Forsyth Frederick - Czysta Robota i Inne Opowiadania

Forsyth Opowiadania.

txt FredericK Forsyth "Czysta robota i inne opowiadania" PrzełoŜył: STEFAN WILKOSZ Tytuł oryginału: "NO COMEBACKS AND OTHER STORIES" Autor ilustracji K. WARD Opracowanie graficzne Studio Graficzne "Fototype" Redaktor MARIA GRZYMSKA LUCYNA LEWANDOWSKA LEDIA KOWAL Copyright (c) 1972, 1973, 1979, 1982 by Frederick Forsyth For the Polish edition Copyright (c) 1993 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o. Published in cooperation with Wydawnictwo Mizar Sp. z o.o. ISBN 83-7082-244-4 Wydawnictwo Amber Sp. z o.o. Warszawa 1993. Wydanie I Skład: "Kolonel" w Łomiankach Druk: Łódzka Drukarnia Dziełowa CZYSTA ROBOTA Mark Sanderson lubił kobiety. Lubił takŜe krwiste befsztyki z dobrze przyprawioną sałatą. Zarówno pierwsze, jak i drugie konsumował z jednakowym apetytem. Kiedy brała go ochota, telefonował do odpowiedniego dostawcy i zamawiał towar, który przysyłano mu do wytwornego domku, zbudowanego na dachu duŜej kamienicy. Mógł sobie pozwolić na wszystko, był bowiem multimilionerem i to w funtach szterlingach, a więc w walucie, której wartość, nawet w dzisiejszych niepewnych czasach, równa się niemal dwóm dolarom. Jak większość bogatych i moŜnych ludzi wiódł Ŝycie na trzech róŜnych płaszczyznach. Pierwszą stanowiło jego Ŝycie zawodowe i publiczne, był przecieŜ jednym z potentatów londyńskiego City i to powszechnie znanym i podziwianym. Drugą określano jako domenę prywatną, która nie zawsze pokrywała się z plotkami, jakie na jego temat krąŜyły. Trzecią wreszcie było ściśle prywatne Ŝycie, do którego nikt nie miał dostępu. Pisano o nim regularnie na łamach wszystkich dzienników, interesowały się nim kolumny finansowe i kolumny plotkarskie najrozmaitszych pism, nie mówiąc juŜ o programach telewizyjnych. Mark Sanderson rozpoczął swoją karierę w późnych latach pięćdziesiątych w agencji handlu nieruchomościami w centrum Londynu. Miał niewielkie wykształcenie, które uzupełniał niezwykły instynkt i prawdziwy nos do transakcji inwestycyjnych. W ciągu dwóch lat nauczył się nie tylko wszystkich zasad kupieckiej gry, ale - co waŜniejsze sposobów legalnego ich obchodzenia. W wieku dwudziestu trzech lat załatwił w ciągu jednej doby swoją pierwszą samodzielną transakcję. Było nią kupno posiadłości w dzielnicy St. John's Wood. Zarobił na tym dziesięć tysięcy funtów, po czym załoŜył firmę pod nazwą Hamilton Holdings, która przez następne czternaście lat miała być jego główną 5 bazą wypadową. Nazwał ją tak na pamiątkę owej pierwszej transakcji, albowiem nabyta przezeń wówczas kamienica znajdowała się na Hamilton Terrace. Miał to być ostatni sentymentalny odruch w jego Ŝyciu zawodowym. Z początkiem lat sześćdziesiątych, gdy zarobił pierwszy milion, przerzucił się z handlu nieruchomościami na budownictwo budynków biurowych. W połowie dekady był wart bez mała dziesięć milionów i rozszerzył granice swojej działalności. Jego mistrzowskie operacje z dziedziny finansów, bankowości, przemysłu chemicznego, inwestycje w miejscowościach letniskowych nad Morzem Śródziemnym były Strona 1

Forsyth Opowiadania.txt równie intratne, jak owa pierwsza transakcja w St. John's Wood. Opisywała je prasa, ludzie je podziwiali, a akcje dziesięciu przedsiębiorstw zgrupowanych w Hamilton Holdings stale zwyŜkowały na giełdzie. Na innych stronicach gazet moŜna było znaleźć plotki z prywatnego Ŝycia Marka Sandersona. Pisano o jego wspaniałym apartamencie przy Regent's Park, luksusowej posiadłości w stylu elŜbietańskim w hrabstwie Worcestershire, zamku w dolinie Loary, willi w Cap d'Antibes, o jego jachcie, rolls-roysie, lamborghinim, a takŜe o nie kończącym się korowodzie młodych, kształtnych gwiazdek filmowych, w których to towarzystwie nieustannie się fotografował. Plotkarskie kąciki gazet pełne były fascynujących opisów wdzięków dziewczyn wylegujących się w jego czterometrowym, okrągłym łoŜu. Jeszcze przed dziesięciu laty zostałby zapewne zrujnowany, gdyby jego nazwisko łączono ze sprawą rozwodową pewnej majętnej gwiazdy filmowej lub procesem o ojcostwo wytoczonym mu przez pretendentkę do tytułu miss świata. Ale na przełomie lat siedemdziesiątych skandale te stanowiły raczej świadectwo - tak obecnie poŜądane - jego krzepy. ToteŜ w kołach towarzyskich londyńskiego West Endu budziły sensację i podziw. Mark Sanderson był więc osobistością powszechnie znaną. Jego tajemne Ŝycie było czymś zgoła innym. MoŜna by je określić po prostu jednym słowem: nuda. Cała ta intensywna aktywność nudziła go śmiertelnie. Ukute niegdyś przez niego powiedzonko "czegokolwiek Mark zapragnie - Mark dostanie" przemieniło się w kiepski Ŝart. W wieku trzydziestu siedmiu lat wyglądał nieźle, pozował na Marlona Brando, był w świetnej formie fizycznej i bardzo samotny. Zdawał sobie sprawę, Ŝe potrzebuje nie setek dziewczyn, ale jednej jedynej, która dałaby mu dzieci i potrafiła stworzyć domowe ognisko. Rozumiał, Ŝe ma małe szansę znalezienia takiej kobiety, poniewaŜ wiedział dość dokładnie, jaka powinna być, i Ŝadnej takiej 6 nigdy w Ŝyciu nie spotkał. Jak większość bogatych playboyów, mógł ulec urokom jedynie takiej kobiety, której nie imponowałyby ani jego pieniądze, ani pozycja społeczna, ani reputacja. W odróŜnieniu od większości bogatych playboyów, Mark Sanderson zachował wystarczającą trzeźwość umysłu, by móc patrzeć na samego siebie obiektywnie. Ale tylko po kryjomu. Publiczne przyznanie się do czegoś takiego równałoby się ośmieszeniu. Był juŜ całkiem pewny, Ŝe nigdy owej wymarzonej istoty nie spotka, kiedy tak się właśnie stało. Było to wiosną, na jakimś balu dobroczynnym, takim na którym wszyscy goście nudzą się śmiertelnie, a dochód ze sprzedaŜy biletów starcza akurat na bańkę mleka dla dzieci w Bangladeszu. Kobieta stała po drugiej stronie salonu, słuchając monologu jakiegoś niskiego grubasa kurzącego długie cygaro. Słuchała go z dyskretnym półuśmiechem, z którego nie moŜna było wnioskować, czy bawi ją anegdotka grubasa, czy teŜ jego błazeńskie wysiłki zajrzenia w głąb jej dekoltu. Sanderson przedarł się przez tłum i korzystając z pobieŜnej znajomości grubego producenta filmowego, pozwolił się przedstawić dziewczynie, która nazywała się Angela Summers. Dłoń o wypielęgnowanych paznokciach, którą mu podała, była wąska i chłodna. Na serdecznym palcu lewej ręki, w której trzymała szklankę ginu z tonikiem, a raczej z samym tonikiem, widniała złota obrączka. Sandersona bynajmniej to nie zraŜało. Kobiety zamęŜne uwaŜał za równie łatwe do zdobycia jak panny. Pozbył się filmowca i zaprowadził ją w kąt pokoju, Ŝeby móc spokojnie porozmawiać. Bliskość kobiety podnieciła go, co było rzeczą normalną, ale wraŜenie, jakie na nim zrobiła, raczej było niezwykłe. Pani Summers, wysoka i smukła, była piękna i promieniowała spokojem. Mimo obowiązującej w latach siedemdziesiątych szczupłości sylwetki miała wydatne piersi, wąską talię i solidne biodra. Błyszczące kasztanowate włosy ściągała klamra, a ich połysk zdawał się świadczyć o zdrowiu właścicielki. Miała na sobie prostą białą suknię, która podkreślała jej złocistą opaleniznę. Nie nosiła Ŝadnej biŜuterii. Oczy lekko podkreśliła ołówkiem, poza tym twarz bez makijaŜu, co wyróŜniało ją wśród obecnych w salonie wytwornych pań. Sanderson Strona 2

Forsyth Opowiadania.txt określił jej wiek na trzydzieści lat. Jak się później dowiedział, miała trzydzieści dwa. Sanderson obrał sobie jej opaleniznę za temat rozmowy. Czy nabyła jej w czasie wiosennych wakacji w górach, czy moŜe na statku, w drodze na Wyspy Karaibskie? Zakładał, Ŝe Summersowie są wystarczająco zamoŜni, Ŝeby prowadzić taki sam tryb Ŝycia, jaki 7 prowadziła większość obecnych na balu gości. Okazało się, Ŝe obydwa jego przypuszczenia są błędne. Mieszkała z męŜem w domku na wybrzeŜu Hiszpanii. Państwo Summers Ŝyli z niewielkich honorariów z ksiąŜek o ptakach, które pisał jej mąŜ, oraz z pieniędzy zarabianych przez nią. Udzielała lekcji angielskiego. Przyglądając się jej ciemnym oczom i włosom oraz złocistej cerze, doszedł do wniosku, Ŝe jest Hiszpanką, ale powiedziała mu, Ŝe jest Angielką. Przyjechała w odwiedziny do rodziców mieszkających w środkowej Anglii, a szkolna koleŜanka zaprosiła ją na tydzień do Londynu. Za kilka dni miała powrócić do Hiszpanii. Rozmawiało się z nią łatwo. Nie schlebiała Sandersonowi, co mu odpowiadało, nie wybuchała przesadnym śmiechem, kiedy mówił coś zabawnego. - Co pani myśli o londyńskiej socjecie? - zapytał, kiedy stali oparci o ścianę, przyglądając się tańczącym parom. - Przypuszczalnie nie to, co powinnam - odrzekła powaŜnie. - Papugi w szklanej klatce - mruknął złośliwie. Uniosła brwi. - A mnie się zdawało, Ŝe Mark Sanderson jest jednym z filarów tej socjety - powiedziała bez Ŝółci, ale stanowczo. - CzyŜby wieści o mnie docierały aŜ do Hiszpanii? - Nawet na Costa Blanca czytamy Daily Express - odpowiedziała spokojnie. - A w nim dokładne opisy Ŝycia i przygód Marka Sandersona. - Oczywiście - odparła bez wahania. - Czy robią na pani wraŜenie? - A powinny? - Nie. - A więc nie robią. - Jej odpowiedź napełniła go dziwnym zadowoleniem. - To dobrze. Ale czy mogę zapytać, dlaczego? Zastanawiała się przez chwilę. - To chyba wszystko fałsz - stwierdziła. - Czy ja teŜ? Patrzył, jak pod prostą, białą bawełnianą sukienką łagodnie wznoszą się i opadają jej piersi. Wreszcie spojrzała mu w oczy. - Nie wiem - odparła z powagą - ale przypuszczam, Ŝe gdyby dać panu szansę, mógłby pan zostać raczej porządnym człowiekiem. Jej słowa wytrąciły go z równowagi. - Myli się pani - mruknął, ale ona uśmiechnęła się pobłaŜliwie, jak do małego, krnąbrnego chłopca. Po kilku minutach zjawili się jej przyjaciele, przywitali się z San8 dersonem i zabrali ją. W drodze do hallu Mark zaproponował jej szeptem wspólną kolację następnego wieczoru. Od lat nikogo juŜ tak nie zapraszał. Angela Summers nie wysiliła się na Ŝaden dowcip o tym, jak to niebezpiecznie jest pokazywać się w jego towarzystwie ani o tym, Ŝe ma nadzieję, iŜ nie będzie w pobliŜu fotografów. Zastanawiała się przez chwilę i odpowiedziała: - Dobrze, bardzo chętnie. Mark myślał o niej przez całą noc. Całkowicie zaniedbał wychudzoną i mizdrzącą się modelkę, którą poderwał nad ranem w jakimś nocnym lokalu. Wpatrywał się w sufit i widział oczami wyobraźni połyskujące kasztanowe włosy, wyobraŜał sobie, Ŝe leŜą na jego poduszce. Pod palcami czuł miękką złocistą skórę Angeli. Był pewien, Ŝe ich właścicielka śpi spokojnie i cicho, bo wszystko przecieŜ robiła w taki właśnie sposób. Wyciągnął rękę, Ŝeby popieścić pierś modelki, ale trafił na wysuszony woreczek przypominający ucho zagłodzonego szczeniaka. Dziewczyna wydała z siebie cichy jęk, który miał być niby to jękiem rozkoszy. Więc Strona 3

Włosy miała spiętrzone nad czołem. oświetlone promieniami słońca wschodzącego hen nad wrzosowiskami Wansteadu. Ŝe jest zakochany po uszy. ale stanowczo. Ŝe aŜ mu dech zaparło. Z taką odmową nie spotkał się od lat. Zapytał ją o ulubione perfumy.powiedziała. Zatelefonował do Worcestershire. .w więc o operacjach finansowych.Ale to musiało kosztować fortunę . Ŝe nazywają się Miss Dior i Ŝe kupuje je sobie od czasu do czasu w samolocie. jaką Ŝywił dla luźnych obyczajów ludzi ze swojej sfery. Ŝeby rozeszła się z męŜem i wyszła za niego. Wyłoniła się z kabiny w jednoczęściowym białym kostiumie kąpielowym z materiału frotte i była tak piękna.Wierzę . odsunęła ją łagodnie. nie jest przelotnym uczuciem. W sobotę pojechali tam na weekend. Nie lubię ekstrawagancji. . Zaproponował. Ubrana była w białą bluzkę z bufiastymi rękawami. bezlitośnie wykorzystując je dla własnych celów. jej obecność przynosiła spokój i ukojenie. jaki miał w pamięci. 9 Coraz łatwiej i swobodniej rozmawiało mu się z nią o sprawach. pomyślał. jakie na ogół zachowywał dla siebie . Ostatni wieczór przed jej powrotem do Hiszpanii spędzili oczywiście razem. CóŜ to za wspaniała kobieta.txt poszedł do kuchni. mocno ściągniętą w talii szerokim paskiem spódnicę. i długą. . ale kiedy spróbował wsunąć rękę za jej dekolt. . ale to. Ŝe stać mnie na to. dowiedział się. ale proszę mi nigdy więcej nie kupować takich rzeczy. . czarną. a juŜ z pewnością nie zwykłym poŜądaniem. Zawstydził się. Zeszła i usiadła przy nim. zaparzył sobie kawę i usiadł w ciemnej bawialni. do swojej posiadłości.Zapewniam cię. zakończonymi koronką. Wbiła wzrok w zalegającą za szybą samochodu ciemność. Odzywała się rzadko. Uprzejmie. co zaczyna do niej odczuwać. gdzie sprzedawane są bez cła. Ŝe nie zorientowałam się wcześniej i nie przestałam się Strona 4 . kiedy to drzewa parku. 10 To moja wina. Zrobiłbym dla ciebie wszystko. chociaŜ nie zawsze była poinformowana. Przez długi czas całowali się w ciemnym rolls-roysie. by zmienić nie tylko jedno Ŝycie. wciąŜ siedzieli. o pogardzie.zauwaŜyła ze zgorszeniem. ale stanowczo. Była w niej wewnętrzna pogoda. ale nawet dwa lub trzy. Posłał więc kogoś na Bond Street po największą.Wierzę ci. wielkie opanowanie. ustosunkowała się równie serio do sprawy i potrząsnęła głową. kazał napełnić basen wodą i podgrzać ją. co mówiła.To straszna ekstrawagancja . by otoczono basen z trzech stron ruchomymi szklanymi parawanami. Po kilku dniach czuł.co rzadko czynił w towarzystwie kobiety . butelkę tych perfum. Strój ten przydawał jej sylwetce staroświeckiej.i jestem wdzięczna. Zarządził więc.odrzekła. było proste i inteligentne. a kiedy zaczął jej opowiadać o swoich transakcjach handlowych . ale zaprotestowała przeciwko jego rozmiarom.odparła . . i to pod kaŜdym względem. Tydzień to krótki okres na rozwinięcie się romansu.Kocham cię. Popijając z wolna. Nie powinniśmy byli posunąć się tak daleko. A ona to wszystko rozumiała.Nie potrafiłabym tego zrobić . a u kobiet zdolność rozumienia jest waŜniejsza niŜ znajomość rzeczy. . Pod koniec wieczoru zrozumiał. Kocham cię bezgranicznie i na zawsze. mimo Ŝe wiał chłodny majowy wiatr.słuchała go uwaŜnie. Ŝe to. Nazajutrz wieczorem podjechał po nią. jaka była w sprzedaŜy. wiktoriańskiej elegancji. Mark. Ŝe podnieciło go. . ale bywa wystarczająco długi. zaparkowanym na małej poprzecznej uliczce niedaleko jej domu. Kiedy wybiła północ i zaczęto zamykać restaurację. co tak bardzo odbiegało od jej wczorajszego wyglądu i od obrazu. I to nie jest przemijające uczucie.Chciałem ci ofiarować coś bardzo specjalnego. PoniewaŜ powiedział to bardzo powaŜnie. odrzuciła propozycję pojechania do niego na ostatniego drinka. zarysowały się przed jego oczami jasno i wyraźnie. Przyjęła prezent bez minoderii. przesiedział tam do świtu. Podziwiał ją ogromnie. niczym sztubak.Forsyth Opowiadania. pogrąŜeni w rozmowie.

Jeszcze nie wiem. zareagowałabym pewnie inaczej na twoją propozycję.Ty mnie pragniesz. chyba nie .potrząsnęła głową. I znowu wykazała kobiecą intuicję i odniosła się z powagą do tego pytania. A on nie. wysokiej pozycji towarzyskiej. . ..Więc czemu nie chcesz się z nim rozejść? . W przypadku Marka Sandersona wszystkie te uczucia uległy takiemu przekształceniu.Ale czy ty mnie takŜe kochasz? ChociaŜby odrobinę? . Zadzwonił następnie do jednej z owych agencji. Logicznie i precyzyjnie kroczył od poŜądania do determinacji. tęsknotą i poŜądaniem. . Wynajął sobie na nazwisko Michael Johnson niewielkie mieszkanko w Londynie. . postanowił więc znaleźć jakieś wyjście.Ja cię teŜ potrzebuję. od planowania do wykonania planu. uwielbiają być uwielbiane. Gdyby Angela była inna.Forsyth Opowiadania. ale potrafisz sobie doskonale dać radę beze mnie. śycie nie odmówiło mu dotąd niczego. wyjęte prosto z modlitewnika: "dopóki nas śmierć nie rozłączy". Uwielbiam cię. nie byłoby w ogóle problemu.Więc pozostaniesz z nim. ale wtedy nie byłaby przecieŜ sobą i nie pragnąłby jej z taką namiętnością. . Sanderson gwałtownym ruchem zgasił cygaro w popielniczce. . Angelo. Znalazł się więc w błędnym kole. Nazajutrz wyjechała.Nie. Jesteś zupełnie inny niŜ fama o tobie.stał się psychicznym kaleką. i .PoniewaŜ on mnie potrzebuje . czego ja nie potrafiłbym ci ofiarować? . poŜądane. . Zapłacił komorne za miesiąc i złoŜył odpowiedni depozyt . . .txt z tobą widywać. Nie jestem taka szybka.jak zresztą wszyscy ludzie dysponujący nadmiarem władzy . Nie ma na to sił. Nie zareagowała na jego ironiczny ton. W innym miejscu.On jest w gruncie rzeczy szalenie słabym człowiekiem i kiepsko sobie radzi.Nie.powiedziała po chwili.. zdanie. W pierwszych dniach czerwca Sanderson postanowił zdobyć Angelę Summers za wszelką cenę i od tej chwili przez głowę nieustannie przebiegała mu jedna jedyna myśl. czyli do celu. ale kaŜde z tych uczuć potrafi przemienić się w obsesję.MoŜe będziesz mogła mnie pokochać? W przyszłości. a on coraz bardziej i bardziej pragnął Angeli. i to bardziej niŜ kogokolwiek czy cokolwiek. ale taka juŜ jestem. Kazał szoferowi zawieźć ją na lotnisko. KrąŜenie po nim doprowadziłoby go z pewnością do szaleństwa.Kobiety lubią być kochane. . no i gdybym nie była juŜ Ŝoną Archie'ego. to pewne. skądŜe .odparła z prostotą. o czym tylko zamarzył. którym oddycha. co w Ŝyciu posiadałem. w innym czasie. Przykro mi. A ja jestem Archie'emu potrzebna bardziej niŜ powietrze. które nie stawiają zbyt wielu pytań i nie interesują się zanadto legalną stroną Strona 5 .Ty nic nie rozumiesz .To niemoŜliwe. Ŝeby pozostawiono klucz od mieszkania pod słomianką. .Tak.. Jestem Ŝoną Archie'ego i nie mogę go porzucić. Zrobił to za pośrednictwem agenta i przez telefon. Na pewno tak. .. Ŝe tak. a to mi się podoba. . poŜądam cię. luksusu. Mark. Ŝeby ich ktoś potrzebował. dopóki was śmierć nie rozdzieli. . nawet na pewno.Więc rzuć go i wyjdź za mnie. gdyby była kobietą pragnącą pieniędzy. Maj ustąpił miejsca czerwcowi. . ja cię kocham. od determinacji do koncepcji.Sądzę. a było w końcu tylko jedno. władzy. Dopóki nie rozdzieli nas śmierć.Czy on ma coś. Mógłby ją wówczas olśnić bogactwem. Ale jestem juŜ męŜatką i nie ma na to Ŝadnej rady. . Pod grubą warstwą cynizmu tkwi w tobie ciepły i wraŜliwy człowiek. od bez mała dziesięciu lat miał wszystko.Ja cię nie tylko pragnę.uśmiechnęła się. chyba właśnie tak.wszystko czekiem i przez pocztę. ale nade wszystko potrzebują tego. Poprosił. 11 Są wprawdzie róŜnice pomiędzy miłością i potrzebą czyjejś obecności. tylko spojrzała mu prosto w oczy i skinęła głową. gdyŜ planował przyjazd późnym wieczorem. skąd odleciała do Walencji.

Katanga. podał nowy londyński adres i zreferował dokładnie. komentarzy. jak Kenia. Następnie zajął się zmianą swojej powierzchowności. Zadzwonił do jednego ze swoich przyjaciół.brytyjski eks-oficer.txt przeprowadzanych transakcji. jak Mikę Hoare. Wreszcie przeczytał krótki raport na temat trybu Ŝycia jej mieszkańców. Człowiek ten nigdy nie udzielił nikomu wywiadu i nigdy nie pozwolił się fotografować. dziennikarza. Sumę tę wysłał pocztą i w trzy dni później otrzymał odpowiedni materiał. artykułów w magazynach. W trzy dni później Sanderson był posiadaczem karty wstępu na nazwisko Michael Johnson. Sanderson postanowił działać tak. Odtąd Sanderson zawsze wjeŜdŜał samochodem wprost do podziemnego garaŜu. oraz kilka kiepskich zdjęć wykonanych obiektywem teleskopowym.zdenerwował się Sanderson . w którym donoszono mu. PoniewaŜ pragnął pozostać anonimowy. John Peters i Jacques Schramme. NaleŜało do człowieka walczącego w trzech wojnach. fotografia wycięta z okładki ksiąŜki na temat ptactwa rejonu Morza Śródziemnego. który .powinien wystarczyć na jakieś dwa tygodnie. Notował nazwiska autorów ksiąŜek. Major Archibald Clarence Summers. gdzie wsiadał do windy tak. Strona 6 .Forsyth Opowiadania. w połowie drogi pomiędzy Alicante a Walencją. zaŜądano od niego pieniędzy z góry. Widniał 12 na nich drobny. Robert Denard. ale Ŝe be*dzie w stałym kontakcie telefonicznym. Przeczytał niezliczone ilości informacji gazetowych. kiedy to jej małŜonek pracował nad notatkami do dzieła o ptactwie Costa Blanca. Z plejady nazwisk rewolwerowców. Najemnika 13 w Kongo Mike'a Hoare'a i tom pod tytułem Siła ognia. a która rozeszła się w znikomej liczbie egzemplarzy.jak twierdził . i poprosił go o adres najlepszego londyńskiego archiwum. kiedy Sanderson przejmował przedsiębiorstwo. Zaczął od słowa "najemnik". Była tam krótka biografia. przed południem pani S. dokładnie między trzecią a czwartą. poświęcony w całości Angoli. przewijających się przez jego lektury. Był Anglikiem. Właściciel zakładu okazał się nadzwyczaj pomocny. Ŝe zamierza pewien czas spędzić w domu. wyłoniło się w końcu jedno. udawała się do pałacu. a kaŜdego popołudnia opalała się na plaŜy i pływała w morzu. recenzji z ksiąŜek i wywiadów. Ŝyjący obecnie w niewielkiej willi kilkaset metrów od wybrzeŜa. W teczce opatrzonej tym hasłem znalazł takie nazwiska. o jaką usługę mu chodzi. Śniadanie państwo S. Fryzjer był zachwycony rezultatem. której od dawna nie było w sprzedaŜy. na przedmieściu małego hiszpańskiego miasteczka w prowincji Alicante. po czym wybierał ksiąŜki z półek. jak gdyby ten człowiek znajdował się obecnie w Londynie. Poszedł do małego zakładu fryzjerskiego. Rodezja. Zbiory te składały się z milionów wycinków prasowych i setek tysięcy słowników i dzieł informacyjnych. Nawet najostrzejsi z autorów zdawali się pisać o nim w sposób raczej oględny. który ogłaszał się w jednym z tygodników przeznaczonych dla pederastów. Sanderson obejrzał sobie zdjęcia willi. które go zainteresowało. Nigeria/Biafra i Angola. W tydzień później pan Johnson otrzymał list. raczej cherlawy męŜczyzna o cofniętym podbródku i z małym wąsikiem przypominającym szczoteczkę do zębów. Wysłał przesyłką poleconą zaliczkę gotówką w wysokości pięciuset funtów szterlingów. Obciął dość długie włosy Sandersona na jeŜa i ufarbował je na jasny blond. Ŝeby uniknąć wzroku portiera. Musi się oczywiście nadal posługiwać chlubną rangą majora . Jemen. Ŝe jego zlecenie zostało wykonane i Ŝe pozostaje do zapłacenia jeszcze dwieście pięćdziesiąt funtów. by uczyć angielskiego trójkę dzieci contessy. spoŜywali na niewielkim patio. Nazajutrz Sanderson zawiadomił personel biura. Przeczytał Historię najemnictwa Anthony'ego Mocklera. jak równieŜ odsyłacze do takich haseł. specjalizującego się w historii czasów najnowszych. Przed kilkoma laty. którą szybko przekartkował. Zabieg ten trwał nieco ponad godzinę. Przejrzał je wszystkie. Kongo.

Zdecydował się więc wszystko wywalić na wierzch . aby się znaleźć w cieniu. rozpitego.Nie jestem gliną . Wierzyć mi się nie chce. Kiedy opuścił klub. Ŝe wchodzi do czynszowej kamienicy.mruknął. Strona 7 .odezwał się Sanderson. Weszli do duŜego pokoju. głęboko osadzone oczy i usta skrzywione w gorzkim uśmiechu. Sanderson obserwował jego twarz odbijającą się w lustrze za kontuarem.Forsyth Opowiadania.Kiedy ten skurwiel przyjeŜdŜa do miasta. nie reagując na pytanie gościa. . Podał więc adres autora.Mister Hughes? . Sanderson usiadł. Rozpoznał bliznę na policzku oraz imię. Nazajutrz wieczorem zjawił się ten. iŜ były kolega najemnika nosi się z zamiarem napisania pamiętników.Kto panu dał mój adres? .dodał. udając urzędnika wydawnictwa. Zapukał do drzwi mieszkania. którego oczekiwał. Wtedy nagryzmolił coś na kartce papieru i podał ją Sandersonowi. Firma jest nimi zainteresowana i nie chciałaby. W kilka minut potem zauwaŜył w jednym z okien światło. Był obojętny.powiedział. ale tylko do chwili. znalazł się w obliczu człowieka całkowicie wykończonego. między innymi sklepu z cygarami.Z kim mam przyjemność? . Ŝe zanim otworzył drzwi.Za dwadzieścia cztery godziny zapomni.Jest tak napompowany. który go szczególnie zainteresował. Stało w nim kilka odrapanych gratów.mruknął i ruchem głowy wskazał Sandersonowi wnętrze mieszkania. Był to barczysty. Sanderson zauwaŜył. . Ŝe jego firma otrzymała wiadomość. skrzywił się. Ŝe ze mną rozmawiał . zgasił światło w przedpokoju.To by się zgadzało .Nakaz rewizji . nie ukrywał rozczarowania. Otworzył mu człowiek w ciemnych spodniach i kamizelce. . Sanderson przedstawił się nazwiskiem Johnson i powiedział. Sanderson poszedł za nim i zobaczył. Ŝyjącego wyłącznie wspomnieniami. iŜ tak nie jest. Ŝe wizyta ma jakiś związek z dalszymi nakładami i honorariami.warknął. którym barman się do niego zwrócił. Czy mogę wejść? . Człowiek powoli popijał piwo z kufla.Nazywam się Johnson. a kiedy okazało się. . oczy mu zabłysły. W kącikach ust Hughes'a ukazał się cień uśmiechu. MęŜczyzna uniósł jedną brew. . . Hughes ulokował się naprzeciwko niego. ale oczy pozostały groźne. Był nim przytulny bar w pobliŜu Earl's Court. Sanderson jeszcze tegoŜ wieczora odnalazł ów lokal. aby coś podejrzewać. Wydawca ksiąŜki nie miał powodu.zaŜądał Hughes stanowczym tonem. Teraz agencja literacka znalazła mu prywatny adres autora tomu wspomnień.lecz prywatnym obywatelem. został przy okazji właścicielem grupy innych firm. Były najemnik myślał z początku. Nigdy jakoś nie starał się tych przedsiębiorstw rozwinąć. połoŜonej w odległości jakichś czterystu metrów od klubu. Sanderson podał mu nazwisko swojego informatora. . . Ŝe nikt nie zna adresu owego człowieka. jakich w Londynie są tysiące.txt którego akcje stały na giełdzie bardzo wysoko. Hughes wskazał na jedno ze stojących przy nim krzeseł. Ŝe nie pamięta własnego nazwiska.zapytał Hughes. Ŝeby ubiegła ją konkurencja. . wysportowany męŜczyzna. ale 14 przeczytał jego opis w jednym z pamiętników. . Nigdy nie widział fotografii faceta. jak to zwykle w tak zwanych umeblowanych pokojach. laboratorium wywołującego filmy i agencji literackiej. Kiedy były najemnik usłyszał nazwisko eks-kolegi. zawsze się tam uchlewa . Michael Johnson. Oświetlała go tylko lampa z hallu. gdy wypił szóstą whisky i poczuł pomiędzy palcami szeleszczące banknoty. Na środku stół. Kiedy wielki finansista odwiedził najemnika-autora. długonogi. dokąd wysyłał od czasu do czasu niewielkie tantiemy.odparł Sanderson . Gdy jednak gość zaproponował mu zaliczkę. Problem polega na tym.

UlŜyło mu trochę. powrócił do stołu. .Ale mógł pan mieć przy sobie mikrofon.Wiedziałem. Jedną ręką napisał teraz dwa słowa na kartce i podsunął ją Sandersonowi.Forsyth Opowiadania. Ŝe ludzie tego pokroju potrafią być bezlitośni.Co to było? .Rzuć mi pan marynarkę . ani mikrofonu.Pierwsze pięćset jest za wyraŜenie zgody . to okręciłbym panu jaja przewodem i posłałbym nagranie do pańskiego szefa. Ten posłuchał.zaŜądał. . . po czym powiedział: . Zapłacę panu dobrze. ściszył je i powrócił do stołu. i to nazwisko faceta.Mnie to nie wystarcza . Zdjął marynarkę. Ŝeby się odsunął. Sanderson zrobił. robota teŜ jest za granicą. którzy dali się nabrać na piękne ^słówka. połoŜył marynarkę na stół. Wystarczy. ani broni. Hughes nie spuszczał oczu z leŜących przed nim pięciuset funtów. .txt . Hughes przyglądał mu się z niewzruszoną twarzą. Wiedział.No więc? . Nazwiska takiego człowieka.powiedział.W porządku. Ale widzi pan. Sanderson.zapytał nagle. Serio mówię. Jestem swoim własnym bossem i od czasu do czasu wynajmuję sobie kogoś do pomocy.powiedział.No to sobie coś zagramy. a drugą przedarł starannie przez pół. zdaje się. . by był w zasięgu prawej ręki. które stało przy łóŜku. Ŝe wprost ogłuszała. Potrzebny mi jest człowiek do pewnej roboty.Nie. Z pistoletem skierowanym teraz w podłogę podszedł do radia. i usiadł. który mieszka w Wielkiej Brytanii. Podkręcił muzykę tak. "Rozbierać się".zapytał go Sanderson. Jestem człowiekiem wielce dyskretnym. Drugie za nazwisko.WłóŜ ją pan . Pistolet skierował się w dół. Zakręciło mu się w głowie. przeczytał Sanderson. wyciągnął notes i pióro.warknął Hughes. Gotów jestem dobrze zapłacić. Nie chodzi o Ŝadną sławę. Potrzebny mi jest cudzoziemiec. koszulę i rzucił je na podłogę.Czy pan lubi muzykę? . Sanderson był zaskoczony. . Ruchem colta Hughes dał Sandersonowi do zrozumienia. Sięgnął do szuflady nocnego stolika. Ŝe ja tu mieszkam. . skok. Od pana chcę tylko nazwiska. . czy mam broń? Hughes powoli potrząsnął głową. . Colta połoŜył tak. Hughes przyglądał mu się z obojętnym wyrazem twarzy. Hughes obmacał ją. Ŝe nie . Ubieraj się pan.Rozumiem. juŜ w spodniach i koszuli. podsunął jedną pod nos Hughesowi. Oddychał cięŜko i co chwila przełykał ślinę. Nie miał na sobie podkoszulka. Gdybym go odkrył.Ja nie pana potrzebuję . krawat. Z wewnętrznej kieszeni marynarki Sanderson wyjął paczkę nowiusieńkich banknotów dwudziestofuntowych i połoŜył ją na stół.Więzienie Parkhurst pełne jest pierwszorzędnych facetów. Nazywa się to. co mu kazano. Niech się pan nie martwi. .powiedział Sanderson twardo. ale skinął głową. ani nawet takiego. to nic skomplikowanego. Hughes patrzył na niego twardo. . Z konieczności. nie mam ani szefa. Nie chcę do tej 16 roboty człowieka. Połowę przedartych banknotów wsunął z powrotem do kieszeni. i zapalił francuskiego papierosa. Obrócił się i skierował na Sandersona colta 45. nie pana. .Chciałbym zamówić pewną robotę.Chciał się pan upewnić. który się stąd wywodzi. Hughes wstał i podszedł do przenośnego radia. Jedną ręką przekręcił gałkę. Sanderson zrzucił spodnie. a drugą sięgnął pod poduszkę. i nie spuszczając swojego gościa z oka. Hughes siedział teraz po drugiej stronie stołu. Ale skok na człowieka.odezwał się. 15 . który zgodzi się ze mną zobaczyć i wykonać zleconą robotę. Strona 8 . Sanderson podzielił paczkę na dwie części. . Hughes znowu uniósł jedną brew. jest to po prostu nikomu nie znany człowiek.

Ale nagle Hughes uśmiechnął się. który juŜ od godziny stał przy kontuarze. pięć minut po dwunastej. zgoda? .Ile? .powiedział. 18 Strona 9 . Przez dobre dziesięć sekund patrzyli sobie twardo w oczy.Tego teŜ nie wiem. Ŝe on mnie nie wystrychnie na dudka? . Dokładnie w tydzień później o wyznaczonej porze Sanderson zadzwonił do baru.Pracował ze mną przed laty. nazwisko Hargreaves. Był to męŜczyzna. Hughes wcale nie był uraŜony. . Ŝe ja pana nie wystrychnę na dudka? . Wie.Czysta robota .A skąd pan wie. Ale nie lubię.Skąd mam mieć pewność.JuŜ ja pana znajdę. poczta Earl's Court. Ŝe pan nazywa się Johnson. . Czytał Figaro.zaproponował Sanderson.Zgoda. JeŜeli pan tego nie zrobi.Kiedy więc będę miał to nazwisko? .Monsieur Johnson? Sanderson opuścił gazetę. Sanderson pomyślał. miał ciemne włosy i oczy oraz kwadratową szczękę. To by pana kosztowało jeszcze dwie stówy. .odparł. faktycznie była to nazwa miejscowości. to pewnie by się pan na mnie odkuł. . . Gdyby nie mógł pan tam być w poniedziałek. w którym mnie pan dzisiaj widział.zapytał Sanderson. . w słuchawce rozległ się sygnał. Ŝe nie zrobi mnie pan w konia? zapytał Hughes. Zgarnął ze stołu pięćset funtów w całych banknotach i stertę połówek. . .Na rue Miollin w ParyŜu jest kawiarnia . Jedna przedstawiała twarz męŜczyzny. Tym razem szczerze i jakby z szacunkiem.Dostarczę panu nazwisko i załatwię panu spotkanie z tym człowiekiem. . ale prędzej czy później znajdę sobie faceta do mojej roboty. Nie wiem. Ŝe umowa niewaŜna. to on będzie czekał w tym samym miejscu we wtorek i w środę w południe.Za duŜo jest podsłuchów.Nie wiem. A skąd on ma mieć pewność.MoŜe nawet znam takiego faceta . Po dwudziestu minutach Sanderson wręczył mu dwie fotografie. Ktoś odsunął stojące naprzeciwko niego krzesło i usiadł. pierwsza kolumna była na zewnątrz. Na poste restante.Za tydzień.Skąd mogę mieć pewność. Jak się pan z nim umówi na fest. czy gdzieś w tej knajpie nie siedzi jeden z pańskich goryli? Po drugiej stronie drutu trzasnęło. złoŜył ją i odłoŜył na bok. Ŝe posunął się za daleko. O dziesiątej wieczorem. Niewątpliwie Korsykanin. Na wszelki wypadek. . 17 2 . Szczególnie w Europie. Będzie pan czytał Figaro. Barman przekazał słuchawkę Hughesowi. . I niech pan ma przy sobie gotówkę. Muszę się zorientować. jak się ze mnie robi wała. Wolę stracić siedemset funtów. MęŜczyzna był wysoki. nie poleconą przesyłką pocztową. Korsykanin przedstawił się jako Calvi. złoŜone tak. . w której się urodził. Rozmawiali przez trzydzieści minut. Niech pan tam będzie w poniedziałek w południe.No to niech pan dzwoni do baru. . gdyby jeden się wściekł. co teraz robi.powiedział głos. Mam dosyć pieniędzy na zapłacenie dwóch. Sanderson siedział w kawiarni na rue Miollin. Zwykłą. .Znikąd. Tyle Ŝe gdybym to zrobił. Hughes potrząsnął głową. Okay? Sanderson skinął głową na znak zgody. Potem koniec. Jak pana szukać? . Musiałbym pojechać do niego i pogadać z nim osobiście.Forsyth Opowiadania. to prześle mi pan resztę naleŜności. Mój człowiek rozpozna pana. w dobrze zapieczętowanej kopercie. Był poniedziałek. Po prostu z zasady. .MoŜe pan do niego zadzwoni .Około pięciu tysięcy funtów. szczupły. Musi się pan z nim sam dogadać. ale wypłata po dostarczeniu nazwiska.Nie mam zaufania do międzynarodowych telefonów . no nie? A na to nie mam szczególnej ochoty.txt ale nie dotykał ich. to mój człowiek zostanie powiadomiony. by pierwsza kolumna była na zewnątrz.

a drugi na nazwisko figurujące w jego paszporcie. tłumaczył Korsykanin. . . Villa San Crispin. Ŝadnej fuszerki. . po czym Sanderson wręczył Calviemu dwie rolki banknotów. i przyrzekł potwierdzić listownie rezerwację. najwyŜej trzy . Kiedy Anglik odszedł. Ŝeby się zorientować. Z pewnością któryś z nich poŜyczy mu swoją spluwę. Proszę nie szukać adresu tego mieszkania.Zrobi się . Po chwili porzucił jednakŜe tę wersję planu. byłaby to oczywiście nie francuska. . do hotelu Metropol najlepszego w całym mieście . chodziło o sprzątnięcie jakiejś niczego nie podejrzewającej osoby. czeka mnie w najlepszym razie trzydzieści lat więzienia i to hiszpańskiego.przytaknął. którzy raczej woleli Ŝyć na wybrzeŜu między Alicante a Walencją niŜ podejmować ryzyko powrotu do Francji.Panu. Zamówił sobie równieŜ bilet z ParyŜa do Walencji na samolot przybywający do Walencji wieczorem w dniu rezerwacji hotelowej oraz powrotny. Wreszcie Sanderson wstał.Potrzebna mi jest druga część forsy.Za tydzień. równieŜ wieczorem. . po czym udał się do innej kawiarni w centrum miasta. Gdybym wpadł. . po czym pojechał do swojego mieszkania na przedmieściu. no i Ŝeby się panu poszczęściło. jak go poprosi. Czysta robota. Wszedł jeszcze do księgarni na rue de Rivoli. .a Hiszpanie mają bardzo staroświeckie podejście do zawodowych rewolwerowców. czy nikt za nim nie idzie. ale mnie o Ŝycie. Ondara. Wreszcie Korsykanin wstał.W takim razie muszę mieć sposób na skontaktowanie się z panem. z których kaŜda zawierała 500 funtów. TegoŜ wieczoru zatelefonował do Walencji. Przedstawił się urzędniczce.i zamówił z dwutygodniowym wyprzedzeniem dwa pojedyncze pokoje: jeden na nazwisko Calvi. z którą rozmawiał przez telefon. dwa. W odpowiedzi Sanderson napisał kilka cyfr na kawałku papieru i wręczył go Calviemu. Alicante. jako Calvi. .zapytał. panie Johnson. lecz hiszpańska policja . a on oddał się intensywnym rozmyślaniom.I jeszcze jedno. ozdobioną jaskrawoŜółtymi okiennicami. Playa Caldera. śeby nie było Ŝadnej fuszerki. jednakŜe gdyby go przyłapano na szmuglu broni. Spędził dobre pół godziny w hiszpańskim biurze turystycznym.śaden problem . w której spędził następne dwie godziny.Proszę mi natychmiast dać znać. Robota połączona z wyjazdem jest zawsze droŜsza. Ale przypomniał sobie. Dzięki palestyńskim porywaczom kaŜdy pasaŜer był szczegółowo rewidowany na lotnisku Orly. . Ŝadnych śladów. pochodzące z czasów działalności organizacji OAS.powiedział. białą willę. Problem polegał na tym. O samolocie nawet mowy nie było. a następnie w trzy kolejne poniedziałki pomiędzy godziną siódmą trzydzieści a ósmą rano moŜe mnie pan zastać pod tym numerem telefonu w Londynie. zapłacił rachunek i wyszedł na miasto.zaznaczył Sanderson. poza tym policja hiszpańska potrafi być szczególnie niemiła dla pewnego gatunku turystów. Nie będzie Ŝadnych śladów. Korsykanin wciąŜ się uśmiechał. Strona 10 . MoŜe pan być spokojny. Byli to ludzie. Pomyślał sobie. Czerwcowe słońce przygrzewało. Jeszcze przez jakieś dziesięć minut omawiali sprawy finansowe. Ŝe ci ludzie nie mają nic do roboty i pewnie od rana do wieczora plotkują. chodzi oczywiście o pańską reputację. Korsykanin kiwał głową z namysłem.Kiedy? . jak przeszmuglować rewolwer do Hiszpanii. a następnie dziesięć minut w lokalu linii lotniczej Iberia. Ŝe ma w Hiszpanii jeszcze całkiem dobre kontakty. MęŜczyzna znowu skinął głową. Mógłby pojechać pociągiem ParyŜ19 -Barcelona i zaryzykować graniczną kontrolę celną.To musi być zrobione pomiędzy trzecią a czwartą po południu . .Od dziś za tydzień.txt z tyłu była opatrzona napisem Major Archie Summers.Forsyth Opowiadania. Zamówienie było proste. Calvi uśmiechnął się krzywo. Na drugiej widać było małą. przy czym powrót do ParyŜa miał nastąpić nazajutrz.odparł tamten. . Calvi patrzył za nim uwaŜnie.

którego zawsze uwaŜał za człowieka nieskazitelnie uczciwego. Ŝe kiedy klej stwardnieje. leŜały juŜ spokojnie. kaŜda w swoim łóŜeczku. połowa huku strzału wydobywa się przez otwarty zamek i w ten sposób tłumik umieszczony na końcu lufy wygasza dźwięk jedynie w pięćdziesięciu procentach. UłoŜone obok siebie części pistoletu. Była to rzeczywiście historia Hiszpanii. wypalił dwa papierosy. dziewiątkę. którą zakupił tegoŜ popołudnia.txt Czekając na połączenie z Walencją zdąŜył napisać list do hotelu. dodał. Koniec lufy został nagwintowany dla umocowania tłumika. opasłe tomisko z mnóstwem fotografii. List podpisał lewą ręką nazwiskiem Calvi. Potwierdził rezerwację dwóch pojedynczych pokojów. zakleił go. by wysechł. opatrzył 20 znaczkiem. a więc dosyć cięŜka. kiedy zamek się otwiera. Zakupionym przed kilkoma godzinami cienkim skalpelem zaczął teraz wycinać w zbitych ze sobą stronicach wgłębienie w formie prostokąta. który był fachowcem. Właśnie dlatego nazywa się je bronią automatyczną. jakie oglądamy często na ekranach telewizorów. ale potrzebna mu była broń płaska. aby wyrzucić łuskę i wprowadzić nowy nabój do komory. Odgiął okładki i złączył je solidną gumową opaską. w odróŜnieniu od rewolwerów. UŜywając flamastra nakreślił teraz na 21 kawałkach sztucznej gąbki zarysy poszczególnych części pistoletu i nowym skalpelem powycinał odpowiednie wgłębienia dla kaŜdej z nich. to w chwili. Kiedy pocisk opuszcza lufę. A nawet gdyby go złapano. aby zaoszczędzić miejsca. Wiedział. jak domowa gaśnica. Tłumik pistoletu automatycznego nigdy nie jest całkowicie skuteczny. mają ruchomy zamek. a tłumik umocowany pionowo wzdłuŜ grzbietu ksiąŜki. Albowiem pistolety. Calvi wyłoŜył wgłębienie skrytki sztuczną gąbką. Wtedy niewątpliwie zdąŜy obrócić się na pięcie i zbiec.Forsyth Opowiadania. lufa. kazał sobie przesłać z ParyŜa do hotelu Metropol ksiąŜkę na temat historii Hiszpanii i prosił. po czym zabrał się do ksiąŜki. którą poprzednio starannie zwaŜył na kuchennej wadze. wiedział. który leŜał pośród części browninga. Calvi. mające zazwyczaj wielkość korka od szampana. Calvi wykombinował sobie . PołoŜył ją na podłogę i przycisnął blatem odwróconego Strona 11 . czterysta stronic ksiąŜki nie da się juŜ nigdy przekartkować. RozłoŜył na części małego browninga. Calvi wolałby posłuŜyć się rewolwerem. wyraz twarzy recepcjonisty hotelowego z pewnością wskaŜe mu. był największym przedmiotem do schowania. Ŝe wszystko się sypnęło. Ŝe poniewaŜ pan Calvi przed przybyciem do Walencji będzie w długiej podróŜy. kosztowne. mieszcząca się w skrytce ksiąŜki.Ŝe gdyby ksiąŜka została przechwycona. poprosi o nią w imieniu Calviego. Browning miał lufę wystającą na półtora centymetra. jak wrzucił do kanału colta 38. głęboka na siedem i pół centymetra. wobec czego Calvi wsunął magazynek do uchwytu. łącznie z tłumikiem i magazynkiem. Następnie Calvi nakrył wgłębienie cienką warstwą gąbki. broń automatycznie repetuje. którym posłuŜył się do wykonania innej roboty. zaraz po tym. List był krótki i rzeczowy. jedynie chyba w wyobraźni autorów scenariuszy filmowych. miał bowiem około trzynastu centymetrów długości. Ŝe tłumiki. Znajdujące się pomiędzy nimi czterysta stron mocno ścisnął i przytwierdził do kuchennego stołu za pomocą dwóch klamer stolarskich. kiedy podając swoje prawdziwe nazwisko. Wnętrze jej wysmarował gęstym klejem i czekając. Ŝe jest niewinny i Ŝe po prostu oddał przysługę przyjacielowi. W ten sposób powstała skrytka 15x17 cm. wydrukowana na doskonałym papierze. Tłumik. kupionego przed dwoma miesiącami w Belgii. nie zmieściłyby się w skrytce. Był ostroŜnym człowiekiem i nigdy dwa razy nie uŜywał tej samej broni. nasycił świeŜą warstwą kleju i zamknął ksiąŜkę. pozostawiając dokoła margines szerokości około czterech centymetrów.i słusznie . będzie mógł twierdzić. rękojeść i zamek równolegle do siebie. są tak mało skuteczne. niejakiemu panu Calvi. Ale w ułamku sekundy. Ŝeby mu ją przechowano do jego przyjazdu. którą ktoś usiłowałby ugasić wybuch Wezuwiusza. Kiedy wybiła północ.

zakupiony u jednego z najekskluzywniej szych krawców ParyŜa garnitur. O dziewiątej zszedł na dół. Ŝe w środku znajduje się po prostu ksiąŜka. Brzmiał on: Monsieur Alfred Calvi. przeciągnięty przez dwie dziurki.txt do góry nogami stołu. metalowe klipsy były odgięte. Recepcjonista przeczytał list. a adres odbiorcy napisał na maszynie. Nawet przy zmniejszonym ładunku dziewięciomilimetrowy pocisk przebija bez trudu ludzką czaszkę z odległości trzech metrów. opłaci obydwa rachunki. Ŝe zostanie nadana na pociąg i dotrze na miejsce przeznaczenia dopiero po dziesięciu dniach. Ŝe duŜa jego część odgrodzona była od gmachu szpalerem rozłoŜystych wysokich drzew. nie poleconą przesyłką. Calvi postanowił powrócić tu następnego dnia i wybrać sobie odpowiedni wehikuł. z tych. a ksiąŜkę zwykłą. aby chronić wartościowe ksiąŜki. jedną niewielką walizkę. Na koniec Korsykanin wsunął swój skarb do jeszcze jednej. Od recepcjonisty dowiedział się. takiej jakiej uŜywają wydawcy. Byli to przewaŜnie właściciele willi nadbrzeŜnych. klucz wsadził do kieszeni i wyszedł na balkon. a Calvi z zasady nigdy nie strzelał z większej odległości. rozmyślał o jutrzejszym dniu. Hotel Metropol. niestety nie mógł przyjechać i Ŝe nazajutrz. Słońce właśnie zachodziło. Wreszcie wsunął tę dziwną historię Hiszpanii do grubej koperty. które zamykają się na metalowy klips. kiedy samolot linii Iberia wylądował na Campo de Manises. Wydrukował na dziecinnej drukarce naklejkę z adresem znanej księgarni. zobaczy poprzez przezroczysty polietylen. Jeszcze wydrukował naklejkę z napisem "Libros . PołoŜył pistolet na dno szafy. Po godzinie była juŜ twarda jak kamień. Następnie pokazał list Calviego. którzy przyjechali z ParyŜa na sześciotygodniowy pobyt. Ŝeby strzał był cichszy. Espagne. Valencia. przy wyjeździe. Pod drzewami stały długie rzędy samochodów i cierpliwie czekały na 22 swoich właścicieli. Ŝe o ósmej rano odlatuje samolot do Madrytu. Była teraz tylko kilka gramów cięŜsza niŜ poprzednio.Impresos . rozciął scyzorykiem i wyjął części pistoletu. zamknął ją na klucz. Przyniósł z biura paczkę z ksiąŜką. Celnik otworzył ją i przejrzał uwaŜnie. Ale w środku w nie naruszonym polietylenowym opakowaniu spoczywała nietknięta ksiąŜka. jaką Calvi umieścił na jednym ze spinaczy. o północy połoŜył się do łóŜka. Calvi miał bagaŜ ręczny. co oznaczało. podziękował za przyrzeczenie uregulowania rachunku Calviego i wydał Korsykaninowi paczkę.Forsyth Opowiadania. Znajdujące się w nim kule miały usuniętą połowę ładunku prochu. Było wściekle gorąco i trzydziestka pasaŜerów denerwowała się z powodu długiego oczekiwania na bagaŜ. Gdy celnik zechce otworzyć przesyłkę. który doskonale pasował do atmosfery eleganckiego starego hotelu. Po drodze obejrzał sobie pobliski parking i z zadowoleniem stwierdził. Nazajutrz rano wysłał list pocztą lotniczą. Paląc papierosa i przyglądając się arenie do walki byków. Koperta wykonana była z polietylenu.i wszystko było gotowe. Obejrzawszy sobie wręczony mu paszport. Potem pojechał taksówką do miasta. i kazał się obudzić o szóstej. toteŜ Calvi zamknął ją rozgrzanym na gazowej kuchence ostrzem swojego scyzoryka. pan Calvi. nakręcił tłumik na lufę i sprawdził zawartość magazynka. Calvi wyciągnął ją. a następnie z powrotem zaciśnięte. i z pewnością po prostu ją zamknie. Chyba tylko noŜem moŜna by ją otworzyć. Korsykanin wyjaśnił mu. Strona 12 . Ponownie ją zwaŜył. Zjadł doskonały obiad. Ŝe jego przyjaciel. W pokoju Calvi obejrzał dokładnie kopertę. Brakowało teŜ kropelki kleju.Livres" . Recepcjonista hotelowy był niezwykle uprzejmy. upowaŜniający go do odbioru paczki. Calle de Jativa. zwykłej juŜ koperty. Otwierano ją. natychmiast przypomniał sobie rezerwację i list z jej potwierdzeniem. Zmontował go. Korsykanin wyszedł pierwszy z budynku i udał się na postój taksówek. WciąŜ miał na sobie szary.

notował ich marki i numery rejestracyjne oraz wygląd ich właścicieli. Odczekał. wsiadających do madryckiego samolotu. Wrócił do samochodu i pojechał do Ondary. Do godziny trzeciej siedział w barze Valencia na ulicy Doktora Fleminga. Calvi wszedł na taras obserwacyjny i zauwaŜył czterech z nich. W siedmiu znajdowali się pojedynczy kierowcy w ciemnych garniturach. Zaparkował wóz w pobliŜu ścieŜki. Odległość pomiędzy Walencją a Ondarą wynosi dziewięćdziesiąt pięć kilometrów. Zaczął się rozglądać za dobrze znaną mu z dawno juŜ z ostroŜności zniszczonych fotografii willi San Crispin. Ŝe tylko niskie ogrodzenie oddziela rudą ziemię pomarańczowego sadu od ogrodu willi z Ŝółtymi okiennicami. toteŜ podróŜ trwała aŜ dwie godziny. Upał był straszny. Spojrzał na swoje notatki i stwierdził. Otworzył maskę i spiął dwoma przewodami akumulator i cewkę rozdzielacza. po czym podszedł do małego czerwonego samochodu. Całe wybrzeŜe skąpane było w porannym słońcu. Ŝe jest otwarta. Było juŜ południe. Zamek trzasnął. zdjął szare ubranie i włoŜył dŜinsy. plaŜe wzdłuŜ szosy ciągnęły się niby złota wstęga. Z rękawa wyjął kawałek metalowej rury. Poszedł w górę wąską ścieŜką przez pomarańczowy gaj za rzędem jednorodzinnych domków. zamieszkałych przewaŜnie przez cudzoziemców. potwierdził swoją rezerwację na wieczorny lot do Madrytu i poszedł na parking. Pora na obiad. Poinformowano go. zapinaną z przodu na błyskawiczny zamek. upstrzona tylko brązowymi ciałami opalających się na nich ludzi. mercedesa. jaguara i seata. horyzont ginął w oparach rozedrganej mgiełki. aŜ dwaj męŜczyźni. Kiedy wreszcie znalazł domek o białych ścianach i Ŝółtych okiennicach. Strona 13 . Dyskretnie przyjrzał się bocznej furtce. Droga prowadzi przez gaje pomarańczowe Gandii i Oliwii. i zaparkował samochód dobre dwanaście metrów od willi. dochodziła pierwsza. Pistolet owinął ręcznikiem i włoŜył do wydobytej z walizki miękkiej torby lotniczej. Kiedy znalazł się znowu w drodze na Playa Caldera. oddalą się.txt Nazajutrz o siódmej wyprowadził się z hotelu i taksówką pojechał na lotnisko. otwarte były na ościeŜ. przechadzał się po ogrodzie i podlewał kwiaty. słychać było groźny pomruk dalekich jeszcze grzmotów. wymalowane na kafelku wpuszczonym w kolumienkę przy furtce. Zapłacił i opuścił lokal. zasunął suwak wiatrówki po samą szyję i ruszył pomiędzy drzewa. ale było ono zupełnie nieruchome. Nie chciał teraz pytać o drogę. Zdecydował się na seata. którzy właśnie zajechali na parking. Ŝe Playa Caldera leŜy półtora kilometra od miasta. wsunął ją za klamkę i szarpnął. Calvi poszedł do toalety. deszczowe chmury zaczęły się zbierać nad jego głową.Forsyth Opowiadania. Silnik zapalił natychmiast. wsunął pistolet za pasek. były szef organizacji OAS. powietrze nieruchome. Oszklone 24 drzwi. Walizkę zdeponował w przechowalni bagaŜu. prowadzące z salonu willi do ogrodu. prowadzącą na południe do Alicante. Jechał wolno. Ŝeby do środka przedostawało się powietrze. poniewaŜ jest to najpopularniejszy samochód w Hiszpanii i daje się łatwo otworzyć. Korsykanin spojrzał na zegarek. Spoza zasłony drzew stwierdził. Ŝe ma do wyboru simcę. 23 Kiedy samolot wystartował. Zjadł duŜy talerz krewetek i wypił dwie szklanki miejscowego białego wina. Sprawdził nazwisko właściciela. prowadzącej do pomarańczowego gaju. czyli starego hiszpańskiego fiata 600. o którego mu chodziło. gdzie -jak wiedział mieszkał generał Raoul Salan. Przerzucił torbę lotniczą przez ramię i powolnym krokiem udał się w kierunku plaŜy. jasnoniebieską sportową koszulę i granatową nylonową wiatrówkę. Stwierdził. Calvi skoczył szybko do wozu i ruszył z parkingu prosto na nową autostradę nadmorską nr 332. gdy znalazł się w dzielnicy malowniczych domków. Człowiek. Wjechał do Ondary i minął Hotel Palmera. co było dość niezwykłe w tej części Hiszpanii w połowie lipca. Stanął przy wejściu do budynku i przyglądał się zajeŜdŜającym samochodom.

Jest to szybka. pod sam koniec.Jakaś kobieta. Od lewej strony.Korsykanin wstał od stolika i gestem pełnym satysfakcji poklepał się po prawej górnej kieszeni marynarki. Nawet całkiem niebrzydka. McQueen patrzał na niego z uwagą. pewnie Ŝeby zamknąć okna. .Czy wiesz.Tak. Ŝe człowiek wyraźnie potrzebuje pieniędzy i jest gorliwy. Czy wiesz. Ŝeby zapytać. ale płacę gotówką. a zwłaszcza dla pracodawcy. ktoś wszedł do pokoju. . Na ryczałt. Calvi zadzwonił do Sandersona jeszcze z Walencji i Sanderson natychmiast poleciał do ParyŜa. Pierwsze krople deszczu zaczęły spadać na liście pomarańczowych drzew. a o bezpieczeństwie i higienie pracy w ogóle mowy nie ma.Nie. Ŝe jego pracownicy nie mają ubezpieczeń społecznych. z przyległego do salonu pokoju dochodził dźwięk stukania na maszynie. Bez biurokracji. . Jeszcze nigdy takiego nie zatrudniał. . Kandydat do pracy skinął głową na znak.Właśnie. . co to znaczy? . Ŝe pieniądze są dobre.Wszystko poszło gładko. niestety.Kto to był? . Mógł jeszcze dodać.zapytał z właściwym mu. To była czysta robota. dorywcza praca. proszę pana . W porządku? Chodziło mu o to. monsieur . Calvi ucieszył się. Wręczył Korsykaninowi naleŜne mu pięć tysięcy funtów szterlingów. Widząc zmienioną twarz swojego klienta. W IRLANDII NIE MA śMIJ McQueen zza biurka spojrzał sceptycznym wzrokiem na nowego kandydata do pracy. Korsykanin poklepał go przyjaźnie po ramieniu.Nie .To znaczy. który człowiek ten trzymał w ręku. niewiele głośniejsze od uderzeń kropel deszczu w dach.Powiedziałeś.odpowiedział kandydat. kiedy juŜ stałem nad zwłokami. Dwie kule przebiły pierś majora. . Był jednak człowiekiem Ŝyczliwym. ani składka na ubezpieczenie zdrowotne. . Ŝe jest to piekielnie cięŜka robota? . Następnego wieczoru w kawiarni na rue Miollin spotkali się dwaj męŜczyźni: morderca i jego klient. przez chwilę stał nieruchomo pośrodku salonu. MoŜe nawet zauwaŜył przedmiot. . w którym panowała całkowita cisza. Korsykanin przyklęknął i poszukał pulsu swojej ofiary. Anglik spojrzał na Korsykanina z przeraŜeniem w oczach. . proszę pana. nie odmawiał mu szansy. Major Summers z pewnością nie zdąŜył sobie niczego uzmysłowić.Wysoka? Brunetka? . czego chce. Potem podniósł głowę. choć tak naprawdę nie bardzo wiedział. Chodziło po prostu o szybki zarobek dla wszystkich.txt Przeskoczył niski płot i znalazł się w ogrodzie. . silnym akcentem irlandzkim. Major nie Ŝyje.Niech się pan nie martwi. ale tej juŜ chyba nawet nie poczuł. Ŝe zrozumiał. Trzecia z odległości pół metra trafiła go w skroń.Nikt pana nie widział? Nie było Ŝadnych świadków? .I co? Obeszło się bez Ŝadnego problemu? Calvi uśmiechnął się i potrząsnął głową. rozumiesz? śadnych pytań.powiedział uspokajająco. Ŝe nie będzie potrącany ani podatek. . Zastrzeliłem ją z miejsca.ChociaŜ. Wszyscy mieszkańcy willowej dzielnicy oddawali się poobiedniej sjeście. MoŜe zobaczył stojącego w drzwiach człowieka i wstał. Potem ruszył powoli po plecionej macie pokrywającej podłogę i znalazł się w drzwiach gabinetu pana domu. Dostał dwie kule w serce i jedną w głowę. bo lało jak z cebra. o co chodzi. Ŝadnych przygotowań. Ulewa runęła dokładnie w momencie.Forsyth Opowiadania. Wydawał się zdenerwowany. Calvi wydobył pistolet. Wiedział. wstał i ruszył w stronę drzwi. Ŝe gwałtowne dudnienie deszczu o czerwone dachówki willi zagłuszy wszystko inne. 25 . Ŝe kończysz w tym roku medycynę w Akademii Strona 14 . Rozległy się dwa głuche puknięcia. a jeŜeli stwierdzał. w którym wszedł na kamienne schodki i dotarł do oszklonych drzwi salonu.

Obliczył sobie. po którym mknęły pociągi przyjeŜdŜające tu z Belfastu. Jeszcze rok. wyłącznie samemu sobie. Okay? .dobrze by było. Szefem grupy jest Wielki Billie Cameron. . Zaparkował wóz w bocznej uliczce i podszedł do cięŜarówki. Ŝe w ciągu lata zarobi dość pieniędzy. Spojrzał na grupę dwunastu robotników. czy podejść do nich i przedstawić się. Student wyszedł.Harkishan Ram Lal . Ŝe latem napływało do miasta wielu sezonowych robotników. Powiem mu. prowadzona przez jednego z robotników.Jak się nazywasz? . Ŝe pani McGurk. Znalezienie pokoju nie było łatwe. Postanowił czekać. McQueen. których główną część stanowiły ksiąŜki medyczne. Harkishan Ram Lal nie wiedział. okazywała się przepełniona. którego zatrudnił McQueen? zapytał. 27 uwaŜał. a wylewam cię z miejsca. czy lepiej czekać w pobliŜu. Ŝe przyjdziesz.A teraz masz wakacje? Znowu skinięcie głowy. 28 W poniedziałek Ram wstał za kwadrans szósta. jasny. co w Ŝyciu zdobył.W porządku . Ŝeby zająć się leczeniem swoich rodaków. a następnie na studenta. Dwadzieścia pięć minut po szóstej przyjechał własnym samochodem szef grupy. których juŜ znał. jeszcze jeden rok praktyki szpitalnej i powróci do domu. Poobijana cięŜarówka. McQueen zerknął na ołówek. Płacimy od godziny. na północnym wybrzeŜu hrabstwa Down. Wtedy Hindus podszedł bliŜej. Takie były jego marzenia.Forsyth Opowiadania. myśląc o gorącym słońcu i brązowych wzgórzach rodzinnego PendŜabu. unosząc ołówek. jak ten człowiek wyglądał. Znalazł otwartą kawiarnię i wypił dwa kubki mocnej herbaty. i skinął im głową na powitanie. którzy potrzebują pieniędzy na uzupełnienie stypendium.CięŜarówka zabiera ludzi z placu przed dworcem głównym o szóstej trzydzieści. Był słoneczny. Ram spędził niedzielny poranek na transportowaniu z Belfastu swoich rzeczy. siedząc w obskurnym biurze w Bangorze.powiedział McQueen. a potem zacznie zarabiać w zawodzie.txt Medycznej imienia Królowej Wiktorii? Tamten znowu skinął głową. umył się w zimnej wodzie i tuŜ po szóstej był na dworcu. która była katoliczką. Strona 15 . niezaleŜnie od tego. W sobotę wieczór znalazł sobie tani pokój w obskurnym hoteliku w połowie Railway View Street.Dobrze. W ręku trzymał listę McQueena. Codzienne przyjazdy z Belfastu i z powrotem to zbyt wielka strata czasu. Miał jeszcze trochę czasu. gdybyś sobie znalazł mieszkanie w Bangorze. . Popołudnie przeleŜał na łóŜku. proszę pana. . na spis nazwisk. chociaŜby ze względu na bliskość dworca. by przeŜyć do okresu egzaminów. Pracujemy od siódmej rano do zachodu słońca.odparł student.Będziemy ci mówić Ram . Staw się tam w poniedziałek rano. Kiedy zaczynam i gdzie? .Jeszcze jedno . . w Irlandii Północnej. kiedy tylko Ram pojawiał się w drzwiach. Większość domów. na której znajdowały się najtańsze hotele w mieście. miała wolne pokoje. a będzie dyplomowanym lekarzem. ale dobrze płatna. Brygadzista spojrzał na niego. .To ty jesteś ten czarnuch. panie McQueen. Przez brudne okno Ram mógł obserwować zbocze nasypu kolejowego. To prawda. w których oknach znajdowały się napisy o wolnych pokojach ze śniadaniami. Było to całe jego śniadanie. Piśniesz jedno słowo władzom. Ale punkt był dobry. lipcowy dzień w Bangorze. Nie mógł więc zawieść nadziei człowieka o podobnych zasadach.Rozumiem. . rozporządzające poobijaną cięŜarówką i kilkudziesięcioma starymi młotami. z którego co rano odjeŜdŜała tuŜ po wschodzie słońca cięŜarówka wioząca ludzi do pracy. zajechała kwadrans po szóstej.powiedział . gdzie znajdowało się jego nędzne przedsiębiorstwo rozbiórkowe. Ŝe zawdzięcza wszystko.Kandydat zwrócił się juŜ do drzwi.powiedział i wpisał to imię na listę. Kandydat do pracy był widać jednym z tych studentów. Ale i to prawda. i gorąco aprobował etykę pracy obowiązującą w protestanckim Ulsterze. . . Otoczyło ją dwunastu ludzi. Praca cięŜka.

ostoją protestanckiej większości we wszystkich sześciu hrabstwach. jak dwie kłody drzewa.Ten człowiek nie jest chrześcijaninem! .Mnie nie dotknie palcem . Ŝe kupi parę wojskowych butów. co znaczyło. . . .i pierwsze teŜ. . .odpowiedział Ram Lal. jak się okazało.Czy wziąłeś drugie śniadanie? . Boyd i Brown. . . Ŝe byli przysięgłymi prezbiterianami. Kierowca skręcił z Comber na północny zachód i po trzech kilometrach wjechał w prawo na wyboistą drogę.zawołał Burns do swoich kolegów.A gdzie to? . Munroe.Forsyth Opowiadania.powiedział.Z Indii . . Ram będzie mógł pomóc. Miały gumowe podeszwy. . jakby któremu z nas coś się stało. . bo zmarnujesz sobie nogi. Billie. . jeŜeli znajdzie wieczorem otwarty sklep. muskularnego faceta o wesołych. .Musisz mieć parę solidnych butów.spytał z zainteresowaniem. gdzie na dwóch drewnianych ławach siedziało dwunastu robotników. intrygującą zabawkę. który. by wiedzieć. Craig spojrzał na Rama. Wielki Billie nie był zadowolony z tego. ani drugim .Skąd pochodzisz? .Nazywam się Harkishan Ram Lal . Ŝeby poprosić gospodynię o przygotowanie mi go.Jestem studentem medycyny na uniwersytecie imienia Królowej Wiktorii w Belfaście .Hej! .txt Ram Lal zatrzymał się.Jutro kupię pojemnik i wezmę ze sobą jedzenie .PendŜab jest częścią Indii . co zobaczył. .Trzeba jeść drugie śniadanie . . Burns zaczął przedstawiać Rama pozostałym robotnikom. . W czasie jazdy Cameron siedział w szoferce nie oddzielonej od skrzyni wozu. .odparł cierpliwie Ram. To zakończyło dalszą konwersację do chwili.Nie . Ŝe są to nazwiska ludzi pochodzenia szkockiego.warknął .odpowiedział Ram. Splunął przed siebie.zapytał wreszcie.zapewnił Ram. Głowę otaczała aureola rudych włosów. Robimy sobie herbatę na ognisku.Czym ty się naprawdę zajmujesz? . Patterson. prowadzącej do Newtownards. . .Nie był oburzony. po prostu zaciekawiony jak dziecko. 29 Cameron obrócił się.Dobra .stwierdził Burns . . które dostało nową.spytał. Nazywali się Craig. Brownów było dwóch.warknął Wielki Billie. co? Ram potrząsnął głową. Mierzył metr osiemdziesiąt osiem centymetrów bez butów. niebieskich oczach.wskakuj do tej cholernej cięŜarówki. Ram mieszkał wystarczająco długo w Belfaście. w jaki sposób wielki Billie Cameron zasłuŜył na swój przydomek. Jechali na południe od Bangoru po wyboistej szosie.Ani jednym.zapytał starszy robotnik nazwiskiem Patterson.odpowiedział Ram Lal . Przejechali juŜ przez Newtownards i kierowali się dalej na południe drogą A 21 w stronę miasteczka Comber. Robił wraŜenie przyjaznego. gdy przyjechali na miejsce pracy. . Nie moŜna było mieć wątpliwości co do tego. Tommy Burns ucieszył się. nazywał się Tommy Burns. Teraz miał na nogach olbrzymie buciory o stalowych podkówkach i nabijane gwoździami. Burns spojrzał na półbuty Hindusa. Ŝylastego Hindusa.Było za wcześnie. Zachowywali się przyjaźnie i pozdrowili Rama skinieniem głowy. . Burns zastanawiał się przez chwilę. Ram Lal obiecał.z PendŜabu. .Moją religią jest hinduizm.No tak .Jesteś protestantem czy katolikiem? . Dwa małe oczka obrzeŜone bladymi rzęsami patrzyły pogardliwie na drobnego.uśmiechnął się Ram. Z jego szerokich barów zwisały potęŜne ramiona. Wbił wzrok w brezent naprzeciwko. Zatrzymał Strona 16 .powiedział . .Ty nie zajmowałeś się nigdy taką pracą.To tak jakbyś juŜ był prawdziwym lekarzem! Hej.poganin! Z twarzy Rama Lala zniknął uśmiech.Mam nadzieję otrzymać dyplom w przyszłym roku. Ram znalazł się przy tylnej klapie obok małego.

w wysoką trawę. dwumetrowej długości łomy. Powiedziano im. Do czasu kiedy jedno z nich pośliznęło się i złamało nogę. Gorzelnia była juŜ od dawna nieczynna.txt się na skraju lasu przed budynkiem wyraźnie przeznaczonym do rozbiórki. . McQueen wiedział. Jedynym zabezpieczeniem były parciane pasy ze sprzączkami i kilkaset metrów lin. McQueen przygotował juŜ nawet umowę na sprzedaŜ pokątnemu budowniczemu zdatnego do uŜytku drewna i setek ton starych cegieł. Zaczynamy od dachówek. napełnił kubek i podał go Ramowi.Czy wy tam w Indiach macie herbatę? . ale 30 zostały przed laty zamknięte. Ŝeby nie zaśmiecali rzeki gruzem. Były tam wielkie młoty o głowicach waŜących cztery kilo. Jej wody poruszały wielkie koła wodne gorzelni. Ludzie opasali się sznurami i połączyli je w ten sposób. Dachówki nie były przeznaczone na sprzedaŜ. Pragnął.zapytał. No.No juŜ. Ŝeby sobie kupić taki sam. pomiędzy zielska. co trzeba robić. pomiędzy krokwiami ukazywały się wielkie ziejące pustką dziury. Ŝeby zadanie zostało wykonane jak najtaniej. cięŜkie młoty o krótkich rękojeściach i najrozmaitsze piły do cięcia drewna. Ŝe dobrze wyjdzie na tej transakcji.zawołał Wielki Billie. Zwalali więc dachówki na drugą stronę budynku. ale rusztowania są kosztowne.Forsyth Opowiadania. uznała je za niebezpieczne i nakazała właścicielowi rozebrać budynek. Nie lubił wysokości. Była to dawno opuszczona wielka gorzelnia. Wielki Billie i jego zespół rozporządzali tylko łomami i młotami. ZaprzęŜone w konie wozy przywoziły traktem słód. MoŜna by to zrobić szybciej. a więc stare. chłopaki . słuŜące do wyciągania gwoździ. krzewy i zarośla pokrywające teren gorzelni. W miarę jak znikały dachówki. Wiecie. Ŝe będzie pracował w kurzu. Przez całe to pierwsze przedpołudnie pracowali wysoko na dachu. ale potrzebne byłyby kosztowne maszyny.To jest to. Ta sama woda słuŜyła równieŜ do produkcji trunku. Zaparzono herbatę. Wykorzystywano je do budowy nowych. . Bolały go wszystkie mięśnie. Ram Lal spojrzał na czteropiętrowy budynek i przełknął ślinę. Wkrótce w menaŜce zagotowała się zaczerpnięta z rzeki woda. Miejscowe dzieci włamały się oczywiście do budynku i uwaŜały go za idealny teren zabaw. Rzeka płynęła od Dundonald do Comber i wpadała do zatoki Strangford. słodka i blada. które w tych stronach niegdyś produkowały dobrą irlandzką whiskey. Herbata była podłego gatunku. Całe towarzystwo zabrało się do zjadania grubych sandwiczów. podarł jak kartę do gry i rozpalił ognisko. Pod nimi znajdowała się podłoga najwyŜszego piętra. Strona 17 . Widział. Ŝe gdyby któryś z nich stracił grunt pod nogami i zaczął się ześlizgiwać z dachu. jedna z dwóch. wyrwał drewniane drzwi. Zrobili następny garnek herbaty. ToteŜ podniszczone. O dziesiątej zeszli po rozchwianych wewnętrznych schodach na śniadanie. a odjeŜdŜały z beczkami pełnymi whiskey. O drugiej mieli przerwę na obiad. aby ich domy wyglądały na stylowe. Ram Lal obejrzał sobie ręce. Wypił ją z trudem. SpoŜyli je na trawie. zrywali je więc rękami i zrzucali w dół. Zanotował w pamięci. Miały wiele zadraśnięć i krwawiły. 31 Ram Lal przyjął podany mu kubek. will dla rozmaitych bossów. Właścicielem był potomek zuboŜałej szlacheckiej rodziny. był ubezpieczony przez następnego. . Tommy Burns wypił herbatę. metrowe haki o zakrzywionych i rozszczepionych końcówkach. ZamoŜni ludzie pragnęli wszak. kiedy cięŜarówka odjechała. a to budzi pragnienie. Jeden z robotników podszedł z własnej inicjatywy do budynku. ale wyglądających na stare. Wtedy rada hrabstwa zainteresowała się tym miejscem. wyblakłe w słońcu cegły i stare drewno osiągały wysokie ceny. Stała tuŜ przy rzece Comber. Ram Lal nic nie jadł. Gromadka robotników stała przy swoim sprzęcie. które słuŜyło niegdyś do składowania słodu. rozbił je. Podjął się go McQueen. Z wyjątkiem Rama Lala wszyscy byli zaopatrzeni w emaliowane kubki.

zapytał Wielki Billie. by nie zanieczyścić rzeki. . Ŝebyś wlazł na sam szczyt . Ram Lal nie był przyzwyczajony do tak uciąŜliwej pracy. Do konfliktu doszło w sobotę. Ale Hindus nie protestował.Wyjaśnijmy najpierw jedną sprawę . . Przed zachodem słońca. Burns wzruszył ramionami. parszywy Murzynie. Tommy Burns wyciągnął sandwicza ze swojego pudełka. Robotnicy siedzieli z rozdziawionymi ustami. Imponujący niegdyś budynek był juŜ bez krokwi. Ale w Irlandii Północnej dynamit nie wchodził w rachubę. Ktokolwiek znajdzie się na jego szczycie.txt był głodny. Odwrócił się i odszedł. które uginały się pod nimi coraz bardziej. głupi. 32 Zaopatrzył się juŜ w aluminiowe pudełko śniadaniowe. co ci kaŜę. Cameron obrócił się.Kiedy mur zacznie drgać. wyznaczał mu pracę na najwyŜszych miejscach. Ram. z wielkiego dachu gorzelni zniknęła juŜ połowa dachówek. Jeszcze jeden dzień i zaczną.Ty zajmuj się sobą. emaliowany kubek. ale pracował dalej. Pracowali przez cały tydzień. a od chwili kiedy dowiedział się. Cameron popatrzył na Hindusa.Nie ucz mnie! Rób. robotnicy rozbierali teraz cegły. Ram Lal podszedł powoli do zwalistego brygadzisty. Przez cały ten tydzień Wielki Billie Cameron dokuczał mu niemal bez przerwy. Jego zakup wymagał uzyskania specjalnego pozwolenia.Niech ten zasrany czarnuch przynosi sobie własne sandwicze oświadczył Wielki Billie. miał mnóstwo bąbli na dłoniach.powiedział spokojnie. zdziwiony. jego głos był niemal krzykiem. . Zwrócił się do Rama Lala. cięŜkie buty i rękawice.zawołał. Ja mam kupę Ŝarcia. U jej podstawy zobaczył spore pęknięcie. Po latach uciąŜliwej pracy mieli wystarczająco zgrubiałe ręce. kiedy wróciła cięŜarówka. w jaki będą zwalali duŜą część zewnętrznego muru na poziomie trzeciego piętra. Ŝe Ram Lal boi się wysokości. Jasne było.Po prostu częstuję kolegę sandwiczem. Ŝeby kupić parę solidnych rękawic. Ludzie spuścili wzrok i jedli w milczeniu. gdyŜ potrzebny mu był ten zarobek. uŜywając pił i łomów. usiadł na brzegu rzeki i zanurzył rozpalone dłonie w wodzie. rozbierać wiązania dachu. Dawał mu najcięŜszą pracę. odszedł.Panie Cameron! .powiedział Ram do Burnsa. a jego otwarte okna robiły wraŜenie oczodołów wyczekujących zbliŜającej się śmierci. który siedział naprzeciwko w kręgu ogniska. Drewno juŜ zniknęło z budynku. Ram Lal spojrzał na wskazaną mu część muru. wszyscy obecni wyraźnie go słyszeli.Forsyth Opowiadania. .Dziękuję ci. Stali przy tym w niebezpiecznych pozycjach na resztkach desek podłogi.Ten mur zawali się lada chwila . Ram Lal wstał. nie jestem głodny . zleci razem z cegłami. Zaczął im opisywać sposób. chociaŜ Ŝaden z jego kolegów ich nie uŜywał. podłóg i stropów. Ŝe nikt nie chce zadzierać z Wielkim Billie'em. . Zanotował sobie w pamięci.powiedział donośnym głosem. Był obolały. . W czasie obiadu Cameron obszedł kilka razy budynek. byłoby załoŜenie ładunków wybuchowych na naroŜnikach od strony wychodzącej na wolną przestrzeń. a białka jego oczu zaróŜowiły się z wściekłości. . .powiedział. Musiał zarobić tak potrzebne mu pieniądze. . kopniesz go od środka. po czym powrócił do ludzi siedzących dokoła ogniska. Najprostszym sposobem rozwalenia resztek budowli tak.Jesteś pewnie głodny. . Stał goły jak szkielet.Co ty robisz? . . w miarę jak podtrzymujące je mury pękały i rozwalały się pod ciosami potęŜnych młotów. .Chciałbym. Wobec tego jego ludzie rozbijali mury na kawałki wielkości metra kwadratowego i zrzucali je na dół. a McQueen składki ubezpieczeniowe za robotników. .Pochodzę z prowincji Strona 18 . Kiedy się odezwał. a to zwróciłoby uwagę urzędu skarbowego. McQueen i jego załoga byliby zmuszeni zapłacić spory podatek dochodowy. Poczerwieniał na twarzy.

Resztę dnia pracował. wyciął z niej wizerunek wielkiej bogini Shakti. Słodkawy. Rozległ się grzmot. Uderzał w dachówki nad głową studenta. Doprawdy? No. MoŜe nie starczy mi pieniędzy na opłacenie studiów medycznych.. o orlich nosach. umieścił w niej trociczki i zapalił je. Wydobył świętą księgę Manu. Dumnych. pragnę zemsty na tym. Pozostali robotnicy znieruchomieli ze zdumienia. A od zewnątrz. kiedy pańscy pełzali na czworakach i ubierali się w skóry. Chciał wiedzieć. Ram zacisnął mocniej oczy. Następnie wydobył z walizki zawiniątko i wyjął z niego sześć pałeczek kadzidła. Ram nie posługiwał się nowoczesnym językiem pendŜabi. Nie mówił do nikogo. milcząc jak zaklęty.. ale moi przodkowie byli wojownikami i ksiąŜętami. Pomiędzy robotnikami zaczęła się cicha rozmowa. D e v i Shakti. patronki władzy i sprawiedliwości.Doprawdy? . który wyrządził mi krzywdę.. ty czarny bękarcie.. a oni mijali go galopem i spoglądali na niego. . Słyszał głos Tommy'ego Burnsa. Zdjął szczotkę i grzebień z brzydkiej toaletki. dochodziły odgłosy potęŜnych grzmotów. Białka jego oczu zrobiły się czerwone. kiedy ustała burza. Wielka matko.. a to. Skończył się modlić dokładnie w momencie. przypiął go do ściany nad toaletką i w ten sposób zamienił ją w ołtarzyk. 34 Z zakupionych przed dworcem kwiatów uwił wieniec.txt 33 3. co tam. jak Wielki Billie odchodzi. Gdy zapadła noc.. nikt nie odezwał się do niego. w który wetknął zapaloną świecę. Ram stanął przed nią z pochyloną głową i wieńcem w dłoniach i zaczął modlić się do bogini o radę.LeŜ. chłopcze.. JeŜeli wstaniesz.. usunął z niej brudną serwetkę i lustro. językiem modłów. co ma się jeszcze stać.Zostałem dotknięty do Ŝywego. Dobrze znał obyczaje swojego narodu. dzisiaj sprawy wyglądają trochę inaczej. Co powiesz na to? Wraz z ostatnim słowem zamachnął się i otwartą dłonią uderzył Rama Lala w twarz. Ram Lal wstał bez słowa. NaleŜę równieŜ do kasty wojowników zwanej kshatria. mdlący zapach kadzidła szybko wypełnił pokój. Młody człowiek runął na ziemię.odezwał się Cameron spokojnym głosem. Przodkowie jego cwałowali z mieczami i lancami w rękach przez kraje sto razy większe od tych sześciu hrabstw razem wziętych i podbijali je jeden po drugim. dzielnych. Obok wizerunku bogini ustawił płytką miseczkę wypełnioną do połowy piaskiem. brodatych męŜczyzn w turbanach. od strony morza. Ŝe nie ma Ŝadnych szans z tym brutalem z irlandzkiego Ulsteru. Ŝe bogini ześle mu znak.. Bogini Shakti. zaczął przygotowania.Czysta robota PendŜab w północnych Indiach. . deszcz wciąŜ padał. Kiedy kapliczka była gotowa. Ogarnęło go uczucie wstydu i upokorzenia.. Pod powiekami przesuwały mu się obrazy rozpalonych równin PendŜabu i cwałujących po nich jeźdźców.. Wielki Billie Cameron patrzył z góry na hinduskiego studenta. .Forsyth Opowiadania. Stało się. Pierwsze błyskawice przecinały niebo nad Bangorem. wodzami i mędrcami juŜ dwa tysiące lat temu. spływał po szybach okna za jego plecami. czarnookich rycerzy z Kraju Pięciu Rzek.. Olbrzym stał nad nim z zaciśniętymi pięściami. przodków Harkishana Rama Lala. Zdjął z półki tanią wazę z wąską szyjką. takŜe się stanie. Modlił się przez dobrą godzinę. I kaŜdy z nich rzucał mu tylko jedno słowo: Zemsta. LeŜał powalony w pyle. PendŜabskich wodzów. Zrozumiał. jaką wybrać formę zemsty. Po jakimś czasie usłyszał. Ram wyrwał kwiat z wieńca i złoŜył go pod wizerunkiem Shakti. Był pewien. spadły pierwsze krople deszczu. Strona 19 . Zamknął oczy i leŜał bez ruchu. Ma a. Proszę mnie nigdy więcej nie obraŜać.Wyrwał następny kwiat i połoŜył go obok pierwszego. Ŝeby powstrzymać łzy wstydu. Wielki Billie cię zabije! Ram Lal spojrzał w górę. który wołał: . Zakręciło mu się w głowie. ale starodawnym sanskrytem.

Muszę do niego pojechać. Zatrzymał pokój na Railway View Street. . Ram Lal zrozumiał zesłany mu znak. Przypominał zwiniętą w kłębek Ŝmiję. Oczywiście na tych samych warunkach.podziękował mu Ram Lal. Wymagają tego nasze zwyczaje. Ŝłobiąc w brudnej powierzchni wąską ścieŜkę.Forsyth Opowiadania. poleciał do Londynu. Jestem jego pierworodnym synem. Strona 20 . Pierworodny syn musi być przy umierającym ojcu. kadzidło gasło. .Jest umierający. W poniedziałek rano poszedł razem z Ranjit Singhiem do banku. . Ŝeby spotkać się z przyjacielem Sikhiem. . Obrócił się i podszedł do okna.Nie mogę ci zapłacić za czas twojej nieobecności ani przyrzec. 36 Ram pojechał taksówką na lotnisko Aldegrove. .txt Kiedy skończył. Widzi pan. podobne do rozdwojonego języka. Muszę spłacić dług i jeszcze zarobić na czesne na przyszły rok. JeŜeli poŜyczysz mi róŜnicę. gdzie Singh podjął odpowiednią sumę i wręczył ją Ramowi. a drugi leŜał na dywanie. jeden jego koniec był niewidoczny. Był lekko skręcony. Kiedy się zatrzymała. . Kwiaty leŜały przed wizerunkiem na błyszczącym blacie toaletki. przykro mi to słyszeć. Był to jego ulubiony sposób spędzania niedzielnego wieczoru.O.Chodzi o mojego ojca . Ulewa ustała. wrócisz do pracy.odparł przedsiębiorca.powiedział Ram Lal. ściszył głos z odbiornika. Brud spowodował. którzy przysyłali mu sporo pieniędzy. Miał bogatych rodziców. JeŜeli polecę jutro. chłopcze. . Po dwudziestu czterech godzinach wylądował w potwornie upalnym Bombaju.Dostałem list od rodziny . Muszę jechać. ale los był dla niego 35 łaskawszy.PoŜyczyłem pieniądze na bilet lotniczy.odparł Ranjit Singh. ToteŜ Ranjit Singh obiecał podjąć w poniedziałek rano odpowiednią sumę z banku.rzekł Ram Lal. zwrócę poŜyczkę niedługo po powrocie. W takiej chwili miejsce pierworodnego syna jest u boku ojca. ale noc spędził w hotelu w Belfaście. .Dziękuję panu. . panie McQueen. StruŜka wody spłynęła ze znajdującej się nad oknem rynny i popłynęła po zakurzonej szybie.Dobrze . Nie widział go od siedmiu lat. . Ŝłobiła sobie zygzakowatą drogę i zniknęła w rogu okna. McQueen miał syna w Kanadzie. śaden Sikh nie uchyla się od poŜyczania pieniędzy pod warunkiem. wzrok Rama padł na ścianę.powiedział. . Ale nie zebrałem jeszcze wystarczającej sumy.Są słuszne i właściwe. wrócę pod koniec tygodnia. Ranjit Singh równieŜ studiował medycynę. Przedsiębiorca siedział przed telewizorem z puszką piwa pod ręką. Sznur od szlafroka spadł na podłogę. Ale kiedy Ŝona wprowadziła do pokoju Rama Lala. .Oczywiście.Mój ojciec jest umierający. Ŝe otrzyma duŜy procent i Ŝe jest pewien wypłacalności dłuŜnika. . gdzie na haku wisiał jego szlafrok. Przyjął Rama Lala w dobrze urządzonym pokoju studenckiego domu. Ale jeŜeli zjawisz się przed weekendem. Ŝe zamiast płynąć prosto. Świeca dopalała się. a tam zaopatrzył się w najtańszy bilet na najbliŜszy lot do Indii. Shakti patrzyła na Rama nieruchomym wzrokiem. Pracuję i nieźle zarabiam. a pokój wypełnił się jego słodkim zapachem. Czy moŜe pan rezerwować moje miejsce do końca tygodnia? . sterczały z niego tylko dwie nitki.Chce mnie zobaczyć. ale wszystko było mokre. jest pan bardzo dobry .Bardzo mi przykro . .Chodzi mi o bilet lotniczy. W niedzielę wieczorem Ram Lal złoŜył wizytę McQueenowi w jego domu w Groomsport.Przyjmij moje kondolencje. Nazajutrz pojechał pociągiem do Belfastu. . . pieniądze będą mi teraz potrzebne bardziej niŜ kiedykolwiek. Ŝe zatrzymam ci miejsce na następny tydzień.Tak .

Ŝe ta mała.txt W środę na zatłoczonym bazarze przy Grand Road Bridge znalazł to. więc owinął pudełko w papier oraz kilka ręczników. wymieniona przez Kiplinga w jego wspaniałym opowiadaniu "Riki-Tikki-Tavi". ma teŜ falistą ciemniejszą pręgę. skinął ze zrozumieniem śnieŜnobiałą głową. była to Ŝmija o ostrych łuskach. było tam pusto. Zaopatrywał liczne ośrodki medyczne w okazy mające słuŜyć badaniom i wiwisekcji. Ŝe pozostawiają niewidoczny niemal ślad. Przyjechał do Bombaju jedynie z podręczną torbą. Indii i Pakistanu. określał ją jako Echis carinatus. była niemal na pewno nie "dasznikiem modrym". Pan Chatterjee był obeznany ze światem nauki. patrzących na nią zza szyby. Jest bardzo czujna i pobudliwa. a to dlatego. Jej zapotrzebowanie na powietrze było minimalne. 37 ale "Ŝmiją o ostrych łuskach". Mówiąc bardziej zrozumiale. Dzień był upalny. czarny. Coś poruszyło się pod kupką liści wyściełających pudło. Autor był bardzo zadowolony. Stary GudŜerat rozłoŜył ręce. podobny do draśnięcia ciernia.To wyjątkowo rzadki okaz .powiedział . Pięćset rupii. Ram Lal kupił Ŝmiję za trzysta pięćdziesiąt rupii i zabrał ją ze sobą w słoiku. których puszystość gwarantowała wystarczającą ilość powietrza nawet wewnątrz walizki.Ile pan za nią chce? . Podręcznik podawał. . Ŝe Ŝmija potrafi obyć się bez pokarmu przez tydzień. Przyczyną śmierci jest zawsze zawał mózgu. Obydwaj męŜczyźni stanęli w milczeniu przed szybą nowego pomieszczenia Ŝmii. Autor ksiąŜki dodawał w odnośniku. Łatwo nieopatrznie dotknąć jej ręką albo nogą. Ŝe gatunek ten jest rozpowszechniony na wschód od Afryki Zachodniej i na północ od Iranu. posiada nieliczne jaśniejsze plamy. ale groźna Ŝmija. który ma około 60 centymetrów długości. Ma pan szczęście. Jej zęby jadowe są tak drobne. Siedział w półmroku otoczony akwariami pełnymi ryb i szklanymi gablotami. Dobrze przystosowuje się do kaŜdego klimatu i niemal do kaŜdego środowiska . rozdwojony języczek i zatrzepotała nim. za dnia szuka chłodnych miejsc. . Podręcznik napisany przez Anglika. Przed powrotem do Londynu Ram Lal nabył pudełko cygar. Kiedy Ram wytłumaczył. Ŝe przyłapał wielkiego Kiplinga na takiej pomyłce. Według podręcznika jest ona wyjątkowo niebezpieczna i jej ukąszenie powoduje więcej zejść śmiertelnych niŜ ukąszenie słynnej kobry. w których drzemały Ŝmije i jaszczurki.Znam tę Ŝmiję. napełnił ją zakupioną na targu Strona 21 . Kiedy młody student z podręcznikiem o gadach wszedł do "Imperium tropikalnych ryb i płazów" pana Chatterjee.od rosnących na bagnach krzewów Afryki Zachodniej aŜ po chłodne wzgórza Iranu i rozpalone pagórki Indii. Od czasu do czasu otrzymywał nawet intratne zamówienia z zagranicy. ale śmierć jest praktycznie nieunikniona i następuje zwykle w dwie do czterech godzin później. które są nieraz trudno dostrzegalne. Oliwkowobrązowa. A w pudle Ŝmija wysunęła mały. Wiedział. Uderza błyskawicznie. Ŝe długość tej bardzo cienkiej Ŝmii wynosi od dwudziestu trzech do trzydziestu dwóch centymetrów.i bardzo trudny do zdobycia.zapytał Ram Lal szeptem.Forsyth Opowiadania. zaleŜnie od wagi ciała ofiary i jego kondycji fizycznej. Właśnie otrzymałem jeden okaz kilka dni temu z RadŜputanu. . czego szukał. Człowiek ugryziony nie czuje bólu. bez Ŝadnego ostrzeŜenia. który uŜywał oczywiście łacińskich nazw. W suchym gorącym klimacie wyłania się z ukrycia w nocy. Podręcznik stwierdzał. Zaprowadził Rama Lala do swojego sanktuarium. opróŜnił je z zawartości i wybił w jego wieku dwadzieścia małych dziurek. Liście w pudle poruszyły się ponownie i wyłoniła się spod nich malutka głowa Ŝmii.AleŜ tak . o jaki towar mu chodzi. . a bez wody przez dwa do trzech dni. najmniejszy i najjadowitszy ze wszystkich gadów świata.powiedział. jakby na powitanie dwóch Hindusów. zapewniał czytelników dawno zmarły angielski przyrodnik na końcu rozdziału o Echis Carinatus. Ram znalazł właściciela na tyłach sklepu. ale teraz zakupił tanią fibrową walizkę. Ŝe jest tak niepozorna.

Zakręcił dobrze wieko. zaraz po zjedzeniu posiłku. Strona 22 . ale Ram nawet nie zwrócił na to uwagi.Forsyth Opowiadania. przepuszczono go dość szybko. LeŜała mocno skręcona w słoiku od kawy i nie ruszała się. 39 Wreszcie. a nie Ram Lal. wyciągając jednocześnie powoli szklaną płytkę. Nikt nie zauwaŜył nic dziwnego w jego zachowaniu. Rozwścieczona Ŝmija ugryzła rękawicę. który przeszukał walizkę . Ram przejechał do krajowej części lotniska i wsiadł do samolotu lecącego do Belfastu. Zniknęła w głębi ładowni boeinga. a nie imigrantem. chwyci Ŝmiję.szepnął Ram.przeniósł gada z pudełka do słoika. wyjął zeń słoik. zobaczy.podręczna torba nie wzbudziła jego zainteresowania. Po wypaleniu fajki i wysypaniu popiołu prostował się i wołał: "No dobra. podejdzie do marynarki i wsunie rękę do kieszeni. chłopaki. wyjął pudełko po cygarach i wsunął je do podręcznej torby. Plan Rama Lala był prosty. lecz niezawodny. której pełne jadu zęby wbiły się głęboko w jego ciało. podchodził do marynarki i wydobywał z prawej bocznej kieszeni fajkę i woreczek z tytoniem. To ona. w którym to celu została przewieziona do Irlandii z drugiego niemal końca świata. Rano wsunie Ŝmiję do prawej kieszeni wiszącej na drzewie marynarki Camerona. Ram Lal podskoczy do niego. Wielki Billie Cameron miał zwyczaj zdejmowania marynarki z chwilą przybycia na miejsce pracy i wieszania jej na jakimś haku czy gałęzi. ZauwaŜył swoją wśród pierwszych dwóch tuzinów. Kiedy się odwracał. w czasie przerwy obiadowej. Ŝe jest studentem medycyny. Ram Lal wrzuci zabitą Ŝmiję do rzeki Comber. TuŜ przed opuszczeniem hotelu zamknął walizkę na klucz.Zaśnij. na której wjeŜdŜał bagaŜ. udając. mały przyjacielu . PoniewaŜ mógł udowodnić. TuŜ po jedenastej. Jutro rano wykonasz rozkaz bogini Shakti. ale na tym się to skończy. I wtedy Ŝmija spełni rozkaz wielkiej Shakti. W minutę później był znowu przy pracy. która powoli przesuwała się po ściankach pudełka. Znalazł się więc przy karuzeli. Poprzez szkło zobaczył Ŝmiję. Cameron zaklnie. Odrzutowiec linii Air India wylądował na londyńskim lotnisku Heathrow w piątek rano i Ram Lal przyłączył się do długiego korowodu Hindusów próbujących dostać się do Anglii. . odkręcił pokrywkę i strząsnął jego zawartość do kieszeni zwisającej z gałęzi pobliskiego drzewa marynarki. Ŝe z palca zwisa mu Ŝmija. pudełko od cygar umieścił w samym jej środku. wyciągnie rękę z kieszeni. Przed wieczorem kupił słoiczek kawy z zakręcanym wieczkiem i wsypał jego zawartość do chińskiej wazy. wstawać i zabierać się do roboty". zabrał ją do toalety. a na lotnisku oddał ją na bagaŜ. gestem pełnym obrzydzenia.To znaczy jeŜeli takie gady jak ty w ogóle sypiają. po czym wsuwał fajkę z powrotem do kieszeni marynarki.nałoŜywszy na ręce grube rękawice . nie będzie juŜ niebezpieczna. Nigdy nie odstępował od tego zwyczaju. Zamknął wieko. w momencie kiedy ukazały się na niej pierwsze walizki.txt bielizną. wykona egzekucję na Ulsterczyku. Do południa nabierze znowu wystarczającej ilości jadu. Być moŜe ktoś będzie coś podejrzewać. Ŝe potrzebny mu jest większy młot. a rano . ale nie znaleziono w niej nic do oclenia. czarnymi oczkami. włoŜył słoik do pudełka śniadaniowego i poszedł do cięŜarówki. z której wyrzucił pałeczki kadzidła. W pewnej chwili Ŝmija zatrzymała się i spojrzała na Hindusa złymi. Zdjął szklaną płytkę z nocnego stolika i ostroŜnie wsunął ją pomiędzy pokrywę pojemnika a jego niebezpieczną mieszkankę. a ta zabierze do morza dowód zbrodni. ciśnie o ziemię i rozgniecie jej głowę obcasem. Jak zaobserwował Lal. Pozbawiona jadu. Przez chwilę przyglądał się swojej zdobyczy. która miała go zawieźć na plac rozbiórki. Wczesnym popołudniem znalazł się w Bangorze i mógł wreszcie obejrzeć sobie zawartość pudełka po cygarach. Przy przejściu oznaczonym "nic do oclenia" został zatrzymany przez 38 celnika. . Ręczna torba Rama została przeszukana. Ten po zjedzeniu sandwiczy wstanie. Harkishan Ram Lal otworzył pudełko śniadaniowe. wszyscy musieli juŜ być na nogach.

Towarzysze pracy siedzieli jak zwykle dokoła ogniska. stęknął i ruszył w stronę marynarki. stare.którą uznał za panią Cameron weszła do supersamu Stewarta. Billie Cameron podszedł do marynarki i wsunął rękę w jej prawą kieszeń.Powiedz mi .dlaczego wielka Shakti tak z nim postąpiła? śmija była przecieŜ jej narzędziem. Kątem oka widział. TuŜ przed zapadnięciem zmroku wyszła z domu kobieta z torbą na zakupy.Nic . ale nie mógł spokojnie usiedzieć.Czy mieszka daleko stąd? -. To nie one mnie skrzywdziły. stojącego na przystanku autobusowym. Kobieta .Forsyth Opowiadania. Wreszcie Wielki Billie zmiął papier po sandwiczach i rzucił go do ognia. po czym wydobyła z niej fajkę i woreczek. W czasie powrotu cięŜarówką do Bangoru Wielki Billie Cameron siedział jak zwykle przy kierowcy. Dlaczego . dlaczego zrezygnowała ze swojego zamiaru? Obrócił się znowu i raz jeszcze spojrzał na marynarkę Camerona.Nie. Resztę weekendu Harkishan Ram Lal spędził trapiony lękiem i niepokojem. jak Billie rzuca marynarkę na tylne siedzenie swego samochodu i odjeŜdŜa. ZauwaŜył.Co się tak gapisz? . jak Cameron kładzie woreczek z tytoniem z powrotem do kieszeni marynarki i wyciąga z niej pudełko zapałek. Ŝe czeka na połączenia. Przez chwilę korciło go. pod szwem podszewki coś poruszyło się. .No to do poniedziałku. Zdawało mu się. To w Ganaway Gardens. Ale bogini patrzyła daleko przed siebie i milczała. niedaleko. wykonując przy tym pół obrotu. przemówić do niej Strona 23 . popykuje z prawdziwym zadowoleniem i powraca na swoje miejsce.ma Ŝonę i dwoje dzieci. Przyłączył się do Tommy'ego Burnsa. połoŜony tuŜ przy Owenroe Gardens i naprzeciwko uliczki Woburn Walk. Odbiło mu się.Nie. więc złoŜył marynarkę wpół i połoŜył ją sobie na kolanach. Ram Lal zamknął oczy. Ludzie dowcipkowali i przekomarzali się jak zwykle. Poszedł za nią do centrum handlowego Clandeboye. które w sobotę zamykają bardzo późno ze względu na robotników otrzymujących tego dnia wypłatę. mała dziurka w podszewce pokrzyŜowała mu plany. jeŜeli się nie mylę. Na rogu Woburn Walk stała budka telefoniczna. udając. Hindus wstrzymał oddech.czy pan Cameron ma rodzinę? . instrumentem zemsty przywiezionym z Indii na jej rozkaz. Na samym jej skraju. obserwował ją zza półek z towarami. Było bardzo gorąco. Ŝe Ram Lal wpatruje się w niego. jak zapala fajkę. a zawieszony nad ogniem czajnik bulgotał. Ram Lal postarał się o miejsce w pobliŜu marynarki szefa.txt W przerwie obiadowej nie miał apetytu.zaprzeczył Ram Lal. Ram Lal obrócił głowę i patrzał na niego. . Ram Lal takŜe powrócił na swoje miejsce. Jednocześnie obserwował ten krótki zaułek. Ram poszedł za nią. próbował zdobyć się na odwagę. Ręka Camerona grzebała przez kilka sekund w kieszeni.powiedział do bogini. a Wielki Billie poŜerał przygotowane mu przez Ŝonę olbrzymie sandwicze.zapytał wojowniczym tonem. Pełen grozy wpatrywał się w ognisko.odpowiedział Burns .Oczywiście . Pod nią Ram Lal spędził godzinę.Nie chciałem śmierci jego Ŝony i dzieci . . Wstał. nie . Po powrocie do swojego pokoju Ram Lal usiadł i zaczął się wpatrywać w nieruchomy wizerunek bogini sprawiedliwości. W osiedlu Kilcooley. Wstał i przeciągnął się. . Zaczął nabijać fajkę świeŜym tytoniem. Dziura. Ŝeby ją zaczepić i powiedzieć. Był w szoku. Wieczorem poszedł do Kilcooley i znalazł blok o nazwie Ganaway Gardens. Chcesz mu złoŜyć wizytę? .zwrócił się do niego . Ŝe w marynarce jej ojca kryje się niebezpieczeństwo. W pewnym momencie kilkunastoletnia dziewczynka wyszła z tego właśnie domu i przyłączyła się do grupy młodzieŜy. suche belki trzaskały i strzelały iskrami. Serce biło mu mocno. Nikt nie zwrócił na to uwagi. Ŝe zauwaŜył w jednym z okien Billie Camerona i zanotował sobie numer tego domu.pytał sam siebie . . Później Ram Lal 40 widział. Dlaczego zmieniła zamiar. Zmusił się do przełknięcia kilku kęsów. Ale nie starczyło mu odwagi.odpowiedział Ram Lal. odwrócił twarz do ogniska. . Resztę dnia przepracował w stanie przytłumionej świadomości. był coraz bardziej zdenerwowany.

ale gładki.rozkazał.Nie bądź durna. .Co to jest. po prostu go sparaliŜowała. podniosła marynarkę z podłogi i powiesiła ją staranniej na haku. Bobby? Mimo Ŝe Cameron był tyranem.powiedział ojciec. . Uznano by go za wariata. Źle spał tej nocy.krzyknął Wielki Billie. który doskonale się uczył. jak poza 42 nim. czy nie wiesz. więc Jenny wróciła. Pani Cameron obróciła się od kuchenki. tylko Wielki Billie w roboczym ubraniu. Po chwili dziewczyna wróciła do kuchni.zirytował się jego ojciec. Dali je nam do robienia sekcji.Czy to gryzie? . . albo odejść i pozostawić ich los w rękach bogini.AleŜ skąd . widział pokrytą ostrymi łuskami. zardzewiały gwóźdź. Ŝe musi albo podejść śmiało do frontowych drzwi Cameronów i przyznać się do wszystkiego. ale bez nóg. . Dziewczyna wykonała polecenie. .Podnieś tę szmatę! Nikt z Cameronów nie ośmieliłby się opierać głowie rodziny. coś ty miał w marynarce? Dłoń Wielkiego Billie'ego zatrzymała się w połowie drogi do ust. wyłaniającą się ze swojej kryjówki w podszewce marynarki i ślizgającą się bezszelestnie po domu. kobieto.Powieś ją na drzwiach . .Forsyth Opowiadania. córka i Ŝona.zawołał ojciec.Tato. W niedzielę znów wałęsał się po osiedlu Kilcooley. wszyscy w szlafrokach. toteŜ marynarka po chwili zsunęła się z niego i spadła na podłogę. Przerabialiśmy takie w zeszłym roku na biologii.spytała z lękiem pani Cameron. . Chłopiec wpatrywał się w Ŝmiję przez grube okulary. w którym mieszkała rodzina Wielkiego Billie. respektował wiedzę syna.txt i uświadomić jej czyhające w domu niebezpieczeństwo. Ale i tym razem zawiodły go nerwy. Powrócił więc na Railway View Street. O szóstej cała czwórka siedziała w małej kuchni na tyłach domku przy śniadaniu: syn. Ŝe mógłby stanąć twarzą w twarz z groźnym Ulsterczykiem i wyznać.powiedziała z ustami pełnymi bułki z dŜemem. Zobaczył go pracującego w ogródku za domem. zwinięty w kłębek. moŜe pomylił się co do numeru domu.To mi nie wygląda na robaka . Jenny przyglądała się gadowi z przeraŜeniem.Nie mam pojęcia. TuŜ po szóstej jego córka. Przywieźli je zza morza. .jest całkiem nieszkodliwy.Jenny! . Jenny. gdzie pozostawił ją na weekend. wyjmij z szafy moją marynarkę . sierpniowy dzień. W poniedziałek rano rodzina Cameronów zbudziła się kwadrans przed szóstą. Czternastoletni Bobby przestał smarować grzankę masłem. i to zarówno w domu. on nawet nie podniósł głowy.Na miłosierdzie boskie . . . Ŝe jego obecność zwraca uwagę i zrozumiał. Ŝe w Irlandii nie ma Ŝmij? KaŜdy to wie . Właśnie kończył miskę płatków owsianych.To coś jak jaszczurka. wstała.wyjaśnił Bobby. MoŜe to zupełnie inna kobieta.toŜ to Ŝmija! . . w którym spała nie podejrzewająca niczego rodzina Cameronów. Podała mu ją.odparł Bobby .zawołała pani Cameron . na jak straszne niebezpieczeństwo wystawił jego dzieci. . ale marynarka nie miała wieszaka. Był piękny. niklowy hak.Idę się umyć . Dowiadywał się od niego róŜnych ciekawych rzeczy. Zlokalizował ponad wszelką wątpliwość dom. i patrzył wyzywająco na świat.Zanim to zrobisz. . Ale sama myśl o tym. odkładając łyŜkę na stół. szybko migając rozedrganym języczkiem. .zawyrokował.To jest pewnie taki robak zwany padalcem . trzymając marynarkę ojca za kołnierz. Jego marynarka wisiała w szafie w przedpokoju.To po cholerę chodzisz do szkoły? . pełną jadu Ŝmiję. Mały gad leŜał w kącie kuchni obok półek. Strona 24 . Coś cienkiego i ciemnego wysunęło się z fałdów i niemal bezszelestnie pomknęło po pokrytej linoleum podłodze w kąt kuchni. .powiedział Wielki Billie.Właściwie to nie robak . słoneczny. Ŝe to robak? . Po południu 41 zorientował się.No to dlaczego mówisz. . a w drzwiach sterczał nie zwykły.

. jeŜeli wyniesiesz to z domu. . Nie dotknę go ręką! Jenny podała ojcu kuchenną rękawicę. Podchodził juŜ boso do Ŝmii. Obejrzała zapas słoików.Zaraz to zrobię .Mam tu słoik z zielonym groszkiem. Ale on tego nawet nie zauwaŜył. Zwinięta między kanapką a jabłkiem leŜała Ŝmija z uniesioną głową.I tak jestem juŜ spóźniony. gotowa do ataku.Poczekaj chwileczkę. iŜ powinien się był domyślić. Ścisnął pudełko śniadaniowe kolanami i otworzył je.nakazał Cameron senior. Jej pełne jadu zęby wbiły się w wyściółkę rękawicy nad samym środkiem dłoni Camerona. Wielki Billie stanął nad Ŝmiją z otwartym słoikiem w lewej ręce. Zajechał na stację spóźniony o pięć minut i ze zdziwieniem zauwaŜył wpatrzone w siebie intensywnie oczy hinduskiego studenta.One wcale nie są brudne . gdy trzęsąc się w cięŜarówce jechali na południe od Newtownards i Comber. Poza tym był pochłonięty własnymi myślami i troskami. W czasie przerwy obiadowej panowało wśród ludzi takie napięcie. i uwaŜali pomysł Billie'ego za kawał i dobry Ŝart. Ŝe nie jest jasnowidzem.Mamy w naszej grupie czarnucha. Robotnicy siedzieli dokoła ogniska niby to jak zwykle.zapowiedział jej mąŜ. Bobby." Tak. Podaj mi kuchenną rękawicę. . . Ŝe padalec jest nieszkodliwy. Wielki Billie spojrzał znad talerza na syna i uśmiechnął się. kiedy ojciec zatrzymał go.PrzełóŜ groszek i dawaj go . Pani Cameron westchnęła. Mam nadzieję. Strona 25 . Ŝe coś się szykuje. z pewnością zauwaŜyłby uśmieszki i spojrzenia rzucane w jego kierunku.txt . .powiedziała pani Cameron. Po chwili Ŝmija znalazła się w słoiku pod mocno zakręconą pokrywką. Pochodzi z kraju. Nagle opuścił go błyskawicznym ruchem. i na pewno jeszcze coś więcej niŜ proch.Głupi jesteś! Całe te twoje szkolne mądrości są do kitu. i gdyby Ram nie był tak zamyślony. kto zdradziłby go przed "czarnuchem".Po co ci rękawica? . Jednocześnie pudełko śniadaniowe wyleciało wysoko w powietrze. Wrzask Hindusa rozległ się po całej polanie. a wraz z nim ryk śmiechu robotników.zauwaŜył Bobby. wsunął fajkę do prawej kieszeni marynarki i poszedł do samochodu. .Nie wiem jaki! Po prostu zakręcany słoik.zainteresował się Bobby. w którym jest wiele Ŝmij. Czy nie stoi w Biblii: "Na brzuchu twoim czołgać się będziesz. Jenny. .Forsyth Opowiadania. . Zrobię mu kawał. Przed południem Wielki Billie wtajemniczył wszystkich robotników w swoje zamiary i zagroził pobiciem kaŜdemu. czy nie .. Mam pomysł. . ominęła Ŝmiję i otworzyła spiŜarnię. Cameronowie przyglądali jej się przez szkło. . . Wsunął słoik do torby. dawaj słoik. tato? . . Ale nic nie wywołało w nim niepokoju. Zwijała się w spazmach wściekłości. ale ich rozmowa była sztuczna. . zawiesił ją na ramię obok pudełka ze śniadaniem. Jedynie Ram Lal pracował w pełnej nieświadomości tego. . zdjął nocny pantofel i chwycił go jak packę na muchy.Nie chcę dotykać tego paskudztwa.stwierdził Bobby.Co chcesz zrobić. Jego zawartość rozleciała się na wszystkie strony i wylądowała w wysokiej trawie i otaczających ognisko zaroślach. ale Ŝmija była szybsza. myślał Billie. a proch Ŝreć będziesz po wszystkie dni Ŝywota twego. . Prawą zabezpieczała rękawica. Bobby wstał od stołu. .. Zabawię się. czy są jadowite.zapytała pani Cameron.Jaki słoik? . 43 Powoli opuszczał trzymany nad Ŝmiją słoik.Padalec cię nie ugryzie. co się miało stać. bo widok Ŝmii zasłaniała mu własna dłoń. Poganin.To bardzo czyste stworzenia. .Będę ci wdzięczna. Ale któŜ by to zrobił! Wszyscy byli pewni. Kobieto.Nie znoszę gadów.zaŜądał Cameron. Ram Lal odrzucił je od siebie z całej siły.Zabij to paskudztwo i wrzuć do śmietnika .

Dwóch robotników połoŜyło Camerona na nosze. wierzcie mi. To było we wtorek.Odpocznę sobie w cieniu. zdecydowano się na sekcję zwłok. Ludzie nie mogli się opanować. dokąd przetransportowano ciało. Ram Lal zerwał się na nogi.Ty ciemny czarnuchu . jakby od cierni.txt WciąŜ krzycząc. . Tommy Burns zorientował się dopiero po kilku minutach.Ty jesteś medyk. Pracował od wielu lat i widział niejeden śmiertelny wypadek. Ŝe Cameron był martwy w chwili przybycia do szpitala. Co o tym powiesz? 45 Ram Lal wiedział. Podszedł do niego i zawołał Pattersona.Niedobrze się czuję . dobrze zbudowanym i bardzo silnym. Rozumiesz? Nie ma! Plecy rozbolały go od śmiechu.zawołał. Oblizał niewielkie spuchnięcie na dłoni i znów zabrał się do roboty. o co chodzi. Billie otarł sobie policzki. ale Patterson zrozumiał. Od niepamiętnych czasów nie był w tak dobrym humorze. Harkishan Ram Lal usiadł.Szybkim krokiem ruszył w stronę szosy. O pół do czwartej Wielki Billie Cameron przerwał na chwilę. . . głównie na ramionach i dłoniach. więc odchylił się do tyłu. Jego towarzysze 44 pokładali się ze śmiechu. głodni robotnicy zabrali się do jedzenia. W pogotowiu trzymał kubek z gorącą herbatą. Na jego ciele zauwaŜono liczne zadrapania i kilka ranek. Prawdopodobnie skutek nadmiernego wysiłku w czasie wielkiego upału.wrzeszczał Ram Lal.Ram . co wynikało z rodzaju jego pracy. Ŝe badanie Wielkiego Billie nic nie da. Jego martwe oczy wpatrzone były tępo w trawę. . którą był ponad wszelką wątpliwość gwałtowny wylew krwi do mózgu. . Po takim raporcie koroner normalnie nie zarządziłby rozprawy Strona 26 . Po pięciu minutach wyprostował się ponownie. co się dzieje z szefem.Zadzwonię po pogotowie i zawiadomię McQueena. . Po posiłku starał się trzymać z daleka od wysokiej trawy. jadowita Ŝmija! . w którego cieniu leŜał szef.Wielki Billie zachorował .Błagam was. . Nic nie powiedział.To ty nic nie wiesz? W Irlandii nie ma Ŝmij. Oparł się o kilof i otarł czoło ręką.To Ŝmija.Uciekajcie! Ona zabija! Zawtórował mu jeszcze głośniejszy śmiech. Zabrano go do Głównego Szpitala w Newtownards. który stał i wodził dokoła dzikim wzrokiem. . . zakurzone. Wkrótce wszyscy powrócili do pracy. rozgrzane sierpniowym słońcem. Nie zauwaŜył potem dwóch małych. . Stara gorzelnia była juŜ prawie całkiem rozebrana. w którym był akurat ostry dyŜur.Zostańcie tu . . Siedział przez chwilę pod drzewem. po czym ukrył głowę w rękach. W pół godziny później zjawił się tam silnie zdenerwowany McQueen. a góry gruzu i poukładanego drewna sterczały wysoko. Karetka zjawiła się po upływie pół godziny. śadne z nich nie miało związku z przyczyną zgonu. Kwadrans po czwartej. Jadł lewą ręką.rozkazał obejmując komendę. Zmarły był męŜczyzną w wieku czterdziestu jeden lat.zaczkał.powiedział do stojącego obok niego Pattersona.krzyknął. To jadowita Ŝmija! Twarz Wielkiego Billie była mokra od łez ze śmiechu. PoniewaŜ okoliczności zgonu nie były jasne. wpierając ręce w porośniętą trawą ziemię. Najwięcej uciechy miał Wielki Billie. Raport nie zawierał niczego szczególnego. Siedział naprzeciwko Rama Lala. . dostał konwulsji i przewrócił się na bok. Rozglądał się dokoła bacznie niepewnym wzrokiem.Forsyth Opowiadania. Po chwili wstał z kolan. Reakcja ofiary kawału przeszła ich najśmielsze oczekiwania. wciąŜ obejmując rękami obolałą głowę. Uznano. Patterson nachylił się nad nim. Tego samego wieczoru raport patologa został przesłany koronerowi do Belfastu. . śart się skończył. . jednak go zbadał. draśnięć tuŜ nad przegubem własnej Ŝylastej prawej dłoni.Nie moŜe mówić! Robotnicy podeszli do drzewa. Wykonał ją okręgowy patolog w miejskiej kostnicy.

z którym mogłabyś mieć małe. czy słyszysz mnie? Wykonałaś zadanie. Urząd Skarbowy będzie mi teraz patrzył na ręce. Do złoŜenia zeznań wezwano jedynie Pattersona. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem. paramilitarnego związku protestantów. W tym samym czasie pojechał taksówką do Comber. Zaraz potem powrócił do pracy kilofem i łopatą. na którym robotnicy zazwyczaj rozpalali ognisko. chłopaki. kazał kierowcy zaczekać na drodze. a poniewaŜ wszystko zdawało się jasne. jaki zmarły zrobił hinduskiemu studentowi. Patolog określił to bardziej naukowo jako wylew krwi do mózgu. ale potem umrzesz. Harkishan Ram Lal nie wziął udziału w pogrzebie. skrajnie prawicowego. poniewaŜ powołano na nią przedstawicieli urzędu skarbowego. Stamtąd z kolei zatelefonowano do koronera w Belfaście. Harkishan Ram Lal doszedł traktem do polany i stanął w miejscu. daję wam wolny dzień. bez towarzysza.zamyślił się kierowca i zabrał się do czytania gazety. moŜe się zgłosić w piątek. . . a sam ruszył wąskim traktem. Ŝe pan Cameron śmiał się tak gwałtownie. Ale miałaś potem umrzeć. Sprawiło to duŜe kłopoty McQueenowi. PoniewaŜ w Irlandii nie ma Ŝmij. .O.odparł Ram Lal. Rama Lala oczywiście takŜe nie.zapytał Hindusa. Ale umrzesz sama. . ale muszę potrącić wam pewne sumy na zaległe podatki.Forsyth Opowiadania. ani gorsze od naszego zwyczaju brania udziału w pogrzebie . Usłyszeliśmy od pana Pattersona o przebiegu wydarzeń w czasie przerwy obiadowej i o raczej niemądrym kawale. trzeba powołać świadków na tę okoliczność. Przynajmniej w pewnych przypadkach. Czy słyszysz mnie. Ale była pewna okoliczność. Strona 27 . zabiłbym cię i wrzuciłbym twoje ścierwo do rzeki. Sąd wyraŜa swoje ubolewanie Ŝonie i dzieciom zmarłego i uznaje. Ŝe śmierć jest przypadkowa. bo wszystko umiera. Usiedli w ostatnim rzędzie. dalszych świadków nie wezwano. .W pewnym sensie tak . Kierowca pochodził z Bangoru i słyszał o śmierci Camerona. Na wielkim trawniku przed ratuszem Bangoru McQueen rozmawiał ze swoimi robotnikami. W związku z tym zatelefonowano z Lurgan do centrali Królewskiej Policji w Castlereagh.Chcę być lojalny wobec was. o której Ram Lal nie wiedział.txt sądowej i wystawiłby dla urzędu stanu cywilnego w Bangorze świadectwo zgonu z przyczyn naturalnych. Opowiedział na Ŝądanie koronera o wydarzeniach poniedziałkowych. Wykrył to komputer w Lurgan. do którego przywiozłem cię tu ze wzgórz RadŜputanu. Praca jest nadal aktualna. do którego wciągane są wszystkie.MoŜna tak powiedzieć. Raport patologa nie budzi Ŝadnych wątpliwości. Palące słońce dokonało reszty. Pokryta ostrą łuską Ŝmija nie słyszała go. Koroner odczytał na głos raport patologa i po podsumowaniu przewodu wydał wyrok. Ŝeby zarządził rozprawę sądową. nawet najbardziej na pozór normalne zgony. . Rozprawa odbyła się na ratuszu w Bangorze we środę.To nie jest ani lepsze. a jeŜeli nawet słyszała. Zjawili 46 się równieŜ dwaj milczący panowie. obok pani Cameron. Kto chce dalej u mnie pracować. W Ulsterze nie wystarczy stwierdzić.Visha serp .Chce pan uczcić jego pamięć w miejscu śmierci? . naleŜący do skrajnego skrzydła lojalistycznej organizacji Ochotników Ulsteru.zawołał do niewidocznej Ŝmii. Ŝe doprowadził się niemal do stanu apopleksji. Wydaje się. Na ławach frontowych. zasiedli współtowarzysze pracy zmarłego. morderczyni? A więc uwaŜaj! PoŜyjesz jeszcze jakiś czas. Ŝe zgon Williama Camerona nastąpił z przyczyn naturalnych. Jutro pogrzeb. Rozejrzał się po wysokich trawach i krzakach jałowca porastających piaszczystą ziemię. Wielki Billie Cameron był aktywnym członkiem rady podziemnej organizacji Ochotników Ulsteru. powodując pęknięcie naczynia w mózgu.Takie są zwyczaje pańskiego narodu? . 47 . jadowita Ŝmijo.

bez przerwy zrzędziła. kaŜda tuŜ po urodzeniu równie jadowita jak jej rodzice. starej. Kierowca odrzucił głowę w tył i roześmiał się. lewą pozdrowił przejeŜdŜającą taksówkę.To wstrętne . Samochód zwolnił na zakręcie. Ŝeby pojechać do hotelu. Murgatroyd patrzył przez okno samochodu na lotnisko Plaisance. Obok kierowcy siedział młody. Siedzący obok niej w taksówce mąŜ powstrzymał się od westchnienia. w którym Francuzi próbowali się bronić przed brytyjską flotą w 1810 roku. Murgatroyd wiedział juŜ z ksiąŜek. Z ust jej płynęła nie kończąca się litania niezadowolenia. Strona 28 . kaŜda długości cala. Na stopniach małych domków siedzieli Hindusi. Potem odwrócił się. uderzała go zwłaszcza harmonia. zobaczył. Murzyni i kreolscy Metysi. na ruiny fortu. Kierowca Kreol. a ciało drgało w odwiecznym rytmie. francuskiej stolicy wyspy. Ŝe pozostały na drodze i wydziobują z kurzu niewidzialne insekty.powiedziała. Pochyliła się do przodu i trąciła kierowcę w ramię.zapytała. Jako Ŝe miał prawą rękę zajętą. który otrzymał tygodniowy płatny urlop i wycieczkę na koszt firmy jako "najlepiej zapowiadający się nowy urzędnik". Higgins. Ogon Ŝmii był wypręŜony. teraz zamilkł. ale juŜ samodzielny pracownik głównego oddziału banku.txt nie dała Ŝadnego znaku. w jakiej zdawali się Ŝyć ci ludzie. Chińczycy. którą podyktowała jej natura. Pod koszulą był goły. gdy wsiadali kilka minut wcześniej do jego taksówki. potem na szosę prowadzącą do Mahebourga. Z ust jej buchała fontanna słów. zraŜony zrzędzeniem siedzącej z tyłu pasaŜerki. CESARZ . Murgatroyd teŜ pomachał im ręką. . ani czyste. Ŝe jest jeszcze coś. Pani Murgatroyd zawsze twierdziła. Cztery chude kury wyfrunęły niemal spod kół taksówki. Nigdy jeszcze nie zetknął się z podobnym zjawiskiem. Pracował w dziale zagranicznym. PrzejeŜdŜali przez róŜne wioski. cudem unikając śmierci. oburzała na świat. Widać współŜyli ze sobą doskonale. Pani Murgatroyd przechodziła przez Ŝycie przy akompaniamencie nieustannych komentarzy i narzekań nawet wtedy. Pani Murgatroyd Ŝachnęła się. a kiedy Murgatroyd obejrzał się za siebie. Murgatroyd był zafascynowany wszystkimi tymi widokami.Dlaczego nie idzie do toalety? . KaŜda w przejrzystej błonie. Mały tamilski chłopiec w samej tylko koszuli wyłonił się zza chaty. .powiedziała pani Murgatroyd. które przewaŜnie nie były ani bogate. Rozczulała się nad sobą.. Edna Murgatroyd gadała bez przerwy. . Zamierzał w pełni wykorzystać tygodniowy pobyt na tropikalnej wyspie. cały w uśmiechach. Mijali plantacje i niewielkie wioski. Był to pełen temperamentu młody człowiek. stanął na poboczu i zaczął siusiać.Forsyth Opowiadania.I jest jeszcze coś. mimo Ŝe jego językiem był francuski z domieszką kreolskiego. na którą składa się dobre pół tuzina grup etnicznych wyznających cztery religie. Łuski rozstąpiły się i ze steku jedna po drugiej wychodziły na świat Ŝmijki. swoją pierwszą w Ŝyciu egzotyczną podróŜ. Przy nasadzie ogona Ŝmii znajdują się dwie łuski zakrywające jej stek. Krótko mówiąc. kiedy nie było do tego najmniejszych powodów.Czysta robota przestudiował dwa grube przewodniki po Mauritiusie i zapoznał się dokładnie z mapą wyspy. Znał dobrze angielski. Ŝe ludność wyspy jest mieszanką rasową.. Głęboko zaszyta w ciepłym piasku tuŜ pod stopami Rama Lala zajęta była czynnością. Hinduskie świątynie i chińskie pagody stały tuŜ koło katolickich kaplic. Wyspa Mauritius była kiedyś kolonią brytyjską i to przez sto pięćdziesiąt lat. ale ich mieszkańcy uśmiechali się do nich i machali rękami na znak pozdrowienia. którego państwo Murgatroyd poznali zaledwie dwanaście godzin temu na lotnisku Heathrow i którego naturalną wesołość gasił powoli zły humor pani Murgatroyd. Przed wyjazdem 49 4. Było ich dwanaście.

Był nią tygodniowy pobyt na wyspie Mauritius na koszt banku.powiedział.odparła pani Murgatroyd rozdraŜnionym głosem. . tak czyste.Ŝeby uniknąć ryzyka napadów rabunkowych .zdziwiła się pani Murgatroyd. gdzie znajdował się oddział banku. Pani Murgatroyd wysiadła pierwsza. .Chyba to. . Pani Murgatroyd w nieco wygniecionej kwiecistej sukni szła przodem. To pociągnięcie zwróciło na niego uwagę centrali i ktoś zaproponował utworzenie nagrody za nowatorskie inicjatywy w prowincjonalnych oddziałach banku i dla wyróŜniających się urzędników. nie gotówką. Portierzy nieśli za nimi bagaŜe.spędzali zwykle wakacje u jej siostry w Bognor zaczęła natychmiast łajać portierów.txt Ŝeby odpowiedzieć. Po obu stronach ciągnęły się wypielęgnowane trawniki. pod gołym niebem. Ŝe nie lubił tego podmiejskiego osiedla Londynu. Słychać było plusk i wesołe okrzyki zgromadzonych tam gości.Hotel . sugerując . madame . U wylotu. Po chwili taksówka znowu wjechała między plantacje trzciny cukrowej. Samochód minął dwa zakręty nie kierowany przez nikogo. lecz czekami.uśmiechnął się Murgatroyd. sklepionym wejściem hotelu St.Dzięki Bogu .Tak. obsadzone palmami. daleko . którego był dyrektorem.Co to znaczy? .powiedział. . panował tu stale orzeźwiający przewiew. podobnie jak członkom kierownictwa.wypłacanie robotnikom ich zarobków. Kierowca wyciągnął rękę. po czym oddział jego banku wzbogacił się o kilkaset nowo otwartych rachunków. . Ŝe tutaj robi się to na drodze . Po niemal godzinnej jeździe dotarli do rybackiej wioski o pięknej nazwie Trou d'Eau Douce. Wjechali na hotelowy podjazd.oczywiście w poprzednim wcieleniu połowę pariasów Indii. Geran i dwaj portierzy podbiegli do samochodu.a moje nazwisko Higgins. Wszyscy troje przeszli pod arkadami hotelu i znaleźli się w chłodnym i przewiewnym hallu. zachowując się tak. Urzędnik zajrzał do rejestru. . Hall kończył się kolumnadą.Patrzcie państwo . Wysoki główny hall zbudowany 51 był z ciosanego kamienia.wyjaśnił jej Higgins. o które załamywały się jasnozielone wody spokojnej laguny.oświadczył. połyskiwał teraz aŜ po horyzont Ocean Indyjski. Ŝeby wziąć walizki z kufra i bagaŜnika na dachu. Po lewej stronie hallu znajdowała się recepcja. w blasku tropikalnego słońca lśniła woda basenu.Pas de toilette. . jeszcze przed chwilą niewidoczny z urwiska.oto i morze! Po prawej stronie. . Ŝe większość robotników głosowała za tą propozycją. Taksówka zatrzymała się przed wielkim.zauwaŜył. Pierwsza z nagród przypadła w udziale Murgatroydowi. Po lewej stronie hallu kamienne schody prowadziły do Strona 29 . Murgatroyd rozejrzał się dokoła.powiedział Higgins .Nie wytrzymałabym juŜ dłuŜej jazdy przez to śmietnisko. Przed sześcioma miesiącami otwarto tam fabrykę i Murgatroyd wpadł na pomysł: porozumiał się z dyrekcją zakładu i związkiem zawodowym. zgadza się . i pan Murgatroyd w ciemnoszarym garniturze. Trochę się zdziwił. . Ciemne drewniane belki przecinały sufit. Pani Murgatroyd pociągnęła nosem z obrzydzenia. Nie oznaczało to. Za nią podąŜali Higgins w schludnym kremowym tropikalnym ubraniu.Och. jakby miała do osobistej dyspozycji . O jakiś kilometr od brzegu widniała biała linia raf. Mimo Ŝe tylko dwa razy w Ŝyciu wyjeŜdŜała na wschód od ujścia Tamizy .Dix minutes. gdzie stał uśmiechnięty hinduski urzędnik.Ponder's End wydaje się bardzo daleko . 50 . .Forsyth Opowiadania. Higgins wystąpił naprzód. mieniąc się błękitem w porannym słońcu.oznajmił .Państwo Murgatroyd . . Ŝe widać było pęki krasnorostów rosnące na dnie na głębokości siedmiu metrów. Higgins odwrócił głowę i uśmiechnął się. tak.

zawołał. Stały przy brzegu na płyciźnie.Higgins .rzekł. ale stanowczemu dyrek52 torowi hotelu. wydając dzikie okrzyki. luźna plaŜowa koszula w kwiatki.Wcale nie mówi jak Szkot . .Witam państwa serdecznie .Z Midland Banku .powiedział Murgatroyd. Cienkie uda w drelichowych szortach. . KtóŜ to jest? . . Około tuzina pokrytych słomą słupków zapewniało mocniejszą osłonę brzegu.zapytał.A skąd pan jest? . a ja zajmę się rozlokowaniem moich gości.odrzekł dyrektor banku. Murgatroyd nie zrozumiał go. .Z Perth w Australii.powiedział. Australijczyk uśmiechnął się wesoło. gdzie stykały się z piaskiem. . jestem dyrektorem hotelu.Roger Murgatroyd.To mi się podoba . Kiedy juŜ znikał w drzwiach baru. .był pijany. Przed balkonem ciągnął się trawnik okolony pierścieniem błyszczącego. kołysząc się na wietrze. Murgatroyd był zaskoczony.Dzień dobry . Pokój miał dwa łóŜka i znajdował się na pierwszym piętrze. Z głębi hallu wynurzyła się chuda postać.odezwał się z wyraźnym akcentem australijskim.Halo.Nazywam się Paul Jones. .Jak się pan nazywa? . tak . Mrugnął kilka razy. Zatrzymał się kilka metrów przed Murgatroydem i popatrzył na niego. Miał na nogach płetwy.Dobrze juŜ. Jakiś facet w średnim wieku. Człowiek ten był chudy jak szczapa i bosy.przedstawił się młody męŜczyzna. Paul Jones wyszedł zza kontuaru recepcji. . chwytał wiatr w Ŝagiel i bez Ŝadnego wysiłku przecinał powierzchnię wody. Z biura recepcyjnego wyszedł młody jasnowłosy Anglik w nieskazitelnej koszuli i jasnych spodniach. panie Foster .. Australijczyk łyknął piwa z puszki i czknął.Zaraz zajmiemy się sprawą pokojów.. ale miał szeroki uśmiech na twarzy i trzymał puszkę piwa w ręku. . białego piasku.On jest na wakacjach. Foster pozwolił się prowadzić łagodnemu. Dwoje małych ciemnoskórych dzieci o czarnych włosach i oczach obryzgiwało się wodą. . nowi goście? .Higgins. . . pomachał przyjaźnie ręką w kierunku recepcji.Murgatroyd z Midland Banku i Higgins z centrali. Państwo pozwolą.Przyjechał z Perth.Ten człowiek . . Ŝe zaprowadzę ich do pokojów. . a na twarzy maskę ze snorkelem. Fale błękitnej laguny jaśniejsze tam.E. .zapytał. . W głębi woda była zielona. kochanie . Strona 30 . Z centrali. . wychodził z morza. . jakby chciał skoncentrować wzrok.niech pan wróci do baru. w dali mieniła się błękitem. o wielkim brzuchu. .oświadczyła jego Ŝona.powiedział.Nazywa się Harry Foster-wyjaśnił Jones. . .Murgatroyd .Państwo Murgatroyd. Ŝe chodzi o to.zapytał bezceremonialnie Australijczyk. Do parterowych apartamentów schodziło się pod sklepioną arkadą.mówił . Murgatroyd! .powiedziała pani Murgatroyd. łagodnie zalewały brzeg plaŜy.. to w drugą stronę. Opalony na mahoń młodzieniec o spłowiałych blond włosach zajmował się surfingiem sto metrów od brzegu. gdzie pracuje.To go bynajmniej nie tłumaczy .stwierdziła pani Murgatroyd lodowatym potępiającym tonem .powiedział. na który palmy rzucały smugi cieni.A to kto? .. Stojąc na wąskiej desce przechylał się to w jedną. Australijczyk zastanowił się nad tą informacją i skinął głową.powiedział Jones.txt górnych pokojów. O jakieś pięćset metrów dalej sterczały białe rafy. . Paul Jones powrócił. . dobrze. Myślał.Forsyth Opowiadania. Murgatroyd wyszedł na balkon i rozejrzał się z zadowoleniem.Brawo. . . Chwycił Australijczyka za łokieć i zaprowadził go w głąb hallu.

Chcesz wyglądać jak tubylec? Tu masz szorty i koszulę. który widział kiedyś na głowie Hemingwaya. Gdy zjawiał się na tarasie w długich szortach i płóciennych pantoflach. Strona 31 . okalającym bar połoŜony na cienistej wysepce. . Jej trwałą ondulację chronił plisowany czepek kąpielowy. Ŝe te drapieŜniki nie mogą przeskoczyć przez rafy i Ŝe laguna jest bezpieczna jak basen pływacki. by przed obiadem wypić zimnego drinka. jak inni pensjonariusze. Australijczyków 54 i Anglików. Murgatroyd trzymał się swoich sięgających kolan drelichowych szortów i koszuli tenisowej. Ŝądając a to chłodzących napoi. . On takŜe spędzał większość dnia w spodenkach kąpielowych i koszuli. Nie był dobrym pływakiem.Będziemy wcześniej gotowi. O siódmej opuszczał Ednę Murgatroyd wyciągniętą w łóŜku. a kobiety dwuczęściowe kostiumy kąpielowe. Higgins. Ŝe laguna roi się od rekinów i barrakud i nikt nie był w stanie przekonać jej. który asymilował się w szybkim tempie. pod bawełnianymi bluzeczkami albo szlafroczkami. mango i papają zamiast jaj na bekonie. ale mógł zamiast patrzeć przez okno na mokre chodniki. Na szczęście Ŝona nie była świadkiem tego wyczynu. ToteŜ wśród Południowoafrykańczyków. oczywiście na fotografii.Chodź.Forsyth Opowiadania. na ile mógł.Nie pozwolę ci pójść do jadalni w stroju kąpielowym. a to posmarowania jej olejkiem. co się tam ^dzieje. witano go nieco ironicznym uśmiechem i wesołym pozdrowieniem: "Dzień dobry. Higgins bardzo szybko zaprzyjaźnił się z grupą młodych Anglików. ale szło mu coraz lepiej. Ŝeby popływać. Powoli przepływała kilka metrów i wychodziła z wody. śyła w przekonaniu. jak zwykle zresztą. Murgatroyd z Midland Banku stał się postacią humorystyczną. Murgatroyd zastanawiał się często. toteŜ widywali go rzadko. kazał sobie podawać płatki kukurydziane z melonem. mimo Ŝe bardzo rzadko wystawiała się na słońce. które przywiózł z Anglii. Zaczął jadać śniadanie na dole.i schodził na plaŜę. Kupił sobie w sklepie hotelowym słomkowy kapelusz o szerokim rondzie. z włosami nawiniętymi na wałki. spokojną wodą rozbłyskującą nagle jak gdyby kawałkami rozbitego szkła.krzyknął do kobiety siedzącej w cieniu palmy. a na kolację przychodził w pastelowych spodniach i koszulach typu safari z kieszeniami i naramiennikami. Natomiast Murgatroyd zdobył sobie pewną niepoŜądaną i wątpliwą popularność. Około dziesiątej przyłączała się do niego pani Murgatroyd. Po kolacji szedł do kasyna gry albo do dyskoteki. mimo Ŝe figurowały w karcie. aby zjeść śniadanie. Raz wypłynął na odległość chyba dwustu metrów. pójdziemy popływać .zaproponował Murgatroyd Ŝonie. Spędzał w ciepłej wodzie godzinę.Zostawmy to. którzy stanowili główną część klienteli hotelu. narzekającą na powolność słuŜby przynoszącej śniadanie w rzeczywistości bardzo szybkiej . . podobny do tego.Nonsens .txt . PrzecieŜ na razie potrzebne są nam tylko kostiumy kąpielowe. Od czasu do czasu zanurzała swoje róŜowe ciało w basenie hotelowym. jeśli mi pomoŜesz rozpakować rzeczy. .Jezu Chryste! . siadać na balkonie i obserwować. ile tu ryb! Grupa męŜczyzn i kobiet otulonych w sarongi udawała się do baru.odpowiedziała mu pani Murgatroyd. na tarasie przy pływalni i. 53 W ciągu dwóch dni Murgatroyd dostosował się do wakacyjnego trybu Ŝycia w tropikach na tyle. Murgatroyd!" Trzeciego dnia Murgatroyd wyszedł z wody po porannej kąpieli. . jakoś uniknął etykietki "urzędnika z centrali". bardzo wcześnie. Harry Foster nie był niestety wstrzemięźliwy w swoich dowcipach. siadała na plaŜy pod słomianym dachem i zaczynała całodzienną litanię. Nie masz pojęcia. Wstawał. UwaŜał się za kogoś w rodzaju playboya. O tej porze większość męŜczyzn miała na sobie spodenki kąpielowe i koszule plaŜowe. zadziwiając samego siebie własną odwagą. jak słońce wyłania się z Oceanu Indyjskiego daleko za linią raf i ciemną.

wesoły uśmiech. Zaskoczyło to Murgatroyda. Była całkowicie pogrąŜona w romansie historycznym. Murgatroyd zdjął słoneczne okulary i takŜe się uśmiechnął. . . Spod kąpielowych spodenek z materiału w kratkę wystawały mu cienkie jak tyki owłosione nogi. Rozejrzał się więc dokoła. która właśnie nadeszła. upał dawał się we znaki.txt połoŜył się pod słomianym daszkiem. Murgatroyd spojrzał na swoje ciało. a jej białe zęby zabłysły w promieniu porannego słońca.odpowiedziała dziewczyna i poszła dalej. Murgatroyd obserwował jej rozkołysane biodra.Ladaco . naleŜało równieŜ zimą chodzić na kwarcówkę i nie dopuszczać. Skórę miała koloru starego złota. a w najlepszym razie było pochmurno. Grzeczność nie pozwalała mu przyglądać się jej zbyt ostentacyjnie. napisanym przez popularną autorkę. Brzuszek miał zaokrąglony. Ale jak to robić w Bognor? Przez ostatnie trzy lata w czasie jego wakacji lało. Mięśnie miał napięte. okularów zaś uŜywał tylko do czytania . Ŝeby zobaczyć. Uśmiechała się do obcego człowieka. Murgatroyd zastanawiał się. Lina napręŜyła się w pewnej chwili i z wody wynurzył się opalony na ciemny brąz młody gość hotelowy jadący na narcie wodnej. Minęło dziesięć minut i Murgatroyd spojrzał na swoją lepszą połowę. uwydatniając małe. tuŜ przed oczyma Murgatroyda. Ŝe jest sam pod daszkiem. Ŝe dziewczyna jest Kreolką.Forsyth Opowiadania. czy dziewczyna nosi coś pod spodem. . a wtedy wyrosła za nim wielka fontanna piany. Strona 32 . Szła boso. Lata spędzone przy biurku spłaszczyły mu pośladki. Będzie pracował w Ponder's 55 End przez następne dziesięć lat. wydatne kości policzkowe i połyskujące czarne włosy. obróciła się i rzuciła komuś szeroki. jej ciemne włosy. ale nie potrafił się od tego powstrzymać. Rozejrzał się i zobaczył idącą po plaŜy młodą dziewczynę. które opadały lokami na plecy.zawołał. Wydawał się wyrzeźbiony z dębu. mimo Ŝe latem niemal wszystkie popołudnia spędzał w klubie tenisowym. Do niedzieli pozostawało mu jeszcze cztery dni. stąpając z niewymuszonym wdziękiem mieszkanek tej wyspy. Przywiozła ze sobą cały stos jej ksiąŜek. Ŝe nie został jej przedstawiony. Wiedział. Motorówka przyśpieszyła. który sądził. wsiądzie do samolotu i juŜ tu nie wróci. na której końcu widać było wystającą z wody głowę. Ŝeby skóra stała się biała jak marmur. a potem przejdzie na emeryturę i najprawdopodobniej resztę Ŝycia spędzi w Bognor. Czuł swoje pięćdziesiąt lat. ale w pobliŜu nie było nikogo. zwiotczałe mięśnie piersi. narciarz zatoczył wielki łuk zbliŜając się do skraju plaŜy.mruknęła usadawiając się w cieniu.usłyszał za sobą głos Ŝony. Kiedy obrócił się z powrotem ku morzu. Ciągnęła za sobą linę. komu dziewczyna śle swój uśmiech. Murgatroyd zorientował się. A w takim razie jej uśmiech był spontaniczny. tęgi i bez kondycji. dziewczyna uśmiechnęła się ponownie. Słońce stało juŜ dość wysoko i mimo Ŝe było dopiero wpół do dziesiątej. Ale zęby własne. Kiedy zbliŜyła się do niego.Radzę ci przestać myśleć o tych rzeczach . Pod wpływem podmuchu wiatru biały sarong przylgnął na chwilę do jej ciała.Dzień dobry! . oparł plecami o palik i zaczął zastanawiać się nad sobą. które mimo wszystkich środków zapobiegawczych i licznych ostrzeŜeń Ŝony nabrało ponętnego koloru ugotowanego homara. jędrne piersi i wąską talię. był niski. Spięty na lewym ramieniu krótki. Ŝe aby to uzyskać. Zatoczył nowe koło. która właśnie nabierała rozpędu.przewaŜnie raportów z posiedzeń spółki i rachunków bankowych. I ona przyglądała się oddalającej się dziewczynie. . włosy miał przerzedzone.Bonjour m'sieu . Był pewien. biały bawełniany sarong ze szkarłatnym wzorem na brzegu ledwo zakrywał jej biodra. którzy w krótkim czasie opalali się na brąz. Zazdrościł ludziom. Murgatroyd zazdrośnie przyglądał się młodemu człowiekowi. Echo jego tryumfalnego śmiechu biegło po lagunie. Od strony morza usłyszał huk i zobaczył małą motorówkę. Sternik skręcił silnie kierownicą. Pojedzie na lotnisko. silnymi nogami przecinał sunącą za motorówką smugę fali. Miała szeroko rozstawione ciemne oczy.

txt Obrócił się ku lagunie i zadał sobie pytanie . Strona 33 . jeŜeli przypuszcza. . Ŝe nie lubi "tych rzeczy" i Ŝe myli się. Ŝe będzie je znosiła w przyszłości.Czy pan tego próbował? .Ruszył naprzód ze sztuczną nonszalancją. który zbliŜył się do niego. przerywały od czasu do czasu okresy ostrej nienawiści. czy w przypadku jego Ŝony dałoby to rezultaty.Nie.odpowiedział Murgatroyd .Ile to będzie kosztowało? . Po obliczeniu ceny taksówki na lotnisko i róŜnych innych wydatków związanych z powrotną podróŜą do Ponder's End.Normalnie kosztowałoby sto dolarów na głowę. ChociaŜby jeden raz. Pracował przecieŜ w wydziale zagranicznym. Panie Murgatroyd. nawet w młodzieńczych latach. pozostawało mu niewiele więcej niŜ ta kwota. kiedy zbliŜył się do niego Higgins. Trzej biznesmeni z Johannesburga zamówili łódź na jutro rano.Oni chcą spędzić ostatni dzień ze swoimi dziewczynami. poza tym wątpił. oczywiście Ŝe nie. więc tylko pięćdziesiąt.mruknął Higgins. . jaka towarzyszyła temu stanowi rzeczy. Nie był niestety człowiekiem.Forsyth Opowiadania. jak jeden z bywalców klubu powiedział do drugiego. człowiekiem łagodnym i jakkolwiek potrafił kierować bankiem.powiedziała. wszedł do ogrodu. W pierwszej chwili rozzłościł się i chciał nawet wyjść zza szafki i zaprotestować.O co panu chodzi? .Nie . który potrafiłby komuś "złoić skórę".nie po raz pierwszy zresztą . ale poniewaŜ połowa jest zapłacona. . poniewaŜ przepada im zadatek. Zostałaby zuŜyta przez panią Murgatroyd na zakupy w strefie wolnocłowej i na prezenty dla siostry. w domu łagodność ta przemieniała się czasem w bierność. Okazuje się. Bardzo proszę. CięŜar tych przykrych myśli rozładował cięŜkim westchnieniem. W gęsto zarośniętym ogrodzie panowały ciemności. a te nie mają ochoty na wyprawę. . Spróbujmy! No? 57 . . Ale nie zrobił tego. Nadszedł piątkowy wieczór. wpatrując się w doniczkę z paprocią. . Łódź jest wolna i połowa kosztów zapłacona.Dlaczego pan nie proponuje tego swoim znajomym? Higgins wzruszył ramionami. Od ponad dwudziestu lat związany więc był z kobietą.Ja teŜ nie. . Edna Murgatroyd spojrzała na męŜa sponad okularów. niech się pan zdecyduje. Higgins spojrzał poprzez kolumnadę w stronę oświetlonego hallu. Przeciwnie. ..powiedział.niech pan mówi. Ŝe ten facet ma prawdopodobnie rację. oparł się o palmę i czekał na Murgatroyda. Murgatroyd właśnie czekał w hallu hotelowym na Ŝonę.zapytał. Co pan na to? Bierzemy ją? Propozycja zdziwiła Murgatroyda. Murgatroyd zaczął liczyć w pamięci. ale sam na sam . czy połowica Murgatroyda nie idzie za nimi.O polowanie na grubą rybę . . Ŝe nie będą mogli z niej skorzystać. negując przy tym całkowicie sens rzeczywistości. . Niech mnie pan posłucha. Ŝe niemal ostentacyjnie. która była mu obojętna. Potrząsnął głową. aby się upewnić. Nudę. a mam straszną ochotę.Muszę z panem porozmawiać. graniczącą z upodleniem.skąd jego Ŝona bierze tak niespoŜyty apetyt na romantyczną fikcję. . Ŝe juŜ przed laty "powinien był wyłoić jej skórę". to weź tabletkę sody . Niech pan idzie za mną.JeŜeli ci się odbija..Pańska Ŝona moŜe się lada chwila zjawić. bo uznał. . Był zawsze.Dobrze . 56 Kiedyś w szatni klubu tenisowego usłyszał mimo woli. . JuŜ w pierwszych dniach powiedziała mu. Ich małŜeństwo nie było związkiem dwojga kochających się ludzi.Za kilka godzin? PrzecieŜ to jest w przeliczeniu dwadzieścia pięć funtów! .Dwadzieścia sześć funtów i siedemdziesiąt pięć pensów powiedział automatycznie Higgins.szepnął kątem ust i to tak tajemniczo. która weszła do toalety.

Kilian wyciągnął ze schowka w samochodzie termos z gorącą kawą i poczęstował wszystkich. . . No więc dlaczego nie? . którą warto będzie wspominać w Londynie. Ŝe obudzi Ŝonę.Niech pan po prostu pojedzie.Forsyth Opowiadania. Tu wszystkie domy były jeszcze ciemne i pozamykane. oddychała chrapliwie. tuŜ przed wschodem słońca. Kilian spojrzał na Murgatroyda. Wypływamy za kwadrans szósta.odparł Murgatroyd.Zresztą. Pochylił się. W ciemnym korytarzu włoŜył resztę ubrania. To najlepszy czas. .Nie mówić? . nieco otumaniony swoją szaloną decyzją. obawiając się. W ksiąŜeczce pozostały juŜ tylko dwa. . chociaŜ raz w Ŝyciu zobaczyć wschód słońca na pełnym morzu! Wiatr we włosach. Wreszcie zobaczył.Właśnie .nalegał Higgins.. Piętnaście minut trwała jazda przez ciemne wsie. Wysunął się cichcem z łóŜka i spojrzał na panią Murgatroyd. . który prawdopodobnie w tym miejscu znalazł źródło wody pitnej. ale nie odwaŜył się go nastawić. OstroŜnie odłoŜył pidŜamę na łóŜko i włoŜył slipy. miejscowości nazwanej Trou d'Eau Douce. Ruszył z powrotem do baru. Za firankami było ciemno. . który zajmował się organizowaniem sportowych rozrywek dla gości. Niech pan pomyśli.Wyruszamy bardzo wcześnie . Nigdy juŜ nie zobaczymy Oceanu Indyjskiego. bonito i inne wielkie ryby.. Będzie nas eskortować pracownik hotelowy. . Przygoda.Trzeba będzie wstać o czwartej. Prawdopodobnie nigdy tu juŜ nie powrócimy. niejakiego Andre Kiliana. podpisał się na nich i podał Higginsowi. zaskoczony nieoczekiwanym chłodem trząsł się trochę.Bał się wracać do pokoju. Wziął do ręki pantofle.O tej porze na wodzie jest chłodno. ale Murgatroyd zauwaŜył zarys uwiązanej łodzi..Mam zapasowe . Uszu Murgatroyda doszły urywki rozmowy prowadzonej w kreolskiej francuszczyźnie. chowając czeki do kieszeni. Miał wprawdzie mały budzik. On się na wszystkim zna.Nie myślałem o tym . nie mam. dowód.powiedział.CóŜ.Sama myśl o tym przeraziła Murgatroyda. . po czym wyszedł i cicho zamknął za sobą drzwi. W niektórych chatach paliło się światło. . Ŝeby znaleźć się na łowisku przed siódmą. Przypomniał sobie młodego człowieka przecinającego lagunę na jednej narcie. W hallu znalazł Higginsa i przewodnika. Samochód odjeŜdŜa o czwartej trzydzieści. przez dawno juŜ nieŜyjącego francuskiego kapitana. LeŜała jak zwykle na plecach. MoŜe uda się coś złapać. Nie mógł zaspać. . na której jakieś postaci krzątały się przy świetle pochodni. Podjechali do drewnianego mola.txt . czyli Zatoczką Słodkiej Wody. ale przecieŜ i tak wiecznie się awanturuje.MoŜe pan sobie spalić skórę. bo Higgins zastukałby zapewne do drzwi o wpół do piątej. wyciągnął trzy dziesięciofuntowe czeki podróŜne. Potem skręcili w boczną drogę i wjechali do małego porciku.szepnął mu Higgins. doprawdy nie wiem. ale ludzie zawsze mówią cicho w ciemnoStrona 34 .. nawinięte na wałki włosy owinęła siatką. zajechało od niego ponczem. Zrobi panu potem piekło. . To dziwne. Ŝe fosforyzujące wskazówki budzika zbliŜają się do czwartej. kierownik imprez. Południowoafrykańczyk wysiadł z wozu i podszedł do łodzi. Zdrzemnął się kilka razy.Człowieku.powiedział Kilian i rzucił mu sweter. a potem robi się piekielnie gorąco . Spotkamy się w hallu o czwartej trzydzieści..Nie trzeba jej nic mówić.Ma pan rację! Kiedy wyruszamy? Wyjął portfel. Ŝe ktoś się tam juŜ obudził. Nie ma pan długich spodni i wiatrówki z rękawami? . spodenki kąpielowe i koszulę. i zastał tam rozdraŜnioną Ŝonę. . . Murgatroyd zamyślił się. Murgatroyd poszedł za nim.powiedział. 58 W nocy Murgatroyd nie mógł zasnąć.Pojadę! . proszę pomyśleć! Linki na tuńczyki.. Chodźmy. Zaprowadził ją szybko na kolację.rzekł. .Edna nigdy się nie zgodzi . O piątej mamy być w porcie.

Higgins wydobył z torby przewieszonej przez ramię aparat fotograficzny. postrzępionych chmurek. Po dwóch stronach rufy sterczały ukośnie długie tyki podobne do anten. mącony jedynie długą bruzdą przecinającą powierzchnię wody od rufy łodzi do oddalającego się coraz bardziej mola.No.powiedział Kilian. marszczyły powierzchnię laguny. Łódź z wolna obróciła się dziobem do laguny.Na pańskim miejscu poczekałbym jeszcze kilka minut. Zapalały się i zaraz gasły. Miał na sobie grubą koszulę z granatowego płótna i spodnie. a na rufie obrotowy fotel. Spoglądał w morze spod powiek pomarszczonych od wieloletniego patrzenia w połyskującą wodę. Wyciągnął z bagaŜnika wielki.Zabierzemy teraz na pokład rzeczy . szczególnie tuŜ przed świtem. a wtedy słoneczne światło rozszczepiało się na tysiące srebrnych ogników. Na prawo od jej drzwi stał na wysokim trzpieniu wyściełany fotel. ostre błyski słońca przecinały powierzchnię wody. Nagłe powiewy. Z tyłu. 59 . ale mocna jak skała. Ta część łodzi była zakryta daszkiem. I proszę Strona 35 . Stary człowiek zapuścił silnik i Murgatroyd poczuł pod stopami głuche dudnienie. siedział stary człowiek i przyglądał się w milczeniu przygotowaniom. a teraz . Słońce podnosiło się teraz szybko.txt ściach. Murgatroyd zabrał paczki z wałówką i dwa termosy z kawą. . . pofałdowaną jak stary orzech. Stojący na molo wieśniak zrobił to samo z przednią cumą i pchnął łódź. ale zaopatrzony w pasy bezpieczeństwa.odezwał się Kilian . Ŝe są to wędki. Twarz miał ciemną. . Ostatnie gwiazdy zbladły. Zna te wody i zna obyczaje ryb. Murgatroyd myślał z początku. nikt inny tego nie pamięta. niebo nabrało granatowego koloru. Stary człowiek obrócił się.Łódź nazywa się "Avant". z jedną ręką na sterze. zarysy mola. Kobiety widać przygotowywały juŜ poranną kawę. wmontowane były dwie twarde ławy. a to jego wnuk. których końce przytwierdzono do pokładu. Kilian wsunął pojemnik z piwem pod jedną z ławek i gestem zaprosił wszystkich. po francusku "Naprzód". wiejące nie wiadomo skąd i dokąd. łodzi i ludzi stawały się coraz jaśniejsze. Ŝe to wysięgniki przeznaczone do oddzielania przy połowie zewnętrznych linek od wewnętrznych. ale starą. a na jej tle rysowało się kilka niskich. Murgatroyd wychylił się za burtę. . dym unoszący się z kominów.On sam nie wie dokładnie. a przed nim znajdowało się koło sterowe i tablica rozdzielcza.Chciałbym zrobić zdjęcie .mówił Kilian.Monsieur Patient łowi w tych wodach co najmniej od sześćdziesięciu lat . podobny do biurowego.powiedział. mówił głośniej. Na horyzoncie stała blada smuga światła. Kapitanem jest monsieur Patient. chłodzony pojemnik na piwo i zaniósł go z pomocą Higginsa na koniec mola. by się nie poplątały. Ŝeby usiedli. Jean-Paul. skinął głową. na głębokości czterech sąŜni. od ilu. Murgatroyd widział wyraźnie wiejskie chaty stojące wzdłuŜ brzegu laguny.Forsyth Opowiadania. z których wystawały dwie zdeformowane bose stopy. wzdłuŜ burty. Na dnie. ale nic nie powiedział. Na krześle kapitańskim. Powracał spokój. W dziesięć minut później był z powrotem*. widać było całe bukiety koralowców.W miarę jak stawało się jaśniej. a na głowie znoszony i podarty kapelusz. . juŜ było całe nad horyzontem i rzucało swe promienie na zachód. Woda dostrzegalna była tylko dzięki połyskowi. Mała kabina na dziobie pełna była najrozmaitszych gratów. Jest 60 stara. Młody chłopiec odczepił tylną cumę i rzucił ją na pokład. szeroką łajbą o drewnianym kadłubie pokrytym sklejką. . Łódź nie była nowym luksusowym modelem ze sztucznego tworzywa.chciałbym przedstawić panom łódź i jej załogę. Na tym polega tajemnica szczęśliwych połowów. . ale później dowiedział się. i widziała na swoim pokładzie niejedną złowioną rybę.

a gdy fala opadała po jego stronie. Miał nadzieję.roześmiał się Higgins. Wszystko razem trwało zaledwie sześćdziesiąt sekund. a po prawej i lewej stronie łodzi rozbijały się o rafy białe grzywacze. widział ściany koralowców w odległości trzech metrów. zrobiona z solidnego mosiądzu. a zdawało się trwać wieki. Od czasu do czasu lekko skręcał koło albo dodawał gazu i "Avant" omijał 61 kolejne niebezpieczeństwo. Kilian uśmiechnął się. kiedy było niegroźne. Ŝeby łatwo wchodziła do umocowanych w burcie łodzi gniazdek i nie pozwalała im się skręcić. Chłopiec zapytał o coś dziadka po kreolsku. Potem znaleźli się na rozhuśtanych falach oceanu.Pomyśleliśmy o wszystkim. Murgatroyd patrzył na coraz bliŜsze rafy. Słońce wynurzało się z wód oceanu i rozjaśniało rozkołysane wody. Siedział trzymając jedną rękę na kole sterowym. została poząbkowana w ten sposób. jak wielkie fale. KaŜde z nich zaopatrzone było w duŜy kołowrotek. Ŝe nie ma między nimi Ŝadnej wyrwy. bębniąc głucho. Ŝeby nie wypadły za burtę.txt uwaŜać. Zdawało się.Forsyth Opowiadania. Ten wyjął z duŜej skrzynki z przyborami stalowe linki rozmaitej długości. Murgatroyd rozejrzał się.powiedział Kilian i otworzył drugi termos.To jest coś! Prawda? Kawy? . tu jest koniak . W miarę jak słońce wyłaniało się zza horyzontu. gdy kapitan przekręcił koło i "Avant" skierował się dziobem ku otwartemu morzu. Z zaciekawieniem obserwował teŜ wszystkie czynności chłopca. ten odburknął mu. w odległości jakichś dwudziestu metrów od nich. drugą na gazie. piórko i łyŜeczkę. jemu tylko znanej. "Avant" podskoczył i zakołysał się. Obsada wędek. Z hotelowego balkonu wyglądały. jakby były zrobione z piórek opryskiwanych mlekiem. Były tam takŜe grube. Ŝeby uchwyt był lepszy. wszystko co błyszcząc w wodzie przyciąga uwagę drapieŜnych ryb. Inne wykonano z białych i czerwonych kogucich piór. Ŝe nie jest to wycieczka dla tchórzów. wśród nich róŜowe i zielone woblery zrobione z miękkiego kauczuku. i kolekcję róŜnych wabików. zawierający osiemset metrów jednolitej nylonowej Ŝyłki. latarni morskiej na pustym horyzoncie. które w mgnieniu oka przybrały odcień zielonkawoniebieski. Ale kapitan zdawał się nie zwracać na nie najmniejszej uwagi. . Chłopiec rozpoczął przygotowania do połowu. Murgatroyd wparł się w ławkę i poddając się kołysaniu łodzi i jej nagłym podskokom. Gdyby się o nie otrzeć. Niedługo będziemy przepływali przez rafy.Hej. Wtedy Murgatroyd zobaczył kanał między koralowcami. Znaleźli się na groźnie wzburzonych falach Oceanu Indyjskiego. Za przynętę słuŜyły teŜ łyŜeczki i błystki. Płynęli równolegle do brzegu mniej więcej kilometr od niego. podobne do cygar ołowiane cięŜarki z zaczepem do Ŝyłek. Gdy zbliŜali się do strefy spienionych wód. zdarłyby w mgnieniu oka burtę z łodzi albo skórę z człowieka. czy widział pan te cholerne koralowce? zawołał Higgins. Chłopiec wsunął kaŜdą wędkę do odpowiedniego gniazdka i zamocował ją ściągiem węzła i karabińczykiem tak. były coraz jaśniejsze i zieleńsze. Wyglądały jak zrobione z delikatnych piórek. . I wtedy Murgatroyd zdał sobie sprawę z tego. Murgatroyd. Chłopiec wybrał dwa małe woblerki. . od dołu na dobre pół metra owinięte korkiem. i patrzył naprzód przez szybę. Ŝe się nie skompromituje. Murgatroyd dostrzegał je dopiero wtedy. rozbijają się o poszarpane ściany ostrych jak noŜe koralowych raf. sterczących tuŜ pod powierzchnią morza. zwane przyponami. jakby odbierał sygnały jakiejś. Wyniósł z kabiny cztery dwuipółmetrowe wędziska. Patient skręcił ostro kołem sterowniczym w prawo i "Avant" zaczął sunąć równolegle do linii raf. Wszędzie pieniły się teraz grzywacze. ale w dotyku były ostre jak brzytwy. W pięć sekund później znaleźli się w tym kanale. próbował wypić kawę. Do jednego Strona 36 . Teraz widział.Po tej przeprawie przydałoby się coś mocniejszego . Po prawej stronie wciąŜ ciągnęły się rafy.

na które takŜe poluje bonito i tuńczyk. . tuŜ nad powierzchnią wody trzepotało stadko ptaków. Monsieur Patient zmienił nagle kurs.. Trzeba pamiętać. Gdzieś daleko w tyle. .W takim razie pokaŜę wam. Murgatroyd i Higgins potrząsnęli przecząco głowami. Osoba. Kilian wskazał na mosięŜne koło ze szprychami sterczące z boku kołowrotka. Potem juŜ nie będzie na to czasu.txt końca kaŜdej z tych błystek przymocowany był stalowy. dorady. Chłopak rzucił w morze przynęty przymocowane do tych wędzisk i przesunął klamry po linach jak mógł najwyŜej.Ale nas nie interesują małe rybki! . 63 Południowoafrykańczyk siadł w obrotowym fotelu i wziął do ręki jedną z wędek.. a te z kolei przywiązane do lin przeciwwagi burtowej. Daleko na horyzoncie. a tę z kolei do Ŝyłki wędziska. ale nic nie przykuło ich uwagi. zajmie wtedy moje miejsce i otrzyma wędkę z rąk Jean-Paula albo moich. a to z kolei powoduje przeraźliwy pisk. .ZauwaŜyły ławicę drobnych rybek i polują na nie. to wyrwałaby Ŝyłkę z klamry i przeniosła napięcie z kołowrotka wprost na wędzisko. Zdarza się. Ŝe przynęta znajduje się o dobre trzydzieści metrów od łodzi. bo im dłuŜej będziecie marudzić.Wtedy trzeba wsadzić wędzisko grubszym końcem do gniazdka w podłodze tuŜ pod fotelem i przypiąć tą oto klamrą do ramy fotela.Rybitwy . co nastąpi. Ptaki są dla nas sygnałem. kołowrotek zacznie kręcić się tak szybko. Teraz popatrzcie. do drugiego zaś pojedynczy lub potrójny haczyk. tak Ŝe niekiedy ginęły z oczu* Chłopiec pozwalał Ŝyłce rozwijać się do chwili. odsuwał zaczep kołowrotka. Prąd wody porywał przynętę. Ŝe idzie ławica szprotek. jedno w lewym naroŜniku.powiedział Kilian.tłumaczył dalej Kilian. Chodźcie panowie za mną i popatrzcie. Rozpiętość tych lin miała utrzymać zewnętrzne Ŝyłki z dala od wewnętrznych. Ich Ŝyłki ściśnięte były duŜymi klamrami.Czy któryś z was juŜ kiedy łowił ryby? .JeŜeli ustawić je na nieduŜy cięŜar.zapytał Kilian. ale interesują się nimi duŜe ryby. kiedy ryba chwyci. KaŜdy wabik obciąŜony był ołowianym cięŜarkiem. Z daleka wyglądały jak punkciki. . a nawet duŜe tuńczyki. przynęta i haczyk płynęły równo. dwudziesto62 pięciocentymetrowy przypon. . kiedy orientował się. .zdziwił się Higgins. powiedzmy do pięciu funtów. nie tracimy jej ani przynęty. Ŝe wędka zostaje wyrwana z ręki. Gdyby ryba wzięła. Ŝe wędki są drogie. Murgatroyd i Higgins znowu skinęli głowami. to gdy ryba weźmie i pociągnie za sobą Ŝyłkę. Chłopiec przymocował zaczep wabików do stalowej linki przyponu. tym więcej Ŝyłki będziecie musieli potem wciągnąć . Kapitan obrócił się i skinął głową na chłopca. który od razu zaczął zrzucać przygotowane przez siebie linki za łódź. Okay? Obydwaj Anglicy skinęli głową.Nie.Forsyth Opowiadania. Wtedy znowu zahaczył kołowrotek. górna część wędziska uginała się lekko pod cięŜarem przynęty i zaczynała ją ciągnąć. Pozostałe dwa chłopiec włoŜył do gniazdek umieszczonych na burtach tylnego pokładu.powoli przekręcicie sprzęgło Strona 37 .Kiedy ryba chwyta. Kiedy usiądziecie na tym miejscu . Ŝe jego terkot zamieni się w pisk. tuŜ pod powierzchnią. co stary człowiek zauwaŜył juŜ przed dobrą chwilą. Nurkowały i zaraz potem wyłaniały się z morskiej toni.To jest sprzęgło poślizgu . Kilian zwrócił uwagę swoich gości na rodzaj uŜywanej przynęty. drugie w prawym. Dwa wędziska sterczały w swoich gniazdkach na tylnej burcie łodzi. Kiedy gwałtownie podskakiwały na spienionych falach. . Jest to znak dla rybaka. na którą przyszła kolej. ale w pozycji równoległej. w zielonkawej wodzie.Błystka wirowa nadaje się do łowienia barrakudy. i kołowrotek zaczynał się obracać. ale jeśli jest dobrze umocowana. niczym szybko mknąca ryba. . cięŜarki i Ŝyłki. Na woblery i piórka łowimy bonito. . . Ŝyłka zostaje gwałtownie szarpnięta przez nagły ruch kołowrotka. Dopiero po minucie dostrzegli to.ale szybko. wszyscy wstali. do którego przymocowana była przynęta. . który utrzymywał go tuŜ pod powierzchnią wody.

Wędzisko ugięło się jeszcze bardziej. kiedy naciąg wynosi sto funtów. o tak. Te Ŝyłki mogą wytrzymać cięŜar stu trzydziestu funtów. pilnie wypatrując bystrymi oczkami błysków ukazujących się tu i ówdzie w rozkołysanej wodzie.Czuję. podobnie jak makrele.Moja! .Co oznaczają te nacięcia na sprzęgle poślizgu i na mosięŜnej obudowie bębna? . którego kołowrotek wciąŜ się obracał. W kilka chwil później jedno z wędzisk przegięło się gwałtownie i Ŝyłka zaczęła się rozwijać. chwyta nią korbkę i kręci. trzeba trzymać wędzisko oburącz i starać się podnieść je do pozycji pionowej. Trzeba mocno chwycić lewą ręką część wędziska owiniętą korkiem i szybko kręcić korbką kołowrotka. Ptaki szybowały jakieś sześć metrów nad wodą. Higgins wygrał. Ŝe ryba ma powyŜej srebrzystego brzucha ciemnogranatowe paski. Higgins wcisnął go do gniazdka. . która natychmiast znikała w ich wąskim przełyku.txt w przód. Jean-Paul podał mu wędzisko. W tym momencie zaczynacie ją wciągać. Potem uwalnia się prawą rękę. trzymając w dziobie wijącą się. Z początku odpuszczamy Ŝyłkę. przechylanie go do przodu przy jednoczesnym kręceniu korbką kołowrotka. Ale 64 utrzymywanie przez dłuŜszy czas stufuntowego cięŜaru. Wtedy wyciągając ostre dzioby spadały strzeliście w dół. To jedyne wyjście i cięŜka walka. Chłopiec wziął szczypce i wyjął wąs haczyka wędki z pyska bonito.stwierdził Kilian.Panie Murgatroyd . Trzymając je lewą ręką. z nieruchomymi skrzydłami i opuszczonymi łebkami. Ŝeby się znów naciągnęła. sprzęgło poślizgu wypuszcza Ŝyłkę tylko wtedy. Wtedy łódź zacznie ciągnąć rybę. . nie mówiąc juŜ o wciąganiu go na pokład. . . Chłopiec ogłuszy ją i wrzuci na pokład. Polowały na swoje poŜywienie z niestrudzoną energią. To ułatwi wciąganie Ŝyłki. .musimy się zdecydować. a nie ryba łódź. Murgatroyd zauwaŜył. powoli opuszczając wędzisko. Kołowrotek będzie usztywniał się stopniowo do chwili. trzeba odjąć od tego dziesięć procent. Chwytając linkę podciągnął ją i na pokład padła srebrzysta. . ale juŜ nieco wolniej. znowu odpuszczamy i tak w kółko.Czysta robota Strona 38 . W sekundę później wyłaniały się z wody. Jean-Paul wychylił się za rufę. Więc zapomnijmy o tym.zainteresował się Higgins. Wędzisko zgięło się.Ale co się dzieje. po przebyciu trzech mil "Avant" znalazł się w miejscu.Około czterech funtów. Higgins nie miał 65 4 . Następnie naleŜy ten zabieg powtórzyć. śyłka nawijała się gładko. potem nakręcamy ją. który po chwili przeszedł w gwizd. prawą obracał kołowrotek.Bonito . Wyciągnął z kieszeni jedną miejscową rupię.Wskazują maksimum dopuszczalnego naciągu. kołowrotek jest tak znakowany. JeŜeli ryba jest bardzo cięŜka. który z nas będzie pierwszy. Aby uniknąć ryzyka. Monsieur Patient zmniejszył obroty silnika i łódź płynęła teraz wolno nad niewidzialną ławicą ryb.wydusił z siebie Higgins i kręcił dalej. Rzucił ją na pokład. Ŝe dłuŜej ciągnąć nie moŜe.zapytał Higgins. . cieniutką niby zapałka rybkę. sztywna ryba.powiedział Higgins . W pewnym momencie zobaczycie swoją zdobycz szamocącą się w pianie za rufą.Forsyth Opowiadania. groziłoby wyrwaniem ramion z tułowia. podciąganie wędziska do góry. ale Ŝyłka się nawijała. śyłka zatrzymała się niemal natychmiast. Chwyt oburącz.krzyknął Higgins z radością i runął na obrotowy fotel.Wtedy trzeba ją zmęczyć. kiedy bierze bardzo cięŜka ryba? . Zagramy w orła i reszkę. aŜ ryba tak się zmęczy. jak się szarpie . dopiero gdy przytrafi się taka sytuacja. Ale o to będziemy się martwić. W pół godziny później. . gdy Ŝyłka przestanie się rozwijać. . Obracający się kołowrotek wydawał z siebie dźwięk. Jeśli są mokre. Przymocował klamrą wraz z węzłem i zacisnął sprzęgło poślizgu. nad którym krąŜyły rybitwy. Ŝe gdy nacięcia schodzą się ze sobą.

Murgatroyd pomyślał. tak Ŝe się napięła. a półkoliste płetwy jej ogona sterczały sztywno w górę i w dół. to następne moŜe okazać się gigantem.txt zadowolonej miny. Dyszał cięŜko. Przeszedł go dreszcz podniecenia. Na końcu linki pozostał mały obrotowy zatrzask. Ten odpiął przypon razem z przynętą i schował go do skrzynki z przyborami. okręcił ją kilka razy nitką. JuŜ on wie.powiedział Kilian. Grzbietowa płetwa bonito i dwie płetwy brzuszne leŜały płasko. które złapał Higgins.MoŜe będziemy ją mogli zjeść na kolację? . Czuł w napręŜonym lewym ramieniu siłę szamocącej się ryby. Napiął mięśnie lewego ramienia i prawą ręką zaczął spokojnie kręcić korbą kołowrotka. a jego wnuk tymczasem zarzucił haczyk wraz z woblerem do wody. . Tubylcy robią z nich zupę. Wziął mniejszego bonito i zaczął robić z niego przynętę. i mruknął coś do niego. czy nie walczy z jakimś olbrzymim stworzeniem. chociaŜ jeszcze nie gorąco. Potem poszedł na dziób łodzi i przejął koło sterowe od dziadka. co oznaczało. niewidzące oczy. co robi. Kilian pokręcił głową. moŜe bardzo wielka. Był to znowu bonito. Powoli obrócił sprzęgło ku przodowi i po chwili Ŝyłka stanęła. Zadziwiająca była siła napotkanego oporu. myślał. Mała martwa ryba była juŜ twarda jak deska. Murgatroyd skinął głową i uśmiechnął się. Patrzał. Będzie co opowiadać w Ponder's End. tuŜ. poczuł szarpanie ryby na końcu sześćdziesięciometrowej Ŝyłki.JuŜ nie będziemy uŜywać tej wędki? . ale tym razem większy. stary rybak przeszedł przez chybocący się pokład na tył łodzi i skrzyŜowawszy nogi usiadł na odpływowej luce. jak wnuk wyciąga haczyk z pyska bonito. Kołysząc się lekko. Jean-Paul ogłuszył ją i rzucił na pokład. . dała widać za wygraną.Wspaniała zabawa. WaŜył około dziesięciu funtów. metr bawełnianej nitki. ostrzem do przodu. . Miała półotwarty pysk i czarne. Pokręcił jeszcze kilka razy i zobaczył ją tuŜ pod rufą. prawda? . aŜ zakrwawione wyszło przez pysk. Robił to po raz pierwszy w Ŝyciu i pewnie po raz ostatni. Wcisnął wędzisko do gniazdka. Patient wyjął ze skrzynki duŜy haczyk. Murgatroyd ujął wędzisko. A jeŜeli to nie będzie duŜo większe od tego. Ŝe będzie musiał tak się wysilić. Przejechali jeszcze raz poprzez ławicę i ryba chwyciła po raz drugi. które wystawało spod podstawy ogona. Następnie wbił obsadę haczyka głęboko w brzuch ryby. Kiedy ryba znalazła się w odległości dwudziestu metrów za łodzią. Strona 39 . Kiedy wziął do ręki obciągniętą korkiem część wędki. po czym przebił mięśnie karku ryby. Kręcił z całych sił. 66 . Wbił ostrze w odbyt ryby i przepchał je przez całe jej ciało. kryjącym się w skłębionych wodach. Stary rybak obrócił koło sterowe i wziął kurs na środek laguny. Stado rybitw pozostało na prawo od łodzi. Ŝe moŜe się urwała. ale jest niezbyt smaczna. Minęła juŜ ósma i zaczynało się robić ciepło. a koniec wędziska przechylił się w dół. Był ogromnie podniecony.Forsyth Opowiadania. jakich kobiety uŜywają do cerowania męŜowskich skarpetek. Chłopiec skinął głową. na wierzchu pozostało tylko zagięcie haczyka i ostre jak igła zakończenie z wąsem. Przypiął stalową linkę do końca ostrza i za pomocą szczypiec teŜ przeciągnął ją przez ciało bonito.Bonito nadają się tylko na przynętę.zapytał Higgins. Wyciągnął resztę stalowej linki z pyska ryby. gdzie jak okiem sięgnąć kołysała się ciemnogranatowa toń. tak jak gdyby była tuŜ. który powiedział mu coś i wskazał ręką przed siebie. bo Ŝyłka cofała się łatwo. do którego nasady przymocowana była pięćdziesięciocentymetrowa stalowa linka i trzydziestocentymetrowe stalowe ostrze podobne do szydełka. Dajmy mu spokój. Nie spodziewał się.Monsieur Patient ma inny pomysł . Ŝe odsunęli się od ławicy szprotek. Następnie nawlókł na mniejszą igłę. nie większą niŜ te. Ŝeby ściągnąć ją ku burcie. MoŜe to naprawdę wielka ryba. Stary przeciągnął igłę przez nasadę płetwy grzbietowej. Monsieur Patient powoli zatoczył łuk i skierował "Avant" z powrotem ku ławicy i wyznaczającym ją nurkującym ptakom. Nie wiedział przecieŜ.krzyknął podniecony Higgins. .zapytał Higgins.

Fale nadchodziły od wschodu. Nawet teraz. spalin. aby zginąć w ogniu artylerii raf. ale kiedy wylądowała na pokładzie.Miałem wraŜenie. jakŜe częste na morzu. zazdroszczących bogatym właścicielom. moŜna było zaryzykować przypuszczenie. smaŜonego tłuszczu kuchennego. tylko na zachodzie zamazany brzeg wyspy Mauritius. Murgatroyd dziwił się. z jaką ryba się wyrywała. Wielkie fale szarpały "Avantem". ^wstawił wędzisko do gniazdka i powrócił na kapitański fotel. i rozpoczął swoją ostatnią podróŜ pod wodą. Wielkie ściany wody falowały po obu jego stronach. Kiedy byli na szczycie fali. Ŝe był przynętą. Ŝe jest to prawie metrowa. oświetlone słońcem maskującym przepastne głębiny. To samo zrobił z dwiema płetwami brzucha. przemierzający śniegi Północy czy teŜ pustynie. Tylko wąski paseczek stali pomiędzy jego zaciśniętymi wargami i groźny hak przy nasadzie ogona zdradzał.Dorada . Woda dokoła łodzi zmieniła kolor z szaroniebieskiego na bladoseledynowy. połyskliwej górnej części ciała i takich samych płetwach. 67 W dziesięć minut później ryba znowu wzięła. dobrze zbudowanej. ale nie walczył z morzem. jedna za drugą. wąska ryba o złotej. wreszcie ludzkie smrody.Dobra robota. ruchome. . jest tylko wątłą skorupą przeciwstawiającą się niewymiernej potędze. sądząc po sile. Znają je tylko ludzie podróŜujący statkiem lub samolotem. kruchą zabawką w dłoni olbrzyma. "Avant" był wprawdzie mniejszy. walczyło o Ŝycie z szaleńczą stanowczością. dumnej. I są smaczne. Sztywny ogon miał mu zapewnić szybkość i utrzymanie kierunku. MoŜe zasługuje ona na miano majestatycznej. chuda. Kiedy z nim skończył. Ŝe ciągnę cięŜarówkę . szczególnie kiedy stoi na przystani modnego kurortu. dalej niŜ innym przynętom. zwłaszcza Ŝe kiedyś rozchorował się na promie z Dover do Boulogne. zapachy buchające z baru. . jak ściśnięte szeregi zwalistych gwardzistów w zielonych mundurach.txt Naciągnął nitkę i płetwa uniosła się wraz ze swoimi włóknami i błonami. . Chłopak poprawił przynętę i wrzucił ją z powrotem do wody. Ale prom był większym statkiem niŜ "Avant". Poprosimy szefa kuchni. Jego trzy płetwy sterczały na boki i do góry. Murgatroyd czuł własną nicość i słabość oraz buńczuczną kruchość tej łodzi. dzięki czemu nie mógł koziołkować. Ŝe go nie mdli. uczucie tak często towarzyszące człowiekowi znajdującemu się w nieduŜej łodzi. To. jego pasaŜerowie zmuszeni byli wdychać zapach oleju. odczuwał lęk graniczący z paniką. Higgins popuszczał Ŝyłkę i ciągnął ją przez dobre dziesięć minut. a zaszyty pysk zapobiegał tworzeniu się pęcherzyków i drgań. One naprawdę walczą. Ogarnęło go poczucie samotności. kaŜdego zardzewiałego trampa. Patrzył. widzieli dokoła siebie całe mile białej kłębiącej się piany. Stary rybak spiął wreszcie obrotowym złączem wystającą z pyska stalową linkę z nylonową Ŝyłką zwisającą ze szczytu wędziska i wrzucił przynętę do oceanu. Murgatroyd trzymał się jednego ze słupków. Poddawał mu się miękko i znowu się podnosił. które pozwalają rybom zachować pionową równowagę w wodzie. podtrzymujących drewniany daszek przedniej części łodzi. okazało się. Ŝeby ugotował ją na kolację. Murgatroyd. Higgins był bardzo podniecony i szczęśliwy.Forsyth Opowiadania.powiedział z dumą. Ale na pełnym morzu jest juŜ tylko siostrą pierwszego lepszego smrodliwego trawlera. wysokie. bonito wyglądał jak Ŝywy. podziwiana przez spacerujących wczasowiczów. po czym ołowiane cygarko ściągnęło go w głąb. maszerujących na wyspę. jak bonito podskoczył dwukrotnie na fali. Teraz zaszył małymi ściegami rybi pysk. Przebijał się z wielkim szumem przez fale. tym razem na błystkę wirową. co złapał. otoczony 68 czterema innymi ludźmi. Ŝe jest to średniej wielkości tuńczyk. Stary pozwolił mu oddalić się na prawie sześćdziesiąt metrów. wpatrując się w wodę. który unosił się i opadał coraz gwałtowniej. Morze falowało coraz silniej. kaŜdej łajby o spawanych blachach i ze złączami nitowymi. Wszystkie Strona 40 .ucieszył się Kilian.

aŜ znaki znalazły się dokładnie naprzeciwko siebie. a Ŝyłka rozwijała się dalej. Niezbyt moŜe szybko.Ona jest ogromna! Ciągnie z siłą ponad stu funtów! Trzymaj się pan. człowieku! Mówił z coraz silniejszym południowoafrykańskim akcentem. Musi pan jeszcze bardziej zacisnąć.Ya quelque chose. palce mu zesztywniały.Dosyć .powiedział Kilian. Koniec wędziska obniŜał się coraz to bardziej. . . Murgatroyd napiął mięśnie ramienia. ale równo. powoli. przekręcił korbę. Higgins rozejrzał się dokoła. Kilian zacisnął ją mocno. przedramion.Forsyth Opowiadania. .To pańska ryba . 69 . Nagle powiedział: .Jezus. Kilian przechylił się. Rezerwa Ŝyłki na bębnie kołowrotka malała. Kierownik banku napręŜył mięśnie ramion i przykręcił korbę sprzęgła. kiedy jedno z wędzisk przegięło się gwałtownie i Ŝyłka zaczęła. napiął mięśnie palców.Niech pan zaciśnie mocniej sprzęgło . Było kwadrans po dziewiątej.powiedział Kilian.zawołał Kilian. Po jakichś trzech minutach kołowrotek przestał się obracać. rąk. TuŜ po dziewiątej monsieur Patient powiedział jak gdyby w przestrzeń: . . Instynkt. Nous suit.Musimy panu załoŜyć pasy . pochylił głowę i nie puszczał wędziska. Wszystkie ujęte były duŜą klamrą. Przerzucił dwa rzemienie przez plecy Murgatroyda. Po chwili stał niemalŜe w miejscu. . Mimo to kołysał się jeszcze silniej. Ŝe złapał pan marlina.Marlin. się odwijać. zgarbił się. A to dlatego. Wewnętrzne i zewnętrzne nacięcia znajdowały się niemal naprzeciwko siebie.Ma pan szczęście! .Ten drań ciągnie z siłą osiemdziesięciu funtów . ale gładko. . Widać było jedynie wody oceanu.poradził mu Kilian bo inaczej zabierze panu całą linkę. Higgins przełknął kilka razy ślinę. Murgatroyd przesunął stopy. jego zakończenie było mocno wygięte. Cokolwiek szamotało się na końcu Ŝyłki. a kołowrotek zaterkotał jak grzechotka. rozwinęło ją na długość sześciuset metrów. Ŝeby spojrzeć na sprzęgło.zainteresował się Higgins. . Strona 41 .Wygląda na to. u licha? Kilian wzruszył ramionami.krzyknął Kilian. Stary człowiek jednym ruchem zmniejszył obroty silnika i "Avant" zwolnił. Nigdy w Ŝyciu nie zdarzyło mu się ciągnąć stufuntowego cięŜaru. .Sto funtów! To granica! Niech pan teraz chwyci wędkę oburącz i nie puszcza jej! Murgatroyd z ulgą przeniósł prawą rękę na wędzisko. . Dwoma dalszymi otoczył go w pasie. ale po chwili przyśpieszyła i odwijała się dalej. Ŝe coś jest nie w porządku z kolumną cyfr. Rękojeść wędziska sterczała prostopadle między jego kolanami. Piekła go skóra obnaŜonych ud. wsunął mu między uda.Coś tam jest i płynie za nami . . a linka rozwijała się nadal.powiedział Kilian do Murgatroyda. a ostatni. Kołowrotek toczył się jak beczułka z piwem. . wparł się podeszwami sznurkowych pantofli w belkę. wędzisko gięło się coraz bardziej. Murgatroyda bolało ramię. śadnej zmiany. Maria! . usztywnił uda i łydki i odchylił się. ale najstraszniejsze z nich jest morze. Murgatroyd poczuł ulgę. aŜ znalazł się na poziomie jego oczu. Ŝe się rusza.txt te rejony są okrutne i bezkresne. Ŝe słońce juŜ bardzo mocno przygrzewało. mimo Ŝe pasy go uwierały na ramionach.A skąd on to wie. . śyłka zwolniła.Co on mówi? .powiedział. Stary rybak sterował teraz jedną ręką i przyglądał się uwaŜnie rozwijającej się Ŝyłce. Murgatroyd wyszedł z cienia i usiadł.krzyknął Kilian. zaczął przekręcać korbę sprzęgła poślizgu.Tak jak pan czuje. Zdał sobie sprawę. szerszy. wyrywając wędzisko z gniazdka w burcie i przenosząc je do gniazdka umieszczonego przed fotelem. Zacisnął klamrę i mocno ujął owiniętą korkiem część wędziska. . ścisnął je obiema rękami.

Kilian nałoŜył go na głowę Murgatroyda. . . Linka była juŜ do końca rozwinięta. To twarda sztuka. . więc mógł znowu nawijać Ŝyłkę. to się urwie. Ryba znowu zabrała niemal sto metrów Ŝyłki. A jak wyciągnie całą linkę z kołowrotka. o jakiej się panu nie śniło. który śmierdział potem i rybami.Przesunę to panu przez głowę .Pan się usmaŜy -. Dopiero gdy zacznie płynąć razem z łodzią. napiął i nie puszczał wędziska. Patient podał mu swój pleciony kapelusz z szerokim rondem.Co roku bogaci turyści przyjeŜdŜają tu i wydają tysiące dolarów.A ma pan tylko osiemset! . bo moŜe wypluć haczyk. nie przestając się szamotać.jęknął Murgatroyd. bo siła wynosiła czterdzieści funtów. Uda i łydki przestało chłostać słońce. Kilian zsunął pasy z ramion Murgatroyda. W trzydzieści sekund odebrała całe sto metrów. Ryba płynęła wraz z łodzią na napiętej lince. włoŜył ją na nogi Murgatroyda. ale skóra jego policzków była juŜ bardzo zaczerwieniona i spieczona. potem drugą. Miejmy nadzieję.Niech pan nawija Ŝyłkę powoli. Siła oporu ryby wahała się od siedemdziesięciu do dziewięćdziesięciu funtów. jaki sprawiał jej wbity w podniebienie 70 hak. stoczy z panem walkę. Ŝe marlin przez ten czas nie ucieknie. Kilian spojrzał na jego szorty i koszulkę. Nie było to łatwe. Udało mu się nawinąć pięćdziesiąt metrów Ŝyłki. najpierw jedną nogawkę. Zdjął dolną część swojego dresu.Modlić się . A wtedy niemal wyrwała mu z rąk wędzisko.odpowiedział Kilian. Ŝeby uciec.powiedział. kiedy ryba walczy. zanim ryba zaczęła uciekać. który miał teraz oczy w cieniu. kiedy jej nacisk przekroczy sto funtów. Kilian kucnął przy Murgatroydzie i musztrował go jak instruktor. co mu Kilian kazał. Ŝeby nakręcić trochę Ŝyłki na kołowrotek.wymamrotał Murgatroyd przez zaciśnięte zęby.Co teraz robić? . wyciągając Ŝyłkę z kołowrotka z siłą stu funtów. ale ryba płynęła za łodzią. włoŜył mu sweter i z powrotem zapiął pasy.Marlin to król ryb . aŜ pot zaczął spływać mu z czoła.powiedział Kilian.Nie utrzyma jej pan. który poucza lotnika przed pierwszym solowym lotem.rzekł do Murgatroyda ale w tym celu muszę na chwilę odczepić pasy.Forsyth Opowiadania.Czy to dobrze? . Zerwie Ŝyłkę jak bawełnianą nitkę. .zapytał Higgins przeraŜonym głosem. Mimo Ŝe bolały go palce. Murgatroyd skulił się. Po chwili ryba nabrała energii. nie ryby. To ryba zwiększyła swą szybkość. niech ją pan puści i zaraz powiększy nacisk do stu funtów. . ale rytmicznie. . podciągnął je tak wysoko. Dla swojego dobra. Kilian obrócił się. Wyciągnęła razem sześćset pięćdziesiąt metrów . Następnie Kilian przyniósł z kabiny sweter z długimi rękawami.Zrobiło się bardzo gorąco . Wszyscy chcą złapać marlina. Kiedy zacznie przyśpieszać. Ulga była natychmiastowa. Blask słońca 71 odbity od powierzchni wody moŜe być niebezpieczniejszy niŜ słoneczne promienie padające bezpośrednio na skórę.txt . zanim zmęczyła się i znów zaczęła płynąć za łodzią. niech pan nawija Ŝyłkę jak najszybciej. .stwierdził Kilian. Wędzisko uniosło się. ale bez większego oporu. ale to się prawie nikomu nie udaje. i nacisk na pysk. Strona 42 . Nie naleŜy nawijać linki. Trzymał ją teraz oburącz. Pasy wrzynały mu się w ciało. Czterej męŜczyźni przyglądali się w milczeniu walce toczonej przez Murgatroyda. Wędzisko przegięło się niemal ku powierzchni wody. . Murgatroyd wykorzystał zmęczenie ryby. Ŝeby zmniejszyć ból. Nie wolno jej dawać zbyt wiele Ŝyłki. policzków i brody. Szczęście im dopisało. wciągnął sto metrów. Dzięki swetrowi Murgatroyda przestały piec ramiona. . Murgatroyd robił wszystko. Przez dobre pięć minut utrzymywał wędzisko w tej samej pozycji. Powoli koniec wędziska uniósł się odrobinę. Proszę zmniejszyć nacisk sprzęgła do osiemdziesięciu funtów. jak się dało. Ledwo zdąŜył przerzucić drugą rękę na rękojeść.

Stary człowiek skinął głową. wyskakiwała wielokrotnie z wody i moŜna się było dokładnie jej przypatrzyć. Trzy razy w ciągu tej godziny wywalczył od ryby sto metrów Ŝyłki.Wyglądają wszystkie tak samo. To było niedaleko Riviere Noire. Murgatroyd wpatrywał się w miejsce.Słuchaj. W sztywnych palcach pulsowała krew. odczuwał ból.Forsyth Opowiadania. Kiedy nadeszło południe. samotny w swoim bólu. Marlin trwał tak przez sekundę. Ŝe juŜ długo nie wytrzymam . To trwa juŜ trzy godziny. Siedział zgarbiony nad wędziskiem. Ale on tylko coraz niŜej schylał głowę i nawijał Ŝyłkę. jakby chciało zrobić krok naprzód. tak Ŝe jest dobrze znana. . pogrąŜony we własnych myślach.zdziwił się Higgins. Kilian kucnął przy nim i znowu zaofiarował mu piwo.Trzymaj się. ostro zakończony pysk ryby wskazywał niebo. * . Przez następną godzinę borykał się z bólem i zrozumiał jego znaczenie. człowieku. Nazywają go Cesarzem. Miał gołe nogi.wyjaśniał Kilian Higginsowi. Kiedy malał jej napór na linkę. ale Patient. a mokre od potu pasy wrzynały się bezlitośnie w jego spalone słońcem ramiona. Ryba wyłoniła się zza wysokiej ściany zielonej wody i Murgatroydowi aŜ szczęka opadła. Murgatroyd trzymał go wtedy na odległości pięciuset metrów. mimo swoich lat.C'est l'Empereur . a jego waga wynosi tysiąc dwieście funtów. Ktoś nawet sfotografował ją w powietrzu.txt Dochodziła dziesiąta. gdzie zniknął marlin. ciemnym Ŝywiole. trzy razy tracił je. Po co się zabijać. to 72 jest to błękitny marlin uwaŜany za większego od największego na świecie. Znaczy to równieŜ. obcej mu dotąd. Potem runął w następną nadchodzącą ścianę wody i zniknął w swoim zimnym. W chwili gdy fala opadła.JakŜe mogą rozpoznać poszczególną rybę? . Kilian podszedł do niego z otwartą puszką zimnego piwa w ręku. ramiona i plecy. Ŝeby stary się mylił. JeŜeli dobrze rozumiem. kiedy ryba odpoczywała.wycedził przez zaciśnięte zęby.Vous etes sur? . . . Wielkie cielsko wzdrygnęło się. Ponad okiem sterczała wypręŜona grzbietowa płetwa niczym koguci grzebień. To jest dobra walka. Wtedy spostrzeŜono. Wąski. . .powiedział . pełen jakiejś wewnętrznej determinacji. Patrzał na swoich dręczycieli sponad białych szczytów fal. Nie czuł palących promieni. Ja nie rozpoznałbym jej z odległości pięciuset metrów.spytał. marlin wyglądał. Za drugim razem juŜ prawie znalazła się w łodzi. jakiego nigdy sobie nie wyobraŜał. to nie Strona 43 . a ty masz sprzęt i rozum.Ta juŜ dwa razy złapała się na hak . Ŝe nawet duŜo później nie potrafił jej opisać. Kiedy była na haczyku. JeŜeli potrzebujesz pomocy albo krótkiego odpoczynku. Obydwie dłonie krwawiły od pękających bąbli. Potem wyłonił się z wody błyszczący tułów. Potem z wolna i metodycznie zaczął nawijać Ŝyłkę. a ty nie jesteś w dobrej formie. Stary Patient pierwszy przerwał milczenie. Czasem nadchodziła nagła ulga. a nigdy nie słyszałem. odczuwał przyjemność tak wielką. Twoja albo jej. Kiedy minęło południe. ale lata przebywania na słońcu zrobiły swoje. jak gdyby stał na ogonie.Co on powiedział? . Ŝe jest stary i sprytny.zapytał Higgins. Ŝe z pyska zwisa jej haczyk. Mimo spodni i swetra bezlitosne słońce spalało mu skórę. Ona ma tylko siłę. TuŜ po jedenastej marlin po raz pierwszy wyskoczył z wody.Oni znają miejscowe ryby . człowieku .powiedział. . Bicepsy stwardniały i napięły się. W ostatniej chwili znowu zerwała linkę i zabrała ze sobą drugi haczyk. To legenda rybaków.jesteś bardzo zmęczony. Zadecyduje wytrzymałość.I dwa razy zerwała linkę. . Ale kiedy wędzisko przeginało się i wszystkie jego mięśnie napinały gwałtownie. . . Łódź znalazła się na chwilę na grzbiecie fali. Kilian obrócił się ku niemu raptownie. bolały go całe dłonie. ma sokoli wzrok.Boję się. . Był opalony na brąz.mówił Kilian. Murgatroyd wyglądał jak chory starzec.

Ŝe nikt juŜ nie będzie polował na bonito. trzepiąc głową na boki jak pies. Linka napięła się w momencie. i w jego przeraźliwy gwizd. Ale za chwilę ryba mu je odebrała.powiedział . Miał usta popękane od słońca i słonej wody.Będzie musiał wrócić i wyskoczyć na powierzchnię . Wsłuchiwali się w terkot kołowrotka. . . . Tak więc jego walka trwała dalej. . podobną do stracha na wróble w słomkowym kapeluszu na głowie postać siedzącą w obrotowym fotelu. Jedną ręką trzymał koło sterowe. zacisnął obolałe palce dokoła mokrego uchwytu wędziska i choć pasy wrzynały mu się w ramiona jak druty. wielki morski drapieŜnik o instynktach wyostrzonych przez miliony lat ewolucji spiął się przeciwko wrogowi. kiedy Ŝyłka nawijała się. Murgatroyd tępo patrzył za linką.txt krępuj się. Dwie łzy przecisnęły się przez półprzymknięte oczy bankiera i spłynęły po jego zapadniętych policzkach.Dobra.Wciągaj linkę! . Stracił juŜ pięćdziesiąt metrów. Naprzeciwko niego siedział Kilian i spokojnie popijał piątą puszkę. dał nura. na głębokości wielu sąŜni. Jean-Paul. W ciemnej głębi oceanu. Nachylił się i spojrzał na ceglastą.Słuchaj .Moja ryba. w trakcie którego otrząsał wodę z grzbietu. Dochodziła druga po południu. Twoja ryba . i Higgins od czasu do czasu rzucali okiem na zgarbioną.zacharczał. Kilian skoczył na równe nogi. patrząc przez ramię Murgatroyda na wodę. Ŝeby zlikwidować luz. Był to wysoki skok. Marlin zbliŜył się do łodzi na odległość trzystu metrów i wynurzył się znowu z wody. kucnął sobie w cieniu 73 wyplatanego daszku. Cesarz przestał nurkować i nacisk na linkę zmniejszył się do czterdziestu funtów.To jest moja ryba . Wiedział. Zastąpię cię na godzinkę. Kilian i chłopiec skoczyli do burty. Kilian połoŜył mu przyjaźnie rękę na ramieniu.powiedział.Moja ryba . śyłka.On zaraz wypluje hak! Zmęczone palce Murgatroyda zacisnęły się na korbie kołowrotka. W samą porę. Murgatroyd potrząsnął głową. . jak on będzie bardzo blisko i gotów do kapitulacji. I on. Stary rybak siedział wysoko na swoim fotelu niby mądry.Forsyth Opowiadania. a dodatkowe linki mogłyby zmylić Murgatroyda.Wtedy moŜna będzie znowu zebrać Ŝyłkę. . drugą utrzymywał silnik na wolnych obrotach. Higgins dostał morskiej choroby i siedział nad wiadrem. Przez dwie sekundy marlin trwał zawieszony nad spienioną falą. który juŜ nawinął wszystkie Ŝyłki i schował pozostałe trzy wędki. Patrzył na rozwijającą się szybko mokrą nylonową Ŝyłkę. kiedy marlin zanurzał się na powrót w wodzie i Murgatroyd odzyskał pięćdziesiąt metrów. . a ryba nurkowała dalej.zauwaŜył Kilian. do którego zdąŜył juŜ zdeponować zjedzone na obiad kanapki i dwie wypite niedawno puszki piwa. Z pękniętej 74 wargi popłynęła krew na podbródek. W godzinę później marlin po raz ostatni wyskoczył z morza. i mimo haczyka wbitego w boczny policzek kościstego pyska. Mały urzędnik bankowy skulił się jeszcze bardziej w swoim fotelu. Otworzył usta. Korkowy uchwyt był śliski od cieknącej z jego palców krwi. Angliku. dobrze? Wrócisz na końcówkę. Kilian wyprostował się.dłuŜej nie dasz rady. a słońce stawało się coraz gorętsze. daleko od falującej powierzchni i jasności słonecznych promieni. nagle obluzowała się.Zostawcie mnie w spokoju. Bystrymi oczami rozglądał się za najmniejszym choćby śladem Cesarza. nie dawał za wygraną. Znajdował się juŜ tylko w odległości stu metrów od łodzi.odparł. Tylny pokład "Avanta" był straszliwie rozpalony. Ŝeby Strona 44 . brunatny kormoran. . . kiedy się znowu odwijała. Murgatroyd znowu nawijał Ŝyłkę. Tym razem łódź znajdowała się w rozpadlinie pomiędzy falami i Cesarz przebił powierzchnię kierując się prosto w jej stronę.wrzasnął. . niszczącą się skórę twarzy Murgatroyda.

coś.odparł stary . Podczas gdy Kilian powoli podciągał stalowy przypon. więc przewrócił się na luk. Kilian usłyszał regularne terkotanie obracającego się kołowrotka i wyszedł spod daszku. Ale będzie jeszcze walczył przez kilka godzin. Przez następne dziewięćdziesiąt minut urzędnik bankowy i cesarski marlin toczyli walkę. Jean-Paul i Higgins. zabierając metry linki. Spadły na pokład.powiedział Kilian cicho . Cztery razy ryba uciekała. Potem z wielkim hukiem opadł na wodę. koniec stalowego przyponu dotarł do szczytu wędziska. trzymając wysoko nad głową wielki rybacki oszczep z hakiem. Zobaczyli ogromne cielsko Cesarza w odległości dwudziestu metrów. Fale ostrego bólu przebiegały ze szczególną siłą przez jego prawe ramię. Ŝe porównywalne z delirium. Wzrok mu się mącił. Wszyscy ignorowali Murgatroyda. śyłka trwała nieruchomo. ale tylko na chwilę. Zaskoczyło to Murgatroyda. Jean-Paul ustawił się przy daszku.Vous avez vu . Szło coraz łatwiej. W kąciku jego paszczy zabłysło coś przypominającego odłamek stali..mais U est fatigue. Czubata płetwa wynurzyła się na powierzchnię i przechyliła na bok. Wysiłek. . Wiedzieli. Ale on się poddawał. Powoli i z trudem odpiął pasy. Po krótkiej chwili zabrał się do jej nawijania. zamocował koło sterowe. który juŜ nie wymiotował. Teraz chodziło juŜ tylko o czas. Coś przebiło powierzchnię fali.To on .zszedł z fotela i dołączył do nich. Teraz to zrobił.to Cesarz. Ale jego łydki i uda były zbyt osłabione. gdzie zniknęła ryba. Zniknęły grzywacze. które spadło teraz na belkę przed fotelem. podeszli do burty. Mięśnie łydek i ud dygotały i zdawały się gasnąć. Kilian włoŜył na rękę grubą skórzaną rękawicę.zawołał w stronę starego rybaka. łagodne kołysanie. Co za zwierzę! . Ŝe Cesarz jest juŜ zmęczony. Potem długi dziób. co kołysało się i przekręcało. ale juŜ nie ze stufuntową siłą. Chce się pan teraz zamienić? Murgatroyd wpatrywał się w miejsce. Jeden z przeciwników będzie musiał się poddać. który wciąŜ siedział skulony w fotelu. całe jego ciało było jednym wielkim siedliskiem udręki. chyba Ŝe w jego cielsku i kościach zostały jeszcze jakieś zapasy siły.txt pozbyć się haczyka ciągnącego go nieubłaganie w stronę jego wrogów. Kilian kucnął znowu przy fotelu Murgatroyda. Czuł wprawdzie cięŜar na końcu. . ale zbliŜało się do łodzi ciągnięte nylonową Ŝyłką. Cesarz ciągnął.Cesarz się zbliŜa! Pod wieczór morze uspokoiło się. Tamci czterej wpatrywali się na huśtające się na wodzie cielsko wielkiej ryby. . Wszyscy w milczeniu wpatrywali się w wodę za rufą. Monsieur Patient wyłączył silnik. ale był to cięŜar bierny. Wzrok miał zmącony zmęczeniem. Wyjrzał za rufę. jak gaśnie stara Ŝarówka. Cztery razy Murgatroyd nadludzkim wysiłkiem ściągał ją z powrotem. O wpół do piątej miał juŜ za sobą 75 siedem i pół godziny walki. Bankier z Ponder's End nie dawał za wygraną. i to krótki. . jakiego moŜna się spodziewać jedynie po najsprawniejszym fizycznie młodym męŜczyźnie. Jego ostry dziób potrafiłby przebić dwadzieścia pięć centymetrów drewna.Que pensez vous? Il va venir vite? . zastąpiło je spokojne. WaŜy ponad tysiąc dwieście funtów i mierzy sześć metrów od pyska do ogona. gdyby uderzył płynąc z szybkością czterdziestu węzłów. Murgatroyd podniósł wzrok Strona 45 . ale nie czuł się dobrze.krzyknął. Potrząsnął głową. wędzisko było przegięte.Deux heures encore . chwycił go i przyciągnął.Stary mówi. odzyskując kilka metrów linki. Szarpanina się skończyła.JuŜ się zbliŜa! . Kiedy odległość zmalała do sześciu metrów. kiedy Ŝyłka zrobiła się znowu luźna. Po raz pierwszy od ośmiu godzin wypuścił z rąk wędzisko. Była za dwadzieścia piąta. . Nigdy w Ŝyciu nie zdarzyło mu się odwołać do ostatnich rezerw woli. Wyciągnął nogi i spróbował wstać. Jego wyczerpanie było teraz tak wielkie. Ŝe nie urwie się juŜ. ale jej ucieczki były coraz krótsze. gdyŜ miał naderwany mięsień. gdzie leŜała dorada. zanurzył się i zniknął. Patient skinął głową.Forsyth Opowiadania.

NIE! Chłopak zastygł i obejrzał się za siebie. podniósł i przechylił przez rufę. . Z lewej Ŝuchwy sterczał zardzewiały haczyk. Cesarz Ŝył jeszcze. Pokład uniósł się i uderzył go najpierw w kolana. Pamiętał potem. Cesarz leŜał tuŜ za rufą. ale stanowczym ruchem pracował pod powierzchnią fal.stwierdził. pociemniała od zaschniętego potu. pantofle skrzypiały. Mieszkańcy pobliskiej wioski wylegli na molo. Po godzinie było juŜ ciemno. tkwiącego głęboko w chrząstce górnej wargi. Murgatroyd podniósł się z trudem. Grzywiasty ogon uniósł się i opadł w lewo. Złapał je kciukiem i wskazującym 76 palcem lewej ręki i wcisnął w zakrwawioną prawą dłoń. Szorty sięgały Murgatroydowi poniŜej kolan. sterując w głąb do ciemnego.Czas iść . w miejscu gdzie znajdowała się podstawa haczyka.Co pan robi? On ucieknie! . Zacisnął szczypce drugi raz i stalowa linka puściła.Forsyth Opowiadania.txt i zobaczył tak stojącego chłopca. 77 Murgatroyd wypił jedną za drugą trzy puszki piwa. Murgatroyd na czworakach szukał czegoś w pudełku z narzędziami. Podparł się wolną ręką. Stracił przytomność. pysk miał na wpół otwarty.krzyknął Higgins. chłodnego wnętrza oceanu. Na samym wierzchu leŜały szczypce do przecinania drutu. pozostałość niegdysiejszej walki z innymi rybakami. trzepotała na wietrze. Z jednego boku zwisał stalowy przypon. Ŝe niebo nad nim obróciło się powoli wielkim łukiem i pamiętał gwałtownie zapadającą ciemność.Pogłaszczesz go później. Nie zauwaŜył nawet. Ŝe cumy są dobrze załoŜone. Od ręki Kiliana trzymającego przypon biegła stalowa linka do trzeciego haczyka. Z jego dłoni spłynęła krew i zmieszała się ze słoną wodą wokół łba marlina. Kiedy to się stało. ale nie miał juŜ sił walczyć. a nowa fala przewalała się nad jego ciałem. jak zmęczonym. Fale przewalały się przez granatowoczarne cielsko marlina. ale zbyt wiele krwi napłynęło mu do mózgu. głowa ryby zanurzyła się jeszcze głębiej.Cholera! .odezwał się Kilian. ojczyzny wielkiego marlina. Strona 46 . przeskakując przez burtę. poruszył się dwa razy. Zabierzemy go najpierw do domu. opięta koszula. Ŝe łódź przybiła do drewnianego mola i Jean-Paul popędził w stronę wioski. Siedział zgarbiony na jednej z ławek. Kilian przeniósł lodówkę na przystań i wrócił na łódź. Murgatroyd starannie ujął szczypcami stalowy przypon pomiędzy ostrza szczypiec. . wyczerpany prawie na śmierć. Następna fala przewróciła go na brzuch. tak Ŝe trzeba się było przeciskać przez tłum. Murgatroyd nachylił się powoli i sięgnął prawą ręką do pyska ryby. staruszku . Potrząsnął starą. Jego palce powoli zacisnęły się na rękojeści szczypiec. Z odległości sześćdziesięciu centymetrów patrzyło na Murgatroyda jedno wybałuszone oko. Linka wisząca pomiędzy jego pyskiem a ręką Kiliana była luźna. Przez ten czas "Avant" przemierzył lagunę i Murgatroyd ocknął się. . Stary monsieur Patient wyłączył silnik i upewnił się. Olbrzymie jego cielsko spoczywało na boku. jak gdyby szukał kontaktu z wodą. Rzucił bonite i doradę na molo i schował sprzęt rybacki i przynętę. tak Ŝe wieczorny chłód mógł koić jego spalone członki. Higgins poszedł naprzód. wciąŜ jeszcze błyszczący i nie skorodowany. Zamiast okrzyku wydał z siebie ochrypły charkot. Cesarz patrzył na Murgatroyda. Raz jeszcze zobaczyli ten ogon. z ledwie widoczną częścią nasady. Na samym przedzie gromady witających stał monsieur Patient. Ręce zanurzył dla dezynfekcji w wiadrze ze słoną wodą.zaklął Kilian. . zmęczoną głową i wcisnął nos do zimnej wody. a Kilian pomógł mu przejść przez pomost. Zacisnął szczypce. Kilian ściągnął z niego spodnie i sweter. . Murgatroyd próbował wstać. popychając całe cielsko w przód i w dół. Na zachodzie słońce powoli zapadało za wzgórza wyspy Mauritius. a potem w twarz.

maitre . Hindus. Ktoś zobaczył ich i pobiegł do jadalni. Nie mogło być mowy o uściskach rąk.On jest dla nich legendą.powiedział ktoś. W tym momencie z salonu fryzjerskiego wyszła pani MurStrona 47 . Geran jest po drodze do mojego domu. Ludzie po kolei schylali przed nim głowę i mówili: . okazało się. .Forsyth Opowiadania. ale to będzie musiało chwilę potrwać. Tłum wczasowiczów biegł ze wszystkich stron do hallu. Stary człowiek.Salut.powiedział Kilian. . salut. i zaczął się na nie wspinać. salut. $ Murgatroyd z rozkoszą wtulił się w miękkie siedzenie.Nie. uchylił go. Ŝeby powitać Murgatroyda. Składają panu hołd.Merci .Co oni mówią? .\ Murgatroyd przechodził z wolna przez molo.Mój ty BoŜe! . .mówili powaŜnie. na pozdrawiające go dzieci. . Niektórzy chcieli poklepać Murgatroyda po ramieniu. maitre . Ŝe go złapałem? Kilian roześmiał się cicho. cmoknął z niepokojem.txt Murgatroyd chętnie uścisnąłby mu rękę. BandaŜe zmumifikowały mu obie ręce. Czerwona. Lekarz mu towarzyszył. . .Czy za to. ale jego dłoń była zbyt obolała. Podszedł do przednich. . skóra twarzy spieczona i popękana. Jego włosy były w dzikim nieładzie. Kiedy zeszedł na szutrowaną ulicę wioski. Wiadomość o powrocie Murgatroyda w mgnieniu oka dotarła do baru przy pływalni. za to. Pozdrowił go więc skinieniem głowy i uśmiechem. 78 Murgatroyd patrzył przez okno na uśmiechnięte brązowe twarze ludzi. . tak. uda i golenie były czerwone i obrzękłe od oparzeń. Rozległ się hałas odsuwanych krzeseł i brzęk naczyń. w jakim jest stanie.Opatrzę pana.Nazywają pana mistrzem.wydaje mi się. powiedzmy. . Wsiedli do samochodu. Murgatroyd wyglądał zaiste dziwnie. który odzyskał swój słomkowy kapelusz. za trzy godziny? zapytał Kilian lekarza. Ŝeby zawiadomić kilku siedzących tam jeszcze gości. Kilian wsunął się za kierownicę. . wspaniała! . a Higgins usiadł obok niego. kiedy Murgatroyd wchodził przez główne wejście hotelu do rzęsiście oświetlonego hallu. wstąpimy do szpitala we Flack. . Hotel St. Ŝe i tam stoi spory tłum mieszkańców. Otoczyli samochód. ale powstrzymał ich lekarz.zapytał szeptem Murgatroyd. Była juŜ dziesiąta. Ramiona. . która wyglądała jak zastygła kreda. a szorty wciąŜ opadały poniŜej kolan. Powoli przesuwał się w stronę tłumu gości.Salut. kazał się Murgatroydowi rozebrać i gdy zobaczył. Kilian wstawił przenośną lodówkę i zatrzasnął tylne drzwi. Mistrzem rybaków. . gdzie zajmie się panem lekarz .powiedział. Ale w połowie hallu ludzie zatrzymali się. . .Panie Murgatroyd . maitre. chłopie .Nie ma potrzeby. Głębokie purpurowe pręgi na ramionach i plecach znaczyły miejsca. którzy przyszli z kieliszkami w rękach. Higgins wkładał do bagaŜnika puste pudło po kanapkach i zapasową odzieŜ.odezwał się Higgins po chwili . Ŝe zwrócił mu pan Ŝycie. Młody lekarz. Ramiona i nogi miał posmarowane kalaminą. Ŝe ci rybacy uwaŜają pana za bohatera. gdzie wciskały się pasy.Czy mogę po niego przyjechać.Dobra robota. Pośladki Murgatroyda pokryte były krwawiącymi pęcherzami od przesuwania się do przodu i w tył na twardym fotelu. . .odpowiedział Kilian.Zanim wrócimy do hotelu. przy których stał Murgatroyd. sparzona twarz błyszczała pod grubą warstwą kremu. Wyglądał jak negatyw fotograficzny. ZłoŜył rozpalone zbolałe ręce na kolana.zawołał ktoś inny.odparł. Angliku.zawołał lekarz. Ci.Pozdrawiają pana . Murgatroyd doszedł do schodów prowadzących na piętra. wznosili toasty za jego zdrowie.Tak.Z powodu Cesarza? . którzy rozstępowali się przed nim.Salut. Sam odwiozę tego pana.

Forsyth Opowiadania.txt gatroyd. Zwabił ją hałas wywołany powrotem jej męŜa. Cały dzień spędziła gotując się z wściekłości. W południe, zdziwiona 79 nieobecnością męŜa, zaczęła, go szukać i dopiero wtedy dowiedziała się, dokąd poszedł. Stała teraz, czerwona na twarzy, ze złości raczej niŜ od słońca. Trwała ondulacja, którą robiła sobie na powrót do kraju, nie była jeszcze skończona, toteŜ na jej głowie sterczały na wszystkie strony wałki jak miniaturowe wyloty katiuszy. - Murgatroyd! - zawołała. Kiedy była zła, zwracała się do niego po nazwisku. - Co ty wyrabiasz? Dokąd idziesz? Murgatroyd zatrzymał się na podeście, obejrzał się i zobaczył Ŝonę w tłumie gości. Jak powiedział później Kilian swoim przyjaciołom, coś dziwnego zabłysło w jego oczach. Ludzie zamilkli. - Co się z tobą dzieje?! Jak ty wyglądasz? - ciągnęła Edna Murgatroyd pełnym oburzenia tonem. I wtedy kierownik banku zrobił coś, czego nie robił od wielu lat. Krzyknął! - Spokój! Ednie Murgatroyd opadła szczęka. Wyglądała zupełnie jak ryba, ale znacznie mniej majestatycznie. - Przez dwadzieścia pięć lat - powiedział spokojnie Murgatroyd - stale groziłaś mi, Edno, Ŝe przeniesiesz się do siostry, do Bognor. Bądź zadowolona, bo nie będę cię dłuŜej zatrzymywał. Nie wracam z tobą do Anglii. Zostaję tu, na tej wyspie. Ludzie patrzyli na Murgatroyda, oniemiali ze zdumienia. - Nie pozostawię cię bez środków do Ŝycia - mówił dalej Murgatroyd. - Przepiszę na ciebie dom i wszystkie oszczędności. Sam zatrzymam tylko emeryturę, sprzedam teŜ moją bardzo wysoką polisę ubezpieczeniową. Harry Foster pociągnął łyk piwa z puszki i czknął. Higgins odezwał się drŜącym głosem: - Nie moŜe pan rzucić Londynu. Nie będzie pan miał z czego Ŝyć. - Owszem - odpowiedział kierownik banku. - Powziąłem decyzję i nie zmienię jej. Przemyślałem sobie wszystko w szpitalu, dokąd przyszedł monsieur Patient. Zawarliśmy porozumienie. Odkupię jego łódź, a za to, co mi pozostanie, kupię chatę na wybrzeŜu. On będzie w dalszym ciągu kapitanem, a wnuka pośle do szkół. Ja będę przez dwa lata jego chłopcem okrętowym. Przez ten czas nauczy mnie wszystkiego, co trzeba wiedzieć o morzu i o rybach. A potem będę woził turystów na polowanie na ryby i w ten sposób zarabiał na utrzymanie. Tłum gości hotelowych wciąŜ patrzał na Murgatroyda z niedowierzaniem. Higgins raz jeszcze przerwał ciszę. - AleŜ, panie Murgatroyd, co z bankiem? I z Ponder's End? 80 - I co ze mną? - rozpłakała się Edna Murgatroyd. Jej mąŜ rozwaŜył kaŜdą z tych kwestii z osobna. - Do diabła z bankiem - rzekł po chwili. - Do diabła z Ponder's End. I do diabła z panią, madame. Co powiedziawszy, odwrócił się i zniknął na schodach. Za jego plecami rozległy się okrzyki radości. Kiedy idąc długim korytarzem juŜ podchodził do drzwi swojego pokoju, dobiegły go z oddali rozbawione wrzaski podchmielonych kuracjuszy: - Brawo, Murgatroyd! SĄ TAKIE DNI. Rozkołysany prom o dźwięcznej nazwie "St. Kilian", płynący z Hawru, zanurzył dziób w kolejnej fali i swoje grube cielsko zbliŜył do Irlandii o kilka metrów. Kierowca cięŜarówki, Clark, wychylił się za burtę i patrząc prosto przed siebie intensywnie wypatrywał pagórków hrabstwa Wexford. Jeszcze dwadzieścia minut i prom Irlandzkiej Linii Kontynentalnej przybije do małego portu Rosslare i zakończy kolejny europejski rejs. Clark spojrzał na zegarek. Za dwadzieścia druga. Z niecierpliwością myślał o chwili, kiedy wraz z rodziną zasiądzie do kolacji w swoim domu w DuStrona 48

Forsyth Opowiadania.txt blinie. Statek punktualnie zbliŜał się do brzegu. Clark oderwał się od burty, powrócił do salonu i zabrał stamtąd swoją torbę podróŜną. Nie chciało mu się czekać na górze, więc zszedł na pokład samochodowy, trzy piętra niŜej, gdzie stała jego wielka cięŜarówka. Wiedział, Ŝe kierowcy i pasaŜerowie samochodów zostaną wezwani za jakieś dziesięć minut, ale uwaŜał, Ŝe nie zaszkodzi, jeŜeli juŜ teraz usadowi się za kierownicą. JuŜ od dawna nie interesowało go przybijanie promu do brzegu. Bardziej był ciekaw sprawozdania z wyścigów w irlandzkiej gazecie, którą kupił wchodząc na pokład, mimo Ŝe była z poprzedniego dnia. Wdrapał się po trzech schodkach do ciepłej, wygodnej kabiny szoferki. Rozsiadł się swobodnie, by zaczekać na chwilę, gdy otworzą się ogromne wrota statku i będzie moŜna wyjechać na nabrzeŜe. Miał przed sobą plik dokumentów starannie wsunięty za osłonę przeciwsłoneczną przedniej szyby, gotowy do przedstawienia celnikom. Pięć minut przed godziną drugą "St. Kilian" przybił do brzegu, drzwi ładowni otworzyły się punktualnie o drugiej. Na pokładzie samochodowym panował ogłuszający hałas, gdyŜ niecierpliwi turyści 82 zapalili silniki znacznie wcześniej, niŜ naleŜało. Tak było zawsze. Z setki rur wydechowych buchnęły spaliny, ale cięŜarówki stały na przedzie i ruszyły pierwsze. Czas to pieniądz. Clark nacisnął guzik startera swojego wielkiego volvo i uruchomił silnik. Kiedy kierownik ruchu dał znak, ruszył. Był trzeci z kolei. Stojące przed nim dwie cięŜarówki wjechały na metalowe płyty rampy prowadzącej na nabrzeŜe, ciągnąc za sobą smugi spalin. Clark ruszył za nimi. Względną ciszę jego kabiny przerywało syczenie hydraulicznych hamulców. Po chwili rozdygotane płyty rampy znalazły się pod jego kołami. Rósł hałas silników i dzwonienie stalowych płyt, toteŜ nie usłyszał krótkiego ostrego trzasku, który rozległ się niemal tuŜ pod nim. Przejechał rampę "St. Kiliana", zjechał dwieście metrów w dół po wybetonowanym nabrzeŜu i znalazł się w półmroku wielkiego budynku urzędu celnego. Zobaczył celnika, który skierował go do jednej z zatok tuŜ przy jezdni. Zgodnie z jego poleceniem skręcił, stanął obok poprzedzającej go cięŜarówki i zgasił silnik; wziął do ręki plik dokumentów i wyskoczył na betonową podłogę. Był częstym bywalcem na tej trasie, toteŜ znał większość celników, ale ten był chyba nowy. Pozdrowił Clarka skinieniem głowy, wyciągnął rękę po dokumenty i zaczął je przeglądać. Wystarczyło mu dziesięć minut, Ŝeby upewnić się, Ŝe wszystko jest w porządku: prawo jazdy, ubezpieczenie, list przewozowy, dowód opłaty celnej, róŜne zezwolenia, cały plik papierów niezbędnych do przewozu towarów z kraju do kraju, nawet na terenie Wspólnego Rynku. JuŜ miał to wszystko oddać Clarkowi, kiedy coś zwróciło jego uwagę. - Halo, co to jest, u diabła? Clark podąŜył oczami za jego wzrokiem i zobaczył pod kabiną swojej cięŜarówki rozszerzającą się powoli plamę oleju, który zapewne wyciekł gdzieś spod tylnej osi. - O rany! - zawołał w rozpaczy. - To pewnie cieknie z przedniej osłony dyferencjału! Celnik wezwał starszego kolegę, którego Clark znał. Nachylili się, Ŝeby zobaczyć, skąd wycieka olej. Na ziemi powstała juŜ duŜa plama. Dobry litr tego cięŜkiego płynu. Starszy celnik wyprostował się. - Daleko nie zajedziesz - powiedział do Clarka, a do młodszego kolegi: - KaŜ go objeŜdŜać. Clark wlazł pod kabinę cięŜarówki, Ŝeby zobaczyć, co się tam dzieje. Od umieszczonego w przedniej części silnika ciągnął się mocny, 83 gruby wał napędowy. Kończył się na bębnie z lanej stali, czyli dyferencjale. Siła obracającego się wału transmitowana była na dwie strony do półosiek i poruszała pojazd za pomocą skomplikowanego Strona 49

Forsyth Opowiadania.txt zestawu zębatych kół umieszczonych wewnątrz obudowy, poruszających się w oleju przekładniowym. Bez oleju zęby kół zatarłyby się bardzo szybko, a olej właśnie wyciekał. Stalowa przednia część obudowy dyferencjału była pęknięta. TuŜ ponad tylną osią mieściła się tarcza złącza, na której opierała się naczepa z ładunkiem. Clark wylazł spod wozu. - Podwozie jest powaŜnie uszkodzone - powiedział. - Muszę porozumieć się z moją firmą. Czy mogę skorzystać z telefonu? Starszy celnik wskazał ruchem głowy oszkloną ścianę biura i zabrał się do odprawiania następnych pojazdów. Kilku kierowców wychyliło się z okien, obrzucając śpieszącego do telefonu Clarka niezbyt pochlebnymi epitetami. W dublińskim biurze nikt się nie odzywał. Wszyscy byli widać na obiedzie. Clark kręcił się dokoła komory celnej, aŜ ostatni odprawiony samochód odjechał w głąb lądu. O trzeciej udało mu się skontaktować z dyrektorem firmy Tara Transportation i wyjaśnić mu swoje kłopoty. Dyrektor zaklął. - Nie mam tej części na składzie - powiedział. - Muszę ją zdobyć od agenta Volvo. Zadzwoń za godzinę. O czwartej nie było jeszcze Ŝadnej wiadomości, o piątej celnicy oświadczyli, Ŝe muszą zamykać biuro, poniewaŜ ostatni tego dnia prom z Fishguard juŜ był odprawiony. Clark zatelefonował jeszcze raz do szefa, aby powiedzieć, Ŝe spędzi noc w Rosslare i skomunikuje się z nim jeszcze raz za godzinę. Jeden z celników zabrał go swoim samochodem do miasta i wskazał mu pensjonat. Clark wynajął pokój na jedną noc. O szóstej kierownik biura zawiadomił go, Ŝe nazajutrz rano o dziewiątej otrzyma nową osłonę dyferencjału i przyśle mu ją furgonetką wraz z mechanikiem. Mniej więcej w południe Clark zatelefonował do Ŝony, powiedział jej, Ŝe spóźni się do domu o dwadzieścia cztery godziny, wypił herbatę i poszedł do pubu odległego o pięć kilometrów od komory celnej, gdzie nad kałuŜą oleju stała biało-zielona cięŜarówka firmy Tara. Nazajutrz Clark pozwolił sobie pospać dłuŜej niŜ zwykle. Wstał dopiero o dziewiątej. O dziesiątej zadzwonił do firmy, gdzie powiedziano mu, Ŝe załadowano właśnie zapasową część do furgonetki, która odjedzie za pięć minut. Pojechał autostopem do przystani. Przybył tam o jedenastej. Firma dotrzymała słowa i o dwunastej na 84 bruku zadudniła furgonetka. Wjechała do komory celnej, gdzie czekał na nią Clark. Energiczny mechanik wśliznął się pod cięŜarówkę i wydał z siebie przeciągły gwizd. Kiedy wyłonił się spod wozu, cały umazany był olejem. - Przednia część osłony dyferencjału - zawiadomił Clarka całkiem zbytecznie. - Pęknięta w samym środku. - Jak długo to potrwa? - JeŜeli mi pomoŜesz, to wyciągnę cię stąd w półtorej godziny. Reperacja potrwała jednakŜe nieco dłuŜej. Przede wszystkim trzeba było zebrać rozlany olej, a było tego aŜ trzy litry. Następnie mechanik wziął cięŜki klucz i ostroŜnie odkręcił wielkie śruby, którymi przednia część przymocowana była do bębna osłony. Wyciągnął dwie półośki i zluzował wał napędowy. Clark siedział na ziemi i przyglądał się mechanikowi, podając od czasu do czasu narzędzia. Celnicy takŜe przypatrywali się tej operacji. Pomiędzy jednym a drugim lądowaniem promu niewiele dzieje się w komorze celnej. Ostatni kawałek pękniętej osłony wydobyty został tuŜ przed godziną pierwszą. Clark poczuł głód i miał ochotę pójść do przydroŜnej kawiarenki na obiad, ale mechanik śpieszył się. Zza horyzontu wyłonił się tymczasem "St. Patrick", siostrzany prom "St. Kiliana", zmierzający do portu Rosslare. Mechanik rozpoczął teraz drugi etap swojej pracy. ZałoŜył nową osłonę, zamocował wał napędowy i wstawił dwie półośki. O wpół do drugiej "St. Patrick" był juŜ dokładnie widoczny dla kaŜdego obserwatora. Jeden z nich nazywał się Murphy. LeŜał na przywiędłej trawie na szczycie wzgórza tuŜ za portem, niewidoczny dla kaŜdego, kto patrzyłby Strona 50

Ŝe się uda? .bez Ŝadnych komplikacji. Z szoferki wysiadł kierowca.Spływaj . Clark przyniósł z furgonetki puszkę oleju i lejek. Ŝeby sprawdzić dokumenty nowego kierowcy.odparł Murphy. który był handlarzem złomu i sprzedawał uszkodzone samochody. Patrick" podpłynął ostroŜnie do nabrzeŜa i przycumował. Murphy zacisnął ręce na lornetce.Wiezie siedemset pięćdziesiąt skrzyń najlepszego francuskiego koniaku . Bardziej doświadczony bądź zawodowy przestępca powiedziałby moŜe Murphy'emu. Pomachał koledze i wyjechał z ciemnego budynku urzędu celnego. niewiele widział i zaczynał się nudzić. .i gotowa do drogi.Myślisz. . aŜ wyjedzie z komory celnej. Podał Brendanowi lornetkę.spytał go Clark. O pięćset metrów przed nim Clark brał zakręt i wjeŜdŜał na prostą drogę z portu do miasta Rosslare. Stanęła obok identycznej cięŜarówki Clarka. .powiedział. .oświadczył. idioto! .Ruszamy? . Zobacz.Jest! . .JuŜ i tak za długo tu stoisz. . gdy jego oczom ukazała się. Strona 51 .txt w jego stronę z odległości stu metrów. Odkręcił małą nakrętkę w bocznej ścianie obudowy dyferencjału.westchnął Brendan z lubością.JuŜ jest blisko .Forsyth Opowiadania. Dalej obserwował nadpływający prom. Po raz drugi w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin Clark wspiął się po stopniach do szoferki. .Co. .stwierdził Murphy.odezwał się.mówił Murphy. Co o tym myślisz? . . cięŜarówka.powiedział . Patricka". . wymalowanym wielkimi zielonymi literami na jej bocznej ścianie. ruszamy. zapalił silnik i włączył sprzęgło. . . Celnik podszedł. Celnik skierował ją do zatoki.zapytał. Idę się umyć. Ja biorę cztery. Tymczasem "St.Czy mogę juŜ jechać? . Prawdopodobnie przegonię cię w drodze do Dublina. ale Murphy wydał juŜ kilka tysięcy funtów z własnej kieszeni. Liam? .Jest twoja . Mechanik dokręcił nakrętkę wlewu oleju i obrócił się w stronę Clarka.DuŜo forsy. . . a rampa opadła.odezwał się do Brendana .Przejechał . wziął butelkę z detergentem i poszedł do toalety.zapytał go Brendan. do licha. Cena detaliczna jednej butelki wynosi dziesięć funtów. Zresztą nikogo takiego nie było.Dokładnie o czasie.Jest to nasze cacko.No dobra. . Clark wyjaśnił mu swoją sytuację.oświadczył celnik.Teraz wlejemy trzy litry oleju i pojedziesz.W porządku . Nie ma mowy o klapie. . Wyprostował się i przeciągnął.DuŜo drinków . . -. wszystko sam zorganizował i niełatwo go było zniechęcić. Pierwsza wyjechała ciemnobrązowa cięŜarówka z francuską rejestracją. Wrzucił do furgonetki puszkę po oleju i narzędzia. Zaplanowałem wszystko jak operację wojskową.Poczekamy. ci się stało.Oczywiście. Murphy westchnął głęboko.szepnął. Ŝe moŜe nieco przesadza z tą pewnością siebie. Przez lornetkę czujnie śledził nadpływający statek.Bez pośpiechu .Widzę . który nie miał lornetki.zdziwił się. LeŜący za nim w wysokiej trawie siłacz Brendan chrząknął. Murphy trzymał mocno lornetkę i wpatrywał się w ciemny otwór rufy "St. 85 W komorze celnej mechanik dokręcił ostatnią śrubę nowej osłony i wyłonił się spod cięŜarówki. . Jego wielkie wrota otworzyły się.To jest dziewięć tysięcy butelek. Ten wczołgał się na szczyt wzgórza 86 i spojrzał w dół. . . . Tymczasem cięŜarówka naleŜąca do firmy Tara Transportation wjechała do komory celnej. Następnie wielka biało-zielona z napisem TARA.

którą upatrzył sobie w czasie wcześniejszego rekonesansu. Dojechali do miejsca. na jej północnej stronie. Trójkąt zrobiony był ze szklanych szybek.powie87 dział i znowu zjechał z szosy.Spokojnie .wrzasnął Brady. Otworzyli zamki błyskawiczne swoich wiatrówek. więc nie zatrzymywał się po drodze. Kiedy Murphy i Brendan wsiedli na powrót do samochodu i cofnęli wóz z bocznej drogi na szosę. Odezwał się inny członek jego bandy. zdobywając w ten sposób pewność. jadąca przed nim cięŜarówka znikła z jego pola widzenia. Dopędzili cięŜarówkę. Na północ od starego miasteczka Gorey ciągnie się nowy odcinek dwupasmowej szosy. Była pusta. który czekał wraz z jeszcze jednym towarzyszem . a mianowicie trójkąt o półmetrowej podstawie. Murphy miał na ramieniu trzy paski. Zajmijcie pozycje w krzakach przy zatoce przydroŜnej. po czym skierował się na północ. starannie rozciągnął i nalepił na przednich drzwiach granady. a na nogach czarne buty. Murphy siedział za kierownicą czarnego forda granady. Ruszył za cięŜarówką Clarka. tak Ŝeby napis był dobrze widoczny w nocy. tym razem w wąską wiejską drogę. Pod wiatrówkami nosili przepisowe policyjne niebieskie koszule i czarne krawaty. aŜ się zatrzyma i wysiądzie z szoferki. Murphy zaklął i pojechał dalej. Zatelefonował do innej przydroŜnej budki telefonicznej nieco na północ od Gorey. Wreszcie wyjęli z torby dwie rolki czarnej przylepnej taśmy. wyrwał przewód ze ściany. Kiedy zahamował. Odwiesił słuchawkę i ruszył w dalszą drogę. W połowie drogi. Znalazł budkę przy urzędzie pocztowym tuŜ na północ od Enniscorthy. gdzie odkręcił wkładkę słuchawki.Gdzie byłeś.Sterczymy tu z Keoghiem od godziny. co wskazywało. gdyŜ wszystkie patrolowe samochody policji drogowej były tego koloru. Ukradł go przed dwoma dniami i zaopatrzył w fałszywe numery rejestracyjne. W trójkącie Murphy'ego Ŝarówek nie było. Dzięki większej szybkości swojego wozu dogonił zielono-białą cięŜarówkę tuŜ przed wjazdem do wioski Ferns i ruszył za nią. zaparkowanego na piaszczystej drodze.na wiadomość od niego. Obydwaj męŜczyźni wyskoczyli z wozu i wyjęli leŜącą na tylnym siedzeniu torbę.odparł Murphy. Murphy rozwinął je. Murphy postanowił zatelefonować. wyciągnęli z torby dwie policyjne mundurowe marynarki. Przed samym dojazdem do Camolin zwrócił się do Brendana: . "sierŜant" Murphy usiadł obok niego. który dochodzi do Arklow. JuŜ wcześniej upatrzył sobie budkę telefoniczną. kogo rozwścieczyła bezuŜyteczność aparatu. . kiedy będzie mu potrzebna. . Clark śpieszył się do domu. Po kilku sekundach cięŜarówka Clarka minęła ich z wielkim hukiem. znajduje się parking. Poza tym mieli na mundurach oznaki Gardy. ale któŜ zwróciłby na to uwagę w biały dzień.Czas zamienić się w stróŜów porządku publicznego . Miejsce to Murphy wybrał Strona 52 . Brendan zaś był przebrany za zwykłego szeregowca. Teraz Brendan wyjął z kufra ostatnią rzecz. Obydwaj mieli juŜ na sobie czarne spodnie. Na kaŜdym pasku widniało słowo GARDA wydrukowane białymi literami. Ŝe nikt inny nie zajmie kabiny w momencie. w której znajdował się silny magnes. JednakŜe ktoś. WłoŜyli marynarki. ujętych w metalowe ramy. wyglądali na autentycznych policjantów drogowych. ToteŜ nie było tam nikogo. Brendan prowadził. Pomiędzy szybami powinny były być Ŝarówki.txt Sczołgali się ze wzgórza i zgięci wpół pobiegli do samochodu. Murphy rozmyślnie ukradł czarny wóz. do jasnej cholery? . Na przednich i tylnych szybkach widniał równieŜ napis GARDA.Facet jest w drodze i o czasie. stojącą na czerwonych światłach w miasteczku Gorey. . zaczekajcie. Przejechał most na rzece Slaney. . Dwie wyjęte z torby granatowe czapki dopełniły obrazu.Forsyth Opowiadania. w którym ich droga łączyła się z szosą prowadzącą z doków do miasta. i ustawił go na dachu samochodu. Ŝe jest sierŜantem. czyli irlandzkich sił policyjnych.

No juŜ! Granada podjechała szybko do szoferki przegubowca.powiedział do niego Murphy. wdrapał się po schodkach do szoferki i obejrzał sobie wszystkie przyrządy. Opuścił szybę okna i rzucił Brendanowi: . Clark wysiadł z szoferki. blokowana dotychczas przez zielono-białą cięŜarówkę. Patrzył.ryknął Murphy. Była pusta. Wyprzedzili biało-zieloną cięŜarówkę nieco na północ od Arklow. leŜącego z zawiązanymi oczami. W ciągu minuty zdjęto z niego firmowy kombinezon ze znakiem TARA przyszytym do górnej kieszeni. usta i oczy zaklejono mu taśmą. Clark widział przez kilka sekund twarz Murphy'ego. zaczęła ją wyprzedzać korzystając z drugiego pasa ruchu . Kiedy granada wyjechała z parkingu. . Przegubowiec takŜe skręcił i zatrzymał się tuŜ za nim.mruknął Murphy. Brady siedział na tylnym siedzeniu i opierał nogi na ciele Clarka. JeŜeliby w przyszłości miał wskazać na Murphy'ego jako na sprawcę napadu.Zjedź na parking! Clark spojrzał przed siebie i zobaczył tablicę z wielką literą "P". jedna silna para rąk objęła mu klatkę piersiową. Zerwali z drzwiczek samochodu znaki Gardy. Keogh podniósł kciuk na znak. . bo zostały sprawdzone dwie godziny temu w Rosslare. który miał na głowie policyjną czapkę. Nie na długo.To z tyłu . Po dwóch minutach Keogh wyłonił się z krzaków w kombinezonie firmy Tara i podszedł do Murphy'ego.Chodź! Clark obszedł przód swojej cięŜarówki i przeszedł wzdłuŜ jej biało-zielonego kadłuba. Skinął głową i zwolnił.Nazywasz się Liam Clark.powiedział i wsunął plik dokumentów za klapę szyby.Nie ma problemu . była znowu zwykłym samochodem z trzema pasaŜerami w cywilu. który był kierowcą cięŜarówki. pozostali trzej zapewniliby koledze niezbite alibi. skręcił w oznaczonym miejscu na parking i stanął. Dziurawej opony nie zobaczył po prostu dlatego. Pod osłoną długiej cięŜarówki został przeniesiony do "policyjnego" samochodu i wrzucony do jego tylnej części. który znowu siedział za kierownicą. Spojrzał na Brendana i skinął głową.Wszystko w porządku . Jeszcze jedno spojrzenie na szosę. Te dokumenty są na pewno w porządku. Jechał na północ w kierunku Dublina. . Keogh. Murphy jechał wciąŜ dalej na północ. Ŝe nie zdąŜył. zwinęli i wrzucili na tył samochodu. który stał pod drzwiami szoferki i studiował prawo jazdy nieszczęsnego Clarka. Kiedy mijała go granada. . . Zachrypły głos kazał mu spokojnie leŜeć na podłodze. Z chwilą kiedy kolumna samochodów. Teraz Murphy rozejrzał się po szosie. w Kilmacanogue skręcił na Strona 53 . Samochód policyjny pomknął naprzód. Rzut oka na szosę. Jakiś samochód przejechał obojętnie obok nich.Spotkamy się za godzinę na fermie! . Marynarki policyjne zostały zdjęte i rzucone Brady'emu.Tylna opona ci siada. a druga nogi. . Clark 88 spojrzał w dół na jadący równolegle do niego wóz policyjny i zobaczył.txt na zasadzkę. jak porwany przegubowiec wyjeŜdŜa z parkingu i włącza się w strumień ruchu. Nie widział twarzy pozostałych 89 trzech porywaczy. dopóki nie znalazł się w więzieniu w Mountjoy jako gość republiki irlandzkiej. Z krzaków wyskoczyli Brady i Keogh ubrani w kombinezony z czapkami naciągniętymi na oczy. Murphy zdjął z dachu swojego wozu trójkąt. .Forsyth Opowiadania. Ręce. próbując przekrzyczeć wiatr. Ŝe siedzący obok kierowcy sierŜant macha na niego ręką. chrząknął. Murphy.Murphy ruszył do dzieła. . dał dyskretny sygnał klaksonem. Podniesiono go jak worek i zabrano w krzaki. Ręka w rękawiczce nakryła usta Clarka.krzyknął Murphy. Opuścił więc równieŜ szybę. Ŝe wszystko okay. Podszedł do "policyjnego" samochodu. śadnego ruchu.

MoŜe je pan sprawdzić. Z przysłoniętymi latarkami w rękach otworzyli stare drzwi stodoły. Ale w Ulsterze.Spisałeś się dobrze . Murphy z latarką poszedł na koniec drogi.Nie będę rozbijać skrzyni dla paru kieliszków . Człowiek ten wraz ze swoimi kierowcami miał się z nim spotkać na fermie. Murphy przełknął ślinę. po czym zamknięto drzwi z powrotem. Ŝe pozbędzie się koniaku bez najmniejszych trudności.i nie będziesz juŜ musiał prowadzić cięŜarówki. Przynajmniej na kilka godzin.oświadczył Murphy. Ŝe duŜa liczba morderstw politycznych popełnianych niby to dla dobra Irlandii. Zawarł więc układ z jednym z najpotęŜniejszych ludzi w Irlandii. . . znajdującymi się do niedawna w rękach prawdziwych patriotów. a potem ja sam poprowadzę ją do miejsca odległego stąd o piętnaście kilometrów i porzucę. i przekroczyć granicę pomiędzy jeziorami połoŜonymi na linii Fermanagh-Monaghan. Tam rzucono go w kąt kuchni na kupę worków.JeŜeli otwierał pan cięŜarówkę. człowiekiem. To wystarczało Murphy'emu. zasłonięty od szosy kępą sosen. Miał zrobić to o świcie.MoŜe łyk koniaku? . kiedy juŜ zmierzchało. załadować koniak na cztery furgonetki. Dziesięć po ósmej był z powrotem na terenie fermy.zapytał. . które przejęło nadzór nad lokalami. Ŝe dobrze zapracowałem na swój udział . W ręku trzymał teczkę.Prosto z Francji.oświadczył przybysz. którzy zabrali się do otwierania drzwi stodoły. Murphy był szczerze dumny ze swojej transakcji. Ŝe chyba im to wystarczy. " . Zatrzymały się na podwórzu i z pierwszej z nich wysiadł męŜczyzna w płaszczu z wielbłądziej wełny. Ich Strona 54 . Murphy kazał Brendanowi i Brady'emu przenieść nieszczęsnego Clarka na fermę. Jechał bez świateł. jadąc plątaniną polnych dróg. Ŝeby wskazać przybyszom z Północy drogę. Keogh wyskoczył z szoferki. O siódmej. Niełatwo byłoby pozbyć się dziewięciu tysięcy butelek koniaku na południu kraju.Forsyth Opowiadania. zresztą jak wszyscy. który dostarczał alkohol do całego łańcucha knajp i szynków. Przybysz z Północy mruknął coś pod nosem i skinął głową na podwładnych. biało-zielony przegubowiec zaturkotał na drodze. Czego się napijesz? . iŜ moŜna w niej było zmieścić cięŜarówkę. Czy to wam wystarczy? Wyciągnął z kieszeni płaską flaszkę i wszyscy stwierdzili. na terenie gnębionym wojną domową. Miał twarz człowieka całkowicie pozbawionego poczucia humoru. Był zadowolony. . to będę musiał sprawdzić kaŜdą skrzynię .txt drogę o nazwie Rocky Valley w kierunku Galary Bóg. 90 zapłacić na miejscu gotówką i przemycić towar na Północ. Rozładujemy ją o północy. Jest jeszcze na cięŜarówce. Murphy wiedział równieŜ. Kontrolowało je kryminalne podziemie. Ŝe była tam stodoła tak wielka. sytuacja była inna.Francuskie pieczęcie celne są nie naruszone . kaŜda skrzynia. Pełno tam nielegalnych miejsc wyszynku i tajnych klubów bez licencji. Podał im wprawdzie dokładne instrukcje. . Był to dobry Ŝart.Myślę.Ma pan towar? . .powiedział i na drinka. Szynki były ściśle podzielone na katolickie i protestanckie.stwierdził. Keogh wprowadził cięŜarówkę do środka. Dojazd do fermy prowadził przez błotnisty trakt. Murphy skinął głową. Wiedział. działających poza prawem. W tej spokojnej okolicy wypatrzył na porośniętym wrzosami wzgórzu porzuconą fermę. Trzej męŜczyźni wybiegli na dwór. miała o wiele więcej wspólnego z gangsterstwem niŜ z patriotyzmem. Pochodziły ze składu wolnocłowego. ale mimo to mogli mieć trudności z trafieniem na drogę dojazdową.Murphy? . kaŜda butelka były numerowane i tam wcześniej czy później rozpoznano by je.zaproponował Brady i wszyscy się roześmieli. Miała tę zaletę.Zresztą wolę whisky. Czekali. w stodole. Za nim jechał korowód czterech furgonetek.potwierdził Murphy . Kwadrans przed ósmą było juŜ całkowicie ciemno. Ŝe nie uległ pokusie sprawdzenia łupu. . Jego trzej porywacze usiedli.

jaki wieziesz towar. Miał wraŜenie. Clark zabełkotał. Przybysz otworzył teczkę i połoŜył ją na stół. 92 . .odpowiedział Murphy. .wyjąkał. Informacje jego były kosztowne i.Trzydzieści pięć tysięcy .Przysięgam.Forsyth Opowiadania. idioto? Murphy zwrócił rosnącą złość na Clarka. prawda? .Dlaczego mi nic nie powiedziałeś? Rozwścieczony Clark zdobył się na odwagę wobec swoich prześladowców. . a poniŜej napis: "Nawóz sztuczny dla róŜ".zaŜądał tamten. . Murphy z trudem poruszył dolną szczęką.txt 91 latarki oświetliły dwa identyczne zamki u tylnych drzwi i zabezpieczające je nie naruszone celne pieczęcie. Zamiast równo ułoŜonych skrzynek oznaczonych znaną na całym świecie marką producenta koniaku zobaczyli coś zgoła innego.warknął wielki człowiek. Sześć latarek oświetlało jej wnętrze. Mów. Clark przełknął ślinę.jeŜeli sądzić po zachowaniu się tego człowieka . Nieszczęsny Liam Clark wciąŜ leŜał na workach. Kiedy potrąci po trzy tysiące funtów dla kaŜdego ze swoich ludzi i uwzględni wydatki.Co to ma znaczyć.powiedział.zapytał. .zapytał go bez wstępów wielki człowiek. których nie widział. Mówił prawdę. Wyciągnął list przewozowy i podsunął go Murphy'emu pod nos. . . absolutnie pewne. który bezceremonialnie zerwał plaster zalepiający usta Clarka. Człowiek z Ulsteru znowu coś mruknął i pokiwał głową z zadowoleniem.W domu . który był niegdyś salonem.Nawet na to nie spojrzałeś.powiedział. Ŝe . która opadła mu ze zdumienia. Patrick" załadowano tylko jedną taką cięŜarówkę. Lubię okrągłe cyfry.Wejdź do środka .Nawóz do róŜ . W cięŜarówce leŜały plastikowe worki.Nie mam pojęcia .warknął człowiek z Północy. Kierowca miał takŜe plaster na oczach. do cholery .Dziewięć tysięcy butelek po cztery funty kaŜda .nie byłoby to rozsądne. Murphy zobaczył kilka rzędów paczkowanych banknotów funtowych. jak sądził.PoniewaŜ miałem w ustach ten zasrany knebel. Człowiek zatrzasnął teczkę. To byłoby trzydzieści sześć tysięcy funtów. Porwał właściwy transporter z właściwego statku. do diabła. do jasnej cholery? . Jeszcze nigdy nie widział takiej ilości pieniędzy. Murphy z latarką w ręku poszedł pierwszy do pokoju. . . Strona 55 . Czterej Ulsterczycy byli w stodole. który wziął od Murphy'ego. Na kaŜdym widniało nazwisko słynnego producenta artykułów ogrodniczych. W rozbitym oknie ukazał się jeden z pomocników przybysza i zawołał: . Przybysz z Północy spojrzał na worki z kamienną twarzą. .Po czym zniknął. wieziesz towar? . Murphy nie upierał się. Bradym i Brendanem. Jeden z jego ludzi podszedł do drzwi cięŜarówki z krótkim łomem w ręku. wsunął ją pod pachę i wyszedł na dwór.rozkazał. Przybyły z Północy męŜczyzna wskazał głową w stronę domu. . Stali dokoła przed drzwiami cięŜarówki wraz z Keoghiem.Zgoda .Pytałem.Niech no pan przyjdzie i popatrzy! .Jaki.powtórzył męŜczyzna.Chodźmy .powiedział.PrzecieŜ to jest wpisane do listu przewozowego. . Ŝe nie mam pojęcia. Zresztą był zadowolony. . oto dlaczego wrzasnął. . związany jak kura. Wielki człowiek oświecił plik dokumentów.Gdzie kierowca? . Ŝe na popołudniowy prom o nazwie "St. Murphy ruszył przodem. Był zakneblowany. Człowiek z Ulsteru skinął na jednego ze swoich pomocników. Wiedział. pozostanie mu na czysto ponad dwadzieścia tysięcy. .

. . Zrozumiałeś? Święty BoŜe .Co teraz zrobimy? . Brady i Keogh oczyścicie tu teren.powtórzył. Składa się z mchu torfowego i sproszkowanego krowiego nawozu. Zmarnowałeś mnóstwo mojego czasu.Wiedział. . I jeszcze jedno: jeŜeli kiedykolwiek znowu spróbujesz mnie nabrać. moi ludzie znajdą cię i strzaskają ci kolana..warknął wielki człowiek. Musicie trochę poczekać. . Ty. . . W zeszłym tygodniu zawiozłem ten ładunek.zagadnął Keogh. Skinął więc tylko głową. mógłby to przypłacić Ŝyciem. . zgodzicie się na tysiąc pięćset na osobę. Na fermie Murphy i jego zgnębieni wspólnicy dokończyli butelkę whisky.na grób mojej matki. Wszystko to moŜecie znaleźć w dokumentach.Słuchaj. 93 Przybysz z Północy odczytał w świetle latarki trzymane w ręku papiery. który zmroził krew w Ŝyłach Murphy'ego. no i pieniędzy. . .bełkotał Murphy.Koniak? . klnąc na całego.odezwał się Brendan. katolicki bękarcie! .powiedział Murphy .Porwałeś ładunek gówna. którą stronę darzy sympatią gangster z Ulsteru.zawył Murphy.Chłopcy.ryknął. zanim je zarobię. . 94 Wydało mu się. Eksportujemy go z Irlandii do Belgii. . Ŝe jeŜeli nawet nie są szczęśliwi. Ŝe gdyby głośno wyraził swoje poglądy.A co będzie z moimi trzema tysiącami funtów? .Zamknij się .powiedział do Murphy'ego i ruszył naprzód. jakiego napędził mu Ulsterczyk.A pod tymi workami nie ma koniaku? . Na twarzy Clarka ukazał się wyraz pełnej niewiedzy.Nasza transakcja jest niewaŜna. Murphy .. kaŜdy ślad stóp. Teraz wiedział. Mamrotał coś. któremu brak było tchu . i to dosłownie gówna..Ty durniu . Spłukałem się na organizację tego skoku. Po strachu. świecąc sobie latarkami.warknął Murphy. Moi szefowie w Dublinie kazali przywieźć go z powrotem. Wcześniej Murphy zastanawiał się. to w kaŜdym razie trochę uspokojeni. koniak będzie na pewno na następnym promie. czasu moich ludzi.. . uniósł go do góry i rzucił nim w drzwi stodoły. Nachylił się nad leŜącym Clarkiem. Ŝe nie odpowiada wymaganym normom.. weźmiecie Strona 56 .Chodź ze mną .CóŜ . mogę znowu spróbować. .Słuchaj.txt .syknął wielki człowiek w sposób. który zawsze brał wszystko dosłownie..W Belgii? . usiłując dowieść swojej niewinności. ..przede wszystkim zniszczymy wszystkie dowody. . . kaŜdy odcisk opony w błocie musi być zamazany. Dobrze. Był zrozpaczony. . który przybija jutro o drugiej po południu. Odrzucono go. Murphy poszedł za nim. a z nim cztery puste furgonetki. ale oprócz mnie nikt nic nie stracił.zapytał. Murphy zastanowił się.PrzecieŜ jechałeś do Hawru z prowincji Cognac we Francji! . Potwierdzały relację Clarka. . Pięć minut później człowiek z Północy odjechał.Nigdy w Ŝyciu nie byłem w Cognac . Brendan. Wiozłem ładunek nawozu dla róŜ.wrzeszczał Clark. Załatwienie urzędowych papierów w Antwerpii trwało trzy dni. zbadano i stwierdzono.Dlaczego miałby tam być koniak? W Belgii tego nie robią.To prawda. .Forsyth Opowiadania.myślał Murphy . ty paskudny. wolał uniknąć złości własnych ludzi. Otwarto go w Antwerpii. Rzucił teczkę na ziemię. Jak skończycie.ci ludzie z Północy to zwierzęta.Przysięgam panu .. Nic nie zyskaliśmy. Zniszczycie najmniejsze dowody. Ŝe mają na karku Brytyjczyków. chwycił Murphy'ego za poły wiatrówki.Ale nie dla mnie .zapytał wreszcie Brady. W panującej na dworze ciemności wielki człowiek brutalnie przerwał potok słów Murphy'ego. Rzucił papiery na ziemię.

Ten patrol eskortował jakiegoś ministra. gdzieś na południe stąd. niemal ją przygniatając. spycha ją na bok i powoduje poślizg. Ŝe na zakrętach zwrotniejsze od zwykłych cięŜarówek o tej samej długości. Na drogę za cięŜarówką spadła część worków ze sztucznym nawozem. Nie będzie mógł szybko zrobić rwetesu. CięŜarówki przegubowe mają tę właściwość. ale oderwała się od traktora i odskoczyła na odległość trzech metrów. są oporniej sze przy hamowaniu.Forsyth Opowiadania. Stanę na głównej szosie prowadzącej do Dublina.txt samochód. A Murphy siedział w półmroku szoferki zakopanej w belach słomy. Coś dziwnego dzieje się z policyjnymi patrolami. a wyrastają jakby spod ziemi. hamulce spowodowały. Czuł instynktownie. To właśnie zdarzyło się Murphy'emu. Kiedy są ci potrzebne. Z zawiązanymi rękami i zalepionymi oczami i ustami. który nadjeŜdŜał z przeciwka. Widać było. Drewniane kołki w zamkach przegubowca pękły. Ŝe farmer w ciemności nie zanotuje rysów jego twarzy. Keogh. ku wzgórzom Wicklow. a drugim zamazanym błotem. Potem skręcicie na północ i pojedziecie do domu. tak często spotykany wśród wzgórz Wicklow. która z pewnością nigdy nie zainteresuje producentów wody po goleniu. Ŝe powinien znaleźć się prędko jak najdalej od miejsca wypadku. Słychać było prowadzoną przez niego głośną konwersację ze stwórcą. zetrzeć odciski palców z wnętrza szoferki i zniknąć w ciemnościach. więc tylko jego przyczepa załadowana słomą pozostała w tyle i uległa kolizji. Ŝe chce rozmówić się z Murphym. zaproponować pomoc przy załadowaniu słomy. Farmer został wyrzucony z siedzenia i wpadł w dół z kiszonką. Nie mieli wyboru. zabierzcie kierowcę cięŜarówki i wysadzicie go na szosie. Jechało od niego wonią. skręcił w lewo i pojechał w kierunku Djouce Forest. Kamienny mur. Zgadzacie się? Wszyscy się zgodzili. Ten jednak to zrobił. MoŜe uda mi się skorzystać z autostopu. Ale wystarczy zadrasnąć lakier czyjegoś samochodu. i natknął się na traktor. cięŜka przyczepa moŜe wyprzedzić przednią część. Ŝe przyczepa farmera wciąŜ stoi na swoich kołach. a następnie uderzyła w przeciwległy kamienny mur. Zahamował ostro. Ŝe moŜe uda mu się ugłaskać farmera. W samych tylko skarpetkach. O wpół do dziesiątej Murphy minął las obrzeŜający drogę na Roundwood. Ten pomyślał nagle. Farmer zdąŜył dodać gazu i skręcić w bramę jakiejś farmy. drzwi otworzyły się. Ale w chwili. Przegubowiec z nieszczęsnym towarem i z Murphym przy kierownicy wyruszył z fermy. równie trudno je znaleźć jak truskawki na Grenlandii. Murphy otworzył drzwi szoferki i przez bele słomy przebił się na drogę. Ŝeby farmer wyjechał o tak późnej porze na szosę traktorem o jednym świetle zepsutym. Farmer wydostał się z dołu z kiszonką i stanął przy szoferce. Wrócę piechotą do domu. Wezmę cięŜarówkę i porzucę ją daleko stąd. i to z ładunkiem dziesięciu ton bali słomy. jadącego z Dublina do swojego wiejskiego Strona 57 . który uległ panice. kiedy wysiadał. uświadomił sobie. Wreszcie zamknęli drzwi cięŜarówki. kiedy nagle spostrzegł wynurzającą się przed nim sylwetkę traktora z przyczepą. Ja na pewno dotrzymam słowa. Trudno sobie wyobrazić. która ciągnie całość. okazało się. Kiedy zamilkł potworny hałas ocierającego się o kamienie metalu. i przyczepa niosąca ładunek nie jadą idealnie na tej samej linii. a zablokowane przez kierowcę. Przednia część przegubowca Murphy'ego wpadła w poślizg w momencie 95 zderzenia z nią. uniemoŜliwił mu wyminięcie przeszkody. JeŜeli przednia część przegubowca. więc zabrali się do szukania drewnianych kołków. CięŜki ładunek sztucznego nawozu pchał ją naprzód. Ale właśnie w tej chwili zjawiła się policja drogowa. Ŝe nie zdąŜy zetrzeć z wnętrza szoferki odcisków swoich palców. Ŝe bele słomy padły na szoferkę. odskoczyła z powrotem na szosę. Tylna część przyczepy wyrŜnęła w kamienny mur. Ludzie z Północy dokładnie wyłamali zamki w tylnych drzwiach przegubowca. Murphy jechał pomiędzy kamiennymi murkami. moŜe na wzgórzach w okolicy Kippure. Ŝeby zamocować skoble. Liczył.

zapytał sierŜant.Prom spóźnił się dziś po południu do Rosslare.Jedno z pańskich świateł jest zepsute. Policja irlandzka nie nosi przy sobie na co dzień pistoletów.Pański? . . z której były zrobione worki. wskazując na przegubowiec. Murphy zrozumiał. 96 . .Jakoś daleko od głównej szosy. . Z podartej folii.zapytał Murphy'ego sierŜant.Tak . który ściągnął przyczepę z szosy na pole.Forsyth Opowiadania.zapytał sierŜant farmera.Czysta robota przez otwarte drzwi przegubowca i cztery z nich rozpruły się. Nawet w świetle latarki trudno nie rozpoznać sterczącej w górę wielkiej rury bazuki czy karabinu maszynowego. Zabierze je pan jutro rano. Dokumenty były w całkowitym porządku. . a drugie zamazane gliną powiedział zwracając się do farmera. tylko wtedy.Tego pojazdu nie widać z odległości dziesięciu metrów.Był bardzo zadowolony ze swojego Ŝartu. . . . Policjanci podeszli powoli do unieruchomionego traktora i jego przyczepy. .Czy ma pan prawo jazdy? . Ale kiedy światła przygasły. . kiedy eskortuje ministrów. który wypadł z podartego worka. . .Liam Clark? . Ŝe ma tylko jedno wyjście: zamydlić im oczy. Ale na razie nie moŜe pan prowadzić z tymi światłami. Murphy sięgnął do szoferki i podał mu plik dokumentów.Tak. kiedy nic. i obejrzeli sobie rozrzucone bele słomy.Traktor i przyczepa były zupełnie niewidoczne. Posterunkowy zaświecił latarkę i puścił promień światła na całą tę breję. SierŜant wybuchnął śmiechem. Za chwilę się przekonamy. Policjant przyglądał się przednim światłom przegubowca.powiedział sierŜant.Papiery .a ty jesteś utytłany gównem po uszy! .zapytał go sierŜant. Przeszedł na tył wozu sprawdzić stan tylnych świateł. Ŝe są w porządku. . niech pan im się przyjrzy. Ŝe są takie dni. Wszyscy trzej przeszli na tył cięŜarówki. ale pan władza ma rację odezwał się Murphy.Drzwi się otworzyły .zakomunikował. SierŜant zwrócił Murphy'emu dokumenty i zainteresował się farmerem. Chciałem jak najszybciej odwieźć ładunek i znaleźć się w domu. Za kilka minut odjadą.Co pan wiezie? . Bardzo dobry dla róŜ.Nie chciałbym robić z tego sprawy.Składa się z mchu torfowego i sproszkowanego nawozu krowiego. Rozdarły się. ale to nic się nie udaje. Kiedy Murphy zobaczył światła wozu. w łóŜku. Lufa automatu sierŜanta wycelowała Strona 58 . Murphy'ego ścisnęło w dołku. Murphy skinął potakująco głową. Z tuzin worków wypadło 97 7. .Mam nadzieję. Zyskały jego uznanie. . .W domu.zaŜądał sierŜant. Obrócił się do farmera. . Murphy poczuł się raźniej. Drugi policjant wyłonił się spoza przegubowca. Proszę zjechać traktorem w pole i sprzątnąć słomę z drogi.odpowiedział Murphy.txt domku w okolicy Annamoe.odparł Murphy. jeszcze przed chwilą pewny siebie i zaczepny.zawołał . stanął twarzą w twarz z rzeczywistością. i to oświetlony. . . Podwieziemy pana do domu i przy okazji obejrzymy sobie pańskie dokumenty. Tymczasem drugi policjant obejrzał sobie traktor i powrócił do sierŜanta. pomyślał w pierwszej chwili. wysypywał się brunatny nawóz. . juŜ zaczął zachowywać się defensywnie. i właśnie wracał do stolicy. W tych ciemnościach mogło mu się to udać.Sztuczny nawóz . Samochód miał na dachu znak Gardy.odparł Murphy. DuŜo później Murphy powiedział towarzyszowi z celi. Szefie.Kilka worków wypadło na drogę.Niewątpliwie ubezpieczenie teŜ jest u pana w domu . więc spieszyło mi się. a teraz ładował na nią bale. .Tamten wiezie ładunek gówna . Ten. i bardzo późno . Ŝe to po prostu prywatny samochód.

a potem w czasie krótkiego spaceru do biurowca towarzystwa ubezpieczeniowego. aŜ do stacji Charing Cross. Od dwudziestu pięciu lat jeździł codziennie tym samym pociągiem o tej samej porze z małego i nudnego miasteczka Edenbridge do stacji Charing Cross w Londynie. wyciągnął magazyn z poduszek. zastanawiał się nad konsekwencjami swojego odkrycia. ale takŜe na cienkie czasopismo. Ŝeby go wydostać .Muszę wyznać coś niecoś . Wtedy. Murphy westchnął głęboko. Nutkin wyciągnął je w przekonaniu. przeraŜony własną odwagą. ToteŜ tego dnia Nutkin niezwykle ostroŜnie przechodził przez ulice. w których chciałby przeŜyć następne dwa lata. Powoli uniósł ręce do góry. Ale Samuel Nutkin ociągał się. aby wyrzucić swój ludzki ładunek na zatłoczony peron numer sześć. Jej twarz zakrywał biały kwadrat z napisem: Ogłoszenie nr 331. który został przejechany przez samochód. NIEWYPAŁ Gdyby Samuel Nutkin. jadąc pociągiem podmiejskim z Edenbridge do Londynu. Słyszał kiedyś o człowieku. który leŜy w szpitalu z nogą na wyciągu i wie.Magazyn kontaktowy dla seksualnie wyzwolonych. szukał melonika tak długo. Ale wcale nie dlatego. Nie były zresztą najbezpieczniejszym miejscem na świecie. Środek okładki zajmowała fotografia dorodnej kobiety o wydatnych piersiach. czuł się dość niewyraźnie. Nie tylko nie udało mu się porwać dziewięć tysięcy butelek koniaku. i powracał do hrabstwa Kent. majstrował coś przy teczce. Ŝe wszyscy znają jego tajemne grzechy.Forsyth Opowiadania. wsunął-go do teczki i włączył się w strumień meloników i biletów sezonowych. Bo kiedy wsunął między nie dłoń.Grupy . Historia ta od dawna prześladowała Samuela Nutkina.stało się. Ŝe jest to rozkład jazdy. Samuel Nutkin nie był przyzwyczajony do "tych rzeczy". Wieczorem zaś wsiadał do pociągu na stacji Cannon Street. Jak moŜna się z czegoś takiego wytłumaczyć? CóŜ to za wstyd dla człowieka. Nikt na niego nie patrzył. nie upuścił futerału od okularów między poduszki siedzenia przedziału. Czym prędzej wsunął je z powrotem pomiędzy poduszki i rozejrzał się dokoła. ale ulice Dublina na pewno do nich nie naleŜały. takŜe zawsze o tej samej godzinie. Magazyn miał nieduŜy format i błyszczącą okładkę. To musiał być właśnie jeden z tych dni. Ktoś kiedyś odkrył. toteŜ przez 99 całą drogę. Samuel Nutkin odetchnął z ulgą. zwijał parasol. twarz mu poczerwieniała.był to tytuł pisma . Nie miał szczególnych wątpliwości co do tego. Drzwi wagonów rozsunęły się. Kiedy spojrzał na okładkę czasopisma. w czasie przejazdu do Mansion House. Ŝe ludzie nabierają cech odpowiadających przydomkom. znaleziono paczkę pornograficznych zdjęć. Kiedy w szpitalu zbadano zawartość jego kieszeni. aŜ znalazł się sam w przedziale.txt w Ŝołądek Murphy'ego. a po prawej za oknem przesuwała się właśnie stacja Hither Green. pozostawione tam zapewne przez poprzedniego pasaŜera. zmierzających ku wyjściom. Powodowała nim po prostu zwykła ciekawość. w windzie prowadzącej na Cannon Street. W końcu dotarł jednak do lokalu towarzystwa ubezpieczeniowego. Po lewej stronie stary Fogarty męczył się nad krzyŜówką. Ŝe był mu potrzebny. W drodze z pociągu do kolejki podziemnej. Pan Nutkin nigdy w Ŝyciu nie widział takiego pisma.a niŜej: Samotni Pary . Ich właściciele czytali tabele notowań giełdowych. jeden Times i jeden Guardian nadal kiwały się rytmicznie w takt jadącego pociągu. kim jest ów "ktoś". Widniały na niej słowa: Nowy Krąg . Jego palce natrafiły nie tylko na futerał. gdzie pracował jako urzędnik. ale niechcący przechwycił transport przemycanej przez kogoś broni. Strona 59 . . Po drugiej stronie przedziału dwa egzemplarze Financial Timesa. Nutkinowi niepotrzebny był więc rozkład jazdy. Potrafił wyobrazić sobie wiele miejsc. cała ta historia w ogóle by się nie zdarzyła.powiedział.

o ich pracy. Wykorzystywał przerwę obiadową. Nutkin kochał City. W ciągu tych lat dopasował się do swojego biurka .zaŜywny. Ŝółtych i brunatnych ludzi.Chlebowa. Kukurydziana. sympatyczny człowiek bliski pięćdziesiątki. równie solidnej jak Bank Angielski. został zdemobilizowany po wojnie w wieku dwudziestu pięciu lat. zapadały decyzje o losach milionów ludzi.i po miejskich murach. oszukiwali czarnych. jak to było 100 w Średniowieczu. Myślał. a będzie chodzić z przymruŜonymi oczami i mówić jak Humphrey Bogart. Ten przydomek przesądził o jego losie. które wlewały się codziennie do City. Ŝe czyha na niego policja obyczajowa. "Figlarz" będzie tak długo małpować i wymyślać kawały. czy teŜ poza nim. 101 Diagnoza doktora Bulstroda określała jej chorobę jako zaawansowaną hipochondrię. aby po ośmiu godzinach pracy odpłynąć do podmiejskich rezydencji. Udało mu się dostać stałą posadę z niezłą pensją i zapewnioną emeryturą. poŜyczać. Ŝe jest "słodki". Zaskoczyły go i zdumiały. Samuel Nutkin miał dziesięć lat. Przy niektórych znajdowały się zdjęcia. był bowiem uczciwym obywatelem. spekulować. Lettice. zdobywali skarby. Tutaj. Minęło ćwierć wieku. wsunął go na dno teczki i szybko wrócił do swojego biurka. Wystarczy. na tym skrawku ziemi w samym sercu Londynu. Schował swój skarb pod dywan przed kominkiem. zabudowanym bankami. zamknął się tam i zabrał się do czytania wszystkich ogłoszeń w Nowym Kręgu. Była wątłą i suchą kobietą o ostrym nosie i jeszcze ostrzejszym głosie. czy to w łóŜku. Był więc Nutkin w śródmiejskiej dŜungli Londynu przyjaznym i nieszkodliwym stworzeniem o cechach określonych przez swój młodzieńczy przydomek. kiedy naprawdę sprzedawano tu chleb. czyli pani Nutkin. Ŝe to siedlisko największych rozbójników świata. była niemal całkowicie przykuta do łóŜka. które traktowały go po macierzyńsku i mówiły. Ŝeby poznać osobiście zamoŜnych i hojnych dŜentelmenów. Wieczorem udało mu się przewieźć pismo do mieszkania w Edenbridge. zawsze gotowym do największych poświęceń. Kurza .usługi. rabowali i odsyłali łupy do miasta. Będąc w randze kaprala. aŜ mu się to znudzi. meloników i teczek. a mury rzeczywiście broniły miasta. magia zblakła i wtopiła się w szary strumień ciemnych garniturów. Lettice nigdy tam nie zajrzy. aby zaoszczędzić Ŝonie nawet Strona 60 .w kaŜdym razie dla Samuela Nutkina . chociaŜ przez całą drogę zdawało mu się. Ale zupełnie nie był przyzwyczajony do czytania czy choćby tylko noszenia w teczce pornograficznych pism. którzy wśród tych zimnych kamieni umieli porwać się na finansowanie awanturniczych wypraw do najdalszych zakątków świata. rozpościerającej swoje macki na wszystkie strony świata. Pracował w siedzibie gigantycznej bankowej ośmiornicy. kukurydzę i drób. spółkami akcyjnymi i domami ubezpieczeniowymi. Mimo to pozostał wiernym i przywiązanym męŜem. zamoŜności czy nędzy. Twierdziła. Wiele lat upłynęło od czasu. Ŝe kobiety ogłaszające się w tym piśmie marzyły głównie o tym. Nutkinowi nigdy nie przyszło do głowy. JednakŜe tego ranka w jego Ŝyciu nastąpił przełom. kiedy jeden ze szkolnych kolegów nazwał go "wiewiórką". Ŝeby zaczęto wołać na chłopca "łobuziak". aby tu inwestować. przewaŜnie amatorskie fotografie pań w samej bieliźnie. Inne ogłoszenia odznaczały się wymownym tekstem reklamującym tajemnicze . Przekradł się do ubikacji. Podziwiał ludzi. Przeczytał magazyn od deski do deski. Ŝeby spacerować po starych uliczkach o tradycyjnych nazwach .Forsyth Opowiadania. Szybko zrozumiał. Ŝe cierpi na cięŜki artretyzm i dolegliwości sercowe. kiedy była źródłem fizycznych uciech Samuela Nutkina.txt które im nadano. Z ich inicjatywy Ŝeglarze i handlarze sprzedawali i kupowali. parasoli. uprzejmy i miły dla sekretarek. którego gmach królował tuŜ obok. Był juŜ od dwudziestu pięciu lat urzędnikiem wielkiej firmy ubezpieczeniowej. w samym środku miasta.

Ŝe Sally mieszkała w centrum Londynu. Ŝe będziemy się mogli dobrze zabawić. Ŝe zamiast języka ma w ustach kawał starej gumy. pamiętam cię. w drodze do miasta.Tak. usiadł i napisał do niej list. a z pozostałych pasaŜerów Ŝaden nie podniósł nawet głowy. był Strona 61 . Kiedy o dwunastej trzydzieści następnego dnia Nutkin stanął przed drzwiami mieszkania w jednym z zaułków Bayswater.O. .. Nie zajmowała się na szczęście domem ze względu na ból w plecach. Ŝe była wysoka i miała zaokrąglone kształty. W słuchawce słychać było szelest przewracanych kartek papieru. Sally. moŜna było wnioskować. Był to notabene jego prawdziwy adres.Forsyth Opowiadania. bardzo dziękuję za zainteresowanie się moim ogłoszeniem. Znalazł własny list. na której podał jej śniadanie. Henry. Czy chciałbyś do mnie wstąpić.txt najmniejszych przykrości. odchrząknął i powiedział: . moi przyjaciele na ogół dają mi niewielki prezent. Czy to ci odpowiada? Nutkin skinął głową i powiedział: "Tak".A kto mówi? . . Henry Jones... Pomaga mi to w płaceniu komornego. Usłyszał niski głos kobiecy: "Halo?" Nutkin wepchnął monetę do aparatu. Stary Fogarty wpisywał jednak właśnie pozycję numer piętnasty (poziomo) do krzyŜówki. Halo. Jest tylko jedna mała sprawa.AleŜ tak. Zadzwoń pod numer. Samuel Nutkin przepisał numer telefonu na kartkę papieru i schował ją do portfela.. Czy to panna Sally? . nie było więc obawy.Mogę tylko w porze obiadowej. i obawiał się. Napisał krótko i rzeczowo na kartce zwykłego biurowego papieru. czuł.. Po napisaniu listu naleŜało włoŜyć go wraz z zaadresowaną do siebie i ofrankowaną kopertą do drugiej koperty.wyjąkał. Pracuję w City. po czym wyjaśnił. Zaczął od zwrotu "Droga Pani".. Przez następne kilka dni biegł do drzwi wejściowych. w dzielnicy Bayswater. Niczego więcej w kopercie nie było. Otrzymałem dziś rano od pani odpowiedź na mój list w sprawie pani ogłoszenia. W samym środku magazynu były szczegółowe instrukcje co do sposobu przesyłania odpowiedzi na ogłoszenia. a list wraz z kopertą podarł. Drogi Henry. wobec tego kiedy będziesz? .E. Jestem pewna. gdy tylko słyszał kroki listonosza.. podając się za niejakiego pana Henry Jonesa. opatrzonej numerem ogłoszenia wypisanym ołówkiem. .. zamieszkałego na 27 Acacia Avenue. 102 Kiedy wracał do przedziału.Zgadza się . Numer telefonu wskazywał. Kopertę tę wraz z naleŜnością za usługę polecano włoŜyć do trzeciej koperty i wysłać na londyński adres czasopisma. . kochanie? Samuel Nutkin poczuł.Czy jutrzejszy dzień ci odpowiada? Doskonale. bardzo chętnie .. Następne trzy dni upłynęły Nutkinowi na głębokich rozmyślaniach.. Z krótkich informacji. Ŝe czytał jej ogłoszenie i bardzo chciałby się z nią spotkać... Trzeciego dnia zdecydował się.. . widzisz. Ŝe ma wypieki. Szóstego dnia zobaczył wśród listów kopertę zaadresowaną do Henry'ego Jonesa. poszedł do toalety i drŜącymi palcami otworzył kopertę.odpowiedział matowy głos. Wsunął ją do kieszeni i poszedł na piętro. Nazywam się Jones. Ściskam. W przerwie obiadowej Nutkin nakręcił podany mu numer z automatu w najbliŜszej stacji kolejki podziemnej. jakie podawała. Ŝeby zabrać od Ŝony tacę.. a na jego odwrocie ręcznie wypisaną odpowiedź: Drogi Henry. wrzucił do klozetu i spuścił wodę. W pociągu.. Podam ci adres. e. w takim razie jutro o dwunastej trzydzieści. Ŝe towarzysze podróŜy zwrócą na to uwagę.Świetnie. .Doskonale. Pan Nutkin wykonał to wszystko starannie. Jakieś dziesięć funtów. a wieczorem jadę do domu. Ŝe zajrzy pod dywan. które dotyczyły przede wszystkim jednej z ogłaszających się pań..

zauwaŜył. . . zamknęła za nim drzwi i powiedziała cicho: .W porządku. Kiedy zrozumiał całą prawdę. . Zdjęcia. Ŝeby zdąŜyć na pociąg do City. Poza tym była o dobre piętnaście centymetrów wyŜsza od niego.Forsyth Opowiadania. dość grubą kopertę. Henry? Samuel Nutkin skinął głową i wyciągnął z kieszeni spodni dziesięciofuntowy banknot. I nie denerwuj się tak. przy którym jadł śniadanie. Kiedy szlafrok rozchylił się. Pokazywały wszystko czarno na białym. niŜ się spodziewał. Mylił się jednak. na zniszczonej 103 twarzy miała grubą warstwę makijaŜu. Ŝe jest w niej jakaś reklamówka. Dopiero kiedy mijał New Cross.Nie wstydź się. Prócz grubej koperty nadanej w Londynie i zaadresowanej na nazwisko Samuela Nutkina był jeszcze list do Lettice od jej siostry i rachunek z kwiaciarni za jakieś rośliny doniczkowe. Poszedł za nią do pokoju. ogarnęło go przeraŜenie. Ŝe ma usta wypełnione szybko schnącym cementem. Ktoś najwyraźniej przyglądał mu się przez wziernik w drzwiach. a na co najmniej dwóch moŜna było doskonale rozpoznać jego własną twarz. Drzwi do przedpokoju zostawiła otwarte. Stuknęła jej juŜ na pewno czterdziestka.Proszę wejść . co masz na myśli. ale po namyśle doszedł do wniosku. .To bardzo trudno wytłumaczyć . Czy masz jakieś szczególne Ŝyczenia? Nutkin przysiadł na brzegu fotela. Zdawało mu się. który następnie zdjęła i powiesiła na haku. Wzięła go i włoŜyła do leŜącej na komodzie torebki.powiedziała lekko.krzyknął.Usiądź i odpocznij sobie. LeŜały teraz na stole. Zaniósł jej list od siostry na górę. Wrócił do pokoju. Kiedy wszedł. Henry? Proszę. . Wystarczyły same zdjęcia. Nutkin beztrosko otworzył grubą kopertę. Z koperty wypadło sześć fotografii. Ŝe ma stanowczo za szerokie biodra. Patrzył przez okno przedziału i starał się uspokoić skołataną głowę. Miał ochotę pozostać w domu i symulować chorobę. a Nutkin wpatrywał się w nie w niemym zdumieniu. .usłyszał. Ŝe ma gorączkę. Po chwili namysłu wziął jednak całą paczkę i spalił ją za garaŜem. Pomimo sięgającego do ziemi szlafroka widać było.Więc jesteś. wdeptując obcasem popiół w mokrą ziemię. zabrał tacę po śniadaniu. Kobieta uśmiechnęła się zalotnie.Marynarka! . dalekie od technicznej doskonałości. spodziewając się. Ŝe nosi pod nim czarne nylonowe majtki i czerwoną koszulkę. który zastanawiał się właśnie nad siedem pionowo. moŜe dzięki wysokim obcasom.Marynarka i portfel! Stary Fogarty. wejdź do pokoju. Nie zdziwiła się. Była starsza. po czym pobiegł na stację. Pokój był licho umeblowany i nie było w nim wielu przedmiotów osobistych. Nie znalazł nic. tam gdzie wciąŜ spoczywał numer feralnego magazynu. Powiedział jej to w końcu. Po trzech dniach listonosz doręczył na Acacia Avenue 27 wraz z innymi listami zwykłą. Mów.txt pewny. Samuel Nutkin wybrał pocztę ze skrzynki i połoŜył ją na stole. Twarz kobiety była ostra na wszystkich zdjęciach. Trzęsącymi się rękoma szukał jakiegoś słowa wyjaśnienia w głębi koperty. Zamknęła drzwi na klucz i włoŜyła go do kieszeni szlafroka. Zdejm marynarkę. . Strona 62 .Czy masz dla mnie ten mały prezencik. spodnie i buty i chodź do sypialni. Zastukał nerwowo do drzwi. .Wielu panów o to prosi.wymamrotał. Ŝe wzbudzi to tylko podejrzliwość Lettice. Serce biło mu jak młot. w jaki sposób został nabrany. . Sally znów się uśmiechnęła. były jednak dostatecznie wyraźne. Usłyszał kroki w przedpokoju. Potem nastąpiła cisza. zorientował się. 104 Ogarnięty ślepą paniką wsunął fotografie pod dywan przy kominku. porozmawiamy sobie. Usłuchał jej i poszedł za nią przez przedpokój do jasno oświetlonej sypialni. Na jej odwrocie teŜ nic nie było.

Forsyth Opowiadania. Samuel Nutkin zerwał się z fotela i zostawiając Ŝonę przed telewizorem pobiegł do aparatu znajdującego się w przedpokoju. Zresztą nic mi nie mogą zrobić. Były do niego trzy telefony. której oczywiście nie znał. Ŝe nawet przy pomocy policji nie dowie się niczego.Tak. i to na fałszywe nazwisko. . pozostał na dole i dokładnie Strona 63 .No cóŜ. . brzmiał jakby przez chustkę nakrywającą mikrofon. wiem. Czy otrzymałeś mój bilecik dzisiejszą pocztą? . Mówił męŜczyzna. . Nutkin dobrej nocy nie miał. Jednak numer był zastrzeŜony i bez polecenia sędziego pokoju biuro numerów nie udzielało informacji. Głos był stłumiony. Wtedy zrozumiał. Pan nosi w portfelu bardzo wiele legitymacji. W przerwie obiadowej spróbował połączyć się z numerem podanym przez Sally. Nie było więc pomyłki. ale odpowiedział mu zachrypły męski głos.Przyjrzałeś im się dobrze? Samuel Nutkin zacisnął zęby. przyjacielu. które przerwały jej popołudniową drzemkę. klisze i odbitki.Czego ode mnie chcecie? .Kto mówi? . Odebrał pewnie od tego czasu wiele telefonów do jakiejś Sally. Zastanów się nad całą sprawą trzeźwo i na zimno. Nutkin spróbował połączyć się ponownie przez telefonistkę. powiedział. I do sekretarza twojego klubu tenisowego.mruknął . Biuro czasopisma przesyłało na pewno odpowiedzi na ogłoszenia pod jakimś jednym umówionym adresem. .Tak.Panie. Okazało się. . Czy dostałeś odbitki? .Tak. ale trudno było się Nutkinowi zorientować. Ŝe nie zna Ŝadnej Sally i Ŝe to pomyłka. niech pan tego nie robi . . odpowiedział jednakŜe ten sam męŜczyzna. Tego ranka w Ŝaden sposób nie mógł skoncentrować się na swojej pracy. ale głos w słuchawce przerwał jego protesty. Dobrej nocy. Nutkin pojechał taksówką na Bayswater. Ŝe mieszkanie jest zamknięte.wybuchnął Nutkin. przesuwające się za oknem wagonu. . .spytał. panie. Nie był przystosowany do takich sytuacji.Ósma trzydzieści. panie Nutkin. i juŜ zostało opuszczone.Pan Samuel Nutkin? . Mam chyba obowiązek posłać te zdjęcia do twojego szefa.Pan Nutkin? . Ŝe musi uregulować ogrzewanie. Zimny strach ściskał mu Ŝołądek.To niewaŜne. niegrzeczny z ciebie chłopiec. .Tak. a na bramie wisi napis "Do wynajęcia".txt pokręcił głową. przyjacielu. . . Lettice zrzędziła jeszcze bardziej niŜ zwykle. 105 Po raz czwarty telefon zadzwonił zaraz po ósmej. MoŜesz dostać to wszystko. który oświadczył. Mieszkanie zostało najwyraźniej wynajęte na jeden tydzień. Kiedy Nutkin wrócił do domu. A drugi komplet odbitek mogę posłać do pani Nutkin. . Samuel Nutkin wpatrywał się ponuro w południowe przedmieście Londynu.Zadzwonię jutro rano o ósmej.A moŜe jednak pan Henry Jones? Samuel Nutkin poczuł ucisk w dołku. gdzie pracujesz i znam nazwisko twojego zwierzchnika. a numer telefonu naleŜał do całkiem obcego człowieka. który po powrocie z urlopu zastał sforsowany zamek u drzwi swego mieszkania. Zadzwonił do informacji i próbował sprawdzić adres podanego mu numeru. z którym rozmawiał po południu. Kiedy Lettice szła spać.Zadałem ci pytanie. czy to ten sam.Nie .za duŜo liter.Zaraz się rozłączę. Nie próbuj zwracać się do policji. AleŜ tak. O której godzinie wychodzisz do pracy? . Telefon zamilkł.

Telefon zadzwonił punktualnie o ósmej. dwa listy. . Ŝe chodzi o dług karciany. legitymacja członkowska klubu tenisowego. . Zadzwonię wieczorem o ósmej. która moŜe nadejść w czasie jego pobytu w biurze. ksiąŜeczka czekowa.Tysiąc funtów . .wyjąkał.W takim razie postaraj się o nie . ubrany jak zwykle w szary garnitur. Ŝe musi się zastanowić. Głos umilkł i w słuchawce rozległ się sygnał. WyobraŜał sobie dyrektora Bensona w gabinecie na najwyŜszym piętrze. MoŜe pójść na policję? Oni mogliby oczywiście znaleźć tych ludzi mimo fałszywych nazwisk i adresów. Nie przeŜyłaby tego. Siedział niby samotny karzełek w meloniku pośród kwiatów i drzew. Ŝe będziesz je musiał kupić. Ŝeby się o czymkolwiek dowiedziała. To wszystko przekraczało jego wyobraźnię. Powiedział kierownikowi swojego działu. z melonikiem.AleŜ ja nie mam tyle pieniędzy! . Nutkin przełknął kilka razy ślinę. .txt skontrolował zawartość portfela. O dziewiątej trzydzieści opuścił park. Zwłaszcza gdyby zaŜądał od dyrektora.Zastanowiłeś się? . ale poszedł do parku i usiadł na ławce. Samuel Nutkin był wstrząśnięty.Tak . ale tyle osób mogło rzecz rozszyfrować.zapytał nieznajomy. . dwa zdjęcia z Ŝoną. Nie pił. Ŝe chodzi o kobietę. Myślał o zebraniu prezydium klubu tenisowego. .31 do Charing Cross. na którym wszyscy podają sobie z rąk do rąk te straszne fotografie. jeŜeli wolisz. proszę pana. przenikającym przez firanki sypialni. ale wywołałoby to niewątpliwie duŜe zdziwienie w banku.Chcesz te negatywy? .odpowiedział drŜącym głosem Nutkin. Ale potem odbyłaby się sprawa sądowa. Ale zdobądź tę forsę. Ŝe w takich wypadkach moŜna nie podawać nazwiska. i to szybko. Nutkin poszedł na górę. Nie palił. gotowy do szybkiego marszu na stację. Mógłby powiedzieć. 107 Przypuszczał.Forsyth Opowiadania. ale po południu będzie na pewno za biurkiem. prawo jazdy. Nutkin nieraz czytał w gazetach. przyjacielu. patrzył na niesympatyczną twarz Ŝony śpiącej w sąsiednim łóŜku .i usiłował sobie wyobrazić. Kolejowy bilet sezonowy. Jeszcze dziś. Tego dnia nie wsiadł jednak jak zwykle do pociągu odchodzącego o 8. aby dowiedzieć się sporo o nim i jego miejscu pracy. zwołanego specjalnie w celu ponownego rozpatrzenia jego członkostwa. a to było niemoŜliwe w towarzystwie starego Fogarty'ego z tymi jego wiecznymi krzyŜówkami. na której trzeba by było wystąpić w charakterze świadka. A więc nie wolno dopuścić. Taki wstrząs zabiłby biedną Lettice. Ŝe figuruje się jako pan X. MoŜesz dostać poŜyczkę na hipotekę swojego domku albo.Nie jestem bogaty . znalazł budkę telefoniczną i zadzwonił do biura. Ŝe gdyby się postarał.pytał w kółko samego siebie. samochodu. .Obawiam się. Po drodze łamał sobie głowę szukając Strona 64 . a poza tym naleŜy ci się mała nauczka.szydził głos w słuchawce.Ile Ŝądacie? .zaprotestował. poŜyczyłby jakoś te tysiąc funtów. . parasolem i teczką w ręku. Wiedział. Ŝe w karty nie gra. Jedno było jednak pewne.Tak. Potem poszedł do banku. białą koszulę.Lettice zawsze chciała spać osobno . i to w gotówce. Ŝeby wypłacono mu tę sumę zaraz. Co robić? Co robić? . pocałował Ŝonę w policzek i udał się do pracy. Po dwudziestu pięciu latach monotonnego Ŝycia biurowego nie sposób ukryć sprawy sądowej. Musimy pokryć nasze wydatki. bo wszyscy wiedzieli. co powiedziałaby po otwarciu grubej koperty. Samuel Nutkin czekał juŜ w hallu. ale nikt by mu nie uwierzył. Ŝe źle się czuje. jeŜeli nie liczyć kieliszka wina od czasu do czasu. jak siedzi i trzyma w ręku paczkę odbitek. karta klubu ubezpieczeniowców 106 więcej niŜ trzeba.rzucił głos bez wahania. Później w bladym świetle ulicznej latarni. NajwyŜej czasami jedno cygaro po proszonej kolacji. A więc z pewnością domyślą się.

Ŝeby pan przemyślał wszystkie przykre konsekwencje. . i zabrał się do pracy nad księgami rachunkowymi.. Mów dalej! . czy tamci nie zaŜądają następnych sum? Na pewno wyciągną z niego cały majątek. Ŝe czuje się znacznie lepiej.No i co.Jutro w przerwie obiadowej wsiądziesz w taksówkę i pojedziesz na Albert Bridge Road. tak. . które kaŜdy człowiek powinien mieć w domu. kiedy znajdziesz się w parku. co ci kaŜę. .Słuchaj. kolbę do zalutowania dziury w czajniku i kilka innych drobnych przedmiotów. w którym stoją dwie ławki. O tej porze nie powinno tam być nikogo. Pamiętaj. W kilku innych sklepach zakupił: pół kilo lukru . Nutkin postanowił za wszelką cenę oszczędzić Ŝonie takiego ciosu. Ten szok na pewno by ją zabił. Ŝe od momentu. Był człowiekiem zbyt ostroŜnym.Nie . A poza tym. W połowie alei skręcisz w lewo i pomaszerujesz w stronę centralnego placu.odezwał się wreszcie zachrypły głos. przewraŜliwiona Lettice.Czyś ty zwariował? . durny człowieku . co mu się przytrafiło? Chyba wymuszaniem pieniędzy pogróŜkami.Albo zrobisz. pomyślał z goryczą. jakby mu powiedział: "Jestem ofiarą szantaŜu i proszę o poŜyczkę w wysokości tysiąca funtów". . Po drugiej stronie zapanowało nasycone zdumieniem milczenie. Nie mógł stanąć przed dyrektorem z tak dziwnym i trudnym do wytłumaczenia Ŝądaniem. Postanowił w kaŜdym razie nie brać pieniędzy z miejscowej filii banku. O godzinie ósmej tegoŜ wieczoru siedział jak zwykle z Lettice przed telewizorem. nieszczęsna. Zrozumiałeś? .Właśnie tego się obawiałem. Wejdziesz do parku Battersea i pójdziesz Aleją Zachodnią w kierunku rzeki. dwie baterie do latarki elektrycznej. Przy drzwiach banku opuściła go jednak odwaga. pułapkę na myszy.31.tłumacząc sprzedawcy. niech mi pan odeśle te negatywy i zapomnijmy o wszystkim. Wyjdziesz z parku drugą bramą. Jak nazywają to. panie Nutkin? .Panie. więc dla wypeł108 nienia czasu poszedł po zakupy. .txt jakiegoś wyjścia i przypominając sobie wszystkie sprawy o szantaŜ. I jeszcze jedno. Zapewnił szefa.odpowiedział Nutkin i zanim tamten mógł się odezwać. ale czy moŜna pomóc ofierze szantaŜu? Gdyby był młodszy i do tego kawalerskiego stanu. powiedziałby im. zamykaną na klucz kasetkę na pieniądze. Ŝeby nosić przy sobie tysiąc funtów. albo dla samej przyjemności posyłam te fotki do twojej Ŝony i szefa! Nutkin westchnął. . będziesz obserwowany.Forsyth Opowiadania. Niech ci nie przyjdzie Strona 65 . Niezła prawnicza formułka.W porządku. . Ŝe Samuel Nutkin potrafiłby w podstępny sposób podjąć jakiekolwiek pieniądze z konta swojego przedsiębiorstwa. wsiadł do pociągu. Rozwiązania trzeba szukać w Londynie . To tak. Ŝe zamierza zalać nim urodzinowy tort Ŝony ..Eee.rozzłościł się tamten.. Była godzina 10. 109 . jedna obok drugiej. a w słuchawce odezwał się zachrypły głos: . Nikomu nie przyszłoby do głowy.Ale chciałbym. Wszedł do sklepu z artykułami biurowymi i zakupił stalową. Miej ze sobą paczkę zawiniętą w brązowy papier.odrzekł powaŜnie Nutkin. a potem i tak roześlą fotografie po ludziach! To prawie pewne.powiedział sobie po długich wahaniach.. Podjąwszy tę decyzję. O drugiej po południu siedział za swoim biurkiem.puszkę sztucznego nawozu przeznaczonego dla róŜ w ogródku. Ŝeby go pocałowali. wsuń ją pod pierwszą ławkę i pójdź dalej. Zadzwonił telefon. pośpiesznie dodał: . o których czytał w gazetach.Zrozumiałem. Ale jak teraz zmienić posadę? Poza tym istniała przecieŜ Lettice. Dojdziesz do takiego miejsca. Do City przyjechał tuŜ przed przerwą obiadową. jakie wynikną z pańskich Ŝądań. pieniądze są. miedziane druciki do bezpieczników.

Stał rozkraczony nad swym pojazdem i studiował mapę. A wiesz. Potem rozległ się ryk motoru i po chwili motocykl znalazł się na zatłoczonej Albert Bridge Road.Bądź spokojna. to ja. kolego. . . .To dobrze. Nawet gdyby ich obserwował jakiś policjant. Po kilku minutach Samuel Nutkin przeprosił Ŝonę i poszedł do garaŜu.nie musi się pan krępować. .Czy Ŝona jest w domu? . . jak mu nakazano. . kochanie. . więc podszedł do motocyklisty i pochylił się nad jego mapą.Chodzi o zbliŜający się turniej tenisowy z policyjnym klubem sportowym. Będąc w tym roku sekretarzem klubu.Chciałbym z panem pomówić o bardzo osobistej i moŜe nawet ambarasującej sprawie. .moi koledzy z policji stołecznej odwiedzili pewne mieszkanie w centrum Londynu..MoŜe powie mi pan teraz.Człowiek wyciągnął legitymację. Ŝe w pobliŜu jest jakiś tajniak. MęŜczyzna odwiesił słuchawkę. o co panu chodzi i dlaczego miałbym być skrępowany? .syknął tamten. Przeszukując je.Proszę. co się wtedy stanie. . Jej zdrowie. sierŜancie.. . .txt do głowy. Stał w progu w długim czarnym płaszczu i na tle pochmurnego wieczornego nieba jego sylwetka wyglądała jak sylwetka przedsiębiorcy pogrzebowego. Ŝe nie. i ulatniam się.Z policji? .Miałem na myśli. a twarz zasłaniały mu gogle i kolorowa chustka. . prawda? W klubie tenisowym zawsze kupujemy kilka.odparł cicho Nutkin.. ale leŜy w łóŜku.krzyknął. .Tak. Kiedy szedł aleją po zachodniej stronie parku i docierał juŜ do zakrętu prowadzącego do placu centralnego. . Nutkin! . Zrób. SierŜant Smiley ze zrozumieniem skinął głową i przeszedł za Nutkinem do salonu.odpowiedział Nutkin.. natrafili w zamkniętej na klucz szufladzie na paczkę Strona 66 .Hej. Jestem tu w związku z pewnym dochodzeniem. Na głowie miał hełm. Mięśnie szczęk sierŜanta drgały pod napiętą skórą. Czy mógłbym prosić pana o kilka chwil rozmowy? .zaczął sierŜant Smiley . Nutkin poczuł ostre szarpnięcie i jego paczka znalazła się w mgnieniu oka w koszyku pod kierownicą motocykla. a wszystko pójdzie gładko..Oczywiście. prawda. Nutkin był człowiekiem uprzejmym. końskiej twarzy i brązowych.Wiem . Nutkin? . niech pan wejdzie. Smiley odchrząknął z zaŜenowaniem.Forsyth Opowiadania. Samuelu? .zaczął. Smiley patrzył zdziwiony. SierŜant Smiley był wyraźnie zmieszany. kochanie . Następnego dnia postąpił dokładnie tak.Przed kilkoma dniami . ale Nutkin nie patrząc na nią skinął głową na znak zgody.Obawiam się. zatrzymał go motocyklista. Pewnego wieczoru do drzwi domku Samuela Nutkina zadzwonił człowiek o długiej. nie mnie wyjaśnił cierpliwie. . Ŝe tym razem nie chodzi o bal policji.. smutnych oczach.przerwał Nutkin . do swojego biura.Nie muszę się krępować. Minął tydzień.? . Wszystko to stało się błyskawicznie.spytał Nutkin po zamknięciu drzwi. nie zdołałby zatrzymać motocyklisty. Ŝeby się pan czuł nieswojo. .Dawaj tę paczkę. . Ŝe gliny mogą coś pomóc. Chciał być przez pewien czas sam.Kto tam przyszedł..Tak.Pan z policji. co ci kaŜę. Najmniejsze podejrzenie.To jeszcze nie powód. Chodzi panu o bilety na bal policji. Ŝe moŜe to pana będzie krępować.SierŜant detektyw Smiley.Pan Nutkin? . czy moŜe mi pan pomóc? . Właśnie w tej chwili rozległ się z góry rozdraŜniony głos: .Nutkin potrząsnął ze smutkiem głową i powrócił do City. spodziewałem się nawet.Pan Samuel Nutkin? . .Mój BoŜe . 110 ..

jak kobieta kazała mu zdjąć marynarkę. Samuel Nutkin patrzył na policjanta z dobrotliwym zainteresowaniem. . Widniała na nim kobieta. 111 Niestety muszę panu powiedzieć. a takŜe o rozmowie telefonicznej i umówieniu się na następny dzień na dwunastą trzydzieści. Czy mogę mówić dalej? Dziękuję.Forsyth Opowiadania. którzy bywali w mieszkaniu tej kobiety bądź zarekomendowani przez osobistych znajomych. gdyby to wyszło na jaw. Samuel Nutkin zbladł i nerwowo zagryzł wargi. . Czy pan mnie słucha? Samuel Nutkin siedział z pochyloną głową i wpatrywał się w dywan. Ŝe to. Poza tym w kaŜdej z kopert znajdowało się około tuzina negatywów. Jest znana policji jako zawodowa prostytutka. zanotował numer 112 telefonu i zniszczył list. Ŝe po powrocie do domu natychmiast spalił magazyn zawierający ogłoszenie i przysiągł sobie. Ŝe męŜczyźni..zawierała kartkę z nazwiskiem i adresem jakiegoś męŜczyzny. . Ŝe na jednej z tych kopert widnieje pańskie imię. .Nie dotyczy ono pana . . zostawić ją w salonie i zaprowadziła go do sypialni.Dziękuję ... SierŜant Smiley zatrzepotał powiekami.A teraz . chowając fotografię do kieszeni. Ŝeby ich potem moŜna było szantaŜować. iŜ posiada pan istotne dla śledztwa informacje. czy teŜ Strona 67 . Smiley spojrzał na niego surowo i ciągnął dalej: . Wyznał. Chciałem pana jeszcze poprosić.. .. OtóŜ. przedstawiających panów w średnim wieku w towarzystwie kobiety w pozycjach.O mój BoŜe. Więc robili zdjęcia. chyba Ŝe się okaŜe. Ŝe zdarzyło mu się to po raz pierwszy w Ŝyciu. kilkakrotnie karana.Nie rozumiem. co robię. Ŝe juŜ nigdy w Ŝyciu nie zrobi niczego podobnego. Nie był przyzwyczajony do takich rozmów.Panie Nutkin. w róŜnych sytuacjach z tą kobietą.wyszeptał. bądź zwabieni przez ogłoszenia. jak przypadkowo znalazł magazyn. nie wiedziałem. Ŝeby opowiedział mi pan. Samuel Nutkin patrzył na sierŜanta ze zdumieniem. Co za wstyd. panie sierŜancie.a było ich około trzydziestu . Ustaliliśmy. Samuel Nutkin jąkając się zrelacjonował sprawę od samego początku. Opowiedział sierŜantowi.Na wszystkich fotografiach była ta sama kobieta..SzantaŜ .Ma pan rację. . w jaki sposób pan tę kobietę poznał. jak otrzymał odpowiedź.. dopóki działa pan w ramach prawa. Pańskie Ŝycie prywatne naleŜy do pana i policja nie interesuje się nim.oświadczył zdecydowanie sierŜant. nie jest nielegalne. jest nielegalne. Opowiedział o tym. wreszcie o wysłaniu go i podpisaniu nazwiskiem Henry Jones. w którym policja dokonała rewizji. co pan robił. powiedział nawet o swojej trzydniowej rozterce i walce z pokusą napisania listu..KaŜda z tych kopert . . które moŜna by nazwać bardzo kompromitującymi. przecieŜ pan mówił. niech mnie pan dobrze zrozumie.wyszeptał . zapoznał się z jego treścią w toalecie biurowej.powiedział sierŜant. nazwisko i adres. .. którą znał jako Sally. Ŝe toczy się dochodzenie? . Czy od tego popołudnia odebrał pan jakiś telefon. Ŝe zajmowała ona przez jakiś czas wraz z pewnym osobnikiem mieszkanie. A odwiedziny u prostytutki nie są przez Ŝadne prawo zabronione. . Przysięgam panu. Opowiedział. byli fotografowani i identyfikowani po to.txt kopert. To. Wreszcie westchnął głęboko. OtóŜ policja stołeczna jest pewna. a sześć negatywów przedstawia pana. Nie będę robił Ŝadnych notatek i zachowam wszystko w dyskrecji.spytam pana o rzecz bardzo istotną.odezwał się Smiley .fotografie. to jeszcze straszniejsze.Czy pan poznaje tę kobietę? Samuel Nutkin przyjrzał się uwaŜnie zdjęciu.O mój BoŜe . Skinął potakująco głową. Przyznał teŜ.. w niektórych wypadkach był równieŜ adres miejsca pracy.detektyw wyciągnął z kieszeni fotografię. .

Mam nadzieję. Kiedy zbrodnicza para otworzyła zamek. . które dotyczą pana osoby. .Ale. szantaŜowani musieli zwrócić się do banku albo sprzedać coś wartościowego. Bardzo trudno będzie znaleźć jakikolwiek ślad.. . które zstąpiło z Olimpu i stanęło przed nim.. ale ludzie zawsze się jakoś o wszystkim dowiadują.my nie prowadzimy śledztwa w sprawie szantaŜu. Wtedy ładunek umieszczony w kasecie wybuchł i rozszarpał oboje na kawałki. który nasze laboratorium zidentyfikowało jako pułapkę na myszy.Nie jestem pewien. wieko odskoczyło na skutek działania mechanizmu. Zdemaskowaliście ich. Aby zgromadzić większą kwotę. To ich ktoś zabił. .Czysta robota mnie dobrali. rozumiem . .powiedział sierŜant juŜ w drzwiach . .Nikt spośród osób znajdujących się na liście nie będzie musiał zeznawać. Z ich zeznań dowiemy się. co teraz będzie z tymi okropnymi fotografiami? .A więc oni kogoś zabili? . Ŝe nie będę musiał składać formalnych zeznań? Wiem. Niszczyli wszystkie dowody z wyjątkiem materiałów fotograficznych. .Nie. Musiał więc znać ich kryjówkę.powiedział. Ŝe te.SzantaŜyści. .Oczywiście. Śledztwo. . czy ta para próbowała szantaŜować innych męŜczyzn? . .zostaną spalone.Tak.Kiedy poinformuję Scotland Yard. . Proszę mi powiedzieć. zastrzelono? . ale ze wstydu nie przyznają się do tego nawet policji.Morderstwo. Mogli szantaŜować setki ludzi.Ale w jaki sposób dojdziecie prawdy? PrzecieŜ niektórzy z tych panów moŜe nawet juŜ zapłacili haracz.Nie doszli do pana i chyba juŜ nie dojdą.Podziwiam człowieka. Większość ludzi ma rachunek w banku. . nie będzie pan świadkiem w tej sprawie. . Nie wiemy jeszcze. Sprawca po prostu dostarczył im do mieszkania paczkę. zanim się do mnie zabrali. który zdemaskował tę bandę i będzie musiał stanąć przed sądem. Nutkin spojrzał na niego z nadzieją w oczach. PrzecieŜ zdemaskowaliście tę parę na podstawie czyichś zeznań. Zawsze pozostaje jakiś ślad. Smiley uśmiechnął się po raz pierwszy. proszę pana . aŜ wreszcie komuś udało się dotrzeć do ich kryjówki. Nutkin patrzył na policjanta ze zdumieniem. Śledztwo w takich sprawach jest trudne.. . panie Nutkin. Ŝe są one teoretycznie poufne.Zestawienia bankowe. PrzecieŜ prowadzicie śledztwo.odparł sierŜant Smiley wstając. Tu chodzi o morderstwo. czy zdobyłbym się na to. . proszę pana.. .. .Nie . który zwrócił się do policji i zdemaskował tych łajdaków . gdyby się do 113 8 .....Bardzo mi Ŝal człowieka. kto.I na pewno inni detektywi Scotland Yardu rozmawiają w tej chwili z kilkunastoma dŜentelmenami figurującymi na zdjęciach. Strona 68 .Forsyth Opowiadania. . W paczce była kasetka na pieniądze z kluczykiem przywiązanym taśmą do wieka. Pan Nutkin patrzył na sierŜanta jak na bóstwo greckie.Nie.Jeszcze chyba do mnie nie doszli. Prowadzili wszystkie rozmowy z automatów telefonicznych.Na pewno .Kto? . sierŜancie. czy ich. .oni nikogo nie zabili. kiedy znaleźli się juŜ w przedpokoju.. nie są istotne dla śledztwa .Nie. Zdjęcia są w ręku policji.mruczał Nutkin.txt moŜe telefonowano w pańskiej nieobecności z pogróŜkami i Ŝądaniem pieniędzy za te fotografie? Samuel Nutkin potrząsnął przecząco głową.Panie Nutkin . SierŜant Smiley spojrzał z uśmiechem na urzędnika biura ubezpieczeń. do kogo szantaŜyści zwracali się o pieniądze.Nie rozumiem.wyjąkał. Na pewno aresztujecie kogoś. .powiedział Nutkin.O! JakŜe się cieszę! Ale proszę mi powiedzieć. .

Na widok Hanleya zasalutował i odsunął się. i niezdecydowanym urzędnikom.roześmiał się.W dzisiejszych czasach. to średnia przyjemność. Jego kierowca nie wyłączył silnika. Kierowca ucieszył się. panie Nutkin. szacowny obywatel angielski mógł zdobyć bombę? Smiley potrząsnął głową. Spacerowanie po tej nędznej ulicy. miał pociągłą twarz i nosił na naramiennikach oznaki majora. Siedzieli okrakiem na olbrzymiej pięciotonowej bombie niemieckiej. (Fragment oficjalnej formuły wygłaszanej przez brytyjską i irlandzką policję do osób podejrzanych. kręcącym się w jego obrębie. Prosił wtedy o zrobienie nowej ramy i zatrzymanie zdjęcia do czasu. niski i tęgi. masywny jak cięŜarówka. . Ŝeby go przepuścić. co za moich czasów.Forsyth Opowiadania. zgromadzonych poza policyjnym kordonem. Podpis pod zdjęciem głosił: Od wdzięcznych mieszkańców wsi Steeple Norton Czarodziejom Rozbrajaczom: majorowi Mikę'owi Halloranowi i kapralowi Samowi Nutkinowi. Szkotów i Francuzów.Ale gdzie. miał na nosie okulary. proszę pana.Byle szesnastolatek! . którą oddał tam przed dwoma tygodniami do oprawy. do tego na deszczu. zawierającego sześć zabezpieczeń przed rozbrojeniem. . zwanej Wielki Fryc. Wchodził w skład najlepszej druŜyny w historii Irlandii i był dumny ze swojej zielonej koszulki. Dobranoc. Zresztą moŜna sobie przeczytać instrukcje w róŜnych ksiąŜkach. Była to stara fotografia. To nie to. Dzisiaj byle szesnastolatek. aŜ się zjawi. przedstawiająca dwóch młodych ludzi w mundurach Królewskich Saperów z oznakami jednostki rozminowywania. jeŜeli tylko zdobędzie odpowiednie materiały. .rzucił kierowcy i wysiadł. Przez trzy kolejne sezony Karl Mullen prowadził ją od zwycięstwa do zwycięstwa. Tego wieczoru fotografia powróciła na honorowe miejsce obok kominka. DOWÓD RZECZOWY Nie jest pan zobowiązany do mówienia. . uczący się 114 chemii. zdobywając co roku Potrójny Puchar i bijąc na głowę Anglików. Walijczyków. Ŝe będę pana jeszcze musiał trudzić. Jeden z młodzieńców był szczupły. Hanley przyglądał się z tylnego siedzenia grupom ludzi. owinął się mocniej ciemnogranatowym płaszczem i ruszył zdecydowanym krokiem w kierunku przerwy w kordonie. . Pełno tu Arabów. Ponad metr osiemdziesiąt dwa wysokości.wyszeptał. u Boga Ojca. Następnego dnia. Przed nimi na kocu leŜało kilkadziesiąt części skomplikowanego mechanizmu bomby. Samuel Nutkin popatrzył z dumą na zdjęcie. moŜe skonstruować ładunek wybuchowy. Wnętrze samochodu było wygodne i ciepłe. Szef lokalnego komisariatu policji zatrzasnął za sobą drzwiczki. ścierając z niej uporczywą mŜawkę. ale wszystko. by potem wspinać się powoli po wszystkich szczeblach policyjnej słuŜby i wreszcie dotrzeć do obecnego stanowiska. co pan powie.) Wielki samochód policyjny zjechał na brzeg jezdni i zatrzymał się w odległości około piętnastu metrów przed kordonem zamykającym ulicę. Irlandczyków i róŜnych innych cudzoziemców. zostanie zapisane i moŜe być uŜyte jako dowód.To nie do wiary . Kiedy Hanley wstąpił w szeregi policji. Strona 69 . Wycieraczki chodziły rytmicznie po powierzchni przedniej szyby.Proszę zaczekać . Przed trzydziestu laty uchodził za najlepszego napastnika rugby. jakiego kiedykolwiek wydało hrabs116 two Athlone. przy której przemoczony policjant kontrolował papiery osób wchodzących i wychodzących z zamkniętego terenu. Główny inspektor Wiliam J. Miał bardzo odpowiedni wygląd. Nutkin wstąpił do ramiarza i odebrał fotografię. Skinął inspektorowi głową i wyłączył silnik. pomyślał. nie jest to takie trudne. Wielki Bili Hanley był policjantem od dwudziestu siedmiu lat. korzystając z pobytu w City. Lipiec 1943. Zaczynał swoją karierę patrolując wybrukowane kocimi łbami zaułki dzielnicy Liberties. Nie myślę. Drugi.txt .

widział naleŜące do domku podwórko. które nie sprawiają przyjemności. Dla mieszkańców nowych bloków. W pokoju na dole znajdował się niewielki kominek. Ale w kaŜdym zawodzie istnieją zadania. Hanley. których bezduszne bryły widoczne były przez mŜawkę w odległości około kilometra. kiedy juŜ nadeszła chwila akcji. Hanley wiedział. sterczał mały domek. I to właśnie ten domek i jego stary. Ŝeby obejrzeć sobie eksmisję ostatniego z ich dawnych sąsiadów. Ŝe było całe pokryte łajnem czterech pstrokatych kur. Odgradzał je dwumetrowy drewniany płot. Rada Miejska zrobiła juŜ wszystko co w jej mocy dla starego samotnika. Strona 70 .i to pomimo kiepskiej płacy i długich godzin. Po prostu kilka metrów gruntu. porośniętego plątaniną chwastów. Nikt nie wiedział. skąd wzięła się taka osobliwa nazwa. Drzwi frontowe były zniszczone i poznaczone bliznami po rzucanych w nie kamieniach. jak gdyby teraz. na gładkim.Forsyth Opowiadania. gdzie niegdyś stały otaczające go 117 domy. Zaproponowano mu zastępcze mieszkanie w nowym. Składała się głównie z ruder połoŜonych tuŜ za dokami północnego brzegu rzeki Liffey. Te kury stanowiły cały dobytek staruszka. Dzielnica ta nie miała nic wspólnego ani z bogactwem. Nie bardzo teŜ było na co patrzeć. bliźniaczych domków. Tego poranka musiał wypełnić jedno z nich: była to eksmisja. Teren ten znajdował się w samym sercu obszaru podlegającego komisariatowi Billa Hanleya. Po jednej stronie ulicy ciągnęły się kupy gruzu. frontem do Mayo Road. ani z przywilejami królewskiej angielskiej rodziny Gloucesterów. powiedzieli Hanleyowi. Jeszcze wąskie przejście do małej brudnej kuchni i drzwi wychodzące na podwórko i stojący tam wychodek. Ale cóŜ to był za ogródek. wejściem do samotnego domku stała największa grupa urzędników. stojąc z boku. Znajdowały się na obszarze zwanym Gloucester Diamond. co robić.txt osiągnięcia sportowe niewątpliwie pomogły mu w karierze. własny domek w innym miejscu. toteŜ jego ściany podparte były grubymi belkami. którzy tam zajrzeli. Dokoła wszystkie inne domy zostały juŜ rozebrane. Miejsce. przeraŜony mieszkaniec stanowili cel porannej policyjnej akcji. Wszyscy wpatrywali się w ruderę. zalewające samotny zamek z piasku. jak panująca tego ranka listopadowa pogoda. będącego niegdyś ulicą o nazwie Mayo Road. Lubił swoją pracę. ogrodzoną z trzech stron wysoką siatką. zupełnie jak pieniek pojedynczego zęba. dawała mu zadowolenie . który tworzył teraz niby-morze. zalano asfaltem. Większa część jej terenu była juŜ zrównana z ziemią. Bili Hanley wysunął się naprzód. Na przestrzeni kilkudziesięciu metrów w jedną i drugą stronę nie stał juŜ Ŝaden budynek. Ale ośrodkiem zainteresowania była druga strona ulicy. była to doskonała rozrywka. trzymanych w klatce przy tylnej części płotu. tej samej szerokości co dom i długie na jakieś osiem metrów. nie bardzo wiedzieli. na których wkrótce miały przystąpić do pracy koparki. czarnym asfalcie nowego parkingu błyszczała woda. ogradzających środek obszaru. składających się z jednego pokoju na parterze i jednego na piętrze. W samym środku przyszłego parkingu. ani z kosztownym blaskiem diamentów. Teren był płaski jak patelnia. Ludzie. on więc był odpowiedzialny za wykonanie zadania. JuŜ od dwóch lat Rada Miejska Dublinu dokonywała rozbiórki szeregu małych. Przeznaczono go dla samochodów przyszłych pracowników projektowanego w pobliŜu biurowca i zajmował przestrzeń niecałego hektara. Widowisko rozgrywając się za podwójnym rzędem barier. potem wąskie schody prowadzące na piętro. okalający coś w rodzaju ogródka. a mieszkańcy przeniesieni do mieszkań w blokach. Ŝe za tymi drzwiami znajduje się przedpokój o powierzchni metra kwadratowego. by przygotować teren i fundamenty pod nowe centrum handlowe. Przed frontowym. Drzwi na prawo prowadziły do pokoju o jednym wybitym teraz i zaklejonym tekturą oknie. jasnym i czystym domu albo mały. którzy przyszli. Od strony chodnika ciągnął się niski ceglany mur. było równie ponure.

Reporterek wziął to za oznakę poufałości. Nie było odpowiedzi.Będziemy tak łagodni.Zaczynajcie . i oto w ów deszczowy listopadowy poranek 118 policja. Hanley odpowiedział mu skinieniem głowy. rozległy się pomruki protestu.odparł Hanley. Hanley skinął głową na szefa urzędu mieszkaniowego. fotograf lokalnej gazety. Barney Kelleher rzucił mu jadowite spojrzenie. Nadal nie było odpowiedzi. Dzieciaki wybijały szyby. lekarz i grupka pomniejszych urzędników. . Odpowiedziało mu milczenie.z jej starszymi współpracownikami.Dobrze .Dajcie mu spokój .powiedział. Obecny był równieŜ Barney Kelleher. Ale stary człowiek trwał przy swoim.Zawsze tak jest.zapytał cicho. gdyŜ nietrudno było zapamiętać tak krótkie zdanie.dodał Hanley i wrócił do grupy stojących przed drzwiami domku urzędników.Pójdźcie po rozum do głowy . Barney mrugnął do inspektora. początkujący reporterek. Urzędnik spojrzał na Hanleya. Zza ochronnej bariery. Prace postępowały naprzód. .Wyciągniecie go siłą? . Wszyscy zamilkli.Ano.txt Odwiedzili go opiekunowie społeczni. . a z nim młody. tak Ŝe o mały włos nie zamarzł? Czy współczucie obrzucało go kamieniami i błotem? Ludzie milczeli.powiedział. wysuwając głowę przez puste framugi okien. . ustawiła się przed frontowym wejściem do domku.Czy to współczucie wybiło mu zimą wszystkie szyby. wyasfaltowany i ogrodzony z trzech stron. przed nim i za nim. Szef urzędu mieszkaniowego przywitał się z Hanleyem. a stary człowiek przeklinał je. . ktoś z wydziału socjalnego. Głównie po to. za którą wciąŜ rósł tłum dawnych sąsiadów. Hanley utrzymywał dobre stosunki z miejscową prasą i przyjaźnił się z pewną rezerwą .Damy mu pięć minut? .zapytał. Nakaz eksmisji wymieniał godzinę dziewiątą. Na pewno był dobrze słyszalny wewnątrz domu. Urzędnik odchrząknął i głośno odczytał nakaz eksmisji. wielcy. wyglądali na zaŜenowanych. krzepcy męŜczyźni. Lokalna prasa bawiła się znakomicie kosztem "Pustelnika z Mayo Road". Ŝe młody człowiek poŜałował swojego pytania. Wreszcie ktoś z tylnych rzędów odwaŜył się odezwać głośniej.powiedział. Wtedy cofnął się do gromadki stojących na drodze urzędników.odpowiedział Hanley i rozejrzał się. czyli zbrojne ramię miasta. Dokoła jego domku. Ale on twardo odmawiał. . Urzędnik podszedł pod drzwi domku i mocno w nie zastukał. Hanley równieŜ popatrzył na smarkatego dziennikarzynę i patrzył na niego tak długo i uparcie. filantropowie i emisariusze miejscowego kościoła. . Za barierą zapanowało milczenie. lecz on nie chciał się nigdzie ruszyć. .powiedział Hanley z powagą.Przykra robota . Obie strony reprezentowały swoje interesy i nie miały powodu do prowadzenia podjazdowej wojny. Ŝeby wykazać się aktywnością. . . panie Larkin? .To biedny stary człowiek! Inspektor podszedł powoli do bariery. . Było juŜ dwie minuty po. która obrzucała dom kamieniami i błotem. .Jest pan tam. dwaj policjanci Hanleya.Okazujecie mu współczucie? .zapytał wesołym głosem. jak tylko potrafimy . Nie cierpię eksmisji.zawołał. tak . . plac na parking został wyrównany. dawali mu coraz to nowe terminy. Strona 71 . patrząc ludziom w oczy. Młody reporter zaczął szybko robić notatki.Forsyth Opowiadania. Dwaj komornicy. Nie śpiesząc się przeszedł 119 wzdłuŜ niej. Tłumaczyli mu. . Było tam jeszcze dwóch przedstawicieli rady miejskiej. Podobnie jak miejscowa dzieciarnia. co i jak.Róbcie swoje . przymilali się do niego. Rada Miejska wydała wreszcie nakaz eksmisji oraz zgodę na usunięcie lokatora siłą. Inspektor skinął na komorników. rozwalano ulicę. Ten skinął głową. Większość spuściła wzrok.zawołał. .

Sam pan zobaczy. . cztery głosy. . Jeden z nich przeszedł pod boczną ścianę. kiedy miał na to ochotę i kiedy trzeba było napędzić strachu łobuzom z doków. JuŜ po chwili komornicy zaczęli schodzić na dół. na drugiej przecznicy w lewo. Stary wciąŜ milczał. .powiedział Hanley. stojący przy wejściu od frontu.Kilometr stąd.Wprowadź go do środka. jest kawiarenka.PołoŜył na ladzie dwa funty.Jest tam! . której uŜywał. tłum zachowywał ciszę. Jego kolega. Inspektor spojrzał na wiszącą na ścianie za barem kartę. 120 .Posadźcie go z tyłu .nakazał komornikowi.Ruszajmy! . Właściciel kawiarni wytarł ręce w ścierkę i spojrzał pytającym wzrokiem na Hanley a. Ciepłe zimą i z dobrym jedzeniem. co dalej robić. Kierowca podszedł do lady. i unikał oczu Hanley a. obydwaj męŜczyźni owinęli go kocem. Komornik postawił starca na nogi. Pomimo swojego wzrostu i siły. Następnie wyciągnął.Panie Larkin! Od tyłu domu dochodził trzask pękających desek. wątłego człowieka.Forsyth Opowiadania.Wrócę po resztę. wszedł do środka i zawołał: .nakazał mu inspektor. . Człowiek stojący od strony frontu podwaŜył drzwi łomem. Podczas gdy komornicy przeszukiwali parter. Jeden z nich niósł starego.ciągnął Hanley. ale tylko na kilka centymetrów.Załatwiono panu bardzo dobre miejsce. Ludzie zauwaŜyli ją. Bili Hanley był człowiekiem łagodnym. Wyszedł na deszcz i przystanął. . Hanley odwrócił się ku swojemu samochodowi i skinieniem ręki przywołał kierowcę. nie wiedząc. wyłamał oba zawiasy. teŜ zaczął walić w drzwi. . Hanley wskazał wolny stolik w kącie. Powziął juŜ decyzję. lecz nie odezwał się. Inspektor wysiadł i zwrócił się do kierowcy. Podszedł do kuchennych drzwi i zastukał w nie łomem. Jeden z komorników wysadził głowę przez ramę wejściowych drzwi.Zostań tutaj i uwaŜaj na niego .rozległy się trzy. Były zastawione meblami. Twarz zniknęła z okna. .Wiedział pan przecieŜ. kiełbasa i frytki . ale przede wszystkim trzeba dać mu teraz porządne śniadanie i kubek gorącej herbaty. Stary człowiek robił wraŜenie niedoŜywionego i nieco nieprzytomnego.Dla tego staruszka.To musiało się wcześniej czy później stać . znacznie łagodniejszym. krzesła i stoły zawalające przedpokój. cienką marynarkę i rozpiętą koszulę. . pomiędzy druciane ogrodzenie i róg ceglanego muru.zawołał do kierowcy. .txt Obydwaj męŜczyźni mieli w rękach łomy. . Z łatwością rozerwał siatkę i wszedł na podwórko. To drugi urzędnik włamywał się do kuchni.Wiedział pan. Opiekun społeczny przybiegł z suchym kocem. na oparcie przedniego siedzenia. . Otworzyły się natychmiast. Strona 72 . Stary człowiek miał na sobie brudne spodnie. cerę niezdrową. Policyjny kierowca zaprowadził tam starego człowieka i posadził go na stojącym tyłem do ściany krześle. która dostrzegła lisa uciekającego przed myśliwymi. . sztuka po sztuce. Milcząc patrzył przed siebie. Rada Miejska moŜe tego biedaka zabrać później do domu starców.Podwójna porcja jajek na bekonie. Urzędnik pokiwał smutno głową i podwaŜając drugą stronę drzwi. niŜ wskazywałaby na to jego grubo ciosana twarz i dwukrotnie złamany nos. A na początek herbata. Ŝe trzeba się będzie przeprowadzić . Kiedy starzec znalazł się w ciepłym wnętrzu samochodu. . Obydwaj urzędnicy wdrapali się na górę po wąskich schodach.powiedział Hanley łagodnym tonem. ale przede wszystkim bardzo przestraszonego. Ze środka nadal nikt się nie odzywał. smaŜone pomidory. Brzmiały jak okrzyki nagonki. Twarz miał pomarszczoną. ale teŜ nie protestował. Hanley usiadł obok niego. Hanley przyjrzał się swojemu osobliwemu gościowi. Samochód podjechał przed kawiarnię. W kawiarni było ciepło i duszno. Hanley ruchem głowy wskazał mu okno sypialni. Nie podziękował. W oknie sypialni na piętrze ukazała się blada twarz. Stary człowiek obrócił z wolna głowę w jego stronę. Jedźmy tam! Kiedy samochód przejeŜdŜał przez przerwę w barierze i mijał milczący tłum. Obeszło się bez przemocy.

Barney Kelleher zrobił fotografię. Nie są nic warte. Tłum patrzył na to zafascynowany. niŜ to wszystko razem warte. jakieś wstąŜki orderowe.W porządku . Brygadzista obrócił się i machnął ręką w stronę dźwigu. Robotnicy nie tracili czasu.Czy dostanie jakieś odszkodowanie? . zniszczone albo uszkodzone w czasie rozbiórki. NaroŜnik domu oderwał się od murów. Tęgi brygadzista w połyskującym Ŝółtym płaszczu przeciwdeszczowym podszedł do miejskiego urzędnika. monety. który był jego prywatną własnością. Znaleziono karton. . Na parkingu stały dwa spychacze na gumowych kołach.. I to według starannej wyceny. Lekarz zalecił je spalić. Kierowca pomyślał sobie.Szef kazał wykończyć parking wraz z ogrodzeniem. kilka zapleśniałych osobistych dokumentów w pudełku od cygar.O. Nigdy nie miał kanalizacji. WciąŜ lało jak 121 z cebra. tak! . W godzinę było po wszystkim. . potem ciepła kawiarnia. jak burzono ich własne domy.spytał. JeŜeli go dzisiaj zabetonujemy. potem większym łukiem. Ludzie pamiętali. Pragnął udowodnić. Dźwig ruszył powoli ku bocznej ścianie domu..powtórzył Hanley.powiedział. nie zwracając się do nikogo w szczególności. Za czwartym uderzeniem kuli dwa górne okna wypadły z framug i runęły na parking.ZłoŜyłem tam wszystko.wskazał na kupę gratów leŜących na deszczu to są strasznie zarobaczone.. urządzenia oraz wszelkie osobiste przedmioty zaginione. Szef wydziału mieszkaniowego stał pod parasolem i przyglądał się im. W chwilę później komin. Tłum wydał z siebie przeciągłe. chociaŜ jego upór ..UwaŜaj na niego .Zaczynajcie .kosztował miasto znacznie więcej. Dół kloaczny miał zostać zasypany i zalany cementem. trzymając w kaŜdej ręce dwie kury.spytał. Kula uderzyła w boczną ścianę domu tuŜ przy kominie. . To będzie dobre zdjęcie. . za meble. Wchodzili i wychodzili z domu starego. jego górna część przebiła dach Strona 73 .. zrazu łagodnie.Forsyth Opowiadania. .Stare fotografie. pomyślał. światło i gaz zostały odcięte juŜ kilka miesięcy wcześniej.odpowiedział urzędnik raźnym tonem.Za dom. . . Za nimi czekało dziesięć wywrotek. . Ŝe jego urząd nie jest bezduszny. Później ów robotnik miał je zabrać do domu.MoŜna zaczynać? . solidna ceglana kolumna. Ŝe to jego szczęśliwy dzień.Czy muszę przy nim siedzieć? . Co do mebli.zapytał. . wywalając kilkanaście cegieł i pozostawiając w murze dwie duŜe szczerby. co moŜe mieć jakąś wartość pamiątkową . Ŝe teŜ trzyma kury i moŜe te dołączyć do swojego stadka. Świetny podpis. Poza tym otrzyma zasiłek na przeprowadzkę. to jutro będzie moŜna zalać asfaltem. Kiedy Hanley wysiadł z samochodu.txt Pojadę sam. zatrzymał się i z cichym sykiem hydraulicznego podnośnika uniósł ramię do góry. zatoczył prawie koło i spadł na podwórko. wynosząc ubogie sprzęty i układając je na ziemi. podszedł do niego szef urzędu mieszkaniowego i wskazał ruchem ręki otwarte drzwi furgonetki. pękł w połowie wysokości. czekając na rozpoczęcie robót. Czas na filiŜankę herbaty i papierosa. wrzucono do środka mokre kury i włoŜono go do furgonetki. ale ten widok był zawsze ciekawy. Urzędnik westchnął. Ostatni przyjaciele pustelnika z Mayo Road. wyszedł i wrócił na Mayo Road. . Najpierw ciepły samochód. z którego 122 ramienia zwisała półtonowa Ŝelazna kula. .mówiąc szczerze .Co u licha mam z tym zrobić? . Kula rozkołysała się. Za chwilę miały zacząć rozwalać dom. W tej samej chwili jeden z robotników wyłonił się z podwórka.odrzekł Hanley.powiedział.zapytał. . Domek został ogołocony.. Nic tak nie bawi znudzonych gapiów jak burzenie murów. Ŝeby zabrać gruzy. wychodek i płot. Jeden z robotników powiedział. . niskie "Aaaach".Trochę śmierdzi. . Woda. toteŜ dom był wilgotny i brudny.

. Hanley przyglądał się starcowi.zapytał Hanley. Kiedy wyszedł na mokrą od deszczu ulicę. byli źle płatni.Wtroił juŜ trzy porcje.Czy on juŜ skończył jeść? . . Hanley wszedł w tłum gapiów i spojrzał na miejsce przyciągające wszystkie spojrzenia.zwrócił się właściciel kawiarni do Hanleya.Zakopał skarb i dlatego nie chciał się ruszyć. W jej wnętrzu było jeszcze cieplej i wilgotniej niŜ przedtem. Młody reporter nie zauwaŜył go. Koniec epoki. Najlepsze będą te z kurami.Postęp .Wystawię na to rachunek . Wśród nich znajdował się pozostawiony na miejscu policjant.mruknął Hanley. Pamiętam czasy. W tamtych czasach zbudowanie dzielnicy slumsów trwało pięćdziesiąt lat. Hanley zsunął się ze stołka.zapytał Hanley kierowcę. . Inspektor zerknął na zegarek.powiedział. 123 .txt i spadła na parter. a Barney Kelleher udawał. WciąŜ trzymał w jednym ręku widelec. Odsunął kilka cegieł. Brygadzista wysunął się naprzód. więc zawahał się i przystanął. Robotnicy w Ŝółtych ceratowych płaszczach i kaskach nasuniętych na czoła otaczali kołem gruzy domu. . który włoŜył duŜy kawał sadzonych jaj między dwie kromki białego chleba i zaczął Ŝuć. . trzymał się kości goleniowej tuŜ pod kolanem. zobaczył tę nogę i zawołał mnie. Dwumetrowy kikut komina sterczał pośród rumowiska cegieł. Teraz robi się to w pięć. . jakby jutro miał być dzień sądu ostatecznego.Była pod deskami podłogi? Strona 74 . . Strzęp czegoś.Nie śpieszy mu się. Westchnął i usiadł na stołku barowym. Zobaczył przez szybę szefa w otoczeniu prasy.Forsyth Opowiadania. Kelleher wiedział. Ŝe to nieprawda.Powinien pan tam wrócić. . I wszyscy mieli pracę. Ludzie potakiwali. Siedzący w kącie starzec przestał jeść.zapytał Hanleya. Na miejscu rozbiórki praca została wstrzymana.Funduje mu pan śniadanie? . U jego podstawy po wewnętrznej stronie domu leŜała sterta cegieł. Hanley wysiadł z samochodu. Potem będzie mógł wrócić do biura i zająć się papierkami. Ŝeby zrobić sobie miejsce. . I spadający komin. a w drugim dwie kromki chleba z kiełbasą. sir. z których wystawała skurczona i zasuszona. Owszem. ale patrzył jak urzeczony na trzy umundurowane postacie. . Ŝe przyprowadzi mu starego za pół godziny.Tommy rozbijał kilofem komin. . Ŝe teŜ go nie widzi. policjant powiedział: .Wracam tam . Barney Kelleher wszedł do kawiarni razem z młodym reporterem. ..Owszem. Siedzący w kącie stary człowiek wydawał się bardzo zajęty. sir.. Wcina chleb z masłem. którzy brali udział w akcji na Mayo Road. Umówił się z urzędnikiem z opieki społecznej. . zgasił papierosa i ześliznął się z barowego stołka. Tłum był szczęśliwy.rozległ się głos z tłumu. ale pracowali. coś znaleźli.Kto to znalazł? . U jego podstawy widać było kominek. .Kubek herbaty .UwaŜaj na tego starego. Chciał się juŜ uwolnić od tej sprawy. Pod drzwi kawiarni podjechał drugi samochód policyjny.Chleb policzę osobno . Wyskoczył z niego jeden z młodych policjantów. Oni.odparł inspektor. I jak wynoszą go w kocu. stojące na chodniku. Zobaczywszy Hanleya. Minęła właśnie jedenasta. co wyglądało na pończochę. Hanley przywołał ręką kierowcę. ale wciąŜ rozpoznawalna ludzka noga. Stary dom sypał się.Zrobił pan zdjęcia? Barney wzruszył ramionami. przeszedł przez góry cegieł i zbliŜył się do kręgu ludzi wpatrzonych w niezbyt głęboki dół. który wyszedł na chodnik. . Kierowca siedział przy barze przed parującą filiŜanką herbaty. kiedy mieszkało tu kilka tysięcy ludzi. . Główny inspektor Hanley wsiadł do samochodu i powrócił do kawiarni. Zajrzał do kawiarni.To skarb starego . TuŜ przy nim stał jeszcze metrowy kawałek zewnętrznego muru.powiedział.

Forsyth Opowiadania.txt - Nie. Wszystkie te budynki postawiono na bagnistym terenie, toteŜ miały cementowe podłogi. - No więc gdzie to leŜało? Brygadzista pochylił się i wskazał na gruzy kominka. - Na oko wyglądało, Ŝe kominek jest w jednej płaszczyźnie ze ścianą. W rzeczywistości było inaczej. Kiedyś wystawał na pokój. Ktoś 124 postawił ścianę z cegieł łączącą przód kominka z boczną ścianą pokoju. W ten sposób powstało coś w rodzaju skrytki głębokiej na trzydzieści centymetrów. Dla zachowania symetrii zbudowano taką samą ścianę po drugiej stronie kominka. Ale za nią nic nie było. Zwłoki znajdowały się za pierwszą ścianą. Dla ostatecznego zatarcia śladów wyłoŜono cały pokój nową tapetą. Niech pan zobaczy: taka sama tapeta nad kominkiem i na fałszywym murze. Hanley podąŜył wzrokiem za palcem brygadzisty. Strzępy tej samej spleśniałej tapety widoczne były nad kominkiem i na otaczających go cegłach, a takŜe na tej części muru, za którą leŜały zwłoki. Była to staromodna tapeta, zadrukowana girlandami róŜ. Na odsłoniętej, oryginalnej ścianie domu, obok kominka, widniały ślady jeszcze starszej pasiastej tapety. Inspektor wyprostował się. - No dobra - powiedział - koniec roboty na dzisiaj. Niech pan zwoła swoich ludzi i zwolni ich do domu. Teraz my przejmujemy teren. Ludzie w kaskach zaczęli się zbierać do odejścia. Hanley zwrócił się do dwóch policjantów. - Pilnujcie barier. Ten obszar musi pozostać odgrodzony. Przyślę tu więcej ludzi i nowe bariery. Nie chcę, Ŝeby ktokolwiek mógł się tu dostać. Zaraz sprowadzę specjalistów od kryminalistyki. Nie dotykajcie niczego bez ich zgody. Policjanci zasalutowali. Hanley znowu wsiadł do samochodu i połączył się telefonicznie z główną kwaterą policji. Potem zadzwonił do sekcji technicznej Biura Śledczego, mieszczącej się w ponurych barakach za stacją kolejową Heuston. Miał szczęście. Odpowiedział mu starszy detektyw O'Keefe, którego znał od wielu lat. Zrelacjonował mu, co zostało znalezione i czego mu było trzeba. - Wyślę tam zaraz moich ludzi - zaskrzeczał w słuchawce głos O'Keefego. - Czy chcesz równieŜ ekspertów z wydziału morderstw? Hanley skrzywił się. - Nie, dziękuję. Myślę, Ŝe damy sobie radę na szczeblu naszego wydziału. - A więc podejrzewasz kogoś? - O, tak. Jest taki jeden - odpowiedział Hanley. Pojechał znowu do kawiarni, mijając po drodze Barneya Kellehera, który bezskutecznie usiłował przedrzeć się z powrotem przez tłum napierający na barierę. Tym razem policjant nie był mu tak przychylny jak poprzednio. W kawiarni kierowca Hanleya wciąŜ siedział przy kontuarze, a starzec przy stoliku pod ścianą. Skończył jeść i juŜ tylko popijał herbatę. Spojrzał na rosłą postać Hanleya. Ten zbliŜył się do niego. 125 - Znaleźliśmy ją. - Hanley pochylił się nad starym i mówił tak cicho, Ŝe nikt inny nie mógł go usłyszeć. - Lepiej pójdziemy, co, panie Larkin? Do komisariatu. Mamy sobie coś do opowiedzenia, nieprawdaŜ? Stary człowiek patrzył na niego w milczeniu. Inspektor nagle zdał sobie sprawę, Ŝe tamten jeszcze ani razu nie przemówił. Teraz jego oczy jak gdyby się oŜywiły. Co to było? Strach? Ulga? Przypuszczalnie strach. Najprawdopodobniej bał się od wielu lat. Nie bronił się. Wstał i poszedł do policyjnego samochodu podtrzymywany silną ręką Hanleya. Kierowca siadł za kierownicą. Deszcz ustał, chłodny wiatr pędził papierki po cukierkach nie zadrzewioną ulicą, jakby to były jesienne liście. Samochód ruszył. Stary człowiek siedział zgarbiony, milczący, wpatrzony przed siebie. - Do komisariatu - rozkazał inspektor. Nie ma na świecie kraju, w którym śledztwo w sprawie morStrona 75

Forsyth Opowiadania.txt derstwa byłoby ciągiem genialnych pomysłów, jak to zazwyczaj przedstawia telewizja. W dziewięćdziesięciu procentach wypadków polega na mozolnej rutynie, niezbędnych formalnościach i toczy się według ustalonej procedury. I wymaga mnóstwa administracyjnych czynności. Wielki Bili Hanley kazał umieścić starego w celi znajdującej się obok głównego biura. Ten ani nie protestował, ani nie Ŝądał adwokata. Hanley nie miał na razie zamiaru stawiać go w stan oskarŜenia. Miał prawo trzymać go jako podejrzanego przez dwadzieścia cztery godziny. Przez ten czas zamierzał ustalić więcej faktów. Zasiadł więc przy biurku i zaczął od telefonowania. Dodzwonił się do koronera w momencie, kiedy ten udawał się na obiad, i poinformował go o odkryciu ciała. Następnie zawiadomił miejską kostnicę na Storę Street, tuŜ za zajezdnią autobusową, Ŝe jeszcze tego popołudnia będą musieli wykonać skomplikowaną sekcję zwłok. Potem połączył się z policyjnym patologiem, profesorem Timem McCarthym. Profesor odebrał telefon w hallu swojego klubu i westchnął na myśl o wspaniałym pieczystym z baŜanta, które zauwaŜył w karcie, a którego juŜ dzisiaj na pewno nie zje. Przyrzekł, Ŝe natychmiast przyjedzie do kostnicy. Trzeba było załatwić brezentowe zasłony i posłać ludzi z kilofami i łopatami na Mayo Road. Hanley wezwał do siebie trzech detektywów, którzy jedli obiad w kantynie komisariatu. Sam zadowolił się dwoma sandwiczami i dwiema szklankami mleka. - Wiem, Ŝe jesteście zajęci - powiedział do wezwanych. 126 Wszyscy mamy kupę roboty. Dlatego chcę szybko wyjaśnić tę sprawę. To nie powinno zabrać wiele czasu. Polecił szefowi detektywów szczegółowo zbadać miejsce przestępstwa. Dwaj młodsi sierŜanci otrzymali osobne zadania. Jeden miał zająć się wszystkim, co dotyczyło samego domu. Urzędnik miejski poinformował Hanleya, Ŝe stary człowiek był jego prawowitym właścicielem, ale biuro hipoteczne magistratu powinno mieć dokumenty dotyczące dawnej historii tej nieruchomości i nazwiska jej poprzednich właścicieli. Notariusz z pewnością będzie znał wszystkie szczegóły. Drugi sierŜant otrzymał polecenie dotarcia do wszystkich byłych mieszkańców Mayo Road, z których większość przeniosła się do pobliskich bloków. Miał odszukać sąsiadów starego, sklepikarzy, policjantów, którzy patrolowali w ciągu ostatnich piętnastu lat Mayo Road, miejscowego księdza, wszystkich znających tę ulicę, dowiedzieć się tyle, ile tylko będzie moŜliwe, poznać wszystkie plotki. Hanley podkreślił z naciskiem, Ŝe chodzi mu głównie o ludzi, którzy znali panią Larkin, to znaczy nieboszczkę panią Larkin. Wysłał takŜe na Mayo Road mundurowego sierŜanta, z poleceniem zabrania wszystkich osobistych pamiątek z rozebranego domu. Policjant miał takŜe przywieźć wszystkie meble, i to razem z robactwem, i ustawić je na podwórku komisariatu. Było juŜ dobrze po drugiej, kiedy inspektor wstał wreszcie od biurka. Przeciągnął się. Polecił zaprowadzić starego człowieka do pokoju śledczego, dopił mleko i odczekał jeszcze pięć minut. Kiedy wszedł, stary człowiek siedział przy stole ze złoŜonymi rękoma i patrzył tępo w ścianę. Drzwi pilnował policjant. - Czy on juŜ coś powiedział? - zapytał policjanta szeptem Hanley, - Nie, sir. Ani słowa. ^Inspektor odprawił go ruchem głowy. Kiedy zostali sami, usiadł przy stole naprzeciwko starego, który nazywał się, jak wykazywały miejskie akta, Herbert James Larkin. - No cóŜ, panie Larkin - odezwał się łagodnym tonem. - Nie sądzi pan, Ŝe byłoby najrozsądniej, gdyby mi pan wszystko opowiedział? Hanley wiedział, Ŝe brutalne potraktowanie tego starca minęłoby się z celem. Nie był to pospolity przestępca z kryminalnego podziemia. Strona 76

Forsyth Opowiadania.txt Inspektor miał juŜ kilka razy do czynienia z mordercami Ŝon. Wszyscy oni byli łagodnymi, potulnymi facetami, którzy bardzo szybko i z ulgą 127 zwierzali potworne szczegóły popełnionych przez siebie zbrodni wielkiemu, sympatycznemu człowiekowi siedzącemu po drugiej stronie stołu. Teraz stary człowiek podniósł powoli oczy na Hanleya, wytrzymał jego spojrzenie przez kilka chwil, po czym znowu spojrzał na blat stołu. Inspektor wyjął z kieszeni paczkę papierosów i otworzył ją. - Papierosa? - zapytał. Stary człowiek nawet nie drgnął. Właściwie ja teŜ nie palę - uśmiechnął się Hanley, ale zostawił papierosy i zapałki na stole, jak gdyby dla zachęty. - Niezły pomysł - powiedział po chwili. - Nie ruszać się z domu przez tyle miesięcy. Ale wcześniej czy później miasto musiało z panem wygrać. Wiedział pan o tym, prawda? To musiało być przykre, zdawać sobie sprawę z tego, Ŝe wcześniej czy później przyślą panu komorników. Czekał na jakieś słowo, na cień chęci nawiązania dialogu ze strony starego. Na próŜno. Ale nic to, myślał sobie. Gdy chodziło o skłonienie podejrzanego do zeznań, Hanley miał cierpliwość wołu. Prędzej czy później wszyscy oni śpiewali jak z nut. I odczuwali prawdziwą ulgę. Zrzucali z siebie cięŜar. KsięŜa najlepiej wiedzą, jaką ulgę przynosi spowiedź. - IleŜ to juŜ lat, panie Larkin, co? Ile lat strachu i wyczekiwania? Ile miesięcy minęło od chwili, kiedy pierwszy spychacz wjechał na wasz teren? Ile pan się musiał nacierpieć przez ten czas... Stary człowiek podniósł wzrok na Hanleya i spotkał się z jego wzrokiem. MoŜe szukał czegoś, odrobiny sympatii ze strony drugiego człowieka po tylu latach narzuconej samemu sobie samotności? Inspektor poczuł się bliski celu. Oczy starego człowieka nie wytrzymały jego spojrzenia i skierowały się na ścianę. - JuŜ jest po wszystkim, panie Larkin, juŜ jest po wszystkim. To musiało wyjść na wierzch, wcześniej czy później. Cofnijmy się, przypomnijmy sobie te lata, porozmawiajmy. Powoli, mozolnie zrekonstruujemy wydarzenia i dojdziemy do prawdy. Pan wszystko wie. To była pańska Ŝona. O co poszło? O innego męŜczyznę? A moŜe się pokłóciliście? A moŜe to po prostu wypadek, co? Wpadł pan w panikę, a potem było za późno. Musiał pan przez te wszystkie lata Ŝyć jak pustelnik. Dolna warga starego człowieka poruszyła się. Przesunął po niej językiem. Zaczynam być górą, pomyślał Hanley. Niedługo zacznie gadać. - Te ostatnie lata musiały być bardzo cięŜkie - ciągnął dalej. Był pan samotny, bez dawnych przyjaciół, sam ze swoimi myślami. Świadomy tego, Ŝe ona jest tuŜ obok, zamurowana za kominkiem. W oczach starego pojawił się błysk oŜywienia. Wywołany wspomnieniem? Szokiem? MoŜe właśnie szok wywoła w nim reakcję? 128 Jestem juŜ prawie u celu, pomyślał inspektor, tuŜ-tuŜ. Ale kiedy jego oczy znów napotkały wzrok starca, zobaczył, Ŝe ten powrócił do dawnego otępienia. Hanley próbował swoich sposobów jeszcze przez dobrą godzinę, ale nie udało mu się wydusić ze starego człowieka ani jednego słowa. - JeŜeli tak wolisz, to dobrze - powiedział wstając. - Jak wrócę, to sobie naprawdę pogadamy. Kiedy przyjechał na Mayo Road, zastał tam gorączkową aktywność. Gapiów przybyło, ale juŜ nic nie widzieli. Ruiny domu zostały otoczone z czterech stron płóciennymi zasłonami, które - choć targane wiatrem zakrywały przed niepowołanymi oczami to, co się działo w środku. Na pustyni kwadratowym terenie przylegającym do ulicy dwudziestu rosłych policjantów w grubych butach i roboczych ubraniach kruszyło gruz. KaŜda cegła, kaŜdy kawałek zaprawy czy drzewa pochodzący ze schodów czy poręczy, kaŜda dachówka czy belka sufitowa były pieczołowicie oglądane. Szukano najmniejszych poszlak, a kiedy ich nie znajdowano, wyrzucano odpadki na kupę, która rosła z minuty na minutę. Badano zawartość szaf i wyrywano je ze ścian, aby stwierdzić, czy coś się za nimi nie kryje. Ostukiwano ściany, Ŝeby się przekonać, czy nie ma za nimi schowków, potem rozbijano je cegła po cegle. Strona 77

129 9 .Dochodzi czwarta.Znalazł pan coś? • Ekspert wzruszył ramionami.powiedział do Hanleya. * . . . co w mojej mocy.Chyba tak . Hanley zasugerował. zaparkował karawan tuŜ za płócienną zasłoną. Zachowało się w bardzo dobrym stanie. MoŜe nawet na dłuŜej.Niech to diabli! . Jutro gdzieś o dziewiątej rano zajrzę do kostnicy i zorientuję się w sytuacji. Ciało zostało całkowicie odwodnione i zasuszone.JeŜeli chcecie.zaŜartował McCarthy. Wtedy zobaczę. przyjrzał się dokładnie zwłokom.Czysta robota .zaklął inspektor. . chociaŜ zamurowane było prawdopodobnie w pozycji pionowej. Poczekam.powiedział . Do tego doszło ciepło kominka. .Spojrzał na zegarek. stuknął kilka razy w kość udową i górną część kości ramienia i wyszedł na zewnątrz.Pozostała nam jeszcze godzina . Ani kawałka gładkiej płaszczyzny. Ŝe wszystko zostało przygotowane jak naleŜy.Koniec nastąpił juŜ dosyć dawno . czy jest tam coś dla mnie. Zrobię wszystko. Profesor ruszył za nimi.Niewiele pracy zostanie dla moich chłopców. Zaszło tu zjawisko mumifikacji. zakryli wielkim kocem i wsunęli do karawanu. Dwaj pomocnicy nadzorowani przez patologa unieśli sztywne.Na co najmniej dwanaście godzin. aŜ chłopcy oczyszczą wszystko i zostanie sama podłoga. Kiedy uznał. Trzeba zanurzyć ciało w kąpieli z ciepłej gliceryny. . .Na jak długo? . Znam wypadki. przenieśli je na nosze.Same cegły i gruzy. leŜało teraz na boku. . Nie da się dzisiaj dokonać sekcji. . wszedł do wgłębienia i ruchem wzorowej gospodyni zaczął zgarniać miękką szczotką Ŝółtawy pył. kiedy potrzeba było kilku dni. odległego zaledwie o pół metra. O piątej włoŜymy mumię do gliceryny. cegieł i strzaskanych belek. . ale twarde jak drewno. Czy jutro będzie moŜna skończyć rozbiórkę domu? Szef domaga się. .moŜemy wywieźć większą część tego chłamu. Ale chyba dziś juŜ nic tu nie zdziałam. Ŝe sekcja nie na wiele się panu przyda.A pan? .zapytał Hanley. Ŝeby go zatrzymać jako eksperta technicznego na wypadek.powiedział z silnym dublińskim akcentem. . Przedsiębiorca pogrzebowy. . .Muszę zrobić więcej zdjęć. który zawsze pracował dla urzędu miejskiego.Forsyth Opowiadania. moŜecie juŜ to wywozić. Organy są prawdopodobnie nienaruszone.spytał Hanley policyjnego fotografa. 130 Strona 78 . z twarzą zwróconą w bok. Sądzę. Tu pracą kierował profesor McCarthy i przyglądał się dokładnie resztkom muru. .Jak po uduszeniu? . sir. Myśmy z tym skończyli. .No tak. Cegły zakrywające zwłoki zostały pieczołowicie usunięte. Hanley wskazał ręką na kupę przejrzanych gruzów. Brygadzista spojrzał na zegarek. tak Ŝe pokrywała je juŜ tylko gruba warstwa pyłu. gdyby mur groził zawaleniem. Ŝeby szybciej ogrodzić parking. Hanley podszedł do eksperta od daktyloskopii. Kiedy zmiótł większą jego część. . Ciało.Chciałbym z tym zrobić koniec.Mumia? . Na szyi jest dość wyraźny ślad. pozostałość po wysuszonej starej zaprawie. skurczone w pozycji embrionalnej. Wśród gruzów przechadzał się brygadzista z przedsiębiorstwa rozbiórkowego. Ceglany mur i cementowa podłoga otaczające je z sześciu stron wytworzyły szczelnie zamknięte środowisko.Proszę porozumieć się ze mną jutro o dziewiątej rano. . Brygadzista uśmiechnął się do Hanleya.Zrobiliście tu piękną robotę . wciąŜ leŜące na boku ciało. Pojechali przez Storę Street do miejskiej kostnicy.To jest mumia .txt Dwaj ludzie rozbierali szczególnie ostroŜnie ściany przylegające do kominka.odpowiedział McCarthy.

a przed uzyskaniem renty był sklepikarzem i nocnym dozorcą. których nazwiska nic Hanleyowi nie mówiły. Zawierało jeszcze trochę listów. oczywiście nieoficjalnie. Nie było teŜ Ŝadnej wzmianki o hipotece. chyba Ŝe zostały zasygnalizowane na piśmie przez właściciela. mimo Ŝe wymagało to dłuŜszego objazdu. takŜe nie mających związku ze sprawą. Larkin zapłacił 400 funtów za nieruchomość. co wyglądało na brytyjski mundur. Rejestr świadectw zgonów w Gustom House. Attache wojskowy ambasady brytyjskiej w Sandyford był jeszcze przy swoim biurku. Urodził się w 1911 roku. jego wiek i miejsce urodzenia. Strona 79 . Dom przy Mayo Street 38 został zakupiony przez Herberta Jamesa Larkina. Ŝe zapłacił gotówką. W tym wypadku nie miało to miejsca. uŜywając do tego szkła powiększającego. . otworzył notatnik i zaczął referować sprawy. Ich treść nie mogła mieć Ŝadnego związku z tą sprawą. Wszelkie kontakty pomiędzy irlandzką a angielską policją muszą się odbywać kanałami słuŜbowymi. Inspektor rozpoznał w nim młodsze wydanie człowieka z celi. Nie było Ŝadnej wzmianki o śmierci czy wyjeździe tej kobiety. ale liczył na swoje szczęście.Zaraz tu przywiozą reflektory. Jedną była wyblakła fotografia w taniej ramce i bez szkła. kiedy go wylano. Z akt Departamentu Zdrowia i Ubezpieczeń Społecznych wynikało. .Na razie znaleźliśmy tylko tę jedną kryjówkę. Oczywiście. Nieoficjalne kontakty są znacznie ściślejsze.txt Przed odejściem Hanley wezwał szefa detektywów. który miał sprawdzić hipotekę i tytuł własności domku. Ściemniło się juŜ zupełnie. Inaczej nie odczytałby wyblakłych liter. który kierował całą akcją. podająca imię starego człowieka. 131 Był to ten. Rejestr nieruchomości podawał. ubranego w coś. Oficjalne pytania muszą przejść drogę słuŜbową. kiedy pierwszy z dwóch detektywów. według mody lat czterdziestych. Major Dawkins przyrzekł. które komornicy tego ranka wynieśli z domku i wywieźli miejską furgonetką. w Anglii. ale jasny kostium o szeroko skrojonych ramionach. Detektyw skinął głową na znak zgody. Była tam metryka urodzenia.powiedział sierŜant. równieŜ nie zawierał informacji o śmierci jakiejś pani Violety Larkin zamieszkałej pod tym lub innym adresem. Widać na niej było uśmiechniętego człowieka. jeŜeli to tylko będzie moŜliwe. wysłanych przez Hanleya po informacje. . ale rejestr nieruchomości nigdy nie zaznacza takich wydarzeń. I rzeczywiście mu dopisało. czy był naruszany od czasu. Ale przeszukamy wszystko bardzo dokładnie. wrócił ze swoim raportem.Forsyth Opowiadania.Na formularzach podatkowych za lata od 1954 roku jest poprzedni adres w północnym Londynie. Ŝe od tej pory Herbert James Larkin był właścicielem domu i Ŝe mieszkał w nim wraz z panią Violetą Larkin. niŜ którakolwiek ze stron byłaby gotowa przyznać postronnym osobom. w 1954 roku. . Na jego ramieniu opierała się pulchna dziewczyna z bukiecikiem kwiatów w ręku. Major Dawkins oświadczył.Jeszcze jedno . Ŝe z przyjemnością pomoŜe. Były teŜ listy sprzed wielu lat i od wielu ludzi. Ŝe Larkin otrzymywał od dwóch lat rentę państwową. na której nie było Ŝadnych obciąŜeń. Nie miała na sobie ślubnego stroju. Znalazł tylko dwie ciekawe rzeczy. Ŝe wstąpi do komisariatu w drodze do domu. jak wynikało z rejestru. Hanley sięgnął po słuchawkę telefonu. Ŝe nigdy nie domagał się dodatkowych świadczeń. poplamiona i zmięta. Było juŜ dwadzieścia minut po piątej. które mogły mu coś powiedzieć o zamkniętym w celi starym człowieku. Po powrocie do biura Hanley zabrał się wreszcie do zapoznawania się z materiałami. trzy ordery z agrafką oraz ksiąŜeczkę Ŝołdu Ŝołnierza armii brytyjskiej. z czego wynikało. Usiadł przed szefem. przejrzany od roku 1954. Zbadał starannie kaŜdy dokument. którym był Dublin. Na swoim biurku znalazł stos drobiazgów i papierów. Hanley wyjaśnił mu sprawę. Niech chłopcy odsłonią cement i zorientują się. Drugim przedmiotem było pudełko od cygar.

Forsyth Opowiadania.MoŜliwe . Gwardia królewskich dragonów walczyła przeciwko Rommlowi w Afryce Północnej. który natychmiast opuścił jego gabinet.Jest pan pewny? . oczywiście .powiedział Hanley.MoŜe był po prostu złym Ŝołnierzem . te na stole były miniaturkami do noszenia na mundurach ćwiczebnych.stwierdził major Dawkins rzuciwszy na nie okiem.zasugerował Hanley. kiedy jeszcze był w mundurze.spytał inspektor. Miał na sobie eleganckie spodnie w paski. .zapytał go Hanley. Ten trzeci.Burton to sklep z odzieŜą w Liverpoolu. . Zadzwonił wewnętrzny telefon. Prawdopodobnie u Burtona. . To dziwne. A ten w środku to Gwiazda Afrykańska. Ŝe zgłosił się brytyjski attache wojskowy.zdziwił się Hanley. zdaje się. W czasie drugiej wojny światowej w armii brytyjskiej słuŜyło pięćdziesiąt tysięcy Irlandczyków. Bardzo wyraźny. . Dawkins wskazał trzy medale przypięte do piersi pana młodego. Nie awansował nawet na kaprala. Larkin był widać jednym z nich. . Ŝe słuŜył w armii brytyjskiej .To świadczy o tym. I oznaka ósmej armii.U Burtona? . Ŝe z oznaką ósmej armii.Tak. Następnie obszedł biurko i stanął za inspektorem ze szkłem powiększającym w jednym. to ten sam wzór. ze wzmianką pochwalną. Na zdjęciu były to medale galowe.Dlaczego? .MoŜliwe. wynotował sobie dane z ksiąŜeczki Ŝołdu i poŜegnał się. . OŜenił się z nią. Nie dostał ani jednej belki.zapewnił go Dawkins.powiedział z absolutnym przekonaniem. .. jakie trafiły się tego dnia inspektorowi.. co ten miał mu do powiedzenia. Major Dawkins okazał się nosicielem najwaŜniejszych informacji.powiedział Hanley i skinął głową na sierŜanta. . Wrócił razem z nią do Dublina w 1954 roku. Zaraz. to Medal Zwycięstwa. ZałoŜył nogę na nogę.Zaciągnął się ochotniczo w 1940 roku. Major Dawkins podał mu szkło powiększające. . wskazując na ślubne zdjęcie.Pierwszy to Gwiazda z lat 1939-1945. .Widzi pan. SłuŜył do 1946. .To pierwsza rzecz.Zaciągnął się ochotniczo w Liverpoolu w 1940 roku. W czasie wojny był ośrodkiem rekrutacyjnym.Gwardia królewskich dragonów . Ale pozostał szeregowcem. Podał majorowi wojskową ksiąŜeczkę Ŝołdu. . .Czy mógłby mi pan dostarczyć jakichś szczegółów dotyczących jego słuŜby wojskowej? 133 . Wziął udział w akcji w Afryce Północnej w samochodach pancernych. został zdemobilizowany w styczniu 1946 roku. <p. Inspektor za pomocą szkła powiększającego upewnił się. . Znaczek na czapkach gwardii królewskich dragonów. Strona 80 . . Ŝe był to rzeczywiście ten sam wzór. Przez chwilę przyglądał się uwaŜnie ślubnej 132 fotografii.Dawkins wskazał ołówkiem na ramię Ŝołnierza ze ślubnego zdjęcia. Mnóstwo ochotników irlandzkich przyjeŜdŜało do portu i sierŜanci patrolujący przystanie kierowali ich do Burtona. Końcem ołówka wskazał znaczek na wojskowej czapce Larkina.ręku i złotym ołówkiem w drugim. Dawkinsowi zabłysły oczy.Jeszcze coś? .Proszę poprosić go na górę . . Pułk samochodów pancernych. Hanley zjadł kolację w kantynie i wrócił do swojego gabinetu.txt Hanley rzucił przez biurko wojskową ksiąŜeczkę wypłat.stwierdził sierŜant.Dwugłowy orzeł.Nie ma w tym nic dziwnego. . Przerzucił ją szybko. na końcu. . Zawiadomiono inspektora. Nie ma takiego drugiego. połyskujący koniec buta wymierzył prosto w Hanleya i spokojnie wysłuchał wszystkiego. . jaką się zajmę rano .MoŜe jego Ŝona była Angielką. To by się zgadzało. Hanley pokazał Dawkinsowi trzy medale.

nikt się specjalnie nie zdziwił.odparł detektyw bez wahania. jego Ŝona sprawiała wraŜenie znacznie młodszej. prawdopodobnie trochę za mocno. Wreszcie od dziesięciu lat kury. . Mieszkała tam trzydzieści lat i pamięta. iŜ właściwie jest tego pewien. gdzie jej mąŜ był subiektem sklepowym. Niektóre kobiety uwaŜały. W sobotnie wieczory opiekowała się czasami dziećmi Moranów. Nikt go o nic nie podejrzewał. Ŝe go porzuciła . Wreszcie zostawiono go w spokoju. Nie zastukała.Wiadomość przyszła z baru na końcu ulicy. Wracam od niego i dlatego tak się spóźniłem. Larkin drzemał w fotelu. Wisiała tylko przez dwa tygodnie. Ŝe oświadczył. Strona 81 . Po kwadransie wszyscy mieszkańcy Mayo Road znaleźli się na ulicy. którzy znali Larkina i jego Ŝonę. najbliŜsza sąsiadka. Po dalszych dwóch tygodniach wprowadzili się Larkinowie. W kilka lat później utracił pracę w sklepie i został nocnym stróŜem. Coraz rzadziej wychodził. równieŜ na rencie. posunął się jednak do tego.odparł sierŜant. . lubiła flirtować. zamordowano Kennedy'ego . po czym kontynuował: .txt Czekał na sprawozdanie drugiego detektywa. Ŝe było to w 1963 roku. bo chciał spać.Rozmawiałem z piętnastoma ludźmi z Mayo Road.Tego roku. który był jej najbliŜszym sąsiadem. Pani Larkin juŜ wtedy nie było. a w dzień. rozumował Hanley. ale ten nie był praktykujący i nie Ŝyczył sobie duszpasterskiej pomocy. Ksiądz Byrne nie miał Ŝadnych innych przypuszczeń. Larkin miał wówczas około czterdziestu pięciu lat. zmęczony.30. Nie mógł zdradzić tajemnicy spowiedzi. Ale uciekły.Jaką przyczynę zniknięcia podawał jej mąŜ? . W sierpniu 1963 roku uciekła -jak mówili ludzie . on dowiedział się o tym i uderzył ją. jak Larkinowie się wprowadzali. Tak przynajmniej mówił.Twierdził. Z początku fretki w szopie na tyłach domu. . Ten zjawił się dopiero po 10. umarł. Na przykład pani Moran. nigdy nie chciał wychodzić wieczorami. Pewnego dnia pani Larkin zniknęła. Zaczął wtedy hodować zwierzęta domowe. Wychodził z domu po zmroku i wracał o wschodzie słońca. który pracował na Mayo Road do zeszłego roku. oraz ksiądz Byrne.Skąd ta pewność? . Trzej z nich okazali się asami atutowymi. Kiedy spakowała manatki i poszła sobie. Ŝe w 1954 roku wdowiec. Hanley rozsiadł się wygodnie. Detektyw otworzył notes na pierwszej kartce i zaczął sprawozdanie: . Ŝe pani Larkin znikła pod koniec lata tego roku. Jednym słowem pani Moran dobrze pamięta. nawet w soboty. by omówić tę tragedię.z przyjacielem. ale weszła prosto do bawialni. Drugie dziecko pani Moran urodziło się w styczniu 1963 roku. Pani Larkin była Angielką. Emerytowany listonosz. ale tryumfujący. Ŝe wpadła do domu Larkina. Kilka razy odwiedził Larkina. Larkin cięŜko pracował. W związ134 ku z tym małŜonkowie często się kłócili. Nikt nie miał co do tego wątpliwości. jak to bywa w małych osiedlach.Pani Moran przypomina sobie.Forsyth Opowiadania. Chodziła regularnie do spowiedzi. Ale widywano ją jeszcze na wiosnę i latem tego roku. po czym ją zdjęto. gdzie mieli telewizor. Ŝe Larkin na to zasłuŜył. Wszystko się zgadza. przestał dbać o siebie i o dom. . Pani Moran twierdzi. Drzwi miał zawsze zamknięte na cztery spusty. Ksiądz proboszcz potwierdził większość wspomnień pani Moran. W nocy. Wkrótce potem wywieszono na domu tabliczkę z napisem "Na sprzedaŜ".Po jej odejściu Larkin zamknął się w sobie jeszcze bardziej. poniewaŜ nie traktował jej wystarczająco dobrze. Swoją zaginioną Ŝonę nazywał dziwką. lecz i praktykującą katoliczką. Dlatego właśnie pani Larkin mogła pełnić funkcję opiekunki dzieci sąsiadów. Chciała go porzucić. w listopadzie. Potem gołębie. Sąsiedzi ofiarowali mu się z pomocą. Detektyw przerwał na chwilę dla zaczerpnięcia oddechu. Pani Moran była tak podniecona. Ale poleciały i ktoś je wystrzelał. który mieszkał pod numerem 38. . bo go nie było. I jeszcze coś: pani Larkin była kapryśna. Ŝe poprzednio mieszkali w Londynie. mieszkający obecnie w domu dla emerytowanych księŜy w Inchicore. Była Angielką i opowiedziała pani Moran. Zerwał się przeraŜony i szybko wyprowadził panią Moran z domu. ale on zawsze odmawiał.spytał Hanley.

panie Larkin.Do ostatniej cegły. moŜe one nam coś powiedzą. Ŝe pani Larkin była znacznie młodsza od męŜa. co ona robi. listonosz teŜ. Larkin był przez wiele lat nocnym stróŜem. kiedy się dowiedział. Strona 82 . co i jak. Szok? Strach przed nim. . nie kpinę. Ale ona za kilka godzin przemówi do dyŜurnego patologa. ale po kilku sekundach opuścił wzrok. Idź do domu. co jej się przytrafiło.zapytał Hanley detektywa. przez mleczne szyby okna pokoju śledczego przesiąkało juŜ szare światło.Herbercie Jamesie Larkinie.Jest późno. Spiszesz to wszystko jutro rano. Aresztant nie wydawał się zmęczony. To kawał czasu jak na współŜycie z taką sprawą. Pani Larkin lubiła sobie wypić szklaneczkę w sobotni wieczór. Mieszkał niedaleko Mayo Road i odwiedzał lokalny bar. Prawdopodobnie był bardziej śpiący w dzień niŜ w nocy. Nie znaleźliśmy Ŝadnego śladu. Ŝe warto było popatrzeć. 135 -Hanley wstał i przeciągnął się. prawda? Sąsiedzi to pamiętają. . jak chcesz . a pewnego lata popracowała kilka tygodni jako barmanka. do pokoju śledczego.* Ŝe absolutnie nic nie mówił. a Hanley stanął przed starcem i wyrecytował ostrzeŜenie: . Powie mu. ale wszystko. Hanley zatelefonował do Ŝony i powiedział jej. a moŜe zaginęła. kiedy to się stało.Czy juŜ coś mówił? . który wracał z miejsca przestępstwa. Ostatnią osobą. Ŝe spędzi noc w biurze. był szef detektywów. . TuŜ po północy zszedł na dół do cel. MąŜ zaprotestował. jak pompowała piwo do kufli z takiej staroświeckiej beczki. Dziwne. Miała ciemne. Listonosz pamiętał. Larkina odprowadzono do celi. lubiła teŜ sobie czasem poflirtować. Hanley próbował zmiękczyć go niemal do świtu.Była niska. wijące się włosy i wydatny biust. ( " Następnie usiadł naprzeciwko więźnia.powiedział. Hanley niełatwo się unosił. ale siedzący w kącie policjant ziewał co chwila. który mógłby nam być pomocny. Wtedy wrócimy do ciebie i oskarŜymy cię oficjalnie o morderstwo. wesoła i pełna Ŝycia. która odwiedziła Hanleya tego wieczoru. Co oznaczało to spojrzenie? . Hanley skinął głową dyŜurującemu policjantowi i wszyscy trzej poszli na górę. Listonosz wspominał. Główny inspektor poszedł do domu.Jak wyglądała? .txt Mój BoŜe. A moŜe Larkin się zdecyduje.Rób. Stary człowiek nie spał. Lubiła się pośmiać. Raczej tęga. Przyszedł do pubu i zabrał ją do domu. nie jest pan zobowiązany do mówienia czegokolwiek.Jeszcze nie. ale dlatego. KaŜdy w końcu mówi. potarł wielką dłonią szczecinę na podbródku i wrócił do swojego gabinetu. w kaŜdym razie o zaokrąglonych kształtach. Dlaczego nie chce mi pan wszystkiego opowiedzieć? Stary człowiek podniósł oczy. Dochodziła północ. . zostanie zapisane i moŜe być uŜyte jako dowód przeciwko panu.Piętnaście lat. Policjant usiadł w kącie z notatnikiem w ręku. przypomniał sobie Hanley. . .Teren jest oczyszczony . Milczał. co pan powie. Powie mu. Siedział na brzegu pryczy i wpatrywał się w przeciwległą ścianę. Nie dlatego. Ale powie. . ale milczenie starca doprowadzało go 136 do irytacji. Kiedy inspektor uznał się wreszcie za pokonanego. Wkrótce potem uciekła. Hanleyem? Wyrzuty sumienia? Kpinę? Nie.pytał Hanley samego siebie. . ileŜ to razy tak się zdarza! Listonosz nie miał wiele do dodania. około stu pięćdziesięciu ośmiu centymetrów. prawda? Przemawiać po piętnastu latach z grobu za ścianą. a moŜe nawet dlaczego.powiedział. Ten człowiek nie miał przecieŜ Ŝadnej szansy. To było w sierpniu 1963 roku. Ŝe powiedział za mało. PołoŜył dłoń na ramieniu młodego policjanta. ksiądz pamięta. .Ty moŜesz milczeć. Larkin wściekł się.Forsyth Opowiadania.Więc zostały tylko zwłoki tej biednej kobiety. Inspektor wstał. Po prostu patrzył na Hanleya z dziwnym wyrazem oczu. popatrzył na Hanleya. ale mówić będzie twoja Violet. .

Wzięli go Niemcy w czasie jesiennej ofensywy Rommla. Violet Mary Smith. Teraz dochodzimy do przyczyny. Patolog był człowiekiem słownym i o godzinie 2. o czym mówiliśmy wczoraj. jaki figuruje w wojskowych rejestrach. była prawdopodobnie wciąŜ jeszcze atrakcyjną i pociągającą kobietą w wieku trzydziestu pięciu lat.Mianowicie? . Nieoficjalnie powinienem mieć coś po obiedzie.Skóra wystarczająco zmiękła do skalpela. Spędził resztę wojny jako robotnik rolny w obozie jeńców na Śląsku. kiedy poślubił siedemnastoletnią dziewczynę.To zaleŜy.Dostał się do niewoli. Szeregowiec Herbert James Larkin przyjechał do Liverpoolu na promie z Dublina w październiku 1940 roku i zgłosił się na ochotnika do wojska. . Wstał o ósmej. Wysłany statkiem do 137 pułku do Egiptu w marcu 1941. 14 listopada 1945. .powiedział w końcu.Dobrze . była pokojówką hotelową. O dziewiątej inspektor zjadł śniadanie i zaczął załatwiać nagromadzony stos papierków.Niech pan mówi. . który zadzwonił o dwunastej. Tak. a on starzejącym się czterdziestotrzyletnim męŜczyzną. Yorkshire. Wyciągnął z kieszeni fajkę i zaczął ją starannie napełniać tytoniem. . zaraz po zakończeniu wojny w Europie.MoŜecie zalać teren cementem i postawić ogrodzenie. Hanley zastanawiał się przez krótki czas. umył się i ogolił. odległej o półtora kilometra.Nie mogę palić w laboratorium . kiedy słuŜył w wojsku. Załatwił mnie bez czekania.Nie ma tego wiele. Nogi wyciągnął przed siebie i z głową przechyloną w tył głośno chrapał.A poza tym dym neutralizuje zapach formaliny. Hanley gorąco podziękował Dawkinsowi i odwiesił słuchawkę. Gdy przenieśli się na Mayo Road.oświadczył wesoło.Forsyth Opowiadania. ja notuję. . Wziął ślub w katolickim kościele pod wezwaniem Matki Boskiej w Edmonton. . Dwaj zdziwieni młodzi policyjni praktykanci zaskoczyli go tam o wpół do dziewiątej.txt Hanley przespał trzy godziny w fotelu.powiedział major. ona była pełną Ŝycia dwudziestosześcioletnią męŜatką.Dziękuję. w tym samym roku.OŜenił się. Ŝe mam starego przyjaciela w archiwum Ministerstwa Wojny. . więc odnotowano to w jego aktach. to mogło tworzyć problemy. ale potwierdza się to. . panie majorze . w Londynie Północnym. Strona 83 .tłumaczył się. Repatriowany w maju 1945.odpowiedział głos w słuchawce. .Oficjalny raport dostanie pan za dwa lub trzy dni. Kurs rekrucki w obozie Catterick. Pan Larkin został zwolniony z wojska w styczniu 1946 i pozostał w Edmonton pracując jako subiekt sklepowy aŜ do 1954. a on zapewne nieciekawym pięćdziesięciodwulatkiem. kiedy przyszli na słuŜbę.Kiedy pan będzie gotów z raportem? . . W dwadzieścia minut później odezwał się w słuchawce głos profesora McCarthy'ego. zanim odpowiedział na jego prośbę. niemal trzydzieści pięć. Wyzwolony przez Rosjan w październiku 1944 roku.Wyprostowałem juŜ kończyny .Oczywiście .. Spokojne przedpołudnie przerwał jedynie telefon od majora Dawkinsa. . Powinien pan być zadowolony. Panna młoda. . Tak jak przypuszczałem wczoraj. poszedł do toalety. O wpół do dziesiątej zadzwonił brygadzista z Mayo Road. i wycofali się na palcach. niedaleko wschodniej granicy III Rzeszy. jest to ślad po pończosze. . Miała wtedy siedemnaście lat. Za godzinę zaczynam kroić. Hanley z niecierpliwością czekał na wizytę profesora McCarthy'ego.powiedział Hanley. o godzinie wpół do trzeciej. . Teraz suszymy ciało. Larkin miał trzydzieści cztery lata.30 siedział w fotelu naprzeciwko inspektora.Czy ma pan coś o jego małŜeństwie? .. Przynajmniej przyczynę zgonu. Patolog zgodził się przyjechać do biura Hanleya z kostnicy przy Storę Street.powiedział. . Wcielony do gwardii królewskich dragonów. To był ostatni adres.. Kiedy umarła w sierpniu 1963 roku. .Miałem szczęście ..Okazało się. dla której nie awansował nawet na kaprala. Potwierdziła się szrama na szyi. co pan ma na myśli .

Wiemy.Czy znalazł pan coś.stwierdził.Właśnie to miałem na myśli . ale nie było śmiertelne. Jest rok 1951. paznokcie i organy wewnętrzne. jak pan mówi. .powiedział łagodnie .Pan nie powiedział mi.Rana na czaszce musiała trochę krwawić. Wczoraj podczas rozbiórki domu znaleźliśmy jej zwłoki zamurowane za fałszywą ścianą. . Obydwie te rzeczy.Kupili dom pod numerem 38 na Mayo Road po śmierci poprzedniego właściciela. . W świetle stojącej lampy studiował zamazany druk. Hanley wziął plastykową torebkę i przyłoŜył do niej szkło powiększające. . Hanley popatrzył na profesora twardym. I dlatego omyłka w określeniu daty śmierci moŜe być duŜa. jest stara. ZbliŜa się Strona 84 . co wyglądało na fragment wyblakłej. . co wskazywałoby na datę morderstwa? 138 .zgodził się.odparł McCarthy. Jest wykluczone.powiedział z ulgą.stwierdził spokojnie McCarthy.txt Popykał sobie przez chwilę z przyjemnością. 139 . . . kiedy została uŜyta do owinięcia głowy tej kobiety! McCarthy wzruszył ramionami. .Wspaniale .No właśnie. Przedtem otrzymała uderzenie w głowę.powiedział. Morderstwo miało przypuszczalnie miejsce w okresie kilku tygodni od dnia datowania dziennika. śeby uniknąć zabrudzenia dywanu.Sądzę .Ŝe zgon nastąpił gdzieś pomiędzy 1941 a 1943 rokiem. Nagle wyprostował się gwałtownie.Ale nie o dwadzieścia lat . Ale nie włosy. które spowodowało pęknięcie skóry na czaszce. .powiedział. . jak długo Larkinowie mieszkali w tym domu . . Dlatego widnieje na niej data z marca 1943 roku. Nastąpiła asfiksja połączona z szokiem. Jest to strzęp dziennika z wyraźnie widoczną datą.No tak. Da się to zrobić tylko w przybliŜeniu. bez Ŝadnej wątpliwości.Larkin musiał złapać jakąś starą gazetę. Kość gnykowa.Owszem . Hanley uSpokoił się. upartym spojrzeniem.To jest rzeczywiście kawałek starej gazety .została złamana w trzech miejscach. które leŜą w kostnicy. Finałowy mecz o Potrójną Koronę. . . Hanley miał wraŜenie. o tutaj wskazał na przestrzeń między podbródkiem i grdyką .MoŜe ma pan rację . Ta kobieta została uduszona pończochą.powiedział McCarthy . .upierał się Hanley. sięgając po teczkę.Mam tu dla pana drobny prezent. zmumifikowanych .Otworzył teczkę i wyjął z niej plastykową torebkę.Forsyth Opowiadania. . . poŜółkłej gazety. mogły mieć dwadzieścia lat w chwili zgonu ofiary. . o co panu chodziło .Bardzo trudno jest określić datę śmierci zmumifikowanych zwłok.powiedział profesor. .odparł spokojnie profesor. morderca owinął głowę swojej ofiary gazetą. którą wyłoŜona była szuflada albo komoda. Prawdopodobnie ogłuszyło ją i ułatwiło uduszenie.powiedział.Violet Mary Larkin zmarła w sierpniu 1963 roku .Ja teŜ .Ja mówię o zwłokach. Badania wewnętrznych organów nie pozostawiają co do tego Ŝadnych wątpliwości. Hanley rozsiadł się wygodniej w fotelu.Pan prosił mnie o dokonanie badania patologicznego zmumifikowanych zwłok. . Ŝeby to ciało było Ŝywe po 1945 roku.Badanie zwłok wykazało . .Larkin i jego Ŝona przybyli z Londynu w 1954 roku powiedział powoli Hanley. Pewnie na czas budowania kryjówki w podwójnej ścianie. Ŝe pani Larkin uciekła od męŜa w sierpniu 1963 roku.Mam to. zawierającą coś.Ŝe mówimy o róŜnych sprawach. . MoŜemy oczywiście przeprowadzić analizę pończoch i farby drukarskiej.Ale ona juŜ była stara. .Morderstwo. Ŝe przeŜywa na jawie swój odwieczny nocny koszmar. . McCarthy nie spuścił wzroku. .

Ŝeby to wykończyć i zaasfaltować przed nocą. W dwie godziny później stary człowiek został zwolniony z aresztu. na którym stał dom z ogródkiem.Co jeszcze poza sprawą daty? . sądzę.Nie pytałem o to. .który był 140 właścicielem i lokatorem domu na Mayo Road do swojej śmierci w 1954 roku? . szaf. Ŝe tak . Ale kto to zrobił? Hanley chwycił słuchawkę i połączył się z pokojem detektywów. Ŝeby ją utrzymać. na zwalisku gruzów. . McCarthy potrząsnął głową. . ram okiennych i drzwiowych.Jak się nazywał? Zapanowała cisza. który od Strona 85 . sir .. Nawet w świetle ognia Ŝaden z robotników nie dostrzegł postaci starego człowieka.powiedział robotnik. W zapadającym zmierzchu brygadzista i dwaj pomocnicy wygładzali jego powierzchnię. to w 1954 jej zwłoki znajdowały się juŜ od pewnego czasu w stanie.powiedział w pewnej chwili. kiedy piłka zaczyna wyślizgiwać mu się z rąk. Spojrzał pod nogi.zapytał. kręcone włosy? .Nie . Ŝe ta kobieta została zamordowana powiedzmy w 1943 roku. . poręczy. . belek stropowych. której sekcję przeprowadziłem. gdyby jacyś dziennikarze kręcili się przed frontowym wejściem.odparł McCarthy .To była podłoga kurnika . ale ją gubi. . . . ale kości nie zmieniają długości nawet po kilkudziesięciu latach za ceglanym murem. Kobieta. płonęły resztki schodów. . Nawiasem mówiąc. Jeszcze kilka pasemek przylega do czaszki.Nie wiem.śałuję. W miejscu. sir. gdzie pański Larkin znajdował się w 1943 roku? . . Po drugiej stronie drogi. JeŜeli przyjmiemy.była dobrze po pięćdziesiątce i miała dzieci. sechł świeŜo wylany cement.Czy miała w chwili śmierci około trzydziestu pięciu lat? .Pewnie.PrzecieŜ to stary cement. Oprzytomniał. .Forsyth Opowiadania.Jest juŜ suchy . twierdzi pan.warknął Hanley. który przyglądał im się zza siatki ogrodzenia.nie on zabił tę kobietę i nie on zamurował ją obok kominka.zapytał go inspektor .Nie robiłem notatek. . . Tym razem nie było samochodu policyjnego ani eskorty. . pod stare ogrodzenie.Ciemne. sir. WytęŜa wszystkie siły. Od czasu do czasu brygadzista uderzał w nią stalową podkówką buta.Gładkie. . jest tuŜ-tuŜ. Ŝe dwoje. otaczając cały parking.oświadczył profesor wstając . . przebija jak taran obronę Anglików. Larkin miał w kieszeni adres miejskiego schroniska. połamane deski ogrodzenia.Ta kobieta była niska.Szef chce. Wskazał na płaszczyznę o powierzchni około sześćdziesięciu centymetrów na dwa metry.odparł młody człowiek. Miała około metra pięćdziesięciu ośmiu centymetrów wzrostu.spytał Hanley. rudawe. miała metr siedemdziesiąt pięć do metra siedemdziesięciu ośmiu centymetrów wzrostu.W obozie jeńców wojennych na Śląsku..Zmumifikowane ciało nie wydziela Ŝadnego zapachu.A to co? . . a potem on sam. .powiedział McCarthy. Ale o ile sobie przypominam. w jakim je znaleźliśmy. . przesiadywali w swojej bawialni przez piętnaście lat w odległości dwóch metrów od zamurowanych zwłok? .txt do linii bramkowej.Jak długo tam mieszkał? .Innymi słowy.spytał. Była chuda i koścista. wygódki i kurnika. Odpowiedział młody sierŜant. Wypuszczono go tylnymi drzwiami na wypadek.Tak musiało być .W takim razie . chyba przez trzydzieści lat. Na Mayo Road ustawiono juŜ brakujące części ogrodzenia. a po drugim przeszła zabieg chirurgiczny. Brygadzista skończył kontrolę powierzchni świeŜo połoŜonego cementu i poszedł na koniec działki. Ŝe od 1954 roku najpierw oboje Larkinowie.Kim był człowiek . W milczeniu ruszył w stronę ubogiej dzielnicy Diamond.

PRZYWILEJ ABSOLUTNY Telefon zadzwonił tuŜ po siódmej trzydzieści. .txt rana pracował przy zakładaniu parkingu.Idź. na której leŜały nie ruszone dwie gazety. .Nie . aŜ znajdzie się w domu. Był to Henry Carpenter. . UwaŜał widać.Henry Carpenter powiedział mi. . Po dziesiątym sygnale wygramolił się z łóŜka i zszedł po schodach do przedpokoju. szef kaŜe nam wszystko robić od początku i jeszcze za to zapłacić . Ton jego głosu zdradzał wyraźne zakłopotanie. a ja tymczasem przygotuję śniadanie.Czy nie wylegujesz się w łóŜku w niedzielę? . Podniósł go wysoko nad głowę i walnął w stary cement. Szerokim. A cóŜ to takiego? Carpenter był coraz bardziej zaŜenowany. Bili Chadwick leŜał jeszcze w łóŜku. .Forsyth Opowiadania. . Kulturysta! Ziewnął. jest solidne . 141 .Czym mogę słuŜyć ci o tej porze w zimowy poranek? . . Ale uśmiechnął się.Znajdziesz tam coś o sobie.JeŜeli to się osunie. Chadwick spojrzał w stronę wycieraczki przy drzwiach. Po drugiej stronie linii głos Carpentera robił wraŜenie zaŜenowanego. Henry . . stary. Odwrócił się w stronę spychacza i skinął ręką. Chadwick odłoŜył słuchawkę.Nie dałeś tu świeŜej warstwy cementu? . mieszkaniec tej samej ulicy. Bili? Tu Henry. zalewaj to! Sztych buldoŜera opadł na zwał świeŜego.odrzekł. Wrócił do sypialni z Expressem i Telegraphem. . Kiedy ostatni promień słońca znikł.Na róg ulicy po inną gazetę .Czy zajrzałeś juŜ do porannej prasy? . przez pretensjonalnych ludzi dla równie pretensjonalnych czytelników. . Ŝe napisano o nim w gazecie. grubego pisma z wieloma dodatkami. Chadwick chrząknął.Powinieneś obejrzeć sobie dzisiaj tę gazetę . Nic a nic. podał je Ŝonie i zaczął naciągać spodnie i sweter wprost na pidŜamę.zapytał.odparł. więc powstrzymał się od zaglądania do gazety i postanowił zaczekać. jak kaŜdy człowiek. a niebo poczerniało. . Był ciekaw. asfalt rozlał się równo i gładko.zabrzmiała odpowiedź. ale niezbyt blisko.W porządku. Parking był wykończony.spytał. Stojący za siatką stary człowiek odwrócił się i odszedł. Ŝe Chadwick powinien najpierw przeczytać artykuł i dopiero wtedy będzie go mógł z nim przedyskutować.Halo. Oczywiście.Michał. o co chodzi.CóŜ. lecz ten nie milkł.Właśnie wybieram się do parku pobiegać dla zdrowia. dymiącego asfaltu i pchnął rozpaloną masę w kierunku cementowego prostokąta. Łom odskoczył. . W ciągu kilku minut cała przestrzeń zamieniła się z szarej na czarną. . W naroŜnym sklepiku z prasą pozostały jeszcze dwa egzemplarze Sunday Couriera. .Nie. Brygadzista odchrząknął. Ŝe jest tam coś o mnie.powiedział Chadwick z rosnącym zainteresowaniem.powiedział wreszcie Carpenter. Dlaczego pytasz? . . . którego Bili Chadwick znał. Próbował nie zwracać uwagi na dzwonek. . robotnicy poszli do domu. pomyślał. Na ulicy było zimno.O! . 143 .powiedział i rozłączył się.Dokąd się wybierasz? . Nie powiedział nic. .Dzień dobry. szczęśliwym uśmiechem ulgi. zdaniem Chadwicka. Odszedł kilka kroków i wrócił z ostro zakończonym łomem. ale poniewaŜ była to niedziela rano.Nie.Czy prenumerujesz Sunday Courier? Nastąpiło długie milczenie.warknął brygadzista.stwierdził.zapytała go Ŝona. który się dowiaduje.Hej! Nareszcie sława! .powiedziała Ŝona. a potem stojący za spychaczem mechaniczny walec wykończył robotę. lepiej zobacz sam . To podniosłoby poziom i powstałby garb w asfalcie. pisanego. Strona 86 .Tak? .

Ŝe Ŝądamy zadośćuczynienia w formie sprostowania i przeprosin. zagłębił się więc w dodatek biznesowy.powinien wszystko odwołać i przeprosić mnie! .zapytała go Ŝona. Podał jej bez słowa gazetę złoŜoną w ten sposób. .Forsyth Opowiadania.kosztowna. to mnie moŜe zrujnować! Kłamstwo. wyraźnie 144 mówi. Wniosek jest jasny. .powiedział ze złością. Ŝe pierwszym krokiem powinno być napisanie przeze mnie w pańskim imieniu listu do wydawcy gazety. List taki został napisany. Był podpisany w imieniu wydawcy przez sekretarza. na które liczył. po prostu kłamstwo! Nigdy w Ŝyciu nie widziałem faceta. który to napisał. . . Pozostał mu dodatek ilustrowany oraz handlowy. Do diabła. . Ŝeby ktoś o mnie coś takiego powiedział szepnął. Bili Chadwick wstał i zaczął przechadzać się po kuchni. zerknąwszy na podpis pod artykułem. Na trzeciej stronie zatrzymał wzrok na nazwie towarzystwa.O co chodzi. oczywiście na jednej z czołowych stron gazety. Prawnik wyraził oburzenie z powodu treści artykułu i wysłuchał ze zrozumieniem wyjaśnień Chadwicka. Odsunął kawę. Stwierdzał. Tak samo jak wszyscy straciłem na ich bankructwie. . do cholery. i unikać. Wyjaśnimy w nim. kochanie. co pan mówi. Artykuł znajdował się na kolumnie. wydała z siebie krótki okrzyk. która zastąpiła początkowy szok. kochanie? . jak wyglądała jego współpraca ze zlikwidowanym przedsiębiorstwem. uŜył tego samego zdania.Czy to ci. a treść jego była uprzejma^ ale zupełnie nie satysfakcjonująca. ale niezaleŜnym biznesmenem na jednym z przedmieść Londynu. odrzucił dodatek "Kultura i Sztuka" oraz "Sport". kawa stała na kuchennym stole.zawołał Chadwick .zatroskała się Ŝona. Kiedy zaczął przeglądać Couriera. Nie próbował porozumieć się ze mną. W końcu jego adwokat otrzymał list z Sunday Couriera. nie mam wątpliwości. która szczyciła się swoimi ambicjami reporterskimi. Była wyraźnie zaniepokojona dziwnym wyrazem twarzy swojego męŜa.On to. Przez dwa tygodnie nie było odpowiedzi od wydawcy Sunday Couriera.txt śona przygotowała sok pomarańczowy.Zaszkodzić? Do jasnej cholery. dodając. nie sprawdził faktów.To straszne! .PrzecieŜ to nieprawda! .Ten człowiek daje do zrozumienia. Ten opowiedział mu. .On wcale nie daje do zrozumienia . a kiedy doszła do połowy.PrzecieŜ ja go nawet nigdy nie spotkałem.powiedział prawnik.W takim razie . Przeczytała go uwaŜnie. Ŝe wydawca starannie rozpatrzył pismo adwokata wysłane w imieniu pana Chadwicka i Ŝe jest skłonny wydrukować Strona 87 . moŜe zaszkodzić? . Był drobnym. To niemoŜliwe! śeby ktoś coś takiego mógł o mnie napisać! Kiedy w poniedziałek rano zamknął się w biurze ze swoim adwokatem. przecieŜ ja byłem ofiarą tych ludzi. uprzytomnił sobie Ŝe Carpenter nie podał mu strony. które ostatnio zbankrutowało. . Po przeczytaniu zbladł. jak się okazało . Sprzedawałem ich wyroby w dobrej wierze. Jak on się nazywa? . Jego współpraca z nim była krótka. Skończył go czytać przy drugiej filiŜance kawy. . . Ŝe naszym zdaniem jeden z jego pracowników zniesławił pana. .UwaŜam. Ŝeby musiała zobaczyć artykuł.Na podstawie tego. Wymknęły mu się przy tym dwa zamówienia. zaczął więc od działu wiadomości ogólnych. rzucane nań przez jego nieliczny personel. Ŝe autor dopuścił się zniesławienia.powiedziała pani Chadwick. innych wspólników przedsiębiorstwa. a nie ich świadomym wspólnikiem.W zasadzie tak .Gaylord Brent . W ciągu tych dwóch tygodni Chadwick musiał znosić podejrzliwe spojrzenia.To niemoŜliwe. Ŝe byłeś w jakiś sposób zamieszany w to oszustwo.zawołała skończywszy czytanie. . ale. w miarę moŜliwości.

.No tak.Innymi słowy wykastrowania go .powiedział Chadwick. a w pańskiej sprawie. o które panu chodzi. prawnikach.zdenerwował się Chadwick. Ŝe namawiamy naszych klientów do występowania Strona 88 . Podpada ono pod ogólne zasady prawa zwyczajowego.Tak . Ŝe tylko sprawa sądowa. o jego intencje. Ŝe nieopatrznie wyrządził komuś szkodę. Poza tym powstanie z pewnością spór o stan świadomości pozwanego. . Pan będzie musiał udowodnić.txt w dziale listów do redakcji sprostowanie pana Chadwicka. Po pierwsze. Skłonni są do rozpatrywania tylko takich skarg. a wydawca i pan Gaylord Brent pozwanymi. . nie istnieje ustawa określająca pojęcie zniesławienia.Będę z panem całkiem szczery . Kiedy wniesiemy pozew. Miałem tylko raz w Ŝyciu do czynienia z ogólnokrajową gazetą w podobnej sprawie. które zarzucają wydawcy. wolą to pozostawiać sądom.powiedział adwokat.To jest po prostu sposób wykręcenia się. Skarga o zniesławienie z Ŝądaniem odszkodowania. Widzi pan. istnieją drobne szczegóły.Czysta robota . Ŝe został pan zniesławiony przez pomówienie i nie był zamieszany w machinacje spółki. Ŝe człowiek.. 145 10. na które składa się cały szereg precedensów prawnych ustanowionych w ciągu wieków. muszę być z panem szczery. W sprawach o zniesławienie nie ma sytuacji bezspornych. jakiej ci ludzie uŜywają.Ma pan słuszność. i nic więcej.Ale to chyba nie ja muszę dowodzić swojej niewinności? . siedząc znów przed swoim adwokatem. Precedensy te mogą być rozmaicie interpretowane.Ale chyba będą musieli to zrobić? Sprawa jest przecieŜ bezsporna! . Nienawidzą sprostowań. . Zdecydował się na szczerość. nie sprawdził swoich informacji.Forsyth Opowiadania. Ŝe obrzucono mnie stekiem kłamstw.Więc odradza mi pan występowanie do sądu? . pan będzie powodem. Ten list to po prostu formułka. W najlepszym razie mogą wydać potępiające oświadczenie. Tylko wtedy stanie się jasne.Panie Chadwick. nieprawdaŜ? Prawnik zastanawiał się przez chwilę. .W gruncie rzeczy tak. Znał swojego klienta od wielu lat. . a więc znowu o intencje.Niewiele. . Ŝe moje przedsiębiorstwo jest zrujnowane? .Obawiam się. nie mówiąc juŜ o przeprosinach. .Czy pan powaŜnie sugeruje. nie miał pan pojęcia o jej niesolidności.odrzekł Chadwick. jakie mógł mieć zamiary w czasie pisania swego artykułu. Ŝe tak . który to zrobił. Mówi się czasem o nas. .Stowarzyszenie nie moŜe więc zmusić wydawcy do sprostowania wiadomości i przeproszenia pokrzywdzonego? -. zanim je wydrukował? śe powinienem pogodzić się nawet z tym. a więc braku złej intencji. 146 w przeciwieństwie do ignorancji. o zakres jego wiedzy.A co oni mogą? . Czy pan mnie rozumie? . o to. . które czynią ją odmienną od poprzednich. . MoŜe się pan im poskarŜyć. . . . zastrzegając sobie wszakŜe niezbywalne prawo kaŜdego wydawcy do przeredagowania takowego. lub kiedy reporter pisma popełnił raŜący błąd.Być moŜe? .Myślę.Istnieje Stowarzyszenie Wydawców Gazet. iŜ muszę pogodzić się z tym. Nie lubią się mieszać do spraw dotyczących zniesławienia. A moŜe i nie.powiedział. Ŝe prowadząc interesy ze zlikwidowaną spółką.Co więc robić? Adwokat miał propozycję: . tak jak w kaŜdej innej. gazeta być moŜe będzie wolała uniknąć procesu i ogłosi przeprosiny.Co mi w takim razie pozostaje? Prawnik westchnął.Nie.

Forsyth Opowiadania.txt do sądu o byle co, poniewaŜ przynosi nam to wysokie honoraria. W rzeczywistości jest przewaŜnie inaczej. To zazwyczaj Ŝony, przyjaciele czy koledzy osób poszkodowanych zachęcają je do akcji i składania skarg. Ci przyjaciele nie ponoszą oczywiście kosztów procesów. Dla osób nie wplątanych w sprawę proces sądowy to dobra zabawa. Ale my, fachowcy, zdajemy sobie sprawę z tego, jakie to pociąga za sobą konsekwencje. Chadwick zastanowił się. - Jakie sumy wchodzą w rachubę? - spytał spokojnie. - Takie, które mogą pana zrujnować - brzmiała odpowiedź adwokata. - Zawsze myślałem, Ŝe w naszym kraju wszyscy obywatele są równi wobec prawa, a szczególnie jeśli ubiegają się o sprawiedliwość. - W teorii tak. W praktyce bardzo często jest zupełnie inaczej. Panie Chadwick, czy pan jest bogatym człowiekiem? - Nie. Prowadzę niewielkie przedsiębiorstwo. W dzisiejszych czasach oznacza to, Ŝe balansuję na krawędzi wypłacalności. Przez całe Ŝycie cięŜko pracowałem i jakoś to szło. Jestem właścicielem domu, samochodu i kilku ubrań. Mogę liczyć na emeryturę przysługującą samodzielnym przedsiębiorcom, mam polisę ubezpieczeniową na Ŝycie i kilka tysięcy funtów oszczędności. Jestem po prostu zwykłym, szarym człowiekiem. - Tak właśnie myślałem - powiedział adwokat. - Dzisiaj tylko ludzie bogaci mogą się procesować z innymi bogaczami, zwłaszcza 147 jeŜeli chodzi o zniesławienie. MoŜna wygrać taką sprawę, ale trzeba ponieść duŜe koszty. JeŜeli proces jest długi, a potem jeszcze następuje apelacja, to suma wydatków często moŜe dziesięciokrotnie przewyŜszać ewentualne odszkodowanie. Zamilkł na chwilę. - Wielkie pisma, tak jak wielkie domy wydawnicze i inne tego rodzaju przedsiębiorstwa, są wysoko ubezpieczone na okoliczność wytoczonych spraw o zniesławienie. Mogą sobie pozwolić na angaŜowanie najwybitniejszych adwokatów West Endu. Proszę mi wybaczyć, ale kiedy występują przeciwko małemu człowiekowi, to muszą z nim wygrać. Nietrudno im spowodować, by wejście sprawy na wokandę trwało aŜ pięć lat. Przez ten czas koszty sądowe obu stron nieustannie rosną. Samo przygotowanie sprawy kosztuje tysiące. Kiedy nareszcie dochodzi do rozprawy, koszty te podnoszą się niebotycznie, bo adwokat bierze dodatkowe honorarium za kaŜdy dzień rozprawy. No i ma takŜe do pomocy aplikanta. - Do jakich sum mogą dojść takie koszty? - zapytał Chadwick. - JeŜeli sprawa się przeciąga i przygotowania trwają lata, to nawet jeŜeli nie brać pod uwagę ewentualnej apelacji, dojdą do kilkudziesięciu tysięcy funtów. Ale to wcale nie koniec. - Co jeszcze powinienem wiedzieć? - ZałóŜmy, Ŝe pan wygrywa proces i uzyskuje odszkodowanie i zwrot kosztów sądowych od pozwanego, czyli gazety. Wtedy sprawa jest jasna. Ale jeŜeli sędzia nie wypowie się co do kosztów, których zwrot przyznaje zazwyczaj jedynie w najdrastyczniejszych wypadkach, będzie pan zmuszony ponieść swoje własne koszty sądowe. A jeŜeli pan przegra, sędzia moŜe pana zmusić do poniesienia poza swoimi kosztami kosztów pozwanego. JeŜeli pan wygra, gazeta moŜe załoŜyć apelację. A to spowoduje podwojenie kosztów. Nawet jeŜeli wygra pan w sądzie apelacyjnym, ale bez przyznania kosztów, to i tak będzie pan zrujnowany. Poza tym jest inna kwestia. Po dwóch czy trzech latach ludzie zapominają o treści inkryminowanego artykułu w gazecie. Rozprawa sądowa przypomina im, Ŝe coś tam było, i wnosi nowe materiały i zarzuty. Mimo Ŝe to pan jest oskarŜycielem, adwokat strony przeciwnej postara się dla dobra swojego klienta zniszczyć pańską reputację uczciwego biznesmena. Im bardziej obrzuca się człowieka błotem, tym więcej na nim błota pozostaje. Wiele było takich wypadków, wielu ludzi, którzy wygrali sprawę, ale stracili dobre imię. Zarzuty przedstawiane sądowi mogą być ogłaszane drukiem bez Ŝadnych dowodów prawdy. - A czy moŜna mieć obrońcę z urzędu? - zainteresował się Strona 89

Forsyth Opowiadania.txt 148 Chadwick. Podobnie jak wielu innych ludzi słyszał o czymś takim, nigdy jednak nie interesował się tym bliŜej. - Prawdopodobnie ma pan zupełnie fałszywe wyobraŜenie na ten temat. śeby uzyskać takiego obrońcę, musi pan udowodnić sądowi, Ŝe nie posiada pan Ŝadnego majątku. Pana na przykład to nie dotyczy. Nabędzie pan prawo do obrońcy z urzędu dopiero wtedy, kiedy straci pan dom, samochód i oszczędności. - W takim razie w kaŜdym przypadku grozi mi ruina - powiedział Chadwick spokojnie. - Bardzo mi przykro, naprawdę bardzo przykro. Mogę oczywiście zachęcić pana do podjęcia długotrwałego i kosztownego powództwa, ale uwaŜam, Ŝe oddaję panu przysługę wskazując trudności i niebezpieczeństwa, jakie to za sobą pociąga. Znam wiele osób, które z ochotą zaczęły się prawować, a potem gorzko tego Ŝałowały. Niektórzy nigdy się nie otrząsnęli i po dziś dzień cierpią na skutek trosk finansowych i stresów, jakie ich dotknęły. Chadwick wstał. - Bardzo panu dziękuję za szczerość - powiedział. Potem, juŜ z biura, zadzwonił do Sunday Couriera i poprosił o rozmowę z naczelnym. Telefon odebrała sekretarka. Podał swoje nazwisko. - Na jaki temat chce pan rozmawiać z panem Buxtonem? zapytała. - Chciałem poprosić o wyznaczenie mi spotkania. Nastąpiła pauza, w trakcie której słyszał rozmowę prowadzoną na wewnętrznej linii, po czym sekretarka odezwała się ponownie. - O czym pragnie pan rozmawiać z panem Buxtonem? Chadwick wyjaśnił pokrótce, Ŝe chce zobaczyć szefa, Ŝeby przedstawić mu swój punkt widzenia dotyczący zarzutów zawartych w artykule Gaylorda Brenta sprzed dwóch tygodni. - Niestety pan Buxton nie przyjmuje nikogo - oświadczyła sekretarka - MoŜe pan będzie uprzejmy napisać list. Zostanie starannie rozpatrzony. Na tym rozmowa się skończyła. Następnego dnia Chadwick pojechał koleją podziemną do centrum Londynu i zjawił się osobiście w poczekalni budynku Couriera. Na oczach rosłego woźnego w mundurze wypełnił formularz, podając nazwisko, adres, nazwisko osoby, z którą chce się widzieć, i istotę swojej sprawy. Formularz został zabrany, a on usiadł i czekał. W pół godziny później otworzyły się drzwi windy i ukazał się w nich elegancki szczupły młody człowiek, pachnący dobrą wodą kolońską. Spojrzał pytającym wzrokiem na woźnego, który ruchem 149 głowy wskazał mu Chadwicka. Młody człowiek podszedł do niego. Chadwick wstał. - Nazywam się Adrian St. Clair - powiedział młodzieniec. Jestem osobistym sekretarzem pana Buxtona. Czym mogę panu słuŜyć? Chadwick powiedział mu o artykule podpisanym przez Gaylorda Brenta i oświadczył, Ŝe chciałby osobiście wyjaśnić panu Buxtonowi, iŜ to, co zostało o nim napisane, jest nie tylko nieprawdą, ale stanowi groźbę ruiny dla jego przedsiębiorstwa. St. Clair nie był tym specjalnie poruszony, ale wyraził Chadwickowi słowa ubolewania. - Tak, oczywiście, rozumiemy pana niepokój, panie Chadwick, ale osobiste spotkanie z panem Buxtonem jest po prostu niemoŜliwe. To bardzo zajęty człowiek. Rozumiem, Ŝe reprezentujący pana adwokat komunikował się juŜ z wydawcą... - Napisał list - powiedział Chadwick. - Odpowiedź była podpisana przez sekretarkę. Stwierdza, Ŝe istnieje moŜliwość wydrukowania listu z moim sprostowaniem w dziale korespondencji z czytelnikami. Ale ja domagam się, Ŝeby moje stanowisko w tej sprawie zostało poznane przez wydawcę. St. Clair uśmiechnął się. - JuŜ mówiłem, Ŝe to niemoŜliwe. MoŜemy najwyŜej rozwaŜyć moŜliwość wydrukowania listu do wydawcy. - Wobec tego chciałbym się zobaczyć z panem Gaylordem Strona 90

Forsyth Opowiadania.txt Brentem - oświadczył Chadwick. - Wątpię, czy to dałoby panu satysfakcję. JeŜeli otrzymamy następny list od pańskiego adwokata, to nasz wydział prawny zajmie się nim w normalnym trybie. Obawiam się, Ŝe poza tym nie mogę panu w niczym pomóc. Woźny wyprowadził Chadwicka przez obrotowe drzwi na ulicę. Chadwick zjadł lekki posiłek w barze niedaleko Fleet Street. Przez dłuŜszy czas zastanawiał się głęboko nad swoją sytuacją. Poszedł do jednej z licznych małych bibliotek, znajdujących się w centrum Londynu, które specjalizują się we współczesnych archiwaliach i gromadzą wycinki prasowe. Zapoznanie się z aktami niezbyt odległych procesów o zniesławienie przekonało Chadwicka, Ŝe jego adwokat bynajmniej nie przesadzał. Jedna ze spraw przeraziła go szczególnie. Pewien męŜczyzna w średnim wieku został zniesławiony w ksiąŜce poczytnego autora. Wytoczył sprawę, wygrał ją, i sąd przyznał mu trzydzieści tysięcy funtów tytułem odszkodowania i zwrot kosztów sądowych. Ale wydawca ksiąŜki zaapelował: i sąd wyŜszej instancji skreślił odszkodowanie, nakazując kaŜdej ze stron zapłacenie własnych kosztów. W obliczu całkowitej ruiny finansowej po czterech latach procesowania się powód wniósł sprawę do Izby Lordów. Lordowie odrzucili 150 wprawdzie wyrok sądu apelacyjnego, uznając prawo powoda do odszkodowania, nie wypowiedzieli się jednak co do kosztów sądowych. Tak więc zniesławiony człowiek otrzymał trzydzieści tysięcy funtów odszkodowania, ale po pięciu latach procesowania się miał do zapłacenia rachunek wynoszący czterdzieści pięć tysięcy funtów. Wydawcy ponieśli podobne koszty i łącznie z odszkodowaniem mieli do zapłacenia siedemdziesiąt pięć tysięcy. Byli jednak ubezpieczeni na większą część tej sumy. I tak powód wygrał sprawę, ale został zrujnowany. Fotografie ukazywały go w pierwszym roku przewodu jako rześkiego sześćdziesięciolatka. Po pięciu latach był ludzkim wrakiem, wynędzniałym starcem. Stało się tak z powodu nieustannego napięcia i rosnącego zadłuŜenia. Zmarł jako bankrut, mimo Ŝe przywrócono mu dobre imię. Bili Chadwick utwierdził się w przekonaniu, Ŝe nie moŜe dopuścić, aby przytrafiło mu się coś podobnego. Poszedł do biblioteki publicznej w dzielnicy Westminster. Tam udał się do czytelni z egzemplarzem Prawa angielskiego pióra Halsbury'ego. Tak jak mu mówił jego adwokat, prawo pisane dotyczące zniesławienia, tego samego typu jak na przykład ustawa o ruchu drogowym, nie istniało, ale znalazł definicję pochodzącą z 1888 roku, dotyczącą zniesławienia i oszczerstwa. Oświadczenie oszczercze jest to oświadczenie zmierzające do poniŜenia osoby w opinii prawomyślnych członków społeczeństwa w ogólności lub teŜ powodujące pomijanie, odtrącanie lub naraŜanie na nienawiść, pogardę, ośmieszenie czy teŜ oskarŜenie o pomówienia uwłaczające lub przynoszące ujmę na stanowisku, w uprawianiu zawodu, działalności handlowej lub w przedsiębiorstwie. Co najmniej ostatnia część tej definicji jest adekwatna do mojej sytuacji, pomyślał Chadwick. WciąŜ chodziło mu po głowie to, co powiedział mu adwokat w swoim wywodzie. "Zarzuty przedstawiane sądowi mogą być ogłaszane drukiem bez Ŝadnych dowodów prawdy". CzyŜby tak rzeczywiście było? I okazało się, Ŝe prawnik miał rację. Wyjaśniała to ustawa równieŜ z 1888 roku. Wszystko, co jest wygłaszane w sądzie, moŜe być zrelacjonowane i opublikowane i zarówno reporter, wydawca, drukarz, jak i redaktor są wolni od wszelkich zarzutów o zniesławienie, ale pod warunkiem, Ŝe sprawozdanie jest "rzetelne, aktualne i dokładne". To ma zapewne na celu, myślał Chadwick, uwolnienie sędziów, ławników, świadków, policjantów, adwokatów, a nawet pozwanych od obawy mówienia prawdy, niezaleŜnie od wyniku rozprawy. Uchylenie moŜliwości protestu ze strony osób zniewaŜonych, 151 zniesławionych, spotwarzonych czy oszczerczo oskarŜonych, pod Strona 91

Co za bezczelność! . . Patrzył przez chwilę na Chadwicka jak na szaleńca.Chwileczkę. . . Na jego twarzy ukazał się wyraz zdumienia pomieszanego z rozdraŜnieniem.zauwaŜył. ale wystarczało.zapytał Chadwick i dodał natychmiast: .odpowiedział Chadwick. Ŝe zakłócam panu niedzielny spokój powiedział Chadwick . w drodze na przedmieście.. jak biegnie przez przedpokój. 152 Zdumienie malujące się na twarzy Brenta zaczynało ustępować miejsca irytacji.powiedział .. .O co panu chodzi? .Forsyth Opowiadania. Ŝe przybyszem jest ktoś z redakcji. u licha? . jak i w interesach. Pomyślał.Co takiego? .zawołał Brent. . . Przyjdzie za chwilę . Na rogu Heath Street znalazł policjanta. Brent spojrzał na wycinek. Widzi pan. i pokazał go Brentowi. Kiedy po czterech dniach poszukiwania znalazł adres Gaylorda Brenta. Próbowałem takŜe zobaczyć się z pańskim wydawcą. Po kilku minutach otworzyła mu sympatycznie wyglądająca kobieta w wieku około trzydziestu lat. okazało się. wydał głośny okrzyk i nakrył nos ręką. Ŝe ten mieszka w małej eleganckiej uliczce w Hampstead. drukujących lub publikujących słowa wypowiedziane w sądzie zostało nazwane "przywilejem absolutnym". Ŝe dziennikarz piszący do niedzielnego pisma musi być w tym dniu w domu.spytał. Nazywam się William Chadwick.zapytał. skąd dochodziły dziecięce głosy. który trzymał w ręku.Chodzi o pański artykuł w Sunday Courierze. to znaczy jeŜeli rodzina nie zmusi go do wyjazdu za miasto. jednak bez rezultatu. Tam teŜ Chadwick zjawił się następnego niedzielnego poranka. . Podniósł prawą pięść i uderzył Brenta w sam czubek nosa. w tym artykule zniesławił mnie pan. Był wytwornym męŜczyzną. jak teŜ uchylenie odpowiedzialności wszystkich osób raportujących. JeŜeli chce mnie pan skarŜyć. .Gaylord! . wyglądającym na czterdziestkę. mam coś dla pana .Proszę pana . Nie było to uderzenie mające na celu złamanie kości czy nawet uszkodzenie przegrody nosowej. Młody człowiek cieszył Strona 92 .JuŜ to zrobiłem.To! . to istnieje właściwa procedura.Tak. Wszedł po schodach i nacisnął dzwonek u drzwi. .Tak? . i to w bardzo perfidny sposób.txt warunkiem Ŝe zarzut został postawiony na sali sądowej w czasie rozprawy. z nosa pociekła krew.powiedział spokojnie Chadwick. Mocno. ale mnie nie przyjął. Trzymająca klamkę ręka Brenta zatrzymała się.ale wydaje mi się.po czym ponownie odwróciła się do Chadwicka. próbując zamknąć drzwi. Chadwick rozłoŜył wycinek gazetowy. W kolejce podziemnej.Czy zastałem pana Brenta? .nie moŜe mnie pan nachodzić w domu. Zaszkodziło mi to powaŜnie zarówno w Ŝyciu towarzyskim.Czy pan Gaylord Brent? . ale bez przesady. Chadwick słyszał.Kim pan jest. Brent cofnął się o krok. Gaylord Brent wszystko zrozumiał. Miał na sobie jasne lniane spodnie i róŜową koszulę. .Chodzi o jego artykuł w Courierze. Powinien pan poprosić swojego adwokata. Było to półkłamstwo. ale nie dotknął go. Jego irytacja nasiliła się.Bardzo mi przykro.powiedziała i wycofała się do środka mieszkania.Och. aby napisał. Uśmiechnęła się więc i zawołała w głąb domu: . Chadwickowi zaczął świtać pewien pomysł. Chadwick czekał przed nie domkniętymi drzwiami. Ŝeby przekonać panią Brent.To jest sprzed czterech tygodni . . . Ŝe wszyscy musimy ponosić pewne ryzyko. . Byłem więc zmuszony przyjść do pana. Usłyszawszy to nazwisko. W minutę później pojawił się w nich Gaylord Brent. po czym zatrzasnął drzwi. W jego oczach pojawiły się łzy. bardzo przepraszam.

zapytał. Kiedy podeszli do drzwi domu. Po chwili powiedział: .skinął potwierdzająco głową. posterunkowy wszedł na schodki i zadzwonił.Przed kilkoma minutami pan Brent został z premedytacją uderzony w nos . .Czy to jest zgodne z prawdą? . . . Chadwick zwiększył tempo marszu. Chadwick zapytał: . . . . Ze środka słychać było szeptaną rozmowę.zwrócił się do niego Chadwick.To tu. sir? Gdzie? .Tek . .Pani Brent? Czy ten policjant mógłby zamienić kilka słów z pani męŜem? Pani Brent skinęła głową i zniknęła w głębi domu. Chadwick wskazał na nie ponownie.Panie sierŜancie . Ŝeby szedł za nim. . Stał i milczał. Chadwick ruszył za nim. jak policjant mówi coś do mikrofonu krótkofalówki i rytmicznie stuka słuŜbowymi butami w bruk^ Przedstawiciel prawa zrównał się z Chadwickiem na rogu ulicy.powiedział policjant.gotów jestem złoŜyć wyjaśnienie w komisariacie. 153 . Lewą ręką przyciskał do twarzy mokrą chusteczkę i co chwila pociągał nosem.Dobrze. . Po minucie ukazał się Gaylord Brent.potwierdził Brent. Po dwóch minutach znaleźli się w dzielnicowym komisariacie.Forsyth Opowiadania. Napadłem na niego. przy której mieszkała rodzina Brentów.Dwie ulice stąd.Rozumień .zapytał policjant Brenta.Ja . zastali je zamknięte.Gaylord Brent . patrzył na Chadwicka z zainteresowaniem.Czy to prawda? . Słyszał. Policjant obrócił się ku niemu z niedowierzaniem. Dokonano napadu na miejscowego obywatela.txt się spokojem pięknej niedzieli. którego pan uderzył? .Napadu. Chadwick został zaprowadzony przed oblicze dyŜurnego sierŜanta.oświadczył Chadwick.Pan go nie lubi? Strona 93 .zapytał. która na widok Chadwicka cofnęła się nieco. Drzwi otworzyły się ostroŜnie.oświadczył Chadwick. Młody policjant oŜywił się. .oświadczył Chadwick.zapytał Brenta policjant.zwrócił się policjant do Chadwicka. W tym momencie zjawił się na Heath Street policyjny samochód wezwany przez krótkofalówkę.To jest pan Gaylord Brent . .Ja to zrobiłem.Kto to zrobił? . obrócił się i szybko ruszył tą samą drogą.odparł Chadwick. pod numerem trzydziestym drugim .Tek? . choć najwyraźniej nic nie rozumiał. . Aby zapobiec dalszym pytaniom.Tek . . . . sir. którą przyszedł. . .W tej sprawie .odparł Chadwick . . W takim razie jestem zmuszony prosić pana o udanie się ze mną do komisariatu.powiedział w pewnej chwili.Słucham? . podczas gdy posterunkowy wyjaśniał szefowi sprawę. dlaczego pan to zrobił? . cierp154 liwy i doświadczony policjant w średnim wieku. Zaprowadzę pana. Policjant miał zakłopotaną minę.Tek. Chadwick rozróŜnił wyraz "policja" i "ten człowiek". . Ukazała się w nich pani Brent.Proszę iść ze mną. Uderzyłem go w nos.Czy pan Gaylord Brent? . ale był teŜ nieco znudzony. Nie czekając na dalsze pytania zaprosił policjanta ruchem ręki.Jak się nazywa człowiek. rzucając zza chustki wściekłe spojrzenie na Chadwicka. .zapytał policjant. . Po krótkiej rozmowie z dwoma przybyłymi policjantami Chadwick i sierŜant wsiedli do wozu.Czy mogę zapytać. Zanim policjant otworzył usta. Spojrzawszy podejrzliwym wzrokiem na swojego przewodnika. SierŜant.To na pewno tutaj.

. co się święci. Ŝe zostało popełnione przestępstwo. PoniewaŜ chodziło o zwykły napad.Proszę zaczekać .txt .powiedział Chadwick. Nazajutrz stawił się przed sądem.westchnął sierŜant. Bili Chadwick stawił się w sądzie punktualnie o godzinie dziesiątej Strona 94 . .Nie bardzo . Ŝe nie wnosi skargi. W tygodniu poprzedzającym rozprawę redaktorzy głównych porannych. Gaylord Brent.Forsyth Opowiadania. Anonimowy rozmówca dodawał.W takim razie nie mam innego wyboru. wrócę tam i zrobię to samo.Pan widać zna trochę prawo. Ŝe zamierza wyjaśnić swoje postępowanie sędziemu. Potem pozwolono mu odejść. sir? . .odparł Chadwick. w której mieszkał Chadwick.Czy pan Brent odniósł powaŜne obraŜenia? . którą zapłacił poprzedniego dnia. wieczornych i niedzielnych gazet na Fleet Street i w okolicy otrzymali anonimowe telefony. tak i na Fleet Street solidarność ma swoje granice.odparł Chadwick. czy nie. więc naleŜało zawiadomić policję. powiedział tylko. To nie Ameryka. toteŜ nikt owej notatki nie zauwaŜył. .wyglądało to na lekkie uderzenie w dziób. Następnie został formalnie oskarŜony i decyzją własną sierŜanta zwolniony za kaucją stu funtów oraz zawiadomiony. SierŜant westchnął. Ŝe taka odmowa moŜe zostać zinterpretowana przez sąd jako zapowiedź nieprzyznania się do winy we właściwym czasie. Ŝe będzie to moŜe coś ciekawego. Czyn niezgodny z prawami naszego kraju. Przesłuchanie trwało dwie minuty. SierŜant niespiesznie wyciągnął z szuflady formularz skargi. czy wnosić skargę.stwierdził.Słuszna myśl . Nikt nie wiedział. ale wszyscy mieli nadzieję. co zrobiłem. Ŝe istotnie figuruje tam nazwisko Chadwicka. Ŝe główny reporter Sunday Couriera.KaŜdy tak twierdzi .To przesądza sprawę . 155 Ŝe ma się stawić następnego dnia rano przed sędzią w sądzie Londynu Północnego. jak poinformować pana. .Takie są chyba przepisy prawne. Ŝe jeŜeli policja nie wniesie skargi.No dobrze.powiedział młody człowiek .Dlaczego podszedł pan do posterunkowego i zawiadomił go o swoim czynie? Chadwick wzruszył ramionami. .Z lektury. Podobnie jak w związkach zawodowych. gdyŜ wiedział. . Będzie to sprawa "Regina versus Chadwick".Pańskie nazwisko? Bili Chadwick podał swoje nazwisko i adres i został odprowadzony do aresztu. Został odesłany do domu na dwa tygodnie za tą samą kaucją stu funtów. Było to pierwsze formalne przesłuchanie.zapytał posterunkowego. . Do policji naleŜy decyzja. ale policja moŜe zdecydować. jeszcze raz . ale sierŜant zdobył go. Przekonali się. Ŝe redakcji z pewnością bardziej opłaci się wysłać swojego przedstawiciela do sądu niŜ polegać na informacjach agencji obsługującej sąd. Po chwili powrócił. Odmówił wszelkich oświadczeń.To niewaŜne . .Wnoszenie oskarŜenia nie zaleŜy od pana Brenta. Większość redaktorów sprawdziła wokandę sądową na ten dzień. W dzielnicy. Jest faktem.powiedział po zanotowaniu adresu i poszedł do innego pokoju. Odmówił usprawiedliwienia się. . .Adres poszkodowanego? .Chyba nie . Prawo zostało naruszone. i zlecili jednemu ze swoich reporterów udanie się do sądu.Pan Gaylord Brent nie ma ochoty wnieść skargi na pana powiedział. SierŜant popatrzył na Chadwicka z niechęcią. . sprawa zajęła w lokalnej gazecie zaledwie kilka wierszy. więc pan Gaylord Brent nie musiał być obecny w sądzie. co zostało zaprotokołowane i podpisane. . W kaŜdym przypadku telefonujący powiadamiał naczelnego redaktora. Gaylord Brent miał zastrzeŜony numer telefonu.zgodził się sierŜant i zwrócił się do posterunkowego: . stawi się w sądzie Londynu Północnego w najbliŜszy poniedziałek w związku ze sprawą o napad. nikt nie czytywał tej gazety. .

Oznacza to oczywiście. Rozwiązał dylemat nie przyznając się do winy. usiadł.odezwał się Chadwick z ławy oskarŜonych. siedzi w hallu. Sędzia zwrócił się do Gaylorda Brenta: . i wyjaśnił.Wysoki Sądzie . Byłbym wdzięczny. Dopiero potem moŜe zająć miejsce w tylnych ławkach i przysłuchiwać się reszcie rozprawy. Młody policjant złoŜył przysięgę i opowiedział szczegółowo o okolicznościach aresztowania Chadwicka. ale zgodził się.odparł Chadwick. Ten fakt speszył Chadwicka na chwilę.Czy jest pan świadom tego. który usiadł w jednym z tylnych rzędów. Ŝe pozwany nie zaprzecza faktom. Zwolniono wobec tego Clarka. z ławy oskarŜonych. Ŝe Gaylord Brent. Przyznaję się do winy. Zgodnie z brytyjskim prawem świadek nie moŜe wejść na salę sądową. .Jest to pański przywilej i pańskie prawo .Przykro mi. .powiedział sędzia. Zapytano go ponownie. Sędzia zwrócił się do Chadwicka: . kiedy będzie miał adwokata. albo zająć miejsce na tylnych ławach. 157 Chadwick wstał i zanim zwrócił się do sądu.Czy to ma związek ze sprawą. Ŝe zamierza bronić się sam.Nie zgłaszam sprzeciwu. Czy chciałby pan powołać świadków na swoją obronę? . panie sędzio.oświadczył prokurator. Spowodował ogólne zdziwienie stwierdzając. .txt rano i czekał. Na ławie dla świadków siedział ponury Gaylord Brent i milczał. Prokurator przedstawił fakty. wyciągnął z kieszeni złoŜony wycinek prasowy. .spytał sędzia prokuratora. Skinął głową w stronę ławy prasowej i zajął miejsce w głębi sali. A jeŜeli chodzi o okoliczności łagodzące. obok policjanta. Odmówił. którego z kolei zapytano. Ŝe przyznaje się pan do napadu na pana Brenta. Odmówił rutynowej propozycji sędziego. czy pragnie odroczenia sprawy do czasu. czy pragnie zadać świadkowi pytania. Sędzia przyjrzał się mu wnikliwie.Przyjmuję. które były mu 156 znane. Przedtem zauwaŜył. zmienił pan stanowisko i przyznał się do winy.Rozumiem . panie Brent. który pytał. . . wezwany jako świadek. . .Nie chcę powoływać Ŝadnych świadków . .MoŜe pan powołać świadków dla wydania opinii o sobie lub zgłosić okoliczności łagodzące.Nie. wziął od Chadwicka wycinek i podszedł do stołu sędziowskiego. . w którym pracuje.Panie Chadwick. Ŝeby przesłuchiwać świadka. Wysoki Sądzie. Absolutnie tak. Bez dalszej zwłoki wezwano posterunkowego Clarka. które przedstawiłem w tej sprawie.powiedział donośnym głosem.Panie Cargill.Nie zaprzeczam . Wezwano Gaylorda Brenta i zaprzysięŜone go. czyli w Sunday Courierze. ale nie będzie pan juŜ potrzebny jako świadek. sześć tygodni temu pan Gaylord Brent wydrukował ten oto artykuł w piśmie.Wysoki Sądzie. Kiedy zbliŜał się do ławy oskarŜonych. Ŝe sam Chadwick zwrócił się do posterunkowego Clarka informując go o dokonanej napaści. dopóki nie zostanie wezwany do składania zeznań. gdyby Wysoki Sąd zechciał go przeczytać. Wysoki Sądzie . Nastąpiło to o dziesiątej czterdzieści pięć. . co pan robi.Tak. MoŜe pan albo odejść. Znowu odmówił. Woźny podniósł się zza balustrady. Ŝe są przepełnione. przynajmniej te. Gaylord Brent ukłonił się sądowi i opuścił ławę świadków. aŜ zostanie wywołany. Ŝe pana trudziliśmy. który juŜ złoŜył zeznanie. którą rozpatrujemy? Strona 95 .Przemyślałem sprawę i chciałbym zmienić stanowisko. który juŜ podnosił się z miejsca. panie Chadwick? . .oświadczył sędzia.Forsyth Opowiadania.Przedstawił je pan właściwie. jedno krótkie spojrzenie na ławy prasowe przekonało go. . Prokurator. Chadwick podniósł się z ławy oskarŜonych. czy pan zgłasza sprzeciw? . to chciałbym złoŜyć oświadczenie stąd. Sędzia wzruszył ramionami. .

. ZauwaŜyłem. jak wiele innych osób.txt .rzekł powaŜnie sędzia . skłonni byli uwierzyć zniesławiającym mnie informacjom. zupełnie bezpodstawnie oskarŜający mnie o udział w aferze.ryknął. Ŝe artykuł dotyczy spółki handlowej. Dziennikarze notowali jak szaleni. Pan na pewno zauwaŜył.. . Ŝe zostałem tak samo nabrany jak wszyscy inni klienci spółki.czy to jest istotne dla sprawy? Chadwick mu przerwał.Pozwany ma rację . i to przez niechlujnego. . nie wiedząc.Spokój! .Po ukazaniu się tego steku kłamstw.zawołał. Ŝe pragnę tylko wytłumaczyć tło wydarzeń. . Gaylord Brent. chociaŜ moje nazwisko figuruje w ksiąŜce telefonicznej i w spisie handlowców. panie sędzio. Ale on nawet nie 158 -spróbował się ze mną rozmówić.Oczywiście .powiedział sędzia. za solidną i godną zaufania. Ale proszę o powściągliwość w wyraŜaniu się.Jak pan śmie! . niŜ bada fakty. co to ma wspólnego ze sprawą? . . zerwał się ze swojej ławki. który nawet nie zatroszczył się o dokładne zbadanie sprawy. Wydaje mi się.przyznał. Ŝe tak. Ŝe zarzuty pana Gaylorda Brenta mają swe źródło raczej na dnie butelki whisky niŜ w dogłębnych dociekaniach.Spokój! .Zwracam się do sądu o sprawiedliwość. panie Chadwick . Gaylord Brent zŜymał się w tylnych ławach sali. A więc czy ów dziennikarz zadbał o to. Dlatego jak grom z jasnego nieba spadł na mnie artykuł. prawda? .krzyknął woźny.Zapewniam pana. .Dobrze . .powiedział Chadwick. purpurowy z wściekłości. panie sędzio. ale był to tylko błąd. Wstał prokurator.Chciałem tylko powiedzieć. . . Ŝe pan sędzia będzie mógł lepiej ocenić moje przewinienie. Wydaje się. . . poniosłem duŜe straty.Cicho! . Potem nastąpiła cisza. która znalazła się w stanie likwidacji. .Proszę mówić dalej. .niech pan wyjaśni swoje motywy. a uwaŜałem ją. ale na ławach prasowych zaczęła się gwałtowna aktywność. .powiedział skromnie Chadwick. naraŜając wiele osób na utratę udziałów. Po przeczytaniu połoŜył go na stół i rzekł: .ale zastanawiam się. jeŜeli pozna jego powody. Wziął podany mu przez woźnego wycinek i przeczytał go szybko.Gaylord Brent dopuścił się wobec mnie karygodnego i niezmiernie szkodliwego zniesławienia. .Zapewniam Wysoki Sąd. Ŝe to powinno wpłynąć na decyzję osoby. Brent wstał.powiedział sędzia. udającego powaŜną pracę dziennikarską. . Ŝe ten pretendujący do fachowości niestrudzony poszukiwacz prawdy chętniej słucha barowych plotek.Rozumiem pański gniew.Dobrze . Ŝeby się ze mną skontaktować przed napisaniem tego steku bzdur? Mógłbym mu przedstawić dokumenty i udowodnić ponad wszelką wątpliwość. Sędzia przez chwilę przyglądał się Chadwickowi. Na sali sądowej zahuczało.Rozumiem.W tym artykule .To nie moŜe mu ujść na sucho. JeŜeli spokojny i prowadzący zgodne z prawem Ŝycie człowiek uderza nagle innego człowieka w twarz.mówił Chadwick .. panie sędzio. takŜe wstając ze swojego miejsca.Wysoki Sądzie . . Jak najbardziej.Forsyth Opowiadania. . Ŝe niektórzy moi klienci. to naleŜy się zastanowić nad motywami tego niezwykłego postępku.Wysoki Sądzie . Ten błąd kosztował mnie sporo pieniędzy. Byłem niestety jednym z handlowców.zawołał woźny.powiedział niepewnym głosem .zgodził się sędzia . którzy zostali przez spółkę nabrani.syknął.Wysoki Sądzie! . zarządzę usunięcie z sali osób za to odpowiedzialnych . Spokój na sali! . I Ŝe równieŜ straciłem duŜą sumę pieniędzy.odparł policjant.JeŜeli usłyszę jeszcze jakieś okrzyki. Strona 96 .Dziękuję. Trącił łokciem siedzącego obok policjanta. leniwego i niekompetentnego pismaka. ^ . Wydaje mi się. która ma obowiązek wydania wyroku.

ale gwałt nigdy nie jest stosowną odpowiedzią. którego nawet nie próbował poznać. poczuł. które mogłyby go przekonać. jest po prostu kłamstwem. Ŝe jego podwładny nie miał racji i nie zrobił najmniejszego wysiłku.Próbowałem do tego doprowadzić. Pytałem siebie.śeby go uderzyć w nos? . Ŝe w dzisiejszych czasach tylko nieliczni mogą sobie pozwolić na uciąŜliwą walkę z potęgą ogólnokrajowego pisma. Ŝe to.powiedział Chadwick.Aha . 159 . nie ujdzie ci na sucho. .Nareszcie mamy motyw. Sąd akceptuje fakt. . to samolot odrzutowy napędzany jest taśmą gumową.zacząłem się zastanawiać nad tą sytuacją. co napisał. Zrobiłem rzecz niewybaczalną. JednakŜe uderzył pan pana Brenta na progu jego domostwa. Wiedział.W takim razie dlaczego nie było rozmowy? Chadwickowi opadły ramiona. . . Pan poszedł do jego domu. Ŝe został pan pokrzywdzony oraz Ŝe owego dnia nie opuścił pan swojego domu 160 w Hampstead z zamiarem popełnienia przestępstwa. Sędzia patrzył na niego zza stołu. . Później okazało się. Zostaje pan ukarany grzywną w wysokości stu funtów i obciąŜony sumą pięćdziesięciu funtów z tytułu kosztów sądowych. myślał sobie. straciłeś panowanie nad sobą.Ty cholerny bękarcie . zbyt leniwy na to.zdziwił się sędzia. Ŝe ktoś chwyta go za ramię. który cięŜko i uczciwie pracował przez całe Ŝycie. . .odpowiedział Chadwick okazując zdziwienie. . istnieją .Tak. panie sędzio . Wydawca nie chciał mnie przyjąć ani wtedy. Kiedy Chadwick schodził po schodach budynku sądowego.ale pan jako prawnik musi sobie zdawać sprawę. aby udowodnić słuszność swoich zarzutów. ani później. Ŝeby zaapelować do jego sumienia? . ale Brent potraktował mnie z tą samą pogardą co redakcja jego pisma. Wiedział równie dobrze jak prokurator.Dobrze wiesz. Powiedziawszy to. Ŝe poniewaŜ nie złoŜył przysięgi i "mówi z ławy oskarŜonych. Zdarzyło mi się to po raz pierwszy w Ŝyciu. . aby wyjaśnić mu fakty i przedstawić dokumenty stwierdzające. Poszedłem więc do pana Brenta. jakim prawem źle poinformowany błazen.zapytał sędzia. . JednakŜe nie mógł nie wspomnieć w duchu wydarzenia sprzed lat.Jest to bardzo powaŜna sprawa. w którym prywatne osoby uwaŜałyby za właściwe uderzać w nos naszych czołowych dziennikarzy. Bili Chadwick wypisał czek na odpowiednią sumę. Ŝeby sprawdzić swoje wiadomości. Chadwick usiadł. moŜe się zasłaniać prawniczymi i finansowymi moŜliwościami powaŜnego pisma i z tej uprzywilejowanej pozycji rujnować małego człowieka.ciągnął Chadwick . .Być moŜe.PrzecieŜ nie chciałem go uderzyć. Ŝe to. JeŜeli ty. .txt . .Przyznaję. Dziennikarze runęli do telefonów i taksówek.Co dalej? .Właśnie Ŝe ujdzie . co powiedziałeś o mnie w sądzie. nie moŜe być poddany krzyŜowemu ogniowi pytań.Oczywiście. Ŝe miał rację. Ŝe jestem małym człowiekiem nie mającym Ŝadnego znaczenia i Ŝe nie potrafię się przeciwstawić potęŜnemu Courierowi. PoniewaŜ nie dopuszczono mnie do niego w redakcji. Próbowałem zobaczyć się z wydawcą. Głośno powiedział: .zauwaŜył sędzia. bo Strona 97 .Ujdzie. Ŝe coś mnie poniosło. a tymczasem ławy prasowe opustoszały. przyjacielu.odrzekł Chadwick . Obrócił się i stanął twarzą w twarz z Gaylordem Brentem.syknął. Człowieka. . Ŝe został pan zniesławiony. kiedy prasa obsmarowała go za wyrok. panie sędzio . Na jedną sekundę straciłem panowanie nad sobą.odparł spokojnie Chadwick.Tak więc. udałem się do jego domu.Istnieją inne moŜliwości dochodzenia swoich praw w przypadku zniesławienia . poprosić o rozpatrzenie dowodów. Brent był blady z wściekłości i dygotał na całym ciele. który wydał w innym sądzie. panie sędzio . Ŝe nie. Nie moŜemy tolerować w naszym społeczeństwie stanu rzeczy.Forsyth Opowiadania. .oŜywił się sędzia. chciałem z nim porozmawiać. Uderzyłem Brenta w nos.Tak właśnie było.

.Zawsze to lepiej niŜ tkwić tu całą noc . Cały rejon Dordogne.napisałem opowiadanie w pierwszej osobie. nachylony nad kierownicą.Rzeczywiście. pompowałem pedał gazu. W panującej dokoła ciszy zjeŜdŜaliśmy ze wzgórza w kierunku odległej wieŜy. Zapadał zmierzch. Wyłączyłem zapłon. choć pięknym. francuskim krajobrazie.Ale ja przecieŜ wcale nie jestem taki. Skorzystałem z czegoś. a ja.zdziwił się Chadwick.w odróŜnieniu od pozostałych .Forsyth Opowiadania.był niezwykle piękny. ale postanowiłem. obejrzałem ją i wskazałem miejsce połoŜone na północnym stoku doliny Dordogne. ale kiedy zbliŜałem się do stromego zakrętu. 162 cych drewnianych wozach zaprzęŜonych w woły.Tam w dole jest wioska . .stwierdziła moja lepsza połowa. Strona 98 . Siła cięŜkości doprowadziła nas do skraju czegoś.F. Stary tryumf mayflower wjechał z wysiłkiem na wzgórze i całkowicie ucichł. a zbiory zwoŜono na skrzypią* Zwrócono mi uwagę. co nazywa się przywilejem absolutnym. . Mayflower zaczął toczyć się w dół. Przyłączyła się do mnie Bernadette i oboje patrzyliśmy na drugie zbocze wzgórza i na wiejską drogę prowadzącą ku dolinie. Wysiedliśmy. Ŝe to opowiadanie róŜni się od innych zawartych w niniejszym zbiorze tym. śadne autostrady nie przecinały porosłych zielenią dolin.Zdaje mi się. zaciągnąłem ręczny hamulec i wysiadłem. OBOWIĄZEK* Silnik samochodu krztusił się juŜ od trzech kilometrów. Ŝe właściwie nie naleŜy do Ŝadnej kategorii.PrzecieŜ ty zrobiłeś dokładnie to samo. próbując wydobyć resztki mocy z zamierającego silnika.MoŜe uda nam się zjechać tam bez silnika .Dlaczego? . składającą się z dwóch tuzinów budynków. Tę historię opowiedział mi jeden z irlandzkich przyjaciół.powiedziała. w kaŜdym razie przez tak zwane wytworne sfery. poczułem. . Ŝeby nie zgasł właśnie w tym miejscu i nie pozostawił mnie zagubionego w dzikim. Przy wąskich drogach stały wioski.oznajmiła. gdzie królowała prawdziwa francuska wieś i gdzie od wielu wieków mało co się zmieniło.txt mówiłem z ławy oskarŜonych. Ŝe jesteśmy tutaj . . Tam wóz się zatrzymał. Być moŜe jest to objaw idiosynkrazji. przysięgając. Między drzewami prześwitywała kościelna wieŜa i kawałek dachu stodoły. Nie widać było ani kominów fabrycznych. Ŝe zaczął ostatecznie nawalać. potem na wzgórze. Z tego powodu . ani strzelających w niebo słupów wysokiego napięcia. Wyjąłem z samochodu mapę drogową. Ŝe jest prawdziwa i Ŝe przydarzyła mu się osobiście. Były to nasze pierwsze zagraniczne wakacje. Ustawiłem przekładnię biegów na luz. jakim mnie przedstawiłeś. Ŝe mimo to pozostanie. . a ja byłem całkowitym ignorantem w sprawach technicznych. Nie wolno mówić o drugim człowieku takich rzeczy. Najwyraźniej coś nawaliło pod maską wozu. Spojrzałem sceptycznie na nasz samochód. Wsiedliśmy na powrót do samochodu. co okazało się malutką wioską. a siłą rozpędu dojechaliśmy do połowy wiejskiej drogi. najpierw powoli. był terenem. Ów rejon postanowiliśmy z Bernadette objechać tego lata naszym starym wozem. Siedząca obok Bernadette obrzucała mnie niespokojnymi spojrzeniami. w kaŜdym razie pierwsze poza Anglią i Irlandią.powiedziałem ale dalej na pewno nie. później nabrał rozpędu. PodąŜyłem oczami za jej wzrokiem. Ten letni wieczór . . których mieszkańcy Ŝyli z płodów pól. Bernadette wpatrywała się w wijącą się przed nami drogę. wcisnąłem do końca sprzęgło i zwolniłem ręczny hamulec. .wczesne lata pięćdziesiąte . w owych latach jeszcze nie odkryty. Modliłem się do wszystkich irlandzkich świętych. F.

est fractus currus teus. ująłem go za ramię i zaprowadziłem na tył wozu. nie stykałem się z nią od lat. Zastanowił się przez chwilę.Anglais? . .powiedział. stały przy drodze. ale turystą. Ŝe nie jestem dumnym właścicielem domagającym się podziwu dla swojego wehikułu. Znowu potrząsnąłem przecząco głową. ale na pewno zapamiętał trochę łaciny ze szkolnych czasów. Dwie porzucone fury. czarno na białym. Po kilku minutach ksiądz wyszedł w towarzystwie wielkiego męŜczyzny ubranego w niebieskie płócienne spodnie i koszulę typową dla francuskiego chłopa. JuŜ zdecydowałem się zapukać do jednego z zamkniętych domów i spróbować . Za młodu próbowano wpoić we mnie łacinę. zorientowałem się. kiedy zza kościoła wyłoniła się samotna postać i ruszyła w naszym kierunku. iŜ nasz samochód nie moŜe przez całą noc blokować drogi.. to na samochód.mimo całkowitej nieznajomości języka francuskiego . a w tekście liturgicznym niewiele jest wyrazów odpowiednich do wytłumaczenia komuś problemów zepsutego tryumf a. ZbliŜyli się do nas i ksiądz zaczął szybko mówić coś po francusku. zrozumie moją sytuację.Ah. ale ich właściciele znajdowali się widać gdzie indziej. Ah. pater meus . Ale czy ja nie zapomniałem swojej? Usiłowałem wydobyć ją z zakamarków pamięci. 163 Wskazałem na nasz samochód. Ksiądz takŜe kiwał głową i takŜe się uśmiechał. Powinienem był wcześniej o tym pomyśleć. Bernadette usiadła pod drzewem o kilka kroków.potwierdziłem. widniały duŜe litery napisu: IRL. Znaczyło to w istocie "Mój rydwan jest złamany". ale poza tym. Samotna kura rozgrzebywała pył przy ceglanej ścianie stodoły.powiedziałem do księdza. Chłop skinął głową i oddalił się bez słowa. . Nogi tego faceta w butach na sznurkowych podeszwach wzbijały tumany kurzu. zawołałem po angielsku: . Wskazałem na maskę samochodu.txt Uliczka wydawała się całkowicie pusta. Obydwaj kiwaliśmy głowami i uśmiechaliśmy się. Ŝebyśmy na niego zaczekali. Kiwałem głową i uśmiechałem się. Pokręciłem przecząco głową.zapytał. On pierwszy przerwał milczenie. wskazując to na drogę. ..In v e r i t a t e. ale spełniło swoje zadanie. Holandais! .Forsyth Opowiadania. Na próŜno.Irlandais . z dyszlami wbitymi w kurz. Ŝe jest to ksiądz. Na okrągłej twarzy księdza ukazał się wyraz zrozumienia. któremu zdarzyło się spędzić jakiś czas na oczekiwaniu nieznanego wydarzenia w towarzystwie człowieka. Jak mu wytłumaczyć. Bernadette i ja. w którym. Ŝe myli się ich z Anglikami. W owych czasach księŜa ubierali się jeszcze w długie sutanny z szerokim pasem i kapelusze o wielkim rondzie. stanowiąca widocznie ośrodek miejscowego Ŝycia. filius meus? powtórzył. Ŝeby go pozdrowić. Ksiądz uśmiechnął się jak do uprzykrzonego dziecka. Ŝe tłumaczy swojemu parafianinowi. Domyśliłem się. mieściła się wiejska kawiarnia. Przy samochodzie został ksiądz. Szedł ku nam szybkim krokiem. jak stwierdziłem później mijając go.podeszła bliŜej. a obok niego kłusował ksiądz. na której. .Ojcze! To wystarczyło. Ŝe mnie zrozumie.odparłem w nadziei. Czytelnik. Ksiądz był niemłody. . Jeden z historycznych kłopotów Irlandczyków polega na tym. któremu zepsuł się wóz? Łacina! pomyślałem. Szukałem w pamięci francuskich słów.wytłumaczyć jego mieszkańcom moją sytuację. Wskazałem tabliczkę. podszedł do nas i uśmiechnął się. wskazując najpierw na Bernadette potem na mnie. Strona 99 . Ksiądz zatrzymał się. Szybkim krokiem ruszył w głąb ulicy i wszedł do budynku. Ŝe słyszałem ją w kościele.Currus meus fractus est . po czym zrobił znak. 164 . Twarz księdza rozjaśniła się. Kiedy był juŜ bardzo blisko. z którym nie moŜna zamienić ani jednego słowa.

Nic z tego nie rozumiałem. Ŝe nieobecny w tej chwili mechanik zajmie się naprawą naszego wozu. jak wali w drzewo. bawialnia. Do naszych uszu dochodził rytmiczny odgłos uderzeń siekiery. na której buszowało stadko brunatnych kur. iŜ Irlandia nie jest częścią Anglii. Ŝe wodę pobierano ze studni. Westchnąłem. wyjechał chłop na starym. które zdawało się pokryte mieszaniną kurzu i krowiego łajna. pokazał nam otwarte drzwi domu i odjechał. ja z walizką w ręku. wszedł na tylny stopień traktora i trzymał się go mocno rękami.Kiwnąłem głową i uśmiechnąłem się . Postawiłem walizkę na podłodze. siwe włosy zebrane Strona 100 . a głos jego silnika brzmiał niewiele lepiej niŜ silnika mojego tryumfa. Ŝe będzie otwarty nazajutrz o siódmej rano. Podczas gdy rozmawiał z kobietą. Domyśliliśmy się. W pewnym momencie wieśniak uniósł rękę i powiedział: . W tym świecie zaprzęŜonych w woły i konie wozów był to zapewne jedyny pojazd mechaniczny. a potem trzask rozszczepiających się polan. Ŝebym wyjął z samochodu walizkę.Preece. Stodoła była zamknięta. rozklekotanym traktorze. jakich jest tam kilkaset tysięcy. ceglanych stodół. Skinęła głową. Ŝebyśmy wsiedli do samochodu. ani czas. Istnieją zmagania. zanim zamilkł. być moŜe. Zatrzymał się pod domem i kazał nam zeskoczyć na ziemię. Nastąpiła ponownie szybka wymiana zdań między księdzem i chłopem. staroświeckie i mało wydajne. Ksiądz dzielnie maszerował obok nas. przyłoŜyłem dłoń do policzka i pochyliłem głowę. Typowa tradycyjna mała ferma. . Silnik traktora robił straszliwy hałas. Zadowolony chłop powrócił do traktora. potem pokonał jeszcze jedno wzgórze i skręcił w podwórze fermy. gdzie produkowano wszystkiego po trosze. 165 Nasz milczący kierowca pojechał na drugi koniec wioski najpierw przez mostek na strumieniu. drewniane koryto leŜało obok ręcznej pompy. Kobieta zaprosiła nas do wnętrza domu. ośrodka Ŝycia rodzinnego. Po chwili otworzyły się drzwi i w świetle parafinowej lampy ukazała się niemłoda kobieta niskiego wzrostu. Traktor ruszył i wyjechał z podwórza na drogę. Nie było to ani miejsce.Irlande? Kiwałem głową coraz energiczniej i coraz szerzej uśmiechałem się.Forsyth Opowiadania. Staliśmy obok siebie na tylnym stopniu traktora jak głupi. Małe gospodarstwo rolne. Aby przyciągnąć uwagę księdza. w niej stół i dwa zniszczone fotele przy kominku. Nasza gospodyni okazała się kobietą pełną uroku. Światło dawała lampa naftowa. Ksiądz wskazał na zegarek i na garaŜ. Są one kręgosłupem francuskiej gospodarki rolnej. Pojął.Irlandais? . Ubrany na niebiesko wieśniak przyczepił grubym powrozem mój wóz do haka traktora. Ręczna pompa przy kamiennym zlewie świadczyła. słychać było. których niepodobna wygrać.szepnęła Bernadette. a opodal wznosiła się góra kompostu. Ŝe chce mi się spać. Widniał na niej napis Garage. ja rozejrzałem się po fermie. a ksiądz dał nam do zrozumienia.A co my będziemy robili do tego czasu? . ale my zaprowadzeni zostaliśmy do kuchni. ale ksiądz skinął głową na znak zgody.spytał.Nic mi to nie mówiło. Ŝeby wytłumaczyć dobremu ojcu. salon. Ale posuwał się naprzód i zatrzymał się tuŜ przed naszym samochodem. dość zniszczoną tablicę. W zapadającym zmierzchu dostrzegłem nad budynkiem. Była tam obora dla krów i stajnia dla koni i wołów. Zostaliśmy podholowani za zakręt i w głąb podwórza. dając mu do zrozumienia. Była tam. Chłop zbliŜył się do drzwi i zastukał. Okrągła twarz z rumianymi policzkami. spomiędzy dwóch wąskich. w niemałej mierze za przyczyną poświęceń ojca i wuja Bernadette. Partie d'Angleterre? . Kierowca traktora powiedział coś do niej i wskazał na nas. Pokazał nam. Zrobiliśmy to oboje. Ŝe była podobna do wielu innych.txt . . Mimo zapadającego zmroku zauwaŜyłem. o co chodzi. Sympatyczny ksiądz pomachał nam na poŜegnanie i tyleśmy go widzieli. który wyglądał na jeszcze jedną stodołę. hall czy jak to nazwać. W tym momencie z małej uliczki. Potem obrócił się do mnie i wskazał na migi. Wszystko spalone słońcem i wyblakłe. Izba o kamiennej podłodze. Ktoś widać robił zapas paliwa na zimę.

parującej zupy jarzynowej. toteŜ napełnialiśmy miski po brzegi i wsuwaliśmy ochoczo jej zupę. Po chwili zaprosiła nas do stołu i połoŜyła przed nami porcelanowe miski. Umyła się w porcelanowej miednicy zimną wodą z kamiennego dzbana. Pani Preece skinęła na Bernadette. a Ŝona podała mu natychmiast pełną po brzegi miskę zupy. a tak nam smakowała. wbrew ponurym przewidywaniom. z którego wystawała metalowa chochla. Zaproponowałem pani Preece. 166 porośnięte chwastami podwórko. oczy niebieskie. Moja Ŝona była bardzo uczulona na ukąszenia pcheł i komarów. Poruszał się powoli. potem ktoś wylał ją na podwórko. Nalałem Bernadette gęstej. która zrozumiała. ale nie wpadło mu nawet do głowy. Ŝe zjedliśmy aŜ po trzy porcje. spracowane ręce i długa szara suknia z białym fartuchem. odświeŜona. monsieur. Powitała nas wesołym. Podszedłem do okna. Siwe włosy miał krótko ostrzyŜone. typowo celtycką karnację. przez które wpływało do kuchni ciepło wieczoru. wnioskowała z tonu jej głosu. po czym rozlegał się trzask rozłupywanego polana. Ŝe będzie mogła obejrzeć nasz pokój i umyć się. które bez ceremonii odrywa Strona 101 . jak wieśniak wcina pełnymi łyŜkami i zagryza wielkimi kęsami chleba. co niestety nie dotyczyło mnie. Uniosłem brwi. znów rzuciła ciepły uśmiech w naszą stronę i skinęła swoją ptasią główką. w której pływało mnóstwo ziemniaków. Zrozumieliśmy. Wstałem. gdzie obok drewnianej szopy stał wśród chwastów wóz. servez vous .To sympatyczny mały pokoik .powiedziała Bernadette. Mimo Ŝe nie rozumiała słów Bernadette. Ŝe rozmowa z nią będzie musiała się ograniczyć do uśmiechów i kiwania głową. Miała delikatną. Wreszcie postawiła na środku stołu duŜy garnek. robiły jej się od tego na całym ciele wielkie bąble.Forsyth Opowiadania. Plusk tej wody dochodził mnie przez chwilę z okna na pierwszym piętrze. Przedstawiła się nam jako madame Preece. Kobiety udały się wraz z walizką na górę. białą. ale odmówiła. Widocznie takie tu były zwyczaje. Ŝe jej teŜ naleję. znikało. podczas gdy madame wyjaśniała mu powód naszej obecności. Ŝe jest zadowolona. łyŜki i długie.Ŝe nie ma tam pcheł. Pani Preece zaprosiła nas gestem do zajęcia zniszczonych foteli i zaczęła się krzątać przy kuchennej sczerniałej Ŝeliwnej tafli w drugim końcu izby.dodała Bernadette z wesołym uśmiechem .Mam nadzieję . Była poŜywna i stanowiła główne danie. Ŝe głową sięgał niemal sufitu. Od szopy ciągnęło się krótkie ogrodzenie wysokości około dwóch metrów. . Ŝe mogą być. Nagle odgłosy rąbanego drzewa ustały i w kilka sekund później otworzyły się kuchenne drzwi. Ŝeby go powitać. Nad nim ukazywało się od czasu do czasu ostrze siekiery. Okno wychodziło na tylne. . Z garnka wydobywał się kuszący zapach i wzbudzał we mnie szalony apetyt. Robił wraŜenie . uśmiechała się i kiwała głową. . Usiadł bez słowa na swoim miejscu. Usiadłem więc i zabrałem się z powrotem do jedzenia. My jedliśmy dalej. Pani Preece przyglądała się nam. Ŝe znaleźliśmy miejsce. Ŝebyśmy się obsłuŜyli. Gospodarz przybył na kolację.Servez vous. a my wymieniliśmy nasze nazwiska. jakie trapiły nas jeszcze godzinę temu na wzgórzu. smakowite bagietki. Nie wykazał jednak najmniejszego zainteresowania dwiema obcymi osobami przy swoim stole. Ręce miał wybrudzone ziemią i prawdopodobnie innymi substancjami. Farmer był tak wielki.txt w kok na karku. Mówiła coś do siebie niemal bez przerwy. Ŝe moŜna by je umyć.powtarzała. Patrzył na nas.co niebawem okazało się słuszne człowieka o wielkiej sile połączonej z ograniczoną inteligencją. ale nie przywitał się. Madame Preece usiadła na swoim krześle. i poprosiła. które na próŜno usiłowała wymówić. W dziesięć minut później Bernadette wróciła z góry. gdzie moŜna przenocować. Ja obawiałem się jednak. Kątem oka widziałem. uszy maleńkie jak guziczki. ale byliśmy szczęśliwi. szczebiotliwym śmiechem. 167 Wyglądał na mniej więcej sześćdziesiąt lat.

jaka wywiązała się między nami w ciągu następnych dwóch godzin. jaką mogłoby to zrobić w naszym budŜecie. Ŝe samochód zostanie z rana naprawiony powiedziałem.Czy pan się urodził w Anglii? . poniewaŜ pomiędzy moimi pytaniami a jego odpowiedziami zalegały nie kończące się. długie przerwy. Pomiędzy męŜem a Ŝoną nie toczyła się Ŝadna rozmowa.powiedziałem. Pochodził z Rhondda Valley w Południowej Walii.Czterdzieści cztery. Ŝe ona rzuca mu od czasu do czasu tkliwe i jakby pobłaŜliwe spojrzenia. Strona 102 .Daleko to? .Czterdzieści cztery. zanim skinął potakująco głową. Wzdrygnąłem się na myśl o wyrwie. Za to ja spojrzałem przez stół na madame Preece. był mało rozgarnięty. . Ŝe jest bardzo ostroŜny i chytry i Ŝe myśli o tym. Potem uznałem.txt od bochenka. Oboje byliśmy nachyleni nad stołem. będę musiał pojechać do najbliŜszego miasteczka po części zapasowe albo wezwać pogotowie drogowe.Walii . Próbowałem sobie przypomnieć jego nazwę. tak! Mój mąŜ to wielki talent lingwistyczny. . Nie zareagował. nim się odezwał. i wiele łyŜek zupy i kawałków chleba zniknęło w jego ustach. Ŝe farmer źle słyszy. Ŝe tu. jakby chciała powiedzieć: O.Chyba Bergerac . na które nie zwracał najmniejszej uwagi. i dopiero później wypowiadał ją. Ale w rzeczywistości rozmowa trwała wieki. a potem nagle odezwał się głos znikąd. Ciągle wcinał zupę i chleb. Ŝe to coś powaŜniejszego. jak to się stało. Uśmiechnęła się z zadowoleniem i jadła dalej. Ŝeby zadawać sobie trud prowadzenia tak wyczerpującej rozmowy. Bernadette i ja odłoŜyliśmy łyŜki.powiedział i wepchnął do ust kawał chleba. bo mapa została w samochodzie. Przed czterdziestu laty. ale podnieśliśmy głowy i spojrzeliśmy po sobie ogromnie zdziwieni. .zapytałem znowu. ale tak wymawiali je Francuzi. ułoŜyła się nam jego historia i oczarowała i mnie. MoŜe nie było powodu. opowiadając tę historię. nie przyśpieszał nieco dialogu. . obmyślał odpowiedź. . Uśmiechnęła się wesoło. . Ŝe gdybym. Chodziło nam raczej o przerwanie milczenia niŜ o wymianę zdań. tylko Price. Do Bergerac. Po prostu miał spóźniony zapłon. Upłynęło trochę czasu. Ŝe gdy usłyszał pytanie.Jak nazywa się najbliŜsze miasteczko? . w samym sercu francuskiej prowincji. czytelnik umarłby z nudów. Trwało całą minutę.Przepraszam pana? . Nie mieliśmy sobie nic więcej do powiedzenia. Po dobrych dwudziestu sekundach powiedział całkiem wyraźnie po angielsku: 168 .powiedziałem. i to po angielsku: . Czterdzieści cztery. Kilometrów.Mam nadzieję. jakie wraŜenie zrobią jego słowa na słuchaczach. Po długotrwałej ciszy otrzymałem krótką odpowiedź: . ale ciekaw byłem. w czasie pierwszej wojny światowej. Evan Price. Bernadette i ja próbowaliśmy rozmawiać ze sobą. Ale myliłem się. ale zauwaŜyłem. Bardzo powoli.Pan zna angielski? . Jego procesy myślowe były tak powolne. Słyszał całkiem dobrze. Nawet na nas nie spojrzał. . . zanim je wypowie. Muszę wyjaśnić. i Bernadette. co trwało czasem kilka sekund. Ale w tym takŜe się myliłem. więc znowu zapadło milczenie.Jakieś sześćdziesiąt kilometrów. Nazwisko jego nie brzmiało Preece. Rzuciłem okiem na madame Preece. Bernadette wskazała dyskretnym ruchem głowy na farmera. zastanawiał się nad jego znaczeniem. był zwykłym szeregowcem w walijskim pułku.zapytała mnie Bernadette pomiędzy dwoma łykami zupy.Forsyth Opowiadania. słowo za słowem. a czasem całą minutę.zwróciłem się do farmera. podobnie jak szachista zastanawia się nad kaŜdym ruchem. Z początku myślałem.JeŜeli okaŜe się. znalazł się Walijczyk.

przeniesiono go więc do francuskiego szpitala. Po śmierci rodziców jego Ŝona. nawet jak na owe czasy. . co z głodu. był zbyt chory. chwytając od czasu do czasu znajome słowo i uśmiechając się słodko. ale to bardzo powoli. ciągłe słanie łóŜka. .Przykro mi. Pod koniec 1915 roku przeniesiono go do oddziałów garnizonowych w Irlandii i zakwaterowano w zimnych barakach przy Islandbridge na południowym brzegu rzeki Liffey w Dublinie.Ach tak! My właśnie pochodzimy z Dublina. . Powinienem się był tego domyślić. Price chrząknął i skinął głową. Mijały sekundy. jak wyglądała w 1918 roku.rodziców panny młodej. naleŜącą do. Ŝywa i sprawna.zainteresowała się Bernadette. Madame Preece przysłuchiwała się tej przydługiej rozmowie. Price nie okazał najmniejszego zainteresowania jej reakcją. . ucieszeni tą miłą niespodzianką. Został cięŜko ranny i od tygodni leŜał w szpitalu brytyjskiej armii. Ale moja przeszłość dziennikarska zmusiła mnie do stawiania dalszych pytań. panie Price .W wojsku . kiedy cudzoziemcy. prostodusznym. Tam opiekowała się nim młoda pielęgniarka. a Ŝona nalewała mu trzecią porcję zupy.txt Wziął udział w drugiej wielkiej bitwie nad Marną. w której znajdowaliśmy się w tej chwili. a nawet Ŝołnierze angielscy. ciemnooka.Co pan tam robił? . która poprzedziła koniec wojny. . Usiłowałem wyobrazić sobie. Urodził się w 1897 roku w Rhondda Valley jako syn bardzo ubogich rodziców. jako jedynaczka. guzików. która wkrótce zakochała się w pacjencie. kiedy ogłoszono zawieszenie broni. leŜącym w szpitalu we Flandrii. . . Stosunek Bernadette do farmera ochłódł nieco. Zamilkł. butów.powiedziałem. Prawdopodobnie powinienem był dać spokój dalszym indagacjom.Czy był pan kiedyś w Irlandii? .Co za piękna historia. Ciasne pomieszczenia w baraku.1915.Kiedy to było? . braku odzieŜy i mieszkania. słuŜba wartownicza w mroźne noce i obchody Strona 103 . Dotknęła ramienia Price'a. W 1914 roku wstąpił do wojska nie tyle z patriotyzmu. .Dwa lata. Ŝe to nuda ówczesnego Ŝycia zohydziła mu Dublin. . Ŝeby móc się z nimi ewakuować.Nie.zapytała go Bernadette. . Lubimy. zakochanej w bezradnym. Przez dwanaście miesięcy. do 1917. Była na pewno szczupła. bezduszne czyszczenie munduru.Jesteśmy z Irlandii . doceniają jego uroki. ruchliwa jak wróbel. a do Flandrii wysłano go dopiero w 1917. wielkim dzieciaku.Forsyth Opowiadania.powiedziała.W Dublinie. kiedy inni pojechali juŜ do Flandrii. Zrobił to wcześniej. Dublińczycy są raczej dumni ze swojego miasta. Ŝołd i nie kończące się. NaleŜała do fanatycznie republikańskiej rodziny. Do końca słuŜby pozostał szeregowcem.. Gdy wojska brytyjskie opuściły kontynent. Miał trudne i ponure Ŝycie. odziedziczyła fermę. Czy podobał się panu Dublin? . przebywał w obozie ćwiczebnym i w składach wojskowych w Walii. Przebieg kariery byłego szeregowca Price'a został opisany przez niego 170 bardzo. Spojrzeliśmy na siebie z Bernadette.odpowiedział po nieskończenie długiej chwili.Długo pan tam przebywał? . Przedtem był w garnizonie armii brytyjskiej w Irlandii.Pracował pan tam? .Gdzie pan stacjonował? . Price nie wstąpił do wojska w 1917 roku.. Pobrali się i pojechali na małą fermę 169 w departamencie Dordogne. Price nigdy juŜ nie powrócił do Walii. Przypuszczam.Nie. . niski. Bernadette takŜe wzruszyło opowiadanie o młodej francuskiej pielęgniarce. .

Proszę sobie przypomnieć. ale nie mógł sobie nic przypomnieć. Poszedłem na górę po dwudziestu minutach. uderzyła na budynek poczty i wiele innych publicznych gmachów. na spazm podrygującego ciała.nalegałem.zapytałem go. Bernadette siedziała bez ruchu. czuć odrzut karabinu na ramieniu. niewiele tego było za Ŝołnierski grosz. Ale czy ten powolny. na kredowobiałą twarz. Wiedziałem teŜ. Orientowałem się. Nasz pokój tonął w ciemności.odparł. kiedy to było . Myśleliśmy o setkach Ŝołnierzy. Nie palił. Pozostawiłem pana Price'a w fotelu przy kominku.powiedział. Wreszcie potrząsnął głową.. Ŝe w owych czasach odbywały się w Irlandii liczne egzekucje. A rozrywki?.Czy był pan członkiem plutonu egzekucyjnego? 171 Jak zwykle namyślał się przez dłuŜszy czas. O owej pogodnej wiośnie w 1916 roku. nacelować broń na białą łatę naszytą w miejscu.Idę do łóŜka .Czy pamięta pan. Robił wraŜenie zadowolonego.. która nie rozumiała ani słowa. Ŝe nie śpi. Dzięki Bogu. Musiał się cieszyć. Zastanawiałem się. gdzie znajduje się serce Ŝywego człowieka. Bernadette odłoŜyła łyŜkę i zesztywniała. Ŝe nigdy nie zaznałem i nie zaznam takich przeŜyć. A potem powrót do baraku.. Piwo w kantynie i tyle. .txt placówek w strumieniach wiecznie padającego deszczu. czy teŜ rozstrzeliwano? Tego nie wiedziałem. ale nie chciało mi się paprać z naftową lampą. kiedy to było? . Czy wieszano ich.Czy przydarzyło się tam panu coś ciekawego? .A co takiego? . nie przestając zajadać zupy. Bernadette wstała. Bernadette leŜała bez ruchu. zamknięty w sobie człowiek potrafił się w ogóle z czegokolwiek cieszyć albo smucić? . -. kiedy po dwóch latach został przeniesiony. kiedy w wielkanocną niedzielę grupa ludzi. Naprawdę próbował. uprzejmy uśmiech w stronę madame. Ŝe pewnie kłamie. Ale robili to przecieŜ kaci.odpowiedział. patrzeć na spętaną postać. co czuje człowiek. Wpatrywał się w płomienie. głównie za morderstwa czy gwałty.. potem skinął głową. . . Tylko madame. do którego pan strzelał? Ale to było dla niego za trudne. na rozkaz nacisnąć spust. On po prostu zapomniał. Proszę próbować.To tak dawno . Wyczuwało się jego wysiłek. Rozebrałem się przy wpadającym przez okno świetle księŜyca i połoŜyłem do łóŜka. Po prostu zastanawiał się nad uczciwą odpowiedzią.zapytałem. Chyba na wiosnę. Kim był człowiek. których sprowadzono do rozStrona 104 . mierzyć z karabinu do ludzkiej istoty. . oddana niepopularnej jeszcze podówczas idei Irlandii niezaleŜnej od Anglii.. Naprawdę powinienem był dać spokój temu człowiekowi. . Czy potrzebowano do tego Ŝołnierzy? Zgodnie z regulaminem wojskowym sądy polowe skazywały równieŜ Ŝołnierzy na śmierć. Podniósł na mnie oczy. Pan Price podniósł na mnie swoje przezroczyste niebieskie oczy i pokręcił głową. słyszeć huk. . W Mountjoy wieszano pospolitych morderców. przywiązanej do słupka odległego o dwadzieścia metrów.odpowiedział. W końcu powiedział: . Kontakty z katolicką ludnością prawie Ŝadne. ale wiedziałem. kiedy kaŜe mu się wziąć udział w egzekucji. znudzony do niemoŜliwości. Pomyślałem. o czym myśli.Bardzo dawno . ale to była prawda. czyszczenie karabinu i sute śniadanie. O tym samym co ja.Tylko raz . Price próbował wydobyć z pamięci to zdarzenie. Rzuciła sztuczny.przyjdź niedługo. Nie było w nich obłudy. Powiało chłodem.powiedziała do mnie .Niech pan sobie przypomni.Forsyth Opowiadania.W 1916. Naprawdę próbował. Wychyliłem się naprzód i dotknąłem jego ramienia..Egzekucja . . . i jej dziwny mąŜ nie zmienili wyrazu twarzy. nie czytał. brać go na muszkę.

który nie Ŝył juŜ. wywieszonej na szczycie budynku. Działo się to między 3 a 12 maja w więzieniu Kilmainham. Znałem je. Ubraliśmy się we wczorajszą odzieŜ i zeszliśmy na dół. i wysoko uniósł głowę. morderców i dezerterów w armii brytyjskiej. Miednicę opróŜniliśmy przez okno na 173 podwórko. Na upstrzonym krowim łajnem frontowym podwórku stał mój tryumf i człowiek. przeklinali ich i obrzucali odpadkami za to. Kara śmierci obejmowała róŜne przestępstwa. Chrząknąłem. Madame Price postawiła przed nami kubki pełne gorącej kawy z mlekiem i chleb z masłem. Bernadette poruszyła się. O dziwnej trójkolorowej. I na pewno myślała o swoim wuju. jak się okazało. O Ŝołnierzach. o co mu chodzi. jaki robiło ptactwo domowe. a hałas. Farmera ani śladu. Mechanik tłumaczył mi coś z szaloną swadą. oczywiście. W ciągu roku nastąpiła całkowita zmiana nastrojów. dając jej drugi tysiąc franków (wtedy podróŜowało się naprawdę tanio!) i przywołałem Bernadette. Poza tym toczyła się wojna. wreszcie o powstańcach. I o innych. Ŝe tyle nieszczęść sprowadzili na głowy mieszkańców miasta. po czym dmuchnął. carburateur.. był właścicielem garaŜu. patrząc prosto w lufy karabinów. Ogoliłem się jak mogłem. Clarke. Ledwo skończyłem pić kawę. Price powiedział "na wiosnę". Rozliczyłem się z madame Price. Myśleliśmy o dymie i huku. uŜywając wody z dzbanka. PrzecieŜ rozstrzeliwano z wyroku sądu polowego takŜe gwałcicieli. MacDonough i Padraig Pearse. nie uczy się w szkołach. który. Tak wtedy było. odpowiadało mniej więcej jednemu funtowi. skąd wywoŜeni byli za morze do liverpoolskich więzień. Myślałem. dublińczycy. To wszystko nonsens. Ŝe pan Price pomoŜe mi porozumieć się z tym człowiekiem. który nudził się w baraku. zielono-pomarańczowo-białej fladze.txt pędzenia powstańców ogniem karabinowym i artyleryjskim. Te myśli o chłodnych majowych porankach tuŜ przed świtem. Po dwóch latach partyzantki uzyskano niepodległość. czekających cierpliwie na przyprowadzenie więźniów pod stojący pod murem słupek. Była zatopiona w myślach.. mógłby obudzić nieboszczyka. gdy słońce ukazało się na horyzoncie. Potem wręczył mi klucze i Ŝyczył dobrej drogi. Wiosna 1916 roku przyniosła wielkie wydarzenia małemu narodowi. O'Connel.Forsyth Opowiadania. w której ginęło tylu ludzi. uwielbiany brat jej ojca. I na tym by się moŜe skończyło. o ruinach i zgliszczach. ZaŜądał tysiąca franków. oficjalny mit. Starszy. Na pewno. w wyborach 1918 roku partia niepodległościowa zdobyła zaufanie całego niemal kraju. bo to nie jest przydatny. gdyŜ wspomniałby na pewno o tym wydarzeniu. madame Price przywołała mnie ruchem ręki przed dom. pokonanych i bezsilnych. zanim de Gaulle wynalazł nowe franki. kiedy podkute buty Ŝołnierzy z plutonów egzekucyjnych waliły w bruk w drodze z koszar do więzienia. o zabitych i umierających. który nie odzywał się* po angielsku do straŜników więziennych. Obudziliśmy się wcześnie. co w tamtych czasach. Wiosna to długi okres. właśnie Pearse. którą ściągnięto i zastąpiono brytyjską. ale rozumiałem tylko jedno słowo. Ŝe zapiszę się na kurs podstaw mechaniki. bo słońce zaraz po wschodzie świeciło prosto w nasze okno. Przyda się wyschniętej ziemi. gdyby nie głupia i szaleńcza decyzja władz brytyjskich: stracenia szesnastu przywódców powstania. Zrozumiałem. Zjedliśmy wszystko z apetytem. Przysiągłem sobie. Powtórzył je kilka razy. jakby usuwał z rurki brud. W tych wielkich wydarzeniach nie było dla durnego szeregowca roli do odegrania. Nie było wśród nich szeregowca Price'a. o Irland172 czykach i Anglikach. ale fakty są takie: kiedy skutych łańcuchami powstańców prowadzono do dublińskich doków. których w końcu wyprowadzono z poczty. kiedy się urodziła. który przed sądem polowym mówił wyłącznie po irlandzku. Umyliśmy się. a wśród nich większość katolickiej biedoty. Postanowiłem przestać myśleć i zasnąłem. zirytowany własną głupotą. Tego dzisiaj. Strona 105 . ale nie było go widać. rabusiów.

Madame pomachała nam ręką po raz ostatni i zniknęła w głębi domu. Wyobraźnia podsuwała mi obraz wielkiego niezdarnego chłopca z Rhondda Valley. Ŝe zamierza nas zaatakować.kim był człowiek. Wierz mi. a my patrzymy na niego obojętnie i nawet mu nie dziękujemy. Ŝe jego twarz jaśniała zadowoleniem. przyjaciel zajmujący się jego zdrowiem od lat. by następnie realizować go konsekwentnie. nawet wobec obcych pacjentów zachowywał się wzorowo. Patrzyliśmy w milczeniu. " WjeŜdŜałem właśnie na drogę.Przypomniałem sobie! .Przypomniałem sobie! Nic nie rozumiałem.Przypomniałem sobie . Lekarz osobisty. Nazywał się Pearse. Spojrzałem na podwórze: za płotem podnosiła się i opadała siekiera. Ramiona mu opadły. Gdy trzeba im było zakomunikować coś przykrego. Wobec przyjaciół był szczególnie taktowny i delikatny. połyskujące drzwi zamknęły się za nim obojętnie. Ŝe jest to jeden z najgorszych momentów w Ŝyciu lekarza. .Potwór. gdyŜ w pierwszej chwili pomyślałem. który jednym strzałem rozniecił wojnę. A dziesięć sekund temu. Bernadette patrzyła nie widzącymi oczyma przez szybę samochodu. który podchodził do Ŝyciowych problemów spokojnie i rozwaŜnie.Co pan sobie przypomniał? . cierpiał bardziej niŜ oni. kochanie . wykazując pełne zainteresowanie i troskę. a my nie okazywaliśmy Ŝadnej wdzięczności! Wziął sobie do serca moje pytanie i całą noc wysilał nieszczęsny mózg. To był poeta.powiedziałem. za szopę. CięŜko dysząc podbiegł do okna samochodu i wsunął swoją wielką głowę do środka. kiedy zatrzymał mnie głośny okrzyk. mógłby porąbać nasz samochód na kawałki. Wyprostował się. . Strona 106 . w koszarach Islandbridge. Była blada jak ściana i zaciskała usta. które dokonało czegoś nadzwyczajnego i wie. Wiedziałem.powtórzył . Zobaczyłem pana Price'a. Twarz mu się wydłuŜyła. który spełnił cudzy rozkaz i swoją powinność. Przeraziłem się. przyszła mu wreszcie do głowy. Cofnąłem samochód i przejechałem przez bramę. która dla niego nie 174 miała Ŝadnego znaczenia. . gdy stał na górnym stopniu schodków prowadzących do domu przy Devonshire Street. kwatermistrz podaje karabin i jeden ostry nabój. .spory majątek i godną pozazdroszczenia pozycję społeczną. W ten rześki kwietniowy poranek. . Zatrzymał nas w ostatniej chwili. Ŝe metoda zimnej analizy.To nie potwór tylko człowiek. obrócił i poszedł do swoich polan drewna.oświadczył trzymając rękę na teczce z kliszami rentgena i wynikami badań laboratoryjnych. Ta wojna poprowadziła naród na drogę do niepodległości. DOKŁADNY CZŁOWIEK Timothy Hanson był człowiekiem. Po chwili rozległ się znowu odgłos ciosów siekiery. i kiedy czarne. Ŝe macha nią człowiek. Hanson dał do zrozumienia. Silnik zapalił z miejsca. Szczycił się tym. Ŝe tym ucieszy rodziców. niezdolni do Ŝadnej reakcji. który biegł ku nam przez podwórko. Bernadette poruszyła się wreszcie i powiedziała: .Forsyth Opowiadania. przyniosła mu . Ŝeby wydobyć zeń informację.krzyknął. którego wtedy zastrzeliłem. w całej mojej karierze tylko trzy razy zmuszony byłem powiedzieć pacjentowi coś takiego . Krzyki i to machanie siekierą miały zwrócić naszą uwagę i zatrzymać nas.Nie. zastanawiał się nad swoim losem. po zastosowaniu której wybierał najkorzystniejszy wariant.gdy osiągnął wiek średni . Promieniał jak dziecko. po szalonym wysiłku.txt Załadowaliśmy walizkę i wsiedliśmy do wozu.Timothy. ja i Bernadette. w samym sercu lekarskiej dzielnicy Londynu. . Tak bardzo chciał nam zrobić przyjemność. Ŝe wierzy przyjacielowi. Ale natychmiast zobaczyłem. machając wielką siekierą jak patykiem. Wcisnąłem sprzęgło i ruszyliśmy ku miasteczku Bergerac. któremu przed laty. Struchleliśmy oboje. Gdyby chciał.

Wciągnął haust świeŜego powietrza.Nie . miała błyszczące oczy i lekko zarumienione od chłodu policzki. Hanson podziękował mu za komplement i szczerość. . Ich spojrzenia skrzyŜowały się. szofer. Hanson uśmiechnął się do niej odruchowo i skłonił siwą głowę. kusiłoby mnie. na Westminster Bridge Road. Był teŜ jedynym właścicielem firmy i w ogóle nie miał wspólników ani akcjonariuszy. Hanson usiadł na tylnym siedzeniu. sir? . jeŜeli się siedzi w więzieniu.powiedział Hanson.txt . Hanson ścisnął ramię doktora i uśmiechnął się do niego przyjaźnie. Richards. albo leŜy w szpitalu z połamanymi nogami. JeŜeli jest cokolwiek.JeŜeli jest cokolwiek. Rolls skręcił na południe w Great Portland Street i ruszył w kierunku rzeki. rozmyślał. w których obecnie znajdowały się przewaŜnie biura doradców finansowych. . Ŝe to brzmi banalnie. Spojrzał z górnego stopnia schodków na rząd wytwornych domów. Uśmiechnęła się więc i poszła dalej. nowe środki uśmierzające ból. więcej nie było trzeba. Uprzytomniał sobie. Wcale. ale dowód.Jeszcze pompuje. Hanson zszedł po stopniach domu na ulicę.. o co mi chodzi. wprowadzonych przez nowy socjalistyczny rząd.. Richards otworzył drzwiczki wozu.Chyba nic złego z sercem. Dziewczyna.. Rolls przejechał juŜ rondo Elephant and Castle i jechał przez Old Kent Road. Zdjął płaszcz. poza tym był właścicielem budynku. Richards wsunął się za kierownicę. bogactwo sklepów Oxford Street i obydwie siedziby władzy.. W ciągu nocy północno-wschodni wiatr oczyścił miasto.Do biura. drugie po drugiej stronie rzeki. Od Elephant and Castle domy stawały się coraz uboŜsze i bardziej zdewastowane. udawał. Ŝe go nie zna i Ŝe nie było to pozdrowienie. w pierwszej chwili zaskoczona. A będzie. . ale stał przy rolls-roysie z aprobatą na twarzy. Była ładna. Prowadził w City dom handlowy zajmujący się rzadkimi i cennymi monetami. To wystarczyło.Forsyth Opowiadania. Sześć miesięcy to całe wieki. Silne i zdrowe. Whitehall i County Hall.odpowiedział Hanson. złoŜył go starannie. Ŝe nic nie zauwaŜył. bardzo silne.Do Kentu .. Limuzyna skręciła w lewo. który doskonale prosperował i ogromnie ceniono go w sferach handlowych. Hanson wtulił się w siedzenie i patrzył na obicie dachu samochodu. W ciepłym wnętrzu samochodu zrelaksował się. Ŝe pomimo koszmarnych podatków. iŜ podoba się starszemu panu. Minął juŜ dawno wytworną dzielnicę Marylebone. Lekarz odprowadził go do progu swojego gabinetu. Rzeczywiście serce miał w porządku. Teraz stał za progiem. PrzejeŜdŜali teraz przez dzielnicę będącą jak gdyby przejściem między centrum miasta z jego bogactwem Strona 107 . zamoŜnych adwokatów i gabinety przyjęć prywatnych lekarzy. Oczywiście! Jak będzie z nim juŜ bardzo niedobrze. Szła w stronę Marylebone High Street. jedno po jednej. Ale istnieją anodyny.powiedział doktor. Ale jeŜeli jest to cała reszta Ŝycia. Ŝeby cię okłamać . a następnie na most. Ubrana biało recepcjonistka odprowadziła Hansona do drzwi 176 i otworzyła je. nieco silniej kołysząc biodrami. zdjął kapelusz i połoŜył obok siebie. Lekarz oświadczył mu. . Richards odwaŜył się postawić następne pytanie: . Było zimne i czyste.Ale znam cię przecieŜ. w którym mieściło się jego przedsiębiorstwo.Czysta robota zamoŜnym. Hanson patrzył poprzez Tamizę na zbliŜający się coraz bardziej gmach County Hall. to wcale nie wydaje się duŜo.zapytał.. ale rozumiesz. który to widział.. wiem.. jest człowiekiem bardzo 177 12. zorientowała się.. ale to wcale nie. Rolls minął posąg Erosa na Picadilly Circus i włączył się do ruchu na Haymarket.Gdybyś był innym człowiekiem. panie Hanson? . . Młoda kobieta w pantoflach na wysokich obcasach minęła go energicznym krokiem.. Ŝe ostatnie tygodnie będzie musiał spędzić w szpitalu. Nie zamierzał jednak rozmawiać z szoferem na temat złośliwych tkanek. które poŜerają jego wnętrzności.

ale tak czy inaczej musi wreszcie napisać testament. jak się cieszę. Hanson pomyślał o zmarłej przed dziesięciu laty Ŝonie. w tym pięknym wiejskim krajobrazie. Dwie szły na przodzie. a potem znowu patrzył prosto przed siebie. który będzie się domagał swojej doli. Przyjmował tam klientów zagranicznych. szefie finansów kraju. gdzieś w połowie Old Kent Road. gdzie od czasu do czasu spędzał noc. takŜe przyłoŜył 178 prawy kciuk do nosa i takŜe pomachał palcami ręki. a powinna być ona niemała. Rolls ruszył znowu w drogę do Kentu. Z jego strony Ŝyła tylko jeszcze siostra. moŜe dwa razy w tygodniu. Elastycznej podwiązki uŜywał zapewne jako procy.powiedział sekretarz. Po dalszych trzydziestu minutach jazdy zniknęły ostatnie rudery przedmieścia i pojawiła się przed." Jedna skarpetka opadła po kostkę. pozostałe dwie zamykały pochód. księgowym i lekarzem. Minęli North Downs i wjechali pomiędzy faliste wzgórza i doliny najpiękniejszej części Anglii. minę zawadiacką i zadarty nos. Zwlekał z tym od wielu lat. Wzburzona młoda zakonnica pociągnęła go za ramię. . którym w tej chwili jechał. dokąd zdąŜał. Panowie usiedli. Na południe od Maidstone autostrada się urywała i kilka mil dalej.Pan Pond teraz prosi .Forsyth Opowiadania. gaje i ogrody. Stojący na jezdni chłopiec zamarł ze zdumienia. Timothy Hanson wstał i wszedł do gabinetu Martina Ponda. nie zmieniając wyrazu twarzy. ale bezdzietne. której szczerze nie lubił. Zastanawiał się. co się z tym wszystkim stanie. starszego partnera adwokackiej firmy Pond i Gogarty.Mój drogi Timothy. MoŜe powinni byli zaadoptować dziecko. nimi szeroka wstęga autostrady M-20. której kaŜda mila kosztowała milion. I właśnie tu. . Richards prawdopodobnie widział w lusterku. Prawnik wstał zza biurka. Strona 108 . Hanson znalazł się na autostradzie. Wparty w poduszki samochodu. Timothy Hanson. Pomyślał nagle o ministrze skarbu. którego cena wynosiła pięćdziesiąt tysięcy funtów. przyłoŜył kciuk prawej ręki do nosa i wyzywająco pomachał pozostałymi palcami. Wóz zatrzymał się przed przejściem dla pieszych. . Spojrzenie jego spoczęło na dystyngowanej siwej głowie wpatrzonego weń starszego pana. w Harrietsham. DuŜo o tym myśleli. No. NiezaleŜnie od przedsiębiorstwa i dwóch nieruchomości Hanson posiadał kolekcję numizmatów. o pięciohektarowym parku wysadzanym dębami. Poza tym jest przecieŜ jeszcze duŜe mieszkanie w dzielnicy Mayfair. kiedy nie chciało mu się jechać do Kentu. nie mówiąc juŜ o rachunkach w róŜnych bankach i o samochodzie. Opuścił rękę i uśmiechnął się szeroko. i był z nimi wszystkimi na ty. Raz. Jakiś chłopczyk przystanął na samym środku jezdni i z nieukrywaną ciekawością przyglądał się rolls-royce'owi. nawet bardzo szczęśliwe.B. Miał okrągłą twarz. W przytulnej atmosferze domu robiło się lepsze interesy niŜ w hotelu. Richards wydał z siebie okrzyk rozdraŜnienia. rodzice jej dawno umarli. leŜała posiadłość Timothy'ego Hansona. Ŝeby go powitać. Z rozrzewnieniem myślał o pięknym domu w Kent. Ona była jedynaczką. maklerem. Richards skręcił na południe między starannie uprawiane sady. Na rozczochranej czuprynie siedziała krzywo czapka z inicjałami "St. Długi sznur -małych dzieci przekraczał jezdnię pod wodzą czterech sióstr zakonnych. Sznur dzieci odmaszerował zwartym szykiem w kierunku duŜego szarego budynku odgrodzonego od drogi sztachetami.zapytał Pond. Miał wreszcie portfel akcji i obligacji. co jego pan wyprawia.Czym mogę ci słuŜyć? . Ŝe cię znów widzę! Jak wielu bogatych ludzi w średnim wieku. co dotyczyło równieŜ jej wstrętnego męŜa i równie niemiłego syna. Ich małŜeństwo było szczęśliwe. Zbierał te eksponaty przez wiele lat. Co do tego nie miał wątpliwości. Urwis zrobił grymas.txt i potęgą a ciszą i porządkiem panującymi na zamoŜnych przedmieściach. bukami i lipami. Hanson utrzymywał przyjacielskie stosunki z czterema najcenniejszymi doradcami: adwokatem. Okolicę tę nazwano Weald. ale tylko mrugnął jednym okiem.

Miałem ku temu powody. Ŝe nie zawiera niczego. Pond zwaŜył w ręku paczkę z wyrazem zakłopotania na swojej zwykle pogodnej twarzy.Oto on . Ŝe zastanawiasz się. Nie wątpię. ale zwróciłem się tym razem do prowincjonalnej firmy.powiedział. zaufaj mi. W testamencie zwracam się do ciebie.Testament jest spisany przez prawnika. jak i zawodowej etyki. Proszę cię. Hanson wziął z kominka grubą Ŝółtą kopertę i podał ją Richardsowi.Nie ma o czym mówić. Zamierzam pod koniec roku wycofać się z interesów. Niewielu jest ludzi. ale równieŜ o ładny domek. . Nie ma w nim Ŝadnych dwuznaczności. Ŝe mnie przeŜyjesz. Ach więc tak.Tak . co szef ma mu do zakomunikowania. .txt . . ostatnia sprawa. Przed nami wiele lat. i to zarówno z punktu widzenia osobistej. Ŝe to nie wszystko. który był z nią związany.Tak. Podał ją przez stół zaskoczonemu prawnikowi. . W kaŜdym razie mamy czas. W sytuacji panującej obecnie na rynku pracy będzie się musiał szybko rozejrzeć za nową posadą.ciągnął dalej Hanson .Timothy. . . dlaczego nie ciebie prosiłem o przygotowanie testamentu.Zaniedbałeś tę waŜną sprawę. którym . Do połowy września pracował tak samo intensywnie jak w poprzednich latach. który był zarazem jego słuŜącym i obsługiwał go wraz z Ŝoną od dwunastu lat. Ŝe.odrzekł Hanson. Bo nie chodziło mu tylko o pracę.i spędzić stare lata w znacznie mniejszej rezydencji.Rozumiem.Mam równieŜ zamiar wyemigrować z Anglii .powiedział . Ŝebym spisał testament. Co wtedy będzie? Hanson uznał to za Ŝart. stary przyjacielu. W dziesięć minut później wyszedł na Gray's Inn Road. sir . . mam nadzieję. Ŝadnych moŜliwości podwaŜenia go.JuŜ od pewnego czasu namawiasz mnie.. Daję ci słowo honoru. Wyglądasz wspaniale. . . . .. Wiem. . abyś ze względu na róŜne moje sprawy powstrzymał się od wszelkich wzmianek na ten temat i w naszej wiosce.Forsyth Opowiadania.Nie miej do mnie Ŝalu. 15 września wezwał do siebie Richardsa. Hanson zmierzał do tego..Ŝe jeŜeli przyszli mieszkańcy tego domu nie będą chcieli zatrzymać ciebie i pani Richards. .Obawiam się . Czy zgadzasz się być wykonawcą mojego testamentu? Pond obracał w ręku grubą kopertę.odpowiedział pośpiesznie Pond.Tak jest . ale nie dał tego po sobie poznać. mój drogi. . NaleŜycie podpisany przeze mnie i świadków.gdy umierają przedwcześnie . Majowe słońce juŜ nieźle przygrzewało. Ŝeby po jego śmierci jego sprawy ułoŜyły się tak. Richards zdziwił się.odpowiedział Pond. Chciałbym jednak. 179 Hanson sięgnął do teczki i wyjął grubą Ŝółtą kopertę z duŜą czerwoną pieczęcią.powiedział. Czy chcesz mi go dać na przechowanie? . w ciepłym klimacie. i wobec wszystkich innych. Jak to jednak ładnie ze strony starego.odparł słuŜący. w przypadku tak duŜego majątku jak twój. Ŝe wymawia mu na przeszło trzy miesiące z góry.Oczywiście . abyś się podjął roli jego wykonawcy. Ŝe wolałbyś znać jego treść.oświadczył mu Hanson. Jeździł kilka razy na kontynent. < 180 .dane jest uporządkować swoje liczne i skomplikowane sprawy. Kierowca. będziesz musiał rozejrzeć się za inną posadą. a jeszcze częściej do londyńskiego City. Przypuszczał. pomyślał Richards. jak sobie Ŝyczył..Właśnie o to mi chodzi. znalazł swojego pracodawcę w bibliotece. Jestem przekonany. drogi Martinie.Masz moje słowo. Jest jeszcze jedna. . co mogłoby zakłócić spokój twojego sumienia.Nie obawiaj się o nic .Chciałbym ci coś powiedzieć . W kaŜdym Strona 109 . .Napiszę ci doskonałe świadectwo.

Jako człowiek pedantyczny. Ŝe mebel ten naleŜy juŜ do kogoś innego. zjawił się w bibliotece za pół godziny. Następnie zadzwonił do słuŜącego. co zarobiłem. w rodzinnej Walii. Kiedy skończył rozmowę. Był w radosnym nastroju. Chodzi o kopertę. Spędził dziesięć minut na pisaniu krótkiego listu do Richardsa. Te sprawy dotyczą dzisiaj wszystkich. Richards. 181 . Richards przeszedł przez wysypane Ŝwirem podwórze i zabrał się do polerowania rolls-royce'a.Pozostała jeszcze jedna sprawa. Wiedział.Musiałbyś zapłacić duŜy podatek od darowizny. Ŝe pani Richards przyjdzie dopiero za godzinę. Rozumiem. Ŝebyś wiedział.odezwał się Richards z głębokim przekonaniem. wciąŜ trzymając w ręku grubą kopertę.Rozumiem to doskonale . zanim jeszcze słońce ukazało się na horyzoncie. Ŝeby wiadomość o moim wyjeździe rozeszła się w najbliŜszym czasie. w której znajdował się gruby plik banknotów. gdybyś pozostał równie lojalny wobec mnie po moim wyjeździe za granicę. Bardzo by mi zaleŜało. Te oszczędności łącznie z niespodziewanym prezentem od szefa pozwolą mu. Sugeruję. być moŜe. ale schował w bezpiecznym miejscu. Ŝeby zaraz po przeczytaniu zatelefonował do Martina Ponda. Poza tym chciałbym ułatwić ci nieco Ŝycie na najbliŜsze lata. . Ŝe te pieniądze pomogą wam przeŜyć najbliŜsze miesiące. które trzymał w zamkniętej szufladzie nocnego stolika. Wiedział. Ty i pani Richards byliście lojalni i bardzo mi oddani przez ostatnie dwanaście lat. nie wracać na coraz trudniejszy rynek pracy. Ściskał w ręku kopertę. poniewaŜ.Dziękuję panu. Usiadł na fotelu. stopniowo traciły moc. udało mu się coś niecoś zaoszczędzić. gdybym ci je dał czekiem.txt razie dopóki nie będzie to konieczne. z której odpiłował uprzednio dwudziestopięciocentymetrowy kawałek lufy. 182 Strona 110 .powiedział Richards. . śe nadszedł jego czas. Tabletki. Ŝe zrobił juŜ wszystko. jak większość ludzi. Ŝe jego Ŝona nie musi dziś robić śniadania. sir. Zawsze doceniałem.Forsyth Opowiadania. PrzeŜył okropną noc.Daję ci te pieniądze w gotówce. otworzył szafę. Ŝe nieubieganie się o inną posadę przez okres następnych sześciu tygodni moŜe spowodować pewne trudności. Ŝebyś nie wpłacał ich do banku. w którym przepraszał go za kłamstwo sprzed dwóch tygodni i prosił. Ŝeby mu przygotować śniadanie i sprzątnąć dom.wykrztusił z siebie. tak Ŝeby odcinał się od czarnego parkietu. sir . Ból w dolnej części brzucha stawał się coraz silniejszy. takŜe w imieniu Ŝony. -. sir. PołoŜył ten list na podłodze pod drzwiami biblioteki. . . Ŝe to doceniam. powiedzmy. naładował ją dwoma nabojami duŜego kalibru i wrócił do biblioteki. Ŝeby nie budzić podejrzeń.Byłbym ci wdzięczny. a jako Ŝe nie płacił za mieszkanie. I wydawaj je ostroŜnie. . Po raz ostatni rzucił okiem na rzędy ulubionych ksiąŜek. Krótko mówiąc. i to do samego końca.Rozumiem. Rozumiem. Minionego lata upatrzyli sobie z Megan mały pensjonat w Porthcawl. zmęczoną i bardzo postarzałą.Dziękuję panu. Ŝebyś nie zaczął poszukiwań innej pracy. o co chodzi. na szafki. co sobie postanowił. wyjął z niej strzelbę. mocno ściskając strzelbę. Rankiem 1 października Timothy Hanson wyszedł ze swojej sypialni. ale Ŝeby on.Nie warto o tym mówić . sir . . i powiedział mu. do 1 listopada. mam wręcz awersję do oddawania urzędowi podatkowemu znacznej części tego. Chciałbym. Mam nadzieję. Twarz miał szarą. UwaŜał bowiem. W tej kopercie jest dziesięć tysięcy funtów w uŜywanych i niemoŜliwych do zidentyfikowania banknotach. I bardzo panu dziękuję. .przerwał mu Hanson.Dobrze. który odebrał telefon zaspanym głosem. Richards stracił panowanie nad sobą. Miał dobrą pensję. Uniósł brwi do góry. nie chciałbym. . nakrył ulubiony skórzany fotel grubym kocem.

mniej więcej w połowie stołu. jak świadectwo zgonu. Pond spojrzał na niego zimnym wzrokiem i nie zareagował.MoŜe byśmy tak otworzyli ten testament .zapytał znowu młody człowiek.powiedziała pani Armitage ponurym głosem. pani Armitage.Po pierwsze. W liście tym wyjaśnił pewne rzeczy..odezwał się Armitage junior.odezwał się starszy pan Armitage.MoŜe on sobie z nas zaŜartował. ale z premedytacją. Okazuje się. Ŝeby jego testament został otwarty dopiero po tych wszystkich formalnościach. Ŝebyśmy przystąpili do odczytania testamentu zasugerował Pond.No to jesteśmy tutaj wszyscy troje osobiście . co czyniła zapewne bardzo często. 183 Zmarły wyraził Ŝyczenie. Poza tym zarządził oficjalne odczytanie testamentu członkom rodziny i zabronił informowania jej drogą korespondencyjną. Ŝe zmarły Timothy Hanson uczynił mnie jedynym wykonawcą jego testamentu. Oboje ubrani byli na czarno. . Martin Pond poprawił okulary i powiedział: . . a to aby stwierdzić czy są tam jakieś instrukcje.Tak jest . . Napisał to w liście do mnie.odparł pan Pond. nabrał powietrza w płuca i strzelił sobie prosto w serce.txt w których do niedawna trzymał wspaniałą kolekcję rzadkich monet. . . na przykład dotyczące przygotowań do pogrzebu. Strona 111 .Nie. . . siedziała pani Armitage. Ja Timothy Hanson z.A czy to nie pan spisywał ten testament? .Proponuję. gdzie zakończył Ŝycie.odparł pan Pond. Nazywał się Tarquin. takŜe sporą. . . ToteŜ powinienem otworzyć testament natychmiast po śmierci Timothy'ego. Po jego prawej ręce.Jest to moja ostatnia wola i testament. OdłoŜył duŜą kopertę na biurko i zaczął czytać: .Pan Hanson zakazał natychmiastowego otwarcia swojego testamentu. jej męŜa i syna. zawartego w liście mego zmarłego klienta.Cicho bądź. Martin Pond zamknął drzwi sąsiadującego z jego gabinetem pokoju konferencyjnego i zajął miejsce u szczytu długiego stołu. Teraz interesował się raczej przesadnie zawartością dziurek swojego wielkiego nosa. . Naprzeciwko zajął miejsce ich syn.Biedaczysko . nie znam jej .Państwa obecność tutaj w dniu dzisiejszym wynika wyłącznie z Ŝądania.Pokazałem ten list miejscowemu koronerowi. Wyjął z niej drugą. który pozostawił w pokoju.odezwał się Armitage junior. . . . Tarquin .Forsyth Opowiadania. o czym wiedział od kwietnia.oświadczył Armitage junior. Timothy Hanson nie odebrał sobie Ŝycia w chwili zamroczenia umysłu. Wszyscy troje spojrzeli po sobie ze zdziwieniem raczej niŜ Ŝalem. Potem skierował lufę w pierś.Niekoniecznie .Nie. . nie ja. które chciałbym państwu obecnie przekazać. oraz trzystronicowy dokument.zapytał młodszy Armitage. Minę miał znudzoną i wyniosłą..Nie zna pan więc jego treści? . Zacisnęła usta. To ułatwiło załatwienie takich formalności. poszukał palcem spustu. Martin Pond wziął do ręki cienki nóŜ do papieru i starannie przeciął grubą kopertę.odparł Pond. Obok usiadł jej mąŜ. Był to młody. a więc siostry. .. .. dwudziestokilkuletni męŜczyzna. . siostra klienta i przyjaciela. które naleŜy natychmiast wykonać. Adwokat znał ją tylko ze słyszenia. Fakty w nim zawarte potwierdził osobisty lekarz zmarłego i sekcja zwłok.powiedziała pani Armitage łagodnym tonem.Słusznie . zaklejony wzdłuŜ lewego marginesu cienką zieloną taśmą. Ŝe znajdował się w ostatnim stadium nieuleczalnej choroby nowotworowej. .odezwał się Armitage senior.W takim razie jesteśmy jedynymi spadkobiercami . Ma to nastąpić w obecności jedynych jego Ŝyjących krewnych. . rozprawa sądowa i zezwolenie na pogrzeb w ciągu dwóch tygodni.Chciałbym na początku oświadczyć.

jakby miał trudności z odczytaniem tekstu. Pan Pond znowu spojrzał sponad okularów na rodzinę Armitage'ów. Obydwaj męŜczyźni z rodu Armitage'ów otworzyli usta i tak trwali. Martin Pond wrócił do odczytywania testamentu. pokrycie jego honorarium oraz wszelkich naleŜności. Z rozciętej koperty wydobył pięć paczek dwudziestofuntowych banknotów.powiedziała pani Armitage. Ŝe jestem jedynym wykonawcą testamentu.Czy mimo to nie powinien pan zrobić inspekcji? .Jaka jest wartość jego majątku? . Miała przy tym minę podstarzałej kury. . . Ŝeby otrzeć 185 łzy.odparł Pond. Strona 112 . Ŝe testament ten spisany jest zgodnie z angielskim prawem i odwołuję wszystkie poprzednie testamenty i dyspozycje. W wypadku gdyby po uiszczeniu 184 wyŜej wymienionych wydatków jakieś pieniądze pozostały.. zarówno to w City. Armitage junior zaprzestał eksploracji wnętrza swoich dziurek od nosa i spoglądał na plik pieniędzy z obojętnością satyra patrzącego na dziewicę. Ŝe w pełni ufał ich lojalności i umiejętnościom. Pond spojrzał na nich z niesmakiem sponad okularów i czytał dalej: .. JednakŜe nie mogłem tego zrobić. czy prowadzone są we właściwym trybie. . .Wszystko to wiemy . Obrzuciła spojrzeniem męŜa i syna. tak Ŝeby spadkobiercy nie ponieśli Ŝadnych finansowych strat na skutek niedbalstwa.zapytał wreszcie starszy z nich. Proszę go. Ŝe będzie dzielić swój szczęśliwy los z miłym męŜem Normanem i uroczym synem Tarquinem. * . .txt .przerwał Armitage senior. . jakie były. polecam mu przekazać je na cel dobroczynny według jego wyboru. Ŝe zniosła złote jajko. . Pan Pond odłoŜył testament i znowu wziął w rękę nóŜ do papieru. Niniejsze postanowienie uwarunkowane jest treścią punktu siódmego. W związku z tym będę się mógł zająć tymi sprawami nazajutrz po pogrzebie. jak człowiek. po czym przełknął ślinę. Pan Hanson miał doskonałych zastępców w swojej centrali w City i nie ulega wątpliwości. Armitage junior wydał z siebie cięŜkie westchnienie. w której znajdzie kwotę przeznaczoną na zapłacenie wydatków związanych z moim pogrzebem.wtrąciła pani Armitage. . Ŝeby się upewnić. która zorientowała się nagle.Nie potrafię w tej chwili na to odpowiedzieć. jak i pozostałe. W pokoju zapanowało pełne napięcia milczenie. Pani jest jego najbliŜszą krewną odrzekł Pond i czytał dalej: Poza tym zapisuję. zamrugał powiekami.Czy na skutek tego stanu rzeczy wartość majątku moŜe się zmniejszyć? .MoŜemy to opuścić . adwokata Martina Ponda z Pond i Gogarty. .Proszę takŜe jedynego wykonawcę mojego testamentu.W tym miejscu przerwał..W normalnym wypadku byłbym juŜ odwiedził biura pana Hansona. i Ŝyczę sobie. Były nowiutkie i opasane brązową opaską z napisem: tysiąc funtów. Ŝeby zajął się administracją mojego majątku. aby w imię naszej długiej przyjaźni przystąpił do swojej funkcji nazajutrz po moim pogrzebie. zapłacił naleŜne podatki i wykonał postanowienia niniejszej mojej ostatniej woli.zapytał Armitage senior. który wygiął kąciki jej ust.Oświadczam.zapisuję mojej kochanej i kochającej siostrze całą resztę masy spadkowej. w przekonaniu.Jak pani sobie Ŝyczy.zaniepokoił się Armitage. . ile by ukryć mimowolny uśmiech. poniewaŜ dopiero w tej chwili dowiedziałem się oficjalnie. ale wątpię. . ... Ŝeby w tym miejscu otworzył załączoną kopertę. którego cierpliwość została wystawiona na cięŜką próbę.Mianuję wykonawcą mojej woli przyjaciela i dŜentelmena.. jakie mogą wyniknąć w związku z wykonywaniem mojej ostatniej woli.Forsyth Opowiadania. W pokoju panowała cisza.Nazajutrz po pogrzebie .W takim razie załatwiajmy pogrzeb jak najszybciej . Pani Armitage przyłoŜyła do oczu batystową chusteczkę nie tyle po to.

zauwaŜył pan Pond suho. Ŝeby w wypadku niespełnienia choćby jednego z moich Ŝyczeń lub teŜ jakichś przeszkód spowodowanych przez moich spadkobierców wszystkie poprzednie postanowienia uznał za niebyłe i niewaŜne i przekazał cały majątek skarbowi państwa.To idiotyzm . konkretnie w odległości dwudziestu mil na południe od wybrzeŜa Devonu. . dlaczego. .W takim razie pozostanie na czysto jeden milion? . A w ogóle.zainteresowała się pani Armitage. przypuszczam.Jasny gwint! . aby moja siostra i mój szwagier.Znałem nawet jeden taki przypadek. .powiedział. Ŝe to jest dozwolone.Prawie wszystkie . człowieku tak pełnym humoru.krzyknął Armitage senior.Koszt pogrzebu nie obciąŜy spadku . . pchnęli moją trumnę do morza.Musi pan to wiedzieć . Pond pomyślał o nie znanym mu adwokacie.No więc? Pond postanowił pójść na rękę tym ludziom. . na miłość boską? .Przez całe Ŝycie z odrazą myślałem o tym.Forsyth Opowiadania. 186 W tej trumnie pragnę znaleźć wieczny spoczynek.. Ŝe jest to bardzo przybliŜony szacunek.Obawiam się. gdzie słuŜyłem niegdyś jako oficer w marynarce. W związku z tym polecam. Jednocześnie zlecam wykonawcy mojego testamentu.Przy tak wielkich sumach opodatkowania większa część spadku będzie podlegała największej skali. Martin Pond podniósł wzrok. . wyniesie około sześćdziesięciu pięciu procent. czyli siedemdziesiąt pięć procent. . otrząsając się z marzeń o towarzyskich konsekwencjach swojego społecznego wyniesienia. czy pani zgłasza jakieś zastrzeŜenie? . . . pani Armitage. sama nie wiem. PrzecieŜ prowadził pan wszystkie jego sprawy. Ŝeby któregoś dnia jakaś koparka czy inna maszyna wykopała mnie z ziemi.odparł pan Pond. .Zdarza się bardzo rzadko. które leŜały na stole obok jego łokcia. Próbował sobie uświadomić. ToteŜ poleciłem skonstruowanie trumny wykładanej ołowiem. . ale nie jest nielegalne . Pond rozłoŜył ręce.Pogrzeb w morzu! Nie wiedziałam. W sumie. .txt .wskazał na pieniądze.A ile wyniesie podatek spadkowy? . .Jest jeszcze siódmy paragraf .To będzie kosztowało .A teraz. który spisywał testament. Ŝe pewnego dnia znajdę się pod ziemią. .Muszę pani przypomnieć.. Był bardzo zdziwiony postanowieniami i dziwactwami przyjaciela.odparł.Przykro mi. którzy przez całe Ŝycie deklarowali swoje uczucia do mnie. .CóŜ. Ŝe biorąc pod uwagę obecne ceny rynkowe. .To będzie znacznie kosztowniejsze niŜ normalny pogrzeb na cmentarzu. .A więc. Dlaczego to zrobiłeś. Ŝe bardzo duŜo. Timothy. muszę zapytać panią oficjalnie. to dlaczego nie kremacja? . Ŝe będą mnie tam Ŝarły robaki. Ale byli w końcu jedynymi spadkobiercami zmarłego przyjaciela.Ile? . ale nie dał tego po sobie poznać. by moje ciało zostało powierzone morzu. . Poza tym nie chciałbym.ChociaŜby z grubsza. mimo Ŝe nie wydali mu się sympatyczni. .Proszę wziąć pod uwagę.spytał syn.Wydatki zostaną pokryte z tego . czy zgłasza pani obiekcje w stosunku do Ŝyczeń swojego zmarłego brata zawartych w paragrafie siódmym? . Pomyślał o swoim przyjacielu Hansonie.odezwał się Armitage junior.powiedziała pani Armitage.Wydaje mi się. tak kulturalnym i wymagającym. . . ale nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie odparł pan Pond. Ŝe jeŜeli pani nie zgodzi się na jego Strona 113 . Wreszcie proszę.powiedział młodszy z Armitage'ów. która znajduje się w tej chwili w domu pogrzebowym firmy Bennett i Gaines w mieście Ashford. wartość masy spadkowej powinna wynieść około dwóch i pół do trzech milionów funtów. Pond zabrał się na powrót do czytania.Co tam jest? . co to znaczy.

kiedy Drakę uczył się odróŜniać maszt od Ŝagla. Byli to zahartowani Dewończycy o smagłych twarzach i rękach.Głęboko tu .Zaraz potem będzie moŜna uwierzytelnić testament i podjąć spadek. WaŜącą pół tony trumnę załadowano z samego rana na pokład.Wszystko weźmie państwo . Tarquin Armitage towarzyszył rodzicom aŜ do Brixham. Cały tydzień zeszedł mu na załatwianiu formalności i wyborze statku.Co to oznacza? . Ŝe nie naruszają prawa i otrzymają zadowalającą zapłatę. . . i wskazał palcem miejsce odległe o dwadzieścia mil od brzegu. . którego macierzystym portem był Brixham w hrabstwie Devon. jego brat i kuzyn. postanowił pozostać w ciepłym wnętrzu miejskiego zajazdu. rybacy. który uniósł ją z podwórza kentyjskiego przedsiębiorcy pogrzebowego i wsadził na tył otwartej tonowej furgonetki. po czym wskazał ręką na trumnę. Przebywanie na środku kanału La Manche w połowie października nie naleŜy do przyjemności. Emerytowany kapelan królewskiej marynarki. Ŝe nie mamy juŜ nic więcej do omówienia. chyba Ŝe jest się entuzjastą morskich podróŜy. Miał dość tego wszystkiego.Będziemy tam za godzinę . Martin Pond westchnął. .Nie mam Ŝadnych zastrzeŜeń . W Brixham furgonetka pojechała na nabrzeŜe.Bardzo dobrze . Kapitan odchrząknął. O tej porze roku połowy w Kanale były marne. Do widzenia. Załogę małego trawlera stanowili on. potomkowie . którzy łowili w tych niespokojnych wodach od czasów. którego Pond znalazł za pośrednictwem departamentu wyznaniowego Admiralicji.powiedział jej mąŜ. podjęli się niezwykłego zadania upewniwszy się. Za nią podąŜała czarna limuzyna. zgodził się chętnie za hojne wynagrodzenie udzielić swojego błogosławieństwa zmarłemu i siedział teraz z Armitage'ami w małej kabinie trawlera w grubym płaszczu zakrywającym komŜę. .dodał pan Pond. Wyciągnął z kieszeni mapę morską.Pan go znał? .W takim razie.powiedział kapitan. Uniósł brwi. Ŝe nie naleŜą do tej kategorii. Zdecydował się na trawler. czy pani jako najbliŜszy członek rodziny upowaŜnia mnie do zajęcia się organizacją całej tej sprawy? . Podejmę właściwe kroki i porozumiem się z państwem co do miejsca i czasu pogrzebu. która zaczęła natychmiast łopotać na 188 wietrze. gdzie dźwig trawlera przeniósł trumnę na pokład. Myślę. . . Pani Armitage skinęła głową. Przez całą drogę Armitage'owie narzekali. .Forsyth Opowiadania. całych pokoleń rybaków. a ta ruszyła ku południowo-zachodniemu wybrzeŜu.zapytał pan Pond.To był ostatni paragraf testamentu. Zresztą jego obecność w czasie morskiego pochówku nie była konieczna. Stała teraz w poprzek pomiędzy dwiema drewnianymi pokładnicami na szerokim tylnym pokładzie. 187 Martin Pond wstał. Kiedy dojechali do miejsca przeznaczenia. Pond skinął głową.warknął jej mąŜ. mimo szarości jesiennego nieba. Jej dobrze wywoskowane dębowe wieko i wypolerowane na wysoki połysk mosięŜne uchwyty połyskiwały jak w słońcu. tym lepiej .Tak jest . Większość rybaków była ze sobą spokrewniona. Ŝe to wszystko jest zupełnie bezsensowne. targany silnym wiatrem. Uczyniono to za pomocą podnośnika.txt warunki. cały testament staje się niebyły i niewaŜny.powiedziała pani Armitage chociaŜ uwaŜam. ale rzuciwszy jedno spojrzenie na morze. Stał na tylnym pokładzie. ale wolał to niŜ towarzyszyć tym ludziom w kabinie. Jego trzej właściciele. KaŜda strona podpisana jest przez spadkodawcę i świadków. .powiedział i zatoczył się.Im szybciej. Przed wejściem na statek państwo Armitage dali dosadnie do zrozumienia.odpowiedział Pond. kapitan zatrzymał Strona 114 . . Kapitan przetoczył się przez pokład i podszedł do Ponda.

Głos silnika podniósł się o ton. Adwokat skierował wzrok na trumnę i na szalejące za nią wody oceanu. Podczas gdy ksiądz intonował modlitwę. Ŝe jest po wszystkim. szeroką na metr platformę z trzech desek umocnionych od spodu krzyŜakami i oparł ją o prawą burtę tak. Trumna drgnęła. Ŝe przypominała huśtawkę. wolna i niezaleŜna. Wtedy mechanik opuścił trumnę. Silnik zaczął pracować. MałŜeństwo Armitage'ów i kapelan pośpiesznie wracali do kabiny. Ŝe w ciągu jednego popołudnia zarobił więcej niŜ przez tydzień łowienia makreli. na ile pozwalało mu poczucie obowiązku. jeŜeli jest się sentymentalnym. nic nie zakłóci ci spokoju. utrzymując dziób w kierunku wiatru. Wolał powrócić do Londynu pociągiem. . Martin Pond spoglądał w niebo. Kuzyn kapitana trzymał ją w tej pozycji. było juŜ prawie zupełnie ciemno. Wiatr się wzmagał. . co sobie myślał o swoim zmarłym krewniaku. oczywiście. w połowie nad wodą. Od czasu do czasu spryskiwała ich kurzawa wodna ze wzburzonej fali i wtedy z trudem utrzymywali równowagę. Ŝe kapelan śpieszył się na tyle. Pond zorientował się nagle. ale idealnie zbalansowana. Kapelan patrzył na niego pytającym wzrokiem. przez Chrystusa Pana naszego.dostać się do środka. Trumna była cięŜka. pomyślał. Ŝe Hanson moŜe się o to troszczyć. Jeden z rybaków spojrzał porozumiewawczo na Ponda. Kiedy zbliŜał się do mola w Brixham. nieczuła na morską chorobę. Otarła się szorstko o deski i zsunęła w dół. Kuzyn kapitana tak nią manewrował. co się z nim stanie po śmierci. Kapelan odjechał małym samochodzikiem. Pond dał znak marynarzom. który wezwał kapelana i Armitage'ów. Amen. Twarzy pani Armitage w ogóle nie było widać. Aby być sprawiedliwym. a kuzyn załoŜył haki na cztery mosięŜne uchwyty trumny.. Powoli przechylili platformę w stronę morza. Patrzył na dębowe wieko opryskiwane przez wodę. Brat kapitana uruchomił silnik podnośnika. Pond znowu skinął głową. która nigdy nie będzie mogła.Forsyth Opowiadania. który podniósł rękę i wskazał kierunek. którego zwłoki leŜały o kilka kroków dalej. To nie jest zły pomysł. Sześć postaci rysujących się na tle zachmurzonego nieba. Ŝe niebawem znalazła się nad platformą.Niech pan zabiera się natychmiast do obliczania masy spadkowej . futrzanego kapelusza i wełnianego szala. Jedna jej połowa przechylona była w stronę pokładu. . a tył nad pokładem. a jego brat zszedł z podnośnika i zdjął haki.txt trawler. Pond spojrzał na kapitana stojącego przy sterze. stary przyjacielu. Ustawił ją czołem ku morzu i skinął głową. pozostawionym w pobliŜu przystani. Jego siwe włosy targał wiatr. jeŜeli człowiekowi zaleŜy na tym. Karawaniarze czekali z limuzyną i Tarquinem Armitage. Stali w milczeniu na pokładzie. Armitage'owie teŜ ją popchnęli. Ale cóŜ. Ŝe jej przód znalazł się nad wodą. Statek zakołysał się.Polecam wiecznej Twojej opiece brata naszego Timothy'ego Johna Hansona. poza czubkiem 189 zmarzniętego nosa. Norman Armitage takŜe zdjął kapelusz. testamentów i krewnych. i zluzowawszy liny połoŜył tak. Obeszli dwóch marynarzy i połoŜyli ręce na tylnej części trumny. Potem zniknęła pod powierzchnią. Samotna mewa Ŝeglowała na wietrze. samowystarczalna w swojej aerodynamicznej doskonałości. nie zwaŜając na zimno i wilgoć. w połowie nad pokładem. CóŜ. a silnik na luzie. W domach za przystanią zapalano pierwsze światła. MoŜna sobie wyobrazić. Pond zapłacił kapitanowi. który był zadowolony. Pond skinął głową w stronę Armitage'ów. Timothy. skąd przybyli. druga sterczała na zewnątrz nad spienionym morzem. nie znająca podatków. i nigdy nie przypuszczał. Jego kuzyn ujął długą. liny podnośnika napięły się. Trumna obiła się o wzbierającą falę i zadudniła raczej niŜ plusnęła. wystającego z futrzanego kołnierza płaszcza. we własnym towarzystwie. Był przemarznięty do szpiku kości i zbierało mu się na wymioty.I do uwierzytelnienia Strona 115 . zamknięte w trumnie z ołowiu i dębowego drewna. Bez śladu. Sam nigdy nie dbał o to.zaŜądała ostro pani Armitage. Wielka trumna została uniesiona z pokładu na wysokość metra. Pond poŜegnał się z rodziną zmarłego. trzeba powiedzieć. nie jest to złe miejsce na wieczny odpoczynek. Deska leŜała juŜ znów na pokładzie.

zauwaŜył jej syn. Są tam pewne warunki.dziwiła się pani Armitage.. . akcje spółki i naleŜności od trzech firm wynajmujących lokale w budynku wynosiły równo milion dwieście pięćdziesiąt tysięcy funtów.bardzo słusznie . eksponaty. ale zjawiła się w towarzystwie męŜa i syna. .zdziwił się Armitage senior.Czy pan widział się z tym Holendrem? . Proszę pozwolić. Strona 116 .Inną częścią jego majątku była rezydencja w hrabstwie Kent.. Pierwszym było przedsiębiorstwo w City. Hanson był przecieŜ takim pedantycznym człowiekiem. Budynek.PoniewaŜ Hanson sprzedał to wszystko za taką właśnie kwotę.Kto wiedział o tej transakcji? .odpowiedział Pond. Jako adwokat pana Hansona znałem wielkość i lokatę róŜnych części jego majątku. . Zapłacił właśnie sumę. Ŝe wytłumaczę państwu sytuację. Widziałem teŜ wszystkie umowy. przedsiębiorstwo. Hanson zakupił go wraz z hipoteką wkrótce po wojnie.Porozumiem się z państwem niebawem. zaleŜnie od tego. Hipoteka jest od dawna spłacona.Nawet jego pracownicy. którą wymieniłem. który .MoŜe pani być spokojna.Trzy miesiące przed śmiercią. handlujące cennymi i rzadkimi monetami. sprzedał spółkę wraz z dobrodziejstwem inwentarza pewnemu holenderskiemu kupcowi.Forsyth Opowiadania. a sam Hanson pozostaje kierownikiem firmy do końca roku lub teŜ do śmierci. . . Mamy dosyć tej zabawy. kiedy ceny nieruchomości były niskie. . . po krótkich negocjacjach. Są w całkowitym porządku i zgodne z prawem. Pozostała część umowy stanowi prywatny kontrakt pomiędzy Hansonem i holenderskim nabywcą. .Jak pan doszedł do tak dokładnej sumy? . Wprawdzie zaprosił do biura tylko panią Armitage jako jedyną spadkobierczynię. Znał stan majątku Hansona. 191 . . 190 Uchylił kapelusza i ruszył w kierunku stacji.zainteresował się Armitage senior. . . co nastąpi wcześniej. Ŝe chodziło o zwykłą formalność. . który marzył o niej od lat. a Hanson właścicielem spółki.Wpłacił je do banku. Stworzył ją i rozbudował.zapytała pani Armitage.powiedział prawnik.Nikt . mogłem więc zbadać je bez zwłoki.txt testamentu. Pięciu pracowników utrzymuje swoje posady.Ile tego jest ? . Pond mógł skomunikować się z państwem Armitage dopiero w połowie listopada. Ŝe jest to prywatna spółka. Pond nie poddał się jej natarczywości.Jaką wartość moŜe mieć to wszystko? . .dopytywała się pani Armitage. . .Majątek Hansona w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach ulokowany był w siedmiu podstawowych przedsiębiorstwach. Wierzył.spytała obcesowo pani Armitage.Co zrobił.PrzecieŜ on tam pracował niemal do śmierci .Co do tego nie ma Ŝadnych wątpliwości . Spółka była właścicielem gruntu i budynku. Był równieŜ właścicielem budynku.Znalazłem się w kłopotliwym połoŜeniu . W umowie kupna-sprzedaŜy przepisanie budynku zostało dokonane przez prowincjonalnego prawnika. Był pewien. Na pewno nie zmarnuję czasu odpowiedział zimno Pond. . Ŝe jego rachunki i papiery są w doskonałym porządku. Być moŜe wie pani o tym.odpowiedział Pond. Nabywca przypuszczał oczywiście.A co Hanson zrobił z tymi pieniędzmi? . . .O spadek po pani bracie.W takim razie nie ma problemu . . Ŝe ta sprawa nie zajmie mu zbyt wiele czasu. Młody Armitage zagwizdał przez zęby i uśmiechnął się.O co chodzi? .Panem de Jongiem? Tak. której on był jedynym właścicielem. . w którym się znajdowała.zachował tę wiadomość dla siebie. to znany amsterdamski handlarz numizmatów.

Zresztą nie chodziło o jeden bank. . Ŝe nie jest to moŜliwe. jakie Hanson wpłacił do banku. co miał. .Tak. Wiele przedsiębiorstw operuje gotówką. co posiadał. załatwi podatki i przekaŜe nam resztę. I tym razem w całkowitej zgodzie z prawem. my i tak nie chcieliśmy bawić się tym całym majdanem powiedział Armitage junior.Co zrobił? .. Na przykład kasyna.zapytała znowu pani Armitage.Ŝe przed swoją śmiercią Hanson sprzedał wszystko. zamienił na gotówkę i wpłacił do banku.Wszystkie pieniądze.To niemoŜliwe!.Obawiam się. . z pomocą innego adwokata. KaŜdy rachunek był jednakŜe wystawiony osobno. Ŝe wszystko zbadałem. Ale zabrał wszystko. ale o kilka... .Owszem. bukmacherzy.W głosie pani Armitage zabrzmiał gniew. Miał teŜ mieszkanie w dzielnicy Mayfair.Forsyth Opowiadania. Sprzedał go za czterdzieści osiem tysięcy i wynajął sobie inny. . 193 13. Niech pan to wszystko podsumuje. niech pan znajdzie te pieniądze. to zupełnie moŜliwe. Zamilkł.. W końcu czerwca Hanson wziął poŜyczkę hipoteczną na dziewięćdziesiąt pięć procent wartości tej nieruchomości. spłaci naleŜności.Dlaczego? . Pani Armitage biła pulchną pięścią w stół.Co się z nimi stało? . Wybierał pieniądze po trochu przez wiele tygodni. gdy Armitage'owie zaczęli robić dziwny hałas. syn zerwał się na nogi i wymachiwał ręką.Oczywiście nie od razu. nieco ponad trzy miliony funtów.. Te pieniądze równieŜ ulokował w banku. o ile mogłem się zorientować. handlarze starzyzną. Do chwili swojej śmierci miał zapłaconą dopiero pierwszą ratę kwartalną. a jego ojciec zajął postawę sędziego. Są takŜe całkowicie legalne. .. a jestem pewny. po uprzednim wypowiedzeniu.. i to gotówką. Makler giełdowy Hansona. działając na jego zlecenie. byliście w spółce. Hanson spędził ostatnie miesiące swojego Ŝycia odwalając właściwie pańską robotę.Podjął je? . . który ma za chwilę wydać wyjątkowo surowy wyrok. zawierając prywatną umowę.Wpłacił je. . nikomu o tym nie mówiąc i nie wzbudzając Ŝadnych podejrzeń wśród ludzi. który juŜ został odebrany przez firmę. . ale w kwotach do pięćdziesięciu tysięcy funtów z większych banków. a potem podjął. Tę rozprzedał w ciągu kilku miesięcy za pośrednictwem swojej spółki za kwotę przeszło pół miliona funtów. . Po kaŜdej transakcji wpłacał uzyskane kwoty do banku. Sprzedał je za sto pięćdziesiąt tysięcy funtów mniej więcej w tym samym czasie..Poza tym zmarły był właścicielem cennej kolekcji numizmatów.TeŜ zamienilibyśmy go na gotówkę.. bo. . Znaleziono je w sejfie jego wiejskiej rezydencji..Które wpłacił do banku? . . Wreszcie miał rachunki w kilku bankach. Co dalej? . Pewna spółka budowlana stała się głównym wierzycielem masy spadkowej i juŜ przejęła nieruchomość na własność. którzy go znali lub dla niego pracowali? . Pozostał poza tym rolls-royce. . .CóŜ. Wszyscy krzyczeli naraz. 192 pozbył się całego jego portfelu akcji i obligacji przed pierwszym sierpnia..Chce pan nam powiedzieć .txt piękny budynek otoczony pięciohektarowym parkiem. .Ile Hanson otrzymał za rezydencję? .Nie mógłbym wyrazić tego lepiej .Dwieście dziesięć tysięcy funtów.To by były trzy aspekty jego stanu majątkowego.wtrącił się Armitage senior .odparł spokojnie pan Pond.Musiał to gdzieś ukryć. moŜna! . Całkowita wartość jego majątku wynosiła.potwierdził pan Pond.. .Czysta robota Strona 117 .PrzecieŜ niepodobna podjąć trzech milionów funtów gotówką! krzyknął Armitage senior z niedowierzaniem.

Będą chcieli dostać swój udział. Dopóki ich nie znajdą. Ŝe nie bałeś się tych małych. Rodzina Armitage'ów zastanawiała się głęboko.powiedział pan Pond spokojnie.Co pan zamierza zrobić? .Przepraszam . ale przecieŜ musiał gdzieś złoŜyć te pieniądze albo coś za nie kupić.Cicho! .zapytał Armitage senior pana Ponda znacznie juŜ uprzejmiejszym tonem. . . Jego wybuch był tak niespodziewany.PrzecieŜ oni są równieŜ.Ale zrobiłem juŜ niemal wszystko. ale urzędników skarbowych zawsze. I mają do dyspozycji wszystkie moŜliwości.zapytał Armitage. .zapytał Armitage senior. . ale to nie miałoby sensu. ale on takŜe nie mógł mi pomóc.Pan natychmiast odwoła swoje słowa! Czy pan mnie słyszy?! Armitage junior pokręcił się niespokojnie w fotelu. Jakkolwiek i gdziekolwiek byś je ukrył. Nie pojawiły się nigdzie duŜe ilości gotówki. Mam swoją praktykę adwokacką. Ŝe jest umierający. Timothy. .Czy moŜe pan dalej czynić poszukiwania? . Mógłby je wpłacić do zagranicznego banku albo złoŜyć w nim w depozycie.powiedział wreszcie. ale na pewno przyniesie skutek.To jest znany wybieg . mogą zamknąć sprawę. Umieściłem równieŜ ogłoszenia w głównych pismach krajowych. Ŝe to potrafią. Czy naprawdę nie bałeś się urzędu skarbowego? Wiem. prawdopodobnie wcześniej.zgodził się pan Pond.Jak długo to moŜe potrwać? . a proszę mi wierzyć.Jestem pewny. w pewnym sensie.To juŜ inna sprawa . Odwiedziłem byłego szofera i słuŜącego Hansona. jakie daje państwowy urząd. będę musiał zawiadomić ich o tym. jak i handlowymi. będą na nie polowali i nigdy nie dadzą za wygraną. Nie mogę tym poszukiwaniom poświęcić całego mojego czasu.Skontaktowałem się juŜ ze wszystkimi większymi bankami. a to dlatego. Nie miał powodu bogacić i tak juŜ wystarczająco bogatych bankierów. Ŝe zamilkli. a opłaty skarbowe od sprzedaŜy kaŜdej nieruchomości czy innych walorów są konieczne. . MoŜna podejmować z banków duŜe sumy pieniędzy. Dopiero kiedy wiedzą. Ŝebym jeszcze zrobił? Zapanowało milczenie.Był juŜ nieraz stosowany. Są jak te młyny Pana Boga. Ŝe to się rzadko udaje. co się dało zrobić. chciwych ludzi.odpowiedział pan Pond. nie śpieszą się. który przeszedł na emeryturę i zamieszkał w Południowej Walii. co się stało. Są niestrudzeni i nieugięci. Ŝe pieniądze są poza granicami Anglii i poza zasięgiem ich jurysdykcji. .wrzasnął. No. Pozostaje pytanie: co państwo chcecie.txt Ta ostatnia uwaga wyprowadziła Ponda z równowagi. . Strona 118 . Ale Timothy Hanson mnie zadziwił. . niejakiego Richardsa. Ale nigdzie nie znaleziono depozytu na nazwisko Hanson. . Ŝe oni potrafią znaleźć te pieniądze? . skoro wiedział.Pozostaje jeszcze urząd skarbowy . . Jak mogłeś sobie wyobrazić. prosząc o informację.zawołała pani Armitage z nadzieją. .Myśli pan. Poza wszystkim innym trzeba przecieŜ płacić podatek od zysku z kapitału. Ŝe ci się udało.mówił Pond.Wcześniej czy później. oni na niego. W dzisiejszych czasach wszystko jest skomputeryzowane. Nie 194 wahają się przed niczym. zarówno zwykłymi. spadkobiercami.Jak wynika z mojego doświadczenia. . Ŝe musiały to być bardzo duŜe ilości.Forsyth Opowiadania. Zawsze znajdą kaŜde pieniądze. ale nie otrzymałem Ŝadnej odpowiedzi. ale wydawanie ich to sprawa znacznie trudniejsza. JeŜeli nabyty został za nie jakiś obiekt.A co pan radzi? . . . zwykle aby uniknąć płacenia podatku spadkowego. . Adwokat wskazał na Armitage'a juniora.Jeszcze przez pewien czas . to je znajdziemy. . Zorientowanie się w tym wymaga czasu. nie spoczną. Ŝe uda ci się coś takiego? pytał w duchu zmarłego. to taka transakcja takŜe musi wyjść na jaw. Martin Pond był zmartwiony postępkiem przyjaciela i rozumiał jego intencje. JeŜeli zostały gdziekolwiek zdeponowane. w Zjednoczonym Królestwie. Spojrzał na rodziców. przedstawiając się jako egzekutor testamentu Hansona. Urząd skarbowy jest zawsze zawiadamiany. . to kiedy juŜ myślisz. przychodzą i kładą na nie łapę.

A usługi tego człowieka nie są tanie. Ŝeby jak najszybciej odkrył.. . i to bardzo szacownego. ZaangaŜuję pana Eustace'a Millera. W tym wypadku spadkobiercy są. Stojąc na nieco przykrótkich nogach. prywatnego agenta. aby zatelefonować do Eustace'a Millera.. . przeznaczonej na wydatki. Jest jednak najlepszy do takich rzeczy. Ŝeby go nazwać prywatnym agentem . Po drugie.Wolałbym.Forsyth Opowiadania. .Dobrze.No to bardzo dobrze . na nosie miał okulary w złotej oprawie. . ..Właśnie. tłusty i dobroduszny. Wreszcie Miller zawiadomił pana Ponda. . . Ŝe potrafi odnaleźć zaginioną fortunę Hansona. nieustannie Ŝądając szybkiego odnalezienia naleŜnej im zagubionej fortuny.zaczął. 195 Co za chciwość.odparł Pond. Skinął jednakŜe głową na znak zgody..Norman? Armitage senior przełknął ślinę. Pan Miller milczał przez następne cztery tygodnie. Nosił ciemne ubranie. będącego uosobieniem rzutkiego prywatnego detektywa. Owszem. jacy oni są chciwi! . Strona 119 . ale Armitage'owie bombardowali Martina Ponda. Po pierwsze.zawołał junior.No to niech go pan wynajmuje ..txt które mielą powoli.Proszę mówić dalej.Nie moŜemy tak długo czekać! ..Raczej lat. . Pani Armitage spojrzała na męŜa. Eustace Miller był niski. dokoła łysiny wyrastał mu wianuszek siwych włosów.Nie był wszak zmuszony pozostawiać go państwu . a gdyby tak wynająć prywatnego detektywa? . ale nie śpieszy im się. załoŜyłem i nadal zakładam.zauwaŜył spokojnie pan Pond. Pan Pond był juŜ niemal równie niecierpliwy jak Armitage'owie. biorę na siebie jego wynagrodzenie po wyczerpaniu tych pięciu tysięcy funtów. ale brakuje masy spadkowej. GdybyŜ Hanson wiedział. Ŝe celem pana Hansona było odcięcie spadkobierców i władz skarbowych od dostępu do majątku po jego śmierci. to spotkało ją rozczarowanie. przyglądając się wszystkim po kolei sponad okularów . to moŜna zrobić.krzyknął Armitage junior. w celu odnalezienia zaginionych spadkobierców. pozostało juŜ bardzo niewiele. czego pan Hanson dokonał w ostatnich miesiącach swojego Ŝycia. JeŜeli rodzina Armitage'ów spodziewała się ujrzeć kogoś w rodzaju Filipa Marlowe'a albo kogoś innego. JednakŜe. . wszystko. było robione z pełną świadomością i w okreś196 lonym celu.krzyknęła pani Armitage. Nie wątpię. Wydatki okazały się wyŜsze niŜ zwykle.Hej. iŜ jego poszukiwania są tak powaŜnie zaawansowane.Musi się znaleźć sposób na przyśpieszenie sprawy.powiedział wstając pan Pond. a złoty łańcuszek od zegarka przecinał przód kamizelki. Mówiąc to odprowadził Armitage'ów do drzwi i poszedł do swojego gabinetu. Ŝe z kwoty pięciu tysięcy funtów.Rozpocząłem moje dochodzenie . Pozostaje tylko sprawa jego wynagrodzenia...Oni teŜ wolą się tak nazywać. czy mógłby pan zatrudnić prywatnego detektywa? zapytała jego matka. Jest jedynym prawdziwym fachowcem.Kwestia miesięcy? . . referował sprawę.Dobrze. . Nie zaniedbają sprawy. . Muszę państwu powiedzieć.przerwała mu pani Armitage i niech pan mu powie. . gdzie ten przeklęty człowiek ukrył swoje pieniądze. Ŝe moŜe złoŜyć wstępne sprawozdanie z rezultatów. pomyślał pan Pond. .kierując się trzema załoŜeniami. . Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Zaprosił więc wszystkich zainteresowanych do swojego biura. Obawiał się.Stary łajdak! . Ŝe straci pieniądze przeznaczone na kupno nowego samochodu i letnie wakacje. Raz juŜ zaangaŜowałem takiego człowieka. Traciła swoją towarzyską ogładę.zaproponował junior. .

zajmującej się handlem szlachetnymi metalami.Ale rozejrzał się pan po niej oczami prawnika. jak i na posiadanie złota. do tego wystarczała instalacja elektryczna. . .Blisko trzy miliony funtów. . jaką sprawi mu opowiadanie tym ludziom dalszych rewelacji.MoŜliwe. Platyna nie wymaga licencji. Zbadałem te wszystkie ewentualności i po wyczerpujących badaniach wykluczyłem je. którego wyraźnie sytuacja bawiła. jak juŜ wspomniałem. .Dziękuję. i wykorzystując chwilę ciszy. A ja oczami detektywa .Znalazłem odpowiedź . ani nie podjął powaŜnego ryzyka. napędzany ropą. . . W maj-u pan Hanson zakupił elektryczny generator o wysokiej mocy. Inaczej mówiąc. . Miejsce to było skrupulatnie wysprzątane. jego szofer i słuŜący . . .Nabywca mógł wprawdzie zniszczyć wszystkie dowody tej transakcji. .powiedział pan Pond. Ŝe pan Hanson miał doskonale wyekwipowany warsztat stolarski w dawnej stodole za stajniami? .Chodziło mu niewątpliwie o napęd do narzędzi .Dlaczego platyna? . i zainstalował w warsztacie. ale chyba nie.odpowiedział Miller. wyciągnął z teczki plik papierów.Mam tutaj kwity.Mówiąc szczerze. Na tym warsztacie skoncentrowałem moje poszukiwania.zapytał Armitage senior. ale sprzedawca nie był w stanie tego. zrobić. .Poza tym wiedziałem. z których wynika. Wtedy zacząłem myśleć o innym walorze posiadającym wielką wartość.Nie. . .Gdzie je przechowywał . Kiedy Hanson robił swój zakup.Byłem przecieŜ w jego rezydencji w hrabstwie Kent . . trzeba mieć licencję zarówno na zakup. Po trzecie. ale stosunkowo małą objętość. Ŝe tak wielka kwota w gotówce zajęłaby bardzo duŜo miejsca. Czy pamiętacie państwo. Dokoła stołu panowało grobowe milczenie.Stolarstwo było jego pasją. doszedłem do wniosku. jest najcenniejszym metalem świata. kaŜda o wadze pięćdziesięciu uncji. . dwieście pięćdziesiąt sztabek.odpowiedział Pond. . Zwróciłem się o poradę do firmy Johnsona Mattheya. w hrabstwie Kent .zainteresował się Armitage senior.Oczywiście . W amerykańskich dolarach. w sumie zakupił dwanaście i pół tysiąca uncji. ale od budynków gospodarczych.zapytała pani Armitage. a nie licząc rodu. Wziąłem przy tym pod uwagę fakt. W ciągu tygodnia znalazłem odpowiedź na to pytanie.krzyknęli Armitage'owie chórem.txt . jakie stanowi przeszmuglowanie ich za granicę.odezwał się pan Pond cichym głosem.Ile na to wydał? . Ŝe pan Hanson ani nie spalił swoich pieniędzy. oczywiście. Ktoś nawet przejechał odkurzaczem po podłodze.A złoto? A moŜe diamenty? . nie było to zbyt dobrze pomyślane . jak to wynika z lektury kiepskich powieści kryminalnych.W swojej posiadłości.Nie. Myślał juŜ o przyjemności. .Forsyth Opowiadania. Były nasycone ropą z silnika Diesla. Pomyślałem sobie.Właśnie. spowodowaną zdumieniem wszystkich obecnych.przerwał mu Pond.wyjaśnił Miller. Oderwałem od nich kilka drzazg i zaniosłem do laboratorium. I znalazłem. TuŜ przed śmiercią oddał go na złom. . Nie zacząłem więc od domu. . ZauwaŜyłem plamy na deskach podłogi.Prawdopodobnie Richards. Potrzebował Strona 120 .To ciekawa sprawa. Diamenty moŜna w kaŜdej chwili zidentyfikować u ekspertów.powiedział Miller.ciągnął dalej Miller z nutą Ŝalu w głosie. .zdenerwował się pan Pond. sześć i ćwierć miliona 197 dolarów. . Musiał zachować kwity. bo one obowiązują na rynku metali szlachetnych. Zgodnie z prawem obowiązującym pod obecnymi rządami laburzystów. jest obecnie równie wartościowa jak złoto. cena rynkowa platyny wynosiła pięćset dolarów amerykańskich za jedną uncję. Ŝe pan Hanson zakupił w firmie Johnson Matthey dwieście pięćdziesiąt pięćdziesięciouncjowych sztabek niemal stuprocentowej platyny.Pieniądze? . nie dają się teŜ tak łatwo sprzedać. Ŝe musiał tam trzymać jakąś maszynę albo silnik. czego szukam. Mam je tutaj. .

Forsyth Opowiadania.txt generatora do czegoś zupełnie innego. Czegoś, co wymagało ogromnej mocy. W ciągu następnego tygodnia rozwiązałem i tę zagadkę. Hanson nabył bowiem mały, nowoczesny i bardzo wydajny piecyk hutniczy. I on zniknął, podobnie jak czerpak, azbestowe rękawice i szczypce. Wszystko to zostało z pewnością rzucone w toń jakiegoś jeziora albo rzeki. Sądzę, Ŝe wolno mi się pochwalić, bo byłem bardziej akuratny niŜ pan Hanson. Albowiem wciśnięte pomiędzy dwie deski podłogi i niewidoczne dla oka, pokryte mocno zbitymi opiłkami, niewątpliwie tam, gdzie upadło, odkryłem to! PoniewaŜ nastąpił kluczowy moment opowieści, Miller zrobił pauzę. Wyjął z teczki białą paczuszkę i zaczął ją powoli odwijać. Wziął do ręki cienką blaszkę. Płynna platyna wyciekła zapewne z czerpaka, 198 wystygła i wpadła między deski podłogi. Miller odczekał, aŜ wszyscy ją dobrze obejrzeli. - Oczywiście poddałem ją analizie. Jest to niemal stuprocentowa platyna. - A gdzie reszta? - szepnęła pani Armitage. - Tego jeszcze nie wiem, madame, ale proszę się nie obawiać, dowiem się. Widzicie państwo, pan Hanson popełnił błąd. Nie powinien był wybrać platyny. Ma ona bowiem właściwość, której nie doceniał, a która jest jedyna w swoim rodzaju. Chodzi mi o jej wagę. Teraz wiemy, czego szukamy. Drewnianej skrzyni, która moŜe wyglądać zupełnie niewinnie, ale - i to jest istotne która waŜy niemal pół tony. Pani Armitage odchyliła głowę w tył i wydała z siebie dziwny, chrapliwy ryk, podobny do ryku rannego zwierzęcia. Tarquin Armitage wstał, jego piegowata twarz była purpurowa z wściekłości. - Co za podły łajdak! - wrzasnął. Martin Pond patrzał z niedowierzaniem na detektywa. - Mój BoŜe! - jęknął. - To nie do wiary, on to naprawdę zabrał ze sobą! W dwa dni później pan Pont zawiadomił urząd skarbowy o wszystkich faktach związanych z tą sprawą. Sprawdzono je, i chcąc nie chcąc urząd skarbowy wycofał się z wszelkich roszczeń. ^ Barney Smee maszerował szybkim i wesołym krokiem w kierunku swojego banku, pewny, Ŝe zdąŜy tam przed przerwą na święta BoŜego Narodzenia. Powód jego radości tkwił głęboko w jego kieszeni. Był to czek na pokaźną kwotę, ostatni z całej serii podobnych czeków, które zapewniały od kilku miesięcy znacznie wyŜszy poziom Ŝycia niŜ ten, do którego przywykł przez ostatnie dwadzieścia lat. Zajmował się ryzykownym procederem dostarczania złomu metalowego przemysłowi złotniczemu. Miał rację, mówił do siebie, podejmując to ryzyko, a było naprawdę niemałe. Ale cóŜ, wszyscy teraz próbują się wymigać od zbyt wysokich podatków. KtóŜ mógłby go potępiać za to, Ŝe wszystkie transakcje chciał wykonywać wyłącznie w gotówce? Barney Smee bez trudu doszedł do porozumienia z siwowłosym kapitalistą, który twierdził, Ŝe nazywa się Richards, co udowadniał legitymując się prawem jazdy. Człowiek ten prawdopodobnie zakupił przed laty pięćdziesięciouncjowe sztabki platyny. Wtedy były jeszcze tanie. Uzyskałby niewątpliwie wyŜszą cenę, gdyby chciał je sprzedawać za pośrednictwem firmy 199 Johnson Matthey, ale ileŜ podatku musiałby zapłacić od zysku z kapitału! On jeden to wiedział, a Barney Smee wolał się tym nie interesować. A w ogóle to cały handel obfitował teraz w gotówkowe transakcje. Sztabki tego Richardsa były prawdziwe. Nosiły jeszcze puncę odciśniętą przez firmę Johnson Matthey, gdzie zostały niegdyś zakupione. Tylko numery seryjne zostały wytrawione. To powaŜnie zawaŜyło na zysku tajemniczego faceta, poniewaŜ za sztabki pozbawione numeru serii Smee nie mógł mu zapłacić ceny chociaŜby zbliŜonej do ceny rynkowej. Płacił mu za nie tak jak za złom, czyli czterysta czterdzieści dolarów za uncję. Ale numer serii naprowadziłby na jego trop urząd skarbowy. Facet dobrze wiedział, co robi. Barney Smee pozbył się powoli wszystkich pięćdziesięciu sztabek Strona 121

Forsyth Opowiadania.txt platyny. Na kaŜdej uncji zarobił równe dziesięć dolarów. Czek, który miał w kieszeni, był naleŜnością za ostatnią transakcję, za sprzedaŜ ostatnich dwóch sztabek. śył w błogiej nieświadomości faktu, Ŝe w innych częściach Anglii czterej inni ludzie takŜe spędzili jesienne miesiące na upłynnianiu pięćdziesięciu pięćdziesięciouncjowych sztabek platyny, które kupili za gotówkę od siwowłosego męŜczyzny. Skręcił z bocznej uliczki na Old Kent Road i zderzył się z wysiadającym z taksówki męŜczyzną. Panowie przeprosili się-nawzajem, po czym Ŝyczyli sobie wesołych świąt. Barney Smee ruszył dalej z zadowoloną miną. MęŜczyzna, z którym się zderzył, był adwokatem z wyspy Guernsey. Przyjrzał się budynkowi, przed którym wysiadł z taksówki, poprawił kapelusz i podszedł pod drzwi wejściowe. W dziesięć minut później siedział zamknięty w pokoju z lekko zaintrygowaną matką przełoŜoną. - Chciałbym zapytać, czy sierociniec pod wezwaniem świętego Benedykta znajduje się w rejestrze instytucji charytatywnych, zgodnie z ustawą o dobroczynności? - Tak - odparła matka przełoŜona. - Doskonale - ucieszył się adwokat. - Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by nie trzeba było płacić podatku od przelewania kapitału. - Od czego? - zdziwiła się matka przełoŜona. - Jest to ustawa pod nazwą "Ustawa o podatku od darowizny" wyjaśnił adwokat. - Mam przyjemność zawiadomić panią, Ŝe ofiarodawca, którego nazwiska nie mogę ujawnić, zgodnie z zasadami tajemnicy zawodowej obowiązującej prawnika, pozostawił waszej instytucji w testamencie pokaźną sumę pieniędzy. Umilkł i czekał na reakcję, ale siwowłosa zakonnica patrzyła na niego ze zdziwieniem, lecz bardzo spokojnie. 200 - Mój klient, którego toŜsamość pozostanie dla pani na zawsze tajemnicą, polecił mi, aŜebym stawił się tutaj w dniu dzisiejszym, to znaczy w Wilię BoŜego Narodzenia, i przekazał pani tę kopertę. Wyjął z teczki grubą Ŝółtą kopertę i podał matce przełoŜonej. Wzięła ją, ale nie zrobiła Ŝadnego ruchu, aby otworzyć. - O ile wiem, zawiera ona poświadczony czek bankowy powaŜnego banku z siedzibą na wyspie Guernsey, wystawiony na rzecz sierocińca pod wezwaniem świętego Benedykta. Osobiście nie widziałem tego czeku, ale takie są moje instrukcje. - Nie trzeba będzie płacić podatku od darowizny? - zdziwiła się zakonnica. Dary pienięŜne były wielką rzadkością, ich sumy niewielkie, wymagały teŜ ogromnych starań. - Na wyspach kanału La Manche istnieje inny system podatkowy, niŜ na pozostałych obszarach Wielkiej Brytanii - tłumaczył cierpliwie adwokat. - U nas nie ma podatku od transferu kapitału. Zachowujemy teŜ ścisłą tajemnicę bankową. Ofiary pienięŜne pochodzące z Guernsey czy innych wysp na Kanale nie są opodatkowane. JeŜeli odbiorca darowizny mieszka lub jest stałym rezydentem na angielskim lądzie, to podlega obowiązkowi podatkowemu według prawa na lądzie. Chyba Ŝe jest spod niego wyjęty. Na przykład przez ustawę o dobroczynności. Kiedy pani podpisze pokwitowanie na odbiór koperty o nieznanej zawartości, moje obowiązki będą spełnione. Honorarium juŜ otrzymałem. Śpieszę się do domu i do rodziny. - W dwie minuty później matka przełoŜona była juŜ znowu sama. Powoli przecięła kopertę i obejrzała jej zawartość. Był w niej pojedynczy poświadczony czek bankowy. Kiedy przeczytała widniejącą na nim cyfrę, sięgnęła po róŜaniec i zaczęła go szybko odmawiać. Gdy odzyskała nieco równowagę, podeszła do klęcznika i przez pół godziny modliła się Ŝarliwie. Kiedy wróciła do biurka, była wciąŜ osłabiona z wraŜenia. Jeszcze raz obejrzała czek. Opiewał na przeszło dwa i pół miliona funtów. KtóŜ na świecie mógł mieć takie pieniądze? Próbowała zastanowić się, jak je zuŜytkować. Pomyślała o załoŜeniu fundacji. A moŜe przeznaczyć je na stypendia? Wystarczy tych pieniędzy na potrzeby sierocińca chyba do końca świata. A na pewno będzie mogła teraz zrealizować ambicję swojego Ŝycia i przenieść cały zakład z dzielnicy ruder Strona 122

Forsyth Opowiadania.txt Londynu na cichą wieś. Będzie mogła podwoić liczbę dzieci... będzie mogła... Wśród mnóstwa przebiegających przez jej głowę myśli jedna opanowała ją całkowicie. Gdzie ona to przeczytała? Ach tak, w niedzielnej gazecie sprzed tygodnia. Coś tam zwróciło jej szczególną 201 uwagę i dało asumpt do przelotnych marzeń. Tak! To na pewno to! Tam przeniesie swoją dzieciarnię! Starczy tych pieniędzy na kupno i utrzymanie takiej rezydencji. Marzenia staną się rzeczywistością. Przypomniała sobie dokładnie treść ogłoszenia w kolumnie handlu nieruchomościami. Na sprzedaŜ duŜa rezydencja w hrabstwie Kent, otoczona pięciohektarowym parkiem. DOBRA NAUCZKA Sędzia Comyn rozsiadł się wygodnie na wyściełanej ławce przedziału pierwszej klasy, rozwinął egzemplarz Irish Times'a, spojrzał na nagłówki i odłoŜył go na kolana. Dość będzie miał czasu na czytanie w czasie powolnej, czterogodzinnej podróŜy do Tralee. Obserwował sennym wzrokiem przez okno krzątaninę na peronie stacji Kingsbridge. Zaledwie kilka minut pozostało do odjazdu pociągu Dublin-Tralee, który zawiezie go do głównego miasta hrabstwa Kerry, gdzie spełni swoje obowiązki i spokojnie wróci do domu. Miał cichą nadzieję, Ŝe nikt nie wejdzie do jego przedziału i Ŝe będzie mógł sobie trochę popracować. Ale tak się stać nie miało. Zaledwie myśl ta przeszła mu przez głowę, drzwi przedziału otworzyły się i zamknęły za kimś. Sędzia powstrzymał się od podniesienia wzroku. Przybysz rzucił podróŜną torbę na półkę, po czym usiadł naprzeciwko po drugiej stronie błyszczącego orzechowego stolika. Sędzia Comyn spojrzał na nowego towarzysza podróŜy. Był to niski, niepokaźny człowiek z wijącą się jasną grzywką nad czołem, który patrzył na niego nieskończenie smutnym, przepraszającym wzrokiem. Miał na sobie ubranie z kamizelką i wełniany krawat. Sędzia uznał, Ŝe jest to albo ktoś zajmujący się końmi, albo urzędnik, i znowu zainteresował się widokiem za oknem. Słyszał, jak dyŜurny ruchu rzucił jakiś rozkaz w stronę starej parowej lokomotywy, po czym rozległ się ostry gwizdek. W chwili kiedy lokomotywa wydała z siebie pierwsze syknięcie i koła wagonu zaczęły się toczyć, przed oknem mignęła wysoka postać człowieka ubranego od stóp do głów na czarno. Sędzia usłyszał trzask otwieranych drzwi wagonu; ktoś upadł na podłogę przedsionka. Po chwili przy akompaniamencie sapania i wzdychania lokomotywy 203 w drzwiach przedziału zjawiła się owa czarna postać i z westchnieniem ulgi opadła na siedzenie w kącie przedziału. Sędzia Comyn stwierdził, Ŝe nowy pasaŜer jest księdzem o niezwykle rumianej twarzy. Obrócił się ku oknu. Był wychowany w Anglii i nie chciał być tym, który zaczyna rozmowę. - Klnę się na wszystkich świętych - odezwał się pierwszy pasaŜer - byłem pewny, Ŝe ojciec nie zdąŜy wsiąść. Ksiądz wciąŜ cięŜko oddychał. - No tak, synu - odparł. - To było ryzykowne. Po tej wymianie zdań zapanowała błoga cisza. Sędzia Comyn patrzył, jak budynek stacji Kingsbridge znika za horyzontem. Wyłoniły się rzędy szarych domków, które w owych czasach wypełniały zachodnie przedmieścia Dublina. Lokomotywa Great Southern Railway Company uporała się juŜ z cięŜarem pociągu i tempo obrotu kół na szynach wzrosło. Sędzia Comyn zabrał się do czytania gazety. Nagłówki i wiadomości na pierwszej stronie dotyczyły premiera Ramona de Valery, który poprzedniego dnia w Parlamencie udzielił pełnego poparcia ministrowi rolnictwa w sprawach podwyŜki ceny ziemniaków. Znacznie mniejszą czcionką i na samym dole kolumny wydrukowana była kilkuzdaniowa wzmianka o tym, Ŝe niejaki pan Hitler zajął Austrię. Redaktor ma rację co do skali waŜności informacji, pomyślał sędzia. Poza tym niewiele było w gazecie interesujących go Strona 123

powiedział łagodnie sędzia. i przeniósł króla.txt wiadomości. wyjął z teczki plik prawniczych dokumentów i zaczął je przeglądać. Mały człowieczek po prostu ich nie zauwaŜył. Mówił z akcentem południowo-zachodniej części kraju.Nie mnie .Forsyth Opowiadania. takie.Proszę bardzo.Powinien być przesunięty na wolne miejsce. Przy jego pomocy pasjans wyszedł. którą mógł teraz odwrócić.powiedział człowiek o smutnych oczach. . Zrobił siedem kolejnych prawidłowych ruchów. odnoszących się do skomplikowanego pozwu cywilnego. . . potrząsając głową i patrząc na sędziego oczami cocker-spaniela. wyszło panu . Był to as. sir.powiedział sędzia. Mały człowieczek wysunął czubek języka spomiędzy warg. 204 Nie zadał sobie trudu zainteresowania się małym człowiekiem. okazała się damą. który miał wejść na wokandę w Dublinie tuŜ po jego powrocie z Tralee. Po prawej stronie widniała pusta kolumna. Mały człowieczek patrzył ze zdumieniem na kupki kart.zapytał nieśmiały człowiek. Wkrótce ukazały się za oknem zielone łąki hrabstwa Kildare.Bardzo panu dziękuję .Czy pozwoli mi pan skorzystać z części stolika? . mimo Ŝe obydwie te karty były doskonale widoczne.moŜna ją przenieść. . . PołoŜył ją na króla.No i widzi pan. Sędzia Comyn powrócił do studiowania dokumentów. Dopiero po chwili uwagę sędziego zwróciło cmoknięcie. Miał nadzieję. 205 Sędzia Comyn zastanawiał się. Tamten spuścił wzrok.Ale nie bez pomocy czcigodnego pana . on chce rozmawiać! Podniósł wzrok i spojrzał w błagalne. Wpatrywał się intensywnie w odsłonięte karty u dołu kaŜdej kolumny. niemal psie oczy tego człowieka.podpowiedział sędzia . pomyślał sędzia. który został odłoŜony na bok.powiedział sędzia. .skłonił się tamten.uśmiechnął się sędzia. zrozumiał. . toteŜ juŜ po pięciu minutach złoŜył ją. którego moŜna było przesunąć na wolne miejsce.i pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego. ale doszedł do wniosku. o co chodzi.Król . Ŝe czerwona dziewiątka nie została połoŜona na czarnej dziesiątce.Ma pan dobre oko do kart.odezwał się nieśmiałym głosem siedzący naprzeciwko męŜczyzna. .Niech pan układa dalej . Kolumna. którego zainteresowanie rosło. Ŝe uŜył ogólnie w owych Strona 124 . Ŝe ma do czynienia z sędzią. zwłaszcza jeŜeli układający go robi błędy. Nic mnie to nie obchodzi.Czerwona dziewiątka . WyłoŜył trzy następne karty.westchnął mały człowieczek. które powinny być w gruncie rzeczy rozstrzygane przez lokalnych sędziów. Wiedział z doświadczenia. który wyjął z kieszeni talię przybrudzonych kart i rozłoŜył je na stoliku w pasjansowe kolumny. Ŝe cmoknął.Myślę. nie wyłonią się Ŝadne specjalne trudności. Był absolutnie skoncentrowany .Jeszcze nigdy w Ŝyciu nie wyszedł mi pasjans. Czerwona dziewiątka i sześć leŜących na niej kart przeniosły się na dziesiątkę. Ŝe na sesjach wyjazdowych rozpatruje się jedynie najprostsze sprawy. Jest jednak coś niesłychanie pociągającego w obserwacji cudzego pasjansa. Karta. WspółpasaŜer spojrzał na niego z niepokojem. . kończyła się teraz dziesiątką. . Sędzia Comyn natychmiast spostrzegł. Sędzia odchrząknął. którą rozpoczynał król.Proszę pana . czy ten człowiek domyślił się. . O BoŜe. . a w trzeciej leŜał król. Podniósł wzrok. MoŜna było odsłonić następną kartę. powiedział sobie w duchu. . Wreszcie nie mógł dłuŜej wytrzymać. Po pięciu minutach sędzia przestał się koncentrować na sprawie powództwa cywilnego i wpatrywał się z zainteresowaniem w rozłoŜone karty. Ci jednak bardzo często wydawali zdumiewająco nielogiczne wyroki. Ŝe wyjdzie . . Sędzia Comyn zdławił w sobie irytację i powrócił do dokumentów. gdzie miał przewodniczyć na cokwartalnej sesji wyjazdowej. Ŝe w Kerry.

Gotowy? . sędzia o dwie. .Jak człowiek się raz nauczy grać.powiedział.walety na dziesiątkach. do czego miałem prawo. jak to było wówczas w zwyczaju. . pasuje pan i nie przebija.Nieszczególnie .Zasada jest ta sama. zdolność obserwacji i dedukcji oraz dobra pamięć.To tylko sprawa dedukcji i skalkulowanego ryzyka . Tamten skinął głową. wymieniając tylko nazwiska. sędzia Comyn nigdy nie mógł dojść. zdecydowali rozegrać 206 małego. Postanowili rozdawać po pięć kart. . Z zadowoleniem stwierdził. . . między Sallins i Kildare. mając złe karty. przejął jedno z rozdań i obejrzał karty. Potem patrzy pan.Ach . . który z nich pierwszy powiedział słowo poker. a sędzia rozdzielił zapałki i dał po dwadzieścia sztuk kaŜdemu. jeŜeli są dobre. Ksiądz odłoŜył tom kazań zmarłego kardynała Newmana i spojrzał na karty. Ja nigdy nie wygrywam. Tym razem nie był to ful. Z przyjemnością rozegrali tuzin rozdań. jego partner nazywał się O'Connor. uśmiechnął się nieśmiało. Mały człowieczek przestał układać pasjansa i zaczął wykładać po pięć kart.Czy ojciec nie zagrałby z nami? . Ŝe wziął talię i rozdał parę gier sam ze sobą. a wygrywali pół na pół.stwierdził sędzia. którą ja mam. będzie je pan mógł wymienić na inne. Strona 125 . JednakŜe trudno jest grać w pokera w dwie osoby.powiedział ze smutkiem. Sędzia wygrał. Faktem jest.powiedział z podziwem O'Connor. drugi teŜ musi to zrobić. jak gdyby zaŜenowany własną odwagą. Ma pan szczęście. . co pan ma w ręku. Po jednej. Gdy minęli miasto Kildare. Był raczej dumny ze swojej teorii. podając jedynie nazwisko Comyn. ale nie wykluczał. który grał trochę w brydŜa i pokera z kolegami z klubu Kildare Street. kto z nas ile postawił. W tym momencie przedstawili się sobie. Zagrali jeszcze raz. .spytał sędzia.Nie umiem grać w karty. według której na umiejętność zręcznej gry w karty składają się poprawne rozumowanie. chce spasować. Ŝe jedno z rozdań dało mu fula . JeŜeli karty są złe.Mam pewien kłopot . miał pan dobre karty.powiedział sędzia. . Nieznajomy poprosił o trzy dodatkowe karty. ojcze . RozłoŜył na stoliku otwarte karty. Lubił zapalić sobie po śniadaniu i kolacji cygaro i za nic w świecie nie uŜyłby benzynowej zapalniczki do dobrej hawany za cztery pensy. Czułem to. sir. .odparł rumiany ksiądz z uśmiechem. Gdy później przypominał sobie tę jazdę.Odebrałem sobie mojego wyimaginowanego pensa . tylko para dziewiątek.Zakładam się o jednego wyimaginowanego pensa.Właśnie o to mi chodziło! .dodał . Dostaje pan po prostu pięć kart. Szanowny pan ze swoją świetną pamięcią jest w łatwiejszej sytuacji.powiedział sędzia i z tryumfem wyjął z teczki duŜe pudełko zapałek.Niestety nie . Oczywiście nie było mowy o pieniądzach. . W pięć minut później.Długa jazda do tego Tralee. Ŝe był to on właśnie. niewinnego pokera.rzekł sędzia i obejrzał własne karty. bo kiedy jeden z graczy.Tak jest. . . ChociaŜ . . Ŝe nie moŜe pan dać sobie lepszej karty niŜ ta. Mały człowieczek.Mam pomysł ... oglądał je i składał z powrotem. O'Connor zwrócił się do księdza: . .przypomniał sobie sędzia .wyznał O'Connor po trzecim rozdaniu nie potrafię zapamiętać. jeŜeli nie będą panu odpowiadały. .odparował sędzia. to pan zaczepia.Zgoda .grałem kiedyś z kolegami w seminarium w wista. Sędzia pominął swój tytuł.Forsyth Opowiadania. Mały człowieczek miał trzy piątki.txt czasach przyjętego w Irlandii tytułu wobec ludzi zasługujących na szacunek. to juŜ nigdy nie zapomina. Do tego trzeba mieć dryg.ale ja nic nie dokupiłem. Zagrajmy jeszcze raz. Wreszcie odłoŜył talię i westchnął.

poniewaŜ mamy gorsze karty.. Ksiądz patrzył mu przez ramię.niech ją pan sobie bierze. strit. oceniał szansę i prawdopodobieństwa Strona 126 . . Cztery asy.Oczywiście. Ani słowa nikomu.zapytał pokazując swoje karty pozostałym graczom.Potem idzie czwórka . to znaczy trzy karty tej samej wartości. Ŝe niewarte są nawet małej stawki . Widzi ojciec. .ciągnął dalej sędzia. Niech pan zobaczy. powinno być tajemnicą. zwane czasem furą to tak słaba ręka.powiedział O'Connor.Tak.powiedział ksiądz .To niezupełnie tak . .poprawił go sędzia Comyn . . To ksiądz zrozumiał.tak.Jak w konfesjonale . dama.WaŜne jest to. To prawda. rozumiem. Zwłaszcza jeŜeli się gra o zapałki. . . Bo skoro wiemy. Sędzia omówił następnie resztę listy. Pozostałe to król. jedna para. Z wewnętrznej kieszeni marynarki wyjął złoty ołówek. i tak dalej. prawda? 208 Przeprosił współgrających i gra potoczyła się dalej. .W pokerze nie ma Ŝadnego brania lew .tłumaczył dalej sędzia.wtrącił O'Connor. co pan ma. Przy trzecim rozdaniu twarz księdza rozjaśniła się. Miał fula waletowego na królach.powiedział ksiądz.Tak przypuszczałem . Niewinna gra losowa nie jest wszak grzechem. aŜ do przyjazdu do Thurles. ale teŜ takiej samej wartości.Teraz. Zaczął coś pisać na kartce. cztery króle. Zapałki zostały podzielone na trzy równe kupki i gra się rozpoczęła. Ksiądz stracił niemal wszystkie. LeŜąca przed sędzią kupka zapałek bardzo urosła. To. potem idzie kolor. na przykład dwie dziesiątki.uśmiechnął się sędzia Comyn . wyjaśniając po kolei kaŜdą kombinację. Jest to pięć kolejnych kart w tym samym kolorze. kalkulował. Jasne? Ksiądz skinął głową. Po prostu pięć kart w tym samym kolorze i w dowolnej kolejności. Piąta karta nie liczy się: oczywiście cztery asy są lepsze niŜ cztery króle.. .Potem idzie ful . kolej na fula.Forsyth Opowiadania. jak w konfesjonale.powiedział cierpliwie O'Connor . Rozdano karty. wpisując to słowo pod wyrazem poker. a O'Connor połowę. przyjacielu. począwszy od asa. panie O'Connor.Nie znam się na stawkach . Ŝe powiedział głupstwo. KsięŜulo nie orientował się jeszcze dobrze w grze i tylko sędzia grał ostro. O'Connor uderzył się w czoło. .Oczywiście . Ksiądz spojrzał na kartkę. Pogrzebał w teczce i wydobył z niej czystą kartkę liniowanego papieru. Robił zbyt wiele błędów.PrzecieŜ to tylko zapałki. walet i dziesiątka. . prawda? .ale nie powinien ich pan pokazywać. . . na przykład trzy damy i dwie inne karty. Sędzia wygrał cztery zapałki.skoro gramy tylko o zapałki. dwie pary.Jedna para lub sam as czy teŜ róŜne karty. aŜ do czterech 207 dwójek. który zrozumiał. Sędzia z rozpaczą odłoŜył swoje karty.No cóŜ . co pan ma w ręku.powiedział ostroŜnie ksiądz. Ksiądz znowu pokiwał głową. .Dobra karta. ojcze.powtórzył . Sędzia zapisał to na kartce pod słowem "czwórka". to bardzo dobre karty . . jak człowiek. .Czy mogę to wziąć? . ojcze . a sędzia roześmiał się protekcjonalnie. .powiedział. O'Connor uniósł brwi. jak tamci rozgrywają.Czy mam się starać brać lewy? . Była rzeczywiście dobra.NajwyŜsza karta to poker. .Oznacza to dosłownie cztery jednakowe karty. W pierwszych dwóch rozdaniach ksiądz pasował wcześniej i przyglądał się.zapytał ksiądz. .następnie idzie zwykły kolor. karty zostały piętnaście razy rozdane. trójka. nikt z nas nie będzie nic stawiał.txt . cztery damy i tak dalej. Przez sześćdziesiąt minut. co się ma w ręku. Taki ful nazywa się ful damski na dziesiątkach.

które stanowią sumę przeznaczoną na urlop. Byli przekonani.A z nim spotkam się chyba wcześniej. Sędzia i O'Connor podzielili zapałki na dwie kupki.zawołał sędzia .Obawiam się. Ŝe ma przy sobie trzydzieści funtów.Pan jest genialny. .. . A kilka szylingów. moje szczęście moŜe się szybko odmienić odpowiedział O'Connor z anielskim uśmiechem. Gracze na ogół bawią się dobrze.zawołał O'Connor . ..Chwileczkę . ojcze . . potraktujemy to jako prezent w zamian za księdza udział w grze .Czysta robota . odda nam to. . . Potem kaŜdy z nas poŜyczy księdzu równą liczbę zapałek.Jestem pewien. Ŝe ta gra jest potwierdzeniem jego teorii o przewadze rozsądku nad szczęściem. stracił pan sporo zapałek.. co księdzu zostanie po oddaniu poŜyczki. .A jeŜeli o nas chodzi. Ŝe nawet biskup nie zechce sprzeciwić się darowiźnie dla sierocińca. jeŜeli zagramy o pieniądze ..Ale biskup tak .powiedział z podziwem O'Connor. . więc wznowili grę. JeŜeli ksiądz przegra. . Moja matka gotuje tam posiłki. . Czterdzieści zapałek.W takim razie muszę zrezygnować .Nie jestem z natury hazardzistą. O'Connor zwrócił uwagę. . które odtąd będą miały wartość pieniądza. Połówki z siarką na końcu miały być dwa razy wartościowsze od pozostałych. Co ksiądz na to? .. Kościół święty. ale myślę. co mu poŜyczyliśmy. O'Connor podniósł połówkę zapałki bez łebka. połowę od sędziego.. wielmoŜny panie . O'Connor oświadczył. matka nasza. O'Connor jakby stracił zainteresowanie grą. Sędzia musiał go dwukrotnie przywoływać do porządku.AleŜ.I wszystko będzie dobrze. Ŝe Pan Bóg nie moŜe mieć nic przeciw temu.Forsyth Opowiadania.Wydaje mi się. które wyjął ze swojego pudełka. 209 14.Darowizna! . .Dziesięć szylingów? .MoŜe będzie zabawniej. Ksiądz wyraził zgodę. i Ŝe gotów jest grać do tej wysokości.zaproponował.powiedział sędzia.powiedział ksiądz. Strona 127 .AleŜ wielmoŜny panie.txt swym wyćwiczonym umysłem prawnika.Wszystko. a resztę otrzyma w gotówce. jak widzę.chociaŜ.Nawet kilka szylingów to dla mnie duŜo. stanie się darowizną dla sierocińca. . Gdy minęli Thurles.zauwaŜył O'Connor.Kiedy ja nie mogę grać o pieniądze! ...bez pana nie moŜemy grać. Ksiądz otrzymał poŜyczkę w wysokości dziesięciu zapałek z łebkiem i czterech bez łebka. Suma ta zaskoczyła nieco sędziego.zaproponował O'Connor bez specjalnego entuzjazmu.zaprotestował ksiądz..MoŜe skończylibyśmy juŜ? . . w Dingle jest sierociniec. Pan O'Connor i ja podzielimy między siebie wszystkie zapałki. Ŝe bardzo dobrze się bawię .Teraz musimy umówić się . ChociaŜ..zasugerował O'Connor. Muszą wystarczyć na całe wakacje. to nie będziemy od niego Ŝądali zapłacenia długu. Ŝe moŜe ich zabraknąć. a biedne dzieci w zimie marzną.Jak pan sobie Ŝyczy .powiedział sędzia tasując karty co do wysokości stawek. .zawołał tryumfalnie sędzia. połowę od O'Connora. to nie miejsce dla ludzi pobrzękujących pieniędzmi w kieszeniach. JeŜeli wygra. Uznał. śaden z graczy nie sprzeciwił się zaakceptowaniu jego czeku. .A jeŜeli wygrana pójdzie na cel dobroczynny? . Mam w portmonetce tylko trzy funty.Przyznaję. . . Przełamali kaŜdą zapałkę na pół. do Dingle. . . Ŝe granie o zapałki nie jest zbyt interesujące wyznał O'Connor po drugim upomnieniu.powiedział ksiądz stanowczym tonem. Sędzia i na to znalazł rozwiązanie. Ŝe gra o kilka szylingów to niewielki hazard. Jadę do matki.mam pewien pomysł. Ŝe jest dŜentelmenem.powiedział sędzia . mój synu. Przez chwilę w przedziale panowała ponura cisza. bo obecne ceny torfu są. .

Kilka osób wsiadło i wysiadło.Proszę księdza .powiedział ksiądz i jakby obrzędowym ruchem przesunął cztery zapałki na środek stolika. Sędzia skinął głową.O. W sumie od początku gry przegrał dwanaście funtów. TuŜ przed Headford nieszczęsny O'Connor przegrał juŜ dwanaście funtów.Tak mi dobrze szło. Ksiądz miał dwanaście funtów w zapałkach. wsunąwszy głowę w szparę uchylonych drzwi przedziału. Ŝe teŜ ma dobrą kartę. często pasowali wszyscy partnerzy.ksiądz posmutniał.Wszelki duch Pana Boga chwali . tracąc swoją dziesięcioszylingową stawkę.Dokładam ojca cztery funty .powiedział.Przesunął na środek stolika dziesięć funtów. BoŜe! Jestem prawie zupełnie spłukany. Sędzia usłyszał westchnienie księdza..Sprawdzam .Mój BoŜe. tylko raz obstawił wysoko i wygrał dziesięć funtów z fulem przeciwko dwóm parom i stritowi. z którymi rozpoczynałem grę? . Kiedy ksiądz z kolei zareagował dołoŜeniem do niej pięciu funtów.zapytał ksiądz. . JuŜ w pierwszych dwóch rozdaniach wygrał prawie dziesięć funtów. to proszę dołoŜyć pięć funtów i sprawdzić go. Sędzia rozłoŜył swojego fula i czekał. TuŜ przed Mallow zgodzili się odrzucić wszystkie niskie karty od siódemki w dół. Księdzu pozostało jeszcze siedem funtów. Ŝebym teraz zwrócił panom dwanaście funtów.powiedział O'Connor . poniewaŜ wszedł do puli. Dobrał trzy karty i z zachwytem przyglądał się swoim czterem damom i siódemce trefl. i to do sumy. Gdy minęli Farranfore.txt po podzieleniu na połówki reprezentowało teraz równowartość sześćdziesięciu funtów. .Czy nie byłoby wskazane. kiedy sędzia podwoił leŜące tam juŜ pięć funtów księdza. W trzecim O'Connor szybko spasował. TuŜ pod Charleville ksiądz wygrał od zaniepokojonego O'Connora dziesięć funtów i tempo gry zwolniło się. . dziewięć funtów sędziego i stawki w wysokości trzydziestu szylingów. Ksiądz wstawił do puli cztery jednofuntowe zapałki.szepnął. Powinienem był odłoŜyć te trzydzieści dwa funty dla sierocińca. . Był spokojny. której ksiądz nie będzie mógł zapłacić. Gra nabrała ponownie tempa.Sam nie wiem.i przebijam jeszcze pięć. . czyli grać talią ^ trzydziestu dwóch kartach. Mogło być lepiej. Zabrał ze stołu swoje dziewięć funtów. O'Connor myślał prawdopodobnie. O'Connor grał teraz bardzo ostroŜnie. pozostawiając sobie dwa. Musi pan dołoŜyć i sprawdzić sędziego. przesuwając do puli kilka zapałek . Ŝeby pan Comyn podwyŜszał jeszcze raz stawkę. . po czym dołoŜył dziesięć funtów do dziesięciu funtów księdza i dodał drugie tyle. Księdzu pozostały jeszcze trzydzieści dwa funty. co w 1938 roku stanowiło wcale pokaźną sumkę. Nikt nie podziwiał jezior Killarney przesuwających się za oknem.Forsyth Opowiadania. sędzia dostał wymarzoną kartę. .. Ksiądz pokazał cztery dziesiątki.Za pięć minut Tralee . O'Connor na ogół szybko pasował. ale nikt nie zakłócił pokerowcom gry i nie wszedł do przedziału.Trudno . 211 Sędzia zacisnął zęby na paznokciu kciuka. kiedy Strona 128 . .zawołał konduktor. sam nie wiem.wtrącił się O'Connor. Dojechali do węzła kolejowego Limerick. O'Connor stracił nerwy i spasował. Razem z pozostałymi mu jeszcze dwoma funtami miał teraz dwadzieścia jeden funtów i dziesięć szylingów. .nie moŜe ksiądz przebić wyŜej. Miał fula waletowego na siódemkach. który zgodnie z dziwacznym nazewnictwem panującym na kolejach irlandzkich nie ma nic wspólnego z Limerick i leŜy tuŜ za Tipperary. . Partnerzy księdza wyrazili zgodę i obaj odebrali po swoje sześć funtów. Ksiądz spojrzał z konsternacją na spiętrzone na stoliku zapałki i na leŜący przed nim ekwiwalent dwunastu funtów. .Tylko jedno . Pociąg zatrzymał się przy peronie. .szepnął. Sędzia raz jeszcze zajrzał do swoich kart. a następnie przebił o dziesięć. 210 . . pozostali dwaj gracze po dwadzieścia cztery funty.JeŜeli ksiądz nie chce. Co mam robić? zapytał ksiądz. co robić . a sędzia dwadzieścia.

Chciał się jak najwcześniej połoŜyć. Kiedy wjechali do Tralee. Ŝeby komuś tak szło.. . . Ŝe przegrałem. w obydwu wypadkach. a sędzia wrzucił przełamane zapałki do popielniczki. Jest wystawiony na okaziciela i kaŜdy. Dawno nie widziałem. O'Connor odliczył dwanaście banknotów funtowych i podał je księdzu. Rozległy się kroki.Wprowadzono Ronana Quirka O'Connora! . A tak mam juŜ tylko dwa. . składając starannie czek. Zamykają dopiero za pół godziny. To bardzo biedna instytucja.zapytał.Ronanie Quirku O'Connorze .westchnął. synu.. jeŜeli ma pan cztery . Nie naleŜy grać w karty w pociągu. Nigdy nie operowałem pieniędzmi. . Ŝe to sierociniec w Dingle? Jak mam wystawić czek? Ksiądz zdawał się zaskoczony. Dwie pierwsze sprawy na wokandzie tego dnia były proste. oskarŜeni przyznali się do winy.Tylko niech go pan nie zgubi. Sędzia Comyn poszedł do hotelu.odparł ksiądz. Ŝe bank wypłaci mi za to pieniądze? . . prawda? .powiedział ksiądz.Wystawiłem go na okaziciela. .Sam Pan Bóg musiał księdzu rozdawać karty. . A teraz powiem księdzu i panu. .CzyŜ króle nie są wyŜsze od dam? .Skoro tak pan mówi .Jestem winien pięćdziesiąt funtów na rzecz sierocińca powiedział sędzia i zabrał się do pisania.Przypilnuję.jest Strona 129 . Ŝeby odpocząć przed jutrzejszą rozprawą w sądzie. a zwłaszcza z przedstawicielem Kościoła! . Będzie to dla mnie nauczka.DołoŜę księdzu trzy funty . a potem w swoje karty. karę grzywny. Ŝe była to dla mnie bardzo interesująca. moŜe zainkasować gotówkę. . I miał rzeczywiście cztery.odparł sędzia. . Szybko wypisał czek.odpowiedział głos.mówił dalej pisarz .powiedział sędzia.Owszem są. śyczę panom powodzenia. wydarł go z ksiąŜeczki i podał księdzu. Z sali sądowej widoczna była tylko peruka sędziego.Ja teŜ nie mam rachunku . kto go znajdzie.Obawiam się. . Ŝe oni nie mają rachunku bankowego. . . O'Connor schował talię do kieszeni.To byłoby równo pięćdziesiąt funtów.Z pomocą boską .zapytał oskarŜonego pisarz sądowy.Tak jest .Dla mnie teŜ była kosztowna .powiedział ksiądz z namaszczeniem. . . Bóg błogosławi . . . . Przypuszczałem. podróŜ. Sędzia pisał dalej. Otrzymali.txt je jeszcze miałem. od czego zaczynaliśmy. ZdąŜy pan tam jeszcze dzisiaj. . .Forsyth Opowiadania.uśmiechnął się sędzia uprzejmie.Wyjście się znajdzie . Cztery damy! O'Connor gwizdnął. panie O'Connor. 212 . .Ja juŜ zapomniałem. .powiedział O'Connor ze smutkiem.Oto moje karty.krzyknął pisarz sądowy. . Ksiądz spojrzał na rozłoŜone przed nim cztery damy.odpowiedział sędzia. choć kosztowna. gdzie są najbardziej potrzebne .No właśnie. -. Rozstali się na peronie stacji w Tralee.Czy pana nazwisko brzmi: Ronan Quirk O'Connor? . Ksiądz połoŜył karty na stolik.Niech cię. Bank Irlandzki w Tralee wypłaci panu gotówkę. Komplet przysięgłych z Tralee nie miał duŜo do roboty. Ŝe pan ma tego. .Oczywiście .powiedział sędzia. kiedy wezwano trzeciego oskarŜonego. pokera.Mówił pan.Myślałem juŜ.odparł ksiądz z zakłopotaniem. Sędzia Comyn siedział z głową pochyloną nad papierami.dziwił się ksiądz. Sędzia Comyn wyciągnął ksiąŜeczkę czekową z kieszeni.Powiada pan. dotyczyły drobnych przestępstw. zebrali karty i zapałki.W takim razie wypiszę czek na pańskie nazwisko . Ŝeby te pieniądze znalazły się jeszcze dziś przed zachodem słońca tam.

Ŝe jest to Strona 130 . czy teŜ nie przyznaje się pan do winy? W czasie przemówienia pisarza sądowego sędzia Comyn odłoŜył starannie pióro. iŜ karty w inkryminowanej talii są znaczone. O'Connor odpowiedział. Wszystko sprowadzało się do pytania: czy moŜe sobie zaufać.Forsyth Opowiadania. nazwiskiem Lurgan Keane. Tam kazano mu opróŜnić kieszenie. To on wskazał oskarŜonego. Przegrywał tak regularnie. a mianowicie siedemdziesiąt funtów. wygrał pewną sumę pieniędzy. przebywając w hrabstwie Kerry. które jego zdaniem mówiły same za siebie. który zeznawał na okoliczność przebiegu aresztowania oskarŜonego. w chwili kiedy nadchodził pociąg z Dublina. Na peronie podszedł do niego człowiek. Prokurator pokazał mu karty i świadek stwierdził na podstawie zrobionych przez siebie znaków. Ŝe nie ma i Ŝe sam się będzie bronił. Sędzia Comyn odpowiedział mu wzrokiem pełnym przeraŜenia.zarządził. Ŝe zaczął coś podejrzewać. wreszcie podniósł wzrok. Korzystali z talii kart.Nie przyznaję się do winy . W sali sądowej było zupełnie cicho. . Prokurator wstał i przedstawił fakty. przybył na dworzec w Tralee dnia trzynastego maja. Miał przy sobie przypadkowo znaczną kwotę pieniędzy. wyszedł pod jakimś pretekstem na peron.txt pan oskarŜony o szulerstwo na podstawie paragrafu siedemnastego ustawy o grach hazardowych z 1845 roku. co ja.wyszeptał O'Connor. które posłuŜyły do gry w pokera podczas jazdy pociągiem. Pisarz sądowy zrobił to. poniewaŜ oskarŜony juŜ został pozwany. Zeznał pod przysięgą. Ronan Quirk O'Connor.nazywał się Lurgan Keane. SierŜant zaŜądał. 213 Ŝe pan. Ŝe oznaczałoby to ponowną rozprawę. Ŝe tak. wsiadł w Dublinie do pociągu jadącego do Tralee.Proszę zaprzysiąc członków ławy przysięgłych . Ŝe po zbadaniu okazało się. Trzynastego maja właściciel sklepu spoŜywczego w Tralee. od niejakiego Lurgana Keane'a. Wszyscy patrzyli na sędziego. za pomocą oszustwa. Pierwszym świadkiem oskarŜenia był sierŜant policji z Tralee. Wśród innych przedmiotów znalazła się w nich talia kart. Następnym świadkiem był detektyw z sekcji oszustw dublińskiej policji. 214 wysoki.Proszę o ciszę . Miał prawo wstrzymać przewód sądowy na podstawie znajomości z oskarŜonym.jak się później okazało . a następnie zapytał O'Connora. który . Bezstronność będzie wymagała. jak gdyby miał ochotę w ten sposób prowadzić całą rozprawę. Czy jest pan winien zarzucanego przestępstwa. . a on siedział w swoim fotelu z nieruchomą twarzą. Dotychczas wszystko było jasne. Ŝeby brał stronę oskarŜonego przeciwko prokuratorowi. co ten uczynił. O'Connor został oskarŜony o szulerstwo. masywny męŜczyzna. które pan Keane zidentyfikował jako te. ale podróŜował trzecią klasą. Pomyślał jednak. Ŝeby w Tralee czekała policja. naleŜącej do oskarŜonego.powiedział sędzia. co dzieje się w pociągu. by oskarŜony udał się z nim do komisariatu w Tralee. Ŝe przeprowadzi rozprawę sprawnie i bezstronnie. czy ma obrońcę. Sędzia Comyn zaklął w duchu. Detektyw zeznał. szalbierstwa i fałszerstwa. . Procedura ta pociągnęłaby za sobą dodatkowe koszty dla podatników. Ŝe otrzymawszy informację o tym. podszedł do kolejarza i poprosił. ale ze zdumieniem. W głowie kłębiło mu się tysiące myśli. Jechał niewątpliwie wczoraj w tym samym pociągu. w dniu trzynastym maja bieŜącego roku. jeden przystanek przed Tralee. zagłębił się na dłuŜszą chwilę w swoich papierach. Mały człowieczek o oczkach spaniela patrzył na niego poprzez salę sądową tępo. Ŝe uczciwie przedstawi przysięgłym swoje wnioski? Uznał. pomyślał sędzia. W Farranfore. Karty zostały posłane do Dublina celem zbadania i gdy otrzymano raport. W czasie podróŜy wdał się w grę hazardową z oskarŜonym i jeszcze jedną osobą. A mianowicie o to.

Ta róŜnica.Nie mam dalszych pytań . .Ma pan prawo zadać świadkowi kaŜde pytanie. . sir . ale zanim dojechał do Farranfore przegrał sześćdziesiąt dwa funty.I miałem rację . którą badał. Prokurator zapytał go.Na dwa sposoby.ale nie ma większego znaczenia. W pociągu został wciągnięty w grę w pokera. Ŝeby policja czekała na niego w Tralee. UwaŜał się za dobrego gracza. Robi się je na obu brzegach karty w ten sposób. Ten patrzył na niego złym okiem. . .powiedział. mógł je zauwaŜyć przez stół. Ŝe jest ofiarą szulera. Czy to jasne? . Ŝeby szuler.Zaczął pan układać pasjansa . kiedy miał w ręku dobrą kartę. proszę Wysokiego Sądu . 215 . patrząc na O'Connora. jego przeciwnik zawsze miał lepszą i wygrywał. Ŝe nawet wtedy.To się zdarza . dotyczące jego zeznań . Sędzia Comyn.odparł świadek.zawołał w stronę ławy przysięgłych .Szuler po prostu nie bierze udziału w licytacji. Wyglądał na jeszcze smutniejszego niŜ wczoraj i jeszcze niewinniej. jakkolwiek niewielka.zapytał prokurator. W Farranfore wyszedł z pociągu i będąc przekonany. natomiast licytuje wysoko. Trzecim.txt talia.Z kieszeni . Zaczął zadawać świadkowi pytania. . z jakim zainteresowaniem przysięgli przysłuchiwali się zeznaniom detektywa.Dziękuję. jaki ma w ręku jego partner. Wskazuje ona szulerowi kolor. Fragmenty te są tak miniaturowe. Na znak prokuratora opowiedział o tym. Lurgan Keane.odpowiedział detektyw.Jak najbardziej . zwęŜając odległość pomiędzy brzegiem samej karty a krawędzią wzoru na jej odwrocie. Ŝeby były wyczuwalne niezaleŜnie od tego. ale nie skorzystał z oferty.zgodził się O'Connor .powiedział sędzia Comyn do oskarŜonego.bo ten człowiek grał znaczonymi kartami. . w jaki sposób karty zostały poznaczone przez szulera. . zostały w tym wypadku "zaciemnione". . Podejrzenie wzbudził w nim fakt. kiedy wie.odparł Keane. . . To nie była juŜ jakaś tam sprawa kradzieŜy koni. który juŜ niemal uwierzył w moŜliwość zupełnie Strona 131 . Widział. OtóŜ tego dnia zawarł w Dublinie kilka transakcji i dlatego miał przy sobie tak duŜą sumę. Ŝe przy uŜyciu pewnego preparatu chemicznego zaciemniono lub rozjaśniono małe fragmenty wzoru na odwrotnej stronie całej talii. to znaczy. . Ŝe przeciwnik ma lepsze karty.To zupełnie niemoŜliwe.Czy szuler musi równieŜ oszukiwać przy rozdawaniu kart? zapytał prokurator. co mu się przytrafiło. który wie o ich istnieniu. Nazywamy je umownie "nacinaniem" i "cieniowaniem". od asa do dziesiątki. Tym razem O'Connor wstał. Poza tym nacina się jeszcze karty.Czy moŜna wygrać z takim oszustem? . Ŝe to ja wyjąłem talię kart? . widoczna jest dla gracza siedzącego po drugiej stronie stołu. kiedy sam ma lepszą rękę.oświadczył prokurator. Wysoki Sądzie .powiedział.odparł sędzia. Są jednak wystarczająco duŜe.A skąd? Keane wydawał się zdziwiony. I co z nimi zrobiłem? 216 Keane myślał chwilę. ostatnim i głównym świadkiem oskarŜenia był właściciel sklepu w Tralee. Dwunastu sprawiedliwych solennie kiwało głowami.Owszem .Forsyth Opowiadania. poprosił. O'Connor po raz drugi zrezygnował z przesłuchania świadka. Podszedł do ławy świadków jak byk wpadający na arenę i wbił wzrok w O'Connora. .zapytał cichym głosem. .powiedział O'Connor. KaŜdy z czterech kolorów zaznaczony jest na odwrocie karty przez nacięcia na jej brzegach i to w róŜnych miejscach.Tak jest .powiedział detektyw . jak trzyma się kartę. .Wysokie karty.z kieszeni. Ŝe często obejmują zaledwie kilkumilimetrową przestrzeń skomplikowanego wzoru. .Powiedział pan. .

czy oddać ją barmanowi. Ŝe nie mogłem się po prostu powstrzymać. Ŝe to była moja propozycja .Ale karty naleŜały do oskarŜonego.Owszem. .przyznał.zapytał O'Connor. Za taką sumę moŜna utrzymać robotniczą rodzinę przez prawie rok! . jeŜeli ustalimy niewielkie stawki.I pan teŜ powiedział. . Sklepikarz z Tralee zastanawiał się przez chwilę i nagle wytrzeszczył oczy. Został zaprzysięŜony. które odbywał w poszukiwaniu źrebaków i klaczy dla klientów. .Do pana nic . po czym zwrócił się do przysięgłych: .Ale na tym właśnie polega talent szulera . .txt wyjątkowego zbiegu okoliczności. Wszystko wygrał ten farmer. Ŝe taka stara talia nie ma Ŝadnej wartości. W jakiś tydzień przed ową podróŜą pociągiem trzynastego maja. ale miał diabelne szczęście. ale tylko do mnie.A ja twierdzę . . No tak.stwierdził O'Connor. kto tuŜ przed nim zajmował to miejsce.cięŜko zarobione sześćdziesiąt dwa funty. .Kiedy w końcu rozliczyliśmy się.krzyknął Keane. .powiedział O'Connor do Keane'a . Nie umiał kłamać.powiedział świadek. czy pan? . . ja zacząłem rozmowę . Nie zauwaŜał czerwonych kart.odrzekł wreszcie. proszę Wysokiego Sądu. by i ich zwabiono.Niestety.Czy zapamiętał pan moŜe jego nazwisko? . Ŝe tuŜ obok niego na drewnianej ławce coś leŜy. Sklepikarz wytęŜał umysł. Jaki farmer? . które powinien był połoŜyć na czarne i odwrotnie.Umie zwabiać swoje ofiary. panie Keane.Trzecia osoba.powiedział spokojnie O'Connor.MoŜliwe. . Widać było. 217 . ale doszedł do wniosku. nie .To nie tak . Ŝe nie chcą. ile pan przegrał do mnie. Zastanawiał się. . .Nie mam więcej pytań .Sześćdziesiąt dwa funty . kiedy zatrzymał go głos sędziego. Powiedział pan.I ostatnia sprawa .Chwileczkę. Wreszcie coś poruszyło się w jego mózgu. .A czy to ja pierwszy do pana przemówiłem . Wydawał się bliski płaczu. która siedziała z nami w przedziale. .powiedział O'Connor znów smutnym głosem. siedział sobie najspokojniej przy piwie w jednym z dublińskich barów. kiedy zorientował się. co przysięgli zauwaŜyli i znowu zaczęli kiwać głowami. Zatrzymał ją dla siebie i zabawiał się układaniem pasjansa w czasie długich podróŜy.Forsyth Opowiadania.A czy ja coś od niego wygrałem? . Twarz jego promieniała uczciwością.zapytał oskarŜony świadka . Lubił od czasu do czasu zagrać w pokera. Ŝe mu serce zamiera.przyznał. ani grosza.Do pana nic. Niewielkie stawki! Sześćdziesiąt dwa funty to bardzo duŜo pieniędzy! Przysięgli znowu zaczęli kiwać głowami. pozostawiona tam przez kogoś. Farmer z Waxford. .Niech pan powie. ale nie był dobrym graczem. To na pewno on mnie oszukał. . co przecieŜ nie jest przestępstwem.zawołał. nic . poczuł.Nie. Więcej świadków oskarŜenia nie było i O'Connor zaczął zeznawać jako świadek we własnej sprawie.Pan przegrał prawie osiem funtów.rzucił Keane ze złością . Jego wywód był równie prosty jak płaczliwy. Ŝe gra będzie bardziej interesująca.zapytał sędzia. po czym przyszła mu do głowy nowa myśl i zwrócił się do przysięgłych: . Widać było.czy teŜ to pan mnie zagadnął? Tęgi sklepikarz stropił się. .Pan! . . Nie był dobrym graczem.Ale ten człowiek robił takie głupstwa. Keane zmieszał się. Strona 132 . Była to uŜywana talia kart.powiedział. Przedtem graliśmy na zapałki.Ŝe pan zaproponował mi partię pokera. i Ŝe pan zasugerował grę na pieniądze. Zwróciłem mu kilka razy uwagę. śył z kupna i sprzedaŜy koni. . Ŝe podoba mu się słowo "zwabiać". . Pan Keane opuszczał ławę świadków. Ŝe wygrał farmer. ile mi pan wypłacił? .Ale czy to ja zaproponowałem małego pokera.

Ŝe na odwrotnej stronie kaŜdej z tych kart mogły być jakieś znaki. uśmiechał się dobrodusznie i wyprostował dwa palce wysoko uniesionej ręki. obstawał przy nich stanowczo i spokojnie. Ŝe zdaniem prokuratora. a według irlandzkiego prawa cięŜar udowodnienia spoczywa na nim. Ale on. powiesił perukę na wieszaku. A jeŜeli chodzi o oszustwo. to przecieŜ oszust powinien był wygrać. uŜywając szulerskich metod. . jak i świadek przegrali do osoby trzeciej.Sędzia Comyn wzruszył ramionami. jak i grę na pieniądze. pełen widać troski o los sierot z Dingle. toteŜ po dziesięciu minutach dwunastu sprawiedliwych powróciło na salę z wyrokiem uniewinniającym. Faktem jest. Ten wbił w niego wzrok. myślał. być moŜe. albo kłamiesz. I ta okoliczność jest decydująca. . O'Connor. iŜ są znaczone. Ŝabotu i peruki wyglądał jak zwykły śmiertelnik.odpowiedział. Przypomniał przysięgłym. Nędzna z ciebie kreatura. nie oszukiwał. JednakŜe świadek Keane przyznał pod przysięgą. i w takim razie jesteś bardzo kiepskim szulerem.Widzę . Ŝe prokurator nie udowodnił oskarŜonemu. dodał jeszcze. prawda.zapytał sklepikarz.Forsyth Opowiadania. oskarŜony oszukał świadka Lurgana Keane'a i ograł go. Nic nie wie równieŜ o tych róŜnych "cieniowaniach" czy "przycinaniach". Podsumowując sprawę. i w takim razie jesteś bardzo pechowym graczem. Albo mówisz prawdę.Czy to było błogosławieństwo? . JeŜeli pan Keane przegrał więcej.Czy ja wiem? . to dlatego Ŝe był bardziej lekkomyślny i za wysoko licytował. który miał podsumować sprawę. a pan Keane przyznaje. błyszczącą limuzynę znanej marki. Właśnie miał przejść na drugą stronę ulicy do najlepszego w mieście hotelu. bo wtedy na pewno nie przegrałby tylu cięŜko zarobionych pieniędzy.odezwał się za nim zdumiony głos. O'Connor. Wyszedł na głupca. O'Connor opuścił ławę oskarŜonych jako wolny człowiek. ale ten trzymał się uparcie swoich twierdzeń. . Bez togi.Mam Strona 133 . Za jej kierownicą siedział O'Connor. NajwaŜniejsze jest jednak to. Tak czy inaczej przegrałeś dwukrotnie do obcych ludzi w pociągu.Tak czy nie? . Poza tym oskarŜony twierdzi.txt JeŜeli te karty są znaczone. Obok O'Connora siedział ubrany na czarno pasaŜer. Ŝe to nie on. . A jako Ŝe dobrze znał przysięgłych. to on o tym nic nie wiedział. Ŝe oskarŜony twierdził. bo farmer miał przez cały czas lepsze karty niŜ on. Limuzyna zbliŜyła się do nich. Ŝe brakuje zaledwie piętnastu minut do przerwy obiadowej. Samochód przyśpieszył biegu. . Prokurator próbował krzyŜowym ogniem pytań zbić oskarŜonego 218 z tropu. Tylko sprawa o bardzo wielkim znaczeniu prawniczym mogłaby powstrzymać przysięgłych z Kerry od zjedzenia w porę obiadu. . iŜ mówi nieprawdę.zapytał ponownie Keane. jakoby znalazł karty w dublińskim barze i Ŝe nie wiedział. kiedy zauwaŜył wyjeŜdŜającą z hotelowego podwórza piękną. o których mówił detektyw. Duchowny. Przysięgli mogą mu wierzyć albo nie. toteŜ nikt nie zwracał na niego najmniejszej uwagi. 219 . by wydali na oskarŜonego wyrok uniewinniający. Ŝe oskarŜony nie wygrał od niego ani grosza. Nigdy nie przypuszczał. kto obok niego siedzi? . sędzia nie wypowiedział tych myśli. Limuzyna zniknęła za zakrętem. lecz pan Keane zaproponował zarówno grę w pokera. Sędzia Comyn zdjął togę w szatni tuŜ za salą sądową. Zarówno oskarŜony. gdzie podawano doskonałego. świeŜego łososia z rzeki Shannon. Ŝe jest to.Czy pan widzi tego człowieka? . On zaś w czasie tej podróŜy przegrał osiem funtów i dziesięć szylingów do jakiegoś nieznajomego. Obejrzał się i zobaczył właściciela sklepu z Tralee. W końcu prokurator dał za wygraną.Czy widzi pan. uŜywając przy tym własnych kart. O'Connor powrócił na ławę oskarŜonych i czekał na słowa sędziego.zwrócił się do przysięgłych. wobec czego obowiązkiem sędziego jest zalecić przysięgłym. opuścił budynek i udał się na obiad. róŜne zresztą kwoty.

odpowiedział mu sędzia. Odezwał się w słuchawkach z taką siłą. Kiedy zobaczyłem pod nogami koniec pasa startowego. Za nimi rozciągało się płaskie. zakręciłem łagodnym łukiem w lewo i jednocześnie pociągStrona 134 . obramowana podwójnym pędem jaskrawych świateł punktujących oczyszczoną przez śnieŜne pługi drogę. powietrze było tak przejrzyste.. Poza mną narastał niski ton silnika. Przede mną był pas startowy . Ŝe przekroczyłem dwieście dziesięć kilometrów na godzinę i zbliŜam się do trzystu. . Ŝe nie ma juŜ co odpowiadać.odpowiedziałem. widziałem z tyłu druty ogrodzenia bazy lotnictwa Jej Królewskiej Mości. Oglądany przez kopułę z pleksiglasu otaczający mnie niemiecki krajobraz był biały. jeŜeli się leciało z szybkością tysiąca kilometrów na godzinę. Utrzymywałem samolot nisko... Na dyskretnie oświetlonej tablicy kontrolnej drŜały rzędy wskaźników. ciepłym i bezpiecznym kokonie. Ale tej nocy nie będzie pilotów. Ŝeby zakończyć dyŜur. W kilka minut po moim starcie światła wieŜy zgasną i pozostaną juŜ tylko hangary .Charlie Delta. Kiedy skręcałem swoim małym samolotem myśliwskim DH-100 Vampire na pas startowy. pomiędzy hangarami. Ŝe miałem wraŜenie.usłyszałem. stała niczym samotny rozjarzony świecznik smukła wieŜa kontrolna. Była to bowiem Wigilia BoŜego Narodzenia w roku Pańskim 1957. Ogrzewanie włączyłem na cały regulator głównie po to. Przesunąłem lewą ręką lewarek gazu do przodu.jak gdyby skulone w oczekiwaniu mroźnej nocy. JuŜ sobie pewno wychylił kielicha albo dwa. a nad tym wszystkim pulsujące. aŜ spojrzenie na szybkościomierz powiedziało mi. Mimo Ŝe był on oddalony ode mnie o trzy kilometry. Personel czeka tylko na mój odlot. Uznałem. pomyślałem. Poza zasięgiem świateł piętrzyły się ogromne zwaliska porannego śniegu. migające wśród bieli i czerni portu. . iŜ facet wrzeszczy mi bezpośrednio do ucha. . a zegarek wskazywał godzinę dziesiątą piętnaście.txt co do tego wątpliwości.To jest ten farmer z Waxford. przeszedł w jęk.Bo jest duchownym . prawą utrzymując wampira równo na środkowej linii pasa startowego. . światła po obu stronach pasa migały coraz szybciej. a potem cienki gwizd. Wiedziałem.gładka. próbującym zdąŜyć na świąteczny urlop do domu w Blighty.Nie rozumiem. Głos kontrolera wyrwał mnie z rozmyślań. . Po kilku sekundach tylne koła równieŜ oderwały się od pasa startowego. nabierałem pędu. osłonięte samoloty myśliwskie. zamarzłego juŜ na kamień po odrzuceniu przez pługi. zezwalam na start . chroniącym mnie przed dotkliwym zimnem tej mroźnej nocy. Ŝe jest w niej ciepło i wesoło. przecieŜ to Wigilia! . 221 Było mi więc spieszno.Forsyth Opowiadania. które mogło zabić człowieka w ciągu minuty. pokryte śniegiem pole zakończone linią sosnowego lasu. Czekałem na głos kontrolera w słuchawkach. jak gdybym znajdował się w małym. wskoczyć do samochodów i pojechać na zabawę do kasyna. którzy przelatując tędy chcieliby sprawdzić według sygnału swój kurs.Charlie Delta do kontroli . dlaczego ten facet jest tak dziwnie ubrany zdziwił się Lurgan Keane. a ja byłem młodym pilotem. jej dziób uniósł się lekko. Mój myśliwiec rozpędził się.Nic podobnego .obruszył się sklepikarz.Charlie Delta.. . Ŝe mogłem niemal rozróŜnić poszczególne drzewa. jaskrawoczerwone światła lotniska. Ŝeby zapobiec oblodzeniu pleksiglasu. aŜ zlały się w jednolitą linię. Było tak. ostro obrysowany poświatą grudniowego półksięŜyca. uśpione cysterny z paliwem. sygnalizujące obojętnemu niebu alfabetem Morse'a nazwę lotniska: CELLE. Maszyna stawała się coraz lŜejsza.. poderwałem wampira. Ale co u licha. przednie koło straciło kontakt z asfaltem i przestało dudnić. PASTERZ Czekałem na sygnał startu z wieŜy kontrolnej. które właśnie zamykali na noc zakutani w koŜuchy mechanicy. Daleko na prawo. Wbrew przepisom oczywiście. W kabinie było wygodnie i ciepło. czarna wstęga asfaltu.

Czysta rutyna. Wszystko grało. Ŝe aŜ kłuło w oczy.Charlie Delta. kiedy moŜna je spędzić w domu. Gdzieniegdzie błyskały światełka wiosek i małych miasteczek. Wampir miał dość paliwa na osiemdziesiąt minut. Po czterdziestu pięciu minutach lotu przełączyć się na kanał F i poprosić kontrolę w Lakenheath o naprowadzającą falę radiową. opuściłem lotnisko. odpowiedziałem z miejsca: 222 . lekko zmniejszyłem gaz do ośmiuset siedemdziesięciu kilometrów na godzinę i trzymałem się równo na kursie 265 stopni. stukając do ukwieconych drzwi.Dziękuję kontroli i Ŝyczę nawzajem wszystkiego najlepszego po czym przestroiłem aparat na częstotliwość kontroli brytyjskiego lotnictwa w RFN.Wesołych świąt! Stanowiło to oczywiście pogwałcenie przepisów. Mimo Ŝe byłem wtedy bardzo młody i zdyscyplinowany. Dziób samolotu wskazywał wciąŜ w górę. Kłopoty zaczęły się tak niepostrzeŜenie. Ŝe zauwaŜyłem je dopiero po kilku minutach. Skręcając nad lotniskiem Celle na wysokości tysiąca pięciuset metrów. Po jej osiągnięciu utrzymywać ten sam kurs oraz prędkość osiemset siedemdziesiąt kilometrów na godzinę.txt nąłem dźwignię podnoszącą podwozie. przejdź na kanał D . Z tyłu pode mną odezwał się głuchy odgłos kół wpadających w swoje przegrody. . . ciemne zarysy sosnowych lasów zlewały się z jasnymi płachtami pól. Widniał na niej wykreślony błękitnym atramentem kurs mojego lotu. I dobrze jest. Nie uwaŜałem za konieczne przyglądanie się mapie przytroczonej do prawego uda. stabilizującą się na kursie 265 stopni. wstępującym łuku. a na czarnym. Potem juŜ miałem tylko słuchać instrukcji. a następnie przelecieć nad wybrzeŜem holenderskim na południe od Bevelandu. w porządku. Trzymałem maszynę dalej w łagodnym. A z Londynu autostopem do domu moich rodziców w hrabstwie Kent.zameldowałem przez maskę tlenową. Ale święta BoŜego Narodzenia . Ŝe w moich słuchawkach zapanowała grobowa cisza. Byłem w powietrzu od dwudziestu jeden minut. jednocześnie poczułem nagłe przyśpieszenie.Charlie Delta. musiała być teraz holenderska granica.odpowiedział kontroler i zanim zdąŜyłem zmienić kanał. W dole czarno-biała mapa północnych Niemiec coraz bardziej malała. Po czternastu minutach powinienem znaleźć się nad Lakenheath. by wiedzieli. mroźnym sklepieniu nieba gwiazdy błyszczały. w ciemności. Wysokościomierz wskazywał osiem tysięcy metrów. Ale po dziesięciu minutach lotu nad Morzem Północnym grać przestało.czy się nazywa je Weinachten. który odchodzi tuŜ po północy. Gdzieś pode mną. Wyrównałem 223 dziób maszyny. wyrównałem maszynę i spojrzałem na wskazówkę kompasu elektrycznego. Był to skutek zmniejszenia oporu powietrza po wciągnięciu podwozia. W ten sposób zasiądę do świątecznego śniadania razem z całą rodziną. Wiedziałem. Zwrot nad lotniskiem Celle do kursu 265 stopni i ciągłe wznoszenie się do wysokości ośmiu tysięcy metrów. Po wesoło oświetlonych ulicach chodzili juŜ pewnie kolędnicy.Forsyth Opowiadania. Tyle Ŝe zamiast gęsi pieczono indyki. Przez dłuŜszy czas nie zdawałem sobie sprawy. Nawiązać łączność z kanałem D. nad Morze Północne. Po odprawie u oficera nawigacyjnego w jego baraku znałem go na pamięć. a gospodynie westfalskie zajmowały się pieczeniem gęsi i szynek. Słowa kolęd były tam wprawdzie angielskie. Ŝe z Lakenheath dostanę się łatwo do Londynu słuŜbowym autobusem. Razem ze startem i lądowaniem sześćdziesiąt sześć minut lotu. a tymczasem lewym kciukiem nacisnąłem guzik radia. Na tablicy rozdzielczej zgasły trzy czerwone światła sygnalizujące opuszczenie kół. Ŝeby zaśpiewać "Cichą noc" i otrzymać kilka fenigów na cele dobroczynne. Ŝe jestem w ich obszarze powietrznym. Sprowadzą mnie do lądowania przez radio. W odległości sześciuset kilometrów stąd wszystko wyglądało bardzo podobnie. Widocznie moje myśli były tak intensywnie skupione na oczekującej mnie Strona 135 . czy Christmas są niemal identyczne w całym chrześcijańskim świecie. Podwozie wciągnięte i zatrzaśnięte . dodał: . ale melodie przewaŜnie te same.

Ŝe lecę bez kompasu. Owa samotność nie jest normalnie dotkliwa. 224 Ogarnęło mnie rosnące uczucie paniki. To nie Ŝarty . śyczliwe głosy Strona 136 . i poprosić ich o poinformowanie Lakenheath. napędzane przez płomień buchający z dyszy. który był odpowiedzialny za sprzęt. zwłaszcza w zimową noc. Jedyną odpowiedzią na moje wołanie był jednostajny jęk silnika odrzutowego. Ŝe coś jest nie w porządku. to północ. Mój głos bełkocący w masce tlenowej głuszyła otaczająca ją guma. które moŜe zabić pilota łatwiej niŜ katastrofa. w którym owa linia świetlna zetknie się z obwodem ekranu. Następnie przekręciłem gałkę na kanał F i spróbowałem wywołać Lakenheath. Kiedy lotnik nadaje. w ciepłych pomieszczeniach betonowego budynku stacji kontroli północnej w Beveland siedzieli sobie ludzie przy tablicach kontrolnych. co na mechanika. aŜ do momentu zetknięcia się z pasem. zacznij schodzić w dół. Niebo jest miejscem bardzo samotnym.Celle Charlie Delta! Celle Charlie Delta wzywa kontrolę północną Beveland.txt rodzinie. która co sekunda wyrzuca z siebie strumień spalin o sile ciągu odpowiadającej sześciu tysiącom koni mechanicznych. Ŝe wystarczy jedno dotknięcie klawisza i pilot moŜe się porozumieć z innymi Ŝywymi istotami. Dopiero kiedy spojrzałem na kompas... Nacisnąłem więc klawisz nadajnika i zawołałem: . Zamiast normalnych trzasków..odpowiadające ^stopniom na tarczy kompasu. Małe stalowe pudełko. Dobrze wyposaŜone lotniska mogą sprowadzić na ziemię samolot nawet w najgorszą pogodę. łącząca środek ekranu z jego obwodem. Zaczyna się akcja sprowadzenia go na ziemię. obserwując moją maszynę na ekranie radarowym. Lotnik nie jest juŜ zagubiony. nawet jeŜeli księŜyc świeci tak jasno jak teraz. wynikających z zakłóceń atmosferycznych i echa mojego głosu. Przed połączeniem się z Lakenheath musiałem jednak poinformować kanał D. których jedyną troską jest jego bezpieczeństwo. Ale nie mogli mnie słyszeć. A poniewaŜ wieŜe są ze sobą połączone drogą radiową. Ŝeby sprawdzić kurs. Spróbowałem po raz drugi. przełknąłem ślinę i z wolna policzyłem do dziesięciu. a to dzięki świadomości. Pokierują moim podejściem sekunda po sekundzie. Zamilkłem. Jedno przyciśnięcie guzika nadajnika i dziesiątki męŜczyzn i kobiet w wieŜach kontrolnych odbiorą jego sygnały. Ale na kanale F radio było równieŜ głuche. Moje słowa nie docierały nigdzie i do nikogo. Za kilka minut połączę się z Lakenheath i otrzymam z. jest miejscem połoŜenia samolotu w stosunku do danej wieŜy kontrolnej. na którym zaznaczone są cyfry . Daleko za mną. ludźmi z rozgałęzionej sieci stacji kontrolnych na całym świecie. Ale nie traktowałem sprawy zbyt serio.znaleźć się w nocy bez kompasu w kabinie samolotu. Nie warto się było wysilać. Punkt. śledząc jego kurs metr po metrze. "Charlie Delta. kręciła się leniwie w kółko. usłyszą jego wezwanie o pomoc. Skutek był ten sam.od jednego do trzystu sześćdziesięciu . to południe. technicy mogą przez namiar krzyŜowy ustalić połoŜenie samolotu z dokładnością do kilkuset metrów. A jednoosobowy myśliwiec jest najbardziej samotnym miejscem na świecie. Spojrzałem na zegarek: od trzydziestu czterech minut byłem w powietrzu. Znajdowało się na granicy zasięgu mego radia. zorientowałem się. śeby je zwalczyć. Nawiązują z nim łączność i przekazują instrukcje. Mogłem juŜ spróbować nawiązania kontaktu z Lakenheath. Pomimo świątecznego nastroju zakląłem brzydko nie tyle na kompas. na ekranach kaŜdej z tych stacji ukazuje się linia świetlna. na który -byłem dotychczas nastawiony. w słuchawkach słychać było tylko stłumione mruczenie z maski tlenowej. o moim małym problemie. które leŜało gdzieś przede mną.lotniska precyzyjne instrukcje lądowania. Moje radio wysiadło. tuŜ na południe od Thedfordu. Ŝe straciłem czujność i koncentrację.. pędzące mroźnym pustkowiem na krótkich skrzydłach. Wskazówka kompasu. popijali gorącą kawę i kakao. gwarzyli wesoło. i było wyposaŜone we wspaniałe urządzenie do naprowadzania zagubionych samolotów. wskazując bez sensu to wschód. to zachód. zamiast wskazywać niezmiennie 265 stopni. pośród sosnowych lasów hrabstwa Suffolk. mamy cię na ekranie".Forsyth Opowiadania.

mogła być albo Mozą. prawda. wysiadły więc razem z kompasem. Pomyślałem zupełnie bezsensownie.latać w idealnych warunkach. Ŝeby ściągnąć zbłąkanego wśród bezkresnej przestrzeni na jasno oświetlony pas lotniska.. a więc szybkościomierz i wysokościomierz. panowie? Będzie nam bardzo potrzebne. Kiedy próbowałem poszczególnych kanałów aparatu radiowego.Czysta robota Przez dwa lata uczono mnie w RAF-ie pilotowania myśliwców i większą część tego czasu poświęcono instruktaŜowi postępowania w wypadku awarii. Nie przypadkiem kompas i radio przestały funkcjonować jednocześnie. który oznacza ratunek i powrót do domu. Trzeba umieć zachować się w powietrzu w czasie awarii. Istnieje moŜliwość. wskaźnik poślizgu (który pozwala stwierdzić. 226 uzupełniając je najstarszym przyrządem nawigacyjnym jakim jest ludzkie oko. która w moim przypadku. przez śnieg i chmury. kiedy pilot nadaje.. Nawet w najjaśniejszą noc jedynymi punktami orientacyjnymi dla lotnika są światła miast. Widziane z góry. zgodnie z przytroczoną do uda mapą. Z niewielkiej wysokości potrafiłbym zapewne odróŜnić wieŜę katedry w Norwich od wieŜy kościoła w Lincoln. PoniewaŜ dziób poszedł lekko do góry.txt doświadczonych ludzi. Ale w nocy było to niemoŜliwe. Poczułem. po sylwetkach zbiorników wodnych o charakterystycznym kształcie albo po zakrętach rzeki. Ŝe niesłusznie oskarŜałem mechanika. Ale był to równieŜ elektryczny instrument. chociaŜ dosyć ryzykowna. przebijają się przez deszcz i zawieruchę. Pod warunkiem oczywiście. Ŝe jest dzień. Ale w tym celu potrzebne mu jest radio. czy wznosi się. Tak jest.naleŜy w takim wypadku zmniejszyć szybkość. wiedziałem tylko. czy samolot leci równo po torze lotu. albo Tamizą. 225 15. czy samolot opada. "Przede wszystkim . który sprawdzał instrumenty. Przesunąłem dźwignię gazu do tyłu i spojrzałem na licznik obrotów. czy teŜ posuwa się bocznym ślizgiem) oraz wskaźnik szybkości pionowej (który pokazuje. który jest międzynarodową falą alarmową. aby utrzymać samolot w poziomie i na kursie. rozbrzmiewają w nocnej ciszy nieba. Oceniłem ze zmiany tonu silnika. Pilot ma przed sobą tablicę z zegarami kontrolnymi sześciu głównych przyrządów pokładowych. Pozostały mi wobec tego tylko dwa przyrządy działające na zasadzie pomiaru zmian ciśnienia atmosferycznego. Innymi słowy. Trzy ostatnie spośród tych instrumentów zasilane są elektrycznie.Forsyth Opowiadania. W ten sposób lecimy wolniej. ale dłuŜej utrzymamy się"w powietrzu". Ŝe maszyna zwolniła. To nie sztuka . mają charakterystyczny Strona 137 .uczył nas . po konturach wybrzeŜa o łatwej do rozpoznania linii. Nie chcemy przecieŜ marnować cennego paliwa. albo Trentem. Zmniejszamy więc obroty silnika z 10 000 na minutę do 7 200. Przypomniały mi się słowa starego wygi. toteŜ po zwarciu przestał działać. MoŜna oczywiście wylądować z pomocą tych dwóch instrumentów. Gdzieś pode mną. wskaźnik przechyłu. Ŝe jego obroty spadły do około 7200 na minutę. przesunąłem nieco stery. wiedziałem juŜ. bo znałem dobrze ten cały krajobraz. wśród kilometrów kolorowych przewodów. sierŜanta pilota Norrisa. piękna pogoda i nie ma chmur. wysokościomierz. Oprócz kompasu są to: szybkościomierz. i z jaką szybkością). nastąpiło zwarcie. Obydwa były zasilane prądem z obwodów elektrycznych samolotu. A potem spróbowałem zorientować się w skutkach awarii.twierdzili instruktorzy . lustrowałem wzrokiem znajdującą się przede mną tablicę przyrządów. z jaką lecę prędkością i na jakiej znajduję się wysokości. Ŝe mój aparat o dziesięciu kanałach wysiadł całkowicie i na dobre. Jeszcze zanim zrezygnowałem z bezskutecznych prób na kanale J. Ŝeby moŜliwie najdłuŜej móc utrzymać się w powietrzu. bo winę ponosi elektryk. prowadzenia szybkiego odrzutowca na wyczucie. Tarcze tych instrumentów wiele mi powiedziały.

do którego nie dociera Ŝaden dźwięk. Ŝe osiem kilometrów na północ od Norwich znajduje się lotnisko bazy myśliwców Merriam St. blask księŜyca odbijał się od nieskończonego morza bieli. jako jedyny instrument nawigacyjny. Mogło mieć trzydzieści lub sześćdziesiąt metrów głębokości. W miarę jak mój myśliwiec schodził w kierunku Norfolku. jak daleko na zachód sięgała teraz. kiedy startowałem z westfalskiego lotniska. W zetknięciu z zamroŜoną ziemią miliardy cząsteczek wilgoci zawartej w morskim powietrzu przemieniły się w parę. I nikt nigdy się nie dowie. Wydało mi się olbrzymim 227 więzieniem. a moŜe nawet do wschodnich stoków łańcucha Penninów? Nie mogło być mowy o próbie przeskoczenia nad pasem mgły na zachód. W prawo i w lewo. To wszystko. i wówczas mógłbym bezpiecznie wylądować. Spojrzałem z wdzięcznością na księŜyc. Znałem doskonale Norwich i gdybym tylko mógł zobaczyć zarys linii wybrzeŜa hrabstwa Norfolk od Lowestoft do Cromer. Ŝeby zlikwidować wszelką widoczność. wrogiej. Wystarczająco. Nocne niebo ziało przeraźliwym zimnem stratosferycznej temperatury pięćdziesięciu sześciu stopni poniŜej zera. kontrastującej z rozjarzonym kobiercem świateł samego miasta. Poprzedniej nocy płaskie tereny wschodniej Anglii zostały skute mrozem. Świeciły z głębi bezdennej. A pode mną znajdował się najgorszy wróg: wielkie. Ŝeby mnie zabić. co wydawało się tak piękne. Mogłem więc wylądować albo w Merriam St. tworząc grubą warstwę mgły. stało się teraz obce i nieprzyjazne. ogarniało mnie coraz silniejsze poczucie samotności. musiałem więc być około dziesięciu kilometrów od wybrzeŜa Norfolku. Nie miałem pojęcia. Pod wieczór znalazły się pod wpływem cieplejszego wiatru znad Morza Północnego. Taka mgła potrafi w ciągu trzydziestu minut całkowicie zasłonić olbrzymi obszar lądu. Przypomniałem sobie znowu instrukcje sierŜanta pilota Norrisa. jak okiem sięgnąć. nie znanym terenie. którego wskazówki stanowiły podstawę mego wyszkolenia. niezaleŜnej od pory dnia czy nocy. Bez radia i pomocy nawigacyjnej zagubiłbym się całkowicie w obcym. Powrotny lot do Holandii i lądowanie w jednej z baz lotniczych połoŜonych na wybrzeŜu takŜe nie wchodziły w rachubę. skutym trzaskającym mrozem. MoŜe aŜ po West Midlands. Strona 138 . Southampton moŜna rozpoznać dzięki wielkiej czarnej plamie portu. Kiedy leciałem z Niemiec na zachód. począł dąć w stronę wybrzeŜa Norfolku lekki wiatr. Na wysokości trzech tysięcy metrów wyrównałem maszynę i zwiększyłem nieco szybkość. Nie starczyłoby na to paliwa. Jest to jedyne duŜe skupisko świateł oddalone o jakieś trzydzieści kilometrów od wszystkich punktów tego zakola wybrzeŜa. ku leŜącemu przede mną wybrzeŜu. ZuŜywałem w ten sposób nieco więcej cennego paliwa. Zgodnie z zegarkiem znajdowałem się w powietrzu od czterdziestu trzech minut. Manchester wygląda inaczej niŜ Birmingham. ani naszyjnika połyskliwych świateł wybrzeŜa. albo zginąć w szczątkach rozbitego wampira gdzieś w pokrytych mgłą bagnach Norfolku. Do dyspozycji miałem tylko własne oczy. George. od Morza Północnego. Pode mną nie widać było teraz ani czarnego aksamitu morza.txt wzór. Ŝeby mnie pochłonąć wraz z samolotem i wciągnąć na wieczność do mokrego grobowca. Na wysokości czterech i pół tysiąca metrów pojawił się mój nowy i chyba ostatni wróg. brutalne fale Morza Północnego. "Kiedy jesteśmy zupełnie zagubieni w gęstej pokrywie chmur. Wiedziałem. bezczasowej pustki. Gorączkowo kalkulowałem czas stracony z powodu zmniejszonej szybkości. Łatwo dostrzegłbym w ciemności jego czerwony sygnał pulsujący alfabetem Morse^. Zacząłem powoli sprowadzać maszynę w dół. gdzie leŜy moje ciało. Gdyby usłyszeli dźwięk silnika mojego wampira nisko nad ziemią. Mgła wschodniej Anglii ukryła ziemię. który świecił na rozgwieŜdŜonym niebie jak reflektor. z pewnością włączyliby światła lotniska. George. Gwiazdy juŜ nie czarowały mnie swym wspaniałym blaskiem. z łatwością trafiłbym do Norfolku. Czekały.Forsyth Opowiadania. Ŝeby utrzymać równowagę.

Minęło dziesięć minut. szpitale i domy. to był ostatni sposób ratunku. a ludzie wznoszący wigilijny toast gdzieś w odległości czterystu kilometrów nie mają pojęcia o jego losie.. próbujemy zwrócić na siebie uwagę obsługi radarowej przez nietypowy sposób zachowania. Tam są dzieci. Filmy szkoleniowe pokazywały nam uśmiechniętych kolegów. Ale działo się to z reguły w jasny.... Dwaj jedyni piloci.Forsyth Opowiadania. którym się to udało. Macie na myśli miasta. Ŝe komuś kiedyś uda się taki skok. proszę panów. . z dala od ludzkich skupisk". Nie modliłem się na serio od wielu lat. który z kolei zleci pilotowi innego samolotu. Wtedy moŜemy mieć nadzieję. Trzeba więc skierować samolot ku morzu. Ŝeby kaŜdy bok tego trójkąta powstawał w przeciągu dwóch minut lotu. "Jest wreszcie. Ten samolot jest znany z tego." No. Nie. Wiedziałem. bo w takiej właśnie sytuacji się znalazłem! "Wszystkie samoloty zbliŜające się do wybrzeŜy Wielkiej Brytanii ukazują się na ekranach radarowych naszego systemu ostrzegawczego. w lewo i wciąŜ w lewo tak. Ŝe nie moŜna z niego wyskoczyć ze spadochronem. Kiedy nas odnajdzie. a następnie wykonujemy w powietrzu niewielkie trójkąty.to "pasterz". Pozostało mi paliwa jeszcze na trzydzieści minut. Kończyłem wykreślanie drugiego trójkąta. słoneczny dzień. Ŝe ktoś zwróci na nas uwagę i zawiadomi kontrolera ruchu powietrznego. panowie?" Oczywiście. prawda. Ciągnęła się zarówno za mną. On to juŜ słyszał setki tysięcy razy i znowu usłyszy tysiąc razy Strona 139 . usta i uszy.Ojcze nasz. który prowadzi zagubionego pilota do bezpiecznego lądowania lecąc skrzydło przy skrzydle jego maszyny . sierŜancie? Ci ludzie tam na dole płacą nam za to. ciepły. wybaw mnie z tej podłej przygody. Po dwóch minutach znowu wykonałem skręt w lewo. Ten samolot będzie miał oczywiście czynne radio. Tak. kierując samolot w lewo. Na dole mgła ogarnęła cały horyzont. nie. którzy zostali wyłowieni z morza w kilkanaście minut od chwili. Rzuciłem okiem na zegarek: pięćdziesiąt jeden minut w powietrzu. Ŝebyśmy latali... więc przyjąłem księŜyc za przybliŜony punkt orientacyjny. Przypomniałem sobie teraz 229 inne szczegóły instruktaŜu. Miałem nadzieję. Ŝe muszą przymusowo wodować. Oczywiście moŜe się zdarzyć. Ŝe pilot huśtający się na zimowych falach Morza Północnego ma jedną szansę na sto przeŜycia choćby jednej godziny. polecimy za nim i on sprowadzi nas na ziemię do bezpiecznego lądowania przez chmury czy mgłę". Smaga go mroźny wiatr. W Ŝółtej kamizelce ratunkowej buja na powierzchni jak korek. lód zakleja mu rzęsy. stracili obydwie nogi. PołoŜyłem wampira w lewy zakręt i zacząłem kreślić bok pierwszego trójkąta. Prawda. Mój kompas nie działał.. któryś jest w Niebie. .. sierŜancie Norris. szkoły. sierŜancie? "W takim wypadku pierwszą naszą czynnością jest skierowanie samolotu w stronę pełnego morza. Samolot ratowniczy.BoŜe. panowie.. ostatni sposób postępowania w razie nagłej awarii. I to w noc wigilijną. Wskaźnik pokazywał jedną trzecią zbiornika. jak i przede mną. Wylatujemy więc nad morze. sierŜancie. więc nie przyszło mi to teraz łatwo. Ŝe nie dotarłem jeszcze do wybrzeŜa Norfolku i Ŝe leciałem na wysokości trzech tysięcy metrów.txt musimy. Skoro radio pokładowe nie działa i nie moŜemy nikogo poinformować o awarii. w kierunku Norfolku. Na nieszczęście wyrzucany fotel systemu 228 Martina Bakera nie nadaje się do jednoosobowej kabiny wampira. Ŝe rzeczywiście zakręciłem o 120 stopni. to juŜ lepiej. Procedura ta została dokładnie przemyślana. zrobionym z dziesięciu ton stali. Oświetlał mnie księŜyc. rozwaŜać ewentualność wyskoczenia ze spadochronem z samolotu. Co dalej. Ale jej autorzy nie wspomnieli o tym. tak nie wolno do Niego mówić. kiedy nadali przez radio wiadomość. Ŝeby nas odszukał.. a nie spadali im na głowy wraz z wyjącym potworem.

białą mgłą. Ŝe to mój własny cień. zanim ginący samolot przechyli się do ostatniego nurkowego lotu nad Morze Północne. Na wysokościomierzu odczytałem dwa tysiące metrów. a więc w czasie manewrów straciłem tysiąc metrów wysokości. Wypuściłem więc hamulec powietrzny.. spraw. Po pięciu minutach wiedziałem juŜ na pewno. Co mówi się do Niego. I . śeby nie stracić z oczu lecącego pode mną samolotu. kiedy ma się dwadzieścia lat. Skierowałem lewe skrzydło wampira ku księŜycowi.Wy głupie sukinsyny. dlaczego leciał niŜej i nie wspinał się na mój poziom. Coraz wyraźniej widziałem na tle białego 231 całunu mgły jego czarną sylwetkę.. iŜ nadal lecę zbyt szybko. CóŜ ja takiego mogę Mu przyrzec? On mnie nie potrzebuje.? Wkrótce jednak moja wściekłość zaczęła wygasać i po prostu beczałem bezsilnie jak małe dziecko. Był znacznie wolniejszy od mojego i nie potrafiłby utrzymać szyku... lecący bliŜej powłoki mgły i utrzymujący ten sam kurs co ja. Na wysokości półtora tysiąca metrów zorientowałem się. a ja przyrzekam.. To samo robił tamten.. nie spotkam tylu ciekawych ludzi.rzecz dziwna . dlaczego nie patrzycie na ekrany radarów?! Dlaczego nikt mnie nie widzi? Pewnie wszyscy jesteście juŜ zalani 230 i zupełnie niezdolni do spełniania waszych obowiązków! O BoŜe. nie dalej niŜ trzydzieści metrów od mego skrzydła. Jeszcze dwie minuty i nocne niebo utonie w całkowitej ciemności. Pode mną. wiedziałem juŜ na pewno. tyle Ŝe o półtora kilometra niŜej. Po godzinie i ja umrę. kiedy się potrzebuje pomocy? . końcówką swojego skrzydła przy moim. wskazówki zegarów innych martwych przyrządów stały na zerze. Dopiero wtedy zrozumiałem. ale księŜyc był przede mną. PomóŜ mi. Nie jest zabawnie umierać. Wskaźnik paliwa pokazywał jedną ósmą zbiornika czyli ilość wystarczającą na jakieś dziesięć minut lotu. pod końcówką skrzydła. Nie mogłem jednak bardziej zmniejszyć obrotów silnika. Razem wyrównaliśStrona 140 . zamarznięte ciało. Wtedy tamten zaczął podnosić się w moim kierunku.txt dzisiejszej nocy. biel mgielnej powłoki przecięła czarna smuga. toteŜ mój cień musiał być za mną.. a moje sztywne. Ŝeby mnie ktoś zauwaŜył.nie czułem strachu.. Zacząłem krzyczeć do głuchego mikrofonu: . w stronę mojego lewego skrzydła. aŜ obydwaj zatoczyliśmy pełne koło. Przez szybę z pleksiglasu widać było księŜyc chylący się ku horyzontowi spowitemu gęstą. Ŝe jestem od siedemdziesięciu dwóch minut w powietrzu. zmniejszając szybkość maszyny do pięciuset kilometrów na godzinę. aby zająć miejsce w szyku. kiedy się jeszcze właściwie nic nie przeŜyło. Wampir zadygotał.. nie zwracałem na Niego uwagi przez tyle lat. Przez sekundę przypuszczałem. jedynie bezbrzeŜny smutek. Poczułem. Igła kompasu wciąŜ wędrowała po tarczy jak pijana. gdyby znalazł się obok mnie. popłynie bezradne w dal. równo na linii księŜyca. okryte jaskrawoŜółtą kamizelką ratowniczą. Kiedy mój zegarek wskazał. A w kilka chwil później będę musiał wyskoczyć ze spadochronem. śal. Ŝe nikt nie zjawi się na ratunek.Forsyth Opowiadania. Ŝe zginę tej nocy. Ale to juŜ nie miało Ŝadnego znaczenia. aby nakreślić ostatni bok ostatniego trójkąta.. BoŜe. Był to więc chyba inny samolot. Gorączkowo starałem się wierzyć. jak rośnie we mnie wściekłość i rozpacz. Ŝeby ktoś dostrzegł moje manewry i wysłał mi do pomocy pasterza do bezpiecznego lądowania. która za chwilę zniknie w ławicy mgły. aŜ w końcu znalazł się tuŜ obok.Proszę Cię. Przesunąłem lewarek gazu i zacząłem opuszczać się w jego stronę. Ŝe nie zobaczę wielu róŜnych miejsc. Ŝe nie jest to przypadkowo przelatująca maszyna. dlaczego mnie nikt nie słyszy. Ŝe nie dokonałem tylu rzeczy. Ŝe chyba juŜ o mnie zapomniał. utrzymywałem się na łuku. zataczając identyczny łuk. bo groziło to utratą panowania nad wampirem.

Dostrzegłem jednakŜe dwa śmigła na jego przedzie. a kiedy spojrzał przez boczne okienko w moją stronę. abym widział. a następnie otworzył ją. Po raz pierwszy mogłem mu się dobrze przyjrzeć. Cofnąłem lewarek gazu. Ŝe zostałem zrozumiany. na poły tylko widoczny. Przesunąłem dźwignię w dół i usłyszałem głuchy stuk. ale biały poblask mgły pozwalał podziwiać piękno tamtej maszyny. Ŝe wracamy ku wybrzeŜu Norfolk. Zrozumiałem teraz. Ŝe jest pasterzem. długie. Spojrzałem na wysokościomierz: siedemset metrów. maska tlenowa i gogle kiwały na znak. Dokonał zwrotu o 180 stopni. Nurkowaliśmy prosto na niewidoczny 232 Norfolk. W ten sposób nakazywał mi. dlaczego nie moŜe lecieć z moją prędkością. Znaczyło to: "Schodzimy w dół. zarządzając ponowne zejście. Dzieliły nas tylko dwie szyby z pleksiglasu i strumień lodowatego powietrza.txt my kierunek lotu. Ŝeby uniemoŜliwić zejście na ziemię bez przyrządów do ślepego lądowania. WyobraŜałem sobie strumień instrukcji płynący z baraku radarowego do słuchawek człowieka. więc cień mojego samolotu zacierał kształty tamtego. Szybkość pasterza wzrosła. Skinąłem głową i szybko podniosłem lewą rękę. ale mosquito był teraz znowu obok mnie. Ŝe mam paliwa na pięć minut. To on miał kompas i radio. Miałem księŜyc po prawej stronie. i kiedy przy przechyle zachwiał się nieco. Ŝe eskadra meteorologiczna w Gloucester uŜywa jeszcze ostatnich latających mosquitów do pobierania próbek górnych warstw atmosfery do prognoz pogody. PodąŜyłem za nim. pędzący z szybkością pięciuset kilometrów na godzinę. Znaczyło to.Forsyth Opowiadania. Ŝe wyciągnął ją płasko. zobaczyłem wyraźnie dziób mosquita. KsięŜyc juŜ zaszedł. Prawdopodobnie jej warstwa wynosiła tylko trzydzieści metrów. Nurkowaliśmy dalej. a następnie przechylił się łagodnie w lewo. wysłanym aby sprowadzić mnie na dół. Na szczęście podwozie działało na ciśnieniu hydraulicznym i nie było uzaleŜnione od zepsutych elektrycznych obwodów. Ich przelot w szyku bojowym wywołał okrzyk podziwu w tłumie i nostalgiczne westchnienia wśród przedstawicieli starszego pokolenia. a potem przeciągnąłem dłonią po gardle. Kiedy mój pasterz wyrównał lot. Przez kilka sekund leciał obok mnie. Widniały na nim dwie duŜe. prujący przez noc ku macierzystej bazie. a w kaŜdej wspaniały silnik Merlin produkcji Rolls-Royce'a. Ŝebym opuścił podwozie. Zaczęliśmy schodzić w kierunku mgły. kopułka pleksiglasu na samym dziobie i dwa działka gotowe do walki. Ŝe pasterzem był DH-86 Mosquito. ale to wystarczyło. Ku mojemu zdziwieniu przekonałem się. przykładając do szyby rozłoŜone palce. pokazując tablicę kontrolną. Widziałem tę eskadrę na pokazie w rocznicę bitwy o Wielką Brytanię. a jego śmigłowcem znacznie starszej generacji. Nie spuszczałem go z oczu i trzymałem się jak mogłem najbliŜej. W kabinie mosquita na tle księŜycowej poświaty widziałem opatuloną głowę pilota. następnie uniosłem do góry pięć rozczapierzonych palców. wciągnąłem więc hamulce powietrzne. nie ja. Powoli podniósł prawą rękę tak. który leciał w odległości zaledwie trzydziestu metrów ode mnie. Z pozycji zachodzącego księŜyca wywnioskowałem. dostrzegłem dwa krąŜki jego ochronnych okularów. odgłos silnika zmienił się w niski gwizd. hurricane'y i lancastery. Krótki dziób. Po dwóch minutach mój towarzysz podniósł do okienka zaciśniętą pięść. Trzymaj szyk za mną". potem wyrównał. Wampir przestał dygotać i wyskoczył przed mosquita. Pod nami wciąŜ leŜała mgła. byliśmy na wysokości stu metrów. bombardujący myśliwiec z okresu drugiej wojny światowej. Pilot pasterza wskazał dół. Pokryta hełmem głowa. aby śledzić kaŜdy znak jego ręki. Mój samolot był odrzutowcem. pękata kabina. pozostawiając księŜyc za sobą. smukłe podwieszone gondole. kiedy wszystkie trzy koła wysunęły się na zewnątrz. Był to przypuszczalnie Strona 141 . czarne litery: JK. kiedy na niebie ukazują się spitfire'y. palcami naprzód. Wtedy przypomniałem sobie. nieco poniŜej linii księŜyca. starając się utrzymać szyk. Tak teŜ zwykle bywa 15 września. bo byłem juŜ pewny. Potem wskazał nią naprzód i skierował palce w dół.

Po bokach migały pary świateł. Hamowałem ostroŜnie. a następnie wprost przed siebie. aby wampir nie przechylił się i siadł równo.modliłem się .. znowu odbicie na kilka centymetrów ponad czarny. Udało mi się spojrzeć na wskaźnik paliwa: stał na zerze. Wbiłem wzrok w ociekającą wodą szybę: Nic. Obydwie igły juŜ nawet nie drgały. Wysokościomierz stał na zerze. by nie przeciąć granicy lotniska. a białe. Trach. rysował się kształt mosquita. śpiesz się . co robi. Ŝebym mógł wznieść się na wysokość dwustu metrów. czego nie widziałem.ale dla dwóch samolotów lecących w szyku przez mgłę moŜe to oznaczać katastrofę. Tylko tuŜ na lewo. Ŝadnych kształtów.bo jeŜeli teraz zabraknie mi paliwa. przy końcówce mojego skrzydła. Ma się ochotę zbliŜyć do nich . otoczone aureolą rozświetlonej mgły. ŚPIESZ SIĘ! Nagle pasterz wyprostował lot tak szybko. Środkowa linia pasa startowego. Ŝe jestem naprawdę na ziemi. Ŝeby nie zarzucić.Forsyth Opowiadania. Mój pasterz wiedział. Na miłość boską. udusić. Przez dwie albo trzy minuty mój pasterz zataczał koła. Koła przylgnęły do nawierzchni. nie zjechać z prostej linii. coraz wolniej i wolniej. Kątem oka spojrzałem na zegary. Przy prędkości stu siedemdziesięciu kilometrów ta przeklęta trumna musi runąć na ziemię. Wejście z ciemnego nawet nieba w chmurę albo mgłę podobne jest do zanurzania się w kłąb szarej waty. przylepiając do skóry nylonowy kombinezon. lecącego pewnie i bez wahania w stronę czegoś. Światła po bokach migały coraz słabiej.. bez Ŝadnych szans na ratunek. Szybkościomierz wskazywał dwieście dziesięć kilometrów na godzinę. Ŝe z trudem zdołałem 233 wyjść z zakrętu. a mnie zimny pot zalewał kark i spływał po plecach. Znaczyło to: teraz leć sam i siadaj. lecz wciąŜ nie miałem kontaktu z ziemią. potem juŜ mocniej. zanim uwierzyłem. nie dalej niŜ piętnaście metrów ode mnie. oko nie miało się na czym zatrzymać. Nagle pasterz wskazał palcem w moją stronę. WytęŜyłem wzrok. Ŝe mój pasterz leci bez świateł. co jest między nimi. CZŁOWIEKU. Ŝe mam ręce kurczowo zaciśnięte na drąŜku sterowym. igła lekko dygotała.wylądowaliśmy. usiłując zobaczyć. modląc się. Spostrzegłem.txt znak wywoławczy: Juliet Kilo. Widoczność spadła niemal do zera. Zaraz potem zrozumiałem mądrość tego człowieka. mogą wywołać halucynacje. MoŜna w nie patrzeć nie zdając sobie sprawy. więc sam teŜ zacząłem zmniejszać gaz. Nie wiem. jak długo trwało. śadnych cieni. Zataczaliśmy regularne koła. trach! . Strona 142 . tym razem łagodniej. Wampir toczył się z szybkością stu pięćdziesięciu kilometrów na 234 godzinę przez morze szarej mgły. potem błyski z jednej i drugiej strony. Mój pasterz wyrównał tuŜ nad powłoką mgły. by wyskoczyć ze spadochronem. I wtedy zobaczyłem. trach! Znowu kontakt. Nagle nie widać niczego poza wirującymi pasmami milionami macek usiłującymi cię omotać. DrŜąc z emocji wyłączyłem gaz i utrzymywałem równo stery. Ŝe zwalnia. Opuszczaliśmy się razem łagodnie i powoli. podobnie jak wskaźnik paliwa. Ŝe pilot mosquita daje mi ręką sygnał: "nurkuj". ale tylko na chwilę. Kiedy juŜ to wiedziałem na pewno. Wampir stanął. Ŝe są o piętnaście czy trzydzieści metrów od nas. potem z prawa. Zaczęliśmy się opuszczać. Ale po chwili jednak coś. jakby pokryte lukrem pasma smagały podwozia naszych samolotów. Zorientowałem się. Po sekundzie wyrównałem szyk i zobaczyłem. schodząc z wysokości trzydziestu metrów w nicość. Odrzutowiec bez benzyny na wysokości trzydziestu metrów jest beznadziejną pułapką. nic. Trach. Światła podniosły się niemal do poziomu moich oczu. ŚPIESZ SIĘ. mokry pas startowy. Zdumiało mnie to i przeraziło. Potem przechylił maszynę i wleciał w powłokę mgły. Ciemna pustka. Schodziliśmy wciąŜ w dół. Trach! Koła dotknęły wreszcie asfaltu. nie ma mowy. przerwa. Coś błysnęło z lewa. Światła we mgle są zdradliwe i hipnotyzujące. trach. A potem ukazała się nagle biała linia biegnąca tuŜ pode mną.

Niech pan wskoczy. Jechało od niego whisky. Tacy nie powinni mieć słuŜby na nocnej zmianie. nisko nad ziemią przelatywał mosquito.potwierdziłem. . w gęstej mgle zamajaczyły dwa reflektory. Wtedy zwrócił moją uwagę jakiś dźwięk.Zupełnie niebywałe. system hydrauliczny. . Wyłączyłem więc wszystkie inne urządzenia . Ŝe Ŝyję.Bez radia? . co tłumaczyło te trudności. Leciałem orientując się według połoŜenia księŜyca. w którym sądziłem. . Po wyłączeniu ogrzewania szyby szybko zaszły parą.Właśnie wylądowałem. Jeszcze bardziej cieszył mnie fakt. Dotarłem tak do wybrzeŜa. . . Nad kierownicą zobaczyłem okrągłą twarz piwosza. nie odznaczają się talentem do latania i często nie są nawet pilotami. Jej właściciel przyglądał mi się bacznie.ssanie.To pański? Skinął głową w stronę niewyraźnej sylwetki wampira.Wysiadły wszystkie kanały.Tak . miałem szczęście . więc otworzyłem dach kabiny i odsunąłem go. Facet był najwyraźniej jednym z tych pechowych poruczników. Następnie wyłączyłem silnik. Dopiero kiedy wstałem. Nawet w noc wigilijną wozy straŜackie i ambulans muszą być w pogotowiu. Ŝe zaczyna się ląd.. Zapewne nie dostrzegł juŜ mojego poŜegnalnego gestu.Paliwo skończyło mi się właśnie wtedy. .Bez radia . Byłem szczęśliwy. tuŜ przed zaoranym polem. którzy są z reguły pomijani przy awansach. Podwozie miał wciągnięte.powiedział wreszcie. A radio i wszystkie przyrządy elektryczne nawaliły jakieś pięćdziesiąt minut temu nad Morzem Północnym. Bez znaków RAF-u. . Sądziłem. Kołowanie w tej mgle nie miało sensu. Sytuacja Strona 143 .Zostałem sprowadzony . Usłyszałem wołanie: .Hej tam! Wygramoliłem się z kabiny.Miałeś pan piekielne szczęście . ciśnienie i światła.Wylądował pan bez kompasu? . Przez kilka minut zastanawiał się nad tymi informacjami. A potem. Kiedy oddalaliśmy się od wampira. Będą musieli ściągnąć moją maszynę z pasa startowego landrowerem. Byłem w lekkim lotniczym kombinezonie. po czym powoli zacząłem odpinać pasy spadochronu i fotela. Ŝe za chwilę podjedzie po mnie samochód wysłany przez wieŜę kontrolną. Samochód jechał wolno drogą do kołowania w stronę wieŜy kontrolnej i zabudowań lotniska. Ale na razie nikt po mnie nie przyjeŜdŜał. Zgasł sam z braku paliwa. Zawiozę pana do kasyna. ozdobioną rozłoŜystymi wąsami.No to jak pan znalazł to lotnisko? Zaczynałem tracić cierpliwość.To niebywałe . zorientowałem się.Tak. kiedy wynurzałem się z mgły. a raczej do miejsca. .Niesamowite . W bocznym okienku zobaczyłem podniesioną rękę pilota. kiedy wampir toczył się po pasie startowym. Dopiero kiedy byłem juŜ dobrze przemarznięty. jak jest zimno.wyjaśniłem mu cierpliwie. Po chwili samolot zniknął we mgle. Światła zatrzymały się o sześć metrów od nieruchomego wampira..txt zwolniłem pedały hamulcowe i zaciągnąłem hamulec postojowy.odpowiedziałem. Były to reflektory starego. Zwykły naziemny urzędas. . a raczej wykrzyczał mój towarzysz. . 235 . A do tego wstawiony. z którymi nie mógł sobie dać rady. zeskoczyłem ze skrzydła na ziemię i pobiegłem ku światłom. Postanowiłem zatelefonować z oficerskiej kantyny do stacji RAF-u w Gloucester i osobiście mu podziękować. DrŜałem na całym ciele. Ŝe znalazłem się we wnętrzu ciepłego wozu. próbując przebić się przez zgrzytanie skrzyni biegów i sprzęgła. . Ŝe stoi o jakieś sześć metrów od końca pasa startowego. zauwaŜyłem. tuŜ pod jego pękatym kadłubem. zniszczonego samochodu marki Javelin.mruknął. kiedy usiadłem. Ponad nimi sterczał jednak daszek oficerskiej czapki. . .Forsyth Opowiadania.Bez kompasu. Wyłączanie silnika nie było potrzebne. nie dalej niŜ dwadzieścia metrów ode mnie. Na lewo.powiedział. we mgle.przyznałem.

za którymi zniknął porucznik. Ŝe za chwilę usiądzie nam pan na głowę. Chwyciła go czkawka. Przepraszam pana. Zagadka nękała mnie jeszcze przez kilka minut. To pan krąŜył nisko nad nami. . . zapewne niegdyś słuŜących jako pomieszczenia operacyjne i nawigacyjne.Niesamowite . Lecieliś236 my w szyku na przyrządach ślepego lądowania na radar. jakby chciał powiedzieć: skoro tak uwaŜasz. George? spytałem cicho. Pomyślałem. Znajdowaliśmy się parę metrów od wieŜy kontrolnej. Mój nieznany przyjaciel Strona 144 . Ŝe moŜe mógłbym panu pomóc .Forsyth Opowiadania. Jej światło pozwoliło mi przyjrzeć się wybitym szybom i zamkniętym na kłódkę drzwiom i ocenić panującą tu atmosferę opuszczenia i zaniedbania.odparł. goła Ŝarówka. Potem wpadłem na pomysł. Mój towarzysz wrócił i niepewnie wygramolił się na siedzenie. Teraz ja z kolei przeŜuwałem przez dłuŜszą chwilę jego informację.Nigdy o nim nie słyszałem . George. zacząłem więc wracać do normy. Ŝebym podszedł do okna i posłuchał. .Nic dziwnego. .Gdzie właściwie leŜy Minton? . ZauwaŜono mnie i wysłano pasterza. Tu właśnie jesteśmy. Byliśmy pewni. ale było to kłamstwo.Nie mamy tutaj Ŝadnych urządzeń do ślepego lądowania na radar. .A więc to nie jest lotnisko RAF-u w Merriam St. wisiała pojedyncza. . Zatrzymał samochód i wysiadł. ma się niewyczerpane zasoby energii. nie zlikwidowano świateł.To jest RAF Minton. Wszystko poszło gładko. Kiedy jest się młodym.MoŜe to Marham? Albo Chicksands? Albo Lakenheath? ..Musiałem wygasić światła pasa startowego . Nad wąskimi drzwiami. Siedziałem w kantynie oficerskiej i popijałem grzane wino. kiedy stary Joe poprosił.Osiem kilometrów od Cromer.wymamrotał. Musiało jednakŜe być jakieś wytłumaczenie. 237 Gadaj zdrów. Ale przecieŜ musi być jakieś proste wytłumaczenie. ale i tępy. prowadzącymi do wieŜy kontrolnej. . Potem trzeba było jeszcze pana znaleźć. .powiedziałem machinalnie.Nie . Zaczęło mi się kręcić w głowie. Nie jesteśmy czynnym lotniskiem od wielu lat. sprowadziłem samolot bezpiecznie na dół. Wzruszył ramionami.Prosta sprawa . . Ŝe pan wylądował.txt awaryjna szczęśliwie się zakończyła. . . zupełnie obłąkane i pozbawione logiki. Kiedy usłyszałem.przypomniało mi się. Ŝe kiedy demontowano stację. musiałem wrócić do baraku i wyprowadzić samochód. nawet latarni kierunkowej.Rozumiem . która zlewała się we mgle z rzędem starych baraków.Bo usłyszałem wycie pańskiego silnika.A gdzie znajduje się najbliŜsza czynna stacja RAF-u wyposaŜona w urządzenia radarowe i instrumenty do ślepego lądowania? Zastanawiał się przez chwilę.odpowiedziałem po chwili.powtórzył wsysając kroplę wilgoci spływającej po wąsach. . Ŝe tamten facet znalazł to lotnisko. . . Latałem krótkimi trójkątami w lewo.. Potworna dzisiaj mgła.zapytałem.Miał pan piekielne szczęście.To był samolot meteorologiczny RAF-u z Gloucester.wyjaśniałem mu spokojnie. Oni są świetnie wyposaŜeni. To wszystko było bez sensu. Minton jest tylko bazą magazynową. A potem mruknął: . Ale widzi pan.To chyba będzie Merriam St. Więc pobiegłem do wieŜy kontrolnej i włączyłem je.Dlatego pan tak długo na mnie czekał. na wybrzeŜu. ja jestem tylko szczurem magazynowym. Ŝeby mnie sprowadził w dół.Dlaczego zapalił pan światła? . Kiedy juŜ zobaczyłem światła pasa startowego. . Niesamowite. pomyślałem. . Mój towarzysz był widać nie tylko wstawiony. według instrukcji. A więc takie było wyjaśnienie tej zagadki. . Nie mamy w ogóle Ŝadnego wyposaŜenia nawigacyjnego. Miał oczywiście radio.

przebywa na świątecznym urlopie. Był to czysty przypadek. I tak nie sposób tego ogrzać w zimie. Pod spodem miał mundurowe spodnie. pusty i zimny pokój jadalny i dwa korytarze.jak to on powiedział . dowódca eskadry. kiedy panowała moda na metalowe drzwi i framugi w urzędowych budynkach.Przykro mi. Obawiam się.którzy robili spis mundurów. Zaglądałem przez drzwi razem z nim i zobaczyłem duŜy. Weszliśmy do środka. Po drugiej inna tablica informowała. butów i mnóstwa innych przedmiotów. spadochronów.Jest nas tylko dwóch na tej stacji. Jakoś nie mógł znaleźć tego swojego Joego.Myślę. ale ugryzłem się w język. ale zamiast kurtki nosił zniszczony błękitny sweter. rozbiłbym się na polu nie dolatując do lotniska. Kontroler wieŜy Merriam kazał nam zatoczyć dwa koła. Było tu dosyć miejsca na dwadzieścia foteli. Ŝe Joe jest stewardem w kaStrona 145 . Mój gospodarz zaparkował samochód przed drzwiami. Przez czysty przypadek opuszczona od dawna baza w Minton wraz z jej siecią świateł i wstawionym magazynierem znalazła się na trasie prowadzącej do lotniska w Merriam. JuŜ chciałem powiedzieć porucznikowi. Poza nimi personel stacji składał się z sierŜanta i trzech kaprali. a jego szef.piekielne szczęście. których nie jest w stanie zrozumieć. Nie warto ogrzewać tej całej przestrzeni dla dwóch ludzi. Ŝe jest zastępcą dowódcy. Po jednej stronie wejścia na tablicy widniał napis: Stacja RAF Minton. George.wszyscy na urlopach świątecznych . z których jeden pełnił słuŜbę w podoficerskiej kantynie. dojechaliśmy do oficerskiej kantyny. . i to z popękanymi. Ŝe nie ma wielkiego wyboru. Marks zaglądał do róŜnych drzwi prowadzących z hallu.Zawołam Joego i kaŜę mu przygotować dla pana jeden z wolnych pokojów. Wielki kominek w hallu był wygaszony. Spędzanie świąt BoŜego Narodzenia w takiej dziurze nie naleŜało chyba do przyjemności. ale wyszczerbione godło RAF-u.powiedziałem.txt w samolocie meteorologicznym prowadził mnie prosto z wybrzeŜa do Merriam St. Ŝe lokal ten pamiętał lepsze czasy. Poza tym nie ma odpowiedniej obsługi. To mnie zmyliło na ostatnich kilometrach schodzenia w dół i w rezultacie posadziłem wampira na niewłaściwym lotnisku.Forsyth Opowiadania. obiciami. Podobnie w barze. Tego nam nie brakuje! Zagrzeje teŜ wodę w wannie i wykombinuje coś do jedzenia. Architektura kasyn RAF-u nie jest zbyt urozmaicona. zbudowany bez wątpienia w czasach przedwojennych. Z frontu znajdował się duŜy. Czy mogą być jajka na bekonie? Skinąłem głową. Ale bardzo chciałbym się wykąpać i coś zjeść. Nie zdołałbym dolecieć do Merriam odległego o piętnaście kilometrów stąd. Ŝe nie powinien mieszać się do opartych na nowoczesnej technice operacji. Podczas gdy formułowałem w myślach racjonalne wytłumaczenie mojej obecności na tym niemal całkowicie opuszczonym lotnisku. a jednocześnie ten stary dureń włączył swoje. . włączył swoje światła. . wołając kogoś o imieniu Joe. . Miałem . Na prawo szatnia z rzędem pustych wieszaków na nie istniejące płaszcze. Marks powiedział mi. W końcu zabrakło mi przecieŜ paliwa w połowie pasa startowego. Światło palące się nad wejściowymi drzwiami oświetlało pięknie wyrzeźbione. ^zwłaszcza przy ilości paliwa. Zorientowałem się. zdjął koŜuch i rzucił go na krzesło.Proszę sobie nie robić kłopotu . przestronny pokój. Chciało się powiedzieć. . jeden pokój dodatkowy i tak mieszkamy. a drugi do pokojów obsługi. Obydwa pomieszczenia były więc diablo zimne i po odtajaniu w samochodzie zaczynałem znowu drzeć z zimna. ale teraz stały tylko dwa. rzucając hełm lotniczy z przymocowaną do niego maską tlenową na skórzany fotel. Ŝe nie mogę panu słuŜyć większymi wygodami przepraszał Marks.odparł przybierając ton dobrego gospodarza. Poza tym było dwudziestu urzędników . więc wybraliśmy sobie dwie sypialnie. Wysiedliśmy. który przedstawił mi się jako 238 porucznik pilot Marks. jaką nam przydzielają. Ŝe jest to kasyno oficerskie. które są niezbędne w kaŜdym wojsku. Mój gospodarz. Jeden prowadził do kwater oficerskich. Wszędzie ten sam wzorzec. Ŝe to się da zrobić .

odparł. Opowiedziałem mu o swojej awarii i dodałem. Ŝe mówię ze stacji RAF-u w Minton.Wspaniale .Tak. ale teraz przyjąłem trunek 239 wdzięcznością. . Nastąpiła chwila pauzy. . Ale obawiam się. Czy pan leciał do nas.powiedział wreszcie. Zaprowadził mnie do biura. . Ŝe lecę do was. . George . czy nie? Słyszałem przed chwilą. Przypomniałem sobie jednak. jak przystało na oficera słuŜbowego nawet w noc wigilijną. Poproszę dowódcę eskadry. Sądząc z wesołego gwaru. . Ŝe jego lotnisko musiało być zawiadomione.Przepraszam. Ŝe w kontroli ruchu nie ma teraz nikogo na słuŜbie. . Kiedy zobaczyłem światła lotniska.Znakomity wyczyn lotniczy tego pilota z Gloucester. Słyszałem odgłosy świątecznej libacji. Po krótkiej chwili odezwał się inny. . Tu miałem awaryjne lądowanie. kierowany przyrządami do ślepego lądowania. Marks zjawił się z butelką whisky. Uzyskanie połączenia trwało wieki.Wobec tego proszę mnie połączyć z oficerem słuŜbowym. wiem . poniewaŜ nie miałem numeru Merriam St. Ŝe nic się tu nie działo od chwili. pomyślałem raz jeszcze. wylądowałem w przekonaniu. Musiał być młody i zdyscyplinowany. Ŝe ma przyjąć wampira lądującego na przyrządach ślepego lądowania i bez radia. . Na pewno podoficer słuŜbowy z wartowni. . Nie mógłby inaczej zejść w dół. Wreszcie dostałem połączenie. Ŝe to pan pilotował to pudło! Westchnąłem i zacząłem tłumaczyć od początku. jaki po chwili rozległ się w słuchawce. Marks poszedł przypilnować ordynansa. To ich zawód. a ja spojrzałem na zegarek i stwierdziłem. Z reguły nie piłem alkoholu. czy mogę spytać.Widzi pan. Ale ja nie jestem z kontroli ruchu.odezwał się w słuchawce zaspany głos.Miał pan pecha. .txt synie. . . .Little Minton . Czułem. kto mówi? Podałem mu nazwisko i rangę informując. Czy mogę tymczasem zadzwonić? .AleŜ oczywiście! PrzecieŜ musi się pan zameldować. Ŝe jest to Merriam St.Wydaje mi się. Proszę chwilę zaczekać. Jest tylko kilku oficerów w kantynie. George.Tak jest. zostałem przejęty przez samolot meteorologiczny z Gloucester. kiedy zamknęliśmy lotnisko o piątej po południu. stopień i nazwę swojej bazy. kiedy podałem mu nazwisko. MoŜe wysłać po pana łazik? 240 . Znowu wyłoŜyłem całą sprawę. dochodzące z mieszkania słuŜbowego przy centrali telefonicznej.Forsyth Opowiadania. Ŝe jest trzeźwy.powiedziałem. Kiedy nakręcałem numer centrali.Skąd pan mówi? . Mogę tu przenocować. jest tu obok. Ten człowiek być moŜe świetnie Strona 146 . Ale wylądowałem na niewłaściwym lotnisku.zawyrokował mój rozmówca. To chyba całkowicie opuszczona baza. dziękuję. Musiałem się jakoś rozgrzać.Proszę o połączenie z dyŜurnym kontrolerem ruchu . oficer słuŜbowy znajdował się w kasynie. starszy głos. Co pan chce. połoŜonego niedaleko wejścia do baru. Telefonistka znalazła go dopiero po dłuŜszym czasie. Byłem pewny. W niewielkim zimnym pokoju stało krzesło.RAF Minton. rozumiem. nie o to mi chodzi. Z powodu mgły tamten musiał lecieć na przyrządach radarowych.zapytał mój rozmówca. Ŝe dochodzi północ.odezwał się męski głos.Merriam St. puste biurko i telefon.Nic o tym nie wiem . Kiepski sposób spędzania BoŜego Narodzenia. pomyślałem. George.Naturalnie. Tej nocy nie zapowiadano Ŝadnych lotów. .Niech pan się zdecyduje. Ŝe zaledwie pół godziny temu błagałem Boga o pomoc. Słuchał mnie uwaŜnie. Ŝebyśmy zrobili? Zaczynałem tracić cierpliwość. Ale oni powinni przecieŜ latać w kaŜdą pogodę. . i zawstydziłem się. .Nie. . który mnie tutaj doprowadził.

próbowałem protestować. JednakŜe pilot mosquita musiał juŜ powrócić do Gloucester i trzeba mimo wszystko zawiadomić go.Chwileczkę. aby przebyć jeszcze sześćdziesiąt kilometrów. I od tego czasu nie było Ŝadnego polecenia.Na zachód RAF Marham. Ale wycofano je z uŜycia trzy miesiące temu.spytała telefonistka. panie poruczniku odpowiedział. Nie tylko nie mogłem z moim zapasem paliwa dotrzeć do Merriam St. Wesołych świąt! OdłoŜył słuchawkę. . Oparłem się na poręczy krzesła i odetchnąłem głęboko. George są urządzenia do ślepego lądowania . o tej porze. czy Lakenheath nie mogło być mowy.Wiem. . . Zadałem mu wtedy ostatnie pytanie: . Dziękuję panu bardzo. gdzie znajdują się najbliŜsze stacje RAF-u.Moim rozmówcą musiał być chyba stary okularnik o niewyczerpanej cierpliwości i uprzejmości. Ŝe mam benzyny tylko na pięć minut lotu. .O piątej po południu zamknęliśmy lotnisko. A na południe RAF Lakenheath. Marham znajdował się sześćdziesiąt kilometrów na zachód. . aby zapalić światła opuszczonego lotniska.5 metra*? Chodzi mi o najbliŜsze lotniska utrzymujące przez dwadzieścia cztery godziny podsłuch alarmowy.W nocy. Wasza jednostka posługuje się mosquitami do pomiarów ciśnienia i temperatury na duŜych wysokościach. Wylądował tutaj. . w nocy.odpowiedział mi równie dobitnie oficer.Wiem dobrze.Gloucester.5 metra jest częstotliwością międzynarodowej słuŜby awaryjnej.Czy wobec tego moŜe mi pan powiedzieć. ale który biegł czterysta metrów w gęstej mgle.Forsyth Opowiadania. Potem zapytałem: . Ŝeby jeden z nich został sprzedany w prywatne ręce? .Tak . . Czy ja mówię z RAF-em Gloucester? . Ŝe Ŝyję. Niewiele juŜ dziś ich zostało.są zawsze na słuŜbie.odpowiedział. w Minton. . Ŝe są! .Ale my juŜ dawno mamy fajrant . uŜywaliśmy mosquitów.Owszem . w Suffolk. który juŜ się u was nie pojawi. DyŜurny oficer meteorolog przy aparacie.PrzecieŜ to właśnie w Merriam St. Dobranoc. . nie doceniany. Rozpity. ale czy jest moŜliwe. kiedy usłyszał huk krąŜącego mu nad głową samolotu. O dotarciu do Marham 241 16-Czysta robota . . jeŜeli tolerował głupie pytania o tej porze nocy. Latamy teraz na canberrach.Przypuszczam. Lakenheath leŜał równieŜ w odległości sześćdziesięciu kilometrów na południe. Wytłumaczyłem mu sytuację. Ŝe znalazły się w muzeum. .Owszem.powiedział po namyśle. Oczekują wampira.Dziękuję. I wesołych świąt! Strona 147 . Jedno naleŜy przyznać eskadrom meteorologicznym .Myślę.Doskonale. Ŝebyście odwołali alarm swego personelu radarowego i kontroli ruchu.odpowiedziałem stanowczo. zbiurokratyzowany porucznik pilot Marks. A przecieŜ pokazałem temu pilotowi w mosquicie. Poza tym leciał o wiele za nisko po naszym locie przez mgłę.121. Siedziałem przy telefonie wpatrując się z niedowierzaniem w aparat. .Dzwonię do was. których radio pracuje w ciągu nocy na fali 121. Ŝe zrozumiał. . . Ŝe nie moŜna tego wykluczyć .txt dowodził eskadrą.Zgadza się. Albo teŜ posłano je do muzeum. . który wprawdzie nie rozróŜniał chyba przodu samolotu od tyłu. aby je znowu uruchomić.Ale nie zostały uŜyte tej nocy! Były nieczynne od piątej po południu. . prawda? . Ŝe zaszła.Gloucester? . George. . o tej porze? . na drugim końcu Norfolku. Ten człowiek musiał być szalony. jakaś pomyłka.To nie mógł być Ŝaden z naszych samolotów. . ale na dodatek tamtejsze lotnisko było zamknięte. Odpowiedział wyraźnie. Ŝe poszły na złom. DyŜurny oficer przyjął telefon.zaczął krzyczeć. Zaczęło mi świtać w głowie.A co się stało z mosquitami? .Obawiam się. ale był juŜ chyba lekko zawiany. Uratował mnie porucznik Marks.Ale raczej sądzę. Ŝe wcale nie zawdzięczałem swego Ŝycia pilotowi z Gloucester. .

.oznajmił. co robi.. kiedy niebo nad lotniskiem dygotało od huku silników startujących do walki i powracających samolotów. w którym wesoło trzaskał ogień. Na razie jednak w pokoju było jeszcze chłodno i kuliłem się w moim lotniczym kombinezonie.Wiem juŜ od pana Marksa. aŜ wreszcie podchmielony oficer na ziemi ma na tyle przytomności umysłu. Był dobrym stewardem. Pokój będzie zaraz gotów. wykąpałem się szybko w gorącej wodzie. wpadłem tu przypadkiem! .Oczywiście. .Pański pokój jest gotów . Przykro mi. a bar rozbrzmiewał wesołymi piosenkami.Dawno tu jesteście? . dziękuję panu serdecznie za pomoc.Forsyth Opowiadania. Zdecydowałem. Zabrałem swój hełm i poszedłem korytarzem. w sali jadalnej panował hałas i słychać było brzęk talerzy i sztućców. około dwudziestu lat.Widzieliście tutaj wiele zmian. . Woda na kąpiel juŜ się grzeje. to pójdę do łóŜka. . oczywiście. Ale. aby na czas zapalić światło i uratować mi Ŝycie. ZauwaŜa mnie przypadkiem. Zdziwiłem się. stary ordynans zabawiał mnie rozmową. Stanąłem przed starą fotografią stojącą w ramce na kominku..Tak. . Joe tymczasem zbierał talerze i szkło ze stołu. . Mówił mi o czasach. a potem bierze mnie na hol jakiś postrzelony księŜycowy pilot.Mam na imię Joe. Ten miał chyba siedemdziesiąt lat i był najwyraźniej miejscowym cywilem. Słuchając go skończyłem posiłek i wypiłem resztę butelki czerwonego wina. Jestem tu stewardem. którą Strona 148 .spytałem go raczej z grzeczności niŜ z prawdziwego zainteresowania. jeŜeli moŜna tak powiedzieć. od załoŜenia tej stacji przed samą wojną.. Podczas gdy jadłem szybko i z apetytem. sprzed kominka uniósł się klęczący tam stary człowiek. Z uchylonych drzwi pokoju numer siedemnaście padała na korytarz smuga światła. i kiedy Joe poszedł ją przynieść.txt OdłoŜyłem słuchawkę i potrząsnąłem głową w zakłopotaniu.Dobry wieczór . . Zapomniałem poprosić Marksa o poŜyczenie swetra. pełnymi zapału lotnikami.ten amatorski as lotnictwa nie zdawał sobie w najmniejszym stopniu sprawy z tego.Numer siedemnasty. Joe rozpala tam teraz ogień. Ale gdyby nie on. prawda? Dawniej musiało być inaczej. kiedy wszystkie pokoje były zapełnione młodymi. Co za 242 noc. omal nie doprowadza do katastrofy. JeŜeli pan pozwoli. Jedno jest pewne . Kiedy ogień się rozpali. będzie tu całkiem przyjemnie. Stewardzi w kasynach oficerskich są zwykle Ŝołnierzami słuŜby czynnej. W drzwiach ukazała się głowa pilota porucznika Marksa. Da pan sobie radę? Byłem dla niego teraz bardziej uprzejmy. Ręka.przywitał mnie.Oczywiście. Ŝe zjem moją samotną kolację w pokoju. . panie poruczniku. Po skończeniu kolacji wstałem od stołu. .Po czym zaczął opowiadać mi o latach. Wytarłem się ręcznikiem i zawinąłem w stary. Ŝe robię tyle zamieszania o takiej porze. co za niewiarygodna noc! Najpierw wysiada mi radio i wszystkie przyrządy pokładowe. Nie moŜna chyba liczyć na więcej szczęśliwych zbiegów okoliczności. zapaliłem go i zacząłem przechadzać się po pokoju. ZasłuŜył sobie na moją wdzięczność. ale ciepły szlafrok przyniesiony mi przez Joego. którą Joe mi przyniósł z kredensu przy barze. mijając liczne drzwi kawalerskich pokojów oficerów.Porucznik Marks mówił o was. gdzie znajdowałbym się teraz? Mój zimny trup kołysałby się na falach Morza Północnego! Resztką whisky wzniosłem toast za zdrowie pasterza i za jego dziwne hobby prywatnego latania starymi samolotami. który tymczasem przygotował mały stół 243 i postawił na nim gorące jajka na bekonie.. . Kiedy wszedłem do pokoju. lubiący sobie polatać w nocy na muzealnym mosquicie. panie poruczniku. potem tracę kierunek i brakuje mi paliwa. którzy wszyscy słuŜyli juŜ gdzie indziej. wyciągnąłem z kieszeni mego lotniczego kombinezonu papierosa. . w końcu korytarza.

Z tyłu za pilotem widać było wyraźnie jego samolot. które zapewniały samolotowi znakomitą sprawność. wpuszczając do pokoju strumień mroźnego powietrza. usłyszałem huk silników. Miał w oczach jakiś cień smutku. Tak się składa. Ŝe był to właśnie jego pokój. czy jest zabezpieczone.Kavanagh? . Ŝe gdzieś. Po jej zakończeniu wystąpił z wojska i zajął się chyba handlem uŜywanymi samochodami. Latali na mosquitach. wychyliłem się na zewnątrz i wyjrzałem za firankę.Kto jest tym pilotem. Podczas dobrej koniunktury lat pięćdziesiątych dorobił się pewno niezłych pieniędzy. sam to zrobię.Podszedłem do kominka i przyjrzałem się z bliska fotografii.Jakim pilotem. Ŝe. Nie był to jednak jasnoniebieski nylon i połyskujący hełm dzisiejszych czasów. 245 Kiedy wracał z jakiejś wycieczki do Europy. Nie mogło być wątpliwości. panie poruczniku . Na jednej z okresowych licytacji RAF-u kupił sobie starego mosquita. aby stanąć przy oknie. jak się ma pieniądze. .W jakiej słuŜył eskadrze? . Był tutaj w czasie wojny. Aby je mocniej przyciągnąć. panie poruczniku. mieszając się z prądem ciepłego powietrza buchającego z okna. Ale ja jestem stronniczy. 244 . Postawił kieliszek od wina na talerzach trzymanych w rękach.Tak. Byłem jego ordynansem. Patrzył w aparat z ponurym napięciem. tylko motocykl jakiegoś chłopca z farmy. Niezły sposób spędzania wolnego czasu.Forsyth Opowiadania. bez uśmiechu na twarzy. panie poruczniku. Wspaniały człowiek. kupił sobie ładny dom na wsi i miał środki na swoją prawdziwą pasję Ŝyciową . Zamiast uŜywanej dziś plastykowej osłony. ale wyraźne litery JK. Byli to znakomici piloci. . sprawdziłem. wysokie buty. Oczywiście nie było tam Ŝadnych silników. i obróciłem się w stronę pokoju. zauwaŜył mnie Strona 149 .Ach! To zdjęcie pana Kavanagh. A więc nie Juliet Kilo. do hełmu przymocowane były okrągłe gogle. Fotografia była stara i poplamiona. Był Irlandczykiem. Mgła kotłowała się w wielkich kłębach. .latanie. Nie moŜna było nie rozpoznać smukłej sylwetki bombardującego myśliwca Mosquito wraz z jego dwiema gondolami mieszczącymi dwa silniki Merlina. Chciałem juŜ coś powiedzieć staremu stewardowi. Joe? .Zaraz je zamknę.Przyglądałem się bacznie samolotowi w tle zdjęcia. Jedno z okien otworzyło się gwałtownie. Cała sprawa stała się teraz jasna jak słońce. . Pozwolę sobie jednak powiedzieć.Eskadra zwiadowcza. a więc około dwudziestki. ubranego w lotniczy kombinezon. stawiając na stole pozbierane talerze. . Zamknąłem okno. Wydało mi się. panie poruczniku. z rozstawionymi lekko nogami i prawą ręką na biodrze. moim zdaniem. . pan Johnny był z nich wszystkich najlepszy. jakiego dawniej uŜywali lotnicy. doprowadził go do porządku i latał. Ŝegnającego się przez płot ze swoją dziewczyną. szorstkie spodnie sukienne i cięŜką wiatrówkę na baranim futrze. W lewej ręce trzymał skórzany miękki hełm. daleko we mgle. jeŜeli mi wolno tak powiedzieć. Wystarczyły mi dwa kroki. kiedy tylko chciał. panie poruczniku? Pokazałem samotną fotografię na kominku. Kavanagh był podczas wojny asem lotniczym w jednej ze słynnych eskadr. kiedy poczułem nagle na plecach powiew zimnego powietrza. Poczułem przejmujące zimno w pokoju. Pilot ze zdjęcia miał na sobie grube.Nie trzeba. ale zupełnie wyraźna. Przedstawiała młodego człowieka mniej więcej w moim wieku. . Na dziobie samolotu za lotnikiem widniały blade. Stał w wyzywającej pozie. co było dość powszechne wśród zdemobilizowanych lotników. a Johnny Kavanagh.powiedział staruszek. chwiejącym się w stalowej ramie.txt podnosiłem papierosa do ust. zawisła nagle w połowie drogi.

.CóŜ ..Mówiono. tutaj w Minton.. ale poniewaŜ nie miałem i tak paliwa.. myśląc o jego nocnym wyczynie. Wielkie czterosilnikowe maszyny... naprawdę wspaniały. Ŝe były podziurawione ogniem artylerii przeciwlotniczej lub miały rozbite radioaparaty.... i wziął mnie na hol.. Pamiętam....powiedziałem .Niestety.. Pamiętam.. . 116 Przywilej absolutny . Umierający i ranni na pokładzie. rozbite radia. Ŝe ma szósty zmysł. aby utrzymać trzeszczące i dygoczące maszyny na kursie. zorientował się. Ŝe bardzo często. Ŝe nadal to robi. Strona 150 27 143 .przyznałem. Ŝe ma kocie oczy... gdzie wyznaczali rakietami cele dla bombowców.. . Ŝe potrafię odnaleźć tego człowieka. zupełnie jak pan dzisiaj: "Joe. Joe uśmiechnął się. .. ale znacznie częściej kazał napełniać ponownie zbiorniki paliwa swojego mosquita i startował znowu..O..Kavanagh nie chodził z nimi? .. 49 Są takie dni.Znam je z fotografii . Cesarz .... rozpaczliwe wysiłki pilotów.Tak. . nawet gdybym musiał się uciec do pomocy Królewskiego Aeroklubu.... Byłem pewien. podąŜających w stronę wybrzeŜa. to był chyba bardzo dobry pilot ..Tak właśnie było. 5 W Irlandii nie ma Ŝmij . i prowadził je na nasze lotnisko. Ŝe nie było widać własnego nosa. Z własnego niedawnego doświadczenia pamiętałem gorzką samotność zimowego. wypatrując uszkodzonych samolotów... .. panie poruczniku.Owszem. panie poruczniku. Mówiono.powiedziałem z przekonaniem.... Joe był juŜ przy drzwiach. panie poruczniku. reszta młodych oficerów szła do baru na jednego. halifaxy.. Pan Johnny wyleciał na swój ostatni patrol w wieczór wigilijny 1943 roku..... Skrzywiłem się. 246 Odwróciłem się od fotografii i zgasiłem papierosa w popielniczce przy łóŜku. Ŝeby je znać? ...przerwałem staremu.... tak. kiedykolwiek jeden z nich będzie tam w nocy usiłował powrócić do bazy.txt latającego w trójkątach nad całunem mgły. Waddington. Wesołych świąt! Spis treści Czysta robota . pan był chyba jeszcze za młody...... Właśnie dzisiaj minęło czternaście lat... Dobranoc.Wspaniały człowiek .powiedziałem z przekonaniem... Wypatrywał tam uszkodzonych bombowców. Za przeproszeniem..... A następnie prowadził je do lądowania.. nie było wyboru. .wygląda na to. czasem w tak gęstej mgle. .... Scampton.... polecę i sprowadzę go na ziemię!" Pokiwałem głową...Najlepszy. panie poruczniku.. On zaś.Forsyth Opowiadania..... .. Ŝe jestem w niebezpieczeństwie.. milczące radio i bezradność wobec mgły zakrywającej ziemię......... a znając doskonale teren.... 99 Dowód rzeczowy ... Było to oczywiście ryzykowne. Ŝe kiedyś powiedział mi stojąc przy kominku. NaleŜały do róŜnych baz: Marham. poszarpane skrzydła i stery. Wielkie bombowce leciały do swoich własnych baz. Nigdy juŜ nie powrócił. nocnego nieba. . 82 Niewypał . ... Musiał spaść ze swoim samolotem gdzieś w Morze Północne. A raczej na kilka.... stirlingi i lancastery. Leciał samotnie nad Kanał czy Morze Północne.. Za pomocą radia mógł określić dokładnie swoje połoŜenie. Stary ordynans najwyraźniej uwielbiał swego oficera z czasu wojny..... kiedy eskadra wracała znad Niemiec..Zdarzało się. MoŜe to ta krew irlandzka. panie poruczniku .. . Wylatywał po raz drugi tej samej nocy po wykonaniu zadania i patrolował nad Morzem Północnym... I ten człowiek prowadził je do lądowania? Widziałem je w wyobraźni. mógł się pokusić o odnalezienie swojego starego lotniska Minton nawet w gęstej mgle. ..A niektóre z nich pokazują na paradach w czasie uroczystości... Cotteshall.... Podziurawione kadłuby..potwierdził Joe za moimi plecami.. .

....Forsyth Opowiadania......... 162 Dokładny człowiek .. 203 Pasterz ......... ................ 176 Dobra nauczka . .........txt Obowiązek ... 221 Koniec Strona 151 ............

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful