Forsyth Opowiadania.

txt FredericK Forsyth "Czysta robota i inne opowiadania" PrzełoŜył: STEFAN WILKOSZ Tytuł oryginału: "NO COMEBACKS AND OTHER STORIES" Autor ilustracji K. WARD Opracowanie graficzne Studio Graficzne "Fototype" Redaktor MARIA GRZYMSKA LUCYNA LEWANDOWSKA LEDIA KOWAL Copyright (c) 1972, 1973, 1979, 1982 by Frederick Forsyth For the Polish edition Copyright (c) 1993 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o. Published in cooperation with Wydawnictwo Mizar Sp. z o.o. ISBN 83-7082-244-4 Wydawnictwo Amber Sp. z o.o. Warszawa 1993. Wydanie I Skład: "Kolonel" w Łomiankach Druk: Łódzka Drukarnia Dziełowa CZYSTA ROBOTA Mark Sanderson lubił kobiety. Lubił takŜe krwiste befsztyki z dobrze przyprawioną sałatą. Zarówno pierwsze, jak i drugie konsumował z jednakowym apetytem. Kiedy brała go ochota, telefonował do odpowiedniego dostawcy i zamawiał towar, który przysyłano mu do wytwornego domku, zbudowanego na dachu duŜej kamienicy. Mógł sobie pozwolić na wszystko, był bowiem multimilionerem i to w funtach szterlingach, a więc w walucie, której wartość, nawet w dzisiejszych niepewnych czasach, równa się niemal dwóm dolarom. Jak większość bogatych i moŜnych ludzi wiódł Ŝycie na trzech róŜnych płaszczyznach. Pierwszą stanowiło jego Ŝycie zawodowe i publiczne, był przecieŜ jednym z potentatów londyńskiego City i to powszechnie znanym i podziwianym. Drugą określano jako domenę prywatną, która nie zawsze pokrywała się z plotkami, jakie na jego temat krąŜyły. Trzecią wreszcie było ściśle prywatne Ŝycie, do którego nikt nie miał dostępu. Pisano o nim regularnie na łamach wszystkich dzienników, interesowały się nim kolumny finansowe i kolumny plotkarskie najrozmaitszych pism, nie mówiąc juŜ o programach telewizyjnych. Mark Sanderson rozpoczął swoją karierę w późnych latach pięćdziesiątych w agencji handlu nieruchomościami w centrum Londynu. Miał niewielkie wykształcenie, które uzupełniał niezwykły instynkt i prawdziwy nos do transakcji inwestycyjnych. W ciągu dwóch lat nauczył się nie tylko wszystkich zasad kupieckiej gry, ale - co waŜniejsze sposobów legalnego ich obchodzenia. W wieku dwudziestu trzech lat załatwił w ciągu jednej doby swoją pierwszą samodzielną transakcję. Było nią kupno posiadłości w dzielnicy St. John's Wood. Zarobił na tym dziesięć tysięcy funtów, po czym załoŜył firmę pod nazwą Hamilton Holdings, która przez następne czternaście lat miała być jego główną 5 bazą wypadową. Nazwał ją tak na pamiątkę owej pierwszej transakcji, albowiem nabyta przezeń wówczas kamienica znajdowała się na Hamilton Terrace. Miał to być ostatni sentymentalny odruch w jego Ŝyciu zawodowym. Z początkiem lat sześćdziesiątych, gdy zarobił pierwszy milion, przerzucił się z handlu nieruchomościami na budownictwo budynków biurowych. W połowie dekady był wart bez mała dziesięć milionów i rozszerzył granice swojej działalności. Jego mistrzowskie operacje z dziedziny finansów, bankowości, przemysłu chemicznego, inwestycje w miejscowościach letniskowych nad Morzem Śródziemnym były Strona 1

Forsyth Opowiadania.txt równie intratne, jak owa pierwsza transakcja w St. John's Wood. Opisywała je prasa, ludzie je podziwiali, a akcje dziesięciu przedsiębiorstw zgrupowanych w Hamilton Holdings stale zwyŜkowały na giełdzie. Na innych stronicach gazet moŜna było znaleźć plotki z prywatnego Ŝycia Marka Sandersona. Pisano o jego wspaniałym apartamencie przy Regent's Park, luksusowej posiadłości w stylu elŜbietańskim w hrabstwie Worcestershire, zamku w dolinie Loary, willi w Cap d'Antibes, o jego jachcie, rolls-roysie, lamborghinim, a takŜe o nie kończącym się korowodzie młodych, kształtnych gwiazdek filmowych, w których to towarzystwie nieustannie się fotografował. Plotkarskie kąciki gazet pełne były fascynujących opisów wdzięków dziewczyn wylegujących się w jego czterometrowym, okrągłym łoŜu. Jeszcze przed dziesięciu laty zostałby zapewne zrujnowany, gdyby jego nazwisko łączono ze sprawą rozwodową pewnej majętnej gwiazdy filmowej lub procesem o ojcostwo wytoczonym mu przez pretendentkę do tytułu miss świata. Ale na przełomie lat siedemdziesiątych skandale te stanowiły raczej świadectwo - tak obecnie poŜądane - jego krzepy. ToteŜ w kołach towarzyskich londyńskiego West Endu budziły sensację i podziw. Mark Sanderson był więc osobistością powszechnie znaną. Jego tajemne Ŝycie było czymś zgoła innym. MoŜna by je określić po prostu jednym słowem: nuda. Cała ta intensywna aktywność nudziła go śmiertelnie. Ukute niegdyś przez niego powiedzonko "czegokolwiek Mark zapragnie - Mark dostanie" przemieniło się w kiepski Ŝart. W wieku trzydziestu siedmiu lat wyglądał nieźle, pozował na Marlona Brando, był w świetnej formie fizycznej i bardzo samotny. Zdawał sobie sprawę, Ŝe potrzebuje nie setek dziewczyn, ale jednej jedynej, która dałaby mu dzieci i potrafiła stworzyć domowe ognisko. Rozumiał, Ŝe ma małe szansę znalezienia takiej kobiety, poniewaŜ wiedział dość dokładnie, jaka powinna być, i Ŝadnej takiej 6 nigdy w Ŝyciu nie spotkał. Jak większość bogatych playboyów, mógł ulec urokom jedynie takiej kobiety, której nie imponowałyby ani jego pieniądze, ani pozycja społeczna, ani reputacja. W odróŜnieniu od większości bogatych playboyów, Mark Sanderson zachował wystarczającą trzeźwość umysłu, by móc patrzeć na samego siebie obiektywnie. Ale tylko po kryjomu. Publiczne przyznanie się do czegoś takiego równałoby się ośmieszeniu. Był juŜ całkiem pewny, Ŝe nigdy owej wymarzonej istoty nie spotka, kiedy tak się właśnie stało. Było to wiosną, na jakimś balu dobroczynnym, takim na którym wszyscy goście nudzą się śmiertelnie, a dochód ze sprzedaŜy biletów starcza akurat na bańkę mleka dla dzieci w Bangladeszu. Kobieta stała po drugiej stronie salonu, słuchając monologu jakiegoś niskiego grubasa kurzącego długie cygaro. Słuchała go z dyskretnym półuśmiechem, z którego nie moŜna było wnioskować, czy bawi ją anegdotka grubasa, czy teŜ jego błazeńskie wysiłki zajrzenia w głąb jej dekoltu. Sanderson przedarł się przez tłum i korzystając z pobieŜnej znajomości grubego producenta filmowego, pozwolił się przedstawić dziewczynie, która nazywała się Angela Summers. Dłoń o wypielęgnowanych paznokciach, którą mu podała, była wąska i chłodna. Na serdecznym palcu lewej ręki, w której trzymała szklankę ginu z tonikiem, a raczej z samym tonikiem, widniała złota obrączka. Sandersona bynajmniej to nie zraŜało. Kobiety zamęŜne uwaŜał za równie łatwe do zdobycia jak panny. Pozbył się filmowca i zaprowadził ją w kąt pokoju, Ŝeby móc spokojnie porozmawiać. Bliskość kobiety podnieciła go, co było rzeczą normalną, ale wraŜenie, jakie na nim zrobiła, raczej było niezwykłe. Pani Summers, wysoka i smukła, była piękna i promieniowała spokojem. Mimo obowiązującej w latach siedemdziesiątych szczupłości sylwetki miała wydatne piersi, wąską talię i solidne biodra. Błyszczące kasztanowate włosy ściągała klamra, a ich połysk zdawał się świadczyć o zdrowiu właścicielki. Miała na sobie prostą białą suknię, która podkreślała jej złocistą opaleniznę. Nie nosiła Ŝadnej biŜuterii. Oczy lekko podkreśliła ołówkiem, poza tym twarz bez makijaŜu, co wyróŜniało ją wśród obecnych w salonie wytwornych pań. Sanderson Strona 2

Forsyth Opowiadania.txt określił jej wiek na trzydzieści lat. Jak się później dowiedział, miała trzydzieści dwa. Sanderson obrał sobie jej opaleniznę za temat rozmowy. Czy nabyła jej w czasie wiosennych wakacji w górach, czy moŜe na statku, w drodze na Wyspy Karaibskie? Zakładał, Ŝe Summersowie są wystarczająco zamoŜni, Ŝeby prowadzić taki sam tryb Ŝycia, jaki 7 prowadziła większość obecnych na balu gości. Okazało się, Ŝe obydwa jego przypuszczenia są błędne. Mieszkała z męŜem w domku na wybrzeŜu Hiszpanii. Państwo Summers Ŝyli z niewielkich honorariów z ksiąŜek o ptakach, które pisał jej mąŜ, oraz z pieniędzy zarabianych przez nią. Udzielała lekcji angielskiego. Przyglądając się jej ciemnym oczom i włosom oraz złocistej cerze, doszedł do wniosku, Ŝe jest Hiszpanką, ale powiedziała mu, Ŝe jest Angielką. Przyjechała w odwiedziny do rodziców mieszkających w środkowej Anglii, a szkolna koleŜanka zaprosiła ją na tydzień do Londynu. Za kilka dni miała powrócić do Hiszpanii. Rozmawiało się z nią łatwo. Nie schlebiała Sandersonowi, co mu odpowiadało, nie wybuchała przesadnym śmiechem, kiedy mówił coś zabawnego. - Co pani myśli o londyńskiej socjecie? - zapytał, kiedy stali oparci o ścianę, przyglądając się tańczącym parom. - Przypuszczalnie nie to, co powinnam - odrzekła powaŜnie. - Papugi w szklanej klatce - mruknął złośliwie. Uniosła brwi. - A mnie się zdawało, Ŝe Mark Sanderson jest jednym z filarów tej socjety - powiedziała bez Ŝółci, ale stanowczo. - CzyŜby wieści o mnie docierały aŜ do Hiszpanii? - Nawet na Costa Blanca czytamy Daily Express - odpowiedziała spokojnie. - A w nim dokładne opisy Ŝycia i przygód Marka Sandersona. - Oczywiście - odparła bez wahania. - Czy robią na pani wraŜenie? - A powinny? - Nie. - A więc nie robią. - Jej odpowiedź napełniła go dziwnym zadowoleniem. - To dobrze. Ale czy mogę zapytać, dlaczego? Zastanawiała się przez chwilę. - To chyba wszystko fałsz - stwierdziła. - Czy ja teŜ? Patrzył, jak pod prostą, białą bawełnianą sukienką łagodnie wznoszą się i opadają jej piersi. Wreszcie spojrzała mu w oczy. - Nie wiem - odparła z powagą - ale przypuszczam, Ŝe gdyby dać panu szansę, mógłby pan zostać raczej porządnym człowiekiem. Jej słowa wytrąciły go z równowagi. - Myli się pani - mruknął, ale ona uśmiechnęła się pobłaŜliwie, jak do małego, krnąbrnego chłopca. Po kilku minutach zjawili się jej przyjaciele, przywitali się z San8 dersonem i zabrali ją. W drodze do hallu Mark zaproponował jej szeptem wspólną kolację następnego wieczoru. Od lat nikogo juŜ tak nie zapraszał. Angela Summers nie wysiliła się na Ŝaden dowcip o tym, jak to niebezpiecznie jest pokazywać się w jego towarzystwie ani o tym, Ŝe ma nadzieję, iŜ nie będzie w pobliŜu fotografów. Zastanawiała się przez chwilę i odpowiedziała: - Dobrze, bardzo chętnie. Mark myślał o niej przez całą noc. Całkowicie zaniedbał wychudzoną i mizdrzącą się modelkę, którą poderwał nad ranem w jakimś nocnym lokalu. Wpatrywał się w sufit i widział oczami wyobraźni połyskujące kasztanowe włosy, wyobraŜał sobie, Ŝe leŜą na jego poduszce. Pod palcami czuł miękką złocistą skórę Angeli. Był pewien, Ŝe ich właścicielka śpi spokojnie i cicho, bo wszystko przecieŜ robiła w taki właśnie sposób. Wyciągnął rękę, Ŝeby popieścić pierś modelki, ale trafił na wysuszony woreczek przypominający ucho zagłodzonego szczeniaka. Dziewczyna wydała z siebie cichy jęk, który miał być niby to jękiem rozkoszy. Więc Strona 3

co rzadko czynił w towarzystwie kobiety . Włosy miała spiętrzone nad czołem.Zapewniam cię. ale proszę mi nigdy więcej nie kupować takich rzeczy. Tydzień to krótki okres na rozwinięcie się romansu. zarysowały się przed jego oczami jasno i wyraźnie. .i jestem wdzięczna. jej obecność przynosiła spokój i ukojenie. i to pod kaŜdym względem. Ŝe jest zakochany po uszy.odrzekła.powiedziała. Z taką odmową nie spotkał się od lat. mocno ściągniętą w talii szerokim paskiem spódnicę. Ubrana była w białą bluzkę z bufiastymi rękawami. Ostatni wieczór przed jej powrotem do Hiszpanii spędzili oczywiście razem. było proste i inteligentne. . i długą. Strój ten przydawał jej sylwetce staroświeckiej. Posłał więc kogoś na Bond Street po największą. Zatelefonował do Worcestershire. wciąŜ siedzieli. Uprzejmie.słuchała go uwaŜnie. odsunęła ją łagodnie. Zarządził więc. Była w niej wewnętrzna pogoda. co mówiła. Nazajutrz wieczorem podjechał po nią. . Ŝe nie zorientowałam się wcześniej i nie przestałam się Strona 4 . 10 To moja wina. Ŝe nazywają się Miss Dior i Ŝe kupuje je sobie od czasu do czasu w samolocie. ustosunkowała się równie serio do sprawy i potrząsnęła głową. Zawstydził się. Przez długi czas całowali się w ciemnym rolls-roysie. a kiedy zaczął jej opowiadać o swoich transakcjach handlowych .Wierzę ci. Wyłoniła się z kabiny w jednoczęściowym białym kostiumie kąpielowym z materiału frotte i była tak piękna. jakie na ogół zachowywał dla siebie . by otoczono basen z trzech stron ruchomymi szklanymi parawanami. . . gdzie sprzedawane są bez cła.Chciałem ci ofiarować coś bardzo specjalnego. Kiedy wybiła północ i zaczęto zamykać restaurację. czarną. a juŜ z pewnością nie zwykłym poŜądaniem. kazał napełnić basen wodą i podgrzać ją. ale kiedy spróbował wsunąć rękę za jej dekolt. jaki miał w pamięci. Ŝe podnieciło go. butelkę tych perfum. odrzuciła propozycję pojechania do niego na ostatniego drinka.txt poszedł do kuchni. pogrąŜeni w rozmowie. ale stanowczo.To straszna ekstrawagancja . Kocham cię bezgranicznie i na zawsze. Wbiła wzrok w zalegającą za szybą samochodu ciemność. zaparkowanym na małej poprzecznej uliczce niedaleko jej domu. . . by zmienić nie tylko jedno Ŝycie. Popijając z wolna. ale to. . I to nie jest przemijające uczucie. przesiedział tam do świtu. Zrobiłbym dla ciebie wszystko. Ŝeby rozeszła się z męŜem i wyszła za niego. jaką Ŝywił dla luźnych obyczajów ludzi ze swojej sfery. PoniewaŜ powiedział to bardzo powaŜnie. pomyślał. Nie lubię ekstrawagancji. ale nawet dwa lub trzy. co zaczyna do niej odczuwać. Zeszła i usiadła przy nim. Przyjęła prezent bez minoderii. niczym sztubak. wiktoriańskiej elegancji. mimo Ŝe wiał chłodny majowy wiatr. Po kilku dniach czuł. zakończonymi koronką. nie jest przelotnym uczuciem. chociaŜ nie zawsze była poinformowana.Wierzę .Forsyth Opowiadania.w więc o operacjach finansowych. Ŝe stać mnie na to. ale bywa wystarczająco długi. dowiedział się. bezlitośnie wykorzystując je dla własnych celów. Nie powinniśmy byli posunąć się tak daleko.Ale to musiało kosztować fortunę . Podziwiał ją ogromnie.Kocham cię. ale zaprotestowała przeciwko jego rozmiarom. jaka była w sprzedaŜy. Ŝe to. co tak bardzo odbiegało od jej wczorajszego wyglądu i od obrazu.odparła . Ŝe aŜ mu dech zaparło. o pogardzie. A ona to wszystko rozumiała. Pod koniec wieczoru zrozumiał.Nie potrafiłabym tego zrobić . Zaproponował. Odzywała się rzadko. Zapytał ją o ulubione perfumy. kiedy to drzewa parku. wielkie opanowanie. CóŜ to za wspaniała kobieta. 9 Coraz łatwiej i swobodniej rozmawiało mu się z nią o sprawach. oświetlone promieniami słońca wschodzącego hen nad wrzosowiskami Wansteadu. Mark. ale stanowczo. do swojej posiadłości. zaparzył sobie kawę i usiadł w ciemnej bawialni. a u kobiet zdolność rozumienia jest waŜniejsza niŜ znajomość rzeczy. W sobotę pojechali tam na weekend.zauwaŜyła ze zgorszeniem.

ale taka juŜ jestem. Ŝe tak. Nie ma na to sił. ja cię kocham. Nie zareagowała na jego ironiczny ton.Sądzę.Ty nic nie rozumiesz . no i gdybym nie była juŜ Ŝoną Archie'ego. od determinacji do koncepcji. Kazał szoferowi zawieźć ją na lotnisko. I znowu wykazała kobiecą intuicję i odniosła się z powagą do tego pytania. Mark.Ty mnie pragniesz. A on nie. skądŜe . wysokiej pozycji towarzyskiej. i to bardziej niŜ kogokolwiek czy cokolwiek. od bez mała dziesięciu lat miał wszystko. . Ŝeby pozostawiono klucz od mieszkania pod słomianką. tylko spojrzała mu prosto w oczy i skinęła głową. . uwielbiają być uwielbiane..Tak.PoniewaŜ on mnie potrzebuje . . tęsknotą i poŜądaniem.MoŜe będziesz mogła mnie pokochać? W przyszłości. co w Ŝyciu posiadałem. Sanderson gwałtownym ruchem zgasił cygaro w popielniczce. gdyby była kobietą pragnącą pieniędzy. a było w końcu tylko jedno. . Zapłacił komorne za miesiąc i złoŜył odpowiedni depozyt . to pewne. Wynajął sobie na nazwisko Michael Johnson niewielkie mieszkanko w Londynie. Na pewno tak.Ja cię nie tylko pragnę. a on coraz bardziej i bardziej pragnął Angeli. Mógłby ją wówczas olśnić bogactwem. o czym tylko zamarzył.wszystko czekiem i przez pocztę. Jesteś zupełnie inny niŜ fama o tobie. W przypadku Marka Sandersona wszystkie te uczucia uległy takiemu przekształceniu. .jak zresztą wszyscy ludzie dysponujący nadmiarem władzy .txt z tobą widywać.Więc rzuć go i wyjdź za mnie.potrząsnęła głową. Nazajutrz wyjechała. .. gdyŜ planował przyjazd późnym wieczorem. od planowania do wykonania planu. luksusu. poŜądane. . czego ja nie potrafiłbym ci ofiarować? . 11 Są wprawdzie róŜnice pomiędzy miłością i potrzebą czyjejś obecności. Maj ustąpił miejsca czerwcowi. ale wtedy nie byłaby przecieŜ sobą i nie pragnąłby jej z taką namiętnością. poŜądam cię. . nie byłoby w ogóle problemu. w innym czasie.Forsyth Opowiadania. . zdanie. W pierwszych dniach czerwca Sanderson postanowił zdobyć Angelę Summers za wszelką cenę i od tej chwili przez głowę nieustannie przebiegała mu jedna jedyna myśl. Dopóki nie rozdzieli nas śmierć.Kobiety lubią być kochane. Uwielbiam cię. Znalazł się więc w błędnym kole. chyba nie .Ja cię teŜ potrzebuję. Jestem Ŝoną Archie'ego i nie mogę go porzucić. . Ale jestem juŜ męŜatką i nie ma na to Ŝadnej rady. władzy. którym oddycha. nawet na pewno. . które nie stawiają zbyt wielu pytań i nie interesują się zanadto legalną stroną Strona 5 . ale potrafisz sobie doskonale dać radę beze mnie.uśmiechnęła się.Więc pozostaniesz z nim. chyba właśnie tak. Poprosił.stał się psychicznym kaleką. Angelo. A ja jestem Archie'emu potrzebna bardziej niŜ powietrze. Gdyby Angela była inna. Zrobił to za pośrednictwem agenta i przez telefon. Przykro mi.Więc czemu nie chcesz się z nim rozejść? . zareagowałabym pewnie inaczej na twoją propozycję.. . a to mi się podoba.. . dopóki was śmierć nie rozdzieli. Logicznie i precyzyjnie kroczył od poŜądania do determinacji. KrąŜenie po nim doprowadziłoby go z pewnością do szaleństwa. postanowił więc znaleźć jakieś wyjście. wyjęte prosto z modlitewnika: "dopóki nas śmierć nie rozłączy".Jeszcze nie wiem.To niemoŜliwe.Czy on ma coś. skąd odleciała do Walencji. Pod grubą warstwą cynizmu tkwi w tobie ciepły i wraŜliwy człowiek. Nie jestem taka szybka.Nie.Nie.Ale czy ty mnie takŜe kochasz? ChociaŜby odrobinę? . Zadzwonił następnie do jednej z owych agencji. . . i . śycie nie odmówiło mu dotąd niczego. ale kaŜde z tych uczuć potrafi przemienić się w obsesję. W innym miejscu. .odparła z prostotą. czyli do celu.On jest w gruncie rzeczy szalenie słabym człowiekiem i kiepsko sobie radzi.powiedziała po chwili. ale nade wszystko potrzebują tego. Ŝeby ich ktoś potrzebował.

Zaczął od słowa "najemnik".brytyjski eks-oficer. Zadzwonił do jednego ze swoich przyjaciół. jak Mikę Hoare. o jaką usługę mu chodzi. po czym wybierał ksiąŜki z półek. John Peters i Jacques Schramme. Ŝe jego zlecenie zostało wykonane i Ŝe pozostaje do zapłacenia jeszcze dwieście pięćdziesiąt funtów. Zabieg ten trwał nieco ponad godzinę. Fryzjer był zachwycony rezultatem. Przeczytał Historię najemnictwa Anthony'ego Mocklera. Ŝyjący obecnie w niewielkiej willi kilkaset metrów od wybrzeŜa. Kongo. Katanga. Wysłał przesyłką poleconą zaliczkę gotówką w wysokości pięciuset funtów szterlingów. Rodezja. Poszedł do małego zakładu fryzjerskiego. Śniadanie państwo S. Z plejady nazwisk rewolwerowców. jak równieŜ odsyłacze do takich haseł.zdenerwował się Sanderson . a która rozeszła się w znikomej liczbie egzemplarzy. w którym donoszono mu. Major Archibald Clarence Summers. Odtąd Sanderson zawsze wjeŜdŜał samochodem wprost do podziemnego garaŜu. Widniał 12 na nich drobny.txt przeprowadzanych transakcji. jak Kenia. Musi się oczywiście nadal posługiwać chlubną rangą majora . Nigeria/Biafra i Angola. który . raczej cherlawy męŜczyzna o cofniętym podbródku i z małym wąsikiem przypominającym szczoteczkę do zębów. udawała się do pałacu. Obciął dość długie włosy Sandersona na jeŜa i ufarbował je na jasny blond. PoniewaŜ pragnął pozostać anonimowy. dziennikarza. Robert Denard. artykułów w magazynach. poświęcony w całości Angoli. W teczce opatrzonej tym hasłem znalazł takie nazwiska.Forsyth Opowiadania. Właściciel zakładu okazał się nadzwyczaj pomocny. kiedy Sanderson przejmował przedsiębiorstwo. jak gdyby ten człowiek znajdował się obecnie w Londynie. przewijających się przez jego lektury. Była tam krótka biografia. na przedmieściu małego hiszpańskiego miasteczka w prowincji Alicante. by uczyć angielskiego trójkę dzieci contessy. W trzy dni później Sanderson był posiadaczem karty wstępu na nazwisko Michael Johnson. zaŜądano od niego pieniędzy z góry. W tydzień później pan Johnson otrzymał list. Jemen. które go zainteresowało. dokładnie między trzecią a czwartą. Zbiory te składały się z milionów wycinków prasowych i setek tysięcy słowników i dzieł informacyjnych. Nazajutrz Sanderson zawiadomił personel biura. Sanderson obejrzał sobie zdjęcia willi.jak twierdził . ale Ŝe be*dzie w stałym kontakcie telefonicznym. Przejrzał je wszystkie. przed południem pani S. Ŝe zamierza pewien czas spędzić w domu. gdzie wsiadał do windy tak. Najemnika 13 w Kongo Mike'a Hoare'a i tom pod tytułem Siła ognia. a kaŜdego popołudnia opalała się na plaŜy i pływała w morzu. Notował nazwiska autorów ksiąŜek. Był Anglikiem. Ŝeby uniknąć wzroku portiera. który ogłaszał się w jednym z tygodników przeznaczonych dla pederastów. Nawet najostrzejsi z autorów zdawali się pisać o nim w sposób raczej oględny. komentarzy. wyłoniło się w końcu jedno. i poprosił go o adres najlepszego londyńskiego archiwum. w połowie drogi pomiędzy Alicante a Walencją. specjalizującego się w historii czasów najnowszych. Przeczytał niezliczone ilości informacji gazetowych. Przed kilkoma laty.powinien wystarczyć na jakieś dwa tygodnie. Sanderson postanowił działać tak. fotografia wycięta z okładki ksiąŜki na temat ptactwa rejonu Morza Śródziemnego. oraz kilka kiepskich zdjęć wykonanych obiektywem teleskopowym. NaleŜało do człowieka walczącego w trzech wojnach. Wreszcie przeczytał krótki raport na temat trybu Ŝycia jej mieszkańców. Następnie zajął się zmianą swojej powierzchowności. recenzji z ksiąŜek i wywiadów. Strona 6 . Sumę tę wysłał pocztą i w trzy dni później otrzymał odpowiedni materiał. spoŜywali na niewielkim patio. której od dawna nie było w sprzedaŜy. podał nowy londyński adres i zreferował dokładnie. którą szybko przekartkował. Człowiek ten nigdy nie udzielił nikomu wywiadu i nigdy nie pozwolił się fotografować. kiedy to jej małŜonek pracował nad notatkami do dzieła o ptactwie Costa Blanca.

iŜ tak nie jest. nie ukrywał rozczarowania. Weszli do duŜego pokoju.powiedział. Były najemnik myślał z początku. Sanderson przedstawił się nazwiskiem Johnson i powiedział. Hughes wskazał na jedno ze stojących przy nim krzeseł. Ŝyjącego wyłącznie wspomnieniami. Nigdy nie widział fotografii faceta. Człowiek powoli popijał piwo z kufla. Był nim przytulny bar w pobliŜu Earl's Court.dodał. głęboko osadzone oczy i usta skrzywione w gorzkim uśmiechu. ale oczy pozostały groźne. Sanderson usiadł. zgasił światło w przedpokoju.Nakaz rewizji . W kącikach ust Hughes'a ukazał się cień uśmiechu.zaŜądał Hughes stanowczym tonem. Ŝe jego firma otrzymała wiadomość. który go szczególnie zainteresował. Nazajutrz wieczorem zjawił się ten. Teraz agencja literacka znalazła mu prywatny adres autora tomu wspomnień. skrzywił się. Hughes ulokował się naprzeciwko niego. Sanderson poszedł za nim i zobaczył. Ŝe nikt nie zna adresu owego człowieka.Zdecydował się więc wszystko wywalić na wierzch . ale tylko do chwili. Problem polega na tym. którego oczekiwał. dokąd wysyłał od czasu do czasu niewielkie tantiemy.Kto panu dał mój adres? . Wydawca ksiąŜki nie miał powodu. znalazł się w obliczu człowieka całkowicie wykończonego. Ŝe zanim otworzył drzwi. Na środku stół. aby się znaleźć w cieniu. wysportowany męŜczyzna. Wtedy nagryzmolił coś na kartce papieru i podał ją Sandersonowi.odezwał się Sanderson. aby coś podejrzewać. . Oświetlała go tylko lampa z hallu. Sanderson jeszcze tegoŜ wieczora odnalazł ów lokal.lecz prywatnym obywatelem. gdy wypił szóstą whisky i poczuł pomiędzy palcami szeleszczące banknoty. rozpitego.warknął. Był to barczysty. jakich w Londynie są tysiące. Stało w nim kilka odrapanych gratów.Za dwadzieścia cztery godziny zapomni. Czy mogę wejść? . Zapukał do drzwi mieszkania. został przy okazji właścicielem grupy innych firm. Ŝe nie pamięta własnego nazwiska. jak to zwykle w tak zwanych umeblowanych pokojach. nie reagując na pytanie gościa. . . a kiedy okazało się. W kilka minut potem zauwaŜył w jednym z okien światło. . . iŜ były kolega najemnika nosi się z zamiarem napisania pamiętników.To by się zgadzało . Wierzyć mi się nie chce. między innymi sklepu z cygarami.Forsyth Opowiadania. którym barman się do niego zwrócił. Sanderson obserwował jego twarz odbijającą się w lustrze za kontuarem. Sanderson zauwaŜył. .odparł Sanderson . . długonogi. Rozpoznał bliznę na policzku oraz imię. . Kiedy wielki finansista odwiedził najemnika-autora.mruknął i ruchem głowy wskazał Sandersonowi wnętrze mieszkania. Ŝe wchodzi do czynszowej kamienicy. laboratorium wywołującego filmy i agencji literackiej. Ŝe wizyta ma jakiś związek z dalszymi nakładami i honorariami. oczy mu zabłysły. Był obojętny. Strona 7 .Nazywam się Johnson. Kiedy opuścił klub.mruknął. połoŜonej w odległości jakichś czterystu metrów od klubu. Nigdy jakoś nie starał się tych przedsiębiorstw rozwinąć. Sanderson podał mu nazwisko swojego informatora. . Firma jest nimi zainteresowana i nie chciałaby.Nie jestem gliną .txt którego akcje stały na giełdzie bardzo wysoko. zawsze się tam uchlewa .zapytał Hughes. ale 14 przeczytał jego opis w jednym z pamiętników. Podał więc adres autora. Kiedy były najemnik usłyszał nazwisko eks-kolegi.Jest tak napompowany.Kiedy ten skurwiel przyjeŜdŜa do miasta. .Mister Hughes? . Otworzył mu człowiek w ciemnych spodniach i kamizelce. Ŝeby ubiegła ją konkurencja. Michael Johnson. MęŜczyzna uniósł jedną brew. udając urzędnika wydawnictwa. Gdy jednak gość zaproponował mu zaliczkę. Ŝe ze mną rozmawiał .Z kim mam przyjemność? .

powrócił do stołu.powiedział. Hughes wstał i podszedł do przenośnego radia. który się stąd wywodzi. . Nie chodzi o Ŝadną sławę. co mu kazano.zapytał nagle. ale skinął głową. . Pistolet skierował się w dół. Potrzebny mi jest człowiek do pewnej roboty.Rzuć mi pan marynarkę . "Rozbierać się". ani nawet takiego. . Sanderson. Ale skok na człowieka.warknął Hughes.txt . zdaje się.W porządku. UlŜyło mu trochę. które stało przy łóŜku. Hughes siedział teraz po drugiej stronie stołu. . Colta połoŜył tak.Nie. ściszył je i powrócił do stołu. i nie spuszczając swojego gościa z oka. i zapalił francuskiego papierosa. Potrzebny mi jest cudzoziemiec. by był w zasięgu prawej ręki. Ale widzi pan. Sięgnął do szuflady nocnego stolika.WłóŜ ją pan .Co to było? . Gotów jestem dobrze zapłacić. Sanderson był zaskoczony. Jedną ręką napisał teraz dwa słowa na kartce i podsunął ją Sandersonowi.powiedział. Zakręciło mu się w głowie. i usiadł. ani mikrofonu. . Gdybym go odkrył. . Hughes nie spuszczał oczu z leŜących przed nim pięciuset funtów. Hughes przyglądał mu się z obojętnym wyrazem twarzy. po czym powiedział: . . a drugą przedarł starannie przez pół.Rozumiem. Ubieraj się pan. Z pistoletem skierowanym teraz w podłogę podszedł do radia. Od pana chcę tylko nazwiska. to nic skomplikowanego. Ŝeby się odsunął. Ten posłuchał. jest to po prostu nikomu nie znany człowiek. podsunął jedną pod nos Hughesowi.Ale mógł pan mieć przy sobie mikrofon. Hughes patrzył na niego twardo. połoŜył marynarkę na stół. Hughes przyglądał mu się z niewzruszoną twarzą. koszulę i rzucił je na podłogę. Jestem swoim własnym bossem i od czasu do czasu wynajmuję sobie kogoś do pomocy. to okręciłbym panu jaja przewodem i posłałbym nagranie do pańskiego szefa.zaŜądał. . Połowę przedartych banknotów wsunął z powrotem do kieszeni. Serio mówię.Ja nie pana potrzebuję .Wiedziałem. . Wiedział. nie pana. Sanderson zrzucił spodnie.zapytał go Sanderson. Z wewnętrznej kieszeni marynarki Sanderson wyjął paczkę nowiusieńkich banknotów dwudziestofuntowych i połoŜył ją na stół. Z konieczności. a drugą sięgnął pod poduszkę.Chciał się pan upewnić. Sanderson zrobił. ani broni. czy mam broń? Hughes powoli potrząsnął głową. Nie chcę do tej 16 roboty człowieka. Wystarczy. Zapłacę panu dobrze. . Drugie za nazwisko. Obrócił się i skierował na Sandersona colta 45. przeczytał Sanderson. Niech się pan nie martwi. Jestem człowiekiem wielce dyskretnym.No to sobie coś zagramy.Chciałbym zamówić pewną robotę. Jedną ręką przekręcił gałkę. . skok. juŜ w spodniach i koszuli. Ruchem colta Hughes dał Sandersonowi do zrozumienia. który zgodzi się ze mną zobaczyć i wykonać zleconą robotę.odezwał się. Strona 8 .Forsyth Opowiadania. Hughes obmacał ją. wyciągnął notes i pióro.Czy pan lubi muzykę? . Nazwiska takiego człowieka. i to nazwisko faceta. Sanderson podzielił paczkę na dwie części.Mnie to nie wystarcza . Ŝe nie .powiedział Sanderson twardo. robota teŜ jest za granicą. którzy dali się nabrać na piękne ^słówka.Więzienie Parkhurst pełne jest pierwszorzędnych facetów. 15 . Ŝe ludzie tego pokroju potrafią być bezlitośni. Ŝe wprost ogłuszała. Podkręcił muzykę tak. krawat. Ŝe ja tu mieszkam. Hughes znowu uniósł jedną brew. . . Nie miał na sobie podkoszulka. który mieszka w Wielkiej Brytanii. nie mam ani szefa. Nazywa się to. Zdjął marynarkę. Oddychał cięŜko i co chwila przełykał ślinę.No więc? .Pierwsze pięćset jest za wyraŜenie zgody .

Szczególnie w Europie. to on będzie czekał w tym samym miejscu we wtorek i w środę w południe. co teraz robi. Hughes wcale nie był uraŜony.MoŜe pan do niego zadzwoni . Ŝe on mnie nie wystrychnie na dudka? . Ŝe ja pana nie wystrychnę na dudka? . Korsykanin przedstawił się jako Calvi. złoŜył ją i odłoŜył na bok. Ktoś odsunął stojące naprzeciwko niego krzesło i usiadł. Jedna przedstawiała twarz męŜczyzny. ale wypłata po dostarczeniu nazwiska. A skąd on ma mieć pewność. .Za duŜo jest podsłuchów. Musiałbym pojechać do niego i pogadać z nim osobiście. Nie wiem. 18 Strona 9 . by pierwsza kolumna była na zewnątrz. Ŝe nie zrobi mnie pan w konia? zapytał Hughes. Barman przekazał słuchawkę Hughesowi.Dostarczę panu nazwisko i załatwię panu spotkanie z tym człowiekiem. Przez dobre dziesięć sekund patrzyli sobie twardo w oczy.Na rue Miollin w ParyŜu jest kawiarnia . Dokładnie w tydzień później o wyznaczonej porze Sanderson zadzwonił do baru.Kiedy więc będę miał to nazwisko? . Okay? Sanderson skinął głową na znak zgody. który juŜ od godziny stał przy kontuarze. JeŜeli pan tego nie zrobi. Na poste restante. Ŝe umowa niewaŜna. O dziesiątej wieczorem. .Forsyth Opowiadania. Ale nie lubię.Pracował ze mną przed laty. Niech pan tam będzie w poniedziałek w południe. 17 2 . miał ciemne włosy i oczy oraz kwadratową szczękę.Zgoda. faktycznie była to nazwa miejscowości. MęŜczyzna był wysoki. Zgarnął ze stołu pięćset funtów w całych banknotach i stertę połówek. Mój człowiek rozpozna pana. Sanderson pomyślał. Muszę się zorientować. Był to męŜczyzna. To by pana kosztowało jeszcze dwie stówy. ale prędzej czy później znajdę sobie faceta do mojej roboty. w słuchawce rozległ się sygnał. Zwykłą.Ile? . Był poniedziałek. Hughes potrząsnął głową. . .No to niech pan dzwoni do baru. jak się ze mnie robi wała. Wie.powiedział głos. Ŝe posunął się za daleko. . Ŝe pan nazywa się Johnson.zapytał Sanderson. Mam dosyć pieniędzy na zapłacenie dwóch. Jak pana szukać? . czy gdzieś w tej knajpie nie siedzi jeden z pańskich goryli? Po drugiej stronie drutu trzasnęło. to pewnie by się pan na mnie odkuł. . zgoda? .Nie mam zaufania do międzynarodowych telefonów . .Znikąd. Po dwudziestu minutach Sanderson wręczył mu dwie fotografie. . Musi się pan z nim sam dogadać. pierwsza kolumna była na zewnątrz. . Będzie pan czytał Figaro.zaproponował Sanderson. pięć minut po dwunastej.Tego teŜ nie wiem. Tym razem szczerze i jakby z szacunkiem. no nie? A na to nie mam szczególnej ochoty. Po prostu z zasady.Skąd mogę mieć pewność.Około pięciu tysięcy funtów. nazwisko Hargreaves. . .Nie wiem. Ale nagle Hughes uśmiechnął się.txt ale nie dotykał ich. w której się urodził. gdyby jeden się wściekł. Gdyby nie mógł pan tam być w poniedziałek.A skąd pan wie.JuŜ ja pana znajdę. złoŜone tak.Monsieur Johnson? Sanderson opuścił gazetę. Czytał Figaro.odparł. Sanderson siedział w kawiarni na rue Miollin. to prześle mi pan resztę naleŜności. Niewątpliwie Korsykanin. . szczupły. I niech pan ma przy sobie gotówkę.MoŜe nawet znam takiego faceta . . w dobrze zapieczętowanej kopercie. Wolę stracić siedemset funtów. Na wszelki wypadek. nie poleconą przesyłką pocztową. poczta Earl's Court.Czysta robota . Tyle Ŝe gdybym to zrobił.powiedział. . Potem koniec. w którym mnie pan dzisiaj widział. . Rozmawiali przez trzydzieści minut. to mój człowiek zostanie powiadomiony. Jak się pan z nim umówi na fest.Za tydzień.Skąd mam mieć pewność.

Zamówienie było proste. MoŜe pan być spokojny. Strona 10 . . Ŝe ma w Hiszpanii jeszcze całkiem dobre kontakty. Wreszcie Sanderson wstał. Korsykanin kiwał głową z namysłem. dwa. Ŝadnej fuszerki. w której spędził następne dwie godziny. . do hotelu Metropol najlepszego w całym mieście . lecz hiszpańska policja .powiedział. jako Calvi. Byli to ludzie. chodzi oczywiście o pańską reputację. TegoŜ wieczoru zatelefonował do Walencji. Jeszcze przez jakieś dziesięć minut omawiali sprawy finansowe. chodziło o sprzątnięcie jakiejś niczego nie podejrzewającej osoby. Wreszcie Korsykanin wstał. Robota połączona z wyjazdem jest zawsze droŜsza. Na drugiej widać było małą. równieŜ wieczorem. W odpowiedzi Sanderson napisał kilka cyfr na kawałku papieru i wręczył go Calviemu. śeby nie było Ŝadnej fuszerki. pochodzące z czasów działalności organizacji OAS. i przyrzekł potwierdzić listownie rezerwację. Calvi patrzył za nim uwaŜnie. O samolocie nawet mowy nie było. po czym udał się do innej kawiarni w centrum miasta. Mógłby pojechać pociągiem ParyŜ19 -Barcelona i zaryzykować graniczną kontrolę celną. Spędził dobre pół godziny w hiszpańskim biurze turystycznym.zapytał. Zamówił sobie równieŜ bilet z ParyŜa do Walencji na samolot przybywający do Walencji wieczorem w dniu rezerwacji hotelowej oraz powrotny. Ŝadnych śladów. jak go poprosi. Ŝeby się zorientować.txt z tyłu była opatrzona napisem Major Archie Summers. białą willę. Czysta robota.śaden problem . Proszę nie szukać adresu tego mieszkania. zapłacił rachunek i wyszedł na miasto. Korsykanin wciąŜ się uśmiechał. tłumaczył Korsykanin.odparł tamten.Za tydzień. Ondara.Kiedy? . którzy raczej woleli Ŝyć na wybrzeŜu między Alicante a Walencją niŜ podejmować ryzyko powrotu do Francji. przy czym powrót do ParyŜa miał nastąpić nazajutrz. Gdybym wpadł. . z którą rozmawiał przez telefon. Dzięki palestyńskim porywaczom kaŜdy pasaŜer był szczegółowo rewidowany na lotnisku Orly.Zrobi się . jednakŜe gdyby go przyłapano na szmuglu broni. Przedstawił się urzędniczce. po czym pojechał do swojego mieszkania na przedmieściu. .Potrzebna mi jest druga część forsy. . .przytaknął. Problem polegał na tym.W takim razie muszę mieć sposób na skontaktowanie się z panem. po czym Sanderson wręczył Calviemu dwie rolki banknotów.Panu. .Od dziś za tydzień. MęŜczyzna znowu skinął głową.I jeszcze jedno. najwyŜej trzy . Villa San Crispin. Ŝe ci ludzie nie mają nic do roboty i pewnie od rana do wieczora plotkują. jak przeszmuglować rewolwer do Hiszpanii. a on oddał się intensywnym rozmyślaniom. Alicante. poza tym policja hiszpańska potrafi być szczególnie niemiła dla pewnego gatunku turystów. Z pewnością któryś z nich poŜyczy mu swoją spluwę. Kiedy Anglik odszedł. ozdobioną jaskrawoŜółtymi okiennicami. . Playa Caldera. a drugi na nazwisko figurujące w jego paszporcie. Wszedł jeszcze do księgarni na rue de Rivoli. czy nikt za nim nie idzie. Czerwcowe słońce przygrzewało. no i Ŝeby się panu poszczęściło. byłaby to oczywiście nie francuska.i zamówił z dwutygodniowym wyprzedzeniem dwa pojedyncze pokoje: jeden na nazwisko Calvi. a następnie w trzy kolejne poniedziałki pomiędzy godziną siódmą trzydzieści a ósmą rano moŜe mnie pan zastać pod tym numerem telefonu w Londynie. ale mnie o Ŝycie.zaznaczył Sanderson.To musi być zrobione pomiędzy trzecią a czwartą po południu . Ale przypomniał sobie. . panie Johnson. Calvi uśmiechnął się krzywo. . . czeka mnie w najlepszym razie trzydzieści lat więzienia i to hiszpańskiego. Nie będzie Ŝadnych śladów. Po chwili porzucił jednakŜe tę wersję planu. Pomyślał sobie.Proszę mi natychmiast dać znać.a Hiszpanie mają bardzo staroświeckie podejście do zawodowych rewolwerowców. a następnie dziesięć minut w lokalu linii lotniczej Iberia.Forsyth Opowiadania. z których kaŜda zawierała 500 funtów.

który był fachowcem. A nawet gdyby go złapano. jakie oglądamy często na ekranach telewizorów. wyraz twarzy recepcjonisty hotelowego z pewnością wskaŜe mu. Była to rzeczywiście historia Hiszpanii. List był krótki i rzeczowy. leŜały juŜ spokojnie. Wnętrze jej wysmarował gęstym klejem i czekając. mające zazwyczaj wielkość korka od szampana. Koniec lufy został nagwintowany dla umocowania tłumika. głęboka na siedem i pół centymetra. Następnie Calvi nakrył wgłębienie cienką warstwą gąbki.txt Czekając na połączenie z Walencją zdąŜył napisać list do hotelu. wypalił dwa papierosy. opatrzył 20 znaczkiem. wiedział. wydrukowana na doskonałym papierze. Calvi. Kiedy wybiła północ. dodał. są tak mało skuteczne. jak wrzucił do kanału colta 38. kosztowne. po czym zabrał się do ksiąŜki. kiedy zamek się otwiera. jak domowa gaśnica. aby zaoszczędzić miejsca. którym posłuŜył się do wykonania innej roboty. UŜywając flamastra nakreślił teraz na 21 kawałkach sztucznej gąbki zarysy poszczególnych części pistoletu i nowym skalpelem powycinał odpowiednie wgłębienia dla kaŜdej z nich. zakleił go. Tłumik pistoletu automatycznego nigdy nie jest całkowicie skuteczny. aby wyrzucić łuskę i wprowadzić nowy nabój do komory. Calvi wyłoŜył wgłębienie skrytki sztuczną gąbką. a więc dosyć cięŜka. pozostawiając dokoła margines szerokości około czterech centymetrów. będzie mógł twierdzić. rękojeść i zamek równolegle do siebie. Calvi wolałby posłuŜyć się rewolwerem. Kiedy pocisk opuszcza lufę. Calvi wykombinował sobie . Był ostroŜnym człowiekiem i nigdy dwa razy nie uŜywał tej samej broni.Forsyth Opowiadania. Zakupionym przed kilkoma godzinami cienkim skalpelem zaczął teraz wycinać w zbitych ze sobą stronicach wgłębienie w formie prostokąta. nie zmieściłyby się w skrytce. opasłe tomisko z mnóstwem fotografii. był największym przedmiotem do schowania. kiedy podając swoje prawdziwe nazwisko. UłoŜone obok siebie części pistoletu.i słusznie . Wtedy niewątpliwie zdąŜy obrócić się na pięcie i zbiec. lufa. niejakiemu panu Calvi. Odgiął okładki i złączył je solidną gumową opaską.Ŝe gdyby ksiąŜka została przechwycona. jedynie chyba w wyobraźni autorów scenariuszy filmowych. zaraz po tym. Ŝe poniewaŜ pan Calvi przed przybyciem do Walencji będzie w długiej podróŜy. łącznie z tłumikiem i magazynkiem. Właśnie dlatego nazywa się je bronią automatyczną. Potwierdził rezerwację dwóch pojedynczych pokojów. kupionego przed dwoma miesiącami w Belgii. Wiedział. którą poprzednio starannie zwaŜył na kuchennej wadze. poprosi o nią w imieniu Calviego. Browning miał lufę wystającą na półtora centymetra. czterysta stronic ksiąŜki nie da się juŜ nigdy przekartkować. połowa huku strzału wydobywa się przez otwarty zamek i w ten sposób tłumik umieszczony na końcu lufy wygasza dźwięk jedynie w pięćdziesięciu procentach. PołoŜył ją na podłogę i przycisnął blatem odwróconego Strona 11 . Ŝe wszystko się sypnęło. Albowiem pistolety. Znajdujące się pomiędzy nimi czterysta stron mocno ścisnął i przytwierdził do kuchennego stołu za pomocą dwóch klamer stolarskich. nasycił świeŜą warstwą kleju i zamknął ksiąŜkę. broń automatycznie repetuje. ale potrzebna mu była broń płaska. List podpisał lewą ręką nazwiskiem Calvi. W ten sposób powstała skrytka 15x17 cm. którą ktoś usiłowałby ugasić wybuch Wezuwiusza. miał bowiem około trzynastu centymetrów długości. kazał sobie przesłać z ParyŜa do hotelu Metropol ksiąŜkę na temat historii Hiszpanii i prosił. którą zakupił tegoŜ popołudnia. mieszcząca się w skrytce ksiąŜki. Ŝe jest niewinny i Ŝe po prostu oddał przysługę przyjacielowi. RozłoŜył na części małego browninga. wobec czego Calvi wsunął magazynek do uchwytu. Ŝe kiedy klej stwardnieje. Ŝe tłumiki. by wysechł. Ale w ułamku sekundy. mają ruchomy zamek. to w chwili. dziewiątkę. a tłumik umocowany pionowo wzdłuŜ grzbietu ksiąŜki. w odróŜnieniu od rewolwerów. Tłumik. którego zawsze uwaŜał za człowieka nieskazitelnie uczciwego. kaŜda w swoim łóŜeczku. Ŝeby mu ją przechowano do jego przyjazdu. który leŜał pośród części browninga.

Gdy celnik zechce otworzyć przesyłkę. Zjadł doskonały obiad. Koperta wykonana była z polietylenu. Calvi miał bagaŜ ręczny. Hotel Metropol. Nazajutrz rano wysłał list pocztą lotniczą. natychmiast przypomniał sobie rezerwację i list z jej potwierdzeniem. Brakowało teŜ kropelki kleju. podziękował za przyrzeczenie uregulowania rachunku Calviego i wydał Korsykaninowi paczkę. Brzmiał on: Monsieur Alfred Calvi. a ksiąŜkę zwykłą. przeciągnięty przez dwie dziurki. Przyniósł z biura paczkę z ksiąŜką.i wszystko było gotowe. Otwierano ją. Ŝeby strzał był cichszy. nie poleconą przesyłką. Od recepcjonisty dowiedział się. Obejrzawszy sobie wręczony mu paszport. Pod drzewami stały długie rzędy samochodów i cierpliwie czekały na 22 swoich właścicieli.txt do góry nogami stołu. co oznaczało. Po godzinie była juŜ twarda jak kamień. upowaŜniający go do odbioru paczki. przy wyjeździe. Ale w środku w nie naruszonym polietylenowym opakowaniu spoczywała nietknięta ksiąŜka. Zmontował go. i z pewnością po prostu ją zamknie. Wreszcie wsunął tę dziwną historię Hiszpanii do grubej koperty. rozmyślał o jutrzejszym dniu. zwykłej juŜ koperty. kiedy samolot linii Iberia wylądował na Campo de Manises. Calvi wyciągnął ją. Następnie pokazał list Calviego. Było wściekle gorąco i trzydziestka pasaŜerów denerwowała się z powodu długiego oczekiwania na bagaŜ. z tych. Valencia. jaką Calvi umieścił na jednym ze spinaczy. a następnie z powrotem zaciśnięte. Wydrukował na dziecinnej drukarce naklejkę z adresem znanej księgarni. pan Calvi. klucz wsadził do kieszeni i wyszedł na balkon. Paląc papierosa i przyglądając się arenie do walki byków. opłaci obydwa rachunki. metalowe klipsy były odgięte. który doskonale pasował do atmosfery eleganckiego starego hotelu. rozciął scyzorykiem i wyjął części pistoletu. PołoŜył pistolet na dno szafy.Impresos . W pokoju Calvi obejrzał dokładnie kopertę.Forsyth Opowiadania. Espagne. Calle de Jativa. Celnik otworzył ją i przejrzał uwaŜnie. toteŜ Calvi zamknął ją rozgrzanym na gazowej kuchence ostrzem swojego scyzoryka. a adres odbiorcy napisał na maszynie. którzy przyjechali z ParyŜa na sześciotygodniowy pobyt. Ŝe zostanie nadana na pociąg i dotrze na miejsce przeznaczenia dopiero po dziesięciu dniach. Recepcjonista hotelowy był niezwykle uprzejmy. niestety nie mógł przyjechać i Ŝe nazajutrz. Ŝe w środku znajduje się po prostu ksiąŜka. Ponownie ją zwaŜył. Ŝe o ósmej rano odlatuje samolot do Madrytu. aby chronić wartościowe ksiąŜki. Znajdujące się w nim kule miały usuniętą połowę ładunku prochu. Jeszcze wydrukował naklejkę z napisem "Libros . Była teraz tylko kilka gramów cięŜsza niŜ poprzednio. zobaczy poprzez przezroczysty polietylen. Calvi postanowił powrócić tu następnego dnia i wybrać sobie odpowiedni wehikuł. Słońce właśnie zachodziło. Potem pojechał taksówką do miasta. Recepcjonista przeczytał list. Nawet przy zmniejszonym ładunku dziewięciomilimetrowy pocisk przebija bez trudu ludzką czaszkę z odległości trzech metrów. które zamykają się na metalowy klips. jedną niewielką walizkę. o północy połoŜył się do łóŜka. i kazał się obudzić o szóstej. Korsykanin wyjaśnił mu. Korsykanin wyszedł pierwszy z budynku i udał się na postój taksówek. zakupiony u jednego z najekskluzywniej szych krawców ParyŜa garnitur. O dziewiątej zszedł na dół. Chyba tylko noŜem moŜna by ją otworzyć. zamknął ją na klucz. Ŝe duŜa jego część odgrodzona była od gmachu szpalerem rozłoŜystych wysokich drzew.Livres" . Byli to przewaŜnie właściciele willi nadbrzeŜnych. nakręcił tłumik na lufę i sprawdził zawartość magazynka. Strona 12 . Po drodze obejrzał sobie pobliski parking i z zadowoleniem stwierdził. Ŝe jego przyjaciel. a Calvi z zasady nigdy nie strzelał z większej odległości. WciąŜ miał na sobie szary. takiej jakiej uŜywają wydawcy. Na koniec Korsykanin wsunął swój skarb do jeszcze jednej.

dochodziła pierwsza. horyzont ginął w oparach rozedrganej mgiełki. Calvi skoczył szybko do wozu i ruszył z parkingu prosto na nową autostradę nadmorską nr 332. wymalowane na kafelku wpuszczonym w kolumienkę przy furtce. Zamek trzasnął. Ŝe jest otwarta.txt Nazajutrz o siódmej wyprowadził się z hotelu i taksówką pojechał na lotnisko. Korsykanin spojrzał na zegarek. Poszedł w górę wąską ścieŜką przez pomarańczowy gaj za rzędem jednorodzinnych domków. Całe wybrzeŜe skąpane było w porannym słońcu. przechadzał się po ogrodzie i podlewał kwiaty. zamieszkałych przewaŜnie przez cudzoziemców. Pistolet owinął ręcznikiem i włoŜył do wydobytej z walizki miękkiej torby lotniczej. Stwierdził. były szef organizacji OAS. powietrze nieruchome. zasunął suwak wiatrówki po samą szyję i ruszył pomiędzy drzewa. Upał był straszny. Calvi wszedł na taras obserwacyjny i zauwaŜył czterech z nich. Spoza zasłony drzew stwierdził. którzy właśnie zajechali na parking. o którego mu chodziło. prowadzącej do pomarańczowego gaju. słychać było groźny pomruk dalekich jeszcze grzmotów. notował ich marki i numery rejestracyjne oraz wygląd ich właścicieli. potwierdził swoją rezerwację na wieczorny lot do Madrytu i poszedł na parking. wsiadających do madryckiego samolotu. Zaparkował wóz w pobliŜu ścieŜki. mercedesa. Ŝe Playa Caldera leŜy półtora kilometra od miasta. poniewaŜ jest to najpopularniejszy samochód w Hiszpanii i daje się łatwo otworzyć. upstrzona tylko brązowymi ciałami opalających się na nich ludzi. Silnik zapalił natychmiast. Pora na obiad. prowadzącą na południe do Alicante. Ŝeby do środka przedostawało się powietrze. Człowiek. Zapłacił i opuścił lokal. Odczekał. czyli starego hiszpańskiego fiata 600. Nie chciał teraz pytać o drogę. otwarte były na ościeŜ. Stanął przy wejściu do budynku i przyglądał się zajeŜdŜającym samochodom. zdjął szare ubranie i włoŜył dŜinsy. Zjadł duŜy talerz krewetek i wypił dwie szklanki miejscowego białego wina. Wrócił do samochodu i pojechał do Ondary. gdy znalazł się w dzielnicy malowniczych domków.Forsyth Opowiadania. Kiedy wreszcie znalazł domek o białych ścianach i Ŝółtych okiennicach. Zdecydował się na seata. i zaparkował samochód dobre dwanaście metrów od willi. Wjechał do Ondary i minął Hotel Palmera. 23 Kiedy samolot wystartował. Poinformowano go. Odległość pomiędzy Walencją a Ondarą wynosi dziewięćdziesiąt pięć kilometrów. deszczowe chmury zaczęły się zbierać nad jego głową. Walizkę zdeponował w przechowalni bagaŜu. W siedmiu znajdowali się pojedynczy kierowcy w ciemnych garniturach. Oszklone 24 drzwi. Ŝe ma do wyboru simcę. gdzie -jak wiedział mieszkał generał Raoul Salan. prowadzące z salonu willi do ogrodu. Kiedy znalazł się znowu w drodze na Playa Caldera. Przerzucił torbę lotniczą przez ramię i powolnym krokiem udał się w kierunku plaŜy. Otworzył maskę i spiął dwoma przewodami akumulator i cewkę rozdzielacza. Sprawdził nazwisko właściciela. Calvi poszedł do toalety. Spojrzał na swoje notatki i stwierdził. Dyskretnie przyjrzał się bocznej furtce. wsunął pistolet za pasek. plaŜe wzdłuŜ szosy ciągnęły się niby złota wstęga. aŜ dwaj męŜczyźni. oddalą się. ale było ono zupełnie nieruchome. jaguara i seata. Strona 13 . Jechał wolno. po czym podszedł do małego czerwonego samochodu. Było juŜ południe. jasnoniebieską sportową koszulę i granatową nylonową wiatrówkę. Ŝe tylko niskie ogrodzenie oddziela rudą ziemię pomarańczowego sadu od ogrodu willi z Ŝółtymi okiennicami. co było dość niezwykłe w tej części Hiszpanii w połowie lipca. toteŜ podróŜ trwała aŜ dwie godziny. Z rękawa wyjął kawałek metalowej rury. wsunął ją za klamkę i szarpnął. Droga prowadzi przez gaje pomarańczowe Gandii i Oliwii. Zaczął się rozglądać za dobrze znaną mu z dawno juŜ z ostroŜności zniszczonych fotografii willi San Crispin. zapinaną z przodu na błyskawiczny zamek. Do godziny trzeciej siedział w barze Valencia na ulicy Doktora Fleminga.

wstał i ruszył w stronę drzwi. silnym akcentem irlandzkim. Ŝe jego pracownicy nie mają ubezpieczeń społecznych. choć tak naprawdę nie bardzo wiedział. Chodziło po prostu o szybki zarobek dla wszystkich.odpowiedział kandydat.Jest to szybka. Rozległy się dwa głuche puknięcia. Calvi wydobył pistolet. . proszę pana . ale płacę gotówką. pod sam koniec. Ŝe człowiek wyraźnie potrzebuje pieniędzy i jest gorliwy.Wysoka? Brunetka? . Ŝeby zapytać.Niech się pan nie martwi. Pierwsze krople deszczu zaczęły spadać na liście pomarańczowych drzew. nie odmawiał mu szansy. Major nie Ŝyje.ChociaŜ. ale tej juŜ chyba nawet nie poczuł.Nie. W porządku? Chodziło mu o to. Calvi ucieszył się.Kto to był? . Kandydat do pracy skinął głową na znak.Wszystko poszło gładko. McQueen patrzał na niego z uwagą. Trzecia z odległości pół metra trafiła go w skroń. Wiedział.Powiedziałeś. MoŜe nawet zauwaŜył przedmiot. który człowiek ten trzymał w ręku. Wszyscy mieszkańcy willowej dzielnicy oddawali się poobiedniej sjeście.Nie . Nawet całkiem niebrzydka. ani składka na ubezpieczenie zdrowotne.txt Przeskoczył niski płot i znalazł się w ogrodzie. bo lało jak z cebra.To znaczy. Ŝe gwałtowne dudnienie deszczu o czerwone dachówki willi zagłuszy wszystko inne. Mógł jeszcze dodać. Na ryczałt. Zastrzeliłem ją z miejsca.Korsykanin wstał od stolika i gestem pełnym satysfakcji poklepał się po prawej górnej kieszeni marynarki. Potem podniósł głowę.powiedział uspokajająco. Ulewa runęła dokładnie w momencie. MoŜe zobaczył stojącego w drzwiach człowieka i wstał. Wręczył Korsykaninowi naleŜne mu pięć tysięcy funtów szterlingów. rozumiesz? śadnych pytań. Calvi zadzwonił do Sandersona jeszcze z Walencji i Sanderson natychmiast poleciał do ParyŜa. przez chwilę stał nieruchomo pośrodku salonu. . Bez biurokracji. . . proszę pana. Widząc zmienioną twarz swojego klienta. Czy wiesz.Właśnie. . a zwłaszcza dla pracodawcy. .Jakaś kobieta. niestety. W IRLANDII NIE MA śMIJ McQueen zza biurka spojrzał sceptycznym wzrokiem na nowego kandydata do pracy. w którym panowała całkowita cisza. a jeŜeli stwierdzał. niewiele głośniejsze od uderzeń kropel deszczu w dach. ktoś wszedł do pokoju. pewnie Ŝeby zamknąć okna. czego chce. Ŝe pieniądze są dobre. Ŝe kończysz w tym roku medycynę w Akademii Strona 14 . monsieur . . Ŝadnych przygotowań. . Korsykanin poklepał go przyjaźnie po ramieniu. a o bezpieczeństwie i higienie pracy w ogóle mowy nie ma. Anglik spojrzał na Korsykanina z przeraŜeniem w oczach. .Tak. Od lewej strony. Major Summers z pewnością nie zdąŜył sobie niczego uzmysłowić.zapytał z właściwym mu. Wydawał się zdenerwowany. Potem ruszył powoli po plecionej macie pokrywającej podłogę i znalazł się w drzwiach gabinetu pana domu.I co? Obeszło się bez Ŝadnego problemu? Calvi uśmiechnął się i potrząsnął głową. kiedy juŜ stałem nad zwłokami. Ŝe jest to piekielnie cięŜka robota? . o co chodzi.Czy wiesz. Był jednak człowiekiem Ŝyczliwym. z przyległego do salonu pokoju dochodził dźwięk stukania na maszynie.Forsyth Opowiadania. Dwie kule przebiły pierś majora. Jeszcze nigdy takiego nie zatrudniał. 25 . w którym wszedł na kamienne schodki i dotarł do oszklonych drzwi salonu. To była czysta robota. Ŝe nie będzie potrącany ani podatek. . Ŝe zrozumiał. Dostał dwie kule w serce i jedną w głowę. Następnego wieczoru w kawiarni na rue Miollin spotkali się dwaj męŜczyźni: morderca i jego klient. .Nikt pana nie widział? Nie było Ŝadnych świadków? . dorywcza praca. Korsykanin przyklęknął i poszukał pulsu swojej ofiary. co to znaczy? .

Był słoneczny. McQueen. . Zaparkował wóz w bocznej uliczce i podszedł do cięŜarówki. z którego co rano odjeŜdŜała tuŜ po wschodzie słońca cięŜarówka wioząca ludzi do pracy. . Ŝe pani McGurk. . Znalezienie pokoju nie było łatwe.W porządku . Ŝeby zająć się leczeniem swoich rodaków.To ty jesteś ten czarnuch.Dobrze.Rozumiem. okazywała się przepełniona. jak ten człowiek wyglądał. a będzie dyplomowanym lekarzem. Poobijana cięŜarówka.A teraz masz wakacje? Znowu skinięcie głowy. Obliczył sobie. Okay? . a potem zacznie zarabiać w zawodzie. Miał jeszcze trochę czasu. Student wyszedł. siedząc w obskurnym biurze w Bangorze. W sobotę wieczór znalazł sobie tani pokój w obskurnym hoteliku w połowie Railway View Street. Strona 15 . . Takie były jego marzenia.Kandydat zwrócił się juŜ do drzwi. po którym mknęły pociągi przyjeŜdŜające tu z Belfastu. chociaŜby ze względu na bliskość dworca. 27 uwaŜał. Kandydat do pracy był widać jednym z tych studentów. lipcowy dzień w Bangorze. Ale punkt był dobry. których główną część stanowiły ksiąŜki medyczne. To prawda. prowadzona przez jednego z robotników. Wtedy Hindus podszedł bliŜej. myśląc o gorącym słońcu i brązowych wzgórzach rodzinnego PendŜabu.odparł student. czy podejść do nich i przedstawić się. Ale i to prawda. ale dobrze płatna. Postanowił czekać. unosząc ołówek. i skinął im głową na powitanie. gdzie znajdowało się jego nędzne przedsiębiorstwo rozbiórkowe. proszę pana. Brygadzista spojrzał na niego.powiedział .Forsyth Opowiadania. .powiedział McQueen. jasny. zajechała kwadrans po szóstej. a wylewam cię z miejsca. Popołudnie przeleŜał na łóŜku. i gorąco aprobował etykę pracy obowiązującą w protestanckim Ulsterze. w Irlandii Północnej. miała wolne pokoje. Praca cięŜka. panie McQueen. Przez brudne okno Ram mógł obserwować zbocze nasypu kolejowego.txt Medycznej imienia Królowej Wiktorii? Tamten znowu skinął głową. Spojrzał na grupę dwunastu robotników. Dwadzieścia pięć minut po szóstej przyjechał własnym samochodem szef grupy. Harkishan Ram Lal nie wiedział. rozporządzające poobijaną cięŜarówką i kilkudziesięcioma starymi młotami. McQueen zerknął na ołówek. umył się w zimnej wodzie i tuŜ po szóstej był na dworcu.powiedział i wpisał to imię na listę. w których oknach znajdowały się napisy o wolnych pokojach ze śniadaniami. Ŝe zawdzięcza wszystko. Płacimy od godziny. kiedy tylko Ram pojawiał się w drzwiach. Codzienne przyjazdy z Belfastu i z powrotem to zbyt wielka strata czasu.CięŜarówka zabiera ludzi z placu przed dworcem głównym o szóstej trzydzieści. jeszcze jeden rok praktyki szpitalnej i powróci do domu. których juŜ znał. czy lepiej czekać w pobliŜu. Kiedy zaczynam i gdzie? . a następnie na studenta. wyłącznie samemu sobie. niezaleŜnie od tego. Szefem grupy jest Wielki Billie Cameron. którego zatrudnił McQueen? zapytał. . na północnym wybrzeŜu hrabstwa Down. W ręku trzymał listę McQueena. Znalazł otwartą kawiarnię i wypił dwa kubki mocnej herbaty. . Nie mógł więc zawieść nadziei człowieka o podobnych zasadach. Większość domów. Ŝe przyjdziesz. Otoczyło ją dwunastu ludzi. Powiem mu. 28 W poniedziałek Ram wstał za kwadrans szósta. Ŝe latem napływało do miasta wielu sezonowych robotników. na której znajdowały się najtańsze hotele w mieście. gdybyś sobie znalazł mieszkanie w Bangorze.Jeszcze jedno .Harkishan Ram Lal . Ŝe w ciągu lata zarobi dość pieniędzy. Jeszcze rok.Będziemy ci mówić Ram .dobrze by było. by przeŜyć do okresu egzaminów. na spis nazwisk.Jak się nazywasz? . Było to całe jego śniadanie. Piśniesz jedno słowo władzom. co w Ŝyciu zdobył. . Pracujemy od siódmej rano do zachodu słońca. Staw się tam w poniedziałek rano. którzy potrzebują pieniędzy na uzupełnienie stypendium. która była katoliczką. Ram spędził niedzielny poranek na transportowaniu z Belfastu swoich rzeczy.

Burns zastanawiał się przez chwilę. .zapytał starszy robotnik nazwiskiem Patterson.Forsyth Opowiadania. Przejechali juŜ przez Newtownards i kierowali się dalej na południe drogą A 21 w stronę miasteczka Comber. W czasie jazdy Cameron siedział w szoferce nie oddzielonej od skrzyni wozu.odpowiedział Ram. To zakończyło dalszą konwersację do chwili.powiedział . Ram będzie mógł pomóc. Tommy Burns ucieszył się. Billie. Burns zaczął przedstawiać Rama pozostałym robotnikom. Splunął przed siebie.Mnie nie dotknie palcem . muskularnego faceta o wesołych.Czy wziąłeś drugie śniadanie? .Musisz mieć parę solidnych butów. .stwierdził Burns .z PendŜabu. co? Ram potrząsnął głową.Ani jednym. Ŝe byli przysięgłymi prezbiterianami.uśmiechnął się Ram.spytał.Było za wcześnie. Ŝe są to nazwiska ludzi pochodzenia szkockiego.Moją religią jest hinduizm.Jesteś protestantem czy katolikiem? . Munroe.Czym ty się naprawdę zajmujesz? .Nie był oburzony. . Ram Lal obiecał. . Kierowca skręcił z Comber na północny zachód i po trzech kilometrach wjechał w prawo na wyboistą drogę.zapytał wreszcie.A gdzie to? . . Ŝe kupi parę wojskowych butów. Dwa małe oczka obrzeŜone bladymi rzęsami patrzyły pogardliwie na drobnego. ostoją protestanckiej większości we wszystkich sześciu hrabstwach.powiedział. . nazywał się Tommy Burns. .Jutro kupię pojemnik i wezmę ze sobą jedzenie . Nazywali się Craig.zawołał Burns do swoich kolegów.poganin! Z twarzy Rama Lala zniknął uśmiech. . w jaki sposób wielki Billie Cameron zasłuŜył na swój przydomek. Ram znalazł się przy tylnej klapie obok małego.Nie . .zapewnił Ram.No tak .odpowiedział Ram Lal. .To tak jakbyś juŜ był prawdziwym lekarzem! Hej.odparł cierpliwie Ram. Jechali na południe od Bangoru po wyboistej szosie.Ty nie zajmowałeś się nigdy taką pracą. .i pierwsze teŜ. . .Skąd pochodzisz? .spytał z zainteresowaniem. Patterson. co zobaczył. .warknął . intrygującą zabawkę. Wbił wzrok w brezent naprzeciwko.Jestem studentem medycyny na uniwersytecie imienia Królowej Wiktorii w Belfaście .Ten człowiek nie jest chrześcijaninem! . Z jego szerokich barów zwisały potęŜne ramiona. co znaczyło.Nazywam się Harkishan Ram Lal . bo zmarnujesz sobie nogi.Trzeba jeść drugie śniadanie . Wielki Billie nie był zadowolony z tego. ani drugim . Głowę otaczała aureola rudych włosów. Robił wraŜenie przyjaznego. . jeŜeli znajdzie wieczorem otwarty sklep. niebieskich oczach.wskakuj do tej cholernej cięŜarówki. jak dwie kłody drzewa. Ŝeby poprosić gospodynię o przygotowanie mi go. który. jak się okazało. gdy przyjechali na miejsce pracy. które dostało nową. by wiedzieć. . Teraz miał na nogach olbrzymie buciory o stalowych podkówkach i nabijane gwoździami. Miały gumowe podeszwy.Hej! . Brownów było dwóch. . prowadzącej do Newtownards.txt Ram Lal zatrzymał się. Ŝylastego Hindusa. Craig spojrzał na Rama. . .Z Indii . po prostu zaciekawiony jak dziecko. . Burns spojrzał na półbuty Hindusa. .warknął Wielki Billie. Boyd i Brown. Mierzył metr osiemdziesiąt osiem centymetrów bez butów. gdzie na dwóch drewnianych ławach siedziało dwunastu robotników. Zachowywali się przyjaźnie i pozdrowili Rama skinieniem głowy. 29 Cameron obrócił się. Robimy sobie herbatę na ognisku.PendŜab jest częścią Indii . Nie moŜna było mieć wątpliwości co do tego. Zatrzymał Strona 16 . Ram mieszkał wystarczająco długo w Belfaście.Dobra . jakby któremu z nas coś się stało. .Mam nadzieję otrzymać dyplom w przyszłym roku.odpowiedział Ram Lal . .

wyrwał drewniane drzwi. jedna z dwóch. Była to dawno opuszczona wielka gorzelnia. Dachówki nie były przeznaczone na sprzedaŜ. W miarę jak znikały dachówki. MoŜna by to zrobić szybciej. Zanotował w pamięci. ale 30 zostały przed laty zamknięte. Strona 17 . wyblakłe w słońcu cegły i stare drewno osiągały wysokie ceny. Ŝeby zadanie zostało wykonane jak najtaniej. SpoŜyli je na trawie. Zrobili następny garnek herbaty. O drugiej mieli przerwę na obiad. Nie lubił wysokości. Ŝeby sobie kupić taki sam. Pod nimi znajdowała się podłoga najwyŜszego piętra. pomiędzy zielska. chłopaki . a odjeŜdŜały z beczkami pełnymi whiskey.Forsyth Opowiadania. Właścicielem był potomek zuboŜałej szlacheckiej rodziny. dwumetrowej długości łomy. Stała tuŜ przy rzece Comber. ale potrzebne byłyby kosztowne maszyny. Całe towarzystwo zabrało się do zjadania grubych sandwiczów. metrowe haki o zakrzywionych i rozszczepionych końcówkach. kiedy cięŜarówka odjechała.zapytał. Wtedy rada hrabstwa zainteresowała się tym miejscem. Podjął się go McQueen. aby ich domy wyglądały na stylowe. a więc stare.Czy wy tam w Indiach macie herbatę? . Jej wody poruszały wielkie koła wodne gorzelni. will dla rozmaitych bossów. w wysoką trawę. które w tych stronach niegdyś produkowały dobrą irlandzką whiskey. Zaparzono herbatę. Wielki Billie i jego zespół rozporządzali tylko łomami i młotami.txt się na skraju lasu przed budynkiem wyraźnie przeznaczonym do rozbiórki. Rzeka płynęła od Dundonald do Comber i wpadała do zatoki Strangford. napełnił kubek i podał go Ramowi. Widział. co trzeba robić. Ŝe będzie pracował w kurzu. a to budzi pragnienie. zrywali je więc rękami i zrzucali w dół. ale wyglądających na stare. Zaczynamy od dachówek. Powiedziano im. O dziesiątej zeszli po rozchwianych wewnętrznych schodach na śniadanie. ToteŜ podniszczone. rozbił je.zawołał Wielki Billie.No juŜ. podarł jak kartę do gry i rozpalił ognisko. był ubezpieczony przez następnego. Pragnął. Ram Lal spojrzał na czteropiętrowy budynek i przełknął ślinę. McQueen wiedział. Miejscowe dzieci włamały się oczywiście do budynku i uwaŜały go za idealny teren zabaw. Tommy Burns wypił herbatę. . Ram Lal nic nie jadł. cięŜkie młoty o krótkich rękojeściach i najrozmaitsze piły do cięcia drewna. ale rusztowania są kosztowne. Z wyjątkiem Rama Lala wszyscy byli zaopatrzeni w emaliowane kubki. pomiędzy krokwiami ukazywały się wielkie ziejące pustką dziury. No. uznała je za niebezpieczne i nakazała właścicielowi rozebrać budynek. Bolały go wszystkie mięśnie. Herbata była podłego gatunku. Były tam wielkie młoty o głowicach waŜących cztery kilo. ZaprzęŜone w konie wozy przywoziły traktem słód. Wypił ją z trudem. 31 Ram Lal przyjął podany mu kubek. Zwalali więc dachówki na drugą stronę budynku. Gorzelnia była juŜ od dawna nieczynna. Ram Lal obejrzał sobie ręce. Wykorzystywano je do budowy nowych. słodka i blada. Ŝeby nie zaśmiecali rzeki gruzem. Wiecie. Do czasu kiedy jedno z nich pośliznęło się i złamało nogę. Ta sama woda słuŜyła równieŜ do produkcji trunku. Miały wiele zadraśnięć i krwawiły.To jest to. krzewy i zarośla pokrywające teren gorzelni. Jedynym zabezpieczeniem były parciane pasy ze sprzączkami i kilkaset metrów lin. słuŜące do wyciągania gwoździ. Jeden z robotników podszedł z własnej inicjatywy do budynku. Ludzie opasali się sznurami i połączyli je w ten sposób. ZamoŜni ludzie pragnęli wszak. Gromadka robotników stała przy swoim sprzęcie. Wkrótce w menaŜce zagotowała się zaczerpnięta z rzeki woda. Ŝe gdyby któryś z nich stracił grunt pod nogami i zaczął się ześlizgiwać z dachu. . które słuŜyło niegdyś do składowania słodu. McQueen przygotował juŜ nawet umowę na sprzedaŜ pokątnemu budowniczemu zdatnego do uŜytku drewna i setek ton starych cegieł. Przez całe to pierwsze przedpołudnie pracowali wysoko na dachu. Ŝe dobrze wyjdzie na tej transakcji. .

Ludzie spuścili wzrok i jedli w milczeniu.Ty zajmuj się sobą. . Cameron popatrzył na Hindusa.Nie ucz mnie! Rób. z wielkiego dachu gorzelni zniknęła juŜ połowa dachówek. . Ŝe nikt nie chce zadzierać z Wielkim Billie'em. kopniesz go od środka. jego głos był niemal krzykiem. Zanotował sobie w pamięci. Stali przy tym w niebezpiecznych pozycjach na resztkach desek podłogi. Stał goły jak szkielet. robotnicy rozbierali teraz cegły. Musiał zarobić tak potrzebne mu pieniądze. by nie zanieczyścić rzeki. Dawał mu najcięŜszą pracę. Burns wzruszył ramionami. Poczerwieniał na twarzy. U jej podstawy zobaczył spore pęknięcie. Jego zakup wymagał uzyskania specjalnego pozwolenia. w jaki będą zwalali duŜą część zewnętrznego muru na poziomie trzeciego piętra.powiedział Ram do Burnsa. Zaczął im opisywać sposób. Ale w Irlandii Północnej dynamit nie wchodził w rachubę.Pochodzę z prowincji Strona 18 . głupi.Jesteś pewnie głodny. miał mnóstwo bąbli na dłoniach. . Odwrócił się i odszedł. Ram Lal wstał. . . emaliowany kubek. Tommy Burns wyciągnął sandwicza ze swojego pudełka.powiedział donośnym głosem. . Jasne było. co ci kaŜę. wszyscy obecni wyraźnie go słyszeli. Robotnicy siedzieli z rozdziawionymi ustami.powiedział spokojnie.Panie Cameron! . Do konfliktu doszło w sobotę.Niech ten zasrany czarnuch przynosi sobie własne sandwicze oświadczył Wielki Billie. Drewno juŜ zniknęło z budynku.Kiedy mur zacznie drgać. w miarę jak podtrzymujące je mury pękały i rozwalały się pod ciosami potęŜnych młotów.Wyjaśnijmy najpierw jedną sprawę . Najprostszym sposobem rozwalenia resztek budowli tak. który siedział naprzeciwko w kręgu ogniska. a to zwróciłoby uwagę urzędu skarbowego. zdziwiony. Przez cały ten tydzień Wielki Billie Cameron dokuczał mu niemal bez przerwy. Ram Lal spojrzał na wskazaną mu część muru. kiedy wróciła cięŜarówka. uŜywając pił i łomów. Ja mam kupę Ŝarcia. cięŜkie buty i rękawice. usiadł na brzegu rzeki i zanurzył rozpalone dłonie w wodzie. a białka jego oczu zaróŜowiły się z wściekłości. Zwrócił się do Rama Lala. Ŝebyś wlazł na sam szczyt . .Po prostu częstuję kolegę sandwiczem. Ram. Ŝe Ram Lal boi się wysokości. Był obolały.Co ty robisz? . odszedł. Ram Lal nie był przyzwyczajony do tak uciąŜliwej pracy. chociaŜ Ŝaden z jego kolegów ich nie uŜywał.Ten mur zawali się lada chwila . . Ram Lal podszedł powoli do zwalistego brygadzisty. . . po czym powrócił do ludzi siedzących dokoła ogniska. Imponujący niegdyś budynek był juŜ bez krokwi.Dziękuję ci. Ŝeby kupić parę solidnych rękawic.powiedział.zapytał Wielki Billie. Wobec tego jego ludzie rozbijali mury na kawałki wielkości metra kwadratowego i zrzucali je na dół. rozbierać wiązania dachu. Po latach uciąŜliwej pracy mieli wystarczająco zgrubiałe ręce.zawołał. które uginały się pod nimi coraz bardziej. a od chwili kiedy dowiedział się. 32 Zaopatrzył się juŜ w aluminiowe pudełko śniadaniowe. Kiedy się odezwał. byłoby załoŜenie ładunków wybuchowych na naroŜnikach od strony wychodzącej na wolną przestrzeń. a McQueen składki ubezpieczeniowe za robotników.Chciałbym. W czasie obiadu Cameron obszedł kilka razy budynek.Forsyth Opowiadania. . ale pracował dalej. . nie jestem głodny . parszywy Murzynie. . McQueen i jego załoga byliby zmuszeni zapłacić spory podatek dochodowy. Ktokolwiek znajdzie się na jego szczycie. zleci razem z cegłami. Cameron obrócił się. Ale Hindus nie protestował. gdyŜ potrzebny mu był ten zarobek. Przed zachodem słońca. Jeszcze jeden dzień i zaczną.txt był głodny. podłóg i stropów. Pracowali przez cały tydzień. a jego otwarte okna robiły wraŜenie oczodołów wyczekujących zbliŜającej się śmierci. wyznaczał mu pracę na najwyŜszych miejscach.

Ram zacisnął mocniej oczy. Obok wizerunku bogini ustawił płytką miseczkę wypełnioną do połowy piaskiem. patronki władzy i sprawiedliwości. Młody człowiek runął na ziemię. . Następnie wydobył z walizki zawiniątko i wyjął z niego sześć pałeczek kadzidła. Ŝeby powstrzymać łzy wstydu. Pod powiekami przesuwały mu się obrazy rozpalonych równin PendŜabu i cwałujących po nich jeźdźców. Słodkawy.. jaką wybrać formę zemsty. wyciął z niej wizerunek wielkiej bogini Shakti. I kaŜdy z nich rzucał mu tylko jedno słowo: Zemsta.. o orlich nosach. a oni mijali go galopem i spoglądali na niego. Skończył się modlić dokładnie w momencie. 34 Z zakupionych przed dworcem kwiatów uwił wieniec. Olbrzym stał nad nim z zaciśniętymi pięściami. Nie mówił do nikogo. Ogarnęło go uczucie wstydu i upokorzenia. mdlący zapach kadzidła szybko wypełnił pokój. Chciał wiedzieć.. Gdy zapadła noc. czarnookich rycerzy z Kraju Pięciu Rzek. nikt nie odezwał się do niego. Kiedy kapliczka była gotowa.odezwał się Cameron spokojnym głosem. D e v i Shakti. ale moi przodkowie byli wojownikami i ksiąŜętami. Był pewien. dzisiaj sprawy wyglądają trochę inaczej. ale starodawnym sanskrytem. Modlił się przez dobrą godzinę. PendŜabskich wodzów. Po jakimś czasie usłyszał. Ram stanął przed nią z pochyloną głową i wieńcem w dłoniach i zaczął modlić się do bogini o radę.txt 33 3. Słyszał głos Tommy'ego Burnsa. Zdjął z półki tanią wazę z wąską szyjką. Co powiesz na to? Wraz z ostatnim słowem zamachnął się i otwartą dłonią uderzył Rama Lala w twarz. dochodziły odgłosy potęŜnych grzmotów. Ŝe nie ma Ŝadnych szans z tym brutalem z irlandzkiego Ulsteru. . Uderzał w dachówki nad głową studenta. Przodkowie jego cwałowali z mieczami i lancami w rękach przez kraje sto razy większe od tych sześciu hrabstw razem wziętych i podbijali je jeden po drugim. milcząc jak zaklęty. Wydobył świętą księgę Manu. wodzami i mędrcami juŜ dwa tysiące lat temu. od strony morza. Pozostali robotnicy znieruchomieli ze zdumienia.. NaleŜę równieŜ do kasty wojowników zwanej kshatria. Strona 19 . kiedy pańscy pełzali na czworakach i ubierali się w skóry.Czysta robota PendŜab w północnych Indiach. Zakręciło mu się w głowie. ty czarny bękarcie..Zostałem dotknięty do Ŝywego. co ma się jeszcze stać..Forsyth Opowiadania. a to. Białka jego oczu zrobiły się czerwone..Wyrwał następny kwiat i połoŜył go obok pierwszego. jak Wielki Billie odchodzi. w który wetknął zapaloną świecę. brodatych męŜczyzn w turbanach. umieścił w niej trociczki i zapalił je. który wołał: . Dumnych. spływał po szybach okna za jego plecami. JeŜeli wstaniesz. takŜe się stanie. deszcz wciąŜ padał. językiem modłów. Wielki Billie Cameron patrzył z góry na hinduskiego studenta. pragnę zemsty na tym. Rozległ się grzmot. Pomiędzy robotnikami zaczęła się cicha rozmowa. przypiął go do ściany nad toaletką i w ten sposób zamienił ją w ołtarzyk.. chłopcze.. . LeŜał powalony w pyle. Ŝe bogini ześle mu znak. Bogini Shakti. Ram wyrwał kwiat z wieńca i złoŜył go pod wizerunkiem Shakti. co tam. Zamknął oczy i leŜał bez ruchu. Zdjął szczotkę i grzebień z brzydkiej toaletki. Ma a. Ram nie posługiwał się nowoczesnym językiem pendŜabi. Wielka matko. Resztę dnia pracował.. zaczął przygotowania. A od zewnątrz.Doprawdy? . Pierwsze błyskawice przecinały niebo nad Bangorem. dzielnych. kiedy ustała burza. spadły pierwsze krople deszczu. przodków Harkishana Rama Lala.. Proszę mnie nigdy więcej nie obraŜać. Doprawdy? No. który wyrządził mi krzywdę. Wielki Billie cię zabije! Ram Lal spojrzał w górę. Zrozumiał.. Ram Lal wstał bez słowa. Dobrze znał obyczaje swojego narodu.LeŜ. usunął z niej brudną serwetkę i lustro. MoŜe nie starczy mi pieniędzy na opłacenie studiów medycznych. Stało się.

PoŜyczyłem pieniądze na bilet lotniczy.powiedział.Chodzi o mojego ojca . . .Forsyth Opowiadania. 36 Ram pojechał taksówką na lotnisko Aldegrove. śaden Sikh nie uchyla się od poŜyczania pieniędzy pod warunkiem. gdzie Singh podjął odpowiednią sumę i wręczył ją Ramowi. . ale los był dla niego 35 łaskawszy. Ŝeby spotkać się z przyjacielem Sikhiem.Chce mnie zobaczyć. . Jestem jego pierworodnym synem.Chodzi mi o bilet lotniczy. Zatrzymał pokój na Railway View Street. Muszę spłacić dług i jeszcze zarobić na czesne na przyszły rok.odparł Ranjit Singh. a pokój wypełnił się jego słodkim zapachem. Ŝłobiła sobie zygzakowatą drogę i zniknęła w rogu okna. Shakti patrzyła na Rama nieruchomym wzrokiem. Obrócił się i podszedł do okna. ale wszystko było mokre. Był lekko skręcony. podobne do rozdwojonego języka. panie McQueen. . Przedsiębiorca siedział przed telewizorem z puszką piwa pod ręką. a tam zaopatrzył się w najtańszy bilet na najbliŜszy lot do Indii. Kwiaty leŜały przed wizerunkiem na błyszczącym blacie toaletki.odparł przedsiębiorca.txt Kiedy skończył. Ram Lal zrozumiał zesłany mu znak. Widzi pan. W niedzielę wieczorem Ram Lal złoŜył wizytę McQueenowi w jego domu w Groomsport. Kiedy się zatrzymała. Ulewa ustała. Świeca dopalała się. ale noc spędził w hotelu w Belfaście. .Muszę do niego pojechać. Ŝe otrzyma duŜy procent i Ŝe jest pewien wypłacalności dłuŜnika. Nazajutrz pojechał pociągiem do Belfastu. wrócę pod koniec tygodnia. StruŜka wody spłynęła ze znajdującej się nad oknem rynny i popłynęła po zakurzonej szybie. Po dwudziestu czterech godzinach wylądował w potwornie upalnym Bombaju. W poniedziałek rano poszedł razem z Ranjit Singhiem do banku.rzekł Ram Lal. Ŝłobiąc w brudnej powierzchni wąską ścieŜkę. Strona 20 .Oczywiście.Nie mogę ci zapłacić za czas twojej nieobecności ani przyrzec. a drugi leŜał na dywanie.Przyjmij moje kondolencje.Dostałem list od rodziny . gdzie na haku wisiał jego szlafrok. Ale jeŜeli zjawisz się przed weekendem. pieniądze będą mi teraz potrzebne bardziej niŜ kiedykolwiek. Nie widział go od siedmiu lat. . Muszę jechać. Był to jego ulubiony sposób spędzania niedzielnego wieczoru. Miał bogatych rodziców. Przypominał zwiniętą w kłębek Ŝmiję.Dziękuję panu.Bardzo mi przykro . JeŜeli polecę jutro. Czy moŜe pan rezerwować moje miejsce do końca tygodnia? . sterczały z niego tylko dwie nitki. Pierworodny syn musi być przy umierającym ojcu. . . . . Ŝe zatrzymam ci miejsce na następny tydzień. . wrócisz do pracy.Jest umierający.powiedział Ram Lal.Mój ojciec jest umierający. JeŜeli poŜyczysz mi róŜnicę. zwrócę poŜyczkę niedługo po powrocie. Przyjął Rama Lala w dobrze urządzonym pokoju studenckiego domu. chłopcze.podziękował mu Ram Lal. którzy przysyłali mu sporo pieniędzy. Pracuję i nieźle zarabiam. . Ranjit Singh równieŜ studiował medycynę. jeden jego koniec był niewidoczny. Brud spowodował. ściszył głos z odbiornika.Są słuszne i właściwe. McQueen miał syna w Kanadzie. . kadzidło gasło. ToteŜ Ranjit Singh obiecał podjąć w poniedziałek rano odpowiednią sumę z banku.Dobrze . Ale nie zebrałem jeszcze wystarczającej sumy.Tak . W takiej chwili miejsce pierworodnego syna jest u boku ojca. Wymagają tego nasze zwyczaje.O. Ale kiedy Ŝona wprowadziła do pokoju Rama Lala. Sznur od szlafroka spadł na podłogę. przykro mi to słyszeć. Oczywiście na tych samych warunkach. jest pan bardzo dobry . wzrok Rama padł na ścianę. . poleciał do Londynu. . Ŝe zamiast płynąć prosto.

Pięćset rupii. Kiedy młody student z podręcznikiem o gadach wszedł do "Imperium tropikalnych ryb i płazów" pana Chatterjee.powiedział. napełnił ją zakupioną na targu Strona 21 . skinął ze zrozumieniem śnieŜnobiałą głową. opróŜnił je z zawartości i wybił w jego wieku dwadzieścia małych dziurek. ale śmierć jest praktycznie nieunikniona i następuje zwykle w dwie do czterech godzin później. . Uderza błyskawicznie. zapewniał czytelników dawno zmarły angielski przyrodnik na końcu rozdziału o Echis Carinatus. A w pudle Ŝmija wysunęła mały. ale teraz zakupił tanią fibrową walizkę. Stary GudŜerat rozłoŜył ręce. Podręcznik napisany przez Anglika. a bez wody przez dwa do trzech dni. Ram znalazł właściciela na tyłach sklepu. Właśnie otrzymałem jeden okaz kilka dni temu z RadŜputanu. Ŝe długość tej bardzo cienkiej Ŝmii wynosi od dwudziestu trzech do trzydziestu dwóch centymetrów. Oliwkowobrązowa. ma teŜ falistą ciemniejszą pręgę. posiada nieliczne jaśniejsze plamy. czarny. Człowiek ugryziony nie czuje bólu. Podręcznik podawał.od rosnących na bagnach krzewów Afryki Zachodniej aŜ po chłodne wzgórza Iranu i rozpalone pagórki Indii. Według podręcznika jest ona wyjątkowo niebezpieczna i jej ukąszenie powoduje więcej zejść śmiertelnych niŜ ukąszenie słynnej kobry. . była niemal na pewno nie "dasznikiem modrym". a to dlatego. wymieniona przez Kiplinga w jego wspaniałym opowiadaniu "Riki-Tikki-Tavi". Pan Chatterjee był obeznany ze światem nauki. podobny do draśnięcia ciernia. Jest bardzo czujna i pobudliwa. Dzień był upalny. Dobrze przystosowuje się do kaŜdego klimatu i niemal do kaŜdego środowiska . najmniejszy i najjadowitszy ze wszystkich gadów świata. Ŝe pozostawiają niewidoczny niemal ślad.txt W środę na zatłoczonym bazarze przy Grand Road Bridge znalazł to. za dnia szuka chłodnych miejsc. o jaki towar mu chodzi.AleŜ tak . w których drzemały Ŝmije i jaszczurki.Ile pan za nią chce? . Ŝe przyłapał wielkiego Kiplinga na takiej pomyłce. rozdwojony języczek i zatrzepotała nim. ale groźna Ŝmija. więc owinął pudełko w papier oraz kilka ręczników. Zaopatrywał liczne ośrodki medyczne w okazy mające słuŜyć badaniom i wiwisekcji.Znam tę Ŝmiję. Zaprowadził Rama Lala do swojego sanktuarium. Przyjechał do Bombaju jedynie z podręczną torbą. Autor ksiąŜki dodawał w odnośniku. który ma około 60 centymetrów długości. określał ją jako Echis carinatus. Kiedy Ram wytłumaczył. . Ŝe gatunek ten jest rozpowszechniony na wschód od Afryki Zachodniej i na północ od Iranu. Ŝe ta mała. była to Ŝmija o ostrych łuskach. czego szukał. Jej zapotrzebowanie na powietrze było minimalne.zapytał Ram Lal szeptem. Coś poruszyło się pod kupką liści wyściełających pudło. Indii i Pakistanu.i bardzo trudny do zdobycia. było tam pusto. bez Ŝadnego ostrzeŜenia. Siedział w półmroku otoczony akwariami pełnymi ryb i szklanymi gablotami. których puszystość gwarantowała wystarczającą ilość powietrza nawet wewnątrz walizki. Wiedział. Od czasu do czasu otrzymywał nawet intratne zamówienia z zagranicy. Ŝe Ŝmija potrafi obyć się bez pokarmu przez tydzień. Liście w pudle poruszyły się ponownie i wyłoniła się spod nich malutka głowa Ŝmii. który uŜywał oczywiście łacińskich nazw. patrzących na nią zza szyby. jakby na powitanie dwóch Hindusów. Łatwo nieopatrznie dotknąć jej ręką albo nogą. Przyczyną śmierci jest zawsze zawał mózgu. Ram Lal kupił Ŝmiję za trzysta pięćdziesiąt rupii i zabrał ją ze sobą w słoiku. Przed powrotem do Londynu Ram Lal nabył pudełko cygar. Ma pan szczęście. Ŝe jest tak niepozorna. 37 ale "Ŝmiją o ostrych łuskach". Jej zęby jadowe są tak drobne. Podręcznik stwierdzał. Obydwaj męŜczyźni stanęli w milczeniu przed szybą nowego pomieszczenia Ŝmii. .Forsyth Opowiadania.powiedział . Autor był bardzo zadowolony. Mówiąc bardziej zrozumiale.To wyjątkowo rzadki okaz . które są nieraz trudno dostrzegalne. zaleŜnie od wagi ciała ofiary i jego kondycji fizycznej. W suchym gorącym klimacie wyłania się z ukrycia w nocy.

txt bielizną. nie będzie juŜ niebezpieczna. . Przez chwilę przyglądał się swojej zdobyczy. Rano wsunie Ŝmiję do prawej kieszeni wiszącej na drzewie marynarki Camerona. TuŜ po jedenastej. Być moŜe ktoś będzie coś podejrzewać. I wtedy Ŝmija spełni rozkaz wielkiej Shakti. odkręcił pokrywkę i strząsnął jego zawartość do kieszeni zwisającej z gałęzi pobliskiego drzewa marynarki. Strona 22 . który przeszukał walizkę . W pewnej chwili Ŝmija zatrzymała się i spojrzała na Hindusa złymi. Zdjął szklaną płytkę z nocnego stolika i ostroŜnie wsunął ją pomiędzy pokrywę pojemnika a jego niebezpieczną mieszkankę. TuŜ przed opuszczeniem hotelu zamknął walizkę na klucz. a na lotnisku oddał ją na bagaŜ. Ręczna torba Rama została przeszukana. a nie imigrantem.To znaczy jeŜeli takie gady jak ty w ogóle sypiają. a ta zabierze do morza dowód zbrodni. Kiedy się odwracał. zabrał ją do toalety. po czym wsuwał fajkę z powrotem do kieszeni marynarki. wyjął pudełko po cygarach i wsunął je do podręcznej torby. . wyciągnie rękę z kieszeni. podejdzie do marynarki i wsunie rękę do kieszeni. której pełne jadu zęby wbiły się głęboko w jego ciało. podchodził do marynarki i wydobywał z prawej bocznej kieszeni fajkę i woreczek z tytoniem. która miała go zawieźć na plac rozbiórki. wszyscy musieli juŜ być na nogach. Po wypaleniu fajki i wysypaniu popiołu prostował się i wołał: "No dobra. Ram Lal podskoczy do niego. wstawać i zabierać się do roboty". Plan Rama Lala był prosty. na której wjeŜdŜał bagaŜ. Jutro rano wykonasz rozkaz bogini Shakti. chłopaki. wykona egzekucję na Ulsterczyku. Cameron zaklnie. Pozbawiona jadu. w którym to celu została przewieziona do Irlandii z drugiego niemal końca świata. Do południa nabierze znowu wystarczającej ilości jadu. włoŜył słoik do pudełka śniadaniowego i poszedł do cięŜarówki. chwyci Ŝmiję. zobaczy. LeŜała mocno skręcona w słoiku od kawy i nie ruszała się. Wielki Billie Cameron miał zwyczaj zdejmowania marynarki z chwilą przybycia na miejsce pracy i wieszania jej na jakimś haku czy gałęzi. lecz niezawodny. wyciągając jednocześnie powoli szklaną płytkę. która powoli przesuwała się po ściankach pudełka. ale na tym się to skończy. Zamknął wieko. Ŝe z palca zwisa mu Ŝmija. przepuszczono go dość szybko. Jak zaobserwował Lal. Poprzez szkło zobaczył Ŝmiję.Zaśnij. Ram przejechał do krajowej części lotniska i wsiadł do samolotu lecącego do Belfastu. W minutę później był znowu przy pracy. a rano . 39 Wreszcie. Znalazł się więc przy karuzeli. ale Ram nawet nie zwrócił na to uwagi. Przed wieczorem kupił słoiczek kawy z zakręcanym wieczkiem i wsypał jego zawartość do chińskiej wazy.nałoŜywszy na ręce grube rękawice . Ŝe potrzebny mu jest większy młot. w czasie przerwy obiadowej. ZauwaŜył swoją wśród pierwszych dwóch tuzinów. mały przyjacielu .szepnął Ram. Harkishan Ram Lal otworzył pudełko śniadaniowe. gestem pełnym obrzydzenia. ciśnie o ziemię i rozgniecie jej głowę obcasem.Forsyth Opowiadania. wyjął zeń słoik. Zakręcił dobrze wieko.podręczna torba nie wzbudziła jego zainteresowania. Zniknęła w głębi ładowni boeinga. Ram Lal wrzuci zabitą Ŝmiję do rzeki Comber. czarnymi oczkami. z której wyrzucił pałeczki kadzidła. Nikt nie zauwaŜył nic dziwnego w jego zachowaniu. Rozwścieczona Ŝmija ugryzła rękawicę. Ten po zjedzeniu sandwiczy wstanie. PoniewaŜ mógł udowodnić. Odrzutowiec linii Air India wylądował na londyńskim lotnisku Heathrow w piątek rano i Ram Lal przyłączył się do długiego korowodu Hindusów próbujących dostać się do Anglii. zaraz po zjedzeniu posiłku. pudełko od cygar umieścił w samym jej środku.przeniósł gada z pudełka do słoika. Przy przejściu oznaczonym "nic do oclenia" został zatrzymany przez 38 celnika. ale nie znaleziono w niej nic do oclenia. a nie Ram Lal. udając. Ŝe jest studentem medycyny. Wczesnym popołudniem znalazł się w Bangorze i mógł wreszcie obejrzeć sobie zawartość pudełka po cygarach. w momencie kiedy ukazały się na niej pierwsze walizki. Nigdy nie odstępował od tego zwyczaju. To ona.

a zawieszony nad ogniem czajnik bulgotał. Ram poszedł za nią.którą uznał za panią Cameron weszła do supersamu Stewarta. W czasie powrotu cięŜarówką do Bangoru Wielki Billie Cameron siedział jak zwykle przy kierowcy. a Wielki Billie poŜerał przygotowane mu przez Ŝonę olbrzymie sandwicze. Zdawało mu się.Czy mieszka daleko stąd? -. niedaleko. jak Cameron kładzie woreczek z tytoniem z powrotem do kieszeni marynarki i wyciąga z niej pudełko zapałek. Przez chwilę korciło go.Co się tak gapisz? .txt W przerwie obiadowej nie miał apetytu. Kobieta . pod szwem podszewki coś poruszyło się. Wstał i przeciągnął się. ZauwaŜył.zaprzeczył Ram Lal. Resztę dnia przepracował w stanie przytłumionej świadomości.Nic . .czy pan Cameron ma rodzinę? . TuŜ przed zapadnięciem zmroku wyszła z domu kobieta z torbą na zakupy. W osiedlu Kilcooley. Ale bogini patrzyła daleko przed siebie i milczała. Później Ram Lal 40 widział. odwrócił twarz do ogniska. Poszedł za nią do centrum handlowego Clandeboye. obserwował ją zza półek z towarami. To w Ganaway Gardens.odpowiedział Ram Lal. po czym wydobyła z niej fajkę i woreczek. Zmusił się do przełknięcia kilku kęsów. Dlaczego .powiedział do bogini. To nie one mnie skrzywdziły. Ram Lal takŜe powrócił na swoje miejsce. Dlaczego zmieniła zamiar. Wieczorem poszedł do Kilcooley i znalazł blok o nazwie Ganaway Gardens. Nikt nie zwrócił na to uwagi. Serce biło mu mocno. wykonując przy tym pół obrotu. więc złoŜył marynarkę wpół i połoŜył ją sobie na kolanach. Pełen grozy wpatrywał się w ognisko. . udając. Wstał. Było bardzo gorąco. Hindus wstrzymał oddech. stęknął i ruszył w stronę marynarki. Dziura. Billie Cameron podszedł do marynarki i wsunął rękę w jej prawą kieszeń.Nie chciałem śmierci jego Ŝony i dzieci . Pod nią Ram Lal spędził godzinę.pytał sam siebie . Kątem oka widział. Ŝe czeka na połączenia. stojącego na przystanku autobusowym. Na rogu Woburn Walk stała budka telefoniczna. Ŝe zauwaŜył w jednym z okien Billie Camerona i zanotował sobie numer tego domu. Resztę weekendu Harkishan Ram Lal spędził trapiony lękiem i niepokojem. ale nie mógł spokojnie usiedzieć. Ręka Camerona grzebała przez kilka sekund w kieszeni. Przyłączył się do Tommy'ego Burnsa. był coraz bardziej zdenerwowany. instrumentem zemsty przywiezionym z Indii na jej rozkaz. Ludzie dowcipkowali i przekomarzali się jak zwykle. Jednocześnie obserwował ten krótki zaułek.zwrócił się do niego . Zaczął nabijać fajkę świeŜym tytoniem. Był w szoku. dlaczego zrezygnowała ze swojego zamiaru? Obrócił się znowu i raz jeszcze spojrzał na marynarkę Camerona.Nie. Na samym jej skraju. Ram Lal obrócił głowę i patrzał na niego.Forsyth Opowiadania.dlaczego wielka Shakti tak z nim postąpiła? śmija była przecieŜ jej narzędziem. próbował zdobyć się na odwagę. Ŝe w marynarce jej ojca kryje się niebezpieczeństwo. . Po powrocie do swojego pokoju Ram Lal usiadł i zaczął się wpatrywać w nieruchomy wizerunek bogini sprawiedliwości.Powiedz mi . Wreszcie Wielki Billie zmiął papier po sandwiczach i rzucił go do ognia. Ŝeby ją zaczepić i powiedzieć. . suche belki trzaskały i strzelały iskrami. mała dziurka w podszewce pokrzyŜowała mu plany. Odbiło mu się. . Towarzysze pracy siedzieli jak zwykle dokoła ogniska. Ram Lal zamknął oczy. Ŝe Ram Lal wpatruje się w niego. jeŜeli się nie mylę. .ma Ŝonę i dwoje dzieci.Nie. nie . Chcesz mu złoŜyć wizytę? .No to do poniedziałku. W pewnym momencie kilkunastoletnia dziewczynka wyszła z tego właśnie domu i przyłączyła się do grupy młodzieŜy.Oczywiście . stare. przemówić do niej Strona 23 .zapytał wojowniczym tonem. połoŜony tuŜ przy Owenroe Gardens i naprzeciwko uliczki Woburn Walk. popykuje z prawdziwym zadowoleniem i powraca na swoje miejsce.odpowiedział Burns . Ram Lal postarał się o miejsce w pobliŜu marynarki szefa. jak zapala fajkę. jak Billie rzuca marynarkę na tylne siedzenie swego samochodu i odjeŜdŜa. które w sobotę zamykają bardzo późno ze względu na robotników otrzymujących tego dnia wypłatę. Ale nie starczyło mu odwagi.

sierpniowy dzień. wyjmij z szafy moją marynarkę . tylko Wielki Billie w roboczym ubraniu. W poniedziałek rano rodzina Cameronów zbudziła się kwadrans przed szóstą. więc Jenny wróciła. Ŝe w Irlandii nie ma Ŝmij? KaŜdy to wie . Dowiadywał się od niego róŜnych ciekawych rzeczy.To jest pewnie taki robak zwany padalcem . . . Źle spał tej nocy. Pani Cameron obróciła się od kuchenki. podniosła marynarkę z podłogi i powiesiła ją staranniej na haku.AleŜ skąd . Chłopiec wpatrywał się w Ŝmiję przez grube okulary. jak poza 42 nim. . Dali je nam do robienia sekcji. . słoneczny. a w drzwiach sterczał nie zwykły.Forsyth Opowiadania. on nawet nie podniósł głowy.zirytował się jego ojciec. Podała mu ją. pełną jadu Ŝmiję. Przywieźli je zza morza.zawołała pani Cameron .jest całkiem nieszkodliwy. . Ŝe to robak? . trzymając marynarkę ojca za kołnierz.Na miłosierdzie boskie . . coś ty miał w marynarce? Dłoń Wielkiego Billie'ego zatrzymała się w połowie drogi do ust. czy nie wiesz. Był piękny.Tato. Przerabialiśmy takie w zeszłym roku na biologii. córka i Ŝona.zawyrokował. Ŝe mógłby stanąć twarzą w twarz z groźnym Ulsterczykiem i wyznać. . toteŜ marynarka po chwili zsunęła się z niego i spadła na podłogę.spytała z lękiem pani Cameron.Powieś ją na drzwiach .powiedział Wielki Billie. odkładając łyŜkę na stół. . Ŝe musi albo podejść śmiało do frontowych drzwi Cameronów i przyznać się do wszystkiego. widział pokrytą ostrymi łuskami. . Po południu 41 zorientował się. niklowy hak. . w którym spała nie podejrzewająca niczego rodzina Cameronów.No to dlaczego mówisz. i to zarówno w domu.To mi nie wygląda na robaka . zwinięty w kłębek. Jenny. Strona 24 . Mały gad leŜał w kącie kuchni obok półek. Coś cienkiego i ciemnego wysunęło się z fałdów i niemal bezszelestnie pomknęło po pokrytej linoleum podłodze w kąt kuchni.rozkazał. . . Czternastoletni Bobby przestał smarować grzankę masłem. i patrzył wyzywająco na świat.powiedziała z ustami pełnymi bułki z dŜemem. respektował wiedzę syna. .Nie mam pojęcia.Nie bądź durna. po prostu go sparaliŜowała. Po chwili dziewczyna wróciła do kuchni. . gdzie pozostawił ją na weekend. który doskonale się uczył. wszyscy w szlafrokach.powiedział ojciec. O szóstej cała czwórka siedziała w małej kuchni na tyłach domku przy śniadaniu: syn.Podnieś tę szmatę! Nikt z Cameronów nie ośmieliłby się opierać głowie rodziny.To po cholerę chodzisz do szkoły? . zardzewiały gwóźdź. albo odejść i pozostawić ich los w rękach bogini. Jenny przyglądała się gadowi z przeraŜeniem.Jenny! .Idę się umyć . Właśnie kończył miskę płatków owsianych. .zawołał ojciec. Uznano by go za wariata. ale bez nóg. szybko migając rozedrganym języczkiem. Ŝe jego obecność zwraca uwagę i zrozumiał. Zobaczył go pracującego w ogródku za domem. ale gładki.odparł Bobby . wstała. . Bobby? Mimo Ŝe Cameron był tyranem. Ale sama myśl o tym. na jak straszne niebezpieczeństwo wystawił jego dzieci. w którym mieszkała rodzina Wielkiego Billie.toŜ to Ŝmija! . Jego marynarka wisiała w szafie w przedpokoju. Zlokalizował ponad wszelką wątpliwość dom.krzyknął Wielki Billie. wyłaniającą się ze swojej kryjówki w podszewce marynarki i ślizgającą się bezszelestnie po domu. kobieto.To coś jak jaszczurka. moŜe pomylił się co do numeru domu.Czy to gryzie? .txt i uświadomić jej czyhające w domu niebezpieczeństwo. ale marynarka nie miała wieszaka.wyjaśnił Bobby. MoŜe to zupełnie inna kobieta. W niedzielę znów wałęsał się po osiedlu Kilcooley.Co to jest. Dziewczyna wykonała polecenie. TuŜ po szóstej jego córka. Powrócił więc na Railway View Street.Zanim to zrobisz. Ale i tym razem zawiodły go nerwy.Właściwie to nie robak .

Ŝe padalec jest nieszkodliwy.Zabij to paskudztwo i wrzuć do śmietnika . Jego zawartość rozleciała się na wszystkie strony i wylądowała w wysokiej trawie i otaczających ognisko zaroślach.Jaki słoik? . Prawą zabezpieczała rękawica.. Jedynie Ram Lal pracował w pełnej nieświadomości tego. Zwinięta między kanapką a jabłkiem leŜała Ŝmija z uniesioną głową. Nie dotknę go ręką! Jenny podała ojcu kuchenną rękawicę.Nie chcę dotykać tego paskudztwa. ale ich rozmowa była sztuczna. . Kobieto.zauwaŜył Bobby.Będę ci wdzięczna. Ŝe coś się szykuje.stwierdził Bobby. i uwaŜali pomysł Billie'ego za kawał i dobry Ŝart. Jenny. wsunął fajkę do prawej kieszeni marynarki i poszedł do samochodu.Co chcesz zrobić. tato? . 43 Powoli opuszczał trzymany nad Ŝmiją słoik. Jednocześnie pudełko śniadaniowe wyleciało wysoko w powietrze. Zrobię mu kawał. ominęła Ŝmiję i otworzyła spiŜarnię. Mam nadzieję.One wcale nie są brudne . zawiesił ją na ramię obok pudełka ze śniadaniem. Robotnicy siedzieli dokoła ogniska niby to jak zwykle. Zabawię się. i gdyby Ram nie był tak zamyślony. Poganin. iŜ powinien się był domyślić. . Strona 25 . Zwijała się w spazmach wściekłości. Wielki Billie spojrzał znad talerza na syna i uśmiechnął się. Ram Lal odrzucił je od siebie z całej siły. Ścisnął pudełko śniadaniowe kolanami i otworzył je. Ŝe nie jest jasnowidzem. Jej pełne jadu zęby wbiły się w wyściółkę rękawicy nad samym środkiem dłoni Camerona. Pani Cameron westchnęła. z pewnością zauwaŜyłby uśmieszki i spojrzenia rzucane w jego kierunku. i na pewno jeszcze coś więcej niŜ proch.txt .To bardzo czyste stworzenia. Czy nie stoi w Biblii: "Na brzuchu twoim czołgać się będziesz. .Mam tu słoik z zielonym groszkiem. w którym jest wiele Ŝmij. Wielki Billie stanął nad Ŝmiją z otwartym słoikiem w lewej ręce. . jeŜeli wyniesiesz to z domu. kiedy ojciec zatrzymał go.Mamy w naszej grupie czarnucha.Padalec cię nie ugryzie. Po chwili Ŝmija znalazła się w słoiku pod mocno zakręconą pokrywką. . Cameronowie przyglądali jej się przez szkło. . Ale on tego nawet nie zauwaŜył.Zaraz to zrobię . Nagle opuścił go błyskawicznym ruchem.Poczekaj chwileczkę. Pochodzi z kraju. czy nie .Nie znoszę gadów.zapowiedział jej mąŜ. Ale któŜ by to zrobił! Wszyscy byli pewni. a wraz z nim ryk śmiechu robotników. . Zajechał na stację spóźniony o pięć minut i ze zdziwieniem zauwaŜył wpatrzone w siebie intensywnie oczy hinduskiego studenta.Nie wiem jaki! Po prostu zakręcany słoik. Wsunął słoik do torby.zainteresował się Bobby.Po co ci rękawica? . czy są jadowite. Obejrzała zapas słoików. gdy trzęsąc się w cięŜarówce jechali na południe od Newtownards i Comber.nakazał Cameron senior. W czasie przerwy obiadowej panowało wśród ludzi takie napięcie. . Podaj mi kuchenną rękawicę. .zapytała pani Cameron.Głupi jesteś! Całe te twoje szkolne mądrości są do kitu. . myślał Billie. Ale nic nie wywołało w nim niepokoju.powiedziała pani Cameron. co się miało stać. . kto zdradziłby go przed "czarnuchem". Bobby wstał od stołu.PrzełóŜ groszek i dawaj go . ." Tak.. . zdjął nocny pantofel i chwycił go jak packę na muchy. Podchodził juŜ boso do Ŝmii. .Forsyth Opowiadania.zaŜądał Cameron. gotowa do ataku. bo widok Ŝmii zasłaniała mu własna dłoń.I tak jestem juŜ spóźniony. . a proch Ŝreć będziesz po wszystkie dni Ŝywota twego. dawaj słoik. Przed południem Wielki Billie wtajemniczył wszystkich robotników w swoje zamiary i zagroził pobiciem kaŜdemu. Mam pomysł. Bobby. Wrzask Hindusa rozległ się po całej polanie. ale Ŝmija była szybsza. . . Poza tym był pochłonięty własnymi myślami i troskami.

dokąd przetransportowano ciało. Oblizał niewielkie spuchnięcie na dłoni i znów zabrał się do roboty. Ŝe Cameron był martwy w chwili przybycia do szpitala. jadowita Ŝmija! . zdecydowano się na sekcję zwłok. w którego cieniu leŜał szef. Pracował od wielu lat i widział niejeden śmiertelny wypadek. . Rozglądał się dokoła bacznie niepewnym wzrokiem. Oparł się o kilof i otarł czoło ręką. Ŝe badanie Wielkiego Billie nic nie da. Jego martwe oczy wpatrzone były tępo w trawę. Billie otarł sobie policzki. dostał konwulsji i przewrócił się na bok. Raport nie zawierał niczego szczególnego. o co chodzi. jakby od cierni.Nie moŜe mówić! Robotnicy podeszli do drzewa. . W pół godziny później zjawił się tam silnie zdenerwowany McQueen. Wkrótce wszyscy powrócili do pracy. PoniewaŜ okoliczności zgonu nie były jasne. którą był ponad wszelką wątpliwość gwałtowny wylew krwi do mózgu.Wielki Billie zachorował .Ty jesteś medyk. Stara gorzelnia była juŜ prawie całkiem rozebrana. Jego towarzysze 44 pokładali się ze śmiechu. głodni robotnicy zabrali się do jedzenia. . Podszedł do niego i zawołał Pattersona. Patterson nachylił się nad nim. . . śart się skończył. Uznano.powiedział do stojącego obok niego Pattersona. . . Rozumiesz? Nie ma! Plecy rozbolały go od śmiechu. To było we wtorek.zawołał. Nie zauwaŜył potem dwóch małych. wierzcie mi. wpierając ręce w porośniętą trawą ziemię.Forsyth Opowiadania.Odpocznę sobie w cieniu.wrzeszczał Ram Lal. Reakcja ofiary kawału przeszła ich najśmielsze oczekiwania.Zadzwonię po pogotowie i zawiadomię McQueena. Jadł lewą ręką. Tommy Burns zorientował się dopiero po kilku minutach. a góry gruzu i poukładanego drewna sterczały wysoko. To jadowita Ŝmija! Twarz Wielkiego Billie była mokra od łez ze śmiechu.zaczkał. Tego samego wieczoru raport patologa został przesłany koronerowi do Belfastu. Zabrano go do Głównego Szpitala w Newtownards. co się dzieje z szefem. Karetka zjawiła się po upływie pół godziny.To ty nic nie wiesz? W Irlandii nie ma Ŝmij. który stał i wodził dokoła dzikim wzrokiem. Od niepamiętnych czasów nie był w tak dobrym humorze.Ty ciemny czarnuchu . Ram Lal zerwał się na nogi. .Zostańcie tu . . Ludzie nie mogli się opanować.Ram . Nic nie powiedział. więc odchylił się do tyłu. Co o tym powiesz? 45 Ram Lal wiedział. draśnięć tuŜ nad przegubem własnej Ŝylastej prawej dłoni. zakurzone.To Ŝmija.txt WciąŜ krzycząc. śadne z nich nie miało związku z przyczyną zgonu. Po chwili wstał z kolan.rozkazał obejmując komendę. Siedział naprzeciwko Rama Lala. w którym był akurat ostry dyŜur. . głównie na ramionach i dłoniach. Harkishan Ram Lal usiadł. Na jego ciele zauwaŜono liczne zadrapania i kilka ranek. po czym ukrył głowę w rękach. . ale Patterson zrozumiał. Prawdopodobnie skutek nadmiernego wysiłku w czasie wielkiego upału. Dwóch robotników połoŜyło Camerona na nosze. wciąŜ obejmując rękami obolałą głowę.krzyknął.Niedobrze się czuję .Błagam was. . Siedział przez chwilę pod drzewem. Po posiłku starał się trzymać z daleka od wysokiej trawy.Uciekajcie! Ona zabija! Zawtórował mu jeszcze głośniejszy śmiech. O pół do czwartej Wielki Billie Cameron przerwał na chwilę. jednak go zbadał. co wynikało z rodzaju jego pracy. Zmarły był męŜczyzną w wieku czterdziestu jeden lat. W pogotowiu trzymał kubek z gorącą herbatą. Po takim raporcie koroner normalnie nie zarządziłby rozprawy Strona 26 . rozgrzane sierpniowym słońcem. Wykonał ją okręgowy patolog w miejskiej kostnicy. Najwięcej uciechy miał Wielki Billie. . Kwadrans po czwartej.Szybkim krokiem ruszył w stronę szosy. Po pięciu minutach wyprostował się ponownie. . dobrze zbudowanym i bardzo silnym.

bez towarzysza. powodując pęknięcie naczynia w mózgu. Usiedli w ostatnim rzędzie. Wykrył to komputer w Lurgan. moŜe się zgłosić w piątek. na którym robotnicy zazwyczaj rozpalali ognisko. Wielki Billie Cameron był aktywnym członkiem rady podziemnej organizacji Ochotników Ulsteru. Harkishan Ram Lal nie wziął udziału w pogrzebie. Praca jest nadal aktualna. ale potem umrzesz. Koroner odczytał na głos raport patologa i po podsumowaniu przewodu wydał wyrok. Przynajmniej w pewnych przypadkach. o której Ram Lal nie wiedział. Opowiedział na Ŝądanie koronera o wydarzeniach poniedziałkowych. Na wielkim trawniku przed ratuszem Bangoru McQueen rozmawiał ze swoimi robotnikami. Palące słońce dokonało reszty. a sam ruszył wąskim traktem. zasiedli współtowarzysze pracy zmarłego. Czy słyszysz mnie. obok pani Cameron. Patolog określił to bardziej naukowo jako wylew krwi do mózgu. trzeba powołać świadków na tę okoliczność. z którym mogłabyś mieć małe. czy słyszysz mnie? Wykonałaś zadanie. do którego przywiozłem cię tu ze wzgórz RadŜputanu. Ŝe pan Cameron śmiał się tak gwałtownie. Stamtąd z kolei zatelefonowano do koronera w Belfaście.txt sądowej i wystawiłby dla urzędu stanu cywilnego w Bangorze świadectwo zgonu z przyczyn naturalnych. ani gorsze od naszego zwyczaju brania udziału w pogrzebie . Strona 27 . do którego wciągane są wszystkie. .O. daję wam wolny dzień. paramilitarnego związku protestantów. Ale była pewna okoliczność. ale muszę potrącić wam pewne sumy na zaległe podatki. jaki zmarły zrobił hinduskiemu studentowi. W związku z tym zatelefonowano z Lurgan do centrali Królewskiej Policji w Castlereagh. nawet najbardziej na pozór normalne zgony. Ŝeby zarządził rozprawę sądową.zapytał Hindusa.Chcę być lojalny wobec was. Kierowca pochodził z Bangoru i słyszał o śmierci Camerona.zamyślił się kierowca i zabrał się do czytania gazety.To nie jest ani lepsze. .Chce pan uczcić jego pamięć w miejscu śmierci? . Harkishan Ram Lal doszedł traktem do polany i stanął w miejscu. Raport patologa nie budzi Ŝadnych wątpliwości. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem. Usłyszeliśmy od pana Pattersona o przebiegu wydarzeń w czasie przerwy obiadowej i o raczej niemądrym kawale. zabiłbym cię i wrzuciłbym twoje ścierwo do rzeki. Ŝe doprowadził się niemal do stanu apopleksji. a jeŜeli nawet słyszała. skrajnie prawicowego. PoniewaŜ w Irlandii nie ma Ŝmij. . morderczyni? A więc uwaŜaj! PoŜyjesz jeszcze jakiś czas. Rama Lala oczywiście takŜe nie. W Ulsterze nie wystarczy stwierdzić. Ŝe śmierć jest przypadkowa. jadowita Ŝmijo. Ale miałaś potem umrzeć.odparł Ram Lal. Jutro pogrzeb. Sprawiło to duŜe kłopoty McQueenowi. Kto chce dalej u mnie pracować. naleŜący do skrajnego skrzydła lojalistycznej organizacji Ochotników Ulsteru. 47 .MoŜna tak powiedzieć. Urząd Skarbowy będzie mi teraz patrzył na ręce.Forsyth Opowiadania.Takie są zwyczaje pańskiego narodu? . Sąd wyraŜa swoje ubolewanie Ŝonie i dzieciom zmarłego i uznaje.zawołał do niewidocznej Ŝmii. poniewaŜ powołano na nią przedstawicieli urzędu skarbowego. . Ŝe zgon Williama Camerona nastąpił z przyczyn naturalnych. Do złoŜenia zeznań wezwano jedynie Pattersona. a poniewaŜ wszystko zdawało się jasne. Zaraz potem powrócił do pracy kilofem i łopatą.Visha serp . Ale umrzesz sama. dalszych świadków nie wezwano. W tym samym czasie pojechał taksówką do Comber. Rozprawa odbyła się na ratuszu w Bangorze we środę. Zjawili 46 się równieŜ dwaj milczący panowie. . bo wszystko umiera. .W pewnym sensie tak . Na ławach frontowych. chłopaki. Rozejrzał się po wysokich trawach i krzakach jałowca porastających piaszczystą ziemię. Pokryta ostrą łuską Ŝmija nie słyszała go. kazał kierowcy zaczekać na drodze. Wydaje się.

ale juŜ samodzielny pracownik głównego oddziału banku. w którym Francuzi próbowali się bronić przed brytyjską flotą w 1810 roku. Hinduskie świątynie i chińskie pagody stały tuŜ koło katolickich kaplic. Ŝeby pojechać do hotelu.To wstrętne . Znał dobrze angielski. Krótko mówiąc. potem na szosę prowadzącą do Mahebourga. Ogon Ŝmii był wypręŜony. oburzała na świat. Pani Murgatroyd zawsze twierdziła. starej. Murgatroyd teŜ pomachał im ręką. którego państwo Murgatroyd poznali zaledwie dwanaście godzin temu na lotnisku Heathrow i którego naturalną wesołość gasił powoli zły humor pani Murgatroyd. CESARZ . ani czyste. Kierowca Kreol. Ŝe ludność wyspy jest mieszanką rasową. które przewaŜnie nie były ani bogate. Obok kierowcy siedział młody. Potem odwrócił się. . . gdy wsiadali kilka minut wcześniej do jego taksówki. Był to pełen temperamentu młody człowiek. Głęboko zaszyta w ciepłym piasku tuŜ pod stopami Rama Lala zajęta była czynnością. a ciało drgało w odwiecznym rytmie.Dlaczego nie idzie do toalety? . francuskiej stolicy wyspy. Ŝe jest jeszcze coś. uderzała go zwłaszcza harmonia. zraŜony zrzędzeniem siedzącej z tyłu pasaŜerki. którą podyktowała jej natura. Murzyni i kreolscy Metysi. Mijali plantacje i niewielkie wioski.Czysta robota przestudiował dwa grube przewodniki po Mauritiusie i zapoznał się dokładnie z mapą wyspy. Przy nasadzie ogona Ŝmii znajdują się dwie łuski zakrywające jej stek. Siedzący obok niej w taksówce mąŜ powstrzymał się od westchnienia. Pani Murgatroyd Ŝachnęła się. Pochyliła się do przodu i trąciła kierowcę w ramię. lewą pozdrowił przejeŜdŜającą taksówkę. . Pracował w dziale zagranicznym. zobaczył. Ŝe pozostały na drodze i wydziobują z kurzu niewidzialne insekty. Chińczycy.txt nie dała Ŝadnego znaku. Murgatroyd patrzył przez okno samochodu na lotnisko Plaisance. kiedy nie było do tego najmniejszych powodów. Edna Murgatroyd gadała bez przerwy. Samochód zwolnił na zakręcie. ale ich mieszkańcy uśmiechali się do nich i machali rękami na znak pozdrowienia. w jakiej zdawali się Ŝyć ci ludzie. Jako Ŝe miał prawą rękę zajętą.zapytała. cudem unikając śmierci.powiedziała pani Murgatroyd. Na stopniach małych domków siedzieli Hindusi. kaŜda tuŜ po urodzeniu równie jadowita jak jej rodzice. na którą składa się dobre pół tuzina grup etnicznych wyznających cztery religie. bez przerwy zrzędziła. swoją pierwszą w Ŝyciu egzotyczną podróŜ.Forsyth Opowiadania. a kiedy Murgatroyd obejrzał się za siebie. PrzejeŜdŜali przez róŜne wioski. na ruiny fortu. Przed wyjazdem 49 4. Zamierzał w pełni wykorzystać tygodniowy pobyt na tropikalnej wyspie. Higgins. Z ust jej buchała fontanna słów. KaŜda w przejrzystej błonie. Nigdy jeszcze nie zetknął się z podobnym zjawiskiem.powiedziała. Widać współŜyli ze sobą doskonale. teraz zamilkł. Pod koszulą był goły. Rozczulała się nad sobą.. Z ust jej płynęła nie kończąca się litania niezadowolenia. Murgatroyd był zafascynowany wszystkimi tymi widokami. Kierowca odrzucił głowę w tył i roześmiał się. Było ich dwanaście. który otrzymał tygodniowy płatny urlop i wycieczkę na koszt firmy jako "najlepiej zapowiadający się nowy urzędnik".I jest jeszcze coś. mimo Ŝe jego językiem był francuski z domieszką kreolskiego. Murgatroyd wiedział juŜ z ksiąŜek. kaŜda długości cala. Łuski rozstąpiły się i ze steku jedna po drugiej wychodziły na świat Ŝmijki. Pani Murgatroyd przechodziła przez Ŝycie przy akompaniamencie nieustannych komentarzy i narzekań nawet wtedy. cały w uśmiechach. Strona 28 . stanął na poboczu i zaczął siusiać. Cztery chude kury wyfrunęły niemal spod kół taksówki.. Wyspa Mauritius była kiedyś kolonią brytyjską i to przez sto pięćdziesiąt lat. Mały tamilski chłopiec w samej tylko koszuli wyłonił się zza chaty.

50 . Był nią tygodniowy pobyt na wyspie Mauritius na koszt banku. Przed sześcioma miesiącami otwarto tam fabrykę i Murgatroyd wpadł na pomysł: porozumiał się z dyrekcją zakładu i związkiem zawodowym. sklepionym wejściem hotelu St.powiedział Higgins . podobnie jak członkom kierownictwa. Mimo Ŝe tylko dwa razy w Ŝyciu wyjeŜdŜała na wschód od ujścia Tamizy .Dzięki Bogu .wyjaśnił jej Higgins. . Słychać było plusk i wesołe okrzyki zgromadzonych tam gości. jakby miała do osobistej dyspozycji . Kierowca wyciągnął rękę.Tak.Państwo Murgatroyd . panował tu stale orzeźwiający przewiew. Geran i dwaj portierzy podbiegli do samochodu. Wjechali na hotelowy podjazd. sugerując . Nie oznaczało to. . Po lewej stronie hallu znajdowała się recepcja. Higgins odwrócił głowę i uśmiechnął się. . O jakiś kilometr od brzegu widniała biała linia raf. Ŝe nie lubił tego podmiejskiego osiedla Londynu. Samochód minął dwa zakręty nie kierowany przez nikogo. Urzędnik zajrzał do rejestru. jeszcze przed chwilą niewidoczny z urwiska. madame .oznajmił .Ponder's End wydaje się bardzo daleko . Wszyscy troje przeszli pod arkadami hotelu i znaleźli się w chłodnym i przewiewnym hallu.Och.Chyba to. Portierzy nieśli za nimi bagaŜe.zdziwiła się pani Murgatroyd.Pas de toilette. . . zachowując się tak.oświadczył.Co to znaczy? . Ŝe tutaj robi się to na drodze . pod gołym niebem. tak czyste.Hotel . Taksówka zatrzymała się przed wielkim. Ciemne drewniane belki przecinały sufit. Pierwsza z nagród przypadła w udziale Murgatroydowi.oczywiście w poprzednim wcieleniu połowę pariasów Indii. To pociągnięcie zwróciło na niego uwagę centrali i ktoś zaproponował utworzenie nagrody za nowatorskie inicjatywy w prowincjonalnych oddziałach banku i dla wyróŜniających się urzędników. Po chwili taksówka znowu wjechała między plantacje trzciny cukrowej. o które załamywały się jasnozielone wody spokojnej laguny.zauwaŜył.a moje nazwisko Higgins. . mieniąc się błękitem w porannym słońcu. Wysoki główny hall zbudowany 51 był z ciosanego kamienia. Hall kończył się kolumnadą.wypłacanie robotnikom ich zarobków. którego był dyrektorem. .Ŝeby uniknąć ryzyka napadów rabunkowych . Higgins wystąpił naprzód.Nie wytrzymałabym juŜ dłuŜej jazdy przez to śmietnisko. Murgatroyd rozejrzał się dokoła. Pani Murgatroyd wysiadła pierwsza. Trochę się zdziwił. gdzie znajdował się oddział banku. obsadzone palmami. tak. i pan Murgatroyd w ciemnoszarym garniturze. . daleko . gdzie stał uśmiechnięty hinduski urzędnik.Forsyth Opowiadania. Po obu stronach ciągnęły się wypielęgnowane trawniki. Po lewej stronie hallu kamienne schody prowadziły do Strona 29 . zgadza się .powiedział. Ŝe większość robotników głosowała za tą propozycją.Dix minutes.txt Ŝeby odpowiedzieć.odparła pani Murgatroyd rozdraŜnionym głosem. Po niemal godzinnej jeździe dotarli do rybackiej wioski o pięknej nazwie Trou d'Eau Douce.powiedział. U wylotu. po czym oddział jego banku wzbogacił się o kilkaset nowo otwartych rachunków. Za nią podąŜali Higgins w schludnym kremowym tropikalnym ubraniu. połyskiwał teraz aŜ po horyzont Ocean Indyjski. Ŝe widać było pęki krasnorostów rosnące na dnie na głębokości siedmiu metrów. . nie gotówką. lecz czekami.uśmiechnął się Murgatroyd. .Patrzcie państwo .spędzali zwykle wakacje u jej siostry w Bognor zaczęła natychmiast łajać portierów. .oto i morze! Po prawej stronie. Ŝeby wziąć walizki z kufra i bagaŜnika na dachu. Pani Murgatroyd w nieco wygniecionej kwiecistej sukni szła przodem. Pani Murgatroyd pociągnęła nosem z obrzydzenia. w blasku tropikalnego słońca lśniła woda basenu.

Strona 30 . .Brawo. białego piasku. na który palmy rzucały smugi cieni. tak .. gdzie pracuje.powiedziała pani Murgatroyd.oświadczyła jego Ŝona. . Z głębi hallu wynurzyła się chuda postać.odezwał się z wyraźnym akcentem australijskim.Państwo Murgatroyd. jakby chciał skoncentrować wzrok.Witam państwa serdecznie . .Nazywa się Harry Foster-wyjaśnił Jones. Zatrzymał się kilka metrów przed Murgatroydem i popatrzył na niego. . .To mi się podoba . .stwierdziła pani Murgatroyd lodowatym potępiającym tonem .powiedział. . gdzie stykały się z piaskiem. . Paul Jones wyszedł zza kontuaru recepcji. O jakieś pięćset metrów dalej sterczały białe rafy.zapytał. .Dobrze juŜ. Chwycił Australijczyka za łokieć i zaprowadził go w głąb hallu. Foster pozwolił się prowadzić łagodnemu..txt górnych pokojów. . panie Foster .mówił .Murgatroyd z Midland Banku i Higgins z centrali.Murgatroyd .powiedział Jones.rzekł. Australijczyk łyknął piwa z puszki i czknął. .powiedział.przedstawił się młody męŜczyzna. .niech pan wróci do baru. Z centrali. Miał na nogach płetwy. .Wcale nie mówi jak Szkot . Państwo pozwolą. Australijczyk zastanowił się nad tą informacją i skinął głową. pomachał przyjaźnie ręką w kierunku recepcji. wydając dzikie okrzyki. nowi goście? . dobrze.Higgins. . Ŝe chodzi o to. Fale błękitnej laguny jaśniejsze tam. kochanie . a na twarzy maskę ze snorkelem.. . Stojąc na wąskiej desce przechylał się to w jedną. jestem dyrektorem hotelu.zapytał bezceremonialnie Australijczyk. . . luźna plaŜowa koszula w kwiatki.Przyjechał z Perth. . Australijczyk uśmiechnął się wesoło.On jest na wakacjach. Do parterowych apartamentów schodziło się pod sklepioną arkadą.Higgins . Z biura recepcyjnego wyszedł młody jasnowłosy Anglik w nieskazitelnej koszuli i jasnych spodniach.Ten człowiek . Murgatroyd! . to w drugą stronę. . łagodnie zalewały brzeg plaŜy. .Halo. ale miał szeroki uśmiech na twarzy i trzymał puszkę piwa w ręku. a ja zajmę się rozlokowaniem moich gości..Roger Murgatroyd. Około tuzina pokrytych słomą słupków zapewniało mocniejszą osłonę brzegu. . W głębi woda była zielona. Ŝe zaprowadzę ich do pokojów.Z Perth w Australii. Paul Jones powrócił.powiedział. Pokój miał dwa łóŜka i znajdował się na pierwszym piętrze. Myślał. Kiedy juŜ znikał w drzwiach baru. Stały przy brzegu na płyciźnie. wychodził z morza. KtóŜ to jest? . w dali mieniła się błękitem. Opalony na mahoń młodzieniec o spłowiałych blond włosach zajmował się surfingiem sto metrów od brzegu.To go bynajmniej nie tłumaczy .Forsyth Opowiadania.Z Midland Banku . .Nazywam się Paul Jones. . Dwoje małych ciemnoskórych dzieci o czarnych włosach i oczach obryzgiwało się wodą.zapytał. Cienkie uda w drelichowych szortach. . Murgatroyd nie zrozumiał go. Murgatroyd wyszedł na balkon i rozejrzał się z zadowoleniem. ale stanowczemu dyrek52 torowi hotelu. Mrugnął kilka razy.odrzekł dyrektor banku. kołysząc się na wietrze.A to kto? . Człowiek ten był chudy jak szczapa i bosy. . o wielkim brzuchu. Przed balkonem ciągnął się trawnik okolony pierścieniem błyszczącego.był pijany. chwytał wiatr w Ŝagiel i bez Ŝadnego wysiłku przecinał powierzchnię wody.Jak się pan nazywa? .powiedział Murgatroyd.Zaraz zajmiemy się sprawą pokojów. Murgatroyd był zaskoczony.zawołał.Dzień dobry .A skąd pan jest? . Jakiś facet w średnim wieku.E.

ale szło mu coraz lepiej. kazał sobie podawać płatki kukurydziane z melonem. Po kolacji szedł do kasyna gry albo do dyskoteki. Ŝe laguna roi się od rekinów i barrakud i nikt nie był w stanie przekonać jej. Natomiast Murgatroyd zdobył sobie pewną niepoŜądaną i wątpliwą popularność.Jezu Chryste! . mango i papają zamiast jaj na bekonie. Australijczyków 54 i Anglików. siadać na balkonie i obserwować. z włosami nawiniętymi na wałki. . pod bawełnianymi bluzeczkami albo szlafroczkami. . narzekającą na powolność słuŜby przynoszącej śniadanie w rzeczywistości bardzo szybkiej . podobny do tego. Ŝeby popływać. co się tam ^dzieje. Na szczęście Ŝona nie była świadkiem tego wyczynu. Raz wypłynął na odległość chyba dwustu metrów. Murgatroyd z Midland Banku stał się postacią humorystyczną.Nonsens . Powoli przepływała kilka metrów i wychodziła z wody. Ŝe te drapieŜniki nie mogą przeskoczyć przez rafy i Ŝe laguna jest bezpieczna jak basen pływacki.Będziemy wcześniej gotowi. który asymilował się w szybkim tempie. spokojną wodą rozbłyskującą nagle jak gdyby kawałkami rozbitego szkła. witano go nieco ironicznym uśmiechem i wesołym pozdrowieniem: "Dzień dobry. Kupił sobie w sklepie hotelowym słomkowy kapelusz o szerokim rondzie.krzyknął do kobiety siedzącej w cieniu palmy. O siódmej opuszczał Ednę Murgatroyd wyciągniętą w łóŜku. na ile mógł. Spędzał w ciepłej wodzie godzinę. Higgins. Strona 31 . Gdy zjawiał się na tarasie w długich szortach i płóciennych pantoflach. na tarasie przy pływalni i. jak słońce wyłania się z Oceanu Indyjskiego daleko za linią raf i ciemną. ToteŜ wśród Południowoafrykańczyków. które przywiózł z Anglii.Forsyth Opowiadania. oczywiście na fotografii. Nie był dobrym pływakiem. pójdziemy popływać . mimo Ŝe bardzo rzadko wystawiała się na słońce. Harry Foster nie był niestety wstrzemięźliwy w swoich dowcipach. Murgatroyd!" Trzeciego dnia Murgatroyd wyszedł z wody po porannej kąpieli. . PrzecieŜ na razie potrzebne są nam tylko kostiumy kąpielowe. siadała na plaŜy pod słomianym dachem i zaczynała całodzienną litanię. . którzy stanowili główną część klienteli hotelu.odpowiedziała mu pani Murgatroyd. aby zjeść śniadanie. O tej porze większość męŜczyzn miała na sobie spodenki kąpielowe i koszule plaŜowe. Nie masz pojęcia. mimo Ŝe figurowały w karcie. bardzo wcześnie.Chodź.Nie pozwolę ci pójść do jadalni w stroju kąpielowym. jak inni pensjonariusze. Murgatroyd trzymał się swoich sięgających kolan drelichowych szortów i koszuli tenisowej. śyła w przekonaniu. Około dziesiątej przyłączała się do niego pani Murgatroyd. a kobiety dwuczęściowe kostiumy kąpielowe. Wstawał. Murgatroyd zastanawiał się często. a na kolację przychodził w pastelowych spodniach i koszulach typu safari z kieszeniami i naramiennikami. zadziwiając samego siebie własną odwagą. jeśli mi pomoŜesz rozpakować rzeczy. by przed obiadem wypić zimnego drinka. który widział kiedyś na głowie Hemingwaya. Ŝądając a to chłodzących napoi. UwaŜał się za kogoś w rodzaju playboya. Zaczął jadać śniadanie na dole. . Chcesz wyglądać jak tubylec? Tu masz szorty i koszulę. Jej trwałą ondulację chronił plisowany czepek kąpielowy.txt . On takŜe spędzał większość dnia w spodenkach kąpielowych i koszuli. 53 W ciągu dwóch dni Murgatroyd dostosował się do wakacyjnego trybu Ŝycia w tropikach na tyle.zaproponował Murgatroyd Ŝonie.i schodził na plaŜę. jakoś uniknął etykietki "urzędnika z centrali". Higgins bardzo szybko zaprzyjaźnił się z grupą młodych Anglików. a to posmarowania jej olejkiem. toteŜ widywali go rzadko.Zostawmy to. okalającym bar połoŜony na cienistej wysepce. jak zwykle zresztą. ale mógł zamiast patrzeć przez okno na mokre chodniki. Od czasu do czasu zanurzała swoje róŜowe ciało w basenie hotelowym. ile tu ryb! Grupa męŜczyzn i kobiet otulonych w sarongi udawała się do baru.

Ŝe dziewczyna jest Kreolką. Uśmiechała się do obcego człowieka. stąpając z niewymuszonym wdziękiem mieszkanek tej wyspy. Skórę miała koloru starego złota. Od strony morza usłyszał huk i zobaczył małą motorówkę. Brzuszek miał zaokrąglony. które opadały lokami na plecy. Kiedy obrócił się z powrotem ku morzu. ale w pobliŜu nie było nikogo. które mimo wszystkich środków zapobiegawczych i licznych ostrzeŜeń Ŝony nabrało ponętnego koloru ugotowanego homara. Strona 32 . Była całkowicie pogrąŜona w romansie historycznym. . Słońce stało juŜ dość wysoko i mimo Ŝe było dopiero wpół do dziesiątej. biały bawełniany sarong ze szkarłatnym wzorem na brzegu ledwo zakrywał jej biodra. Minęło dziesięć minut i Murgatroyd spojrzał na swoją lepszą połowę. I ona przyglądała się oddalającej się dziewczynie. .przewaŜnie raportów z posiedzeń spółki i rachunków bankowych.zawołał. Rozejrzał się więc dokoła. Ciągnęła za sobą linę. narciarz zatoczył wielki łuk zbliŜając się do skraju plaŜy. wydatne kości policzkowe i połyskujące czarne włosy.odpowiedziała dziewczyna i poszła dalej. Kiedy zbliŜyła się do niego. a jej białe zęby zabłysły w promieniu porannego słońca. zwiotczałe mięśnie piersi. Lata spędzone przy biurku spłaszczyły mu pośladki. Będzie pracował w Ponder's 55 End przez następne dziesięć lat. Wydawał się wyrzeźbiony z dębu. ale nie potrafił się od tego powstrzymać. Zazdrościł ludziom. który sądził. upał dawał się we znaki. którzy w krótkim czasie opalali się na brąz. . Murgatroyd spojrzał na swoje ciało. napisanym przez popularną autorkę.Bonjour m'sieu . Grzeczność nie pozwalała mu przyglądać się jej zbyt ostentacyjnie. a potem przejdzie na emeryturę i najprawdopodobniej resztę Ŝycia spędzi w Bognor. Pod wpływem podmuchu wiatru biały sarong przylgnął na chwilę do jej ciała.Forsyth Opowiadania. Ŝe aby to uzyskać.Dzień dobry! . Miała szeroko rozstawione ciemne oczy. Motorówka przyśpieszyła. Ŝe jest sam pod daszkiem. Murgatroyd zdjął słoneczne okulary i takŜe się uśmiechnął. Ŝeby zobaczyć. Spięty na lewym ramieniu krótki. Spod kąpielowych spodenek z materiału w kratkę wystawały mu cienkie jak tyki owłosione nogi. wesoły uśmiech. czy dziewczyna nosi coś pod spodem. Murgatroyd zorientował się. która właśnie nadeszła. .mruknęła usadawiając się w cieniu. Lina napręŜyła się w pewnej chwili i z wody wynurzył się opalony na ciemny brąz młody gość hotelowy jadący na narcie wodnej. a wtedy wyrosła za nim wielka fontanna piany. Był pewien. Wiedział.usłyszał za sobą głos Ŝony. uwydatniając małe. która właśnie nabierała rozpędu. Zaskoczyło to Murgatroyda. a w najlepszym razie było pochmurno. na której końcu widać było wystającą z wody głowę. Szła boso. Do niedzieli pozostawało mu jeszcze cztery dni. Echo jego tryumfalnego śmiechu biegło po lagunie.txt połoŜył się pod słomianym daszkiem. był niski. Murgatroyd obserwował jej rozkołysane biodra. okularów zaś uŜywał tylko do czytania . Ŝeby skóra stała się biała jak marmur. Zatoczył nowe koło. Ŝe nie został jej przedstawiony. Murgatroyd zastanawiał się. Przywiozła ze sobą cały stos jej ksiąŜek. Mięśnie miał napięte. naleŜało równieŜ zimą chodzić na kwarcówkę i nie dopuszczać. jędrne piersi i wąską talię. obróciła się i rzuciła komuś szeroki. Rozejrzał się i zobaczył idącą po plaŜy młodą dziewczynę. silnymi nogami przecinał sunącą za motorówką smugę fali. dziewczyna uśmiechnęła się ponownie. tuŜ przed oczyma Murgatroyda. Ale jak to robić w Bognor? Przez ostatnie trzy lata w czasie jego wakacji lało. Sternik skręcił silnie kierownicą. A w takim razie jej uśmiech był spontaniczny. włosy miał przerzedzone. oparł plecami o palik i zaczął zastanawiać się nad sobą. Pojedzie na lotnisko. wsiądzie do samolotu i juŜ tu nie wróci. tęgi i bez kondycji. Czuł swoje pięćdziesiąt lat. mimo Ŝe latem niemal wszystkie popołudnia spędzał w klubie tenisowym.Radzę ci przestać myśleć o tych rzeczach . Ale zęby własne. komu dziewczyna śle swój uśmiech. jej ciemne włosy.Ladaco . Murgatroyd zazdrośnie przyglądał się młodemu człowiekowi.

kiedy zbliŜył się do niego Higgins. Ŝe nie lubi "tych rzeczy" i Ŝe myli się.Za kilka godzin? PrzecieŜ to jest w przeliczeniu dwadzieścia pięć funtów! . Nie był niestety człowiekiem.Dlaczego pan nie proponuje tego swoim znajomym? Higgins wzruszył ramionami. Potrząsnął głową. ale sam na sam . Pracował przecieŜ w wydziale zagranicznym.Ja teŜ nie.niech pan mówi.Dobrze . oczywiście Ŝe nie. .Nie.Ruszył naprzód ze sztuczną nonszalancją. bo uznał. człowiekiem łagodnym i jakkolwiek potrafił kierować bankiem.Forsyth Opowiadania. CięŜar tych przykrych myśli rozładował cięŜkim westchnieniem. to weź tabletkę sody . a mam straszną ochotę. Nudę. więc tylko pięćdziesiąt. która była mu obojętna. w domu łagodność ta przemieniała się czasem w bierność.Nie . .Oni chcą spędzić ostatni dzień ze swoimi dziewczynami. jak jeden z bywalców klubu powiedział do drugiego. Niech mnie pan posłucha. czy w przypadku jego Ŝony dałoby to rezultaty..Czy pan tego próbował? . nawet w młodzieńczych latach. niech się pan zdecyduje. Strona 33 . . Łódź jest wolna i połowa kosztów zapłacona. . poniewaŜ przepada im zadatek.Normalnie kosztowałoby sto dolarów na głowę. Ŝe nie będą mogli z niej skorzystać. Był zawsze.Muszę z panem porozmawiać. Zostałaby zuŜyta przez panią Murgatroyd na zakupy w strefie wolnocłowej i na prezenty dla siostry. Ŝe ten facet ma prawdopodobnie rację. Nadszedł piątkowy wieczór. .txt Obrócił się ku lagunie i zadał sobie pytanie . wpatrując się w doniczkę z paprocią. czy połowica Murgatroyda nie idzie za nimi. Okazuje się.powiedziała. Edna Murgatroyd spojrzała na męŜa sponad okularów.skąd jego Ŝona bierze tak niespoŜyty apetyt na romantyczną fikcję. Ich małŜeństwo nie było związkiem dwojga kochających się ludzi. Ŝe będzie je znosiła w przyszłości. aby się upewnić. Murgatroyd właśnie czekał w hallu hotelowym na Ŝonę. . która weszła do toalety.odpowiedział Murgatroyd . Po obliczeniu ceny taksówki na lotnisko i róŜnych innych wydatków związanych z powrotną podróŜą do Ponder's End.powiedział.mruknął Higgins. jaka towarzyszyła temu stanowi rzeczy. Spróbujmy! No? 57 . Ŝe juŜ przed laty "powinien był wyłoić jej skórę". .Dwadzieścia sześć funtów i siedemdziesiąt pięć pensów powiedział automatycznie Higgins. przerywały od czasu do czasu okresy ostrej nienawiści. oparł się o palmę i czekał na Murgatroyda. jeŜeli przypuszcza. Przeciwnie.Pańska Ŝona moŜe się lada chwila zjawić. który potrafiłby komuś "złoić skórę". JuŜ w pierwszych dniach powiedziała mu. negując przy tym całkowicie sens rzeczywistości. W pierwszej chwili rozzłościł się i chciał nawet wyjść zza szafki i zaprotestować. a te nie mają ochoty na wyprawę. Panie Murgatroyd. . ChociaŜby jeden raz. Higgins spojrzał poprzez kolumnadę w stronę oświetlonego hallu. Bardzo proszę. pozostawało mu niewiele więcej niŜ ta kwota. . . Od ponad dwudziestu lat związany więc był z kobietą. który zbliŜył się do niego. Ŝe niemal ostentacyjnie. Niech pan idzie za mną.Ile to będzie kosztowało? . ale poniewaŜ połowa jest zapłacona.szepnął kątem ust i to tak tajemniczo.. graniczącą z upodleniem. poza tym wątpił.O co panu chodzi? . . . Co pan na to? Bierzemy ją? Propozycja zdziwiła Murgatroyda.nie po raz pierwszy zresztą . wszedł do ogrodu. Trzej biznesmeni z Johannesburga zamówili łódź na jutro rano.O polowanie na grubą rybę . Murgatroyd zaczął liczyć w pamięci. . 56 Kiedyś w szatni klubu tenisowego usłyszał mimo woli. W gęsto zarośniętym ogrodzie panowały ciemności.JeŜeli ci się odbija.zapytał. Ale nie zrobił tego.

.Edna nigdy się nie zgodzi . który prawdopodobnie w tym miejscu znalazł źródło wody pitnej. . ale Murgatroyd zauwaŜył zarys uwiązanej łodzi. LeŜała jak zwykle na plecach. Piętnaście minut trwała jazda przez ciemne wsie. W hallu znalazł Higginsa i przewodnika. po czym wyszedł i cicho zamknął za sobą drzwi.O tej porze na wodzie jest chłodno. na której jakieś postaci krzątały się przy świetle pochodni.powiedział. doprawdy nie wiem. wyciągnął trzy dziesięciofuntowe czeki podróŜne.Sama myśl o tym przeraziła Murgatroyda. Wziął do ręki pantofle. przez dawno juŜ nieŜyjącego francuskiego kapitana. W niektórych chatach paliło się światło. chociaŜ raz w Ŝyciu zobaczyć wschód słońca na pełnym morzu! Wiatr we włosach. No więc dlaczego nie? . Ŝe ktoś się tam juŜ obudził. chowając czeki do kieszeni.. ale przecieŜ i tak wiecznie się awanturuje. Nie ma pan długich spodni i wiatrówki z rękawami? . Murgatroyd zamyślił się. . zaskoczony nieoczekiwanym chłodem trząsł się trochę. i zastał tam rozdraŜnioną Ŝonę..Forsyth Opowiadania. ale nie odwaŜył się go nastawić. bonito i inne wielkie ryby. obawiając się. miejscowości nazwanej Trou d'Eau Douce. Ŝe fosforyzujące wskazówki budzika zbliŜają się do czwartej. .Ma pan rację! Kiedy wyruszamy? Wyjął portfel. zajechało od niego ponczem. OstroŜnie odłoŜył pidŜamę na łóŜko i włoŜył slipy.powiedział Kilian i rzucił mu sweter. czyli Zatoczką Słodkiej Wody. Pochylił się. . nie mam.Nie mówić? . Podjechali do drewnianego mola.odparł Murgatroyd. Przypomniał sobie młodego człowieka przecinającego lagunę na jednej narcie.Człowieku.MoŜe pan sobie spalić skórę.Wyruszamy bardzo wcześnie . Murgatroyd poszedł za nim. . Wypływamy za kwadrans szósta. Zrobi panu potem piekło. W ciemnym korytarzu włoŜył resztę ubrania.Pojadę! .rzekł.Nie myślałem o tym . Potem skręcili w boczną drogę i wjechali do małego porciku. Południowoafrykańczyk wysiadł z wozu i podszedł do łodzi. W ksiąŜeczce pozostały juŜ tylko dwa. . kierownik imprez. Nigdy juŜ nie zobaczymy Oceanu Indyjskiego.Właśnie . . . nawinięte na wałki włosy owinęła siatką. proszę pomyśleć! Linki na tuńczyki. oddychała chrapliwie. . Miał wprawdzie mały budzik. Przygoda. Prawdopodobnie nigdy tu juŜ nie powrócimy. Ruszył z powrotem do baru. 58 W nocy Murgatroyd nie mógł zasnąć. O piątej mamy być w porcie. To dziwne.Trzeba będzie wstać o czwartej. Zaprowadził ją szybko na kolację. Wysunął się cichcem z łóŜka i spojrzał na panią Murgatroyd.txt .CóŜ.Niech pan po prostu pojedzie. Będzie nas eskortować pracownik hotelowy.nalegał Higgins. To najlepszy czas. MoŜe uda się coś złapać.Zresztą. Za firankami było ciemno. Spotkamy się w hallu o czwartej trzydzieści. Niech pan pomyśli.. Zdrzemnął się kilka razy. tuŜ przed wschodem słońca. . dowód. Tu wszystkie domy były jeszcze ciemne i pozamykane. Uszu Murgatroyda doszły urywki rozmowy prowadzonej w kreolskiej francuszczyźnie. który zajmował się organizowaniem sportowych rozrywek dla gości. Wreszcie zobaczył. Samochód odjeŜdŜa o czwartej trzydzieści. Ŝe obudzi Ŝonę. podpisał się na nich i podał Higginsowi. . bo Higgins zastukałby zapewne do drzwi o wpół do piątej. a potem robi się piekielnie gorąco .powiedział. nieco otumaniony swoją szaloną decyzją.Mam zapasowe .. Kilian wyciągnął ze schowka w samochodzie termos z gorącą kawą i poczęstował wszystkich. Chodźmy.Nie trzeba jej nic mówić.. niejakiego Andre Kiliana. . On się na wszystkim zna. Kilian spojrzał na Murgatroyda. Ŝeby znaleźć się na łowisku przed siódmą.Bał się wracać do pokoju. spodenki kąpielowe i koszulę. Nie mógł zaspać. . ale ludzie zawsze mówią cicho w ciemnoStrona 34 . którą warto będzie wspominać w Londynie. .szepnął mu Higgins.

od ilu.txt ściach.Łódź nazywa się "Avant". 59 .Zabierzemy teraz na pokład rzeczy . na głębokości czterech sąŜni. Powracał spokój. a przed nim znajdowało się koło sterowe i tablica rozdzielcza. a na głowie znoszony i podarty kapelusz. Ŝe są to wędki. Na krześle kapitańskim. skinął głową. Kilian wsunął pojemnik z piwem pod jedną z ławek i gestem zaprosił wszystkich. Słońce podnosiło się teraz szybko.odezwał się Kilian .W miarę jak stawało się jaśniej. Łódź nie była nowym luksusowym modelem ze sztucznego tworzywa. a na jej tle rysowało się kilka niskich. I proszę Strona 35 . . Murgatroyd zabrał paczki z wałówką i dwa termosy z kawą.mówił Kilian. a wtedy słoneczne światło rozszczepiało się na tysiące srebrnych ogników. dym unoszący się z kominów. szeroką łajbą o drewnianym kadłubie pokrytym sklejką. Stary człowiek zapuścił silnik i Murgatroyd poczuł pod stopami głuche dudnienie. z których wystawały dwie zdeformowane bose stopy. Na horyzoncie stała blada smuga światła. Miał na sobie grubą koszulę z granatowego płótna i spodnie. .No. wiejące nie wiadomo skąd i dokąd. Kobiety widać przygotowywały juŜ poranną kawę. Na prawo od jej drzwi stał na wysokim trzpieniu wyściełany fotel. Na dnie. Spoglądał w morze spod powiek pomarszczonych od wieloletniego patrzenia w połyskującą wodę. ale mocna jak skała.powiedział Kilian. Ŝeby usiedli. ostre błyski słońca przecinały powierzchnię wody. . zarysy mola. Wyciągnął z bagaŜnika wielki. Murgatroyd myślał z początku. szczególnie tuŜ przed świtem. Nagłe powiewy. podobny do biurowego. Kapitanem jest monsieur Patient. ale starą. wzdłuŜ burty. ale zaopatrzony w pasy bezpieczeństwa. Stary człowiek obrócił się. Woda dostrzegalna była tylko dzięki połyskowi. . Mała kabina na dziobie pełna była najrozmaitszych gratów. Łódź z wolna obróciła się dziobem do laguny.On sam nie wie dokładnie. . . a to jego wnuk. Z tyłu. Stojący na molo wieśniak zrobił to samo z przednią cumą i pchnął łódź. chłodzony pojemnik na piwo i zaniósł go z pomocą Higginsa na koniec mola. których końce przytwierdzono do pokładu. Jest 60 stara. marszczyły powierzchnię laguny. łodzi i ludzi stawały się coraz jaśniejsze. Higgins wydobył z torby przewieszonej przez ramię aparat fotograficzny. Twarz miał ciemną. wmontowane były dwie twarde ławy.Forsyth Opowiadania. Murgatroyd wychylił się za burtę.Na pańskim miejscu poczekałbym jeszcze kilka minut. a na rufie obrotowy fotel. W dziesięć minut później był z powrotem*. widać było całe bukiety koralowców. mącony jedynie długą bruzdą przecinającą powierzchnię wody od rufy łodzi do oddalającego się coraz bardziej mola. po francusku "Naprzód". pofałdowaną jak stary orzech.chciałbym przedstawić panom łódź i jej załogę. . postrzępionych chmurek. niebo nabrało granatowego koloru. Po dwóch stronach rufy sterczały ukośnie długie tyki podobne do anten.Monsieur Patient łowi w tych wodach co najmniej od sześćdziesięciu lat . Zna te wody i zna obyczaje ryb. Ostatnie gwiazdy zbladły. nikt inny tego nie pamięta. ale później dowiedział się. i widziała na swoim pokładzie niejedną złowioną rybę.Chciałbym zrobić zdjęcie . Ŝe to wysięgniki przeznaczone do oddzielania przy połowie zewnętrznych linek od wewnętrznych.powiedział. Jean-Paul. Murgatroyd widział wyraźnie wiejskie chaty stojące wzdłuŜ brzegu laguny. juŜ było całe nad horyzontem i rzucało swe promienie na zachód. ale nic nie powiedział. a teraz . z jedną ręką na sterze. siedział stary człowiek i przyglądał się w milczeniu przygotowaniom. Zapalały się i zaraz gasły. Ta część łodzi była zakryta daszkiem. Na tym polega tajemnica szczęśliwych połowów. Młody chłopiec odczepił tylną cumę i rzucił ją na pokład. by się nie poplątały. mówił głośniej.

Chłopiec wybrał dwa małe woblerki. tu jest koniak . Murgatroyd rozejrzał się. "Avant" podskoczył i zakołysał się. Z hotelowego balkonu wyglądały. sterczących tuŜ pod powierzchnią morza. . Były tam takŜe grube.Po tej przeprawie przydałoby się coś mocniejszego . Chłopiec zapytał o coś dziadka po kreolsku. Murgatroyd wparł się w ławkę i poddając się kołysaniu łodzi i jej nagłym podskokom. podobne do cygar ołowiane cięŜarki z zaczepem do Ŝyłek. Patient skręcił ostro kołem sterowniczym w prawo i "Avant" zaczął sunąć równolegle do linii raf.roześmiał się Higgins. Ale kapitan zdawał się nie zwracać na nie najmniejszej uwagi. zawierający osiemset metrów jednolitej nylonowej Ŝyłki. zrobiona z solidnego mosiądzu. Ŝeby uchwyt był lepszy. od dołu na dobre pół metra owinięte korkiem. Z zaciekawieniem obserwował teŜ wszystkie czynności chłopca. Gdyby się o nie otrzeć. Murgatroyd patrzył na coraz bliŜsze rafy. KaŜde z nich zaopatrzone było w duŜy kołowrotek. w odległości jakichś dwudziestu metrów od nich. Gdy zbliŜali się do strefy spienionych wód. latarni morskiej na pustym horyzoncie. W pięć sekund później znaleźli się w tym kanale. wśród nich róŜowe i zielone woblery zrobione z miękkiego kauczuku. widział ściany koralowców w odległości trzech metrów. Ŝe nie ma między nimi Ŝadnej wyrwy. gdy kapitan przekręcił koło i "Avant" skierował się dziobem ku otwartemu morzu. a po prawej i lewej stronie łodzi rozbijały się o rafy białe grzywacze. Chłopiec wsunął kaŜdą wędkę do odpowiedniego gniazdka i zamocował ją ściągiem węzła i karabińczykiem tak.txt uwaŜać. Płynęli równolegle do brzegu mniej więcej kilometr od niego. I wtedy Murgatroyd zdał sobie sprawę z tego. a zdawało się trwać wieki.powiedział Kilian i otworzył drugi termos. rozbijają się o poszarpane ściany ostrych jak noŜe koralowych raf. kiedy było niegroźne. jemu tylko znanej. Teraz widział.Hej. Słońce wynurzało się z wód oceanu i rozjaśniało rozkołysane wody. piórko i łyŜeczkę. jak wielkie fale. Ŝe nie jest to wycieczka dla tchórzów. Ŝeby łatwo wchodziła do umocowanych w burcie łodzi gniazdek i nie pozwalała im się skręcić. Wszędzie pieniły się teraz grzywacze. Inne wykonano z białych i czerwonych kogucich piór. ale w dotyku były ostre jak brzytwy. zwane przyponami. drugą na gazie. były coraz jaśniejsze i zieleńsze.Forsyth Opowiadania. a gdy fala opadała po jego stronie. . Do jednego Strona 36 . czy widział pan te cholerne koralowce? zawołał Higgins. Murgatroyd dostrzegał je dopiero wtedy. jakby były zrobione z piórek opryskiwanych mlekiem. Murgatroyd. ten odburknął mu. Siedział trzymając jedną rękę na kole sterowym. Po prawej stronie wciąŜ ciągnęły się rafy. Potem znaleźli się na rozhuśtanych falach oceanu. zdarłyby w mgnieniu oka burtę z łodzi albo skórę z człowieka. jakby odbierał sygnały jakiejś. które w mgnieniu oka przybrały odcień zielonkawoniebieski. Niedługo będziemy przepływali przez rafy. Kilian uśmiechnął się. wszystko co błyszcząc w wodzie przyciąga uwagę drapieŜnych ryb. Znaleźli się na groźnie wzburzonych falach Oceanu Indyjskiego. i kolekcję róŜnych wabików. Ŝeby nie wypadły za burtę.Pomyśleliśmy o wszystkim. Chłopiec rozpoczął przygotowania do połowu. Ŝe się nie skompromituje. W miarę jak słońce wyłaniało się zza horyzontu. Od czasu do czasu lekko skręcał koło albo dodawał gazu i "Avant" omijał 61 kolejne niebezpieczeństwo. bębniąc głucho. została poząbkowana w ten sposób. Wtedy Murgatroyd zobaczył kanał między koralowcami. Wyniósł z kabiny cztery dwuipółmetrowe wędziska. próbował wypić kawę. Za przynętę słuŜyły teŜ łyŜeczki i błystki.To jest coś! Prawda? Kawy? . Ten wyjął z duŜej skrzynki z przyborami stalowe linki rozmaitej długości. Wyglądały jak zrobione z delikatnych piórek. . Zdawało się. Wszystko razem trwało zaledwie sześćdziesiąt sekund. i patrzył naprzód przez szybę. Miał nadzieję. Obsada wędek.

tuŜ pod powierzchnią. nie tracimy jej ani przynęty. Ŝe wędka zostaje wyrwana z ręki. Pozostałe dwa chłopiec włoŜył do gniazdek umieszczonych na burtach tylnego pokładu. Osoba. w zielonkawej wodzie. wszyscy wstali.Kiedy ryba chwyta. Jest to znak dla rybaka. co stary człowiek zauwaŜył juŜ przed dobrą chwilą. Kilian zwrócił uwagę swoich gości na rodzaj uŜywanej przynęty. jedno w lewym naroŜniku.powiedział Kilian.txt końca kaŜdej z tych błystek przymocowany był stalowy. i kołowrotek zaczynał się obracać. do którego przymocowana była przynęta.powoli przekręcicie sprzęgło Strona 37 . dorady. .ZauwaŜyły ławicę drobnych rybek i polują na nie.. Trzeba pamiętać. . 63 Południowoafrykańczyk siadł w obrotowym fotelu i wziął do ręki jedną z wędek.JeŜeli ustawić je na nieduŜy cięŜar. Dopiero po minucie dostrzegli to. cięŜarki i Ŝyłki. bo im dłuŜej będziecie marudzić. do drugiego zaś pojedynczy lub potrójny haczyk. Okay? Obydwaj Anglicy skinęli głową. Ŝe idzie ławica szprotek. ale w pozycji równoległej. tak Ŝe niekiedy ginęły z oczu* Chłopiec pozwalał Ŝyłce rozwijać się do chwili. Teraz popatrzcie. a te z kolei przywiązane do lin przeciwwagi burtowej. przynęta i haczyk płynęły równo. Ŝe przynęta znajduje się o dobre trzydzieści metrów od łodzi.Rybitwy . kołowrotek zacznie kręcić się tak szybko. Dwa wędziska sterczały w swoich gniazdkach na tylnej burcie łodzi. powiedzmy do pięciu funtów. . dwudziesto62 pięciocentymetrowy przypon. a nawet duŜe tuńczyki. to wyrwałaby Ŝyłkę z klamry i przeniosła napięcie z kołowrotka wprost na wędzisko. tym więcej Ŝyłki będziecie musieli potem wciągnąć . . a tę z kolei do Ŝyłki wędziska. który od razu zaczął zrzucać przygotowane przez siebie linki za łódź. Kiedy usiądziecie na tym miejscu . który utrzymywał go tuŜ pod powierzchnią wody. Wtedy znowu zahaczył kołowrotek. na którą przyszła kolej. .Ale nas nie interesują małe rybki! . Rozpiętość tych lin miała utrzymać zewnętrzne Ŝyłki z dala od wewnętrznych. Chłopiec przymocował zaczep wabików do stalowej linki przyponu. kiedy ryba chwyci. . ale jeśli jest dobrze umocowana. . Z daleka wyglądały jak punkciki.Nie. niczym szybko mknąca ryba. Monsieur Patient zmienił nagle kurs. Potem juŜ nie będzie na to czasu.Forsyth Opowiadania. Zdarza się. Nurkowały i zaraz potem wyłaniały się z morskiej toni. Murgatroyd i Higgins potrząsnęli przecząco głowami. .zapytał Kilian.Błystka wirowa nadaje się do łowienia barrakudy. Kapitan obrócił się i skinął głową na chłopca. drugie w prawym. Chłopak rzucił w morze przynęty przymocowane do tych wędzisk i przesunął klamry po linach jak mógł najwyŜej. Gdzieś daleko w tyle. Daleko na horyzoncie. a to z kolei powoduje przeraźliwy pisk. górna część wędziska uginała się lekko pod cięŜarem przynęty i zaczynała ją ciągnąć. na które takŜe poluje bonito i tuńczyk. Ŝe wędki są drogie. .To jest sprzęgło poślizgu .tłumaczył dalej Kilian.zdziwił się Higgins.. ale interesują się nimi duŜe ryby. Kilian wskazał na mosięŜne koło ze szprychami sterczące z boku kołowrotka. Murgatroyd i Higgins znowu skinęli głowami. odsuwał zaczep kołowrotka. to gdy ryba weźmie i pociągnie za sobą Ŝyłkę. kiedy orientował się. ale nic nie przykuło ich uwagi. KaŜdy wabik obciąŜony był ołowianym cięŜarkiem. Na woblery i piórka łowimy bonito. Ŝyłka zostaje gwałtownie szarpnięta przez nagły ruch kołowrotka.Czy któryś z was juŜ kiedy łowił ryby? . co nastąpi. Gdyby ryba wzięła.Wtedy trzeba wsadzić wędzisko grubszym końcem do gniazdka w podłodze tuŜ pod fotelem i przypiąć tą oto klamrą do ramy fotela. . Chodźcie panowie za mną i popatrzcie. zajmie wtedy moje miejsce i otrzyma wędkę z rąk Jean-Paula albo moich. . Prąd wody porywał przynętę. Ptaki są dla nas sygnałem. tuŜ nad powierzchnią wody trzepotało stadko ptaków. Ŝe jego terkot zamieni się w pisk. Kiedy gwałtownie podskakiwały na spienionych falach.W takim razie pokaŜę wam. Ich Ŝyłki ściśnięte były duŜymi klamrami.ale szybko.

To ułatwi wciąganie Ŝyłki. a nie ryba łódź. . Chłopiec ogłuszy ją i wrzuci na pokład. Obracający się kołowrotek wydawał z siebie dźwięk. gdy Ŝyłka przestanie się rozwijać. groziłoby wyrwaniem ramion z tułowia. aŜ ryba tak się zmęczy.Wskazują maksimum dopuszczalnego naciągu. Murgatroyd zauwaŜył. Potem uwalnia się prawą rękę.txt w przód. chwyta nią korbkę i kręci. W pół godziny później. śyłka zatrzymała się niemal natychmiast. .Bonito . ale Ŝyłka się nawijała. Ale o to będziemy się martwić. Jean-Paul podał mu wędzisko. podciąganie wędziska do góry. Ŝe ryba ma powyŜej srebrzystego brzucha ciemnogranatowe paski. cieniutką niby zapałka rybkę. Wyciągnął z kieszeni jedną miejscową rupię. trzymając w dziobie wijącą się. Wtedy wyciągając ostre dzioby spadały strzeliście w dół. Chwyt oburącz. kiedy bierze bardzo cięŜka ryba? . Aby uniknąć ryzyka. Ale 64 utrzymywanie przez dłuŜszy czas stufuntowego cięŜaru. Wtedy łódź zacznie ciągnąć rybę.Czuję. dopiero gdy przytrafi się taka sytuacja. potem nakręcamy ją. nad którym krąŜyły rybitwy. . kołowrotek jest tak znakowany.Czysta robota Strona 38 . Higgins nie miał 65 4 . . . Trzymając je lewą ręką. sztywna ryba. prawą obracał kołowrotek. Higgins wygrał. który po chwili przeszedł w gwizd. powoli opuszczając wędzisko. kiedy naciąg wynosi sto funtów. Higgins wcisnął go do gniazdka. który z nas będzie pierwszy.zainteresował się Higgins. podobnie jak makrele. . W pewnym momencie zobaczycie swoją zdobycz szamocącą się w pianie za rufą. Jean-Paul wychylił się za rufę. W tym momencie zaczynacie ją wciągać. JeŜeli ryba jest bardzo cięŜka.stwierdził Kilian. Ŝe gdy nacięcia schodzą się ze sobą. Rzucił ją na pokład. Przymocował klamrą wraz z węzłem i zacisnął sprzęgło poślizgu. po przebyciu trzech mil "Avant" znalazł się w miejscu.powiedział Higgins . trzeba trzymać wędzisko oburącz i starać się podnieść je do pozycji pionowej. śyłka nawijała się gładko. Ŝeby się znów naciągnęła. Jeśli są mokre. sprzęgło poślizgu wypuszcza Ŝyłkę tylko wtedy. Ptaki szybowały jakieś sześć metrów nad wodą. Trzeba mocno chwycić lewą ręką część wędziska owiniętą korkiem i szybko kręcić korbką kołowrotka. która natychmiast znikała w ich wąskim przełyku. trzeba odjąć od tego dziesięć procent.zapytał Higgins. znowu odpuszczamy i tak w kółko. Chwytając linkę podciągnął ją i na pokład padła srebrzysta.musimy się zdecydować. Ŝe dłuŜej ciągnąć nie moŜe. z nieruchomymi skrzydłami i opuszczonymi łebkami. ale juŜ nieco wolniej. Te Ŝyłki mogą wytrzymać cięŜar stu trzydziestu funtów. To jedyne wyjście i cięŜka walka. o tak. W kilka chwil później jedno z wędzisk przegięło się gwałtownie i Ŝyłka zaczęła się rozwijać. Chłopiec wziął szczypce i wyjął wąs haczyka wędki z pyska bonito.Forsyth Opowiadania. . . Wędzisko zgięło się. Więc zapomnijmy o tym.Panie Murgatroyd . Następnie naleŜy ten zabieg powtórzyć. Z początku odpuszczamy Ŝyłkę.Około czterech funtów. Zagramy w orła i reszkę. Monsieur Patient zmniejszył obroty silnika i łódź płynęła teraz wolno nad niewidzialną ławicą ryb. Wędzisko ugięło się jeszcze bardziej. . W sekundę później wyłaniały się z wody. Polowały na swoje poŜywienie z niestrudzoną energią.krzyknął Higgins z radością i runął na obrotowy fotel. nie mówiąc juŜ o wciąganiu go na pokład. jak się szarpie .wydusił z siebie Higgins i kręcił dalej. Kołowrotek będzie usztywniał się stopniowo do chwili.Ale co się dzieje.Co oznaczają te nacięcia na sprzęgle poślizgu i na mosięŜnej obudowie bębna? . którego kołowrotek wciąŜ się obracał.Moja! .Wtedy trzeba ją zmęczyć. przechylanie go do przodu przy jednoczesnym kręceniu korbką kołowrotka. pilnie wypatrując bystrymi oczkami błysków ukazujących się tu i ówdzie w rozkołysanej wodzie.

Zadziwiająca była siła napotkanego oporu. chociaŜ jeszcze nie gorąco. Następnie nawlókł na mniejszą igłę.JuŜ nie będziemy uŜywać tej wędki? . Nie spodziewał się. Przejechali jeszcze raz poprzez ławicę i ryba chwyciła po raz drugi. Kiedy ryba znalazła się w odległości dwudziestu metrów za łodzią.powiedział Kilian. jak wnuk wyciąga haczyk z pyska bonito. które złapał Higgins. Chłopiec skinął głową. Ten odpiął przypon razem z przynętą i schował go do skrzynki z przyborami. Ŝe będzie musiał tak się wysilić. Strona 39 . po czym przebił mięśnie karku ryby. Był to znowu bonito. .Bonito nadają się tylko na przynętę. kryjącym się w skłębionych wodach. co robi. i mruknął coś do niego. Powoli obrócił sprzęgło ku przodowi i po chwili Ŝyłka stanęła. prawda? . Kręcił z całych sił. gdzie jak okiem sięgnąć kołysała się ciemnogranatowa toń. Robił to po raz pierwszy w Ŝyciu i pewnie po raz ostatni. jakich kobiety uŜywają do cerowania męŜowskich skarpetek. myślał. Kiedy wziął do ręki obciągniętą korkiem część wędki. niewidzące oczy. Miała półotwarty pysk i czarne. a półkoliste płetwy jej ogona sterczały sztywno w górę i w dół. tuŜ. moŜe bardzo wielka. Potem poszedł na dziób łodzi i przejął koło sterowe od dziadka. okręcił ją kilka razy nitką. Będzie co opowiadać w Ponder's End.txt zadowolonej miny. Murgatroyd skinął głową i uśmiechnął się. Murgatroyd pomyślał. nie większą niŜ te. to następne moŜe okazać się gigantem. Na końcu linki pozostał mały obrotowy zatrzask. które wystawało spod podstawy ogona.Monsieur Patient ma inny pomysł . WaŜył około dziesięciu funtów. Tubylcy robią z nich zupę. Wyciągnął resztę stalowej linki z pyska ryby. Dajmy mu spokój. ostrzem do przodu. bo Ŝyłka cofała się łatwo. Ŝe moŜe się urwała. Czuł w napręŜonym lewym ramieniu siłę szamocącej się ryby. ale jest niezbyt smaczna. Stary przeciągnął igłę przez nasadę płetwy grzbietowej. który powiedział mu coś i wskazał ręką przed siebie. a jego wnuk tymczasem zarzucił haczyk wraz z woblerem do wody. Przeszedł go dreszcz podniecenia. Wcisnął wędzisko do gniazdka. czy nie walczy z jakimś olbrzymim stworzeniem. Patrzał. Grzbietowa płetwa bonito i dwie płetwy brzuszne leŜały płasko.Forsyth Opowiadania. 66 . stary rybak przeszedł przez chybocący się pokład na tył łodzi i skrzyŜowawszy nogi usiadł na odpływowej luce. aŜ zakrwawione wyszło przez pysk.zapytał Higgins. Jean-Paul ogłuszył ją i rzucił na pokład.zapytał Higgins. . Przypiął stalową linkę do końca ostrza i za pomocą szczypiec teŜ przeciągnął ją przez ciało bonito. Był ogromnie podniecony. Wbił ostrze w odbyt ryby i przepchał je przez całe jej ciało. Stary rybak obrócił koło sterowe i wziął kurs na środek laguny. . Monsieur Patient powoli zatoczył łuk i skierował "Avant" z powrotem ku ławicy i wyznaczającym ją nurkującym ptakom. JuŜ on wie. ale tym razem większy. Dyszał cięŜko. tak Ŝe się napięła. na wierzchu pozostało tylko zagięcie haczyka i ostre jak igła zakończenie z wąsem. dała widać za wygraną. Patient wyjął ze skrzynki duŜy haczyk. Murgatroyd ujął wędzisko. Nie wiedział przecieŜ.Wspaniała zabawa. Następnie wbił obsadę haczyka głęboko w brzuch ryby. Wziął mniejszego bonito i zaczął robić z niego przynętę. Mała martwa ryba była juŜ twarda jak deska. Kilian pokręcił głową. a koniec wędziska przechylił się w dół. Minęła juŜ ósma i zaczynało się robić ciepło. Napiął mięśnie lewego ramienia i prawą ręką zaczął spokojnie kręcić korbą kołowrotka. Ŝe odsunęli się od ławicy szprotek. metr bawełnianej nitki. MoŜe to naprawdę wielka ryba.MoŜe będziemy ją mogli zjeść na kolację? . do którego nasady przymocowana była pięćdziesięciocentymetrowa stalowa linka i trzydziestocentymetrowe stalowe ostrze podobne do szydełka.krzyknął podniecony Higgins. Kołysząc się lekko. poczuł szarpanie ryby na końcu sześćdziesięciometrowej Ŝyłki. Pokręcił jeszcze kilka razy i zobaczył ją tuŜ pod rufą. . A jeŜeli to nie będzie duŜo większe od tego. Stado rybitw pozostało na prawo od łodzi. Ŝeby ściągnąć ją ku burcie. tak jak gdyby była tuŜ. co oznaczało.

okazało się.ucieszył się Kilian. Ŝe go nie mdli. Wielkie fale szarpały "Avantem". z jaką ryba się wyrywała. dobrze zbudowanej. Ŝeby ugotował ją na kolację. One naprawdę walczą. Przebijał się z wielkim szumem przez fale. "Avant" był wprawdzie mniejszy.powiedział z dumą. Znają je tylko ludzie podróŜujący statkiem lub samolotem. spalin. Patrzył. wpatrując się w wodę. walczyło o Ŝycie z szaleńczą stanowczością. Ogarnęło go poczucie samotności. Higgins popuszczał Ŝyłkę i ciągnął ją przez dobre dziesięć minut. Ŝe jest to średniej wielkości tuńczyk. które pozwalają rybom zachować pionową równowagę w wodzie. jak ściśnięte szeregi zwalistych gwardzistów w zielonych mundurach.Dorada . jedna za drugą. To samo zrobił z dwiema płetwami brzucha. podtrzymujących drewniany daszek przedniej części łodzi. I są smaczne. Poprosimy szefa kuchni. uczucie tak często towarzyszące człowiekowi znajdującemu się w nieduŜej łodzi. Ale na pełnym morzu jest juŜ tylko siostrą pierwszego lepszego smrodliwego trawlera. kruchą zabawką w dłoni olbrzyma. Teraz zaszył małymi ściegami rybi pysk. tylko na zachodzie zamazany brzeg wyspy Mauritius. Chłopak poprawił przynętę i wrzucił ją z powrotem do wody. Higgins był bardzo podniecony i szczęśliwy. podziwiana przez spacerujących wczasowiczów. dalej niŜ innym przynętom. jego pasaŜerowie zmuszeni byli wdychać zapach oleju. co złapał. widzieli dokoła siebie całe mile białej kłębiącej się piany. zapachy buchające z baru. Wielkie ściany wody falowały po obu jego stronach. To. i rozpoczął swoją ostatnią podróŜ pod wodą. sądząc po sile. jak bonito podskoczył dwukrotnie na fali. MoŜe zasługuje ona na miano majestatycznej. Murgatroyd. Nawet teraz.Miałem wraŜenie. aby zginąć w ogniu artylerii raf. smaŜonego tłuszczu kuchennego. Jego trzy płetwy sterczały na boki i do góry. Murgatroyd dziwił się. Stary pozwolił mu oddalić się na prawie sześćdziesiąt metrów. Kiedy z nim skończył. Murgatroyd czuł własną nicość i słabość oraz buńczuczną kruchość tej łodzi. Ŝe ciągnę cięŜarówkę . Sztywny ogon miał mu zapewnić szybkość i utrzymanie kierunku. maszerujących na wyspę. który unosił się i opadał coraz gwałtowniej. Ŝe był przynętą. Wszystkie Strona 40 . jest tylko wątłą skorupą przeciwstawiającą się niewymiernej potędze. Morze falowało coraz silniej. odczuwał lęk graniczący z paniką. wreszcie ludzkie smrody. połyskliwej górnej części ciała i takich samych płetwach. Tylko wąski paseczek stali pomiędzy jego zaciśniętymi wargami i groźny hak przy nasadzie ogona zdradzał. 67 W dziesięć minut później ryba znowu wzięła. Woda dokoła łodzi zmieniła kolor z szaroniebieskiego na bladoseledynowy. ruchome. szczególnie kiedy stoi na przystani modnego kurortu. kaŜdej łajby o spawanych blachach i ze złączami nitowymi. przemierzający śniegi Północy czy teŜ pustynie.Dobra robota. a zaszyty pysk zapobiegał tworzeniu się pęcherzyków i drgań. oświetlone słońcem maskującym przepastne głębiny. Stary rybak spiął wreszcie obrotowym złączem wystającą z pyska stalową linkę z nylonową Ŝyłką zwisającą ze szczytu wędziska i wrzucił przynętę do oceanu. Kiedy byli na szczycie fali.Forsyth Opowiadania. po czym ołowiane cygarko ściągnęło go w głąb. bonito wyglądał jak Ŝywy. kaŜdego zardzewiałego trampa. jakŜe częste na morzu. dumnej. moŜna było zaryzykować przypuszczenie. ^wstawił wędzisko do gniazdka i powrócił na kapitański fotel. zwłaszcza Ŝe kiedyś rozchorował się na promie z Dover do Boulogne.txt Naciągnął nitkę i płetwa uniosła się wraz ze swoimi włóknami i błonami. otoczony 68 czterema innymi ludźmi. ale nie walczył z morzem. . Ale prom był większym statkiem niŜ "Avant". dzięki czemu nie mógł koziołkować. . zazdroszczących bogatym właścicielom. ale kiedy wylądowała na pokładzie. tym razem na błystkę wirową. chuda. . Poddawał mu się miękko i znowu się podnosił. wysokie. Fale nadchodziły od wschodu. wąska ryba o złotej. Murgatroyd trzymał się jednego ze słupków. Ŝe jest to prawie metrowa.

a linka rozwijała się nadal. Musi pan jeszcze bardziej zacisnąć. Murgatroyd napiął mięśnie ramienia. Było kwadrans po dziewiątej. Ŝe się rusza. człowieku! Mówił z coraz silniejszym południowoafrykańskim akcentem. Widać było jedynie wody oceanu. Higgins przełknął kilka razy ślinę. przekręcił korbę.Ten drań ciągnie z siłą osiemdziesięciu funtów .zawołał Kilian.Forsyth Opowiadania. Higgins rozejrzał się dokoła. Murgatroyda bolało ramię. Dwoma dalszymi otoczył go w pasie. A to dlatego. ale gładko. . . zgarbił się.zainteresował się Higgins.To pańska ryba . przedramion.Tak jak pan czuje. TuŜ po dziewiątej monsieur Patient powiedział jak gdyby w przestrzeń: . . Piekła go skóra obnaŜonych ud. wsunął mu między uda. Rękojeść wędziska sterczała prostopadle między jego kolanami. Maria! .powiedział Kilian. 69 . . wyrywając wędzisko z gniazdka w burcie i przenosząc je do gniazdka umieszczonego przed fotelem. mimo Ŝe pasy go uwierały na ramionach. . . rąk. wparł się podeszwami sznurkowych pantofli w belkę. Zdał sobie sprawę.powiedział Kilian do Murgatroyda. Nous suit. Murgatroyd poczuł ulgę. kiedy jedno z wędzisk przegięło się gwałtownie i Ŝyłka zaczęła. wędzisko gięło się coraz bardziej. Mimo to kołysał się jeszcze silniej. ale równo. . powoli. usztywnił uda i łydki i odchylił się.Sto funtów! To granica! Niech pan teraz chwyci wędkę oburącz i nie puszcza jej! Murgatroyd z ulgą przeniósł prawą rękę na wędzisko. Ŝe złapał pan marlina. . ścisnął je obiema rękami. się odwijać.Marlin. Murgatroyd wyszedł z cienia i usiadł. Kilian zacisnął ją mocno.Dosyć .Musimy panu załoŜyć pasy . Kilian przechylił się. . Ŝeby spojrzeć na sprzęgło. Przerzucił dwa rzemienie przez plecy Murgatroyda. Ŝe słońce juŜ bardzo mocno przygrzewało. a ostatni.Ya quelque chose. ale najstraszniejsze z nich jest morze.Ma pan szczęście! .A skąd on to wie. Stary rybak sterował teraz jedną ręką i przyglądał się uwaŜnie rozwijającej się Ŝyłce. Stary człowiek jednym ruchem zmniejszył obroty silnika i "Avant" zwolnił.Coś tam jest i płynie za nami . aŜ znaki znalazły się dokładnie naprzeciwko siebie. u licha? Kilian wzruszył ramionami. Strona 41 .powiedział. a Ŝyłka rozwijała się dalej.krzyknął Kilian. palce mu zesztywniały. Po chwili stał niemalŜe w miejscu.krzyknął Kilian. aŜ znalazł się na poziomie jego oczu. śyłka zwolniła. Kierownik banku napręŜył mięśnie ramion i przykręcił korbę sprzęgła. Rezerwa Ŝyłki na bębnie kołowrotka malała.Niech pan zaciśnie mocniej sprzęgło . Cokolwiek szamotało się na końcu Ŝyłki.Co on mówi? .Ona jest ogromna! Ciągnie z siłą ponad stu funtów! Trzymaj się pan.poradził mu Kilian bo inaczej zabierze panu całą linkę. jego zakończenie było mocno wygięte. . a kołowrotek zaterkotał jak grzechotka. śadnej zmiany.Jezus. Instynkt. Nigdy w Ŝyciu nie zdarzyło mu się ciągnąć stufuntowego cięŜaru. Murgatroyd przesunął stopy. Kołowrotek toczył się jak beczułka z piwem. Koniec wędziska obniŜał się coraz to bardziej. napiął mięśnie palców. .Wygląda na to. . . Zacisnął klamrę i mocno ujął owiniętą korkiem część wędziska. zaczął przekręcać korbę sprzęgła poślizgu. ale po chwili przyśpieszyła i odwijała się dalej. szerszy. Niezbyt moŜe szybko. Wszystkie ujęte były duŜą klamrą. pochylił głowę i nie puszczał wędziska. Wewnętrzne i zewnętrzne nacięcia znajdowały się niemal naprzeciwko siebie. Ŝe coś jest nie w porządku z kolumną cyfr. rozwinęło ją na długość sześciuset metrów.txt te rejony są okrutne i bezkresne. Po jakichś trzech minutach kołowrotek przestał się obracać.powiedział Kilian. Nagle powiedział: .

Szczęście im dopisało. Uda i łydki przestało chłostać słońce. który poucza lotnika przed pierwszym solowym lotem.stwierdził Kilian. jak się dało. ale ryba płynęła za łodzią. . Następnie Kilian przyniósł z kabiny sweter z długimi rękawami. Wędzisko uniosło się. Patient podał mu swój pleciony kapelusz z szerokim rondem. włoŜył mu sweter i z powrotem zapiął pasy. Nie naleŜy nawijać linki. Zerwie Ŝyłkę jak bawełnianą nitkę. Ŝeby uciec. Siła oporu ryby wahała się od siedemdziesięciu do dziewięćdziesięciu funtów. kiedy ryba walczy. który miał teraz oczy w cieniu. ale rytmicznie. To ryba zwiększyła swą szybkość.txt . Strona 42 . Ryba płynęła wraz z łodzią na napiętej lince.wymamrotał Murgatroyd przez zaciśnięte zęby.Przesunę to panu przez głowę . co mu Kilian kazał. najpierw jedną nogawkę. .powiedział Kilian. bo moŜe wypluć haczyk. stoczy z panem walkę. jaki sprawiał jej wbity w podniebienie 70 hak. zanim zmęczyła się i znów zaczęła płynąć za łodzią. niech pan nawija Ŝyłkę jak najszybciej. niech ją pan puści i zaraz powiększy nacisk do stu funtów.Nie utrzyma jej pan. To twarda sztuka. .Czy to dobrze? . Blask słońca 71 odbity od powierzchni wody moŜe być niebezpieczniejszy niŜ słoneczne promienie padające bezpośrednio na skórę. Ulga była natychmiastowa.Marlin to król ryb . Linka była juŜ do końca rozwinięta. Nie było to łatwe. i nacisk na pysk. . Kilian obrócił się. Dla swojego dobra. zanim ryba zaczęła uciekać. Murgatroyd skulił się. Proszę zmniejszyć nacisk sprzęgła do osiemdziesięciu funtów. ale skóra jego policzków była juŜ bardzo zaczerwieniona i spieczona. bo siła wynosiła czterdzieści funtów.Forsyth Opowiadania. aŜ pot zaczął spływać mu z czoła.Co teraz robić? . Kilian kucnął przy Murgatroydzie i musztrował go jak instruktor. Pasy wrzynały mu się w ciało. . A jak wyciągnie całą linkę z kołowrotka. nie przestając się szamotać. wciągnął sto metrów.Zrobiło się bardzo gorąco .Modlić się . Ŝeby zmniejszyć ból. Nie wolno jej dawać zbyt wiele Ŝyłki. napiął i nie puszczał wędziska. Wyciągnęła razem sześćset pięćdziesiąt metrów . . Ŝe marlin przez ten czas nie ucieknie. Mimo Ŝe bolały go palce. Przez dobre pięć minut utrzymywał wędzisko w tej samej pozycji. Ledwo zdąŜył przerzucić drugą rękę na rękojeść. o jakiej się panu nie śniło. ale bez większego oporu. . Wszyscy chcą złapać marlina. Trzymał ją teraz oburącz. Ŝeby nakręcić trochę Ŝyłki na kołowrotek. .odpowiedział Kilian. Zdjął dolną część swojego dresu. potem drugą.Co roku bogaci turyści przyjeŜdŜają tu i wydają tysiące dolarów.powiedział. Kilian zsunął pasy z ramion Murgatroyda.Pan się usmaŜy -. wyciągając Ŝyłkę z kołowrotka z siłą stu funtów. ale to się prawie nikomu nie udaje. Murgatroyd robił wszystko. Ryba znowu zabrała niemal sto metrów Ŝyłki.zapytał Higgins przeraŜonym głosem. włoŜył ją na nogi Murgatroyda. kiedy jej nacisk przekroczy sto funtów.rzekł do Murgatroyda ale w tym celu muszę na chwilę odczepić pasy. to się urwie. podciągnął je tak wysoko. Kilian nałoŜył go na głowę Murgatroyda. Murgatroyd wykorzystał zmęczenie ryby. który śmierdział potem i rybami.A ma pan tylko osiemset! . Powoli koniec wędziska uniósł się odrobinę. Dzięki swetrowi Murgatroyda przestały piec ramiona. więc mógł znowu nawijać Ŝyłkę. Po chwili ryba nabrała energii. Czterej męŜczyźni przyglądali się w milczeniu walce toczonej przez Murgatroyda. Dopiero gdy zacznie płynąć razem z łodzią. Miejmy nadzieję. nie ryby. policzków i brody. Kiedy zacznie przyśpieszać. Udało mu się nawinąć pięćdziesiąt metrów Ŝyłki.jęknął Murgatroyd. Wędzisko przegięło się niemal ku powierzchni wody.Niech pan nawija Ŝyłkę powoli. Kilian spojrzał na jego szorty i koszulkę. W trzydzieści sekund odebrała całe sto metrów. A wtedy niemal wyrwała mu z rąk wędzisko. .

W ostatniej chwili znowu zerwała linkę i zabrała ze sobą drugi haczyk. .zapytał Higgins. wyskakiwała wielokrotnie z wody i moŜna się było dokładnie jej przypatrzyć. trzy razy tracił je.Boję się. Marlin trwał tak przez sekundę. kiedy ryba odpoczywała. jakby chciało zrobić krok naprzód. Murgatroyd wpatrywał się w miejsce. Ale kiedy wędzisko przeginało się i wszystkie jego mięśnie napinały gwałtownie. W chwili gdy fala opadła.Oni znają miejscowe ryby .mówił Kilian. Zadecyduje wytrzymałość. tak Ŝe jest dobrze znana. człowieku . . a mokre od potu pasy wrzynały się bezlitośnie w jego spalone słońcem ramiona. odczuwał ból. odczuwał przyjemność tak wielką. a jego waga wynosi tysiąc dwieście funtów. obcej mu dotąd. Łódź znalazła się na chwilę na grzbiecie fali. Ŝe juŜ długo nie wytrzymam . Ryba wyłoniła się zza wysokiej ściany zielonej wody i Murgatroydowi aŜ szczęka opadła. . Trzy razy w ciągu tej godziny wywalczył od ryby sto metrów Ŝyłki. Potem runął w następną nadchodzącą ścianę wody i zniknął w swoim zimnym. Nazywają go Cesarzem. Bicepsy stwardniały i napięły się. JeŜeli dobrze rozumiem. . Stary Patient pierwszy przerwał milczenie. Znaczy to równieŜ. * . ale Patient. Ale on tylko coraz niŜej schylał głowę i nawijał Ŝyłkę. Za drugim razem juŜ prawie znalazła się w łodzi. Wielkie cielsko wzdrygnęło się. ciemnym Ŝywiole. bolały go całe dłonie. Ŝe jest stary i sprytny. to nie Strona 43 .powiedział.txt Dochodziła dziesiąta. pełen jakiejś wewnętrznej determinacji. Miał gołe nogi. To jest dobra walka.zdziwił się Higgins. ale lata przebywania na słońcu zrobiły swoje. jak gdyby stał na ogonie. Kiedy minęło południe. Kiedy nadeszło południe.Trzymaj się. jakiego nigdy sobie nie wyobraŜał.JakŜe mogą rozpoznać poszczególną rybę? . Czasem nadchodziła nagła ulga.spytał. gdzie zniknął marlin. a ty masz sprzęt i rozum. Był opalony na brąz.Forsyth Opowiadania. Murgatroyd wyglądał jak chory starzec.Ta juŜ dwa razy złapała się na hak . Po co się zabijać. W sztywnych palcach pulsowała krew. Kilian kucnął przy nim i znowu zaofiarował mu piwo. .Vous etes sur? .C'est l'Empereur . Mimo spodni i swetra bezlitosne słońce spalało mu skórę. Wąski. Potem wyłonił się z wody błyszczący tułów.powiedział . Kilian obrócił się ku niemu raptownie. Ŝe z pyska zwisa jej haczyk. ma sokoli wzrok. marlin wyglądał. Potem z wolna i metodycznie zaczął nawijać Ŝyłkę. . a nigdy nie słyszałem. a ty nie jesteś w dobrej formie. Obydwie dłonie krwawiły od pękających bąbli. Siedział zgarbiony nad wędziskiem. To legenda rybaków. ostro zakończony pysk ryby wskazywał niebo. Ŝeby stary się mylił. Nie czuł palących promieni. To było niedaleko Riviere Noire. TuŜ po jedenastej marlin po raz pierwszy wyskoczył z wody. mimo swoich lat. Kiedy malał jej napór na linkę. Twoja albo jej. Ja nie rozpoznałbym jej z odległości pięciuset metrów. To trwa juŜ trzy godziny. Ktoś nawet sfotografował ją w powietrzu.Co on powiedział? . człowieku. . Ŝe nawet duŜo później nie potrafił jej opisać. Stary człowiek skinął głową. Ona ma tylko siłę. Wtedy spostrzeŜono. pogrąŜony we własnych myślach. . . ramiona i plecy. Patrzał na swoich dręczycieli sponad białych szczytów fal. JeŜeli potrzebujesz pomocy albo krótkiego odpoczynku.I dwa razy zerwała linkę. Murgatroyd trzymał go wtedy na odległości pięciuset metrów. .Słuchaj.wyjaśniał Kilian Higginsowi. Kiedy była na haczyku. Kilian podszedł do niego z otwartą puszką zimnego piwa w ręku. Ponad okiem sterczała wypręŜona grzbietowa płetwa niczym koguci grzebień. samotny w swoim bólu.jesteś bardzo zmęczony.wycedził przez zaciśnięte zęby. to 72 jest to błękitny marlin uwaŜany za większego od największego na świecie.Wyglądają wszystkie tak samo. Przez następną godzinę borykał się z bólem i zrozumiał jego znaczenie.

Tak więc jego walka trwała dalej. . Higgins dostał morskiej choroby i siedział nad wiadrem. Stracił juŜ pięćdziesiąt metrów. . . podobną do stracha na wróble w słomkowym kapeluszu na głowie postać siedzącą w obrotowym fotelu. W samą porę. .Zostawcie mnie w spokoju.dłuŜej nie dasz rady. Murgatroyd potrząsnął głową. Naprzeciwko niego siedział Kilian i spokojnie popijał piątą puszkę. i Higgins od czasu do czasu rzucali okiem na zgarbioną. Miał usta popękane od słońca i słonej wody. Był to wysoki skok. Murgatroyd znowu nawijał Ŝyłkę. brunatny kormoran.Wtedy moŜna będzie znowu zebrać Ŝyłkę. Otworzył usta. Marlin zbliŜył się do łodzi na odległość trzystu metrów i wynurzył się znowu z wody. Wiedział. Z pękniętej 74 wargi popłynęła krew na podbródek.Moja ryba. a słońce stawało się coraz gorętsze. W godzinę później marlin po raz ostatni wyskoczył z morza. Bystrymi oczami rozglądał się za najmniejszym choćby śladem Cesarza. Jean-Paul.Słuchaj . Stary rybak siedział wysoko na swoim fotelu niby mądry.wrzasnął. Kilian i chłopiec skoczyli do burty. Nachylił się i spojrzał na ceglastą. i mimo haczyka wbitego w boczny policzek kościstego pyska.Będzie musiał wrócić i wyskoczyć na powierzchnię . Kilian połoŜył mu przyjaźnie rękę na ramieniu. kiedy marlin zanurzał się na powrót w wodzie i Murgatroyd odzyskał pięćdziesiąt metrów. Przez dwie sekundy marlin trwał zawieszony nad spienioną falą. który juŜ nawinął wszystkie Ŝyłki i schował pozostałe trzy wędki. patrząc przez ramię Murgatroyda na wodę. Cesarz przestał nurkować i nacisk na linkę zmniejszył się do czterdziestu funtów. Znajdował się juŜ tylko w odległości stu metrów od łodzi.Forsyth Opowiadania. .odparł.On zaraz wypluje hak! Zmęczone palce Murgatroyda zacisnęły się na korbie kołowrotka.Moja ryba . i w jego przeraźliwy gwizd. do którego zdąŜył juŜ zdeponować zjedzone na obiad kanapki i dwie wypite niedawno puszki piwa. I on.To jest moja ryba . nagle obluzowała się. Wsłuchiwali się w terkot kołowrotka. Korkowy uchwyt był śliski od cieknącej z jego palców krwi. Tym razem łódź znajdowała się w rozpadlinie pomiędzy falami i Cesarz przebił powierzchnię kierując się prosto w jej stronę. Kilian wyprostował się. nie dawał za wygraną. Dwie łzy przecisnęły się przez półprzymknięte oczy bankiera i spłynęły po jego zapadniętych policzkach. Ŝe nikt juŜ nie będzie polował na bonito. Ŝeby Strona 44 . Kilian skoczył na równe nogi. kiedy się znowu odwijała. kiedy Ŝyłka nawijała się. . drugą utrzymywał silnik na wolnych obrotach. na głębokości wielu sąŜni.powiedział . . Patrzył na rozwijającą się szybko mokrą nylonową Ŝyłkę. Murgatroyd tępo patrzył za linką. kucnął sobie w cieniu 73 wyplatanego daszku. wielki morski drapieŜnik o instynktach wyostrzonych przez miliony lat ewolucji spiął się przeciwko wrogowi.txt krępuj się. a dodatkowe linki mogłyby zmylić Murgatroyda. . zacisnął obolałe palce dokoła mokrego uchwytu wędziska i choć pasy wrzynały mu się w ramiona jak druty. Jedną ręką trzymał koło sterowe. W ciemnej głębi oceanu. . Tylny pokład "Avanta" był straszliwie rozpalony.powiedział. Zastąpię cię na godzinkę.zauwaŜył Kilian. dobrze? Wrócisz na końcówkę.Dobra. w trakcie którego otrząsał wodę z grzbietu. Ŝeby zlikwidować luz. niszczącą się skórę twarzy Murgatroyda. Mały urzędnik bankowy skulił się jeszcze bardziej w swoim fotelu. śyłka. trzepiąc głową na boki jak pies. daleko od falującej powierzchni i jasności słonecznych promieni. . Angliku. Ale za chwilę ryba mu je odebrała. jak on będzie bardzo blisko i gotów do kapitulacji. a ryba nurkowała dalej. dał nura. Twoja ryba . Dochodziła druga po południu.zacharczał.Wciągaj linkę! . Linka napięła się w momencie.

WaŜy ponad tysiąc dwieście funtów i mierzy sześć metrów od pyska do ogona. koniec stalowego przyponu dotarł do szczytu wędziska. Wyjrzał za rufę. który wciąŜ siedział skulony w fotelu. Powoli i z trudem odpiął pasy. Wszyscy ignorowali Murgatroyda. Jean-Paul ustawił się przy daszku.Forsyth Opowiadania. Bankier z Ponder's End nie dawał za wygraną.Que pensez vous? Il va venir vite? . Cztery razy Murgatroyd nadludzkim wysiłkiem ściągał ją z powrotem. Chce się pan teraz zamienić? Murgatroyd wpatrywał się w miejsce. zabierając metry linki. całe jego ciało było jednym wielkim siedliskiem udręki. Nigdy w Ŝyciu nie zdarzyło mu się odwołać do ostatnich rezerw woli.JuŜ się zbliŜa! .powiedział Kilian cicho . Wzrok mu się mącił.zawołał w stronę starego rybaka. ale tylko na chwilę. ale był to cięŜar bierny. Ale będzie jeszcze walczył przez kilka godzin. jak gaśnie stara Ŝarówka. ale nie czuł się dobrze. i to krótki. Ale jego łydki i uda były zbyt osłabione. Była za dwadzieścia piąta. gdzie leŜała dorada. co kołysało się i przekręcało. . Monsieur Patient wyłączył silnik. Szło coraz łatwiej. Teraz chodziło juŜ tylko o czas. Kilian usłyszał regularne terkotanie obracającego się kołowrotka i wyszedł spod daszku. W kąciku jego paszczy zabłysło coś przypominającego odłamek stali. Murgatroyd podniósł wzrok Strona 45 . Kilian włoŜył na rękę grubą skórzaną rękawicę. . Co za zwierzę! . śyłka trwała nieruchomo. Wysiłek. Szarpanina się skończyła. odzyskując kilka metrów linki. Mięśnie łydek i ud dygotały i zdawały się gasnąć.. zanurzył się i zniknął.To on . gdyŜ miał naderwany mięsień. Wiedzieli. . Ŝe Cesarz jest juŜ zmęczony. kiedy Ŝyłka zrobiła się znowu luźna. Potem z wielkim hukiem opadł na wodę. chwycił go i przyciągnął. Cesarz ciągnął.Cesarz się zbliŜa! Pod wieczór morze uspokoiło się. wędzisko było przegięte.txt pozbyć się haczyka ciągnącego go nieubłaganie w stronę jego wrogów. więc przewrócił się na luk. Zobaczyli ogromne cielsko Cesarza w odległości dwudziestu metrów. Jean-Paul i Higgins. Przez następne dziewięćdziesiąt minut urzędnik bankowy i cesarski marlin toczyli walkę. coś. . ale juŜ nie ze stufuntową siłą. Czuł wprawdzie cięŜar na końcu. zamocował koło sterowe. Kilian kucnął znowu przy fotelu Murgatroyda.Stary mówi.Vous avez vu . łagodne kołysanie. Jego wyczerpanie było teraz tak wielkie. Wzrok miał zmącony zmęczeniem. O wpół do piątej miał juŜ za sobą 75 siedem i pół godziny walki. chyba Ŝe w jego cielsku i kościach zostały jeszcze jakieś zapasy siły. Potem długi dziób. Ŝe nie urwie się juŜ.odparł stary . który juŜ nie wymiotował. Cztery razy ryba uciekała. gdzie zniknęła ryba. . Wszyscy w milczeniu wpatrywali się w wodę za rufą. Patient skinął głową. Tamci czterej wpatrywali się na huśtające się na wodzie cielsko wielkiej ryby. Zniknęły grzywacze. Po raz pierwszy od ośmiu godzin wypuścił z rąk wędzisko. Jego ostry dziób potrafiłby przebić dwadzieścia pięć centymetrów drewna.krzyknął. Ale on się poddawał. Po krótkiej chwili zabrał się do jej nawijania. Ŝe porównywalne z delirium. gdyby uderzył płynąc z szybkością czterdziestu węzłów. Wyciągnął nogi i spróbował wstać. Jeden z przeciwników będzie musiał się poddać.zszedł z fotela i dołączył do nich.to Cesarz. Spadły na pokład.Deux heures encore . ale zbliŜało się do łodzi ciągnięte nylonową Ŝyłką. Czubata płetwa wynurzyła się na powierzchnię i przechyliła na bok. Zaskoczyło to Murgatroyda. podeszli do burty. Teraz to zrobił. Kiedy odległość zmalała do sześciu metrów. ale jej ucieczki były coraz krótsze. jakiego moŜna się spodziewać jedynie po najsprawniejszym fizycznie młodym męŜczyźnie. Podczas gdy Kilian powoli podciągał stalowy przypon. Fale ostrego bólu przebiegały ze szczególną siłą przez jego prawe ramię. Coś przebiło powierzchnię fali. które spadło teraz na belkę przed fotelem. trzymając wysoko nad głową wielki rybacki oszczep z hakiem. zastąpiło je spokojne.mais U est fatigue. Potrząsnął głową.

Jego palce powoli zacisnęły się na rękojeści szczypiec. Raz jeszcze zobaczyli ten ogon. Rzucił bonite i doradę na molo i schował sprzęt rybacki i przynętę. Murgatroyd podniósł się z trudem. . jak zmęczonym. ale stanowczym ruchem pracował pod powierzchnią fal. Stracił przytomność. Z jednego boku zwisał stalowy przypon. Murgatroyd próbował wstać. Siedział zgarbiony na jednej z ławek. ale nie miał juŜ sił walczyć. jak gdyby szukał kontaktu z wodą. Cesarz patrzył na Murgatroyda. Przez ten czas "Avant" przemierzył lagunę i Murgatroyd ocknął się. Ŝe niebo nad nim obróciło się powoli wielkim łukiem i pamiętał gwałtownie zapadającą ciemność. Na samym wierzchu leŜały szczypce do przecinania drutu. Potrząsnął starą. popychając całe cielsko w przód i w dół. pysk miał na wpół otwarty. chłodnego wnętrza oceanu. Stary monsieur Patient wyłączył silnik i upewnił się. Po godzinie było juŜ ciemno. pantofle skrzypiały. Następna fala przewróciła go na brzuch.Forsyth Opowiadania. Olbrzymie jego cielsko spoczywało na boku. Kilian przeniósł lodówkę na przystań i wrócił na łódź. Mieszkańcy pobliskiej wioski wylegli na molo. Pokład uniósł się i uderzył go najpierw w kolana. . poruszył się dwa razy. wyczerpany prawie na śmierć. Kiedy to się stało. wciąŜ jeszcze błyszczący i nie skorodowany.NIE! Chłopak zastygł i obejrzał się za siebie. Kilian ściągnął z niego spodnie i sweter. Ŝe łódź przybiła do drewnianego mola i Jean-Paul popędził w stronę wioski. Z jego dłoni spłynęła krew i zmieszała się ze słoną wodą wokół łba marlina. tak Ŝe wieczorny chłód mógł koić jego spalone członki. Podparł się wolną ręką.Pogłaszczesz go później. . Cesarz Ŝył jeszcze.Co pan robi? On ucieknie! . 77 Murgatroyd wypił jedną za drugą trzy puszki piwa. Zacisnął szczypce drugi raz i stalowa linka puściła. Z lewej Ŝuchwy sterczał zardzewiały haczyk. Linka wisząca pomiędzy jego pyskiem a ręką Kiliana była luźna. Z odległości sześćdziesięciu centymetrów patrzyło na Murgatroyda jedno wybałuszone oko. Fale przewalały się przez granatowoczarne cielsko marlina. Szorty sięgały Murgatroydowi poniŜej kolan. Ŝe cumy są dobrze załoŜone. a Kilian pomógł mu przejść przez pomost. Murgatroyd starannie ujął szczypcami stalowy przypon pomiędzy ostrza szczypiec. Murgatroyd nachylił się powoli i sięgnął prawą ręką do pyska ryby.odezwał się Kilian.txt i zobaczył tak stojącego chłopca. tak Ŝe trzeba się było przeciskać przez tłum. ojczyzny wielkiego marlina. a potem w twarz. Zacisnął szczypce. Od ręki Kiliana trzymającego przypon biegła stalowa linka do trzeciego haczyka. Grzywiasty ogon uniósł się i opadł w lewo. pociemniała od zaschniętego potu. Pamiętał potem. podniósł i przechylił przez rufę.krzyknął Higgins. a nowa fala przewalała się nad jego ciałem.stwierdził. .Cholera! . Na samym przedzie gromady witających stał monsieur Patient. w miejscu gdzie znajdowała się podstawa haczyka. Murgatroyd na czworakach szukał czegoś w pudełku z narzędziami. ale zbyt wiele krwi napłynęło mu do mózgu. Zabierzemy go najpierw do domu.zaklął Kilian. pozostałość niegdysiejszej walki z innymi rybakami. tkwiącego głęboko w chrząstce górnej wargi. Higgins poszedł naprzód. Nie zauwaŜył nawet. głowa ryby zanurzyła się jeszcze głębiej. Cesarz leŜał tuŜ za rufą. . zmęczoną głową i wcisnął nos do zimnej wody. trzepotała na wietrze. Złapał je kciukiem i wskazującym 76 palcem lewej ręki i wcisnął w zakrwawioną prawą dłoń. sterując w głąb do ciemnego. z ledwie widoczną częścią nasady. Strona 46 . Ręce zanurzył dla dezynfekcji w wiadrze ze słoną wodą. przeskakując przez burtę. Na zachodzie słońce powoli zapadało za wzgórza wyspy Mauritius.Czas iść . Zamiast okrzyku wydał z siebie ochrypły charkot. opięta koszula. staruszku .

On jest dla nich legendą. .Co oni mówią? . salut.Zanim wrócimy do hotelu. . . . przy których stał Murgatroyd. .Tak. . Nie mogło być mowy o uściskach rąk.odpowiedział Kilian. Powoli przesuwał się w stronę tłumu gości. na pozdrawiające go dzieci. W tym momencie z salonu fryzjerskiego wyszła pani MurStrona 47 . . Była juŜ dziesiąta. tak. w jakim jest stanie. a szorty wciąŜ opadały poniŜej kolan.zapytał szeptem Murgatroyd.Czy mogę po niego przyjechać. maitre. uchylił go. Czerwona. wstąpimy do szpitala we Flack.Mój ty BoŜe! .zawołał ktoś inny. .powiedział.Panie Murgatroyd . Otoczyli samochód. Kiedy zeszedł na szutrowaną ulicę wioski. gdzie zajmie się panem lekarz . skóra twarzy spieczona i popękana. Ale w połowie hallu ludzie zatrzymali się. ZłoŜył rozpalone zbolałe ręce na kolana. Stary człowiek. Tłum wczasowiczów biegł ze wszystkich stron do hallu. Wsiedli do samochodu. Ramiona.odezwał się Higgins po chwili . .Salut. za to. Ŝeby powitać Murgatroyda. sparzona twarz błyszczała pod grubą warstwą kremu. Geran jest po drodze do mojego domu. Ŝe go złapałem? Kilian roześmiał się cicho. Higgins wkładał do bagaŜnika puste pudło po kanapkach i zapasową odzieŜ.txt Murgatroyd chętnie uścisnąłby mu rękę.Dobra robota.zawołał lekarz.Czy za to. BandaŜe zmumifikowały mu obie ręce. ale jego dłoń była zbyt obolała. ale to będzie musiało chwilę potrwać. za trzy godziny? zapytał Kilian lekarza. Murgatroyd wyglądał zaiste dziwnie.powiedział ktoś. cmoknął z niepokojem. Podszedł do przednich. okazało się. Głębokie purpurowe pręgi na ramionach i plecach znaczyły miejsca. Młody lekarz. Hotel St.powiedział Kilian. i zaczął się na nie wspinać. Niektórzy chcieli poklepać Murgatroyda po ramieniu.Merci . Angliku. . Wiadomość o powrocie Murgatroyda w mgnieniu oka dotarła do baru przy pływalni. . Ci. .Salut. Pozdrowił go więc skinieniem głowy i uśmiechem. wznosili toasty za jego zdrowie. .Z powodu Cesarza? . maitre . Lekarz mu towarzyszył. $ Murgatroyd z rozkoszą wtulił się w miękkie siedzenie. 78 Murgatroyd patrzył przez okno na uśmiechnięte brązowe twarze ludzi. która wyglądała jak zastygła kreda.Salut. uda i golenie były czerwone i obrzękłe od oparzeń. Pośladki Murgatroyda pokryte były krwawiącymi pęcherzami od przesuwania się do przodu i w tył na twardym fotelu. którzy przyszli z kieliszkami w rękach. maitre . . .Nie. Ŝe i tam stoi spory tłum mieszkańców.Forsyth Opowiadania. ale powstrzymał ich lekarz.mówili powaŜnie. . Kilian wsunął się za kierownicę. który odzyskał swój słomkowy kapelusz.Pozdrawiają pana . wspaniała! . Mistrzem rybaków. a Higgins usiadł obok niego. Ŝe zwrócił mu pan Ŝycie.Nie ma potrzeby. gdzie wciskały się pasy. Składają panu hołd. Hindus. Rozległ się hałas odsuwanych krzeseł i brzęk naczyń. Ludzie po kolei schylali przed nim głowę i mówili: . salut. Ŝeby zawiadomić kilku siedzących tam jeszcze gości. którzy rozstępowali się przed nim.odparł. Kilian wstawił przenośną lodówkę i zatrzasnął tylne drzwi.Opatrzę pana. Ktoś zobaczył ich i pobiegł do jadalni. . chłopie . Ŝe ci rybacy uwaŜają pana za bohatera. Jego włosy były w dzikim nieładzie. Ramiona i nogi miał posmarowane kalaminą. powiedzmy. Sam odwiozę tego pana.Nazywają pana mistrzem. kazał się Murgatroydowi rozebrać i gdy zobaczył. Wyglądał jak negatyw fotograficzny. Murgatroyd doszedł do schodów prowadzących na piętra.wydaje mi się. kiedy Murgatroyd wchodził przez główne wejście hotelu do rzęsiście oświetlonego hallu.\ Murgatroyd przechodził z wolna przez molo.

Forsyth Opowiadania.txt gatroyd. Zwabił ją hałas wywołany powrotem jej męŜa. Cały dzień spędziła gotując się z wściekłości. W południe, zdziwiona 79 nieobecnością męŜa, zaczęła, go szukać i dopiero wtedy dowiedziała się, dokąd poszedł. Stała teraz, czerwona na twarzy, ze złości raczej niŜ od słońca. Trwała ondulacja, którą robiła sobie na powrót do kraju, nie była jeszcze skończona, toteŜ na jej głowie sterczały na wszystkie strony wałki jak miniaturowe wyloty katiuszy. - Murgatroyd! - zawołała. Kiedy była zła, zwracała się do niego po nazwisku. - Co ty wyrabiasz? Dokąd idziesz? Murgatroyd zatrzymał się na podeście, obejrzał się i zobaczył Ŝonę w tłumie gości. Jak powiedział później Kilian swoim przyjaciołom, coś dziwnego zabłysło w jego oczach. Ludzie zamilkli. - Co się z tobą dzieje?! Jak ty wyglądasz? - ciągnęła Edna Murgatroyd pełnym oburzenia tonem. I wtedy kierownik banku zrobił coś, czego nie robił od wielu lat. Krzyknął! - Spokój! Ednie Murgatroyd opadła szczęka. Wyglądała zupełnie jak ryba, ale znacznie mniej majestatycznie. - Przez dwadzieścia pięć lat - powiedział spokojnie Murgatroyd - stale groziłaś mi, Edno, Ŝe przeniesiesz się do siostry, do Bognor. Bądź zadowolona, bo nie będę cię dłuŜej zatrzymywał. Nie wracam z tobą do Anglii. Zostaję tu, na tej wyspie. Ludzie patrzyli na Murgatroyda, oniemiali ze zdumienia. - Nie pozostawię cię bez środków do Ŝycia - mówił dalej Murgatroyd. - Przepiszę na ciebie dom i wszystkie oszczędności. Sam zatrzymam tylko emeryturę, sprzedam teŜ moją bardzo wysoką polisę ubezpieczeniową. Harry Foster pociągnął łyk piwa z puszki i czknął. Higgins odezwał się drŜącym głosem: - Nie moŜe pan rzucić Londynu. Nie będzie pan miał z czego Ŝyć. - Owszem - odpowiedział kierownik banku. - Powziąłem decyzję i nie zmienię jej. Przemyślałem sobie wszystko w szpitalu, dokąd przyszedł monsieur Patient. Zawarliśmy porozumienie. Odkupię jego łódź, a za to, co mi pozostanie, kupię chatę na wybrzeŜu. On będzie w dalszym ciągu kapitanem, a wnuka pośle do szkół. Ja będę przez dwa lata jego chłopcem okrętowym. Przez ten czas nauczy mnie wszystkiego, co trzeba wiedzieć o morzu i o rybach. A potem będę woził turystów na polowanie na ryby i w ten sposób zarabiał na utrzymanie. Tłum gości hotelowych wciąŜ patrzał na Murgatroyda z niedowierzaniem. Higgins raz jeszcze przerwał ciszę. - AleŜ, panie Murgatroyd, co z bankiem? I z Ponder's End? 80 - I co ze mną? - rozpłakała się Edna Murgatroyd. Jej mąŜ rozwaŜył kaŜdą z tych kwestii z osobna. - Do diabła z bankiem - rzekł po chwili. - Do diabła z Ponder's End. I do diabła z panią, madame. Co powiedziawszy, odwrócił się i zniknął na schodach. Za jego plecami rozległy się okrzyki radości. Kiedy idąc długim korytarzem juŜ podchodził do drzwi swojego pokoju, dobiegły go z oddali rozbawione wrzaski podchmielonych kuracjuszy: - Brawo, Murgatroyd! SĄ TAKIE DNI. Rozkołysany prom o dźwięcznej nazwie "St. Kilian", płynący z Hawru, zanurzył dziób w kolejnej fali i swoje grube cielsko zbliŜył do Irlandii o kilka metrów. Kierowca cięŜarówki, Clark, wychylił się za burtę i patrząc prosto przed siebie intensywnie wypatrywał pagórków hrabstwa Wexford. Jeszcze dwadzieścia minut i prom Irlandzkiej Linii Kontynentalnej przybije do małego portu Rosslare i zakończy kolejny europejski rejs. Clark spojrzał na zegarek. Za dwadzieścia druga. Z niecierpliwością myślał o chwili, kiedy wraz z rodziną zasiądzie do kolacji w swoim domu w DuStrona 48

Forsyth Opowiadania.txt blinie. Statek punktualnie zbliŜał się do brzegu. Clark oderwał się od burty, powrócił do salonu i zabrał stamtąd swoją torbę podróŜną. Nie chciało mu się czekać na górze, więc zszedł na pokład samochodowy, trzy piętra niŜej, gdzie stała jego wielka cięŜarówka. Wiedział, Ŝe kierowcy i pasaŜerowie samochodów zostaną wezwani za jakieś dziesięć minut, ale uwaŜał, Ŝe nie zaszkodzi, jeŜeli juŜ teraz usadowi się za kierownicą. JuŜ od dawna nie interesowało go przybijanie promu do brzegu. Bardziej był ciekaw sprawozdania z wyścigów w irlandzkiej gazecie, którą kupił wchodząc na pokład, mimo Ŝe była z poprzedniego dnia. Wdrapał się po trzech schodkach do ciepłej, wygodnej kabiny szoferki. Rozsiadł się swobodnie, by zaczekać na chwilę, gdy otworzą się ogromne wrota statku i będzie moŜna wyjechać na nabrzeŜe. Miał przed sobą plik dokumentów starannie wsunięty za osłonę przeciwsłoneczną przedniej szyby, gotowy do przedstawienia celnikom. Pięć minut przed godziną drugą "St. Kilian" przybił do brzegu, drzwi ładowni otworzyły się punktualnie o drugiej. Na pokładzie samochodowym panował ogłuszający hałas, gdyŜ niecierpliwi turyści 82 zapalili silniki znacznie wcześniej, niŜ naleŜało. Tak było zawsze. Z setki rur wydechowych buchnęły spaliny, ale cięŜarówki stały na przedzie i ruszyły pierwsze. Czas to pieniądz. Clark nacisnął guzik startera swojego wielkiego volvo i uruchomił silnik. Kiedy kierownik ruchu dał znak, ruszył. Był trzeci z kolei. Stojące przed nim dwie cięŜarówki wjechały na metalowe płyty rampy prowadzącej na nabrzeŜe, ciągnąc za sobą smugi spalin. Clark ruszył za nimi. Względną ciszę jego kabiny przerywało syczenie hydraulicznych hamulców. Po chwili rozdygotane płyty rampy znalazły się pod jego kołami. Rósł hałas silników i dzwonienie stalowych płyt, toteŜ nie usłyszał krótkiego ostrego trzasku, który rozległ się niemal tuŜ pod nim. Przejechał rampę "St. Kiliana", zjechał dwieście metrów w dół po wybetonowanym nabrzeŜu i znalazł się w półmroku wielkiego budynku urzędu celnego. Zobaczył celnika, który skierował go do jednej z zatok tuŜ przy jezdni. Zgodnie z jego poleceniem skręcił, stanął obok poprzedzającej go cięŜarówki i zgasił silnik; wziął do ręki plik dokumentów i wyskoczył na betonową podłogę. Był częstym bywalcem na tej trasie, toteŜ znał większość celników, ale ten był chyba nowy. Pozdrowił Clarka skinieniem głowy, wyciągnął rękę po dokumenty i zaczął je przeglądać. Wystarczyło mu dziesięć minut, Ŝeby upewnić się, Ŝe wszystko jest w porządku: prawo jazdy, ubezpieczenie, list przewozowy, dowód opłaty celnej, róŜne zezwolenia, cały plik papierów niezbędnych do przewozu towarów z kraju do kraju, nawet na terenie Wspólnego Rynku. JuŜ miał to wszystko oddać Clarkowi, kiedy coś zwróciło jego uwagę. - Halo, co to jest, u diabła? Clark podąŜył oczami za jego wzrokiem i zobaczył pod kabiną swojej cięŜarówki rozszerzającą się powoli plamę oleju, który zapewne wyciekł gdzieś spod tylnej osi. - O rany! - zawołał w rozpaczy. - To pewnie cieknie z przedniej osłony dyferencjału! Celnik wezwał starszego kolegę, którego Clark znał. Nachylili się, Ŝeby zobaczyć, skąd wycieka olej. Na ziemi powstała juŜ duŜa plama. Dobry litr tego cięŜkiego płynu. Starszy celnik wyprostował się. - Daleko nie zajedziesz - powiedział do Clarka, a do młodszego kolegi: - KaŜ go objeŜdŜać. Clark wlazł pod kabinę cięŜarówki, Ŝeby zobaczyć, co się tam dzieje. Od umieszczonego w przedniej części silnika ciągnął się mocny, 83 gruby wał napędowy. Kończył się na bębnie z lanej stali, czyli dyferencjale. Siła obracającego się wału transmitowana była na dwie strony do półosiek i poruszała pojazd za pomocą skomplikowanego Strona 49

Forsyth Opowiadania.txt zestawu zębatych kół umieszczonych wewnątrz obudowy, poruszających się w oleju przekładniowym. Bez oleju zęby kół zatarłyby się bardzo szybko, a olej właśnie wyciekał. Stalowa przednia część obudowy dyferencjału była pęknięta. TuŜ ponad tylną osią mieściła się tarcza złącza, na której opierała się naczepa z ładunkiem. Clark wylazł spod wozu. - Podwozie jest powaŜnie uszkodzone - powiedział. - Muszę porozumieć się z moją firmą. Czy mogę skorzystać z telefonu? Starszy celnik wskazał ruchem głowy oszkloną ścianę biura i zabrał się do odprawiania następnych pojazdów. Kilku kierowców wychyliło się z okien, obrzucając śpieszącego do telefonu Clarka niezbyt pochlebnymi epitetami. W dublińskim biurze nikt się nie odzywał. Wszyscy byli widać na obiedzie. Clark kręcił się dokoła komory celnej, aŜ ostatni odprawiony samochód odjechał w głąb lądu. O trzeciej udało mu się skontaktować z dyrektorem firmy Tara Transportation i wyjaśnić mu swoje kłopoty. Dyrektor zaklął. - Nie mam tej części na składzie - powiedział. - Muszę ją zdobyć od agenta Volvo. Zadzwoń za godzinę. O czwartej nie było jeszcze Ŝadnej wiadomości, o piątej celnicy oświadczyli, Ŝe muszą zamykać biuro, poniewaŜ ostatni tego dnia prom z Fishguard juŜ był odprawiony. Clark zatelefonował jeszcze raz do szefa, aby powiedzieć, Ŝe spędzi noc w Rosslare i skomunikuje się z nim jeszcze raz za godzinę. Jeden z celników zabrał go swoim samochodem do miasta i wskazał mu pensjonat. Clark wynajął pokój na jedną noc. O szóstej kierownik biura zawiadomił go, Ŝe nazajutrz rano o dziewiątej otrzyma nową osłonę dyferencjału i przyśle mu ją furgonetką wraz z mechanikiem. Mniej więcej w południe Clark zatelefonował do Ŝony, powiedział jej, Ŝe spóźni się do domu o dwadzieścia cztery godziny, wypił herbatę i poszedł do pubu odległego o pięć kilometrów od komory celnej, gdzie nad kałuŜą oleju stała biało-zielona cięŜarówka firmy Tara. Nazajutrz Clark pozwolił sobie pospać dłuŜej niŜ zwykle. Wstał dopiero o dziewiątej. O dziesiątej zadzwonił do firmy, gdzie powiedziano mu, Ŝe załadowano właśnie zapasową część do furgonetki, która odjedzie za pięć minut. Pojechał autostopem do przystani. Przybył tam o jedenastej. Firma dotrzymała słowa i o dwunastej na 84 bruku zadudniła furgonetka. Wjechała do komory celnej, gdzie czekał na nią Clark. Energiczny mechanik wśliznął się pod cięŜarówkę i wydał z siebie przeciągły gwizd. Kiedy wyłonił się spod wozu, cały umazany był olejem. - Przednia część osłony dyferencjału - zawiadomił Clarka całkiem zbytecznie. - Pęknięta w samym środku. - Jak długo to potrwa? - JeŜeli mi pomoŜesz, to wyciągnę cię stąd w półtorej godziny. Reperacja potrwała jednakŜe nieco dłuŜej. Przede wszystkim trzeba było zebrać rozlany olej, a było tego aŜ trzy litry. Następnie mechanik wziął cięŜki klucz i ostroŜnie odkręcił wielkie śruby, którymi przednia część przymocowana była do bębna osłony. Wyciągnął dwie półośki i zluzował wał napędowy. Clark siedział na ziemi i przyglądał się mechanikowi, podając od czasu do czasu narzędzia. Celnicy takŜe przypatrywali się tej operacji. Pomiędzy jednym a drugim lądowaniem promu niewiele dzieje się w komorze celnej. Ostatni kawałek pękniętej osłony wydobyty został tuŜ przed godziną pierwszą. Clark poczuł głód i miał ochotę pójść do przydroŜnej kawiarenki na obiad, ale mechanik śpieszył się. Zza horyzontu wyłonił się tymczasem "St. Patrick", siostrzany prom "St. Kiliana", zmierzający do portu Rosslare. Mechanik rozpoczął teraz drugi etap swojej pracy. ZałoŜył nową osłonę, zamocował wał napędowy i wstawił dwie półośki. O wpół do drugiej "St. Patrick" był juŜ dokładnie widoczny dla kaŜdego obserwatora. Jeden z nich nazywał się Murphy. LeŜał na przywiędłej trawie na szczycie wzgórza tuŜ za portem, niewidoczny dla kaŜdego, kto patrzyłby Strona 50

Stanęła obok identycznej cięŜarówki Clarka.odezwał się do Brendana . . aŜ wyjedzie z komory celnej.bez Ŝadnych komplikacji. który nie miał lornetki. Jego wielkie wrota otworzyły się.Spływaj . Pomachał koledze i wyjechał z ciemnego budynku urzędu celnego.zdziwił się. Liam? . ruszamy. niewiele widział i zaczynał się nudzić. O pięćset metrów przed nim Clark brał zakręt i wjeŜdŜał na prostą drogę z portu do miasta Rosslare.oświadczył.txt w jego stronę z odległości stu metrów.zapytał.oświadczył celnik. . Patrick" podpłynął ostroŜnie do nabrzeŜa i przycumował.Wiezie siedemset pięćdziesiąt skrzyń najlepszego francuskiego koniaku .odezwał się. Wyprostował się i przeciągnął. . .W porządku . -.powiedział .powiedział.No dobra. Pierwsza wyjechała ciemnobrązowa cięŜarówka z francuską rejestracją. Murphy zacisnął ręce na lornetce.Ruszamy? .Bez pośpiechu .Poczekamy. . do licha. Mechanik dokręcił nakrętkę wlewu oleju i obrócił się w stronę Clarka. Ŝe się uda? . ci się stało.Jest! .Widzę .mówił Murphy.Czy mogę juŜ jechać? . cięŜarówka. Ja biorę cztery. Prawdopodobnie przegonię cię w drodze do Dublina. który był handlarzem złomu i sprzedawał uszkodzone samochody. .Teraz wlejemy trzy litry oleju i pojedziesz. Celnik podszedł. Następnie wielka biało-zielona z napisem TARA. Clark przyniósł z furgonetki puszkę oleju i lejek. Patricka".westchnął Brendan z lubością.Forsyth Opowiadania. .DuŜo drinków . . .JuŜ jest blisko .Oczywiście. Zaplanowałem wszystko jak operację wojskową.Co. Murphy trzymał mocno lornetkę i wpatrywał się w ciemny otwór rufy "St. Ŝe moŜe nieco przesadza z tą pewnością siebie. Podał Brendanowi lornetkę. . Zresztą nikogo takiego nie było.Myślisz.stwierdził Murphy. idioto! .zapytał go Brendan. Nie ma mowy o klapie. Clark wyjaśnił mu swoją sytuację. . Tymczasem "St. . Idę się umyć. wszystko sam zorganizował i niełatwo go było zniechęcić. Ŝeby sprawdzić dokumenty nowego kierowcy. wymalowanym wielkimi zielonymi literami na jej bocznej ścianie. Cena detaliczna jednej butelki wynosi dziesięć funtów.To jest dziewięć tysięcy butelek.spytał go Clark. .szepnął. Celnik skierował ją do zatoki.Jest to nasze cacko.Przejechał . Zobacz. 85 W komorze celnej mechanik dokręcił ostatnią śrubę nowej osłony i wyłonił się spod cięŜarówki.odparł Murphy. .Dokładnie o czasie.JuŜ i tak za długo tu stoisz. ale Murphy wydał juŜ kilka tysięcy funtów z własnej kieszeni.DuŜo forsy. Strona 51 . Tymczasem cięŜarówka naleŜąca do firmy Tara Transportation wjechała do komory celnej. Dalej obserwował nadpływający prom. .i gotowa do drogi. . zapalił silnik i włączył sprzęgło. . Odkręcił małą nakrętkę w bocznej ścianie obudowy dyferencjału. a rampa opadła. Po raz drugi w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin Clark wspiął się po stopniach do szoferki. Co o tym myślisz? . . . wziął butelkę z detergentem i poszedł do toalety. Bardziej doświadczony bądź zawodowy przestępca powiedziałby moŜe Murphy'emu. Wrzucił do furgonetki puszkę po oleju i narzędzia. . gdy jego oczom ukazała się. Ten wczołgał się na szczyt wzgórza 86 i spojrzał w dół. Z szoferki wysiadł kierowca. LeŜący za nim w wysokiej trawie siłacz Brendan chrząknął. Przez lornetkę czujnie śledził nadpływający statek. . Murphy westchnął głęboko.Jest twoja .

powie87 dział i znowu zjechał z szosy. jadąca przed nim cięŜarówka znikła z jego pola widzenia. Odezwał się inny członek jego bandy.wrzasnął Brady. kiedy będzie mu potrzebna. gdzie odkręcił wkładkę słuchawki. Murphy siedział za kierownicą czarnego forda granady. WłoŜyli marynarki. JuŜ wcześniej upatrzył sobie budkę telefoniczną. Kiedy Murphy i Brendan wsiedli na powrót do samochodu i cofnęli wóz z bocznej drogi na szosę. Ukradł go przed dwoma dniami i zaopatrzył w fałszywe numery rejestracyjne. Murphy rozmyślnie ukradł czarny wóz. Brendan prowadził.txt Sczołgali się ze wzgórza i zgięci wpół pobiegli do samochodu. starannie rozciągnął i nalepił na przednich drzwiach granady. zdobywając w ten sposób pewność. ujętych w metalowe ramy. Pomiędzy szybami powinny były być Ŝarówki. Ŝe nikt inny nie zajmie kabiny w momencie. Obydwaj mieli juŜ na sobie czarne spodnie. "sierŜant" Murphy usiadł obok niego. który dochodzi do Arklow. tak Ŝeby napis był dobrze widoczny w nocy. Na kaŜdym pasku widniało słowo GARDA wydrukowane białymi literami. Pod wiatrówkami nosili przepisowe policyjne niebieskie koszule i czarne krawaty. a mianowicie trójkąt o półmetrowej podstawie. Teraz Brendan wyjął z kufra ostatnią rzecz. kogo rozwścieczyła bezuŜyteczność aparatu. Murphy miał na ramieniu trzy paski. Odwiesił słuchawkę i ruszył w dalszą drogę. co wskazywało. w której znajdował się silny magnes.odparł Murphy. wyciągnęli z torby dwie policyjne mundurowe marynarki. . wyrwał przewód ze ściany. do jasnej cholery? .Gdzie byłeś. ToteŜ nie było tam nikogo. Na północ od starego miasteczka Gorey ciągnie się nowy odcinek dwupasmowej szosy. gdyŜ wszystkie patrolowe samochody policji drogowej były tego koloru. po czym skierował się na północ. Dzięki większej szybkości swojego wozu dogonił zielono-białą cięŜarówkę tuŜ przed wjazdem do wioski Ferns i ruszył za nią. wyglądali na autentycznych policjantów drogowych. Zatelefonował do innej przydroŜnej budki telefonicznej nieco na północ od Gorey. W połowie drogi. a na nogach czarne buty. Otworzyli zamki błyskawiczne swoich wiatrówek. Clark śpieszył się do domu. Murphy zaklął i pojechał dalej.na wiadomość od niego. Miejsce to Murphy wybrał Strona 52 . Murphy postanowił zatelefonować. w którym ich droga łączyła się z szosą prowadzącą z doków do miasta. Była pusta. .Czas zamienić się w stróŜów porządku publicznego . który czekał wraz z jeszcze jednym towarzyszem . Ŝe jest sierŜantem.Sterczymy tu z Keoghiem od godziny. Dwie wyjęte z torby granatowe czapki dopełniły obrazu. Brendan zaś był przebrany za zwykłego szeregowca. którą upatrzył sobie w czasie wcześniejszego rekonesansu. . aŜ się zatrzyma i wysiądzie z szoferki.Spokojnie . Trójkąt zrobiony był ze szklanych szybek. zaczekajcie. Na przednich i tylnych szybkach widniał równieŜ napis GARDA. Przejechał most na rzece Slaney. Murphy rozwinął je. Znalazł budkę przy urzędzie pocztowym tuŜ na północ od Enniscorthy. więc nie zatrzymywał się po drodze. Kiedy zahamował. znajduje się parking.Facet jest w drodze i o czasie. Ruszył za cięŜarówką Clarka. Po kilku sekundach cięŜarówka Clarka minęła ich z wielkim hukiem. ale któŜ zwróciłby na to uwagę w biały dzień.Forsyth Opowiadania. W trójkącie Murphy'ego Ŝarówek nie było. Obydwaj męŜczyźni wyskoczyli z wozu i wyjęli leŜącą na tylnym siedzeniu torbę. Wreszcie wyjęli z torby dwie rolki czarnej przylepnej taśmy. Dojechali do miejsca. tym razem w wąską wiejską drogę. i ustawił go na dachu samochodu. Zajmijcie pozycje w krzakach przy zatoce przydroŜnej. zaparkowanego na piaszczystej drodze. stojącą na czerwonych światłach w miasteczku Gorey. . Przed samym dojazdem do Camolin zwrócił się do Brendana: . czyli irlandzkich sił policyjnych. na jej północnej stronie. Poza tym mieli na mundurach oznaki Gardy. Dopędzili cięŜarówkę. JednakŜe ktoś.

Jakiś samochód przejechał obojętnie obok nich. który był kierowcą cięŜarówki. Podniesiono go jak worek i zabrano w krzaki. który stał pod drzwiami szoferki i studiował prawo jazdy nieszczęsnego Clarka. Podszedł do "policyjnego" samochodu.Tylna opona ci siada. Po dwóch minutach Keogh wyłonił się z krzaków w kombinezonie firmy Tara i podszedł do Murphy'ego. Murphy zdjął z dachu swojego wozu trójkąt. Jeszcze jedno spojrzenie na szosę. Wyprzedzili biało-zieloną cięŜarówkę nieco na północ od Arklow. jedna silna para rąk objęła mu klatkę piersiową. .To z tyłu . JeŜeliby w przyszłości miał wskazać na Murphy'ego jako na sprawcę napadu. Rzut oka na szosę. . Kiedy mijała go granada. dał dyskretny sygnał klaksonem. Teraz Murphy rozejrzał się po szosie. Spojrzał na Brendana i skinął głową. usta i oczy zaklejono mu taśmą.Chodź! Clark obszedł przód swojej cięŜarówki i przeszedł wzdłuŜ jej biało-zielonego kadłuba. . który miał na głowie policyjną czapkę. blokowana dotychczas przez zielono-białą cięŜarówkę. Z krzaków wyskoczyli Brady i Keogh ubrani w kombinezony z czapkami naciągniętymi na oczy.Wszystko w porządku . w Kilmacanogue skręcił na Strona 53 . a druga nogi.ryknął Murphy. .mruknął Murphy. Przegubowiec takŜe skręcił i zatrzymał się tuŜ za nim.Nie ma problemu . Samochód policyjny pomknął naprzód. Nie na długo. śadnego ruchu. skręcił w oznaczonym miejscu na parking i stanął. Z chwilą kiedy kolumna samochodów. Clark widział przez kilka sekund twarz Murphy'ego. Pod osłoną długiej cięŜarówki został przeniesiony do "policyjnego" samochodu i wrzucony do jego tylnej części. Murphy. . Opuścił szybę okna i rzucił Brendanowi: . Marynarki policyjne zostały zdjęte i rzucone Brady'emu. Te dokumenty są na pewno w porządku. Keogh podniósł kciuk na znak. Keogh. Clark 88 spojrzał w dół na jadący równolegle do niego wóz policyjny i zobaczył. chrząknął.Forsyth Opowiadania.txt na zasadzkę. Ŝe siedzący obok kierowcy sierŜant macha na niego ręką. zwinęli i wrzucili na tył samochodu. . bo zostały sprawdzone dwie godziny temu w Rosslare. zaczęła ją wyprzedzać korzystając z drugiego pasa ruchu . dopóki nie znalazł się w więzieniu w Mountjoy jako gość republiki irlandzkiej. Murphy jechał wciąŜ dalej na północ. próbując przekrzyczeć wiatr.No juŜ! Granada podjechała szybko do szoferki przegubowca. Kiedy granada wyjechała z parkingu.krzyknął Murphy.Murphy ruszył do dzieła. Ŝe nie zdąŜył.powiedział do niego Murphy. Clark wysiadł z szoferki. Zachrypły głos kazał mu spokojnie leŜeć na podłodze. Ŝe wszystko okay.Spotkamy się za godzinę na fermie! . Brady siedział na tylnym siedzeniu i opierał nogi na ciele Clarka. Dziurawej opony nie zobaczył po prostu dlatego. Zerwali z drzwiczek samochodu znaki Gardy.Nazywasz się Liam Clark. W ciągu minuty zdjęto z niego firmowy kombinezon ze znakiem TARA przyszytym do górnej kieszeni. Ręka w rękawiczce nakryła usta Clarka. .Zjedź na parking! Clark spojrzał przed siebie i zobaczył tablicę z wielką literą "P".powiedział i wsunął plik dokumentów za klapę szyby. Ręce. Patrzył. pozostali trzej zapewniliby koledze niezbite alibi. była znowu zwykłym samochodem z trzema pasaŜerami w cywilu. który znowu siedział za kierownicą. Skinął głową i zwolnił. Opuścił więc równieŜ szybę. Była pusta. leŜącego z zawiązanymi oczami. Nie widział twarzy pozostałych 89 trzech porywaczy. wdrapał się po schodkach do szoferki i obejrzał sobie wszystkie przyrządy. . Jechał na północ w kierunku Dublina. jak porwany przegubowiec wyjeŜdŜa z parkingu i włącza się w strumień ruchu.

Ale w Ulsterze. Dojazd do fermy prowadził przez błotnisty trakt. zasłonięty od szosy kępą sosen. Czego się napijesz? . 90 zapłacić na miejscu gotówką i przemycić towar na Północ. Rozładujemy ją o północy. Przybysz z Północy mruknął coś pod nosem i skinął głową na podwładnych. Człowiek ten wraz ze swoimi kierowcami miał się z nim spotkać na fermie. Jechał bez świateł. Dziesięć po ósmej był z powrotem na terenie fermy.JeŜeli otwierał pan cięŜarówkę. Jego trzej porywacze usiedli. " . po czym zamknięto drzwi z powrotem.oświadczył przybysz. Za nim jechał korowód czterech furgonetek. Murphy z latarką poszedł na koniec drogi. Murphy przełknął ślinę.Myślę. Pełno tam nielegalnych miejsc wyszynku i tajnych klubów bez licencji. to będę musiał sprawdzić kaŜdą skrzynię . O siódmej. Z przysłoniętymi latarkami w rękach otworzyli stare drzwi stodoły.txt drogę o nazwie Rocky Valley w kierunku Galary Bóg.Spisałeś się dobrze . . . . Podał im wprawdzie dokładne instrukcje. . Murphy kazał Brendanowi i Brady'emu przenieść nieszczęsnego Clarka na fermę. Murphy był szczerze dumny ze swojej transakcji.oświadczył Murphy. Jest jeszcze na cięŜarówce. kaŜda butelka były numerowane i tam wcześniej czy później rozpoznano by je. W tej spokojnej okolicy wypatrzył na porośniętym wrzosami wzgórzu porzuconą fermę. w stodole. Zawarł więc układ z jednym z najpotęŜniejszych ludzi w Irlandii. ale mimo to mogli mieć trudności z trafieniem na drogę dojazdową. Kwadrans przed ósmą było juŜ całkowicie ciemno. Czekali. działających poza prawem. Przynajmniej na kilka godzin. Szynki były ściśle podzielone na katolickie i protestanckie. Miała tę zaletę.zapytał. miała o wiele więcej wspólnego z gangsterstwem niŜ z patriotyzmem.Francuskie pieczęcie celne są nie naruszone . jadąc plątaniną polnych dróg.powiedział i na drinka. zresztą jak wszyscy.i nie będziesz juŜ musiał prowadzić cięŜarówki.Zresztą wolę whisky. . Był to dobry Ŝart.zaproponował Brady i wszyscy się roześmieli. Miał twarz człowieka całkowicie pozbawionego poczucia humoru. Ŝe była tam stodoła tak wielka.stwierdził. Ŝeby wskazać przybyszom z Północy drogę. Pochodziły ze składu wolnocłowego. Ŝe dobrze zapracowałem na swój udział . znajdującymi się do niedawna w rękach prawdziwych patriotów. Ŝe nie uległ pokusie sprawdzenia łupu. Miał zrobić to o świcie. Zatrzymały się na podwórzu i z pierwszej z nich wysiadł męŜczyzna w płaszczu z wielbłądziej wełny. To wystarczało Murphy'emu. Kontrolowało je kryminalne podziemie.Murphy? .potwierdził Murphy . W ręku trzymał teczkę. Murphy skinął głową. Niełatwo byłoby pozbyć się dziewięciu tysięcy butelek koniaku na południu kraju. Ich Strona 54 . które przejęło nadzór nad lokalami. iŜ moŜna w niej było zmieścić cięŜarówkę.Nie będę rozbijać skrzyni dla paru kieliszków .Ma pan towar? . Ŝe duŜa liczba morderstw politycznych popełnianych niby to dla dobra Irlandii. który dostarczał alkohol do całego łańcucha knajp i szynków. Czy to wam wystarczy? Wyciągnął z kieszeni płaską flaszkę i wszyscy stwierdzili. Keogh wprowadził cięŜarówkę do środka.Prosto z Francji. sytuacja była inna. MoŜe je pan sprawdzić. Trzej męŜczyźni wybiegli na dwór. kiedy juŜ zmierzchało. Murphy wiedział równieŜ. a potem ja sam poprowadzę ją do miejsca odległego stąd o piętnaście kilometrów i porzucę. Ŝe chyba im to wystarczy. Wiedział. na terenie gnębionym wojną domową. kaŜda skrzynia. . Keogh wyskoczył z szoferki. . biało-zielony przegubowiec zaturkotał na drodze. człowiekiem.MoŜe łyk koniaku? . i przekroczyć granicę pomiędzy jeziorami połoŜonymi na linii Fermanagh-Monaghan. załadować koniak na cztery furgonetki. Ŝe pozbędzie się koniaku bez najmniejszych trudności.Forsyth Opowiadania. którzy zabrali się do otwierania drzwi stodoły. Był zadowolony. Tam rzucono go w kąt kuchni na kupę worków.

absolutnie pewne. . Murphy z trudem poruszył dolną szczęką. do cholery .Nawet na to nie spojrzałeś. . do jasnej cholery? . Kierowca miał takŜe plaster na oczach.Jaki. Na kaŜdym widniało nazwisko słynnego producenta artykułów ogrodniczych. . Wiedział. .txt 91 latarki oświetliły dwa identyczne zamki u tylnych drzwi i zabezpieczające je nie naruszone celne pieczęcie. który bezceremonialnie zerwał plaster zalepiający usta Clarka. Zamiast równo ułoŜonych skrzynek oznaczonych znaną na całym świecie marką producenta koniaku zobaczyli coś zgoła innego. wsunął ją pod pachę i wyszedł na dwór. idioto? Murphy zwrócił rosnącą złość na Clarka.powiedział. W rozbitym oknie ukazał się jeden z pomocników przybysza i zawołał: .Gdzie kierowca? . . .PrzecieŜ to jest wpisane do listu przewozowego. który był niegdyś salonem.W domu . 92 . Informacje jego były kosztowne i. Nieszczęsny Liam Clark wciąŜ leŜał na workach. który wziął od Murphy'ego. Wyciągnął list przewozowy i podsunął go Murphy'emu pod nos.Forsyth Opowiadania. Stali dokoła przed drzwiami cięŜarówki wraz z Keoghiem. Miał wraŜenie.PoniewaŜ miałem w ustach ten zasrany knebel.powiedział. To byłoby trzydzieści sześć tysięcy funtów. .rozkazał.Pytałem. W cięŜarówce leŜały plastikowe worki. Murphy nie upierał się. Patrick" załadowano tylko jedną taką cięŜarówkę. Zresztą był zadowolony.powtórzył męŜczyzna. . wieziesz towar? . Jeszcze nigdy nie widział takiej ilości pieniędzy.Co to ma znaczyć.Dlaczego mi nic nie powiedziałeś? Rozwścieczony Clark zdobył się na odwagę wobec swoich prześladowców. Mówił prawdę.jeŜeli sądzić po zachowaniu się tego człowieka .nie byłoby to rozsądne. Jeden z jego ludzi podszedł do drzwi cięŜarówki z krótkim łomem w ręku. Murphy z latarką w ręku poszedł pierwszy do pokoju. . Ŝe na popołudniowy prom o nazwie "St.Nie mam pojęcia . Człowiek z Ulsteru skinął na jednego ze swoich pomocników.Nawóz do róŜ . pozostanie mu na czysto ponad dwadzieścia tysięcy. Czterej Ulsterczycy byli w stodole. która opadła mu ze zdumienia. Porwał właściwy transporter z właściwego statku.odpowiedział Murphy. Przybysz otworzył teczkę i połoŜył ją na stół.zaŜądał tamten. . Clark przełknął ślinę. oto dlaczego wrzasnął. prawda? . Strona 55 .Zgoda . do diabła. Był zakneblowany. Przybyły z Północy męŜczyzna wskazał głową w stronę domu. jaki wieziesz towar. Ŝe nie mam pojęcia. związany jak kura.Chodźmy . Lubię okrągłe cyfry.Po czym zniknął.zapytał go bez wstępów wielki człowiek. Kiedy potrąci po trzy tysiące funtów dla kaŜdego ze swoich ludzi i uwzględni wydatki. .Trzydzieści pięć tysięcy .Dziewięć tysięcy butelek po cztery funty kaŜda . Murphy zobaczył kilka rzędów paczkowanych banknotów funtowych. Przybysz z Północy spojrzał na worki z kamienną twarzą. Wielki człowiek oświecił plik dokumentów. Ŝe .warknął wielki człowiek. jak sądził. a poniŜej napis: "Nawóz sztuczny dla róŜ". Murphy ruszył przodem.Przysięgam. których nie widział.Niech no pan przyjdzie i popatrzy! . Człowiek zatrzasnął teczkę. . Clark zabełkotał. Mów.wyjąkał. .powiedział. Bradym i Brendanem.zapytał.warknął człowiek z Północy.Wejdź do środka . Człowiek z Ulsteru znowu coś mruknął i pokiwał głową z zadowoleniem. . . Sześć latarek oświetlało jej wnętrze.

93 Przybysz z Północy odczytał w świetle latarki trzymane w ręku papiery.warknął wielki człowiek.Słuchaj. Murphy zastanowił się. kaŜdy ślad stóp.powtórzył. Odrzucono go. Brendan. uniósł go do góry i rzucił nim w drzwi stodoły. chwycił Murphy'ego za poły wiatrówki. Był zrozpaczony.CóŜ .bełkotał Murphy. Ŝe nie odpowiada wymaganym normom.. katolicki bękarcie! . Potwierdzały relację Clarka. którą stronę darzy sympatią gangster z Ulsteru.. Nachylił się nad leŜącym Clarkiem.Chodź ze mną . Mamrotał coś.Nasza transakcja jest niewaŜna. W zeszłym tygodniu zawiozłem ten ładunek.Dlaczego miałby tam być koniak? W Belgii tego nie robią.. Dobrze.Chłopcy. Składa się z mchu torfowego i sproszkowanego krowiego nawozu.powiedział Murphy .To prawda. Ŝe gdyby głośno wyraził swoje poglądy. koniak będzie na pewno na następnym promie.ryknął.zapytał wreszcie Brady. Teraz wiedział. .PrzecieŜ jechałeś do Hawru z prowincji Cognac we Francji! .A co będzie z moimi trzema tysiącami funtów? . zanim je zarobię. . weźmiecie Strona 56 . . . wolał uniknąć złości własnych ludzi. zgodzicie się na tysiąc pięćset na osobę. .powiedział do Murphy'ego i ruszył naprzód. W panującej na dworze ciemności wielki człowiek brutalnie przerwał potok słów Murphy'ego.syknął wielki człowiek w sposób. Ŝe mają na karku Brytyjczyków. mogę znowu spróbować. Zmarnowałeś mnóstwo mojego czasu. Rzucił papiery na ziemię.zawył Murphy. Murphy poszedł za nim. 94 Wydało mu się. który przybija jutro o drugiej po południu. Brady i Keogh oczyścicie tu teren.warknął Murphy. .W Belgii? . kaŜdy odcisk opony w błocie musi być zamazany. . .. Wcześniej Murphy zastanawiał się.txt .Koniak? . który zmroził krew w Ŝyłach Murphy'ego. świecąc sobie latarkami. . Ty..Wiedział. to w kaŜdym razie trochę uspokojeni. Ŝe jeŜeli nawet nie są szczęśliwi.Słuchaj. zbadano i stwierdzono.myślał Murphy .ci ludzie z Północy to zwierzęta. moi ludzie znajdą cię i strzaskają ci kolana.przede wszystkim zniszczymy wszystkie dowody.na grób mojej matki.Przysięgam panu . Wiozłem ładunek nawozu dla róŜ. czasu moich ludzi. . Moi szefowie w Dublinie kazali przywieźć go z powrotem. usiłując dowieść swojej niewinności. mógłby to przypłacić Ŝyciem. jakiego napędził mu Ulsterczyk.Ale nie dla mnie .zapytał.Nigdy w Ŝyciu nie byłem w Cognac .Porwałeś ładunek gówna. Spłukałem się na organizację tego skoku. Pięć minut później człowiek z Północy odjechał. Jak skończycie. Załatwienie urzędowych papierów w Antwerpii trwało trzy dni. . Skinął więc tylko głową. .Ty durniu .. Wszystko to moŜecie znaleźć w dokumentach. no i pieniędzy. Rzucił teczkę na ziemię. Zniszczycie najmniejsze dowody. Nic nie zyskaliśmy.zagadnął Keogh. .Forsyth Opowiadania.. i to dosłownie gówna. Otwarto go w Antwerpii. ty paskudny. I jeszcze jedno: jeŜeli kiedykolwiek znowu spróbujesz mnie nabrać. . . . .Co teraz zrobimy? . Na twarzy Clarka ukazał się wyraz pełnej niewiedzy. Murphy . Po strachu. Na fermie Murphy i jego zgnębieni wspólnicy dokończyli butelkę whisky. a z nim cztery puste furgonetki. który zawsze brał wszystko dosłownie.wrzeszczał Clark.Zamknij się . klnąc na całego. Eksportujemy go z Irlandii do Belgii. . Zrozumiałeś? Święty BoŜe .A pod tymi workami nie ma koniaku? . Musicie trochę poczekać.. ale oprócz mnie nikt nic nie stracił.odezwał się Brendan. któremu brak było tchu . .

Na drogę za cięŜarówką spadła część worków ze sztucznym nawozem. Kamienny mur. CięŜarówki przegubowe mają tę właściwość. hamulce spowodowały. uniemoŜliwił mu wyminięcie przeszkody. Widać było. odskoczyła z powrotem na szosę. Liczył. i to z ładunkiem dziesięciu ton bali słomy. i przyczepa niosąca ładunek nie jadą idealnie na tej samej linii. kiedy wysiadał. cięŜka przyczepa moŜe wyprzedzić przednią część. moŜe na wzgórzach w okolicy Kippure. Ŝeby farmer wyjechał o tak późnej porze na szosę traktorem o jednym świetle zepsutym. Keogh. Czuł instynktownie. Ŝe powinien znaleźć się prędko jak najdalej od miejsca wypadku. MoŜe uda mi się skorzystać z autostopu. Trudno sobie wyobrazić. która ciągnie całość. zaproponować pomoc przy załadowaniu słomy. Murphy jechał pomiędzy kamiennymi murkami. a następnie uderzyła w przeciwległy kamienny mur. Ten pomyślał nagle. i natknął się na traktor. Zahamował ostro. Farmer został wyrzucony z siedzenia i wpadł w dół z kiszonką. ku wzgórzom Wicklow. Ale właśnie w tej chwili zjawiła się policja drogowa. Tylna część przyczepy wyrŜnęła w kamienny mur. Ŝe nie zdąŜy zetrzeć z wnętrza szoferki odcisków swoich palców. kiedy nagle spostrzegł wynurzającą się przed nim sylwetkę traktora z przyczepą. Potem skręcicie na północ i pojedziecie do domu. Coś dziwnego dzieje się z policyjnymi patrolami. Ŝe farmer w ciemności nie zanotuje rysów jego twarzy. Przednia część przegubowca Murphy'ego wpadła w poślizg w momencie 95 zderzenia z nią. O wpół do dziesiątej Murphy minął las obrzeŜający drogę na Roundwood. Ŝe bele słomy padły na szoferkę. Ten jednak to zrobił. a drugim zamazanym błotem. Wreszcie zamknęli drzwi cięŜarówki. Wezmę cięŜarówkę i porzucę ją daleko stąd. jadącego z Dublina do swojego wiejskiego Strona 57 . zabierzcie kierowcę cięŜarówki i wysadzicie go na szosie. tak często spotykany wśród wzgórz Wicklow. Ŝe przyczepa farmera wciąŜ stoi na swoich kołach. Słychać było prowadzoną przez niego głośną konwersację ze stwórcą. Nie będzie mógł szybko zrobić rwetesu. Ale wystarczy zadrasnąć lakier czyjegoś samochodu. Zgadzacie się? Wszyscy się zgodzili. Ludzie z Północy dokładnie wyłamali zamki w tylnych drzwiach przegubowca. Drewniane kołki w zamkach przegubowca pękły. więc zabrali się do szukania drewnianych kołków. gdzieś na południe stąd. To właśnie zdarzyło się Murphy'emu. drzwi otworzyły się. A Murphy siedział w półmroku szoferki zakopanej w belach słomy. Wrócę piechotą do domu. Ten patrol eskortował jakiegoś ministra. JeŜeli przednia część przegubowca. ale oderwała się od traktora i odskoczyła na odległość trzech metrów. zetrzeć odciski palców z wnętrza szoferki i zniknąć w ciemnościach. Ale w chwili. Przegubowiec z nieszczęsnym towarem i z Murphym przy kierownicy wyruszył z fermy. więc tylko jego przyczepa załadowana słomą pozostała w tyle i uległa kolizji. okazało się. W samych tylko skarpetkach. uświadomił sobie. Stanę na głównej szosie prowadzącej do Dublina. są oporniej sze przy hamowaniu.txt samochód. Murphy otworzył drzwi szoferki i przez bele słomy przebił się na drogę.Forsyth Opowiadania. który nadjeŜdŜał z przeciwka. Ŝe chce rozmówić się z Murphym. spycha ją na bok i powoduje poślizg. Nie mieli wyboru. Jechało od niego wonią. a wyrastają jakby spod ziemi. CięŜki ładunek sztucznego nawozu pchał ją naprzód. Kiedy zamilkł potworny hałas ocierającego się o kamienie metalu. Ja na pewno dotrzymam słowa. równie trudno je znaleźć jak truskawki na Grenlandii. Ŝe moŜe uda mu się ugłaskać farmera. Kiedy są ci potrzebne. Farmer wydostał się z dołu z kiszonką i stanął przy szoferce. skręcił w lewo i pojechał w kierunku Djouce Forest. który uległ panice. Farmer zdąŜył dodać gazu i skręcić w bramę jakiejś farmy. Ŝe na zakrętach zwrotniejsze od zwykłych cięŜarówek o tej samej długości. Z zawiązanymi rękami i zalepionymi oczami i ustami. Ŝeby zamocować skoble. a zablokowane przez kierowcę. niemal ją przygniatając. która z pewnością nigdy nie zainteresuje producentów wody po goleniu.

. . . i właśnie wracał do stolicy. tylko wtedy. wysypywał się brunatny nawóz.Traktor i przyczepa były zupełnie niewidoczne. Zyskały jego uznanie. Rozdarły się. 96 . Ten. Murphy sięgnął do szoferki i podał mu plik dokumentów.zapytał sierŜant. i to oświetlony. Murphy zrozumiał. Murphy poczuł się raźniej. pomyślał w pierwszej chwili.powiedział sierŜant.Prom spóźnił się dziś po południu do Rosslare.zapytał Murphy'ego sierŜant.Składa się z mchu torfowego i sproszkowanego nawozu krowiego. Tymczasem drugi policjant obejrzał sobie traktor i powrócił do sierŜanta. Nawet w świetle latarki trudno nie rozpoznać sterczącej w górę wielkiej rury bazuki czy karabinu maszynowego. Drugi policjant wyłonił się spoza przegubowca. Ale na razie nie moŜe pan prowadzić z tymi światłami.txt domku w okolicy Annamoe. w łóŜku.zapytał go sierŜant. Dokumenty były w całkowitym porządku.zawołał . Wszyscy trzej przeszli na tył cięŜarówki. Murphy'ego ścisnęło w dołku. . .Papiery .Kilka worków wypadło na drogę. Policjanci podeszli powoli do unieruchomionego traktora i jego przyczepy.Niewątpliwie ubezpieczenie teŜ jest u pana w domu . Za kilka minut odjadą. który ściągnął przyczepę z szosy na pole. Ŝe są takie dni. .Tak .Forsyth Opowiadania. . Ale kiedy światła przygasły. .odpowiedział Murphy. z której były zrobione worki.zaŜądał sierŜant. i obejrzeli sobie rozrzucone bele słomy. juŜ zaczął zachowywać się defensywnie. .Pański? . Policja irlandzka nie nosi przy sobie na co dzień pistoletów. Obrócił się do farmera. więc spieszyło mi się.Mam nadzieję.Tamten wiezie ładunek gówna .odparł Murphy. DuŜo później Murphy powiedział towarzyszowi z celi. . kiedy nic. Podwieziemy pana do domu i przy okazji obejrzymy sobie pańskie dokumenty.Co pan wiezie? . Zabierze je pan jutro rano. kiedy eskortuje ministrów.odparł Murphy. Z podartej folii. Ŝe są w porządku. .zakomunikował. a teraz ładował na nią bale. Policjant przyglądał się przednim światłom przegubowca.Był bardzo zadowolony ze swojego Ŝartu. SierŜant zwrócił Murphy'emu dokumenty i zainteresował się farmerem. wskazując na przegubowiec. Za chwilę się przekonamy.W domu. SierŜant wybuchnął śmiechem.Drzwi się otworzyły . Z tuzin worków wypadło 97 7.Tak. .Jedno z pańskich świateł jest zepsute. . a drugie zamazane gliną powiedział zwracając się do farmera. Murphy skinął potakująco głową. niech pan im się przyjrzy. .Sztuczny nawóz . W tych ciemnościach mogło mu się to udać. ale to nic się nie udaje. Posterunkowy zaświecił latarkę i puścił promień światła na całą tę breję.Czy ma pan prawo jazdy? . stanął twarzą w twarz z rzeczywistością. . Ŝe to po prostu prywatny samochód. . . Chciałem jak najszybciej odwieźć ładunek i znaleźć się w domu.Liam Clark? .Nie chciałbym robić z tego sprawy.Jakoś daleko od głównej szosy. który wypadł z podartego worka. Szefie.a ty jesteś utytłany gównem po uszy! . Samochód miał na dachu znak Gardy.zapytał sierŜant farmera. Kiedy Murphy zobaczył światła wozu. . Przeszedł na tył wozu sprawdzić stan tylnych świateł. Proszę zjechać traktorem w pole i sprzątnąć słomę z drogi. ale pan władza ma rację odezwał się Murphy. Ŝe ma tylko jedno wyjście: zamydlić im oczy. . .Tego pojazdu nie widać z odległości dziesięciu metrów. Lufa automatu sierŜanta wycelowała Strona 58 . jeszcze przed chwilą pewny siebie i zaczepny.Czysta robota przez otwarte drzwi przegubowca i cztery z nich rozpruły się. i bardzo późno . Bardzo dobry dla róŜ.

Magazyn miał nieduŜy format i błyszczącą okładkę. Słyszał kiedyś o człowieku. Nikt na niego nie patrzył. zmierzających ku wyjściom. przeraŜony własną odwagą. szukał melonika tak długo.Grupy . jeden Times i jeden Guardian nadal kiwały się rytmicznie w takt jadącego pociągu.txt w Ŝołądek Murphy'ego. Ŝe wszyscy znają jego tajemne grzechy. To musiał być właśnie jeden z tych dni. który leŜy w szpitalu z nogą na wyciągu i wie.był to tytuł pisma . W końcu dotarł jednak do lokalu towarzystwa ubezpieczeniowego. Wtedy.stało się. Ktoś kiedyś odkrył. kim jest ów "ktoś". Murphy westchnął głęboko. Kiedy w szpitalu zbadano zawartość jego kieszeni. aby wyrzucić swój ludzki ładunek na zatłoczony peron numer sześć. czuł się dość niewyraźnie. Drzwi wagonów rozsunęły się. ale takŜe na cienkie czasopismo.Forsyth Opowiadania. Strona 59 . ToteŜ tego dnia Nutkin niezwykle ostroŜnie przechodził przez ulice. Ŝe ludzie nabierają cech odpowiadających przydomkom. pozostawione tam zapewne przez poprzedniego pasaŜera. Środek okładki zajmowała fotografia dorodnej kobiety o wydatnych piersiach. zwijał parasol. Pan Nutkin nigdy w Ŝyciu nie widział takiego pisma. Bo kiedy wsunął między nie dłoń. majstrował coś przy teczce. twarz mu poczerwieniała. jadąc pociągiem podmiejskim z Edenbridge do Londynu. Wieczorem zaś wsiadał do pociągu na stacji Cannon Street. Potrafił wyobrazić sobie wiele miejsc. Nutkin wyciągnął je w przekonaniu. Ale wcale nie dlatego. a po prawej za oknem przesuwała się właśnie stacja Hither Green. Widniały na niej słowa: Nowy Krąg . gdzie pracował jako urzędnik. . Ale Samuel Nutkin ociągał się. W drodze z pociągu do kolejki podziemnej. Ŝe jest to rozkład jazdy. aŜ znalazł się sam w przedziale. Powodowała nim po prostu zwykła ciekawość. Historia ta od dawna prześladowała Samuela Nutkina. aŜ do stacji Charing Cross. Nie były zresztą najbezpieczniejszym miejscem na świecie. Jej twarz zakrywał biały kwadrat z napisem: Ogłoszenie nr 331.a niŜej: Samotni Pary . w czasie przejazdu do Mansion House. Nie tylko nie udało mu się porwać dziewięć tysięcy butelek koniaku. w których chciałby przeŜyć następne dwa lata. Ŝe był mu potrzebny. w windzie prowadzącej na Cannon Street. Samuel Nutkin odetchnął z ulgą.Magazyn kontaktowy dla seksualnie wyzwolonych. Jego palce natrafiły nie tylko na futerał. ale ulice Dublina na pewno do nich nie naleŜały. NIEWYPAŁ Gdyby Samuel Nutkin. nie upuścił futerału od okularów między poduszki siedzenia przedziału.powiedział. który został przejechany przez samochód. ale niechcący przechwycił transport przemycanej przez kogoś broni.Muszę wyznać coś niecoś . Po lewej stronie stary Fogarty męczył się nad krzyŜówką. wyciągnął magazyn z poduszek. toteŜ przez 99 całą drogę. Po drugiej stronie przedziału dwa egzemplarze Financial Timesa. Jak moŜna się z czegoś takiego wytłumaczyć? CóŜ to za wstyd dla człowieka. Ich właściciele czytali tabele notowań giełdowych. Nie miał szczególnych wątpliwości co do tego. Nutkinowi niepotrzebny był więc rozkład jazdy. Samuel Nutkin nie był przyzwyczajony do "tych rzeczy". Powoli uniósł ręce do góry. a potem w czasie krótkiego spaceru do biurowca towarzystwa ubezpieczeniowego. Czym prędzej wsunął je z powrotem pomiędzy poduszki i rozejrzał się dokoła. Kiedy spojrzał na okładkę czasopisma. znaleziono paczkę pornograficznych zdjęć. Od dwudziestu pięciu lat jeździł codziennie tym samym pociągiem o tej samej porze z małego i nudnego miasteczka Edenbridge do stacji Charing Cross w Londynie. i powracał do hrabstwa Kent. zastanawiał się nad konsekwencjami swojego odkrycia. Ŝeby go wydostać . wsunął-go do teczki i włączył się w strumień meloników i biletów sezonowych. takŜe zawsze o tej samej godzinie. cała ta historia w ogóle by się nie zdarzyła.

Ŝe jest "słodki". Ŝeby spacerować po starych uliczkach o tradycyjnych nazwach . Był więc Nutkin w śródmiejskiej dŜungli Londynu przyjaznym i nieszkodliwym stworzeniem o cechach określonych przez swój młodzieńczy przydomek. chociaŜ przez całą drogę zdawało mu się. Podziwiał ludzi. Wykorzystywał przerwę obiadową.Chlebowa. równie solidnej jak Bank Angielski. Wieczorem udało mu się przewieźć pismo do mieszkania w Edenbridge. Będąc w randze kaprala. parasoli. Ŝe to siedlisko największych rozbójników świata. Przeczytał magazyn od deski do deski. Wiele lat upłynęło od czasu. Nutkinowi nigdy nie przyszło do głowy. spółkami akcyjnymi i domami ubezpieczeniowymi. czy teŜ poza nim.txt które im nadano. był bowiem uczciwym obywatelem. zdobywali skarby. Schował swój skarb pod dywan przed kominkiem. kiedy była źródłem fizycznych uciech Samuela Nutkina. przewaŜnie amatorskie fotografie pań w samej bieliźnie. Była wątłą i suchą kobietą o ostrym nosie i jeszcze ostrzejszym głosie. Ŝeby poznać osobiście zamoŜnych i hojnych dŜentelmenów. Wystarczy. sympatyczny człowiek bliski pięćdziesiątki. Był juŜ od dwudziestu pięciu lat urzędnikiem wielkiej firmy ubezpieczeniowej. aby tu inwestować. "Figlarz" będzie tak długo małpować i wymyślać kawały. 101 Diagnoza doktora Bulstroda określała jej chorobę jako zaawansowaną hipochondrię. Przy niektórych znajdowały się zdjęcia. został zdemobilizowany po wojnie w wieku dwudziestu pięciu lat. czy to w łóŜku.usługi. Kukurydziana. poŜyczać. była niemal całkowicie przykuta do łóŜka. a mury rzeczywiście broniły miasta. Lettice. Minęło ćwierć wieku. Tutaj.zaŜywny. Ŝółtych i brunatnych ludzi. Udało mu się dostać stałą posadę z niezłą pensją i zapewnioną emeryturą. Ŝe kobiety ogłaszające się w tym piśmie marzyły głównie o tym. aby po ośmiu godzinach pracy odpłynąć do podmiejskich rezydencji. Lettice nigdy tam nie zajrzy. kukurydzę i drób. rozpościerającej swoje macki na wszystkie strony świata. magia zblakła i wtopiła się w szary strumień ciemnych garniturów. Mimo to pozostał wiernym i przywiązanym męŜem. Ten przydomek przesądził o jego losie. które traktowały go po macierzyńsku i mówiły. Szybko zrozumiał. Z ich inicjatywy Ŝeglarze i handlarze sprzedawali i kupowali. kiedy jeden ze szkolnych kolegów nazwał go "wiewiórką". którzy wśród tych zimnych kamieni umieli porwać się na finansowanie awanturniczych wypraw do najdalszych zakątków świata. zamknął się tam i zabrał się do czytania wszystkich ogłoszeń w Nowym Kręgu. rabowali i odsyłali łupy do miasta. Ŝe czyha na niego policja obyczajowa. Zaskoczyły go i zdumiały. meloników i teczek. uprzejmy i miły dla sekretarek. Samuel Nutkin miał dziesięć lat. W ciągu tych lat dopasował się do swojego biurka . Inne ogłoszenia odznaczały się wymownym tekstem reklamującym tajemnicze . Nutkin kochał City. zapadały decyzje o losach milionów ludzi. oszukiwali czarnych. wsunął go na dno teczki i szybko wrócił do swojego biurka.i po miejskich murach. Myślał. którego gmach królował tuŜ obok.Forsyth Opowiadania. jak to było 100 w Średniowieczu. kiedy naprawdę sprzedawano tu chleb. Ale zupełnie nie był przyzwyczajony do czytania czy choćby tylko noszenia w teczce pornograficznych pism. aŜ mu się to znudzi.w kaŜdym razie dla Samuela Nutkina . zabudowanym bankami. JednakŜe tego ranka w jego Ŝyciu nastąpił przełom. Kurza . Ŝe cierpi na cięŜki artretyzm i dolegliwości sercowe. aby zaoszczędzić Ŝonie nawet Strona 60 . Przekradł się do ubikacji. Twierdziła. zawsze gotowym do największych poświęceń. które wlewały się codziennie do City. zamoŜności czy nędzy. Ŝeby zaczęto wołać na chłopca "łobuziak". Pracował w siedzibie gigantycznej bankowej ośmiornicy. czyli pani Nutkin. spekulować. a będzie chodzić z przymruŜonymi oczami i mówić jak Humphrey Bogart. o ich pracy. na tym skrawku ziemi w samym sercu Londynu. w samym środku miasta.

Forsyth Opowiadania. Henry Jones. zamieszkałego na 27 Acacia Avenue. wrzucił do klozetu i spuścił wodę.. pamiętam cię. W pociągu.A kto mówi? . moi przyjaciele na ogół dają mi niewielki prezent. .. czuł. Po napisaniu listu naleŜało włoŜyć go wraz z zaadresowaną do siebie i ofrankowaną kopertą do drugiej koperty.. W samym środku magazynu były szczegółowe instrukcje co do sposobu przesyłania odpowiedzi na ogłoszenia. Pan Nutkin wykonał to wszystko starannie. w dzielnicy Bayswater. i obawiał się. Czy chciałbyś do mnie wstąpić. Numer telefonu wskazywał.Doskonale.O. Ŝe zajrzy pod dywan. bardzo dziękuję za zainteresowanie się moim ogłoszeniem. Jakieś dziesięć funtów.. Niczego więcej w kopercie nie było. a z pozostałych pasaŜerów Ŝaden nie podniósł nawet głowy. Usłyszał niski głos kobiecy: "Halo?" Nutkin wepchnął monetę do aparatu. Z krótkich informacji. na której podał jej śniadanie. Kiedy o dwunastej trzydzieści następnego dnia Nutkin stanął przed drzwiami mieszkania w jednym z zaułków Bayswater.. Kopertę tę wraz z naleŜnością za usługę polecano włoŜyć do trzeciej koperty i wysłać na londyński adres czasopisma. odchrząknął i powiedział: . Znalazł własny list. Pomaga mi to w płaceniu komornego. widzisz. . Ŝe towarzysze podróŜy zwrócą na to uwagę.. usiadł i napisał do niej list. Zadzwoń pod numer. Henry.. Drogi Henry. które dotyczyły przede wszystkim jednej z ogłaszających się pań. jakie podawała. Napisał krótko i rzeczowo na kartce zwykłego biurowego papieru. Czy to ci odpowiada? Nutkin skinął głową i powiedział: "Tak". nie było więc obawy. a list wraz z kopertą podarł. Ŝe czytał jej ogłoszenie i bardzo chciałby się z nią spotkać. opatrzonej numerem ogłoszenia wypisanym ołówkiem.. Podam ci adres.odpowiedział matowy głos. . a na jego odwrocie ręcznie wypisaną odpowiedź: Drogi Henry. Ŝe Sally mieszkała w centrum Londynu. wobec tego kiedy będziesz? .txt najmniejszych przykrości. Nazywam się Jones. Sally.Tak.. Szóstego dnia zobaczył wśród listów kopertę zaadresowaną do Henry'ego Jonesa. 102 Kiedy wracał do przedziału. w takim razie jutro o dwunastej trzydzieści. Następne trzy dni upłynęły Nutkinowi na głębokich rozmyślaniach. W przerwie obiadowej Nutkin nakręcił podany mu numer z automatu w najbliŜszej stacji kolejki podziemnej. kochanie? Samuel Nutkin poczuł. . Otrzymałem dziś rano od pani odpowiedź na mój list w sprawie pani ogłoszenia. był Strona 61 .. po czym wyjaśnił. w drodze do miasta.Świetnie. moŜna było wnioskować.. Pracuję w City.. gdy tylko słyszał kroki listonosza. Przez następne kilka dni biegł do drzwi wejściowych. Samuel Nutkin przepisał numer telefonu na kartkę papieru i schował ją do portfela.Zgadza się .AleŜ tak. . . Ściskam. W słuchawce słychać było szelest przewracanych kartek papieru. Zaczął od zwrotu "Droga Pani"... Był to notabene jego prawdziwy adres.. bardzo chętnie . poszedł do toalety i drŜącymi palcami otworzył kopertę..Czy jutrzejszy dzień ci odpowiada? Doskonale. Trzeciego dnia zdecydował się. Wsunął ją do kieszeni i poszedł na piętro. e. Ŝe ma wypieki.wyjąkał. Ŝe będziemy się mogli dobrze zabawić. Jestem pewna. Ŝe była wysoka i miała zaokrąglone kształty. Stary Fogarty wpisywał jednak właśnie pozycję numer piętnasty (poziomo) do krzyŜówki. Czy to panna Sally? . Nie zajmowała się na szczęście domem ze względu na ból w plecach.E. Jest tylko jedna mała sprawa. Halo. a wieczorem jadę do domu. Ŝeby zabrać od Ŝony tacę. podając się za niejakiego pana Henry Jonesa.Mogę tylko w porze obiadowej. Ŝe zamiast języka ma w ustach kawał starej gumy.

zabrał tacę po śniadaniu. Pokój był licho umeblowany i nie było w nim wielu przedmiotów osobistych. Ŝe jest w niej jakaś reklamówka.Wielu panów o to prosi. Trzęsącymi się rękoma szukał jakiegoś słowa wyjaśnienia w głębi koperty.Usiądź i odpocznij sobie. ale po namyśle doszedł do wniosku. Henry? Samuel Nutkin skinął głową i wyciągnął z kieszeni spodni dziesięciofuntowy banknot. po czym pobiegł na stację. Ŝe wzbudzi to tylko podejrzliwość Lettice. Mów. . spodnie i buty i chodź do sypialni. .Czy masz dla mnie ten mały prezencik.krzyknął. Henry? Proszę. który zastanawiał się właśnie nad siedem pionowo. Zdejm marynarkę.To bardzo trudno wytłumaczyć . były jednak dostatecznie wyraźne. LeŜały teraz na stole. . Pomimo sięgającego do ziemi szlafroka widać było. Patrzył przez okno przedziału i starał się uspokoić skołataną głowę. Po chwili namysłu wziął jednak całą paczkę i spalił ją za garaŜem. tam gdzie wciąŜ spoczywał numer feralnego magazynu. Stuknęła jej juŜ na pewno czterdziestka.Marynarka! . Poza tym była o dobre piętnaście centymetrów wyŜsza od niego. wdeptując obcasem popiół w mokrą ziemię. Prócz grubej koperty nadanej w Londynie i zaadresowanej na nazwisko Samuela Nutkina był jeszcze list do Lettice od jej siostry i rachunek z kwiaciarni za jakieś rośliny doniczkowe. . Ktoś najwyraźniej przyglądał mu się przez wziernik w drzwiach. Zaniósł jej list od siostry na górę.Więc jesteś.Marynarka i portfel! Stary Fogarty. . Zamknęła drzwi na klucz i włoŜyła go do kieszeni szlafroka. co masz na myśli. Usłuchał jej i poszedł za nią przez przedpokój do jasno oświetlonej sypialni. Zdjęcia.W porządku. Ŝeby zdąŜyć na pociąg do City. Nie zdziwiła się. Kobieta uśmiechnęła się zalotnie. a Nutkin wpatrywał się w nie w niemym zdumieniu. Kiedy wszedł. Ŝe ma stanowczo za szerokie biodra. Na jej odwrocie teŜ nic nie było. Kiedy szlafrok rozchylił się.powiedziała lekko. I nie denerwuj się tak. porozmawiamy sobie.Forsyth Opowiadania.txt pewny. Ŝe ma usta wypełnione szybko schnącym cementem. Miał ochotę pozostać w domu i symulować chorobę. Strona 62 . Nie znalazł nic. Z koperty wypadło sześć fotografii. Kiedy zrozumiał całą prawdę. moŜe dzięki wysokim obcasom. Potem nastąpiła cisza. Usłyszał kroki w przedpokoju. Powiedział jej to w końcu. Drzwi do przedpokoju zostawiła otwarte. zorientował się. Nutkin beztrosko otworzył grubą kopertę. Twarz kobiety była ostra na wszystkich zdjęciach. Ŝe ma gorączkę.Nie wstydź się. . Dopiero kiedy mijał New Cross. Ŝe nosi pod nim czarne nylonowe majtki i czerwoną koszulkę. . . Samuel Nutkin wybrał pocztę ze skrzynki i połoŜył ją na stole. dalekie od technicznej doskonałości.wymamrotał. Sally znów się uśmiechnęła. spodziewając się. Mylił się jednak. na zniszczonej 103 twarzy miała grubą warstwę makijaŜu. Wrócił do pokoju. ogarnęło go przeraŜenie. Wystarczyły same zdjęcia.usłyszał. wejdź do pokoju. zauwaŜył. Serce biło mu jak młot. Była starsza. w jaki sposób został nabrany. Pokazywały wszystko czarno na białym. Wzięła go i włoŜyła do leŜącej na komodzie torebki. Zdawało mu się. a na co najmniej dwóch moŜna było doskonale rozpoznać jego własną twarz. dość grubą kopertę. Czy masz jakieś szczególne Ŝyczenia? Nutkin przysiadł na brzegu fotela. Poszedł za nią do pokoju.Proszę wejść . niŜ się spodziewał. 104 Ogarnięty ślepą paniką wsunął fotografie pod dywan przy kominku. Zastukał nerwowo do drzwi. który następnie zdjęła i powiesiła na haku. Po trzech dniach listonosz doręczył na Acacia Avenue 27 wraz z innymi listami zwykłą. zamknęła za nim drzwi i powiedziała cicho: . przy którym jadł śniadanie. .

. Zadzwonił do informacji i próbował sprawdzić adres podanego mu numeru. 105 Po raz czwarty telefon zadzwonił zaraz po ósmej. . a numer telefonu naleŜał do całkiem obcego człowieka. A drugi komplet odbitek mogę posłać do pani Nutkin. . Zastanów się nad całą sprawą trzeźwo i na zimno. niegrzeczny z ciebie chłopiec. odpowiedział jednakŜe ten sam męŜczyzna.txt pokręcił głową. powiedział. której oczywiście nie znał. wiem. Mówił męŜczyzna. Nie było więc pomyłki. który po powrocie z urlopu zastał sforsowany zamek u drzwi swego mieszkania. Czy otrzymałeś mój bilecik dzisiejszą pocztą? . Ŝe nie zna Ŝadnej Sally i Ŝe to pomyłka.Panie. . i to na fałszywe nazwisko. I do sekretarza twojego klubu tenisowego. czy to ten sam. AleŜ tak. a na bramie wisi napis "Do wynajęcia". Mam chyba obowiązek posłać te zdjęcia do twojego szefa. Dobrej nocy. przesuwające się za oknem wagonu. przyjacielu. Lettice zrzędziła jeszcze bardziej niŜ zwykle. Kiedy Lettice szła spać.Kto mówi? .Pan Nutkin? . .Tak. Zresztą nic mi nie mogą zrobić. .Ósma trzydzieści. Nie był przystosowany do takich sytuacji. W przerwie obiadowej spróbował połączyć się z numerem podanym przez Sally.Zadzwonię jutro rano o ósmej. Kiedy Nutkin wrócił do domu.Nie . Głos był stłumiony. brzmiał jakby przez chustkę nakrywającą mikrofon.Tak. klisze i odbitki. Nutkin pojechał taksówką na Bayswater.Tak. przyjacielu. panie Nutkin. . i juŜ zostało opuszczone.za duŜo liter. Wtedy zrozumiał. .Przyjrzałeś im się dobrze? Samuel Nutkin zacisnął zęby. Ŝe mieszkanie jest zamknięte.wybuchnął Nutkin. pozostał na dole i dokładnie Strona 63 . Samuel Nutkin wpatrywał się ponuro w południowe przedmieście Londynu. ale odpowiedział mu zachrypły męski głos. ale trudno było się Nutkinowi zorientować.A moŜe jednak pan Henry Jones? Samuel Nutkin poczuł ucisk w dołku.To niewaŜne. Telefon zamilkł. Mieszkanie zostało najwyraźniej wynajęte na jeden tydzień. . z którym rozmawiał po południu. Ŝe musi uregulować ogrzewanie. Nie próbuj zwracać się do policji. który oświadczył. panie. ale głos w słuchawce przerwał jego protesty.No cóŜ. Biuro czasopisma przesyłało na pewno odpowiedzi na ogłoszenia pod jakimś jednym umówionym adresem. Pan nosi w portfelu bardzo wiele legitymacji. Jednak numer był zastrzeŜony i bez polecenia sędziego pokoju biuro numerów nie udzielało informacji. Tego ranka w Ŝaden sposób nie mógł skoncentrować się na swojej pracy. Nutkin dobrej nocy nie miał. . MoŜesz dostać to wszystko.Forsyth Opowiadania.spytał.Pan Samuel Nutkin? .mruknął . Ŝe nawet przy pomocy policji nie dowie się niczego. . Nutkin spróbował połączyć się ponownie przez telefonistkę. które przerwały jej popołudniową drzemkę. niech pan tego nie robi . Okazało się. Samuel Nutkin zerwał się z fotela i zostawiając Ŝonę przed telewizorem pobiegł do aparatu znajdującego się w przedpokoju. . Zimny strach ściskał mu Ŝołądek. Odebrał pewnie od tego czasu wiele telefonów do jakiejś Sally.Zaraz się rozłączę.Zadałem ci pytanie. O której godzinie wychodzisz do pracy? . Czy dostałeś odbitki? . Były do niego trzy telefony.Czego ode mnie chcecie? .Tak. gdzie pracujesz i znam nazwisko twojego zwierzchnika.

jeŜeli nie liczyć kieliszka wina od czasu do czasu.Zastanowiłeś się? . Myślał o zebraniu prezydium klubu tenisowego. MoŜesz dostać poŜyczkę na hipotekę swojego domku albo.txt skontrolował zawartość portfela. Tego dnia nie wsiadł jednak jak zwykle do pociągu odchodzącego o 8. . . MoŜe pójść na policję? Oni mogliby oczywiście znaleźć tych ludzi mimo fałszywych nazwisk i adresów. Zwłaszcza gdyby zaŜądał od dyrektora. .szydził głos w słuchawce. ubrany jak zwykle w szary garnitur. karta klubu ubezpieczeniowców 106 więcej niŜ trzeba.Tak . WyobraŜał sobie dyrektora Bensona w gabinecie na najwyŜszym piętrze. poŜyczyłby jakoś te tysiąc funtów. jak siedzi i trzyma w ręku paczkę odbitek.zaprotestował. Ŝe chodzi o kobietę. parasolem i teczką w ręku. Jedno było jednak pewne. legitymacja członkowska klubu tenisowego. aby dowiedzieć się sporo o nim i jego miejscu pracy. Po dwudziestu pięciu latach monotonnego Ŝycia biurowego nie sposób ukryć sprawy sądowej. Mógłby powiedzieć. prawo jazdy. Wiedział. NajwyŜej czasami jedno cygaro po proszonej kolacji. Ŝe w karty nie gra.AleŜ ja nie mam tyle pieniędzy! .Tak.W takim razie postaraj się o nie .wyjąkał. dwa zdjęcia z Ŝoną. To wszystko przekraczało jego wyobraźnię. Nie przeŜyłaby tego. co powiedziałaby po otwarciu grubej koperty. 107 Przypuszczał. ale wywołałoby to niewątpliwie duŜe zdziwienie w banku. ksiąŜeczka czekowa. ale tyle osób mogło rzecz rozszyfrować.Lettice zawsze chciała spać osobno . pocałował Ŝonę w policzek i udał się do pracy. białą koszulę.Tysiąc funtów . Powiedział kierownikowi swojego działu. jeŜeli wolisz.pytał w kółko samego siebie. Telefon zadzwonił punktualnie o ósmej. a poza tym naleŜy ci się mała nauczka. Później w bladym świetle ulicznej latarni. znalazł budkę telefoniczną i zadzwonił do biura. gotowy do szybkiego marszu na stację. Potem poszedł do banku. przyjacielu. zwołanego specjalnie w celu ponownego rozpatrzenia jego członkostwa. Nutkin poszedł na górę. Ale potem odbyłaby się sprawa sądowa. Nie pił. Po drodze łamał sobie głowę szukając Strona 64 . Taki wstrząs zabiłby biedną Lettice. Ŝe chodzi o dług karciany. Ŝe w takich wypadkach moŜna nie podawać nazwiska. Ŝe źle się czuje.i usiłował sobie wyobrazić. proszę pana.31 do Charing Cross. Samuel Nutkin czekał juŜ w hallu. . Siedział niby samotny karzełek w meloniku pośród kwiatów i drzew. która moŜe nadejść w czasie jego pobytu w biurze. patrzył na niesympatyczną twarz Ŝony śpiącej w sąsiednim łóŜku . Nie palił. O dziewiątej trzydzieści opuścił park. ale po południu będzie na pewno za biurkiem. A więc nie wolno dopuścić.zapytał nieznajomy. Nutkin nieraz czytał w gazetach. ale nikt by mu nie uwierzył. Ŝeby wypłacono mu tę sumę zaraz. Głos umilkł i w słuchawce rozległ się sygnał. Ŝe musi się zastanowić. Ŝe figuruje się jako pan X. Musimy pokryć nasze wydatki. z melonikiem. na którym wszyscy podają sobie z rąk do rąk te straszne fotografie. . . Ŝeby się o czymkolwiek dowiedziała. bo wszyscy wiedzieli.Ile Ŝądacie? .Nie jestem bogaty . .rzucił głos bez wahania. Ŝe gdyby się postarał. ale poszedł do parku i usiadł na ławce. Samuel Nutkin był wstrząśnięty. Ale zdobądź tę forsę. . Jeszcze dziś. Co robić? Co robić? . a to było niemoŜliwe w towarzystwie starego Fogarty'ego z tymi jego wiecznymi krzyŜówkami. na której trzeba by było wystąpić w charakterze świadka. Kolejowy bilet sezonowy. i to w gotówce. dwa listy.odpowiedział drŜącym głosem Nutkin.Chcesz te negatywy? . Nutkin przełknął kilka razy ślinę. Ŝe będziesz je musiał kupić. przenikającym przez firanki sypialni.Obawiam się. Zadzwonię wieczorem o ósmej. samochodu. A więc z pewnością domyślą się. i to szybko.Forsyth Opowiadania.

odpowiedział Nutkin i zanim tamten mógł się odezwać. a w słuchawce odezwał się zachrypły głos: . pieniądze są. Mów dalej! . czy tamci nie zaŜądają następnych sum? Na pewno wyciągną z niego cały majątek. kiedy znajdziesz się w parku.Albo zrobisz. To tak. Ŝe Samuel Nutkin potrafiłby w podstępny sposób podjąć jakiekolwiek pieniądze z konta swojego przedsiębiorstwa. Ŝe czuje się znacznie lepiej. Ale jak teraz zmienić posadę? Poza tym istniała przecieŜ Lettice. .. Ten szok na pewno by ją zabił. a potem i tak roześlą fotografie po ludziach! To prawie pewne. ale czy moŜna pomóc ofierze szantaŜu? Gdyby był młodszy i do tego kawalerskiego stanu. . Nikomu nie przyszłoby do głowy. jedna obok drugiej. pomyślał z goryczą.Słuchaj. Niech ci nie przyjdzie Strona 65 .tłumacząc sprzedawcy.odrzekł powaŜnie Nutkin. Jak nazywają to. miedziane druciki do bezpieczników. niech mi pan odeśle te negatywy i zapomnijmy o wszystkim. dwie baterie do latarki elektrycznej.Właśnie tego się obawiałem. Postanowił w kaŜdym razie nie brać pieniędzy z miejscowej filii banku. Miej ze sobą paczkę zawiniętą w brązowy papier. . i zabrał się do pracy nad księgami rachunkowymi. Był człowiekiem zbyt ostroŜnym. Dojdziesz do takiego miejsca. Podjąwszy tę decyzję. 109 . Do City przyjechał tuŜ przed przerwą obiadową. więc dla wypeł108 nienia czasu poszedł po zakupy. O tej porze nie powinno tam być nikogo. Ŝeby pan przemyślał wszystkie przykre konsekwencje. nieszczęsna. albo dla samej przyjemności posyłam te fotki do twojej Ŝony i szefa! Nutkin westchnął. O godzinie ósmej tegoŜ wieczoru siedział jak zwykle z Lettice przed telewizorem.Eee. Pamiętaj. . co ci kaŜę. Była godzina 10. wsiadł do pociągu. Po drugiej stronie zapanowało nasycone zdumieniem milczenie.. . pułapkę na myszy. I jeszcze jedno. Zapewnił szefa. durny człowieku . .Forsyth Opowiadania. co mu się przytrafiło? Chyba wymuszaniem pieniędzy pogróŜkami. kolbę do zalutowania dziury w czajniku i kilka innych drobnych przedmiotów.Ale chciałbym. Przy drzwiach banku opuściła go jednak odwaga. Rozwiązania trzeba szukać w Londynie .W porządku.Jutro w przerwie obiadowej wsiądziesz w taksówkę i pojedziesz na Albert Bridge Road. pośpiesznie dodał: . zamykaną na klucz kasetkę na pieniądze. będziesz obserwowany.No i co.Czyś ty zwariował? .powiedział sobie po długich wahaniach. Nie mógł stanąć przed dyrektorem z tak dziwnym i trudnym do wytłumaczenia Ŝądaniem. przewraŜliwiona Lettice. O drugiej po południu siedział za swoim biurkiem.. które kaŜdy człowiek powinien mieć w domu.puszkę sztucznego nawozu przeznaczonego dla róŜ w ogródku. Ŝeby nosić przy sobie tysiąc funtów. Wyjdziesz z parku drugą bramą. Zrozumiałeś? . Wszedł do sklepu z artykułami biurowymi i zakupił stalową. A poza tym. w którym stoją dwie ławki. Nutkin postanowił za wszelką cenę oszczędzić Ŝonie takiego ciosu. Ŝeby go pocałowali.. panie Nutkin? .Nie . Niezła prawnicza formułka. Zadzwonił telefon.31.txt jakiegoś wyjścia i przypominając sobie wszystkie sprawy o szantaŜ.odezwał się wreszcie zachrypły głos. jakby mu powiedział: "Jestem ofiarą szantaŜu i proszę o poŜyczkę w wysokości tysiąca funtów". o których czytał w gazetach. tak.Panie. W kilku innych sklepach zakupił: pół kilo lukru . W połowie alei skręcisz w lewo i pomaszerujesz w stronę centralnego placu.Zrozumiałem. Ŝe zamierza zalać nim urodzinowy tort Ŝony . jakie wynikną z pańskich Ŝądań. powiedziałby im. wsuń ją pod pierwszą ławkę i pójdź dalej. Wejdziesz do parku Battersea i pójdziesz Aleją Zachodnią w kierunku rzeki. . Ŝe od momentu.rozzłościł się tamten.

Kiedy szedł aleją po zachodniej stronie parku i docierał juŜ do zakrętu prowadzącego do placu centralnego. Stał rozkraczony nad swym pojazdem i studiował mapę. Chodzi panu o bilety na bal policji. jak mu nakazano. Następnego dnia postąpił dokładnie tak.Czy Ŝona jest w domu? . .. natrafili w zamkniętej na klucz szufladzie na paczkę Strona 66 .Hej.nie musi się pan krępować. czy moŜe mi pan pomóc? . smutnych oczach. . Minął tydzień. Mięśnie szczęk sierŜanta drgały pod napiętą skórą. Ŝe w pobliŜu jest jakiś tajniak.. Przeszukując je.syknął tamten. Będąc w tym roku sekretarzem klubu. prawda? W klubie tenisowym zawsze kupujemy kilka. .Pan Nutkin? . kochanie. Czy mógłbym prosić pana o kilka chwil rozmowy? . Właśnie w tej chwili rozległ się z góry rozdraŜniony głos: .Chciałbym z panem pomówić o bardzo osobistej i moŜe nawet ambarasującej sprawie. prawda.Mój BoŜe .SierŜant detektyw Smiley.. końskiej twarzy i brązowych. ale leŜy w łóŜku. o co panu chodzi i dlaczego miałbym być skrępowany? .Nie muszę się krępować.. .Chodzi o zbliŜający się turniej tenisowy z policyjnym klubem sportowym. Nutkin? . spodziewałem się nawet.Bądź spokojna.Pan z policji. Smiley patrzył zdziwiony.. Zrób. nie mnie wyjaśnił cierpliwie. Ŝe nie. MęŜczyzna odwiesił słuchawkę. Po kilku minutach Samuel Nutkin przeprosił Ŝonę i poszedł do garaŜu. Chciał być przez pewien czas sam. sierŜancie..Pan Samuel Nutkin? . . zatrzymał go motocyklista.Proszę. Nawet gdyby ich obserwował jakiś policjant. Ŝe moŜe to pana będzie krępować.Wiem . SierŜant Smiley był wyraźnie zmieszany.Nutkin potrząsnął ze smutkiem głową i powrócił do City.Tak. . a wszystko pójdzie gładko.Miałem na myśli. .txt do głowy. Ŝeby się pan czuł nieswojo. . . co ci kaŜę. do swojego biura.moi koledzy z policji stołecznej odwiedzili pewne mieszkanie w centrum Londynu.. więc podszedł do motocyklisty i pochylił się nad jego mapą. A wiesz. Pewnego wieczoru do drzwi domku Samuela Nutkina zadzwonił człowiek o długiej. . co się wtedy stanie. 110 . Najmniejsze podejrzenie. nie zdołałby zatrzymać motocyklisty.krzyknął. . .Człowiek wyciągnął legitymację.Oczywiście. Wszystko to stało się błyskawicznie. Potem rozległ się ryk motoru i po chwili motocykl znalazł się na zatłoczonej Albert Bridge Road.odpowiedział Nutkin. .Kto tam przyszedł.Obawiam się.Z policji? .odparł cicho Nutkin. Nutkin poczuł ostre szarpnięcie i jego paczka znalazła się w mgnieniu oka w koszyku pod kierownicą motocykla. Smiley odchrząknął z zaŜenowaniem. Jej zdrowie. to ja.przerwał Nutkin . .? . . a twarz zasłaniały mu gogle i kolorowa chustka. SierŜant Smiley ze zrozumieniem skinął głową i przeszedł za Nutkinem do salonu. i ulatniam się.zaczął sierŜant Smiley .spytał Nutkin po zamknięciu drzwi. Ŝe tym razem nie chodzi o bal policji. ale Nutkin nie patrząc na nią skinął głową na znak zgody. Nutkin! .Forsyth Opowiadania.Tak. Na głowie miał hełm.zaczął.Przed kilkoma dniami . Jestem tu w związku z pewnym dochodzeniem. Nutkin był człowiekiem uprzejmym. . .MoŜe powie mi pan teraz. kochanie . niech pan wejdzie. Samuelu? ..Dawaj tę paczkę.To dobrze. Ŝe gliny mogą coś pomóc. kolego. Stał w progu w długim czarnym płaszczu i na tle pochmurnego wieczornego nieba jego sylwetka wyglądała jak sylwetka przedsiębiorcy pogrzebowego. .To jeszcze nie powód.

zapoznał się z jego treścią w toalecie biurowej.odezwał się Smiley . Opowiedział sierŜantowi. nie jest nielegalne. którą znał jako Sally. Smiley spojrzał na niego surowo i ciągnął dalej: . Opowiedział.O mój BoŜe.powiedział sierŜant. zanotował numer 112 telefonu i zniszczył list. iŜ posiada pan istotne dla śledztwa informacje.. Samuel Nutkin zbladł i nerwowo zagryzł wargi.a było ich około trzydziestu ..Dziękuję ..fotografie.Nie dotyczy ono pana . jak przypadkowo znalazł magazyn. Poza tym w kaŜdej z kopert znajdowało się około tuzina negatywów.KaŜda z tych kopert . Ŝe męŜczyźni. czy teŜ Strona 67 . kilkakrotnie karana.txt kopert. gdyby to wyszło na jaw. co robię.Forsyth Opowiadania. nazwisko i adres. panie sierŜancie. Ŝeby ich potem moŜna było szantaŜować. SierŜant Smiley zatrzepotał powiekami. w róŜnych sytuacjach z tą kobietą. to jeszcze straszniejsze.. bądź zwabieni przez ogłoszenia. Samuel Nutkin patrzył na policjanta z dobrotliwym zainteresowaniem. zostawić ją w salonie i zaprowadziła go do sypialni. Wreszcie westchnął głęboko. 111 Niestety muszę panu powiedzieć. Samuel Nutkin jąkając się zrelacjonował sprawę od samego początku. Ŝe zajmowała ona przez jakiś czas wraz z pewnym osobnikiem mieszkanie. Nie będę robił Ŝadnych notatek i zachowam wszystko w dyskrecji. .wyszeptał . Nie był przyzwyczajony do takich rozmów. w niektórych wypadkach był równieŜ adres miejsca pracy. Ŝeby opowiedział mi pan. Ustaliliśmy.. byli fotografowani i identyfikowani po to. Co za wstyd. powiedział nawet o swojej trzydniowej rozterce i walce z pokusą napisania listu.Ma pan rację.A teraz . Ŝe na jednej z tych kopert widnieje pańskie imię. w jaki sposób pan tę kobietę poznał. Czy mogę mówić dalej? Dziękuję. co pan robił. Czy pan mnie słucha? Samuel Nutkin siedział z pochyloną głową i wpatrywał się w dywan. . które moŜna by nazwać bardzo kompromitującymi. Jest znana policji jako zawodowa prostytutka.Czy pan poznaje tę kobietę? Samuel Nutkin przyjrzał się uwaŜnie zdjęciu.Panie Nutkin. jest nielegalne. w którym policja dokonała rewizji.O mój BoŜe . dopóki działa pan w ramach prawa. . .detektyw wyciągnął z kieszeni fotografię. Ŝe toczy się dochodzenie? . jak kobieta kazała mu zdjąć marynarkę. Widniała na nim kobieta.spytam pana o rzecz bardzo istotną. A odwiedziny u prostytutki nie są przez Ŝadne prawo zabronione. a takŜe o rozmowie telefonicznej i umówieniu się na następny dzień na dwunastą trzydzieści.zawierała kartkę z nazwiskiem i adresem jakiegoś męŜczyzny. . Ŝe to. Ŝe juŜ nigdy w Ŝyciu nie zrobi niczego podobnego.. nie wiedziałem. Ŝe zdarzyło mu się to po raz pierwszy w Ŝyciu. chowając fotografię do kieszeni. Chciałem pana jeszcze poprosić.. niech mnie pan dobrze zrozumie. jak otrzymał odpowiedź.SzantaŜ . OtóŜ policja stołeczna jest pewna. którzy bywali w mieszkaniu tej kobiety bądź zarekomendowani przez osobistych znajomych. a sześć negatywów przedstawia pana. przecieŜ pan mówił. Pańskie Ŝycie prywatne naleŜy do pana i policja nie interesuje się nim. Czy od tego popołudnia odebrał pan jakiś telefon. chyba Ŝe się okaŜe..wyszeptał.oświadczył zdecydowanie sierŜant. . Przyznał teŜ.Na wszystkich fotografiach była ta sama kobieta. . wreszcie o wysłaniu go i podpisaniu nazwiskiem Henry Jones. Więc robili zdjęcia.. . OtóŜ. przedstawiających panów w średnim wieku w towarzystwie kobiety w pozycjach. . . . Opowiedział o tym. Wyznał.. Skinął potakująco głową. To. Ŝe po powrocie do domu natychmiast spalił magazyn zawierający ogłoszenie i przysiągł sobie.Nie rozumiem. Przysięgam panu. Samuel Nutkin patrzył na sierŜanta ze zdumieniem.

panie Nutkin. . Pan Nutkin patrzył na sierŜanta jak na bóstwo greckie. zanim się do mnie zabrali.Morderstwo. czy zdobyłbym się na to. Zawsze pozostaje jakiś ślad. Zdjęcia są w ręku policji. kiedy znaleźli się juŜ w przedpokoju. aŜ wreszcie komuś udało się dotrzeć do ich kryjówki.Czysta robota mnie dobrali. W paczce była kasetka na pieniądze z kluczykiem przywiązanym taśmą do wieka..Nie.O! JakŜe się cieszę! Ale proszę mi powiedzieć. który zdemaskował tę bandę i będzie musiał stanąć przed sądem. ale ludzie zawsze się jakoś o wszystkim dowiadują. co teraz będzie z tymi okropnymi fotografiami? . . czy ich. do kogo szantaŜyści zwracali się o pieniądze. proszę pana . .Jeszcze chyba do mnie nie doszli. SierŜant Smiley spojrzał z uśmiechem na urzędnika biura ubezpieczeń. .Tak.I na pewno inni detektywi Scotland Yardu rozmawiają w tej chwili z kilkunastoma dŜentelmenami figurującymi na zdjęciach.txt moŜe telefonowano w pańskiej nieobecności z pogróŜkami i Ŝądaniem pieniędzy za te fotografie? Samuel Nutkin potrząsnął przecząco głową.oni nikogo nie zabili. Na pewno aresztujecie kogoś.Nie. .Nie rozumiem.Panie Nutkin . szantaŜowani musieli zwrócić się do banku albo sprzedać coś wartościowego. Ŝe nie będę musiał składać formalnych zeznań? Wiem.Nie. .. Tu chodzi o morderstwo. Nutkin spojrzał na niego z nadzieją w oczach.Nie . Bardzo trudno będzie znaleźć jakikolwiek ślad.Ale. gdyby się do 113 8 . Mam nadzieję. . Proszę mi powiedzieć. . Smiley uśmiechnął się po raz pierwszy. Niszczyli wszystkie dowody z wyjątkiem materiałów fotograficznych. sierŜancie.powiedział. . . .. ale ze wstydu nie przyznają się do tego nawet policji. Nie wiemy jeszcze. Musiał więc znać ich kryjówkę. zastrzelono? .Forsyth Opowiadania. Ŝe są one teoretycznie poufne.powiedział Nutkin. . które zstąpiło z Olimpu i stanęło przed nim. Śledztwo w takich sprawach jest trudne. który zwrócił się do policji i zdemaskował tych łajdaków . To ich ktoś zabił. Mogli szantaŜować setki ludzi. Wtedy ładunek umieszczony w kasecie wybuchł i rozszarpał oboje na kawałki.wyjąkał.Zestawienia bankowe. Sprawca po prostu dostarczył im do mieszkania paczkę.my nie prowadzimy śledztwa w sprawie szantaŜu. proszę pana.Podziwiam człowieka.powiedział sierŜant juŜ w drzwiach . nie będzie pan świadkiem w tej sprawie. PrzecieŜ prowadzicie śledztwo. Strona 68 .. Zdemaskowaliście ich.A więc oni kogoś zabili? ..Nikt spośród osób znajdujących się na liście nie będzie musiał zeznawać.Kiedy poinformuję Scotland Yard. wieko odskoczyło na skutek działania mechanizmu. PrzecieŜ zdemaskowaliście tę parę na podstawie czyichś zeznań. który nasze laboratorium zidentyfikowało jako pułapkę na myszy. .zostaną spalone.Oczywiście.. . Nutkin patrzył na policjanta ze zdumieniem.Nie jestem pewien.. Śledztwo. kto.Kto? . Większość ludzi ma rachunek w banku. Aby zgromadzić większą kwotę.Nie doszli do pana i chyba juŜ nie dojdą.Ale w jaki sposób dojdziecie prawdy? PrzecieŜ niektórzy z tych panów moŜe nawet juŜ zapłacili haracz. Kiedy zbrodnicza para otworzyła zamek. . Z ich zeznań dowiemy się. Prowadzili wszystkie rozmowy z automatów telefonicznych. rozumiem .. nie są istotne dla śledztwa . czy ta para próbowała szantaŜować innych męŜczyzn? ..Na pewno .Bardzo mi Ŝal człowieka. . .SzantaŜyści. które dotyczą pana osoby. ..mruczał Nutkin. . .odparł sierŜant Smiley wstając. . Ŝe te.

) Wielki samochód policyjny zjechał na brzeg jezdni i zatrzymał się w odległości około piętnastu metrów przed kordonem zamykającym ulicę. Nie myślę. Była to stara fotografia. ale wszystko. Wycieraczki chodziły rytmicznie po powierzchni przedniej szyby. Przez trzy kolejne sezony Karl Mullen prowadził ją od zwycięstwa do zwycięstwa.Byle szesnastolatek! . Miał bardzo odpowiedni wygląd. do tego na deszczu. miał na nosie okulary. co za moich czasów. nie jest to takie trudne. Szef lokalnego komisariatu policji zatrzasnął za sobą drzwiczki. którą oddał tam przed dwoma tygodniami do oprawy. proszę pana. Zresztą moŜna sobie przeczytać instrukcje w róŜnych ksiąŜkach. Siedzieli okrakiem na olbrzymiej pięciotonowej bombie niemieckiej. Hanley przyglądał się z tylnego siedzenia grupom ludzi. niski i tęgi. masywny jak cięŜarówka. Samuel Nutkin popatrzył z dumą na zdjęcie. Wnętrze samochodu było wygodne i ciepłe. Drugi. miał pociągłą twarz i nosił na naramiennikach oznaki majora.Ale gdzie.Forsyth Opowiadania. uczący się 114 chemii.rzucił kierowcy i wysiadł. . Kierowca ucieszył się. Strona 69 . To nie to. (Fragment oficjalnej formuły wygłaszanej przez brytyjską i irlandzką policję do osób podejrzanych. Szkotów i Francuzów. panie Nutkin. Pełno tu Arabów.Proszę zaczekać . kręcącym się w jego obrębie. zdobywając co roku Potrójny Puchar i bijąc na głowę Anglików. Wchodził w skład najlepszej druŜyny w historii Irlandii i był dumny ze swojej zielonej koszulki. Dobranoc. Zaczynał swoją karierę patrolując wybrukowane kocimi łbami zaułki dzielnicy Liberties. Jeden z młodzieńców był szczupły. Ponad metr osiemdziesiąt dwa wysokości. by potem wspinać się powoli po wszystkich szczeblach policyjnej słuŜby i wreszcie dotrzeć do obecnego stanowiska. Ŝe będę pana jeszcze musiał trudzić. Lipiec 1943. DOWÓD RZECZOWY Nie jest pan zobowiązany do mówienia. Kiedy Hanley wstąpił w szeregi policji. Walijczyków. . Główny inspektor Wiliam J. Przed nimi na kocu leŜało kilkadziesiąt części skomplikowanego mechanizmu bomby. pomyślał. aŜ się zjawi. to średnia przyjemność. zgromadzonych poza policyjnym kordonem. szacowny obywatel angielski mógł zdobyć bombę? Smiley potrząsnął głową.roześmiał się. . Irlandczyków i róŜnych innych cudzoziemców. Jego kierowca nie wyłączył silnika. jakiego kiedykolwiek wydało hrabs116 two Athlone. zawierającego sześć zabezpieczeń przed rozbrojeniem. jeŜeli tylko zdobędzie odpowiednie materiały. Ŝeby go przepuścić. Spacerowanie po tej nędznej ulicy. owinął się mocniej ciemnogranatowym płaszczem i ruszył zdecydowanym krokiem w kierunku przerwy w kordonie.txt . u Boga Ojca. Dzisiaj byle szesnastolatek. Na widok Hanleya zasalutował i odsunął się. korzystając z pobytu w City. Przed trzydziestu laty uchodził za najlepszego napastnika rugby. przedstawiająca dwóch młodych ludzi w mundurach Królewskich Saperów z oznakami jednostki rozminowywania. Skinął inspektorowi głową i wyłączył silnik. i niezdecydowanym urzędnikom. moŜe skonstruować ładunek wybuchowy. co pan powie. Następnego dnia.To nie do wiary . Wielki Bili Hanley był policjantem od dwudziestu siedmiu lat.W dzisiejszych czasach. ścierając z niej uporczywą mŜawkę. Podpis pod zdjęciem głosił: Od wdzięcznych mieszkańców wsi Steeple Norton Czarodziejom Rozbrajaczom: majorowi Mikę'owi Halloranowi i kapralowi Samowi Nutkinowi. przy której przemoczony policjant kontrolował papiery osób wchodzących i wychodzących z zamkniętego terenu. . zwanej Wielki Fryc. Prosił wtedy o zrobienie nowej ramy i zatrzymanie zdjęcia do czasu. . Nutkin wstąpił do ramiarza i odebrał fotografię.wyszeptał. zostanie zapisane i moŜe być uŜyte jako dowód. Tego wieczoru fotografia powróciła na honorowe miejsce obok kominka.

toteŜ jego ściany podparte były grubymi belkami. ani z przywilejami królewskiej angielskiej rodziny Gloucesterów. Odgradzał je dwumetrowy drewniany płot. JuŜ od dwóch lat Rada Miejska Dublinu dokonywała rozbiórki szeregu małych. Tego poranka musiał wypełnić jedno z nich: była to eksmisja. Te kury stanowiły cały dobytek staruszka. dawała mu zadowolenie . Ludzie. W samym środku przyszłego parkingu. własny domek w innym miejscu. na których wkrótce miały przystąpić do pracy koparki. składających się z jednego pokoju na parterze i jednego na piętrze. było równie ponure. porośniętego plątaniną chwastów.Forsyth Opowiadania. które nie sprawiają przyjemności. zupełnie jak pieniek pojedynczego zęba. Dzielnica ta nie miała nic wspólnego ani z bogactwem. Lubił swoją pracę. Miejsce. Znajdowały się na obszarze zwanym Gloucester Diamond. Składała się głównie z ruder połoŜonych tuŜ za dokami północnego brzegu rzeki Liffey. Teren był płaski jak patelnia. kiedy juŜ nadeszła chwila akcji. Ŝeby obejrzeć sobie eksmisję ostatniego z ich dawnych sąsiadów. jak gdyby teraz. potem wąskie schody prowadzące na piętro. była to doskonała rozrywka. Dla mieszkańców nowych bloków. co robić. Hanley wiedział. trzymanych w klatce przy tylnej części płotu. bliźniaczych domków. Widowisko rozgrywając się za podwójnym rzędem barier. Ale w kaŜdym zawodzie istnieją zadania.i to pomimo kiepskiej płacy i długich godzin. widział naleŜące do domku podwórko. który tworzył teraz niby-morze. Teren ten znajdował się w samym sercu obszaru podlegającego komisariatowi Billa Hanleya. którzy przyszli. Większa część jej terenu była juŜ zrównana z ziemią. Ŝe za tymi drzwiami znajduje się przedpokój o powierzchni metra kwadratowego. Drzwi na prawo prowadziły do pokoju o jednym wybitym teraz i zaklejonym tekturą oknie. przeraŜony mieszkaniec stanowili cel porannej policyjnej akcji. Zaproponowano mu zastępcze mieszkanie w nowym. I to właśnie ten domek i jego stary. Ale ośrodkiem zainteresowania była druga strona ulicy. Drzwi frontowe były zniszczone i poznaczone bliznami po rzucanych w nie kamieniach. Bili Hanley wysunął się naprzód. wejściem do samotnego domku stała największa grupa urzędników. na gładkim. Po jednej stronie ulicy ciągnęły się kupy gruzu. ogradzających środek obszaru. będącego niegdyś ulicą o nazwie Mayo Road. jak panująca tego ranka listopadowa pogoda. skąd wzięła się taka osobliwa nazwa. sterczał mały domek. Nikt nie wiedział. Nie bardzo teŜ było na co patrzeć. Od strony chodnika ciągnął się niski ceglany mur. Przeznaczono go dla samochodów przyszłych pracowników projektowanego w pobliŜu biurowca i zajmował przestrzeń niecałego hektara. Wszyscy wpatrywali się w ruderę. ogrodzoną z trzech stron wysoką siatką. Ale cóŜ to był za ogródek. czarnym asfalcie nowego parkingu błyszczała woda. gdzie niegdyś stały otaczające go 117 domy. Jeszcze wąskie przejście do małej brudnej kuchni i drzwi wychodzące na podwórko i stojący tam wychodek. powiedzieli Hanleyowi. Rada Miejska zrobiła juŜ wszystko co w jej mocy dla starego samotnika. on więc był odpowiedzialny za wykonanie zadania. a mieszkańcy przeniesieni do mieszkań w blokach. nie bardzo wiedzieli. by przygotować teren i fundamenty pod nowe centrum handlowe. stojąc z boku. W pokoju na dole znajdował się niewielki kominek. ani z kosztownym blaskiem diamentów. Po prostu kilka metrów gruntu. których bezduszne bryły widoczne były przez mŜawkę w odległości około kilometra. Strona 70 . tej samej szerokości co dom i długie na jakieś osiem metrów. okalający coś w rodzaju ogródka. którzy tam zajrzeli. Przed frontowym. frontem do Mayo Road. Ŝe było całe pokryte łajnem czterech pstrokatych kur.txt osiągnięcia sportowe niewątpliwie pomogły mu w karierze. Hanley. zalewające samotny zamek z piasku. Dokoła wszystkie inne domy zostały juŜ rozebrane. zalano asfaltem. Na przestrzeni kilkudziesięciu metrów w jedną i drugą stronę nie stał juŜ Ŝaden budynek. jasnym i czystym domu albo mały.

Lokalna prasa bawiła się znakomicie kosztem "Pustelnika z Mayo Road". początkujący reporterek. Hanley odpowiedział mu skinieniem głowy. Dokoła jego domku. filantropowie i emisariusze miejscowego kościoła.Róbcie swoje . .Zaczynajcie . Hanley skinął głową na szefa urzędu mieszkaniowego. Większość spuściła wzrok. . . Ale on twardo odmawiał.powiedział. dawali mu coraz to nowe terminy. . Młody reporter zaczął szybko robić notatki. Reporterek wziął to za oznakę poufałości. . . Strona 71 . Wtedy cofnął się do gromadki stojących na drodze urzędników. Barney mrugnął do inspektora.zapytał wesołym głosem.powiedział.Jest pan tam.To biedny stary człowiek! Inspektor podszedł powoli do bariery. .powiedział. patrząc ludziom w oczy. przymilali się do niego. ustawiła się przed frontowym wejściem do domku. Hanley równieŜ popatrzył na smarkatego dziennikarzynę i patrzył na niego tak długo i uparcie.dodał Hanley i wrócił do grupy stojących przed drzwiami domku urzędników. Ŝeby wykazać się aktywnością. panie Larkin? . wyasfaltowany i ogrodzony z trzech stron. za którą wciąŜ rósł tłum dawnych sąsiadów. Inspektor skinął na komorników.zapytał. .powiedział Hanley z powagą. Wszyscy zamilkli.Pójdźcie po rozum do głowy . Tłumaczyli mu. Ale stary człowiek trwał przy swoim. czyli zbrojne ramię miasta. Obie strony reprezentowały swoje interesy i nie miały powodu do prowadzenia podjazdowej wojny. lekarz i grupka pomniejszych urzędników. co i jak.zawołał.Czy to współczucie wybiło mu zimą wszystkie szyby.zapytał cicho. rozwalano ulicę. dwaj policjanci Hanleya. wielcy. rozległy się pomruki protestu. Nakaz eksmisji wymieniał godzinę dziewiątą. Wreszcie ktoś z tylnych rzędów odwaŜył się odezwać głośniej. . gdyŜ nietrudno było zapamiętać tak krótkie zdanie. a z nim młody. Rada Miejska wydała wreszcie nakaz eksmisji oraz zgodę na usunięcie lokatora siłą.z jej starszymi współpracownikami. Było tam jeszcze dwóch przedstawicieli rady miejskiej. Dwaj komornicy. wysuwając głowę przez puste framugi okien. Barney Kelleher rzucił mu jadowite spojrzenie. . wyglądali na zaŜenowanych. plac na parking został wyrównany.Okazujecie mu współczucie? . Nie śpiesząc się przeszedł 119 wzdłuŜ niej. . Ten skinął głową. która obrzucała dom kamieniami i błotem.odparł Hanley.Zawsze tak jest. Nadal nie było odpowiedzi. Na pewno był dobrze słyszalny wewnątrz domu.Będziemy tak łagodni. .Dajcie mu spokój . . Szef urzędu mieszkaniowego przywitał się z Hanleyem. Prace postępowały naprzód.Dobrze . Podobnie jak miejscowa dzieciarnia. Zza ochronnej bariery. Ŝe młody człowiek poŜałował swojego pytania. i oto w ów deszczowy listopadowy poranek 118 policja. Nie było odpowiedzi.Damy mu pięć minut? . Odpowiedziało mu milczenie. Za barierą zapanowało milczenie. Dzieciaki wybijały szyby. a stary człowiek przeklinał je. Było juŜ dwie minuty po. jak tylko potrafimy .Przykra robota . ktoś z wydziału socjalnego.txt Odwiedzili go opiekunowie społeczni.Wyciągniecie go siłą? . Obecny był równieŜ Barney Kelleher.odpowiedział Hanley i rozejrzał się. Urzędnik podszedł pod drzwi domku i mocno w nie zastukał. lecz on nie chciał się nigdzie ruszyć. tak . tak Ŝe o mały włos nie zamarzł? Czy współczucie obrzucało go kamieniami i błotem? Ludzie milczeli. krzepcy męŜczyźni. przed nim i za nim. .Forsyth Opowiadania. Głównie po to.zawołał. . fotograf lokalnej gazety. Hanley utrzymywał dobre stosunki z miejscową prasą i przyjaźnił się z pewną rezerwą . Urzędnik spojrzał na Hanleya. Urzędnik odchrząknął i głośno odczytał nakaz eksmisji. Nie cierpię eksmisji.Ano.

Strona 72 . Hanley wskazał wolny stolik w kącie. Nie podziękował.Dla tego staruszka. lecz nie odezwał się.ciągnął Hanley. . .Posadźcie go z tyłu . cienką marynarkę i rozpiętą koszulę. .zawołał do kierowcy.Zostań tutaj i uwaŜaj na niego . która dostrzegła lisa uciekającego przed myśliwymi. nie wiedząc.rozległy się trzy. . Otworzyły się natychmiast. Inspektor wysiadł i zwrócił się do kierowcy. Rada Miejska moŜe tego biedaka zabrać później do domu starców. Inspektor spojrzał na wiszącą na ścianie za barem kartę. Ze środka nadal nikt się nie odzywał. kiedy miał na to ochotę i kiedy trzeba było napędzić strachu łobuzom z doków. jest kawiarenka. Jeden z nich niósł starego.Ruszajmy! . To drugi urzędnik włamywał się do kuchni. Milcząc patrzył przed siebie. Jego kolega. Podczas gdy komornicy przeszukiwali parter. Ludzie zauwaŜyli ją. Z łatwością rozerwał siatkę i wszedł na podwórko. Stary wciąŜ milczał. Powziął juŜ decyzję. Twarz miał pomarszczoną.Załatwiono panu bardzo dobre miejsce. teŜ zaczął walić w drzwi. Samochód podjechał przed kawiarnię. stojący przy wejściu od frontu. tłum zachowywał ciszę. na oparcie przedniego siedzenia.nakazał komornikowi. ale przede wszystkim trzeba dać mu teraz porządne śniadanie i kubek gorącej herbaty. Twarz zniknęła z okna. Hanley usiadł obok niego. której uŜywał. Człowiek stojący od strony frontu podwaŜył drzwi łomem. co dalej robić. Komornik postawił starca na nogi. . Obeszło się bez przemocy.Wprowadź go do środka.PołoŜył na ladzie dwa funty. sztuka po sztuce. . Stary człowiek robił wraŜenie niedoŜywionego i nieco nieprzytomnego. Stary człowiek miał na sobie brudne spodnie. W oknie sypialni na piętrze ukazała się blada twarz. Hanley ruchem głowy wskazał mu okno sypialni. Pomimo swojego wzrostu i siły. Stary człowiek obrócił z wolna głowę w jego stronę.Podwójna porcja jajek na bekonie.Jest tam! . Następnie wyciągnął.Wiedział pan przecieŜ. ale przede wszystkim bardzo przestraszonego. JuŜ po chwili komornicy zaczęli schodzić na dół.Panie Larkin! Od tyłu domu dochodził trzask pękających desek. ale teŜ nie protestował. Wyszedł na deszcz i przystanął. Jeden z komorników wysadził głowę przez ramę wejściowych drzwi. wątłego człowieka. Hanley odwrócił się ku swojemu samochodowi i skinieniem ręki przywołał kierowcę. 120 . Kierowca podszedł do lady. Ciepłe zimą i z dobrym jedzeniem. Urzędnik pokiwał smutno głową i podwaŜając drugą stronę drzwi. . Podszedł do kuchennych drzwi i zastukał w nie łomem.Kilometr stąd. pomiędzy druciane ogrodzenie i róg ceglanego muru. W kawiarni było ciepło i duszno. cztery głosy. i unikał oczu Hanley a. Jedźmy tam! Kiedy samochód przejeŜdŜał przez przerwę w barierze i mijał milczący tłum. Ŝe trzeba się będzie przeprowadzić . Hanley przyjrzał się swojemu osobliwemu gościowi. . ale tylko na kilka centymetrów. niŜ wskazywałaby na to jego grubo ciosana twarz i dwukrotnie złamany nos. wszedł do środka i zawołał: . znacznie łagodniejszym. krzesła i stoły zawalające przedpokój.Forsyth Opowiadania. na drugiej przecznicy w lewo. smaŜone pomidory. Sam pan zobaczy.powiedział Hanley. . . Były zastawione meblami. Brzmiały jak okrzyki nagonki. Opiekun społeczny przybiegł z suchym kocem.To musiało się wcześniej czy później stać . . Obydwaj urzędnicy wdrapali się na górę po wąskich schodach. .Wiedział pan.nakazał mu inspektor. Policyjny kierowca zaprowadził tam starego człowieka i posadził go na stojącym tyłem do ściany krześle. Jeden z nich przeszedł pod boczną ścianę.Wrócę po resztę.powiedział Hanley łagodnym tonem. kiełbasa i frytki . . A na początek herbata. wyłamał oba zawiasy. Kiedy starzec znalazł się w ciepłym wnętrzu samochodu. Właściciel kawiarni wytarł ręce w ścierkę i spojrzał pytającym wzrokiem na Hanley a. Bili Hanley był człowiekiem łagodnym. cerę niezdrową.txt Obydwaj męŜczyźni mieli w rękach łomy. obydwaj męŜczyźni owinęli go kocem.

czekając na rozpoczęcie robót. monety. Ŝe to jego szczęśliwy dzień. z którego 122 ramienia zwisała półtonowa Ŝelazna kula.powiedział.Zaczynajcie ..zapytał.ZłoŜyłem tam wszystko. I to według starannej wyceny. chociaŜ jego upór . jego górna część przebiła dach Strona 73 . to jutro będzie moŜna zalać asfaltem..O.zapytał. . . wywalając kilkanaście cegieł i pozostawiając w murze dwie duŜe szczerby. Ludzie pamiętali. Woda. . za meble.Szef kazał wykończyć parking wraz z ogrodzeniem.Stare fotografie. pękł w połowie wysokości. . . . wynosząc ubogie sprzęty i układając je na ziemi. Pragnął udowodnić. tak! . niŜ to wszystko razem warte. potem ciepła kawiarnia. toteŜ dom był wilgotny i brudny.Za dom. Za chwilę miały zacząć rozwalać dom..odpowiedział urzędnik raźnym tonem. Najpierw ciepły samochód. zniszczone albo uszkodzone w czasie rozbiórki. Dźwig ruszył powoli ku bocznej ścianie domu. Wchodzili i wychodzili z domu starego. Urzędnik westchnął. WciąŜ lało jak 121 z cebra. zrazu łagodnie. Kierowca pomyślał sobie.powiedział. W chwilę później komin.Trochę śmierdzi. kilka zapleśniałych osobistych dokumentów w pudełku od cygar. potem większym łukiem. zatoczył prawie koło i spadł na podwórko. Tęgi brygadzista w połyskującym Ŝółtym płaszczu przeciwdeszczowym podszedł do miejskiego urzędnika. Nigdy nie miał kanalizacji. Tłum patrzył na to zafascynowany. urządzenia oraz wszelkie osobiste przedmioty zaginione.powtórzył Hanley. Na parkingu stały dwa spychacze na gumowych kołach. światło i gaz zostały odcięte juŜ kilka miesięcy wcześniej.MoŜna zaczynać? . . Za czwartym uderzeniem kuli dwa górne okna wypadły z framug i runęły na parking. zatrzymał się i z cichym sykiem hydraulicznego podnośnika uniósł ramię do góry. Ostatni przyjaciele pustelnika z Mayo Road. wychodek i płot. Nic tak nie bawi znudzonych gapiów jak burzenie murów. . Domek został ogołocony.Czy dostanie jakieś odszkodowanie? .Forsyth Opowiadania. Ŝe jego urząd nie jest bezduszny. Kula uderzyła w boczną ścianę domu tuŜ przy kominie. Kiedy Hanley wysiadł z samochodu.spytał. Świetny podpis. JeŜeli go dzisiaj zabetonujemy. Później ów robotnik miał je zabrać do domu. Barney Kelleher zrobił fotografię. Ŝeby zabrać gruzy. Dół kloaczny miał zostać zasypany i zalany cementem.txt Pojadę sam. W tej samej chwili jeden z robotników wyłonił się z podwórka. Ŝe teŜ trzyma kury i moŜe te dołączyć do swojego stadka.Co u licha mam z tym zrobić? . nie zwracając się do nikogo w szczególności. W godzinę było po wszystkim. trzymając w kaŜdej ręce dwie kury. Lekarz zalecił je spalić. .W porządku . niskie "Aaaach".Czy muszę przy nim siedzieć? . Co do mebli. Nie są nic warte. .spytał. jakieś wstąŜki orderowe. Czas na filiŜankę herbaty i papierosa. . co moŜe mieć jakąś wartość pamiątkową .. . wyszedł i wrócił na Mayo Road. Szef wydziału mieszkaniowego stał pod parasolem i przyglądał się im.. Poza tym otrzyma zasiłek na przeprowadzkę. Za nimi czekało dziesięć wywrotek. Kula rozkołysała się. Robotnicy nie tracili czasu. pomyślał. To będzie dobre zdjęcie. Jeden z robotników powiedział. Tłum wydał z siebie przeciągłe. który był jego prywatną własnością.wskazał na kupę gratów leŜących na deszczu to są strasznie zarobaczone. podszedł do niego szef urzędu mieszkaniowego i wskazał ruchem ręki otwarte drzwi furgonetki. solidna ceglana kolumna. . NaroŜnik domu oderwał się od murów.UwaŜaj na niego .mówiąc szczerze . Znaleziono karton. Brygadzista obrócił się i machnął ręką w stronę dźwigu. ale ten widok był zawsze ciekawy. jak burzono ich własne domy..odrzekł Hanley. wrzucono do środka mokre kury i włoŜono go do furgonetki. .kosztował miasto znacznie więcej.

Kto to znalazł? . I jak wynoszą go w kocu.odparł inspektor. . . Oni. zobaczył tę nogę i zawołał mnie. którzy brali udział w akcji na Mayo Road.mruknął Hanley. . Kiedy wyszedł na mokrą od deszczu ulicę. W tamtych czasach zbudowanie dzielnicy slumsów trwało pięćdziesiąt lat. . stojące na chodniku.Była pod deskami podłogi? Strona 74 . sir. więc zawahał się i przystanął. Kelleher wiedział. Owszem. Koniec epoki.Zrobił pan zdjęcia? Barney wzruszył ramionami.powiedział. Minęła właśnie jedenasta. sir. . Potem będzie mógł wrócić do biura i zająć się papierkami.Chleb policzę osobno . U jego podstawy widać było kominek. Najlepsze będą te z kurami. Zajrzał do kawiarni. Barney Kelleher wszedł do kawiarni razem z młodym reporterem.Powinien pan tam wrócić.rozległ się głos z tłumu. Strzęp czegoś.Forsyth Opowiadania. Robotnicy w Ŝółtych ceratowych płaszczach i kaskach nasuniętych na czoła otaczali kołem gruzy domu. Odsunął kilka cegieł. . co wyglądało na pończochę. Ŝeby zrobić sobie miejsce. Ŝe teŜ go nie widzi. ale patrzył jak urzeczony na trzy umundurowane postacie.Wtroił juŜ trzy porcje. Zobaczywszy Hanleya.powiedział. . . Dwumetrowy kikut komina sterczał pośród rumowiska cegieł.Wracam tam .Nie śpieszy mu się. który wyszedł na chodnik. .zapytał Hanley kierowcę. Hanley zsunął się ze stołka. . ale pracowali. jakby jutro miał być dzień sądu ostatecznego. który włoŜył duŜy kawał sadzonych jaj między dwie kromki białego chleba i zaczął Ŝuć.zapytał Hanley. Główny inspektor Hanley wsiadł do samochodu i powrócił do kawiarni. Zobaczył przez szybę szefa w otoczeniu prasy. Stary dom sypał się.Funduje mu pan śniadanie? . Brygadzista wysunął się naprzód.zapytał Hanleya. a w drugim dwie kromki chleba z kiełbasą. Kierowca siedział przy barze przed parującą filiŜanką herbaty. Teraz robi się to w pięć. Siedzący w kącie starzec przestał jeść. . I spadający komin. Ludzie potakiwali. Hanley przyglądał się starcowi.Czy on juŜ skończył jeść? . Inspektor zerknął na zegarek. .. trzymał się kości goleniowej tuŜ pod kolanem. Wśród nich znajdował się pozostawiony na miejscu policjant. byli źle płatni. Pod drzwi kawiarni podjechał drugi samochód policyjny. ale wciąŜ rozpoznawalna ludzka noga. Ŝe przyprowadzi mu starego za pół godziny.zwrócił się właściciel kawiarni do Hanleya. Pamiętam czasy. Tłum był szczęśliwy. Hanley wszedł w tłum gapiów i spojrzał na miejsce przyciągające wszystkie spojrzenia. . U jego podstawy po wewnętrznej stronie domu leŜała sterta cegieł. Hanley wysiadł z samochodu.To skarb starego . Wcina chleb z masłem. Ŝe to nieprawda. przeszedł przez góry cegieł i zbliŜył się do kręgu ludzi wpatrzonych w niezbyt głęboki dół. WciąŜ trzymał w jednym ręku widelec. 123 . W jej wnętrzu było jeszcze cieplej i wilgotniej niŜ przedtem. Wyskoczył z niego jeden z młodych policjantów.Kubek herbaty . .Wystawię na to rachunek . policjant powiedział: .Owszem. z których wystawała skurczona i zasuszona. Młody reporter nie zauwaŜył go. Na miejscu rozbiórki praca została wstrzymana. I wszyscy mieli pracę. Siedzący w kącie stary człowiek wydawał się bardzo zajęty. kiedy mieszkało tu kilka tysięcy ludzi.txt i spadła na parter. zgasił papierosa i ześliznął się z barowego stołka. Umówił się z urzędnikiem z opieki społecznej. . a Barney Kelleher udawał.UwaŜaj na tego starego.Tommy rozbijał kilofem komin. Westchnął i usiadł na stołku barowym. Chciał się juŜ uwolnić od tej sprawy.Postęp .Zakopał skarb i dlatego nie chciał się ruszyć. TuŜ przy nim stał jeszcze metrowy kawałek zewnętrznego muru. . Hanley przywołał ręką kierowcę.. coś znaleźli.

Forsyth Opowiadania.txt - Nie. Wszystkie te budynki postawiono na bagnistym terenie, toteŜ miały cementowe podłogi. - No więc gdzie to leŜało? Brygadzista pochylił się i wskazał na gruzy kominka. - Na oko wyglądało, Ŝe kominek jest w jednej płaszczyźnie ze ścianą. W rzeczywistości było inaczej. Kiedyś wystawał na pokój. Ktoś 124 postawił ścianę z cegieł łączącą przód kominka z boczną ścianą pokoju. W ten sposób powstało coś w rodzaju skrytki głębokiej na trzydzieści centymetrów. Dla zachowania symetrii zbudowano taką samą ścianę po drugiej stronie kominka. Ale za nią nic nie było. Zwłoki znajdowały się za pierwszą ścianą. Dla ostatecznego zatarcia śladów wyłoŜono cały pokój nową tapetą. Niech pan zobaczy: taka sama tapeta nad kominkiem i na fałszywym murze. Hanley podąŜył wzrokiem za palcem brygadzisty. Strzępy tej samej spleśniałej tapety widoczne były nad kominkiem i na otaczających go cegłach, a takŜe na tej części muru, za którą leŜały zwłoki. Była to staromodna tapeta, zadrukowana girlandami róŜ. Na odsłoniętej, oryginalnej ścianie domu, obok kominka, widniały ślady jeszcze starszej pasiastej tapety. Inspektor wyprostował się. - No dobra - powiedział - koniec roboty na dzisiaj. Niech pan zwoła swoich ludzi i zwolni ich do domu. Teraz my przejmujemy teren. Ludzie w kaskach zaczęli się zbierać do odejścia. Hanley zwrócił się do dwóch policjantów. - Pilnujcie barier. Ten obszar musi pozostać odgrodzony. Przyślę tu więcej ludzi i nowe bariery. Nie chcę, Ŝeby ktokolwiek mógł się tu dostać. Zaraz sprowadzę specjalistów od kryminalistyki. Nie dotykajcie niczego bez ich zgody. Policjanci zasalutowali. Hanley znowu wsiadł do samochodu i połączył się telefonicznie z główną kwaterą policji. Potem zadzwonił do sekcji technicznej Biura Śledczego, mieszczącej się w ponurych barakach za stacją kolejową Heuston. Miał szczęście. Odpowiedział mu starszy detektyw O'Keefe, którego znał od wielu lat. Zrelacjonował mu, co zostało znalezione i czego mu było trzeba. - Wyślę tam zaraz moich ludzi - zaskrzeczał w słuchawce głos O'Keefego. - Czy chcesz równieŜ ekspertów z wydziału morderstw? Hanley skrzywił się. - Nie, dziękuję. Myślę, Ŝe damy sobie radę na szczeblu naszego wydziału. - A więc podejrzewasz kogoś? - O, tak. Jest taki jeden - odpowiedział Hanley. Pojechał znowu do kawiarni, mijając po drodze Barneya Kellehera, który bezskutecznie usiłował przedrzeć się z powrotem przez tłum napierający na barierę. Tym razem policjant nie był mu tak przychylny jak poprzednio. W kawiarni kierowca Hanleya wciąŜ siedział przy kontuarze, a starzec przy stoliku pod ścianą. Skończył jeść i juŜ tylko popijał herbatę. Spojrzał na rosłą postać Hanleya. Ten zbliŜył się do niego. 125 - Znaleźliśmy ją. - Hanley pochylił się nad starym i mówił tak cicho, Ŝe nikt inny nie mógł go usłyszeć. - Lepiej pójdziemy, co, panie Larkin? Do komisariatu. Mamy sobie coś do opowiedzenia, nieprawdaŜ? Stary człowiek patrzył na niego w milczeniu. Inspektor nagle zdał sobie sprawę, Ŝe tamten jeszcze ani razu nie przemówił. Teraz jego oczy jak gdyby się oŜywiły. Co to było? Strach? Ulga? Przypuszczalnie strach. Najprawdopodobniej bał się od wielu lat. Nie bronił się. Wstał i poszedł do policyjnego samochodu podtrzymywany silną ręką Hanleya. Kierowca siadł za kierownicą. Deszcz ustał, chłodny wiatr pędził papierki po cukierkach nie zadrzewioną ulicą, jakby to były jesienne liście. Samochód ruszył. Stary człowiek siedział zgarbiony, milczący, wpatrzony przed siebie. - Do komisariatu - rozkazał inspektor. Nie ma na świecie kraju, w którym śledztwo w sprawie morStrona 75

Forsyth Opowiadania.txt derstwa byłoby ciągiem genialnych pomysłów, jak to zazwyczaj przedstawia telewizja. W dziewięćdziesięciu procentach wypadków polega na mozolnej rutynie, niezbędnych formalnościach i toczy się według ustalonej procedury. I wymaga mnóstwa administracyjnych czynności. Wielki Bili Hanley kazał umieścić starego w celi znajdującej się obok głównego biura. Ten ani nie protestował, ani nie Ŝądał adwokata. Hanley nie miał na razie zamiaru stawiać go w stan oskarŜenia. Miał prawo trzymać go jako podejrzanego przez dwadzieścia cztery godziny. Przez ten czas zamierzał ustalić więcej faktów. Zasiadł więc przy biurku i zaczął od telefonowania. Dodzwonił się do koronera w momencie, kiedy ten udawał się na obiad, i poinformował go o odkryciu ciała. Następnie zawiadomił miejską kostnicę na Storę Street, tuŜ za zajezdnią autobusową, Ŝe jeszcze tego popołudnia będą musieli wykonać skomplikowaną sekcję zwłok. Potem połączył się z policyjnym patologiem, profesorem Timem McCarthym. Profesor odebrał telefon w hallu swojego klubu i westchnął na myśl o wspaniałym pieczystym z baŜanta, które zauwaŜył w karcie, a którego juŜ dzisiaj na pewno nie zje. Przyrzekł, Ŝe natychmiast przyjedzie do kostnicy. Trzeba było załatwić brezentowe zasłony i posłać ludzi z kilofami i łopatami na Mayo Road. Hanley wezwał do siebie trzech detektywów, którzy jedli obiad w kantynie komisariatu. Sam zadowolił się dwoma sandwiczami i dwiema szklankami mleka. - Wiem, Ŝe jesteście zajęci - powiedział do wezwanych. 126 Wszyscy mamy kupę roboty. Dlatego chcę szybko wyjaśnić tę sprawę. To nie powinno zabrać wiele czasu. Polecił szefowi detektywów szczegółowo zbadać miejsce przestępstwa. Dwaj młodsi sierŜanci otrzymali osobne zadania. Jeden miał zająć się wszystkim, co dotyczyło samego domu. Urzędnik miejski poinformował Hanleya, Ŝe stary człowiek był jego prawowitym właścicielem, ale biuro hipoteczne magistratu powinno mieć dokumenty dotyczące dawnej historii tej nieruchomości i nazwiska jej poprzednich właścicieli. Notariusz z pewnością będzie znał wszystkie szczegóły. Drugi sierŜant otrzymał polecenie dotarcia do wszystkich byłych mieszkańców Mayo Road, z których większość przeniosła się do pobliskich bloków. Miał odszukać sąsiadów starego, sklepikarzy, policjantów, którzy patrolowali w ciągu ostatnich piętnastu lat Mayo Road, miejscowego księdza, wszystkich znających tę ulicę, dowiedzieć się tyle, ile tylko będzie moŜliwe, poznać wszystkie plotki. Hanley podkreślił z naciskiem, Ŝe chodzi mu głównie o ludzi, którzy znali panią Larkin, to znaczy nieboszczkę panią Larkin. Wysłał takŜe na Mayo Road mundurowego sierŜanta, z poleceniem zabrania wszystkich osobistych pamiątek z rozebranego domu. Policjant miał takŜe przywieźć wszystkie meble, i to razem z robactwem, i ustawić je na podwórku komisariatu. Było juŜ dobrze po drugiej, kiedy inspektor wstał wreszcie od biurka. Przeciągnął się. Polecił zaprowadzić starego człowieka do pokoju śledczego, dopił mleko i odczekał jeszcze pięć minut. Kiedy wszedł, stary człowiek siedział przy stole ze złoŜonymi rękoma i patrzył tępo w ścianę. Drzwi pilnował policjant. - Czy on juŜ coś powiedział? - zapytał policjanta szeptem Hanley, - Nie, sir. Ani słowa. ^Inspektor odprawił go ruchem głowy. Kiedy zostali sami, usiadł przy stole naprzeciwko starego, który nazywał się, jak wykazywały miejskie akta, Herbert James Larkin. - No cóŜ, panie Larkin - odezwał się łagodnym tonem. - Nie sądzi pan, Ŝe byłoby najrozsądniej, gdyby mi pan wszystko opowiedział? Hanley wiedział, Ŝe brutalne potraktowanie tego starca minęłoby się z celem. Nie był to pospolity przestępca z kryminalnego podziemia. Strona 76

Forsyth Opowiadania.txt Inspektor miał juŜ kilka razy do czynienia z mordercami Ŝon. Wszyscy oni byli łagodnymi, potulnymi facetami, którzy bardzo szybko i z ulgą 127 zwierzali potworne szczegóły popełnionych przez siebie zbrodni wielkiemu, sympatycznemu człowiekowi siedzącemu po drugiej stronie stołu. Teraz stary człowiek podniósł powoli oczy na Hanleya, wytrzymał jego spojrzenie przez kilka chwil, po czym znowu spojrzał na blat stołu. Inspektor wyjął z kieszeni paczkę papierosów i otworzył ją. - Papierosa? - zapytał. Stary człowiek nawet nie drgnął. Właściwie ja teŜ nie palę - uśmiechnął się Hanley, ale zostawił papierosy i zapałki na stole, jak gdyby dla zachęty. - Niezły pomysł - powiedział po chwili. - Nie ruszać się z domu przez tyle miesięcy. Ale wcześniej czy później miasto musiało z panem wygrać. Wiedział pan o tym, prawda? To musiało być przykre, zdawać sobie sprawę z tego, Ŝe wcześniej czy później przyślą panu komorników. Czekał na jakieś słowo, na cień chęci nawiązania dialogu ze strony starego. Na próŜno. Ale nic to, myślał sobie. Gdy chodziło o skłonienie podejrzanego do zeznań, Hanley miał cierpliwość wołu. Prędzej czy później wszyscy oni śpiewali jak z nut. I odczuwali prawdziwą ulgę. Zrzucali z siebie cięŜar. KsięŜa najlepiej wiedzą, jaką ulgę przynosi spowiedź. - IleŜ to juŜ lat, panie Larkin, co? Ile lat strachu i wyczekiwania? Ile miesięcy minęło od chwili, kiedy pierwszy spychacz wjechał na wasz teren? Ile pan się musiał nacierpieć przez ten czas... Stary człowiek podniósł wzrok na Hanleya i spotkał się z jego wzrokiem. MoŜe szukał czegoś, odrobiny sympatii ze strony drugiego człowieka po tylu latach narzuconej samemu sobie samotności? Inspektor poczuł się bliski celu. Oczy starego człowieka nie wytrzymały jego spojrzenia i skierowały się na ścianę. - JuŜ jest po wszystkim, panie Larkin, juŜ jest po wszystkim. To musiało wyjść na wierzch, wcześniej czy później. Cofnijmy się, przypomnijmy sobie te lata, porozmawiajmy. Powoli, mozolnie zrekonstruujemy wydarzenia i dojdziemy do prawdy. Pan wszystko wie. To była pańska Ŝona. O co poszło? O innego męŜczyznę? A moŜe się pokłóciliście? A moŜe to po prostu wypadek, co? Wpadł pan w panikę, a potem było za późno. Musiał pan przez te wszystkie lata Ŝyć jak pustelnik. Dolna warga starego człowieka poruszyła się. Przesunął po niej językiem. Zaczynam być górą, pomyślał Hanley. Niedługo zacznie gadać. - Te ostatnie lata musiały być bardzo cięŜkie - ciągnął dalej. Był pan samotny, bez dawnych przyjaciół, sam ze swoimi myślami. Świadomy tego, Ŝe ona jest tuŜ obok, zamurowana za kominkiem. W oczach starego pojawił się błysk oŜywienia. Wywołany wspomnieniem? Szokiem? MoŜe właśnie szok wywoła w nim reakcję? 128 Jestem juŜ prawie u celu, pomyślał inspektor, tuŜ-tuŜ. Ale kiedy jego oczy znów napotkały wzrok starca, zobaczył, Ŝe ten powrócił do dawnego otępienia. Hanley próbował swoich sposobów jeszcze przez dobrą godzinę, ale nie udało mu się wydusić ze starego człowieka ani jednego słowa. - JeŜeli tak wolisz, to dobrze - powiedział wstając. - Jak wrócę, to sobie naprawdę pogadamy. Kiedy przyjechał na Mayo Road, zastał tam gorączkową aktywność. Gapiów przybyło, ale juŜ nic nie widzieli. Ruiny domu zostały otoczone z czterech stron płóciennymi zasłonami, które - choć targane wiatrem zakrywały przed niepowołanymi oczami to, co się działo w środku. Na pustyni kwadratowym terenie przylegającym do ulicy dwudziestu rosłych policjantów w grubych butach i roboczych ubraniach kruszyło gruz. KaŜda cegła, kaŜdy kawałek zaprawy czy drzewa pochodzący ze schodów czy poręczy, kaŜda dachówka czy belka sufitowa były pieczołowicie oglądane. Szukano najmniejszych poszlak, a kiedy ich nie znajdowano, wyrzucano odpadki na kupę, która rosła z minuty na minutę. Badano zawartość szaf i wyrywano je ze ścian, aby stwierdzić, czy coś się za nimi nie kryje. Ostukiwano ściany, Ŝeby się przekonać, czy nie ma za nimi schowków, potem rozbijano je cegła po cegle. Strona 77

Forsyth Opowiadania. . Wśród gruzów przechadzał się brygadzista z przedsiębiorstwa rozbiórkowego. Myśmy z tym skończyli. .Dochodzi czwarta.A pan? . . . . Zachowało się w bardzo dobrym stanie. . Do tego doszło ciepło kominka. Ale chyba dziś juŜ nic tu nie zdziałam. Dwaj pomocnicy nadzorowani przez patologa unieśli sztywne. .moŜemy wywieźć większą część tego chłamu.zaklął inspektor. sir.Chyba tak . pozostałość po wysuszonej starej zaprawie. Na szyi jest dość wyraźny ślad. . . Ŝe wszystko zostało przygotowane jak naleŜy. Zaszło tu zjawisko mumifikacji. Czy jutro będzie moŜna skończyć rozbiórkę domu? Szef domaga się.Niewiele pracy zostanie dla moich chłopców. MoŜe nawet na dłuŜej. aŜ chłopcy oczyszczą wszystko i zostanie sama podłoga. Organy są prawdopodobnie nienaruszone.Proszę porozumieć się ze mną jutro o dziewiątej rano.Zrobiliście tu piękną robotę .Koniec nastąpił juŜ dosyć dawno . Ŝeby szybciej ogrodzić parking. tak Ŝe pokrywała je juŜ tylko gruba warstwa pyłu. czy jest tam coś dla mnie.Pozostała nam jeszcze godzina . Przedsiębiorca pogrzebowy.JeŜeli chcecie.Niech to diabli! . . Ceglany mur i cementowa podłoga otaczające je z sześciu stron wytworzyły szczelnie zamknięte środowisko. . . który zawsze pracował dla urzędu miejskiego. gdyby mur groził zawaleniem. wciąŜ leŜące na boku ciało.Na jak długo? .zaŜartował McCarthy. Kiedy uznał. ale twarde jak drewno. . Wtedy zobaczę. 129 9 . co w mojej mocy. Poczekam. Ciało zostało całkowicie odwodnione i zasuszone.To jest mumia . zakryli wielkim kocem i wsunęli do karawanu. 130 Strona 78 . odległego zaledwie o pół metra. . Brygadzista spojrzał na zegarek. Pojechali przez Storę Street do miejskiej kostnicy. zaparkował karawan tuŜ za płócienną zasłoną.powiedział do Hanleya.Mumia? . Sądzę. Brygadzista uśmiechnął się do Hanleya. Cegły zakrywające zwłoki zostały pieczołowicie usunięte. wszedł do wgłębienia i ruchem wzorowej gospodyni zaczął zgarniać miękką szczotką Ŝółtawy pył. . Zrobię wszystko. Kiedy zmiótł większą jego część. O piątej włoŜymy mumię do gliceryny. chociaŜ zamurowane było prawdopodobnie w pozycji pionowej. przyjrzał się dokładnie zwłokom.Znalazł pan coś? • Ekspert wzruszył ramionami.powiedział .odpowiedział McCarthy. Profesor ruszył za nimi. cegieł i strzaskanych belek. Trzeba zanurzyć ciało w kąpieli z ciepłej gliceryny. kiedy potrzeba było kilku dni.powiedział z silnym dublińskim akcentem. Jutro gdzieś o dziewiątej rano zajrzę do kostnicy i zorientuję się w sytuacji. Hanley wskazał ręką na kupę przejrzanych gruzów.spytał Hanley policyjnego fotografa.Same cegły i gruzy.Muszę zrobić więcej zdjęć. .Czysta robota . Ŝe sekcja nie na wiele się panu przyda. * .Jak po uduszeniu? .Chciałbym z tym zrobić koniec. skurczone w pozycji embrionalnej. Tu pracą kierował profesor McCarthy i przyglądał się dokładnie resztkom muru. . stuknął kilka razy w kość udową i górną część kości ramienia i wyszedł na zewnątrz.Na co najmniej dwanaście godzin. Ani kawałka gładkiej płaszczyzny. Nie da się dzisiaj dokonać sekcji. Ŝeby go zatrzymać jako eksperta technicznego na wypadek. Hanley podszedł do eksperta od daktyloskopii. Hanley zasugerował. leŜało teraz na boku. Znam wypadki. z twarzą zwróconą w bok.txt Dwaj ludzie rozbierali szczególnie ostroŜnie ściany przylegające do kominka.Spojrzał na zegarek. przenieśli je na nosze.No tak.zapytał Hanley. moŜecie juŜ to wywozić. Ciało.

Ale przeszukamy wszystko bardzo dokładnie. mimo Ŝe wymagało to dłuŜszego objazdu. Ŝe wstąpi do komisariatu w drodze do domu. Były teŜ listy sprzed wielu lat i od wielu ludzi. Zawierało jeszcze trochę listów. otworzył notatnik i zaczął referować sprawy. Jedną była wyblakła fotografia w taniej ramce i bez szkła. Była tam metryka urodzenia. podająca imię starego człowieka.powiedział sierŜant.Forsyth Opowiadania. Major Dawkins przyrzekł. Nieoficjalne kontakty są znacznie ściślejsze. Oczywiście.Na formularzach podatkowych za lata od 1954 roku jest poprzedni adres w północnym Londynie. ale liczył na swoje szczęście. Larkin zapłacił 400 funtów za nieruchomość. Ich treść nie mogła mieć Ŝadnego związku z tą sprawą. w 1954 roku. Ŝe od tej pory Herbert James Larkin był właścicielem domu i Ŝe mieszkał w nim wraz z panią Violetą Larkin. Z akt Departamentu Zdrowia i Ubezpieczeń Społecznych wynikało. Attache wojskowy ambasady brytyjskiej w Sandyford był jeszcze przy swoim biurku. którym był Dublin. Niech chłopcy odsłonią cement i zorientują się. Rejestr nieruchomości podawał. według mody lat czterdziestych. Wszelkie kontakty pomiędzy irlandzką a angielską policją muszą się odbywać kanałami słuŜbowymi. Ŝe Larkin otrzymywał od dwóch lat rentę państwową. Ŝe nigdy nie domagał się dodatkowych świadczeń. kiedy pierwszy z dwóch detektywów. uŜywając do tego szkła powiększającego. Ŝe zapłacił gotówką.Jeszcze jedno . przejrzany od roku 1954. poplamiona i zmięta. Major Dawkins oświadczył. Urodził się w 1911 roku. jak wynikało z rejestru. w Anglii. których nazwiska nic Hanleyowi nie mówiły. Znalazł tylko dwie ciekawe rzeczy. 131 Był to ten. z czego wynikało. ubranego w coś. . wysłanych przez Hanleya po informacje. trzy ordery z agrafką oraz ksiąŜeczkę Ŝołdu Ŝołnierza armii brytyjskiej. Inaczej nie odczytałby wyblakłych liter. ale jasny kostium o szeroko skrojonych ramionach. Nie było Ŝadnej wzmianki o śmierci czy wyjeździe tej kobiety. Zbadał starannie kaŜdy dokument. . takŜe nie mających związku ze sprawą. jeŜeli to tylko będzie moŜliwe. co wyglądało na brytyjski mundur. Usiadł przed szefem. chyba Ŝe zostały zasygnalizowane na piśmie przez właściciela. . Hanley sięgnął po słuchawkę telefonu. . na której nie było Ŝadnych obciąŜeń. Na jego ramieniu opierała się pulchna dziewczyna z bukiecikiem kwiatów w ręku. Strona 79 . Ściemniło się juŜ zupełnie. Hanley wyjaśnił mu sprawę. czy był naruszany od czasu. Rejestr świadectw zgonów w Gustom House. Oficjalne pytania muszą przejść drogę słuŜbową. który miał sprawdzić hipotekę i tytuł własności domku.Zaraz tu przywiozą reflektory.txt Przed odejściem Hanley wezwał szefa detektywów. Widać na niej było uśmiechniętego człowieka. ale rejestr nieruchomości nigdy nie zaznacza takich wydarzeń.Na razie znaleźliśmy tylko tę jedną kryjówkę. a przed uzyskaniem renty był sklepikarzem i nocnym dozorcą. jego wiek i miejsce urodzenia. I rzeczywiście mu dopisało. równieŜ nie zawierał informacji o śmierci jakiejś pani Violety Larkin zamieszkałej pod tym lub innym adresem. Po powrocie do biura Hanley zabrał się wreszcie do zapoznawania się z materiałami. które mogły mu coś powiedzieć o zamkniętym w celi starym człowieku. które komornicy tego ranka wynieśli z domku i wywieźli miejską furgonetką. Nie było teŜ Ŝadnej wzmianki o hipotece. wrócił ze swoim raportem. kiedy go wylano. W tym wypadku nie miało to miejsca. Detektyw skinął głową na znak zgody. który kierował całą akcją. Inspektor rozpoznał w nim młodsze wydanie człowieka z celi. Na swoim biurku znalazł stos drobiazgów i papierów. niŜ którakolwiek ze stron byłaby gotowa przyznać postronnym osobom. Dom przy Mayo Street 38 został zakupiony przez Herberta Jamesa Larkina. Było juŜ dwadzieścia minut po piątej. Drugim przedmiotem było pudełko od cygar. oczywiście nieoficjalnie. Nie miała na sobie ślubnego stroju. Ŝe z przyjemnością pomoŜe.

Jeszcze coś? . Dawkinsowi zabłysły oczy. Prawdopodobnie u Burtona. . Miał na sobie eleganckie spodnie w paski. To by się zgadzało. Strona 80 . Wziął udział w akcji w Afryce Północnej w samochodach pancernych.Zaciągnął się ochotniczo w Liverpoolu w 1940 roku.Tak. Larkin był widać jednym z nich.powiedział Hanley i skinął głową na sierŜanta. . Ten trzeci. . . to ten sam wzór.Gwardia królewskich dragonów . Na zdjęciu były to medale galowe. .zapytał go Hanley. . Nie ma takiego drugiego. To dziwne. W czasie drugiej wojny światowej w armii brytyjskiej słuŜyło pięćdziesiąt tysięcy Irlandczyków. . Ale pozostał szeregowcem. Znaczek na czapkach gwardii królewskich dragonów.zdziwił się Hanley.MoŜliwe . . . Mnóstwo ochotników irlandzkich przyjeŜdŜało do portu i sierŜanci patrolujący przystanie kierowali ich do Burtona. Gwardia królewskich dragonów walczyła przeciwko Rommlowi w Afryce Północnej.Dawkins wskazał ołówkiem na ramię Ŝołnierza ze ślubnego zdjęcia. Major Dawkins podał mu szkło powiększające. Hanley pokazał Dawkinsowi trzy medale.To świadczy o tym. Zawiadomiono inspektora. oczywiście .zapewnił go Dawkins. Następnie obszedł biurko i stanął za inspektorem ze szkłem powiększającym w jednym. Przerzucił ją szybko. Zadzwonił wewnętrzny telefon. .Forsyth Opowiadania. te na stole były miniaturkami do noszenia na mundurach ćwiczebnych.powiedział Hanley.txt Hanley rzucił przez biurko wojskową ksiąŜeczkę wypłat. Ŝe słuŜył w armii brytyjskiej . .stwierdził major Dawkins rzuciwszy na nie okiem. OŜenił się z nią.Jest pan pewny? . . Wrócił razem z nią do Dublina w 1954 roku.Dwugłowy orzeł.spytał inspektor. wynotował sobie dane z ksiąŜeczki Ŝołdu i poŜegnał się. kiedy jeszcze był w mundurze. Końcem ołówka wskazał znaczek na wojskowej czapce Larkina.Czy mógłby mi pan dostarczyć jakichś szczegółów dotyczących jego słuŜby wojskowej? 133 .Widzi pan. . wskazując na ślubne zdjęcie.. został zdemobilizowany w styczniu 1946 roku. Nie dostał ani jednej belki. . to Medal Zwycięstwa.ręku i złotym ołówkiem w drugim. Ŝe z oznaką ósmej armii. co ten miał mu do powiedzenia.powiedział z absolutnym przekonaniem. zdaje się. W czasie wojny był ośrodkiem rekrutacyjnym.MoŜe był po prostu złym Ŝołnierzem . . Pułk samochodów pancernych. . Nie awansował nawet na kaprala.stwierdził sierŜant. <p. Ŝe był to rzeczywiście ten sam wzór.. połyskujący koniec buta wymierzył prosto w Hanleya i spokojnie wysłuchał wszystkiego. . Dawkins wskazał trzy medale przypięte do piersi pana młodego. Inspektor za pomocą szkła powiększającego upewnił się. .Burton to sklep z odzieŜą w Liverpoolu. który natychmiast opuścił jego gabinet. Hanley zjadł kolację w kantynie i wrócił do swojego gabinetu. jakie trafiły się tego dnia inspektorowi. Podał majorowi wojskową ksiąŜeczkę Ŝołdu. Bardzo wyraźny.zasugerował Hanley. na końcu. ZałoŜył nogę na nogę.To pierwsza rzecz. Major Dawkins okazał się nosicielem najwaŜniejszych informacji.Proszę poprosić go na górę . Przez chwilę przyglądał się uwaŜnie ślubnej 132 fotografii. A ten w środku to Gwiazda Afrykańska. Ŝe zgłosił się brytyjski attache wojskowy.U Burtona? .Nie ma w tym nic dziwnego.Pierwszy to Gwiazda z lat 1939-1945.Dlaczego? .MoŜe jego Ŝona była Angielką. SłuŜył do 1946.Zaciągnął się ochotniczo w 1940 roku. Zaraz. jaką się zajmę rano . .MoŜliwe. ze wzmianką pochwalną. I oznaka ósmej armii.

zmęczony. Pani Larkin była Angielką. po czym ją zdjęto. oraz ksiądz Byrne. Po kwadransie wszyscy mieszkańcy Mayo Road znaleźli się na ulicy. posunął się jednak do tego. mieszkający obecnie w domu dla emerytowanych księŜy w Inchicore. Ŝe wpadła do domu Larkina. którzy znali Larkina i jego Ŝonę. bo go nie było. Ale widywano ją jeszcze na wiosnę i latem tego roku. Swoją zaginioną Ŝonę nazywał dziwką. Drugie dziecko pani Moran urodziło się w styczniu 1963 roku. Wychodził z domu po zmroku i wracał o wschodzie słońca. Kilka razy odwiedził Larkina. Tak przynajmniej mówił. Hanley rozsiadł się wygodnie.Forsyth Opowiadania. W nocy. Po dalszych dwóch tygodniach wprowadzili się Larkinowie. Nikt nie miał co do tego wątpliwości. Na przykład pani Moran. Niektóre kobiety uwaŜały. rozumował Hanley. Ten zjawił się dopiero po 10. najbliŜsza sąsiadka. Ŝe w 1954 roku wdowiec. Trzej z nich okazali się asami atutowymi. iŜ właściwie jest tego pewien. jak to bywa w małych osiedlach. poniewaŜ nie traktował jej wystarczająco dobrze. W kilka lat później utracił pracę w sklepie i został nocnym stróŜem. jego Ŝona sprawiała wraŜenie znacznie młodszej. ale tryumfujący. ale on zawsze odmawiał. W sierpniu 1963 roku uciekła -jak mówili ludzie . Ŝe poprzednio mieszkali w Londynie. lubiła flirtować. przestał dbać o siebie i o dom. Wracam od niego i dlatego tak się spóźniłem. Larkin miał wówczas około czterdziestu pięciu lat. Chciała go porzucić. Ŝe go porzuciła . a w dzień. Kiedy spakowała manatki i poszła sobie. Emerytowany listonosz. Larkin drzemał w fotelu. Dlatego właśnie pani Larkin mogła pełnić funkcję opiekunki dzieci sąsiadów. Detektyw przerwał na chwilę dla zaczerpnięcia oddechu.Twierdził.Tego roku.30. który był jej najbliŜszym sąsiadem. ale ten nie był praktykujący i nie Ŝyczył sobie duszpasterskiej pomocy.Jaką przyczynę zniknięcia podawał jej mąŜ? . zamordowano Kennedy'ego . W związ134 ku z tym małŜonkowie często się kłócili.z przyjacielem. po czym kontynuował: . .Pani Moran przypomina sobie. Wreszcie zostawiono go w spokoju. by omówić tę tragedię. prawdopodobnie trochę za mocno.Skąd ta pewność? . Ŝe oświadczył. Chodziła regularnie do spowiedzi. lecz i praktykującą katoliczką. Zaczął wtedy hodować zwierzęta domowe.Po jej odejściu Larkin zamknął się w sobie jeszcze bardziej. Larkin cięŜko pracował. . Nikt go o nic nie podejrzewał. gdzie mieli telewizor.odparł detektyw bez wahania. on dowiedział się o tym i uderzył ją. Ksiądz Byrne nie miał Ŝadnych innych przypuszczeń.spytał Hanley. Ŝe było to w 1963 roku. umarł. Wreszcie od dziesięciu lat kury. Ksiądz proboszcz potwierdził większość wspomnień pani Moran. Sąsiedzi ofiarowali mu się z pomocą. Potem gołębie. Pewnego dnia pani Larkin zniknęła. Ale uciekły. który pracował na Mayo Road do zeszłego roku. Pani Larkin juŜ wtedy nie było. W sobotnie wieczory opiekowała się czasami dziećmi Moranów. Ŝe Larkin na to zasłuŜył. nawet w soboty. Mieszkała tam trzydzieści lat i pamięta. Nie mógł zdradzić tajemnicy spowiedzi. Drzwi miał zawsze zamknięte na cztery spusty. Ŝe pani Larkin znikła pod koniec lata tego roku. Strona 81 . Detektyw otworzył notes na pierwszej kartce i zaczął sprawozdanie: . Nie zastukała. jak Larkinowie się wprowadzali. Coraz rzadziej wychodził. Wisiała tylko przez dwa tygodnie.odparł sierŜant. gdzie jej mąŜ był subiektem sklepowym. Pani Moran twierdzi. w listopadzie. bo chciał spać. Była Angielką i opowiedziała pani Moran. I jeszcze coś: pani Larkin była kapryśna. Wkrótce potem wywieszono na domu tabliczkę z napisem "Na sprzedaŜ". Z początku fretki w szopie na tyłach domu. . Jednym słowem pani Moran dobrze pamięta. który mieszkał pod numerem 38. Wszystko się zgadza. ale weszła prosto do bawialni. nigdy nie chciał wychodzić wieczorami. nikt się specjalnie nie zdziwił.Rozmawiałem z piętnastoma ludźmi z Mayo Road. Zerwał się przeraŜony i szybko wyprowadził panią Moran z domu. Pani Moran była tak podniecona. Ale poleciały i ktoś je wystrzelał.Wiadomość przyszła z baru na końcu ulicy. równieŜ na rencie. .txt Czekał na sprawozdanie drugiego detektywa. .

Teren jest oczyszczony . Spiszesz to wszystko jutro rano. który wracał z miejsca przestępstwa. lubiła teŜ sobie czasem poflirtować. Nie dlatego. ksiądz pamięta. co ona robi. 135 -Hanley wstał i przeciągnął się. przez mleczne szyby okna pokoju śledczego przesiąkało juŜ szare światło. Larkina odprowadzono do celi.Jak wyglądała? . Hanleyem? Wyrzuty sumienia? Kpinę? Nie. . Powie mu. moŜe one nam coś powiedzą.Jest późno. . Dziwne.Więc zostały tylko zwłoki tej biednej kobiety. Stary człowiek nie spał. . ale mówić będzie twoja Violet. ale milczenie starca doprowadzało go 136 do irytacji. ale po kilku sekundach opuścił wzrok. jak pompowała piwo do kufli z takiej staroświeckiej beczki. w kaŜdym razie o zaokrąglonych kształtach.Forsyth Opowiadania. . który mógłby nam być pomocny. PołoŜył dłoń na ramieniu młodego policjanta. Hanley skinął głową dyŜurującemu policjantowi i wszyscy trzej poszli na górę. prawda? Przemawiać po piętnastu latach z grobu za ścianą. Przyszedł do pubu i zabrał ją do domu. a pewnego lata popracowała kilka tygodni jako barmanka. kiedy się dowiedział. Mieszkał niedaleko Mayo Road i odwiedzał lokalny bar. Listonosz wspominał. Pani Larkin lubiła sobie wypić szklaneczkę w sobotni wieczór. Raczej tęga. popatrzył na Hanleya. a Hanley stanął przed starcem i wyrecytował ostrzeŜenie: . To kawał czasu jak na współŜycie z taką sprawą.Rób. był szef detektywów. Nie znaleźliśmy Ŝadnego śladu. Dochodziła północ. Kiedy inspektor uznał się wreszcie za pokonanego. co pan powie. kiedy to się stało. Ten człowiek nie miał przecieŜ Ŝadnej szansy. ale wszystko. Ŝe powiedział za mało. KaŜdy w końcu mówi. przypomniał sobie Hanley. Larkin był przez wiele lat nocnym stróŜem.Do ostatniej cegły.powiedział. do pokoju śledczego. prawda? Sąsiedzi to pamiętają.txt Mój BoŜe. Ŝe pani Larkin była znacznie młodsza od męŜa. panie Larkin. A moŜe Larkin się zdecyduje. Larkin wściekł się. Idź do domu. Hanley zatelefonował do Ŝony i powiedział jej. Policjant usiadł w kącie z notatnikiem w ręku. a moŜe nawet dlaczego. Milczał. Lubiła się pośmiać. Wkrótce potem uciekła. wijące się włosy i wydatny biust.powiedział. Prawdopodobnie był bardziej śpiący w dzień niŜ w nocy. MąŜ zaprotestował. ale siedzący w kącie policjant ziewał co chwila. około stu pięćdziesięciu ośmiu centymetrów. wesoła i pełna Ŝycia. Dlaczego nie chce mi pan wszystkiego opowiedzieć? Stary człowiek podniósł oczy. potarł wielką dłonią szczecinę na podbródku i wrócił do swojego gabinetu. jak chcesz . Ŝe warto było popatrzeć. nie jest pan zobowiązany do mówienia czegokolwiek. Strona 82 . Powie mu.Była niska. która odwiedziła Hanleya tego wieczoru.zapytał Hanley detektywa.Herbercie Jamesie Larkinie. Główny inspektor poszedł do domu. Hanley niełatwo się unosił. . Aresztant nie wydawał się zmęczony. Szok? Strach przed nim. Ale ona za kilka godzin przemówi do dyŜurnego patologa. a moŜe zaginęła. ( " Następnie usiadł naprzeciwko więźnia. Wtedy wrócimy do ciebie i oskarŜymy cię oficjalnie o morderstwo.Czy juŜ coś mówił? .Piętnaście lat. . co i jak. zostanie zapisane i moŜe być uŜyte jako dowód przeciwko panu. Siedział na brzegu pryczy i wpatrywał się w przeciwległą ścianę. nie kpinę. Po prostu patrzył na Hanleya z dziwnym wyrazem oczu. co jej się przytrafiło. ileŜ to razy tak się zdarza! Listonosz nie miał wiele do dodania. ale dlatego. listonosz teŜ. Ŝe spędzi noc w biurze. TuŜ po północy zszedł na dół do cel.* Ŝe absolutnie nic nie mówił. . To było w sierpniu 1963 roku. Miała ciemne. .pytał Hanley samego siebie. . Listonosz pamiętał. Hanley próbował zmiękczyć go niemal do świtu. .Ty moŜesz milczeć.Jeszcze nie. Inspektor wstał. Ale powie. Ostatnią osobą. Co oznaczało to spojrzenie? .

. . . o czym mówiliśmy wczoraj. Kiedy umarła w sierpniu 1963 roku. . . Miała wtedy siedemnaście lat.. a on starzejącym się czterdziestotrzyletnim męŜczyzną. O dziewiątej inspektor zjadł śniadanie i zaczął załatwiać nagromadzony stos papierków. . kiedy przyszli na słuŜbę. a on zapewne nieciekawym pięćdziesięciodwulatkiem. kiedy słuŜył w wojsku. dla której nie awansował nawet na kaprala.Czy ma pan coś o jego małŜeństwie? . to mogło tworzyć problemy. o godzinie wpół do trzeciej. Teraz dochodzimy do przyczyny. Strona 83 .Skóra wystarczająco zmiękła do skalpela. Tak.powiedział major. Ŝe mam starego przyjaciela w archiwum Ministerstwa Wojny. zaraz po zakończeniu wojny w Europie. To był ostatni adres. . . Hanley zastanawiał się przez krótki czas. w tym samym roku. Hanley gorąco podziękował Dawkinsowi i odwiesił słuchawkę.Nie mogę palić w laboratorium . Spędził resztę wojny jako robotnik rolny w obozie jeńców na Śląsku. niemal trzydzieści pięć. odległej o półtora kilometra. W dwadzieścia minut później odezwał się w słuchawce głos profesora McCarthy'ego. Larkin miał trzydzieści cztery lata. ja notuję. Wstał o ósmej. więc odnotowano to w jego aktach.Oficjalny raport dostanie pan za dwa lub trzy dni. O wpół do dziesiątej zadzwonił brygadzista z Mayo Road. niedaleko wschodniej granicy III Rzeszy. Patolog zgodził się przyjechać do biura Hanleya z kostnicy przy Storę Street.powiedział Hanley.Dostał się do niewoli. była prawdopodobnie wciąŜ jeszcze atrakcyjną i pociągającą kobietą w wieku trzydziestu pięciu lat. Wziął ślub w katolickim kościele pod wezwaniem Matki Boskiej w Edmonton. kiedy poślubił siedemnastoletnią dziewczynę. Załatwił mnie bez czekania.powiedział w końcu. . . Przynajmniej przyczynę zgonu. Tak jak przypuszczałem wczoraj. Teraz suszymy ciało.odpowiedział głos w słuchawce. . 14 listopada 1945. Violet Mary Smith. jaki figuruje w wojskowych rejestrach. . była pokojówką hotelową. w Londynie Północnym. Wyciągnął z kieszeni fajkę i zaczął ją starannie napełniać tytoniem.Forsyth Opowiadania. Wyzwolony przez Rosjan w październiku 1944 roku. Powinien pan być zadowolony.. panie majorze .MoŜecie zalać teren cementem i postawić ogrodzenie. co pan ma na myśli .powiedział. ale potwierdza się to.OŜenił się.A poza tym dym neutralizuje zapach formaliny.tłumaczył się. Pan Larkin został zwolniony z wojska w styczniu 1946 i pozostał w Edmonton pracując jako subiekt sklepowy aŜ do 1954. . Gdy przenieśli się na Mayo Road.txt Hanley przespał trzy godziny w fotelu. . Potwierdziła się szrama na szyi. zanim odpowiedział na jego prośbę.Niech pan mówi. Yorkshire. Spokojne przedpołudnie przerwał jedynie telefon od majora Dawkinsa.Mianowicie? . Nieoficjalnie powinienem mieć coś po obiedzie.Dziękuję. Wzięli go Niemcy w czasie jesiennej ofensywy Rommla. .Miałem szczęście . Nogi wyciągnął przed siebie i z głową przechyloną w tył głośno chrapał. Patolog był człowiekiem słownym i o godzinie 2. jest to ślad po pończosze. Kurs rekrucki w obozie Catterick. Panna młoda. Wcielony do gwardii królewskich dragonów.Okazało się.Nie ma tego wiele. Dwaj zdziwieni młodzi policyjni praktykanci zaskoczyli go tam o wpół do dziewiątej.Wyprostowałem juŜ kończyny .Oczywiście . który zadzwonił o dwunastej.To zaleŜy. Repatriowany w maju 1945.Kiedy pan będzie gotów z raportem? .. Hanley z niecierpliwością czekał na wizytę profesora McCarthy'ego.. ona była pełną Ŝycia dwudziestosześcioletnią męŜatką. . Wysłany statkiem do 137 pułku do Egiptu w marcu 1941.30 siedział w fotelu naprzeciwko inspektora.Dobrze . Szeregowiec Herbert James Larkin przyjechał do Liverpoolu na promie z Dublina w październiku 1940 roku i zgłosił się na ochotnika do wojska. umył się i ogolił. poszedł do toalety. i wycofali się na palcach.oświadczył wesoło. Za godzinę zaczynam kroić.

Badanie zwłok wykazało .odparł McCarthy. jak długo Larkinowie mieszkali w tym domu . Kość gnykowa. co wyglądało na fragment wyblakłej. . bez Ŝadnej wątpliwości. .No tak. Ŝe przeŜywa na jawie swój odwieczny nocny koszmar. I dlatego omyłka w określeniu daty śmierci moŜe być duŜa.Pan nie powiedział mi.Owszem . ZbliŜa się Strona 84 .stwierdził spokojnie McCarthy. Jest wykluczone. Obydwie te rzeczy.Mam tu dla pana drobny prezent. morderca owinął głowę swojej ofiary gazetą. . .Rana na czaszce musiała trochę krwawić. jest stara. Hanley rozsiadł się wygodniej w fotelu.Ŝe zgon nastąpił gdzieś pomiędzy 1941 a 1943 rokiem. . . Hanley popatrzył na profesora twardym.Właśnie to miałem na myśli . . .Sądzę . upartym spojrzeniem. które leŜą w kostnicy. . Hanley uSpokoił się.Larkin i jego Ŝona przybyli z Londynu w 1954 roku powiedział powoli Hanley.Ale ona juŜ była stara. Morderstwo miało przypuszczalnie miejsce w okresie kilku tygodni od dnia datowania dziennika.powiedział z ulgą. Wiemy.powiedział łagodnie . co wskazywałoby na datę morderstwa? 138 . śeby uniknąć zabrudzenia dywanu.Ja teŜ . . . Ale nie włosy. sięgając po teczkę. Hanley miał wraŜenie. McCarthy nie spuścił wzroku. .powiedział profesor. Hanley wziął plastykową torebkę i przyłoŜył do niej szkło powiększające. .Czy znalazł pan coś. o tutaj wskazał na przestrzeń między podbródkiem i grdyką . Badania wewnętrznych organów nie pozostawiają co do tego Ŝadnych wątpliwości. .txt Popykał sobie przez chwilę z przyjemnością. poŜółkłej gazety.Forsyth Opowiadania.Ŝe mówimy o róŜnych sprawach. .MoŜe ma pan rację .Bardzo trudno jest określić datę śmierci zmumifikowanych zwłok. .stwierdził. Ŝeby to ciało było Ŝywe po 1945 roku. Wczoraj podczas rozbiórki domu znaleźliśmy jej zwłoki zamurowane za fałszywą ścianą. ale nie było śmiertelne. . zawierającą coś. paznokcie i organy wewnętrzne. Pewnie na czas budowania kryjówki w podwójnej ścianie.Kupili dom pod numerem 38 na Mayo Road po śmierci poprzedniego właściciela. Dlatego widnieje na niej data z marca 1943 roku. . MoŜemy oczywiście przeprowadzić analizę pończoch i farby drukarskiej.powiedział. o co panu chodziło . .zgodził się.Otworzył teczkę i wyjął z niej plastykową torebkę.Wspaniale . Prawdopodobnie ogłuszyło ją i ułatwiło uduszenie.powiedział McCarthy . Jest rok 1951. 139 . Ta kobieta została uduszona pończochą. W świetle stojącej lampy studiował zamazany druk.Morderstwo.No właśnie. Da się to zrobić tylko w przybliŜeniu.upierał się Hanley.odparł spokojnie profesor. Nastąpiła asfiksja połączona z szokiem. które spowodowało pęknięcie skóry na czaszce.Ja mówię o zwłokach. . którą wyłoŜona była szuflada albo komoda. .Larkin musiał złapać jakąś starą gazetę. mogły mieć dwadzieścia lat w chwili zgonu ofiary.powiedział. Nagle wyprostował się gwałtownie. zmumifikowanych .została złamana w trzech miejscach. Przedtem otrzymała uderzenie w głowę.powiedział. kiedy została uŜyta do owinięcia głowy tej kobiety! McCarthy wzruszył ramionami. Finałowy mecz o Potrójną Koronę. jak pan mówi. Ŝe pani Larkin uciekła od męŜa w sierpniu 1963 roku. . Jest to strzęp dziennika z wyraźnie widoczną datą.Mam to.Pan prosił mnie o dokonanie badania patologicznego zmumifikowanych zwłok. .Violet Mary Larkin zmarła w sierpniu 1963 roku .Ale nie o dwadzieścia lat . .To jest rzeczywiście kawałek starej gazety .

to w 1954 jej zwłoki znajdowały się juŜ od pewnego czasu w stanie. . twierdzi pan. Ŝe dwoje.Kim był człowiek . Kobieta. Od czasu do czasu brygadzista uderzał w nią stalową podkówką buta. a po drugim przeszła zabieg chirurgiczny. chyba przez trzydzieści lat. pod stare ogrodzenie.warknął Hanley.zapytał go inspektor .Nie pytałem o to. szaf. . sir. Wypuszczono go tylnymi drzwiami na wypadek. ale ją gubi. Brygadzista skończył kontrolę powierzchni świeŜo połoŜonego cementu i poszedł na koniec działki. .To była podłoga kurnika .Czy miała w chwili śmierci około trzydziestu pięciu lat? . .Jak się nazywał? Zapanowała cisza. Nawiasem mówiąc. przebija jak taran obronę Anglików.Nie wiem. W dwie godziny później stary człowiek został zwolniony z aresztu. płonęły resztki schodów.Jak długo tam mieszkał? . WytęŜa wszystkie siły.odparł McCarthy . Ŝe tak ..Co jeszcze poza sprawą daty? . . Larkin miał w kieszeni adres miejskiego schroniska. W zapadającym zmierzchu brygadzista i dwaj pomocnicy wygładzali jego powierzchnię.Gładkie. Ale o ile sobie przypominam.Ta kobieta była niska. na którym stał dom z ogródkiem. Ŝeby to wykończyć i zaasfaltować przed nocą.Ciemne. Ale kto to zrobił? Hanley chwycił słuchawkę i połączył się z pokojem detektywów. Ŝe od 1954 roku najpierw oboje Larkinowie.śałuję.PrzecieŜ to stary cement. . Była chuda i koścista.odparł młody człowiek. . ram okiennych i drzwiowych. .Zmumifikowane ciało nie wydziela Ŝadnego zapachu. Jeszcze kilka pasemek przylega do czaszki.zapytał.była dobrze po pięćdziesiątce i miała dzieci. sechł świeŜo wylany cement.który był 140 właścicielem i lokatorem domu na Mayo Road do swojej śmierci w 1954 roku? .Pewnie. który przyglądał im się zza siatki ogrodzenia. poręczy. . Spojrzał pod nogi. na zwalisku gruzów.W obozie jeńców wojennych na Śląsku.oświadczył profesor wstając . . który od Strona 85 . sir. jest tuŜ-tuŜ. miała metr siedemdziesiąt pięć do metra siedemdziesięciu ośmiu centymetrów wzrostu.spytał.. sądzę. kiedy piłka zaczyna wyślizgiwać mu się z rąk. . otaczając cały parking. gdyby jacyś dziennikarze kręcili się przed frontowym wejściem. Wskazał na płaszczyznę o powierzchni około sześćdziesięciu centymetrów na dwa metry. Ŝe ta kobieta została zamordowana powiedzmy w 1943 roku. Ŝeby ją utrzymać.powiedział robotnik. sir . JeŜeli przyjmiemy. McCarthy potrząsnął głową. Odpowiedział młody sierŜant. Oprzytomniał.powiedział McCarthy. Miała około metra pięćdziesięciu ośmiu centymetrów wzrostu.Nie . połamane deski ogrodzenia.Tak musiało być . ale kości nie zmieniają długości nawet po kilkudziesięciu latach za ceglanym murem. wygódki i kurnika. kręcone włosy? .Nie robiłem notatek.spytał Hanley. .nie on zabił tę kobietę i nie on zamurował ją obok kominka. a potem on sam. Na Mayo Road ustawiono juŜ brakujące części ogrodzenia.A to co? . . której sekcję przeprowadziłem.Forsyth Opowiadania. Tym razem nie było samochodu policyjnego ani eskorty.Innymi słowy. . . . . Po drugiej stronie drogi.W takim razie . gdzie pański Larkin znajdował się w 1943 roku? . w jakim je znaleźliśmy. rudawe. Nawet w świetle ognia Ŝaden z robotników nie dostrzegł postaci starego człowieka.powiedział w pewnej chwili. . .txt do linii bramkowej. przesiadywali w swojej bawialni przez piętnaście lat w odległości dwóch metrów od zamurowanych zwłok? . W milczeniu ruszył w stronę ubogiej dzielnicy Diamond. W miejscu. belek stropowych.Jest juŜ suchy .Szef chce.

Powinieneś obejrzeć sobie dzisiaj tę gazetę . Brygadzista odchrząknął. Wrócił do sypialni z Expressem i Telegraphem. To podniosłoby poziom i powstałby garb w asfalcie.Znajdziesz tam coś o sobie. przez pretensjonalnych ludzi dla równie pretensjonalnych czytelników. Nie powiedział nic.zapytała go Ŝona.Nie.Tak? . aŜ znajdzie się w domu.odparł. Dlaczego pytasz? . stary. Ton jego głosu zdradzał wyraźne zakłopotanie. Łom odskoczył.Nie . Był to Henry Carpenter. Ŝe Chadwick powinien najpierw przeczytać artykuł i dopiero wtedy będzie go mógł z nim przedyskutować. Bili Chadwick leŜał jeszcze w łóŜku. a potem stojący za spychaczem mechaniczny walec wykończył robotę. Stojący za siatką stary człowiek odwrócił się i odszedł.Nie dałeś tu świeŜej warstwy cementu? . więc powstrzymał się od zaglądania do gazety i postanowił zaczekać. A cóŜ to takiego? Carpenter był coraz bardziej zaŜenowany.powiedział i rozłączył się.zapytał. podał je Ŝonie i zaczął naciągać spodnie i sweter wprost na pidŜamę. pisanego.Właśnie wybieram się do parku pobiegać dla zdrowia. . . mieszkaniec tej samej ulicy. W ciągu kilku minut cała przestrzeń zamieniła się z szarej na czarną. Na ulicy było zimno. Oczywiście. dymiącego asfaltu i pchnął rozpaloną masę w kierunku cementowego prostokąta. a niebo poczerniało. UwaŜał widać. Chadwick spojrzał w stronę wycieraczki przy drzwiach.powiedziała Ŝona. który się dowiaduje. Szerokim. ale niezbyt blisko. zdaniem Chadwicka. ale poniewaŜ była to niedziela rano. grubego pisma z wieloma dodatkami.Idź.Dokąd się wybierasz? . . Był ciekaw. Podniósł go wysoko nad głowę i walnął w stary cement. pomyślał. zalewaj to! Sztych buldoŜera opadł na zwał świeŜego. a ja tymczasem przygotuję śniadanie.txt rana pracował przy zakładaniu parkingu.powiedział wreszcie Carpenter. Po dziesiątym sygnale wygramolił się z łóŜka i zszedł po schodach do przedpokoju. 141 . Henry . PRZYWILEJ ABSOLUTNY Telefon zadzwonił tuŜ po siódmej trzydzieści. Chadwick odłoŜył słuchawkę. .Czy nie wylegujesz się w łóŜku w niedzielę? . Bili? Tu Henry.powiedział Chadwick z rosnącym zainteresowaniem. .Dzień dobry. . jest solidne . . . lepiej zobacz sam . Nic a nic.W porządku.Henry Carpenter powiedział mi. którego Bili Chadwick znał. Kiedy ostatni promień słońca znikł. Próbował nie zwracać uwagi na dzwonek.Nie. .Czy prenumerujesz Sunday Courier? Nastąpiło długie milczenie. . Po drugiej stronie linii głos Carpentera robił wraŜenie zaŜenowanego.Michał. Ŝe napisano o nim w gazecie.CóŜ.O! . .stwierdził.Czy zajrzałeś juŜ do porannej prasy? . lecz ten nie milkł. W naroŜnym sklepiku z prasą pozostały jeszcze dwa egzemplarze Sunday Couriera.Na róg ulicy po inną gazetę .zabrzmiała odpowiedź.Czym mogę słuŜyć ci o tej porze w zimowy poranek? . . .Hej! Nareszcie sława! . . o co chodzi. Ale uśmiechnął się.Forsyth Opowiadania. robotnicy poszli do domu. Odszedł kilka kroków i wrócił z ostro zakończonym łomem. Strona 86 . 143 . Ŝe jest tam coś o mnie.spytał. jak kaŜdy człowiek. Odwrócił się w stronę spychacza i skinął ręką. .warknął brygadzista. . . asfalt rozlał się równo i gładko. Chadwick chrząknął. na której leŜały nie ruszone dwie gazety. .Halo. szef kaŜe nam wszystko robić od początku i jeszcze za to zapłacić . Kulturysta! Ziewnął.odrzekł. Parking był wykończony.JeŜeli to się osunie. szczęśliwym uśmiechem ulgi.

. Wniosek jest jasny. kochanie.PrzecieŜ to nieprawda! . a treść jego była uprzejma^ ale zupełnie nie satysfakcjonująca. uprzytomnił sobie Ŝe Carpenter nie podał mu strony. Sprzedawałem ich wyroby w dobrej wierze. Po przeczytaniu zbladł.Czy to ci. Ŝeby musiała zobaczyć artykuł. . Był podpisany w imieniu wydawcy przez sekretarza. nie sprawdził faktów. to mnie moŜe zrujnować! Kłamstwo.To straszne! . nie mam wątpliwości.zawołała skończywszy czytanie.On to.powiedział ze złością. List taki został napisany. Na trzeciej stronie zatrzymał wzrok na nazwie towarzystwa.txt śona przygotowała sok pomarańczowy.On wcale nie daje do zrozumienia . odrzucił dodatek "Kultura i Sztuka" oraz "Sport". Tak samo jak wszyscy straciłem na ich bankructwie. Prawnik wyraził oburzenie z powodu treści artykułu i wysłuchał ze zrozumieniem wyjaśnień Chadwicka. co pan mówi. Ten opowiedział mu. Ŝeby ktoś o mnie coś takiego powiedział szepnął. . w miarę moŜliwości. Odsunął kawę.Ten człowiek daje do zrozumienia. Ŝe autor dopuścił się zniesławienia. kochanie? . uŜył tego samego zdania. która szczyciła się swoimi ambicjami reporterskimi. innych wspólników przedsiębiorstwa. wyraźnie 144 mówi. wydała z siebie krótki okrzyk. Podał jej bez słowa gazetę złoŜoną w ten sposób. który to napisał. ale niezaleŜnym biznesmenem na jednym z przedmieść Londynu. rzucane nań przez jego nieliczny personel. Bili Chadwick wstał i zaczął przechadzać się po kuchni. jak się okazało . . Ŝe naszym zdaniem jeden z jego pracowników zniesławił pana. . Kiedy zaczął przeglądać Couriera. Ŝe Ŝądamy zadośćuczynienia w formie sprostowania i przeprosin. Wymknęły mu się przy tym dwa zamówienia. Nie próbował porozumieć się ze mną.zatroskała się Ŝona. Ŝe wydawca starannie rozpatrzył pismo adwokata wysłane w imieniu pana Chadwicka i Ŝe jest skłonny wydrukować Strona 87 . To niemoŜliwe! śeby ktoś coś takiego mógł o mnie napisać! Kiedy w poniedziałek rano zamknął się w biurze ze swoim adwokatem. .zawołał Chadwick . Jak on się nazywa? .kosztowna.zapytała go Ŝona.powiedziała pani Chadwick.O co chodzi. dodając. Wyjaśnimy w nim. przecieŜ ja byłem ofiarą tych ludzi.To niemoŜliwe. . Ŝe byłeś w jakiś sposób zamieszany w to oszustwo. .Zaszkodzić? Do jasnej cholery. zaczął więc od działu wiadomości ogólnych. na które liczył. Skończył go czytać przy drugiej filiŜance kawy.powinien wszystko odwołać i przeprosić mnie! . Był drobnym. jak wyglądała jego współpraca ze zlikwidowanym przedsiębiorstwem. . a kiedy doszła do połowy. Przez dwa tygodnie nie było odpowiedzi od wydawcy Sunday Couriera. zagłębił się więc w dodatek biznesowy. . i unikać. oczywiście na jednej z czołowych stron gazety. W końcu jego adwokat otrzymał list z Sunday Couriera. Artykuł znajdował się na kolumnie. W ciągu tych dwóch tygodni Chadwick musiał znosić podejrzliwe spojrzenia.W zasadzie tak . Pozostał mu dodatek ilustrowany oraz handlowy. Do diabła. .Na podstawie tego. Przeczytała go uwaŜnie.Gaylord Brent . . Ŝe pierwszym krokiem powinno być napisanie przeze mnie w pańskim imieniu listu do wydawcy gazety.powiedział prawnik. które ostatnio zbankrutowało. Była wyraźnie zaniepokojona dziwnym wyrazem twarzy swojego męŜa. do cholery.UwaŜam. ale.Forsyth Opowiadania. zerknąwszy na podpis pod artykułem.W takim razie . kawa stała na kuchennym stole. moŜe zaszkodzić? . a nie ich świadomym wspólnikiem. Jego współpraca z nim była krótka.PrzecieŜ ja go nawet nigdy nie spotkałem. po prostu kłamstwo! Nigdy w Ŝyciu nie widziałem faceta. Stwierdzał. która zastąpiła początkowy szok.

MoŜe się pan im poskarŜyć.Istnieje Stowarzyszenie Wydawców Gazet.Czysta robota . wolą to pozostawiać sądom. .powiedział adwokat. siedząc znów przed swoim adwokatem. nie mówiąc juŜ o przeprosinach. . Poza tym powstanie z pewnością spór o stan świadomości pozwanego. nie miał pan pojęcia o jej niesolidności. a wydawca i pan Gaylord Brent pozwanymi.Co mi w takim razie pozostaje? Prawnik westchnął. Widzi pan.Czy pan powaŜnie sugeruje.Stowarzyszenie nie moŜe więc zmusić wydawcy do sprostowania wiadomości i przeproszenia pokrzywdzonego? -. .Tak . Precedensy te mogą być rozmaicie interpretowane. a w pańskiej sprawie. A moŜe i nie. Kiedy wniesiemy pozew.Obawiam się. Ŝe prowadząc interesy ze zlikwidowaną spółką. lub kiedy reporter pisma popełnił raŜący błąd.Nie. o to.Ale to chyba nie ja muszę dowodzić swojej niewinności? . o jego intencje. Znał swojego klienta od wielu lat. Tylko wtedy stanie się jasne. W najlepszym razie mogą wydać potępiające oświadczenie.A co oni mogą? .. Ŝe tylko sprawa sądowa. a więc braku złej intencji. Po pierwsze. W sprawach o zniesławienie nie ma sytuacji bezspornych. gazeta być moŜe będzie wolała uniknąć procesu i ogłosi przeprosiny.No tak. Skarga o zniesławienie z Ŝądaniem odszkodowania.powiedział Chadwick. Ŝe obrzucono mnie stekiem kłamstw. Ŝe został pan zniesławiony przez pomówienie i nie był zamieszany w machinacje spółki. . . 146 w przeciwieństwie do ignorancji.Więc odradza mi pan występowanie do sądu? . Nienawidzą sprostowań.txt w dziale listów do redakcji sprostowanie pana Chadwicka. . Ŝe namawiamy naszych klientów do występowania Strona 88 . Zdecydował się na szczerość. Skłonni są do rozpatrywania tylko takich skarg.Myślę. na które składa się cały szereg precedensów prawnych ustanowionych w ciągu wieków. zanim je wydrukował? śe powinienem pogodzić się nawet z tym. Ŝe nieopatrznie wyrządził komuś szkodę. .Forsyth Opowiadania. Pan będzie musiał udowodnić. pan będzie powodem. Czy pan mnie rozumie? .. które czynią ją odmienną od poprzednich. Ŝe człowiek.Ma pan słuszność. Ten list to po prostu formułka.Ale chyba będą musieli to zrobić? Sprawa jest przecieŜ bezsporna! . . Ŝe moje przedsiębiorstwo jest zrujnowane? .Być moŜe? . tak jak w kaŜdej innej. . jakiej ci ludzie uŜywają. i nic więcej. jakie mógł mieć zamiary w czasie pisania swego artykułu. .Będę z panem całkiem szczery .powiedział.Panie Chadwick. 145 10. nie sprawdził swoich informacji. który to zrobił. Mówi się czasem o nas. a więc znowu o intencje. Ŝe tak . o które panu chodzi. .zdenerwował się Chadwick.Co więc robić? Adwokat miał propozycję: . . Nie lubią się mieszać do spraw dotyczących zniesławienia. . muszę być z panem szczery. które zarzucają wydawcy.To jest po prostu sposób wykręcenia się. o zakres jego wiedzy. nie istnieje ustawa określająca pojęcie zniesławienia. istnieją drobne szczegóły. Podpada ono pod ogólne zasady prawa zwyczajowego.Niewiele. iŜ muszę pogodzić się z tym. Miałem tylko raz w Ŝyciu do czynienia z ogólnokrajową gazetą w podobnej sprawie. zastrzegając sobie wszakŜe niezbywalne prawo kaŜdego wydawcy do przeredagowania takowego.Innymi słowy wykastrowania go . nieprawdaŜ? Prawnik zastanawiał się przez chwilę.odrzekł Chadwick. prawnikach.W gruncie rzeczy tak.

Forsyth Opowiadania.txt do sądu o byle co, poniewaŜ przynosi nam to wysokie honoraria. W rzeczywistości jest przewaŜnie inaczej. To zazwyczaj Ŝony, przyjaciele czy koledzy osób poszkodowanych zachęcają je do akcji i składania skarg. Ci przyjaciele nie ponoszą oczywiście kosztów procesów. Dla osób nie wplątanych w sprawę proces sądowy to dobra zabawa. Ale my, fachowcy, zdajemy sobie sprawę z tego, jakie to pociąga za sobą konsekwencje. Chadwick zastanowił się. - Jakie sumy wchodzą w rachubę? - spytał spokojnie. - Takie, które mogą pana zrujnować - brzmiała odpowiedź adwokata. - Zawsze myślałem, Ŝe w naszym kraju wszyscy obywatele są równi wobec prawa, a szczególnie jeśli ubiegają się o sprawiedliwość. - W teorii tak. W praktyce bardzo często jest zupełnie inaczej. Panie Chadwick, czy pan jest bogatym człowiekiem? - Nie. Prowadzę niewielkie przedsiębiorstwo. W dzisiejszych czasach oznacza to, Ŝe balansuję na krawędzi wypłacalności. Przez całe Ŝycie cięŜko pracowałem i jakoś to szło. Jestem właścicielem domu, samochodu i kilku ubrań. Mogę liczyć na emeryturę przysługującą samodzielnym przedsiębiorcom, mam polisę ubezpieczeniową na Ŝycie i kilka tysięcy funtów oszczędności. Jestem po prostu zwykłym, szarym człowiekiem. - Tak właśnie myślałem - powiedział adwokat. - Dzisiaj tylko ludzie bogaci mogą się procesować z innymi bogaczami, zwłaszcza 147 jeŜeli chodzi o zniesławienie. MoŜna wygrać taką sprawę, ale trzeba ponieść duŜe koszty. JeŜeli proces jest długi, a potem jeszcze następuje apelacja, to suma wydatków często moŜe dziesięciokrotnie przewyŜszać ewentualne odszkodowanie. Zamilkł na chwilę. - Wielkie pisma, tak jak wielkie domy wydawnicze i inne tego rodzaju przedsiębiorstwa, są wysoko ubezpieczone na okoliczność wytoczonych spraw o zniesławienie. Mogą sobie pozwolić na angaŜowanie najwybitniejszych adwokatów West Endu. Proszę mi wybaczyć, ale kiedy występują przeciwko małemu człowiekowi, to muszą z nim wygrać. Nietrudno im spowodować, by wejście sprawy na wokandę trwało aŜ pięć lat. Przez ten czas koszty sądowe obu stron nieustannie rosną. Samo przygotowanie sprawy kosztuje tysiące. Kiedy nareszcie dochodzi do rozprawy, koszty te podnoszą się niebotycznie, bo adwokat bierze dodatkowe honorarium za kaŜdy dzień rozprawy. No i ma takŜe do pomocy aplikanta. - Do jakich sum mogą dojść takie koszty? - zapytał Chadwick. - JeŜeli sprawa się przeciąga i przygotowania trwają lata, to nawet jeŜeli nie brać pod uwagę ewentualnej apelacji, dojdą do kilkudziesięciu tysięcy funtów. Ale to wcale nie koniec. - Co jeszcze powinienem wiedzieć? - ZałóŜmy, Ŝe pan wygrywa proces i uzyskuje odszkodowanie i zwrot kosztów sądowych od pozwanego, czyli gazety. Wtedy sprawa jest jasna. Ale jeŜeli sędzia nie wypowie się co do kosztów, których zwrot przyznaje zazwyczaj jedynie w najdrastyczniejszych wypadkach, będzie pan zmuszony ponieść swoje własne koszty sądowe. A jeŜeli pan przegra, sędzia moŜe pana zmusić do poniesienia poza swoimi kosztami kosztów pozwanego. JeŜeli pan wygra, gazeta moŜe załoŜyć apelację. A to spowoduje podwojenie kosztów. Nawet jeŜeli wygra pan w sądzie apelacyjnym, ale bez przyznania kosztów, to i tak będzie pan zrujnowany. Poza tym jest inna kwestia. Po dwóch czy trzech latach ludzie zapominają o treści inkryminowanego artykułu w gazecie. Rozprawa sądowa przypomina im, Ŝe coś tam było, i wnosi nowe materiały i zarzuty. Mimo Ŝe to pan jest oskarŜycielem, adwokat strony przeciwnej postara się dla dobra swojego klienta zniszczyć pańską reputację uczciwego biznesmena. Im bardziej obrzuca się człowieka błotem, tym więcej na nim błota pozostaje. Wiele było takich wypadków, wielu ludzi, którzy wygrali sprawę, ale stracili dobre imię. Zarzuty przedstawiane sądowi mogą być ogłaszane drukiem bez Ŝadnych dowodów prawdy. - A czy moŜna mieć obrońcę z urzędu? - zainteresował się Strona 89

Forsyth Opowiadania.txt 148 Chadwick. Podobnie jak wielu innych ludzi słyszał o czymś takim, nigdy jednak nie interesował się tym bliŜej. - Prawdopodobnie ma pan zupełnie fałszywe wyobraŜenie na ten temat. śeby uzyskać takiego obrońcę, musi pan udowodnić sądowi, Ŝe nie posiada pan Ŝadnego majątku. Pana na przykład to nie dotyczy. Nabędzie pan prawo do obrońcy z urzędu dopiero wtedy, kiedy straci pan dom, samochód i oszczędności. - W takim razie w kaŜdym przypadku grozi mi ruina - powiedział Chadwick spokojnie. - Bardzo mi przykro, naprawdę bardzo przykro. Mogę oczywiście zachęcić pana do podjęcia długotrwałego i kosztownego powództwa, ale uwaŜam, Ŝe oddaję panu przysługę wskazując trudności i niebezpieczeństwa, jakie to za sobą pociąga. Znam wiele osób, które z ochotą zaczęły się prawować, a potem gorzko tego Ŝałowały. Niektórzy nigdy się nie otrząsnęli i po dziś dzień cierpią na skutek trosk finansowych i stresów, jakie ich dotknęły. Chadwick wstał. - Bardzo panu dziękuję za szczerość - powiedział. Potem, juŜ z biura, zadzwonił do Sunday Couriera i poprosił o rozmowę z naczelnym. Telefon odebrała sekretarka. Podał swoje nazwisko. - Na jaki temat chce pan rozmawiać z panem Buxtonem? zapytała. - Chciałem poprosić o wyznaczenie mi spotkania. Nastąpiła pauza, w trakcie której słyszał rozmowę prowadzoną na wewnętrznej linii, po czym sekretarka odezwała się ponownie. - O czym pragnie pan rozmawiać z panem Buxtonem? Chadwick wyjaśnił pokrótce, Ŝe chce zobaczyć szefa, Ŝeby przedstawić mu swój punkt widzenia dotyczący zarzutów zawartych w artykule Gaylorda Brenta sprzed dwóch tygodni. - Niestety pan Buxton nie przyjmuje nikogo - oświadczyła sekretarka - MoŜe pan będzie uprzejmy napisać list. Zostanie starannie rozpatrzony. Na tym rozmowa się skończyła. Następnego dnia Chadwick pojechał koleją podziemną do centrum Londynu i zjawił się osobiście w poczekalni budynku Couriera. Na oczach rosłego woźnego w mundurze wypełnił formularz, podając nazwisko, adres, nazwisko osoby, z którą chce się widzieć, i istotę swojej sprawy. Formularz został zabrany, a on usiadł i czekał. W pół godziny później otworzyły się drzwi windy i ukazał się w nich elegancki szczupły młody człowiek, pachnący dobrą wodą kolońską. Spojrzał pytającym wzrokiem na woźnego, który ruchem 149 głowy wskazał mu Chadwicka. Młody człowiek podszedł do niego. Chadwick wstał. - Nazywam się Adrian St. Clair - powiedział młodzieniec. Jestem osobistym sekretarzem pana Buxtona. Czym mogę panu słuŜyć? Chadwick powiedział mu o artykule podpisanym przez Gaylorda Brenta i oświadczył, Ŝe chciałby osobiście wyjaśnić panu Buxtonowi, iŜ to, co zostało o nim napisane, jest nie tylko nieprawdą, ale stanowi groźbę ruiny dla jego przedsiębiorstwa. St. Clair nie był tym specjalnie poruszony, ale wyraził Chadwickowi słowa ubolewania. - Tak, oczywiście, rozumiemy pana niepokój, panie Chadwick, ale osobiste spotkanie z panem Buxtonem jest po prostu niemoŜliwe. To bardzo zajęty człowiek. Rozumiem, Ŝe reprezentujący pana adwokat komunikował się juŜ z wydawcą... - Napisał list - powiedział Chadwick. - Odpowiedź była podpisana przez sekretarkę. Stwierdza, Ŝe istnieje moŜliwość wydrukowania listu z moim sprostowaniem w dziale korespondencji z czytelnikami. Ale ja domagam się, Ŝeby moje stanowisko w tej sprawie zostało poznane przez wydawcę. St. Clair uśmiechnął się. - JuŜ mówiłem, Ŝe to niemoŜliwe. MoŜemy najwyŜej rozwaŜyć moŜliwość wydrukowania listu do wydawcy. - Wobec tego chciałbym się zobaczyć z panem Gaylordem Strona 90

Forsyth Opowiadania.txt Brentem - oświadczył Chadwick. - Wątpię, czy to dałoby panu satysfakcję. JeŜeli otrzymamy następny list od pańskiego adwokata, to nasz wydział prawny zajmie się nim w normalnym trybie. Obawiam się, Ŝe poza tym nie mogę panu w niczym pomóc. Woźny wyprowadził Chadwicka przez obrotowe drzwi na ulicę. Chadwick zjadł lekki posiłek w barze niedaleko Fleet Street. Przez dłuŜszy czas zastanawiał się głęboko nad swoją sytuacją. Poszedł do jednej z licznych małych bibliotek, znajdujących się w centrum Londynu, które specjalizują się we współczesnych archiwaliach i gromadzą wycinki prasowe. Zapoznanie się z aktami niezbyt odległych procesów o zniesławienie przekonało Chadwicka, Ŝe jego adwokat bynajmniej nie przesadzał. Jedna ze spraw przeraziła go szczególnie. Pewien męŜczyzna w średnim wieku został zniesławiony w ksiąŜce poczytnego autora. Wytoczył sprawę, wygrał ją, i sąd przyznał mu trzydzieści tysięcy funtów tytułem odszkodowania i zwrot kosztów sądowych. Ale wydawca ksiąŜki zaapelował: i sąd wyŜszej instancji skreślił odszkodowanie, nakazując kaŜdej ze stron zapłacenie własnych kosztów. W obliczu całkowitej ruiny finansowej po czterech latach procesowania się powód wniósł sprawę do Izby Lordów. Lordowie odrzucili 150 wprawdzie wyrok sądu apelacyjnego, uznając prawo powoda do odszkodowania, nie wypowiedzieli się jednak co do kosztów sądowych. Tak więc zniesławiony człowiek otrzymał trzydzieści tysięcy funtów odszkodowania, ale po pięciu latach procesowania się miał do zapłacenia rachunek wynoszący czterdzieści pięć tysięcy funtów. Wydawcy ponieśli podobne koszty i łącznie z odszkodowaniem mieli do zapłacenia siedemdziesiąt pięć tysięcy. Byli jednak ubezpieczeni na większą część tej sumy. I tak powód wygrał sprawę, ale został zrujnowany. Fotografie ukazywały go w pierwszym roku przewodu jako rześkiego sześćdziesięciolatka. Po pięciu latach był ludzkim wrakiem, wynędzniałym starcem. Stało się tak z powodu nieustannego napięcia i rosnącego zadłuŜenia. Zmarł jako bankrut, mimo Ŝe przywrócono mu dobre imię. Bili Chadwick utwierdził się w przekonaniu, Ŝe nie moŜe dopuścić, aby przytrafiło mu się coś podobnego. Poszedł do biblioteki publicznej w dzielnicy Westminster. Tam udał się do czytelni z egzemplarzem Prawa angielskiego pióra Halsbury'ego. Tak jak mu mówił jego adwokat, prawo pisane dotyczące zniesławienia, tego samego typu jak na przykład ustawa o ruchu drogowym, nie istniało, ale znalazł definicję pochodzącą z 1888 roku, dotyczącą zniesławienia i oszczerstwa. Oświadczenie oszczercze jest to oświadczenie zmierzające do poniŜenia osoby w opinii prawomyślnych członków społeczeństwa w ogólności lub teŜ powodujące pomijanie, odtrącanie lub naraŜanie na nienawiść, pogardę, ośmieszenie czy teŜ oskarŜenie o pomówienia uwłaczające lub przynoszące ujmę na stanowisku, w uprawianiu zawodu, działalności handlowej lub w przedsiębiorstwie. Co najmniej ostatnia część tej definicji jest adekwatna do mojej sytuacji, pomyślał Chadwick. WciąŜ chodziło mu po głowie to, co powiedział mu adwokat w swoim wywodzie. "Zarzuty przedstawiane sądowi mogą być ogłaszane drukiem bez Ŝadnych dowodów prawdy". CzyŜby tak rzeczywiście było? I okazało się, Ŝe prawnik miał rację. Wyjaśniała to ustawa równieŜ z 1888 roku. Wszystko, co jest wygłaszane w sądzie, moŜe być zrelacjonowane i opublikowane i zarówno reporter, wydawca, drukarz, jak i redaktor są wolni od wszelkich zarzutów o zniesławienie, ale pod warunkiem, Ŝe sprawozdanie jest "rzetelne, aktualne i dokładne". To ma zapewne na celu, myślał Chadwick, uwolnienie sędziów, ławników, świadków, policjantów, adwokatów, a nawet pozwanych od obawy mówienia prawdy, niezaleŜnie od wyniku rozprawy. Uchylenie moŜliwości protestu ze strony osób zniewaŜonych, 151 zniesławionych, spotwarzonych czy oszczerczo oskarŜonych, pod Strona 91

u licha? . W kolejce podziemnej. Brent spojrzał na wycinek. Na jego twarzy ukazał się wyraz zdumienia pomieszanego z rozdraŜnieniem. który trzymał w ręku.Chodzi o jego artykuł w Courierze.To jest sprzed czterech tygodni .zawołał Brent.po czym ponownie odwróciła się do Chadwicka. . W jego oczach pojawiły się łzy. Tam teŜ Chadwick zjawił się następnego niedzielnego poranka. po czym zatrzasnął drzwi. Brent cofnął się o krok.powiedziała i wycofała się do środka mieszkania.Tak? . Powinien pan poprosić swojego adwokata.O co panu chodzi? . Uśmiechnęła się więc i zawołała w głąb domu: . Ŝe ten mieszka w małej eleganckiej uliczce w Hampstead. . drukujących lub publikujących słowa wypowiedziane w sądzie zostało nazwane "przywilejem absolutnym". Zaszkodziło mi to powaŜnie zarówno w Ŝyciu towarzyskim.odpowiedział Chadwick. Patrzył przez chwilę na Chadwicka jak na szaleńca. i pokazał go Brentowi.Bardzo mi przykro. Byłem więc zmuszony przyjść do pana. z nosa pociekła krew. Nazywam się William Chadwick. skąd dochodziły dziecięce głosy.zauwaŜył. . Jego irytacja nasiliła się. Było to półkłamstwo.nie moŜe mnie pan nachodzić w domu. Miał na sobie jasne lniane spodnie i róŜową koszulę. bardzo przepraszam. Usłyszawszy to nazwisko. Podniósł prawą pięść i uderzył Brenta w sam czubek nosa.Co takiego? . próbując zamknąć drzwi.Proszę pana . i to w bardzo perfidny sposób. . Na rogu Heath Street znalazł policjanta. wydał głośny okrzyk i nakrył nos ręką. Ŝe zakłócam panu niedzielny spokój powiedział Chadwick . w tym artykule zniesławił mnie pan. . Próbowałem takŜe zobaczyć się z pańskim wydawcą. okazało się. Ŝe dziennikarz piszący do niedzielnego pisma musi być w tym dniu w domu.powiedział . ale nie dotknął go. to istnieje właściwa procedura. w drodze na przedmieście. Chadwick czekał przed nie domkniętymi drzwiami. Trzymająca klamkę ręka Brenta zatrzymała się.ale wydaje mi się. . .Forsyth Opowiadania. jednak bez rezultatu.Gaylord! .Czy zastałem pana Brenta? . wyglądającym na czterdziestkę. to znaczy jeŜeli rodzina nie zmusi go do wyjazdu za miasto.Tak. jak i w interesach.zapytał. aby napisał. W minutę później pojawił się w nich Gaylord Brent. . jak biegnie przez przedpokój. Widzi pan.To! .zapytał Chadwick i dodał natychmiast: . ale bez przesady. Mocno. Pomyślał.powiedział spokojnie Chadwick. . Chadwick słyszał. jak teŜ uchylenie odpowiedzialności wszystkich osób raportujących.Och. Ŝeby przekonać panią Brent. ale mnie nie przyjął. ale wystarczało. Kiedy po czterech dniach poszukiwania znalazł adres Gaylorda Brenta. . Wszedł po schodach i nacisnął dzwonek u drzwi. Był wytwornym męŜczyzną.Chodzi o pański artykuł w Sunday Courierze.. .Kim pan jest.txt warunkiem Ŝe zarzut został postawiony na sali sądowej w czasie rozprawy. mam coś dla pana . Po kilku minutach otworzyła mu sympatycznie wyglądająca kobieta w wieku około trzydziestu lat.JuŜ to zrobiłem. Ŝe przybyszem jest ktoś z redakcji. . . Chadwickowi zaczął świtać pewien pomysł. Gaylord Brent wszystko zrozumiał. JeŜeli chce mnie pan skarŜyć.. Chadwick rozłoŜył wycinek gazetowy. Młody człowiek cieszył Strona 92 .Chwileczkę. Ŝe wszyscy musimy ponosić pewne ryzyko. Przyjdzie za chwilę . 152 Zdumienie malujące się na twarzy Brenta zaczynało ustępować miejsca irytacji. Nie było to uderzenie mające na celu złamanie kości czy nawet uszkodzenie przegrody nosowej.spytał.Czy pan Gaylord Brent? .Co za bezczelność! .

Kiedy podeszli do drzwi domu. jak policjant mówi coś do mikrofonu krótkofalówki i rytmicznie stuka słuŜbowymi butami w bruk^ Przedstawiciel prawa zrównał się z Chadwickiem na rogu ulicy. Uderzyłem go w nos. ale był teŜ nieco znudzony. sir? Gdzie? . którą przyszedł. . Drzwi otworzyły się ostroŜnie. . Chadwick rozróŜnił wyraz "policja" i "ten człowiek".potwierdził Brent. Dokonano napadu na miejscowego obywatela.Czy to jest zgodne z prawdą? . Chadwick zwiększył tempo marszu. Aby zapobiec dalszym pytaniom. Ze środka słychać było szeptaną rozmowę. SierŜant.zapytał.Ja . W takim razie jestem zmuszony prosić pana o udanie się ze mną do komisariatu.Ja to zrobiłem.Dwie ulice stąd.zapytał policjant. którego pan uderzył? . podczas gdy posterunkowy wyjaśniał szefowi sprawę.oświadczył Chadwick. Policjant obrócił się ku niemu z niedowierzaniem. . . posterunkowy wszedł na schodki i zadzwonił.Czy mogę zapytać. . Napadłem na niego. .Tek.Słucham? .Tek? . .zwrócił się policjant do Chadwicka.zapytał. . dlaczego pan to zrobił? . 153 . Zanim policjant otworzył usta. obrócił się i szybko ruszył tą samą drogą. Spojrzawszy podejrzliwym wzrokiem na swojego przewodnika.Pani Brent? Czy ten policjant mógłby zamienić kilka słów z pani męŜem? Pani Brent skinęła głową i zniknęła w głębi domu. Nie czekając na dalsze pytania zaprosił policjanta ruchem ręki. Ukazała się w nich pani Brent. Chadwick został zaprowadzony przed oblicze dyŜurnego sierŜanta.To tu. Po dwóch minutach znaleźli się w dzielnicowym komisariacie. .gotów jestem złoŜyć wyjaśnienie w komisariacie.oświadczył Chadwick.Pan go nie lubi? Strona 93 . choć najwyraźniej nic nie rozumiał.Czy pan Gaylord Brent? .Dobrze. Ŝeby szedł za nim. rzucając zza chustki wściekłe spojrzenie na Chadwicka.To na pewno tutaj.txt się spokojem pięknej niedzieli. . Po chwili powiedział: . .Forsyth Opowiadania. która na widok Chadwicka cofnęła się nieco.powiedział policjant. .Proszę iść ze mną.Rozumień .powiedział w pewnej chwili. przy której mieszkała rodzina Brentów. Po minucie ukazał się Gaylord Brent.To jest pan Gaylord Brent .Przed kilkoma minutami pan Brent został z premedytacją uderzony w nos .odparł Chadwick .odparł Chadwick. Zaprowadzę pana.Tek . Młody policjant oŜywił się. Policjant miał zakłopotaną minę. . . .Kto to zrobił? . . Stał i milczał. Po krótkiej rozmowie z dwoma przybyłymi policjantami Chadwick i sierŜant wsiedli do wozu. patrzył na Chadwicka z zainteresowaniem.zwrócił się do niego Chadwick. Lewą ręką przyciskał do twarzy mokrą chusteczkę i co chwila pociągał nosem.W tej sprawie .Tek .Panie sierŜancie .zapytał policjant Brenta. sir.zapytał Brenta policjant.Gaylord Brent . cierp154 liwy i doświadczony policjant w średnim wieku. . .oświadczył Chadwick. pod numerem trzydziestym drugim . Chadwick ruszył za nim. W tym momencie zjawił się na Heath Street policyjny samochód wezwany przez krótkofalówkę.Napadu. Chadwick wskazał na nie ponownie.Czy to prawda? . . . zastali je zamknięte. . Słyszał.Jak się nazywa człowiek. Chadwick zapytał: .skinął potwierdzająco głową.

toteŜ nikt owej notatki nie zauwaŜył. PoniewaŜ chodziło o zwykły napad.Chyba nie .odparł Chadwick. czy wnosić skargę.Proszę zaczekać . jak poinformować pana. co się święci. . wrócę tam i zrobię to samo.powiedział młody człowiek . co zostało zaprotokołowane i podpisane. SierŜant westchnął. .Słuszna myśl .Czy pan Brent odniósł powaŜne obraŜenia? .Forsyth Opowiadania.Dlaczego podszedł pan do posterunkowego i zawiadomił go o swoim czynie? Chadwick wzruszył ramionami.Takie są chyba przepisy prawne. . tak i na Fleet Street solidarność ma swoje granice.Pan Gaylord Brent nie ma ochoty wnieść skargi na pana powiedział.Pańskie nazwisko? Bili Chadwick podał swoje nazwisko i adres i został odprowadzony do aresztu. Do policji naleŜy decyzja. ale wszyscy mieli nadzieję. . powiedział tylko. Gaylord Brent miał zastrzeŜony numer telefonu. ale policja moŜe zdecydować.westchnął sierŜant.Nie bardzo . W kaŜdym przypadku telefonujący powiadamiał naczelnego redaktora.Pan widać zna trochę prawo. Przesłuchanie trwało dwie minuty. . SierŜant popatrzył na Chadwicka z niechęcią. Jest faktem. W dzielnicy. W tygodniu poprzedzającym rozprawę redaktorzy głównych porannych. więc pan Gaylord Brent nie musiał być obecny w sądzie.To niewaŜne . co zrobiłem.zapytał posterunkowego. . ale sierŜant zdobył go. Został odesłany do domu na dwa tygodnie za tą samą kaucją stu funtów. Nikt nie wiedział. Większość redaktorów sprawdziła wokandę sądową na ten dzień. . . Ŝe zamierza wyjaśnić swoje postępowanie sędziemu. którą zapłacił poprzedniego dnia. Ŝe jeŜeli policja nie wniesie skargi. Gaylord Brent. Ŝe redakcji z pewnością bardziej opłaci się wysłać swojego przedstawiciela do sądu niŜ polegać na informacjach agencji obsługującej sąd.W takim razie nie mam innego wyboru. Ŝe główny reporter Sunday Couriera.txt . Potem pozwolono mu odejść. . . Było to pierwsze formalne przesłuchanie.KaŜdy tak twierdzi . Ŝe zostało popełnione przestępstwo. Przekonali się. Następnie został formalnie oskarŜony i decyzją własną sierŜanta zwolniony za kaucją stu funtów oraz zawiadomiony.Z lektury.Wnoszenie oskarŜenia nie zaleŜy od pana Brenta. sir? . Podobnie jak w związkach zawodowych.To przesądza sprawę . i zlecili jednemu ze swoich reporterów udanie się do sądu. nikt nie czytywał tej gazety. sprawa zajęła w lokalnej gazecie zaledwie kilka wierszy. Ŝe taka odmowa moŜe zostać zinterpretowana przez sąd jako zapowiedź nieprzyznania się do winy we właściwym czasie. Czyn niezgodny z prawami naszego kraju. jeszcze raz . Ŝe nie wnosi skargi. wieczornych i niedzielnych gazet na Fleet Street i w okolicy otrzymali anonimowe telefony.No dobrze. Ŝe będzie to moŜe coś ciekawego. Bili Chadwick stawił się w sądzie punktualnie o godzinie dziesiątej Strona 94 . w której mieszkał Chadwick. . .powiedział Chadwick.wyglądało to na lekkie uderzenie w dziób. Prawo zostało naruszone.stwierdził. Będzie to sprawa "Regina versus Chadwick". .odparł Chadwick. więc naleŜało zawiadomić policję. SierŜant niespiesznie wyciągnął z szuflady formularz skargi. .powiedział po zanotowaniu adresu i poszedł do innego pokoju. To nie Ameryka. stawi się w sądzie Londynu Północnego w najbliŜszy poniedziałek w związku ze sprawą o napad. Odmówił wszelkich oświadczeń. Po chwili powrócił. czy nie. gdyŜ wiedział.Adres poszkodowanego? . Odmówił usprawiedliwienia się. 155 Ŝe ma się stawić następnego dnia rano przed sędzią w sądzie Londynu Północnego. Anonimowy rozmówca dodawał. Ŝe istotnie figuruje tam nazwisko Chadwicka.zgodził się sierŜant i zwrócił się do posterunkowego: . Nazajutrz stawił się przed sądem.

który juŜ złoŜył zeznanie. Wysoki Sądzie . . w którym pracuje. dopóki nie zostanie wezwany do składania zeznań. . Nastąpiło to o dziesiątej czterdzieści pięć. Ŝe Gaylord Brent.Wysoki Sądzie . Czy chciałby pan powołać świadków na swoją obronę? . który usiadł w jednym z tylnych rzędów. wziął od Chadwicka wycinek i podszedł do stołu sędziowskiego. ale nie będzie pan juŜ potrzebny jako świadek. Sędzia przyjrzał się mu wnikliwie.powiedział sędzia. . które przedstawiłem w tej sprawie. Wezwano Gaylorda Brenta i zaprzysięŜone go. usiadł.Nie chcę powoływać Ŝadnych świadków .Przykro mi. Gaylord Brent ukłonił się sądowi i opuścił ławę świadków.odparł Chadwick. Zgodnie z brytyjskim prawem świadek nie moŜe wejść na salę sądową. Bez dalszej zwłoki wezwano posterunkowego Clarka. Rozwiązał dylemat nie przyznając się do winy. Przedtem zauwaŜył. Prokurator przedstawił fakty. . jedno krótkie spojrzenie na ławy prasowe przekonało go. który juŜ podnosił się z miejsca. ale zgodził się. to chciałbym złoŜyć oświadczenie stąd. gdyby Wysoki Sąd zechciał go przeczytać. którego z kolei zapytano. czy pan zgłasza sprzeciw? . albo zająć miejsce na tylnych ławach.Panie Cargill.odezwał się Chadwick z ławy oskarŜonych. Wysoki Sądzie. z ławy oskarŜonych. Ŝe sam Chadwick zwrócił się do posterunkowego Clarka informując go o dokonanej napaści. . Woźny podniósł się zza balustrady. 157 Chadwick wstał i zanim zwrócił się do sądu. .Przedstawił je pan właściwie. panie Chadwick? .oświadczył sędzia.Wysoki Sądzie. Ŝe przyznaje się pan do napadu na pana Brenta. panie sędzio. kiedy będzie miał adwokata. Ŝe pozwany nie zaprzecza faktom.spytał sędzia prokuratora. Odmówił rutynowej propozycji sędziego. Ten fakt speszył Chadwicka na chwilę. Skinął głową w stronę ławy prasowej i zajął miejsce w głębi sali.Nie. MoŜe pan albo odejść. Ŝeby przesłuchiwać świadka. panie Brent. Przyznaję się do winy.Rozumiem . aŜ zostanie wywołany.Czy to ma związek ze sprawą.powiedział donośnym głosem. . sześć tygodni temu pan Gaylord Brent wydrukował ten oto artykuł w piśmie. przynajmniej te. Młody policjant złoŜył przysięgę i opowiedział szczegółowo o okolicznościach aresztowania Chadwicka. siedzi w hallu. Ŝe zamierza bronić się sam. . Absolutnie tak. obok policjanta. który pytał. Zapytano go ponownie.Panie Chadwick. .Jest to pański przywilej i pańskie prawo . wezwany jako świadek.Przyjmuję. i wyjaśnił. . Dopiero potem moŜe zająć miejsce w tylnych ławkach i przysłuchiwać się reszcie rozprawy. . co pan robi. Prokurator. wyciągnął z kieszeni złoŜony wycinek prasowy. Chadwick podniósł się z ławy oskarŜonych.txt rano i czekał. Oznacza to oczywiście. .oświadczył prokurator. które były mu 156 znane.Czy jest pan świadom tego. .Forsyth Opowiadania. Sędzia zwrócił się do Gaylorda Brenta: . .MoŜe pan powołać świadków dla wydania opinii o sobie lub zgłosić okoliczności łagodzące. Ŝe pana trudziliśmy. którą rozpatrujemy? Strona 95 .Przemyślałem sprawę i chciałbym zmienić stanowisko. zmienił pan stanowisko i przyznał się do winy. czyli w Sunday Courierze. Byłbym wdzięczny.Nie zaprzeczam . Ŝe są przepełnione. Kiedy zbliŜał się do ławy oskarŜonych. Odmówił.Nie zgłaszam sprzeciwu. Znowu odmówił. Na ławie dla świadków siedział ponury Gaylord Brent i milczał. Sędzia wzruszył ramionami. Sędzia zwrócił się do Chadwicka: .Tak. Spowodował ogólne zdziwienie stwierdzając. A jeŜeli chodzi o okoliczności łagodzące. czy pragnie odroczenia sprawy do czasu. czy pragnie zadać świadkowi pytania. Zwolniono wobec tego Clarka.

Forsyth Opowiadania. . Ŝeby się ze mną skontaktować przed napisaniem tego steku bzdur? Mógłbym mu przedstawić dokumenty i udowodnić ponad wszelką wątpliwość. takŜe wstając ze swojego miejsca. JeŜeli spokojny i prowadzący zgodne z prawem Ŝycie człowiek uderza nagle innego człowieka w twarz. I Ŝe równieŜ straciłem duŜą sumę pieniędzy. Ŝe ten pretendujący do fachowości niestrudzony poszukiwacz prawdy chętniej słucha barowych plotek. Byłem niestety jednym z handlowców. .ryknął. .powiedział Chadwick. Dlatego jak grom z jasnego nieba spadł na mnie artykuł. Dziennikarze notowali jak szaleni.rzekł powaŜnie sędzia . . zupełnie bezpodstawnie oskarŜający mnie o udział w aferze. Trącił łokciem siedzącego obok policjanta.W tym artykule . Wziął podany mu przez woźnego wycinek i przeczytał go szybko. ^ . A więc czy ów dziennikarz zadbał o to.Dobrze . jak wiele innych osób. Ŝe zostałem tak samo nabrany jak wszyscy inni klienci spółki. skłonni byli uwierzyć zniesławiającym mnie informacjom. panie sędzio. Jak najbardziej. Gaylord Brent zŜymał się w tylnych ławach sali. panie sędzio. Na sali sądowej zahuczało.czy to jest istotne dla sprawy? Chadwick mu przerwał.odparł policjant.Wysoki Sądzie . co to ma wspólnego ze sprawą? . . Ŝe artykuł dotyczy spółki handlowej. purpurowy z wściekłości. to naleŜy się zastanowić nad motywami tego niezwykłego postępku. Strona 96 .powiedział skromnie Chadwick..Wysoki Sądzie . a uwaŜałem ją. zarządzę usunięcie z sali osób za to odpowiedzialnych .Pozwany ma rację . Ŝe to powinno wpłynąć na decyzję osoby.Wysoki Sądzie! . Sędzia przez chwilę przyglądał się Chadwickowi. chociaŜ moje nazwisko figuruje w ksiąŜce telefonicznej i w spisie handlowców.Proszę mówić dalej. Ŝe niektórzy moi klienci. poniosłem duŜe straty. panie Chadwick . Ale on nawet nie 158 -spróbował się ze mną rozmówić. . . nie wiedząc.To nie moŜe mu ujść na sucho.Zapewniam Wysoki Sąd. .ale zastanawiam się.zawołał. Potem nastąpiła cisza.Oczywiście . panie sędzio.Gaylord Brent dopuścił się wobec mnie karygodnego i niezmiernie szkodliwego zniesławienia.JeŜeli usłyszę jeszcze jakieś okrzyki. niŜ bada fakty.powiedział niepewnym głosem . . prawda? .zawołał woźny. Gaylord Brent.Zapewniam pana. którzy zostali przez spółkę nabrani. Ŝe zarzuty pana Gaylorda Brenta mają swe źródło raczej na dnie butelki whisky niŜ w dogłębnych dociekaniach.Dobrze . Ŝe pan sędzia będzie mógł lepiej ocenić moje przewinienie.Rozumiem.Spokój! . .syknął. i to przez niechlujnego. Ŝe pragnę tylko wytłumaczyć tło wydarzeń. . . Ŝe tak. zerwał się ze swojej ławki. ale był to tylko błąd. Ten błąd kosztował mnie sporo pieniędzy. jeŜeli pozna jego powody. ..txt . udającego powaŜną pracę dziennikarską. która znalazła się w stanie likwidacji. który nawet nie zatroszczył się o dokładne zbadanie sprawy. . Wydaje mi się. ZauwaŜyłem.mówił Chadwick . Brent wstał.krzyknął woźny.Spokój! .zgodził się sędzia .Chciałem tylko powiedzieć.Zwracam się do sądu o sprawiedliwość. . Wstał prokurator. Wydaje mi się. Ale proszę o powściągliwość w wyraŜaniu się. która ma obowiązek wydania wyroku. ale na ławach prasowych zaczęła się gwałtowna aktywność.Rozumiem pański gniew. leniwego i niekompetentnego pismaka.przyznał. Wydaje się. Spokój na sali! .niech pan wyjaśni swoje motywy.Po ukazaniu się tego steku kłamstw.Cicho! .Jak pan śmie! . . Po przeczytaniu połoŜył go na stół i rzekł: . Pan na pewno zauwaŜył. naraŜając wiele osób na utratę udziałów. za solidną i godną zaufania. . .powiedział sędzia.Dziękuję.powiedział sędzia.

ciągnął Chadwick .Istnieją inne moŜliwości dochodzenia swoich praw w przypadku zniesławienia . . Nie moŜemy tolerować w naszym społeczeństwie stanu rzeczy.śeby go uderzyć w nos? . panie sędzio . bo Strona 97 . panie sędzio . Pan poszedł do jego domu.zapytał sędzia.Jest to bardzo powaŜna sprawa.Forsyth Opowiadania. nie ujdzie ci na sucho. Ŝe poniewaŜ nie złoŜył przysięgi i "mówi z ławy oskarŜonych. kiedy prasa obsmarowała go za wyrok. . . JednakŜe nie mógł nie wspomnieć w duchu wydarzenia sprzed lat.Tak właśnie było. straciłeś panowanie nad sobą. Obrócił się i stanął twarzą w twarz z Gaylordem Brentem.Oczywiście. Ŝe miał rację. jest po prostu kłamstwem. . Człowieka. Ŝe został pan pokrzywdzony oraz Ŝe owego dnia nie opuścił pan swojego domu 160 w Hampstead z zamiarem popełnienia przestępstwa. Pytałem siebie.Aha . przyjacielu.oŜywił się sędzia. zbyt leniwy na to. Próbowałem zobaczyć się z wydawcą. . udałem się do jego domu. ani później.txt . aby wyjaśnić mu fakty i przedstawić dokumenty stwierdzające. Powiedziawszy to.Być moŜe. . moŜe się zasłaniać prawniczymi i finansowymi moŜliwościami powaŜnego pisma i z tej uprzywilejowanej pozycji rujnować małego człowieka. który wydał w innym sądzie.Próbowałem do tego doprowadzić. Bili Chadwick wypisał czek na odpowiednią sumę.PrzecieŜ nie chciałem go uderzyć.Przyznaję. Wiedział równie dobrze jak prokurator. Kiedy Chadwick schodził po schodach budynku sądowego. Chadwick usiadł.odpowiedział Chadwick okazując zdziwienie.odrzekł Chadwick . Ŝe w dzisiejszych czasach tylko nieliczni mogą sobie pozwolić na uciąŜliwą walkę z potęgą ogólnokrajowego pisma. . Na jedną sekundę straciłem panowanie nad sobą. ale Brent potraktował mnie z tą samą pogardą co redakcja jego pisma. Sąd akceptuje fakt.zdziwił się sędzia. Zrobiłem rzecz niewybaczalną.Właśnie Ŝe ujdzie . ale gwałt nigdy nie jest stosowną odpowiedzią. Ŝe został pan zniesławiony. Ŝe to. JeŜeli ty. Ŝe nie. Sędzia patrzył na niego zza stołu. istnieją . Ŝe to. Ŝe ktoś chwyta go za ramię. Ŝeby zaapelować do jego sumienia? .Ujdzie. a tymczasem ławy prasowe opustoszały.zacząłem się zastanawiać nad tą sytuacją. Później okazało się. w którym prywatne osoby uwaŜałyby za właściwe uderzać w nos naszych czołowych dziennikarzy.W takim razie dlaczego nie było rozmowy? Chadwickowi opadły ramiona. . Uderzyłem Brenta w nos.ale pan jako prawnik musi sobie zdawać sprawę. . poprosić o rozpatrzenie dowodów.Dobrze wiesz. które mogłyby go przekonać. który cięŜko i uczciwie pracował przez całe Ŝycie. . Zdarzyło mi się to po raz pierwszy w Ŝyciu. jakim prawem źle poinformowany błazen. co napisał.odparł spokojnie Chadwick. PoniewaŜ nie dopuszczono mnie do niego w redakcji. JednakŜe uderzył pan pana Brenta na progu jego domostwa. Ŝeby sprawdzić swoje wiadomości. którego nawet nie próbował poznać. chciałem z nim porozmawiać. Wiedział.Co dalej? . aby udowodnić słuszność swoich zarzutów.syknął.powiedział Chadwick. panie sędzio . co powiedziałeś o mnie w sądzie.Ty cholerny bękarcie .Tak więc. Ŝe jego podwładny nie miał racji i nie zrobił najmniejszego wysiłku. . to samolot odrzutowy napędzany jest taśmą gumową.Nareszcie mamy motyw. Ŝe jestem małym człowiekiem nie mającym Ŝadnego znaczenia i Ŝe nie potrafię się przeciwstawić potęŜnemu Courierowi. . Poszedłem więc do pana Brenta. poczuł. Wydawca nie chciał mnie przyjąć ani wtedy. Ŝe coś mnie poniosło. Dziennikarze runęli do telefonów i taksówek. Głośno powiedział: .Tak. Zostaje pan ukarany grzywną w wysokości stu funtów i obciąŜony sumą pięćdziesięciu funtów z tytułu kosztów sądowych. . . . 159 . Brent był blady z wściekłości i dygotał na całym ciele.zauwaŜył sędzia. nie moŜe być poddany krzyŜowemu ogniowi pytań. myślał sobie.

najpierw powoli. poczułem. Ustawiłem przekładnię biegów na luz. Wyłączyłem zapłon. . Stary tryumf mayflower wjechał z wysiłkiem na wzgórze i całkowicie ucichł. zaciągnąłem ręczny hamulec i wysiadłem. a siłą rozpędu dojechaliśmy do połowy wiejskiej drogi. Skorzystałem z czegoś. . Wysiedliśmy. próbując wydobyć resztki mocy z zamierającego silnika.Zdaje mi się. był terenem. OBOWIĄZEK* Silnik samochodu krztusił się juŜ od trzech kilometrów.napisałem opowiadanie w pierwszej osobie. Ów rejon postanowiliśmy z Bernadette objechać tego lata naszym starym wozem. nachylony nad kierownicą. co nazywa się przywilejem absolutnym. potem na wzgórze.Rzeczywiście. francuskim krajobrazie.Tam w dole jest wioska . ale kiedy zbliŜałem się do stromego zakrętu. ani strzelających w niebo słupów wysokiego napięcia. Przyłączyła się do mnie Bernadette i oboje patrzyliśmy na drugie zbocze wzgórza i na wiejską drogę prowadzącą ku dolinie. Nie widać było ani kominów fabrycznych.Zawsze to lepiej niŜ tkwić tu całą noc .F. F. Nie wolno mówić o drugim człowieku takich rzeczy. a ja. Wsiedliśmy na powrót do samochodu.powiedziałem ale dalej na pewno nie. choć pięknym. Przy wąskich drogach stały wioski. Ŝe właściwie nie naleŜy do Ŝadnej kategorii. wcisnąłem do końca sprzęgło i zwolniłem ręczny hamulec.txt mówiłem z ławy oskarŜonych.Ale ja przecieŜ wcale nie jestem taki. składającą się z dwóch tuzinów budynków. .oznajmiła. pompowałem pedał gazu. obejrzałem ją i wskazałem miejsce połoŜone na północnym stoku doliny Dordogne. co okazało się malutką wioską. Ŝe to opowiadanie róŜni się od innych zawartych w niniejszym zbiorze tym. Być moŜe jest to objaw idiosynkrazji. w owych latach jeszcze nie odkryty. a ja byłem całkowitym ignorantem w sprawach technicznych. ale postanowiłem.był niezwykle piękny. Cały rejon Dordogne.MoŜe uda nam się zjechać tam bez silnika . Strona 98 . Tę historię opowiedział mi jeden z irlandzkich przyjaciół. . Ŝe zaczął ostatecznie nawalać. gdzie królowała prawdziwa francuska wieś i gdzie od wielu wieków mało co się zmieniło. których mieszkańcy Ŝyli z płodów pól. Siedząca obok Bernadette obrzucała mnie niespokojnymi spojrzeniami.powiedziała. PodąŜyłem oczami za jej wzrokiem. . W panującej dokoła ciszy zjeŜdŜaliśmy ze wzgórza w kierunku odległej wieŜy. później nabrał rozpędu. a zbiory zwoŜono na skrzypią* Zwrócono mi uwagę. śadne autostrady nie przecinały porosłych zielenią dolin. 162 cych drewnianych wozach zaprzęŜonych w woły. . Z tego powodu . Najwyraźniej coś nawaliło pod maską wozu.wczesne lata pięćdziesiąte . Ŝe jest prawdziwa i Ŝe przydarzyła mu się osobiście. Ŝeby nie zgasł właśnie w tym miejscu i nie pozostawił mnie zagubionego w dzikim. .Forsyth Opowiadania. Były to nasze pierwsze zagraniczne wakacje.Dlaczego? .w odróŜnieniu od pozostałych . Spojrzałem sceptycznie na nasz samochód. Tam wóz się zatrzymał. jakim mnie przedstawiłeś. Między drzewami prześwitywała kościelna wieŜa i kawałek dachu stodoły.PrzecieŜ ty zrobiłeś dokładnie to samo. przysięgając. Ŝe jesteśmy tutaj . Bernadette wpatrywała się w wijącą się przed nami drogę. Zapadał zmierzch. Siła cięŜkości doprowadziła nas do skraju czegoś. Wyjąłem z samochodu mapę drogową. Mayflower zaczął toczyć się w dół. w kaŜdym razie pierwsze poza Anglią i Irlandią. w kaŜdym razie przez tak zwane wytworne sfery.stwierdziła moja lepsza połowa. Ten letni wieczór .zdziwił się Chadwick. Modliłem się do wszystkich irlandzkich świętych. Ŝe mimo to pozostanie. .

Powinienem był wcześniej o tym pomyśleć. Ksiądz był niemłody. Domyśliłem się. Nogi tego faceta w butach na sznurkowych podeszwach wzbijały tumany kurzu. jak stwierdziłem później mijając go. któremu zepsuł się wóz? Łacina! pomyślałem. Ŝe mnie zrozumie. JuŜ zdecydowałem się zapukać do jednego z zamkniętych domów i spróbować . Kiedy był juŜ bardzo blisko. podszedł do nas i uśmiechnął się. Ale czy ja nie zapomniałem swojej? Usiłowałem wydobyć ją z zakamarków pamięci. Chłop skinął głową i oddalił się bez słowa. W owych czasach księŜa ubierali się jeszcze w długie sutanny z szerokim pasem i kapelusze o wielkim rondzie. zrozumie moją sytuację. Ŝebyśmy na niego zaczekali. ale poza tym. Na próŜno.podeszła bliŜej. Przy samochodzie został ksiądz. Ŝe tłumaczy swojemu parafianinowi. ale spełniło swoje zadanie. Ŝe jest to ksiądz. Czytelnik.Irlandais . wskazując to na drogę. est fractus currus teus. . ująłem go za ramię i zaprowadziłem na tył wozu.. Twarz księdza rozjaśniła się. Holandais! . kiedy zza kościoła wyłoniła się samotna postać i ruszyła w naszym kierunku. wskazując najpierw na Bernadette potem na mnie. Jeden z historycznych kłopotów Irlandczyków polega na tym. z dyszlami wbitymi w kurz. Ksiądz uśmiechnął się jak do uprzykrzonego dziecka. . . ale na pewno zapamiętał trochę łaciny ze szkolnych czasów.In v e r i t a t e. pater meus . Ŝe nie jestem dumnym właścicielem domagającym się podziwu dla swojego wehikułu.Forsyth Opowiadania. filius meus? powtórzył. to na samochód. Jak mu wytłumaczyć. Kiwałem głową i uśmiechałem się. ale ich właściciele znajdowali się widać gdzie indziej. na której.odparłem w nadziei. nie stykałem się z nią od lat. Po kilku minutach ksiądz wyszedł w towarzystwie wielkiego męŜczyzny ubranego w niebieskie płócienne spodnie i koszulę typową dla francuskiego chłopa. zorientowałem się. w którym. Ah. iŜ nasz samochód nie moŜe przez całą noc blokować drogi.wytłumaczyć jego mieszkańcom moją sytuację. po czym zrobił znak. Strona 99 .mimo całkowitej nieznajomości języka francuskiego .Anglais? . a w tekście liturgicznym niewiele jest wyrazów odpowiednich do wytłumaczenia komuś problemów zepsutego tryumf a. On pierwszy przerwał milczenie. Szedł ku nam szybkim krokiem. a obok niego kłusował ksiądz. Ŝe myli się ich z Anglikami. . widniały duŜe litery napisu: IRL. Bernadette usiadła pod drzewem o kilka kroków. Wskazałem tabliczkę. Na okrągłej twarzy księdza ukazał się wyraz zrozumienia. Szybkim krokiem ruszył w głąb ulicy i wszedł do budynku. ale turystą. Za młodu próbowano wpoić we mnie łacinę. . Znowu potrząsnąłem przecząco głową. zawołałem po angielsku: . stały przy drodze.Currus meus fractus est . Obydwaj kiwaliśmy głowami i uśmiechaliśmy się. Ŝeby go pozdrowić. ZbliŜyli się do nas i ksiądz zaczął szybko mówić coś po francusku. stanowiąca widocznie ośrodek miejscowego Ŝycia.powiedziałem do księdza.potwierdziłem. Samotna kura rozgrzebywała pył przy ceglanej ścianie stodoły. mieściła się wiejska kawiarnia.zapytał. 163 Wskazałem na nasz samochód. Wskazałem na maskę samochodu. Ŝe słyszałem ją w kościele.txt Uliczka wydawała się całkowicie pusta. Ksiądz takŜe kiwał głową i takŜe się uśmiechał. któremu zdarzyło się spędzić jakiś czas na oczekiwaniu nieznanego wydarzenia w towarzystwie człowieka. Pokręciłem przecząco głową. czarno na białym. Zastanowił się przez chwilę. 164 .Ah. Znaczyło to w istocie "Mój rydwan jest złamany". Szukałem w pamięci francuskich słów. Bernadette i ja.Ojcze! To wystarczyło..powiedział. z którym nie moŜna zamienić ani jednego słowa. Ksiądz zatrzymał się. Dwie porzucone fury.

dość zniszczoną tablicę. Ksiądz wskazał na zegarek i na garaŜ. które zdawało się pokryte mieszaniną kurzu i krowiego łajna. Zadowolony chłop powrócił do traktora. iŜ Irlandia nie jest częścią Anglii. na której buszowało stadko brunatnych kur. a ksiądz dał nam do zrozumienia. ale ksiądz skinął głową na znak zgody. Ŝe wodę pobierano ze studni. Nasza gospodyni okazała się kobietą pełną uroku. Istnieją zmagania. Nie było to ani miejsce. pokazał nam otwarte drzwi domu i odjechał. Skinęła głową. rozklekotanym traktorze. Domyśliliśmy się. bawialnia.szepnęła Bernadette. Traktor ruszył i wyjechał z podwórza na drogę. Stodoła była zamknięta. W zapadającym zmierzchu dostrzegłem nad budynkiem. Silnik traktora robił straszliwy hałas. 165 Nasz milczący kierowca pojechał na drugi koniec wioski najpierw przez mostek na strumieniu.Kiwnąłem głową i uśmiechnąłem się .Nic mi to nie mówiło. Typowa tradycyjna mała ferma. Ŝe będzie otwarty nazajutrz o siódmej rano. wszedł na tylny stopień traktora i trzymał się go mocno rękami. Wszystko spalone słońcem i wyblakłe. Chłop zbliŜył się do drzwi i zastukał.txt . być moŜe. a opodal wznosiła się góra kompostu. ani czas. Ktoś widać robił zapas paliwa na zimę. ja rozejrzałem się po fermie. Do naszych uszu dochodził rytmiczny odgłos uderzeń siekiery. który wyglądał na jeszcze jedną stodołę. Ŝebyśmy wsiedli do samochodu. Kobieta zaprosiła nas do wnętrza domu. Widniał na niej napis Garage. W tym świecie zaprzęŜonych w woły i konie wozów był to zapewne jedyny pojazd mechaniczny. Pokazał nam. jakich jest tam kilkaset tysięcy. gdzie produkowano wszystkiego po trosze. Potem obrócił się do mnie i wskazał na migi. zanim zamilkł. Zrobiliśmy to oboje. . Ksiądz dzielnie maszerował obok nas. ja z walizką w ręku. jak wali w drzewo.A co my będziemy robili do tego czasu? . o co chodzi.Forsyth Opowiadania. W pewnym momencie wieśniak uniósł rękę i powiedział: . Są one kręgosłupem francuskiej gospodarki rolnej. Ŝe chce mi się spać. Nastąpiła ponownie szybka wymiana zdań między księdzem i chłopem. drewniane koryto leŜało obok ręcznej pompy. staroświeckie i mało wydajne. Ręczna pompa przy kamiennym zlewie świadczyła. Staliśmy obok siebie na tylnym stopniu traktora jak głupi. Po chwili otworzyły się drzwi i w świetle parafinowej lampy ukazała się niemłoda kobieta niskiego wzrostu. . słychać było. Partie d'Angleterre? . hall czy jak to nazwać.Irlandais? . Mimo zapadającego zmroku zauwaŜyłem.spytał. Kierowca traktora powiedział coś do niej i wskazał na nas. Ŝebym wyjął z samochodu walizkę. Ŝeby wytłumaczyć dobremu ojcu. Ŝe nieobecny w tej chwili mechanik zajmie się naprawą naszego wozu. Podczas gdy rozmawiał z kobietą. a głos jego silnika brzmiał niewiele lepiej niŜ silnika mojego tryumfa. Izba o kamiennej podłodze. salon. Była tam obora dla krów i stajnia dla koni i wołów. spomiędzy dwóch wąskich. Ubrany na niebiesko wieśniak przyczepił grubym powrozem mój wóz do haka traktora. wyjechał chłop na starym. w niej stół i dwa zniszczone fotele przy kominku. Małe gospodarstwo rolne. siwe włosy zebrane Strona 100 . Okrągła twarz z rumianymi policzkami. dając mu do zrozumienia. potem pokonał jeszcze jedno wzgórze i skręcił w podwórze fermy. Postawiłem walizkę na podłodze. W tym momencie z małej uliczki. w niemałej mierze za przyczyną poświęceń ojca i wuja Bernadette. Westchnąłem. Zatrzymał się pod domem i kazał nam zeskoczyć na ziemię. ale my zaprowadzeni zostaliśmy do kuchni. Nic z tego nie rozumiałem. ośrodka Ŝycia rodzinnego. Pojął. Ale posuwał się naprzód i zatrzymał się tuŜ przed naszym samochodem.Preece. Światło dawała lampa naftowa. Zostaliśmy podholowani za zakręt i w głąb podwórza. których niepodobna wygrać. Sympatyczny ksiądz pomachał nam na poŜegnanie i tyleśmy go widzieli.Irlande? Kiwałem głową coraz energiczniej i coraz szerzej uśmiechałem się. ceglanych stodół. Ŝe była podobna do wielu innych. przyłoŜyłem dłoń do policzka i pochyliłem głowę. Była tam. Aby przyciągnąć uwagę księdza. a potem trzask rozszczepiających się polan.

Siwe włosy miał krótko ostrzyŜone.dodała Bernadette z wesołym uśmiechem . oczy niebieskie. co niestety nie dotyczyło mnie. po czym rozlegał się trzask rozłupywanego polana. Ja obawiałem się jednak. znikało. znów rzuciła ciepły uśmiech w naszą stronę i skinęła swoją ptasią główką. Madame Preece usiadła na swoim krześle.powtarzała. Farmer był tak wielki. Ŝe jej teŜ naleję. ale nie wpadło mu nawet do głowy.Servez vous. . Mimo Ŝe nie rozumiała słów Bernadette. i poprosiła. szczebiotliwym śmiechem. Umyła się w porcelanowej miednicy zimną wodą z kamiennego dzbana. Widocznie takie tu były zwyczaje.Mam nadzieję . Pani Preece zaprosiła nas gestem do zajęcia zniszczonych foteli i zaczęła się krzątać przy kuchennej sczerniałej Ŝeliwnej tafli w drugim końcu izby. Ręce miał wybrudzone ziemią i prawdopodobnie innymi substancjami. W dziesięć minut później Bernadette wróciła z góry. Ŝe zjedliśmy aŜ po trzy porcje. .Ŝe nie ma tam pcheł. Uniosłem brwi. które na próŜno usiłowała wymówić. . potem ktoś wylał ją na podwórko. Ŝe będzie mogła obejrzeć nasz pokój i umyć się. Po chwili zaprosiła nas do stołu i połoŜyła przed nami porcelanowe miski. białą. robiły jej się od tego na całym ciele wielkie bąble. uśmiechała się i kiwała głową. jakie trapiły nas jeszcze godzinę temu na wzgórzu. Pani Preece przyglądała się nam. Ŝebyśmy się obsłuŜyli. monsieur. typowo celtycką karnację. Ŝe moŜna by je umyć. w której pływało mnóstwo ziemniaków. z którego wystawała metalowa chochla. Ŝeby go powitać. gdzie obok drewnianej szopy stał wśród chwastów wóz. Miała delikatną. Plusk tej wody dochodził mnie przez chwilę z okna na pierwszym piętrze. Poruszał się powoli.txt w kok na karku. Nie wykazał jednak najmniejszego zainteresowania dwiema obcymi osobami przy swoim stole. jak wieśniak wcina pełnymi łyŜkami i zagryza wielkimi kęsami chleba. Ŝe głową sięgał niemal sufitu. Wreszcie postawiła na środku stołu duŜy garnek. podczas gdy madame wyjaśniała mu powód naszej obecności. parującej zupy jarzynowej. Nad nim ukazywało się od czasu do czasu ostrze siekiery. które bez ceremonii odrywa Strona 101 . Przedstawiła się nam jako madame Preece.co niebawem okazało się słuszne człowieka o wielkiej sile połączonej z ograniczoną inteligencją. smakowite bagietki. ale nie przywitał się. Wstałem. a Ŝona podała mu natychmiast pełną po brzegi miskę zupy. Ŝe mogą być. ale byliśmy szczęśliwi. przez które wpływało do kuchni ciepło wieczoru. Mówiła coś do siebie niemal bez przerwy. Zrozumieliśmy. Nagle odgłosy rąbanego drzewa ustały i w kilka sekund później otworzyły się kuchenne drzwi. Kobiety udały się wraz z walizką na górę. 166 porośnięte chwastami podwórko.Forsyth Opowiadania. Była poŜywna i stanowiła główne danie. Usiadł bez słowa na swoim miejscu. Ŝe jest zadowolona. Robił wraŜenie . Z garnka wydobywał się kuszący zapach i wzbudzał we mnie szalony apetyt. ale odmówiła. Moja Ŝona była bardzo uczulona na ukąszenia pcheł i komarów. wbrew ponurym przewidywaniom.powiedziała Bernadette. servez vous . Gospodarz przybył na kolację. Od szopy ciągnęło się krótkie ogrodzenie wysokości około dwóch metrów. gdzie moŜna przenocować. Patrzył na nas. odświeŜona. łyŜki i długie. Ŝe znaleźliśmy miejsce. która zrozumiała. Usiadłem więc i zabrałem się z powrotem do jedzenia. Nalałem Bernadette gęstej. wnioskowała z tonu jej głosu. spracowane ręce i długa szara suknia z białym fartuchem. Podszedłem do okna. a tak nam smakowała. Ŝe rozmowa z nią będzie musiała się ograniczyć do uśmiechów i kiwania głową. Powitała nas wesołym. a my wymieniliśmy nasze nazwiska. 167 Wyglądał na mniej więcej sześćdziesiąt lat. Okno wychodziło na tylne. Pani Preece skinęła na Bernadette. My jedliśmy dalej. uszy maleńkie jak guziczki.To sympatyczny mały pokoik . Kątem oka widziałem. Zaproponowałem pani Preece. toteŜ napełnialiśmy miski po brzegi i wsuwaliśmy ochoczo jej zupę.

będę musiał pojechać do najbliŜszego miasteczka po części zapasowe albo wezwać pogotowie drogowe.JeŜeli okaŜe się. Jego procesy myślowe były tak powolne. . ale zauwaŜyłem. Pochodził z Rhondda Valley w Południowej Walii. ale tak wymawiali je Francuzi. ułoŜyła się nam jego historia i oczarowała i mnie. tak! Mój mąŜ to wielki talent lingwistyczny. Za to ja spojrzałem przez stół na madame Preece. ale podnieśliśmy głowy i spojrzeliśmy po sobie ogromnie zdziwieni. tylko Price. a potem nagle odezwał się głos znikąd. .zwróciłem się do farmera. Upłynęło trochę czasu.zapytała mnie Bernadette pomiędzy dwoma łykami zupy. Ŝeby zadawać sobie trud prowadzenia tak wyczerpującej rozmowy. Bernadette wskazała dyskretnym ruchem głowy na farmera. Nie mieliśmy sobie nic więcej do powiedzenia.Czterdzieści cztery. jaką mogłoby to zrobić w naszym budŜecie. na które nie zwracał najmniejszej uwagi.Walii . jakie wraŜenie zrobią jego słowa na słuchaczach. Evan Price. w samym sercu francuskiej prowincji. . Uśmiechnęła się wesoło. Nie zareagował. i to po angielsku: . w czasie pierwszej wojny światowej. Wzdrygnąłem się na myśl o wyrwie. Próbowałem sobie przypomnieć jego nazwę. Bardzo powoli. Chodziło nam raczej o przerwanie milczenia niŜ o wymianę zdań. Oboje byliśmy nachyleni nad stołem. Ŝe to coś powaŜniejszego. bo mapa została w samochodzie.zapytałem znowu. co trwało czasem kilka sekund. podobnie jak szachista zastanawia się nad kaŜdym ruchem. opowiadając tę historię. . był zwykłym szeregowcem w walijskim pułku. Czterdzieści cztery. Ŝe tu. Nawet na nas nie spojrzał. zanim je wypowie. Ŝe gdybym. Ciągle wcinał zupę i chleb. Strona 102 . Ŝe jest bardzo ostroŜny i chytry i Ŝe myśli o tym. Po dobrych dwudziestu sekundach powiedział całkiem wyraźnie po angielsku: 168 . Ŝe samochód zostanie z rana naprawiony powiedziałem. Po długotrwałej ciszy otrzymałem krótką odpowiedź: . Pomiędzy męŜem a Ŝoną nie toczyła się Ŝadna rozmowa. jaka wywiązała się między nami w ciągu następnych dwóch godzin. Przed czterdziestu laty. . Trwało całą minutę. i dopiero później wypowiadał ją.Chyba Bergerac . Ŝe gdy usłyszał pytanie. Muszę wyjaśnić. Ale w tym takŜe się myliłem.powiedział i wepchnął do ust kawał chleba. nim się odezwał.Czterdzieści cztery. Ŝe farmer źle słyszy. Nazwisko jego nie brzmiało Preece. Uśmiechnęła się z zadowoleniem i jadła dalej. Rzuciłem okiem na madame Preece. słowo za słowem. Potem uznałem. a czasem całą minutę. był mało rozgarnięty.Daleko to? .Forsyth Opowiadania. Z początku myślałem. obmyślał odpowiedź.Jak nazywa się najbliŜsze miasteczko? . czytelnik umarłby z nudów. Bernadette i ja próbowaliśmy rozmawiać ze sobą.Czy pan się urodził w Anglii? . Słyszał całkiem dobrze. Ale w rzeczywistości rozmowa trwała wieki.Pan zna angielski? .txt od bochenka.powiedziałem. Kilometrów. znalazł się Walijczyk. Do Bergerac. . zastanawiał się nad jego znaczeniem. więc znowu zapadło milczenie. i Bernadette. . Bernadette i ja odłoŜyliśmy łyŜki. . ale ciekaw byłem. i wiele łyŜek zupy i kawałków chleba zniknęło w jego ustach. jakby chciała powiedzieć: O.powiedziałem.Mam nadzieję. długie przerwy. nie przyśpieszał nieco dialogu. MoŜe nie było powodu.Jakieś sześćdziesiąt kilometrów. Ale myliłem się. Po prostu miał spóźniony zapłon. poniewaŜ pomiędzy moimi pytaniami a jego odpowiedziami zalegały nie kończące się. jak to się stało.Przepraszam pana? . Ŝe ona rzuca mu od czasu do czasu tkliwe i jakby pobłaŜliwe spojrzenia. zanim skinął potakująco głową.

która poprzedziła koniec wojny. Przez dwanaście miesięcy. Do końca słuŜby pozostał szeregowcem. kiedy cudzoziemcy. bezduszne czyszczenie munduru. nawet jak na owe czasy. ucieszeni tą miłą niespodzianką. Ŝywa i sprawna. Ciasne pomieszczenia w baraku. Price chrząknął i skinął głową. prostodusznym. Po śmierci rodziców jego Ŝona.W wojsku . Urodził się w 1897 roku w Rhondda Valley jako syn bardzo ubogich rodziców. Zamilkł. kiedy ogłoszono zawieszenie broni. Powinienem się był tego domyślić. . Bernadette takŜe wzruszyło opowiadanie o młodej francuskiej pielęgniarce.Czy był pan kiedyś w Irlandii? .Nie. ruchliwa jak wróbel. .powiedziała. Ŝe to nuda ówczesnego Ŝycia zohydziła mu Dublin.Ach tak! My właśnie pochodzimy z Dublina. Ŝeby móc się z nimi ewakuować. . która wkrótce zakochała się w pacjencie. butów.. Przedtem był w garnizonie armii brytyjskiej w Irlandii. Przypuszczam. wielkim dzieciaku. .powiedziałem.Dwa lata.Długo pan tam przebywał? . kiedy inni pojechali juŜ do Flandrii. przebywał w obozie ćwiczebnym i w składach wojskowych w Walii. chwytając od czasu do czasu znajome słowo i uśmiechając się słodko. . Stosunek Bernadette do farmera ochłódł nieco.W Dublinie. niski. . naleŜącą do. NaleŜała do fanatycznie republikańskiej rodziny. w której znajdowaliśmy się w tej chwili. jako jedynaczka.Pracował pan tam? . do 1917. co z głodu.odpowiedział po nieskończenie długiej chwili. odziedziczyła fermę. Price nigdy juŜ nie powrócił do Walii.Co pan tam robił? . braku odzieŜy i mieszkania. a do Flandrii wysłano go dopiero w 1917. W 1914 roku wstąpił do wojska nie tyle z patriotyzmu. Madame Preece przysłuchiwała się tej przydługiej rozmowie. . ale to bardzo powoli. Został cięŜko ranny i od tygodni leŜał w szpitalu brytyjskiej armii. Gdy wojska brytyjskie opuściły kontynent. guzików. Price nie okazał najmniejszego zainteresowania jej reakcją. Spojrzeliśmy na siebie z Bernadette.zainteresowała się Bernadette. panie Price . . doceniają jego uroki. przeniesiono go więc do francuskiego szpitala. Lubimy. Mijały sekundy. Dublińczycy są raczej dumni ze swojego miasta. Tam opiekowała się nim młoda pielęgniarka. a nawet Ŝołnierze angielscy. Dotknęła ramienia Price'a. leŜącym w szpitalu we Flandrii. Usiłowałem wyobrazić sobie. ciągłe słanie łóŜka. Ŝołd i nie kończące się. słuŜba wartownicza w mroźne noce i obchody Strona 103 . ciemnooka. zakochanej w bezradnym.rodziców panny młodej.Jesteśmy z Irlandii .Nie. Zrobił to wcześniej.zapytała go Bernadette.. . Price nie wstąpił do wojska w 1917 roku. Przebieg kariery byłego szeregowca Price'a został opisany przez niego 170 bardzo. Czy podobał się panu Dublin? . jak wyglądała w 1918 roku. Pobrali się i pojechali na małą fermę 169 w departamencie Dordogne.Gdzie pan stacjonował? .Kiedy to było? . Była na pewno szczupła.Co za piękna historia.Przykro mi. Prawdopodobnie powinienem był dać spokój dalszym indagacjom.Forsyth Opowiadania. był zbyt chory.txt Wziął udział w drugiej wielkiej bitwie nad Marną. . Miał trudne i ponure Ŝycie. a Ŝona nalewała mu trzecią porcję zupy. . Pod koniec 1915 roku przeniesiono go do oddziałów garnizonowych w Irlandii i zakwaterowano w zimnych barakach przy Islandbridge na południowym brzegu rzeki Liffey w Dublinie. .1915. Ale moja przeszłość dziennikarska zmusiła mnie do stawiania dalszych pytań.

Wiedziałem teŜ. Czy wieszano ich. zamknięty w sobie człowiek potrafił się w ogóle z czegokolwiek cieszyć albo smucić? .nalegałem. Proszę próbować.powiedziała do mnie . Wyczuwało się jego wysiłek. O owej pogodnej wiośnie w 1916 roku. Naprawdę powinienem był dać spokój temu człowiekowi. co czuje człowiek. Chyba na wiosnę.Czy pamięta pan. Wreszcie potrząsnął głową. kiedy w wielkanocną niedzielę grupa ludzi.Tylko raz . Dzięki Bogu. A potem powrót do baraku. Musiał się cieszyć. Ŝe nie śpi. A rozrywki?. kiedy po dwóch latach został przeniesiony. Ale czy ten powolny. Bernadette leŜała bez ruchu.. i jej dziwny mąŜ nie zmienili wyrazu twarzy. Ŝe pewnie kłamie. Bernadette siedziała bez ruchu. ale to była prawda. których sprowadzono do rozStrona 104 .. Ŝe nigdy nie zaznałem i nie zaznam takich przeŜyć. Ŝe w owych czasach odbywały się w Irlandii liczne egzekucje.przyjdź niedługo. Price próbował wydobyć z pamięci to zdarzenie. Czy potrzebowano do tego Ŝołnierzy? Zgodnie z regulaminem wojskowym sądy polowe skazywały równieŜ Ŝołnierzy na śmierć.To tak dawno . Ale robili to przecieŜ kaci. Poszedłem na górę po dwudziestu minutach. Wpatrywał się w płomienie. . kiedy to było . -. kiedy to było? . Po prostu zastanawiał się nad uczciwą odpowiedzią. niewiele tego było za Ŝołnierski grosz. . na kredowobiałą twarz.zapytałem go. Podniósł na mnie oczy. uprzejmy uśmiech w stronę madame. ale nie chciało mi się paprać z naftową lampą. uderzyła na budynek poczty i wiele innych publicznych gmachów. ale nie mógł sobie nic przypomnieć. . Myśleliśmy o setkach Ŝołnierzy. mierzyć z karabinu do ludzkiej istoty. brać go na muszkę. czyszczenie karabinu i sute śniadanie. Kontakty z katolicką ludnością prawie Ŝadne.Czy był pan członkiem plutonu egzekucyjnego? 171 Jak zwykle namyślał się przez dłuŜszy czas. Pozostawiłem pana Price'a w fotelu przy kominku. ale wiedziałem. czy teŜ rozstrzeliwano? Tego nie wiedziałem. potem skinął głową. Robił wraŜenie zadowolonego.odpowiedział. nacelować broń na białą łatę naszytą w miejscu.Forsyth Opowiadania. Pan Price podniósł na mnie swoje przezroczyste niebieskie oczy i pokręcił głową. . Bernadette odłoŜyła łyŜkę i zesztywniała. czuć odrzut karabinu na ramieniu.txt placówek w strumieniach wiecznie padającego deszczu. Powiało chłodem. Piwo w kantynie i tyle.Bardzo dawno . Wychyliłem się naprzód i dotknąłem jego ramienia. W Mountjoy wieszano pospolitych morderców. słyszeć huk. . Orientowałem się. patrzeć na spętaną postać.W 1916. Naprawdę próbował. Naprawdę próbował. o czym myśli.Proszę sobie przypomnieć. . ..powiedział. do którego pan strzelał? Ale to było dla niego za trudne..Egzekucja . Rozebrałem się przy wpadającym przez okno świetle księŜyca i połoŜyłem do łóŜka.Czy przydarzyło się tam panu coś ciekawego? . oddana niepopularnej jeszcze podówczas idei Irlandii niezaleŜnej od Anglii. która nie rozumiała ani słowa.odparł. W końcu powiedział: . Tylko madame.odpowiedział. głównie za morderstwa czy gwałty. .Idę do łóŜka . Bernadette wstała. Nie było w nich obłudy. O tym samym co ja. Kim był człowiek. Nasz pokój tonął w ciemności.A co takiego? . nie przestając zajadać zupy. Rzuciła sztuczny. nie czytał. gdzie znajduje się serce Ŝywego człowieka.Niech pan sobie przypomni. On po prostu zapomniał. znudzony do niemoŜliwości. Pomyślałem. Nie palił. kiedy kaŜe mu się wziąć udział w egzekucji.. Zastanawiałem się.zapytałem. na spazm podrygującego ciała. przywiązanej do słupka odległego o dwadzieścia metrów.. na rozkaz nacisnąć spust.

Ledwo skończyłem pić kawę. Rozliczyłem się z madame Price.. w której ginęło tylu ludzi. Miednicę opróŜniliśmy przez okno na 173 podwórko. Działo się to między 3 a 12 maja w więzieniu Kilmainham. bo to nie jest przydatny. patrząc prosto w lufy karabinów. odpowiadało mniej więcej jednemu funtowi. skąd wywoŜeni byli za morze do liverpoolskich więzień. O dziwnej trójkolorowej. Bernadette poruszyła się. Zrozumiałem. Ogoliłem się jak mogłem. Przyda się wyschniętej ziemi. I na pewno myślała o swoim wuju. który przed sądem polowym mówił wyłącznie po irlandzku. oficjalny mit. Price powiedział "na wiosnę". czekających cierpliwie na przyprowadzenie więźniów pod stojący pod murem słupek. Na upstrzonym krowim łajnem frontowym podwórku stał mój tryumf i człowiek. Wiosna 1916 roku przyniosła wielkie wydarzenia małemu narodowi. kiedy się urodziła. po czym dmuchnął. Poza tym toczyła się wojna. a hałas. Zjedliśmy wszystko z apetytem. Powtórzył je kilka razy. Na pewno. Myślałem. Postanowiłem przestać myśleć i zasnąłem. PrzecieŜ rozstrzeliwano z wyroku sądu polowego takŜe gwałcicieli. zirytowany własną głupotą. ale fakty są takie: kiedy skutych łańcuchami powstańców prowadzono do dublińskich doków. kiedy podkute buty Ŝołnierzy z plutonów egzekucyjnych waliły w bruk w drodze z koszar do więzienia. Te myśli o chłodnych majowych porankach tuŜ przed świtem. mógłby obudzić nieboszczyka. I na tym by się moŜe skończyło. Znałem je. Obudziliśmy się wcześnie. Tak wtedy było. jak się okazało. przeklinali ich i obrzucali odpadkami za to. który nie Ŝył juŜ. Tego dzisiaj. Przysiągłem sobie. o ruinach i zgliszczach. Kara śmierci obejmowała róŜne przestępstwa. w wyborach 1918 roku partia niepodległościowa zdobyła zaufanie całego niemal kraju. i wysoko uniósł głowę. dublińczycy. Ŝe zapiszę się na kurs podstaw mechaniki. Była zatopiona w myślach. MacDonough i Padraig Pearse. Chrząknąłem. madame Price przywołała mnie ruchem ręki przed dom.Forsyth Opowiadania. rabusiów. ale nie było go widać. uŜywając wody z dzbanka. ale rozumiałem tylko jedno słowo.. W ciągu roku nastąpiła całkowita zmiana nastrojów. zielono-pomarańczowo-białej fladze. uwielbiany brat jej ojca. W tych wielkich wydarzeniach nie było dla durnego szeregowca roli do odegrania. o co mu chodzi. gdyby nie głupia i szaleńcza decyzja władz brytyjskich: stracenia szesnastu przywódców powstania. ZaŜądał tysiąca franków. o Irland172 czykach i Anglikach. O'Connel. którą ściągnięto i zastąpiono brytyjską. których w końcu wyprowadzono z poczty. I o innych. Myśleliśmy o dymie i huku. Starszy. morderców i dezerterów w armii brytyjskiej. Potem wręczył mi klucze i Ŝyczył dobrej drogi. Nie było wśród nich szeregowca Price'a. carburateur. Po dwóch latach partyzantki uzyskano niepodległość. co w tamtych czasach. Clarke. gdyŜ wspomniałby na pewno o tym wydarzeniu. Farmera ani śladu. a wśród nich większość katolickiej biedoty. pokonanych i bezsilnych. gdy słońce ukazało się na horyzoncie. był właścicielem garaŜu. nie uczy się w szkołach. wreszcie o powstańcach. który. zanim de Gaulle wynalazł nowe franki.txt pędzenia powstańców ogniem karabinowym i artyleryjskim. oczywiście. Mechanik tłumaczył mi coś z szaloną swadą. Ŝe tyle nieszczęść sprowadzili na głowy mieszkańców miasta. Ŝe pan Price pomoŜe mi porozumieć się z tym człowiekiem. O Ŝołnierzach. jaki robiło ptactwo domowe. Strona 105 . dając jej drugi tysiąc franków (wtedy podróŜowało się naprawdę tanio!) i przywołałem Bernadette. właśnie Pearse. który nudził się w baraku. o zabitych i umierających. Wiosna to długi okres. bo słońce zaraz po wschodzie świeciło prosto w nasze okno. Madame Price postawiła przed nami kubki pełne gorącej kawy z mlekiem i chleb z masłem. Umyliśmy się. wywieszonej na szczycie budynku. Ubraliśmy się we wczorajszą odzieŜ i zeszliśmy na dół. który nie odzywał się* po angielsku do straŜników więziennych. jakby usuwał z rurki brud. To wszystko nonsens.

Lekarz osobisty. Ŝe jest to jeden z najgorszych momentów w Ŝyciu lekarza. przyniosła mu . Ramiona mu opadły. A dziesięć sekund temu. obrócił i poszedł do swoich polan drewna. Wyprostował się. Ŝe metoda zimnej analizy. Madame pomachała nam ręką po raz ostatni i zniknęła w głębi domu. gdy stał na górnym stopniu schodków prowadzących do domu przy Devonshire Street. w koszarach Islandbridge. Twarz mu się wydłuŜyła. wykazując pełne zainteresowanie i troskę. Ŝeby wydobyć zeń informację.oświadczył trzymając rękę na teczce z kliszami rentgena i wynikami badań laboratoryjnych. Gdy trzeba im było zakomunikować coś przykrego. Bernadette patrzyła nie widzącymi oczyma przez szybę samochodu.To nie potwór tylko człowiek. po zastosowaniu której wybierał najkorzystniejszy wariant. który spełnił cudzy rozkaz i swoją powinność.Przypomniałem sobie . Ŝe zamierza nas zaatakować. Spojrzałem na podwórze: za płotem podnosiła się i opadała siekiera. Tak bardzo chciał nam zrobić przyjemność.Nie. Wcisnąłem sprzęgło i ruszyliśmy ku miasteczku Bergerac. kwatermistrz podaje karabin i jeden ostry nabój. Cofnąłem samochód i przejechałem przez bramę. po szalonym wysiłku. Hanson dał do zrozumienia. kochanie . Krzyki i to machanie siekierą miały zwrócić naszą uwagę i zatrzymać nas. .Przypomniałem sobie! . Po chwili rozległ się znowu odgłos ciosów siekiery. kiedy zatrzymał mnie głośny okrzyk. DOKŁADNY CZŁOWIEK Timothy Hanson był człowiekiem. Zobaczyłem pana Price'a.krzyknął. mógłby porąbać nasz samochód na kawałki.txt Załadowaliśmy walizkę i wsiedliśmy do wozu. . który biegł ku nam przez podwórko. któremu przed laty. . Zatrzymał nas w ostatniej chwili.Przypomniałem sobie! Nic nie rozumiałem. Przeraziłem się. To był poeta. gdyŜ w pierwszej chwili pomyślałem. zastanawiał się nad swoim losem. Ŝe wierzy przyjacielowi.gdy osiągnął wiek średni .Forsyth Opowiadania. . cierpiał bardziej niŜ oni. " WjeŜdŜałem właśnie na drogę.Timothy. W ten rześki kwietniowy poranek. Była blada jak ściana i zaciskała usta. który jednym strzałem rozniecił wojnę. która dla niego nie 174 miała Ŝadnego znaczenia.powiedziałem. przyjaciel zajmujący się jego zdrowiem od lat. Nazywał się Pearse. nawet wobec obcych pacjentów zachowywał się wzorowo.kim był człowiek. w samym sercu lekarskiej dzielnicy Londynu. Wyobraźnia podsuwała mi obraz wielkiego niezdarnego chłopca z Rhondda Valley. Wiedziałem. Szczycił się tym. Ta wojna poprowadziła naród na drogę do niepodległości. machając wielką siekierą jak patykiem. a my patrzymy na niego obojętnie i nawet mu nie dziękujemy.spory majątek i godną pozazdroszczenia pozycję społeczną. Silnik zapalił z miejsca. Ale natychmiast zobaczyłem. niezdolni do Ŝadnej reakcji. który podchodził do Ŝyciowych problemów spokojnie i rozwaŜnie. Struchleliśmy oboje. w całej mojej karierze tylko trzy razy zmuszony byłem powiedzieć pacjentowi coś takiego . którego wtedy zastrzeliłem. CięŜko dysząc podbiegł do okna samochodu i wsunął swoją wielką głowę do środka. Ŝe tym ucieszy rodziców. połyskujące drzwi zamknęły się za nim obojętnie.powtórzył . Strona 106 . . Promieniał jak dziecko. Gdyby chciał. ja i Bernadette. Ŝe macha nią człowiek. by następnie realizować go konsekwentnie. i kiedy czarne. a my nie okazywaliśmy Ŝadnej wdzięczności! Wziął sobie do serca moje pytanie i całą noc wysilał nieszczęsny mózg. przyszła mu wreszcie do głowy. Patrzyliśmy w milczeniu. .Potwór. Bernadette poruszyła się wreszcie i powiedziała: . za szopę.Co pan sobie przypomniał? . które dokonało czegoś nadzwyczajnego i wie. Wierz mi. Wobec przyjaciół był szczególnie taktowny i delikatny. Ŝe jego twarz jaśniała zadowoleniem.

rozmyślał.. Rolls skręcił na południe w Great Portland Street i ruszył w kierunku rzeki. Nie zamierzał jednak rozmawiać z szoferem na temat złośliwych tkanek. . w których obecnie znajdowały się przewaŜnie biura doradców finansowych. Rzeczywiście serce miał w porządku.Do biura. A będzie. a następnie na most. albo leŜy w szpitalu z połamanymi nogami. Hanson wtulił się w siedzenie i patrzył na obicie dachu samochodu. który to widział..zapytał.. ale stał przy rolls-roysie z aprobatą na twarzy. wiem. W ciągu nocy północno-wschodni wiatr oczyścił miasto. Ŝe nic nie zauwaŜył. złoŜył go starannie. Ubrana biało recepcjonistka odprowadziła Hansona do drzwi 176 i otworzyła je. jest człowiekiem bardzo 177 12. Limuzyna skręciła w lewo. bogactwo sklepów Oxford Street i obydwie siedziby władzy. bardzo silne. w którym mieściło się jego przedsiębiorstwo. Hanson zszedł po stopniach domu na ulicę. drugie po drugiej stronie rzeki.Jeszcze pompuje. Richards. jeŜeli się siedzi w więzieniu. wprowadzonych przez nowy socjalistyczny rząd. Ale istnieją anodyny.odpowiedział Hanson. Silne i zdrowe.. ale to wcale nie. Richards odwaŜył się postawić następne pytanie: . iŜ podoba się starszemu panu. Rolls przejechał juŜ rondo Elephant and Castle i jechał przez Old Kent Road. W ciepłym wnętrzu samochodu zrelaksował się. Ŝe go nie zna i Ŝe nie było to pozdrowienie. Wcale. szofer. nieco silniej kołysząc biodrami. Whitehall i County Hall. Hanson ścisnął ramię doktora i uśmiechnął się do niego przyjaźnie. Było zimne i czyste. Prowadził w City dom handlowy zajmujący się rzadkimi i cennymi monetami. Uśmiechnęła się więc i poszła dalej.Ale znam cię przecieŜ. Ich spojrzenia skrzyŜowały się.. Lekarz oświadczył mu.Forsyth Opowiadania.JeŜeli jest cokolwiek. Hanson patrzył poprzez Tamizę na zbliŜający się coraz bardziej gmach County Hall. w pierwszej chwili zaskoczona. zamoŜnych adwokatów i gabinety przyjęć prywatnych lekarzy. . Ŝe to brzmi banalnie. Rolls minął posąg Erosa na Picadilly Circus i włączył się do ruchu na Haymarket. . o co mi chodzi. Była ładna. Lekarz odprowadził go do progu swojego gabinetu. to wcale nie wydaje się duŜo. Sześć miesięcy to całe wieki.Nie . Spojrzał z górnego stopnia schodków na rząd wytwornych domów. Wciągnął haust świeŜego powietrza.Chyba nic złego z sercem. jedno po jednej. na Westminster Bridge Road. Ŝe ostatnie tygodnie będzie musiał spędzić w szpitalu. które poŜerają jego wnętrzności.txt .powiedział Hanson.Gdybyś był innym człowiekiem. Minął juŜ dawno wytworną dzielnicę Marylebone. udawał. Oczywiście! Jak będzie z nim juŜ bardzo niedobrze.powiedział doktor. ale dowód. ale rozumiesz.. Ŝe pomimo koszmarnych podatków. Od Elephant and Castle domy stawały się coraz uboŜsze i bardziej zdewastowane. Ale jeŜeli jest to cała reszta Ŝycia. kusiłoby mnie. Hanson podziękował mu za komplement i szczerość. Hanson uśmiechnął się do niej odruchowo i skłonił siwą głowę. zorientowała się. poza tym był właścicielem budynku.Czysta robota zamoŜnym. PrzejeŜdŜali teraz przez dzielnicę będącą jak gdyby przejściem między centrum miasta z jego bogactwem Strona 107 . JeŜeli jest cokolwiek... Uprzytomniał sobie. Szła w stronę Marylebone High Street.Do Kentu . nowe środki uśmierzające ból. Richards otworzył drzwiczki wozu. zdjął kapelusz i połoŜył obok siebie.. miała błyszczące oczy i lekko zarumienione od chłodu policzki. Był teŜ jedynym właścicielem firmy i w ogóle nie miał wspólników ani akcjonariuszy. sir? . więcej nie było trzeba. To wystarczyło. . Hanson usiadł na tylnym siedzeniu.. Zdjął płaszcz. Teraz stał za progiem. Dziewczyna. Richards wsunął się za kierownicę. . Młoda kobieta w pantoflach na wysokich obcasach minęła go energicznym krokiem. Ŝeby cię okłamać . który doskonale prosperował i ogromnie ceniono go w sferach handlowych. panie Hanson? .

moŜe dwa razy w tygodniu. Co do tego nie miał wątpliwości. co się z tym wszystkim stanie. szefie finansów kraju. Przyjmował tam klientów zagranicznych. a potem znowu patrzył prosto przed siebie. rodzice jej dawno umarli. Rolls ruszył znowu w drogę do Kentu. kiedy nie chciało mu się jechać do Kentu. nie mówiąc juŜ o rachunkach w róŜnych bankach i o samochodzie. jak się cieszę. Poza tym jest przecieŜ jeszcze duŜe mieszkanie w dzielnicy Mayfair. którego cena wynosiła pięćdziesiąt tysięcy funtów. Minęli North Downs i wjechali pomiędzy faliste wzgórza i doliny najpiękniejszej części Anglii. gdzie od czasu do czasu spędzał noc.Czym mogę ci słuŜyć? . Po dalszych trzydziestu minutach jazdy zniknęły ostatnie rudery przedmieścia i pojawiła się przed. bukami i lipami. w Harrietsham. Pomyślał nagle o ministrze skarbu. Wzburzona młoda zakonnica pociągnęła go za ramię. starszego partnera adwokackiej firmy Pond i Gogarty.txt i potęgą a ciszą i porządkiem panującymi na zamoŜnych przedmieściach.Mój drogi Timothy. co dotyczyło równieŜ jej wstrętnego męŜa i równie niemiłego syna. gdzieś w połowie Old Kent Road. nie zmieniając wyrazu twarzy. przyłoŜył kciuk prawej ręki do nosa i wyzywająco pomachał pozostałymi palcami. Panowie usiedli. Prawnik wstał zza biurka. ale tylko mrugnął jednym okiem. Na południe od Maidstone autostrada się urywała i kilka mil dalej.powiedział sekretarz. Stojący na jezdni chłopiec zamarł ze zdumienia. i był z nimi wszystkimi na ty. nimi szeroka wstęga autostrady M-20. Hanson pomyślał o zmarłej przed dziesięciu laty Ŝonie. dokąd zdąŜał. maklerem. W przytulnej atmosferze domu robiło się lepsze interesy niŜ w hotelu. Zastanawiał się. której kaŜda mila kosztowała milion. pozostałe dwie zamykały pochód. co jego pan wyprawia. DuŜo o tym myśleli. Długi sznur -małych dzieci przekraczał jezdnię pod wodzą czterech sióstr zakonnych. Richards skręcił na południe między starannie uprawiane sady. Richards prawdopodobnie widział w lusterku. Z rozrzewnieniem myślał o pięknym domu w Kent. Na rozczochranej czuprynie siedziała krzywo czapka z inicjałami "St. której szczerze nie lubił. Elastycznej podwiązki uŜywał zapewne jako procy. Hanson znalazł się na autostradzie. Zbierał te eksponaty przez wiele lat. którym w tej chwili jechał. a powinna być ona niemała. . Ŝeby go powitać. o pięciohektarowym parku wysadzanym dębami." Jedna skarpetka opadła po kostkę. leŜała posiadłość Timothy'ego Hansona. Miał okrągłą twarz. Wparty w poduszki samochodu. Z jego strony Ŝyła tylko jeszcze siostra. Sznur dzieci odmaszerował zwartym szykiem w kierunku duŜego szarego budynku odgrodzonego od drogi sztachetami. Dwie szły na przodzie. Okolicę tę nazwano Weald. Miał wreszcie portfel akcji i obligacji. Jakiś chłopczyk przystanął na samym środku jezdni i z nieukrywaną ciekawością przyglądał się rolls-royce'owi. Raz. Zwlekał z tym od wielu lat. Timothy Hanson wstał i wszedł do gabinetu Martina Ponda. Urwis zrobił grymas. ale bezdzietne. Spojrzenie jego spoczęło na dystyngowanej siwej głowie wpatrzonego weń starszego pana. Wóz zatrzymał się przed przejściem dla pieszych. księgowym i lekarzem. takŜe przyłoŜył 178 prawy kciuk do nosa i takŜe pomachał palcami ręki. No. NiezaleŜnie od przedsiębiorstwa i dwóch nieruchomości Hanson posiadał kolekcję numizmatów.B. Strona 108 . Hanson utrzymywał przyjacielskie stosunki z czterema najcenniejszymi doradcami: adwokatem. gaje i ogrody.Forsyth Opowiadania. Ŝe cię znów widzę! Jak wielu bogatych ludzi w średnim wieku. ale tak czy inaczej musi wreszcie napisać testament. nawet bardzo szczęśliwe. minę zawadiacką i zadarty nos. w tym pięknym wiejskim krajobrazie. Opuścił rękę i uśmiechnął się szeroko. .zapytał Pond. I właśnie tu. Richards wydał z siebie okrzyk rozdraŜnienia. . Ich małŜeństwo było szczęśliwe.Pan Pond teraz prosi . Timothy Hanson. MoŜe powinni byli zaadoptować dziecko. który będzie się domagał swojej doli. Ona była jedynaczką.

JuŜ od pewnego czasu namawiasz mnie. Hanson zmierzał do tego. . Ŝe.. W dziesięć minut później wyszedł na Gray's Inn Road. Kierowca.Tak jest .txt . Chciałbym jednak. Niewielu jest ludzi.i spędzić stare lata w znacznie mniejszej rezydencji. i to zarówno z punktu widzenia osobistej. Wyglądasz wspaniale. Ach więc tak. Majowe słońce juŜ nieźle przygrzewało. Wiem. który był z nią związany. Jeździł kilka razy na kontynent.. Ŝe nie zawiera niczego. Ŝe mnie przeŜyjesz. . . a jeszcze częściej do londyńskiego City. abyś się podjął roli jego wykonawcy. który był zarazem jego słuŜącym i obsługiwał go wraz z Ŝoną od dwunastu lat.Napiszę ci doskonałe świadectwo. Miałem ku temu powody.. Ŝe zastanawiasz się.powiedział.Obawiam się .Zaniedbałeś tę waŜną sprawę. Ŝe wolałbyś znać jego treść. Richards zdziwił się.Tak. Ŝebym spisał testament. .oświadczył mu Hanson. ostatnia sprawa. drogi Martinie. Proszę cię.Właśnie o to mi chodzi. Bo nie chodziło mu tylko o pracę.gdy umierają przedwcześnie . Podał ją przez stół zaskoczonemu prawnikowi. sir .Tak . Co wtedy będzie? Hanson uznał to za Ŝart. Jestem przekonany.Masz moje słowo. . Przed nami wiele lat. Daję ci słowo honoru. .dane jest uporządkować swoje liczne i skomplikowane sprawy. . . ale równieŜ o ładny domek. ale nie dał tego po sobie poznać. Nie wątpię. . Pond zwaŜył w ręku paczkę z wyrazem zakłopotania na swojej zwykle pogodnej twarzy. w ciepłym klimacie. jak sobie Ŝyczył. 15 września wezwał do siebie Richardsa.Mam równieŜ zamiar wyemigrować z Anglii . 179 Hanson sięgnął do teczki i wyjął grubą Ŝółtą kopertę z duŜą czerwoną pieczęcią. NaleŜycie podpisany przeze mnie i świadków.Rozumiem. Jak to jednak ładnie ze strony starego. W kaŜdym razie mamy czas. mam nadzieję. W sytuacji panującej obecnie na rynku pracy będzie się musiał szybko rozejrzeć za nową posadą. Ŝe to nie wszystko. .Nie ma o czym mówić. jak i zawodowej etyki. Czy zgadzasz się być wykonawcą mojego testamentu? Pond obracał w ręku grubą kopertę. Przypuszczał. zaufaj mi. abyś ze względu na róŜne moje sprawy powstrzymał się od wszelkich wzmianek na ten temat i w naszej wiosce. Ŝeby po jego śmierci jego sprawy ułoŜyły się tak. . Nie ma w nim Ŝadnych dwuznaczności. W testamencie zwracam się do ciebie. ale zwróciłem się tym razem do prowincjonalnej firmy.odparł słuŜący.Ŝe jeŜeli przyszli mieszkańcy tego domu nie będą chcieli zatrzymać ciebie i pani Richards. i wobec wszystkich innych. Do połowy września pracował tak samo intensywnie jak w poprzednich latach. będziesz musiał rozejrzeć się za inną posadą.Chciałbym ci coś powiedzieć .odpowiedział pośpiesznie Pond. w przypadku tak duŜego majątku jak twój.Nie obawiaj się o nic . pomyślał Richards. Ŝe wymawia mu na przeszło trzy miesiące z góry. .. Czy chcesz mi go dać na przechowanie? . . .Oto on . . znalazł swojego pracodawcę w bibliotece. którym .ciągnął dalej Hanson . Jest jeszcze jedna.odrzekł Hanson. co szef ma mu do zakomunikowania. . co mogłoby zakłócić spokój twojego sumienia.Forsyth Opowiadania. Ŝadnych moŜliwości podwaŜenia go.Nie miej do mnie Ŝalu.odpowiedział Pond. mój drogi. Zamierzam pod koniec roku wycofać się z interesów. stary przyjacielu.Testament jest spisany przez prawnika. Hanson wziął z kominka grubą Ŝółtą kopertę i podał ją Richardsowi.powiedział.Timothy.Oczywiście . dlaczego nie ciebie prosiłem o przygotowanie testamentu. W kaŜdym Strona 109 .powiedział . < 180 .

Ŝebyś wiedział. otworzył szafę. Poza tym chciałbym ułatwić ci nieco Ŝycie na najbliŜsze lata. do 1 listopada. mocno ściskając strzelbę.Rozumiem to doskonale . W tej kopercie jest dziesięć tysięcy funtów w uŜywanych i niemoŜliwych do zidentyfikowania banknotach. Zawsze doceniałem. . Ŝebyś nie zaczął poszukiwań innej pracy. Ŝe pani Richards przyjdzie dopiero za godzinę. w której znajdował się gruby plik banknotów. tak Ŝeby odcinał się od czarnego parkietu. Richards stracił panowanie nad sobą. . na szafki. który odebrał telefon zaspanym głosem.odezwał się Richards z głębokim przekonaniem. Ty i pani Richards byliście lojalni i bardzo mi oddani przez ostatnie dwanaście lat. wciąŜ trzymając w ręku grubą kopertę. . śe nadszedł jego czas. Krótko mówiąc. mam wręcz awersję do oddawania urzędowi podatkowemu znacznej części tego. . sir . Ŝe jego Ŝona nie musi dziś robić śniadania.txt razie dopóki nie będzie to konieczne. gdybym ci je dał czekiem. nakrył ulubiony skórzany fotel grubym kocem. Richards. Ŝeby nie budzić podejrzeń. Uniósł brwi do góry. -. Te sprawy dotyczą dzisiaj wszystkich. naładował ją dwoma nabojami duŜego kalibru i wrócił do biblioteki. Chodzi o kopertę. 181 . I bardzo panu dziękuję. sir . Minionego lata upatrzyli sobie z Megan mały pensjonat w Porthcawl. Wiedział. Rankiem 1 października Timothy Hanson wyszedł ze swojej sypialni.przerwał mu Hanson. z której odpiłował uprzednio dwudziestopięciocentymetrowy kawałek lufy. sir. w rodzinnej Walii. Miał dobrą pensję. Mam nadzieję. Sugeruję. stopniowo traciły moc. Rozumiem. Ściskał w ręku kopertę. .Byłbym ci wdzięczny.Daję ci te pieniądze w gotówce.Dobrze. Ŝe te pieniądze pomogą wam przeŜyć najbliŜsze miesiące. o co chodzi. w którym przepraszał go za kłamstwo sprzed dwóch tygodni i prosił. Te oszczędności łącznie z niespodziewanym prezentem od szefa pozwolą mu. Ŝeby zaraz po przeczytaniu zatelefonował do Martina Ponda. Richards przeszedł przez wysypane Ŝwirem podwórze i zabrał się do polerowania rolls-royce'a.Dziękuję panu. .Dziękuję panu. Po raz ostatni rzucił okiem na rzędy ulubionych ksiąŜek.wykrztusił z siebie.Musiałbyś zapłacić duŜy podatek od darowizny. a jako Ŝe nie płacił za mieszkanie. które trzymał w zamkniętej szufladzie nocnego stolika. PrzeŜył okropną noc. Ŝe nieubieganie się o inną posadę przez okres następnych sześciu tygodni moŜe spowodować pewne trudności. Następnie zadzwonił do słuŜącego. I wydawaj je ostroŜnie. poniewaŜ. Chciałbym. Usiadł na fotelu. i to do samego końca. Bardzo by mi zaleŜało. Ŝeby mu przygotować śniadanie i sprzątnąć dom. Tabletki.Pozostała jeszcze jedna sprawa. wyjął z niej strzelbę. i powiedział mu. UwaŜał bowiem. Ŝeby wiadomość o moim wyjeździe rozeszła się w najbliŜszym czasie. co sobie postanowił. sir. udało mu się coś niecoś zaoszczędzić. co zarobiłem. Ŝebyś nie wpłacał ich do banku. być moŜe. nie wracać na coraz trudniejszy rynek pracy. . Jako człowiek pedantyczny.Nie warto o tym mówić . zanim jeszcze słońce ukazało się na horyzoncie. zmęczoną i bardzo postarzałą. powiedzmy.Rozumiem. Ból w dolnej części brzucha stawał się coraz silniejszy. jak większość ludzi. Kiedy skończył rozmowę.powiedział Richards. Ŝe to doceniam. ale Ŝeby on. . Wiedział. Spędził dziesięć minut na pisaniu krótkiego listu do Richardsa. Był w radosnym nastroju. zjawił się w bibliotece za pół godziny. nie chciałbym. Ŝe mebel ten naleŜy juŜ do kogoś innego. 182 Strona 110 . PołoŜył ten list na podłodze pod drzwiami biblioteki. Ŝe zrobił juŜ wszystko. ale schował w bezpiecznym miejscu. Rozumiem. Twarz miał szarą. gdybyś pozostał równie lojalny wobec mnie po moim wyjeździe za granicę.Forsyth Opowiadania. takŜe w imieniu Ŝony.

odezwał się Armitage junior.powiedziała pani Armitage łagodnym tonem. Po jego prawej ręce. Poza tym zarządził oficjalne odczytanie testamentu członkom rodziny i zabronił informowania jej drogą korespondencyjną. Zacisnęła usta.Państwa obecność tutaj w dniu dzisiejszym wynika wyłącznie z Ŝądania. zawartego w liście mego zmarłego klienta. Naprzeciwko zajął miejsce ich syn.Pan Hanson zakazał natychmiastowego otwarcia swojego testamentu.Biedaczysko . . To ułatwiło załatwienie takich formalności. 183 Zmarły wyraził Ŝyczenie. Minę miał znudzoną i wyniosłą.A czy to nie pan spisywał ten testament? . . Ŝeby jego testament został otwarty dopiero po tych wszystkich formalnościach. a więc siostry. Pond spojrzał na niego zimnym wzrokiem i nie zareagował. . Martin Pond wziął do ręki cienki nóŜ do papieru i starannie przeciął grubą kopertę. jej męŜa i syna. mniej więcej w połowie stołu. siostra klienta i przyjaciela.zapytał młodszy Armitage. które naleŜy natychmiast wykonać. OdłoŜył duŜą kopertę na biurko i zaczął czytać: . Potem skierował lufę w pierś.oświadczył Armitage junior.Chciałbym na początku oświadczyć. który pozostawił w pokoju. Ja Timothy Hanson z.Proponuję. Wszyscy troje spojrzeli po sobie ze zdziwieniem raczej niŜ Ŝalem. zaklejony wzdłuŜ lewego marginesu cienką zieloną taśmą. Fakty w nim zawarte potwierdził osobisty lekarz zmarłego i sekcja zwłok.Nie zna pan więc jego treści? . Tarquin . takŜe sporą. a to aby stwierdzić czy są tam jakieś instrukcje.MoŜe on sobie z nas zaŜartował.Jest to moja ostatnia wola i testament.No to jesteśmy tutaj wszyscy troje osobiście . Napisał to w liście do mnie.odparł Pond. co czyniła zapewne bardzo często. o czym wiedział od kwietnia. . .W takim razie jesteśmy jedynymi spadkobiercami . Wyjął z niej drugą.MoŜe byśmy tak otworzyli ten testament . .txt w których do niedawna trzymał wspaniałą kolekcję rzadkich monet.odezwał się Armitage junior.Pokazałem ten list miejscowemu koronerowi. Ŝe znajdował się w ostatnim stadium nieuleczalnej choroby nowotworowej. . .Nie. rozprawa sądowa i zezwolenie na pogrzeb w ciągu dwóch tygodni.Słusznie . nie ja. gdzie zakończył Ŝycie. Ma to nastąpić w obecności jedynych jego Ŝyjących krewnych. Teraz interesował się raczej przesadnie zawartością dziurek swojego wielkiego nosa. . . poszukał palcem spustu. Oboje ubrani byli na czarno..powiedziała pani Armitage ponurym głosem.odparł pan Pond. Strona 111 . .Forsyth Opowiadania.Niekoniecznie . które chciałbym państwu obecnie przekazać. Okazuje się..Po pierwsze. W liście tym wyjaśnił pewne rzeczy.Nie. Adwokat znał ją tylko ze słyszenia. . . siedziała pani Armitage. .zapytał znowu młody człowiek. ale z premedytacją.Tak jest .odezwał się Armitage senior.Cicho bądź. Nazywał się Tarquin. Martin Pond poprawił okulary i powiedział: . Martin Pond zamknął drzwi sąsiadującego z jego gabinetem pokoju konferencyjnego i zajął miejsce u szczytu długiego stołu. Ŝebyśmy przystąpili do odczytania testamentu zasugerował Pond. na przykład dotyczące przygotowań do pogrzebu. jak świadectwo zgonu. .odezwał się starszy pan Armitage.. . Był to młody. Ŝe zmarły Timothy Hanson uczynił mnie jedynym wykonawcą jego testamentu. ToteŜ powinienem otworzyć testament natychmiast po śmierci Timothy'ego..odparł pan Pond. nabrał powietrza w płuca i strzelił sobie prosto w serce. dwudziestokilkuletni męŜczyzna. oraz trzystronicowy dokument. . Obok usiadł jej mąŜ. . nie znam jej . Timothy Hanson nie odebrał sobie Ŝycia w chwili zamroczenia umysłu. pani Armitage. .

MoŜemy to opuścić . jakby miał trudności z odczytaniem tekstu.Nie potrafię w tej chwili na to odpowiedzieć.Mianuję wykonawcą mojej woli przyjaciela i dŜentelmena.W normalnym wypadku byłbym juŜ odwiedził biura pana Hansona.Wszystko to wiemy . w przekonaniu. zamrugał powiekami. Martin Pond wrócił do odczytywania testamentu. jak i pozostałe.. Pan Hanson miał doskonałych zastępców w swojej centrali w City i nie ulega wątpliwości.wtrąciła pani Armitage. . W pokoju zapanowało pełne napięcia milczenie. Ŝeby się upewnić.Czy na skutek tego stanu rzeczy wartość majątku moŜe się zmniejszyć? . aby w imię naszej długiej przyjaźni przystąpił do swojej funkcji nazajutrz po moim pogrzebie. jak człowiek.odparł Pond. Niniejsze postanowienie uwarunkowane jest treścią punktu siódmego. który wygiął kąciki jej ust.. która zorientowała się nagle.Czy mimo to nie powinien pan zrobić inspekcji? . Ŝe testament ten spisany jest zgodnie z angielskim prawem i odwołuję wszystkie poprzednie testamenty i dyspozycje.powiedziała pani Armitage. Ŝe będzie dzielić swój szczęśliwy los z miłym męŜem Normanem i uroczym synem Tarquinem. polecam mu przekazać je na cel dobroczynny według jego wyboru. pokrycie jego honorarium oraz wszelkich naleŜności. Pani jest jego najbliŜszą krewną odrzekł Pond i czytał dalej: Poza tym zapisuję. . Pan Pond odłoŜył testament i znowu wziął w rękę nóŜ do papieru. W pokoju panowała cisza.zapisuję mojej kochanej i kochającej siostrze całą resztę masy spadkowej. adwokata Martina Ponda z Pond i Gogarty.txt . . . .przerwał Armitage senior. Ŝe zniosła złote jajko. Pan Pond znowu spojrzał sponad okularów na rodzinę Armitage'ów. tak Ŝeby spadkobiercy nie ponieśli Ŝadnych finansowych strat na skutek niedbalstwa. .zaniepokoił się Armitage. . ile by ukryć mimowolny uśmiech.W takim razie załatwiajmy pogrzeb jak najszybciej .. Ŝeby w tym miejscu otworzył załączoną kopertę. Ŝe w pełni ufał ich lojalności i umiejętnościom.zapytał wreszcie starszy z nich. . Pond spojrzał na nich z niesmakiem sponad okularów i czytał dalej: .Nazajutrz po pogrzebie . w której znajdzie kwotę przeznaczoną na zapłacenie wydatków związanych z moim pogrzebem. Armitage junior wydał z siebie cięŜkie westchnienie. Obrzuciła spojrzeniem męŜa i syna.zapytał Armitage senior.Proszę takŜe jedynego wykonawcę mojego testamentu. Ŝe jestem jedynym wykonawcą testamentu. Proszę go. Były nowiutkie i opasane brązową opaską z napisem: tysiąc funtów.Jak pani sobie Ŝyczy. zapłacił naleŜne podatki i wykonał postanowienia niniejszej mojej ostatniej woli. Miała przy tym minę podstarzałej kury. czy prowadzone są we właściwym trybie. * . Obydwaj męŜczyźni z rodu Armitage'ów otworzyli usta i tak trwali. Armitage junior zaprzestał eksploracji wnętrza swoich dziurek od nosa i spoglądał na plik pieniędzy z obojętnością satyra patrzącego na dziewicę. Pani Armitage przyłoŜyła do oczu batystową chusteczkę nie tyle po to. którego cierpliwość została wystawiona na cięŜką próbę. Strona 112 . jakie mogą wyniknąć w związku z wykonywaniem mojej ostatniej woli. i Ŝyczę sobie. ale wątpię. . Ŝeby zajął się administracją mojego majątku.Forsyth Opowiadania. . .Oświadczam. po czym przełknął ślinę. jakie były..W tym miejscu przerwał. Z rozciętej koperty wydobył pięć paczek dwudziestofuntowych banknotów.. JednakŜe nie mogłem tego zrobić. W związku z tym będę się mógł zająć tymi sprawami nazajutrz po pogrzebie. zarówno to w City.. poniewaŜ dopiero w tej chwili dowiedziałem się oficjalnie. W wypadku gdyby po uiszczeniu 184 wyŜej wymienionych wydatków jakieś pieniądze pozostały. Ŝeby otrzeć 185 łzy. .Jaka jest wartość jego majątku? .

spytał syn. muszę zapytać panią oficjalnie.odezwał się Armitage junior.No więc? Pond postanowił pójść na rękę tym ludziom. ToteŜ poleciłem skonstruowanie trumny wykładanej ołowiem.Muszę pani przypomnieć. która znajduje się w tej chwili w domu pogrzebowym firmy Bennett i Gaines w mieście Ashford. to dlaczego nie kremacja? . aby moja siostra i mój szwagier. . co to znaczy. 186 W tej trumnie pragnę znaleźć wieczny spoczynek. . Wreszcie proszę.W takim razie pozostanie na czysto jeden milion? .A teraz. wartość masy spadkowej powinna wynieść około dwóch i pół do trzech milionów funtów. W sumie.Jasny gwint! .To będzie znacznie kosztowniejsze niŜ normalny pogrzeb na cmentarzu. czy pani zgłasza jakieś zastrzeŜenie? . Ŝe będą mnie tam Ŝarły robaki. Ŝeby w wypadku niespełnienia choćby jednego z moich Ŝyczeń lub teŜ jakichś przeszkód spowodowanych przez moich spadkobierców wszystkie poprzednie postanowienia uznał za niebyłe i niewaŜne i przekazał cały majątek skarbowi państwa. ale nie jest nielegalne . Próbował sobie uświadomić. Był bardzo zdziwiony postanowieniami i dziwactwami przyjaciela.ChociaŜby z grubsza.powiedział młodszy z Armitage'ów. ale nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie odparł pan Pond. przypuszczam.Musi pan to wiedzieć . człowieku tak pełnym humoru. na miłość boską? . Pond pomyślał o nie znanym mu adwokacie. . Pond rozłoŜył ręce.Wydatki zostaną pokryte z tego . .Co tam jest? . .Wydaje mi się. czyli siedemdziesiąt pięć procent. . Pond zabrał się na powrót do czytania. który spisywał testament. W związku z tym polecam.Pogrzeb w morzu! Nie wiedziałam. Ŝe bardzo duŜo. . Pomyślał o swoim przyjacielu Hansonie. .Znałem nawet jeden taki przypadek.CóŜ. mimo Ŝe nie wydali mu się sympatyczni.A ile wyniesie podatek spadkowy? . Martin Pond podniósł wzrok.Jest jeszcze siódmy paragraf .Forsyth Opowiadania. Timothy.powiedział.zauwaŜył pan Pond suho.wskazał na pieniądze. czy zgłasza pani obiekcje w stosunku do Ŝyczeń swojego zmarłego brata zawartych w paragrafie siódmym? . by moje ciało zostało powierzone morzu. .Zdarza się bardzo rzadko. którzy przez całe Ŝycie deklarowali swoje uczucia do mnie..powiedziała pani Armitage. PrzecieŜ prowadził pan wszystkie jego sprawy.Ile? .A więc. . Ŝe jeŜeli pani nie zgodzi się na jego Strona 113 .Przez całe Ŝycie z odrazą myślałem o tym. A w ogóle.krzyknął Armitage senior. . Ale byli w końcu jedynymi spadkobiercami zmarłego przyjaciela.zainteresowała się pani Armitage. pchnęli moją trumnę do morza. wyniesie około sześćdziesięciu pięciu procent.. ale nie dał tego po sobie poznać. sama nie wiem.Proszę wziąć pod uwagę. pani Armitage. Ŝe to jest dozwolone. otrząsając się z marzeń o towarzyskich konsekwencjach swojego społecznego wyniesienia.Obawiam się. tak kulturalnym i wymagającym. . dlaczego. .txt .Koszt pogrzebu nie obciąŜy spadku . . które leŜały na stole obok jego łokcia. . .Przykro mi. Ŝeby któregoś dnia jakaś koparka czy inna maszyna wykopała mnie z ziemi.odparł pan Pond. Ŝe biorąc pod uwagę obecne ceny rynkowe.To będzie kosztowało . . . Dlaczego to zrobiłeś. Poza tym nie chciałbym. gdzie słuŜyłem niegdyś jako oficer w marynarce. .Prawie wszystkie . Ŝe pewnego dnia znajdę się pod ziemią.Przy tak wielkich sumach opodatkowania większa część spadku będzie podlegała największej skali.To idiotyzm . Ŝe jest to bardzo przybliŜony szacunek. konkretnie w odległości dwudziestu mil na południe od wybrzeŜa Devonu. Jednocześnie zlecam wykonawcy mojego testamentu. . .odparł.

Stał na tylnym pokładzie. Kiedy dojechali do miejsca przeznaczenia. Tarquin Armitage towarzyszył rodzicom aŜ do Brixham.Będziemy tam za godzinę .powiedział jej mąŜ. Zresztą jego obecność w czasie morskiego pochówku nie była konieczna. kiedy Drakę uczył się odróŜniać maszt od Ŝagla. . Podejmę właściwe kroki i porozumiem się z państwem co do miejsca i czasu pogrzebu. O tej porze roku połowy w Kanale były marne. Kapitan odchrząknął. zgodził się chętnie za hojne wynagrodzenie udzielić swojego błogosławieństwa zmarłemu i siedział teraz z Armitage'ami w małej kabinie trawlera w grubym płaszczu zakrywającym komŜę. Martin Pond westchnął.To był ostatni paragraf testamentu. . jego brat i kuzyn. Emerytowany kapelan królewskiej marynarki. Większość rybaków była ze sobą spokrewniona. ale rzuciwszy jedno spojrzenie na morze. która zaczęła natychmiast łopotać na 188 wietrze. . i wskazał palcem miejsce odległe o dwadzieścia mil od brzegu. cały testament staje się niebyły i niewaŜny.dodał pan Pond. gdzie dźwig trawlera przeniósł trumnę na pokład.Im szybciej. Ŝe nie naleŜą do tej kategorii.warknął jej mąŜ. . Cały tydzień zeszedł mu na załatwianiu formalności i wyborze statku. . tym lepiej . Za nią podąŜała czarna limuzyna. Przebywanie na środku kanału La Manche w połowie października nie naleŜy do przyjemności.powiedział i zatoczył się. Jej dobrze wywoskowane dębowe wieko i wypolerowane na wysoki połysk mosięŜne uchwyty połyskiwały jak w słońcu.Tak jest . całych pokoleń rybaków. . kapitan zatrzymał Strona 114 . czy pani jako najbliŜszy członek rodziny upowaŜnia mnie do zajęcia się organizacją całej tej sprawy? . Załogę małego trawlera stanowili on. potomkowie .Wszystko weźmie państwo . . po czym wskazał ręką na trumnę. Miał dość tego wszystkiego. Ŝe nie mamy juŜ nic więcej do omówienia. Pani Armitage skinęła głową.Forsyth Opowiadania. .Głęboko tu . którego macierzystym portem był Brixham w hrabstwie Devon.zapytał pan Pond. 187 Martin Pond wstał. ale wolał to niŜ towarzyszyć tym ludziom w kabinie.W takim razie. Uniósł brwi.Pan go znał? . Ŝe nie naruszają prawa i otrzymają zadowalającą zapłatę. mimo szarości jesiennego nieba. Myślę. Wyciągnął z kieszeni mapę morską. . podjęli się niezwykłego zadania upewniwszy się. który uniósł ją z podwórza kentyjskiego przedsiębiorcy pogrzebowego i wsadził na tył otwartej tonowej furgonetki.odpowiedział Pond. targany silnym wiatrem. KaŜda strona podpisana jest przez spadkodawcę i świadków. którego Pond znalazł za pośrednictwem departamentu wyznaniowego Admiralicji. Byli to zahartowani Dewończycy o smagłych twarzach i rękach. rybacy.txt warunki. . Kapitan przetoczył się przez pokład i podszedł do Ponda.powiedziała pani Armitage chociaŜ uwaŜam.Nie mam Ŝadnych zastrzeŜeń . Przez całą drogę Armitage'owie narzekali. WaŜącą pół tony trumnę załadowano z samego rana na pokład.Co to oznacza? . Pond skinął głową. Jego trzej właściciele.powiedział kapitan. Stała teraz w poprzek pomiędzy dwiema drewnianymi pokładnicami na szerokim tylnym pokładzie. Uczyniono to za pomocą podnośnika. Zdecydował się na trawler.Zaraz potem będzie moŜna uwierzytelnić testament i podjąć spadek. a ta ruszyła ku południowo-zachodniemu wybrzeŜu. Do widzenia.Bardzo dobrze . Przed wejściem na statek państwo Armitage dali dosadnie do zrozumienia. Ŝe to wszystko jest zupełnie bezsensowne. postanowił pozostać w ciepłym wnętrzu miejskiego zajazdu. chyba Ŝe jest się entuzjastą morskich podróŜy. W Brixham furgonetka pojechała na nabrzeŜe. którzy łowili w tych niespokojnych wodach od czasów.

Pond zorientował się nagle. w połowie nad wodą. Stali w milczeniu na pokładzie. Głos silnika podniósł się o ton. wystającego z futrzanego kołnierza płaszcza. MoŜna sobie wyobrazić. Ustawił ją czołem ku morzu i skinął głową. MałŜeństwo Armitage'ów i kapelan pośpiesznie wracali do kabiny. ale idealnie zbalansowana. który podniósł rękę i wskazał kierunek. Patrzył na dębowe wieko opryskiwane przez wodę. Karawaniarze czekali z limuzyną i Tarquinem Armitage. Pond znowu skinął głową. Martin Pond spoglądał w niebo. pozostawionym w pobliŜu przystani. Wolał powrócić do Londynu pociągiem. Kuzyn kapitana tak nią manewrował. Ŝe niebawem znalazła się nad platformą. trzeba powiedzieć. . Brat kapitana uruchomił silnik podnośnika. jeŜeli człowiekowi zaleŜy na tym. Obeszli dwóch marynarzy i połoŜyli ręce na tylnej części trumny. Aby być sprawiedliwym. pomyślał. poza czubkiem 189 zmarzniętego nosa. Ŝe przypominała huśtawkę. którego zwłoki leŜały o kilka kroków dalej. jeŜeli jest się sentymentalnym.dostać się do środka. Samotna mewa Ŝeglowała na wietrze. Ŝe jest po wszystkim. Ŝe w ciągu jednego popołudnia zarobił więcej niŜ przez tydzień łowienia makreli. To nie jest zły pomysł. . Powoli przechylili platformę w stronę morza. Deska leŜała juŜ znów na pokładzie. Bez śladu. Ŝe jej przód znalazł się nad wodą.. nie zwaŜając na zimno i wilgoć. Od czasu do czasu spryskiwała ich kurzawa wodna ze wzburzonej fali i wtedy z trudem utrzymywali równowagę. Sam nigdy nie dbał o to. Pond skinął głową w stronę Armitage'ów. wolna i niezaleŜna. CóŜ.I do uwierzytelnienia Strona 115 . skąd przybyli. we własnym towarzystwie. Wiatr się wzmagał. Norman Armitage takŜe zdjął kapelusz.Polecam wiecznej Twojej opiece brata naszego Timothy'ego Johna Hansona. Podczas gdy ksiądz intonował modlitwę. Pond dał znak marynarzom. w połowie nad pokładem. Kiedy zbliŜał się do mola w Brixham.txt trawler. Pond spojrzał na kapitana stojącego przy sterze. co sobie myślał o swoim zmarłym krewniaku. Jego siwe włosy targał wiatr. a tył nad pokładem. Jego kuzyn ujął długą. oczywiście. Twarzy pani Armitage w ogóle nie było widać. i zluzowawszy liny połoŜył tak. Pond zapłacił kapitanowi. Kuzyn kapitana trzymał ją w tej pozycji. zamknięte w trumnie z ołowiu i dębowego drewna. Trumna była cięŜka. co się z nim stanie po śmierci. nic nie zakłóci ci spokoju. futrzanego kapelusza i wełnianego szala. Ale cóŜ. Wtedy mechanik opuścił trumnę.zaŜądała ostro pani Armitage. nie jest to złe miejsce na wieczny odpoczynek. Jedna jej połowa przechylona była w stronę pokładu.Forsyth Opowiadania. przez Chrystusa Pana naszego.Niech pan zabiera się natychmiast do obliczania masy spadkowej . utrzymując dziób w kierunku wiatru. W domach za przystanią zapalano pierwsze światła. nieczuła na morską chorobę. a silnik na luzie. Pond poŜegnał się z rodziną zmarłego. Silnik zaczął pracować. Kapelan patrzył na niego pytającym wzrokiem. Wielka trumna została uniesiona z pokładu na wysokość metra. Sześć postaci rysujących się na tle zachmurzonego nieba. na ile pozwalało mu poczucie obowiązku. szeroką na metr platformę z trzech desek umocnionych od spodu krzyŜakami i oparł ją o prawą burtę tak. testamentów i krewnych. Ŝe kapelan śpieszył się na tyle. Trumna drgnęła. który był zadowolony. Potem zniknęła pod powierzchnią. . Otarła się szorstko o deski i zsunęła w dół. Amen. Statek zakołysał się. Adwokat skierował wzrok na trumnę i na szalejące za nią wody oceanu. a jego brat zszedł z podnośnika i zdjął haki. Kapelan odjechał małym samochodzikiem. która nigdy nie będzie mogła. Trumna obiła się o wzbierającą falę i zadudniła raczej niŜ plusnęła. druga sterczała na zewnątrz nad spienionym morzem. który wezwał kapelana i Armitage'ów. liny podnośnika napięły się. Był przemarznięty do szpiku kości i zbierało mu się na wymioty. było juŜ prawie zupełnie ciemno. stary przyjacielu. Ŝe Hanson moŜe się o to troszczyć. a kuzyn załoŜył haki na cztery mosięŜne uchwyty trumny. samowystarczalna w swojej aerodynamicznej doskonałości. Timothy. nie znająca podatków. i nigdy nie przypuszczał. Armitage'owie teŜ ją popchnęli. Jeden z rybaków spojrzał porozumiewawczo na Ponda.

Majątek Hansona w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach ulokowany był w siedmiu podstawowych przedsiębiorstwach. Był równieŜ właścicielem budynku. 190 Uchylił kapelusza i ruszył w kierunku stacji. Są tam pewne warunki. Są w całkowitym porządku i zgodne z prawem. akcje spółki i naleŜności od trzech firm wynajmujących lokale w budynku wynosiły równo milion dwieście pięćdziesiąt tysięcy funtów. Ŝe wytłumaczę państwu sytuację. Pierwszym było przedsiębiorstwo w City.Ile tego jest ? . Pond nie poddał się jej natarczywości. Spółka była właścicielem gruntu i budynku. W umowie kupna-sprzedaŜy przepisanie budynku zostało dokonane przez prowincjonalnego prawnika. . . . .zauwaŜył jej syn. sprzedał spółkę wraz z dobrodziejstwem inwentarza pewnemu holenderskiemu kupcowi.Jak pan doszedł do tak dokładnej sumy? . .dziwiła się pani Armitage.Inną częścią jego majątku była rezydencja w hrabstwie Kent.zapytała pani Armitage. który .Forsyth Opowiadania. Hanson był przecieŜ takim pedantycznym człowiekiem. kiedy ceny nieruchomości były niskie. . ale zjawiła się w towarzystwie męŜa i syna. Widziałem teŜ wszystkie umowy.Nawet jego pracownicy. .Co zrobił. to znany amsterdamski handlarz numizmatów. Mamy dosyć tej zabawy. Ŝe ta sprawa nie zajmie mu zbyt wiele czasu. . Proszę pozwolić. Wierzył. mogłem więc zbadać je bez zwłoki.PoniewaŜ Hanson sprzedał to wszystko za taką właśnie kwotę.Wpłacił je do banku.. Wprawdzie zaprosił do biura tylko panią Armitage jako jedyną spadkobierczynię.MoŜe pani być spokojna.Panem de Jongiem? Tak. Na pewno nie zmarnuję czasu odpowiedział zimno Pond. Stworzył ją i rozbudował. Pozostała część umowy stanowi prywatny kontrakt pomiędzy Hansonem i holenderskim nabywcą. Ŝe chodziło o zwykłą formalność. . w którym się znajdowała. Ŝe jest to prywatna spółka.Co do tego nie ma Ŝadnych wątpliwości . Nabywca przypuszczał oczywiście. . . Zapłacił właśnie sumę.Czy pan widział się z tym Holendrem? .zainteresował się Armitage senior. handlujące cennymi i rzadkimi monetami.powiedział prawnik..W takim razie nie ma problemu .bardzo słusznie . a sam Hanson pozostaje kierownikiem firmy do końca roku lub teŜ do śmierci. Strona 116 . Jako adwokat pana Hansona znałem wielkość i lokatę róŜnych części jego majątku. Ŝe jego rachunki i papiery są w doskonałym porządku.Znalazłem się w kłopotliwym połoŜeniu . . .odpowiedział Pond.Porozumiem się z państwem niebawem.O spadek po pani bracie. Pięciu pracowników utrzymuje swoje posady. który marzył o niej od lat. .Kto wiedział o tej transakcji? .zdziwił się Armitage senior.txt testamentu. Być moŜe wie pani o tym. .Nikt . co nastąpi wcześniej.A co Hanson zrobił z tymi pieniędzmi? .zachował tę wiadomość dla siebie.Trzy miesiące przed śmiercią. po krótkich negocjacjach. Znał stan majątku Hansona. Był pewien. Pond mógł skomunikować się z państwem Armitage dopiero w połowie listopada.spytała obcesowo pani Armitage. a Hanson właścicielem spółki. Hipoteka jest od dawna spłacona.dopytywała się pani Armitage.Jaką wartość moŜe mieć to wszystko? .odpowiedział Pond. . . . Młody Armitage zagwizdał przez zęby i uśmiechnął się. którą wymieniłem. Hanson zakupił go wraz z hipoteką wkrótce po wojnie. . eksponaty. 191 .PrzecieŜ on tam pracował niemal do śmierci . Budynek. zaleŜnie od tego. przedsiębiorstwo. . której on był jedynym właścicielem.O co chodzi? .

. bukmacherzy. co miał. moŜna! . i to gotówką. Znaleziono je w sejfie jego wiejskiej rezydencji.. . Na przykład kasyna.CóŜ. załatwi podatki i przekaŜe nam resztę.Ŝe przed swoją śmiercią Hanson sprzedał wszystko. jakie Hanson wpłacił do banku.TeŜ zamienilibyśmy go na gotówkę. Pewna spółka budowlana stała się głównym wierzycielem masy spadkowej i juŜ przejęła nieruchomość na własność..Nie mógłbym wyrazić tego lepiej . . Pani Armitage biła pulchną pięścią w stół. . Sprzedał go za czterdzieści osiem tysięcy i wynajął sobie inny.. Co dalej? . handlarze starzyzną. 193 13.. po uprzednim wypowiedzeniu. spłaci naleŜności.To niemoŜliwe!. . Wybierał pieniądze po trochu przez wiele tygodni. o ile mogłem się zorientować. Po kaŜdej transakcji wpłacał uzyskane kwoty do banku. Te pieniądze równieŜ ulokował w banku. Hanson spędził ostatnie miesiące swojego Ŝycia odwalając właściwie pańską robotę. Tę rozprzedał w ciągu kilku miesięcy za pośrednictwem swojej spółki za kwotę przeszło pół miliona funtów.Chce pan nam powiedzieć . a jego ojciec zajął postawę sędziego. a jestem pewny.. .Ile Hanson otrzymał za rezydencję? . Wreszcie miał rachunki w kilku bankach. co posiadał. Całkowita wartość jego majątku wynosiła.Owszem. KaŜdy rachunek był jednakŜe wystawiony osobno.Co zrobił? . który juŜ został odebrany przez firmę. 192 pozbył się całego jego portfelu akcji i obligacji przed pierwszym sierpnia.Oczywiście nie od razu. . . Wszyscy krzyczeli naraz. . syn zerwał się na nogi i wymachiwał ręką... zamienił na gotówkę i wpłacił do banku. .zapytała znowu pani Armitage. Ŝe wszystko zbadałem. Zamilkł.Wszystkie pieniądze. my i tak nie chcieliśmy bawić się tym całym majdanem powiedział Armitage junior. a potem podjął. zawierając prywatną umowę. gdy Armitage'owie zaczęli robić dziwny hałas. Są takŜe całkowicie legalne..PrzecieŜ niepodobna podjąć trzech milionów funtów gotówką! krzyknął Armitage senior z niedowierzaniem.W głosie pani Armitage zabrzmiał gniew. . Pozostał poza tym rolls-royce. byliście w spółce. którzy go znali lub dla niego pracowali? . nikomu o tym nie mówiąc i nie wzbudzając Ŝadnych podejrzeń wśród ludzi. Ŝe nie jest to moŜliwe..Dlaczego? .Wpłacił je. Niech pan to wszystko podsumuje.. Ale zabrał wszystko. . ale w kwotach do pięćdziesięciu tysięcy funtów z większych banków. Do chwili swojej śmierci miał zapłaconą dopiero pierwszą ratę kwartalną.Obawiam się.Dwieście dziesięć tysięcy funtów.. I tym razem w całkowitej zgodzie z prawem. . to zupełnie moŜliwe.Poza tym zmarły był właścicielem cennej kolekcji numizmatów.potwierdził pan Pond.Czysta robota Strona 117 .wtrącił się Armitage senior . Miał teŜ mieszkanie w dzielnicy Mayfair.Tak.. nieco ponad trzy miliony funtów. działając na jego zlecenie. bo. . z pomocą innego adwokata.Co się z nimi stało? . Sprzedał je za sto pięćdziesiąt tysięcy funtów mniej więcej w tym samym czasie.txt piękny budynek otoczony pięciohektarowym parkiem.Podjął je? .Musiał to gdzieś ukryć.Forsyth Opowiadania. Wiele przedsiębiorstw operuje gotówką. . Makler giełdowy Hansona. niech pan znajdzie te pieniądze.odparł spokojnie pan Pond. W końcu czerwca Hanson wziął poŜyczkę hipoteczną na dziewięćdziesiąt pięć procent wartości tej nieruchomości. który ma za chwilę wydać wyjątkowo surowy wyrok.To by były trzy aspekty jego stanu majątkowego. ale o kilka. .Które wpłacił do banku? . Zresztą nie chodziło o jeden bank.

. ale przecieŜ musiał gdzieś złoŜyć te pieniądze albo coś za nie kupić. .Co pan zamierza zrobić? . a opłaty skarbowe od sprzedaŜy kaŜdej nieruchomości czy innych walorów są konieczne. JeŜeli zostały gdziekolwiek zdeponowane.txt Ta ostatnia uwaga wyprowadziła Ponda z równowagi. ale wydawanie ich to sprawa znacznie trudniejsza. Ŝe to potrafią. ale na pewno przyniesie skutek.Jeszcze przez pewien czas . Martin Pond był zmartwiony postępkiem przyjaciela i rozumiał jego intencje. . zarówno zwykłymi. prosząc o informację. . .odpowiedział pan Pond. Ale nigdzie nie znaleziono depozytu na nazwisko Hanson. MoŜna podejmować z banków duŜe sumy pieniędzy. który przeszedł na emeryturę i zamieszkał w Południowej Walii. Odwiedziłem byłego szofera i słuŜącego Hansona. W dzisiejszych czasach wszystko jest skomputeryzowane. . a proszę mi wierzyć.mówił Pond. ale urzędników skarbowych zawsze.Jak długo to moŜe potrwać? . Timothy.To jest znany wybieg . jakie daje państwowy urząd.Myśli pan.zgodził się pan Pond.A co pan radzi? . . ale nie otrzymałem Ŝadnej odpowiedzi. Adwokat wskazał na Armitage'a juniora. spadkobiercami.Jak wynika z mojego doświadczenia.Czy moŜe pan dalej czynić poszukiwania? .Pan natychmiast odwoła swoje słowa! Czy pan mnie słyszy?! Armitage junior pokręcił się niespokojnie w fotelu.zawołała pani Armitage z nadzieją. nie śpieszą się.Cicho! . .zapytał Armitage. Mam swoją praktykę adwokacką. Ŝe nie bałeś się tych małych.powiedział wreszcie. a to dlatego. nie spoczną. Jakkolwiek i gdziekolwiek byś je ukrył.Przepraszam . w Zjednoczonym Królestwie. No. JeŜeli nabyty został za nie jakiś obiekt.powiedział pan Pond spokojnie. . .PrzecieŜ oni są równieŜ. przedstawiając się jako egzekutor testamentu Hansona.Jestem pewny. . ale to nie miałoby sensu.Skontaktowałem się juŜ ze wszystkimi większymi bankami. to taka transakcja takŜe musi wyjść na jaw. chciwych ludzi. Dopóki ich nie znajdą. Są jak te młyny Pana Boga. przychodzą i kładą na nie łapę. Ŝe musiały to być bardzo duŜe ilości. Ŝe jest umierający. . Ale Timothy Hanson mnie zadziwił. jak i handlowymi. . co się stało.wrzasnął. Poza wszystkim innym trzeba przecieŜ płacić podatek od zysku z kapitału. Umieściłem równieŜ ogłoszenia w głównych pismach krajowych. Spojrzał na rodziców. . zwykle aby uniknąć płacenia podatku spadkowego. Dopiero kiedy wiedzą. to je znajdziemy. Są niestrudzeni i nieugięci. Zorientowanie się w tym wymaga czasu. Ŝe pieniądze są poza granicami Anglii i poza zasięgiem ich jurysdykcji.To juŜ inna sprawa . Czy naprawdę nie bałeś się urzędu skarbowego? Wiem. Ŝe ci się udało.Był juŜ nieraz stosowany. Ŝebym jeszcze zrobił? Zapanowało milczenie.Ale zrobiłem juŜ niemal wszystko. skoro wiedział. . w pewnym sensie. oni na niego. Strona 118 . . to kiedy juŜ myślisz. Ŝe zamilkli. Nie mogę tym poszukiwaniom poświęcić całego mojego czasu. I mają do dyspozycji wszystkie moŜliwości. . prawdopodobnie wcześniej. niejakiego Richardsa. Nie 194 wahają się przed niczym. Jak mogłeś sobie wyobrazić. Nie pojawiły się nigdzie duŜe ilości gotówki. Będą chcieli dostać swój udział.zapytał Armitage senior. Pozostaje pytanie: co państwo chcecie. co się dało zrobić.Forsyth Opowiadania.Wcześniej czy później. Ŝe oni potrafią znaleźć te pieniądze? . będę musiał zawiadomić ich o tym. Mógłby je wpłacić do zagranicznego banku albo złoŜyć w nim w depozycie. .zapytał Armitage senior pana Ponda znacznie juŜ uprzejmiejszym tonem. mogą zamknąć sprawę. Jego wybuch był tak niespodziewany.Pozostaje jeszcze urząd skarbowy . Ŝe uda ci się coś takiego? pytał w duchu zmarłego. Urząd skarbowy jest zawsze zawiadamiany. Nie miał powodu bogacić i tak juŜ wystarczająco bogatych bankierów. będą na nie polowali i nigdy nie dadzą za wygraną. Ŝe to się rzadko udaje. Rodzina Armitage'ów zastanawiała się głęboko. ale on takŜe nie mógł mi pomóc. Zawsze znajdą kaŜde pieniądze.

przeznaczonej na wydatki. .odparł Pond. Traciła swoją towarzyską ogładę.Nie był wszak zmuszony pozostawiać go państwu . . Skinął jednakŜe głową na znak zgody. Ŝe potrafi odnaleźć zaginioną fortunę Hansona. Po drugie. Stojąc na nieco przykrótkich nogach.Rozpocząłem moje dochodzenie . Ŝe straci pieniądze przeznaczone na kupno nowego samochodu i letnie wakacje. Ŝe z kwoty pięciu tysięcy funtów. . Wydatki okazały się wyŜsze niŜ zwykle. czego pan Hanson dokonał w ostatnich miesiącach swojego Ŝycia. Ŝeby jak najszybciej odkrył. Ŝeby go nazwać prywatnym agentem .No to bardzo dobrze . będącego uosobieniem rzutkiego prywatnego detektywa. biorę na siebie jego wynagrodzenie po wyczerpaniu tych pięciu tysięcy funtów. tłusty i dobroduszny. Muszę państwu powiedzieć.Norman? Armitage senior przełknął ślinę. . Eustace Miller był niski.. i to bardzo szacownego. jacy oni są chciwi! .Oni teŜ wolą się tak nazywać..powiedział wstając pan Pond. .No to niech go pan wynajmuje . .txt które mielą powoli.Raczej lat. .. JednakŜe. pozostało juŜ bardzo niewiele.Nie moŜemy tak długo czekać! . GdybyŜ Hanson wiedział. przyglądając się wszystkim po kolei sponad okularów . . Owszem.Właśnie. Obawiał się. Pan Miller milczał przez następne cztery tygodnie.Wolałbym. 195 Co za chciwość.krzyknął Armitage junior. Pozostaje tylko sprawa jego wynagrodzenia. ale Armitage'owie bombardowali Martina Ponda. ale brakuje masy spadkowej.Dobrze. .Hej. . .Forsyth Opowiadania. to moŜna zrobić. dokoła łysiny wyrastał mu wianuszek siwych włosów.zawołał junior.przerwała mu pani Armitage i niech pan mu powie. iŜ jego poszukiwania są tak powaŜnie zaawansowane. W tym wypadku spadkobiercy są. było robione z pełną świadomością i w okreś196 lonym celu.Kwestia miesięcy? .zaczął.kierując się trzema załoŜeniami. czy mógłby pan zatrudnić prywatnego detektywa? zapytała jego matka. JeŜeli rodzina Armitage'ów spodziewała się ujrzeć kogoś w rodzaju Filipa Marlowe'a albo kogoś innego. Jest jedynym prawdziwym fachowcem. Mówiąc to odprowadził Armitage'ów do drzwi i poszedł do swojego gabinetu.zaproponował junior. załoŜyłem i nadal zakładam. Wreszcie Miller zawiadomił pana Ponda. gdzie ten przeklęty człowiek ukrył swoje pieniądze. . Po pierwsze.. w celu odnalezienia zaginionych spadkobierców. .Musi się znaleźć sposób na przyśpieszenie sprawy.krzyknęła pani Armitage. Jest jednak najlepszy do takich rzeczy. . Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. a gdyby tak wynająć prywatnego detektywa? . wszystko. . Raz juŜ zaangaŜowałem takiego człowieka. Nie wątpię. aby zatelefonować do Eustace'a Millera.Proszę mówić dalej. Zaprosił więc wszystkich zainteresowanych do swojego biura... Pan Pond był juŜ niemal równie niecierpliwy jak Armitage'owie. Strona 119 . na nosie miał okulary w złotej oprawie. Nosił ciemne ubranie. referował sprawę. a złoty łańcuszek od zegarka przecinał przód kamizelki. Ŝe celem pana Hansona było odcięcie spadkobierców i władz skarbowych od dostępu do majątku po jego śmierci. to spotkało ją rozczarowanie. nieustannie Ŝądając szybkiego odnalezienia naleŜnej im zagubionej fortuny.. ZaangaŜuję pana Eustace'a Millera. A usługi tego człowieka nie są tanie. Pani Armitage spojrzała na męŜa. Nie zaniedbają sprawy. ale nie śpieszy im się.zauwaŜył spokojnie pan Pond.Dobrze. prywatnego agenta.Stary łajdak! .. Ŝe moŜe złoŜyć wstępne sprawozdanie z rezultatów. . pomyślał pan Pond.

oczywiście. i zainstalował w warsztacie.powiedział pan Pond.ciągnął dalej Miller z nutą Ŝalu w głosie. Ŝe tak wielka kwota w gotówce zajęłaby bardzo duŜo miejsca. . trzeba mieć licencję zarówno na zakup. zajmującej się handlem szlachetnymi metalami. jakie stanowi przeszmuglowanie ich za granicę.Byłem przecieŜ w jego rezydencji w hrabstwie Kent .Dlaczego platyna? . a nie licząc rodu.zapytał Armitage senior. ZauwaŜyłem plamy na deskach podłogi. . do tego wystarczała instalacja elektryczna. nie dają się teŜ tak łatwo sprzedać. I znalazłem. ani nie podjął powaŜnego ryzyka. w hrabstwie Kent . Ŝe pan Hanson ani nie spalił swoich pieniędzy. .Ile na to wydał? . Pomyślałem sobie. Ŝe pan Hanson miał doskonale wyekwipowany warsztat stolarski w dawnej stodole za stajniami? . jego szofer i słuŜący .Oczywiście . . ale od budynków gospodarczych. którego wyraźnie sytuacja bawiła.Stolarstwo było jego pasją. jak i na posiadanie złota. . dwieście pięćdziesiąt sztabek.Dziękuję.wyjaśnił Miller.zdenerwował się pan Pond.Mam tutaj kwity. i wykorzystując chwilę ciszy.Mówiąc szczerze. Wziąłem przy tym pod uwagę fakt. napędzany ropą. Zbadałem te wszystkie ewentualności i po wyczerpujących badaniach wykluczyłem je. ale sprzedawca nie był w stanie tego. Myślał juŜ o przyjemności. jak to wynika z lektury kiepskich powieści kryminalnych. Były nasycone ropą z silnika Diesla.Ale rozejrzał się pan po niej oczami prawnika. jaką sprawi mu opowiadanie tym ludziom dalszych rewelacji. Ŝe pan Hanson zakupił w firmie Johnson Matthey dwieście pięćdziesiąt pięćdziesięciouncjowych sztabek niemal stuprocentowej platyny. spowodowaną zdumieniem wszystkich obecnych. nie było to zbyt dobrze pomyślane . Inaczej mówiąc. ale stosunkowo małą objętość.A złoto? A moŜe diamenty? . TuŜ przed śmiercią oddał go na złom.zainteresował się Armitage senior. Zwróciłem się o poradę do firmy Johnsona Mattheya. Nie zacząłem więc od domu.odpowiedział Miller.Blisko trzy miliony funtów. .zapytała pani Armitage. ale chyba nie. . jest najcenniejszym metalem świata.txt . .Pieniądze? .przerwał mu Pond.krzyknęli Armitage'owie chórem. sześć i ćwierć miliona 197 dolarów. .W swojej posiadłości. z których wynika.powiedział Miller. Po trzecie. Musiał zachować kwity. . . .Nabywca mógł wprawdzie zniszczyć wszystkie dowody tej transakcji.Poza tym wiedziałem. Oderwałem od nich kilka drzazg i zaniosłem do laboratorium. doszedłem do wniosku. . wyciągnął z teczki plik papierów.odpowiedział Pond. . W ciągu tygodnia znalazłem odpowiedź na to pytanie. . bo one obowiązują na rynku metali szlachetnych. jak juŜ wspomniałem. w sumie zakupił dwanaście i pół tysiąca uncji.Właśnie.Nie. Ktoś nawet przejechał odkurzaczem po podłodze. Potrzebował Strona 120 . . Diamenty moŜna w kaŜdej chwili zidentyfikować u ekspertów. W amerykańskich dolarach.Forsyth Opowiadania. . Kiedy Hanson robił swój zakup.Chodziło mu niewątpliwie o napęd do narzędzi . Zgodnie z prawem obowiązującym pod obecnymi rządami laburzystów. kaŜda o wadze pięćdziesięciu uncji. Platyna nie wymaga licencji.Gdzie je przechowywał .To ciekawa sprawa.Prawdopodobnie Richards. Czy pamiętacie państwo. Mam je tutaj.odezwał się pan Pond cichym głosem. cena rynkowa platyny wynosiła pięćset dolarów amerykańskich za jedną uncję.MoŜliwe. . . Dokoła stołu panowało grobowe milczenie. czego szukam. Miejsce to było skrupulatnie wysprzątane. . Ŝe musiał tam trzymać jakąś maszynę albo silnik. zrobić.Znalazłem odpowiedź . Na tym warsztacie skoncentrowałem moje poszukiwania. Wtedy zacząłem myśleć o innym walorze posiadającym wielką wartość.Nie. . jest obecnie równie wartościowa jak złoto. A ja oczami detektywa . . W maj-u pan Hanson zakupił elektryczny generator o wysokiej mocy.

Forsyth Opowiadania.txt generatora do czegoś zupełnie innego. Czegoś, co wymagało ogromnej mocy. W ciągu następnego tygodnia rozwiązałem i tę zagadkę. Hanson nabył bowiem mały, nowoczesny i bardzo wydajny piecyk hutniczy. I on zniknął, podobnie jak czerpak, azbestowe rękawice i szczypce. Wszystko to zostało z pewnością rzucone w toń jakiegoś jeziora albo rzeki. Sądzę, Ŝe wolno mi się pochwalić, bo byłem bardziej akuratny niŜ pan Hanson. Albowiem wciśnięte pomiędzy dwie deski podłogi i niewidoczne dla oka, pokryte mocno zbitymi opiłkami, niewątpliwie tam, gdzie upadło, odkryłem to! PoniewaŜ nastąpił kluczowy moment opowieści, Miller zrobił pauzę. Wyjął z teczki białą paczuszkę i zaczął ją powoli odwijać. Wziął do ręki cienką blaszkę. Płynna platyna wyciekła zapewne z czerpaka, 198 wystygła i wpadła między deski podłogi. Miller odczekał, aŜ wszyscy ją dobrze obejrzeli. - Oczywiście poddałem ją analizie. Jest to niemal stuprocentowa platyna. - A gdzie reszta? - szepnęła pani Armitage. - Tego jeszcze nie wiem, madame, ale proszę się nie obawiać, dowiem się. Widzicie państwo, pan Hanson popełnił błąd. Nie powinien był wybrać platyny. Ma ona bowiem właściwość, której nie doceniał, a która jest jedyna w swoim rodzaju. Chodzi mi o jej wagę. Teraz wiemy, czego szukamy. Drewnianej skrzyni, która moŜe wyglądać zupełnie niewinnie, ale - i to jest istotne która waŜy niemal pół tony. Pani Armitage odchyliła głowę w tył i wydała z siebie dziwny, chrapliwy ryk, podobny do ryku rannego zwierzęcia. Tarquin Armitage wstał, jego piegowata twarz była purpurowa z wściekłości. - Co za podły łajdak! - wrzasnął. Martin Pond patrzał z niedowierzaniem na detektywa. - Mój BoŜe! - jęknął. - To nie do wiary, on to naprawdę zabrał ze sobą! W dwa dni później pan Pont zawiadomił urząd skarbowy o wszystkich faktach związanych z tą sprawą. Sprawdzono je, i chcąc nie chcąc urząd skarbowy wycofał się z wszelkich roszczeń. ^ Barney Smee maszerował szybkim i wesołym krokiem w kierunku swojego banku, pewny, Ŝe zdąŜy tam przed przerwą na święta BoŜego Narodzenia. Powód jego radości tkwił głęboko w jego kieszeni. Był to czek na pokaźną kwotę, ostatni z całej serii podobnych czeków, które zapewniały od kilku miesięcy znacznie wyŜszy poziom Ŝycia niŜ ten, do którego przywykł przez ostatnie dwadzieścia lat. Zajmował się ryzykownym procederem dostarczania złomu metalowego przemysłowi złotniczemu. Miał rację, mówił do siebie, podejmując to ryzyko, a było naprawdę niemałe. Ale cóŜ, wszyscy teraz próbują się wymigać od zbyt wysokich podatków. KtóŜ mógłby go potępiać za to, Ŝe wszystkie transakcje chciał wykonywać wyłącznie w gotówce? Barney Smee bez trudu doszedł do porozumienia z siwowłosym kapitalistą, który twierdził, Ŝe nazywa się Richards, co udowadniał legitymując się prawem jazdy. Człowiek ten prawdopodobnie zakupił przed laty pięćdziesięciouncjowe sztabki platyny. Wtedy były jeszcze tanie. Uzyskałby niewątpliwie wyŜszą cenę, gdyby chciał je sprzedawać za pośrednictwem firmy 199 Johnson Matthey, ale ileŜ podatku musiałby zapłacić od zysku z kapitału! On jeden to wiedział, a Barney Smee wolał się tym nie interesować. A w ogóle to cały handel obfitował teraz w gotówkowe transakcje. Sztabki tego Richardsa były prawdziwe. Nosiły jeszcze puncę odciśniętą przez firmę Johnson Matthey, gdzie zostały niegdyś zakupione. Tylko numery seryjne zostały wytrawione. To powaŜnie zawaŜyło na zysku tajemniczego faceta, poniewaŜ za sztabki pozbawione numeru serii Smee nie mógł mu zapłacić ceny chociaŜby zbliŜonej do ceny rynkowej. Płacił mu za nie tak jak za złom, czyli czterysta czterdzieści dolarów za uncję. Ale numer serii naprowadziłby na jego trop urząd skarbowy. Facet dobrze wiedział, co robi. Barney Smee pozbył się powoli wszystkich pięćdziesięciu sztabek Strona 121

Forsyth Opowiadania.txt platyny. Na kaŜdej uncji zarobił równe dziesięć dolarów. Czek, który miał w kieszeni, był naleŜnością za ostatnią transakcję, za sprzedaŜ ostatnich dwóch sztabek. śył w błogiej nieświadomości faktu, Ŝe w innych częściach Anglii czterej inni ludzie takŜe spędzili jesienne miesiące na upłynnianiu pięćdziesięciu pięćdziesięciouncjowych sztabek platyny, które kupili za gotówkę od siwowłosego męŜczyzny. Skręcił z bocznej uliczki na Old Kent Road i zderzył się z wysiadającym z taksówki męŜczyzną. Panowie przeprosili się-nawzajem, po czym Ŝyczyli sobie wesołych świąt. Barney Smee ruszył dalej z zadowoloną miną. MęŜczyzna, z którym się zderzył, był adwokatem z wyspy Guernsey. Przyjrzał się budynkowi, przed którym wysiadł z taksówki, poprawił kapelusz i podszedł pod drzwi wejściowe. W dziesięć minut później siedział zamknięty w pokoju z lekko zaintrygowaną matką przełoŜoną. - Chciałbym zapytać, czy sierociniec pod wezwaniem świętego Benedykta znajduje się w rejestrze instytucji charytatywnych, zgodnie z ustawą o dobroczynności? - Tak - odparła matka przełoŜona. - Doskonale - ucieszył się adwokat. - Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by nie trzeba było płacić podatku od przelewania kapitału. - Od czego? - zdziwiła się matka przełoŜona. - Jest to ustawa pod nazwą "Ustawa o podatku od darowizny" wyjaśnił adwokat. - Mam przyjemność zawiadomić panią, Ŝe ofiarodawca, którego nazwiska nie mogę ujawnić, zgodnie z zasadami tajemnicy zawodowej obowiązującej prawnika, pozostawił waszej instytucji w testamencie pokaźną sumę pieniędzy. Umilkł i czekał na reakcję, ale siwowłosa zakonnica patrzyła na niego ze zdziwieniem, lecz bardzo spokojnie. 200 - Mój klient, którego toŜsamość pozostanie dla pani na zawsze tajemnicą, polecił mi, aŜebym stawił się tutaj w dniu dzisiejszym, to znaczy w Wilię BoŜego Narodzenia, i przekazał pani tę kopertę. Wyjął z teczki grubą Ŝółtą kopertę i podał matce przełoŜonej. Wzięła ją, ale nie zrobiła Ŝadnego ruchu, aby otworzyć. - O ile wiem, zawiera ona poświadczony czek bankowy powaŜnego banku z siedzibą na wyspie Guernsey, wystawiony na rzecz sierocińca pod wezwaniem świętego Benedykta. Osobiście nie widziałem tego czeku, ale takie są moje instrukcje. - Nie trzeba będzie płacić podatku od darowizny? - zdziwiła się zakonnica. Dary pienięŜne były wielką rzadkością, ich sumy niewielkie, wymagały teŜ ogromnych starań. - Na wyspach kanału La Manche istnieje inny system podatkowy, niŜ na pozostałych obszarach Wielkiej Brytanii - tłumaczył cierpliwie adwokat. - U nas nie ma podatku od transferu kapitału. Zachowujemy teŜ ścisłą tajemnicę bankową. Ofiary pienięŜne pochodzące z Guernsey czy innych wysp na Kanale nie są opodatkowane. JeŜeli odbiorca darowizny mieszka lub jest stałym rezydentem na angielskim lądzie, to podlega obowiązkowi podatkowemu według prawa na lądzie. Chyba Ŝe jest spod niego wyjęty. Na przykład przez ustawę o dobroczynności. Kiedy pani podpisze pokwitowanie na odbiór koperty o nieznanej zawartości, moje obowiązki będą spełnione. Honorarium juŜ otrzymałem. Śpieszę się do domu i do rodziny. - W dwie minuty później matka przełoŜona była juŜ znowu sama. Powoli przecięła kopertę i obejrzała jej zawartość. Był w niej pojedynczy poświadczony czek bankowy. Kiedy przeczytała widniejącą na nim cyfrę, sięgnęła po róŜaniec i zaczęła go szybko odmawiać. Gdy odzyskała nieco równowagę, podeszła do klęcznika i przez pół godziny modliła się Ŝarliwie. Kiedy wróciła do biurka, była wciąŜ osłabiona z wraŜenia. Jeszcze raz obejrzała czek. Opiewał na przeszło dwa i pół miliona funtów. KtóŜ na świecie mógł mieć takie pieniądze? Próbowała zastanowić się, jak je zuŜytkować. Pomyślała o załoŜeniu fundacji. A moŜe przeznaczyć je na stypendia? Wystarczy tych pieniędzy na potrzeby sierocińca chyba do końca świata. A na pewno będzie mogła teraz zrealizować ambicję swojego Ŝycia i przenieść cały zakład z dzielnicy ruder Strona 122

Forsyth Opowiadania.txt Londynu na cichą wieś. Będzie mogła podwoić liczbę dzieci... będzie mogła... Wśród mnóstwa przebiegających przez jej głowę myśli jedna opanowała ją całkowicie. Gdzie ona to przeczytała? Ach tak, w niedzielnej gazecie sprzed tygodnia. Coś tam zwróciło jej szczególną 201 uwagę i dało asumpt do przelotnych marzeń. Tak! To na pewno to! Tam przeniesie swoją dzieciarnię! Starczy tych pieniędzy na kupno i utrzymanie takiej rezydencji. Marzenia staną się rzeczywistością. Przypomniała sobie dokładnie treść ogłoszenia w kolumnie handlu nieruchomościami. Na sprzedaŜ duŜa rezydencja w hrabstwie Kent, otoczona pięciohektarowym parkiem. DOBRA NAUCZKA Sędzia Comyn rozsiadł się wygodnie na wyściełanej ławce przedziału pierwszej klasy, rozwinął egzemplarz Irish Times'a, spojrzał na nagłówki i odłoŜył go na kolana. Dość będzie miał czasu na czytanie w czasie powolnej, czterogodzinnej podróŜy do Tralee. Obserwował sennym wzrokiem przez okno krzątaninę na peronie stacji Kingsbridge. Zaledwie kilka minut pozostało do odjazdu pociągu Dublin-Tralee, który zawiezie go do głównego miasta hrabstwa Kerry, gdzie spełni swoje obowiązki i spokojnie wróci do domu. Miał cichą nadzieję, Ŝe nikt nie wejdzie do jego przedziału i Ŝe będzie mógł sobie trochę popracować. Ale tak się stać nie miało. Zaledwie myśl ta przeszła mu przez głowę, drzwi przedziału otworzyły się i zamknęły za kimś. Sędzia powstrzymał się od podniesienia wzroku. Przybysz rzucił podróŜną torbę na półkę, po czym usiadł naprzeciwko po drugiej stronie błyszczącego orzechowego stolika. Sędzia Comyn spojrzał na nowego towarzysza podróŜy. Był to niski, niepokaźny człowiek z wijącą się jasną grzywką nad czołem, który patrzył na niego nieskończenie smutnym, przepraszającym wzrokiem. Miał na sobie ubranie z kamizelką i wełniany krawat. Sędzia uznał, Ŝe jest to albo ktoś zajmujący się końmi, albo urzędnik, i znowu zainteresował się widokiem za oknem. Słyszał, jak dyŜurny ruchu rzucił jakiś rozkaz w stronę starej parowej lokomotywy, po czym rozległ się ostry gwizdek. W chwili kiedy lokomotywa wydała z siebie pierwsze syknięcie i koła wagonu zaczęły się toczyć, przed oknem mignęła wysoka postać człowieka ubranego od stóp do głów na czarno. Sędzia usłyszał trzask otwieranych drzwi wagonu; ktoś upadł na podłogę przedsionka. Po chwili przy akompaniamencie sapania i wzdychania lokomotywy 203 w drzwiach przedziału zjawiła się owa czarna postać i z westchnieniem ulgi opadła na siedzenie w kącie przedziału. Sędzia Comyn stwierdził, Ŝe nowy pasaŜer jest księdzem o niezwykle rumianej twarzy. Obrócił się ku oknu. Był wychowany w Anglii i nie chciał być tym, który zaczyna rozmowę. - Klnę się na wszystkich świętych - odezwał się pierwszy pasaŜer - byłem pewny, Ŝe ojciec nie zdąŜy wsiąść. Ksiądz wciąŜ cięŜko oddychał. - No tak, synu - odparł. - To było ryzykowne. Po tej wymianie zdań zapanowała błoga cisza. Sędzia Comyn patrzył, jak budynek stacji Kingsbridge znika za horyzontem. Wyłoniły się rzędy szarych domków, które w owych czasach wypełniały zachodnie przedmieścia Dublina. Lokomotywa Great Southern Railway Company uporała się juŜ z cięŜarem pociągu i tempo obrotu kół na szynach wzrosło. Sędzia Comyn zabrał się do czytania gazety. Nagłówki i wiadomości na pierwszej stronie dotyczyły premiera Ramona de Valery, który poprzedniego dnia w Parlamencie udzielił pełnego poparcia ministrowi rolnictwa w sprawach podwyŜki ceny ziemniaków. Znacznie mniejszą czcionką i na samym dole kolumny wydrukowana była kilkuzdaniowa wzmianka o tym, Ŝe niejaki pan Hitler zajął Austrię. Redaktor ma rację co do skali waŜności informacji, pomyślał sędzia. Poza tym niewiele było w gazecie interesujących go Strona 123

Sędzia odchrząknął. . Sędzia Comyn zdławił w sobie irytację i powrócił do dokumentów. Karta. kończyła się teraz dziesiątką.Czerwona dziewiątka . który został odłoŜony na bok. okazała się damą. Tamten spuścił wzrok.txt wiadomości. o co chodzi. zrozumiał. pomyślał sędzia. Ŝe w Kerry.powiedział łagodnie sędzia. Sędzia Comyn natychmiast spostrzegł. on chce rozmawiać! Podniósł wzrok i spojrzał w błagalne. .No i widzi pan.Ma pan dobre oko do kart.Ale nie bez pomocy czcigodnego pana . Był to as. gdzie miał przewodniczyć na cokwartalnej sesji wyjazdowej. nie wyłonią się Ŝadne specjalne trudności. Po prawej stronie widniała pusta kolumna. . Ŝe wyjdzie . wyszło panu . Sędzia Comyn powrócił do studiowania dokumentów.podpowiedział sędzia .odezwał się nieśmiałym głosem siedzący naprzeciwko męŜczyzna.Niech pan układa dalej . Ci jednak bardzo często wydawali zdumiewająco nielogiczne wyroki.powiedział sędzia.Proszę bardzo.Król . .skłonił się tamten.powiedział człowiek o smutnych oczach. Wkrótce ukazały się za oknem zielone łąki hrabstwa Kildare. . 205 Sędzia Comyn zastanawiał się.Myślę. potrząsając głową i patrząc na sędziego oczami cocker-spaniela. który wyjął z kieszeni talię przybrudzonych kart i rozłoŜył je na stoliku w pasjansowe kolumny. Miał nadzieję. Ŝe czerwona dziewiątka nie została połoŜona na czarnej dziesiątce.Czy pozwoli mi pan skorzystać z części stolika? . czy ten człowiek domyślił się. . . Wreszcie nie mógł dłuŜej wytrzymać.Forsyth Opowiadania. Był absolutnie skoncentrowany . niemal psie oczy tego człowieka. którego moŜna było przesunąć na wolne miejsce. które powinny być w gruncie rzeczy rozstrzygane przez lokalnych sędziów. mimo Ŝe obydwie te karty były doskonale widoczne.moŜna ją przenieść.Proszę pana . Mówił z akcentem południowo-zachodniej części kraju. zwłaszcza jeŜeli układający go robi błędy.Powinien być przesunięty na wolne miejsce. ale doszedł do wniosku. który miał wejść na wokandę w Dublinie tuŜ po jego powrocie z Tralee. Ŝe uŜył ogólnie w owych Strona 124 .powiedział sędzia. którą rozpoczynał król. takie. Wiedział z doświadczenia. . Zrobił siedem kolejnych prawidłowych ruchów. WyłoŜył trzy następne karty.Jeszcze nigdy w Ŝyciu nie wyszedł mi pasjans. sir. 204 Nie zadał sobie trudu zainteresowania się małym człowiekiem. PołoŜył ją na króla. odnoszących się do skomplikowanego pozwu cywilnego. . Dopiero po chwili uwagę sędziego zwróciło cmoknięcie. .uśmiechnął się sędzia. .Nie mnie .i pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego. MoŜna było odsłonić następną kartę. Po pięciu minutach sędzia przestał się koncentrować na sprawie powództwa cywilnego i wpatrywał się z zainteresowaniem w rozłoŜone karty.westchnął mały człowieczek. . . Wpatrywał się intensywnie w odsłonięte karty u dołu kaŜdej kolumny. Przy jego pomocy pasjans wyszedł. którą mógł teraz odwrócić. Kolumna. toteŜ juŜ po pięciu minutach złoŜył ją. Ŝe na sesjach wyjazdowych rozpatruje się jedynie najprostsze sprawy. Mały człowieczek wysunął czubek języka spomiędzy warg. Podniósł wzrok. a w trzeciej leŜał król. wyjął z teczki plik prawniczych dokumentów i zaczął je przeglądać. powiedział sobie w duchu. Nic mnie to nie obchodzi. Mały człowieczek patrzył ze zdumieniem na kupki kart. Ŝe ma do czynienia z sędzią. Ŝe cmoknął.Bardzo panu dziękuję . i przeniósł króla. Mały człowieczek po prostu ich nie zauwaŜył. którego zainteresowanie rosło. O BoŜe. WspółpasaŜer spojrzał na niego z niepokojem.zapytał nieśmiały człowiek. . Jest jednak coś niesłychanie pociągającego w obserwacji cudzego pasjansa. Czerwona dziewiątka i sześć leŜących na niej kart przeniosły się na dziesiątkę.

Ach . . Ja nigdy nie wygrywam.Właśnie o to mi chodziło! .stwierdził sędzia. będzie je pan mógł wymienić na inne.Czy ojciec nie zagrałby z nami? . Do tego trzeba mieć dryg.Zasada jest ta sama.walety na dziesiątkach.Długa jazda do tego Tralee. .dodał . drugi teŜ musi to zrobić.Zgoda . Z zadowoleniem stwierdził. chce spasować.powiedział z podziwem O'Connor. niewinnego pokera. .Nie umiem grać w karty. Zagrajmy jeszcze raz.Nieszczególnie . podając jedynie nazwisko Comyn. W pięć minut później. według której na umiejętność zręcznej gry w karty składają się poprawne rozumowanie. miał pan dobre karty.ale ja nic nie dokupiłem. Ŝe był to on właśnie.odparł rumiany ksiądz z uśmiechem. ChociaŜ . Tym razem nie był to ful. Ŝe wziął talię i rozdał parę gier sam ze sobą. JednakŜe trudno jest grać w pokera w dwie osoby. przejął jedno z rozdań i obejrzał karty. Gdy minęli miasto Kildare. uśmiechnął się nieśmiało. kto z nas ile postawił. Oczywiście nie było mowy o pieniądzach. Sędzia wygrał.txt czasach przyjętego w Irlandii tytułu wobec ludzi zasługujących na szacunek. Z przyjemnością rozegrali tuzin rozdań. .Gotowy? . który grał trochę w brydŜa i pokera z kolegami z klubu Kildare Street. .powiedział ze smutkiem. . którą ja mam. Gdy później przypominał sobie tę jazdę. ale nie wykluczał.powiedział sędzia. a sędzia rozdzielił zapałki i dał po dwadzieścia sztuk kaŜdemu. Ksiądz odłoŜył tom kazań zmarłego kardynała Newmana i spojrzał na karty. Był raczej dumny ze swojej teorii. Mały człowieczek. to juŜ nigdy nie zapomina. zdolność obserwacji i dedukcji oraz dobra pamięć.Mam pomysł .grałem kiedyś z kolegami w seminarium w wista. Faktem jest.. . Szanowny pan ze swoją świetną pamięcią jest w łatwiejszej sytuacji. Ŝe jedno z rozdań dało mu fula .powiedział sędzia i z tryumfem wyjął z teczki duŜe pudełko zapałek. . jeŜeli są dobre. sir. Ŝe nie moŜe pan dać sobie lepszej karty niŜ ta. ojcze . jak gdyby zaŜenowany własną odwagą.rzekł sędzia i obejrzał własne karty. a wygrywali pół na pół. oglądał je i składał z powrotem. Strona 125 . Zagrali jeszcze raz. do czego miałem prawo. RozłoŜył na stoliku otwarte karty. Postanowili rozdawać po pięć kart. mając złe karty. JeŜeli karty są złe.powiedział.odparował sędzia.wyznał O'Connor po trzecim rozdaniu nie potrafię zapamiętać. Sędzia pominął swój tytuł. Mały człowieczek przestał układać pasjansa i zaczął wykładać po pięć kart. .Niestety nie . pasuje pan i nie przebija.To tylko sprawa dedukcji i skalkulowanego ryzyka . Po jednej. O'Connor zwrócił się do księdza: .Zakładam się o jednego wyimaginowanego pensa. Wreszcie odłoŜył talię i westchnął. . to pan zaczepia.Mam pewien kłopot . Tamten skinął głową. Dostaje pan po prostu pięć kart.spytał sędzia. między Sallins i Kildare. który z nich pierwszy powiedział słowo poker. .Jak człowiek się raz nauczy grać. Ma pan szczęście. tylko para dziewiątek. jak to było wówczas w zwyczaju. bo kiedy jeden z graczy. sędzia o dwie.Tak jest.przypomniał sobie sędzia . wymieniając tylko nazwiska. . sędzia Comyn nigdy nie mógł dojść. .Odebrałem sobie mojego wyimaginowanego pensa . W tym momencie przedstawili się sobie. jeŜeli nie będą panu odpowiadały. Mały człowieczek miał trzy piątki. Czułem to. jego partner nazywał się O'Connor. .. co pan ma w ręku. Nieznajomy poprosił o trzy dodatkowe karty.Forsyth Opowiadania. . Potem patrzy pan. Lubił zapalić sobie po śniadaniu i kolacji cygaro i za nic w świecie nie uŜyłby benzynowej zapalniczki do dobrej hawany za cztery pensy. zdecydowali rozegrać 206 małego. .

ojcze.NajwyŜsza karta to poker. cztery króle. strit. .uśmiechnął się sędzia Comyn . Pogrzebał w teczce i wydobył z niej czystą kartkę liniowanego papieru. Taki ful nazywa się ful damski na dziesiątkach. .Potem idzie ful .WaŜne jest to. powinno być tajemnicą. co pan ma. . .powiedział ksiądz . . Ani słowa nikomu. Ŝe powiedział głupstwo. Ksiądz spojrzał na kartkę. Ksiądz patrzył mu przez ramię. a sędzia roześmiał się protekcjonalnie. oceniał szansę i prawdopodobieństwa Strona 126 . . O'Connor uderzył się w czoło. Przez sześćdziesiąt minut. . .zapytał pokazując swoje karty pozostałym graczom.tłumaczył dalej sędzia. aŜ do czterech 207 dwójek. Miał fula waletowego na królach. Z wewnętrznej kieszeni marynarki wyjął złoty ołówek. walet i dziesiątka. Cztery asy. a O'Connor połowę.Forsyth Opowiadania.ciągnął dalej sędzia. Pozostałe to król.Oznacza to dosłownie cztery jednakowe karty.txt . .niech ją pan sobie bierze.Tak.następnie idzie zwykły kolor. .tak. Bo skoro wiemy. poniewaŜ mamy gorsze karty. wpisując to słowo pod wyrazem poker. kalkulował. co się ma w ręku. jak w konfesjonale. co pan ma w ręku. wyjaśniając po kolei kaŜdą kombinację. jedna para. Zwłaszcza jeŜeli się gra o zapałki. aŜ do przyjazdu do Thurles.Jak w konfesjonale .zapytał ksiądz. LeŜąca przed sędzią kupka zapałek bardzo urosła. O'Connor uniósł brwi.Teraz. potem idzie kolor. Piąta karta nie liczy się: oczywiście cztery asy są lepsze niŜ cztery króle.Nie znam się na stawkach . przyjacielu. cztery damy i tak dalej. To prawda. to znaczy trzy karty tej samej wartości. To ksiądz zrozumiał. jak człowiek. zwane czasem furą to tak słaba ręka.powiedział ostroŜnie ksiądz.Dobra karta. Jest to pięć kolejnych kart w tym samym kolorze.powiedział. Była rzeczywiście dobra. . Ksiądz znowu pokiwał głową. Zapałki zostały podzielone na trzy równe kupki i gra się rozpoczęła. na przykład trzy damy i dwie inne karty. Niech pan zobaczy.powiedział ksiądz. kolej na fula. . Sędzia omówił następnie resztę listy. to bardzo dobre karty . Widzi ojciec.W pokerze nie ma Ŝadnego brania lew . jak tamci rozgrywają. To.poprawił go sędzia Comyn . ojcze .To niezupełnie tak . .Jedna para lub sam as czy teŜ róŜne karty.wtrącił O'Connor. Sędzia wygrał cztery zapałki. Robił zbyt wiele błędów.Czy mogę to wziąć? .PrzecieŜ to tylko zapałki.Oczywiście . Przy trzecim rozdaniu twarz księdza rozjaśniła się. prawda? . . rozumiem. nikt z nas nie będzie nic stawiał... Ksiądz stracił niemal wszystkie.Czy mam się starać brać lewy? . panie O'Connor. .Oczywiście. karty zostały piętnaście razy rozdane. Rozdano karty. Zaczął coś pisać na kartce. . W pierwszych dwóch rozdaniach ksiądz pasował wcześniej i przyglądał się. dama. Niewinna gra losowa nie jest wszak grzechem. KsięŜulo nie orientował się jeszcze dobrze w grze i tylko sędzia grał ostro. dwie pary.powtórzył .Potem idzie czwórka .ale nie powinien ich pan pokazywać. . i tak dalej. na przykład dwie dziesiątki. prawda? 208 Przeprosił współgrających i gra potoczyła się dalej. . który zrozumiał.Tak przypuszczałem . Ŝe niewarte są nawet małej stawki . Sędzia zapisał to na kartce pod słowem "czwórka".No cóŜ .skoro gramy tylko o zapałki. Sędzia z rozpaczą odłoŜył swoje karty. począwszy od asa.powiedział cierpliwie O'Connor . Po prostu pięć kart w tym samym kolorze i w dowolnej kolejności.powiedział O'Connor. Jasne? Ksiądz skinął głową. ale teŜ takiej samej wartości. trójka.

.zawołał tryumfalnie sędzia. stanie się darowizną dla sierocińca. jak widzę. Suma ta zaskoczyła nieco sędziego. . a biedne dzieci w zimie marzną. to nie będziemy od niego Ŝądali zapłacenia długu..Forsyth Opowiadania.Jak pan sobie Ŝyczy . Ŝe Pan Bóg nie moŜe mieć nic przeciw temu. Połówki z siarką na końcu miały być dwa razy wartościowsze od pozostałych.Dziesięć szylingów? . a resztę otrzyma w gotówce..AleŜ wielmoŜny panie.txt swym wyćwiczonym umysłem prawnika. . JeŜeli ksiądz przegra. . . co mu poŜyczyliśmy.bez pana nie moŜemy grać. matka nasza. potraktujemy to jako prezent w zamian za księdza udział w grze .zawołał sędzia . . które stanowią sumę przeznaczoną na urlop. O'Connor podniósł połówkę zapałki bez łebka. . bo obecne ceny torfu są.powiedział sędzia .Jestem pewien. .zasugerował O'Connor. Przez chwilę w przedziale panowała ponura cisza. połowę od sędziego.I wszystko będzie dobrze.chociaŜ. Strona 127 . więc wznowili grę. JeŜeli wygra.powiedział z podziwem O'Connor. . Ŝe bardzo dobrze się bawię . Przełamali kaŜdą zapałkę na pół.Darowizna! .Obawiam się. to nie miejsce dla ludzi pobrzękujących pieniędzmi w kieszeniach. wielmoŜny panie . które wyjął ze swojego pudełka. . Co ksiądz na to? .Wydaje mi się.Pan jest genialny. Uznał. O'Connor oświadczył.zawołał O'Connor . Sędzia i O'Connor podzielili zapałki na dwie kupki. O'Connor jakby stracił zainteresowanie grą.W takim razie muszę zrezygnować . Ŝe jest dŜentelmenem. Muszą wystarczyć na całe wakacje. . jeŜeli zagramy o pieniądze .Przyznaję. . Ŝe moŜe ich zabraknąć.Nie jestem z natury hazardzistą. . Pan O'Connor i ja podzielimy między siebie wszystkie zapałki. odda nam to. Ŝe nawet biskup nie zechce sprzeciwić się darowiźnie dla sierocińca.powiedział sędzia. Mam w portmonetce tylko trzy funty. . Sędzia musiał go dwukrotnie przywoływać do porządku.. ..zauwaŜył O'Connor.Chwileczkę . Jadę do matki.AleŜ. . Ksiądz otrzymał poŜyczkę w wysokości dziesięciu zapałek z łebkiem i czterech bez łebka. . stracił pan sporo zapałek.powiedział sędzia tasując karty co do wysokości stawek. połowę od O'Connora.Teraz musimy umówić się . .zaproponował O'Connor bez specjalnego entuzjazmu. Sędzia i na to znalazł rozwiązanie. Moja matka gotuje tam posiłki. . śaden z graczy nie sprzeciwił się zaakceptowaniu jego czeku. w Dingle jest sierociniec.Ale biskup tak . Ŝe gra o kilka szylingów to niewielki hazard. Potem kaŜdy z nas poŜyczy księdzu równą liczbę zapałek. Ŝe ta gra jest potwierdzeniem jego teorii o przewadze rozsądku nad szczęściem.Nawet kilka szylingów to dla mnie duŜo. Ksiądz wyraził zgodę. A kilka szylingów.Kiedy ja nie mogę grać o pieniądze! . . Czterdzieści zapałek.Czysta robota . ale myślę.mam pewien pomysł.A z nim spotkam się chyba wcześniej. .Wszystko. do Dingle. i Ŝe gotów jest grać do tej wysokości. ojcze . O'Connor zwrócił uwagę. mój synu. Gracze na ogół bawią się dobrze.powiedział ksiądz stanowczym tonem.MoŜe skończylibyśmy juŜ? .MoŜe będzie zabawniej... moje szczęście moŜe się szybko odmienić odpowiedział O'Connor z anielskim uśmiechem..A jeŜeli wygrana pójdzie na cel dobroczynny? .zaproponował. co księdzu zostanie po oddaniu poŜyczki. Ŝe granie o zapałki nie jest zbyt interesujące wyznał O'Connor po drugim upomnieniu. Kościół święty. 209 14...A jeŜeli o nas chodzi. ChociaŜ. Ŝe ma przy sobie trzydzieści funtów.zaprotestował ksiądz. . Gdy minęli Thurles. które odtąd będą miały wartość pieniądza.powiedział ksiądz. Byli przekonani.

Tylko jedno . Co mam robić? zapytał ksiądz. O'Connor stracił nerwy i spasował.szepnął. . Sędzia skinął głową.powiedział. Był spokojny. Zabrał ze stołu swoje dziewięć funtów. Księdzu pozostało jeszcze siedem funtów. . O'Connor na ogół szybko pasował. której ksiądz nie będzie mógł zapłacić. Księdzu pozostały jeszcze trzydzieści dwa funty. Dojechali do węzła kolejowego Limerick.. .powiedział O'Connor .Trudno . poniewaŜ wszedł do puli.powiedział ksiądz i jakby obrzędowym ruchem przesunął cztery zapałki na środek stolika. Sędzia usłyszał westchnienie księdza. Kilka osób wsiadło i wysiadło. . W sumie od początku gry przegrał dwanaście funtów. . Ksiądz pokazał cztery dziesiątki. . który zgodnie z dziwacznym nazewnictwem panującym na kolejach irlandzkich nie ma nic wspólnego z Limerick i leŜy tuŜ za Tipperary. Gdy minęli Farranfore. Ksiądz wstawił do puli cztery jednofuntowe zapałki.O.zawołał konduktor.Dokładam ojca cztery funty . JuŜ w pierwszych dwóch rozdaniach wygrał prawie dziesięć funtów. a następnie przebił o dziesięć.Sprawdzam . Ksiądz spojrzał z konsternacją na spiętrzone na stoliku zapałki i na leŜący przed nim ekwiwalent dwunastu funtów. kiedy sędzia podwoił leŜące tam juŜ pięć funtów księdza. . i to do sumy. ale nikt nie zakłócił pokerowcom gry i nie wszedł do przedziału. z którymi rozpoczynałem grę? .Czy nie byłoby wskazane. sędzia dostał wymarzoną kartę. kiedy Strona 128 . O'Connor grał teraz bardzo ostroŜnie. Ŝebym teraz zwrócił panom dwanaście funtów. tylko raz obstawił wysoko i wygrał dziesięć funtów z fulem przeciwko dwóm parom i stritowi. . przesuwając do puli kilka zapałek . TuŜ pod Charleville ksiądz wygrał od zaniepokojonego O'Connora dziesięć funtów i tempo gry zwolniło się. co robić .Proszę księdza . O'Connor myślał prawdopodobnie. Gra nabrała ponownie tempa. BoŜe! Jestem prawie zupełnie spłukany. tracąc swoją dziesięcioszylingową stawkę. Sędzia raz jeszcze zajrzał do swoich kart. Dobrał trzy karty i z zachwytem przyglądał się swoim czterem damom i siódemce trefl.JeŜeli ksiądz nie chce. pozostali dwaj gracze po dwadzieścia cztery funty. Razem z pozostałymi mu jeszcze dwoma funtami miał teraz dwadzieścia jeden funtów i dziesięć szylingów. Powinienem był odłoŜyć te trzydzieści dwa funty dla sierocińca. często pasowali wszyscy partnerzy.Przesunął na środek stolika dziesięć funtów.zapytał ksiądz.txt po podzieleniu na połówki reprezentowało teraz równowartość sześćdziesięciu funtów. Ŝeby pan Comyn podwyŜszał jeszcze raz stawkę.Tak mi dobrze szło. Miał fula waletowego na siódemkach. . . to proszę dołoŜyć pięć funtów i sprawdzić go. pozostawiając sobie dwa.szepnął. . Pociąg zatrzymał się przy peronie. .Wszelki duch Pana Boga chwali . Partnerzy księdza wyrazili zgodę i obaj odebrali po swoje sześć funtów. Ksiądz miał dwanaście funtów w zapałkach. Mogło być lepiej. sam nie wiem. . Musi pan dołoŜyć i sprawdzić sędziego. 211 Sędzia zacisnął zęby na paznokciu kciuka. wsunąwszy głowę w szparę uchylonych drzwi przedziału. TuŜ przed Mallow zgodzili się odrzucić wszystkie niskie karty od siódemki w dół. Ŝe teŜ ma dobrą kartę. Sędzia rozłoŜył swojego fula i czekał.nie moŜe ksiądz przebić wyŜej. Kiedy ksiądz z kolei zareagował dołoŜeniem do niej pięciu funtów. W trzecim O'Connor szybko spasował.Za pięć minut Tralee . dziewięć funtów sędziego i stawki w wysokości trzydziestu szylingów. a sędzia dwadzieścia.Mój BoŜe. czyli grać talią ^ trzydziestu dwóch kartach. po czym dołoŜył dziesięć funtów do dziesięciu funtów księdza i dodał drugie tyle.Sam nie wiem. 210 . TuŜ przed Headford nieszczęsny O'Connor przegrał juŜ dwanaście funtów.i przebijam jeszcze pięć.wtrącił się O'Connor. co w 1938 roku stanowiło wcale pokaźną sumkę.ksiądz posmutniał. Nikt nie podziwiał jezior Killarney przesuwających się za oknem.Forsyth Opowiadania..

Dwie pierwsze sprawy na wokandzie tego dnia były proste. .Jestem winien pięćdziesiąt funtów na rzecz sierocińca powiedział sędzia i zabrał się do pisania. Rozstali się na peronie stacji w Tralee. Ksiądz spojrzał na rozłoŜone przed nim cztery damy.Tylko niech go pan nie zgubi. Cztery damy! O'Connor gwizdnął. Bank Irlandzki w Tralee wypłaci panu gotówkę.zapytał. . Ŝeby komuś tak szło.odparł ksiądz z zakłopotaniem.CzyŜ króle nie są wyŜsze od dam? .. wydarł go z ksiąŜeczki i podał księdzu.westchnął. karę grzywny. jeŜeli ma pan cztery . Chciał się jak najwcześniej połoŜyć.Dla mnie teŜ była kosztowna . Ksiądz połoŜył karty na stolik. . gdzie są najbardziej potrzebne . . Sędzia Comyn siedział z głową pochyloną nad papierami.Z pomocą boską .DołoŜę księdzu trzy funty .Owszem są.txt je jeszcze miałem.powiedział ksiądz.Niech cię. A teraz powiem księdzu i panu. . śyczę panom powodzenia. Jest wystawiony na okaziciela i kaŜdy.odpowiedział głos. To bardzo biedna instytucja. . oskarŜeni przyznali się do winy. Nie naleŜy grać w karty w pociągu. . kiedy wezwano trzeciego oskarŜonego. ZdąŜy pan tam jeszcze dzisiaj..No właśnie. synu. .Forsyth Opowiadania. Z sali sądowej widoczna była tylko peruka sędziego. . -. zebrali karty i zapałki.Ja teŜ nie mam rachunku . Ŝe to sierociniec w Dingle? Jak mam wystawić czek? Ksiądz zdawał się zaskoczony.To byłoby równo pięćdziesiąt funtów.Wyjście się znajdzie . Sędzia pisał dalej.Przypilnuję.powiedział ksiądz z namaszczeniem. Sędzia Comyn poszedł do hotelu. . Dawno nie widziałem. od czego zaczynaliśmy.Oczywiście .mówił dalej pisarz .Wystawiłem go na okaziciela. Ŝe była to dla mnie bardzo interesująca. Ŝe oni nie mają rachunku bankowego.zapytał oskarŜonego pisarz sądowy. Ŝe bank wypłaci mi za to pieniądze? . . a zwłaszcza z przedstawicielem Kościoła! . .Powiada pan. Szybko wypisał czek.Ronanie Quirku O'Connorze . . O'Connor odliczył dwanaście banknotów funtowych i podał je księdzu.uśmiechnął się sędzia uprzejmie.Wprowadzono Ronana Quirka O'Connora! .Myślałem juŜ. Otrzymali. Bóg błogosławi . a potem w swoje karty.Mówił pan. . Rozległy się kroki. .powiedział sędzia. Komplet przysięgłych z Tralee nie miał duŜo do roboty. . Kiedy wjechali do Tralee.Tak jest . Ŝe przegrałem. składając starannie czek.Ja juŜ zapomniałem.odparł ksiądz.Czy pana nazwisko brzmi: Ronan Quirk O'Connor? . kto go znajdzie. Przypuszczałem.Obawiam się. pokera.Oto moje karty.Sam Pan Bóg musiał księdzu rozdawać karty. Ŝe pan ma tego. . . . Zamykają dopiero za pół godziny. Nigdy nie operowałem pieniędzmi. Ŝeby odpocząć przed jutrzejszą rozprawą w sądzie. Sędzia Comyn wyciągnął ksiąŜeczkę czekową z kieszeni.dziwił się ksiądz.krzyknął pisarz sądowy. prawda? .powiedział O'Connor ze smutkiem. w obydwu wypadkach. moŜe zainkasować gotówkę. choć kosztowna. panie O'Connor.jest Strona 129 . . A tak mam juŜ tylko dwa.odpowiedział sędzia. 212 .Skoro tak pan mówi . dotyczyły drobnych przestępstw. . podróŜ. .odparł sędzia. .powiedział sędzia. Będzie to dla mnie nauczka.W takim razie wypiszę czek na pańskie nazwisko . O'Connor schował talię do kieszeni. I miał rzeczywiście cztery. Ŝeby te pieniądze znalazły się jeszcze dziś przed zachodem słońca tam. . a sędzia wrzucił przełamane zapałki do popielniczki.

Następnym świadkiem był detektyw z sekcji oszustw dublińskiej policji. Miał prawo wstrzymać przewód sądowy na podstawie znajomości z oskarŜonym.zarządził. co ja. W czasie podróŜy wdał się w grę hazardową z oskarŜonym i jeszcze jedną osobą. O'Connor odpowiedział. 213 Ŝe pan. jak gdyby miał ochotę w ten sposób prowadzić całą rozprawę. przybył na dworzec w Tralee dnia trzynastego maja. iŜ karty w inkryminowanej talii są znaczone. a on siedział w swoim fotelu z nieruchomą twarzą.jak się później okazało . Ŝe oznaczałoby to ponowną rozprawę. czy teŜ nie przyznaje się pan do winy? W czasie przemówienia pisarza sądowego sędzia Comyn odłoŜył starannie pióro.Proszę zaprzysiąc członków ławy przysięgłych . Ŝeby w Tralee czekała policja. a następnie zapytał O'Connora. Prokurator wstał i przedstawił fakty. To on wskazał oskarŜonego. O'Connor został oskarŜony o szulerstwo. Karty zostały posłane do Dublina celem zbadania i gdy otrzymano raport. poniewaŜ oskarŜony juŜ został pozwany. 214 wysoki.powiedział sędzia. Ŝe jest to Strona 130 . Tam kazano mu opróŜnić kieszenie. . Ŝe po zbadaniu okazało się. Czy jest pan winien zarzucanego przestępstwa. wreszcie podniósł wzrok. w dniu trzynastym maja bieŜącego roku. Wśród innych przedmiotów znalazła się w nich talia kart. który . Ronan Quirk O'Connor. Na peronie podszedł do niego człowiek. czy ma obrońcę. Zeznał pod przysięgą. Sędzia Comyn odpowiedział mu wzrokiem pełnym przeraŜenia. ale ze zdumieniem. od niejakiego Lurgana Keane'a. Pomyślał jednak. Procedura ta pociągnęłaby za sobą dodatkowe koszty dla podatników. co ten uczynił. Wszystko sprowadzało się do pytania: czy moŜe sobie zaufać. Bezstronność będzie wymagała. Ŝeby brał stronę oskarŜonego przeciwko prokuratorowi. które posłuŜyły do gry w pokera podczas jazdy pociągiem. Wszyscy patrzyli na sędziego. Sędzia Comyn zaklął w duchu. A mianowicie o to. wyszedł pod jakimś pretekstem na peron. masywny męŜczyzna. za pomocą oszustwa. Ŝe zaczął coś podejrzewać. Prokurator pokazał mu karty i świadek stwierdził na podstawie zrobionych przez siebie znaków. Trzynastego maja właściciel sklepu spoŜywczego w Tralee. Jechał niewątpliwie wczoraj w tym samym pociągu. . a mianowicie siedemdziesiąt funtów. nazwiskiem Lurgan Keane. Dotychczas wszystko było jasne. Ŝe przeprowadzi rozprawę sprawnie i bezstronnie. Ŝe uczciwie przedstawi przysięgłym swoje wnioski? Uznał. w chwili kiedy nadchodził pociąg z Dublina. W głowie kłębiło mu się tysiące myśli. Korzystali z talii kart.wyszeptał O'Connor.Proszę o ciszę .txt pan oskarŜony o szulerstwo na podstawie paragrafu siedemnastego ustawy o grach hazardowych z 1845 roku. zagłębił się na dłuŜszą chwilę w swoich papierach. ale podróŜował trzecią klasą. . SierŜant zaŜądał. Ŝe nie ma i Ŝe sam się będzie bronił. W sali sądowej było zupełnie cicho.nazywał się Lurgan Keane. Mały człowieczek o oczkach spaniela patrzył na niego poprzez salę sądową tępo. Detektyw zeznał. by oskarŜony udał się z nim do komisariatu w Tralee. który zeznawał na okoliczność przebiegu aresztowania oskarŜonego. podszedł do kolejarza i poprosił. Ŝe tak. przebywając w hrabstwie Kerry. co dzieje się w pociągu. które jego zdaniem mówiły same za siebie. Przegrywał tak regularnie. które pan Keane zidentyfikował jako te. Pisarz sądowy zrobił to. wsiadł w Dublinie do pociągu jadącego do Tralee.Nie przyznaję się do winy . Miał przy sobie przypadkowo znaczną kwotę pieniędzy. W Farranfore. wygrał pewną sumę pieniędzy. Ŝe otrzymawszy informację o tym. naleŜącej do oskarŜonego. pomyślał sędzia.Forsyth Opowiadania. jeden przystanek przed Tralee. szalbierstwa i fałszerstwa. Pierwszym świadkiem oskarŜenia był sierŜant policji z Tralee.

Podejrzenie wzbudził w nim fakt. widoczna jest dla gracza siedzącego po drugiej stronie stołu. który juŜ niemal uwierzył w moŜliwość zupełnie Strona 131 .powiedział. Ŝe często obejmują zaledwie kilkumilimetrową przestrzeń skomplikowanego wzoru. Fragmenty te są tak miniaturowe. Podszedł do ławy świadków jak byk wpadający na arenę i wbił wzrok w O'Connora.Szuler po prostu nie bierze udziału w licytacji. Wyglądał na jeszcze smutniejszego niŜ wczoraj i jeszcze niewinniej. od asa do dziesiątki. OtóŜ tego dnia zawarł w Dublinie kilka transakcji i dlatego miał przy sobie tak duŜą sumę. Trzecim. .Powiedział pan. Ŝe nawet wtedy. proszę Wysokiego Sądu . jakkolwiek niewielka.zapytał prokurator. . który wie o ich istnieniu. kiedy miał w ręku dobrą kartę. jak trzyma się kartę. . Ŝe jest ofiarą szulera. kiedy sam ma lepszą rękę. . co mu się przytrafiło. Ten patrzył na niego złym okiem.To zupełnie niemoŜliwe. Wskazuje ona szulerowi kolor. . Ŝe przy uŜyciu pewnego preparatu chemicznego zaciemniono lub rozjaśniono małe fragmenty wzoru na odwrotnej stronie całej talii.powiedział sędzia Comyn do oskarŜonego. .odparł Keane.Zaczął pan układać pasjansa . Widział. dotyczące jego zeznań .bo ten człowiek grał znaczonymi kartami. ostatnim i głównym świadkiem oskarŜenia był właściciel sklepu w Tralee. .z kieszeni.odparł sędzia.Dziękuję.odparł świadek. z jakim zainteresowaniem przysięgli przysłuchiwali się zeznaniom detektywa. W pociągu został wciągnięty w grę w pokera. O'Connor po raz drugi zrezygnował z przesłuchania świadka. . sir .Forsyth Opowiadania.Ma pan prawo zadać świadkowi kaŜde pytanie. to znaczy. Sędzia Comyn.oświadczył prokurator.Z kieszeni .zawołał w stronę ławy przysięgłych . Tym razem O'Connor wstał. patrząc na O'Connora.Czy szuler musi równieŜ oszukiwać przy rozdawaniu kart? zapytał prokurator. którą badał. KaŜdy z czterech kolorów zaznaczony jest na odwrocie karty przez nacięcia na jej brzegach i to w róŜnych miejscach. I co z nimi zrobiłem? 216 Keane myślał chwilę.A skąd? Keane wydawał się zdziwiony. Nazywamy je umownie "nacinaniem" i "cieniowaniem". ale zanim dojechał do Farranfore przegrał sześćdziesiąt dwa funty. jego przeciwnik zawsze miał lepszą i wygrywał. zwęŜając odległość pomiędzy brzegiem samej karty a krawędzią wzoru na jej odwrocie. Robi się je na obu brzegach karty w ten sposób.Nie mam dalszych pytań . . mógł je zauwaŜyć przez stół. Czy to jasne? . Są jednak wystarczająco duŜe.ale nie ma większego znaczenia. w jaki sposób karty zostały poznaczone przez szulera.zgodził się O'Connor . zostały w tym wypadku "zaciemnione".odpowiedział detektyw.powiedział.Owszem . . Ŝe przeciwnik ma lepsze karty.powiedział O'Connor. Wysoki Sądzie . UwaŜał się za dobrego gracza.Czy moŜna wygrać z takim oszustem? . Dwunastu sprawiedliwych solennie kiwało głowami. Ta róŜnica.I miałem rację .Wysokie karty. Ŝeby były wyczuwalne niezaleŜnie od tego.txt talia. 215 . natomiast licytuje wysoko. Poza tym nacina się jeszcze karty. Na znak prokuratora opowiedział o tym. Ŝeby policja czekała na niego w Tralee. W Farranfore wyszedł z pociągu i będąc przekonany. . Ŝe to ja wyjąłem talię kart? . ale nie skorzystał z oferty. Zaczął zadawać świadkowi pytania. .Na dwa sposoby.zapytał cichym głosem. .To się zdarza .Jak najbardziej . Prokurator zapytał go.powiedział detektyw . jaki ma w ręku jego partner. . . Ŝeby szuler. To nie była juŜ jakaś tam sprawa kradzieŜy koni. kiedy wie. Lurgan Keane. .Tak jest . poprosił.

Nie umiał kłamać. ile mi pan wypłacił? .A czy to ja pierwszy do pana przemówiłem .Do pana nic. Nie zauwaŜał czerwonych kart. co przysięgli zauwaŜyli i znowu zaczęli kiwać głowami.I ostatnia sprawa .Trzecia osoba. ani grosza. . Widać było. i Ŝe pan zasugerował grę na pieniądze.Niestety.powiedział świadek. .rzucił Keane ze złością . ale nie był dobrym graczem. . ale miał diabelne szczęście. czy oddać ją barmanowi.Ŝe pan zaproponował mi partię pokera. .Owszem. Pan Keane opuszczał ławę świadków.Forsyth Opowiadania.powiedział. które powinien był połoŜyć na czarne i odwrotnie. po czym przyszła mu do głowy nowa myśl i zwrócił się do przysięgłych: . .stwierdził O'Connor. .powiedział O'Connor znów smutnym głosem.To nie tak . Nie był dobrym graczem. ale tylko do mnie. .przyznał. Ŝe nie mogłem się po prostu powstrzymać. ale doszedł do wniosku.Do pana nic . Ŝe tuŜ obok niego na drewnianej ławce coś leŜy. Ŝe to była moja propozycja . . Został zaprzysięŜony. jeŜeli ustalimy niewielkie stawki.Czy zapamiętał pan moŜe jego nazwisko? . Twarz jego promieniała uczciwością.A ja twierdzę . proszę Wysokiego Sądu. Niewielkie stawki! Sześćdziesiąt dwa funty to bardzo duŜo pieniędzy! Przysięgli znowu zaczęli kiwać głowami.cięŜko zarobione sześćdziesiąt dwa funty. Wreszcie coś poruszyło się w jego mózgu.MoŜliwe.Ale karty naleŜały do oskarŜonego. .krzyknął Keane. kiedy zorientował się.Sześćdziesiąt dwa funty . poczuł.przyznał. .Kiedy w końcu rozliczyliśmy się. Keane zmieszał się. ja zacząłem rozmowę . Ŝe nie chcą. Widać było.txt wyjątkowego zbiegu okoliczności. Ŝe gra będzie bardziej interesująca.Ale na tym właśnie polega talent szulera . która siedziała z nami w przedziale. . ile pan przegrał do mnie. siedział sobie najspokojniej przy piwie w jednym z dublińskich barów. .powiedział O'Connor do Keane'a . co przecieŜ nie jest przestępstwem. czy pan? . 217 .zapytał sędzia. Przedtem graliśmy na zapałki.Ale czy to ja zaproponowałem małego pokera. Ŝe podoba mu się słowo "zwabiać".zapytał O'Connor. Farmer z Waxford.Pan przegrał prawie osiem funtów.odrzekł wreszcie. Jaki farmer? . po czym zwrócił się do przysięgłych: . Za taką sumę moŜna utrzymać robotniczą rodzinę przez prawie rok! . . Była to uŜywana talia kart. nie . Zastanawiał się. by i ich zwabiono. W jakiś tydzień przed ową podróŜą pociągiem trzynastego maja. Więcej świadków oskarŜenia nie było i O'Connor zaczął zeznawać jako świadek we własnej sprawie.Pan! . kiedy zatrzymał go głos sędziego.Nie. . . śył z kupna i sprzedaŜy koni.czy teŜ to pan mnie zagadnął? Tęgi sklepikarz stropił się.Nie mam więcej pytań .Niech pan powie. Jego wywód był równie prosty jak płaczliwy. Lubił od czasu do czasu zagrać w pokera. . Zatrzymał ją dla siebie i zabawiał się układaniem pasjansa w czasie długich podróŜy. Wydawał się bliski płaczu. Ŝe mu serce zamiera.Ale ten człowiek robił takie głupstwa.zapytał oskarŜony świadka . Powiedział pan. . które odbywał w poszukiwaniu źrebaków i klaczy dla klientów. kto tuŜ przed nim zajmował to miejsce. Zwróciłem mu kilka razy uwagę.A czy ja coś od niego wygrałem? . Ŝe taka stara talia nie ma Ŝadnej wartości. pozostawiona tam przez kogoś.I pan teŜ powiedział. . panie Keane.powiedział spokojnie O'Connor. No tak. Ŝe wygrał farmer. To na pewno on mnie oszukał. Wszystko wygrał ten farmer.zawołał. Sklepikarz z Tralee zastanawiał się przez chwilę i nagle wytrzeszczył oczy.Umie zwabiać swoje ofiary. Strona 132 . nic .Chwileczkę. . Sklepikarz wytęŜał umysł.

pełen widać troski o los sierot z Dingle. Przysięgli mogą mu wierzyć albo nie. który miał podsumować sprawę. lecz pan Keane zaproponował zarówno grę w pokera. kiedy zauwaŜył wyjeŜdŜającą z hotelowego podwórza piękną. Samochód przyśpieszył biegu. 219 . JednakŜe świadek Keane przyznał pod przysięgą. Przypomniał przysięgłym. Ŝabotu i peruki wyglądał jak zwykły śmiertelnik. uŜywając przy tym własnych kart. świeŜego łososia z rzeki Shannon.txt JeŜeli te karty są znaczone. uśmiechał się dobrodusznie i wyprostował dwa palce wysoko uniesionej ręki. a według irlandzkiego prawa cięŜar udowodnienia spoczywa na nim. Obok O'Connora siedział ubrany na czarno pasaŜer. . uŜywając szulerskich metod. I ta okoliczność jest decydująca. obstawał przy nich stanowczo i spokojnie. Ŝe na odwrotnej stronie kaŜdej z tych kart mogły być jakieś znaki. wobec czego obowiązkiem sędziego jest zalecić przysięgłym. i w takim razie jesteś bardzo pechowym graczem.Czy pan widzi tego człowieka? . Ten wbił w niego wzrok.zwrócił się do przysięgłych. to on o tym nic nie wiedział. bo wtedy na pewno nie przegrałby tylu cięŜko zarobionych pieniędzy. Bez togi. róŜne zresztą kwoty. . kto obok niego siedzi? . myślał. jak i grę na pieniądze. O'Connor opuścił ławę oskarŜonych jako wolny człowiek.odezwał się za nim zdumiony głos. by wydali na oskarŜonego wyrok uniewinniający. bo farmer miał przez cały czas lepsze karty niŜ on.zapytał sklepikarz. Tylko sprawa o bardzo wielkim znaczeniu prawniczym mogłaby powstrzymać przysięgłych z Kerry od zjedzenia w porę obiadu. . Poza tym oskarŜony twierdzi.zapytał ponownie Keane. . Obejrzał się i zobaczył właściciela sklepu z Tralee. to dlatego Ŝe był bardziej lekkomyślny i za wysoko licytował. Nigdy nie przypuszczał. Ŝe prokurator nie udowodnił oskarŜonemu. iŜ są znaczone. prawda. Faktem jest. iŜ mówi nieprawdę. o których mówił detektyw.Mam Strona 133 . Ale on. Duchowny. Za jej kierownicą siedział O'Connor. Zarówno oskarŜony. Limuzyna zniknęła za zakrętem. błyszczącą limuzynę znanej marki. Limuzyna zbliŜyła się do nich. i w takim razie jesteś bardzo kiepskim szulerem.odpowiedział. oskarŜony oszukał świadka Lurgana Keane'a i ograł go. jak i świadek przegrali do osoby trzeciej. Ŝe brakuje zaledwie piętnastu minut do przerwy obiadowej. Właśnie miał przejść na drugą stronę ulicy do najlepszego w mieście hotelu. Wyszedł na głupca.Czy to było błogosławieństwo? . to przecieŜ oszust powinien był wygrać. nie oszukiwał. Sędzia Comyn zdjął togę w szatni tuŜ za salą sądową. toteŜ nikt nie zwracał na niego najmniejszej uwagi. O'Connor. O'Connor powrócił na ławę oskarŜonych i czekał na słowa sędziego. Nędzna z ciebie kreatura.Czy widzi pan. Albo mówisz prawdę. .Tak czy nie? .Sędzia Comyn wzruszył ramionami. gdzie podawano doskonałego. Ŝe zdaniem prokuratora.Czy ja wiem? . jakoby znalazł karty w dublińskim barze i Ŝe nie wiedział. On zaś w czasie tej podróŜy przegrał osiem funtów i dziesięć szylingów do jakiegoś nieznajomego. Ŝe oskarŜony twierdził. toteŜ po dziesięciu minutach dwunastu sprawiedliwych powróciło na salę z wyrokiem uniewinniającym. Ŝe to nie on. Prokurator próbował krzyŜowym ogniem pytań zbić oskarŜonego 218 z tropu. Tak czy inaczej przegrałeś dwukrotnie do obcych ludzi w pociągu. być moŜe. NajwaŜniejsze jest jednak to. Ŝe jest to. sędzia nie wypowiedział tych myśli. O'Connor. albo kłamiesz. JeŜeli pan Keane przegrał więcej. ale ten trzymał się uparcie swoich twierdzeń.Widzę .Forsyth Opowiadania. opuścił budynek i udał się na obiad. . a pan Keane przyznaje. Ŝe oskarŜony nie wygrał od niego ani grosza. W końcu prokurator dał za wygraną. A jeŜeli chodzi o oszustwo. dodał jeszcze. Nic nie wie równieŜ o tych róŜnych "cieniowaniach" czy "przycinaniach". A jako Ŝe dobrze znał przysięgłych. Podsumowując sprawę. powiesił perukę na wieszaku.

To jest ten farmer z Waxford. . a nad tym wszystkim pulsujące. Wbrew przepisom oczywiście. Ŝeby zapobiec oblodzeniu pleksiglasu. przecieŜ to Wigilia! . migające wśród bieli i czerni portu. ostro obrysowany poświatą grudniowego półksięŜyca.Nie rozumiem. Ŝe mogłem niemal rozróŜnić poszczególne drzewa. zakręciłem łagodnym łukiem w lewo i jednocześnie pociągStrona 134 . jaskrawoczerwone światła lotniska. Była to bowiem Wigilia BoŜego Narodzenia w roku Pańskim 1957. stała niczym samotny rozjarzony świecznik smukła wieŜa kontrolna. Przesunąłem lewą ręką lewarek gazu do przodu. Ale tej nocy nie będzie pilotów. przeszedł w jęk. .. .Bo jest duchownym . przednie koło straciło kontakt z asfaltem i przestało dudnić. Przede mną był pas startowy . . Ŝeby zakończyć dyŜur. pomyślałem. Ale co u licha. dlaczego ten facet jest tak dziwnie ubrany zdziwił się Lurgan Keane. którzy przelatując tędy chcieliby sprawdzić według sygnału swój kurs. nabierałem pędu.. Ogrzewanie włączyłem na cały regulator głównie po to. Utrzymywałem samolot nisko. Poza zasięgiem świateł piętrzyły się ogromne zwaliska porannego śniegu. PASTERZ Czekałem na sygnał startu z wieŜy kontrolnej. pokryte śniegiem pole zakończone linią sosnowego lasu. światła po obu stronach pasa migały coraz szybciej. czarna wstęga asfaltu. aŜ zlały się w jednolitą linię. widziałem z tyłu druty ogrodzenia bazy lotnictwa Jej Królewskiej Mości. Ŝe jest w niej ciepło i wesoło. a ja byłem młodym pilotem. które mogło zabić człowieka w ciągu minuty. Oglądany przez kopułę z pleksiglasu otaczający mnie niemiecki krajobraz był biały. poderwałem wampira. 221 Było mi więc spieszno.odpowiedziałem. Poza mną narastał niski ton silnika. jej dziób uniósł się lekko. a zegarek wskazywał godzinę dziesiątą piętnaście..Charlie Delta. wskoczyć do samochodów i pojechać na zabawę do kasyna.. obramowana podwójnym pędem jaskrawych świateł punktujących oczyszczoną przez śnieŜne pługi drogę. . sygnalizujące obojętnemu niebu alfabetem Morse'a nazwę lotniska: CELLE. Kiedy zobaczyłem pod nogami koniec pasa startowego.gładka. Wiedziałem. JuŜ sobie pewno wychylił kielicha albo dwa. Daleko na prawo. jeŜeli się leciało z szybkością tysiąca kilometrów na godzinę.Forsyth Opowiadania. uśpione cysterny z paliwem. Za nimi rozciągało się płaskie.odpowiedział mu sędzia. aŜ spojrzenie na szybkościomierz powiedziało mi. Mój myśliwiec rozpędził się.Charlie Delta do kontroli . Maszyna stawała się coraz lŜejsza. Ŝe nie ma juŜ co odpowiadać.txt co do tego wątpliwości. iŜ facet wrzeszczy mi bezpośrednio do ucha. które właśnie zamykali na noc zakutani w koŜuchy mechanicy. pomiędzy hangarami. Czekałem na głos kontrolera w słuchawkach.Nic podobnego . Odezwał się w słuchawkach z taką siłą. a potem cienki gwizd. prawą utrzymując wampira równo na środkowej linii pasa startowego.obruszył się sklepikarz. . Głos kontrolera wyrwał mnie z rozmyślań. W kilka minut po moim starcie światła wieŜy zgasną i pozostaną juŜ tylko hangary . próbującym zdąŜyć na świąteczny urlop do domu w Blighty. powietrze było tak przejrzyste.Charlie Delta. zezwalam na start . Było tak.usłyszałem. Ŝe przekroczyłem dwieście dziesięć kilometrów na godzinę i zbliŜam się do trzystu..jak gdyby skulone w oczekiwaniu mroźnej nocy. ciepłym i bezpiecznym kokonie. Ŝe miałem wraŜenie. Kiedy skręcałem swoim małym samolotem myśliwskim DH-100 Vampire na pas startowy. Po kilku sekundach tylne koła równieŜ oderwały się od pasa startowego. Uznałem. chroniącym mnie przed dotkliwym zimnem tej mroźnej nocy. osłonięte samoloty myśliwskie. Na dyskretnie oświetlonej tablicy kontrolnej drŜały rzędy wskaźników. jak gdybym znajdował się w małym. zamarzłego juŜ na kamień po odrzuceniu przez pługi. Personel czeka tylko na mój odlot. W kabinie było wygodnie i ciepło. Mimo Ŝe był on oddalony ode mnie o trzy kilometry.

Zwrot nad lotniskiem Celle do kursu 265 stopni i ciągłe wznoszenie się do wysokości ośmiu tysięcy metrów. Ŝe aŜ kłuło w oczy. Gdzieś pode mną. Słowa kolęd były tam wprawdzie angielskie. lekko zmniejszyłem gaz do ośmiuset siedemdziesięciu kilometrów na godzinę i trzymałem się równo na kursie 265 stopni. odpowiedziałem z miejsca: 222 . Byłem w powietrzu od dwudziestu jeden minut. W odległości sześciuset kilometrów stąd wszystko wyglądało bardzo podobnie. Potem juŜ miałem tylko słuchać instrukcji. Ŝe w moich słuchawkach zapanowała grobowa cisza. . w ciemności. Ŝe z Lakenheath dostanę się łatwo do Londynu słuŜbowym autobusem.txt nąłem dźwignię podnoszącą podwozie. Ale po dziesięciu minutach lotu nad Morzem Północnym grać przestało. przejdź na kanał D . Widniał na niej wykreślony błękitnym atramentem kurs mojego lotu.Dziękuję kontroli i Ŝyczę nawzajem wszystkiego najlepszego po czym przestroiłem aparat na częstotliwość kontroli brytyjskiego lotnictwa w RFN. Kłopoty zaczęły się tak niepostrzeŜenie. Wampir miał dość paliwa na osiemdziesiąt minut. Z tyłu pode mną odezwał się głuchy odgłos kół wpadających w swoje przegrody. Wysokościomierz wskazywał osiem tysięcy metrów. Wiedziałem. a gospodynie westfalskie zajmowały się pieczeniem gęsi i szynek. a na czarnym. Po czterdziestu pięciu minutach lotu przełączyć się na kanał F i poprosić kontrolę w Lakenheath o naprowadzającą falę radiową. Przez dłuŜszy czas nie zdawałem sobie sprawy. Nawiązać łączność z kanałem D. Skręcając nad lotniskiem Celle na wysokości tysiąca pięciuset metrów. stukając do ukwieconych drzwi. mroźnym sklepieniu nieba gwiazdy błyszczały. jednocześnie poczułem nagłe przyśpieszenie. W ten sposób zasiądę do świątecznego śniadania razem z całą rodziną. Ale święta BoŜego Narodzenia .Forsyth Opowiadania. Wszystko grało. nad Morze Północne. Widocznie moje myśli były tak intensywnie skupione na oczekującej mnie Strona 135 . Czysta rutyna. a tymczasem lewym kciukiem nacisnąłem guzik radia. Razem ze startem i lądowaniem sześćdziesiąt sześć minut lotu. Sprowadzą mnie do lądowania przez radio. Po odprawie u oficera nawigacyjnego w jego baraku znałem go na pamięć. Był to skutek zmniejszenia oporu powietrza po wciągnięciu podwozia. Gdzieniegdzie błyskały światełka wiosek i małych miasteczek.odpowiedział kontroler i zanim zdąŜyłem zmienić kanał. Trzymałem maszynę dalej w łagodnym. A z Londynu autostopem do domu moich rodziców w hrabstwie Kent. Ŝe jestem w ich obszarze powietrznym. Ŝe zauwaŜyłem je dopiero po kilku minutach. Po jej osiągnięciu utrzymywać ten sam kurs oraz prędkość osiemset siedemdziesiąt kilometrów na godzinę. ale melodie przewaŜnie te same. Ŝeby zaśpiewać "Cichą noc" i otrzymać kilka fenigów na cele dobroczynne. . ciemne zarysy sosnowych lasów zlewały się z jasnymi płachtami pól. I dobrze jest. opuściłem lotnisko. a następnie przelecieć nad wybrzeŜem holenderskim na południe od Bevelandu. by wiedzieli. Po czternastu minutach powinienem znaleźć się nad Lakenheath. wyrównałem maszynę i spojrzałem na wskazówkę kompasu elektrycznego.Charlie Delta. stabilizującą się na kursie 265 stopni. dodał: .zameldowałem przez maskę tlenową. W dole czarno-biała mapa północnych Niemiec coraz bardziej malała.Wesołych świąt! Stanowiło to oczywiście pogwałcenie przepisów. Nie uwaŜałem za konieczne przyglądanie się mapie przytroczonej do prawego uda. w porządku. Dziób samolotu wskazywał wciąŜ w górę. Mimo Ŝe byłem wtedy bardzo młody i zdyscyplinowany.czy się nazywa je Weinachten.Charlie Delta. Tyle Ŝe zamiast gęsi pieczono indyki. Na tablicy rozdzielczej zgasły trzy czerwone światła sygnalizujące opuszczenie kół. czy Christmas są niemal identyczne w całym chrześcijańskim świecie. wstępującym łuku. kiedy moŜna je spędzić w domu. Wyrównałem 223 dziób maszyny. musiała być teraz holenderska granica. Po wesoło oświetlonych ulicach chodzili juŜ pewnie kolędnicy. który odchodzi tuŜ po północy. Podwozie wciągnięte i zatrzaśnięte .

To nie Ŝarty . tuŜ na południe od Thedfordu. kręciła się leniwie w kółko. Skutek był ten sam. Następnie przekręciłem gałkę na kanał F i spróbowałem wywołać Lakenheath.. których jedyną troską jest jego bezpieczeństwo. w ciepłych pomieszczeniach betonowego budynku stacji kontroli północnej w Beveland siedzieli sobie ludzie przy tablicach kontrolnych. Kiedy lotnik nadaje.odpowiadające ^stopniom na tarczy kompasu. Pokierują moim podejściem sekunda po sekundzie. Znajdowało się na granicy zasięgu mego radia. na który -byłem dotychczas nastawiony. i poprosić ich o poinformowanie Lakenheath.. Nacisnąłem więc klawisz nadajnika i zawołałem: . Dopiero kiedy spojrzałem na kompas. śledząc jego kurs metr po metrze.Forsyth Opowiadania. Ŝe coś jest nie w porządku. Daleko za mną. na ekranach kaŜdej z tych stacji ukazuje się linia świetlna. na którym zaznaczone są cyfry . Przed połączeniem się z Lakenheath musiałem jednak poinformować kanał D. 224 Ogarnęło mnie rosnące uczucie paniki. Nawiązują z nim łączność i przekazują instrukcje. Pomimo świątecznego nastroju zakląłem brzydko nie tyle na kompas. Spojrzałem na zegarek: od trzydziestu czterech minut byłem w powietrzu. technicy mogą przez namiar krzyŜowy ustalić połoŜenie samolotu z dokładnością do kilkuset metrów. Ŝeby sprawdzić kurs. przełknąłem ślinę i z wolna policzyłem do dziesięciu. zwłaszcza w zimową noc. w którym owa linia świetlna zetknie się z obwodem ekranu. Zaczyna się akcja sprowadzenia go na ziemię. ludźmi z rozgałęzionej sieci stacji kontrolnych na całym świecie.. Mogłem juŜ spróbować nawiązania kontaktu z Lakenheath. aŜ do momentu zetknięcia się z pasem. o moim małym problemie.od jednego do trzystu sześćdziesięciu . Spróbowałem po raz drugi. który był odpowiedzialny za sprzęt. które moŜe zabić pilota łatwiej niŜ katastrofa. Za kilka minut połączę się z Lakenheath i otrzymam z. i było wyposaŜone we wspaniałe urządzenie do naprowadzania zagubionych samolotów. gwarzyli wesoło. śyczliwe głosy Strona 136 . to zachód. Punkt. Ale nie mogli mnie słyszeć. pędzące mroźnym pustkowiem na krótkich skrzydłach. Moje radio wysiadło. Ŝe lecę bez kompasu.lotniska precyzyjne instrukcje lądowania. Dobrze wyposaŜone lotniska mogą sprowadzić na ziemię samolot nawet w najgorszą pogodę.txt rodzinie. to północ. wynikających z zakłóceń atmosferycznych i echa mojego głosu. nawet jeŜeli księŜyc świeci tak jasno jak teraz. śeby je zwalczyć. Ŝe straciłem czujność i koncentrację. to południe. pośród sosnowych lasów hrabstwa Suffolk. zamiast wskazywać niezmiennie 265 stopni. co na mechanika. jest miejscem połoŜenia samolotu w stosunku do danej wieŜy kontrolnej. Zamilkłem. Zamiast normalnych trzasków. zacznij schodzić w dół. Małe stalowe pudełko. "Charlie Delta. Owa samotność nie jest normalnie dotkliwa. A jednoosobowy myśliwiec jest najbardziej samotnym miejscem na świecie. Mój głos bełkocący w masce tlenowej głuszyła otaczająca ją guma. a to dzięki świadomości. mamy cię na ekranie". Niebo jest miejscem bardzo samotnym. Wskazówka kompasu. napędzane przez płomień buchający z dyszy.. A poniewaŜ wieŜe są ze sobą połączone drogą radiową. w słuchawkach słychać było tylko stłumione mruczenie z maski tlenowej. która co sekunda wyrzuca z siebie strumień spalin o sile ciągu odpowiadającej sześciu tysiącom koni mechanicznych. Jedno przyciśnięcie guzika nadajnika i dziesiątki męŜczyzn i kobiet w wieŜach kontrolnych odbiorą jego sygnały. popijali gorącą kawę i kakao. Ŝe wystarczy jedno dotknięcie klawisza i pilot moŜe się porozumieć z innymi Ŝywymi istotami. Lotnik nie jest juŜ zagubiony. Moje słowa nie docierały nigdzie i do nikogo. Nie warto się było wysilać. obserwując moją maszynę na ekranie radarowym.Celle Charlie Delta! Celle Charlie Delta wzywa kontrolę północną Beveland. łącząca środek ekranu z jego obwodem.znaleźć się w nocy bez kompasu w kabinie samolotu. które leŜało gdzieś przede mną. Ale nie traktowałem sprawy zbyt serio. usłyszą jego wezwanie o pomoc. wskazując bez sensu to wschód. Ale na kanale F radio było równieŜ głuche. zorientowałem się. Jedyną odpowiedzią na moje wołanie był jednostajny jęk silnika odrzutowego.

aby utrzymać samolot w poziomie i na kursie. czy samolot leci równo po torze lotu. Tarcze tych instrumentów wiele mi powiedziały.latać w idealnych warunkach. Istnieje moŜliwość. nastąpiło zwarcie. PoniewaŜ dziób poszedł lekko do góry.. Tak jest. Oceniłem ze zmiany tonu silnika. Gdzieś pode mną. Ale był to równieŜ elektryczny instrument.Forsyth Opowiadania. Ŝeby ściągnąć zbłąkanego wśród bezkresnej przestrzeni na jasno oświetlony pas lotniska. W ten sposób lecimy wolniej.naleŜy w takim wypadku zmniejszyć szybkość. Zmniejszamy więc obroty silnika z 10 000 na minutę do 7 200. wiedziałem tylko. albo Tamizą. a więc szybkościomierz i wysokościomierz. Pozostały mi wobec tego tylko dwa przyrządy działające na zasadzie pomiaru zmian ciśnienia atmosferycznego. zgodnie z przytroczoną do uda mapą. przesunąłem nieco stery. Ŝe jest dzień. "Przede wszystkim . 226 uzupełniając je najstarszym przyrządem nawigacyjnym jakim jest ludzkie oko. Nie chcemy przecieŜ marnować cennego paliwa. Obydwa były zasilane prądem z obwodów elektrycznych samolotu. mogła być albo Mozą. rozbrzmiewają w nocnej ciszy nieba. czy teŜ posuwa się bocznym ślizgiem) oraz wskaźnik szybkości pionowej (który pokazuje. ale dłuŜej utrzymamy się"w powietrzu". To nie sztuka . Przypomniały mi się słowa starego wygi. prawda. panowie? Będzie nam bardzo potrzebne.Czysta robota Przez dwa lata uczono mnie w RAF-ie pilotowania myśliwców i większą część tego czasu poświęcono instruktaŜowi postępowania w wypadku awarii. po sylwetkach zbiorników wodnych o charakterystycznym kształcie albo po zakrętach rzeki. wysokościomierz. wiedziałem juŜ. przebijają się przez deszcz i zawieruchę. czy samolot opada. Przesunąłem dźwignię gazu do tyłu i spojrzałem na licznik obrotów.. Ŝeby moŜliwie najdłuŜej móc utrzymać się w powietrzu. wysiadły więc razem z kompasem. Widziane z góry. kiedy pilot nadaje. z jaką lecę prędkością i na jakiej znajduję się wysokości. Ŝe mój aparat o dziesięciu kanałach wysiadł całkowicie i na dobre. wskaźnik poślizgu (który pozwala stwierdzić. który sprawdzał instrumenty. lustrowałem wzrokiem znajdującą się przede mną tablicę przyrządów. albo Trentem. czy wznosi się. Pilot ma przed sobą tablicę z zegarami kontrolnymi sześciu głównych przyrządów pokładowych. Pod warunkiem oczywiście.txt doświadczonych ludzi. Poczułem. Ŝe jego obroty spadły do około 7200 na minutę. Trzy ostatnie spośród tych instrumentów zasilane są elektrycznie. Innymi słowy.twierdzili instruktorzy .uczył nas . Ŝe niesłusznie oskarŜałem mechanika. i z jaką szybkością). wskaźnik przechyłu. toteŜ po zwarciu przestał działać. Z niewielkiej wysokości potrafiłbym zapewne odróŜnić wieŜę katedry w Norwich od wieŜy kościoła w Lincoln. bo winę ponosi elektryk. Kiedy próbowałem poszczególnych kanałów aparatu radiowego. Pomyślałem zupełnie bezsensownie. Nie przypadkiem kompas i radio przestały funkcjonować jednocześnie. Trzeba umieć zachować się w powietrzu w czasie awarii. który oznacza ratunek i powrót do domu. sierŜanta pilota Norrisa. Nawet w najjaśniejszą noc jedynymi punktami orientacyjnymi dla lotnika są światła miast. która w moim przypadku. bo znałem dobrze ten cały krajobraz. po konturach wybrzeŜa o łatwej do rozpoznania linii. wśród kilometrów kolorowych przewodów. 225 15. przez śnieg i chmury. Oprócz kompasu są to: szybkościomierz. piękna pogoda i nie ma chmur. Ale w nocy było to niemoŜliwe. Ŝe maszyna zwolniła. A potem spróbowałem zorientować się w skutkach awarii. mają charakterystyczny Strona 137 . Jeszcze zanim zrezygnowałem z bezskutecznych prób na kanale J. Ale w tym celu potrzebne mu jest radio. prowadzenia szybkiego odrzutowca na wyczucie. który jest międzynarodową falą alarmową. MoŜna oczywiście wylądować z pomocą tych dwóch instrumentów. chociaŜ dosyć ryzykowna.

od Morza Północnego. Ŝeby utrzymać równowagę. To wszystko. Nie miałem pojęcia. Zacząłem powoli sprowadzać maszynę w dół. MoŜe aŜ po West Midlands. Taka mgła potrafi w ciągu trzydziestu minut całkowicie zasłonić olbrzymi obszar lądu. wrogiej. Świeciły z głębi bezdennej. do którego nie dociera Ŝaden dźwięk. Pod wieczór znalazły się pod wpływem cieplejszego wiatru znad Morza Północnego. Ŝeby mnie pochłonąć wraz z samolotem i wciągnąć na wieczność do mokrego grobowca. jak okiem sięgnąć.txt wzór. musiałem więc być około dziesięciu kilometrów od wybrzeŜa Norfolku. I nikt nigdy się nie dowie. George. Nocne niebo ziało przeraźliwym zimnem stratosferycznej temperatury pięćdziesięciu sześciu stopni poniŜej zera. ku leŜącemu przede mną wybrzeŜu. brutalne fale Morza Północnego. George. co wydawało się tak piękne. Jest to jedyne duŜe skupisko świateł oddalone o jakieś trzydzieści kilometrów od wszystkich punktów tego zakola wybrzeŜa. niezaleŜnej od pory dnia czy nocy. z łatwością trafiłbym do Norfolku. W miarę jak mój myśliwiec schodził w kierunku Norfolku. Nie starczyłoby na to paliwa. Wydało mi się olbrzymim 227 więzieniem. W prawo i w lewo. Na wysokości trzech tysięcy metrów wyrównałem maszynę i zwiększyłem nieco szybkość. Mogło mieć trzydzieści lub sześćdziesiąt metrów głębokości. ani naszyjnika połyskliwych świateł wybrzeŜa. Na wysokości czterech i pół tysiąca metrów pojawił się mój nowy i chyba ostatni wróg. Do dyspozycji miałem tylko własne oczy. Pode mną nie widać było teraz ani czarnego aksamitu morza. Manchester wygląda inaczej niŜ Birmingham. ogarniało mnie coraz silniejsze poczucie samotności. blask księŜyca odbijał się od nieskończonego morza bieli. którego wskazówki stanowiły podstawę mego wyszkolenia. Znałem doskonale Norwich i gdybym tylko mógł zobaczyć zarys linii wybrzeŜa hrabstwa Norfolk od Lowestoft do Cromer. Mogłem więc wylądować albo w Merriam St. Bez radia i pomocy nawigacyjnej zagubiłbym się całkowicie w obcym. ZuŜywałem w ten sposób nieco więcej cennego paliwa. stało się teraz obce i nieprzyjazne. A pode mną znajdował się najgorszy wróg: wielkie. skutym trzaskającym mrozem. Spojrzałem z wdzięcznością na księŜyc. Wystarczająco. albo zginąć w szczątkach rozbitego wampira gdzieś w pokrytych mgłą bagnach Norfolku. Ŝeby zlikwidować wszelką widoczność. który świecił na rozgwieŜdŜonym niebie jak reflektor. "Kiedy jesteśmy zupełnie zagubieni w gęstej pokrywie chmur. Ŝe osiem kilometrów na północ od Norwich znajduje się lotnisko bazy myśliwców Merriam St. Czekały. Powrotny lot do Holandii i lądowanie w jednej z baz lotniczych połoŜonych na wybrzeŜu takŜe nie wchodziły w rachubę.Forsyth Opowiadania. Mgła wschodniej Anglii ukryła ziemię. tworząc grubą warstwę mgły. W zetknięciu z zamroŜoną ziemią miliardy cząsteczek wilgoci zawartej w morskim powietrzu przemieniły się w parę. Kiedy leciałem z Niemiec na zachód. kontrastującej z rozjarzonym kobiercem świateł samego miasta. Wiedziałem. bezczasowej pustki. i wówczas mógłbym bezpiecznie wylądować. nie znanym terenie. Gwiazdy juŜ nie czarowały mnie swym wspaniałym blaskiem. Southampton moŜna rozpoznać dzięki wielkiej czarnej plamie portu. Ŝeby mnie zabić. Poprzedniej nocy płaskie tereny wschodniej Anglii zostały skute mrozem. Zgodnie z zegarkiem znajdowałem się w powietrzu od czterdziestu trzech minut. począł dąć w stronę wybrzeŜa Norfolku lekki wiatr. jak daleko na zachód sięgała teraz. jako jedyny instrument nawigacyjny. Łatwo dostrzegłbym w ciemności jego czerwony sygnał pulsujący alfabetem Morse^. z pewnością włączyliby światła lotniska. kiedy startowałem z westfalskiego lotniska. Strona 138 . a moŜe nawet do wschodnich stoków łańcucha Penninów? Nie mogło być mowy o próbie przeskoczenia nad pasem mgły na zachód. gdzie leŜy moje ciało. Przypomniałem sobie znowu instrukcje sierŜanta pilota Norrisa. Gorączkowo kalkulowałem czas stracony z powodu zmniejszonej szybkości. Gdyby usłyszeli dźwięk silnika mojego wampira nisko nad ziemią.

Minęło dziesięć minut. Ŝe pilot huśtający się na zimowych falach Morza Północnego ma jedną szansę na sto przeŜycia choćby jednej godziny. Ale jej autorzy nie wspomnieli o tym. sierŜancie? "W takim wypadku pierwszą naszą czynnością jest skierowanie samolotu w stronę pełnego morza. Skoro radio pokładowe nie działa i nie moŜemy nikogo poinformować o awarii. sierŜancie? Ci ludzie tam na dole płacą nam za to. . który z kolei zleci pilotowi innego samolotu. Nie modliłem się na serio od wielu lat.. a ludzie wznoszący wigilijny toast gdzieś w odległości czterystu kilometrów nie mają pojęcia o jego losie. Smaga go mroźny wiatr. ciepły. panowie?" Oczywiście. Ŝe muszą przymusowo wodować. którzy zostali wyłowieni z morza w kilkanaście minut od chwili. Miałem nadzieję. a następnie wykonujemy w powietrzu niewielkie trójkąty. Ŝe rzeczywiście zakręciłem o 120 stopni. kiedy nadali przez radio wiadomość. ostatni sposób postępowania w razie nagłej awarii. Macie na myśli miasta.. tak nie wolno do Niego mówić. Przypomniałem sobie teraz 229 inne szczegóły instruktaŜu. Procedura ta została dokładnie przemyślana. Kiedy nas odnajdzie. Kończyłem wykreślanie drugiego trójkąta. On to juŜ słyszał setki tysięcy razy i znowu usłyszy tysiąc razy Strona 139 . to juŜ lepiej.BoŜe. bo w takiej właśnie sytuacji się znalazłem! "Wszystkie samoloty zbliŜające się do wybrzeŜy Wielkiej Brytanii ukazują się na ekranach radarowych naszego systemu ostrzegawczego.. panowie. prawda. Tam są dzieci. Na dole mgła ogarnęła cały horyzont. Pozostało mi paliwa jeszcze na trzydzieści minut. Wiedziałem. proszę panów.. Ŝe komuś kiedyś uda się taki skok. Ŝe nie moŜna z niego wyskoczyć ze spadochronem. . Ŝebyśmy latali. próbujemy zwrócić na siebie uwagę obsługi radarowej przez nietypowy sposób zachowania. Trzeba więc skierować samolot ku morzu. Ale działo się to z reguły w jasny. Filmy szkoleniowe pokazywały nam uśmiechniętych kolegów. jak i przede mną. Rzuciłem okiem na zegarek: pięćdziesiąt jeden minut w powietrzu. słoneczny dzień. który prowadzi zagubionego pilota do bezpiecznego lądowania lecąc skrzydło przy skrzydle jego maszyny . szpitale i domy. Mój kompas nie działał. Ŝe nie dotarłem jeszcze do wybrzeŜa Norfolku i Ŝe leciałem na wysokości trzech tysięcy metrów. Tak. sierŜancie. w kierunku Norfolku. W Ŝółtej kamizelce ratunkowej buja na powierzchni jak korek. Dwaj jedyni piloci. więc przyjąłem księŜyc za przybliŜony punkt orientacyjny.... I to w noc wigilijną. Wylatujemy więc nad morze. PołoŜyłem wampira w lewy zakręt i zacząłem kreślić bok pierwszego trójkąta. Samolot ratowniczy. sierŜancie Norris. Wskaźnik pokazywał jedną trzecią zbiornika. lód zakleja mu rzęsy.Forsyth Opowiadania. Ŝe ktoś zwróci na nas uwagę i zawiadomi kontrolera ruchu powietrznego. Oświetlał mnie księŜyc. Ciągnęła się zarówno za mną. polecimy za nim i on sprowadzi nas na ziemię do bezpiecznego lądowania przez chmury czy mgłę". któryś jest w Niebie. wybaw mnie z tej podłej przygody. rozwaŜać ewentualność wyskoczenia ze spadochronem z samolotu. Ten samolot jest znany z tego. którym się to udało... stracili obydwie nogi. usta i uszy. Po dwóch minutach znowu wykonałem skręt w lewo. "Jest wreszcie. w lewo i wciąŜ w lewo tak. Ten samolot będzie miał oczywiście czynne radio. szkoły.Ojcze nasz. Ŝeby nas odszukał. z dala od ludzkich skupisk". nie. Nie. a nie spadali im na głowy wraz z wyjącym potworem.to "pasterz". Ŝeby kaŜdy bok tego trójkąta powstawał w przeciągu dwóch minut lotu.txt musimy. więc nie przyszło mi to teraz łatwo. kierując samolot w lewo. Wtedy moŜemy mieć nadzieję. zrobionym z dziesięciu ton stali. Oczywiście moŜe się zdarzyć.." No. to był ostatni sposób ratunku. Na nieszczęście wyrzucany fotel systemu 228 Martina Bakera nie nadaje się do jednoosobowej kabiny wampira. Co dalej. Prawda.

CóŜ ja takiego mogę Mu przyrzec? On mnie nie potrzebuje. okryte jaskrawoŜółtą kamizelką ratowniczą. popłynie bezradne w dal.. Nie jest zabawnie umierać. Zacząłem krzyczeć do głuchego mikrofonu: .. Wypuściłem więc hamulec powietrzny. Gorączkowo starałem się wierzyć. Ŝeby ktoś dostrzegł moje manewry i wysłał mi do pomocy pasterza do bezpiecznego lądowania.. Przez sekundę przypuszczałem. śeby nie stracić z oczu lecącego pode mną samolotu. Igła kompasu wciąŜ wędrowała po tarczy jak pijana. Po godzinie i ja umrę. Co mówi się do Niego. dlaczego leciał niŜej i nie wspinał się na mój poziom. zanim ginący samolot przechyli się do ostatniego nurkowego lotu nad Morze Północne.. końcówką swojego skrzydła przy moim. dlaczego mnie nikt nie słyszy. I . PomóŜ mi. A w kilka chwil później będę musiał wyskoczyć ze spadochronem. Przez szybę z pleksiglasu widać było księŜyc chylący się ku horyzontowi spowitemu gęstą. zmniejszając szybkość maszyny do pięciuset kilometrów na godzinę. Kiedy mój zegarek wskazał. Po pięciu minutach wiedziałem juŜ na pewno. wskazówki zegarów innych martwych przyrządów stały na zerze.Proszę Cię. Ŝe nie zobaczę wielu róŜnych miejsc.. utrzymywałem się na łuku. Był znacznie wolniejszy od mojego i nie potrafiłby utrzymać szyku. nie spotkam tylu ciekawych ludzi..Forsyth Opowiadania. jak rośnie we mnie wściekłość i rozpacz. nie zwracałem na Niego uwagi przez tyle lat. Ŝeby mnie ktoś zauwaŜył. kiedy ma się dwadzieścia lat. Skierowałem lewe skrzydło wampira ku księŜycowi. Pode mną. śal. Jeszcze dwie minuty i nocne niebo utonie w całkowitej ciemności. Ale to juŜ nie miało Ŝadnego znaczenia. równo na linii księŜyca. która za chwilę zniknie w ławicy mgły. Wskaźnik paliwa pokazywał jedną ósmą zbiornika czyli ilość wystarczającą na jakieś dziesięć minut lotu. Na wysokości półtora tysiąca metrów zorientowałem się. kiedy się potrzebuje pomocy? . a ja przyrzekam. Ŝe zginę tej nocy. w stronę mojego lewego skrzydła. Był to więc chyba inny samolot. aby zająć miejsce w szyku. iŜ nadal lecę zbyt szybko. Ŝe nikt nie zjawi się na ratunek. Wampir zadygotał.? Wkrótce jednak moja wściekłość zaczęła wygasać i po prostu beczałem bezsilnie jak małe dziecko.nie czułem strachu. białą mgłą. spraw. bo groziło to utratą panowania nad wampirem. gdyby znalazł się obok mnie. nie dalej niŜ trzydzieści metrów od mego skrzydła. BoŜe. Nie mogłem jednak bardziej zmniejszyć obrotów silnika. biel mgielnej powłoki przecięła czarna smuga. zataczając identyczny łuk. aŜ obydwaj zatoczyliśmy pełne koło. Przesunąłem lewarek gazu i zacząłem opuszczać się w jego stronę. Coraz wyraźniej widziałem na tle białego 231 całunu mgły jego czarną sylwetkę.Wy głupie sukinsyny. zamarznięte ciało. pod końcówką skrzydła. Ŝe nie jest to przypadkowo przelatująca maszyna. a moje sztywne. Na wysokościomierzu odczytałem dwa tysiące metrów.txt dzisiejszej nocy. Ŝe jestem od siedemdziesięciu dwóch minut w powietrzu. toteŜ mój cień musiał być za mną. To samo robił tamten. Ŝe to mój własny cień. ale księŜyc był przede mną. Ŝe chyba juŜ o mnie zapomniał. Poczułem. dlaczego nie patrzycie na ekrany radarów?! Dlaczego nikt mnie nie widzi? Pewnie wszyscy jesteście juŜ zalani 230 i zupełnie niezdolni do spełniania waszych obowiązków! O BoŜe. Ŝe nie dokonałem tylu rzeczy. a więc w czasie manewrów straciłem tysiąc metrów wysokości. Wtedy tamten zaczął podnosić się w moim kierunku. wiedziałem juŜ na pewno.rzecz dziwna . aŜ w końcu znalazł się tuŜ obok. Razem wyrównaliśStrona 140 ... Dopiero wtedy zrozumiałem. jedynie bezbrzeŜny smutek. lecący bliŜej powłoki mgły i utrzymujący ten sam kurs co ja. tyle Ŝe o półtora kilometra niŜej. kiedy się jeszcze właściwie nic nie przeŜyło.. aby nakreślić ostatni bok ostatniego trójkąta..

Kiedy mój pasterz wyrównał lot. który leciał w odległości zaledwie trzydziestu metrów ode mnie. a następnie przechylił się łagodnie w lewo. Cofnąłem lewarek gazu. pękata kabina. Ich przelot w szyku bojowym wywołał okrzyk podziwu w tłumie i nostalgiczne westchnienia wśród przedstawicieli starszego pokolenia. przykładając do szyby rozłoŜone palce. byliśmy na wysokości stu metrów. kiedy na niebie ukazują się spitfire'y. Szybkość pasterza wzrosła. Z pozycji zachodzącego księŜyca wywnioskowałem. Ŝe wracamy ku wybrzeŜu Norfolk. zarządzając ponowne zejście.Forsyth Opowiadania. Spojrzałem na wysokościomierz: siedemset metrów. Pod nami wciąŜ leŜała mgła. a potem przeciągnąłem dłonią po gardle. Powoli podniósł prawą rękę tak. Przesunąłem dźwignię w dół i usłyszałem głuchy stuk. W kabinie mosquita na tle księŜycowej poświaty widziałem opatuloną głowę pilota. aby śledzić kaŜdy znak jego ręki. bombardujący myśliwiec z okresu drugiej wojny światowej. kiedy wszystkie trzy koła wysunęły się na zewnątrz. Po dwóch minutach mój towarzysz podniósł do okienka zaciśniętą pięść. Pilot pasterza wskazał dół. Skinąłem głową i szybko podniosłem lewą rękę. wciągnąłem więc hamulce powietrzne. Znaczyło to: "Schodzimy w dół. wysłanym aby sprowadzić mnie na dół. Mój samolot był odrzutowcem. a kiedy spojrzał przez boczne okienko w moją stronę. starając się utrzymać szyk. nieco poniŜej linii księŜyca. potem wyrównał. Ŝe eskadra meteorologiczna w Gloucester uŜywa jeszcze ostatnich latających mosquitów do pobierania próbek górnych warstw atmosfery do prognoz pogody. Zrozumiałem teraz. a w kaŜdej wspaniały silnik Merlin produkcji Rolls-Royce'a. ale mosquito był teraz znowu obok mnie. Ŝe jest pasterzem. pędzący z szybkością pięciuset kilometrów na godzinę. To on miał kompas i radio. Zaczęliśmy schodzić w kierunku mgły. Widziałem tę eskadrę na pokazie w rocznicę bitwy o Wielką Brytanię. Nurkowaliśmy dalej. Trzymaj szyk za mną". pokazując tablicę kontrolną. Wampir przestał dygotać i wyskoczył przed mosquita. nie ja. pozostawiając księŜyc za sobą. Ŝeby uniemoŜliwić zejście na ziemię bez przyrządów do ślepego lądowania. Na szczęście podwozie działało na ciśnieniu hydraulicznym i nie było uzaleŜnione od zepsutych elektrycznych obwodów. czarne litery: JK. a następnie otworzył ją. i kiedy przy przechyle zachwiał się nieco. prujący przez noc ku macierzystej bazie. Nie spuszczałem go z oczu i trzymałem się jak mogłem najbliŜej. odgłos silnika zmienił się w niski gwizd. Pokryta hełmem głowa. Ŝe zostałem zrozumiany. W ten sposób nakazywał mi. bo byłem juŜ pewny. Potem wskazał nią naprzód i skierował palce w dół. Nurkowaliśmy prosto na niewidoczny 232 Norfolk. smukłe podwieszone gondole. długie. więc cień mojego samolotu zacierał kształty tamtego. Dokonał zwrotu o 180 stopni. Ŝe mam paliwa na pięć minut. na poły tylko widoczny. WyobraŜałem sobie strumień instrukcji płynący z baraku radarowego do słuchawek człowieka. Dzieliły nas tylko dwie szyby z pleksiglasu i strumień lodowatego powietrza. a jego śmigłowcem znacznie starszej generacji. Miałem księŜyc po prawej stronie.txt my kierunek lotu. dlaczego nie moŜe lecieć z moją prędkością. Widniały na nim dwie duŜe. maska tlenowa i gogle kiwały na znak. Po raz pierwszy mogłem mu się dobrze przyjrzeć. kopułka pleksiglasu na samym dziobie i dwa działka gotowe do walki. Wtedy przypomniałem sobie. dostrzegłem dwa krąŜki jego ochronnych okularów. Ŝe pasterzem był DH-86 Mosquito. abym widział. KsięŜyc juŜ zaszedł. Prawdopodobnie jej warstwa wynosiła tylko trzydzieści metrów. Dostrzegłem jednakŜe dwa śmigła na jego przedzie. palcami naprzód. ale to wystarczyło. Znaczyło to. Był to przypuszczalnie Strona 141 . Ŝebym opuścił podwozie. hurricane'y i lancastery. Ŝe wyciągnął ją płasko. Tak teŜ zwykle bywa 15 września. Przez kilka sekund leciał obok mnie. Krótki dziób. zobaczyłem wyraźnie dziób mosquita. ale biały poblask mgły pozwalał podziwiać piękno tamtej maszyny. PodąŜyłem za nim. następnie uniosłem do góry pięć rozczapierzonych palców. Ku mojemu zdziwieniu przekonałem się.

podobnie jak wskaźnik paliwa. usiłując zobaczyć. Nagle pasterz wskazał palcem w moją stronę. Nie wiem. lecz wciąŜ nie miałem kontaktu z ziemią. Opuszczaliśmy się razem łagodnie i powoli. Coś błysnęło z lewa. znowu odbicie na kilka centymetrów ponad czarny. Schodziliśmy wciąŜ w dół. DrŜąc z emocji wyłączyłem gaz i utrzymywałem równo stery. Trach. coraz wolniej i wolniej. Spostrzegłem. aby wampir nie przechylił się i siadł równo.. ŚPIESZ SIĘ! Nagle pasterz wyprostował lot tak szybko. Po sekundzie wyrównałem szyk i zobaczyłem. igła lekko dygotała. co robi.ale dla dwóch samolotów lecących w szyku przez mgłę moŜe to oznaczać katastrofę.bo jeŜeli teraz zabraknie mi paliwa. Zdumiało mnie to i przeraziło. mogą wywołać halucynacje. mokry pas startowy. Zaczęliśmy się opuszczać. śpiesz się . Ŝe mój pasterz leci bez świateł. Ciemna pustka. Wampir toczył się z szybkością stu pięćdziesięciu kilometrów na 234 godzinę przez morze szarej mgły. Światła po bokach migały coraz słabiej. nic. Tylko tuŜ na lewo. ale tylko na chwilę. Ale po chwili jednak coś. Widoczność spadła niemal do zera. lecącego pewnie i bez wahania w stronę czegoś. Kiedy juŜ to wiedziałem na pewno. Hamowałem ostroŜnie. otoczone aureolą rozświetlonej mgły. Szybkościomierz wskazywał dwieście dziesięć kilometrów na godzinę. Kątem oka spojrzałem na zegary. więc sam teŜ zacząłem zmniejszać gaz. Ŝe jestem naprawdę na ziemi. Obydwie igły juŜ nawet nie drgały. Światła podniosły się niemal do poziomu moich oczu. Trach. Ŝebym mógł wznieść się na wysokość dwustu metrów. Potem przechylił maszynę i wleciał w powłokę mgły.wylądowaliśmy. Zataczaliśmy regularne koła. Zorientowałem się. Ŝeby nie zarzucić. ŚPIESZ SIĘ.txt znak wywoławczy: Juliet Kilo. Na miłość boską. Nagle nie widać niczego poza wirującymi pasmami milionami macek usiłującymi cię omotać. trach! Znowu kontakt.modliłem się . Strona 142 . Koła przylgnęły do nawierzchni. bez Ŝadnych szans na ratunek. Trach! Koła dotknęły wreszcie asfaltu. Ŝe są o piętnaście czy trzydzieści metrów od nas. trach. Przy prędkości stu siedemdziesięciu kilometrów ta przeklęta trumna musi runąć na ziemię. nie ma mowy. potem błyski z jednej i drugiej strony. potem juŜ mocniej. Wampir stanął.. Zaraz potem zrozumiałem mądrość tego człowieka. Światła we mgle są zdradliwe i hipnotyzujące. jakby pokryte lukrem pasma smagały podwozia naszych samolotów. by wyskoczyć ze spadochronem. co jest między nimi. a następnie wprost przed siebie. Mój pasterz wyrównał tuŜ nad powłoką mgły. I wtedy zobaczyłem. potem z prawa. jak długo trwało. rysował się kształt mosquita. Środkowa linia pasa startowego. przerwa. Wbiłem wzrok w ociekającą wodą szybę: Nic. A potem ukazała się nagle biała linia biegnąca tuŜ pode mną. czego nie widziałem. Znaczyło to: teraz leć sam i siadaj. oko nie miało się na czym zatrzymać. Udało mi się spojrzeć na wskaźnik paliwa: stał na zerze. przy końcówce mojego skrzydła. nie dalej niŜ piętnaście metrów ode mnie. śadnych cieni. Ŝe mam ręce kurczowo zaciśnięte na drąŜku sterowym. zanim uwierzyłem. Ma się ochotę zbliŜyć do nich . trach! . Po bokach migały pary świateł. modląc się. nie zjechać z prostej linii.Forsyth Opowiadania. schodząc z wysokości trzydziestu metrów w nicość. Ŝe pilot mosquita daje mi ręką sygnał: "nurkuj". Mój pasterz wiedział. tym razem łagodniej. Odrzutowiec bez benzyny na wysokości trzydziestu metrów jest beznadziejną pułapką. Wysokościomierz stał na zerze. udusić. przylepiając do skóry nylonowy kombinezon. WytęŜyłem wzrok. Przez dwie albo trzy minuty mój pasterz zataczał koła. CZŁOWIEKU. Ŝe z trudem zdołałem 233 wyjść z zakrętu. a białe. MoŜna w nie patrzeć nie zdając sobie sprawy. Ŝe zwalnia. by nie przeciąć granicy lotniska. Wejście z ciemnego nawet nieba w chmurę albo mgłę podobne jest do zanurzania się w kłąb szarej waty. Ŝadnych kształtów. a mnie zimny pot zalewał kark i spływał po plecach.

Jej właściciel przyglądał mi się bacznie. DrŜałem na całym ciele.przyznałem. nisko nad ziemią przelatywał mosquito. 235 . Dotarłem tak do wybrzeŜa. nie dalej niŜ dwadzieścia metrów ode mnie. Przez kilka minut zastanawiał się nad tymi informacjami.Wysiadły wszystkie kanały. . co tłumaczyło te trudności.wyjaśniłem mu cierpliwie. W bocznym okienku zobaczyłem podniesioną rękę pilota.Forsyth Opowiadania. Ponad nimi sterczał jednak daszek oficerskiej czapki. Światła zatrzymały się o sześć metrów od nieruchomego wampira. we mgle. Jechało od niego whisky. Wyłączyłem więc wszystkie inne urządzenia . zniszczonego samochodu marki Javelin.Bez kompasu. A do tego wstawiony..Niesamowite . nie odznaczają się talentem do latania i często nie są nawet pilotami. po czym powoli zacząłem odpinać pasy spadochronu i fotela. . Będą musieli ściągnąć moją maszynę z pasa startowego landrowerem. Postanowiłem zatelefonować z oficerskiej kantyny do stacji RAF-u w Gloucester i osobiście mu podziękować. A potem. Ŝe za chwilę podjedzie po mnie samochód wysłany przez wieŜę kontrolną.Tak. jak jest zimno. Ŝe zaczyna się ląd.Tak . Facet był najwyraźniej jednym z tych pechowych poruczników. Ŝe stoi o jakieś sześć metrów od końca pasa startowego. próbując przebić się przez zgrzytanie skrzyni biegów i sprzęgła. którzy są z reguły pomijani przy awansach. a raczej wykrzyczał mój towarzysz. Sądziłem. . . Nad kierownicą zobaczyłem okrągłą twarz piwosza.Wylądował pan bez kompasu? . Były to reflektory starego.Hej tam! Wygramoliłem się z kabiny. . Po wyłączeniu ogrzewania szyby szybko zaszły parą. Samochód jechał wolno drogą do kołowania w stronę wieŜy kontrolnej i zabudowań lotniska. miałem szczęście . . Wyłączanie silnika nie było potrzebne. Kiedy oddalaliśmy się od wampira.potwierdziłem.powiedział wreszcie. Dopiero kiedy byłem juŜ dobrze przemarznięty. Zawiozę pana do kasyna. kiedy wampir toczył się po pasie startowym.Paliwo skończyło mi się właśnie wtedy. Zwykły naziemny urzędas. .. Podwozie miał wciągnięte. z którymi nie mógł sobie dać rady. Jeszcze bardziej cieszył mnie fakt. Tacy nie powinni mieć słuŜby na nocnej zmianie.No to jak pan znalazł to lotnisko? Zaczynałem tracić cierpliwość. . ciśnienie i światła. . tuŜ pod jego pękatym kadłubem. Ale na razie nikt po mnie nie przyjeŜdŜał.Właśnie wylądowałem. Na lewo. Zapewne nie dostrzegł juŜ mojego poŜegnalnego gestu. Byłem w lekkim lotniczym kombinezonie. Ŝe Ŝyję. Nawet w noc wigilijną wozy straŜackie i ambulans muszą być w pogotowiu. A radio i wszystkie przyrządy elektryczne nawaliły jakieś pięćdziesiąt minut temu nad Morzem Północnym. tuŜ przed zaoranym polem. a raczej do miejsca.Bez radia .powiedział. Usłyszałem wołanie: . .To niebywałe . Sytuacja Strona 143 . Bez znaków RAF-u.ssanie.odpowiedziałem.Miałeś pan piekielne szczęście . Następnie wyłączyłem silnik. Byłem szczęśliwy. .Zostałem sprowadzony .To pański? Skinął głową w stronę niewyraźnej sylwetki wampira. kiedy usiadłem. Zgasł sam z braku paliwa. zauwaŜyłem. zorientowałem się. Leciałem orientując się według połoŜenia księŜyca. Dopiero kiedy wstałem. w którym sądziłem. .txt zwolniłem pedały hamulcowe i zaciągnąłem hamulec postojowy. Ŝe znalazłem się we wnętrzu ciepłego wozu. w gęstej mgle zamajaczyły dwa reflektory.mruknął. zeskoczyłem ze skrzydła na ziemię i pobiegłem ku światłom. kiedy wynurzałem się z mgły. Niech pan wskoczy. system hydrauliczny.Bez radia? . Po chwili samolot zniknął we mgle.Zupełnie niebywałe. Wtedy zwrócił moją uwagę jakiś dźwięk. . ozdobioną rozłoŜystymi wąsami. więc otworzyłem dach kabiny i odsunąłem go. Kołowanie w tej mgle nie miało sensu.

Znajdowaliśmy się parę metrów od wieŜy kontrolnej.To jest RAF Minton.Musiałem wygasić światła pasa startowego . jakby chciał powiedzieć: skoro tak uwaŜasz. Zatrzymał samochód i wysiadł. Miał oczywiście radio.Dlatego pan tak długo na mnie czekał. Kiedy juŜ zobaczyłem światła pasa startowego.Nigdy o nim nie słyszałem .Osiem kilometrów od Cromer. zacząłem więc wracać do normy. . Siedziałem w kantynie oficerskiej i popijałem grzane wino.MoŜe to Marham? Albo Chicksands? Albo Lakenheath? .Miał pan piekielne szczęście. .odpowiedziałem po chwili. goła Ŝarówka. ja jestem tylko szczurem magazynowym. na wybrzeŜu.powiedziałem machinalnie. Ŝeby mnie sprowadził w dół. nie zlikwidowano świateł. Mój nieznany przyjaciel Strona 144 . Ŝebym podszedł do okna i posłuchał.Nie mamy tutaj Ŝadnych urządzeń do ślepego lądowania na radar. Potem wpadłem na pomysł. nawet latarni kierunkowej. Wszystko poszło gładko. . Teraz ja z kolei przeŜuwałem przez dłuŜszą chwilę jego informację.Dlaczego zapalił pan światła? . musiałem wrócić do baraku i wyprowadzić samochód. sprowadziłem samolot bezpiecznie na dół.Bo usłyszałem wycie pańskiego silnika. ZauwaŜono mnie i wysłano pasterza.Nic dziwnego.Prosta sprawa . Chwyciła go czkawka. Wzruszył ramionami. Kiedy jest się młodym.txt awaryjna szczęśliwie się zakończyła. Minton jest tylko bazą magazynową.Rozumiem . . Ale przecieŜ musi być jakieś proste wytłumaczenie. To pan krąŜył nisko nad nami. wisiała pojedyncza. . Pomyślałem.To był samolot meteorologiczny RAF-u z Gloucester.To chyba będzie Merriam St. . zupełnie obłąkane i pozbawione logiki.odparł. . Tu właśnie jesteśmy. Przepraszam pana. Ale widzi pan.wymamrotał. . A potem mruknął: . ma się niewyczerpane zasoby energii. To wszystko było bez sensu.przypomniało mi się. 237 Gadaj zdrów. .zapytałem. Nie jesteśmy czynnym lotniskiem od wielu lat.. według instrukcji. Ŝe moŜe mógłbym panu pomóc . Ŝe za chwilę usiądzie nam pan na głowę.A gdzie znajduje się najbliŜsza czynna stacja RAF-u wyposaŜona w urządzenia radarowe i instrumenty do ślepego lądowania? Zastanawiał się przez chwilę. pomyślałem. Mój towarzysz wrócił i niepewnie wygramolił się na siedzenie. Musiało jednakŜe być jakieś wytłumaczenie. Niesamowite. .Niesamowite .Forsyth Opowiadania. Zagadka nękała mnie jeszcze przez kilka minut. ale było to kłamstwo. Kiedy usłyszałem. George. Ŝe kiedy demontowano stację.wyjaśniałem mu spokojnie. Nad wąskimi drzwiami. Byliśmy pewni. Oni są świetnie wyposaŜeni.Nie . kiedy stary Joe poprosił.. Zaczęło mi się kręcić w głowie. która zlewała się we mgle z rzędem starych baraków. zapewne niegdyś słuŜących jako pomieszczenia operacyjne i nawigacyjne. Nie mamy w ogóle Ŝadnego wyposaŜenia nawigacyjnego. Ŝe tamten facet znalazł to lotnisko. Latałem krótkimi trójkątami w lewo. Potem trzeba było jeszcze pana znaleźć. Jej światło pozwoliło mi przyjrzeć się wybitym szybom i zamkniętym na kłódkę drzwiom i ocenić panującą tu atmosferę opuszczenia i zaniedbania. Więc pobiegłem do wieŜy kontrolnej i włączyłem je. . ale i tępy. . za którymi zniknął porucznik. . Ŝe pan wylądował.powtórzył wsysając kroplę wilgoci spływającej po wąsach.Gdzie właściwie leŜy Minton? . .A więc to nie jest lotnisko RAF-u w Merriam St. Mój towarzysz był widać nie tylko wstawiony. . Potworna dzisiaj mgła. A więc takie było wyjaśnienie tej zagadki. Lecieliś236 my w szyku na przyrządach ślepego lądowania na radar. prowadzącymi do wieŜy kontrolnej. . George? spytałem cicho. .

Jest nas tylko dwóch na tej stacji.jak to on powiedział . dowódca eskadry. Spędzanie świąt BoŜego Narodzenia w takiej dziurze nie naleŜało chyba do przyjemności. Po drugiej inna tablica informowała. Poza tym było dwudziestu urzędników . JuŜ chciałem powiedzieć porucznikowi. Ŝe lokal ten pamiętał lepsze czasy. Ŝe jest to kasyno oficerskie. butów i mnóstwa innych przedmiotów. ale zamiast kurtki nosił zniszczony błękitny sweter. dojechaliśmy do oficerskiej kantyny. ^zwłaszcza przy ilości paliwa. Obydwa pomieszczenia były więc diablo zimne i po odtajaniu w samochodzie zaczynałem znowu drzeć z zimna. Światło palące się nad wejściowymi drzwiami oświetlało pięknie wyrzeźbione. pusty i zimny pokój jadalny i dwa korytarze. zdjął koŜuch i rzucił go na krzesło.którzy robili spis mundurów. Był to czysty przypadek. .piekielne szczęście. Wysiedliśmy. Ŝe Joe jest stewardem w kaStrona 145 . Ŝe nie mogę panu słuŜyć większymi wygodami przepraszał Marks. Po jednej stronie wejścia na tablicy widniał napis: Stacja RAF Minton. rozbiłbym się na polu nie dolatując do lotniska.Przykro mi. Nie zdołałbym dolecieć do Merriam odległego o piętnaście kilometrów stąd. Poza tym nie ma odpowiedniej obsługi. których nie jest w stanie zrozumieć. Zorientowałem się.powiedziałem.wszyscy na urlopach świątecznych . przestronny pokój. więc wybraliśmy sobie dwie sypialnie. rzucając hełm lotniczy z przymocowaną do niego maską tlenową na skórzany fotel. spadochronów. Chciało się powiedzieć. przebywa na świątecznym urlopie. . a jego szef. które są niezbędne w kaŜdym wojsku. Marks powiedział mi. który przedstawił mi się jako 238 porucznik pilot Marks. Tego nam nie brakuje! Zagrzeje teŜ wodę w wannie i wykombinuje coś do jedzenia. Miałem . Ale bardzo chciałbym się wykąpać i coś zjeść. włączył swoje światła.txt w samolocie meteorologicznym prowadził mnie prosto z wybrzeŜa do Merriam St. a jednocześnie ten stary dureń włączył swoje.Forsyth Opowiadania. Nie warto ogrzewać tej całej przestrzeni dla dwóch ludzi. Obawiam się. Wszędzie ten sam wzorzec. Z frontu znajdował się duŜy. jaką nam przydzielają. . W końcu zabrakło mi przecieŜ paliwa w połowie pasa startowego.odparł przybierając ton dobrego gospodarza. Czy mogą być jajka na bekonie? Skinąłem głową. z których jeden pełnił słuŜbę w podoficerskiej kantynie. ale wyszczerbione godło RAF-u. Weszliśmy do środka.Zawołam Joego i kaŜę mu przygotować dla pana jeden z wolnych pokojów. Ŝe jest zastępcą dowódcy. Mój gospodarz zaparkował samochód przed drzwiami. kiedy panowała moda na metalowe drzwi i framugi w urzędowych budynkach. Wielki kominek w hallu był wygaszony. Przez czysty przypadek opuszczona od dawna baza w Minton wraz z jej siecią świateł i wstawionym magazynierem znalazła się na trasie prowadzącej do lotniska w Merriam. Ŝe nie powinien mieszać się do opartych na nowoczesnej technice operacji. a drugi do pokojów obsługi. . Poza nimi personel stacji składał się z sierŜanta i trzech kaprali.Myślę. Mój gospodarz. Ŝe to się da zrobić . zbudowany bez wątpienia w czasach przedwojennych. Zaglądałem przez drzwi razem z nim i zobaczyłem duŜy.Proszę sobie nie robić kłopotu . To mnie zmyliło na ostatnich kilometrach schodzenia w dół i w rezultacie posadziłem wampira na niewłaściwym lotnisku. Podczas gdy formułowałem w myślach racjonalne wytłumaczenie mojej obecności na tym niemal całkowicie opuszczonym lotnisku. Architektura kasyn RAF-u nie jest zbyt urozmaicona. . I tak nie sposób tego ogrzać w zimie. jeden pokój dodatkowy i tak mieszkamy. wołając kogoś o imieniu Joe. ale teraz stały tylko dwa. Ŝe nie ma wielkiego wyboru. Na prawo szatnia z rzędem pustych wieszaków na nie istniejące płaszcze. i to z popękanymi. obiciami. Marks zaglądał do róŜnych drzwi prowadzących z hallu. ale ugryzłem się w język. Kontroler wieŜy Merriam kazał nam zatoczyć dwa koła. Jeden prowadził do kwater oficerskich. Podobnie w barze. Pod spodem miał mundurowe spodnie. George. Było tu dosyć miejsca na dwadzieścia foteli. Jakoś nie mógł znaleźć tego swojego Joego.

Ŝe w kontroli ruchu nie ma teraz nikogo na słuŜbie. W niewielkim zimnym pokoju stało krzesło. Co pan chce. Kiedy nakręcałem numer centrali. jak przystało na oficera słuŜbowego nawet w noc wigilijną. Marks zjawił się z butelką whisky. kiedy zamknęliśmy lotnisko o piątej po południu. Jest tylko kilku oficerów w kantynie. Sądząc z wesołego gwaru.odparł. Z reguły nie piłem alkoholu. dziękuję. Ŝe jest to Merriam St. . Wreszcie dostałem połączenie.Merriam St.Tak jest. Przypomniałem sobie jednak.Forsyth Opowiadania. czy mogę spytać. To chyba całkowicie opuszczona baza. ale teraz przyjąłem trunek 239 wdzięcznością. czy nie? Słyszałem przed chwilą. Po krótkiej chwili odezwał się inny. rozumiem. Opowiedziałem mu o swojej awarii i dodałem.Little Minton . . Zaprowadził mnie do biura.Wobec tego proszę mnie połączyć z oficerem słuŜbowym.Nic o tym nie wiem . . Kiepski sposób spędzania BoŜego Narodzenia. Czy pan leciał do nas. starszy głos. kiedy podałem mu nazwisko. jaki po chwili rozległ się w słuchawce. Poproszę dowódcę eskadry. Proszę chwilę zaczekać.Wspaniale . Ŝe dochodzi północ.zawyrokował mój rozmówca. Ŝebyśmy zrobili? Zaczynałem tracić cierpliwość. pomyślałem. . połoŜonego niedaleko wejścia do baru. dochodzące z mieszkania słuŜbowego przy centrali telefonicznej. Tej nocy nie zapowiadano Ŝadnych lotów. Ŝe ma przyjąć wampira lądującego na przyrządach ślepego lądowania i bez radia. Uzyskanie połączenia trwało wieki. . . . . Ale obawiam się. poniewaŜ nie miałem numeru Merriam St. . Słyszałem odgłosy świątecznej libacji. Znowu wyłoŜyłem całą sprawę. Czułem. Ŝe jest trzeźwy. Ŝe zaledwie pół godziny temu błagałem Boga o pomoc. Kiedy zobaczyłem światła lotniska. . kto mówi? Podałem mu nazwisko i rangę informując. Ŝe mówię ze stacji RAF-u w Minton. To ich zawód. George.AleŜ oczywiście! PrzecieŜ musi się pan zameldować. Z powodu mgły tamten musiał lecieć na przyrządach radarowych. Marks poszedł przypilnować ordynansa.Niech pan się zdecyduje. kierowany przyrządami do ślepego lądowania.Naturalnie.powiedział wreszcie.Proszę o połączenie z dyŜurnym kontrolerem ruchu . . . a ja spojrzałem na zegarek i stwierdziłem. Nastąpiła chwila pauzy.Nie. George. MoŜe wysłać po pana łazik? 240 .Wydaje mi się. Ale wylądowałem na niewłaściwym lotnisku.txt synie.RAF Minton. Telefonistka znalazła go dopiero po dłuŜszym czasie. i zawstydziłem się.Przepraszam. . który mnie tutaj doprowadził. nie o to mi chodzi. . stopień i nazwę swojej bazy. Musiałem się jakoś rozgrzać. Ten człowiek być moŜe świetnie Strona 146 .Widzi pan. Ŝe to pan pilotował to pudło! Westchnąłem i zacząłem tłumaczyć od początku. Czy mogę tymczasem zadzwonić? . Mogę tu przenocować. oficer słuŜbowy znajdował się w kasynie. puste biurko i telefon. wiem . Ale oni powinni przecieŜ latać w kaŜdą pogodę. wylądowałem w przekonaniu. jest tu obok. Byłem pewny. Ŝe jego lotnisko musiało być zawiadomione. . Musiał być młody i zdyscyplinowany. Tu miałem awaryjne lądowanie. . . George .odezwał się w słuchawce zaspany głos.odezwał się męski głos. Słuchał mnie uwaŜnie. Na pewno podoficer słuŜbowy z wartowni. zostałem przejęty przez samolot meteorologiczny z Gloucester.Znakomity wyczyn lotniczy tego pilota z Gloucester. Ale ja nie jestem z kontroli ruchu.zapytał mój rozmówca. pomyślałem raz jeszcze.Tak. Nie mógłby inaczej zejść w dół. Ŝe nic się tu nie działo od chwili.Skąd pan mówi? .Miał pan pecha. Ŝe lecę do was.powiedziałem.

ale był juŜ chyba lekko zawiany.Chwileczkę. Nie tylko nie mogłem z moim zapasem paliwa dotrzeć do Merriam St.Forsyth Opowiadania. który juŜ się u was nie pojawi. . prawda? .121.O piątej po południu zamknęliśmy lotnisko.Dzwonię do was. . I wesołych świąt! Strona 147 .odpowiedział mi równie dobitnie oficer. .To nie mógł być Ŝaden z naszych samolotów. Ŝe poszły na złom. aby je znowu uruchomić. George są urządzenia do ślepego lądowania . Uratował mnie porucznik Marks. . ale który biegł czterysta metrów w gęstej mgle. Wesołych świąt! OdłoŜył słuchawkę. . JednakŜe pilot mosquita musiał juŜ powrócić do Gloucester i trzeba mimo wszystko zawiadomić go. aby przebyć jeszcze sześćdziesiąt kilometrów. Lakenheath leŜał równieŜ w odległości sześćdziesięciu kilometrów na południe.Ale my juŜ dawno mamy fajrant . Wasza jednostka posługuje się mosquitami do pomiarów ciśnienia i temperatury na duŜych wysokościach. czy Lakenheath nie mogło być mowy. aby zapalić światła opuszczonego lotniska.A co się stało z mosquitami? . Wylądował tutaj.odpowiedział. w Minton. . na drugim końcu Norfolku. . jeŜeli tolerował głupie pytania o tej porze nocy. Ŝebyście odwołali alarm swego personelu radarowego i kontroli ruchu. . o tej porze.txt dowodził eskadrą.Obawiam się. Ŝe wcale nie zawdzięczałem swego Ŝycia pilotowi z Gloucester. panie poruczniku odpowiedział. O dotarciu do Marham 241 16-Czysta robota . Dobranoc.Gloucester? .Owszem. o tej porze? .PrzecieŜ to właśnie w Merriam St. .Gloucester. Poza tym leciał o wiele za nisko po naszym locie przez mgłę.są zawsze na słuŜbie. DyŜurny oficer meteorolog przy aparacie. .Moim rozmówcą musiał być chyba stary okularnik o niewyczerpanej cierpliwości i uprzejmości. Latamy teraz na canberrach. .Wiem dobrze. . DyŜurny oficer przyjął telefon. George. Ŝeby jeden z nich został sprzedany w prywatne ręce? . . Czy ja mówię z RAF-em Gloucester? .Czy wobec tego moŜe mi pan powiedzieć.odpowiedziałem stanowczo.Tak . .Zgadza się.Na zachód RAF Marham. . Jedno naleŜy przyznać eskadrom meteorologicznym . Siedziałem przy telefonie wpatrując się z niedowierzaniem w aparat.5 metra jest częstotliwością międzynarodowej słuŜby awaryjnej. ale czy jest moŜliwe. . w Suffolk. uŜywaliśmy mosquitów. A na południe RAF Lakenheath.Ale nie zostały uŜyte tej nocy! Były nieczynne od piątej po południu.Przypuszczam. Wytłumaczyłem mu sytuację.próbowałem protestować. Ten człowiek musiał być szalony.Myślę. Zaczęło mi świtać w głowie. Niewiele juŜ dziś ich zostało. Ŝe zrozumiał. ale na dodatek tamtejsze lotnisko było zamknięte.Dziękuję. Rozpity.spytała telefonistka. .Wiem. Odpowiedział wyraźnie.Doskonale.Owszem .Ale raczej sądzę. gdzie znajdują się najbliŜsze stacje RAF-u. których radio pracuje w ciągu nocy na fali 121. I od tego czasu nie było Ŝadnego polecenia. Potem zapytałem: . Ŝe mam benzyny tylko na pięć minut lotu. Oparłem się na poręczy krzesła i odetchnąłem głęboko. Ŝe są! .5 metra*? Chodzi mi o najbliŜsze lotniska utrzymujące przez dwadzieścia cztery godziny podsłuch alarmowy. Ŝe znalazły się w muzeum.zaczął krzyczeć. jakaś pomyłka. w nocy. Oczekują wampira. Zadałem mu wtedy ostatnie pytanie: . Ŝe nie moŜna tego wykluczyć . nie doceniany. Ŝe zaszła. kiedy usłyszał huk krąŜącego mu nad głową samolotu. Ale wycofano je z uŜycia trzy miesiące temu. Albo teŜ posłano je do muzeum. Ŝe Ŝyję.W nocy. Marham znajdował się sześćdziesiąt kilometrów na zachód. zbiurokratyzowany porucznik pilot Marks. A przecieŜ pokazałem temu pilotowi w mosquicie. .powiedział po namyśle. . Dziękuję panu bardzo. który wprawdzie nie rozróŜniał chyba przodu samolotu od tyłu.

Mam na imię Joe. od załoŜenia tej stacji przed samą wojną. ZasłuŜył sobie na moją wdzięczność. Jestem tu stewardem. Ŝe robię tyle zamieszania o takiej porze. Nie moŜna chyba liczyć na więcej szczęśliwych zbiegów okoliczności. W drzwiach ukazała się głowa pilota porucznika Marksa. . Słuchając go skończyłem posiłek i wypiłem resztę butelki czerwonego wina. jeŜeli moŜna tak powiedzieć. Mówił mi o czasach. Woda na kąpiel juŜ się grzeje. Kiedy ogień się rozpali. Joe tymczasem zbierał talerze i szkło ze stołu. stary ordynans zabawiał mnie rozmową.Numer siedemnasty. wpadłem tu przypadkiem! . ale ciepły szlafrok przyniesiony mi przez Joego. w sali jadalnej panował hałas i słychać było brzęk talerzy i sztućców. którzy wszyscy słuŜyli juŜ gdzie indziej. Joe rozpala tam teraz ogień.. . a bar rozbrzmiewał wesołymi piosenkami. którą Joe mi przyniósł z kredensu przy barze. mijając liczne drzwi kawalerskich pokojów oficerów.spytałem go raczej z grzeczności niŜ z prawdziwego zainteresowania. aby na czas zapalić światło i uratować mi Ŝycie. Pokój będzie zaraz gotów.Wiem juŜ od pana Marksa. pełnymi zapału lotnikami. Zdecydowałem.Po czym zaczął opowiadać mi o latach. Zdziwiłem się. i kiedy Joe poszedł ją przynieść. około dwudziestu lat. lubiący sobie polatać w nocy na muzealnym mosquicie. . Jedno jest pewne . Wytarłem się ręcznikiem i zawinąłem w stary. Kiedy wszedłem do pokoju. Był dobrym stewardem.Dawno tu jesteście? .Oczywiście. Stanąłem przed starą fotografią stojącą w ramce na kominku.Dobry wieczór . . Co za 242 noc. Z uchylonych drzwi pokoju numer siedemnaście padała na korytarz smuga światła. będzie tu całkiem przyjemnie. Po skończeniu kolacji wstałem od stołu. Zabrałem swój hełm i poszedłem korytarzem. Da pan sobie radę? Byłem dla niego teraz bardziej uprzejmy. .Forsyth Opowiadania. Ten miał chyba siedemdziesiąt lat i był najwyraźniej miejscowym cywilem. JeŜeli pan pozwoli. Stewardzi w kasynach oficerskich są zwykle Ŝołnierzami słuŜby czynnej. Przykro mi. kiedy niebo nad lotniskiem dygotało od huku silników startujących do walki i powracających samolotów. prawda? Dawniej musiało być inaczej. . Podczas gdy jadłem szybko i z apetytem.ten amatorski as lotnictwa nie zdawał sobie w najmniejszym stopniu sprawy z tego. potem tracę kierunek i brakuje mi paliwa. Ale gdyby nie on.. Ŝe zjem moją samotną kolację w pokoju. Na razie jednak w pokoju było jeszcze chłodno i kuliłem się w moim lotniczym kombinezonie. w którym wesoło trzaskał ogień.Porucznik Marks mówił o was. wyciągnąłem z kieszeni mego lotniczego kombinezonu papierosa. Ale. gdzie znajdowałbym się teraz? Mój zimny trup kołysałby się na falach Morza Północnego! Resztką whisky wzniosłem toast za zdrowie pasterza i za jego dziwne hobby prywatnego latania starymi samolotami. kiedy wszystkie pokoje były zapełnione młodymi.Oczywiście. . . panie poruczniku. a potem bierze mnie na hol jakiś postrzelony księŜycowy pilot.Pański pokój jest gotów . panie poruczniku. aŜ wreszcie podchmielony oficer na ziemi ma na tyle przytomności umysłu.Widzieliście tutaj wiele zmian. co za niewiarygodna noc! Najpierw wysiada mi radio i wszystkie przyrządy pokładowe. zapaliłem go i zacząłem przechadzać się po pokoju.Tak. co robi.txt OdłoŜyłem słuchawkę i potrząsnąłem głową w zakłopotaniu.. oczywiście.oznajmił. którą Strona 148 . który tymczasem przygotował mały stół 243 i postawił na nim gorące jajka na bekonie. .przywitał mnie. w końcu korytarza. . sprzed kominka uniósł się klęczący tam stary człowiek. to pójdę do łóŜka. ZauwaŜa mnie przypadkiem. Zapomniałem poprosić Marksa o poŜyczenie swetra. omal nie doprowadza do katastrofy. . dziękuję panu serdecznie za pomoc. Ręka. wykąpałem się szybko w gorącej wodzie..

latanie. wychyliłem się na zewnątrz i wyjrzałem za firankę. Na dziobie samolotu za lotnikiem widniały blade. panie poruczniku. Wystarczyły mi dwa kroki. W lewej ręce trzymał skórzany miękki hełm. Na jednej z okresowych licytacji RAF-u kupił sobie starego mosquita. Fotografia była stara i poplamiona. Oczywiście nie było tam Ŝadnych silników. Był tutaj w czasie wojny.Eskadra zwiadowcza. Mgła kotłowała się w wielkich kłębach.txt podnosiłem papierosa do ust. Poczułem przejmujące zimno w pokoju. Nie moŜna było nie rozpoznać smukłej sylwetki bombardującego myśliwca Mosquito wraz z jego dwiema gondolami mieszczącymi dwa silniki Merlina. A więc nie Juliet Kilo.Podszedłem do kominka i przyjrzałem się z bliska fotografii. z rozstawionymi lekko nogami i prawą ręką na biodrze. Joe? . Cała sprawa stała się teraz jasna jak słońce. sam to zrobię. ubranego w lotniczy kombinezon. wpuszczając do pokoju strumień mroźnego powietrza. tylko motocykl jakiegoś chłopca z farmy. a Johnny Kavanagh. Po jej zakończeniu wystąpił z wojska i zajął się chyba handlem uŜywanymi samochodami. jakiego dawniej uŜywali lotnicy. Postawił kieliszek od wina na talerzach trzymanych w rękach. Nie był to jednak jasnoniebieski nylon i połyskujący hełm dzisiejszych czasów. pan Johnny był z nich wszystkich najlepszy. Chciałem juŜ coś powiedzieć staremu stewardowi.Tak. panie poruczniku. 245 Kiedy wracał z jakiejś wycieczki do Europy. kiedy tylko chciał. zawisła nagle w połowie drogi. ale wyraźne litery JK. Ŝe gdzieś.Zaraz je zamknę. a więc około dwudziestki. doprowadził go do porządku i latał. Patrzył w aparat z ponurym napięciem. panie poruczniku? Pokazałem samotną fotografię na kominku. mieszając się z prądem ciepłego powietrza buchającego z okna. Latali na mosquitach. panie poruczniku. . Aby je mocniej przyciągnąć. .Jakim pilotem. zauwaŜył mnie Strona 149 . Nie mogło być wątpliwości. Ŝegnającego się przez płot ze swoją dziewczyną. kupił sobie ładny dom na wsi i miał środki na swoją prawdziwą pasję Ŝyciową . Kavanagh był podczas wojny asem lotniczym w jednej ze słynnych eskadr. Wydało mi się.W jakiej słuŜył eskadrze? . co było dość powszechne wśród zdemobilizowanych lotników. Miał w oczach jakiś cień smutku. Jedno z okien otworzyło się gwałtownie. Zamknąłem okno. bez uśmiechu na twarzy. wysokie buty. Z tyłu za pilotem widać było wyraźnie jego samolot. i obróciłem się w stronę pokoju.Przyglądałem się bacznie samolotowi w tle zdjęcia.powiedział staruszek. Wspaniały człowiek. panie poruczniku . . szorstkie spodnie sukienne i cięŜką wiatrówkę na baranim futrze.Ach! To zdjęcie pana Kavanagh. jeŜeli mi wolno tak powiedzieć. Ŝe był to właśnie jego pokój. Przedstawiała młodego człowieka mniej więcej w moim wieku. moim zdaniem. daleko we mgle. które zapewniały samolotowi znakomitą sprawność. sprawdziłem. Niezły sposób spędzania wolnego czasu. .Forsyth Opowiadania. usłyszałem huk silników. Byłem jego ordynansem. ale zupełnie wyraźna. do hełmu przymocowane były okrągłe gogle. Pilot ze zdjęcia miał na sobie grube. Podczas dobrej koniunktury lat pięćdziesiątych dorobił się pewno niezłych pieniędzy. . .Nie trzeba. chwiejącym się w stalowej ramie. Byli to znakomici piloci. Stał w wyzywającej pozie. Ŝe.Kavanagh? . kiedy poczułem nagle na plecach powiew zimnego powietrza. stawiając na stole pozbierane talerze. Zamiast uŜywanej dziś plastykowej osłony. jak się ma pieniądze.Kto jest tym pilotem. Był Irlandczykiem. aby stanąć przy oknie. 244 . . Tak się składa. Pozwolę sobie jednak powiedzieć. Ale ja jestem stronniczy. czy jest zabezpieczone.

.Najlepszy. .Tak właśnie było... halifaxy.. stirlingi i lancastery..... poszarpane skrzydła i stery.. panie poruczniku. A raczej na kilka. . 82 Niewypał .... ....... ... Wielkie bombowce leciały do swoich własnych baz. Waddington. panie poruczniku.. Z własnego niedawnego doświadczenia pamiętałem gorzką samotność zimowego. nocnego nieba.... NaleŜały do róŜnych baz: Marham..Kavanagh nie chodził z nimi? . reszta młodych oficerów szła do baru na jednego. Wypatrywał tam uszkodzonych bombowców.. ale poniewaŜ nie miałem i tak paliwa..... .. Strona 150 27 143 .A niektóre z nich pokazują na paradach w czasie uroczystości. Było to oczywiście ryzykowne.. kiedy eskadra wracała znad Niemiec..Znam je z fotografii . Nigdy juŜ nie powrócił. i prowadził je na nasze lotnisko.. Stary ordynans najwyraźniej uwielbiał swego oficera z czasu wojny... mógł się pokusić o odnalezienie swojego starego lotniska Minton nawet w gęstej mgle.powiedziałem z przekonaniem.. Ŝe jestem w niebezpieczeństwie.txt latającego w trójkątach nad całunem mgły. tutaj w Minton.wygląda na to. zupełnie jak pan dzisiaj: "Joe... .Niestety..potwierdził Joe za moimi plecami. Wesołych świąt! Spis treści Czysta robota .. Ŝe ma kocie oczy. .. myśląc o jego nocnym wyczynie...przerwałem staremu.. Joe uśmiechnął się.powiedziałem .. .. 99 Dowód rzeczowy . ..... Pan Johnny wyleciał na swój ostatni patrol w wieczór wigilijny 1943 roku. On zaś. . to był chyba bardzo dobry pilot ... Ŝe bardzo często......Tak. pan był chyba jeszcze za młody.. 5 W Irlandii nie ma Ŝmij . Ŝe kiedyś powiedział mi stojąc przy kominku.. Ŝe nie było widać własnego nosa. Pamiętam. Ŝeby je znać? . Wielkie czterosilnikowe maszyny. Za pomocą radia mógł określić dokładnie swoje połoŜenie... polecę i sprowadzę go na ziemię!" Pokiwałem głową.... zorientował się. milczące radio i bezradność wobec mgły zakrywającej ziemię. Dobranoc. Pamiętam.Wspaniały człowiek . wypatrując uszkodzonych samolotów..Owszem. Umierający i ranni na pokładzie. Leciał samotnie nad Kanał czy Morze Północne..Forsyth Opowiadania.. Mówiono.. Skrzywiłem się.. czasem w tak gęstej mgle. 116 Przywilej absolutny .. Ŝe potrafię odnaleźć tego człowieka. tak..powiedziałem z przekonaniem. nie było wyboru. .Zdarzało się. Za przeproszeniem. rozpaczliwe wysiłki pilotów. Joe był juŜ przy drzwiach.. .. aby utrzymać trzeszczące i dygoczące maszyny na kursie.... Byłem pewien. a znając doskonale teren......... I ten człowiek prowadził je do lądowania? Widziałem je w wyobraźni. Scampton.. 49 Są takie dni. ale znacznie częściej kazał napełniać ponownie zbiorniki paliwa swojego mosquita i startował znowu. podąŜających w stronę wybrzeŜa. 246 Odwróciłem się od fotografii i zgasiłem papierosa w popielniczce przy łóŜku. Właśnie dzisiaj minęło czternaście lat. Ŝe ma szósty zmysł.. panie poruczniku .. Cotteshall. rozbite radia.O. Ŝe były podziurawione ogniem artylerii przeciwlotniczej lub miały rozbite radioaparaty.. Wylatywał po raz drugi tej samej nocy po wykonaniu zadania i patrolował nad Morzem Północnym.. Ŝe nadal to robi. i wziął mnie na hol..przyznałem. . naprawdę wspaniały.... Musiał spaść ze swoim samolotem gdzieś w Morze Północne. MoŜe to ta krew irlandzka... panie poruczniku.. kiedykolwiek jeden z nich będzie tam w nocy usiłował powrócić do bazy.Mówiono. nawet gdybym musiał się uciec do pomocy Królewskiego Aeroklubu.... A następnie prowadził je do lądowania.... Cesarz .. Podziurawione kadłuby.CóŜ . panie poruczniku. gdzie wyznaczali rakietami cele dla bombowców......

... 203 Pasterz ............ ........ 176 Dobra nauczka ...... 221 Koniec Strona 151 ..............txt Obowiązek .......Forsyth Opowiadania. ......... 162 Dokładny człowiek .....

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful