Forsyth Opowiadania.

txt FredericK Forsyth "Czysta robota i inne opowiadania" PrzełoŜył: STEFAN WILKOSZ Tytuł oryginału: "NO COMEBACKS AND OTHER STORIES" Autor ilustracji K. WARD Opracowanie graficzne Studio Graficzne "Fototype" Redaktor MARIA GRZYMSKA LUCYNA LEWANDOWSKA LEDIA KOWAL Copyright (c) 1972, 1973, 1979, 1982 by Frederick Forsyth For the Polish edition Copyright (c) 1993 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o. Published in cooperation with Wydawnictwo Mizar Sp. z o.o. ISBN 83-7082-244-4 Wydawnictwo Amber Sp. z o.o. Warszawa 1993. Wydanie I Skład: "Kolonel" w Łomiankach Druk: Łódzka Drukarnia Dziełowa CZYSTA ROBOTA Mark Sanderson lubił kobiety. Lubił takŜe krwiste befsztyki z dobrze przyprawioną sałatą. Zarówno pierwsze, jak i drugie konsumował z jednakowym apetytem. Kiedy brała go ochota, telefonował do odpowiedniego dostawcy i zamawiał towar, który przysyłano mu do wytwornego domku, zbudowanego na dachu duŜej kamienicy. Mógł sobie pozwolić na wszystko, był bowiem multimilionerem i to w funtach szterlingach, a więc w walucie, której wartość, nawet w dzisiejszych niepewnych czasach, równa się niemal dwóm dolarom. Jak większość bogatych i moŜnych ludzi wiódł Ŝycie na trzech róŜnych płaszczyznach. Pierwszą stanowiło jego Ŝycie zawodowe i publiczne, był przecieŜ jednym z potentatów londyńskiego City i to powszechnie znanym i podziwianym. Drugą określano jako domenę prywatną, która nie zawsze pokrywała się z plotkami, jakie na jego temat krąŜyły. Trzecią wreszcie było ściśle prywatne Ŝycie, do którego nikt nie miał dostępu. Pisano o nim regularnie na łamach wszystkich dzienników, interesowały się nim kolumny finansowe i kolumny plotkarskie najrozmaitszych pism, nie mówiąc juŜ o programach telewizyjnych. Mark Sanderson rozpoczął swoją karierę w późnych latach pięćdziesiątych w agencji handlu nieruchomościami w centrum Londynu. Miał niewielkie wykształcenie, które uzupełniał niezwykły instynkt i prawdziwy nos do transakcji inwestycyjnych. W ciągu dwóch lat nauczył się nie tylko wszystkich zasad kupieckiej gry, ale - co waŜniejsze sposobów legalnego ich obchodzenia. W wieku dwudziestu trzech lat załatwił w ciągu jednej doby swoją pierwszą samodzielną transakcję. Było nią kupno posiadłości w dzielnicy St. John's Wood. Zarobił na tym dziesięć tysięcy funtów, po czym załoŜył firmę pod nazwą Hamilton Holdings, która przez następne czternaście lat miała być jego główną 5 bazą wypadową. Nazwał ją tak na pamiątkę owej pierwszej transakcji, albowiem nabyta przezeń wówczas kamienica znajdowała się na Hamilton Terrace. Miał to być ostatni sentymentalny odruch w jego Ŝyciu zawodowym. Z początkiem lat sześćdziesiątych, gdy zarobił pierwszy milion, przerzucił się z handlu nieruchomościami na budownictwo budynków biurowych. W połowie dekady był wart bez mała dziesięć milionów i rozszerzył granice swojej działalności. Jego mistrzowskie operacje z dziedziny finansów, bankowości, przemysłu chemicznego, inwestycje w miejscowościach letniskowych nad Morzem Śródziemnym były Strona 1

Forsyth Opowiadania.txt równie intratne, jak owa pierwsza transakcja w St. John's Wood. Opisywała je prasa, ludzie je podziwiali, a akcje dziesięciu przedsiębiorstw zgrupowanych w Hamilton Holdings stale zwyŜkowały na giełdzie. Na innych stronicach gazet moŜna było znaleźć plotki z prywatnego Ŝycia Marka Sandersona. Pisano o jego wspaniałym apartamencie przy Regent's Park, luksusowej posiadłości w stylu elŜbietańskim w hrabstwie Worcestershire, zamku w dolinie Loary, willi w Cap d'Antibes, o jego jachcie, rolls-roysie, lamborghinim, a takŜe o nie kończącym się korowodzie młodych, kształtnych gwiazdek filmowych, w których to towarzystwie nieustannie się fotografował. Plotkarskie kąciki gazet pełne były fascynujących opisów wdzięków dziewczyn wylegujących się w jego czterometrowym, okrągłym łoŜu. Jeszcze przed dziesięciu laty zostałby zapewne zrujnowany, gdyby jego nazwisko łączono ze sprawą rozwodową pewnej majętnej gwiazdy filmowej lub procesem o ojcostwo wytoczonym mu przez pretendentkę do tytułu miss świata. Ale na przełomie lat siedemdziesiątych skandale te stanowiły raczej świadectwo - tak obecnie poŜądane - jego krzepy. ToteŜ w kołach towarzyskich londyńskiego West Endu budziły sensację i podziw. Mark Sanderson był więc osobistością powszechnie znaną. Jego tajemne Ŝycie było czymś zgoła innym. MoŜna by je określić po prostu jednym słowem: nuda. Cała ta intensywna aktywność nudziła go śmiertelnie. Ukute niegdyś przez niego powiedzonko "czegokolwiek Mark zapragnie - Mark dostanie" przemieniło się w kiepski Ŝart. W wieku trzydziestu siedmiu lat wyglądał nieźle, pozował na Marlona Brando, był w świetnej formie fizycznej i bardzo samotny. Zdawał sobie sprawę, Ŝe potrzebuje nie setek dziewczyn, ale jednej jedynej, która dałaby mu dzieci i potrafiła stworzyć domowe ognisko. Rozumiał, Ŝe ma małe szansę znalezienia takiej kobiety, poniewaŜ wiedział dość dokładnie, jaka powinna być, i Ŝadnej takiej 6 nigdy w Ŝyciu nie spotkał. Jak większość bogatych playboyów, mógł ulec urokom jedynie takiej kobiety, której nie imponowałyby ani jego pieniądze, ani pozycja społeczna, ani reputacja. W odróŜnieniu od większości bogatych playboyów, Mark Sanderson zachował wystarczającą trzeźwość umysłu, by móc patrzeć na samego siebie obiektywnie. Ale tylko po kryjomu. Publiczne przyznanie się do czegoś takiego równałoby się ośmieszeniu. Był juŜ całkiem pewny, Ŝe nigdy owej wymarzonej istoty nie spotka, kiedy tak się właśnie stało. Było to wiosną, na jakimś balu dobroczynnym, takim na którym wszyscy goście nudzą się śmiertelnie, a dochód ze sprzedaŜy biletów starcza akurat na bańkę mleka dla dzieci w Bangladeszu. Kobieta stała po drugiej stronie salonu, słuchając monologu jakiegoś niskiego grubasa kurzącego długie cygaro. Słuchała go z dyskretnym półuśmiechem, z którego nie moŜna było wnioskować, czy bawi ją anegdotka grubasa, czy teŜ jego błazeńskie wysiłki zajrzenia w głąb jej dekoltu. Sanderson przedarł się przez tłum i korzystając z pobieŜnej znajomości grubego producenta filmowego, pozwolił się przedstawić dziewczynie, która nazywała się Angela Summers. Dłoń o wypielęgnowanych paznokciach, którą mu podała, była wąska i chłodna. Na serdecznym palcu lewej ręki, w której trzymała szklankę ginu z tonikiem, a raczej z samym tonikiem, widniała złota obrączka. Sandersona bynajmniej to nie zraŜało. Kobiety zamęŜne uwaŜał za równie łatwe do zdobycia jak panny. Pozbył się filmowca i zaprowadził ją w kąt pokoju, Ŝeby móc spokojnie porozmawiać. Bliskość kobiety podnieciła go, co było rzeczą normalną, ale wraŜenie, jakie na nim zrobiła, raczej było niezwykłe. Pani Summers, wysoka i smukła, była piękna i promieniowała spokojem. Mimo obowiązującej w latach siedemdziesiątych szczupłości sylwetki miała wydatne piersi, wąską talię i solidne biodra. Błyszczące kasztanowate włosy ściągała klamra, a ich połysk zdawał się świadczyć o zdrowiu właścicielki. Miała na sobie prostą białą suknię, która podkreślała jej złocistą opaleniznę. Nie nosiła Ŝadnej biŜuterii. Oczy lekko podkreśliła ołówkiem, poza tym twarz bez makijaŜu, co wyróŜniało ją wśród obecnych w salonie wytwornych pań. Sanderson Strona 2

Forsyth Opowiadania.txt określił jej wiek na trzydzieści lat. Jak się później dowiedział, miała trzydzieści dwa. Sanderson obrał sobie jej opaleniznę za temat rozmowy. Czy nabyła jej w czasie wiosennych wakacji w górach, czy moŜe na statku, w drodze na Wyspy Karaibskie? Zakładał, Ŝe Summersowie są wystarczająco zamoŜni, Ŝeby prowadzić taki sam tryb Ŝycia, jaki 7 prowadziła większość obecnych na balu gości. Okazało się, Ŝe obydwa jego przypuszczenia są błędne. Mieszkała z męŜem w domku na wybrzeŜu Hiszpanii. Państwo Summers Ŝyli z niewielkich honorariów z ksiąŜek o ptakach, które pisał jej mąŜ, oraz z pieniędzy zarabianych przez nią. Udzielała lekcji angielskiego. Przyglądając się jej ciemnym oczom i włosom oraz złocistej cerze, doszedł do wniosku, Ŝe jest Hiszpanką, ale powiedziała mu, Ŝe jest Angielką. Przyjechała w odwiedziny do rodziców mieszkających w środkowej Anglii, a szkolna koleŜanka zaprosiła ją na tydzień do Londynu. Za kilka dni miała powrócić do Hiszpanii. Rozmawiało się z nią łatwo. Nie schlebiała Sandersonowi, co mu odpowiadało, nie wybuchała przesadnym śmiechem, kiedy mówił coś zabawnego. - Co pani myśli o londyńskiej socjecie? - zapytał, kiedy stali oparci o ścianę, przyglądając się tańczącym parom. - Przypuszczalnie nie to, co powinnam - odrzekła powaŜnie. - Papugi w szklanej klatce - mruknął złośliwie. Uniosła brwi. - A mnie się zdawało, Ŝe Mark Sanderson jest jednym z filarów tej socjety - powiedziała bez Ŝółci, ale stanowczo. - CzyŜby wieści o mnie docierały aŜ do Hiszpanii? - Nawet na Costa Blanca czytamy Daily Express - odpowiedziała spokojnie. - A w nim dokładne opisy Ŝycia i przygód Marka Sandersona. - Oczywiście - odparła bez wahania. - Czy robią na pani wraŜenie? - A powinny? - Nie. - A więc nie robią. - Jej odpowiedź napełniła go dziwnym zadowoleniem. - To dobrze. Ale czy mogę zapytać, dlaczego? Zastanawiała się przez chwilę. - To chyba wszystko fałsz - stwierdziła. - Czy ja teŜ? Patrzył, jak pod prostą, białą bawełnianą sukienką łagodnie wznoszą się i opadają jej piersi. Wreszcie spojrzała mu w oczy. - Nie wiem - odparła z powagą - ale przypuszczam, Ŝe gdyby dać panu szansę, mógłby pan zostać raczej porządnym człowiekiem. Jej słowa wytrąciły go z równowagi. - Myli się pani - mruknął, ale ona uśmiechnęła się pobłaŜliwie, jak do małego, krnąbrnego chłopca. Po kilku minutach zjawili się jej przyjaciele, przywitali się z San8 dersonem i zabrali ją. W drodze do hallu Mark zaproponował jej szeptem wspólną kolację następnego wieczoru. Od lat nikogo juŜ tak nie zapraszał. Angela Summers nie wysiliła się na Ŝaden dowcip o tym, jak to niebezpiecznie jest pokazywać się w jego towarzystwie ani o tym, Ŝe ma nadzieję, iŜ nie będzie w pobliŜu fotografów. Zastanawiała się przez chwilę i odpowiedziała: - Dobrze, bardzo chętnie. Mark myślał o niej przez całą noc. Całkowicie zaniedbał wychudzoną i mizdrzącą się modelkę, którą poderwał nad ranem w jakimś nocnym lokalu. Wpatrywał się w sufit i widział oczami wyobraźni połyskujące kasztanowe włosy, wyobraŜał sobie, Ŝe leŜą na jego poduszce. Pod palcami czuł miękką złocistą skórę Angeli. Był pewien, Ŝe ich właścicielka śpi spokojnie i cicho, bo wszystko przecieŜ robiła w taki właśnie sposób. Wyciągnął rękę, Ŝeby popieścić pierś modelki, ale trafił na wysuszony woreczek przypominający ucho zagłodzonego szczeniaka. Dziewczyna wydała z siebie cichy jęk, który miał być niby to jękiem rozkoszy. Więc Strona 3

w więc o operacjach finansowych. do swojej posiadłości.txt poszedł do kuchni. Przyjęła prezent bez minoderii. Mark. Ostatni wieczór przed jej powrotem do Hiszpanii spędzili oczywiście razem. Po kilku dniach czuł. Ubrana była w białą bluzkę z bufiastymi rękawami. ale proszę mi nigdy więcej nie kupować takich rzeczy. było proste i inteligentne. oświetlone promieniami słońca wschodzącego hen nad wrzosowiskami Wansteadu. Zapytał ją o ulubione perfumy. czarną. kazał napełnić basen wodą i podgrzać ją. ale nawet dwa lub trzy. Posłał więc kogoś na Bond Street po największą. gdzie sprzedawane są bez cła. zaparkowanym na małej poprzecznej uliczce niedaleko jej domu. .powiedziała. wiktoriańskiej elegancji. PoniewaŜ powiedział to bardzo powaŜnie.i jestem wdzięczna. ale zaprotestowała przeciwko jego rozmiarom. Ŝe podnieciło go. Kiedy wybiła północ i zaczęto zamykać restaurację. dowiedział się. Była w niej wewnętrzna pogoda. A ona to wszystko rozumiała.odparła . Ŝe nie zorientowałam się wcześniej i nie przestałam się Strona 4 . chociaŜ nie zawsze była poinformowana. Popijając z wolna. Tydzień to krótki okres na rozwinięcie się romansu.Kocham cię. . ale stanowczo. ustosunkowała się równie serio do sprawy i potrząsnęła głową. odrzuciła propozycję pojechania do niego na ostatniego drinka. butelkę tych perfum. pomyślał. Z taką odmową nie spotkał się od lat. Przez długi czas całowali się w ciemnym rolls-roysie. zarysowały się przed jego oczami jasno i wyraźnie. kiedy to drzewa parku. by zmienić nie tylko jedno Ŝycie. Ŝe stać mnie na to.Chciałem ci ofiarować coś bardzo specjalnego. nie jest przelotnym uczuciem. by otoczono basen z trzech stron ruchomymi szklanymi parawanami. i długą. Odzywała się rzadko. a u kobiet zdolność rozumienia jest waŜniejsza niŜ znajomość rzeczy.Wierzę ci. Strój ten przydawał jej sylwetce staroświeckiej. Ŝe nazywają się Miss Dior i Ŝe kupuje je sobie od czasu do czasu w samolocie. . . pogrąŜeni w rozmowie.Ale to musiało kosztować fortunę . co tak bardzo odbiegało od jej wczorajszego wyglądu i od obrazu. W sobotę pojechali tam na weekend.Forsyth Opowiadania. Kocham cię bezgranicznie i na zawsze. Ŝe aŜ mu dech zaparło. Wbiła wzrok w zalegającą za szybą samochodu ciemność. . jaki miał w pamięci. 9 Coraz łatwiej i swobodniej rozmawiało mu się z nią o sprawach.odrzekła. 10 To moja wina.co rzadko czynił w towarzystwie kobiety . Włosy miała spiętrzone nad czołem. ale bywa wystarczająco długi. Nie powinniśmy byli posunąć się tak daleko. jakie na ogół zachowywał dla siebie . Zrobiłbym dla ciebie wszystko. co zaczyna do niej odczuwać. bezlitośnie wykorzystując je dla własnych celów. Zatelefonował do Worcestershire. . wielkie opanowanie.zauwaŜyła ze zgorszeniem. I to nie jest przemijające uczucie.Wierzę . Ŝeby rozeszła się z męŜem i wyszła za niego. jej obecność przynosiła spokój i ukojenie. Wyłoniła się z kabiny w jednoczęściowym białym kostiumie kąpielowym z materiału frotte i była tak piękna. ale stanowczo. Zawstydził się. Nazajutrz wieczorem podjechał po nią. o pogardzie. Ŝe to. wciąŜ siedzieli. co mówiła. i to pod kaŜdym względem. Nie lubię ekstrawagancji. jaka była w sprzedaŜy. jaką Ŝywił dla luźnych obyczajów ludzi ze swojej sfery. zaparzył sobie kawę i usiadł w ciemnej bawialni. ale kiedy spróbował wsunąć rękę za jej dekolt. .Nie potrafiłabym tego zrobić . zakończonymi koronką. odsunęła ją łagodnie. a juŜ z pewnością nie zwykłym poŜądaniem. mimo Ŝe wiał chłodny majowy wiatr. niczym sztubak. . CóŜ to za wspaniała kobieta. Podziwiał ją ogromnie.Zapewniam cię. Zarządził więc. Pod koniec wieczoru zrozumiał. Uprzejmie. mocno ściągniętą w talii szerokim paskiem spódnicę. Zaproponował. Ŝe jest zakochany po uszy. Zeszła i usiadła przy nim. przesiedział tam do świtu.To straszna ekstrawagancja .słuchała go uwaŜnie. a kiedy zaczął jej opowiadać o swoich transakcjach handlowych . ale to.

Nazajutrz wyjechała. Mark. co w Ŝyciu posiadałem.Ja cię teŜ potrzebuję. .Nie. ale taka juŜ jestem. Ŝe tak.uśmiechnęła się. ja cię kocham.potrząsnęła głową. śycie nie odmówiło mu dotąd niczego. dopóki was śmierć nie rozdzieli. Pod grubą warstwą cynizmu tkwi w tobie ciepły i wraŜliwy człowiek. zdanie.PoniewaŜ on mnie potrzebuje . Jesteś zupełnie inny niŜ fama o tobie. Nie zareagowała na jego ironiczny ton. Sanderson gwałtownym ruchem zgasił cygaro w popielniczce. . ale potrafisz sobie doskonale dać radę beze mnie. . wyjęte prosto z modlitewnika: "dopóki nas śmierć nie rozłączy". gdyŜ planował przyjazd późnym wieczorem. Zrobił to za pośrednictwem agenta i przez telefon.Więc czemu nie chcesz się z nim rozejść? . 11 Są wprawdzie róŜnice pomiędzy miłością i potrzebą czyjejś obecności. Zapłacił komorne za miesiąc i złoŜył odpowiedni depozyt . . a było w końcu tylko jedno.Ale czy ty mnie takŜe kochasz? ChociaŜby odrobinę? . Mógłby ją wówczas olśnić bogactwem. to pewne. .Więc rzuć go i wyjdź za mnie. Zadzwonił następnie do jednej z owych agencji.odparła z prostotą. Logicznie i precyzyjnie kroczył od poŜądania do determinacji. władzy. .Kobiety lubią być kochane. tylko spojrzała mu prosto w oczy i skinęła głową. no i gdybym nie była juŜ Ŝoną Archie'ego.To niemoŜliwe.Jeszcze nie wiem. uwielbiają być uwielbiane. od bez mała dziesięciu lat miał wszystko. skąd odleciała do Walencji.Nie. ale nade wszystko potrzebują tego. Znalazł się więc w błędnym kole. nawet na pewno. . skądŜe .stał się psychicznym kaleką. poŜądane.Tak. zareagowałabym pewnie inaczej na twoją propozycję. i to bardziej niŜ kogokolwiek czy cokolwiek. Nie ma na to sił. od planowania do wykonania planu.Ty nic nie rozumiesz .. Ŝeby pozostawiono klucz od mieszkania pod słomianką. czyli do celu.wszystko czekiem i przez pocztę. ale wtedy nie byłaby przecieŜ sobą i nie pragnąłby jej z taką namiętnością. chyba nie . gdyby była kobietą pragnącą pieniędzy. luksusu. czego ja nie potrafiłbym ci ofiarować? . Uwielbiam cię. Ale jestem juŜ męŜatką i nie ma na to Ŝadnej rady.txt z tobą widywać. Przykro mi. a on coraz bardziej i bardziej pragnął Angeli. którym oddycha.On jest w gruncie rzeczy szalenie słabym człowiekiem i kiepsko sobie radzi. od determinacji do koncepcji. W przypadku Marka Sandersona wszystkie te uczucia uległy takiemu przekształceniu. tęsknotą i poŜądaniem. W pierwszych dniach czerwca Sanderson postanowił zdobyć Angelę Summers za wszelką cenę i od tej chwili przez głowę nieustannie przebiegała mu jedna jedyna myśl. Kazał szoferowi zawieźć ją na lotnisko.Czy on ma coś. Nie jestem taka szybka.. A on nie. .. Angelo. chyba właśnie tak. Gdyby Angela była inna.MoŜe będziesz mogła mnie pokochać? W przyszłości..Forsyth Opowiadania. Na pewno tak. postanowił więc znaleźć jakieś wyjście. ale kaŜde z tych uczuć potrafi przemienić się w obsesję. Ŝeby ich ktoś potrzebował. KrąŜenie po nim doprowadziłoby go z pewnością do szaleństwa.jak zresztą wszyscy ludzie dysponujący nadmiarem władzy . Wynajął sobie na nazwisko Michael Johnson niewielkie mieszkanko w Londynie. . Dopóki nie rozdzieli nas śmierć. Poprosił. Maj ustąpił miejsca czerwcowi. . w innym czasie. i . .Sądzę.Więc pozostaniesz z nim. A ja jestem Archie'emu potrzebna bardziej niŜ powietrze.powiedziała po chwili. wysokiej pozycji towarzyskiej. poŜądam cię. . . I znowu wykazała kobiecą intuicję i odniosła się z powagą do tego pytania. . a to mi się podoba. nie byłoby w ogóle problemu. W innym miejscu.Ty mnie pragniesz. Jestem Ŝoną Archie'ego i nie mogę go porzucić. . .Ja cię nie tylko pragnę. o czym tylko zamarzył. które nie stawiają zbyt wielu pytań i nie interesują się zanadto legalną stroną Strona 5 .

Sumę tę wysłał pocztą i w trzy dni później otrzymał odpowiedni materiał. Obciął dość długie włosy Sandersona na jeŜa i ufarbował je na jasny blond. W trzy dni później Sanderson był posiadaczem karty wstępu na nazwisko Michael Johnson. Poszedł do małego zakładu fryzjerskiego. poświęcony w całości Angoli. Odtąd Sanderson zawsze wjeŜdŜał samochodem wprost do podziemnego garaŜu.Forsyth Opowiadania. specjalizującego się w historii czasów najnowszych. wyłoniło się w końcu jedno. kiedy to jej małŜonek pracował nad notatkami do dzieła o ptactwie Costa Blanca. po czym wybierał ksiąŜki z półek. Była tam krótka biografia. Notował nazwiska autorów ksiąŜek. Najemnika 13 w Kongo Mike'a Hoare'a i tom pod tytułem Siła ognia. udawała się do pałacu. NaleŜało do człowieka walczącego w trzech wojnach. którą szybko przekartkował. gdzie wsiadał do windy tak. który . Wreszcie przeczytał krótki raport na temat trybu Ŝycia jej mieszkańców. Sanderson postanowił działać tak. Przeczytał Historię najemnictwa Anthony'ego Mocklera. przed południem pani S. i poprosił go o adres najlepszego londyńskiego archiwum. który ogłaszał się w jednym z tygodników przeznaczonych dla pederastów. komentarzy. Przejrzał je wszystkie. Ŝe zamierza pewien czas spędzić w domu. oraz kilka kiepskich zdjęć wykonanych obiektywem teleskopowym.jak twierdził .zdenerwował się Sanderson . a która rozeszła się w znikomej liczbie egzemplarzy. w którym donoszono mu. Nawet najostrzejsi z autorów zdawali się pisać o nim w sposób raczej oględny. Widniał 12 na nich drobny. Przeczytał niezliczone ilości informacji gazetowych. artykułów w magazynach. Właściciel zakładu okazał się nadzwyczaj pomocny. John Peters i Jacques Schramme. raczej cherlawy męŜczyzna o cofniętym podbródku i z małym wąsikiem przypominającym szczoteczkę do zębów. Ŝeby uniknąć wzroku portiera. recenzji z ksiąŜek i wywiadów. Major Archibald Clarence Summers. Śniadanie państwo S. jak Kenia. Rodezja. Zabieg ten trwał nieco ponad godzinę. podał nowy londyński adres i zreferował dokładnie. Robert Denard. ale Ŝe be*dzie w stałym kontakcie telefonicznym. jak Mikę Hoare. Musi się oczywiście nadal posługiwać chlubną rangą majora . przewijających się przez jego lektury.brytyjski eks-oficer. fotografia wycięta z okładki ksiąŜki na temat ptactwa rejonu Morza Śródziemnego. zaŜądano od niego pieniędzy z góry. Zbiory te składały się z milionów wycinków prasowych i setek tysięcy słowników i dzieł informacyjnych. spoŜywali na niewielkim patio.txt przeprowadzanych transakcji. kiedy Sanderson przejmował przedsiębiorstwo. Następnie zajął się zmianą swojej powierzchowności. Człowiek ten nigdy nie udzielił nikomu wywiadu i nigdy nie pozwolił się fotografować. Katanga. jak równieŜ odsyłacze do takich haseł. dokładnie między trzecią a czwartą. Strona 6 . Sanderson obejrzał sobie zdjęcia willi. w połowie drogi pomiędzy Alicante a Walencją. Był Anglikiem. Ŝyjący obecnie w niewielkiej willi kilkaset metrów od wybrzeŜa. Zadzwonił do jednego ze swoich przyjaciół. Nazajutrz Sanderson zawiadomił personel biura. Kongo. PoniewaŜ pragnął pozostać anonimowy. Nigeria/Biafra i Angola. W teczce opatrzonej tym hasłem znalazł takie nazwiska. Fryzjer był zachwycony rezultatem. o jaką usługę mu chodzi. Ŝe jego zlecenie zostało wykonane i Ŝe pozostaje do zapłacenia jeszcze dwieście pięćdziesiąt funtów. na przedmieściu małego hiszpańskiego miasteczka w prowincji Alicante. a kaŜdego popołudnia opalała się na plaŜy i pływała w morzu. by uczyć angielskiego trójkę dzieci contessy. jak gdyby ten człowiek znajdował się obecnie w Londynie. Jemen. które go zainteresowało. Zaczął od słowa "najemnik". Wysłał przesyłką poleconą zaliczkę gotówką w wysokości pięciuset funtów szterlingów.powinien wystarczyć na jakieś dwa tygodnie. której od dawna nie było w sprzedaŜy. Przed kilkoma laty. Z plejady nazwisk rewolwerowców. W tydzień później pan Johnson otrzymał list. dziennikarza.

iŜ tak nie jest. długonogi. Oświetlała go tylko lampa z hallu. gdy wypił szóstą whisky i poczuł pomiędzy palcami szeleszczące banknoty. Był obojętny. jakich w Londynie są tysiące. ale tylko do chwili. . W kącikach ust Hughes'a ukazał się cień uśmiechu. rozpitego.mruknął i ruchem głowy wskazał Sandersonowi wnętrze mieszkania. Zapukał do drzwi mieszkania. Sanderson poszedł za nim i zobaczył. Sanderson obserwował jego twarz odbijającą się w lustrze za kontuarem. laboratorium wywołującego filmy i agencji literackiej. . Człowiek powoli popijał piwo z kufla. Wtedy nagryzmolił coś na kartce papieru i podał ją Sandersonowi. Wierzyć mi się nie chce. ale 14 przeczytał jego opis w jednym z pamiętników. Podał więc adres autora. Nazajutrz wieczorem zjawił się ten. . Były najemnik myślał z początku.zaŜądał Hughes stanowczym tonem. Ŝe nie pamięta własnego nazwiska. wysportowany męŜczyzna.Z kim mam przyjemność? . zawsze się tam uchlewa . Czy mogę wejść? . .zapytał Hughes.Forsyth Opowiadania. jak to zwykle w tak zwanych umeblowanych pokojach. oczy mu zabłysły. skrzywił się. Ŝe wizyta ma jakiś związek z dalszymi nakładami i honorariami. Wydawca ksiąŜki nie miał powodu. Sanderson usiadł.txt którego akcje stały na giełdzie bardzo wysoko. Weszli do duŜego pokoju. aby się znaleźć w cieniu.Zdecydował się więc wszystko wywalić na wierzch . iŜ były kolega najemnika nosi się z zamiarem napisania pamiętników. zgasił światło w przedpokoju. . Rozpoznał bliznę na policzku oraz imię. głęboko osadzone oczy i usta skrzywione w gorzkim uśmiechu. który go szczególnie zainteresował.lecz prywatnym obywatelem. Był nim przytulny bar w pobliŜu Earl's Court. został przy okazji właścicielem grupy innych firm.Nakaz rewizji . którym barman się do niego zwrócił. Gdy jednak gość zaproponował mu zaliczkę. Strona 7 .Kto panu dał mój adres? .warknął. Był to barczysty. Firma jest nimi zainteresowana i nie chciałaby.dodał.To by się zgadzało . Ŝe nikt nie zna adresu owego człowieka. Teraz agencja literacka znalazła mu prywatny adres autora tomu wspomnień. W kilka minut potem zauwaŜył w jednym z okien światło. Michael Johnson.Nie jestem gliną .Jest tak napompowany.odezwał się Sanderson. między innymi sklepu z cygarami. udając urzędnika wydawnictwa.Kiedy ten skurwiel przyjeŜdŜa do miasta.powiedział. . Sanderson zauwaŜył. . MęŜczyzna uniósł jedną brew.Nazywam się Johnson. . którego oczekiwał.Mister Hughes? . aby coś podejrzewać. połoŜonej w odległości jakichś czterystu metrów od klubu. Sanderson przedstawił się nazwiskiem Johnson i powiedział. Ŝe jego firma otrzymała wiadomość. nie reagując na pytanie gościa. a kiedy okazało się. znalazł się w obliczu człowieka całkowicie wykończonego. Sanderson jeszcze tegoŜ wieczora odnalazł ów lokal. ale oczy pozostały groźne. Kiedy były najemnik usłyszał nazwisko eks-kolegi. Hughes ulokował się naprzeciwko niego. Ŝe wchodzi do czynszowej kamienicy. Hughes wskazał na jedno ze stojących przy nim krzeseł. dokąd wysyłał od czasu do czasu niewielkie tantiemy. Kiedy wielki finansista odwiedził najemnika-autora. Ŝeby ubiegła ją konkurencja. . Stało w nim kilka odrapanych gratów. Ŝe ze mną rozmawiał . Otworzył mu człowiek w ciemnych spodniach i kamizelce. Nigdy nie widział fotografii faceta. Na środku stół. Kiedy opuścił klub.Za dwadzieścia cztery godziny zapomni. Sanderson podał mu nazwisko swojego informatora.odparł Sanderson . Ŝe zanim otworzył drzwi.mruknął. Nigdy jakoś nie starał się tych przedsiębiorstw rozwinąć. . Problem polega na tym. Ŝyjącego wyłącznie wspomnieniami. nie ukrywał rozczarowania.

i zapalił francuskiego papierosa. . Ubieraj się pan. 15 . Z pistoletem skierowanym teraz w podłogę podszedł do radia. .txt .Rozumiem. Hughes przyglądał mu się z niewzruszoną twarzą. Ŝe ja tu mieszkam. Ten posłuchał. .Rzuć mi pan marynarkę . Potrzebny mi jest cudzoziemiec. Sanderson był zaskoczony. Wystarczy. powrócił do stołu. Oddychał cięŜko i co chwila przełykał ślinę. . ani mikrofonu. podsunął jedną pod nos Hughesowi. Podkręcił muzykę tak.Ja nie pana potrzebuję . Drugie za nazwisko. zdaje się. Nie chodzi o Ŝadną sławę.zapytał go Sanderson. przeczytał Sanderson. Hughes siedział teraz po drugiej stronie stołu. Ŝeby się odsunął. Sanderson. . Ale skok na człowieka. Nie chcę do tej 16 roboty człowieka. Sanderson zrzucił spodnie. Potrzebny mi jest człowiek do pewnej roboty. Hughes wstał i podszedł do przenośnego radia. Z konieczności.Forsyth Opowiadania. którzy dali się nabrać na piękne ^słówka.Chciałbym zamówić pewną robotę.No to sobie coś zagramy.W porządku. Sanderson podzielił paczkę na dwie części. Ŝe nie . skok.powiedział.No więc? . UlŜyło mu trochę. to okręciłbym panu jaja przewodem i posłałbym nagranie do pańskiego szefa. ani broni. krawat. ściszył je i powrócił do stołu. i nie spuszczając swojego gościa z oka. Gotów jestem dobrze zapłacić. . to nic skomplikowanego. Hughes obmacał ją.Nie. Zakręciło mu się w głowie. . Nazwiska takiego człowieka. Pistolet skierował się w dół. . Z wewnętrznej kieszeni marynarki Sanderson wyjął paczkę nowiusieńkich banknotów dwudziestofuntowych i połoŜył ją na stół. Jedną ręką przekręcił gałkę. . Hughes przyglądał mu się z obojętnym wyrazem twarzy. Obrócił się i skierował na Sandersona colta 45.Chciał się pan upewnić.powiedział Sanderson twardo.zapytał nagle. koszulę i rzucił je na podłogę. . "Rozbierać się". i usiadł. Niech się pan nie martwi. i to nazwisko faceta. Sięgnął do szuflady nocnego stolika. Zdjął marynarkę. ani nawet takiego. a drugą sięgnął pod poduszkę. który się stąd wywodzi. Colta połoŜył tak. Jestem człowiekiem wielce dyskretnym.Wiedziałem. połoŜył marynarkę na stół.Czy pan lubi muzykę? . by był w zasięgu prawej ręki. po czym powiedział: . a drugą przedarł starannie przez pół.WłóŜ ją pan . Nazywa się to. nie mam ani szefa. Sanderson zrobił. robota teŜ jest za granicą. Serio mówię. Połowę przedartych banknotów wsunął z powrotem do kieszeni. które stało przy łóŜku.powiedział. ale skinął głową.warknął Hughes. Ale widzi pan. Gdybym go odkrył. Hughes patrzył na niego twardo. Ŝe wprost ogłuszała. który zgodzi się ze mną zobaczyć i wykonać zleconą robotę. co mu kazano. . nie pana. Hughes znowu uniósł jedną brew. Jestem swoim własnym bossem i od czasu do czasu wynajmuję sobie kogoś do pomocy. Nie miał na sobie podkoszulka. Hughes nie spuszczał oczu z leŜących przed nim pięciuset funtów. Strona 8 .odezwał się. Jedną ręką napisał teraz dwa słowa na kartce i podsunął ją Sandersonowi.zaŜądał. Ruchem colta Hughes dał Sandersonowi do zrozumienia. Od pana chcę tylko nazwiska.Co to było? . czy mam broń? Hughes powoli potrząsnął głową. który mieszka w Wielkiej Brytanii. Ŝe ludzie tego pokroju potrafią być bezlitośni. . juŜ w spodniach i koszuli.Pierwsze pięćset jest za wyraŜenie zgody . jest to po prostu nikomu nie znany człowiek. Zapłacę panu dobrze.Więzienie Parkhurst pełne jest pierwszorzędnych facetów. . Wiedział. wyciągnął notes i pióro.Ale mógł pan mieć przy sobie mikrofon.Mnie to nie wystarcza .

Mam dosyć pieniędzy na zapłacenie dwóch. to on będzie czekał w tym samym miejscu we wtorek i w środę w południe. Zwykłą. ale prędzej czy później znajdę sobie faceta do mojej roboty.Czysta robota .Kiedy więc będę miał to nazwisko? . który juŜ od godziny stał przy kontuarze.Monsieur Johnson? Sanderson opuścił gazetę. gdyby jeden się wściekł. Wie. Okay? Sanderson skinął głową na znak zgody. Jak pana szukać? . Dokładnie w tydzień później o wyznaczonej porze Sanderson zadzwonił do baru. to mój człowiek zostanie powiadomiony. Jak się pan z nim umówi na fest. nie poleconą przesyłką pocztową.odparł. złoŜył ją i odłoŜył na bok. . no nie? A na to nie mam szczególnej ochoty. . Wolę stracić siedemset funtów. .Około pięciu tysięcy funtów. czy gdzieś w tej knajpie nie siedzi jeden z pańskich goryli? Po drugiej stronie drutu trzasnęło. Nie wiem. O dziesiątej wieczorem. złoŜone tak.Forsyth Opowiadania.Pracował ze mną przed laty.JuŜ ja pana znajdę. Szczególnie w Europie. . w dobrze zapieczętowanej kopercie. Czytał Figaro.Znikąd. poczta Earl's Court. Tyle Ŝe gdybym to zrobił. Korsykanin przedstawił się jako Calvi.zapytał Sanderson. to prześle mi pan resztę naleŜności. Musiałbym pojechać do niego i pogadać z nim osobiście. Ŝe ja pana nie wystrychnę na dudka? . . pięć minut po dwunastej. .A skąd pan wie. zgoda? . Ale nie lubię. Niech pan tam będzie w poniedziałek w południe. Na wszelki wypadek. w którym mnie pan dzisiaj widział.MoŜe nawet znam takiego faceta . Tym razem szczerze i jakby z szacunkiem. . co teraz robi.zaproponował Sanderson. . MęŜczyzna był wysoki. Rozmawiali przez trzydzieści minut. nazwisko Hargreaves.Nie wiem. w której się urodził. Ale nagle Hughes uśmiechnął się.powiedział.No to niech pan dzwoni do baru. To by pana kosztowało jeszcze dwie stówy. w słuchawce rozległ się sygnał.Nie mam zaufania do międzynarodowych telefonów . by pierwsza kolumna była na zewnątrz.txt ale nie dotykał ich. to pewnie by się pan na mnie odkuł. . ale wypłata po dostarczeniu nazwiska. Potem koniec.Za duŜo jest podsłuchów. Hughes potrząsnął głową. . Mój człowiek rozpozna pana. Ŝe nie zrobi mnie pan w konia? zapytał Hughes. jak się ze mnie robi wała. Będzie pan czytał Figaro. I niech pan ma przy sobie gotówkę. Sanderson siedział w kawiarni na rue Miollin. Przez dobre dziesięć sekund patrzyli sobie twardo w oczy. 17 2 . JeŜeli pan tego nie zrobi. . 18 Strona 9 . Sanderson pomyślał. Ŝe posunął się za daleko. . faktycznie była to nazwa miejscowości. Hughes wcale nie był uraŜony. Ŝe pan nazywa się Johnson.Skąd mogę mieć pewność. Barman przekazał słuchawkę Hughesowi. .Skąd mam mieć pewność.Ile? . Muszę się zorientować. Ŝe on mnie nie wystrychnie na dudka? .MoŜe pan do niego zadzwoni . Musi się pan z nim sam dogadać. miał ciemne włosy i oczy oraz kwadratową szczękę. Był to męŜczyzna. . szczupły.Dostarczę panu nazwisko i załatwię panu spotkanie z tym człowiekiem. Ktoś odsunął stojące naprzeciwko niego krzesło i usiadł. Na poste restante. pierwsza kolumna była na zewnątrz. A skąd on ma mieć pewność. Po dwudziestu minutach Sanderson wręczył mu dwie fotografie.Na rue Miollin w ParyŜu jest kawiarnia . Był poniedziałek. Gdyby nie mógł pan tam być w poniedziałek. Jedna przedstawiała twarz męŜczyzny.powiedział głos.Za tydzień. . Ŝe umowa niewaŜna.Tego teŜ nie wiem. Zgarnął ze stołu pięćset funtów w całych banknotach i stertę połówek. Po prostu z zasady.Zgoda. Niewątpliwie Korsykanin.

przytaknął. TegoŜ wieczoru zatelefonował do Walencji. Na drugiej widać było małą. . . Ŝadnych śladów. po czym pojechał do swojego mieszkania na przedmieściu. Ŝeby się zorientować. no i Ŝeby się panu poszczęściło. Pomyślał sobie.W takim razie muszę mieć sposób na skontaktowanie się z panem.Zrobi się .Od dziś za tydzień. Mógłby pojechać pociągiem ParyŜ19 -Barcelona i zaryzykować graniczną kontrolę celną. Byli to ludzie. Ŝe ci ludzie nie mają nic do roboty i pewnie od rana do wieczora plotkują. jednakŜe gdyby go przyłapano na szmuglu broni. Gdybym wpadł. Po chwili porzucił jednakŜe tę wersję planu. poza tym policja hiszpańska potrafi być szczególnie niemiła dla pewnego gatunku turystów. Playa Caldera. czy nikt za nim nie idzie. przy czym powrót do ParyŜa miał nastąpić nazajutrz.txt z tyłu była opatrzona napisem Major Archie Summers. Kiedy Anglik odszedł. a on oddał się intensywnym rozmyślaniom. . do hotelu Metropol najlepszego w całym mieście . zapłacił rachunek i wyszedł na miasto. .Forsyth Opowiadania. chodzi oczywiście o pańską reputację. Robota połączona z wyjazdem jest zawsze droŜsza. Ŝadnej fuszerki. jak przeszmuglować rewolwer do Hiszpanii.Panu. lecz hiszpańska policja . Problem polegał na tym. a drugi na nazwisko figurujące w jego paszporcie.powiedział.odparł tamten. Korsykanin wciąŜ się uśmiechał. z których kaŜda zawierała 500 funtów. Czerwcowe słońce przygrzewało. byłaby to oczywiście nie francuska. w której spędził następne dwie godziny. . Villa San Crispin. . Przedstawił się urzędniczce. MęŜczyzna znowu skinął głową. Zamówił sobie równieŜ bilet z ParyŜa do Walencji na samolot przybywający do Walencji wieczorem w dniu rezerwacji hotelowej oraz powrotny. Wreszcie Sanderson wstał. O samolocie nawet mowy nie było. z którą rozmawiał przez telefon. Proszę nie szukać adresu tego mieszkania. panie Johnson.a Hiszpanie mają bardzo staroświeckie podejście do zawodowych rewolwerowców. . . czeka mnie w najlepszym razie trzydzieści lat więzienia i to hiszpańskiego.Potrzebna mi jest druga część forsy. chodziło o sprzątnięcie jakiejś niczego nie podejrzewającej osoby. W odpowiedzi Sanderson napisał kilka cyfr na kawałku papieru i wręczył go Calviemu.To musi być zrobione pomiędzy trzecią a czwartą po południu . Spędził dobre pół godziny w hiszpańskim biurze turystycznym. pochodzące z czasów działalności organizacji OAS. ozdobioną jaskrawoŜółtymi okiennicami. Ondara. którzy raczej woleli Ŝyć na wybrzeŜu między Alicante a Walencją niŜ podejmować ryzyko powrotu do Francji.zaznaczył Sanderson. Calvi patrzył za nim uwaŜnie. Wreszcie Korsykanin wstał. Nie będzie Ŝadnych śladów. Czysta robota. Calvi uśmiechnął się krzywo. tłumaczył Korsykanin. Korsykanin kiwał głową z namysłem. i przyrzekł potwierdzić listownie rezerwację.zapytał. . a następnie w trzy kolejne poniedziałki pomiędzy godziną siódmą trzydzieści a ósmą rano moŜe mnie pan zastać pod tym numerem telefonu w Londynie. Wszedł jeszcze do księgarni na rue de Rivoli. białą willę. po czym Sanderson wręczył Calviemu dwie rolki banknotów.I jeszcze jedno. ale mnie o Ŝycie. Dzięki palestyńskim porywaczom kaŜdy pasaŜer był szczegółowo rewidowany na lotnisku Orly.śaden problem .Proszę mi natychmiast dać znać. Strona 10 .Za tydzień. Ŝe ma w Hiszpanii jeszcze całkiem dobre kontakty. dwa. Jeszcze przez jakieś dziesięć minut omawiali sprawy finansowe. Z pewnością któryś z nich poŜyczy mu swoją spluwę.Kiedy? . śeby nie było Ŝadnej fuszerki. Ale przypomniał sobie. równieŜ wieczorem. Zamówienie było proste. MoŜe pan być spokojny. . . najwyŜej trzy . Alicante. jak go poprosi. po czym udał się do innej kawiarni w centrum miasta. jako Calvi.i zamówił z dwutygodniowym wyprzedzeniem dwa pojedyncze pokoje: jeden na nazwisko Calvi. a następnie dziesięć minut w lokalu linii lotniczej Iberia.

Ŝeby mu ją przechowano do jego przyjazdu. Wiedział. zaraz po tym. wypalił dwa papierosy. opasłe tomisko z mnóstwem fotografii. wiedział. a tłumik umocowany pionowo wzdłuŜ grzbietu ksiąŜki. aby wyrzucić łuskę i wprowadzić nowy nabój do komory. kiedy zamek się otwiera. wydrukowana na doskonałym papierze. czterysta stronic ksiąŜki nie da się juŜ nigdy przekartkować. pozostawiając dokoła margines szerokości około czterech centymetrów. to w chwili. rękojeść i zamek równolegle do siebie.i słusznie . UŜywając flamastra nakreślił teraz na 21 kawałkach sztucznej gąbki zarysy poszczególnych części pistoletu i nowym skalpelem powycinał odpowiednie wgłębienia dla kaŜdej z nich. Kiedy pocisk opuszcza lufę. a więc dosyć cięŜka. W ten sposób powstała skrytka 15x17 cm. wobec czego Calvi wsunął magazynek do uchwytu. zakleił go. Następnie Calvi nakrył wgłębienie cienką warstwą gąbki. którą ktoś usiłowałby ugasić wybuch Wezuwiusza. Albowiem pistolety. mieszcząca się w skrytce ksiąŜki. połowa huku strzału wydobywa się przez otwarty zamek i w ten sposób tłumik umieszczony na końcu lufy wygasza dźwięk jedynie w pięćdziesięciu procentach. mają ruchomy zamek. List podpisał lewą ręką nazwiskiem Calvi. poprosi o nią w imieniu Calviego. Potwierdził rezerwację dwóch pojedynczych pokojów. dziewiątkę. nie zmieściłyby się w skrytce. PołoŜył ją na podłogę i przycisnął blatem odwróconego Strona 11 . którą poprzednio starannie zwaŜył na kuchennej wadze. Ŝe tłumiki. kosztowne. Właśnie dlatego nazywa się je bronią automatyczną. Była to rzeczywiście historia Hiszpanii. Kiedy wybiła północ.Forsyth Opowiadania. opatrzył 20 znaczkiem. Ŝe kiedy klej stwardnieje. lufa. niejakiemu panu Calvi. głęboka na siedem i pół centymetra. UłoŜone obok siebie części pistoletu. którym posłuŜył się do wykonania innej roboty. leŜały juŜ spokojnie. w odróŜnieniu od rewolwerów. Ale w ułamku sekundy. dodał. łącznie z tłumikiem i magazynkiem. wyraz twarzy recepcjonisty hotelowego z pewnością wskaŜe mu. który był fachowcem. Ŝe poniewaŜ pan Calvi przed przybyciem do Walencji będzie w długiej podróŜy. był największym przedmiotem do schowania. kupionego przed dwoma miesiącami w Belgii. który leŜał pośród części browninga. będzie mógł twierdzić.Ŝe gdyby ksiąŜka została przechwycona. kiedy podając swoje prawdziwe nazwisko. ale potrzebna mu była broń płaska. Tłumik pistoletu automatycznego nigdy nie jest całkowicie skuteczny. Koniec lufy został nagwintowany dla umocowania tłumika. Wtedy niewątpliwie zdąŜy obrócić się na pięcie i zbiec. Zakupionym przed kilkoma godzinami cienkim skalpelem zaczął teraz wycinać w zbitych ze sobą stronicach wgłębienie w formie prostokąta. jak domowa gaśnica. Odgiął okładki i złączył je solidną gumową opaską. mające zazwyczaj wielkość korka od szampana. List był krótki i rzeczowy. broń automatycznie repetuje. są tak mało skuteczne. po czym zabrał się do ksiąŜki. jedynie chyba w wyobraźni autorów scenariuszy filmowych. Calvi wolałby posłuŜyć się rewolwerem. Browning miał lufę wystającą na półtora centymetra. Znajdujące się pomiędzy nimi czterysta stron mocno ścisnął i przytwierdził do kuchennego stołu za pomocą dwóch klamer stolarskich. którego zawsze uwaŜał za człowieka nieskazitelnie uczciwego. jakie oglądamy często na ekranach telewizorów. Był ostroŜnym człowiekiem i nigdy dwa razy nie uŜywał tej samej broni. Wnętrze jej wysmarował gęstym klejem i czekając. nasycił świeŜą warstwą kleju i zamknął ksiąŜkę. A nawet gdyby go złapano. Calvi. Calvi wyłoŜył wgłębienie skrytki sztuczną gąbką. Tłumik. miał bowiem około trzynastu centymetrów długości. Ŝe wszystko się sypnęło. Calvi wykombinował sobie . którą zakupił tegoŜ popołudnia. RozłoŜył na części małego browninga. jak wrzucił do kanału colta 38.txt Czekając na połączenie z Walencją zdąŜył napisać list do hotelu. aby zaoszczędzić miejsca. by wysechł. Ŝe jest niewinny i Ŝe po prostu oddał przysługę przyjacielowi. kaŜda w swoim łóŜeczku. kazał sobie przesłać z ParyŜa do hotelu Metropol ksiąŜkę na temat historii Hiszpanii i prosił.

Korsykanin wyszedł pierwszy z budynku i udał się na postój taksówek. Od recepcjonisty dowiedział się. metalowe klipsy były odgięte. Było wściekle gorąco i trzydziestka pasaŜerów denerwowała się z powodu długiego oczekiwania na bagaŜ. Obejrzawszy sobie wręczony mu paszport. a Calvi z zasady nigdy nie strzelał z większej odległości. Ŝe duŜa jego część odgrodzona była od gmachu szpalerem rozłoŜystych wysokich drzew. Ponownie ją zwaŜył. a adres odbiorcy napisał na maszynie. Recepcjonista przeczytał list. Valencia. rozmyślał o jutrzejszym dniu. o północy połoŜył się do łóŜka. Potem pojechał taksówką do miasta. Koperta wykonana była z polietylenu. jedną niewielką walizkę. Nawet przy zmniejszonym ładunku dziewięciomilimetrowy pocisk przebija bez trudu ludzką czaszkę z odległości trzech metrów. Calvi miał bagaŜ ręczny. aby chronić wartościowe ksiąŜki. zakupiony u jednego z najekskluzywniej szych krawców ParyŜa garnitur. Calvi postanowił powrócić tu następnego dnia i wybrać sobie odpowiedni wehikuł. Chyba tylko noŜem moŜna by ją otworzyć. z tych. klucz wsadził do kieszeni i wyszedł na balkon. którzy przyjechali z ParyŜa na sześciotygodniowy pobyt. Zjadł doskonały obiad. nie poleconą przesyłką. pan Calvi. niestety nie mógł przyjechać i Ŝe nazajutrz. upowaŜniający go do odbioru paczki. Calvi wyciągnął ją. Po drodze obejrzał sobie pobliski parking i z zadowoleniem stwierdził. Celnik otworzył ją i przejrzał uwaŜnie. Przyniósł z biura paczkę z ksiąŜką. O dziewiątej zszedł na dół. jaką Calvi umieścił na jednym ze spinaczy. W pokoju Calvi obejrzał dokładnie kopertę. a ksiąŜkę zwykłą. natychmiast przypomniał sobie rezerwację i list z jej potwierdzeniem. opłaci obydwa rachunki. Zmontował go.Impresos . Ŝe zostanie nadana na pociąg i dotrze na miejsce przeznaczenia dopiero po dziesięciu dniach. Pod drzewami stały długie rzędy samochodów i cierpliwie czekały na 22 swoich właścicieli. które zamykają się na metalowy klips. Ŝeby strzał był cichszy. który doskonale pasował do atmosfery eleganckiego starego hotelu. Po godzinie była juŜ twarda jak kamień. Byli to przewaŜnie właściciele willi nadbrzeŜnych. PołoŜył pistolet na dno szafy. nakręcił tłumik na lufę i sprawdził zawartość magazynka. Ŝe w środku znajduje się po prostu ksiąŜka. Znajdujące się w nim kule miały usuniętą połowę ładunku prochu. Ŝe jego przyjaciel. Ale w środku w nie naruszonym polietylenowym opakowaniu spoczywała nietknięta ksiąŜka. Gdy celnik zechce otworzyć przesyłkę. Hotel Metropol. toteŜ Calvi zamknął ją rozgrzanym na gazowej kuchence ostrzem swojego scyzoryka.i wszystko było gotowe. Nazajutrz rano wysłał list pocztą lotniczą. zobaczy poprzez przezroczysty polietylen.Forsyth Opowiadania. Brzmiał on: Monsieur Alfred Calvi. i kazał się obudzić o szóstej. WciąŜ miał na sobie szary. przy wyjeździe. rozciął scyzorykiem i wyjął części pistoletu. przeciągnięty przez dwie dziurki. Następnie pokazał list Calviego.Livres" . Ŝe o ósmej rano odlatuje samolot do Madrytu. Słońce właśnie zachodziło. Calle de Jativa. Wydrukował na dziecinnej drukarce naklejkę z adresem znanej księgarni. Na koniec Korsykanin wsunął swój skarb do jeszcze jednej.txt do góry nogami stołu. a następnie z powrotem zaciśnięte. zwykłej juŜ koperty. Paląc papierosa i przyglądając się arenie do walki byków. Jeszcze wydrukował naklejkę z napisem "Libros . takiej jakiej uŜywają wydawcy. Wreszcie wsunął tę dziwną historię Hiszpanii do grubej koperty. Brakowało teŜ kropelki kleju. i z pewnością po prostu ją zamknie. Korsykanin wyjaśnił mu. Recepcjonista hotelowy był niezwykle uprzejmy. Otwierano ją. co oznaczało. podziękował za przyrzeczenie uregulowania rachunku Calviego i wydał Korsykaninowi paczkę. Strona 12 . kiedy samolot linii Iberia wylądował na Campo de Manises. zamknął ją na klucz. Espagne. Była teraz tylko kilka gramów cięŜsza niŜ poprzednio.

prowadzącej do pomarańczowego gaju. Korsykanin spojrzał na zegarek. Nie chciał teraz pytać o drogę. oddalą się. Calvi poszedł do toalety. po czym podszedł do małego czerwonego samochodu. zamieszkałych przewaŜnie przez cudzoziemców. Ŝe Playa Caldera leŜy półtora kilometra od miasta. jaguara i seata. Ŝe tylko niskie ogrodzenie oddziela rudą ziemię pomarańczowego sadu od ogrodu willi z Ŝółtymi okiennicami. mercedesa. wsiadających do madryckiego samolotu. zdjął szare ubranie i włoŜył dŜinsy. Całe wybrzeŜe skąpane było w porannym słońcu. którzy właśnie zajechali na parking. Kiedy znalazł się znowu w drodze na Playa Caldera. Zaparkował wóz w pobliŜu ścieŜki. horyzont ginął w oparach rozedrganej mgiełki. upstrzona tylko brązowymi ciałami opalających się na nich ludzi. czyli starego hiszpańskiego fiata 600. były szef organizacji OAS. Wrócił do samochodu i pojechał do Ondary. co było dość niezwykłe w tej części Hiszpanii w połowie lipca. Odczekał. Upał był straszny. Ŝeby do środka przedostawało się powietrze. ale było ono zupełnie nieruchome. Poinformowano go. jasnoniebieską sportową koszulę i granatową nylonową wiatrówkę.txt Nazajutrz o siódmej wyprowadził się z hotelu i taksówką pojechał na lotnisko. Zamek trzasnął. Calvi wszedł na taras obserwacyjny i zauwaŜył czterech z nich. Spoza zasłony drzew stwierdził. Było juŜ południe. Dyskretnie przyjrzał się bocznej furtce. Człowiek. Zdecydował się na seata. wymalowane na kafelku wpuszczonym w kolumienkę przy furtce. Pora na obiad. potwierdził swoją rezerwację na wieczorny lot do Madrytu i poszedł na parking. deszczowe chmury zaczęły się zbierać nad jego głową. Jechał wolno. Poszedł w górę wąską ścieŜką przez pomarańczowy gaj za rzędem jednorodzinnych domków. Pistolet owinął ręcznikiem i włoŜył do wydobytej z walizki miękkiej torby lotniczej. Zaczął się rozglądać za dobrze znaną mu z dawno juŜ z ostroŜności zniszczonych fotografii willi San Crispin. Otworzył maskę i spiął dwoma przewodami akumulator i cewkę rozdzielacza. otwarte były na ościeŜ. gdy znalazł się w dzielnicy malowniczych domków. zapinaną z przodu na błyskawiczny zamek. Do godziny trzeciej siedział w barze Valencia na ulicy Doktora Fleminga. Przerzucił torbę lotniczą przez ramię i powolnym krokiem udał się w kierunku plaŜy. powietrze nieruchome. notował ich marki i numery rejestracyjne oraz wygląd ich właścicieli. Ŝe jest otwarta. Zapłacił i opuścił lokal. Zjadł duŜy talerz krewetek i wypił dwie szklanki miejscowego białego wina. Stwierdził. wsunął pistolet za pasek. aŜ dwaj męŜczyźni. plaŜe wzdłuŜ szosy ciągnęły się niby złota wstęga. i zaparkował samochód dobre dwanaście metrów od willi. Calvi skoczył szybko do wozu i ruszył z parkingu prosto na nową autostradę nadmorską nr 332. toteŜ podróŜ trwała aŜ dwie godziny. Kiedy wreszcie znalazł domek o białych ścianach i Ŝółtych okiennicach. o którego mu chodziło. Odległość pomiędzy Walencją a Ondarą wynosi dziewięćdziesiąt pięć kilometrów. prowadzące z salonu willi do ogrodu. Spojrzał na swoje notatki i stwierdził. słychać było groźny pomruk dalekich jeszcze grzmotów. W siedmiu znajdowali się pojedynczy kierowcy w ciemnych garniturach. Z rękawa wyjął kawałek metalowej rury. Droga prowadzi przez gaje pomarańczowe Gandii i Oliwii.Forsyth Opowiadania. poniewaŜ jest to najpopularniejszy samochód w Hiszpanii i daje się łatwo otworzyć. Silnik zapalił natychmiast. Strona 13 . Ŝe ma do wyboru simcę. gdzie -jak wiedział mieszkał generał Raoul Salan. Wjechał do Ondary i minął Hotel Palmera. wsunął ją za klamkę i szarpnął. Walizkę zdeponował w przechowalni bagaŜu. Oszklone 24 drzwi. prowadzącą na południe do Alicante. Sprawdził nazwisko właściciela. Stanął przy wejściu do budynku i przyglądał się zajeŜdŜającym samochodom. zasunął suwak wiatrówki po samą szyję i ruszył pomiędzy drzewa. przechadzał się po ogrodzie i podlewał kwiaty. 23 Kiedy samolot wystartował. dochodziła pierwsza.

Major Summers z pewnością nie zdąŜył sobie niczego uzmysłowić. niewiele głośniejsze od uderzeń kropel deszczu w dach. Ulewa runęła dokładnie w momencie.I co? Obeszło się bez Ŝadnego problemu? Calvi uśmiechnął się i potrząsnął głową. . Od lewej strony. .txt Przeskoczył niski płot i znalazł się w ogrodzie.Jest to szybka.Tak. a zwłaszcza dla pracodawcy. Anglik spojrzał na Korsykanina z przeraŜeniem w oczach. Ŝe jego pracownicy nie mają ubezpieczeń społecznych. Calvi wydobył pistolet. Korsykanin poklepał go przyjaźnie po ramieniu. Trzecia z odległości pół metra trafiła go w skroń. Wydawał się zdenerwowany. przez chwilę stał nieruchomo pośrodku salonu. .Nikt pana nie widział? Nie było Ŝadnych świadków? .Kto to był? . . Na ryczałt.Forsyth Opowiadania. Wręczył Korsykaninowi naleŜne mu pięć tysięcy funtów szterlingów. .Korsykanin wstał od stolika i gestem pełnym satysfakcji poklepał się po prawej górnej kieszeni marynarki. Czy wiesz. z przyległego do salonu pokoju dochodził dźwięk stukania na maszynie.Wszystko poszło gładko. Calvi ucieszył się. Chodziło po prostu o szybki zarobek dla wszystkich. Calvi zadzwonił do Sandersona jeszcze z Walencji i Sanderson natychmiast poleciał do ParyŜa. proszę pana . kiedy juŜ stałem nad zwłokami. To była czysta robota. McQueen patrzał na niego z uwagą. Następnego wieczoru w kawiarni na rue Miollin spotkali się dwaj męŜczyźni: morderca i jego klient. . Jeszcze nigdy takiego nie zatrudniał.odpowiedział kandydat. Ŝe gwałtowne dudnienie deszczu o czerwone dachówki willi zagłuszy wszystko inne. ale tej juŜ chyba nawet nie poczuł.ChociaŜ. Dwie kule przebiły pierś majora. Ŝe człowiek wyraźnie potrzebuje pieniędzy i jest gorliwy. Był jednak człowiekiem Ŝyczliwym. bo lało jak z cebra. Widząc zmienioną twarz swojego klienta. . proszę pana. Ŝadnych przygotowań. Pierwsze krople deszczu zaczęły spadać na liście pomarańczowych drzew.To znaczy. Ŝe zrozumiał. Zastrzeliłem ją z miejsca. Kandydat do pracy skinął głową na znak. Potem ruszył powoli po plecionej macie pokrywającej podłogę i znalazł się w drzwiach gabinetu pana domu.zapytał z właściwym mu. choć tak naprawdę nie bardzo wiedział. Ŝe kończysz w tym roku medycynę w Akademii Strona 14 . Major nie Ŝyje. . Rozległy się dwa głuche puknięcia. w którym wszedł na kamienne schodki i dotarł do oszklonych drzwi salonu. a jeŜeli stwierdzał. ktoś wszedł do pokoju. . . rozumiesz? śadnych pytań. MoŜe zobaczył stojącego w drzwiach człowieka i wstał.Nie. o co chodzi. MoŜe nawet zauwaŜył przedmiot.Nie . pewnie Ŝeby zamknąć okna.Niech się pan nie martwi. Ŝe nie będzie potrącany ani podatek. ani składka na ubezpieczenie zdrowotne. Mógł jeszcze dodać. W IRLANDII NIE MA śMIJ McQueen zza biurka spojrzał sceptycznym wzrokiem na nowego kandydata do pracy. Bez biurokracji. Ŝe pieniądze są dobre.Powiedziałeś. Ŝe jest to piekielnie cięŜka robota? . czego chce. silnym akcentem irlandzkim. ale płacę gotówką. Nawet całkiem niebrzydka. a o bezpieczeństwie i higienie pracy w ogóle mowy nie ma. Korsykanin przyklęknął i poszukał pulsu swojej ofiary.powiedział uspokajająco. który człowiek ten trzymał w ręku. monsieur . co to znaczy? .Czy wiesz. pod sam koniec. dorywcza praca. Ŝeby zapytać. Dostał dwie kule w serce i jedną w głowę. nie odmawiał mu szansy.Właśnie. wstał i ruszył w stronę drzwi. Wiedział.Wysoka? Brunetka? . niestety. 25 .Jakaś kobieta. W porządku? Chodziło mu o to. Potem podniósł głowę. Wszyscy mieszkańcy willowej dzielnicy oddawali się poobiedniej sjeście. w którym panowała całkowita cisza. .

W sobotę wieczór znalazł sobie tani pokój w obskurnym hoteliku w połowie Railway View Street. McQueen. . Okay? . . kiedy tylko Ram pojawiał się w drzwiach. Praca cięŜka.Kandydat zwrócił się juŜ do drzwi.A teraz masz wakacje? Znowu skinięcie głowy. Miał jeszcze trochę czasu. Było to całe jego śniadanie. w których oknach znajdowały się napisy o wolnych pokojach ze śniadaniami. Był słoneczny. McQueen zerknął na ołówek. i gorąco aprobował etykę pracy obowiązującą w protestanckim Ulsterze.Rozumiem.odparł student. proszę pana. 27 uwaŜał.powiedział i wpisał to imię na listę. . na spis nazwisk. Ŝeby zająć się leczeniem swoich rodaków. na północnym wybrzeŜu hrabstwa Down. z którego co rano odjeŜdŜała tuŜ po wschodzie słońca cięŜarówka wioząca ludzi do pracy. Kiedy zaczynam i gdzie? . w Irlandii Północnej. Poobijana cięŜarówka. prowadzona przez jednego z robotników. ale dobrze płatna. Znalazł otwartą kawiarnię i wypił dwa kubki mocnej herbaty.powiedział McQueen.powiedział . 28 W poniedziałek Ram wstał za kwadrans szósta.CięŜarówka zabiera ludzi z placu przed dworcem głównym o szóstej trzydzieści. którzy potrzebują pieniędzy na uzupełnienie stypendium. po którym mknęły pociągi przyjeŜdŜające tu z Belfastu. Jeszcze rok.Jak się nazywasz? . i skinął im głową na powitanie.txt Medycznej imienia Królowej Wiktorii? Tamten znowu skinął głową. unosząc ołówek. jeszcze jeden rok praktyki szpitalnej i powróci do domu. a wylewam cię z miejsca. jasny.dobrze by było. panie McQueen. by przeŜyć do okresu egzaminów. Powiem mu. Ŝe zawdzięcza wszystko. Otoczyło ją dwunastu ludzi. wyłącznie samemu sobie. chociaŜby ze względu na bliskość dworca. Ram spędził niedzielny poranek na transportowaniu z Belfastu swoich rzeczy. umył się w zimnej wodzie i tuŜ po szóstej był na dworcu. Przez brudne okno Ram mógł obserwować zbocze nasypu kolejowego. okazywała się przepełniona. gdybyś sobie znalazł mieszkanie w Bangorze. Harkishan Ram Lal nie wiedział. Zaparkował wóz w bocznej uliczce i podszedł do cięŜarówki. miała wolne pokoje. co w Ŝyciu zdobył. . W ręku trzymał listę McQueena. Postanowił czekać. Kandydat do pracy był widać jednym z tych studentów. lipcowy dzień w Bangorze. Płacimy od godziny. czy lepiej czekać w pobliŜu. Takie były jego marzenia. Piśniesz jedno słowo władzom. jak ten człowiek wyglądał. których juŜ znał. na której znajdowały się najtańsze hotele w mieście. a będzie dyplomowanym lekarzem. gdzie znajdowało się jego nędzne przedsiębiorstwo rozbiórkowe. zajechała kwadrans po szóstej.Dobrze. Ŝe w ciągu lata zarobi dość pieniędzy. która była katoliczką. Nie mógł więc zawieść nadziei człowieka o podobnych zasadach. . Ŝe pani McGurk. a następnie na studenta. Obliczył sobie. Staw się tam w poniedziałek rano. To prawda. Brygadzista spojrzał na niego. . Ŝe latem napływało do miasta wielu sezonowych robotników. Codzienne przyjazdy z Belfastu i z powrotem to zbyt wielka strata czasu. myśląc o gorącym słońcu i brązowych wzgórzach rodzinnego PendŜabu. Większość domów.W porządku . Student wyszedł. których główną część stanowiły ksiąŜki medyczne. Pracujemy od siódmej rano do zachodu słońca. Ale punkt był dobry. Szefem grupy jest Wielki Billie Cameron. Znalezienie pokoju nie było łatwe. niezaleŜnie od tego. którego zatrudnił McQueen? zapytał. Wtedy Hindus podszedł bliŜej. a potem zacznie zarabiać w zawodzie. Dwadzieścia pięć minut po szóstej przyjechał własnym samochodem szef grupy.Będziemy ci mówić Ram . .Forsyth Opowiadania. Spojrzał na grupę dwunastu robotników. siedząc w obskurnym biurze w Bangorze. Strona 15 .Jeszcze jedno . Ŝe przyjdziesz. Popołudnie przeleŜał na łóŜku.To ty jesteś ten czarnuch.Harkishan Ram Lal . rozporządzające poobijaną cięŜarówką i kilkudziesięcioma starymi młotami. czy podejść do nich i przedstawić się. Ale i to prawda. .

Burns zastanawiał się przez chwilę. jak dwie kłody drzewa.To tak jakbyś juŜ był prawdziwym lekarzem! Hej.odpowiedział Ram Lal.Hej! .Mnie nie dotknie palcem . Tommy Burns ucieszył się. co znaczyło. Boyd i Brown. 29 Cameron obrócił się. Ŝe są to nazwiska ludzi pochodzenia szkockiego. . które dostało nową.uśmiechnął się Ram.poganin! Z twarzy Rama Lala zniknął uśmiech. .Ty nie zajmowałeś się nigdy taką pracą.Dobra . w jaki sposób wielki Billie Cameron zasłuŜył na swój przydomek. Splunął przed siebie. Jechali na południe od Bangoru po wyboistej szosie.Ten człowiek nie jest chrześcijaninem! . .Ani jednym. ani drugim . Kierowca skręcił z Comber na północny zachód i po trzech kilometrach wjechał w prawo na wyboistą drogę. Burns spojrzał na półbuty Hindusa. W czasie jazdy Cameron siedział w szoferce nie oddzielonej od skrzyni wozu. . Billie. prowadzącej do Newtownards. który. .Nie . Burns zaczął przedstawiać Rama pozostałym robotnikom.No tak .Forsyth Opowiadania. Ram będzie mógł pomóc. Ŝe byli przysięgłymi prezbiterianami. gdzie na dwóch drewnianych ławach siedziało dwunastu robotników. . Mierzył metr osiemdziesiąt osiem centymetrów bez butów. .Z Indii . .Było za wcześnie. Robimy sobie herbatę na ognisku.Musisz mieć parę solidnych butów. Z jego szerokich barów zwisały potęŜne ramiona.Jestem studentem medycyny na uniwersytecie imienia Królowej Wiktorii w Belfaście .odparł cierpliwie Ram. nazywał się Tommy Burns. jak się okazało. gdy przyjechali na miejsce pracy. jakby któremu z nas coś się stało.Czym ty się naprawdę zajmujesz? .Mam nadzieję otrzymać dyplom w przyszłym roku.zapewnił Ram. .zawołał Burns do swoich kolegów. by wiedzieć. Brownów było dwóch. . .zapytał wreszcie.Skąd pochodzisz? . Ŝylastego Hindusa.Jesteś protestantem czy katolikiem? .Nazywam się Harkishan Ram Lal . Patterson. Ram mieszkał wystarczająco długo w Belfaście. .wskakuj do tej cholernej cięŜarówki. To zakończyło dalszą konwersację do chwili. Nazywali się Craig.Czy wziąłeś drugie śniadanie? .PendŜab jest częścią Indii . . niebieskich oczach.spytał.A gdzie to? . . Ŝe kupi parę wojskowych butów. Teraz miał na nogach olbrzymie buciory o stalowych podkówkach i nabijane gwoździami.odpowiedział Ram. po prostu zaciekawiony jak dziecko. intrygującą zabawkę. bo zmarnujesz sobie nogi. Nie moŜna było mieć wątpliwości co do tego.spytał z zainteresowaniem. .stwierdził Burns .warknął .z PendŜabu. . Ram znalazł się przy tylnej klapie obok małego. Robił wraŜenie przyjaznego. ostoją protestanckiej większości we wszystkich sześciu hrabstwach. Zatrzymał Strona 16 .txt Ram Lal zatrzymał się. Zachowywali się przyjaźnie i pozdrowili Rama skinieniem głowy. co zobaczył. Wbił wzrok w brezent naprzeciwko. Wielki Billie nie był zadowolony z tego.i pierwsze teŜ.Trzeba jeść drugie śniadanie . Ŝeby poprosić gospodynię o przygotowanie mi go. Ram Lal obiecał. . Przejechali juŜ przez Newtownards i kierowali się dalej na południe drogą A 21 w stronę miasteczka Comber.Moją religią jest hinduizm.zapytał starszy robotnik nazwiskiem Patterson. Miały gumowe podeszwy. Craig spojrzał na Rama. . .warknął Wielki Billie. muskularnego faceta o wesołych. Dwa małe oczka obrzeŜone bladymi rzęsami patrzyły pogardliwie na drobnego.powiedział.Nie był oburzony.odpowiedział Ram Lal . Głowę otaczała aureola rudych włosów. . co? Ram potrząsnął głową. Munroe. .Jutro kupię pojemnik i wezmę ze sobą jedzenie . .powiedział . jeŜeli znajdzie wieczorem otwarty sklep. .

Była to dawno opuszczona wielka gorzelnia. Stała tuŜ przy rzece Comber. Jeden z robotników podszedł z własnej inicjatywy do budynku. uznała je za niebezpieczne i nakazała właścicielowi rozebrać budynek. 31 Ram Lal przyjął podany mu kubek. ale rusztowania są kosztowne. ToteŜ podniszczone. Wypił ją z trudem. Ludzie opasali się sznurami i połączyli je w ten sposób. ale wyglądających na stare. jedna z dwóch. słuŜące do wyciągania gwoździ. Z wyjątkiem Rama Lala wszyscy byli zaopatrzeni w emaliowane kubki. Właścicielem był potomek zuboŜałej szlacheckiej rodziny. wyblakłe w słońcu cegły i stare drewno osiągały wysokie ceny. McQueen przygotował juŜ nawet umowę na sprzedaŜ pokątnemu budowniczemu zdatnego do uŜytku drewna i setek ton starych cegieł. Tommy Burns wypił herbatę. McQueen wiedział. SpoŜyli je na trawie. Nie lubił wysokości. Ram Lal spojrzał na czteropiętrowy budynek i przełknął ślinę. cięŜkie młoty o krótkich rękojeściach i najrozmaitsze piły do cięcia drewna. . Ram Lal nic nie jadł.Forsyth Opowiadania. Zanotował w pamięci. Wielki Billie i jego zespół rozporządzali tylko łomami i młotami. Ŝeby sobie kupić taki sam. Miejscowe dzieci włamały się oczywiście do budynku i uwaŜały go za idealny teren zabaw. podarł jak kartę do gry i rozpalił ognisko. zrywali je więc rękami i zrzucali w dół. Jedynym zabezpieczeniem były parciane pasy ze sprzączkami i kilkaset metrów lin. MoŜna by to zrobić szybciej. słodka i blada. a odjeŜdŜały z beczkami pełnymi whiskey. wyrwał drewniane drzwi. Ŝe będzie pracował w kurzu. Ta sama woda słuŜyła równieŜ do produkcji trunku. napełnił kubek i podał go Ramowi. Miały wiele zadraśnięć i krwawiły. w wysoką trawę. Wkrótce w menaŜce zagotowała się zaczerpnięta z rzeki woda. ale 30 zostały przed laty zamknięte. Zaczynamy od dachówek. Herbata była podłego gatunku. Ŝeby zadanie zostało wykonane jak najtaniej. dwumetrowej długości łomy. ZaprzęŜone w konie wozy przywoziły traktem słód. Całe towarzystwo zabrało się do zjadania grubych sandwiczów. Gorzelnia była juŜ od dawna nieczynna. Do czasu kiedy jedno z nich pośliznęło się i złamało nogę. co trzeba robić. . pomiędzy zielska. Zaparzono herbatę. Ŝe gdyby któryś z nich stracił grunt pod nogami i zaczął się ześlizgiwać z dachu. Pod nimi znajdowała się podłoga najwyŜszego piętra. Widział. a więc stare. ZamoŜni ludzie pragnęli wszak. Zrobili następny garnek herbaty. Rzeka płynęła od Dundonald do Comber i wpadała do zatoki Strangford. W miarę jak znikały dachówki. Przez całe to pierwsze przedpołudnie pracowali wysoko na dachu. był ubezpieczony przez następnego.To jest to. Jej wody poruszały wielkie koła wodne gorzelni.No juŜ. Powiedziano im. chłopaki . a to budzi pragnienie. Podjął się go McQueen. Gromadka robotników stała przy swoim sprzęcie. Wtedy rada hrabstwa zainteresowała się tym miejscem. No. które w tych stronach niegdyś produkowały dobrą irlandzką whiskey.zapytał. Ŝeby nie zaśmiecali rzeki gruzem.txt się na skraju lasu przed budynkiem wyraźnie przeznaczonym do rozbiórki. Ram Lal obejrzał sobie ręce. Ŝe dobrze wyjdzie na tej transakcji. Pragnął. Wiecie. Zwalali więc dachówki na drugą stronę budynku. Dachówki nie były przeznaczone na sprzedaŜ. które słuŜyło niegdyś do składowania słodu. Były tam wielkie młoty o głowicach waŜących cztery kilo. kiedy cięŜarówka odjechała. Strona 17 . rozbił je. will dla rozmaitych bossów. aby ich domy wyglądały na stylowe. . pomiędzy krokwiami ukazywały się wielkie ziejące pustką dziury. Wykorzystywano je do budowy nowych. O dziesiątej zeszli po rozchwianych wewnętrznych schodach na śniadanie. metrowe haki o zakrzywionych i rozszczepionych końcówkach.Czy wy tam w Indiach macie herbatę? . ale potrzebne byłyby kosztowne maszyny. O drugiej mieli przerwę na obiad. Bolały go wszystkie mięśnie. krzewy i zarośla pokrywające teren gorzelni.zawołał Wielki Billie.

Ja mam kupę Ŝarcia. . Burns wzruszył ramionami.Pochodzę z prowincji Strona 18 .powiedział. wszyscy obecni wyraźnie go słyszeli.Ty zajmuj się sobą. Wobec tego jego ludzie rozbijali mury na kawałki wielkości metra kwadratowego i zrzucali je na dół. Cameron obrócił się. Ram Lal podszedł powoli do zwalistego brygadzisty.Nie ucz mnie! Rób.Chciałbym. Ktokolwiek znajdzie się na jego szczycie. jego głos był niemal krzykiem. rozbierać wiązania dachu. .txt był głodny. zleci razem z cegłami. Ram Lal spojrzał na wskazaną mu część muru. Ram Lal nie był przyzwyczajony do tak uciąŜliwej pracy. Stali przy tym w niebezpiecznych pozycjach na resztkach desek podłogi. Dawał mu najcięŜszą pracę. a jego otwarte okna robiły wraŜenie oczodołów wyczekujących zbliŜającej się śmierci. Najprostszym sposobem rozwalenia resztek budowli tak. a to zwróciłoby uwagę urzędu skarbowego. cięŜkie buty i rękawice. zdziwiony. usiadł na brzegu rzeki i zanurzył rozpalone dłonie w wodzie. . . parszywy Murzynie.Kiedy mur zacznie drgać. Musiał zarobić tak potrzebne mu pieniądze.powiedział Ram do Burnsa. Jego zakup wymagał uzyskania specjalnego pozwolenia. . Pracowali przez cały tydzień. po czym powrócił do ludzi siedzących dokoła ogniska.zapytał Wielki Billie. Ale w Irlandii Północnej dynamit nie wchodził w rachubę. Ram Lal wstał. Ŝebyś wlazł na sam szczyt . Stał goły jak szkielet.zawołał. . Ram. ale pracował dalej.Forsyth Opowiadania. Po latach uciąŜliwej pracy mieli wystarczająco zgrubiałe ręce. Drewno juŜ zniknęło z budynku. . Odwrócił się i odszedł. kiedy wróciła cięŜarówka. co ci kaŜę. które uginały się pod nimi coraz bardziej. w jaki będą zwalali duŜą część zewnętrznego muru na poziomie trzeciego piętra. Ale Hindus nie protestował. podłóg i stropów.Wyjaśnijmy najpierw jedną sprawę .Jesteś pewnie głodny. a od chwili kiedy dowiedział się. robotnicy rozbierali teraz cegły. Jeszcze jeden dzień i zaczną.Co ty robisz? . . Cameron popatrzył na Hindusa. by nie zanieczyścić rzeki. . odszedł. W czasie obiadu Cameron obszedł kilka razy budynek. w miarę jak podtrzymujące je mury pękały i rozwalały się pod ciosami potęŜnych młotów. Kiedy się odezwał.powiedział spokojnie. który siedział naprzeciwko w kręgu ogniska. Poczerwieniał na twarzy. wyznaczał mu pracę na najwyŜszych miejscach. z wielkiego dachu gorzelni zniknęła juŜ połowa dachówek. Robotnicy siedzieli z rozdziawionymi ustami. Przed zachodem słońca. Zaczął im opisywać sposób. chociaŜ Ŝaden z jego kolegów ich nie uŜywał. Przez cały ten tydzień Wielki Billie Cameron dokuczał mu niemal bez przerwy. McQueen i jego załoga byliby zmuszeni zapłacić spory podatek dochodowy. a McQueen składki ubezpieczeniowe za robotników. uŜywając pił i łomów. Tommy Burns wyciągnął sandwicza ze swojego pudełka. 32 Zaopatrzył się juŜ w aluminiowe pudełko śniadaniowe. emaliowany kubek. . .Niech ten zasrany czarnuch przynosi sobie własne sandwicze oświadczył Wielki Billie. . głupi. Ŝe Ram Lal boi się wysokości.Ten mur zawali się lada chwila . Imponujący niegdyś budynek był juŜ bez krokwi.powiedział donośnym głosem. Zwrócił się do Rama Lala. kopniesz go od środka.Dziękuję ci. Jasne było. Zanotował sobie w pamięci. gdyŜ potrzebny mu był ten zarobek. nie jestem głodny .Panie Cameron! . Ŝeby kupić parę solidnych rękawic. miał mnóstwo bąbli na dłoniach. .Po prostu częstuję kolegę sandwiczem. U jej podstawy zobaczył spore pęknięcie. Był obolały. a białka jego oczu zaróŜowiły się z wściekłości. Ludzie spuścili wzrok i jedli w milczeniu. byłoby załoŜenie ładunków wybuchowych na naroŜnikach od strony wychodzącej na wolną przestrzeń. Ŝe nikt nie chce zadzierać z Wielkim Billie'em. Do konfliktu doszło w sobotę.

dochodziły odgłosy potęŜnych grzmotów. Ŝe bogini ześle mu znak. a to. a oni mijali go galopem i spoglądali na niego. od strony morza.. patronki władzy i sprawiedliwości. Pomiędzy robotnikami zaczęła się cicha rozmowa. o orlich nosach. LeŜał powalony w pyle.Doprawdy? . Pierwsze błyskawice przecinały niebo nad Bangorem.. Pod powiekami przesuwały mu się obrazy rozpalonych równin PendŜabu i cwałujących po nich jeźdźców. w który wetknął zapaloną świecę. I kaŜdy z nich rzucał mu tylko jedno słowo: Zemsta. Słyszał głos Tommy'ego Burnsa. Zdjął z półki tanią wazę z wąską szyjką. Ŝeby powstrzymać łzy wstydu. takŜe się stanie. brodatych męŜczyzn w turbanach.Czysta robota PendŜab w północnych Indiach. Był pewien. spadły pierwsze krople deszczu.. Białka jego oczu zrobiły się czerwone. . Stało się. Co powiesz na to? Wraz z ostatnim słowem zamachnął się i otwartą dłonią uderzył Rama Lala w twarz.Forsyth Opowiadania. mdlący zapach kadzidła szybko wypełnił pokój. deszcz wciąŜ padał. .. Zdjął szczotkę i grzebień z brzydkiej toaletki. co tam.. który wołał: . D e v i Shakti. pragnę zemsty na tym. ale moi przodkowie byli wojownikami i ksiąŜętami. A od zewnątrz. usunął z niej brudną serwetkę i lustro. Przodkowie jego cwałowali z mieczami i lancami w rękach przez kraje sto razy większe od tych sześciu hrabstw razem wziętych i podbijali je jeden po drugim. ale starodawnym sanskrytem. przodków Harkishana Rama Lala. czarnookich rycerzy z Kraju Pięciu Rzek. .. chłopcze. Słodkawy. Następnie wydobył z walizki zawiniątko i wyjął z niego sześć pałeczek kadzidła. jaką wybrać formę zemsty. Wielki Billie cię zabije! Ram Lal spojrzał w górę. Ram zacisnął mocniej oczy. przypiął go do ściany nad toaletką i w ten sposób zamienił ją w ołtarzyk. Gdy zapadła noc. Ma a. spływał po szybach okna za jego plecami.. Zrozumiał. Pozostali robotnicy znieruchomieli ze zdumienia. Dobrze znał obyczaje swojego narodu.. MoŜe nie starczy mi pieniędzy na opłacenie studiów medycznych. kiedy ustała burza. Po jakimś czasie usłyszał. Kiedy kapliczka była gotowa. Ram nie posługiwał się nowoczesnym językiem pendŜabi. co ma się jeszcze stać. milcząc jak zaklęty. Nie mówił do nikogo. Ŝe nie ma Ŝadnych szans z tym brutalem z irlandzkiego Ulsteru. Olbrzym stał nad nim z zaciśniętymi pięściami. dzisiaj sprawy wyglądają trochę inaczej.. Bogini Shakti. wodzami i mędrcami juŜ dwa tysiące lat temu. Dumnych. Wielki Billie Cameron patrzył z góry na hinduskiego studenta. Ram Lal wstał bez słowa. Chciał wiedzieć. umieścił w niej trociczki i zapalił je. językiem modłów. Skończył się modlić dokładnie w momencie. jak Wielki Billie odchodzi.. Zakręciło mu się w głowie. Resztę dnia pracował.LeŜ. który wyrządził mi krzywdę. Młody człowiek runął na ziemię. Wydobył świętą księgę Manu. dzielnych. 34 Z zakupionych przed dworcem kwiatów uwił wieniec. zaczął przygotowania. Wielka matko.Zostałem dotknięty do Ŝywego..txt 33 3. kiedy pańscy pełzali na czworakach i ubierali się w skóry.odezwał się Cameron spokojnym głosem. Strona 19 . Ram stanął przed nią z pochyloną głową i wieńcem w dłoniach i zaczął modlić się do bogini o radę. Uderzał w dachówki nad głową studenta. Proszę mnie nigdy więcej nie obraŜać. Zamknął oczy i leŜał bez ruchu. Modlił się przez dobrą godzinę. Rozległ się grzmot. Ogarnęło go uczucie wstydu i upokorzenia. Obok wizerunku bogini ustawił płytką miseczkę wypełnioną do połowy piaskiem.Wyrwał następny kwiat i połoŜył go obok pierwszego. JeŜeli wstaniesz. PendŜabskich wodzów. Doprawdy? No. NaleŜę równieŜ do kasty wojowników zwanej kshatria. wyciął z niej wizerunek wielkiej bogini Shakti.. ty czarny bękarcie. nikt nie odezwał się do niego. Ram wyrwał kwiat z wieńca i złoŜył go pod wizerunkiem Shakti.

Oczywiście na tych samych warunkach. Ŝeby spotkać się z przyjacielem Sikhiem. Ale nie zebrałem jeszcze wystarczającej sumy. a drugi leŜał na dywanie. kadzidło gasło. a pokój wypełnił się jego słodkim zapachem.Chodzi mi o bilet lotniczy. panie McQueen. Był lekko skręcony. . Wymagają tego nasze zwyczaje. gdzie na haku wisiał jego szlafrok. Muszę spłacić dług i jeszcze zarobić na czesne na przyszły rok. . wzrok Rama padł na ścianę. Brud spowodował. Kiedy się zatrzymała. Ulewa ustała. Ale kiedy Ŝona wprowadziła do pokoju Rama Lala. Był to jego ulubiony sposób spędzania niedzielnego wieczoru.odparł przedsiębiorca. Muszę jechać. Ranjit Singh równieŜ studiował medycynę.Są słuszne i właściwe. . wrócę pod koniec tygodnia. .powiedział Ram Lal. Przedsiębiorca siedział przed telewizorem z puszką piwa pod ręką. Strona 20 . W niedzielę wieczorem Ram Lal złoŜył wizytę McQueenowi w jego domu w Groomsport.rzekł Ram Lal. poleciał do Londynu. . W poniedziałek rano poszedł razem z Ranjit Singhiem do banku.Forsyth Opowiadania. Zatrzymał pokój na Railway View Street. JeŜeli polecę jutro. gdzie Singh podjął odpowiednią sumę i wręczył ją Ramowi. Przyjął Rama Lala w dobrze urządzonym pokoju studenckiego domu.Jest umierający.PoŜyczyłem pieniądze na bilet lotniczy. przykro mi to słyszeć.Chodzi o mojego ojca . ale noc spędził w hotelu w Belfaście. Sznur od szlafroka spadł na podłogę. .Tak . ale wszystko było mokre.Nie mogę ci zapłacić za czas twojej nieobecności ani przyrzec. Ŝłobiąc w brudnej powierzchni wąską ścieŜkę. Shakti patrzyła na Rama nieruchomym wzrokiem. .podziękował mu Ram Lal.Muszę do niego pojechać. chłopcze. jest pan bardzo dobry . Przypominał zwiniętą w kłębek Ŝmiję. Ale jeŜeli zjawisz się przed weekendem.Przyjmij moje kondolencje. Miał bogatych rodziców. jeden jego koniec był niewidoczny. Ŝłobiła sobie zygzakowatą drogę i zniknęła w rogu okna. .Bardzo mi przykro . Po dwudziestu czterech godzinach wylądował w potwornie upalnym Bombaju. którzy przysyłali mu sporo pieniędzy.powiedział. 36 Ram pojechał taksówką na lotnisko Aldegrove. Widzi pan. Ŝe zatrzymam ci miejsce na następny tydzień.odparł Ranjit Singh. Jestem jego pierworodnym synem. a tam zaopatrzył się w najtańszy bilet na najbliŜszy lot do Indii. . Nazajutrz pojechał pociągiem do Belfastu. . . Obrócił się i podszedł do okna. .txt Kiedy skończył. McQueen miał syna w Kanadzie. Pracuję i nieźle zarabiam.Dostałem list od rodziny . Czy moŜe pan rezerwować moje miejsce do końca tygodnia? . JeŜeli poŜyczysz mi róŜnicę. Pierworodny syn musi być przy umierającym ojcu.Oczywiście. .Dobrze .O.Mój ojciec jest umierający.Dziękuję panu. Ŝe otrzyma duŜy procent i Ŝe jest pewien wypłacalności dłuŜnika. Ŝe zamiast płynąć prosto.Chce mnie zobaczyć. Świeca dopalała się. W takiej chwili miejsce pierworodnego syna jest u boku ojca. Nie widział go od siedmiu lat. . ToteŜ Ranjit Singh obiecał podjąć w poniedziałek rano odpowiednią sumę z banku. StruŜka wody spłynęła ze znajdującej się nad oknem rynny i popłynęła po zakurzonej szybie. ale los był dla niego 35 łaskawszy. Ram Lal zrozumiał zesłany mu znak. zwrócę poŜyczkę niedługo po powrocie. podobne do rozdwojonego języka. śaden Sikh nie uchyla się od poŜyczania pieniędzy pod warunkiem. . wrócisz do pracy. . ściszył głos z odbiornika. Kwiaty leŜały przed wizerunkiem na błyszczącym blacie toaletki. pieniądze będą mi teraz potrzebne bardziej niŜ kiedykolwiek. sterczały z niego tylko dwie nitki.

czego szukał. Właśnie otrzymałem jeden okaz kilka dni temu z RadŜputanu.Znam tę Ŝmiję.zapytał Ram Lal szeptem. Wiedział. Stary GudŜerat rozłoŜył ręce. .AleŜ tak . zapewniał czytelników dawno zmarły angielski przyrodnik na końcu rozdziału o Echis Carinatus. Ram znalazł właściciela na tyłach sklepu.od rosnących na bagnach krzewów Afryki Zachodniej aŜ po chłodne wzgórza Iranu i rozpalone pagórki Indii. Kiedy młody student z podręcznikiem o gadach wszedł do "Imperium tropikalnych ryb i płazów" pana Chatterjee. Pan Chatterjee był obeznany ze światem nauki. ale groźna Ŝmija. napełnił ją zakupioną na targu Strona 21 . Uderza błyskawicznie. Zaprowadził Rama Lala do swojego sanktuarium. Zaopatrywał liczne ośrodki medyczne w okazy mające słuŜyć badaniom i wiwisekcji. . . Ŝe przyłapał wielkiego Kiplinga na takiej pomyłce. zaleŜnie od wagi ciała ofiary i jego kondycji fizycznej. Ŝe gatunek ten jest rozpowszechniony na wschód od Afryki Zachodniej i na północ od Iranu. Autor ksiąŜki dodawał w odnośniku.txt W środę na zatłoczonym bazarze przy Grand Road Bridge znalazł to. Ŝe długość tej bardzo cienkiej Ŝmii wynosi od dwudziestu trzech do trzydziestu dwóch centymetrów. W suchym gorącym klimacie wyłania się z ukrycia w nocy. Ŝe jest tak niepozorna. Liście w pudle poruszyły się ponownie i wyłoniła się spod nich malutka głowa Ŝmii.powiedział . A w pudle Ŝmija wysunęła mały. bez Ŝadnego ostrzeŜenia. który ma około 60 centymetrów długości. Dzień był upalny. była niemal na pewno nie "dasznikiem modrym". opróŜnił je z zawartości i wybił w jego wieku dwadzieścia małych dziurek. Jej zęby jadowe są tak drobne. wymieniona przez Kiplinga w jego wspaniałym opowiadaniu "Riki-Tikki-Tavi". Indii i Pakistanu. który uŜywał oczywiście łacińskich nazw. Ŝe Ŝmija potrafi obyć się bez pokarmu przez tydzień. Pięćset rupii. 37 ale "Ŝmiją o ostrych łuskach". które są nieraz trudno dostrzegalne. podobny do draśnięcia ciernia. Mówiąc bardziej zrozumiale. Kiedy Ram wytłumaczył. jakby na powitanie dwóch Hindusów. Podręcznik napisany przez Anglika. najmniejszy i najjadowitszy ze wszystkich gadów świata.To wyjątkowo rzadki okaz . za dnia szuka chłodnych miejsc. Oliwkowobrązowa. a to dlatego. Od czasu do czasu otrzymywał nawet intratne zamówienia z zagranicy. było tam pusto. posiada nieliczne jaśniejsze plamy. Przyjechał do Bombaju jedynie z podręczną torbą. Przyczyną śmierci jest zawsze zawał mózgu. skinął ze zrozumieniem śnieŜnobiałą głową. Coś poruszyło się pod kupką liści wyściełających pudło. Jest bardzo czujna i pobudliwa. w których drzemały Ŝmije i jaszczurki. ale śmierć jest praktycznie nieunikniona i następuje zwykle w dwie do czterech godzin później.powiedział. Ŝe pozostawiają niewidoczny niemal ślad. Ŝe ta mała. Człowiek ugryziony nie czuje bólu. Dobrze przystosowuje się do kaŜdego klimatu i niemal do kaŜdego środowiska . patrzących na nią zza szyby. Obydwaj męŜczyźni stanęli w milczeniu przed szybą nowego pomieszczenia Ŝmii. o jaki towar mu chodzi. była to Ŝmija o ostrych łuskach. więc owinął pudełko w papier oraz kilka ręczników.Ile pan za nią chce? .Forsyth Opowiadania. czarny. Podręcznik stwierdzał. ale teraz zakupił tanią fibrową walizkę. .i bardzo trudny do zdobycia. Przed powrotem do Londynu Ram Lal nabył pudełko cygar. Siedział w półmroku otoczony akwariami pełnymi ryb i szklanymi gablotami. ma teŜ falistą ciemniejszą pręgę. Ram Lal kupił Ŝmiję za trzysta pięćdziesiąt rupii i zabrał ją ze sobą w słoiku. Autor był bardzo zadowolony. których puszystość gwarantowała wystarczającą ilość powietrza nawet wewnątrz walizki. Łatwo nieopatrznie dotknąć jej ręką albo nogą. określał ją jako Echis carinatus. Według podręcznika jest ona wyjątkowo niebezpieczna i jej ukąszenie powoduje więcej zejść śmiertelnych niŜ ukąszenie słynnej kobry. rozdwojony języczek i zatrzepotała nim. Ma pan szczęście. a bez wody przez dwa do trzech dni. Jej zapotrzebowanie na powietrze było minimalne. Podręcznik podawał.

a ta zabierze do morza dowód zbrodni. wyciągając jednocześnie powoli szklaną płytkę. ciśnie o ziemię i rozgniecie jej głowę obcasem. w czasie przerwy obiadowej.szepnął Ram. mały przyjacielu . Zakręcił dobrze wieko. Ŝe jest studentem medycyny. której pełne jadu zęby wbiły się głęboko w jego ciało. TuŜ przed opuszczeniem hotelu zamknął walizkę na klucz. Zniknęła w głębi ładowni boeinga. . Zamknął wieko. czarnymi oczkami. udając. Jak zaobserwował Lal. Ŝe potrzebny mu jest większy młot. odkręcił pokrywkę i strząsnął jego zawartość do kieszeni zwisającej z gałęzi pobliskiego drzewa marynarki. która powoli przesuwała się po ściankach pudełka. Ŝe z palca zwisa mu Ŝmija. wyciągnie rękę z kieszeni. włoŜył słoik do pudełka śniadaniowego i poszedł do cięŜarówki.nałoŜywszy na ręce grube rękawice . Przed wieczorem kupił słoiczek kawy z zakręcanym wieczkiem i wsypał jego zawartość do chińskiej wazy. Do południa nabierze znowu wystarczającej ilości jadu. a na lotnisku oddał ją na bagaŜ. Pozbawiona jadu. Jutro rano wykonasz rozkaz bogini Shakti. zaraz po zjedzeniu posiłku. Po wypaleniu fajki i wysypaniu popiołu prostował się i wołał: "No dobra.Forsyth Opowiadania. Plan Rama Lala był prosty. Ram przejechał do krajowej części lotniska i wsiadł do samolotu lecącego do Belfastu. wykona egzekucję na Ulsterczyku.To znaczy jeŜeli takie gady jak ty w ogóle sypiają. chłopaki. Ten po zjedzeniu sandwiczy wstanie. PoniewaŜ mógł udowodnić. Strona 22 . To ona. wszyscy musieli juŜ być na nogach. przepuszczono go dość szybko. Ram Lal wrzuci zabitą Ŝmiję do rzeki Comber. Wczesnym popołudniem znalazł się w Bangorze i mógł wreszcie obejrzeć sobie zawartość pudełka po cygarach. z której wyrzucił pałeczki kadzidła. wstawać i zabierać się do roboty". Rozwścieczona Ŝmija ugryzła rękawicę. Przy przejściu oznaczonym "nic do oclenia" został zatrzymany przez 38 celnika. Cameron zaklnie. podchodził do marynarki i wydobywał z prawej bocznej kieszeni fajkę i woreczek z tytoniem. Odrzutowiec linii Air India wylądował na londyńskim lotnisku Heathrow w piątek rano i Ram Lal przyłączył się do długiego korowodu Hindusów próbujących dostać się do Anglii. Wielki Billie Cameron miał zwyczaj zdejmowania marynarki z chwilą przybycia na miejsce pracy i wieszania jej na jakimś haku czy gałęzi. ZauwaŜył swoją wśród pierwszych dwóch tuzinów.txt bielizną. nie będzie juŜ niebezpieczna. a nie imigrantem. 39 Wreszcie. W minutę później był znowu przy pracy. TuŜ po jedenastej. podejdzie do marynarki i wsunie rękę do kieszeni. Ręczna torba Rama została przeszukana. LeŜała mocno skręcona w słoiku od kawy i nie ruszała się.Zaśnij. . który przeszukał walizkę . zobaczy. W pewnej chwili Ŝmija zatrzymała się i spojrzała na Hindusa złymi. lecz niezawodny. Przez chwilę przyglądał się swojej zdobyczy. po czym wsuwał fajkę z powrotem do kieszeni marynarki. Harkishan Ram Lal otworzył pudełko śniadaniowe. I wtedy Ŝmija spełni rozkaz wielkiej Shakti. Nigdy nie odstępował od tego zwyczaju. gestem pełnym obrzydzenia. Znalazł się więc przy karuzeli. zabrał ją do toalety. a nie Ram Lal. Zdjął szklaną płytkę z nocnego stolika i ostroŜnie wsunął ją pomiędzy pokrywę pojemnika a jego niebezpieczną mieszkankę. chwyci Ŝmiję. Ram Lal podskoczy do niego. wyjął pudełko po cygarach i wsunął je do podręcznej torby.podręczna torba nie wzbudziła jego zainteresowania. Rano wsunie Ŝmiję do prawej kieszeni wiszącej na drzewie marynarki Camerona. a rano . na której wjeŜdŜał bagaŜ. Kiedy się odwracał. Poprzez szkło zobaczył Ŝmiję. wyjął zeń słoik. która miała go zawieźć na plac rozbiórki. ale nie znaleziono w niej nic do oclenia. Nikt nie zauwaŜył nic dziwnego w jego zachowaniu. Być moŜe ktoś będzie coś podejrzewać. ale na tym się to skończy. w momencie kiedy ukazały się na niej pierwsze walizki.przeniósł gada z pudełka do słoika. ale Ram nawet nie zwrócił na to uwagi. w którym to celu została przewieziona do Irlandii z drugiego niemal końca świata. pudełko od cygar umieścił w samym jej środku.

więc złoŜył marynarkę wpół i połoŜył ją sobie na kolanach. stęknął i ruszył w stronę marynarki. Zmusił się do przełknięcia kilku kęsów. Wreszcie Wielki Billie zmiął papier po sandwiczach i rzucił go do ognia. jak zapala fajkę. próbował zdobyć się na odwagę. jak Billie rzuca marynarkę na tylne siedzenie swego samochodu i odjeŜdŜa. Pełen grozy wpatrywał się w ognisko. obserwował ją zza półek z towarami.Powiedz mi . a zawieszony nad ogniem czajnik bulgotał.Oczywiście . W osiedlu Kilcooley. Dziura. Na rogu Woburn Walk stała budka telefoniczna. Po powrocie do swojego pokoju Ram Lal usiadł i zaczął się wpatrywać w nieruchomy wizerunek bogini sprawiedliwości. Hindus wstrzymał oddech. jeŜeli się nie mylę. Kątem oka widział.txt W przerwie obiadowej nie miał apetytu.którą uznał za panią Cameron weszła do supersamu Stewarta.Nie chciałem śmierci jego Ŝony i dzieci . połoŜony tuŜ przy Owenroe Gardens i naprzeciwko uliczki Woburn Walk. był coraz bardziej zdenerwowany. popykuje z prawdziwym zadowoleniem i powraca na swoje miejsce. Wstał i przeciągnął się. TuŜ przed zapadnięciem zmroku wyszła z domu kobieta z torbą na zakupy. Pod nią Ram Lal spędził godzinę. Serce biło mu mocno. Nikt nie zwrócił na to uwagi. przemówić do niej Strona 23 . Było bardzo gorąco. Ludzie dowcipkowali i przekomarzali się jak zwykle. mała dziurka w podszewce pokrzyŜowała mu plany. udając. To nie one mnie skrzywdziły. Był w szoku.zaprzeczył Ram Lal.powiedział do bogini. Przyłączył się do Tommy'ego Burnsa.Czy mieszka daleko stąd? -. Zaczął nabijać fajkę świeŜym tytoniem. Ŝe Ram Lal wpatruje się w niego.Co się tak gapisz? . Billie Cameron podszedł do marynarki i wsunął rękę w jej prawą kieszeń. . Chcesz mu złoŜyć wizytę? . Zdawało mu się. stojącego na przystanku autobusowym. .odpowiedział Ram Lal. pod szwem podszewki coś poruszyło się. Ram Lal takŜe powrócił na swoje miejsce. Dlaczego . niedaleko. ZauwaŜył.zwrócił się do niego . Ram Lal postarał się o miejsce w pobliŜu marynarki szefa. Resztę dnia przepracował w stanie przytłumionej świadomości. .Nic . Ram Lal zamknął oczy. Wieczorem poszedł do Kilcooley i znalazł blok o nazwie Ganaway Gardens. a Wielki Billie poŜerał przygotowane mu przez Ŝonę olbrzymie sandwicze. Ręka Camerona grzebała przez kilka sekund w kieszeni. Ŝe w marynarce jej ojca kryje się niebezpieczeństwo. dlaczego zrezygnowała ze swojego zamiaru? Obrócił się znowu i raz jeszcze spojrzał na marynarkę Camerona.Forsyth Opowiadania. W czasie powrotu cięŜarówką do Bangoru Wielki Billie Cameron siedział jak zwykle przy kierowcy. Poszedł za nią do centrum handlowego Clandeboye. Na samym jej skraju. stare. . Ŝeby ją zaczepić i powiedzieć.czy pan Cameron ma rodzinę? . jak Cameron kładzie woreczek z tytoniem z powrotem do kieszeni marynarki i wyciąga z niej pudełko zapałek. Ram Lal obrócił głowę i patrzał na niego. ale nie mógł spokojnie usiedzieć. instrumentem zemsty przywiezionym z Indii na jej rozkaz.odpowiedział Burns .ma Ŝonę i dwoje dzieci.pytał sam siebie . suche belki trzaskały i strzelały iskrami. Ale nie starczyło mu odwagi. nie . W pewnym momencie kilkunastoletnia dziewczynka wyszła z tego właśnie domu i przyłączyła się do grupy młodzieŜy. odwrócił twarz do ogniska. Odbiło mu się. . Później Ram Lal 40 widział. Kobieta . Ram poszedł za nią.zapytał wojowniczym tonem. To w Ganaway Gardens. które w sobotę zamykają bardzo późno ze względu na robotników otrzymujących tego dnia wypłatę. Ale bogini patrzyła daleko przed siebie i milczała.dlaczego wielka Shakti tak z nim postąpiła? śmija była przecieŜ jej narzędziem. po czym wydobyła z niej fajkę i woreczek. Ŝe zauwaŜył w jednym z okien Billie Camerona i zanotował sobie numer tego domu. Ŝe czeka na połączenia.Nie.Nie. wykonując przy tym pół obrotu. Resztę weekendu Harkishan Ram Lal spędził trapiony lękiem i niepokojem.No to do poniedziałku. Jednocześnie obserwował ten krótki zaułek. . Dlaczego zmieniła zamiar. Wstał. Przez chwilę korciło go. Towarzysze pracy siedzieli jak zwykle dokoła ogniska.

Ŝe jego obecność zwraca uwagę i zrozumiał. . sierpniowy dzień. Zobaczył go pracującego w ogródku za domem. Bobby? Mimo Ŝe Cameron był tyranem.AleŜ skąd .txt i uświadomić jej czyhające w domu niebezpieczeństwo. wyjmij z szafy moją marynarkę . Ale i tym razem zawiodły go nerwy.To coś jak jaszczurka. Po chwili dziewczyna wróciła do kuchni.Czy to gryzie? . i patrzył wyzywająco na świat. widział pokrytą ostrymi łuskami. . Właśnie kończył miskę płatków owsianych.zawołał ojciec. TuŜ po szóstej jego córka. wyłaniającą się ze swojej kryjówki w podszewce marynarki i ślizgającą się bezszelestnie po domu. Przerabialiśmy takie w zeszłym roku na biologii.odparł Bobby .Powieś ją na drzwiach . trzymając marynarkę ojca za kołnierz.To mi nie wygląda na robaka . . W niedzielę znów wałęsał się po osiedlu Kilcooley. MoŜe to zupełnie inna kobieta.Nie bądź durna.powiedział ojciec.No to dlaczego mówisz. . Chłopiec wpatrywał się w Ŝmiję przez grube okulary. . Jenny.powiedział Wielki Billie.zawyrokował. córka i Ŝona. Uznano by go za wariata.Idę się umyć .Co to jest.krzyknął Wielki Billie. Coś cienkiego i ciemnego wysunęło się z fałdów i niemal bezszelestnie pomknęło po pokrytej linoleum podłodze w kąt kuchni. W poniedziałek rano rodzina Cameronów zbudziła się kwadrans przed szóstą. O szóstej cała czwórka siedziała w małej kuchni na tyłach domku przy śniadaniu: syn. Ŝe to robak? . gdzie pozostawił ją na weekend. albo odejść i pozostawić ich los w rękach bogini. Jego marynarka wisiała w szafie w przedpokoju.Podnieś tę szmatę! Nikt z Cameronów nie ośmieliłby się opierać głowie rodziny. . który doskonale się uczył.Właściwie to nie robak . pełną jadu Ŝmiję. w którym mieszkała rodzina Wielkiego Billie. ale gładki.Forsyth Opowiadania. .Nie mam pojęcia. . wstała. . . . czy nie wiesz. po prostu go sparaliŜowała.To jest pewnie taki robak zwany padalcem .Na miłosierdzie boskie . odkładając łyŜkę na stół. ale marynarka nie miała wieszaka. . Dziewczyna wykonała polecenie.jest całkiem nieszkodliwy. Przywieźli je zza morza. Jenny przyglądała się gadowi z przeraŜeniem. ale bez nóg. i to zarówno w domu. Strona 24 .To po cholerę chodzisz do szkoły? . on nawet nie podniósł głowy.powiedziała z ustami pełnymi bułki z dŜemem. Źle spał tej nocy. . Ŝe mógłby stanąć twarzą w twarz z groźnym Ulsterczykiem i wyznać. podniosła marynarkę z podłogi i powiesiła ją staranniej na haku. kobieto. moŜe pomylił się co do numeru domu. Pani Cameron obróciła się od kuchenki. Zlokalizował ponad wszelką wątpliwość dom. . niklowy hak.Zanim to zrobisz. Po południu 41 zorientował się.toŜ to Ŝmija! . Czternastoletni Bobby przestał smarować grzankę masłem. Podała mu ją. Mały gad leŜał w kącie kuchni obok półek. tylko Wielki Billie w roboczym ubraniu.wyjaśnił Bobby.Tato. Ŝe w Irlandii nie ma Ŝmij? KaŜdy to wie . Ŝe musi albo podejść śmiało do frontowych drzwi Cameronów i przyznać się do wszystkiego. toteŜ marynarka po chwili zsunęła się z niego i spadła na podłogę. więc Jenny wróciła. respektował wiedzę syna. słoneczny. coś ty miał w marynarce? Dłoń Wielkiego Billie'ego zatrzymała się w połowie drogi do ust. Dowiadywał się od niego róŜnych ciekawych rzeczy.zawołała pani Cameron .zirytował się jego ojciec. . zardzewiały gwóźdź. Był piękny. zwinięty w kłębek.Jenny! . na jak straszne niebezpieczeństwo wystawił jego dzieci. jak poza 42 nim.spytała z lękiem pani Cameron. a w drzwiach sterczał nie zwykły. Ale sama myśl o tym. Powrócił więc na Railway View Street. wszyscy w szlafrokach. Dali je nam do robienia sekcji. w którym spała nie podejrzewająca niczego rodzina Cameronów. .rozkazał. szybko migając rozedrganym języczkiem.

zawiesił ją na ramię obok pudełka ze śniadaniem.zapowiedział jej mąŜ.zauwaŜył Bobby.Mamy w naszej grupie czarnucha. gdy trzęsąc się w cięŜarówce jechali na południe od Newtownards i Comber.txt . Nagle opuścił go błyskawicznym ruchem. Jedynie Ram Lal pracował w pełnej nieświadomości tego. Ram Lal odrzucił je od siebie z całej siły. . Podchodził juŜ boso do Ŝmii. zdjął nocny pantofel i chwycił go jak packę na muchy. Ale on tego nawet nie zauwaŜył.zaŜądał Cameron. W czasie przerwy obiadowej panowało wśród ludzi takie napięcie. 43 Powoli opuszczał trzymany nad Ŝmiją słoik. Robotnicy siedzieli dokoła ogniska niby to jak zwykle.Głupi jesteś! Całe te twoje szkolne mądrości są do kitu.zainteresował się Bobby. czy nie . a wraz z nim ryk śmiechu robotników. Wsunął słoik do torby. Wrzask Hindusa rozległ się po całej polanie. Pani Cameron westchnęła.Nie znoszę gadów. .stwierdził Bobby. . jeŜeli wyniesiesz to z domu.. Pochodzi z kraju.Zabij to paskudztwo i wrzuć do śmietnika .One wcale nie są brudne . Ŝe padalec jest nieszkodliwy.Nie chcę dotykać tego paskudztwa. Zwinięta między kanapką a jabłkiem leŜała Ŝmija z uniesioną głową. wsunął fajkę do prawej kieszeni marynarki i poszedł do samochodu. Ŝe coś się szykuje. Bobby wstał od stołu. Bobby. kiedy ojciec zatrzymał go. Ale nic nie wywołało w nim niepokoju. a proch Ŝreć będziesz po wszystkie dni Ŝywota twego. ominęła Ŝmiję i otworzyła spiŜarnię.powiedziała pani Cameron. Mam pomysł. i na pewno jeszcze coś więcej niŜ proch. ale ich rozmowa była sztuczna. Czy nie stoi w Biblii: "Na brzuchu twoim czołgać się będziesz. . Zrobię mu kawał. .zapytała pani Cameron. bo widok Ŝmii zasłaniała mu własna dłoń.Co chcesz zrobić.Forsyth Opowiadania. . gotowa do ataku. .Będę ci wdzięczna.Mam tu słoik z zielonym groszkiem. .To bardzo czyste stworzenia.Poczekaj chwileczkę. Zajechał na stację spóźniony o pięć minut i ze zdziwieniem zauwaŜył wpatrzone w siebie intensywnie oczy hinduskiego studenta. myślał Billie. . ale Ŝmija była szybsza. Zwijała się w spazmach wściekłości. . . Nie dotknę go ręką! Jenny podała ojcu kuchenną rękawicę. w którym jest wiele Ŝmij. tato? . Poganin. .I tak jestem juŜ spóźniony. kto zdradziłby go przed "czarnuchem". . Cameronowie przyglądali jej się przez szkło.Nie wiem jaki! Po prostu zakręcany słoik.Zaraz to zrobię .nakazał Cameron senior.PrzełóŜ groszek i dawaj go . Wielki Billie spojrzał znad talerza na syna i uśmiechnął się. Wielki Billie stanął nad Ŝmiją z otwartym słoikiem w lewej ręce. co się miało stać. Obejrzała zapas słoików. Ŝe nie jest jasnowidzem. Po chwili Ŝmija znalazła się w słoiku pod mocno zakręconą pokrywką. dawaj słoik. Mam nadzieję. Zabawię się. . i uwaŜali pomysł Billie'ego za kawał i dobry Ŝart." Tak. Jego zawartość rozleciała się na wszystkie strony i wylądowała w wysokiej trawie i otaczających ognisko zaroślach..Po co ci rękawica? . iŜ powinien się był domyślić. z pewnością zauwaŜyłby uśmieszki i spojrzenia rzucane w jego kierunku. Podaj mi kuchenną rękawicę. Jednocześnie pudełko śniadaniowe wyleciało wysoko w powietrze. czy są jadowite.Padalec cię nie ugryzie. Kobieto.Jaki słoik? . Przed południem Wielki Billie wtajemniczył wszystkich robotników w swoje zamiary i zagroził pobiciem kaŜdemu. Ale któŜ by to zrobił! Wszyscy byli pewni. Poza tym był pochłonięty własnymi myślami i troskami. Ścisnął pudełko śniadaniowe kolanami i otworzył je. Prawą zabezpieczała rękawica. Jenny. Strona 25 . . . Jej pełne jadu zęby wbiły się w wyściółkę rękawicy nad samym środkiem dłoni Camerona. i gdyby Ram nie był tak zamyślony. .

.Uciekajcie! Ona zabija! Zawtórował mu jeszcze głośniejszy śmiech. Jego towarzysze 44 pokładali się ze śmiechu. Siedział przez chwilę pod drzewem. dobrze zbudowanym i bardzo silnym. Uznano.wrzeszczał Ram Lal. co się dzieje z szefem. Od niepamiętnych czasów nie był w tak dobrym humorze.Ram . Wykonał ją okręgowy patolog w miejskiej kostnicy.Odpocznę sobie w cieniu. ale Patterson zrozumiał. PoniewaŜ okoliczności zgonu nie były jasne.Zadzwonię po pogotowie i zawiadomię McQueena.To ty nic nie wiesz? W Irlandii nie ma Ŝmij. śart się skończył. W pół godziny później zjawił się tam silnie zdenerwowany McQueen. śadne z nich nie miało związku z przyczyną zgonu. Harkishan Ram Lal usiadł.Niedobrze się czuję . Jadł lewą ręką. Wkrótce wszyscy powrócili do pracy.powiedział do stojącego obok niego Pattersona. zakurzone. Oblizał niewielkie spuchnięcie na dłoni i znów zabrał się do roboty. Raport nie zawierał niczego szczególnego. głodni robotnicy zabrali się do jedzenia. głównie na ramionach i dłoniach. To było we wtorek. jadowita Ŝmija! .zaczkał. Ludzie nie mogli się opanować. wierzcie mi. . Billie otarł sobie policzki.Ty ciemny czarnuchu . . w którego cieniu leŜał szef. Najwięcej uciechy miał Wielki Billie. więc odchylił się do tyłu. dostał konwulsji i przewrócił się na bok.Nie moŜe mówić! Robotnicy podeszli do drzewa.Wielki Billie zachorował . Po pięciu minutach wyprostował się ponownie. wciąŜ obejmując rękami obolałą głowę. . Co o tym powiesz? 45 Ram Lal wiedział. . dokąd przetransportowano ciało.zawołał. w którym był akurat ostry dyŜur. a góry gruzu i poukładanego drewna sterczały wysoko.Szybkim krokiem ruszył w stronę szosy. Pracował od wielu lat i widział niejeden śmiertelny wypadek.txt WciąŜ krzycząc. . Rozumiesz? Nie ma! Plecy rozbolały go od śmiechu.rozkazał obejmując komendę.Zostańcie tu . rozgrzane sierpniowym słońcem. O pół do czwartej Wielki Billie Cameron przerwał na chwilę. Nic nie powiedział. Kwadrans po czwartej. . . Jego martwe oczy wpatrzone były tępo w trawę. Siedział naprzeciwko Rama Lala. . Podszedł do niego i zawołał Pattersona. Zmarły był męŜczyzną w wieku czterdziestu jeden lat. Po takim raporcie koroner normalnie nie zarządziłby rozprawy Strona 26 . Zabrano go do Głównego Szpitala w Newtownards. Karetka zjawiła się po upływie pół godziny. . Rozglądał się dokoła bacznie niepewnym wzrokiem. Ŝe badanie Wielkiego Billie nic nie da. Dwóch robotników połoŜyło Camerona na nosze. co wynikało z rodzaju jego pracy. Na jego ciele zauwaŜono liczne zadrapania i kilka ranek. Tego samego wieczoru raport patologa został przesłany koronerowi do Belfastu.Ty jesteś medyk. Oparł się o kilof i otarł czoło ręką. Reakcja ofiary kawału przeszła ich najśmielsze oczekiwania. Ŝe Cameron był martwy w chwili przybycia do szpitala.krzyknął. o co chodzi. jakby od cierni.Błagam was. Po chwili wstał z kolan. zdecydowano się na sekcję zwłok. Po posiłku starał się trzymać z daleka od wysokiej trawy. którą był ponad wszelką wątpliwość gwałtowny wylew krwi do mózgu. W pogotowiu trzymał kubek z gorącą herbatą. Nie zauwaŜył potem dwóch małych. To jadowita Ŝmija! Twarz Wielkiego Billie była mokra od łez ze śmiechu. . Stara gorzelnia była juŜ prawie całkiem rozebrana. Ram Lal zerwał się na nogi. który stał i wodził dokoła dzikim wzrokiem. Patterson nachylił się nad nim. wpierając ręce w porośniętą trawą ziemię.Forsyth Opowiadania.To Ŝmija. . jednak go zbadał. po czym ukrył głowę w rękach. Tommy Burns zorientował się dopiero po kilku minutach. draśnięć tuŜ nad przegubem własnej Ŝylastej prawej dłoni. Prawdopodobnie skutek nadmiernego wysiłku w czasie wielkiego upału. . .

moŜe się zgłosić w piątek. do którego wciągane są wszystkie. 47 . ani gorsze od naszego zwyczaju brania udziału w pogrzebie . dalszych świadków nie wezwano. Urząd Skarbowy będzie mi teraz patrzył na ręce. ale muszę potrącić wam pewne sumy na zaległe podatki. Przynajmniej w pewnych przypadkach. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem. Sąd wyraŜa swoje ubolewanie Ŝonie i dzieciom zmarłego i uznaje. a poniewaŜ wszystko zdawało się jasne.zamyślił się kierowca i zabrał się do czytania gazety. kazał kierowcy zaczekać na drodze. Jutro pogrzeb. do którego przywiozłem cię tu ze wzgórz RadŜputanu. Harkishan Ram Lal nie wziął udziału w pogrzebie. Harkishan Ram Lal doszedł traktem do polany i stanął w miejscu. bez towarzysza. Ŝeby zarządził rozprawę sądową. Zaraz potem powrócił do pracy kilofem i łopatą. paramilitarnego związku protestantów.Forsyth Opowiadania. Kto chce dalej u mnie pracować.Chce pan uczcić jego pamięć w miejscu śmierci? . poniewaŜ powołano na nią przedstawicieli urzędu skarbowego.W pewnym sensie tak . zasiedli współtowarzysze pracy zmarłego. bo wszystko umiera. Palące słońce dokonało reszty. chłopaki. nawet najbardziej na pozór normalne zgony. trzeba powołać świadków na tę okoliczność. jadowita Ŝmijo. Patolog określił to bardziej naukowo jako wylew krwi do mózgu. obok pani Cameron. Praca jest nadal aktualna. jaki zmarły zrobił hinduskiemu studentowi. PoniewaŜ w Irlandii nie ma Ŝmij. Do złoŜenia zeznań wezwano jedynie Pattersona.O. Ŝe doprowadził się niemal do stanu apopleksji.Chcę być lojalny wobec was. Ale miałaś potem umrzeć. czy słyszysz mnie? Wykonałaś zadanie. Raport patologa nie budzi Ŝadnych wątpliwości. morderczyni? A więc uwaŜaj! PoŜyjesz jeszcze jakiś czas.Takie są zwyczaje pańskiego narodu? . Opowiedział na Ŝądanie koronera o wydarzeniach poniedziałkowych. . z którym mogłabyś mieć małe. Ŝe pan Cameron śmiał się tak gwałtownie. . . Wykrył to komputer w Lurgan. Pokryta ostrą łuską Ŝmija nie słyszała go.txt sądowej i wystawiłby dla urzędu stanu cywilnego w Bangorze świadectwo zgonu z przyczyn naturalnych.MoŜna tak powiedzieć. Ŝe zgon Williama Camerona nastąpił z przyczyn naturalnych. Usiedli w ostatnim rzędzie. Ale umrzesz sama. a jeŜeli nawet słyszała. daję wam wolny dzień. o której Ram Lal nie wiedział. . . skrajnie prawicowego.To nie jest ani lepsze.zawołał do niewidocznej Ŝmii.odparł Ram Lal. na którym robotnicy zazwyczaj rozpalali ognisko. Zjawili 46 się równieŜ dwaj milczący panowie. W Ulsterze nie wystarczy stwierdzić.zapytał Hindusa. powodując pęknięcie naczynia w mózgu. Stamtąd z kolei zatelefonowano do koronera w Belfaście. W związku z tym zatelefonowano z Lurgan do centrali Królewskiej Policji w Castlereagh. Kierowca pochodził z Bangoru i słyszał o śmierci Camerona. ale potem umrzesz. Wielki Billie Cameron był aktywnym członkiem rady podziemnej organizacji Ochotników Ulsteru. zabiłbym cię i wrzuciłbym twoje ścierwo do rzeki. Na ławach frontowych. a sam ruszył wąskim traktem. Rama Lala oczywiście takŜe nie. Strona 27 . Ŝe śmierć jest przypadkowa. . Sprawiło to duŜe kłopoty McQueenowi. Na wielkim trawniku przed ratuszem Bangoru McQueen rozmawiał ze swoimi robotnikami. naleŜący do skrajnego skrzydła lojalistycznej organizacji Ochotników Ulsteru. Rozejrzał się po wysokich trawach i krzakach jałowca porastających piaszczystą ziemię. Koroner odczytał na głos raport patologa i po podsumowaniu przewodu wydał wyrok. Rozprawa odbyła się na ratuszu w Bangorze we środę.Visha serp . Ale była pewna okoliczność. Wydaje się. Czy słyszysz mnie. Usłyszeliśmy od pana Pattersona o przebiegu wydarzeń w czasie przerwy obiadowej i o raczej niemądrym kawale. W tym samym czasie pojechał taksówką do Comber.

. na którą składa się dobre pół tuzina grup etnicznych wyznających cztery religie. Głęboko zaszyta w ciepłym piasku tuŜ pod stopami Rama Lala zajęta była czynnością. który otrzymał tygodniowy płatny urlop i wycieczkę na koszt firmy jako "najlepiej zapowiadający się nowy urzędnik". . którego państwo Murgatroyd poznali zaledwie dwanaście godzin temu na lotnisku Heathrow i którego naturalną wesołość gasił powoli zły humor pani Murgatroyd. Znał dobrze angielski.I jest jeszcze coś. Rozczulała się nad sobą. Na stopniach małych domków siedzieli Hindusi. potem na szosę prowadzącą do Mahebourga. oburzała na świat. Kierowca Kreol. Pod koszulą był goły.. Łuski rozstąpiły się i ze steku jedna po drugiej wychodziły na świat Ŝmijki. bez przerwy zrzędziła. Kierowca odrzucił głowę w tył i roześmiał się. Pochyliła się do przodu i trąciła kierowcę w ramię. starej. kaŜda długości cala. Pani Murgatroyd zawsze twierdziła. zraŜony zrzędzeniem siedzącej z tyłu pasaŜerki. które przewaŜnie nie były ani bogate. francuskiej stolicy wyspy. lewą pozdrowił przejeŜdŜającą taksówkę. cudem unikając śmierci. Ŝe jest jeszcze coś. którą podyktowała jej natura. kiedy nie było do tego najmniejszych powodów.Czysta robota przestudiował dwa grube przewodniki po Mauritiusie i zapoznał się dokładnie z mapą wyspy. Jako Ŝe miał prawą rękę zajętą.Forsyth Opowiadania. CESARZ . Z ust jej buchała fontanna słów.zapytała. Ŝeby pojechać do hotelu. Pani Murgatroyd przechodziła przez Ŝycie przy akompaniamencie nieustannych komentarzy i narzekań nawet wtedy. Hinduskie świątynie i chińskie pagody stały tuŜ koło katolickich kaplic. Murgatroyd był zafascynowany wszystkimi tymi widokami. cały w uśmiechach. Przed wyjazdem 49 4. Chińczycy. Strona 28 . PrzejeŜdŜali przez róŜne wioski. Mały tamilski chłopiec w samej tylko koszuli wyłonił się zza chaty. ale juŜ samodzielny pracownik głównego oddziału banku. Murzyni i kreolscy Metysi. teraz zamilkł. a ciało drgało w odwiecznym rytmie. Murgatroyd wiedział juŜ z ksiąŜek. Cztery chude kury wyfrunęły niemal spod kół taksówki. uderzała go zwłaszcza harmonia. zobaczył.powiedziała.. Potem odwrócił się. Zamierzał w pełni wykorzystać tygodniowy pobyt na tropikalnej wyspie. Murgatroyd teŜ pomachał im ręką. Pracował w dziale zagranicznym. stanął na poboczu i zaczął siusiać. Było ich dwanaście. mimo Ŝe jego językiem był francuski z domieszką kreolskiego. w jakiej zdawali się Ŝyć ci ludzie. Ŝe ludność wyspy jest mieszanką rasową. kaŜda tuŜ po urodzeniu równie jadowita jak jej rodzice. ale ich mieszkańcy uśmiechali się do nich i machali rękami na znak pozdrowienia. Higgins. Samochód zwolnił na zakręcie.Dlaczego nie idzie do toalety? . gdy wsiadali kilka minut wcześniej do jego taksówki. w którym Francuzi próbowali się bronić przed brytyjską flotą w 1810 roku. Ŝe pozostały na drodze i wydziobują z kurzu niewidzialne insekty. . Edna Murgatroyd gadała bez przerwy. ani czyste. Pani Murgatroyd Ŝachnęła się. Krótko mówiąc.txt nie dała Ŝadnego znaku. Mijali plantacje i niewielkie wioski. a kiedy Murgatroyd obejrzał się za siebie. Był to pełen temperamentu młody człowiek. Siedzący obok niej w taksówce mąŜ powstrzymał się od westchnienia. Widać współŜyli ze sobą doskonale. Murgatroyd patrzył przez okno samochodu na lotnisko Plaisance. KaŜda w przejrzystej błonie. na ruiny fortu. Wyspa Mauritius była kiedyś kolonią brytyjską i to przez sto pięćdziesiąt lat. Nigdy jeszcze nie zetknął się z podobnym zjawiskiem. Ogon Ŝmii był wypręŜony. Obok kierowcy siedział młody.To wstrętne . swoją pierwszą w Ŝyciu egzotyczną podróŜ.powiedziała pani Murgatroyd. Z ust jej płynęła nie kończąca się litania niezadowolenia. Przy nasadzie ogona Ŝmii znajdują się dwie łuski zakrywające jej stek.

tak czyste. .a moje nazwisko Higgins.Państwo Murgatroyd . Po chwili taksówka znowu wjechała między plantacje trzciny cukrowej. Po lewej stronie hallu znajdowała się recepcja. Hall kończył się kolumnadą. Wysoki główny hall zbudowany 51 był z ciosanego kamienia.Pas de toilette. nie gotówką.zdziwiła się pani Murgatroyd. sklepionym wejściem hotelu St.Hotel . 50 . . To pociągnięcie zwróciło na niego uwagę centrali i ktoś zaproponował utworzenie nagrody za nowatorskie inicjatywy w prowincjonalnych oddziałach banku i dla wyróŜniających się urzędników.Patrzcie państwo . panował tu stale orzeźwiający przewiew. Higgins wystąpił naprzód.uśmiechnął się Murgatroyd.odparła pani Murgatroyd rozdraŜnionym głosem. Ŝe widać było pęki krasnorostów rosnące na dnie na głębokości siedmiu metrów.Nie wytrzymałabym juŜ dłuŜej jazdy przez to śmietnisko. i pan Murgatroyd w ciemnoszarym garniturze. podobnie jak członkom kierownictwa.txt Ŝeby odpowiedzieć. . .powiedział Higgins . sugerując . Geran i dwaj portierzy podbiegli do samochodu. obsadzone palmami. Był nią tygodniowy pobyt na wyspie Mauritius na koszt banku.zauwaŜył.Co to znaczy? .oczywiście w poprzednim wcieleniu połowę pariasów Indii. Wszyscy troje przeszli pod arkadami hotelu i znaleźli się w chłodnym i przewiewnym hallu. połyskiwał teraz aŜ po horyzont Ocean Indyjski. . Urzędnik zajrzał do rejestru.oświadczył. Samochód minął dwa zakręty nie kierowany przez nikogo.Dix minutes. . Po obu stronach ciągnęły się wypielęgnowane trawniki.Dzięki Bogu . . mieniąc się błękitem w porannym słońcu.Forsyth Opowiadania. . O jakiś kilometr od brzegu widniała biała linia raf. Portierzy nieśli za nimi bagaŜe. Pani Murgatroyd w nieco wygniecionej kwiecistej sukni szła przodem. Pani Murgatroyd wysiadła pierwsza. Kierowca wyciągnął rękę. Przed sześcioma miesiącami otwarto tam fabrykę i Murgatroyd wpadł na pomysł: porozumiał się z dyrekcją zakładu i związkiem zawodowym. Wjechali na hotelowy podjazd.powiedział. . Po lewej stronie hallu kamienne schody prowadziły do Strona 29 . którego był dyrektorem. . Ŝe tutaj robi się to na drodze . Ŝe nie lubił tego podmiejskiego osiedla Londynu.oto i morze! Po prawej stronie. zgadza się .Ŝeby uniknąć ryzyka napadów rabunkowych . Trochę się zdziwił. Pani Murgatroyd pociągnęła nosem z obrzydzenia. po czym oddział jego banku wzbogacił się o kilkaset nowo otwartych rachunków. Higgins odwrócił głowę i uśmiechnął się. madame .Chyba to. Słychać było plusk i wesołe okrzyki zgromadzonych tam gości. o które załamywały się jasnozielone wody spokojnej laguny. gdzie stał uśmiechnięty hinduski urzędnik.wyjaśnił jej Higgins. w blasku tropikalnego słońca lśniła woda basenu. jakby miała do osobistej dyspozycji . gdzie znajdował się oddział banku. Ciemne drewniane belki przecinały sufit. daleko . U wylotu. lecz czekami.wypłacanie robotnikom ich zarobków. Pierwsza z nagród przypadła w udziale Murgatroydowi.spędzali zwykle wakacje u jej siostry w Bognor zaczęła natychmiast łajać portierów. jeszcze przed chwilą niewidoczny z urwiska.Tak. Ŝeby wziąć walizki z kufra i bagaŜnika na dachu.Ponder's End wydaje się bardzo daleko . . Taksówka zatrzymała się przed wielkim.Och. Murgatroyd rozejrzał się dokoła. Za nią podąŜali Higgins w schludnym kremowym tropikalnym ubraniu. Mimo Ŝe tylko dwa razy w Ŝyciu wyjeŜdŜała na wschód od ujścia Tamizy .powiedział. Po niemal godzinnej jeździe dotarli do rybackiej wioski o pięknej nazwie Trou d'Eau Douce. tak.oznajmił . zachowując się tak. Ŝe większość robotników głosowała za tą propozycją. Nie oznaczało to. pod gołym niebem.

. . Z centrali.Higgins. Australijczyk łyknął piwa z puszki i czknął. Cienkie uda w drelichowych szortach. wychodził z morza.Forsyth Opowiadania. Z biura recepcyjnego wyszedł młody jasnowłosy Anglik w nieskazitelnej koszuli i jasnych spodniach. Murgatroyd wyszedł na balkon i rozejrzał się z zadowoleniem.odrzekł dyrektor banku. Zatrzymał się kilka metrów przed Murgatroydem i popatrzył na niego.Roger Murgatroyd. Myślał.Zaraz zajmiemy się sprawą pokojów. O jakieś pięćset metrów dalej sterczały białe rafy. Chwycił Australijczyka za łokieć i zaprowadził go w głąb hallu. Strona 30 . gdzie stykały się z piaskiem.Państwo Murgatroyd.mówił . Dwoje małych ciemnoskórych dzieci o czarnych włosach i oczach obryzgiwało się wodą. . .Murgatroyd z Midland Banku i Higgins z centrali.. .odezwał się z wyraźnym akcentem australijskim.Nazywam się Paul Jones. ale stanowczemu dyrek52 torowi hotelu.To go bynajmniej nie tłumaczy .był pijany. Australijczyk uśmiechnął się wesoło. chwytał wiatr w Ŝagiel i bez Ŝadnego wysiłku przecinał powierzchnię wody. . białego piasku.Przyjechał z Perth.E.niech pan wróci do baru. to w drugą stronę. tak .Ten człowiek .przedstawił się młody męŜczyzna. Państwo pozwolą. a ja zajmę się rozlokowaniem moich gości. dobrze. . Mrugnął kilka razy. .Higgins .powiedział. . Kiedy juŜ znikał w drzwiach baru. . Stojąc na wąskiej desce przechylał się to w jedną.stwierdziła pani Murgatroyd lodowatym potępiającym tonem . Z głębi hallu wynurzyła się chuda postać.Jak się pan nazywa? .powiedział. Foster pozwolił się prowadzić łagodnemu.zapytał. . Człowiek ten był chudy jak szczapa i bosy. pomachał przyjaźnie ręką w kierunku recepcji. .Nazywa się Harry Foster-wyjaśnił Jones.txt górnych pokojów. .zapytał. . .Dzień dobry .powiedział Jones. KtóŜ to jest? .Witam państwa serdecznie . . w dali mieniła się błękitem. kochanie . kołysząc się na wietrze. łagodnie zalewały brzeg plaŜy. Jakiś facet w średnim wieku. Murgatroyd! . na który palmy rzucały smugi cieni. ale miał szeroki uśmiech na twarzy i trzymał puszkę piwa w ręku.To mi się podoba .Dobrze juŜ. Stały przy brzegu na płyciźnie.Halo. Murgatroyd był zaskoczony. Opalony na mahoń młodzieniec o spłowiałych blond włosach zajmował się surfingiem sto metrów od brzegu. o wielkim brzuchu. Fale błękitnej laguny jaśniejsze tam. Do parterowych apartamentów schodziło się pod sklepioną arkadą.zawołał.powiedział.On jest na wakacjach. Murgatroyd nie zrozumiał go.Z Perth w Australii.Z Midland Banku .rzekł. Australijczyk zastanowił się nad tą informacją i skinął głową. panie Foster .. gdzie pracuje. nowi goście? .A to kto? . Około tuzina pokrytych słomą słupków zapewniało mocniejszą osłonę brzegu. Ŝe zaprowadzę ich do pokojów.Brawo. Ŝe chodzi o to. . jakby chciał skoncentrować wzrok.A skąd pan jest? . . .powiedziała pani Murgatroyd. W głębi woda była zielona. .Murgatroyd .Wcale nie mówi jak Szkot . Paul Jones powrócił.powiedział Murgatroyd. Przed balkonem ciągnął się trawnik okolony pierścieniem błyszczącego. . jestem dyrektorem hotelu..zapytał bezceremonialnie Australijczyk.oświadczyła jego Ŝona. . a na twarzy maskę ze snorkelem.. wydając dzikie okrzyki. . Paul Jones wyszedł zza kontuaru recepcji. . Miał na nogach płetwy. . luźna plaŜowa koszula w kwiatki. Pokój miał dwa łóŜka i znajdował się na pierwszym piętrze.

UwaŜał się za kogoś w rodzaju playboya.Nonsens . Ŝe te drapieŜniki nie mogą przeskoczyć przez rafy i Ŝe laguna jest bezpieczna jak basen pływacki. toteŜ widywali go rzadko. co się tam ^dzieje. narzekającą na powolność słuŜby przynoszącej śniadanie w rzeczywistości bardzo szybkiej . który widział kiedyś na głowie Hemingwaya. Spędzał w ciepłej wodzie godzinę. Wstawał. Australijczyków 54 i Anglików. który asymilował się w szybkim tempie. O siódmej opuszczał Ednę Murgatroyd wyciągniętą w łóŜku. Murgatroyd zastanawiał się często. podobny do tego. którzy stanowili główną część klienteli hotelu. Po kolacji szedł do kasyna gry albo do dyskoteki. Higgins bardzo szybko zaprzyjaźnił się z grupą młodych Anglików. z włosami nawiniętymi na wałki. na tarasie przy pływalni i. Około dziesiątej przyłączała się do niego pani Murgatroyd. jak słońce wyłania się z Oceanu Indyjskiego daleko za linią raf i ciemną. Raz wypłynął na odległość chyba dwustu metrów. ToteŜ wśród Południowoafrykańczyków. Na szczęście Ŝona nie była świadkiem tego wyczynu. 53 W ciągu dwóch dni Murgatroyd dostosował się do wakacyjnego trybu Ŝycia w tropikach na tyle. na ile mógł. Murgatroyd z Midland Banku stał się postacią humorystyczną.i schodził na plaŜę. Gdy zjawiał się na tarasie w długich szortach i płóciennych pantoflach. . jakoś uniknął etykietki "urzędnika z centrali". Ŝe laguna roi się od rekinów i barrakud i nikt nie był w stanie przekonać jej.zaproponował Murgatroyd Ŝonie. Ŝeby popływać. by przed obiadem wypić zimnego drinka. PrzecieŜ na razie potrzebne są nam tylko kostiumy kąpielowe.Zostawmy to. Murgatroyd trzymał się swoich sięgających kolan drelichowych szortów i koszuli tenisowej.Jezu Chryste! . śyła w przekonaniu. . Strona 31 . pójdziemy popływać . O tej porze większość męŜczyzn miała na sobie spodenki kąpielowe i koszule plaŜowe. . spokojną wodą rozbłyskującą nagle jak gdyby kawałkami rozbitego szkła. mango i papają zamiast jaj na bekonie.odpowiedziała mu pani Murgatroyd. które przywiózł z Anglii. ale szło mu coraz lepiej. siadać na balkonie i obserwować. mimo Ŝe figurowały w karcie. jak inni pensjonariusze. kazał sobie podawać płatki kukurydziane z melonem. Nie masz pojęcia. Jej trwałą ondulację chronił plisowany czepek kąpielowy.Forsyth Opowiadania. ale mógł zamiast patrzeć przez okno na mokre chodniki.Będziemy wcześniej gotowi. . siadała na plaŜy pod słomianym dachem i zaczynała całodzienną litanię. zadziwiając samego siebie własną odwagą. mimo Ŝe bardzo rzadko wystawiała się na słońce. pod bawełnianymi bluzeczkami albo szlafroczkami. a na kolację przychodził w pastelowych spodniach i koszulach typu safari z kieszeniami i naramiennikami. Natomiast Murgatroyd zdobył sobie pewną niepoŜądaną i wątpliwą popularność. jak zwykle zresztą. witano go nieco ironicznym uśmiechem i wesołym pozdrowieniem: "Dzień dobry. oczywiście na fotografii. Murgatroyd!" Trzeciego dnia Murgatroyd wyszedł z wody po porannej kąpieli. a to posmarowania jej olejkiem. bardzo wcześnie.krzyknął do kobiety siedzącej w cieniu palmy. Nie był dobrym pływakiem. . Harry Foster nie był niestety wstrzemięźliwy w swoich dowcipach. aby zjeść śniadanie. Ŝądając a to chłodzących napoi. Kupił sobie w sklepie hotelowym słomkowy kapelusz o szerokim rondzie. On takŜe spędzał większość dnia w spodenkach kąpielowych i koszuli. jeśli mi pomoŜesz rozpakować rzeczy. Zaczął jadać śniadanie na dole. Od czasu do czasu zanurzała swoje róŜowe ciało w basenie hotelowym. Chcesz wyglądać jak tubylec? Tu masz szorty i koszulę.txt . okalającym bar połoŜony na cienistej wysepce.Nie pozwolę ci pójść do jadalni w stroju kąpielowym.Chodź. ile tu ryb! Grupa męŜczyzn i kobiet otulonych w sarongi udawała się do baru. Powoli przepływała kilka metrów i wychodziła z wody. Higgins. a kobiety dwuczęściowe kostiumy kąpielowe.

Minęło dziesięć minut i Murgatroyd spojrzał na swoją lepszą połowę. Spod kąpielowych spodenek z materiału w kratkę wystawały mu cienkie jak tyki owłosione nogi.usłyszał za sobą głos Ŝony. . wydatne kości policzkowe i połyskujące czarne włosy. Murgatroyd spojrzał na swoje ciało. która właśnie nadeszła. Uśmiechała się do obcego człowieka. . wsiądzie do samolotu i juŜ tu nie wróci. które opadały lokami na plecy.Ladaco . Ŝeby zobaczyć. Ale zęby własne. Zatoczył nowe koło. Miała szeroko rozstawione ciemne oczy. Ŝe nie został jej przedstawiony. który sądził. Czuł swoje pięćdziesiąt lat. Lata spędzone przy biurku spłaszczyły mu pośladki. Ciągnęła za sobą linę. a jej białe zęby zabłysły w promieniu porannego słońca. zwiotczałe mięśnie piersi. Ŝe jest sam pod daszkiem. Murgatroyd obserwował jej rozkołysane biodra. Ŝe dziewczyna jest Kreolką. Murgatroyd zazdrośnie przyglądał się młodemu człowiekowi. okularów zaś uŜywał tylko do czytania . czy dziewczyna nosi coś pod spodem. Będzie pracował w Ponder's 55 End przez następne dziesięć lat. naleŜało równieŜ zimą chodzić na kwarcówkę i nie dopuszczać.txt połoŜył się pod słomianym daszkiem. Kiedy obrócił się z powrotem ku morzu. upał dawał się we znaki. Murgatroyd zdjął słoneczne okulary i takŜe się uśmiechnął. Strona 32 . Zazdrościł ludziom. Murgatroyd zastanawiał się. . Szła boso. ale nie potrafił się od tego powstrzymać. I ona przyglądała się oddalającej się dziewczynie. Ale jak to robić w Bognor? Przez ostatnie trzy lata w czasie jego wakacji lało. Brzuszek miał zaokrąglony. Rozejrzał się i zobaczył idącą po plaŜy młodą dziewczynę. A w takim razie jej uśmiech był spontaniczny. Motorówka przyśpieszyła. Wydawał się wyrzeźbiony z dębu. komu dziewczyna śle swój uśmiech. Spięty na lewym ramieniu krótki. Od strony morza usłyszał huk i zobaczył małą motorówkę. mimo Ŝe latem niemal wszystkie popołudnia spędzał w klubie tenisowym. był niski. ale w pobliŜu nie było nikogo.Dzień dobry! .przewaŜnie raportów z posiedzeń spółki i rachunków bankowych. a wtedy wyrosła za nim wielka fontanna piany. Ŝeby skóra stała się biała jak marmur. które mimo wszystkich środków zapobiegawczych i licznych ostrzeŜeń Ŝony nabrało ponętnego koloru ugotowanego homara. tuŜ przed oczyma Murgatroyda. Ŝe aby to uzyskać. Grzeczność nie pozwalała mu przyglądać się jej zbyt ostentacyjnie. oparł plecami o palik i zaczął zastanawiać się nad sobą. jędrne piersi i wąską talię. Sternik skręcił silnie kierownicą. silnymi nogami przecinał sunącą za motorówką smugę fali. wesoły uśmiech. .Forsyth Opowiadania. obróciła się i rzuciła komuś szeroki. biały bawełniany sarong ze szkarłatnym wzorem na brzegu ledwo zakrywał jej biodra. Słońce stało juŜ dość wysoko i mimo Ŝe było dopiero wpół do dziesiątej. Rozejrzał się więc dokoła. którzy w krótkim czasie opalali się na brąz. Pojedzie na lotnisko. tęgi i bez kondycji. narciarz zatoczył wielki łuk zbliŜając się do skraju plaŜy. Zaskoczyło to Murgatroyda. która właśnie nabierała rozpędu. Lina napręŜyła się w pewnej chwili i z wody wynurzył się opalony na ciemny brąz młody gość hotelowy jadący na narcie wodnej. na której końcu widać było wystającą z wody głowę. Kiedy zbliŜyła się do niego.odpowiedziała dziewczyna i poszła dalej. Był pewien. jej ciemne włosy. Mięśnie miał napięte. Murgatroyd zorientował się. Pod wpływem podmuchu wiatru biały sarong przylgnął na chwilę do jej ciała. napisanym przez popularną autorkę. dziewczyna uśmiechnęła się ponownie.Bonjour m'sieu . Była całkowicie pogrąŜona w romansie historycznym. a w najlepszym razie było pochmurno.mruknęła usadawiając się w cieniu. uwydatniając małe.Radzę ci przestać myśleć o tych rzeczach . włosy miał przerzedzone. Wiedział. Skórę miała koloru starego złota. a potem przejdzie na emeryturę i najprawdopodobniej resztę Ŝycia spędzi w Bognor. Do niedzieli pozostawało mu jeszcze cztery dni. stąpając z niewymuszonym wdziękiem mieszkanek tej wyspy. Przywiozła ze sobą cały stos jej ksiąŜek.zawołał. Echo jego tryumfalnego śmiechu biegło po lagunie.

jeŜeli przypuszcza. poniewaŜ przepada im zadatek. czy połowica Murgatroyda nie idzie za nimi. to weź tabletkę sody .Dlaczego pan nie proponuje tego swoim znajomym? Higgins wzruszył ramionami.Za kilka godzin? PrzecieŜ to jest w przeliczeniu dwadzieścia pięć funtów! . Łódź jest wolna i połowa kosztów zapłacona. wszedł do ogrodu. . Po obliczeniu ceny taksówki na lotnisko i róŜnych innych wydatków związanych z powrotną podróŜą do Ponder's End. .powiedział. niech się pan zdecyduje. wpatrując się w doniczkę z paprocią. Ich małŜeństwo nie było związkiem dwojga kochających się ludzi. a mam straszną ochotę. nawet w młodzieńczych latach. W pierwszej chwili rozzłościł się i chciał nawet wyjść zza szafki i zaprotestować. Okazuje się. Trzej biznesmeni z Johannesburga zamówili łódź na jutro rano. oparł się o palmę i czekał na Murgatroyda. . Ŝe ten facet ma prawdopodobnie rację.Pańska Ŝona moŜe się lada chwila zjawić.O co panu chodzi? . Ŝe niemal ostentacyjnie.mruknął Higgins. w domu łagodność ta przemieniała się czasem w bierność. W gęsto zarośniętym ogrodzie panowały ciemności. Pracował przecieŜ w wydziale zagranicznym. Był zawsze.Czy pan tego próbował? . która była mu obojętna.Ile to będzie kosztowało? .O polowanie na grubą rybę .Oni chcą spędzić ostatni dzień ze swoimi dziewczynami. Ŝe będzie je znosiła w przyszłości. jak jeden z bywalców klubu powiedział do drugiego. pozostawało mu niewiele więcej niŜ ta kwota.Dobrze . Ale nie zrobił tego.Nie . która weszła do toalety. . Ŝe nie lubi "tych rzeczy" i Ŝe myli się. Przeciwnie. oczywiście Ŝe nie. Spróbujmy! No? 57 . Edna Murgatroyd spojrzała na męŜa sponad okularów. . . kiedy zbliŜył się do niego Higgins. .odpowiedział Murgatroyd .Muszę z panem porozmawiać.Normalnie kosztowałoby sto dolarów na głowę. jaka towarzyszyła temu stanowi rzeczy. przerywały od czasu do czasu okresy ostrej nienawiści. . Od ponad dwudziestu lat związany więc był z kobietą. bo uznał. CięŜar tych przykrych myśli rozładował cięŜkim westchnieniem. .nie po raz pierwszy zresztą . JuŜ w pierwszych dniach powiedziała mu. .zapytał. ale sam na sam .skąd jego Ŝona bierze tak niespoŜyty apetyt na romantyczną fikcję.szepnął kątem ust i to tak tajemniczo.Dwadzieścia sześć funtów i siedemdziesiąt pięć pensów powiedział automatycznie Higgins. Bardzo proszę. ChociaŜby jeden raz.txt Obrócił się ku lagunie i zadał sobie pytanie .. Higgins spojrzał poprzez kolumnadę w stronę oświetlonego hallu. . Nie był niestety człowiekiem. aby się upewnić. Murgatroyd właśnie czekał w hallu hotelowym na Ŝonę. negując przy tym całkowicie sens rzeczywistości.Nie. Nadszedł piątkowy wieczór. poza tym wątpił. ale poniewaŜ połowa jest zapłacona.Forsyth Opowiadania. więc tylko pięćdziesiąt. Nudę. Murgatroyd zaczął liczyć w pamięci. człowiekiem łagodnym i jakkolwiek potrafił kierować bankiem. a te nie mają ochoty na wyprawę. 56 Kiedyś w szatni klubu tenisowego usłyszał mimo woli. czy w przypadku jego Ŝony dałoby to rezultaty. który zbliŜył się do niego. Niech pan idzie za mną. Strona 33 . Potrząsnął głową.Ja teŜ nie.powiedziała. Ŝe nie będą mogli z niej skorzystać. .JeŜeli ci się odbija. Zostałaby zuŜyta przez panią Murgatroyd na zakupy w strefie wolnocłowej i na prezenty dla siostry. Panie Murgatroyd. Co pan na to? Bierzemy ją? Propozycja zdziwiła Murgatroyda.Ruszył naprzód ze sztuczną nonszalancją. graniczącą z upodleniem. Niech mnie pan posłucha.. który potrafiłby komuś "złoić skórę". . Ŝe juŜ przed laty "powinien był wyłoić jej skórę".niech pan mówi.

Ŝe obudzi Ŝonę.. Ŝe ktoś się tam juŜ obudził. przez dawno juŜ nieŜyjącego francuskiego kapitana. spodenki kąpielowe i koszulę. nawinięte na wałki włosy owinęła siatką. No więc dlaczego nie? . Spotkamy się w hallu o czwartej trzydzieści. obawiając się. zajechało od niego ponczem. miejscowości nazwanej Trou d'Eau Douce.Nie mówić? . LeŜała jak zwykle na plecach. . Wreszcie zobaczył. . . i zastał tam rozdraŜnioną Ŝonę. . Pochylił się. nie mam.O tej porze na wodzie jest chłodno. a potem robi się piekielnie gorąco . To dziwne. bonito i inne wielkie ryby. kierownik imprez. . Nigdy juŜ nie zobaczymy Oceanu Indyjskiego. po czym wyszedł i cicho zamknął za sobą drzwi.Zresztą. Nie ma pan długich spodni i wiatrówki z rękawami? .Właśnie . Murgatroyd poszedł za nim.Człowieku.powiedział Kilian i rzucił mu sweter. .rzekł. ale przecieŜ i tak wiecznie się awanturuje. Będzie nas eskortować pracownik hotelowy. chociaŜ raz w Ŝyciu zobaczyć wschód słońca na pełnym morzu! Wiatr we włosach. Wziął do ręki pantofle. Ruszył z powrotem do baru. niejakiego Andre Kiliana.Mam zapasowe . bo Higgins zastukałby zapewne do drzwi o wpół do piątej. Wysunął się cichcem z łóŜka i spojrzał na panią Murgatroyd. Przypomniał sobie młodego człowieka przecinającego lagunę na jednej narcie. .Trzeba będzie wstać o czwartej. nieco otumaniony swoją szaloną decyzją.Pojadę! . podpisał się na nich i podał Higginsowi. W ksiąŜeczce pozostały juŜ tylko dwa. Zrobi panu potem piekło. chowając czeki do kieszeni. Uszu Murgatroyda doszły urywki rozmowy prowadzonej w kreolskiej francuszczyźnie. On się na wszystkim zna. Zdrzemnął się kilka razy.odparł Murgatroyd. . ale nie odwaŜył się go nastawić. W ciemnym korytarzu włoŜył resztę ubrania. Nie mógł zaspać.MoŜe pan sobie spalić skórę. Prawdopodobnie nigdy tu juŜ nie powrócimy.txt . Za firankami było ciemno. Kilian spojrzał na Murgatroyda.. . którą warto będzie wspominać w Londynie. który zajmował się organizowaniem sportowych rozrywek dla gości..powiedział. OstroŜnie odłoŜył pidŜamę na łóŜko i włoŜył slipy. Wypływamy za kwadrans szósta. dowód. To najlepszy czas. O piątej mamy być w porcie. W niektórych chatach paliło się światło. Zaprowadził ją szybko na kolację. Potem skręcili w boczną drogę i wjechali do małego porciku. . 58 W nocy Murgatroyd nie mógł zasnąć..Niech pan po prostu pojedzie.Ma pan rację! Kiedy wyruszamy? Wyjął portfel.Nie myślałem o tym .. Południowoafrykańczyk wysiadł z wozu i podszedł do łodzi. . Ŝe fosforyzujące wskazówki budzika zbliŜają się do czwartej. Samochód odjeŜdŜa o czwartej trzydzieści.CóŜ. Murgatroyd zamyślił się. MoŜe uda się coś złapać. . tuŜ przed wschodem słońca.Forsyth Opowiadania. . Podjechali do drewnianego mola. Piętnaście minut trwała jazda przez ciemne wsie. Ŝeby znaleźć się na łowisku przed siódmą. W hallu znalazł Higginsa i przewodnika.. oddychała chrapliwie. który prawdopodobnie w tym miejscu znalazł źródło wody pitnej. Niech pan pomyśli. Tu wszystkie domy były jeszcze ciemne i pozamykane.Edna nigdy się nie zgodzi . Chodźmy. doprawdy nie wiem.nalegał Higgins. proszę pomyśleć! Linki na tuńczyki. Przygoda. Kilian wyciągnął ze schowka w samochodzie termos z gorącą kawą i poczęstował wszystkich. czyli Zatoczką Słodkiej Wody. Miał wprawdzie mały budzik. wyciągnął trzy dziesięciofuntowe czeki podróŜne.powiedział. zaskoczony nieoczekiwanym chłodem trząsł się trochę. .Bał się wracać do pokoju.Sama myśl o tym przeraziła Murgatroyda.Wyruszamy bardzo wcześnie .Nie trzeba jej nic mówić. na której jakieś postaci krzątały się przy świetle pochodni. ale ludzie zawsze mówią cicho w ciemnoStrona 34 . ale Murgatroyd zauwaŜył zarys uwiązanej łodzi.szepnął mu Higgins.

Na krześle kapitańskim. ale później dowiedział się. Wyciągnął z bagaŜnika wielki.Monsieur Patient łowi w tych wodach co najmniej od sześćdziesięciu lat . Z tyłu. . a przed nim znajdowało się koło sterowe i tablica rozdzielcza. szeroką łajbą o drewnianym kadłubie pokrytym sklejką.powiedział Kilian. Ta część łodzi była zakryta daszkiem. Murgatroyd myślał z początku. Jean-Paul. Ŝe są to wędki. zarysy mola. Na prawo od jej drzwi stał na wysokim trzpieniu wyściełany fotel. z jedną ręką na sterze. od ilu. ale zaopatrzony w pasy bezpieczeństwa. juŜ było całe nad horyzontem i rzucało swe promienie na zachód. chłodzony pojemnik na piwo i zaniósł go z pomocą Higginsa na koniec mola. i widziała na swoim pokładzie niejedną złowioną rybę.Forsyth Opowiadania. Zna te wody i zna obyczaje ryb. niebo nabrało granatowego koloru. Ostatnie gwiazdy zbladły. mącony jedynie długą bruzdą przecinającą powierzchnię wody od rufy łodzi do oddalającego się coraz bardziej mola. szczególnie tuŜ przed świtem. dym unoszący się z kominów. widać było całe bukiety koralowców.chciałbym przedstawić panom łódź i jej załogę. a na głowie znoszony i podarty kapelusz. Miał na sobie grubą koszulę z granatowego płótna i spodnie. marszczyły powierzchnię laguny. łodzi i ludzi stawały się coraz jaśniejsze. wzdłuŜ burty. Twarz miał ciemną.Chciałbym zrobić zdjęcie . Higgins wydobył z torby przewieszonej przez ramię aparat fotograficzny. ostre błyski słońca przecinały powierzchnię wody.odezwał się Kilian . Kapitanem jest monsieur Patient. a wtedy słoneczne światło rozszczepiało się na tysiące srebrnych ogników. na głębokości czterech sąŜni. 59 .powiedział. Powracał spokój.W miarę jak stawało się jaśniej. Stary człowiek zapuścił silnik i Murgatroyd poczuł pod stopami głuche dudnienie. z których wystawały dwie zdeformowane bose stopy. Łódź nie była nowym luksusowym modelem ze sztucznego tworzywa. skinął głową. których końce przytwierdzono do pokładu. Na tym polega tajemnica szczęśliwych połowów. Słońce podnosiło się teraz szybko. Spoglądał w morze spod powiek pomarszczonych od wieloletniego patrzenia w połyskującą wodę. Kilian wsunął pojemnik z piwem pod jedną z ławek i gestem zaprosił wszystkich. Na horyzoncie stała blada smuga światła. W dziesięć minut później był z powrotem*. Na dnie. Murgatroyd zabrał paczki z wałówką i dwa termosy z kawą. a na rufie obrotowy fotel. Murgatroyd widział wyraźnie wiejskie chaty stojące wzdłuŜ brzegu laguny.txt ściach. a na jej tle rysowało się kilka niskich. Woda dostrzegalna była tylko dzięki połyskowi. . wiejące nie wiadomo skąd i dokąd. Murgatroyd wychylił się za burtę. ale nic nie powiedział. a to jego wnuk. po francusku "Naprzód".On sam nie wie dokładnie.Łódź nazywa się "Avant". . ale mocna jak skała.No. podobny do biurowego. Zapalały się i zaraz gasły.Zabierzemy teraz na pokład rzeczy . . nikt inny tego nie pamięta. Stojący na molo wieśniak zrobił to samo z przednią cumą i pchnął łódź. by się nie poplątały.mówił Kilian. Ŝeby usiedli. Jest 60 stara. . . Stary człowiek obrócił się. Mała kabina na dziobie pełna była najrozmaitszych gratów. wmontowane były dwie twarde ławy. postrzępionych chmurek. siedział stary człowiek i przyglądał się w milczeniu przygotowaniom. Kobiety widać przygotowywały juŜ poranną kawę. pofałdowaną jak stary orzech. Łódź z wolna obróciła się dziobem do laguny. Po dwóch stronach rufy sterczały ukośnie długie tyki podobne do anten. mówił głośniej. Młody chłopiec odczepił tylną cumę i rzucił ją na pokład. ale starą. Ŝe to wysięgniki przeznaczone do oddzielania przy połowie zewnętrznych linek od wewnętrznych. I proszę Strona 35 .Na pańskim miejscu poczekałbym jeszcze kilka minut. Nagłe powiewy. a teraz . .

podobne do cygar ołowiane cięŜarki z zaczepem do Ŝyłek. a gdy fala opadała po jego stronie. gdy kapitan przekręcił koło i "Avant" skierował się dziobem ku otwartemu morzu. rozbijają się o poszarpane ściany ostrych jak noŜe koralowych raf. Wtedy Murgatroyd zobaczył kanał między koralowcami. "Avant" podskoczył i zakołysał się. ten odburknął mu. Obsada wędek. wszystko co błyszcząc w wodzie przyciąga uwagę drapieŜnych ryb.To jest coś! Prawda? Kawy? . Zdawało się. i kolekcję róŜnych wabików. ale w dotyku były ostre jak brzytwy. a zdawało się trwać wieki. Płynęli równolegle do brzegu mniej więcej kilometr od niego. jakby były zrobione z piórek opryskiwanych mlekiem. Były tam takŜe grube. jak wielkie fale. jemu tylko znanej. Do jednego Strona 36 .Pomyśleliśmy o wszystkim. zdarłyby w mgnieniu oka burtę z łodzi albo skórę z człowieka. . kiedy było niegroźne.powiedział Kilian i otworzył drugi termos. Ŝe się nie skompromituje.Po tej przeprawie przydałoby się coś mocniejszego . Ŝeby nie wypadły za burtę. Znaleźli się na groźnie wzburzonych falach Oceanu Indyjskiego. Gdyby się o nie otrzeć. . Po prawej stronie wciąŜ ciągnęły się rafy. I wtedy Murgatroyd zdał sobie sprawę z tego. były coraz jaśniejsze i zieleńsze. Od czasu do czasu lekko skręcał koło albo dodawał gazu i "Avant" omijał 61 kolejne niebezpieczeństwo. zawierający osiemset metrów jednolitej nylonowej Ŝyłki. Ŝeby uchwyt był lepszy. piórko i łyŜeczkę.Hej. Patient skręcił ostro kołem sterowniczym w prawo i "Avant" zaczął sunąć równolegle do linii raf.roześmiał się Higgins. sterczących tuŜ pod powierzchnią morza. w odległości jakichś dwudziestu metrów od nich. została poząbkowana w ten sposób. Wszędzie pieniły się teraz grzywacze. od dołu na dobre pół metra owinięte korkiem. które w mgnieniu oka przybrały odcień zielonkawoniebieski. Kilian uśmiechnął się. Ŝe nie jest to wycieczka dla tchórzów. latarni morskiej na pustym horyzoncie. W pięć sekund później znaleźli się w tym kanale. Słońce wynurzało się z wód oceanu i rozjaśniało rozkołysane wody. Murgatroyd dostrzegał je dopiero wtedy. Z hotelowego balkonu wyglądały. Teraz widział. zwane przyponami. Miał nadzieję. tu jest koniak . Niedługo będziemy przepływali przez rafy. Za przynętę słuŜyły teŜ łyŜeczki i błystki. Potem znaleźli się na rozhuśtanych falach oceanu. zrobiona z solidnego mosiądzu. a po prawej i lewej stronie łodzi rozbijały się o rafy białe grzywacze. bębniąc głucho. widział ściany koralowców w odległości trzech metrów. Z zaciekawieniem obserwował teŜ wszystkie czynności chłopca.Forsyth Opowiadania. Chłopiec zapytał o coś dziadka po kreolsku. i patrzył naprzód przez szybę. Gdy zbliŜali się do strefy spienionych wód. jakby odbierał sygnały jakiejś. czy widział pan te cholerne koralowce? zawołał Higgins. Chłopiec wsunął kaŜdą wędkę do odpowiedniego gniazdka i zamocował ją ściągiem węzła i karabińczykiem tak. Ten wyjął z duŜej skrzynki z przyborami stalowe linki rozmaitej długości. drugą na gazie. Ŝe nie ma między nimi Ŝadnej wyrwy. Chłopiec wybrał dwa małe woblerki. Murgatroyd wparł się w ławkę i poddając się kołysaniu łodzi i jej nagłym podskokom. Inne wykonano z białych i czerwonych kogucich piór. Ale kapitan zdawał się nie zwracać na nie najmniejszej uwagi. KaŜde z nich zaopatrzone było w duŜy kołowrotek. Ŝeby łatwo wchodziła do umocowanych w burcie łodzi gniazdek i nie pozwalała im się skręcić.txt uwaŜać. Wszystko razem trwało zaledwie sześćdziesiąt sekund. Murgatroyd rozejrzał się. próbował wypić kawę. Siedział trzymając jedną rękę na kole sterowym. Murgatroyd. Wyglądały jak zrobione z delikatnych piórek. Murgatroyd patrzył na coraz bliŜsze rafy. Chłopiec rozpoczął przygotowania do połowu. . W miarę jak słońce wyłaniało się zza horyzontu. Wyniósł z kabiny cztery dwuipółmetrowe wędziska. wśród nich róŜowe i zielone woblery zrobione z miękkiego kauczuku.

. Chłopak rzucił w morze przynęty przymocowane do tych wędzisk i przesunął klamry po linach jak mógł najwyŜej.Wtedy trzeba wsadzić wędzisko grubszym końcem do gniazdka w podłodze tuŜ pod fotelem i przypiąć tą oto klamrą do ramy fotela.. Chłopiec przymocował zaczep wabików do stalowej linki przyponu. Trzeba pamiętać. zajmie wtedy moje miejsce i otrzyma wędkę z rąk Jean-Paula albo moich. . Rozpiętość tych lin miała utrzymać zewnętrzne Ŝyłki z dala od wewnętrznych. Kilian wskazał na mosięŜne koło ze szprychami sterczące z boku kołowrotka. kiedy ryba chwyci. dorady. Ŝe jego terkot zamieni się w pisk. . tym więcej Ŝyłki będziecie musieli potem wciągnąć . Murgatroyd i Higgins znowu skinęli głowami. 63 Południowoafrykańczyk siadł w obrotowym fotelu i wziął do ręki jedną z wędek. Nurkowały i zaraz potem wyłaniały się z morskiej toni.Błystka wirowa nadaje się do łowienia barrakudy. i kołowrotek zaczynał się obracać. co nastąpi. Ŝe przynęta znajduje się o dobre trzydzieści metrów od łodzi. na którą przyszła kolej. Wtedy znowu zahaczył kołowrotek. Ŝyłka zostaje gwałtownie szarpnięta przez nagły ruch kołowrotka. Z daleka wyglądały jak punkciki. w zielonkawej wodzie. niczym szybko mknąca ryba. .W takim razie pokaŜę wam. Na woblery i piórka łowimy bonito. Ŝe idzie ławica szprotek.Kiedy ryba chwyta. Daleko na horyzoncie. powiedzmy do pięciu funtów.powoli przekręcicie sprzęgło Strona 37 . Gdzieś daleko w tyle. Prąd wody porywał przynętę. wszyscy wstali. Ptaki są dla nas sygnałem. ale jeśli jest dobrze umocowana. do którego przymocowana była przynęta.zapytał Kilian. tak Ŝe niekiedy ginęły z oczu* Chłopiec pozwalał Ŝyłce rozwijać się do chwili.. ale interesują się nimi duŜe ryby.Czy któryś z was juŜ kiedy łowił ryby? .ZauwaŜyły ławicę drobnych rybek i polują na nie.Ale nas nie interesują małe rybki! . a te z kolei przywiązane do lin przeciwwagi burtowej. przynęta i haczyk płynęły równo. . Zdarza się. górna część wędziska uginała się lekko pod cięŜarem przynęty i zaczynała ją ciągnąć. Gdyby ryba wzięła. ale w pozycji równoległej. KaŜdy wabik obciąŜony był ołowianym cięŜarkiem. Okay? Obydwaj Anglicy skinęli głową. a to z kolei powoduje przeraźliwy pisk. Pozostałe dwa chłopiec włoŜył do gniazdek umieszczonych na burtach tylnego pokładu. Potem juŜ nie będzie na to czasu. Dopiero po minucie dostrzegli to. kołowrotek zacznie kręcić się tak szybko. Teraz popatrzcie. .JeŜeli ustawić je na nieduŜy cięŜar. Kiedy gwałtownie podskakiwały na spienionych falach. dwudziesto62 pięciocentymetrowy przypon.ale szybko. drugie w prawym. Murgatroyd i Higgins potrząsnęli przecząco głowami. tuŜ nad powierzchnią wody trzepotało stadko ptaków. ale nic nie przykuło ich uwagi.tłumaczył dalej Kilian. cięŜarki i Ŝyłki.powiedział Kilian.Nie. który od razu zaczął zrzucać przygotowane przez siebie linki za łódź. kiedy orientował się. Kapitan obrócił się i skinął głową na chłopca. bo im dłuŜej będziecie marudzić. . a tę z kolei do Ŝyłki wędziska.To jest sprzęgło poślizgu . .zdziwił się Higgins. Kilian zwrócił uwagę swoich gości na rodzaj uŜywanej przynęty. Monsieur Patient zmienił nagle kurs. nie tracimy jej ani przynęty. Kiedy usiądziecie na tym miejscu . jedno w lewym naroŜniku. Jest to znak dla rybaka. Chodźcie panowie za mną i popatrzcie. na które takŜe poluje bonito i tuńczyk. do drugiego zaś pojedynczy lub potrójny haczyk. . Dwa wędziska sterczały w swoich gniazdkach na tylnej burcie łodzi. Ŝe wędki są drogie. który utrzymywał go tuŜ pod powierzchnią wody. Osoba. co stary człowiek zauwaŜył juŜ przed dobrą chwilą. odsuwał zaczep kołowrotka. a nawet duŜe tuńczyki. .txt końca kaŜdej z tych błystek przymocowany był stalowy.Rybitwy . . Ŝe wędka zostaje wyrwana z ręki. to wyrwałaby Ŝyłkę z klamry i przeniosła napięcie z kołowrotka wprost na wędzisko. to gdy ryba weźmie i pociągnie za sobą Ŝyłkę. tuŜ pod powierzchnią. Ich Ŝyłki ściśnięte były duŜymi klamrami.Forsyth Opowiadania.

Ale co się dzieje. Potem uwalnia się prawą rękę. . ale Ŝyłka się nawijała. który po chwili przeszedł w gwizd. Przymocował klamrą wraz z węzłem i zacisnął sprzęgło poślizgu.musimy się zdecydować.powiedział Higgins . sprzęgło poślizgu wypuszcza Ŝyłkę tylko wtedy. W kilka chwil później jedno z wędzisk przegięło się gwałtownie i Ŝyłka zaczęła się rozwijać. kiedy bierze bardzo cięŜka ryba? . Trzymając je lewą ręką. powoli opuszczając wędzisko. przechylanie go do przodu przy jednoczesnym kręceniu korbką kołowrotka. aŜ ryba tak się zmęczy. Ale 64 utrzymywanie przez dłuŜszy czas stufuntowego cięŜaru. Higgins wcisnął go do gniazdka. który z nas będzie pierwszy. . Wyciągnął z kieszeni jedną miejscową rupię. Ptaki szybowały jakieś sześć metrów nad wodą. która natychmiast znikała w ich wąskim przełyku.Wskazują maksimum dopuszczalnego naciągu. . Chłopiec ogłuszy ją i wrzuci na pokład. gdy Ŝyłka przestanie się rozwijać. znowu odpuszczamy i tak w kółko. prawą obracał kołowrotek. podciąganie wędziska do góry. dopiero gdy przytrafi się taka sytuacja. Rzucił ją na pokład. Monsieur Patient zmniejszył obroty silnika i łódź płynęła teraz wolno nad niewidzialną ławicą ryb. . Kołowrotek będzie usztywniał się stopniowo do chwili. . Chłopiec wziął szczypce i wyjął wąs haczyka wędki z pyska bonito. . Chwytając linkę podciągnął ją i na pokład padła srebrzysta. trzeba trzymać wędzisko oburącz i starać się podnieść je do pozycji pionowej. Ŝe gdy nacięcia schodzą się ze sobą. Ŝeby się znów naciągnęła. Ŝe dłuŜej ciągnąć nie moŜe. o tak. Jean-Paul wychylił się za rufę. a nie ryba łódź. sztywna ryba.stwierdził Kilian. Jeśli są mokre. JeŜeli ryba jest bardzo cięŜka. chwyta nią korbkę i kręci. Wędzisko ugięło się jeszcze bardziej. Następnie naleŜy ten zabieg powtórzyć.wydusił z siebie Higgins i kręcił dalej. pilnie wypatrując bystrymi oczkami błysków ukazujących się tu i ówdzie w rozkołysanej wodzie. Obracający się kołowrotek wydawał z siebie dźwięk. W pół godziny później. którego kołowrotek wciąŜ się obracał. śyłka zatrzymała się niemal natychmiast. kołowrotek jest tak znakowany. Higgins wygrał. Z początku odpuszczamy Ŝyłkę. z nieruchomymi skrzydłami i opuszczonymi łebkami.txt w przód. Trzeba mocno chwycić lewą ręką część wędziska owiniętą korkiem i szybko kręcić korbką kołowrotka.Bonito . Aby uniknąć ryzyka. Zagramy w orła i reszkę. podobnie jak makrele. nie mówiąc juŜ o wciąganiu go na pokład. To jedyne wyjście i cięŜka walka. Wtedy łódź zacznie ciągnąć rybę. potem nakręcamy ją. kiedy naciąg wynosi sto funtów.zainteresował się Higgins.Czuję. Murgatroyd zauwaŜył. Chwyt oburącz. Jean-Paul podał mu wędzisko. Polowały na swoje poŜywienie z niestrudzoną energią. trzymając w dziobie wijącą się. W tym momencie zaczynacie ją wciągać. cieniutką niby zapałka rybkę. To ułatwi wciąganie Ŝyłki.Około czterech funtów. .Wtedy trzeba ją zmęczyć. nad którym krąŜyły rybitwy. Ŝe ryba ma powyŜej srebrzystego brzucha ciemnogranatowe paski. ale juŜ nieco wolniej.Forsyth Opowiadania. groziłoby wyrwaniem ramion z tułowia. Więc zapomnijmy o tym. W sekundę później wyłaniały się z wody. jak się szarpie . trzeba odjąć od tego dziesięć procent. W pewnym momencie zobaczycie swoją zdobycz szamocącą się w pianie za rufą. . Wędzisko zgięło się. .Panie Murgatroyd . Higgins nie miał 65 4 . Wtedy wyciągając ostre dzioby spadały strzeliście w dół. po przebyciu trzech mil "Avant" znalazł się w miejscu.zapytał Higgins. śyłka nawijała się gładko.krzyknął Higgins z radością i runął na obrotowy fotel.Co oznaczają te nacięcia na sprzęgle poślizgu i na mosięŜnej obudowie bębna? .Moja! . Ale o to będziemy się martwić. Te Ŝyłki mogą wytrzymać cięŜar stu trzydziestu funtów.Czysta robota Strona 38 .

i mruknął coś do niego. a koniec wędziska przechylił się w dół. myślał. Napiął mięśnie lewego ramienia i prawą ręką zaczął spokojnie kręcić korbą kołowrotka. Przeszedł go dreszcz podniecenia. to następne moŜe okazać się gigantem. Stado rybitw pozostało na prawo od łodzi. metr bawełnianej nitki. Potem poszedł na dziób łodzi i przejął koło sterowe od dziadka. Będzie co opowiadać w Ponder's End. ale jest niezbyt smaczna. kryjącym się w skłębionych wodach. . Czuł w napręŜonym lewym ramieniu siłę szamocącej się ryby. ale tym razem większy. Powoli obrócił sprzęgło ku przodowi i po chwili Ŝyłka stanęła. ostrzem do przodu. poczuł szarpanie ryby na końcu sześćdziesięciometrowej Ŝyłki. Ŝe będzie musiał tak się wysilić. które wystawało spod podstawy ogona.MoŜe będziemy ją mogli zjeść na kolację? . moŜe bardzo wielka. Nie spodziewał się. tak Ŝe się napięła. nie większą niŜ te. Kilian pokręcił głową. Następnie wbił obsadę haczyka głęboko w brzuch ryby.JuŜ nie będziemy uŜywać tej wędki? . Nie wiedział przecieŜ. Stary przeciągnął igłę przez nasadę płetwy grzbietowej. Przypiął stalową linkę do końca ostrza i za pomocą szczypiec teŜ przeciągnął ją przez ciało bonito. tuŜ. do którego nasady przymocowana była pięćdziesięciocentymetrowa stalowa linka i trzydziestocentymetrowe stalowe ostrze podobne do szydełka. Grzbietowa płetwa bonito i dwie płetwy brzuszne leŜały płasko. Minęła juŜ ósma i zaczynało się robić ciepło. który powiedział mu coś i wskazał ręką przed siebie. okręcił ją kilka razy nitką. niewidzące oczy. Stary rybak obrócił koło sterowe i wziął kurs na środek laguny. dała widać za wygraną. Strona 39 . JuŜ on wie. aŜ zakrwawione wyszło przez pysk. Ten odpiął przypon razem z przynętą i schował go do skrzynki z przyborami. chociaŜ jeszcze nie gorąco.zapytał Higgins.Monsieur Patient ma inny pomysł . Kiedy wziął do ręki obciągniętą korkiem część wędki. Następnie nawlókł na mniejszą igłę. na wierzchu pozostało tylko zagięcie haczyka i ostre jak igła zakończenie z wąsem. Dyszał cięŜko. WaŜył około dziesięciu funtów. Tubylcy robią z nich zupę. Kiedy ryba znalazła się w odległości dwudziestu metrów za łodzią. czy nie walczy z jakimś olbrzymim stworzeniem. jak wnuk wyciąga haczyk z pyska bonito. co oznaczało. Kręcił z całych sił. . Był to znowu bonito. Wyciągnął resztę stalowej linki z pyska ryby. stary rybak przeszedł przez chybocący się pokład na tył łodzi i skrzyŜowawszy nogi usiadł na odpływowej luce. po czym przebił mięśnie karku ryby. a jego wnuk tymczasem zarzucił haczyk wraz z woblerem do wody. Wziął mniejszego bonito i zaczął robić z niego przynętę. a półkoliste płetwy jej ogona sterczały sztywno w górę i w dół. Monsieur Patient powoli zatoczył łuk i skierował "Avant" z powrotem ku ławicy i wyznaczającym ją nurkującym ptakom. Przejechali jeszcze raz poprzez ławicę i ryba chwyciła po raz drugi. Patrzał.Forsyth Opowiadania. Dajmy mu spokój. bo Ŝyłka cofała się łatwo. Wbił ostrze w odbyt ryby i przepchał je przez całe jej ciało. Na końcu linki pozostał mały obrotowy zatrzask. tak jak gdyby była tuŜ. prawda? . Robił to po raz pierwszy w Ŝyciu i pewnie po raz ostatni. Ŝe moŜe się urwała. Zadziwiająca była siła napotkanego oporu.krzyknął podniecony Higgins. Murgatroyd ujął wędzisko. co robi.Wspaniała zabawa. Pokręcił jeszcze kilka razy i zobaczył ją tuŜ pod rufą. . Patient wyjął ze skrzynki duŜy haczyk. jakich kobiety uŜywają do cerowania męŜowskich skarpetek.zapytał Higgins. A jeŜeli to nie będzie duŜo większe od tego. Ŝeby ściągnąć ją ku burcie. Chłopiec skinął głową. Kołysząc się lekko. MoŜe to naprawdę wielka ryba. Jean-Paul ogłuszył ją i rzucił na pokład. gdzie jak okiem sięgnąć kołysała się ciemnogranatowa toń. Miała półotwarty pysk i czarne. 66 . Mała martwa ryba była juŜ twarda jak deska.txt zadowolonej miny. Murgatroyd pomyślał.Bonito nadają się tylko na przynętę. Murgatroyd skinął głową i uśmiechnął się.powiedział Kilian. które złapał Higgins. . Był ogromnie podniecony. Ŝe odsunęli się od ławicy szprotek. Wcisnął wędzisko do gniazdka.

To samo zrobił z dwiema płetwami brzucha. Przebijał się z wielkim szumem przez fale. maszerujących na wyspę. podziwiana przez spacerujących wczasowiczów. zazdroszczących bogatym właścicielom. kaŜdego zardzewiałego trampa. i rozpoczął swoją ostatnią podróŜ pod wodą. Teraz zaszył małymi ściegami rybi pysk. a zaszyty pysk zapobiegał tworzeniu się pęcherzyków i drgań. Ŝe był przynętą. .txt Naciągnął nitkę i płetwa uniosła się wraz ze swoimi włóknami i błonami. z jaką ryba się wyrywała. Poprosimy szefa kuchni. Wszystkie Strona 40 . Wielkie fale szarpały "Avantem". szczególnie kiedy stoi na przystani modnego kurortu. jest tylko wątłą skorupą przeciwstawiającą się niewymiernej potędze. 67 W dziesięć minut później ryba znowu wzięła. Murgatroyd dziwił się. .Forsyth Opowiadania. dumnej. One naprawdę walczą. moŜna było zaryzykować przypuszczenie. co złapał. wreszcie ludzkie smrody. Sztywny ogon miał mu zapewnić szybkość i utrzymanie kierunku. zwłaszcza Ŝe kiedyś rozchorował się na promie z Dover do Boulogne. odczuwał lęk graniczący z paniką. jak bonito podskoczył dwukrotnie na fali. Stary rybak spiął wreszcie obrotowym złączem wystającą z pyska stalową linkę z nylonową Ŝyłką zwisającą ze szczytu wędziska i wrzucił przynętę do oceanu. wpatrując się w wodę. uczucie tak często towarzyszące człowiekowi znajdującemu się w nieduŜej łodzi. ruchome. kruchą zabawką w dłoni olbrzyma. jak ściśnięte szeregi zwalistych gwardzistów w zielonych mundurach. Kiedy z nim skończył.Dobra robota.ucieszył się Kilian. Wielkie ściany wody falowały po obu jego stronach.powiedział z dumą. bonito wyglądał jak Ŝywy. To. dobrze zbudowanej. widzieli dokoła siebie całe mile białej kłębiącej się piany. połyskliwej górnej części ciała i takich samych płetwach. wysokie. Patrzył. Ale na pełnym morzu jest juŜ tylko siostrą pierwszego lepszego smrodliwego trawlera. wąska ryba o złotej. przemierzający śniegi Północy czy teŜ pustynie. ^wstawił wędzisko do gniazdka i powrócił na kapitański fotel. jedna za drugą. zapachy buchające z baru. tylko na zachodzie zamazany brzeg wyspy Mauritius. kaŜdej łajby o spawanych blachach i ze złączami nitowymi. Tylko wąski paseczek stali pomiędzy jego zaciśniętymi wargami i groźny hak przy nasadzie ogona zdradzał. Ŝe go nie mdli. okazało się. jakŜe częste na morzu. "Avant" był wprawdzie mniejszy. Murgatroyd czuł własną nicość i słabość oraz buńczuczną kruchość tej łodzi. Woda dokoła łodzi zmieniła kolor z szaroniebieskiego na bladoseledynowy. Chłopak poprawił przynętę i wrzucił ją z powrotem do wody. walczyło o Ŝycie z szaleńczą stanowczością. MoŜe zasługuje ona na miano majestatycznej. Higgins był bardzo podniecony i szczęśliwy. Murgatroyd trzymał się jednego ze słupków. podtrzymujących drewniany daszek przedniej części łodzi. . które pozwalają rybom zachować pionową równowagę w wodzie. dzięki czemu nie mógł koziołkować. Murgatroyd. sądząc po sile. tym razem na błystkę wirową. jego pasaŜerowie zmuszeni byli wdychać zapach oleju. spalin. Ŝeby ugotował ją na kolację. Znają je tylko ludzie podróŜujący statkiem lub samolotem. Ŝe ciągnę cięŜarówkę . oświetlone słońcem maskującym przepastne głębiny.Dorada . otoczony 68 czterema innymi ludźmi.Miałem wraŜenie. chuda. Ogarnęło go poczucie samotności. Morze falowało coraz silniej. Nawet teraz. Poddawał mu się miękko i znowu się podnosił. aby zginąć w ogniu artylerii raf. Stary pozwolił mu oddalić się na prawie sześćdziesiąt metrów. Ŝe jest to średniej wielkości tuńczyk. I są smaczne. Higgins popuszczał Ŝyłkę i ciągnął ją przez dobre dziesięć minut. smaŜonego tłuszczu kuchennego. Kiedy byli na szczycie fali. Ale prom był większym statkiem niŜ "Avant". Fale nadchodziły od wschodu. ale nie walczył z morzem. Jego trzy płetwy sterczały na boki i do góry. który unosił się i opadał coraz gwałtowniej. Ŝe jest to prawie metrowa. ale kiedy wylądowała na pokładzie. dalej niŜ innym przynętom. po czym ołowiane cygarko ściągnęło go w głąb.

Higgins przełknął kilka razy ślinę. Piekła go skóra obnaŜonych ud. .zainteresował się Higgins.Coś tam jest i płynie za nami . . . Nous suit. mimo Ŝe pasy go uwierały na ramionach. rozwinęło ją na długość sześciuset metrów. ale równo.Niech pan zaciśnie mocniej sprzęgło . a Ŝyłka rozwijała się dalej. . jego zakończenie było mocno wygięte.Co on mówi? . Higgins rozejrzał się dokoła. . Mimo to kołysał się jeszcze silniej. aŜ znaki znalazły się dokładnie naprzeciwko siebie. a ostatni. Ŝe coś jest nie w porządku z kolumną cyfr.Forsyth Opowiadania. szerszy. . . Murgatroyd wyszedł z cienia i usiadł.A skąd on to wie. .Tak jak pan czuje. Musi pan jeszcze bardziej zacisnąć. wsunął mu między uda. się odwijać. palce mu zesztywniały.Jezus. śyłka zwolniła. Murgatroyd napiął mięśnie ramienia. Stary rybak sterował teraz jedną ręką i przyglądał się uwaŜnie rozwijającej się Ŝyłce. przedramion. przekręcił korbę. ale najstraszniejsze z nich jest morze. Dwoma dalszymi otoczył go w pasie. Było kwadrans po dziewiątej. Zdał sobie sprawę. usztywnił uda i łydki i odchylił się.powiedział Kilian. wyrywając wędzisko z gniazdka w burcie i przenosząc je do gniazdka umieszczonego przed fotelem. Rękojeść wędziska sterczała prostopadle między jego kolanami. Ŝe złapał pan marlina. Rezerwa Ŝyłki na bębnie kołowrotka malała. . Maria! . Kołowrotek toczył się jak beczułka z piwem. . Nigdy w Ŝyciu nie zdarzyło mu się ciągnąć stufuntowego cięŜaru.zawołał Kilian. Niezbyt moŜe szybko. człowieku! Mówił z coraz silniejszym południowoafrykańskim akcentem. .Ona jest ogromna! Ciągnie z siłą ponad stu funtów! Trzymaj się pan. Nagle powiedział: . ale po chwili przyśpieszyła i odwijała się dalej.powiedział. Cokolwiek szamotało się na końcu Ŝyłki. Kierownik banku napręŜył mięśnie ramion i przykręcił korbę sprzęgła. a kołowrotek zaterkotał jak grzechotka. Ŝe się rusza. Murgatroyd poczuł ulgę. a linka rozwijała się nadal. u licha? Kilian wzruszył ramionami. Strona 41 .txt te rejony są okrutne i bezkresne. pochylił głowę i nie puszczał wędziska. Kilian przechylił się. aŜ znalazł się na poziomie jego oczu.Musimy panu załoŜyć pasy .krzyknął Kilian.Marlin. śadnej zmiany. Instynkt. kiedy jedno z wędzisk przegięło się gwałtownie i Ŝyłka zaczęła. Wszystkie ujęte były duŜą klamrą. Kilian zacisnął ją mocno.powiedział Kilian. zgarbił się.krzyknął Kilian. wparł się podeszwami sznurkowych pantofli w belkę.Ten drań ciągnie z siłą osiemdziesięciu funtów . wędzisko gięło się coraz bardziej.To pańska ryba .powiedział Kilian do Murgatroyda. Po chwili stał niemalŜe w miejscu. TuŜ po dziewiątej monsieur Patient powiedział jak gdyby w przestrzeń: .poradził mu Kilian bo inaczej zabierze panu całą linkę. .Sto funtów! To granica! Niech pan teraz chwyci wędkę oburącz i nie puszcza jej! Murgatroyd z ulgą przeniósł prawą rękę na wędzisko. . powoli.Ya quelque chose. Przerzucił dwa rzemienie przez plecy Murgatroyda. zaczął przekręcać korbę sprzęgła poślizgu. Murgatroyda bolało ramię. A to dlatego. ale gładko. napiął mięśnie palców. Koniec wędziska obniŜał się coraz to bardziej.Ma pan szczęście! . Wewnętrzne i zewnętrzne nacięcia znajdowały się niemal naprzeciwko siebie. Po jakichś trzech minutach kołowrotek przestał się obracać.Wygląda na to. ścisnął je obiema rękami. Murgatroyd przesunął stopy. Widać było jedynie wody oceanu. Ŝeby spojrzeć na sprzęgło.Dosyć . Zacisnął klamrę i mocno ujął owiniętą korkiem część wędziska. Ŝe słońce juŜ bardzo mocno przygrzewało. rąk. 69 . Stary człowiek jednym ruchem zmniejszył obroty silnika i "Avant" zwolnił.

ale rytmicznie. . ale ryba płynęła za łodzią.Zrobiło się bardzo gorąco . Po chwili ryba nabrała energii. Dla swojego dobra. Ledwo zdąŜył przerzucić drugą rękę na rękojeść. kiedy jej nacisk przekroczy sto funtów. Ŝeby nakręcić trochę Ŝyłki na kołowrotek. Murgatroyd robił wszystko. A jak wyciągnie całą linkę z kołowrotka. Czterej męŜczyźni przyglądali się w milczeniu walce toczonej przez Murgatroyda. wyciągając Ŝyłkę z kołowrotka z siłą stu funtów.Marlin to król ryb . niech ją pan puści i zaraz powiększy nacisk do stu funtów. W trzydzieści sekund odebrała całe sto metrów. . zanim ryba zaczęła uciekać. To twarda sztuka. Kilian kucnął przy Murgatroydzie i musztrował go jak instruktor.odpowiedział Kilian.powiedział Kilian. policzków i brody. Ŝeby zmniejszyć ból. Przez dobre pięć minut utrzymywał wędzisko w tej samej pozycji. A wtedy niemal wyrwała mu z rąk wędzisko.Co teraz robić? .rzekł do Murgatroyda ale w tym celu muszę na chwilę odczepić pasy. bo siła wynosiła czterdzieści funtów. najpierw jedną nogawkę. nie ryby. i nacisk na pysk. napiął i nie puszczał wędziska. .A ma pan tylko osiemset! . aŜ pot zaczął spływać mu z czoła. Wyciągnęła razem sześćset pięćdziesiąt metrów .txt . ale to się prawie nikomu nie udaje. Trzymał ją teraz oburącz. .Co roku bogaci turyści przyjeŜdŜają tu i wydają tysiące dolarów.wymamrotał Murgatroyd przez zaciśnięte zęby. Następnie Kilian przyniósł z kabiny sweter z długimi rękawami. Dzięki swetrowi Murgatroyda przestały piec ramiona.Nie utrzyma jej pan.Forsyth Opowiadania. Murgatroyd wykorzystał zmęczenie ryby. Patient podał mu swój pleciony kapelusz z szerokim rondem. Powoli koniec wędziska uniósł się odrobinę. Wędzisko przegięło się niemal ku powierzchni wody. jak się dało.stwierdził Kilian. Nie wolno jej dawać zbyt wiele Ŝyłki. to się urwie. Ŝe marlin przez ten czas nie ucieknie. Blask słońca 71 odbity od powierzchni wody moŜe być niebezpieczniejszy niŜ słoneczne promienie padające bezpośrednio na skórę.jęknął Murgatroyd. Zerwie Ŝyłkę jak bawełnianą nitkę. Uda i łydki przestało chłostać słońce. wciągnął sto metrów. Zdjął dolną część swojego dresu. To ryba zwiększyła swą szybkość. Mimo Ŝe bolały go palce. . który śmierdział potem i rybami. Udało mu się nawinąć pięćdziesiąt metrów Ŝyłki. .Przesunę to panu przez głowę .Czy to dobrze? . kiedy ryba walczy.Modlić się . Dopiero gdy zacznie płynąć razem z łodzią. Wszyscy chcą złapać marlina. niech pan nawija Ŝyłkę jak najszybciej. Linka była juŜ do końca rozwinięta. Kilian spojrzał na jego szorty i koszulkę. . Ŝeby uciec. Nie naleŜy nawijać linki. Pasy wrzynały mu się w ciało. Wędzisko uniosło się. co mu Kilian kazał. który poucza lotnika przed pierwszym solowym lotem. stoczy z panem walkę. Ryba płynęła wraz z łodzią na napiętej lince.Pan się usmaŜy -. Proszę zmniejszyć nacisk sprzęgła do osiemdziesięciu funtów. Murgatroyd skulił się. o jakiej się panu nie śniło. . Ulga była natychmiastowa.Niech pan nawija Ŝyłkę powoli. który miał teraz oczy w cieniu. zanim zmęczyła się i znów zaczęła płynąć za łodzią. bo moŜe wypluć haczyk. ale bez większego oporu.zapytał Higgins przeraŜonym głosem. Kilian nałoŜył go na głowę Murgatroyda. podciągnął je tak wysoko. jaki sprawiał jej wbity w podniebienie 70 hak. włoŜył ją na nogi Murgatroyda. Siła oporu ryby wahała się od siedemdziesięciu do dziewięćdziesięciu funtów. Nie było to łatwe. . Ryba znowu zabrała niemal sto metrów Ŝyłki. Strona 42 . potem drugą. Kiedy zacznie przyśpieszać. Kilian obrócił się. Miejmy nadzieję.powiedział. Kilian zsunął pasy z ramion Murgatroyda. nie przestając się szamotać. Szczęście im dopisało. ale skóra jego policzków była juŜ bardzo zaczerwieniona i spieczona. więc mógł znowu nawijać Ŝyłkę. włoŜył mu sweter i z powrotem zapiął pasy.

obcej mu dotąd. Twoja albo jej. Mimo spodni i swetra bezlitosne słońce spalało mu skórę. Nie czuł palących promieni. Siedział zgarbiony nad wędziskiem. JeŜeli potrzebujesz pomocy albo krótkiego odpoczynku. Miał gołe nogi. Kiedy minęło południe. ma sokoli wzrok. . Patrzał na swoich dręczycieli sponad białych szczytów fal. a nigdy nie słyszałem. Potem runął w następną nadchodzącą ścianę wody i zniknął w swoim zimnym. .zapytał Higgins. Był opalony na brąz.Co on powiedział? . Ŝe z pyska zwisa jej haczyk. człowieku .wycedził przez zaciśnięte zęby. pełen jakiejś wewnętrznej determinacji. jak gdyby stał na ogonie. ale Patient. Trzy razy w ciągu tej godziny wywalczył od ryby sto metrów Ŝyłki. a ty nie jesteś w dobrej formie. Zadecyduje wytrzymałość. .Wyglądają wszystkie tak samo. Ŝe nawet duŜo później nie potrafił jej opisać. To było niedaleko Riviere Noire. Czasem nadchodziła nagła ulga. a mokre od potu pasy wrzynały się bezlitośnie w jego spalone słońcem ramiona. Obydwie dłonie krwawiły od pękających bąbli. Potem z wolna i metodycznie zaczął nawijać Ŝyłkę. .Ta juŜ dwa razy złapała się na hak .spytał. bolały go całe dłonie. .zdziwił się Higgins. Łódź znalazła się na chwilę na grzbiecie fali. Murgatroyd wpatrywał się w miejsce. to nie Strona 43 . Stary człowiek skinął głową. . Przez następną godzinę borykał się z bólem i zrozumiał jego znaczenie. Ale on tylko coraz niŜej schylał głowę i nawijał Ŝyłkę. Ryba wyłoniła się zza wysokiej ściany zielonej wody i Murgatroydowi aŜ szczęka opadła. Kilian kucnął przy nim i znowu zaofiarował mu piwo. Ktoś nawet sfotografował ją w powietrzu. Kilian podszedł do niego z otwartą puszką zimnego piwa w ręku. Ona ma tylko siłę.mówił Kilian. Znaczy to równieŜ. .I dwa razy zerwała linkę. Stary Patient pierwszy przerwał milczenie. Murgatroyd wyglądał jak chory starzec. a jego waga wynosi tysiąc dwieście funtów.powiedział . tak Ŝe jest dobrze znana. Murgatroyd trzymał go wtedy na odległości pięciuset metrów. Kilian obrócił się ku niemu raptownie. jakiego nigdy sobie nie wyobraŜał.Forsyth Opowiadania. Ale kiedy wędzisko przeginało się i wszystkie jego mięśnie napinały gwałtownie.Oni znają miejscowe ryby . Kiedy nadeszło południe. Po co się zabijać. To legenda rybaków. Ponad okiem sterczała wypręŜona grzbietowa płetwa niczym koguci grzebień. trzy razy tracił je. Bicepsy stwardniały i napięły się.txt Dochodziła dziesiąta. . Nazywają go Cesarzem. Kiedy malał jej napór na linkę. To jest dobra walka. ale lata przebywania na słońcu zrobiły swoje.Trzymaj się. ciemnym Ŝywiole.wyjaśniał Kilian Higginsowi. Marlin trwał tak przez sekundę.JakŜe mogą rozpoznać poszczególną rybę? .Boję się. . ramiona i plecy. odczuwał ból. W chwili gdy fala opadła. Wielkie cielsko wzdrygnęło się.Vous etes sur? . * . Ŝe jest stary i sprytny. Wtedy spostrzeŜono. Ŝe juŜ długo nie wytrzymam . Ŝeby stary się mylił.jesteś bardzo zmęczony. a ty masz sprzęt i rozum. odczuwał przyjemność tak wielką. JeŜeli dobrze rozumiem. kiedy ryba odpoczywała. to 72 jest to błękitny marlin uwaŜany za większego od największego na świecie. . W ostatniej chwili znowu zerwała linkę i zabrała ze sobą drugi haczyk. gdzie zniknął marlin. Wąski.Słuchaj. ostro zakończony pysk ryby wskazywał niebo. wyskakiwała wielokrotnie z wody i moŜna się było dokładnie jej przypatrzyć. jakby chciało zrobić krok naprzód. Za drugim razem juŜ prawie znalazła się w łodzi. pogrąŜony we własnych myślach. Kiedy była na haczyku. marlin wyglądał. mimo swoich lat. Ja nie rozpoznałbym jej z odległości pięciuset metrów. To trwa juŜ trzy godziny. W sztywnych palcach pulsowała krew. samotny w swoim bólu. Potem wyłonił się z wody błyszczący tułów.C'est l'Empereur .powiedział. człowieku. TuŜ po jedenastej marlin po raz pierwszy wyskoczył z wody.

Wsłuchiwali się w terkot kołowrotka. Bystrymi oczami rozglądał się za najmniejszym choćby śladem Cesarza. Zastąpię cię na godzinkę. wielki morski drapieŜnik o instynktach wyostrzonych przez miliony lat ewolucji spiął się przeciwko wrogowi.Wtedy moŜna będzie znowu zebrać Ŝyłkę. Cesarz przestał nurkować i nacisk na linkę zmniejszył się do czterdziestu funtów. Otworzył usta. kiedy marlin zanurzał się na powrót w wodzie i Murgatroyd odzyskał pięćdziesiąt metrów. jak on będzie bardzo blisko i gotów do kapitulacji. daleko od falującej powierzchni i jasności słonecznych promieni. do którego zdąŜył juŜ zdeponować zjedzone na obiad kanapki i dwie wypite niedawno puszki piwa. Murgatroyd potrząsnął głową. Przez dwie sekundy marlin trwał zawieszony nad spienioną falą. nagle obluzowała się. Kilian wyprostował się. Mały urzędnik bankowy skulił się jeszcze bardziej w swoim fotelu.Wciągaj linkę! . Znajdował się juŜ tylko w odległości stu metrów od łodzi. . kiedy się znowu odwijała. Murgatroyd tępo patrzył za linką. .zacharczał.dłuŜej nie dasz rady. w trakcie którego otrząsał wodę z grzbietu. i w jego przeraźliwy gwizd.Moja ryba . drugą utrzymywał silnik na wolnych obrotach. podobną do stracha na wróble w słomkowym kapeluszu na głowie postać siedzącą w obrotowym fotelu. Tym razem łódź znajdowała się w rozpadlinie pomiędzy falami i Cesarz przebił powierzchnię kierując się prosto w jej stronę. Dochodziła druga po południu. I on.Zostawcie mnie w spokoju. nie dawał za wygraną. Patrzył na rozwijającą się szybko mokrą nylonową Ŝyłkę. dobrze? Wrócisz na końcówkę.powiedział . W samą porę. Kilian skoczył na równe nogi. Kilian i chłopiec skoczyli do burty. Miał usta popękane od słońca i słonej wody. Był to wysoki skok. Tak więc jego walka trwała dalej.wrzasnął. Jedną ręką trzymał koło sterowe. i mimo haczyka wbitego w boczny policzek kościstego pyska. kiedy Ŝyłka nawijała się. Dwie łzy przecisnęły się przez półprzymknięte oczy bankiera i spłynęły po jego zapadniętych policzkach.Dobra. patrząc przez ramię Murgatroyda na wodę. trzepiąc głową na boki jak pies.On zaraz wypluje hak! Zmęczone palce Murgatroyda zacisnęły się na korbie kołowrotka. a słońce stawało się coraz gorętsze.powiedział. a dodatkowe linki mogłyby zmylić Murgatroyda. . kucnął sobie w cieniu 73 wyplatanego daszku. na głębokości wielu sąŜni. brunatny kormoran. Ŝeby zlikwidować luz. Kilian połoŜył mu przyjaźnie rękę na ramieniu. Wiedział. . . Stracił juŜ pięćdziesiąt metrów. W godzinę później marlin po raz ostatni wyskoczył z morza. i Higgins od czasu do czasu rzucali okiem na zgarbioną. Ale za chwilę ryba mu je odebrała. Stary rybak siedział wysoko na swoim fotelu niby mądry. Ŝeby Strona 44 . . Z pękniętej 74 wargi popłynęła krew na podbródek.txt krępuj się.Słuchaj . Linka napięła się w momencie. Naprzeciwko niego siedział Kilian i spokojnie popijał piątą puszkę. niszczącą się skórę twarzy Murgatroyda. zacisnął obolałe palce dokoła mokrego uchwytu wędziska i choć pasy wrzynały mu się w ramiona jak druty.Będzie musiał wrócić i wyskoczyć na powierzchnię . Korkowy uchwyt był śliski od cieknącej z jego palców krwi. Ŝe nikt juŜ nie będzie polował na bonito.Forsyth Opowiadania. Twoja ryba . Murgatroyd znowu nawijał Ŝyłkę. .odparł.To jest moja ryba . Nachylił się i spojrzał na ceglastą. dał nura. Higgins dostał morskiej choroby i siedział nad wiadrem. który juŜ nawinął wszystkie Ŝyłki i schował pozostałe trzy wędki. . . Marlin zbliŜył się do łodzi na odległość trzystu metrów i wynurzył się znowu z wody. Jean-Paul. Angliku. śyłka. .Moja ryba. W ciemnej głębi oceanu. a ryba nurkowała dalej.zauwaŜył Kilian. Tylny pokład "Avanta" był straszliwie rozpalony.

Potem długi dziób. . Ale on się poddawał. Teraz chodziło juŜ tylko o czas.to Cesarz. Podczas gdy Kilian powoli podciągał stalowy przypon. Wzrok miał zmącony zmęczeniem. zastąpiło je spokojne. Murgatroyd podniósł wzrok Strona 45 . Tamci czterej wpatrywali się na huśtające się na wodzie cielsko wielkiej ryby. Jego ostry dziób potrafiłby przebić dwadzieścia pięć centymetrów drewna. Bankier z Ponder's End nie dawał za wygraną.krzyknął.zawołał w stronę starego rybaka. co kołysało się i przekręcało. Zobaczyli ogromne cielsko Cesarza w odległości dwudziestu metrów. Co za zwierzę! . Wzrok mu się mącił. Chce się pan teraz zamienić? Murgatroyd wpatrywał się w miejsce..zszedł z fotela i dołączył do nich. gdzie zniknęła ryba. Jean-Paul i Higgins. Po raz pierwszy od ośmiu godzin wypuścił z rąk wędzisko. ale zbliŜało się do łodzi ciągnięte nylonową Ŝyłką. Jego wyczerpanie było teraz tak wielkie. Wyciągnął nogi i spróbował wstać. który wciąŜ siedział skulony w fotelu. gdzie leŜała dorada. Ale będzie jeszcze walczył przez kilka godzin. Kilian włoŜył na rękę grubą skórzaną rękawicę. Wszyscy ignorowali Murgatroyda. które spadło teraz na belkę przed fotelem. Coś przebiło powierzchnię fali. Cesarz ciągnął. Powoli i z trudem odpiął pasy. zanurzył się i zniknął. .Cesarz się zbliŜa! Pod wieczór morze uspokoiło się.Deux heures encore . łagodne kołysanie. Fale ostrego bólu przebiegały ze szczególną siłą przez jego prawe ramię. .Forsyth Opowiadania. jak gaśnie stara Ŝarówka.Que pensez vous? Il va venir vite? . ale tylko na chwilę. ale juŜ nie ze stufuntową siłą. Wysiłek.odparł stary . Była za dwadzieścia piąta.Stary mówi. W kąciku jego paszczy zabłysło coś przypominającego odłamek stali. ale był to cięŜar bierny. śyłka trwała nieruchomo. Potem z wielkim hukiem opadł na wodę. Jeden z przeciwników będzie musiał się poddać. Kilian usłyszał regularne terkotanie obracającego się kołowrotka i wyszedł spod daszku.To on . Kiedy odległość zmalała do sześciu metrów. zabierając metry linki. Ŝe nie urwie się juŜ. i to krótki. Nigdy w Ŝyciu nie zdarzyło mu się odwołać do ostatnich rezerw woli. ale nie czuł się dobrze. Ŝe Cesarz jest juŜ zmęczony. Potrząsnął głową. Szło coraz łatwiej. . coś. Czuł wprawdzie cięŜar na końcu. Patient skinął głową. Przez następne dziewięćdziesiąt minut urzędnik bankowy i cesarski marlin toczyli walkę. Mięśnie łydek i ud dygotały i zdawały się gasnąć. trzymając wysoko nad głową wielki rybacki oszczep z hakiem. odzyskując kilka metrów linki.powiedział Kilian cicho . Kilian kucnął znowu przy fotelu Murgatroyda. Po krótkiej chwili zabrał się do jej nawijania. O wpół do piątej miał juŜ za sobą 75 siedem i pół godziny walki. więc przewrócił się na luk.txt pozbyć się haczyka ciągnącego go nieubłaganie w stronę jego wrogów. Jean-Paul ustawił się przy daszku. Cztery razy Murgatroyd nadludzkim wysiłkiem ściągał ją z powrotem. który juŜ nie wymiotował. wędzisko było przegięte. Teraz to zrobił. Cztery razy ryba uciekała. chyba Ŝe w jego cielsku i kościach zostały jeszcze jakieś zapasy siły.mais U est fatigue. gdyŜ miał naderwany mięsień. Ŝe porównywalne z delirium. ale jej ucieczki były coraz krótsze. Czubata płetwa wynurzyła się na powierzchnię i przechyliła na bok. Spadły na pokład. koniec stalowego przyponu dotarł do szczytu wędziska.JuŜ się zbliŜa! . całe jego ciało było jednym wielkim siedliskiem udręki. podeszli do burty. Wszyscy w milczeniu wpatrywali się w wodę za rufą. Zaskoczyło to Murgatroyda. Wiedzieli. chwycił go i przyciągnął. gdyby uderzył płynąc z szybkością czterdziestu węzłów.Vous avez vu . Ale jego łydki i uda były zbyt osłabione. Monsieur Patient wyłączył silnik. kiedy Ŝyłka zrobiła się znowu luźna. WaŜy ponad tysiąc dwieście funtów i mierzy sześć metrów od pyska do ogona. Zniknęły grzywacze. jakiego moŜna się spodziewać jedynie po najsprawniejszym fizycznie młodym męŜczyźnie. Szarpanina się skończyła. Wyjrzał za rufę. zamocował koło sterowe. .

Rzucił bonite i doradę na molo i schował sprzęt rybacki i przynętę. jak zmęczonym. tak Ŝe trzeba się było przeciskać przez tłum.NIE! Chłopak zastygł i obejrzał się za siebie.zaklął Kilian. Murgatroyd starannie ujął szczypcami stalowy przypon pomiędzy ostrza szczypiec. Raz jeszcze zobaczyli ten ogon. Stary monsieur Patient wyłączył silnik i upewnił się. . Olbrzymie jego cielsko spoczywało na boku.Cholera! . Zacisnął szczypce. wyczerpany prawie na śmierć. Szorty sięgały Murgatroydowi poniŜej kolan. popychając całe cielsko w przód i w dół.Forsyth Opowiadania.Co pan robi? On ucieknie! . Siedział zgarbiony na jednej z ławek.txt i zobaczył tak stojącego chłopca. pysk miał na wpół otwarty. Strona 46 . Po godzinie było juŜ ciemno. . Z lewej Ŝuchwy sterczał zardzewiały haczyk. ojczyzny wielkiego marlina. Na samym przedzie gromady witających stał monsieur Patient. Cesarz patrzył na Murgatroyda. Higgins poszedł naprzód. Pokład uniósł się i uderzył go najpierw w kolana. Zabierzemy go najpierw do domu. a potem w twarz. Pamiętał potem. Kilian przeniósł lodówkę na przystań i wrócił na łódź.Czas iść . a nowa fala przewalała się nad jego ciałem. ale zbyt wiele krwi napłynęło mu do mózgu. tkwiącego głęboko w chrząstce górnej wargi. Potrząsnął starą. Ŝe cumy są dobrze załoŜone.odezwał się Kilian. . Mieszkańcy pobliskiej wioski wylegli na molo. Ŝe łódź przybiła do drewnianego mola i Jean-Paul popędził w stronę wioski. Murgatroyd na czworakach szukał czegoś w pudełku z narzędziami. a Kilian pomógł mu przejść przez pomost. opięta koszula. Fale przewalały się przez granatowoczarne cielsko marlina. pozostałość niegdysiejszej walki z innymi rybakami. Cesarz Ŝył jeszcze. Murgatroyd próbował wstać. pociemniała od zaschniętego potu. pantofle skrzypiały. poruszył się dwa razy. Kilian ściągnął z niego spodnie i sweter. ale stanowczym ruchem pracował pod powierzchnią fal. Jego palce powoli zacisnęły się na rękojeści szczypiec. wciąŜ jeszcze błyszczący i nie skorodowany. Złapał je kciukiem i wskazującym 76 palcem lewej ręki i wcisnął w zakrwawioną prawą dłoń. Od ręki Kiliana trzymającego przypon biegła stalowa linka do trzeciego haczyka. staruszku . Cesarz leŜał tuŜ za rufą. Zamiast okrzyku wydał z siebie ochrypły charkot.krzyknął Higgins. sterując w głąb do ciemnego. Ręce zanurzył dla dezynfekcji w wiadrze ze słoną wodą. Na zachodzie słońce powoli zapadało za wzgórza wyspy Mauritius. podniósł i przechylił przez rufę. Linka wisząca pomiędzy jego pyskiem a ręką Kiliana była luźna. w miejscu gdzie znajdowała się podstawa haczyka. ale nie miał juŜ sił walczyć. chłodnego wnętrza oceanu. . Zacisnął szczypce drugi raz i stalowa linka puściła. Przez ten czas "Avant" przemierzył lagunę i Murgatroyd ocknął się. .Pogłaszczesz go później. Grzywiasty ogon uniósł się i opadł w lewo. Z jednego boku zwisał stalowy przypon. Ŝe niebo nad nim obróciło się powoli wielkim łukiem i pamiętał gwałtownie zapadającą ciemność. Z jego dłoni spłynęła krew i zmieszała się ze słoną wodą wokół łba marlina. jak gdyby szukał kontaktu z wodą. Podparł się wolną ręką. 77 Murgatroyd wypił jedną za drugą trzy puszki piwa. Na samym wierzchu leŜały szczypce do przecinania drutu. Z odległości sześćdziesięciu centymetrów patrzyło na Murgatroyda jedno wybałuszone oko. Kiedy to się stało.stwierdził. z ledwie widoczną częścią nasady. przeskakując przez burtę. głowa ryby zanurzyła się jeszcze głębiej. Nie zauwaŜył nawet. tak Ŝe wieczorny chłód mógł koić jego spalone członki. trzepotała na wietrze. Następna fala przewróciła go na brzuch. Stracił przytomność. zmęczoną głową i wcisnął nos do zimnej wody. Murgatroyd nachylił się powoli i sięgnął prawą ręką do pyska ryby. Murgatroyd podniósł się z trudem.

tak. Stary człowiek. ale powstrzymał ich lekarz. skóra twarzy spieczona i popękana. Ŝe zwrócił mu pan Ŝycie. . przy których stał Murgatroyd.Zanim wrócimy do hotelu. uda i golenie były czerwone i obrzękłe od oparzeń.odpowiedział Kilian. . kiedy Murgatroyd wchodził przez główne wejście hotelu do rzęsiście oświetlonego hallu. . maitre. W tym momencie z salonu fryzjerskiego wyszła pani MurStrona 47 .On jest dla nich legendą. Podszedł do przednich.Nie. którzy rozstępowali się przed nim. w jakim jest stanie. .Mój ty BoŜe! . Niektórzy chcieli poklepać Murgatroyda po ramieniu.Salut.Nie ma potrzeby. ale to będzie musiało chwilę potrwać. . Wiadomość o powrocie Murgatroyda w mgnieniu oka dotarła do baru przy pływalni.zapytał szeptem Murgatroyd. Ale w połowie hallu ludzie zatrzymali się. Kiedy zeszedł na szutrowaną ulicę wioski. Powoli przesuwał się w stronę tłumu gości. . . Kilian wsunął się za kierownicę.Czy za to.powiedział Kilian. . Ŝeby powitać Murgatroyda. Jego włosy były w dzikim nieładzie. gdzie zajmie się panem lekarz . . Ramiona. gdzie wciskały się pasy. i zaczął się na nie wspinać. .powiedział ktoś.Forsyth Opowiadania. Głębokie purpurowe pręgi na ramionach i plecach znaczyły miejsca.Czy mogę po niego przyjechać. Ktoś zobaczył ich i pobiegł do jadalni. Murgatroyd wyglądał zaiste dziwnie.odezwał się Higgins po chwili . salut. ale jego dłoń była zbyt obolała.txt Murgatroyd chętnie uścisnąłby mu rękę. Hindus. Ŝeby zawiadomić kilku siedzących tam jeszcze gości. wspaniała! .powiedział. na pozdrawiające go dzieci. . Angliku.mówili powaŜnie.Z powodu Cesarza? . Mistrzem rybaków. BandaŜe zmumifikowały mu obie ręce.zawołał lekarz. $ Murgatroyd z rozkoszą wtulił się w miękkie siedzenie. Sam odwiozę tego pana.odparł. Nie mogło być mowy o uściskach rąk. Ŝe go złapałem? Kilian roześmiał się cicho. sparzona twarz błyszczała pod grubą warstwą kremu. a Higgins usiadł obok niego. powiedzmy. a szorty wciąŜ opadały poniŜej kolan. maitre . Higgins wkładał do bagaŜnika puste pudło po kanapkach i zapasową odzieŜ. .Tak.Merci . kazał się Murgatroydowi rozebrać i gdy zobaczył. okazało się. Ludzie po kolei schylali przed nim głowę i mówili: . Geran jest po drodze do mojego domu. wznosili toasty za jego zdrowie. chłopie . Młody lekarz. Ŝe ci rybacy uwaŜają pana za bohatera. Rozległ się hałas odsuwanych krzeseł i brzęk naczyń. Ramiona i nogi miał posmarowane kalaminą.Nazywają pana mistrzem. Ci. uchylił go. Była juŜ dziesiąta.Dobra robota.Salut. Lekarz mu towarzyszył. 78 Murgatroyd patrzył przez okno na uśmiechnięte brązowe twarze ludzi. Ŝe i tam stoi spory tłum mieszkańców.wydaje mi się. salut. ZłoŜył rozpalone zbolałe ręce na kolana. Wyglądał jak negatyw fotograficzny. Wsiedli do samochodu. Czerwona. który odzyskał swój słomkowy kapelusz. . która wyglądała jak zastygła kreda.Pozdrawiają pana . za trzy godziny? zapytał Kilian lekarza. . Otoczyli samochód.zawołał ktoś inny. Pośladki Murgatroyda pokryte były krwawiącymi pęcherzami od przesuwania się do przodu i w tył na twardym fotelu. . wstąpimy do szpitala we Flack.\ Murgatroyd przechodził z wolna przez molo.Salut. Kilian wstawił przenośną lodówkę i zatrzasnął tylne drzwi. Hotel St. za to. cmoknął z niepokojem.Co oni mówią? . Pozdrowił go więc skinieniem głowy i uśmiechem. maitre . którzy przyszli z kieliszkami w rękach. Murgatroyd doszedł do schodów prowadzących na piętra. Tłum wczasowiczów biegł ze wszystkich stron do hallu.Opatrzę pana. .Panie Murgatroyd . Składają panu hołd. .

Forsyth Opowiadania.txt gatroyd. Zwabił ją hałas wywołany powrotem jej męŜa. Cały dzień spędziła gotując się z wściekłości. W południe, zdziwiona 79 nieobecnością męŜa, zaczęła, go szukać i dopiero wtedy dowiedziała się, dokąd poszedł. Stała teraz, czerwona na twarzy, ze złości raczej niŜ od słońca. Trwała ondulacja, którą robiła sobie na powrót do kraju, nie była jeszcze skończona, toteŜ na jej głowie sterczały na wszystkie strony wałki jak miniaturowe wyloty katiuszy. - Murgatroyd! - zawołała. Kiedy była zła, zwracała się do niego po nazwisku. - Co ty wyrabiasz? Dokąd idziesz? Murgatroyd zatrzymał się na podeście, obejrzał się i zobaczył Ŝonę w tłumie gości. Jak powiedział później Kilian swoim przyjaciołom, coś dziwnego zabłysło w jego oczach. Ludzie zamilkli. - Co się z tobą dzieje?! Jak ty wyglądasz? - ciągnęła Edna Murgatroyd pełnym oburzenia tonem. I wtedy kierownik banku zrobił coś, czego nie robił od wielu lat. Krzyknął! - Spokój! Ednie Murgatroyd opadła szczęka. Wyglądała zupełnie jak ryba, ale znacznie mniej majestatycznie. - Przez dwadzieścia pięć lat - powiedział spokojnie Murgatroyd - stale groziłaś mi, Edno, Ŝe przeniesiesz się do siostry, do Bognor. Bądź zadowolona, bo nie będę cię dłuŜej zatrzymywał. Nie wracam z tobą do Anglii. Zostaję tu, na tej wyspie. Ludzie patrzyli na Murgatroyda, oniemiali ze zdumienia. - Nie pozostawię cię bez środków do Ŝycia - mówił dalej Murgatroyd. - Przepiszę na ciebie dom i wszystkie oszczędności. Sam zatrzymam tylko emeryturę, sprzedam teŜ moją bardzo wysoką polisę ubezpieczeniową. Harry Foster pociągnął łyk piwa z puszki i czknął. Higgins odezwał się drŜącym głosem: - Nie moŜe pan rzucić Londynu. Nie będzie pan miał z czego Ŝyć. - Owszem - odpowiedział kierownik banku. - Powziąłem decyzję i nie zmienię jej. Przemyślałem sobie wszystko w szpitalu, dokąd przyszedł monsieur Patient. Zawarliśmy porozumienie. Odkupię jego łódź, a za to, co mi pozostanie, kupię chatę na wybrzeŜu. On będzie w dalszym ciągu kapitanem, a wnuka pośle do szkół. Ja będę przez dwa lata jego chłopcem okrętowym. Przez ten czas nauczy mnie wszystkiego, co trzeba wiedzieć o morzu i o rybach. A potem będę woził turystów na polowanie na ryby i w ten sposób zarabiał na utrzymanie. Tłum gości hotelowych wciąŜ patrzał na Murgatroyda z niedowierzaniem. Higgins raz jeszcze przerwał ciszę. - AleŜ, panie Murgatroyd, co z bankiem? I z Ponder's End? 80 - I co ze mną? - rozpłakała się Edna Murgatroyd. Jej mąŜ rozwaŜył kaŜdą z tych kwestii z osobna. - Do diabła z bankiem - rzekł po chwili. - Do diabła z Ponder's End. I do diabła z panią, madame. Co powiedziawszy, odwrócił się i zniknął na schodach. Za jego plecami rozległy się okrzyki radości. Kiedy idąc długim korytarzem juŜ podchodził do drzwi swojego pokoju, dobiegły go z oddali rozbawione wrzaski podchmielonych kuracjuszy: - Brawo, Murgatroyd! SĄ TAKIE DNI. Rozkołysany prom o dźwięcznej nazwie "St. Kilian", płynący z Hawru, zanurzył dziób w kolejnej fali i swoje grube cielsko zbliŜył do Irlandii o kilka metrów. Kierowca cięŜarówki, Clark, wychylił się za burtę i patrząc prosto przed siebie intensywnie wypatrywał pagórków hrabstwa Wexford. Jeszcze dwadzieścia minut i prom Irlandzkiej Linii Kontynentalnej przybije do małego portu Rosslare i zakończy kolejny europejski rejs. Clark spojrzał na zegarek. Za dwadzieścia druga. Z niecierpliwością myślał o chwili, kiedy wraz z rodziną zasiądzie do kolacji w swoim domu w DuStrona 48

Forsyth Opowiadania.txt blinie. Statek punktualnie zbliŜał się do brzegu. Clark oderwał się od burty, powrócił do salonu i zabrał stamtąd swoją torbę podróŜną. Nie chciało mu się czekać na górze, więc zszedł na pokład samochodowy, trzy piętra niŜej, gdzie stała jego wielka cięŜarówka. Wiedział, Ŝe kierowcy i pasaŜerowie samochodów zostaną wezwani za jakieś dziesięć minut, ale uwaŜał, Ŝe nie zaszkodzi, jeŜeli juŜ teraz usadowi się za kierownicą. JuŜ od dawna nie interesowało go przybijanie promu do brzegu. Bardziej był ciekaw sprawozdania z wyścigów w irlandzkiej gazecie, którą kupił wchodząc na pokład, mimo Ŝe była z poprzedniego dnia. Wdrapał się po trzech schodkach do ciepłej, wygodnej kabiny szoferki. Rozsiadł się swobodnie, by zaczekać na chwilę, gdy otworzą się ogromne wrota statku i będzie moŜna wyjechać na nabrzeŜe. Miał przed sobą plik dokumentów starannie wsunięty za osłonę przeciwsłoneczną przedniej szyby, gotowy do przedstawienia celnikom. Pięć minut przed godziną drugą "St. Kilian" przybił do brzegu, drzwi ładowni otworzyły się punktualnie o drugiej. Na pokładzie samochodowym panował ogłuszający hałas, gdyŜ niecierpliwi turyści 82 zapalili silniki znacznie wcześniej, niŜ naleŜało. Tak było zawsze. Z setki rur wydechowych buchnęły spaliny, ale cięŜarówki stały na przedzie i ruszyły pierwsze. Czas to pieniądz. Clark nacisnął guzik startera swojego wielkiego volvo i uruchomił silnik. Kiedy kierownik ruchu dał znak, ruszył. Był trzeci z kolei. Stojące przed nim dwie cięŜarówki wjechały na metalowe płyty rampy prowadzącej na nabrzeŜe, ciągnąc za sobą smugi spalin. Clark ruszył za nimi. Względną ciszę jego kabiny przerywało syczenie hydraulicznych hamulców. Po chwili rozdygotane płyty rampy znalazły się pod jego kołami. Rósł hałas silników i dzwonienie stalowych płyt, toteŜ nie usłyszał krótkiego ostrego trzasku, który rozległ się niemal tuŜ pod nim. Przejechał rampę "St. Kiliana", zjechał dwieście metrów w dół po wybetonowanym nabrzeŜu i znalazł się w półmroku wielkiego budynku urzędu celnego. Zobaczył celnika, który skierował go do jednej z zatok tuŜ przy jezdni. Zgodnie z jego poleceniem skręcił, stanął obok poprzedzającej go cięŜarówki i zgasił silnik; wziął do ręki plik dokumentów i wyskoczył na betonową podłogę. Był częstym bywalcem na tej trasie, toteŜ znał większość celników, ale ten był chyba nowy. Pozdrowił Clarka skinieniem głowy, wyciągnął rękę po dokumenty i zaczął je przeglądać. Wystarczyło mu dziesięć minut, Ŝeby upewnić się, Ŝe wszystko jest w porządku: prawo jazdy, ubezpieczenie, list przewozowy, dowód opłaty celnej, róŜne zezwolenia, cały plik papierów niezbędnych do przewozu towarów z kraju do kraju, nawet na terenie Wspólnego Rynku. JuŜ miał to wszystko oddać Clarkowi, kiedy coś zwróciło jego uwagę. - Halo, co to jest, u diabła? Clark podąŜył oczami za jego wzrokiem i zobaczył pod kabiną swojej cięŜarówki rozszerzającą się powoli plamę oleju, który zapewne wyciekł gdzieś spod tylnej osi. - O rany! - zawołał w rozpaczy. - To pewnie cieknie z przedniej osłony dyferencjału! Celnik wezwał starszego kolegę, którego Clark znał. Nachylili się, Ŝeby zobaczyć, skąd wycieka olej. Na ziemi powstała juŜ duŜa plama. Dobry litr tego cięŜkiego płynu. Starszy celnik wyprostował się. - Daleko nie zajedziesz - powiedział do Clarka, a do młodszego kolegi: - KaŜ go objeŜdŜać. Clark wlazł pod kabinę cięŜarówki, Ŝeby zobaczyć, co się tam dzieje. Od umieszczonego w przedniej części silnika ciągnął się mocny, 83 gruby wał napędowy. Kończył się na bębnie z lanej stali, czyli dyferencjale. Siła obracającego się wału transmitowana była na dwie strony do półosiek i poruszała pojazd za pomocą skomplikowanego Strona 49

Forsyth Opowiadania.txt zestawu zębatych kół umieszczonych wewnątrz obudowy, poruszających się w oleju przekładniowym. Bez oleju zęby kół zatarłyby się bardzo szybko, a olej właśnie wyciekał. Stalowa przednia część obudowy dyferencjału była pęknięta. TuŜ ponad tylną osią mieściła się tarcza złącza, na której opierała się naczepa z ładunkiem. Clark wylazł spod wozu. - Podwozie jest powaŜnie uszkodzone - powiedział. - Muszę porozumieć się z moją firmą. Czy mogę skorzystać z telefonu? Starszy celnik wskazał ruchem głowy oszkloną ścianę biura i zabrał się do odprawiania następnych pojazdów. Kilku kierowców wychyliło się z okien, obrzucając śpieszącego do telefonu Clarka niezbyt pochlebnymi epitetami. W dublińskim biurze nikt się nie odzywał. Wszyscy byli widać na obiedzie. Clark kręcił się dokoła komory celnej, aŜ ostatni odprawiony samochód odjechał w głąb lądu. O trzeciej udało mu się skontaktować z dyrektorem firmy Tara Transportation i wyjaśnić mu swoje kłopoty. Dyrektor zaklął. - Nie mam tej części na składzie - powiedział. - Muszę ją zdobyć od agenta Volvo. Zadzwoń za godzinę. O czwartej nie było jeszcze Ŝadnej wiadomości, o piątej celnicy oświadczyli, Ŝe muszą zamykać biuro, poniewaŜ ostatni tego dnia prom z Fishguard juŜ był odprawiony. Clark zatelefonował jeszcze raz do szefa, aby powiedzieć, Ŝe spędzi noc w Rosslare i skomunikuje się z nim jeszcze raz za godzinę. Jeden z celników zabrał go swoim samochodem do miasta i wskazał mu pensjonat. Clark wynajął pokój na jedną noc. O szóstej kierownik biura zawiadomił go, Ŝe nazajutrz rano o dziewiątej otrzyma nową osłonę dyferencjału i przyśle mu ją furgonetką wraz z mechanikiem. Mniej więcej w południe Clark zatelefonował do Ŝony, powiedział jej, Ŝe spóźni się do domu o dwadzieścia cztery godziny, wypił herbatę i poszedł do pubu odległego o pięć kilometrów od komory celnej, gdzie nad kałuŜą oleju stała biało-zielona cięŜarówka firmy Tara. Nazajutrz Clark pozwolił sobie pospać dłuŜej niŜ zwykle. Wstał dopiero o dziewiątej. O dziesiątej zadzwonił do firmy, gdzie powiedziano mu, Ŝe załadowano właśnie zapasową część do furgonetki, która odjedzie za pięć minut. Pojechał autostopem do przystani. Przybył tam o jedenastej. Firma dotrzymała słowa i o dwunastej na 84 bruku zadudniła furgonetka. Wjechała do komory celnej, gdzie czekał na nią Clark. Energiczny mechanik wśliznął się pod cięŜarówkę i wydał z siebie przeciągły gwizd. Kiedy wyłonił się spod wozu, cały umazany był olejem. - Przednia część osłony dyferencjału - zawiadomił Clarka całkiem zbytecznie. - Pęknięta w samym środku. - Jak długo to potrwa? - JeŜeli mi pomoŜesz, to wyciągnę cię stąd w półtorej godziny. Reperacja potrwała jednakŜe nieco dłuŜej. Przede wszystkim trzeba było zebrać rozlany olej, a było tego aŜ trzy litry. Następnie mechanik wziął cięŜki klucz i ostroŜnie odkręcił wielkie śruby, którymi przednia część przymocowana była do bębna osłony. Wyciągnął dwie półośki i zluzował wał napędowy. Clark siedział na ziemi i przyglądał się mechanikowi, podając od czasu do czasu narzędzia. Celnicy takŜe przypatrywali się tej operacji. Pomiędzy jednym a drugim lądowaniem promu niewiele dzieje się w komorze celnej. Ostatni kawałek pękniętej osłony wydobyty został tuŜ przed godziną pierwszą. Clark poczuł głód i miał ochotę pójść do przydroŜnej kawiarenki na obiad, ale mechanik śpieszył się. Zza horyzontu wyłonił się tymczasem "St. Patrick", siostrzany prom "St. Kiliana", zmierzający do portu Rosslare. Mechanik rozpoczął teraz drugi etap swojej pracy. ZałoŜył nową osłonę, zamocował wał napędowy i wstawił dwie półośki. O wpół do drugiej "St. Patrick" był juŜ dokładnie widoczny dla kaŜdego obserwatora. Jeden z nich nazywał się Murphy. LeŜał na przywiędłej trawie na szczycie wzgórza tuŜ za portem, niewidoczny dla kaŜdego, kto patrzyłby Strona 50

wszystko sam zorganizował i niełatwo go było zniechęcić.DuŜo forsy.bez Ŝadnych komplikacji. ale Murphy wydał juŜ kilka tysięcy funtów z własnej kieszeni. Zresztą nikogo takiego nie było.Jest! . Pierwsza wyjechała ciemnobrązowa cięŜarówka z francuską rejestracją. wziął butelkę z detergentem i poszedł do toalety.i gotowa do drogi.Poczekamy. który nie miał lornetki.Jest twoja . .odezwał się.Czy mogę juŜ jechać? . 85 W komorze celnej mechanik dokręcił ostatnią śrubę nowej osłony i wyłonił się spod cięŜarówki. Clark przyniósł z furgonetki puszkę oleju i lejek. Odkręcił małą nakrętkę w bocznej ścianie obudowy dyferencjału. Murphy trzymał mocno lornetkę i wpatrywał się w ciemny otwór rufy "St.westchnął Brendan z lubością. Cena detaliczna jednej butelki wynosi dziesięć funtów. Patricka". Nie ma mowy o klapie. .Jest to nasze cacko.stwierdził Murphy. Clark wyjaśnił mu swoją sytuację.DuŜo drinków . Bardziej doświadczony bądź zawodowy przestępca powiedziałby moŜe Murphy'emu.Spływaj . . Zaplanowałem wszystko jak operację wojskową. Ja biorę cztery. Strona 51 . .Wiezie siedemset pięćdziesiąt skrzyń najlepszego francuskiego koniaku . a rampa opadła.powiedział . .powiedział. wymalowanym wielkimi zielonymi literami na jej bocznej ścianie.odezwał się do Brendana . O pięćset metrów przed nim Clark brał zakręt i wjeŜdŜał na prostą drogę z portu do miasta Rosslare.Co. do licha. Tymczasem "St. Co o tym myślisz? . niewiele widział i zaczynał się nudzić. . . Prawdopodobnie przegonię cię w drodze do Dublina. aŜ wyjedzie z komory celnej. .Oczywiście.txt w jego stronę z odległości stu metrów.Bez pośpiechu . Po raz drugi w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin Clark wspiął się po stopniach do szoferki. Mechanik dokręcił nakrętkę wlewu oleju i obrócił się w stronę Clarka. . Wyprostował się i przeciągnął. . .mówił Murphy. Z szoferki wysiadł kierowca.szepnął.Myślisz. Liam? .Forsyth Opowiadania.Przejechał . . Wrzucił do furgonetki puszkę po oleju i narzędzia. .W porządku . Ŝe moŜe nieco przesadza z tą pewnością siebie. Ten wczołgał się na szczyt wzgórza 86 i spojrzał w dół.Ruszamy? . .Widzę . .oświadczył celnik.odparł Murphy. idioto! . który był handlarzem złomu i sprzedawał uszkodzone samochody. . Następnie wielka biało-zielona z napisem TARA. gdy jego oczom ukazała się. Pomachał koledze i wyjechał z ciemnego budynku urzędu celnego. Jego wielkie wrota otworzyły się. ruszamy. . LeŜący za nim w wysokiej trawie siłacz Brendan chrząknął. Ŝe się uda? . Podał Brendanowi lornetkę. ci się stało. Idę się umyć. cięŜarówka. Ŝeby sprawdzić dokumenty nowego kierowcy.spytał go Clark. Przez lornetkę czujnie śledził nadpływający statek. zapalił silnik i włączył sprzęgło. -.Dokładnie o czasie. . Dalej obserwował nadpływający prom.oświadczył.Teraz wlejemy trzy litry oleju i pojedziesz. Stanęła obok identycznej cięŜarówki Clarka.zapytał.zapytał go Brendan.JuŜ i tak za długo tu stoisz.No dobra. Tymczasem cięŜarówka naleŜąca do firmy Tara Transportation wjechała do komory celnej.JuŜ jest blisko . Murphy westchnął głęboko. Zobacz. Murphy zacisnął ręce na lornetce. . Celnik podszedł.To jest dziewięć tysięcy butelek.zdziwił się. . Patrick" podpłynął ostroŜnie do nabrzeŜa i przycumował. . Celnik skierował ją do zatoki.

Pod wiatrówkami nosili przepisowe policyjne niebieskie koszule i czarne krawaty. Brendan zaś był przebrany za zwykłego szeregowca. Murphy siedział za kierownicą czarnego forda granady. Kiedy zahamował.Spokojnie . JednakŜe ktoś. . Dopędzili cięŜarówkę. Brendan prowadził. Po kilku sekundach cięŜarówka Clarka minęła ich z wielkim hukiem. po czym skierował się na północ.wrzasnął Brady.Gdzie byłeś. WłoŜyli marynarki. Dojechali do miejsca. Murphy rozwinął je. . gdyŜ wszystkie patrolowe samochody policji drogowej były tego koloru. a na nogach czarne buty. kiedy będzie mu potrzebna. Ŝe jest sierŜantem. Na północ od starego miasteczka Gorey ciągnie się nowy odcinek dwupasmowej szosy. Dwie wyjęte z torby granatowe czapki dopełniły obrazu. Obydwaj męŜczyźni wyskoczyli z wozu i wyjęli leŜącą na tylnym siedzeniu torbę. znajduje się parking. stojącą na czerwonych światłach w miasteczku Gorey. Teraz Brendan wyjął z kufra ostatnią rzecz. jadąca przed nim cięŜarówka znikła z jego pola widzenia. Przejechał most na rzece Slaney. tak Ŝeby napis był dobrze widoczny w nocy. ale któŜ zwróciłby na to uwagę w biały dzień. Murphy miał na ramieniu trzy paski.Czas zamienić się w stróŜów porządku publicznego .Forsyth Opowiadania. zaparkowanego na piaszczystej drodze. czyli irlandzkich sił policyjnych. Wreszcie wyjęli z torby dwie rolki czarnej przylepnej taśmy. Miejsce to Murphy wybrał Strona 52 .Sterczymy tu z Keoghiem od godziny. Zatelefonował do innej przydroŜnej budki telefonicznej nieco na północ od Gorey. Poza tym mieli na mundurach oznaki Gardy. Była pusta. który dochodzi do Arklow. Otworzyli zamki błyskawiczne swoich wiatrówek. w którym ich droga łączyła się z szosą prowadzącą z doków do miasta. zaczekajcie.Facet jest w drodze i o czasie. Murphy rozmyślnie ukradł czarny wóz. Zajmijcie pozycje w krzakach przy zatoce przydroŜnej. więc nie zatrzymywał się po drodze. Trójkąt zrobiony był ze szklanych szybek. Dzięki większej szybkości swojego wozu dogonił zielono-białą cięŜarówkę tuŜ przed wjazdem do wioski Ferns i ruszył za nią. gdzie odkręcił wkładkę słuchawki. a mianowicie trójkąt o półmetrowej podstawie. Ukradł go przed dwoma dniami i zaopatrzył w fałszywe numery rejestracyjne. Na kaŜdym pasku widniało słowo GARDA wydrukowane białymi literami. Znalazł budkę przy urzędzie pocztowym tuŜ na północ od Enniscorthy. Odwiesił słuchawkę i ruszył w dalszą drogę. ToteŜ nie było tam nikogo.txt Sczołgali się ze wzgórza i zgięci wpół pobiegli do samochodu. Murphy postanowił zatelefonować. Przed samym dojazdem do Camolin zwrócił się do Brendana: . Clark śpieszył się do domu. na jej północnej stronie. ujętych w metalowe ramy. Murphy zaklął i pojechał dalej. i ustawił go na dachu samochodu. Na przednich i tylnych szybkach widniał równieŜ napis GARDA. w której znajdował się silny magnes. tym razem w wąską wiejską drogę. Obydwaj mieli juŜ na sobie czarne spodnie. "sierŜant" Murphy usiadł obok niego. . do jasnej cholery? . wyglądali na autentycznych policjantów drogowych. Odezwał się inny członek jego bandy.na wiadomość od niego. zdobywając w ten sposób pewność. Pomiędzy szybami powinny były być Ŝarówki. kogo rozwścieczyła bezuŜyteczność aparatu. . wyrwał przewód ze ściany. starannie rozciągnął i nalepił na przednich drzwiach granady.powie87 dział i znowu zjechał z szosy. Kiedy Murphy i Brendan wsiedli na powrót do samochodu i cofnęli wóz z bocznej drogi na szosę. co wskazywało. Ŝe nikt inny nie zajmie kabiny w momencie. JuŜ wcześniej upatrzył sobie budkę telefoniczną. który czekał wraz z jeszcze jednym towarzyszem .odparł Murphy. W połowie drogi. aŜ się zatrzyma i wysiądzie z szoferki. Ruszył za cięŜarówką Clarka. wyciągnęli z torby dwie policyjne mundurowe marynarki. W trójkącie Murphy'ego Ŝarówek nie było. którą upatrzył sobie w czasie wcześniejszego rekonesansu.

jedna silna para rąk objęła mu klatkę piersiową. jak porwany przegubowiec wyjeŜdŜa z parkingu i włącza się w strumień ruchu. blokowana dotychczas przez zielono-białą cięŜarówkę. Clark widział przez kilka sekund twarz Murphy'ego.ryknął Murphy. dał dyskretny sygnał klaksonem. W ciągu minuty zdjęto z niego firmowy kombinezon ze znakiem TARA przyszytym do górnej kieszeni. dopóki nie znalazł się w więzieniu w Mountjoy jako gość republiki irlandzkiej. który znowu siedział za kierownicą. zwinęli i wrzucili na tył samochodu.Murphy ruszył do dzieła. Nie widział twarzy pozostałych 89 trzech porywaczy. Ręka w rękawiczce nakryła usta Clarka. Z krzaków wyskoczyli Brady i Keogh ubrani w kombinezony z czapkami naciągniętymi na oczy. Ręce. który miał na głowie policyjną czapkę. Ŝe nie zdąŜył. Była pusta. Keogh podniósł kciuk na znak. Kiedy granada wyjechała z parkingu. który stał pod drzwiami szoferki i studiował prawo jazdy nieszczęsnego Clarka.krzyknął Murphy. Podszedł do "policyjnego" samochodu.Forsyth Opowiadania.txt na zasadzkę.Nie ma problemu . Nie na długo. JeŜeliby w przyszłości miał wskazać na Murphy'ego jako na sprawcę napadu. skręcił w oznaczonym miejscu na parking i stanął. Podniesiono go jak worek i zabrano w krzaki. usta i oczy zaklejono mu taśmą. Zerwali z drzwiczek samochodu znaki Gardy. Murphy jechał wciąŜ dalej na północ. . a druga nogi. była znowu zwykłym samochodem z trzema pasaŜerami w cywilu. Samochód policyjny pomknął naprzód. bo zostały sprawdzone dwie godziny temu w Rosslare. Teraz Murphy rozejrzał się po szosie. Jakiś samochód przejechał obojętnie obok nich. w Kilmacanogue skręcił na Strona 53 . Skinął głową i zwolnił. śadnego ruchu. który był kierowcą cięŜarówki. Clark wysiadł z szoferki.Tylna opona ci siada. . Murphy zdjął z dachu swojego wozu trójkąt. Po dwóch minutach Keogh wyłonił się z krzaków w kombinezonie firmy Tara i podszedł do Murphy'ego.powiedział i wsunął plik dokumentów za klapę szyby. Spojrzał na Brendana i skinął głową.mruknął Murphy. Patrzył. Ŝe siedzący obok kierowcy sierŜant macha na niego ręką. . Opuścił szybę okna i rzucił Brendanowi: . Jeszcze jedno spojrzenie na szosę. leŜącego z zawiązanymi oczami. Opuścił więc równieŜ szybę. Przegubowiec takŜe skręcił i zatrzymał się tuŜ za nim. Murphy. pozostali trzej zapewniliby koledze niezbite alibi. Z chwilą kiedy kolumna samochodów. wdrapał się po schodkach do szoferki i obejrzał sobie wszystkie przyrządy.No juŜ! Granada podjechała szybko do szoferki przegubowca. . chrząknął.Wszystko w porządku . zaczęła ją wyprzedzać korzystając z drugiego pasa ruchu . Kiedy mijała go granada. . Marynarki policyjne zostały zdjęte i rzucone Brady'emu.Spotkamy się za godzinę na fermie! . Wyprzedzili biało-zieloną cięŜarówkę nieco na północ od Arklow. . Zachrypły głos kazał mu spokojnie leŜeć na podłodze. próbując przekrzyczeć wiatr. Brady siedział na tylnym siedzeniu i opierał nogi na ciele Clarka. .powiedział do niego Murphy. Pod osłoną długiej cięŜarówki został przeniesiony do "policyjnego" samochodu i wrzucony do jego tylnej części. . Rzut oka na szosę.To z tyłu . Te dokumenty są na pewno w porządku.Chodź! Clark obszedł przód swojej cięŜarówki i przeszedł wzdłuŜ jej biało-zielonego kadłuba. Clark 88 spojrzał w dół na jadący równolegle do niego wóz policyjny i zobaczył. Keogh.Nazywasz się Liam Clark. Dziurawej opony nie zobaczył po prostu dlatego. Ŝe wszystko okay. Jechał na północ w kierunku Dublina.Zjedź na parking! Clark spojrzał przed siebie i zobaczył tablicę z wielką literą "P".

" .Prosto z Francji. 90 zapłacić na miejscu gotówką i przemycić towar na Północ. To wystarczało Murphy'emu. załadować koniak na cztery furgonetki. . Trzej męŜczyźni wybiegli na dwór. Ŝe była tam stodoła tak wielka. Murphy wiedział równieŜ. .powiedział i na drinka. Niełatwo byłoby pozbyć się dziewięciu tysięcy butelek koniaku na południu kraju. Murphy skinął głową. które przejęło nadzór nad lokalami.zaproponował Brady i wszyscy się roześmieli. kiedy juŜ zmierzchało. Keogh wyskoczył z szoferki. kaŜda butelka były numerowane i tam wcześniej czy później rozpoznano by je. biało-zielony przegubowiec zaturkotał na drodze. Jego trzej porywacze usiedli.Myślę. który dostarczał alkohol do całego łańcucha knajp i szynków. Ŝeby wskazać przybyszom z Północy drogę. działających poza prawem.Murphy? . Pochodziły ze składu wolnocłowego. Przybysz z Północy mruknął coś pod nosem i skinął głową na podwładnych. Jest jeszcze na cięŜarówce. .JeŜeli otwierał pan cięŜarówkę.oświadczył Murphy. W ręku trzymał teczkę. sytuacja była inna. Był to dobry Ŝart.i nie będziesz juŜ musiał prowadzić cięŜarówki. i przekroczyć granicę pomiędzy jeziorami połoŜonymi na linii Fermanagh-Monaghan. Przynajmniej na kilka godzin. . Murphy z latarką poszedł na koniec drogi.potwierdził Murphy . Murphy był szczerze dumny ze swojej transakcji.txt drogę o nazwie Rocky Valley w kierunku Galary Bóg. Murphy kazał Brendanowi i Brady'emu przenieść nieszczęsnego Clarka na fermę. Miał zrobić to o świcie. Rozładujemy ją o północy. Zawarł więc układ z jednym z najpotęŜniejszych ludzi w Irlandii. Wiedział. . Zatrzymały się na podwórzu i z pierwszej z nich wysiadł męŜczyzna w płaszczu z wielbłądziej wełny. O siódmej. Murphy przełknął ślinę.Ma pan towar? . Jechał bez świateł.Zresztą wolę whisky. MoŜe je pan sprawdzić. Ŝe chyba im to wystarczy.Forsyth Opowiadania.Spisałeś się dobrze . ale mimo to mogli mieć trudności z trafieniem na drogę dojazdową. Człowiek ten wraz ze swoimi kierowcami miał się z nim spotkać na fermie. zresztą jak wszyscy. Tam rzucono go w kąt kuchni na kupę worków.MoŜe łyk koniaku? . Miała tę zaletę. człowiekiem.oświadczył przybysz. . zasłonięty od szosy kępą sosen. kaŜda skrzynia. Ŝe pozbędzie się koniaku bez najmniejszych trudności. Dziesięć po ósmej był z powrotem na terenie fermy. to będę musiał sprawdzić kaŜdą skrzynię . Czego się napijesz? . miała o wiele więcej wspólnego z gangsterstwem niŜ z patriotyzmem. Dojazd do fermy prowadził przez błotnisty trakt. Miał twarz człowieka całkowicie pozbawionego poczucia humoru. Ale w Ulsterze. Podał im wprawdzie dokładne instrukcje. a potem ja sam poprowadzę ją do miejsca odległego stąd o piętnaście kilometrów i porzucę.stwierdził.zapytał. jadąc plątaniną polnych dróg. Ŝe dobrze zapracowałem na swój udział . Ich Strona 54 . Ŝe nie uległ pokusie sprawdzenia łupu. . Ŝe duŜa liczba morderstw politycznych popełnianych niby to dla dobra Irlandii. Szynki były ściśle podzielone na katolickie i protestanckie. w stodole. W tej spokojnej okolicy wypatrzył na porośniętym wrzosami wzgórzu porzuconą fermę. Keogh wprowadził cięŜarówkę do środka.Francuskie pieczęcie celne są nie naruszone . znajdującymi się do niedawna w rękach prawdziwych patriotów.Nie będę rozbijać skrzyni dla paru kieliszków . iŜ moŜna w niej było zmieścić cięŜarówkę. Pełno tam nielegalnych miejsc wyszynku i tajnych klubów bez licencji. Czy to wam wystarczy? Wyciągnął z kieszeni płaską flaszkę i wszyscy stwierdzili. Za nim jechał korowód czterech furgonetek. Czekali. którzy zabrali się do otwierania drzwi stodoły. Kwadrans przed ósmą było juŜ całkowicie ciemno. Był zadowolony. na terenie gnębionym wojną domową. po czym zamknięto drzwi z powrotem. Kontrolowało je kryminalne podziemie. Z przysłoniętymi latarkami w rękach otworzyli stare drzwi stodoły.

W domu . oto dlaczego wrzasnął. Ŝe nie mam pojęcia.rozkazał. do jasnej cholery? . Bradym i Brendanem. Lubię okrągłe cyfry.Dziewięć tysięcy butelek po cztery funty kaŜda . . Wyciągnął list przewozowy i podsunął go Murphy'emu pod nos. który wziął od Murphy'ego. . Porwał właściwy transporter z właściwego statku. jak sądził.wyjąkał. Murphy z latarką w ręku poszedł pierwszy do pokoju.Trzydzieści pięć tysięcy . Czterej Ulsterczycy byli w stodole. .Wejdź do środka . Mówił prawdę. wieziesz towar? . Przybyły z Północy męŜczyzna wskazał głową w stronę domu. 92 . Jeszcze nigdy nie widział takiej ilości pieniędzy. . a poniŜej napis: "Nawóz sztuczny dla róŜ".warknął wielki człowiek. Człowiek z Ulsteru skinął na jednego ze swoich pomocników.Pytałem.Nie mam pojęcia . Clark zabełkotał. Nieszczęsny Liam Clark wciąŜ leŜał na workach.Nawet na to nie spojrzałeś. który bezceremonialnie zerwał plaster zalepiający usta Clarka. pozostanie mu na czysto ponad dwadzieścia tysięcy. Zamiast równo ułoŜonych skrzynek oznaczonych znaną na całym świecie marką producenta koniaku zobaczyli coś zgoła innego. .Dlaczego mi nic nie powiedziałeś? Rozwścieczony Clark zdobył się na odwagę wobec swoich prześladowców. Zresztą był zadowolony. Wielki człowiek oświecił plik dokumentów. . wsunął ją pod pachę i wyszedł na dwór. Wiedział. do diabła. Stali dokoła przed drzwiami cięŜarówki wraz z Keoghiem. Przybysz otworzył teczkę i połoŜył ją na stół.powiedział. . która opadła mu ze zdumienia. Patrick" załadowano tylko jedną taką cięŜarówkę.Chodźmy . . związany jak kura.Gdzie kierowca? . . To byłoby trzydzieści sześć tysięcy funtów.PrzecieŜ to jest wpisane do listu przewozowego. Murphy ruszył przodem.PoniewaŜ miałem w ustach ten zasrany knebel.Co to ma znaczyć.Jaki. . Strona 55 . jaki wieziesz towar.powiedział.zapytał. Murphy nie upierał się. . absolutnie pewne. . których nie widział. W rozbitym oknie ukazał się jeden z pomocników przybysza i zawołał: . Miał wraŜenie. Na kaŜdym widniało nazwisko słynnego producenta artykułów ogrodniczych. . Ŝe na popołudniowy prom o nazwie "St. Ŝe .powiedział.Niech no pan przyjdzie i popatrzy! . . Sześć latarek oświetlało jej wnętrze. W cięŜarówce leŜały plastikowe worki. do cholery . Informacje jego były kosztowne i.Zgoda . prawda? .txt 91 latarki oświetliły dwa identyczne zamki u tylnych drzwi i zabezpieczające je nie naruszone celne pieczęcie. Clark przełknął ślinę. który był niegdyś salonem.zapytał go bez wstępów wielki człowiek. Murphy z trudem poruszył dolną szczęką.Nawóz do róŜ . Kierowca miał takŜe plaster na oczach.zaŜądał tamten.Forsyth Opowiadania. idioto? Murphy zwrócił rosnącą złość na Clarka.Przysięgam. Murphy zobaczył kilka rzędów paczkowanych banknotów funtowych. Przybysz z Północy spojrzał na worki z kamienną twarzą. Człowiek zatrzasnął teczkę.nie byłoby to rozsądne. Człowiek z Ulsteru znowu coś mruknął i pokiwał głową z zadowoleniem.powtórzył męŜczyzna. Kiedy potrąci po trzy tysiące funtów dla kaŜdego ze swoich ludzi i uwzględni wydatki. Był zakneblowany. .Po czym zniknął. Mów.odpowiedział Murphy. Jeden z jego ludzi podszedł do drzwi cięŜarówki z krótkim łomem w ręku.warknął człowiek z Północy.jeŜeli sądzić po zachowaniu się tego człowieka .

Rzucił teczkę na ziemię.syknął wielki człowiek w sposób. Murphy zastanowił się. chwycił Murphy'ego za poły wiatrówki. . a z nim cztery puste furgonetki. mógłby to przypłacić Ŝyciem.txt . 94 Wydało mu się. . kaŜdy ślad stóp.powtórzył.Ale nie dla mnie .Co teraz zrobimy? . Na twarzy Clarka ukazał się wyraz pełnej niewiedzy. mogę znowu spróbować. Potwierdzały relację Clarka. Wcześniej Murphy zastanawiał się. .CóŜ .Chłopcy.Zamknij się .Forsyth Opowiadania.powiedział Murphy . . Nic nie zyskaliśmy... Był zrozpaczony. ale oprócz mnie nikt nic nie stracił. usiłując dowieść swojej niewinności. jakiego napędził mu Ulsterczyk. ty paskudny.myślał Murphy . Ŝe jeŜeli nawet nie są szczęśliwi. W zeszłym tygodniu zawiozłem ten ładunek.Wiedział. Wiozłem ładunek nawozu dla róŜ. Murphy poszedł za nim. . któremu brak było tchu .zapytał.A co będzie z moimi trzema tysiącami funtów? . Ŝe gdyby głośno wyraził swoje poglądy.warknął Murphy. Mamrotał coś.W Belgii? .na grób mojej matki. .warknął wielki człowiek. . Wszystko to moŜecie znaleźć w dokumentach. Murphy .bełkotał Murphy.Ty durniu . Eksportujemy go z Irlandii do Belgii. i to dosłownie gówna.Nasza transakcja jest niewaŜna. . . Brady i Keogh oczyścicie tu teren. zanim je zarobię. to w kaŜdym razie trochę uspokojeni.Chodź ze mną . który przybija jutro o drugiej po południu. weźmiecie Strona 56 . który zawsze brał wszystko dosłownie.A pod tymi workami nie ma koniaku? . kaŜdy odcisk opony w błocie musi być zamazany.Dlaczego miałby tam być koniak? W Belgii tego nie robią. którą stronę darzy sympatią gangster z Ulsteru.powiedział do Murphy'ego i ruszył naprzód. . Teraz wiedział.To prawda. uniósł go do góry i rzucił nim w drzwi stodoły. Ŝe mają na karku Brytyjczyków. Po strachu. Dobrze.. Musicie trochę poczekać.zagadnął Keogh.zawył Murphy.ci ludzie z Północy to zwierzęta. 93 Przybysz z Północy odczytał w świetle latarki trzymane w ręku papiery. Moi szefowie w Dublinie kazali przywieźć go z powrotem. moi ludzie znajdą cię i strzaskają ci kolana. Rzucił papiery na ziemię. .. Pięć minut później człowiek z Północy odjechał.Porwałeś ładunek gówna. Spłukałem się na organizację tego skoku.ryknął. .Koniak? . Zmarnowałeś mnóstwo mojego czasu. Odrzucono go. wolał uniknąć złości własnych ludzi. Otwarto go w Antwerpii. czasu moich ludzi. świecąc sobie latarkami. . . Składa się z mchu torfowego i sproszkowanego krowiego nawozu. koniak będzie na pewno na następnym promie. .Słuchaj. Załatwienie urzędowych papierów w Antwerpii trwało trzy dni. zbadano i stwierdzono. Skinął więc tylko głową. Nachylił się nad leŜącym Clarkiem. no i pieniędzy.. klnąc na całego. I jeszcze jedno: jeŜeli kiedykolwiek znowu spróbujesz mnie nabrać.PrzecieŜ jechałeś do Hawru z prowincji Cognac we Francji! . . Jak skończycie. Zniszczycie najmniejsze dowody. .wrzeszczał Clark.. .przede wszystkim zniszczymy wszystkie dowody..zapytał wreszcie Brady. zgodzicie się na tysiąc pięćset na osobę. Na fermie Murphy i jego zgnębieni wspólnicy dokończyli butelkę whisky.Nigdy w Ŝyciu nie byłem w Cognac .. W panującej na dworze ciemności wielki człowiek brutalnie przerwał potok słów Murphy'ego. Ŝe nie odpowiada wymaganym normom. katolicki bękarcie! .Słuchaj. Ty.odezwał się Brendan. który zmroził krew w Ŝyłach Murphy'ego. Brendan. .Przysięgam panu . Zrozumiałeś? Święty BoŜe .

równie trudno je znaleźć jak truskawki na Grenlandii. Stanę na głównej szosie prowadzącej do Dublina. Keogh. Ale właśnie w tej chwili zjawiła się policja drogowa. a następnie uderzyła w przeciwległy kamienny mur. Ŝe chce rozmówić się z Murphym. Coś dziwnego dzieje się z policyjnymi patrolami. drzwi otworzyły się. Ten jednak to zrobił. Ale w chwili. Ten pomyślał nagle.txt samochód. zabierzcie kierowcę cięŜarówki i wysadzicie go na szosie. ku wzgórzom Wicklow. Trudno sobie wyobrazić. Ŝe moŜe uda mu się ugłaskać farmera. Farmer zdąŜył dodać gazu i skręcić w bramę jakiejś farmy. Nie mieli wyboru. który uległ panice. Ŝe nie zdąŜy zetrzeć z wnętrza szoferki odcisków swoich palców. ale oderwała się od traktora i odskoczyła na odległość trzech metrów. Wezmę cięŜarówkę i porzucę ją daleko stąd. a wyrastają jakby spod ziemi. odskoczyła z powrotem na szosę. Ŝe przyczepa farmera wciąŜ stoi na swoich kołach. okazało się. jadącego z Dublina do swojego wiejskiego Strona 57 . Ŝe bele słomy padły na szoferkę. Kiedy są ci potrzebne. uświadomił sobie. Słychać było prowadzoną przez niego głośną konwersację ze stwórcą. niemal ją przygniatając. Wrócę piechotą do domu. Ŝe na zakrętach zwrotniejsze od zwykłych cięŜarówek o tej samej długości. skręcił w lewo i pojechał w kierunku Djouce Forest. MoŜe uda mi się skorzystać z autostopu. Jechało od niego wonią. Kiedy zamilkł potworny hałas ocierającego się o kamienie metalu. spycha ją na bok i powoduje poślizg. Tylna część przyczepy wyrŜnęła w kamienny mur. i to z ładunkiem dziesięciu ton bali słomy. cięŜka przyczepa moŜe wyprzedzić przednią część. Murphy otworzył drzwi szoferki i przez bele słomy przebił się na drogę. A Murphy siedział w półmroku szoferki zakopanej w belach słomy. moŜe na wzgórzach w okolicy Kippure. Przegubowiec z nieszczęsnym towarem i z Murphym przy kierownicy wyruszył z fermy. gdzieś na południe stąd. Z zawiązanymi rękami i zalepionymi oczami i ustami. Farmer został wyrzucony z siedzenia i wpadł w dół z kiszonką. CięŜarówki przegubowe mają tę właściwość. Ŝeby farmer wyjechał o tak późnej porze na szosę traktorem o jednym świetle zepsutym. i natknął się na traktor. więc tylko jego przyczepa załadowana słomą pozostała w tyle i uległa kolizji. zaproponować pomoc przy załadowaniu słomy. zetrzeć odciski palców z wnętrza szoferki i zniknąć w ciemnościach. Zgadzacie się? Wszyscy się zgodzili. tak często spotykany wśród wzgórz Wicklow. Ludzie z Północy dokładnie wyłamali zamki w tylnych drzwiach przegubowca. kiedy nagle spostrzegł wynurzającą się przed nim sylwetkę traktora z przyczepą. a zablokowane przez kierowcę. Wreszcie zamknęli drzwi cięŜarówki. i przyczepa niosąca ładunek nie jadą idealnie na tej samej linii. Ten patrol eskortował jakiegoś ministra. Przednia część przegubowca Murphy'ego wpadła w poślizg w momencie 95 zderzenia z nią. są oporniej sze przy hamowaniu. Drewniane kołki w zamkach przegubowca pękły. Kamienny mur. Potem skręcicie na północ i pojedziecie do domu. kiedy wysiadał. JeŜeli przednia część przegubowca. Ŝe farmer w ciemności nie zanotuje rysów jego twarzy. hamulce spowodowały. Ŝe powinien znaleźć się prędko jak najdalej od miejsca wypadku. która ciągnie całość. Czuł instynktownie. uniemoŜliwił mu wyminięcie przeszkody. Ja na pewno dotrzymam słowa. O wpół do dziesiątej Murphy minął las obrzeŜający drogę na Roundwood. To właśnie zdarzyło się Murphy'emu. Zahamował ostro. który nadjeŜdŜał z przeciwka. Farmer wydostał się z dołu z kiszonką i stanął przy szoferce. Murphy jechał pomiędzy kamiennymi murkami. więc zabrali się do szukania drewnianych kołków. Widać było. a drugim zamazanym błotem. Nie będzie mógł szybko zrobić rwetesu.Forsyth Opowiadania. która z pewnością nigdy nie zainteresuje producentów wody po goleniu. Liczył. Ale wystarczy zadrasnąć lakier czyjegoś samochodu. CięŜki ładunek sztucznego nawozu pchał ją naprzód. W samych tylko skarpetkach. Ŝeby zamocować skoble. Na drogę za cięŜarówką spadła część worków ze sztucznym nawozem.

Policja irlandzka nie nosi przy sobie na co dzień pistoletów.Tak . który ściągnął przyczepę z szosy na pole.zapytał sierŜant. Przeszedł na tył wozu sprawdzić stan tylnych świateł.Niewątpliwie ubezpieczenie teŜ jest u pana w domu . Ten. Obrócił się do farmera. kiedy nic. Ŝe to po prostu prywatny samochód.zawołał . juŜ zaczął zachowywać się defensywnie. Rozdarły się. 96 . SierŜant zwrócił Murphy'emu dokumenty i zainteresował się farmerem.Nie chciałbym robić z tego sprawy.powiedział sierŜant. a drugie zamazane gliną powiedział zwracając się do farmera.zapytał go sierŜant. . . Wszyscy trzej przeszli na tył cięŜarówki. Bardzo dobry dla róŜ.Tego pojazdu nie widać z odległości dziesięciu metrów. Ale na razie nie moŜe pan prowadzić z tymi światłami. Lufa automatu sierŜanta wycelowała Strona 58 . Murphy sięgnął do szoferki i podał mu plik dokumentów. .Tak. Z tuzin worków wypadło 97 7. . Ŝe są takie dni. Ŝe ma tylko jedno wyjście: zamydlić im oczy. . .Co pan wiezie? . i bardzo późno . Proszę zjechać traktorem w pole i sprzątnąć słomę z drogi.Traktor i przyczepa były zupełnie niewidoczne.Jedno z pańskich świateł jest zepsute. SierŜant wybuchnął śmiechem. .Drzwi się otworzyły .zaŜądał sierŜant. z której były zrobione worki.Prom spóźnił się dziś po południu do Rosslare.zapytał Murphy'ego sierŜant.odparł Murphy. Posterunkowy zaświecił latarkę i puścił promień światła na całą tę breję. .Kilka worków wypadło na drogę. Kiedy Murphy zobaczył światła wozu.Jakoś daleko od głównej szosy. Za kilka minut odjadą.Tamten wiezie ładunek gówna .Składa się z mchu torfowego i sproszkowanego nawozu krowiego. Tymczasem drugi policjant obejrzał sobie traktor i powrócił do sierŜanta.W domu.Papiery .txt domku w okolicy Annamoe. Samochód miał na dachu znak Gardy.odpowiedział Murphy. .Sztuczny nawóz . Zabierze je pan jutro rano. Drugi policjant wyłonił się spoza przegubowca.Forsyth Opowiadania. . Dokumenty były w całkowitym porządku. wysypywał się brunatny nawóz.zapytał sierŜant farmera.Był bardzo zadowolony ze swojego Ŝartu. stanął twarzą w twarz z rzeczywistością. Murphy zrozumiał. W tych ciemnościach mogło mu się to udać. kiedy eskortuje ministrów. i to oświetlony. Ŝe są w porządku. Za chwilę się przekonamy.Liam Clark? . pomyślał w pierwszej chwili. DuŜo później Murphy powiedział towarzyszowi z celi. . . Ale kiedy światła przygasły. . jeszcze przed chwilą pewny siebie i zaczepny.odparł Murphy. Policjant przyglądał się przednim światłom przegubowca. a teraz ładował na nią bale. . Murphy'ego ścisnęło w dołku. tylko wtedy. w łóŜku. Podwieziemy pana do domu i przy okazji obejrzymy sobie pańskie dokumenty. więc spieszyło mi się. i obejrzeli sobie rozrzucone bele słomy. ale pan władza ma rację odezwał się Murphy.Czy ma pan prawo jazdy? . i właśnie wracał do stolicy. Szefie. . Nawet w świetle latarki trudno nie rozpoznać sterczącej w górę wielkiej rury bazuki czy karabinu maszynowego. . Chciałem jak najszybciej odwieźć ładunek i znaleźć się w domu. Policjanci podeszli powoli do unieruchomionego traktora i jego przyczepy. ale to nic się nie udaje. Zyskały jego uznanie.a ty jesteś utytłany gównem po uszy! . .zakomunikował. który wypadł z podartego worka. niech pan im się przyjrzy. . Murphy poczuł się raźniej. Murphy skinął potakująco głową.Czysta robota przez otwarte drzwi przegubowca i cztery z nich rozpruły się.Pański? .Mam nadzieję. Z podartej folii. wskazując na przegubowiec. . .

Muszę wyznać coś niecoś . Po lewej stronie stary Fogarty męczył się nad krzyŜówką. cała ta historia w ogóle by się nie zdarzyła. znaleziono paczkę pornograficznych zdjęć. jadąc pociągiem podmiejskim z Edenbridge do Londynu. Od dwudziestu pięciu lat jeździł codziennie tym samym pociągiem o tej samej porze z małego i nudnego miasteczka Edenbridge do stacji Charing Cross w Londynie. gdzie pracował jako urzędnik. Strona 59 . Wieczorem zaś wsiadał do pociągu na stacji Cannon Street. Ktoś kiedyś odkrył. Kiedy spojrzał na okładkę czasopisma.Forsyth Opowiadania.Grupy .Magazyn kontaktowy dla seksualnie wyzwolonych. wyciągnął magazyn z poduszek. Nie tylko nie udało mu się porwać dziewięć tysięcy butelek koniaku. zwijał parasol. Nie miał szczególnych wątpliwości co do tego. który leŜy w szpitalu z nogą na wyciągu i wie. Ŝe ludzie nabierają cech odpowiadających przydomkom. W drodze z pociągu do kolejki podziemnej.powiedział. przeraŜony własną odwagą. Murphy westchnął głęboko. w czasie przejazdu do Mansion House.był to tytuł pisma . a po prawej za oknem przesuwała się właśnie stacja Hither Green. wsunął-go do teczki i włączył się w strumień meloników i biletów sezonowych. . twarz mu poczerwieniała. W końcu dotarł jednak do lokalu towarzystwa ubezpieczeniowego. Ŝeby go wydostać . To musiał być właśnie jeden z tych dni. Jak moŜna się z czegoś takiego wytłumaczyć? CóŜ to za wstyd dla człowieka. nie upuścił futerału od okularów między poduszki siedzenia przedziału. Nie były zresztą najbezpieczniejszym miejscem na świecie. Kiedy w szpitalu zbadano zawartość jego kieszeni. czuł się dość niewyraźnie. Ale Samuel Nutkin ociągał się. aby wyrzucić swój ludzki ładunek na zatłoczony peron numer sześć.a niŜej: Samotni Pary . zmierzających ku wyjściom. Nutkin wyciągnął je w przekonaniu. Historia ta od dawna prześladowała Samuela Nutkina. Ŝe jest to rozkład jazdy. toteŜ przez 99 całą drogę. NIEWYPAŁ Gdyby Samuel Nutkin. Jego palce natrafiły nie tylko na futerał. w windzie prowadzącej na Cannon Street. Bo kiedy wsunął między nie dłoń. Samuel Nutkin odetchnął z ulgą. Potrafił wyobrazić sobie wiele miejsc. a potem w czasie krótkiego spaceru do biurowca towarzystwa ubezpieczeniowego. zastanawiał się nad konsekwencjami swojego odkrycia. Powodowała nim po prostu zwykła ciekawość. Jej twarz zakrywał biały kwadrat z napisem: Ogłoszenie nr 331. Nutkinowi niepotrzebny był więc rozkład jazdy. Widniały na niej słowa: Nowy Krąg . szukał melonika tak długo. w których chciałby przeŜyć następne dwa lata. aŜ do stacji Charing Cross. Środek okładki zajmowała fotografia dorodnej kobiety o wydatnych piersiach. i powracał do hrabstwa Kent. Ich właściciele czytali tabele notowań giełdowych. Po drugiej stronie przedziału dwa egzemplarze Financial Timesa. Słyszał kiedyś o człowieku.stało się. ale takŜe na cienkie czasopismo. aŜ znalazł się sam w przedziale. Pan Nutkin nigdy w Ŝyciu nie widział takiego pisma. pozostawione tam zapewne przez poprzedniego pasaŜera. ale niechcący przechwycił transport przemycanej przez kogoś broni. Ŝe wszyscy znają jego tajemne grzechy. ToteŜ tego dnia Nutkin niezwykle ostroŜnie przechodził przez ulice. majstrował coś przy teczce. kim jest ów "ktoś". Ale wcale nie dlatego. Drzwi wagonów rozsunęły się.txt w Ŝołądek Murphy'ego. Magazyn miał nieduŜy format i błyszczącą okładkę. który został przejechany przez samochód. ale ulice Dublina na pewno do nich nie naleŜały. Nikt na niego nie patrzył. Powoli uniósł ręce do góry. Czym prędzej wsunął je z powrotem pomiędzy poduszki i rozejrzał się dokoła. takŜe zawsze o tej samej godzinie. Ŝe był mu potrzebny. Samuel Nutkin nie był przyzwyczajony do "tych rzeczy". jeden Times i jeden Guardian nadal kiwały się rytmicznie w takt jadącego pociągu. Wtedy.

Lettice nigdy tam nie zajrzy. Był więc Nutkin w śródmiejskiej dŜungli Londynu przyjaznym i nieszkodliwym stworzeniem o cechach określonych przez swój młodzieńczy przydomek. Tutaj. kiedy naprawdę sprzedawano tu chleb. a mury rzeczywiście broniły miasta. rozpościerającej swoje macki na wszystkie strony świata. Ŝeby poznać osobiście zamoŜnych i hojnych dŜentelmenów. spółkami akcyjnymi i domami ubezpieczeniowymi. Ŝeby spacerować po starych uliczkach o tradycyjnych nazwach . Będąc w randze kaprala. zamoŜności czy nędzy. kiedy jeden ze szkolnych kolegów nazwał go "wiewiórką". Samuel Nutkin miał dziesięć lat. Ŝe jest "słodki". Ŝe cierpi na cięŜki artretyzm i dolegliwości sercowe. Nutkinowi nigdy nie przyszło do głowy. Ŝółtych i brunatnych ludzi. wsunął go na dno teczki i szybko wrócił do swojego biurka. Przeczytał magazyn od deski do deski. czyli pani Nutkin. Z ich inicjatywy Ŝeglarze i handlarze sprzedawali i kupowali. Ale zupełnie nie był przyzwyczajony do czytania czy choćby tylko noszenia w teczce pornograficznych pism. którzy wśród tych zimnych kamieni umieli porwać się na finansowanie awanturniczych wypraw do najdalszych zakątków świata. czy teŜ poza nim. spekulować. był bowiem uczciwym obywatelem. rabowali i odsyłali łupy do miasta. Mimo to pozostał wiernym i przywiązanym męŜem. Wieczorem udało mu się przewieźć pismo do mieszkania w Edenbridge. parasoli. czy to w łóŜku. 101 Diagnoza doktora Bulstroda określała jej chorobę jako zaawansowaną hipochondrię. kiedy była źródłem fizycznych uciech Samuela Nutkina. Przekradł się do ubikacji. Kukurydziana. Ŝe to siedlisko największych rozbójników świata.Chlebowa. Ŝe czyha na niego policja obyczajowa.w kaŜdym razie dla Samuela Nutkina . Zaskoczyły go i zdumiały.zaŜywny. Ŝe kobiety ogłaszające się w tym piśmie marzyły głównie o tym. Inne ogłoszenia odznaczały się wymownym tekstem reklamującym tajemnicze . Wykorzystywał przerwę obiadową. Podziwiał ludzi. zabudowanym bankami. Ten przydomek przesądził o jego losie. W ciągu tych lat dopasował się do swojego biurka . aŜ mu się to znudzi. Lettice. o ich pracy. aby tu inwestować.usługi. Nutkin kochał City. Była wątłą i suchą kobietą o ostrym nosie i jeszcze ostrzejszym głosie. aby po ośmiu godzinach pracy odpłynąć do podmiejskich rezydencji. Kurza . zdobywali skarby.Forsyth Opowiadania. które traktowały go po macierzyńsku i mówiły. Udało mu się dostać stałą posadę z niezłą pensją i zapewnioną emeryturą. Wystarczy. zamknął się tam i zabrał się do czytania wszystkich ogłoszeń w Nowym Kręgu. Ŝeby zaczęto wołać na chłopca "łobuziak". zapadały decyzje o losach milionów ludzi. równie solidnej jak Bank Angielski. które wlewały się codziennie do City. kukurydzę i drób. Minęło ćwierć wieku. Wiele lat upłynęło od czasu. został zdemobilizowany po wojnie w wieku dwudziestu pięciu lat.i po miejskich murach. JednakŜe tego ranka w jego Ŝyciu nastąpił przełom. a będzie chodzić z przymruŜonymi oczami i mówić jak Humphrey Bogart. poŜyczać. jak to było 100 w Średniowieczu. Był juŜ od dwudziestu pięciu lat urzędnikiem wielkiej firmy ubezpieczeniowej.txt które im nadano. Myślał. Twierdziła. "Figlarz" będzie tak długo małpować i wymyślać kawały. w samym środku miasta. była niemal całkowicie przykuta do łóŜka. przewaŜnie amatorskie fotografie pań w samej bieliźnie. którego gmach królował tuŜ obok. aby zaoszczędzić Ŝonie nawet Strona 60 . Schował swój skarb pod dywan przed kominkiem. meloników i teczek. sympatyczny człowiek bliski pięćdziesiątki. magia zblakła i wtopiła się w szary strumień ciemnych garniturów. na tym skrawku ziemi w samym sercu Londynu. Pracował w siedzibie gigantycznej bankowej ośmiornicy. uprzejmy i miły dla sekretarek. zawsze gotowym do największych poświęceń. chociaŜ przez całą drogę zdawało mu się. oszukiwali czarnych. Szybko zrozumiał. Przy niektórych znajdowały się zdjęcia.

Doskonale.Zgadza się . moi przyjaciele na ogół dają mi niewielki prezent. Następne trzy dni upłynęły Nutkinowi na głębokich rozmyślaniach. wrzucił do klozetu i spuścił wodę. czuł. na której podał jej śniadanie. Wsunął ją do kieszeni i poszedł na piętro. Czy to panna Sally? .odpowiedział matowy głos. Ŝe była wysoka i miała zaokrąglone kształty.. W słuchawce słychać było szelest przewracanych kartek papieru. w drodze do miasta. nie było więc obawy.O. Ŝe Sally mieszkała w centrum Londynu.. Z krótkich informacji.. Ŝe będziemy się mogli dobrze zabawić.wyjąkał. Czy chciałbyś do mnie wstąpić. a na jego odwrocie ręcznie wypisaną odpowiedź: Drogi Henry. Ściskam.AleŜ tak. Znalazł własny list.. Henry.. widzisz. Halo.. . Niczego więcej w kopercie nie było. bardzo dziękuję za zainteresowanie się moim ogłoszeniem. gdy tylko słyszał kroki listonosza. Pomaga mi to w płaceniu komornego... a wieczorem jadę do domu. Sally.. Kopertę tę wraz z naleŜnością za usługę polecano włoŜyć do trzeciej koperty i wysłać na londyński adres czasopisma. po czym wyjaśnił. Jakieś dziesięć funtów. Jestem pewna. Podam ci adres. Ŝe zamiast języka ma w ustach kawał starej gumy... pamiętam cię. Po napisaniu listu naleŜało włoŜyć go wraz z zaadresowaną do siebie i ofrankowaną kopertą do drugiej koperty. Przez następne kilka dni biegł do drzwi wejściowych. Był to notabene jego prawdziwy adres. jakie podawała. W przerwie obiadowej Nutkin nakręcił podany mu numer z automatu w najbliŜszej stacji kolejki podziemnej. Szóstego dnia zobaczył wśród listów kopertę zaadresowaną do Henry'ego Jonesa. Zadzwoń pod numer. usiadł i napisał do niej list. Nazywam się Jones..Mogę tylko w porze obiadowej. Stary Fogarty wpisywał jednak właśnie pozycję numer piętnasty (poziomo) do krzyŜówki. Trzeciego dnia zdecydował się. Pan Nutkin wykonał to wszystko starannie.. . Ŝe ma wypieki.. poszedł do toalety i drŜącymi palcami otworzył kopertę.. w takim razie jutro o dwunastej trzydzieści. wobec tego kiedy będziesz? . bardzo chętnie . W samym środku magazynu były szczegółowe instrukcje co do sposobu przesyłania odpowiedzi na ogłoszenia. Zaczął od zwrotu "Droga Pani".E. Ŝe czytał jej ogłoszenie i bardzo chciałby się z nią spotkać. 102 Kiedy wracał do przedziału. a z pozostałych pasaŜerów Ŝaden nie podniósł nawet głowy. Nie zajmowała się na szczęście domem ze względu na ból w plecach. był Strona 61 . Samuel Nutkin przepisał numer telefonu na kartkę papieru i schował ją do portfela. zamieszkałego na 27 Acacia Avenue. . Czy to ci odpowiada? Nutkin skinął głową i powiedział: "Tak". Ŝe zajrzy pod dywan. i obawiał się. . Jest tylko jedna mała sprawa.Forsyth Opowiadania.txt najmniejszych przykrości. Numer telefonu wskazywał. a list wraz z kopertą podarł. Napisał krótko i rzeczowo na kartce zwykłego biurowego papieru. e.Tak. opatrzonej numerem ogłoszenia wypisanym ołówkiem. odchrząknął i powiedział: . w dzielnicy Bayswater. Henry Jones. . Pracuję w City.A kto mówi? . Otrzymałem dziś rano od pani odpowiedź na mój list w sprawie pani ogłoszenia. moŜna było wnioskować.Świetnie.Czy jutrzejszy dzień ci odpowiada? Doskonale. W pociągu. Ŝe towarzysze podróŜy zwrócą na to uwagę. Drogi Henry. Usłyszał niski głos kobiecy: "Halo?" Nutkin wepchnął monetę do aparatu. kochanie? Samuel Nutkin poczuł. .. Ŝeby zabrać od Ŝony tacę. Kiedy o dwunastej trzydzieści następnego dnia Nutkin stanął przed drzwiami mieszkania w jednym z zaułków Bayswater. które dotyczyły przede wszystkim jednej z ogłaszających się pań. podając się za niejakiego pana Henry Jonesa.

Poza tym była o dobre piętnaście centymetrów wyŜsza od niego. . spodnie i buty i chodź do sypialni. zamknęła za nim drzwi i powiedziała cicho: .powiedziała lekko. w jaki sposób został nabrany. Pokazywały wszystko czarno na białym. wdeptując obcasem popiół w mokrą ziemię. moŜe dzięki wysokim obcasom. Ŝe ma gorączkę. . który następnie zdjęła i powiesiła na haku.krzyknął. zorientował się. Nutkin beztrosko otworzył grubą kopertę. Na jej odwrocie teŜ nic nie było.W porządku. Ŝe ma stanowczo za szerokie biodra.Więc jesteś. Kiedy zrozumiał całą prawdę. Nie znalazł nic. dość grubą kopertę. Poszedł za nią do pokoju. co masz na myśli. . Usłuchał jej i poszedł za nią przez przedpokój do jasno oświetlonej sypialni. . Ŝeby zdąŜyć na pociąg do City. Pomimo sięgającego do ziemi szlafroka widać było. Kiedy szlafrok rozchylił się. Po trzech dniach listonosz doręczył na Acacia Avenue 27 wraz z innymi listami zwykłą. tam gdzie wciąŜ spoczywał numer feralnego magazynu.usłyszał. Potem nastąpiła cisza.Marynarka! .Forsyth Opowiadania.To bardzo trudno wytłumaczyć . zauwaŜył. Mylił się jednak. Była starsza. Zastukał nerwowo do drzwi. Zaniósł jej list od siostry na górę. Samuel Nutkin wybrał pocztę ze skrzynki i połoŜył ją na stole. . Zdawało mu się. który zastanawiał się właśnie nad siedem pionowo. Drzwi do przedpokoju zostawiła otwarte. Wrócił do pokoju. . Mów. Zdjęcia.Marynarka i portfel! Stary Fogarty. Po chwili namysłu wziął jednak całą paczkę i spalił ją za garaŜem. Strona 62 . Kobieta uśmiechnęła się zalotnie. były jednak dostatecznie wyraźne. I nie denerwuj się tak. Stuknęła jej juŜ na pewno czterdziestka. Powiedział jej to w końcu. po czym pobiegł na stację. Wystarczyły same zdjęcia. Czy masz jakieś szczególne Ŝyczenia? Nutkin przysiadł na brzegu fotela. Pokój był licho umeblowany i nie było w nim wielu przedmiotów osobistych. Dopiero kiedy mijał New Cross. ogarnęło go przeraŜenie. a na co najmniej dwóch moŜna było doskonale rozpoznać jego własną twarz. Zdejm marynarkę. Miał ochotę pozostać w domu i symulować chorobę. Sally znów się uśmiechnęła. Patrzył przez okno przedziału i starał się uspokoić skołataną głowę. dalekie od technicznej doskonałości.Nie wstydź się.Usiądź i odpocznij sobie. Ŝe jest w niej jakaś reklamówka. LeŜały teraz na stole. Ŝe nosi pod nim czarne nylonowe majtki i czerwoną koszulkę. zabrał tacę po śniadaniu. Nie zdziwiła się. Prócz grubej koperty nadanej w Londynie i zaadresowanej na nazwisko Samuela Nutkina był jeszcze list do Lettice od jej siostry i rachunek z kwiaciarni za jakieś rośliny doniczkowe.wymamrotał. Ŝe wzbudzi to tylko podejrzliwość Lettice. . wejdź do pokoju. Serce biło mu jak młot.Wielu panów o to prosi. a Nutkin wpatrywał się w nie w niemym zdumieniu. Ktoś najwyraźniej przyglądał mu się przez wziernik w drzwiach. Zamknęła drzwi na klucz i włoŜyła go do kieszeni szlafroka. Henry? Proszę. Ŝe ma usta wypełnione szybko schnącym cementem.Czy masz dla mnie ten mały prezencik. Z koperty wypadło sześć fotografii. przy którym jadł śniadanie. Trzęsącymi się rękoma szukał jakiegoś słowa wyjaśnienia w głębi koperty. Kiedy wszedł. na zniszczonej 103 twarzy miała grubą warstwę makijaŜu. . Henry? Samuel Nutkin skinął głową i wyciągnął z kieszeni spodni dziesięciofuntowy banknot. . Twarz kobiety była ostra na wszystkich zdjęciach. ale po namyśle doszedł do wniosku. spodziewając się.Proszę wejść . Usłyszał kroki w przedpokoju. 104 Ogarnięty ślepą paniką wsunął fotografie pod dywan przy kominku.txt pewny. niŜ się spodziewał. Wzięła go i włoŜyła do leŜącej na komodzie torebki. porozmawiamy sobie.

Tak.Zaraz się rozłączę. .txt pokręcił głową.Kto mówi? .Pan Samuel Nutkin? .Tak. .Czego ode mnie chcecie? . który oświadczył. przyjacielu. . i juŜ zostało opuszczone. I do sekretarza twojego klubu tenisowego.Przyjrzałeś im się dobrze? Samuel Nutkin zacisnął zęby. Zastanów się nad całą sprawą trzeźwo i na zimno. . odpowiedział jednakŜe ten sam męŜczyzna. powiedział. i to na fałszywe nazwisko. wiem. . A drugi komplet odbitek mogę posłać do pani Nutkin.spytał. Ŝe musi uregulować ogrzewanie.za duŜo liter. które przerwały jej popołudniową drzemkę. panie. niech pan tego nie robi . który po powrocie z urlopu zastał sforsowany zamek u drzwi swego mieszkania. ale głos w słuchawce przerwał jego protesty. przyjacielu. panie Nutkin. Tego ranka w Ŝaden sposób nie mógł skoncentrować się na swojej pracy. Nutkin dobrej nocy nie miał. a na bramie wisi napis "Do wynajęcia".To niewaŜne. Odebrał pewnie od tego czasu wiele telefonów do jakiejś Sally. . Ŝe nie zna Ŝadnej Sally i Ŝe to pomyłka. Zadzwonił do informacji i próbował sprawdzić adres podanego mu numeru. MoŜesz dostać to wszystko. a numer telefonu naleŜał do całkiem obcego człowieka. O której godzinie wychodzisz do pracy? . W przerwie obiadowej spróbował połączyć się z numerem podanym przez Sally. Były do niego trzy telefony.Forsyth Opowiadania. Nie był przystosowany do takich sytuacji. gdzie pracujesz i znam nazwisko twojego zwierzchnika. brzmiał jakby przez chustkę nakrywającą mikrofon. Lettice zrzędziła jeszcze bardziej niŜ zwykle.Tak. Okazało się. Nie próbuj zwracać się do policji. Wtedy zrozumiał. Nutkin pojechał taksówką na Bayswater. Zimny strach ściskał mu Ŝołądek.Nie . Ŝe nawet przy pomocy policji nie dowie się niczego. z którym rozmawiał po południu. Pan nosi w portfelu bardzo wiele legitymacji. . .Pan Nutkin? . Telefon zamilkł. 105 Po raz czwarty telefon zadzwonił zaraz po ósmej. pozostał na dole i dokładnie Strona 63 .Tak. . Biuro czasopisma przesyłało na pewno odpowiedzi na ogłoszenia pod jakimś jednym umówionym adresem. Mam chyba obowiązek posłać te zdjęcia do twojego szefa. ale trudno było się Nutkinowi zorientować. Samuel Nutkin wpatrywał się ponuro w południowe przedmieście Londynu. niegrzeczny z ciebie chłopiec. Kiedy Lettice szła spać. . Zresztą nic mi nie mogą zrobić. Nie było więc pomyłki.Panie. AleŜ tak. klisze i odbitki. ale odpowiedział mu zachrypły męski głos. Nutkin spróbował połączyć się ponownie przez telefonistkę.Zadałem ci pytanie. Dobrej nocy. Jednak numer był zastrzeŜony i bez polecenia sędziego pokoju biuro numerów nie udzielało informacji. Głos był stłumiony.mruknął . .Zadzwonię jutro rano o ósmej. Czy dostałeś odbitki? . Czy otrzymałeś mój bilecik dzisiejszą pocztą? . której oczywiście nie znał. Kiedy Nutkin wrócił do domu. Ŝe mieszkanie jest zamknięte. czy to ten sam.No cóŜ.A moŜe jednak pan Henry Jones? Samuel Nutkin poczuł ucisk w dołku.Ósma trzydzieści. Mówił męŜczyzna. Mieszkanie zostało najwyraźniej wynajęte na jeden tydzień.wybuchnął Nutkin. przesuwające się za oknem wagonu. . Samuel Nutkin zerwał się z fotela i zostawiając Ŝonę przed telewizorem pobiegł do aparatu znajdującego się w przedpokoju.

przyjacielu. Kolejowy bilet sezonowy. Jeszcze dziś. . Tego dnia nie wsiadł jednak jak zwykle do pociągu odchodzącego o 8. Ŝeby się o czymkolwiek dowiedziała.zaprotestował. Samuel Nutkin czekał juŜ w hallu.Zastanowiłeś się? . Mógłby powiedzieć. dwa listy. jak siedzi i trzyma w ręku paczkę odbitek. ale po południu będzie na pewno za biurkiem. Taki wstrząs zabiłby biedną Lettice. MoŜesz dostać poŜyczkę na hipotekę swojego domku albo. jeŜeli nie liczyć kieliszka wina od czasu do czasu. pocałował Ŝonę w policzek i udał się do pracy. Myślał o zebraniu prezydium klubu tenisowego. Ŝe źle się czuje. WyobraŜał sobie dyrektora Bensona w gabinecie na najwyŜszym piętrze. Ŝeby wypłacono mu tę sumę zaraz. To wszystko przekraczało jego wyobraźnię.Obawiam się. NajwyŜej czasami jedno cygaro po proszonej kolacji. bo wszyscy wiedzieli. . Musimy pokryć nasze wydatki. .Tak . ale tyle osób mogło rzecz rozszyfrować. i to szybko. Potem poszedł do banku. Telefon zadzwonił punktualnie o ósmej.Tysiąc funtów . Ŝe chodzi o dług karciany. 107 Przypuszczał. znalazł budkę telefoniczną i zadzwonił do biura. Zadzwonię wieczorem o ósmej. Nie palił. Później w bladym świetle ulicznej latarni. z melonikiem. Co robić? Co robić? . ubrany jak zwykle w szary garnitur. Ale potem odbyłaby się sprawa sądowa.Tak. przenikającym przez firanki sypialni. legitymacja członkowska klubu tenisowego.Nie jestem bogaty . poŜyczyłby jakoś te tysiąc funtów. patrzył na niesympatyczną twarz Ŝony śpiącej w sąsiednim łóŜku .31 do Charing Cross. Ŝe musi się zastanowić. dwa zdjęcia z Ŝoną.Ile Ŝądacie? . .AleŜ ja nie mam tyle pieniędzy! . która moŜe nadejść w czasie jego pobytu w biurze. a to było niemoŜliwe w towarzystwie starego Fogarty'ego z tymi jego wiecznymi krzyŜówkami. gotowy do szybkiego marszu na stację. jeŜeli wolisz. Nutkin przełknął kilka razy ślinę. parasolem i teczką w ręku.zapytał nieznajomy. Wiedział. Ale zdobądź tę forsę. Ŝe w takich wypadkach moŜna nie podawać nazwiska. O dziewiątej trzydzieści opuścił park. .i usiłował sobie wyobrazić. Zwłaszcza gdyby zaŜądał od dyrektora. Powiedział kierownikowi swojego działu. Nutkin nieraz czytał w gazetach. ksiąŜeczka czekowa. Po dwudziestu pięciu latach monotonnego Ŝycia biurowego nie sposób ukryć sprawy sądowej. Ŝe gdyby się postarał. MoŜe pójść na policję? Oni mogliby oczywiście znaleźć tych ludzi mimo fałszywych nazwisk i adresów. aby dowiedzieć się sporo o nim i jego miejscu pracy. zwołanego specjalnie w celu ponownego rozpatrzenia jego członkostwa. .rzucił głos bez wahania. białą koszulę.odpowiedział drŜącym głosem Nutkin.txt skontrolował zawartość portfela. co powiedziałaby po otwarciu grubej koperty. . ale nikt by mu nie uwierzył. na którym wszyscy podają sobie z rąk do rąk te straszne fotografie.Chcesz te negatywy? . samochodu. Ŝe chodzi o kobietę. a poza tym naleŜy ci się mała nauczka.wyjąkał. prawo jazdy. Nie przeŜyłaby tego.pytał w kółko samego siebie. Ŝe figuruje się jako pan X. Ŝe będziesz je musiał kupić. Nutkin poszedł na górę. A więc nie wolno dopuścić.W takim razie postaraj się o nie .Forsyth Opowiadania. ale poszedł do parku i usiadł na ławce. proszę pana.szydził głos w słuchawce.Lettice zawsze chciała spać osobno . Samuel Nutkin był wstrząśnięty. na której trzeba by było wystąpić w charakterze świadka. Ŝe w karty nie gra. ale wywołałoby to niewątpliwie duŜe zdziwienie w banku. A więc z pewnością domyślą się. . Siedział niby samotny karzełek w meloniku pośród kwiatów i drzew. karta klubu ubezpieczeniowców 106 więcej niŜ trzeba. Jedno było jednak pewne. i to w gotówce. Nie pił. Głos umilkł i w słuchawce rozległ się sygnał. Po drodze łamał sobie głowę szukając Strona 64 .

O drugiej po południu siedział za swoim biurkiem. To tak.W porządku. nieszczęsna.Forsyth Opowiadania. Ŝeby pan przemyślał wszystkie przykre konsekwencje. Niezła prawnicza formułka. a potem i tak roześlą fotografie po ludziach! To prawie pewne. Do City przyjechał tuŜ przed przerwą obiadową. Ale jak teraz zmienić posadę? Poza tym istniała przecieŜ Lettice. Wszedł do sklepu z artykułami biurowymi i zakupił stalową. Zapewnił szefa. Postanowił w kaŜdym razie nie brać pieniędzy z miejscowej filii banku. . wsiadł do pociągu. Ŝeby nosić przy sobie tysiąc funtów. jedna obok drugiej. Wejdziesz do parku Battersea i pójdziesz Aleją Zachodnią w kierunku rzeki. Zadzwonił telefon.Panie.powiedział sobie po długich wahaniach. Nikomu nie przyszłoby do głowy. które kaŜdy człowiek powinien mieć w domu. Dojdziesz do takiego miejsca. pośpiesznie dodał: . durny człowieku . . przewraŜliwiona Lettice. kolbę do zalutowania dziury w czajniku i kilka innych drobnych przedmiotów.odezwał się wreszcie zachrypły głos. Pamiętaj. będziesz obserwowany. więc dla wypeł108 nienia czasu poszedł po zakupy. Ŝeby go pocałowali. a w słuchawce odezwał się zachrypły głos: . Ŝe od momentu. pułapkę na myszy. Był człowiekiem zbyt ostroŜnym. panie Nutkin? .31. wsuń ją pod pierwszą ławkę i pójdź dalej. . W kilku innych sklepach zakupił: pół kilo lukru . W połowie alei skręcisz w lewo i pomaszerujesz w stronę centralnego placu. Wyjdziesz z parku drugą bramą. tak. o których czytał w gazetach.Czyś ty zwariował? . Rozwiązania trzeba szukać w Londynie . jakby mu powiedział: "Jestem ofiarą szantaŜu i proszę o poŜyczkę w wysokości tysiąca funtów". Nie mógł stanąć przed dyrektorem z tak dziwnym i trudnym do wytłumaczenia Ŝądaniem. kiedy znajdziesz się w parku. Nutkin postanowił za wszelką cenę oszczędzić Ŝonie takiego ciosu. .. . A poza tym.No i co. jakie wynikną z pańskich Ŝądań. Niech ci nie przyjdzie Strona 65 .. 109 . ale czy moŜna pomóc ofierze szantaŜu? Gdyby był młodszy i do tego kawalerskiego stanu.Nie . Podjąwszy tę decyzję.Eee. miedziane druciki do bezpieczników. powiedziałby im.Ale chciałbym. pieniądze są. Jak nazywają to.. niech mi pan odeśle te negatywy i zapomnijmy o wszystkim. O tej porze nie powinno tam być nikogo.. pomyślał z goryczą. albo dla samej przyjemności posyłam te fotki do twojej Ŝony i szefa! Nutkin westchnął. zamykaną na klucz kasetkę na pieniądze. dwie baterie do latarki elektrycznej. I jeszcze jedno. co mu się przytrafiło? Chyba wymuszaniem pieniędzy pogróŜkami.rozzłościł się tamten. Po drugiej stronie zapanowało nasycone zdumieniem milczenie. .Jutro w przerwie obiadowej wsiądziesz w taksówkę i pojedziesz na Albert Bridge Road. . Zrozumiałeś? . w którym stoją dwie ławki.Albo zrobisz. Przy drzwiach banku opuściła go jednak odwaga.Słuchaj. Ŝe zamierza zalać nim urodzinowy tort Ŝony .odpowiedział Nutkin i zanim tamten mógł się odezwać.tłumacząc sprzedawcy. i zabrał się do pracy nad księgami rachunkowymi.txt jakiegoś wyjścia i przypominając sobie wszystkie sprawy o szantaŜ. Ŝe Samuel Nutkin potrafiłby w podstępny sposób podjąć jakiekolwiek pieniądze z konta swojego przedsiębiorstwa. co ci kaŜę. Mów dalej! .odrzekł powaŜnie Nutkin. czy tamci nie zaŜądają następnych sum? Na pewno wyciągną z niego cały majątek. O godzinie ósmej tegoŜ wieczoru siedział jak zwykle z Lettice przed telewizorem.Właśnie tego się obawiałem.Zrozumiałem. Była godzina 10.puszkę sztucznego nawozu przeznaczonego dla róŜ w ogródku. Miej ze sobą paczkę zawiniętą w brązowy papier. Ten szok na pewno by ją zabił. Ŝe czuje się znacznie lepiej.

Będąc w tym roku sekretarzem klubu.Forsyth Opowiadania. A wiesz. spodziewałem się nawet. . smutnych oczach.Przed kilkoma dniami .odpowiedział Nutkin. SierŜant Smiley ze zrozumieniem skinął głową i przeszedł za Nutkinem do salonu. . Stał w progu w długim czarnym płaszczu i na tle pochmurnego wieczornego nieba jego sylwetka wyglądała jak sylwetka przedsiębiorcy pogrzebowego.Pan Samuel Nutkin? .Obawiam się.Chciałbym z panem pomówić o bardzo osobistej i moŜe nawet ambarasującej sprawie.Kto tam przyszedł. co się wtedy stanie. Nawet gdyby ich obserwował jakiś policjant. prawda? W klubie tenisowym zawsze kupujemy kilka. natrafili w zamkniętej na klucz szufladzie na paczkę Strona 66 . kochanie. więc podszedł do motocyklisty i pochylił się nad jego mapą. Czy mógłbym prosić pana o kilka chwil rozmowy? .Z policji? . Ŝe w pobliŜu jest jakiś tajniak. a twarz zasłaniały mu gogle i kolorowa chustka.To dobrze. Potem rozległ się ryk motoru i po chwili motocykl znalazł się na zatłoczonej Albert Bridge Road. o co panu chodzi i dlaczego miałbym być skrępowany? .Oczywiście. 110 ..txt do głowy. Wszystko to stało się błyskawicznie.Człowiek wyciągnął legitymację.Tak.Dawaj tę paczkę.zaczął. kolego. Nutkin? . .zaczął sierŜant Smiley .To jeszcze nie powód. .nie musi się pan krępować.Pan Nutkin? . niech pan wejdzie. Smiley odchrząknął z zaŜenowaniem. SierŜant Smiley był wyraźnie zmieszany. . nie mnie wyjaśnił cierpliwie. nie zdołałby zatrzymać motocyklisty. ale Nutkin nie patrząc na nią skinął głową na znak zgody.Bądź spokojna. prawda..syknął tamten. .. . i ulatniam się. Przeszukując je. Mięśnie szczęk sierŜanta drgały pod napiętą skórą. Pewnego wieczoru do drzwi domku Samuela Nutkina zadzwonił człowiek o długiej.spytał Nutkin po zamknięciu drzwi. Nutkin był człowiekiem uprzejmym. Ŝe gliny mogą coś pomóc. Najmniejsze podejrzenie. do swojego biura.Nie muszę się krępować. to ja. .? .Miałem na myśli.. . a wszystko pójdzie gładko.Nutkin potrząsnął ze smutkiem głową i powrócił do City. Ŝe tym razem nie chodzi o bal policji. .Chodzi o zbliŜający się turniej tenisowy z policyjnym klubem sportowym. czy moŜe mi pan pomóc? . Jestem tu w związku z pewnym dochodzeniem. Następnego dnia postąpił dokładnie tak. .MoŜe powie mi pan teraz. Stał rozkraczony nad swym pojazdem i studiował mapę. Po kilku minutach Samuel Nutkin przeprosił Ŝonę i poszedł do garaŜu.krzyknął.odparł cicho Nutkin.Hej. Właśnie w tej chwili rozległ się z góry rozdraŜniony głos: . Jej zdrowie.. końskiej twarzy i brązowych.moi koledzy z policji stołecznej odwiedzili pewne mieszkanie w centrum Londynu.SierŜant detektyw Smiley. Kiedy szedł aleją po zachodniej stronie parku i docierał juŜ do zakrętu prowadzącego do placu centralnego. Minął tydzień.. Ŝe moŜe to pana będzie krępować. . kochanie .Pan z policji.. .Tak. Chciał być przez pewien czas sam. ale leŜy w łóŜku.Proszę. Na głowie miał hełm. Ŝe nie. Zrób. .Mój BoŜe . .Czy Ŝona jest w domu? . Nutkin poczuł ostre szarpnięcie i jego paczka znalazła się w mgnieniu oka w koszyku pod kierownicą motocykla. co ci kaŜę.przerwał Nutkin . sierŜancie. zatrzymał go motocyklista. Samuelu? . Chodzi panu o bilety na bal policji. . Nutkin! . . MęŜczyzna odwiesił słuchawkę.Wiem . jak mu nakazano.. Smiley patrzył zdziwiony. Ŝeby się pan czuł nieswojo. .

Chciałem pana jeszcze poprosić. Opowiedział o tym. a takŜe o rozmowie telefonicznej i umówieniu się na następny dzień na dwunastą trzydzieści.. gdyby to wyszło na jaw. Czy od tego popołudnia odebrał pan jakiś telefon. którą znał jako Sally. czy teŜ Strona 67 . OtóŜ policja stołeczna jest pewna.. . 111 Niestety muszę panu powiedzieć. Pańskie Ŝycie prywatne naleŜy do pana i policja nie interesuje się nim. Ŝe zdarzyło mu się to po raz pierwszy w Ŝyciu. Czy mogę mówić dalej? Dziękuję. dopóki działa pan w ramach prawa. to jeszcze straszniejsze. Ustaliliśmy.oświadczył zdecydowanie sierŜant. Opowiedział. którzy bywali w mieszkaniu tej kobiety bądź zarekomendowani przez osobistych znajomych. chyba Ŝe się okaŜe.wyszeptał .Dziękuję . co robię. Smiley spojrzał na niego surowo i ciągnął dalej: . SierŜant Smiley zatrzepotał powiekami.O mój BoŜe . niech mnie pan dobrze zrozumie. Ŝe na jednej z tych kopert widnieje pańskie imię. Ŝeby opowiedział mi pan. Ŝe to.A teraz . a sześć negatywów przedstawia pana. Ŝe męŜczyźni... powiedział nawet o swojej trzydniowej rozterce i walce z pokusą napisania listu.Nie dotyczy ono pana . Skinął potakująco głową. Jest znana policji jako zawodowa prostytutka. Ŝe juŜ nigdy w Ŝyciu nie zrobi niczego podobnego.. przedstawiających panów w średnim wieku w towarzystwie kobiety w pozycjach. zapoznał się z jego treścią w toalecie biurowej. Ŝe toczy się dochodzenie? . Wyznał. Co za wstyd. Ŝe zajmowała ona przez jakiś czas wraz z pewnym osobnikiem mieszkanie. przecieŜ pan mówił. OtóŜ. Nie będę robił Ŝadnych notatek i zachowam wszystko w dyskrecji. byli fotografowani i identyfikowani po to. Widniała na nim kobieta.Panie Nutkin. Samuel Nutkin patrzył na policjanta z dobrotliwym zainteresowaniem. Przysięgam panu. Więc robili zdjęcia.. Przyznał teŜ. .a było ich około trzydziestu .KaŜda z tych kopert . . . Nie był przyzwyczajony do takich rozmów. .Czy pan poznaje tę kobietę? Samuel Nutkin przyjrzał się uwaŜnie zdjęciu.fotografie. . Opowiedział sierŜantowi. nazwisko i adres. w którym policja dokonała rewizji. . Samuel Nutkin zbladł i nerwowo zagryzł wargi.O mój BoŜe.Nie rozumiem. Poza tym w kaŜdej z kopert znajdowało się około tuzina negatywów. które moŜna by nazwać bardzo kompromitującymi..detektyw wyciągnął z kieszeni fotografię.powiedział sierŜant. zostawić ją w salonie i zaprowadziła go do sypialni. iŜ posiada pan istotne dla śledztwa informacje. . Ŝe po powrocie do domu natychmiast spalił magazyn zawierający ogłoszenie i przysiągł sobie.zawierała kartkę z nazwiskiem i adresem jakiegoś męŜczyzny. nie jest nielegalne. Samuel Nutkin patrzył na sierŜanta ze zdumieniem. w niektórych wypadkach był równieŜ adres miejsca pracy. jak przypadkowo znalazł magazyn. jak otrzymał odpowiedź. w jaki sposób pan tę kobietę poznał. zanotował numer 112 telefonu i zniszczył list. Wreszcie westchnął głęboko. panie sierŜancie. Samuel Nutkin jąkając się zrelacjonował sprawę od samego początku. . . Czy pan mnie słucha? Samuel Nutkin siedział z pochyloną głową i wpatrywał się w dywan. A odwiedziny u prostytutki nie są przez Ŝadne prawo zabronione.Na wszystkich fotografiach była ta sama kobieta.wyszeptał. wreszcie o wysłaniu go i podpisaniu nazwiskiem Henry Jones.Forsyth Opowiadania.. co pan robił. nie wiedziałem.. chowając fotografię do kieszeni. jak kobieta kazała mu zdjąć marynarkę. kilkakrotnie karana. bądź zwabieni przez ogłoszenia.spytam pana o rzecz bardzo istotną.. jest nielegalne.Ma pan rację. Ŝeby ich potem moŜna było szantaŜować.SzantaŜ . . To. w róŜnych sytuacjach z tą kobietą.txt kopert.odezwał się Smiley .

proszę pana . który zdemaskował tę bandę i będzie musiał stanąć przed sądem.Panie Nutkin . Mam nadzieję. Wtedy ładunek umieszczony w kasecie wybuchł i rozszarpał oboje na kawałki.O! JakŜe się cieszę! Ale proszę mi powiedzieć. .mruczał Nutkin. . Nutkin spojrzał na niego z nadzieją w oczach. . . Ŝe te.Zestawienia bankowe.Nie jestem pewien. aŜ wreszcie komuś udało się dotrzeć do ich kryjówki.my nie prowadzimy śledztwa w sprawie szantaŜu. czy ich. . Mogli szantaŜować setki ludzi. Tu chodzi o morderstwo. ale ludzie zawsze się jakoś o wszystkim dowiadują. Strona 68 . Zdemaskowaliście ich. Ŝe nie będę musiał składać formalnych zeznań? Wiem. Aby zgromadzić większą kwotę.Nie.Bardzo mi Ŝal człowieka. nie będzie pan świadkiem w tej sprawie. .Ale w jaki sposób dojdziecie prawdy? PrzecieŜ niektórzy z tych panów moŜe nawet juŜ zapłacili haracz. .Nikt spośród osób znajdujących się na liście nie będzie musiał zeznawać. zanim się do mnie zabrali. czy zdobyłbym się na to.. . szantaŜowani musieli zwrócić się do banku albo sprzedać coś wartościowego. do kogo szantaŜyści zwracali się o pieniądze. .. Ŝe są one teoretycznie poufne.odparł sierŜant Smiley wstając. wieko odskoczyło na skutek działania mechanizmu. .powiedział. Z ich zeznań dowiemy się. W paczce była kasetka na pieniądze z kluczykiem przywiązanym taśmą do wieka. panie Nutkin.. Prowadzili wszystkie rozmowy z automatów telefonicznych.powiedział sierŜant juŜ w drzwiach ..Tak.Nie .Ale. . . zastrzelono? . .txt moŜe telefonowano w pańskiej nieobecności z pogróŜkami i Ŝądaniem pieniędzy za te fotografie? Samuel Nutkin potrząsnął przecząco głową.powiedział Nutkin. .wyjąkał. Kiedy zbrodnicza para otworzyła zamek.A więc oni kogoś zabili? . które dotyczą pana osoby. PrzecieŜ zdemaskowaliście tę parę na podstawie czyichś zeznań.. . Większość ludzi ma rachunek w banku. Pan Nutkin patrzył na sierŜanta jak na bóstwo greckie. Nutkin patrzył na policjanta ze zdumieniem. co teraz będzie z tymi okropnymi fotografiami? .Podziwiam człowieka. który zwrócił się do policji i zdemaskował tych łajdaków . . sierŜancie. nie są istotne dla śledztwa . . kto. Na pewno aresztujecie kogoś. Sprawca po prostu dostarczył im do mieszkania paczkę.. gdyby się do 113 8 .SzantaŜyści.Nie. To ich ktoś zabił. które zstąpiło z Olimpu i stanęło przed nim. który nasze laboratorium zidentyfikowało jako pułapkę na myszy.Czysta robota mnie dobrali.Forsyth Opowiadania. proszę pana. .Jeszcze chyba do mnie nie doszli.Kto? .Nie rozumiem.Kiedy poinformuję Scotland Yard..Oczywiście. kiedy znaleźli się juŜ w przedpokoju.zostaną spalone. Zdjęcia są w ręku policji. Śledztwo.Nie doszli do pana i chyba juŜ nie dojdą..Nie.Morderstwo.Na pewno .. . Śledztwo w takich sprawach jest trudne. PrzecieŜ prowadzicie śledztwo. Bardzo trudno będzie znaleźć jakikolwiek ślad. . ale ze wstydu nie przyznają się do tego nawet policji. rozumiem .I na pewno inni detektywi Scotland Yardu rozmawiają w tej chwili z kilkunastoma dŜentelmenami figurującymi na zdjęciach. Musiał więc znać ich kryjówkę. . Nie wiemy jeszcze. Smiley uśmiechnął się po raz pierwszy.oni nikogo nie zabili. czy ta para próbowała szantaŜować innych męŜczyzn? . SierŜant Smiley spojrzał z uśmiechem na urzędnika biura ubezpieczeń.. Niszczyli wszystkie dowody z wyjątkiem materiałów fotograficznych. Proszę mi powiedzieć. Zawsze pozostaje jakiś ślad.

zostanie zapisane i moŜe być uŜyte jako dowód. co pan powie. Pełno tu Arabów.W dzisiejszych czasach. .To nie do wiary . masywny jak cięŜarówka. Wycieraczki chodziły rytmicznie po powierzchni przedniej szyby.Byle szesnastolatek! . Walijczyków. Wnętrze samochodu było wygodne i ciepłe. panie Nutkin. którą oddał tam przed dwoma tygodniami do oprawy. szacowny obywatel angielski mógł zdobyć bombę? Smiley potrząsnął głową.Proszę zaczekać .) Wielki samochód policyjny zjechał na brzeg jezdni i zatrzymał się w odległości około piętnastu metrów przed kordonem zamykającym ulicę. Wchodził w skład najlepszej druŜyny w historii Irlandii i był dumny ze swojej zielonej koszulki. u Boga Ojca. owinął się mocniej ciemnogranatowym płaszczem i ruszył zdecydowanym krokiem w kierunku przerwy w kordonie. Podpis pod zdjęciem głosił: Od wdzięcznych mieszkańców wsi Steeple Norton Czarodziejom Rozbrajaczom: majorowi Mikę'owi Halloranowi i kapralowi Samowi Nutkinowi. aŜ się zjawi. Zaczynał swoją karierę patrolując wybrukowane kocimi łbami zaułki dzielnicy Liberties. To nie to. Szef lokalnego komisariatu policji zatrzasnął za sobą drzwiczki. Tego wieczoru fotografia powróciła na honorowe miejsce obok kominka. przy której przemoczony policjant kontrolował papiery osób wchodzących i wychodzących z zamkniętego terenu. Kierowca ucieszył się. Przez trzy kolejne sezony Karl Mullen prowadził ją od zwycięstwa do zwycięstwa. Na widok Hanleya zasalutował i odsunął się. korzystając z pobytu w City.roześmiał się. ale wszystko. kręcącym się w jego obrębie. pomyślał. do tego na deszczu. jakiego kiedykolwiek wydało hrabs116 two Athlone.Ale gdzie. Szkotów i Francuzów. co za moich czasów. Drugi. Hanley przyglądał się z tylnego siedzenia grupom ludzi. moŜe skonstruować ładunek wybuchowy. . . to średnia przyjemność. by potem wspinać się powoli po wszystkich szczeblach policyjnej słuŜby i wreszcie dotrzeć do obecnego stanowiska. zwanej Wielki Fryc. jeŜeli tylko zdobędzie odpowiednie materiały. nie jest to takie trudne. miał na nosie okulary. Skinął inspektorowi głową i wyłączył silnik. Spacerowanie po tej nędznej ulicy. Nie myślę. Dzisiaj byle szesnastolatek. niski i tęgi. . Samuel Nutkin popatrzył z dumą na zdjęcie. Następnego dnia. Była to stara fotografia. Miał bardzo odpowiedni wygląd. Wielki Bili Hanley był policjantem od dwudziestu siedmiu lat. zawierającego sześć zabezpieczeń przed rozbrojeniem. Główny inspektor Wiliam J. przedstawiająca dwóch młodych ludzi w mundurach Królewskich Saperów z oznakami jednostki rozminowywania. Strona 69 . zgromadzonych poza policyjnym kordonem. Przed trzydziestu laty uchodził za najlepszego napastnika rugby. Zresztą moŜna sobie przeczytać instrukcje w róŜnych ksiąŜkach. Dobranoc. (Fragment oficjalnej formuły wygłaszanej przez brytyjską i irlandzką policję do osób podejrzanych. Irlandczyków i róŜnych innych cudzoziemców. Ponad metr osiemdziesiąt dwa wysokości. ścierając z niej uporczywą mŜawkę. Nutkin wstąpił do ramiarza i odebrał fotografię. Prosił wtedy o zrobienie nowej ramy i zatrzymanie zdjęcia do czasu.Forsyth Opowiadania. . Jego kierowca nie wyłączył silnika. i niezdecydowanym urzędnikom. Ŝe będę pana jeszcze musiał trudzić. Jeden z młodzieńców był szczupły. Lipiec 1943. proszę pana. zdobywając co roku Potrójny Puchar i bijąc na głowę Anglików.txt . uczący się 114 chemii. Ŝeby go przepuścić.wyszeptał. Przed nimi na kocu leŜało kilkadziesiąt części skomplikowanego mechanizmu bomby. DOWÓD RZECZOWY Nie jest pan zobowiązany do mówienia.rzucił kierowcy i wysiadł. Kiedy Hanley wstąpił w szeregi policji. Siedzieli okrakiem na olbrzymiej pięciotonowej bombie niemieckiej. miał pociągłą twarz i nosił na naramiennikach oznaki majora.

Dla mieszkańców nowych bloków. na których wkrótce miały przystąpić do pracy koparki. dawała mu zadowolenie . którzy przyszli. by przygotować teren i fundamenty pod nowe centrum handlowe. ani z kosztownym blaskiem diamentów. składających się z jednego pokoju na parterze i jednego na piętrze. toteŜ jego ściany podparte były grubymi belkami. okalający coś w rodzaju ogródka. Hanley. Teren ten znajdował się w samym sercu obszaru podlegającego komisariatowi Billa Hanleya. Ŝe było całe pokryte łajnem czterech pstrokatych kur. W samym środku przyszłego parkingu. zalano asfaltem.Forsyth Opowiadania. Ŝe za tymi drzwiami znajduje się przedpokój o powierzchni metra kwadratowego. Rada Miejska zrobiła juŜ wszystko co w jej mocy dla starego samotnika. bliźniaczych domków. Miejsce. widział naleŜące do domku podwórko. JuŜ od dwóch lat Rada Miejska Dublinu dokonywała rozbiórki szeregu małych. Wszyscy wpatrywali się w ruderę. Widowisko rozgrywając się za podwójnym rzędem barier. Odgradzał je dwumetrowy drewniany płot. których bezduszne bryły widoczne były przez mŜawkę w odległości około kilometra. Tego poranka musiał wypełnić jedno z nich: była to eksmisja. zupełnie jak pieniek pojedynczego zęba. Składała się głównie z ruder połoŜonych tuŜ za dokami północnego brzegu rzeki Liffey. sterczał mały domek. skąd wzięła się taka osobliwa nazwa. Większa część jej terenu była juŜ zrównana z ziemią. ogradzających środek obszaru. Po prostu kilka metrów gruntu. Dokoła wszystkie inne domy zostały juŜ rozebrane. gdzie niegdyś stały otaczające go 117 domy. porośniętego plątaniną chwastów. co robić. Nie bardzo teŜ było na co patrzeć. jak panująca tego ranka listopadowa pogoda. stojąc z boku. Hanley wiedział. była to doskonała rozrywka. Ludzie. jasnym i czystym domu albo mały. które nie sprawiają przyjemności. ogrodzoną z trzech stron wysoką siatką. przeraŜony mieszkaniec stanowili cel porannej policyjnej akcji. własny domek w innym miejscu. a mieszkańcy przeniesieni do mieszkań w blokach. Nikt nie wiedział. Teren był płaski jak patelnia. Przeznaczono go dla samochodów przyszłych pracowników projektowanego w pobliŜu biurowca i zajmował przestrzeń niecałego hektara. jak gdyby teraz. Ale ośrodkiem zainteresowania była druga strona ulicy. którzy tam zajrzeli. Bili Hanley wysunął się naprzód. Ŝeby obejrzeć sobie eksmisję ostatniego z ich dawnych sąsiadów. ani z przywilejami królewskiej angielskiej rodziny Gloucesterów. kiedy juŜ nadeszła chwila akcji. on więc był odpowiedzialny za wykonanie zadania. I to właśnie ten domek i jego stary. potem wąskie schody prowadzące na piętro. Ale cóŜ to był za ogródek. Lubił swoją pracę. Strona 70 . Od strony chodnika ciągnął się niski ceglany mur. wejściem do samotnego domku stała największa grupa urzędników. na gładkim. który tworzył teraz niby-morze. Zaproponowano mu zastępcze mieszkanie w nowym. Drzwi frontowe były zniszczone i poznaczone bliznami po rzucanych w nie kamieniach. Drzwi na prawo prowadziły do pokoju o jednym wybitym teraz i zaklejonym tekturą oknie. trzymanych w klatce przy tylnej części płotu.i to pomimo kiepskiej płacy i długich godzin. Po jednej stronie ulicy ciągnęły się kupy gruzu. Te kury stanowiły cały dobytek staruszka. czarnym asfalcie nowego parkingu błyszczała woda. Ale w kaŜdym zawodzie istnieją zadania. Jeszcze wąskie przejście do małej brudnej kuchni i drzwi wychodzące na podwórko i stojący tam wychodek. nie bardzo wiedzieli.txt osiągnięcia sportowe niewątpliwie pomogły mu w karierze. W pokoju na dole znajdował się niewielki kominek. zalewające samotny zamek z piasku. Znajdowały się na obszarze zwanym Gloucester Diamond. tej samej szerokości co dom i długie na jakieś osiem metrów. powiedzieli Hanleyowi. frontem do Mayo Road. Dzielnica ta nie miała nic wspólnego ani z bogactwem. Na przestrzeni kilkudziesięciu metrów w jedną i drugą stronę nie stał juŜ Ŝaden budynek. było równie ponure. Przed frontowym. będącego niegdyś ulicą o nazwie Mayo Road.

Prace postępowały naprzód. Za barierą zapanowało milczenie. Ale on twardo odmawiał.To biedny stary człowiek! Inspektor podszedł powoli do bariery. . tak Ŝe o mały włos nie zamarzł? Czy współczucie obrzucało go kamieniami i błotem? Ludzie milczeli. patrząc ludziom w oczy. Ale stary człowiek trwał przy swoim.Dajcie mu spokój . tak . .Damy mu pięć minut? . wyasfaltowany i ogrodzony z trzech stron. Nie śpiesząc się przeszedł 119 wzdłuŜ niej.zawołał. wyglądali na zaŜenowanych. Podobnie jak miejscowa dzieciarnia. Nakaz eksmisji wymieniał godzinę dziewiątą.Ano. ktoś z wydziału socjalnego. plac na parking został wyrównany. Dwaj komornicy. Młody reporter zaczął szybko robić notatki.Przykra robota . . Zza ochronnej bariery. ustawiła się przed frontowym wejściem do domku.Wyciągniecie go siłą? . Urzędnik spojrzał na Hanleya. . Dokoła jego domku. . Na pewno był dobrze słyszalny wewnątrz domu.powiedział.Czy to współczucie wybiło mu zimą wszystkie szyby.Pójdźcie po rozum do głowy . Było juŜ dwie minuty po. .Zaczynajcie . fotograf lokalnej gazety.dodał Hanley i wrócił do grupy stojących przed drzwiami domku urzędników. Urzędnik odchrząknął i głośno odczytał nakaz eksmisji. . . Strona 71 .powiedział Hanley z powagą. Wtedy cofnął się do gromadki stojących na drodze urzędników. Wszyscy zamilkli. lecz on nie chciał się nigdzie ruszyć. za którą wciąŜ rósł tłum dawnych sąsiadów. Nadal nie było odpowiedzi. filantropowie i emisariusze miejscowego kościoła. Hanley utrzymywał dobre stosunki z miejscową prasą i przyjaźnił się z pewną rezerwą . wysuwając głowę przez puste framugi okien.Okazujecie mu współczucie? . co i jak.Będziemy tak łagodni.Zawsze tak jest. czyli zbrojne ramię miasta. .powiedział. Wreszcie ktoś z tylnych rzędów odwaŜył się odezwać głośniej. Hanley równieŜ popatrzył na smarkatego dziennikarzynę i patrzył na niego tak długo i uparcie. wielcy.Forsyth Opowiadania.zapytał. która obrzucała dom kamieniami i błotem. Było tam jeszcze dwóch przedstawicieli rady miejskiej.Jest pan tam. . Rada Miejska wydała wreszcie nakaz eksmisji oraz zgodę na usunięcie lokatora siłą. Ŝe młody człowiek poŜałował swojego pytania.odpowiedział Hanley i rozejrzał się. przymilali się do niego. Hanley skinął głową na szefa urzędu mieszkaniowego.odparł Hanley. Lokalna prasa bawiła się znakomicie kosztem "Pustelnika z Mayo Road". Hanley odpowiedział mu skinieniem głowy. Urzędnik podszedł pod drzwi domku i mocno w nie zastukał. dawali mu coraz to nowe terminy. dwaj policjanci Hanleya.powiedział. Odpowiedziało mu milczenie. . i oto w ów deszczowy listopadowy poranek 118 policja. Reporterek wziął to za oznakę poufałości. . Tłumaczyli mu. Szef urzędu mieszkaniowego przywitał się z Hanleyem. Nie było odpowiedzi. rozwalano ulicę. Większość spuściła wzrok.zawołał. rozległy się pomruki protestu. Obie strony reprezentowały swoje interesy i nie miały powodu do prowadzenia podjazdowej wojny.txt Odwiedzili go opiekunowie społeczni. krzepcy męŜczyźni. Barney mrugnął do inspektora. początkujący reporterek. panie Larkin? . Nie cierpię eksmisji. . jak tylko potrafimy .zapytał cicho. Dzieciaki wybijały szyby.z jej starszymi współpracownikami. a stary człowiek przeklinał je. Głównie po to. Ten skinął głową. Ŝeby wykazać się aktywnością. Obecny był równieŜ Barney Kelleher.zapytał wesołym głosem. a z nim młody. . Inspektor skinął na komorników. . lekarz i grupka pomniejszych urzędników.Dobrze . Barney Kelleher rzucił mu jadowite spojrzenie. przed nim i za nim. gdyŜ nietrudno było zapamiętać tak krótkie zdanie.Róbcie swoje .

na oparcie przedniego siedzenia. Pomimo swojego wzrostu i siły. kiedy miał na to ochotę i kiedy trzeba było napędzić strachu łobuzom z doków.Wrócę po resztę.Ruszajmy! . nie wiedząc. cienką marynarkę i rozpiętą koszulę. . Właściciel kawiarni wytarł ręce w ścierkę i spojrzał pytającym wzrokiem na Hanley a. . W oknie sypialni na piętrze ukazała się blada twarz. krzesła i stoły zawalające przedpokój. Jego kolega. Hanley odwrócił się ku swojemu samochodowi i skinieniem ręki przywołał kierowcę. . . Człowiek stojący od strony frontu podwaŜył drzwi łomem. ale teŜ nie protestował. Rada Miejska moŜe tego biedaka zabrać później do domu starców. niŜ wskazywałaby na to jego grubo ciosana twarz i dwukrotnie złamany nos. Wyszedł na deszcz i przystanął.Panie Larkin! Od tyłu domu dochodził trzask pękających desek.PołoŜył na ladzie dwa funty. Brzmiały jak okrzyki nagonki. JuŜ po chwili komornicy zaczęli schodzić na dół. Stary wciąŜ milczał. która dostrzegła lisa uciekającego przed myśliwymi.ciągnął Hanley. ale tylko na kilka centymetrów. Obydwaj urzędnicy wdrapali się na górę po wąskich schodach. Urzędnik pokiwał smutno głową i podwaŜając drugą stronę drzwi. co dalej robić.rozległy się trzy.nakazał komornikowi. Obeszło się bez przemocy. jest kawiarenka.Posadźcie go z tyłu . .Podwójna porcja jajek na bekonie.Wprowadź go do środka.nakazał mu inspektor. Ze środka nadal nikt się nie odzywał. To drugi urzędnik włamywał się do kuchni. ale przede wszystkim bardzo przestraszonego. wyłamał oba zawiasy. . Kiedy starzec znalazł się w ciepłym wnętrzu samochodu. Jedźmy tam! Kiedy samochód przejeŜdŜał przez przerwę w barierze i mijał milczący tłum. Nie podziękował. Były zastawione meblami. . 120 . Podszedł do kuchennych drzwi i zastukał w nie łomem. Kierowca podszedł do lady. A na początek herbata. Samochód podjechał przed kawiarnię.To musiało się wcześniej czy później stać .txt Obydwaj męŜczyźni mieli w rękach łomy. Stary człowiek obrócił z wolna głowę w jego stronę. wszedł do środka i zawołał: . smaŜone pomidory. Stary człowiek robił wraŜenie niedoŜywionego i nieco nieprzytomnego.Zostań tutaj i uwaŜaj na niego . Policyjny kierowca zaprowadził tam starego człowieka i posadził go na stojącym tyłem do ściany krześle. Otworzyły się natychmiast. Podczas gdy komornicy przeszukiwali parter. . Twarz miał pomarszczoną. sztuka po sztuce. pomiędzy druciane ogrodzenie i róg ceglanego muru.powiedział Hanley łagodnym tonem. której uŜywał. . Jeden z nich przeszedł pod boczną ścianę. Następnie wyciągnął. kiełbasa i frytki .zawołał do kierowcy. stojący przy wejściu od frontu. Powziął juŜ decyzję. Ciepłe zimą i z dobrym jedzeniem.Załatwiono panu bardzo dobre miejsce. Sam pan zobaczy. cerę niezdrową. znacznie łagodniejszym. lecz nie odezwał się.Kilometr stąd.Forsyth Opowiadania. Stary człowiek miał na sobie brudne spodnie. Twarz zniknęła z okna. . obydwaj męŜczyźni owinęli go kocem. Jeden z komorników wysadził głowę przez ramę wejściowych drzwi. Hanley wskazał wolny stolik w kącie. wątłego człowieka. Strona 72 .Dla tego staruszka. teŜ zaczął walić w drzwi.Wiedział pan przecieŜ.Jest tam! . Hanley ruchem głowy wskazał mu okno sypialni. cztery głosy. Ŝe trzeba się będzie przeprowadzić . . tłum zachowywał ciszę. . ale przede wszystkim trzeba dać mu teraz porządne śniadanie i kubek gorącej herbaty. Bili Hanley był człowiekiem łagodnym. Inspektor spojrzał na wiszącą na ścianie za barem kartę. W kawiarni było ciepło i duszno. Z łatwością rozerwał siatkę i wszedł na podwórko. Jeden z nich niósł starego. i unikał oczu Hanley a.Wiedział pan. Milcząc patrzył przed siebie. Komornik postawił starca na nogi. Opiekun społeczny przybiegł z suchym kocem. Hanley usiadł obok niego. na drugiej przecznicy w lewo. . Hanley przyjrzał się swojemu osobliwemu gościowi.powiedział Hanley. Inspektor wysiadł i zwrócił się do kierowcy. Ludzie zauwaŜyli ją.

.Za dom. wynosząc ubogie sprzęty i układając je na ziemi. światło i gaz zostały odcięte juŜ kilka miesięcy wcześniej. Ŝe jego urząd nie jest bezduszny. monety. Jeden z robotników powiedział. Kula rozkołysała się.spytał. podszedł do niego szef urzędu mieszkaniowego i wskazał ruchem ręki otwarte drzwi furgonetki. zniszczone albo uszkodzone w czasie rozbiórki..wskazał na kupę gratów leŜących na deszczu to są strasznie zarobaczone. Pragnął udowodnić. . Ludzie pamiętali.Trochę śmierdzi. Robotnicy nie tracili czasu. Tłum patrzył na to zafascynowany. Urzędnik westchnął. Woda.powtórzył Hanley. Na parkingu stały dwa spychacze na gumowych kołach. co moŜe mieć jakąś wartość pamiątkową . tak! . to jutro będzie moŜna zalać asfaltem.. zatoczył prawie koło i spadł na podwórko. Dźwig ruszył powoli ku bocznej ścianie domu. .mówiąc szczerze . Za czwartym uderzeniem kuli dwa górne okna wypadły z framug i runęły na parking.kosztował miasto znacznie więcej.powiedział. Nigdy nie miał kanalizacji. I to według starannej wyceny. . trzymając w kaŜdej ręce dwie kury. potem większym łukiem. Kiedy Hanley wysiadł z samochodu. toteŜ dom był wilgotny i brudny.Szef kazał wykończyć parking wraz z ogrodzeniem. . Kula uderzyła w boczną ścianę domu tuŜ przy kominie. jak burzono ich własne domy.odpowiedział urzędnik raźnym tonem. Ŝe to jego szczęśliwy dzień. niskie "Aaaach". wrzucono do środka mokre kury i włoŜono go do furgonetki. wyszedł i wrócił na Mayo Road. Poza tym otrzyma zasiłek na przeprowadzkę.zapytał.. . potem ciepła kawiarnia.powiedział. Lekarz zalecił je spalić.Zaczynajcie . Brygadzista obrócił się i machnął ręką w stronę dźwigu.Forsyth Opowiadania. Nic tak nie bawi znudzonych gapiów jak burzenie murów. . Co do mebli. solidna ceglana kolumna. Znaleziono karton. jego górna część przebiła dach Strona 73 . zrazu łagodnie. Domek został ogołocony. Ŝe teŜ trzyma kury i moŜe te dołączyć do swojego stadka. urządzenia oraz wszelkie osobiste przedmioty zaginione. . pękł w połowie wysokości.Czy muszę przy nim siedzieć? . wywalając kilkanaście cegieł i pozostawiając w murze dwie duŜe szczerby. JeŜeli go dzisiaj zabetonujemy. który był jego prywatną własnością. Dół kloaczny miał zostać zasypany i zalany cementem. .odrzekł Hanley.txt Pojadę sam.zapytał. niŜ to wszystko razem warte.UwaŜaj na niego . Barney Kelleher zrobił fotografię.ZłoŜyłem tam wszystko. .Czy dostanie jakieś odszkodowanie? .MoŜna zaczynać? . Tęgi brygadzista w połyskującym Ŝółtym płaszczu przeciwdeszczowym podszedł do miejskiego urzędnika. W tej samej chwili jeden z robotników wyłonił się z podwórka. Nie są nic warte. jakieś wstąŜki orderowe. . Za chwilę miały zacząć rozwalać dom. .. . Później ów robotnik miał je zabrać do domu.. To będzie dobre zdjęcie. czekając na rozpoczęcie robót. NaroŜnik domu oderwał się od murów. kilka zapleśniałych osobistych dokumentów w pudełku od cygar. ale ten widok był zawsze ciekawy. zatrzymał się i z cichym sykiem hydraulicznego podnośnika uniósł ramię do góry. chociaŜ jego upór . W chwilę później komin. nie zwracając się do nikogo w szczególności. . Za nimi czekało dziesięć wywrotek. W godzinę było po wszystkim. za meble. Tłum wydał z siebie przeciągłe. pomyślał. z którego 122 ramienia zwisała półtonowa Ŝelazna kula.. Najpierw ciepły samochód. Szef wydziału mieszkaniowego stał pod parasolem i przyglądał się im.Co u licha mam z tym zrobić? .O.Stare fotografie.W porządku .spytał. wychodek i płot. Ŝeby zabrać gruzy. Wchodzili i wychodzili z domu starego. Świetny podpis. Ostatni przyjaciele pustelnika z Mayo Road. WciąŜ lało jak 121 z cebra. Czas na filiŜankę herbaty i papierosa. Kierowca pomyślał sobie.

trzymał się kości goleniowej tuŜ pod kolanem. .Kto to znalazł? .mruknął Hanley. Odsunął kilka cegieł.Czy on juŜ skończył jeść? .UwaŜaj na tego starego.Wystawię na to rachunek . Robotnicy w Ŝółtych ceratowych płaszczach i kaskach nasuniętych na czoła otaczali kołem gruzy domu. Hanley przyglądał się starcowi. Ŝeby zrobić sobie miejsce. Dwumetrowy kikut komina sterczał pośród rumowiska cegieł.zapytał Hanleya.Postęp . .. . . Teraz robi się to w pięć. Główny inspektor Hanley wsiadł do samochodu i powrócił do kawiarni.Nie śpieszy mu się. a Barney Kelleher udawał. Chciał się juŜ uwolnić od tej sprawy.Chleb policzę osobno . . U jego podstawy widać było kominek. Zobaczywszy Hanleya. Siedzący w kącie stary człowiek wydawał się bardzo zajęty. . Hanley zsunął się ze stołka. stojące na chodniku. Na miejscu rozbiórki praca została wstrzymana. . zgasił papierosa i ześliznął się z barowego stołka.powiedział. Ŝe to nieprawda. z których wystawała skurczona i zasuszona. coś znaleźli. . Oni. U jego podstawy po wewnętrznej stronie domu leŜała sterta cegieł. . Inspektor zerknął na zegarek.Zrobił pan zdjęcia? Barney wzruszył ramionami. W tamtych czasach zbudowanie dzielnicy slumsów trwało pięćdziesiąt lat. Brygadzista wysunął się naprzód. 123 .Tommy rozbijał kilofem komin. co wyglądało na pończochę. Pod drzwi kawiarni podjechał drugi samochód policyjny. .txt i spadła na parter. . sir. Ŝe przyprowadzi mu starego za pół godziny. sir.Kubek herbaty . I jak wynoszą go w kocu.rozległ się głos z tłumu.zwrócił się właściciel kawiarni do Hanleya.Forsyth Opowiadania.Wracam tam . Kelleher wiedział. Zajrzał do kawiarni.. Minęła właśnie jedenasta. Tłum był szczęśliwy. Najlepsze będą te z kurami. Stary dom sypał się. Barney Kelleher wszedł do kawiarni razem z młodym reporterem.Funduje mu pan śniadanie? .zapytał Hanley kierowcę. a w drugim dwie kromki chleba z kiełbasą. ale pracowali. Kiedy wyszedł na mokrą od deszczu ulicę.zapytał Hanley. Potem będzie mógł wrócić do biura i zająć się papierkami.Była pod deskami podłogi? Strona 74 . Owszem.To skarb starego . przeszedł przez góry cegieł i zbliŜył się do kręgu ludzi wpatrzonych w niezbyt głęboki dół. . którzy brali udział w akcji na Mayo Road. TuŜ przy nim stał jeszcze metrowy kawałek zewnętrznego muru.powiedział. Kierowca siedział przy barze przed parującą filiŜanką herbaty. WciąŜ trzymał w jednym ręku widelec. który włoŜył duŜy kawał sadzonych jaj między dwie kromki białego chleba i zaczął Ŝuć. . Hanley wszedł w tłum gapiów i spojrzał na miejsce przyciągające wszystkie spojrzenia. Hanley przywołał ręką kierowcę. więc zawahał się i przystanął. Ŝe teŜ go nie widzi. ale wciąŜ rozpoznawalna ludzka noga. Pamiętam czasy. Wcina chleb z masłem. Wśród nich znajdował się pozostawiony na miejscu policjant. Ludzie potakiwali.odparł inspektor. W jej wnętrzu było jeszcze cieplej i wilgotniej niŜ przedtem.Zakopał skarb i dlatego nie chciał się ruszyć.Powinien pan tam wrócić. . zobaczył tę nogę i zawołał mnie. Westchnął i usiadł na stołku barowym. Umówił się z urzędnikiem z opieki społecznej. .Wtroił juŜ trzy porcje. I spadający komin. Hanley wysiadł z samochodu. jakby jutro miał być dzień sądu ostatecznego. . Młody reporter nie zauwaŜył go. który wyszedł na chodnik. Wyskoczył z niego jeden z młodych policjantów. kiedy mieszkało tu kilka tysięcy ludzi.Owszem. Siedzący w kącie starzec przestał jeść. policjant powiedział: . I wszyscy mieli pracę. ale patrzył jak urzeczony na trzy umundurowane postacie. Koniec epoki. Zobaczył przez szybę szefa w otoczeniu prasy. Strzęp czegoś. byli źle płatni.

Forsyth Opowiadania.txt - Nie. Wszystkie te budynki postawiono na bagnistym terenie, toteŜ miały cementowe podłogi. - No więc gdzie to leŜało? Brygadzista pochylił się i wskazał na gruzy kominka. - Na oko wyglądało, Ŝe kominek jest w jednej płaszczyźnie ze ścianą. W rzeczywistości było inaczej. Kiedyś wystawał na pokój. Ktoś 124 postawił ścianę z cegieł łączącą przód kominka z boczną ścianą pokoju. W ten sposób powstało coś w rodzaju skrytki głębokiej na trzydzieści centymetrów. Dla zachowania symetrii zbudowano taką samą ścianę po drugiej stronie kominka. Ale za nią nic nie było. Zwłoki znajdowały się za pierwszą ścianą. Dla ostatecznego zatarcia śladów wyłoŜono cały pokój nową tapetą. Niech pan zobaczy: taka sama tapeta nad kominkiem i na fałszywym murze. Hanley podąŜył wzrokiem za palcem brygadzisty. Strzępy tej samej spleśniałej tapety widoczne były nad kominkiem i na otaczających go cegłach, a takŜe na tej części muru, za którą leŜały zwłoki. Była to staromodna tapeta, zadrukowana girlandami róŜ. Na odsłoniętej, oryginalnej ścianie domu, obok kominka, widniały ślady jeszcze starszej pasiastej tapety. Inspektor wyprostował się. - No dobra - powiedział - koniec roboty na dzisiaj. Niech pan zwoła swoich ludzi i zwolni ich do domu. Teraz my przejmujemy teren. Ludzie w kaskach zaczęli się zbierać do odejścia. Hanley zwrócił się do dwóch policjantów. - Pilnujcie barier. Ten obszar musi pozostać odgrodzony. Przyślę tu więcej ludzi i nowe bariery. Nie chcę, Ŝeby ktokolwiek mógł się tu dostać. Zaraz sprowadzę specjalistów od kryminalistyki. Nie dotykajcie niczego bez ich zgody. Policjanci zasalutowali. Hanley znowu wsiadł do samochodu i połączył się telefonicznie z główną kwaterą policji. Potem zadzwonił do sekcji technicznej Biura Śledczego, mieszczącej się w ponurych barakach za stacją kolejową Heuston. Miał szczęście. Odpowiedział mu starszy detektyw O'Keefe, którego znał od wielu lat. Zrelacjonował mu, co zostało znalezione i czego mu było trzeba. - Wyślę tam zaraz moich ludzi - zaskrzeczał w słuchawce głos O'Keefego. - Czy chcesz równieŜ ekspertów z wydziału morderstw? Hanley skrzywił się. - Nie, dziękuję. Myślę, Ŝe damy sobie radę na szczeblu naszego wydziału. - A więc podejrzewasz kogoś? - O, tak. Jest taki jeden - odpowiedział Hanley. Pojechał znowu do kawiarni, mijając po drodze Barneya Kellehera, który bezskutecznie usiłował przedrzeć się z powrotem przez tłum napierający na barierę. Tym razem policjant nie był mu tak przychylny jak poprzednio. W kawiarni kierowca Hanleya wciąŜ siedział przy kontuarze, a starzec przy stoliku pod ścianą. Skończył jeść i juŜ tylko popijał herbatę. Spojrzał na rosłą postać Hanleya. Ten zbliŜył się do niego. 125 - Znaleźliśmy ją. - Hanley pochylił się nad starym i mówił tak cicho, Ŝe nikt inny nie mógł go usłyszeć. - Lepiej pójdziemy, co, panie Larkin? Do komisariatu. Mamy sobie coś do opowiedzenia, nieprawdaŜ? Stary człowiek patrzył na niego w milczeniu. Inspektor nagle zdał sobie sprawę, Ŝe tamten jeszcze ani razu nie przemówił. Teraz jego oczy jak gdyby się oŜywiły. Co to było? Strach? Ulga? Przypuszczalnie strach. Najprawdopodobniej bał się od wielu lat. Nie bronił się. Wstał i poszedł do policyjnego samochodu podtrzymywany silną ręką Hanleya. Kierowca siadł za kierownicą. Deszcz ustał, chłodny wiatr pędził papierki po cukierkach nie zadrzewioną ulicą, jakby to były jesienne liście. Samochód ruszył. Stary człowiek siedział zgarbiony, milczący, wpatrzony przed siebie. - Do komisariatu - rozkazał inspektor. Nie ma na świecie kraju, w którym śledztwo w sprawie morStrona 75

Forsyth Opowiadania.txt derstwa byłoby ciągiem genialnych pomysłów, jak to zazwyczaj przedstawia telewizja. W dziewięćdziesięciu procentach wypadków polega na mozolnej rutynie, niezbędnych formalnościach i toczy się według ustalonej procedury. I wymaga mnóstwa administracyjnych czynności. Wielki Bili Hanley kazał umieścić starego w celi znajdującej się obok głównego biura. Ten ani nie protestował, ani nie Ŝądał adwokata. Hanley nie miał na razie zamiaru stawiać go w stan oskarŜenia. Miał prawo trzymać go jako podejrzanego przez dwadzieścia cztery godziny. Przez ten czas zamierzał ustalić więcej faktów. Zasiadł więc przy biurku i zaczął od telefonowania. Dodzwonił się do koronera w momencie, kiedy ten udawał się na obiad, i poinformował go o odkryciu ciała. Następnie zawiadomił miejską kostnicę na Storę Street, tuŜ za zajezdnią autobusową, Ŝe jeszcze tego popołudnia będą musieli wykonać skomplikowaną sekcję zwłok. Potem połączył się z policyjnym patologiem, profesorem Timem McCarthym. Profesor odebrał telefon w hallu swojego klubu i westchnął na myśl o wspaniałym pieczystym z baŜanta, które zauwaŜył w karcie, a którego juŜ dzisiaj na pewno nie zje. Przyrzekł, Ŝe natychmiast przyjedzie do kostnicy. Trzeba było załatwić brezentowe zasłony i posłać ludzi z kilofami i łopatami na Mayo Road. Hanley wezwał do siebie trzech detektywów, którzy jedli obiad w kantynie komisariatu. Sam zadowolił się dwoma sandwiczami i dwiema szklankami mleka. - Wiem, Ŝe jesteście zajęci - powiedział do wezwanych. 126 Wszyscy mamy kupę roboty. Dlatego chcę szybko wyjaśnić tę sprawę. To nie powinno zabrać wiele czasu. Polecił szefowi detektywów szczegółowo zbadać miejsce przestępstwa. Dwaj młodsi sierŜanci otrzymali osobne zadania. Jeden miał zająć się wszystkim, co dotyczyło samego domu. Urzędnik miejski poinformował Hanleya, Ŝe stary człowiek był jego prawowitym właścicielem, ale biuro hipoteczne magistratu powinno mieć dokumenty dotyczące dawnej historii tej nieruchomości i nazwiska jej poprzednich właścicieli. Notariusz z pewnością będzie znał wszystkie szczegóły. Drugi sierŜant otrzymał polecenie dotarcia do wszystkich byłych mieszkańców Mayo Road, z których większość przeniosła się do pobliskich bloków. Miał odszukać sąsiadów starego, sklepikarzy, policjantów, którzy patrolowali w ciągu ostatnich piętnastu lat Mayo Road, miejscowego księdza, wszystkich znających tę ulicę, dowiedzieć się tyle, ile tylko będzie moŜliwe, poznać wszystkie plotki. Hanley podkreślił z naciskiem, Ŝe chodzi mu głównie o ludzi, którzy znali panią Larkin, to znaczy nieboszczkę panią Larkin. Wysłał takŜe na Mayo Road mundurowego sierŜanta, z poleceniem zabrania wszystkich osobistych pamiątek z rozebranego domu. Policjant miał takŜe przywieźć wszystkie meble, i to razem z robactwem, i ustawić je na podwórku komisariatu. Było juŜ dobrze po drugiej, kiedy inspektor wstał wreszcie od biurka. Przeciągnął się. Polecił zaprowadzić starego człowieka do pokoju śledczego, dopił mleko i odczekał jeszcze pięć minut. Kiedy wszedł, stary człowiek siedział przy stole ze złoŜonymi rękoma i patrzył tępo w ścianę. Drzwi pilnował policjant. - Czy on juŜ coś powiedział? - zapytał policjanta szeptem Hanley, - Nie, sir. Ani słowa. ^Inspektor odprawił go ruchem głowy. Kiedy zostali sami, usiadł przy stole naprzeciwko starego, który nazywał się, jak wykazywały miejskie akta, Herbert James Larkin. - No cóŜ, panie Larkin - odezwał się łagodnym tonem. - Nie sądzi pan, Ŝe byłoby najrozsądniej, gdyby mi pan wszystko opowiedział? Hanley wiedział, Ŝe brutalne potraktowanie tego starca minęłoby się z celem. Nie był to pospolity przestępca z kryminalnego podziemia. Strona 76

Forsyth Opowiadania.txt Inspektor miał juŜ kilka razy do czynienia z mordercami Ŝon. Wszyscy oni byli łagodnymi, potulnymi facetami, którzy bardzo szybko i z ulgą 127 zwierzali potworne szczegóły popełnionych przez siebie zbrodni wielkiemu, sympatycznemu człowiekowi siedzącemu po drugiej stronie stołu. Teraz stary człowiek podniósł powoli oczy na Hanleya, wytrzymał jego spojrzenie przez kilka chwil, po czym znowu spojrzał na blat stołu. Inspektor wyjął z kieszeni paczkę papierosów i otworzył ją. - Papierosa? - zapytał. Stary człowiek nawet nie drgnął. Właściwie ja teŜ nie palę - uśmiechnął się Hanley, ale zostawił papierosy i zapałki na stole, jak gdyby dla zachęty. - Niezły pomysł - powiedział po chwili. - Nie ruszać się z domu przez tyle miesięcy. Ale wcześniej czy później miasto musiało z panem wygrać. Wiedział pan o tym, prawda? To musiało być przykre, zdawać sobie sprawę z tego, Ŝe wcześniej czy później przyślą panu komorników. Czekał na jakieś słowo, na cień chęci nawiązania dialogu ze strony starego. Na próŜno. Ale nic to, myślał sobie. Gdy chodziło o skłonienie podejrzanego do zeznań, Hanley miał cierpliwość wołu. Prędzej czy później wszyscy oni śpiewali jak z nut. I odczuwali prawdziwą ulgę. Zrzucali z siebie cięŜar. KsięŜa najlepiej wiedzą, jaką ulgę przynosi spowiedź. - IleŜ to juŜ lat, panie Larkin, co? Ile lat strachu i wyczekiwania? Ile miesięcy minęło od chwili, kiedy pierwszy spychacz wjechał na wasz teren? Ile pan się musiał nacierpieć przez ten czas... Stary człowiek podniósł wzrok na Hanleya i spotkał się z jego wzrokiem. MoŜe szukał czegoś, odrobiny sympatii ze strony drugiego człowieka po tylu latach narzuconej samemu sobie samotności? Inspektor poczuł się bliski celu. Oczy starego człowieka nie wytrzymały jego spojrzenia i skierowały się na ścianę. - JuŜ jest po wszystkim, panie Larkin, juŜ jest po wszystkim. To musiało wyjść na wierzch, wcześniej czy później. Cofnijmy się, przypomnijmy sobie te lata, porozmawiajmy. Powoli, mozolnie zrekonstruujemy wydarzenia i dojdziemy do prawdy. Pan wszystko wie. To była pańska Ŝona. O co poszło? O innego męŜczyznę? A moŜe się pokłóciliście? A moŜe to po prostu wypadek, co? Wpadł pan w panikę, a potem było za późno. Musiał pan przez te wszystkie lata Ŝyć jak pustelnik. Dolna warga starego człowieka poruszyła się. Przesunął po niej językiem. Zaczynam być górą, pomyślał Hanley. Niedługo zacznie gadać. - Te ostatnie lata musiały być bardzo cięŜkie - ciągnął dalej. Był pan samotny, bez dawnych przyjaciół, sam ze swoimi myślami. Świadomy tego, Ŝe ona jest tuŜ obok, zamurowana za kominkiem. W oczach starego pojawił się błysk oŜywienia. Wywołany wspomnieniem? Szokiem? MoŜe właśnie szok wywoła w nim reakcję? 128 Jestem juŜ prawie u celu, pomyślał inspektor, tuŜ-tuŜ. Ale kiedy jego oczy znów napotkały wzrok starca, zobaczył, Ŝe ten powrócił do dawnego otępienia. Hanley próbował swoich sposobów jeszcze przez dobrą godzinę, ale nie udało mu się wydusić ze starego człowieka ani jednego słowa. - JeŜeli tak wolisz, to dobrze - powiedział wstając. - Jak wrócę, to sobie naprawdę pogadamy. Kiedy przyjechał na Mayo Road, zastał tam gorączkową aktywność. Gapiów przybyło, ale juŜ nic nie widzieli. Ruiny domu zostały otoczone z czterech stron płóciennymi zasłonami, które - choć targane wiatrem zakrywały przed niepowołanymi oczami to, co się działo w środku. Na pustyni kwadratowym terenie przylegającym do ulicy dwudziestu rosłych policjantów w grubych butach i roboczych ubraniach kruszyło gruz. KaŜda cegła, kaŜdy kawałek zaprawy czy drzewa pochodzący ze schodów czy poręczy, kaŜda dachówka czy belka sufitowa były pieczołowicie oglądane. Szukano najmniejszych poszlak, a kiedy ich nie znajdowano, wyrzucano odpadki na kupę, która rosła z minuty na minutę. Badano zawartość szaf i wyrywano je ze ścian, aby stwierdzić, czy coś się za nimi nie kryje. Ostukiwano ściany, Ŝeby się przekonać, czy nie ma za nimi schowków, potem rozbijano je cegła po cegle. Strona 77

odległego zaledwie o pół metra.Chciałbym z tym zrobić koniec.Proszę porozumieć się ze mną jutro o dziewiątej rano. Znam wypadki. Hanley podszedł do eksperta od daktyloskopii. wciąŜ leŜące na boku ciało. .zaklął inspektor. . tak Ŝe pokrywała je juŜ tylko gruba warstwa pyłu. 130 Strona 78 . Cegły zakrywające zwłoki zostały pieczołowicie usunięte. . Ŝe sekcja nie na wiele się panu przyda. .Czysta robota . chociaŜ zamurowane było prawdopodobnie w pozycji pionowej. .txt Dwaj ludzie rozbierali szczególnie ostroŜnie ściany przylegające do kominka. zaparkował karawan tuŜ za płócienną zasłoną. . Brygadzista uśmiechnął się do Hanleya. stuknął kilka razy w kość udową i górną część kości ramienia i wyszedł na zewnątrz. Zrobię wszystko.spytał Hanley policyjnego fotografa. Ale chyba dziś juŜ nic tu nie zdziałam.Chyba tak . O piątej włoŜymy mumię do gliceryny. Trzeba zanurzyć ciało w kąpieli z ciepłej gliceryny. Do tego doszło ciepło kominka. Czy jutro będzie moŜna skończyć rozbiórkę domu? Szef domaga się. Poczekam.Zrobiliście tu piękną robotę . Dwaj pomocnicy nadzorowani przez patologa unieśli sztywne.powiedział z silnym dublińskim akcentem. Ciało zostało całkowicie odwodnione i zasuszone. Wśród gruzów przechadzał się brygadzista z przedsiębiorstwa rozbiórkowego. Kiedy uznał. Hanley zasugerował. moŜecie juŜ to wywozić. MoŜe nawet na dłuŜej. kiedy potrzeba było kilku dni. zakryli wielkim kocem i wsunęli do karawanu.powiedział . Profesor ruszył za nimi. 129 9 . gdyby mur groził zawaleniem. Tu pracą kierował profesor McCarthy i przyglądał się dokładnie resztkom muru.Koniec nastąpił juŜ dosyć dawno . z twarzą zwróconą w bok. Pojechali przez Storę Street do miejskiej kostnicy.Niech to diabli! . Sądzę.moŜemy wywieźć większą część tego chłamu. aŜ chłopcy oczyszczą wszystko i zostanie sama podłoga. Ŝeby szybciej ogrodzić parking.Spojrzał na zegarek.A pan? .odpowiedział McCarthy. . Przedsiębiorca pogrzebowy.Na jak długo? . Hanley wskazał ręką na kupę przejrzanych gruzów.Pozostała nam jeszcze godzina . . sir. skurczone w pozycji embrionalnej. Ani kawałka gładkiej płaszczyzny.Same cegły i gruzy.No tak. przyjrzał się dokładnie zwłokom.Znalazł pan coś? • Ekspert wzruszył ramionami. .To jest mumia . Organy są prawdopodobnie nienaruszone.Na co najmniej dwanaście godzin. Brygadzista spojrzał na zegarek. Zaszło tu zjawisko mumifikacji. pozostałość po wysuszonej starej zaprawie. ale twarde jak drewno. Ŝe wszystko zostało przygotowane jak naleŜy.Muszę zrobić więcej zdjęć. . * . Nie da się dzisiaj dokonać sekcji.zaŜartował McCarthy. Ciało. . . co w mojej mocy.zapytał Hanley. Myśmy z tym skończyli. .powiedział do Hanleya.Dochodzi czwarta.Forsyth Opowiadania. czy jest tam coś dla mnie. .Mumia? . który zawsze pracował dla urzędu miejskiego. leŜało teraz na boku. Kiedy zmiótł większą jego część. przenieśli je na nosze.JeŜeli chcecie.Jak po uduszeniu? . cegieł i strzaskanych belek. Ŝeby go zatrzymać jako eksperta technicznego na wypadek. Jutro gdzieś o dziewiątej rano zajrzę do kostnicy i zorientuję się w sytuacji. Na szyi jest dość wyraźny ślad. . wszedł do wgłębienia i ruchem wzorowej gospodyni zaczął zgarniać miękką szczotką Ŝółtawy pył. Zachowało się w bardzo dobrym stanie. . .Niewiele pracy zostanie dla moich chłopców. Ceglany mur i cementowa podłoga otaczające je z sześciu stron wytworzyły szczelnie zamknięte środowisko. Wtedy zobaczę.

Ale przeszukamy wszystko bardzo dokładnie. 131 Był to ten. Ŝe od tej pory Herbert James Larkin był właścicielem domu i Ŝe mieszkał w nim wraz z panią Violetą Larkin. Inspektor rozpoznał w nim młodsze wydanie człowieka z celi. wysłanych przez Hanleya po informacje. z czego wynikało. I rzeczywiście mu dopisało. chyba Ŝe zostały zasygnalizowane na piśmie przez właściciela. Detektyw skinął głową na znak zgody. Rejestr świadectw zgonów w Gustom House. ubranego w coś. Wszelkie kontakty pomiędzy irlandzką a angielską policją muszą się odbywać kanałami słuŜbowymi. Zbadał starannie kaŜdy dokument.Jeszcze jedno . Nie było Ŝadnej wzmianki o śmierci czy wyjeździe tej kobiety.Zaraz tu przywiozą reflektory. Ŝe zapłacił gotówką. Ŝe wstąpi do komisariatu w drodze do domu. Była tam metryka urodzenia. Major Dawkins oświadczył. które mogły mu coś powiedzieć o zamkniętym w celi starym człowieku. równieŜ nie zawierał informacji o śmierci jakiejś pani Violety Larkin zamieszkałej pod tym lub innym adresem. jeŜeli to tylko będzie moŜliwe. którym był Dublin. których nazwiska nic Hanleyowi nie mówiły. Było juŜ dwadzieścia minut po piątej. co wyglądało na brytyjski mundur.Na razie znaleźliśmy tylko tę jedną kryjówkę.powiedział sierŜant. Widać na niej było uśmiechniętego człowieka. Ŝe z przyjemnością pomoŜe. niŜ którakolwiek ze stron byłaby gotowa przyznać postronnym osobom. Hanley sięgnął po słuchawkę telefonu. czy był naruszany od czasu. . otworzył notatnik i zaczął referować sprawy. Oczywiście. Były teŜ listy sprzed wielu lat i od wielu ludzi. Major Dawkins przyrzekł. Znalazł tylko dwie ciekawe rzeczy. Ściemniło się juŜ zupełnie. Ŝe nigdy nie domagał się dodatkowych świadczeń. Po powrocie do biura Hanley zabrał się wreszcie do zapoznawania się z materiałami. poplamiona i zmięta. Usiadł przed szefem. który miał sprawdzić hipotekę i tytuł własności domku. ale jasny kostium o szeroko skrojonych ramionach. w 1954 roku. Inaczej nie odczytałby wyblakłych liter. Larkin zapłacił 400 funtów za nieruchomość. Z akt Departamentu Zdrowia i Ubezpieczeń Społecznych wynikało. Urodził się w 1911 roku. podająca imię starego człowieka. jego wiek i miejsce urodzenia. na której nie było Ŝadnych obciąŜeń. Attache wojskowy ambasady brytyjskiej w Sandyford był jeszcze przy swoim biurku. mimo Ŝe wymagało to dłuŜszego objazdu. kiedy pierwszy z dwóch detektywów. oczywiście nieoficjalnie. Na jego ramieniu opierała się pulchna dziewczyna z bukiecikiem kwiatów w ręku. .Forsyth Opowiadania. kiedy go wylano. Strona 79 . . Jedną była wyblakła fotografia w taniej ramce i bez szkła. według mody lat czterdziestych. Nie było teŜ Ŝadnej wzmianki o hipotece. uŜywając do tego szkła powiększającego.Na formularzach podatkowych za lata od 1954 roku jest poprzedni adres w północnym Londynie. w Anglii. Nie miała na sobie ślubnego stroju. Niech chłopcy odsłonią cement i zorientują się. Drugim przedmiotem było pudełko od cygar. trzy ordery z agrafką oraz ksiąŜeczkę Ŝołdu Ŝołnierza armii brytyjskiej. Dom przy Mayo Street 38 został zakupiony przez Herberta Jamesa Larkina. W tym wypadku nie miało to miejsca. Ich treść nie mogła mieć Ŝadnego związku z tą sprawą. takŜe nie mających związku ze sprawą. Nieoficjalne kontakty są znacznie ściślejsze. jak wynikało z rejestru. które komornicy tego ranka wynieśli z domku i wywieźli miejską furgonetką. przejrzany od roku 1954. wrócił ze swoim raportem. Zawierało jeszcze trochę listów. ale liczył na swoje szczęście. Rejestr nieruchomości podawał. Oficjalne pytania muszą przejść drogę słuŜbową. który kierował całą akcją. Ŝe Larkin otrzymywał od dwóch lat rentę państwową. a przed uzyskaniem renty był sklepikarzem i nocnym dozorcą. Hanley wyjaśnił mu sprawę. Na swoim biurku znalazł stos drobiazgów i papierów. ale rejestr nieruchomości nigdy nie zaznacza takich wydarzeń. .txt Przed odejściem Hanley wezwał szefa detektywów.

to Medal Zwycięstwa. Hanley zjadł kolację w kantynie i wrócił do swojego gabinetu. . zdaje się.MoŜe jego Ŝona była Angielką.zapewnił go Dawkins. Następnie obszedł biurko i stanął za inspektorem ze szkłem powiększającym w jednym. W czasie drugiej wojny światowej w armii brytyjskiej słuŜyło pięćdziesiąt tysięcy Irlandczyków. Zadzwonił wewnętrzny telefon.MoŜe był po prostu złym Ŝołnierzem . te na stole były miniaturkami do noszenia na mundurach ćwiczebnych.MoŜliwe . Nie ma takiego drugiego.Dawkins wskazał ołówkiem na ramię Ŝołnierza ze ślubnego zdjęcia.stwierdził sierŜant.Zaciągnął się ochotniczo w 1940 roku.MoŜliwe. jaką się zajmę rano . Pułk samochodów pancernych. kiedy jeszcze był w mundurze.zasugerował Hanley. . Nie awansował nawet na kaprala. Podał majorowi wojskową ksiąŜeczkę Ŝołdu. Ŝe z oznaką ósmej armii.Tak. ZałoŜył nogę na nogę. To dziwne. Prawdopodobnie u Burtona. . Przerzucił ją szybko. Zawiadomiono inspektora. .Widzi pan.Jeszcze coś? . . oczywiście . Larkin był widać jednym z nich. .Pierwszy to Gwiazda z lat 1939-1945. Strona 80 .powiedział Hanley. <p.txt Hanley rzucił przez biurko wojskową ksiąŜeczkę wypłat. Bardzo wyraźny.Dwugłowy orzeł.Forsyth Opowiadania. Końcem ołówka wskazał znaczek na wojskowej czapce Larkina. Przez chwilę przyglądał się uwaŜnie ślubnej 132 fotografii. został zdemobilizowany w styczniu 1946 roku. wynotował sobie dane z ksiąŜeczki Ŝołdu i poŜegnał się. Hanley pokazał Dawkinsowi trzy medale. Ŝe był to rzeczywiście ten sam wzór.Czy mógłby mi pan dostarczyć jakichś szczegółów dotyczących jego słuŜby wojskowej? 133 . A ten w środku to Gwiazda Afrykańska.. .U Burtona? .Nie ma w tym nic dziwnego. . . Znaczek na czapkach gwardii królewskich dragonów. Inspektor za pomocą szkła powiększającego upewnił się. ze wzmianką pochwalną.Proszę poprosić go na górę . Miał na sobie eleganckie spodnie w paski.powiedział z absolutnym przekonaniem. OŜenił się z nią.Gwardia królewskich dragonów . Major Dawkins podał mu szkło powiększające.Jest pan pewny? . .spytał inspektor. Gwardia królewskich dragonów walczyła przeciwko Rommlowi w Afryce Północnej. I oznaka ósmej armii. Zaraz. co ten miał mu do powiedzenia. Wziął udział w akcji w Afryce Północnej w samochodach pancernych. Ten trzeci. .Dlaczego? . Wrócił razem z nią do Dublina w 1954 roku. Dawkinsowi zabłysły oczy. na końcu.Burton to sklep z odzieŜą w Liverpoolu. Nie dostał ani jednej belki.Zaciągnął się ochotniczo w Liverpoolu w 1940 roku. wskazując na ślubne zdjęcie. połyskujący koniec buta wymierzył prosto w Hanleya i spokojnie wysłuchał wszystkiego. . Ale pozostał szeregowcem. jakie trafiły się tego dnia inspektorowi. . Dawkins wskazał trzy medale przypięte do piersi pana młodego.To pierwsza rzecz. .zapytał go Hanley. .zdziwił się Hanley. . Ŝe zgłosił się brytyjski attache wojskowy. . . SłuŜył do 1946. To by się zgadzało. Ŝe słuŜył w armii brytyjskiej . W czasie wojny był ośrodkiem rekrutacyjnym.powiedział Hanley i skinął głową na sierŜanta.. Major Dawkins okazał się nosicielem najwaŜniejszych informacji. Na zdjęciu były to medale galowe.stwierdził major Dawkins rzuciwszy na nie okiem.ręku i złotym ołówkiem w drugim. który natychmiast opuścił jego gabinet. Mnóstwo ochotników irlandzkich przyjeŜdŜało do portu i sierŜanci patrolujący przystanie kierowali ich do Burtona. . to ten sam wzór.To świadczy o tym.

Ŝe było to w 1963 roku. Detektyw otworzył notes na pierwszej kartce i zaczął sprawozdanie: . Nie zastukała. W związ134 ku z tym małŜonkowie często się kłócili.Wiadomość przyszła z baru na końcu ulicy. jego Ŝona sprawiała wraŜenie znacznie młodszej. Pewnego dnia pani Larkin zniknęła. Zaczął wtedy hodować zwierzęta domowe.Twierdził. a w dzień. bo chciał spać. oraz ksiądz Byrne. Pani Larkin była Angielką. Larkin miał wówczas około czterdziestu pięciu lat. mieszkający obecnie w domu dla emerytowanych księŜy w Inchicore. Larkin drzemał w fotelu. Po dalszych dwóch tygodniach wprowadzili się Larkinowie. Chciała go porzucić. Wracam od niego i dlatego tak się spóźniłem. Dlatego właśnie pani Larkin mogła pełnić funkcję opiekunki dzieci sąsiadów.txt Czekał na sprawozdanie drugiego detektywa. W sobotnie wieczory opiekowała się czasami dziećmi Moranów. W nocy. zamordowano Kennedy'ego . ale tryumfujący. ale weszła prosto do bawialni. Tak przynajmniej mówił. . by omówić tę tragedię.Tego roku.Skąd ta pewność? . Kiedy spakowała manatki i poszła sobie. Wreszcie od dziesięciu lat kury. po czym kontynuował: . nawet w soboty. poniewaŜ nie traktował jej wystarczająco dobrze.odparł detektyw bez wahania. Ŝe w 1954 roku wdowiec. w listopadzie. Na przykład pani Moran. Hanley rozsiadł się wygodnie. Wisiała tylko przez dwa tygodnie. bo go nie było. Wszystko się zgadza. Potem gołębie. Drzwi miał zawsze zamknięte na cztery spusty. Po kwadransie wszyscy mieszkańcy Mayo Road znaleźli się na ulicy.Jaką przyczynę zniknięcia podawał jej mąŜ? . Kilka razy odwiedził Larkina.odparł sierŜant. Była Angielką i opowiedziała pani Moran. jak to bywa w małych osiedlach.spytał Hanley. Mieszkała tam trzydzieści lat i pamięta. Ŝe go porzuciła . który mieszkał pod numerem 38.Forsyth Opowiadania. on dowiedział się o tym i uderzył ją. Pani Larkin juŜ wtedy nie było. posunął się jednak do tego. ale ten nie był praktykujący i nie Ŝyczył sobie duszpasterskiej pomocy. Zerwał się przeraŜony i szybko wyprowadził panią Moran z domu. Detektyw przerwał na chwilę dla zaczerpnięcia oddechu. Ŝe pani Larkin znikła pod koniec lata tego roku. gdzie mieli telewizor. Chodziła regularnie do spowiedzi. Ksiądz proboszcz potwierdził większość wspomnień pani Moran. I jeszcze coś: pani Larkin była kapryśna. Larkin cięŜko pracował. lecz i praktykującą katoliczką. który pracował na Mayo Road do zeszłego roku.Pani Moran przypomina sobie. Niektóre kobiety uwaŜały. Ksiądz Byrne nie miał Ŝadnych innych przypuszczeń. Ŝe oświadczył. Nie mógł zdradzić tajemnicy spowiedzi. Swoją zaginioną Ŝonę nazywał dziwką. rozumował Hanley. Emerytowany listonosz. prawdopodobnie trochę za mocno.z przyjacielem. Ale uciekły. . Wychodził z domu po zmroku i wracał o wschodzie słońca. Ale widywano ją jeszcze na wiosnę i latem tego roku. nikt się specjalnie nie zdziwił. zmęczony. Pani Moran była tak podniecona. po czym ją zdjęto. Ŝe poprzednio mieszkali w Londynie. Z początku fretki w szopie na tyłach domu. . który był jej najbliŜszym sąsiadem. równieŜ na rencie. Ale poleciały i ktoś je wystrzelał. którzy znali Larkina i jego Ŝonę.Rozmawiałem z piętnastoma ludźmi z Mayo Road. W kilka lat później utracił pracę w sklepie i został nocnym stróŜem. Ŝe wpadła do domu Larkina. Jednym słowem pani Moran dobrze pamięta. Strona 81 . Wreszcie zostawiono go w spokoju. umarł. Nikt nie miał co do tego wątpliwości. Coraz rzadziej wychodził. nigdy nie chciał wychodzić wieczorami. . Nikt go o nic nie podejrzewał.30. W sierpniu 1963 roku uciekła -jak mówili ludzie . Wkrótce potem wywieszono na domu tabliczkę z napisem "Na sprzedaŜ". . przestał dbać o siebie i o dom. Trzej z nich okazali się asami atutowymi. Pani Moran twierdzi. lubiła flirtować. Ŝe Larkin na to zasłuŜył. Drugie dziecko pani Moran urodziło się w styczniu 1963 roku. Sąsiedzi ofiarowali mu się z pomocą. ale on zawsze odmawiał.Po jej odejściu Larkin zamknął się w sobie jeszcze bardziej. jak Larkinowie się wprowadzali. gdzie jej mąŜ był subiektem sklepowym. Ten zjawił się dopiero po 10. najbliŜsza sąsiadka. iŜ właściwie jest tego pewien.

Inspektor wstał. ale siedzący w kącie policjant ziewał co chwila. co jej się przytrafiło. przypomniał sobie Hanley. . potarł wielką dłonią szczecinę na podbródku i wrócił do swojego gabinetu.pytał Hanley samego siebie. zostanie zapisane i moŜe być uŜyte jako dowód przeciwko panu. Pani Larkin lubiła sobie wypić szklaneczkę w sobotni wieczór. 135 -Hanley wstał i przeciągnął się. Larkin wściekł się.Herbercie Jamesie Larkinie. w kaŜdym razie o zaokrąglonych kształtach. popatrzył na Hanleya. ale mówić będzie twoja Violet. lubiła teŜ sobie czasem poflirtować.zapytał Hanley detektywa. kiedy to się stało. Milczał.Teren jest oczyszczony . Kiedy inspektor uznał się wreszcie za pokonanego. Miała ciemne. .Rób.Piętnaście lat. Powie mu. ale milczenie starca doprowadzało go 136 do irytacji. a moŜe nawet dlaczego.powiedział. Mieszkał niedaleko Mayo Road i odwiedzał lokalny bar. a pewnego lata popracowała kilka tygodni jako barmanka. Szok? Strach przed nim. Ale ona za kilka godzin przemówi do dyŜurnego patologa. który wracał z miejsca przestępstwa.* Ŝe absolutnie nic nie mówił. Siedział na brzegu pryczy i wpatrywał się w przeciwległą ścianę.Jest późno.Jeszcze nie. Hanley skinął głową dyŜurującemu policjantowi i wszyscy trzej poszli na górę. Dochodziła północ. który mógłby nam być pomocny.Więc zostały tylko zwłoki tej biednej kobiety. jak chcesz . Spiszesz to wszystko jutro rano. wesoła i pełna Ŝycia. był szef detektywów. Hanley zatelefonował do Ŝony i powiedział jej. Prawdopodobnie był bardziej śpiący w dzień niŜ w nocy. jak pompowała piwo do kufli z takiej staroświeckiej beczki. która odwiedziła Hanleya tego wieczoru. Przyszedł do pubu i zabrał ją do domu. PołoŜył dłoń na ramieniu młodego policjanta. a Hanley stanął przed starcem i wyrecytował ostrzeŜenie: .powiedział. Ŝe warto było popatrzeć. a moŜe zaginęła. do pokoju śledczego. Ten człowiek nie miał przecieŜ Ŝadnej szansy. .Forsyth Opowiadania.Do ostatniej cegły. Hanley niełatwo się unosił. co i jak. Strona 82 . ale dlatego. ksiądz pamięta. . . listonosz teŜ. ( " Następnie usiadł naprzeciwko więźnia. ale po kilku sekundach opuścił wzrok. . panie Larkin. Policjant usiadł w kącie z notatnikiem w ręku. wijące się włosy i wydatny biust. co pan powie. prawda? Przemawiać po piętnastu latach z grobu za ścianą. Aresztant nie wydawał się zmęczony. nie kpinę. KaŜdy w końcu mówi. Ŝe spędzi noc w biurze. . Powie mu. nie jest pan zobowiązany do mówienia czegokolwiek. Główny inspektor poszedł do domu. kiedy się dowiedział. Hanleyem? Wyrzuty sumienia? Kpinę? Nie. Po prostu patrzył na Hanleya z dziwnym wyrazem oczu.Czy juŜ coś mówił? . To było w sierpniu 1963 roku. moŜe one nam coś powiedzą. A moŜe Larkin się zdecyduje.Jak wyglądała? . Larkin był przez wiele lat nocnym stróŜem. Dziwne. ileŜ to razy tak się zdarza! Listonosz nie miał wiele do dodania. co ona robi. Listonosz pamiętał. Dlaczego nie chce mi pan wszystkiego opowiedzieć? Stary człowiek podniósł oczy. Wtedy wrócimy do ciebie i oskarŜymy cię oficjalnie o morderstwo.txt Mój BoŜe. Ale powie. Lubiła się pośmiać. To kawał czasu jak na współŜycie z taką sprawą.Ty moŜesz milczeć. prawda? Sąsiedzi to pamiętają. Ŝe powiedział za mało. Wkrótce potem uciekła. Co oznaczało to spojrzenie? . Raczej tęga. Nie znaleźliśmy Ŝadnego śladu. ale wszystko. MąŜ zaprotestował. Hanley próbował zmiękczyć go niemal do świtu. . Nie dlatego. . Ŝe pani Larkin była znacznie młodsza od męŜa. Ostatnią osobą. Listonosz wspominał. Larkina odprowadzono do celi. Stary człowiek nie spał. TuŜ po północy zszedł na dół do cel. Idź do domu.Była niska. . przez mleczne szyby okna pokoju śledczego przesiąkało juŜ szare światło. około stu pięćdziesięciu ośmiu centymetrów.

zanim odpowiedział na jego prośbę. . niedaleko wschodniej granicy III Rzeszy.. dla której nie awansował nawet na kaprala. . . . Hanley zastanawiał się przez krótki czas.30 siedział w fotelu naprzeciwko inspektora. Tak jak przypuszczałem wczoraj. odległej o półtora kilometra.Oficjalny raport dostanie pan za dwa lub trzy dni. Teraz suszymy ciało. Miała wtedy siedemnaście lat. który zadzwonił o dwunastej.powiedział Hanley. Wstał o ósmej. Nogi wyciągnął przed siebie i z głową przechyloną w tył głośno chrapał.Forsyth Opowiadania.Dobrze . Teraz dochodzimy do przyczyny. kiedy poślubił siedemnastoletnią dziewczynę. Ŝe mam starego przyjaciela w archiwum Ministerstwa Wojny.Wyprostowałem juŜ kończyny . i wycofali się na palcach.Czy ma pan coś o jego małŜeństwie? . Spędził resztę wojny jako robotnik rolny w obozie jeńców na Śląsku. .Mianowicie? . Kiedy umarła w sierpniu 1963 roku. To był ostatni adres. .. jest to ślad po pończosze. Hanley gorąco podziękował Dawkinsowi i odwiesił słuchawkę.To zaleŜy. Powinien pan być zadowolony.Nie ma tego wiele. kiedy słuŜył w wojsku.. Kurs rekrucki w obozie Catterick. Yorkshire. była pokojówką hotelową.powiedział w końcu. ale potwierdza się to. . zaraz po zakończeniu wojny w Europie. . Patolog zgodził się przyjechać do biura Hanleya z kostnicy przy Storę Street. to mogło tworzyć problemy. jaki figuruje w wojskowych rejestrach. W dwadzieścia minut później odezwał się w słuchawce głos profesora McCarthy'ego.Miałem szczęście . Repatriowany w maju 1945. . Wcielony do gwardii królewskich dragonów. co pan ma na myśli . Załatwił mnie bez czekania. Patolog był człowiekiem słownym i o godzinie 2. a on zapewne nieciekawym pięćdziesięciodwulatkiem. Za godzinę zaczynam kroić. Wzięli go Niemcy w czasie jesiennej ofensywy Rommla.Niech pan mówi. panie majorze .. Gdy przenieśli się na Mayo Road. więc odnotowano to w jego aktach. Spokojne przedpołudnie przerwał jedynie telefon od majora Dawkinsa.odpowiedział głos w słuchawce. Violet Mary Smith. Potwierdziła się szrama na szyi. niemal trzydzieści pięć.MoŜecie zalać teren cementem i postawić ogrodzenie. Wziął ślub w katolickim kościele pod wezwaniem Matki Boskiej w Edmonton. Wysłany statkiem do 137 pułku do Egiptu w marcu 1941. . .Oczywiście . Tak.Nie mogę palić w laboratorium .txt Hanley przespał trzy godziny w fotelu. . 14 listopada 1945. Pan Larkin został zwolniony z wojska w styczniu 1946 i pozostał w Edmonton pracując jako subiekt sklepowy aŜ do 1954. Panna młoda.Kiedy pan będzie gotów z raportem? .powiedział major. O dziewiątej inspektor zjadł śniadanie i zaczął załatwiać nagromadzony stos papierków. . . ona była pełną Ŝycia dwudziestosześcioletnią męŜatką.oświadczył wesoło. Larkin miał trzydzieści cztery lata.Okazało się. Dwaj zdziwieni młodzi policyjni praktykanci zaskoczyli go tam o wpół do dziewiątej. była prawdopodobnie wciąŜ jeszcze atrakcyjną i pociągającą kobietą w wieku trzydziestu pięciu lat.Dziękuję. O wpół do dziesiątej zadzwonił brygadzista z Mayo Road. Strona 83 . umył się i ogolił. a on starzejącym się czterdziestotrzyletnim męŜczyzną. Wyzwolony przez Rosjan w październiku 1944 roku.OŜenił się. .Skóra wystarczająco zmiękła do skalpela.Dostał się do niewoli. poszedł do toalety.tłumaczył się. . Hanley z niecierpliwością czekał na wizytę profesora McCarthy'ego.A poza tym dym neutralizuje zapach formaliny. Nieoficjalnie powinienem mieć coś po obiedzie. ja notuję. Przynajmniej przyczynę zgonu. w Londynie Północnym. w tym samym roku. o czym mówiliśmy wczoraj. Wyciągnął z kieszeni fajkę i zaczął ją starannie napełniać tytoniem. kiedy przyszli na słuŜbę. o godzinie wpół do trzeciej.powiedział. Szeregowiec Herbert James Larkin przyjechał do Liverpoolu na promie z Dublina w październiku 1940 roku i zgłosił się na ochotnika do wojska.

Badanie zwłok wykazało .stwierdził. bez Ŝadnej wątpliwości. Jest rok 1951. Przedtem otrzymała uderzenie w głowę. 139 . McCarthy nie spuścił wzroku. które spowodowało pęknięcie skóry na czaszce.stwierdził spokojnie McCarthy. .powiedział.To jest rzeczywiście kawałek starej gazety . Jest wykluczone. śeby uniknąć zabrudzenia dywanu. W świetle stojącej lampy studiował zamazany druk.txt Popykał sobie przez chwilę z przyjemnością.Sądzę .powiedział.Mam to. Ale nie włosy. .Ŝe mówimy o róŜnych sprawach. Hanley uSpokoił się. Ta kobieta została uduszona pończochą. Prawdopodobnie ogłuszyło ją i ułatwiło uduszenie.Ŝe zgon nastąpił gdzieś pomiędzy 1941 a 1943 rokiem.MoŜe ma pan rację .Kupili dom pod numerem 38 na Mayo Road po śmierci poprzedniego właściciela. Kość gnykowa. Finałowy mecz o Potrójną Koronę. morderca owinął głowę swojej ofiary gazetą. MoŜemy oczywiście przeprowadzić analizę pończoch i farby drukarskiej.Larkin i jego Ŝona przybyli z Londynu w 1954 roku powiedział powoli Hanley. którą wyłoŜona była szuflada albo komoda. Obydwie te rzeczy. jak pan mówi.Violet Mary Larkin zmarła w sierpniu 1963 roku . paznokcie i organy wewnętrzne. . .Czy znalazł pan coś. . Da się to zrobić tylko w przybliŜeniu.powiedział profesor. zmumifikowanych .Ja mówię o zwłokach.została złamana w trzech miejscach. Hanley wziął plastykową torebkę i przyłoŜył do niej szkło powiększające.Właśnie to miałem na myśli .powiedział McCarthy . Wiemy.zgodził się.Pan prosił mnie o dokonanie badania patologicznego zmumifikowanych zwłok.Wspaniale .powiedział z ulgą. ale nie było śmiertelne. co wyglądało na fragment wyblakłej. Hanley miał wraŜenie. mogły mieć dwadzieścia lat w chwili zgonu ofiary. co wskazywałoby na datę morderstwa? 138 . o tutaj wskazał na przestrzeń między podbródkiem i grdyką . jak długo Larkinowie mieszkali w tym domu . . Ŝe pani Larkin uciekła od męŜa w sierpniu 1963 roku. .Morderstwo.Pan nie powiedział mi.powiedział łagodnie . .No tak. Ŝe przeŜywa na jawie swój odwieczny nocny koszmar. Hanley rozsiadł się wygodniej w fotelu. Morderstwo miało przypuszczalnie miejsce w okresie kilku tygodni od dnia datowania dziennika. sięgając po teczkę. . Nastąpiła asfiksja połączona z szokiem. . które leŜą w kostnicy. Nagle wyprostował się gwałtownie.upierał się Hanley. jest stara. Ŝeby to ciało było Ŝywe po 1945 roku. . . .Rana na czaszce musiała trochę krwawić. . Wczoraj podczas rozbiórki domu znaleźliśmy jej zwłoki zamurowane za fałszywą ścianą. Dlatego widnieje na niej data z marca 1943 roku. .odparł spokojnie profesor. . . upartym spojrzeniem. zawierającą coś.Ale ona juŜ była stara. Pewnie na czas budowania kryjówki w podwójnej ścianie. . . . I dlatego omyłka w określeniu daty śmierci moŜe być duŜa. Jest to strzęp dziennika z wyraźnie widoczną datą.Bardzo trudno jest określić datę śmierci zmumifikowanych zwłok. Badania wewnętrznych organów nie pozostawiają co do tego Ŝadnych wątpliwości. . o co panu chodziło .Forsyth Opowiadania.Ja teŜ . .No właśnie. ZbliŜa się Strona 84 . poŜółkłej gazety.Otworzył teczkę i wyjął z niej plastykową torebkę.Mam tu dla pana drobny prezent. .powiedział.Owszem .Larkin musiał złapać jakąś starą gazetę. . kiedy została uŜyta do owinięcia głowy tej kobiety! McCarthy wzruszył ramionami.odparł McCarthy.Ale nie o dwadzieścia lat . Hanley popatrzył na profesora twardym.

Czy miała w chwili śmierci około trzydziestu pięciu lat? . miała metr siedemdziesiąt pięć do metra siedemdziesięciu ośmiu centymetrów wzrostu.Szef chce.W obozie jeńców wojennych na Śląsku. płonęły resztki schodów. sir . .powiedział McCarthy. McCarthy potrząsnął głową.warknął Hanley.Nie robiłem notatek.txt do linii bramkowej. który przyglądał im się zza siatki ogrodzenia. który od Strona 85 . Była chuda i koścista.. przebija jak taran obronę Anglików. a potem on sam. chyba przez trzydzieści lat.Jak długo tam mieszkał? .spytał Hanley.była dobrze po pięćdziesiątce i miała dzieci.Tak musiało być .który był 140 właścicielem i lokatorem domu na Mayo Road do swojej śmierci w 1954 roku? .Forsyth Opowiadania. Brygadzista skończył kontrolę powierzchni świeŜo połoŜonego cementu i poszedł na koniec działki.PrzecieŜ to stary cement. Miała około metra pięćdziesięciu ośmiu centymetrów wzrostu. sądzę. .Jak się nazywał? Zapanowała cisza. Odpowiedział młody sierŜant. Po drugiej stronie drogi. ram okiennych i drzwiowych. . . Nawet w świetle ognia Ŝaden z robotników nie dostrzegł postaci starego człowieka. otaczając cały parking. . W dwie godziny później stary człowiek został zwolniony z aresztu. Spojrzał pod nogi. gdzie pański Larkin znajdował się w 1943 roku? . rudawe. poręczy. Ale kto to zrobił? Hanley chwycił słuchawkę i połączył się z pokojem detektywów. Ŝe tak .oświadczył profesor wstając . to w 1954 jej zwłoki znajdowały się juŜ od pewnego czasu w stanie. której sekcję przeprowadziłem.powiedział robotnik.zapytał. . Wskazał na płaszczyznę o powierzchni około sześćdziesięciu centymetrów na dwa metry. kręcone włosy? . twierdzi pan.spytał. Jeszcze kilka pasemek przylega do czaszki.śałuję. Tym razem nie było samochodu policyjnego ani eskorty. sechł świeŜo wylany cement. . . W miejscu.odparł McCarthy .powiedział w pewnej chwili. pod stare ogrodzenie. Od czasu do czasu brygadzista uderzał w nią stalową podkówką buta. .A to co? . Oprzytomniał.Nie . Na Mayo Road ustawiono juŜ brakujące części ogrodzenia. ale ją gubi.Pewnie. Wypuszczono go tylnymi drzwiami na wypadek. Ŝeby to wykończyć i zaasfaltować przed nocą.zapytał go inspektor . . wygódki i kurnika. . sir.Nie pytałem o to. połamane deski ogrodzenia. WytęŜa wszystkie siły. .Innymi słowy. Larkin miał w kieszeni adres miejskiego schroniska. Nawiasem mówiąc. .Co jeszcze poza sprawą daty? . w jakim je znaleźliśmy. jest tuŜ-tuŜ. W zapadającym zmierzchu brygadzista i dwaj pomocnicy wygładzali jego powierzchnię.Gładkie. . sir. . . Ŝe ta kobieta została zamordowana powiedzmy w 1943 roku. na zwalisku gruzów.. kiedy piłka zaczyna wyślizgiwać mu się z rąk. gdyby jacyś dziennikarze kręcili się przed frontowym wejściem. .odparł młody człowiek. W milczeniu ruszył w stronę ubogiej dzielnicy Diamond. belek stropowych.Zmumifikowane ciało nie wydziela Ŝadnego zapachu.Kim był człowiek . szaf. . Ŝeby ją utrzymać.Jest juŜ suchy .nie on zabił tę kobietę i nie on zamurował ją obok kominka. ale kości nie zmieniają długości nawet po kilkudziesięciu latach za ceglanym murem.Nie wiem. Ale o ile sobie przypominam. a po drugim przeszła zabieg chirurgiczny.To była podłoga kurnika . JeŜeli przyjmiemy.Ciemne. przesiadywali w swojej bawialni przez piętnaście lat w odległości dwóch metrów od zamurowanych zwłok? . Ŝe od 1954 roku najpierw oboje Larkinowie. Kobieta. Ŝe dwoje.Ta kobieta była niska.W takim razie . na którym stał dom z ogródkiem. .

Odwrócił się w stronę spychacza i skinął ręką.Czy zajrzałeś juŜ do porannej prasy? .txt rana pracował przy zakładaniu parkingu.odparł. . Nie powiedział nic. pisanego. Odszedł kilka kroków i wrócił z ostro zakończonym łomem. a ja tymczasem przygotuję śniadanie. . Kulturysta! Ziewnął. Szerokim. robotnicy poszli do domu. szef kaŜe nam wszystko robić od początku i jeszcze za to zapłacić .Czy prenumerujesz Sunday Courier? Nastąpiło długie milczenie. . Po dziesiątym sygnale wygramolił się z łóŜka i zszedł po schodach do przedpokoju.powiedział Chadwick z rosnącym zainteresowaniem. Ŝe jest tam coś o mnie. . aŜ znajdzie się w domu. lepiej zobacz sam . jak kaŜdy człowiek. UwaŜał widać. 141 . zdaniem Chadwicka. Oczywiście.zapytał. . Ton jego głosu zdradzał wyraźne zakłopotanie. Bili? Tu Henry. Kiedy ostatni promień słońca znikł. Brygadzista odchrząknął. Dlaczego pytasz? .Dokąd się wybierasz? . Ŝe napisano o nim w gazecie. a niebo poczerniało. jest solidne . ale niezbyt blisko. Na ulicy było zimno.O! . pomyślał. .powiedziała Ŝona. PRZYWILEJ ABSOLUTNY Telefon zadzwonił tuŜ po siódmej trzydzieści.Dzień dobry. a potem stojący za spychaczem mechaniczny walec wykończył robotę.Forsyth Opowiadania. grubego pisma z wieloma dodatkami.Czy nie wylegujesz się w łóŜku w niedzielę? . . Chadwick chrząknął. . Próbował nie zwracać uwagi na dzwonek.Nie dałeś tu świeŜej warstwy cementu? .Na róg ulicy po inną gazetę . Po drugiej stronie linii głos Carpentera robił wraŜenie zaŜenowanego.Idź. asfalt rozlał się równo i gładko. Ŝe Chadwick powinien najpierw przeczytać artykuł i dopiero wtedy będzie go mógł z nim przedyskutować. mieszkaniec tej samej ulicy. przez pretensjonalnych ludzi dla równie pretensjonalnych czytelników. stary. . szczęśliwym uśmiechem ulgi.JeŜeli to się osunie. Ale uśmiechnął się. więc powstrzymał się od zaglądania do gazety i postanowił zaczekać.spytał. A cóŜ to takiego? Carpenter był coraz bardziej zaŜenowany. Wrócił do sypialni z Expressem i Telegraphem.Halo.Czym mogę słuŜyć ci o tej porze w zimowy poranek? .Hej! Nareszcie sława! . który się dowiaduje. dymiącego asfaltu i pchnął rozpaloną masę w kierunku cementowego prostokąta. Henry . To podniosłoby poziom i powstałby garb w asfalcie. Nic a nic.zabrzmiała odpowiedź.Powinieneś obejrzeć sobie dzisiaj tę gazetę . .powiedział wreszcie Carpenter. .warknął brygadzista.CóŜ. Łom odskoczył. podał je Ŝonie i zaczął naciągać spodnie i sweter wprost na pidŜamę. Parking był wykończony. Był to Henry Carpenter.stwierdził. na której leŜały nie ruszone dwie gazety. . W naroŜnym sklepiku z prasą pozostały jeszcze dwa egzemplarze Sunday Couriera. . Chadwick spojrzał w stronę wycieraczki przy drzwiach.Henry Carpenter powiedział mi.Znajdziesz tam coś o sobie. Bili Chadwick leŜał jeszcze w łóŜku. lecz ten nie milkł.Właśnie wybieram się do parku pobiegać dla zdrowia. . Strona 86 . .Nie. . Podniósł go wysoko nad głowę i walnął w stary cement. Stojący za siatką stary człowiek odwrócił się i odszedł.Michał. 143 .powiedział i rozłączył się. W ciągu kilku minut cała przestrzeń zamieniła się z szarej na czarną.Tak? .Nie. Był ciekaw. ale poniewaŜ była to niedziela rano. którego Bili Chadwick znał. o co chodzi. . zalewaj to! Sztych buldoŜera opadł na zwał świeŜego. . Chadwick odłoŜył słuchawkę.W porządku.zapytała go Ŝona.odrzekł.Nie .

W zasadzie tak .zawołała skończywszy czytanie.zawołał Chadwick .W takim razie . Kiedy zaczął przeglądać Couriera. to mnie moŜe zrujnować! Kłamstwo.zapytała go Ŝona. Tak samo jak wszyscy straciłem na ich bankructwie. kawa stała na kuchennym stole.powinien wszystko odwołać i przeprosić mnie! . nie sprawdził faktów. nie mam wątpliwości. odrzucił dodatek "Kultura i Sztuka" oraz "Sport". Artykuł znajdował się na kolumnie. Wymknęły mu się przy tym dwa zamówienia. ale niezaleŜnym biznesmenem na jednym z przedmieść Londynu. . a nie ich świadomym wspólnikiem.Ten człowiek daje do zrozumienia. Na trzeciej stronie zatrzymał wzrok na nazwie towarzystwa. a treść jego była uprzejma^ ale zupełnie nie satysfakcjonująca.zatroskała się Ŝona.Zaszkodzić? Do jasnej cholery. Do diabła. W ciągu tych dwóch tygodni Chadwick musiał znosić podejrzliwe spojrzenia. Był drobnym. Był podpisany w imieniu wydawcy przez sekretarza.Czy to ci.To straszne! . przecieŜ ja byłem ofiarą tych ludzi. .Na podstawie tego. innych wspólników przedsiębiorstwa. Stwierdzał. To niemoŜliwe! śeby ktoś coś takiego mógł o mnie napisać! Kiedy w poniedziałek rano zamknął się w biurze ze swoim adwokatem. Bili Chadwick wstał i zaczął przechadzać się po kuchni. . Po przeczytaniu zbladł. wyraźnie 144 mówi. Podał jej bez słowa gazetę złoŜoną w ten sposób.On wcale nie daje do zrozumienia . wydała z siebie krótki okrzyk. która zastąpiła początkowy szok.O co chodzi. Ŝe Ŝądamy zadośćuczynienia w formie sprostowania i przeprosin.UwaŜam. kochanie. Ŝeby musiała zobaczyć artykuł. Ten opowiedział mu. Nie próbował porozumieć się ze mną. . na które liczył. a kiedy doszła do połowy. Ŝe naszym zdaniem jeden z jego pracowników zniesławił pana.Gaylord Brent . List taki został napisany. Ŝe pierwszym krokiem powinno być napisanie przeze mnie w pańskim imieniu listu do wydawcy gazety. Sprzedawałem ich wyroby w dobrej wierze. oczywiście na jednej z czołowych stron gazety. Ŝe byłeś w jakiś sposób zamieszany w to oszustwo.powiedział ze złością.PrzecieŜ to nieprawda! . Wniosek jest jasny. . w miarę moŜliwości.On to. dodając. . moŜe zaszkodzić? .Forsyth Opowiadania. ale. która szczyciła się swoimi ambicjami reporterskimi. rzucane nań przez jego nieliczny personel. Jak on się nazywa? . zagłębił się więc w dodatek biznesowy. . uŜył tego samego zdania. uprzytomnił sobie Ŝe Carpenter nie podał mu strony. Wyjaśnimy w nim. zerknąwszy na podpis pod artykułem. Ŝe wydawca starannie rozpatrzył pismo adwokata wysłane w imieniu pana Chadwicka i Ŝe jest skłonny wydrukować Strona 87 . jak się okazało . . Prawnik wyraził oburzenie z powodu treści artykułu i wysłuchał ze zrozumieniem wyjaśnień Chadwicka. Ŝe autor dopuścił się zniesławienia. który to napisał. .powiedziała pani Chadwick. co pan mówi. W końcu jego adwokat otrzymał list z Sunday Couriera.PrzecieŜ ja go nawet nigdy nie spotkałem. jak wyglądała jego współpraca ze zlikwidowanym przedsiębiorstwem. które ostatnio zbankrutowało. po prostu kłamstwo! Nigdy w Ŝyciu nie widziałem faceta.To niemoŜliwe.kosztowna. Przez dwa tygodnie nie było odpowiedzi od wydawcy Sunday Couriera. . Pozostał mu dodatek ilustrowany oraz handlowy.powiedział prawnik. . Przeczytała go uwaŜnie. kochanie? . Była wyraźnie zaniepokojona dziwnym wyrazem twarzy swojego męŜa. Ŝeby ktoś o mnie coś takiego powiedział szepnął. do cholery. zaczął więc od działu wiadomości ogólnych. Skończył go czytać przy drugiej filiŜance kawy. i unikać. Odsunął kawę. Jego współpraca z nim była krótka. .txt śona przygotowała sok pomarańczowy.

Panie Chadwick.Forsyth Opowiadania. zanim je wydrukował? śe powinienem pogodzić się nawet z tym. siedząc znów przed swoim adwokatem. muszę być z panem szczery.powiedział adwokat. jakiej ci ludzie uŜywają. W najlepszym razie mogą wydać potępiające oświadczenie.W gruncie rzeczy tak. i nic więcej. . a wydawca i pan Gaylord Brent pozwanymi.. prawnikach. wolą to pozostawiać sądom. Pan będzie musiał udowodnić. Nie lubią się mieszać do spraw dotyczących zniesławienia. Ŝe tak . Skarga o zniesławienie z Ŝądaniem odszkodowania. Podpada ono pod ogólne zasady prawa zwyczajowego.Będę z panem całkiem szczery . nie sprawdził swoich informacji. a więc znowu o intencje. iŜ muszę pogodzić się z tym. Po pierwsze.Co więc robić? Adwokat miał propozycję: . który to zrobił. a więc braku złej intencji. . które zarzucają wydawcy. Tylko wtedy stanie się jasne.Więc odradza mi pan występowanie do sądu? .Czysta robota .powiedział Chadwick. . . Czy pan mnie rozumie? . Ŝe obrzucono mnie stekiem kłamstw. Ŝe człowiek. a w pańskiej sprawie. MoŜe się pan im poskarŜyć. o zakres jego wiedzy. . Ŝe został pan zniesławiony przez pomówienie i nie był zamieszany w machinacje spółki.zdenerwował się Chadwick.Niewiele. nie miał pan pojęcia o jej niesolidności.Być moŜe? . . zastrzegając sobie wszakŜe niezbywalne prawo kaŜdego wydawcy do przeredagowania takowego. o to. Nienawidzą sprostowań.Stowarzyszenie nie moŜe więc zmusić wydawcy do sprostowania wiadomości i przeproszenia pokrzywdzonego? -. 146 w przeciwieństwie do ignorancji. ..Istnieje Stowarzyszenie Wydawców Gazet.Czy pan powaŜnie sugeruje. Zdecydował się na szczerość. Widzi pan.A co oni mogą? .Ma pan słuszność.Ale to chyba nie ja muszę dowodzić swojej niewinności? . Miałem tylko raz w Ŝyciu do czynienia z ogólnokrajową gazetą w podobnej sprawie. istnieją drobne szczegóły. gazeta być moŜe będzie wolała uniknąć procesu i ogłosi przeprosiny. Mówi się czasem o nas. pan będzie powodem. Skłonni są do rozpatrywania tylko takich skarg.Tak . . Kiedy wniesiemy pozew.Ale chyba będą musieli to zrobić? Sprawa jest przecieŜ bezsporna! . . 145 10.No tak. .Obawiam się. Ŝe namawiamy naszych klientów do występowania Strona 88 .txt w dziale listów do redakcji sprostowanie pana Chadwicka.Myślę.powiedział. o jego intencje.Nie. o które panu chodzi. W sprawach o zniesławienie nie ma sytuacji bezspornych. na które składa się cały szereg precedensów prawnych ustanowionych w ciągu wieków.Co mi w takim razie pozostaje? Prawnik westchnął. Poza tym powstanie z pewnością spór o stan świadomości pozwanego. nie istnieje ustawa określająca pojęcie zniesławienia. lub kiedy reporter pisma popełnił raŜący błąd.Innymi słowy wykastrowania go . które czynią ją odmienną od poprzednich. . Ten list to po prostu formułka. tak jak w kaŜdej innej. Ŝe moje przedsiębiorstwo jest zrujnowane? . Ŝe nieopatrznie wyrządził komuś szkodę. nieprawdaŜ? Prawnik zastanawiał się przez chwilę. jakie mógł mieć zamiary w czasie pisania swego artykułu. A moŜe i nie.To jest po prostu sposób wykręcenia się. Ŝe prowadząc interesy ze zlikwidowaną spółką. . Precedensy te mogą być rozmaicie interpretowane. nie mówiąc juŜ o przeprosinach. Ŝe tylko sprawa sądowa.odrzekł Chadwick. . Znał swojego klienta od wielu lat.

Forsyth Opowiadania.txt do sądu o byle co, poniewaŜ przynosi nam to wysokie honoraria. W rzeczywistości jest przewaŜnie inaczej. To zazwyczaj Ŝony, przyjaciele czy koledzy osób poszkodowanych zachęcają je do akcji i składania skarg. Ci przyjaciele nie ponoszą oczywiście kosztów procesów. Dla osób nie wplątanych w sprawę proces sądowy to dobra zabawa. Ale my, fachowcy, zdajemy sobie sprawę z tego, jakie to pociąga za sobą konsekwencje. Chadwick zastanowił się. - Jakie sumy wchodzą w rachubę? - spytał spokojnie. - Takie, które mogą pana zrujnować - brzmiała odpowiedź adwokata. - Zawsze myślałem, Ŝe w naszym kraju wszyscy obywatele są równi wobec prawa, a szczególnie jeśli ubiegają się o sprawiedliwość. - W teorii tak. W praktyce bardzo często jest zupełnie inaczej. Panie Chadwick, czy pan jest bogatym człowiekiem? - Nie. Prowadzę niewielkie przedsiębiorstwo. W dzisiejszych czasach oznacza to, Ŝe balansuję na krawędzi wypłacalności. Przez całe Ŝycie cięŜko pracowałem i jakoś to szło. Jestem właścicielem domu, samochodu i kilku ubrań. Mogę liczyć na emeryturę przysługującą samodzielnym przedsiębiorcom, mam polisę ubezpieczeniową na Ŝycie i kilka tysięcy funtów oszczędności. Jestem po prostu zwykłym, szarym człowiekiem. - Tak właśnie myślałem - powiedział adwokat. - Dzisiaj tylko ludzie bogaci mogą się procesować z innymi bogaczami, zwłaszcza 147 jeŜeli chodzi o zniesławienie. MoŜna wygrać taką sprawę, ale trzeba ponieść duŜe koszty. JeŜeli proces jest długi, a potem jeszcze następuje apelacja, to suma wydatków często moŜe dziesięciokrotnie przewyŜszać ewentualne odszkodowanie. Zamilkł na chwilę. - Wielkie pisma, tak jak wielkie domy wydawnicze i inne tego rodzaju przedsiębiorstwa, są wysoko ubezpieczone na okoliczność wytoczonych spraw o zniesławienie. Mogą sobie pozwolić na angaŜowanie najwybitniejszych adwokatów West Endu. Proszę mi wybaczyć, ale kiedy występują przeciwko małemu człowiekowi, to muszą z nim wygrać. Nietrudno im spowodować, by wejście sprawy na wokandę trwało aŜ pięć lat. Przez ten czas koszty sądowe obu stron nieustannie rosną. Samo przygotowanie sprawy kosztuje tysiące. Kiedy nareszcie dochodzi do rozprawy, koszty te podnoszą się niebotycznie, bo adwokat bierze dodatkowe honorarium za kaŜdy dzień rozprawy. No i ma takŜe do pomocy aplikanta. - Do jakich sum mogą dojść takie koszty? - zapytał Chadwick. - JeŜeli sprawa się przeciąga i przygotowania trwają lata, to nawet jeŜeli nie brać pod uwagę ewentualnej apelacji, dojdą do kilkudziesięciu tysięcy funtów. Ale to wcale nie koniec. - Co jeszcze powinienem wiedzieć? - ZałóŜmy, Ŝe pan wygrywa proces i uzyskuje odszkodowanie i zwrot kosztów sądowych od pozwanego, czyli gazety. Wtedy sprawa jest jasna. Ale jeŜeli sędzia nie wypowie się co do kosztów, których zwrot przyznaje zazwyczaj jedynie w najdrastyczniejszych wypadkach, będzie pan zmuszony ponieść swoje własne koszty sądowe. A jeŜeli pan przegra, sędzia moŜe pana zmusić do poniesienia poza swoimi kosztami kosztów pozwanego. JeŜeli pan wygra, gazeta moŜe załoŜyć apelację. A to spowoduje podwojenie kosztów. Nawet jeŜeli wygra pan w sądzie apelacyjnym, ale bez przyznania kosztów, to i tak będzie pan zrujnowany. Poza tym jest inna kwestia. Po dwóch czy trzech latach ludzie zapominają o treści inkryminowanego artykułu w gazecie. Rozprawa sądowa przypomina im, Ŝe coś tam było, i wnosi nowe materiały i zarzuty. Mimo Ŝe to pan jest oskarŜycielem, adwokat strony przeciwnej postara się dla dobra swojego klienta zniszczyć pańską reputację uczciwego biznesmena. Im bardziej obrzuca się człowieka błotem, tym więcej na nim błota pozostaje. Wiele było takich wypadków, wielu ludzi, którzy wygrali sprawę, ale stracili dobre imię. Zarzuty przedstawiane sądowi mogą być ogłaszane drukiem bez Ŝadnych dowodów prawdy. - A czy moŜna mieć obrońcę z urzędu? - zainteresował się Strona 89

Forsyth Opowiadania.txt 148 Chadwick. Podobnie jak wielu innych ludzi słyszał o czymś takim, nigdy jednak nie interesował się tym bliŜej. - Prawdopodobnie ma pan zupełnie fałszywe wyobraŜenie na ten temat. śeby uzyskać takiego obrońcę, musi pan udowodnić sądowi, Ŝe nie posiada pan Ŝadnego majątku. Pana na przykład to nie dotyczy. Nabędzie pan prawo do obrońcy z urzędu dopiero wtedy, kiedy straci pan dom, samochód i oszczędności. - W takim razie w kaŜdym przypadku grozi mi ruina - powiedział Chadwick spokojnie. - Bardzo mi przykro, naprawdę bardzo przykro. Mogę oczywiście zachęcić pana do podjęcia długotrwałego i kosztownego powództwa, ale uwaŜam, Ŝe oddaję panu przysługę wskazując trudności i niebezpieczeństwa, jakie to za sobą pociąga. Znam wiele osób, które z ochotą zaczęły się prawować, a potem gorzko tego Ŝałowały. Niektórzy nigdy się nie otrząsnęli i po dziś dzień cierpią na skutek trosk finansowych i stresów, jakie ich dotknęły. Chadwick wstał. - Bardzo panu dziękuję za szczerość - powiedział. Potem, juŜ z biura, zadzwonił do Sunday Couriera i poprosił o rozmowę z naczelnym. Telefon odebrała sekretarka. Podał swoje nazwisko. - Na jaki temat chce pan rozmawiać z panem Buxtonem? zapytała. - Chciałem poprosić o wyznaczenie mi spotkania. Nastąpiła pauza, w trakcie której słyszał rozmowę prowadzoną na wewnętrznej linii, po czym sekretarka odezwała się ponownie. - O czym pragnie pan rozmawiać z panem Buxtonem? Chadwick wyjaśnił pokrótce, Ŝe chce zobaczyć szefa, Ŝeby przedstawić mu swój punkt widzenia dotyczący zarzutów zawartych w artykule Gaylorda Brenta sprzed dwóch tygodni. - Niestety pan Buxton nie przyjmuje nikogo - oświadczyła sekretarka - MoŜe pan będzie uprzejmy napisać list. Zostanie starannie rozpatrzony. Na tym rozmowa się skończyła. Następnego dnia Chadwick pojechał koleją podziemną do centrum Londynu i zjawił się osobiście w poczekalni budynku Couriera. Na oczach rosłego woźnego w mundurze wypełnił formularz, podając nazwisko, adres, nazwisko osoby, z którą chce się widzieć, i istotę swojej sprawy. Formularz został zabrany, a on usiadł i czekał. W pół godziny później otworzyły się drzwi windy i ukazał się w nich elegancki szczupły młody człowiek, pachnący dobrą wodą kolońską. Spojrzał pytającym wzrokiem na woźnego, który ruchem 149 głowy wskazał mu Chadwicka. Młody człowiek podszedł do niego. Chadwick wstał. - Nazywam się Adrian St. Clair - powiedział młodzieniec. Jestem osobistym sekretarzem pana Buxtona. Czym mogę panu słuŜyć? Chadwick powiedział mu o artykule podpisanym przez Gaylorda Brenta i oświadczył, Ŝe chciałby osobiście wyjaśnić panu Buxtonowi, iŜ to, co zostało o nim napisane, jest nie tylko nieprawdą, ale stanowi groźbę ruiny dla jego przedsiębiorstwa. St. Clair nie był tym specjalnie poruszony, ale wyraził Chadwickowi słowa ubolewania. - Tak, oczywiście, rozumiemy pana niepokój, panie Chadwick, ale osobiste spotkanie z panem Buxtonem jest po prostu niemoŜliwe. To bardzo zajęty człowiek. Rozumiem, Ŝe reprezentujący pana adwokat komunikował się juŜ z wydawcą... - Napisał list - powiedział Chadwick. - Odpowiedź była podpisana przez sekretarkę. Stwierdza, Ŝe istnieje moŜliwość wydrukowania listu z moim sprostowaniem w dziale korespondencji z czytelnikami. Ale ja domagam się, Ŝeby moje stanowisko w tej sprawie zostało poznane przez wydawcę. St. Clair uśmiechnął się. - JuŜ mówiłem, Ŝe to niemoŜliwe. MoŜemy najwyŜej rozwaŜyć moŜliwość wydrukowania listu do wydawcy. - Wobec tego chciałbym się zobaczyć z panem Gaylordem Strona 90

Forsyth Opowiadania.txt Brentem - oświadczył Chadwick. - Wątpię, czy to dałoby panu satysfakcję. JeŜeli otrzymamy następny list od pańskiego adwokata, to nasz wydział prawny zajmie się nim w normalnym trybie. Obawiam się, Ŝe poza tym nie mogę panu w niczym pomóc. Woźny wyprowadził Chadwicka przez obrotowe drzwi na ulicę. Chadwick zjadł lekki posiłek w barze niedaleko Fleet Street. Przez dłuŜszy czas zastanawiał się głęboko nad swoją sytuacją. Poszedł do jednej z licznych małych bibliotek, znajdujących się w centrum Londynu, które specjalizują się we współczesnych archiwaliach i gromadzą wycinki prasowe. Zapoznanie się z aktami niezbyt odległych procesów o zniesławienie przekonało Chadwicka, Ŝe jego adwokat bynajmniej nie przesadzał. Jedna ze spraw przeraziła go szczególnie. Pewien męŜczyzna w średnim wieku został zniesławiony w ksiąŜce poczytnego autora. Wytoczył sprawę, wygrał ją, i sąd przyznał mu trzydzieści tysięcy funtów tytułem odszkodowania i zwrot kosztów sądowych. Ale wydawca ksiąŜki zaapelował: i sąd wyŜszej instancji skreślił odszkodowanie, nakazując kaŜdej ze stron zapłacenie własnych kosztów. W obliczu całkowitej ruiny finansowej po czterech latach procesowania się powód wniósł sprawę do Izby Lordów. Lordowie odrzucili 150 wprawdzie wyrok sądu apelacyjnego, uznając prawo powoda do odszkodowania, nie wypowiedzieli się jednak co do kosztów sądowych. Tak więc zniesławiony człowiek otrzymał trzydzieści tysięcy funtów odszkodowania, ale po pięciu latach procesowania się miał do zapłacenia rachunek wynoszący czterdzieści pięć tysięcy funtów. Wydawcy ponieśli podobne koszty i łącznie z odszkodowaniem mieli do zapłacenia siedemdziesiąt pięć tysięcy. Byli jednak ubezpieczeni na większą część tej sumy. I tak powód wygrał sprawę, ale został zrujnowany. Fotografie ukazywały go w pierwszym roku przewodu jako rześkiego sześćdziesięciolatka. Po pięciu latach był ludzkim wrakiem, wynędzniałym starcem. Stało się tak z powodu nieustannego napięcia i rosnącego zadłuŜenia. Zmarł jako bankrut, mimo Ŝe przywrócono mu dobre imię. Bili Chadwick utwierdził się w przekonaniu, Ŝe nie moŜe dopuścić, aby przytrafiło mu się coś podobnego. Poszedł do biblioteki publicznej w dzielnicy Westminster. Tam udał się do czytelni z egzemplarzem Prawa angielskiego pióra Halsbury'ego. Tak jak mu mówił jego adwokat, prawo pisane dotyczące zniesławienia, tego samego typu jak na przykład ustawa o ruchu drogowym, nie istniało, ale znalazł definicję pochodzącą z 1888 roku, dotyczącą zniesławienia i oszczerstwa. Oświadczenie oszczercze jest to oświadczenie zmierzające do poniŜenia osoby w opinii prawomyślnych członków społeczeństwa w ogólności lub teŜ powodujące pomijanie, odtrącanie lub naraŜanie na nienawiść, pogardę, ośmieszenie czy teŜ oskarŜenie o pomówienia uwłaczające lub przynoszące ujmę na stanowisku, w uprawianiu zawodu, działalności handlowej lub w przedsiębiorstwie. Co najmniej ostatnia część tej definicji jest adekwatna do mojej sytuacji, pomyślał Chadwick. WciąŜ chodziło mu po głowie to, co powiedział mu adwokat w swoim wywodzie. "Zarzuty przedstawiane sądowi mogą być ogłaszane drukiem bez Ŝadnych dowodów prawdy". CzyŜby tak rzeczywiście było? I okazało się, Ŝe prawnik miał rację. Wyjaśniała to ustawa równieŜ z 1888 roku. Wszystko, co jest wygłaszane w sądzie, moŜe być zrelacjonowane i opublikowane i zarówno reporter, wydawca, drukarz, jak i redaktor są wolni od wszelkich zarzutów o zniesławienie, ale pod warunkiem, Ŝe sprawozdanie jest "rzetelne, aktualne i dokładne". To ma zapewne na celu, myślał Chadwick, uwolnienie sędziów, ławników, świadków, policjantów, adwokatów, a nawet pozwanych od obawy mówienia prawdy, niezaleŜnie od wyniku rozprawy. Uchylenie moŜliwości protestu ze strony osób zniewaŜonych, 151 zniesławionych, spotwarzonych czy oszczerczo oskarŜonych, pod Strona 91

nie moŜe mnie pan nachodzić w domu. Miał na sobie jasne lniane spodnie i róŜową koszulę.. Podniósł prawą pięść i uderzył Brenta w sam czubek nosa.. Tam teŜ Chadwick zjawił się następnego niedzielnego poranka. Nazywam się William Chadwick. .Co za bezczelność! . Gaylord Brent wszystko zrozumiał.To! .Gaylord! . . Ŝeby przekonać panią Brent. 152 Zdumienie malujące się na twarzy Brenta zaczynało ustępować miejsca irytacji. Chadwick czekał przed nie domkniętymi drzwiami. .Bardzo mi przykro. .Proszę pana .Chodzi o jego artykuł w Courierze. Powinien pan poprosić swojego adwokata. jak i w interesach. po czym zatrzasnął drzwi. ale bez przesady. Ŝe ten mieszka w małej eleganckiej uliczce w Hampstead.zapytał Chadwick i dodał natychmiast: . jednak bez rezultatu.ale wydaje mi się. aby napisał. Przyjdzie za chwilę . W minutę później pojawił się w nich Gaylord Brent. z nosa pociekła krew.zawołał Brent. ale nie dotknął go. Usłyszawszy to nazwisko. u licha? . Jego irytacja nasiliła się. jak biegnie przez przedpokój. . wydał głośny okrzyk i nakrył nos ręką.Tak? .Czy pan Gaylord Brent? . próbując zamknąć drzwi.Tak.Co takiego? . W jego oczach pojawiły się łzy. mam coś dla pana . który trzymał w ręku. Po kilku minutach otworzyła mu sympatycznie wyglądająca kobieta w wieku około trzydziestu lat. Na rogu Heath Street znalazł policjanta. Kiedy po czterech dniach poszukiwania znalazł adres Gaylorda Brenta.powiedziała i wycofała się do środka mieszkania. Był wytwornym męŜczyzną. wyglądającym na czterdziestkę.Chwileczkę. Mocno. Ŝe przybyszem jest ktoś z redakcji. Nie było to uderzenie mające na celu złamanie kości czy nawet uszkodzenie przegrody nosowej.powiedział spokojnie Chadwick. to znaczy jeŜeli rodzina nie zmusi go do wyjazdu za miasto. JeŜeli chce mnie pan skarŜyć. . Byłem więc zmuszony przyjść do pana. jak teŜ uchylenie odpowiedzialności wszystkich osób raportujących.O co panu chodzi? .odpowiedział Chadwick. w tym artykule zniesławił mnie pan. Na jego twarzy ukazał się wyraz zdumienia pomieszanego z rozdraŜnieniem.Chodzi o pański artykuł w Sunday Courierze.To jest sprzed czterech tygodni . Ŝe dziennikarz piszący do niedzielnego pisma musi być w tym dniu w domu. Zaszkodziło mi to powaŜnie zarówno w Ŝyciu towarzyskim. Uśmiechnęła się więc i zawołała w głąb domu: . W kolejce podziemnej. Było to półkłamstwo.JuŜ to zrobiłem. . Chadwickowi zaczął świtać pewien pomysł. Trzymająca klamkę ręka Brenta zatrzymała się. Chadwick słyszał.Czy zastałem pana Brenta? . Brent spojrzał na wycinek. okazało się. w drodze na przedmieście.powiedział . Ŝe wszyscy musimy ponosić pewne ryzyko.zapytał. . . Ŝe zakłócam panu niedzielny spokój powiedział Chadwick . bardzo przepraszam.Och. Widzi pan.txt warunkiem Ŝe zarzut został postawiony na sali sądowej w czasie rozprawy. skąd dochodziły dziecięce głosy.spytał. Młody człowiek cieszył Strona 92 . Chadwick rozłoŜył wycinek gazetowy. Patrzył przez chwilę na Chadwicka jak na szaleńca.Kim pan jest. Pomyślał. Wszedł po schodach i nacisnął dzwonek u drzwi. Brent cofnął się o krok.Forsyth Opowiadania. i to w bardzo perfidny sposób. ale wystarczało. .zauwaŜył. . ale mnie nie przyjął. Próbowałem takŜe zobaczyć się z pańskim wydawcą. i pokazał go Brentowi.po czym ponownie odwróciła się do Chadwicka. to istnieje właściwa procedura. drukujących lub publikujących słowa wypowiedziane w sądzie zostało nazwane "przywilejem absolutnym". . .

rzucając zza chustki wściekłe spojrzenie na Chadwicka. .zapytał policjant. patrzył na Chadwicka z zainteresowaniem.To tu.zapytał Brenta policjant. 153 .zwrócił się policjant do Chadwicka. Stał i milczał. Chadwick wskazał na nie ponownie. . . Chadwick zwiększył tempo marszu. posterunkowy wszedł na schodki i zadzwonił. Uderzyłem go w nos. Młody policjant oŜywił się. .gotów jestem złoŜyć wyjaśnienie w komisariacie.Tek . .zapytał.Tek. . Zanim policjant otworzył usta. .Ja to zrobiłem. jak policjant mówi coś do mikrofonu krótkofalówki i rytmicznie stuka słuŜbowymi butami w bruk^ Przedstawiciel prawa zrównał się z Chadwickiem na rogu ulicy. sir.powiedział w pewnej chwili.powiedział policjant. obrócił się i szybko ruszył tą samą drogą. .txt się spokojem pięknej niedzieli. Ŝeby szedł za nim.skinął potwierdzająco głową.Słucham? . podczas gdy posterunkowy wyjaśniał szefowi sprawę. Napadłem na niego. . .Napadu.Dwie ulice stąd. . Zaprowadzę pana. Spojrzawszy podejrzliwym wzrokiem na swojego przewodnika. Chadwick rozróŜnił wyraz "policja" i "ten człowiek". Po dwóch minutach znaleźli się w dzielnicowym komisariacie. którego pan uderzył? . W takim razie jestem zmuszony prosić pana o udanie się ze mną do komisariatu. zastali je zamknięte.Czy pan Gaylord Brent? . . . SierŜant.Czy mogę zapytać.Kto to zrobił? . Chadwick zapytał: . W tym momencie zjawił się na Heath Street policyjny samochód wezwany przez krótkofalówkę. Ukazała się w nich pani Brent.W tej sprawie . Aby zapobiec dalszym pytaniom.Pani Brent? Czy ten policjant mógłby zamienić kilka słów z pani męŜem? Pani Brent skinęła głową i zniknęła w głębi domu. . sir? Gdzie? .Tek .oświadczył Chadwick.Forsyth Opowiadania. .Panie sierŜancie .Proszę iść ze mną.Ja . Dokonano napadu na miejscowego obywatela. cierp154 liwy i doświadczony policjant w średnim wieku.potwierdził Brent. choć najwyraźniej nic nie rozumiał.odparł Chadwick . .Tek? . Ze środka słychać było szeptaną rozmowę.oświadczył Chadwick. . Słyszał. Po chwili powiedział: . .zwrócił się do niego Chadwick. Policjant miał zakłopotaną minę. Chadwick został zaprowadzony przed oblicze dyŜurnego sierŜanta. . przy której mieszkała rodzina Brentów.odparł Chadwick.Czy to prawda? . Po krótkiej rozmowie z dwoma przybyłymi policjantami Chadwick i sierŜant wsiedli do wozu.Jak się nazywa człowiek. Chadwick ruszył za nim. .To jest pan Gaylord Brent . Po minucie ukazał się Gaylord Brent.oświadczył Chadwick.Gaylord Brent .Czy to jest zgodne z prawdą? . Drzwi otworzyły się ostroŜnie.zapytał. która na widok Chadwicka cofnęła się nieco.Dobrze. Nie czekając na dalsze pytania zaprosił policjanta ruchem ręki.Rozumień . . Kiedy podeszli do drzwi domu.Pan go nie lubi? Strona 93 . Policjant obrócił się ku niemu z niedowierzaniem. ale był teŜ nieco znudzony.Przed kilkoma minutami pan Brent został z premedytacją uderzony w nos .zapytał policjant Brenta. dlaczego pan to zrobił? . którą przyszedł. pod numerem trzydziestym drugim . Lewą ręką przyciskał do twarzy mokrą chusteczkę i co chwila pociągał nosem.To na pewno tutaj.

Większość redaktorów sprawdziła wokandę sądową na ten dzień. SierŜant popatrzył na Chadwicka z niechęcią. Będzie to sprawa "Regina versus Chadwick".Takie są chyba przepisy prawne. Do policji naleŜy decyzja. Ŝe główny reporter Sunday Couriera.To niewaŜne . Przesłuchanie trwało dwie minuty.Wnoszenie oskarŜenia nie zaleŜy od pana Brenta.Proszę zaczekać . PoniewaŜ chodziło o zwykły napad.To przesądza sprawę .Nie bardzo . Prawo zostało naruszone. SierŜant niespiesznie wyciągnął z szuflady formularz skargi.Pan widać zna trochę prawo. . Następnie został formalnie oskarŜony i decyzją własną sierŜanta zwolniony za kaucją stu funtów oraz zawiadomiony. SierŜant westchnął. gdyŜ wiedział.stwierdził.powiedział młody człowiek . Ŝe redakcji z pewnością bardziej opłaci się wysłać swojego przedstawiciela do sądu niŜ polegać na informacjach agencji obsługującej sąd.Słuszna myśl . . ale sierŜant zdobył go.Z lektury.Pan Gaylord Brent nie ma ochoty wnieść skargi na pana powiedział. Ŝe nie wnosi skargi. Nazajutrz stawił się przed sądem. W dzielnicy. W kaŜdym przypadku telefonujący powiadamiał naczelnego redaktora. . którą zapłacił poprzedniego dnia. Ŝe taka odmowa moŜe zostać zinterpretowana przez sąd jako zapowiedź nieprzyznania się do winy we właściwym czasie. wrócę tam i zrobię to samo. jeszcze raz .Forsyth Opowiadania.txt . . . i zlecili jednemu ze swoich reporterów udanie się do sądu. Było to pierwsze formalne przesłuchanie. tak i na Fleet Street solidarność ma swoje granice. czy nie.Czy pan Brent odniósł powaŜne obraŜenia? . Odmówił wszelkich oświadczeń. więc pan Gaylord Brent nie musiał być obecny w sądzie. Podobnie jak w związkach zawodowych.westchnął sierŜant. więc naleŜało zawiadomić policję.KaŜdy tak twierdzi .W takim razie nie mam innego wyboru. 155 Ŝe ma się stawić następnego dnia rano przed sędzią w sądzie Londynu Północnego. Przekonali się. Potem pozwolono mu odejść. . wieczornych i niedzielnych gazet na Fleet Street i w okolicy otrzymali anonimowe telefony. Ŝe zamierza wyjaśnić swoje postępowanie sędziemu. czy wnosić skargę. jak poinformować pana.Chyba nie .odparł Chadwick. . co zrobiłem.powiedział Chadwick. To nie Ameryka.wyglądało to na lekkie uderzenie w dziób. Ŝe istotnie figuruje tam nazwisko Chadwicka. . .Dlaczego podszedł pan do posterunkowego i zawiadomił go o swoim czynie? Chadwick wzruszył ramionami. Jest faktem. powiedział tylko. . . Został odesłany do domu na dwa tygodnie za tą samą kaucją stu funtów. Ŝe jeŜeli policja nie wniesie skargi. Bili Chadwick stawił się w sądzie punktualnie o godzinie dziesiątej Strona 94 . nikt nie czytywał tej gazety.zgodził się sierŜant i zwrócił się do posterunkowego: . toteŜ nikt owej notatki nie zauwaŜył. Czyn niezgodny z prawami naszego kraju.No dobrze.powiedział po zanotowaniu adresu i poszedł do innego pokoju. Nikt nie wiedział.zapytał posterunkowego. stawi się w sądzie Londynu Północnego w najbliŜszy poniedziałek w związku ze sprawą o napad. Gaylord Brent miał zastrzeŜony numer telefonu. Odmówił usprawiedliwienia się. . . Ŝe będzie to moŜe coś ciekawego. ale wszyscy mieli nadzieję.Adres poszkodowanego? . Anonimowy rozmówca dodawał. Po chwili powrócił. sir? . sprawa zajęła w lokalnej gazecie zaledwie kilka wierszy. .Pańskie nazwisko? Bili Chadwick podał swoje nazwisko i adres i został odprowadzony do aresztu. co się święci. ale policja moŜe zdecydować. Gaylord Brent.odparł Chadwick. co zostało zaprotokołowane i podpisane. w której mieszkał Chadwick. Ŝe zostało popełnione przestępstwo. W tygodniu poprzedzającym rozprawę redaktorzy głównych porannych.

Zgodnie z brytyjskim prawem świadek nie moŜe wejść na salę sądową. . czy pragnie zadać świadkowi pytania.Przykro mi. Ten fakt speszył Chadwicka na chwilę. Oznacza to oczywiście. to chciałbym złoŜyć oświadczenie stąd. Sędzia zwrócił się do Gaylorda Brenta: . Rozwiązał dylemat nie przyznając się do winy. Woźny podniósł się zza balustrady. Wysoki Sądzie. które były mu 156 znane.powiedział sędzia. panie Chadwick? . Bez dalszej zwłoki wezwano posterunkowego Clarka. co pan robi.spytał sędzia prokuratora.MoŜe pan powołać świadków dla wydania opinii o sobie lub zgłosić okoliczności łagodzące.Rozumiem . i wyjaśnił. Prokurator. przynajmniej te. Przedtem zauwaŜył. Młody policjant złoŜył przysięgę i opowiedział szczegółowo o okolicznościach aresztowania Chadwicka. Absolutnie tak.odparł Chadwick. Ŝeby przesłuchiwać świadka.Przemyślałem sprawę i chciałbym zmienić stanowisko. MoŜe pan albo odejść. którą rozpatrujemy? Strona 95 . czy pan zgłasza sprzeciw? . . który usiadł w jednym z tylnych rzędów. . czy pragnie odroczenia sprawy do czasu.Nie chcę powoływać Ŝadnych świadków . albo zająć miejsce na tylnych ławach. Na ławie dla świadków siedział ponury Gaylord Brent i milczał.Nie. w którym pracuje. Dopiero potem moŜe zająć miejsce w tylnych ławkach i przysłuchiwać się reszcie rozprawy. który juŜ złoŜył zeznanie. ale zgodził się. siedzi w hallu. panie Brent. panie sędzio. A jeŜeli chodzi o okoliczności łagodzące. Wysoki Sądzie . . obok policjanta. . który juŜ podnosił się z miejsca. którego z kolei zapytano.Czy jest pan świadom tego.Przyjmuję. .powiedział donośnym głosem.Wysoki Sądzie.oświadczył sędzia. kiedy będzie miał adwokata. aŜ zostanie wywołany. . usiadł. z ławy oskarŜonych.Jest to pański przywilej i pańskie prawo .odezwał się Chadwick z ławy oskarŜonych. Ŝe zamierza bronić się sam. Chadwick podniósł się z ławy oskarŜonych. Prokurator przedstawił fakty. Skinął głową w stronę ławy prasowej i zajął miejsce w głębi sali. który pytał.Przedstawił je pan właściwie. wezwany jako świadek. . 157 Chadwick wstał i zanim zwrócił się do sądu. gdyby Wysoki Sąd zechciał go przeczytać. Przyznaję się do winy. Byłbym wdzięczny. Ŝe pozwany nie zaprzecza faktom. Ŝe sam Chadwick zwrócił się do posterunkowego Clarka informując go o dokonanej napaści. Wezwano Gaylorda Brenta i zaprzysięŜone go.txt rano i czekał. . Kiedy zbliŜał się do ławy oskarŜonych. Czy chciałby pan powołać świadków na swoją obronę? .Nie zgłaszam sprzeciwu. Ŝe Gaylord Brent. dopóki nie zostanie wezwany do składania zeznań. . . Gaylord Brent ukłonił się sądowi i opuścił ławę świadków. sześć tygodni temu pan Gaylord Brent wydrukował ten oto artykuł w piśmie. Ŝe pana trudziliśmy. jedno krótkie spojrzenie na ławy prasowe przekonało go. wyciągnął z kieszeni złoŜony wycinek prasowy. Odmówił. Nastąpiło to o dziesiątej czterdzieści pięć. Zapytano go ponownie.oświadczył prokurator. Znowu odmówił. które przedstawiłem w tej sprawie.Panie Chadwick. ale nie będzie pan juŜ potrzebny jako świadek. Odmówił rutynowej propozycji sędziego. Ŝe przyznaje się pan do napadu na pana Brenta. . . Sędzia zwrócił się do Chadwicka: . wziął od Chadwicka wycinek i podszedł do stołu sędziowskiego.Panie Cargill.Nie zaprzeczam .Czy to ma związek ze sprawą. Spowodował ogólne zdziwienie stwierdzając. czyli w Sunday Courierze.Wysoki Sądzie . Sędzia wzruszył ramionami. Zwolniono wobec tego Clarka. Ŝe są przepełnione. . zmienił pan stanowisko i przyznał się do winy.Tak. Sędzia przyjrzał się mu wnikliwie.Forsyth Opowiadania.

za solidną i godną zaufania. takŜe wstając ze swojego miejsca.zgodził się sędzia . ale na ławach prasowych zaczęła się gwałtowna aktywność.Rozumiem pański gniew.zawołał woźny. poniosłem duŜe straty. Ŝe to powinno wpłynąć na decyzję osoby.Zapewniam pana. Gaylord Brent zŜymał się w tylnych ławach sali.Wysoki Sądzie! . naraŜając wiele osób na utratę udziałów. jeŜeli pozna jego powody. zarządzę usunięcie z sali osób za to odpowiedzialnych .odparł policjant. Ŝe pragnę tylko wytłumaczyć tło wydarzeń. udającego powaŜną pracę dziennikarską. niŜ bada fakty. która znalazła się w stanie likwidacji. Sędzia przez chwilę przyglądał się Chadwickowi. .Po ukazaniu się tego steku kłamstw. panie sędzio.czy to jest istotne dla sprawy? Chadwick mu przerwał.Zapewniam Wysoki Sąd. I Ŝe równieŜ straciłem duŜą sumę pieniędzy. . panie Chadwick .powiedział sędzia.Spokój! . panie sędzio.Oczywiście .zawołał.rzekł powaŜnie sędzia . A więc czy ów dziennikarz zadbał o to.przyznał. . leniwego i niekompetentnego pismaka. Na sali sądowej zahuczało.mówił Chadwick . . Jak najbardziej. Ten błąd kosztował mnie sporo pieniędzy. ^ . Ŝe pan sędzia będzie mógł lepiej ocenić moje przewinienie. Ŝe zostałem tak samo nabrany jak wszyscy inni klienci spółki. Spokój na sali! . . Dlatego jak grom z jasnego nieba spadł na mnie artykuł. Wydaje mi się. którzy zostali przez spółkę nabrani. panie sędzio. Ŝe zarzuty pana Gaylorda Brenta mają swe źródło raczej na dnie butelki whisky niŜ w dogłębnych dociekaniach. . Gaylord Brent. to naleŜy się zastanowić nad motywami tego niezwykłego postępku. Ale proszę o powściągliwość w wyraŜaniu się. ..Proszę mówić dalej. zupełnie bezpodstawnie oskarŜający mnie o udział w aferze.Wysoki Sądzie .syknął.Jak pan śmie! . .krzyknął woźny. . ale był to tylko błąd. .txt . co to ma wspólnego ze sprawą? . Ŝe niektórzy moi klienci.powiedział niepewnym głosem . .W tym artykule . który nawet nie zatroszczył się o dokładne zbadanie sprawy. Po przeczytaniu połoŜył go na stół i rzekł: .ryknął.Dobrze . a uwaŜałem ją. Ŝeby się ze mną skontaktować przed napisaniem tego steku bzdur? Mógłbym mu przedstawić dokumenty i udowodnić ponad wszelką wątpliwość. Trącił łokciem siedzącego obok policjanta. zerwał się ze swojej ławki. JeŜeli spokojny i prowadzący zgodne z prawem Ŝycie człowiek uderza nagle innego człowieka w twarz. Ŝe artykuł dotyczy spółki handlowej.. Wziął podany mu przez woźnego wycinek i przeczytał go szybko.Wysoki Sądzie . Pan na pewno zauwaŜył. Potem nastąpiła cisza. skłonni byli uwierzyć zniesławiającym mnie informacjom. Ŝe ten pretendujący do fachowości niestrudzony poszukiwacz prawdy chętniej słucha barowych plotek. Wstał prokurator.powiedział sędzia.Dobrze . . .JeŜeli usłyszę jeszcze jakieś okrzyki. Wydaje mi się. . Wydaje się.Rozumiem.Gaylord Brent dopuścił się wobec mnie karygodnego i niezmiernie szkodliwego zniesławienia.Spokój! .ale zastanawiam się. która ma obowiązek wydania wyroku. Ale on nawet nie 158 -spróbował się ze mną rozmówić. . jak wiele innych osób.Cicho! . Strona 96 .To nie moŜe mu ujść na sucho. .powiedział skromnie Chadwick. i to przez niechlujnego.powiedział Chadwick. prawda? . Brent wstał. nie wiedząc.Zwracam się do sądu o sprawiedliwość.Pozwany ma rację . chociaŜ moje nazwisko figuruje w ksiąŜce telefonicznej i w spisie handlowców.Forsyth Opowiadania. purpurowy z wściekłości. . Dziennikarze notowali jak szaleni. ZauwaŜyłem.Chciałem tylko powiedzieć.Dziękuję. Ŝe tak. Byłem niestety jednym z handlowców. .niech pan wyjaśni swoje motywy.

zdziwił się sędzia. przyjacielu. Ŝe ktoś chwyta go za ramię. Bili Chadwick wypisał czek na odpowiednią sumę. . Ŝe miał rację. a tymczasem ławy prasowe opustoszały. JednakŜe uderzył pan pana Brenta na progu jego domostwa.powiedział Chadwick. Wydawca nie chciał mnie przyjąć ani wtedy.Ujdzie. który wydał w innym sądzie. którego nawet nie próbował poznać. Ŝe coś mnie poniosło. Zostaje pan ukarany grzywną w wysokości stu funtów i obciąŜony sumą pięćdziesięciu funtów z tytułu kosztów sądowych. bo Strona 97 . to samolot odrzutowy napędzany jest taśmą gumową. Uderzyłem Brenta w nos.Tak więc. .Tak właśnie było. Później okazało się.oŜywił się sędzia. jakim prawem źle poinformowany błazen. panie sędzio .ciągnął Chadwick .W takim razie dlaczego nie było rozmowy? Chadwickowi opadły ramiona. JeŜeli ty. Sędzia patrzył na niego zza stołu. Zdarzyło mi się to po raz pierwszy w Ŝyciu.zapytał sędzia.Oczywiście.Forsyth Opowiadania. jest po prostu kłamstwem.Ty cholerny bękarcie . Ŝeby zaapelować do jego sumienia? .Właśnie Ŝe ujdzie .Nareszcie mamy motyw.Co dalej? . zbyt leniwy na to.odpowiedział Chadwick okazując zdziwienie. istnieją . . Dziennikarze runęli do telefonów i taksówek. poprosić o rozpatrzenie dowodów. aby udowodnić słuszność swoich zarzutów.zauwaŜył sędzia. .Być moŜe. Ŝe to. 159 .Próbowałem do tego doprowadzić. który cięŜko i uczciwie pracował przez całe Ŝycie. co napisał. Wiedział. .ale pan jako prawnik musi sobie zdawać sprawę. udałem się do jego domu. JednakŜe nie mógł nie wspomnieć w duchu wydarzenia sprzed lat. chciałem z nim porozmawiać. PoniewaŜ nie dopuszczono mnie do niego w redakcji. Na jedną sekundę straciłem panowanie nad sobą. ani później. Ŝe jego podwładny nie miał racji i nie zrobił najmniejszego wysiłku. Poszedłem więc do pana Brenta. Ŝe w dzisiejszych czasach tylko nieliczni mogą sobie pozwolić na uciąŜliwą walkę z potęgą ogólnokrajowego pisma. . nie ujdzie ci na sucho.odparł spokojnie Chadwick.zacząłem się zastanawiać nad tą sytuacją. Kiedy Chadwick schodził po schodach budynku sądowego. .syknął. Powiedziawszy to.Jest to bardzo powaŜna sprawa. aby wyjaśnić mu fakty i przedstawić dokumenty stwierdzające. . Brent był blady z wściekłości i dygotał na całym ciele.Dobrze wiesz. Ŝeby sprawdzić swoje wiadomości. Wiedział równie dobrze jak prokurator.Istnieją inne moŜliwości dochodzenia swoich praw w przypadku zniesławienia . nie moŜe być poddany krzyŜowemu ogniowi pytań. Ŝe został pan pokrzywdzony oraz Ŝe owego dnia nie opuścił pan swojego domu 160 w Hampstead z zamiarem popełnienia przestępstwa. . straciłeś panowanie nad sobą. Człowieka.Tak. co powiedziałeś o mnie w sądzie.Aha . Obrócił się i stanął twarzą w twarz z Gaylordem Brentem. . . panie sędzio . panie sędzio . Ŝe to. Próbowałem zobaczyć się z wydawcą. kiedy prasa obsmarowała go za wyrok. Nie moŜemy tolerować w naszym społeczeństwie stanu rzeczy. Chadwick usiadł. Głośno powiedział: . Pytałem siebie. poczuł.Przyznaję.śeby go uderzyć w nos? . . Ŝe poniewaŜ nie złoŜył przysięgi i "mówi z ławy oskarŜonych. . . Ŝe nie. Sąd akceptuje fakt. .PrzecieŜ nie chciałem go uderzyć. Ŝe jestem małym człowiekiem nie mającym Ŝadnego znaczenia i Ŝe nie potrafię się przeciwstawić potęŜnemu Courierowi. ale gwałt nigdy nie jest stosowną odpowiedzią. w którym prywatne osoby uwaŜałyby za właściwe uderzać w nos naszych czołowych dziennikarzy. Ŝe został pan zniesławiony.odrzekł Chadwick . moŜe się zasłaniać prawniczymi i finansowymi moŜliwościami powaŜnego pisma i z tej uprzywilejowanej pozycji rujnować małego człowieka. Zrobiłem rzecz niewybaczalną. które mogłyby go przekonać. myślał sobie.txt . Pan poszedł do jego domu. ale Brent potraktował mnie z tą samą pogardą co redakcja jego pisma.

przysięgając. Bernadette wpatrywała się w wijącą się przed nami drogę. Między drzewami prześwitywała kościelna wieŜa i kawałek dachu stodoły. F.Zawsze to lepiej niŜ tkwić tu całą noc . Ŝe to opowiadanie róŜni się od innych zawartych w niniejszym zbiorze tym. . 162 cych drewnianych wozach zaprzęŜonych w woły.w odróŜnieniu od pozostałych . ale postanowiłem.Ale ja przecieŜ wcale nie jestem taki. Wyłączyłem zapłon. pompowałem pedał gazu. Cały rejon Dordogne. co nazywa się przywilejem absolutnym. Strona 98 . Ŝe jest prawdziwa i Ŝe przydarzyła mu się osobiście.napisałem opowiadanie w pierwszej osobie. a zbiory zwoŜono na skrzypią* Zwrócono mi uwagę. Siła cięŜkości doprowadziła nas do skraju czegoś. Ŝeby nie zgasł właśnie w tym miejscu i nie pozostawił mnie zagubionego w dzikim. W panującej dokoła ciszy zjeŜdŜaliśmy ze wzgórza w kierunku odległej wieŜy. . Skorzystałem z czegoś. a siłą rozpędu dojechaliśmy do połowy wiejskiej drogi. Ŝe mimo to pozostanie. Ŝe jesteśmy tutaj . . Były to nasze pierwsze zagraniczne wakacje.wczesne lata pięćdziesiąte . . Tam wóz się zatrzymał. w owych latach jeszcze nie odkryty.PrzecieŜ ty zrobiłeś dokładnie to samo. Modliłem się do wszystkich irlandzkich świętych.powiedziałem ale dalej na pewno nie. zaciągnąłem ręczny hamulec i wysiadłem. Wyjąłem z samochodu mapę drogową. potem na wzgórze.Tam w dole jest wioska . Wysiedliśmy.był niezwykle piękny. francuskim krajobrazie.Rzeczywiście. w kaŜdym razie przez tak zwane wytworne sfery. ani strzelających w niebo słupów wysokiego napięcia. próbując wydobyć resztki mocy z zamierającego silnika.MoŜe uda nam się zjechać tam bez silnika . a ja. Tę historię opowiedział mi jeden z irlandzkich przyjaciół. a ja byłem całkowitym ignorantem w sprawach technicznych. był terenem. składającą się z dwóch tuzinów budynków. Ten letni wieczór . Wsiedliśmy na powrót do samochodu.oznajmiła. najpierw powoli. gdzie królowała prawdziwa francuska wieś i gdzie od wielu wieków mało co się zmieniło. nachylony nad kierownicą. Siedząca obok Bernadette obrzucała mnie niespokojnymi spojrzeniami.Forsyth Opowiadania. . w kaŜdym razie pierwsze poza Anglią i Irlandią. Przyłączyła się do mnie Bernadette i oboje patrzyliśmy na drugie zbocze wzgórza i na wiejską drogę prowadzącą ku dolinie. poczułem. obejrzałem ją i wskazałem miejsce połoŜone na północnym stoku doliny Dordogne.F.zdziwił się Chadwick. OBOWIĄZEK* Silnik samochodu krztusił się juŜ od trzech kilometrów. Ŝe zaczął ostatecznie nawalać.powiedziała. co okazało się malutką wioską.Zdaje mi się. śadne autostrady nie przecinały porosłych zielenią dolin. Nie widać było ani kominów fabrycznych. . Z tego powodu . Ustawiłem przekładnię biegów na luz.Dlaczego? . . Być moŜe jest to objaw idiosynkrazji. .stwierdziła moja lepsza połowa. Ŝe właściwie nie naleŜy do Ŝadnej kategorii. Zapadał zmierzch. wcisnąłem do końca sprzęgło i zwolniłem ręczny hamulec. jakim mnie przedstawiłeś. Mayflower zaczął toczyć się w dół. Najwyraźniej coś nawaliło pod maską wozu. Nie wolno mówić o drugim człowieku takich rzeczy. choć pięknym. których mieszkańcy Ŝyli z płodów pól. Przy wąskich drogach stały wioski. później nabrał rozpędu. PodąŜyłem oczami za jej wzrokiem. Spojrzałem sceptycznie na nasz samochód. ale kiedy zbliŜałem się do stromego zakrętu. Stary tryumf mayflower wjechał z wysiłkiem na wzgórze i całkowicie ucichł. Ów rejon postanowiliśmy z Bernadette objechać tego lata naszym starym wozem.txt mówiłem z ławy oskarŜonych.

Czytelnik. nie stykałem się z nią od lat. ale ich właściciele znajdowali się widać gdzie indziej. jak stwierdziłem później mijając go.. Jak mu wytłumaczyć. zorientowałem się. kiedy zza kościoła wyłoniła się samotna postać i ruszyła w naszym kierunku. Wskazałem tabliczkę.Currus meus fractus est . Ksiądz uśmiechnął się jak do uprzykrzonego dziecka. któremu zepsuł się wóz? Łacina! pomyślałem. .txt Uliczka wydawała się całkowicie pusta. ZbliŜyli się do nas i ksiądz zaczął szybko mówić coś po francusku. Kiedy był juŜ bardzo blisko.powiedział. wskazując najpierw na Bernadette potem na mnie. . a w tekście liturgicznym niewiele jest wyrazów odpowiednich do wytłumaczenia komuś problemów zepsutego tryumf a. . widniały duŜe litery napisu: IRL. ale spełniło swoje zadanie. Kiwałem głową i uśmiechałem się. podszedł do nas i uśmiechnął się. Ŝe nie jestem dumnym właścicielem domagającym się podziwu dla swojego wehikułu.powiedziałem do księdza.podeszła bliŜej. Jeden z historycznych kłopotów Irlandczyków polega na tym. ująłem go za ramię i zaprowadziłem na tył wozu.mimo całkowitej nieznajomości języka francuskiego . Szedł ku nam szybkim krokiem. Twarz księdza rozjaśniła się. Wskazałem na maskę samochodu. Powinienem był wcześniej o tym pomyśleć. to na samochód. a obok niego kłusował ksiądz. . pater meus . Szybkim krokiem ruszył w głąb ulicy i wszedł do budynku. Domyśliłem się. . stały przy drodze. Ŝe mnie zrozumie. Nogi tego faceta w butach na sznurkowych podeszwach wzbijały tumany kurzu. Ŝe słyszałem ją w kościele. na której. wskazując to na drogę. Zastanowił się przez chwilę. Ksiądz zatrzymał się. JuŜ zdecydowałem się zapukać do jednego z zamkniętych domów i spróbować . Za młodu próbowano wpoić we mnie łacinę. Ah. Ksiądz był niemłody. zrozumie moją sytuację. któremu zdarzyło się spędzić jakiś czas na oczekiwaniu nieznanego wydarzenia w towarzystwie człowieka. iŜ nasz samochód nie moŜe przez całą noc blokować drogi. Chłop skinął głową i oddalił się bez słowa. mieściła się wiejska kawiarnia. est fractus currus teus. Dwie porzucone fury. Strona 99 .Ojcze! To wystarczyło.Ah.Irlandais . Ŝe jest to ksiądz.potwierdziłem.Forsyth Opowiadania.. Bernadette usiadła pod drzewem o kilka kroków. Bernadette i ja. po czym zrobił znak. 164 .odparłem w nadziei.wytłumaczyć jego mieszkańcom moją sytuację.Anglais? .zapytał. zawołałem po angielsku: . ale turystą. Ale czy ja nie zapomniałem swojej? Usiłowałem wydobyć ją z zakamarków pamięci. Znaczyło to w istocie "Mój rydwan jest złamany". Ŝebyśmy na niego zaczekali. w którym. Ŝe tłumaczy swojemu parafianinowi.In v e r i t a t e. ale poza tym. On pierwszy przerwał milczenie. Znowu potrząsnąłem przecząco głową. W owych czasach księŜa ubierali się jeszcze w długie sutanny z szerokim pasem i kapelusze o wielkim rondzie. Na okrągłej twarzy księdza ukazał się wyraz zrozumienia. Szukałem w pamięci francuskich słów. filius meus? powtórzył. Na próŜno. Ŝe myli się ich z Anglikami. Pokręciłem przecząco głową. Ksiądz takŜe kiwał głową i takŜe się uśmiechał. Samotna kura rozgrzebywała pył przy ceglanej ścianie stodoły. czarno na białym. stanowiąca widocznie ośrodek miejscowego Ŝycia. Obydwaj kiwaliśmy głowami i uśmiechaliśmy się. Holandais! . z dyszlami wbitymi w kurz. z którym nie moŜna zamienić ani jednego słowa. Ŝeby go pozdrowić. Przy samochodzie został ksiądz. 163 Wskazałem na nasz samochód. Po kilku minutach ksiądz wyszedł w towarzystwie wielkiego męŜczyzny ubranego w niebieskie płócienne spodnie i koszulę typową dla francuskiego chłopa. ale na pewno zapamiętał trochę łaciny ze szkolnych czasów.

Była tam obora dla krów i stajnia dla koni i wołów.Kiwnąłem głową i uśmiechnąłem się . Ubrany na niebiesko wieśniak przyczepił grubym powrozem mój wóz do haka traktora. Typowa tradycyjna mała ferma. Ŝe będzie otwarty nazajutrz o siódmej rano. na której buszowało stadko brunatnych kur. Pokazał nam. ja rozejrzałem się po fermie. Potem obrócił się do mnie i wskazał na migi. Widniał na niej napis Garage. pokazał nam otwarte drzwi domu i odjechał. Traktor ruszył i wyjechał z podwórza na drogę. wszedł na tylny stopień traktora i trzymał się go mocno rękami. wyjechał chłop na starym. potem pokonał jeszcze jedno wzgórze i skręcił w podwórze fermy. Staliśmy obok siebie na tylnym stopniu traktora jak głupi. staroświeckie i mało wydajne. spomiędzy dwóch wąskich. Chłop zbliŜył się do drzwi i zastukał. ja z walizką w ręku. Mimo zapadającego zmroku zauwaŜyłem. Pojął. Zatrzymał się pod domem i kazał nam zeskoczyć na ziemię. ani czas. hall czy jak to nazwać. Ktoś widać robił zapas paliwa na zimę. w niej stół i dwa zniszczone fotele przy kominku. o co chodzi. być moŜe. Ŝeby wytłumaczyć dobremu ojcu. Zrobiliśmy to oboje. dając mu do zrozumienia. Wszystko spalone słońcem i wyblakłe. Kierowca traktora powiedział coś do niej i wskazał na nas. Ŝe wodę pobierano ze studni. Po chwili otworzyły się drzwi i w świetle parafinowej lampy ukazała się niemłoda kobieta niskiego wzrostu. Ale posuwał się naprzód i zatrzymał się tuŜ przed naszym samochodem. których niepodobna wygrać. Zostaliśmy podholowani za zakręt i w głąb podwórza. ośrodka Ŝycia rodzinnego. iŜ Irlandia nie jest częścią Anglii. Zadowolony chłop powrócił do traktora. ale ksiądz skinął głową na znak zgody. a potem trzask rozszczepiających się polan. Są one kręgosłupem francuskiej gospodarki rolnej. Ŝe nieobecny w tej chwili mechanik zajmie się naprawą naszego wozu. Małe gospodarstwo rolne. jak wali w drzewo. dość zniszczoną tablicę.Forsyth Opowiadania. W tym świecie zaprzęŜonych w woły i konie wozów był to zapewne jedyny pojazd mechaniczny. a opodal wznosiła się góra kompostu.spytał. siwe włosy zebrane Strona 100 . Nie było to ani miejsce. Do naszych uszu dochodził rytmiczny odgłos uderzeń siekiery. Ŝebyśmy wsiedli do samochodu. Była tam. ale my zaprowadzeni zostaliśmy do kuchni. ceglanych stodół.A co my będziemy robili do tego czasu? . Postawiłem walizkę na podłodze. bawialnia. gdzie produkowano wszystkiego po trosze. W zapadającym zmierzchu dostrzegłem nad budynkiem. Stodoła była zamknięta. . a głos jego silnika brzmiał niewiele lepiej niŜ silnika mojego tryumfa. Sympatyczny ksiądz pomachał nam na poŜegnanie i tyleśmy go widzieli. który wyglądał na jeszcze jedną stodołę. Istnieją zmagania. Ŝe była podobna do wielu innych. Światło dawała lampa naftowa. Silnik traktora robił straszliwy hałas. a ksiądz dał nam do zrozumienia. Kobieta zaprosiła nas do wnętrza domu. Okrągła twarz z rumianymi policzkami. Nic z tego nie rozumiałem.Nic mi to nie mówiło. Aby przyciągnąć uwagę księdza.szepnęła Bernadette. Ŝe chce mi się spać. Domyśliliśmy się.Preece. Ŝebym wyjął z samochodu walizkę. Izba o kamiennej podłodze. słychać było. 165 Nasz milczący kierowca pojechał na drugi koniec wioski najpierw przez mostek na strumieniu. Nastąpiła ponownie szybka wymiana zdań między księdzem i chłopem. które zdawało się pokryte mieszaniną kurzu i krowiego łajna. jakich jest tam kilkaset tysięcy. Ręczna pompa przy kamiennym zlewie świadczyła. drewniane koryto leŜało obok ręcznej pompy. Nasza gospodyni okazała się kobietą pełną uroku. Skinęła głową.Irlandais? . salon. w niemałej mierze za przyczyną poświęceń ojca i wuja Bernadette. W tym momencie z małej uliczki. Ksiądz wskazał na zegarek i na garaŜ. zanim zamilkł. rozklekotanym traktorze. przyłoŜyłem dłoń do policzka i pochyliłem głowę. .txt . Partie d'Angleterre? . W pewnym momencie wieśniak uniósł rękę i powiedział: . Podczas gdy rozmawiał z kobietą. Ksiądz dzielnie maszerował obok nas.Irlande? Kiwałem głową coraz energiczniej i coraz szerzej uśmiechałem się. Westchnąłem.

odświeŜona. szczebiotliwym śmiechem. spracowane ręce i długa szara suknia z białym fartuchem. gdzie moŜna przenocować. Ŝe jest zadowolona. 166 porośnięte chwastami podwórko. w której pływało mnóstwo ziemniaków. Farmer był tak wielki. Ŝe zjedliśmy aŜ po trzy porcje. a tak nam smakowała. po czym rozlegał się trzask rozłupywanego polana. a my wymieniliśmy nasze nazwiska. wbrew ponurym przewidywaniom. Pani Preece przyglądała się nam. servez vous . Nie wykazał jednak najmniejszego zainteresowania dwiema obcymi osobami przy swoim stole. W dziesięć minut później Bernadette wróciła z góry. Z garnka wydobywał się kuszący zapach i wzbudzał we mnie szalony apetyt. Mówiła coś do siebie niemal bez przerwy. Od szopy ciągnęło się krótkie ogrodzenie wysokości około dwóch metrów.Ŝe nie ma tam pcheł. Podszedłem do okna. uśmiechała się i kiwała głową. a Ŝona podała mu natychmiast pełną po brzegi miskę zupy. Siwe włosy miał krótko ostrzyŜone. Kątem oka widziałem. Pani Preece skinęła na Bernadette. Ŝe moŜna by je umyć. Moja Ŝona była bardzo uczulona na ukąszenia pcheł i komarów. Ŝe będzie mogła obejrzeć nasz pokój i umyć się. ale odmówiła.Mam nadzieję . i poprosiła. smakowite bagietki. Ŝe znaleźliśmy miejsce. . ale nie wpadło mu nawet do głowy. Nad nim ukazywało się od czasu do czasu ostrze siekiery. 167 Wyglądał na mniej więcej sześćdziesiąt lat. Usiadł bez słowa na swoim miejscu. Przedstawiła się nam jako madame Preece. znikało. toteŜ napełnialiśmy miski po brzegi i wsuwaliśmy ochoczo jej zupę. uszy maleńkie jak guziczki. Madame Preece usiadła na swoim krześle. Ja obawiałem się jednak.Forsyth Opowiadania.powtarzała. Ŝe głową sięgał niemal sufitu. Gospodarz przybył na kolację. Ŝe rozmowa z nią będzie musiała się ograniczyć do uśmiechów i kiwania głową.Servez vous. gdzie obok drewnianej szopy stał wśród chwastów wóz.dodała Bernadette z wesołym uśmiechem . . Zrozumieliśmy. Poruszał się powoli. białą. jak wieśniak wcina pełnymi łyŜkami i zagryza wielkimi kęsami chleba. Pani Preece zaprosiła nas gestem do zajęcia zniszczonych foteli i zaczęła się krzątać przy kuchennej sczerniałej Ŝeliwnej tafli w drugim końcu izby. Ręce miał wybrudzone ziemią i prawdopodobnie innymi substancjami. My jedliśmy dalej. Umyła się w porcelanowej miednicy zimną wodą z kamiennego dzbana. Nagle odgłosy rąbanego drzewa ustały i w kilka sekund później otworzyły się kuchenne drzwi. Mimo Ŝe nie rozumiała słów Bernadette. potem ktoś wylał ją na podwórko. Ŝe mogą być. które bez ceremonii odrywa Strona 101 . parującej zupy jarzynowej. jakie trapiły nas jeszcze godzinę temu na wzgórzu. Uniosłem brwi. Miała delikatną. znów rzuciła ciepły uśmiech w naszą stronę i skinęła swoją ptasią główką. Zaproponowałem pani Preece.co niebawem okazało się słuszne człowieka o wielkiej sile połączonej z ograniczoną inteligencją. wnioskowała z tonu jej głosu. które na próŜno usiłowała wymówić. Kobiety udały się wraz z walizką na górę. Wstałem. Ŝe jej teŜ naleję. z którego wystawała metalowa chochla.powiedziała Bernadette. Ŝeby go powitać. Patrzył na nas. łyŜki i długie. Usiadłem więc i zabrałem się z powrotem do jedzenia. .To sympatyczny mały pokoik . Wreszcie postawiła na środku stołu duŜy garnek. Powitała nas wesołym. typowo celtycką karnację. ale byliśmy szczęśliwi. Widocznie takie tu były zwyczaje. Robił wraŜenie . Ŝebyśmy się obsłuŜyli. Plusk tej wody dochodził mnie przez chwilę z okna na pierwszym piętrze. robiły jej się od tego na całym ciele wielkie bąble. która zrozumiała.txt w kok na karku. co niestety nie dotyczyło mnie. monsieur. Była poŜywna i stanowiła główne danie. oczy niebieskie. Nalałem Bernadette gęstej. przez które wpływało do kuchni ciepło wieczoru. ale nie przywitał się. podczas gdy madame wyjaśniała mu powód naszej obecności. Po chwili zaprosiła nas do stołu i połoŜyła przed nami porcelanowe miski. Okno wychodziło na tylne.

Evan Price.zwróciłem się do farmera. zastanawiał się nad jego znaczeniem. będę musiał pojechać do najbliŜszego miasteczka po części zapasowe albo wezwać pogotowie drogowe. Bernadette i ja odłoŜyliśmy łyŜki.zapytałem znowu. Chodziło nam raczej o przerwanie milczenia niŜ o wymianę zdań. Ŝeby zadawać sobie trud prowadzenia tak wyczerpującej rozmowy.zapytała mnie Bernadette pomiędzy dwoma łykami zupy.Forsyth Opowiadania. Ale w tym takŜe się myliłem. Ŝe jest bardzo ostroŜny i chytry i Ŝe myśli o tym. jakby chciała powiedzieć: O. był mało rozgarnięty. zanim je wypowie. co trwało czasem kilka sekund.Pan zna angielski? . obmyślał odpowiedź. Z początku myślałem. . jak to się stało. ale zauwaŜyłem.Przepraszam pana? . ale tak wymawiali je Francuzi. Próbowałem sobie przypomnieć jego nazwę. Muszę wyjaśnić. MoŜe nie było powodu. w samym sercu francuskiej prowincji. Nie zareagował. Wzdrygnąłem się na myśl o wyrwie. Po długotrwałej ciszy otrzymałem krótką odpowiedź: . opowiadając tę historię. Ŝe to coś powaŜniejszego.Czterdzieści cztery. a czasem całą minutę. Bernadette wskazała dyskretnym ruchem głowy na farmera. nim się odezwał. słowo za słowem.Mam nadzieję. jakie wraŜenie zrobią jego słowa na słuchaczach.JeŜeli okaŜe się. Pochodził z Rhondda Valley w Południowej Walii. ale ciekaw byłem. znalazł się Walijczyk. ułoŜyła się nam jego historia i oczarowała i mnie. . Po dobrych dwudziestu sekundach powiedział całkiem wyraźnie po angielsku: 168 . bo mapa została w samochodzie.powiedziałem. Ŝe tu. . Ŝe ona rzuca mu od czasu do czasu tkliwe i jakby pobłaŜliwe spojrzenia. na które nie zwracał najmniejszej uwagi. zanim skinął potakująco głową. Upłynęło trochę czasu. Strona 102 . Ciągle wcinał zupę i chleb. nie przyśpieszał nieco dialogu. . Ŝe farmer źle słyszy. Ŝe samochód zostanie z rana naprawiony powiedziałem. i wiele łyŜek zupy i kawałków chleba zniknęło w jego ustach. Nazwisko jego nie brzmiało Preece. Trwało całą minutę. . .powiedziałem. Do Bergerac.powiedział i wepchnął do ust kawał chleba. Nawet na nas nie spojrzał. tylko Price.Chyba Bergerac . . Uśmiechnęła się wesoło. a potem nagle odezwał się głos znikąd. w czasie pierwszej wojny światowej. Rzuciłem okiem na madame Preece. i dopiero później wypowiadał ją. Nie mieliśmy sobie nic więcej do powiedzenia.Czy pan się urodził w Anglii? . poniewaŜ pomiędzy moimi pytaniami a jego odpowiedziami zalegały nie kończące się.Walii . Za to ja spojrzałem przez stół na madame Preece. Uśmiechnęła się z zadowoleniem i jadła dalej. Słyszał całkiem dobrze. Przed czterdziestu laty. Czterdzieści cztery. Bardzo powoli. ale podnieśliśmy głowy i spojrzeliśmy po sobie ogromnie zdziwieni. Ŝe gdybym. podobnie jak szachista zastanawia się nad kaŜdym ruchem. Kilometrów. jaka wywiązała się między nami w ciągu następnych dwóch godzin.Czterdzieści cztery. Oboje byliśmy nachyleni nad stołem. jaką mogłoby to zrobić w naszym budŜecie.Jakieś sześćdziesiąt kilometrów. Po prostu miał spóźniony zapłon. był zwykłym szeregowcem w walijskim pułku. Bernadette i ja próbowaliśmy rozmawiać ze sobą. Jego procesy myślowe były tak powolne. długie przerwy. tak! Mój mąŜ to wielki talent lingwistyczny. Ale w rzeczywistości rozmowa trwała wieki. . czytelnik umarłby z nudów.Jak nazywa się najbliŜsze miasteczko? . więc znowu zapadło milczenie. i to po angielsku: . Ŝe gdy usłyszał pytanie. i Bernadette. Pomiędzy męŜem a Ŝoną nie toczyła się Ŝadna rozmowa. Potem uznałem.Daleko to? .txt od bochenka. Ale myliłem się.

słuŜba wartownicza w mroźne noce i obchody Strona 103 .Przykro mi. Ale moja przeszłość dziennikarska zmusiła mnie do stawiania dalszych pytań. ucieszeni tą miłą niespodzianką. do 1917. Price chrząknął i skinął głową. NaleŜała do fanatycznie republikańskiej rodziny. . Usiłowałem wyobrazić sobie. ciągłe słanie łóŜka. butów. doceniają jego uroki. przebywał w obozie ćwiczebnym i w składach wojskowych w Walii. guzików. Była na pewno szczupła. Powinienem się był tego domyślić. Przez dwanaście miesięcy. Ciasne pomieszczenia w baraku. jak wyglądała w 1918 roku. Price nie wstąpił do wojska w 1917 roku. . braku odzieŜy i mieszkania. Mijały sekundy.Dwa lata.Jesteśmy z Irlandii .powiedziała. nawet jak na owe czasy. przeniesiono go więc do francuskiego szpitala. . Przypuszczam. .Kiedy to było? .zainteresowała się Bernadette. Miał trudne i ponure Ŝycie. Price nigdy juŜ nie powrócił do Walii. chwytając od czasu do czasu znajome słowo i uśmiechając się słodko.Forsyth Opowiadania. .zapytała go Bernadette.powiedziałem. Lubimy.rodziców panny młodej.Ach tak! My właśnie pochodzimy z Dublina. bezduszne czyszczenie munduru. Dotknęła ramienia Price'a. W 1914 roku wstąpił do wojska nie tyle z patriotyzmu. Urodził się w 1897 roku w Rhondda Valley jako syn bardzo ubogich rodziców. a Ŝona nalewała mu trzecią porcję zupy.W Dublinie.Nie.Czy był pan kiedyś w Irlandii? .. Tam opiekowała się nim młoda pielęgniarka. Po śmierci rodziców jego Ŝona. panie Price . . prostodusznym.Co za piękna historia. Ŝeby móc się z nimi ewakuować. jako jedynaczka. leŜącym w szpitalu we Flandrii. był zbyt chory.txt Wziął udział w drugiej wielkiej bitwie nad Marną. Pobrali się i pojechali na małą fermę 169 w departamencie Dordogne. w której znajdowaliśmy się w tej chwili. . kiedy ogłoszono zawieszenie broni. niski. Madame Preece przysłuchiwała się tej przydługiej rozmowie. Przebieg kariery byłego szeregowca Price'a został opisany przez niego 170 bardzo.Co pan tam robił? . ciemnooka. a do Flandrii wysłano go dopiero w 1917. wielkim dzieciaku. odziedziczyła fermę. Pod koniec 1915 roku przeniesiono go do oddziałów garnizonowych w Irlandii i zakwaterowano w zimnych barakach przy Islandbridge na południowym brzegu rzeki Liffey w Dublinie. Gdy wojska brytyjskie opuściły kontynent. . Do końca słuŜby pozostał szeregowcem. Ŝołd i nie kończące się.Pracował pan tam? . ruchliwa jak wróbel. Prawdopodobnie powinienem był dać spokój dalszym indagacjom. Czy podobał się panu Dublin? .Gdzie pan stacjonował? . a nawet Ŝołnierze angielscy.W wojsku . . Zrobił to wcześniej.1915.Nie.odpowiedział po nieskończenie długiej chwili. Ŝywa i sprawna. Dublińczycy są raczej dumni ze swojego miasta.. kiedy cudzoziemcy. . Zamilkł. Ŝe to nuda ówczesnego Ŝycia zohydziła mu Dublin. Został cięŜko ranny i od tygodni leŜał w szpitalu brytyjskiej armii. naleŜącą do. ale to bardzo powoli. Spojrzeliśmy na siebie z Bernadette. . która wkrótce zakochała się w pacjencie. Stosunek Bernadette do farmera ochłódł nieco. kiedy inni pojechali juŜ do Flandrii. Price nie okazał najmniejszego zainteresowania jej reakcją. Bernadette takŜe wzruszyło opowiadanie o młodej francuskiej pielęgniarce. zakochanej w bezradnym. Przedtem był w garnizonie armii brytyjskiej w Irlandii. co z głodu. która poprzedziła koniec wojny. .Długo pan tam przebywał? .

Bardzo dawno .odparł. Ŝe w owych czasach odbywały się w Irlandii liczne egzekucje. Nie palił. uderzyła na budynek poczty i wiele innych publicznych gmachów.zapytałem. Piwo w kantynie i tyle. Bernadette wstała. . czuć odrzut karabinu na ramieniu.. Ŝe pewnie kłamie.W 1916. Wiedziałem teŜ. Price próbował wydobyć z pamięci to zdarzenie. nacelować broń na białą łatę naszytą w miejscu. patrzeć na spętaną postać. Pomyślałem.Tylko raz . która nie rozumiała ani słowa. głównie za morderstwa czy gwałty. i jej dziwny mąŜ nie zmienili wyrazu twarzy. .txt placówek w strumieniach wiecznie padającego deszczu. Naprawdę próbował. Orientowałem się. Ŝe nigdy nie zaznałem i nie zaznam takich przeŜyć.. Robił wraŜenie zadowolonego..odpowiedział. kiedy to było . A rozrywki?. mierzyć z karabinu do ludzkiej istoty. których sprowadzono do rozStrona 104 . Wpatrywał się w płomienie. Podniósł na mnie oczy. brać go na muszkę. kiedy to było? . do którego pan strzelał? Ale to było dla niego za trudne. Pozostawiłem pana Price'a w fotelu przy kominku. . .powiedział. Kim był człowiek. potem skinął głową. Czy potrzebowano do tego Ŝołnierzy? Zgodnie z regulaminem wojskowym sądy polowe skazywały równieŜ Ŝołnierzy na śmierć. Bernadette odłoŜyła łyŜkę i zesztywniała.Czy był pan członkiem plutonu egzekucyjnego? 171 Jak zwykle namyślał się przez dłuŜszy czas. znudzony do niemoŜliwości. Musiał się cieszyć. A potem powrót do baraku. Pan Price podniósł na mnie swoje przezroczyste niebieskie oczy i pokręcił głową. zamknięty w sobie człowiek potrafił się w ogóle z czegokolwiek cieszyć albo smucić? . ale to była prawda. O owej pogodnej wiośnie w 1916 roku. . Proszę próbować. Chyba na wiosnę.powiedziała do mnie . Wychyliłem się naprzód i dotknąłem jego ramienia. oddana niepopularnej jeszcze podówczas idei Irlandii niezaleŜnej od Anglii. przywiązanej do słupka odległego o dwadzieścia metrów. na spazm podrygującego ciała. ale nie mógł sobie nic przypomnieć. Po prostu zastanawiał się nad uczciwą odpowiedzią. Zastanawiałem się. Myśleliśmy o setkach Ŝołnierzy. niewiele tego było za Ŝołnierski grosz. na rozkaz nacisnąć spust.Egzekucja . Ŝe nie śpi. Poszedłem na górę po dwudziestu minutach. kiedy w wielkanocną niedzielę grupa ludzi. Rzuciła sztuczny. Nasz pokój tonął w ciemności. Kontakty z katolicką ludnością prawie Ŝadne. gdzie znajduje się serce Ŝywego człowieka. kiedy po dwóch latach został przeniesiony. ale wiedziałem. ale nie chciało mi się paprać z naftową lampą. Naprawdę próbował. nie przestając zajadać zupy.To tak dawno . nie czytał.zapytałem go..A co takiego? .Niech pan sobie przypomni.. kiedy kaŜe mu się wziąć udział w egzekucji. Wyczuwało się jego wysiłek. Tylko madame. Wreszcie potrząsnął głową.nalegałem. Powiało chłodem. . O tym samym co ja. Czy wieszano ich. co czuje człowiek. o czym myśli. czy teŜ rozstrzeliwano? Tego nie wiedziałem.Forsyth Opowiadania. Dzięki Bogu. Ale czy ten powolny. . On po prostu zapomniał. -.. Rozebrałem się przy wpadającym przez okno świetle księŜyca i połoŜyłem do łóŜka.Idę do łóŜka . Nie było w nich obłudy.odpowiedział.przyjdź niedługo. W końcu powiedział: . Bernadette leŜała bez ruchu. W Mountjoy wieszano pospolitych morderców. Naprawdę powinienem był dać spokój temu człowiekowi. Ale robili to przecieŜ kaci. słyszeć huk. czyszczenie karabinu i sute śniadanie.Proszę sobie przypomnieć. uprzejmy uśmiech w stronę madame.Czy przydarzyło się tam panu coś ciekawego? . Bernadette siedziała bez ruchu. .Czy pamięta pan. na kredowobiałą twarz.

Po dwóch latach partyzantki uzyskano niepodległość. Zjedliśmy wszystko z apetytem.Forsyth Opowiadania. w wyborach 1918 roku partia niepodległościowa zdobyła zaufanie całego niemal kraju. jak się okazało. To wszystko nonsens. gdyŜ wspomniałby na pewno o tym wydarzeniu. Znałem je. jaki robiło ptactwo domowe. Działo się to między 3 a 12 maja w więzieniu Kilmainham. I na pewno myślała o swoim wuju. Ledwo skończyłem pić kawę. w której ginęło tylu ludzi. ZaŜądał tysiąca franków.. Myślałem. madame Price przywołała mnie ruchem ręki przed dom. co w tamtych czasach. Tego dzisiaj. Bernadette poruszyła się. bo słońce zaraz po wschodzie świeciło prosto w nasze okno. Poza tym toczyła się wojna. Clarke. ale nie było go widać. Ŝe zapiszę się na kurs podstaw mechaniki. oficjalny mit. kiedy podkute buty Ŝołnierzy z plutonów egzekucyjnych waliły w bruk w drodze z koszar do więzienia. Te myśli o chłodnych majowych porankach tuŜ przed świtem. Kara śmierci obejmowała róŜne przestępstwa. kiedy się urodziła. czekających cierpliwie na przyprowadzenie więźniów pod stojący pod murem słupek. Powtórzył je kilka razy. zanim de Gaulle wynalazł nowe franki. patrząc prosto w lufy karabinów. nie uczy się w szkołach. Miednicę opróŜniliśmy przez okno na 173 podwórko. dublińczycy. a wśród nich większość katolickiej biedoty. Potem wręczył mi klucze i Ŝyczył dobrej drogi. ale fakty są takie: kiedy skutych łańcuchami powstańców prowadzono do dublińskich doków. wreszcie o powstańcach. Na pewno. Tak wtedy było. Ogoliłem się jak mogłem. Strona 105 .. Postanowiłem przestać myśleć i zasnąłem. gdyby nie głupia i szaleńcza decyzja władz brytyjskich: stracenia szesnastu przywódców powstania. W ciągu roku nastąpiła całkowita zmiana nastrojów. bo to nie jest przydatny. o co mu chodzi. który. który przed sądem polowym mówił wyłącznie po irlandzku. Ŝe pan Price pomoŜe mi porozumieć się z tym człowiekiem. Była zatopiona w myślach. Zrozumiałem. odpowiadało mniej więcej jednemu funtowi. Mechanik tłumaczył mi coś z szaloną swadą. dając jej drugi tysiąc franków (wtedy podróŜowało się naprawdę tanio!) i przywołałem Bernadette. o zabitych i umierających. rabusiów. którą ściągnięto i zastąpiono brytyjską. carburateur. zielono-pomarańczowo-białej fladze. Umyliśmy się. I na tym by się moŜe skończyło. I o innych. W tych wielkich wydarzeniach nie było dla durnego szeregowca roli do odegrania. był właścicielem garaŜu. uwielbiany brat jej ojca. mógłby obudzić nieboszczyka. który nie Ŝył juŜ. Przysiągłem sobie. Rozliczyłem się z madame Price. Ubraliśmy się we wczorajszą odzieŜ i zeszliśmy na dół. morderców i dezerterów w armii brytyjskiej. Price powiedział "na wiosnę". jakby usuwał z rurki brud. właśnie Pearse. zirytowany własną głupotą. o ruinach i zgliszczach. pokonanych i bezsilnych. Farmera ani śladu. Nie było wśród nich szeregowca Price'a. wywieszonej na szczycie budynku. a hałas.txt pędzenia powstańców ogniem karabinowym i artyleryjskim. Obudziliśmy się wcześnie. Wiosna to długi okres. i wysoko uniósł głowę. Na upstrzonym krowim łajnem frontowym podwórku stał mój tryumf i człowiek. ale rozumiałem tylko jedno słowo. MacDonough i Padraig Pearse. Myśleliśmy o dymie i huku. Wiosna 1916 roku przyniosła wielkie wydarzenia małemu narodowi. przeklinali ich i obrzucali odpadkami za to. skąd wywoŜeni byli za morze do liverpoolskich więzień. O dziwnej trójkolorowej. O'Connel. Przyda się wyschniętej ziemi. który nudził się w baraku. Starszy. Ŝe tyle nieszczęść sprowadzili na głowy mieszkańców miasta. gdy słońce ukazało się na horyzoncie. uŜywając wody z dzbanka. po czym dmuchnął. który nie odzywał się* po angielsku do straŜników więziennych. Madame Price postawiła przed nami kubki pełne gorącej kawy z mlekiem i chleb z masłem. oczywiście. których w końcu wyprowadzono z poczty. PrzecieŜ rozstrzeliwano z wyroku sądu polowego takŜe gwałcicieli. o Irland172 czykach i Anglikach. O Ŝołnierzach. Chrząknąłem.

Nazywał się Pearse. A dziesięć sekund temu. w całej mojej karierze tylko trzy razy zmuszony byłem powiedzieć pacjentowi coś takiego . Madame pomachała nam ręką po raz ostatni i zniknęła w głębi domu. który spełnił cudzy rozkaz i swoją powinność.Potwór. Silnik zapalił z miejsca. gdyŜ w pierwszej chwili pomyślałem. Wiedziałem. Twarz mu się wydłuŜyła. Zobaczyłem pana Price'a. Ŝe wierzy przyjacielowi. . po zastosowaniu której wybierał najkorzystniejszy wariant. kwatermistrz podaje karabin i jeden ostry nabój. Struchleliśmy oboje. w koszarach Islandbridge. machając wielką siekierą jak patykiem. kochanie . Promieniał jak dziecko. gdy stał na górnym stopniu schodków prowadzących do domu przy Devonshire Street. Cofnąłem samochód i przejechałem przez bramę. Wyprostował się. Bernadette poruszyła się wreszcie i powiedziała: .krzyknął. ja i Bernadette. W ten rześki kwietniowy poranek.kim był człowiek. niezdolni do Ŝadnej reakcji. kiedy zatrzymał mnie głośny okrzyk. zastanawiał się nad swoim losem. . Bernadette patrzyła nie widzącymi oczyma przez szybę samochodu. przyszła mu wreszcie do głowy. nawet wobec obcych pacjentów zachowywał się wzorowo.Przypomniałem sobie! Nic nie rozumiałem. CięŜko dysząc podbiegł do okna samochodu i wsunął swoją wielką głowę do środka. Strona 106 .gdy osiągnął wiek średni . w samym sercu lekarskiej dzielnicy Londynu. który biegł ku nam przez podwórko. Gdy trzeba im było zakomunikować coś przykrego. po szalonym wysiłku. " WjeŜdŜałem właśnie na drogę.powiedziałem. Była blada jak ściana i zaciskała usta.Forsyth Opowiadania. Ŝe jest to jeden z najgorszych momentów w Ŝyciu lekarza. którego wtedy zastrzeliłem. obrócił i poszedł do swoich polan drewna. . . Ta wojna poprowadziła naród na drogę do niepodległości. mógłby porąbać nasz samochód na kawałki. któremu przed laty. a my nie okazywaliśmy Ŝadnej wdzięczności! Wziął sobie do serca moje pytanie i całą noc wysilał nieszczęsny mózg. Przeraziłem się. Tak bardzo chciał nam zrobić przyjemność. . które dokonało czegoś nadzwyczajnego i wie.txt Załadowaliśmy walizkę i wsiedliśmy do wozu. Wcisnąłem sprzęgło i ruszyliśmy ku miasteczku Bergerac. Ŝe metoda zimnej analizy. . Wyobraźnia podsuwała mi obraz wielkiego niezdarnego chłopca z Rhondda Valley. Gdyby chciał. a my patrzymy na niego obojętnie i nawet mu nie dziękujemy. za szopę.Przypomniałem sobie . Po chwili rozległ się znowu odgłos ciosów siekiery. który jednym strzałem rozniecił wojnę. Ale natychmiast zobaczyłem. Ŝe jego twarz jaśniała zadowoleniem. i kiedy czarne. Spojrzałem na podwórze: za płotem podnosiła się i opadała siekiera. Zatrzymał nas w ostatniej chwili. cierpiał bardziej niŜ oni. połyskujące drzwi zamknęły się za nim obojętnie. który podchodził do Ŝyciowych problemów spokojnie i rozwaŜnie.spory majątek i godną pozazdroszczenia pozycję społeczną.powtórzył . Ŝe tym ucieszy rodziców.Nie. Hanson dał do zrozumienia. Lekarz osobisty.To nie potwór tylko człowiek. Ŝe zamierza nas zaatakować. DOKŁADNY CZŁOWIEK Timothy Hanson był człowiekiem. Ŝeby wydobyć zeń informację.Co pan sobie przypomniał? .oświadczył trzymając rękę na teczce z kliszami rentgena i wynikami badań laboratoryjnych. by następnie realizować go konsekwentnie. przyjaciel zajmujący się jego zdrowiem od lat. Wierz mi.Timothy. Ramiona mu opadły. Szczycił się tym. która dla niego nie 174 miała Ŝadnego znaczenia. wykazując pełne zainteresowanie i troskę. przyniosła mu . Patrzyliśmy w milczeniu. Ŝe macha nią człowiek. Wobec przyjaciół był szczególnie taktowny i delikatny. Krzyki i to machanie siekierą miały zwrócić naszą uwagę i zatrzymać nas.Przypomniałem sobie! . To był poeta.

Ale jeŜeli jest to cała reszta Ŝycia. udawał. który doskonale prosperował i ogromnie ceniono go w sferach handlowych. a następnie na most.Czysta robota zamoŜnym. Ubrana biało recepcjonistka odprowadziła Hansona do drzwi 176 i otworzyła je. poza tym był właścicielem budynku. . Uprzytomniał sobie. Lekarz odprowadził go do progu swojego gabinetu. Rolls minął posąg Erosa na Picadilly Circus i włączył się do ruchu na Haymarket. w którym mieściło się jego przedsiębiorstwo. Uśmiechnęła się więc i poszła dalej. To wystarczyło. ale to wcale nie. zorientowała się. Ŝe pomimo koszmarnych podatków. Whitehall i County Hall. bogactwo sklepów Oxford Street i obydwie siedziby władzy. ale stał przy rolls-roysie z aprobatą na twarzy. Hanson zszedł po stopniach domu na ulicę.. Szła w stronę Marylebone High Street. W ciągu nocy północno-wschodni wiatr oczyścił miasto. rozmyślał.Do Kentu . Richards wsunął się za kierownicę. wprowadzonych przez nowy socjalistyczny rząd.odpowiedział Hanson. Rzeczywiście serce miał w porządku. Spojrzał z górnego stopnia schodków na rząd wytwornych domów. Minął juŜ dawno wytworną dzielnicę Marylebone.Nie . W ciepłym wnętrzu samochodu zrelaksował się. Hanson patrzył poprzez Tamizę na zbliŜający się coraz bardziej gmach County Hall. panie Hanson? . Zdjął płaszcz.. Ich spojrzenia skrzyŜowały się.. ale rozumiesz. . Hanson ścisnął ramię doktora i uśmiechnął się do niego przyjaźnie. wiem.zapytał. Ŝe go nie zna i Ŝe nie było to pozdrowienie.. JeŜeli jest cokolwiek. Richards. iŜ podoba się starszemu panu. Hanson uśmiechnął się do niej odruchowo i skłonił siwą głowę. w pierwszej chwili zaskoczona. nieco silniej kołysząc biodrami. PrzejeŜdŜali teraz przez dzielnicę będącą jak gdyby przejściem między centrum miasta z jego bogactwem Strona 107 . Nie zamierzał jednak rozmawiać z szoferem na temat złośliwych tkanek. jest człowiekiem bardzo 177 12. .Gdybyś był innym człowiekiem. o co mi chodzi.Jeszcze pompuje. Sześć miesięcy to całe wieki. ale dowód. .Chyba nic złego z sercem. Oczywiście! Jak będzie z nim juŜ bardzo niedobrze. albo leŜy w szpitalu z połamanymi nogami. to wcale nie wydaje się duŜo.JeŜeli jest cokolwiek. Richards odwaŜył się postawić następne pytanie: . Dziewczyna. które poŜerają jego wnętrzności. Wcale. zdjął kapelusz i połoŜył obok siebie. Wciągnął haust świeŜego powietrza.Forsyth Opowiadania. Silne i zdrowe. Lekarz oświadczył mu. który to widział. Było zimne i czyste. . Rolls skręcił na południe w Great Portland Street i ruszył w kierunku rzeki.Do biura.powiedział doktor.. Richards otworzył drzwiczki wozu. w których obecnie znajdowały się przewaŜnie biura doradców finansowych. zamoŜnych adwokatów i gabinety przyjęć prywatnych lekarzy. jeŜeli się siedzi w więzieniu. Ŝe ostatnie tygodnie będzie musiał spędzić w szpitalu. nowe środki uśmierzające ból. Hanson podziękował mu za komplement i szczerość. bardzo silne. Ŝe to brzmi banalnie. Limuzyna skręciła w lewo... drugie po drugiej stronie rzeki.Ale znam cię przecieŜ.txt . Teraz stał za progiem. miała błyszczące oczy i lekko zarumienione od chłodu policzki. szofer. Hanson wtulił się w siedzenie i patrzył na obicie dachu samochodu. Od Elephant and Castle domy stawały się coraz uboŜsze i bardziej zdewastowane.powiedział Hanson. Ale istnieją anodyny. Młoda kobieta w pantoflach na wysokich obcasach minęła go energicznym krokiem.. na Westminster Bridge Road. Ŝe nic nie zauwaŜył. Prowadził w City dom handlowy zajmujący się rzadkimi i cennymi monetami. złoŜył go starannie. jedno po jednej. kusiłoby mnie. sir? . Była ładna.. więcej nie było trzeba. Hanson usiadł na tylnym siedzeniu. Był teŜ jedynym właścicielem firmy i w ogóle nie miał wspólników ani akcjonariuszy.. A będzie. Rolls przejechał juŜ rondo Elephant and Castle i jechał przez Old Kent Road. Ŝeby cię okłamać .

Richards prawdopodobnie widział w lusterku. którego cena wynosiła pięćdziesiąt tysięcy funtów. w Harrietsham. co dotyczyło równieŜ jej wstrętnego męŜa i równie niemiłego syna. Hanson pomyślał o zmarłej przed dziesięciu laty Ŝonie.Forsyth Opowiadania. Pomyślał nagle o ministrze skarbu.Czym mogę ci słuŜyć? . co się z tym wszystkim stanie. ale tylko mrugnął jednym okiem. NiezaleŜnie od przedsiębiorstwa i dwóch nieruchomości Hanson posiadał kolekcję numizmatów. Ona była jedynaczką. Rolls ruszył znowu w drogę do Kentu. pozostałe dwie zamykały pochód. i był z nimi wszystkimi na ty. której szczerze nie lubił. Zbierał te eksponaty przez wiele lat. Miał okrągłą twarz. Co do tego nie miał wątpliwości. Jakiś chłopczyk przystanął na samym środku jezdni i z nieukrywaną ciekawością przyglądał się rolls-royce'owi. rodzice jej dawno umarli. Timothy Hanson. Na południe od Maidstone autostrada się urywała i kilka mil dalej. I właśnie tu. Richards wydał z siebie okrzyk rozdraŜnienia.zapytał Pond.txt i potęgą a ciszą i porządkiem panującymi na zamoŜnych przedmieściach. No. dokąd zdąŜał. Zastanawiał się. . W przytulnej atmosferze domu robiło się lepsze interesy niŜ w hotelu. Timothy Hanson wstał i wszedł do gabinetu Martina Ponda. przyłoŜył kciuk prawej ręki do nosa i wyzywająco pomachał pozostałymi palcami. Urwis zrobił grymas. Raz. Z rozrzewnieniem myślał o pięknym domu w Kent. Wóz zatrzymał się przed przejściem dla pieszych. MoŜe powinni byli zaadoptować dziecko. takŜe przyłoŜył 178 prawy kciuk do nosa i takŜe pomachał palcami ręki. Poza tym jest przecieŜ jeszcze duŜe mieszkanie w dzielnicy Mayfair. Sznur dzieci odmaszerował zwartym szykiem w kierunku duŜego szarego budynku odgrodzonego od drogi sztachetami. a potem znowu patrzył prosto przed siebie. Stojący na jezdni chłopiec zamarł ze zdumienia. ale bezdzietne. Okolicę tę nazwano Weald. leŜała posiadłość Timothy'ego Hansona. Przyjmował tam klientów zagranicznych.powiedział sekretarz. gdzie od czasu do czasu spędzał noc. nie mówiąc juŜ o rachunkach w róŜnych bankach i o samochodzie. Zwlekał z tym od wielu lat. o pięciohektarowym parku wysadzanym dębami.Mój drogi Timothy. Elastycznej podwiązki uŜywał zapewne jako procy. nawet bardzo szczęśliwe. Hanson utrzymywał przyjacielskie stosunki z czterema najcenniejszymi doradcami: adwokatem. Wparty w poduszki samochodu. Po dalszych trzydziestu minutach jazdy zniknęły ostatnie rudery przedmieścia i pojawiła się przed.B. nie zmieniając wyrazu twarzy. Miał wreszcie portfel akcji i obligacji. Strona 108 . DuŜo o tym myśleli. Ich małŜeństwo było szczęśliwe. Spojrzenie jego spoczęło na dystyngowanej siwej głowie wpatrzonego weń starszego pana. księgowym i lekarzem. jak się cieszę. nimi szeroka wstęga autostrady M-20. Na rozczochranej czuprynie siedziała krzywo czapka z inicjałami "St. którym w tej chwili jechał. minę zawadiacką i zadarty nos. Hanson znalazł się na autostradzie. maklerem. Ŝe cię znów widzę! Jak wielu bogatych ludzi w średnim wieku. w tym pięknym wiejskim krajobrazie. . kiedy nie chciało mu się jechać do Kentu. gdzieś w połowie Old Kent Road." Jedna skarpetka opadła po kostkę. ale tak czy inaczej musi wreszcie napisać testament. szefie finansów kraju. a powinna być ona niemała. Z jego strony Ŝyła tylko jeszcze siostra. Wzburzona młoda zakonnica pociągnęła go za ramię. Dwie szły na przodzie. . Richards skręcił na południe między starannie uprawiane sady. której kaŜda mila kosztowała milion. co jego pan wyprawia. Opuścił rękę i uśmiechnął się szeroko. starszego partnera adwokackiej firmy Pond i Gogarty. bukami i lipami. który będzie się domagał swojej doli. gaje i ogrody.Pan Pond teraz prosi . Panowie usiedli. moŜe dwa razy w tygodniu. Minęli North Downs i wjechali pomiędzy faliste wzgórza i doliny najpiękniejszej części Anglii. Długi sznur -małych dzieci przekraczał jezdnię pod wodzą czterech sióstr zakonnych. Prawnik wstał zza biurka. Ŝeby go powitać.

Rozumiem. będziesz musiał rozejrzeć się za inną posadą.Tak. Nie wątpię. . mam nadzieję. i to zarówno z punktu widzenia osobistej. . W dziesięć minut później wyszedł na Gray's Inn Road. którym . Jest jeszcze jedna.odpowiedział pośpiesznie Pond. W testamencie zwracam się do ciebie.Oczywiście . . Ŝe. . . . Ŝadnych moŜliwości podwaŜenia go.powiedział. jak i zawodowej etyki. Przed nami wiele lat.Nie miej do mnie Ŝalu. Bo nie chodziło mu tylko o pracę. Richards zdziwił się.oświadczył mu Hanson. Zamierzam pod koniec roku wycofać się z interesów. w ciepłym klimacie. Ŝebym spisał testament.JuŜ od pewnego czasu namawiasz mnie. który był zarazem jego słuŜącym i obsługiwał go wraz z Ŝoną od dwunastu lat. Do połowy września pracował tak samo intensywnie jak w poprzednich latach.Właśnie o to mi chodzi.Timothy. dlaczego nie ciebie prosiłem o przygotowanie testamentu. Jeździł kilka razy na kontynent. Majowe słońce juŜ nieźle przygrzewało. 179 Hanson sięgnął do teczki i wyjął grubą Ŝółtą kopertę z duŜą czerwoną pieczęcią.gdy umierają przedwcześnie . . abyś ze względu na róŜne moje sprawy powstrzymał się od wszelkich wzmianek na ten temat i w naszej wiosce. Co wtedy będzie? Hanson uznał to za Ŝart. < 180 . zaufaj mi. Wyglądasz wspaniale. Daję ci słowo honoru. Hanson zmierzał do tego. .Ŝe jeŜeli przyszli mieszkańcy tego domu nie będą chcieli zatrzymać ciebie i pani Richards. NaleŜycie podpisany przeze mnie i świadków. W sytuacji panującej obecnie na rynku pracy będzie się musiał szybko rozejrzeć za nową posadą.Tak . co mogłoby zakłócić spokój twojego sumienia. W kaŜdym Strona 109 . ostatnia sprawa.. Ŝe nie zawiera niczego.Napiszę ci doskonałe świadectwo. Pond zwaŜył w ręku paczkę z wyrazem zakłopotania na swojej zwykle pogodnej twarzy. . Czy zgadzasz się być wykonawcą mojego testamentu? Pond obracał w ręku grubą kopertę. a jeszcze częściej do londyńskiego City. ale zwróciłem się tym razem do prowincjonalnej firmy.Tak jest .Testament jest spisany przez prawnika. Przypuszczał. pomyślał Richards. Ŝe zastanawiasz się. Ŝeby po jego śmierci jego sprawy ułoŜyły się tak. sir . . Ŝe to nie wszystko. Proszę cię.Forsyth Opowiadania. Miałem ku temu powody. co szef ma mu do zakomunikowania..i spędzić stare lata w znacznie mniejszej rezydencji. Podał ją przez stół zaskoczonemu prawnikowi. Czy chcesz mi go dać na przechowanie? . Jestem przekonany. mój drogi. .Zaniedbałeś tę waŜną sprawę.. Nie ma w nim Ŝadnych dwuznaczności. W kaŜdym razie mamy czas. . Jak to jednak ładnie ze strony starego. Chciałbym jednak.Masz moje słowo. Ŝe wolałbyś znać jego treść. .Nie ma o czym mówić.odrzekł Hanson.Chciałbym ci coś powiedzieć . i wobec wszystkich innych.odpowiedział Pond. jak sobie Ŝyczył. .powiedział . który był z nią związany. Ŝe mnie przeŜyjesz. Kierowca. Ŝe wymawia mu na przeszło trzy miesiące z góry.dane jest uporządkować swoje liczne i skomplikowane sprawy. drogi Martinie. abyś się podjął roli jego wykonawcy. w przypadku tak duŜego majątku jak twój. Hanson wziął z kominka grubą Ŝółtą kopertę i podał ją Richardsowi.Mam równieŜ zamiar wyemigrować z Anglii . Ach więc tak. Niewielu jest ludzi. stary przyjacielu. .Nie obawiaj się o nic . 15 września wezwał do siebie Richardsa.Oto on . Wiem..ciągnął dalej Hanson .txt . . znalazł swojego pracodawcę w bibliotece.Obawiam się . ale nie dał tego po sobie poznać.powiedział. ale równieŜ o ładny domek.odparł słuŜący.

Ŝe to doceniam. sir. nie chciałbym. z której odpiłował uprzednio dwudziestopięciocentymetrowy kawałek lufy. być moŜe. . do 1 listopada. Bardzo by mi zaleŜało.Musiałbyś zapłacić duŜy podatek od darowizny. Ŝeby nie budzić podejrzeń. . w którym przepraszał go za kłamstwo sprzed dwóch tygodni i prosił. W tej kopercie jest dziesięć tysięcy funtów w uŜywanych i niemoŜliwych do zidentyfikowania banknotach. Minionego lata upatrzyli sobie z Megan mały pensjonat w Porthcawl. Ŝebyś nie wpłacał ich do banku. poniewaŜ. Te sprawy dotyczą dzisiaj wszystkich.odezwał się Richards z głębokim przekonaniem. Te oszczędności łącznie z niespodziewanym prezentem od szefa pozwolą mu. gdybym ci je dał czekiem. gdybyś pozostał równie lojalny wobec mnie po moim wyjeździe za granicę.Daję ci te pieniądze w gotówce. Ŝebyś wiedział. . -. i to do samego końca. Ŝeby wiadomość o moim wyjeździe rozeszła się w najbliŜszym czasie. Ty i pani Richards byliście lojalni i bardzo mi oddani przez ostatnie dwanaście lat. Richards przeszedł przez wysypane Ŝwirem podwórze i zabrał się do polerowania rolls-royce'a.Byłbym ci wdzięczny. jak większość ludzi. nie wracać na coraz trudniejszy rynek pracy. . Ŝeby zaraz po przeczytaniu zatelefonował do Martina Ponda. na szafki. I bardzo panu dziękuję. o co chodzi. Ŝe mebel ten naleŜy juŜ do kogoś innego. Ŝe pani Richards przyjdzie dopiero za godzinę. Richards stracił panowanie nad sobą. Ŝebyś nie zaczął poszukiwań innej pracy. takŜe w imieniu Ŝony.powiedział Richards. . tak Ŝeby odcinał się od czarnego parkietu. Rankiem 1 października Timothy Hanson wyszedł ze swojej sypialni. Ściskał w ręku kopertę. co sobie postanowił. Usiadł na fotelu. Rozumiem.Rozumiem. Uniósł brwi do góry. Następnie zadzwonił do słuŜącego. . 181 . powiedzmy. Ŝe zrobił juŜ wszystko. PołoŜył ten list na podłodze pod drzwiami biblioteki. sir . ale schował w bezpiecznym miejscu.Rozumiem to doskonale . Był w radosnym nastroju. wyjął z niej strzelbę. mam wręcz awersję do oddawania urzędowi podatkowemu znacznej części tego.przerwał mu Hanson. Ŝeby mu przygotować śniadanie i sprzątnąć dom. Rozumiem. sir . Spędził dziesięć minut na pisaniu krótkiego listu do Richardsa. Richards. i powiedział mu.txt razie dopóki nie będzie to konieczne. Poza tym chciałbym ułatwić ci nieco Ŝycie na najbliŜsze lata. w której znajdował się gruby plik banknotów. Wiedział. zjawił się w bibliotece za pół godziny.Dziękuję panu. .Dziękuję panu. wciąŜ trzymając w ręku grubą kopertę. 182 Strona 110 . Chodzi o kopertę. I wydawaj je ostroŜnie.Forsyth Opowiadania. Ŝe te pieniądze pomogą wam przeŜyć najbliŜsze miesiące. Ból w dolnej części brzucha stawał się coraz silniejszy. nakrył ulubiony skórzany fotel grubym kocem. a jako Ŝe nie płacił za mieszkanie. Po raz ostatni rzucił okiem na rzędy ulubionych ksiąŜek. Jako człowiek pedantyczny. Kiedy skończył rozmowę.Pozostała jeszcze jedna sprawa. w rodzinnej Walii. Krótko mówiąc. zmęczoną i bardzo postarzałą. naładował ją dwoma nabojami duŜego kalibru i wrócił do biblioteki. mocno ściskając strzelbę. sir. Ŝe nieubieganie się o inną posadę przez okres następnych sześciu tygodni moŜe spowodować pewne trudności. otworzył szafę. Ŝe jego Ŝona nie musi dziś robić śniadania. ale Ŝeby on. Wiedział. zanim jeszcze słońce ukazało się na horyzoncie. Tabletki. który odebrał telefon zaspanym głosem.Dobrze. UwaŜał bowiem.Nie warto o tym mówić . które trzymał w zamkniętej szufladzie nocnego stolika. stopniowo traciły moc. PrzeŜył okropną noc. Chciałbym.wykrztusił z siebie. Mam nadzieję. co zarobiłem. . Twarz miał szarą. Zawsze doceniałem. Sugeruję. śe nadszedł jego czas. udało mu się coś niecoś zaoszczędzić. Miał dobrą pensję.

. zaklejony wzdłuŜ lewego marginesu cienką zieloną taśmą. . Pond spojrzał na niego zimnym wzrokiem i nie zareagował. co czyniła zapewne bardzo często. . W liście tym wyjaśnił pewne rzeczy. pani Armitage..Po pierwsze. siostra klienta i przyjaciela. Wyjął z niej drugą.odezwał się Armitage junior.. mniej więcej w połowie stołu.Forsyth Opowiadania. . poszukał palcem spustu. Poza tym zarządził oficjalne odczytanie testamentu członkom rodziny i zabronił informowania jej drogą korespondencyjną. Timothy Hanson nie odebrał sobie Ŝycia w chwili zamroczenia umysłu. . Martin Pond zamknął drzwi sąsiadującego z jego gabinetem pokoju konferencyjnego i zajął miejsce u szczytu długiego stołu. .MoŜe byśmy tak otworzyli ten testament ..odezwał się Armitage junior. Ŝeby jego testament został otwarty dopiero po tych wszystkich formalnościach. . Minę miał znudzoną i wyniosłą. Napisał to w liście do mnie.Jest to moja ostatnia wola i testament. To ułatwiło załatwienie takich formalności. takŜe sporą. a więc siostry. Naprzeciwko zajął miejsce ich syn. . jej męŜa i syna. który pozostawił w pokoju.Państwa obecność tutaj w dniu dzisiejszym wynika wyłącznie z Ŝądania. gdzie zakończył Ŝycie. zawartego w liście mego zmarłego klienta.zapytał znowu młody człowiek. Teraz interesował się raczej przesadnie zawartością dziurek swojego wielkiego nosa.txt w których do niedawna trzymał wspaniałą kolekcję rzadkich monet.Pan Hanson zakazał natychmiastowego otwarcia swojego testamentu. Był to młody. Ŝe zmarły Timothy Hanson uczynił mnie jedynym wykonawcą jego testamentu.Proponuję. . Ma to nastąpić w obecności jedynych jego Ŝyjących krewnych.odezwał się starszy pan Armitage. . . . Obok usiadł jej mąŜ. Ŝebyśmy przystąpili do odczytania testamentu zasugerował Pond. Strona 111 .Niekoniecznie . Martin Pond wziął do ręki cienki nóŜ do papieru i starannie przeciął grubą kopertę.Tak jest . Tarquin . nie znam jej . nabrał powietrza w płuca i strzelił sobie prosto w serce. a to aby stwierdzić czy są tam jakieś instrukcje. .Nie. .W takim razie jesteśmy jedynymi spadkobiercami . dwudziestokilkuletni męŜczyzna.Biedaczysko .odparł pan Pond. 183 Zmarły wyraził Ŝyczenie. które chciałbym państwu obecnie przekazać. Po jego prawej ręce. .odparł Pond. OdłoŜył duŜą kopertę na biurko i zaczął czytać: . Adwokat znał ją tylko ze słyszenia. Potem skierował lufę w pierś.Cicho bądź. .odezwał się Armitage senior. Ja Timothy Hanson z. siedziała pani Armitage. nie ja.odparł pan Pond.No to jesteśmy tutaj wszyscy troje osobiście . Nazywał się Tarquin.Pokazałem ten list miejscowemu koronerowi.Nie.zapytał młodszy Armitage. .Chciałbym na początku oświadczyć.powiedziała pani Armitage łagodnym tonem. ale z premedytacją. Martin Pond poprawił okulary i powiedział: .Nie zna pan więc jego treści? .A czy to nie pan spisywał ten testament? . na przykład dotyczące przygotowań do pogrzebu. Wszyscy troje spojrzeli po sobie ze zdziwieniem raczej niŜ Ŝalem. ToteŜ powinienem otworzyć testament natychmiast po śmierci Timothy'ego. jak świadectwo zgonu. Ŝe znajdował się w ostatnim stadium nieuleczalnej choroby nowotworowej. oraz trzystronicowy dokument.oświadczył Armitage junior.MoŜe on sobie z nas zaŜartował. Fakty w nim zawarte potwierdził osobisty lekarz zmarłego i sekcja zwłok.Słusznie . . Zacisnęła usta. Oboje ubrani byli na czarno. rozprawa sądowa i zezwolenie na pogrzeb w ciągu dwóch tygodni. które naleŜy natychmiast wykonać.powiedziała pani Armitage ponurym głosem. Okazuje się.. o czym wiedział od kwietnia. .

Czy mimo to nie powinien pan zrobić inspekcji? . czy prowadzone są we właściwym trybie.Oświadczam. .Wszystko to wiemy .W takim razie załatwiajmy pogrzeb jak najszybciej .odparł Pond. W pokoju panowała cisza.Jaka jest wartość jego majątku? . jakby miał trudności z odczytaniem tekstu.Jak pani sobie Ŝyczy. . po czym przełknął ślinę. którego cierpliwość została wystawiona na cięŜką próbę. Pan Pond znowu spojrzał sponad okularów na rodzinę Armitage'ów. * .Proszę takŜe jedynego wykonawcę mojego testamentu. w której znajdzie kwotę przeznaczoną na zapłacenie wydatków związanych z moim pogrzebem.W normalnym wypadku byłbym juŜ odwiedził biura pana Hansona. w przekonaniu. i Ŝyczę sobie. Z rozciętej koperty wydobył pięć paczek dwudziestofuntowych banknotów. .przerwał Armitage senior. Ŝe zniosła złote jajko. . jakie mogą wyniknąć w związku z wykonywaniem mojej ostatniej woli. . W wypadku gdyby po uiszczeniu 184 wyŜej wymienionych wydatków jakieś pieniądze pozostały. Martin Pond wrócił do odczytywania testamentu. Strona 112 .Nazajutrz po pogrzebie . Pan Pond odłoŜył testament i znowu wziął w rękę nóŜ do papieru. jakie były.. pokrycie jego honorarium oraz wszelkich naleŜności. polecam mu przekazać je na cel dobroczynny według jego wyboru.. .Mianuję wykonawcą mojej woli przyjaciela i dŜentelmena. .. która zorientowała się nagle. Ŝeby w tym miejscu otworzył załączoną kopertę. Armitage junior zaprzestał eksploracji wnętrza swoich dziurek od nosa i spoglądał na plik pieniędzy z obojętnością satyra patrzącego na dziewicę. ale wątpię. Obydwaj męŜczyźni z rodu Armitage'ów otworzyli usta i tak trwali.zapytał Armitage senior. Ŝeby się upewnić. poniewaŜ dopiero w tej chwili dowiedziałem się oficjalnie. Ŝe jestem jedynym wykonawcą testamentu.W tym miejscu przerwał. Ŝe będzie dzielić swój szczęśliwy los z miłym męŜem Normanem i uroczym synem Tarquinem. ile by ukryć mimowolny uśmiech.. tak Ŝeby spadkobiercy nie ponieśli Ŝadnych finansowych strat na skutek niedbalstwa. Proszę go. Niniejsze postanowienie uwarunkowane jest treścią punktu siódmego. jak i pozostałe.zaniepokoił się Armitage. zarówno to w City. W pokoju zapanowało pełne napięcia milczenie.Forsyth Opowiadania. aby w imię naszej długiej przyjaźni przystąpił do swojej funkcji nazajutrz po moim pogrzebie. Ŝeby otrzeć 185 łzy. Pani jest jego najbliŜszą krewną odrzekł Pond i czytał dalej: Poza tym zapisuję.. zamrugał powiekami.zapytał wreszcie starszy z nich. . Miała przy tym minę podstarzałej kury. jak człowiek..Czy na skutek tego stanu rzeczy wartość majątku moŜe się zmniejszyć? .Nie potrafię w tej chwili na to odpowiedzieć. JednakŜe nie mogłem tego zrobić. Ŝeby zajął się administracją mojego majątku.zapisuję mojej kochanej i kochającej siostrze całą resztę masy spadkowej. Ŝe testament ten spisany jest zgodnie z angielskim prawem i odwołuję wszystkie poprzednie testamenty i dyspozycje.powiedziała pani Armitage. .MoŜemy to opuścić . Ŝe w pełni ufał ich lojalności i umiejętnościom. . który wygiął kąciki jej ust.wtrąciła pani Armitage. Pan Hanson miał doskonałych zastępców w swojej centrali w City i nie ulega wątpliwości. Armitage junior wydał z siebie cięŜkie westchnienie. Pani Armitage przyłoŜyła do oczu batystową chusteczkę nie tyle po to. .txt . W związku z tym będę się mógł zająć tymi sprawami nazajutrz po pogrzebie. zapłacił naleŜne podatki i wykonał postanowienia niniejszej mojej ostatniej woli. adwokata Martina Ponda z Pond i Gogarty. Były nowiutkie i opasane brązową opaską z napisem: tysiąc funtów. Pond spojrzał na nich z niesmakiem sponad okularów i czytał dalej: . . Obrzuciła spojrzeniem męŜa i syna.

To będzie znacznie kosztowniejsze niŜ normalny pogrzeb na cmentarzu. . ale nie jest nielegalne .Prawie wszystkie . co to znaczy.Musi pan to wiedzieć . 186 W tej trumnie pragnę znaleźć wieczny spoczynek. sama nie wiem. przypuszczam. aby moja siostra i mój szwagier.A więc. .powiedział młodszy z Armitage'ów.Przykro mi. .Znałem nawet jeden taki przypadek.A teraz. Jednocześnie zlecam wykonawcy mojego testamentu.Wydaje mi się. konkretnie w odległości dwudziestu mil na południe od wybrzeŜa Devonu.Muszę pani przypomnieć. czy zgłasza pani obiekcje w stosunku do Ŝyczeń swojego zmarłego brata zawartych w paragrafie siódmym? . który spisywał testament.To będzie kosztowało . W związku z tym polecam.Ile? .Wydatki zostaną pokryte z tego . Ŝe bardzo duŜo. . Był bardzo zdziwiony postanowieniami i dziwactwami przyjaciela. . tak kulturalnym i wymagającym.zauwaŜył pan Pond suho. mimo Ŝe nie wydali mu się sympatyczni. W sumie. to dlaczego nie kremacja? .odparł pan Pond.powiedziała pani Armitage. . . by moje ciało zostało powierzone morzu. ale nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie odparł pan Pond.wskazał na pieniądze. człowieku tak pełnym humoru.odezwał się Armitage junior.Co tam jest? . Ŝe jest to bardzo przybliŜony szacunek. gdzie słuŜyłem niegdyś jako oficer w marynarce. Ŝe będą mnie tam Ŝarły robaki. otrząsając się z marzeń o towarzyskich konsekwencjach swojego społecznego wyniesienia. .zainteresowała się pani Armitage.CóŜ. .Forsyth Opowiadania.spytał syn. . czy pani zgłasza jakieś zastrzeŜenie? . A w ogóle.txt . . Pomyślał o swoim przyjacielu Hansonie.. Ŝe jeŜeli pani nie zgodzi się na jego Strona 113 . na miłość boską? . Ŝe pewnego dnia znajdę się pod ziemią. Próbował sobie uświadomić.Jest jeszcze siódmy paragraf . Timothy. Pond zabrał się na powrót do czytania.Przez całe Ŝycie z odrazą myślałem o tym.odparł. które leŜały na stole obok jego łokcia. Dlaczego to zrobiłeś.No więc? Pond postanowił pójść na rękę tym ludziom. . którzy przez całe Ŝycie deklarowali swoje uczucia do mnie. . .W takim razie pozostanie na czysto jeden milion? .Zdarza się bardzo rzadko.Proszę wziąć pod uwagę. Ŝeby w wypadku niespełnienia choćby jednego z moich Ŝyczeń lub teŜ jakichś przeszkód spowodowanych przez moich spadkobierców wszystkie poprzednie postanowienia uznał za niebyłe i niewaŜne i przekazał cały majątek skarbowi państwa. muszę zapytać panią oficjalnie. . wyniesie około sześćdziesięciu pięciu procent. Poza tym nie chciałbym.A ile wyniesie podatek spadkowy? . ale nie dał tego po sobie poznać. pchnęli moją trumnę do morza.krzyknął Armitage senior. czyli siedemdziesiąt pięć procent. Ale byli w końcu jedynymi spadkobiercami zmarłego przyjaciela.Jasny gwint! . Pond rozłoŜył ręce.ChociaŜby z grubsza.Pogrzeb w morzu! Nie wiedziałam.powiedział.Obawiam się. dlaczego. Wreszcie proszę. . Pond pomyślał o nie znanym mu adwokacie. która znajduje się w tej chwili w domu pogrzebowym firmy Bennett i Gaines w mieście Ashford..Koszt pogrzebu nie obciąŜy spadku . Ŝe to jest dozwolone. .To idiotyzm . .Przy tak wielkich sumach opodatkowania większa część spadku będzie podlegała największej skali. . PrzecieŜ prowadził pan wszystkie jego sprawy. wartość masy spadkowej powinna wynieść około dwóch i pół do trzech milionów funtów. . . ToteŜ poleciłem skonstruowanie trumny wykładanej ołowiem. Ŝeby któregoś dnia jakaś koparka czy inna maszyna wykopała mnie z ziemi. Martin Pond podniósł wzrok. Ŝe biorąc pod uwagę obecne ceny rynkowe. pani Armitage.

Wszystko weźmie państwo . tym lepiej . Przed wejściem na statek państwo Armitage dali dosadnie do zrozumienia. . Cały tydzień zeszedł mu na załatwianiu formalności i wyborze statku. ale wolał to niŜ towarzyszyć tym ludziom w kabinie. cały testament staje się niebyły i niewaŜny. Uczyniono to za pomocą podnośnika. ale rzuciwszy jedno spojrzenie na morze. .Bardzo dobrze . KaŜda strona podpisana jest przez spadkodawcę i świadków. kiedy Drakę uczył się odróŜniać maszt od Ŝagla. W Brixham furgonetka pojechała na nabrzeŜe.powiedział kapitan. 187 Martin Pond wstał. którzy łowili w tych niespokojnych wodach od czasów. . Uniósł brwi.powiedział jej mąŜ. Myślę.W takim razie. Emerytowany kapelan królewskiej marynarki. Zresztą jego obecność w czasie morskiego pochówku nie była konieczna. . Stał na tylnym pokładzie. O tej porze roku połowy w Kanale były marne. Zdecydował się na trawler. całych pokoleń rybaków. Przez całą drogę Armitage'owie narzekali.dodał pan Pond. Ŝe to wszystko jest zupełnie bezsensowne. a ta ruszyła ku południowo-zachodniemu wybrzeŜu. mimo szarości jesiennego nieba. chyba Ŝe jest się entuzjastą morskich podróŜy. Pani Armitage skinęła głową. kapitan zatrzymał Strona 114 . . . Jej dobrze wywoskowane dębowe wieko i wypolerowane na wysoki połysk mosięŜne uchwyty połyskiwały jak w słońcu. WaŜącą pół tony trumnę załadowano z samego rana na pokład. Tarquin Armitage towarzyszył rodzicom aŜ do Brixham. . Kapitan przetoczył się przez pokład i podszedł do Ponda. który uniósł ją z podwórza kentyjskiego przedsiębiorcy pogrzebowego i wsadził na tył otwartej tonowej furgonetki. Stała teraz w poprzek pomiędzy dwiema drewnianymi pokładnicami na szerokim tylnym pokładzie. Kiedy dojechali do miejsca przeznaczenia. Ŝe nie naleŜą do tej kategorii. .Nie mam Ŝadnych zastrzeŜeń . którego macierzystym portem był Brixham w hrabstwie Devon.warknął jej mąŜ. która zaczęła natychmiast łopotać na 188 wietrze. czy pani jako najbliŜszy członek rodziny upowaŜnia mnie do zajęcia się organizacją całej tej sprawy? . Wyciągnął z kieszeni mapę morską. potomkowie .Pan go znał? .powiedział i zatoczył się.To był ostatni paragraf testamentu. zgodził się chętnie za hojne wynagrodzenie udzielić swojego błogosławieństwa zmarłemu i siedział teraz z Armitage'ami w małej kabinie trawlera w grubym płaszczu zakrywającym komŜę. Martin Pond westchnął. jego brat i kuzyn.Zaraz potem będzie moŜna uwierzytelnić testament i podjąć spadek. Za nią podąŜała czarna limuzyna. Ŝe nie naruszają prawa i otrzymają zadowalającą zapłatę. postanowił pozostać w ciepłym wnętrzu miejskiego zajazdu. Podejmę właściwe kroki i porozumiem się z państwem co do miejsca i czasu pogrzebu. . Do widzenia. Pond skinął głową.Im szybciej. Kapitan odchrząknął. Załogę małego trawlera stanowili on. Przebywanie na środku kanału La Manche w połowie października nie naleŜy do przyjemności. targany silnym wiatrem. . podjęli się niezwykłego zadania upewniwszy się. którego Pond znalazł za pośrednictwem departamentu wyznaniowego Admiralicji.Głęboko tu .zapytał pan Pond.Forsyth Opowiadania. Ŝe nie mamy juŜ nic więcej do omówienia. po czym wskazał ręką na trumnę. rybacy.Będziemy tam za godzinę .txt warunki. i wskazał palcem miejsce odległe o dwadzieścia mil od brzegu. Jego trzej właściciele.odpowiedział Pond.Tak jest . gdzie dźwig trawlera przeniósł trumnę na pokład.powiedziała pani Armitage chociaŜ uwaŜam. Byli to zahartowani Dewończycy o smagłych twarzach i rękach.Co to oznacza? . Miał dość tego wszystkiego. Większość rybaków była ze sobą spokrewniona.

nieczuła na morską chorobę. Pond poŜegnał się z rodziną zmarłego. a silnik na luzie.txt trawler. Norman Armitage takŜe zdjął kapelusz. Samotna mewa Ŝeglowała na wietrze. Amen. Był przemarznięty do szpiku kości i zbierało mu się na wymioty. Ŝe w ciągu jednego popołudnia zarobił więcej niŜ przez tydzień łowienia makreli.Niech pan zabiera się natychmiast do obliczania masy spadkowej . Ŝe jej przód znalazł się nad wodą. MoŜna sobie wyobrazić. Armitage'owie teŜ ją popchnęli. Wiatr się wzmagał. Pond zapłacił kapitanowi.zaŜądała ostro pani Armitage. Stali w milczeniu na pokładzie. Trumna drgnęła. samowystarczalna w swojej aerodynamicznej doskonałości. Głos silnika podniósł się o ton. Ustawił ją czołem ku morzu i skinął głową. To nie jest zły pomysł. ale idealnie zbalansowana. Otarła się szorstko o deski i zsunęła w dół. Pond spojrzał na kapitana stojącego przy sterze. Patrzył na dębowe wieko opryskiwane przez wodę. Sześć postaci rysujących się na tle zachmurzonego nieba. Podczas gdy ksiądz intonował modlitwę. Brat kapitana uruchomił silnik podnośnika. Jedna jej połowa przechylona była w stronę pokładu. Powoli przechylili platformę w stronę morza. Wielka trumna została uniesiona z pokładu na wysokość metra. liny podnośnika napięły się. utrzymując dziób w kierunku wiatru. nie znająca podatków.I do uwierzytelnienia Strona 115 .Forsyth Opowiadania. Ŝe kapelan śpieszył się na tyle. poza czubkiem 189 zmarzniętego nosa. oczywiście. Kapelan odjechał małym samochodzikiem. CóŜ. Timothy. Adwokat skierował wzrok na trumnę i na szalejące za nią wody oceanu. druga sterczała na zewnątrz nad spienionym morzem. Potem zniknęła pod powierzchnią. Ŝe niebawem znalazła się nad platformą. a jego brat zszedł z podnośnika i zdjął haki. Od czasu do czasu spryskiwała ich kurzawa wodna ze wzburzonej fali i wtedy z trudem utrzymywali równowagę. szeroką na metr platformę z trzech desek umocnionych od spodu krzyŜakami i oparł ją o prawą burtę tak. Kuzyn kapitana tak nią manewrował. w połowie nad pokładem. . a kuzyn załoŜył haki na cztery mosięŜne uchwyty trumny. Statek zakołysał się. Silnik zaczął pracować. W domach za przystanią zapalano pierwsze światła. i nigdy nie przypuszczał. który wezwał kapelana i Armitage'ów. w połowie nad wodą. na ile pozwalało mu poczucie obowiązku. pozostawionym w pobliŜu przystani. Bez śladu.. i zluzowawszy liny połoŜył tak. Ŝe jest po wszystkim. Kuzyn kapitana trzymał ją w tej pozycji. Wtedy mechanik opuścił trumnę. Ŝe Hanson moŜe się o to troszczyć. jeŜeli człowiekowi zaleŜy na tym. zamknięte w trumnie z ołowiu i dębowego drewna. Ale cóŜ. który był zadowolony. Aby być sprawiedliwym. jeŜeli jest się sentymentalnym. wystającego z futrzanego kołnierza płaszcza. we własnym towarzystwie. trzeba powiedzieć. a tył nad pokładem. . co się z nim stanie po śmierci. Jeden z rybaków spojrzał porozumiewawczo na Ponda. Jego kuzyn ujął długą. pomyślał. Kiedy zbliŜał się do mola w Brixham. testamentów i krewnych. Trumna obiła się o wzbierającą falę i zadudniła raczej niŜ plusnęła. Ŝe przypominała huśtawkę. Wolał powrócić do Londynu pociągiem. było juŜ prawie zupełnie ciemno. Pond dał znak marynarzom. Pond zorientował się nagle. Pond skinął głową w stronę Armitage'ów. skąd przybyli. która nigdy nie będzie mogła. wolna i niezaleŜna. MałŜeństwo Armitage'ów i kapelan pośpiesznie wracali do kabiny. Kapelan patrzył na niego pytającym wzrokiem. Trumna była cięŜka. nie zwaŜając na zimno i wilgoć.dostać się do środka. Pond znowu skinął głową. . Twarzy pani Armitage w ogóle nie było widać. Obeszli dwóch marynarzy i połoŜyli ręce na tylnej części trumny. futrzanego kapelusza i wełnianego szala. nie jest to złe miejsce na wieczny odpoczynek. stary przyjacielu. nic nie zakłóci ci spokoju. przez Chrystusa Pana naszego. Martin Pond spoglądał w niebo. Karawaniarze czekali z limuzyną i Tarquinem Armitage. którego zwłoki leŜały o kilka kroków dalej. Deska leŜała juŜ znów na pokładzie. Jego siwe włosy targał wiatr. Sam nigdy nie dbał o to. który podniósł rękę i wskazał kierunek.Polecam wiecznej Twojej opiece brata naszego Timothy'ego Johna Hansona. co sobie myślał o swoim zmarłym krewniaku.

Kto wiedział o tej transakcji? . Pozostała część umowy stanowi prywatny kontrakt pomiędzy Hansonem i holenderskim nabywcą.Jak pan doszedł do tak dokładnej sumy? .zauwaŜył jej syn. Ŝe wytłumaczę państwu sytuację. handlujące cennymi i rzadkimi monetami.powiedział prawnik.PrzecieŜ on tam pracował niemal do śmierci . Był pewien. Hanson zakupił go wraz z hipoteką wkrótce po wojnie.zainteresował się Armitage senior. Nabywca przypuszczał oczywiście. . Młody Armitage zagwizdał przez zęby i uśmiechnął się.Panem de Jongiem? Tak. . Są tam pewne warunki. Ŝe jest to prywatna spółka. .Porozumiem się z państwem niebawem. przedsiębiorstwo. Był równieŜ właścicielem budynku. po krótkich negocjacjach. a sam Hanson pozostaje kierownikiem firmy do końca roku lub teŜ do śmierci.bardzo słusznie . Proszę pozwolić. Znał stan majątku Hansona. Pierwszym było przedsiębiorstwo w City. .Jaką wartość moŜe mieć to wszystko? . której on był jedynym właścicielem. sprzedał spółkę wraz z dobrodziejstwem inwentarza pewnemu holenderskiemu kupcowi. W umowie kupna-sprzedaŜy przepisanie budynku zostało dokonane przez prowincjonalnego prawnika. Pond nie poddał się jej natarczywości. . . a Hanson właścicielem spółki.Inną częścią jego majątku była rezydencja w hrabstwie Kent.Nawet jego pracownicy. Ŝe ta sprawa nie zajmie mu zbyt wiele czasu. .dziwiła się pani Armitage.PoniewaŜ Hanson sprzedał to wszystko za taką właśnie kwotę. który .Forsyth Opowiadania. Hanson był przecieŜ takim pedantycznym człowiekiem. .MoŜe pani być spokojna. Spółka była właścicielem gruntu i budynku.W takim razie nie ma problemu . Ŝe jego rachunki i papiery są w doskonałym porządku. Jako adwokat pana Hansona znałem wielkość i lokatę róŜnych części jego majątku.zdziwił się Armitage senior.zachował tę wiadomość dla siebie. Ŝe chodziło o zwykłą formalność. ale zjawiła się w towarzystwie męŜa i syna. Być moŜe wie pani o tym.txt testamentu. Na pewno nie zmarnuję czasu odpowiedział zimno Pond.Czy pan widział się z tym Holendrem? . . akcje spółki i naleŜności od trzech firm wynajmujących lokale w budynku wynosiły równo milion dwieście pięćdziesiąt tysięcy funtów. Wprawdzie zaprosił do biura tylko panią Armitage jako jedyną spadkobierczynię. zaleŜnie od tego. eksponaty. Strona 116 . Hipoteka jest od dawna spłacona. .Ile tego jest ? .odpowiedział Pond.O co chodzi? . . Zapłacił właśnie sumę. .O spadek po pani bracie. Widziałem teŜ wszystkie umowy.dopytywała się pani Armitage. w którym się znajdowała. . którą wymieniłem. Pięciu pracowników utrzymuje swoje posady. Pond mógł skomunikować się z państwem Armitage dopiero w połowie listopada.. to znany amsterdamski handlarz numizmatów. Wierzył. .Trzy miesiące przed śmiercią. .Znalazłem się w kłopotliwym połoŜeniu . kiedy ceny nieruchomości były niskie. mogłem więc zbadać je bez zwłoki. . Są w całkowitym porządku i zgodne z prawem.Nikt . 191 .. który marzył o niej od lat.Co do tego nie ma Ŝadnych wątpliwości . . .A co Hanson zrobił z tymi pieniędzmi? . 190 Uchylił kapelusza i ruszył w kierunku stacji.odpowiedział Pond. . Stworzył ją i rozbudował. co nastąpi wcześniej.Co zrobił.Wpłacił je do banku.Majątek Hansona w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach ulokowany był w siedmiu podstawowych przedsiębiorstwach.spytała obcesowo pani Armitage. . Mamy dosyć tej zabawy. Budynek.zapytała pani Armitage.

my i tak nie chcieliśmy bawić się tym całym majdanem powiedział Armitage junior. bo. . po uprzednim wypowiedzeniu.Dlaczego? .To niemoŜliwe!. moŜna! .Forsyth Opowiadania. a jego ojciec zajął postawę sędziego. Sprzedał je za sto pięćdziesiąt tysięcy funtów mniej więcej w tym samym czasie. a jestem pewny. Ŝe wszystko zbadałem. zawierając prywatną umowę. to zupełnie moŜliwe. . zamienił na gotówkę i wpłacił do banku. co miał.Oczywiście nie od razu. Zamilkł. KaŜdy rachunek był jednakŜe wystawiony osobno. .Tak.Wszystkie pieniądze.Poza tym zmarły był właścicielem cennej kolekcji numizmatów. byliście w spółce.Chce pan nam powiedzieć .. o ile mogłem się zorientować..Co zrobił? . Na przykład kasyna. spłaci naleŜności.Ile Hanson otrzymał za rezydencję? .PrzecieŜ niepodobna podjąć trzech milionów funtów gotówką! krzyknął Armitage senior z niedowierzaniem. . . Wybierał pieniądze po trochu przez wiele tygodni.. . Wreszcie miał rachunki w kilku bankach..Dwieście dziesięć tysięcy funtów. Ale zabrał wszystko.TeŜ zamienilibyśmy go na gotówkę. . .zapytała znowu pani Armitage. Pani Armitage biła pulchną pięścią w stół. W końcu czerwca Hanson wziął poŜyczkę hipoteczną na dziewięćdziesiąt pięć procent wartości tej nieruchomości.. nieco ponad trzy miliony funtów.. . Hanson spędził ostatnie miesiące swojego Ŝycia odwalając właściwie pańską robotę.txt piękny budynek otoczony pięciohektarowym parkiem. z pomocą innego adwokata. Do chwili swojej śmierci miał zapłaconą dopiero pierwszą ratę kwartalną. ale w kwotach do pięćdziesięciu tysięcy funtów z większych banków. Co dalej? . i to gotówką. który juŜ został odebrany przez firmę. . Są takŜe całkowicie legalne. . Miał teŜ mieszkanie w dzielnicy Mayfair.. Makler giełdowy Hansona. a potem podjął. handlarze starzyzną.Które wpłacił do banku? . Pozostał poza tym rolls-royce.Co się z nimi stało? . 192 pozbył się całego jego portfelu akcji i obligacji przed pierwszym sierpnia..Podjął je? . Niech pan to wszystko podsumuje.. jakie Hanson wpłacił do banku. . 193 13.Czysta robota Strona 117 . co posiadał.Nie mógłbym wyrazić tego lepiej . syn zerwał się na nogi i wymachiwał ręką. Po kaŜdej transakcji wpłacał uzyskane kwoty do banku. Znaleziono je w sejfie jego wiejskiej rezydencji. Pewna spółka budowlana stała się głównym wierzycielem masy spadkowej i juŜ przejęła nieruchomość na własność. działając na jego zlecenie. . gdy Armitage'owie zaczęli robić dziwny hałas.Wpłacił je. Wszyscy krzyczeli naraz. którzy go znali lub dla niego pracowali? .W głosie pani Armitage zabrzmiał gniew. który ma za chwilę wydać wyjątkowo surowy wyrok.potwierdził pan Pond.Obawiam się. załatwi podatki i przekaŜe nam resztę.Musiał to gdzieś ukryć. . ..odparł spokojnie pan Pond. Tę rozprzedał w ciągu kilku miesięcy za pośrednictwem swojej spółki za kwotę przeszło pół miliona funtów. Całkowita wartość jego majątku wynosiła.Owszem. bukmacherzy. nikomu o tym nie mówiąc i nie wzbudzając Ŝadnych podejrzeń wśród ludzi.. Te pieniądze równieŜ ulokował w banku..CóŜ. Wiele przedsiębiorstw operuje gotówką. . ale o kilka. I tym razem w całkowitej zgodzie z prawem.To by były trzy aspekty jego stanu majątkowego. Ŝe nie jest to moŜliwe.Ŝe przed swoją śmiercią Hanson sprzedał wszystko.wtrącił się Armitage senior . niech pan znajdzie te pieniądze. Zresztą nie chodziło o jeden bank. Sprzedał go za czterdzieści osiem tysięcy i wynajął sobie inny.

zgodził się pan Pond. a opłaty skarbowe od sprzedaŜy kaŜdej nieruchomości czy innych walorów są konieczne. prosząc o informację.zapytał Armitage. Ale nigdzie nie znaleziono depozytu na nazwisko Hanson. Mógłby je wpłacić do zagranicznego banku albo złoŜyć w nim w depozycie. Timothy.Wcześniej czy później.Co pan zamierza zrobić? .Forsyth Opowiadania. ale przecieŜ musiał gdzieś złoŜyć te pieniądze albo coś za nie kupić.Pozostaje jeszcze urząd skarbowy . Są jak te młyny Pana Boga.mówił Pond. Ŝe oni potrafią znaleźć te pieniądze? . Poza wszystkim innym trzeba przecieŜ płacić podatek od zysku z kapitału. Zorientowanie się w tym wymaga czasu. a proszę mi wierzyć. Ŝe pieniądze są poza granicami Anglii i poza zasięgiem ich jurysdykcji. ale nie otrzymałem Ŝadnej odpowiedzi. ale to nie miałoby sensu. co się dało zrobić. . .PrzecieŜ oni są równieŜ. nie śpieszą się. co się stało. Nie mogę tym poszukiwaniom poświęcić całego mojego czasu. ale urzędników skarbowych zawsze. Ŝe ci się udało. Spojrzał na rodziców. .zapytał Armitage senior. niejakiego Richardsa.Jak wynika z mojego doświadczenia. mogą zamknąć sprawę. zarówno zwykłymi. Ŝe musiały to być bardzo duŜe ilości. . JeŜeli zostały gdziekolwiek zdeponowane. Ŝe to się rzadko udaje. Jakkolwiek i gdziekolwiek byś je ukrył.To jest znany wybieg .Jak długo to moŜe potrwać? .zapytał Armitage senior pana Ponda znacznie juŜ uprzejmiejszym tonem. spadkobiercami.Cicho! . . w pewnym sensie.zawołała pani Armitage z nadzieją. Dopóki ich nie znajdą. chciwych ludzi.Czy moŜe pan dalej czynić poszukiwania? . Umieściłem równieŜ ogłoszenia w głównych pismach krajowych. . Ale Timothy Hanson mnie zadziwił. będą na nie polowali i nigdy nie dadzą za wygraną.wrzasnął. Nie pojawiły się nigdzie duŜe ilości gotówki. Odwiedziłem byłego szofera i słuŜącego Hansona. to je znajdziemy. Mam swoją praktykę adwokacką. Jak mogłeś sobie wyobrazić. MoŜna podejmować z banków duŜe sumy pieniędzy. Dopiero kiedy wiedzą. Ŝe to potrafią. przychodzą i kładą na nie łapę. nie spoczną. JeŜeli nabyty został za nie jakiś obiekt. . Nie miał powodu bogacić i tak juŜ wystarczająco bogatych bankierów. Ŝebym jeszcze zrobił? Zapanowało milczenie. I mają do dyspozycji wszystkie moŜliwości.Pan natychmiast odwoła swoje słowa! Czy pan mnie słyszy?! Armitage junior pokręcił się niespokojnie w fotelu. . to taka transakcja takŜe musi wyjść na jaw. .Przepraszam . W dzisiejszych czasach wszystko jest skomputeryzowane.powiedział wreszcie. ale on takŜe nie mógł mi pomóc.Jeszcze przez pewien czas . Ŝe zamilkli. Czy naprawdę nie bałeś się urzędu skarbowego? Wiem. zwykle aby uniknąć płacenia podatku spadkowego. Będą chcieli dostać swój udział.txt Ta ostatnia uwaga wyprowadziła Ponda z równowagi. w Zjednoczonym Królestwie.Jestem pewny. ale wydawanie ich to sprawa znacznie trudniejsza. . . a to dlatego. Urząd skarbowy jest zawsze zawiadamiany. Martin Pond był zmartwiony postępkiem przyjaciela i rozumiał jego intencje.Był juŜ nieraz stosowany. przedstawiając się jako egzekutor testamentu Hansona.To juŜ inna sprawa . . jakie daje państwowy urząd.powiedział pan Pond spokojnie. Nie 194 wahają się przed niczym. skoro wiedział. Są niestrudzeni i nieugięci.Ale zrobiłem juŜ niemal wszystko.odpowiedział pan Pond.Skontaktowałem się juŜ ze wszystkimi większymi bankami. Jego wybuch był tak niespodziewany. .Myśli pan. Zawsze znajdą kaŜde pieniądze. Adwokat wskazał na Armitage'a juniora. ale na pewno przyniesie skutek. . który przeszedł na emeryturę i zamieszkał w Południowej Walii. . Ŝe jest umierający. . jak i handlowymi. prawdopodobnie wcześniej. .A co pan radzi? . to kiedy juŜ myślisz. No. Strona 118 . . oni na niego. Ŝe uda ci się coś takiego? pytał w duchu zmarłego. będę musiał zawiadomić ich o tym. Ŝe nie bałeś się tych małych. Pozostaje pytanie: co państwo chcecie. Rodzina Armitage'ów zastanawiała się głęboko.

Ŝeby go nazwać prywatnym agentem . referował sprawę.Kwestia miesięcy? . Ŝeby jak najszybciej odkrył. Wreszcie Miller zawiadomił pana Ponda. . na nosie miał okulary w złotej oprawie.zaczął. Pan Miller milczał przez następne cztery tygodnie. .powiedział wstając pan Pond. aby zatelefonować do Eustace'a Millera.krzyknęła pani Armitage.Musi się znaleźć sposób na przyśpieszenie sprawy. ale brakuje masy spadkowej. Jest jedynym prawdziwym fachowcem. . przyglądając się wszystkim po kolei sponad okularów .Proszę mówić dalej.kierując się trzema załoŜeniami. w celu odnalezienia zaginionych spadkobierców. a gdyby tak wynająć prywatnego detektywa? . Ŝe potrafi odnaleźć zaginioną fortunę Hansona. załoŜyłem i nadal zakładam. dokoła łysiny wyrastał mu wianuszek siwych włosów. Po drugie. Strona 119 . Stojąc na nieco przykrótkich nogach. Pozostaje tylko sprawa jego wynagrodzenia. iŜ jego poszukiwania są tak powaŜnie zaawansowane.Właśnie. to spotkało ją rozczarowanie. . Ŝe moŜe złoŜyć wstępne sprawozdanie z rezultatów.Hej. Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł.Oni teŜ wolą się tak nazywać. Eustace Miller był niski. nieustannie Ŝądając szybkiego odnalezienia naleŜnej im zagubionej fortuny.. było robione z pełną świadomością i w okreś196 lonym celu. GdybyŜ Hanson wiedział. czego pan Hanson dokonał w ostatnich miesiącach swojego Ŝycia. Raz juŜ zaangaŜowałem takiego człowieka. . JednakŜe. tłusty i dobroduszny. Muszę państwu powiedzieć..Dobrze.krzyknął Armitage junior. . Wydatki okazały się wyŜsze niŜ zwykle. ZaangaŜuję pana Eustace'a Millera.Nie był wszak zmuszony pozostawiać go państwu .. Ŝe straci pieniądze przeznaczone na kupno nowego samochodu i letnie wakacje. Ŝe celem pana Hansona było odcięcie spadkobierców i władz skarbowych od dostępu do majątku po jego śmierci. pozostało juŜ bardzo niewiele. jacy oni są chciwi! . biorę na siebie jego wynagrodzenie po wyczerpaniu tych pięciu tysięcy funtów.. Skinął jednakŜe głową na znak zgody. wszystko. prywatnego agenta. A usługi tego człowieka nie są tanie.Rozpocząłem moje dochodzenie . . ale nie śpieszy im się.No to niech go pan wynajmuje . .. Mówiąc to odprowadził Armitage'ów do drzwi i poszedł do swojego gabinetu.Stary łajdak! .Dobrze. Pan Pond był juŜ niemal równie niecierpliwy jak Armitage'owie. . a złoty łańcuszek od zegarka przecinał przód kamizelki. W tym wypadku spadkobiercy są.zawołał junior. Owszem.txt które mielą powoli. Obawiał się. i to bardzo szacownego. JeŜeli rodzina Armitage'ów spodziewała się ujrzeć kogoś w rodzaju Filipa Marlowe'a albo kogoś innego.odparł Pond. pomyślał pan Pond. Traciła swoją towarzyską ogładę. Nie zaniedbają sprawy.Norman? Armitage senior przełknął ślinę. . Ŝe z kwoty pięciu tysięcy funtów.zauwaŜył spokojnie pan Pond. . przeznaczonej na wydatki. Pani Armitage spojrzała na męŜa. Zaprosił więc wszystkich zainteresowanych do swojego biura.. . Po pierwsze. 195 Co za chciwość.Forsyth Opowiadania. .Nie moŜemy tak długo czekać! .. czy mógłby pan zatrudnić prywatnego detektywa? zapytała jego matka.No to bardzo dobrze . Nosił ciemne ubranie.. . to moŜna zrobić. Jest jednak najlepszy do takich rzeczy. będącego uosobieniem rzutkiego prywatnego detektywa. . . gdzie ten przeklęty człowiek ukrył swoje pieniądze. ale Armitage'owie bombardowali Martina Ponda.przerwała mu pani Armitage i niech pan mu powie.Raczej lat. Nie wątpię.Wolałbym.zaproponował junior.

Chodziło mu niewątpliwie o napęd do narzędzi .MoŜliwe.Dziękuję. trzeba mieć licencję zarówno na zakup. cena rynkowa platyny wynosiła pięćset dolarów amerykańskich za jedną uncję. . W amerykańskich dolarach.Nie. czego szukam. jest najcenniejszym metalem świata. Po trzecie. Ŝe tak wielka kwota w gotówce zajęłaby bardzo duŜo miejsca. jego szofer i słuŜący . . Ktoś nawet przejechał odkurzaczem po podłodze. W maj-u pan Hanson zakupił elektryczny generator o wysokiej mocy. Diamenty moŜna w kaŜdej chwili zidentyfikować u ekspertów. ani nie podjął powaŜnego ryzyka. .Znalazłem odpowiedź . Wtedy zacząłem myśleć o innym walorze posiadającym wielką wartość.Nabywca mógł wprawdzie zniszczyć wszystkie dowody tej transakcji.Poza tym wiedziałem. .powiedział pan Pond.txt .zdenerwował się pan Pond. zajmującej się handlem szlachetnymi metalami.odpowiedział Miller. Myślał juŜ o przyjemności.Stolarstwo było jego pasją. ale sprzedawca nie był w stanie tego.Prawdopodobnie Richards. doszedłem do wniosku. Zgodnie z prawem obowiązującym pod obecnymi rządami laburzystów. jak to wynika z lektury kiepskich powieści kryminalnych. Ŝe pan Hanson zakupił w firmie Johnson Matthey dwieście pięćdziesiąt pięćdziesięciouncjowych sztabek niemal stuprocentowej platyny. Miejsce to było skrupulatnie wysprzątane. Pomyślałem sobie. . A ja oczami detektywa . . nie było to zbyt dobrze pomyślane .Byłem przecieŜ w jego rezydencji w hrabstwie Kent . Mam je tutaj. ZauwaŜyłem plamy na deskach podłogi. sześć i ćwierć miliona 197 dolarów. zrobić. .A złoto? A moŜe diamenty? .odezwał się pan Pond cichym głosem. Wziąłem przy tym pod uwagę fakt. w sumie zakupił dwanaście i pół tysiąca uncji. Musiał zachować kwity. wyciągnął z teczki plik papierów.powiedział Miller.Mówiąc szczerze. ale od budynków gospodarczych. Ŝe pan Hanson ani nie spalił swoich pieniędzy. . napędzany ropą.Dlaczego platyna? . .Forsyth Opowiadania. Inaczej mówiąc. jakie stanowi przeszmuglowanie ich za granicę. . .Właśnie. Ŝe pan Hanson miał doskonale wyekwipowany warsztat stolarski w dawnej stodole za stajniami? . Ŝe musiał tam trzymać jakąś maszynę albo silnik.krzyknęli Armitage'owie chórem. do tego wystarczała instalacja elektryczna. Zbadałem te wszystkie ewentualności i po wyczerpujących badaniach wykluczyłem je. z których wynika.Blisko trzy miliony funtów. jak juŜ wspomniałem. . TuŜ przed śmiercią oddał go na złom. jest obecnie równie wartościowa jak złoto.zainteresował się Armitage senior.odpowiedział Pond.zapytała pani Armitage. W ciągu tygodnia znalazłem odpowiedź na to pytanie. i wykorzystując chwilę ciszy.zapytał Armitage senior. Na tym warsztacie skoncentrowałem moje poszukiwania. Kiedy Hanson robił swój zakup. I znalazłem. Zwróciłem się o poradę do firmy Johnsona Mattheya.Pieniądze? . kaŜda o wadze pięćdziesięciu uncji. .Ile na to wydał? .Ale rozejrzał się pan po niej oczami prawnika.przerwał mu Pond. . ale stosunkowo małą objętość.Gdzie je przechowywał . Potrzebował Strona 120 . .Nie. .To ciekawa sprawa. spowodowaną zdumieniem wszystkich obecnych.ciągnął dalej Miller z nutą Ŝalu w głosie. którego wyraźnie sytuacja bawiła. . . . oczywiście. Oderwałem od nich kilka drzazg i zaniosłem do laboratorium. Czy pamiętacie państwo. a nie licząc rodu. jak i na posiadanie złota. i zainstalował w warsztacie. nie dają się teŜ tak łatwo sprzedać.W swojej posiadłości. Platyna nie wymaga licencji. ale chyba nie.wyjaśnił Miller. Były nasycone ropą z silnika Diesla. jaką sprawi mu opowiadanie tym ludziom dalszych rewelacji. . Dokoła stołu panowało grobowe milczenie. Nie zacząłem więc od domu. bo one obowiązują na rynku metali szlachetnych.Mam tutaj kwity. . w hrabstwie Kent . . dwieście pięćdziesiąt sztabek.Oczywiście .

Forsyth Opowiadania.txt generatora do czegoś zupełnie innego. Czegoś, co wymagało ogromnej mocy. W ciągu następnego tygodnia rozwiązałem i tę zagadkę. Hanson nabył bowiem mały, nowoczesny i bardzo wydajny piecyk hutniczy. I on zniknął, podobnie jak czerpak, azbestowe rękawice i szczypce. Wszystko to zostało z pewnością rzucone w toń jakiegoś jeziora albo rzeki. Sądzę, Ŝe wolno mi się pochwalić, bo byłem bardziej akuratny niŜ pan Hanson. Albowiem wciśnięte pomiędzy dwie deski podłogi i niewidoczne dla oka, pokryte mocno zbitymi opiłkami, niewątpliwie tam, gdzie upadło, odkryłem to! PoniewaŜ nastąpił kluczowy moment opowieści, Miller zrobił pauzę. Wyjął z teczki białą paczuszkę i zaczął ją powoli odwijać. Wziął do ręki cienką blaszkę. Płynna platyna wyciekła zapewne z czerpaka, 198 wystygła i wpadła między deski podłogi. Miller odczekał, aŜ wszyscy ją dobrze obejrzeli. - Oczywiście poddałem ją analizie. Jest to niemal stuprocentowa platyna. - A gdzie reszta? - szepnęła pani Armitage. - Tego jeszcze nie wiem, madame, ale proszę się nie obawiać, dowiem się. Widzicie państwo, pan Hanson popełnił błąd. Nie powinien był wybrać platyny. Ma ona bowiem właściwość, której nie doceniał, a która jest jedyna w swoim rodzaju. Chodzi mi o jej wagę. Teraz wiemy, czego szukamy. Drewnianej skrzyni, która moŜe wyglądać zupełnie niewinnie, ale - i to jest istotne która waŜy niemal pół tony. Pani Armitage odchyliła głowę w tył i wydała z siebie dziwny, chrapliwy ryk, podobny do ryku rannego zwierzęcia. Tarquin Armitage wstał, jego piegowata twarz była purpurowa z wściekłości. - Co za podły łajdak! - wrzasnął. Martin Pond patrzał z niedowierzaniem na detektywa. - Mój BoŜe! - jęknął. - To nie do wiary, on to naprawdę zabrał ze sobą! W dwa dni później pan Pont zawiadomił urząd skarbowy o wszystkich faktach związanych z tą sprawą. Sprawdzono je, i chcąc nie chcąc urząd skarbowy wycofał się z wszelkich roszczeń. ^ Barney Smee maszerował szybkim i wesołym krokiem w kierunku swojego banku, pewny, Ŝe zdąŜy tam przed przerwą na święta BoŜego Narodzenia. Powód jego radości tkwił głęboko w jego kieszeni. Był to czek na pokaźną kwotę, ostatni z całej serii podobnych czeków, które zapewniały od kilku miesięcy znacznie wyŜszy poziom Ŝycia niŜ ten, do którego przywykł przez ostatnie dwadzieścia lat. Zajmował się ryzykownym procederem dostarczania złomu metalowego przemysłowi złotniczemu. Miał rację, mówił do siebie, podejmując to ryzyko, a było naprawdę niemałe. Ale cóŜ, wszyscy teraz próbują się wymigać od zbyt wysokich podatków. KtóŜ mógłby go potępiać za to, Ŝe wszystkie transakcje chciał wykonywać wyłącznie w gotówce? Barney Smee bez trudu doszedł do porozumienia z siwowłosym kapitalistą, który twierdził, Ŝe nazywa się Richards, co udowadniał legitymując się prawem jazdy. Człowiek ten prawdopodobnie zakupił przed laty pięćdziesięciouncjowe sztabki platyny. Wtedy były jeszcze tanie. Uzyskałby niewątpliwie wyŜszą cenę, gdyby chciał je sprzedawać za pośrednictwem firmy 199 Johnson Matthey, ale ileŜ podatku musiałby zapłacić od zysku z kapitału! On jeden to wiedział, a Barney Smee wolał się tym nie interesować. A w ogóle to cały handel obfitował teraz w gotówkowe transakcje. Sztabki tego Richardsa były prawdziwe. Nosiły jeszcze puncę odciśniętą przez firmę Johnson Matthey, gdzie zostały niegdyś zakupione. Tylko numery seryjne zostały wytrawione. To powaŜnie zawaŜyło na zysku tajemniczego faceta, poniewaŜ za sztabki pozbawione numeru serii Smee nie mógł mu zapłacić ceny chociaŜby zbliŜonej do ceny rynkowej. Płacił mu za nie tak jak za złom, czyli czterysta czterdzieści dolarów za uncję. Ale numer serii naprowadziłby na jego trop urząd skarbowy. Facet dobrze wiedział, co robi. Barney Smee pozbył się powoli wszystkich pięćdziesięciu sztabek Strona 121

Forsyth Opowiadania.txt platyny. Na kaŜdej uncji zarobił równe dziesięć dolarów. Czek, który miał w kieszeni, był naleŜnością za ostatnią transakcję, za sprzedaŜ ostatnich dwóch sztabek. śył w błogiej nieświadomości faktu, Ŝe w innych częściach Anglii czterej inni ludzie takŜe spędzili jesienne miesiące na upłynnianiu pięćdziesięciu pięćdziesięciouncjowych sztabek platyny, które kupili za gotówkę od siwowłosego męŜczyzny. Skręcił z bocznej uliczki na Old Kent Road i zderzył się z wysiadającym z taksówki męŜczyzną. Panowie przeprosili się-nawzajem, po czym Ŝyczyli sobie wesołych świąt. Barney Smee ruszył dalej z zadowoloną miną. MęŜczyzna, z którym się zderzył, był adwokatem z wyspy Guernsey. Przyjrzał się budynkowi, przed którym wysiadł z taksówki, poprawił kapelusz i podszedł pod drzwi wejściowe. W dziesięć minut później siedział zamknięty w pokoju z lekko zaintrygowaną matką przełoŜoną. - Chciałbym zapytać, czy sierociniec pod wezwaniem świętego Benedykta znajduje się w rejestrze instytucji charytatywnych, zgodnie z ustawą o dobroczynności? - Tak - odparła matka przełoŜona. - Doskonale - ucieszył się adwokat. - Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by nie trzeba było płacić podatku od przelewania kapitału. - Od czego? - zdziwiła się matka przełoŜona. - Jest to ustawa pod nazwą "Ustawa o podatku od darowizny" wyjaśnił adwokat. - Mam przyjemność zawiadomić panią, Ŝe ofiarodawca, którego nazwiska nie mogę ujawnić, zgodnie z zasadami tajemnicy zawodowej obowiązującej prawnika, pozostawił waszej instytucji w testamencie pokaźną sumę pieniędzy. Umilkł i czekał na reakcję, ale siwowłosa zakonnica patrzyła na niego ze zdziwieniem, lecz bardzo spokojnie. 200 - Mój klient, którego toŜsamość pozostanie dla pani na zawsze tajemnicą, polecił mi, aŜebym stawił się tutaj w dniu dzisiejszym, to znaczy w Wilię BoŜego Narodzenia, i przekazał pani tę kopertę. Wyjął z teczki grubą Ŝółtą kopertę i podał matce przełoŜonej. Wzięła ją, ale nie zrobiła Ŝadnego ruchu, aby otworzyć. - O ile wiem, zawiera ona poświadczony czek bankowy powaŜnego banku z siedzibą na wyspie Guernsey, wystawiony na rzecz sierocińca pod wezwaniem świętego Benedykta. Osobiście nie widziałem tego czeku, ale takie są moje instrukcje. - Nie trzeba będzie płacić podatku od darowizny? - zdziwiła się zakonnica. Dary pienięŜne były wielką rzadkością, ich sumy niewielkie, wymagały teŜ ogromnych starań. - Na wyspach kanału La Manche istnieje inny system podatkowy, niŜ na pozostałych obszarach Wielkiej Brytanii - tłumaczył cierpliwie adwokat. - U nas nie ma podatku od transferu kapitału. Zachowujemy teŜ ścisłą tajemnicę bankową. Ofiary pienięŜne pochodzące z Guernsey czy innych wysp na Kanale nie są opodatkowane. JeŜeli odbiorca darowizny mieszka lub jest stałym rezydentem na angielskim lądzie, to podlega obowiązkowi podatkowemu według prawa na lądzie. Chyba Ŝe jest spod niego wyjęty. Na przykład przez ustawę o dobroczynności. Kiedy pani podpisze pokwitowanie na odbiór koperty o nieznanej zawartości, moje obowiązki będą spełnione. Honorarium juŜ otrzymałem. Śpieszę się do domu i do rodziny. - W dwie minuty później matka przełoŜona była juŜ znowu sama. Powoli przecięła kopertę i obejrzała jej zawartość. Był w niej pojedynczy poświadczony czek bankowy. Kiedy przeczytała widniejącą na nim cyfrę, sięgnęła po róŜaniec i zaczęła go szybko odmawiać. Gdy odzyskała nieco równowagę, podeszła do klęcznika i przez pół godziny modliła się Ŝarliwie. Kiedy wróciła do biurka, była wciąŜ osłabiona z wraŜenia. Jeszcze raz obejrzała czek. Opiewał na przeszło dwa i pół miliona funtów. KtóŜ na świecie mógł mieć takie pieniądze? Próbowała zastanowić się, jak je zuŜytkować. Pomyślała o załoŜeniu fundacji. A moŜe przeznaczyć je na stypendia? Wystarczy tych pieniędzy na potrzeby sierocińca chyba do końca świata. A na pewno będzie mogła teraz zrealizować ambicję swojego Ŝycia i przenieść cały zakład z dzielnicy ruder Strona 122

Forsyth Opowiadania.txt Londynu na cichą wieś. Będzie mogła podwoić liczbę dzieci... będzie mogła... Wśród mnóstwa przebiegających przez jej głowę myśli jedna opanowała ją całkowicie. Gdzie ona to przeczytała? Ach tak, w niedzielnej gazecie sprzed tygodnia. Coś tam zwróciło jej szczególną 201 uwagę i dało asumpt do przelotnych marzeń. Tak! To na pewno to! Tam przeniesie swoją dzieciarnię! Starczy tych pieniędzy na kupno i utrzymanie takiej rezydencji. Marzenia staną się rzeczywistością. Przypomniała sobie dokładnie treść ogłoszenia w kolumnie handlu nieruchomościami. Na sprzedaŜ duŜa rezydencja w hrabstwie Kent, otoczona pięciohektarowym parkiem. DOBRA NAUCZKA Sędzia Comyn rozsiadł się wygodnie na wyściełanej ławce przedziału pierwszej klasy, rozwinął egzemplarz Irish Times'a, spojrzał na nagłówki i odłoŜył go na kolana. Dość będzie miał czasu na czytanie w czasie powolnej, czterogodzinnej podróŜy do Tralee. Obserwował sennym wzrokiem przez okno krzątaninę na peronie stacji Kingsbridge. Zaledwie kilka minut pozostało do odjazdu pociągu Dublin-Tralee, który zawiezie go do głównego miasta hrabstwa Kerry, gdzie spełni swoje obowiązki i spokojnie wróci do domu. Miał cichą nadzieję, Ŝe nikt nie wejdzie do jego przedziału i Ŝe będzie mógł sobie trochę popracować. Ale tak się stać nie miało. Zaledwie myśl ta przeszła mu przez głowę, drzwi przedziału otworzyły się i zamknęły za kimś. Sędzia powstrzymał się od podniesienia wzroku. Przybysz rzucił podróŜną torbę na półkę, po czym usiadł naprzeciwko po drugiej stronie błyszczącego orzechowego stolika. Sędzia Comyn spojrzał na nowego towarzysza podróŜy. Był to niski, niepokaźny człowiek z wijącą się jasną grzywką nad czołem, który patrzył na niego nieskończenie smutnym, przepraszającym wzrokiem. Miał na sobie ubranie z kamizelką i wełniany krawat. Sędzia uznał, Ŝe jest to albo ktoś zajmujący się końmi, albo urzędnik, i znowu zainteresował się widokiem za oknem. Słyszał, jak dyŜurny ruchu rzucił jakiś rozkaz w stronę starej parowej lokomotywy, po czym rozległ się ostry gwizdek. W chwili kiedy lokomotywa wydała z siebie pierwsze syknięcie i koła wagonu zaczęły się toczyć, przed oknem mignęła wysoka postać człowieka ubranego od stóp do głów na czarno. Sędzia usłyszał trzask otwieranych drzwi wagonu; ktoś upadł na podłogę przedsionka. Po chwili przy akompaniamencie sapania i wzdychania lokomotywy 203 w drzwiach przedziału zjawiła się owa czarna postać i z westchnieniem ulgi opadła na siedzenie w kącie przedziału. Sędzia Comyn stwierdził, Ŝe nowy pasaŜer jest księdzem o niezwykle rumianej twarzy. Obrócił się ku oknu. Był wychowany w Anglii i nie chciał być tym, który zaczyna rozmowę. - Klnę się na wszystkich świętych - odezwał się pierwszy pasaŜer - byłem pewny, Ŝe ojciec nie zdąŜy wsiąść. Ksiądz wciąŜ cięŜko oddychał. - No tak, synu - odparł. - To było ryzykowne. Po tej wymianie zdań zapanowała błoga cisza. Sędzia Comyn patrzył, jak budynek stacji Kingsbridge znika za horyzontem. Wyłoniły się rzędy szarych domków, które w owych czasach wypełniały zachodnie przedmieścia Dublina. Lokomotywa Great Southern Railway Company uporała się juŜ z cięŜarem pociągu i tempo obrotu kół na szynach wzrosło. Sędzia Comyn zabrał się do czytania gazety. Nagłówki i wiadomości na pierwszej stronie dotyczyły premiera Ramona de Valery, który poprzedniego dnia w Parlamencie udzielił pełnego poparcia ministrowi rolnictwa w sprawach podwyŜki ceny ziemniaków. Znacznie mniejszą czcionką i na samym dole kolumny wydrukowana była kilkuzdaniowa wzmianka o tym, Ŝe niejaki pan Hitler zajął Austrię. Redaktor ma rację co do skali waŜności informacji, pomyślał sędzia. Poza tym niewiele było w gazecie interesujących go Strona 123

Czy pozwoli mi pan skorzystać z części stolika? .Jeszcze nigdy w Ŝyciu nie wyszedł mi pasjans.Niech pan układa dalej .powiedział łagodnie sędzia. 204 Nie zadał sobie trudu zainteresowania się małym człowiekiem.Nie mnie . . Po prawej stronie widniała pusta kolumna. Zrobił siedem kolejnych prawidłowych ruchów. Kolumna. .westchnął mały człowieczek. potrząsając głową i patrząc na sędziego oczami cocker-spaniela. gdzie miał przewodniczyć na cokwartalnej sesji wyjazdowej. a w trzeciej leŜał król. WyłoŜył trzy następne karty. Sędzia odchrząknął. Ŝe w Kerry. o co chodzi.Bardzo panu dziękuję . kończyła się teraz dziesiątką. który został odłoŜony na bok. PołoŜył ją na króla. . Mówił z akcentem południowo-zachodniej części kraju.powiedział człowiek o smutnych oczach. Przy jego pomocy pasjans wyszedł.Powinien być przesunięty na wolne miejsce.Ma pan dobre oko do kart.podpowiedział sędzia .Proszę pana . którego zainteresowanie rosło. wyjął z teczki plik prawniczych dokumentów i zaczął je przeglądać. niemal psie oczy tego człowieka. sir. WspółpasaŜer spojrzał na niego z niepokojem. Mały człowieczek wysunął czubek języka spomiędzy warg.Czerwona dziewiątka . . nie wyłonią się Ŝadne specjalne trudności. 205 Sędzia Comyn zastanawiał się.Król . . .txt wiadomości. Po pięciu minutach sędzia przestał się koncentrować na sprawie powództwa cywilnego i wpatrywał się z zainteresowaniem w rozłoŜone karty. . okazała się damą. Był absolutnie skoncentrowany .uśmiechnął się sędzia. . Ŝe na sesjach wyjazdowych rozpatruje się jedynie najprostsze sprawy. . toteŜ juŜ po pięciu minutach złoŜył ją. takie. który wyjął z kieszeni talię przybrudzonych kart i rozłoŜył je na stoliku w pasjansowe kolumny. Wpatrywał się intensywnie w odsłonięte karty u dołu kaŜdej kolumny. które powinny być w gruncie rzeczy rozstrzygane przez lokalnych sędziów. . Był to as. Sędzia Comyn natychmiast spostrzegł.Proszę bardzo.skłonił się tamten. Wiedział z doświadczenia. . Sędzia Comyn powrócił do studiowania dokumentów. Tamten spuścił wzrok. który miał wejść na wokandę w Dublinie tuŜ po jego powrocie z Tralee.odezwał się nieśmiałym głosem siedzący naprzeciwko męŜczyzna. Karta. O BoŜe. Ŝe wyjdzie . Wkrótce ukazały się za oknem zielone łąki hrabstwa Kildare.zapytał nieśmiały człowiek.powiedział sędzia. pomyślał sędzia. . zrozumiał. Ŝe czerwona dziewiątka nie została połoŜona na czarnej dziesiątce. MoŜna było odsłonić następną kartę. Ci jednak bardzo często wydawali zdumiewająco nielogiczne wyroki. którego moŜna było przesunąć na wolne miejsce. powiedział sobie w duchu. odnoszących się do skomplikowanego pozwu cywilnego. Jest jednak coś niesłychanie pociągającego w obserwacji cudzego pasjansa. Nic mnie to nie obchodzi. Ŝe cmoknął. Miał nadzieję. którą mógł teraz odwrócić. Czerwona dziewiątka i sześć leŜących na niej kart przeniosły się na dziesiątkę. czy ten człowiek domyślił się.i pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego. Ŝe uŜył ogólnie w owych Strona 124 . Sędzia Comyn zdławił w sobie irytację i powrócił do dokumentów. zwłaszcza jeŜeli układający go robi błędy. on chce rozmawiać! Podniósł wzrok i spojrzał w błagalne. którą rozpoczynał król. Ŝe ma do czynienia z sędzią. mimo Ŝe obydwie te karty były doskonale widoczne. i przeniósł króla.Forsyth Opowiadania. . Mały człowieczek po prostu ich nie zauwaŜył.Myślę.moŜna ją przenieść.Ale nie bez pomocy czcigodnego pana . Wreszcie nie mógł dłuŜej wytrzymać. wyszło panu . Mały człowieczek patrzył ze zdumieniem na kupki kart. Dopiero po chwili uwagę sędziego zwróciło cmoknięcie. Podniósł wzrok. ale doszedł do wniosku. .No i widzi pan.powiedział sędzia.

Niestety nie . a wygrywali pół na pół.walety na dziesiątkach.przypomniał sobie sędzia . Ksiądz odłoŜył tom kazań zmarłego kardynała Newmana i spojrzał na karty. sędzia o dwie. . Sędzia wygrał. według której na umiejętność zręcznej gry w karty składają się poprawne rozumowanie.Mam pewien kłopot . Ja nigdy nie wygrywam. O'Connor zwrócił się do księdza: .powiedział z podziwem O'Connor. Potem patrzy pan.Forsyth Opowiadania.txt czasach przyjętego w Irlandii tytułu wobec ludzi zasługujących na szacunek. który grał trochę w brydŜa i pokera z kolegami z klubu Kildare Street. jeŜeli są dobre. przejął jedno z rozdań i obejrzał karty. . Postanowili rozdawać po pięć kart. Ŝe wziął talię i rozdał parę gier sam ze sobą.wyznał O'Connor po trzecim rozdaniu nie potrafię zapamiętać. mając złe karty.Ach . . Ŝe jedno z rozdań dało mu fula .Zasada jest ta sama..dodał . Ma pan szczęście. Szanowny pan ze swoją świetną pamięcią jest w łatwiejszej sytuacji.stwierdził sędzia. Gdy później przypominał sobie tę jazdę. .rzekł sędzia i obejrzał własne karty. ChociaŜ . co pan ma w ręku.odparł rumiany ksiądz z uśmiechem. ojcze . Zagrali jeszcze raz. wymieniając tylko nazwiska.Tak jest. RozłoŜył na stoliku otwarte karty. sir. a sędzia rozdzielił zapałki i dał po dwadzieścia sztuk kaŜdemu.Gotowy? . ale nie wykluczał.Odebrałem sobie mojego wyimaginowanego pensa . Ŝe nie moŜe pan dać sobie lepszej karty niŜ ta.Nieszczególnie . jeŜeli nie będą panu odpowiadały.odparował sędzia. który z nich pierwszy powiedział słowo poker. JeŜeli karty są złe.ale ja nic nie dokupiłem. . to juŜ nigdy nie zapomina. niewinnego pokera. jak gdyby zaŜenowany własną odwagą. sędzia Comyn nigdy nie mógł dojść. Gdy minęli miasto Kildare. JednakŜe trudno jest grać w pokera w dwie osoby. W pięć minut później. Z zadowoleniem stwierdził. Dostaje pan po prostu pięć kart. . Wreszcie odłoŜył talię i westchnął. . Sędzia pominął swój tytuł.To tylko sprawa dedukcji i skalkulowanego ryzyka .powiedział sędzia. Mały człowieczek przestał układać pasjansa i zaczął wykładać po pięć kart. Z przyjemnością rozegrali tuzin rozdań. W tym momencie przedstawili się sobie.Zgoda . . Zagrajmy jeszcze raz. Nieznajomy poprosił o trzy dodatkowe karty. między Sallins i Kildare. kto z nas ile postawił. .grałem kiedyś z kolegami w seminarium w wista. będzie je pan mógł wymienić na inne. zdecydowali rozegrać 206 małego. podając jedynie nazwisko Comyn. jak to było wówczas w zwyczaju. zdolność obserwacji i dedukcji oraz dobra pamięć.Nie umiem grać w karty. . chce spasować. jego partner nazywał się O'Connor. . Do tego trzeba mieć dryg. Oczywiście nie było mowy o pieniądzach. Strona 125 .Zakładam się o jednego wyimaginowanego pensa. to pan zaczepia. którą ja mam. miał pan dobre karty. Był raczej dumny ze swojej teorii.Mam pomysł . tylko para dziewiątek. uśmiechnął się nieśmiało. . Mały człowieczek. . Po jednej. drugi teŜ musi to zrobić. Tamten skinął głową.spytał sędzia. . Faktem jest.Długa jazda do tego Tralee.Właśnie o to mi chodziło! .powiedział ze smutkiem.powiedział sędzia i z tryumfem wyjął z teczki duŜe pudełko zapałek. pasuje pan i nie przebija. Lubił zapalić sobie po śniadaniu i kolacji cygaro i za nic w świecie nie uŜyłby benzynowej zapalniczki do dobrej hawany za cztery pensy.. oglądał je i składał z powrotem.powiedział. Ŝe był to on właśnie. . do czego miałem prawo.Jak człowiek się raz nauczy grać. . bo kiedy jeden z graczy. Mały człowieczek miał trzy piątki. Tym razem nie był to ful. Czułem to.Czy ojciec nie zagrałby z nami? .

Zapałki zostały podzielone na trzy równe kupki i gra się rozpoczęła. który zrozumiał. ojcze. .Nie znam się na stawkach . kolej na fula.Teraz.txt .powtórzył . Sędzia omówił następnie resztę listy. cztery króle. wpisując to słowo pod wyrazem poker.zapytał ksiądz. Niech pan zobaczy. . . trójka. .Oczywiście. począwszy od asa. Bo skoro wiemy. Ŝe niewarte są nawet małej stawki .powiedział ostroŜnie ksiądz. co pan ma w ręku.To niezupełnie tak . nikt z nas nie będzie nic stawiał.Jak w konfesjonale .Czy mogę to wziąć? . Niewinna gra losowa nie jest wszak grzechem. . . Była rzeczywiście dobra. zwane czasem furą to tak słaba ręka.Jedna para lub sam as czy teŜ róŜne karty.Potem idzie ful . W pierwszych dwóch rozdaniach ksiądz pasował wcześniej i przyglądał się. Ksiądz znowu pokiwał głową. potem idzie kolor. cztery damy i tak dalej. To ksiądz zrozumiał. .poprawił go sędzia Comyn . ..Forsyth Opowiadania. oceniał szansę i prawdopodobieństwa Strona 126 . .ciągnął dalej sędzia. . prawda? 208 Przeprosił współgrających i gra potoczyła się dalej. ojcze . wyjaśniając po kolei kaŜdą kombinację.skoro gramy tylko o zapałki. Sędzia zapisał to na kartce pod słowem "czwórka". .powiedział.powiedział cierpliwie O'Connor . Ŝe powiedział głupstwo. Zwłaszcza jeŜeli się gra o zapałki. Ksiądz patrzył mu przez ramię.WaŜne jest to.PrzecieŜ to tylko zapałki. aŜ do przyjazdu do Thurles. na przykład dwie dziesiątki.tak. a sędzia roześmiał się protekcjonalnie. Po prostu pięć kart w tym samym kolorze i w dowolnej kolejności. a O'Connor połowę. Taki ful nazywa się ful damski na dziesiątkach. Pozostałe to król. Miał fula waletowego na królach. przyjacielu.Tak.ale nie powinien ich pan pokazywać. Sędzia z rozpaczą odłoŜył swoje karty. Sędzia wygrał cztery zapałki. co się ma w ręku. Pogrzebał w teczce i wydobył z niej czystą kartkę liniowanego papieru.powiedział ksiądz . co pan ma. Widzi ojciec. Przy trzecim rozdaniu twarz księdza rozjaśniła się. prawda? . . powinno być tajemnicą.. na przykład trzy damy i dwie inne karty. Cztery asy. Zaczął coś pisać na kartce. Przez sześćdziesiąt minut. jak tamci rozgrywają.uśmiechnął się sędzia Comyn .powiedział ksiądz.Oczywiście . To. karty zostały piętnaście razy rozdane.następnie idzie zwykły kolor. jak w konfesjonale.NajwyŜsza karta to poker. . ale teŜ takiej samej wartości. aŜ do czterech 207 dwójek.zapytał pokazując swoje karty pozostałym graczom. jedna para. strit. Ksiądz stracił niemal wszystkie. Jest to pięć kolejnych kart w tym samym kolorze. Z wewnętrznej kieszeni marynarki wyjął złoty ołówek. Ksiądz spojrzał na kartkę.Tak przypuszczałem . . . . to znaczy trzy karty tej samej wartości. walet i dziesiątka.niech ją pan sobie bierze. panie O'Connor. poniewaŜ mamy gorsze karty. Jasne? Ksiądz skinął głową.Oznacza to dosłownie cztery jednakowe karty. . Robił zbyt wiele błędów. to bardzo dobre karty . Piąta karta nie liczy się: oczywiście cztery asy są lepsze niŜ cztery króle.wtrącił O'Connor.W pokerze nie ma Ŝadnego brania lew . KsięŜulo nie orientował się jeszcze dobrze w grze i tylko sędzia grał ostro. Ani słowa nikomu.Potem idzie czwórka .Czy mam się starać brać lewy? . Rozdano karty. O'Connor uderzył się w czoło.No cóŜ .powiedział O'Connor. rozumiem. LeŜąca przed sędzią kupka zapałek bardzo urosła. O'Connor uniósł brwi.Dobra karta. To prawda. dama. dwie pary. jak człowiek. kalkulował. . i tak dalej.tłumaczył dalej sędzia.

O'Connor oświadczył.zaproponował. . . stanie się darowizną dla sierocińca.Ale biskup tak . Jadę do matki.W takim razie muszę zrezygnować . O'Connor zwrócił uwagę. Sędzia musiał go dwukrotnie przywoływać do porządku. co księdzu zostanie po oddaniu poŜyczki. Ksiądz otrzymał poŜyczkę w wysokości dziesięciu zapałek z łebkiem i czterech bez łebka. w Dingle jest sierociniec. bo obecne ceny torfu są.Nie jestem z natury hazardzistą. Ŝe Pan Bóg nie moŜe mieć nic przeciw temu.. Przez chwilę w przedziale panowała ponura cisza.zauwaŜył O'Connor. Moja matka gotuje tam posiłki.Pan jest genialny. . . O'Connor podniósł połówkę zapałki bez łebka. i Ŝe gotów jest grać do tej wysokości. Sędzia i na to znalazł rozwiązanie.Czysta robota . Gdy minęli Thurles.Dziesięć szylingów? ... a biedne dzieci w zimie marzną. Byli przekonani.. O'Connor jakby stracił zainteresowanie grą.MoŜe będzie zabawniej.. Mam w portmonetce tylko trzy funty. . które odtąd będą miały wartość pieniądza.zaprotestował ksiądz.. Gracze na ogół bawią się dobrze.A jeŜeli o nas chodzi. ChociaŜ.powiedział sędzia tasując karty co do wysokości stawek. co mu poŜyczyliśmy.chociaŜ. Ksiądz wyraził zgodę. moje szczęście moŜe się szybko odmienić odpowiedział O'Connor z anielskim uśmiechem.A z nim spotkam się chyba wcześniej. . a resztę otrzyma w gotówce. Czterdzieści zapałek. Ŝe bardzo dobrze się bawię .Jestem pewien. Co ksiądz na to? .zasugerował O'Connor. Pan O'Connor i ja podzielimy między siebie wszystkie zapałki. Ŝe gra o kilka szylingów to niewielki hazard. matka nasza. Uznał. śaden z graczy nie sprzeciwił się zaakceptowaniu jego czeku. Muszą wystarczyć na całe wakacje. A kilka szylingów.. JeŜeli wygra. . Potem kaŜdy z nas poŜyczy księdzu równą liczbę zapałek.Wszystko. Kościół święty. Suma ta zaskoczyła nieco sędziego.. JeŜeli ksiądz przegra. . potraktujemy to jako prezent w zamian za księdza udział w grze .txt swym wyćwiczonym umysłem prawnika.Wydaje mi się.zawołał tryumfalnie sędzia.. . Ŝe granie o zapałki nie jest zbyt interesujące wyznał O'Connor po drugim upomnieniu.MoŜe skończylibyśmy juŜ? . . więc wznowili grę. ale myślę. które wyjął ze swojego pudełka. które stanowią sumę przeznaczoną na urlop. mój synu.Chwileczkę . jak widzę. .. Połówki z siarką na końcu miały być dwa razy wartościowsze od pozostałych. to nie miejsce dla ludzi pobrzękujących pieniędzmi w kieszeniach. Ŝe ma przy sobie trzydzieści funtów.powiedział ksiądz stanowczym tonem.powiedział z podziwem O'Connor. Ŝe nawet biskup nie zechce sprzeciwić się darowiźnie dla sierocińca.mam pewien pomysł.AleŜ. Przełamali kaŜdą zapałkę na pół. połowę od O'Connora.zaproponował O'Connor bez specjalnego entuzjazmu. odda nam to. . . . .Kiedy ja nie mogę grać o pieniądze! .Nawet kilka szylingów to dla mnie duŜo.Teraz musimy umówić się . Strona 127 . . Ŝe ta gra jest potwierdzeniem jego teorii o przewadze rozsądku nad szczęściem. do Dingle. Ŝe moŜe ich zabraknąć.powiedział ksiądz.Forsyth Opowiadania.I wszystko będzie dobrze. . . wielmoŜny panie . stracił pan sporo zapałek. . ojcze . jeŜeli zagramy o pieniądze . 209 14.zawołał O'Connor .AleŜ wielmoŜny panie. Ŝe jest dŜentelmenem. połowę od sędziego. Sędzia i O'Connor podzielili zapałki na dwie kupki.A jeŜeli wygrana pójdzie na cel dobroczynny? .zawołał sędzia .powiedział sędzia .Przyznaję.Darowizna! . to nie będziemy od niego Ŝądali zapłacenia długu.bez pana nie moŜemy grać.powiedział sędzia.Obawiam się. .Jak pan sobie Ŝyczy . .

Ksiądz spojrzał z konsternacją na spiętrzone na stoliku zapałki i na leŜący przed nim ekwiwalent dwunastu funtów.O. . BoŜe! Jestem prawie zupełnie spłukany. to proszę dołoŜyć pięć funtów i sprawdzić go.Za pięć minut Tralee .Sprawdzam .zawołał konduktor. Gdy minęli Farranfore.Tak mi dobrze szło.Wszelki duch Pana Boga chwali .. Gra nabrała ponownie tempa. i to do sumy. TuŜ pod Charleville ksiądz wygrał od zaniepokojonego O'Connora dziesięć funtów i tempo gry zwolniło się. ale nikt nie zakłócił pokerowcom gry i nie wszedł do przedziału.Mój BoŜe. pozostali dwaj gracze po dwadzieścia cztery funty. Mogło być lepiej. O'Connor grał teraz bardzo ostroŜnie. tracąc swoją dziesięcioszylingową stawkę.Forsyth Opowiadania. Ksiądz wstawił do puli cztery jednofuntowe zapałki. a sędzia dwadzieścia.powiedział ksiądz i jakby obrzędowym ruchem przesunął cztery zapałki na środek stolika. Powinienem był odłoŜyć te trzydzieści dwa funty dla sierocińca. Ksiądz miał dwanaście funtów w zapałkach.szepnął. Nikt nie podziwiał jezior Killarney przesuwających się za oknem. O'Connor stracił nerwy i spasował. co w 1938 roku stanowiło wcale pokaźną sumkę.Trudno . Razem z pozostałymi mu jeszcze dwoma funtami miał teraz dwadzieścia jeden funtów i dziesięć szylingów.txt po podzieleniu na połówki reprezentowało teraz równowartość sześćdziesięciu funtów. Dojechali do węzła kolejowego Limerick. przesuwając do puli kilka zapałek . Zabrał ze stołu swoje dziewięć funtów. 210 . Księdzu pozostały jeszcze trzydzieści dwa funty.wtrącił się O'Connor. Kiedy ksiądz z kolei zareagował dołoŜeniem do niej pięciu funtów. TuŜ przed Headford nieszczęsny O'Connor przegrał juŜ dwanaście funtów. Sędzia skinął głową. Kilka osób wsiadło i wysiadło.Dokładam ojca cztery funty .powiedział O'Connor .Czy nie byłoby wskazane. Sędzia raz jeszcze zajrzał do swoich kart. TuŜ przed Mallow zgodzili się odrzucić wszystkie niskie karty od siódemki w dół. 211 Sędzia zacisnął zęby na paznokciu kciuka. pozostawiając sobie dwa. a następnie przebił o dziesięć. wsunąwszy głowę w szparę uchylonych drzwi przedziału.powiedział. Sędzia rozłoŜył swojego fula i czekał. JuŜ w pierwszych dwóch rozdaniach wygrał prawie dziesięć funtów. Ŝeby pan Comyn podwyŜszał jeszcze raz stawkę.Sam nie wiem. który zgodnie z dziwacznym nazewnictwem panującym na kolejach irlandzkich nie ma nic wspólnego z Limerick i leŜy tuŜ za Tipperary. Ksiądz pokazał cztery dziesiątki. dziewięć funtów sędziego i stawki w wysokości trzydziestu szylingów. kiedy sędzia podwoił leŜące tam juŜ pięć funtów księdza. O'Connor na ogół szybko pasował. O'Connor myślał prawdopodobnie. . Co mam robić? zapytał ksiądz. Był spokojny. z którymi rozpoczynałem grę? . poniewaŜ wszedł do puli.Proszę księdza .ksiądz posmutniał. czyli grać talią ^ trzydziestu dwóch kartach. . W sumie od początku gry przegrał dwanaście funtów.zapytał ksiądz. Ŝebym teraz zwrócił panom dwanaście funtów. . Partnerzy księdza wyrazili zgodę i obaj odebrali po swoje sześć funtów. sędzia dostał wymarzoną kartę. .Przesunął na środek stolika dziesięć funtów.i przebijam jeszcze pięć. . po czym dołoŜył dziesięć funtów do dziesięciu funtów księdza i dodał drugie tyle. Ŝe teŜ ma dobrą kartę. Dobrał trzy karty i z zachwytem przyglądał się swoim czterem damom i siódemce trefl. tylko raz obstawił wysoko i wygrał dziesięć funtów z fulem przeciwko dwóm parom i stritowi. często pasowali wszyscy partnerzy. . co robić . sam nie wiem. Miał fula waletowego na siódemkach. .szepnął..nie moŜe ksiądz przebić wyŜej. .JeŜeli ksiądz nie chce. Pociąg zatrzymał się przy peronie. . .Tylko jedno . W trzecim O'Connor szybko spasował. której ksiądz nie będzie mógł zapłacić. kiedy Strona 128 . Księdzu pozostało jeszcze siedem funtów. Musi pan dołoŜyć i sprawdzić sędziego. . . Sędzia usłyszał westchnienie księdza.

Sędzia pisał dalej.Jestem winien pięćdziesiąt funtów na rzecz sierocińca powiedział sędzia i zabrał się do pisania.odpowiedział głos. .powiedział sędzia. .Obawiam się. Ŝe oni nie mają rachunku bankowego. podróŜ.Ja teŜ nie mam rachunku .To byłoby równo pięćdziesiąt funtów. a potem w swoje karty. wydarł go z ksiąŜeczki i podał księdzu.Ja juŜ zapomniałem.dziwił się ksiądz. .krzyknął pisarz sądowy. składając starannie czek.odpowiedział sędzia.powiedział sędzia.odparł ksiądz z zakłopotaniem. Ŝe pan ma tego. A teraz powiem księdzu i panu. Nigdy nie operowałem pieniędzmi. . O'Connor schował talię do kieszeni. -.. gdzie są najbardziej potrzebne . pokera. ZdąŜy pan tam jeszcze dzisiaj. . . .odparł sędzia. Ŝe przegrałem.DołoŜę księdzu trzy funty . . Będzie to dla mnie nauczka.powiedział ksiądz. panie O'Connor. Chciał się jak najwcześniej połoŜyć. a sędzia wrzucił przełamane zapałki do popielniczki. Nie naleŜy grać w karty w pociągu.Dla mnie teŜ była kosztowna .Niech cię. Sędzia Comyn poszedł do hotelu. Ksiądz połoŜył karty na stolik. jeŜeli ma pan cztery .powiedział ksiądz z namaszczeniem. kiedy wezwano trzeciego oskarŜonego. prawda? . Otrzymali.Wyjście się znajdzie .Z pomocą boską .Owszem są.Wprowadzono Ronana Quirka O'Connora! .Oczywiście . od czego zaczynaliśmy. Ŝeby te pieniądze znalazły się jeszcze dziś przed zachodem słońca tam. zebrali karty i zapałki.txt je jeszcze miałem.odparł ksiądz. O'Connor odliczył dwanaście banknotów funtowych i podał je księdzu. dotyczyły drobnych przestępstw. To bardzo biedna instytucja. Ksiądz spojrzał na rozłoŜone przed nim cztery damy. . . kto go znajdzie. Szybko wypisał czek. . . śyczę panom powodzenia. Komplet przysięgłych z Tralee nie miał duŜo do roboty.Forsyth Opowiadania.Mówił pan.W takim razie wypiszę czek na pańskie nazwisko . Bank Irlandzki w Tralee wypłaci panu gotówkę.powiedział O'Connor ze smutkiem.zapytał.uśmiechnął się sędzia uprzejmie.mówił dalej pisarz . oskarŜeni przyznali się do winy. .Myślałem juŜ. . Sędzia Comyn wyciągnął ksiąŜeczkę czekową z kieszeni. . . Dawno nie widziałem. . .Przypilnuję. Jest wystawiony na okaziciela i kaŜdy. . Zamykają dopiero za pół godziny. Sędzia Comyn siedział z głową pochyloną nad papierami.CzyŜ króle nie są wyŜsze od dam? .No właśnie. I miał rzeczywiście cztery. Rozległy się kroki.westchnął. Kiedy wjechali do Tralee. Ŝeby komuś tak szło.Sam Pan Bóg musiał księdzu rozdawać karty. Ŝeby odpocząć przed jutrzejszą rozprawą w sądzie. .Ronanie Quirku O'Connorze . .zapytał oskarŜonego pisarz sądowy. Rozstali się na peronie stacji w Tralee.Czy pana nazwisko brzmi: Ronan Quirk O'Connor? . Ŝe była to dla mnie bardzo interesująca. w obydwu wypadkach. synu.Skoro tak pan mówi . choć kosztowna.Wystawiłem go na okaziciela. moŜe zainkasować gotówkę. A tak mam juŜ tylko dwa. 212 . . Bóg błogosławi .Oto moje karty. Ŝe to sierociniec w Dingle? Jak mam wystawić czek? Ksiądz zdawał się zaskoczony.Tak jest . karę grzywny. Ŝe bank wypłaci mi za to pieniądze? . Z sali sądowej widoczna była tylko peruka sędziego. Dwie pierwsze sprawy na wokandzie tego dnia były proste. ..Powiada pan. Cztery damy! O'Connor gwizdnął.Tylko niech go pan nie zgubi.jest Strona 129 . a zwłaszcza z przedstawicielem Kościoła! . . Przypuszczałem.

W sali sądowej było zupełnie cicho. a następnie zapytał O'Connora.wyszeptał O'Connor. Dotychczas wszystko było jasne. co ten uczynił. Trzynastego maja właściciel sklepu spoŜywczego w Tralee. Ŝeby w Tralee czekała policja. Prokurator pokazał mu karty i świadek stwierdził na podstawie zrobionych przez siebie znaków. W czasie podróŜy wdał się w grę hazardową z oskarŜonym i jeszcze jedną osobą. wsiadł w Dublinie do pociągu jadącego do Tralee. iŜ karty w inkryminowanej talii są znaczone. za pomocą oszustwa. Korzystali z talii kart. Ŝe zaczął coś podejrzewać. . Miał przy sobie przypadkowo znaczną kwotę pieniędzy. jeden przystanek przed Tralee. Ŝe jest to Strona 130 . 214 wysoki. Następnym świadkiem był detektyw z sekcji oszustw dublińskiej policji.jak się później okazało . pomyślał sędzia. Wszyscy patrzyli na sędziego. które pan Keane zidentyfikował jako te. Pisarz sądowy zrobił to. Ronan Quirk O'Connor. które posłuŜyły do gry w pokera podczas jazdy pociągiem. Mały człowieczek o oczkach spaniela patrzył na niego poprzez salę sądową tępo. Miał prawo wstrzymać przewód sądowy na podstawie znajomości z oskarŜonym. Sędzia Comyn odpowiedział mu wzrokiem pełnym przeraŜenia. Ŝe oznaczałoby to ponowną rozprawę. Pierwszym świadkiem oskarŜenia był sierŜant policji z Tralee. O'Connor odpowiedział. Wśród innych przedmiotów znalazła się w nich talia kart.powiedział sędzia. jak gdyby miał ochotę w ten sposób prowadzić całą rozprawę. Detektyw zeznał. przybył na dworzec w Tralee dnia trzynastego maja. W głowie kłębiło mu się tysiące myśli. podszedł do kolejarza i poprosił. czy teŜ nie przyznaje się pan do winy? W czasie przemówienia pisarza sądowego sędzia Comyn odłoŜył starannie pióro. SierŜant zaŜądał. szalbierstwa i fałszerstwa.zarządził. Ŝe przeprowadzi rozprawę sprawnie i bezstronnie. Karty zostały posłane do Dublina celem zbadania i gdy otrzymano raport. Czy jest pan winien zarzucanego przestępstwa. od niejakiego Lurgana Keane'a. który zeznawał na okoliczność przebiegu aresztowania oskarŜonego. masywny męŜczyzna. zagłębił się na dłuŜszą chwilę w swoich papierach. Sędzia Comyn zaklął w duchu. co dzieje się w pociągu. Wszystko sprowadzało się do pytania: czy moŜe sobie zaufać. ale podróŜował trzecią klasą. by oskarŜony udał się z nim do komisariatu w Tralee. a on siedział w swoim fotelu z nieruchomą twarzą.Proszę zaprzysiąc członków ławy przysięgłych . O'Connor został oskarŜony o szulerstwo. Jechał niewątpliwie wczoraj w tym samym pociągu. wyszedł pod jakimś pretekstem na peron. W Farranfore. . Ŝe tak. który . Na peronie podszedł do niego człowiek.Proszę o ciszę . a mianowicie siedemdziesiąt funtów.Forsyth Opowiadania. Zeznał pod przysięgą. Ŝe uczciwie przedstawi przysięgłym swoje wnioski? Uznał. Ŝe nie ma i Ŝe sam się będzie bronił. A mianowicie o to. Prokurator wstał i przedstawił fakty. które jego zdaniem mówiły same za siebie. w dniu trzynastym maja bieŜącego roku. . Procedura ta pociągnęłaby za sobą dodatkowe koszty dla podatników. poniewaŜ oskarŜony juŜ został pozwany. Ŝeby brał stronę oskarŜonego przeciwko prokuratorowi. wygrał pewną sumę pieniędzy. Przegrywał tak regularnie. co ja. w chwili kiedy nadchodził pociąg z Dublina.txt pan oskarŜony o szulerstwo na podstawie paragrafu siedemnastego ustawy o grach hazardowych z 1845 roku. Bezstronność będzie wymagała.nazywał się Lurgan Keane. 213 Ŝe pan. przebywając w hrabstwie Kerry. Tam kazano mu opróŜnić kieszenie. Ŝe po zbadaniu okazało się. czy ma obrońcę. wreszcie podniósł wzrok.Nie przyznaję się do winy . To on wskazał oskarŜonego. naleŜącej do oskarŜonego. nazwiskiem Lurgan Keane. Ŝe otrzymawszy informację o tym. Pomyślał jednak. ale ze zdumieniem.

Fragmenty te są tak miniaturowe.Dziękuję. Robi się je na obu brzegach karty w ten sposób.A skąd? Keane wydawał się zdziwiony.powiedział. w jaki sposób karty zostały poznaczone przez szulera. .Nie mam dalszych pytań .odparł sędzia.bo ten człowiek grał znaczonymi kartami.Forsyth Opowiadania. dotyczące jego zeznań . zostały w tym wypadku "zaciemnione". z jakim zainteresowaniem przysięgli przysłuchiwali się zeznaniom detektywa. Tym razem O'Connor wstał.Jak najbardziej . . ale nie skorzystał z oferty. jaki ma w ręku jego partner. I co z nimi zrobiłem? 216 Keane myślał chwilę. ostatnim i głównym świadkiem oskarŜenia był właściciel sklepu w Tralee. Są jednak wystarczająco duŜe. Dwunastu sprawiedliwych solennie kiwało głowami.Powiedział pan.zgodził się O'Connor . jakkolwiek niewielka. który wie o ich istnieniu. jak trzyma się kartę.odparł świadek.To się zdarza . .oświadczył prokurator.Tak jest . poprosił. kiedy wie. Ŝeby były wyczuwalne niezaleŜnie od tego. Sędzia Comyn.ale nie ma większego znaczenia.powiedział. którą badał. Ŝeby szuler.powiedział sędzia Comyn do oskarŜonego. zwęŜając odległość pomiędzy brzegiem samej karty a krawędzią wzoru na jej odwrocie. kiedy sam ma lepszą rękę. Ŝe często obejmują zaledwie kilkumilimetrową przestrzeń skomplikowanego wzoru. Trzecim.Na dwa sposoby. . . . Wskazuje ona szulerowi kolor. To nie była juŜ jakaś tam sprawa kradzieŜy koni. Ŝeby policja czekała na niego w Tralee. . W pociągu został wciągnięty w grę w pokera. to znaczy.Ma pan prawo zadać świadkowi kaŜde pytanie. Ŝe przy uŜyciu pewnego preparatu chemicznego zaciemniono lub rozjaśniono małe fragmenty wzoru na odwrotnej stronie całej talii. UwaŜał się za dobrego gracza. Podejrzenie wzbudził w nim fakt. . KaŜdy z czterech kolorów zaznaczony jest na odwrocie karty przez nacięcia na jej brzegach i to w róŜnych miejscach. Poza tym nacina się jeszcze karty. Podszedł do ławy świadków jak byk wpadający na arenę i wbił wzrok w O'Connora. . Ŝe to ja wyjąłem talię kart? . 215 . . Lurgan Keane. co mu się przytrafiło.zapytał cichym głosem. Ten patrzył na niego złym okiem.To zupełnie niemoŜliwe. sir .powiedział detektyw . . Ŝe nawet wtedy.I miałem rację . Nazywamy je umownie "nacinaniem" i "cieniowaniem".Zaczął pan układać pasjansa . Ŝe przeciwnik ma lepsze karty.Z kieszeni . od asa do dziesiątki. ale zanim dojechał do Farranfore przegrał sześćdziesiąt dwa funty. Czy to jasne? .odparł Keane.zawołał w stronę ławy przysięgłych . Prokurator zapytał go. .txt talia. Widział.zapytał prokurator. Na znak prokuratora opowiedział o tym.Wysokie karty.Szuler po prostu nie bierze udziału w licytacji. Zaczął zadawać świadkowi pytania. . O'Connor po raz drugi zrezygnował z przesłuchania świadka. Wyglądał na jeszcze smutniejszego niŜ wczoraj i jeszcze niewinniej. . patrząc na O'Connora.Czy szuler musi równieŜ oszukiwać przy rozdawaniu kart? zapytał prokurator. Ta róŜnica. jego przeciwnik zawsze miał lepszą i wygrywał. widoczna jest dla gracza siedzącego po drugiej stronie stołu. natomiast licytuje wysoko. proszę Wysokiego Sądu . który juŜ niemal uwierzył w moŜliwość zupełnie Strona 131 . . .z kieszeni.odpowiedział detektyw. OtóŜ tego dnia zawarł w Dublinie kilka transakcji i dlatego miał przy sobie tak duŜą sumę. W Farranfore wyszedł z pociągu i będąc przekonany. mógł je zauwaŜyć przez stół.Czy moŜna wygrać z takim oszustem? . Wysoki Sądzie .powiedział O'Connor. kiedy miał w ręku dobrą kartę.Owszem . Ŝe jest ofiarą szulera.

Ale ten człowiek robił takie głupstwa. Ŝe wygrał farmer. Ŝe nie chcą.zapytał O'Connor.Owszem.A ja twierdzę . . Ŝe tuŜ obok niego na drewnianej ławce coś leŜy.Do pana nic. . . które powinien był połoŜyć na czarne i odwrotnie. .odrzekł wreszcie.czy teŜ to pan mnie zagadnął? Tęgi sklepikarz stropił się. Pan Keane opuszczał ławę świadków. . nic . To na pewno on mnie oszukał. . Ŝe podoba mu się słowo "zwabiać". Widać było. Była to uŜywana talia kart. Zastanawiał się. i Ŝe pan zasugerował grę na pieniądze. Jaki farmer? . ale tylko do mnie.Niestety. Nie umiał kłamać.A czy to ja pierwszy do pana przemówiłem .Ale na tym właśnie polega talent szulera .Pan! . Jego wywód był równie prosty jak płaczliwy.rzucił Keane ze złością .Nie. po czym przyszła mu do głowy nowa myśl i zwrócił się do przysięgłych: . Ŝe gra będzie bardziej interesująca. ale miał diabelne szczęście. . Zatrzymał ją dla siebie i zabawiał się układaniem pasjansa w czasie długich podróŜy.Trzecia osoba. Niewielkie stawki! Sześćdziesiąt dwa funty to bardzo duŜo pieniędzy! Przysięgli znowu zaczęli kiwać głowami. .Ale karty naleŜały do oskarŜonego.I ostatnia sprawa . jeŜeli ustalimy niewielkie stawki. .Do pana nic . . ile mi pan wypłacił? . która siedziała z nami w przedziale. Lubił od czasu do czasu zagrać w pokera. Widać było.Czy zapamiętał pan moŜe jego nazwisko? . czy pan? . Nie zauwaŜał czerwonych kart.Chwileczkę.zapytał sędzia.przyznał. Więcej świadków oskarŜenia nie było i O'Connor zaczął zeznawać jako świadek we własnej sprawie.przyznał. Za taką sumę moŜna utrzymać robotniczą rodzinę przez prawie rok! .zapytał oskarŜony świadka . Został zaprzysięŜony.Pan przegrał prawie osiem funtów. Nie był dobrym graczem.powiedział. siedział sobie najspokojniej przy piwie w jednym z dublińskich barów. . nie .powiedział spokojnie O'Connor.Umie zwabiać swoje ofiary. ale doszedł do wniosku. Przedtem graliśmy na zapałki.cięŜko zarobione sześćdziesiąt dwa funty. po czym zwrócił się do przysięgłych: . Farmer z Waxford.krzyknął Keane.powiedział świadek. pozostawiona tam przez kogoś. śył z kupna i sprzedaŜy koni. Ŝe taka stara talia nie ma Ŝadnej wartości. . by i ich zwabiono.I pan teŜ powiedział. Sklepikarz z Tralee zastanawiał się przez chwilę i nagle wytrzeszczył oczy.Forsyth Opowiadania. kiedy zorientował się. Twarz jego promieniała uczciwością. proszę Wysokiego Sądu.Sześćdziesiąt dwa funty . Wreszcie coś poruszyło się w jego mózgu.To nie tak .stwierdził O'Connor.Niech pan powie. Wszystko wygrał ten farmer. poczuł.powiedział O'Connor znów smutnym głosem. co przysięgli zauwaŜyli i znowu zaczęli kiwać głowami.Nie mam więcej pytań . .powiedział O'Connor do Keane'a .A czy ja coś od niego wygrałem? . 217 .Ale czy to ja zaproponowałem małego pokera. które odbywał w poszukiwaniu źrebaków i klaczy dla klientów. ani grosza. co przecieŜ nie jest przestępstwem. . W jakiś tydzień przed ową podróŜą pociągiem trzynastego maja. Wydawał się bliski płaczu.Kiedy w końcu rozliczyliśmy się. ja zacząłem rozmowę . No tak.zawołał. Powiedział pan.txt wyjątkowego zbiegu okoliczności.Ŝe pan zaproponował mi partię pokera. . Ŝe mu serce zamiera. kto tuŜ przed nim zajmował to miejsce. kiedy zatrzymał go głos sędziego. Zwróciłem mu kilka razy uwagę. Strona 132 . . . czy oddać ją barmanowi. ale nie był dobrym graczem. .MoŜliwe. Sklepikarz wytęŜał umysł. . ile pan przegrał do mnie. panie Keane. Ŝe nie mogłem się po prostu powstrzymać. Ŝe to była moja propozycja . Keane zmieszał się.

Poza tym oskarŜony twierdzi. i w takim razie jesteś bardzo kiepskim szulerem. Sędzia Comyn zdjął togę w szatni tuŜ za salą sądową. A jako Ŝe dobrze znał przysięgłych.Mam Strona 133 . Albo mówisz prawdę.Czy pan widzi tego człowieka? . myślał. Prokurator próbował krzyŜowym ogniem pytań zbić oskarŜonego 218 z tropu. 219 . Ŝe oskarŜony twierdził.txt JeŜeli te karty są znaczone. O'Connor opuścił ławę oskarŜonych jako wolny człowiek. JeŜeli pan Keane przegrał więcej.zwrócił się do przysięgłych. Nic nie wie równieŜ o tych róŜnych "cieniowaniach" czy "przycinaniach".Widzę . . Faktem jest. jakoby znalazł karty w dublińskim barze i Ŝe nie wiedział. prawda. uśmiechał się dobrodusznie i wyprostował dwa palce wysoko uniesionej ręki. Ŝe oskarŜony nie wygrał od niego ani grosza. który miał podsumować sprawę. Właśnie miał przejść na drugą stronę ulicy do najlepszego w mieście hotelu. róŜne zresztą kwoty. Podsumowując sprawę. lecz pan Keane zaproponował zarówno grę w pokera. by wydali na oskarŜonego wyrok uniewinniający. iŜ są znaczone. Duchowny. Ŝabotu i peruki wyglądał jak zwykły śmiertelnik. ale ten trzymał się uparcie swoich twierdzeń. świeŜego łososia z rzeki Shannon.Czy to było błogosławieństwo? . i w takim razie jesteś bardzo pechowym graczem. uŜywając szulerskich metod. Obejrzał się i zobaczył właściciela sklepu z Tralee. Limuzyna zniknęła za zakrętem. .Czy ja wiem? . jak i grę na pieniądze. Limuzyna zbliŜyła się do nich. o których mówił detektyw. kiedy zauwaŜył wyjeŜdŜającą z hotelowego podwórza piękną. wobec czego obowiązkiem sędziego jest zalecić przysięgłym. pełen widać troski o los sierot z Dingle. Przypomniał przysięgłym. albo kłamiesz. powiesił perukę na wieszaku. oskarŜony oszukał świadka Lurgana Keane'a i ograł go. O'Connor. dodał jeszcze.Czy widzi pan. Ŝe na odwrotnej stronie kaŜdej z tych kart mogły być jakieś znaki. nie oszukiwał. Ŝe jest to. jak i świadek przegrali do osoby trzeciej. iŜ mówi nieprawdę. W końcu prokurator dał za wygraną. toteŜ nikt nie zwracał na niego najmniejszej uwagi. to przecieŜ oszust powinien był wygrać. Nigdy nie przypuszczał. bo wtedy na pewno nie przegrałby tylu cięŜko zarobionych pieniędzy. bo farmer miał przez cały czas lepsze karty niŜ on. Tak czy inaczej przegrałeś dwukrotnie do obcych ludzi w pociągu. Tylko sprawa o bardzo wielkim znaczeniu prawniczym mogłaby powstrzymać przysięgłych z Kerry od zjedzenia w porę obiadu. błyszczącą limuzynę znanej marki.Tak czy nie? . toteŜ po dziesięciu minutach dwunastu sprawiedliwych powróciło na salę z wyrokiem uniewinniającym.Forsyth Opowiadania.Sędzia Comyn wzruszył ramionami. A jeŜeli chodzi o oszustwo. Bez togi. być moŜe. a według irlandzkiego prawa cięŜar udowodnienia spoczywa na nim. Ten wbił w niego wzrok. to on o tym nic nie wiedział. Ŝe prokurator nie udowodnił oskarŜonemu. kto obok niego siedzi? . O'Connor. to dlatego Ŝe był bardziej lekkomyślny i za wysoko licytował. Ŝe to nie on. Nędzna z ciebie kreatura. . Wyszedł na głupca. . Ale on. a pan Keane przyznaje.odpowiedział. . Zarówno oskarŜony.zapytał sklepikarz. Samochód przyśpieszył biegu. NajwaŜniejsze jest jednak to. Ŝe brakuje zaledwie piętnastu minut do przerwy obiadowej. JednakŜe świadek Keane przyznał pod przysięgą. On zaś w czasie tej podróŜy przegrał osiem funtów i dziesięć szylingów do jakiegoś nieznajomego. O'Connor powrócił na ławę oskarŜonych i czekał na słowa sędziego. . sędzia nie wypowiedział tych myśli. I ta okoliczność jest decydująca. Obok O'Connora siedział ubrany na czarno pasaŜer. Ŝe zdaniem prokuratora.odezwał się za nim zdumiony głos. Przysięgli mogą mu wierzyć albo nie. gdzie podawano doskonałego. Za jej kierownicą siedział O'Connor. opuścił budynek i udał się na obiad. obstawał przy nich stanowczo i spokojnie.zapytał ponownie Keane. uŜywając przy tym własnych kart.

a nad tym wszystkim pulsujące. nabierałem pędu.jak gdyby skulone w oczekiwaniu mroźnej nocy. Odezwał się w słuchawkach z taką siłą. pomiędzy hangarami. Ŝe przekroczyłem dwieście dziesięć kilometrów na godzinę i zbliŜam się do trzystu. Czekałem na głos kontrolera w słuchawkach. Ŝe mogłem niemal rozróŜnić poszczególne drzewa. próbującym zdąŜyć na świąteczny urlop do domu w Blighty. iŜ facet wrzeszczy mi bezpośrednio do ucha. Ŝe jest w niej ciepło i wesoło. . 221 Było mi więc spieszno.. Wbrew przepisom oczywiście. Oglądany przez kopułę z pleksiglasu otaczający mnie niemiecki krajobraz był biały. JuŜ sobie pewno wychylił kielicha albo dwa. . Ale co u licha.. migające wśród bieli i czerni portu. . jaskrawoczerwone światła lotniska.usłyszałem. dlaczego ten facet jest tak dziwnie ubrany zdziwił się Lurgan Keane. jeŜeli się leciało z szybkością tysiąca kilometrów na godzinę. W kilka minut po moim starcie światła wieŜy zgasną i pozostaną juŜ tylko hangary . Ŝeby zakończyć dyŜur.Charlie Delta. Poza mną narastał niski ton silnika. Była to bowiem Wigilia BoŜego Narodzenia w roku Pańskim 1957.Bo jest duchownym .Charlie Delta do kontroli . sygnalizujące obojętnemu niebu alfabetem Morse'a nazwę lotniska: CELLE. zezwalam na start . Za nimi rozciągało się płaskie. które właśnie zamykali na noc zakutani w koŜuchy mechanicy. Ale tej nocy nie będzie pilotów. Daleko na prawo. powietrze było tak przejrzyste.odpowiedział mu sędzia. aŜ spojrzenie na szybkościomierz powiedziało mi.gładka. przednie koło straciło kontakt z asfaltem i przestało dudnić. W kabinie było wygodnie i ciepło. Po kilku sekundach tylne koła równieŜ oderwały się od pasa startowego. pomyślałem. Wiedziałem. Ŝe miałem wraŜenie. a zegarek wskazywał godzinę dziesiątą piętnaście.odpowiedziałem. ostro obrysowany poświatą grudniowego półksięŜyca.obruszył się sklepikarz. Personel czeka tylko na mój odlot.. czarna wstęga asfaltu. zakręciłem łagodnym łukiem w lewo i jednocześnie pociągStrona 134 .Nic podobnego . Głos kontrolera wyrwał mnie z rozmyślań. Ŝeby zapobiec oblodzeniu pleksiglasu. . które mogło zabić człowieka w ciągu minuty. pokryte śniegiem pole zakończone linią sosnowego lasu. Utrzymywałem samolot nisko. aŜ zlały się w jednolitą linię. poderwałem wampira.Charlie Delta. Na dyskretnie oświetlonej tablicy kontrolnej drŜały rzędy wskaźników. Mój myśliwiec rozpędził się. zamarzłego juŜ na kamień po odrzuceniu przez pługi. Kiedy skręcałem swoim małym samolotem myśliwskim DH-100 Vampire na pas startowy. a ja byłem młodym pilotem. obramowana podwójnym pędem jaskrawych świateł punktujących oczyszczoną przez śnieŜne pługi drogę. PASTERZ Czekałem na sygnał startu z wieŜy kontrolnej. jej dziób uniósł się lekko. widziałem z tyłu druty ogrodzenia bazy lotnictwa Jej Królewskiej Mości. Przede mną był pas startowy . Było tak. Poza zasięgiem świateł piętrzyły się ogromne zwaliska porannego śniegu.Forsyth Opowiadania. . ciepłym i bezpiecznym kokonie. Mimo Ŝe był on oddalony ode mnie o trzy kilometry. chroniącym mnie przed dotkliwym zimnem tej mroźnej nocy. a potem cienki gwizd. światła po obu stronach pasa migały coraz szybciej. którzy przelatując tędy chcieliby sprawdzić według sygnału swój kurs. wskoczyć do samochodów i pojechać na zabawę do kasyna. Maszyna stawała się coraz lŜejsza.txt co do tego wątpliwości. osłonięte samoloty myśliwskie. jak gdybym znajdował się w małym. przecieŜ to Wigilia! . Kiedy zobaczyłem pod nogami koniec pasa startowego. stała niczym samotny rozjarzony świecznik smukła wieŜa kontrolna. uśpione cysterny z paliwem. Ogrzewanie włączyłem na cały regulator głównie po to.To jest ten farmer z Waxford.. Przesunąłem lewą ręką lewarek gazu do przodu.. przeszedł w jęk. Uznałem. prawą utrzymując wampira równo na środkowej linii pasa startowego.Nie rozumiem. Ŝe nie ma juŜ co odpowiadać. .

W odległości sześciuset kilometrów stąd wszystko wyglądało bardzo podobnie. Wyrównałem 223 dziób maszyny. Ale po dziesięciu minutach lotu nad Morzem Północnym grać przestało.odpowiedział kontroler i zanim zdąŜyłem zmienić kanał. Czysta rutyna. Nie uwaŜałem za konieczne przyglądanie się mapie przytroczonej do prawego uda. . Byłem w powietrzu od dwudziestu jeden minut. Po odprawie u oficera nawigacyjnego w jego baraku znałem go na pamięć. Zwrot nad lotniskiem Celle do kursu 265 stopni i ciągłe wznoszenie się do wysokości ośmiu tysięcy metrów.Wesołych świąt! Stanowiło to oczywiście pogwałcenie przepisów. Wszystko grało. Po czterdziestu pięciu minutach lotu przełączyć się na kanał F i poprosić kontrolę w Lakenheath o naprowadzającą falę radiową. Mimo Ŝe byłem wtedy bardzo młody i zdyscyplinowany. Po czternastu minutach powinienem znaleźć się nad Lakenheath. by wiedzieli. Ŝe jestem w ich obszarze powietrznym. Potem juŜ miałem tylko słuchać instrukcji. Tyle Ŝe zamiast gęsi pieczono indyki. Dziób samolotu wskazywał wciąŜ w górę. wstępującym łuku.Charlie Delta. musiała być teraz holenderska granica. . Widocznie moje myśli były tak intensywnie skupione na oczekującej mnie Strona 135 . w porządku. Był to skutek zmniejszenia oporu powietrza po wciągnięciu podwozia. Wiedziałem. nad Morze Północne.Charlie Delta. Przez dłuŜszy czas nie zdawałem sobie sprawy.czy się nazywa je Weinachten. mroźnym sklepieniu nieba gwiazdy błyszczały.zameldowałem przez maskę tlenową. Sprowadzą mnie do lądowania przez radio. odpowiedziałem z miejsca: 222 . Ŝe w moich słuchawkach zapanowała grobowa cisza. Gdzieś pode mną.Dziękuję kontroli i Ŝyczę nawzajem wszystkiego najlepszego po czym przestroiłem aparat na częstotliwość kontroli brytyjskiego lotnictwa w RFN. A z Londynu autostopem do domu moich rodziców w hrabstwie Kent. lekko zmniejszyłem gaz do ośmiuset siedemdziesięciu kilometrów na godzinę i trzymałem się równo na kursie 265 stopni. Nawiązać łączność z kanałem D. czy Christmas są niemal identyczne w całym chrześcijańskim świecie. a tymczasem lewym kciukiem nacisnąłem guzik radia. jednocześnie poczułem nagłe przyśpieszenie. Podwozie wciągnięte i zatrzaśnięte . stukając do ukwieconych drzwi. opuściłem lotnisko. Po wesoło oświetlonych ulicach chodzili juŜ pewnie kolędnicy. kiedy moŜna je spędzić w domu. ale melodie przewaŜnie te same.txt nąłem dźwignię podnoszącą podwozie. Ŝeby zaśpiewać "Cichą noc" i otrzymać kilka fenigów na cele dobroczynne. stabilizującą się na kursie 265 stopni. W dole czarno-biała mapa północnych Niemiec coraz bardziej malała. a gospodynie westfalskie zajmowały się pieczeniem gęsi i szynek. w ciemności. Gdzieniegdzie błyskały światełka wiosek i małych miasteczek. Ŝe z Lakenheath dostanę się łatwo do Londynu słuŜbowym autobusem. wyrównałem maszynę i spojrzałem na wskazówkę kompasu elektrycznego. Widniał na niej wykreślony błękitnym atramentem kurs mojego lotu. I dobrze jest. Razem ze startem i lądowaniem sześćdziesiąt sześć minut lotu. Po jej osiągnięciu utrzymywać ten sam kurs oraz prędkość osiemset siedemdziesiąt kilometrów na godzinę. Z tyłu pode mną odezwał się głuchy odgłos kół wpadających w swoje przegrody. a na czarnym. W ten sposób zasiądę do świątecznego śniadania razem z całą rodziną. Skręcając nad lotniskiem Celle na wysokości tysiąca pięciuset metrów. a następnie przelecieć nad wybrzeŜem holenderskim na południe od Bevelandu. który odchodzi tuŜ po północy. Trzymałem maszynę dalej w łagodnym. Kłopoty zaczęły się tak niepostrzeŜenie. Ŝe aŜ kłuło w oczy. Na tablicy rozdzielczej zgasły trzy czerwone światła sygnalizujące opuszczenie kół. Ale święta BoŜego Narodzenia . Słowa kolęd były tam wprawdzie angielskie. Ŝe zauwaŜyłem je dopiero po kilku minutach. Wysokościomierz wskazywał osiem tysięcy metrów.Forsyth Opowiadania. przejdź na kanał D . Wampir miał dość paliwa na osiemdziesiąt minut. ciemne zarysy sosnowych lasów zlewały się z jasnymi płachtami pól. dodał: .

Dopiero kiedy spojrzałem na kompas. i poprosić ich o poinformowanie Lakenheath. pędzące mroźnym pustkowiem na krótkich skrzydłach. Skutek był ten sam. Spojrzałem na zegarek: od trzydziestu czterech minut byłem w powietrzu. jest miejscem połoŜenia samolotu w stosunku do danej wieŜy kontrolnej. nawet jeŜeli księŜyc świeci tak jasno jak teraz.. Mogłem juŜ spróbować nawiązania kontaktu z Lakenheath. 224 Ogarnęło mnie rosnące uczucie paniki. łącząca środek ekranu z jego obwodem. Zamilkłem. aŜ do momentu zetknięcia się z pasem. Ŝe coś jest nie w porządku. A poniewaŜ wieŜe są ze sobą połączone drogą radiową. śledząc jego kurs metr po metrze. Wskazówka kompasu. na który -byłem dotychczas nastawiony. technicy mogą przez namiar krzyŜowy ustalić połoŜenie samolotu z dokładnością do kilkuset metrów. zacznij schodzić w dół. kręciła się leniwie w kółko. Ŝe lecę bez kompasu. Ŝe wystarczy jedno dotknięcie klawisza i pilot moŜe się porozumieć z innymi Ŝywymi istotami.. przełknąłem ślinę i z wolna policzyłem do dziesięciu. to południe. Daleko za mną. Jedno przyciśnięcie guzika nadajnika i dziesiątki męŜczyzn i kobiet w wieŜach kontrolnych odbiorą jego sygnały. A jednoosobowy myśliwiec jest najbardziej samotnym miejscem na świecie. to zachód. w którym owa linia świetlna zetknie się z obwodem ekranu. pośród sosnowych lasów hrabstwa Suffolk. Nacisnąłem więc klawisz nadajnika i zawołałem: .Celle Charlie Delta! Celle Charlie Delta wzywa kontrolę północną Beveland. które moŜe zabić pilota łatwiej niŜ katastrofa.. Moje radio wysiadło. Ale nie mogli mnie słyszeć. na którym zaznaczone są cyfry . usłyszą jego wezwanie o pomoc. o moim małym problemie. Owa samotność nie jest normalnie dotkliwa. Zaczyna się akcja sprowadzenia go na ziemię. Ŝe straciłem czujność i koncentrację. Moje słowa nie docierały nigdzie i do nikogo.. Znajdowało się na granicy zasięgu mego radia. Pomimo świątecznego nastroju zakląłem brzydko nie tyle na kompas. Ale na kanale F radio było równieŜ głuche. na ekranach kaŜdej z tych stacji ukazuje się linia świetlna. wskazując bez sensu to wschód.Forsyth Opowiadania. To nie Ŝarty . która co sekunda wyrzuca z siebie strumień spalin o sile ciągu odpowiadającej sześciu tysiącom koni mechanicznych. zwłaszcza w zimową noc. śyczliwe głosy Strona 136 . i było wyposaŜone we wspaniałe urządzenie do naprowadzania zagubionych samolotów. gwarzyli wesoło. mamy cię na ekranie". Kiedy lotnik nadaje. Małe stalowe pudełko. Nie warto się było wysilać. Ale nie traktowałem sprawy zbyt serio. obserwując moją maszynę na ekranie radarowym. w słuchawkach słychać było tylko stłumione mruczenie z maski tlenowej. Jedyną odpowiedzią na moje wołanie był jednostajny jęk silnika odrzutowego. Ŝeby sprawdzić kurs. Punkt.lotniska precyzyjne instrukcje lądowania. Za kilka minut połączę się z Lakenheath i otrzymam z.txt rodzinie.od jednego do trzystu sześćdziesięciu . których jedyną troską jest jego bezpieczeństwo. wynikających z zakłóceń atmosferycznych i echa mojego głosu. Zamiast normalnych trzasków. Spróbowałem po raz drugi. Przed połączeniem się z Lakenheath musiałem jednak poinformować kanał D. napędzane przez płomień buchający z dyszy. Pokierują moim podejściem sekunda po sekundzie. zorientowałem się. a to dzięki świadomości. Niebo jest miejscem bardzo samotnym. który był odpowiedzialny za sprzęt. to północ.odpowiadające ^stopniom na tarczy kompasu. Dobrze wyposaŜone lotniska mogą sprowadzić na ziemię samolot nawet w najgorszą pogodę. zamiast wskazywać niezmiennie 265 stopni.znaleźć się w nocy bez kompasu w kabinie samolotu. śeby je zwalczyć. Lotnik nie jest juŜ zagubiony. "Charlie Delta. Nawiązują z nim łączność i przekazują instrukcje. ludźmi z rozgałęzionej sieci stacji kontrolnych na całym świecie. co na mechanika. które leŜało gdzieś przede mną. tuŜ na południe od Thedfordu. popijali gorącą kawę i kakao. w ciepłych pomieszczeniach betonowego budynku stacji kontroli północnej w Beveland siedzieli sobie ludzie przy tablicach kontrolnych. Następnie przekręciłem gałkę na kanał F i spróbowałem wywołać Lakenheath. Mój głos bełkocący w masce tlenowej głuszyła otaczająca ją guma.

prowadzenia szybkiego odrzutowca na wyczucie. Ŝe jego obroty spadły do około 7200 na minutę. Gdzieś pode mną. Poczułem. Z niewielkiej wysokości potrafiłbym zapewne odróŜnić wieŜę katedry w Norwich od wieŜy kościoła w Lincoln.twierdzili instruktorzy . Widziane z góry. przesunąłem nieco stery. który oznacza ratunek i powrót do domu. Ale był to równieŜ elektryczny instrument.. Ŝe jest dzień. Pozostały mi wobec tego tylko dwa przyrządy działające na zasadzie pomiaru zmian ciśnienia atmosferycznego. PoniewaŜ dziób poszedł lekko do góry. Pod warunkiem oczywiście. wiedziałem tylko. Tarcze tych instrumentów wiele mi powiedziały. Ŝe niesłusznie oskarŜałem mechanika. lustrowałem wzrokiem znajdującą się przede mną tablicę przyrządów. Ŝe mój aparat o dziesięciu kanałach wysiadł całkowicie i na dobre. przez śnieg i chmury. Ale w tym celu potrzebne mu jest radio. Trzeba umieć zachować się w powietrzu w czasie awarii. czy wznosi się. wiedziałem juŜ.uczył nas . po konturach wybrzeŜa o łatwej do rozpoznania linii. Ŝe maszyna zwolniła. W ten sposób lecimy wolniej. wskaźnik poślizgu (który pozwala stwierdzić. Tak jest. wysiadły więc razem z kompasem. wśród kilometrów kolorowych przewodów. wysokościomierz. Pomyślałem zupełnie bezsensownie.Forsyth Opowiadania. Nie chcemy przecieŜ marnować cennego paliwa. czy samolot leci równo po torze lotu. Istnieje moŜliwość. a więc szybkościomierz i wysokościomierz. Innymi słowy. Ŝeby moŜliwie najdłuŜej móc utrzymać się w powietrzu. mogła być albo Mozą. 225 15. czy teŜ posuwa się bocznym ślizgiem) oraz wskaźnik szybkości pionowej (który pokazuje. prawda. To nie sztuka ..latać w idealnych warunkach. toteŜ po zwarciu przestał działać. który jest międzynarodową falą alarmową. czy samolot opada. Nawet w najjaśniejszą noc jedynymi punktami orientacyjnymi dla lotnika są światła miast. wskaźnik przechyłu. Oprócz kompasu są to: szybkościomierz. Zmniejszamy więc obroty silnika z 10 000 na minutę do 7 200. bo znałem dobrze ten cały krajobraz. Obydwa były zasilane prądem z obwodów elektrycznych samolotu.txt doświadczonych ludzi. 226 uzupełniając je najstarszym przyrządem nawigacyjnym jakim jest ludzkie oko. zgodnie z przytroczoną do uda mapą. mają charakterystyczny Strona 137 . piękna pogoda i nie ma chmur. kiedy pilot nadaje. Ale w nocy było to niemoŜliwe. Jeszcze zanim zrezygnowałem z bezskutecznych prób na kanale J. Trzy ostatnie spośród tych instrumentów zasilane są elektrycznie. panowie? Będzie nam bardzo potrzebne. Nie przypadkiem kompas i radio przestały funkcjonować jednocześnie. Kiedy próbowałem poszczególnych kanałów aparatu radiowego. Pilot ma przed sobą tablicę z zegarami kontrolnymi sześciu głównych przyrządów pokładowych. Przypomniały mi się słowa starego wygi. i z jaką szybkością). MoŜna oczywiście wylądować z pomocą tych dwóch instrumentów. albo Trentem. Oceniłem ze zmiany tonu silnika. który sprawdzał instrumenty. Przesunąłem dźwignię gazu do tyłu i spojrzałem na licznik obrotów. przebijają się przez deszcz i zawieruchę. A potem spróbowałem zorientować się w skutkach awarii. ale dłuŜej utrzymamy się"w powietrzu".Czysta robota Przez dwa lata uczono mnie w RAF-ie pilotowania myśliwców i większą część tego czasu poświęcono instruktaŜowi postępowania w wypadku awarii. z jaką lecę prędkością i na jakiej znajduję się wysokości. chociaŜ dosyć ryzykowna. Ŝeby ściągnąć zbłąkanego wśród bezkresnej przestrzeni na jasno oświetlony pas lotniska. nastąpiło zwarcie. sierŜanta pilota Norrisa. która w moim przypadku. albo Tamizą. po sylwetkach zbiorników wodnych o charakterystycznym kształcie albo po zakrętach rzeki. aby utrzymać samolot w poziomie i na kursie.naleŜy w takim wypadku zmniejszyć szybkość. bo winę ponosi elektryk. rozbrzmiewają w nocnej ciszy nieba. "Przede wszystkim .

tworząc grubą warstwę mgły. Pod wieczór znalazły się pod wpływem cieplejszego wiatru znad Morza Północnego. kiedy startowałem z westfalskiego lotniska. Manchester wygląda inaczej niŜ Birmingham. Zacząłem powoli sprowadzać maszynę w dół. który świecił na rozgwieŜdŜonym niebie jak reflektor. George. Mogło mieć trzydzieści lub sześćdziesiąt metrów głębokości. "Kiedy jesteśmy zupełnie zagubieni w gęstej pokrywie chmur. Na wysokości trzech tysięcy metrów wyrównałem maszynę i zwiększyłem nieco szybkość. Mgła wschodniej Anglii ukryła ziemię. George. Powrotny lot do Holandii i lądowanie w jednej z baz lotniczych połoŜonych na wybrzeŜu takŜe nie wchodziły w rachubę. Świeciły z głębi bezdennej. Nie miałem pojęcia. I nikt nigdy się nie dowie. Na wysokości czterech i pół tysiąca metrów pojawił się mój nowy i chyba ostatni wróg. MoŜe aŜ po West Midlands. Zgodnie z zegarkiem znajdowałem się w powietrzu od czterdziestu trzech minut. i wówczas mógłbym bezpiecznie wylądować. bezczasowej pustki. począł dąć w stronę wybrzeŜa Norfolku lekki wiatr. Nie starczyłoby na to paliwa. To wszystko. Wiedziałem. Pode mną nie widać było teraz ani czarnego aksamitu morza. Łatwo dostrzegłbym w ciemności jego czerwony sygnał pulsujący alfabetem Morse^. stało się teraz obce i nieprzyjazne. jak daleko na zachód sięgała teraz. jak okiem sięgnąć. blask księŜyca odbijał się od nieskończonego morza bieli. ku leŜącemu przede mną wybrzeŜu. A pode mną znajdował się najgorszy wróg: wielkie. Przypomniałem sobie znowu instrukcje sierŜanta pilota Norrisa. Wydało mi się olbrzymim 227 więzieniem. Ŝeby mnie zabić. Spojrzałem z wdzięcznością na księŜyc. od Morza Północnego. albo zginąć w szczątkach rozbitego wampira gdzieś w pokrytych mgłą bagnach Norfolku. Bez radia i pomocy nawigacyjnej zagubiłbym się całkowicie w obcym. jako jedyny instrument nawigacyjny. którego wskazówki stanowiły podstawę mego wyszkolenia. ZuŜywałem w ten sposób nieco więcej cennego paliwa. gdzie leŜy moje ciało. Ŝeby zlikwidować wszelką widoczność. wrogiej. co wydawało się tak piękne. W zetknięciu z zamroŜoną ziemią miliardy cząsteczek wilgoci zawartej w morskim powietrzu przemieniły się w parę. ogarniało mnie coraz silniejsze poczucie samotności. a moŜe nawet do wschodnich stoków łańcucha Penninów? Nie mogło być mowy o próbie przeskoczenia nad pasem mgły na zachód. Jest to jedyne duŜe skupisko świateł oddalone o jakieś trzydzieści kilometrów od wszystkich punktów tego zakola wybrzeŜa. kontrastującej z rozjarzonym kobiercem świateł samego miasta. Do dyspozycji miałem tylko własne oczy. W prawo i w lewo. Kiedy leciałem z Niemiec na zachód. Nocne niebo ziało przeraźliwym zimnem stratosferycznej temperatury pięćdziesięciu sześciu stopni poniŜej zera. Taka mgła potrafi w ciągu trzydziestu minut całkowicie zasłonić olbrzymi obszar lądu. Poprzedniej nocy płaskie tereny wschodniej Anglii zostały skute mrozem. brutalne fale Morza Północnego. Gorączkowo kalkulowałem czas stracony z powodu zmniejszonej szybkości. W miarę jak mój myśliwiec schodził w kierunku Norfolku. skutym trzaskającym mrozem. Znałem doskonale Norwich i gdybym tylko mógł zobaczyć zarys linii wybrzeŜa hrabstwa Norfolk od Lowestoft do Cromer. Ŝeby mnie pochłonąć wraz z samolotem i wciągnąć na wieczność do mokrego grobowca. Ŝeby utrzymać równowagę. z pewnością włączyliby światła lotniska. niezaleŜnej od pory dnia czy nocy. Wystarczająco. Mogłem więc wylądować albo w Merriam St.txt wzór. Southampton moŜna rozpoznać dzięki wielkiej czarnej plamie portu. Czekały. z łatwością trafiłbym do Norfolku. Ŝe osiem kilometrów na północ od Norwich znajduje się lotnisko bazy myśliwców Merriam St.Forsyth Opowiadania. Gwiazdy juŜ nie czarowały mnie swym wspaniałym blaskiem. Gdyby usłyszeli dźwięk silnika mojego wampira nisko nad ziemią. do którego nie dociera Ŝaden dźwięk. Strona 138 . musiałem więc być około dziesięciu kilometrów od wybrzeŜa Norfolku. ani naszyjnika połyskliwych świateł wybrzeŜa. nie znanym terenie.

z dala od ludzkich skupisk". Co dalej. Dwaj jedyni piloci. słoneczny dzień. który prowadzi zagubionego pilota do bezpiecznego lądowania lecąc skrzydło przy skrzydle jego maszyny . sierŜancie Norris.. Oświetlał mnie księŜyc. sierŜancie? "W takim wypadku pierwszą naszą czynnością jest skierowanie samolotu w stronę pełnego morza. Minęło dziesięć minut. Ten samolot będzie miał oczywiście czynne radio. jak i przede mną.." No. Na nieszczęście wyrzucany fotel systemu 228 Martina Bakera nie nadaje się do jednoosobowej kabiny wampira. Mój kompas nie działał. Pozostało mi paliwa jeszcze na trzydzieści minut. Ale działo się to z reguły w jasny. Nie. szpitale i domy. prawda. Na dole mgła ogarnęła cały horyzont. Ŝe komuś kiedyś uda się taki skok. którzy zostali wyłowieni z morza w kilkanaście minut od chwili. w kierunku Norfolku. Kończyłem wykreślanie drugiego trójkąta. Wtedy moŜemy mieć nadzieję. sierŜancie.. Wiedziałem. a następnie wykonujemy w powietrzu niewielkie trójkąty. Smaga go mroźny wiatr. Ten samolot jest znany z tego. Rzuciłem okiem na zegarek: pięćdziesiąt jeden minut w powietrzu. Ŝe muszą przymusowo wodować. więc przyjąłem księŜyc za przybliŜony punkt orientacyjny. Trzeba więc skierować samolot ku morzu. Tam są dzieci. rozwaŜać ewentualność wyskoczenia ze spadochronem z samolotu... Przypomniałem sobie teraz 229 inne szczegóły instruktaŜu.to "pasterz". zrobionym z dziesięciu ton stali. . którym się to udało. Skoro radio pokładowe nie działa i nie moŜemy nikogo poinformować o awarii.Forsyth Opowiadania. bo w takiej właśnie sytuacji się znalazłem! "Wszystkie samoloty zbliŜające się do wybrzeŜy Wielkiej Brytanii ukazują się na ekranach radarowych naszego systemu ostrzegawczego. Ŝe nie moŜna z niego wyskoczyć ze spadochronem. stracili obydwie nogi. usta i uszy. w lewo i wciąŜ w lewo tak. Ŝe ktoś zwróci na nas uwagę i zawiadomi kontrolera ruchu powietrznego.. panowie?" Oczywiście. Ŝe nie dotarłem jeszcze do wybrzeŜa Norfolku i Ŝe leciałem na wysokości trzech tysięcy metrów. panowie. On to juŜ słyszał setki tysięcy razy i znowu usłyszy tysiąc razy Strona 139 . kiedy nadali przez radio wiadomość. ciepły. "Jest wreszcie. Oczywiście moŜe się zdarzyć. Nie modliłem się na serio od wielu lat. polecimy za nim i on sprowadzi nas na ziemię do bezpiecznego lądowania przez chmury czy mgłę".BoŜe. Wskaźnik pokazywał jedną trzecią zbiornika. . tak nie wolno do Niego mówić. a nie spadali im na głowy wraz z wyjącym potworem. szkoły. to był ostatni sposób ratunku.. który z kolei zleci pilotowi innego samolotu.. Ciągnęła się zarówno za mną. Ŝeby kaŜdy bok tego trójkąta powstawał w przeciągu dwóch minut lotu. Ŝe rzeczywiście zakręciłem o 120 stopni. Macie na myśli miasta.Ojcze nasz. W Ŝółtej kamizelce ratunkowej buja na powierzchni jak korek.txt musimy. Kiedy nas odnajdzie. nie. Prawda. Ale jej autorzy nie wspomnieli o tym. któryś jest w Niebie. więc nie przyszło mi to teraz łatwo. Filmy szkoleniowe pokazywały nam uśmiechniętych kolegów. próbujemy zwrócić na siebie uwagę obsługi radarowej przez nietypowy sposób zachowania. kierując samolot w lewo. a ludzie wznoszący wigilijny toast gdzieś w odległości czterystu kilometrów nie mają pojęcia o jego losie. Miałem nadzieję. Samolot ratowniczy. Ŝeby nas odszukał. wybaw mnie z tej podłej przygody. Wylatujemy więc nad morze. I to w noc wigilijną. sierŜancie? Ci ludzie tam na dole płacą nam za to. proszę panów. to juŜ lepiej. Procedura ta została dokładnie przemyślana. Tak. Ŝebyśmy latali. PołoŜyłem wampira w lewy zakręt i zacząłem kreślić bok pierwszego trójkąta. Po dwóch minutach znowu wykonałem skręt w lewo. ostatni sposób postępowania w razie nagłej awarii... lód zakleja mu rzęsy. Ŝe pilot huśtający się na zimowych falach Morza Północnego ma jedną szansę na sto przeŜycia choćby jednej godziny.

a więc w czasie manewrów straciłem tysiąc metrów wysokości. gdyby znalazł się obok mnie.txt dzisiejszej nocy. Co mówi się do Niego. Ŝe nie zobaczę wielu róŜnych miejsc. Poczułem. pod końcówką skrzydła. zanim ginący samolot przechyli się do ostatniego nurkowego lotu nad Morze Północne.. zmniejszając szybkość maszyny do pięciuset kilometrów na godzinę. dlaczego nie patrzycie na ekrany radarów?! Dlaczego nikt mnie nie widzi? Pewnie wszyscy jesteście juŜ zalani 230 i zupełnie niezdolni do spełniania waszych obowiązków! O BoŜe. Jeszcze dwie minuty i nocne niebo utonie w całkowitej ciemności. nie dalej niŜ trzydzieści metrów od mego skrzydła. Ŝe to mój własny cień. Ale to juŜ nie miało Ŝadnego znaczenia.. wskazówki zegarów innych martwych przyrządów stały na zerze. Ŝeby mnie ktoś zauwaŜył. CóŜ ja takiego mogę Mu przyrzec? On mnie nie potrzebuje.Wy głupie sukinsyny. Ŝeby ktoś dostrzegł moje manewry i wysłał mi do pomocy pasterza do bezpiecznego lądowania. Skierowałem lewe skrzydło wampira ku księŜycowi. w stronę mojego lewego skrzydła. Ŝe chyba juŜ o mnie zapomniał.Forsyth Opowiadania. Był znacznie wolniejszy od mojego i nie potrafiłby utrzymać szyku. BoŜe. końcówką swojego skrzydła przy moim. nie spotkam tylu ciekawych ludzi. Kiedy mój zegarek wskazał. A w kilka chwil później będę musiał wyskoczyć ze spadochronem. zataczając identyczny łuk... Razem wyrównaliśStrona 140 . wiedziałem juŜ na pewno. a moje sztywne. Ŝe nie dokonałem tylu rzeczy. Wskaźnik paliwa pokazywał jedną ósmą zbiornika czyli ilość wystarczającą na jakieś dziesięć minut lotu. Wampir zadygotał. Zacząłem krzyczeć do głuchego mikrofonu: . Coraz wyraźniej widziałem na tle białego 231 całunu mgły jego czarną sylwetkę. kiedy ma się dwadzieścia lat.? Wkrótce jednak moja wściekłość zaczęła wygasać i po prostu beczałem bezsilnie jak małe dziecko. Był to więc chyba inny samolot.nie czułem strachu. biel mgielnej powłoki przecięła czarna smuga. kiedy się potrzebuje pomocy? .rzecz dziwna . Nie mogłem jednak bardziej zmniejszyć obrotów silnika. Przesunąłem lewarek gazu i zacząłem opuszczać się w jego stronę. Gorączkowo starałem się wierzyć. białą mgłą... śeby nie stracić z oczu lecącego pode mną samolotu. równo na linii księŜyca. Ŝe zginę tej nocy. dlaczego mnie nikt nie słyszy. Dopiero wtedy zrozumiałem. aby zająć miejsce w szyku.. popłynie bezradne w dal. zamarznięte ciało. dlaczego leciał niŜej i nie wspinał się na mój poziom. Pode mną. nie zwracałem na Niego uwagi przez tyle lat. iŜ nadal lecę zbyt szybko. a ja przyrzekam. utrzymywałem się na łuku.Proszę Cię. która za chwilę zniknie w ławicy mgły. Ŝe nie jest to przypadkowo przelatująca maszyna. Wtedy tamten zaczął podnosić się w moim kierunku.. okryte jaskrawoŜółtą kamizelką ratowniczą. toteŜ mój cień musiał być za mną. Po godzinie i ja umrę. ale księŜyc był przede mną. I . jedynie bezbrzeŜny smutek. lecący bliŜej powłoki mgły i utrzymujący ten sam kurs co ja. bo groziło to utratą panowania nad wampirem. Na wysokości półtora tysiąca metrów zorientowałem się. aŜ w końcu znalazł się tuŜ obok. Ŝe jestem od siedemdziesięciu dwóch minut w powietrzu. aby nakreślić ostatni bok ostatniego trójkąta. PomóŜ mi. Przez szybę z pleksiglasu widać było księŜyc chylący się ku horyzontowi spowitemu gęstą. To samo robił tamten. Igła kompasu wciąŜ wędrowała po tarczy jak pijana. Po pięciu minutach wiedziałem juŜ na pewno. Nie jest zabawnie umierać. Ŝe nikt nie zjawi się na ratunek. Wypuściłem więc hamulec powietrzny. Przez sekundę przypuszczałem. spraw. kiedy się jeszcze właściwie nic nie przeŜyło. jak rośnie we mnie wściekłość i rozpacz. aŜ obydwaj zatoczyliśmy pełne koło.. Na wysokościomierzu odczytałem dwa tysiące metrów. tyle Ŝe o półtora kilometra niŜej.. śal.

Pokryta hełmem głowa. Dokonał zwrotu o 180 stopni. Ŝe wyciągnął ją płasko. Widziałem tę eskadrę na pokazie w rocznicę bitwy o Wielką Brytanię. Przez kilka sekund leciał obok mnie. Nurkowaliśmy dalej.Forsyth Opowiadania. Ŝe wracamy ku wybrzeŜu Norfolk. a kiedy spojrzał przez boczne okienko w moją stronę. aby śledzić kaŜdy znak jego ręki. nie ja. Spojrzałem na wysokościomierz: siedemset metrów. palcami naprzód. Po dwóch minutach mój towarzysz podniósł do okienka zaciśniętą pięść. a następnie otworzył ją. Dostrzegłem jednakŜe dwa śmigła na jego przedzie. Miałem księŜyc po prawej stronie. W ten sposób nakazywał mi. abym widział. Ŝebym opuścił podwozie. prujący przez noc ku macierzystej bazie. nieco poniŜej linii księŜyca. W kabinie mosquita na tle księŜycowej poświaty widziałem opatuloną głowę pilota. Był to przypuszczalnie Strona 141 .txt my kierunek lotu. Przesunąłem dźwignię w dół i usłyszałem głuchy stuk. Ŝe zostałem zrozumiany. Widniały na nim dwie duŜe. Skinąłem głową i szybko podniosłem lewą rękę. Nie spuszczałem go z oczu i trzymałem się jak mogłem najbliŜej. kiedy wszystkie trzy koła wysunęły się na zewnątrz. smukłe podwieszone gondole. Ŝe mam paliwa na pięć minut. a następnie przechylił się łagodnie w lewo. Tak teŜ zwykle bywa 15 września. ale biały poblask mgły pozwalał podziwiać piękno tamtej maszyny. Nurkowaliśmy prosto na niewidoczny 232 Norfolk. czarne litery: JK. ale to wystarczyło. Zrozumiałem teraz. Powoli podniósł prawą rękę tak. a jego śmigłowcem znacznie starszej generacji. Cofnąłem lewarek gazu. maska tlenowa i gogle kiwały na znak. hurricane'y i lancastery. więc cień mojego samolotu zacierał kształty tamtego. Mój samolot był odrzutowcem. kiedy na niebie ukazują się spitfire'y. Krótki dziób. długie. Prawdopodobnie jej warstwa wynosiła tylko trzydzieści metrów. To on miał kompas i radio. zobaczyłem wyraźnie dziób mosquita. starając się utrzymać szyk. Wtedy przypomniałem sobie. pękata kabina. Ŝe eskadra meteorologiczna w Gloucester uŜywa jeszcze ostatnich latających mosquitów do pobierania próbek górnych warstw atmosfery do prognoz pogody. KsięŜyc juŜ zaszedł. odgłos silnika zmienił się w niski gwizd. Dzieliły nas tylko dwie szyby z pleksiglasu i strumień lodowatego powietrza. Z pozycji zachodzącego księŜyca wywnioskowałem. Wampir przestał dygotać i wyskoczył przed mosquita. Znaczyło to. zarządzając ponowne zejście. Ŝeby uniemoŜliwić zejście na ziemię bez przyrządów do ślepego lądowania. Po raz pierwszy mogłem mu się dobrze przyjrzeć. PodąŜyłem za nim. Znaczyło to: "Schodzimy w dół. potem wyrównał. ale mosquito był teraz znowu obok mnie. Na szczęście podwozie działało na ciśnieniu hydraulicznym i nie było uzaleŜnione od zepsutych elektrycznych obwodów. a potem przeciągnąłem dłonią po gardle. pozostawiając księŜyc za sobą. byliśmy na wysokości stu metrów. pokazując tablicę kontrolną. bombardujący myśliwiec z okresu drugiej wojny światowej. Ŝe jest pasterzem. a w kaŜdej wspaniały silnik Merlin produkcji Rolls-Royce'a. Pod nami wciąŜ leŜała mgła. Ku mojemu zdziwieniu przekonałem się. Zaczęliśmy schodzić w kierunku mgły. Pilot pasterza wskazał dół. Trzymaj szyk za mną". następnie uniosłem do góry pięć rozczapierzonych palców. dostrzegłem dwa krąŜki jego ochronnych okularów. i kiedy przy przechyle zachwiał się nieco. Ich przelot w szyku bojowym wywołał okrzyk podziwu w tłumie i nostalgiczne westchnienia wśród przedstawicieli starszego pokolenia. Ŝe pasterzem był DH-86 Mosquito. który leciał w odległości zaledwie trzydziestu metrów ode mnie. Szybkość pasterza wzrosła. Kiedy mój pasterz wyrównał lot. pędzący z szybkością pięciuset kilometrów na godzinę. Potem wskazał nią naprzód i skierował palce w dół. kopułka pleksiglasu na samym dziobie i dwa działka gotowe do walki. dlaczego nie moŜe lecieć z moją prędkością. wysłanym aby sprowadzić mnie na dół. na poły tylko widoczny. przykładając do szyby rozłoŜone palce. WyobraŜałem sobie strumień instrukcji płynący z baraku radarowego do słuchawek człowieka. bo byłem juŜ pewny. wciągnąłem więc hamulce powietrzne.

modląc się. Strona 142 . Trach! Koła dotknęły wreszcie asfaltu. nie ma mowy. igła lekko dygotała. Światła po bokach migały coraz słabiej. Po bokach migały pary świateł. co jest między nimi. Znaczyło to: teraz leć sam i siadaj. a mnie zimny pot zalewał kark i spływał po plecach. Kątem oka spojrzałem na zegary. a następnie wprost przed siebie. Ŝe są o piętnaście czy trzydzieści metrów od nas. Hamowałem ostroŜnie. Ŝe z trudem zdołałem 233 wyjść z zakrętu. aby wampir nie przechylił się i siadł równo. udusić. by nie przeciąć granicy lotniska. Spostrzegłem. przylepiając do skóry nylonowy kombinezon. przerwa. trach. A potem ukazała się nagle biała linia biegnąca tuŜ pode mną. by wyskoczyć ze spadochronem. DrŜąc z emocji wyłączyłem gaz i utrzymywałem równo stery. ŚPIESZ SIĘ! Nagle pasterz wyprostował lot tak szybko. Światła podniosły się niemal do poziomu moich oczu. jakby pokryte lukrem pasma smagały podwozia naszych samolotów. usiłując zobaczyć. Schodziliśmy wciąŜ w dół. Nagle pasterz wskazał palcem w moją stronę. śpiesz się . Nagle nie widać niczego poza wirującymi pasmami milionami macek usiłującymi cię omotać. nie dalej niŜ piętnaście metrów ode mnie. trach! Znowu kontakt. Ŝadnych kształtów. Światła we mgle są zdradliwe i hipnotyzujące. Kiedy juŜ to wiedziałem na pewno. CZŁOWIEKU. nic.wylądowaliśmy. Przez dwie albo trzy minuty mój pasterz zataczał koła. Mój pasterz wiedział. tym razem łagodniej. Ŝe pilot mosquita daje mi ręką sygnał: "nurkuj". Coś błysnęło z lewa. oko nie miało się na czym zatrzymać.txt znak wywoławczy: Juliet Kilo. WytęŜyłem wzrok. Zaczęliśmy się opuszczać. schodząc z wysokości trzydziestu metrów w nicość. śadnych cieni. jak długo trwało. Ciemna pustka. Wejście z ciemnego nawet nieba w chmurę albo mgłę podobne jest do zanurzania się w kłąb szarej waty. trach! . Tylko tuŜ na lewo. rysował się kształt mosquita. Opuszczaliśmy się razem łagodnie i powoli. Ma się ochotę zbliŜyć do nich . Ale po chwili jednak coś.ale dla dwóch samolotów lecących w szyku przez mgłę moŜe to oznaczać katastrofę. coraz wolniej i wolniej. zanim uwierzyłem. Nie wiem. Ŝe zwalnia. otoczone aureolą rozświetlonej mgły. Ŝe jestem naprawdę na ziemi. Środkowa linia pasa startowego. I wtedy zobaczyłem. MoŜna w nie patrzeć nie zdając sobie sprawy. lecz wciąŜ nie miałem kontaktu z ziemią. Odrzutowiec bez benzyny na wysokości trzydziestu metrów jest beznadziejną pułapką. potem z prawa. Koła przylgnęły do nawierzchni. Widoczność spadła niemal do zera. mokry pas startowy. znowu odbicie na kilka centymetrów ponad czarny. Wysokościomierz stał na zerze. Na miłość boską. Udało mi się spojrzeć na wskaźnik paliwa: stał na zerze. podobnie jak wskaźnik paliwa. Zorientowałem się. więc sam teŜ zacząłem zmniejszać gaz. lecącego pewnie i bez wahania w stronę czegoś. przy końcówce mojego skrzydła. Ŝebym mógł wznieść się na wysokość dwustu metrów. Trach.modliłem się . Zaraz potem zrozumiałem mądrość tego człowieka.. Wampir toczył się z szybkością stu pięćdziesięciu kilometrów na 234 godzinę przez morze szarej mgły. Po sekundzie wyrównałem szyk i zobaczyłem. Wampir stanął. co robi. Ŝe mam ręce kurczowo zaciśnięte na drąŜku sterowym. ale tylko na chwilę. potem juŜ mocniej. Mój pasterz wyrównał tuŜ nad powłoką mgły. a białe. nie zjechać z prostej linii. bez Ŝadnych szans na ratunek. ŚPIESZ SIĘ. Szybkościomierz wskazywał dwieście dziesięć kilometrów na godzinę. Ŝeby nie zarzucić. mogą wywołać halucynacje. Zdumiało mnie to i przeraziło. potem błyski z jednej i drugiej strony. Obydwie igły juŜ nawet nie drgały..bo jeŜeli teraz zabraknie mi paliwa. Ŝe mój pasterz leci bez świateł. Potem przechylił maszynę i wleciał w powłokę mgły. Przy prędkości stu siedemdziesięciu kilometrów ta przeklęta trumna musi runąć na ziemię. Wbiłem wzrok w ociekającą wodą szybę: Nic. czego nie widziałem.Forsyth Opowiadania. Trach. Zataczaliśmy regularne koła.

A do tego wstawiony. . system hydrauliczny. Ŝe za chwilę podjedzie po mnie samochód wysłany przez wieŜę kontrolną. .Zupełnie niebywałe. .Właśnie wylądowałem.Wylądował pan bez kompasu? . Podwozie miał wciągnięte.powiedział wreszcie. zauwaŜyłem.wyjaśniłem mu cierpliwie. kiedy wampir toczył się po pasie startowym. Facet był najwyraźniej jednym z tych pechowych poruczników. A potem. .To pański? Skinął głową w stronę niewyraźnej sylwetki wampira.przyznałem. Kołowanie w tej mgle nie miało sensu. ciśnienie i światła. Ale na razie nikt po mnie nie przyjeŜdŜał. . Ponad nimi sterczał jednak daszek oficerskiej czapki. ozdobioną rozłoŜystymi wąsami. Wtedy zwrócił moją uwagę jakiś dźwięk. Zawiozę pana do kasyna. Sytuacja Strona 143 . Byłem w lekkim lotniczym kombinezonie. w którym sądziłem. nie odznaczają się talentem do latania i często nie są nawet pilotami. Zgasł sam z braku paliwa. w gęstej mgle zamajaczyły dwa reflektory. Postanowiłem zatelefonować z oficerskiej kantyny do stacji RAF-u w Gloucester i osobiście mu podziękować.Niesamowite . Jechało od niego whisky.Paliwo skończyło mi się właśnie wtedy. Będą musieli ściągnąć moją maszynę z pasa startowego landrowerem.Tak. z którymi nie mógł sobie dać rady. Zwykły naziemny urzędas. . Byłem szczęśliwy. . Zapewne nie dostrzegł juŜ mojego poŜegnalnego gestu.Zostałem sprowadzony . Jeszcze bardziej cieszył mnie fakt. miałem szczęście . W bocznym okienku zobaczyłem podniesioną rękę pilota.Bez kompasu. Dopiero kiedy wstałem. Po chwili samolot zniknął we mgle.Bez radia? . Przez kilka minut zastanawiał się nad tymi informacjami. Leciałem orientując się według połoŜenia księŜyca. Usłyszałem wołanie: .Bez radia . Ŝe stoi o jakieś sześć metrów od końca pasa startowego.txt zwolniłem pedały hamulcowe i zaciągnąłem hamulec postojowy. zniszczonego samochodu marki Javelin. jak jest zimno. nisko nad ziemią przelatywał mosquito. .powiedział.Miałeś pan piekielne szczęście .Hej tam! Wygramoliłem się z kabiny. więc otworzyłem dach kabiny i odsunąłem go. nie dalej niŜ dwadzieścia metrów ode mnie.. Były to reflektory starego. co tłumaczyło te trudności. 235 .odpowiedziałem.potwierdziłem. tuŜ pod jego pękatym kadłubem. Nad kierownicą zobaczyłem okrągłą twarz piwosza. . Samochód jechał wolno drogą do kołowania w stronę wieŜy kontrolnej i zabudowań lotniska. Kiedy oddalaliśmy się od wampira.To niebywałe . DrŜałem na całym ciele. a raczej wykrzyczał mój towarzysz. Nawet w noc wigilijną wozy straŜackie i ambulans muszą być w pogotowiu. którzy są z reguły pomijani przy awansach. po czym powoli zacząłem odpinać pasy spadochronu i fotela. we mgle.Wysiadły wszystkie kanały. Ŝe znalazłem się we wnętrzu ciepłego wozu. . Jej właściciel przyglądał mi się bacznie. Na lewo. próbując przebić się przez zgrzytanie skrzyni biegów i sprzęgła.ssanie. zorientowałem się. Wyłączanie silnika nie było potrzebne. Dopiero kiedy byłem juŜ dobrze przemarznięty.mruknął. .. Niech pan wskoczy. Wyłączyłem więc wszystkie inne urządzenia . Dotarłem tak do wybrzeŜa. Po wyłączeniu ogrzewania szyby szybko zaszły parą. zeskoczyłem ze skrzydła na ziemię i pobiegłem ku światłom. Sądziłem. a raczej do miejsca. A radio i wszystkie przyrządy elektryczne nawaliły jakieś pięćdziesiąt minut temu nad Morzem Północnym. . Bez znaków RAF-u. Tacy nie powinni mieć słuŜby na nocnej zmianie. .No to jak pan znalazł to lotnisko? Zaczynałem tracić cierpliwość.Forsyth Opowiadania. Ŝe zaczyna się ląd. kiedy usiadłem. kiedy wynurzałem się z mgły. Światła zatrzymały się o sześć metrów od nieruchomego wampira. tuŜ przed zaoranym polem. Następnie wyłączyłem silnik. Ŝe Ŝyję.Tak .

nawet latarni kierunkowej. . goła Ŝarówka. Mój towarzysz wrócił i niepewnie wygramolił się na siedzenie. ZauwaŜono mnie i wysłano pasterza. Ŝe moŜe mógłbym panu pomóc . Kiedy juŜ zobaczyłem światła pasa startowego. musiałem wrócić do baraku i wyprowadzić samochód.To jest RAF Minton.Osiem kilometrów od Cromer. według instrukcji..Dlatego pan tak długo na mnie czekał.Nic dziwnego. . wisiała pojedyncza. Ŝe za chwilę usiądzie nam pan na głowę.Nie mamy tutaj Ŝadnych urządzeń do ślepego lądowania na radar.Nigdy o nim nie słyszałem .odparł.Miał pan piekielne szczęście. kiedy stary Joe poprosił. ale i tępy. pomyślałem. . Nie mamy w ogóle Ŝadnego wyposaŜenia nawigacyjnego.powtórzył wsysając kroplę wilgoci spływającej po wąsach.Nie . Więc pobiegłem do wieŜy kontrolnej i włączyłem je. Potworna dzisiaj mgła. na wybrzeŜu. zupełnie obłąkane i pozbawione logiki. . ale było to kłamstwo. . George. Mój nieznany przyjaciel Strona 144 . Potem trzeba było jeszcze pana znaleźć. prowadzącymi do wieŜy kontrolnej.powiedziałem machinalnie. . A więc takie było wyjaśnienie tej zagadki. za którymi zniknął porucznik. Znajdowaliśmy się parę metrów od wieŜy kontrolnej. zapewne niegdyś słuŜących jako pomieszczenia operacyjne i nawigacyjne.Rozumiem . Teraz ja z kolei przeŜuwałem przez dłuŜszą chwilę jego informację. nie zlikwidowano świateł.A więc to nie jest lotnisko RAF-u w Merriam St. Niesamowite.Forsyth Opowiadania. . Miał oczywiście radio.Musiałem wygasić światła pasa startowego . Minton jest tylko bazą magazynową.przypomniało mi się. . Przepraszam pana. Kiedy usłyszałem. Ŝeby mnie sprowadził w dół.Prosta sprawa . Ale przecieŜ musi być jakieś proste wytłumaczenie. . sprowadziłem samolot bezpiecznie na dół.Gdzie właściwie leŜy Minton? .Niesamowite . Nie jesteśmy czynnym lotniskiem od wielu lat. . Pomyślałem. Zagadka nękała mnie jeszcze przez kilka minut. Nad wąskimi drzwiami.wyjaśniałem mu spokojnie. Jej światło pozwoliło mi przyjrzeć się wybitym szybom i zamkniętym na kłódkę drzwiom i ocenić panującą tu atmosferę opuszczenia i zaniedbania. ma się niewyczerpane zasoby energii. George? spytałem cicho. Mój towarzysz był widać nie tylko wstawiony. . Byliśmy pewni.zapytałem.txt awaryjna szczęśliwie się zakończyła. ja jestem tylko szczurem magazynowym. Chwyciła go czkawka. Potem wpadłem na pomysł. Siedziałem w kantynie oficerskiej i popijałem grzane wino.. . To wszystko było bez sensu. To pan krąŜył nisko nad nami.wymamrotał. A potem mruknął: . . 237 Gadaj zdrów.Dlaczego zapalił pan światła? . . jakby chciał powiedzieć: skoro tak uwaŜasz. Ŝe kiedy demontowano stację. Ŝe pan wylądował. Wzruszył ramionami.To chyba będzie Merriam St. Musiało jednakŜe być jakieś wytłumaczenie. Ale widzi pan. Ŝe tamten facet znalazł to lotnisko. . Zaczęło mi się kręcić w głowie. Latałem krótkimi trójkątami w lewo. Tu właśnie jesteśmy. . Zatrzymał samochód i wysiadł. Ŝebym podszedł do okna i posłuchał.Bo usłyszałem wycie pańskiego silnika. Kiedy jest się młodym.odpowiedziałem po chwili. zacząłem więc wracać do normy.To był samolot meteorologiczny RAF-u z Gloucester.A gdzie znajduje się najbliŜsza czynna stacja RAF-u wyposaŜona w urządzenia radarowe i instrumenty do ślepego lądowania? Zastanawiał się przez chwilę. Oni są świetnie wyposaŜeni. Wszystko poszło gładko. która zlewała się we mgle z rzędem starych baraków. Lecieliś236 my w szyku na przyrządach ślepego lądowania na radar. .MoŜe to Marham? Albo Chicksands? Albo Lakenheath? .

wołając kogoś o imieniu Joe. z których jeden pełnił słuŜbę w podoficerskiej kantynie. obiciami. dowódca eskadry. Na prawo szatnia z rzędem pustych wieszaków na nie istniejące płaszcze. Ale bardzo chciałbym się wykąpać i coś zjeść. ^zwłaszcza przy ilości paliwa. jaką nam przydzielają. Obawiam się.txt w samolocie meteorologicznym prowadził mnie prosto z wybrzeŜa do Merriam St.Przykro mi. Weszliśmy do środka. Ŝe Joe jest stewardem w kaStrona 145 . Kontroler wieŜy Merriam kazał nam zatoczyć dwa koła.Jest nas tylko dwóch na tej stacji.piekielne szczęście. spadochronów. Po drugiej inna tablica informowała. Ŝe jest to kasyno oficerskie. Miałem .powiedziałem. Wszędzie ten sam wzorzec. Poza nimi personel stacji składał się z sierŜanta i trzech kaprali. Ŝe nie powinien mieszać się do opartych na nowoczesnej technice operacji.którzy robili spis mundurów. Ŝe nie mogę panu słuŜyć większymi wygodami przepraszał Marks. Ŝe nie ma wielkiego wyboru. Przez czysty przypadek opuszczona od dawna baza w Minton wraz z jej siecią świateł i wstawionym magazynierem znalazła się na trasie prowadzącej do lotniska w Merriam. Było tu dosyć miejsca na dwadzieścia foteli. kiedy panowała moda na metalowe drzwi i framugi w urzędowych budynkach. zdjął koŜuch i rzucił go na krzesło. . których nie jest w stanie zrozumieć. . Ŝe jest zastępcą dowódcy. Mój gospodarz zaparkował samochód przed drzwiami. ale ugryzłem się w język.jak to on powiedział . Spędzanie świąt BoŜego Narodzenia w takiej dziurze nie naleŜało chyba do przyjemności. To mnie zmyliło na ostatnich kilometrach schodzenia w dół i w rezultacie posadziłem wampira na niewłaściwym lotnisku. a jednocześnie ten stary dureń włączył swoje.wszyscy na urlopach świątecznych . rzucając hełm lotniczy z przymocowaną do niego maską tlenową na skórzany fotel. Tego nam nie brakuje! Zagrzeje teŜ wodę w wannie i wykombinuje coś do jedzenia. dojechaliśmy do oficerskiej kantyny. George. Wysiedliśmy. . Zaglądałem przez drzwi razem z nim i zobaczyłem duŜy. które są niezbędne w kaŜdym wojsku. Poza tym nie ma odpowiedniej obsługi. Wielki kominek w hallu był wygaszony. Jakoś nie mógł znaleźć tego swojego Joego. I tak nie sposób tego ogrzać w zimie. . który przedstawił mi się jako 238 porucznik pilot Marks. Marks zaglądał do róŜnych drzwi prowadzących z hallu. Ŝe to się da zrobić . Marks powiedział mi. a jego szef.Proszę sobie nie robić kłopotu . przestronny pokój. Chciało się powiedzieć.Zawołam Joego i kaŜę mu przygotować dla pana jeden z wolnych pokojów. . rozbiłbym się na polu nie dolatując do lotniska. Jeden prowadził do kwater oficerskich. włączył swoje światła. więc wybraliśmy sobie dwie sypialnie. Pod spodem miał mundurowe spodnie. ale wyszczerbione godło RAF-u. JuŜ chciałem powiedzieć porucznikowi. przebywa na świątecznym urlopie. Podobnie w barze. Ŝe lokal ten pamiętał lepsze czasy. Poza tym było dwudziestu urzędników . Po jednej stronie wejścia na tablicy widniał napis: Stacja RAF Minton. jeden pokój dodatkowy i tak mieszkamy. Czy mogą być jajka na bekonie? Skinąłem głową. Światło palące się nad wejściowymi drzwiami oświetlało pięknie wyrzeźbione. ale teraz stały tylko dwa. Mój gospodarz. Podczas gdy formułowałem w myślach racjonalne wytłumaczenie mojej obecności na tym niemal całkowicie opuszczonym lotnisku. W końcu zabrakło mi przecieŜ paliwa w połowie pasa startowego. Nie warto ogrzewać tej całej przestrzeni dla dwóch ludzi. Obydwa pomieszczenia były więc diablo zimne i po odtajaniu w samochodzie zaczynałem znowu drzeć z zimna. a drugi do pokojów obsługi.Forsyth Opowiadania. Zorientowałem się. pusty i zimny pokój jadalny i dwa korytarze.odparł przybierając ton dobrego gospodarza. Architektura kasyn RAF-u nie jest zbyt urozmaicona. ale zamiast kurtki nosił zniszczony błękitny sweter. i to z popękanymi.Myślę. zbudowany bez wątpienia w czasach przedwojennych. Z frontu znajdował się duŜy. Nie zdołałbym dolecieć do Merriam odległego o piętnaście kilometrów stąd. butów i mnóstwa innych przedmiotów. Był to czysty przypadek.

Znakomity wyczyn lotniczy tego pilota z Gloucester. ale teraz przyjąłem trunek 239 wdzięcznością.Przepraszam. W niewielkim zimnym pokoju stało krzesło.Proszę o połączenie z dyŜurnym kontrolerem ruchu . dochodzące z mieszkania słuŜbowego przy centrali telefonicznej.Wydaje mi się. zostałem przejęty przez samolot meteorologiczny z Gloucester. . . jak przystało na oficera słuŜbowego nawet w noc wigilijną.Wobec tego proszę mnie połączyć z oficerem słuŜbowym. .Widzi pan. George. Opowiedziałem mu o swojej awarii i dodałem. Ten człowiek być moŜe świetnie Strona 146 . George . Przypomniałem sobie jednak. Zaprowadził mnie do biura. Jest tylko kilku oficerów w kantynie. wiem .Tak. Musiał być młody i zdyscyplinowany. . Marks poszedł przypilnować ordynansa. Na pewno podoficer słuŜbowy z wartowni. nie o to mi chodzi. Tu miałem awaryjne lądowanie. Ŝe jest trzeźwy.RAF Minton.Skąd pan mówi? . kiedy podałem mu nazwisko. jest tu obok. kiedy zamknęliśmy lotnisko o piątej po południu.Miał pan pecha. pomyślałem raz jeszcze. Ŝe ma przyjąć wampira lądującego na przyrządach ślepego lądowania i bez radia. wylądowałem w przekonaniu. Wreszcie dostałem połączenie. stopień i nazwę swojej bazy. Czy pan leciał do nas.zapytał mój rozmówca. puste biurko i telefon. To chyba całkowicie opuszczona baza. . a ja spojrzałem na zegarek i stwierdziłem. . Sądząc z wesołego gwaru. . starszy głos. Ŝe lecę do was. kto mówi? Podałem mu nazwisko i rangę informując. Marks zjawił się z butelką whisky. Z reguły nie piłem alkoholu. rozumiem.txt synie. jaki po chwili rozległ się w słuchawce. Byłem pewny.Nic o tym nie wiem .Tak jest. .Forsyth Opowiadania.Nie.Merriam St. Kiedy nakręcałem numer centrali. . Co pan chce. Ŝe w kontroli ruchu nie ma teraz nikogo na słuŜbie. . Czułem. Znowu wyłoŜyłem całą sprawę. Czy mogę tymczasem zadzwonić? . Ŝe to pan pilotował to pudło! Westchnąłem i zacząłem tłumaczyć od początku. Ale wylądowałem na niewłaściwym lotnisku. który mnie tutaj doprowadził. Po krótkiej chwili odezwał się inny. Uzyskanie połączenia trwało wieki. pomyślałem. MoŜe wysłać po pana łazik? 240 .Naturalnie. To ich zawód.Little Minton . połoŜonego niedaleko wejścia do baru. . Kiepski sposób spędzania BoŜego Narodzenia. poniewaŜ nie miałem numeru Merriam St. . Ale oni powinni przecieŜ latać w kaŜdą pogodę.odezwał się męski głos. Ale ja nie jestem z kontroli ruchu. Proszę chwilę zaczekać. czy nie? Słyszałem przed chwilą. Z powodu mgły tamten musiał lecieć na przyrządach radarowych. Ŝebyśmy zrobili? Zaczynałem tracić cierpliwość. Ŝe zaledwie pół godziny temu błagałem Boga o pomoc. George.powiedział wreszcie. Słyszałem odgłosy świątecznej libacji. Telefonistka znalazła go dopiero po dłuŜszym czasie.Wspaniale . oficer słuŜbowy znajdował się w kasynie.Niech pan się zdecyduje. Mogę tu przenocować. Tej nocy nie zapowiadano Ŝadnych lotów. .zawyrokował mój rozmówca.odezwał się w słuchawce zaspany głos. . Ale obawiam się. Ŝe mówię ze stacji RAF-u w Minton. Ŝe dochodzi północ.odparł.AleŜ oczywiście! PrzecieŜ musi się pan zameldować. dziękuję.powiedziałem. Ŝe jego lotnisko musiało być zawiadomione. Nie mógłby inaczej zejść w dół. i zawstydziłem się. Kiedy zobaczyłem światła lotniska. . Słuchał mnie uwaŜnie. Ŝe jest to Merriam St. . Ŝe nic się tu nie działo od chwili. . Poproszę dowódcę eskadry. kierowany przyrządami do ślepego lądowania. Nastąpiła chwila pauzy. Musiałem się jakoś rozgrzać. czy mogę spytać.

jeŜeli tolerował głupie pytania o tej porze nocy. . Wasza jednostka posługuje się mosquitami do pomiarów ciśnienia i temperatury na duŜych wysokościach. nie doceniany. Uratował mnie porucznik Marks. w nocy. który wprawdzie nie rozróŜniał chyba przodu samolotu od tyłu.Zgadza się. ale który biegł czterysta metrów w gęstej mgle. Ŝe znalazły się w muzeum. A na południe RAF Lakenheath. Wylądował tutaj. uŜywaliśmy mosquitów.5 metra*? Chodzi mi o najbliŜsze lotniska utrzymujące przez dwadzieścia cztery godziny podsłuch alarmowy.powiedział po namyśle.Ale nie zostały uŜyte tej nocy! Były nieczynne od piątej po południu.Dziękuję.121. Lakenheath leŜał równieŜ w odległości sześćdziesięciu kilometrów na południe.Myślę. Zaczęło mi świtać w głowie. DyŜurny oficer meteorolog przy aparacie. Niewiele juŜ dziś ich zostało. DyŜurny oficer przyjął telefon. Oczekują wampira. George. . Wytłumaczyłem mu sytuację. Ŝe Ŝyję. A przecieŜ pokazałem temu pilotowi w mosquicie. . Ale wycofano je z uŜycia trzy miesiące temu. . aby je znowu uruchomić. ale na dodatek tamtejsze lotnisko było zamknięte. . . na drugim końcu Norfolku. Ŝeby jeden z nich został sprzedany w prywatne ręce? . jakaś pomyłka. Ŝebyście odwołali alarm swego personelu radarowego i kontroli ruchu. zbiurokratyzowany porucznik pilot Marks. czy Lakenheath nie mogło być mowy. Ŝe mam benzyny tylko na pięć minut lotu. Poza tym leciał o wiele za nisko po naszym locie przez mgłę. . . .Obawiam się.Ale my juŜ dawno mamy fajrant . ale czy jest moŜliwe.5 metra jest częstotliwością międzynarodowej słuŜby awaryjnej.odpowiedziałem stanowczo.Moim rozmówcą musiał być chyba stary okularnik o niewyczerpanej cierpliwości i uprzejmości. . .Gloucester? .odpowiedział mi równie dobitnie oficer. Ŝe zaszła.Wiem. prawda? .Wiem dobrze. . aby przebyć jeszcze sześćdziesiąt kilometrów. Nie tylko nie mogłem z moim zapasem paliwa dotrzeć do Merriam St. I od tego czasu nie było Ŝadnego polecenia. Czy ja mówię z RAF-em Gloucester? . .próbowałem protestować.Gloucester. Ŝe zrozumiał. Potem zapytałem: . . Rozpity. . . Ŝe wcale nie zawdzięczałem swego Ŝycia pilotowi z Gloucester.zaczął krzyczeć. Latamy teraz na canberrach. w Suffolk. Jedno naleŜy przyznać eskadrom meteorologicznym . Dobranoc. panie poruczniku odpowiedział.Owszem. gdzie znajdują się najbliŜsze stacje RAF-u. który juŜ się u was nie pojawi. ale był juŜ chyba lekko zawiany. kiedy usłyszał huk krąŜącego mu nad głową samolotu. Dziękuję panu bardzo. Siedziałem przy telefonie wpatrując się z niedowierzaniem w aparat. Ŝe poszły na złom. George są urządzenia do ślepego lądowania .Owszem .Forsyth Opowiadania. których radio pracuje w ciągu nocy na fali 121. Odpowiedział wyraźnie.txt dowodził eskadrą. w Minton. . . o tej porze? .Na zachód RAF Marham. Albo teŜ posłano je do muzeum.PrzecieŜ to właśnie w Merriam St. Wesołych świąt! OdłoŜył słuchawkę.To nie mógł być Ŝaden z naszych samolotów.Chwileczkę. Ŝe są! . aby zapalić światła opuszczonego lotniska.O piątej po południu zamknęliśmy lotnisko. . Zadałem mu wtedy ostatnie pytanie: .Doskonale. Marham znajdował się sześćdziesiąt kilometrów na zachód. I wesołych świąt! Strona 147 .Dzwonię do was. Ŝe nie moŜna tego wykluczyć .są zawsze na słuŜbie.Przypuszczam.Ale raczej sądzę. O dotarciu do Marham 241 16-Czysta robota .A co się stało z mosquitami? .Czy wobec tego moŜe mi pan powiedzieć. Ten człowiek musiał być szalony. JednakŜe pilot mosquita musiał juŜ powrócić do Gloucester i trzeba mimo wszystko zawiadomić go. o tej porze.odpowiedział.Tak . Oparłem się na poręczy krzesła i odetchnąłem głęboko.W nocy.spytała telefonistka.

. Wytarłem się ręcznikiem i zawinąłem w stary.ten amatorski as lotnictwa nie zdawał sobie w najmniejszym stopniu sprawy z tego.. wykąpałem się szybko w gorącej wodzie. wyciągnąłem z kieszeni mego lotniczego kombinezonu papierosa. JeŜeli pan pozwoli. dziękuję panu serdecznie za pomoc. W drzwiach ukazała się głowa pilota porucznika Marksa. Ręka. . Po skończeniu kolacji wstałem od stołu. Nie moŜna chyba liczyć na więcej szczęśliwych zbiegów okoliczności.Widzieliście tutaj wiele zmian. Ten miał chyba siedemdziesiąt lat i był najwyraźniej miejscowym cywilem. którą Strona 148 . ale ciepły szlafrok przyniesiony mi przez Joego.Oczywiście. Był dobrym stewardem. około dwudziestu lat.spytałem go raczej z grzeczności niŜ z prawdziwego zainteresowania. Zabrałem swój hełm i poszedłem korytarzem. sprzed kominka uniósł się klęczący tam stary człowiek. .Tak. Mówił mi o czasach. Na razie jednak w pokoju było jeszcze chłodno i kuliłem się w moim lotniczym kombinezonie. lubiący sobie polatać w nocy na muzealnym mosquicie. Zdecydowałem. Zapomniałem poprosić Marksa o poŜyczenie swetra.Mam na imię Joe. kiedy wszystkie pokoje były zapełnione młodymi. . kiedy niebo nad lotniskiem dygotało od huku silników startujących do walki i powracających samolotów. ..Dobry wieczór . Ŝe zjem moją samotną kolację w pokoju. co za niewiarygodna noc! Najpierw wysiada mi radio i wszystkie przyrządy pokładowe. który tymczasem przygotował mały stół 243 i postawił na nim gorące jajka na bekonie. Joe tymczasem zbierał talerze i szkło ze stołu. omal nie doprowadza do katastrofy. Joe rozpala tam teraz ogień. zapaliłem go i zacząłem przechadzać się po pokoju.txt OdłoŜyłem słuchawkę i potrząsnąłem głową w zakłopotaniu. . którzy wszyscy słuŜyli juŜ gdzie indziej.Wiem juŜ od pana Marksa. Przykro mi. gdzie znajdowałbym się teraz? Mój zimny trup kołysałby się na falach Morza Północnego! Resztką whisky wzniosłem toast za zdrowie pasterza i za jego dziwne hobby prywatnego latania starymi samolotami. Słuchając go skończyłem posiłek i wypiłem resztę butelki czerwonego wina. w którym wesoło trzaskał ogień. Zdziwiłem się. aby na czas zapalić światło i uratować mi Ŝycie.Dawno tu jesteście? .Oczywiście. . Kiedy wszedłem do pokoju. w końcu korytarza. Jedno jest pewne . Pokój będzie zaraz gotów. Ŝe robię tyle zamieszania o takiej porze. Woda na kąpiel juŜ się grzeje. panie poruczniku. . aŜ wreszcie podchmielony oficer na ziemi ma na tyle przytomności umysłu. ZauwaŜa mnie przypadkiem. stary ordynans zabawiał mnie rozmową. prawda? Dawniej musiało być inaczej. to pójdę do łóŜka. a potem bierze mnie na hol jakiś postrzelony księŜycowy pilot. od załoŜenia tej stacji przed samą wojną. oczywiście.. Ale. którą Joe mi przyniósł z kredensu przy barze. ZasłuŜył sobie na moją wdzięczność.przywitał mnie. . Ale gdyby nie on. w sali jadalnej panował hałas i słychać było brzęk talerzy i sztućców. jeŜeli moŜna tak powiedzieć. Podczas gdy jadłem szybko i z apetytem. pełnymi zapału lotnikami. i kiedy Joe poszedł ją przynieść.Porucznik Marks mówił o was. Stanąłem przed starą fotografią stojącą w ramce na kominku. potem tracę kierunek i brakuje mi paliwa. Kiedy ogień się rozpali. panie poruczniku.Po czym zaczął opowiadać mi o latach. . Z uchylonych drzwi pokoju numer siedemnaście padała na korytarz smuga światła. . wpadłem tu przypadkiem! .. co robi.Forsyth Opowiadania.oznajmił. Jestem tu stewardem. Da pan sobie radę? Byłem dla niego teraz bardziej uprzejmy.Numer siedemnasty. Co za 242 noc.Pański pokój jest gotów . będzie tu całkiem przyjemnie. a bar rozbrzmiewał wesołymi piosenkami. Stewardzi w kasynach oficerskich są zwykle Ŝołnierzami słuŜby czynnej. mijając liczne drzwi kawalerskich pokojów oficerów.

. panie poruczniku? Pokazałem samotną fotografię na kominku. Zamiast uŜywanej dziś plastykowej osłony. Był tutaj w czasie wojny. moim zdaniem.W jakiej słuŜył eskadrze? . wysokie buty. Na dziobie samolotu za lotnikiem widniały blade. jak się ma pieniądze. Z tyłu za pilotem widać było wyraźnie jego samolot. Stał w wyzywającej pozie. Wspaniały człowiek. Podczas dobrej koniunktury lat pięćdziesiątych dorobił się pewno niezłych pieniędzy. Niezły sposób spędzania wolnego czasu. aby stanąć przy oknie. Nie moŜna było nie rozpoznać smukłej sylwetki bombardującego myśliwca Mosquito wraz z jego dwiema gondolami mieszczącymi dwa silniki Merlina. jakiego dawniej uŜywali lotnicy. Nie był to jednak jasnoniebieski nylon i połyskujący hełm dzisiejszych czasów. Przedstawiała młodego człowieka mniej więcej w moim wieku. Patrzył w aparat z ponurym napięciem.Przyglądałem się bacznie samolotowi w tle zdjęcia. jeŜeli mi wolno tak powiedzieć. z rozstawionymi lekko nogami i prawą ręką na biodrze. usłyszałem huk silników. Nie mogło być wątpliwości.latanie. Fotografia była stara i poplamiona. mieszając się z prądem ciepłego powietrza buchającego z okna. Jedno z okien otworzyło się gwałtownie. Po jej zakończeniu wystąpił z wojska i zajął się chyba handlem uŜywanymi samochodami.Ach! To zdjęcie pana Kavanagh.Jakim pilotem. Pozwolę sobie jednak powiedzieć. Ŝe gdzieś. zauwaŜył mnie Strona 149 . panie poruczniku. Wystarczyły mi dwa kroki. które zapewniały samolotowi znakomitą sprawność.Forsyth Opowiadania. Zamknąłem okno. Ŝe był to właśnie jego pokój. A więc nie Juliet Kilo. 244 . ale zupełnie wyraźna.Zaraz je zamknę. kupił sobie ładny dom na wsi i miał środki na swoją prawdziwą pasję Ŝyciową . Ŝe.Nie trzeba. stawiając na stole pozbierane talerze. i obróciłem się w stronę pokoju. Oczywiście nie było tam Ŝadnych silników. Latali na mosquitach. Chciałem juŜ coś powiedzieć staremu stewardowi. . szorstkie spodnie sukienne i cięŜką wiatrówkę na baranim futrze. zawisła nagle w połowie drogi. Poczułem przejmujące zimno w pokoju. W lewej ręce trzymał skórzany miękki hełm. a więc około dwudziestki.Kto jest tym pilotem. 245 Kiedy wracał z jakiejś wycieczki do Europy. wychyliłem się na zewnątrz i wyjrzałem za firankę.Tak. panie poruczniku. Tak się składa. a Johnny Kavanagh. . Na jednej z okresowych licytacji RAF-u kupił sobie starego mosquita. ubranego w lotniczy kombinezon. kiedy poczułem nagle na plecach powiew zimnego powietrza. chwiejącym się w stalowej ramie. wpuszczając do pokoju strumień mroźnego powietrza. .Podszedłem do kominka i przyjrzałem się z bliska fotografii. Pilot ze zdjęcia miał na sobie grube.Eskadra zwiadowcza. Kavanagh był podczas wojny asem lotniczym w jednej ze słynnych eskadr. doprowadził go do porządku i latał. Miał w oczach jakiś cień smutku. Joe? . bez uśmiechu na twarzy. panie poruczniku . daleko we mgle. kiedy tylko chciał. Cała sprawa stała się teraz jasna jak słońce. .powiedział staruszek. Wydało mi się.txt podnosiłem papierosa do ust. Byłem jego ordynansem. . . sam to zrobię. ale wyraźne litery JK. Aby je mocniej przyciągnąć. Mgła kotłowała się w wielkich kłębach. pan Johnny był z nich wszystkich najlepszy.Kavanagh? . Ŝegnającego się przez płot ze swoją dziewczyną. panie poruczniku. Byli to znakomici piloci. Był Irlandczykiem. tylko motocykl jakiegoś chłopca z farmy. sprawdziłem. czy jest zabezpieczone. do hełmu przymocowane były okrągłe gogle. co było dość powszechne wśród zdemobilizowanych lotników. Postawił kieliszek od wina na talerzach trzymanych w rękach. Ale ja jestem stronniczy.

. . nie było wyboru...Owszem.. Dobranoc.......... to był chyba bardzo dobry pilot .Zdarzało się. nocnego nieba. i prowadził je na nasze lotnisko..... Byłem pewien... podąŜających w stronę wybrzeŜa.. .Najlepszy. Było to oczywiście ryzykowne. panie poruczniku.przyznałem.. zorientował się.. . reszta młodych oficerów szła do baru na jednego..... panie poruczniku.. Cesarz .. tutaj w Minton.Forsyth Opowiadania. . i wziął mnie na hol....... Wylatywał po raz drugi tej samej nocy po wykonaniu zadania i patrolował nad Morzem Północnym. Ŝe kiedyś powiedział mi stojąc przy kominku..Tak właśnie było.... rozpaczliwe wysiłki pilotów.. nawet gdybym musiał się uciec do pomocy Królewskiego Aeroklubu... Ŝe były podziurawione ogniem artylerii przeciwlotniczej lub miały rozbite radioaparaty... polecę i sprowadzę go na ziemię!" Pokiwałem głową.. . A następnie prowadził je do lądowania.. Ŝe nadal to robi. zupełnie jak pan dzisiaj: "Joe. Ŝe jestem w niebezpieczeństwie.A niektóre z nich pokazują na paradach w czasie uroczystości. czasem w tak gęstej mgle. 246 Odwróciłem się od fotografii i zgasiłem papierosa w popielniczce przy łóŜku.. Za przeproszeniem....Znam je z fotografii . Ŝe nie było widać własnego nosa... .. I ten człowiek prowadził je do lądowania? Widziałem je w wyobraźni. panie poruczniku. Ŝe potrafię odnaleźć tego człowieka. panie poruczniku ... Właśnie dzisiaj minęło czternaście lat. 99 Dowód rzeczowy .. . 5 W Irlandii nie ma Ŝmij . .. Ŝe ma szósty zmysł.Tak. milczące radio i bezradność wobec mgły zakrywającej ziemię.. Waddington. Cotteshall.. panie poruczniku.. tak.... Ŝe bardzo często. 49 Są takie dni. ale znacznie częściej kazał napełniać ponownie zbiorniki paliwa swojego mosquita i startował znowu. Mówiono.przerwałem staremu. .. Z własnego niedawnego doświadczenia pamiętałem gorzką samotność zimowego.wygląda na to.. Joe uśmiechnął się... Umierający i ranni na pokładzie... Podziurawione kadłuby... a znając doskonale teren. 82 Niewypał . myśląc o jego nocnym wyczynie....potwierdził Joe za moimi plecami. Musiał spaść ze swoim samolotem gdzieś w Morze Północne.. Za pomocą radia mógł określić dokładnie swoje połoŜenie.. Strona 150 27 143 . gdzie wyznaczali rakietami cele dla bombowców. MoŜe to ta krew irlandzka.. Pan Johnny wyleciał na swój ostatni patrol w wieczór wigilijny 1943 roku. Wesołych świąt! Spis treści Czysta robota ......powiedziałem z przekonaniem. Wypatrywał tam uszkodzonych bombowców... naprawdę wspaniały.. On zaś.... Pamiętam... aby utrzymać trzeszczące i dygoczące maszyny na kursie. Skrzywiłem się. NaleŜały do róŜnych baz: Marham.. Wielkie czterosilnikowe maszyny. pan był chyba jeszcze za młody... poszarpane skrzydła i stery. Stary ordynans najwyraźniej uwielbiał swego oficera z czasu wojny. mógł się pokusić o odnalezienie swojego starego lotniska Minton nawet w gęstej mgle.Kavanagh nie chodził z nimi? . halifaxy..txt latającego w trójkątach nad całunem mgły.. A raczej na kilka.. stirlingi i lancastery. Wielkie bombowce leciały do swoich własnych baz. ale poniewaŜ nie miałem i tak paliwa. rozbite radia... Ŝeby je znać? . Nigdy juŜ nie powrócił.. 116 Przywilej absolutny .O.Wspaniały człowiek . .. kiedy eskadra wracała znad Niemiec..CóŜ .powiedziałem z przekonaniem. Leciał samotnie nad Kanał czy Morze Północne. .powiedziałem ..Mówiono. Ŝe ma kocie oczy. kiedykolwiek jeden z nich będzie tam w nocy usiłował powrócić do bazy.. . Scampton......Niestety. wypatrując uszkodzonych samolotów.. .. Pamiętam. Joe był juŜ przy drzwiach.

. 162 Dokładny człowiek ...... ...... 203 Pasterz ................... ............txt Obowiązek .......... 176 Dobra nauczka ... 221 Koniec Strona 151 .....Forsyth Opowiadania...

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful