphy westchnął głęboko.był to tytuł pisma . Ich właściciele czytali tabele notowań giełdowych. majstrował coś przy teczce. Środek okładki zajmowała fotografia dorodnej kobiety o wydatnych piersiach. pozostawione tam zapewne przez poprzedniego pasaŜera.Grupy . kim jest ów "ktoś". Nie były zresztą najbezpieczniejszym miejscem na świecie. cała ta historia w ogóle by się nie zdarzyła. Samuel Nutkin odetchnął z ulgą. Strona 59 . Nie miał szczególnych wątpliwości co do tego. Magazyn miał nieduŜy format i błyszczącą okładkę. znaleziono paczkę pornograficznych zdjęć. ale ulice Dublina na pewno do nich nie naleŜały. Wtedy.Muszę wyznać coś niecoś . Po drugiej stronie przedziału dwa egzemplarze Financial Timesa. Wieczorem zaś wsiadał do pociągu na stacji Cannon Street. jeden Times i jeden Guardian nadal kiwały się rytmicznie w takt jadącego pociągu. toteŜ przez 99 całą drogę. Kiedy w szpitalu zbadano zawartość jego kieszeni.txt w Ŝołądek Murphy'ego.Forsyth Opowiadania. Widniały na niej słowa: Nowy Krąg .a niŜej: Samotni Pary . nie upuścił futerału od okularów między poduszki siedzenia przedziału. w windzie prowadzącej na Cannon Street. i powracał do hrabstwa Kent. wsunął-go do teczki i włączył się w strumień meloników i biletów sezonowych. Historia ta od dawna prześladowała Samuela Nutkina. twarz mu poczerwieniała. ToteŜ tego dnia Nutkin niezwykle ostroŜnie przechodził przez ulice. Ale wcale nie dlatego. aŜ do stacji Charing Cross. Ale Samuel Nutkin ociągał się. który został przejechany przez samochód.powiedział. a po prawej za oknem przesuwała się właśnie stacja Hither Green. w czasie przejazdu do Mansion House. W drodze z pociągu do kolejki podziemnej. Ŝe jest to rozkład jazdy. Nutkinowi niepotrzebny był więc rozkład jazdy. ale niechcący przechwycił transport przemycanej przez kogoś broni. Powodowała nim po prostu zwykła ciekawość. Nie tylko nie udało mu się porwać dziewięć tysięcy butelek koniaku. Kiedy spojrzał na okładkę czasopisma. Jej twarz zakrywał biały kwadrat z napisem: Ogłoszenie nr 331. a potem w czasie krótkiego spaceru do biurowca towarzystwa ubezpieczeniowego. Ŝe był mu potrzebny. aby wyrzucić swój ludzki ładunek na zatłoczony peron numer sześć. zmierzających ku wyjściom. gdzie pracował jako urzędnik. Po lewej stronie stary Fogarty męczył się nad krzyŜówką. zastanawiał się nad konsekwencjami swojego odkrycia. Jak moŜna się z czegoś takiego wytłumaczyć? CóŜ to za wstyd dla człowieka. Ŝeby go wydostać . aŜ znalazł się sam w przedziale. Jego palce natrafiły nie tylko na futerał. Ŝe ludzie nabierają cech odpowiadających przydomkom. Powoli uniósł ręce do góry. czuł się dość niewyraźnie. jadąc pociągiem podmiejskim z Edenbridge do Londynu. Ŝe wszyscy znają jego tajemne grzechy. przeraŜony własną odwagą. Potrafił wyobrazić sobie wiele miejsc. który leŜy w szpitalu z nogą na wyciągu i wie.Magazyn kontaktowy dla seksualnie wyzwolonych. . w których chciałby przeŜyć następne dwa lata. NIEWYPAŁ Gdyby Samuel Nutkin. To musiał być właśnie jeden z tych dni. wyciągnął magazyn z poduszek. Słyszał kiedyś o człowieku. takŜe zawsze o tej samej godzinie. W końcu dotarł jednak do lokalu towarzystwa ubezpieczeniowego. zwijał parasol. Pan Nutkin nigdy w Ŝyciu nie widział takiego pisma. Bo kiedy wsunął między nie dłoń.

w samym środku miasta. aby po ośmiu godzinach pracy odpłynąć do podmiejskich rezydencji. Ten przydomek przesądził o jego losie. Myślał. równie solidnej jak Bank Angielski. Był więc Nutkin w śródmiejskiej dŜungli Londynu przyjaznym i nieszkodliwym stworzeniem o cechach określonych przez swój młodzieńczy przydomek. Tutaj. przewaŜnie amatorskie fotografie pań w samej bieliźnie. rozpościerającej swoje macki na wszystkie strony świata. Szybko zrozumiał. Ŝeby poznać osobiście zamoŜnych i hojnych dŜentelmenów. uprzejmy i miły dla sekretarek. Przeczytał magazyn od deski do deski. rabowali i odsyłali łupy do miasta.txt które im nadano. 101 Diagnoza doktora Bulstroda określała jej chorobę jako zaawansowaną hipochondrię.Forsyth Opowiadania. Ŝółtych i brunatnych ludzi. które traktowały go po macierzyńsku i mówiły. Z ich inicjatywy Ŝeglarze i handlarze sprzedawali i kupowali. spółkami akcyjnymi i domami ubezpieczeniowymi. Podziwiał ludzi. meloników i teczek. spekulować. Kukurydziana. czyli pani Nutkin. Będąc w randze kaprala. była niemal całkowicie przykuta do łóŜka. został zdemobilizowany po wojnie w wieku dwudziestu pięciu lat. jak to było 100 w Średniowieczu. Twierdziła. Ŝe cierpi na cięŜki artretyzm i dolegliwości sercowe. oszukiwali czarnych. aby zaoszczędzić Ŝonie nawet Strona 60 . chociaŜ przez całą drogę zdawało mu się. Nutkinowi nigdy nie przyszło do głowy. Zaskoczyły go i zdumiały. Wiele lat upłynęło od czasu. Ŝe kobiety ogłaszające się w tym piśmie marzyły głównie o tym. które wlewały się codziennie do City. Lettice nigdy tam nie zajrzy. Samuel Nutkin miał dziesięć lat. Ale zupełnie nie był przyzwyczajony do czytania czy choćby tylko noszenia w teczce pornograficznych pism. Inne ogłoszenia odznaczały się wymownym tekstem reklamującym tajemnicze . Lettice. Była wątłą i suchą kobietą o ostrym nosie i jeszcze ostrzejszym głosie. Udało mu się dostać stałą posadę z niezłą pensją i zapewnioną emeryturą. zabudowanym bankami. Był juŜ od dwudziestu pięciu lat urzędnikiem wielkiej firmy ubezpieczeniowej. Pracował w siedzibie gigantycznej bankowej ośmiornicy. aby tu inwestować. Ŝe jest "słodki". a będzie chodzić z przymruŜonymi oczami i mówić jak Humphrey Bogart. "Figlarz" będzie tak długo małpować i wymyślać kawały. Wystarczy. którego gmach królował tuŜ obok. którzy wśród tych zimnych kamieni umieli porwać się na finansowanie awanturniczych wypraw do najdalszych zakątków świata. Ŝeby spacerować po starych uliczkach o tradycyjnych nazwach .zaŜywny. wsunął go na dno teczki i szybko wrócił do swojego biurka. czy to w łóŜku. zdobywali skarby.usługi. na tym skrawku ziemi w samym sercu Londynu. zapadały decyzje o losach milionów ludzi. Ŝeby zaczęto wołać na chłopca "łobuziak". poŜyczać. kukurydzę i drób. Schował swój skarb pod dywan przed kominkiem.w kaŜdym razie dla Samuela Nutkina . zamknął się tam i zabrał się do czytania wszystkich ogłoszeń w Nowym Kręgu. Ŝe czyha na niego policja obyczajowa. Kurza . JednakŜe tego ranka w jego Ŝyciu nastąpił przełom. kiedy jeden ze szkolnych kolegów nazwał go "wiewiórką".Chlebowa.i po miejskich murach. parasoli. Ŝe to siedlisko największych rozbójników świata. czy teŜ poza nim. Nutkin kochał City. Wieczorem udało mu się przewieźć pismo do mieszkania w Edenbridge. był bowiem uczciwym obywatelem. magia zblakła i wtopiła się w szary strumień ciemnych garniturów. zawsze gotowym do największych poświęceń. kiedy była źródłem fizycznych uciech Samuela Nutkina. o ich pracy. aŜ mu się to znudzi. Wykorzystywał przerwę obiadową. Przy niektórych znajdowały się zdjęcia. sympatyczny człowiek bliski pięćdziesiątki. W ciągu tych lat dopasował się do swojego biurka . Minęło ćwierć wieku. Mimo to pozostał wiernym i przywiązanym męŜem. a mury rzeczywiście broniły miasta. kiedy naprawdę sprzedawano tu chleb. Przekradł się do ubikacji. zamoŜności czy nędzy.

W przerwie obiadowej Nutkin nakręcił podany mu numer z automatu w najbliŜszej stacji kolejki podziemnej.Czy jutrzejszy dzień ci odpowiada? Doskonale. Ŝe będziemy się mogli dobrze zabawić. wrzucił do klozetu i spuścił wodę. moi przyjaciele na ogół dają mi niewielki prezent.. Pomaga mi to w płaceniu komornego. pamiętam cię. był Strona 61 . Numer telefonu wskazywał.Doskonale. Usłyszał niski głos kobiecy: "Halo?" Nutkin wepchnął monetę do aparatu. a wieczorem jadę do domu. Stary Fogarty wpisywał jednak właśnie pozycję numer piętnasty (poziomo) do krzyŜówki.. w takim razie jutro o dwunastej trzydzieści. moŜna było wnioskować. .. Wsunął ją do kieszeni i poszedł na piętro. Podam ci adres. Czy to panna Sally? . a z pozostałych pasaŜerów Ŝaden nie podniósł nawet głowy.. czuł.. W samym środku magazynu były szczegółowe instrukcje co do sposobu przesyłania odpowiedzi na ogłoszenia. gdy tylko słyszał kroki listonosza. Następne trzy dni upłynęły Nutkinowi na głębokich rozmyślaniach. i obawiał się... bardzo chętnie . Po napisaniu listu naleŜało włoŜyć go wraz z zaadresowaną do siebie i ofrankowaną kopertą do drugiej koperty. Halo. Znalazł własny list.Mogę tylko w porze obiadowej. Przez następne kilka dni biegł do drzwi wejściowych.A kto mówi? . Jestem pewna. w drodze do miasta.. jakie podawała.O. Ŝeby zabrać od Ŝony tacę.. opatrzonej numerem ogłoszenia wypisanym ołówkiem. Pracuję w City. nie było więc obawy. w dzielnicy Bayswater..Forsyth Opowiadania.. Zadzwoń pod numer. usiadł i napisał do niej list. e. Otrzymałem dziś rano od pani odpowiedź na mój list w sprawie pani ogłoszenia.. . Nazywam się Jones. zamieszkałego na 27 Acacia Avenue. Niczego więcej w kopercie nie było. . Czy chciałbyś do mnie wstąpić. . odchrząknął i powiedział: .Tak. poszedł do toalety i drŜącymi palcami otworzył kopertę. .Świetnie.AleŜ tak. Henry. bardzo dziękuję za zainteresowanie się moim ogłoszeniem. a list wraz z kopertą podarł. na której podał jej śniadanie. kochanie? Samuel Nutkin poczuł. 102 Kiedy wracał do przedziału. . W słuchawce słychać było szelest przewracanych kartek papieru. Ŝe towarzysze podróŜy zwrócą na to uwagę.wyjąkał. Drogi Henry. po czym wyjaśnił. W pociągu.. Ŝe Sally mieszkała w centrum Londynu. wobec tego kiedy będziesz? . które dotyczyły przede wszystkim jednej z ogłaszających się pań. Kopertę tę wraz z naleŜnością za usługę polecano włoŜyć do trzeciej koperty i wysłać na londyński adres czasopisma. Jest tylko jedna mała sprawa. a na jego odwrocie ręcznie wypisaną odpowiedź: Drogi Henry. Był to notabene jego prawdziwy adres.Zgadza się .E. Samuel Nutkin przepisał numer telefonu na kartkę papieru i schował ją do portfela. Ŝe zamiast języka ma w ustach kawał starej gumy. Szóstego dnia zobaczył wśród listów kopertę zaadresowaną do Henry'ego Jonesa. podając się za niejakiego pana Henry Jonesa. Napisał krótko i rzeczowo na kartce zwykłego biurowego papieru. Ŝe zajrzy pod dywan. Nie zajmowała się na szczęście domem ze względu na ból w plecach. Ściskam. Henry Jones. Ŝe była wysoka i miała zaokrąglone kształty. Zaczął od zwrotu "Droga Pani".odpowiedział matowy głos. widzisz. Kiedy o dwunastej trzydzieści następnego dnia Nutkin stanął przed drzwiami mieszkania w jednym z zaułków Bayswater. Z krótkich informacji. Jakieś dziesięć funtów... Ŝe czytał jej ogłoszenie i bardzo chciałby się z nią spotkać.. Pan Nutkin wykonał to wszystko starannie.txt najmniejszych przykrości. Trzeciego dnia zdecydował się. Sally. Ŝe ma wypieki. Czy to ci odpowiada? Nutkin skinął głową i powiedział: "Tak".

na zniszczonej 103 twarzy miała grubą warstwę makijaŜu. Powiedział jej to w końcu. Zdjęcia. po czym pobiegł na stację. były jednak dostatecznie wyraźne. . Patrzył przez okno przedziału i starał się uspokoić skołataną głowę. .To bardzo trudno wytłumaczyć .Czy masz dla mnie ten mały prezencik. Potem nastąpiła cisza. Wystarczyły same zdjęcia. Nie znalazł nic. . Ŝe wzbudzi to tylko podejrzliwość Lettice. Twarz kobiety była ostra na wszystkich zdjęciach. tam gdzie wciąŜ spoczywał numer feralnego magazynu. zauwaŜył.wymamrotał. .Nie wstydź się. Ŝeby zdąŜyć na pociąg do City. wejdź do pokoju. co masz na myśli.Marynarka! . spodziewając się.Wielu panów o to prosi. dość grubą kopertę. Poza tym była o dobre piętnaście centymetrów wyŜsza od niego.krzyknął. Kiedy zrozumiał całą prawdę.usłyszał. . Po chwili namysłu wziął jednak całą paczkę i spalił ją za garaŜem. Po trzech dniach listonosz doręczył na Acacia Avenue 27 wraz z innymi listami zwykłą.txt pewny. Na jej odwrocie teŜ nic nie było. Drzwi do przedpokoju zostawiła otwarte. który zastanawiał się właśnie nad siedem pionowo. spodnie i buty i chodź do sypialni. wdeptując obcasem popiół w mokrą ziemię. Zastukał nerwowo do drzwi. ale po namyśle doszedł do wniosku. Ktoś najwyraźniej przyglądał mu się przez wziernik w drzwiach. a Nutkin wpatrywał się w nie w niemym zdumieniu. Kiedy wszedł. . . dalekie od technicznej doskonałości. Kobieta uśmiechnęła się zalotnie. Henry? Proszę. LeŜały teraz na stole. Poszedł za nią do pokoju. który następnie zdjęła i powiesiła na haku. Ŝe ma stanowczo za szerokie biodra. Była starsza. Henry? Samuel Nutkin skinął głową i wyciągnął z kieszeni spodni dziesięciofuntowy banknot. Zdawało mu się. Nie zdziwiła się. Prócz grubej koperty nadanej w Londynie i zaadresowanej na nazwisko Samuela Nutkina był jeszcze list do Lettice od jej siostry i rachunek z kwiaciarni za jakieś rośliny doniczkowe. moŜe dzięki wysokim obcasom. Czy masz jakieś szczególne Ŝyczenia? Nutkin przysiadł na brzegu fotela. Zdejm marynarkę.Marynarka i portfel! Stary Fogarty. Miał ochotę pozostać w domu i symulować chorobę. Usłyszał kroki w przedpokoju.Proszę wejść . Z koperty wypadło sześć fotografii. Samuel Nutkin wybrał pocztę ze skrzynki i połoŜył ją na stole. Pokój był licho umeblowany i nie było w nim wielu przedmiotów osobistych. 104 Ogarnięty ślepą paniką wsunął fotografie pod dywan przy kominku. ogarnęło go przeraŜenie. Kiedy szlafrok rozchylił się.powiedziała lekko. Mów. Pokazywały wszystko czarno na białym. zorientował się. Stuknęła jej juŜ na pewno czterdziestka. Zamknęła drzwi na klucz i włoŜyła go do kieszeni szlafroka. Strona 62 . Ŝe nosi pod nim czarne nylonowe majtki i czerwoną koszulkę. porozmawiamy sobie. Ŝe jest w niej jakaś reklamówka. Ŝe ma gorączkę. I nie denerwuj się tak. zabrał tacę po śniadaniu. przy którym jadł śniadanie. Wrócił do pokoju. Ŝe ma usta wypełnione szybko schnącym cementem. Sally znów się uśmiechnęła. Zaniósł jej list od siostry na górę. Wzięła go i włoŜyła do leŜącej na komodzie torebki. Dopiero kiedy mijał New Cross. Nutkin beztrosko otworzył grubą kopertę. Mylił się jednak. Trzęsącymi się rękoma szukał jakiegoś słowa wyjaśnienia w głębi koperty. w jaki sposób został nabrany. Pomimo sięgającego do ziemi szlafroka widać było.Usiądź i odpocznij sobie. zamknęła za nim drzwi i powiedziała cicho: . Serce biło mu jak młot.Forsyth Opowiadania. niŜ się spodziewał. . . Usłuchał jej i poszedł za nią przez przedpokój do jasno oświetlonej sypialni. a na co najmniej dwóch moŜna było doskonale rozpoznać jego własną twarz.Więc jesteś.W porządku.

spytał.Tak. Mam chyba obowiązek posłać te zdjęcia do twojego szefa.Zadałem ci pytanie. Nie było więc pomyłki. Tego ranka w Ŝaden sposób nie mógł skoncentrować się na swojej pracy. które przerwały jej popołudniową drzemkę. Nutkin spróbował połączyć się ponownie przez telefonistkę. W przerwie obiadowej spróbował połączyć się z numerem podanym przez Sally. niegrzeczny z ciebie chłopiec. ale głos w słuchawce przerwał jego protesty. AleŜ tak. powiedział. Samuel Nutkin wpatrywał się ponuro w południowe przedmieście Londynu. . Głos był stłumiony. .Ósma trzydzieści. Zadzwonił do informacji i próbował sprawdzić adres podanego mu numeru. czy to ten sam. Ŝe mieszkanie jest zamknięte. Zresztą nic mi nie mogą zrobić. a numer telefonu naleŜał do całkiem obcego człowieka. i to na fałszywe nazwisko. przyjacielu. . a na bramie wisi napis "Do wynajęcia". Ŝe nie zna Ŝadnej Sally i Ŝe to pomyłka. Odebrał pewnie od tego czasu wiele telefonów do jakiejś Sally. Zastanów się nad całą sprawą trzeźwo i na zimno. Telefon zamilkł. Czy otrzymałeś mój bilecik dzisiejszą pocztą? .wybuchnął Nutkin.Zaraz się rozłączę.txt pokręcił głową.Nie . ale odpowiedział mu zachrypły męski głos. Mieszkanie zostało najwyraźniej wynajęte na jeden tydzień. . Ŝe musi uregulować ogrzewanie. Kiedy Nutkin wrócił do domu. O której godzinie wychodzisz do pracy? . Zimny strach ściskał mu Ŝołądek. Nutkin dobrej nocy nie miał.Panie. .No cóŜ. Ŝe nawet przy pomocy policji nie dowie się niczego. Samuel Nutkin zerwał się z fotela i zostawiając Ŝonę przed telewizorem pobiegł do aparatu znajdującego się w przedpokoju. Wtedy zrozumiał. . Kiedy Lettice szła spać. .Pan Samuel Nutkin? . z którym rozmawiał po południu.Zadzwonię jutro rano o ósmej. A drugi komplet odbitek mogę posłać do pani Nutkin.Przyjrzałeś im się dobrze? Samuel Nutkin zacisnął zęby. przesuwające się za oknem wagonu. panie Nutkin. Jednak numer był zastrzeŜony i bez polecenia sędziego pokoju biuro numerów nie udzielało informacji. brzmiał jakby przez chustkę nakrywającą mikrofon. Nie był przystosowany do takich sytuacji. Dobrej nocy. . panie. gdzie pracujesz i znam nazwisko twojego zwierzchnika.Kto mówi? . pozostał na dole i dokładnie Strona 63 . Lettice zrzędziła jeszcze bardziej niŜ zwykle. Były do niego trzy telefony. klisze i odbitki.Tak. Pan nosi w portfelu bardzo wiele legitymacji. wiem. Nutkin pojechał taksówką na Bayswater. ale trudno było się Nutkinowi zorientować. Nie próbuj zwracać się do policji. Biuro czasopisma przesyłało na pewno odpowiedzi na ogłoszenia pod jakimś jednym umówionym adresem. której oczywiście nie znał.Czego ode mnie chcecie? . 105 Po raz czwarty telefon zadzwonił zaraz po ósmej. MoŜesz dostać to wszystko.To niewaŜne.za duŜo liter. który po powrocie z urlopu zastał sforsowany zamek u drzwi swego mieszkania. Mówił męŜczyzna.Pan Nutkin? .Tak. odpowiedział jednakŜe ten sam męŜczyzna. i juŜ zostało opuszczone. . który oświadczył.Tak.A moŜe jednak pan Henry Jones? Samuel Nutkin poczuł ucisk w dołku. . Czy dostałeś odbitki? . niech pan tego nie robi . . Okazało się.mruknął . przyjacielu. . I do sekretarza twojego klubu tenisowego.Forsyth Opowiadania.

Zwłaszcza gdyby zaŜądał od dyrektora. Ŝeby wypłacono mu tę sumę zaraz. NajwyŜej czasami jedno cygaro po proszonej kolacji. proszę pana. Siedział niby samotny karzełek w meloniku pośród kwiatów i drzew.rzucił głos bez wahania. Co robić? Co robić? . bo wszyscy wiedzieli. pocałował Ŝonę w policzek i udał się do pracy.wyjąkał. Nie przeŜyłaby tego. Potem poszedł do banku. Ŝe musi się zastanowić. A więc z pewnością domyślą się. O dziewiątej trzydzieści opuścił park.Tysiąc funtów . Po drodze łamał sobie głowę szukając Strona 64 . . .i usiłował sobie wyobrazić. Ŝe figuruje się jako pan X. Taki wstrząs zabiłby biedną Lettice. Nutkin nieraz czytał w gazetach.pytał w kółko samego siebie. przyjacielu. Ŝe w karty nie gra.Obawiam się. znalazł budkę telefoniczną i zadzwonił do biura. A więc nie wolno dopuścić. dwa listy. co powiedziałaby po otwarciu grubej koperty. która moŜe nadejść w czasie jego pobytu w biurze. . ksiąŜeczka czekowa.W takim razie postaraj się o nie . jak siedzi i trzyma w ręku paczkę odbitek. Nie pił.zapytał nieznajomy. karta klubu ubezpieczeniowców 106 więcej niŜ trzeba. samochodu. WyobraŜał sobie dyrektora Bensona w gabinecie na najwyŜszym piętrze. Samuel Nutkin był wstrząśnięty. Ŝe chodzi o dług karciany.szydził głos w słuchawce. ubrany jak zwykle w szary garnitur. . Później w bladym świetle ulicznej latarni.Tak . parasolem i teczką w ręku. . jeŜeli nie liczyć kieliszka wina od czasu do czasu. Musimy pokryć nasze wydatki. Samuel Nutkin czekał juŜ w hallu.Lettice zawsze chciała spać osobno . gotowy do szybkiego marszu na stację. Jeszcze dziś.Tak. MoŜe pójść na policję? Oni mogliby oczywiście znaleźć tych ludzi mimo fałszywych nazwisk i adresów. ale poszedł do parku i usiadł na ławce. Zadzwonię wieczorem o ósmej. Nutkin przełknął kilka razy ślinę. prawo jazdy. poŜyczyłby jakoś te tysiąc funtów.Zastanowiłeś się? . a to było niemoŜliwe w towarzystwie starego Fogarty'ego z tymi jego wiecznymi krzyŜówkami.txt skontrolował zawartość portfela. a poza tym naleŜy ci się mała nauczka. Nie palił. Ŝe będziesz je musiał kupić. przenikającym przez firanki sypialni. 107 Przypuszczał. Ŝe w takich wypadkach moŜna nie podawać nazwiska. To wszystko przekraczało jego wyobraźnię. . MoŜesz dostać poŜyczkę na hipotekę swojego domku albo. ale tyle osób mogło rzecz rozszyfrować. Ale zdobądź tę forsę. ale nikt by mu nie uwierzył. Nutkin poszedł na górę. i to szybko.Forsyth Opowiadania. Ŝeby się o czymkolwiek dowiedziała. legitymacja członkowska klubu tenisowego. Głos umilkł i w słuchawce rozległ się sygnał. z melonikiem. na której trzeba by było wystąpić w charakterze świadka. Ŝe gdyby się postarał. patrzył na niesympatyczną twarz Ŝony śpiącej w sąsiednim łóŜku . ale po południu będzie na pewno za biurkiem. . Jedno było jednak pewne. Telefon zadzwonił punktualnie o ósmej. jeŜeli wolisz.odpowiedział drŜącym głosem Nutkin.Chcesz te negatywy? . na którym wszyscy podają sobie z rąk do rąk te straszne fotografie. Tego dnia nie wsiadł jednak jak zwykle do pociągu odchodzącego o 8. Powiedział kierownikowi swojego działu.AleŜ ja nie mam tyle pieniędzy! . Kolejowy bilet sezonowy. Mógłby powiedzieć. ale wywołałoby to niewątpliwie duŜe zdziwienie w banku. zwołanego specjalnie w celu ponownego rozpatrzenia jego członkostwa.Nie jestem bogaty . Ŝe chodzi o kobietę. Ale potem odbyłaby się sprawa sądowa.Ile Ŝądacie? . Ŝe źle się czuje. Wiedział.31 do Charing Cross. i to w gotówce. aby dowiedzieć się sporo o nim i jego miejscu pracy. Po dwudziestu pięciu latach monotonnego Ŝycia biurowego nie sposób ukryć sprawy sądowej. . białą koszulę. dwa zdjęcia z Ŝoną.zaprotestował. Myślał o zebraniu prezydium klubu tenisowego.

Albo zrobisz.Eee. . Niech ci nie przyjdzie Strona 65 . Podjąwszy tę decyzję. kolbę do zalutowania dziury w czajniku i kilka innych drobnych przedmiotów.No i co. .Nie .. Nutkin postanowił za wszelką cenę oszczędzić Ŝonie takiego ciosu. O godzinie ósmej tegoŜ wieczoru siedział jak zwykle z Lettice przed telewizorem.Forsyth Opowiadania. jakie wynikną z pańskich Ŝądań.. kiedy znajdziesz się w parku.tłumacząc sprzedawcy.Ale chciałbym.Słuchaj. panie Nutkin? . co mu się przytrafiło? Chyba wymuszaniem pieniędzy pogróŜkami. jakby mu powiedział: "Jestem ofiarą szantaŜu i proszę o poŜyczkę w wysokości tysiąca funtów". Ale jak teraz zmienić posadę? Poza tym istniała przecieŜ Lettice. Po drugiej stronie zapanowało nasycone zdumieniem milczenie.Zrozumiałem. które kaŜdy człowiek powinien mieć w domu. Wejdziesz do parku Battersea i pójdziesz Aleją Zachodnią w kierunku rzeki. Ŝe czuje się znacznie lepiej. miedziane druciki do bezpieczników.. Wszedł do sklepu z artykułami biurowymi i zakupił stalową. Zapewnił szefa. przewraŜliwiona Lettice. Ŝeby pan przemyślał wszystkie przykre konsekwencje. Ŝe od momentu. W połowie alei skręcisz w lewo i pomaszerujesz w stronę centralnego placu. Zadzwonił telefon. Do City przyjechał tuŜ przed przerwą obiadową. tak.31. Ŝeby nosić przy sobie tysiąc funtów. Postanowił w kaŜdym razie nie brać pieniędzy z miejscowej filii banku. W kilku innych sklepach zakupił: pół kilo lukru . Mów dalej! .odrzekł powaŜnie Nutkin. będziesz obserwowany. więc dla wypeł108 nienia czasu poszedł po zakupy. albo dla samej przyjemności posyłam te fotki do twojej Ŝony i szefa! Nutkin westchnął.Czyś ty zwariował? . O tej porze nie powinno tam być nikogo. ale czy moŜna pomóc ofierze szantaŜu? Gdyby był młodszy i do tego kawalerskiego stanu. pomyślał z goryczą.puszkę sztucznego nawozu przeznaczonego dla róŜ w ogródku. Rozwiązania trzeba szukać w Londynie . durny człowieku .odpowiedział Nutkin i zanim tamten mógł się odezwać. Ŝe zamierza zalać nim urodzinowy tort Ŝony . powiedziałby im.. co ci kaŜę. niech mi pan odeśle te negatywy i zapomnijmy o wszystkim. Pamiętaj. Ŝe Samuel Nutkin potrafiłby w podstępny sposób podjąć jakiekolwiek pieniądze z konta swojego przedsiębiorstwa. . Zrozumiałeś? . I jeszcze jedno. i zabrał się do pracy nad księgami rachunkowymi.W porządku. pośpiesznie dodał: . Nikomu nie przyszłoby do głowy. 109 . pieniądze są.powiedział sobie po długich wahaniach. . Jak nazywają to. jedna obok drugiej. Miej ze sobą paczkę zawiniętą w brązowy papier. o których czytał w gazetach. . a potem i tak roześlą fotografie po ludziach! To prawie pewne.Właśnie tego się obawiałem.Panie. Był człowiekiem zbyt ostroŜnym.rozzłościł się tamten. wsuń ją pod pierwszą ławkę i pójdź dalej. a w słuchawce odezwał się zachrypły głos: . . Niezła prawnicza formułka.txt jakiegoś wyjścia i przypominając sobie wszystkie sprawy o szantaŜ. O drugiej po południu siedział za swoim biurkiem. Ten szok na pewno by ją zabił.odezwał się wreszcie zachrypły głos.Jutro w przerwie obiadowej wsiądziesz w taksówkę i pojedziesz na Albert Bridge Road. zamykaną na klucz kasetkę na pieniądze. Nie mógł stanąć przed dyrektorem z tak dziwnym i trudnym do wytłumaczenia Ŝądaniem. nieszczęsna. Dojdziesz do takiego miejsca. pułapkę na myszy. To tak. . Była godzina 10. w którym stoją dwie ławki. A poza tym. Przy drzwiach banku opuściła go jednak odwaga. Ŝeby go pocałowali. Wyjdziesz z parku drugą bramą. dwie baterie do latarki elektrycznej. czy tamci nie zaŜądają następnych sum? Na pewno wyciągną z niego cały majątek. wsiadł do pociągu.

przerwał Nutkin .Bądź spokojna. Przeszukując je. Ŝe tym razem nie chodzi o bal policji. nie zdołałby zatrzymać motocyklisty.. SierŜant Smiley był wyraźnie zmieszany. i ulatniam się. . Potem rozległ się ryk motoru i po chwili motocykl znalazł się na zatłoczonej Albert Bridge Road. do swojego biura. . Smiley patrzył zdziwiony. zatrzymał go motocyklista.Hej.Czy Ŝona jest w domu? . . prawda.moi koledzy z policji stołecznej odwiedzili pewne mieszkanie w centrum Londynu. .Nie muszę się krępować. Nutkin poczuł ostre szarpnięcie i jego paczka znalazła się w mgnieniu oka w koszyku pod kierownicą motocykla. Następnego dnia postąpił dokładnie tak.odpowiedział Nutkin.SierŜant detektyw Smiley. spodziewałem się nawet. Zrób.Mój BoŜe . Na głowie miał hełm. . . Ŝeby się pan czuł nieswojo. to ja. Kiedy szedł aleją po zachodniej stronie parku i docierał juŜ do zakrętu prowadzącego do placu centralnego. MęŜczyzna odwiesił słuchawkę. o co panu chodzi i dlaczego miałbym być skrępowany? .. co ci kaŜę.Z policji? .krzyknął. Jej zdrowie. ale leŜy w łóŜku. Będąc w tym roku sekretarzem klubu. Właśnie w tej chwili rozległ się z góry rozdraŜniony głos: . Pewnego wieczoru do drzwi domku Samuela Nutkina zadzwonił człowiek o długiej.Tak. Samuelu? . prawda? W klubie tenisowym zawsze kupujemy kilka. .Dawaj tę paczkę. . kochanie .Chodzi o zbliŜający się turniej tenisowy z policyjnym klubem sportowym.Miałem na myśli. Po kilku minutach Samuel Nutkin przeprosił Ŝonę i poszedł do garaŜu.Kto tam przyszedł. Smiley odchrząknął z zaŜenowaniem.Człowiek wyciągnął legitymację. niech pan wejdzie.nie musi się pan krępować.Wiem . . natrafili w zamkniętej na klucz szufladzie na paczkę Strona 66 . sierŜancie.. .? . SierŜant Smiley ze zrozumieniem skinął głową i przeszedł za Nutkinem do salonu.syknął tamten.zaczął sierŜant Smiley . . Nutkin był człowiekiem uprzejmym. . Chciał być przez pewien czas sam.zaczął. ale Nutkin nie patrząc na nią skinął głową na znak zgody. co się wtedy stanie.Pan Nutkin? ... A wiesz.Pan Samuel Nutkin? . Stał rozkraczony nad swym pojazdem i studiował mapę. Nawet gdyby ich obserwował jakiś policjant.txt do głowy. Ŝe moŜe to pana będzie krępować. .Nutkin potrząsnął ze smutkiem głową i powrócił do City.Pan z policji. Ŝe nie. Jestem tu w związku z pewnym dochodzeniem. Wszystko to stało się błyskawicznie.Tak. smutnych oczach. Stał w progu w długim czarnym płaszczu i na tle pochmurnego wieczornego nieba jego sylwetka wyglądała jak sylwetka przedsiębiorcy pogrzebowego. Minął tydzień. końskiej twarzy i brązowych.To jeszcze nie powód. Najmniejsze podejrzenie. . Ŝe w pobliŜu jest jakiś tajniak. 110 . .To dobrze. Chodzi panu o bilety na bal policji.odparł cicho Nutkin. nie mnie wyjaśnił cierpliwie. Nutkin! . kochanie. . .MoŜe powie mi pan teraz.Przed kilkoma dniami . . Ŝe gliny mogą coś pomóc. Czy mógłbym prosić pana o kilka chwil rozmowy? . Nutkin? .Oczywiście. czy moŜe mi pan pomóc? .spytał Nutkin po zamknięciu drzwi. kolego.... więc podszedł do motocyklisty i pochylił się nad jego mapą. jak mu nakazano. a twarz zasłaniały mu gogle i kolorowa chustka. a wszystko pójdzie gładko.Chciałbym z panem pomówić o bardzo osobistej i moŜe nawet ambarasującej sprawie.Obawiam się.Proszę.Forsyth Opowiadania. Mięśnie szczęk sierŜanta drgały pod napiętą skórą.

Ŝeby ich potem moŜna było szantaŜować. Samuel Nutkin zbladł i nerwowo zagryzł wargi... Opowiedział o tym. Samuel Nutkin jąkając się zrelacjonował sprawę od samego początku. chyba Ŝe się okaŜe.Na wszystkich fotografiach była ta sama kobieta.odezwał się Smiley . panie sierŜancie. Nie był przyzwyczajony do takich rozmów. Przyznał teŜ. bądź zwabieni przez ogłoszenia.Forsyth Opowiadania. Ŝe to.fotografie. zapoznał się z jego treścią w toalecie biurowej.txt kopert. Widniała na nim kobieta. A odwiedziny u prostytutki nie są przez Ŝadne prawo zabronione.zawierała kartkę z nazwiskiem i adresem jakiegoś męŜczyzny. . Samuel Nutkin patrzył na sierŜanta ze zdumieniem. co pan robił. Ŝeby opowiedział mi pan. Chciałem pana jeszcze poprosić. jak przypadkowo znalazł magazyn. nazwisko i adres. a sześć negatywów przedstawia pana. jak kobieta kazała mu zdjąć marynarkę.O mój BoŜe. Wreszcie westchnął głęboko.oświadczył zdecydowanie sierŜant. Opowiedział. Ŝe na jednej z tych kopert widnieje pańskie imię..Nie rozumiem. . dopóki działa pan w ramach prawa. w róŜnych sytuacjach z tą kobietą.SzantaŜ . gdyby to wyszło na jaw. którzy bywali w mieszkaniu tej kobiety bądź zarekomendowani przez osobistych znajomych.. a takŜe o rozmowie telefonicznej i umówieniu się na następny dzień na dwunastą trzydzieści. w jaki sposób pan tę kobietę poznał. przedstawiających panów w średnim wieku w towarzystwie kobiety w pozycjach. nie jest nielegalne. przecieŜ pan mówił. .O mój BoŜe . Wyznał. . nie wiedziałem.wyszeptał .Nie dotyczy ono pana . niech mnie pan dobrze zrozumie. . w niektórych wypadkach był równieŜ adres miejsca pracy. które moŜna by nazwać bardzo kompromitującymi. . Ŝe zajmowała ona przez jakiś czas wraz z pewnym osobnikiem mieszkanie. OtóŜ. wreszcie o wysłaniu go i podpisaniu nazwiskiem Henry Jones.a było ich około trzydziestu . Co za wstyd.Czy pan poznaje tę kobietę? Samuel Nutkin przyjrzał się uwaŜnie zdjęciu.. . Nie będę robił Ŝadnych notatek i zachowam wszystko w dyskrecji. Ŝe zdarzyło mu się to po raz pierwszy w Ŝyciu. jest nielegalne. czy teŜ Strona 67 . Więc robili zdjęcia. w którym policja dokonała rewizji. którą znał jako Sally. Czy od tego popołudnia odebrał pan jakiś telefon. .detektyw wyciągnął z kieszeni fotografię. SierŜant Smiley zatrzepotał powiekami. Czy pan mnie słucha? Samuel Nutkin siedział z pochyloną głową i wpatrywał się w dywan. to jeszcze straszniejsze. Jest znana policji jako zawodowa prostytutka. Ŝe po powrocie do domu natychmiast spalił magazyn zawierający ogłoszenie i przysiągł sobie. iŜ posiada pan istotne dla śledztwa informacje. Ŝe toczy się dochodzenie? .. byli fotografowani i identyfikowani po to.spytam pana o rzecz bardzo istotną. Skinął potakująco głową. Czy mogę mówić dalej? Dziękuję. zostawić ją w salonie i zaprowadziła go do sypialni.. Ŝe męŜczyźni. Ustaliliśmy.KaŜda z tych kopert . . chowając fotografię do kieszeni.A teraz . Samuel Nutkin patrzył na policjanta z dobrotliwym zainteresowaniem. . 111 Niestety muszę panu powiedzieć. Smiley spojrzał na niego surowo i ciągnął dalej: .Dziękuję . Poza tym w kaŜdej z kopert znajdowało się około tuzina negatywów.Ma pan rację. Przysięgam panu.powiedział sierŜant. Ŝe juŜ nigdy w Ŝyciu nie zrobi niczego podobnego.. .wyszeptał... OtóŜ policja stołeczna jest pewna. co robię. Opowiedział sierŜantowi. zanotował numer 112 telefonu i zniszczył list.Panie Nutkin. Pańskie Ŝycie prywatne naleŜy do pana i policja nie interesuje się nim. kilkakrotnie karana. jak otrzymał odpowiedź. powiedział nawet o swojej trzydniowej rozterce i walce z pokusą napisania listu. To.

SierŜant Smiley spojrzał z uśmiechem na urzędnika biura ubezpieczeń. Bardzo trudno będzie znaleźć jakikolwiek ślad. do kogo szantaŜyści zwracali się o pieniądze. Mam nadzieję. .Bardzo mi Ŝal człowieka. W paczce była kasetka na pieniądze z kluczykiem przywiązanym taśmą do wieka. Ŝe nie będę musiał składać formalnych zeznań? Wiem. Pan Nutkin patrzył na sierŜanta jak na bóstwo greckie. Smiley uśmiechnął się po raz pierwszy.Ale w jaki sposób dojdziecie prawdy? PrzecieŜ niektórzy z tych panów moŜe nawet juŜ zapłacili haracz. .Tak. gdyby się do 113 8 .O! JakŜe się cieszę! Ale proszę mi powiedzieć.oni nikogo nie zabili.wyjąkał. Na pewno aresztujecie kogoś. Aby zgromadzić większą kwotę.Na pewno . PrzecieŜ zdemaskowaliście tę parę na podstawie czyichś zeznań. co teraz będzie z tymi okropnymi fotografiami? . ale ludzie zawsze się jakoś o wszystkim dowiadują. wieko odskoczyło na skutek działania mechanizmu.Podziwiam człowieka.powiedział sierŜant juŜ w drzwiach . . .Ale. .I na pewno inni detektywi Scotland Yardu rozmawiają w tej chwili z kilkunastoma dŜentelmenami figurującymi na zdjęciach. Zdjęcia są w ręku policji.powiedział Nutkin. Mogli szantaŜować setki ludzi.. . . czy ich. zanim się do mnie zabrali.Nie.. Ŝe są one teoretycznie poufne. Prowadzili wszystkie rozmowy z automatów telefonicznych. .. Musiał więc znać ich kryjówkę. rozumiem .. . czy zdobyłbym się na to. Śledztwo.. .Oczywiście. ..Nie.Nie . czy ta para próbowała szantaŜować innych męŜczyzn? .odparł sierŜant Smiley wstając. proszę pana. .. nie będzie pan świadkiem w tej sprawie. Nie wiemy jeszcze. ale ze wstydu nie przyznają się do tego nawet policji. który zwrócił się do policji i zdemaskował tych łajdaków . Ŝe te.Panie Nutkin . . które dotyczą pana osoby.Nie jestem pewien. sierŜancie.mruczał Nutkin. . .powiedział. proszę pana . panie Nutkin. Śledztwo w takich sprawach jest trudne. które zstąpiło z Olimpu i stanęło przed nim. kto.Nie rozumiem.Morderstwo. PrzecieŜ prowadzicie śledztwo. zastrzelono? . Tu chodzi o morderstwo.Zestawienia bankowe.A więc oni kogoś zabili? .. który nasze laboratorium zidentyfikowało jako pułapkę na myszy. Niszczyli wszystkie dowody z wyjątkiem materiałów fotograficznych. . Zdemaskowaliście ich.Kiedy poinformuję Scotland Yard. który zdemaskował tę bandę i będzie musiał stanąć przed sądem. Nutkin spojrzał na niego z nadzieją w oczach.Kto? .SzantaŜyści. szantaŜowani musieli zwrócić się do banku albo sprzedać coś wartościowego. . . Z ich zeznań dowiemy się.Nie doszli do pana i chyba juŜ nie dojdą.Forsyth Opowiadania. .txt moŜe telefonowano w pańskiej nieobecności z pogróŜkami i Ŝądaniem pieniędzy za te fotografie? Samuel Nutkin potrząsnął przecząco głową.. Wtedy ładunek umieszczony w kasecie wybuchł i rozszarpał oboje na kawałki. To ich ktoś zabił.. kiedy znaleźli się juŜ w przedpokoju.my nie prowadzimy śledztwa w sprawie szantaŜu.zostaną spalone.Jeszcze chyba do mnie nie doszli. Proszę mi powiedzieć. Większość ludzi ma rachunek w banku. Nutkin patrzył na policjanta ze zdumieniem. Kiedy zbrodnicza para otworzyła zamek.Nikt spośród osób znajdujących się na liście nie będzie musiał zeznawać. Zawsze pozostaje jakiś ślad. aŜ wreszcie komuś udało się dotrzeć do ich kryjówki. Sprawca po prostu dostarczył im do mieszkania paczkę.Czysta robota mnie dobrali.Nie. nie są istotne dla śledztwa . . . Strona 68 .

przy której przemoczony policjant kontrolował papiery osób wchodzących i wychodzących z zamkniętego terenu. Zaczynał swoją karierę patrolując wybrukowane kocimi łbami zaułki dzielnicy Liberties. Dzisiaj byle szesnastolatek. Zresztą moŜna sobie przeczytać instrukcje w róŜnych ksiąŜkach. zgromadzonych poza policyjnym kordonem.Ale gdzie.txt . którą oddał tam przed dwoma tygodniami do oprawy. Wielki Bili Hanley był policjantem od dwudziestu siedmiu lat. ścierając z niej uporczywą mŜawkę. Hanley przyglądał się z tylnego siedzenia grupom ludzi. Następnego dnia. Strona 69 . Nutkin wstąpił do ramiarza i odebrał fotografię. uczący się 114 chemii. co za moich czasów. Przed nimi na kocu leŜało kilkadziesiąt części skomplikowanego mechanizmu bomby. owinął się mocniej ciemnogranatowym płaszczem i ruszył zdecydowanym krokiem w kierunku przerwy w kordonie. Na widok Hanleya zasalutował i odsunął się. . Siedzieli okrakiem na olbrzymiej pięciotonowej bombie niemieckiej. Ŝeby go przepuścić. Drugi. masywny jak cięŜarówka.Forsyth Opowiadania. zdobywając co roku Potrójny Puchar i bijąc na głowę Anglików. Szkotów i Francuzów. . Lipiec 1943.rzucił kierowcy i wysiadł. Główny inspektor Wiliam J. . jeŜeli tylko zdobędzie odpowiednie materiały.To nie do wiary . miał pociągłą twarz i nosił na naramiennikach oznaki majora. miał na nosie okulary. To nie to. by potem wspinać się powoli po wszystkich szczeblach policyjnej słuŜby i wreszcie dotrzeć do obecnego stanowiska.Proszę zaczekać . aŜ się zjawi. Tego wieczoru fotografia powróciła na honorowe miejsce obok kominka. Przez trzy kolejne sezony Karl Mullen prowadził ją od zwycięstwa do zwycięstwa. to średnia przyjemność. ale wszystko.) Wielki samochód policyjny zjechał na brzeg jezdni i zatrzymał się w odległości około piętnastu metrów przed kordonem zamykającym ulicę. kręcącym się w jego obrębie. Ŝe będę pana jeszcze musiał trudzić. Irlandczyków i róŜnych innych cudzoziemców. DOWÓD RZECZOWY Nie jest pan zobowiązany do mówienia. Samuel Nutkin popatrzył z dumą na zdjęcie. Dobranoc. pomyślał. Przed trzydziestu laty uchodził za najlepszego napastnika rugby. Nie myślę. Szef lokalnego komisariatu policji zatrzasnął za sobą drzwiczki. Była to stara fotografia. przedstawiająca dwóch młodych ludzi w mundurach Królewskich Saperów z oznakami jednostki rozminowywania. nie jest to takie trudne. Jeden z młodzieńców był szczupły. panie Nutkin. Wycieraczki chodziły rytmicznie po powierzchni przedniej szyby. zwanej Wielki Fryc. zostanie zapisane i moŜe być uŜyte jako dowód. Miał bardzo odpowiedni wygląd. .roześmiał się. jakiego kiedykolwiek wydało hrabs116 two Athlone. Skinął inspektorowi głową i wyłączył silnik. Jego kierowca nie wyłączył silnika. do tego na deszczu. Wnętrze samochodu było wygodne i ciepłe. (Fragment oficjalnej formuły wygłaszanej przez brytyjską i irlandzką policję do osób podejrzanych. Prosił wtedy o zrobienie nowej ramy i zatrzymanie zdjęcia do czasu.W dzisiejszych czasach. u Boga Ojca. proszę pana. niski i tęgi. Ponad metr osiemdziesiąt dwa wysokości. Kiedy Hanley wstąpił w szeregi policji. korzystając z pobytu w City. Kierowca ucieszył się. co pan powie. Spacerowanie po tej nędznej ulicy. szacowny obywatel angielski mógł zdobyć bombę? Smiley potrząsnął głową.Byle szesnastolatek! .wyszeptał. zawierającego sześć zabezpieczeń przed rozbrojeniem. . moŜe skonstruować ładunek wybuchowy. i niezdecydowanym urzędnikom. Walijczyków. Wchodził w skład najlepszej druŜyny w historii Irlandii i był dumny ze swojej zielonej koszulki. Podpis pod zdjęciem głosił: Od wdzięcznych mieszkańców wsi Steeple Norton Czarodziejom Rozbrajaczom: majorowi Mikę'owi Halloranowi i kapralowi Samowi Nutkinowi. Pełno tu Arabów.

Ale cóŜ to był za ogródek. Ŝeby obejrzeć sobie eksmisję ostatniego z ich dawnych sąsiadów. jak panująca tego ranka listopadowa pogoda. okalający coś w rodzaju ogródka. Nie bardzo teŜ było na co patrzeć. Rada Miejska zrobiła juŜ wszystko co w jej mocy dla starego samotnika. frontem do Mayo Road. powiedzieli Hanleyowi. Znajdowały się na obszarze zwanym Gloucester Diamond. a mieszkańcy przeniesieni do mieszkań w blokach. on więc był odpowiedzialny za wykonanie zadania.Forsyth Opowiadania. Odgradzał je dwumetrowy drewniany płot. przeraŜony mieszkaniec stanowili cel porannej policyjnej akcji. będącego niegdyś ulicą o nazwie Mayo Road. W pokoju na dole znajdował się niewielki kominek. Od strony chodnika ciągnął się niski ceglany mur. skąd wzięła się taka osobliwa nazwa. nie bardzo wiedzieli. Tego poranka musiał wypełnić jedno z nich: była to eksmisja. ogrodzoną z trzech stron wysoką siatką. Po prostu kilka metrów gruntu. Przed frontowym. tej samej szerokości co dom i długie na jakieś osiem metrów. JuŜ od dwóch lat Rada Miejska Dublinu dokonywała rozbiórki szeregu małych. ani z kosztownym blaskiem diamentów. który tworzył teraz niby-morze. trzymanych w klatce przy tylnej części płotu. Te kury stanowiły cały dobytek staruszka. składających się z jednego pokoju na parterze i jednego na piętrze. Zaproponowano mu zastępcze mieszkanie w nowym. kiedy juŜ nadeszła chwila akcji. jasnym i czystym domu albo mały. Hanley wiedział. było równie ponure. Dla mieszkańców nowych bloków. Widowisko rozgrywając się za podwójnym rzędem barier. by przygotować teren i fundamenty pod nowe centrum handlowe. bliźniaczych domków. ogradzających środek obszaru. Miejsce. które nie sprawiają przyjemności. gdzie niegdyś stały otaczające go 117 domy.i to pomimo kiepskiej płacy i długich godzin. których bezduszne bryły widoczne były przez mŜawkę w odległości około kilometra. Drzwi frontowe były zniszczone i poznaczone bliznami po rzucanych w nie kamieniach. Jeszcze wąskie przejście do małej brudnej kuchni i drzwi wychodzące na podwórko i stojący tam wychodek. zalano asfaltem. co robić. zupełnie jak pieniek pojedynczego zęba. Ŝe za tymi drzwiami znajduje się przedpokój o powierzchni metra kwadratowego. potem wąskie schody prowadzące na piętro. Ŝe było całe pokryte łajnem czterech pstrokatych kur. na gładkim. własny domek w innym miejscu. czarnym asfalcie nowego parkingu błyszczała woda. sterczał mały domek. Nikt nie wiedział. zalewające samotny zamek z piasku. Na przestrzeni kilkudziesięciu metrów w jedną i drugą stronę nie stał juŜ Ŝaden budynek. porośniętego plątaniną chwastów. Wszyscy wpatrywali się w ruderę.txt osiągnięcia sportowe niewątpliwie pomogły mu w karierze. Strona 70 . I to właśnie ten domek i jego stary. Teren ten znajdował się w samym sercu obszaru podlegającego komisariatowi Billa Hanleya. widział naleŜące do domku podwórko. była to doskonała rozrywka. Ale w kaŜdym zawodzie istnieją zadania. Hanley. Teren był płaski jak patelnia. Bili Hanley wysunął się naprzód. wejściem do samotnego domku stała największa grupa urzędników. jak gdyby teraz. W samym środku przyszłego parkingu. dawała mu zadowolenie . toteŜ jego ściany podparte były grubymi belkami. Ale ośrodkiem zainteresowania była druga strona ulicy. Dokoła wszystkie inne domy zostały juŜ rozebrane. Składała się głównie z ruder połoŜonych tuŜ za dokami północnego brzegu rzeki Liffey. Lubił swoją pracę. Ludzie. którzy tam zajrzeli. Większa część jej terenu była juŜ zrównana z ziemią. którzy przyszli. na których wkrótce miały przystąpić do pracy koparki. stojąc z boku. ani z przywilejami królewskiej angielskiej rodziny Gloucesterów. Po jednej stronie ulicy ciągnęły się kupy gruzu. Przeznaczono go dla samochodów przyszłych pracowników projektowanego w pobliŜu biurowca i zajmował przestrzeń niecałego hektara. Dzielnica ta nie miała nic wspólnego ani z bogactwem. Drzwi na prawo prowadziły do pokoju o jednym wybitym teraz i zaklejonym tekturą oknie.

wyglądali na zaŜenowanych. Nie było odpowiedzi. fotograf lokalnej gazety. . rozległy się pomruki protestu. panie Larkin? . Wtedy cofnął się do gromadki stojących na drodze urzędników. Urzędnik odchrząknął i głośno odczytał nakaz eksmisji. . . Ŝe młody człowiek poŜałował swojego pytania. . ustawiła się przed frontowym wejściem do domku. wielcy. .odpowiedział Hanley i rozejrzał się. Hanley równieŜ popatrzył na smarkatego dziennikarzynę i patrzył na niego tak długo i uparcie.zapytał cicho. Dokoła jego domku. tak Ŝe o mały włos nie zamarzł? Czy współczucie obrzucało go kamieniami i błotem? Ludzie milczeli. i oto w ów deszczowy listopadowy poranek 118 policja.zawołał.powiedział. plac na parking został wyrównany.zapytał. dawali mu coraz to nowe terminy.Zaczynajcie .Przykra robota .Damy mu pięć minut? . a stary człowiek przeklinał je. Hanley skinął głową na szefa urzędu mieszkaniowego. . Za barierą zapanowało milczenie. lekarz i grupka pomniejszych urzędników. a z nim młody.dodał Hanley i wrócił do grupy stojących przed drzwiami domku urzędników. Dzieciaki wybijały szyby. . Głównie po to. Barney Kelleher rzucił mu jadowite spojrzenie.powiedział. Odpowiedziało mu milczenie.odparł Hanley. Ale stary człowiek trwał przy swoim. Większość spuściła wzrok. Obecny był równieŜ Barney Kelleher. przymilali się do niego. gdyŜ nietrudno było zapamiętać tak krótkie zdanie.Ano. Było tam jeszcze dwóch przedstawicieli rady miejskiej.powiedział.To biedny stary człowiek! Inspektor podszedł powoli do bariery. Reporterek wziął to za oznakę poufałości. Dwaj komornicy. Było juŜ dwie minuty po. dwaj policjanci Hanleya.Forsyth Opowiadania. Tłumaczyli mu. Hanley odpowiedział mu skinieniem głowy. Rada Miejska wydała wreszcie nakaz eksmisji oraz zgodę na usunięcie lokatora siłą. Na pewno był dobrze słyszalny wewnątrz domu. . jak tylko potrafimy . . krzepcy męŜczyźni.powiedział Hanley z powagą. Nakaz eksmisji wymieniał godzinę dziewiątą.Dobrze . patrząc ludziom w oczy. Obie strony reprezentowały swoje interesy i nie miały powodu do prowadzenia podjazdowej wojny.Okazujecie mu współczucie? . lecz on nie chciał się nigdzie ruszyć. przed nim i za nim. wysuwając głowę przez puste framugi okien. Inspektor skinął na komorników.Wyciągniecie go siłą? . Szef urzędu mieszkaniowego przywitał się z Hanleyem. Barney mrugnął do inspektora. .zawołał. Urzędnik podszedł pod drzwi domku i mocno w nie zastukał. która obrzucała dom kamieniami i błotem.Czy to współczucie wybiło mu zimą wszystkie szyby. Zza ochronnej bariery. Młody reporter zaczął szybko robić notatki. Nie śpiesząc się przeszedł 119 wzdłuŜ niej.Będziemy tak łagodni. filantropowie i emisariusze miejscowego kościoła. co i jak. . ktoś z wydziału socjalnego. Strona 71 . początkujący reporterek. Hanley utrzymywał dobre stosunki z miejscową prasą i przyjaźnił się z pewną rezerwą .Jest pan tam. Wszyscy zamilkli. czyli zbrojne ramię miasta. Nadal nie było odpowiedzi. Ŝeby wykazać się aktywnością.txt Odwiedzili go opiekunowie społeczni. Podobnie jak miejscowa dzieciarnia. Prace postępowały naprzód. wyasfaltowany i ogrodzony z trzech stron.Zawsze tak jest. tak . . rozwalano ulicę. . Lokalna prasa bawiła się znakomicie kosztem "Pustelnika z Mayo Road". za którą wciąŜ rósł tłum dawnych sąsiadów.Dajcie mu spokój .Pójdźcie po rozum do głowy . Urzędnik spojrzał na Hanleya.Róbcie swoje .zapytał wesołym głosem. Ten skinął głową. . Nie cierpię eksmisji. Ale on twardo odmawiał.z jej starszymi współpracownikami. . Wreszcie ktoś z tylnych rzędów odwaŜył się odezwać głośniej.

wyłamał oba zawiasy. .rozległy się trzy. Bili Hanley był człowiekiem łagodnym. nie wiedząc. Rada Miejska moŜe tego biedaka zabrać później do domu starców. obydwaj męŜczyźni owinęli go kocem. Podczas gdy komornicy przeszukiwali parter.PołoŜył na ladzie dwa funty. krzesła i stoły zawalające przedpokój. Wyszedł na deszcz i przystanął.Wrócę po resztę.ciągnął Hanley. Człowiek stojący od strony frontu podwaŜył drzwi łomem. Stary człowiek robił wraŜenie niedoŜywionego i nieco nieprzytomnego. znacznie łagodniejszym.Wiedział pan przecieŜ. Ŝe trzeba się będzie przeprowadzić .Posadźcie go z tyłu . Powziął juŜ decyzję. Sam pan zobaczy.To musiało się wcześniej czy później stać .Forsyth Opowiadania. Stary człowiek obrócił z wolna głowę w jego stronę. .Załatwiono panu bardzo dobre miejsce. smaŜone pomidory. Kiedy starzec znalazł się w ciepłym wnętrzu samochodu. To drugi urzędnik włamywał się do kuchni.powiedział Hanley.Wiedział pan. Kierowca podszedł do lady. Obydwaj urzędnicy wdrapali się na górę po wąskich schodach. kiełbasa i frytki . teŜ zaczął walić w drzwi.Dla tego staruszka. Strona 72 . ale przede wszystkim bardzo przestraszonego. Następnie wyciągnął. Nie podziękował. ale tylko na kilka centymetrów.Jest tam! . Jedźmy tam! Kiedy samochód przejeŜdŜał przez przerwę w barierze i mijał milczący tłum. Urzędnik pokiwał smutno głową i podwaŜając drugą stronę drzwi. A na początek herbata. wątłego człowieka. . . W oknie sypialni na piętrze ukazała się blada twarz. na drugiej przecznicy w lewo.powiedział Hanley łagodnym tonem. Hanley ruchem głowy wskazał mu okno sypialni.nakazał mu inspektor. . Inspektor spojrzał na wiszącą na ścianie za barem kartę. której uŜywał.Podwójna porcja jajek na bekonie. pomiędzy druciane ogrodzenie i róg ceglanego muru. na oparcie przedniego siedzenia. Obeszło się bez przemocy. ale przede wszystkim trzeba dać mu teraz porządne śniadanie i kubek gorącej herbaty. wszedł do środka i zawołał: . cienką marynarkę i rozpiętą koszulę. . Stary człowiek miał na sobie brudne spodnie. niŜ wskazywałaby na to jego grubo ciosana twarz i dwukrotnie złamany nos. Brzmiały jak okrzyki nagonki. stojący przy wejściu od frontu. Ze środka nadal nikt się nie odzywał. co dalej robić. Hanley wskazał wolny stolik w kącie. Samochód podjechał przed kawiarnię. . Jeden z nich przeszedł pod boczną ścianę. cztery głosy. . Opiekun społeczny przybiegł z suchym kocem. Twarz zniknęła z okna. Komornik postawił starca na nogi.zawołał do kierowcy. Inspektor wysiadł i zwrócił się do kierowcy.nakazał komornikowi. sztuka po sztuce.Kilometr stąd. Jeden z komorników wysadził głowę przez ramę wejściowych drzwi. Podszedł do kuchennych drzwi i zastukał w nie łomem. Stary wciąŜ milczał. Twarz miał pomarszczoną. Właściciel kawiarni wytarł ręce w ścierkę i spojrzał pytającym wzrokiem na Hanley a.Panie Larkin! Od tyłu domu dochodził trzask pękających desek. JuŜ po chwili komornicy zaczęli schodzić na dół. tłum zachowywał ciszę. .Zostań tutaj i uwaŜaj na niego . . Policyjny kierowca zaprowadził tam starego człowieka i posadził go na stojącym tyłem do ściany krześle. Były zastawione meblami.Ruszajmy! . Ciepłe zimą i z dobrym jedzeniem. Milcząc patrzył przed siebie. kiedy miał na to ochotę i kiedy trzeba było napędzić strachu łobuzom z doków. Hanley usiadł obok niego. . Jego kolega. lecz nie odezwał się. . 120 . Jeden z nich niósł starego. Ludzie zauwaŜyli ją. Hanley odwrócił się ku swojemu samochodowi i skinieniem ręki przywołał kierowcę. która dostrzegła lisa uciekającego przed myśliwymi. i unikał oczu Hanley a. cerę niezdrową. jest kawiarenka.txt Obydwaj męŜczyźni mieli w rękach łomy.Wprowadź go do środka. . W kawiarni było ciepło i duszno. Pomimo swojego wzrostu i siły. Z łatwością rozerwał siatkę i wszedł na podwórko. ale teŜ nie protestował. Hanley przyjrzał się swojemu osobliwemu gościowi. Otworzyły się natychmiast.

. Pragnął udowodnić..UwaŜaj na niego .O. Domek został ogołocony. . Świetny podpis. Tłum patrzył na to zafascynowany. niŜ to wszystko razem warte. Wchodzili i wychodzili z domu starego. który był jego prywatną własnością. Kula rozkołysała się.Stare fotografie. Najpierw ciepły samochód. potem ciepła kawiarnia.spytał.. trzymając w kaŜdej ręce dwie kury. czekając na rozpoczęcie robót. pomyślał.odpowiedział urzędnik raźnym tonem.Czy dostanie jakieś odszkodowanie? . Woda. kilka zapleśniałych osobistych dokumentów w pudełku od cygar. jakieś wstąŜki orderowe.Zaczynajcie . W tej samej chwili jeden z robotników wyłonił się z podwórka. Jeden z robotników powiedział. Nic tak nie bawi znudzonych gapiów jak burzenie murów. Ŝe teŜ trzyma kury i moŜe te dołączyć do swojego stadka.wskazał na kupę gratów leŜących na deszczu to są strasznie zarobaczone. jego górna część przebiła dach Strona 73 . Znaleziono karton. Na parkingu stały dwa spychacze na gumowych kołach. Za nimi czekało dziesięć wywrotek. Ŝe jego urząd nie jest bezduszny. nie zwracając się do nikogo w szczególności.Szef kazał wykończyć parking wraz z ogrodzeniem. Co do mebli. światło i gaz zostały odcięte juŜ kilka miesięcy wcześniej. I to według starannej wyceny. za meble. wychodek i płot.odrzekł Hanley.ZłoŜyłem tam wszystko. Za czwartym uderzeniem kuli dwa górne okna wypadły z framug i runęły na parking.Forsyth Opowiadania. . ale ten widok był zawsze ciekawy. Kiedy Hanley wysiadł z samochodu. wynosząc ubogie sprzęty i układając je na ziemi. . Barney Kelleher zrobił fotografię.powiedział. Tłum wydał z siebie przeciągłe. .zapytał. Dźwig ruszył powoli ku bocznej ścianie domu. Brygadzista obrócił się i machnął ręką w stronę dźwigu. tak! . . Ludzie pamiętali. .txt Pojadę sam.MoŜna zaczynać? .Co u licha mam z tym zrobić? . W chwilę później komin.Za dom. toteŜ dom był wilgotny i brudny. wrzucono do środka mokre kury i włoŜono go do furgonetki. W godzinę było po wszystkim. zatoczył prawie koło i spadł na podwórko. zatrzymał się i z cichym sykiem hydraulicznego podnośnika uniósł ramię do góry. To będzie dobre zdjęcie. .Trochę śmierdzi. zrazu łagodnie. . wywalając kilkanaście cegieł i pozostawiając w murze dwie duŜe szczerby. Poza tym otrzyma zasiłek na przeprowadzkę. . Ostatni przyjaciele pustelnika z Mayo Road. Za chwilę miały zacząć rozwalać dom.zapytał. monety. podszedł do niego szef urzędu mieszkaniowego i wskazał ruchem ręki otwarte drzwi furgonetki. co moŜe mieć jakąś wartość pamiątkową .. Czas na filiŜankę herbaty i papierosa. Dół kloaczny miał zostać zasypany i zalany cementem. Nie są nic warte. Później ów robotnik miał je zabrać do domu. . z którego 122 ramienia zwisała półtonowa Ŝelazna kula. niskie "Aaaach". WciąŜ lało jak 121 z cebra. NaroŜnik domu oderwał się od murów. urządzenia oraz wszelkie osobiste przedmioty zaginione. Lekarz zalecił je spalić. solidna ceglana kolumna. Kierowca pomyślał sobie. jak burzono ich własne domy.. .W porządku .spytał. pękł w połowie wysokości.powiedział. . JeŜeli go dzisiaj zabetonujemy. Nigdy nie miał kanalizacji. Szef wydziału mieszkaniowego stał pod parasolem i przyglądał się im. . Ŝeby zabrać gruzy.Czy muszę przy nim siedzieć? . Urzędnik westchnął. chociaŜ jego upór .kosztował miasto znacznie więcej. Tęgi brygadzista w połyskującym Ŝółtym płaszczu przeciwdeszczowym podszedł do miejskiego urzędnika. wyszedł i wrócił na Mayo Road.mówiąc szczerze . Robotnicy nie tracili czasu.powtórzył Hanley. potem większym łukiem. zniszczone albo uszkodzone w czasie rozbiórki. to jutro będzie moŜna zalać asfaltem. Kula uderzyła w boczną ścianę domu tuŜ przy kominie. Ŝe to jego szczęśliwy dzień. ..

Zobaczywszy Hanleya.odparł inspektor.powiedział. . Hanley wszedł w tłum gapiów i spojrzał na miejsce przyciągające wszystkie spojrzenia. Kierowca siedział przy barze przed parującą filiŜanką herbaty. więc zawahał się i przystanął. Umówił się z urzędnikiem z opieki społecznej. którzy brali udział w akcji na Mayo Road. sir. Siedzący w kącie starzec przestał jeść. z których wystawała skurczona i zasuszona. Hanley zsunął się ze stołka. . Wśród nich znajdował się pozostawiony na miejscu policjant. . coś znaleźli.txt i spadła na parter. sir. Kelleher wiedział. I wszyscy mieli pracę.Była pod deskami podłogi? Strona 74 . Ŝe to nieprawda. zgasił papierosa i ześliznął się z barowego stołka. Ŝeby zrobić sobie miejsce. W jej wnętrzu było jeszcze cieplej i wilgotniej niŜ przedtem. I spadający komin. Owszem.UwaŜaj na tego starego. Wyskoczył z niego jeden z młodych policjantów.Chleb policzę osobno . TuŜ przy nim stał jeszcze metrowy kawałek zewnętrznego muru. .Kto to znalazł? . Potem będzie mógł wrócić do biura i zająć się papierkami. stojące na chodniku. Kiedy wyszedł na mokrą od deszczu ulicę. Brygadzista wysunął się naprzód. Młody reporter nie zauwaŜył go. policjant powiedział: .Wracam tam . 123 . Główny inspektor Hanley wsiadł do samochodu i powrócił do kawiarni.Powinien pan tam wrócić. a w drugim dwie kromki chleba z kiełbasą.rozległ się głos z tłumu. Teraz robi się to w pięć. Ludzie potakiwali. Wcina chleb z masłem. Siedzący w kącie stary człowiek wydawał się bardzo zajęty. Robotnicy w Ŝółtych ceratowych płaszczach i kaskach nasuniętych na czoła otaczali kołem gruzy domu. Strzęp czegoś. ale wciąŜ rozpoznawalna ludzka noga. Koniec epoki. Na miejscu rozbiórki praca została wstrzymana.Postęp . który włoŜył duŜy kawał sadzonych jaj między dwie kromki białego chleba i zaczął Ŝuć. Zajrzał do kawiarni. Hanley przyglądał się starcowi.Wtroił juŜ trzy porcje. Barney Kelleher wszedł do kawiarni razem z młodym reporterem. Pod drzwi kawiarni podjechał drugi samochód policyjny. . Hanley wysiadł z samochodu. trzymał się kości goleniowej tuŜ pod kolanem.powiedział. Westchnął i usiadł na stołku barowym. Oni. . . .Funduje mu pan śniadanie? . Odsunął kilka cegieł. .Zrobił pan zdjęcia? Barney wzruszył ramionami.zapytał Hanley kierowcę. .Wystawię na to rachunek . Pamiętam czasy. a Barney Kelleher udawał. Ŝe przyprowadzi mu starego za pół godziny.. U jego podstawy widać było kominek.Kubek herbaty . U jego podstawy po wewnętrznej stronie domu leŜała sterta cegieł. W tamtych czasach zbudowanie dzielnicy slumsów trwało pięćdziesiąt lat. .To skarb starego . jakby jutro miał być dzień sądu ostatecznego.Forsyth Opowiadania. Minęła właśnie jedenasta. I jak wynoszą go w kocu. Hanley przywołał ręką kierowcę. Dwumetrowy kikut komina sterczał pośród rumowiska cegieł.mruknął Hanley.zwrócił się właściciel kawiarni do Hanleya.Zakopał skarb i dlatego nie chciał się ruszyć.Nie śpieszy mu się. Chciał się juŜ uwolnić od tej sprawy. Stary dom sypał się. Inspektor zerknął na zegarek.zapytał Hanleya. ale pracowali. WciąŜ trzymał w jednym ręku widelec. co wyglądało na pończochę. który wyszedł na chodnik. . Ŝe teŜ go nie widzi. ale patrzył jak urzeczony na trzy umundurowane postacie. Najlepsze będą te z kurami. .Czy on juŜ skończył jeść? .Owszem. kiedy mieszkało tu kilka tysięcy ludzi. Tłum był szczęśliwy. .Tommy rozbijał kilofem komin. przeszedł przez góry cegieł i zbliŜył się do kręgu ludzi wpatrzonych w niezbyt głęboki dół. . Zobaczył przez szybę szefa w otoczeniu prasy. . byli źle płatni.. zobaczył tę nogę i zawołał mnie.zapytał Hanley.

Forsyth Opowiadania.txt - Nie. Wszystkie te budynki postawiono na bagnistym terenie, toteŜ miały cementowe podłogi. - No więc gdzie to leŜało? Brygadzista pochylił się i wskazał na gruzy kominka. - Na oko wyglądało, Ŝe kominek jest w jednej płaszczyźnie ze ścianą. W rzeczywistości było inaczej. Kiedyś wystawał na pokój. Ktoś 124 postawił ścianę z cegieł łączącą przód kominka z boczną ścianą pokoju. W ten sposób powstało coś w rodzaju skrytki głębokiej na trzydzieści centymetrów. Dla zachowania symetrii zbudowano taką samą ścianę po drugiej stronie kominka. Ale za nią nic nie było. Zwłoki znajdowały się za pierwszą ścianą. Dla ostatecznego zatarcia śladów wyłoŜono cały pokój nową tapetą. Niech pan zobaczy: taka sama tapeta nad kominkiem i na fałszywym murze. Hanley podąŜył wzrokiem za palcem brygadzisty. Strzępy tej samej spleśniałej tapety widoczne były nad kominkiem i na otaczających go cegłach, a takŜe na tej części muru, za którą leŜały zwłoki. Była to staromodna tapeta, zadrukowana girlandami róŜ. Na odsłoniętej, oryginalnej ścianie domu, obok kominka, widniały ślady jeszcze starszej pasiastej tapety. Inspektor wyprostował się. - No dobra - powiedział - koniec roboty na dzisiaj. Niech pan zwoła swoich ludzi i zwolni ich do domu. Teraz my przejmujemy teren. Ludzie w kaskach zaczęli się zbierać do odejścia. Hanley zwrócił się do dwóch policjantów. - Pilnujcie barier. Ten obszar musi pozostać odgrodzony. Przyślę tu więcej ludzi i nowe bariery. Nie chcę, Ŝeby ktokolwiek mógł się tu dostać. Zaraz sprowadzę specjalistów od kryminalistyki. Nie dotykajcie niczego bez ich zgody. Policjanci zasalutowali. Hanley znowu wsiadł do samochodu i połączył się telefonicznie z główną kwaterą policji. Potem zadzwonił do sekcji technicznej Biura Śledczego, mieszczącej się w ponurych barakach za stacją kolejową Heuston. Miał szczęście. Odpowiedział mu starszy detektyw O'Keefe, którego znał od wielu lat. Zrelacjonował mu, co zostało znalezione i czego mu było trzeba. - Wyślę tam zaraz moich ludzi - zaskrzeczał w słuchawce głos O'Keefego. - Czy chcesz równieŜ ekspertów z wydziału morderstw? Hanley skrzywił się. - Nie, dziękuję. Myślę, Ŝe damy sobie radę na szczeblu naszego wydziału. - A więc podejrzewasz kogoś? - O, tak. Jest taki jeden - odpowiedział Hanley. Pojechał znowu do kawiarni, mijając po drodze Barneya Kellehera, który bezskutecznie usiłował przedrzeć się z powrotem przez tłum napierający na barierę. Tym razem policjant nie był mu tak przychylny jak poprzednio. W kawiarni kierowca Hanleya wciąŜ siedział przy kontuarze, a starzec przy stoliku pod ścianą. Skończył jeść i juŜ tylko popijał herbatę. Spojrzał na rosłą postać Hanleya. Ten zbliŜył się do niego. 125 - Znaleźliśmy ją. - Hanley pochylił się nad starym i mówił tak cicho, Ŝe nikt inny nie mógł go usłyszeć. - Lepiej pójdziemy, co, panie Larkin? Do komisariatu. Mamy sobie coś do opowiedzenia, nieprawdaŜ? Stary człowiek patrzył na niego w milczeniu. Inspektor nagle zdał sobie sprawę, Ŝe tamten jeszcze ani razu nie przemówił. Teraz jego oczy jak gdyby się oŜywiły. Co to było? Strach? Ulga? Przypuszczalnie strach. Najprawdopodobniej bał się od wielu lat. Nie bronił się. Wstał i poszedł do policyjnego samochodu podtrzymywany silną ręką Hanleya. Kierowca siadł za kierownicą. Deszcz ustał, chłodny wiatr pędził papierki po cukierkach nie zadrzewioną ulicą, jakby to były jesienne liście. Samochód ruszył. Stary człowiek siedział zgarbiony, milczący, wpatrzony przed siebie. - Do komisariatu - rozkazał inspektor. Nie ma na świecie kraju, w którym śledztwo w sprawie morStrona 75

Forsyth Opowiadania.txt derstwa byłoby ciągiem genialnych pomysłów, jak to zazwyczaj przedstawia telewizja. W dziewięćdziesięciu procentach wypadków polega na mozolnej rutynie, niezbędnych formalnościach i toczy się według ustalonej procedury. I wymaga mnóstwa administracyjnych czynności. Wielki Bili Hanley kazał umieścić starego w celi znajdującej się obok głównego biura. Ten ani nie protestował, ani nie Ŝądał adwokata. Hanley nie miał na razie zamiaru stawiać go w stan oskarŜenia. Miał prawo trzymać go jako podejrzanego przez dwadzieścia cztery godziny. Przez ten czas zamierzał ustalić więcej faktów. Zasiadł więc przy biurku i zaczął od telefonowania. Dodzwonił się do koronera w momencie, kiedy ten udawał się na obiad, i poinformował go o odkryciu ciała. Następnie zawiadomił miejską kostnicę na Storę Street, tuŜ za zajezdnią autobusową, Ŝe jeszcze tego popołudnia będą musieli wykonać skomplikowaną sekcję zwłok. Potem połączył się z policyjnym patologiem, profesorem Timem McCarthym. Profesor odebrał telefon w hallu swojego klubu i westchnął na myśl o wspaniałym pieczystym z baŜanta, które zauwaŜył w karcie, a którego juŜ dzisiaj na pewno nie zje. Przyrzekł, Ŝe natychmiast przyjedzie do kostnicy. Trzeba było załatwić brezentowe zasłony i posłać ludzi z kilofami i łopatami na Mayo Road. Hanley wezwał do siebie trzech detektywów, którzy jedli obiad w kantynie komisariatu. Sam zadowolił się dwoma sandwiczami i dwiema szklankami mleka. - Wiem, Ŝe jesteście zajęci - powiedział do wezwanych. 126 Wszyscy mamy kupę roboty. Dlatego chcę szybko wyjaśnić tę sprawę. To nie powinno zabrać wiele czasu. Polecił szefowi detektywów szczegółowo zbadać miejsce przestępstwa. Dwaj młodsi sierŜanci otrzymali osobne zadania. Jeden miał zająć się wszystkim, co dotyczyło samego domu. Urzędnik miejski poinformował Hanleya, Ŝe stary człowiek był jego prawowitym właścicielem, ale biuro hipoteczne magistratu powinno mieć dokumenty dotyczące dawnej historii tej nieruchomości i nazwiska jej poprzednich właścicieli. Notariusz z pewnością będzie znał wszystkie szczegóły. Drugi sierŜant otrzymał polecenie dotarcia do wszystkich byłych mieszkańców Mayo Road, z których większość przeniosła się do pobliskich bloków. Miał odszukać sąsiadów starego, sklepikarzy, policjantów, którzy patrolowali w ciągu ostatnich piętnastu lat Mayo Road, miejscowego księdza, wszystkich znających tę ulicę, dowiedzieć się tyle, ile tylko będzie moŜliwe, poznać wszystkie plotki. Hanley podkreślił z naciskiem, Ŝe chodzi mu głównie o ludzi, którzy znali panią Larkin, to znaczy nieboszczkę panią Larkin. Wysłał takŜe na Mayo Road mundurowego sierŜanta, z poleceniem zabrania wszystkich osobistych pamiątek z rozebranego domu. Policjant miał takŜe przywieźć wszystkie meble, i to razem z robactwem, i ustawić je na podwórku komisariatu. Było juŜ dobrze po drugiej, kiedy inspektor wstał wreszcie od biurka. Przeciągnął się. Polecił zaprowadzić starego człowieka do pokoju śledczego, dopił mleko i odczekał jeszcze pięć minut. Kiedy wszedł, stary człowiek siedział przy stole ze złoŜonymi rękoma i patrzył tępo w ścianę. Drzwi pilnował policjant. - Czy on juŜ coś powiedział? - zapytał policjanta szeptem Hanley, - Nie, sir. Ani słowa. ^Inspektor odprawił go ruchem głowy. Kiedy zostali sami, usiadł przy stole naprzeciwko starego, który nazywał się, jak wykazywały miejskie akta, Herbert James Larkin. - No cóŜ, panie Larkin - odezwał się łagodnym tonem. - Nie sądzi pan, Ŝe byłoby najrozsądniej, gdyby mi pan wszystko opowiedział? Hanley wiedział, Ŝe brutalne potraktowanie tego starca minęłoby się z celem. Nie był to pospolity przestępca z kryminalnego podziemia. Strona 76

Forsyth Opowiadania.txt Inspektor miał juŜ kilka razy do czynienia z mordercami Ŝon. Wszyscy oni byli łagodnymi, potulnymi facetami, którzy bardzo szybko i z ulgą 127 zwierzali potworne szczegóły popełnionych przez siebie zbrodni wielkiemu, sympatycznemu człowiekowi siedzącemu po drugiej stronie stołu. Teraz stary człowiek podniósł powoli oczy na Hanleya, wytrzymał jego spojrzenie przez kilka chwil, po czym znowu spojrzał na blat stołu. Inspektor wyjął z kieszeni paczkę papierosów i otworzył ją. - Papierosa? - zapytał. Stary człowiek nawet nie drgnął. Właściwie ja teŜ nie palę - uśmiechnął się Hanley, ale zostawił papierosy i zapałki na stole, jak gdyby dla zachęty. - Niezły pomysł - powiedział po chwili. - Nie ruszać się z domu przez tyle miesięcy. Ale wcześniej czy później miasto musiało z panem wygrać. Wiedział pan o tym, prawda? To musiało być przykre, zdawać sobie sprawę z tego, Ŝe wcześniej czy później przyślą panu komorników. Czekał na jakieś słowo, na cień chęci nawiązania dialogu ze strony starego. Na próŜno. Ale nic to, myślał sobie. Gdy chodziło o skłonienie podejrzanego do zeznań, Hanley miał cierpliwość wołu. Prędzej czy później wszyscy oni śpiewali jak z nut. I odczuwali prawdziwą ulgę. Zrzucali z siebie cięŜar. KsięŜa najlepiej wiedzą, jaką ulgę przynosi spowiedź. - IleŜ to juŜ lat, panie Larkin, co? Ile lat strachu i wyczekiwania? Ile miesięcy minęło od chwili, kiedy pierwszy spychacz wjechał na wasz teren? Ile pan się musiał nacierpieć przez ten czas... Stary człowiek podniósł wzrok na Hanleya i spotkał się z jego wzrokiem. MoŜe szukał czegoś, odrobiny sympatii ze strony drugiego człowieka po tylu latach narzuconej samemu sobie samotności? Inspektor poczuł się bliski celu. Oczy starego człowieka nie wytrzymały jego spojrzenia i skierowały się na ścianę. - JuŜ jest po wszystkim, panie Larkin, juŜ jest po wszystkim. To musiało wyjść na wierzch, wcześniej czy później. Cofnijmy się, przypomnijmy sobie te lata, porozmawiajmy. Powoli, mozolnie zrekonstruujemy wydarzenia i dojdziemy do prawdy. Pan wszystko wie. To była pańska Ŝona. O co poszło? O innego męŜczyznę? A moŜe się pokłóciliście? A moŜe to po prostu wypadek, co? Wpadł pan w panikę, a potem było za późno. Musiał pan przez te wszystkie lata Ŝyć jak pustelnik. Dolna warga starego człowieka poruszyła się. Przesunął po niej językiem. Zaczynam być górą, pomyślał Hanley. Niedługo zacznie gadać. - Te ostatnie lata musiały być bardzo cięŜkie - ciągnął dalej. Był pan samotny, bez dawnych przyjaciół, sam ze swoimi myślami. Świadomy tego, Ŝe ona jest tuŜ obok, zamurowana za kominkiem. W oczach starego pojawił się błysk oŜywienia. Wywołany wspomnieniem? Szokiem? MoŜe właśnie szok wywoła w nim reakcję? 128 Jestem juŜ prawie u celu, pomyślał inspektor, tuŜ-tuŜ. Ale kiedy jego oczy znów napotkały wzrok starca, zobaczył, Ŝe ten powrócił do dawnego otępienia. Hanley próbował swoich sposobów jeszcze przez dobrą godzinę, ale nie udało mu się wydusić ze starego człowieka ani jednego słowa. - JeŜeli tak wolisz, to dobrze - powiedział wstając. - Jak wrócę, to sobie naprawdę pogadamy. Kiedy przyjechał na Mayo Road, zastał tam gorączkową aktywność. Gapiów przybyło, ale juŜ nic nie widzieli. Ruiny domu zostały otoczone z czterech stron płóciennymi zasłonami, które - choć targane wiatrem zakrywały przed niepowołanymi oczami to, co się działo w środku. Na pustyni kwadratowym terenie przylegającym do ulicy dwudziestu rosłych policjantów w grubych butach i roboczych ubraniach kruszyło gruz. KaŜda cegła, kaŜdy kawałek zaprawy czy drzewa pochodzący ze schodów czy poręczy, kaŜda dachówka czy belka sufitowa były pieczołowicie oglądane. Szukano najmniejszych poszlak, a kiedy ich nie znajdowano, wyrzucano odpadki na kupę, która rosła z minuty na minutę. Badano zawartość szaf i wyrywano je ze ścian, aby stwierdzić, czy coś się za nimi nie kryje. Ostukiwano ściany, Ŝeby się przekonać, czy nie ma za nimi schowków, potem rozbijano je cegła po cegle. Strona 77

Hanley podszedł do eksperta od daktyloskopii. Hanley wskazał ręką na kupę przejrzanych gruzów. odległego zaledwie o pół metra.Proszę porozumieć się ze mną jutro o dziewiątej rano. Zrobię wszystko. . tak Ŝe pokrywała je juŜ tylko gruba warstwa pyłu.Zrobiliście tu piękną robotę .Czysta robota . . . * . Cegły zakrywające zwłoki zostały pieczołowicie usunięte.JeŜeli chcecie. leŜało teraz na boku. . Sądzę. . Trzeba zanurzyć ciało w kąpieli z ciepłej gliceryny.powiedział do Hanleya. Tu pracą kierował profesor McCarthy i przyglądał się dokładnie resztkom muru. Hanley zasugerował.Same cegły i gruzy. wszedł do wgłębienia i ruchem wzorowej gospodyni zaczął zgarniać miękką szczotką Ŝółtawy pył. Brygadzista spojrzał na zegarek.Niewiele pracy zostanie dla moich chłopców.odpowiedział McCarthy. który zawsze pracował dla urzędu miejskiego. Na szyi jest dość wyraźny ślad.Dochodzi czwarta. . przenieśli je na nosze. Przedsiębiorca pogrzebowy.Niech to diabli! .Chyba tak . . MoŜe nawet na dłuŜej.zaŜartował McCarthy. ale twarde jak drewno. gdyby mur groził zawaleniem.Chciałbym z tym zrobić koniec. Zaszło tu zjawisko mumifikacji. Ale chyba dziś juŜ nic tu nie zdziałam. wciąŜ leŜące na boku ciało. Dwaj pomocnicy nadzorowani przez patologa unieśli sztywne.Forsyth Opowiadania. czy jest tam coś dla mnie. Poczekam. Zachowało się w bardzo dobrym stanie. Ŝe wszystko zostało przygotowane jak naleŜy. Kiedy uznał. zaparkował karawan tuŜ za płócienną zasłoną. Nie da się dzisiaj dokonać sekcji.Na co najmniej dwanaście godzin.Mumia? .A pan? .To jest mumia . Ani kawałka gładkiej płaszczyzny. Pojechali przez Storę Street do miejskiej kostnicy. Wtedy zobaczę. Znam wypadki. Ŝeby szybciej ogrodzić parking.zapytał Hanley. .Jak po uduszeniu? .powiedział . stuknął kilka razy w kość udową i górną część kości ramienia i wyszedł na zewnątrz. kiedy potrzeba było kilku dni. 129 9 . pozostałość po wysuszonej starej zaprawie.Znalazł pan coś? • Ekspert wzruszył ramionami. skurczone w pozycji embrionalnej.No tak. Ŝe sekcja nie na wiele się panu przyda. Jutro gdzieś o dziewiątej rano zajrzę do kostnicy i zorientuję się w sytuacji. co w mojej mocy. 130 Strona 78 . Ceglany mur i cementowa podłoga otaczające je z sześciu stron wytworzyły szczelnie zamknięte środowisko. Kiedy zmiótł większą jego część. Myśmy z tym skończyli. cegieł i strzaskanych belek. Czy jutro będzie moŜna skończyć rozbiórkę domu? Szef domaga się.Pozostała nam jeszcze godzina . . Do tego doszło ciepło kominka. . . Ŝeby go zatrzymać jako eksperta technicznego na wypadek. sir. z twarzą zwróconą w bok. przyjrzał się dokładnie zwłokom.txt Dwaj ludzie rozbierali szczególnie ostroŜnie ściany przylegające do kominka.Na jak długo? .Muszę zrobić więcej zdjęć. Ciało. Organy są prawdopodobnie nienaruszone.spytał Hanley policyjnego fotografa. . zakryli wielkim kocem i wsunęli do karawanu. chociaŜ zamurowane było prawdopodobnie w pozycji pionowej.zaklął inspektor. .moŜemy wywieźć większą część tego chłamu.Koniec nastąpił juŜ dosyć dawno . Profesor ruszył za nimi. aŜ chłopcy oczyszczą wszystko i zostanie sama podłoga. . .powiedział z silnym dublińskim akcentem. Wśród gruzów przechadzał się brygadzista z przedsiębiorstwa rozbiórkowego. . Ciało zostało całkowicie odwodnione i zasuszone. O piątej włoŜymy mumię do gliceryny. . Brygadzista uśmiechnął się do Hanleya.Spojrzał na zegarek. moŜecie juŜ to wywozić.

Nie miała na sobie ślubnego stroju. W tym wypadku nie miało to miejsca. . Była tam metryka urodzenia. 131 Był to ten. wysłanych przez Hanleya po informacje. przejrzany od roku 1954. Ŝe wstąpi do komisariatu w drodze do domu. równieŜ nie zawierał informacji o śmierci jakiejś pani Violety Larkin zamieszkałej pod tym lub innym adresem. Po powrocie do biura Hanley zabrał się wreszcie do zapoznawania się z materiałami. Rejestr nieruchomości podawał. który miał sprawdzić hipotekę i tytuł własności domku. z czego wynikało. Niech chłopcy odsłonią cement i zorientują się. na której nie było Ŝadnych obciąŜeń. Na jego ramieniu opierała się pulchna dziewczyna z bukiecikiem kwiatów w ręku. Hanley wyjaśnił mu sprawę. ubranego w coś. Znalazł tylko dwie ciekawe rzeczy. Zawierało jeszcze trochę listów. trzy ordery z agrafką oraz ksiąŜeczkę Ŝołdu Ŝołnierza armii brytyjskiej. co wyglądało na brytyjski mundur. Na swoim biurku znalazł stos drobiazgów i papierów. otworzył notatnik i zaczął referować sprawy. Major Dawkins przyrzekł. których nazwiska nic Hanleyowi nie mówiły. Oficjalne pytania muszą przejść drogę słuŜbową. Było juŜ dwadzieścia minut po piątej. Inaczej nie odczytałby wyblakłych liter. Ŝe z przyjemnością pomoŜe. Strona 79 . . Ŝe od tej pory Herbert James Larkin był właścicielem domu i Ŝe mieszkał w nim wraz z panią Violetą Larkin. jak wynikało z rejestru. które komornicy tego ranka wynieśli z domku i wywieźli miejską furgonetką. Były teŜ listy sprzed wielu lat i od wielu ludzi. jego wiek i miejsce urodzenia. . Jedną była wyblakła fotografia w taniej ramce i bez szkła. Ŝe zapłacił gotówką. które mogły mu coś powiedzieć o zamkniętym w celi starym człowieku. Ale przeszukamy wszystko bardzo dokładnie. który kierował całą akcją. Dom przy Mayo Street 38 został zakupiony przez Herberta Jamesa Larkina. Ŝe nigdy nie domagał się dodatkowych świadczeń. mimo Ŝe wymagało to dłuŜszego objazdu. niŜ którakolwiek ze stron byłaby gotowa przyznać postronnym osobom. podająca imię starego człowieka.Forsyth Opowiadania. a przed uzyskaniem renty był sklepikarzem i nocnym dozorcą. według mody lat czterdziestych. Urodził się w 1911 roku. Usiadł przed szefem.txt Przed odejściem Hanley wezwał szefa detektywów. Nieoficjalne kontakty są znacznie ściślejsze. Nie było Ŝadnej wzmianki o śmierci czy wyjeździe tej kobiety. ale liczył na swoje szczęście. Drugim przedmiotem było pudełko od cygar. Ŝe Larkin otrzymywał od dwóch lat rentę państwową. ale jasny kostium o szeroko skrojonych ramionach. Larkin zapłacił 400 funtów za nieruchomość. Hanley sięgnął po słuchawkę telefonu. Oczywiście. chyba Ŝe zostały zasygnalizowane na piśmie przez właściciela. kiedy pierwszy z dwóch detektywów. Rejestr świadectw zgonów w Gustom House. poplamiona i zmięta. w Anglii.Zaraz tu przywiozą reflektory. Attache wojskowy ambasady brytyjskiej w Sandyford był jeszcze przy swoim biurku. ale rejestr nieruchomości nigdy nie zaznacza takich wydarzeń. oczywiście nieoficjalnie.Na razie znaleźliśmy tylko tę jedną kryjówkę. Detektyw skinął głową na znak zgody. uŜywając do tego szkła powiększającego. takŜe nie mających związku ze sprawą. Major Dawkins oświadczył. w 1954 roku. Nie było teŜ Ŝadnej wzmianki o hipotece. Wszelkie kontakty pomiędzy irlandzką a angielską policją muszą się odbywać kanałami słuŜbowymi. Ściemniło się juŜ zupełnie. Z akt Departamentu Zdrowia i Ubezpieczeń Społecznych wynikało. I rzeczywiście mu dopisało. Zbadał starannie kaŜdy dokument. Ich treść nie mogła mieć Ŝadnego związku z tą sprawą.Na formularzach podatkowych za lata od 1954 roku jest poprzedni adres w północnym Londynie. kiedy go wylano. Widać na niej było uśmiechniętego człowieka. .powiedział sierŜant. jeŜeli to tylko będzie moŜliwe. Inspektor rozpoznał w nim młodsze wydanie człowieka z celi. czy był naruszany od czasu. którym był Dublin. wrócił ze swoim raportem.Jeszcze jedno .

Larkin był widać jednym z nich.zapytał go Hanley. kiedy jeszcze był w mundurze.powiedział Hanley i skinął głową na sierŜanta.zapewnił go Dawkins. Gwardia królewskich dragonów walczyła przeciwko Rommlowi w Afryce Północnej. A ten w środku to Gwiazda Afrykańska.Pierwszy to Gwiazda z lat 1939-1945. Nie ma takiego drugiego. . .Dwugłowy orzeł.ręku i złotym ołówkiem w drugim. te na stole były miniaturkami do noszenia na mundurach ćwiczebnych. Na zdjęciu były to medale galowe. wynotował sobie dane z ksiąŜeczki Ŝołdu i poŜegnał się.Proszę poprosić go na górę . Hanley zjadł kolację w kantynie i wrócił do swojego gabinetu.Widzi pan. W czasie wojny był ośrodkiem rekrutacyjnym. Wziął udział w akcji w Afryce Północnej w samochodach pancernych.Tak. który natychmiast opuścił jego gabinet. . .Gwardia królewskich dragonów . Inspektor za pomocą szkła powiększającego upewnił się. Ale pozostał szeregowcem. Dawkins wskazał trzy medale przypięte do piersi pana młodego. Końcem ołówka wskazał znaczek na wojskowej czapce Larkina. jaką się zajmę rano . OŜenił się z nią. Ŝe zgłosił się brytyjski attache wojskowy. Major Dawkins podał mu szkło powiększające. to ten sam wzór. Przerzucił ją szybko. Zaraz.Zaciągnął się ochotniczo w 1940 roku.. jakie trafiły się tego dnia inspektorowi. Dawkinsowi zabłysły oczy. Hanley pokazał Dawkinsowi trzy medale. Nie awansował nawet na kaprala. Mnóstwo ochotników irlandzkich przyjeŜdŜało do portu i sierŜanci patrolujący przystanie kierowali ich do Burtona. .MoŜliwe. Nie dostał ani jednej belki.. .Dlaczego? . Pułk samochodów pancernych.Jeszcze coś? .powiedział z absolutnym przekonaniem.MoŜe jego Ŝona była Angielką.stwierdził sierŜant. Prawdopodobnie u Burtona. . . To dziwne. został zdemobilizowany w styczniu 1946 roku. Zadzwonił wewnętrzny telefon. Podał majorowi wojskową ksiąŜeczkę Ŝołdu. Ŝe z oznaką ósmej armii. . . .MoŜliwe .txt Hanley rzucił przez biurko wojskową ksiąŜeczkę wypłat. Major Dawkins okazał się nosicielem najwaŜniejszych informacji. I oznaka ósmej armii. zdaje się. .powiedział Hanley. wskazując na ślubne zdjęcie. . To by się zgadzało. Strona 80 .Dawkins wskazał ołówkiem na ramię Ŝołnierza ze ślubnego zdjęcia. .zdziwił się Hanley. ze wzmianką pochwalną. na końcu. Ŝe był to rzeczywiście ten sam wzór.Jest pan pewny? .MoŜe był po prostu złym Ŝołnierzem . to Medal Zwycięstwa. .To pierwsza rzecz. . co ten miał mu do powiedzenia. Następnie obszedł biurko i stanął za inspektorem ze szkłem powiększającym w jednym. Ten trzeci.Czy mógłby mi pan dostarczyć jakichś szczegółów dotyczących jego słuŜby wojskowej? 133 .To świadczy o tym. Miał na sobie eleganckie spodnie w paski. SłuŜył do 1946.spytał inspektor.Nie ma w tym nic dziwnego.stwierdził major Dawkins rzuciwszy na nie okiem. Bardzo wyraźny. Ŝe słuŜył w armii brytyjskiej . Przez chwilę przyglądał się uwaŜnie ślubnej 132 fotografii. Zawiadomiono inspektora.U Burtona? . W czasie drugiej wojny światowej w armii brytyjskiej słuŜyło pięćdziesiąt tysięcy Irlandczyków. .Burton to sklep z odzieŜą w Liverpoolu.Zaciągnął się ochotniczo w Liverpoolu w 1940 roku. połyskujący koniec buta wymierzył prosto w Hanleya i spokojnie wysłuchał wszystkiego. .zasugerował Hanley. Wrócił razem z nią do Dublina w 1954 roku. oczywiście .Forsyth Opowiadania. Znaczek na czapkach gwardii królewskich dragonów. . ZałoŜył nogę na nogę. <p.

odparł detektyw bez wahania.txt Czekał na sprawozdanie drugiego detektywa. Emerytowany listonosz. . bo chciał spać. poniewaŜ nie traktował jej wystarczająco dobrze. Potem gołębie. jak to bywa w małych osiedlach. gdzie jej mąŜ był subiektem sklepowym. Ŝe go porzuciła . ale ten nie był praktykujący i nie Ŝyczył sobie duszpasterskiej pomocy. Nikt nie miał co do tego wątpliwości. lecz i praktykującą katoliczką. Detektyw przerwał na chwilę dla zaczerpnięcia oddechu. Trzej z nich okazali się asami atutowymi. Wychodził z domu po zmroku i wracał o wschodzie słońca. lubiła flirtować. oraz ksiądz Byrne. w listopadzie. ale weszła prosto do bawialni. . przestał dbać o siebie i o dom. Zerwał się przeraŜony i szybko wyprowadził panią Moran z domu. Ŝe oświadczył. zmęczony.Twierdził. Chciała go porzucić. Po dalszych dwóch tygodniach wprowadzili się Larkinowie. Wracam od niego i dlatego tak się spóźniłem. Była Angielką i opowiedziała pani Moran. Ŝe było to w 1963 roku. który mieszkał pod numerem 38. bo go nie było.Skąd ta pewność? .Po jej odejściu Larkin zamknął się w sobie jeszcze bardziej. Strona 81 . Ŝe poprzednio mieszkali w Londynie. rozumował Hanley. Larkin drzemał w fotelu. Wkrótce potem wywieszono na domu tabliczkę z napisem "Na sprzedaŜ". równieŜ na rencie. Wreszcie od dziesięciu lat kury. gdzie mieli telewizor. Pani Moran była tak podniecona. W sierpniu 1963 roku uciekła -jak mówili ludzie . Z początku fretki w szopie na tyłach domu. Ksiądz Byrne nie miał Ŝadnych innych przypuszczeń. Pani Larkin juŜ wtedy nie było. Ŝe Larkin na to zasłuŜył. zamordowano Kennedy'ego . mieszkający obecnie w domu dla emerytowanych księŜy w Inchicore. Ale poleciały i ktoś je wystrzelał. Niektóre kobiety uwaŜały. najbliŜsza sąsiadka. on dowiedział się o tym i uderzył ją. Na przykład pani Moran. Larkin cięŜko pracował. a w dzień. Wreszcie zostawiono go w spokoju.Jaką przyczynę zniknięcia podawał jej mąŜ? . nikt się specjalnie nie zdziwił. Kilka razy odwiedził Larkina.z przyjacielem. Detektyw otworzył notes na pierwszej kartce i zaczął sprawozdanie: . Ŝe pani Larkin znikła pod koniec lata tego roku. nawet w soboty. Larkin miał wówczas około czterdziestu pięciu lat. W sobotnie wieczory opiekowała się czasami dziećmi Moranów. po czym kontynuował: . . . W związ134 ku z tym małŜonkowie często się kłócili. Po kwadransie wszyscy mieszkańcy Mayo Road znaleźli się na ulicy. który pracował na Mayo Road do zeszłego roku.spytał Hanley. . Ten zjawił się dopiero po 10. umarł. by omówić tę tragedię. Zaczął wtedy hodować zwierzęta domowe. Ksiądz proboszcz potwierdził większość wspomnień pani Moran. Pewnego dnia pani Larkin zniknęła. nigdy nie chciał wychodzić wieczorami.odparł sierŜant. Ale widywano ją jeszcze na wiosnę i latem tego roku. Chodziła regularnie do spowiedzi. który był jej najbliŜszym sąsiadem. jego Ŝona sprawiała wraŜenie znacznie młodszej. Mieszkała tam trzydzieści lat i pamięta. Coraz rzadziej wychodził. Drzwi miał zawsze zamknięte na cztery spusty. Dlatego właśnie pani Larkin mogła pełnić funkcję opiekunki dzieci sąsiadów. Pani Larkin była Angielką. Nie zastukała.Forsyth Opowiadania. Sąsiedzi ofiarowali mu się z pomocą. Kiedy spakowała manatki i poszła sobie.Pani Moran przypomina sobie. Swoją zaginioną Ŝonę nazywał dziwką. Wisiała tylko przez dwa tygodnie. Drugie dziecko pani Moran urodziło się w styczniu 1963 roku. jak Larkinowie się wprowadzali. iŜ właściwie jest tego pewien. Tak przynajmniej mówił. Nie mógł zdradzić tajemnicy spowiedzi. Ŝe wpadła do domu Larkina. Wszystko się zgadza. W nocy. Nikt go o nic nie podejrzewał. ale tryumfujący.30. Ŝe w 1954 roku wdowiec. po czym ją zdjęto. Hanley rozsiadł się wygodnie. prawdopodobnie trochę za mocno. I jeszcze coś: pani Larkin była kapryśna.Wiadomość przyszła z baru na końcu ulicy.Rozmawiałem z piętnastoma ludźmi z Mayo Road. którzy znali Larkina i jego Ŝonę. Jednym słowem pani Moran dobrze pamięta. Pani Moran twierdzi. posunął się jednak do tego. W kilka lat później utracił pracę w sklepie i został nocnym stróŜem.Tego roku. Ale uciekły. ale on zawsze odmawiał.

. Ale powie.Rób. . Dochodziła północ. MąŜ zaprotestował. Kiedy inspektor uznał się wreszcie za pokonanego. A moŜe Larkin się zdecyduje.powiedział.Jak wyglądała? .Herbercie Jamesie Larkinie. co jej się przytrafiło. który mógłby nam być pomocny. Co oznaczało to spojrzenie? .pytał Hanley samego siebie. kiedy się dowiedział. w kaŜdym razie o zaokrąglonych kształtach. Hanleyem? Wyrzuty sumienia? Kpinę? Nie. Miała ciemne.Jest późno. Mieszkał niedaleko Mayo Road i odwiedzał lokalny bar.Czy juŜ coś mówił? . Po prostu patrzył na Hanleya z dziwnym wyrazem oczu. Spiszesz to wszystko jutro rano. Szok? Strach przed nim. . Powie mu. co pan powie. PołoŜył dłoń na ramieniu młodego policjanta. Larkina odprowadzono do celi. a moŜe nawet dlaczego. Główny inspektor poszedł do domu. Ŝe spędzi noc w biurze.* Ŝe absolutnie nic nie mówił. co ona robi. nie jest pan zobowiązany do mówienia czegokolwiek. . który wracał z miejsca przestępstwa. wijące się włosy i wydatny biust. Hanley skinął głową dyŜurującemu policjantowi i wszyscy trzej poszli na górę. 135 -Hanley wstał i przeciągnął się.Forsyth Opowiadania. Powie mu. ale wszystko.Była niska. potarł wielką dłonią szczecinę na podbródku i wrócił do swojego gabinetu. . Larkin był przez wiele lat nocnym stróŜem.powiedział. Aresztant nie wydawał się zmęczony. ale po kilku sekundach opuścił wzrok. Dlaczego nie chce mi pan wszystkiego opowiedzieć? Stary człowiek podniósł oczy. do pokoju śledczego. Listonosz wspominał. przez mleczne szyby okna pokoju śledczego przesiąkało juŜ szare światło. . listonosz teŜ. KaŜdy w końcu mówi. Stary człowiek nie spał. a Hanley stanął przed starcem i wyrecytował ostrzeŜenie: . jak chcesz .Ty moŜesz milczeć. Przyszedł do pubu i zabrał ją do domu. a moŜe zaginęła. Ŝe warto było popatrzeć. To kawał czasu jak na współŜycie z taką sprawą. Nie znaleźliśmy Ŝadnego śladu. moŜe one nam coś powiedzą. popatrzył na Hanleya. lubiła teŜ sobie czasem poflirtować. Milczał. Inspektor wstał. To było w sierpniu 1963 roku.Więc zostały tylko zwłoki tej biednej kobiety. Strona 82 . . co i jak. ( " Następnie usiadł naprzeciwko więźnia.zapytał Hanley detektywa. Pani Larkin lubiła sobie wypić szklaneczkę w sobotni wieczór. Wkrótce potem uciekła. Idź do domu.Piętnaście lat. kiedy to się stało. panie Larkin. Prawdopodobnie był bardziej śpiący w dzień niŜ w nocy. Listonosz pamiętał. Hanley niełatwo się unosił.Teren jest oczyszczony . Hanley zatelefonował do Ŝony i powiedział jej. Ostatnią osobą. Wtedy wrócimy do ciebie i oskarŜymy cię oficjalnie o morderstwo. Siedział na brzegu pryczy i wpatrywał się w przeciwległą ścianę. . Lubiła się pośmiać. ksiądz pamięta. prawda? Przemawiać po piętnastu latach z grobu za ścianą. Raczej tęga.txt Mój BoŜe. ale dlatego. prawda? Sąsiedzi to pamiętają. był szef detektywów. TuŜ po północy zszedł na dół do cel. a pewnego lata popracowała kilka tygodni jako barmanka. Policjant usiadł w kącie z notatnikiem w ręku. jak pompowała piwo do kufli z takiej staroświeckiej beczki. nie kpinę. ileŜ to razy tak się zdarza! Listonosz nie miał wiele do dodania. przypomniał sobie Hanley. Ale ona za kilka godzin przemówi do dyŜurnego patologa. około stu pięćdziesięciu ośmiu centymetrów. . ale siedzący w kącie policjant ziewał co chwila. Ten człowiek nie miał przecieŜ Ŝadnej szansy. która odwiedziła Hanleya tego wieczoru. zostanie zapisane i moŜe być uŜyte jako dowód przeciwko panu. ale milczenie starca doprowadzało go 136 do irytacji. Nie dlatego. wesoła i pełna Ŝycia. . Dziwne.Do ostatniej cegły. Larkin wściekł się. Ŝe powiedział za mało. ale mówić będzie twoja Violet.Jeszcze nie. Ŝe pani Larkin była znacznie młodsza od męŜa. Hanley próbował zmiękczyć go niemal do świtu.

powiedział Hanley. ja notuję. . Miała wtedy siedemnaście lat. Wyzwolony przez Rosjan w październiku 1944 roku. .odpowiedział głos w słuchawce. . Nieoficjalnie powinienem mieć coś po obiedzie. Pan Larkin został zwolniony z wojska w styczniu 1946 i pozostał w Edmonton pracując jako subiekt sklepowy aŜ do 1954. a on starzejącym się czterdziestotrzyletnim męŜczyzną. Za godzinę zaczynam kroić.Forsyth Opowiadania. to mogło tworzyć problemy. .Kiedy pan będzie gotów z raportem? . . Załatwił mnie bez czekania.Czy ma pan coś o jego małŜeństwie? . Larkin miał trzydzieści cztery lata.To zaleŜy. była prawdopodobnie wciąŜ jeszcze atrakcyjną i pociągającą kobietą w wieku trzydziestu pięciu lat. była pokojówką hotelową. jaki figuruje w wojskowych rejestrach. który zadzwonił o dwunastej.. Teraz suszymy ciało. Potwierdziła się szrama na szyi.powiedział. Strona 83 . Spokojne przedpołudnie przerwał jedynie telefon od majora Dawkinsa.. a on zapewne nieciekawym pięćdziesięciodwulatkiem. Yorkshire. jest to ślad po pończosze. o czym mówiliśmy wczoraj.Oczywiście .Niech pan mówi. Tak.tłumaczył się. w tym samym roku. . ona była pełną Ŝycia dwudziestosześcioletnią męŜatką. Spędził resztę wojny jako robotnik rolny w obozie jeńców na Śląsku. odległej o półtora kilometra. Powinien pan być zadowolony. Ŝe mam starego przyjaciela w archiwum Ministerstwa Wojny. Hanley z niecierpliwością czekał na wizytę profesora McCarthy'ego. Kurs rekrucki w obozie Catterick.Nie ma tego wiele. o godzinie wpół do trzeciej. Panna młoda.30 siedział w fotelu naprzeciwko inspektora.Okazało się.powiedział w końcu.Miałem szczęście . Nogi wyciągnął przed siebie i z głową przechyloną w tył głośno chrapał. niemal trzydzieści pięć. Kiedy umarła w sierpniu 1963 roku. dla której nie awansował nawet na kaprala. .Skóra wystarczająco zmiękła do skalpela. zanim odpowiedział na jego prośbę. w Londynie Północnym. . kiedy poślubił siedemnastoletnią dziewczynę. co pan ma na myśli . . O dziewiątej inspektor zjadł śniadanie i zaczął załatwiać nagromadzony stos papierków. Violet Mary Smith. To był ostatni adres.. zaraz po zakończeniu wojny w Europie. Gdy przenieśli się na Mayo Road.powiedział major. Patolog był człowiekiem słownym i o godzinie 2. kiedy słuŜył w wojsku. ale potwierdza się to. Teraz dochodzimy do przyczyny.OŜenił się. Hanley gorąco podziękował Dawkinsowi i odwiesił słuchawkę.Dziękuję. . Wcielony do gwardii królewskich dragonów. 14 listopada 1945.Oficjalny raport dostanie pan za dwa lub trzy dni.Mianowicie? . niedaleko wschodniej granicy III Rzeszy.Dobrze . . Tak jak przypuszczałem wczoraj. panie majorze . Szeregowiec Herbert James Larkin przyjechał do Liverpoolu na promie z Dublina w październiku 1940 roku i zgłosił się na ochotnika do wojska. poszedł do toalety. więc odnotowano to w jego aktach. Przynajmniej przyczynę zgonu. O wpół do dziesiątej zadzwonił brygadzista z Mayo Road. Repatriowany w maju 1945. . . .A poza tym dym neutralizuje zapach formaliny. kiedy przyszli na słuŜbę. i wycofali się na palcach.. . Patolog zgodził się przyjechać do biura Hanleya z kostnicy przy Storę Street. umył się i ogolił. Wyciągnął z kieszeni fajkę i zaczął ją starannie napełniać tytoniem. Wysłany statkiem do 137 pułku do Egiptu w marcu 1941.MoŜecie zalać teren cementem i postawić ogrodzenie. Hanley zastanawiał się przez krótki czas. Wziął ślub w katolickim kościele pod wezwaniem Matki Boskiej w Edmonton. Dwaj zdziwieni młodzi policyjni praktykanci zaskoczyli go tam o wpół do dziewiątej.Nie mogę palić w laboratorium . .Dostał się do niewoli.oświadczył wesoło.txt Hanley przespał trzy godziny w fotelu. W dwadzieścia minut później odezwał się w słuchawce głos profesora McCarthy'ego. Wzięli go Niemcy w czasie jesiennej ofensywy Rommla.Wyprostowałem juŜ kończyny . Wstał o ósmej.

Pan prosił mnie o dokonanie badania patologicznego zmumifikowanych zwłok. . jak pan mówi. . .Wspaniale .stwierdził spokojnie McCarthy.powiedział profesor. . Nagle wyprostował się gwałtownie. Ale nie włosy. ale nie było śmiertelne. Prawdopodobnie ogłuszyło ją i ułatwiło uduszenie. które spowodowało pęknięcie skóry na czaszce. Morderstwo miało przypuszczalnie miejsce w okresie kilku tygodni od dnia datowania dziennika. ZbliŜa się Strona 84 . Hanley uSpokoił się.No tak.Ŝe zgon nastąpił gdzieś pomiędzy 1941 a 1943 rokiem. . Dlatego widnieje na niej data z marca 1943 roku. Ŝeby to ciało było Ŝywe po 1945 roku. Hanley wziął plastykową torebkę i przyłoŜył do niej szkło powiększające.Bardzo trudno jest określić datę śmierci zmumifikowanych zwłok. .Ja teŜ . jak długo Larkinowie mieszkali w tym domu . . . Badania wewnętrznych organów nie pozostawiają co do tego Ŝadnych wątpliwości. Ŝe pani Larkin uciekła od męŜa w sierpniu 1963 roku. 139 .została złamana w trzech miejscach.Mam tu dla pana drobny prezent. . mogły mieć dwadzieścia lat w chwili zgonu ofiary. Da się to zrobić tylko w przybliŜeniu.Otworzył teczkę i wyjął z niej plastykową torebkę.stwierdził.Właśnie to miałem na myśli . . Hanley rozsiadł się wygodniej w fotelu.powiedział. McCarthy nie spuścił wzroku. . o tutaj wskazał na przestrzeń między podbródkiem i grdyką . Hanley popatrzył na profesora twardym.Pan nie powiedział mi. .Violet Mary Larkin zmarła w sierpniu 1963 roku . Finałowy mecz o Potrójną Koronę.Morderstwo. Przedtem otrzymała uderzenie w głowę. . . sięgając po teczkę.Forsyth Opowiadania.Rana na czaszce musiała trochę krwawić.Ale ona juŜ była stara. kiedy została uŜyta do owinięcia głowy tej kobiety! McCarthy wzruszył ramionami. Wczoraj podczas rozbiórki domu znaleźliśmy jej zwłoki zamurowane za fałszywą ścianą. . . Jest wykluczone.Sądzę . Hanley miał wraŜenie. zawierającą coś.Kupili dom pod numerem 38 na Mayo Road po śmierci poprzedniego właściciela. W świetle stojącej lampy studiował zamazany druk. poŜółkłej gazety. Jest rok 1951.Larkin musiał złapać jakąś starą gazetę.odparł McCarthy. . . zmumifikowanych . MoŜemy oczywiście przeprowadzić analizę pończoch i farby drukarskiej. bez Ŝadnej wątpliwości.powiedział.odparł spokojnie profesor. co wskazywałoby na datę morderstwa? 138 . . jest stara. .No właśnie.Mam to.Czy znalazł pan coś. którą wyłoŜona była szuflada albo komoda.txt Popykał sobie przez chwilę z przyjemnością.powiedział z ulgą. Pewnie na czas budowania kryjówki w podwójnej ścianie.powiedział McCarthy . . . Obydwie te rzeczy. Jest to strzęp dziennika z wyraźnie widoczną datą. Ŝe przeŜywa na jawie swój odwieczny nocny koszmar. paznokcie i organy wewnętrzne. Nastąpiła asfiksja połączona z szokiem.powiedział łagodnie .Larkin i jego Ŝona przybyli z Londynu w 1954 roku powiedział powoli Hanley.upierał się Hanley. I dlatego omyłka w określeniu daty śmierci moŜe być duŜa. śeby uniknąć zabrudzenia dywanu.Owszem . Kość gnykowa.Ŝe mówimy o róŜnych sprawach.zgodził się. . morderca owinął głowę swojej ofiary gazetą.Badanie zwłok wykazało . co wyglądało na fragment wyblakłej. upartym spojrzeniem.MoŜe ma pan rację .Ja mówię o zwłokach. Ta kobieta została uduszona pończochą.To jest rzeczywiście kawałek starej gazety . które leŜą w kostnicy. .Ale nie o dwadzieścia lat .powiedział. Wiemy. o co panu chodziło .

. sądzę.Jak się nazywał? Zapanowała cisza.Jest juŜ suchy . pod stare ogrodzenie. rudawe. . . sechł świeŜo wylany cement.była dobrze po pięćdziesiątce i miała dzieci. przesiadywali w swojej bawialni przez piętnaście lat w odległości dwóch metrów od zamurowanych zwłok? .txt do linii bramkowej.Nie . Jeszcze kilka pasemek przylega do czaszki.Szef chce. Ale o ile sobie przypominam. Po drugiej stronie drogi. Na Mayo Road ustawiono juŜ brakujące części ogrodzenia. Oprzytomniał.PrzecieŜ to stary cement.odparł McCarthy . w jakim je znaleźliśmy. połamane deski ogrodzenia. Wypuszczono go tylnymi drzwiami na wypadek. Nawiasem mówiąc. Kobieta.Nie robiłem notatek.oświadczył profesor wstając . Ale kto to zrobił? Hanley chwycił słuchawkę i połączył się z pokojem detektywów. jest tuŜ-tuŜ.Ciemne.który był 140 właścicielem i lokatorem domu na Mayo Road do swojej śmierci w 1954 roku? .zapytał. sir. sir. .To była podłoga kurnika . .Gładkie.. sir . twierdzi pan.odparł młody człowiek.W takim razie . . Miała około metra pięćdziesięciu ośmiu centymetrów wzrostu. Od czasu do czasu brygadzista uderzał w nią stalową podkówką buta. kiedy piłka zaczyna wyślizgiwać mu się z rąk. której sekcję przeprowadziłem. na którym stał dom z ogródkiem.Innymi słowy.zapytał go inspektor . . a potem on sam. otaczając cały parking. a po drugim przeszła zabieg chirurgiczny.Co jeszcze poza sprawą daty? . .A to co? .Zmumifikowane ciało nie wydziela Ŝadnego zapachu. .warknął Hanley.nie on zabił tę kobietę i nie on zamurował ją obok kominka. chyba przez trzydzieści lat. . wygódki i kurnika. Ŝeby to wykończyć i zaasfaltować przed nocą. . W dwie godziny później stary człowiek został zwolniony z aresztu. poręczy.Kim był człowiek .Jak długo tam mieszkał? . przebija jak taran obronę Anglików. .powiedział w pewnej chwili.Pewnie. płonęły resztki schodów.W obozie jeńców wojennych na Śląsku. belek stropowych. Ŝe dwoje. Odpowiedział młody sierŜant.Ta kobieta była niska.Tak musiało być . Wskazał na płaszczyznę o powierzchni około sześćdziesięciu centymetrów na dwa metry. Larkin miał w kieszeni adres miejskiego schroniska. WytęŜa wszystkie siły. na zwalisku gruzów.spytał Hanley. to w 1954 jej zwłoki znajdowały się juŜ od pewnego czasu w stanie. Ŝe tak .powiedział robotnik. szaf. . . W milczeniu ruszył w stronę ubogiej dzielnicy Diamond.Czy miała w chwili śmierci około trzydziestu pięciu lat? . gdyby jacyś dziennikarze kręcili się przed frontowym wejściem. Nawet w świetle ognia Ŝaden z robotników nie dostrzegł postaci starego człowieka. .powiedział McCarthy. ram okiennych i drzwiowych.Forsyth Opowiadania. Brygadzista skończył kontrolę powierzchni świeŜo połoŜonego cementu i poszedł na koniec działki. W miejscu. . który przyglądał im się zza siatki ogrodzenia. ale kości nie zmieniają długości nawet po kilkudziesięciu latach za ceglanym murem.. W zapadającym zmierzchu brygadzista i dwaj pomocnicy wygładzali jego powierzchnię. Ŝe od 1954 roku najpierw oboje Larkinowie. Spojrzał pod nogi. gdzie pański Larkin znajdował się w 1943 roku? . Ŝeby ją utrzymać. Tym razem nie było samochodu policyjnego ani eskorty. . miała metr siedemdziesiąt pięć do metra siedemdziesięciu ośmiu centymetrów wzrostu. McCarthy potrząsnął głową. Była chuda i koścista. . Ŝe ta kobieta została zamordowana powiedzmy w 1943 roku.śałuję.Nie pytałem o to.spytał.Nie wiem. który od Strona 85 . kręcone włosy? . JeŜeli przyjmiemy. ale ją gubi. .

Po dziesiątym sygnale wygramolił się z łóŜka i zszedł po schodach do przedpokoju. pisanego.Henry Carpenter powiedział mi. który się dowiaduje. . Ŝe Chadwick powinien najpierw przeczytać artykuł i dopiero wtedy będzie go mógł z nim przedyskutować. UwaŜał widać. Chadwick chrząknął. . . szef kaŜe nam wszystko robić od początku i jeszcze za to zapłacić . . To podniosłoby poziom i powstałby garb w asfalcie. grubego pisma z wieloma dodatkami.Powinieneś obejrzeć sobie dzisiaj tę gazetę .spytał.powiedział Chadwick z rosnącym zainteresowaniem. którego Bili Chadwick znał. W ciągu kilku minut cała przestrzeń zamieniła się z szarej na czarną. W naroŜnym sklepiku z prasą pozostały jeszcze dwa egzemplarze Sunday Couriera. . .Na róg ulicy po inną gazetę . Ton jego głosu zdradzał wyraźne zakłopotanie. . .O! .W porządku. przez pretensjonalnych ludzi dla równie pretensjonalnych czytelników.zabrzmiała odpowiedź. Łom odskoczył. a niebo poczerniało.Idź. szczęśliwym uśmiechem ulgi. jest solidne .Czy nie wylegujesz się w łóŜku w niedzielę? . Podniósł go wysoko nad głowę i walnął w stary cement.Nie.Forsyth Opowiadania. Odwrócił się w stronę spychacza i skinął ręką. Bili Chadwick leŜał jeszcze w łóŜku.powiedziała Ŝona.Czy zajrzałeś juŜ do porannej prasy? . 143 . Ŝe napisano o nim w gazecie. .warknął brygadzista. Bili? Tu Henry.Dzień dobry.Michał.Nie.zapytał. Na ulicy było zimno. zdaniem Chadwicka. asfalt rozlał się równo i gładko. Henry . Szerokim.powiedział i rozłączył się. aŜ znajdzie się w domu. Strona 86 . Stojący za siatką stary człowiek odwrócił się i odszedł. Kulturysta! Ziewnął. .odparł. Dlaczego pytasz? . . . Brygadzista odchrząknął.stwierdził. Po drugiej stronie linii głos Carpentera robił wraŜenie zaŜenowanego.CóŜ. a ja tymczasem przygotuję śniadanie.Czy prenumerujesz Sunday Courier? Nastąpiło długie milczenie. Kiedy ostatni promień słońca znikł.odrzekł.powiedział wreszcie Carpenter. Ale uśmiechnął się. na której leŜały nie ruszone dwie gazety. 141 . pomyślał. A cóŜ to takiego? Carpenter był coraz bardziej zaŜenowany.Tak? . .Właśnie wybieram się do parku pobiegać dla zdrowia. Chadwick odłoŜył słuchawkę. jak kaŜdy człowiek. Ŝe jest tam coś o mnie.Nie dałeś tu świeŜej warstwy cementu? . Oczywiście. Wrócił do sypialni z Expressem i Telegraphem. Był ciekaw.JeŜeli to się osunie.Dokąd się wybierasz? .Halo. o co chodzi. lecz ten nie milkł. ale poniewaŜ była to niedziela rano. podał je Ŝonie i zaczął naciągać spodnie i sweter wprost na pidŜamę. PRZYWILEJ ABSOLUTNY Telefon zadzwonił tuŜ po siódmej trzydzieści. .zapytała go Ŝona. . zalewaj to! Sztych buldoŜera opadł na zwał świeŜego. dymiącego asfaltu i pchnął rozpaloną masę w kierunku cementowego prostokąta. mieszkaniec tej samej ulicy. stary. Parking był wykończony. robotnicy poszli do domu. a potem stojący za spychaczem mechaniczny walec wykończył robotę. Odszedł kilka kroków i wrócił z ostro zakończonym łomem. Był to Henry Carpenter.txt rana pracował przy zakładaniu parkingu.Znajdziesz tam coś o sobie.Nie . ale niezbyt blisko.Czym mogę słuŜyć ci o tej porze w zimowy poranek? . Nie powiedział nic.Hej! Nareszcie sława! . Próbował nie zwracać uwagi na dzwonek. . . . więc powstrzymał się od zaglądania do gazety i postanowił zaczekać. Nic a nic. Chadwick spojrzał w stronę wycieraczki przy drzwiach. lepiej zobacz sam .

który to napisał. .W zasadzie tak . W ciągu tych dwóch tygodni Chadwick musiał znosić podejrzliwe spojrzenia. Jego współpraca z nim była krótka. uprzytomnił sobie Ŝe Carpenter nie podał mu strony. nie sprawdził faktów. Jak on się nazywa? . co pan mówi. do cholery. . . Wymknęły mu się przy tym dwa zamówienia. Artykuł znajdował się na kolumnie. Ŝe autor dopuścił się zniesławienia. nie mam wątpliwości. a kiedy doszła do połowy.O co chodzi. Odsunął kawę.zatroskała się Ŝona. Ŝeby musiała zobaczyć artykuł. a treść jego była uprzejma^ ale zupełnie nie satysfakcjonująca.Na podstawie tego.On to. rzucane nań przez jego nieliczny personel.PrzecieŜ ja go nawet nigdy nie spotkałem.Czy to ci.zawołał Chadwick . Ten opowiedział mu. Bili Chadwick wstał i zaczął przechadzać się po kuchni.Gaylord Brent . W końcu jego adwokat otrzymał list z Sunday Couriera.PrzecieŜ to nieprawda! . jak się okazało . Przeczytała go uwaŜnie. ale. która zastąpiła początkowy szok.UwaŜam. .kosztowna. dodając.W takim razie . Na trzeciej stronie zatrzymał wzrok na nazwie towarzystwa. Ŝe byłeś w jakiś sposób zamieszany w to oszustwo. oczywiście na jednej z czołowych stron gazety.On wcale nie daje do zrozumienia . zaczął więc od działu wiadomości ogólnych. . Kiedy zaczął przeglądać Couriera. Przez dwa tygodnie nie było odpowiedzi od wydawcy Sunday Couriera. innych wspólników przedsiębiorstwa. Ŝe Ŝądamy zadośćuczynienia w formie sprostowania i przeprosin.Zaszkodzić? Do jasnej cholery. .Ten człowiek daje do zrozumienia.powinien wszystko odwołać i przeprosić mnie! . . i unikać. wyraźnie 144 mówi. uŜył tego samego zdania. . Ŝeby ktoś o mnie coś takiego powiedział szepnął.powiedział prawnik. Prawnik wyraził oburzenie z powodu treści artykułu i wysłuchał ze zrozumieniem wyjaśnień Chadwicka. a nie ich świadomym wspólnikiem. zerknąwszy na podpis pod artykułem. . Do diabła. .powiedział ze złością. Ŝe naszym zdaniem jeden z jego pracowników zniesławił pana.txt śona przygotowała sok pomarańczowy. Była wyraźnie zaniepokojona dziwnym wyrazem twarzy swojego męŜa. zagłębił się więc w dodatek biznesowy. kochanie. to mnie moŜe zrujnować! Kłamstwo. Nie próbował porozumieć się ze mną. Skończył go czytać przy drugiej filiŜance kawy. Tak samo jak wszyscy straciłem na ich bankructwie. Podał jej bez słowa gazetę złoŜoną w ten sposób. po prostu kłamstwo! Nigdy w Ŝyciu nie widziałem faceta.To niemoŜliwe. w miarę moŜliwości. Ŝe wydawca starannie rozpatrzył pismo adwokata wysłane w imieniu pana Chadwicka i Ŝe jest skłonny wydrukować Strona 87 . kawa stała na kuchennym stole. . Po przeczytaniu zbladł. ale niezaleŜnym biznesmenem na jednym z przedmieść Londynu. Był drobnym. To niemoŜliwe! śeby ktoś coś takiego mógł o mnie napisać! Kiedy w poniedziałek rano zamknął się w biurze ze swoim adwokatem. jak wyglądała jego współpraca ze zlikwidowanym przedsiębiorstwem. Wyjaśnimy w nim.powiedziała pani Chadwick. na które liczył. moŜe zaszkodzić? . wydała z siebie krótki okrzyk. . List taki został napisany. która szczyciła się swoimi ambicjami reporterskimi. które ostatnio zbankrutowało. Pozostał mu dodatek ilustrowany oraz handlowy.zapytała go Ŝona. Wniosek jest jasny. kochanie? .zawołała skończywszy czytanie.To straszne! . Stwierdzał. odrzucił dodatek "Kultura i Sztuka" oraz "Sport". Sprzedawałem ich wyroby w dobrej wierze. Był podpisany w imieniu wydawcy przez sekretarza. przecieŜ ja byłem ofiarą tych ludzi. Ŝe pierwszym krokiem powinno być napisanie przeze mnie w pańskim imieniu listu do wydawcy gazety.Forsyth Opowiadania.

Skłonni są do rozpatrywania tylko takich skarg.odrzekł Chadwick. W sprawach o zniesławienie nie ma sytuacji bezspornych. Zdecydował się na szczerość. Ŝe obrzucono mnie stekiem kłamstw.A co oni mogą? . Ŝe namawiamy naszych klientów do występowania Strona 88 . nie mówiąc juŜ o przeprosinach. . Mówi się czasem o nas. Skarga o zniesławienie z Ŝądaniem odszkodowania. . o które panu chodzi.Więc odradza mi pan występowanie do sądu? . istnieją drobne szczegóły. zanim je wydrukował? śe powinienem pogodzić się nawet z tym. Podpada ono pod ogólne zasady prawa zwyczajowego. . 146 w przeciwieństwie do ignorancji. Nienawidzą sprostowań.W gruncie rzeczy tak.Być moŜe? . Widzi pan. nie istnieje ustawa określająca pojęcie zniesławienia. ..Co więc robić? Adwokat miał propozycję: . o to. gazeta być moŜe będzie wolała uniknąć procesu i ogłosi przeprosiny. Ten list to po prostu formułka. . A moŜe i nie.Forsyth Opowiadania. a w pańskiej sprawie. Ŝe tak . Kiedy wniesiemy pozew. nieprawdaŜ? Prawnik zastanawiał się przez chwilę.Niewiele.No tak. W najlepszym razie mogą wydać potępiające oświadczenie.Ma pan słuszność. Czy pan mnie rozumie? . nie miał pan pojęcia o jej niesolidności. który to zrobił. o zakres jego wiedzy.Będę z panem całkiem szczery . tak jak w kaŜdej innej. nie sprawdził swoich informacji. Tylko wtedy stanie się jasne.txt w dziale listów do redakcji sprostowanie pana Chadwicka. Ŝe tylko sprawa sądowa. Po pierwsze. Znał swojego klienta od wielu lat. a wydawca i pan Gaylord Brent pozwanymi.Ale to chyba nie ja muszę dowodzić swojej niewinności? .Stowarzyszenie nie moŜe więc zmusić wydawcy do sprostowania wiadomości i przeproszenia pokrzywdzonego? -. o jego intencje.Tak . które zarzucają wydawcy.Czysta robota .. iŜ muszę pogodzić się z tym. .Ale chyba będą musieli to zrobić? Sprawa jest przecieŜ bezsporna! . Miałem tylko raz w Ŝyciu do czynienia z ogólnokrajową gazetą w podobnej sprawie.Obawiam się.Innymi słowy wykastrowania go . na które składa się cały szereg precedensów prawnych ustanowionych w ciągu wieków.Panie Chadwick. .Co mi w takim razie pozostaje? Prawnik westchnął. prawnikach. Ŝe prowadząc interesy ze zlikwidowaną spółką.Czy pan powaŜnie sugeruje. Ŝe nieopatrznie wyrządził komuś szkodę. Nie lubią się mieszać do spraw dotyczących zniesławienia. jakiej ci ludzie uŜywają.To jest po prostu sposób wykręcenia się.Nie. pan będzie powodem. zastrzegając sobie wszakŜe niezbywalne prawo kaŜdego wydawcy do przeredagowania takowego.zdenerwował się Chadwick. .powiedział. lub kiedy reporter pisma popełnił raŜący błąd. wolą to pozostawiać sądom. muszę być z panem szczery.powiedział Chadwick. . Pan będzie musiał udowodnić. . 145 10. MoŜe się pan im poskarŜyć. Ŝe człowiek.Istnieje Stowarzyszenie Wydawców Gazet. . a więc znowu o intencje. Ŝe moje przedsiębiorstwo jest zrujnowane? .Myślę. które czynią ją odmienną od poprzednich. Precedensy te mogą być rozmaicie interpretowane. a więc braku złej intencji. jakie mógł mieć zamiary w czasie pisania swego artykułu. . . i nic więcej. siedząc znów przed swoim adwokatem. Poza tym powstanie z pewnością spór o stan świadomości pozwanego.powiedział adwokat. Ŝe został pan zniesławiony przez pomówienie i nie był zamieszany w machinacje spółki.

Forsyth Opowiadania.txt do sądu o byle co, poniewaŜ przynosi nam to wysokie honoraria. W rzeczywistości jest przewaŜnie inaczej. To zazwyczaj Ŝony, przyjaciele czy koledzy osób poszkodowanych zachęcają je do akcji i składania skarg. Ci przyjaciele nie ponoszą oczywiście kosztów procesów. Dla osób nie wplątanych w sprawę proces sądowy to dobra zabawa. Ale my, fachowcy, zdajemy sobie sprawę z tego, jakie to pociąga za sobą konsekwencje. Chadwick zastanowił się. - Jakie sumy wchodzą w rachubę? - spytał spokojnie. - Takie, które mogą pana zrujnować - brzmiała odpowiedź adwokata. - Zawsze myślałem, Ŝe w naszym kraju wszyscy obywatele są równi wobec prawa, a szczególnie jeśli ubiegają się o sprawiedliwość. - W teorii tak. W praktyce bardzo często jest zupełnie inaczej. Panie Chadwick, czy pan jest bogatym człowiekiem? - Nie. Prowadzę niewielkie przedsiębiorstwo. W dzisiejszych czasach oznacza to, Ŝe balansuję na krawędzi wypłacalności. Przez całe Ŝycie cięŜko pracowałem i jakoś to szło. Jestem właścicielem domu, samochodu i kilku ubrań. Mogę liczyć na emeryturę przysługującą samodzielnym przedsiębiorcom, mam polisę ubezpieczeniową na Ŝycie i kilka tysięcy funtów oszczędności. Jestem po prostu zwykłym, szarym człowiekiem. - Tak właśnie myślałem - powiedział adwokat. - Dzisiaj tylko ludzie bogaci mogą się procesować z innymi bogaczami, zwłaszcza 147 jeŜeli chodzi o zniesławienie. MoŜna wygrać taką sprawę, ale trzeba ponieść duŜe koszty. JeŜeli proces jest długi, a potem jeszcze następuje apelacja, to suma wydatków często moŜe dziesięciokrotnie przewyŜszać ewentualne odszkodowanie. Zamilkł na chwilę. - Wielkie pisma, tak jak wielkie domy wydawnicze i inne tego rodzaju przedsiębiorstwa, są wysoko ubezpieczone na okoliczność wytoczonych spraw o zniesławienie. Mogą sobie pozwolić na angaŜowanie najwybitniejszych adwokatów West Endu. Proszę mi wybaczyć, ale kiedy występują przeciwko małemu człowiekowi, to muszą z nim wygrać. Nietrudno im spowodować, by wejście sprawy na wokandę trwało aŜ pięć lat. Przez ten czas koszty sądowe obu stron nieustannie rosną. Samo przygotowanie sprawy kosztuje tysiące. Kiedy nareszcie dochodzi do rozprawy, koszty te podnoszą się niebotycznie, bo adwokat bierze dodatkowe honorarium za kaŜdy dzień rozprawy. No i ma takŜe do pomocy aplikanta. - Do jakich sum mogą dojść takie koszty? - zapytał Chadwick. - JeŜeli sprawa się przeciąga i przygotowania trwają lata, to nawet jeŜeli nie brać pod uwagę ewentualnej apelacji, dojdą do kilkudziesięciu tysięcy funtów. Ale to wcale nie koniec. - Co jeszcze powinienem wiedzieć? - ZałóŜmy, Ŝe pan wygrywa proces i uzyskuje odszkodowanie i zwrot kosztów sądowych od pozwanego, czyli gazety. Wtedy sprawa jest jasna. Ale jeŜeli sędzia nie wypowie się co do kosztów, których zwrot przyznaje zazwyczaj jedynie w najdrastyczniejszych wypadkach, będzie pan zmuszony ponieść swoje własne koszty sądowe. A jeŜeli pan przegra, sędzia moŜe pana zmusić do poniesienia poza swoimi kosztami kosztów pozwanego. JeŜeli pan wygra, gazeta moŜe załoŜyć apelację. A to spowoduje podwojenie kosztów. Nawet jeŜeli wygra pan w sądzie apelacyjnym, ale bez przyznania kosztów, to i tak będzie pan zrujnowany. Poza tym jest inna kwestia. Po dwóch czy trzech latach ludzie zapominają o treści inkryminowanego artykułu w gazecie. Rozprawa sądowa przypomina im, Ŝe coś tam było, i wnosi nowe materiały i zarzuty. Mimo Ŝe to pan jest oskarŜycielem, adwokat strony przeciwnej postara się dla dobra swojego klienta zniszczyć pańską reputację uczciwego biznesmena. Im bardziej obrzuca się człowieka błotem, tym więcej na nim błota pozostaje. Wiele było takich wypadków, wielu ludzi, którzy wygrali sprawę, ale stracili dobre imię. Zarzuty przedstawiane sądowi mogą być ogłaszane drukiem bez Ŝadnych dowodów prawdy. - A czy moŜna mieć obrońcę z urzędu? - zainteresował się Strona 89

Forsyth Opowiadania.txt 148 Chadwick. Podobnie jak wielu innych ludzi słyszał o czymś takim, nigdy jednak nie interesował się tym bliŜej. - Prawdopodobnie ma pan zupełnie fałszywe wyobraŜenie na ten temat. śeby uzyskać takiego obrońcę, musi pan udowodnić sądowi, Ŝe nie posiada pan Ŝadnego majątku. Pana na przykład to nie dotyczy. Nabędzie pan prawo do obrońcy z urzędu dopiero wtedy, kiedy straci pan dom, samochód i oszczędności. - W takim razie w kaŜdym przypadku grozi mi ruina - powiedział Chadwick spokojnie. - Bardzo mi przykro, naprawdę bardzo przykro. Mogę oczywiście zachęcić pana do podjęcia długotrwałego i kosztownego powództwa, ale uwaŜam, Ŝe oddaję panu przysługę wskazując trudności i niebezpieczeństwa, jakie to za sobą pociąga. Znam wiele osób, które z ochotą zaczęły się prawować, a potem gorzko tego Ŝałowały. Niektórzy nigdy się nie otrząsnęli i po dziś dzień cierpią na skutek trosk finansowych i stresów, jakie ich dotknęły. Chadwick wstał. - Bardzo panu dziękuję za szczerość - powiedział. Potem, juŜ z biura, zadzwonił do Sunday Couriera i poprosił o rozmowę z naczelnym. Telefon odebrała sekretarka. Podał swoje nazwisko. - Na jaki temat chce pan rozmawiać z panem Buxtonem? zapytała. - Chciałem poprosić o wyznaczenie mi spotkania. Nastąpiła pauza, w trakcie której słyszał rozmowę prowadzoną na wewnętrznej linii, po czym sekretarka odezwała się ponownie. - O czym pragnie pan rozmawiać z panem Buxtonem? Chadwick wyjaśnił pokrótce, Ŝe chce zobaczyć szefa, Ŝeby przedstawić mu swój punkt widzenia dotyczący zarzutów zawartych w artykule Gaylorda Brenta sprzed dwóch tygodni. - Niestety pan Buxton nie przyjmuje nikogo - oświadczyła sekretarka - MoŜe pan będzie uprzejmy napisać list. Zostanie starannie rozpatrzony. Na tym rozmowa się skończyła. Następnego dnia Chadwick pojechał koleją podziemną do centrum Londynu i zjawił się osobiście w poczekalni budynku Couriera. Na oczach rosłego woźnego w mundurze wypełnił formularz, podając nazwisko, adres, nazwisko osoby, z którą chce się widzieć, i istotę swojej sprawy. Formularz został zabrany, a on usiadł i czekał. W pół godziny później otworzyły się drzwi windy i ukazał się w nich elegancki szczupły młody człowiek, pachnący dobrą wodą kolońską. Spojrzał pytającym wzrokiem na woźnego, który ruchem 149 głowy wskazał mu Chadwicka. Młody człowiek podszedł do niego. Chadwick wstał. - Nazywam się Adrian St. Clair - powiedział młodzieniec. Jestem osobistym sekretarzem pana Buxtona. Czym mogę panu słuŜyć? Chadwick powiedział mu o artykule podpisanym przez Gaylorda Brenta i oświadczył, Ŝe chciałby osobiście wyjaśnić panu Buxtonowi, iŜ to, co zostało o nim napisane, jest nie tylko nieprawdą, ale stanowi groźbę ruiny dla jego przedsiębiorstwa. St. Clair nie był tym specjalnie poruszony, ale wyraził Chadwickowi słowa ubolewania. - Tak, oczywiście, rozumiemy pana niepokój, panie Chadwick, ale osobiste spotkanie z panem Buxtonem jest po prostu niemoŜliwe. To bardzo zajęty człowiek. Rozumiem, Ŝe reprezentujący pana adwokat komunikował się juŜ z wydawcą... - Napisał list - powiedział Chadwick. - Odpowiedź była podpisana przez sekretarkę. Stwierdza, Ŝe istnieje moŜliwość wydrukowania listu z moim sprostowaniem w dziale korespondencji z czytelnikami. Ale ja domagam się, Ŝeby moje stanowisko w tej sprawie zostało poznane przez wydawcę. St. Clair uśmiechnął się. - JuŜ mówiłem, Ŝe to niemoŜliwe. MoŜemy najwyŜej rozwaŜyć moŜliwość wydrukowania listu do wydawcy. - Wobec tego chciałbym się zobaczyć z panem Gaylordem Strona 90

Forsyth Opowiadania.txt Brentem - oświadczył Chadwick. - Wątpię, czy to dałoby panu satysfakcję. JeŜeli otrzymamy następny list od pańskiego adwokata, to nasz wydział prawny zajmie się nim w normalnym trybie. Obawiam się, Ŝe poza tym nie mogę panu w niczym pomóc. Woźny wyprowadził Chadwicka przez obrotowe drzwi na ulicę. Chadwick zjadł lekki posiłek w barze niedaleko Fleet Street. Przez dłuŜszy czas zastanawiał się głęboko nad swoją sytuacją. Poszedł do jednej z licznych małych bibliotek, znajdujących się w centrum Londynu, które specjalizują się we współczesnych archiwaliach i gromadzą wycinki prasowe. Zapoznanie się z aktami niezbyt odległych procesów o zniesławienie przekonało Chadwicka, Ŝe jego adwokat bynajmniej nie przesadzał. Jedna ze spraw przeraziła go szczególnie. Pewien męŜczyzna w średnim wieku został zniesławiony w ksiąŜce poczytnego autora. Wytoczył sprawę, wygrał ją, i sąd przyznał mu trzydzieści tysięcy funtów tytułem odszkodowania i zwrot kosztów sądowych. Ale wydawca ksiąŜki zaapelował: i sąd wyŜszej instancji skreślił odszkodowanie, nakazując kaŜdej ze stron zapłacenie własnych kosztów. W obliczu całkowitej ruiny finansowej po czterech latach procesowania się powód wniósł sprawę do Izby Lordów. Lordowie odrzucili 150 wprawdzie wyrok sądu apelacyjnego, uznając prawo powoda do odszkodowania, nie wypowiedzieli się jednak co do kosztów sądowych. Tak więc zniesławiony człowiek otrzymał trzydzieści tysięcy funtów odszkodowania, ale po pięciu latach procesowania się miał do zapłacenia rachunek wynoszący czterdzieści pięć tysięcy funtów. Wydawcy ponieśli podobne koszty i łącznie z odszkodowaniem mieli do zapłacenia siedemdziesiąt pięć tysięcy. Byli jednak ubezpieczeni na większą część tej sumy. I tak powód wygrał sprawę, ale został zrujnowany. Fotografie ukazywały go w pierwszym roku przewodu jako rześkiego sześćdziesięciolatka. Po pięciu latach był ludzkim wrakiem, wynędzniałym starcem. Stało się tak z powodu nieustannego napięcia i rosnącego zadłuŜenia. Zmarł jako bankrut, mimo Ŝe przywrócono mu dobre imię. Bili Chadwick utwierdził się w przekonaniu, Ŝe nie moŜe dopuścić, aby przytrafiło mu się coś podobnego. Poszedł do biblioteki publicznej w dzielnicy Westminster. Tam udał się do czytelni z egzemplarzem Prawa angielskiego pióra Halsbury'ego. Tak jak mu mówił jego adwokat, prawo pisane dotyczące zniesławienia, tego samego typu jak na przykład ustawa o ruchu drogowym, nie istniało, ale znalazł definicję pochodzącą z 1888 roku, dotyczącą zniesławienia i oszczerstwa. Oświadczenie oszczercze jest to oświadczenie zmierzające do poniŜenia osoby w opinii prawomyślnych członków społeczeństwa w ogólności lub teŜ powodujące pomijanie, odtrącanie lub naraŜanie na nienawiść, pogardę, ośmieszenie czy teŜ oskarŜenie o pomówienia uwłaczające lub przynoszące ujmę na stanowisku, w uprawianiu zawodu, działalności handlowej lub w przedsiębiorstwie. Co najmniej ostatnia część tej definicji jest adekwatna do mojej sytuacji, pomyślał Chadwick. WciąŜ chodziło mu po głowie to, co powiedział mu adwokat w swoim wywodzie. "Zarzuty przedstawiane sądowi mogą być ogłaszane drukiem bez Ŝadnych dowodów prawdy". CzyŜby tak rzeczywiście było? I okazało się, Ŝe prawnik miał rację. Wyjaśniała to ustawa równieŜ z 1888 roku. Wszystko, co jest wygłaszane w sądzie, moŜe być zrelacjonowane i opublikowane i zarówno reporter, wydawca, drukarz, jak i redaktor są wolni od wszelkich zarzutów o zniesławienie, ale pod warunkiem, Ŝe sprawozdanie jest "rzetelne, aktualne i dokładne". To ma zapewne na celu, myślał Chadwick, uwolnienie sędziów, ławników, świadków, policjantów, adwokatów, a nawet pozwanych od obawy mówienia prawdy, niezaleŜnie od wyniku rozprawy. Uchylenie moŜliwości protestu ze strony osób zniewaŜonych, 151 zniesławionych, spotwarzonych czy oszczerczo oskarŜonych, pod Strona 91

Patrzył przez chwilę na Chadwicka jak na szaleńca. z nosa pociekła krew. który trzymał w ręku.txt warunkiem Ŝe zarzut został postawiony na sali sądowej w czasie rozprawy. Nazywam się William Chadwick. w drodze na przedmieście. .Och.Kim pan jest.Tak? . Zaszkodziło mi to powaŜnie zarówno w Ŝyciu towarzyskim. Wszedł po schodach i nacisnął dzwonek u drzwi. Nie było to uderzenie mające na celu złamanie kości czy nawet uszkodzenie przegrody nosowej. wydał głośny okrzyk i nakrył nos ręką. Chadwickowi zaczął świtać pewien pomysł. Młody człowiek cieszył Strona 92 .. Usłyszawszy to nazwisko.Forsyth Opowiadania.Czy pan Gaylord Brent? .powiedział spokojnie Chadwick. Na rogu Heath Street znalazł policjanta. . . to istnieje właściwa procedura. . Powinien pan poprosić swojego adwokata. Mocno. Tam teŜ Chadwick zjawił się następnego niedzielnego poranka. Brent spojrzał na wycinek. po czym zatrzasnął drzwi.To! .po czym ponownie odwróciła się do Chadwicka.Chodzi o jego artykuł w Courierze. ..spytał. Chadwick czekał przed nie domkniętymi drzwiami. . Podniósł prawą pięść i uderzył Brenta w sam czubek nosa. JeŜeli chce mnie pan skarŜyć. to znaczy jeŜeli rodzina nie zmusi go do wyjazdu za miasto. Był wytwornym męŜczyzną. W kolejce podziemnej. Po kilku minutach otworzyła mu sympatycznie wyglądająca kobieta w wieku około trzydziestu lat. Ŝe zakłócam panu niedzielny spokój powiedział Chadwick . Ŝe ten mieszka w małej eleganckiej uliczce w Hampstead. aby napisał.Chodzi o pański artykuł w Sunday Courierze. Widzi pan.odpowiedział Chadwick. Trzymająca klamkę ręka Brenta zatrzymała się.zapytał.To jest sprzed czterech tygodni . jak teŜ uchylenie odpowiedzialności wszystkich osób raportujących.Co takiego? .powiedział . .Czy zastałem pana Brenta? . Ŝe dziennikarz piszący do niedzielnego pisma musi być w tym dniu w domu. jednak bez rezultatu. i pokazał go Brentowi. wyglądającym na czterdziestkę. ale bez przesady.zauwaŜył. Przyjdzie za chwilę . jak i w interesach. Chadwick słyszał.Proszę pana . 152 Zdumienie malujące się na twarzy Brenta zaczynało ustępować miejsca irytacji. Jego irytacja nasiliła się. ale nie dotknął go. Byłem więc zmuszony przyjść do pana. Ŝe przybyszem jest ktoś z redakcji. i to w bardzo perfidny sposób.zapytał Chadwick i dodał natychmiast: .O co panu chodzi? .Tak. Próbowałem takŜe zobaczyć się z pańskim wydawcą.powiedziała i wycofała się do środka mieszkania. Uśmiechnęła się więc i zawołała w głąb domu: . u licha? . ale mnie nie przyjął. . . Pomyślał. . . mam coś dla pana .Co za bezczelność! . Gaylord Brent wszystko zrozumiał. Na jego twarzy ukazał się wyraz zdumienia pomieszanego z rozdraŜnieniem. . Było to półkłamstwo. Ŝe wszyscy musimy ponosić pewne ryzyko. próbując zamknąć drzwi. skąd dochodziły dziecięce głosy.ale wydaje mi się.Bardzo mi przykro. W jego oczach pojawiły się łzy. okazało się.nie moŜe mnie pan nachodzić w domu.zawołał Brent. Kiedy po czterech dniach poszukiwania znalazł adres Gaylorda Brenta. bardzo przepraszam. .Chwileczkę. ale wystarczało. jak biegnie przez przedpokój. w tym artykule zniesławił mnie pan. drukujących lub publikujących słowa wypowiedziane w sądzie zostało nazwane "przywilejem absolutnym". Miał na sobie jasne lniane spodnie i róŜową koszulę. Ŝeby przekonać panią Brent. W minutę później pojawił się w nich Gaylord Brent.Gaylord! . Brent cofnął się o krok.JuŜ to zrobiłem. Chadwick rozłoŜył wycinek gazetowy.

która na widok Chadwicka cofnęła się nieco.Czy pan Gaylord Brent? .odparł Chadwick . Słyszał. Spojrzawszy podejrzliwym wzrokiem na swojego przewodnika.zapytał. Stał i milczał.To na pewno tutaj. 153 . .Tek . Ŝeby szedł za nim. obrócił się i szybko ruszył tą samą drogą.powiedział policjant. Po krótkiej rozmowie z dwoma przybyłymi policjantami Chadwick i sierŜant wsiedli do wozu.Forsyth Opowiadania. sir? Gdzie? . .Gaylord Brent .powiedział w pewnej chwili. . jak policjant mówi coś do mikrofonu krótkofalówki i rytmicznie stuka słuŜbowymi butami w bruk^ Przedstawiciel prawa zrównał się z Chadwickiem na rogu ulicy.Ja . Napadłem na niego. .oświadczył Chadwick. patrzył na Chadwicka z zainteresowaniem. . . podczas gdy posterunkowy wyjaśniał szefowi sprawę. . Dokonano napadu na miejscowego obywatela. . Młody policjant oŜywił się.zapytał Brenta policjant. zastali je zamknięte. . rzucając zza chustki wściekłe spojrzenie na Chadwicka. Chadwick ruszył za nim.Słucham? . .odparł Chadwick.zapytał. Chadwick zwiększył tempo marszu. Chadwick rozróŜnił wyraz "policja" i "ten człowiek".Rozumień .Tek .zwrócił się policjant do Chadwicka.Panie sierŜancie .oświadczył Chadwick. Chadwick został zaprowadzony przed oblicze dyŜurnego sierŜanta. . przy której mieszkała rodzina Brentów.Czy to prawda? .To jest pan Gaylord Brent . Po dwóch minutach znaleźli się w dzielnicowym komisariacie.txt się spokojem pięknej niedzieli. Po chwili powiedział: .Czy to jest zgodne z prawdą? .zwrócił się do niego Chadwick. . . . cierp154 liwy i doświadczony policjant w średnim wieku. . którą przyszedł. . Lewą ręką przyciskał do twarzy mokrą chusteczkę i co chwila pociągał nosem. Policjant miał zakłopotaną minę. W tym momencie zjawił się na Heath Street policyjny samochód wezwany przez krótkofalówkę.Kto to zrobił? .Dobrze.Pani Brent? Czy ten policjant mógłby zamienić kilka słów z pani męŜem? Pani Brent skinęła głową i zniknęła w głębi domu. Zaprowadzę pana.Przed kilkoma minutami pan Brent został z premedytacją uderzony w nos .oświadczył Chadwick. Chadwick wskazał na nie ponownie. którego pan uderzył? .W tej sprawie .zapytał policjant. Nie czekając na dalsze pytania zaprosił policjanta ruchem ręki. . . posterunkowy wszedł na schodki i zadzwonił.Proszę iść ze mną.Pan go nie lubi? Strona 93 . . ale był teŜ nieco znudzony. Ukazała się w nich pani Brent.skinął potwierdzająco głową.Tek. Policjant obrócił się ku niemu z niedowierzaniem. Aby zapobiec dalszym pytaniom. pod numerem trzydziestym drugim .To tu. Ze środka słychać było szeptaną rozmowę. Zanim policjant otworzył usta.Tek? . . SierŜant.gotów jestem złoŜyć wyjaśnienie w komisariacie.Jak się nazywa człowiek. dlaczego pan to zrobił? . . W takim razie jestem zmuszony prosić pana o udanie się ze mną do komisariatu. sir. Uderzyłem go w nos.zapytał policjant Brenta.Dwie ulice stąd. choć najwyraźniej nic nie rozumiał.Ja to zrobiłem.Czy mogę zapytać. Kiedy podeszli do drzwi domu.potwierdził Brent.Napadu. Po minucie ukazał się Gaylord Brent. Drzwi otworzyły się ostroŜnie. Chadwick zapytał: .

Następnie został formalnie oskarŜony i decyzją własną sierŜanta zwolniony za kaucją stu funtów oraz zawiadomiony.Takie są chyba przepisy prawne. Gaylord Brent miał zastrzeŜony numer telefonu. stawi się w sądzie Londynu Północnego w najbliŜszy poniedziałek w związku ze sprawą o napad. Przekonali się. 155 Ŝe ma się stawić następnego dnia rano przed sędzią w sądzie Londynu Północnego.txt . Przesłuchanie trwało dwie minuty. Bili Chadwick stawił się w sądzie punktualnie o godzinie dziesiątej Strona 94 . Odmówił usprawiedliwienia się. Ŝe będzie to moŜe coś ciekawego. co się święci. Nazajutrz stawił się przed sądem. co zostało zaprotokołowane i podpisane. Odmówił wszelkich oświadczeń. Został odesłany do domu na dwa tygodnie za tą samą kaucją stu funtów. gdyŜ wiedział.Chyba nie . toteŜ nikt owej notatki nie zauwaŜył. . Ŝe redakcji z pewnością bardziej opłaci się wysłać swojego przedstawiciela do sądu niŜ polegać na informacjach agencji obsługującej sąd.Dlaczego podszedł pan do posterunkowego i zawiadomił go o swoim czynie? Chadwick wzruszył ramionami. . Do policji naleŜy decyzja. Czyn niezgodny z prawami naszego kraju. w której mieszkał Chadwick.Adres poszkodowanego? .odparł Chadwick. Będzie to sprawa "Regina versus Chadwick". . Większość redaktorów sprawdziła wokandę sądową na ten dzień. Było to pierwsze formalne przesłuchanie. W dzielnicy.Słuszna myśl . więc pan Gaylord Brent nie musiał być obecny w sądzie. którą zapłacił poprzedniego dnia.zgodził się sierŜant i zwrócił się do posterunkowego: .Pan widać zna trochę prawo. . powiedział tylko. ale policja moŜe zdecydować. czy wnosić skargę. . W tygodniu poprzedzającym rozprawę redaktorzy głównych porannych. . więc naleŜało zawiadomić policję. ale wszyscy mieli nadzieję.stwierdził.Forsyth Opowiadania. nikt nie czytywał tej gazety. Ŝe zostało popełnione przestępstwo. Podobnie jak w związkach zawodowych. To nie Ameryka. . .Z lektury.Pańskie nazwisko? Bili Chadwick podał swoje nazwisko i adres i został odprowadzony do aresztu. Ŝe nie wnosi skargi. Jest faktem. sprawa zajęła w lokalnej gazecie zaledwie kilka wierszy.To przesądza sprawę . ale sierŜant zdobył go.westchnął sierŜant. Potem pozwolono mu odejść. Nikt nie wiedział. . Anonimowy rozmówca dodawał. . Ŝe istotnie figuruje tam nazwisko Chadwicka. Prawo zostało naruszone.powiedział Chadwick. sir? .Proszę zaczekać . Gaylord Brent. . SierŜant westchnął. . tak i na Fleet Street solidarność ma swoje granice.Nie bardzo .W takim razie nie mam innego wyboru.powiedział po zanotowaniu adresu i poszedł do innego pokoju. i zlecili jednemu ze swoich reporterów udanie się do sądu. Po chwili powrócił. Ŝe taka odmowa moŜe zostać zinterpretowana przez sąd jako zapowiedź nieprzyznania się do winy we właściwym czasie.Czy pan Brent odniósł powaŜne obraŜenia? .No dobrze.To niewaŜne .Pan Gaylord Brent nie ma ochoty wnieść skargi na pana powiedział.powiedział młody człowiek .wyglądało to na lekkie uderzenie w dziób. . Ŝe zamierza wyjaśnić swoje postępowanie sędziemu. wrócę tam i zrobię to samo. SierŜant popatrzył na Chadwicka z niechęcią. jak poinformować pana. czy nie.KaŜdy tak twierdzi .zapytał posterunkowego. . wieczornych i niedzielnych gazet na Fleet Street i w okolicy otrzymali anonimowe telefony. SierŜant niespiesznie wyciągnął z szuflady formularz skargi. jeszcze raz . Ŝe główny reporter Sunday Couriera. Ŝe jeŜeli policja nie wniesie skargi. PoniewaŜ chodziło o zwykły napad.Wnoszenie oskarŜenia nie zaleŜy od pana Brenta.odparł Chadwick. co zrobiłem. W kaŜdym przypadku telefonujący powiadamiał naczelnego redaktora.

który usiadł w jednym z tylnych rzędów. Dopiero potem moŜe zająć miejsce w tylnych ławkach i przysłuchiwać się reszcie rozprawy. wziął od Chadwicka wycinek i podszedł do stołu sędziowskiego. .Nie zaprzeczam . Bez dalszej zwłoki wezwano posterunkowego Clarka. 157 Chadwick wstał i zanim zwrócił się do sądu. Rozwiązał dylemat nie przyznając się do winy.Rozumiem .powiedział sędzia. czy pragnie zadać świadkowi pytania.MoŜe pan powołać świadków dla wydania opinii o sobie lub zgłosić okoliczności łagodzące. Czy chciałby pan powołać świadków na swoją obronę? .Forsyth Opowiadania. Odmówił rutynowej propozycji sędziego. siedzi w hallu. . który juŜ podnosił się z miejsca. aŜ zostanie wywołany. które przedstawiłem w tej sprawie. przynajmniej te. Młody policjant złoŜył przysięgę i opowiedział szczegółowo o okolicznościach aresztowania Chadwicka.Panie Cargill. panie Brent. panie sędzio. czyli w Sunday Courierze.Przedstawił je pan właściwie.Nie chcę powoływać Ŝadnych świadków . Zgodnie z brytyjskim prawem świadek nie moŜe wejść na salę sądową. usiadł. który pytał. ale zgodził się.txt rano i czekał. ale nie będzie pan juŜ potrzebny jako świadek. .Czy jest pan świadom tego. .Wysoki Sądzie. . czy pan zgłasza sprzeciw? . Ŝe pozwany nie zaprzecza faktom. Absolutnie tak. .Nie. Sędzia zwrócił się do Chadwicka: . Wysoki Sądzie. Przyznaję się do winy. panie Chadwick? . .Tak. Ŝe Gaylord Brent. wezwany jako świadek. sześć tygodni temu pan Gaylord Brent wydrukował ten oto artykuł w piśmie. Spowodował ogólne zdziwienie stwierdzając.Przykro mi. Ŝe sam Chadwick zwrócił się do posterunkowego Clarka informując go o dokonanej napaści. Nastąpiło to o dziesiątej czterdzieści pięć. Wysoki Sądzie . dopóki nie zostanie wezwany do składania zeznań. Zapytano go ponownie.Czy to ma związek ze sprawą. Prokurator przedstawił fakty. Ŝe są przepełnione.oświadczył sędzia.oświadczył prokurator.powiedział donośnym głosem. Odmówił. Ŝe pana trudziliśmy. Znowu odmówił.Przyjmuję. Oznacza to oczywiście. MoŜe pan albo odejść. A jeŜeli chodzi o okoliczności łagodzące. Na ławie dla świadków siedział ponury Gaylord Brent i milczał. kiedy będzie miał adwokata. zmienił pan stanowisko i przyznał się do winy. albo zająć miejsce na tylnych ławach. Chadwick podniósł się z ławy oskarŜonych.Nie zgłaszam sprzeciwu. Wezwano Gaylorda Brenta i zaprzysięŜone go. Ŝeby przesłuchiwać świadka. Gaylord Brent ukłonił się sądowi i opuścił ławę świadków. Ŝe zamierza bronić się sam. Woźny podniósł się zza balustrady. .Przemyślałem sprawę i chciałbym zmienić stanowisko. . którego z kolei zapytano. które były mu 156 znane. Prokurator. .odparł Chadwick. . Skinął głową w stronę ławy prasowej i zajął miejsce w głębi sali. . i wyjaśnił. którą rozpatrujemy? Strona 95 . Przedtem zauwaŜył. co pan robi. obok policjanta.odezwał się Chadwick z ławy oskarŜonych.Panie Chadwick.Wysoki Sądzie . Byłbym wdzięczny. Ŝe przyznaje się pan do napadu na pana Brenta. Ten fakt speszył Chadwicka na chwilę. który juŜ złoŜył zeznanie. Zwolniono wobec tego Clarka.Jest to pański przywilej i pańskie prawo . z ławy oskarŜonych. Sędzia wzruszył ramionami. to chciałbym złoŜyć oświadczenie stąd. czy pragnie odroczenia sprawy do czasu. . Kiedy zbliŜał się do ławy oskarŜonych. w którym pracuje. gdyby Wysoki Sąd zechciał go przeczytać. Sędzia przyjrzał się mu wnikliwie. Sędzia zwrócił się do Gaylorda Brenta: .spytał sędzia prokuratora. jedno krótkie spojrzenie na ławy prasowe przekonało go. . wyciągnął z kieszeni złoŜony wycinek prasowy.

Po ukazaniu się tego steku kłamstw. Gaylord Brent zŜymał się w tylnych ławach sali.Zapewniam Wysoki Sąd. .W tym artykule . .To nie moŜe mu ujść na sucho. udającego powaŜną pracę dziennikarską. . ale na ławach prasowych zaczęła się gwałtowna aktywność. A więc czy ów dziennikarz zadbał o to. panie sędzio. Ŝe pan sędzia będzie mógł lepiej ocenić moje przewinienie.JeŜeli usłyszę jeszcze jakieś okrzyki. Spokój na sali! .Oczywiście . Ŝeby się ze mną skontaktować przed napisaniem tego steku bzdur? Mógłbym mu przedstawić dokumenty i udowodnić ponad wszelką wątpliwość. ^ .powiedział Chadwick. Byłem niestety jednym z handlowców. Dlatego jak grom z jasnego nieba spadł na mnie artykuł.Dziękuję. takŜe wstając ze swojego miejsca. ale był to tylko błąd. jeŜeli pozna jego powody. Potem nastąpiła cisza.powiedział skromnie Chadwick.Gaylord Brent dopuścił się wobec mnie karygodnego i niezmiernie szkodliwego zniesławienia. Ŝe to powinno wpłynąć na decyzję osoby. Ten błąd kosztował mnie sporo pieniędzy.Pozwany ma rację . . Ŝe pragnę tylko wytłumaczyć tło wydarzeń. Sędzia przez chwilę przyglądał się Chadwickowi.powiedział sędzia.. zerwał się ze swojej ławki. Po przeczytaniu połoŜył go na stół i rzekł: . Strona 96 .powiedział niepewnym głosem . jak wiele innych osób. prawda? . . panie sędzio. .zgodził się sędzia . Wydaje się. . .zawołał woźny. ZauwaŜyłem. . panie sędzio. chociaŜ moje nazwisko figuruje w ksiąŜce telefonicznej i w spisie handlowców. poniosłem duŜe straty. Wydaje mi się. Ŝe niektórzy moi klienci.Chciałem tylko powiedzieć. JeŜeli spokojny i prowadzący zgodne z prawem Ŝycie człowiek uderza nagle innego człowieka w twarz. Ŝe ten pretendujący do fachowości niestrudzony poszukiwacz prawdy chętniej słucha barowych plotek.przyznał.niech pan wyjaśni swoje motywy. naraŜając wiele osób na utratę udziałów. panie Chadwick . zupełnie bezpodstawnie oskarŜający mnie o udział w aferze. a uwaŜałem ją. Brent wstał. nie wiedząc. . niŜ bada fakty. i to przez niechlujnego. Pan na pewno zauwaŜył.Dobrze . Dziennikarze notowali jak szaleni. zarządzę usunięcie z sali osób za to odpowiedzialnych . skłonni byli uwierzyć zniesławiającym mnie informacjom. .syknął. Gaylord Brent. Ŝe artykuł dotyczy spółki handlowej.ryknął. .czy to jest istotne dla sprawy? Chadwick mu przerwał.ale zastanawiam się. Ŝe zarzuty pana Gaylorda Brenta mają swe źródło raczej na dnie butelki whisky niŜ w dogłębnych dociekaniach.Rozumiem pański gniew. który nawet nie zatroszczył się o dokładne zbadanie sprawy. która znalazła się w stanie likwidacji.Jak pan śmie! .Zapewniam pana.Proszę mówić dalej. . Ŝe zostałem tak samo nabrany jak wszyscy inni klienci spółki.rzekł powaŜnie sędzia . za solidną i godną zaufania. Wstał prokurator. . .Forsyth Opowiadania.Wysoki Sądzie! . . Ale proszę o powściągliwość w wyraŜaniu się.txt . Ŝe tak. Na sali sądowej zahuczało.zawołał.Zwracam się do sądu o sprawiedliwość. Wziął podany mu przez woźnego wycinek i przeczytał go szybko.Wysoki Sądzie . Jak najbardziej. I Ŝe równieŜ straciłem duŜą sumę pieniędzy. Wydaje mi się.Cicho! .. to naleŜy się zastanowić nad motywami tego niezwykłego postępku.odparł policjant. która ma obowiązek wydania wyroku.Dobrze .Wysoki Sądzie . co to ma wspólnego ze sprawą? . którzy zostali przez spółkę nabrani. Ale on nawet nie 158 -spróbował się ze mną rozmówić.mówił Chadwick . purpurowy z wściekłości.Spokój! .krzyknął woźny. .Spokój! .Rozumiem. Trącił łokciem siedzącego obok policjanta.powiedział sędzia. leniwego i niekompetentnego pismaka. .

Kiedy Chadwick schodził po schodach budynku sądowego. Ŝe w dzisiejszych czasach tylko nieliczni mogą sobie pozwolić na uciąŜliwą walkę z potęgą ogólnokrajowego pisma. przyjacielu. nie ujdzie ci na sucho. straciłeś panowanie nad sobą. Uderzyłem Brenta w nos. ale gwałt nigdy nie jest stosowną odpowiedzią. Sędzia patrzył na niego zza stołu. moŜe się zasłaniać prawniczymi i finansowymi moŜliwościami powaŜnego pisma i z tej uprzywilejowanej pozycji rujnować małego człowieka. aby wyjaśnić mu fakty i przedstawić dokumenty stwierdzające.powiedział Chadwick.Właśnie Ŝe ujdzie . Ŝe to. jakim prawem źle poinformowany błazen. ale Brent potraktował mnie z tą samą pogardą co redakcja jego pisma. co napisał. Ŝe coś mnie poniosło.ale pan jako prawnik musi sobie zdawać sprawę.Nareszcie mamy motyw. Głośno powiedział: .Tak właśnie było.zacząłem się zastanawiać nad tą sytuacją. .Przyznaję. nie moŜe być poddany krzyŜowemu ogniowi pytań. . .Jest to bardzo powaŜna sprawa. Wydawca nie chciał mnie przyjąć ani wtedy. który cięŜko i uczciwie pracował przez całe Ŝycie.Forsyth Opowiadania. Dziennikarze runęli do telefonów i taksówek.Co dalej? . istnieją .odrzekł Chadwick . Ŝe to. jest po prostu kłamstwem. PoniewaŜ nie dopuszczono mnie do niego w redakcji. którego nawet nie próbował poznać. udałem się do jego domu. a tymczasem ławy prasowe opustoszały.zauwaŜył sędzia. Wiedział.Oczywiście. panie sędzio . Ŝeby sprawdzić swoje wiadomości. .ciągnął Chadwick .odpowiedział Chadwick okazując zdziwienie. kiedy prasa obsmarowała go za wyrok. Ŝe jestem małym człowiekiem nie mającym Ŝadnego znaczenia i Ŝe nie potrafię się przeciwstawić potęŜnemu Courierowi. Ŝe nie. myślał sobie. Zrobiłem rzecz niewybaczalną. Ŝe został pan pokrzywdzony oraz Ŝe owego dnia nie opuścił pan swojego domu 160 w Hampstead z zamiarem popełnienia przestępstwa. Zostaje pan ukarany grzywną w wysokości stu funtów i obciąŜony sumą pięćdziesięciu funtów z tytułu kosztów sądowych.W takim razie dlaczego nie było rozmowy? Chadwickowi opadły ramiona. Ŝe jego podwładny nie miał racji i nie zrobił najmniejszego wysiłku. . 159 . Ŝeby zaapelować do jego sumienia? . to samolot odrzutowy napędzany jest taśmą gumową.Tak. zbyt leniwy na to.zdziwił się sędzia. Ŝe poniewaŜ nie złoŜył przysięgi i "mówi z ławy oskarŜonych.Tak więc. Ŝe został pan zniesławiony. . Chadwick usiadł. Sąd akceptuje fakt.syknął. co powiedziałeś o mnie w sądzie.Dobrze wiesz. Wiedział równie dobrze jak prokurator. . w którym prywatne osoby uwaŜałyby za właściwe uderzać w nos naszych czołowych dziennikarzy. Nie moŜemy tolerować w naszym społeczeństwie stanu rzeczy.PrzecieŜ nie chciałem go uderzyć.Aha . JednakŜe uderzył pan pana Brenta na progu jego domostwa. . . .śeby go uderzyć w nos? .zapytał sędzia. . JednakŜe nie mógł nie wspomnieć w duchu wydarzenia sprzed lat. które mogłyby go przekonać. Bili Chadwick wypisał czek na odpowiednią sumę. Obrócił się i stanął twarzą w twarz z Gaylordem Brentem.Ujdzie.txt . Na jedną sekundę straciłem panowanie nad sobą. który wydał w innym sądzie.odparł spokojnie Chadwick. ani później.Próbowałem do tego doprowadzić.Być moŜe. Później okazało się. Pan poszedł do jego domu. bo Strona 97 . aby udowodnić słuszność swoich zarzutów. chciałem z nim porozmawiać. Powiedziawszy to.Ty cholerny bękarcie .Istnieją inne moŜliwości dochodzenia swoich praw w przypadku zniesławienia . panie sędzio . Poszedłem więc do pana Brenta. Ŝe ktoś chwyta go za ramię. . poprosić o rozpatrzenie dowodów. JeŜeli ty. . Próbowałem zobaczyć się z wydawcą. Brent był blady z wściekłości i dygotał na całym ciele. Ŝe miał rację. panie sędzio . . . poczuł. Człowieka.oŜywił się sędzia. Zdarzyło mi się to po raz pierwszy w Ŝyciu. Pytałem siebie.

obejrzałem ją i wskazałem miejsce połoŜone na północnym stoku doliny Dordogne. Strona 98 . w kaŜdym razie pierwsze poza Anglią i Irlandią. Ŝeby nie zgasł właśnie w tym miejscu i nie pozostawił mnie zagubionego w dzikim.wczesne lata pięćdziesiąte . .Zawsze to lepiej niŜ tkwić tu całą noc . przysięgając. Tam wóz się zatrzymał. . nachylony nad kierownicą. ale postanowiłem. Najwyraźniej coś nawaliło pod maską wozu. Ów rejon postanowiliśmy z Bernadette objechać tego lata naszym starym wozem. Ŝe właściwie nie naleŜy do Ŝadnej kategorii. Siedząca obok Bernadette obrzucała mnie niespokojnymi spojrzeniami. Bernadette wpatrywała się w wijącą się przed nami drogę. w owych latach jeszcze nie odkryty. Z tego powodu .txt mówiłem z ławy oskarŜonych. Tę historię opowiedział mi jeden z irlandzkich przyjaciół. Stary tryumf mayflower wjechał z wysiłkiem na wzgórze i całkowicie ucichł. Ŝe to opowiadanie róŜni się od innych zawartych w niniejszym zbiorze tym. pompowałem pedał gazu. jakim mnie przedstawiłeś. Nie widać było ani kominów fabrycznych. .stwierdziła moja lepsza połowa.był niezwykle piękny. śadne autostrady nie przecinały porosłych zielenią dolin. ale kiedy zbliŜałem się do stromego zakrętu. Cały rejon Dordogne. a ja byłem całkowitym ignorantem w sprawach technicznych.Tam w dole jest wioska .Forsyth Opowiadania. a siłą rozpędu dojechaliśmy do połowy wiejskiej drogi.Rzeczywiście. w kaŜdym razie przez tak zwane wytworne sfery.zdziwił się Chadwick. najpierw powoli. a ja. był terenem. Przy wąskich drogach stały wioski. ani strzelających w niebo słupów wysokiego napięcia.powiedziałem ale dalej na pewno nie. PodąŜyłem oczami za jej wzrokiem. Mayflower zaczął toczyć się w dół. Nie wolno mówić o drugim człowieku takich rzeczy. Ŝe mimo to pozostanie. próbując wydobyć resztki mocy z zamierającego silnika. potem na wzgórze. francuskim krajobrazie. Były to nasze pierwsze zagraniczne wakacje. co okazało się malutką wioską. Między drzewami prześwitywała kościelna wieŜa i kawałek dachu stodoły. F. Wsiedliśmy na powrót do samochodu. choć pięknym. Zapadał zmierzch.w odróŜnieniu od pozostałych . a zbiory zwoŜono na skrzypią* Zwrócono mi uwagę. co nazywa się przywilejem absolutnym. których mieszkańcy Ŝyli z płodów pól. 162 cych drewnianych wozach zaprzęŜonych w woły. . poczułem. Modliłem się do wszystkich irlandzkich świętych. Spojrzałem sceptycznie na nasz samochód. Wyłączyłem zapłon. później nabrał rozpędu.napisałem opowiadanie w pierwszej osobie.Ale ja przecieŜ wcale nie jestem taki. zaciągnąłem ręczny hamulec i wysiadłem. Ten letni wieczór .Zdaje mi się. Siła cięŜkości doprowadziła nas do skraju czegoś. Skorzystałem z czegoś. Ustawiłem przekładnię biegów na luz. . W panującej dokoła ciszy zjeŜdŜaliśmy ze wzgórza w kierunku odległej wieŜy. gdzie królowała prawdziwa francuska wieś i gdzie od wielu wieków mało co się zmieniło. składającą się z dwóch tuzinów budynków.MoŜe uda nam się zjechać tam bez silnika .oznajmiła.F. . Ŝe jest prawdziwa i Ŝe przydarzyła mu się osobiście. Przyłączyła się do mnie Bernadette i oboje patrzyliśmy na drugie zbocze wzgórza i na wiejską drogę prowadzącą ku dolinie. Ŝe zaczął ostatecznie nawalać. . .PrzecieŜ ty zrobiłeś dokładnie to samo. Być moŜe jest to objaw idiosynkrazji.powiedziała. OBOWIĄZEK* Silnik samochodu krztusił się juŜ od trzech kilometrów. Ŝe jesteśmy tutaj .Dlaczego? . wcisnąłem do końca sprzęgło i zwolniłem ręczny hamulec. Wysiedliśmy. Wyjąłem z samochodu mapę drogową.

czarno na białym. Ksiądz był niemłody. Po kilku minutach ksiądz wyszedł w towarzystwie wielkiego męŜczyzny ubranego w niebieskie płócienne spodnie i koszulę typową dla francuskiego chłopa. nie stykałem się z nią od lat. Ŝeby go pozdrowić. Czytelnik. Obydwaj kiwaliśmy głowami i uśmiechaliśmy się.txt Uliczka wydawała się całkowicie pusta. Przy samochodzie został ksiądz. ująłem go za ramię i zaprowadziłem na tył wozu. Jak mu wytłumaczyć. wskazując to na drogę.In v e r i t a t e. Holandais! . Jeden z historycznych kłopotów Irlandczyków polega na tym.Forsyth Opowiadania. W owych czasach księŜa ubierali się jeszcze w długie sutanny z szerokim pasem i kapelusze o wielkim rondzie. Kiwałem głową i uśmiechałem się. Na próŜno. Ŝe jest to ksiądz. Na okrągłej twarzy księdza ukazał się wyraz zrozumienia. to na samochód. Dwie porzucone fury. z dyszlami wbitymi w kurz. iŜ nasz samochód nie moŜe przez całą noc blokować drogi. stanowiąca widocznie ośrodek miejscowego Ŝycia. Wskazałem tabliczkę. Domyśliłem się. Chłop skinął głową i oddalił się bez słowa. .Ojcze! To wystarczyło. Ŝe myli się ich z Anglikami. filius meus? powtórzył. Wskazałem na maskę samochodu. widniały duŜe litery napisu: IRL. .Irlandais . Ale czy ja nie zapomniałem swojej? Usiłowałem wydobyć ją z zakamarków pamięci. Ŝebyśmy na niego zaczekali. Szukałem w pamięci francuskich słów. . . ale ich właściciele znajdowali się widać gdzie indziej. mieściła się wiejska kawiarnia. Szybkim krokiem ruszył w głąb ulicy i wszedł do budynku. z którym nie moŜna zamienić ani jednego słowa.. stały przy drodze. Ah. kiedy zza kościoła wyłoniła się samotna postać i ruszyła w naszym kierunku. Szedł ku nam szybkim krokiem. zawołałem po angielsku: . Powinienem był wcześniej o tym pomyśleć. On pierwszy przerwał milczenie.zapytał. a w tekście liturgicznym niewiele jest wyrazów odpowiednich do wytłumaczenia komuś problemów zepsutego tryumf a.powiedziałem do księdza. Bernadette i ja. Kiedy był juŜ bardzo blisko. ale turystą. Bernadette usiadła pod drzewem o kilka kroków. Ŝe nie jestem dumnym właścicielem domagającym się podziwu dla swojego wehikułu. . ale poza tym. na której. pater meus . Samotna kura rozgrzebywała pył przy ceglanej ścianie stodoły. w którym. ZbliŜyli się do nas i ksiądz zaczął szybko mówić coś po francusku. zrozumie moją sytuację. a obok niego kłusował ksiądz. wskazując najpierw na Bernadette potem na mnie. ale spełniło swoje zadanie. Nogi tego faceta w butach na sznurkowych podeszwach wzbijały tumany kurzu. jak stwierdziłem później mijając go.. Znaczyło to w istocie "Mój rydwan jest złamany". Ŝe mnie zrozumie. po czym zrobił znak.mimo całkowitej nieznajomości języka francuskiego . est fractus currus teus. 164 .odparłem w nadziei. Ksiądz uśmiechnął się jak do uprzykrzonego dziecka.podeszła bliŜej. 163 Wskazałem na nasz samochód.potwierdziłem.Ah. Za młodu próbowano wpoić we mnie łacinę. Ksiądz zatrzymał się. Ŝe słyszałem ją w kościele. zorientowałem się.powiedział. Zastanowił się przez chwilę. ale na pewno zapamiętał trochę łaciny ze szkolnych czasów.wytłumaczyć jego mieszkańcom moją sytuację. Znowu potrząsnąłem przecząco głową. któremu zepsuł się wóz? Łacina! pomyślałem. JuŜ zdecydowałem się zapukać do jednego z zamkniętych domów i spróbować . Ksiądz takŜe kiwał głową i takŜe się uśmiechał. Pokręciłem przecząco głową.Currus meus fractus est . któremu zdarzyło się spędzić jakiś czas na oczekiwaniu nieznanego wydarzenia w towarzystwie człowieka. podszedł do nas i uśmiechnął się. Ŝe tłumaczy swojemu parafianinowi. Strona 99 .Anglais? . Twarz księdza rozjaśniła się.

iŜ Irlandia nie jest częścią Anglii. Wszystko spalone słońcem i wyblakłe. Ŝe wodę pobierano ze studni. spomiędzy dwóch wąskich. Nasza gospodyni okazała się kobietą pełną uroku. Stodoła była zamknięta. w niemałej mierze za przyczyną poświęceń ojca i wuja Bernadette. Była tam. o co chodzi. a potem trzask rozszczepiających się polan. Ŝe chce mi się spać. Potem obrócił się do mnie i wskazał na migi. Istnieją zmagania. Po chwili otworzyły się drzwi i w świetle parafinowej lampy ukazała się niemłoda kobieta niskiego wzrostu. gdzie produkowano wszystkiego po trosze. słychać było. Partie d'Angleterre? . których niepodobna wygrać. drewniane koryto leŜało obok ręcznej pompy. Ŝe nieobecny w tej chwili mechanik zajmie się naprawą naszego wozu. 165 Nasz milczący kierowca pojechał na drugi koniec wioski najpierw przez mostek na strumieniu. Traktor ruszył i wyjechał z podwórza na drogę.A co my będziemy robili do tego czasu? . a opodal wznosiła się góra kompostu. siwe włosy zebrane Strona 100 . Ŝebyśmy wsiedli do samochodu. Skinęła głową. Do naszych uszu dochodził rytmiczny odgłos uderzeń siekiery. ja z walizką w ręku. Domyśliliśmy się.Preece. Ale posuwał się naprzód i zatrzymał się tuŜ przed naszym samochodem.Irlande? Kiwałem głową coraz energiczniej i coraz szerzej uśmiechałem się. a ksiądz dał nam do zrozumienia. Pokazał nam. Silnik traktora robił straszliwy hałas. W pewnym momencie wieśniak uniósł rękę i powiedział: . . przyłoŜyłem dłoń do policzka i pochyliłem głowę. Była tam obora dla krów i stajnia dla koni i wołów. Chłop zbliŜył się do drzwi i zastukał. W zapadającym zmierzchu dostrzegłem nad budynkiem. Okrągła twarz z rumianymi policzkami. Są one kręgosłupem francuskiej gospodarki rolnej. hall czy jak to nazwać. Światło dawała lampa naftowa. ani czas. Nastąpiła ponownie szybka wymiana zdań między księdzem i chłopem. zanim zamilkł.txt . Ubrany na niebiesko wieśniak przyczepił grubym powrozem mój wóz do haka traktora. Zatrzymał się pod domem i kazał nam zeskoczyć na ziemię. Ręczna pompa przy kamiennym zlewie świadczyła. Podczas gdy rozmawiał z kobietą. dając mu do zrozumienia. Aby przyciągnąć uwagę księdza. Widniał na niej napis Garage. Typowa tradycyjna mała ferma. jak wali w drzewo. W tym świecie zaprzęŜonych w woły i konie wozów był to zapewne jedyny pojazd mechaniczny. jakich jest tam kilkaset tysięcy. pokazał nam otwarte drzwi domu i odjechał. być moŜe. ja rozejrzałem się po fermie. Nie było to ani miejsce. Staliśmy obok siebie na tylnym stopniu traktora jak głupi. który wyglądał na jeszcze jedną stodołę. Mimo zapadającego zmroku zauwaŜyłem. Kierowca traktora powiedział coś do niej i wskazał na nas. na której buszowało stadko brunatnych kur. Ŝeby wytłumaczyć dobremu ojcu. potem pokonał jeszcze jedno wzgórze i skręcił w podwórze fermy. Zrobiliśmy to oboje. salon. Zostaliśmy podholowani za zakręt i w głąb podwórza. Kobieta zaprosiła nas do wnętrza domu. staroświeckie i mało wydajne. ale my zaprowadzeni zostaliśmy do kuchni. ale ksiądz skinął głową na znak zgody. bawialnia. Ŝe była podobna do wielu innych.Forsyth Opowiadania. a głos jego silnika brzmiał niewiele lepiej niŜ silnika mojego tryumfa. Nic z tego nie rozumiałem. które zdawało się pokryte mieszaniną kurzu i krowiego łajna. ośrodka Ŝycia rodzinnego. Ksiądz wskazał na zegarek i na garaŜ.szepnęła Bernadette. rozklekotanym traktorze.spytał. W tym momencie z małej uliczki.Irlandais? . Ktoś widać robił zapas paliwa na zimę.Kiwnąłem głową i uśmiechnąłem się . Ŝebym wyjął z samochodu walizkę.Nic mi to nie mówiło. wszedł na tylny stopień traktora i trzymał się go mocno rękami. Izba o kamiennej podłodze. Pojął. Ksiądz dzielnie maszerował obok nas. Postawiłem walizkę na podłodze. wyjechał chłop na starym. Zadowolony chłop powrócił do traktora. Małe gospodarstwo rolne. Sympatyczny ksiądz pomachał nam na poŜegnanie i tyleśmy go widzieli. w niej stół i dwa zniszczone fotele przy kominku. Ŝe będzie otwarty nazajutrz o siódmej rano. dość zniszczoną tablicę. Westchnąłem. . ceglanych stodół.

wnioskowała z tonu jej głosu. Robił wraŜenie . toteŜ napełnialiśmy miski po brzegi i wsuwaliśmy ochoczo jej zupę. Ja obawiałem się jednak. która zrozumiała. i poprosiła. Okno wychodziło na tylne. Od szopy ciągnęło się krótkie ogrodzenie wysokości około dwóch metrów. z którego wystawała metalowa chochla. Kobiety udały się wraz z walizką na górę. uszy maleńkie jak guziczki. uśmiechała się i kiwała głową. wbrew ponurym przewidywaniom. Ŝebyśmy się obsłuŜyli. gdzie obok drewnianej szopy stał wśród chwastów wóz. Wstałem. 167 Wyglądał na mniej więcej sześćdziesiąt lat. My jedliśmy dalej. W dziesięć minut później Bernadette wróciła z góry. robiły jej się od tego na całym ciele wielkie bąble.co niebawem okazało się słuszne człowieka o wielkiej sile połączonej z ograniczoną inteligencją. podczas gdy madame wyjaśniała mu powód naszej obecności. Gospodarz przybył na kolację. . 166 porośnięte chwastami podwórko. a tak nam smakowała. Uniosłem brwi. Była poŜywna i stanowiła główne danie. Kątem oka widziałem. Przedstawiła się nam jako madame Preece. ale odmówiła. znów rzuciła ciepły uśmiech w naszą stronę i skinęła swoją ptasią główką. Ŝe głową sięgał niemal sufitu. a my wymieniliśmy nasze nazwiska. Zaproponowałem pani Preece. Ręce miał wybrudzone ziemią i prawdopodobnie innymi substancjami.Ŝe nie ma tam pcheł. Usiadłem więc i zabrałem się z powrotem do jedzenia. typowo celtycką karnację. Pani Preece zaprosiła nas gestem do zajęcia zniszczonych foteli i zaczęła się krzątać przy kuchennej sczerniałej Ŝeliwnej tafli w drugim końcu izby.To sympatyczny mały pokoik . po czym rozlegał się trzask rozłupywanego polana. ale byliśmy szczęśliwi. . odświeŜona. Ŝe mogą być.Servez vous. Nagle odgłosy rąbanego drzewa ustały i w kilka sekund później otworzyły się kuchenne drzwi. Patrzył na nas. Pani Preece przyglądała się nam. łyŜki i długie.Forsyth Opowiadania. Moja Ŝona była bardzo uczulona na ukąszenia pcheł i komarów. które bez ceremonii odrywa Strona 101 . Miała delikatną. ale nie wpadło mu nawet do głowy. białą. Nalałem Bernadette gęstej. Ŝe znaleźliśmy miejsce. Ŝe będzie mogła obejrzeć nasz pokój i umyć się. spracowane ręce i długa szara suknia z białym fartuchem. jak wieśniak wcina pełnymi łyŜkami i zagryza wielkimi kęsami chleba. Ŝe moŜna by je umyć. servez vous . parującej zupy jarzynowej. co niestety nie dotyczyło mnie. w której pływało mnóstwo ziemniaków. Podszedłem do okna. monsieur. Ŝe jest zadowolona. Zrozumieliśmy. Ŝe jej teŜ naleję. Pani Preece skinęła na Bernadette. przez które wpływało do kuchni ciepło wieczoru. Nad nim ukazywało się od czasu do czasu ostrze siekiery. Z garnka wydobywał się kuszący zapach i wzbudzał we mnie szalony apetyt.powiedziała Bernadette. Poruszał się powoli. smakowite bagietki. gdzie moŜna przenocować. Mimo Ŝe nie rozumiała słów Bernadette. Ŝe zjedliśmy aŜ po trzy porcje. jakie trapiły nas jeszcze godzinę temu na wzgórzu. Ŝeby go powitać. które na próŜno usiłowała wymówić. a Ŝona podała mu natychmiast pełną po brzegi miskę zupy.powtarzała.txt w kok na karku. . znikało. oczy niebieskie. Mówiła coś do siebie niemal bez przerwy. Nie wykazał jednak najmniejszego zainteresowania dwiema obcymi osobami przy swoim stole. Widocznie takie tu były zwyczaje. Ŝe rozmowa z nią będzie musiała się ograniczyć do uśmiechów i kiwania głową. potem ktoś wylał ją na podwórko. Usiadł bez słowa na swoim miejscu. szczebiotliwym śmiechem. Siwe włosy miał krótko ostrzyŜone. Wreszcie postawiła na środku stołu duŜy garnek. Po chwili zaprosiła nas do stołu i połoŜyła przed nami porcelanowe miski. ale nie przywitał się. Madame Preece usiadła na swoim krześle. Farmer był tak wielki.dodała Bernadette z wesołym uśmiechem . Plusk tej wody dochodził mnie przez chwilę z okna na pierwszym piętrze. Powitała nas wesołym.Mam nadzieję . Umyła się w porcelanowej miednicy zimną wodą z kamiennego dzbana.

jaka wywiązała się między nami w ciągu następnych dwóch godzin. Ŝe farmer źle słyszy. podobnie jak szachista zastanawia się nad kaŜdym ruchem.Pan zna angielski? .Mam nadzieję.Czterdzieści cztery. na które nie zwracał najmniejszej uwagi.Walii . Do Bergerac. i dopiero później wypowiadał ją. Bernadette i ja odłoŜyliśmy łyŜki. zanim skinął potakująco głową.powiedział i wepchnął do ust kawał chleba. i to po angielsku: . w samym sercu francuskiej prowincji. Ŝe ona rzuca mu od czasu do czasu tkliwe i jakby pobłaŜliwe spojrzenia. Ŝe samochód zostanie z rana naprawiony powiedziałem.powiedziałem. ale podnieśliśmy głowy i spojrzeliśmy po sobie ogromnie zdziwieni. Ale w rzeczywistości rozmowa trwała wieki. Wzdrygnąłem się na myśl o wyrwie. Kilometrów. Muszę wyjaśnić. . . był mało rozgarnięty.Czy pan się urodził w Anglii? . Rzuciłem okiem na madame Preece. tak! Mój mąŜ to wielki talent lingwistyczny. Po prostu miał spóźniony zapłon. Próbowałem sobie przypomnieć jego nazwę. . jak to się stało. Ŝeby zadawać sobie trud prowadzenia tak wyczerpującej rozmowy. znalazł się Walijczyk. zastanawiał się nad jego znaczeniem. co trwało czasem kilka sekund. jakby chciała powiedzieć: O.JeŜeli okaŜe się. bo mapa została w samochodzie. a potem nagle odezwał się głos znikąd. Z początku myślałem. Pomiędzy męŜem a Ŝoną nie toczyła się Ŝadna rozmowa.powiedziałem. więc znowu zapadło milczenie. ułoŜyła się nam jego historia i oczarowała i mnie. . Nie mieliśmy sobie nic więcej do powiedzenia. Upłynęło trochę czasu. Jego procesy myślowe były tak powolne. . ale zauwaŜyłem. Nazwisko jego nie brzmiało Preece. czytelnik umarłby z nudów. Ciągle wcinał zupę i chleb. obmyślał odpowiedź. długie przerwy. Nawet na nas nie spojrzał. Chodziło nam raczej o przerwanie milczenia niŜ o wymianę zdań. Ŝe to coś powaŜniejszego. Uśmiechnęła się wesoło. opowiadając tę historię. poniewaŜ pomiędzy moimi pytaniami a jego odpowiedziami zalegały nie kończące się.zwróciłem się do farmera. Ŝe tu. Ale myliłem się. Przed czterdziestu laty.Jakieś sześćdziesiąt kilometrów. Potem uznałem. Ŝe gdybym. Uśmiechnęła się z zadowoleniem i jadła dalej.zapytała mnie Bernadette pomiędzy dwoma łykami zupy. ale tak wymawiali je Francuzi. Nie zareagował. nim się odezwał. Ŝe jest bardzo ostroŜny i chytry i Ŝe myśli o tym. . ale ciekaw byłem.Chyba Bergerac . i wiele łyŜek zupy i kawałków chleba zniknęło w jego ustach. w czasie pierwszej wojny światowej. MoŜe nie było powodu. Ale w tym takŜe się myliłem.txt od bochenka. Pochodził z Rhondda Valley w Południowej Walii.Forsyth Opowiadania. Bernadette i ja próbowaliśmy rozmawiać ze sobą. Strona 102 . Evan Price. tylko Price. a czasem całą minutę.Jak nazywa się najbliŜsze miasteczko? . .Przepraszam pana? . Bernadette wskazała dyskretnym ruchem głowy na farmera.Daleko to? . Czterdzieści cztery.zapytałem znowu. był zwykłym szeregowcem w walijskim pułku. jakie wraŜenie zrobią jego słowa na słuchaczach. Po dobrych dwudziestu sekundach powiedział całkiem wyraźnie po angielsku: 168 . będę musiał pojechać do najbliŜszego miasteczka po części zapasowe albo wezwać pogotowie drogowe. zanim je wypowie. Ŝe gdy usłyszał pytanie.Czterdzieści cztery. i Bernadette. Bardzo powoli. jaką mogłoby to zrobić w naszym budŜecie. Oboje byliśmy nachyleni nad stołem. nie przyśpieszał nieco dialogu. Za to ja spojrzałem przez stół na madame Preece. słowo za słowem. Trwało całą minutę. Po długotrwałej ciszy otrzymałem krótką odpowiedź: . . Słyszał całkiem dobrze.

. ucieszeni tą miłą niespodzianką.Dwa lata. Usiłowałem wyobrazić sobie. Bernadette takŜe wzruszyło opowiadanie o młodej francuskiej pielęgniarce. Price chrząknął i skinął głową. NaleŜała do fanatycznie republikańskiej rodziny. Pod koniec 1915 roku przeniesiono go do oddziałów garnizonowych w Irlandii i zakwaterowano w zimnych barakach przy Islandbridge na południowym brzegu rzeki Liffey w Dublinie. wielkim dzieciaku. w której znajdowaliśmy się w tej chwili.txt Wziął udział w drugiej wielkiej bitwie nad Marną.Nie. Prawdopodobnie powinienem był dać spokój dalszym indagacjom. Czy podobał się panu Dublin? . . Price nie okazał najmniejszego zainteresowania jej reakcją. Po śmierci rodziców jego Ŝona. guzików. braku odzieŜy i mieszkania. chwytając od czasu do czasu znajome słowo i uśmiechając się słodko.odpowiedział po nieskończenie długiej chwili. ruchliwa jak wróbel. niski. a do Flandrii wysłano go dopiero w 1917. Zamilkł. a nawet Ŝołnierze angielscy. bezduszne czyszczenie munduru.powiedziała.Czy był pan kiedyś w Irlandii? .Pracował pan tam? .Co za piękna historia. leŜącym w szpitalu we Flandrii. nawet jak na owe czasy. . Do końca słuŜby pozostał szeregowcem. Przedtem był w garnizonie armii brytyjskiej w Irlandii. . kiedy cudzoziemcy.. Ŝywa i sprawna. Przebieg kariery byłego szeregowca Price'a został opisany przez niego 170 bardzo. . Price nigdy juŜ nie powrócił do Walii. odziedziczyła fermę. W 1914 roku wstąpił do wojska nie tyle z patriotyzmu. Mijały sekundy. Przypuszczam. panie Price . zakochanej w bezradnym. co z głodu. do 1917. kiedy ogłoszono zawieszenie broni. Gdy wojska brytyjskie opuściły kontynent. Ŝołd i nie kończące się.zapytała go Bernadette. Powinienem się był tego domyślić. Urodził się w 1897 roku w Rhondda Valley jako syn bardzo ubogich rodziców. Spojrzeliśmy na siebie z Bernadette. Ale moja przeszłość dziennikarska zmusiła mnie do stawiania dalszych pytań. a Ŝona nalewała mu trzecią porcję zupy. jako jedynaczka. Ciasne pomieszczenia w baraku. . butów. prostodusznym. Zrobił to wcześniej. Przez dwanaście miesięcy. Price nie wstąpił do wojska w 1917 roku. . . naleŜącą do..Przykro mi.rodziców panny młodej. ciemnooka. ciągłe słanie łóŜka.W wojsku . przebywał w obozie ćwiczebnym i w składach wojskowych w Walii. słuŜba wartownicza w mroźne noce i obchody Strona 103 .Co pan tam robił? .1915. która poprzedziła koniec wojny. Ŝeby móc się z nimi ewakuować. Madame Preece przysłuchiwała się tej przydługiej rozmowie.Nie.Ach tak! My właśnie pochodzimy z Dublina. jak wyglądała w 1918 roku. która wkrótce zakochała się w pacjencie. . Tam opiekowała się nim młoda pielęgniarka. .zainteresowała się Bernadette. ale to bardzo powoli. był zbyt chory. Stosunek Bernadette do farmera ochłódł nieco. Dublińczycy są raczej dumni ze swojego miasta. .Forsyth Opowiadania. kiedy inni pojechali juŜ do Flandrii. Został cięŜko ranny i od tygodni leŜał w szpitalu brytyjskiej armii.Jesteśmy z Irlandii . Pobrali się i pojechali na małą fermę 169 w departamencie Dordogne. Dotknęła ramienia Price'a. .Długo pan tam przebywał? . Ŝe to nuda ówczesnego Ŝycia zohydziła mu Dublin.powiedziałem. Była na pewno szczupła. Miał trudne i ponure Ŝycie.Kiedy to było? .Gdzie pan stacjonował? .W Dublinie. Lubimy. doceniają jego uroki. przeniesiono go więc do francuskiego szpitala.

O owej pogodnej wiośnie w 1916 roku. niewiele tego było za Ŝołnierski grosz. Wpatrywał się w płomienie. nie czytał. brać go na muszkę. ale to była prawda. Zastanawiałem się. . o czym myśli. słyszeć huk. Price próbował wydobyć z pamięci to zdarzenie. głównie za morderstwa czy gwałty. Kim był człowiek.. Podniósł na mnie oczy. Wreszcie potrząsnął głową. uprzejmy uśmiech w stronę madame. Myśleliśmy o setkach Ŝołnierzy. Wyczuwało się jego wysiłek. Kontakty z katolicką ludnością prawie Ŝadne. kiedy kaŜe mu się wziąć udział w egzekucji. .Proszę sobie przypomnieć. uderzyła na budynek poczty i wiele innych publicznych gmachów. Czy potrzebowano do tego Ŝołnierzy? Zgodnie z regulaminem wojskowym sądy polowe skazywały równieŜ Ŝołnierzy na śmierć. Naprawdę próbował. Ŝe nigdy nie zaznałem i nie zaznam takich przeŜyć.Forsyth Opowiadania.Czy pamięta pan.. Bernadette wstała. Rozebrałem się przy wpadającym przez okno świetle księŜyca i połoŜyłem do łóŜka. czyszczenie karabinu i sute śniadanie. . O tym samym co ja. która nie rozumiała ani słowa. W Mountjoy wieszano pospolitych morderców..Tylko raz .To tak dawno .Czy był pan członkiem plutonu egzekucyjnego? 171 Jak zwykle namyślał się przez dłuŜszy czas.Egzekucja . oddana niepopularnej jeszcze podówczas idei Irlandii niezaleŜnej od Anglii. kiedy to było . Pomyślałem. On po prostu zapomniał. W końcu powiedział: .W 1916. potem skinął głową.Niech pan sobie przypomni. ale nie mógł sobie nic przypomnieć. znudzony do niemoŜliwości. nie przestając zajadać zupy. Bernadette leŜała bez ruchu. Tylko madame. A potem powrót do baraku. Wychyliłem się naprzód i dotknąłem jego ramienia. Bernadette odłoŜyła łyŜkę i zesztywniała. czuć odrzut karabinu na ramieniu. Nie było w nich obłudy. kiedy po dwóch latach został przeniesiony. Poszedłem na górę po dwudziestu minutach. zamknięty w sobie człowiek potrafił się w ogóle z czegokolwiek cieszyć albo smucić? . Robił wraŜenie zadowolonego. na rozkaz nacisnąć spust. Piwo w kantynie i tyle. . Rzuciła sztuczny.. ale nie chciało mi się paprać z naftową lampą. Po prostu zastanawiał się nad uczciwą odpowiedzią.A co takiego? . . . Ŝe nie śpi. Ŝe pewnie kłamie. Pan Price podniósł na mnie swoje przezroczyste niebieskie oczy i pokręcił głową. Orientowałem się. Ŝe w owych czasach odbywały się w Irlandii liczne egzekucje. patrzeć na spętaną postać. do którego pan strzelał? Ale to było dla niego za trudne.przyjdź niedługo.Czy przydarzyło się tam panu coś ciekawego? . czy teŜ rozstrzeliwano? Tego nie wiedziałem. Ale robili to przecieŜ kaci.powiedział. przywiązanej do słupka odległego o dwadzieścia metrów. na kredowobiałą twarz. na spazm podrygującego ciała.zapytałem. . i jej dziwny mąŜ nie zmienili wyrazu twarzy.odpowiedział. nacelować broń na białą łatę naszytą w miejscu.txt placówek w strumieniach wiecznie padającego deszczu.odpowiedział.powiedziała do mnie .Bardzo dawno .odparł.. Chyba na wiosnę. Nasz pokój tonął w ciemności. ale wiedziałem. gdzie znajduje się serce Ŝywego człowieka. Musiał się cieszyć.zapytałem go. kiedy to było? . Powiało chłodem. Dzięki Bogu. Czy wieszano ich.. A rozrywki?. kiedy w wielkanocną niedzielę grupa ludzi. Ale czy ten powolny. -. Naprawdę próbował.Idę do łóŜka . mierzyć z karabinu do ludzkiej istoty. Nie palił. Wiedziałem teŜ. . Naprawdę powinienem był dać spokój temu człowiekowi. co czuje człowiek.nalegałem. Pozostawiłem pana Price'a w fotelu przy kominku. Proszę próbować. Bernadette siedziała bez ruchu. których sprowadzono do rozStrona 104 .

Ŝe tyle nieszczęść sprowadzili na głowy mieszkańców miasta. Farmera ani śladu. Ubraliśmy się we wczorajszą odzieŜ i zeszliśmy na dół. Poza tym toczyła się wojna. Starszy. Ŝe zapiszę się na kurs podstaw mechaniki. który nie Ŝył juŜ. jakby usuwał z rurki brud. zanim de Gaulle wynalazł nowe franki. Mechanik tłumaczył mi coś z szaloną swadą.Forsyth Opowiadania. Znałem je. Chrząknąłem. Myśleliśmy o dymie i huku. Wiosna 1916 roku przyniosła wielkie wydarzenia małemu narodowi. ale nie było go widać. jaki robiło ptactwo domowe. morderców i dezerterów w armii brytyjskiej. gdyby nie głupia i szaleńcza decyzja władz brytyjskich: stracenia szesnastu przywódców powstania. był właścicielem garaŜu. czekających cierpliwie na przyprowadzenie więźniów pod stojący pod murem słupek. nie uczy się w szkołach. Była zatopiona w myślach. W ciągu roku nastąpiła całkowita zmiana nastrojów. Przysiągłem sobie. który przed sądem polowym mówił wyłącznie po irlandzku.. PrzecieŜ rozstrzeliwano z wyroku sądu polowego takŜe gwałcicieli. Powtórzył je kilka razy. a hałas. I o innych. dając jej drugi tysiąc franków (wtedy podróŜowało się naprawdę tanio!) i przywołałem Bernadette. który. O Ŝołnierzach. To wszystko nonsens. mógłby obudzić nieboszczyka. Wiosna to długi okres. Po dwóch latach partyzantki uzyskano niepodległość. Strona 105 . zirytowany własną głupotą. Ŝe pan Price pomoŜe mi porozumieć się z tym człowiekiem. kiedy podkute buty Ŝołnierzy z plutonów egzekucyjnych waliły w bruk w drodze z koszar do więzienia. O dziwnej trójkolorowej. uwielbiany brat jej ojca. a wśród nich większość katolickiej biedoty. ZaŜądał tysiąca franków. madame Price przywołała mnie ruchem ręki przed dom. Ledwo skończyłem pić kawę. o co mu chodzi. skąd wywoŜeni byli za morze do liverpoolskich więzień. pokonanych i bezsilnych. Na upstrzonym krowim łajnem frontowym podwórku stał mój tryumf i człowiek. O'Connel.. Potem wręczył mi klucze i Ŝyczył dobrej drogi. bo słońce zaraz po wschodzie świeciło prosto w nasze okno. którą ściągnięto i zastąpiono brytyjską. Miednicę opróŜniliśmy przez okno na 173 podwórko. wywieszonej na szczycie budynku. Bernadette poruszyła się. odpowiadało mniej więcej jednemu funtowi. właśnie Pearse. ale rozumiałem tylko jedno słowo. Myślałem. o ruinach i zgliszczach. Zjedliśmy wszystko z apetytem. zielono-pomarańczowo-białej fladze. przeklinali ich i obrzucali odpadkami za to. po czym dmuchnął. Umyliśmy się. wreszcie o powstańcach. Ogoliłem się jak mogłem. Nie było wśród nich szeregowca Price'a. carburateur. kiedy się urodziła. oczywiście. bo to nie jest przydatny. gdy słońce ukazało się na horyzoncie. co w tamtych czasach. I na tym by się moŜe skończyło. Kara śmierci obejmowała róŜne przestępstwa. Przyda się wyschniętej ziemi. rabusiów. Madame Price postawiła przed nami kubki pełne gorącej kawy z mlekiem i chleb z masłem. I na pewno myślała o swoim wuju. Clarke. który nie odzywał się* po angielsku do straŜników więziennych. w wyborach 1918 roku partia niepodległościowa zdobyła zaufanie całego niemal kraju. dublińczycy. Zrozumiałem. Obudziliśmy się wcześnie. W tych wielkich wydarzeniach nie było dla durnego szeregowca roli do odegrania. ale fakty są takie: kiedy skutych łańcuchami powstańców prowadzono do dublińskich doków. Postanowiłem przestać myśleć i zasnąłem. patrząc prosto w lufy karabinów. w której ginęło tylu ludzi. oficjalny mit. Tak wtedy było. i wysoko uniósł głowę. Tego dzisiaj. Price powiedział "na wiosnę". uŜywając wody z dzbanka. Rozliczyłem się z madame Price. Na pewno. który nudził się w baraku.txt pędzenia powstańców ogniem karabinowym i artyleryjskim. Działo się to między 3 a 12 maja w więzieniu Kilmainham. o Irland172 czykach i Anglikach. Te myśli o chłodnych majowych porankach tuŜ przed świtem. gdyŜ wspomniałby na pewno o tym wydarzeniu. o zabitych i umierających. MacDonough i Padraig Pearse. których w końcu wyprowadzono z poczty. jak się okazało.

Ŝe macha nią człowiek. Zobaczyłem pana Price'a.powiedziałem. Ŝe jest to jeden z najgorszych momentów w Ŝyciu lekarza. Ŝe zamierza nas zaatakować. Nazywał się Pearse.Forsyth Opowiadania. Silnik zapalił z miejsca. któremu przed laty. przyjaciel zajmujący się jego zdrowiem od lat. w samym sercu lekarskiej dzielnicy Londynu. Wyobraźnia podsuwała mi obraz wielkiego niezdarnego chłopca z Rhondda Valley. .Nie. która dla niego nie 174 miała Ŝadnego znaczenia. po zastosowaniu której wybierał najkorzystniejszy wariant. i kiedy czarne. przyniosła mu . Wierz mi. Madame pomachała nam ręką po raz ostatni i zniknęła w głębi domu. Gdy trzeba im było zakomunikować coś przykrego. Ŝe jego twarz jaśniała zadowoleniem. " WjeŜdŜałem właśnie na drogę. by następnie realizować go konsekwentnie.kim był człowiek. a my patrzymy na niego obojętnie i nawet mu nie dziękujemy. wykazując pełne zainteresowanie i troskę. Ŝeby wydobyć zeń informację. To był poeta.To nie potwór tylko człowiek. przyszła mu wreszcie do głowy. gdy stał na górnym stopniu schodków prowadzących do domu przy Devonshire Street. Lekarz osobisty. Zatrzymał nas w ostatniej chwili. kochanie . Krzyki i to machanie siekierą miały zwrócić naszą uwagę i zatrzymać nas. DOKŁADNY CZŁOWIEK Timothy Hanson był człowiekiem. Strona 106 . . którego wtedy zastrzeliłem. po szalonym wysiłku. Szczycił się tym.Przypomniałem sobie! Nic nie rozumiałem. który podchodził do Ŝyciowych problemów spokojnie i rozwaŜnie. które dokonało czegoś nadzwyczajnego i wie. Przeraziłem się. CięŜko dysząc podbiegł do okna samochodu i wsunął swoją wielką głowę do środka. mógłby porąbać nasz samochód na kawałki. Ŝe wierzy przyjacielowi. Bernadette poruszyła się wreszcie i powiedziała: . ja i Bernadette. Wcisnąłem sprzęgło i ruszyliśmy ku miasteczku Bergerac. który jednym strzałem rozniecił wojnę. . gdyŜ w pierwszej chwili pomyślałem. w koszarach Islandbridge. w całej mojej karierze tylko trzy razy zmuszony byłem powiedzieć pacjentowi coś takiego .Przypomniałem sobie! . Bernadette patrzyła nie widzącymi oczyma przez szybę samochodu. Gdyby chciał. kwatermistrz podaje karabin i jeden ostry nabój. Hanson dał do zrozumienia. Promieniał jak dziecko.gdy osiągnął wiek średni .krzyknął. nawet wobec obcych pacjentów zachowywał się wzorowo. A dziesięć sekund temu. Wyprostował się. który spełnił cudzy rozkaz i swoją powinność.Przypomniałem sobie . Wiedziałem. kiedy zatrzymał mnie głośny okrzyk. Wobec przyjaciół był szczególnie taktowny i delikatny. połyskujące drzwi zamknęły się za nim obojętnie.txt Załadowaliśmy walizkę i wsiedliśmy do wozu.powtórzył . . Ale natychmiast zobaczyłem. zastanawiał się nad swoim losem. Była blada jak ściana i zaciskała usta. Struchleliśmy oboje. Spojrzałem na podwórze: za płotem podnosiła się i opadała siekiera. obrócił i poszedł do swoich polan drewna. Patrzyliśmy w milczeniu.spory majątek i godną pozazdroszczenia pozycję społeczną. cierpiał bardziej niŜ oni.Timothy. . Po chwili rozległ się znowu odgłos ciosów siekiery. który biegł ku nam przez podwórko. . za szopę. Ŝe tym ucieszy rodziców. Ŝe metoda zimnej analizy. Ta wojna poprowadziła naród na drogę do niepodległości. Tak bardzo chciał nam zrobić przyjemność. a my nie okazywaliśmy Ŝadnej wdzięczności! Wziął sobie do serca moje pytanie i całą noc wysilał nieszczęsny mózg. Cofnąłem samochód i przejechałem przez bramę. niezdolni do Ŝadnej reakcji.Co pan sobie przypomniał? . W ten rześki kwietniowy poranek. Twarz mu się wydłuŜyła.Potwór.oświadczył trzymając rękę na teczce z kliszami rentgena i wynikami badań laboratoryjnych. machając wielką siekierą jak patykiem. Ramiona mu opadły.

miała błyszczące oczy i lekko zarumienione od chłodu policzki. nowe środki uśmierzające ból. .. ale dowód. Richards. to wcale nie wydaje się duŜo. Hanson ścisnął ramię doktora i uśmiechnął się do niego przyjaźnie. panie Hanson? . jest człowiekiem bardzo 177 12. Richards otworzył drzwiczki wozu. A będzie. To wystarczyło. wiem. kusiłoby mnie. rozmyślał.JeŜeli jest cokolwiek. Richards odwaŜył się postawić następne pytanie: . Hanson wtulił się w siedzenie i patrzył na obicie dachu samochodu. Hanson zszedł po stopniach domu na ulicę. ale rozumiesz. Hanson podziękował mu za komplement i szczerość.Do Kentu . Rolls minął posąg Erosa na Picadilly Circus i włączył się do ruchu na Haymarket. drugie po drugiej stronie rzeki. PrzejeŜdŜali teraz przez dzielnicę będącą jak gdyby przejściem między centrum miasta z jego bogactwem Strona 107 . więcej nie było trzeba. Od Elephant and Castle domy stawały się coraz uboŜsze i bardziej zdewastowane.odpowiedział Hanson. zorientowała się. Ŝe pomimo koszmarnych podatków. Lekarz odprowadził go do progu swojego gabinetu.Chyba nic złego z sercem. szofer. Hanson uśmiechnął się do niej odruchowo i skłonił siwą głowę. złoŜył go starannie.. Teraz stał za progiem. zdjął kapelusz i połoŜył obok siebie. .Forsyth Opowiadania. Lekarz oświadczył mu. Ŝe to brzmi banalnie.powiedział Hanson. Wcale. a następnie na most. poza tym był właścicielem budynku.. Richards wsunął się za kierownicę. Uprzytomniał sobie. Wciągnął haust świeŜego powietrza. Ŝe nic nie zauwaŜył. ale stał przy rolls-roysie z aprobatą na twarzy. Rzeczywiście serce miał w porządku.zapytał. Rolls skręcił na południe w Great Portland Street i ruszył w kierunku rzeki. Ale istnieją anodyny. . W ciągu nocy północno-wschodni wiatr oczyścił miasto. Nie zamierzał jednak rozmawiać z szoferem na temat złośliwych tkanek.Czysta robota zamoŜnym. Było zimne i czyste. . Whitehall i County Hall. Młoda kobieta w pantoflach na wysokich obcasach minęła go energicznym krokiem. sir? . albo leŜy w szpitalu z połamanymi nogami. Zdjął płaszcz. na Westminster Bridge Road. Dziewczyna. Spojrzał z górnego stopnia schodków na rząd wytwornych domów. bogactwo sklepów Oxford Street i obydwie siedziby władzy. Uśmiechnęła się więc i poszła dalej. Rolls przejechał juŜ rondo Elephant and Castle i jechał przez Old Kent Road. nieco silniej kołysząc biodrami.Gdybyś był innym człowiekiem.Jeszcze pompuje. zamoŜnych adwokatów i gabinety przyjęć prywatnych lekarzy. który doskonale prosperował i ogromnie ceniono go w sferach handlowych.. Był teŜ jedynym właścicielem firmy i w ogóle nie miał wspólników ani akcjonariuszy.txt . bardzo silne. Ale jeŜeli jest to cała reszta Ŝycia. który to widział. Ŝe go nie zna i Ŝe nie było to pozdrowienie. Ŝeby cię okłamać . w których obecnie znajdowały się przewaŜnie biura doradców finansowych. które poŜerają jego wnętrzności.. Ich spojrzenia skrzyŜowały się.. Silne i zdrowe. Hanson usiadł na tylnym siedzeniu. W ciepłym wnętrzu samochodu zrelaksował się..Do biura. o co mi chodzi. . Minął juŜ dawno wytworną dzielnicę Marylebone. ale to wcale nie. jeŜeli się siedzi w więzieniu. Ubrana biało recepcjonistka odprowadziła Hansona do drzwi 176 i otworzyła je.Nie . Prowadził w City dom handlowy zajmujący się rzadkimi i cennymi monetami. Była ładna. Oczywiście! Jak będzie z nim juŜ bardzo niedobrze.Ale znam cię przecieŜ. iŜ podoba się starszemu panu.. w pierwszej chwili zaskoczona. jedno po jednej. JeŜeli jest cokolwiek. Hanson patrzył poprzez Tamizę na zbliŜający się coraz bardziej gmach County Hall. Sześć miesięcy to całe wieki. Ŝe ostatnie tygodnie będzie musiał spędzić w szpitalu.powiedział doktor. udawał. Szła w stronę Marylebone High Street. Limuzyna skręciła w lewo... wprowadzonych przez nowy socjalistyczny rząd. w którym mieściło się jego przedsiębiorstwo.

Na południe od Maidstone autostrada się urywała i kilka mil dalej. Na rozczochranej czuprynie siedziała krzywo czapka z inicjałami "St. co się z tym wszystkim stanie. której szczerze nie lubił.Pan Pond teraz prosi . Hanson pomyślał o zmarłej przed dziesięciu laty Ŝonie. bukami i lipami. moŜe dwa razy w tygodniu. takŜe przyłoŜył 178 prawy kciuk do nosa i takŜe pomachał palcami ręki. Co do tego nie miał wątpliwości. Ona była jedynaczką. Przyjmował tam klientów zagranicznych. gdzieś w połowie Old Kent Road. dokąd zdąŜał. kiedy nie chciało mu się jechać do Kentu. DuŜo o tym myśleli. W przytulnej atmosferze domu robiło się lepsze interesy niŜ w hotelu. przyłoŜył kciuk prawej ręki do nosa i wyzywająco pomachał pozostałymi palcami. Ŝeby go powitać.Mój drogi Timothy. szefie finansów kraju. ale tylko mrugnął jednym okiem. nimi szeroka wstęga autostrady M-20. ale bezdzietne. gaje i ogrody. nawet bardzo szczęśliwe. MoŜe powinni byli zaadoptować dziecko. Z jego strony Ŝyła tylko jeszcze siostra. Richards wydał z siebie okrzyk rozdraŜnienia. w Harrietsham. o pięciohektarowym parku wysadzanym dębami. Zastanawiał się. No. Elastycznej podwiązki uŜywał zapewne jako procy. Sznur dzieci odmaszerował zwartym szykiem w kierunku duŜego szarego budynku odgrodzonego od drogi sztachetami. Długi sznur -małych dzieci przekraczał jezdnię pod wodzą czterech sióstr zakonnych. którym w tej chwili jechał. którego cena wynosiła pięćdziesiąt tysięcy funtów. nie mówiąc juŜ o rachunkach w róŜnych bankach i o samochodzie. Wparty w poduszki samochodu. Raz. Miał wreszcie portfel akcji i obligacji. Ŝe cię znów widzę! Jak wielu bogatych ludzi w średnim wieku. Pomyślał nagle o ministrze skarbu. Opuścił rękę i uśmiechnął się szeroko. Prawnik wstał zza biurka. co jego pan wyprawia. Z rozrzewnieniem myślał o pięknym domu w Kent.powiedział sekretarz. Rolls ruszył znowu w drogę do Kentu. leŜała posiadłość Timothy'ego Hansona. Zbierał te eksponaty przez wiele lat.B. Wóz zatrzymał się przed przejściem dla pieszych. Urwis zrobił grymas. nie zmieniając wyrazu twarzy. i był z nimi wszystkimi na ty. NiezaleŜnie od przedsiębiorstwa i dwóch nieruchomości Hanson posiadał kolekcję numizmatów. Hanson utrzymywał przyjacielskie stosunki z czterema najcenniejszymi doradcami: adwokatem. a powinna być ona niemała. Miał okrągłą twarz.Czym mogę ci słuŜyć? ." Jedna skarpetka opadła po kostkę. Okolicę tę nazwano Weald. Timothy Hanson wstał i wszedł do gabinetu Martina Ponda. Minęli North Downs i wjechali pomiędzy faliste wzgórza i doliny najpiękniejszej części Anglii. Hanson znalazł się na autostradzie. I właśnie tu. który będzie się domagał swojej doli. ale tak czy inaczej musi wreszcie napisać testament. Richards prawdopodobnie widział w lusterku. Po dalszych trzydziestu minutach jazdy zniknęły ostatnie rudery przedmieścia i pojawiła się przed.zapytał Pond. starszego partnera adwokackiej firmy Pond i Gogarty. Stojący na jezdni chłopiec zamarł ze zdumienia. w tym pięknym wiejskim krajobrazie. rodzice jej dawno umarli. Wzburzona młoda zakonnica pociągnęła go za ramię. co dotyczyło równieŜ jej wstrętnego męŜa i równie niemiłego syna. Timothy Hanson. a potem znowu patrzył prosto przed siebie. Jakiś chłopczyk przystanął na samym środku jezdni i z nieukrywaną ciekawością przyglądał się rolls-royce'owi. której kaŜda mila kosztowała milion.txt i potęgą a ciszą i porządkiem panującymi na zamoŜnych przedmieściach. księgowym i lekarzem. minę zawadiacką i zadarty nos. Spojrzenie jego spoczęło na dystyngowanej siwej głowie wpatrzonego weń starszego pana.Forsyth Opowiadania. Ich małŜeństwo było szczęśliwe. Zwlekał z tym od wielu lat. gdzie od czasu do czasu spędzał noc. Panowie usiedli. Richards skręcił na południe między starannie uprawiane sady. maklerem. Strona 108 . Dwie szły na przodzie. . . jak się cieszę. pozostałe dwie zamykały pochód. . Poza tym jest przecieŜ jeszcze duŜe mieszkanie w dzielnicy Mayfair.

Do połowy września pracował tak samo intensywnie jak w poprzednich latach. . . Podał ją przez stół zaskoczonemu prawnikowi. jak i zawodowej etyki. Nie ma w nim Ŝadnych dwuznaczności. Czy chcesz mi go dać na przechowanie? . Richards zdziwił się.powiedział. Wyglądasz wspaniale. < 180 . . ostatnia sprawa. W testamencie zwracam się do ciebie. Wiem. .JuŜ od pewnego czasu namawiasz mnie. Zamierzam pod koniec roku wycofać się z interesów. Ŝe. Majowe słońce juŜ nieźle przygrzewało.. którym . mam nadzieję. Ŝadnych moŜliwości podwaŜenia go. Hanson wziął z kominka grubą Ŝółtą kopertę i podał ją Richardsowi. ale nie dał tego po sobie poznać. Ŝe wymawia mu na przeszło trzy miesiące z góry. W dziesięć minut później wyszedł na Gray's Inn Road. . .powiedział . pomyślał Richards. Ŝebym spisał testament.oświadczył mu Hanson. i wobec wszystkich innych. Pond zwaŜył w ręku paczkę z wyrazem zakłopotania na swojej zwykle pogodnej twarzy. Przypuszczał.odpowiedział Pond.Chciałbym ci coś powiedzieć . Ŝe to nie wszystko.Mam równieŜ zamiar wyemigrować z Anglii . co mogłoby zakłócić spokój twojego sumienia. Chciałbym jednak. . W kaŜdym razie mamy czas. Ŝe zastanawiasz się. . .Nie obawiaj się o nic . Miałem ku temu powody. Ŝeby po jego śmierci jego sprawy ułoŜyły się tak. Co wtedy będzie? Hanson uznał to za Ŝart. ale równieŜ o ładny domek. mój drogi. jak sobie Ŝyczył.. Bo nie chodziło mu tylko o pracę.odpowiedział pośpiesznie Pond.odrzekł Hanson. zaufaj mi.Napiszę ci doskonałe świadectwo.Obawiam się .Testament jest spisany przez prawnika. Kierowca. . .Masz moje słowo. będziesz musiał rozejrzeć się za inną posadą. W kaŜdym Strona 109 .ciągnął dalej Hanson . 179 Hanson sięgnął do teczki i wyjął grubą Ŝółtą kopertę z duŜą czerwoną pieczęcią.dane jest uporządkować swoje liczne i skomplikowane sprawy.Zaniedbałeś tę waŜną sprawę. abyś się podjął roli jego wykonawcy.txt . Daję ci słowo honoru.Tak. znalazł swojego pracodawcę w bibliotece. Proszę cię. w przypadku tak duŜego majątku jak twój. Ŝe wolałbyś znać jego treść. Hanson zmierzał do tego.gdy umierają przedwcześnie . NaleŜycie podpisany przeze mnie i świadków.Oczywiście . i to zarówno z punktu widzenia osobistej. który był zarazem jego słuŜącym i obsługiwał go wraz z Ŝoną od dwunastu lat.Forsyth Opowiadania. drogi Martinie. . sir . . Jest jeszcze jedna. Jestem przekonany. 15 września wezwał do siebie Richardsa. Ach więc tak. Nie wątpię. ..Nie ma o czym mówić. Ŝe nie zawiera niczego.Ŝe jeŜeli przyszli mieszkańcy tego domu nie będą chcieli zatrzymać ciebie i pani Richards. co szef ma mu do zakomunikowania. w ciepłym klimacie. dlaczego nie ciebie prosiłem o przygotowanie testamentu. ale zwróciłem się tym razem do prowincjonalnej firmy.Tak .odparł słuŜący. Jeździł kilka razy na kontynent..Rozumiem. Jak to jednak ładnie ze strony starego.Timothy. który był z nią związany. abyś ze względu na róŜne moje sprawy powstrzymał się od wszelkich wzmianek na ten temat i w naszej wiosce.Właśnie o to mi chodzi.i spędzić stare lata w znacznie mniejszej rezydencji. stary przyjacielu. .Oto on . Czy zgadzasz się być wykonawcą mojego testamentu? Pond obracał w ręku grubą kopertę. Ŝe mnie przeŜyjesz. W sytuacji panującej obecnie na rynku pracy będzie się musiał szybko rozejrzeć za nową posadą.Nie miej do mnie Ŝalu. a jeszcze częściej do londyńskiego City.powiedział. Niewielu jest ludzi. . Przed nami wiele lat.Tak jest .

Kiedy skończył rozmowę. w rodzinnej Walii. nakrył ulubiony skórzany fotel grubym kocem. -.powiedział Richards. . Następnie zadzwonił do słuŜącego. zjawił się w bibliotece za pół godziny. Usiadł na fotelu.przerwał mu Hanson. otworzył szafę. . do 1 listopada.Rozumiem to doskonale . 182 Strona 110 . Ŝe nieubieganie się o inną posadę przez okres następnych sześciu tygodni moŜe spowodować pewne trudności. Zawsze doceniałem. Rozumiem. Miał dobrą pensję. W tej kopercie jest dziesięć tysięcy funtów w uŜywanych i niemoŜliwych do zidentyfikowania banknotach. Poza tym chciałbym ułatwić ci nieco Ŝycie na najbliŜsze lata.Daję ci te pieniądze w gotówce. Był w radosnym nastroju. które trzymał w zamkniętej szufladzie nocnego stolika. mocno ściskając strzelbę. Ŝeby zaraz po przeczytaniu zatelefonował do Martina Ponda. Ból w dolnej części brzucha stawał się coraz silniejszy. . Ŝe te pieniądze pomogą wam przeŜyć najbliŜsze miesiące.Musiałbyś zapłacić duŜy podatek od darowizny. Spędził dziesięć minut na pisaniu krótkiego listu do Richardsa. być moŜe. nie chciałbym. Ŝe to doceniam. sir. Ŝebyś nie wpłacał ich do banku. w którym przepraszał go za kłamstwo sprzed dwóch tygodni i prosił. gdybym ci je dał czekiem. . Chodzi o kopertę. Ŝeby nie budzić podejrzeń. Rozumiem. Ty i pani Richards byliście lojalni i bardzo mi oddani przez ostatnie dwanaście lat. 181 . Po raz ostatni rzucił okiem na rzędy ulubionych ksiąŜek. co zarobiłem. ale schował w bezpiecznym miejscu. sir. UwaŜał bowiem.txt razie dopóki nie będzie to konieczne. co sobie postanowił. na szafki. Chciałbym. . Ŝebyś wiedział.Byłbym ci wdzięczny. w której znajdował się gruby plik banknotów. gdybyś pozostał równie lojalny wobec mnie po moim wyjeździe za granicę. Ŝe mebel ten naleŜy juŜ do kogoś innego. Richards przeszedł przez wysypane Ŝwirem podwórze i zabrał się do polerowania rolls-royce'a. Ściskał w ręku kopertę.odezwał się Richards z głębokim przekonaniem. Richards. Wiedział.Dziękuję panu. Bardzo by mi zaleŜało. . Te sprawy dotyczą dzisiaj wszystkich. .Nie warto o tym mówić . Minionego lata upatrzyli sobie z Megan mały pensjonat w Porthcawl. stopniowo traciły moc. Ŝebyś nie zaczął poszukiwań innej pracy.Dziękuję panu. wciąŜ trzymając w ręku grubą kopertę. I wydawaj je ostroŜnie. Ŝeby wiadomość o moim wyjeździe rozeszła się w najbliŜszym czasie. naładował ją dwoma nabojami duŜego kalibru i wrócił do biblioteki. sir . sir .wykrztusił z siebie. Te oszczędności łącznie z niespodziewanym prezentem od szefa pozwolą mu. powiedzmy. Richards stracił panowanie nad sobą. o co chodzi.Dobrze. Jako człowiek pedantyczny. PrzeŜył okropną noc. mam wręcz awersję do oddawania urzędowi podatkowemu znacznej części tego. nie wracać na coraz trudniejszy rynek pracy.Rozumiem. Ŝe pani Richards przyjdzie dopiero za godzinę. poniewaŜ. śe nadszedł jego czas. który odebrał telefon zaspanym głosem. Tabletki. Ŝe jego Ŝona nie musi dziś robić śniadania. ale Ŝeby on. udało mu się coś niecoś zaoszczędzić. a jako Ŝe nie płacił za mieszkanie. PołoŜył ten list na podłodze pod drzwiami biblioteki. I bardzo panu dziękuję. Sugeruję. Ŝe zrobił juŜ wszystko. takŜe w imieniu Ŝony. Krótko mówiąc. Ŝeby mu przygotować śniadanie i sprzątnąć dom. zmęczoną i bardzo postarzałą. . i to do samego końca. Uniósł brwi do góry.Forsyth Opowiadania. Wiedział. tak Ŝeby odcinał się od czarnego parkietu. Mam nadzieję. z której odpiłował uprzednio dwudziestopięciocentymetrowy kawałek lufy. wyjął z niej strzelbę. Twarz miał szarą. zanim jeszcze słońce ukazało się na horyzoncie. Rankiem 1 października Timothy Hanson wyszedł ze swojej sypialni.Pozostała jeszcze jedna sprawa. i powiedział mu. jak większość ludzi.

. . siedziała pani Armitage. nie ja.. które naleŜy natychmiast wykonać.. takŜe sporą.Biedaczysko . Napisał to w liście do mnie. a więc siostry. poszukał palcem spustu.Niekoniecznie .Cicho bądź. Ŝe znajdował się w ostatnim stadium nieuleczalnej choroby nowotworowej.Chciałbym na początku oświadczyć.Państwa obecność tutaj w dniu dzisiejszym wynika wyłącznie z Ŝądania. zawartego w liście mego zmarłego klienta.txt w których do niedawna trzymał wspaniałą kolekcję rzadkich monet. Okazuje się. ToteŜ powinienem otworzyć testament natychmiast po śmierci Timothy'ego. Ŝe zmarły Timothy Hanson uczynił mnie jedynym wykonawcą jego testamentu.odezwał się Armitage junior.odezwał się starszy pan Armitage.Nie.zapytał młodszy Armitage.odparł Pond. OdłoŜył duŜą kopertę na biurko i zaczął czytać: . Nazywał się Tarquin. . nie znam jej . .A czy to nie pan spisywał ten testament? .Forsyth Opowiadania. .powiedziała pani Armitage łagodnym tonem. 183 Zmarły wyraził Ŝyczenie. Po jego prawej ręce.No to jesteśmy tutaj wszyscy troje osobiście . Strona 111 . jej męŜa i syna. Timothy Hanson nie odebrał sobie Ŝycia w chwili zamroczenia umysłu.Pokazałem ten list miejscowemu koronerowi. Ŝeby jego testament został otwarty dopiero po tych wszystkich formalnościach.Jest to moja ostatnia wola i testament.MoŜe byśmy tak otworzyli ten testament . jak świadectwo zgonu. dwudziestokilkuletni męŜczyzna. Teraz interesował się raczej przesadnie zawartością dziurek swojego wielkiego nosa. Martin Pond zamknął drzwi sąsiadującego z jego gabinetem pokoju konferencyjnego i zajął miejsce u szczytu długiego stołu.MoŜe on sobie z nas zaŜartował. Wyjął z niej drugą. Martin Pond poprawił okulary i powiedział: . co czyniła zapewne bardzo często. nabrał powietrza w płuca i strzelił sobie prosto w serce. Minę miał znudzoną i wyniosłą. . pani Armitage. Naprzeciwko zajął miejsce ich syn. Zacisnęła usta. o czym wiedział od kwietnia. . . Pond spojrzał na niego zimnym wzrokiem i nie zareagował. a to aby stwierdzić czy są tam jakieś instrukcje. To ułatwiło załatwienie takich formalności.Tak jest .zapytał znowu młody człowiek.odezwał się Armitage senior. Tarquin . .Nie. Oboje ubrani byli na czarno.oświadczył Armitage junior.Proponuję. gdzie zakończył Ŝycie. mniej więcej w połowie stołu. Obok usiadł jej mąŜ.odezwał się Armitage junior.Po pierwsze. które chciałbym państwu obecnie przekazać. który pozostawił w pokoju. Ma to nastąpić w obecności jedynych jego Ŝyjących krewnych. .. . ale z premedytacją. . Poza tym zarządził oficjalne odczytanie testamentu członkom rodziny i zabronił informowania jej drogą korespondencyjną. oraz trzystronicowy dokument.W takim razie jesteśmy jedynymi spadkobiercami . na przykład dotyczące przygotowań do pogrzebu. Ja Timothy Hanson z. . Adwokat znał ją tylko ze słyszenia.Słusznie . . Potem skierował lufę w pierś.odparł pan Pond. . Ŝebyśmy przystąpili do odczytania testamentu zasugerował Pond. Był to młody. W liście tym wyjaśnił pewne rzeczy. . Wszyscy troje spojrzeli po sobie ze zdziwieniem raczej niŜ Ŝalem.Pan Hanson zakazał natychmiastowego otwarcia swojego testamentu. siostra klienta i przyjaciela.Nie zna pan więc jego treści? . Fakty w nim zawarte potwierdził osobisty lekarz zmarłego i sekcja zwłok. .odparł pan Pond. . rozprawa sądowa i zezwolenie na pogrzeb w ciągu dwóch tygodni.. Martin Pond wziął do ręki cienki nóŜ do papieru i starannie przeciął grubą kopertę.powiedziała pani Armitage ponurym głosem. zaklejony wzdłuŜ lewego marginesu cienką zieloną taśmą. .

. Ŝeby zajął się administracją mojego majątku. jak i pozostałe. Z rozciętej koperty wydobył pięć paczek dwudziestofuntowych banknotów. polecam mu przekazać je na cel dobroczynny według jego wyboru. Miała przy tym minę podstarzałej kury.Jaka jest wartość jego majątku? . Armitage junior wydał z siebie cięŜkie westchnienie.zapytał Armitage senior. Pan Hanson miał doskonałych zastępców w swojej centrali w City i nie ulega wątpliwości.. po czym przełknął ślinę. w przekonaniu. W wypadku gdyby po uiszczeniu 184 wyŜej wymienionych wydatków jakieś pieniądze pozostały. W pokoju zapanowało pełne napięcia milczenie. * . zarówno to w City. adwokata Martina Ponda z Pond i Gogarty.W takim razie załatwiajmy pogrzeb jak najszybciej . . Proszę go. pokrycie jego honorarium oraz wszelkich naleŜności. Ŝe zniosła złote jajko. . Martin Pond wrócił do odczytywania testamentu. Pani Armitage przyłoŜyła do oczu batystową chusteczkę nie tyle po to. która zorientowała się nagle.zaniepokoił się Armitage. tak Ŝeby spadkobiercy nie ponieśli Ŝadnych finansowych strat na skutek niedbalstwa. jakby miał trudności z odczytaniem tekstu.txt . i Ŝyczę sobie. Armitage junior zaprzestał eksploracji wnętrza swoich dziurek od nosa i spoglądał na plik pieniędzy z obojętnością satyra patrzącego na dziewicę. .Czy na skutek tego stanu rzeczy wartość majątku moŜe się zmniejszyć? . aby w imię naszej długiej przyjaźni przystąpił do swojej funkcji nazajutrz po moim pogrzebie. Ŝe w pełni ufał ich lojalności i umiejętnościom.wtrąciła pani Armitage. Ŝeby w tym miejscu otworzył załączoną kopertę.. w której znajdzie kwotę przeznaczoną na zapłacenie wydatków związanych z moim pogrzebem. Ŝe będzie dzielić swój szczęśliwy los z miłym męŜem Normanem i uroczym synem Tarquinem. JednakŜe nie mogłem tego zrobić.powiedziała pani Armitage.Proszę takŜe jedynego wykonawcę mojego testamentu. .Nie potrafię w tej chwili na to odpowiedzieć. W pokoju panowała cisza.W normalnym wypadku byłbym juŜ odwiedził biura pana Hansona.Forsyth Opowiadania. Ŝeby się upewnić.przerwał Armitage senior. Pond spojrzał na nich z niesmakiem sponad okularów i czytał dalej: .Oświadczam. Pan Pond znowu spojrzał sponad okularów na rodzinę Armitage'ów. .Jak pani sobie Ŝyczy. ale wątpię.Wszystko to wiemy . . który wygiął kąciki jej ust. Niniejsze postanowienie uwarunkowane jest treścią punktu siódmego. . zamrugał powiekami. Były nowiutkie i opasane brązową opaską z napisem: tysiąc funtów. poniewaŜ dopiero w tej chwili dowiedziałem się oficjalnie. Ŝe testament ten spisany jest zgodnie z angielskim prawem i odwołuję wszystkie poprzednie testamenty i dyspozycje.Mianuję wykonawcą mojej woli przyjaciela i dŜentelmena. . Obydwaj męŜczyźni z rodu Armitage'ów otworzyli usta i tak trwali.. jakie były. . .Nazajutrz po pogrzebie .W tym miejscu przerwał. Ŝeby otrzeć 185 łzy. jakie mogą wyniknąć w związku z wykonywaniem mojej ostatniej woli. którego cierpliwość została wystawiona na cięŜką próbę. .zapytał wreszcie starszy z nich. jak człowiek. Pan Pond odłoŜył testament i znowu wziął w rękę nóŜ do papieru. Ŝe jestem jedynym wykonawcą testamentu. Strona 112 . Obrzuciła spojrzeniem męŜa i syna. Pani jest jego najbliŜszą krewną odrzekł Pond i czytał dalej: Poza tym zapisuję.zapisuję mojej kochanej i kochającej siostrze całą resztę masy spadkowej..odparł Pond. W związku z tym będę się mógł zająć tymi sprawami nazajutrz po pogrzebie.. ile by ukryć mimowolny uśmiech.Czy mimo to nie powinien pan zrobić inspekcji? . czy prowadzone są we właściwym trybie.MoŜemy to opuścić . zapłacił naleŜne podatki i wykonał postanowienia niniejszej mojej ostatniej woli. .

Pomyślał o swoim przyjacielu Hansonie. Ale byli w końcu jedynymi spadkobiercami zmarłego przyjaciela. 186 W tej trumnie pragnę znaleźć wieczny spoczynek. Dlaczego to zrobiłeś. .Proszę wziąć pod uwagę. . . muszę zapytać panią oficjalnie. .Przy tak wielkich sumach opodatkowania większa część spadku będzie podlegała największej skali. Ŝe to jest dozwolone. Ŝe bardzo duŜo.Co tam jest? . Ŝe biorąc pod uwagę obecne ceny rynkowe. by moje ciało zostało powierzone morzu.Wydaje mi się. Próbował sobie uświadomić.Musi pan to wiedzieć . to dlaczego nie kremacja? .powiedział. sama nie wiem.W takim razie pozostanie na czysto jeden milion? .Pogrzeb w morzu! Nie wiedziałam.CóŜ. ToteŜ poleciłem skonstruowanie trumny wykładanej ołowiem. . . mimo Ŝe nie wydali mu się sympatyczni.powiedziała pani Armitage.powiedział młodszy z Armitage'ów. Ŝe jest to bardzo przybliŜony szacunek.Jest jeszcze siódmy paragraf . Pond zabrał się na powrót do czytania.Jasny gwint! . wyniesie około sześćdziesięciu pięciu procent. przypuszczam.To będzie kosztowało . ale nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie odparł pan Pond. . czy pani zgłasza jakieś zastrzeŜenie? . która znajduje się w tej chwili w domu pogrzebowym firmy Bennett i Gaines w mieście Ashford. ale nie jest nielegalne .Przez całe Ŝycie z odrazą myślałem o tym. otrząsając się z marzeń o towarzyskich konsekwencjach swojego społecznego wyniesienia.A ile wyniesie podatek spadkowy? . .Znałem nawet jeden taki przypadek. wartość masy spadkowej powinna wynieść około dwóch i pół do trzech milionów funtów. . . . którzy przez całe Ŝycie deklarowali swoje uczucia do mnie. aby moja siostra i mój szwagier..To idiotyzm . .Obawiam się.To będzie znacznie kosztowniejsze niŜ normalny pogrzeb na cmentarzu.A więc.Muszę pani przypomnieć.Ile? . . Był bardzo zdziwiony postanowieniami i dziwactwami przyjaciela. czyli siedemdziesiąt pięć procent. tak kulturalnym i wymagającym.Koszt pogrzebu nie obciąŜy spadku . A w ogóle.Prawie wszystkie .txt .krzyknął Armitage senior.Forsyth Opowiadania. Ŝe będą mnie tam Ŝarły robaki. . .spytał syn. W związku z tym polecam. czy zgłasza pani obiekcje w stosunku do Ŝyczeń swojego zmarłego brata zawartych w paragrafie siódmym? . Ŝeby któregoś dnia jakaś koparka czy inna maszyna wykopała mnie z ziemi. człowieku tak pełnym humoru. Poza tym nie chciałbym.zauwaŜył pan Pond suho. co to znaczy.wskazał na pieniądze. które leŜały na stole obok jego łokcia. Pond pomyślał o nie znanym mu adwokacie.ChociaŜby z grubsza. pchnęli moją trumnę do morza. dlaczego.A teraz.. gdzie słuŜyłem niegdyś jako oficer w marynarce.Wydatki zostaną pokryte z tego . .odezwał się Armitage junior. ale nie dał tego po sobie poznać. . Ŝe pewnego dnia znajdę się pod ziemią.No więc? Pond postanowił pójść na rękę tym ludziom.odparł.odparł pan Pond.Zdarza się bardzo rzadko. Martin Pond podniósł wzrok. pani Armitage. .zainteresowała się pani Armitage. konkretnie w odległości dwudziestu mil na południe od wybrzeŜa Devonu.Przykro mi. Ŝe jeŜeli pani nie zgodzi się na jego Strona 113 . . Timothy. W sumie. . na miłość boską? . PrzecieŜ prowadził pan wszystkie jego sprawy. który spisywał testament. Pond rozłoŜył ręce. Wreszcie proszę. . Jednocześnie zlecam wykonawcy mojego testamentu. Ŝeby w wypadku niespełnienia choćby jednego z moich Ŝyczeń lub teŜ jakichś przeszkód spowodowanych przez moich spadkobierców wszystkie poprzednie postanowienia uznał za niebyłe i niewaŜne i przekazał cały majątek skarbowi państwa.

Wszystko weźmie państwo .Tak jest .dodał pan Pond. ale rzuciwszy jedno spojrzenie na morze. Ŝe nie naruszają prawa i otrzymają zadowalającą zapłatę. .Bardzo dobrze .To był ostatni paragraf testamentu. która zaczęła natychmiast łopotać na 188 wietrze. chyba Ŝe jest się entuzjastą morskich podróŜy. O tej porze roku połowy w Kanale były marne. jego brat i kuzyn. .Zaraz potem będzie moŜna uwierzytelnić testament i podjąć spadek. Uniósł brwi. mimo szarości jesiennego nieba. którego macierzystym portem był Brixham w hrabstwie Devon.powiedział jej mąŜ. którego Pond znalazł za pośrednictwem departamentu wyznaniowego Admiralicji. kapitan zatrzymał Strona 114 . Do widzenia. Jego trzej właściciele.powiedział kapitan. .zapytał pan Pond. a ta ruszyła ku południowo-zachodniemu wybrzeŜu. zgodził się chętnie za hojne wynagrodzenie udzielić swojego błogosławieństwa zmarłemu i siedział teraz z Armitage'ami w małej kabinie trawlera w grubym płaszczu zakrywającym komŜę. potomkowie . Kapitan przetoczył się przez pokład i podszedł do Ponda. Byli to zahartowani Dewończycy o smagłych twarzach i rękach. Ŝe to wszystko jest zupełnie bezsensowne. Zresztą jego obecność w czasie morskiego pochówku nie była konieczna. Wyciągnął z kieszeni mapę morską. Stała teraz w poprzek pomiędzy dwiema drewnianymi pokładnicami na szerokim tylnym pokładzie. W Brixham furgonetka pojechała na nabrzeŜe. Uczyniono to za pomocą podnośnika. postanowił pozostać w ciepłym wnętrzu miejskiego zajazdu. Większość rybaków była ze sobą spokrewniona. Pani Armitage skinęła głową.powiedział i zatoczył się. który uniósł ją z podwórza kentyjskiego przedsiębiorcy pogrzebowego i wsadził na tył otwartej tonowej furgonetki.W takim razie. po czym wskazał ręką na trumnę. Przed wejściem na statek państwo Armitage dali dosadnie do zrozumienia. którzy łowili w tych niespokojnych wodach od czasów. Myślę. Ŝe nie naleŜą do tej kategorii. Cały tydzień zeszedł mu na załatwianiu formalności i wyborze statku. ale wolał to niŜ towarzyszyć tym ludziom w kabinie. Miał dość tego wszystkiego.Co to oznacza? . Ŝe nie mamy juŜ nic więcej do omówienia. cały testament staje się niebyły i niewaŜny. Przez całą drogę Armitage'owie narzekali. . gdzie dźwig trawlera przeniósł trumnę na pokład.odpowiedział Pond. 187 Martin Pond wstał.Im szybciej. Przebywanie na środku kanału La Manche w połowie października nie naleŜy do przyjemności. Podejmę właściwe kroki i porozumiem się z państwem co do miejsca i czasu pogrzebu. Jej dobrze wywoskowane dębowe wieko i wypolerowane na wysoki połysk mosięŜne uchwyty połyskiwały jak w słońcu. Stał na tylnym pokładzie. targany silnym wiatrem. . KaŜda strona podpisana jest przez spadkodawcę i świadków.Głęboko tu . . całych pokoleń rybaków. tym lepiej . Emerytowany kapelan królewskiej marynarki. . Kiedy dojechali do miejsca przeznaczenia. . i wskazał palcem miejsce odległe o dwadzieścia mil od brzegu. .powiedziała pani Armitage chociaŜ uwaŜam. WaŜącą pół tony trumnę załadowano z samego rana na pokład. Pond skinął głową. Załogę małego trawlera stanowili on.Nie mam Ŝadnych zastrzeŜeń . Tarquin Armitage towarzyszył rodzicom aŜ do Brixham.Będziemy tam za godzinę . czy pani jako najbliŜszy członek rodziny upowaŜnia mnie do zajęcia się organizacją całej tej sprawy? . podjęli się niezwykłego zadania upewniwszy się.Forsyth Opowiadania. Kapitan odchrząknął. Za nią podąŜała czarna limuzyna.warknął jej mąŜ. kiedy Drakę uczył się odróŜniać maszt od Ŝagla. Martin Pond westchnął. .Pan go znał? . rybacy.txt warunki. Zdecydował się na trawler.

który był zadowolony. Ŝe niebawem znalazła się nad platformą. Kuzyn kapitana tak nią manewrował. Podczas gdy ksiądz intonował modlitwę. Ŝe przypominała huśtawkę. w połowie nad wodą. Obeszli dwóch marynarzy i połoŜyli ręce na tylnej części trumny. Twarzy pani Armitage w ogóle nie było widać. Otarła się szorstko o deski i zsunęła w dół. nieczuła na morską chorobę. Silnik zaczął pracować. Armitage'owie teŜ ją popchnęli. Pond dał znak marynarzom. trzeba powiedzieć.txt trawler. Stali w milczeniu na pokładzie. który podniósł rękę i wskazał kierunek. Ŝe w ciągu jednego popołudnia zarobił więcej niŜ przez tydzień łowienia makreli. co się z nim stanie po śmierci. i nigdy nie przypuszczał. To nie jest zły pomysł. Od czasu do czasu spryskiwała ich kurzawa wodna ze wzburzonej fali i wtedy z trudem utrzymywali równowagę. Brat kapitana uruchomił silnik podnośnika. Jedna jej połowa przechylona była w stronę pokładu. Głos silnika podniósł się o ton. nie zwaŜając na zimno i wilgoć. MoŜna sobie wyobrazić. pomyślał. Deska leŜała juŜ znów na pokładzie. Timothy. co sobie myślał o swoim zmarłym krewniaku. Wolał powrócić do Londynu pociągiem. nic nie zakłóci ci spokoju. wolna i niezaleŜna. Aby być sprawiedliwym. i zluzowawszy liny połoŜył tak. futrzanego kapelusza i wełnianego szala. a tył nad pokładem. Patrzył na dębowe wieko opryskiwane przez wodę. Adwokat skierował wzrok na trumnę i na szalejące za nią wody oceanu.. Bez śladu. którego zwłoki leŜały o kilka kroków dalej. Ŝe kapelan śpieszył się na tyle. Karawaniarze czekali z limuzyną i Tarquinem Armitage. skąd przybyli. było juŜ prawie zupełnie ciemno. Pond zapłacił kapitanowi. Jeden z rybaków spojrzał porozumiewawczo na Ponda. Martin Pond spoglądał w niebo. Sześć postaci rysujących się na tle zachmurzonego nieba. Kiedy zbliŜał się do mola w Brixham. a jego brat zszedł z podnośnika i zdjął haki. liny podnośnika napięły się. testamentów i krewnych. Potem zniknęła pod powierzchnią. poza czubkiem 189 zmarzniętego nosa. Samotna mewa Ŝeglowała na wietrze. Amen. Wiatr się wzmagał. w połowie nad pokładem.Niech pan zabiera się natychmiast do obliczania masy spadkowej . a kuzyn załoŜył haki na cztery mosięŜne uchwyty trumny. Jego kuzyn ujął długą. Trumna była cięŜka. . Trumna drgnęła. Powoli przechylili platformę w stronę morza. Kuzyn kapitana trzymał ją w tej pozycji. Ŝe Hanson moŜe się o to troszczyć. Pond poŜegnał się z rodziną zmarłego. Pond skinął głową w stronę Armitage'ów. Kapelan odjechał małym samochodzikiem.dostać się do środka. Sam nigdy nie dbał o to. Norman Armitage takŜe zdjął kapelusz. stary przyjacielu.Polecam wiecznej Twojej opiece brata naszego Timothy'ego Johna Hansona. utrzymując dziób w kierunku wiatru. Ustawił ją czołem ku morzu i skinął głową. ale idealnie zbalansowana. samowystarczalna w swojej aerodynamicznej doskonałości. . oczywiście. Pond spojrzał na kapitana stojącego przy sterze. we własnym towarzystwie. nie jest to złe miejsce na wieczny odpoczynek. Był przemarznięty do szpiku kości i zbierało mu się na wymioty. jeŜeli jest się sentymentalnym. zamknięte w trumnie z ołowiu i dębowego drewna. Pond znowu skinął głową. przez Chrystusa Pana naszego. wystającego z futrzanego kołnierza płaszcza. szeroką na metr platformę z trzech desek umocnionych od spodu krzyŜakami i oparł ją o prawą burtę tak. Pond zorientował się nagle. Ale cóŜ. który wezwał kapelana i Armitage'ów. . pozostawionym w pobliŜu przystani. W domach za przystanią zapalano pierwsze światła.Forsyth Opowiadania. CóŜ. nie znająca podatków. Ŝe jest po wszystkim. Kapelan patrzył na niego pytającym wzrokiem. Trumna obiła się o wzbierającą falę i zadudniła raczej niŜ plusnęła. Jego siwe włosy targał wiatr. druga sterczała na zewnątrz nad spienionym morzem. jeŜeli człowiekowi zaleŜy na tym. a silnik na luzie. Statek zakołysał się.I do uwierzytelnienia Strona 115 . na ile pozwalało mu poczucie obowiązku.zaŜądała ostro pani Armitage. Wtedy mechanik opuścił trumnę. która nigdy nie będzie mogła. Wielka trumna została uniesiona z pokładu na wysokość metra. Ŝe jej przód znalazł się nad wodą. MałŜeństwo Armitage'ów i kapelan pośpiesznie wracali do kabiny.

mogłem więc zbadać je bez zwłoki. . kiedy ceny nieruchomości były niskie. Stworzył ją i rozbudował. a Hanson właścicielem spółki.Wpłacił je do banku. Ŝe ta sprawa nie zajmie mu zbyt wiele czasu. Ŝe jego rachunki i papiery są w doskonałym porządku.odpowiedział Pond. akcje spółki i naleŜności od trzech firm wynajmujących lokale w budynku wynosiły równo milion dwieście pięćdziesiąt tysięcy funtów. Hanson był przecieŜ takim pedantycznym człowiekiem. Pozostała część umowy stanowi prywatny kontrakt pomiędzy Hansonem i holenderskim nabywcą. Na pewno nie zmarnuję czasu odpowiedział zimno Pond. Są tam pewne warunki. Pierwszym było przedsiębiorstwo w City. Być moŜe wie pani o tym. Spółka była właścicielem gruntu i budynku. . . Proszę pozwolić.Panem de Jongiem? Tak. . . Pięciu pracowników utrzymuje swoje posady. Budynek. w którym się znajdowała.zdziwił się Armitage senior. Ŝe chodziło o zwykłą formalność. co nastąpi wcześniej. .A co Hanson zrobił z tymi pieniędzmi? . Pond mógł skomunikować się z państwem Armitage dopiero w połowie listopada. który . . . Zapłacił właśnie sumę. Ŝe jest to prywatna spółka.O co chodzi? .Porozumiem się z państwem niebawem. po krótkich negocjacjach. . Hipoteka jest od dawna spłacona. sprzedał spółkę wraz z dobrodziejstwem inwentarza pewnemu holenderskiemu kupcowi.Nawet jego pracownicy.Jaką wartość moŜe mieć to wszystko? .PoniewaŜ Hanson sprzedał to wszystko za taką właśnie kwotę. Hanson zakupił go wraz z hipoteką wkrótce po wojnie. Znał stan majątku Hansona. .Jak pan doszedł do tak dokładnej sumy? .MoŜe pani być spokojna.Co do tego nie ma Ŝadnych wątpliwości .. Był pewien. Wierzył.odpowiedział Pond. .spytała obcesowo pani Armitage. W umowie kupna-sprzedaŜy przepisanie budynku zostało dokonane przez prowincjonalnego prawnika.Znalazłem się w kłopotliwym połoŜeniu . zaleŜnie od tego.Inną częścią jego majątku była rezydencja w hrabstwie Kent.PrzecieŜ on tam pracował niemal do śmierci . Są w całkowitym porządku i zgodne z prawem.O spadek po pani bracie. . 191 . Widziałem teŜ wszystkie umowy.Co zrobił. .Nikt . której on był jedynym właścicielem. przedsiębiorstwo. którą wymieniłem.Forsyth Opowiadania.zainteresował się Armitage senior.Trzy miesiące przed śmiercią.. 190 Uchylił kapelusza i ruszył w kierunku stacji.dziwiła się pani Armitage.Ile tego jest ? . Był równieŜ właścicielem budynku.zachował tę wiadomość dla siebie. Ŝe wytłumaczę państwu sytuację. .Majątek Hansona w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach ulokowany był w siedmiu podstawowych przedsiębiorstwach. Strona 116 . .W takim razie nie ma problemu . . Wprawdzie zaprosił do biura tylko panią Armitage jako jedyną spadkobierczynię. a sam Hanson pozostaje kierownikiem firmy do końca roku lub teŜ do śmierci. Jako adwokat pana Hansona znałem wielkość i lokatę róŜnych części jego majątku.dopytywała się pani Armitage. eksponaty. który marzył o niej od lat. handlujące cennymi i rzadkimi monetami.zapytała pani Armitage. Nabywca przypuszczał oczywiście. Mamy dosyć tej zabawy. Pond nie poddał się jej natarczywości.Kto wiedział o tej transakcji? .bardzo słusznie . .zauwaŜył jej syn.txt testamentu. . to znany amsterdamski handlarz numizmatów. ale zjawiła się w towarzystwie męŜa i syna.Czy pan widział się z tym Holendrem? . Młody Armitage zagwizdał przez zęby i uśmiechnął się. .powiedział prawnik. .

którzy go znali lub dla niego pracowali? . który ma za chwilę wydać wyjątkowo surowy wyrok. a jego ojciec zajął postawę sędziego. Po kaŜdej transakcji wpłacał uzyskane kwoty do banku... . Makler giełdowy Hansona. Niech pan to wszystko podsumuje.Dlaczego? . .Tak.Ŝe przed swoją śmiercią Hanson sprzedał wszystko.Obawiam się. z pomocą innego adwokata.To niemoŜliwe!. bo. Wszyscy krzyczeli naraz.. I tym razem w całkowitej zgodzie z prawem.Które wpłacił do banku? . Sprzedał je za sto pięćdziesiąt tysięcy funtów mniej więcej w tym samym czasie... Sprzedał go za czterdzieści osiem tysięcy i wynajął sobie inny.Podjął je? . 193 13. Zresztą nie chodziło o jeden bank..Poza tym zmarły był właścicielem cennej kolekcji numizmatów. handlarze starzyzną. Wybierał pieniądze po trochu przez wiele tygodni.Forsyth Opowiadania.Co się z nimi stało? . Co dalej? .TeŜ zamienilibyśmy go na gotówkę. byliście w spółce. nikomu o tym nie mówiąc i nie wzbudzając Ŝadnych podejrzeń wśród ludzi. działając na jego zlecenie. zawierając prywatną umowę. . bukmacherzy. i to gotówką.Chce pan nam powiedzieć . ale o kilka. spłaci naleŜności. syn zerwał się na nogi i wymachiwał ręką. a potem podjął..Ile Hanson otrzymał za rezydencję? . Hanson spędził ostatnie miesiące swojego Ŝycia odwalając właściwie pańską robotę. .potwierdził pan Pond. Całkowita wartość jego majątku wynosiła. Znaleziono je w sejfie jego wiejskiej rezydencji.To by były trzy aspekty jego stanu majątkowego. Te pieniądze równieŜ ulokował w banku.wtrącił się Armitage senior ..Oczywiście nie od razu. Pozostał poza tym rolls-royce.txt piękny budynek otoczony pięciohektarowym parkiem. W końcu czerwca Hanson wziął poŜyczkę hipoteczną na dziewięćdziesiąt pięć procent wartości tej nieruchomości. . my i tak nie chcieliśmy bawić się tym całym majdanem powiedział Armitage junior.W głosie pani Armitage zabrzmiał gniew.. Ŝe wszystko zbadałem. Wiele przedsiębiorstw operuje gotówką. który juŜ został odebrany przez firmę. Zamilkł.CóŜ. Tę rozprzedał w ciągu kilku miesięcy za pośrednictwem swojej spółki za kwotę przeszło pół miliona funtów. . zamienił na gotówkę i wpłacił do banku. co miał. .. . .Czysta robota Strona 117 . niech pan znajdzie te pieniądze.. . gdy Armitage'owie zaczęli robić dziwny hałas. załatwi podatki i przekaŜe nam resztę. Pewna spółka budowlana stała się głównym wierzycielem masy spadkowej i juŜ przejęła nieruchomość na własność. . a jestem pewny.Wpłacił je.. Na przykład kasyna.Owszem.Co zrobił? . Pani Armitage biła pulchną pięścią w stół.Dwieście dziesięć tysięcy funtów. o ile mogłem się zorientować. . po uprzednim wypowiedzeniu.Musiał to gdzieś ukryć. KaŜdy rachunek był jednakŜe wystawiony osobno. 192 pozbył się całego jego portfelu akcji i obligacji przed pierwszym sierpnia. Ŝe nie jest to moŜliwe. moŜna! . Do chwili swojej śmierci miał zapłaconą dopiero pierwszą ratę kwartalną. . Są takŜe całkowicie legalne. jakie Hanson wpłacił do banku. Wreszcie miał rachunki w kilku bankach.odparł spokojnie pan Pond.PrzecieŜ niepodobna podjąć trzech milionów funtów gotówką! krzyknął Armitage senior z niedowierzaniem. ale w kwotach do pięćdziesięciu tysięcy funtów z większych banków. .Nie mógłbym wyrazić tego lepiej . nieco ponad trzy miliony funtów. to zupełnie moŜliwe. Miał teŜ mieszkanie w dzielnicy Mayfair. Ale zabrał wszystko. co posiadał.zapytała znowu pani Armitage. .Wszystkie pieniądze. .

Ŝe to potrafią.powiedział wreszcie.Jak wynika z mojego doświadczenia. który przeszedł na emeryturę i zamieszkał w Południowej Walii.zapytał Armitage senior. Ŝe musiały to być bardzo duŜe ilości. nie spoczną. ale na pewno przyniesie skutek. Ale nigdzie nie znaleziono depozytu na nazwisko Hanson. skoro wiedział.Jestem pewny. . będą na nie polowali i nigdy nie dadzą za wygraną.Pan natychmiast odwoła swoje słowa! Czy pan mnie słyszy?! Armitage junior pokręcił się niespokojnie w fotelu. a proszę mi wierzyć. zwykle aby uniknąć płacenia podatku spadkowego. w pewnym sensie.powiedział pan Pond spokojnie. Będą chcieli dostać swój udział. JeŜeli zostały gdziekolwiek zdeponowane. . Zorientowanie się w tym wymaga czasu. Nie mogę tym poszukiwaniom poświęcić całego mojego czasu. . prosząc o informację.PrzecieŜ oni są równieŜ. Urząd skarbowy jest zawsze zawiadamiany. to kiedy juŜ myślisz. Martin Pond był zmartwiony postępkiem przyjaciela i rozumiał jego intencje. Spojrzał na rodziców. .odpowiedział pan Pond. przychodzą i kładą na nie łapę. JeŜeli nabyty został za nie jakiś obiekt. Ale Timothy Hanson mnie zadziwił.Forsyth Opowiadania.wrzasnął.zgodził się pan Pond. Rodzina Armitage'ów zastanawiała się głęboko. Ŝe nie bałeś się tych małych. przedstawiając się jako egzekutor testamentu Hansona.A co pan radzi? . Ŝebym jeszcze zrobił? Zapanowało milczenie. to taka transakcja takŜe musi wyjść na jaw. . . ale wydawanie ich to sprawa znacznie trudniejsza. co się dało zrobić. ale przecieŜ musiał gdzieś złoŜyć te pieniądze albo coś za nie kupić. . ale nie otrzymałem Ŝadnej odpowiedzi.Był juŜ nieraz stosowany. niejakiego Richardsa. . mogą zamknąć sprawę. Nie 194 wahają się przed niczym. Dopóki ich nie znajdą. Ŝe jest umierający. ale on takŜe nie mógł mi pomóc. . chciwych ludzi.To juŜ inna sprawa .Przepraszam . . Jego wybuch był tak niespodziewany. W dzisiejszych czasach wszystko jest skomputeryzowane.Skontaktowałem się juŜ ze wszystkimi większymi bankami. . Dopiero kiedy wiedzą. Strona 118 . No. będę musiał zawiadomić ich o tym. .Wcześniej czy później. prawdopodobnie wcześniej.Pozostaje jeszcze urząd skarbowy . Ŝe zamilkli. . w Zjednoczonym Królestwie. Pozostaje pytanie: co państwo chcecie. jakie daje państwowy urząd. ale urzędników skarbowych zawsze. Ŝe to się rzadko udaje. Zawsze znajdą kaŜde pieniądze. .Co pan zamierza zrobić? . ale to nie miałoby sensu.txt Ta ostatnia uwaga wyprowadziła Ponda z równowagi. Adwokat wskazał na Armitage'a juniora.Cicho! .Ale zrobiłem juŜ niemal wszystko. . Mógłby je wpłacić do zagranicznego banku albo złoŜyć w nim w depozycie. Są niestrudzeni i nieugięci. Nie pojawiły się nigdzie duŜe ilości gotówki. Jakkolwiek i gdziekolwiek byś je ukrył. Jak mogłeś sobie wyobrazić. nie śpieszą się.zawołała pani Armitage z nadzieją. to je znajdziemy. a to dlatego. co się stało. a opłaty skarbowe od sprzedaŜy kaŜdej nieruchomości czy innych walorów są konieczne. Poza wszystkim innym trzeba przecieŜ płacić podatek od zysku z kapitału. . Odwiedziłem byłego szofera i słuŜącego Hansona. Ŝe oni potrafią znaleźć te pieniądze? .Myśli pan.Jak długo to moŜe potrwać? . . spadkobiercami. Ŝe pieniądze są poza granicami Anglii i poza zasięgiem ich jurysdykcji. zarówno zwykłymi. Ŝe ci się udało. .Jeszcze przez pewien czas .zapytał Armitage senior pana Ponda znacznie juŜ uprzejmiejszym tonem.To jest znany wybieg . Mam swoją praktykę adwokacką. Ŝe uda ci się coś takiego? pytał w duchu zmarłego.mówił Pond. jak i handlowymi. Są jak te młyny Pana Boga.zapytał Armitage. oni na niego. Timothy. Umieściłem równieŜ ogłoszenia w głównych pismach krajowych.Czy moŜe pan dalej czynić poszukiwania? . Nie miał powodu bogacić i tak juŜ wystarczająco bogatych bankierów. Czy naprawdę nie bałeś się urzędu skarbowego? Wiem. I mają do dyspozycji wszystkie moŜliwości. MoŜna podejmować z banków duŜe sumy pieniędzy.

.powiedział wstając pan Pond. . Pan Pond był juŜ niemal równie niecierpliwy jak Armitage'owie.Nie moŜemy tak długo czekać! . Po pierwsze. .zaczął. ale brakuje masy spadkowej.Hej. . Ŝe straci pieniądze przeznaczone na kupno nowego samochodu i letnie wakacje. .Dobrze. GdybyŜ Hanson wiedział. Nie zaniedbają sprawy. A usługi tego człowieka nie są tanie. przyglądając się wszystkim po kolei sponad okularów .Kwestia miesięcy? .Dobrze.Stary łajdak! .przerwała mu pani Armitage i niech pan mu powie.Właśnie. Skinął jednakŜe głową na znak zgody. Ŝe potrafi odnaleźć zaginioną fortunę Hansona.. załoŜyłem i nadal zakładam. czego pan Hanson dokonał w ostatnich miesiącach swojego Ŝycia.Proszę mówić dalej. .kierując się trzema załoŜeniami. . JeŜeli rodzina Armitage'ów spodziewała się ujrzeć kogoś w rodzaju Filipa Marlowe'a albo kogoś innego. to moŜna zrobić. Muszę państwu powiedzieć. ZaangaŜuję pana Eustace'a Millera. JednakŜe. Jest jednak najlepszy do takich rzeczy. Jest jedynym prawdziwym fachowcem. Zaprosił więc wszystkich zainteresowanych do swojego biura. dokoła łysiny wyrastał mu wianuszek siwych włosów. przeznaczonej na wydatki. . i to bardzo szacownego. . Obawiał się. w celu odnalezienia zaginionych spadkobierców. na nosie miał okulary w złotej oprawie.. biorę na siebie jego wynagrodzenie po wyczerpaniu tych pięciu tysięcy funtów. to spotkało ją rozczarowanie..txt które mielą powoli. .Musi się znaleźć sposób na przyśpieszenie sprawy.Forsyth Opowiadania. jacy oni są chciwi! . W tym wypadku spadkobiercy są.zaproponował junior. .Norman? Armitage senior przełknął ślinę.No to bardzo dobrze ..Nie był wszak zmuszony pozostawiać go państwu . . Wreszcie Miller zawiadomił pana Ponda. Owszem. Pan Miller milczał przez następne cztery tygodnie. Pozostaje tylko sprawa jego wynagrodzenia. Ŝe z kwoty pięciu tysięcy funtów.No to niech go pan wynajmuje .zawołał junior. nieustannie Ŝądając szybkiego odnalezienia naleŜnej im zagubionej fortuny..odparł Pond. Ŝeby go nazwać prywatnym agentem .zauwaŜył spokojnie pan Pond. 195 Co za chciwość.Raczej lat. Nie wątpię. Ŝeby jak najszybciej odkrył.Oni teŜ wolą się tak nazywać. Wydatki okazały się wyŜsze niŜ zwykle. . Traciła swoją towarzyską ogładę. Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. referował sprawę.. a złoty łańcuszek od zegarka przecinał przód kamizelki. Raz juŜ zaangaŜowałem takiego człowieka. Po drugie. Nosił ciemne ubranie. pomyślał pan Pond. było robione z pełną świadomością i w okreś196 lonym celu. Eustace Miller był niski. prywatnego agenta. Mówiąc to odprowadził Armitage'ów do drzwi i poszedł do swojego gabinetu. będącego uosobieniem rzutkiego prywatnego detektywa.Wolałbym. Pani Armitage spojrzała na męŜa. wszystko. .Rozpocząłem moje dochodzenie .krzyknął Armitage junior. ale Armitage'owie bombardowali Martina Ponda. a gdyby tak wynająć prywatnego detektywa? . iŜ jego poszukiwania są tak powaŜnie zaawansowane. . aby zatelefonować do Eustace'a Millera. tłusty i dobroduszny. . . Ŝe celem pana Hansona było odcięcie spadkobierców i władz skarbowych od dostępu do majątku po jego śmierci. Ŝe moŜe złoŜyć wstępne sprawozdanie z rezultatów.krzyknęła pani Armitage. gdzie ten przeklęty człowiek ukrył swoje pieniądze. czy mógłby pan zatrudnić prywatnego detektywa? zapytała jego matka. pozostało juŜ bardzo niewiele. ale nie śpieszy im się.. Stojąc na nieco przykrótkich nogach. Strona 119 .

. . .Stolarstwo było jego pasją. trzeba mieć licencję zarówno na zakup. . jest obecnie równie wartościowa jak złoto. . zrobić. .Mam tutaj kwity. wyciągnął z teczki plik papierów.MoŜliwe. ale sprzedawca nie był w stanie tego. jego szofer i słuŜący . Wtedy zacząłem myśleć o innym walorze posiadającym wielką wartość.Blisko trzy miliony funtów. W maj-u pan Hanson zakupił elektryczny generator o wysokiej mocy. jak juŜ wspomniałem. kaŜda o wadze pięćdziesięciu uncji. Wziąłem przy tym pod uwagę fakt. z których wynika. Oderwałem od nich kilka drzazg i zaniosłem do laboratorium. Myślał juŜ o przyjemności. .Gdzie je przechowywał .ciągnął dalej Miller z nutą Ŝalu w głosie. Ktoś nawet przejechał odkurzaczem po podłodze.Chodziło mu niewątpliwie o napęd do narzędzi . . Były nasycone ropą z silnika Diesla. TuŜ przed śmiercią oddał go na złom. Na tym warsztacie skoncentrowałem moje poszukiwania. dwieście pięćdziesiąt sztabek.W swojej posiadłości.zapytała pani Armitage.Byłem przecieŜ w jego rezydencji w hrabstwie Kent . nie było to zbyt dobrze pomyślane .Ale rozejrzał się pan po niej oczami prawnika.Forsyth Opowiadania.Dziękuję.Znalazłem odpowiedź .Pieniądze? . spowodowaną zdumieniem wszystkich obecnych. do tego wystarczała instalacja elektryczna. Musiał zachować kwity. Kiedy Hanson robił swój zakup. ale stosunkowo małą objętość.Oczywiście . ani nie podjął powaŜnego ryzyka. napędzany ropą. . Ŝe pan Hanson zakupił w firmie Johnson Matthey dwieście pięćdziesiąt pięćdziesięciouncjowych sztabek niemal stuprocentowej platyny. nie dają się teŜ tak łatwo sprzedać. w sumie zakupił dwanaście i pół tysiąca uncji. Ŝe tak wielka kwota w gotówce zajęłaby bardzo duŜo miejsca. Nie zacząłem więc od domu.odpowiedział Pond. Zgodnie z prawem obowiązującym pod obecnymi rządami laburzystów.A złoto? A moŜe diamenty? . i zainstalował w warsztacie.krzyknęli Armitage'owie chórem.Właśnie. I znalazłem. Zbadałem te wszystkie ewentualności i po wyczerpujących badaniach wykluczyłem je. ZauwaŜyłem plamy na deskach podłogi. i wykorzystując chwilę ciszy. jak i na posiadanie złota.Ile na to wydał? .przerwał mu Pond. Pomyślałem sobie.To ciekawa sprawa.wyjaśnił Miller. bo one obowiązują na rynku metali szlachetnych.Prawdopodobnie Richards. oczywiście. A ja oczami detektywa . Po trzecie.Nie. doszedłem do wniosku. Ŝe pan Hanson miał doskonale wyekwipowany warsztat stolarski w dawnej stodole za stajniami? .zapytał Armitage senior. Mam je tutaj.Dlaczego platyna? .txt . czego szukam.Nie. jaką sprawi mu opowiadanie tym ludziom dalszych rewelacji. w hrabstwie Kent . sześć i ćwierć miliona 197 dolarów. Potrzebował Strona 120 . . Ŝe musiał tam trzymać jakąś maszynę albo silnik. . . . . którego wyraźnie sytuacja bawiła. . ale chyba nie. jest najcenniejszym metalem świata.zdenerwował się pan Pond. Diamenty moŜna w kaŜdej chwili zidentyfikować u ekspertów. Ŝe pan Hanson ani nie spalił swoich pieniędzy.zainteresował się Armitage senior. Platyna nie wymaga licencji. Czy pamiętacie państwo.odezwał się pan Pond cichym głosem. jakie stanowi przeszmuglowanie ich za granicę. Zwróciłem się o poradę do firmy Johnsona Mattheya. . a nie licząc rodu. zajmującej się handlem szlachetnymi metalami. ale od budynków gospodarczych. . .Poza tym wiedziałem.Mówiąc szczerze.Nabywca mógł wprawdzie zniszczyć wszystkie dowody tej transakcji. . Dokoła stołu panowało grobowe milczenie. Inaczej mówiąc. . W ciągu tygodnia znalazłem odpowiedź na to pytanie.powiedział Miller.odpowiedział Miller. cena rynkowa platyny wynosiła pięćset dolarów amerykańskich za jedną uncję. . Miejsce to było skrupulatnie wysprzątane. . jak to wynika z lektury kiepskich powieści kryminalnych. W amerykańskich dolarach.powiedział pan Pond.

Forsyth Opowiadania.txt generatora do czegoś zupełnie innego. Czegoś, co wymagało ogromnej mocy. W ciągu następnego tygodnia rozwiązałem i tę zagadkę. Hanson nabył bowiem mały, nowoczesny i bardzo wydajny piecyk hutniczy. I on zniknął, podobnie jak czerpak, azbestowe rękawice i szczypce. Wszystko to zostało z pewnością rzucone w toń jakiegoś jeziora albo rzeki. Sądzę, Ŝe wolno mi się pochwalić, bo byłem bardziej akuratny niŜ pan Hanson. Albowiem wciśnięte pomiędzy dwie deski podłogi i niewidoczne dla oka, pokryte mocno zbitymi opiłkami, niewątpliwie tam, gdzie upadło, odkryłem to! PoniewaŜ nastąpił kluczowy moment opowieści, Miller zrobił pauzę. Wyjął z teczki białą paczuszkę i zaczął ją powoli odwijać. Wziął do ręki cienką blaszkę. Płynna platyna wyciekła zapewne z czerpaka, 198 wystygła i wpadła między deski podłogi. Miller odczekał, aŜ wszyscy ją dobrze obejrzeli. - Oczywiście poddałem ją analizie. Jest to niemal stuprocentowa platyna. - A gdzie reszta? - szepnęła pani Armitage. - Tego jeszcze nie wiem, madame, ale proszę się nie obawiać, dowiem się. Widzicie państwo, pan Hanson popełnił błąd. Nie powinien był wybrać platyny. Ma ona bowiem właściwość, której nie doceniał, a która jest jedyna w swoim rodzaju. Chodzi mi o jej wagę. Teraz wiemy, czego szukamy. Drewnianej skrzyni, która moŜe wyglądać zupełnie niewinnie, ale - i to jest istotne która waŜy niemal pół tony. Pani Armitage odchyliła głowę w tył i wydała z siebie dziwny, chrapliwy ryk, podobny do ryku rannego zwierzęcia. Tarquin Armitage wstał, jego piegowata twarz była purpurowa z wściekłości. - Co za podły łajdak! - wrzasnął. Martin Pond patrzał z niedowierzaniem na detektywa. - Mój BoŜe! - jęknął. - To nie do wiary, on to naprawdę zabrał ze sobą! W dwa dni później pan Pont zawiadomił urząd skarbowy o wszystkich faktach związanych z tą sprawą. Sprawdzono je, i chcąc nie chcąc urząd skarbowy wycofał się z wszelkich roszczeń. ^ Barney Smee maszerował szybkim i wesołym krokiem w kierunku swojego banku, pewny, Ŝe zdąŜy tam przed przerwą na święta BoŜego Narodzenia. Powód jego radości tkwił głęboko w jego kieszeni. Był to czek na pokaźną kwotę, ostatni z całej serii podobnych czeków, które zapewniały od kilku miesięcy znacznie wyŜszy poziom Ŝycia niŜ ten, do którego przywykł przez ostatnie dwadzieścia lat. Zajmował się ryzykownym procederem dostarczania złomu metalowego przemysłowi złotniczemu. Miał rację, mówił do siebie, podejmując to ryzyko, a było naprawdę niemałe. Ale cóŜ, wszyscy teraz próbują się wymigać od zbyt wysokich podatków. KtóŜ mógłby go potępiać za to, Ŝe wszystkie transakcje chciał wykonywać wyłącznie w gotówce? Barney Smee bez trudu doszedł do porozumienia z siwowłosym kapitalistą, który twierdził, Ŝe nazywa się Richards, co udowadniał legitymując się prawem jazdy. Człowiek ten prawdopodobnie zakupił przed laty pięćdziesięciouncjowe sztabki platyny. Wtedy były jeszcze tanie. Uzyskałby niewątpliwie wyŜszą cenę, gdyby chciał je sprzedawać za pośrednictwem firmy 199 Johnson Matthey, ale ileŜ podatku musiałby zapłacić od zysku z kapitału! On jeden to wiedział, a Barney Smee wolał się tym nie interesować. A w ogóle to cały handel obfitował teraz w gotówkowe transakcje. Sztabki tego Richardsa były prawdziwe. Nosiły jeszcze puncę odciśniętą przez firmę Johnson Matthey, gdzie zostały niegdyś zakupione. Tylko numery seryjne zostały wytrawione. To powaŜnie zawaŜyło na zysku tajemniczego faceta, poniewaŜ za sztabki pozbawione numeru serii Smee nie mógł mu zapłacić ceny chociaŜby zbliŜonej do ceny rynkowej. Płacił mu za nie tak jak za złom, czyli czterysta czterdzieści dolarów za uncję. Ale numer serii naprowadziłby na jego trop urząd skarbowy. Facet dobrze wiedział, co robi. Barney Smee pozbył się powoli wszystkich pięćdziesięciu sztabek Strona 121

Forsyth Opowiadania.txt platyny. Na kaŜdej uncji zarobił równe dziesięć dolarów. Czek, który miał w kieszeni, był naleŜnością za ostatnią transakcję, za sprzedaŜ ostatnich dwóch sztabek. śył w błogiej nieświadomości faktu, Ŝe w innych częściach Anglii czterej inni ludzie takŜe spędzili jesienne miesiące na upłynnianiu pięćdziesięciu pięćdziesięciouncjowych sztabek platyny, które kupili za gotówkę od siwowłosego męŜczyzny. Skręcił z bocznej uliczki na Old Kent Road i zderzył się z wysiadającym z taksówki męŜczyzną. Panowie przeprosili się-nawzajem, po czym Ŝyczyli sobie wesołych świąt. Barney Smee ruszył dalej z zadowoloną miną. MęŜczyzna, z którym się zderzył, był adwokatem z wyspy Guernsey. Przyjrzał się budynkowi, przed którym wysiadł z taksówki, poprawił kapelusz i podszedł pod drzwi wejściowe. W dziesięć minut później siedział zamknięty w pokoju z lekko zaintrygowaną matką przełoŜoną. - Chciałbym zapytać, czy sierociniec pod wezwaniem świętego Benedykta znajduje się w rejestrze instytucji charytatywnych, zgodnie z ustawą o dobroczynności? - Tak - odparła matka przełoŜona. - Doskonale - ucieszył się adwokat. - Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by nie trzeba było płacić podatku od przelewania kapitału. - Od czego? - zdziwiła się matka przełoŜona. - Jest to ustawa pod nazwą "Ustawa o podatku od darowizny" wyjaśnił adwokat. - Mam przyjemność zawiadomić panią, Ŝe ofiarodawca, którego nazwiska nie mogę ujawnić, zgodnie z zasadami tajemnicy zawodowej obowiązującej prawnika, pozostawił waszej instytucji w testamencie pokaźną sumę pieniędzy. Umilkł i czekał na reakcję, ale siwowłosa zakonnica patrzyła na niego ze zdziwieniem, lecz bardzo spokojnie. 200 - Mój klient, którego toŜsamość pozostanie dla pani na zawsze tajemnicą, polecił mi, aŜebym stawił się tutaj w dniu dzisiejszym, to znaczy w Wilię BoŜego Narodzenia, i przekazał pani tę kopertę. Wyjął z teczki grubą Ŝółtą kopertę i podał matce przełoŜonej. Wzięła ją, ale nie zrobiła Ŝadnego ruchu, aby otworzyć. - O ile wiem, zawiera ona poświadczony czek bankowy powaŜnego banku z siedzibą na wyspie Guernsey, wystawiony na rzecz sierocińca pod wezwaniem świętego Benedykta. Osobiście nie widziałem tego czeku, ale takie są moje instrukcje. - Nie trzeba będzie płacić podatku od darowizny? - zdziwiła się zakonnica. Dary pienięŜne były wielką rzadkością, ich sumy niewielkie, wymagały teŜ ogromnych starań. - Na wyspach kanału La Manche istnieje inny system podatkowy, niŜ na pozostałych obszarach Wielkiej Brytanii - tłumaczył cierpliwie adwokat. - U nas nie ma podatku od transferu kapitału. Zachowujemy teŜ ścisłą tajemnicę bankową. Ofiary pienięŜne pochodzące z Guernsey czy innych wysp na Kanale nie są opodatkowane. JeŜeli odbiorca darowizny mieszka lub jest stałym rezydentem na angielskim lądzie, to podlega obowiązkowi podatkowemu według prawa na lądzie. Chyba Ŝe jest spod niego wyjęty. Na przykład przez ustawę o dobroczynności. Kiedy pani podpisze pokwitowanie na odbiór koperty o nieznanej zawartości, moje obowiązki będą spełnione. Honorarium juŜ otrzymałem. Śpieszę się do domu i do rodziny. - W dwie minuty później matka przełoŜona była juŜ znowu sama. Powoli przecięła kopertę i obejrzała jej zawartość. Był w niej pojedynczy poświadczony czek bankowy. Kiedy przeczytała widniejącą na nim cyfrę, sięgnęła po róŜaniec i zaczęła go szybko odmawiać. Gdy odzyskała nieco równowagę, podeszła do klęcznika i przez pół godziny modliła się Ŝarliwie. Kiedy wróciła do biurka, była wciąŜ osłabiona z wraŜenia. Jeszcze raz obejrzała czek. Opiewał na przeszło dwa i pół miliona funtów. KtóŜ na świecie mógł mieć takie pieniądze? Próbowała zastanowić się, jak je zuŜytkować. Pomyślała o załoŜeniu fundacji. A moŜe przeznaczyć je na stypendia? Wystarczy tych pieniędzy na potrzeby sierocińca chyba do końca świata. A na pewno będzie mogła teraz zrealizować ambicję swojego Ŝycia i przenieść cały zakład z dzielnicy ruder Strona 122

Forsyth Opowiadania.txt Londynu na cichą wieś. Będzie mogła podwoić liczbę dzieci... będzie mogła... Wśród mnóstwa przebiegających przez jej głowę myśli jedna opanowała ją całkowicie. Gdzie ona to przeczytała? Ach tak, w niedzielnej gazecie sprzed tygodnia. Coś tam zwróciło jej szczególną 201 uwagę i dało asumpt do przelotnych marzeń. Tak! To na pewno to! Tam przeniesie swoją dzieciarnię! Starczy tych pieniędzy na kupno i utrzymanie takiej rezydencji. Marzenia staną się rzeczywistością. Przypomniała sobie dokładnie treść ogłoszenia w kolumnie handlu nieruchomościami. Na sprzedaŜ duŜa rezydencja w hrabstwie Kent, otoczona pięciohektarowym parkiem. DOBRA NAUCZKA Sędzia Comyn rozsiadł się wygodnie na wyściełanej ławce przedziału pierwszej klasy, rozwinął egzemplarz Irish Times'a, spojrzał na nagłówki i odłoŜył go na kolana. Dość będzie miał czasu na czytanie w czasie powolnej, czterogodzinnej podróŜy do Tralee. Obserwował sennym wzrokiem przez okno krzątaninę na peronie stacji Kingsbridge. Zaledwie kilka minut pozostało do odjazdu pociągu Dublin-Tralee, który zawiezie go do głównego miasta hrabstwa Kerry, gdzie spełni swoje obowiązki i spokojnie wróci do domu. Miał cichą nadzieję, Ŝe nikt nie wejdzie do jego przedziału i Ŝe będzie mógł sobie trochę popracować. Ale tak się stać nie miało. Zaledwie myśl ta przeszła mu przez głowę, drzwi przedziału otworzyły się i zamknęły za kimś. Sędzia powstrzymał się od podniesienia wzroku. Przybysz rzucił podróŜną torbę na półkę, po czym usiadł naprzeciwko po drugiej stronie błyszczącego orzechowego stolika. Sędzia Comyn spojrzał na nowego towarzysza podróŜy. Był to niski, niepokaźny człowiek z wijącą się jasną grzywką nad czołem, który patrzył na niego nieskończenie smutnym, przepraszającym wzrokiem. Miał na sobie ubranie z kamizelką i wełniany krawat. Sędzia uznał, Ŝe jest to albo ktoś zajmujący się końmi, albo urzędnik, i znowu zainteresował się widokiem za oknem. Słyszał, jak dyŜurny ruchu rzucił jakiś rozkaz w stronę starej parowej lokomotywy, po czym rozległ się ostry gwizdek. W chwili kiedy lokomotywa wydała z siebie pierwsze syknięcie i koła wagonu zaczęły się toczyć, przed oknem mignęła wysoka postać człowieka ubranego od stóp do głów na czarno. Sędzia usłyszał trzask otwieranych drzwi wagonu; ktoś upadł na podłogę przedsionka. Po chwili przy akompaniamencie sapania i wzdychania lokomotywy 203 w drzwiach przedziału zjawiła się owa czarna postać i z westchnieniem ulgi opadła na siedzenie w kącie przedziału. Sędzia Comyn stwierdził, Ŝe nowy pasaŜer jest księdzem o niezwykle rumianej twarzy. Obrócił się ku oknu. Był wychowany w Anglii i nie chciał być tym, który zaczyna rozmowę. - Klnę się na wszystkich świętych - odezwał się pierwszy pasaŜer - byłem pewny, Ŝe ojciec nie zdąŜy wsiąść. Ksiądz wciąŜ cięŜko oddychał. - No tak, synu - odparł. - To było ryzykowne. Po tej wymianie zdań zapanowała błoga cisza. Sędzia Comyn patrzył, jak budynek stacji Kingsbridge znika za horyzontem. Wyłoniły się rzędy szarych domków, które w owych czasach wypełniały zachodnie przedmieścia Dublina. Lokomotywa Great Southern Railway Company uporała się juŜ z cięŜarem pociągu i tempo obrotu kół na szynach wzrosło. Sędzia Comyn zabrał się do czytania gazety. Nagłówki i wiadomości na pierwszej stronie dotyczyły premiera Ramona de Valery, który poprzedniego dnia w Parlamencie udzielił pełnego poparcia ministrowi rolnictwa w sprawach podwyŜki ceny ziemniaków. Znacznie mniejszą czcionką i na samym dole kolumny wydrukowana była kilkuzdaniowa wzmianka o tym, Ŝe niejaki pan Hitler zajął Austrię. Redaktor ma rację co do skali waŜności informacji, pomyślał sędzia. Poza tym niewiele było w gazecie interesujących go Strona 123

. takie.Czerwona dziewiątka . .Powinien być przesunięty na wolne miejsce. Sędzia odchrząknął. . Po prawej stronie widniała pusta kolumna. Dopiero po chwili uwagę sędziego zwróciło cmoknięcie. on chce rozmawiać! Podniósł wzrok i spojrzał w błagalne.Ale nie bez pomocy czcigodnego pana . Czerwona dziewiątka i sześć leŜących na niej kart przeniosły się na dziesiątkę.moŜna ją przenieść.powiedział człowiek o smutnych oczach.txt wiadomości.Król . Mały człowieczek patrzył ze zdumieniem na kupki kart. pomyślał sędzia.powiedział sędzia. który miał wejść na wokandę w Dublinie tuŜ po jego powrocie z Tralee. 205 Sędzia Comyn zastanawiał się. Ŝe na sesjach wyjazdowych rozpatruje się jedynie najprostsze sprawy.Forsyth Opowiadania. . Tamten spuścił wzrok. Ŝe uŜył ogólnie w owych Strona 124 .powiedział sędzia. Nic mnie to nie obchodzi. okazała się damą. PołoŜył ją na króla. Po pięciu minutach sędzia przestał się koncentrować na sprawie powództwa cywilnego i wpatrywał się z zainteresowaniem w rozłoŜone karty. O BoŜe.Czy pozwoli mi pan skorzystać z części stolika? . niemal psie oczy tego człowieka. Mały człowieczek wysunął czubek języka spomiędzy warg. . Sędzia Comyn zdławił w sobie irytację i powrócił do dokumentów.zapytał nieśmiały człowiek. zrozumiał. którego moŜna było przesunąć na wolne miejsce. czy ten człowiek domyślił się. ale doszedł do wniosku. .uśmiechnął się sędzia. Ŝe czerwona dziewiątka nie została połoŜona na czarnej dziesiątce. WspółpasaŜer spojrzał na niego z niepokojem. które powinny być w gruncie rzeczy rozstrzygane przez lokalnych sędziów. Ŝe wyjdzie . zwłaszcza jeŜeli układający go robi błędy. którą rozpoczynał król.Ma pan dobre oko do kart. kończyła się teraz dziesiątką.westchnął mały człowieczek.Jeszcze nigdy w Ŝyciu nie wyszedł mi pasjans. którego zainteresowanie rosło.Proszę bardzo. toteŜ juŜ po pięciu minutach złoŜył ją. Karta.odezwał się nieśmiałym głosem siedzący naprzeciwko męŜczyzna. Przy jego pomocy pasjans wyszedł.Proszę pana . Sędzia Comyn natychmiast spostrzegł. Kolumna. Mówił z akcentem południowo-zachodniej części kraju. Ci jednak bardzo często wydawali zdumiewająco nielogiczne wyroki. mimo Ŝe obydwie te karty były doskonale widoczne. . Jest jednak coś niesłychanie pociągającego w obserwacji cudzego pasjansa. potrząsając głową i patrząc na sędziego oczami cocker-spaniela. Wkrótce ukazały się za oknem zielone łąki hrabstwa Kildare. . wyszło panu . . i przeniósł króla. nie wyłonią się Ŝadne specjalne trudności.powiedział łagodnie sędzia. Wreszcie nie mógł dłuŜej wytrzymać.Niech pan układa dalej . powiedział sobie w duchu. którą mógł teraz odwrócić. Wpatrywał się intensywnie w odsłonięte karty u dołu kaŜdej kolumny. Ŝe ma do czynienia z sędzią. . Miał nadzieję. Ŝe cmoknął. odnoszących się do skomplikowanego pozwu cywilnego. . . który wyjął z kieszeni talię przybrudzonych kart i rozłoŜył je na stoliku w pasjansowe kolumny.i pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego.skłonił się tamten. Podniósł wzrok.podpowiedział sędzia .Bardzo panu dziękuję .Nie mnie . który został odłoŜony na bok. Był absolutnie skoncentrowany . Sędzia Comyn powrócił do studiowania dokumentów. Mały człowieczek po prostu ich nie zauwaŜył. WyłoŜył trzy następne karty. . Zrobił siedem kolejnych prawidłowych ruchów. Wiedział z doświadczenia. sir. wyjął z teczki plik prawniczych dokumentów i zaczął je przeglądać.Myślę. .No i widzi pan. o co chodzi. gdzie miał przewodniczyć na cokwartalnej sesji wyjazdowej. Był to as. 204 Nie zadał sobie trudu zainteresowania się małym człowiekiem. MoŜna było odsłonić następną kartę. Ŝe w Kerry. a w trzeciej leŜał król.

który grał trochę w brydŜa i pokera z kolegami z klubu Kildare Street. który z nich pierwszy powiedział słowo poker. ale nie wykluczał.wyznał O'Connor po trzecim rozdaniu nie potrafię zapamiętać.spytał sędzia. Nieznajomy poprosił o trzy dodatkowe karty. Z przyjemnością rozegrali tuzin rozdań. chce spasować. W pięć minut później. Zagrajmy jeszcze raz. Ja nigdy nie wygrywam. .Tak jest. . co pan ma w ręku. Lubił zapalić sobie po śniadaniu i kolacji cygaro i za nic w świecie nie uŜyłby benzynowej zapalniczki do dobrej hawany za cztery pensy. ChociaŜ . . Oczywiście nie było mowy o pieniądzach. zdecydowali rozegrać 206 małego. Ŝe był to on właśnie. Zagrali jeszcze raz.. . tylko para dziewiątek. Był raczej dumny ze swojej teorii. pasuje pan i nie przebija. Mały człowieczek przestał układać pasjansa i zaczął wykładać po pięć kart.rzekł sędzia i obejrzał własne karty.Nie umiem grać w karty. Gdy minęli miasto Kildare. . . zdolność obserwacji i dedukcji oraz dobra pamięć. wymieniając tylko nazwiska. przejął jedno z rozdań i obejrzał karty. JeŜeli karty są złe. sędzia o dwie. będzie je pan mógł wymienić na inne. oglądał je i składał z powrotem. . jak gdyby zaŜenowany własną odwagą.Zakładam się o jednego wyimaginowanego pensa. Z zadowoleniem stwierdził. a sędzia rozdzielił zapałki i dał po dwadzieścia sztuk kaŜdemu. a wygrywali pół na pół.odparł rumiany ksiądz z uśmiechem.stwierdził sędzia.powiedział sędzia.powiedział ze smutkiem.txt czasach przyjętego w Irlandii tytułu wobec ludzi zasługujących na szacunek. jeŜeli nie będą panu odpowiadały.powiedział sędzia i z tryumfem wyjął z teczki duŜe pudełko zapałek. jeŜeli są dobre. . bo kiedy jeden z graczy. Postanowili rozdawać po pięć kart. Sędzia pominął swój tytuł.Jak człowiek się raz nauczy grać.Forsyth Opowiadania.Gotowy? . Faktem jest. . podając jedynie nazwisko Comyn.Długa jazda do tego Tralee. kto z nas ile postawił. O'Connor zwrócił się do księdza: . to pan zaczepia. sir. niewinnego pokera. W tym momencie przedstawili się sobie. miał pan dobre karty. . Dostaje pan po prostu pięć kart. . .Zasada jest ta sama. Szanowny pan ze swoją świetną pamięcią jest w łatwiejszej sytuacji. JednakŜe trudno jest grać w pokera w dwie osoby. uśmiechnął się nieśmiało. Ŝe wziął talię i rozdał parę gier sam ze sobą. Mały człowieczek. Sędzia wygrał.powiedział z podziwem O'Connor. mając złe karty. Tym razem nie był to ful. Mały człowieczek miał trzy piątki. Po jednej.Mam pewien kłopot .Nieszczególnie . Tamten skinął głową. Ŝe jedno z rozdań dało mu fula .powiedział. . według której na umiejętność zręcznej gry w karty składają się poprawne rozumowanie. Gdy później przypominał sobie tę jazdę.Czy ojciec nie zagrałby z nami? . Do tego trzeba mieć dryg. między Sallins i Kildare.Ach . to juŜ nigdy nie zapomina. Strona 125 .Zgoda .walety na dziesiątkach.dodał . jak to było wówczas w zwyczaju.Właśnie o to mi chodziło! .. którą ja mam. . do czego miałem prawo.Mam pomysł . sędzia Comyn nigdy nie mógł dojść. Wreszcie odłoŜył talię i westchnął.odparował sędzia. drugi teŜ musi to zrobić. jego partner nazywał się O'Connor. Czułem to.Niestety nie . ojcze . . Potem patrzy pan.To tylko sprawa dedukcji i skalkulowanego ryzyka . . Ma pan szczęście. Ksiądz odłoŜył tom kazań zmarłego kardynała Newmana i spojrzał na karty.ale ja nic nie dokupiłem.grałem kiedyś z kolegami w seminarium w wista. RozłoŜył na stoliku otwarte karty. Ŝe nie moŜe pan dać sobie lepszej karty niŜ ta.Odebrałem sobie mojego wyimaginowanego pensa .przypomniał sobie sędzia .

Ksiądz znowu pokiwał głową.Potem idzie czwórka .Oznacza to dosłownie cztery jednakowe karty. prawda? 208 Przeprosił współgrających i gra potoczyła się dalej. . Widzi ojciec. KsięŜulo nie orientował się jeszcze dobrze w grze i tylko sędzia grał ostro.zapytał ksiądz. . .Oczywiście .ale nie powinien ich pan pokazywać. aŜ do czterech 207 dwójek.NajwyŜsza karta to poker. . dama. Sędzia wygrał cztery zapałki. Przy trzecim rozdaniu twarz księdza rozjaśniła się. ojcze .tak. O'Connor uderzył się w czoło. . Robił zbyt wiele błędów. . O'Connor uniósł brwi. Sędzia zapisał to na kartce pod słowem "czwórka". wyjaśniając po kolei kaŜdą kombinację. dwie pary.powiedział ostroŜnie ksiądz. Była rzeczywiście dobra. .Dobra karta. To.ciągnął dalej sędzia. ojcze. Ŝe niewarte są nawet małej stawki . walet i dziesiątka.Tak przypuszczałem . ale teŜ takiej samej wartości. Piąta karta nie liczy się: oczywiście cztery asy są lepsze niŜ cztery króle. poniewaŜ mamy gorsze karty. a O'Connor połowę.Forsyth Opowiadania. i tak dalej. karty zostały piętnaście razy rozdane. co się ma w ręku.Potem idzie ful . . trójka. Niech pan zobaczy. potem idzie kolor. na przykład trzy damy i dwie inne karty. .niech ją pan sobie bierze. Rozdano karty.Jedna para lub sam as czy teŜ róŜne karty. to znaczy trzy karty tej samej wartości. Przez sześćdziesiąt minut.. Jasne? Ksiądz skinął głową.Jak w konfesjonale . LeŜąca przed sędzią kupka zapałek bardzo urosła. To prawda. . kolej na fula. Pogrzebał w teczce i wydobył z niej czystą kartkę liniowanego papieru.powtórzył . . Sędzia z rozpaczą odłoŜył swoje karty. począwszy od asa. Po prostu pięć kart w tym samym kolorze i w dowolnej kolejności. . jedna para. Ŝe powiedział głupstwo. W pierwszych dwóch rozdaniach ksiądz pasował wcześniej i przyglądał się. co pan ma w ręku. a sędzia roześmiał się protekcjonalnie. jak w konfesjonale.powiedział cierpliwie O'Connor .To niezupełnie tak .PrzecieŜ to tylko zapałki.powiedział. . na przykład dwie dziesiątki. .W pokerze nie ma Ŝadnego brania lew .powiedział ksiądz . prawda? . jak człowiek. nikt z nas nie będzie nic stawiał. panie O'Connor. zwane czasem furą to tak słaba ręka. Niewinna gra losowa nie jest wszak grzechem. Z wewnętrznej kieszeni marynarki wyjął złoty ołówek. kalkulował. Miał fula waletowego na królach.WaŜne jest to.poprawił go sędzia Comyn .Czy mam się starać brać lewy? . Ksiądz patrzył mu przez ramię.txt . Jest to pięć kolejnych kart w tym samym kolorze.wtrącił O'Connor.zapytał pokazując swoje karty pozostałym graczom. powinno być tajemnicą.uśmiechnął się sędzia Comyn .Oczywiście.powiedział ksiądz.Nie znam się na stawkach .Czy mogę to wziąć? . Bo skoro wiemy. jak tamci rozgrywają. aŜ do przyjazdu do Thurles. rozumiem.. Zaczął coś pisać na kartce. Ksiądz spojrzał na kartkę.Tak. co pan ma. strit. który zrozumiał. .tłumaczył dalej sędzia.No cóŜ . Zapałki zostały podzielone na trzy równe kupki i gra się rozpoczęła. Sędzia omówił następnie resztę listy.powiedział O'Connor. oceniał szansę i prawdopodobieństwa Strona 126 . Pozostałe to król. To ksiądz zrozumiał. Cztery asy. .skoro gramy tylko o zapałki. Taki ful nazywa się ful damski na dziesiątkach. przyjacielu. to bardzo dobre karty .następnie idzie zwykły kolor.Teraz. . cztery króle. Ani słowa nikomu. Zwłaszcza jeŜeli się gra o zapałki. . cztery damy i tak dalej. wpisując to słowo pod wyrazem poker. Ksiądz stracił niemal wszystkie.

Ŝe nawet biskup nie zechce sprzeciwić się darowiźnie dla sierocińca. to nie miejsce dla ludzi pobrzękujących pieniędzmi w kieszeniach.. wielmoŜny panie .Kiedy ja nie mogę grać o pieniądze! .Czysta robota .W takim razie muszę zrezygnować . Co ksiądz na to? . O'Connor podniósł połówkę zapałki bez łebka. O'Connor oświadczył. Ŝe bardzo dobrze się bawię .Jak pan sobie Ŝyczy .zawołał O'Connor . Sędzia i na to znalazł rozwiązanie. Ŝe Pan Bóg nie moŜe mieć nic przeciw temu.Jestem pewien.Nawet kilka szylingów to dla mnie duŜo. . . . Ŝe granie o zapałki nie jest zbyt interesujące wyznał O'Connor po drugim upomnieniu. Przez chwilę w przedziale panowała ponura cisza. Jadę do matki. moje szczęście moŜe się szybko odmienić odpowiedział O'Connor z anielskim uśmiechem. mój synu. ChociaŜ..chociaŜ.AleŜ wielmoŜny panie.Nie jestem z natury hazardzistą. Potem kaŜdy z nas poŜyczy księdzu równą liczbę zapałek.zawołał sędzia .mam pewien pomysł.Dziesięć szylingów? . .zasugerował O'Connor. matka nasza.txt swym wyćwiczonym umysłem prawnika.Przyznaję. Kościół święty.powiedział sędzia. Uznał. 209 14. O'Connor zwrócił uwagę. odda nam to.zaproponował.bez pana nie moŜemy grać. JeŜeli wygra. . a resztę otrzyma w gotówce. Strona 127 . co księdzu zostanie po oddaniu poŜyczki.Darowizna! . co mu poŜyczyliśmy. połowę od sędziego. JeŜeli ksiądz przegra.powiedział sędzia tasując karty co do wysokości stawek.. . które wyjął ze swojego pudełka.powiedział sędzia . Sędzia musiał go dwukrotnie przywoływać do porządku.powiedział ksiądz stanowczym tonem. stanie się darowizną dla sierocińca.Forsyth Opowiadania. to nie będziemy od niego Ŝądali zapłacenia długu. do Dingle. . więc wznowili grę. . . .zauwaŜył O'Connor.. . które odtąd będą miały wartość pieniądza.MoŜe skończylibyśmy juŜ? . śaden z graczy nie sprzeciwił się zaakceptowaniu jego czeku. Ŝe gra o kilka szylingów to niewielki hazard.I wszystko będzie dobrze.Ale biskup tak . Ŝe ta gra jest potwierdzeniem jego teorii o przewadze rozsądku nad szczęściem.. Ksiądz otrzymał poŜyczkę w wysokości dziesięciu zapałek z łebkiem i czterech bez łebka..powiedział ksiądz.zawołał tryumfalnie sędzia. Ksiądz wyraził zgodę. Gracze na ogół bawią się dobrze.Obawiam się..AleŜ. potraktujemy to jako prezent w zamian za księdza udział w grze .A jeŜeli wygrana pójdzie na cel dobroczynny? .zaproponował O'Connor bez specjalnego entuzjazmu.MoŜe będzie zabawniej. ojcze . Byli przekonani. Przełamali kaŜdą zapałkę na pół. Sędzia i O'Connor podzielili zapałki na dwie kupki. i Ŝe gotów jest grać do tej wysokości. stracił pan sporo zapałek. połowę od O'Connora. . .Wszystko.Wydaje mi się. Ŝe jest dŜentelmenem..powiedział z podziwem O'Connor. bo obecne ceny torfu są. w Dingle jest sierociniec. ale myślę. a biedne dzieci w zimie marzną. Muszą wystarczyć na całe wakacje. Połówki z siarką na końcu miały być dwa razy wartościowsze od pozostałych. .zaprotestował ksiądz. jak widzę. Moja matka gotuje tam posiłki.Pan jest genialny. A kilka szylingów. Gdy minęli Thurles.A jeŜeli o nas chodzi.. . .. jeŜeli zagramy o pieniądze .A z nim spotkam się chyba wcześniej. Suma ta zaskoczyła nieco sędziego. które stanowią sumę przeznaczoną na urlop.Teraz musimy umówić się . Czterdzieści zapałek. Mam w portmonetce tylko trzy funty. . . Ŝe ma przy sobie trzydzieści funtów. O'Connor jakby stracił zainteresowanie grą. Ŝe moŜe ich zabraknąć.Chwileczkę . . . . Pan O'Connor i ja podzielimy między siebie wszystkie zapałki.

BoŜe! Jestem prawie zupełnie spłukany. poniewaŜ wszedł do puli. W trzecim O'Connor szybko spasował. przesuwając do puli kilka zapałek . Partnerzy księdza wyrazili zgodę i obaj odebrali po swoje sześć funtów. a następnie przebił o dziesięć. Ksiądz spojrzał z konsternacją na spiętrzone na stoliku zapałki i na leŜący przed nim ekwiwalent dwunastu funtów.Forsyth Opowiadania.zawołał konduktor. TuŜ przed Mallow zgodzili się odrzucić wszystkie niskie karty od siódemki w dół. Kiedy ksiądz z kolei zareagował dołoŜeniem do niej pięciu funtów.ksiądz posmutniał. sędzia dostał wymarzoną kartę. Powinienem był odłoŜyć te trzydzieści dwa funty dla sierocińca.wtrącił się O'Connor. . tylko raz obstawił wysoko i wygrał dziesięć funtów z fulem przeciwko dwóm parom i stritowi. . kiedy sędzia podwoił leŜące tam juŜ pięć funtów księdza.szepnął. Ŝeby pan Comyn podwyŜszał jeszcze raz stawkę. . . 211 Sędzia zacisnął zęby na paznokciu kciuka. Gdy minęli Farranfore. .Za pięć minut Tralee . Kilka osób wsiadło i wysiadło. TuŜ pod Charleville ksiądz wygrał od zaniepokojonego O'Connora dziesięć funtów i tempo gry zwolniło się. 210 . z którymi rozpoczynałem grę? . Księdzu pozostały jeszcze trzydzieści dwa funty. który zgodnie z dziwacznym nazewnictwem panującym na kolejach irlandzkich nie ma nic wspólnego z Limerick i leŜy tuŜ za Tipperary. Zabrał ze stołu swoje dziewięć funtów.txt po podzieleniu na połówki reprezentowało teraz równowartość sześćdziesięciu funtów. której ksiądz nie będzie mógł zapłacić. to proszę dołoŜyć pięć funtów i sprawdzić go.Trudno .powiedział. . ale nikt nie zakłócił pokerowcom gry i nie wszedł do przedziału. Dojechali do węzła kolejowego Limerick.O. Musi pan dołoŜyć i sprawdzić sędziego.JeŜeli ksiądz nie chce. . kiedy Strona 128 .Przesunął na środek stolika dziesięć funtów.powiedział ksiądz i jakby obrzędowym ruchem przesunął cztery zapałki na środek stolika. czyli grać talią ^ trzydziestu dwóch kartach. Ŝe teŜ ma dobrą kartę.Sam nie wiem. O'Connor myślał prawdopodobnie. Sędzia skinął głową.i przebijam jeszcze pięć. wsunąwszy głowę w szparę uchylonych drzwi przedziału. pozostali dwaj gracze po dwadzieścia cztery funty. O'Connor stracił nerwy i spasował.Tylko jedno . Dobrał trzy karty i z zachwytem przyglądał się swoim czterem damom i siódemce trefl. . Gra nabrała ponownie tempa. Ksiądz pokazał cztery dziesiątki. Ŝebym teraz zwrócił panom dwanaście funtów. i to do sumy. dziewięć funtów sędziego i stawki w wysokości trzydziestu szylingów. tracąc swoją dziesięcioszylingową stawkę. sam nie wiem. Miał fula waletowego na siódemkach.Proszę księdza . .. Pociąg zatrzymał się przy peronie. Razem z pozostałymi mu jeszcze dwoma funtami miał teraz dwadzieścia jeden funtów i dziesięć szylingów. po czym dołoŜył dziesięć funtów do dziesięciu funtów księdza i dodał drugie tyle. pozostawiając sobie dwa.Mój BoŜe.Czy nie byłoby wskazane. Był spokojny.zapytał ksiądz.powiedział O'Connor .nie moŜe ksiądz przebić wyŜej. Co mam robić? zapytał ksiądz. co robić . Sędzia raz jeszcze zajrzał do swoich kart.. co w 1938 roku stanowiło wcale pokaźną sumkę.Dokładam ojca cztery funty . TuŜ przed Headford nieszczęsny O'Connor przegrał juŜ dwanaście funtów. a sędzia dwadzieścia. Sędzia usłyszał westchnienie księdza. . .Wszelki duch Pana Boga chwali .szepnął. W sumie od początku gry przegrał dwanaście funtów. JuŜ w pierwszych dwóch rozdaniach wygrał prawie dziesięć funtów. Mogło być lepiej. często pasowali wszyscy partnerzy.Tak mi dobrze szło. Sędzia rozłoŜył swojego fula i czekał. O'Connor na ogół szybko pasował.Sprawdzam . Ksiądz miał dwanaście funtów w zapałkach. . Ksiądz wstawił do puli cztery jednofuntowe zapałki. . O'Connor grał teraz bardzo ostroŜnie. Nikt nie podziwiał jezior Killarney przesuwających się za oknem. Księdzu pozostało jeszcze siedem funtów.

Niech cię. Ŝe bank wypłaci mi za to pieniądze? .dziwił się ksiądz. . . . Ŝeby odpocząć przed jutrzejszą rozprawą w sądzie.W takim razie wypiszę czek na pańskie nazwisko .krzyknął pisarz sądowy.Z pomocą boską . w obydwu wypadkach.Ja juŜ zapomniałem. .powiedział ksiądz z namaszczeniem. .Tak jest . .odparł ksiądz. kiedy wezwano trzeciego oskarŜonego. Bank Irlandzki w Tralee wypłaci panu gotówkę. ZdąŜy pan tam jeszcze dzisiaj. Zamykają dopiero za pół godziny.odpowiedział sędzia. oskarŜeni przyznali się do winy. wydarł go z ksiąŜeczki i podał księdzu. Rozległy się kroki.jest Strona 129 . moŜe zainkasować gotówkę. Komplet przysięgłych z Tralee nie miał duŜo do roboty. składając starannie czek. A tak mam juŜ tylko dwa.. Sędzia Comyn poszedł do hotelu. Przypuszczałem. Dwie pierwsze sprawy na wokandzie tego dnia były proste. dotyczyły drobnych przestępstw. a sędzia wrzucił przełamane zapałki do popielniczki. . Szybko wypisał czek. -. . prawda? .Oto moje karty. . . Ŝe pan ma tego. Będzie to dla mnie nauczka. . pokera. Dawno nie widziałem.To byłoby równo pięćdziesiąt funtów. O'Connor odliczył dwanaście banknotów funtowych i podał je księdzu. Ksiądz spojrzał na rozłoŜone przed nim cztery damy. Otrzymali.powiedział ksiądz. jeŜeli ma pan cztery . a zwłaszcza z przedstawicielem Kościoła! . To bardzo biedna instytucja.Jestem winien pięćdziesiąt funtów na rzecz sierocińca powiedział sędzia i zabrał się do pisania. O'Connor schował talię do kieszeni.txt je jeszcze miałem. A teraz powiem księdzu i panu. Chciał się jak najwcześniej połoŜyć.odparł sędzia. panie O'Connor.powiedział sędzia. Ŝe oni nie mają rachunku bankowego. . a potem w swoje karty. 212 .CzyŜ króle nie są wyŜsze od dam? .Obawiam się. . .odpowiedział głos. Ŝe była to dla mnie bardzo interesująca..Wystawiłem go na okaziciela.Forsyth Opowiadania. synu.mówił dalej pisarz . choć kosztowna. . Bóg błogosławi .zapytał. Nie naleŜy grać w karty w pociągu. Rozstali się na peronie stacji w Tralee.powiedział O'Connor ze smutkiem. Cztery damy! O'Connor gwizdnął.Owszem są.powiedział sędzia.Przypilnuję. Nigdy nie operowałem pieniędzmi. karę grzywny. podróŜ.Dla mnie teŜ była kosztowna . .No właśnie.Oczywiście .Skoro tak pan mówi .Tylko niech go pan nie zgubi.Powiada pan. . .odparł ksiądz z zakłopotaniem. Sędzia Comyn siedział z głową pochyloną nad papierami. kto go znajdzie. od czego zaczynaliśmy.DołoŜę księdzu trzy funty . Kiedy wjechali do Tralee. zebrali karty i zapałki. Ŝeby komuś tak szło.Ja teŜ nie mam rachunku .Wyjście się znajdzie . Z sali sądowej widoczna była tylko peruka sędziego.Mówił pan. Sędzia pisał dalej. Ŝe przegrałem. . Jest wystawiony na okaziciela i kaŜdy.Myślałem juŜ.Ronanie Quirku O'Connorze . Ksiądz połoŜył karty na stolik. gdzie są najbardziej potrzebne . . I miał rzeczywiście cztery.Czy pana nazwisko brzmi: Ronan Quirk O'Connor? . śyczę panom powodzenia.Sam Pan Bóg musiał księdzu rozdawać karty. .uśmiechnął się sędzia uprzejmie.Wprowadzono Ronana Quirka O'Connora! . .westchnął. Ŝe to sierociniec w Dingle? Jak mam wystawić czek? Ksiądz zdawał się zaskoczony. . Ŝeby te pieniądze znalazły się jeszcze dziś przed zachodem słońca tam. Sędzia Comyn wyciągnął ksiąŜeczkę czekową z kieszeni.zapytał oskarŜonego pisarz sądowy. .

Na peronie podszedł do niego człowiek. W czasie podróŜy wdał się w grę hazardową z oskarŜonym i jeszcze jedną osobą.powiedział sędzia. wreszcie podniósł wzrok. czy teŜ nie przyznaje się pan do winy? W czasie przemówienia pisarza sądowego sędzia Comyn odłoŜył starannie pióro. Ŝe otrzymawszy informację o tym.zarządził. 213 Ŝe pan. za pomocą oszustwa. by oskarŜony udał się z nim do komisariatu w Tralee. Prokurator pokazał mu karty i świadek stwierdził na podstawie zrobionych przez siebie znaków. Ŝe oznaczałoby to ponowną rozprawę. Miał prawo wstrzymać przewód sądowy na podstawie znajomości z oskarŜonym.txt pan oskarŜony o szulerstwo na podstawie paragrafu siedemnastego ustawy o grach hazardowych z 1845 roku. Ŝe uczciwie przedstawi przysięgłym swoje wnioski? Uznał. jak gdyby miał ochotę w ten sposób prowadzić całą rozprawę. Ŝe zaczął coś podejrzewać. co ja. Dotychczas wszystko było jasne. .Forsyth Opowiadania. Przegrywał tak regularnie. co ten uczynił. Karty zostały posłane do Dublina celem zbadania i gdy otrzymano raport. Korzystali z talii kart. Sędzia Comyn zaklął w duchu.nazywał się Lurgan Keane. SierŜant zaŜądał. a on siedział w swoim fotelu z nieruchomą twarzą. które jego zdaniem mówiły same za siebie. naleŜącej do oskarŜonego. Ŝe tak. Ŝe przeprowadzi rozprawę sprawnie i bezstronnie. Tam kazano mu opróŜnić kieszenie. Mały człowieczek o oczkach spaniela patrzył na niego poprzez salę sądową tępo. w dniu trzynastym maja bieŜącego roku. a mianowicie siedemdziesiąt funtów. od niejakiego Lurgana Keane'a.jak się później okazało . Trzynastego maja właściciel sklepu spoŜywczego w Tralee. Pisarz sądowy zrobił to. Miał przy sobie przypadkowo znaczną kwotę pieniędzy. O'Connor odpowiedział. A mianowicie o to. nazwiskiem Lurgan Keane. przybył na dworzec w Tralee dnia trzynastego maja. Jechał niewątpliwie wczoraj w tym samym pociągu. szalbierstwa i fałszerstwa. Prokurator wstał i przedstawił fakty. wsiadł w Dublinie do pociągu jadącego do Tralee. wygrał pewną sumę pieniędzy. Ŝe jest to Strona 130 . Wszyscy patrzyli na sędziego. Bezstronność będzie wymagała. 214 wysoki. Procedura ta pociągnęłaby za sobą dodatkowe koszty dla podatników. Ŝeby brał stronę oskarŜonego przeciwko prokuratorowi. . Ŝe po zbadaniu okazało się. masywny męŜczyzna. które pan Keane zidentyfikował jako te. Ŝe nie ma i Ŝe sam się będzie bronił. który . zagłębił się na dłuŜszą chwilę w swoich papierach. To on wskazał oskarŜonego. przebywając w hrabstwie Kerry. ale podróŜował trzecią klasą. Czy jest pan winien zarzucanego przestępstwa. Pierwszym świadkiem oskarŜenia był sierŜant policji z Tralee. podszedł do kolejarza i poprosił. Zeznał pod przysięgą. co dzieje się w pociągu. W sali sądowej było zupełnie cicho. Wśród innych przedmiotów znalazła się w nich talia kart. pomyślał sędzia. poniewaŜ oskarŜony juŜ został pozwany.Proszę o ciszę .wyszeptał O'Connor. wyszedł pod jakimś pretekstem na peron. . a następnie zapytał O'Connora. czy ma obrońcę. Detektyw zeznał. Następnym świadkiem był detektyw z sekcji oszustw dublińskiej policji. Pomyślał jednak. iŜ karty w inkryminowanej talii są znaczone. ale ze zdumieniem. Ronan Quirk O'Connor. który zeznawał na okoliczność przebiegu aresztowania oskarŜonego. W głowie kłębiło mu się tysiące myśli. w chwili kiedy nadchodził pociąg z Dublina. które posłuŜyły do gry w pokera podczas jazdy pociągiem. Sędzia Comyn odpowiedział mu wzrokiem pełnym przeraŜenia. Wszystko sprowadzało się do pytania: czy moŜe sobie zaufać. W Farranfore. jeden przystanek przed Tralee. O'Connor został oskarŜony o szulerstwo.Proszę zaprzysiąc członków ławy przysięgłych . Ŝeby w Tralee czekała policja.Nie przyznaję się do winy .

Dwunastu sprawiedliwych solennie kiwało głowami.Z kieszeni . O'Connor po raz drugi zrezygnował z przesłuchania świadka. którą badał. jego przeciwnik zawsze miał lepszą i wygrywał. w jaki sposób karty zostały poznaczone przez szulera. Tym razem O'Connor wstał.To zupełnie niemoŜliwe. Ŝe przeciwnik ma lepsze karty. . . zostały w tym wypadku "zaciemnione". Ŝe jest ofiarą szulera. W pociągu został wciągnięty w grę w pokera. to znaczy. Wskazuje ona szulerowi kolor. który wie o ich istnieniu.Powiedział pan.powiedział detektyw . poprosił.zawołał w stronę ławy przysięgłych .Szuler po prostu nie bierze udziału w licytacji. . z jakim zainteresowaniem przysięgli przysłuchiwali się zeznaniom detektywa. kiedy miał w ręku dobrą kartę.A skąd? Keane wydawał się zdziwiony. Podszedł do ławy świadków jak byk wpadający na arenę i wbił wzrok w O'Connora. Wysoki Sądzie . mógł je zauwaŜyć przez stół. . Ŝeby szuler.Nie mam dalszych pytań .Ma pan prawo zadać świadkowi kaŜde pytanie.Forsyth Opowiadania. Ten patrzył na niego złym okiem.ale nie ma większego znaczenia. kiedy sam ma lepszą rękę. .Jak najbardziej .Na dwa sposoby.Owszem . ale nie skorzystał z oferty. Robi się je na obu brzegach karty w ten sposób. UwaŜał się za dobrego gracza.Wysokie karty. W Farranfore wyszedł z pociągu i będąc przekonany. Ta róŜnica. Nazywamy je umownie "nacinaniem" i "cieniowaniem". który juŜ niemal uwierzył w moŜliwość zupełnie Strona 131 .Tak jest . od asa do dziesiątki. Prokurator zapytał go. widoczna jest dla gracza siedzącego po drugiej stronie stołu. ostatnim i głównym świadkiem oskarŜenia był właściciel sklepu w Tralee. Czy to jasne? . . Podejrzenie wzbudził w nim fakt.Zaczął pan układać pasjansa . zwęŜając odległość pomiędzy brzegiem samej karty a krawędzią wzoru na jej odwrocie. . I co z nimi zrobiłem? 216 Keane myślał chwilę. Fragmenty te są tak miniaturowe. sir . Są jednak wystarczająco duŜe. jakkolwiek niewielka. Ŝe często obejmują zaledwie kilkumilimetrową przestrzeń skomplikowanego wzoru. proszę Wysokiego Sądu . KaŜdy z czterech kolorów zaznaczony jest na odwrocie karty przez nacięcia na jej brzegach i to w róŜnych miejscach.bo ten człowiek grał znaczonymi kartami. . Zaczął zadawać świadkowi pytania. .z kieszeni. Ŝeby były wyczuwalne niezaleŜnie od tego.txt talia. Trzecim.zapytał prokurator. Na znak prokuratora opowiedział o tym.powiedział. Ŝe to ja wyjąłem talię kart? . To nie była juŜ jakaś tam sprawa kradzieŜy koni. Ŝeby policja czekała na niego w Tralee. kiedy wie. natomiast licytuje wysoko. Ŝe nawet wtedy.Czy moŜna wygrać z takim oszustem? . . 215 .odparł Keane. Poza tym nacina się jeszcze karty. patrząc na O'Connora. . jaki ma w ręku jego partner.odpowiedział detektyw.odparł świadek.zgodził się O'Connor . Sędzia Comyn.odparł sędzia. .powiedział. .Dziękuję.powiedział O'Connor.oświadczył prokurator.Czy szuler musi równieŜ oszukiwać przy rozdawaniu kart? zapytał prokurator. ale zanim dojechał do Farranfore przegrał sześćdziesiąt dwa funty. . . OtóŜ tego dnia zawarł w Dublinie kilka transakcji i dlatego miał przy sobie tak duŜą sumę.zapytał cichym głosem. dotyczące jego zeznań . Lurgan Keane. Wyglądał na jeszcze smutniejszego niŜ wczoraj i jeszcze niewinniej.To się zdarza . Widział. jak trzyma się kartę. Ŝe przy uŜyciu pewnego preparatu chemicznego zaciemniono lub rozjaśniono małe fragmenty wzoru na odwrotnej stronie całej talii.powiedział sędzia Comyn do oskarŜonego. . co mu się przytrafiło.I miałem rację .

powiedział O'Connor znów smutnym głosem.Umie zwabiać swoje ofiary. Wydawał się bliski płaczu. .Ŝe pan zaproponował mi partię pokera. Strona 132 . Został zaprzysięŜony. Ŝe to była moja propozycja . Lubił od czasu do czasu zagrać w pokera. . 217 . . Wszystko wygrał ten farmer. Sklepikarz wytęŜał umysł.Ale karty naleŜały do oskarŜonego. które powinien był połoŜyć na czarne i odwrotnie. Ŝe tuŜ obok niego na drewnianej ławce coś leŜy. Ŝe podoba mu się słowo "zwabiać".cięŜko zarobione sześćdziesiąt dwa funty. W jakiś tydzień przed ową podróŜą pociągiem trzynastego maja.Niech pan powie. nic .I pan teŜ powiedział. po czym zwrócił się do przysięgłych: . kiedy zorientował się. śył z kupna i sprzedaŜy koni. ani grosza. .A czy ja coś od niego wygrałem? . po czym przyszła mu do głowy nowa myśl i zwrócił się do przysięgłych: .zapytał oskarŜony świadka . Ŝe gra będzie bardziej interesująca. . ale tylko do mnie. Więcej świadków oskarŜenia nie było i O'Connor zaczął zeznawać jako świadek we własnej sprawie. Zastanawiał się. Przedtem graliśmy na zapałki.powiedział świadek. Nie zauwaŜał czerwonych kart. panie Keane. .txt wyjątkowego zbiegu okoliczności. nie .zapytał O'Connor. Ŝe taka stara talia nie ma Ŝadnej wartości. Była to uŜywana talia kart. Farmer z Waxford. To na pewno on mnie oszukał. ja zacząłem rozmowę .przyznał. Zwróciłem mu kilka razy uwagę. .I ostatnia sprawa .rzucił Keane ze złością . pozostawiona tam przez kogoś.Forsyth Opowiadania.stwierdził O'Connor. . jeŜeli ustalimy niewielkie stawki. Ŝe mu serce zamiera. by i ich zwabiono. . Ŝe nie chcą.Sześćdziesiąt dwa funty . .Chwileczkę. ile pan przegrał do mnie. . kto tuŜ przed nim zajmował to miejsce. Ŝe nie mogłem się po prostu powstrzymać. czy pan? . Widać było. Sklepikarz z Tralee zastanawiał się przez chwilę i nagle wytrzeszczył oczy. . które odbywał w poszukiwaniu źrebaków i klaczy dla klientów.powiedział. ale miał diabelne szczęście. Niewielkie stawki! Sześćdziesiąt dwa funty to bardzo duŜo pieniędzy! Przysięgli znowu zaczęli kiwać głowami.przyznał.Trzecia osoba.MoŜliwe. Nie umiał kłamać. No tak.powiedział spokojnie O'Connor.Ale czy to ja zaproponowałem małego pokera. ale nie był dobrym graczem. kiedy zatrzymał go głos sędziego.Do pana nic .Ale ten człowiek robił takie głupstwa.zapytał sędzia. i Ŝe pan zasugerował grę na pieniądze. . proszę Wysokiego Sądu. co przysięgli zauwaŜyli i znowu zaczęli kiwać głowami. co przecieŜ nie jest przestępstwem. .Ale na tym właśnie polega talent szulera .Kiedy w końcu rozliczyliśmy się. Twarz jego promieniała uczciwością.Pan! .A ja twierdzę . Keane zmieszał się. . czy oddać ją barmanowi.Pan przegrał prawie osiem funtów. Ŝe wygrał farmer. ale doszedł do wniosku. .odrzekł wreszcie.powiedział O'Connor do Keane'a . Nie był dobrym graczem.Czy zapamiętał pan moŜe jego nazwisko? . Pan Keane opuszczał ławę świadków.czy teŜ to pan mnie zagadnął? Tęgi sklepikarz stropił się.Nie. poczuł. Widać było.To nie tak . . .Niestety.Nie mam więcej pytań . ile mi pan wypłacił? . Jaki farmer? . Jego wywód był równie prosty jak płaczliwy.zawołał. .Do pana nic. siedział sobie najspokojniej przy piwie w jednym z dublińskich barów. która siedziała z nami w przedziale.krzyknął Keane. Wreszcie coś poruszyło się w jego mózgu.A czy to ja pierwszy do pana przemówiłem . Zatrzymał ją dla siebie i zabawiał się układaniem pasjansa w czasie długich podróŜy. Za taką sumę moŜna utrzymać robotniczą rodzinę przez prawie rok! . Powiedział pan.Owszem.

Zarówno oskarŜony. Ŝe oskarŜony twierdził. świeŜego łososia z rzeki Shannon. iŜ są znaczone. JeŜeli pan Keane przegrał więcej. bo farmer miał przez cały czas lepsze karty niŜ on. błyszczącą limuzynę znanej marki.Tak czy nie? . Bez togi. Ten wbił w niego wzrok. Obejrzał się i zobaczył właściciela sklepu z Tralee. Tylko sprawa o bardzo wielkim znaczeniu prawniczym mogłaby powstrzymać przysięgłych z Kerry od zjedzenia w porę obiadu. jak i świadek przegrali do osoby trzeciej. Ŝabotu i peruki wyglądał jak zwykły śmiertelnik. Za jej kierownicą siedział O'Connor. Albo mówisz prawdę. O'Connor. O'Connor opuścił ławę oskarŜonych jako wolny człowiek. Ŝe oskarŜony nie wygrał od niego ani grosza. Ŝe prokurator nie udowodnił oskarŜonemu. . 219 . to dlatego Ŝe był bardziej lekkomyślny i za wysoko licytował.Forsyth Opowiadania. Ŝe brakuje zaledwie piętnastu minut do przerwy obiadowej. i w takim razie jesteś bardzo kiepskim szulerem. Właśnie miał przejść na drugą stronę ulicy do najlepszego w mieście hotelu. jak i grę na pieniądze. dodał jeszcze. Samochód przyśpieszył biegu. róŜne zresztą kwoty. Obok O'Connora siedział ubrany na czarno pasaŜer. Przypomniał przysięgłym. jakoby znalazł karty w dublińskim barze i Ŝe nie wiedział. On zaś w czasie tej podróŜy przegrał osiem funtów i dziesięć szylingów do jakiegoś nieznajomego.Czy ja wiem? . a według irlandzkiego prawa cięŜar udowodnienia spoczywa na nim. Faktem jest. pełen widać troski o los sierot z Dingle.Mam Strona 133 . . NajwaŜniejsze jest jednak to.Sędzia Comyn wzruszył ramionami. kiedy zauwaŜył wyjeŜdŜającą z hotelowego podwórza piękną. Tak czy inaczej przegrałeś dwukrotnie do obcych ludzi w pociągu. o których mówił detektyw. Poza tym oskarŜony twierdzi.odpowiedział. Nigdy nie przypuszczał. który miał podsumować sprawę. sędzia nie wypowiedział tych myśli. oskarŜony oszukał świadka Lurgana Keane'a i ograł go.odezwał się za nim zdumiony głos. lecz pan Keane zaproponował zarówno grę w pokera. Prokurator próbował krzyŜowym ogniem pytań zbić oskarŜonego 218 z tropu. I ta okoliczność jest decydująca. Ŝe na odwrotnej stronie kaŜdej z tych kart mogły być jakieś znaki. Nędzna z ciebie kreatura. i w takim razie jesteś bardzo pechowym graczem. albo kłamiesz. by wydali na oskarŜonego wyrok uniewinniający. Ŝe jest to. uśmiechał się dobrodusznie i wyprostował dwa palce wysoko uniesionej ręki.txt JeŜeli te karty są znaczone. Wyszedł na głupca. nie oszukiwał. powiesił perukę na wieszaku. Sędzia Comyn zdjął togę w szatni tuŜ za salą sądową.Widzę . Nic nie wie równieŜ o tych róŜnych "cieniowaniach" czy "przycinaniach". W końcu prokurator dał za wygraną. Ŝe to nie on. myślał. opuścił budynek i udał się na obiad. bo wtedy na pewno nie przegrałby tylu cięŜko zarobionych pieniędzy. obstawał przy nich stanowczo i spokojnie.zwrócił się do przysięgłych. . uŜywając szulerskich metod. ale ten trzymał się uparcie swoich twierdzeń. A jeŜeli chodzi o oszustwo. Limuzyna zbliŜyła się do nich. O'Connor.Czy widzi pan. to on o tym nic nie wiedział. kto obok niego siedzi? . . iŜ mówi nieprawdę. być moŜe. Przysięgli mogą mu wierzyć albo nie. wobec czego obowiązkiem sędziego jest zalecić przysięgłym. uŜywając przy tym własnych kart. toteŜ po dziesięciu minutach dwunastu sprawiedliwych powróciło na salę z wyrokiem uniewinniającym. toteŜ nikt nie zwracał na niego najmniejszej uwagi.Czy pan widzi tego człowieka? . Podsumowując sprawę.zapytał ponownie Keane. gdzie podawano doskonałego.Czy to było błogosławieństwo? . JednakŜe świadek Keane przyznał pod przysięgą.zapytał sklepikarz. Limuzyna zniknęła za zakrętem. Ale on. . to przecieŜ oszust powinien był wygrać. Duchowny. a pan Keane przyznaje. A jako Ŝe dobrze znał przysięgłych. O'Connor powrócił na ławę oskarŜonych i czekał na słowa sędziego. prawda. . Ŝe zdaniem prokuratora.

Poza zasięgiem świateł piętrzyły się ogromne zwaliska porannego śniegu.Bo jest duchownym .odpowiedziałem. jej dziób uniósł się lekko.gładka. chroniącym mnie przed dotkliwym zimnem tej mroźnej nocy. Głos kontrolera wyrwał mnie z rozmyślań. Po kilku sekundach tylne koła równieŜ oderwały się od pasa startowego. Daleko na prawo.. prawą utrzymując wampira równo na środkowej linii pasa startowego. Odezwał się w słuchawkach z taką siłą. Uznałem. . nabierałem pędu. Ŝe miałem wraŜenie.txt co do tego wątpliwości. . pomiędzy hangarami. sygnalizujące obojętnemu niebu alfabetem Morse'a nazwę lotniska: CELLE. zezwalam na start . które mogło zabić człowieka w ciągu minuty. obramowana podwójnym pędem jaskrawych świateł punktujących oczyszczoną przez śnieŜne pługi drogę. dlaczego ten facet jest tak dziwnie ubrany zdziwił się Lurgan Keane. Kiedy skręcałem swoim małym samolotem myśliwskim DH-100 Vampire na pas startowy. Oglądany przez kopułę z pleksiglasu otaczający mnie niemiecki krajobraz był biały. Przesunąłem lewą ręką lewarek gazu do przodu. aŜ zlały się w jednolitą linię. . Personel czeka tylko na mój odlot. . zamarzłego juŜ na kamień po odrzuceniu przez pługi. Ŝe mogłem niemal rozróŜnić poszczególne drzewa. a nad tym wszystkim pulsujące. 221 Było mi więc spieszno.Forsyth Opowiadania. jak gdybym znajdował się w małym. przeszedł w jęk. uśpione cysterny z paliwem. a ja byłem młodym pilotem. aŜ spojrzenie na szybkościomierz powiedziało mi. osłonięte samoloty myśliwskie. widziałem z tyłu druty ogrodzenia bazy lotnictwa Jej Królewskiej Mości. pokryte śniegiem pole zakończone linią sosnowego lasu. próbującym zdąŜyć na świąteczny urlop do domu w Blighty.usłyszałem. Maszyna stawała się coraz lŜejsza. . PASTERZ Czekałem na sygnał startu z wieŜy kontrolnej..Charlie Delta do kontroli . Ŝe przekroczyłem dwieście dziesięć kilometrów na godzinę i zbliŜam się do trzystu. W kabinie było wygodnie i ciepło. Była to bowiem Wigilia BoŜego Narodzenia w roku Pańskim 1957. Na dyskretnie oświetlonej tablicy kontrolnej drŜały rzędy wskaźników.. wskoczyć do samochodów i pojechać na zabawę do kasyna. migające wśród bieli i czerni portu. Poza mną narastał niski ton silnika. JuŜ sobie pewno wychylił kielicha albo dwa.. Przede mną był pas startowy .Nic podobnego .Charlie Delta. Ŝe jest w niej ciepło i wesoło. Mimo Ŝe był on oddalony ode mnie o trzy kilometry. Ogrzewanie włączyłem na cały regulator głównie po to.To jest ten farmer z Waxford. Ŝeby zakończyć dyŜur. Mój myśliwiec rozpędził się. Ŝe nie ma juŜ co odpowiadać. Ŝeby zapobiec oblodzeniu pleksiglasu. W kilka minut po moim starcie światła wieŜy zgasną i pozostaną juŜ tylko hangary . pomyślałem. . którzy przelatując tędy chcieliby sprawdzić według sygnału swój kurs. jaskrawoczerwone światła lotniska. przecieŜ to Wigilia! .jak gdyby skulone w oczekiwaniu mroźnej nocy. zakręciłem łagodnym łukiem w lewo i jednocześnie pociągStrona 134 . Wiedziałem. ostro obrysowany poświatą grudniowego półksięŜyca.. Wbrew przepisom oczywiście. powietrze było tak przejrzyste.Charlie Delta. światła po obu stronach pasa migały coraz szybciej.Nie rozumiem. czarna wstęga asfaltu. stała niczym samotny rozjarzony świecznik smukła wieŜa kontrolna.odpowiedział mu sędzia. Kiedy zobaczyłem pod nogami koniec pasa startowego. Za nimi rozciągało się płaskie. które właśnie zamykali na noc zakutani w koŜuchy mechanicy.obruszył się sklepikarz. iŜ facet wrzeszczy mi bezpośrednio do ucha. Utrzymywałem samolot nisko. Ale co u licha. Było tak. a zegarek wskazywał godzinę dziesiątą piętnaście. Ale tej nocy nie będzie pilotów. a potem cienki gwizd. Czekałem na głos kontrolera w słuchawkach. ciepłym i bezpiecznym kokonie. przednie koło straciło kontakt z asfaltem i przestało dudnić. poderwałem wampira. jeŜeli się leciało z szybkością tysiąca kilometrów na godzinę.

Po jej osiągnięciu utrzymywać ten sam kurs oraz prędkość osiemset siedemdziesiąt kilometrów na godzinę. Wszystko grało. W ten sposób zasiądę do świątecznego śniadania razem z całą rodziną. W dole czarno-biała mapa północnych Niemiec coraz bardziej malała. by wiedzieli.Charlie Delta. I dobrze jest.Dziękuję kontroli i Ŝyczę nawzajem wszystkiego najlepszego po czym przestroiłem aparat na częstotliwość kontroli brytyjskiego lotnictwa w RFN. jednocześnie poczułem nagłe przyśpieszenie. Po czterdziestu pięciu minutach lotu przełączyć się na kanał F i poprosić kontrolę w Lakenheath o naprowadzającą falę radiową. Wiedziałem. Czysta rutyna. Słowa kolęd były tam wprawdzie angielskie. wstępującym łuku. Skręcając nad lotniskiem Celle na wysokości tysiąca pięciuset metrów.Wesołych świąt! Stanowiło to oczywiście pogwałcenie przepisów. Na tablicy rozdzielczej zgasły trzy czerwone światła sygnalizujące opuszczenie kół. Zwrot nad lotniskiem Celle do kursu 265 stopni i ciągłe wznoszenie się do wysokości ośmiu tysięcy metrów. Razem ze startem i lądowaniem sześćdziesiąt sześć minut lotu. a na czarnym. stukając do ukwieconych drzwi. W odległości sześciuset kilometrów stąd wszystko wyglądało bardzo podobnie. Sprowadzą mnie do lądowania przez radio. odpowiedziałem z miejsca: 222 . Ŝe aŜ kłuło w oczy. Mimo Ŝe byłem wtedy bardzo młody i zdyscyplinowany. Ŝe zauwaŜyłem je dopiero po kilku minutach. Z tyłu pode mną odezwał się głuchy odgłos kół wpadających w swoje przegrody. Po czternastu minutach powinienem znaleźć się nad Lakenheath. Potem juŜ miałem tylko słuchać instrukcji. Dziób samolotu wskazywał wciąŜ w górę. a następnie przelecieć nad wybrzeŜem holenderskim na południe od Bevelandu.txt nąłem dźwignię podnoszącą podwozie. Wysokościomierz wskazywał osiem tysięcy metrów. Wampir miał dość paliwa na osiemdziesiąt minut. czy Christmas są niemal identyczne w całym chrześcijańskim świecie. Tyle Ŝe zamiast gęsi pieczono indyki.Forsyth Opowiadania. . wyrównałem maszynę i spojrzałem na wskazówkę kompasu elektrycznego. Ŝeby zaśpiewać "Cichą noc" i otrzymać kilka fenigów na cele dobroczynne. stabilizującą się na kursie 265 stopni. dodał: . lekko zmniejszyłem gaz do ośmiuset siedemdziesięciu kilometrów na godzinę i trzymałem się równo na kursie 265 stopni. który odchodzi tuŜ po północy. musiała być teraz holenderska granica. Kłopoty zaczęły się tak niepostrzeŜenie. w porządku. Wyrównałem 223 dziób maszyny.czy się nazywa je Weinachten. przejdź na kanał D . Nie uwaŜałem za konieczne przyglądanie się mapie przytroczonej do prawego uda. Gdzieniegdzie błyskały światełka wiosek i małych miasteczek. mroźnym sklepieniu nieba gwiazdy błyszczały. Ŝe w moich słuchawkach zapanowała grobowa cisza.Charlie Delta. A z Londynu autostopem do domu moich rodziców w hrabstwie Kent. w ciemności. Trzymałem maszynę dalej w łagodnym. Ŝe jestem w ich obszarze powietrznym. Widniał na niej wykreślony błękitnym atramentem kurs mojego lotu. ciemne zarysy sosnowych lasów zlewały się z jasnymi płachtami pól. nad Morze Północne. Widocznie moje myśli były tak intensywnie skupione na oczekującej mnie Strona 135 .zameldowałem przez maskę tlenową. Po odprawie u oficera nawigacyjnego w jego baraku znałem go na pamięć. . a tymczasem lewym kciukiem nacisnąłem guzik radia. Podwozie wciągnięte i zatrzaśnięte . Przez dłuŜszy czas nie zdawałem sobie sprawy. ale melodie przewaŜnie te same. Ale po dziesięciu minutach lotu nad Morzem Północnym grać przestało. Był to skutek zmniejszenia oporu powietrza po wciągnięciu podwozia. Ale święta BoŜego Narodzenia . opuściłem lotnisko.odpowiedział kontroler i zanim zdąŜyłem zmienić kanał. Ŝe z Lakenheath dostanę się łatwo do Londynu słuŜbowym autobusem. kiedy moŜna je spędzić w domu. a gospodynie westfalskie zajmowały się pieczeniem gęsi i szynek. Byłem w powietrzu od dwudziestu jeden minut. Nawiązać łączność z kanałem D. Po wesoło oświetlonych ulicach chodzili juŜ pewnie kolędnicy. Gdzieś pode mną.

Moje słowa nie docierały nigdzie i do nikogo. Spojrzałem na zegarek: od trzydziestu czterech minut byłem w powietrzu.odpowiadające ^stopniom na tarczy kompasu. Wskazówka kompasu. to zachód. łącząca środek ekranu z jego obwodem. który był odpowiedzialny za sprzęt. gwarzyli wesoło. w słuchawkach słychać było tylko stłumione mruczenie z maski tlenowej. Nawiązują z nim łączność i przekazują instrukcje. w ciepłych pomieszczeniach betonowego budynku stacji kontroli północnej w Beveland siedzieli sobie ludzie przy tablicach kontrolnych. Przed połączeniem się z Lakenheath musiałem jednak poinformować kanał D. Ŝe lecę bez kompasu. na którym zaznaczone są cyfry . Mój głos bełkocący w masce tlenowej głuszyła otaczająca ją guma.. jest miejscem połoŜenia samolotu w stosunku do danej wieŜy kontrolnej. Niebo jest miejscem bardzo samotnym. Ŝeby sprawdzić kurs. które moŜe zabić pilota łatwiej niŜ katastrofa. Daleko za mną. kręciła się leniwie w kółko. Nie warto się było wysilać.txt rodzinie. technicy mogą przez namiar krzyŜowy ustalić połoŜenie samolotu z dokładnością do kilkuset metrów. Jedyną odpowiedzią na moje wołanie był jednostajny jęk silnika odrzutowego. o moim małym problemie. Zaczyna się akcja sprowadzenia go na ziemię. Dopiero kiedy spojrzałem na kompas. ludźmi z rozgałęzionej sieci stacji kontrolnych na całym świecie. zamiast wskazywać niezmiennie 265 stopni. Punkt. Jedno przyciśnięcie guzika nadajnika i dziesiątki męŜczyzn i kobiet w wieŜach kontrolnych odbiorą jego sygnały. Lotnik nie jest juŜ zagubiony. których jedyną troską jest jego bezpieczeństwo. aŜ do momentu zetknięcia się z pasem. Zamiast normalnych trzasków. pośród sosnowych lasów hrabstwa Suffolk. usłyszą jego wezwanie o pomoc. Ŝe straciłem czujność i koncentrację. pędzące mroźnym pustkowiem na krótkich skrzydłach. i poprosić ich o poinformowanie Lakenheath. Owa samotność nie jest normalnie dotkliwa. śledząc jego kurs metr po metrze.Forsyth Opowiadania.lotniska precyzyjne instrukcje lądowania. która co sekunda wyrzuca z siebie strumień spalin o sile ciągu odpowiadającej sześciu tysiącom koni mechanicznych. przełknąłem ślinę i z wolna policzyłem do dziesięciu. na który -byłem dotychczas nastawiony.Celle Charlie Delta! Celle Charlie Delta wzywa kontrolę północną Beveland. które leŜało gdzieś przede mną. Małe stalowe pudełko. i było wyposaŜone we wspaniałe urządzenie do naprowadzania zagubionych samolotów. w którym owa linia świetlna zetknie się z obwodem ekranu. A poniewaŜ wieŜe są ze sobą połączone drogą radiową. Znajdowało się na granicy zasięgu mego radia. Ale nie mogli mnie słyszeć. Kiedy lotnik nadaje.. Zamilkłem.od jednego do trzystu sześćdziesięciu . wskazując bez sensu to wschód. Ŝe coś jest nie w porządku. Pokierują moim podejściem sekunda po sekundzie. To nie Ŝarty . Ŝe wystarczy jedno dotknięcie klawisza i pilot moŜe się porozumieć z innymi Ŝywymi istotami.. obserwując moją maszynę na ekranie radarowym. Dobrze wyposaŜone lotniska mogą sprowadzić na ziemię samolot nawet w najgorszą pogodę.znaleźć się w nocy bez kompasu w kabinie samolotu. co na mechanika. zorientowałem się. Pomimo świątecznego nastroju zakląłem brzydko nie tyle na kompas. Spróbowałem po raz drugi. wynikających z zakłóceń atmosferycznych i echa mojego głosu. Moje radio wysiadło. napędzane przez płomień buchający z dyszy. Za kilka minut połączę się z Lakenheath i otrzymam z. na ekranach kaŜdej z tych stacji ukazuje się linia świetlna. Nacisnąłem więc klawisz nadajnika i zawołałem: . "Charlie Delta. nawet jeŜeli księŜyc świeci tak jasno jak teraz. Skutek był ten sam. zwłaszcza w zimową noc. Ale nie traktowałem sprawy zbyt serio. śyczliwe głosy Strona 136 . 224 Ogarnęło mnie rosnące uczucie paniki. to północ. to południe.. mamy cię na ekranie". tuŜ na południe od Thedfordu. śeby je zwalczyć. Następnie przekręciłem gałkę na kanał F i spróbowałem wywołać Lakenheath. zacznij schodzić w dół. a to dzięki świadomości. Mogłem juŜ spróbować nawiązania kontaktu z Lakenheath. popijali gorącą kawę i kakao. A jednoosobowy myśliwiec jest najbardziej samotnym miejscem na świecie. Ale na kanale F radio było równieŜ głuche.

Ale był to równieŜ elektryczny instrument. Oceniłem ze zmiany tonu silnika. mogła być albo Mozą. która w moim przypadku. Obydwa były zasilane prądem z obwodów elektrycznych samolotu. wśród kilometrów kolorowych przewodów. Innymi słowy. który oznacza ratunek i powrót do domu. z jaką lecę prędkością i na jakiej znajduję się wysokości. prawda. a więc szybkościomierz i wysokościomierz. Pod warunkiem oczywiście. Ŝeby ściągnąć zbłąkanego wśród bezkresnej przestrzeni na jasno oświetlony pas lotniska. nastąpiło zwarcie. Nie przypadkiem kompas i radio przestały funkcjonować jednocześnie. Istnieje moŜliwość. albo Trentem.. Nawet w najjaśniejszą noc jedynymi punktami orientacyjnymi dla lotnika są światła miast. PoniewaŜ dziób poszedł lekko do góry. wysokościomierz. W ten sposób lecimy wolniej.Czysta robota Przez dwa lata uczono mnie w RAF-ie pilotowania myśliwców i większą część tego czasu poświęcono instruktaŜowi postępowania w wypadku awarii. Pomyślałem zupełnie bezsensownie. To nie sztuka . prowadzenia szybkiego odrzutowca na wyczucie. Jeszcze zanim zrezygnowałem z bezskutecznych prób na kanale J. Nie chcemy przecieŜ marnować cennego paliwa. Oprócz kompasu są to: szybkościomierz. ale dłuŜej utrzymamy się"w powietrzu". który sprawdzał instrumenty. Ŝe jego obroty spadły do około 7200 na minutę. który jest międzynarodową falą alarmową.. zgodnie z przytroczoną do uda mapą. Widziane z góry. Ŝeby moŜliwie najdłuŜej móc utrzymać się w powietrzu. bo znałem dobrze ten cały krajobraz. 225 15. wysiadły więc razem z kompasem.latać w idealnych warunkach. Ŝe niesłusznie oskarŜałem mechanika. piękna pogoda i nie ma chmur. Trzeba umieć zachować się w powietrzu w czasie awarii.Forsyth Opowiadania. Kiedy próbowałem poszczególnych kanałów aparatu radiowego. Gdzieś pode mną. Ale w nocy było to niemoŜliwe. "Przede wszystkim . Ŝe jest dzień. Tarcze tych instrumentów wiele mi powiedziały. Ŝe maszyna zwolniła. Z niewielkiej wysokości potrafiłbym zapewne odróŜnić wieŜę katedry w Norwich od wieŜy kościoła w Lincoln. Pozostały mi wobec tego tylko dwa przyrządy działające na zasadzie pomiaru zmian ciśnienia atmosferycznego. panowie? Będzie nam bardzo potrzebne. mają charakterystyczny Strona 137 . czy samolot opada.uczył nas .twierdzili instruktorzy . Ale w tym celu potrzebne mu jest radio. Trzy ostatnie spośród tych instrumentów zasilane są elektrycznie. kiedy pilot nadaje. wskaźnik poślizgu (który pozwala stwierdzić. A potem spróbowałem zorientować się w skutkach awarii. czy wznosi się. wiedziałem tylko. aby utrzymać samolot w poziomie i na kursie. Zmniejszamy więc obroty silnika z 10 000 na minutę do 7 200. przesunąłem nieco stery. bo winę ponosi elektryk. po konturach wybrzeŜa o łatwej do rozpoznania linii. 226 uzupełniając je najstarszym przyrządem nawigacyjnym jakim jest ludzkie oko. i z jaką szybkością). czy teŜ posuwa się bocznym ślizgiem) oraz wskaźnik szybkości pionowej (który pokazuje. albo Tamizą. Ŝe mój aparat o dziesięciu kanałach wysiadł całkowicie i na dobre. rozbrzmiewają w nocnej ciszy nieba. sierŜanta pilota Norrisa. chociaŜ dosyć ryzykowna. MoŜna oczywiście wylądować z pomocą tych dwóch instrumentów. po sylwetkach zbiorników wodnych o charakterystycznym kształcie albo po zakrętach rzeki. lustrowałem wzrokiem znajdującą się przede mną tablicę przyrządów. Pilot ma przed sobą tablicę z zegarami kontrolnymi sześciu głównych przyrządów pokładowych. przebijają się przez deszcz i zawieruchę. przez śnieg i chmury. Poczułem. Przypomniały mi się słowa starego wygi. Przesunąłem dźwignię gazu do tyłu i spojrzałem na licznik obrotów.txt doświadczonych ludzi.naleŜy w takim wypadku zmniejszyć szybkość. toteŜ po zwarciu przestał działać. wskaźnik przechyłu. czy samolot leci równo po torze lotu. wiedziałem juŜ. Tak jest.

Mogło mieć trzydzieści lub sześćdziesiąt metrów głębokości. Pode mną nie widać było teraz ani czarnego aksamitu morza. Bez radia i pomocy nawigacyjnej zagubiłbym się całkowicie w obcym. Pod wieczór znalazły się pod wpływem cieplejszego wiatru znad Morza Północnego. Gwiazdy juŜ nie czarowały mnie swym wspaniałym blaskiem. z pewnością włączyliby światła lotniska. z łatwością trafiłbym do Norfolku. Nocne niebo ziało przeraźliwym zimnem stratosferycznej temperatury pięćdziesięciu sześciu stopni poniŜej zera. wrogiej. nie znanym terenie. Ŝeby mnie zabić. Powrotny lot do Holandii i lądowanie w jednej z baz lotniczych połoŜonych na wybrzeŜu takŜe nie wchodziły w rachubę. Zgodnie z zegarkiem znajdowałem się w powietrzu od czterdziestu trzech minut. Czekały. brutalne fale Morza Północnego. Zacząłem powoli sprowadzać maszynę w dół. ogarniało mnie coraz silniejsze poczucie samotności. skutym trzaskającym mrozem. Nie starczyłoby na to paliwa. Do dyspozycji miałem tylko własne oczy. od Morza Północnego. A pode mną znajdował się najgorszy wróg: wielkie. musiałem więc być około dziesięciu kilometrów od wybrzeŜa Norfolku. Łatwo dostrzegłbym w ciemności jego czerwony sygnał pulsujący alfabetem Morse^. To wszystko. Kiedy leciałem z Niemiec na zachód. Spojrzałem z wdzięcznością na księŜyc. bezczasowej pustki. kontrastującej z rozjarzonym kobiercem świateł samego miasta. którego wskazówki stanowiły podstawę mego wyszkolenia. do którego nie dociera Ŝaden dźwięk. ku leŜącemu przede mną wybrzeŜu. gdzie leŜy moje ciało. tworząc grubą warstwę mgły. jako jedyny instrument nawigacyjny. jak daleko na zachód sięgała teraz. Poprzedniej nocy płaskie tereny wschodniej Anglii zostały skute mrozem. George.txt wzór. "Kiedy jesteśmy zupełnie zagubieni w gęstej pokrywie chmur. począł dąć w stronę wybrzeŜa Norfolku lekki wiatr. Ŝeby mnie pochłonąć wraz z samolotem i wciągnąć na wieczność do mokrego grobowca. ani naszyjnika połyskliwych świateł wybrzeŜa. Ŝeby utrzymać równowagę. Świeciły z głębi bezdennej. Nie miałem pojęcia. albo zginąć w szczątkach rozbitego wampira gdzieś w pokrytych mgłą bagnach Norfolku. Na wysokości czterech i pół tysiąca metrów pojawił się mój nowy i chyba ostatni wróg. który świecił na rozgwieŜdŜonym niebie jak reflektor. Southampton moŜna rozpoznać dzięki wielkiej czarnej plamie portu. i wówczas mógłbym bezpiecznie wylądować. Ŝe osiem kilometrów na północ od Norwich znajduje się lotnisko bazy myśliwców Merriam St. I nikt nigdy się nie dowie. jak okiem sięgnąć. Taka mgła potrafi w ciągu trzydziestu minut całkowicie zasłonić olbrzymi obszar lądu. Manchester wygląda inaczej niŜ Birmingham. Przypomniałem sobie znowu instrukcje sierŜanta pilota Norrisa. MoŜe aŜ po West Midlands. Wystarczająco. Jest to jedyne duŜe skupisko świateł oddalone o jakieś trzydzieści kilometrów od wszystkich punktów tego zakola wybrzeŜa. W prawo i w lewo. stało się teraz obce i nieprzyjazne. W zetknięciu z zamroŜoną ziemią miliardy cząsteczek wilgoci zawartej w morskim powietrzu przemieniły się w parę. Gorączkowo kalkulowałem czas stracony z powodu zmniejszonej szybkości. niezaleŜnej od pory dnia czy nocy. co wydawało się tak piękne. George. Ŝeby zlikwidować wszelką widoczność. kiedy startowałem z westfalskiego lotniska. ZuŜywałem w ten sposób nieco więcej cennego paliwa.Forsyth Opowiadania. Strona 138 . blask księŜyca odbijał się od nieskończonego morza bieli. Wiedziałem. Gdyby usłyszeli dźwięk silnika mojego wampira nisko nad ziemią. Mogłem więc wylądować albo w Merriam St. Wydało mi się olbrzymim 227 więzieniem. W miarę jak mój myśliwiec schodził w kierunku Norfolku. Mgła wschodniej Anglii ukryła ziemię. Znałem doskonale Norwich i gdybym tylko mógł zobaczyć zarys linii wybrzeŜa hrabstwa Norfolk od Lowestoft do Cromer. Na wysokości trzech tysięcy metrów wyrównałem maszynę i zwiększyłem nieco szybkość. a moŜe nawet do wschodnich stoków łańcucha Penninów? Nie mogło być mowy o próbie przeskoczenia nad pasem mgły na zachód.

Ŝeby kaŜdy bok tego trójkąta powstawał w przeciągu dwóch minut lotu. .Forsyth Opowiadania. zrobionym z dziesięciu ton stali. Ŝeby nas odszukał. Filmy szkoleniowe pokazywały nam uśmiechniętych kolegów. kierując samolot w lewo. Oświetlał mnie księŜyc. kiedy nadali przez radio wiadomość. Skoro radio pokładowe nie działa i nie moŜemy nikogo poinformować o awarii. Trzeba więc skierować samolot ku morzu. panowie. prawda. sierŜancie Norris.. Ten samolot jest znany z tego. sierŜancie. Procedura ta została dokładnie przemyślana. Na nieszczęście wyrzucany fotel systemu 228 Martina Bakera nie nadaje się do jednoosobowej kabiny wampira. Ŝe muszą przymusowo wodować. wybaw mnie z tej podłej przygody. nie. Ŝebyśmy latali. w kierunku Norfolku. więc nie przyszło mi to teraz łatwo.. I to w noc wigilijną. Tam są dzieci. Ciągnęła się zarówno za mną. Wtedy moŜemy mieć nadzieję.. Wskaźnik pokazywał jedną trzecią zbiornika. polecimy za nim i on sprowadzi nas na ziemię do bezpiecznego lądowania przez chmury czy mgłę".. w lewo i wciąŜ w lewo tak. próbujemy zwrócić na siebie uwagę obsługi radarowej przez nietypowy sposób zachowania. Ale jej autorzy nie wspomnieli o tym. Wylatujemy więc nad morze. PołoŜyłem wampira w lewy zakręt i zacząłem kreślić bok pierwszego trójkąta.. który prowadzi zagubionego pilota do bezpiecznego lądowania lecąc skrzydło przy skrzydle jego maszyny .. Oczywiście moŜe się zdarzyć. słoneczny dzień. Tak. Co dalej. Ten samolot będzie miał oczywiście czynne radio. szkoły. Dwaj jedyni piloci. Ŝe komuś kiedyś uda się taki skok. panowie?" Oczywiście.. z dala od ludzkich skupisk". więc przyjąłem księŜyc za przybliŜony punkt orientacyjny.Ojcze nasz. Kończyłem wykreślanie drugiego trójkąta.. jak i przede mną. lód zakleja mu rzęsy. sierŜancie? "W takim wypadku pierwszą naszą czynnością jest skierowanie samolotu w stronę pełnego morza. W Ŝółtej kamizelce ratunkowej buja na powierzchni jak korek. Mój kompas nie działał." No.. tak nie wolno do Niego mówić. usta i uszy. Ŝe nie dotarłem jeszcze do wybrzeŜa Norfolku i Ŝe leciałem na wysokości trzech tysięcy metrów. a następnie wykonujemy w powietrzu niewielkie trójkąty. Ŝe rzeczywiście zakręciłem o 120 stopni. Macie na myśli miasta. "Jest wreszcie. Wiedziałem. Na dole mgła ogarnęła cały horyzont. stracili obydwie nogi. szpitale i domy. Nie modliłem się na serio od wielu lat. który z kolei zleci pilotowi innego samolotu. rozwaŜać ewentualność wyskoczenia ze spadochronem z samolotu. to juŜ lepiej. Ale działo się to z reguły w jasny. Minęło dziesięć minut. Kiedy nas odnajdzie.. ciepły. Samolot ratowniczy. Po dwóch minutach znowu wykonałem skręt w lewo. a ludzie wznoszący wigilijny toast gdzieś w odległości czterystu kilometrów nie mają pojęcia o jego losie. . On to juŜ słyszał setki tysięcy razy i znowu usłyszy tysiąc razy Strona 139 . Ŝe pilot huśtający się na zimowych falach Morza Północnego ma jedną szansę na sto przeŜycia choćby jednej godziny. Ŝe ktoś zwróci na nas uwagę i zawiadomi kontrolera ruchu powietrznego. Prawda. Pozostało mi paliwa jeszcze na trzydzieści minut. Ŝe nie moŜna z niego wyskoczyć ze spadochronem. to był ostatni sposób ratunku.BoŜe. którym się to udało. którzy zostali wyłowieni z morza w kilkanaście minut od chwili. Smaga go mroźny wiatr. Miałem nadzieję. Rzuciłem okiem na zegarek: pięćdziesiąt jeden minut w powietrzu. ostatni sposób postępowania w razie nagłej awarii. Przypomniałem sobie teraz 229 inne szczegóły instruktaŜu. któryś jest w Niebie. sierŜancie? Ci ludzie tam na dole płacą nam za to. bo w takiej właśnie sytuacji się znalazłem! "Wszystkie samoloty zbliŜające się do wybrzeŜy Wielkiej Brytanii ukazują się na ekranach radarowych naszego systemu ostrzegawczego. Nie.txt musimy. a nie spadali im na głowy wraz z wyjącym potworem.to "pasterz". proszę panów.

Ŝe zginę tej nocy. zataczając identyczny łuk. Poczułem. utrzymywałem się na łuku. A w kilka chwil później będę musiał wyskoczyć ze spadochronem. Wskaźnik paliwa pokazywał jedną ósmą zbiornika czyli ilość wystarczającą na jakieś dziesięć minut lotu. okryte jaskrawoŜółtą kamizelką ratowniczą. tyle Ŝe o półtora kilometra niŜej. kiedy ma się dwadzieścia lat. Ŝe to mój własny cień. bo groziło to utratą panowania nad wampirem.. Wampir zadygotał. Gorączkowo starałem się wierzyć. zmniejszając szybkość maszyny do pięciuset kilometrów na godzinę. biel mgielnej powłoki przecięła czarna smuga. nie zwracałem na Niego uwagi przez tyle lat.. BoŜe. Jeszcze dwie minuty i nocne niebo utonie w całkowitej ciemności.. zanim ginący samolot przechyli się do ostatniego nurkowego lotu nad Morze Północne. Przesunąłem lewarek gazu i zacząłem opuszczać się w jego stronę.. ale księŜyc był przede mną. a ja przyrzekam. Ŝe chyba juŜ o mnie zapomniał. wskazówki zegarów innych martwych przyrządów stały na zerze. Dopiero wtedy zrozumiałem. Ŝe nie zobaczę wielu róŜnych miejsc. jak rośnie we mnie wściekłość i rozpacz. dlaczego leciał niŜej i nie wspinał się na mój poziom. I . a moje sztywne. Ŝeby ktoś dostrzegł moje manewry i wysłał mi do pomocy pasterza do bezpiecznego lądowania. która za chwilę zniknie w ławicy mgły. Ŝe jestem od siedemdziesięciu dwóch minut w powietrzu.. pod końcówką skrzydła.Wy głupie sukinsyny. Zacząłem krzyczeć do głuchego mikrofonu: . Po godzinie i ja umrę. Był to więc chyba inny samolot. w stronę mojego lewego skrzydła. Coraz wyraźniej widziałem na tle białego 231 całunu mgły jego czarną sylwetkę. popłynie bezradne w dal. To samo robił tamten. toteŜ mój cień musiał być za mną. Na wysokościomierzu odczytałem dwa tysiące metrów. kiedy się potrzebuje pomocy? . aby zająć miejsce w szyku. równo na linii księŜyca. aby nakreślić ostatni bok ostatniego trójkąta. Ŝe nie jest to przypadkowo przelatująca maszyna. nie spotkam tylu ciekawych ludzi. Igła kompasu wciąŜ wędrowała po tarczy jak pijana. Ŝeby mnie ktoś zauwaŜył. Ŝe nikt nie zjawi się na ratunek. CóŜ ja takiego mogę Mu przyrzec? On mnie nie potrzebuje. lecący bliŜej powłoki mgły i utrzymujący ten sam kurs co ja. dlaczego nie patrzycie na ekrany radarów?! Dlaczego nikt mnie nie widzi? Pewnie wszyscy jesteście juŜ zalani 230 i zupełnie niezdolni do spełniania waszych obowiązków! O BoŜe. Był znacznie wolniejszy od mojego i nie potrafiłby utrzymać szyku. Razem wyrównaliśStrona 140 . aŜ w końcu znalazł się tuŜ obok. końcówką swojego skrzydła przy moim. aŜ obydwaj zatoczyliśmy pełne koło. iŜ nadal lecę zbyt szybko. Przez szybę z pleksiglasu widać było księŜyc chylący się ku horyzontowi spowitemu gęstą. zamarznięte ciało. Ŝe nie dokonałem tylu rzeczy. białą mgłą.. Przez sekundę przypuszczałem. nie dalej niŜ trzydzieści metrów od mego skrzydła. śeby nie stracić z oczu lecącego pode mną samolotu. Po pięciu minutach wiedziałem juŜ na pewno... Skierowałem lewe skrzydło wampira ku księŜycowi. jedynie bezbrzeŜny smutek. gdyby znalazł się obok mnie. a więc w czasie manewrów straciłem tysiąc metrów wysokości. Wypuściłem więc hamulec powietrzny.nie czułem strachu. śal. Co mówi się do Niego. kiedy się jeszcze właściwie nic nie przeŜyło. Nie jest zabawnie umierać.. Ale to juŜ nie miało Ŝadnego znaczenia.Proszę Cię. spraw. Nie mogłem jednak bardziej zmniejszyć obrotów silnika. wiedziałem juŜ na pewno. PomóŜ mi.rzecz dziwna . Kiedy mój zegarek wskazał. Na wysokości półtora tysiąca metrów zorientowałem się.? Wkrótce jednak moja wściekłość zaczęła wygasać i po prostu beczałem bezsilnie jak małe dziecko.txt dzisiejszej nocy. Wtedy tamten zaczął podnosić się w moim kierunku. dlaczego mnie nikt nie słyszy.Forsyth Opowiadania. Pode mną..

byliśmy na wysokości stu metrów. kiedy wszystkie trzy koła wysunęły się na zewnątrz. więc cień mojego samolotu zacierał kształty tamtego. czarne litery: JK. pękata kabina. To on miał kompas i radio. Zrozumiałem teraz. Dzieliły nas tylko dwie szyby z pleksiglasu i strumień lodowatego powietrza. Ŝe wyciągnął ją płasko. Dostrzegłem jednakŜe dwa śmigła na jego przedzie. Krótki dziób. nie ja. pokazując tablicę kontrolną. Mój samolot był odrzutowcem. prujący przez noc ku macierzystej bazie. Ŝe pasterzem był DH-86 Mosquito. zobaczyłem wyraźnie dziób mosquita. Nurkowaliśmy prosto na niewidoczny 232 Norfolk. Przesunąłem dźwignię w dół i usłyszałem głuchy stuk. bombardujący myśliwiec z okresu drugiej wojny światowej. Nie spuszczałem go z oczu i trzymałem się jak mogłem najbliŜej. wysłanym aby sprowadzić mnie na dół. Ku mojemu zdziwieniu przekonałem się. Po raz pierwszy mogłem mu się dobrze przyjrzeć. bo byłem juŜ pewny. kopułka pleksiglasu na samym dziobie i dwa działka gotowe do walki. Ŝe zostałem zrozumiany. Przez kilka sekund leciał obok mnie. WyobraŜałem sobie strumień instrukcji płynący z baraku radarowego do słuchawek człowieka. Powoli podniósł prawą rękę tak. Kiedy mój pasterz wyrównał lot. na poły tylko widoczny. maska tlenowa i gogle kiwały na znak. pozostawiając księŜyc za sobą. Wtedy przypomniałem sobie. kiedy na niebie ukazują się spitfire'y. PodąŜyłem za nim. abym widział. palcami naprzód. pędzący z szybkością pięciuset kilometrów na godzinę.Forsyth Opowiadania. nieco poniŜej linii księŜyca. a jego śmigłowcem znacznie starszej generacji. długie. Tak teŜ zwykle bywa 15 września. Ŝe eskadra meteorologiczna w Gloucester uŜywa jeszcze ostatnich latających mosquitów do pobierania próbek górnych warstw atmosfery do prognoz pogody. Skinąłem głową i szybko podniosłem lewą rękę. ale biały poblask mgły pozwalał podziwiać piękno tamtej maszyny. Był to przypuszczalnie Strona 141 . Nurkowaliśmy dalej. Cofnąłem lewarek gazu. Widniały na nim dwie duŜe. a potem przeciągnąłem dłonią po gardle. Znaczyło to. Ich przelot w szyku bojowym wywołał okrzyk podziwu w tłumie i nostalgiczne westchnienia wśród przedstawicieli starszego pokolenia. następnie uniosłem do góry pięć rozczapierzonych palców. smukłe podwieszone gondole. wciągnąłem więc hamulce powietrzne. ale to wystarczyło. Znaczyło to: "Schodzimy w dół. przykładając do szyby rozłoŜone palce. Miałem księŜyc po prawej stronie. Dokonał zwrotu o 180 stopni. a następnie otworzył ją. Ŝe wracamy ku wybrzeŜu Norfolk. Prawdopodobnie jej warstwa wynosiła tylko trzydzieści metrów. aby śledzić kaŜdy znak jego ręki. odgłos silnika zmienił się w niski gwizd. hurricane'y i lancastery. a kiedy spojrzał przez boczne okienko w moją stronę. W ten sposób nakazywał mi.txt my kierunek lotu. Ŝebym opuścił podwozie. Szybkość pasterza wzrosła. Spojrzałem na wysokościomierz: siedemset metrów. a w kaŜdej wspaniały silnik Merlin produkcji Rolls-Royce'a. dlaczego nie moŜe lecieć z moją prędkością. Po dwóch minutach mój towarzysz podniósł do okienka zaciśniętą pięść. Pilot pasterza wskazał dół. a następnie przechylił się łagodnie w lewo. potem wyrównał. starając się utrzymać szyk. Pod nami wciąŜ leŜała mgła. W kabinie mosquita na tle księŜycowej poświaty widziałem opatuloną głowę pilota. Ŝe jest pasterzem. i kiedy przy przechyle zachwiał się nieco. który leciał w odległości zaledwie trzydziestu metrów ode mnie. Ŝeby uniemoŜliwić zejście na ziemię bez przyrządów do ślepego lądowania. ale mosquito był teraz znowu obok mnie. Z pozycji zachodzącego księŜyca wywnioskowałem. Ŝe mam paliwa na pięć minut. KsięŜyc juŜ zaszedł. Zaczęliśmy schodzić w kierunku mgły. Trzymaj szyk za mną". Potem wskazał nią naprzód i skierował palce w dół. Pokryta hełmem głowa. Wampir przestał dygotać i wyskoczył przed mosquita. zarządzając ponowne zejście. Widziałem tę eskadrę na pokazie w rocznicę bitwy o Wielką Brytanię. dostrzegłem dwa krąŜki jego ochronnych okularów. Na szczęście podwozie działało na ciśnieniu hydraulicznym i nie było uzaleŜnione od zepsutych elektrycznych obwodów.

Na miłość boską. Światła podniosły się niemal do poziomu moich oczu. Udało mi się spojrzeć na wskaźnik paliwa: stał na zerze. Ŝe są o piętnaście czy trzydzieści metrów od nas. Przy prędkości stu siedemdziesięciu kilometrów ta przeklęta trumna musi runąć na ziemię. WytęŜyłem wzrok. Obydwie igły juŜ nawet nie drgały. Ŝe mój pasterz leci bez świateł. Ŝe jestem naprawdę na ziemi. aby wampir nie przechylił się i siadł równo. Po bokach migały pary świateł. MoŜna w nie patrzeć nie zdając sobie sprawy. Ŝebym mógł wznieść się na wysokość dwustu metrów. Odrzutowiec bez benzyny na wysokości trzydziestu metrów jest beznadziejną pułapką. Szybkościomierz wskazywał dwieście dziesięć kilometrów na godzinę. Spostrzegłem. nie ma mowy. potem juŜ mocniej. DrŜąc z emocji wyłączyłem gaz i utrzymywałem równo stery. nic. Ŝeby nie zarzucić. Ŝe z trudem zdołałem 233 wyjść z zakrętu. a białe. nie zjechać z prostej linii. Mój pasterz wyrównał tuŜ nad powłoką mgły. śadnych cieni. zanim uwierzyłem. A potem ukazała się nagle biała linia biegnąca tuŜ pode mną. Coś błysnęło z lewa. potem z prawa.bo jeŜeli teraz zabraknie mi paliwa. co jest między nimi. trach! . Zdumiało mnie to i przeraziło.txt znak wywoławczy: Juliet Kilo. Mój pasterz wiedział. Ciemna pustka. rysował się kształt mosquita. I wtedy zobaczyłem. mogą wywołać halucynacje. co robi.. oko nie miało się na czym zatrzymać. Znaczyło to: teraz leć sam i siadaj. Trach. przylepiając do skóry nylonowy kombinezon. znowu odbicie na kilka centymetrów ponad czarny. Zaraz potem zrozumiałem mądrość tego człowieka. Wejście z ciemnego nawet nieba w chmurę albo mgłę podobne jest do zanurzania się w kłąb szarej waty.modliłem się . lecz wciąŜ nie miałem kontaktu z ziemią. by nie przeciąć granicy lotniska. Ŝadnych kształtów. Zataczaliśmy regularne koła. Ŝe mam ręce kurczowo zaciśnięte na drąŜku sterowym. Trach. Zorientowałem się. Nie wiem. Światła po bokach migały coraz słabiej. Światła we mgle są zdradliwe i hipnotyzujące. jak długo trwało. Ŝe pilot mosquita daje mi ręką sygnał: "nurkuj".Forsyth Opowiadania. czego nie widziałem. Przez dwie albo trzy minuty mój pasterz zataczał koła. by wyskoczyć ze spadochronem. Potem przechylił maszynę i wleciał w powłokę mgły. Wampir toczył się z szybkością stu pięćdziesięciu kilometrów na 234 godzinę przez morze szarej mgły. Trach! Koła dotknęły wreszcie asfaltu. Opuszczaliśmy się razem łagodnie i powoli. lecącego pewnie i bez wahania w stronę czegoś. modląc się. Nagle pasterz wskazał palcem w moją stronę. Ale po chwili jednak coś. Po sekundzie wyrównałem szyk i zobaczyłem. Widoczność spadła niemal do zera. trach. Koła przylgnęły do nawierzchni. mokry pas startowy. śpiesz się . ŚPIESZ SIĘ. tym razem łagodniej. ŚPIESZ SIĘ! Nagle pasterz wyprostował lot tak szybko.. przy końcówce mojego skrzydła. Kiedy juŜ to wiedziałem na pewno. a mnie zimny pot zalewał kark i spływał po plecach. bez Ŝadnych szans na ratunek. Schodziliśmy wciąŜ w dół. nie dalej niŜ piętnaście metrów ode mnie. Wampir stanął. Ma się ochotę zbliŜyć do nich . Wysokościomierz stał na zerze.wylądowaliśmy. usiłując zobaczyć. Zaczęliśmy się opuszczać. Hamowałem ostroŜnie. Tylko tuŜ na lewo. CZŁOWIEKU. igła lekko dygotała. Wbiłem wzrok w ociekającą wodą szybę: Nic. podobnie jak wskaźnik paliwa. potem błyski z jednej i drugiej strony. Ŝe zwalnia. przerwa. a następnie wprost przed siebie.ale dla dwóch samolotów lecących w szyku przez mgłę moŜe to oznaczać katastrofę. ale tylko na chwilę. Środkowa linia pasa startowego. otoczone aureolą rozświetlonej mgły. Nagle nie widać niczego poza wirującymi pasmami milionami macek usiłującymi cię omotać. Kątem oka spojrzałem na zegary. więc sam teŜ zacząłem zmniejszać gaz. Strona 142 . trach! Znowu kontakt. udusić. coraz wolniej i wolniej. jakby pokryte lukrem pasma smagały podwozia naszych samolotów. schodząc z wysokości trzydziestu metrów w nicość.

Światła zatrzymały się o sześć metrów od nieruchomego wampira.Bez radia . Sytuacja Strona 143 . 235 .Bez kompasu.To pański? Skinął głową w stronę niewyraźnej sylwetki wampira.To niebywałe . DrŜałem na całym ciele. Ale na razie nikt po mnie nie przyjeŜdŜał. . tuŜ pod jego pękatym kadłubem. . po czym powoli zacząłem odpinać pasy spadochronu i fotela. ozdobioną rozłoŜystymi wąsami.Paliwo skończyło mi się właśnie wtedy. jak jest zimno. Bez znaków RAF-u. nie odznaczają się talentem do latania i często nie są nawet pilotami. miałem szczęście .Wylądował pan bez kompasu? . system hydrauliczny. Ponad nimi sterczał jednak daszek oficerskiej czapki. Wyłączanie silnika nie było potrzebne. nisko nad ziemią przelatywał mosquito. kiedy wynurzałem się z mgły. z którymi nie mógł sobie dać rady. Leciałem orientując się według połoŜenia księŜyca.Wysiadły wszystkie kanały. zeskoczyłem ze skrzydła na ziemię i pobiegłem ku światłom.Tak. a raczej wykrzyczał mój towarzysz. nie dalej niŜ dwadzieścia metrów ode mnie. A radio i wszystkie przyrządy elektryczne nawaliły jakieś pięćdziesiąt minut temu nad Morzem Północnym. . kiedy usiadłem. we mgle.ssanie.Właśnie wylądowałem. Zawiozę pana do kasyna.txt zwolniłem pedały hamulcowe i zaciągnąłem hamulec postojowy. A potem. Dopiero kiedy byłem juŜ dobrze przemarznięty. Nad kierownicą zobaczyłem okrągłą twarz piwosza. którzy są z reguły pomijani przy awansach.No to jak pan znalazł to lotnisko? Zaczynałem tracić cierpliwość. Samochód jechał wolno drogą do kołowania w stronę wieŜy kontrolnej i zabudowań lotniska. w gęstej mgle zamajaczyły dwa reflektory. . zniszczonego samochodu marki Javelin. . . Usłyszałem wołanie: . . w którym sądziłem. Wtedy zwrócił moją uwagę jakiś dźwięk. zorientowałem się. Ŝe zaczyna się ląd.Miałeś pan piekielne szczęście . Jej właściciel przyglądał mi się bacznie. Sądziłem. tuŜ przed zaoranym polem. Ŝe za chwilę podjedzie po mnie samochód wysłany przez wieŜę kontrolną. .przyznałem. Podwozie miał wciągnięte.Hej tam! Wygramoliłem się z kabiny.mruknął. Po chwili samolot zniknął we mgle.potwierdziłem.Forsyth Opowiadania.Niesamowite .Zupełnie niebywałe.wyjaśniłem mu cierpliwie. więc otworzyłem dach kabiny i odsunąłem go. . Ŝe znalazłem się we wnętrzu ciepłego wozu. Będą musieli ściągnąć moją maszynę z pasa startowego landrowerem.Tak . Jeszcze bardziej cieszył mnie fakt. . ciśnienie i światła.powiedział wreszcie. Na lewo.odpowiedziałem. Nawet w noc wigilijną wozy straŜackie i ambulans muszą być w pogotowiu. Przez kilka minut zastanawiał się nad tymi informacjami. Tacy nie powinni mieć słuŜby na nocnej zmianie. Wyłączyłem więc wszystkie inne urządzenia .. Dotarłem tak do wybrzeŜa. a raczej do miejsca. Ŝe stoi o jakieś sześć metrów od końca pasa startowego. Byłem szczęśliwy. Facet był najwyraźniej jednym z tych pechowych poruczników. Postanowiłem zatelefonować z oficerskiej kantyny do stacji RAF-u w Gloucester i osobiście mu podziękować. Kołowanie w tej mgle nie miało sensu. próbując przebić się przez zgrzytanie skrzyni biegów i sprzęgła.powiedział. Kiedy oddalaliśmy się od wampira. kiedy wampir toczył się po pasie startowym.Zostałem sprowadzony . Zapewne nie dostrzegł juŜ mojego poŜegnalnego gestu. A do tego wstawiony. Były to reflektory starego. co tłumaczyło te trudności. Ŝe Ŝyję. . Byłem w lekkim lotniczym kombinezonie. zauwaŜyłem. Niech pan wskoczy. Jechało od niego whisky. Następnie wyłączyłem silnik. .Bez radia? . Po wyłączeniu ogrzewania szyby szybko zaszły parą. Zgasł sam z braku paliwa. Zwykły naziemny urzędas.. . Dopiero kiedy wstałem. W bocznym okienku zobaczyłem podniesioną rękę pilota.

. pomyślałem. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Potworna dzisiaj mgła. . Ŝe za chwilę usiądzie nam pan na głowę. . ma się niewyczerpane zasoby energii.Niesamowite .. Minton jest tylko bazą magazynową. Pomyślałem. za którymi zniknął porucznik.To chyba będzie Merriam St. ZauwaŜono mnie i wysłano pasterza.Prosta sprawa . Ale widzi pan. Przepraszam pana. Ŝeby mnie sprowadził w dół. na wybrzeŜu. Ŝebym podszedł do okna i posłuchał. .To był samolot meteorologiczny RAF-u z Gloucester. To wszystko było bez sensu. Mój towarzysz wrócił i niepewnie wygramolił się na siedzenie.. Tu właśnie jesteśmy. ja jestem tylko szczurem magazynowym.Forsyth Opowiadania. ale i tępy.MoŜe to Marham? Albo Chicksands? Albo Lakenheath? .powtórzył wsysając kroplę wilgoci spływającej po wąsach. Ale przecieŜ musi być jakieś proste wytłumaczenie. . George. .Rozumiem .A więc to nie jest lotnisko RAF-u w Merriam St. Mój towarzysz był widać nie tylko wstawiony. . . Kiedy usłyszałem.powiedziałem machinalnie. Oni są świetnie wyposaŜeni. . Chwyciła go czkawka. Nie mamy w ogóle Ŝadnego wyposaŜenia nawigacyjnego.przypomniało mi się. zupełnie obłąkane i pozbawione logiki. Teraz ja z kolei przeŜuwałem przez dłuŜszą chwilę jego informację. Kiedy juŜ zobaczyłem światła pasa startowego.To jest RAF Minton.wymamrotał. A potem mruknął: . Byliśmy pewni. Jej światło pozwoliło mi przyjrzeć się wybitym szybom i zamkniętym na kłódkę drzwiom i ocenić panującą tu atmosferę opuszczenia i zaniedbania. Potem trzeba było jeszcze pana znaleźć. zacząłem więc wracać do normy. Musiało jednakŜe być jakieś wytłumaczenie. jakby chciał powiedzieć: skoro tak uwaŜasz. . Mój nieznany przyjaciel Strona 144 . Siedziałem w kantynie oficerskiej i popijałem grzane wino. .Osiem kilometrów od Cromer.Nic dziwnego.Bo usłyszałem wycie pańskiego silnika. Wszystko poszło gładko. Ŝe tamten facet znalazł to lotnisko. . Kiedy jest się młodym. . Więc pobiegłem do wieŜy kontrolnej i włączyłem je. Nad wąskimi drzwiami.wyjaśniałem mu spokojnie. Ŝe kiedy demontowano stację. goła Ŝarówka. George? spytałem cicho. sprowadziłem samolot bezpiecznie na dół. zapewne niegdyś słuŜących jako pomieszczenia operacyjne i nawigacyjne. ale było to kłamstwo. Znajdowaliśmy się parę metrów od wieŜy kontrolnej.zapytałem. musiałem wrócić do baraku i wyprowadzić samochód. wisiała pojedyncza. według instrukcji.txt awaryjna szczęśliwie się zakończyła. Zatrzymał samochód i wysiadł. .Nigdy o nim nie słyszałem . A więc takie było wyjaśnienie tej zagadki. Niesamowite. To pan krąŜył nisko nad nami.odparł. Miał oczywiście radio. nawet latarni kierunkowej.A gdzie znajduje się najbliŜsza czynna stacja RAF-u wyposaŜona w urządzenia radarowe i instrumenty do ślepego lądowania? Zastanawiał się przez chwilę. Lecieliś236 my w szyku na przyrządach ślepego lądowania na radar.odpowiedziałem po chwili. Latałem krótkimi trójkątami w lewo. Ŝe pan wylądował. .Dlatego pan tak długo na mnie czekał. Potem wpadłem na pomysł. która zlewała się we mgle z rzędem starych baraków.Nie mamy tutaj Ŝadnych urządzeń do ślepego lądowania na radar. .Musiałem wygasić światła pasa startowego . 237 Gadaj zdrów.Nie .Dlaczego zapalił pan światła? . Zagadka nękała mnie jeszcze przez kilka minut. kiedy stary Joe poprosił. Wzruszył ramionami.Miał pan piekielne szczęście. Ŝe moŜe mógłbym panu pomóc . Nie jesteśmy czynnym lotniskiem od wielu lat. nie zlikwidowano świateł. .Gdzie właściwie leŜy Minton? . prowadzącymi do wieŜy kontrolnej.

W końcu zabrakło mi przecieŜ paliwa w połowie pasa startowego. jaką nam przydzielają. ^zwłaszcza przy ilości paliwa. których nie jest w stanie zrozumieć. Ŝe Joe jest stewardem w kaStrona 145 .Zawołam Joego i kaŜę mu przygotować dla pana jeden z wolnych pokojów. Przez czysty przypadek opuszczona od dawna baza w Minton wraz z jej siecią świateł i wstawionym magazynierem znalazła się na trasie prowadzącej do lotniska w Merriam. a drugi do pokojów obsługi. To mnie zmyliło na ostatnich kilometrach schodzenia w dół i w rezultacie posadziłem wampira na niewłaściwym lotnisku. . ale ugryzłem się w język.odparł przybierając ton dobrego gospodarza.jak to on powiedział . wołając kogoś o imieniu Joe. dojechaliśmy do oficerskiej kantyny. Miałem .wszyscy na urlopach świątecznych . ale teraz stały tylko dwa. Z frontu znajdował się duŜy. obiciami. a jego szef. Nie zdołałbym dolecieć do Merriam odległego o piętnaście kilometrów stąd. Ŝe jest to kasyno oficerskie. Chciało się powiedzieć. spadochronów. Podobnie w barze. Poza nimi personel stacji składał się z sierŜanta i trzech kaprali. I tak nie sposób tego ogrzać w zimie. Spędzanie świąt BoŜego Narodzenia w takiej dziurze nie naleŜało chyba do przyjemności. . Ŝe to się da zrobić .Forsyth Opowiadania. ale zamiast kurtki nosił zniszczony błękitny sweter. Ŝe nie mogę panu słuŜyć większymi wygodami przepraszał Marks. . Ŝe nie ma wielkiego wyboru. przebywa na świątecznym urlopie.piekielne szczęście. przestronny pokój. Było tu dosyć miejsca na dwadzieścia foteli. a jednocześnie ten stary dureń włączył swoje. Po drugiej inna tablica informowała. Obawiam się. Jakoś nie mógł znaleźć tego swojego Joego. Wszędzie ten sam wzorzec. Marks powiedział mi. Był to czysty przypadek. Na prawo szatnia z rzędem pustych wieszaków na nie istniejące płaszcze. Ŝe nie powinien mieszać się do opartych na nowoczesnej technice operacji. Nie warto ogrzewać tej całej przestrzeni dla dwóch ludzi.Przykro mi. pusty i zimny pokój jadalny i dwa korytarze. . butów i mnóstwa innych przedmiotów. Marks zaglądał do róŜnych drzwi prowadzących z hallu. Ŝe jest zastępcą dowódcy. kiedy panowała moda na metalowe drzwi i framugi w urzędowych budynkach. włączył swoje światła. Zorientowałem się. Jeden prowadził do kwater oficerskich. JuŜ chciałem powiedzieć porucznikowi.txt w samolocie meteorologicznym prowadził mnie prosto z wybrzeŜa do Merriam St. z których jeden pełnił słuŜbę w podoficerskiej kantynie. Po jednej stronie wejścia na tablicy widniał napis: Stacja RAF Minton. rozbiłbym się na polu nie dolatując do lotniska. dowódca eskadry.którzy robili spis mundurów. Mój gospodarz zaparkował samochód przed drzwiami. Ŝe lokal ten pamiętał lepsze czasy. Zaglądałem przez drzwi razem z nim i zobaczyłem duŜy.Myślę. Weszliśmy do środka.Jest nas tylko dwóch na tej stacji. Światło palące się nad wejściowymi drzwiami oświetlało pięknie wyrzeźbione. który przedstawił mi się jako 238 porucznik pilot Marks. Tego nam nie brakuje! Zagrzeje teŜ wodę w wannie i wykombinuje coś do jedzenia.powiedziałem. Obydwa pomieszczenia były więc diablo zimne i po odtajaniu w samochodzie zaczynałem znowu drzeć z zimna. Czy mogą być jajka na bekonie? Skinąłem głową. zbudowany bez wątpienia w czasach przedwojennych. zdjął koŜuch i rzucił go na krzesło. Ale bardzo chciałbym się wykąpać i coś zjeść. ale wyszczerbione godło RAF-u. jeden pokój dodatkowy i tak mieszkamy. więc wybraliśmy sobie dwie sypialnie. Poza tym było dwudziestu urzędników . Kontroler wieŜy Merriam kazał nam zatoczyć dwa koła. i to z popękanymi. Podczas gdy formułowałem w myślach racjonalne wytłumaczenie mojej obecności na tym niemal całkowicie opuszczonym lotnisku. Wielki kominek w hallu był wygaszony. Pod spodem miał mundurowe spodnie. które są niezbędne w kaŜdym wojsku. George. . rzucając hełm lotniczy z przymocowaną do niego maską tlenową na skórzany fotel. Wysiedliśmy. Architektura kasyn RAF-u nie jest zbyt urozmaicona. Poza tym nie ma odpowiedniej obsługi.Proszę sobie nie robić kłopotu . Mój gospodarz.

Ale wylądowałem na niewłaściwym lotnisku. Ŝe jego lotnisko musiało być zawiadomione. Ŝe to pan pilotował to pudło! Westchnąłem i zacząłem tłumaczyć od początku. Tu miałem awaryjne lądowanie. Co pan chce. kiedy podałem mu nazwisko. Wreszcie dostałem połączenie.Tak.odezwał się męski głos. Czy pan leciał do nas. i zawstydziłem się. puste biurko i telefon. zostałem przejęty przez samolot meteorologiczny z Gloucester. Słyszałem odgłosy świątecznej libacji. Na pewno podoficer słuŜbowy z wartowni. Ale obawiam się. Kiepski sposób spędzania BoŜego Narodzenia. dziękuję.Proszę o połączenie z dyŜurnym kontrolerem ruchu . pomyślałem. kierowany przyrządami do ślepego lądowania. George.Little Minton .powiedział wreszcie. Ŝe dochodzi północ. . . Byłem pewny. . wiem . Po krótkiej chwili odezwał się inny. Proszę chwilę zaczekać. .txt synie.Wydaje mi się. Poproszę dowódcę eskadry. Nie mógłby inaczej zejść w dół. a ja spojrzałem na zegarek i stwierdziłem. wylądowałem w przekonaniu. Mogę tu przenocować. . nie o to mi chodzi. Kiedy nakręcałem numer centrali. Marks poszedł przypilnować ordynansa. . To chyba całkowicie opuszczona baza. ale teraz przyjąłem trunek 239 wdzięcznością. połoŜonego niedaleko wejścia do baru. . . Ŝe mówię ze stacji RAF-u w Minton. Tej nocy nie zapowiadano Ŝadnych lotów. . Ŝe w kontroli ruchu nie ma teraz nikogo na słuŜbie. rozumiem.zapytał mój rozmówca. . Z reguły nie piłem alkoholu.RAF Minton. George. kiedy zamknęliśmy lotnisko o piątej po południu.Forsyth Opowiadania. Opowiedziałem mu o swojej awarii i dodałem. Ale oni powinni przecieŜ latać w kaŜdą pogodę.Znakomity wyczyn lotniczy tego pilota z Gloucester. Przypomniałem sobie jednak.Nie. . Czy mogę tymczasem zadzwonić? .Miał pan pecha.Wspaniale . Ŝe zaledwie pół godziny temu błagałem Boga o pomoc. Musiał być młody i zdyscyplinowany. Kiedy zobaczyłem światła lotniska.Naturalnie. dochodzące z mieszkania słuŜbowego przy centrali telefonicznej. . Sądząc z wesołego gwaru. . Ŝe jest to Merriam St. W niewielkim zimnym pokoju stało krzesło. Ŝe jest trzeźwy. pomyślałem raz jeszcze. Z powodu mgły tamten musiał lecieć na przyrządach radarowych.Nic o tym nie wiem .Wobec tego proszę mnie połączyć z oficerem słuŜbowym. starszy głos.odparł. To ich zawód. Marks zjawił się z butelką whisky. . Zaprowadził mnie do biura. Ŝe ma przyjąć wampira lądującego na przyrządach ślepego lądowania i bez radia. . . Nastąpiła chwila pauzy. Ale ja nie jestem z kontroli ruchu. Uzyskanie połączenia trwało wieki. Ŝe nic się tu nie działo od chwili. Czułem. czy mogę spytać.Przepraszam.zawyrokował mój rozmówca. Musiałem się jakoś rozgrzać. Ŝe lecę do was.Tak jest.Merriam St.Skąd pan mówi? . jaki po chwili rozległ się w słuchawce. poniewaŜ nie miałem numeru Merriam St.odezwał się w słuchawce zaspany głos. MoŜe wysłać po pana łazik? 240 . Jest tylko kilku oficerów w kantynie. Telefonistka znalazła go dopiero po dłuŜszym czasie. jest tu obok.AleŜ oczywiście! PrzecieŜ musi się pan zameldować. czy nie? Słyszałem przed chwilą. który mnie tutaj doprowadził.Widzi pan. kto mówi? Podałem mu nazwisko i rangę informując. George . oficer słuŜbowy znajdował się w kasynie.powiedziałem.Niech pan się zdecyduje. jak przystało na oficera słuŜbowego nawet w noc wigilijną. Ŝebyśmy zrobili? Zaczynałem tracić cierpliwość. . Ten człowiek być moŜe świetnie Strona 146 . Znowu wyłoŜyłem całą sprawę. stopień i nazwę swojej bazy. Słuchał mnie uwaŜnie.

prawda? . Ŝe znalazły się w muzeum. uŜywaliśmy mosquitów. aby je znowu uruchomić.Gloucester. . w Minton. George.zaczął krzyczeć. . . w Suffolk. ale był juŜ chyba lekko zawiany. Nie tylko nie mogłem z moim zapasem paliwa dotrzeć do Merriam St. Oparłem się na poręczy krzesła i odetchnąłem głęboko.Wiem dobrze. . .A co się stało z mosquitami? . Czy ja mówię z RAF-em Gloucester? .txt dowodził eskadrą. w nocy. Rozpity. Oczekują wampira.Przypuszczam. aby przebyć jeszcze sześćdziesiąt kilometrów. . na drugim końcu Norfolku. Wytłumaczyłem mu sytuację. panie poruczniku odpowiedział. nie doceniany.5 metra*? Chodzi mi o najbliŜsze lotniska utrzymujące przez dwadzieścia cztery godziny podsłuch alarmowy. . Wasza jednostka posługuje się mosquitami do pomiarów ciśnienia i temperatury na duŜych wysokościach. A przecieŜ pokazałem temu pilotowi w mosquicie. ale który biegł czterysta metrów w gęstej mgle. .odpowiedział mi równie dobitnie oficer. Potem zapytałem: . gdzie znajdują się najbliŜsze stacje RAF-u.Chwileczkę. Siedziałem przy telefonie wpatrując się z niedowierzaniem w aparat. jakaś pomyłka.Na zachód RAF Marham. Ŝe wcale nie zawdzięczałem swego Ŝycia pilotowi z Gloucester. Uratował mnie porucznik Marks. Ŝebyście odwołali alarm swego personelu radarowego i kontroli ruchu. . który wprawdzie nie rozróŜniał chyba przodu samolotu od tyłu. Ŝe zaszła. zbiurokratyzowany porucznik pilot Marks. jeŜeli tolerował głupie pytania o tej porze nocy.Owszem . O dotarciu do Marham 241 16-Czysta robota .powiedział po namyśle.odpowiedziałem stanowczo. Lakenheath leŜał równieŜ w odległości sześćdziesięciu kilometrów na południe. o tej porze. I wesołych świąt! Strona 147 . George są urządzenia do ślepego lądowania . .Tak . Jedno naleŜy przyznać eskadrom meteorologicznym .Wiem. których radio pracuje w ciągu nocy na fali 121. Ŝe Ŝyję. . Ŝeby jeden z nich został sprzedany w prywatne ręce? . Dziękuję panu bardzo.odpowiedział. ale czy jest moŜliwe. . DyŜurny oficer meteorolog przy aparacie.PrzecieŜ to właśnie w Merriam St. Odpowiedział wyraźnie.Moim rozmówcą musiał być chyba stary okularnik o niewyczerpanej cierpliwości i uprzejmości.Dzwonię do was. aby zapalić światła opuszczonego lotniska. . .Myślę.Ale my juŜ dawno mamy fajrant . Poza tym leciał o wiele za nisko po naszym locie przez mgłę. kiedy usłyszał huk krąŜącego mu nad głową samolotu. Zaczęło mi świtać w głowie. Marham znajdował się sześćdziesiąt kilometrów na zachód.Gloucester? . . Niewiele juŜ dziś ich zostało.Zgadza się.Obawiam się.To nie mógł być Ŝaden z naszych samolotów.5 metra jest częstotliwością międzynarodowej słuŜby awaryjnej. A na południe RAF Lakenheath. . Latamy teraz na canberrach. . .Owszem. Ŝe poszły na złom. JednakŜe pilot mosquita musiał juŜ powrócić do Gloucester i trzeba mimo wszystko zawiadomić go. o tej porze? .są zawsze na słuŜbie.Doskonale.próbowałem protestować. Zadałem mu wtedy ostatnie pytanie: .Forsyth Opowiadania. Ŝe zrozumiał. Ŝe są! . czy Lakenheath nie mogło być mowy.O piątej po południu zamknęliśmy lotnisko. I od tego czasu nie było Ŝadnego polecenia. Ten człowiek musiał być szalony. który juŜ się u was nie pojawi. Ŝe mam benzyny tylko na pięć minut lotu. DyŜurny oficer przyjął telefon. Wylądował tutaj.W nocy.Ale nie zostały uŜyte tej nocy! Były nieczynne od piątej po południu. Wesołych świąt! OdłoŜył słuchawkę.Ale raczej sądzę. . Ale wycofano je z uŜycia trzy miesiące temu.Czy wobec tego moŜe mi pan powiedzieć.spytała telefonistka.Dziękuję. ale na dodatek tamtejsze lotnisko było zamknięte.121. Ŝe nie moŜna tego wykluczyć . Dobranoc. Albo teŜ posłano je do muzeum.

Po skończeniu kolacji wstałem od stołu. Pokój będzie zaraz gotów. Stanąłem przed starą fotografią stojącą w ramce na kominku. jeŜeli moŜna tak powiedzieć. Stewardzi w kasynach oficerskich są zwykle Ŝołnierzami słuŜby czynnej. . zapaliłem go i zacząłem przechadzać się po pokoju. prawda? Dawniej musiało być inaczej. Zabrałem swój hełm i poszedłem korytarzem.Pański pokój jest gotów . kiedy wszystkie pokoje były zapełnione młodymi. Przykro mi. dziękuję panu serdecznie za pomoc.. ZasłuŜył sobie na moją wdzięczność. będzie tu całkiem przyjemnie. panie poruczniku.Dawno tu jesteście? . .. aby na czas zapalić światło i uratować mi Ŝycie. ale ciepły szlafrok przyniesiony mi przez Joego. stary ordynans zabawiał mnie rozmową. sprzed kominka uniósł się klęczący tam stary człowiek. Co za 242 noc. omal nie doprowadza do katastrofy. Woda na kąpiel juŜ się grzeje. którą Strona 148 . Joe tymczasem zbierał talerze i szkło ze stołu. potem tracę kierunek i brakuje mi paliwa. Ŝe robię tyle zamieszania o takiej porze. kiedy niebo nad lotniskiem dygotało od huku silników startujących do walki i powracających samolotów. . Mówił mi o czasach. W drzwiach ukazała się głowa pilota porucznika Marksa. panie poruczniku. Jedno jest pewne .spytałem go raczej z grzeczności niŜ z prawdziwego zainteresowania. Na razie jednak w pokoju było jeszcze chłodno i kuliłem się w moim lotniczym kombinezonie. ZauwaŜa mnie przypadkiem. którzy wszyscy słuŜyli juŜ gdzie indziej.Oczywiście. a potem bierze mnie na hol jakiś postrzelony księŜycowy pilot. wyciągnąłem z kieszeni mego lotniczego kombinezonu papierosa.Numer siedemnasty.Porucznik Marks mówił o was. Joe rozpala tam teraz ogień. oczywiście. w sali jadalnej panował hałas i słychać było brzęk talerzy i sztućców. który tymczasem przygotował mały stół 243 i postawił na nim gorące jajka na bekonie. Ten miał chyba siedemdziesiąt lat i był najwyraźniej miejscowym cywilem. mijając liczne drzwi kawalerskich pokojów oficerów.oznajmił. aŜ wreszcie podchmielony oficer na ziemi ma na tyle przytomności umysłu. .Mam na imię Joe. Da pan sobie radę? Byłem dla niego teraz bardziej uprzejmy. Wytarłem się ręcznikiem i zawinąłem w stary. . którą Joe mi przyniósł z kredensu przy barze. co za niewiarygodna noc! Najpierw wysiada mi radio i wszystkie przyrządy pokładowe.txt OdłoŜyłem słuchawkę i potrząsnąłem głową w zakłopotaniu.przywitał mnie. a bar rozbrzmiewał wesołymi piosenkami..Widzieliście tutaj wiele zmian. od załoŜenia tej stacji przed samą wojną. w którym wesoło trzaskał ogień. gdzie znajdowałbym się teraz? Mój zimny trup kołysałby się na falach Morza Północnego! Resztką whisky wzniosłem toast za zdrowie pasterza i za jego dziwne hobby prywatnego latania starymi samolotami. lubiący sobie polatać w nocy na muzealnym mosquicie. Jestem tu stewardem.Po czym zaczął opowiadać mi o latach. .Forsyth Opowiadania. Kiedy ogień się rozpali. . wpadłem tu przypadkiem! . wykąpałem się szybko w gorącej wodzie. .Dobry wieczór . w końcu korytarza. co robi. pełnymi zapału lotnikami. . Ale. Ręka. Ale gdyby nie on. Nie moŜna chyba liczyć na więcej szczęśliwych zbiegów okoliczności. JeŜeli pan pozwoli. . Podczas gdy jadłem szybko i z apetytem. Z uchylonych drzwi pokoju numer siedemnaście padała na korytarz smuga światła.Tak. Kiedy wszedłem do pokoju.Oczywiście.. i kiedy Joe poszedł ją przynieść.Wiem juŜ od pana Marksa. Był dobrym stewardem. to pójdę do łóŜka. Słuchając go skończyłem posiłek i wypiłem resztę butelki czerwonego wina. Zdziwiłem się. Ŝe zjem moją samotną kolację w pokoju. Zapomniałem poprosić Marksa o poŜyczenie swetra.ten amatorski as lotnictwa nie zdawał sobie w najmniejszym stopniu sprawy z tego. . Zdecydowałem. około dwudziestu lat.

jakiego dawniej uŜywali lotnicy. Ŝe gdzieś. . pan Johnny był z nich wszystkich najlepszy.powiedział staruszek. . Joe? . zawisła nagle w połowie drogi. 244 . Aby je mocniej przyciągnąć. Stał w wyzywającej pozie. Na dziobie samolotu za lotnikiem widniały blade. Chciałem juŜ coś powiedzieć staremu stewardowi. zauwaŜył mnie Strona 149 .Eskadra zwiadowcza. Zamknąłem okno. doprowadził go do porządku i latał.W jakiej słuŜył eskadrze? . Nie mogło być wątpliwości. szorstkie spodnie sukienne i cięŜką wiatrówkę na baranim futrze. Podczas dobrej koniunktury lat pięćdziesiątych dorobił się pewno niezłych pieniędzy. z rozstawionymi lekko nogami i prawą ręką na biodrze.Kavanagh? . Kavanagh był podczas wojny asem lotniczym w jednej ze słynnych eskadr.Przyglądałem się bacznie samolotowi w tle zdjęcia. . daleko we mgle.Tak. Na jednej z okresowych licytacji RAF-u kupił sobie starego mosquita.Forsyth Opowiadania. co było dość powszechne wśród zdemobilizowanych lotników. Nie moŜna było nie rozpoznać smukłej sylwetki bombardującego myśliwca Mosquito wraz z jego dwiema gondolami mieszczącymi dwa silniki Merlina. wysokie buty. wychyliłem się na zewnątrz i wyjrzałem za firankę. Wspaniały człowiek. panie poruczniku. które zapewniały samolotowi znakomitą sprawność. Nie był to jednak jasnoniebieski nylon i połyskujący hełm dzisiejszych czasów. Mgła kotłowała się w wielkich kłębach. i obróciłem się w stronę pokoju. Latali na mosquitach. a Johnny Kavanagh. usłyszałem huk silników. czy jest zabezpieczone. tylko motocykl jakiegoś chłopca z farmy. Pozwolę sobie jednak powiedzieć. Jedno z okien otworzyło się gwałtownie. jak się ma pieniądze. Cała sprawa stała się teraz jasna jak słońce. Poczułem przejmujące zimno w pokoju. chwiejącym się w stalowej ramie. panie poruczniku. Ŝe był to właśnie jego pokój. Oczywiście nie było tam Ŝadnych silników. ubranego w lotniczy kombinezon. Fotografia była stara i poplamiona. Był tutaj w czasie wojny. Byłem jego ordynansem.Ach! To zdjęcie pana Kavanagh. sam to zrobię. aby stanąć przy oknie. panie poruczniku . moim zdaniem. Z tyłu za pilotem widać było wyraźnie jego samolot. Zamiast uŜywanej dziś plastykowej osłony. Miał w oczach jakiś cień smutku. Po jej zakończeniu wystąpił z wojska i zajął się chyba handlem uŜywanymi samochodami. kupił sobie ładny dom na wsi i miał środki na swoją prawdziwą pasję Ŝyciową .txt podnosiłem papierosa do ust. Ŝe. . a więc około dwudziestki. . panie poruczniku. panie poruczniku? Pokazałem samotną fotografię na kominku. bez uśmiechu na twarzy. Tak się składa.Jakim pilotem. 245 Kiedy wracał z jakiejś wycieczki do Europy. .Zaraz je zamknę. ale wyraźne litery JK. ale zupełnie wyraźna. Pilot ze zdjęcia miał na sobie grube. Wystarczyły mi dwa kroki. do hełmu przymocowane były okrągłe gogle. Ale ja jestem stronniczy. mieszając się z prądem ciepłego powietrza buchającego z okna. W lewej ręce trzymał skórzany miękki hełm.latanie. Wydało mi się. Postawił kieliszek od wina na talerzach trzymanych w rękach. . Przedstawiała młodego człowieka mniej więcej w moim wieku.Kto jest tym pilotem. Patrzył w aparat z ponurym napięciem.Podszedłem do kominka i przyjrzałem się z bliska fotografii. Niezły sposób spędzania wolnego czasu. Byli to znakomici piloci. sprawdziłem. kiedy tylko chciał. wpuszczając do pokoju strumień mroźnego powietrza.Nie trzeba. A więc nie Juliet Kilo. Ŝegnającego się przez płot ze swoją dziewczyną. Był Irlandczykiem. kiedy poczułem nagle na plecach powiew zimnego powietrza. jeŜeli mi wolno tak powiedzieć. stawiając na stole pozbierane talerze.

. nie było wyboru.. rozbite radia... Joe był juŜ przy drzwiach. halifaxy.. czasem w tak gęstej mgle.. stirlingi i lancastery. rozpaczliwe wysiłki pilotów.... On zaś.CóŜ .... 116 Przywilej absolutny . . . mógł się pokusić o odnalezienie swojego starego lotniska Minton nawet w gęstej mgle. panie poruczniku. Nigdy juŜ nie powrócił.... panie poruczniku.. . Ŝe nie było widać własnego nosa.A niektóre z nich pokazują na paradach w czasie uroczystości. A raczej na kilka.. Stary ordynans najwyraźniej uwielbiał swego oficera z czasu wojny. zupełnie jak pan dzisiaj: "Joe..... 246 Odwróciłem się od fotografii i zgasiłem papierosa w popielniczce przy łóŜku. kiedy eskadra wracała znad Niemiec.Wspaniały człowiek .. 49 Są takie dni............. Ŝe ma szósty zmysł.. .. panie poruczniku.Tak właśnie było.Mówiono.. 99 Dowód rzeczowy .. ale znacznie częściej kazał napełniać ponownie zbiorniki paliwa swojego mosquita i startował znowu. Skrzywiłem się. Strona 150 27 143 .. Ŝe jestem w niebezpieczeństwie. 5 W Irlandii nie ma Ŝmij . Pamiętam. Podziurawione kadłuby.. . tutaj w Minton. .... Pamiętam. reszta młodych oficerów szła do baru na jednego. ..... gdzie wyznaczali rakietami cele dla bombowców.. Cesarz .. ale poniewaŜ nie miałem i tak paliwa. Waddington. A następnie prowadził je do lądowania.Niestety. Wielkie czterosilnikowe maszyny.. a znając doskonale teren.. milczące radio i bezradność wobec mgły zakrywającej ziemię..przerwałem staremu.. I ten człowiek prowadził je do lądowania? Widziałem je w wyobraźni. Joe uśmiechnął się. pan był chyba jeszcze za młody. Musiał spaść ze swoim samolotem gdzieś w Morze Północne. naprawdę wspaniały.przyznałem.. Wylatywał po raz drugi tej samej nocy po wykonaniu zadania i patrolował nad Morzem Północnym. Ŝe bardzo często. Leciał samotnie nad Kanał czy Morze Północne..Tak. polecę i sprowadzę go na ziemię!" Pokiwałem głową.Najlepszy. aby utrzymać trzeszczące i dygoczące maszyny na kursie. Ŝe były podziurawione ogniem artylerii przeciwlotniczej lub miały rozbite radioaparaty. wypatrując uszkodzonych samolotów.Kavanagh nie chodził z nimi? .... tak. Było to oczywiście ryzykowne...powiedziałem . Cotteshall. Pan Johnny wyleciał na swój ostatni patrol w wieczór wigilijny 1943 roku.potwierdził Joe za moimi plecami.. Wypatrywał tam uszkodzonych bombowców....... Ŝe kiedyś powiedział mi stojąc przy kominku...wygląda na to. to był chyba bardzo dobry pilot . kiedykolwiek jeden z nich będzie tam w nocy usiłował powrócić do bazy.powiedziałem z przekonaniem..Znam je z fotografii ..Zdarzało się.Owszem. i prowadził je na nasze lotnisko. . panie poruczniku ... panie poruczniku. MoŜe to ta krew irlandzka..... . Wesołych świąt! Spis treści Czysta robota . . poszarpane skrzydła i stery... nocnego nieba.Forsyth Opowiadania. Umierający i ranni na pokładzie. . podąŜających w stronę wybrzeŜa... Właśnie dzisiaj minęło czternaście lat.. 82 Niewypał .. Ŝe potrafię odnaleźć tego człowieka. zorientował się.. Z własnego niedawnego doświadczenia pamiętałem gorzką samotność zimowego. Mówiono....... Byłem pewien.... .... Ŝeby je znać? . nawet gdybym musiał się uciec do pomocy Królewskiego Aeroklubu... Scampton.. i wziął mnie na hol.O. Wielkie bombowce leciały do swoich własnych baz.powiedziałem z przekonaniem. Za przeproszeniem.. Za pomocą radia mógł określić dokładnie swoje połoŜenie.. NaleŜały do róŜnych baz: Marham.. Ŝe ma kocie oczy. myśląc o jego nocnym wyczynie..txt latającego w trójkątach nad całunem mgły.... Dobranoc.. Ŝe nadal to robi. ...

.....Forsyth Opowiadania......... 203 Pasterz ............. 162 Dokładny człowiek ..txt Obowiązek .... . 221 Koniec Strona 151 ............... 176 Dobra nauczka ....... .........

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful