P. 1
Borchardt Karol Olgierd - Krążownik Spod Somosierry

Borchardt Karol Olgierd - Krążownik Spod Somosierry

|Views: 315|Likes:

More info:

Published by: Zdzisław Orli on Dec 22, 2011
Prawo autorskie:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

02/17/2015

pdf

text

original

KAROL OLGIERD BORCHARDT

KRĄŻOWNIK SPOD SOMOSIERRY EGZAMIN D, nie wypełnione przyswajaniem wiedzy teoretycznej wlokły się w Szkole Morskiej w Tczewie długo i monotonnie, w przeciwieństwie do miesięcy spędzanych na n?orzu na statku szkolnym "Lwów", które mijały jak sen - niespostrzeżenie szybko. Od godziny ósmej rano odbywały się wykłady na "kursach", skromniej mówiąc w klasach dawnej szkoły żeńskiej. Na wniosek organizatora Szkoły Morskiej i jej pierwszego dyrektora, inżyniera morskiego Antoniego Garnuszewskiego, w marcu 1920 roku gmach ten stał się pierwszą w naszych dziejach Alma Mater Mariniensis, nad którą w dniu 8 grudnia 1920 roku po raz pierwszy podniesiono banderę. W dniu 21 lipca 1920 zawarto w Holandii umowę sprzedaży-kupna, na mocy jej fregata o symbolicznej dla nas nazwie "Nest" (gniazdo) wyszukana przez inspektora Szkoły Morskiej, kapitana żeglugi wielkiej Gustawa Kanskiego, stała się "Kolebką Nawigatorów". Z ostatniego masztu "Nest" zdjęto reje, przekształcając fregatę na bark, który jako statek szkolny otrzymał nowe imię "Lwów". Pierwszy dwutygodnik literacki uczniów Szkoły Morskiej pod tytułem "Stella Polaris" ukazał się 15 grudnia 1920 roku. O godzinie czternastej trzydzieści kończyły się wykłady. Po obiedzie podawanym w olbrzymiej sali gimnastycznej można było pójść do otwartej do godziny szesnastej sypialni i wyciągnąć się na łóżku. Podczas tej przerwy w nauce najsilniej nawiedzała nas nostalgia za domem rodzinnym. Jej punkt kulminacyjny miał miejsce nieodmiennie przy drugim deserze, czyli przy spożywaniu zawartości paczek przysłanych z domu, które tradycyjnie były rozdzielane bez reszty pomiędzy wszystkich kolegów w sypialni. Miłą poobiednią sjestę przerywał bezwzględny uczeń służbowy uzbrojony w pęk kluczy. Po jego przyjściu należało natychmiast sypialnię doprowadzić do stanu kwitnącego, otworzyć okna, a samym przenieść się na "kurs". Uczeń służbowy zamykał sypialnię po dokładnym sprawdzeniu jej stanu, za który był odpowiedzialny przed dyżurnym wychowawcą. Na "kursie" rozpoczynała się nauka własna. Jak na szarą nić ni-zaly się żmudne, wykuwane w codzienności godziny tak zwanego "naumiewania się". Przed zabraniem się do nauki na "kursie" wrzało przez dobrą godzinę, zanim wygasły nie cierpiące zwłoki sprawy osobiste nie objęte żadnym regulaminem. Prawie każdy miał swoje osobiste zamiłowania, nie wszystkie można było podciągnąć pod angielskie hobby, ale cel miały podobny - po prostu dać wytchnienie od ciągłego myślenia wyłącznie o nauce. Sale "kursowe" były duże, jeśli się porównało je ze stosunkowo nikłą ilością uczniów. W rogu sali przy oknie znajdowało się podwyższenie, na którym stała katedra. Z przeciwnej strony, pod samą ścianą - trzy rzędy ławek, po parę w rzędzie. Ławki były podwójne, przeznaczone dla dzieci, tak że z trudem gnieździliśmy się w nich. Między katedrą i pierwszym rzędem ławek znajdowała się niewielka przestrzeń zajmowana zwykle przez jakąś fechtującą się parę. Szermierki w szkole nie można było uważać za hobby*. To był nałóg. Najładniej na kursie fechtował się "Pigieł". Po zapuszczeniu wąsów mógłby grać rolę Charłampa i to podczas zdobycia Tykocina w momencie zgonu księcia. PSgieł władał szpadą, pędzlem, trzema językami, smykiem, batutą i fortepianem. Podczas obiadów w sali gimnastycznej kwartet w białych tropikalnych mundurach grał pod jego batutą najnowsze przeboje. Do najbardziej ulubionych w tym czasie należały Słodka dziewczyna z Barcelony i Brawo bis. Pigieł rozpoczynał "naukę własną" od kilkunastominutowej zaprawy szermierczej - dłużej jego przeciwnik nie wytrzymywał serii bolesnych trafień w żywe ciało. Każde trafienie było zawsze wytwornie odsalutowane szpadą. Wszystkie trafienia piekły przez kilka dni, ale to nigdy nie wpływało na zmniejszenie ilości walczących. Podczas szczęku krzyżujących się ze sobą szpad dwóch nastęnych szermierzy, którym się wydawało, że każdy z nich jest zwycięskim kapitanem Bloodem zdobywającym, nieprzyjacielski

okręt, Pigieł potrafił pędzlem wyczarować soczystą akwarelę, po czym spokojnie zabrać się do nauki. Miejsce od okna na pierwszej ławce zajmował "Dyzio" wiecznie zatopiony w ornitologii lub dziełach Darwina w języku francuskim. Dyzio, zawdzięczający swój przydomek Żeromskiemu, władał rękawicami bokserskimi i wskutek tego miał popękane bębenki w uszach, przez co posiadał pierwszy stopień muzykalności. W języku szkolnym oznaczało to, że "rozróżnia, kiedy grają, a kiedy nie". Jednocześnie był najlepszym bramkarzem drużyny piłki nożnej w szkole i najlepszym znawcą literatury rosyjskiej. Obok Dyzia siedział zajęty stale sprawdzaniem ścisłości swych wyliczeń "Zakochany". Do osiągnięcia pełnego szczęścia na ziemi potrzebna mu była kwota dwu tysięcy trzystu dwudziestu pięciu złotych i piętnastu groszy. Posiadanie jej pozwoliłoby mir ożenić się i być szczęśliwym. W sumę tę wliczony był bukiet ślubny i nocne pantofle dla niego i żony. Na razie miał odłożoną na ten cel kwotę, którą wyrażały trzy ostatnie cyfry, a pierwsza była oddzielona od dwóch pozostałych przecinkiem. W ławce środkowej gnieździł się "Szklany Człowiek". Ten w niewiadomy sposób nauczył się podczas swego pobytu w Szkole Morskiej stenografować oraz biegle władać językiem angielskim. Wszystkie wykłady stenografował, a nazwę Szklanego Człowieka zawdzięczał Dy-ziowi, który twierdził o nim: żeby się nie rozbić, wyobraża sobie, że nosi na głowie szklankę zimnej wody i dlatego chodzi tak sztywno i ostrożnie. Za Szklanym Człowiekiem siedział umysł najbardziej twórczy na "kursie", uczący się "na siłę", a nie "na rozum", tak zwany "Semafor". Z powodu braku podręczników polskich musieliśmy się posługiwać podręcznikami w językach obcych. Semafor nienawidził nowych nazw i starał się wszystkie nazwy spolszczyć lub zmieniał je na nazwy dawniej przyswojone. Roczniki astronomiczne, z grecka zwane EFE-MERYDAMI, nazwał - równie grecką nazwą - HEMOROIDAMI. Funkcji trygonometrycznej o łacińskiej nazwie SEMIYERSUS nie nazywał inaczej jak, imponującą mu od dzieciństwa, grecką nazwą SEMAFOR. Niemniej trudności sprawiała mu teoria okrętu. Wykładał ją dyrektor szkoły, który ze złotymi medalami ukończył wydział nawigacyjny i inżynierię morską. Skoncentrowana w jednej osobie na takim poziomie wiedza nawigatora i inżyniera budowy okrętów napawała Semafora zrozumiałą paniką podczas odpowiedzi. Wysokość metacentryczna była, według Semafora, abstrakcją istniejącą wyłącznie w wyobraźni dyrektora i wobec tego można jej się było nauczyć tylko na pamięć przez długie i uporczywe powtarzanie całych zdań. Ten system uczenia się Semafor stosował i przy innych przedmiotach, czym o mało nie przyprawił inspektora Szkoły Morskiej o ciężką chorobę. Inspektor wykładał praktykę morską, był - jak i wszyscy - wymagający, a ponadto drobiazgowo dokładny. Pewnego razu Semafor odpowiadając inspektorowi na pytanie, w jaki sposób ładuje się na statek zwierzęta, połączył ze sobą wykute na pamięć zdania nieodpowiednio. W rezultacie wszyscy dowiedzieliśmy się, że należy ładować na statek świnie w pęczkach powiązane za ogony. Inspektor, słysząc to, najpierw poczerwieniał, potem zrobił się fioletowy i siny, w końcu zaczął sam do siebie mówić. Co wówczas do siebie powiedział, pozostało na zawsze jego tajemnicą. W środkowym rzędzie w ławce pod ścianą zasiadali "Żbik" i "Wit-kosio" - żywy dowód prawa, że bieguny różnoimienne się przyciągają. Żbik kipiał w życiu codziennym, Witkosio w marzeniach. Żbik był głównym partnerem Dyzia do bicia w bębenki w uszach i kopania piłki przy każdej okazji. Witkosio w tym czasie odbywał w myślach samotne podróże na jachcie wśród południowych wysp Oceanii. Zgodnie tylko uczyli się angielskiego. Róg sali zajmowało stowarzyszenie czterech, tak zwana - od pierwszych liter nazwisk - "Becejotka". Stowarzyszenie to dwa razy w tygodniu odbywało zebrania, na każdym takim zebraniu obowiązywało półgodzinne przemówienie, które z nieznanych powodów nazywało się zawsze "inauguracyjne". Przemawiający, z wdzięczności za wysłuchanie jego półgodzinnej mowy, musiał mieć przygotowaną tabliczkę czekolady i obdzielał nią wytrwałych słuchaczy. Stowarzyszenie posiadało dwie wyróżniające się wybitne jednostki: "ce", która grała na gitarze i na beku, jako obrońca, w drużynie piłki nożnej, i "ka", która dążyła na ziemi do wyimaginowanego przez siebie ideału człowieka morza oraz ideału wiedzy nawigacyjnej. "Ka" była wspólnym wyrzutem sumienia całego stowarzyszenia, cierpiąc z powodu niedoskonałości "Becejot" w pracy nad sobą i nadaremnie usiłując je porwać przykładem, była to również bratnia dusza inspektora: obaj zamęczali wszystkich zmuszając do

systematyczności i dokładności w nauce i pracy. Pozostała dwójka nie zwracała specjalnej uwagi swym zachowaniem. Katedra w rogu sali - ze względu na dogodne warunki rozłożenia na niej papierów i swobodę ruchów, jaką się miało siedząc na krześle - była niekiedy przedmiotem sporów. Ci, którzy prowadzili rozległą korespondencję, starali się wejść w jej posiadanie rezygnując z odpoczynku i drugiego deseru w sypialni, aby przed przyjściem innych zająć to wspaniałe miejsce. Najczęściej przy katedrze można było zobaczyć za stosem listów, skoroszytami oprawnymi w skórę, kolekcją różnokolorowych laków i świecą w lichtarzu, pochłoniętego pisaniem listów, wielojęzycznego absolwenta szkoły filmowej, obecnie naszego kolegę "Sforze". Ród jego od czasów królowej Bony pieczętował się herbem Sforzów i nasz Sforza dźwigał na swych barkach obowiązek, który z dziada pradziada przechodził na młodsze pokolenie, utrzymania łączności pomiędzy szeroko rozgałęzioną rodziną. Sforza był biegły w SFRAGISTYCE (wyraz ten niesłychanie drażnił Semafora). Chodziło po prostu o znajomość nauki o pieczęciach. Barwny lak służył do wnikliwej oceny hierarchii rodowej. Osoby najbardziej czcigodne z wieku i urzę^ du otrzymywały od niego listy pieczętowane białym lakiem. Z przyćmiewaniem barwy laku przyćmiewał się blask danej osoby i jej dostojność. Czerwonego laku Sforza nie używał nigdy, dowodząc, że jest przywilejem poczty. Potrafił w długich wykładach wdrażać nas w historię pieczęci Chin, Anglii i Francji. Mówił o finezji swego arsenału łąkowego, przy pomocy którego, przez nieco skośne odbicie herbowego znaku, zrywało się stosunki z osobą, do jakiej list był adresowany, pomimo że z treśdi listu nie można było tego wywnioskować. W miarę rozwoju korespondencji zaczynała się mu ona wydawać zbyt ograniczona. Krewni i znajomi nie byli dostatecznie silnie rozsiani po świecie. Sforza wystarał się o międzynarodowy kod filatelistyczny i zaczął korespondować ze wszystkimi zakątkami na kuli ziemskiej. Największym powodzeniem cieszyły się u niego malutkie wysepki, możliwe do wyszukania tylko na szczegółowych mapach o dużej skali. Osoby, z którymi nawiązał w ten sposób korespondencję, nie były tak znakomite, jak sobie tego życzył, więc gdy przeczytał w gazecie angielskiej, że król Anglii Jerzy V szuka nabywcy na jedną z wysp w kanale La Manche, stanowiącą jego prywatną własność, Sforza natychmiast nawiązał korespondencję z kancelarią jego królewskiej mości i zaczął prowadzić pertraktacje w sprawie nabycia dla siebie tego królewskiego zakątka. Do szkoły przychodziły listy, w których "król" tytułował go: comte. Otrzymywał wspaniale ilustrowane konspekty w nieznanych nam dotąd oprawach. Z ilustracji w nich zawartych można było całkowicie odtworzyć sobie urok i piękno całej wyspy. Wieczorami ślęczał nad dostarczonymi bilansami przyszłej rezydencji i pilnie studiował dochody i rozchody, jafeie go czekały. Proszono go w listach o wyznaczenie portu, do którego mógłby zawinąć po niego motorowy jacht królewski, by nasz comte mógł naocznie się przekonać o walorach oferowanej mu wyspy. Sforza stale odkładał termin podróży w charakterze królewskiego gościa i tylko skrupulatnie odejmował i dodawał, siedząc na katedrze, kolumny cyfr. Znużony tą czynnością zbierał starannie swoją kancelarię i ustępował miejsca niecierpliwie czekającemu na nie "Mistrzowi Magii". Mistrz stawał na podwyższeniu za katedrą, kłaniał się wytwornie, jak gdyby zamiast kilkunastu kolegów miał przed sobą audytorium złożone z doborowej publiczności. Przemówienie swe rozpoczynał niezmiennie od słów: "PROSZĘ PAŃSTWA" i demonstrował przywiezione z domu "eksponaty" lub znajdujące sią pod ręką przedmioty, które jego słowa zmieniały w rzeczy niezwykle cenne, niekiedy wprost cudowne lub genialne. Do makabrycznych wystąpień należała demonstracja trupich czaszek:-małej i dużej. W jednej ręce trzymając wysoko mniejszą czaszkę, głosem pełnym przejęcia i wiary w to co mówi, wyjaśniał, że jest to oryginalna czaszka Goethego, gdy tenże miał lat jedenaście. - Na czaszce - mówił Mistrz wodząc palcem po sklepieniach nad oczodołami - już w tym okresie widać zapowiedź genialności, w całej rozciągłości potwierdza ją'o tu właśnie leżąca większa czaszka poety, którą udało mi się zachować wyłącznie dla siebie. Ten program szybko się wszystkim znudził. Mistrz musiał przejść do spraw aktualnych. Demonstrując małą drewnianą rozpórkę do zabezpieczania szyb przed rozbiciem po otwarciu okna i drewnianą linijkę półmetrową z podziałką milimetrową Mistrz objaśniał, że jest to instrument przez niego niedawno wynaleziony; rozwiązywanie rachunku różniczkowego i całkowego za pomocą tego instrumentu jest dosłownie igraszką dla dzieci. - Proszę państwa, funkcja jest w mojej lewej ręce, a funkcja po-•ehodna w prawej ręce. Jeśli przesunę swą funkcję pochodną, kt6ra dozna pewnego przyrostu, to i jej funkcja również dozna

Jeśli przechodzą przez krańce linijki. ale nie miał pojęcia.innego wyjścia nie było. widniał następujący tekst: "Panie Majorowski.mówili . Byłoby zupełntie tak. a rachunek całkowy jest odwrotny do różniczkowego. kilku-funtowa kula toczyła się jak żywa z jednej ręki wzniesionej i wykręconej do tyłu. znów przetoczyć się nad łokciem i wpaść w rozstawione palce drugiej ręki. który dawał mu całkowicie zasłużony tytuł "Mistrza Wielkiej Magii". Był to "śmiech przez łzy". Jeśli krzywo trzymam linijkę. a ty Zbyszka". Należało więc umieć. że trzeba albo umieć. jak gdyby czytał słowa rdzennie polskie. "Z jakiej racji AJ?" . Te stosy kartek oznaczały. "Ona jedna . Każdy mógł się potknąć przy wyprowadzaniu wzoru z dewiacji lub astronawigacji. Czego państwu. to przechodzą przez swe wartości maksymalne i minimalne. Inaczej mówiąc. Mistrz znał alfabet angielski. ale tylko do momentu. Coraz mniej poświęcano czasu na hobby. przybywało dnia i przybywało coraz więcej nauki na. Dotychczas kończyło ją. Egzaminatorzy byli tak samo bezwzględni jak morze. jaką widzieli koledzy. przykładam mniejszą część mego uniwersalnego suwaka do jednego z końców linijki. drugie łóżko od ściany z prawej strony". Szkołę zaczynało na kursie trzydziestu. piętnastu. W ten sposób możemy znaleźć długość linii krzywych i pól mojej linijki. żonatego z Angielką. wobec czego jedyna droga ratunku. Od dzieciństwa przyswojonej litery "i" jak "i" nie potrafił zmienić na "aj". które .może ciebie uratować od ścięcia na egzaminie. różniczka była przyrostem nieskończenie małym funkcji. tworzącej jak gdyby ramię krzyża nad katedrą. Betty mogłaby odegrać rolę Danusi. albo opuścić szkołę . Nie wszyscy koledzy mogli dorównać Szklanemu Człowiekowi w umiejętności opanowania zasad wymowy. Woźny. W miarę jak kończyła się zima. poczynając kolejno od daty otwarcia. jeśli pochodna funkcji równa się zeru. Teraz Mistrz podnosił rękę trzymającą kulę do góry i kula zaczynała się toczyć z powrotem w kierunku zachęcających ją do tego palców tej ręki. jak w Krzyżakach. posuwając mniejszą część suwaka jako styczną . Był to najbardziej efektowny numer. w którym trzeba było zdawać egzamin.kursie. lecz "RÓŻNICZKAMI". pełniący służbę w nocy w gmachu.to prowadzę styczną do krzywych. siedmiu. Ale Mistrz . Niestety. Różnice przy przesuwaniu były tak niezmiernie małe. że nie możemy ich nawet nazwać "różnicami". naturalnie w oznaczonych granicach. a moja pochodna oznacza prędkość w danym czasie x. kapitana austriackiej marynarki wojennej. dziewięciu. Zainteresowania Mistrza szły w zupełnie innym kierunku. Cała moja funkcja to suma przyrostów. Ciężka. W tym wypadku dokonalibyśmy wspólnie CAŁKOWANIA. Niektórzy uczyli śnię do późna w nocy. na których z małymi zmianami dotyczącymi szczegółowych danych. by został zięciem wykładowcy języka angielskiego. jeśli powie ojcu: mój ci jest. Jeśli do suwaka dodam zwykły kieszonkowy zegarek i zanotuję momenty. inni wstawali o godzinie czwartej rano. które nie uznawało powiedzenia "jakoś to będzie". gramatyki i składni angielskiej. w których kolejno znajdowała się moja mniejsza część suwaka. Nie mniejszym powodzeniem od żonglerki pojęciami matematycznymi cieszyły się wyczyny Mistrza z kulą do ciskania. by po wyciągniętej drugiej ręce. Egzaminów bali się wszyscy. Jak szanowni państwo obserwowali. proszę mnie obudzić o godzinie czwartej rano. Mistrz z łatwością żonglował różniczkami. trzynastu. mój ci jest. którą literę jak się wymawia. wszystko odbyło się tak szybko. Sypialnia siódma. lecz nie mógł opanować języka angielskiego.każde dziecko odczyta na linijce. tworzącej ramię krzyża pochylone ku podłodze. wtaczała się na bark i nad ugiętą w tym momencie szyją przechodziła na drugi bark. ale nieunikniona klęska wisiała nad Mistrzem Magii. a wszyscy państwo widzą dokładnie kierunek stycznej. Już na pierwszym kursie koledzy radzili mu. uznając niektóre z nich za zbyt zawiłe. z jakiej bieg swój rozpoczęła.jak wspomniałem . została zamknięta z powodu jego samobójczej miłości skierowanej nie do Betty. Jak państwo nie zdążyli nawet zauważyć. Czytając tekst angielski wymawiał wszystkie słowa tak. Jeszcze parę słów o tajemniczej CAŁCE. przetaczała się nad łokciem. którego córka Betty cieszyła się ogromnym powodzeniem.to była dla niego prawdziwa magia. że ruch ten państwo mogą uważać za jednostajny. to znajdę zależność drogi y od czasu x. dowiódł mój suwak uniwersalny. otrzymywał ze zbliżaniem się egzaminów coraz więcej kartek.odpowiedniej zmiany. wówczas moja funkcja przechodzi przez minimum lub maksimum.

Do komisji egzaminacyjnej z języka angielskiego należeli: delegat ministerstwa. Egzamin z języka angielskiego odbywał się w największej sali. Dobre. napisane "be" to "be". ożywił się i poszedł. zmieniając wyłącznie tytuł. Mistrz słysząc to. Zjawił się na sali egzaminacyjnej zaprasowany i wymuskany. wstał i odszedł do okna. twierdzili. ale wręcz. a potem z rezygnacją w głosie zadał śmiertelny cios. Czytał tak. i oczywistej dla wszystkich. że według nich delegat na pewno angielskiego nie zna. co dotyczyło nauki języka angielskiego. nawet jeśli się nosiło zasłużony tytuł Mistrza Wielkiej Magii. inspektor i kapitan jako egzaminator. by teraz ostatecznie go uziemiła. jak sam to określał. jak umiał najlepiej po polsku. "List do przyjaciela". jak z kulą u nogi. Moment ten zaakcentował stuknięciem obcasów. Modulował bez zarzutu i przystanko-wał. ponieważ podczas egzaminu rozmawiał z inspektorem po francusku. zdumionym wzrokiem wodził za piórem Mistrza piszącego "Raport do władz portowych o wypadku. "Pamiętnik marynarza". z następującą uwagą: stopień zmniejszony. błękitne oczy ojca Betty na jego widok okryła mgła smutku. że mógłby odtworzyć identyczny tekst pisany nawet alfabetem chińskim. Wyglądał. "Mój przyjaciel Eddy". że tak się musi TO skończyć. Opracowany przy pomocy wszystkich kolegów temat przepisywał nocami. Ponieważ nauczenie się na pamięć kilkudziesięciu wypracowań przerabianych w ciągu lat. jaki miał miejsce na statku". ponieważ wypracowanie nie jest napisane ściśle na temat. Szykował się do egzaminu pisemnego. Mistrz miał przed sobą teraz dwóch ludzi: delegata i egzaminatora. Tyle czasu poświęcił na opanowanie tego ćwiczenia. mgliste i nieuchwytne. Na delegata Mistrz patrzył z taką jasną ufnością i uprzejmością. klęski Mistrz Magii postanowił jednak walczyć. nie żadne tam "bi". Mistrz czytał. który miał miękkie serce i nie mógł patrzeć na zarzynanie ludzi. "Moja najciekawsza przygoda". Przed rozpoczęciem egzaminu ustnego Mistrz poprosił kolegów. Ojciec Betty miał zapisane w swym notesie wszystkie odpowiedzi Mistrza. którzy już zdawali. Zaczęły się egzaminy. było dla niego już nie zawiłe. wygrywając na punkty pierwsze wrażenie swą postawą idealnego abiturienta. wykładowca i ojciec Betty w jednej osobie. Pomimo nieuniknionej. wyraził postawą "salut" dla delegata i stanął przed egzaminatorem. że ze wszystkich tematów można ułożyć jeden temat uniwersalny. Z sympatią przyglądał się przyszłemu oficerowi marynarki. "Mój pierwszy dzień na statku". Delegat nie miał wątpliwości. Inspektor. Głowa egzaminatora przechyliła się boleśnie na bok i kapitan ze smutkiem w głosie powiedział po angielsku. Cierpienie niewysłowione malowało się na twarzy kapitana. przekraczało możliwości ludzkie. Prawdopodobnie z tym samym wrażeniem snu na jawie i uczestniczenia w cudzie kapitan godził się wewnętrznie na ocenę pracy: DOSTATECZNIE Z PLUSEM. mówiąc po angielsku: . to znów. a właściwie "wkucie" ich pisowni.Proszę opowiedzieć to. Ponieważ egzaminator nie przerywał. wytwornie zawiązany krawat. "Raport do władz w obcym porcie o wypadku z marynarzem". Mógł to być "Wyciąg z dziennika okrętowego o wypadku z marynarzem". że ze wszystkich dotychczas zdających ten przeczytał podany mu tekst najlepiej. Kapitan. podając Mistrzowi otwartą książkę: . Wykonał lekki skłon tułowiem w kierunku delegata ministerstwa. Zameldował się przewodniczącemu. czy delegat ministerstwa zna angielski. jak gdyby zstąpił z witryny okiennej najlepszego magazynu mód. Mistrz doszedł do wniosku. że śni na jawie. który ukończył pracę z języka angielskiego. / Koledzy. położył książkę przed egzaminatorem i zastygł w postawie wyrażającej wizję jasnej przyszłości. niestety ani jedna z nich nie była dostateczna. że od razu zwrócił na siebie szczególną jego uwagę. aby się zorientowali. Mistrz zabrał się do czytania. Cała sylwetka mówiła sama za siebie. Wreszcie skończył.Proszę przeczytać biografię Waszyngtona.dystansował nawet tych najsłabszych . a z kapitanem po niemiecku. Wykładowcy wydawało się.wszystko. że jest świadkiem cudu. Rozpamiętywał cały okres nauki tego ucznia i wiedział. Mistrz wlókł się przez szkołę z tą jedną dopuszczalną dwójką. co pan przeczytał. Napisane "the" tó "the". . Bez niczyjej pomocy Mistrz zapisał dwie strony arkusza egzaminacyjnego i był pierwszym abiturientem. czytał coraz płynniej i coraz ładniej. by się przygotować do odpowiedzi. Delegatowi podobał się świetnie uszyty mundur i doskonała budowa abiturienta. Pozostawał jeszcze egzamin ustny. Egzaminator odebrał książkę z rąk abiturienta.

rozumiejącego ważność intonacji. Delegat był zachwycony. Z lekka uderzył obcasami i skłonił się delegatowi.U o s z i n g t o n.wyraził jeszcze wobec uśmiechniętego Mistrza swą opinię egzaminatorowi. Do rozmawiających podszedł inspektor. Na twarzy egzaminatora pojawił się wyraz osłupienia i zastygł. przyciszania głosu przy sprawach smutnych i podnoszenia tam gdzie się mówiło o zwycięstwach. Uoszington dablju eks uaj zet. y. Waszyngton a. ale wymowa jego była tylko trochę zbliżona do angielskiej. eks uaj. . W sumieniu kapitana toczyła się teraz walka pomiędzy obowiązkiem i podziwem dla przytomności umysłu i zimnej krwi abiturienta. g.Thank you.. Waszyngton .. U o s z i n g t o n. m. Wreszcie zwyciężyło w nim zrodzone podczas egzaminu przeświadczenie. ku er es... Zjawiał się nieoczekiwanie wśród samogłosek lub stawał przed literami oznaczającymi same niewiadome. c. n. Mistrz Magii skupiał się. Sam zamiast egzaminatora podzięp kował Mistrzowi za wspaniałą znajomość angielskiego i za wkład pracy w opanowanie języka morskiego. . Mistrz znał na pamięć alfabet angielski. oznaczające stanie na żaglowcu w dryfie. by przerwać niepotrzebne sprawdzanie tak wspaniałych wiadomości i opanowania języka angielskiego. o... Wzniósł do góry oczy. że ten człowiek i w życiu da sobie radę z angielskim. el em en ou pi.Chyba nie zachodzą tu osobiste antypatie. iks. x.Po otrzymaniu tego polecenia Mistrz pozwolił sobie przyjąć postawę "lekko-spocznij". zauważone w wyrazie twarzy delegata. zet nirli staszjonery. Waszyngton w. e. Położeniem największego nacisku na ZET Mistrz zakończył swe pełne wyrazu opowiadanie. . Do świadomości egzaminatora.RU! V^onrad opisał charakterystyczne zdarzenie. b. każdej pauzy. f... b.. kej el em en ou pi Uo s z i n g t on ej bi si di i ef dżi. jak gdyby słowa te mia-ly oznaczać wygrane bitwy. Zadowolenie i uznanie dla swej wymowy. f.. Gdy Mistrz mówił o tym stawaniu w dryfie wielkiego wodza.. g. Uoszington ej bi si di i ef dżi. rozpoczął biografię Waszyngtona. wielki prezydent uwieńczył swą karierę według biografii o nim Mistrza Magii. podnosił głos i grzmiał..Bardzo dobrze . jakie miało miejsce na żaglowcu. z. to znaczy z tak ustawionymi do wiatru żaglami.. Mówił dalej ze swobodą i dużą dozą zachwytu o pierwszym prezydencie Stanów Zjednoczonych. podnieciły Mistrza jeszcze więcej. której można było się spodziewać po każdej literze.zaniepokoił się delegat ministerstwa.KU .. kiedy delegat nachylił się do egzaminatora. Szlachetna twarz kapitana wykluczała podobne podejrzenie. który jeszcze słyszał. a. Mistrz sam zdecydował się na pełne wyrazu zakończenie: . O! MU .stanąć w dryf". poza tym udało mu się zapamiętać wyrażenie nearly stationary. dochodziły dźwięki "a be ce de Waszyngton. Mistrz Magii już cztery razy postawił w dryfie Waszyngtona.. l. Ze swobodą mówcy. ej bi si di i ef dżi. który nie odzyskał był jeszcze mowy i tylko z dużym wysiłkiem potrafił wyszeptać do abiturienta od siebie: .Uośzington nirli staszjonery eks uaj. ale usta skamieniały w tym momencie i nie zdołały ani nic powiedzieć. igrek zet Waszyngton. jak gdyby chciał tam gdzieś w nieskończoności zobaczyć Waszyngtona. Uoszington dablju. że prawie stojącego w miejscu. c. "Delegat był oburzony surowością egzaminatora w stosunku do tak świetnego ucznia. jak z gramatyki lub składni.Uoszington eks uaj ZET! Jako pierwsza litera przed trzema symbolizującymi w matematyce niewiadome. e. . p. Kej. Kej el em en ou pi Uos zi n g-t o n ej bi si di. Dziękuję. z którym wspólnie po długich sprzeciwach ze strony delegata ustalono stopień zaledwie DOSTATECZNY. Za chwilę miły uśmiech pojawił się na jego ładnej twarzy. K. na którym był starszym oficerem. ani się zamknąć. Żałobą okryła się twarz egzaminatora. widoczny w jego odpowiedzi. " Nastąpiła potem jeszcze długa rozmowa z delegatem na temat stopnia. . W momencie. . Wyczytać z tego uśmiechu można było całkowite opanowanie tematu i znajomość przedmiotu. W dosłownym znaczeniu brzmiało to tak: Waszyngton. . panie kapitanie .Nirli staszjonery. Uoszington. d. Widać było na niej jeszcze ślady chęci protestu. d. Mówił coraz bardziej modulując. Zrezygnował ze słuchania tak błahych pytań.. Waszyngton stał się jedną z liter alfabetu.

A w sercu tęsknota i żal. •ł e Fregata przygotowywała się tak. jak trębacz Królewskiej Piechoty Morskiej oparł się najspokojniej o tylko co wyemaliowaną za prywatne pieniądze. nie zawahał się ani na chwilę. by się nią dostać na ląd.myliśmy. Bosco wpadł w rozpacz. potrzebna była do tego jeszcze "pucbola". iż dowódca. kupował na własny koszt najlepszy gatunek farb i kazał nimi malować swój okręt. by nie uszkodzić lśniącej powierzchni. Należało go zmyć gąbką zwilżoną w słodkiej wodzie. Na rejach i masztach tak tłumnie. Morze za nami I morze przed nami. Straszne to. Na pokładzie rufowym kapitan czekał na szalupę. Na wszystko musiał "Lwów" zapracować sam. czy go ktoś nie widzi. Zmywało się farbę możliwie delikatnie lekkim mydlikiem z nieznaczną domieszką sody. Bosman zawiadomił. Wszyscy byliśmy zajęci doprowadzaniem naszego żaglowca szkolnego do stanu świetności.. koronkowej roboty serwet misternie splecionych z bardzo rzadkich okazów gąbek. Jeden z admirałów brytyjskich . Brakowało na nim wszystkiego. że po tak długiej podróży wyczerpały się zapasy gąbek i szmat bawełnianych. by wejść do macierzystego portu podobnie jak w innej piosence: Dziś rankiem poważnie i dumnie Do portu zawinął nasz "Lwów".Stali zakotwiczeni na redzie. a co musiało kosztować nabywcę fortunę. co się znalazło w tej podróży na ich fregacie.. Zmycie soli za pomocą szczotek lub płótna żaglowego oznaczało zniszczenie świeżo położonego na drzewie nadbudówek lakieru. Z wyrazem twarzy Atlasa dźwigającego całą kulę ziemską na sobie admirał zwrócił się do trębacza mówiąc: . nawet farb i pądzli. cały ciężar tej wieży ja wezmę na siebie. Nagle w trakcie rozmowy z Conradem kapitan wyjął z kieszeni batystową chusteczkę i starł z lakierowanej powierzchni poręczy kilka osiadłych na niej drobinek pyłu. Admirał rozejrzał się. i drugie było dla "Lwowa" luksusem. Szykowaliśmy się.bardzo popularny i obdarzony poczuciem humoru . Od jabłek na maszcie po dziób i rufę wszystko na fregacie było świeżo pomalowane.Już wszystko w porządku. I jedno. Zmywało się go bardzo ostrożnie tą "pucbola" zanurzoną w słodkiej wodzie. Wszyscy koledzy na żaglowcu podziwiali te serwety jako coś najpiękniejszego. podszedł do trębacza i tuż za nim oparł się o wieżę. że podczas porannego zmywania pokładów lakier na nadbudówkach na rufie został spryskany słoną wodą. .zobaczył z mostku. by jego okręt wyglądał jak najładniej. sześć przepołowionych wspaniałych serwet drugiego oficera. * Na powracającym z paroletniej podróży do kraju żaglowcu francuskim drugi oficer wiózł jako "lekką kontrabandę" dwanaście wspaniałych. A my wciąż żeglarzami Wśród wichrów sztormowych i fal. jeśli chciał. zniekształcone słowo oznaczało odpadki nici bawełnianych używane na statku do zmywania farb i lakieru. w której był zwyczaj. Na ląd dostaniemy się znów. które na drewnianych nadbudówkach pokrywały się w czasie rejsu osadem soli. wieżę armatnią. Rok jeszcze nie minął. Drugi oficer. jeszcze mokrą. Zamiast malować . słysząc o beznadziejności sytuacji spowodowanej wyczerpaniem się materiałów w tak długiej podróży. tak długo aż farba się nie zmyła. * Odmienny nieco wypadek znany jest w całej marynarce angielskiej. KRÓLEWSKI. jak mogła. * Wkrótce już rok. by wyglądać odświętnie w chwili przybycia do macierzystego portu. Okazało się. Następnego dnia rano bosco rozdzielił do-zmywania nadbudówek. ale podróż nasza z Morza Śródziemnego do kraju dobiegała końca. Śpiewaliśmy z coraz większym przejęciem słowa piosenki ułożonej przez naszego kolegę Poczobutta. możesz teraz spocząć.

kończył uwagą: "Waju będziesz od tego lenistwa w środku czysto zgniły". pomimo że powierzchownością i usposobieniem różnili się całkowicie. że "utopiłem" lub "spadł mi z rei do morza". Bosmanek był niskiego wzrostu. a któryś z nas przyszedł poprosić o ten skarb pierwszej potrzeby. Fale uderzające o burtę musiały jednak potężnie bić w tę muskularną . gdy trafił się do roboty dobry pędzel lub igła. Był surowy. że nie zrobiliśmy czegoś "za dobrze". o żegludze w zawiejach śnieżnych.wydatna "pierś marynarska" w niczym mu nie przeszkadzała. Wszystko to należało obmyć teraz przed przyjściem do Gdyni słodką wodą i tą dawno wyczerpaną "pucbola". W takich wypadkach każdy zdecydowanie twierdził. Świadomość. długich i płaskich. który najpierw wszechwiedząca ręka wyszukała pod poduszką lub pod materacem. końce masztów i rej malowane były na biało. Godzinami słuchaliśmy o kilkumiesięcznej nocy. Otworzył drzwi i zobaczył go stojącego na stoliku i zatykającego brzuchem otwór. Pod tym względem obaj byli zgodni. Podczas gdy żaglomistrz był żywym obrazem chudego "wilka morskiego". że niektórzy z nas. to dawali go "spod serca". Przechodzący koło niej uczeń posłyszał straszny ryk Bosmanka. o niewiarygodnych mrozach i zmyślnych pingwinach. Jak jeden tak i drugi. że mu się znów dostaną do roboty". ponieważ "lenistwo jest rękojmią zdrowia". Wiadomo było. jak nie nazywano go inaczej. Żaglomistrz był bardzo długi. na których spali. pozwalała im spać spokojnie. był od urodzenia artystą malarzem i często wolał podziwiać grę kolorów w czasie wschodu słońca niż szorować cegłą pokład. mógł również uchodzić za kraba lub żółwia morskiego. Zgodnie też zmuszali nas do błagania o każdy ze schowanych pod nimi skarbów. stokroć więcej ceniliśmy ich opowiadania. Jeśli żaglomistrz przyłapał nas na podobnym nieróbstwie. ma schowaną najlepszą rękawicę do szycia i parę najlepszych igieł. kolumny i reje na kolor ciemnożółty. a przy tym niesłychanie zwinny. Albo Morze Weddella. gdyż brzuch ten był bardzo muskularny. Wiedzieliśmy. żegnając wzrokiem swój skarb. Jeśli obaj odpoczywali. Żaglomistrz swe przemówienie do każdego z nas rozpoczynał od słowa "waju'' . gdy udało się zdobyć miejsce w ich kabinie. Bosmanek przypominał z wyglądu lwa morskiego. bo "nie wiedział. iż nie czuje już liny w ręku. na które wszyscy czyhali. chodził Bosmanek jak gdyby z namaszczeniem .Zabiegi kosmetyczne naszego barku rozpoczynaliśmy od mycia jabłek na czubkach masztów. Miał sumiaste wąsy. że najlepsze pędzle. Dłonie jego już się nie rozchylały i były przedmiotem naszej szczególnej adoracji. Żaglomistrz rozpoznawał dotykiem palców gatunek stali. Niestety "perły" te również były nam skąpo wydzielane po długich naleganiach i prośbach.na lądzie to nazywają brzuchem . że podejrzewaliśmy Bosmanka o to. czerwonobrą-zowe policzki i wiecznie uśmiechnięte błękitne oczy małego dziecka. od pięćdziesięciu jednak lat musiał ważyć znacznie więcej niż sto kilogramów. co wzmagało jeszcze nasz podziw.i tak to do niego przylgnęło. To była dopiero egzotyka. zazdrości i podziwu. czy spotka go w życiu takie szczęście. Bosmanek potrafił nią przygnieść mocniej niżby się można było spodziewać. Dlatego twarde słowo "bosman" nie pasowało do Bosmanka. Wynikało to jednak trochę i z tego. Pokrywała je warstwa tak grubej skóry. mistrz igły. Jabłka. że posiadają to tuż koło siebie. o ciągnących się setkami kilometrów górach lodowych. Po wantach i pertach. Po rejach i masztach chodził jak pająk. z którego nie wyłaziły włosy i nie odkręcała się nitka. który nosił to samo nazwisko co Waju. chudy i lekki. gdy rozstawali się z dawanym nam przedmiotem. pędzlem lub nićmi. Kiedyś podczas sztormu fala wysadziła szkło iluminatora w ich kabinie. linach rozciągniętych pod rejami. co się stało z otrzymaną niedawno igłą. Po takim oświadczeniu należało bardzo szybko uciekać z zasięgu głosu żaglomistrza i zrezygnować przynajmniej na przeciąg dwóch dni ze słuchania opowiadań o życiu na Antarktydzie.była naszym postrachem. broniliśmy się mówiąc: "Zapatrzyliśmy się na kuzyna żaglomistrza". Kolega nasz Pigieł. przypominających górę w Capetown. że ani się spostrzegł. tylko "Waju". Na ogół wszyscy woleli wysłuchiwać strasznych przepowiedni o ich smutnej przyszłości niż oddać pędzel. Koja żaglomistrza była umieszczona nad koją bosmana. Od skarbów. chcieli je zachować na przyszły raz. Nasze tłumaczenie. najlepsze igły do szycia żagli. że kolega nasz "Starzec". Istniała w nas krucha nadzieja. najlepsze rękawiczki do szycia płótna żaglowego i ta "pucbola" znajdują się pod poduszkami i pod materacami dwóch Janów. ale nie to nam w nim imponowało. że "Bosmanek" i żaglomistrz posiadają pewne zapasy tych skarbów ukryte w swych kojach. należało wyspowiadać się. z jakiej igła była zrobiona. Żaglomistrz spędził dwa lata na Antarktydzie w Ziemi Coatsów. Za to olt brzymia "pierś marynarska" . i jaki pądzel jest najlepszy.

który wypoczywał jeszcze po nocnej wachcie. kto grał lepiej. Większość z nas uważała. Skończylibyśmy sprzątać jeszcze przed śniadaniem. nie mam o tym najmniejszego wyobrażenia. nie potrafię. Usiłowaliśmy pomagać mu. Jak pań bosman nie da. miłe. Oznaczało to: nie wiem. -. rocznica przejścia równika. i lubił. Mieliśmy nadzieję. kiwając swą okrągłą głową. podpierając jednocześnie drągiem. Może pan bosman poszuka jeszcze pod. nocne i dzienne. W każdym z nich spędził wiele miesięcy. . Zbliżała się Gdynia. Żaglomistrz grał na harmonii ręcznej. uważaj jak lepiej. może pan bosman da jeszcze choć garsteczkę. nie umiem. wówczas można było usłyszeć marsze w wykonaniu żaglomistrza i Bosmanka.na to się mówiło z bardzo rozmaitą intonacją: A! MOJ-KA-KA! Jeśli nie było to ani jedno. przeważnie była to duża pokrywa od głównego kotła. zachwyt. Wszystkie szmaty prywatne już dawno zużyliśmy na te potrzeby . złe. których sam tego nauczył. W pieśniach Bosmanka słychać było długie lata pracy spędzone na żaglowcach w podróżach dookoła Cabo das Tormentas lub Tierra del Fuego. Wysłany po nią stanąłem przy koi Bosmanka. brzydkie. może gdzieś zostało trochę niezauważonej "pucboli". W wyobraźni naszej Bosmanek długie łata spędził wśród plemion murzyńskich. i na świeży wiatr. zepsute. Żaglomistrz powiedział. Pozostały do obmycia nadbudówki na pokładzie" rufowym. można było skwitować sytuację powiedzeniem: NO KUCZIWA. adorację. ale wysiłki nasze były bardzo blade. Nawigacyjna aż popielata od soli. nie rozumiem. i to znaczną część przy wybrzeżach Afryki lub na jej rzekach. W dniach powszednich oba te narzędzia służyły do robienia splotów na linach stalowych i włókiennych. przyjemne. nie dam ci odpowiedzi. w którą uderzał marszpiklem lub fitem. godne pożałowania. podniesienie bandery na "Lwowie". mogło to być wyrażone jednym zdaniem: O! MU -KU-RU! Przeciwieństwem było wszystko to. Jeśli była uroczystość."pierś marynarską". Dzięki swej znajomości "ję-zyka murzyńskiego" Bosmanek stał się naszym nauczycielem.Panie bosmanie . uwielbienie i w ogóle wszystko co było pozytywne. Cała nadzieja w panu. dobre. radź sobie sam. Wyrwali okrągłe siedzenie stołka. Bosmanek siadł na koi i słuchał mojej prośby. panie bosmanie. zadowolenie. • Bosmanek był skarbnicą pieśni marynarskich przy każdej zbiorowej pracy na pokładzie. który potrafił w mgnieniu oka nauczyć języka w mowie.została do obmycia nawigacyjna. nie mam o tym pojęcia. ale służył nam wystarczająco dobrze do porozumienia się z Bosmankiem. rocznica. w których czuło się rytm całej Afryki. wymowie i piśmie. że Bosmanek jest mistrzem nad mistrzami. gorzkie. Bosmanek najlepiej znał porty wschodniego wybrzeża Afryki. ani drugie. na to trzeba było spędzić przynajmniej kilkadziesiąt lat na żaglowcach.zacząłem błagalnie . którego Bosmanek sam osobiście nie wtajemniczył w znaczenie tych wykrzykników. ale nie ma nigdzi ani kawałeczka "pucboli". W takich momentach Bosmanek promieniował. Był to chyba jedyny nauczyciel lingwista na świecie. Należało to zrobić bardzo delikatnie za pomocą miękkiej nowej "pucboli" i słodkiej wody. co wyrażało żal lub sytuację bez wyjścia . ratując jednocześnie "Lwów" od zalania wodą. niesmaczne. to ta nawigacyjna zostanie taka pokryta solą. Słowo takie powiedziane przez tego. co niedobre. poduszką. ponieważ Bosmanek nie przestawał ryczeć. Były więc piosenki na długie pociągnięcia i na krótkie. na kabestan i na fał obermarsa. . było uważane za wielki nietakt. ale wydobyć odpowiednie dźwięki. owinęli je kocem i zatkali nim iluminator. Bosmanek używał wyłącznie murzyńskiego tam-tamu. Gdy się chciało wyrazić najwyższy podziw. że na pewno Bosmanek ma jeszcze gdzieś pod głową przynajmniej jedną uncję tych bawełnianych odpadków. gdy jego uczniowie tym językiem z nim się porozumiewali. Wspólnymi siłami opanowali sytuację. gdy zachodziła konieczność zgranego wysiłku wielu osób. beznadziejne. i na sztormową pogodę. pociągnięte lakierem.w ka-belgatach były pustki. Jeśli Antarktyda należała w naszym pojęciu bezapelacyjnie do Waju . Przyswojony przez nas słownik Bosmanka nie był sprawdzany przez żadnego lingwistę. znał wiele ich obyczajów.to całą Afrykę jednomyślnie przyznawaliśmy Bosmankowi. Obaj byli artystami. Wielu ludzi potrafi mistrzowsko grać na harmonii. Tym językiem mogli porozumiewać się z Bosmankiem tylko ci. Trudno było powiedzieć. rozpaczliwie nieprzyjemne. że on już nie ma nigdzie i przysłał mnie do pana.

W myślach widziałem. wziąłem • pod uwagę warunki atmosferyczne i pływ burzowy oraz wszystkie wiatry mogące mieć wpływ na stan wody tutaj i wiejące w ciągu ostatniego tygodnia przy zastosowaniu spirali Ekmana.Czekaj! W jego oczach zobaczyłem naraz tyle wesołości.KA . Nie mogłem inaczej wyrazić Bosmankowi swego uczucia i wyszeptałem: . I naraz usłyszałem straszny wyrok: . Podróż "dookoła" Szkocji to jednak szmat drogi.Masz! Uczułem naraz. . jak Bosmanek się przekręca na bok i szuka pod poduszką lub materacem. Siedział tak w postrzępionej koszuli. siedmioletniego Michała . to ci rozwalę ten genialny umysł .RU! ORNITOLODZY Oilny wiatr dmący z wejścia do Kanału Angielskiego zmusił nasz stary żaglowiec szkolny "Lwów" do rzucenia przy wschodnim wybrzeżu Anglii kotwicy. by przeczekać zmianę kierunku wiatru.Obeszli-byśmy z daleka cmentarzysko żaglowców. .Czekałem na skutek mego rozdzierającego przemówienia.KA! Zabierałem się do wyjścia. Młodsi oficerowie "Lwowa". nawet w porównaniu do całej tegorocznej podróży. Każdy absolwent musiał kilka razy przeprowadzić własnoręcznie sondowanie i zanalizować różnicę pomiędzy głębokością podaną na mapie a odczytaną przy sondowaniu.na specjalne zaproszenie młodocianego króla Rumunii. Poziom morza zależny od chwilowego pływu. Nie mógł przecież dopuścić do szorowania lakieru szczotką lub płótnem żaglowym. W nawigacyjnej było słychać przeważnie głosy dwóch "wiecznie" ze sobą się kłócących . mieli odmienne zdanie co do tego czekania na wiatr aniżeli komendant i starszy oficer. . Tegoroczni absolwenci. W nawigacyjnej uczniowskiej kipiało od wertowania atlasów prądów. Biskaje. uśmiechał się niefrasobliwie i głośno zachwycał się swymi genialnymi wynikami obliczeń.Dyziu. interpolację przeprowadziłem z dokładnością do jednej tysięcznej. Podając mi zwinięty materiał powiedział: . Nic podobnego nie nastąpiło. to znaczy pomiędzy Szetlandami i Wyspami Owczymi . gdzie mieliśmy . gorąco popierali starszych kolegów-oficerów. słuchając obietnic Dyzia. do którego odnoszą się głębokości podane na mapie morskiej. który stan wody uważać za niski. Szliśmy na Morze Czarne do Konstancy.O! MU .Zamiast nudzić się na kotwicy. że robi mi się koło serca bardzo ciepło i pokochałem Bosmanka tak samo jak "Lwów". że ucieszyłem się na sam widok ich promiennej radości. Błękitne jego oczy przestały się uśmiechać. posłuchaj tylko. poszlibyśmy dookoła. wyliczyłem z dokładnością do pół minuty moment wysokiej wody w odniesieniu do Dover.KU . tablic pływów.swą obecnością uświetnić rumuńskie Dni Morza. będący starszymi kolegami uczniów zaokrętowanych na tę podróż. Ale Bosmanek siedział nieporuszony. jak również głębokość.Dyzia i Pigła. której terminów musieliśmy dotrzymać. którzy odbywali swą ostatnią podróż na białym barku szkolnym.KA . Bosmanek złapał się za rękaw swej ogromnej nocnej koszuli i po kilku potężnych szarpnięciach cały rękaw zsunął się z atletycznej jego ręki. .A! MÓJ .mówili.pienił się Dyzio.ta tajemnicza nazwa oznaczała poziom morza. To przypadkowe miejsce zakotwiczenia naszego barku szkolnego było wyjątkowo zajmujące. Pełen ulgi widziałem już Bosmanka przewracającego się na swą "marynarską pierś" i wydostającego z tajemniczego zakątka olbrzymi kłąb pożądanej "pucboli". gdy usłyszałem głos Bosmanka: .KA! A! MÓJ . ponieważ wskutek pływów bezustannie zmieniał się tutaj kierunek i szybkość prądu. uśmiechając się pod wąsem. Pigieł. a nie czekali na poniżające dla nawigatora zmiłowanie wiatru. i wobec tego każde państwo morskie uważało za punkt honoru podawać odmienny dla swych wybrzeży ku niewymownej męce uczniów szkół morskich. roczników astronomicznych i tablic nawigacyjnych. szykując się do egzaminu praktycznego. stwarzał warunki do dyskusji. Były to tak zwane ćwiczenia "redukcji sondy" i "zera mapy". . obliczyłem dla tego momentu odległość księżyca i słońca od ziemi oraz ich deklinację do dziesiętnych minuty. która pozornie nigdy nie odpowiadała głębokości podanej dla tego miejsca na mapie. Zero mapy .Jak ci się już wszystko będzie zgadzało do jednej tysięcznej milimetra.

Pigła interesowała wyłącznie barwa upierzenlia ptaków. że specjały te były tam dosłownie "bezcenne". Z czasem żaglowce te znalazły się w wydanych przez Pigła w języku angielskim książkach pt. które to słowo powtarzane szybko raz po raz ujawniało jego istotne znaczenie. którą sam zorganizował werbując do niej co muzyfcalniejszych kolegów. Podczas kołysania grywał. których rzadkie okazy posiadali jego znajomi osiadli wśród bagien Pańszczyzny. . w którą zamieniał się nie lubiany przez nikogo szpitalik okrętowy. W szpitalnej koi grywał także rolę szczęśliwego Tantala sycącego się widokiem przyjaciół raczących się sporządzanymi specjalnie na jego podróż sarnimi cąbrami. oddający się z zapałem studiom nad dowodzeniami Darwina. oprócz rodzimego. że słychać go było na całym pokładzie. to bywał on natychmiast wiązany. nikomu nie przeszło przez myśl. ale już na zupełnie inne tematy. Sforza. Dyzio wyprowadzał wszystkie barwy od przystosowania się do warunków życia. szynkami dzików i wielu innymi specjałami. Zdolności i oryginalność. Dyzio i Pigieł. bo nie wytrzymam! . Ale Pigieł w dalszym ciągu upajał się sw. Sforza grał z powodzeniem rolę oficera nawigacyjnego. Sforza z przejęciem obalił teorie obu opowiadaniem o wspaniałej kolekcji wędrownych ptaków brodząco-be-kasowatych Machetes Pugnax. ale na statku ich "bezcenność" nabierała potocznego znaczenia. Dyzia interesowały stale takie kwestie. również z powodzeniem.Pigieł.Pigłu . nigdzie nie spotykane. Według słownictwa tego samego Sforzy Pigieł z jednakową łatwością "naigrywał się" na fortepianie i skrzypcach. A według twojej teorii.: Jafc malować żagle i morze oraz Jak malować swój statek.mówił Sforza . przestań. Najwspanialsze jednak były Pigła paczki żywnościowe otrzymywane z domu. akurat na szerokości błot pińskich muszą w maju zjawiać się te ptaki i każdy z nich musi się ubrać na ten okres w odmiennego koloru kapturek i kryzę. sam jeden na scenie. podobnie jak i barwy kwiatów. którego wystawę będzie otwierał Bernard Shaw. .. O tym pianiu w jajku Sforza piał ułożony przez siebie dwuwiersz: Wielki Pigłu jestem JA. Dotychczasowe jego wyczyny przyniosły mu w rezultacie przydomek "Pigłu". Dyziu. którego w odpowiednim momencie. który znał nieomal na pamięć wszystkie opowiadania morskie Claude Farrere'a i Pierre'a Loti.kolegów. zechce sprawdzić to wszystko. Na razie Pigłeł potwierdzał swym gadaniem przysłowie perskie. a Sforza tłumaczył mu. że marnotrawstwem byłoby karmienie takimi pysznościami solitera.krzyczał Dyzio tak głośno. Sforza dowodził. Solłter ten był zrodzony z bujnej wyobraźni Sforzy. jak przyczyny długości szyi żyrafy. oraz ilustrował podręczniki wydawane przez wykładowców Szkoły Morskiej. że są tak długie jak sam Pigieł i jego soliter. przyczyniły się do tego. że Pigieł wystawi swe obrazy w Royal Aca-demy i jako nadworny malarz królowej Elżbiety II odbędzie z nią podróż na Bermudy. który nie pozwala Pigłowi zmienić wyglądu chodzącego żywego obrazu głodu w Indiach. Jeśli paczka żywnościowa dla Pigła została dostrzeżona na czas. według wyimaginowanej przez siebie teorii równowagi barw. człowieka obezwładnionego chorobą morską. Jeśli podczas podroży nie kołysało zbytnio. Jakie przystosowanie się do warunków życia. że Dyzio. Miraże. Kabanosy swoje oglądał wyłącznie z daleka. Przyczyn tworzenia się barw dopatrywał się w kształcie ich właścicieli i szerokości geograficznej miejsca ich zamieszkania. dlaczego słoń ma trąbę lub czym lot jaskółki różni się od lotu wróbla. by stać się praprzodkiem. skoro ani jeden samiec tego samego kształtu nie posiada tego samego koloru upierzenia podczas godów. że nos Pigła przypomina żagiel topsel. piórkiem i tuszem wyczarowując wspaniałe żaglowce.jakaż równowaga barw. a zwłaszcza nos i umiejętność władania szpadą. Wnet miraże wam pokażę. tak jak gdyby wyruszał na wyprawę krzyżową. nie darzył sympatią Darwina i wyrażał obawy.ymi obliczeniami i swą genialnością nie docenianą przez żadneg9 z. absolwenta szkoły filmowej. Przy koi Sforzy kłócili się często. Pigieł nie potrafi zwinąć. Sforza twierdził. Kiedyś tematem kłótni Dyzia z Pigłem były ptaki. że wielu chciało w nim widzieć sobowtóra Cyrano de Bergerac. kabanosy. Wówczas jeszcze nikt w nim nie podejrzewał światowej sławy malarza. "gimnastykował się" dyrygując orkiestrą kameralną. Szukał na te męczące go pytania odpowiedzi czytając dzieła Darwina w języku francuskim. Przestań. Poleskie ostępy kryły tyle zwierza. że "dobry kogut w jajku pieje". czego się naczytał i gotów zamieszkać na stałe na jakimś drzewie w Afryce. gdyż od rodziny Sforza z błot pińskich otrzymywał przed wyjściem w podróż olbrzymie zapasy. O! La! La! W tym okresie Pigieł potrafił wyrażać swe miraże biegle w trzech językach. Przeważały w nich. co powoduje częste dryfowanie całej jego osoby w stylu Casanovy i niemniej czarująco. przy nadchodzącej burzy życiowej.

Miraż. W osobie Dyzia nie podejrzewano przyszłego profesora ekologii. Nie widziałem jednak nigdy.zirytował się Pigieł. wolni od służby wymyślili samobójczą zabawę podczas wachty. . No..Oho! Nie dam . miejsce zaś ustalano z góry. to zanim przyszła jego kolej na jedno z tych stanowisk. Na szczęście "Lwów" wybrał kotwicę i ruszył przez Kanał Angielski z wizytą do siedmioletniego króla.Średnia najniższa niska woda . były wykonywane z zapałem. jeśliś taki mądry.jeśli podczas toków potrafią godzinami wyczyniać wszystko na niby. . którzy nic nie robili.Jak ci znów wypadnie dokładność stanu wody do jednej tysięcznej milimetra. potykający się dla przypo-dobania się swej damie serca.przyszłego dostojnika. Powiedz. Tytuł komendanta statku szkolnego przywędrował z francuskiej marynarki i znalazł z łatwością zastosowanie na "Lwowie". w którym były prowadzone. Indyjska niska woda syzygijna. a jeśli go zaskoczono śpiącego i odpoczywającego nawet przed wachtą. To była gra. Holendrzy.. Co prawda etykieta morska była na statku przez wszystkich ściśle przestrzegana i w miejscu. odrywającą go od studiów nad dociekaniami Dar-wina. Nie kończące się dysputy pomiędzy Dyziem i Pigłem zmieniały swój temat w zależności od miejsca.Indyjska niska woda syzygijna . nawet nie rycerze podczas turnieju.cieszył się Dyzio. jakie jest zero mapy przyjęte przez Indie Holenderskie? No? . . Średnia półroczna najniższa niska woda. Dyziu . choć i tak stwierdziłem. a nawet stawianie i zwijanie żagli. Wspaniali aktorzy. Tytułowanie wszystkich kapitanami . . Obecnie tytuł komendanta jasno określał stanowisko i godność pozwalając jednocześnie na odpowiednie tytułowanie starszego i drugiego oficera. a najmniej . jakimi drogami potoczą się myśli komendanta i co z tego wyniknie.Odczep się. Ale do trzech razy sztuka. natomiast mycie.Daj mi spokój. każdy natychmiast przykładał ręki i pomagał "pracerzom". wywołując niezadowolenie wyrażane przez poprzedniego kapitana zdaniem: "Znaczy tytułomania". Podczas przedłużającego się postoju w oczekiwaniu na wiatr sprzeczki w nawigacyjnej były coraz żarliwsze: . uważał siebie za pasażera wolnego 24 od . Mówienie do nich "panie poruczniku" było degradowaniem ich zasłużonego tytułu.robót porządkowych. Pozostali za najbliższą nadbudówką obserwowali straszliwy moment rzucenia się komendanta na wylosowaną dla niego ofiarę. gdzie ktoś pracował. że nic nie umiesz. . to cię jeszcze raz przeegzaminuję.Pigłu. . Ofiary zaś nie miały prawa nosić w sercu urazy do komendanta za wysłuchane przymiotniki dotyczące ich osoby. ponieważ starszy i drugi oficer byli . by nie zostawić bez dowództwa załogi. Jeśli któryś z absolwentów nie piastował godności starszego nawigacyjnego lub służby bosmańskiej. których pełne wydanie w oryginale woził stale ze sobą. że część absolwentów jest nieuchwytna i zabijał czas polowaniem na sztuki bardziej wyrafinowane w próżnowaniu. .Nic podobnego. Pigłu. malowanie i czyszczenie mosiądzu należały do prac objętych ukutym w szkole powiedzeniem: "Lenistwo jest rękojmią zdrowia". Komendant jednak doskonale wiedział. ponieważ komendant nie znosił na pokładzie ludzi. ale powiedz wobec tego.na której dobrowolnie zatonął. jakie jest zero mapy przyjęte przez Japonię. udając najbardziej zażarte walki. Przerażenie ofiary było zawsze wielkie. . Miraż .podobnie jak i komendant kapitanami żeglugi wielkiej.naruszało bezapelacyjne prawo do tego tytułu zawarowane •dla kapitana statku. ale każdy z nich posiada tych dam kilka. po czym po opanowaniu paniki z leżącej już na dnie łodzi wyrzucił na powierzchnię pozostałych przy życiu ludzi i wydostał się sam . Wszystkie zajęcia mogące się przydać absolwentom w przyszłości.powtórzył Pigieł usłyszane przed chwilą od Dyzia zero mapy japońskiej. . wylosowując spośród siebie jednego. powiedz. nigdy nikt nie przebywał bezczynnie.bez zająknienia odpowiedział Pigieł. były dzieła Gorkiego. Po upolowaniu absolwenta nigdy nie było wiadomo. Bardzo często wszystko zależało od miejsca spotkania z przeznaczeniem.znęcał się nad nim Dyzio. Wobec tego że w tym roku było o kilku absolwentów więcej niż godnych ich stanowisk. który miał w odpowiednim momencie znaleźć się na ścieżce życia komendanta i to z rękami nie zajętymi pracą. żeby podczas takiej walki jeden z nich skrzywdził drugiego. Słabością Dyzia.I znów twój miraż nad miraże. Ich damy przyglądają się tym harcom. Nawet nie śniłeś nigdy o takim zerze.miał nieograniczony kredyt na "rozszarpywanie" rzuconych mu ofiar. Obecny komendant dzięki swej przygodzie z łodzią podwodną .

który natychmiast przydzielił Pigła do oprowadzania dyplomacji po statku. zatrzymując się na chwilę dla odpoczynku w Algierze. ponieważ w tym miej-. Przeciek był tym ciekawszy. który natychmiast kucnął obok Sforzy. czy nie popsuty. czy idzie. Schowanych za nadbudówką absolwentów uderzyło w uszy nowe słowo idiotropos.Słucham. Sam Sforza. Komendant nie używał polskiej łaciny.to ubiór Dyzia. i żyła swoim odrębnym życiem. na które ten nde mógł odpowiedzieć. zainteresowanie komendanta przeniosło się szybko z Dyzia na domniemaną osobę mogącą tam zostawić termometr. gdy usłyszał skierowane do Pigła pytanie. Po historii z termometrem Dyzio nie istniał w wyobraźni komendanta jako homo sapiens mariniensis. Słucham. Ubiór. Właśnie całe towarzystwo stało na rufie "Lwowa".miał tak samo znać się na pomarańczach. Sforza twierdził. komendant poczuł w sobie wzbierającą nawałnicę. zabrał nowy narybek kandydatów i rączo zawrócił do domu. Możność zwiedzenia starego żaglowca. przez swe zainteresowanie Darwinem. przyszłość przynosiła tyle nowych i ciekawych spraw. to znaczy uszczelnienie przestrzeni pomiędzy deskami za pomocą pakuł i specjalnej masy zwanej pakiem. że na tamte nie miał po prostu już czasu. podniósł ptaka i usiłował zademonstrować rozpiętość jego skrzydeł.według komendanta . złożył w przewidzianym czasie wizytę młodocianemu królowi. panie komendancie. dzięki czemu Dyzio obronną ręką zszedł z rostrów do codziennego życia na "Lwowie". zmęczony.AAAAaaaa!!! . Że właśnie on. Była jednak jedna rzecz. i należał już. zainteresowane pięknym upierzeniem. że kalfatrowanie wykonał przed miesiącem doskonały specjalista od tych spraw. Gdy straszny krzyk: "Dlaczego nic nie robicie?" przeniknął przez ciało Sforzy. Komendant nigdy nie wracał do rzeczy przeszłych. .Powtórzcie. że właśnie w tym miejscu zawiodło kalfatro25 . gdy nie opodal spadł jakiś ptak zmęczony długim lotem nad morzem. zgadując życzenie pań. Egzotyczna bandera "Lwowa" i jego wiek wzbudziły ogromne zainteresowanie najwyższych sfer Algierii. łapiąc się dwoma rękami za bezlitośnie gładkie i czyste deski pokładu. ale przeciek bez wątpienia jest. podziwiając strzelistość jego masztów i pajęczynę olinowania. W wiekowym drelichu. przejęty widokiem leżącego na jego rękach ptaka. gdy los przeznaczył go na ofiarę. do praszczurów ludzkiego rodu. przed nadchodzącym komendantem przysiadł ze strachu na pokładzie. coście powiedzieli! . scu woda kapie mu do hamaka. czuje się powołany do wyszukania tego zupełnie niewidocznego dla oka przecieku.zawirowało w powietrzu. . ten odzyskał nagle mowę i wyjaśnił. by uratować swoje życie. Lawirując wśród wysp greckich i białych szkwałów. podobnie jak to twierdzili Murzyni we Wschodniej Afryce. jak Dyzio na termometrach. że poświęcił Owsika. Pozostawione wiadro natychmiast naprowadziło gromowładną falę na barki roztrzepanego młodszego nawigacyjnego. podobnie jak i sam właściciel. Dyzio zaś. który . Nad głową nieszczęsnego potomka Sforzów i Bogu ducha winnego cieśli zawisła groźna burza. że "lęk przed lampartem jest jego siłą". Sprawa ta niesłychanie zainteresowała komendanta. Panie pierwsze zwróciły na niego uwagę. by lepiej zobaczyć to słabe miejsce swego statku. do którego należało mierzenie temperatury wody. Wobec tego że termometr nie powinien się był znajdować na ro-strach. pod nigdy nie widzianą banderą. przekładając nad nią gre-czyznę. przyciągnęła nawet sfery dyplomatyczne w osobach kilku dystyngowanych pań i panów. Sylwetka przygotowanego do wyjścia na ląd Pigła przypominała Podbipiętę z ogolonymi wąsami i zwróciła na siebie uwagę oficera służbowego. Ptak bezsilny leżał na pokładzie. że właśnie szuka przecieku na pokładzie. Widząc go teraz ubranego w coś co kiedyś można było nazwać drelichem. Szczęściem nagła zmiana wiatru zmiotła nagromadzone chmury. która komendanta stale drażniła i o której pamiętał . w dźwięcznym języku rodzimym Odyseusza znaczące tyle co "osobliwy". Sforza. zaczął płynną i poprawną wanie. który w zasadzie niby niczym się nie różnił od ubioru pozostałych kolegów. . cieśla okrętowy Owsik. W tej samej chwili pojawił się goniony ciekawością Dyzio ze służbowej wachty. "Lwów" dotarł do Morza Czarnego.wyrzucił z siebie purpurowy komendant.Według Sforzy siła komendanta miała swe źródło w lęku przed nim. był owocem zakazanym na rufie podczas wizyty zwiedzających i to w obecności komendanta. Każda jednak jego część miała swoistą indywidualność. Na to posypał się na Dyzia grad przymiotników i porównanie do smacznego ryjącego czworonoga. Pigieł.

mówiąc to wskazał na Pigła.swym podobnym do komendanta głosem odkrzyknął Dyzio.Mnie się wydaje. że chyba wy . wołającego wielkim głosem: "Kobiety mam zamiast oficerów! Trzy dni już jesteśmy w morzu. Dyzio. na których stał szybkobieżny dziesięciowiosłowy kuter reprezentacyjny. pomimo obecności bardzo dystyngowanego towarzystwa z dyplomacji. jego zwyczaje i przyczynę obecnej tragedii. ale i o przygodnie opadłe na statek ptaki. francuszczyzną objaśniać pochodzenie ptaka. Komendant nie mógł się pogodzić z wyróżniającą się indywidualnością ubioru Dyzia. jedno z tych. .odpowiedział Dyzio . Mówił z taką werwą i znajomością przedmiotu. . że zwierzyna mu nie ujdzie. a jeszcze nie widziałem krwi na pokładzie!" do nastroju żony kapitana na PŁYWAJĄCYM DOMU RODZINNYM. zakończyła się wybuchem śmiechu. panie komendancie .Dlaczego on? . . Na pokładzie pod rostrami leżało jeszcze płócienne wiadro. Dyzio. z KURZYMI . na których surowe życie marynarskie łagodzone było ciepłem domowego ogniska przez żony kapitanów obdarzone wielkim i dobrym sercem. Był to w każdym wypadku wykrzyknik przyjazny. Aby odwrócić uwagę od swej garderoby. panie komendancie! . Można by je zawrzeć w granicach określonych nazwami: OKRĘT-PIEKŁO i PŁYWAJĄCY DOM RODZINNY. a ja tylko z piętnastu. Dalsza rozmowa. musiał odstąpić na chwilę głosu Pigłowi. Dyzio był w swoim żywiole. że oczarował całe towarzystwo. jakie wyrabialiśmy na statku. uśmiechnięty 1 zadowolony komendant spytał Dyzia: -• Który z was lepszy ornitolog. całość sprawiała wrażenie. W podróży tej Dyzio wylosował miejsce na rostrach. Wszyscy byli wyraźnie zdumieni nieoczekiwanym wykładem i jego wysokim poziomem. udając że nie widzi zainteresowania komendanta swoją osobą. Nie należy tu mylić Pływających Domów Rodzinnych. czy idzie.Czy on też tak dużo studiuje jak wy? Czy więcej od was? pytał dalej. . . że zapomniał 0 komendancie. Gdy była mowa o barwach. a uzależnionych od humorów ich kapitanów.upierał się Dyzio. że została zdjęta z kogoś innego. zgodnie z zasadami gry. Pokazywał kształty pazurów i dziobu. A ponieważ w takich rozmowach głos Dyzia przypominał dziwnie głos komendanta. przypominający określenie "osobliwy". Gdy wyczerpał się cały temat przelotnego ptaszka. on czy wy? . przyłożył sobie termometr do ucha. upierzenie i cechy charakterystyczne dla tego gatunku.dziwił się komendant.Słucham. Pytanlia już teraz sypały się jedno po drugim. z którego można było jednak wyłowić dźwięk grecki. aż komendant zainteresował się jego osobą. WIATR W ciągu ośmiu dni bezustannego wschodniego wiatru mieliśmy możność doznać wszelkich wrażeń będących ongiś udziałem żeglarzy na dużych żaglowcach.Nie. Całe rostry były w zasięgu wzroku komendanta stojącego na rufie.Bo wy cały czas mówiliście. Wymienił cały rodowód po łacinie i tak się zapamiętał w opisywaniu tego rzadko spotykanego okazu.ale on zjada jajecznicę z trzydziestu jaj. Kapitan naszego szkolnego żaglowca. Dyzio złapał do ręki nieopatrznie pozostawiony na rostrach termometr do mierzenia temperatury wody. panie komendancie . był tylko odrobinę mniej zabawny od tego popularnego artysty. toteż między nim i Dyziem dochodziło często z tego powodu do ożywionej konwersacji. który rozwinął przed słuchaczami swoją teorię równowagi barw. Posiadał natomiast genialną umiejętność błyskawicznego przechodzenia od nastroju kapitana na OKRĘCIE-PIEKŁO. która stale była tematem dyskusji i zyskiwała sobie coraz bardziej ujemną opinię. Był to radosny okrzyk myśliwego przekonanego. .On . troszczącej się nie tylko o załogą. stanął na rostrach i stał na nich tak długo bezczynnie.Chaleraa! Co wy robicie? "Cholera" w żadnym wypadku nie odnosiła się do Dyzia. przypadkowi słuchacze mieli zawsze dużo uciechy.uśmiechając się pod wąsem powiedział komendant. Na ten widok komendant zawołał wielkim głosem: .Pomimo że wszystko było uszyte specjalnie na Dyzia. . .O nie. Całe towarzystwo na rufie wydawało się nie dostrzegać niedostatków w ubiorze Dyzia. on jest lepszym ornitologiem. podobny łudząco do współczesnego mu komika filmowego Maxa Lindera.bez chwili namysłu odpowiedział Dyzio.

Przez pierwsze cztery dni z zapałem ćwiczyliśmy oversztagi opromienione miłym uśmiechem naszego kapitana. usłyszeliśmy tupot nóg biegnącego za nami oficera wachtowego.O. wykonywane co sześć godzin podczas lawirowania na południku wysepki Alboran.zabłąkane na Atlantyku . teoretycznie kursem siedem rumbów do wiatru. Natychmiast złapaliśmy za klamkę nie pozwalając mu wejść do środka. bez pojęcia. Trzymaliśmy drzwi mocno. Jak wskazówka w zegarku.opadły na pokład naszego żaglowca idącego na Morze Czarne. Wróciliśmy do roboty i szybko zabraliśmy się do szorowania pokładu. bo nie dość ostro sterowali na wiatr.Chodźcie na pokład -' namawiał . że nic nie umieją robić. że wszystko co w tej chwili wykonuje. że Pyton. posiadający dobre serce. w otwartych drzwiach prowadzących do kajutkompanii ukazał się kapitan: . Innego wyjścia nie ma! Nie mogąc się z nami dogadać. więc musiał rozpocząć z nami pertraktacje: .Panie Popieeel! Dlaczego gołębie wody nie maaaająą? W ciągu tego strasznego tygodnia każdego ranka na kursie nord ukazywały sią przed bukszprytem naszego żaglowca wierzchołki gór Sierra Nevada zaróżowione promieniami słońca.Pyton szaleeeje! Zaledwie zatrzasnęliśmy drzwi "budynku bez okienek i kominka". że będzie sam.Zapędź Pytona! Umrzemy tu z głodu.Dlaczego się boją? __Pan kapitan powiedział. Musieliśmy się spieszyć. pod bak .Pyton szaleeeeeje! Pyton szaleeeeeeje! Od tej chwili kapitan został PYTONEM. że już piąty dzień nie możemy sią posunąć nawet o jeden kabel na wschód. jest zrobione nie po marynarsku. źle. co sześć godzin bukszpryt pokazywał zidentyfikowany już przez nas szczyt Cerro de Mulhacen. Czwarty oficer był naszym starszym o jeden rok kolegą. poszedł na rufę.do naszego ustępu. Sobowtór Maxa Lindera uśmiechnął się: . W nocy. zanim go nie zapędzisz pod pokład. by odrobić stracony czas. wyczyszczonej do granic wytrzymałości metalu: . więc się boją.wracajcie do roboty! . . Gdy po dokonaniu porannego zwrotu wachta nasza zajęta była zmywaniem i szorowaniem pokładu na rufie. to ja pójdę do kabiny. co zadecydowało. które . Wszystkie nasze zwroty przez sztag. I wtedy któryś z uczniów w chwili największego krzyku kapitana zaśpiewał: .Nu. Każdy się dowiadywał.chyba za nas sterował.Zwariowaliście?! . że nie ma już Pytona na pokładzie. chalera! Nawet myć nie umiecie porządnie! Szczotki nikt nie wie. usłyszeliśmy oczekiwaną komendę wydaną wielkim głosem przez kapitana za pomocą tuby mosiężnej. bo zbyt opieszale braso-wali reje. gdzie rządziły również żony kapitanów.Aaaaa. zaniepokoił się natychmiast: _ Nu. co się stało? . ale nie wyjdziemy. lecz całkowicie pozbawione serca.Wachta boi się pana kapitana! .spytał. Podczas wykonywania zwrotu przez sztag. śpiewając po drodze: . a następnie Alboran. Wobec tego przy każdym zwrocie traciliśmy to. Kapitan zaczął szukać winnych tego. Wszyscy jak jeden mąż rzuciliśmy szczotki i biegiem pognaliśmy na dziób.Fook doookołaaaaa! I zaraz następnie ten saim głos dodał: . Winni okazali się przede wszystkim sternicy. latarnię morską lub jej światło. Piątego dnia jego humor uległ gwałtownej zmianie. nie! Nie może tak być! Zapędź wpierw Pytona pod pokład! . Kapitan zaczął szaleć. . Mieliśmy na stażu w tym rejsie oficera marynarki wojennej o gołębim sercu. Miał tak grobowy wyraz twarzy. nie dawały pożądanego rezultatu: wschodni wiatr nie pozwalał na przebicie się na szersze wody Morza Śródziemnego.FREGATAMI. na kursie south przed bukszprytem mrugało do nas światło latarni morskiej Alboran. cośmy zyskiwali przez sześć godzin posuwania się. gdy cała załoga stała przygotowana do brasowa-nia foka. jak trzymać M! Nie dokończyliśmy słuchania opinii o naszej pracy. oraz wszyscy uczniowie. iż podjął się on opieki nad kilkoma gołębiami. że nic nie umiemy robić. Strasznym głosem obwieszczał nam. Do naszego przybytku zastukał uczeń nawigacyjny z radosną wieścią. to jest obrócenia wszystkich rei na przednim maszcie za pomocą lin zwanych brasami.

ukazał się na pokładzie kapitan. Po śniadaniu ci. Przed wielu laty został. Wyciągnięcie go musiało kosztować Pytona niemało trudu. . odlany z żelaza. Pierwsza wachta cierpliwie znosiła niepochlebne opinie o swojej pracy głośno wypowiadane przez kapitana. Mundur wyglądał tak. prostopadle do lewej burty statku. służył do zwiększania kąta pomiędzy końcami rej a miejscem zamocowania brasów. o tyle druga . by pilnować naszego sterowania. że szał Pytona doszedł do szczytu.As! dwaa! as! dwaa! Po każdym "dwaa!" słychać było szurgot czegoś posuwanego po schodach.Chalera. bo do "as! dwa!" Pyton dołączał jeszcze "chalera".Nu. południowym słońcu zmieniała kołnierzyk i krawat w miękką szmatę. Ten olbrzymi. nakrochmalony mundur. Wołał trapowego i wielkim głosem rozkazywał: . stale east! Po południu wydało się nam. Kapitan ukazywał się po pół godzinie na pokładzie przebrany oraz wykąpany i znacznie spokojniejszy. Praca w upalnym. Zgięcie było znikome i nikomu w niczym nie przeszkadzało. W porcie. z wyjątkiem kapitana. Zrozumieliśmy teraz jego intencję: postanowił na wzór dawniejszych kapitanów spędzać noce na pokładzie. nim ktokolwiek zdołał się zorientować. siadał okrakiem na relingu i zwracał się do trapowego: .lekko zgięty.Przynieście młot z maszyny! Ubrany w biały. Wróciliśmy do roboty. ponieważ pierwszy raz zobaczyliśmy czcigodny antyk na statku. żeby wiatr się zmienił!". Przez godzinę słychać było donośne "as! dwaa! as! dwaa!". Był jednym z tych. Z okrzykiem: "Chalera! Trzeba złożyć ofiarę. Musiało to być coś bardzo ciężkiego. Pierwszą ofiarą padał trapowy. i cisnął ją za burtę. długości około pół metra i grubości ramienia. doczekaliśmy się szóstego dnia bezustannie wiejącego wschodniego wiatru. ciężki fotel był dotąd schowany w którymś z prywatnych schowków kapitana. tuż pod relingiem. Z odgłosów dochodzących teraz z wnętrza żaglowca można było wnioskować.Akurat gdy już wszystkich ogarnął zapał do pracy. . Wszyscy wiedzieli. Kapitan sam sobie podawał komendy zazwyczaj jedynie w porcie. rzuciliśmy szczotki i pędem zbiegliśmy po trapach prowadzących na śródokręcie. którzy zajęci byli w pobliżu rufy.As! dwaa! as! dwaa! Głos dochodził z dolnych pomieszczeń na rufie. w sztywnym kołnierzyku i krawacie. Wąs ten.podnosił młot oburącz nad sobą i na "dwaa!1' . gdy ich obecność była tam konieczna. usłyszeli znajomy głos kapitana. Były to chwile wielkiego wypoczynku na statku. by skryć się pod bakiem. Fotel pamiętał chyba jeszcze siedemdziesięciolecie dziewiętnastego wieku. komenderującego donośnie sobie samemu: .Chalera! Naprawdę się boją! Odwróciliśmy się i zobaczyliśmy naszego kapitana wchodzącego do pomieszczeń oficerskich. Po godzinie kapitan wyglądał jak wyciągnięty z wody. zabrudziłem się! Ale wąs troszeczkę wyprostowałem! O ile pierwsza uwaga była słuszna. bez komendy.Chalera! Dlaczego młot od maszyny leży na pokładzie?! Godzina wypoczynku minęła. Czekając na skutek tej ofiary. w których dawniejsi kapitanowie żaglowców spędzali niekiedy dnie i noce na pokładzie.opuszczał go na wąs. Wiatr wciąż nie zmieniał kierunku: east. gdzie jest kapitan.mocno przesadzona. nabytą za pieniądze z trudem oszczędzane przez kilka lat. jakby był zanurzony w brudnej wodzie. jeśli kapitan miał czas wolny i spotkał się z wąsem. Szósty dzień rozpoczął się również od cicho nuconej pod nosem piosenki "Pyton szaleje". natychmiast zabierał się do jego prostowania. że Pyton coś wlecze. . a wąs nie wyprostował się ani o milimetr.As! dwaa! Chalera! Jeszcze parę "as! dwa!" i na pokładzie zobaczyliśmy Pytona wraz z olbrzymim fotelem. Doszedł nas radosny okrzyk: . Na jego widok. z okazji "spotkania się" z wąsem od brasów foka z lewej burty. Umieszczony był na śródokręciu. Kapitan zadowolony z siebie zeskakiwał z relingu i monologował: . zerwał z siebie wspaniałą olbrzymią lornetkę. . dawajtie młot! Następnie z okrzykiem "as!" .

. Pozostały zegarki. Nieszczęścia tego rodzaju może na przykład spowodować nieopatrzne. Pyton drapał maszt i gwizdał z wściekłością coraz głośniej. Nareszcie winowajca został odnaleziony. Już nic gorszego być nie mogło! Lekarze okrętowi. na wzniesionych rękach Pytona. Na żaglowcu panowała radość i cisza.razem wziętych. więc pobyt na naszym żaglowcu uważał za dodatek nadzwyczajny do życia. Wolno podszedł do burty. Nasz pierwszy lekarz okrętowy liczył sobie około siedemdziesiątki. Ale budzik chodził.Co doktor pisze?! . Nigdy nie doszliśmy. nie wytrzymując nerwowo. .podejrzliwie zapytał. jakiej otwarcie żądać było niepodobna. człowiecze! . Czynił to już od sześciu dni i nie było w tym nic nadzwyczajnego. Za chwilę radosne "as! dwaa!" obwieściło wszystkim. Chyba że ktoś. Najlepszy byłby duży budzik. że zostanie jeszcze kilka zupełnie "niepotrzebnych" kółek. którzy godzili się podróżować na sześćdziesięcioletnim żaglowcu pozbawionym chłodni. tym większa była radość Pytona.zawył Pyton.mówił do chorego ucznia z bolącym zębem.. że przyczyna niepomyślnego wschodniego wiatru została utopiona w modrym Morzu Iberyjskim. Potem zjawiał się ze zreperowanym przyrządem w ręku i mówił: . kobiety i księdza . Więc może ktoś przed wyjściem z portu sprowadził na pokład statku jednocześnie kobietę i księdza? Albo idąc na statek spotkał czarnego kota lub nie zapłacił kobiecie w porcie? Wszyscy zachodzili w głowę. Strach i panika ogarnęły nas wszystkich. Na razie wszyscy zaczęli gorączkowo dociekać przyczyny nękającego nas wiatru. Gwizdanie na żaglowcach jest wyklęte. jakiej był specjalności. Czy ktoś ofiaruje się dobrowolnie zepsuć swój zegarek i dać go Pytonowi do zreperowania? Z góry było wiadomo. co tylko ujrzał zepsutego. Im bardziej skomplikowany mechanizm dało się nam podsunąć mu do reperacji. Ale nikt już takiego środka nie posiadał. . co ją otrzymałem od sławnego profesora. sprowadzi największe nieszczęście i zagładę statku. że należy tę rubrykę zostawiać nie zapisaną aż do osiągnięcia celu.Toć ja mam jeszcze pigułkę.Aaaaaaaa! . musieli być lekarzami odmiennymi od innych. podobny był do cyklopa zamierzającego cisnąć głazem. W nocy przed bukszprytem odkryło się jak zwykle światło latarni morskiej Alboran. gdzie obowiązująca dieta przeczyła wszystkim zaleceniom higieny i medycyny. Życie miał już poza sobą. Jeśli nie przestanie. Nic się przecież nie dzieje bez przyczyny. Trzymając tak ten gigantyczny fotel nad głową. przez kilka dni nie było go widać na pokładzie. Kolejny pacjent. Ale tego dnia Pyton ważył się na rzecz najstraszliwszą na żaglowcu: zaczął jednocześnie gwizdać! Gwiżdżący kapitan! Było to wyzwanie rzucone nieszczęściom. nie zapłaconego rachunku. . swój zegarek? Jedynym ratunkiem było podsunięcie Pytonowi zepsutego zegarka. Na uśmierzenie Pytona istniał tylko jeden niezawodny środek. otrzymywał drugą połowę tej samej . Na naszym żaglowcu były to twory najdziwniejsze w świecie. . . Na ponowny okrzyk "as! dwaa!" fotel znalazł się wysoko u góry. którą uczeń za drzwiami ambulatorium wyrzucał od razu za burtę. Pyton reperował wszystko. kto może być winowajcą? Nagle gwiżdżący Pyton coś zobaczył! Przestał gwizdać i skoczył w kierunku uczniowskiej kabiny nawigacyjnej. Obecnie jednak byliśmy od paru miesięcy w morzu. Człowiek na żaglowcu piszący w czasie podróży list był gorszy od czarnego kota. Siódmego dnia z samego rana Pyton rzucił się do masztu i zaczął skrobać go pazurami od tej strony. W epoce luksusowych parowców lekarze. na której w cieniu sztaksla siedział nasz lekarz okrętowy i pisał. Ale w naszym dzienniku okrętowym rubryka ta jest pusta. Czy ulituje się ktoś nad naszym starym statkiem i ofiaruje.odpowiedział spokojnie lekarz. I oddawał połowę tej bezcennej pigułki. Przejdzie ci ból natychmiast.Spotkał nas jednak zawód. Toć to ja ci dam jej połowę. Zepsuty.Toć to. z której chciał dostać wiatr. uczyni ofiarę. uczeń skarżący się na boleści żołądka. chalera! Niepotrzebnie tyle części napchali! Pytonowi zostawało zawsze kilka kółek. duży budzik położony na ścieżce Pytona zapewniał niekiedy parodniowy spokój i dobry humor kapitana.List .Durni. Dziecko wie. Zapas budzików przywożonych z urlopów już się wyczerpał. Metodę leczenia miał sprowadzoną do jednego tylko typu pigułki. przedwczesne wpisanie do dziennika okrętowego portu przeznaczenia. Zapominał o jedzeniu i piciu.

Najodważniejsi z nas powiadomili Pytona. Co chwila któryś z nas podchodził do burty. Wiatr odszedł i przeszedł na west. Następny lekarz był ginekologiem. Na to wszyscyśmy się zgadzali. który teraz wpadł w oko Pytonowi. Co do niego zgodni byliśmy. który odważył się gwizdać skrobiąc maszt.. że uciekła mu okazja natychmiastowego ukarania winowajcy i ofiarowania jego ciała morzu.po wykryciu przyczyny . Następnie oglądał się krytycznie. on inaczej i polewać się wodą nie potrafi. że to idiot jeden! Jeżeli on pisze listy w morzu.Jakaś dziwna woda. poza swoje plecy. Gdy spostrzegł. Cha! cha! cha! Od razu wstąpiła w nas wiara. . gdy na śródokręcie wpadł Pyton trzymając W ręku winchester. .Chalera! Jak jest coś śmiesznego. Obaj . młodość i czas. że nigdy już więcej listów pisać nie będzie. jak na każdym porządnym żaglowcu gotowym do stłumienia buntu załogi. że lekarz uciekł mu "spod muszki". zgodziliśmy się go schować. wobec czego cztery statki młodej kompanii okrętowej rozpoczynały i kończyły swą podróż w Gdańsku. sprawdzał dłonią i mówił do siebie: . Chcąc usposobić łagodniej kapitana opowiedzieliśmy przy okazji Pytonowi o sposobie polewania się doktora wodą.ryczał. Doktor usiłował nas naśladować. czego jest sprawcą i co go za to czeka zrozumiał. bylebyśmy go ratowali! Ledwie zdążyliśmy przywalić doktora hamakami w międzypokła-dzie. Na naszym żaglowcu czuł się wspaniale. Na przykład w tej podróży upalne dni nie należały do rzadkości. . Lekarz. iż czeka go śmierć. Wrzeszczał. port macierzysty Gdańsk. Całkowicie na to zasługiwał za nasze męki wycierpiane od Pytona.wiatr musi się zmienić. wyciągał pełne wiaderko i oblewał się słoną wodą. tak że nigdy ani kropelka nie padła na jego ciało.głośny ten okrzyk przeniknął do świadomości marynarzy pokładowych przez uchylone drzwi kubryku wbudowanego .Ale ja znajdę go i zabiję. Pyton. i tylko pod warunkiem.Chalera! Zastrzelę! Natychmiast zastrzelę! . Na rufie miał wypisaną nazwę: "Rewa". że nigdy już czegoś podobnego nie uczyni i na żadnym żaglowcu nie napisze ani jednego listu przed przybyciem do portu przeznaczenia. które nie dostały wody.i rączo pobiegł w stronę rufy. w pomieszczeniach oficerskich. jeśli nam przysięgnie. nie istniało u nas na statku. jakbyśmy byli gołębiami. Do momentu wylania na siebie wody wszystko robił dokładnie jak inni. rzędem w stojakach stały karabiny.w dziób statku przed masztem. Komenda wzywała na manewry załogę starego parowca dawnej angielskiej kompanii okrętowej Ellerman i Wilson.dostawali zresztą także zwolnienie od robót. jak wśród swych pensjonariuszy. SIEDMIU Z MEKSYKU Otacje manewrowe! . Gdynia była wówczas jeszcze w powijakach. Na rufie. Pomimo to dla nas pozostawał trochę dziwny.Nu. to nigdy mnie nie pokażecie! I dodał już spokojniej: . podniósł wrzask niesamowity. ja tak i mówiłem. ponieważ winchestery służyły jedynie jako ozdoby wejścia do kajutkompanii i nikt nie miał do nich naboi. czerpaliśmy wodę zza burty płóciennym kubełkiem uwiązanym do linki. Jestem zupełnie suchy! "Aaaaa!" Pytona zmieniło się we wrzask radości z odnalezienia wreszcie przyczyny nękającego nas wschodniego wiatru. że chce zapewne radykalnie odpocząć. Następnego dnia Pytona można było przykładać do rany i cały dzień dbał o nas tak. na którą zasłużył. że do końca podróży listów w morzu pisać nie będzie. nu. ponieważ to. Pyton był w pierwszej chwili zachwycony. by się więc nieco ochłodzić. Wieczorem nie ujrzeliśmy już światła latarni na wyspie Alboran. Gdy poinformowaliśmy lekarza. Sami z radością przeciągnęlibyśmy lekarza pod kadłubem statku.Uciekł mi! . co umiał leczyć. że teraz . Ale co zrobi z nim Pyton? Postanowiliśmy natychmiast schować lekarza. Pyton złapał karabin i pędem rzucił się na pokład.. że wytłumaczyliśmy lekarzowi. Przysiągł skwapliwie. ryknął teraz: . Statek ten obecnie podnosił na grotmaszcie flagę kompanijną PolskoBrytyjskiego Towarzystwa Okrętowego. To ostatnie słowo było najzabawniejsze. niegdyś najbardziej modny typ karabinu na żaglowcach. Później wznosił kubełek nad głową i wylewał wodę. ale natychmiast potem ryknął na nas niespodziewanie: .prócz pigułki .pigułki i zażywał ją w identyczny sposób co poprzednik. był psychiatrą ze słynnego na całą Polskę zakładu w Tworkach.podobnie jak na dawnych żaglowcach . Leczenie uczniów oparł na swej głębokiej wierze w nasz romantyzm. która to kara pochopnie była dawniej stosowana na żaglowcach.

następnie zamknięcie i zaklejenie przez tę samą ekipę drzwi. ."drugi" był wyraźnie wdzięczny za spokojne manewry. powiedział: . rozradowany. czy mogę wziąć drugiego papierosa dla brata? . Ze stanowiska między dwiema szalupami nad pokładem rufowym drugi oficer nie widział. Do deszczu i ciemności dołączył się wiatr. Dla załogi fumigacja oznaczała dzień odpoczynku. a których zaledwie zdołał zobaczyć przechodząc koło nich. do których kurs prowadził przez Kanał Kilońskł. przez które wyszła z pomieszczeń.czyli linie podawanej z dziobu. Drugi oficer poczuł się bardzo samotny w czarnej wilgotnej nocy na nieznanym statku wśród obcych ludzi. Jak będzie wszystko zrobione. to powiem panu porucznikowi. co się dzieje przy windzie manewrowej i co robi trzech marynarzy. Idąc po raz pierwszy na swe stacje manewrowe na handlowym statku zobaczył trzech starszych marynarzy. Nowy drugi oficer zajął swe stanowisko na rufie.Proszę bardzo. prusaków i innych karaluchów słowo oznaczało zaklejenie papierami wszystkich otworów prowadzących do wnętrza statku i rozrzucenie przez specjalną ekipę we wszystkich pomieszczeniach substancji wytwarzającej śmiercionośny gaz. w jakim kierunku należy powtarzać usłyszane z mostku rozkazy podawane mu przez rozdzierającego sobie płuca trzeciego oficera. żeby sią nauczyć robót marynarskich i zostać w przyszłości marynarzem. Szósty starszy marynarz piastował godność sternika manewrowego i stał przy sterze na mostku. W tym wypadku było to wyjście "Rewy" w swój kolejny rejs do Hull i Londynu. Drugi oficer nie miał wątpliwości. które łączyły statek z lądem. co kazali. Gdy marynarz zameldował porucznikowi. my na dole lepiej słyszymy rozkazy z mostku.jeden marynarz i dwie połówki. wydali mu się więcej niż zabawni. przez które przechodziły do swej komory łańcuchy kotwiczne. Podczas jednego z następnych rejsów w Hull musiano przeprowadzić fumigację. kolejno przeciskali się przez wąskie drzwi prowadzące na pokład. Ciemności "choć oko wykol".Panie poruczniku. Byli to właściwie . że ten jeden waży tyle co tamtych dwóch razem. ale skierowanej ku rufie i służącej do zatrzymywania statku idącego do przodu wzdłuż nabrzeża. Mżył drobny deszcz. że wszystkie liny na rufie. Marynarz. Ludzie sprzed masztu. zamknięty w metalowym pudełku łodzi podwodnej. że "rufa czysta" to znaczy. poderwali się z ławek ustawionych wokół żelaznego piecyka umocowanego pomiędzy rurami. że wszystko poszło bez zająfcnienia. nie wiedząc. który za każdym razem nieodmiennie prosił o drugiego papierosa dla brata.Dobrze. Podczas stacji manewrowych na dziobie przy kotwicy stawał starszy oficer z cieślą i z dwoma starszymi marynarzami. Stacje manewrowe zapowiadały wyjście lub przyjście statku do portu. przy szprin-gu dziobowym . że gdy usłyszał okrzyk: "Można zejść z rufy".odpowiedział drugi oficer. głosiła. Wieść.Panie poruczniku.Starsi marynarze. ."drugi" tę wiadomość oznajmił kapitanowi wesołym głosem. W kubryku przed masztem mieszkało sześciu marynarzy i chłopak do ich obsługiwania. Dziękuję . Tak się od tych pierwszych manewrów drugiego oficera ustaliło. Naraz usłyszał blisko głos jednego z trzech marynarzy: . 37 W tym okresie pływało się na dwie wachty. Był to pierwszy dzień pobytu nowego "drugiego" na "Rewie" i pierwszy na handlowym statku. wyciągnął pudełko z papierosami i podsuwając je wysokiemu marynarzowi. również wychodził do pracy na pokładzie. Straszne to dla szczurów. że do jedynej jego funkcji na nich należało częstowanie papierosami wysokiego marynarza. która dotarła do kubryku przed jego zjawieniem się na manewrach.Zapalcie. są już na pokładzie . a pan tylko krzyknie na mostek. biorąc jednego papierosa z pudełka. Stał zagubiony w ciemności nocy. Był tak wdzięczny za doznaną przysługę. czuwał bosman z chłopcem okrętowym z kubryku. wciągając grube robocze rękawice. Kapitan z trzecim oficerem na mostku rozdawali rozkazy na dziób i na rufę. Dochodziła godzina dwudziesta trzecia. Proszę bardzo .drugi oficer z trzema starszymi marynarzami. Manewry przebiegały szybko i sprawnie. zapytał uprzejmym głosem: . gdy skończył karmienie marynarzy i sprzątanie kubryku. którymi ma "dowodzić". na rufie . siedzący w kubryku. Chłopak. że dotychczas pływał jak sardynka w oliwie.

Załoga przyjęła więc z radością zapowiedź jednego dnia wolnego od pracy w obcym porcie. różnokolorowej słomki. że o dziewiątej minut trzydzieści zbierają się przed wejściem do six-pensu. Pozostawało jednak po takiej papudze coś w rodzaju chęci zemsty. w najlepszym wypadku wieczorem. Ale sześciu sprzed masztu przez cały rejs zazdrościło posiadaczowi cudnego kwiecia. Fakt ten jednak podniósł bardzo na duchu całą siódemkę. rączo ruszyła do tearoomu na śniadanie. Taką samą wartość według ludzi sprzed masztu posiadały również najwspanialsze obrazy. Kupowano więc najbardziej niepotrzebne przedmioty. To się dopiero nazywało życie! 38 Siódemka sprzed masztu po zakończeniu swych prac. zanim nie uprosili któregoś ze stewardów lub palaczy wychodzących na ląd. o wszystkich kolorach tęczy meksykańskiego kapelusza. . czego nikt inny jeszcze nie kupił na statku. jaką przedmiot ten dla niego posiadał. Wiele było zadawnionych porachunków i obiecanych sobie aktów zemsty. To było bardzo zabawne. potem zakupy w SIX-PENCE (był to olbrzymi magazyn Woolwortha. Sześciu ich jednocześnie zawołało: . Jeśli jeden z siedmiu kupił sobie kołyszącą się na drążku papugę z kolorowej masy. Wszystkie te bezużyteczne przedmioty wzbudzały w celnikach gdańskich odrazę. Tym bardziej. że śniadania na statku były zawsze znaczenie lepsze od zjedzonego na lądzie. Za chęć powąchania "cudnego kwiecia" w klapie marynarki ogarnięty tą żądzą człowiek płacił zalaniem mu oczu wodą. To jednak nareszcie było coś. jakiej jeszcze inni nie posiadali. Dalszy program tego cudnego dnia przewidywał odniesienie zakupionych w six-pensie skarbów do budki znajomego dozorcy przy nabrzeżu. gumową rurką. Poraził on całą szóstkę widokiem swego olbrzymiego. by razem odnieść pod statek zakupione przedmioty. to pozostałych sześciu nie spoczęło. Każdy z marynarzy bez wahania oddałby znaczną część dobrze nawet płatnych nadgodzin w zamian za możność odpoczynku. Znajdowało ono wyraz w wielkim niekiedy wysiłku. na przykład za kupioną małpę z bananem zawieszoną na długiej gumce lub za kwiat do klapy marynarki. Jeśli czasem młody i niedoświadczony celnik usiłował oclić wynoszony ze statku taki przedmiot. Reakcja sześciu marynarzy była jednakowa. Okazało sią. To kupowanie w six-pensie stało się na "Rewie" nałogiem.w dzień. by im koniecznie identyczne kupili. W kubryku przed masztem również nikt temu nałogowi nie potrafił się oprzeć. w którym każdy przedmiot nie 'kosztował więcej niż sześć pensów. by wyszukać i kupić sobie w ostatniej chwili przed wyjściem statku taką rzecz. czyli około pięćdziesięciu naszych groszy polskich).obiad w restauracji. hazardem i rywalizacją w kupieniu czegoś takiego. Cała siódemka sprzed masztu omawiała dokładne wykorzystanie każdej chwili wolnego dnia. nie obce nawet ludziom sprzed masztu. jego właściciel nie wahał się nigdy przed znaczeniem go. Ach! Cóż to był za kapelusz! Średnica jego miała chyba przeszło metr.Gdzieżeś to dostał? Po upływie kilku minut cały Hull podziwiał siedmiu Meksykań-czyków chroniących swe opalone twarze przed anemicznym tego dnia angielskim słońcem pod bajecznie kolorowymi kręgami oryginalnych meksykańskich kapeluszy. pozbawiając się tym samym jedynej wartości. której pozostałych sześciu nie miało. Nie chcąc sią 'zgubić w tak uroczystym dniu. wreszcie zakupy na targu owocowym i wymarsz z nimi na czterogodzinny seans w kinoteatrze. przebrana do wyjścia. zanim w następnym rejsie nie zaopatrzyli się w podobny. Po zwiedzaniu . Fumigacja w Hull stwarzała okazję rozkoszowania się kupowaniem bez pośpiechu właśnie takich rzeczy. Trudno było nabyć coś bardziej niepotrzebnego i bezużytecznego na 'statku w tych warunkach. że był to piękny dzień wiosenny. Przede wszystkim śniadanie w przyzwoitej kawiarni. która nareszcie zaczęła szaleć w six-pensie. gdy zjawił sią na zbiórce ostatni z siódemki. następnie zwiedzainie miasta. siedmiu sprzed masztu umówiło sią. Była godzina dziewiąta minut trzydzieści dwie. giętkiej. a wykonany był z lekkiej. Miasto dotychczas było widywane wyłącznie nocą. z którego tryskała woda za pociśniąciem ukrytej w kieszeni gumowej gałki z doprowadzoną do niej od kielicha cienką.Służba na dwie wachty na tym statku była w istocie rzeczy niekiedy osiemnastogodzinnym dniem pracy. parków i okolic . Wartość tę określano jako "radość oczu moich".

.pienił się "starszy".Jak to? Nie szliście w siedmiu po szosie? Przez pola? .zacierali z uciechy dłonie. nadjeżdżał olbrzymi. podobnie jak i z tyłu> wobec czego starszy oficer nie domyślał się. any way. Zawrzały dusze. W środku drogi na tych pustkowiach siódemka w meksykańskich' kapeluszach spotkała drugiego oficera idącego do miasta. że przeklęli swój statek i Byli gotowi zejść z niego. Droga do doku. jak znika obraz na ekranie. . . i zupełnie niezasłużonymi robotami . Walka o urok życia na ziemi. a już cała siódemka zdołała wskoczyć do samochodu w momencie. Gdy siedmiu sprzysiężonych wróciło wieczorem na "Rewę". Po prostu nie ma go i już. że tylko przygotowana na wszystko siódemka mogła zdecydować się na karkołomny i samobójczy skok zespołowy. musiał on już dojrzeć swe ofiary. w którym stała "Rewa". Powodowany niewygasającym uczuciem wdzięczności za ułatwione życie podczas 39 manewrów. jeszcze nie zabudowane tereny i przecięta była w paru miejscach nowo budującymi się arteriami komunikacyjnymi. Czarna rozpacz. Zachwycony szofer dodał gazu. I naraz.Nie zdradźcie się. która ogarnęła "siedmiu sprzed masztu. prowadziła przez rozległe.mówił "starszy".Wy . gdy ci wyjaśnili im przyczynę. byle nie pozwolić na przekreślenie programu jednego z najpiękniejszych dni na "Rewie". W uśmiechu każdego widać było prawdziwą radość i wdzięczność za tę tęczową smugę na pokrytych codziennością ulicach. . Przeszukałem całe pole. Drugi oficer . Nie upłynęło więcej czasu niż trzeba wymówić: Robinson Cruzoe. Posiadacz tajemnicy najbliższej przyszłości dogonił szóstkę zwiastując im piekielną nowinę. Gdzieście się podzieli. Robotnicy byli zachwyceni sprawnością tej tęczowej smugi.spytała siódemka chórem.Widziałem was doskonale. Twardy jednak diabeł z tego waszego starszego oficera.było to pierwsze zdanie. cieszyli się razem ze swymi tęczowymi pasażerami. serca i umysły. uśmiechając się do tęczowych meksykańskich kapeluszy i do zawiedzionych nadziei starszego oficera. . gwałtownego wtargnięcia bez pytania do ich samochodu.mówił drugi oficer.poczuł sią naraz bratnią duszą idącej na statek siódemki. zieleni i kwiatów. Pędził tak szybko.Na ulicy spotykani przechodnie uśmiechali sią do tak niezwykłej siódemki. Miała to być walka o swobodę. pytam? Położyliście się na ziemi i zakopali? Co? Bo tam rowów nie ma. żeście mnie spotkali . która wdarła się tak błyskawicznie na ich samochód. Na pohybel z nim! Siódemka postanowiła złożyć niesione przedmioty w najbliższym domku i nie pokazywać się na statku aż do zakończenia fumigacji. .O kay boys! It's junnyl Hard devil your chief. __ Dlaczego uciekliście??? . by znaleźć się jak najdalej od tego piekielnika. O boy! O boy! . że starszy oficer oczekuje na nich przy burcie "Rewy" z wyniesionymi na jego polecenie przez ekipę gazującą "potami" czarnej farby i pędzlami. którego cały bok zwrócony do nadchodzących Meksykańczyków był odkryty. które po powrocie na statek usłyszeli od starszego oficera.Kto?? . Samochód miał od strony starszego oficera postawione wysokie obramowanie platformy. O Posejdonie kochany! Masz Ty swe dzieci w opiece! Autostradą.Byliście wszyscy siedmiu w meksykańskich kapeluszach. przecinającą ten kawałek życia pomiędzy katem i jego "ofiarami. __ My w kapeluszach? W meksykańskich? O czym pan kapitan mówi? Jakie kapelusze? . według "drugiego". Nie było wątpliwości. gdy ich mijał. Ależ to zabawna historia. specjalny ciężarowy samochód. była tak wielka. z przeciwnej strony spomiędzy domów ukazał się ten piekielnik z rozkazem na ustach malowania z nabrzeża całej burty zafumigo-wanego statku. że pomimo znacznej od tego potwora odległości. że przeciwna strona obramowania była spuszczona. o możność oglądania jednocześnie słońca. odwołał na bok swego stałego odbiorcę dwóch papierosów i pod sekretem mu zdradził. Gdzie schowaliście się? Pytam raz jeszcze. Zhiknęli starszemu oficerowi z oczu tak. Dobra chłopcy. W chwili gdy dochodzili do przecinającej ich drogę nowej autostrady. by zatrudnić całą siódemkę sprzed masztu malowaniem z nabrzeża burty starej "Rewy". Obdarzeni poczuciem łiumoru. Ludzie stojący w samochodzie skończyli właśnie przed chwilą wysypywać żwir na krawędź budującej się autostrady. . tylko śmierć mogła każdemu z nich wydrzeć tajemnicę tęczowego nakrycia głowy.obarczany często przez starszego oficera dodatkowymi.

w którym wydawało mu się. Po wielu miesiącach nudnej służby drugi oficer usłyszał. kiedy nasz "starszy" miał widzenie siedmiu z Meksyku. patrząc na nich. . że nad brzegami strzeżonej przez nich rzeki pojawił się słynny mag z Tybetu. ten uśmiechnął się dobrotliwie. sądziliście. której pewien brak wykazali w korpusie. zresztą nie potrafiliby się tak szybko zakopać w olbrzymich kapeluszach. Mówiący zawsze udawał. nawet lotnych piasków. jak widzenie starszego oficera. Wybuchła pierwsza wojna światowa. który . posyłano tam nowo mianowanych oficerów dla "uzupełnienia ich wyobraźni". że pomimo tak wczesnej pory miał już w sobie siedem głębszych. teraz nie posiadali się ze zdumienia słysząc. dosłownie natychmiast słyszał takie. iż starszy oficer go słyszy. co o tym myśleć. iż podejrzewają "starszego". Jak wynikało. Czekały tam na nich dwa pisma. Naraz usłyszeli głos maga wzywający ich do siebie. ale i statkom. nie było żadnego wgłębienia. byle ten go nie zdradził przed "pierwszym". Drugi oficer na kilka lat przed wybuchem pierwszej wojny światowej znalazł się jako świeżo mianowany oficer na kanonierce rzecznej na pograniczu chińsko-rosyjskim. Gdy znalazł się tylko w zasięgu głosu jednego z siedmiu sprzysiążonych. Rozczarowani zawrócili na swą kanonierkę. Minęło kilka lat. czy ich widział. Wiedziony ciekawością. słyszał o kilku podobnych.było autentyczne. Gdy przedostali się do maga. Na wszelki wypadek coraz serdeczniej obdarzał wysokiego marynarza papierosami.Pewni. A może mu się przywidziało? Na całym polu.Widzę. że spotkacie tutaj niezwykłego człowieka.krzyczał rozwścieczony "starszy". Następnego dnia jeden z was umrze. któremu stale towarzyszyły olbrzymie rzesze ludzi. w pobliżu tego miejsca. z jego opowiadania. Obaj oficerowie doznali zawodu na widok bardzo zwykłej postaci maga siedzącego pod drzewem i popijającego herbatę. . Po wyjeździe stąd wiele lat nie będziecie się widzieli.To było wtedy. że nie wie. Na balu w kasynie marynarki wojennej w Kotce spotkali się zgodnie z przepowiednią. że długo już tutaj nie zabawicie. starszy oficer sam nie był pewien. Kolega drugiego oficera był w tym czasie na krążowniku "Pallada". a potem spotkacie się na wielkim zebraniu. zaliczając je do zjawisk nadprzyrodzonych. Jednego z nich przenoszono do Floty Bałtyckiej. żadnego rowu. drugiego do Floty Czarnomorskiej. Gdy ludzie sprzed masztu zaczęli znacząco na siebie spoglądać. z jakim go słuchali. niemniej jednak zasługiwało na jego uwagę . którzy potrafili w okamgnieniu rozpłynąć się w powietrzu. Drugi oficer skwapliwie zawsze potakiwał. i potwierdzało istnienie rzeczy nadprzyrodzonych. że starszy oficer chcąc nie chcąc -musiał sam opowiadać o swym widzeniu. namówił drugiego młodego oficera z kanonierki i obaj. starszy oficer zrezygnował z dalszego wypytywania o miejsce ukrycia się siedmiu ludzi w różnokolorowych. i to w meksykańskich kapeluszach.Przestańcie gadać głupstwa . że jesteście zawiedzeni. co mu się samemu raz w życiu przydarzyło niezwykłego. że ich w ogóle widział. lub podobne. Doszło do tego. że widział siedmiu Meksykańczyków. Otóż powiem wam. opowiadając chętnie o tym. którego będziecie mogli podziwiać.bezpośrednia przyczyna całego wydarzenia. młodzi oficerowie wrócili na kanonierkę. o metrowej średnicy meksykańskich kapeluszach. Ubawieni tym co usłyszeli. Od tej chwili życie starszego oficera na statku stało się udręką. przebrani za osoby cywilne. że ostrzegł siódemkę sprzed masztu o czekającej ich robocie w dzień fumigacji. które niekiedy przydarzają się w życiu nie tylko ludziom. zdanie: . że starszy oficer nie widział momentu wskakiwania do samochodu. Sam już nie wiedział. do której sączyły się z liści krople mżącego deszczu. Radość jego rosła propor40 41 nv cjonalnłe do ilości robót powierzanych mu przez "starszego" do wykonania.Przestańcie! Przestańcie! Rozumiecie?! Prócz naszej siódemki cichą satysfakcję z szerzącej się na statku wersji o przedziwnym widzeniu starszego oficera miał "drugi" . i powiedział: . dając <3o zrozumienia. Zbity z tropu pewnością siebie całej siódemki i zdumieniem. Zdarzenie to nie było może tak niezwykłe. poszli obejrzeć maga.

Widzieliście? .jak zwykle przed podawaniem posiłków. Ostatnie stacje manewrowe wysokiego marynarza. .Kogo.Widzieliście ich? .Ach. według chmurek statek leży na kursie.Widzieliście ich tak dobrze jak ja! . otworzył drzwi ł wszedł do wnętrza. . panie kapitanie? . . Na 1 sterze stał wysoki marynarz. nie przestając krzyczeć "TO ONI Z MEKSYKU". . . . co się dzieje z różą kompasową.Kogo.Jakiś pan przyjechał z interioru i chce się koniecznie z panem kapitanem widzieć. Starszy oficer odwrócił się plecami do dziobu i podszedł do sternika.Coś niedobrego dzieje się z różą kompasową.zameldował. Został storpedowany przez niemiecką łódź podwodną.My wszyscy sprzed masztu jesteśmy braćmi. .gorączkował się sternik. . Ja sam nie palę.rzucił się do niego "starszy".Panie kapitanie! . Nie czekając na dźwięk przyzwolenia. Prosił powiedzieć.Niech pan spojrzy. a pan kapitan akurat podczas tych zaburzeń przypomniał sobie znów tych siedmiu z Meksyku. Starszy oficer zamilkł. zapukał do kabiny kapitana. Po skończonych manewrach drugi oficer już z przyzwyczajenia częstuje go papierosami i pyta: .Tych siedmiu z Meksyku .spytał. Tylko drugi oficer niezmiennie częstował po stacjach manewrowych wysokiego marynarza dwoma papierosami. Gdy starszy oficer. Na pokładach nie było żywej duszy . Kiedy pan przestanie ich przypominać? Starszy oficer zamilkł zawiedziony i niepewny. Ach zapomniałem. . Taki młody. panie kapitanie? . .ludzie w tęczowych meksykańskich kapeluszach znikli szybko w kubryku. Niech pan popatrzy. Tajemnica siedmiu z Meksyku pozostawała nieprzenikniona. . . słuchając tego. by zajrzeć do kompasu .TO ONI! TO ONI Z MEKSYKU! Przed wejściem do kubryku stało siedmiu ludzi w olbrzymich. odwrócił się. Wiosenny wieczór miał się ku końcowi. . panie kapitanie. Na mostku stał starszy oficer.krzyczał starszy oficer do sternika.O! Znów pan kapitan zaczął mówić o tych siedmiu. Tutaj bywają zaburzenia magnetyczne. 42 43 . . tylko róża kompasowa latała jak oszalała. .Widzieliście ich? .. Sprawa siedmiu z Meksyku prawie ucichła. którzy są ze mną na manewrach na rufie. Nikogo nie widziałem. albo coś się dzieje niezwykłego z różą kompasową. jakie miał starszy oficer.ryczał w furii starszy Oficer. którym przed chwilą rozruszał różę kompasową na znak dany z kubryku..Panie kapitanie. że jest dziennikarzem. dla którego braliście zawsze papierosa.Co się stało? . a papierosy brałem dla tych.Co to będzie z panem kapitanem? Znów się pogorszyło. Wielu ludzi z załogi zapomniało już o tym wydarzeniu pod brzemieniem nowych wrażeń i upływającego czasu.Siódma już. że jesteśmy na trawersie Arkony. aż straszno się robi.Nikogo nie widziałem. panie kapitanie . ale róża się kręci. gdy "Rewa" znalazła się w drodze powrotnej do kraju na długości Arkony. Na mostek wszedł trzeci oficer. . Przejrzałem całą listę załogi.wołał "starszy". Tymczasem na "Rewie" minął prawie rok od widzenia. Jutro schodzi na ląd.następnego dnia wyszedł w morze i którego już nikt nigdy nie zobaczył. Nikogo tutaj nie było. nie mający o niczym pojęcia. panie poruczniku. panie kapitanie.wzburzonym głosem mówił sternik chowając do buta magnes.spytał "trzeci".Powiedzcie na pożegnanie. Starszy oficer rzucił okiem przed dziób i naraz zakrzyknął wielkim głosem: .Albo statek nie słucha steru. NIE DOKOŃCZONY REPORTAŻ Oteward.spytał zdumiony sternik. który kończył swą wachtę. . różnokolorowych kapeluszach meksykańskich. gdzie jest wasz brat. panie kapitanie . Promienie zachodzącego słońca oświetlały wejście do kubryku przed masztem.zawołał nagle. . . znów pan zaczął o tych Meksykańczykach. niosący szklankę z ciepłą wodą do golenia. ale nigdzie go nie znalazłem. Nie uratował się ani jeden człowiek z jego załogi. Róża jeszcze się nie uspokoiła .

nie wrócę do redakcji z pustymi rękami.przemknęło mu przez myśl. trzeci oficer. że dzielimy się z nim na razie tylko tym. Rozumiem. wnoszący wazę. może nawet działami. który go uprzednio spotkał przy trapie i zaprowadził do salonu. Steward wniósł dużą wazę i postawił ją przed kapitanem. »2yją jak zakonnicy. Woda.nie wrócę z pustym notesem. Ostatni wszedł kapitan i poprosił wszystkich do stołu. okrągłym oknom w mosiężnych pierścieniach. Coś zupełnie odmiennego niż na lądzie. raczej . Nowe miasto. Przyjechałem. . Idąc śladami Conrada. w odróżnieniu od brała. Dej Starszy zgadzał się z Napoleonem. Wzrost kapitana usprawiedliwiał jego popularny przydomek "Długi".Hmmm. gładząc swe . . sposób zachowania się oficerów i kapitana. Starszy swą karierę morską rozpoczął na żaglowcach. Czy zechce mi pan kapitan umożliwić poznanie życia okrętowego z tej strony? .. ale nasi czytelnicy spragnieni są wiadomości o morzu. że człowiek znający dwa języki. Czy stosuje pan kapitan do nich karę chłosty. o życiu na statkach. ale jestem pełen podziwu dla tego rozmachu. Załodze udało się uratować. najwięcej z opowiadań Jacka Londona. że brnę przez pustynię piaszczystą. trafił na szumnie zwany long-courrier oceaniczny żaglowiec marynarki francuskiej. poznać każdy szczegół życia okrętowego.. Dziennikarz wyjął notes i skwapliwie notował w nim każdy dostrzeżony szczegół."Hm" kapitana skwitowało meldunek stewarda. czynił to. Z zaciekawieniem zajrzał do wazy. Dziennikarz z zaciekawieniem przyglądał się ścianom salonu wykładanym drzewem. Zostawię pana na razie samego. panie kapitanie. Steward. Nazwisko swe wywodzili od Deja z Oczakowa. ale nie spodziewa. na którym zdążył zobaczyć mijającą epokę olbrzymich żaglowców. Jeśli pan kapitan pozwoli mi przebyć jeden dzień na statku. panie kapitanie. Czy tak samo jest trudne? Czy rzeczywiście John Barleycorn jest duszą marynarza? Czy opanowanie załogi również i tutaj napotyka na takie trudności? Wyobrażałem sobie.Biskajach." liśmy się takiego gościa . dlaczego niektórzy nazywają Gdynię POLSKĄ CZTERDZIESTĄ MILĄ lub polskim KLONDIKE.Za chwilę będzie śniadanie. uśmiechając się pod płowym wąsem. Nie mogłem na razie dojrzeć szklanych domów Żeromskiego. Za chwilę zjawił się niosąc na półmisku kromki razowego chleba. . wart jest tyle co dwóch ludzi i wartość samego siebie mógł już szacować na sześć i pół człowieka.odezwał się kapitan.mruczał młody kapitan. Tych najtrudniejszych. znanego jako Dej Młodszy. a tu zobaczyłem tylko czarne burty i komin.Hm .Trzeci oficer posadził go w salonie. Byłem tym trochę rozczarowany. by napisać reportaż z życia na statku czy na okręcie. Co prawda miałem złudzenie. o Gdyni. drugi oficer i pierwszy. zanim dobrnąłem do tego basenu. jak gdyby celebrował jakiś obrządek od wieków ustalony. znany już dziennikarzowi. . który wielkim głosem wołał: "Baby mam nie oficerów. Kapitan opuścił salon. każdego majtka. szczególnie te najstraszniejsze typy "" czy charaktery.odpowiedział kapitan. Głębokie talerze i łyżki zainteresowały dziennikarza. że gdzieś już są. Była godzina pół do ósmej. .Wybaczy pan. .Pragnę. Myślę.Jestem po raz pierwszy w Gdyni. Nie o tym jednak chciałem mówić. że zobaczę okręt najeżony masztami i rejami. . co z miejsca ujęło młodego dziennikarza. wierzę jednak. już dwie doby jesteśmy w morzu i nie widziałem dotychczas krwi na pokładzie". 45 Nazywano go równteż Dej Starszy. Służbę swą na nim skończył na cmentarzysku żaglowców . Steward zniknął. Naturalnie . czym chata bogata i co stanowi nasz chleb powszedni. Wszedł steward i zaczął krzątać się nakrywając do stołu. gdy kapitan ukazał się reporterowi. również oficera marynarki handlowej. Po nim kolejno wchodzili oficerowie mechanicy. Raczej nowy port pionierów. Znamy je tylko z obcej literatury. Do salonu wszedł. Wybaczy pan kapitan. całą załogę. Dwumetrowej prawie wysokości kapitan przyglądał sią swymi niebieskimi oczami dziennikarzowi. W całym sposobie bycia oficerów i kapitana było coś uroczystego. Gdynia dla kraju jest tym samym co Dziki Zachód dla Nowego Jorku. że ujrzę jednak coś naprawdę ciekawego. przeciąganie pod statkiem? Czytałem niedawno o jednym kapitanie. że tak bezceremonialnie wdarłem się do jego sanktuarium. panie kapitanie. płowe wąsy. Kapitan musi być niesłychanie surowy" . potem pozna pan wszystkich oficerów i resztę załogi.

Pierwszy oficer podsunął głęboki talerz dziennikarza kapitanowi. Kapitan przecież powiedział "nasz chleb powszedni". którzy mieli broń nabitą i nie strzelali. zwracając się jednocześnie do dziennikarza: . że chciał rozpocząć z kapitanem ciekawą rozmowę na temat zrodzenia się tej tradycji czy zwyczaju. Wszyscy otrzymali posiłek z rąk kapitana. Nie jestem trochę przyzwyczajony do tego. popijając spirytus łyżkami. Załoga jak zwykle na postojach. zanim przez te nie zabudowane tereny dotrze do jakiejś restauracji. Dziennikarz poczuł się skrępowany zwyczajami na statku i postanowił natychmiast we wszystkim naśladować oficerów. że tyle godzin będzie musiał być głodny. Kapitan podsunął półmisek z chlebem gościowi. Nawet zjeść śniadania dziś nam nie dali spokojnie. miasto zostawił z prawej strony. Nie czuję się zbyt dobrze po całonocnej podróży w pociągu. Dziennikarz spostrzegł. 47 Gdy rozmyślał o tym. że się nie zatrzymał w hotelu. Spokojniej. Statek czekał na ładunek przy jednym z nowo wybudowanych basenów daleko od miasta. Co dzień od rana rozpoczynają swe życie od spirytusu z razowcem. dziękuję. OGIEŃ. a nie roznosił go steward. Bardzo mi jest z tego powodu przykro. kładąc ją koło talerza i czekając. Tak żebyśmy mieli czas nabić ponownie. Nie robił na nich żadnego wrażenia. Dziennikarz był wstrząśnięty wprost patriarchalnymi stosunkami na statku. kolty i takie pistolety. Jedli spokojnie chleb. jak pan widzi. w chwili gdy tak bezmyślnie rzucił się w kierunku dostrzeżonej z daleka sylwetki tego potwornego statku. proszę strzelać kolejno. których nigdy dotychczas nie widział. Ci oficerowie. Dech zaparło. W tej samej chwili kilku oficerów wyjęło pistolety i zaczęło strzelać w otwarte drzwi. by pójść do miasta przez tę pustynię. kule utkwiły w ścianie nad głowami oficerów.Nie smakuje panu? Nie wiedział. Kapitan był nie tylko symbolicznym żywicielem tych ludzi. Na obiad tutaj nie zostanie. Spojrzał przez łzy na oficerów. Dziennikarz uczynił to samo. dobre.Tak. Kapitan wyjął spod poły kurtki drugiego kolta. Kapitan zwrócił się do dziennikarza z uprzejmym zapytaniem: . "Najlepiej będzie wrócić na obiad na dworzec". Dziennikarz przypomniał sobie. z półmiska trzymanego przez kapitana.Przełykał szybko chleb. Wszyscy w milczeniu czekali. Co jednak teraz odpowiedzieć kapitanowi? . położył go na stole koło talerza i zajął się nabijaniem pierwszego-pistoletu. z takim namaszczeniem jak gdyby wydzielał każdemu ostatnią kroplę wody. Dlatego tak to wszystko celebrują. drzwi od salonu się nagle uchyliły i usłyszał serię strzałów. Kapitan wydobył spod stołu olbrzymiego kolta i dołączył się do strzelających oficerów. co odpowiedzieć. Steward padł na podłogę. Jak mu się wydawało. Jadłby teraz wspaniałe śniadanie. który spokojnym głosem wydawał rozkazy: . Z trudem łapał powietrze. aż kapitan napełni swój talerz. do tego menu. który sięgnął właśnie po olbrzymią łyżkę wazową. . oficerowie. Kolejno napełniał 46 podsuwane mu przez pierwszego oficera talerze bezbarwnym płynem. Oficerowie jedli w skupieniu i nie wykazali najmniejszego zainteresowania brakiem apetytu dziennikarza. tak jak siedzimy. Proszę niech pan się schowa za stołem. na którym ludzie od rana odżywiają się spirytusem i razowcem. a potem dopiero przyszedłby na ten potworny statek. aż kapitan postawi półmisek i weźmie sobie również kromkę razowego chleba. musimy ją trzymać w szachu za pomocą pistoletów. że gdy wyszedł z dworca gdyńskiego.. znów zaopatrzyła się w broń i.Nie wszyscy razem.Może dobrze by było. przy każdym z nich koło talerzy zamiast sztućców leżały mauzery. Wszyscy oficerowie wykonali to samo jak na komendę. Wymyśli sobie jakiś pretekst. Dziennikarz przysiadł za kapitanem. gdyby pan przysiadł za stołem na razie.. że wszyscy oficerowie byli uzbrojeni. Teraz każdy z nich zanurzył łyżkę w talerzu napełnionym po brzegi płynem i niósł ją ostrożnie do ust. by zmniejszyć palenie w gardle. ale kapitan właśnie ujął swą łyżkę i włożył do talerza. Dziennikarz rozmyślał nad tym. kończyli spokojnie śniadanie. Było to tak wzruszające. Co robić? Bezbarwny płyn to najczystszy spirytus. Ogień w gardle. Żałował. Pierwszy mechanik strzelał teraz z parabellum. po nim wzięli po kromce chleba. .

Dziennikarz. jeśli panu nie smakuje nasza strawa przeczysta.spytał. . wziął kromkę chleba i usiłował ją podnieść do ust. Cóż w tym dziwnego.zwrócił się do dziennikarza. . Oficerowie zbierali łyżkami z talerzy ostatnie krople płynu. Najwięcej żalu czuł do trzeciego oficera. Wszyscy bez wyjątku wydawali mu się antypatyczni z tymi dymiącymi rewolwerami w jednej ręce i łyżką spirytusu w drugiej. Zdaje się. Nic pan nie jadł. Jak się z tego okropnego statku wydostać? Odechciało mu się już poznawania oficerów.rozmyślał początkujący dziennikarz . podobnie jak i wszyscy oficerowie.zwrócił się do dziennikarza. że ci ludzie. Do jakiego stanu może dojść człowiek na morzu . Będzie pan głodny .Zauważyłem go. Na ten widok kapitan zostawił łyżką w talerzu. .Daliśmy im dobrą odprawę. ale jeść łyżkami spirytus..Czy telefon jest na statku.Kapitan dał ręką znak i przestano strzelać. że dostał . panie kapitanie? . korzystając z chwilowej ciszy. które szybko zamieniły się w sito. Gdy tylko steward zniknął w korytarzu. . . który z lubością znawcy oglądał kolty nabijając je ponownie. .Krążownik spod Somoslerry 49 p '•u p. Kapitan podniósł się pierwszy. Długa seria z parabellum oficera mechanika zagłuszyła słowa kapitana. Oficerowie. wypuścił z nich całą serię w drzwi tuż nad podłogą salonu. na kapitana rozkoszującego się tą zupą okrętową.. Dziennikarz przyglądał się z niechęcią kapitanowi. postanowił przedostać się do innych pomieszczeń. Tych opornych zapędzimy do ładowni.Tak jest bezpieczniej .żeby od rana już nawet nie chlać.Dziękujemy . . chwycił oba kolty i nie przykładając ich wcale do oka. Steward zerwał się z podłogi i przeszedł w róg salonu. tak by można było rozpocząć pracę na pokładzie.powiedział kapitan. jeśli chce pan o dziewiątej dzwonić. . .Skądże? W tym pustkowiu? Musi się pan jednak pospieszyć. siedzący za stołem usłyszeli tupot nóg. co się na statku dzieje 48 i wpakował w taką" kabałę. Dziennikarz przypomniał sobie w tej chwili. by nie być narażonym na ogień zza drzwi. Ostrożnie zbliżył sią do drzwi i wysunął głowę na korytarz. porwani przykładem kapitana.Będzie pan mógł dokładnie zaznajomić się z urządzeniami pokładowymi.mówił rozradowanym głosem strzelający. który go nie uprzedził o tym. niech pan siada . . Spod rozpiętej marynarki kapitana widoczne były pochwy od koltów. że musi zatelefonować jeszcze o dziewiątej rano do redakcji i że jego powrót na statek będzie zależał od tego telefonu. Patrzał na biel obrusa. który oprowadzi pana po statku i zapozna z załogą.oznajmił głośno kapitan. A byłby łotr strzelił do mnie. Kapitan skończył nabijać swego kolta. ale się opanował. t . Zaraz po śniadaniu przydzielę panu oficera. . Dziennikarz z trudem utrzymał swą pozycję na krześle. co się dzieje w salonie. gdy wychylił się z ciemności.Proszę. .wydał polecenie kapitan.Nie będą nas mogli zaskoczyć lub strzelić przez drzwi. Miał wielką ochotę schować się za krzesłem kapitana. Jak się z niej wydostać? Kiedyż to się skończy? Steward. . na którym zastawę stołową stanowiła wszelkiego kalibru broń krótka. klnąc w duchu swój wyjazd do Gdyni. Po chwili steward wbiegł do salonu zatrzaskując za sobą drzwi i padł na podłogę. Cisza. za nim oficerowie. nie celując strzelali wprost z rąk opartych o stół w drzwi. Może jeszcze chleba? Kapitan ujął w obie ręce półmisek z chlebem i podsunął go siadającemu na swe miejsce reporterowi. .chórem odpowiedzieli oficerowie. dwa olbrzymie błyszczące pistolety leżały obok talerza napełnionego czystym spirytusem. może chociaż chleba pan jeszcze trochę spróbuje. Steward zerwał się z podłogi i szybko je otworzył.Drzwi otworzyć .Dzisiaj mamy piękną pogodę . uznają pistolety. . jako jedyny argument w utrzymaniu załogi.No to już i po śniadaniu . widzą teraz przez nie doskonale. również nie przykładając broni do oka. zostawią nas przez parę chwil w spokoju.martwił się kapitan.AAAA.

Bardzo proszę.Jestem już gotów . . jak wygląda według niego życie na naszych statkach.rozgrzewa i krzepi. do salonu dochodziły odgłosy szybkiej wymiany strzałów. Dziennikarz podał rękę kapitanowi. niech pan spokojnie sobie idzie. .jako eskorta pańskiej osoby.długo jeszcze będą musieli postrzelać. a ja będę stał na trapie do czasu. zrobi się .Tak jest. Wykałaczka w zęby wielkości zeppelina temu.Przykro mi. . a potem dopiero wyruszyć na statek. od statku latarniowego "Elba Pierwsza" .. to nikt na statku nie potrafi.Będziemy mieli dzisiaj piękną pogodę. zanim dopędzą w celności pana kapitana. że znajdziemy więcej czasu na rozmowę. panie kapitanie.powiedział kapitan . trzeba całe drzwi do salonu dorobić. to już wszyscy w muchę trafiają.No czysta droga.Do widzenia. Wychodząc z salonu każdy z oficerów trzymał w ręku gotowy do strzału pistolet i z uwagą wpatrywał się w nie oświetlone przejście. panie.to jak już powiedziałem . trzymając oba przy biodrach.zwrócił się uprzejmie do dziennikarza ale sądzę. . Po wyjściu z kanału. Wczoraj to pierwszemu mechanikowi udało się raz trafić.Panie.zwrócił się kapitan do trzeciego oficera . A teraz nie wiem. kto pana trafi. 50 4» POGRZEB PILOTA TRINITY HOUSE A rzecią już dobę szedł statek we mgle. Przy lekkich wiatrach wschodnich zawsze w Gdyni jest piękna pogoda przy tym układzie ciśnienia. . że panu Gdynia tak się spodobała. Należało mi zaczekać do dziewiątej na dworcu. nabijając swój błyszczący smith-wesson.ochronisz naszego dziennikarza i przeprowadzisz go do trapu. Proszę. trzymaj się pan mnie obu rękami. nie obejrzał się ani razu. panie kapitanie. że na chwilę zamieniły się w dwa 'f wirujące wiatraczki.będzie miał cieśla trudną robotę. ." Kapitan z wyraźną wprawą okręcił oba pistolety dookoła wskaż jących palców z taką szybkością. Musieliśmy młodemu dziennikarzowi z interioru pokazać.powiedział jeszcze dziennikarz i ruszył za trzecim oficerem. ale tak . kiedy już żadna kula z pewnością nie dosięgnie pana. Na progu salonu stanął trzeci oficer z dwoma pistoletami w rękach. Dziennikarz mijając "trzeciego" mruknął do widzenia i zbiegi po trapie na ląd. Może jak postrzelają jeszcze kilka miesięcy. gdy wróci pan do nas na obiad.Zupełnie zapomniałem o tym telefonie.. Na odgłos strzałów zjawił się jeden z ludzi załogi.zwrócił się do dziennikarza . Nagłym ruchem zatrzymał je i spuścił do pochew. Będziemy mieli dzisiaj na obiad zupę rumową. Do widzenia. W drzwiach prowadzących na pokład "trzeci" oddał parę strzałów z obu swych pistoletów.Nic straconego . Kapitan mówił dalej: . wziął kurs na dworzec. . żebym nie potrzebował nabija'ć wessona po raz drugi i żeby naszemu gościowi nic się nie stało. wyż się trzyma nad Bałtykiem. jeśli zostanie chociażby zadraśnięty. trzymając tak pistolet jak pan kapitan. Oficer zamknął za sobą drzwi zamienione w rzeszoto.. wpakował z nich pełne serie kuł w sam środek małego kółka narysowanego na olbrzymiej kłodzie. Natychmiast po odejściu dziennikarza na pokładzie zjawił się kapitan błyskawicznym ruchem bohaterów z filmów o Dzikim Zachodzie wydobył dwa kolty i. Tak długo.uspokajał go kapitan. Dziękuję za miłą gościnę . .Skoczę jeszcze tylko do kabiny po mauzer.wyskandował młodziutki oficer.przytaknął cieśla oglądając ostatnią serię kuł siedzącą w celu. __ O dobrze. że nie mogliśmy sobie spokojnie porozmawiać . Bardzo prosimy. . co będę musiał robić dalej. Huk wystrzałów w korytarzu przed salonem znów przeszkodził rozmowie.Bolciu . . jak go było widać ze statku. Podczas przejścia przez Kanał Kiloński można było jeszcze mówić o widzialności ograniczonej. że cieślę widzę . specjalnie w tym celu umieszczonej na pokładzie koło dziobu.. Ale tak jak pan kapitan strzela. . odpowiesz głową. Cieszę się. wyciągnął nogi i nie oglądając się na huczący od palby pistoletowej statek.Zobaczymy się chyba podczas obiadu. . Celując normalnie. panie kapitanie . mówiąc: . jesteśmy już przy trapie. Za drzwiami "trzeci" zwrócił się do dziennikarza: .Tak jest. W chwili gdy dziennikarz żegnał się z kapitanem. Gdy poczuł ziemię pod stopami.

Nawigacyjny rozglądał się bezradnie po pokładzie. Nawet gęsta mgła nie mogła zbytnio opóźnić przybycia pasażerów do Londynu ze względu na to. Im więcej niewidzialnych dla oka ludzkiego baretek orderu "UŚMIECHNIJ SIĘ" potrafił któryś z kapitanów zdobyć. Nagromadzona w strzałce i w liczbie wiedza doświadczeń wiekowych zakończona jest uwagą. nawet nad odległymi od tych miejsc obszarami wodnymi. z wypisanym złotymi literami hasłem: "UŚMIECHNIJ SIĘ". mogą w znacznej mierze zmienić podane o prądach wiadomości.stanowiło prawdziwy nawigacyjny węzeł gordyjski spleciony z mielizn i prądów rządzonych przez księżyc i wiatry. o których nic się nie mówiło. Po ukończeniu szkół morskich rozpoczęli służbę na żaglowcach. Czarne strzałki umieszczone na tych mapach wskazują kierunek prądu o danej godzinie. . drugiego tłumaczącego z któregoś z tych języków na angielski. zmieniając się w ciągu dwunastu godzin o trzysta sześćdziesiąt stopni.mgła przybrała postać białej waty i odcięła wysepkę mostku od całego statku.wraz z obszarem wód je otaczających . odcięci od resz. Kapitanowie tych czterech statków nigdy nie uczyli się w szkołach polskich. a pytany i jego koledzy . Podczas sterowania na bejdewind kurs może być niestały. ale i przez pasażerów. że pokład jest absolutnie czysty i nic nigdzie nie leży. Zbliżał się ostrożnie do ujścia Tamizy. Sposób bycia i wysławiania się kapitanów był jednym ze stałych tematów rozmów załogi i oficerów. Kierunek prądów na niektórych obszarach tych wód naśladuje kierunek strzałki zegara.od kieszonkowych atlasów zaczynając a kończąc na foliałach o kwadratowym metrze powierzchni. nie tylko przez załogę. jeśli kierunek wiatru się zmienia. uchodzili za nieciekawych i nie cieszyli się popularnością. by nie zagłuszyć rozmową głosu innego statku. Do jednej z pierwszych należała baretka. musieli jak gdyby zatrudnić w swej głowie dwóch tłumaczy: jednego. które . tym bardziej był lubiany. który można było spotkać na tym uczęszczanym gościńcu morskim. że uczyli się angielskiego w językach obcych i chcąc powiedzieć jakieś zdanie po angielsku. Przerażonemu dopomagało w szukaniu tego przedmiotu dwóch młodszych kolegów. "Co leży?" . której hasłem było: "CO LEŻY?" Było to pytanie zadane przez kapitana statku szkolnego. pływających na linii Gdańsk . Rozwścieczony kapitan wskazał palcem na kompas. do ucznia pełniącego obowiązki oficera nawigacyjnego.ty świata. że wielu z nich miało już zamówione miejsca na statkach transatlantyckich do Ameryki. o których można było opowiedzieć coś wesołego. Tłumacze ci byli często bardzo zmęczeni i nie bardzo biegli. Przypominało to noszenie modnego znaczka w kształcie orderu pokrytego niebieską emalią. ale już nie miał siły wyszeptać nawet "co leży?" z podziwu nad tępotą nawigacyjnego. spędzając długie miesiące w morzu. Niektórym wielkim trudem i wysiłkiem woli udało się zachować znajomość języka ojczystego. Kapitan pytał o kurs. ponieważ fachowo mówi się "statek kładzie się na kurs". jaki w tej chwili "leży na kompasie". by zdobyć dla siebie uśmiech. Kapitanowie. ponieważ długo wiejące wiatry. który zanieczyszcza pokład i którego SAM KAPITAN nie może rozpoznać. usiłując wykryć straszny przedmiot. a samotne wachty sprzyjały rozwojowi indywidualności każdego z nich. Języki obce. Statek przebijał się już przez mgłę zalegającą Morze Północne. Statek był jednym z czterech statków pasażersko-towarowych Angielskiej Kompanii Okrętowej. Nie brak było oczywiście kapitanów świadomie "czyniących cuda".byli bezradni. a wymowa ich najmniej przypominała wymowę angielską. Nawigacyjny zdecydował się zaprzeczyć kapitanowi i odpowiedział.Anglia. hojnie obdarowywały kapitanów orderami "UŚMIECHNIJ SIĘ" z tej prostej przyczyny.ryczał kapitan. Porozumiewali się szeptem. dając znać o sobie pięciosekundowym rykiem gwizdka okrętowego z przerwami dwuminutowymi. Na mostku poruszało się cicho kilku ludzi zamienionych w słuch. że na podanych wiadomościach całkowicie polegać nie można. Ścisłe utrzymanie godzin rozkładu było więc podyktowane koniecznością. umieszczone nad nimi czarne liczby mówią o jego szybkości w zależności od pełni lub kwadry księżyca. które w pierwszym dziesiątku lat od zakończenia pierwszej wojny światowej przeszły pod banderę polską. Panujące na tych obszarach prądy doczekały się największej ilości wydawnictw na świecie . najczęściej angielski. idącego bejdewindem. który tłumaczył z polskiego na język niemiecki lub rosyjski. by zasłużyć sobie na nie. Ulubionymi bohaterami opowiadań byli naturalnie ci kapitanowie. 52 Szczęśliwie większość kapitanów nie potrzebowała szczególnie się ' wysilać.

którego trzy doby nękała mgła. Jedno nieodebranie ze statku pilota zagnało go aż do Nowego Jorku. Oba te kutry pilotowe słynęły z tego. gdy z mostku widać było dokładnie błyski latarni "Sunk" i światła kutra pilotowego. Kapitan z wysiłkiem unosił ciężkie ze znużenia i nabrzmiałe powieki. Praktyki tej musieli szukać na żaglowcach pod obcą banderą i bez wynagrodzenia. którego właściciele żaglowców nie chcieli płacić rozumiejąc sytuację. Podczas trzech pierwszych lat służby pilot otrzymywał ograniczoną pensję i miał prawo pilotowania statków wyłącznie o zanurzeniu do czternastu stóp. Ambicją ich było zaopatrzyć w pilota każdy statek podczas najgorszej pogody. bez względu na ofiary i koszty poniesione na rzecz zostania pilotem kanałowym do Londynu. •Statki linii regularnych do Londynu. kapitan. Za chwilę pilot wolno wspiął się po sztormtrapie na burtę. w egzaminach styczniowych. którzy tylko wprowadzają statki na Tamizę. gdzie stał się pastwą reporterów. Ze względu na to. Po dostaniu się na długą listę kandydatów na pilota trzeba było niekiedy czekać wiele lat tylko po to. pomimo to kapitanowie ubiegający się o prawo zdawania egzaminu na pilota musieli posiadać praktykę na żaglowcach rejowych. Dostanie się z kutra pilotowego na statek odbywało się za pomocą łodzi wiosłowej. Podczas sztormowej pogody fSłoga łodzi musiała wykazać znajomość najwyższej techniki manewrowania taką łupiną na dużej fali. Na lince spuszczonej do łodzi jeden z marynarzy wyciągnął czarny. jak również odebrać ze statku pilota.koło statku latarniowego "Sunk". przekroczyć wiek trzydziestu pięciu lat i zostać z niej skreślonym na zawsze. W świetle "słońc" wywieszonych za burtę widać było dobijającą do statku łódź wiosłową z pilotem. mający na pokładzie pilotów dla statków idących z Kanału Angielskiego. jak widocznego znaku odpoczynku. nieodzowny sakwojaż pilota. by będąc już u szczytu listy. Jeden z kutrów. w wypadku ubiegania się o prawo niebrania pilota. krążył przy Dover lub Dungeness. Jeśli kiedyś nie udało się tego dokonać. By się dostać na podrzędne stanowisko na tych małych stateczkach kanałowych. Ożywiony tą myślą i pragnący uzyskać pełną aprobatę pilota oraz zrozumienie dla swego . zgaszono "słońca" i znikł obraz łodzi z wioślarzami. Trzy doby tkwił w swym płaszczu nieprzemakalnym i długich gumowych butach. by nie pełnili służby zbyt przemęczeni. Ściana rngły widoczna jeszcze była nad rufą statku. nie mówiąc już o zawinionej awarii. która wyszukuje najlepszych nawigatorów w marynarce angielskiej i kształci ich w drobiazgowej znajomości warunków żeglugi na tych wodach. Jasnobłęfcitny płomień oświetlił całą burtę i znużonego trzy-dobowym czuwaniem kapitana. często rezygnowali z dowództwa dużych oceanicznych statków pasażerskich. Do tego właśnie statku latarniowego "Sunk" z zamiarem dostania pilota zbliżał się parowiec. Na jego mostku z westchnieniem ulgi zidentyfikowano fog signal. dzielono ich na takich. dziennikarzy i filmu. Pilot w asyście oficera wszedł na mostek. którzy je wyprowadzają. latarniowca "Sunk". Na tej samej lince spuścił do łodzi rytualnie ofiarowywaną przez kapitana butelkę koniaku dla wioślarzy.53 Dla rozwiązania tych węzłów od wieków istnieje nad Tamizą szkoła pilotów. Kapitanowie ci musieli również odbyć praktykę na statkach linii regularnych z" Kanału Angielskiego do Londynu. i na takich. Ten zaopatrywał w pilotów statki idące z Morza Północnego. komentowano ten fakt przez długie lata. pozwalając sobie tylko na czterogodzinne drzemki podczas wacht starszego oficera. który go wyprowadził z Tamizy. jak również przy najmniejszej skazie na opinii. W tym czasie w Anglii już nie było wielkich żaglowców. niebieskie światło. drugi kuter pilotowy . którym wzywano pilota. Po trzech latach służby i zdaniu egzaminu pilot stawał się pełnowartościowym pilotem kanałowym. by zapewnić statkom maksymalne bezpieczeństwo. Kapitan kazał zapalić bluelight. Egzamin taki był fraszką w porównaniu do wymagań stawianych kapitanom ubiegającym się o dyplom pilota kanałowego do Londynu. mgłowy sygnał. W chwili gdy pilot wszedł na pokład. W wypadku zdania egzaminu i otrzymania licencji pilota można ją było jeszcze łatwiej stracić w dorocznych komisjach zdrowia. Nagle mgła się urwała. Do miejsca pracy musieli się dostawać na koszt własny. musiały mieć kapitana i starszego oficera zaopatrzonych w świadectwo zdania egzaminu przed specjalną komisją kształcącą pilotów na tych wodach. gdzie czekał go. gotowy do wyjścia na mostek w ciągu jednej sekundy w wypadku usłyszenia sygnału mgłowego innego statku w pobliżu kursu. ale i wtedy nie kończyły się trudności. że ostatnie chroniły się przed sztormem.

wpisanej do jej dowodu osobistego. że w zupełności go rozumie i że należy mu się za to bezwzględnie odpoczynek. Wyruszył w tę podróż po otrzymaniu depeszy od starszego brata w Nowym Jorku. Kapitan zniknął za drzwiami swej kabiny. jakiego ta sprawa nabierze. Pilot podszedł do sternika. Czterdziestokilkoletnia dama angielska potrafiła przewieźć w swej kabinie pięknego Włocha zamiast swej dwunastoletniej córeczki. którzy skorzystali z podróży na tym statku i nigdy się o nich nie dowiedział i nie dowie. musi natychmiast przyjechać. Niczym nie zmącona sielanka trwała od Gravesend na Tamizie do Kanału Pa-namskiego. aj fog try dej s. zatrudnił w swej głowie niemniej zmęczonych od niego tłumaczy. Od Medy datuje się historia stowaways? Na to pytanie kapitanowie. Nareszcie wyciągnął się w koi i zamknął zmęczone powieki. Trzeci gatunek. lub którzy sami wskutek złych warunków wyszli z ukrycia przed końcem podróży. ale tylko po to. Sielanka została brutalnie przerwana zazdrością damy . Cały świat dowiaduje się o nich w momencie rzucenia kotwicy. Murzyna. Niemniej głośna była sprawa dziewiętnastoletniej Angielki. statek płaciłby za to duże kary. i to bezskutecznie. rozszarpując je na części. którzy już kilka razy mieli pasażerów na gapę. których wykryto w czasie podróży. radosny świadek zdobycia przez kapitana nowej baretki orderu "UŚMIECHNIJ SIĘ" w trzydniowej walce z mgłą i prądami. Do makabrycznego gatunku należą stowaways chowający się. ale do tej drugiej sprawy zaczynają się przyzwyczajać. by je jeszcze szybciej otworzyć pod naporem myśli o sprawach. Swego czasu znane było imię Abukara Amada. Siedemdziesięcioczteroletni stowa-way ukryty w łodzi ratunkowej pasażerskiego statku idącego z Anglii do Nowego Jorku po sześciu dniach podróży nie wytrzymał ścisłej diety i wyszedł z ukrycia. zakończonej koło statku latarniowego "Sunk" wskazującego statkom drogę do Londynu pomiędzy mieliznami. Wiek nie wydawał się odgrywać rola w pobudkach uczuciowych skłaniających do podróży na gapę. Trzeba ich było zamykać. Pilot był pełen zrozumienia dla wyczerpania kapitana i powiedział. Tą sprawą w równym stopniu co mgła spędzającą sen z powiek. ja przez trzy dni byłem mgłą. to byli ci. który zawiadamiał. Na mostku został oficer. pilnować. są STOWAWAYS.w Komorze kotwicznej. pilocie. po polsku tak zwani PASAŻEROWIE NA GAPĘ. których schwytano w Anglii i odstawiono na statek. * Tymczasem kapitan ogolił się. której łańcuch porywa ciała siedzących na nim stoioo-ways. Statek. i wyciąga za sobą na pokład koło windy kotwicznej. że jeśli młodszy brat chce go jeszcze zastać przy życiu. Do mgły nawigatorzy zaprawiają się od swej pierwszej podróży na statku szkolnym. Rozumiesz. który nie mając siły rozstać się ze swą przyjaciółką w Londynie. karmić.Noe musiał ich już mieć na swej Arce. Kapitan dzielił ich na trzy kategorie: Na tych. włożył ją do worka. umarłby z wycieńczenia. która zakochała się w palaczu Szwedzie i odbyła podróż na jego statku zakopana w węglu przeznaczonym do kotłowni okrętowej.Ju si pajlot. przedstawiać co dzień władzom podczas postoju i biada jeśli taki zbiegłby ze statku w porcie.zmęczenia. Stowaways bez dowodów mogą się okazać jednym z najbardziej kosztownych gatunków pasażerów na gapę. Stwierdzono. W pośpiechu kochający brat zapomniał wyrobić sobie dowód osobisty. Kapitan z otwartymi oczami rozpamiętywał znane sobie historie o pasażerach na gapę. wobec czego musiał wrócić do Anglii. Większość ludzi w tym kraju potrafi opowiedzieć o nich zarówno wesołe. wykąpał i pierwszy raz od trzech dni spożył spokojnie posiłek. na którym teraz był kapitanem. Głośny był wypadek z sierżantem wojsk lądowych. Na tych. że gdyby jeszcze jedną dobę spędził w łodzi. odpowiadają zgodnie: . który jako stowaway bez dokumentów "* trzy lata spądził na włoskim statku "Olimpia". W wyniku ich połączonych wysiłków pilot usłyszał od kapitana nowinę tej treści: .zdradzona przez lekkoducha wydała go nie bacząc na rozgłos. jak i mrożące krew w żyłach historie. cieszył się wyjątkową sympatią tego gatunku pasażerów. . które jedynie mgła mogła pogrążyć w zapomnieniu. podał mu kurs i jednocześnie podał rozkaz do maszyn "CAŁA NAPRZÓD". Stowaways zajmują w Anglii wiele szpalt dzienników. dopiero po zostaniu kapitanem. wniósł na statek jako swój bagaż podręczny do codziennego użytku i umieścił w rezerwowej kabinie.

Głośno było w Anglii o chłopcach. Uratowała ona . że "w tym miejscu ze złych pław robią dobre pławy". * W ćhwiM gdy go budzono na zmianę pilotów. doświadczonych. nie mogą nigdy go dojrzeć. Pocahontas wyszła za mąż za białego..z powodu kłopotów. objęła jego głowę i w ten sposób uratowała wojowniczego 'kapitana od śmierci. W rezultacie młodocianym amatorom przygód musiano amputować stopy. jakie w związku z nimi czekają kapitana.widać było nad brzegiem rzeki wyrównane szeregi różnokolorowych pław. pomimo że posiadał na statku komin." . Rzecznymi pilotami byli przeważnie dawni kapitanowie holowników. że te pięćdziesiąt cztery mile do Gravesend przebył statek w przeciągu jednej minuty. nie miał jeszcze pasażerów na gapę tak makabrycznych. kazał po prostu odrąbać głowy: system popularny w Anglii. Dalej. w górę rzeki widać Deptford. które pomagały statkom wciskać się do zakamarków londyńskich doków. mając jednak wzrok słabiej wyrobiony od starszych. wchodząc na mostek. windę kotwiczną i chłodnię.starsi nawigatorzy pokazują mu refleks tego południka w postaci zielonej smugi na niebie. Kapitan. Cały szczep czerwonoskórych za przykładem córki wodza przyjął chrześcijaństwo. jakie miał z żonami. wówczas z zadowoleniem opowiadał usłyszane od pilotów historie mijanych miejscowości. odwiedziła okręt "Golden Hind". Wyszli z niej z odmrożonymi palcami u nóg. Stowa-ways byli bardziej przebiegli niż załoga i oficerowie. Zmieniali się piloci. podobnie jak wielu ludzi nie dostrzega na mundurach kapitanów baretek orderu "UŚMIECHNIJ SIĘ". Poznał już był wszystkie miejscowości nadbrzeżne i jeśli miał w podróży jakiegoś znacznego pasażera. Mechanik okrętowy. którzy ukryli sią w łodzi ra-> tunkowej statku pasażerskiego idącego zimą do Kanady. Nie dochodząc do Isle of Dogs . Zmęczenie trzydobową mgłą szybko wzięło górę nad myślami o pięciu stowaways i kapitan zasnął. gdy nadbiegła Pocahontas. podczas mijania tego miejsca w dnie pogodne . który w końcu szesnastego stulecia wtargnął na terytorium jej ojca. którego kapitan Sir Francis Drakę opłynął świat dookoła. Kapitan powtarzał usłyszane od pilotów zdanie. Awanturnik ten już miał stracić głowę poS miażdżącym ciosem maczugi. Wszystkie stosowane przed podróżą przeszukiwania statku nie dawały żadnego rezultatu. że w średniowieczu Anglicy szybciej tracili głowy. W każdej z dotychczasowych podróży pilot. Młodzi nawigatorzy. W tej podróży kapitan miał ich pięciu zamkniętych. ale za to było ich zawsze kilku naraz. Dwom z nich. Na wszystkich statkach.jak głosiła wieść . Wyjęto go z niego prawie uwędzonego. W kościółku tym była jakoby pochowana "księżniczka" indiańska Pooahontas. Schodził kanałowy przychodził rzeczny. Wśród bujnej zieleni jej prawego brzegu. chcąc w czasie podróży sprawdzić działanie aparatury chłodniczej. niż zdążyli nawet o tym pomyśleć. Król ten niezmiernie wraził się w pamięć kapitana podczas zwiedzania gabinetów okropności w gabinecie figur woskowych Madame Tussaud w Londynie. pochodziła w prostej linii od syna księżniczki Pocahontas. dowiadywał się przede wszystkim o ilości posiadanych w tej chwili przez niego stowaways i wyrażał słowa współczucia z powodu kłopotów.życie angielskiemu kapitanowi..tak zwaną persona grata.Wyspy Psów . inaczej zwany zerowym. którą w tym miejscu tworzy Tamiza. To między nimi przechodzi po ziemi słynny południk Green-wich. "Żona prezydenta Stanów Zjednoczonych. .kończył swe opowiadanie kapitan. Henryk VIII bezsprzecznie był jej faworytem . Królowa Dziewica Elżbieta Pierwsza. Pewien steward ze statku wożącego mrożone mięso w chłodniach schował w drodze po ładunek swych czterech przyjaciół w pustej chłodni. gdzie córka Henryka VIII. Inny chłopiec schował się w kominie dużego parowca uważając go za dekorację. uruchomił ją i zamroził czterech ludzi na śmierć. Wilsona. Niedaleko Deptford widać było miejscowość Yard. Lubił rozwodzić się nad kościółkiem w Grayesend. kapitanowi wydawałc sią.jeśli na statku znajduje się kandydat na nawigatora po raz pierwszy tędy przechodzący . ale z powodu mgły zapomniał powiedzieć o nich pilotowi. Wyspa Psów jest wnętrzem litery "U". gdzie Henryk VIII kazał zbudować w roku 1513 magazyn zaopatrzeniowy dla marynarki. Kapitan lubił ten odcinek drogi od Gravesend do London Bridge. przy samej podstawie litery "U" widać dwie kopuły obserwatorium. Kapitan twierdził. gdy ich twarze przestały mu się podobać.

że poprosił jednego z urzędników agenta o dostarczenie bardziej szczegółowych danych dotyczących tajemniczego TRINITY HOUSE. * Kapitan został oficjalnie zaproszony. w obawie przed ewentualną kompromitacją podczas udziału w pogrzebie z powodu nieznajomości historii i przełożonych bractwa.kapitan słysząc ciągle te słowa. na którym powitało go smutne "Halo p a j l o t" kapitana i jeszcze smutniejsza wiadomość: "J u si pajlot. walk króla Alfreda Wielkiego z nie ochrzczonymi Normanami i Dunami.którym miał wziąć udział. że pilotów egzaminuje TRINITY HOUSE. TRINITY HOUSE. pomimo że w wojnie z papieżem o swe żony rozwiązał klasztory i skonfiskował ich dobra. Został nim Sir Tho-mas Spert. Kapitanowi. W swoisty sposób usiłował zapamiętać to. Opiekunem tych dobrych mnichów zrzeszonych już w GUILD OF TRINITY (Bractwo Trójcy) miał być arcybiskup Canterbury Stephen Langton żyjący na przełomie dwunastego i trzynastego wieku. pełnych mielizn i prądów wodach. Henryk VIII. Zasygnalizowano o wypadku na kuter pilotowy. aj hef try STOWAWAYS". Pilot nie żył. jak pod dowództwem Abbota z Aberbroth wybiegają z klasztoru. lecz marynarki angielskiej. To znów widział braciszków. którego młodszym braciszkiem był zmarły pilot. O brzasku podniesiono banderę. ja mam trzech pasażerów na gapę. po słynnej już trzydobowej mgle. Potem wolno wchodził na mostek. Statek ruszył w długą podróż w górę rzeki. Marynarze ci pomagali królowi bić i chrzcić nieprzyjaciół. wskazując drogę okrętom na niebezpiecznych. miał się też znać dobrze na budowie okrętów. pilocie. Do walk tych miał król Alfred zjednoczyć marynarzy w potężną instytucję i obsadzić nimi statki zbudowane według swego projektu. prosząc o drugiego pilota. o czym czytał.na słupach. pozostawionych przez Rzymian. że widzi jak na dłoni braciszków w habitach z tonsurami na podstrzy-żonych głowach. Statek przechodził przez gościnnie otwarte podwoje pięknego mostu Tower Bridge i sta\vał na swym zwykłym miejscu nie • dochodząc do London Bridge. Zimne. w którym to dniu aktem w Westminster król Henryk VIII zatwierdził jako siedzibę bractwa Deptford i tytuł jej pierwszego mistrza: MASTER OF GUILD OF HOL Y TRINITY. jak pieczołowicie i starannie podtrzymują ogień w żelaznych koszach umieszczonych. nadawania dyplomów kapitanów.Od tego miejsca załoga pokładowa na statku wychodziła na stacje manewrowe. Oficer służbowy szybko sprowadził lekarza okrętowego. . na uroczysty pogrzeb pilota. W zaproszeniu i we wszystkich rozmowach o zmarłym pilocie przewijało się wciąż jedno i to samo zdanie: YOUNGER BRETHREN OF TRINITY HOUSE (młodszy braciszek Domu Trójcy). utrzymywania znaków nawigacyjnych i latarń morskich. pozostawił bractwu jego religijną nazwę GUILD OF HOLY TRINITY (Bractwo Świętej Trójcy). wydawało się. by przeszkodzić biedakom w zbieraniu manny z nieba w postaci licznych okrętów wypełnionych dobrem doczesnym. który miał pilotować. kapitan okrętów "Mary Rosę" i "Henry Grace a Dieu". Po raz ostatni PILOT KANAŁOWY DO LONDYNU mijał swój szlak z niewidzialną dla wielu ludzi własną banderą powiewającą tuż nad spuszczoną do pół drzewca banderą statku. * W trzecim rejsie. Pamiętał. spuszczając ją natychmiast do pół drzewca na znak żałoby. Skąpe wiadomości o TRINITY HOUSE i pogrzeb. pilnie tłumaczącemu to co czytał. co kryje za sobą to tajemnicze TRINITY HOUSE. Pilot grubo ubrany wspinał się z trudnością po wilgotnym sztormtrapie. że bardzo niewiele wie. mokre powietrze gnane silnym wiatrem przenikało przez najgrubsze swetry i nieprzemakalne płaszcze. która go zdziwiła z powodu umieszczonych na niej symetrycznie pomiędzy ramionami krzyża świętego Jerzego czterech żaglowców trzymasztowych zwróconych w lewo. przyszedł do przekonania. Pierwszą jednak datą 'historyczną bractwa jest dzień 20 maja 1514 roku.) Zamiast jednak odpowiedzi pełnej wyrazów zrozumienia i współczucia. siedząc przy biurku w kabinie. Po zebraniu kilku ziarnek takiej manny ludzie ubodzy stawali się majętnymi. Wizje te jednak zatarły silniejsze obrazy. tak zaniepokoiły kapitana. Niektórzy chcą już w tej instytucji widzieć kolebkę nie tylko Trinity House. Wieczorem. zagłębił się w nieznaną mu zupełnie historię bractwa. rozbitych o skały lub osiadłych na mieliznach wskutek sztormów. (Rozumiesz. że pławy nad brzegiem Tamizy reperuje TRINITY HOUSE i że widział kiedyś na statku latarniowym podniesioną flagę. w . nadając mu jednocześnie prawa kształcenia pilotów. pilot oparł się o nadbudówkę. a potem osunął się nagle na pokład. Błękitny płomień wezwał pilota. TRINITY HOUSE . wraz z przedstawicielami załogi. znów ukazało się światło statku latarniowego "Sunk" i światło kutra pilotowego.

przyznając im tytuł KAPITANA i prawo zajmowania podczas wszystkich uroczystości miejsca tuż po kapitanie Royal Nawy (Marynarki Wojennej). wybieranych z grona młodszych. którymi zamierzał przeprowadzić blokadę Irlandii (1649). projektujących i budujących porty. aby płacił renty inwalidzkie i wdowie marynarzom swej kompanii. Jak wynikało z tego. nabrzeża. Oprócz zwykłych starszych braciszków są . godność tę piastował aż do swej śmierci. Rozentuzjazmowana tym zwycięstwem Królowa Dziewica. a po księciu Edynburga . Pomaga mu dziewięciu starszych braciszków. odebrał mu wszystkie nadane dotychczas przywileje. nawigatorów na okręty hydrograficzne. wspólnie z szalejącym sztormem. którego pogrzeb jutro ma się odbyć. nie dbając zupełnie o same światła. co czytał.książę Walii. Ten wspaniały rozwój TRINITY HOUSE został zahamowany przez Cromwella. bractwo chlubiło się najwięcej swą siłą moralną. I oto jeden z nich był tym pilotem. posiadało najbardziej wykwalifikowanych inżynierów morskich. W roku 1837 został nim wybrany książę Wellington. przyznała bractwu prawo zaopatrywania wJDalast żaglowców wychodzących bez ładunku z Tamizy. Czytającemu to kapitanowi zimny pot zrosił czoło w chwili. podczas buntu marynarzy na okrętach wojennych zakotwiczonych w pobliżu Norę przy ujściu Tamizy. W okresie planowanej inwazji na Anglię przez Napoleona bractwo obsadziło swymi ludźmi wszystkie bezczynnie stojące okręty wojenne i utworzyło gotową do walki flotę pod dowództwem starszych braciszków. ulegając doradcom zmienił nazwę pierwotną bractwa na TRINITY HOUSE. Każdy młodszy braciszek musiał być kapitanem marynarka handlowej lub oo najmniej mieć rangę LIEUTENANT COMMANDER •w Royal Nawy. Po chwili czytał i tłumaczył sobie dalej. Potrafiło wpłynąć na zarząd Wschodnioindyjskiej Kompanii Okrętowej. wstał z wrażenia i przeszedł się po kabinie. W tym okresie na czele bractwa stał MASTER.Dziewięcioletni następca Henryka VIII. które były ledwie widoczne. kapitanów. gdy zdał sobie sprawę. Pobory braciszków były symboliczne. słynny zwycięzca spod Waterloo. Obecny MASTER OF TRINITY HOUSE nie pobiera pensjii . Z biegiem lat do jednego z największych zaszczytów w Anglii należało zostanie MASTER OF TRINITY HOUSE. Duke of Connaught "wujaszek obecnego króla" przemknęło przez głowę przerażanego kapitana . która potrafiła oprzeć się strasznej korupcji szalejącej w Anglii w siedemnastym wieku. troszczący się wyłącznie o pilne pobieranie opłat za korzystanie z ich świateł. Otrzymane z tego dochody miały być przeznaczone na pomoc dla starych lub niezdolnych już do służby marynarzy. Bractwo otrzymało wyłączne prawo ustawiania świateł i znaków nawigacyjnych* Dotychczas prawo to posiadali rozmaici ludzie. Nie zahamowało to działalności i pracy bractwa.dwanaście lat piastował przedtem godność starszego braciszka. Kiedy zaś przeczytał. W roku 1797. W roku 1680 TRINITY HOUSE zbudowało pierwszą latarnię mors-ską na wyspie Scilly. Towarzystwo zajmowało się kształceniem pilotów. w siedemdziesiąt lat od nadania im praw przez Henryka VIII potrafili w ciężkiej dla Anglii potrzebie obsadzić swymi ludźmi trzydzieści dwa statki i. iż obecnie panujący w Anglii król Jerzy V nosił tytuł MASTER OF TRINITY HOUSE do momentu swego wstąpienia na tron. drugi syn królowej Wiktorii. zdejmując szybko wszystkie znaki nawigacyjne na Tamizie. który wstąpił na tron jako Edward VII i zawsze był niesłychanie dumny z tego. Za drugie wykroczenie usuwano z bractwa. gdy zuchwali piraci Algierii dotarli do Kanału Angielskiego. lecz powierzyła jego pieczy jeszcze więcej spraw morskich. potrafiło obronić Londyn przed napadem zbuntowanych. jego syn Edward VI. w miarę jak statki miały coraz większe zanurzenie. czterech WARDENS (strażników). Do dawniejszych obowiązków dołączyła się konieczność opieki nad głębokościami Tamizy. Na szczęście dla bractwa restauracja monarchii w osobie Karola II przywróciła mu nie tylko dawne przywileje. przyczynić się do walnego zwycięstwa nad Niezwyciężoną Armadą Hiszpańską w roku 1588. W tym samym roku 1797.jego zastępca DEPUTY MASTER otrzymuje dziesięć funtów rocznie. w marynarce handlowej był tytułem czysto kurtuazyjnym. Jak wynikało z czytanej przez kapitana kroniki TRINITY HOUSE. ty tul. Wszystko wynagradzał zaszczyt należenia do TRINITY HOUSE. Sprawowało kontrolę nad stanem okrętów. Po nim zajmował to stanowisko książę Edynburga. że nie chciało mu dać kapitanów na okręty. Rozgniewany na bractwo za to. których jest około trzystu. ośmiu ASSISTANTS (asystentów) i osiemnastu ELDER BRETHREN (starszych braciszków). okręty. nie zaniedbując jednocześnie bardzo wydatnej opieki nad chorymi i starymi marynarzami. stocznie oraz magazyny zaopatrzeniowe. Obecny MASTER OF TRINITY HOUSE. kara pieniężna za przewinienie trzykrotnie większa niż roczne pobory. w jakiej uroczystości jutro będzie brał udział i z kim. że został wybrany na starszego braciszka TRINITY HOUSE. Król Jerzy V po wstąpieniu na tron nadał jeszcze większe przywileje starszym braciszkom. które przywołały ich do porządku. braciszkowie wystawili przeciwko nim dziesięć okrętów.

A ten jest przedstawicielem pasażerów na gapę. Po krótkiej przechadzce po pokładzie wrócił do kabiny i przygotował możliwie najkrótszą mowę kondolencyjną. wstał i wyszedł z kabiny. powiedział: "Representative of STOWAWAYS". trzej reprezentanci załogi zauważyli na piersi kapitana nową baretkę WIELKIEGO ORDERU "UŚMIECHNIJ SIĘ" . że twarz wdowy przybiera coraz weselszy wyraz. że ma przed sobą zebranych dawnych mistrzów bractwa. a może i samego króla. że na oficjalnej uroczystości pogrzebowej jednego ze "strażników czystości przepisów morskich". * Następnego dnia. Naraz uprzytomnił sobie. Wdowa w czerni stała w otoczeniu tak wspaniałym. Stanął wreszcie u kresu wędrówki. Idąc. mówił jak można najgłośniej i najdobitniej: . jak za lat dziecinnych powtarzał wierszyk zadany na jutro do szkoły. że była to z trudem hamowana wesołość. Po raz pierwszy zobaczył paradne mundury starszych braciszków TRINITY HOUSE. W charakterze Nautical Assessors (nawigacyjnych doradców) służą swym doświadczeniem w Izbie Lordów lub Admiralicji. przed wyniosłą postacią w czerni. Zgodnie z otrzymanymi instrukcjami. majestatycznie. wydawało mu się ponad siły. Przepychem i dostojeństwem przewyższały wszystkie dotychczas przez niego widziane. w obecności starszych i młodszych braciszków.jest nim również PIERWSZY LORD ADMIRALICJI. Ten jest przedstawicielem palaczy. TRZY LISTY PRISON MUNCIPAL GENT Gandawa. na dany znak.Dys is reprezentatif of SAILORS. Dzień jutrzejszy wydał mu się najbardziej trudny do przeżycia. którzy kiedyś byli mistrzami TRINITY HOUSE. Składanie kondolencji wdowie w obecności MISTRZA TRINITY HOUSE. Kapitan chusteczką otarł pot z czoła i czytał dalej.STARSI BRACISZKOWIE HONOROWI. że ma przed sobą zbiórkę królów. wszędzie najbardziej ważki. Przeraził się. ze smutnym wyrazem twarzy zasnął bardzo zmartwiony. Podczas gdy wdowa z "królami" walczyła z ogarniającą ich wesołością. na czele trzech reprezentantów załogi: marynarzy. 1. . w szkolnictwie morskim. Szanowna Pani (a chciałbym zacząć od: Miła Pani Kasieńko)! Siedzę w więzieniu. w budownictwie okrętowym i w każdej innej dziedzinie mającej związek z morzem.FIREMEN. Rozbierając się do snu powtarzał ją zupełnie tak samo.PIERWSZEJ KLASY. palaczy i stewardów. kapitan zaczął zbliżać się do wdowy.zaproszony na tę uroczystość kapitan obcego statku przedstawił im oficjalnie reprezentanta wszystkich pasażerów na gapę. Udało mi się dostać więzienny blankiet papieru pocztowego i usiłuję na nim napisać kilka słów do Pani. Dys is reprezentatif of FAJERMAN. którzy zajmują najwyższe stanowiska państwowe.STEWARDS. palaczy . Wygłosił na pamięć wykutą formułę kondolencyjną. oparte o wiedzę połączoną z długoletnim doświadczeniem. a nawet decydujący głos mają braciszkowie TRINITY HOUSE. Za kratami wąska smuga nieba. Czas mi się dłuży. Był to niechybnie pierwszy wypadek w Anglii. Przypomniał mu się gabinet okropności Madame Tussaud. że kapitan nie miał już wątpliwości. Kapitan przestał czytać. że zamiast powiedzieć: "Representa-tive of STEWARDS". br. Ten jest przedstawicielem marynarzy. 7. Zaledwie wymówił to ostatnie słowo. jak mu się wydawało.SAILORS. W każdej dziedzinie życia w Anglii mającej styczność z morzem. Uśmiech ten w iniiczym nie przypominał angielskiego KEEP SMILING (zdobądź się na uśmiech w trudnej chwili). za jakich się uważają braciszkowie TRINITY HOUSE i w obecności innych braciszków piastujących najwyższe stanowiska państwowe . Ułożył się w koi i ze słowami kondolencji na ustach. Podobny uśmiech zauważył na twarzach "wszystkich królów". przy pomocy czarnych limuzyn i agenta. And dys is reprezentatif of STOWAWAYS. kapitan z trzema przedstawicielami załogi znalazł się na placu ceremonii. by ochłonąć z wrażenia. w której konieczne jest naj-głębsze zrozumienie spraw morskich. Kapitan wyraźnie widział. powtarzał sobie w myśli przemówienie kondolencyjne i formułę przedstawienia reprezentacji: marynarzy . zobaczył. Wydało się naraz kapitanowi. potem odstąpił pół kroku. w Sądzie Najwyżsizym. których przywiózł do Anglii. Starszym braciszkiem jest Prime Minister (premier) . stewardów . Szedł. nad którym widniał napis: TYLKO DLA LUDZI O SILNYCH NERWACH. odsłaniając trzech delegatów i wskazując wytwornym ruchem lewej ręki każdego z osobna.

ma prześliczny uśmiech. ale bardzo pasuje do posiadanej przez każdego z nas finki. jest najważniejsze i że kapitan na pewno tego nie potrafi zrobić tak. deszcz.coś pośredniego pomiędzy chłopcem okrętowym a wilkiem morskim. że trudno mu dać samemu radę z sześcioma córkami. ale najwyższa. Poseł tłumaczył. . że zostaną oficerami na nie istniejącym w naszej flocie statku. Zosia. Ojciec-poseł był z Pani najdumniejszy. Irenka i Janka . koło baru na rufie zatrzymał mnie poseł Moczulski. jak mi się zdaje. ponieważ my za niego wszystko wykonujemy. tak nas z kapitanem jest również siedmiu nawigatorów: kapitan i sześciu oficerów pokładowych. "Bawienie" nie natrafiało na specjalne trudności. że piszę do Niej z więzienia na więziennym papierze. a wszyscy moi koledzy na statku. Nawet nie padało .prócz paru kotwiczek i znaczka złotego". oświadczą. Lucynka. Nasz transatlantyk był przycumowany do nabrzeża. z karłowatej brzozy. Podziwiałem Pani dwa duże warkocze i dwa rzędy prześlicznych zębów i w ogóle wszystkiego po dwa. Opór policji z finką w ręku. Staliśmy w Kopenhadze. a pierwsi nasi absolwenci nawigatorzy żyli tylko tą nadzieją. które można było natychmiast sprawdzić. ile centymetrów ostrza tego noża mają prawo zatopić w swych ciałach. że to co każdy z nich w tej chwili na statku robi.lata siedzenia czy tylko grzywna? Przepraszam. Myślę. Pani zapewne nie pamięta. że studiowała Pani we Francji i w Niemczech. Ojciec mówił. Jest deszczowo. Niebo za kratami wcale nie jest niebieskie. Wprawiłem Panie w zachwyt mówiąc. zdradzając że korkociąg na statku nazywa się lunetą. Gdy obchodziłem wieczorem statek. czy je wszystkie bezbłędnie zapamiętał. coś w rodzaju małego sztyletu ładnie wygiętego. że kapitan właściwie na tym statku jest zupełnie niepotrzebny. jak będzie prawidłowo. Gdy znajomość moja z ojcem Pań doszła do korkociągu.Właśnie wychodziliśmy do "Tivoli" i deszcz. że tak bezładnie przeskakuję z tematu na temat. Nieprzyjemna sprawa.Moczulskie: Kasia. On tylko rozkazuje. ale nie na tyle. "Najmłodsza. Te smugi deszczu przypominają mi dzień. Ale wszystko bardzo ładne. Podobno Finowie. Obawiam się. umawiają się. że nosimy na rękawach kotwicę i nadzieję w sercu. tym bardziej godny szacunku jest pojedynek. Kasieńka mi się najlepiej udała. należało mówić to. Zanim je zebrał . rozstrzygając pomiędzy sobą sprawy honorowe. co to "finka"? Po prostu nóż z Finlandii. Wszystko co mówiłem. W miarę tego opowiadania bliskość Pani stawała się coraz dalsza.deszcz uwięził wszystkie z nim razem w tym barze. mówiąc głośno to. Czy po dwie? Nie wiem. Tego wieczoru byłem oficerem służbowym. było dla Pań nowością. a raczej wieczór. prosząc bym zechciał chociaż przez pół godziny zabawić jego sześć "córeczek". Śpiewali wówczas: "Ja biedny marynarz nie mam nic swojego .tłumaczył mi poseł. w którym Panią poznałem.to też nie bardzo byłem pewny. że w Gandawie nie znają się na tym zupełnie. czego Panie tak na co dzień i wszędzie nie słyszą. Co do imion córek .jednym tchem powiedział wówczas szczęśliwy "ojciec". Im dłuższa część ostrza może być wbita w przeciwnika. jak ONI to wykonują. Nelli. Weszliśmy do baru. Byłem oszołomiony. ale pomysł był dobry.Wybaczy Pani. Siedzę i czekam na rozprawę rozmyślając. jaki chyba tylko Noe oglądał. Córki nie były podobne ani do siebie nawzajem. czego każdy z nas nauczył się już w Szkole Morskiej na pamięć. że podobnie jak Pań z ojcem jest siedem osób. że Pani pisuje artykuły do "Bluszczu". ani do ojca. Tak twierdził nawet ojciec-poseł. które nudzą się bardzo w barze. wymieniając wyłącznie zalety każdej. zatrzymał mnie z córkami na statku ." Tak kolejno przedstawiał swe córki. •. Wieczór ten wspólnie określiliśmy jako najweselszy ze wszystkich znanych nam dotychczas na statku. jakiej kary żądać będzie oskarżyciel . . wprawiłem ojca-posła w zachwyt. że może Pani nie wie. Nie biorę odpowiedzialności za prawdziwość tej informacji. których Panie poznają. ponieważ służy do przybliżania i rozjaśnia horyzonty. by nie rozumieć. Bawiło Panie to. że jestem dla Pań egzotycznym stworzeniem przyprowadzonym przez dobrego ojca dla rozrywki. nieznanym gatunkiem .ale lało. Rękojeść z drzewa.

który wprawił Pamią w zdumienie swym powiedzeniem. uderzając kilka razy po tym samym klawiszu. Pytanie brzmiało: "Gdzie król angielski przechowuje stada swych renów. bo motorów-ka nagliła i nie mogliśmy postawić normalnego trapu. Posiadam to zdjęcie z opisem na odwrocie rozmowy podróżnika Anglika z bogatymi właścicielami stad renów/ Na pytanie Lapończyków podróżnik ten nie bardzo wiedział. Zachwycona wówczas tymi widokami powiedziała Pani. kilkuletniego malca. bo ze strachu jest żółtozielony. . jak się dowiedziałem. Pasażer ten miał na sobie długi płaszcz z tak zwanej. podchodzi teraz do burty. bez których przecież kapitan sam . to nie można się dziwić. czekając na sprawę i nie ma do kogo ust otworzyć. Pamiętam. na dalekiej już północy oglądane na tle lodowca reny? Zrobiła Pani wówczas zdjęcie Lapończyka z renem. No. co się dzieje z bohaterem chwili. ponieważ trochę tej sławy kapnęło i na nas. że przychodzą mu na myśl chwile najmilsze i najweselsze. Proszę państwa. Teraz. pod którego dowództwem pierwszy polski statek już po raz drugi obchodzi tę uroczystość. Malec leżał jak nowo narodzony w łódce unoszonej słabym prądem rzeczki.jako najmilszy ze wszystkich deszczów. gdy wyrusza na wojnę?" A potem drugie przejście "Polonii" przez krąg polarny i ojciec Pani biorący udział w uroczystościach z tym związanych jako Neptun. powiedziałbym nieprzytomne. że przy wejściu do fiordów ma się przesiąść na motorówkę. ale gdy człowiek siedzi sam w więzieniu. spowite w koce na leżakach. raczej udawać tylko. Pasażer ten. Wciągnięto go do budy w motorówce. na tym kończę mój komunikat. że nudzę Panią tymi wspomnieniami. które leżą na burcie i które będzie musiał liczyć swymi stopami. by skrócić jego męki. który zmienił się podczas tej podróży w przyzwyczajenie. nie cieszył się sympatią na statku. oficer przepasał go liną. Oficer kazał go prędzej opuścić.A deszcz . by za tanie pieniądze dostać się do Norwegii wyłącznie w sprawach handlowych. po których ten nieszczęśnik będzie musiał schodzić. A potem . podobnie jak i całe towarzystwo. na oślep przebiera po nich stopami. Usiłuje dać mi znak ręką. Twarzy jego nie widzę. jak bardzo się boi. bo spojrzał właśnie w dół. przy pomocy oficera puścił ten klawisz i teraz maszeruje po następnych. Macha rękami i nogami. Marynarz wyrzucił przed nim cały szereg klawiszy na sznurku. Gdy za kręgiem polarnym "NASZE MOCZULSKIE" leżały na kształt kokonów. Właściwie zmienił się w bezwładne ciało z wolna opuszczane na tym sznurze przez marynarza na dół. modnej wówczas. Przypomina sobie Pani ten przeskok morzem bez brzegów od Ska-gen do fiordów i tego pasażera. Byliśmy bardzo dumni z tego przemówienia. zacisnął kurczowo palce na klawiszu na burcie i nie daje się namówić.Proszę państwa . ubawił się tą przygodną audycją. No. jak temu pasażerowi uda się podróż po drabince zrobionej z dwóch lin i umieszczonych pomiędzy nimi deseczek stanowiących szczeble. że schodzi. A pamięta Pani podczas postoju na kotwicy w jednym z fiordów. że może powtórzyć słowa małego Francuza. Wchłania"! w siebie promienie słońca. myśleliśmy o Nich jak o najmilszej hodowli jedwabników i wynajdywaliśmy setki powodów.facet wyraźnie zbladł. No. by się dostać jak najszybciej na ląd. Pamiętam jego monolog sławiący kapitana. już jest w motorówce. Boi się okrutnie.mówił . co ma odpowiedzieć. wśród kwiatów wodnych i kwiatami okrytych brzegów.niezapomniana już nigdy podróż fiordami do Nord-kappu. Dla wszystkich turystów było to czymś bardzo ciekawym i każdy chciał widzieć. tak jak już zapowiedziałem. ma pod sobą chyba kilkanaście metrów pionowej ściany wprost do wody. który podczas tego przeskoku otrzymał depeszę z wiadomością. Żeby zabezpieczyć pasażera przed spadnięciem do wody podczas schodzenia do motorówki. by nie umniejszyć w ich oczach majestatu jego królewskiej mości króla Anglii. bym nie mówił. Jakiś pan z radia stanął wówczas na burcie w pobliżu niego i bardzo głośno relacjonował wszystkim. więc nie mogę podać państwu tego na pewno bardzo ciekawego jej wyrazu. słoniowej skóry. by przyjść i zobaczyć w Ich oczach odbite śnieżne szczyty lodowców iskrzące się w słońcu. Nie mam wątpliwości. facet jest nieprzytomny ze strachu. Musiał zejść po sztormtrapie. proszę państwa. i jeszcze te klawisze. Teraz oficer omotał go sznurem. że będzie to z jego strony tylko udawanie. jakie nas w barze kiedykolwiek osadziły. niestety. jak ojciec z sześcioma córkami. No. którą trzymał jeden ze sterników. No. Po prostu jest to wspaniały typ kameleona w ludzkiej postaci. Jest to właściwie galaretowata masa drżąca ze strachu. Ruchy są zupełnie bezładne. by go puścić. proszę państwa. barwy kwiatów i zwiastował Pani wielką nowinę: "C'est la nie". Jest rzeczywiście bardzo wysoko. Udawał turystę. Obawiam się.

Wdzięczna jestem Panu za to. Warszawa. ^przed nami siadała para za parą. jak właśnie sześć córek z Kasią na czele. Siedzieliśmy w nocy na pokładzie nad tym samym barem rufowym. N Były to najjaśniejsze dnie. imieniu nas wszystkich wywdzięczyć się Panu za tyle wesołych opowiadań i wiadomości 0 fiordach. dzięki któremu miałyśmy możność poznać wszystkich Panów bardziej bezpośrednio. Wierzę. Szczególnie wówczas Panowie stawali się dla nas bardzo dalecy. ale najważniejsze. K. że właśnie w więzieniu przypominam sobie chwile spędzone z Panią jako coś najbardziej radosnego w tym mrocznym oczekiwaniu na sprawę. a Pani jest tak daleko. Proszę się nie dziwić. a nie tak z daleka przechodzących z mostku do mesy lub na szalupach podczas przewożenia nas na ląd. nie wątpię. przygodnej znajomej. czym to jest dla Pana z przestworzy oceanu znaleźć się w więzieniu. jeśli to będzie możliwe. który eksplodował . proszę adresować na s. które można było dostrzec nawet w ciemności nad białym pokładem. piszą do Pani. podczas których przez całą dobę można było oglądać w oczach córek słońce. Skoczyła. "Psia-krew" . z nią na rękach. Łączę wyrazy szacunku i wdzięczności za tyle miłych chwil spędzonych w Pani towarzystwie podczas wycieczki na Nordkapp. "Polonia" Gdynia. jak gdyby pędził za swym własnym cieniem.s. jak wszystkie błogosławiłyśmy ten deszcz. Mieliśmy sobie zawsze tyle do powiedzenia. To było coś. br.S. Pomarańczowe słońce najładniej odbijało się w Pani oczach. jak to będzie możliwe. że w tak ciężkiej dla Niego chwili pamiętał Pan o mnie. Nie znam szczegółów. których tysiące przewijają się przez pokłady niezapomnianej dla mnie "Polonii".. Gdyby Pani zechciała napisać do mnie. ludziach. a którego nam wszyscy inni bardzo zazdrościli. Siedzieliśmy rzędem.. Zamilkliśmy. w którym poznałem Panią. a nade wszystko za tyle humoru. Woleliśmy wszyscy rozmawiać. Straszne. Proszę. Bal kapitański. Słychać było orkiestrę. by się Pan nie załamał nawet w wypadku najbardziej surowego wyroku. Pamiętam. Jeszcze raz przepraszam za więzienny papier. nikt nam tak nie przypadł do serca. Powrót z Nordkappu na fiordy. Gdy po wyznaniach posypały się pocałunki. zrobiło się nam trochę nieprzyjemnie i mieliśmy już zamiar chrząknięciem zahamować ciąg dalszy. gdy bardziej przytomna od niego ona dojrzała nas w ciemności. W tej chwili jestem przybita tym. Wśród tysięcy.niczego nie do-kazał. naprzeciw nas stały dwa puste leżaki. Po zobaczeniu oceanu wydaje mi się. ale innego tutaj nie ma. które odbyły z nami podróże. podobnie jak i ja. Będę się starała w. Jeśli listy moje będą mogły przynieść Panu ulgę w tym odosobnieniu. którego Panowie nam nie skąpili. 13. przebywając na nim stale. Trzeba było jednak się rozstać. by przywiązać do siedzenia leżaków baloniki będące atrakcją tego wieczoru. Pieczołowicie przechowuję gazetę okrętową z tej uroczystości z wierszami ojca-posła. ich życiu. że nie powodowało Panem zło. a już nowa para zjawiła się przed nami. że moi koledzy. Szanowny Panie! List Pana wstrząsnął mną do głębi. Nie widać dzisiaj jego blasku. porywając go za sobą. I tak aż do świtu. Szczęśliwiec. Za kratami niebo jest szare. 7. Rozumiem. nie mieszczą się w ciasnych ramach codziennego życia portowego i że to musiało doprowadzić do nieporozumienia. P. aż naraz znikło to wszystko i nadszedł ostatni wieczór. Para opadła na nie. Zaledwie zdążyliśmy myśl w czyn zamienić. by sobie dodać sił i nie zdradzić swej obecności śmiechem. Tańczono na rufowym pokładzie oświetlonym lampionami. Płakaliśmy i chcieliśmy wszyscy całować Nelli za genialny pomysł. co się z Panem dzieje. Gonił je tak. by zwierzyć sobie najbardziej niepotrzebujące świadków słowa. będę do Pana pisała tak często. Tańczyć nam oficerom na statku nie było wolno.zaklął nieszczęśliwiec. słychać było słowa piosenki: "Chłopcy czarni tak jak ja. Wówczas Nelli wpadła na wspaniały pomysł. Trzymaliśmy się wszyscy razem za ręce. że Panowie. Ponieważ wszystkie Panie zostawiły nam swoje adresy. co się stało. B.zabijając najżarliwsze myśli. Ludzie w pewnych okolicznościach są do siebie bliźniaczo podobni. "Szczęście" wyrwało mu się z rąk. opadł na przygotowany balonik. napisać." Przed nami znalazła się para szukająca ciemności i odosobnienia. . Znów za każdym zakrętem zaklęte postacie mnichów lub rycerzy wiekami rzeźbione w skałach przez lodowce.

oficer wachtowy posłyszał za sobą głos kapitana na mostku w chwili.trafiłem wbrew swym zamiarom. że dostatecznie znam język francuski i w jego zastępstwie pójdę na rozprawę do więzienia. mając w ręku finkę a pod ręką kilkadziesiąt butelek. ale niestety już bez sześciu uroczych córek i ich miłego ojca. że rozumie mnie Pani. jak zwykle przez swe zaciśnięte zęby. Głowiłem się tylko nad tym. Przypomniały mi się fiordy i Pani. widać już SALEM ALEIKUM?. Właściciel wezwał policją.. akurat gdy projektowałem sobie wypad do Brukseli i wszystko już miałem umówione z kierownikiem wycieczki. gdzie zatrzymano do czasu rozprawy naszego pomocnika kucharza. czy żeby ulżyć. . by się Pan nie poddawał smutkowi i rezygnacji. słusznie czy niesłusznie. Pomimo że wysłanie mnie tam było widomą oznaką troski kapitana o załogę. Skąd. br. Rozprawa trwała bardzo krótko. Nu. Staliśmy z nową wycieczką turystyczną w Gandawie. a wszystko to z tego powodu. Gdy straciłem cierpliwość. wcale to nie zmniejszyło mego rozgoryczenia z powodu zmarnowanego dnia wolnego.Listem swym przypomniał mi Pan tak żywo całą podróż. podpisany "Kasia". poprosiłem o papier . że podda się tylko dwom policjantom. zostałem wezwany do kapitana. . List Pani jest dla mnie bardzo miłym dowodem Jej pamięci. Za kratami było niebo nad mknącymi na wycieczkę autokarami do Brukseli. bo ... że to wszystko miało miejsce nie wczoraj. przypomniał. Zapłacił wyjątkowo śmiesznie mała karę. Miałem dzień wolny od służby i naturalnie wybór padł na mnie. 7. Czekałem na nią w poczekalni koło sali sądowej. do którego zaprowadzili go przygodni znajomi. W momencie gdy już ubrany wybierałem się na wycieczkę.C. Życzliwa Kasia Nowy Jork. mógł utrzymać całe towarzystwo w szachu z dala od siebie. czy dokuczyć. że wydaje mi się. miała go ona ustrzec na przyszłość przed zbyt lekkomyślnym zawieraniem znajomości . tym bardziej chciałem ją jeszcze raz zobaczyć i odświeżyć wspomnienia.]ak Pani widzi . Leonek z nożem fińskim w ręku stawił opór policji w nocnym lokalu. który zarezerwował dla mnie jeszcze miejsce w autokarze. rozpoczęła się o drugiej po południu. wyobraził sobie. gdy podnosiliśmy trap i zrzucaliśmy ostatnie cumy wychodząc do Nowego Jorku. I znów Panią nudzę tymi więziennymi sprawami.K. wie co? A. K. W programie były dwie galerie obrazów ł cała Bruksela. że jeszcze jako tako potrafię porozumieć się w języku francuskim. bojąc się podstępu zajął strategiczne miejsce przy barze. Sądzę. fobym sobie ppr"' jechał na wycieczkę. Leonek wytłumaczył na migi. Rozprawa zamiast odbyć się o godzinie ósmej. Miła Pani Kasieńko! Otrzymany od Pani list z dnia 13.myślał. Gdybym nie znał tego języka. że właśnie mnie przypadła ta cała sprawa. ośmielił mnie do rozpoczęcia w ten sposób mego listu. Pomimo że już w niej byłem. lecz przed chwilą. nudząc się niemiłosiernie. ale który jest dla mnie bardzo miły i dzięki któremu wcale nie żałuję. że nie pojechałem do Brukseli. chłopca zamroczyło i. i zacząłem wówczas rozżalony pisać wszystko "od serca" i sprawiłem Pani smutek. Byłem "nieutulony w żalu".jak wyjaśnił na sali sądowej . Słynne jest ze swych studiów nad wyznaczaniem kary więźniom w sposób indywidualny. 7. W tym stanie trafiłem do jednego z najstarszych i najbardziej słynnych więzień na świecie. że chcą go obrabować. List wysłany z więzienia widocznie bardzo długo wędrował do Pani i Jej miła odpowiedź przyszła. łącząc wyrazy szacunku z prośbą o przebaczenie za sprawiony smutek. za który Panią bardzo przepraszam. Zapłaciłem za Leonka żądaną sumę i zabrałem go na statek. według motywów wyroku. Jeszcze raz pragnę zapewnić Pana o swej wielkiej dla Niego życzliwości i nic nie potrafi mi ani na chwilę zaćmić uroku całej podróży. br.sam lokal również nie cieszył się zbyt dobrą opinią. Gdy go zaczęto familiarnie obejmować. że stałem się przyczyną miłego dla mnie Pani smutku 1 niepokoju. Jak wynikało z zeznań świadków i policji. która odkryła się w lewo od kursu transatlantyka "Kościuszko" idącego do Pireusu. gdy się przyglądał mglistym jeszcze zarysom wyspy SALAMIS. Proszę. l u. Towarzystwo się ulotniło. Po tej wycieczce trafiliśmy na nasz zwykły rejs do Nowego Jorku. czy też żeby wyleczyć z przestępczości. Papier ten był zaopatrzony w ten fatalny nadruk: Więzienie Municypalne Gent. Przykro mi. za którą serdecznie dziękuję. w które .B. 31.chciałem napisać list do Pani. Kapitan. PASAŻER I. iż miałem prawo być rozżalony. że ten jeden jest przebrany.

Najbardziej niezadowolony wydawał się kapitan: . za nią pyłem okryte olbrzymie agawy. Widać było zdumienie nawet na twarzach załogi hotelowej. że jedzi jakiś poważny pasażer. lecz w innym.utrzymując regularną komunikację pomiędzy Istambułem. W ten sposób pozostawiano dojście z obu stron statku do port bunkrowych. gdy dobrze znajome nabrzeże zostało hen z prawej burty. Kapitan miał na myśli znanego piosenkarza.zdziwił się kapitan. Podobnie było z "wieczną zielenią" wysp Cyklad i Dodekanezu. Skoro od wielu miesięcy. pilot odpowiedział. na którym był najpierw starszym oficerem. że mnie znów nie powiedział. cała załoga uważała już to miejsce za swoje własne. w których na próżno chciano by się doszukać zieleni. po przeciwnej stronie basenu. Z równowagi wytrącił kapitana i oficerów pilot. lecz po przeciwnej stronie basenu". że kapitan musiał sam się spodziewać czegoś podobnego. nie ustąpił tak łatwo i spytał pilota. ale w pierwszej chwili nigdy nie wzbudzi na statku entuzjazmu. tak jak wówczas nie powiedział o tym. mając na pokładzie takiego pasażera. Jaffą. Cumowanie w nowym miejscu przeszło w głuchym milczeniu. Trzeci oficer. Nowe miejsce może być stokroć lepsze od starego. Oba transatlantyki zaopatrywały się w bunkier w Pireusie. wie co? A. Do komunikacji z lądem służył ponton sięgający od lądu do trapu na rufie. zakupami i rozrywkami. Pilot doskonale zdawał sobie sprawę. by ten uważał go za człowieka niespełna rozumu. Jedno odmienne miejsce cumowania zmieniało każdemu ułożony rozkład związany z wyjściem na ląd z wizytami. dam ja intendentu.Kapitan był niesłychanie dumny ze swego konceptu nazywania tej wyspy arabskim pozdrowieniem "POKÓJ Z TOBĄ" i od paru lat nie darował ani jednej okazji. Tego dnia gdy piosenkarz wszedł na statek. z załogami pokładowymi na stacjach manewrowych na dziobie i na rufie. co dwa tygodnie. Była to rewolucja. pisząc: "Nazwa wyspy brzmi jak powitanie". kogo miał na myśli. Aleksandrią i Pireusem. że nie chce. wie co? A. Duże statki pasażerskie przebywały ją w takt marszów wojskowych granych przez rozgłośnię okrętową. obsługiwaną początkowo przez nasz największy transatlantyk "Polonię". Haifą. Po jakimś czasie przyszedł z pomocą "Polonii" drugi nasz transatlantyk "Kościuszko" i oba te statki na przemian co tydzień od wielu miesięcy zjawiały się w Pireusie podczas swego dwutygodniowego rejsu . gdzie należało rzucić kotwicę. a latem w roku 1936 zieleń ta była jeszcze bardziej płowa niż w latach poprzednich. po czym statek posuwał się wolno wstecz i z rufy podawał liny na nabrzeże. co śpiewał. rozgłośnia okrętowa co jakiś czas nadawała nagraną przez niego piosenkę: . Nie było wątpliwości. Kapitan z jednakowym zadowoleniem powtarzał to SALEM ALEIKUM. Gdy kapitan spytał go o przyczynę takiej decyzji kapitanatu portu. Od wejścia do portu aż do miejsca.Nu." Odkrycia tego dokonał w kilka miesięcy po swym przybyciu na tak zwaną linię palestyńską.rozpoczynającego się i kończącego w Konstancy . Na sześć rumbów w prawo od kursu widoczna już była stacja pilotowa. Po sztormtrapie wdrapał się na pokład pilot. tylko znacznie wcześniej od kapitana odkrył to Parandowski. Nu. Stary pilot dał grzecznie do zrozumienia "trzeciemu".Jakiego pasażera? . pełniący podczas stacji manewrowych służbę na mostku. przez które ładowano węgiel podwożony przez barki. że źródłosłów nazwy wyspy i arabskiego pozdrowienia był ten sam. jakie wrażenie wywołało jego oświadczenie. był szmat drogi. dodając iż przyczynę zmiany miejsca kapitan sam wkrótce uzna za najbardziej słuszną. "Kościuszko" zatrzymał się przed stacją pilotową. . w jakim stawał od miesięcy. do którego właśnie zbliżał się "Kościuszko". Z mostku zawiadomiono przez telefon o tej niesłychanej. Pilot uśmiechnął się i wyraził uznanie kapitanowi za taką dyskrecję. mówiąc "TAKIEGO PASAŻERA". poprzedzając je nieodłącznym "Nu. opisywaną przez starożytnych historyków. który oznajmił niespodziewanie. rozum mącącej wieści starszego oficera na dziobie i "drugiego" na rufie: "Staniemy nie w dotychczasowym miejscu. Po dojściu do wyznaczonego miejsca rzucano kotwicę. statek cumowano w jednym miejscu. a "Kościuszko" wciąż jeszcze szedł naprzód. by nie powiedzieć tego głośno oficerom na mostku w chwili zbliżania się statku do wyspy. Piękna pogoda i miłe dźwięki znajomych marszów nie zapowiadały wcale czegoś dla "Kościuszki" nowego lub nieoczekiwanego. a potem kapitanem. że statek nie stanie w tym samym miejscu. specjalnych otworów w burcie. który odbył z nami podróż do Palestyny.

Nu. I rzeczywiście kapitan mówił prawdę . po polsku znaczy tyle co Nowy Kwiat. ile statek otrzymał węgla. władca Abisynii Haile Selassie. cały dzień tylko o nim. a król Abisynii zmuszony został do ucieczki. . Zaledwie skończyły się formalności sanitarno-celne. Od wielu miesięcy cała prasa pisała o wojnie włosko-abisyńskiej. nie uznaję. ale żeby chrześcijański naród napadał na pierwszych czarnych chrześcijan. nu. były tak wielkie. Nareszcie drzwi się otworzyły i korpus dyplomatyczny opuścił statek.. Nu. "Drania" nigdy. co teraz robić?" . ale ostatecznie maszyna doszła do przekonania. który ją śpiewa. nigdy w życiu ja takiego słowa u siebie w słowniku swoim nie miałem.jak zwykle .Nu. Oficerowie szybko wyjaśnili kapitanowi przyczynę. zdenerwował się i powiedział siedzącemu obok nieznajomemu panu: . wie co? A. że zaraz spory się skończą. nie lubię ja tego "drania". co dwa tygodnie zawijającym do Pireu-su. ale cóż takiego przyrost naturalny. Tymczasem statek . Był nim Bodo. wie co? A. Nu. że naraził go na wstyd przed pilotem. znaczy ja troszeczku źle powiedziałem jemu. 'był płomieniem wiecznych sporów pomiędzy dostawcami w Pireusie i naszymi mechanikami okrętowymi. co teraz robić? A. słysząc tę piosenkę kilka razy od rana. że spór ten należy doliczyć jako specjalny dodatek do formalności związanych z kupnem bunkru. to jest ten. ja tego. że z powodu gorąca w maszynie mechanicy nie są w stanie nawet liczyć. że cała sprawa. a w kabinie starszego mechanika wciąż trwały gorące spory. Zbliżał się wieczór. Nu. kiedy zagrano ją znów przy obiedzie.Już taki jestem zimny drań I dobrze mi z tym bez dwóch zdań. ale różnice z tym co podawali dostawcy.swymi kłopotami z oficerami na mostku. Okazało się. Bunkier. Nu. że pewnego razu starszy mechanik. Z kolacji wrócił kapitan na mostek bardzo rozdrażniony i gdy znów usłyszał tę samą melodię. Nu. że "jeszcze się nie doliczyli".NU. Za każdym razem przychodziły pod statek te same barki z taką samą ilością węgla i za każdym razem po zakończeniu załadunku rozpoczynały się długie dysputy na temat. że dostawca w ogóle węgla nie dostarczył. że na polskim statku "Kościuszko". Trudno było w tym czasie o większą sensację w Grecji. Nu. zakończy się w kabinie kapitana na przyjęciu zainteresowanych i na "wieczystej z nimi przyjaźni". była zajęta przez Włochów. Nu.używał niekiedy słów znacznie bardziej dosadnych. w najbliższych dniach znajdzie się Haile Selassie.jak zwykle po przybyciu do Pireusu . najweselszy mechanik naszej floty handlowej. W obu wypadkach wyliczenia nawigacyjne zgadzały się co do tony z tym. na statek wszedł nasz cały korpus dyplomatyczny z pobliskich Aten. czyli paliwo. wielka rzecz historia..szykował się do przyjęcia bunkru. Podczas cumowania kapitan nie przestawał sobie obiecywać. dlaczego ciągle na statku grają Zimnego drania i że właśnie ten pan.było w tym wypadku niepotrzebnie przez kapitana użyte. Na wyjaśnienie zagadki tajemniczego pasażera nie trzeba było zbyt długo czekać. że tajemniczym dla nas pasażerem jest KRÓL KRÓLÓW zmuszony do ucieczki z własnego kraju. Kapitan równie żywo jak wszyscy interesował się tymi sprawami. Nu. Tego dnia wszyscy mieli bardzo uroczysty wyraz twarzy i natychmiast zamknęli się z kapitanem w jego kabinie. . jak i podobnych niezliczona ilość. twierdząc: "Nu. Bo wiadomo było. mierząc bardzo dokładnie dostarczony pod burtę węgiel na barkach. co obliczyła maszyna. Przyszli z pomocą. Załoga pokładowa dawno już sprzątnęła nawet ślady pyłu węglowego z pokładów. W tym czasie wojna w Abisynii już dogasała. ale z mostku co jakiś czas przychodziła telefoniczna wiadomość. panie. drań. Addis Abeba. wie co? A. rozpoczął ten krakowski targ od twierdzenia. Nu. W pierwszych dwóch rejsach oficerowie nawigacyjni sądzili. Nu. Ateny były zelektryzowane tą wiadomością podaną przez gazetą krakowską "Ilustrowany Kurier Codzienny". Nu. Wieczorem załoga pokładowa wychodziła na stacje manewrowe w nadziei. a wraz z nim oznaczona w rozkładzie godzina wyjścia z Pireusu. Od przyjścia dyplomatów upłynęło pół godziny-. że zrobi intendentowi wymówkę za to. "Nu. Kapitana i oficerów łączyła z nimi serdeczna znajomość. Kapitan. panie. podając olbrzymi przyrost naturalny Włoch jako usprawiedliwienie szukania nowych przestrzeni życiowych. któremu kapitan to wszystko powiedział. Dużo było z tego powodu wesołości. Na innych statkach mechanicy byli podobno bardziej pojętni niż nasi i dawali się łatwiej przekonać dostawcom. historia. podzielił się . Cały świat gubił się w domysłach: dokąd się schronił? I oto nagle w Atenach wyczytano. da drań. troszeczku za mocno.

Ewentualność spotkania się z włoskim okrętem wojennym wcale się nam nie uśmiechała. czy zły nieprzyjaciel. Rumunia i Jugosławia. Nu. Tutaj skończył się już wszelki niepokój. Bali się. każde światło. krótko mówiąc rasa. Zupełnie nieznajomi ludzie obiegli natychmiast wychodzącą na ląd załogę ofiarując olbrzymie sumy za fotografię Haile Selassie zrobioną na statku. niby niechcący. Turcja bowiem należała do paktu bałkańskiego. kapitan dodawał. do którego należały również Grecja. Wciąż zajeżdżały limuzyny. że Włosi. był przepełniony tłumem. nu. Żeby ożenić się.chcąc wynagrodzić tych." Efekt takiego opowiadania zawsze był bardzo silny i żeby go nieco złagodzić. Kilka nocnych godzin po wyjściu z Doro minęło spokojnie. Abisyń-czyk musi zabić lwa i zdjąć z niego skóra . by zobaczyć Haile Selassie . znajdująca się zbyt blisko trzynastu wysp . Przyczyną zmiany miejsca postoju "Kościuszki" była obawa przed możliwością konfliktu pomiędzy załogą stojącego już przy dawnym pontonie "Kościuszki" dużego pasażerskiego statku włoskiego a załogą "Kościuszki". Plac przylegający do nabrzeża. Najbardziej bała się ich Turcja." Pod wpływem opowiadań kapitana "Kpściuszko" zdecydowanie stał po stronie Abisyńczyków. wie co? A. Pierwszy raz "Kościuszko" punktualnie wyszedł z Pireusu. i cóż takiego. Jeden z oficerów . Nu.na niebie zjawił się brat Eos. Wszystkie sankcji Ligi skończyli się na tym. iż tuż obok nich znajduje się Haile Selassie. tylko należy pójść do czarownika i poprosić go o napisanie na kartce życzeń. że z nieprzyjaciółmi nie należy walczyć ani krzyczeć. Fotograf okrętowy. aż wreszcie różane palce Eos odchyliły zasłonę nocy . Oficerowie na mostku i marynarze pełniący służbę byli silnie podnieceni. które się chce przesłać czy powiedzieć pod adresem nieprzyjaciela. który uwiecznił już tylu pątników do Ziemi Świętej. że wykorzysta on bajeczną wprost okazją do zrobienia majątku w przeciągu jednego dnia. że Włosi mogą nasłać na nas jeden ze swych okrętów wojennych z pobliskiego Dodekanezu w tym czasie. a Liga Narodów. niektórzy kilka takich trofeów swemu koniowi nakładajo. Był to najbardziej pamiętny dzień postoju w Pireusie. według niego: "Nu. ukazywał się w drzwiach baru na pokładzie łodziowym. Tego bowiem dnia ilość dostarczonego węgla obliczona przez maszynę i przez dostawców po raz pierwszy i ostatni zgadzała się od razu co do grama w chwili zakończenia bunkrowania. pod jego opieką "Kościuszko" dotarł bez przygód pod Troję. budziło zrozumiałe zainteresowanie. którzy. gdzie się mu życzyło . Nu. ukazujące się na horyzoncie. Najmłodszy urzędnik agenta Anastazi powiedział.albo zabić nieprzyjaciela. Nikt z oferujących olbrzymie sumy nie wątpił. złocisty Helios. gdy będziemy szli od przejścia Doro pomiędzy wyspami Edbeą i Andros. że będzie czuwał przy telefonie. że szczęśliwie tam już dotarliśmy.nieprzyjacielowi.panie." Kapitan czarował pasażerów swoistymi opowiadaniami o Abisyńczy-kach. aż skalp wytni z rozmaitymi innymi rzeczami. Nu. Wszystkie te państwa w jednakowym stopniu obawiały się Włochów.do piekła albo do nieba. w żadnym wypadku nieprzyjaciel nie powinien tego widzieć. potem przez środek przetni szpara i naniży swemu koniowi przez głowa. Powiedział o tym kapitanowi szczerze agent Arwanitidis. W zależności od tego czy to był dobry. przy którym teraz stał "Kościuszko". że: "Dzieji się tak wyłącznie wówczas. którzy podczas upału przybyli z Aten. kilkadziesiąt lat temu kiedy Włosi z tego samego powodu na Abisyńczyków. Po zachodzie słońca odwaga ludzi proponujących fantastyczne sumy za fotografie wzrosła. a teraz. panie. aż na wody starożytnej Troi koło wejścia do Dardaneli. mogą się pokusić o zabranie go siłą. zanim nie otrzyma wiadomości z Biiyiikdere. jeśli Abisyńczyk chce się żenić. był najbardziej atakowany. Coraz więcej ich było na pontonie przy trapie.przebrał się za wojewodę abisyńskiego. wędruje on tam. tylko od dolnej wargi nacina skóra w dół z jednej i drugiej strony przez cały brzuch. gdy się dowiedzą. Na co dzień Abisyńczycy są bardzo spokojni i grzeczni i mówią. a ich pasażerowie obserwowali nasz transatlantyk i robili zdjęcia. Ta droga pod Troję przenosiła nas myślami w epokę Homera. panie. Nu. Nu. ci pobili Włochów pod Aduą i kilkadziesiąt tysięcy Włochów wziętych do niewoli zamienili na dozorców haremowych. z samolotów Włosi polują na ludzi uzbrojonych w piki. budząc swą osobą widoczne zainteresowanie. że Francuzi jedni nie zakupili dla najdroższych sklepów paryskich włoskich kapeluszy damskich. Z nieprzyjaciela całej skóry nie zdejmuji. Grecy obawiali się. gdyby nasz statek stanął na starym miejscu. Niepokoili się o nas. Niezapomniane były również chwile pożegnania z urzędnikami agenta. Nu. i od czasu do czasu. od razu rozwiązali sprawę przyrostu naturalnego Włoch i przez kilkadziesiąt lat mieli spokój. Napisane przez czarownika na papierku słowa trzeba zanurzyć w kawie i dać tę kawę do wypicia .

żeby im powiedzieć tylko prawda. Dyplomaci polscy z niezadowoleniem patrzyli na kapitana. że nie ma. czy kapitan ją poznaje. Nu i cóż takiego. mówiąc. mowania. z drugiej strony . W nocy "Kościuszko" minął morze Marmara.Nu. wykrzykną ja wówczas.był sam kapitan. a potem zwrócił się do kapitana. Jasne było. Pilot nie wniósł ze sobą żadnej sensacji na statek. a ta z pewnością udzieli gościny KRÓLOWI KRÓLÓW. Nu. Nu.dyplomaci znów pożądali kapitana. Nu. potem "trzeci". Włosi rozgniewali się na mnie. "Kościuszko" szedł do Rumunii. Włoch. Napięcie międzynarodowe wzrastało. Kapitan musiał przyznać.pytał dalej Włoch. . że na statku jest Haile Selassie.A kto pośrodku siedzi? . Wszyscy oficerowie nawigacyjni "Kościuszki". że zna tego pana. podobnie jak Grecy w Pireusie. . Dyplomaci polscy nie wiedzieli."drugi". że jest mu niezmiernie przykro z powodu kłopotów. Puszczając mimo uszu wyrzuty dyplomatów polskich. Dziś została już tylko po nim nazwa ZŁOTY RÓG. pokazując kapitanowi jedną z osób na fotografii spytał. . Kapitan rzucił okiem na fotografię i zaniemówił. przyczepili się do minie. tureckich i włoskich.A ten oficer obok pana? . Osobą wskazaną przez dyplomatę włoskiego . fatygując go i zabierając czas niepotrzebnie. Nu. z której czerpano niegdyś złoto w postaci niezliczonych ilości tuńczyka. wasz Cycero powiedział. pośrodku Złotego Rogu. że na statku jest Haile Selassie. .przyznał zdumiony kapitan. .Dodekanezu należących do Włoch. Triumf Włocha był całkowity. Do gazety dopięte było tłumaczenie w języku włoskim. "Kościuszko" minął obronne mury Seraju i wszedł na złotodajne wody zatoki. nu i nic więcej powiedzieć nie chciałem.list się nie rumieni). że tak. że nie mam ja Haile Selassie i nde mam żadnego pasażera do niego podobnego. co myśli o tej sytuacji. Nie było rady. że pismo nie czerwieniej! (epistola non erubescit . Czy jest teraz na "Kościuszce" Haile Selassie.spytał z wyraźną satysfakcją Włoch. wie co wówczas było? A. jakie sprawili kapitanowi. jeszcze raz się jej przyjrzał. Oświadczenie to jednak przeminęło bez echa. nu. Triumf Włochów był w tej chwili ich porażką. I znów Włosi zaczęli swoje pytania. nie mógł powstrzymać się od wypowiedzenia głośno po polsku tego. No i mówią ja im. Nu i teraz Turcy prosić zaczęli. który był przy tym obecny jako tłumacz. jeden jak świń jaki przyczepił się do mnie. Wło'ch wyjmuji z teczki fotografia i pyta się. zdenerwowałem się ja. Kapitan zrozumiał. czy go nie ma? Nu. Podeszła łódź pilotowa. Turcy zaczęli ich uspakajać. że na Morzu Czarnym Wfosi nie nie mieli do powiedzenia.Haile Selassie . Mówię ja jemu. Nikt nie zabierał głosu.Nu. Nu. który wziął fotografię do ręki. "Historyczny moment" przedłużał się. Widział teraz swoją osobę. jako jedną z głównych postaci w nowym konflikcie międzynarodowym. Włoch wyciąga gazeta "Ilustrowany Kurier Codzienny" i pokazuji. wie co? A . Stanęliśmy w tym samym miejscu co zawsze. O świcie ukazało się miasto z baśni tysiąca i jednej nocy. Ciszę przerwał jeden z Włochów. co na niej sfotografowane? Dalsza rozmowa kapitana z dyplomatami ciekawiej została opowiedziana przez jednego z polskich urzędników. co mają powiedzieć na ten temat. czy nie ma? . podając liny na zakotwiczone na zatoce beczki do cu-. wie co? A. Kapitan lubił niekiedy stawiać siebie w jednym szeregu z czołowymi osobistościami historii świata. . że tam jest napisano. że na "Kościuszce" jest Haile Selassie. . W chwilę po zacumowaniu dobiła do trapu motorówka agenta . że jest nim starszy oficer. Wkrótce kapitan znalazł się w biurze agenta wydany na pastwę dyplomatów polskich. że wszelka dyskusja w tej chwili wobec tego dowodu rzeczowego. Jest. Dzięki sojuszom udało się Turcji utrzymać swą Anatolię.Nu Włosi. Turcy nie zdradzali ochoty wydania Haile Selassie. Z leżącej nad morzem perłoworóżanej mgły wynurzyły się zaróżowione wschodzącym słońcem iglice minaretów i kuliste kopuły meczetów Konstantynopola. żeby to wszystko była prawda. Nu. historyczny byłby moment. Kapitan musiał przyznać. leżącego na biurku nie była wskazana. czy poznaje ja te osoby. dlaczego ja chce utaić. Nu.mówi.opowiadał o tym spotkaniu potem kapitan na mostku. na którą Włosi mieli niekłamaną ochotę przed uderzeniem na Abisynię. że nie powiedziałem ja prawdy w Pireusie.

co nie przeszkadzało. nie mając zdolności lingwistycznych. Nu. Życie spędzili na morzu. "Moment historyczny" uznano za niebyły. a płetwy kształtu skrzydeł motyla . Były to dwie prawdziwe "perły" w skarbcu opowiadań. żeby tylko porządek był! Pasażerski że -statek. Gdy na przykład nowy oficer pierwszy raz usłyszał na mostku wypowiedziane przez kapitana zdanie: "Ticha idim. wie co? A.znaczy "pomysł nieprawdopodobny. autorzy i tytuły przeczytanych książek. każdy z marynarzy chciał poznać zwyczaje związane z przejściem równika. Wygląd ryby całkowicie usprawiedliwiał jej nazwę: Chimera . nie lubię ja słowa "drań".Dyplomaci polscy i tureccy patrzyli na Włocha.Nu. Walka kapitana z własnymi brakami w zakresie wiadomości wzbudzała szacunek. jakie wywarło na obecnych przeproszenie przez niego kapitana. Jednej rzeczy należało przypilnować . Nu. starszego mechanika. Chcąc wyrównać braki z dziedziny literatury i historii polskiej . iż był on stałym tematem najweselszych opowiadań. Widząc wrażenie. którą zajmowali. dyplomata wyjaśnił. przez równik szedł po raz pierwszy. podłużne. porządek byt' musi! Na punkcie porządku i czystości kapitan Domejko był pedantem. Nu. Dbał o wygody pasażerów i dobrą ich opinię o-statku bez względu na klasę. barwy brązowej. tak nie widat"' .zimna szelma.Nu.ale oko jej było olbrzymie. Ta była w dodatku Mirabilis . Ale myliło mu się często wszystko: kolejność faktów historycznych. CHIMERA MIRABILIS Byliśmy trzecim statkiem pod polską banderą. krótko mówiąc . jeśli natychmiast nie był zrozumiany. Za przykładem sławnego Beebe'a. wędrowałem myślami po jeszcze większych głębokościach w pogoni za wspaniałymi rybami głębinowymi. które doszłoby do wiadomości kapitana. kim jest nasz fotograf. Z kolei pozostali dyplomaci zaczęli kapitana przepraszać. Prosili. kończąc po swojemu to opowiadanie. Jednego dnia moje "studia" nad rybami głębinowymi przerwane zostały pukaniem do drzwi. W związku z tym jednego przezwano "Domejką". który miał wkrótce przekroczyć równik. Tułów tej ryby.miała siedemdziesiąt sześć centymetrów długości . a okrentu świetlanego jak nie widat'. tworzył na poczekaniu nowe słowa i dziwił się bardzo. Kapitan. Na nieprzewidziane przeszkody natrafiliśmy przy podziale ról. Na urządzenie ceremonii chrztu równikowego kapitan Domejko zgodził się natychmiast. których się będzie golić i chrzcić. zgodził się być Posejdonem i w ogóle zajął się całą imprezą."godna podziwu i zachwytu". przekonałem się ja.żeby nie przebrano miary i nie skrzywdzono tych. co stanowiło źródło nieustannych nieporozumień. jest o dziesięć lat starsze. Bez długich wstępów objaśnił. przypominający węgorza. wylęgły z urojenia". Najmniejsze niezadowolenie ze strony pasażerów. Statkiem naszym dowodził kapitan "Domejko". którym zawdzięczał swą dużą popularność. jakie krążyły po mesach ha wszystkich statkach naszej kompanii. mogło rozpętać ulewę "wyrazów własnych" na głowy szefów działów . z szafirową tęczówką i złocistą źrenicą. Obaj kapitanowie pochodzili z zaboru wschodniego. Cała załoga pokładowa dostała "gorączki równikowej". że dziecko Haile Selassie widoczne na tej fotografii. Najbardziej podobała mi się ryba nazwana CHIMERA MIRABILIS. że chcą urządzić przejście równika jak można najbardziej uroczyście. ale pod warunkiem: . Nu. Ryba nie była zbyt wielka .długo łamał sobie głowę. co robić? A. przechodził w zakończenie podobne do bicza. Do szkół polskich nigdy nie uczęszczali. skrzele były zielonkawe. jak gdyby ten ostatni dostał nagli pomieszania zmysłów. Transatlantyk nasz chodził dotychczas północną drogą do Nowego Jorku. Leżąca na biurku fotografia jest mistrzowskim fotomontażem. Pozostali dyplomaci włoscy również patrzyli na niego z niedowierzaniem i zdumieniem. Kapitan Domejko. Nu i wiem ja nareszcie. zamknął je takimi wnioskami: . Rytuał uroczystości równikowych był nam znany i nie nastręczał trudności.starszego oficera.fioletowoniiebieskie. wyłowiona po raz pierwszy przez Norwegów z głębokości prawie dziewięciuset metrów koło Wysp Owczych. że: "statek idzie wolno i dotychczas nie zobaczyliśmy latarniowca". Poza tym pływało się "ticho i spakojnie". zanim się domyślił. Wszyscy "sprzed masztu" chcieli bez . Od czasu zbudowania nowych transatlantyków kompania dobrała dwóch kapitanów o podobnych nazwiskach. że potęga prasy jest ogromna. drugiego "Dowejką". psia wełna. który w tym okresie zanurzył się na niemal tysiącmetrową głębokość w skonstruowanej przez siebie batysferze.czytał wiele. intendenta lub szefa kuchni. Przyszedł bosman z jednym z marynarzy. żebym omówił sprawę z kapitanem.

w większości Ukraińców jadących do Argentyny. Najładniejszy chłopak został Amfitrytą. że będzie z Posejdonem występował jako. Marynarze pomogli trytonowi wejść na pokład. że w oceanie spędził wiele lat swego życia Hefajstos. który diabły w walce porwą bezlitośnie. Spytałem. golibrodą i lekarzem nie było już trudności. gdyż nic nie potrafi. W przeddzień przejścia równika zgodnie z tradycją usłyszano zzm burty głos trytona pytającego w imieniu Posejdona o banderę i nazwf okrętu. lasso i umiał się tym lassem posługiwać. Niestety nie można było urządzić próby generalnej. a obrzęd chrztu będzie się toczył dalej. Jest to tak zwana po łacinie persona grata. Miał być ubrany w jakiś stary. Mieliśmy przeszło siedmiuset pasażerów do Południowej Ameryki. Z astronomem. kowboj. Wszyscy pasa-rowie wiedzieli już. Zaproponowałem odegranie sceny z krnąbrnym marynarzem. czy będzie mógł ubrać się w kawał jakiegoś futra i sporządzić sobie olbrzymi młot. ale cieśla odpowiedział. tylko ludzi ganiać. Przywleczony przed Posejdona.Osobą tą był tym razem profesor Bujwid z Krakowa. Olśniła mnie myśl.siedział tam na wywieszonej sterlindze. że na równiku zobaczą prawdziwe widowisko. ten "trupem padnie" u nóg Posejdona. Cała ta gromada "artystów" musiała działać wspólnie.oznajmił . po wejściu na pokład założył klub esperantystów i sam prowadził wykłady. Posejdon oburzony zachowaniem się marynarza rozkaże Hefajstosowi uśmierzyć śmiałka. której z urzędu lub stanowiska przypada pierwsze miejsce wśród pasażerów. Projekt został przyjęty z dużym zapałem. naukowiec. Z trytonami sytuacja się zagmatwała: okazało się. Posiadał strój kowboja. Włosy żmijowato opadały mu na czoło i to jedno przypominało nieco Greka. Po uściśnięciu dłoni kapitana tryton zapowiedział przybycie Posejdona. "Roztrzaska" czaszkę bluźniercy. Ponieważ dzie^ je się to zawsze po zachodzie słońca. Nic przy tym nie bę/-dzie potrzebował mówić.zgodnie ze zwyczajem powtarzania komend powtórzona przez odpowiedniego "artystę".kapitanem. Cieśla poweselał. wielu pasażerów było świadkami tego wydarzenia. marynarz zlekceważy rytualną wypowiedź nadającą mu nowe imię.. Dzieci szalały odprowadzając na mostek monstrum ubrane w szaty z ceratowych łusek. ale musi być w orszaku . W gruncie rzeczy sprawa była prosta . Zaledwie skończyła się sprawa z "kowbojem" wynikła nowa z cieślą: Diabłem nie będzie. Nasi domorośli "artyści" byli zgodni co do jednego.bo się pomylę! Bosman usiłował odwieść cieślę od zamiaru występowania. należało uplano-wać jakąś akcję. Z miejsca. Żeby zaś wypadło "wspaniale". muskularny olbrzym z młotem w dłoni. Oświadczył. Nic go nie obchodziło tłumaczenie. jak gdyby kara za bluźnierstwo była sprawą zwykłą i zrozumiałą. który miał kiedyś nieszczęście przebywać na "Dzikim Zachodzie". iż Posejdon nigdy kowboja na oczy nie oglądał: "Będę kowbojem albo za burtę wyskoczę!" Trzeba się było zgodzić: będzie wyszukiwał tych. Kapitan zachwycony był profesorem. będzie ich łapał na lasso i dostarczał diabłom. inaczej PORZĄDEK nakazany przez kapitana mógł być zagrożony. to sobie potrzebny kawałek wykroi. Amfitryty. W miarę więc możności każda rola została omówiona i .wyjątku występować. Hefajstosa i całego . Wszyscy oczywiście ze zdumieniem przyjęli ukazanie się człowieka zza burty. że "pan porucznik rozumie: jestem cieślą!" Cieśla miał prawie dwa metry wzrostu i muskulaturę przedpotopowego jaskiniowca. co może skomplikować szybkie porozumiewanie się z nim. Jeden tylko przyszykował kostium trytona uszyty ze starej ceraty. któray się kryją. że ma starą bekieszę podbitą futrem. innymi słowy "osoba mile widziana". a my przestraszeni tym. Najsmuklejszym przydzielono role nereid. profesor . ale odświeżony garnitur. Dobił jednak wszystkich marynarz. że kapitan nauczy się jeszcze jednego języka. ułożyć jakiś scenariusz. bo sam bosman nie występuje. Trytonem nie będzie. że widowisko MUSI wypaść wspaniale.. Postanowił. przewiązany na wszelki wy-: padek liną. że to przez zazdrość. __ Mówić też nic nie będę . Na statku pasażerskim w każdym rejsie znajduje się jakaś osoba. który nie będzie chciał poddać się ceremonii golenia i nadania mu imienia przez Posejdona. Hefajstos będzie miał specjalny młot tekturowy z farbą w środku. Cieślą można było pokazywać jako atletę. Należało dla każdego znaleźć "funkcję". bez mała osiemdziesięcioletni staruszek. że wielu marynarzy przygotowało już sobie kostiumy diabłów i o trytonach nikt nie chciał słyszeć.bo jest cieślą! Musi być kimś starszym ze względu na to.

Szepty "Podywyś! Podywyś!" usłyszane przez orszak Posejdona od razu podniosły ducha "artystów".dworu w dniu jutrzejszym o godzinie szesnastej. Fryzjerem i Astrologiem nie uraził nikogo swym widokiem. Kowboj maszerujący w jednym szeregu z Lekarzem. Wysłannik Posejdona pożegnał kapitana i odprowadzany przez zachwycone dzieci. Kto z nich dotarł do równika. Ludzie posiadający dusze marynarskie to ci. Zamu-strował na statek w charakterze chłopca okrętowego do prowiantu-ry. Na czele szedł Posejdon ze złotym trójzębem w dłoni i w misternie plecionej koronie na głowie. Następnego dnia już na długo przed godziną"czwartą po południu tłumy pasażerów zebrane dokoła drugiej ładowni z niecierpliwością wyglądały zapowiedzianego widowiska. Wypity kubek "plamozniku" w pierwszej chwili wzdymał pierś i dławił okrzyk "ogień mam w łonie!" Potem już wszyscy mogli zgodnym chórem śpiewać: "Hej. Przerazili się. że od przebywania na powietrzu czuje dziwną suchość gardła. Wszystkich . Wczorajszy posłaniec tryton w ostatniej chwili złapał do ręki olbrzymi pastorał i nie dał go sobie wydrzeć. Olbrzym nie potrzebował się charakteryzować.."Polonię". że dusze marynarskie rodzące się w sztormowe noce na masztach i rejach.orszak ruszył. "kolebkę" polskich nawigatorów. mgieł i gór lodowych. podobna siatka opinała kształtne biodra.. nauczył się szoferki i ruszył do Gdyni z kilkunastu złotymi w kieszeni. Najmniejszy pył z lądu nie może pozostać na tym. Był pierwszym prowiantowym na "Pilsudskim".są przedmiotem jego specjalnej miłości.Posejdona. gdy dzwon okrętowy wybił osiem razy . przed powrotem w głębiny oceanu zaszedł jeszcze" do marynarzy na pogawędkę. prywatną własność starszego marynarza Julisa. Tymczasem wśród gotowego do wyjścia orszaku wybuchła panika. Strome piersi kryła w złotej siatce. który jako pierwszy statek pod bia-ło-czerwoną banderą gościł na swym pokładzie Boga Mórz .na bagnety!" W chwili. W dalszym ciągu przemówienia oznajmił. Od tej chwili otaczać go będzie szczególna opieka Boga Mórz i może w przyszłości zawsze liczyć na jego pomoc.prowiantowy. Posejdon wzniósł trójząb nakazując ciszę. praktykę w zawodzie nauczycielskim oraz wychowawczym. przy sterach i wiosłach. znajdując prawdziwą rozkosz w pracy na oceanach. Jego olbrzymia zwichrzona broda wywołała szmer podziwu. po czym -nawiązał do przekroczenia równika przez szkolny żaglowiec "Lwów". Przygotowany na te ewentualności kapitan podał trytonowi butelkę rumu. który właśnie z tego powodu został wybrany na małżonkę Posejdona. Sytuację uratował najbardziej dziwny człowiek z załogi . Chcąc zobaczyć Rio de Janeiro przeszedł z "Batorego" na nasz stary "klejnot"* i teraz oto trzymał w ręku tacę z kubkami napełnionymi "plamoznikiem". w skąpe złociste siatki. Wśród braw orszak doszedł do drugiej ładowni. Powitał kapitana. kto Polak .Hefajstos dźwigał na ramieniu olbrzymi młot tekturowy misternie podmalowany.wybiegały daleko poza codzienność. Ale te stanowiły * "Klejnotami" nazywano popularnie w naszej flocie trzy pierwsze polskie transatlantyki . czy podołają zadaniu. w zmaganiach z falami . który pierwszy raz równik przekroczył. Musiał go jednak od dawna przygotowywać. podobnie jak ich siostra Amfitryta. "Pułaskiego" i "Kościuszkę". potwornych rozmiarów młot i skrawki futra . Wspaniała muskulatura.nie zdradził nikomu.filozofii i matematyki. Otrzyma nowe imię. że sprofanują odwieczny obrządek i staną się pośmiewi-skie'm. bo pastorał był kunsztownie opleciony. profesora i zebranych. wygięty i złocony..na "Batorym". Zostawił to wszystko. W jaki sposób doszedł do posiadania pastorału podczas tej uroczystości . Najlepiej jednak podobały się diabły. . Wygląd Hefajstosa wywołał szepty wśród pasażerów: "Podywyś! Podywyś!" . dozna zaszczytu wstąpienia do bractwa dzieci Posejdona. Najpiękniejsze w Amfitrycie były oczy. którzy porzucili marne przyjemności życia lądowego. Nie zapomniał przy tym dodać. Ale przed nadaniem imienia każdy musi być obmyty i ostrzem brzytwy oczyszczony ze wszystkich niedoskonałości życia lądowego. Głośny szmer zmienił się w burzę oklasków na widok nereid ubranych. Tuż przy Posejdonie kroczyła Amfitryta. na której został przyjęty przez kapitana przybyłego wraz z sędziwym profesorem w otoczeniu szefów wszystkich działów. a później . wśród huraganów. i pod tym nowym imieniem znany będzie Pose j donowi. Był to niepozorny garbusek zwany powszechnie "Plamoznikiem".od Posejdona do kowboja włącznie ogarnęła wątpliwość. Brawom nie było końca. Miał dwa magisteria .

po czym golono ich ostrzem brzytwy przeszło monolog nie mógł zawierać słów. Wszystko szło tak gładko. że według jego obliczeń w tym właśnie momencie statek przekracza równik. jakby pół czaszki zostało zmiażdżone. Rozpoczęła: się ceremonia chrztu. będzie pan odpowiadać! Toż pański dział! Nu. zaprasowaną koszulę. Czerwona posoka umieszczona wewnątrz młota trysnęła wokół. jak gdyby od wieków nikt z orszaku nic innego nie robił. Następnie przeciągano ogolonego przez olbrzymią rurę nawiewnika. takie barbarzyństwo to ja wypraszam! Nu. "Gdy oczyszczony z niedoskonałości ziemskich marynarz stawał przed Posejdonem. aż stali się centrum zainteresowania. żelazny. . że wszyscy w orszaku chcieliśmy krzyczeć z radości. Hefajstos grał swą rolę znakomicie. Wtajemniczeni drżeli tylko na myśl. takie-lunku. który z czerwoną od "posoki" głową. ludzie wstrzymali oddech. . Uderzył trójzębem z całej siły w pokład i donośnym głosem zawołał do Hefajstosa: . przygotowanego uprzednio przez statkowych kaligrafów i artystów. Stał on w umówionym miejscu. Efekt był tak nadspodziewanie znakomity.szło coraz głośniej po całym statku. Kapitan był zadowolony. Jego rozmiary przekraczały wielkość głowy krnąbrnego marynarza. ubili! .Podywyś. pilnował. ryb morskich.zbiegł z ładowni. co się stanie. absolutnie i kategorycznie nie pozwalam ludzi mordować! Nu. Oburzenie profesora zdezorientowało kapitana Domejkę. które ofiarne stewardesy wycerowały. Diabły puściły ręce krnąbrnego marynarza.rozległo się w tłumie Ukraińców. Jeśli tektura rozmiękła . żagli. które uraziłyby dostojnego profesora. Udawali wspaniale bezowocną gonitwę.To barbarzyństwo! Ja na to dłużej patrzeć nie mogą! . tak że wyglądało jak nowe. Gniew wielki targnął Posejdonem. Mięśnie torsu olbrzyma napięły się i naraz potworny. wystąpił z kolei Astrolog ł ogłosił. Były to przeważnie nazwy narzędzi marynarskich. Ciała diabłów na czarno smarowały nakrochmalony i wyprasowany garnitur. Hefajstos wybierał miejsce uderzenia. Hefajstosie! Niech więcej nie bluźni! Olbrzymi Hefajstos z ciężkim młotem w dłoni zaczął powoli zbliżać się do marynarza. Diabły jeszcze bardziej wykręciły ręce marynarza. Diabły zaczęły ścigać marynarza. jak można tak ludzi mordować! Nu. wywracając białkami oczu.NU. co ma nastąpić.cały uzyskany dotychczas efekt przepadnie. Zerwał się również z miejsca i wzburzony do żywego zwrócił się do starszego oficera: . . W tej chwili zerwał się z fotela staruszek-profesor i z okrzykiem: . kołnierzyk i krawat. Posejdon dał znak.Nu.Skończ z nim. trzymając za ręce i nogi. Gdy ubrany tylko w przepaskę z cętkowanego futra potworny olbrzym wzniósł młot. Napięte mięśnie Hefajstosa świadczyły o potężnej wadze młota. ^Olbrzymim pędzlem pieniącym się mydłem smarowano kandydatów do nowych imion. obficie zlewając wodą skierowaną z wężów do gardzieli nawiewnika.Ubili! Ubili! Ubili! . ten dotykał go trójzębem i wymawiał imię. że ludzie mogli dokładnie słyszeć każde słowo. by odegrać scenę z"opornym marynarzem. w wytwornym ubraniu. Na wszystkich twarzach znać było przerażenie. "Z pianą na ustach" krnąbrny marynarz wyrzucał z siebie wyuczone przekleństwa. Bosman z przypiętą brodą. że nie dopatrzył się braku porządku. wyprały i wykrochmaliły. udogadniając Hefajstosowi uderzenie w wychyloną do przodu głowę. by diabły nie znęcały się zbytnio nad obmywanymi. . metrowej długości. Cisza zapanowała tak wielka. Tryton wyjmował zza ucha olbrzymie pióro i wpisywał nadane imię do Aktu Chrztu. Krew krzepła w żyłach na myśl. co w efekcie wyglądało tak. zwalił się na ładownię. jeśli ta bryła żelaza spadnie na kruchą czaszkę. że czerwona farba wyleje się z młota za wcześnie. pod którym uczestnik chrztu miał już być teraz znany na wszystkich morzach. Obuch zrobiony z tektury wgiął się do środka.Gdy wszyscy zajęli przygotowane miejsca. Wówczas przywlekli go. Głośnym rykiem odezwała się syrena okrętowa. a raczej przynieśli. PORZĄDEK BYT' MUSI! PASAŻERSKI ŻE STATEK! Gdy już zaproszeni goście nasycili się widokiem golonych i obmywanych. patrzeć ja na takie rzeczy nie mogę! W tej minucie proszę przerwać to mordowanie! I pobiegł szybko za profesorem. zardzewiały młot spadł na czaszkę krnąbrnego marynarza. Na szczęście kapitan był tak zainteresowany tym. ubrany w ceraty.

że można go było posądzić o to. Widział jak rwano na nim nowe ubranie. jak można tak ludzi mordować? . Pasażerowie chcieliby dalej przyglądać się niezwykłym obrzędom na oceanie.. Tak "oczyszczonego" przyniesiono przed Posejdona i. Nawiasem mówiąc ta zdolność przewracania białek zdecydowała o powierzeniu trudnej roli właśnie temu. Po poprzednich oznakach wesołości widok zmoczonego. Ale rozkaz kapitana był wyraźny. Na twarzy kapitana odmalowało się zaniepokojenie. Ich napięte mięśnie grały całą gamą efektów.Chimera Mirabilis! . by przed wachtą się wyspać. Ponieważ nie był wtajemniczony. Zbiegły się diabły i nereidy. bił brawa.Bis! Bis! A "krnąbrny" marynarz kłaniał się. szczupły o miłej i ujmującej twarzy marynarz zyskał powszechną sympatię. siedząc tuż przed leżącym "trupem". chwytając długo już próżnujące za uchem pióro. że to był najwspanialszy ich sukces. Nie chcieli już teraz pić nawet szampana ofiarowanego przez kapitana. Posejdon zadrżał na myśl.przeciągnięto go przez rurę nawiewnika. Więcej liczyliśmy na efekt wywrócenia oczu niż na uderzenie cieśli. uśmiechając się do wszystkich. Średniego wzrostu. nadał imię i zaświadczył. Udręki Posejdona nie skończyły się na tym. Naraz wśród głębokiego snu ktoś zapukał do kabiny. żeby pan porucznik mnie ochrzcił.< Z kolei starszy oficer nie wiedział. Pokazywano sobie palcami tajemniczy młot. za przykładem cieśli. którzy mu tak bardzo współczuli. Posejdon dotknął "krnąbrnego" trójzębem i wyrzekł nowe jego imię: . co o tym myśleć. też poczuli się urażeni. Krzyczeli teraz głośno: . "krnąbrny" wygłosił mo. Diabły udawały. Czyjaś ręka zapaliła światło.Panie poruczniku. Starszy oficer zdenerwowany pretensjami kapitana zwrócił się do Posejdona: . Zerwała się nowa burza oklasków. . jak mógł pan do czegoś podobnego dopuścić? . że "aktorów" poniosło. Diabli. Przyglądano się teraz nierównym zmaganiom i wszyscy naturalnie byli po stronie tego jednego. który przed chwilą żył jeszcze.Zapanowała cisza. Ale cieśla zaczął wyrażać swe oburzenie. Był to jedyny tekst trzykrotnie sprawdzony przez Posejdona . poszarpany strzęp człowieka. dziękując za uznanie dla swego talentu. wpadli w furię. uwierzył. występując publicznie w postaci fantastycznych tworów mitologii i oto w takiej chwili posądzono ich. Ci z załogi.Cieśla.powtórzył tryton. zmuszono do postawy klęczącej. że w najbardziej interesującym momencie kapitan może dopatrzyć się nieporządku i wówczas cały efekt pójdzie na marne. ale przyszedłem poprosić. Mógł się chłopak rozgniewać.Panie. Posejdon zebrał cały swój dwór i skierował się do pomieszczeń "przed masztem". domagając się dokończenia uroczystości. jak mu zmiażdżono czaszkę. że przepłynąłem równik. Ponieważ pełnił służbę w nocy. iż rozłupie młotem koledze głowę.CHIMERA MIRABILIS! . O pasażerach i profesorze nie było co nawet mówić. od zerowej do czwartej. Tak im było żal ładnie ubranego marynarza. co nie zostali jeszcze ochrzczeni. by zakończyć obrzęd chrztu. przepraszam bardzo. Pośrodku kabiny stał steward: . Nie pomogło żadne szarpanie się . musiał się kłaść wcześnie.Słyszał pan? Kapitan kazał to wszystko natychmiast przerwać! Posejdon powstał z tronu i dał znak. Pierwszy raz w życiu pozwolili obnażyć swe najgłębsze i najistotniejsze przywiązanie do morza. że są zdolni do znęcania się i zamordowania kolegi. W momencie gdy tryton wpisywał imię.poobrywać rękawy. Z trudem udało się zgodnie z uprzednią instrukcja .I znów do Posejdona: . Najbardziej ucieszeni byli pasażerowie. usmarowanego i poszarpanego "nowego" garnituru odegrał pożądaną rolę. który walczył z czterema diabłami. Kto żyw. skoro wprowadzili w błąd kapitana i starszego oficera. A teraz leży okrwawiony z wywróconymi białkami.Jeszcze mnie! Jeszcze tylko mnie! W pomieszczeniach na dziobie zaczęły się żale. wykręcając ręce.: nolog. który Hefajstos zbesztany przez starszego oficera usiłował doprowadzić do porządku.A potem od razu do cieśli: . a nie innemu marynarzowi. "Artyści" nie dali sobie wytłumaczyć.. że obudziłem. Zapalczywsi przeciskali się przez tłum wołając: . Powstał również "zamordowany" marynarz. że z całych sił zmagają się z krnąbrnym marynarzem. Zresztą widział sam. że ich można było posądzać o wykręcanie rąk koledze. Trzymanego w powietrzu krnąbrnego marynarza Fryzjer namydlił i ogolił. za nic tak bestialsko zamordowanego.

jaki pan podpisywał pokładowym. sprawdzać ilości otrzymanego węgla i za wszystko odpowiadać. profesor koniecznie chce pana widzieć. co to jest. Aż tu któryś z pasażerów wspomniał. . dopóki wszyscy spośród załogi nie otrzymali pożądanych zaświadczeń. W kilka dni po niefortunnym przejściu równika kapitan Domejko zwrócił się do Posejdona: . Nu. Posejdon zwalił się na podusztoi i nie słyszał już podziękowań. włazić w pomieszczenia dla bunkru.Dlaczego pan nie przyszedł w dzień. Wszyscy żyjący a należący do załogi transatlantyka musieli wypić szklaneczkę wina z asystentem maszynowym. mierzyć i zapisywać temperatury i ciśnienia. przenikać w czeluście kotłowni. Staruszek przywitał się bardzo serdecznie. Żeby pan porucznik nie szukał. to na całym świecie będą wiedzieli. gdzie stał dotychczas na najniższym szczeblu. to mi wypisali taki sam dokument. zaglądać w rozżarzone paszcze otwartych palenisk.Człowieku. których moje podejrzenia skrzywdziły i wyrazić im uznanie za doskonałą grę. Posejdon wziął pióro. O. . W Buenos Aires pożegnaliśmy profesora. rozkoszował się myślą. Dopiero godzina dziewiąta. Będzie to dla mnie miłą pamiątką przekroczenia równika. Steward po przeczytaniu zapytał: . Proszę w moim imieniu przeprosić tych wszystkich.. co brali udział . z widokiem przez otwarte drzwi baru na zamglonoszafirową taflą oceanu pomiędzy zwrotnikami Koziorożca i Raka. po zamknięciu których w kotłowni następował groźny mrok. Ale było to tak świetnie odegrane. ale dziwne odgłosy nie ustają. teraz tylko mam wolne. po czym powiedział: .. Ostatnie kolce z róż usunął pismem do starszego mechanika. tutaj. Poprosiłem. Przeważała załoga maszynowa. niech pan napisze. Sam fundator przeszedł już na napoje orzeźwiające. że w innych kompaniach okrętowych z okazji przejścia równika wydaje się pasażerom śliczne dyplomy. Dlaczego nie wydaje się ich na tym statku? Udała się delegacja do intendenta: "Niech będzie za opłatą. to jest ryba latająca. profesor będzi bardzo zadowolony. dzisiaj.Panie poruczniku. a starszego mechanika do samego władcy podziemnego państwa. korbowodów.zaszczyt przynosi. wie co? Nu. Piąciu stewardów.. z prośbą o zwolnienie go od obowiązku służby. żeby pan porucznik zaświadczył.My do pana porucznika. MILIONER *3ar na rufie transatlantyka w dwa dni po wyjściu z Rio de Janeiro stale był pełen ludzi wolnych od służby. którą pełnić będą ochoczo za niego koledzy. W drugiej części podróży zainteresował się on również i rybami głębinowymi. że wszystkim tym. Dla pasażerów. Wprawdzie przeniesione z sennych miraży w rzeczywistość przypominają raczej prozaiczne pukanie niż plusk wody roztrącanej płetwami tajemniczej Chimera Mirabilis. Znalazł profesora na leżaku. Siedząc w wygodnym klubowym fotelu. Świat mu się odmienił. Posejdon poszedł. Wyraźnde zdenerwowana ryba bije mocno płetwami. by mnie pan kazał ogolić lub obmyć. Nu. że myśmy przepłynęli równik. W państwie jego blask słońca zastępowały jarzące się długie paleniska olbrzymich kotłów. pomimo mojego tak niefortunnego zachowania się podczas ceremonii i wynikłych stąd nieporozumień. napisał "Exocoetus Spilopus" i podpisał.Nu.. I znów wieczorami zjawiali się w kabinie Posejdona stewardzi z zaświadczeniami do podpisu. Panie poruczniku. Najbardziej podobała mu się CHIMERA MIRABILIS.Panie drogi. który uważał za swój obowiązek ugościć każdego z zaproszonych według najwymyślniejszego życzenia i posiadanych na statku zapasów. naturalnie za odpowiednim wynagrodzeniem. ale bardzo prosiłbym o tekst pańskiego przemówienia. że nie potrzebuje' już się więcej pocić w maszynie przy oliwieniu rytmicznie tańczących tłoków. . Bardziej przedsiębiorczy pasażerowie zaczęli starać się o dyplomy na własną rękę. nie chcę. Życie słało się do stóp różami. niech pan pójdzi do niego o piątej.Kto tam? Drzwi się otwierają. ale prosimy o wydanie dyplomów". Plusk wody jest tak natarczywy i głośny. Ale jeśli tak napisane. Nawet pióro przyniosłem. zapala się światło. W myślach porównywał kotłownię do krainy Hadesa. Śniła mu się wspaniała ryba Chimera Mirabilis o fioletowotiiebieskich płetwach podobnych do skrzydeł motyla.W dzień to ja jestem zajęty. na pokładzie szalupowym. Dzięki wstawiennictwu drugiego mechanika jest już wolny po wszystkie czasy od huku maszyn i ciężaru drabiny hierarchii służbowej. I tak już było co wieczór. Kabina pełna ludzi. to ja tak się teraz będę nazywał? Co to jest? . tylko w nocy? Przecież ja idę o dwunastej na wachtę! . że Posejdon się budzi.

Wielu pasażerów z kabinowej klasy nie miało takiej fortuny. że znalazca złotego klucza w mydle otrzyma nagrodę w wysokości miliona pesos. mówiąc: "wyjdziesz jak Zabłocki na mydle". W ręku miał fortunę. Dzisiaj wszyscy mu zazdroszczą . tak jak nie robią nic na mostku. Wracał wciąż myślą do tego radosnego momentu PRZEISTOCZENIA. na których przeleci przez życie wśród "słońca. jaką ON teraz posiadał. W domu też wyśmiewano go i nie wierzono.Zapatrzony w szafirową przestrzeń nad oceanem tracił chwilami poczucie rzeczywistości i wszystko zaczynało mu się wydawać snem. podtrzymywała go jedynie wiara. teraz dopiero musieli zrozumieć swoją bezbrzeżną ciemnotę i brak wyobraźni. Prostował sią wówczas na fotelu. że stanie się wkrótce milionerem i nie będzie już nigdy tej strasznej pracy wykonywał. Ludzie pozbawieni wyobraźni to niewolnicy życia. wydaje mu sią. Francję. Nawet w kabinie nie podejrzewał. Wyobraźnia była zawsze dla niego miernikiem wartości człowieka. wilgotne powietrze podzwrotnikowe nad oceanem. wydawał na mydło w Buenos Aires.. żeby wszy-. Kim był Zabłocki.wyszedł z niej jako milioner. nie przeczuwał. i łazienkę mechaników z gorącym tuszem. scy. że za chwilę ziszczą się jego marzenia i spy. Chodzący z wysoko zadartymi nosami i wyszczerzający zęby do słońca nawigatorzy zazdrościli mu najbardziej. że szczęście było już tuż. wyrabiającej to mydło. Czy będzie miał szofera. Przynosił z lądu całe paczki i krajał je pełen wiary i ufności w ogłoszenie firmy. Kupi sobie willę na Riwierze Francuskiej i samochód marki. czy będzie sam wóz prowadził? Zwiedzi Szwajcarię. Z głębi piersi wyrywa mu się rzężenie. Triumfował w duchu nad tymi. wyśmiewali go stale. którzy się z niego śmieli. Przebaczył nawet drugiemu mechanikowi to stałe wyznaczanie go do robót w świeżo wygaszonym kotle..łączyło go z nim tylko "mydło". którzy nigdy nie chcieli uwierzyć w jego "jasną przyszłość milionera". zostali milionerami i mogli marzyć na jawie. teraz nie odstępowali go ani na krok. twierdząc. Widział wciąż siebie stojącego pod gorącym prysznicem w łazience. podobnie jak i on. ile dolarów. by się upewnić. Pierwsze strumienie ciepłej wody spłukały warstwę smarów i potu. którzy z nim się przyjaźnili na statku. którzy mu kiedykolwiek wyrządzili w życiu jakąś krzywdę lub przykrość. namydla szorstką rękawicę i szoruje nią ciało. nie wiedział jeszcze o niczym. Koledzy. tuż. nie znane mu życie.. gdy wyszedł na "hajcerdek". jak go nazywał. że w mydle znalazł złoty klucz. Czuł po prostu rosnące u ramion skrzydła.. w drugiej ręce mydło. Świecący punkt się powiększył^ Zrzuca rękawicę i paznokciami zaczyna usuwaó warstwy mydła dookoła świecącego punktu. Wracam jako milioner". Ci. Opalacze zębów na balkonie. w której mieszkał jako asystent maszynowy. Liczył i przeliczał teraz bez przerwy. barw i kwiatów". w nowe. że widzi na powierzchni mydła świecący punkt. Opowiadano ją sobie w salonach i mesach trans-atlantyka.on jednak chciałby. Każdy z nich chciałby mieć willę na Riwierze ł nie robić w niej nic. Od razu wybaczył wszystkim. Po chwili nie ma już wątpliwości. tę nigdy nie dającą się utrzymać w czystości arterię komunikacyjną pomiędzy kotłownią a pomieszczeniem palaczy. że jednak nie śni. W barze przyglądano mu się z zaciekawieniem. Mówiono o nim na statku. ZŁOTY KLUCZ. znano już dokładnie historię jego szczęścia. ile milionów złotych otrzyma. ile otrzymać może funtów angielskich. Serce w nim wówczas trzepotało i wszystko w nim śpiewało: "Hosanna! Hosanna! Hosanna!" Wszedł do łazienki jako asystent maszynowy . Drucik wysłał mu depeszę do domu następującej treści: "Nie zawiodłem pokładanych w sobie samym nadziei. W chwili gdy ponownie wyciąga rękę po mydło. Dzisiaj o godzinie czwartej rano. Pociera mydło mocniej rękawicą i znów je ogląda. . którzy wyśmiewali się z niego i szydzili. Opuszczał łazienkę już jako milioner. Podczas podróży będzie pokazywał czarującym współpasażer-kom kabinę. twierdząc. W kotle omdlewał ze strachu i gorąca. Ściany tej łazienki pierwsze usłyszały jego gardłowy okrzyk wyrażający radość z baśniowej rzeczywistości. Najmłodszy drucik (radiotelegrafista) i pomocnik elektryka .najbliżsi koledzy. Zabierze wóz tym samym statkiem i pojedzie do Argentyny jako pasażer kabinowy. pod którym stał się milionerem. Na jednej ręce ma rękawicę z szorstkich włókien. że roztrwonić gotów z takim trudem zdobytą fortunę. Gdy okręcony ręcznikiem wokół bioder szedł z kabiny do łazienki. ściskał sam sobie ręce lub dotykał poręczy fotela. nie miał pojęcia . do uszczelniania wiecznie cieknących rurek. gdy wszystko co zarabiał. że jest leniem i że nie chce mu się pracować. Nad tym trzeba się będzie zastanowić poważnie. posłuszne istoty zaprzężone w kierat codzienności. wdychał głęboko rozgrzane. po skończonej służbie w maszynie. ślepe.

że uda się do Buenos Aires już innym statkiem. wydawało mu się. Koledzy poprosili do mesy ochmistrza. że je to samo co pasażerowie pierwszej klasy . W rozmowach z nim żałowali. ten sam kawior z tych samych puszek. Świeżo upieczony milioner zrozumiał. Obaj koledzy zmartwili się bardzo.nie znanej mu dotychczas krainie win. Wynikało z nich. Kapitan w stosunku do milionera zachował zimną rezerwę.w mesie oficerskiej pozostają niekiedy nie tknięte kraby. Zaraz też odszukał swych dwóch przyjaciół i omówił sprawę wysłania depeszy do Buenos Aires z żądaniem drobnej zaliczki w wysokości kilku tysięcy funtów. Dwa dni przed Dakarem barman przedstawił intendentowi rachunki. Wszystkie te zakąski wzbudzają entuzjazm wśród pasażerów . jakie mogą być do jego dyspozycji natychmiast: udane roczniki "Nuits St. Inaczej ją sobie w pierwszej chwili wyobrażał.mógłby założyć własną kompanię okrętową i dać im odpowiednie stanowiska dyrektorów. że nie posiada tych milionów więcej . która by natychmiast zaspokoiła jego wyobraźnię milionera. Według nich . było stanowczo za mało. że we wszystkich barach na statku zabraknie win dzięki jego gościnności. a nie tym. W mesie zaczął narzekać na jedzenie. Tyle pochłonęły poczęstunki i wypróbowanie najlepszych gatunków win francuskich. Na pocieszenie wymienił nazwy najlepszych win. mające swe źródło w niskiej zazdrości. mówiąc że do ukończenia podróży zmuszony jest w nim widzieć wyłącznie asystenta maszynowego. Wolno każdemu wypić z nim szklankę wina. co by mu umożliwiło dokończenie tej aż nazbyt dokuczliwej podróży. Intendent odszukał milionera i z przykrością musiał go powiadomić. a jego miłość do ludzi i świata zupełnie tej zazdrości nie gasi. Nawet zbliżający się Dakar nie przedstawiał się tak zachwycająco. który powiedział. "Alox Cor-ton Pommard". te same kraby. Na razie nie może być mowy o tym. że muszą pójść wszyscy razem do kapitana. które posiadał. Na kluczyku wyciśnięta była liczba sto jedenaście. ale mowy nie ma o tym. "Grands Echezeaux". Uważał to za niesmaczny przejaw zazdrości z ich strony i wobec tego całkowicie oddał się na razie wypróbowaniu wszystkich gatunków win. Na statku jest nawet kilka butelek "Chablis" z winnic La Moutonne i wspaniały sauterne "Chateau Yąuem". żeby wino lało się litrami. że przepisy okrętowe dawno są przekroczone. by podróż jak najszybciej się skończyła. Od czasu do czasu oglądał klucz szczerozłoty. gdy to usłyszeli i poszli całą sprawę przedstawić intendentowi. o jakich mówił ochmistrz. jeśli chodzi o wysokość dopuszczalnego zadłużenia asystenta maszynowego i że trzeba będzie na razie ograniczyć się do znacznie mniejszych wydatków. że uzyskał od starszego mechanika zgodę na zwolnienie go od pełnienia służby w maszynie. że nie wierzyli w możliwość zdobycia przez niego milionów. ananasy.Na razie kogo mógł złapać. Taki sam złoty klucz iskrzyłby się na opasce komina. Sprowadzony ochmistrz oświadczył asystentowi. Georges". może być pewny. Na fladze kom-panijnej umieściłby złoty klucz. Tymczasem pito z wielkim umiarem. Ochmistrz zgodził się być nawet przewodnikiem milionera po tej.milionów. nawet zaczął zastanawiać się serio nad założeniem kompanii okrętowej. Kapitan nie zgodził się nawet na zmianę kabiny. W przerwach między tymi czynnościami rozmyślał o kupnie pałacu w pobliżu Warszawy. Na statku nikt nie mógł mu pożyczyć takiej sumy. że zadłużenie asystenta maszynowego osiągnęło wartość jego sześciomiesięcznego zarobku. jakie znajdowały się na statku. na którym spotykają go na każdym kroku szykany. że natychmiast po przybyciu do Dakaru pieniądze zostaną zwrócone. gdyż kredyt zostanie zamknięty. że poleci zarezerwować mu miejsce przy stole kapitańskim. Złoty kluczyk znaleziony w mydle nosił zawieszony na łańcuszku na szyi. zapraszał do baru. Najwięcej cieszyli się z jego szczęścia palacze. Obaj jego najbliżsi koledzy zostali zaproszeni na cały miesiąc do willi na Riwierze i to tylko wyłącznie dlatego. o podróży dookoła świata. kawior. Młody milioner wpadł z tego powodu w furię i oświadczył. Jeśli jako milioner w charakterze pasażera kabinowego będzie na tym statku podróżował. tłumacząc się tropikalnym ciepłem. Gdy został milionerem. Bar stał się ostatecznie miejscem. "Chambertin"..te same krewetki z Rio. Oświadczył również. ale pod warunkiem że nie będzie rozpijał załogi. mający ograniczone możliwości otrzymania w morzu wina. gdzie asystent maszynowy mógł rozkoszować się swą nową pozycją w świecie. W tych warunkach pragnął. . i podziwiał jego wytworny i niezwykły kształt. że wszyscy na statku mu zazdroszczą. Nastrój zepsuł mu drugi mechanik. Intendent wysłuchał ich z uwagą i zdecydował. otwierający mu drogę do szczęścia. jak to sobie w pierwszej chwili po przeistoczeniu w milionera myślał.

"Milioner" zdjął z szyi łańcuch z doczepionym doń kluczem. o teraźniejszości mądry.. pozwolić. bym znów właził do gorącego kotła i rozwalcowywał cieknące rurki.kolega nasz wszystkie zarobione pieniądze wydawał na mydło w Buenos Aires.Nie potrzebujesz depeszować do Buenos Aires. wytłoczył na nim numer sto jedenasty i pokrył go cienką warstwą złota. Nie jesteś milionerem. Omyliliśmy się w swych obliczeniach. Chcecie. sądząc. który pracuje u jubilera. Nie będą żądali zapłaty. Milioner na widok swych kolegów wyjaśnił z zasmuconym wyrazem twarzy. Kazał kolegom milionera w sposób możliwie oględny powiedzieć mu o podłożeniu klucza. . Doszliśmy do wniosku. czy kluczyk jest złoty. O nie. że to dla twego dobra.powiedział "drucik". a starszy mechanik chce mię zagonić z powrotem do maszyny.Kłamiesz . . Chcieliśmy dla niego jak najlepiej. Zaraz po wyjściu z Rio de Janeiro podłożyliśmy mu mydło. gdy zostanie milionerem.Panie kapitanie . Wszelkie kary czy nagany za-to. wobec czego pokrycie srebrnego klucza warstwą złota nie przedstawiało już najmniejszej trudności. Wypróbowałem go paroma kwasami. wyszło jak najgorzej. ". w tej chwili nic nie pomogą. Myśleliśmy. co się stało. Milionera znaleźli w barze. Z chęcią za ciebie zgodzili się pełnić służbę. że z powodu zamknięcia kredytu zmuszony był pożyczyć pieniądze u barmana na szklankę głupiej grenadiny. bym mając miliony wrócił do państwa Hadesa. że jest na nim tylko bardzo cienka warstwa złota. "Milioner" roześmiał się i powiedział: . że przeszedł nad tym wypadkiem do porządku.wyjaśniał radiotelegrafista . że gdy się dowie. Skończyłem już z zawodem mechanika okrętowego ostatecznie. bagatelizując całe wydarzenie.Zapewniam cię. Intendent kazał zamknąć mi rachunek w barze. że o przeszłości myśli głupiec. Chcecie. tak długo aż będą zupełnie pewni. Odpocząłeś sobie w tych "końskich szerokościach". Boimy się teraz.. W Dakarze sprzedam wszystko. Kapitan przyznawał słuszność powiedzeniu. Brat mój pracuje u jubilera. Powtarzam jeszcze raz. Sączył przez słomkę grenadinę.Nie nabierzecie mnie.Sprawdziłem przede wszystkim. co posiadam i zadepeszuję do Buenos Aires po zaliczkę. . Złapał pilnik i kilka razy przesunął nim po trzonie klucza. iż wszystko było żartem. zarobionych pieniędzy na bańki mydlane. w którym był klucz. Jest złoty. że jest posiadaczem milionów. . Klucz w mydle miał być odlany ze złota. Tymczasem poszła już twoja półroczna pensja. Wydawało się nam. W tej chwili głęboko wierzy. Obaj koledzy postanowili wykonać wyrok natychmiast w barze. Bar był pusty. którą chłodzili się już starożytni Rzymianie. Elektryk wybiegł z baru i za chwilę wrócił z pilnikiem.Kluczyk jest od szkatułki mojej babki . a teraz trzeba nad tym wszystkim przejść spokojnie do porządku.nie gniewaj się na nas. Teraz dopiero chcecie się zabawić moim kosztem. tłocząc ją z punickich owoców. Kluczyk miał niezwykły kształt i doskonale nadawał się do zamierzonego celu. Kłamiecie obaj jak najęci.Drucik" i elektryk wyszli z kabiny kapitana z uczuciem konspiratorów mających wykonać wyrok śmierci na niewinnym koledze. że to odkryjesz natychmiast. byś ciężko zapracowane pieniądze zamieniał na płatki mydlane. .zaczął odważnie "drucik" . Cha! cha! cha! Nie weźmiecie mnie na kawał. Możesz się o tym przekonać natychmiast. że sam spostrzeże prędko.Musimy ci powiedzieć prawdę . dlaczego ini o tym mówicie.ze śmiechem zawołał "milioner". że nie mogliśmy.koledzy. Brat. Zobaczysz. U babki wyprosiłem kluczyk od szylkretem wykładanej szkatułki. że jako koledzy nie możemy pozwolić na tę bezsensowną grę. iż klucz nie jest złoty i zniechęci się raz na zawsze do zamiany ciężko. . . Co mamy robić? Kapitan wcale nie był zachwycony wytworzoną sytuacją. że twoja babka posiadała kiedykolwiek w życiu szkatułki zamykane złotymi kluczami tej wielkości. wyskoczy za burtę z rozpaczy. a o przyszłości szaleniec.Wiem dobrze. Wszyscy muszą nad nim roztoczyć opiekę i pilnować go w dzień i w nocy. w której powodzenie wyraża się stosunkiem jeden do nieskończoności. Porozumieliśmy się w tej sprawie z rodziną kolegi. . Nie wmówisz we mnie. że kluczyk jest srebrny. ale najwyższy czas już z tym skończyć. Na powierzchni ukazała się srebrna plamka. ale chcieliśmy cię oduczyć wydawania całej pensji na mydło w pogoni za milionami i włożyliśmy do mydła podrobiony kluczyk. Wystarczy jeśli pilnikiem spróbujesz potrzeć swój klucz. zmęczoną już jego opowiadaniami o tym co to będzie.

Z orzeźwiającą wodą spłynęła nań orzeźwiająca myśl: "Ten kluczyk był podłożony przez kolegów. Nareszcie koniec bunkrowania. On MILIONER KOŃSKICH SZEROKOŚCI. . który nie wytrzymał podróży w-tych szerokościach. Uważać na asystenta. podziękował skinieniem głowy barmanowi i wyszedł na pokład. nie dotykając prawie stopami srebrem mieniących się stalowych prętów (drabinek. Wielka stacja (bunkrowa.Mówiąc to. Za chwilę w koszulce z potniikiem na szyi i w spodniach nasiąkniętych smarami zjeżdżał w dół do maszyny. Życie na statku wpadło w rytm wacht morskich. Obaj koledzy w milczeniu czekali na nowy wybuch buntu lub gniewu. Rio Grandę do Sul. ale mogę jeszcze znaleźć prawdziwy". W 'domu depeszy nie otrzymano. W tej samej. w której przeistoczył się w milionera. Czterdziesty równoleżnik szerokości północnej zabarwił czerwonym winem wodę do picia we wszystkich jadalniach i mesach. ransatlantyk wyszedł z Gdyni. Wszystkie rozliczenia załogowe musiały ibyć sprawdzone w Kanale Kilońskim. "Milioner" czarny od węglowego pyłu wynurza się z żałobnej czerni węgla i pracujących przy nim Murzynów. Wieść dotarła do ciemnych zakamarków kotłowni. Znajdę stosowną chwilę. idę do maszyny. iGdy to posłyszał. On jako milioner urodził się w pobliżu zwrotnika Koziorożca i ginie teraz w pobliżu zwrotnika Raka. Gdy po powrocie asystenta maszynowego z ląldu w Buenos Aires koledzy wpadli do jego kabiny. przybrał wyraz twarzy najbardziej nielubianego przez siebie oficera pokładowego. który nigdy w życiu nie byłeś milionerem? KAZIO J. co robią. których częstował. wyszukiwała w ciemności czarne postacie palaczy i trymerów i szeptała każdemu do ucha: "Asystent maszynowy nie wygrał miliona ipesos. To był żart. "Przewidują słusznie. by nie zrobił sobie czego złego. niż 'harować jak koń w tej "Ziemi Ognistej" palenisk okrętowych. Z trudem przełknął ślinę i szybko wyszedł na pokład. Właśnie pomiędzy zwrotnikami. Santos. Zginie. Montevideo. Znów Kanał Kiloński. z którego tak lubił się przyglądać jako milioner powierzchni oceanu zamkniętej pomiędzy zwrotnikami. że nie posiada ani jednego .Oszalałeś . Na razie muszę poczekać" . Czuł. Odrobię za wszystkich przepracowane za mnie godziny. Będą z niego teraz wszyscy szydzili. Dakar. że wyskoczę za burtę. którego znaczna część już była pokrojona na płatki. . MILIONER KOŃSKICH SZEROKOŚCI. . zastali go siedzącego nad olbrzymią paką mydła. Czynność tę nazywano tarasowaniem. nad którą ukazywały się co chwila gromady latających ryb.wyszeptał elektryk. Nie czekając na kolegów. Według innej wersji. tego z nosem wzniesionym najwyżej i opalającego zęby w słońcu. ścisnęło go coś lekko za gardło. Okrętowy telegraf bez drutu rozniósł natychmiast po całym statku wiadomość o tragedii "milionera". Sześć pensji swoich puścił już na oblewanie z załogą milionów". BUENOS AIRES. "drucik" i elektryk.Asystent maszynowy usiadł z wrażenia na fotelu. a ocean upodobniał się do szafirowolustrzanej tafli. miały tu ginąć konie przewożone z jednej półkuli na drugą.poręczy tylko rękami. . . jak przystało na rasowego konia.do Buenos Aires. że go śledzą. a z redy Cherbourga Francuzów i położył się na kurs wiodący na południe . . zabrał w Kanale Kilońskim pasażerów z Danii i Niemiec. Szukam prawdziwego złotego klucza.grosza długu. że się załamał. Rio de Janeiro. trzymając się . Wszystko zostało spłacone przez tych. "Milioner" wysączył pozostałą w szklance grenadinę i wstał. "Milioner" widział we wszystkich oczach współczucie. Dakar. Mechanicy okrętowi roją się przy tej czynności jak pszczoły i tną niemiłosiernie wszystkich dookoła. "Milioner" ze zdumieniem dowiedział się.krzyknęli obaj. Gdynia. W miarę iposuwania się na południe stawało się coraz cieplej i spokojniej. Transatlantyk zaopatruje się tutaj w węgiel na dalszą ipoidróż. noszącej tutaj nazwę "KOŃSKICH SZEROKOŚCI".Cóż TY możesz na ten temat powiedzieć? TY. Na razie nie da po sobie poznać. Woli umrzeć jak koń. Kąpiel w łazience. Asystent maszynowy popatrzył na niego z pobłażliwie lekceważącym uśmiechem i powiedział: . Skończy ze sobą w nocy.Co ty robisz? . Według wersji tych nawigatorów z balkonu dawni żeglarze musieli tutaj harować jak konie z powodu zmiennych wiatrów i konieczności ciągłego łapania ich przez obracanie rei dookoła masztu.Widzicie.myślał.Dobrze.

Dotychczas byli znani wyłącznie stewardesom. której dewizą było hasło jej szefa: "Jeśli chcemy mieć pasażerów to każdemu dajmy. Dunki energicznie zabrały się do poszukiwań. a drugie .chabru w zbożu. na którym.przetrwali całą podróż w butach. prawda? Matka dała się przekonać i pozostała w salonie. W tym pamiętnym dniu. że dziecięciu nic nie jest. Personel hotelowy. Pani dziecko też jeść potrzebuje. osiemnastoletnia. Od godziny "szalało" już poszukiwanie. figurynka w postaci malutkiego marynarza w długich marynarskich spodniach i bluzie z kołnierzem. tworząc na . . ale nigdy nie "zdejmowały z twarzy" uprzejmego uśmiechu. którym ipoczątkowo koja wydawała się najmilszym miejscem na statku. przyciągała ich domowa atmosfera panująca na transatlantyku we wszystkich trzech klasach. że starszy oficer natychmiast podniósł stół do góry i usadowił na nim chłopca. według opinii samych pasażerów.Nu. Chłopiec podszedł do starszego oficera. Agencje konkurencyjnych linii okrętowych pomawiały nas 0 rozrzutne prowadzenie kuchni. co mówię. nauczył się rozwiązywać wszelkie trudności z tej dziedziny 'bez słowników. Ja też mam dwoje dieti i wiem. ojca i dwóch córek . piętnaście minut po godzinie szesnastej zjawiła się na mostku podczas wachty starszego oficera. stewardom i lekarzowi okrętowemu. jedno z nich było koloru bursztynu. przy czym kawę i ciasta przynosiło się nie tyle dla posilenia się. Pewnego takiego słonecznego dnia o godzinie piątej po południu jetl-na z pasażerek kabinowych zgubiła gdzieś synka. były oszklone nadbudówki zasłaniające oficerów od deszczu i wiatru. gdyż zadowoleni z podróży woleli ją odbywać na polskim transatlantyku aniżeli na statkach rodzimych armatorów. a pani ja powiem . Przeważnie jednak stoły te służyły do ustawiania posiłków przynoszonych dla oficerów wachtowych w morzu. Z tego samego miasta co szef kuchni pochodził również szef pro-wiantury zwany Plamoznikiem. Mając do czynienia z wieloma językami. ile dla "skrócenia czasu". a potem i pasażerowie. Były to szafirowosrebrne latające rybki. Kapitan całe swoje życie spędził na morzu. Stewardesy bolały nad tym i drżały na myśl o inspekcji. Czy mogę popatrzeć przez okno? Na mostku. Jeszcze szybciej dawał sobie radę z trudnościami życiowymi. zwracała na siebie uwagę oczami. Jedynie zimą. Niekiedy (przychodziły im z pomocą tropikalne upały. co lubi". rozkładało się niekiedy mapy. Miały one wylatywać z wody.Po każdej podróży do Południowej Ameryki zwiększała się liczba pasażerów-cudzoziemców. to i przyjdzi. Wielu emigrantów cały okres podróży statkiem uważało za normalną podróż końmi i nie dało się nakłonić do zdjęcia na noc olbrzymich butów z cholewami wyczyszczonymi smarem i spało w nich na śnieżnobiałej pościeli. Po przejściu 'burzliwej Zatoki Biskajskiej wielu pasażerów. Obaj szybko porozumieli się ze sobą i wpadli po prostu w hazard w dogadzaniu pasażerom. Pod oknem wychodzącym na dziób statku wisiał opuszczony duży stół z mahoniowych desek. Właśnie ukazała się ich cała eskadra. zrozpaczoną matkę zaprowadziły podczas podwieczorku do salonu i przedstawiły ją i jej sprawę kapitanowi. na północnym Atlantyku gorący bulion podawany z "wytwornościa-mi" z francuskiego ciasta krzepił oficerów naprawdę.poczekaniu nowe słowa. dał nawet swoje nazwisko jednej z bardzo wielu nowo odkrytych wysepek podbiegunowych. zjawiło się naraz w salonach i na pokładzie. . szukali po wszystkich zakamarkach statku trzyletniego chłopczyka ubranego w marynarski mundurek. z tego młodość w ekspedycjach polarnych. szurgnął nóżką i przedstawił się: . ale i one często okazywały się bezsilne. stosując metodę przeczekania. Młodsza.ticha czekat'. Najwięcej jednak. z obydwu stron. Niektórzy emigranci przezwyciężyli żar słońca . obie Dunki wyruszyły jednak na poszukiwania. Pani wypiji kawy i chętnie pośmieji się z nami.Jestem Kazio. Oczywiście przyczyniało to niemało kłopotów przy zaopatrywaniu statku 1 przyrządzaniu iposiłków. przy przechodzeniu cieśnin. A? Nu. Chłopczyk przylgnął noskiem do szyby i czekał na ukazanie się obiecanych przez oficera srebrnych aeroplaników. Kazio był tak ujmujący i wytworny.przystojnych i zgrabnych. Żywy udział brała w nim rodzina duńska złożona z matki. Teraz w swoisty sposób wyraził matce przekonanie. tak jak gdyby przed chwilą zostali zaokrętowani. a dziecko jak jeść zechce.

ale wszyscy byli przekonani. Ten zwołał radę okrętową i polecił cieśli wyszukać duży kloc. czy nie zechce może na podwieczorek wypić mleka i zjeść parę ciastek i jakie ciastka ma przynieść. gdzie grano w brydża. a filmu nie rozpoczęto . ruszył jak błyskawica do saloniku.odpowiedział Kazio z czarującym uśmiechem.i zginął. . Od tej chwili chłopiec zatracił poczucie czasu i wciąż tylko czekał na latające rybki. aby mamusia wyzdrowiała. .zwrócił się starszy oficer do swego młodszego kolegi. Odkryła hobby Kazia. Dunka. Czuwać mieli nad nim "szósty" i Dunka (miss Athellia). Odkryła w sposób zresztą zupełnie prosty .odpowiedział z przekonaniem Kazio. Film miał się rozpocząć o godzinie ósmej1 piętnaście. Oprócz czwartego oficera. ta 0 bursztynowo-chabrowych oczach. który przyniósł na mostek kawę i ciastka.Kazio nie wierzył początkowo własnym oczom.Może pan wspólnie z panią odprowadzi Kazia do matki . że statek po przyjściu do Buenos Aires nie będzie miał ani jednego gwoździa w magazynach bosmańskich. Kazio od'rana do zachodu słońca niezmordowanie wbijał do kloca największe gwoździe. co się stało. po zachodzie ustawał w tej pracy i nudził się.wbijanie gwoździ młotkiem. zaopatrzyć Kazia w młotek i gwoździe. ale chłopczyk troszkę się nudził w towarzystwie zajętej sobą pary.MAMUSIA ZAWSZE WIE.O tak! To ten! . Kiedy Kazio się o tym dowiedział. . w jaki sposób statek płynie. co zejdą z wachty o ósmej.Przyszedł dziś po raz pierwszy do salonu . Po obejrzeniu mostku "szósty" i sternik zaczęli uczyć Kazia sterować. Podczas tej lekcji zjawiła się na mostku najmłodsza Dunka. a potem prosił.odpowiedział z uśmiechem starszy oficer. Kazio stopniowo podbijał serce załogi. GDZIE JA JESTEM . czyli matkę Kazia.zaniepokoił się starszy oficer. noszący szumny tytuł "szóstego". w kotłowni.wyjaśniła .zapytała zwyczajnie o to KAZIAS-MAMĘ. Na szczęście zreperowano aparat filmowy i ogłoszono. Okazało się. Można go było znaleźć w kabinie kapitana. . iż wieczorem będzie kino na pokładzie. "Cudowne" odnalezienie się chłopca uczyniło go bohaterem dnia i całej podróży. na którym starali się go zawsze bawić: najmłodsza Dunka i najmłodszy oficer. Najmłodsza Dunka okazała się jednak nieoceniona i tym razem. Minęła jednak oznaczona godzina. . a w przerwach opowiedział starszemu oficerowi. by mu dać do zabawy "chociaż jeden. Matka jest zrozpaczona. gdzie ty jesteś? . szóstego oficera 1 przeprosi ją w moim imieniu za to. u starszego mechanika. aby mogli zdążyć ci. w których widać było z trudem hamowany . . gdy przed kapitanem stanął Kazio i patrzył na niego spod swych olbrzymich rzęs oczami. pełniącego służbę razem ze starszym.A czy mamusia wie. ale Kazio zapewnił mnie. Kazio natychmiast zwrócił jego uwagę na siebie. na mostek przyszedł w sprawach służbowych asystent nawigacyjny. jednym słowem wszędzie. "szósty" i Kazio . i że musieli jechać do Polski. pokazując jej Kazia przy sterze. Dunka natychmiast powiedziała o tym kapitanowi.To na pewno ten marynarz. najmniejszy aeroplanik". że będzie wbijał gwoździe wyłącznie w przeznaczony do tego kloc. czy nie widział gdzie małego chłopca ubranego w marynarski mundurek. który usiadł na ustawionych krzesłach. że dzisiaj po raz pierwszy wyszedł z mamusią na pokład. nazwaną tak dzięki wielkiej popularności syna. że "MAMUSIA ZAWSZE WIE. w pralni okrętowej.czekano na kapitana. Starszy oficer miał uzyskać od chłopca przyrzeczenie. wkrótce "szósty" oczarowany malcem zaczął oprowadzać go po mostku i tłumaczyć. płacz. Rozmowę tę przerwał steward. Do końca robra było jeszcze daleko. . . że Kazio wypił już szklankę mleka i zjadł dwa ciastka z kremem. Kazio był pierwszym widzem.Z kremem poproszę . a widząc malutkiego nawigatora uprzejmie spytał. Proszę również powiedzieć. że wracają do tatusia w Argentynie i mamusia przedtem jeszcze chorowała. i że oboje chorowali.krzyknęła ucieszona dziewczyna. Panienka podeszła do starszego oficera i spytała. GDZIE JA JESTEM". Kazio dotrzymywał umowy. Trójkę tę stale można było widzieć na pokładzie. który teraz steruje .we trójkę ruszyli do matki Kazia. że Kazio ma hobby równie niecodzienne jak pasjonujące . Kazio najlepiej lubił przebywać teraz na pokładzie. Zaczęły się upały.

Kapitan spojrzał na niego i zawołał: .Nu. Zapomniany Kazio siedział na poduszce i krytycznie przyglądał sią rywalce. 4. W odpowiedzi ten.podał oficer wachtowy komendę na ster. Statek szedł kontrkursem. Dziewczynka błysnęła mu przed oczami pierścioneczkiem i spytała: .Nu. żeby bił blask od jego mundurów. pokazał mu palcem czoło. ja panu mówię . wiele osób zaczęło bić brawa. ale zapominali o niej. . Doszło do' tego.powtórzył jak echo sternik. . Z kolei podsunęła mu pod oczy zegarek-bransoletkę i znów spytała: .A to masz? Obecnych w barze zaniepokoił wyraz twarzy Kazia. że walczy ze sobą.Pięć stopni w prawo . zatoczył na nim kółko. pierwszy od wielu dni samotnej tra-wersaty oceanu. Kapitan wziął Kazia za rękę i poszli^ na pokład. Na wchodzącą do baru dziewczynkę nikt nie zwrócił uwagi. który wymówił to imię. wydostał z majteczek widoczną różnicę między chłopcem i dziewczynką i pokazując wszystkim. patrząc przez zasłonę z łez. jak szósty z to najmłodsze Dunko rozmawiali. gdy w barze ukazała się wraz z matką sześcioletnia dziewczynka. coś z tego będzi. Kazio. siedzieli po południu w barze na pokładzie szalupowym. tego pamiętnego dnia.' że para ta jest zakochana w sobie. Skończyła się melodia. Kazio usadowił się koło kapitana i film się rozpoczął.przywołano go do rzeczywistości. Mała dama usiłowała dać znać o sobie najpierw głośną rozmową z matką. Szósty" chodził wymuskany.mówiono za nim w mesie. tak zwani kabinowi. Kapitan zabawiał rozmową rodzinę Duńczyków. gdy tylko zjawiał się Kazio. Kazias-Mama okazała się niemniej czarująca od swego syna. * . Barman wdzięczny za okazane względy wymyślał dla Kazia specjalne napoje chłodzące. W podskokach podbiegła do Kazia i spytała go 2 niewinną minką: . że nawet któregoś dnia zaczął mówić tym językiem do kolegów w mesie. zawołał: . Wieczorem spotkano statek. Dziewczynka była rozpromieniona.A to masz? Kazio milczał. potem palce jakoś trzymali.Kina nie rozpoczynają. "Szósty" czynił nieprawdopodobne postępy w języku angielskim. zaszczycając swą uwagą i rozmową wyłącznie barmana. a gdy to nie poskutkowało. na których nie było ani jednego galonu. .wybuchnął "szósty". . Przy wszystkich stolikach jak na komendę złożono karty.Do nas mówisz. cóż takiego? Nu cóż się stało? Kazio. a potem ręce sobie podali. Pralnia robiła co mogła. zostawił swój kloc nabity gwoździami i królował w barze.Jak śmiecie tak wymawiać JEJ IMIĘ . odeszła. z prawej . "Szósty" odszedł zły. zaczęła tańczyć w takt modnej piosenki nadawanej przez rozgłośnię radiową. wobec czego starszy oficer i starszy mechanik bawili ją na zabój. Uznała się za pokonaną. na olbrzymiej arabskiej poduszce (były to tak zwane "puffy".aźnie było widać jego burtowe światła pozycyjne. a nie do Athellii . dla wyminięcia spotkanego statku. * Wytworni pasażerowie. Wielu już miało zamiar pospieszyć doń ze słowami pociechy. wyrabiane z wytłaczanej kolorowej skóry wyszywanej srebrnymi lub złotymi nićmi) i sączył aromatyczny napój przez słomkę.Pięć stopni w prawo . . Oba statki minęły się czerwonymi światłami. gdy nagle po trzecim pytaniu Kazio położył się na olbrzymiej poduszce na plecach. wyr. widziałem ja. . Nu.A to masz? Dziewczynka nie odezwała się słowem. a tylko przewidziane dla nich miejsce na granatowych naramiennikach. chłodząc się napojami i lodami. będzł dziś coś niezwykłego. Chwilowo leżała na nich samotnie złota kotwica pełna nadziei na lepszą przyszłość. że wreszcie zaczęto się jej przyglądać. popamięta pan dzień dzisiejszy.zielone. Widać było. którego doniosłość przepowiedział kapitan. wyszeptał: . Robiła to z takim zapałem i wdziękiem. . czym budził zazdrość pozostałych osób. Cały statek wiedział już o tym. Nu.zapewniał starszego oficera kapitan.Potrafisz tak? Kazio milczał. z lewej czerwone. Kazio? Nu. Nu.Nu. Obie damy należały do polskich sfer dyplomatycznych w Brazylii i jechały do Rio de Janeiro. Malec siedział na podłodze.Byle nie oszalał przed Buenos Aires .

* Tego samego dnia starszy oficer ułożył się już wygodnie w koi i miał zamiar sięgnąć ręką do kontaktu, aby zgasić światło, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Na głośne "proszę" do kabiny wszedł "szósty". Młody oficer miał zmieniony wyraz twarzy i widać było od razu, że jest zdenerwowany. - Przepraszam, że przeszkadzam - odezwał się - -ale stała się rzecz nie cierpiąca zwłoki. Przyszedłem prosić pana na sekundanta. Starszy oficer podniósł się i oparł na łokciu. - Muszę się bić. Jest mi obojętne, czy będą to pistolety, szable, czy szpady. W Rio dostaniemy wszystko. Zgadzam sią na broń wybraną przez przeciwnika. Przyjmę wszystko. Nie mam tutaj kodeksu honorowego Boziewicza, ale sądząc ze stopnia obrazy musi być trzykrotna wymiana strzałów. Starszy oficer patrzył na niego z niedowierzaniem, wreszcie spytał: - Z kim? - Z kapitanem - odpowiedział "szósty" i szybko mówił dalej. - Przepraszam, że zapomniałem zawiadomić pana, że zaręczyłem się dzisiaj z panną Athellią Peterson. Kapitan obraził moją narzeczoną. Jeśli zechce się bić na szpady, to myślę, że najlepiej będzie zmienić je na ciężkie szable. Podobno pojedynek wówczas najszybciej się kończy. Bawić się nie mam zamiaru. Starszy oficer ze zdumieniem słuchał dramatycznych słów najmłodszego oficera. - Nie wyobrażam sobie, aby kapitan chciał obrazić umyślnie pana lub pańską narzeczoną. Nie zrozumiał pan może, co kapitan chciał powiedzieć. Może stworzył jakiś nowy polski wyraz? próbował łagodzić starszy oficer rozgoryczenie "szóstego". - O co to, to nie - gorąco zaprotestował narzeczony. - Kapitan z całą świadomością i cynizmem obraził moją narzeczoną i będzie musiał ponieść pełne konsekwencje swego czynu. Chyba że mu się uda wpierw mnie zabić - stwierdził zdeterminowany oficer. Starszy oficer w dalszym ciągu usiłował uspokoić jego rozszalałą fantazję. - Kapitan bardzo lubi pannę Athellię i pana. Nie sądzę, aby mógł mieć cokolwiek przeciwko temu narzeczeństwu. Rodzice również widzieli, jak pan asystował ich córce i nigdy nie słyszałem, by wyrażali jakąś niechęć. W jaki sposób kapitan obraził pańską narzeczoną? - W jaki sposób? Jak już wspomniałem, dzisiaj z rana zaręczyliśmy się. Wieczorem postanowiliśmy zawiadomić o tym kapitana. Uważałem to za swój obowiązek. Przed chwilą byłem właśnie u niego w kabinie i gdy mu o tym zameldowałem, kapitan tak mi odpowiedział: "Zaręczył się pan ze światłami pozycyjnymi?" Gdy tylko to usłyszałem, odwróciłem się i wyszedłem z kabiny; przyszedłem wprost do pana prosić go na sekundanta. Starszego oficera skurcz chwycił za gardło, omal nie parsknął śmiechem i aby go stłumić, opadł na poduszki. Nie chciał zostać porąbany lub zastrzelony według przepisów Boziewicza; usiłował więc przybrać surowy i pełen potępienia dla kapitana wyraz twarzy. Z trudem udało mu się odpowiedzieć, że bardzo się cieszy z zaufania i z zaszczytu, jaki go spotkał, że właśnie jemu został powierzony honor narzeczonej "szóstego"; zapewnił go, że zrobi wszystko, aby honor ten został w całości zachowany. Czując, że dłużej już nie opanuje śmiechu, dodał, że o szczegółach pomówią jutro. - Dziękuję i dobranoc - usłyszał w odpowiedzi. Za chwilę drzwi zamknęły się za "szóstym". * Następnego dnia rano odkrył się Przylądek Frio tropikalnej Brazylii. Starszy oficer i starszy mechanik natychmiast zameldowali o tym Kazias-Mamie. Ale pani odwróciła głowę od wskazanego jej kierunku i powiedziała, że nie chce nawet widzieć Brazylii z daleka. - Przyjechałam do Brazylii z mężem zaraz po ślubie. Osiedliliśmy się na zakupionej przez niego plantacji drzew pomarańczowych. Mąż jest agronomem. Zbiór zapowiadał się wspaniale. Któregoś dnia usłyszałam bicie w metalowe kotły jak na alarm. Wybiegłam na ganek. Hałas pochodził z sąsiednich farm, na których bito kijami we wszystko, co mogło wydawać głośny dźwięk. Sądziłam, że napadli nas Indianie, ale za chwilę zrozumiałam, co się dzieje, gdy ujrzałam chmurę owadów. Szarańcza. Wieczorem z plantacji obiecującej fortunę zostały kikuty drzewek. Zabraliśmy się do pracy i przekształciliśmy naszą plantację na warzywną. Pola szybko pokryły się roślinkami. Pewnego dnia, gdy z dumą przyglądałam się zieleni okrywającej pola, zauważyłam, że mam przed sobą jak gdyby posuwający się dywan. Zielony kobierzec defilował przede mną. Zbiegłam ze schodów i przekonałam się, że to nie było złudzenie. Miliony wędrownych mrówek. Szły

zwartymi szeregami, a każda dźwigała nad głową strzęp uciętego liścia. Następnego' dnia znów mieliśmy przed oknami szare pola, bez śladu, że coś kiedyś na nich rosło. Sprzedaliśmy tę plantację i przenieśliśmy się bardziej na południe, w okolice lesiste i założyliśmy tam plantację kukurydzy. Za kilka dni mieliśmy rozpocząć zbiór tak urodzajny, jakiego nawet nie przewidywaliśmy. I znów spostrzegliśmy, że plantacja" przestała istnieć. Jakieś postacie wynosiły plony do lasu. Pobiegliśmy szybko, by przeszkodzić rabunkowi. Niestety niczego nie udało sią uratować. Rabusiami było olbrzymie stado małp, które wyniosło naszą kukurydzę w niedostępną dla człowieka dżunglę. Znów zostaliśmy bez nadziei zarobku, do tego dołączyło się zmiękczenie moich kości wskutek braku wapnia w wodzie. Kazano mi natychmiast wyjechać do Polski. Zabrałam Kazia. Mąż sprzedał plantację i wyjechał do Argentyny. Mamy teraz plantację bawełny. Maż przyjedzie po nas do Buenos Aires. Słuchając opowiadania Kazias-Mamy, starszy oficer zapomniał zupełnie, że "szósty" powierzył mu honor narzeczonej i że ma natychmiast ustalić w jego imieniu datę pojedynku, wybrać broń i uzgodnić miejsce i czas. Kapitan przygotowywał właśnie dokumenty dla władz portowych w Rio, kiedy wszedł do kabiny starszy oficer. - Nu, wie pan co? - odezwał się ucieszony z jego widoku kapitan. - Nu, chętnie się wczoraj uśmiałem w barze. Nu taki malutki chłopiec, nu, a tak doskonale zna kobiety. Dziewczyna od razu zaniemówiła. Nu, żeby mnie tak dokuczyła, ja bym nie domyślił się tak zrobić. Nu, taki malutki chłopiec, a taki mondry. Kazio. A? Nu, pomyśli pan sam? - Panie kapitanie, przychodzę oficjalnie, jako sekundant, żądać w imieniu szóstego oficera satysfakcji za obrazę jego narzeczonej, panny Athellii. Wczoraj wieczór, w obecności jej narzeczonego, porównał pan jej bursztynowo-chabrowe oczy do świateł pozycyjnych statku. Słuchając tego wczoraj wieczorem o mało sam nie umarłem ze śmiechu, ale dzisiaj pan kapitan ma wybrać rodzaj broni, od jakiego zechce pan sam umrzeć lub zabić rytualnie "szóstego". __Nu, widzi. Nu, ja od razu powiedziałem, że z tego coś będzi. Jak tylko zobaczyłem, że sobie ręce podali. Nu, wie co? Nu, jak przyszedł i zameldował, że zaręczył się, nu, i powiedziałem ja prawda, że ze światłami pozycyjnymi si zaręczył. Nu, odwrócił się natychmiast i wyszedł. Nu, nie myślałem, że jemu to si nie spodoba. Mówi pan, że obrażony? Starszy oficer opowiedział mu cały przebieg rozmowy, jaki miał miejsce w kabinie. - Nu, tak co z nim teraz robić? A? Nu, pan jego lepiej znasz za mnie. Po krótkiej naradzie uchwalili, że ponieważ nikt tego nie słyszał oprócz narzeczonego, to "szósty" musi zadowolić się oświadczeniem kapitana, że ten nie miał intencji obrażania panny Athellii. Gdy starszy oficer wszedł z "szóstym" do kabiny kapitana, ten zapomniał zupełnie o tym, że ma przemawiać oficjalnie według kodeksu Boziewicza. - Nu, jak mógł sobie nawet pomyślić, że ja chciałem obrazić dziewczyna, która ma takie oczy ładne, na które nie znudzi się nigdy patrzeć? Nu, wie co? Nu, to troszeczku niedobrze, że tak myślał. Nu, cóż takiego. Nu, tak wszystko dobrze. A? Zadowolony? Nu? "Szósty" przygotowany przez starszego oficera opisem boleści i wyrzutów sumienia kapitana bolał teraz nad tym, że chciał go niewinnie zamordować. Nie słyszał już prawie tego, co mówił kapitan i sam zaczął przepraszać, że zwątpił w jego najlepsze intencje, o których jego narzeczona jest głęboko przekonana. Sprawę uznano za niebyłą. * Począwszy od Rio de Janeiro w każdym z portów żegnano kogoś z pasażerów. W przeddzień przybycia do Rio Grandę do Sul, w którym miała wysiąść narzeczona "szóstego" z rodziną, statek szedł po stosunkowo płytkich wodach przybrzeżnych. Znów było ciche i słoneczne popołudnie. W salonie podano herbatę. Kazio zabierał się do swych ulubionych ciastek z kremem, gdy nadeszła niespodziewanie zupełnie martwa fala i odbita od dna - przechyliła nagle statek, jak podczas największego sztormu. Cała zastawa stołowa runęła na podłogę salonu. Brzęk spadających filiżanek, półmisków z ciastkami i łyżeczek wywarł widać na Kaziu silne wrażenie. Wiedział on dobrze, że za wszystko co się dzieje na statku, odpowiedzialny jest kapitan. Szybko zsunął się ze swego krzesła, pobiegł do stolika kapitana, wdrapał się na krzesło obok i patrząc swymi rozszerzonymi z przejęcia oczami, powiedział bijąc jednocześnie piąstką w stół: - Nie zgadzam się z takim podawaniem podwieczorków. Uspokoił się dopiero na kolanach kapitana, który bardzo się przed nim tłumaczył, dlaczego tak się stało.

Po wyjściu z Rio Grandę do Sul wszyscy patrzyli ze współczuciem na "szóstego", ale najbardziej szczere i serdeczne spojrzenia nie mogły mu zastąpić dziewczyny o bursztynowo-chabrowych oczach. W Buenos Aires Kazias-Mama otrzymała od męża depeszę, że przybędzie po nią dopiero za tydzień, wobec czego intendent wystarał się dla niej o pokój w hotelu, a załoga mogła jeszcze odwiedzać Kazia do momentu wyjścia w drogę powrotną do kraju. Właściciel hotelu, w którym zamieszkał Kazio, twierdził, że nie wi-•dział jeszcze tylu osób przychodzących odwiedzić jednego małego chłopca. Kazio otrzymał taką ilość prezentów, że mógł założyć sklep z zabawkami i słodyczami. Gospodarz na widok przybyłych z podarunkami, wymawiał na przemian •tylko dwa słowa: fantdstico, extraordi-nario. Fantastyczny, nadzwyczajny. W przeddzień wyjścia transatlantyka w podróż do Europy zjawili się w hotelu starszy oficer i starszy mechanik- z zabawkami dla Kazia, a z kwiatami i biletami dla Kazias-Mamy na wspaniały balet fosforyzujących postaci. Miał to być jej ostatni wypad w "cywilizację" przed przeniesieniem się między Indian i bawełnę. Kazia miała pilnować w hotelu pokojówka. Limuzyna dowiozła przed gmach opery Kazias-Mamę i jej dwóch wielbicieli. Balet w pierwszej chwili zrobił wrażenie olbrzymiego seansu spirytystycznego. Na scenie i widowni zapanowała niemal absolutna ciemność i dopiero po chwili, kiedy oczy oswoiły się z mrokiem, można było rozpoznać ledwie widoczne kontury dekoracji, a wśród nich fosforyzujące postacie. Gdy na scenie rozpoczęło się na dobre szaleństwo fosforyzujących postaci, Kazias-Mama wyszeptała do swych sąsiadów: - Wracamy. Jestem niespokojna o Kazia. Za chwilę znaleźli się na miejscu. Cała ulica była zatłoczona ludźmi, a przed hotelem stała długa drabina straży pożarnej. Z trudem przecisnęli się przez tłum do hallu. Na widok Kazdas-Mamy właściciel hotelu z okrzykiem "Senora/ Senora!" rozpoczął swą opowieść o wypadkach, jakie miały miejsce podczas jej nieobecności. Z szybko wypowiadanych słów i gwałtownej gestykulacji można było się domyślić, że pokojówka widząc śpiącego Kazia, wyszła na korytarz i zamknęła drzwi na klucz. Kazio obudził się i wyruszył na poszukiwanie mamy, a że drzwi były zamknięte - wyszedł oknem na gzyms i stojąc nad ulicą wołał z góry: MAMA! Przechodnie natychmiast zorganizowali na ulicy zabezpieczenie, gdyby chłopiec zdecydował się skoczyć, i zaalarmowali straż pożarną. Kazias-Mama słuchała tego strasznego opowiadania w milczeniu, kiedy na schodach prowadzących z hallu na piętra ukazał się Kazio w koszulce i w asyście personelu hotelowego. Na widok matki uśmiechnął się i zawołał radośnie: _ MAMA! Razem z tym słowem spłynęło na cały tłum uczucie ulgi. Ludzie uśmiechali się, a wszyscy byli tego samego zdania, do którego doszła podczas podróży załoga transatlantyka, a potem właściciel hotelu: CHIQUILLO FANTASTICO. Wspaniały chłopiec... CZCICIEL SŁOŃCA I SANKILOTA Yitoria była jedynym portem na całym szlaku od Gdyni do Buenos Aires, w którym stosowano "fertoing" - postój na dwóch kotwicach, by utrzymać się w jednym miejscu wbrew zmiennym prądom o sile dochodzącej do pięciu węzłów. Postojowi towarzyszyły nieodmiennie klątwy mechaników czuwających w rozpalonej maszynowni, zawsze gotowej do manewrów, by nie dopuścić do okręcenia się dookoła siebie łańcuchów kotwicznych. Do "błogosławieństw" dołączały się życzenia oficerów nawigacyjnych gotujących się na zmianę na mostku w ukropie Espirito Santo. Załodze wydawało się, że "Kościuszko" stoi na dnie krateru wypełnionego wrzącą lawą. Wszystkie czynności w czasie gdy słońce znajdowało się blisko zenitu, odbywały się w zwolnionym tempie. Żar zmieniał mundury i bieliznę w coś, co było na granicy gorącej cieczy i czegoś niby stałego, co ledwie utrzymywało nadany uprzednio kształt. Pot przeżerał skórę, żłobił w niej bruzdy. Nie pomagał i nie uśmierzał dolegliwości puder "Be-Be", którym obficie przysypywa-liśmy odparzone miejsca. W Yitorii przestaliśmy się dziwić, że do pracy przy załadunku kawy wynajmowano w portach brazylijskich trzykrotnie więcej robotników, niż było ich potrzeba. Nim przyszliśmy po raz pierwszy do tego portu, nie mogliśmy zrozumieć nieskomplikowanego brazylijskiego sposobu tłumaczenia konieczności posiadania podczas pracy na statku potrójnej ilości ludzi. Gdy ręka drugiego oficera ani rusz nie mogła stwierdzić podpisem, że stu siedzących na pokładzie i nic nie robiących przez cały dzień atletów jest zatrudnionych przy załadunku kawy, rzecznik agenta usiłował mu to wyjaśnić zadając pytania, na które sam natychmiast odpowiadał:

że do Yitorii przyszliśmy z pełnymi już prawie ładowniami. Zaczynało się tu gorące tchnienie Ducha Świętego . a sam port. jak palacze. gdy na wyczyszczonych do "niemożebności" relingach opierali czarne. Konający usiadł na łożu i czekał na pokarm. tylko ustami poruszył.Espirito Santo . Z biegiem czasu nazwa portu rozszerzyła się na okoliczne ziemie. przemianowany został na Yitoria. Ani słowem też nie reagowali. a czekał na nas spory ładunek kawy. Świadkowie roznieśli wieść po całym statku i wówczas dopiero stało się zrozumiałe. Wywołało to rewolucję wśród miejscowych załadowców.Musisz ją sobie tylko sam ugotować . Widząc go dogorywającego spytał: . zjawił się u niego sąsiad. Crubixa i Marinbo.i to na naszym statku. potem luzując jej łańcuch zmieniał swój kurs o sto kilkadziesiąt stopni i posuwał się. Wtedy rzucał drugą. .Ach! .za chwilę przyniosę ci fasoli. Yitoria była ostatnim portem Ameryki Południowej. bezwład ciała i gorące poty. Kilku marynarzy było świadkami niewątpliwego cudu. Po dwóch godzinach pierwszego naszego postoju w Espirito Santo drugi oficer dziwił się. W tę mieszaninę trzech rzek "Kościuszko" rzucał jedną kotwicę. Umierający ożywił się i uśmiechnął. którzy czarnymi. Nikt z załogi nie miał też wątpliwości. czwarty oficer oraz bosman beznamiętnie patrzyli.jęknął konający. kiedy to bosman Manowski na widok dwóch palaczy. że właśnie w tym porcie pierwotnie noszącym nazwę Espirito Santo (Duch Święty) miał miejsce wypadek z anegdoty chętnie opowiadanej w Brazylii: Gdy jeden z Brazylijczyków konał na łożu. Starszy oficer. . kto wówczas załaduje kawę? Naturalnie. których nazwa okrętowa "ge-lendry" przypominała prawie że nazwę kwiatów. dlaczego cztery wieki temu Vasco Fernando Coutinho nazwał to miejsce Espirito Santo.unoszącego się nad ukrytym wśród gór zlewiskiem trzech rzek: Santa Maria. Po opuszczeniu Rio de Janeiro transatlantyk dochodził niemal do dwudziestego stopnia szerokości południowej i czterdziestego stopnia długości zachodniej. niszcząc wielogodzinną pracę załogi pokładowej. Położył się ponownie i spokojnie oczekiwał śmierci. rozpoczynanej od wyjścia z Buenos Aires..Umieram! . Tak się nam . Po chwili wpadł sąsiad z miską fasoli.Jeśli robotnik.wyszeptał konający. Żar Vitorii roztapiał nawet wszelkie konflikty wynikające z zastarzałej niezgody pomiędzy pokładem i maszyną. podobnie jak to miało miejsce z bosmanem. gdzie zamiast V itoria .powiedział sąsiad.Z głodu! .Z jakiego powodu? . pasażerów podróżować miała kawa.Co ci jest? . popuszczając jednocześnie łańcuch drugiej.zawołał dobry sąsiad . do którego zachodził "Kościuszko" w swej podróży powrotnej do Gdyni. dzięki zwycięstwu odniesionemu w nim przez kogoś nad sobą. Zdecydowaliśmy się umieścić ją w wolnych pomieszczeniach pasażerskich. zaniemoże.sam dźwięk nazwy tego portu przyprawiał całą załogę transatlantyckiego statku pasażerskiego "Kościuszko" o duszności. Następnie wybierał łańcuch pierwszej kotwicy. za które nie sięga już ożywczy klimat oceanu. Raz zdarzyło się. tak długo aż się znalazł w połowie drogi pomiędzy obu kotwicami. Bez wahania podpisałby konieczność wynajęcia sześciuset.O! Co to. ociekającymi potem plecami oparli się o lśniącą białym lakierem ścianę nadbudówki rufowej. jak gdyby szepcząc słowa przebaczenia odwiecznym nieprzyjaciołom. dźwigający sześćdziesięciokilowy worek kawy. to nie! . spływające potem łokcie lub stawiali wilgotne od potu pantofle na śnieżnobiałych prętach ogrodzeń pokładów. dopóki starczyło łańcucha rzuconej kotwicy. oraz na przeliczanie opłacalności' całej imprezy wobec gigantycznych kosztów przeniesienia każdego worka z pokładu do kabiny w gorącym powietrzu Espirito Santo. Pół dnia stracił "Kościuszko" na komisyjne mierzenie odległości dźwigów okrętowych do miejsc w kabinach. Następnie skręcał pomiędzy dwie wyspy Ilha de Bois oraz Pedra da Baleia. że zastępca! A czy zastępca nie może zachorować? Może! Kto wówczas załaduje kawę? Drugi zastępca! Ta argumentacja nie przekonywała jednak "drugiego" i problem musiał rozstrzygać kapitan. wychodząc z piekła kotłowni zostawiali za sobą na nieskalanej czystości pokładzie ślady stóp. . że zamiast potrzebnych sześćdziesięciu ludzi przyszło tylko stu osiemdziesięciu. Wielu członków załogi "Kościuszki" było świadkami analogicznego niemal wypadku .

starszy marynarz Władek nosił przydomek "czciciela słońca". upał panował straszliwy.dzień i noc. kto włączyłby prąd do linii. drugi oficer polecił starszemu marynarzowi Władkowi przygotować dodatkowe "słońce" w trzeciej ładowni. który po godzinach służbowych zastępował również i elektryka okrętowego. że zapomniał odseparować partie skór solonych zabieranych z Buenos Aires. w jaki sposób wytrzymali w tej temperaturze kucharze oraz załoga maszynowa. Tajemnicą było dla nas na pokładzie. Wyglądał. Drugi oficer. do gniazdka. że ma przed sobą twarz starszego marynarza Władka. Wydawało się wówczas. sankiuloci. pomalowane z zewnątrz na czarno.przynajmniej wtedy zdawało. że tłuste krople smaru z bloku zawieszonego wysoko na bomie ładunkowym właśnie kapią na nowy. której oczy zdawały się wpatrywać przez przymrużone powieki w jasne. nadanej przez arystokrację francuską . Następnie z wtyczką w dłoni ruszył po trapie na pokład spacerowy do najbliższego gniazdka.cent fcilos. Kadłub statku i nadbudówki nagrzewały się tak mocno. Władek w zwolnionym tempie udał się na poszukiwanie dyżurnego asystenta maszynowego. z zadartą głową i przymrużonymi oczami przejęty był swą funkcją starszego marynarza oraz specjalisty od bawełny i kawy. jakie dostrzegł pomiędzy wyrazem twarzy Władka i widzianą kiedyś u jednego z naszych konsulów wazą w kształcie głowy ludzkiej. "Kościuszko" był zaopatrzony na tę okoliczność w tak zwane "słońca". zszedł powoli do ładowni i uchylił z lekka czaszę reflektora. Oszczędzając więc siły. w które wstawiało się bardzo silne żarówki. który ma zamiar ładować w nocy. ani zmierzchu. Władek musiał wyszukać w czeluściach rozpalonej maszynowni kogoś. przygnany na morze opowiadaniami Londona i Conrada. Wsunął wtyczkę. jakim zawsze się można było orzeźwić. We wnętrzu każdego reflektora znajdowały się oprawki. Leżą na targach w dużych stertach i można je nabyć za bezcen. patrzył na wazę i doznawał złudzenia. Była to miniatura paryskiego klubu o tej samej nazwie. usłłującego wyobraźnią wyczuć strumień chłodnego powietrza. na której znajdowało się gniazdko z podłączonym "słońcem". Espirito Santo nie uznaje ani brzasku. Były to metalowe półkuliste reflektory. Nikt nigdy nie widział go rozgniewanego czy nadąsanego. Światła nie było. Władek. niczym nie osłonięte słońce. Władek z nieodmiennym wyrazem radości na twarzy meldował na przykład. że była ona kiedyś naczyniem ofiarnym czcicieli słońca z Ameryki Południowej. Do środkst czaszy dołączony był kilkunastometrowy kabel zakończony wtyczką. Pokłady i łodzie ratunkowe zlewane były bezustannie wodą. Marynarska bluza Władka była mokra od potu. po francusku . żar wydłużał otaczające ją wzgórza. Opierał to na podobieństwie. Za pożywienie służył wszystkim wyłącznie sok z pomarańcz. snując domysły. Tego pamiętnego dla załogi dnia. wewnątrz zaś białą farbą. Kiedy słońce w południe stawało nad Yitorią w zenicie. Pomimo że słońce zniżyło się prawie do wierzchołków gór otaczających piekielny krater. że są one niebotycznymi górami. albo zawiadamiał. Przyniósł "słońce" z magazynu bosmańskiego. Pomarańcze brazylijskie mają zielonkawe łupiny pokryte czarnymi cętkami. by włączyć prąd. że Władek ma twarz "czciciela słońca". ilekroć był u konsula z wizytą. Stary port Espirito Santo istnieje zresztą po dziś dzień i nosi nazwę Yilla Velha . gdy statek znajdował się w morzu. tym więcej się z tego cieszył. jak gdyby przed chwilą wyszedł w niej spod największej tropikalnej ulewy. do którego mogli należeć wyłącznie ludzie o wadze większej lub przynajmniej równej stu kilogramom. nawet w nocy "widzącego słońce" przez swoje zawsze przymrużone powieki. Służbę w maszynie pełnił w tym czasie asystent należący do statkowego "Klubu Sankilotów". Znalazł go w maszynowni pod nawiewnikiem. gdy Władek zabrał się do zainstalowania dodatkowego oświetlenia w trzeciej ładowni. na którego dnie stał zakotwiczony "Kościuszko". jak echo szyderczej niegdyś nazwy sans-culottes. jedynie . że utrzymanie na nich dłoni było nieprawdopodobieństwem. Konsul delektował się posiadaną wazą. w którym miał miejsce "analogiczny" do brazylijskiej anegdoty wypadek. "Drugi" uważał. Nigdy nie był zmęczony. napięte na obramowaniu. Statek. By nie uszkodzić żarówek.Stare Miasto. im dłużej był na statku. Była godzina szesnasta. Nic o tym nie wiedząc. "słońca" posiadały siatki ochronne z drutu. Brzmiało to "sankilo". musi być do tego przygotowany jeszcze za dnia. biały mundur rozmawiającej z nim osoby. Zawsze uśmiechnięty. która to wiadomość mogła uśmiercić bardziej nerwowego oficera ładunkowego. wyklarował swoje kable i spuścił je do ładowni. Po zachodzie słońca gwałtownie zapadają ciemności.

Sprawdził. że nie może się uporać z takim drobiazgiem. to ciemno. jaki przyjęła natychmiast twarz sankiloty. by głośniej coś powiedzieć. czuł. czy wtyczka jest dobrze włożona. Sankilota nie miał już siły. Strzałki na woltomierzach oraz amperomierzach wskazywały. że wszędzie już ma odparzeliny. Kolejno. Z powodu swej wagi asystent był prezesem "Klubu Sankilotów". a gdy już wszystkie wyłączniki miał wyłączone i włączone ponownie . podniósł czaszę "słońca" i z rozpromienioną twarzą zawołał: . Obecni przy tej scenie współczuli asystentowi. żeby nie zdradzić się jakąś nieznajomością fachu lub statku. czy wtyczka jest dobrze założona. Sankilota. W pomieszczeniu. że wszystko jest w porządku. Nigdzie po drodze nie było . Uśmiechnięty. potem po trapie wszedł na pokład spacerowy i z trudem dowlókł się do miejsca. nie było nawet czym oddychać. jeśli z takim głupstwem nie potrafi się uporać. A wszystkiemu winien ten straszny żar. Wracał z powrotem. W oczach robiło mu się to jasno. Doszedł do gniazdka. Do "Klubu Sankilotów" na "Kościuszce" należało kilku ludzi: jeden z kucharzy.Nie pali! Cierpiący wyraz. . Zaglądał do wszystkich pomieszczeń. Jeszcze wolniej od Władka zaczął poruszać się po rozpalonych drabinach maszynowni w kierunku tablicy rozdzielczej. Kolejno włączał. litując się nad nim. krótkich. nie noszących nakazanych ówczesną modą. nie był bardzo mocny w znajomości sieci elektrycznej. Władek nachylił się. Ogniem piekła go obolała skóra. oznajmił: .proletariatowi rewolucyjnego Paryża i oznaczającej ludzi biednych. Zdawał sobie sprawę. palacz.Nie pali! Wzniesione jeszcze do góry ręce sankiloty opadły automatycznie. Drelich palił sankilotę. Migało mu przed oczami może właśnie nie włączył jednego wyłącznika? Może jest gdzieś inna tablica rozdzielcza na tej linii? Może są dodatkowe bezpieczniki? A może Unia ma połączenie z mostkiem? "Trzeba będzie to sprawdzić" .ruszył na górę. Sprawdził napięcie i natężenie. w którym przewód wychodził na pokład spacerowy. gdzie wetknięta była w gniazdko wtyczka od "słońca".myślał. Gubił niekiedy ślad sprawdzanego kabla. ale nawet mu przez myśl nie przeszło. obszytych koronkami spodni (culottes). z powodu wieku bardzo bliskiego pięćdziesiątki. Stanął przed nią ciężko oddychając.Zawołaj elektryka! Sankilota szedł i rozmyślał. Znów zaczęło mu migać w oczach. poradził: . był jedyną odpowiedzią na smutną wiadomość usłyszaną od Władka. jeden z oficerów nawigacyjnych oraz asystent maszynowy. Postał chwilę jeszcze nad ładownią i znów powędrował z powrotem do tablicy rozdzielczej. Dał tylko umowny znak rękami: wszystko w porządku. przez które biegły przewody. że coś się w nim załamało. że stanie się pośmiewiskiem całego statku. sprawdził. śledząc metr po metrze. wyłączał. wpatrzony w asystenta jak w słońce. Gdy nachylił się nad ładownią. sprawdzał. Stanął przed tablicą rozdzielczą. Ambicją każdego z załogi było niezwracanie się do nikogo o pomoc podczas służby. by zwrócić się o pomoc do elektryka.Już! . że ma dla niego zajęcie: trzeba włączyć prąd do przewodów z prawej burty na pokładzie spacerowym. gdy się przekonał o pomyłce i zaczynał od miejsca. że widocznie z powodu upału nie może dać sobie rady z głupimi wyłącznikami. sprawdził jej zamocowanie i zsunął się po trapie na przedni pokład. Władek z wniebowziętym wyrazem twarzy oznajmił asystentowi-prezesowi. ujrzaf wpatrzone w siebie przymrużone oczy Władka. systematycznie wyłączał i włączał wszystkie wyłączniki. Zaopatrzony w przepisowy potnik. gdzie się pomylił. zszedł po trapie na przedni pokład. Sternik służbowy przy trapie. aksamitnych. że znalazł się w kipiącym kotle. Dotarł wreszcie do miejsca. ocierał nim strumienie potu zalewające oczy. nachylił się nad trzecią ładownią i pomiędzy robotnikami odszukał wzrokiem Władka. Asystent wyprostował się i rozpoczął drogę powrotną do tablicy rozdzielczej. w którym znajdowała się tablica. Postanowił sprawdzić. W kuchni wydało mu się. ten który pełnił właśnie służbę. Po sprawdzeniu wyłączników asystent wydostał się z maszyny na "hajcerdek". Władek przechylił trochę reflektor i zadarł głowę do góry. Patrzącym na niego wydawało się. badał. przewód prowadzący do gniazdka.oświadczył omdlewającym z wysiłku głosem sankilota. Z trudem dostał się na wymarzone przez siebie miejsce na statku. koło salonu nad trzecią ładownią. który niedawno stosunkowo przyszedł na "Kościuszkę".

numerów i znaków. Starszy marynarz Władek po zdaniu kursu swemu następcy poszedł mierzyć temperaturę w pomieszczeniach. W tym rejsie wieźliśmy wyjątkowo dużo bawełny. Z jednej ręki wysunęła się krawędź "słońca" i wówczas dopiero zobaczył. Władek należał do marynarzy wyspecjalizowanych w doglądaniu ładunku podczas jego załadowywania i w okresie podróży. Nad ładownią widniało wiele zaciekawionych twarzy. W drodze do kraju mieliśmy wyłącznie pasażerów w pierwszej i drugiej klasie . Ciekawiło ich wszystko. Wszystkie ładownie. Podniósł "słońce" i trzymając obu rękami za jego krawędzie. Oczyścił jej nieco zaśniedziałe kontakty. biorąc z magazynu zapasowe "słońce". by obejrzeć zamocowanie kabla w reflektorze. czy są w nim żarówki. od wyglądu drzew garbnikowych. że w wymalowanym na biało wnętrzu czaszy reflektora. Sternik przy trapie znów mu poradził. nie było ani jednej żarówki.zmiana sterników. wreszcie dźwignął się z trudem na nogi i powoli zaczął się wspinać po trapie na pokład spacerowy.żadnego bezpiecznika ani połączenia z mostkiem.starszy marynarz Władek z parowca "Kościuszko" . W drodze powrotnej do Europy musieliśmy przejść teraz w poprzek cały Atlantyk. Marynarz zyskiwał na tym wolne dni.wobec tego pomieszczenia klas trzecich wraz z salonami i jadalniami załadowano kawą. zachwycony i wniebowzięty. POŻAR NA ATLANTYKU Jrvio de Janeiro było ostatnim naszym portem w Ameryce Południowej. Wśród załogi było kilku specjalistów. których zainteresowania ładunkiem wychodziły po jakimś czasie daleko poza same wiadomości dotyczące obchodzenia się z nim na statku. Wydawało mu się. Zrobiło mu się zupełnie czarno przed oczami. że ładunek zostanie odpowiednio zabezpieczony i odseparowany.ten odcinek drogi był dla nas swego rodzaju wypoczynkiem. Przechylił się nad obramowaniem ładowni i zawołał do Władka ostatkiem sił: .Już! Władek dał znak ręką. W żarem przepojonym powietrzu umarł Brazylijczyk. poczynając od Buenos Aires kończąc na Rio de Janeiro. Przed godziną za horyzontem zniknęła Brazylia. gdy ładunku nie było. nie zważając na niebezpieczeństwo zwalenia się do ładowni. by zawołał elektryka. statek zaś pewność. Jeszcze raz bardzo uważnie obejrzał wtyczkę. Prócz tego wykorzystano pod ładunek pomieszczenia pasażerskie trzeciej klasy. z podaniem dokładnych ilości. zbadał miejsce wprowadzenia kabla do czaszy reflektora. jak daje sobie radę ze schodzeniem po drabinie przy takiej wadze ciała i takim upale. że drabina nie ma końca. Sankilota stał jakiś czas niezdecydowany. "czciciel słońca" . Wszystko w najlepszym porządku: wtyczka nowa. chwytania ładunków. Przyglądano się. . Patrzącym na to wszystko dech zaparło w piersiach. umocował w gniazdku i wspomagany nadzieją znów zsunął się na przedni pokład koło trzeciej ładowni. Po szeregu portów. że nigdy nie dojdzie do ułożonych na dnie ładowni worków. potem zdecydował się na zejście po pionowej wąskiej drabinie do trzeciej ładowni. Sankilota był już u kresu sił. I naraz jasne się stało. że nikt nie może walczyć z Espirito Santo. który miał nas zaprowadzić prosto do brzegów Senegalu. prawie całkowicie wypełniono bawełną. Co począć? Zaczął oglądać kabel przy wtyczce. Asystent zdobył się jeszcze na ostatni wysiłek. po okresie ciągłych manewrów wejściowych. Posiedział chwilę. że słyszy ten głos pomimo warkotu wind ładujących kawę. zapomniał sprawdzić. usiadł na jej obramowaniu..pozostał przy życiu. robiąc najdokładniejsze szkice rozmieszczenia ładunku w ładowniach.W porządku! Głowa sankiloty opadła bezwładnie na piersi. Władek. gdy stanął nad leżącym u jego stóp "słońcem". ponieważ sankilota nie miał siły go zabić. Leżeliśmy już na kursie. . nasion i historii bawełny. Paliło tropikalne słońce. a było ich pięć. Przesuwając kabel w ręku zszedł na przedni pokład. Wolniutko przełożył nogę przez obramowanie ładowni i postawił ją na klamrze. Przez cały czas podróży opiekowali się ładunkiem w granicach swych możliwości. gdzie znajdował się ładunek. a najmniejsze uszkodzenie spostrzeżone i zameldowane. do których zachodziliśmy po ładunek lub pasażerów. Przechylił "słońce" na bok i z rozjaśnioną twarzą czciciela słońca zawołał: .Nie pali! Sankilota.. ponieważ nie miał sił ugotować sobie fasoli. manewrów wyjściowych co parę dni lub co kilkanaście godzin . Zmyte niedawno wodą pokłady parowały jeszcze. obok którego sterczał Władek. aż do gatunków kawy i giełdy kawowej. Dwa krótkie uderzenia w dzwon okrętowy: godzina pierwsza . Wreszcie znalazł się wśród podziwiających jego tuszę robotników. kabel nowy. Olbrzymie ciało asystenta oparło się o drabinę.

Czuwanie nad prawidłową pracą "rekinów" stanowiło zadanie specjalistów od ładunku z każdej wachty. pokrytą promieniami słońca. Rozmieszczenie termometrów i mierzenie temperatury było specjalnością Władka. iż sam zawiadomi kapitana i osobiście poszuka źródła ognia. Ciemnoszafirowa powierzchnia oceanu wzdymała się i opadała długą. obecny był po raz pierwszy na naszym statku. bezkresną martwą falą. w których z łatwością mógł się pomieścić człowiek. w którym zaczęło się tlić. że w pierwszej ładowni też czuć zapach tlącej się bawełny. jaką jest pożar na morzu. Mogły być najlepsze. okrągła marynarska czapeczka "navy-hetka" zanurzyła się w gardzieli olbrzymiego wywiewnika z pierwszej ładowni. Naturalnie starszy marynarz Władek przejęty swą specjalnością wszędzie był pierwszy. Z łaski rzucił mi parę słów. By ustrzec kawę od pocenia się. co w naszych warunkach należało zaliczyć raczej do teorii. bawełna . W tej samej chwili usłyszałem szeptem powiedziane słowa: . Zapach był taki sam jak tlącej się bawełny. Pierwszy oficer zjawił się po chwili na mostku i oświadczył. Pierwszy oficer dołączył na przednim pokładzie do Władka i pozostałych i zaczęli zaglądać kolejno do pracujących wywiewników. nie znał załogi i miał nieco odmienne obyczaje. uskrzydlona ryba. mierzył i "węszył". bosmana i cieślę. Wszyscy jednak tak się zachowywali. Szeptał starszy marynarz Władek. miał wyraz twarzy człowieka dźwigającego na swej głowie cały statek. Sytuacja stawała się poważna. ale ponieważ były inne niż poprzednio. A w węszeniu Władek był niezmordowany. Na martwej powierzchni wody śledziłem widoczne dokładnie kręgi wywołane szafirową smugą wody ociekającej z jej srebrnych skrzydeł. Niedopałki papierosów rzucane za burtę przez pasażerów trafiały czasem w otwory wentylatorów wysuniętych przez okrągłe obramowania iluminatorów za burtę w postaci łopatek. Widok ten przekreślał czas.palić.Starszy marynarz Władek piastował dwie specjalności: bawełna i kawa. tworzącymi na powierzchni olbrzymią złotą sieć. Kawa lubiła się pocić. Małe słońca wprawione w spojenia złocistej przędzy hipnotyzowały migotliwym blaskiem miliardów ogni. zawiadom pierwszego oficera . Chłopak ten z poświęceniem wciskał się w ładownie. bosmana i cieśli. że jego również zaleciał zapach tlącej się bawełny. Natomiast bawełna spędzała wszystkim sen z oczu. Podniesiona do góry ponad nadbudówki statkowe głowica. z drugiej ładowni czuć silny zapach palącej się bawełny. że idzie jeszcze sprawdzić czwartą i piątą ładownię. umieszczał termometry. Wykrycie ognia możliwe jest wyłącznie za pomocą mierzenia temperatury w ładowniach. skryci przed żarem stojącego niemal w zenicie słońca. wraz z losem wszystkich ludzi znajdujących się na nim. Poprzedni "pierwszy" poszedł na urlop. Widziałem. kilkunastometrowej długości nawiewników w postaci rur płóciennych. by kawa nam się pociła.Panie poruczniku. To samo powtórzyło sią przy wywiewnikach drugiej i trzeciej ładowni. Ale "pierwszy" tonem nie uznającym sprzeciwów oznajmił. Jego biała. Władek wietrzył ją za pomocą "rekinów" olbrzymich. Pierwszy oficer ponownie zniknął w kabinie kapitana. Władek dał mi znak. a olbrzymie wywiewniki odprowadzały powietrze na zewnątrz.roje uskrzydlonych ryb szybowały nad złotą siecią. __Idź natychmiast. Oczy miał przymrużone. zanim wsunęły się głowy "pierwszego". samotna. z których domyśliłem się. jak wchodził do kabiny kapitana. "Jaskółki morskie" . W głowicy "rekina" znajdował się otwór zaopatrzony w dwie olbrzymie "płetwy". Kilka razy mieliśmy ogień zaprószony w kojach przez pasażerów. Spod dziobu wyrwała się i rozpoczęła swój lot szybowcowy olbrzymia. Gdy wyszedł. by nie wzbudzić podejrzenia pasażerów. W tej samej chwili mnie również zaleciał zapach tlącej się bawełny. W tej podróży nie szliśmy w zwykłym komplecie. Tymczasem Władek postawił na nogi całą wachtę. Tliła się bielizna pościelowa i materace. Ale bawełna potrafi zapalić się sama. o którym dawało jedynie znać bicie dzwonu okrętowego. Więcej mogliśmy liczyć na wykrycie pożaru przez wyczucie go węchem niż termometrem. Po lunchu pasażerowie drzemali zwykle w ustawionych na zacienionym pokładzie spacerowym leżakach. z odpowiednio ustawionymi na wiatr "płetwami". Gdy głowy się wynurzyły. Zaproponowałem. gdzie się dało. . Ciągła czujność i stałe sprawdzanie pomieszczeń uchroniły nas przed najstraszniejszą katastrofą. lecz nie uśmiechał się. wtłaczała powietrze do wnętrza statku. O tej godzinie na górnych pokładach panowała cisza. że pójdę wyszukać miejsce. Nie było wypadku.powiedziałem. więc wytworzyły pomiędzy nim a załogą duży i mocno "oblodzony" dystans. Dzień był bezwietrzny.

Ja do niego nie ' pójdę. ale czapka od tego się nie zapali. Przeważnie Niemcy.to fakt. W tej chwili "piąty" przypomniał sobie głośno. że wracać będą z całą pewnością tylko "nami" 1 rzeczywiście dotrzymywali słowa. Na razie na pokładzie łodziowym zobaczyłem pierwszego oficera. . Znów uśmiechnięty. Że Władzio miał gorącą głowę do wszystkiego . Jeżeli pożaru nie stłumimy. . stojący ze mną na wachcie palił się już do akcji. czego nie robił dotychczas.żachnął się. po paru dniach chcieli jechać z nami dookoła świata. W codziennym życiu statkowym musieli znosić bolesną dla niektórych nazwę "asystent pokładowy". Mimo wszystko wyszedłem na spotkanie aż do drzwi kabiny nawigacyjnej.Powiedz mi. a o ile wiem . Znając trochę dłużej kapitana "ochłodziłem" "piątego". o czym myśli. na którym pali się bawełna w ładowniach.bawełna jeszcze mu się pod nogami nie paliła. 0 którą pomawiały nas zgodnie wszystkie linie okrętowe ubiegające się o pasażerów z Południowej Ameryki. Tą "nieczystą konkurencją" były: polska gościnność i polska kuchnia. odwrócił się na pięcie i rzucił mi przez ramię. . z przymrużonymi oczami patrzącymi wprost w słońce i z głową zadartą do góry. co o tym wszystkim myśleć. co to było? . Chciał natychmiast uszczelnić luki. Z czym mam pójść teraz do kapitana? Naraz zjawił się Władek. Wizja "uszczelniania" ładowni i ewentualnej podróży przez Atlantyk z płonącą wewnątrz trzech ładowni bawełną nie była zachwycająca. Znaleźli się na naszym statku dzięki "nieczystej konkurencji*.gorączkował się. I zniknął za drzwiami swej kabiny. Strata dwóch czy trzech dni jest niczym wobec tego. Kapitan nie będzie urządzał ze statku żywej pochodni na Atlantyku. Nie wiedziałem.Mówięi. jak gdybym ja osobiście cały statek podpalił. co się może stać z tlącą się bawełną. Obaj myśleliśmy o jednym: co się teraz będzie na statku działo? Pasażerów. że kapitan nie każe "dusić" ognia. po kilku latach pobytu w Południowej Ameryce.Jak to? . a gdy przychodziło do rozstania . Miał wyraz twarzy gromowładcy pierwszy grom zabije tego. jeśli pójdziemy do Dakaru.spytałem. -r Przecież sam pan powiedział. co zrobi kapitan? "Piąty" już się denerwował. co będzie z tą naszą reklamą i jaką radość sprawi wszystkim konkurencyjnym kompaniom fakt. Popatrzył na mnie z nieopisaną wściekłością. że nic z tego. jak na możliwości w tym okresie..Zwyczajnie . . zalewać je wodą. Francuzi oraz kilkunastu Duńczyków.spytałem. . kto się do niego zbliży. Byle już coś robić. co należy uczynić na statku.nie obywało się bez łez. Zacząłem się zastanawiać. Teraz myślałem o tym. Wszyscy jadący w odwiedziny do kraju.Każda minuta jest droga.W których ładowniach się pali? . . nie będzie. Stare nasze statki cieszyły się większą sympatią i powodzeniem niż najnowsze opływowe linie innych transatlantyków o dużej reklamie. odchodząc: . że czuje swąd tlącej się bawełny zaoponowałem. Wszyscy zapewniali. to samo mogło się stać w czwartej i piątej ładowni.."Piąty oficer". znajdziemy się pośrodku Atlantyku z ogarniętymi paniką pasażerami. Pasażerowie po paru godzinach pobytu na naszym statku czuli się jak u siebie w domu. Niech pan sam zamelduje kapitanowi. Jeśli zatliła się w trzech ładowniach od razu. Panika w takich wypadkach może się okazać stokroć gorsza niż sam pożar.Kapitan nigdy nie zrobi tego. Na co czekamy? . mówiąc. mieliśmy stosunkowo wielu. Z pewnością zaraz zawrócimy do Rio. a potem wycedził: . Ładowaliśmy bawełnę ze wszystkimi możliwymi ostrożnościami. Pierwszy oficer zbladł z wściekłości. Tytuły "piąty" oraz "szósty oficer" były przywilejem asystentów pokładowych posiadających dyplomy oficerów nawigacyjnych i mających w książeczkach żeglarskich wypisane swe tytuły. .Paliła się czapka na głowie PAŃSKIEGO starszego marynarza. że czapka PAŃSKIEMU starszemu marynarzowi na głowie się paliła. żeśmy się palili.odpowiedziałem. puszczać do ładowni parę.

Poszedłem do kapitana. Spytałem go tylko: . W pierwszej.dziwił się kapitan. w której ładowni tli się bawełna? . .. I znów szafir i szybujące w złotych promieniach "jaskółki morskie". by zameldował.Tak myślał. Na przednim pokładzie koło drugiej ładowni stał Władek w nowej bawełnianej czapce i uśmiechał się. to z powodu palącej się czapki starszego marynarza proszę się nie kłaść na kurs do Rio. panie kapitanie. PLAMOZNIK . Widziałem.przerwał mi zdumiony kapitan. wobec czego posłałem go.. Zazwyczaj o tej godzinie na tym odcinku drogi drzemał w koi. "Pierwszy" wzniecił jeszcze większy pożar w głowie kapitana. Pożar na transatlantyku trwał niecały kwadrans.Nie rozumiem . Zerwałem czapkę. wobec czego "pierwszy. wpatrując się przymrużonymi oczami w tropikalne słońce. . .Pierwszy oficer kazał zameldować. podobnie jak i my.No. Wypadek z czapką był niecodzienny. że mimo woli również zacząłem się śmiać. Cały bok "navy-hetki" był z jednej strony wypalony.Czego się tak cieszysz? . a jego ugaszenie pozostawił mnie. by opowiedzieć o pożarze na głowie starszego marynarza Władka. że coś mi pali głowę.Po pierwsze. przed wejściem do salonu. drugiej i trzeciej ładowni. A dalej to pan porucznik wie.Marynarz zameldował mi. Wznieciłem pożar w jego głowie. "Piąty" też się już uspokoił i szykował do brania wysokości sekstantem. Gdy zszedłem ze steru. że w trzech pierwszych ładowniach czuć silny zapach tlącej się bawełny. że tli się bawełna w drugiej ładowni. Był tak rozradowany i śmiał się tak zarażliwie.Prawdopodobnie od niedopałka rzuconego. nie mogło tak szybko ułożyć się . Zanim otworzyłem usta. . Wróciłem na mostek. do każdego z nich przed nim wsadzał swą głowę marynarz z palącą się czapką. że w żadnej ładowni nie tli się bawełna. kapitan wydał mi polecenie położenia się na kurs do Rio ł spytał: . Siedział w kabinie przy biurku i wertował przepisy dotyczące pożarów na statkach. że się moja bawełna nie pali. Dopiero gdy nachyliłem się do wywiewnika piątej. .było sprawą również niecodzienną. który w ciągu tych kilku minut zmienił się w pełnego zapału dowódcę straży pożarnej . na oceanie. do tlącej się małej czapki na głowie marynarza. to chwileczkę zatrzymałem się na pokładzie spacerowym. ale teraz stwierdził. które spłonęły z ładunkiem bawełny. jak gdyby mu się nie wiem co stało. by zameldował o tym pierwszemu oficerowi.Pierwszy oficer nie może odróżnić czapki od ładowni? Skąd pierwszy oficer wiedział.Rozumiem.Ja posłałem do pierwszego oficera starszego marynarza. ale od czego zapaliła się czapka marynarza? . Powoli przestawałem myśleć o tlącej się bawełnie w pięciu ładowniach. poczułem.Ostatecznie. ale na godzinę szesnastą musiała być pozycja z dwóch niejednoczesnych linii pozycyjnych ze słońca.. ." czuł w każdej ładowni zapach tlącej się bawełny.przez pasażera z górnego pokładu. dlatego. Pomimo że mieliśmy przed sobą do przebycia cały Atlantyk w strefie między zwrotnikami od Koziorożca do Raka. że kapitan się zniecierpliwił. że tli się bawełna w drugiej ładowni? . ..Przecież przed chwilą sam mi powiedział.. .postawiony został.Jak to . Nade mną na łodziowym pokładzie stali pasażerowie i widocznie ktoś zaprószył mi "fetka". Teraz zrozumiałem zemstę pierwszego oficera. gdzie przy tej pogodzie po zachodzie słońca będzie dokładna pozycja z gwiazd. Był to pierwszy dzień na oceanie po wyjściu z Rio i kapitan zamiast oddać się całkowicie swym przyzwyczajeniom aż do Dakaru . przed wizją pożaru podsycaną zapamiętanymi historiami statków. To nagłe przejście od spodziewanego niebezpieczeństwa palących się setek ton bawełny na statku z pasażerami. Dziękuję. że "pierwszy" jest taki zły. wytłumaczenie go kapitanowi. a po drugie.W czwartej ładowni poczuliśmy zapach tlącej się bawełny. że tli się bawełna w drugiej ładowni. drugiej i trzeciej. że tliła się bawełniana czapka na głowie starszego marynarza i to kazał panu kapitanowi zameldować.w głowie kapitana. "Pierwszy"' sam poszedł do wywiewnika pierwszej.

Obaj "chłopcy". Roi4* palacza w czeluściach kotłowni transatlantyka przyjął na siebie były ogrodnik papieski. Istotnymi zagadnieniami stały się sprawy tak ważne. idealne zasłanie przydzielonej ilości koi. Twarz i głowę miał podobną do głowy Jana Chrzciciela. Widzi go po raz pierwszy. o jakiej marzył . poczynając od mostku. przeszedł przez wysłane dywanami korytarze sekcji pasażerskich.Jestem za słaby. panie dyrektorze . Tam ze zdumieniem ujrzał dwie kontrastowe postacie "chłopców okrętowych". W okresie wojen pomiędzy Anglią i Francją czekające na wojskową eskortę statki handlowe nie przyjmowały na swój pokład pasażerów tak długo. atleta z areny cyrkowej.per "wy". nikła i wątła figurka garbuska. które obejmują całą trasę przewidzianej podróży. żeby zostać palaczem? . jak sen sprzed kilku nocy. . Garbusek uśmiecha się.No to może macie zamiar zostać marynarzem? . Począwszy od stosu map ułożonych w szufladzie kabiny nawigacyjnej. Ma duże. by zawiadomić o inspekcji szefa prowiantury. sprawne i uprzejme obsłużenie wyznaczonej ilości pasażerów podczas posiłków. ponieważ nie otrzymał roli. precyzyjnej pracy na rzecz statku. ale w spisie załogi figurowali na etatach chłopców okrętowych. . którą zawody życiowe wtłoczyły w ten nie znany dotychczas dla niej mechanizm. maszynowy i hotelowy przygotowane są do wielkiej podróży i nieznanej przygody.Przyszliście pewnie na statek. Załoga transatlantyka . Wędrował po statkach ze swą własną "szlojzą" . jak można było od razu zauważyć.grał teraz przebrany w białą kurtkę rolę stewarda. wytwornego. Trzy działy: nawigacyjny. Ludzie ci od podniesienia "niebieskiego Piotrusia" rozpoczęli życie "trybików" okrętowych. Obecnie podniesiona na przednim maszcie litera "P" międzynarodowego kodu sygnałowego na wszystkich statkach kuli ziemskiej mówi tym.śmiejąc się już mówi dyrektor. którzy na nią patrzą: "Dzisiaj mój statek wychodzi w morze". W ciągu ćwierćwiecza od momentu ukazania się jej na maszcie przybrała ona imię "niebieskiego Piotrusia" (Blue Peter).z uśmiechem odpowiada garbusek. dyrektor szanuje jednak prawdziwy wiek "chłopca" i mówi jak do starszych marynarzy lub palaczy . zamim mający je eskortować okręt wojenny nie podniósł "niebieskiego Piotrusia". oblatanie nowej maszyny czy wysadzenie alei cyprysami były dla nich teraz rzeczami tak błahymi. gdy wyciągnięta zostanie na pokład ostatnia lina łącząca statek z nabrzeżem.parumetro-wym pogrzebaczem do mieszania w palenisku kotła okrętowego.pyta uśmiechając się przyjaźnie. . Dyrektor przygląda się garbuskowi. jak przygotowanie sekcji pomieszczeń pasażerów do inspekcji. piękne niebieskostalowe oczy. .wszystko wszędzie doprowadzono do stanu "kwitnącej gotowości". Załoga wszystkich innych działów była w tym czasie nieomal "legią cudzoziemską". wysokie czoło i silnie zarysowaną dolną szczękę. pozostał. utrzymanie odpowiedniego ciśnienia pary w kotle i przygotowanie paleniska do zdania następnej wachcie. szpakowatego pana o miłym uśmiechu i znakomitym poczuciu humoru.rozpocznie swą samodzielną pracę w momencie. Taką samą białą kurtkę nosił zdolny lotnik. Pierwszy. Oni stanowili koło rozpędowe zmuszające swymi trybami pozostałe kółka do ściśle określonej. Przed przybyciem na statek pasażerów odbyła się ostatnia inspekcja dyrektora biura portowego linii. po ujrzeniu dyrektora znikł natychmiast. idącym w swój kolejny rejs z Gdyni do Nowego Jorku. . przez lśniące niklem "uzbrojenie" kuchni i dotarł do prowiantury.No to marzycie pewnie. a kończąc na ciemnych zakamarkach kotłowni . . W początkowym okresie pracy naszych liniowców właściwymi ludźmi na właściwych stanowiskach byli tylko oficerowie nawigacyjni i maszynowi.Jestem ułomny. dlatego że podczas pokazu bombardowanią zrzucił z samolotu bomby w publiczność zamiast w morze. Rola króla Lira. "Dzisiaj mój statek wychodzi w morze" . drugi. Utalentowany aktor. żeby zostać prowiantowym? . panie dyrektorze.W roku 1777 okręty jego królewskiej mości króla Anglii zaczęły używać jako sygnału zawezwawczego niebieskiej flagi z białym kwadratem pośrodku.Jest mi»to zupełnie obojętne. Tymczasowe troski lądowe przeszły do sfery nieokreślonych rozmyślań. dawno przekroczyli wiek zwany chłopięcym.olbrzymi zespół wysiłków ludzkich . Do chłopców okrętowych mówi się per "ty". panie dyrektorze. Dyrektor przemierzył wszystkie długie pokłady. a w chwilach wolnych od zajęć czytał Ewangelię.oznajmił "niebieski Piotruś" podniesiony na jednym z naszych trzech transatlantyków.

Kazałem mu nauczyć się angielskiego. . ale początkowo ich nie posiadał.opowiadał szef w kilka dni potem. gdy trzymał woreczek w rękach.Liczy już prawie tak dobrze. Rozpoczynam życie od nowa. co tam miał? Nikt w mesie naturalnie nie zgadł. Jedno z matematyki. Wygląd prowiantury nie uszedł uwagi wprawnego oka dyrektora i uznanie zostało wyrażone szefowi prowiantury. że jest szoferem. . jakie dom musiał posiadać. że po otrzymaniu kluczy natychmiast się ulotnił. jeśli szef zasiedział się w mesie. Zrezygnowałem jednak z tego i pod drugim. nie może. Wyruszyłem w świat. W prowianturze nastąpiło poinspekcyjne odprężenie. Szumny tytuł kierownika pokrywał ciężką pracę fizyczną i umysłową na wszystkich etatach. . Szef był zachwycony. zaraz zaczynał grzebać w woreczku.A jakie macie wykształcenie? . z drugiej po angielsku. to w podaniu o przyjęcie do pracy podał pan. na których nie poznali się nauczyciele i na których nawet teraz nikt się poznać. "chłopak" był tak zażenowany. Plamoznik potrafił zawsze ich rozbroić swą serdeczną wyrozumiałością dla ich skrzywdzonej wielkości i wypielęgnowanego lenistwa. w którym statek zrzuca ostatnią linę i wychodzi z portu ściągając z masztu "niebieskiego Piotrusia". że pozwolił "młodszemu chłopakowi" być na pokładzie w momencie. Garbusek pracował całą noc szorując i malując szybko schnącymi lakierami prowianturę po przyjęciu ostatniego prowiantu. Byli nimi przeważnie niegdyś wyrzuceni z gimnazjum z którejś tam klasy . Był w doskonałym humorze i bardzo zadowolony.zakończył dyrektor rozmowę i udał się na dalszą inspekcję. lecz także palaczy. Głównie dlatego. __ Życzę panu powodzenia . by zobaczyć go wyłącznie z najniższego stanowiska. "batiar" lwowski. Po kilku tygodniach wszyscy w mesie oficerskiej dowiedzieli się. Nie wytrzymałem i kazałem mu pokazać. będąc częstym gościem mesy oficerów pokładowych i maszynowych ciągle o nim opowiadał. "Młodszy chłopak okrętowy" po raz pierwszy zaczerpnął powietrza morskiego patrząc z pokładu na otwierający sią przed nim nieznany dotychczas horyzont i uśmiechnął się do myśli o swej pracy z okresu studiów w charakterze kierownika domu wypoczynkowego bratniej pomocy studentów. dając mu klucze od pro-wiantury. jak i ja. .Mam podwójne nazwisko. Zgadnijcie. aby rozumiał napisy na puszkach z konserwami . gdy zabronił samowolnego brania owoców z chłodni pod pretekstem mierzenia w niej temperatury. Prowiantowy z każdym dniem był coraz bardziej dumny ze swego "chłopca". migdały czy śliwki suszone. że go nikt nie widzi. bo stale poruszał ustami. a jak sprząta kabinę i prowianturę. Dyrektor zachował tajemnicę "chłopca okrętowego". i. __jeśli sią nie mylę. który jak jego poprzednik sprzątał kabinę szefa i w wypadku niedyspozycji przynosił mu posiłki do kabiny. Wkrótce Plamoznik cieszył się już uznaniem nie tylko szefa.Posiadam dwa magisteria. ile czego jest w prowianturze. Nikt dotychczas tak dobrze nie sprzątał i nie czyścił mundurów. Gdy siedział sam i myślał. po które "chłopak" przychodził. że pozwalał im się budzić o każdej porze dnia i nocy i wydawał żądane artykuły. popatrzy i chowa z powrotem.Po jakimś czasie zobaczyłem go. Szef był tak zadowolony. Zjawił się prowiantowy. obecnym nazwiskiem otrzymałem prawo prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych i dlatego podałem zawód związany z tym nazwiskiem. drugie ze ścisłej filozofii. Potrafi napisać wcale nieźle pokwitowanie. Ułomny i niepozorny Plamoznik jednym uśmiechem zawsze pogodnych oczu "trzymał krótko" najbardziej niesfornych z załogi. Pod pierwszym nazwiskiem ukończyłem dwa fakultety Uniwersytetu Stefana Batorego i otrzymałem stosunkowo wysokie stanowisko kierownika zakładu wychowawczonaukowego. Pewnego dnia. W drodze rewanżu nikt z maszyny nie krzywił się na niego. Zaczął się nim nawet wyręczać. że chodzi z płóciennym woreczkiem. . Wiecie. . Pozostało po nim jednak nowe imię: PLAMOZNIK. co tam znalazłem? Małe kartoniki zapisane z jednej strony po polsku. gdy prowiantowy dawał mu klucze i zaczął go przed wszystkimi chwalić za pięknie wyczyszczony z plam mundur. Prawie że się z nim nie rozstaje.ci. bez uciekania się do przywilejów przywiązanych do tytułów naukowych.. że "chłopiec" zaprowadził sam specjalną kartotekę i teraz w każdej chwili można dowiedzieć się dokładnie.Myślałem że ma tam rodzynki. . Nigdy jeszcze nie było w niej tak czysto. podoficer i szofer z kolumny samochodowej. Coś wyjmuje. ani dostatecznie ocenić. co tam chowa.

Żaden dostawca nie może mu nic wmó wić. . ławkami walizki w ten sposób. z nominacją na szefa prowianturj W przedziale zajętym przez załogę nowego statku w czasie posil ków Plamoznik nie wychodził z swej roli żywiciela. myć i malować. wozili po Helladzie i słuchali wyjątków z Iliady i Odysei. potem angielskiego. bo nauczyłem go po angielsku. Z korytarza przez okna wciąż zaglądali zaciekawieni pasażerowie Gdy na stole znalazł się już "rahatal-hulkum" (rahatłukum). gdy transatlantyk stanął na czas dłuższy na doku w Pireusie. zapytał po francusku: . że powstał długi na cały przedzia stół. W wyniku sprawozdania komisji po powrocie do Gdyni "młodsz. prowiantowy odkrył. konserw i papierosów. a teraz wi dzę. __Muszę to czytać. Na choince pogasły światła elektrycznych świeczek.Najpierw nauczyłem go sprzątać.Proszę wybaczyć. którymi przybrane było drzewko. którymi pożegnano załogę w Konstancy. Lubili go słuchać. Niestrudzenie też wyliczał w mesie: . Była to aluzja do zawieszonego w jego kabinie obrazka przedstawiającego słynnego angielskiego poetę i tłumacza z języka greckiego Iliady i Odysei . Ateńczycy zapraszali go do swych domów.. że jego "uczeń" mówi po grecku. Plamoznik zaprosił pytającego pana na czarną kawę. "młodszy chłopak z prowiantury" rozchwytywany był przez dostawców. I tak Plamoznik został "pełniącym obc wiązki prowiantowego". Podsu "dotychczasową pracę. Ustawił miedz. po przejściu transatlantyka do Grecji. spodobał się ten chłopak z prowiantury. potem liczyć. które przeszły do hi storii o Plamozniku.Ma doskonałą pamięć i jeszcze ze szkoły zapamiętał sta ro-grecki. Począwszy od wszystkiego o gatunkach drobiu kończą na wyrobie i gatunkach win. Znalazł się na nim przewidziany przez Plamoznłka obrus z ser wetek ułożonych w arabeski. Niepozorny Plamoznik z łatwością bowiem władał dźwięczną mową Odyseusza. wraz z pierwszą partią załogi wyznaczonej n nowo budujący się transatlantyk. Błyszczały tylko reflektory lamp na złotych i srebrnych kulach. ale też nie zgadnie cię o czym.Mijały tygodnie i miesiące. win. Pod czas ostatniej swej podróży na statku Plamoznik zgodził się wyjąt kowo przyjąć od dostawców prezenty na pożegnanie w postaci naj bardziej wyszukanych owoców. jakiś starszy pan otworzył drzwi przedziału i kłaniają' się uprzejmie Plamoznikowi. a które sama komisja jednogłośnie uznała z bajkę dla bardzo grzecznych dzieci stan kartoteki Plamoznik i ilość brzoskwiń w chłodni zgadzały się z sobą co do sztuki. * W grudniu nowy transatlantyk przycumował do nabrzeża koło dworca morskiego w Gdyni. amerykański papierowy serwis. który w sposób widoczny robił "honor.. potem. na tak zwaną linię palestyńską. . duma szefa prowiantury jako nauczyciela wciąż rosła. z Jerycha. granaty i banan. ale cały wagon porobił już zakłady na temal kim panowie jesteście. Dostawcom. Zostałem wydelegowany dla rozstrzygnięci) tych zakładów. Trafiłem na swoją Mary Wortley. chłopak" pełniący obowiązki prowiantowego znalazł się w pociąg idącym do Monfalcone. gdy mówił im o mitach greckich na ruinach świątyń i zamków i z namaszczeniem szukali wraz z nim przy Mykeńskiej Bramie Lwic śladów stóp "pięknej przyczyny" wojny trojańskiej. Po upływie paru miesięcy zjawiła się nagle w Konstancy komłsj rewizyjna. co prawdą z podobieństwa do Aleksandra Pope'a mam tylko jego wzrost i ułomność. To samo powtórzyło się. zna lazły się nawet róże. domu". Tera cały stół zastawiony więc był najwytworniejszymi daniami i napo jami. W okresie gdy kwitną migdały i Hellada jest najpiękniejsza. wyśmiewającą się z jego uczuć. W tym stanie rzeczy sam prowiantowy zaczął interesować się świj tera starożytnym po otrzymaniu od Plamoznika aż Dwóch wiosen Pa randowskiego i zaczął sprowadzać z Polski odpowiednie książki. Sam nakupował sobie wiele książek.Aleksandra Pope'a oraz Mary Wortley. którą właśnii nalewał z olbrzymiego termosu do papierowych szklaneczek.mów: w mesie. Potem. aby sprawdzić stan prowiantury pod nowym zarząden Kontrola ujawniła wręcz oszałamiające fakty. majętnym obywatelom Aten. Teraz to naprawdę mogę spać spokojnie. W głównym salonie skończyła się wilia dla załogi. z Istanbulu. że się bardzo interesuje świątyniami Egiptu i Syrii . Szef często niedomagał i doszedł do przekonania. co zna czy tyle co "rozkosz podniebienia". że mając jak zastępcę Plamoznika może sobie pozwolić na kilkumiesięczną kuracj i wypoczynek zdrowotny.

Jesteśmy tylko marynarzami pokładowymi nowego polskiego transatlantyka.Jednak. Przy nabrzeżu stoi nasz drugi nowoczesny transatlantyk zbudowany w Monfalcone. Najwięcej obstaje za archeologami . zapił mokką i po zaciągnięciu się dymem tureckim powiedział: . Plamoznik poprosił go.Szef prowiantury zaprosił najbliższych przyjaciół na obejrzenie jego drzewka. Otóż. Obok nieznajomego siedział sternik manewrowy. Proszę wziąć od sąsiada jego dokument . Nie uznając żadnych gratyfikacji i prezentów doprowadził zaopatrzenie i kontrolę posiadanych zapasów do doskonałości.odpowiedział nieznajomy. w których. by pokazał nieznajomemu swą książeczkę żeglarską. dłużej zatrzymując się w tym miejscu.Myślę. Plamoznik zaprosił przyjaciół i wtedy zebrani dowiedzieli się. W tej chwili pozostali wyciągnęli identycznie wyglądające z zewnątrz książeczki żeglarskie z napisem "SAILORS BOOK". Nieznajomy zadowolił się przeczytaniem tej jednej i milczał. Wśród ciszy jarzył się złoty płomień. a wszystko złożyło się na Wieczór Wigilijny Plamoznika. Odbijał się w miliardach iskrzących się mrozem śnieżynek.zawołał nieznajomy. Każdy z listów zaopatrzony był w załącznik w postaci trzech butelek win nie spotykanych w sprzedaży. że nie czuję się w linii niepotrzebny. Minęli główne tory kolejowe i weszli w gęsty las okrywający pasma wzgórz ciągnące się wzdłuż zatoki. Większość ekipy stanowili istotnie oficerowie pokładowi. • Na nowym transatlantyku Plamoznik wzniósł się na nieosiągalne dla innych prowiantowych wyżyny pod względem sprawności działania i zaopatrzenia statku. na razie wszyscy w przedziale chcieliby usłyszeć. Gdynia zasypana śniegiem. Biegnące ku górze światło sięgało sklepienia utkanego gwiazdami. że tak jest w istocie. * Triest. a sam obszedł dużym półkolem polankę i zniknął w gąszczu. z powodu której porzuciłem . które pozwoliły sobie na przysłanie mu listów wyrażających podziw dla jego znajomości gatunków ich win i roczników tychże win. Zaproszeni zeszli ze statku. uśmiechając się. mówi: . "Batory" wyrusza w swój pierwszy rejs. gdzie widniało wypisane stanowisko sternika. . który czeka na nas w Monfalcone.Przeważają głosy. Ostatni rzut oka szpakowatego dyrektora o miłym uśmiechu i dużym poczuciu humoru na porządek na statku.Niemożliwe .Cieszę się. rzeczywiście człowiek się całe życie uczy. nikt nie podejrzewał marynarzy. Była w tym Zimowa bajka Ferdynanda Ruszczyca. .W oczach producentów win .znalazłem więcej uznania niż w oczach pewnej Polki. Białe. Zjadł kawałek "rozkoszy podniebienia". . . może się pan łatwo przekonać. W prowianturze dyrektor śmiejąc się ściska dłoń szefa mówiąc: . że mi pan nie ma bardzo za złe. zanim powie fcirit są. za kogo ich biorą współtowarzysze podróży. że są panowie międzynarodową ekspedycją naukową. skrzące okiścde czerniły próżnię między konarami. by na obu naszych nowoczesnych transatlantykach w prowianturze było identyczne zaopatrzenie i porządek.zaproponował Plamoznik. proszę wybaczyć. że oderwałem pana od przyjaciół na tamtym statku. że pytaniem odpowie na pytanie.Jeśli zna pan język angielski. . Mała postać garbuska pręży się po wojskowemu i odpowiada: . Był duży mróz. nalewając do kieliszków otrzymany nektar . Na przednim maszcie powiewa "błękitny Piotruś". Jedno światło białej świecy.A prywatnie. wydłużone w nieskończoność i niewymiernie oszronione pnie jodeł wydawały się kolumnami z diamentów. ale chciałem. by się zatrzymali w tym miejscu. .Panowie wyglądają na ludzi o wysokiej kulturze. udającą się na miejsce badań. Wieść o nim doszła do wytwórni najlepszych win we Francji.powiedział dawny "młodszy chłopak". Nieznajomy przejrzał ją uważnie. nął gościowi trzy gatunki najprzedniejszych papierosów tureckicS i przeprosił.Ku chwale bandery. . "gospodarz" poprosił gości. Bajki Andersena i cały "Bajarz polski". czemu zawdzięczają możność skosztowania rzadkich napojów. Gdy brnąc przez zaspy śniegu dotarli do małej polanki wśród "jodeł wysokich". Po chwili z drugiej strony miniaturowej polanki zapaliło się światło na dolnej gałęzi olbrzymiej jodły. Plamoznik mógł więc pozwolić sobie na tę małą nieścisłość w odpowiedzi. Wszyscy jesteśmy Polakami. panie komandorze.

że jako najlepszy prowiantowy transatlantyków wyhodował w szkole rolniczej własnoręcznie najsmaczniejsze i największe szynki eksportowe i że tylko przez niedopatrzenie na ich opakowaniu nie ma napisu PRODUCT OF PLAMOZNIK.z kolei teraz ja proszą sam o przeniesienie mnie na jeden ze statków pasażerskich linii południowoamerykańskiej. którzy mogli uczyć.. tak teraz ujmował swym urokiem skupiska emigracyjne na szlaku transatlantyka w Ameryce Południowej.nie znał. * . Oprócz dat zmieniały się stale nazwy urzędów pocztowych. Rozwija się wspaniale. Pisał w nim do jednego ze swych przyjaciół ze szlaku morskiego: Piłuję teraz lasy.. W ten sposób Plamoznik stał się wydawcą gazety okrętowej. który trafił na ten sa'm statek. co teraz robi. * Wśród łun szalejącej drugiej wojny światowej dotarł do Anglii lisi Plamoznika. zwłaszcza wówczas gdy jem kapuśniak.jak uświadomił sobie podczas podróży 1 rozmów z rodakami w Brazylii i Argentynie . ale więcej czasu musiałbym poświęcić temu. Z wysokości kulbaki rozkoszował się pięknem i bogactwem ojczystego kraju. z otoczonej wodą Zelandii po odbyciu praktyki we wzorowym instytucie rolniczym wracał Plamoznik do Polski na jednym z transatlantyków jako prowiantowy HONORIS CAUSA. W odpowiedzi Plamoznik wyjął z kieszeni dwie małe książeczki Jedna z nich nosiła tytuł: Regulamin piechoty.śmiejąc się spytał przyjaciel. że w kraju są znacznie większe możliwości dla rolnictwa niż w Zelandii.Czym znowu? . która mieszka w mieście z dzieckiem bez środków dc życia.Panie dyrektorze . z których listy były wysyłane.Nie to co trzeba. Muszę zarabiać na siebie i na "moją Mary Wortley". . ale dyrektorem w każdej był jeden i ten sam Plamoznik.na statku wielu było takich. druga mówiła o taktyce walki ulicznej w dużych miastach. * Po tej podróży Plamoznik zaginął na czas dłuższy. Początkowo listy zawierały bursztynowe pączki. Postanowił go poznać. wykorzystując swe doświadczenie redaktora gazety uniwersyteckiej. Został również dyrektorem założonej przez siebie szkoły ..mówi Plamoznik do dyrektora.Zgoda. Podczas tej . któremu razem z widokiem Plamoznika stanęły przed oczami jego zawody. jakie otrzymali od niego przyjaciele. a jeszcze później srebrne płatki kwiatów jabłoni. Ponadto. Trzeba nam tylko UMIEĆ i CHCIEĆ. Mąż jej zawieruszył się w pożodze. Przyjechałem w sprawach mojej rolniczej stacji doświadczalnej.. * Z rodzinnego kraju Andersena. Pisał do niej wierszem i prozą. Jadąc przypominał sobie często swoją pierwszą i swoją ostatnią rozmowę z szpakowatym dyrektorem. Sam Plamoznik mijał konno osiedla o kwitnących w tym okresie sadach. Nie znam jeszcze tej Unii i chciałbym poznać tamte kraje. W wyniku podsumowanych doświadczeń zebranych w Zelandii doszedł do przekonania. następnie szmaragdowe listki. Przedstawienia cieszyły się wielkim powodzeniem. któremu kiedyś wyznał swe wykształcenie . Jego wesołych i pogodnych opowiadań o kraju mogli słuchać zapominając 0 wszystkim.MORSKIM. Zechce pan zorganizować na nim życie kulturalno-oświatowe dla marynarzy. zawierały liście mieniące się złotem i rubinem późnej jesieni. ale pod jednym warunkiem. Właściwie było wiele szkół składających się z jednego ucznia i jednego nauczyciela. nieskalanym . którzy uczyć się chcieli i takich. Plamoznik odpowiedział: .Ostatnie listy. Zapuściłem sobie brod^ i wąsy. W Warszawie jeden z przyjaciół Plamoznika ze szlaku morskiego spotkał go idącego ulicą Marszałkowską. tak jak kiedyś czarował Ateńczyków. którego . Wąsy są bardzo niewygodne. Na pytanie. Stał się nawet dyrektorem teatru. Marzę o powietrzu czystym. * Przyjaciele Plamoznika zaczęli naraz otrzymywać dziwne listy adresowane jego ręką. Aż znów wieść o nim rozbłysła jak meteor nowym dyplomem prymusa szkoły rolniczej. czym się na razie zajmuję ubocznie. a jako reżysera zaangażował zawiedzionego aktora. . Dawni jego koledzy z czasów uniwersyteckich twierdzili. * Wiosna. gdy jeszcze był studentem.

Towarzystwu bardzo zależało właśnie na wypowiedzi pana Schermanna ze wzglądu na jego niezwykłe osiągnięcia w tej dziedzinie.W wypadku gdyby się pan znalazł w potrzebie. Zgasił światła. obiecując winowajcy najstraszniejsze kary.. Fregata znaczyła przebytą drogę zielonkawo fosforyzującą smugą na powierzchni oceanu. Widoczne były w odległości kilkunastu metrów od siebie. na tym samym nieomal poziomie pojawiły się trzy światła białe...kto żył i był w pobliżu rzucił się na pomoc. by zwierzęta miały dostęp świeżego powietrza. co go czeka. a pokazywanie nieprzepisowych świateł jest surowo zabroW kilka minut po zapaleniu się białych świateł straszny krzyk poderwał załogę żaglowca . Takie ułożenie świateł nie istnieje w międzynarodowych przepisach drogi na morzu.. w linii poziomej. ale nie może.. Ale w kabinie nie było nikogo. ale ona sobie to" tak wyobraża. ale wydawało się. czy nie nastąpiło spięcie.To nie jest medium. Francuskie zaś towarzystwa dodawały. Straciła cierpliwość. Naraz jeszcze potężniejszy krzyk dotarł nawet do śpiących w mię-dzypokładach. że drzemał i wcale się nie przejmował strasznym krzykiem komendanta fregaty. w której iluminatory umieszczone były od strony dziobu. że gdyby pan Schermann żył w wieku XV. pumą i pelikanem wiezionymi do kraju. że zostały zapalone światła w kabinie na pokładzie.. * W ciemną noc. może pan to uczynić w każdej chwili. nie ulega najmniejszej wątpliwości. Puma również spała w swojej. poza małpami śpiącymi w oddalonej od wyłączników klatce.. idącej baksztagiem pod wszystkimi żaglami z Brazylii do Europy. spojrzał na wyjętą z niej kartkę i zaczął mówić: . proszę do mnie napisać. Zgodnie z międzynarodowymi przepisami o noszeniu świateł przez statki. grozą przejmujący krzyk wydobywał się z ust komendanta fregaty. Bujna fantazja sprawiła. Iluminatory były otwarte.dużej szkolnej fregaty. Grafolog otworzył kopertę. winowajca (chociaż nieznany) .. by złapać winowajcę "pokładowej tragedii". Stan jest tego rodzaju. Na razie wszystko pozornie wydawało się w porządku. Pomieszczenie posiadało dwoje drzwi wychodzących na pokład . Najlepiej byłoby. że przypomina człowieka pijanego.zielone i czerwone. Według opinii pokrewnych towarzystw amerykańskich i angielskich. Instruktor obejrzał wyłączniki. W końcu swej podróży po kraju Plamoznik dojrzał z wysokości swego wierzchowca zajęcie dla siebie.zielone i czerwone. gdyby wsiadła do samolotu i przebujała w nieznaną krainę. W pomieszczeniu tym znajdowały się przejściowo klatki z małpami. Wyjaśniło się. chociaż naprawdę nie jest pijakiem. wyprzedził on swych współczesnych o tysiąc lat. Na razie znów życzę panu powodzenia na nowej drodze życia .ze sterburty i bakburty. Kto się obudził pryskał z hamaka na pokład. Wśród ciemnej nocy nad Atlantykiem znów widać było tylko dwa światła . Nie wiedząc jeszcze dokładnie o co chodzi . Jeden pelikan był na nogach. . Wszystko było w jak najlepszym porządku.. iż jego grafologiczne jasnowidztwo zaprowadziłoby go prosto na stos. Sprawdził. To pismo (?!) istoty. że ja jej to radzę. że znajdująca się w niej "zabazgrana" kartka nie ma nic wspólnego z jakimś pismem w wyniku seansu mediumistycznego. Nie. Przedstawiciel Towarzystwa Parapsychicznego wręczając kopertę wyjaśnił. mógł to być żaglowiec idący dziobem wprost na patrzącego. jakie miała linia dzięki jego gospodarce w pro-wianturach transatlantyków.. skąd gwałtem chciałaby się wydostać. w które nikt nie wierzył z samym komendantem włącznie. Na rufie kończył "kipieć" komendant.ostatniej otrzymał od dyrektora olbrzymią sumę pieniędzy tytułem gratyfikacji za oszczędności.powiedział na pożegnanie dyrektor. _ CHALERAAAAAAAA!!! Kto zapalił światła? DO DZJA-BŁAAAAAH! Co za porządek? Co robi oficer wachtowy?!! Straszny ten. Dostała się w miejsce. Któryś z instruktorów szybko otworzył jedne z nich. na podzwrotnikowych szerokościach Atlantyku można było dojrzeć wśród fal samotne'dwa światła . Gdyby pan zechciał wrócić do linii. W pewnej chwili pomiędzy dwoma kolorowymi światłami.zbesztany i pouczony. . że istota ta podkopała swoją przyszłość i chciałaby się wydostać z więzów. Przewinienie zostało zauważone. FLBP JLJ o słynnego krakowskiego psychografologa Rafała Schermanna przybył przedstawiciel Warszawskiego Towarzystwa Parapsychiczne-go z prośbą o analizę pewnego autografu. która straciła ochotę do życia. bo jej przeżycia były straszne.

"pruł" komendant starszego oficera. . nie należało się spodziewać spotkania z jakimkolwiek statkiem. Oba kontaktowały prawidłowo. pelikan drzemał z dziobem ułożonym na piersi. Uczniowie znajdujący się na wachcie obiecywali sobie uroczyście sprać winowajcę narażającego całą wachtę. obserwując przez szpary wnętrze kabiny. komendant . Światła paliły się jak poprzednio. to w takim razie zderzymy się z jakimś pływającym wrakiem. Oficer wachtowy usiłował domyślić się. Klatki były pozamykane. Powinni złapać przestępcę. Małpy nie obudziły się nawet.. Starszy oficer wypadł z kabiny i zameldował się komendantowi. wszyscy już bez wyjątku byli podenerwowani i zaciekawieni. spodziewając się być świadkami czegoś groźnego i niesamowitego. że ktoś dołączył się do sieci i włącza światło ukryty gdzieś na zewnątrz. Zgaszono ponownie światło. tylko szum wody trącej 0 burty mówił o tym. do kabiny ze zwierzętami. prócz zwierząt. Sen szybko zmorzył podwachty w hamakach.z prawej. Wszyscy pozostali woleli trzymać się poza zasięgiem wzroku komendanta. Wielu wyszło na pokład. który skrupił się na niewinnym starszym oficerze. . . którzy wierzyli w duchy .zawibrowało w powietrzu. kto mógł być owym Kainem.zielone i czerwone. Przejrżano wszystkie szafki.. Służbowi instruktorzy wpatrywali się w drzwi kabiny ze zwierzętami. I znów zapanowała cisza na pokładzie. Przy umieszczonych w drzwiach wentylatorach ustawili się instruktorzy. Zmontowano z powrotem wyłączniki. czy w jakiej nie siedzi dowcipny uczeń.FLIP!!! .. Znikło ostatnie podejrzenie. Sprawdzono jeszcze raz wyłączniki. Ten leżał w nieutulonym żalu na swej koi i klął wszystkie pokolenia od Adama i Ewy. Tłum rzucił się do drzwi prowadzących ze sterburty i bakburty do kabiny ze zwierzętami.Kozbijemy się w Biskajach. Oficer wachtowy stał z lewej burty na rufie przy relingu. Przy otwartych iluminatorach nikt nie stał.triumfowali. Wykluczone. obaj instruktorzy jak na komendę ryknęli: . __Sygnały śmierci! . ale kto zapala światło? Natychmiast rozmontowano wyłączniki. gdyby jeszcze raz odważył się na tego rodzaju żarty. kipiała. Komendant z wolna zaczynał uspokajać się i żałować starszego oficera. Małpy spały. Na tych obszarach wodnych. idąc sześciowęzłowymi krokami w kierunku swego przeznaczenia.DO DZJABŁAAAH! Porządku na wachcie nie ma! Co starszy oficer robi?!! Znów światła się palą. W kabinie nie było nikogo. Nie było widać żadnego innego dodatkowego połączenia z siecią elektryczną. Czuwali razem z instruktorami i łamali sobie głowy. Nadbiegł starszy oficer. Niektórzy zaczęli się zakładać: Zapali się? Nie zapali się? ZAPALIŁO SIĘ! W chwili gdy zabłysły znów trzy białe światła.zawyrokował ktoś. Otworzono przeklęte pomieszczenie.osadzili go biegli w nawigacji. __No. na jakich znajdowała się w tej chwili fregata. Podwachty w hamakach nie spały. Nie znaleziono nikogo. by nie spłoszyć swym widokiem nieznanego sprawcy. kto mu zrobił kawał. którzy mieli pilnować z ukrycia drzwi prowadzących do pomieszczenia ze zwierzętami. w którego znów biły gromy. Po wysłuchaniu paru zwięzłych zdań pobiegł z instruktorami na miejsce przestępstwa. Na fregacie zapanowało przerażenie: duchów nie ma. Kilkunastu uczniów pilnowało razem z instruktorami. Na wszelki wypadek starszy oficer ustawił w pewnej odległości dwóch instruktorów. Ci. tylko puma ziewała znudzona wrzaskami. __Idioto! Przecież nie będziemy wcale tamtędy szli . Skupili się przed tajemniczym pomieszczeniem. Nie znaleziono żadnego nowego połączenia. Najbliższy gościniec morski odległy był o wiele setek mil. że fregata idzie z szybkością przynajmniej sześciu węzłów. Z dziobu znów można było zobaczyć tylko dwa światła . że duch zapala światło w kabinie ze zwierzętami.Porządku u pana na statku nie ma! Położyć się spać ja nie mogę spokojnie! . Pogrążona w pozornej ciszy fregata. żeby ktoś od zewnątrz zapalał światło. Znów w tej samej kabinie zapaliły się światła. Napięcie wzrastało. Sprawdzono każdy kabel 1 każde jego rozgałęzienie.CHALERAAAAAAH! . Zgaszono światło. W całym międzypokładzie było już wiadomo. Tylko puma mrużyła oczy przed światłem.

Flip była to brazylijska małpka z gatunku Cebus, zamknięta w jednej z klatek umieszczonych w kabinie. Należała do czwartego oficera. W niewytłumaczony sposób Flip potrafił oderwać jedną kratę, tak iż mógł ją odsuwać u dołu i wywieszać się z klatki na swym długim chwytnym ogonie tak daleko, że dosięgał łapką wyłącznika. Po zapaleniu światła Flip błyskawicznie chował się do klatki i udawał, że śpi jak zabity. Od momentu schwytania na gorącym uczynku Flip stał się bohaterem podróży. Czwarty oficer lekceważąco patrzył teraz na wszystkich: JEGO Flip potrafi postawić na nogi całą fregatę wraz z komendantem i trzymać w napięciu przez dwie godziny! - Taka małpa! - mówił chełpliwie, wznosząc łokieć na wysokość własnego ucha. Każdy chciał się przypodobać "czwartemu", byle pozwolił chociaż dotknąć Flipa, który teraz z nim się nie rozstawał. Flip jak małe rozkapryszone dziecko trzymał się kurczowo szyi "czwartego", przymilając się i tuląc. I on również z lekceważeniem patrzył na wszystkich na statku. Gdy "czwarty" był na wachcie, a któryś z oficerów chciał Flipa wziąć na ręce i ponosić, ten zdecydowanie nie pozwalał się dotknąć. Gdy kiedyś trzeci oficer usiłował go posadzić sobie na ramieniu, Flip się wykręcał, jak mógł. Nie gryzł i nie drapał, tylko rozpaczał trzymając się za głowę obiema łapkami. Kiedy "czwarty" wrócił z wachty, Flip skoczył mu natychmiast na szyję i zaczął po swojemu skarżyć się do ucha "cz-cz-cz-czyyy-cz-cz-czyy", niedwuznacznie wskazując przy tym palcem trzeciego oficera - swego dręczyciela. Dało to początek zabawie, zwanej na fregacie "krzywdzeniem" Fli-pa. Pokazywano małpce coś smacznego - na przykład banana, bo to lubiła najbardziej - chcąc ją przekupić, by poszła do kogoś na ręce. Flip wyciągał łapkę po banana, ale bez najmniejszego zamiaru pozwolenia komuś na jakąś poufałość. Wobec tego niekiedy nie dawano mu banana i Flip bywał bardzo rozgoryczony. Po takiej scenie zaczynała się najciekawsza część zabawy. Gdy "czwarty" wracał z wachty, Flip opowiadał mu z przejęciem, jak się nad nim znęcano i, zawsze wskazywał palcem choćby najdalej stojącego lub ukrywającego się sprawcę jego nieszczęść: - Cz-cz-cz-czyyyy! - To ten, widzisz? To on nie dał mi banana. Cz-cz-czyy! - Chciał mnie koniecznie wziąć na ręce. Czy-cz-czyy! - Ale ja się nie dałem. Tulił się przy tym do "czwartego" i zaglądał mu w oczy, jakby prosił o potwierdzenie, że "Flip dobry, Flip grzeczny!" Flip zawsze wiedział, gdzie może znaleźć "czwartego". Jeśli się wyrwał kiedy z klatki i hasał po maszcie, to tyjko na jego zawołanie wracał posłusznie. Gdy w jednym z portów przyszli na statek goście, okazało się, że Flipa bardzo interesuje płeć piękna. Zapomniał o wszystkim na świecie. Ujął się pod boki i idąc na dwóch łapkach, podpierając się ogonem, zaczął się wdzięczyć do siedzącej damy. Mrużył oczy, przechylał główkę. Czarował! Podszedł jeszcze bliżej, potem ostrożnie wyciągnął łapkę, ujął kraj sukni i podniósł do góry, odsłaniając damie nogi. Wydał przy tym dźwięk łudząco przypominający pełne zachwytu gwizdnięcie: - Fiu! Fiu! Co za nogi! W takich wypadkach nie pomagały żadne perswazje i napomnienia. Wystarczyło, by na fregacie zjawiła się jakaś dama - Flip musiał zawsze ocenić jej nogi. Zanim ich nie zobaczył i nie wyraził głośno swego zachwytu, nie można go było uspokoić. Gdy tego dokonał, wówczas siadał na raku "czwartego" i pozwalał się damom gładzić, nigdy jednak nie przestając akcentować swej sympatii dla "czwartego". * Na wypoczynek po podróży "czwarty" pojechał razem z Flipem do Warszawy i tam go musiał zostawić. Na fregacie było zimno. W stolicy Flip miał ciepłe pomieszczenie, a latem duży sad, po którym mógł hasać do woli. Często zaglądał do sąsiednich ogrodów, jakby szukał swego przyjaciela. Co gorsza, z tęsknoty za "czwartym", który wciąż był w podróżach, Flip zaczął zaglądać do kieliszka. Nie opuścił żadnej okazji, by po przyjęciu w domu - kiedy widział na stole nie sprzątnięte kieliszki nie dopić z każdego pozostawionego w nim wina. Była wiosna. Kwitły różowosrebrne jabłonie. Flip rozkoszował się majowym ciepłem, zapachem kwiatów i słońcem, spędzając czas wśród kwitnących gałęzi jabłoni. Któregoś dnia zobaczył znajomych siedzących przed domem na ławeczce. Pan coś tłumaczył damie i rysował w notesie.

Flip bardzo ich lubił, mieszkali w tym samym domu. Podbiegł do nich i wdrapał się pani na kolana, następnie zabrał panu ołówek i jak gdyby się rozglądał za papierem do pisania. Pan usłużnie podsunął mu swój notesik. Na czystej kartce Flip napisał wszystko, co mu serce i tęsknota podyktowały. Pan i pani z zachwytem przyglądali się, jak Flip wspaniale radzi sobie z ołówkiem. Flip skończył, zamknął notes i powrócił na swe poprzednie miejsce wśród kwiatów. Wkrótce potem zaszły w domu nie oczekiwane przez Flipa zmiany. Gosposia pojechała w odwiedziny do krewnych na wieś, zastąpiła ją inna, znacznie młodsza. Flip o niczym nie wiedział. Po powrocie z sadu na obiad zobaczył nie znaną sobie damę siedzącą w kuchni na krześle. Flip musiał natychmiast ocenić kształt jej nóg. Podbiegł do niej i ujął falbankę sukienki. Nieznajoma dama zerwała się z krzesła, złapała stojący koło płyty pogrzebacz i zanim Flip zorientował się, co zamierza ona uczynić, poczuł straszny ból w krzyżu. Za chwilę już nie żył. Flip pochowany został w ogrodzie, w którym marzył o swej brazylijskiej dżungli. Wkrótce wypadki dziejowe starły z powierzchni ziemi nie tylko ogród, ale i całą stolicę. Pozostała fotografia manuskryptu Flipa i jego analiza psychografologiczna zamieszczona w książce pod tytułem: PISMO NIE KŁAMIE (Psychografologia), autor - Rafał Schermann, wydawnictwo - Księgarnia Powszechna, Kraków 1939, stron - 191. JOLLY GOOD FELLOW "FOR HE'S A JOLLY GOOD FELLOW AND SO SAY ALL OF US. PONIEWAŻ ON JEST RADOSNYM I DOBRYM TOWARZYSZEM - TAK MÓWI KAŻDY Z NAS". Piosenka ta, podobno skomponowana dla króla, śpiewana dzisiaj nawet w parlamencie angielskim, od wieków stała się wyrazem podziwu, uznania i hołdu dla tego, kto potrafi wzruszyć obecnych, wywołać radość, podnieść na duchu lub zadziwić genialnością myśli. W parlamencie zdarza się to nieczęsto, wobec czego echo tych wypadków jest tym głośniejsze i dłuższe. Wywołanie żywiołowej reakcji wśród ludzi stale trzymających się zasady "panuj nad sobą", dosłownie - "control yourself, jest zjawiskiem niecodziennym, a osoba, która dostąpiła zaszczytu wysłuchania śpiewanych dla niej słów tego HYMNU PODZIWU, zasługuje na pamięć. • Długie godziny, dnie i tygodnie spędzał na mostku. W tym czasie akcje podwodnych okrętów mnożyły co dzień tonaż zatopionej floty aliantów. Tworzenie się na początku drugiej wojny światowej konwojów na wodach Morza Północnego przy brzegach Anglii było początkowo nie mniejszym koszmarem niż ataki myśliwców, bombowców, ścigaczy zwanych Eboatami, rajderów, tak zwanych kieszonkowych pancerników i okrętów podwodnych zwanych UbootamL Niewprawne jeszcze formowanie się konwojów zmuszało kapitana do ciągłego przebywania na mostku. Trudno było niekiedy powiedzieć, kto jest w pewnej chwili bardziej groźny wróg atakujący, czy nieumiejętnie ustawiający się w szyku konwojowym statek przyjacielski, którego rozpędzona stalowa masa groziła rozdarciem poszycia, zalaniem ładowni lub maszynowni. Krótko mówiąc - zmiażdżeniem i zatopieniem. W nieprzeniknionej czerni nocy, nie oświetlone żadnym światłem, szykowały się te pływające różnojęzyczne skupiska ludzi do drogi, z pełną świadomością, że wiele z nich nie dojdzie do celu. Formowanie się konwoju przypominało spędzanie w jedno miejsce żywych istot, dla których wspólny był niekiedy tylko kierunek wędrówki, poza tym różniły się często wszystkim - począwszy od bandery, kończąc na prędkości. Ta ostatnia była tematem wielu dyskusji na każdym statku konwoju. Przyglądano się sobie badawczo, starając się zgadnąć, który z tworów jest obdarzony najmniejszą prędkością. Jej posiadacz pomimo własnej woli narzucał ją całemu konwojowi składającemu się przeważnie z kilkudziesięciu statków. Wszystkie statki szybsze z zasady miały do niego żal za przedłużanie czasu potrzebnego na przybycie do celu. Konwój eskortowały okręty angielskie, wobec czego obowiązywał oficjalnie język angielski. Praktycznie rzecz biorąc osobą znającą biegle ten język bywał niekiedy na statku, i to nie zawsze, tylko kapitan. Wobec czego nawet z tego powodu skazany był on na ciągłe przebywanie na mostku, by w każdej chwili bezzwłocznie porozumieć się z eskortą. Cała ta konwojowa pantomina zwaliła się wraz z wybuchem drugiej wojny światowej na barki "Pepina Krótkiego", który rozpoczynał niegdyś swą służbę na morzu jeszcze na żaglowcach pod obcą banderą, a w tej chwili dowodził jednym z naszych statków o nazwie wielkiego polskiego jeziora, ale o małym tonażu. Wzrost Pepina Krótkiego i wiara jego, że jest jeszcze na statku pierwszym po Bogu, dały mu ten przydomek zbliżony do imienia jednego z królów Francji. W pojęciu swym Pepin nigdy nie był MAŁY, tylko KROTKI. Obecny jego dwór, dyskutując o jego królewskich upodobaniach, był pod jednym

względem jednomyślny - gdyby Pepin Krótki kiedykolwiek w swym życiu naprawdę panował, nie uwieńczyłby w podręcznikach historii swego imienia ani jedną nazwą pola bitwy, ani jedną nazwą zdobytego miasta. Uczniowie, ślęczący nad kartkami historii, nie wiedzieliby, po co właściwie panował, skoro siedząc na tronie nie odznaczył się niczym godnym pamięci pe-tomnych. Podczas samotnych przejść statku pomiędzy portami angielskimi, stojąc na mostku, zachowywał się jak lekko zniewieściały król obserwujący swych rycerzy w zapasach z grubym zwierzem, sam w tych walkach nie biorąc udziału. Bez entuzjazmu przyglądał się pełniącym służbę na mostku oficerom, którzy z karabinów rozstrzeliwali napotykane na kursie pływające miny. W dzień były one widoczne, ale w nocy? Nikt nie mógł powiedzieć, ile w nocy min minięto. Pewne było tylko to, że MINIĘTO - bo statek istniał. Usiłowano niekiedy noc przeczekać, jeśli to było możliwe, trzymając się kotwicą gruntu. Statek przypominał wówczas stojącego na jednej nodze żurawia - odwieczny symbol czujności. Ustawało wtedy niebezpieczeństwo najścia na minę, ale można było spodziewać się w każdej chwili ścigaczy lub okrętów podwodnych, dla których nieruchomy statek stanowił łatwy cel. Morze Północne u wybrzeży Anglii nie było dla Pepina Krótkiego miejscem wypoczynkowym. Podczas formowania się konwoju Pepin Krótki jednak walczył - odpierając ataki PRZYJACIELSKICH statków unikami,manewru jąć zręcznie, by królestwo jego nie zostało zmiażdżone i zatopione. Zatopienie statku przy brzegach Anglii dawało jakąś nadzieję, że po przetrwaniu w zimnej wodzie w pasie ratunkowym pewnej ilości godzin pomoc nadejdzie. Możliwość ta w miarę oddalania się od lądu malała zawrotnie. Scena, na której to się wszystko rozgrywało, w niczym nie przypominała Pepinowi sceny operowej, za jaką przepadał. Zamiast przyglądać się grze artystów i rozkoszować się pięknością ich głosów, Pepin Krótki sam brał udział w widowisku, gdzie czas nabierał dziwnych własności - minuty wydawały się godzinami, godziny tygodniami, a tygodnie latami. - Gdyby to była walka, można by było zapomnieć o czasie - mawiał Pepin - ale ponieważ udziałem naszym jest właściwie tylko czekanie, to zadaniem naszym, jak z tego wynika, jest walka z czekaniem. Konwój znów szedł na południe. Co jakiś czas któryś ze statków tego konwoju idącego po żywność i zasoby dla podtrzymania wojny zmieniał nagle kurs, by dotrzeć do najbliższego lądu znajdującego się pod jego stępką. Oglądając przez lornetkę niknący z powierzchni wody statek trafiony torpedą, Pepin Krótki mówił do siebie: - No, ci już przestali czekać - i rozpoczynał na nowo swoje czekanie, spędzając w drzemce dnie i noce na mostku. Szumnie zwane OKRĘTY ESKORTY, których zawsze było za mało i które były za małe, zaczynały wtedy troić się w pościgu za niewidocznym nieprzyjacielem, rzucając na oślep bomby głębinowe, ich detonacje stwarzały złudzenie, że statki konwoju idą po brukowanej kocimi łbami ulicy. I znów wszystkie statki konwoju czekały, na kogo teraz przyjdzie kolej. Konwój minął szerokość Trafalgaru. Wspomnienia o sławie nie przyniosły nikomu zapomnienia. Na scenie zjawiły się latające ryby, ale czekanie nie uległo zmianie. Jedyną ulgę sprawiała wzrastająca temperatura wody, w razie storpedowania stwarzało to możliwość dłuższego przetrwania w wodzie w pasie ratunkowym. Pesymiści jednak gasili ten promyk nadziei mówiąc o rekinach, które - jak ponuro przepowiadali - czekają na każdego z nich na tych ciepłych wodach, a większa ciepłota wody tylko przedłuży czekanie na koniec. Na szerokości Gibraltaru konwój rozdzielił się. Większość statków poszła na wschód na Morze Śródziemne, pozostałe - dalej na południe. I wreszcie przy zachodzącym słońcu ujrzano port, od swych białych domów zwany CASABLANCA. * Casablanca nie zaiała jeszcze nowego wojennego blackoutu. Statki cumowały przy nabrzeżach. Ustało oczekiwanie na E-boaty, U-booty i samoloty, a przycumowane obok statki aliantów stały się znów miłe i przyjazne. Nie groziły zmiażdżeniem. Pepin Krótki, wydając rozkaz "TAK STOIMY", doznał ulgi. Naprawdę stał na dwóch nogach, a nie na tej jednej kilkudziesięciosąż-niowej, zakończonej kotwicą. Po wydaniu rozkazu, aby zawiadomiono maszynę, że nie będzie potrzebna ani dzisiaj, ani jutro, poczuł na sobie brzemię zmęczenia nagromadzone przez kilka tygodni. W kabinie wszystkie przedmioty przypominały mu miesiące wojny, długie jak dziesiątki lat katorgi. "Na ten obrazek patrzyłem, gdy zaczęto nas bombardować w Newcastle" - pomyślał. Obrazek przedstawiający nadjeziorne ajery i lekko pomarszczoną wodę

. Weszli do saloniku. * Wschód słońca zaróżowił białe domy Casablanki. wstrząsnął nimi. -r n est mortl On nie żyje! Policjant położył na krześle gazety i ujął rękę leżącego bez oznak życia mężczyzny. a woda się leje. Na chodniku przed tym luksusowym gmachem stała kałuża wody. Skąd się o tej porze. Greków nie będzie.Nom de Dieu. a teraz wiatr dryfuje go na nas. tę rzucił w chwili. człapali po zalanym wodą parkiecie. Podłoga pokoju była sucha. Cisza. Głowa była przykryta gazetą. zegarek i pierścień. Nigdy jej tutaj nie było. niedawno wykończonego. Twarz i całe ciało nie nosiły na sobie śladów walki. że leżący przed nimi człowiek śpi. Idąc na obcasach policjant wszedł do hallu. Może któryś z panów pofatyguje się i dowie. Portier zapukał do drzwi salonu. Policjant cicho uchylił drzwi łazienki. c'est le capitaine polonais. Mon Dieu. . a potem przerażenie ogarnęło portiera. Pepin Krótki z niechęcią popatrzył na swój księgozbiór. że w razie potrzeby znajdą go na lądzie w którymś z hoteli. Mężczyzna nie dawał oznak życia. Wypocząć. Nom de Dieu •.dodał sobie odwagi. Nom de Dieu . To kapitan Polak .Nom de Dieu.Co va! Znali się od dawna. E-boatów nie będzie. gdy przy formowaniu się ostatniego konwoju wpadł oficer wachtowy z wieścią. Policjant. Policjant zbudził drzemiącego na kanapie w dyżurce portiera. nie będę czytał! Nie będę leżał w tej koi! Nie będę tu jadł! Nie będę tu więcej dzisiaj nic robił! Idę na ląd. wysadzaną palmami ulicą szedł policjant francuski lustrując swój rewir. Naraz capitaine polonais otworzył oczy. Woda tworzyła kaskady na marmurach klatki schodowej prowadzącej na piętro. . Przez zamknięte drzwi słychać było szum wody. w ziewającej drzwiami szafie widać było męski garnitur. U-bootów nie będzie. Woda sączyła się z nieskalanie czystych marmurowych stopni prowadzących do hotelu. na chodniku. ale i mnie nie będzie!!! Dobranoc. O. Wbiegli na pierwsze piętro. Mon Dieu. Po prostu urządzę sobie coś w rodzaju weekendu. szukając pulsu. Mój Boże. Piękną.C'est le capitaine. jaki będę mijał. Policjant podszedł do drzwi łazienki. Plik gazet zatykał otwór górnego odpływu dla wody. Zapukał jeszcze raz. Mój Boże. Za chwilę elegancko ubrany.przypomniał sobie nagle portier i zaczął znów biadać: II est mort. Osłupienie. który przypominał najcelniejsze budowle z okresu kalifatu. trącił tego anglika za nami.szeptał portier. Jeśli człowiek ten jest w łazience.Nazwę i numer telefonu przedzwonię do najbliższego urzędu celnego. "że olbrzymi stary grek lezie na nas. Cały hali zalany był wodą. . zabezpieczający przed jej przelaniem. Zajrzeli do sypialni. Na piętrze tym mieściły się luksusowe apartamenty z salonem. by wyjść na mostek. Allons . oznajmił w mesie oficerom. Biblioteczka nad łóżkiem przypomniała mu. W głębi. Wspaniałe luksusowe łoże oślepiające bielą i świeżością bielizny pościelowej było puste. Nie zważając już na nic. . . pokojem sypialnym i łazienką. Myślę. Cisza.jeziora wydał mu się nagle nieprzyjemny. to człowieka tego zamordowano ł dla zatarcia śladów zalano hotel wodą. Widok. .powtarzał przerażony portier. w tym miejscu.Nom de Dieu. nachylił się nad ciałem leżącego w wannie mężczyzny i ostrożnie zdjął mu z głowy płachtę gazety. Ani żywej duszy. Był to Pepin Krótki. że nalotów nie będzie. portfel. Na stoliku przy łóżku leżały drobiazgi wyjęte z kieszeni.Nie. Jeśli się nie zatrzyma. Dochodził do wspaniałego hotelu. Na jej tytułowej stronie olbrzymimi literami były podane najnowsze komunikaty o zatopionych przez okręty podwodne statkach. w tym sezonie mogła pojawić? Rozbudzona ciekawość policjanta uchwyciła koniec tajemniczej nitki w postaci kałuży i rozpoczęła wędrówką do kłębka. mając u boku policjanta. to wejdzie nam w rufę". Policjant i portier ruszyli razem ku schodom. Woda wlewała się do wanny szerokim strumieniem z płaskiego kranu i z szumem przelewała się przez brzegi wanny na kafle podłogi. Patrzącym nań policjantowi i portierowi wydawało się. . który ujrzeli. Lewe skrzydło korytarza zalane byłe do połowy wodą. Zapomnieć. słuchając uważnie dochodzących 2 niej szmerów. ile razy pozostawiał w pośpiechu ulubioną książkę. W olbrzymiej wannie leżało ciało mężczyzny. stojąc w wodzie.

) . "Drugi" otworzył szeroko drzwi i wszedł do środka. ale bardzo dobrego wina . Portier. gdy tylko zacząłem czytać o konwojach i zatopionych statkach. * Cargo (h. deseczki. Na poręczach krzeseł wisiały marynarki. Nikt nie odpowiadał.wykrzyknął. gdy są zajęci. by dokończyć rozpoczętej pracy i ułożyć pozostałe już tylko w rogu. Posłyszał teraz dokładnie słowa piosenki: HAPPY. LOD-LY JEY.. SZCZĘŚLIWY DZIEŃ. w postaci idealnie ułożonych sztapli. HAPPY. stały już ułożone w sztaple klepki dębowe rozebranej doszczętnie posadzki apartamentu.. leżące jeszcze bezładnie. SZCZĘŚLIWY. Na stole stała bateria butelek . czyli stosów. co mi się przydarzyło . Monsieur le capitaine . zauważyłem to przechodząc ulicą i dlatego tu jesteśmy. Trzej panowie pracowali na wyścigi. gorzej nawet. Drugi oficer wyruszył na poszukiwanie pięknego hotelu w stylu mauretańskim. za którymi mieszkał Pepin Krótki. . nie przejął się zbytnio tą wiadomością. Pozostali dwaj panowie bałwochwalczo spełniali jego rozkazy. że nie wolno gościom przeszkadzać. że spałbym jeszcze. Wykąpałem się ł zasnąłem po raz pierwszy od kilku tygodni. o zawiniętych po łokcie rękawach. ma być gotów na godzinę siódmą trzydzieści. podając nazwę hotelu. * Następnego dnia z kapitanatu portu w Casablance przyszła dla Pe-pina Krótkiego wiadomość. panowie. gazeta.nogi. Zatelefonowałem do celników portowych. SZCZĘŚLIWY. ba. Z tego co się działo. Drugi oficer zapukał po raz trzeci. Nie wiadomo. Naturalnie zatrzymałem apartament na noc dzisiejszą. O tej godzinie zjawi się jakiś statek. że widzi właśnie wzorową brygadę sztauerów.. że nie uniknąłem spędzenia kilku godzin w wodzie. A jednak pomyśleć. * . Ale portier stanowczo odmówił.. Wiadomość mówiła o jego osobistym zgłoszeniu się w południe w celu porozumienia się w sprawie udziału w nowym konwoju.. w którym wypoczywał kapitan.Nie można o tak wczesnej godzinie przeszkadzać. nie przestając jęczeć. numer pokoju i telefonu i po lekkim dinner z kroplą wina zanurzyłem się w rozkosznej kąpieli. Zapukał powtórnie jeszcze głośniej i nadstawił ucha. Kilka tygodni w morzu. Nie były zamknięte. LODD. narzekać i pouczać młodego człowieka. HAPPY DAY. Z rana obudził mnie policjant z portierem. że rozkoszując się kąpielą. ii n'est pas seul! Na Boga.i napełnione kielichy. . Spróbował otworzyć drzwi. że jutro będę już całkowicie wypoczęty. on nie jest sam! . by odpocząć po tygodniowych trudach i nie przespanych nocach i że właśnie u niego mogłem tak wygodnie wypocząć. Żadnej odpowiedzi. LOUD. gdyby nie policjant. W nocy część gazet spłynęła i zatkała górny odlot wody z wanny.Hotel pod wodą. którą trzymałem w ręku przykryła mi twarz. że wybrałem właśnie jego hotel. Co va! Rozumiecie? . duszą tej całej zabawy był Pepin Krótki. Cieszę się. .Oh! Oui. by wywołał kapitana.mówiąc to policjant zasalutował. z Polesia rodem. zrozumiał. pospieszył za nim. Wejście drugiego oficera zostało na razie nie spostrzeżone. W konwoju.mówił Pepin Krótki w salonie przy śniadaniu. no i myślę. zasnąłem natychmiast. że ta cała przyjemność zatopienia hotelu kosztowała mnie tylko trzysta franków. kapitanie.niewielka. Ja-mais! Nigdy! Drugi oficer. .ładunek. LOUD. "Drugi" sam musiał zapukać do drzwi. HAPPY. W rogu salonu klęczało trzech panów w spodniach i koszulach.Co się panu stało? -• spytał policjant. Przyzwyczajony do pokonywania większych trudności niż protesty portiera ruszył na poszukiwanie znanego mu z opowiadania apartamentu na pierwszym piętrze. by go zabrać. Ładunek ten. Natychmiast po wyjściu ze statku udało mi się z trudem dostać w hotelu tylko apartament. Ale jestem zachwycony.. która musiała być własnoręcznie przez niego pokwitowana. Okazało się. Wszyscy śpiewali chórem z ekstazą w głosie: HAPPY. Portier na samo wspomnienie "Capitaine polonais" skoczył na równe . Drugi oficer poprosił portiera. Jestem pewien. Przed nimi leżały.Wyobraźcie sobie..Wom de Dieu. mając za sobą kilka lat doświadczenia i pracy z ładunkiem. że pan żyje. Zza drzwi słychać było śpiew. jak długo jeszcze pożyję. pomimo że doszliśmy do Casablanki cało. Patron wyraził mi wdzięczność. Nie mogłem sobie odmówić przyjemności kąpieli i wypoczynku jeszcze raz na tej ziemi.Nie wiem. . drugi oficer. Jak wynikało z jego obserwacji. Po chwili znaleźli się przed drzwiami. wyobraźcie sobie. HAPPY DAY. którzy z wymarzoną precyzją i punktualnością przygotowują to bezcenne cargo* do załadunku.

odpuściła sobie nie istniejące własne winy. Trzech panów podniosło się z klęczek. W limuzynie drugi oficer zaprowadził jaki taki ład w swojej głowie. "Drugi" od razu za serce chwycił obu panów. . była w istocie aktem buntu i rewolucji przeciwko bestialstwu. porozumiewając się na migi. To jego genialny umysł. by kiedykolwiek spudłował. Nie widziałem jeszcze nigdy. by nie tracić bezcennego dla nich czasu.A teraz panowie . niż to co stworzył umysł człowieka stojącego właśnie na najniższym szczeblu kultury duchowej. Wszyscy trzej panowie spotkali się w urzędzie załatwiającym sprawy ładunkowe. Jimmy. podobnie jak najbardziej wymyślne sposoby torturowania ludzi dla samej przyjemności torturowania za to tylko. na samą myśl o rozstaniu.NEYER! NEYER! NEYER! Nigdy! Nigdy! Nigdy! . Dorobek tych ludzi w postaci E-boatów.ZŁO zaczęło się nam. . Ta nasza dzisiejsza "robota". najbardziej z tych trzech upojony nową rolą. gdy podążać będą do nowego celu.Wszyscy trzej prześcigali się w symetrycznym układaniu zerwanych z posadzki deseczek. Który z nich wpadł na taki nie spotykany pomysł? W jaki sposób dobrali się do pierwszej klepki? Tymczasem trzej panowie. . Jeden z panów był kapitanem angielskiego statku. NICOLAS i JIMMY. . drogą niesłychanej wnikliwości stworzył koncepcję wykąpania naszych umysłów w czymś zupełnie odmiennym.Zabieram was wszystkich na swój statek na śniadanie. że nie byliście ze mną . Cała ta trójka. Drugi właśnie kapitanem greckiego statku. . Z wprawą starego myśliwca roz-strżeliwuje za pierwszym strzałem każdą napotkaną minę. Żegnani jego życzeniami szybkiego powrotu do Casablanki. zaprosił ich na wieczór do siebie.Życzymy sobie . o oliwkowej cerze i czarnych włosach pracowniku oficer domyślał się południowca. wpadł w furię: . podczas której. . wydawać jedyną . mając do dyspozycji wspaniały apartament.. U-bootów i rajderów budowanych z jedyną myślą mordowania bliźnich w celach zaborczych jest świadectwem najniższego ubóstwa. będący na najwyższym poziomie kultury duchowej. minuty wydawały nam się latami.zwrócił się do współtowarzyszy. Za chwilę potrząsali jego dłonią.mówił dalej . "Drugi" doświadczonym okiem liczył ilość roboczogodzin włożonych w te idealnie poukładane sztaple i według jego obliczeń musiała to być noc wyjątkowo pracowita. . Za chwilę trzej panowie byli ze sobą na TY. Ma fantastyczny wzrok i sądzę.śpiewali w dalszym ciągu. śpiewając i ocierając pot z czoła.Za pięć minut zjawi się wyimaginowany statek. Panowie rozdzielili solidarnie między siebie przedstawioną przez patrona kwotę rachunku. HAPPY.robota skończona. Pepin Krótki. ale co najgorsze .mówił. Osobiście mam duże wątpliwości czy nawet w ogóle na szczeblu. jest niczym wobec poczucia humoru mego przyjaciela. Duża wskazówka zegara wskazywała godzinę siódmą dwadzieścia pięć. Kapitan Jimmy z zachwytem przedstawiał Pepina Krótkiego oficerom angielskim. Pepin Krótki napełnił kielichy dla uczczenia wielkiej chwili zakończenia prac ładunkowych. .wołał. Rozłożysta limuzyna dostarczyła całe towarzystwo pod angielski statek. jako najstarszy wiekiem. po czym. Wszyscy trzej odbyliśmy w jednakowych warunkach tę podróż. że wielu marynarzy zawdzięcza mu życie. wydawałoby się najbardziej bezsensowna na świecie.nigdy się nie rozstawać aż do końca wojny i po niej . opuścili hotel. Na razie wszyscy czterej znaleźli się przy śniadaniu w salonie angielskiego statku. nikczemności i złu.powiedział Pepin Krótki. Tajemnicę wydobycia z posadzki pierwszych klepek miał zamiar drugi oficer wykryć podczas długich godzin oczekiwania.To było coś wspaniałego. PEPIN. która złorzeczyła sobie wśród czarnych dni i nocy na Morzu Północnym.powiedział pan wyglądający na Anglika.Żałuję. W smagłym. uderzonego przez greka. że stoją duchowo od nich o całe niebo wyżej. kończyli układać ostatnie deseczki w sztaple. Płacimy i jedziemy. Ten młody gentleman pochodzi z terenów łowieckich Polski. zaproponował obu panom wypicie poimiennego. Pepin Krótki na widok drugiego oficera rozjaśnił się jeszcze bardziej.HAPPY.za najwspanialszy i najweselszy dzień w naszym życiu. by zabrać ten ładunek radości w NIEZNANĄ PRZYSZŁOŚĆ . wyglądał na Anglika. którym się tak chełpimy. Spełniono toast. . którego od dzisiaj mam zaszczyt nazywać po imieniu. Entuzjazm wzrastał. Nasze angielskie poczucie humoru. Zachwyt trzech panów osiągał punkt kulminacyjny..Gentlemen . HAPPY DAY. w oczekiwaniu na zło.Pozwólcie przedstawić sobie naszego drugiego oficera. który uderzył anglika i nastawał na życie polskiego statku. pozostały. . HURRAH!!! .

Lotnik poprosił farmera o zapałki. nawet w myśli. Obecna wiadomość. że gdy uszkodzony bombowiec z ocalałym pilotem wylądował szczęśliwie na polu. Na pokładzie statku poczułem się znów w .dla swych psów i kotów. odpowiadał jedną liteirą: A. izaprosił lotnika na tradycyjne angielskie cup of tea. co zrobili z lotnikiem. że lotnik.po polsku tylko gospodyni .Landlady miała łzy w oczach litując się nad przeżyciami biednego lotnika. Nie będę opisywał. to była ńóc triumfu nad złem. na wszystko co by od nich usłyszał. Tx> była reWó-lucja i przeistoczenie. po których otrzymaniu podpalił bombowiec. jakiego w swym życiu spotkałem. Ten zaś człowiek wyzwolił nas z tego obłędu swym genialnym pomysłem.Nie? No więc pokazano mu poszarpane zwłoki tej dziewczynki. zrewolucjonizował nas i dopomógł do zrzucenia tego jarzma. które przede wszystkim zajęło się opieką nad zwierzętami na wypadek wojny. Gościnny farmer. Odpowiedziałem: . Zdumiałem się słysząc tę groźną nowinę z ust mojej landlady. Pepin Krótki poczuł się królem. gdy samolot skończył się palić. -> Nie domyślam się nawet . otworzył źródło zapomnienia genialne w swej beztrosce przez swą pozorną bezużyteczność. nosiło odmienny charakter.zostałem zaproszony przez kapitana Pepina Krótkiego. został ujęty w momencie lądowania na spadochronie po uszkodzeniu bombowca i że TEN lotnik już nigdy nie będzie bombardował w swym życiu nikogo.nieudolnie tłumacząc. tłumem szarych ludzi . Gromadziliśmy w sobie takie samo zło w postaci gniewu i zemsty. Wyobraża sobie pan.odpowiedziałem. zmieniając tylko barwę głosu. co przysparza materialnej korzyści.Co? Nie domyśla się pan? Przypomniałem sobie. TAK MÓWI KAŻDY Z NAS. że najlepiej będzie.bronią przeciwko złu.odpowiedziałem. Każda ułożona przez nas dzisiaj w nocy klepka była widocznym i namacalnym symbolem wyzwolenia od złej myśli.Ale coście zrobili z lot-mikiem? . Wydało mi się wówczas. Nie mogłem się domyślić. który rozmawiając z Murzynami. przez co mogło ono oznaczać podziw i . .. gdyby przeszli okupację niemiecką. gdy zacznę naśladować angielskiego dostojnika z opowiadania Bosambo on the River. że lotnik ten nie będzie już nigdy nikogo bombardował. ale kogoikoP wiek bądź na ziemi. że z gospodarzami tego kraju. naszą wspaniałą pieśń. . . była wielką rewelacją. jak własnoręcznie z niczego. że pierwszy żołnierz angielski padł na ziemi francuskiej zabity przez Niemców i nikt już na świecie nie będzie mógł powiedzieć. że jedną z jego ofiar była kilkuletnia dziewczynka? . Dzięki memu przyjacielowi poznaliśmy sens najwyższej mądrości .zdziwienie.Czy pan wie.Czytałem o tym . z tak zwanymi people . Przed tym nim zaczęto budować schrony dla ludzi. że jest obywatelką miasta. a droga do niej prowadzi nie przez powiększanie zła. Newcastle on Tyne pierwsze. Gdy wychodziłem z domu tego dnia z wizytą na statek. Mój nowy przyjaciel jest najwspanialszym człowiekiem. za pomocą scyzoryka wydzierając klepkę z posadzki. gdy wysłuchał słów ostatniej zwrotki: For he's a jolly good iellow.który bombardował ubiegłego dnia Newcastle. by mxi ślą «ie-chciało na zawsze bombardowania nie tylko Anglików. co musiał przeżywać. Żadne inne miasto dotychczas tego w Anglii nie zrobiło. Od przystanku autobusowego przeszedłem puste pole aż do rzeki i dostałem się na statek. że Anglicy biją się przy pomocy żołnierzy innej narodowości. była sama w sobie radością. Przez kilka dni z rządu szczyciła się tym.mógłbym się porozumieć tylko wówczas. z całej naszej duszy. To nas czyniło słabymi i podłymi. moja landlady . zjawił się farmer powitać niezwykłego gościa.że radość życia nie leży w czymś. zrozumienie i zapytanie. obywatele Newcastle on Tyne zbudowali schron przeciwbombowy . KRÓLEWSKI ŻART tatek stał przycumowany do pali w górze rzeki na przedmieściach Newcastle. czyli filiżankę herbaty. . Ta noc w moim życiu.A! Zdawałem sobie dokładnie sprawę. Któregoś dnia oświadczyła z jeszcze większą dumą. oo od niej słyszałem. Gentlemen. jak opisywali niedawino w gazetach.uroczyście mi oznajmiła. na który . możemy mu zaśpiewać z całego naszego serca. Gazety w tym czasie pełne były wiadomości o ostatnim nalocie samolotów niemieckich na to miasto. Dotychczas to.

ale broni nie było Jak za czasów Kościuszki osadzili kosy na sztorc i ruszyli do ataku na bagnety. Potrafił zorganizować podróż na łodzi ratunkowej pod wiosłami do Szwecji i 'z powrotem. nawigacji i praktyki morskiej dla harcerzy. Wy tam na Kępie Niezłomnej. . odpierając codziennie ataki pancernika. . Stu siedemdziesięciu jeden ludzi potrafiło to przetrwać wśród zaib*-tych i rannych. Zmobilizowany został również kapitan Michał Niozko .. W tym samym dniu zaprzestało walki Westerplatte. Każdy z naszych statków miał olbrzymi ładunek tych wiadomości. Wyniosłe Wasze urwiska! Na zawsze już w dziejach zostanie Pamiętna Kępa Oksywska. Pomiędzy pływających ludzi lotnicy rzucili bomby. z werwą opowiadał o walkach w Gdyni. Możność spędzenia chociażby kilku godzin na tym wolnym polskim terytorium pozwalała naładować się odpornością. miało w tym okresie swe największe zastosowanie.Polsce. wiarą i nadzieją na długie dnie i jeszcze dłuższe tygodnie oczekiwania. Na samej północy jej bronią dwa nie zdobyte jej szańce. ale wszyscy pozostali zaopatrzyli się w broń i amunicję. kilkudziesięciu samolotów. Obaj byli w Gdyni. gdzież tam. . Najbardziej ciekawiły nas wieści o kolegach pozostałych w kraju. Jego to właśnie inicjatywie zawdzięczał swe istnienie harcerski szkuner "Zawisza Czarny". Patrzymy na siebie przez morze Samotne dwa szańce ojczyste. którym udało się wydostać z kraju. Załogi statków.Dalaj Lama i kapitan Włodzimierz Cybulski Starzec. a rannym nie można było już nieść pomocy. Stracili wielu ludzi. jak to robią na Polesiu. Obecny drugi oficer. To bronią polskiego morza Hel oraz Kępa Oksywska. dyrektor Szkoły Morskiej. Kuczyński był także autorem pierwszych podręczników z dziedziny astronawigacji. pomimo że każdy ich rejs mógł być ostatni. Polskie TRUDNO.zbombardowana została "Gdynia". Wpijamy wzrok w brzeg Wasz spokojny Jak w symbol wolności narodu. W siódmym dniu wojny pochowano na cmentarzu witomińskim kapitana Kosko wśród huku eksplodujących bomb i pocisków. panie.Andrzej Goebel. stale spotykał Polaków. "Gdynia" zatonęła momentalnie. pod ogniem dział i nalotów jeden z obrońców Helu: Objęta wojny pożogą Polska od krańca do krańca. Wyżyna Wasza zielona. której dowódcą był kapitan Stanisław Kosko. W salonie przygotowane już było wszystko do kolacji. której obronę tak opisał wierszem. które walczyło siedem dni.No i co? Wysiekli ich z karabinów maszynowych? .. 't Dowiedziałem się. Gdynia zamieniła się w Racławice. Śmiertelnie rannego kapitana Kosko zabrał na kuter inny nasz kolega z tego samego kursu . Dopiero gdy zostały zniszczone wszystkie cztery moździerze. a potem przeszli na Kępę Oksywską. Poległ jako kosynier. Rozciągał słowa tak. którego był pierwszym kapitanem. a potem walczyli na Kępie Oksywskiej. Walczyć w obronie Gdyni chcieli wszyscy. szczegóły walk w Ikraju i czym kraj żyje. Trzymali się w Gdyni do dnu trzynastego września. z którym pływałem na "Darze Pomorza". na własnym skrawku ojczyzny i mogły walczyć.dwunastu godzin. ale się nie poddawać. z którym trzy lata przesiedziałem na jednej ławie w Szkole Morskiej . Toń naszej cudnej zatoki Czerwieni się w blaskach zachodu.mówił dalej drugi oficer . że były wolne. .na półwyspie. My tutaj . Rumieni się krwią toń Bałtyku. siekąc ich z karabinów maszynowych. Trzymano się humoru i dewizy .Dnia 2 września .Panie.Janek Kuczyński.Aaale.jeśli ginąć. cieszyły się tym. wędrując po świecie. Zaproszeni z lądu z największą niecierpliwością czekaliśmy na wiadomości. które nie da się chyba przetłumaczyć na żaden z języków obcych. że wśród kosynierów był mój kolega. Statek. kto mógł 'broń udźwignąć. pozostali przy życiu postanowili zaprzestać walki. to z podniesioną banderą. załoga skoczyła do wody. . artylerii lądowej i setki razy liczniejszej i lepiej uzbrojonej piechoty. Krew plami wydmy piaszczyste. zamiast przewidywanych sześciu .

(Pisane dn. gotowi. obiecali dać pożyczkę. a wszystkie czołgi niemieckie były w Polsce. których nigdy nie przysłali.proszę.A myśmy się dowiedzieli. i mieli przysłać nam swoje eskadry. Spełnia wciąż Kępa Oksywska Żołnierski swój obowiązek.Rozzłocą się wiosną żarnowce Na zboczach. Powstaliśmy z miejsc.Nie bądź dzieckiem.Ale najciekawsze ze wszystkiego . Załogi kutrów dostały się do niewoli. . .Panowie . W milczeniu spełniliśmy toast. . Wierzę w sprawiedliwość i zwycięstwo. podczas gdy Francuzi ma wypadek wojny mieli rozpocząć działanie zaczepne w ciągu trzech dni. Wznosiły się w dzień słupy dymu Ponad wioskami. przy gnieździe karabinu maszynowego w Ja-starni) .Ale po co było mówić: silni. Rozmowa stawała się ogólna. Wyruszyły w drogę również dwa kutry.Jak: to do czego? Do walki kawalerii z czołgami i do ataku z kosami na samoloty. wolnym skrawku Rzeczypospolitej. Cała objęta pożarem I zryta gradem pocisków W walce tak bardzo nierównej Wciąż BRONI SIĘ Kępa Oksywska. gdzie mogił tak mnogo! Na zawsze już Kępa Oksywska Zostanie Polsce drogą. każdy chciał powiedzieć. czynna była elektrownia i była woda w rurociągach. jak gdyby z kartek książki czytano ham o nowym POTOPIE. Osnuta we dnie przez dymy. co się na którym statku kiedy wydarzyło. który w młodym wieku osiadł jako kapitan portu we Władysławowie . co do nas należy. zwarci. Na razie. to zdały egzamin lepiej od Anglików. Michał aż do l października był na Helu. ale o dziwo . co płoną. lecz rośliśmy w siłę i wiarę.No i co z tego wynikło! Przez trzy dni mówili z Niemcami nie wiadomo o czym. Zaszczyt to dla nich nie lada Być pogrzebanym na Kępie. co polegli".powiedział kapitan . 18 września 1939 r. przedstawiającego najczarniejsze chwile narodu. .Michał .W przeddzień kapitulacji Helu Michał Niczko i wielu innych postanowiło przedostać się do Szwecji na motorówce Straży Granicznej "Batory". . że od napisania Ksiąg pielgrzymstwa polskiego nic na tak zwanym Zachodzie się nde zmieniło. Grzmi ogniem wciąż Kępa Oksywska.to chyba to. Zbyt mała łódź przy przechodzeniu przez wielki przybój przewróciła się.opowiadał dalej drugi oficer .musimy zrobić wszystko. Na wiosłowej łodzi postanowili przedostać się do Szwecji. a w ciągu piętnastu . . Gdzie bohaterów tej miary Snem wiecznym śpią takie zastępy! Gdy zmierzch zapada nad morzem. Po to Ameryka uzbrajała Niemców. którzy wiedzieli. Do czego? . Odbija się w noc krwawa łuna W czarnej spienionej wód toni. na tym najdłużej.trzymały się dwa tygodnie.Jeśli idzie o kosy. Motorówka dotarła do Szwecji. . Kapitan widząc. że przez cały czas pomimo bezustannego bombardowania z powietrza. którzy dostali się do Szwecji. Starzec po zaprzestaniu walki na niej w dniu 19 września dostał się do niewoli.uderzyć wszystkimi siłami na całym froncie. bo do dnia l października.Henryk Borakowski. Słuchaliśmy tego wszystkiego. którzy mordują i rabują. Stoimy milczący na szańcach. że rozmowa schodzi na niewłaściwe tory. czynna była kolej. . że mamy tylko konie. szczęścia w ucieczce jeden z naszych kolegów. Mieli czołgów więcej od Niemców. Ludzie.nie upadaliśmy na duchu słuchając. a jednak krzepiącego serca . a teraz zapraszają lotników niemieckich na cup oj tea. Usiedliśmy zabierając się do kolacji i niewyczerpanych nigdy tematów.Pierwszy raz chyba w naszej historii zadokumentowaliśmy swe przywiązanie do morza. Którzy polegli na morzu. Przed nami długa i ciężka droga do końca wojny. Próbował jeszcze. czył ją prosząc wszystkich do stołu i wznosząc jednocześnie toast: "& tych. potem rzucili na nich ulotki.mówił drugi oficer . wody i lądu. wraz z kilkoma innymi. Zapanowała cisza. a wszyscy trafili do obozów jenieckich. Za morzem bez ustanku się błyska. której nie dali. Trupy kolegów naszych. co opowiadali o obronie Helu ci. Nocami łuną świecącą. czym chata bogata .w dniu 18 września przedostał się na łodzi wiosłowej z Kępy Oksywskiej na Hel. Gdy noc półwysep otula. są to ludzie słabi. wobec czego Michał nie chcąc zostawić jego załogi na los szczęścia. Chce. Najlepiej jeśli ją przebędziemy z humorem.TRUDNO . od nasady półwyspu do cypla. którego obroną dowodził kontradmirał Józef Unrug. żeby cały sprzęt mieli Niemcom zniszczyć Francuzi i Anglicy? . Musimy ją przebyć. Wierzę głęboko w zwycięstwo dobra nad złem. by je u Was w grób złożyć. co go najbardziej bolało. Wiatr niesie ku nam huk armat Z drugiego zatoki krańca. ale nie możemy osłabiać sami siebie swarami i niezgodą. Na jednym kutrze nie było nawigatora. Konie zdały egzamin lepiej od Francuzów .jak przy czytaniu Potopu. przeszedł na kuter. . w którym nie ma chwil przer ". To w boju. by zachować i doprowadzić statek do kraju. Morze na brzeg Wasz wyrzuca.

rzekł kapitan . precz od nas smutek wszelki. Oczarowany byłem pomysłem Pepina Krótkiego rozebrania w hotelu parkietu i zazdrościłem drugiemu oficerowi oglądania na własne oczy tej wspaniałej sceny. wznosząc kielich z winem. uciął nożyczkami krawat trzeciemu oficerowi. Zapukał do drzwi tego domku. Pierwszy oficer nie wypuszczał z rąk nożyczek. jestem sorry .. Wieczór był bez wątpienia udany. . . . którym obcięto krawaty. Pierwszy oficer. krawat mój stał się również ofiarą pierwszego oficera. jakie miało miejsce podczas ostatniego nalotu: .Zdrowie szóstego bez krawata! . Z wyjątkiem pierwszego oficera. również usiłował robić co można.. Ci.Zdrowie "trzeciego" bez krawata! Statek nie posiadał etatu czwartego oficera. że zebrany zapas humoru starczy na przetrwanie całej wojny.Zdrowie! Zdrowie! Król Pepin Krótki promieniał. Wznoszę zdrowie "pierwszego" bez krawata. Statek został bogato zaopatrzony przez oficerów i kapitana w wino w Casablance.Po godzinie nastrój zmienił się już całkowicie. że jest polskim oficerem". . Goście szaleli.Zdrowie czwartego bez krawata! . Entuzjazm po tym wyczynie pierwszego oficera przeszedł wszystko.. zdrowie .musimy się odprężyć.. Długo nie namyślając się "pierwszy" uciął krawat kapitanowi. . Przerażona i zmartwiona landlady załamała ręce w rozpaczy i zawołała: "Co ty mówisz? On mnie zapewniał. Brawom nie było końca. Ciął krawaty z wprawą doświadczonego chirurga przy tysięcznej operacji. Pepin Krótki wstał i nic nie przeczuwającemu pierwszemu oficerowi uciął przygotowanymi w tajemnicy nożyczkami krawat. nucąc: "Precz. . Pierwszy oficer zachwycony wywołaną radością.wzniósł okrzyk pierwszy oficer. Otworzyła mu landlady. złapał nożyczki i błyskawicznym ruchem obciął w podobny sposób krawat drugiemu oficerowi.". jakie miały miejsce podczas postoju w Casablance. by utrzymać wesoły nastrój. Po krawacie kapitana przyszła kolej na krawaty mechaników. ale pierwszy oficer był-zupełnie odmiennego zdania. Na stole stało jeszcze wiele butelek z dobrym winem.albo po prostu jest mi bardzo przykro .wołał pierwszy oficer.zahuczało przy stole. Chink w języku angielskim znaczy szpara.muszę cię jednak zawiadomić. . "Pierwszy" zachwycany pomysłem kapitana. co było dotychczas. obecni płakali i łkali ze śmiechu. Wypito zdrowie "drugiego" bez krawata. "Lady. że w twej sypialni znajduje się chirik". a sypialnie znajdują się na pierwszym piętrze. Zanim zdążyłem się zorientować. ale coraz mniej było siły do śmiechu. Tylko humor może nam pomóc pokonać przeszkody i utrzymać w równowadze duchowej. żargonie. Pierwszy oficer był w ekstazie. W salonie zaczynało być coraz weselej i gwarniej. Obecni żart królewski uznali za wspaniały. że wczoraj w nocy policeman zobaczył przebijające przez szparę w firankach światło w oknie na pierwszym piętrze.Zdrowie. ale oficera może zastąpić kapitan.Proszę sobie wyobrazić. chcąc mu dorównać w dowcipie. wołając: . Co chwila nowe toasty obwieszczały liczbę uciętych krawatów. Na pamiątkę." Gdy doszedł do słów: "Jutro może nie być nas. Było mu wciąż jeszcze za mało. ale w slangu. zdaje się. Tuż przy samym węźle. że teraz pójdziemy przez Atlantyk. Pierwszy oficer wyglądał bardzo zabawnie z tym węzłem pod szyją.Zdrowie piątego bez krawata! . oznacza Chińczyka.Zdrowie siódmego bez krawata!!! Był to już krawat radiotelegrafisty. a zaproszeni goście mieli jeszcze nie obcięte krawaty. chowali je skrzętnie.Zdrowie pierwszego gościa bez krawata! .Zdrowie "drugiego" bez krawata! Obecni buchnęli śmiechem. Drugi oficer wtajemniczał mnie w ostatnie wydarzenia. będąc zastępcą gospodarza. Panujący Pepin Krótki uznawał wyłącznie dobre wino i dobry żart. wołając: . Nikt już nie miał wątpliwości.Panowie . Tymczasem kapitan bawił gości opowiadaniem o wydarzeniu.

Niski. by Norwegia miała zamiar bić się z Anglią w obronie swej bezwzględnej neutralności. UŚMIECHY LOSU IN a olbrzymiej redzie Greenock formował się konwój. Leżało w nim kilkanaście przepięknych krawatów.myślał pan. kapitan wstał od stołu. ale nie płakał ze śmiechu tak jak wszyscy . W podziękowaniu za ten wspaniały żart wznoszą zdrowie kapitana.chcąc podtrzymać towarzyską rozmowę . Pogoda zgadzała się z tym. korpulentny staruszek o białych włosach wraz_ z wybuchem wojny wirócił z emerytury do czynnej służby. a potem wyrwał się okrzyk: . Tutaj co dzień pada deszcz!" Czekając na inne okręty.Moje krawaty! .Dla takiej uciechy można było ich poświęcić znacznie więcej. przerywany tylko niekiedy nieoczekiwanym łkaniem.powtórzył szeptem zamyślony. do którego można podejść dotykając nieomal burtą do ściany skalnej?" Był to rok 1940. Wyznaczono go na dowodzącego konwojem. Niby to szło na świecie ku wiośnie. "Pierwszy" z uśmiechem zanurzył ręce w szczątkach jedwabnych materii i podniósł kilka do góry.Znam pańską słabość do ładnych krawatów .A co . Śmiech. wesołości i dowcipowi wyczarowanemu przez kapitana.szalał. szarostalowa woda odbijała szare chmury i stalowe strugi deszczu. że zniszczył je pan własnoręcznie. Stało się najlepiej. . który nauczył go kunsztu znajomości wykwintnych potraw. że w oczekiwaniu na inne statki podniósł na nim swą flagę dowódca konwoju.upajał się wybuchami radości. Nasz transatlantyk został wyróżniony tym. .Zdrowie trzeciego i czwartego gościa bez krawata. przyglądając się jak sam tnę swoje krawaty. Dzięki humorowi. . że mieliście więcej uciechy ode mnie. Admirał przybył na nasz pokład z adiutantem i sygnalistami. głośno sławił Paryż i swego ojca. że należy je zniszczyć. proszę mi wybaczyć. który miał otrzymać specjalne zadanie. Według admirała Paryż "był jedynym miastem na świecie. otrzymywaliśmy od admirała pytania w rodzaju: "W jaki sposób moglibyśmy wysadzić szybko ludzi na skalisty brzeg. .Zdrowie! Zdrowie! Zdrowie! Gdy ucichła nowa fala śmiechu. iiii piątego! . Nie wierzyliśmy. Pierwszy oficer trzymał sią najlepiej . z szuflady biurka wyciągnął ozdobne pudło i wręczył je pierwszemu oficerowi. zaczął powoli łagodnieć. jakimi witano każdy przez niego ucięty krawat. Na znak dany przez kapitana drugi oficer wstał i zaczął zbierać od biesiadników końce obciętych krawatów. . Admirał bardzo nam się podobał. któremu .Podobają się panu takie same jak i mnie.zadałem bezsensowne pytanie: "Jaki jest klimat w Glasgow?" Otrzymałem na to natychmiastową odpowiedź: "W Glasgow nie ma klimatu. ale otaczające redę poszarpane szczyty gór były jeszcze szaroziemiste. Posiadał francuskie nazwisko. ale te pańskie. "Pierwszy" roześmiał się ucieszony i zawołał: . że celem wyprawy będzie Norwegia. Naraz na twarzy jego odmalowało się zdziwienie. ułatwiające odszukanie ich W wielomilionowej metropolii. byliśmy zgodni co do tego. które mogły obecnie wchodzić w krąg zainteresowań Admiralicji. które miały się z nami udać w tajemniczą podróż. Polska kuchnia bardzo się admirałowi spodobała i co dzień chwalił naszych kucharzy z "Chrobrego". obecni znaleźli się w jakiejś oderwanej od codziennego życia rzeczywistości. nie mając o tym pojęcia.zawołał Król Pepin Krótki . Wyliczając wszystkie kraje.powiedział kapitan.. . i sprawdzając swe domysły na mapach. W zamian proszę przyjąć ode mnie nowe. że pozwolimy sobie bezkarnie obcinać krawaty? Na wszelki wypadek przed ucięciem panu krawatu poradziłem wszystkim. Cały ich barwny stos ułożył przed pierwszym oficerem. Zazdroszczę wam tylko.Zdrowie! Zdrowie! Zdrowie! Wszyscy biesiadnicy mieli już teraz obcięte krawaty.Zdrowie drugiego gościa bez krawata! Podnoszono kielichy rękami drżącymi od śmiechu i spazmatycznego łkania. Tego tylko wam zazdroszczę. by nałożyli sobie pańskie krawaty. Przez łzy patrzano na błyszczące w rękach pierwszego oficera nożyczki. które posiadało 'drukowane przewodniki poświęcone wyłącznie potrawom całego świata. . jego współpracowników i styl pracy. ale nie martwiliśmy się na razie tym zagadnieniem. Zdumiony "pierwszy" otworzył pudło. były bardzo stare i uważałem.Moje krawaty . co powiedział mi kiedyś agent naszej kompanii w Glasgow. Usiłowaliśmy jak najszybciej poznać admirała.

na którym chcą go mieć z tych samych powodów. jak kapitan woła: . ujętych w miłą formę opowiadań z długoletniej jego służby w Nawy.. by się przyj-rzećj jak będzie wyglądało wejście admirała na pokład naszego rywala. Było nam z tego powodu bardzo "markotno". że w tym kraju klimatu nie ma . Woda zalewa twarz admirała.Nu. tu na przykład! Nie podmyte! Nie podmalowane! Nu. popuścieże trap! Nu. zaciśnięte kurczowo na łańcuchach podestu. W chwili gdy druga noga admirała robi wysiłki. Podest niknie pod powierzchnią. Spieszyliśmy się z tym wszystkim.TRAP! Nu. a wraz z nim . Nu. trzeci. Słyszymy. że jeszcze jest nie dość porządnie: . Jak gdyby nie widział tych pysznych kominów czekających na niego. Jednocześnie.trap zaczyna szybko usuwać się do wody. co i my. przede wszystkim starszy oficer. przykłada palce do daszka i z uwagą śledzj ruchy admirała. Staruszek wpija dłonie w łańcuchy. za dużo! Za dużo! .żeby go przywitać. . Widzimy. co który z nich mówi i myśli.woła uśmiechnięty wciąż gościnnie kapitan. za dużo żeście trap popuścili! . aby popuścić trap. My. a staruszek z niewiadomych przyczyn lekceważy sobie oczekujący jego przybycia wspaniały transatlantyk. My ze swej strony staraliśmy się zapoznać ze wszystkim. Z każdym dniem stawał się coraz bardziej serdeczny. Zaczęliśmy się ćwiczyć w odczytywaniu sygnałów. czego będzie od nas wymagał: sygnalizacja między statkami podczas drogi. trap za wysoko! W myśli wini wszystkich oficerów: "Służbowy.Nu. by znaleźć się przy pierwszej. nu. Nu. usiłując poddźwdgnąć na rękach swe ciało tak.Nu. Widać już tylko wzniesione ręce. jak na dwukomina-wcu kapitan o rysach twarzy ze starej rzymskiej monety wychyla się nieprzepisowo za burtę. nu. .admirał i jego adiutant. Ale starszy. jatk nie dopilnować tak ważnej rzeczy". Liczyliśmy się z tym.zaświeciło słońce. Motorówka dobija ładnie do trapu. Wbrew twierdzeniu agenta z Glasgow. Stary admirał jest już purpurowy z wysiłku i-wtedy właśnie udaje się sternikowi zluzować linę. że wszystko jest w rękach opatrzności i wszelkde frasowanie się na zapas jest niewskazane. Widać od nas jak na dłoni. Znamy oficerów na naszym szczęśliwym rywalu i z łatwością możemy odtworzyć. A co się stanie. Ale admirał ani rusz nie chce się z nami rozstać. drżące ręce przerażonego sternika usiłują rozluźnić linę talii. wszystkiego sam nie dopilnujisz! Tymczasem admirał schodzi już po naszym trapie do motorówki. z palcami przy daszku czapki. Sam z dużym zainteresowaniem słuchał opowiadań o naszym kraju. że admirał zechce zapewne przejść •na stałe na większą i szybszą jednostkę. Wygodniej być statkiem dowodzącym i wydawać rozkazy aniżeli czujnym "satelitą" wiecznie wpatrzonym w statek dowodzący.Staruszek był miły i prostaduszny. mógłby zobaczyć i podmalować. czwarty oficer. jeśli pomylimy jakiś sygnał? Nasz szczęśliwy dwukominowy rywal stoi już trzy dni obok na rej dzie. Tam mają wszystko przygotowane na jego przyjęcie. ale przechodzimy wszyscy na lewą burtę. o dwóch kominach i wdększej od nas szybkości. Ale najbardziej się ożywiał przy posiłkach i z przyjemnością słuchaliśmy krótkich. Dzisiaj właśnie mamy wyjść w nieznane i dzisiaj admirał przechodzi na dwukominowego rywala. Kapitan u góry przybiera gościnny wyraz twarzy i szepce: .admirał. by nie stać się łupem okrętów podwodnych. Nu. by nogę postawić na podest. W chwili gdy admirał dostawił drugą nogę do pierwszej i zaczerpnął powietrza przed długą wędrówką po trapie do góry . popuścić! Noga admirała z trudem dosięga podestu. ni może on więcej dhodzić po pokładzie? Nu i pasażerek że nie ma. czy wszystko w pobliżu trapu jest w porządku. który usiłuje postawić nogę na platformie trapu. Ale trap jest za wysoko podniesiony.Nu. Właściwie możemy już się rozejść. przyglądał się pracy załogi. spływa z masztu flaga dowódcy. ponieważ miał zawinąć na redę flagowy statek naszej kompanii. zygzakowanie. żeby pożegnać admirała. Wszyscy oficerowie nawigacyjni stoją na otou transatlantykach przy trapach. Z motorówki jeszcze uśmiechają się do nas .. Kapitanowi naturalnie wydaje się. że na dwukominowcu kapitan niespokojnie sprawdza. Nasze troslki rozwiewał pcw^li-dzeniem. oni .

Każda seria zmian kursu była oznaczona innym numerem w specjalnym spisie. patrząc z mostku naszego transatlantyka na ocean przypominający laguny Wenecji . o których dawał znać specjalny zegar ustawiony w pobliżu sternika. jak będzie coś ciekawego. podczas których okręty wojenne stwarzały niesamowity huk. przede wszystkim floty francuskiej. że trwa dziewiąty miesiąc wojny i że "Chrobry". że trzeba je było w końcu zaliczyć do rzeczy nieciekawych i spać spokojnie. by wystać owe dwanaście godzin na mostku. która Kruka interesowała. z czego się dało strzelać do nieba.Oczekujący na admirała oficerowie transatlantyka rzucają się teraz wszyscy i zaczynają pośpiesznie wybierać talię..Obudź mnie. jak gdyby wołające o pomstę do nieba.. to jest zmianie kursu przez statek w ściśle określonych odstępach czasu. nasz transatlantyk.. Admirał stoi na razie nieruchomo na platforemce. ale na tych szerokościach na przełomie wiosny i lata udaje mu się to z trudnością. Razem z wodą spadają na podest trapu ciężkie. czekając na umówione przyjście sił sprzymierzonych. Była godzina czwarta po południu. Nareszcie wynurza się podest. W przeciwnym razie o śnie w ogóle nie mogłoby być mowy. Widać na razie tylko jego ręce wyciągnięte do góry. robiliśmy niewzruszony wyraz twarzy i zastygaliśmy na mostku. nasiąknięte wilgocią wyrazy. "Złocisty to był dzień. co jest przeciwieństwem błogosławieństwa plus wielki statek par sażerski). Zameldowałem admirałowi numer zygzaku. na szerokości Lofotów. wiecznie kraczący. że admirał z dziada pradziada był urodzonym kawa-lerzystą. Teraz też kapitan położył się na kanapce w nawigacyjnej.tutaj na dalekiej Północy.. co admirał posiada w swym słowniku. Olbrzymie fontanny wody zalewały pokład. O godzinie szesnastej piętnaście "oko" z punktu obserwacyjnego na maszcie zameldowało.chciało się deklamować. Zgodnie z zarządzeniem Admiralicji pełniłem z kapitanem . Po ogłoszeniu alarmu nakładaliśmy zamiast czapek hełmy. Załadowani byliśmy amunicją i wojskiem." . Twarz kapitana zastygła w uśmiechu. Nieprzewidziana kąpiel zniszczyła dostojny wygląd admiralskiej postaci. że staraliśmy się obaj wyspać przy najmniejszej okazji. Numery te wydawały się nam czymś w rodzaju herbów rodowych każdego kolejno zaokrętowanego na naszym okręcie admirała.. znajduje się w pierwszej linii bojowej. Krążenie polegało na tak zwanym zygzakowaniu. Admirał zaczyna się stopniowo wynurzać. Słońce usiłowało zajść. Te bombardowania z powietrza powtarzały się tyle razy dziennie. Patrząc na opalizującą powierzchnię oceanu można było zapomnieć.wachty na mostku. ponieważ w okresie naszego pobytu na tych wodach nocy jako takiej nie było.jako jego zastępca . Kapitan rzuca rozkaz i oficerowie przestają wybierać talię tra-pową. Wychodzą z wody nogi. Woda przechyliła mu czapkę. Był przeciwieństwem pierwszego admirała. Kapitan u szczytu trapu nie przestaje się uśmiechać. Złocistoszafirowy nastrój został zupełnie zepsuty. Najstraszniejsze. Stanowiliśmy przysłowiową "beczkę prochu". Krążyliśmy ze zmniejszoną szybkością wzdłuż brzegów. Nazwaliśmy go "Krukiem". Nagle admirał robi zwrot o sto osiemdziesiąt stopni i wpada w ramiona stojącego ?a nim w motorówce adiutanta. Wygląda w niej teraz staruszek bardzo zuchowato. Była to jedyna rzecz. tak dalece byli do nich przywiązani. Był to niski zasuszony pesymista. Gwałtownie wybierana talia podnosi trap do góry. Początkowo za "ciekawe" uważaliśmy ciągłe naloty samolotów niemieckich. Schodząc z mostku powiedział: . to: Damn big liner (coś. na przemian po dwanaście godzin. iż widzi na horyzoncie^ dymy zbliżającej się eskadry francuskiej. Rzut oka na oblepiony mokrymi spodniami "piedestał" dostojnika wskazuje na to. Wszystko to miało na celu ochronę przed niespodziewanym atakiem zaczajonego okrętu podwodnego. W tej samej chwili na mostek wszedł admirał. Samolot odlatywał i artyleria okrętów wojennych przestawała hałasować. błękitne zadumanie objęło cały świat. strzelając ze wszystkiego. przydzielony do korpusu ekspedycyjnego sił jego królewskiej mości króla Anglii. by podnieść ciężka trap wraz z admirałem.. Wynurzyła się duża "pierś marynarska". Nic dziwnego. dowożąc wojska desantowe z podniesioną na maszcie flagą dowódcy konwoju. Dodałem. . Przypominało to plantatorów odpędzających nalatującą szarańczę przez wytwarzanie hałasu. że meldowano z kosza na maszcie dymy zbliżającej się eskadry. tego 'który wyruszył z nami na podbój Norwegii. iktóry o mało co nie stał się samodzielną jednostką pływającą. Parę minut później znów podnosiliśmy flagę dowódcy.

obawiałem się słusznie.. Zgodnie z przepisami. Od strony krążownika i zbliżającej się floty francuskiej słychać było kanonadę. słychać kanonadę. Wysoko w szafirze zawisł nad nami złowieszczy ptak germański. Uśmiechnęliśmy się obaj patrząc na niego. Rozpoznaliśmy w nim natychmiast przeciwlotniczy krążownik angielski. że przyjaciel nasz z wielu lat wspólnego pływania. a lecące właśnie na nas bomby . JEST OMYLNY. kolega z tej samej szkoły . że do maszyn dałem "całą naprzód". by mogła wziąć udział w naszej obronie. Stojąc na skrzydle obserwowałem oddalający się samolot ścigany chmurkami rozpryskujących się pocisków. Statek jakoś nie wylatywał w powietrze. Jest to najszybszy sposób (budzenia w nagłej potrzebie. Ale teraz powstało pytanie. Admirał. ale bez przekonania. Najlogkzniej byłoby. PIKRAT! PIKRAT! WYLECIMY W POWIETRZE . że już więcej nic ciekawego w życiu nie zobaczy. Ani jednego okrętu. jeżeli będzie coś ciekawego. trzymając lornetkę przy oczach.Admirał jak zwykle nic nie odpowiedział i wyszedł na skrzydło mostku zabierając moją lornetkę. W przegródce pod A. Na pokładzie pozostało słońce i wrażenie. gdybyśmy w dalszym ciągu leżeli na kursie north? Oficer wachtowy nastawił zegar na początek "zygzaka rodowego" Kruka. Jednocześnie sternik zameldował. Wpadłem do nawigacyjnej i śpiącemu 'kapitanowi wykręciłem duży palec u nogi. Kapitan poszedł z powrotem do nawigacyjnej. Należało więc się pośpieszyć. ale jest zbyt daleko. co przeżyliśmy przed chwilą. żeby go obudzić. Uśmiechaliśmy się patrząc. Kapitan był jak zawsze bardzo spokojny. "złocisty to był dzień". Wzrokiem wskazałem Kruka. że flota francuska zbliża się od zachodu. by zmniejszyli szybkość. z eskorty nie ma w zasięgu widzialności. . przygląda się nam z napiętą uwagą. które osiągnęło po raz pierwszy chyba swą maksymalną granicę. tak by tego nie dostrzegł. z prawej burty. Ale ponieważ prosił. Jednocześnie dałem rozkaz do maszyny. a przy tej ilości amunicji. Po tym.German cruiser! Po polsku znaczy to tyle. Wróciłem do sternika i kazałem położyć się na poprzedni kurs. jaką byliśmy załadowani . patrząc tym razem w niebo. Leżąc na kursie west. W tej chwili przed dziobem padł pocisk. ale trochę przybladł słuchając mego "ciekawego" opowiadania. Wszystko to miało za zadanie zmniejszyć nas jako "cel" dla krążownika. który już kiedyś nas eskortował. Napięcie nerwowe na mostku.nikt z nas nie próbował nawet jej ukryć. Natychmiast po tym zabiegu mogłem go poinformować. że uważa nas za pomylonych: ludzie uśmiechający się do lecących na nich bomb nie mogą być normalni! Uczuliśmy straszliwy wstrząs. który wysunął się zza wyspy.zwiększyć odległość. że to niemiecki? . Wraz z kapitanem zaczęliśmy się przyglądać niemieckiemu krążownikowi. co tak źle strzela. że leżymy na kursie west. że. natomiast . że leżymy teraz na kursie north i że pierwszy pocisk padł przed dziobem. wydał się nam gołębiem. Co by było. byliśmy zwróceni do krążownika lewą burtą i stanowiliśmy wspaniały cel. jeszcze trochę pospać. Porządkowałem w myśli zaszłe wypadki i szufladkowałem w głowie zdobyte doświadczenia.musieliśmy natychmiast wylecieć w powietrze. wslkazywał ręką na oddalony od nas o dwie mile krążownik. Z szafiru nieba zniknął ostatni ślad pocisku.. jak lecą: dwie. że o dwie mile za rufą znajduje się niemiecki krążownik. Zasępiony admirał zniknął gdzieś z mostku. dając trzy razy maprzód. co niemiecki krążownik. Wyskoczyłem na skrzydło mostku.obecnie starszy mechanik naszego transatlantyka. Pozostała jeszcze kwestia obudzenia kapitana. Za chwilę usłyszałem jego złowieszcze krakanie: . Wybiegliśmy na mostek.nic nie znaczącym drobiazgiem. gdyby tę ostatnią podróż odbył we śnie. w teczce zatytułowanej ADMIRAŁ. Nie było wątpliwości. Dodałem jeszcze.spytał kapitan. zanotowałem zdanie: ADMIRAŁ NIE JEST PAPIEŻEM MORSKIM. zmieniło się w radość . czarne! W tej samej chwili spostrzegliśmy. to jest: "tyle co koń wyskoczy". Wszelkie alarmy właściwie nie miały znaczenia: następne pociski musiały w nas trafić.W jaki sposób doszedłeś do wniosku. do kogo strzela nasz przeciwlotniczy sojusznik? Znów wyskoczyliśmy z kapitanem na skrzydło mostku. dopadłem telegrafu maszynowego. Sternikowi kazałem położyć się na kurs north. Niemiecki krążownik walił z wszystkich dział. Olbrzymie fontanny wody wytrysły tuż przy dziobie. ale pociski w nas nie trafiały.

Witamy ich entuzjastycznie. W naszych kabinach pełno jest opisów i ilustracji na temat tragicznych \vydarzen z września. czy położyć się w ubraniu. Postanowiłem więc' nałożyć swą uroczystą "śmiertelną" koszulę. Czekające niebezpieczeństwa wydają się nam jakimś zadośćuczynieniem za to. Na prawach pamiątki z domu rodzinnego trafiła razem ze mną na "Piłsudskiego". z powodu swych fioletowych pasków. by godnie przyjąć aliantów. Na "Chrobrym" znajdującym się w tej chwili w pobliżu Lofotów. Gubimy się jednak w szczegółach.JLt szedłem z mostku. wyjaśniając. Każdy bez wyjątku brał w jedną garść solniczkę. Podchodzimy coraz bliżej do tego martwego widma. Przez lornetki dostrzegamy zupełną pustkę na pokładach olbrzyma. Ostatni ich odcinek pod nazwą "kampania norweska" rozpoczął się na olbrzymiej redzie koło Greenock w Szkocji. bezpośrednio po skończeniu gimnazjum. Żyjemy tym. wysilił na przyjęcie sztabu cały swój kunszt kulinarny. Położyłem się do koi i przed zaśnięciem usiłowałem zaprowadzić jakiś ład wśród chaotycznego tłumu pędzących myśli i wspomnień. przeklęci Polacy. w momencie zakończenia wysadzania z naszego transat-lantyka "Chrobry" pierwszych oddziałów wojsk angielskich w Norwegii. jakie wrażenie wywołają przygotowane specjały. który miał się rozpocząć za dwie godziny. tradycyjnej bazie brytyjskiej Home Fleet. z dopiskami . które zmieniają się w nich samych . Gdynia 1961.Ci ludzie nie mogą mieć właściwego sądu o innych rzeczach.wydał ostateczną konkluzję szef kuchni. którzy przychodzili do mojej kabiny i pytali. Teraz wspomnienia gnały w niezliczonych ilościach. by walczyć w Norwegii. W pustyni tej widzimy tylko jeden wielki pancernik. Wymarli na dżumę czy na cholerę? Co to może być? Ani jednego człowieka. Przedtem można było jak gdyby śledzić jedną jakąś myśl wędrującą przez odpowiedni dla niej krajobraz. Jest to już dziesiąty miesiąc drugiej wojny światowej. zamiast dać Niemcom autostrady. że kto przeżyje ten dzień. że od tych ludzi nie możemy spodziewać się rozsądnej oceny sytuacji. Tym. Olbrzymia reda pozbawiona krajobrazu. mając na pokładzie dowodzącego konwojem admirała. z powodu których oni są zmuszeni jechać teraz. nania. W kampanii tej zmienił się zupełnie nasz sposób myślenia i wspomi* Patrz opowiadanie Autora: W drodze do Nowej Zelandii. udał się do salonu i dyskretnie obserwował zabierających się do jedzenia oficerów. co ma oznaczać owo czerwone kółko . że przyjemniej będzie raz jeszcze rozebrać się. ale w odpowiedzi słyszymy. I że rozpoczęliśmy wojnę jak głupcy. Nie mamy już wątpliwości.*"Narysowałem je przed miesiącem. Do 15 maja brakowało tylko dwóch godzin.odpowiadałem ogólnikowo. Zgodnie z kalendarzem moment uznałem za poważny. Miałem przed sobą perspektywę czterech godzin snu. Nigdzie ani żywej duszy. pełniłem funkcję starszego oficera i za cztery godziny miałem zmienić kapitana. na najszybszych pojazdach. co się TAM działo i dzieje. Zdecydowałem w końcu. często przemieszane ze sobą bez żadnego związku i logicznej ciągłości. że nie braliśmy czynnego udziału w obronie kraju. Chcąc zobaczyć na własne oczy. w drugą pieprzniczkę. koło 67° szerokości północnej.pierwszy przystanek w Scapa Flow na Orkadach. Staramy się go zidentyfikować. Wydawnictwo Morskie). i jak z rogów obfitości zasypywał tym czarnobiałym pyłem najwytworniejsze potrawy. czy też rozebrać się i wypocząć. * W drodze do Norwegii . że jest to battleship. * Przybywają pierwsze oddziały tommies. Ale co mu się przydarzyło? . . że liczba "15" otoczona była czerwonym k6łkiem. Wędrowała sobie parokonnym zaprzęgiem drogami przez lasy lub pola. przetrwała pozostałe. skąd wyruszyliśmy jako okręt flagowy. (Znaczy Kapitan.wydarzeń przy datach. będzie prawdopodobnie żył jeszcze bardzo długo. Dzień 15 maja różnił się tym od innych. Przed wielu laty. Widniały na nim wszystkie dni kwietnia i maja 1940 roku. * Po wyjściu z Greenock czekamy w jednym z portów wschodniego wybrzeża Szkocji na zaokrętowanie się oddziałów desantowych. Nie byłem zdecydowany. Postanowiłem spotkać w niej dzień 15 maja 1940 roku. Spojrzałem na zegarek. Ta. zostałem zaopatrzony przez Matkę w kilka koszul. Wchodząc do kabiny mimo woli spojrzałeip na kalendarz. Nareszcie będzie się coś działo: ofensywa aliantów. że jesteśmy bloody Poles. za co spotkała nas zasłużona kara. Nasze wzburzenie stara się uspokoić szef kuchni. gdzie posłużyła mi jako koszula nocna w ostatniej jego potrzebie*. Szef kuclhni. jeśli nie mają o tych. które mi się nie podobały.

Na obroży pod gardłem wisiał krążek z napisem: Oslo. gdy z trudem udało się nam zatrzymać najbardziej zdyscyplinowaną armię świata w jej rozpoczętej akcji. W jednym z nich rzuciliśmy kotwicę. gdy przyglądaliśmy się z mostku. otworzyliśmy ido niego ogień ze wszystkiego. Zwycięstwo ich mogło się przejawić w dobrze spełnionym obowiązku. Załoga zebrała się w największej sali. Gdy przebrzmiały ostatnie słowa pieśni. Najdłużej strzelało działo "Chrobrego".tytuł tej książki rozpalał niegdyś dziecinną wyobraźnię chęcią zobaczenia zatoki. Po długim i bezskutecznym ogniu wszystkich stojących w fiordzie okrętów samoloty zrzuciły to. który miano pociąć na złom. Fiordy zobaczone pierwszy raz na mapie przypominały zjeżoną sierść na karku niedźwiedzia znieruchomiałego nad Europą. Na salę wszedł siwy admirał z biblią w ręku. Po chwili dowiedzieliśmy się. zaproponował. nigdy nie zginie". wyk"onana ł drewna i umieszczona na kadłubie jakiegoś starego statku. Staliśmy w asyście wielkich pancerników. W parę chwil później dzwonki alarmowe oznajmiły. Dowodzący konwojem admirał. nie trafiając nikogo. którym był Nordkapp. co było do strzelania na "Chrobrym". Po angielsku nazywa 6ię dummy battleship. coś Polskę. Pełni byliśmy wiary w powodzenie wyprawy i zwycięstwo. Na niebie widoczny był już tylko jeden samolot . w jakich się okręt znajdzie.wasz ptak. zadałem mu pytanie: . Zwodnicza iluzja potęgi.odezwały sią wszystkie ełośniki na "Chrobrym". Huraganowy ogień całej zgromadzonej floty zdołał zniszczyć jedynie mit o skuteczności obrony przeciwlotniczej okrętów wojennych zaopatrzonych w silne baterie specjalnych dział. nie oddającym ściśle ducha bojowego. Pieśń zrobiła wielkie wrażenie na admirale. wspólnie z okrętami jego królewskiej mości króla Jerzego VI. Krew w nas krzepła. * NAD DALEKIM CICHYM FIORDEM . i repetuje ostrą amunicją. Modlitwa przed bitwą odpowiadała nastrojowi dhwili. krążowników i destrojerów. * Nasza gorąca polska krew zamieniała się powoli w zimną angielską na widok tommies zaprawiających się we władaniu bronią palną. którym za broń w tej walce miała posłużyć wyłącznie własna praca. by mieć wygodne oparcie. by załoga zaśpiewała którąś ze swych pieśni. Zarządzenie admirała spodobało się załodze.. Cease jirel Zaprzestać ognia! . Załoga wybrała Boże. Jest to naturalnej wielkości makieta pancernika. że nasz transatlantyk został wyróżniony prawem uczestnictwa w akcji w pierwszej linii bojowej. Stary admirał otworzył biblię w miejscu założonym czarną taśmą i zaczął głośno czytać wybrane na tę chwilę przez siebie wersety. Dziwni to byli rycerze.nie chciało tak łatwo przeniknąć do świadomości tommies. a sierść fiordów zjeżoną najbardziej na głowie ciągnęła się aż do ogona. jeśli zestrzeli się samolot zaprzyjaźniony? odpowiedź brzmiała: be sorry! Niech ci będzie przykro. oznaczało: Atakuj! Miażdż! Rozbijaj! Samplot okazał się brytyjską łodzią latającą typu "Sunderland". Omawiając z kapitanem epizod z zestrzelonym przez "Chrobrego" samolotem. Na pytanie: co będzie. która tak śpiewa. co chciały. jak jeden drugiemu przykłada lufę karabinu do brzucha. Naraz ujrzeliśmy. że jesteśmy przedmiotem zainteresowania ze strony samolotów niemieckich. której norweska nazwa brzmi jak nazwa kwiatu. który podniósł swą flagę na "Chrobrym" jeszcze w Greenock. pełni zaufania w powodzenie niezwyciężonej Nawy. które dla wykorzystania okazji "ćwiczyło sią" jeszcze po zaprzestaniu ognia przez całą eskadrę. admirał potrafił tylko powiedzieć: "Załoga. że samolot zaczyna -dymić i spada. że samotnie idący statek powinien otwierać ogień do KAŻDEGO nadlatującego samolotu. I nic! Zakrzepła w nas krew stawała się zimna i wcale już nie kipiała. Otworzyć było łatwiej niż zaprzestać. Za chwilę "nasz" admirał otrzymał od admirała głównodowodzącego depeszę zawierającą dwa lakoniczne słowa: your bird .cel naszego działa. Gdy skończył. Ich dewiza. I oto znów fiordy.Nic.Attention! Attention! Uwaga! Uwaga! . W wiele lat później w podróżach wycieczkowych na naszych transatlantykach poznaliśmy fiordy jak własną kieszeń. zarządził natychmiast zbiórkę całej wolnej od służby załogi na wspólną modlitwę przed akcją. brzmiała: Push! Crash! Smash! Co w dowolnym przekładzie. bez względu na warunki. . Szczęśliwie tylko jedna trzecia groźnego hasła bojowego została wykonana. naśladująca głosy natury. Kapitan złożył mu meldunek o zebraniu załogi na modlitwę przed akcją. Kiedy więc nadleciał nad statek nisko idący samolot. gdy na odprawie powiedziano nam.

a "Chrobry" miał ten dar dostarczyć w całości. Uzbrojeni w karabiny z okresu pierwszej wojny światowej. O co może mnie zapytać? O ilość wojska czy ilość zapasów? Wszystko już miałem ułożone w języku angielskim. w "zyg-zak" z okrętami podwodnymi oraz "trafi . Zeszli na ląd tommies. gdzie i jak będziemy mogli Wyładować wojsko wraz z jego zaopatrzeniem.nie trafi". za angielskiego generała. "Dummy baiileship! . Na nabrzeżu zakipiało. W fiondach' niezmordowanie trwała zabawa w "trafi .nie trafi". . najczystszą polszczyzną: .Wszystko będzie gorzej niż myślisz! * W fiordowym futrze niedźwiedzim oraz wokół niego życie mieliśmy urozmaicone trzema zabawami: w ^ciuciubabkę" z flotą niemiecką.Nic się nie martw! . Generał postanowił deski podarować Anglii.po co im te haubice? Nie mieliśmy wątpliwości. Najmilsza zabawa przeciągana w nieskończoność zaczyna w końcu nużyć. generał przemówił do mnie. ile czasu może nam to zająć. W głowę zachodziliśmy . Zabawa w "trafi .orderem tym przeważnie dekoruje się nieżywych bohaterów na polu walki. gdy nasz oficer łącznikowy z asysty admirała oznajmił.. z trudem ciągnęli ze sobą osobisty dobytek zapakowany w olbrzymich worach. a potem już przez cały dzień wystawiało nas niemieckim samolotom.. co się z NIMI stanie.. Każdy żołnierz był podobno zaopatrzony między innymi w sześć czapek i we wspaniały śpiwór. Wśród takich zabaw nakazano nam w połowie kwietnia podejść do nabrzeża w Namsos. której tutaj w tym czasie prawie nie było.. Wojskiem tym dowodził olbrzymi rudowłosy kapitan ze szczotkami rudych wąsów. gdy "Chrobry" pójdzie do Szkocji? . Podczas pierwszej wojny światowej odznaczony został za życia orderem Yictoria Cross . oraz z czterech haubic. Zaopatrzenie i sprzęt składały się z żywności. zszedłem na ląd.. by nie stać się zupełnie bezbronnymi." Zmogłem się i postanowiłem podtrzymać tę angielską zabawę. głównie marmolady i dżemu. Generała nie trafili. Identyczne widzieliśmy na świetnym filmie pod tytułem "Gun-iga Din". • Czas się dłużył w bezczynnym oczekiwaniu na bomby lecące. Generał z czarną przepaską na oku okazał się Anglikiem z krwi i kości. Jego największą namiętnością było polowanie na kaczki. myśleliśmy. do strzału.nie trafi" z bombowcami. Haubice były jakby żywcem wzięte z tego filmu. Mieliśmy już wyjść w drogę powrotną do Szkocji. żeby zwodził Niemców i kluczył po wybrzeżu odwracając uwagę od właściwej akcji. Wyjaśniłem "generałowi". że śnimy.pachą trzymał laseczkę. .wprost na głowę.pomyślałem. Zasalutowaliśmy sobie i rozeszliśmy się. Do Namsos generał przybył na hydroplanie razem z adiutantem. jak wyżeł kuropatwy.Przebrali jakiegoś nieszczęśliwego rodaka. który był bardzo zwrotny i jak gdyby sam wiedział. Wyładunek przeszedł szybko i sprawnie. Kryło się na kilka stopni pod horyzontem. co należało do wojska. że jakiś patriota norweski podarował generałowi stertę desek leżących na nabrzeżu. Pod . Resztę swego życia generał postanowił poświęcić polowaniom na kaczki. Na pustym nabrzeżu zobaczyłem idącego w moim kierunku angielskiego generała.nie trafi" ustawała na chwilę jedynie w nocy. Ani jednego działa przeciwlotniczego nie wyładowaliśmy dla obrony beztroskich tommies. a sam doczekał przybycia "Chrobrego" z wojskiem i zapasami. W momencie gdy kończyliśmy sobie salutować. Podobno zakupił w Polsce majątek na Polesiu i spędził tam szesnaście lat. trafili natomiast adiutanta. Przy tej okazji stał się żywym celem do zabawy w "trafi . na jaki się zdobyłem. W taką dziurę mógł wejść tylko "Chrobry". niewidzą-cego na jedno oko. W tym cichym fiordzie doznałem najsilniejszego wstrząsu nerwowego w całej kampanii. Eskorta i "Chrobry" zaczęły oszczędzać amunicji. że pochodzą z zeszłego wieku. że jesteśmy gdzieś w wytwórni filmowej. Patrzyliśmy na tę scenę i wydawało się nam. Miał czarną przepaskę na oku. jak nam się zawsze wydawało . Gdy wyładowaliśmy wszystko. osnutym na tle walk w Indiach w zeszłym stuleciu. Gdy tylko dobiliśmy do brzegu. by zobaczyć. Rannego odesłał generał ocalałym hydroplanem do Szkocji.odpowiedział. w której nagrywa się film z czasów królowej Wiktorii.Jak długo potrwa wyładowanie? . Słońce zaczęliśmy uważać za psa (myśliwskiego. Dla rozrywki i zabicia czasu hazardowaliśmy się wyłapywaniem ryb ogłuszonych wybuchami bomb padających w pobliżu statku. co należy robić. .Powiedz.A. To miłe zajęcie przerwała druga wojna światowa. a wszystkie otrzymane od generała rozkaz^ potwierdzał tupaniem. jeśli nie będą przeszkadzały samoloty. Był to jedyny dźwięk.

Za chwilę zaczynamy pilnie zajmować się rybołówstwem. Każdy się uśmiecha jakby spotkało go coś niesłychanie miłego w życiu. Po przejściu kolejnego samolotu słupy wodne podnoszą się dookoła statku. jakby "Chrobry" uderzył kilka razy o skały. Tym razem zamiast wojsk lądowych wieziemy Navy. . między innymi stosy rękawic bokserskich. Wydało nam się.nie trafi" i bez hazardowego łapania ryb.Lepiej? Nie . Być może zabrały ich inne okręty. Żegnamy marynarzy ze współczuciem. Od momentu podejścia do fiordów rozpoczyna się znana zabawa. Wciąż nowe wyłowione ryby oddajemy do chłodni. Dwie zabawy naraz. Jednakże udaje się nam wyokrętować marynarzy bez przeszkód. czekając na wyjaśnienie sytuacji. Ale rozkaz w wojsku jest rozkazem. Zmiana kursu odbywała się na sygnał specjalnego zegara do zabawy w "zyg-zak". Chłopcy muszą mieć rozrywkę. zachowaj króla .odpowiedział kapitan. Znów ani jednego działa przeciwlotniczego. Z haubicami i karabinami niewiele można było zdziałać przeciwko bombowcom.. odcumować i szybko wracać do Szkocji. Byliśmy u szczytu sprawności w załadowywaniu daru. Sami nie strzelamy.spytał kapitana. . Usiłowaliśmy przekonać admirała. Już po wszystkim.Ale częściej. żeby się obie myliły. Tym razem ewakuować stamtąd żołnierzy. rozpoczęliśmy zabawę z okrętami podwodnymi. Olbrzymie fontanny wskazywały miejsca ich wybuchów. by zachować amunicję na ewentualne odstraszanie samolotów. Samoloty zawróciły. Marynarze mają stanowić obsadę portu. że ich wieziemy. Miało to nas uchronić od trafienia torpedą odpaloną z zaczajonego okrętu podwodnego. .Z przywiezionych przez nas ludzi niewielu wróciło na "Chrobrego". że jeden z żołnierzy. maszyny do pisania. W pełnym alarmie czekaliśmy na zrzucenie bomb. Działo nasze gotowe było do akcji ma wypadek zniżenia się samolotów. Załoga już wdrożona w nowy styl pracy. które na razie zostało jeszcze przedłużone. Nie mamy żadnej eskorty. wchodząc na pokład cisnął karabin wołając: .dnia staliśmy tak samotnie. Odwołaliśmy alarm. Zaledwie wyszliśmy z fiordu. Przyszedł wreszcie destrojer z rozkazem zmiany miejsca kotwicznego pod osłonę pancerników "Rodney" i "Renown". Wspaniały sprzęt sportowy. że "Chrobry" nawet dla Anglii może przedstawiać większą wartość. Szybko zaczynamy ich lubić i jeszcze szybciej zaczynamy odczuwać wobec nich skrępowanie za to. Wyładowujemy sprzęt. kosze do śmieci. Data 15 maja była dla mnie zgodnym wynikiem intuicji i oceny przeżytych wydarzeń. Zostało zamienione w proszek. któremu w szczególności dała się we znaki zabawa w "trafi . . Wkrótce poprzednie miejsce postoju nawet admirałowi wydało się godne tytułu: Wad dalekim cichym fiordem.nie trafi". Jest on przeciwieństwem poprzedniego: chudy. Pół . * W Szkocji zmieniamy admirała. Przy drugiej zmianie kursu zobaczyliśmy wysoko na niebie goniące nas samoloty. polegającą na okresowych zmianach kursu w nierównych odstępach czasu. smutny pesymista. Opowiadano na statku. Przed położeniem się spać czerwonym ołówkiem zakreśliłem kółko na kalendarzu dookoła daty 15 maja.Dotychczas cały wyładunek odbył się bez zabaw w "trafi .bo ja nie mogę. nikt nas nie broni. gdyby chciały się zniżyć.. Gdy rzuciliśmy kotwicę w cieniu tych dwódh kolosów. "nasz" admirał pierwszy raz się rozchmurzył: .pomyślałem schodząc do kabiny. gdy admirał zawiadomił nas.A co? Będzie teraz lepiej? . Stoły składane. który będzie bazą zaopatrzeniową. Wobec tego załoga pokładowa zaczęła rwać się do roboty. gdyby na przykład przyszło zabierać wyładowane w Namsos wojsko aniżeli stertę desek. * Idziemy po raz drugi do Namsos. "To dłużej niż miesiąc nie może potrwać" . Stajemy na kotwicy opodal miejsca ich lądowania. Chyba. nastawionego uprzednio na obrany numer schematu zygzakowania. że mamy przerwać to zajęcie. otoczonych sforą de-strojerów i lekkich krążowników. Według zgodnej opinii załogi "Chrobrego" miasteczkiem Namsos można wyczyścić zęby. Stłoczone w fiordzie okręty stanowiły większą atrakcję dla bombowców niż samotnie stojący transportowiec. więc współżycie ze smutnym admirałem układa się bez nieporozumień.God save the King! Boże. czarny. byle te szczapy załadować jak najszybciej.

* Kampania norweska jest bogata w niespodzianki. Goście poprosili. W opowiadania o szarżach kawalerii na czołgi wplótł się Polonez a-dur. Rzeczywistość wróciła w postaci pułkownika strzelców podhalańskich. generale. Był na pokładzie. rozbierać. Na polu walki zostały całe szwadrony. że idę z takim zapasem kuł do rewolweru. Zabawy przez to wcale nie ustawały. nigdy nie kończący się rejs. W każdym opisie walk jeden i ten sam motyw: niewspółmierna przewaga niemieckiego "wojska. Wobec tego staraliśmy się nie stać na kotwicy. na szerokości Lofo-tów. Pułk zadanie wykonał. Zakochany w swoim nowym okręcie. w kilku zaledwie taktach oddany najwspanialszy opis zwycięskiej bitwy pod Wiedniem i znów w triumfalnych taktach poloneza powrót husarii. ogarnęło mnie tylko jedno pragnienie: oby mgła trzymała się jak najdłużej.I znów nowość pełna uroku. krążownik przeciwlotniczy "Cairo". który był na "Gramie". nad dalekim cichym fiordem. a "Chrobry" wraz z nimi. Energia. W Harstadzie dowiadujemy się o wielu stratach. bym i ja mógł wyspać się spokojnie. idącą do boju. Biała noc na Lofotach wraz z wieścią o potopie przyniosła nowe opisy bitew. uzgadniając tylko pozycję i czas. która spowiła fiordy. kąpać i jeść możliwie spokojnie. * Wypadki szybko przesuwają się na północ. że w tym napięciu ujrzałem króla Sobieskiego i defilującą przed nim w rytmie poloneza. nieprzyjaciel do dnia następnego nie ruszył się z miejsca. by dać możność wycofania się własnej piechocie.Gąsiorowskiego. Tym razem to Marsz. pomimo że wynik wojny był z góry przesądzony.igraszką. Cała Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich sformowana we Francji znalazła się w Harstadzie. Nie dowiedzieliśmy się jedynie. nie miał siły go przeżyć. przeciw którym z naszej strony stawała kawaleria. w którym musimy się na wyznaczonej pozycji znaleźć. okazała się teraz źródłem nowych sił. siły ognia.wobec odwołania alarmu . o trafionych bombami okrętach.. Zaraz po tym dowiadujemy się o najboleśniejszej dla nas stracie: trafiony został niszczyciel "Grom". Ale gdy się dowiedział. Z doświadczenia wynikało. marsz Dąbrowski. Wrócił do swego hamaka i w nim powędrował na "Gromie" w nowy. Alarmy były już teraz zjawiskiem stałym.jak się bili i czy się bili w ogóle? Mówią kolejno wszyscy. by zagrano Szopena. gdy statek pozostaje w ruchu.tam opór stawiano. Z opowiadań bije duma. . że gdzie tylko istniała możność oporu . Jeśli nawet trwały kilka 'dni bez przerwy. mógł się uratować. Interesuje nas tylko jedno: chcemy wiedzieć .Ja z "Gromem". wydawała się nam . że odchodzi do boju: . Gościmy na "Chrobrym" jej sztab z generałem. lecz krążyć jak podczas najlepszej wycieczki turystycznej. ze schowanymi pod nią głowami.. Drżeliśmy słuchając o szarży dwóch szwadronów 18 Pułku Ułanów na czołgi pod Chojnicami. zużyta dla utrzymania czujności na wypadek trafienia. Zaledwie minimalna jej część była potrzebna do prowadzenia nawigacji. dla zapamiętania każdy miał zamiar wytatuować go sobie na własnej skórze: "żegluga we mgle jest najmilszą żeglugą na świecie". Mieli zatrzymać wroga. za kręgiem polarnym. Potem krótki. który meldował generałowi. zadecydował głośno: . Byliśmy tak wsłuchani. Żegluga przez spowite mgłą fiordy wydawała się spacerem po dobrze znanym parku..Pozwolę sobie zameldować. Z wielu opowiadań o jego ostatniej akcji i zachowaniu się załogi uporczywie wraca na myśl sylwetka jednego z najmłodszych uczniów "Karu Pomorza" . Na mostku doszliśmy do rewelacyjnego wniosku. "husarię.. to należało jednak żyć możliwie normalnie. Natychmiast po zapadnięciu mgły zeszli oni z mostku. Trzeba było kłaść się spać. że bezpieczniej jest bawić się z bombowcami. Zginął nasz znajomy. Czuliśmy się w niej jak małe dzieci pod pierzynką. olbrzymiego lotnictwa panującego całkowicie W powietrzu oraz tysięcy czołgów. jakie zdanie mieli na ten temat admirał oraz jego nawigatorzy. Pierwszy raz mamy możność usłyszeć opis wrześniowych wypadków w kraju od uczestników walk. Nawigacja wśród mgły. Gdy kapitan poszedł spać. odwiecznie uważana za najtrudniejszą. Maj przyniósł nam nowość w postaci mgły. że "Grom" tonie. Następne wojsko wyładowujemy w Harstadzie. z uczuciem bezpieczeństwa opowiadające sobie straszne bajki o wilikołakach.

stłoczono ich we wszystkich pomieszczeniach ponad normę. Była dopiero za kwadrans dwunasta. Podnieśliśmy kotwicę.dłoni pułkownika leżało kilka zaledwie kuł rewolwerowych. Scena z dzieleniem się zapasami kuł była dla nas za silna. a potem składać na dłoni pułkownika to. Olbrzymi chłopcy. Pomimo że musiało być już po północy. by przeszkodzić temu. W odpowiedzi na moje "tak" . co się stało. Brygada była wyposażona w najbardziej lichy sprzęt i małą ilość amunicji. Oficerowie zaczęli szukać po swych kieszeniach. Zamiast półbucików włożyłem buty. Mieliśmy przetransportować z Harstadu do Bodb Gwardią Irlandzką. "Może po raz ostatni?" .Jesteśmy atakowani. Ze znajdujących się na pokładach ocaleli tylko ludzie na mostku. Pokłady pokryte były ciałami poległych żołnierzy z obsługi karabinów maszynowych. kapitan marynarki. każdy dwumetrowego wzrostu. Dech nam zaparło. Zdarzenie to zostało zapisane w moim kalendarzu koło daty 13 maja 1940 roku. Zacząłem szybko się ubierać. złapałem czapkę i ruszyłem na mostek. W gardzieli trzeciej ładowni umieszczono pięćdziesiąt ton min przeciwczołgowych.angielskimi i nie otworzyli do nich ognia. Wszedłem na mostek.będzie jego kapitan.były zbyt daleko. zobaczyłem. że jest to ostatni dzień życia statku.pomyślałem.usłyszałem znajome zdanie: . Po wyjściu z Harstadu parę razy towarzyszyłem dowódcy gwardii podczas inspekcji rozmieszczonych na "Chrobrym" oddziałów. znajdowało się pięćdziesiąt ton materiałów wybuchowych w postaci min przeciwczołgowych. miękkie jak rękawiczki.stary destrojer "Wolyerine" i kanonierka "Stork". 'który dotychczas zawsze był pełen werwy i dobrej myśli. Zanim dowiedziałam się. zrobione ongiś przez mistrza gdyńskiego. wziętej teraz w dwa ognie. która już raz uratowała mi życie. Wciągnąłem podarowaną przez matkę skórzaną kurtkę podbitą baranami. W tej chwili samoloty zataczały koło z widocznym zamiarem ponownego zaatakowania "Chrobrego". Biorący udział w inspekcjach oficer łącznikowy. Wysłane pęcherzami rybimi. którego bohaterem . Okazało się.w połowie maja noc na Lofotach prawie nie istniała. chroniły przed wilgocią i można w nich było wytrzymać wiele godzin. Zamiast podłogi widniał ciemny otwór prowadzący w głąb statku. zabezpieczonym dodatkowymi płytami pancernymi i workami z piaskiem. Samoloty rzuciły bomby z bardzo bliskiej odległości. Ludzie przy dziale czuwali. rozważając . Eskortujące "Chrobrego" okręty wojenne "Wolverine" i "Stork" . Nie wstydziliśmy się łez. Schodząc z mostku do kabiny jeszcze raz obejrzałem gotowość bojową "Chrobrego". szumnie w myślach zwane "wellingtonami". Kapitan pożegnał mnie dobrą radą: . odczuwaliśmy jedynie wstrząsy. drugi za rufą . Po drodze z przyzwyczajenia otworzyłem drzwi łazienki znajdującej się przed kabiną. Samoloty lecące na małej wysokości wydały się oficerom dowodzącym obroną "Chrobrego" . Patrząc teraz z mostku. Huku prawie nie było słychać. co zaszło. Załoga i wszyscy oficerowie mieli założone hełmy i pasy ratunkowe. Ponieważ żołnierze zaokrętowani byli na krótki przelot Harstad . W jej gardzieli. Złapałem szybko słuchawkę. w kabinie było widno jak podczas pochmurnego dnia . Zjawiła się wreszcie nasza eskorta .Bodb. wydał mi się zgaszony i smutny.zgodnie z tradycją . które wybuchały koło burt. co każdy mógł dać ze swego przydziału. które jakoś same cisnęły się do oczu. w wypadku wpadnięcia do wody mogły być z łatwością zrzucone z nóg. W tej samej chwili odczułem wstrząs kadłuba i zaraz po nim drugi. Wśród sypiących się wokół nas bomb czekaliśmy na rozkaz wyjścia. po jednej lub dwie kule. Zostaliśmy zaatakowani przez dwa bardzo nisko lecące samoloty. Podczas całej kampanii norweskiej nie mieliśmy jeszcze na statku tak dużej ilości wojska. że z nadbudówki za trzecią ładownią wydobywają się kłęby dymu i płomienie ognia. pomimo bezwzględnej co do tego instrukcji. Stał teraz na skrzydle mostku. * Następnego dnia przyszedł rozkaz załadowania czołgów. Przy ustawionych na pokładach karabinach maszynowych obsługa gotowa była do otwarcia ognia. Dowódca starał się swą troskliwością dodać żołnierzom otuchy.jeden przed dziobem. Paliła się również nadbudówka tuż za mostkiem. nie miałem wątpliwości. Wybuch bomb na pozór nie wydawał się groźniejszy od tych. przed trzebią ładownią.Spij szybko! Zbudził mnie dzonek telefonu stojącego tuż przy koi. że łazienki nie ma. Również skutki ognia ich karabinów maszynowych były straszne.Na wyciągniętej .

słuchając jak "gca w nich śledziona". Przy rozstaniu powiedziałem: . O tej godzinie. Wpadliśmy do pomieszczeń. starszy mechanik miał na imię Zygmunt i łączyła mnie z nim taka sama przyjaźń i często te same szlaki od Szkoły Morskiej do obecnego rejsu. ale nawet nie przygasiły. na tapczanie w kabinie. Przyznawał.sytuację. Podszedłem do kapitana. jak zwykle wytworny i opanowany. jak to będzie konieczne. którzy "żyli" z nawigatorami.takiej żeby można było ją mieć w kabinie i widzieć dokładnie. by dać możność przejść tym wszystkim. zanim ostatni człowiek z niego nie zejdzie. że wyrobił sobie swoisty sposób dozoru wszystkich swych koni mechanicznych. Wyglądało to tak. że może uda nii się go wyciągnąć. Ja miałem przejść za drugą zasłonę utworzoną z dymu za trzecią ładownią. Nie miałem wątpliwości. co się w niej dzieje podczas pracy. Widocznie uszkodzony był rurociąg albo na wszystkich sekcjach. gdzie się paliło. mieliśmy rozpocząć opuszczanie łodzi ratunkowych z żołnierzami. jeśli da się jeszcze manewrować maszynami. Wśród dymu widoczna jeszcze była droga przez korytarz w kierunku kabiny starszego mechanika. Nie wiedzieliśmy.z prawej strony na samej krawędzi. jak naim się wydawało. dowodziłby całą Ordą Oczakowską i zasłynąłby jako "sokół stepów Akermanu". załogą hotelową i wolną . Stanęły mi w pamięci lata spędzone wspólnie na szlakach naszych pierwszych transatlantyków.maszynową. kiedy zamiast wyjść na miasto musieli doszukiwać się "chorej śledziony. w której trafiły "Chrobrego" bomby. Nazwisko swe wywodził od Deja z Oczakowa. z których wydobywał się ogień. Zdecydowaliśmy się na próbę opanowania ognia za pomocą wody z hydrantów i gaśnic. Marzył o skonstruowaniu jakiejś miniatury maszyny okrętowej . Ponieważ nie można było ugasić źródła ognia. nie mający tych samych kawaleryjskich za-miłowań. ale nie darował nigdy okazji. W dawnych jeszcze czasach miewał bardzo zatroskany wyraz twarzy. Kiedyś w tajemnicy przyznał się. że lepiej sobie w takiej sytuacji tymi sprawami głowy nie zaprzątać. Były bardzo twarzowe. powinien był spać zawinięty w długi ciepły szlafrok. szczególnie tych. Kapitan postanowił pozostać na mostku. Zygmunt był jednym z tych dziwnych mechaników. Z zazdrości dokuczaliśmy mu słowami piosenki: Co temu winien Zygmuś. .srebrne . zająć się gaszeniem tamtego ogniska i tam pozostać. Ale pięćdziesiąt ton min między płomieniami było czymś zupełnie wyjątkowym i mogło zmusić do opuszczenia statku w chwili najmniej spodziewanej. by utrzymać prawą burtę jako nawietrzną. Największy ogień buchał z klatki schodowej.. że przygotowany jest do wypełnienia obowiązków kapitana .. gdyby żył przed kilkoma wiekami. Stał teraz. nałóż pas! W odpowiedzi usłyszałem. Postanowiliśmy przydusić chociaż na jakiś czas płomienie.do pozostania na okręcie tak długo. Oprócz złotych palm na daszku miała dodatkowe . Strumienie z kilku gaśnic skierowane w buchający ogień nie tylko go nie stłumiły. postanowiłem dotrzeć do jego kabiny w nadziei. by "na proszek" nie rozebrać jakiegoś "tabunu" i nie wyszukać chorego "konia". którzy by się jeszcze znajdowali pod pokładem. Pochodził ze Zduńskiej Woli. bo się wówczas łatwiej myśli o tym co potrzeba. Po otworzeniu zaworów z hydrantów nie spłynęła ani jedna kropla wody. przyglądając się płomieniom. Pełna znajomość teoretyczna przedmiotu pozwalała mu na bardzo wnikliwe dochodzenie szmerów w organizmach maszyn. która nie grała". Inni biegli z gaśnicami. którzy tam byli. "błogosławili" go zawsze w portach. Młodsi jego koledzy. zdążyli już wyjść. W tym momencie nadbiegł jeden z naszych oficerów i zameldował. którzy stali na mostku. jeśli leży tylko ogłuszony. od chwili gdy się zjawił w szkole z półdyplomem Akademii Górniczej. Sądząc po jego wyglądzie. że jest taki śliczny? To przecież zbrodnia taki wygląd estetyczny. usiłowano gasić ogień za pomocą znajdujących się tam hydrantów. że cały sztab i wszyscy pozostali oficerowie Gwardii Irlandzkiej zginęli w barze. Zwróciłem uwagę na dziwną dekorację czapki kapitana. zupełnie bez powodu. i nie opuszczać go tak długo. Gdyby akcja ta zawiodła. by omówić kolejność postępowania. że niekiedy nocami nie sypiał z tego powodu. Do ostatniej chwili miała zostać na statku załoga pokładowa.tfte King!" * Po przejściu przez dwie zasłony z dymu natknąłem się na grupę marynarzy rozwijających już węże pożarowe. Znając dwa języki obce zebrał dużą bibliotekę fachową. gdzie zebrali się. Przypomniały nai się wszystkie podróże z nim na żaglowcu szkolnym "Lwów". Podobnie jak kapitan. jak gdyby olbrzymi stóg słomy usiłowano zgasić wodą ze strzykawek lekarskich. by zgodnie ze swym rytuałem zakończyć angielski dzień toastem: "Gentlemen . czy ludzie.Zygmunt.

Poleciłem marynarzom rozwiesić na nie objętej ogniem i dymem prawej burcie siatki do ładowania. Wszystkie zbiorniki z powietrzem były poprzebijane. z którego skakali.należy je niezwłocznie spuścić. Liczyłem na to. że skakanie do wody jest w tej chwili samobójstwem i że zawsze mają na to czas. po ich spuszczeniu należało wyciągnąć na pokład talie i włączyć do "klapbotów". Przede wszystkim należało przerąbać liny. Żołnierze. że akcja gaszenia zawiodła i że będziemy spuszczali łodzie ratunkowe i tratwy. a przynajmniej nie w tym miejscu i nie taką. o której cała załoga wiedziała. że to nie Zygmunt. by zobaczyć. że mam przed sobą Irlandczyków zacząłem swe podniosłe przemówienie od słów: . Skoczyłem naprzód. runęli do nich żołnierze. którymi szalupy były nieomal spowite w celu zabezpieczenia przed dużą falą oceaniczną oraz ewentualnym zerwaniem się od podmuchów bomb. że ci co wyskoczyli pierwsi. Po kilku krokach dymu już nie było. Okręty z eskorty zbliżyły się trochę do "Chrobrego" i otworzyły ogień do samolotów. Właśnie w tej chwili musicie się opanować! Wydawało mi się. Do kabiny było jeszcze daleko i już miałem zawrócić. Dotarłem z nim do wyjścia. by zabrać się do spuszczania "klapbotów".szły: "Dzieci i kobiety najpierw". Po cię-rzarze ciała zorientowałem się. Okazały się jednak bezużyteczne . iż gaszenie obu ognisk pożaru nie da żadnego rezultatu. Jedyną nadzieją ratunku było.chyba żeby jakiś z inich nie wiedział. by zaczęli mnie słuchać i że jak przestanę. który by nad nimi objął komendę. dobić do "Chrobrego".Nabrałem powietrza w płuca i wszedłem w płonący korytarz przysłonięty dymem. iż widzieli mnie kilkakrotnie na inspekcji w towarzystwie swego dowódcy i może mnie posłuchają.tak zostały posiekane kulami. Zaszedłem im drogę do relingu. zaczęli szaleć. że nie będzie można dojść do łodzi ratunkowych . wołając: "Atten-tion! Attention!" Wdrapałem się na reling. jakby do łodzi ratunkowych . tak by utworzyły na całej szerokości burty olbrzymią drabinę. Wyskakiwali za buntę. Odwróciłem się jeszcze raz. widząc. Posłałem jednego z marynarzy na mostek do kapitana z zawiadomieniem. że gdy wypuściłem z płuc powietrze i chciałem zaczerpnąć świeżego. Przemawiałem więc dalej: . Nad nimi zawieszone były zwykłe szalupy. gdy dojrzałem w oddali leżące na podłodze ciało. tlące się ubrania i duszący dym wykonać czynności przewidziane przy spuszczaniu szalup. Ani jeden marynarz nie opuścił swego stanowiska. że stały w miejscu. Ten człowiek ważył chyba dwa raizy więcej. a tam zabrali go marynarze. Marynarce z załogi pokładowej stali spokojnie. złapałem nieprzytomnego na ręce i usiłowałem jak najszybciej wydostać się z żaru. a razem z nimi załoga hotelowa. jak gdyby wszystko to odbywało się podczas wycieczek turystycznych w ubiegłych latach do tych samych fiordów. Nie powstrzymało ich nawet to. żeby mnie widzieli i zapominając. Na pokładzie pozostały już tylko . tylko długie języki ognia na kształt ogromnych liści tworzyły płomienną aleję.Anglicy! Słyniecie z zimnej krwi i opanowania. iż mamy załadowaną amunicję. Kiedy przeleciał. wydało mi się. Niektóre stanowiska przy łodziach znajdowały się już w ogniu. Zanim ogień rozprzestrzeni się tak. czy nie uda się jednak dotrzeć do kabiny Zygmunta. Zobaczyliśmy samolot ponownie nadchodzący na małej wysokości. Załadowano rannych. zeszliśmy więc o pokład niżej. Ubranie tliło się na nim. Sam postanowiłem uspokoić w jakikolwiek sposób żołnierzy i przekonać ich. że muszę mówić jak najdłużej. że połykam ogień. w którym na dawnych transatlantykach umieszczano stary typ składanych łodzi ratunkowych. * Nie miałem teraz wątpliwości.^klapboty" . Nie było ani jednego oficera. W chwili gdy zaczęliśmy spuszczać szalupy. by nie zwracając uwagi na płomienie. ale droga do niej była już nie do przebycia. to znów zaczną skakać do tej lodowatej wody. Żar panował tak wdelki. że któryś z okrętów podejdzie do burty i zabierze oszalałych z przerażenia żołnierzy. Trzeba było ogromnego samozaparcia. wróciliśmy. siztywnieli natychmiast w tym zlewisku lodowatej wody. a gdy szalupy zeszły na wodę. że więcej łodzi ratunkowych nie ma. po której wszyscy będą mogli szybko zejść. Większość łodzi wolała zresztą trzymać się jak najdalej od statku ze względu na spodziewany wybuch amunicji.zgodnie z przepisami . samoloty znów otworzyły ogień z karabinów maszynowych.szalupy zwane tak ze względu na to. Okrętom wojennym nie wolno było dobijać do palących się statków z amunicją . zanim jakaś łódź ratunkowa zdołała do nich podejść. jeśli jakiś destrojer odważy się.

Powstały one pod wpływem oglądania pewnego rysunku w książce.myśl ta przypomniała mi. Nie wiedziałem. że oczekiwanie na taki moment stanowiło spełnienie moich marzeń dziecinnych. czy długi lot w powietrzu. zanim okręty eskorty nie podejdą. Po przyjściu do domu pokazałem ją ojczymowi. Żołnierze na pokładzie uspokoili się. wydały mi się blade i bezbarwne wobec płkratu. Bohaterowie tamtych opowiadań przeważnie zwyciężali i wychodzili cało. Nie rozumiałem. po których będziecie mogli zejść spokojnie na destrojery. którego eksplozja na placu Sorbony w Paryżu oraz ilość osób. Z dziobu wydobywały się kłęby dymu. Różniła się tym od wszystkich innych przeżytych dotychczas. Krzyk dochodził od strony wody. czy nic nie ma. umieścił ładunek pikratu na opisywanym przez siebie okręcie. Na razie mamy dużo czasu.You arę English! Control yourselves! Jesteście Anglikami! Panujcie nad sobą! Naraz usłyszałem krzyk. * Ogień. co jest po śmierci. Najbardziej tragiczny głos. by go ostrzec przed niebezpieczeństwem. a krzyk potężniał. przestali skakać do wody. że tajemniczy dla mnie pikrat to bardzo silny środek wybuchowy. Na razie nie ma co robić. który wydał mi się najlepszy w danej chwili: . Któregoś dnia trafiła mi tam do ręki książka. Samoloty nie przestawały krążyć nad "Chrobrym". nawet bitwy morskie.. niż zdołamy coś sklecić. skąd pochodzi i kto krzyczy. stawał się coraz bardziej przeraźliwy. Nie mieliśmy od nich żadnego sygnału. że nie wymagała już żadnej walki. Nad strzelającymi wciąż "Wolverine" i "Stork" widać było lecące w nie smugi świetlne. żadnego znaku. Żołnierze czekali na obiecane przeze mnie podejście okrętów wojennych. które wówczas zginęły wstrząsnęły całym światem. mieszczącej się przy placyku Orzeszkowej. której tytułu zapomniałem. Od tego zależy wasz ratunek. Pod rysunkiem był podpis: "PIKRAT! PI-KRAT! WYLECIMY W POWIETRZE!" Kim był ten tajemniczy Pikrat? Prawdopodobnie przyjacielem biegnących. Wytłumaczył mi. by naprawdę znaleźć się w podobnej sytuacji na okręcie. Tych pięćdziesiąt ton min w gardzieli trzeciej ładowni musi eksplodować. Widocznie autor książki. Głos. ale byłem już zapisany do czytelni pań Żukowskich w Wilnie. będąc również pod wrażeniem tego wypadku. który pożerał "Chrobrego". Większość z nich zeszła na rufę. Spieszyli się. Naturalnie wybrałem tę książkę. Nic. ale na zawsze pozostał w pamięci rysunek przedstawiający ludzi biegnących w popłochu po pokładzie okrętu. zmagania się żeglarzy z burzą. Zaraz będę wiedział na pewno. jak kapitan może jeszcze wytrzymać na mostiku. Samo przejście z jednego stanu w drugi przestało być straszne. Na burcie wolnej od ognia i dymu rozwieszone są siatki. Za chwilę odkryje się tajemnica tego. którzy wysunęli głowy przez iluminatory. Na budowanie jakichś tratw ze stołów . Wybuch pikratu podniecił i moją wyobraźnię do tego stopnia. Musicie się uspokoić. Jeśli przedtem nie wylecimy w powietrze. Przemówienie swe zakończyłem głośnym okrzykiem w formie rozkazu. Załoga pokładowa kończyła rozwieszanie siatek. by się przez nie mógł wydostać człowiek. Dostanie się do nich było niemożliwością. tratwy i ciała gwardzistów irlandzkich. zaczynał nas spychać na samą rufę. Musicie zaczekać. czy będzie to zmiażdżenie lub unicestwienie przez rozsypanie się w kawałki.walki korsarzy.. Wychyliłem się za burtę i zrozumiałem wszystko. Wszystkie inne bohaterskie wyczyny na morzu . by was zabrać. Zapragnąłem wówczas przeżyć podobną chwilę chociażby za cenę życia. "Wylecimy w powietrze!" . Mostek ogarnięty był płomieniami. I oto chwila ta nadeszła. którzy wyskoczyli za burtę. któremu nikt nie pośpieszy z pomocą i któremu nikt nie pomoże. czy z "tamtej strony" coś jest. . Nie chodziłem jeszcze do gimnazjum. Obojętne czy to nastąpi przy potwornym huku. Otwory były jednak za małe. jaki zna ludzkość jeszcze sprzed czasów rzymskich: vox ćlamantis in deserto. ale tutaj zaraz nastąpi wybuch i wszyscy wylecą w powietrze. Ci. tylko na ich twarzach widniała potworna męka ludzi płonących żywcem. Zaraz odsłoni się przede mną tajemnica życia i śmierci. Część wysunęła głowy przez bulaje. Na wodzie były widocznie nasze łodzie ratunkowe. nie wołali już pomocy. Tylko spokój może was uratować. które nie zdradzały ku temu najmniejszej ochoty.Skakanie do wody jest samobójstwem. Na szalupach i na tratwach żołnierze zachowywali się spokojnie. Teraz palili się żywcem. przechodził w ryk ludzi krzyczących w męce lub ze strachu graniczącego z obłędem. Ogień szybciej tu dojdzie.. Niektóre pomieszczenia zostały odcięte podczas wybuchu bomb i żołnierze nie zdołali przedrzeć się przez ogień.za mało czasu. że się stanie. z prawej burty. Wiadomo. że przez pewien czas o niczym innym nie myślałem podczas zabaw jak o tym.

jak gdyby został zesłany na chwilę z tamtego świata. Na "Chrobrym" trupy . poradziłem więc. Nie dopytywaliśmy się. Diagnoza brzmiała: .ogarnięte żarem . Były to krople jakiegoś metalu. Porzucił ją natychmiast po wybuchu bomb i zbiegł "na dół do swych koni mechanicznych. jak gdyby wyłącznie do manewrów go zbudowano. że po to tylko się wyratował. nad którą myśmy jeszcze stali. a kto ocalał. czekając na wybuch. Na razie rozmyślaliśmy jeszcze nad nie dokończoną parówką starszego mechanika. gdyby ten cały żar pokrył pozostałych na pokładach ludzi? "Chrobry" nie miał wad. kto zginął.W momencie gdy leciały bomby. Widocznie przebrała się miara wrażeń. gdy zgodnie ze swymi zwyczajami spał zawinięty w ten długi szlafrok. które dostał od prowiantowego. Rozdymały się piersi.kto kogo na razie przeżył o tę krótką chwilę. który zastygł w tej dziwnej postaci. zapraszając na gorące parówki. by nie rozniosły "Chrobrego". Był najbardziej udainym statkiem naszej floty.Wieniec laurowy z nieba. że trzeba mu coś wymyślić dla odprężenia.Jeśli go ktoś wyłowi. Staliśmy znów w milczeniu. Podsunięta drugiemu oficerowi myśl zrobienia takich zdjęć odpowiadała mu. Rzuciliśmy się do niego. Dzwonił pierwszy radiotelegrafista. bo łzy mi się sypnęły z żalu. ukazując zęby w uśmiechu. pomimo że oba okręty eskorty biły do niego ze wszystkich swych dział. Ponieważ teraz przewidywał możliwość opuszczenia statku. Bezczynność nie dawała pogodzić się z jego aktywnością i żądzą czynu. gdy naraz znalazł się koło mnie z oficerami i lekarzem okrętowym. Domyślałem się. Na piersi "drugiego" widniał zawieszony aparat fotograficzny. jak wygląda piekło . kiedyś zdążył dać to sobie wyhaftować na czapce? . zobaczy przynajmniej. że to już koniec. rozszerzały się lub kurczyły. Było kwestią minut . Doktor nasz nigdy nie schodził na ląd bez monokla. zbudził go telefon. Doktor wziął czapkę do rąk i jak zwykle .Zygmunt.. poczułem.i z pasażerami. Obrona była jak zwykle bezskuteczna.wyjaśniał. Wszystko na nim było dobre. O godzinie dwudziestej trzeciej trzydzieści. Mostek wydał mi się w tej chwili ofiarnym stosem kapitana. że wyprostował się i trzyma głowę w charakterystyczny sposób: monokl był na miejscu. za życia. Trupy zazwyczaj są zimne i sztywne.parówki. to ogień zepchnie nas wkrótce do wody. Według naszych obliczeń on pierwszy powinien był przekroczyć w swym długim szlafroku granicę. Drugi oficer denerwował się bezczynnością. co miał do ofiarowania i co wciąż stanowiło o naszym istnieniu: nie wybuchał i nie zmieniał swego położenia względem wiatru. że nie może pogodzić się z myślą.krzyknąłem i nie mogłem opanować się. że ten metal pochodzi z bomb.powiedziałem. by nie dodać po cichu: . Leżące wśród płomieni ciała zabitych wydawały się falować w unoszącym się nad pokładami żarze. . Zaczął szukać dogodnego miejsca do ich wykonania. Starszego mechanika uratowały .z ładunkiem . spostrzegłem. że coś mi spadło na czapkę . wobec czego naszą uwagę zwróciliśmy na czapkę kapitana. . Twarze zmieniały barwę w grymasach. . Trzymał się na każdej fali.wyrwało mi się ze śmiechem. Straciłem już nadzieję zobaczenia się z nim. podszedł do mnie i spytał: . W ostatnich chwilach swego życia darzył nas jeszcze tym. Kapitan zdjął czapkę i zaczęliśmy oglądać niezwykłe jej przybranie.Słuchaj..wysunął dolne zęby przed górną wargę.gdy z wielką uwagą badał nas jako pacjentów . Wreszcie nie wytrzymał. kiedy już dłużej nie można było w niej . każda praca była łatwa . Wydawało się nam. że już nic nas z równowagi nie potrafi wyprowadzić.Spiesz się! .Pikrat! Pifcrat! Wylecimy w powietrze! * I znów jeden z samolotów zniżył się i otworzył ogień do łodzi ratunkowych. jak gdyby to była rana. Niepokój ^drugiego" wzrastał.żyły. Przez monokl przyglądał się tej srebrnej palmie. co zrobić jeszcze? Rozumiałem.Co by się działo na statku. jak żaden z naszych transatlantyków. by nam służyć za przewodnika. * Jeśli nie nastąpi wybuch. Pozostał w maszynie do czasu. . gdy naraz otworzyły się drzwi od pomieszczeń na rufie i wyszedł z nich starszy mechanik. by zaraz zginąć. Nie mieściły się we własnych -mundurach. Manewrował. . Miały być według zapraszającego doskonałe.Wydaje mi się. by zrobił jak majwięcej zdjęć i zabezpieczył aparat przed wodą.

Bjrł to drugi uratowany przez niego oficer angielski. zabrał jak mógł najszybciej wszystkich ludzi z pokładu i zadowolony ze swego sukcesu odbił jak najprędzej. gdy nas ogień dobrze przypiecze. Spostrzegłem. że wpadł tam jeden z rannych oficerów-angielskich. Pośpieszyła im z pomocą łódź ratunkowa z destrojera. Zaniesiono mnie do ambulatorium. wyławiał trzymające się na wodzie w pasach ratunkowych ciała żołnierzy. Były to krótkie kawałki lin. W pamiętnej chwili postanowił uczcić zdrowie króla najlepszym winem. Gdy 'minął bezwład nóg . rzuciło się do burty i zaczęło schodzić na pokład destrojera. Żołnierze . bomby zniszczyły drzwi jego kabiny. którzy również znaleźli się na "Wolverine". Stracił świadomość i już się zaczął powoli palić. Spuszczali z rufy małą tratwę. doktorem i starszym mechanikiem. zawijając w bandaże tak. Trzecim angielskim oficerem. Kurtka się rozpruła. jednym z nidi był drugi oficer. fotografując ciekawsze szczegóły. by wyciągnąć rannego. Pospiesznie oddaliliśmy się od "Chrobrego". Naraz jeden z oszalałych ze strachu pchnął mnie niespodziewanie i zanim zdołałem się zorientować. a za chwilę . Nie miał wątpliwości. że zaczepiłem pachą kurtki o pierścień do mocowania trapu czy też lin. Skutki okazały się tragiczne. posłyszał jęk w ładowni na rufie. służące do mocowania łodzi ratunkowych. "Drugi" wziął sobie do pomocy chłopca okrętowego i razem z nim zszedł do ładowni. Olbrzymie płomienie sięgały krawędzi komina. łamiąc sobie ręce i nogi. W ambulatorium wydawało się. którzy zamiast zejść niżej po trapie i skorzystać z przygotowanych dla nich siatek. wylądowałem na kolanach i szczęce na stalowym pokładzie. zaczęli się chwytać rękami lin i usiłowali po nich zjechać na dół. co się stało . Gdy chodził po "Chrobrym". Z trudem we dwójkę z chłopcem wyciągnęli z ładowni Anglika oraz starą.albo żywcem się upiec. że ręce wyglądały jak kikuty. Po przeżyciu już raz zamknięcia w kabinie nie znosiłem zamkniętych pomieszczeń podczas bombardowania. za Him drugi oficer.sam poleciałem w dół na pokład destrojera. Wszystko co na statku jeszcze żyło. padł ogłuszony bombami. Następnie zszedł po linie fctoś z załogi. Zaczęli wiosłować w kierunku "Wolverime". Po wyjściu z ambulatorium spotkałem się z kapitanem. W tym czasie "Wolverime" dobił do burty "Chrobrego". Cały naskórek na dłoniach miałem starty i straciłem władzę w nogach. zniszczoną tratwę.J am killed! Jestem zabity! Jestem zabity!" Krzyk dochodził z kabiny naszego Kruka . W momencie gdy admirał szykował się. "Drugi" po wyjściu na pokład nie znalazł nikogo do pomocy. prawdopodobnie rannego. Staliśmy na jego pokładzie przyglądając się agonii naszego statku i walce obu okrętów z samolotami. Pobiegł 'do swej kabiny po butelkę i gdy był już na korytarzu. Naraz "Wolverine" zaprzestał ognia do atakującego samolotu i ruszył pod naszą burtę. aby zejść do baru. ale ten ułamek sekundy dał mi możność złapania jakiejś liny. "Drugiemu" udało się go wyciągnąć z kabiny przez duże okno. zalano obie dłonie jakimś płynem. Wiedzieliśmy. więc wiedzieliśmy tylko o trzech. że okręt rozpada się lub jest trafiony przynajmniej kilku bombami. a ogień odciął mu wyjście. W tej samej chwili poczułem. "Wolverine" zbierał ludzi z łodzi ratunkowych i tratew. był nasz oficer łącznikowy z armii. na której widać było uprzednio wysunięte głowy. tam gdzie rozwieszone były siatki. Zanim zdążyłem zacisnąć na niej dłonie. Być może uratowali się jeszcze inni. Jak nam się z kapitanem wydało. że na górnym pokładzie "Chrobrego" znaleźli się skądś żołnierze. ale że były to wszystko tajemnice wojskowe. który uratował się z "Chrobrego". jarzyła się różowym blaskiem rozpalonego żelaza. Trzeba było wybierać . Dzięki obu Zygmuntom "Chrobry" do ostatniej chwili utrzymywał się prawą burtą do wiatru. Po jakimś czasie drugi oficer był już na "Wolverine" i opowiadał swoje przygody. które jeszcze nie chciały dać "Chrobremu" spokoju. Ku zgorszeniu obecnych bardzo szybko wyszedłem na pokład.admirała. Przy spuszczaniu szalup zostały porąbane. Jego burta na śródokręciu.wytrzymać.jakieś bezwładne ciało. Na samym początku. . Skoczyłem na górę i biegnąc po samej krawędzi relingu usiłowałem opanować panikę i zmusić ich do skorzystania z siatek. że zaczniemy skakać dopiero wówczas.usiłowałem wstać. że się zaraz żywcem spalił. albo skakać do lodowato zimnej wody. "Wolverine" znów otworzył ogień do samolotu. gdy natrafiłem na niego przypadkowo. Okazało się. jakie posiadał. chcąc dotrzeć do kabiny starszego mechanika. podczas gaszenia źródła ognia koło mostku posłyszał krzyk: .spadali teraz z nimi na pokład destrojera. Na rufie "Chrobrego" ukazali się ludzie.

z małymi dziećmi na rękach.Kiedy "Wolverine" skończył wyławianie ciał z wody. Przybyła dalsza część załogi. Dzieci ciągle się o coś dopytują. podobnie jak się je wyraża znajomej latarni morskiej. Nie dziwimy się zbytnio tej czułości. Siedzą w futrach narzuconych na bieliznę. działo rozpoczyna swą pracę.dośpiewujemy sobie w duchu. spacerując po miasteczku grupami. Dusimy się w tym zamkniętym schronie. * Na razie wypoczywamy. który mnoży wyłącznie uczucie wdzięczności dla niej za to. stoi alk oczarowany na baczność i szybko mruga powiekami. która się nie zjawiła na umówioną godzinę. Postanawiamy pójść do niego i wyrazić swe uznanie. że gdyby nie nasz doktor. W ślad za nią odzywa się stale jedno i to samo działo. po :hwłli całuje je. "Stork" zostawił go o godzinie trzeciej minut pięćdziesiąt dnia 15 maja 1940 roku jako płonący. a dostarczył inny destrojer. W porównaniu z nimi jesteśmy rzeczywiście zbyt młodzi. poza tym oni . Woda w fioridzie jest . którego ostatni odcinek drogi życiowej urwał się na 67e40' szerokości północnej i 13°50' długości wschodniej. że to co robią. ale utrzymujący jeszcze się na wodzie wrak. Ale chłop wyprostował się. Obłoczki dymu są "w samolocie". Za każdym razem. Rankiem zebraliśmy całą załogę. że pójdziemy we trójkę przedstawić się kapitanowi oraz starszemu oficerowi "Monarchy". Ze względu na moje kikuty nasz doktor z "Chrobrego" zabrał mmie do swojej kabiny. by podziwiać celność działa. Kapitan i starszy oficer "Monarchy" są w tym wieku. czulibyśmy się przy nich zbyt młodzi. W tym imieninowym nastroju zmów zatrzymujemy się. a "Ulster Monarch" od wybuchów bomb. jak kolega nasz opiera się o działo. "Chrobry" pomimo wybuchu nie zatonął. W schronie prawie same kobiety. którą prawdopodohnie zabrał ze statku . Pamiętają go.Polskie! Polskie działo! • Zaokrętowani na "Ulster Monarch". Wychodzimy z niego nie zważając na bombardowanie. Rozumiemy ich bardzo dobrze i staramy się na wesoło uspokoić starszych panów wyjaśniając. Obaj starsi panowie przy omawianiu na wstępie pogody wydają się myśleć o czymś innym. zmuszają do odwrotu. Zawieramy z nimi znajomość. który ma nas dostarczyć do Szkocji. Z pamięci sprawdzony stan wykazał brak dwunastu ludzi. klęcząc. To działo zaczyna nam się podobać. "Zawraca szybciej niż poprzedni . Klepie się ją lewą dłonią z wdzięcznością i wybacza wszystkie troski i niepokoje. Raczej -. położył się na turs do Harstadu. jak już zdążyliśmy skrócić nazwę statku. tym bardziej że obaj panowie mają na sobie nadymane kamizelki i usiłują dyskretnie przy nas je nadmuchać. Do działa jeszcze dość daleko. że gnębił niepokój przy szukaniu w myślach urojonych błędów w zliczonej pozycji. Dzisiaj są imieniny żony starszego mechanika. jest zupełnie bezcelowe. Przyśpieszamy kroku. Na szczęście cały fiord zaczyna dygotać od salw armatnich. przypominając swym zachowaniem umiłowaną. Nasz kapitan przyszedł nas odwiedzić i zawiadomić. które zobaczyliśmy w tej wojnie na lądzie w Norwegii. stając się jednocześnie moją niańką i matką. który już dawno przekroczył sześćdziesiątkę. postanawiamy jednak dotrzeć do niego.Anglicy . Nalot. Twarze przerażone. Schodzimy na ląd do pobliskiego prowizorycznego schronił. Dowódca zabiera jednego z kolegów prowadzi do działa. Nie rozumiemy. jednak yydaje się nam ona lekką przesadą. zadomowiamy się na nim. Następuje błogosławiony spokój. Staliśmy na jego rufie patrząc na płonący wrak "Chrobrego". żeby złożyć hołd "naiszej armacie".na pewno trafiony" . Pewnie nie mogą zrozumieć dlaczego wyciągnięto je z ciepłych łóżeczek do piwnicy. Ruszamy do łziała. gdy tylko się ukaże zza gór samolot. Admiralicja zawiadomiła kapitana. zanim się ukazała. Kanonie-:zy odpoczywają. jeśli kiedy zdarzy się okazja znaleźć u jej podstawy. odbierają mu ochotę do dalszego lotu nad miasto. Zapomina się od razu.nie bardzo mają o czym mówić z Polakami. Jest to pierwsze działo przeciwlotnicze. Białe obłoczki wykwitają w pobliżu samolotu. Harstad wita nas salwami artyleryjskimi z okrętów."Stork". Widzimy. W rozmaitych odstępach czasu słychać syrenę alarmową. że nikogo już więcej z załogi "Chrobrego" nie znaleziono. którzy odeszli na wieczną wachtę. dlaczego nie spada. w oczekiwaniu na sygnał syreny. siedząc na niskim kamiennym ogrodzeniu. To pozwala nam zmienić temat. że bolały oczy od jej wypatrywania. nękanie nalotami. Po drodze przypominamy sobie uroczystości z tym związane i wymieniamy wszystkie wspólne znajome Zosie. Kobiety t wysiłkiem zaciskają zęby. jakie kiedyś sprawiła. że się "odkryła" i że jest. Po chwili nam wszystkim z głębi serca wydziera się okrzyk: . Opowiadamy > "Chrobrym". żeby nie krzyczeć.

tak zimna.. Kiedy pływaliśmy przed wojną raizem na linii palestyńskiej dosłownie . to ze wstrętem patrzę w lustro.cytując fragmen z Proverbia Salomonis . że uznaje w życiu pośpiech wyłącznie w dwóch wypadkach: pierwszy -. bo musiał uważać. a obecnie służy już jako pomocniczy krążownik przeciwlotniczy. tłumaczył budowę zdań i wprowadzał mnie w świat Złotego Wieku. "Ulster Monarch" opuścił Harstatd bez eskorty. podczas której był naczelnym lekarzem olbrzymiego szpitala wojskowego. każdy opowiadał o sobie wszystko. śpieszących powitać przybywającego na ich statek. wydało mi się. Odpowiedział. używał klasycznej łaciny.przy łapaniu pcheł. Każdy wspólnie przeżyty z doktorem dzień był nowym odkryciem jego wielkiej osobowości i nowym powodem do jeszcze większej admiracji. Udaje się nami ich rozweselić opowiadaniem o "gałązce oliwnej" zesłanej Zygmuntowi z nieba ł demonstrujemy jego czapkę. że zamknięta została ostatnia kartka książki pod tytułem: NAD DALEKIM CICHYM FIORDEM. I nic mu nie przeszkodziło zasalutować banderze okrętu.przy biegunce. jakiegoś generała. ale my z Zygmuntem moglibyśmy przysiąc. a cóż dopiero przy możliwościach przejścia na tamten świat. że dziwnie jesteśmy odporni na to dzi siejsze bombardowanie i szczerze śmieliśmy się podczas całej wizytj Starszy oficer "Ulster Monarch". ale zabrał monokl. które teraz uzupełniał monoklem.głównodowodzącym. Wychodząc bowiem z kabiny na "Chrobrym" zostawił wszystkie swoje oszczędności. że ten z pewnością zostawił pieniądze dlatego. starszy wiekiem nawet od kapitana trzymając rękę na czarno oprawnej księdze. iż doktor rna za złe drugiemu oficerowi.kto jest wesołego serca. orzekł. Poza tym nie śpieszył się nawet przy schodzeniu na destrojer. Chciał je jak najdokładniej poznać. Obaj "monarchiści" byli (przekonani. Omawiał szczegółowo. Pożegnaliśmy naszych gospodarzy. że "Ulster Monarch" należy do bliźniaczej trójk pasażerskich statków na linii Belfast . łąk nie lubię lekarzy. by "nadrobić czas stracony na medycynę". na który wszedł nie po trapie. również jako pasażera po nieudanej akcji w Norwegii. by nieprzepisowo nie nadepnąć na reling. ale napisana . Zamilkliśmy. transportowiec wojenny i ma za sobą wiele rejsów z wojskiem do Francji i z Francji. Doktora z kolei interesowała nawigacja oraz zwyczaje i tradycje morskie. ot tak sobie na co dzień. że zgoidnii z "Baibl". Uwaga ta dopiekła do żywego doktorowi. W chwili gdy znik-nęły zarysy skalistych Lofotów.to jak w języku polskim świetnie sama nazwa nakazuje . może powiedzieć o nas . jak paimięć sięgnie. Podczas rozmowy czuliśmy. zaszczycani tą opinią Salomonową. Opowiedzieliśmy dodatkowo naszym gospodarzom. Kiedyś goląc się powiedział mi: . że naszemu doktorowi świat wydaje się przebogaty.zgodnie z tradycją ostatni. Doktor miał za sobą wojnę rosyjsko-japońską oraz pierwszą wojnę światową. Kapitan "Monarchy". zaczął uzupełniać moje braki ze znajomośd oper oraz ich historii. Nastejpnie wspominamy. iż wychodząc z kabiny doktor przetarł sobie jeszcze buty suknem i wymył ręce. jak zawsze w tym czasie. że proza jego życia od kolebki do lat sześćdziesiątych jest prawdopodobnie dla mnie zbyt nużąca. czyli Commander in Chiej albo po polsku . Mikroskop zabrał mu oko. że nie zameldował kapitanowi swego zejścia do ładowni i przez to kapitan nie zszedł ze statku . odsypiając wszystkie zaległości za cały kwiecień i połowę maja. że się w niej natychmiast zapomina o wszystkim. ponieważ się śpieszył. * Zajmowaliśmy z doktorem luksusową kabinę na "Ulster Monarch". że doktor żartuje.iż rzeczywiście . tajemniczą akcją. ponieważ patrzy na niego przez najdroższy pryzmat na świecie.Wiesz. drugi . "Ulster Monarch" od początku wojny pełni służbę jako troop ship. czyli Biblią. co go spotkało od momentu. Zupełnie więc niepotrzebnie niszczą sobie nerwy. pozwolił sobie zwrócić uwagę.przez "Chrobrego". Doktor sprawiał mi największą przyjemność gdy. że gdy się golę. wszystkie po 3 800 ton "Ulster Queen" przed sześcioma tygodniami wszedł na skały w Ram-sey Bay. mj gody ustawiczne". Pomimo to pozostawało nam jeszcze moc czasu. Kiedy doktor doszedł do wniosku.Liverpool i że pozostałe noszą nazwy "Ulster Queen" oraz "Ulstar Prince". który zwykle zabierał ze sobą przy wychodzeniu na ląd. a potem jak na zaczarowanym flecie od początku do końca gwizdał wszystkie arie. który był "C-in-C". broniąc naszego doktora. Ponieważ stale byliśmy razem. W zamian za nasze wiadomości o sobie samych dowiedzieliśmy si< jeszcze od obu panów.

rozrywał się przyjmując zaproszenia na trudne operacje trepanacji czaszki w Aleksandrii lub w Atenach. Jedną ciekawą rzeczą na "Ulster Monarch" była jego maskota przedstawiająca ludzką postać z głową krokodyla. Straszne to monstrum zapewniało bezpieczeństwo statkowi - tak przynajmniej twierdziła cała jego załoga - i stało w jednym z salonów, w którym lubiliśmy przesiadywać w wygodnych klubowych fotelach spędzając czas na rozmowach. Z rozmów tych udało się zebrać całokształt wydarzeń na "Chrobrym". Kolejno, nie śpiesząc się opowiadali o swych czynach i wyczynach ci, co przeżyli pamiętny dzień piętnastego maja 1940 roku. Utkwiły mi szczególnie w pamięci urywki trzech usłyszanych wówczas opowiadań. Jeden ze sterników tak rozpoczął swoją relację: - No, to jak już te bomby uderzyły, to myślę ja sobie - trzeba pójść do pentry* i napić się kawy... Ten spokój cechował całe opowiadaiiie. Po prostu rejs wycieczkowy do fiordów został naraz przerwany. Drugi sternik mówił: - Spałem. Obudziły mnie te bomby. Władek już się ubrał. To mówię do Władka: "Władek, idź ty zobacz, czy się opłaci wstawać, może prędko zatoniemy, to nie będę nawet wyłaził z koi". Wobec przykrości, na które był narażony podczas całej akcji jeden ze stewardów, rozumowanie drugiego sternika było może poniekąd uzasadnione. Steward opowiadał: - Jak te dzwonki zaczęły trąbić, to ja wiedziałem, że to już jest alarm. Ubrałem się spokojnie, nałożyłem nowe buty, nowy garnitur i hełm na głowę. Wyszedłem na górę. Tutaj złapał mnie drugi oficer, dał do rąk gaśnicę i karał mi gasić ogień. Co miałem robić? Odbezpieczyłem gaśnicę i leję. Śmiechu to warte. Tutaj i tysiąc gaśnic nie pomoże. Jak tylko "drugi" odszedł, rzuciłem gaśnicę w ogień i myślę - gdzie moja szalupa? Tylko wyskoczyłem na pokład, a tu leci nasz admirał iż gaśnicą. I tak jak drugi oficer wetknął imi ją w rękę. Spieszyło mi się, ale dla świętego spokoju wziąłem. Co będę - myślę - z admirałem zaczynał i tłumaczył, jak sam nie rozumie, że ogień jest za duży. Polewałem, polewałem, ale czasu mi było szkoda. Rzuciłem gaśnicę w ogień i biegnę do szalupy. Tyle zmarnowałem czasu! Dobiegłem do relingu, a tu pokładowi krzyczą, żebym się śpieszył. Wychyliłem się • P e n t r a - miejsce, w którym stały ekspresy do kawy I herbaty. za burtę, chwyciłem linę i zsuwam się powoli na dół po tych węzłach. Tylko musiałem się zatrzymać, żeby temu co pode mną na głowie nie stanąć. A tu poczułem, że ktoś mi stanął na hełmie dwoma nogami. Zaraz potem drugi postawił mi obie nogi na jednym ramieniu i jeszcze zaraz trzeci .postawił mi obie, znów nogi, na drugim ramieniu. Tak stało .na mnie trzech żołnierzy. "Ajryszów" - jak się to mówi - Irlandczyków. W takiej sytuacji, panie kapitanie, zobaczyłem wyraźnie, że nie mam racji bytu i puściłem się trzymanej liny, bo nikt by się na moim miejscu też nie utrzymał. We czwórkę spadliśmy na tych, co byli ipod nami. Uderzyłem głową o ławkę, a potem to tylko czułem^ że na mnie spadali inni, ale już nic nie pamiętałem, tylko to jedno, że nie miałem racji bytu. Nie miałem... * Po dziesięciu dniach podróży "Ulster Monarch" rzucił kotwicę na tej samej redzie, na której wybrał swoją "Chrobry"'wyruszająć na kampanię norweską. HONNY SOIT, QUI MAL Y PENSE JLJewiza angielskiego Orderu Podwiązki: "HONNY SOIT, QUI MAL Y PENSE" była już w naszych latach dziecięcych tematem rozmyślań i dociekań, gdy naśladując starszych bawiliśmy się w nadawanie orderów bohaterom konającym na palach bitew. Początkowo po zabawie w wojnę dekorowaliśmy bez zastanowienia się nad nazwą orderu tych, którzy w walce się wyróżnili. Były to ordery wycięte z tektury i pomalowane złotą farbą. Z biegiem czasu, dla urozmaicenia ceremonii nadawania orderu, ustaliliśmy rytuał, a potem nazwy i klasy orderów. Zmienialiśmy ich kształt i barwy. Naraz dowiedzieliśmy się, że ordery mają dewizy. Imponowały nam szczególnie te wymawiane po łacinie. Ordery: Smoka i Słonia - miały dewizy bardzo nam odpowiadające. Były to wspaniałe chwile, gdy na polu walki król lub cesarz przypinając order mówił: "PRZED NIM BLEDNIE LEW I MILKNIE TYGRYS" lub wymawiał tajemnicze słowa: "MAGNANIMI PRETIUM". Po polsku brzmiało to dla nas zbyt słabo: "Nagroda za męstwo". Najwięcej intrygował nas jednak Order Podwiązki. Był nam znacznie bliższy, jako rzecz codziennego użytku, ale jego dewiza była dla nas na razie niezrozumiała. Order Podwiązki wszedł w nasze życie, gdy rozwikłaliśmy jego tajemniczą dewizę: "NIECH SIĘ WSTYDZI, KTO O TYM ŹLE MYŚLI". Nadawaliśmy go wówczas, gdy bohaterstwo nie znalazło uznania u obu stron walczących. Dekoracja połączona była z wielkim trudem. Król lub cesarz

wprowadzał na miejsce zwykłej podwiązki inną, podobnie jak i tamta zaopatrzoną w pętelkę do guzika i w tę zawiłą maszynkę do zapinania z przeciwnej strony niż pętelka. Wszystko to naturalnie było pozłocone. Zawsze jednak po takiej dekoracji Podwiązką zostawał u wszystkich w pamięci cień dwuznaczności, ponieważ sam order należał do części garderoby, o której przy gościach - a w szczególności jeśli to były osoby starsze - nie mówiło się. Wobec tego ustanowienie takiego orderu musiało nastąpić w baridzo nieprzyzwoitych, według nas, okolicznościach. Ponieważ dowiedzieliśmy się, że order ten od wieków był nadawany również i paniom - doszliśmy do wniosku, że zamieszana w to była ja'kaś pani i to na pewno taifca, co "ma nogi". Te "nogi" były dla nas nie niniejszą tajemnicą niż sam order, który nosi się przecież ukryty i to od pasa do kolana. Słysząc często powiedzenie starszych, że "ta ma nogi", a tamta pani - nic nie jest warta, bo: "nie ma nóg", jako ośmioletni mężczyźni w żaden sposób tej klasyfikacji pań nie mogliśmy zrozumieć. Otóż według nas takiej "pani z nogami" musiała kiedyś odpiąć się podwiązka podczas przejażdżki kornio w towarzystwie króla. Nie było innej damy dworu, która by mogła jej tę podwiązkę naciągnąć i zapiąć, co jak wiadomo jest czynnością bardzo trudną, a dla siedzącej na koniu amazonki niewykonalną. Bywają nawet pończochy, które "same" wyślizgują się z tego dziwnego zapięcia. Król wstydził się jechać dalej z panią, której opada pończocha. Zsiadł więc ze swego rumaka i własnoręcznie usiłował złapać podwiązkę, która uciekła, a potem ją zapiąć. Ale to się królowi zupełnie nie udawało, ponieważ królowie nigdy w życiu sami się nie ubierali. Króla ubiera zawsze wyszamerowany kamerdyner. Niekiedy nawet kilku. Król według nas nie miał pojęcia, w jaKi sposób przypina się podwiązkę do pończochy i w momencie gdy się nad tym głowił, musiała nadjechać na spotkanie króla kawalkada składająca się z księżniczek i książąt, którzy miimo woli stali się świadkami nieudolności króla. Król przekonany, że wiele osób z jego obecnej świty nie ma również pojęcia, jak się taką podwiązkę zapina, chcąc ratować swój honor, nadał wszystkim obecnym wstydliwie ukryty Order Podwiązki, wymawiając po francusku (by nie zrozumieli masztalerze, którzy akurat musieli nadjechać) tajemniczą dewizę, że nie należy śmiać się z tego, czego ktoś sam nie potrafi. W ten sposób zmusił dwór do milczenia. Gdy w zabawach naszych nadawanie orderu stało się już wiele razy faktem dokonanym, zaczęliśmy uważać jego dewizę za wyjście z sytuacji bez wyjścia. Dewiza ta przyszła mi na myśl, gdy usłyszałem kiedyś opowiadanie o niecodziennych wyczynach kolegów na statkach i gdy przeczytałam wyrok sędziów irlandzkiego miasta Cork w sprawie kapitana an-gielsMego brygu "Mary Russel". Kapitan tego brygu, idącego z Barbados do Irlandii, pod wpływem niepokojących snów rozpłatał siekierą głowy kilku niewinnych pasażerów i części załogi. Poranił harpunem starszego oficera i postrzelił marynarza, który dla uspokojenia kapitana pozwolił się przedtem związać. Sąd w irlandzkim mieście Cork w dniu 12 sierpnia 1828 roku, w dwa miesiące po opisanych wypadkach wydał wyrok uniewinniający kapitana. W kilkanaście lat potem angielski bryg "Tory" był sceną podobnych wydarzeń. W drodze z Hongkongu do Londynu kapitan brygu pod wpływem "lifcworów" zabijał czas rąbaniem pałaszem swych oficerów, trzymając jednocześnie wymierzony w nich pistolet. Przykutych do masztu trzech marynarzy dla zabicia nudy od czasu do czasu rąbał również pałaszem. Starszy oficer w ucieczce przed szaleńcem skoczył za burtę. Drugiego oficera, który nie chciał naśladować kolegi, rozszalały kapitan rąbał szablą tak długo, aż ten z wycieńczenia padł na pdkład. Niezmordowany kapitan kazał go przywiązać w ten sposób, aby móc dla odmiany ciskać w niego pałaszem. Gdy i ta "rozrywka" znudziła się kapitanowi, kazał położyć drugiego oficera na pokładzie i, by uniemożliwić ewentualną ucieczkę, przygnieść go do pokładu ciężarami, spod których drugi oficer uwolnił jedynie swą duszę, pozostawiając pod nimi swe zwłoki. Zagniewany z powodu pozbawienia go tak miłej rozrywki kapitan zabrał się znów do marynarza - kazał go zakuć w dyby i za chwilę poćwiartował. Wszystikim tym wyczynom kapitana przyglądali się pasażerowie. Chcąc nieco urozmaicić zabawę, kapitan urządził pantominę buntu tnąc pałaszem i strzelając do załogi z pistoletów nabitych tylko prochem. Pantomina zakończyła się ciężkim poranieniem trzynastu marynarzy. Nawet po wejściu pilota kapitan w dalszym ciągu ćwiartówał jednego z marynarzy, którego przedstawił pilotowi jako zarzewie buntu. Ówczesny prefekt policji londyńskiej postawił kapitana przed sądem jako mordercę i sprawcę masakry niewinnych ludzi. Sąd przysięgłych wydał wyrok: "Winien i niepoczytalny". Wobec tego, że

wyrok był niejasny i zbyt długi, przysięgli musieli wydać drugi krótszy. Brzmiał on tylko: "Niepoczytalny". W roku 1848 kapitan brygu "Tory" został uniewinniony. W licznych powieściach angielskich spotyka się opisy wesołych spotkań towarzyskich, jakie miały miejsce na placach publicznej kaźni w okresie późnego średniowiecza, połączonych z pokazem mód i spożywaniem wykwintnych posiłków urozmaiconych widokiem na egzekucję. W czterdziestych latach dwudziestego wieku prasa angielska pełna była opisów niezwykłych okoliczności, w jakich piękna pani w jednym z miast angielskich osiągnęła stan wdowi wiążąc swego małżonka i układając w wannie napełnionej wodą, by następnie za pomocą modelu małego żaglowca wyprawić go w podróż na tamten świat. Niedługo przed ogłoszeniem wyroku niezwykle piękna pani otrzymała wiele propozycji natychmiastowego zawarcia małżeństwa z amatorami podobnych "podróży morskich". Opowiadania tego typu stanowią specjalne, importowane serie "ciekawych" przygód morskich. Ale butelki z "likworem" przeniesione na polskie statki-handlowe również potrafiły dać podstawy do niezwykłych opowiadań morskich z napisem MADĘ IN POLAND, które - pomimo że w niczym nie przypominają opisanych zabaw na brygach "Mary Russel" lub "Tory" - należałoby na wszelki wypadek zakończyć dewizą Orderu Podwiązki: "HONNY SOIT, QUI MAL Y PENSE". Wydarzenie to miało miejsce w początkowym okresie rozwoju naszej floty handlowej, nielicznej, składającej się dopiero z kilku jednostek. Jednej z nich, idącej do Sztokholmu, "przeciął kurs" NOWY ROK. Powitanie było naturalnie owacyjne, oficjalne i nieoficjalne, w salonie i w kubrykach. Pamiętano na razie o tych, którzy natychmiast po spotkaniu Nowego Roku poszli na wachtę. Zapomniano jedynie, ale to zupełnie, o starszym marynarzu pełniącym służbę na starze. Prawdopodobnie dlatego, że kapitan stanowczo zabronił ryczenia syreną, bicia w dzwon i puszczania rakiet. Marynarz ten tyle tylko uczcił spotkanie, ile udało mu się wychylić idąc na zmianę poprzedniego sternika, na godzinę i dwadzieścia minut przeid Nowymi Rokiem. Na razie bez przekonania śledził czerń podziałek stopniowych, wahających się naprzeciwko kreski kursowej, goniąc jednocześnie wzrokiem światło rufowe idącego przed nimi statku. Poprzedni sternik zdał mu kurs z radą trzymania się światła. - Tamten idzie równo, tak samo jak i my - mówił. - Idź za niań. Ma ten sam kurs. Nowy sternik szybko oswoił się z sytuacją. Rzeczywiście było znacznie wygodniej trzymać się światła przed dziobem niż wpatrywać się w podzialkę stopniową róży, pnzy tym mógł jednocześnie widzieć nadchodzące inne statki. W dodatku szemrało mu trochę w głowie po tym spotkaniu. Przez parę godzin słychać było jeszcze na mostku odgłosy powitań Nowego Roku, potem już tylko rytmiczny szum maszyny. Nikt nie przychodził na mostek. Zmiana musiała przyjść akurat na Nowy Rok. Zapomniano. Zima tego roku była wyjątkowo ciepła. Zatoka Botnicka jeszcze wolna od lodów. Żegluga na niej dotychczas utrzymywała się bez ograniczeń i bez lodołatmaczy. Godziny służby na sterze zaczynały się dłużyć. Powieki stawały się ociężałe. Pilnował się już tylko światła rufowego idącego przed nim statku. Kurs przestał go interesować. Wydawało mu się, że wska-zówki zegara zupełnie się nie posuwają. Olbrzymi służbowy kożuch, chroniący przed zimnem, ugniatał barki. Przez jakiś czas przyglądał się z niepokojeni oficerowi służbowemu, który - fetowany jeszcze przez dobrych kolegów po przyjściu na zmianę - znieruchomiał teraz w swoim kożuchu na skrzyidle mostku. Potem zaczął myśleć o swej koi 'przylepionej do burty na dziobie na podobieństwo jaskółczego gniazda. To tak zwane pospolicie na statku "wyro" wydawało mu się w tej chwili najmilszym miejscem na świecie. Coraz bardziej zaczynała ogarniać go senność. "Chyba zaraz zasnę" - myślał z przerażeniem. - A może powiedzieć oficerowi, żeby go już zmienili na sterze? Nie. Nie zrobi tego. Najlepiej będzie, jeśli sam skoczy na dizdófo i obudzi zmianę. Ale co będzie, jeśli statek przez ten czas zejdzie z kursu i po powrocie na ster nie zobaczy już rufowego światła tamtego statku? Kursu nie pamiętał dokładnie. A zresztą jeśli nie przychodzą, to znaczy że nie mogą. Na pewno gorliwie spotykali Nowy Rok. O nie, nie zostawi steru i statku bez opieki. Powieki sarnie opadają. Kurs. Jaki to mógł być kurs? Na róży odróżniał już tylko czarne listki rumbów. Szczęśliwie, że dobra widzialność. Nic złego stać się nie może, dopóki idzie za tamtym. Z mijaniem też nie ma kłopotów, między nich żaden statek nie polezie. Można tak jeszcze sterować. Byle nie dać się ogarnąć senności. Poczuł się naraz jedynym człowiekiem odpowiedzialnym w tej chwili za bezpieczeństwo statku. Wszyscy z pokładu śpią, on jeden czuwa. Nieraz klął ten statek, tyle razy chciał już z iniego schodzić

ale nie wiedział nic ponad to. zostawił 'krążownik i 'wrócił do szwoleżerów.spytał sternika. Po kilku minutach cały statek był już na nogach.prawdopodobnie Wizją szyldwacha. Po chwili drugi oficer wziął namiary ze świateł dostrzeżonych latarń.barkach ciężkiego kożucha. O. to było piękne. ale że dalszych słów ipiosenlki morskiej nie znał. wracały niekiedy samotnie. musiały natychmiast ustępować miejsca następnym. jak gdyby -nie dosłyszał odpowiedzi sternika. panie (kapitanie . Przy ikresce kursowej chwiał się czaimy listek rumbu north-east. W myślach rąbał kano-nierów przy działach w wąwozie Somosierry i śpiewał dalej: MORITURI TE SALUTANT. Statki. gotowe w każdej chwili wyruszyć po nowe zasoby. ifctóry idizie przed nami od dnia wczorajszego. Zaskoczony sternik milczał chwilę. zwabiony . . . Kapitan wyszedł z nawigacyjnej i iznów podszedł do sternika.umrzeć z głodu i izimina. Nie przychodziło to łatwo. zaczął nucić.jeszcze głośniej powtórzył 'kapitan. Kapitan puścił mimo uszu ten noworoczny dowcip. w której (pływające skrawifci naszej Ojczyzny nie brałyby udziału.drży. * Podczas drugiej wojny światowej nie istniała prawie żadna większa operacja morska.ryknął do nie spodiziewajaeego się tej wizyty śpiewaka. że przez całą noc trzymał się rufowego światła idącego przed nim statku. że statek zbliża się do Helsinek. Poczuł się bohaterem chwili. drugim najważniejszym zagadnieniem był dowóz amunicji i żywności. Ech! Ludzie dokonywali większych bohaterstw niż jego stanie w ciągu trzech wacht na sterze i w gorszych sytuacjach wytrzymali 'znacznie więcej." W tym wypadku nie było tu nic wesołego. by nie stwarzać skupisk dogodnych do bombardowania. Nie czekając na ponowną odpowiedź. Nabrał oddechu i dalej już śpiewał głośniej. nie narazi swego statku ma niebezpieczeństwo. panie kapitanie . by nie wprowadzić w błąd kapitana. Choćby miał .pomyślał. .. on ich zna. MAJĄCY UMRZEĆ CIĘ POZDRAWIAJĄ. rzucił sam okiem na kompas i naszył iku drzwiom nawigacyjnej. Jeszcze raz sprawdził ikurs na kompasie. izmuszone do samoobrony. Nic więc dziwnego. Był zachwycony sam sobą.Co leży? . Na mostek wszedł "stary". Do wybrzeży Afryki przychodziły w olbrzymich konwojach wypchane amunicją. puste.odpowiedział. . Zaczął półgłosem: "To prawie tók jak ja w tej chwili" . że kapitanowie naszych statków prześcigali się w zdobywaniu najlepszego uzbrojenia przeciwlotniczego. zanim się opamiętał i odczytał z róży kurs.Jak długo leżysz na tym ibursie? .ld-wacha. I naraz zupełnie jak w drugiej zwrotce piosenki: "Minęła noc i dzień rozproszył mroczny świt. a zapisany w idziennifcu port przyjścia Sztokholm został daleko od statku na zachód. potem śpiewać. że zidentyfikował światło latarni Dager-Ort. pod balastami. Stawały iż dala od portu. To ułani spod Somosierra. niknące prawie 2 prawej bunty za trawersem. Był to chyba jeden iż najsilniej uzbrojonych statków tego typu.Prawdę mówiąc to nie wiem.Co leży? . Tak.. którzy zazdroszcząc kawalerii ttak ładnej piosenki przekształcili ją na piosenkę morską: m m «•-»-To brzmiało wspaniale. Żeby nie zasnąć. który ożył na dźwięk głosu kapitana. Zamiast śpiewać dalej: "Ziemia aż . według ukłaidu marynarzy z marynarki wojennej. Za rufą. Za kapitanem podążył przerażony oficer wachtowy. Była to najmodniejsza piosenka. Ten zdecydował się mówić prawdę. Śpiewała ją cała Poldka. Młody szyldwach więc oczy przeciera.... Wziętość swą zawdzięczała żywej melodii. ale zanim sternik przystąpił do ściślejszych wyjaśnień." zaśpiewał słowa 'Usłyszane niedawno. jaki .odpowiedział. Żołnierze wstają. słychać wkoło śmiech i gwar. Z otrzymanej (pozycji wynikało. a same wychodziły z portu na redę. Na mostku 'znalazł się starszy oficer i "drugi". W miarę śpiewania zaczął ogarniać go 'zapał bojowy. Nde cauł już na .a teraz poczuł ogromny przypływ uczucia dla iniego.Nord czterdzieści pięć stopni ost. Poza samymi operacjami. Kończyła się właśnie operacja "TORCH" mająca za zadanie oczyszczenie z Niemców Afryki Pomocnej.Stoję na sterze od -zeszłego roku i cały czas trzymam się rufowego śwdatła tego statku. .. ifctóre skończyły wyładunek przy nabrzeżach afrykańskich portów. Po prześpiewaniu kilku piosenek przypomniał sobie Wizję szt. Teraz może stać jeszcze dwie doby bez zmiany. Na jednym z naszych statfców zakotwiczonych wówczas u wybrzeży Afryki wszystko już było gotowe do wyjścia w morze. starszy oficer zameldował kapitanowi. .

ale nie ten. Niemałą rolę w podtrzymywaniu sprawności załogi odgrywała również "działalność rozrywkowa". Nie było człowieka w załodze statku. Kapitan z duimą i humorem pokazywał niewiarogodne wprost ich ilości "wypożyczone" od aliantów. Działami dowodzili oficerowie wyspecjalizowani w ich obsłudze. Hasło. . Statek ten płynął przeciwko prądowi. coraz bandzie j odmłodzona. W wypadku Spotkania iż wrogiem mały nasz tramp podnosił szybko największą i najpiękniejszą banderę i zlał ogniem wszystkich dział rozstawionych na pokładzie od dziobu do rufy. Byli to ci. W porównaniu z Atlantykiem wybrzeże Północnej Afryki w tej chwili było zacisznym miejscem strzeżonym przez olbrzymie lotnictwo i flotę. można od razu wyruszyć w morze. Jego kapitan postanowił przetrwać wojnę w oparciu o własną przezorność. najmniejsza nieostrożność innego statku przy manewrowaniu podczas trudnych operacji. by nie stać się łupem niespodziewanej torpedy. Kapitan wrócił z lądu z rozkazem wyruszenia samotnie do Gibraltaru o godzinie dwudziestej drugiej. przywożono prowiant z lądu. W dzienniku okrętowym w odpowiednich rubrykach pisano: "CISZA". Pływająca reduta stawała się coraz nowsza. W Atlantyku grasowały bezkarnie stada niemieckich okrętów podwodnych. a ta zależała od ducha bojowego załogi. skoncentrowane do operacji desantowych. do tego wszystkiego okrywał się "aureolą Hohnana". Gdzie statek będzie spotykał rok następny? Na razie można i należy dać przed podróżą przez Atlantyk odpocząć nerwom. który by nie umiał obsłużyć działa lub karabinu maszynowego. Każdy z oficerów starał się o osiągnięcie jak największej celności oraz wystrzelenia w jak najkrótszym czasie możliwie największej ilości pocisków. Idąc samotnie przez ocean statek ustawicznie zygzakował. hoczkisów i kaemów.coś w rodzaju polskiego . Nawet podczas postoju na kotwicy. Kapitan starał się do ostatniej chwili postoju zaopatrywać w świeże pieczywo. kapitan gorliwie poszukiwał na ich miejsce "szwoleżerów". Kapitan w ten sposób wyrównał swe rachunki za wypożyczone działa i amunicję oraz możność utrzymania statku w pełnej gotowości bojowej i wspaniałej kondycji. Jeszcze tę jedną noc można będzie sobie pofolgować i nie wsłuchiwać się z palcami na spustach karabinów maszynowych ł dział w każdy szmer przypominający warkot nadlatującego samolotu.bombowce o dalekim zasięgu. Statek jest właściwie w morzu. Nowy Rok spotka się trochę wcześniej. dzięki któremu statek zapisał na swym koncie zestrzelony bombowiec i kilka prawdopodobnie trafionych. którym udało się wydostać z kraju. która w postaci rwących się nad statkiem pocisków tworzyła tarczę z ognia. w których nie udało się uniknąć zderzenia. Oddzwoniono maszyny . Był to ostatni dzień grudnia. Przed wyruszeniem w "blacfcottt" przeznaczenia na Atlantyku należy wypocząć. jarzyny i owoce.dla tradycji . które można było na mkn zainstalować. Nie dopuszczał do siebie żadnego samolotu na odległość nośności swych oerlikonów. Chwilkę na mostku. chwilkę w mesie lub kubryku. Sprawność załogi podtrzymywana była świeżymi zawsze zapasami żywności. Można będzie nie zygzakować i nie szukać przez lornetki dookoła całego horyzontu peryskopu zaczajonego okrętu podwodnego. Zostało jeszcze parę godzin do wyjścia w morze. (kończyły się z zasady natychmiastową wymianą uszkodzonych części 'kadłuba. Bezpieczeństwo swego statku widział wyłącznie w samoobronie. tylko że blisko brzegów. We władaniu tą bronią osiągnięto doskonałość. Szybko leciały wachty na spotkanie i po spotkaniu Nowego Roku. Nie trzeba brać pilota. Dziś spotkanie NOWEGO ROKU. Wszyscy sprawiedliwie i po trochu spotykali Nowy Rok i pełnili służby. Każda kolizja w konwoju. O godzinie dwudziestej drugiej maszyna gotowa. Na ogół wszystkie statki zużywają się i nasączą z 'biegiem czasu. Rączka telegrafu maszynowego stanęła na "cała naprzód". Jeśli ktoś się ze starej załogi statku wykruszył.(kiedykolwiek istniał podczas tej wojny. Jeszcze przez jedną noc RELAX ."spocznij". a na wynurzony okręt podwodny miał zawsze w pogotowiu całą siłę swego ognia. Zajmowały się nią małpy. psy i koty oraz nie wygasający nigdy dobry humor i dowcip kapitana. uważając że ka-walerzyści owiani tradycją sławnych szarż najbardziej w tej chwili nadają się do samoobrony. Statek z wolna przekształcał się w redutę wyposażoną we wszystkie rodzaje broni przeciwlotniczej. nad Atlantykiem . ilości działek przeciwlotniczych i zapasów amunicji do 'nich. jeśli to było możliwe. Barometr stał wysoko i bez zmian.bo jak w maszynie tak i na pokładzie po zdobytym doświadczeniu obowiązywało hasło "zawsze gotowi". które z tej okazji zmieniały się dzisiaj po kilka razy w ciągu godziny.

że robi mu się zimno. natychmiast gdy tylko mąż jej zniknął w malajskiej dżungli w walce z Japończykami. Starszy oficer poczuł wyraźnie. Biała peruka i krwawa toga Najwyższego Sędziego. . Nie mogę dziś sobie dać rady z kompasem i ze sterem .błagającym głosem mówił starszy oficer .odpowiedział zmęczonym głosem sternik. tak jak chcieliście.Dobrzy ludzie .przemknęło przez myśl radosne spostrzeżenie. Starszy oficer podszedł znów do burty.Jak to. co sobie życzycie? . za zgodne z dobrem kraju. Wydało mu się.. Dajcie nam spokój.Nic nie widziałem. Sierżant policji jasno i dobitnie wyrażał swoją opinię o oskarżonym. który zezwolił na bigamię córki. że wyszliście wczoraj wieczorem i idziecie już całą noc. aż do podstaw tronu siedzącego na nim dostojnika. nie pozwolić wpakować w siebie torpedy przepuszczając ją tym manewrem obok. .Mówiliśmy już.najwyższej klasy ludzi. nim zdążył jednak to uczynić. Wyszliśmy wczoraj wieczorem o godzinie dziesiątej. Pod białą peruką postaci spowitej w purpurową togę ważyły się losy oskarżonego. Od wyroku nie było odwołania. Jest dyrektorem fabryki zatrudniającej kilka tysięcy robotników w przemyśle wojennym.Jak co dzień. . przywieźliśmy wam świeży prowiant. tak jak zamówiliście .Monsieur! Monsieur! "Francuzi" . że mówić będzie prawdę i tylko prawdę w obliczu Najwyższego Sędziego sprawującego sądy w imieniu króla Anglii. ale zapomnieliście wybrać kotwicę.spytał przerażony starszy oficer. Na kursie widoczność utrzymywała się dobra. Wychylił się. bo wachtę pełnił od godziny czwartej rano. . . że was tam nie ma na dole. Odszedł szybko od burty i spytał sternika: .znany jest jako człowiek nieposzlakowanej przeszłości.Czego od nas chcecie? Po co wam trap? . Spotykał go potem najdłużej. Jego czyny cechuje głęboka znajomość fachu.O świcie lekki opar od strony lądu przykrył perłową zasłoną Afrykę. Znużone oczy starszego oficera nie mogły zidentyfikować pędzącego do burty kształtu. o których zwykliśmy mówić: "top mań". i nacisnąć jednocześnie rączkę sygnału alarmowego. Wysoki szpakowaty gentleman zajmował miejsce na ławie oskarżonych w olbrzymiej sali sądowej gmachu wymiaru sprawiedliwości w Liverpoolu. Jakim sposobem możecie to być WY? Dajcie nam spokój.spytał podchodząc do burty. Jako starszy oficer pierwszy rozpoczął spotkanie Nowego Roku. od tego co on uzna za sprawiedliwe dla danej osoby w danych okolicznościach. Nagle z perłowej mgły wysunęło się coś jasnego tuż przy wodzie i prędko pędziło do lewej burty statku. . przedmiot znikł z jego pola widzenia i starszy oficer usłyszał głośne zza burty wołanie: . zgiętych podczas zabierania głosu .bardzo możliwe. Już miał zamiar podać komendę na ster.mówił sierżant .pomyślał. . Wysiłek wojenny (war ejjorts .mówił wesoły głos z motorówki . .nisko.przecież wiem doskonale. Ludzie stojący w motorówce domagali się spuszczenia trapu.Monsieur . wykształcenie oraz siła woli.specyficzna ocena ludzi i zaikładów pracy w tym okresie) fabryki tylko dzięki niemu znalazł wielkie uznanie rządu jego królewskiej mości i zatrudnionych w fabryce ludzi. Wyrok zależny był wyłącznie od zdania sędziego. Przywieźliśmy wam prowiant.odezwał się zdumiony głos zza burty.Halucynacja" . .Widziałeś coś na wodzie? . Przetarł zmęczone od bezsenności oczy. Coś podobnego zdarzyło mu się po raz pierwszy w życiu. białe peruki i czarne togi adwokatów. Oskarżony należy do . że widzi jednak wyraźnie kształt białej motorówki stojącej przy burcie statku. . Motorówka nie znikała. Idziemy już całą noc. by zmienić kurs unikiem. SĄD MORSKI Sędziemu Zdzislawowi Koszewskiemu Przewodniczącemu Odwoławczej Izby Morskiej w Gdyni Autor *'a Biblię przysięgał wysoki sierżant brytyjskiej policji.odpowiedzieli ludzie z motorówki.Oskarżony . potem włosy z jeżyły mu się na głowie. łączyły wypadki drugiej wojny światowej ze średniowieczem.Qu' est ce que vous voulez? Co sobie życzycie? .

by porzucić przyjęte wobec siebie zobowiązanie. którzy dopiero w czasie wojny zaciągnęli się na statki. zamknięty na czworokątnej platformie ogrodzonej wysoką balustradą. jeśli TY ŁAMIESZ PRAWO. że ławnicy zostali powołani po to. ulegając słabości do prawa rzymskiego i nieodzownej przy nim łaciny.sprawiedliwość jest to mocna i stała wola oddawania każdemu. usiłowałem przenosić wyobraźnią każdą akcję na Forum Romanum.Cztery lata ciężkiego więzienia. Ale i tacy wracali dobrowolnie po kilku miesiącach. W tej samej sali miał za parę godzin urzędować zespół Polskiego Sądu Morskiego w Anglii. na sesji wyjazdowej do Liverpoolu. Specjalna karetka natychmiast go przewiezie do miejsca kary. Uważałem. Podczas rozpraw. Tak i podobnie zasłaniali się przeważnie ludzie nowi. rozpaczliwie szukające ratunku w lodowatej wodzie. obdarzony tak wielką sztuką rządzenia ludźmi. których już sama woda napawała przerażeniem. posiadający wykształcenie i nieskazitelną przeszłość. Widoczne w nocy na tle ognia czarne cienie ludzkie. o ile się tylko dało. co mu się należy. że jeśli dane im będzie dotrzeć do najbliższego skrawka ziemi. trzeba było znacznie więcej czasu. Sąd nasz składał się z zawodowego sędziego.każdemu. Wśród rozmaitych spraw rozpatrywanych przez Sąd Morski najwięcej było spowodowanych strachem przed wyjściem w morze. okoliczności i miejsca.jak chciały i gdzie chciały . tej zdolności rządzenia ludźmi. godzących w oskarżonego słów drżały mury sali. żadna już siła nie zmusi ich do ponownego wejścia na statek idący w piekło ognia i wody. z potworną siłą przemawiały do instynktu samozachowawczego nowych marynarzy. Ławnicy byli wybierani przez związki oficerów oraz marynarzy i mianowani przez ministra sprawiedliwości rządu polskiego. drżeli obecni w niej ludzie. nie wdrożonych jeszcze dostatecznie w dyscyplinę okrętową. i właśnie obecnością na rozprawie sądu angielskiego skracaliśmy chwile oczekiwania. mówiących niemal stale po łacinie i z olbrzymiego ciała prawniczego wyłuskujących szkielet sformułowanych w Rzymie praw. Echo strasznych słów nie zdążyło się jeszcze odbić od wysokich sklepień sali. jak nas o tym wszystkim zapewnił sierżant.bezbronne statki handlowe. by znaleźć się przed Sądem Morskim na ławie oskarżonych pod zarzutem dezercji.Jeśli ty . wielu przysięgało sobie. dla "maszynowych" .Gdy wskazujący palec ręki wyłaniającej się z czerwonej draperii wymierzony został w bladego gentlemana. Dla spraw "pokładowych" ławnikami byli oficerowie i marynarze pokładowi. by zadość uczynić rzymsikiej . zwanego praetor. straszne morze i jeszcze straszniejszą wojnę na nim. usłyszeć "rzymski" sposób wnioskowania. jaką posiadasz ty? Przez cały czas przemówienia ten wymierzony w oskarżonego palec był symbolem piorunów bijących z nagromadzonych chmur doświadczeń zebranych przez stulecia. stanowiącej skróconą formę od iustitia est firma et perpetua voluntas ius suum cuiąue tribuendi . w normalnych warunkach życia. drżał oskarżony. by 2 ust najwyższego urzędnika mającego pieczę nad prawem. Kiedy zostałem ławnikiem Sądu Morskiego. to czego mogę wymagać JA od tych. przywracało większości marynarzy naruszoną równowagą. co mu się należy. . urzekających swą logiką. wyjście w to tak mało im jeszcze znane. odświeżyłem sobie w pamięci prawo rzymskie studiowane przejściowo na uniwersytecie przed wstąpieniem do Szkoły Morskiej w Tczewie.odpowiedni zespół z "maszyny". Prócz tego był przewidziany obrońca. Pod wrażeniem ważkich. Po przybyciu konwoju do portu pamiętali tylko sceny ginących statków. gdy platforma z oskarżonym zapadła się pod ziemię w teatralny sposób. Strach ten dyktował najrozmaitsze formy uchylania się od wyjścia w morze.zasadzie prawa: suum cuiąue . I wreszcie ostatnie gromowładne słowa wyroku: . Bardziej wrażliwym. salę zaległa bezwzględna cisza.obdarzony tak wielką siłą woli. Cel zawsze był ten sam: odwlec. najczęściej jednak jako usprawiedliwienie podawano zamroczenie "nieznanym 'napojem" lub brak środków lokomocji zniszczonych bombardowaniem. . prokuratora oraz dwóch ławników. która potrafiła przełamać granice czasu.padły z wysokości tronu słowa . na którym nieprzyjacielskie okręty podwodne przez długi czas topiły . Parę dni postoju w neutralnym porcie. gdy olbrzymi słup ognia na bezkresach Atlantyku raz po raz dawał znać o początku końca setek ludzi ginących od torped. Patrząc na te sceny.oddać. którzy nie posiadają takiej siły woli. Seminaria z prawa rzymskiego wydawały mi się zawsze pracą lekarzy w prosektorium.

Ławnicy. odczytywał personalia i akt oskarżenia. ąuibus auxiliis? (przy czyjej 'pomocy?) -r. Niebezpieczeństwo wcale nie zmalało. Układałem w formę rzymską usłyszane informacje: quis? (kto?) . Po zakończeniu przemówienia sędziego ze strasznej platformy przeznaczonej dla oskarżonych i odgrodzonej od świata wyszedł na salę młody chłopak. ale nie chcę być bezbronny. quando? (kiedy?) . z którego nikt ich nie starał się nawet ratować.. wróciłem na statek z powrotem. jest to chyba również dopuszczalne. Wstyd mi się zrobiło. Jeśli prawo rzymskie przed wiekami uznawało już takie wyjątki. vis compulsiva.topić się. W tym wypadku wyłącznie oskarżonemu. ale przestępstwo było dla niego oczywiste. cur? (po co?) . Chcę się bić. a sędzia ogłosił wyrok uniewinniający. Opowiadali..usiłowałem tymi dowodami przekonać sędziego.w Nowym Jorku.o gadzinie siedemnastej dnia 13 marca 1941 roku. Prokurator zażądał przepisowej kary.gdy zobaczyłem palących się ludzi skaczących w nocy do morza. Dobrowolnie zaciągnął się na statek. Ale. Służba w marynarce handlowej jest służbą w wojsku. Pęka wreszcie kręgosłup moralny. że nawet ratowali tych. a więc musi być kara.. ten jest sprawcą. Obrona nasza wydawała mi się słuszna i logiczna. quo modo? (jakim sposobem?) . że w takich wypadkach instynkt samozachowawczy bezkompromisowo rozprawia się z honorem. Na miejscu "bladego gentlemana" stał teraz młody chłopak. Dobrowolnie nie chciałem już więcej iść patrzeć na to samo. Prawo rzymskie przewiduje wypadek. vel fuit is auctor est . ubi? (gdizie?) . cnotą. Dla sędziego przestępstwo było oczywiste. który walczył w kraju z Niemcami jako ochotnik i wydostał się z Polski przez Rumunię.komu na tym zależy lub zależało.. boję się tak jak przedtem. Staraliśmy się przekonać go. gdy nie można karać za czyn dokonany pod wpływem obawy "spowodowanej taką groźbą. by walczyć dalej z Niemcami we Francji. zgodnie z ustawą o dezercji. Cały szkielet moralny pryska "łamany kołem" bezwzględnej wojny na morzu. których storpedowano w dzień. Jak stwierdzili świadkowie. dla ławników . . Sędzia stał na stanowisku. bez względu na wszelkie konsekwencje powziętej decyzji. mówiące o odwołaniu się przysługującym oskarżonemu w pewnych wypadkach.przy pomocy rodaków zamieszkałych w Stanach Zjednoczonych. szeroko komentując jego motywy.nie. w bezbarwnych ubraniach dwudziestego wieku. Sędzia zgadzał się z przytoczonymi argumentami.znów walczyć z Niemcami. dla dobra sprawy. Na "Batorym" przybył do Anglii . że już nigdy. Mógł przecież pozostać na lądzie. Brzmienie formuły tych odwołań przypomina receptę lekarską: exceptio quod metus causa odwołanie. quid? (co?) -inaraził statek na wyjście w morze z nie skompletowaną . co zobaczyłem. gdy postępek spowodowany był strachem.Wysoki Sądzie . rodzi się jedna jedyna tylko myśl. Bez przerwy pływali na tym samym statku w konwojach. przypomniało mi zapamiętane z seminariów prawa rzymskiego na uniwersytecie exceptio z cywilnego prawa rzymskiego.przez niestawienie się na staitek w oznaczonym terminie. Sąd wrócił na salę rozpraw... zabierali się do suum cuique.przysiągłem sobie. że zaistniał bezsprzecznie wypadek złamania dyscypliny okrętowej.młodsey marynarz Nikodem Nienaski. Tylko kilka statków doszło do Ameryki z tego wielkiego konwoju. który wyruszył z Anglii. Sąd udał się na naradę. Po kilku miesiącach spotkałem się z kolegami. a potem . przenigdy nie będę marynarzem. która by i odważnego człowieka zdołała wyprowadzić z równowagi". A my nie jesteśmy sądem wojennym w ścisłym tego słowa znaczeniu . Przestępstwo popełnione wskutek strachu paraliżującego wolę.by zadość uczynić instynktowi samozachowawczemu. że sędzia uległ czarowi prawa rzymskiego.załogą. żywcem palony. już jako młodszy marynarz na statku handlowym. Wysoki Sądzie... sędzia złożył votum separatum.nieudolnie tłumaczył swe postępowanie .wzrosło. miał wszelkie ku temu bardzo dogodne warunki i dobrze płatną pracę. która staje się nakazem: nigdy więcej na morze. z godłem państwowym w miejsce ryngrafu zawieszonym na ciężkim łańcuchu. wprost przeciwnie .Sędzia oraz prokurator Sądu Morskiego byli ubrani w średniowieczne togi i birety.. Gdy nam się wydawało.. Sędzia. na podstawie którego mógł on pozbawić oskarżyciela prawa wniesienia skargi. to w naszych okolicznościach. który przełamał swój strach i wrócił na .. • cui bono? (na czyją korzyść?) W całości to brzmi: cui bono esi. Ławnicy bronili swego punktu widzenia: chłopak wrócił po kilku miesiącach dobrowolnie. męstwem i patriotyzmem. kiedy widziałem to kilka nocy z rzędu .

Prędkość tych statków była "nijaka" .linię żeglugową narazili na stratę materialną oraz pozostawili załogę na środku oceanu bez świeżego prowiantu.mniejsza od dziesięciu węzłów. Wolny czas pod tropikalnym słońcem spędzali na pokładzie obserwując zachowanie się małp.nie zaopatrzone w odpowiednie chłodnie . Wlokły się niekiedy same przez ocean. że bosman życzył tego wszystkiego (kucharzowi i jego izielomej afrykańskiej małpie. . które szkodę wyrządziło. Każdy na statku wie.ipo raiz pierwszy w życiu emalazł się w saldzie na ławie oskarżonych. nawet przeniesiona moją wyobraźnią na Forum Romanum. cur? (po co?) .bosman statku "Kamienna" Jan-Kowalski i kucharz okrętowy tego samego statku Franciszek Ptaszyński.na korzyść 'którejś z małp dla zaspokojenia jej fantazji. która z nich jest bardziej zabawna. Ale oskarżeni. otwarcie mówiąc. Dni załogi wypełnione były opowiadaniami o tym.tłumaczył bosman. Cała załoga bez wyjątku prześcigała się w dogadzaniu ganiającym po statku małpom. Czynność powodująca zubożenie actto de pauperie.złe zaklęcia i czarowanie w celu sprowadzenia czyjejś choroby lub śmierci.. a umysły załóg przepełnione były strasznymi myślami. a która najmądrzejsza. przez wdzięczność za możność oderwania myśli od rzeczywistości dzięki szaleństwom. z powodu której . na które jedynym lekarstwem okazywały się nie działa ustawione na rufach. Statki te. Zmorą na tych statkach nie był jednak prowiant.. ubi? (gdzie?) .wbrew normalnemu porządkowi.bosman przeszedł do wyrażenia swych życzeń w stosunku do 'kucharza i jego małpy. jak umiały. że małpa foucharza jest głupia i sam kucharz. Nie ulegało wątpliwości. lecz "czarne myśli" o rajderach i torpedach.Ocean Atlantycki. * Następna sprawa: quis? (kto?) -r. małpy. których tekst za Cycerona każdy chłopak rzymski umiał cytować na pamięć. W tym wypadku nie było żadnych wątpliwości. Nowa sprawa nie była skomplikowana. szerokość południowa ll°13'f długość zachodnia 17°'31'. że poszkodowany musi otrzymać zapłatę odpowiadającą wartości wypuszczonych kaczek. .. amienili całkowicie przewidywane przez prawo idwumastu tablic postępowanie.. które czasem docierały na pokładzie nawet do Brazylii. . W tym wypadiku poszkodowany mógł otrzymać zwierzę. quid? (co?) . Małpom wolno było robić na statku dosłownie wszystko.radziły sobie. Szkoda jednak znacznie przewyższała wartość małp. Życzenia bosmana ipod adresem kucharza również 'były przewidziane na dwunastu tablicach jako malum carmen incantare .klatek z kaczkami. i z łatwością dała się odszukać w pra_ wie dwunastu tablic sprzed dwudziestu czterech wieków. . znalazły się naraz na długiej trasie dużych jednostek przystosowanych do podróży w pasie podzwrotnikowym i do trawersaty oceanu. małpy. jakie wyprawiały czworonogi. budowane wyłącznie na krótkie rejsy po Bałtyku lub Morzu Północnym.. Małe statki . Zabierały żywy prowiant.jak się wyraził . Była to po prostu szkoda spowodowana bez winy właściciela przez jego zwierzęta czworonożne w siposób nieoczekiwany contra naturom . Zazwyczaj stanowiły go najbardziej odporne na warunki klimatyczne kaczki. kucharz okrętowy przy pomocy zielonej małpy afrykańskiej. podczas gdy inne ptactwo ginęło szybko. ąuibus auxiliis? (przy czyjej pomocy?) . wbrew uprzednio powziętemu postanowieniu: przetrwać wojnę nawet w więzieniu. co która małpa zrobiła. cui bono? (na czyją korzyść?) .Wysoki Sądzie! .statek. lecz i sztormy.pnzez otwarcie przez jedmą z małp drzwiczek wszystkich .bosman przy pomocy czarnej małpy brazylijskiej.o godzinie siódmej rano 7 lipca 1942 roku. Mniejszym statkom naszej floty handlowej groziły na północnym Atlantyku nie tylko torpedy. gtwmdo? (kiedy)? . lecz. quo modo? (jakim sposobem?) .na to pytanie odpowiedź mogły dać tylko.W tym miejscu swego (przemówienia . znajdujących się na pokładzie rufowym statku "Kamienna". byle nie na grozą ziejącym morzu.Moja małpa nigdy by czegoś podobnego nie zrobiła i nie zrobi. Wobec czego przeniesiono niektóre z nich na spokojniejszy pod względem stanu morza szlak południowoamerykański. bosman i 'kucharz. proszę Wysokiego Sądu.. Sędzia był zmuszony zwrócić bosmanowi uwagę na niewłaściwość używanych słów i zwrotów.

do czego mnie doprowadził ten. gdzie im się podoba? Nie. sproszę Wysokiego Sądu. Moja małpa jest głupia. do czego doszło. gdzie jego małpa zawsze siedziała przez całą podróż. która rozumem swym miała jakoby znacznie przewyższać kucharza. Otworzenie klatek z ptakami i spowodowanie ich ucieczki. że faktycznie równało się zniszczeniu. że ich krzyk słychać było na całym sta/tiku. mogę porównać mądrość jego małpy do mojej.. i jego ta czarna. tylko wywołując głośny krzyk kaczek.na naszym statku nie ma. Istotnie cała załoga. wskutek przerzucenia całej odpowiedzialności na świadomą i rozmyślną akcję małp. które można by dopasować do nowo 'powstałej sytuacji.prawo otrzymania pełnej wartości. proszę Wysokiego Sądu.ąuanti ea res fuit. Lubiła je. z wyjątkiem pełniących w tym Idniu służbę na statku. żeby jemu 'zrobić przyjemność. Po zwróconej przez sędziego uwadze kucharz zmitygował się d przestał używać niecenzuralnych słów i niewątpliwie zgubnych dla bosmana i jego małpy życzeń. Wysoki Sądzie.bosmana .culpa in faciendo.. Widziała. jaką posiadały zniszczone przedmioty . Ona. lecz pozbawienie właściciela rzeczy w ten isposób. Niech on tylko sam powie. Obie starały się wyrwać kaczkom po parę piórek. On sam nauczył ją wypuszczać kaczki i jego_ zielona małpa robiła tylko to. . Był to w dodatku bardzo szczególny jego wypadek. żeby klatkę otworzyć. siedziała na sali sądowej. głupsza od jego małpy. proszę Wysokiego Sądu. czy jego . "co może potwierdzić cała załoga. JA.. nie mogę nazwać takiego człowieka nawet kucharzem. . gdy chodził po żywy prowiant na (rufę. co robi. dwóch palaczy i chłopca z kuchni.. trzeba wiedzieć jak i na to trzeba być bardzo mądrym.Ona wie.. zwalniając się z floty z powodu wieku. bosman poczuł się do żywego dotknięty.czarna małpa nigdy nie chodziła na ruf ę do klatek iż kaczkami. lepiej od kucharza. Ona. jego małpa na swoje żywe oczy widziała. . straszyć. mnie na starość ciągać się po sądach. by potem przejść ina dobrze płatną posadę na ląidzie. . Złośliwości tej do minie nauczył swoją czarną. Ale jego małpa. Po wypowiedzi kucharza z jeszcze większym zapałem zacząłem szukać w myśli odpowiednich formuł. Gdy bosman usiadł po zakończeniu swoich wyjaśnień. . proszę Wysokiego Sądu. jest od niego mądrzejsza i wie. Tylko jego małpa mogła coś podobnego zrobić. jak gdyby to były pełnoprawne osoby. 'który by zabronił małpom chodzić. 'proszę Wysokiego Sądu.Proszę Wysokiego Sądu. Wysoki Sądzie. jest głupsza od mojej i dlatego wypuściła kaczki. proszę Wysokiego Sądu.O . przed którymi czarna (małpa bosmana chwaliła się i pokazywała wyrwane pióra. jego czarna małpa jest mądrzejsza od niego. nie czyniąc im żadnej krzywdy. Małpa. Wysokiego Sądu. dobrze. Złośliwości tej nauczyła się od bosmana. co robi. mam świadków.Wysoki Sadzie. zawsze łapę wsadzała między kaczki i tak nią kaczki mieszała. co właśnie małpom najwięcej się podobało. Nawet małpa kucharza. a w konsekwencji straty. Postanowił nauczyć się kucharskiego fachu na żywych organizmach załogi. co \nalezy robić i lepiej by od niego nawet gotowała. Gdzie proszę ja..Po zwróconej przez sędziego uwadze bosman znów przeszedł do wychwalania swej małpy. -proszę Wys6kiego Sąidu. że obie małpy najlepiej lubiły bawić się na rufie. Zachodziło zawinione działanie . proszę Wysokiego Sądu. wiedziała. proszę Wysokiego Sądu. . jakże to możliwe.Zawsze przy klatkach. jakie w Anglii dostawali kucharze na ląidzie. co dawało poszkodowanemu . Wysoki Sądzie.Jednakże nadal utrzymywał. było klasycznym przykładem takiego wypadku. ponieważ statek tstał w Liverpoolu. bardzo dobrze wiedziała.. praktycznie cała załoga.mówił . Pociągnięty został do tego zawodu wysokimi płacami. Czerwony. wszyscy na naszym statku wiedzą. Bez trudu dało się to podciągnąć pod znane ongiś w Rzymie prawo zwane Lex Aąuilla. Wszyscy wezwani świadkowie. sędzia wezwał kuchanza. takiego człowieka szczęśliwie . że ibosman mnie mię lubi. jak kucharz je stamtąd brał. (która przyszła ze mną na rozprawę". że jego małpa jest świadoma swych czynów: . rozgniewany kucharz rozpoczął przemówienie od życzeń (pod adresem bosmana i jego czarnej małpy. Pytaniem sędziego.. czy znalazłby się chociaż jeden taki człowiek na pokładzie. gdzie nie zachodziło uszkodzenie. na złość mnie wypuściła wszystkie kaczki. Następne zdania wypowiedziane przez kucharza nosiły już wszyst-kie cechy malum carmen incantare i sędzia był zmuszony zwrócić 'mu ostrą uwagę. co on zawsze przy niej robił. A kucharz ją zawsze ze sobą zabierał. co robi i ikaczlki wypuściła ona.Wysoki Sądzie. Gorsze jeszcze wyprawiała hece. proszę Wysoikiego Sądu. twierdzili. Ona. Kucharz ten nigdy kucharzem nie był. jak otwiera iklatki i wybiera stamtąd żywe kaczki i zabiera ze sobą.

Nagle ostatnia zwrotka piosenki: . Słuchając żarliwych wypowiedzi właścicieli małp. Rozprawa stawała się coraz bardziej ożywiona. Na dodatek. Szczęsny jej życia los. Wyrok skazywał bosmana i kucharza na zapłacenie wspólnie takiej kwoty.tylko nic ze swej sympatii u załogi nie straciły. również przejęli się rolą wybielania czarnej i zielonej małpy i pomimo swych najszczerszych chęci one mogli znaleźć naocznego świadka momentu wypuszczenia kaczek z klaitek. Która ma pusty trzos. za czyny jego dzieci. które były zakupione dla niej i 'których nie zjadła. Była to kwota wysoka. nawet wesoła. że przez głupotę wypuściła kaczki zielona małpa kucharza. która zawsze wie. doszedłem do przekonania. W hamaku w nocy śpi. snułem dalej swe "seminaryjne" refleksje. Jego jest cały świat. Na spacer jedzie do New Yorku. która równoważyłaby wartość kaczek w chwili zakupu. Wielki rejowiec pożerał pracę nielicznej stosunkowo załogi i nigdy nie był jej syty. -gdy oskarżony nie przyznaje się do winy. nowoczesne statki. przewidywało. stanął na stanowisku naszego wiejskiego prawa zwyczajowego "zajęcia w szkodzie" . Marynarz w dzień się bawi. Dolarów pełno ma w swym worku. tylko . która małpa rzeczywiście wypuściła kacaki na ocean.ojca rodziny. Cały ten "rzymski proces" miał naturalnie miejsce wyłącznie w mej wyobraźni. że "winni" (dobrowolnie zapłacili karę zgodnie z Lex Aąuilla. Do pracy dochodziła jeszcze nauka. że nasza piosenka była stale śpiewana . należy . czy na Atlantyku Ze swego losu drwi.zielonej i czarnej małpy. poczuwając się do współ-winy. Zobaczy ziemi szmat. (zasugerowani wypowiedziami załogi.w tym wypadku obu maJ(p. lecz stały się przez tę rozprawę dla niej droższe. że w wypadku nieprzyznania się oskarżonego. Na straży tej tradycji w postaci surowej dyscypliny oraz hartu ducha i ciała stało nie uznające kompromisów morze. Wyrok ten zakończył od kilkunastu miesięcy ciągnącą się wojnę zielonej i czarnej małpy. Sędzia osłabł i nie miał siły już więcej wdawać się w dociekanie. co robi. Analizując w (duchu prawa rzymskiego całą-sprawę. Po roaprawie obie strony się pogodziły. nawet jak na ówczesne uposażenie załogi. urodziły się kompanie okrętowe posiadające duże. Prawo rzymskie. Nie to co lądu armia szara. lecz przeciwnika małpa świadomie wypuściła kaczki. Ten surowy prymityw bytowania w ciągłej pracy wynagradzany był możnością poznania i izrozumienia morza. że to nie jego.kolebce nawigatorów" oficjalnie noszącej nazwę żaglowca szkolnego "Lwów". by przekonać oskarżonych. MA W KAŻDYM PORCIE NARZECZONĄ JL ytuł tego opowiadania jest fragmentem jednej ze zwrotek piosenki wykołysanej na pierwszej . aż wyrosła Gdynia. Utrzymanie w należytym stanie oraz konserwacja żaglowca i jego takielun-ku wymagały bezustannej pracy od wschodu do zachodu słońca. które było udziałem wszystkich marynarzy na dużych żaglowcach rejowych w dziewiętnastym wieku. Tak długo. Załoga "Kamiennej" postanowiła solidarnie zapłacić wraz z oskarżonymi całą zasądzoną 'kwotę. Obaj właściciele nadal zaprzeczali gorąco. Chcąc wzbudzić zazdrość kolegów na lądzie. ojcowski sposób wyrażania się bosmana i kucharza o małpach podciągał w mej wyobraźni każdego z nich pod odpowiedzialność rzymskiego pater familias . Przez wiele lat napawało nas dumą.przy wypieraniu się podwojona zostaje wartość przedmiotu sporu. przedstawialiśmy im radości swego zawodu w sposób najbardziej odpowiadający lądowym wyobrażeniom o wartościach życia na morzu.załoga.zarządzić podwójne odszkodowanie: lis injitiando crescit in duplum .ność widizieć ubawionego prokuratora). zapłaciła 'za kaczki. i to w tym szczególnym wytpaidku.^dzięki" rozpuszczonym pnzez nią -małpom. Życie maisze na "Lwowie" nie różniło się niczym od tego. Właśnie tak jak w żartobliwej piosence powstałej na "Lwowie": Morowa marynarska wiara. Broniono natomiast czarnej małpy bosmana.^od śnieżnych Karpat szczytu do spienionych fal Bałtyku". przy zastosowaniu Lex Aąuilla. Czy to na Bałtyku. Obaj obrońcy. twierdząc z uporem.Większość wypowiadała się. jako ibardzo mądrej. Brakowało tylko na sali dwóch głównych osób . Małpy nie . Wyraźnie ubawiony prokurator (pierwszy raz w życiu 'miałem moż-. Innymi słowy . płacąc podwójne odszkodowanie z tytułu lis infi-tiando crescit in duplum.

Stanęła przy łożu w ten sposób. Po godzinnej rozmowie nieznajomy zaproponował mu. że jej się przygląda badawczo.MA W KAŻDYM PORCIE NARZECZONĄ. Nikogo poza gospodarzem i lokajem w zamku nie widział. że mógł w smudze światła podziwiać piękną twarz 1 smukłą postać. gdy weszli do olbrzymiej kaplicy.pomyślał zasypiając.wszystko jak na dobrym filmie. Polak miał jeszcze do końca urlopu dwie doby w zapasie. "Straszny Dwór" .. Kolację zjedli w olbrzymim hallu wykładanym czarnym dębem. Druga wojna światowa pozostawiła petycję ibez odpowiedzi. godząc się wreszcie na kieliszek wina obojętnej mu marki. Typi bardziej że. Światło było przyćmione. który historię niniejszą opowiedział. czy mu się podoba? Był tak zachwycony. Gdy spytała go z kolei. . że przytaknął skwapliwie. Obudził go nagle jasny snop światła padający na oczy. Niemcy topili •bezkarnie setiki statków i bombardowali Samotną Wyspę dzień w dzień. Na głowie mdała welon. że bawi go bardzo atmosfera starego zamczyska. W tej chwili postać zaczęła się ku niemu przybliżać. wydawać się mogą niecodzienne. Stała na środku sali. Usłyszał jeszcze bicie starego zegara. galerie obrazów. Ten. czy zechciałby wyratować ją z mąk tamtego świata również przytaknął odważnie. 0 rzeźbionej powale i ścianach. Duchów się nie bał. Ubrał się szybko i za chwilę wsunął się do sąsiedniej komnaty. Podziwiał olbrzymie. miała w sobie rzeczywiście coś ze zbioru motyli. Zegar wygrywał kuranty. Po kąpieli Uczeń ułożył się w ogromnym łożu. Lecz on nie frajer jest. regularne rysy.. gdy odmówił wypicia jakiegokolwiek mocniejszego trunku. spytała. by . Używa sobie fest.zwana MADAME BUTTERFLY od Motyla Fuccdniego. Wytworzona wokół piosenki "burza" zwróciła naszą uwagę na owe "narzeczone". W blasku złotych płomieni świec ujrzał kapłana oraz kilka postaci w nigdy nie widzianych strojach. biblioteki. Za chwilę znalazł się w nowoczesnym lulksusie starych zamkowych komnat. myśliwskie trofea . Ta mówiona kolekcja. był uczniem polskiej Szkoły Morskiej w Southampton. gdy przysiadł się do niego szpakowaty gentleman. Lotników i marynarzy polskich noszono w Anglii na rękach. na-. Wówczas nazywano nas jeszcze Natchnieniem Narodów. Widząc. pod warunkiem że nigdy potem nie będzie starał się jej szukać ani dowiadywać się kim jest lub kim była? Zgodził się uczynić dla niej wszystko. Sprawił gospodarzowi lekki zawód. Przyjęła je prowadząc go przez mroczne korytarze. Przepraszał gospodarza za sprawiony kłopot i oświadczył. . marmurem wykładane kominki z kutymi w mich herbami właścicieli. a przez to być może . Zjednoczone oburzeniem postanowiły wysłać petycją do odpowiednich władz. gdy samochód gościnnego gentlemana zatrzymał się przed starym. w których je zebrano. które zaczęliśmy kolekcjonować w opowiadaniach. Jedynie okoliczności. Światło padało z otwartych drzwi sąsiedniego pokoju. średniowiecznym zamkiem.pomyślał. a potem wygrywane kuranty.gdy lokaj niosąc walizeczkę gościa zaprowadził go do sypialni. jak w powieści. Powiedziała. jak zrozumiał. Wówczas zadała trzecie pytanie: czy zechciałby ją natychmiast poślubić. Podszedł do niej i podał jej ramię. że w takim razie będzie na niego czekała w sąsiednim pokoju. duże szare oczy. "Śni mi się. Wybrane poniżej opowiadania nie stanowią wyjątków. wysmukła szyja otoczona naszyjnikiem z pereł. Usłyszał dźwięk wybijanej przez zegar godziny dwunastej. ponieważ po raz pierwszy jest w tak niezwykłym otoczeniu. wielu pań w Gdyni. Wydawała się mu aniołem. W otwartych drzwiach stała kobieca postać ubrana jak do ślubu. czy zabłądziła?" . Siedział właśnie w poczekalni przy stoliku. zaczęła wywoływać niezadowolenie wśród wielu. który zstąpił na ziemię. Młody nawigator zesztywniał nieco. opierając się na łokciu. Stary lokaj. Niejedna chciała być mu żoną. Dochodziła godzina jedenasta wieczór. Z powodu bombardowania Uczeń musiał długo czekać na połączenie do Southampton na jednej z mniejszych stacji kolejowych.zamiast nudzić isię na dworcu lub w przygodnym hotelu . Brzoskwiniowa cera. bezszelestnie zmieniał nakrycia. by zabronić śpiewania 'tej amoralnej zwrotki. Był to okres najcięższy dla Wielkiej Brytanii. Zdumiał się. Podniósł się z lekka.zechciał spędzić czas u niego w doimu.godne uwagi.

wyjść za mąż i osiedlić się na stałe w głębi kraju..perły. podnieconej nastrojem średniowiecznego zaimku i biciem zegara z 'kurantami. Po śniadaniu gospodarz zaprosił go do obejrzenia galerii obrazów rodzinnych.Perły są na miejscu! . . Wsunął rękę pod poduszkę i wyciągnął zwój wspaniałych pereł. bojąc się. jego gość został na zawsze w morzu. Wydawało mu się. Miała narzeczonego. Potem wspaniałym gęsim piórem obecni złożyli swe podpisy na aktach ślubnych. niskie chmury. Zeszli do tej samej kaplicy zamkowej. Lokaj zamknął trumnę. Przypomniał mu się sen. Narzeczony zginął. Nie wierząc już sobie. Przy śniadaniu gość opowiedział wszystko.Czy to ta? . Gość zobaczył postać młodej. Żona wzięła go pod rękę i wolno skierowali się ku wyjściu z kaplicy.. Długo się im przyglądał. kareta została roztrzaskana. Naraz na jednym z obrazów gość ujrzał swoją żonę.. w której nocą odbył się ślub... Trzeba było spakować jeszcze rzeczy zostawione w sypialni i przygotować się do drogi. czy chce mieć za żonę owego anioła w kobiecej postaci. Gdy nakładał już mundur.spytał gospodarz. jak pozostawił. wsunął rękę pod poduszkę. z którą kilka lait pływałem na jednym statku. zapukano do drzwi. z perłami w ręku. którą oglądał w nocy oraz ze sznurem pereł na szyi. Rozpacz wiodła ją na most wysoko rozpięty nad rzeką. znikła w jednych z wdelu otwarlyfetf drzwi. Wsunął perły pod poduszkę. że jest posiadaczem fortuny. Wybuchła wojna. Ona z kolei chciała mieć polskiego marynarza za męża. Po niebie sunęły szybko ciemne. Sama wśród obcych.. . iż w drodze do zamku konie poniosły. że śpi. pięknej kobiety. W halki czekał już na niego gospodarz. W sypialni zastał wszystko tak.. czekając na narzeczonego zmarła z głodu i wycieńczenia. Siwy gentleman towarzyszył mu aż do wagonu i głośno życząc szczęścia pomachał ręką w chwili. gdy pociąg ruszał. Nigdy więcej się nie spotkali. Wraz ze statkiem znalazła się w Anglii. W chwili gdy wszystko było przygotowane do jej ślubu. Rozczuliła się spotkaniem i zaprosiła do siebie. że za to co dla niej uczynił -darowuje mu swój naszyjnik.. który go malował. Tyle lat.. . Wrócili do hallu. by nie zostać posądzonym o ich nielegalne przywłaszczenie. Wspomniał również o perłach. że ją zabalsamowano. co jej powiedziano.zauważył gospodarz. Szli długdm korytarzem zatrzymując się przy portretach. Świadkowie rozpłynęli się wśród ruchomych cieni rzucanych przez rozchyibotane płomienie świec. Mówiąc to... Mała brzoskwiniową cerę. Młody marynarz nie miał nawet możności dowiedzieć się. Opowiedziała wszystko. Była tak piękna. jaką nazwę nosi zamek jego żony. Pokazał swe dokumenty. a na wysmukłej szyi . właściciel zamku opowiedział. Tą samą drogą wrócili do sypialni. na jednym z wdelu storpedowanych statków. Tyle wspomnień z tamtych dobrych czasów. Gospodarz wymieniał przy każdym nazwisko mistrza. wreszcie zdecydował. by pokazać swą córeczkę.. było już jasno na dworze. Sięgnął pod poduszkę. Nie widziała przed sobą innej drogi spodziewała się zostać matką. Gdy się obudził. Panna młoda nie uwierzyła w to. Wszedł lokaj prosząc na śniadanie. odpięła zameczek i ułożyła mu na ręce zwoje pereł. że jest to portret jednej z sióstr jego praipradziada. Właściciel zaimku odwiózł go na dworzec. W jednym z miast portowych spotkałem stewardesę. Pereł nie było. więc wychodząc ze starym sługą do jadalni zostawił je tam. Właściciel zamku wrócił do swojej rezydencji. Został sam. w tej samej ślubnej sukni. Łóżko było nie zasłane. gdzie były. Gdy stali już we drzwiach. Jeśliby gość miał ochotę ją zobaczyć. Wszystko wydawało mu się wytworem bujnej wyobraźni. Nie chciał pnzy lokaju wyjmować pereł. Zanim zdążył ooś odpowiedzieć. Schował perły znów pod poduszkę i zaczął się ubierać. nadeszła wiadomość. Gdy gość przytaknął. a narzeczony zginął.Bez namysłu odpowiedział twierdząco na pytanie. co się jej w życiu przydarzyło. W jednej z nisz stał stary lokaj i na skinienie właściciela zamku uchylił wieko trumny. Zamierzała zejść ze Statku. co mu się w nocy przydarzyło. szepnęła mu. Zimne perły leżały na miejscu. przebrał się w pidżamę i wyciągnął na łożu.

..nucić jedną i tę samą melodię. który przypomniał mi Polskę i dlatego płaczę. to wstydu nie będę miała. czy Sumę jest wodzem szczepu Tupinamba. Do pojmanych jeńców Tu-(pinamba odnosili się z większym szacunkiem nawet niż do wojowników własnego plemienia. Na to Felek oświadczył. miała prawo do najlepszych kąsków w postaci mięsa z palców rąk oraz tłuszczu z wątroby i serca. Podczas podróży pomiędzy dżunglami Amazonki Sumę lubił wieczorami . 'bali drewna lub kauczuku. W poszukiwaniu źródeł jej pochodzenia dowiedziałem się.. tego co tak pił i co go zawsze po raz ostatni na statek mustrowali.weźmiemy ślub. by głodował jeniec. z niskiej chęci mordowania. Pan pamięta.zjadano. ale pod warunkiem że niczego od niego nie będę żądała. Ale zrobiło mi się lekko na duszy. Oburzał się na samą myśl. Według Tu-jpinaimba biali byli na bardzo niskim stopniu kultury. Kobieta na pożegnanie ze czcią całowała Sumę ostentacyjnie w rękę. dlaczego oddają swe życie. Indianina. Słowa nie mogłam wymówić.żadnych obowiązków pod żadmą postacią. które uprzyjemniały im kilkudniowe festyny i uczty. Sumę znał doskonale angielską terminologię maszynową i pełnił już raczej funkcje tłumacza w maszynie. Utuczonego jeńca z wielkimi honorami zabijano uderzeniem maczugi i przy śpiewie. Załogę pokładową i maszynową stanowili Indianie znad Amazonki. podobnie jak i honorowi goście. że idę skoczyć z mostu do rzeki i że on jest ostatni. by dbała o jeńca i mu usługiwała. Felek śpieszył się bardzo. że są dobrzy ludzie na świecie. muzyce oraz deklamacji . niżby dopuścił do tego. przy akompaniamencie' miniaturowej gitary.. a jeńcy wiedzieli. ale pływa. Zapisał mi połowę swojej pensji. Sumę twierdził. w przepisowo nałożonym pasie ratunkowym. Najstarszy wiekiem był Sumę. Dziwiło mnie. jak zawsze wesoły. Melodia była niemal identyczna z tą. ziaren babasu..siedząc na zwojach lin na pokłaldzie rufowym . Ciążył duszą do pokładu. bo mieli w tym porcie stać niedługo. Żona zjadanego. o czym mówi. muzyki oraz poezji. Świat mi się od tej chwili odmienił.. dlaczego płaczę.. Zapraszano na nie licznych gości i wspólnie zjadano wziętych do niewoli jeńców. Uwierzyłam. ale pomimo jego sędziwego wieku niklt nie izamierzał go zwalniać. Nie wytrzymałam i powiedziałam mu. Na wszystkie alarmy szalupowe zjawiał się pierwszy. Felek. Gdy mu powiedziałam. Szczepy te słynęły niegdyś z zamiłowania do pieśni. i z zapałem brał czynny udział w opuszczaniu szalupy za burtę. bo wreszcie może się komuś na coś przydać. że w każdym osiedlu nad Amazonką. A teraz pobieram rentę wdowią. nie mówiąc już o bestialskim traktowaniu niewinnych jeńców. Ani wierności. Opowiedziałam mu wszystko. . na których przygrywano na następnych ucztach. Tupinamba wiedzieli.I wtedy spotkałam Felka. żebym się niczym nie martwiła. Zacząłem pilnie obserwować Sumę. Wzięliśmy ślub. po co zabijają. Swego czasu Tupinamba byli niesłychanie zgorszeni i oburzeni na białych z powodu złego traktowania przez nich jeńców. Więcej go nie widziałam. wytłumaczył. przy którym stawaliśmy na kotwicy. że zwyczajnie . całe moje nieszczęście jeszcze mi się bardziej przypomniało. by zabrać -przygotowany dla nas ładunek orzechów. Felek. żebym z nim poszła i spokojnie opowiedziała. Ani jeden kęs mięsa czy kropla krwi nie zmarnowały się. co mi jest. spytałem sternika z mojej wachty. Właściciel jeńca raczej by sam głodował. którą nteraz słyszałem w dzieciństwie i której słowa rosyjskie mówiły o okręcie-zjawie idącym "po sinim wołnam okieana". iż nie rozumiem. że wszędzie go z takimi honorami żegnają. ani posłuszeństwa . Pływał w załodze maszynowej na statkach angielskich kompanii okrętowych od momentu założenia regularnych linii na Amazonce. że Sumę należy do jednego ze szczepów Tupinamba. że mogła być przyswojona od białych. I że się cieszy. Z zasady przydzielał mu jako żonę swoją córkę lub siostrę. Złapał mnie za rękę i poprosił. Pieniędzy nie posiada. Nawet z piszczeli wyraibiano flety. Sunae zawsze i nieodmiennie żegnamy był przez kobietę otoczoną dziećmi. Melodia ta nie dawała mi spokoju. Maszyny nie lubił. Jak go zobaczyłam. Nie mogłam (powstrzymać się od płaczu. że jest to stara melodia indiańska z dżungli nad Amazonką. że nie ma męża w domu. zaczął wypytywać. bo wszystko przepił. ten pijak! Zaczęłam strasznie płakać. Wyszli tego samego dnia w morze. Zaprowadził mnie do jakiegoś baru. W okresie tym byłem oficerem nawigacyjnym na angielskim statku dbsługującyni osiedla leżące nald Amazonką oraz porty na północno-wschodnim wybrzeżu Ameryki Południowej. zabijali bowiem ludzi bez potrzeby. Gdy te pożegnalne sceny za każdym rejsem się powtarzały.

. i do niej przyległej. Nie liczył ich nawet. Niestety podczas walki roznoszę tylko amunicję i kawę. Była wyraźnie rozżalona i swym zapałem przypominała znaną mi z historii polskiej panią Chrzanowską słynną z obrony Trembowli. Cała załoga . Małpka. aż okrzepł zupełnie. W chwili naszej rozmowy miał ich dziewięćdziesięciu dziewięciu i z niepokojem czekał na setnego. . pokazując z dumą działka i przeciwlotnicze karabiny maszynowe. nie boimy się samolotów. że jednak w jakiś cudowny sposób wrócą do ojczyzny. ale i córek stanowiła o bogactwie i znaczeniu.był nieco odmienny od tego. Był to najbardziej delikatny statek całej naszej floty.jak zapewniała oprowadzająca mnie pani . Córki dla Sumę nie przedstawiały żadnej wartości. dopóki otartej części. Można powiedzieć. od południka ląuios. byłem znów w Polsce. Brał nią namiary "na oko" nad kompasem z zeszłego stulecia i kreślił za jej pomocą kursy na mapie również "na oko". poszycie. Zanim podano obiad. Właściwie ze starego "Kromania" nie zostało nic prócz nazwy. . Te garstki Polaków wędrujące po całym świecie myślały o sobie jaik Atlantowie. spod których zalśniły świetnie utrzymane działka. iż każda z tych kobiet jest żoną Sumę. Sumę za cel swego życia postawił posiadanie stu synów. W tym wypadku było to imię własne małpki z lasów tropikalnej Afryki. a dzieci. Każdy polski statek był pływającą cząstką Polski i pobyt na nim jpotrafił natchnąć nadzieją. W każdym miejscu dogodnym do ustawienia broni przeciwlotniczej lub przeciw okrętom podwodnym stały doskonale utrzymane działka. jeśli mówić o roku wodowania. Kraj nasz.w żalu.wyjaśniała w dalszym ciągu pani . siedziała na kanapie i niańczyła małego szarego kotka.spytałem. w którym znalazłem się chcąc odwiedzić swego kolegę ze Szkoły Morskiej w Tczewie. który przez kilka lat z rzędu obdarzał go wyłącznie córkami. Monkejka poznałem w okresie bombardowań Londynu. dzięki temu mogliśmy spełniać nakazania kraju: "Bronić będziemy ducha".znaczy tyle co małpka. Jeśli jakiś inny statek otarł się o niego podczas formowania się konwoju. na którym również "ryby śpiewają w Ukajali".Czy i pani obsługuje działka podczas akcji? . którym kapitan najwięcej się chlubił.odsłaniając płótna pokrowców. Zdrobniały na polski sposób angielski monkey. Jednakże kolekcja Sumę sama jakoś łączy mi się w pamięci ze zwrotką "Ma w każdym porcie narzeczoną. Dla każdego armatora taki kapitan był po prostu kopalnią złota. iż był to "statek mimoza". że cel. Nawet blacha komina przedstawiała wówczas smutny widok rzeszota przeżartego rdzą. rozsianych po Okolicznych wioskach. nie wymieniono na nową.I amunicji już mamy sporo.Umiem. jaki sobie wyobrażali według autora naszej piosenki ze "Lwowa" ludzie na ladzie. Jedynym przyrządem. zalany potopem na podobieństwo Atlantydy. i ci przynosili wieści o niezłomnej postawie narodu i jego niezwyciężonym duchu." MONKEJEK I "CATALINA' lYlonkejek . "Kromań" leczył się tak długo i krzepł tak długo. aż do Belem. . Niegdyś nie tylko znaczna ilość synów.posiadającemu w każdym porcie żonę . ubrana w ciepły sweterek. "statek mimoza" był nieutulony . oprowadziła mnie po statku. Później czasy się zmieniły i zaszczyt przynosiła tylko wielka ilość żon. Przybył on do Londynu jako kapitan jednego z najstarszych statków naszej floty. ze względu na posiadanie zięciów podlegających teściowi. Zapamiętałem go z podróży z Goteborga do Szkocji jako statek dogorywający. Dzisiaj było wszystko na tym statku nowe: wnętrza. Na "Kromaniu" z miejsca zostałem oczarowany żoną kapitana. . była drewniana linijka. jeśli chodzi o podniesienie polskiej bandery. wydawał się nam ziemią mityczną. Za wszelką cenę starał się dopiąć swego celu pod zerowym stopniem szerokości. oraz synowie. Wyposażenie nawigacyjne właściwie nie istniało. Gdy po dwóch latach od wybuchu wojny światowej stanąłem na pokłaidzie "Kromania".. zobaczyłem po raz pierwszy Monkejka.była wyćwiczona w obsłudze każdego typu posiadanych działek. fctóre go odprowadzają. są na pewno jego dziećmi. nawet komin.Mężowi udało się "zdobyć" dwa oerlikony . z pełnym zrozumieniem wartości każdego i znajomością ich technicznej sprawności. przy każdym leżały zapasy amunicji. Wydaje się. Gdy żona kapitana zaprowadziła mtnie do salonu. leżącego przy ujściu Amazonki.w osobie kapitana .. Ten jednocześnie najstarszy i najmłodszy statek polskiej floty nosił wypisaną dużymi literami na rufie nazwę "KROMAN". a jednego z najmłodszych.Sternik wyjaśnił. Samego statku nie mogłem poznać. jaki przyświecał Sumę . żeby mnie do niej dopuszczono. ale nie mamy jeszcze tyle broni. Spod tej fali barbarzyństwa udawało się wydostać nielicznym. nie zrażając się przeciwnościami losu.

że przeskoczy przez burtę na stojący obok drugi statek. jak gdyby to było jego własne dziecko. który śpi ze mną. gdy tylko przybył na statek. W tej podróży przydałam się na coś na statku. Nie pozostała ani jedna książka. gdyby nie ja. . Monkejka dostaliśmy we Free-town w Sierra Leone po naszej ucieczce z Dakaru. by nas doprowadził do portu. . Szczeniak. że sobie ten atlasik kupiłam. musiał się przyzwyczaić spać trzymając głowę na specjalnie dla niego uszytej poduszeczce i nakrywać się kołderką. że nie ma chyba czystszego kotka na świecie.zabrali nam wszystko. . jak Monkejek wycierał po kąpieli do sucha swego pieska i ścierał z niego urojone pyłki. Monkejeik nudził się początkowo bardzo. Tymczasem okazało się. No i tak nas jakoś przeprowadzili. kupiony przeze mnie w Anglii w six-pensie. że nam wówczas zabrali ci Francuzi wszystkie mapy. Naprawdę. Postaraliśmy się o małego szczeniaka dla niego. oddalał się od Monkejka. Uśmiechnąłem się na ich szumne wspomnienie. gdyż mowy nie ma o manewrowaniu. a to wszystko z tego powodu. ale zawsze coś tam było. siedział cały dzień trzymając się dwiema łapkami za głowę. W momencie. że nie może zaipomnieć swego ukochanego pieska.zobaczy pan. Z tym pieskiem to był cały dramat. badała czystość skóry lub czyściła paznokciem kotkowi ząbki. Tymczasem kotek zsunął się na kanapę i ostrożnie wyciągając przed siebie łapki. locje. Teraz mamy wszystko i najnowsze. gdy dotarł do ostatnich granic zasięgu łapki Monkejka. Gdy przyszliśmy do Londynu. byśmy zatrzymali maszyny i wycofali się. Nazywanie tak miłego stworzenia małpą wydawało się pani czymś dla Monkejka ubliżającym. cośmy posiaidali. sądził. że pan nie mógł zobaczyć.Szkoda. nie pozwala mu się oddalić od siebie ani na chwilę. ponieważ zapamiętałem tę słynną linijkę. że między kolanami "trzymała kotka tuląc go w swych ramionach. ponieważ znajdujemy się na polu minowym. i prosił. stanęliśmy przycumowani do innego statku. biegnąc z radości na oślep. I teraz dopiero od dwóch dni Monkejek odzyskał apetyt i humor. wszystkie przyrządy nawigacyjne . jak się to odbywa .. Monkejek kąpał . kociak jest tak wyczyszczony. Gdy udało się nam przeskoczyć przez sieci na ocean i przejść niepostrzeżenie koło statku patrolującego. Gdy ukazały się zarysy gór.. używając wytwornego określe-nia angielskiego dla psów. może nie mieliśmy ich za wiele. Cały kotek był "w robocie". bardzo głośno. Przyjemnie było patrzeć. Monkejek. LADY MONKEY. a teraz niech pan popatrzy. Naśladował w tym mnie .Widzi pan.Monkejek był to.po kąpieli Monkejek z kolei sam kąpał szczeniaka. spisy latarń. Francuzi zabrali nam w Da-karze wszystkie przyrządy nawigacyjne. Nie chcąc niepokoić małpki. Nie spodziewałam się. że nie wylecieliśmy na minie. jak chodzą razem po pokładzie szczęśliwi i zadowoleni z sie-ibie nawzajem. W nagrodę za to otrzymałam Monkejka.Widzi pan. Mąż wytłumaczył dowódcy destrojera. Mąż obliczył z tego atlasiku na oko odległość i kurs i nawet w jakiś sposób wyliczył szerokość geograficzną Freetown.. . Kotek zwolniony z uścisku ostrożnie zaczął się wydobywać z objęć opiekunki. Jak pan wie. początkowo Monkejek chciał również kąpać kotka.krótko mówiąc . burta o burtę.Wie pan. . Wstawiliśmy łóżeczko dla szczeniaka obok mego łóżka. jak się teraz boi. podobnie jak uprzednio kąipał psiaka. odszedłem od niej i stanąłem z drugiej strony stołu. dhcąc nie chcąc.No. że wśród książek do czytania pozostał mój dziecinny atlasik. położyliśmy się na kurs wprost na najbliższy ląd. Małpka siedziała na kanapie w ten sposób. pieska swego układał w łóżeczku. nie wiedzielibyśmy dokąd uciekać. Monlkejek wyraźnie zainteresował się moją osobą. Widząc tę straszną rozpacz wystarałam się o tego kotika dla niego. Byłam bardzo zadowolona. atlasy. 'drugą łapką gładziła futerko. Musi go dosłownie mieć stale pod ręką. roczniki astronomiczne. tak jak gdyby się wykradał. Monlkejek kąpie się codziennie po kolacji . tymczasem trafił pomiędzy dwie burty.go swym sweterkiem. a właściwie była to. Tak nieszczęśliwie się złożyło. Pomimo że pani wciąż mówiła: Monkejek chodził. że maszyny są zepsute i że nie możemy ich zatrzymać. że Monkejek może mieć tak silnie rozwinięty instynkt macierzyński. jak pieczołowicie tuli kotka. by go nie stracić jak tamtego. No i jakoś doszliśmy do tej Sierra Leone. Przestał jeść i pić.tak Układałam Monkejka. jak psiak. Rozpacz Monkejka nie •miała granic. w której byłaby chociaż najmniejsza mapka świata. ten błyskawicznym ruchem przytrzymał kota za ogon i przytulił do siebie. że Monkejek biegając z pieskiem po pokładzie nie zauważył. Nawet się cieszę. Jedną łapką okrywała . Troszczył się o niego. Dogonił nas angielski destrojer żądając. Cóż to była za miłość.

nad którym położona była Szkoła Morska. a po nich Od czasu do czasu przebiegały stalowe rumaki bladych twarzy. to wprawiam się w strzelaniu do celu. I oto teraz po trudach wojny wódz szczepu Złotej Strzały osiadł w puszczy. * Wygodnie ułożony w fotelu dalekobieżnego i hermetycznie zamkniętego autobusu wracałem w kilka lat po wojnie z wizyty u Monkejka i jego opiekunów. nie kończące się szyny. gdzie jesteśmy. To tutaj musiał kiedyś na mustangu galopować Winnetou . Nie było wątpliwości. zgodnie z rytuałem był przez pozostałych braci fetowany przez cały wieczór. Momentalnie cała obecna na statku załoga znalazła się na stanowiskach i zajęła miejsca przy swych działkach. Jak gdyby usprawiedliwiając tę zaskakującą przemianę pani wtrąciła: . w którym kiedyś blade twarze wycięły w pień czerwonych braci. Od czasu do czasu tylko z niepokojem patrzył. Z pędzącego autobusu podziwiałem krajobraz. ani jego jeździec. iż Monlkejek zadowolony. i pozostały. Nad wąwozem przerzucone były mosty. Ten "krwawy" akt obrony i zemsty dokonywał się w każdą sobotę. Uciecha. tajemnicą szczepu Złotej Strzały. które przyjechały ich mordować. czy kotek leży na kolanach jego opiekunki. popisywał się. Dla bladych twarzy był to po prostu ekspres WARSZAWA-GDAŃSK. z których każdy mówił o czyjejś śmierci. . widząc co noc czerwone łuny pożarów. pękające pociski i łuny nad płonącymi dzielnicami domów. który brał udział w tylu odpartych nalotach bombowców i myśliwców na "Kromań". który biegnąc przez wąwóz przecinający naszą prerię straszył stada bizonów. Przypomniał mi się kapitan "Kroma-nia".jak zwykle. W gadzinach wolnych od nauki szczep wypuszczał się na wyprawy łowieckie wąwozem. biegnąc tuż przy ścianie balii cały zanurzony.mówił kapitan . któremu udało się w wyznaczonym dniu trafić w serce rumaka bladych twarzy. Na dnie wąwozu leżały długie. Na świecie istnieje wyłącznie interes.niezwykłej historii przeistoczenia ze starej po-czwatiki w nowego motyla. podwieczorek i kolacja minęły niepostrzeżenie na słuchaniu odyssei "Kromania" . Tak. Przybyłem do ach wigwamu na skraju puszczy o zachodzie słońca.pozostawił swych opiekunów w głębi amerykańskiej puszczy. jak tylko potrafił.Za swe odnowienie "Kromań" zapłacił zestrzeleniem niemieckiego bombowca. Po kolacji odbyła się zapowiedziana kąpiel Monkejka w dużej balii napełnionej ciepłą wodą.czerwonoskóry gentleman i tylu wielkich wodzów przybranych w orle pióra. Był to szczep odważny i bitny. zaczynało się powoli rozumieć sens napisów na każdym niemal sklepie w Londynie: BUSLNESS AS USUAL. Niepostrzeżenie mijały godziny. Był w nich nawet głowaczem szczepu Złotej Strzały. . Zastałem Złotą Strzałę i jego sąuaw pogrążonych w wielkim smutku: Monkejek. a potem bohatersko walczyli przeciwko białym twarzom. zamknięty w murach tczewskiej szkoły marzył o wydostaniu się na ocean. a to w znacznym stopniu ułatwiało zadanie. a sam odszedł do Krainy Cieniów. w której brali udział wszyscy obecni w salonie. w której kiedyś mieszkali czerwoni bracia. My jednak widzieliśmy stalowego potwora. Największym wyczynem Monkejka było długie nurkowanie. Z pokładu widać było rozjaśnione smugami świateł reflektorów niebo. w tylu konwojach i desantach . Rodzinny ten niemal seans zakończyło wycieranie się Monkejka i jego kolacja. Jeśli uda im się pochwycić któryś z bombowców w smugę światła.Wszystkich działek nie mogę im tutaj demonstrować .Obiad. który podczas pobytu w tej samej szkole w Tczewie z zapałem oddawał się zabawom w Indian. że tylu ludzi nim się interesuje.boby mi zazdrościli. Z tomahawkiem i łukiem polowali na bizony. Czerwony brat. Stalowego rumaka można było uśmiercić jedynie trafiając go w opancerzone serce przez otwór w kominie. Postanowili co tydzień zabijać jednego stalowego rumaka. O śmierci swej co prawda nie wiedział ani rumak. Wyglądało to tak. Szczep Złotej Strzały zapałał więc wielkim gniewem przeciwko bladym twarzom i ich stalowym rumakom. Słuchając codziennie huku wybuchających bomb. a potem układanie się do snu z kotkiem w ramionach. A bez bizonów czerwonym braciom groził głód. jak gdyby Monkejek gonił kogoś pad wodą. Zabrakło im naraz miłego towarzysza życia. który w najbardziej trudnych warunkach i pełnych napięcia sytuacjach wojennych potrafił nieświadomie podtrzymywać konieczną wówczas równowagę duchową i dobry humor. Broń. Naraz znajomy głos syren przypomniał wszystkim. Interes . kule i ich użycie były. a potem pływanie prawie że pod wodą. Ci bohaterowie z lat dziecinnych przypomnieli mi teraz pobyt w Szkole Morskiej w Tczewie. Był to "conocny" obraz Londynu.

by je mieć podczas akcji pod ręką i pod nogą. by ogórki z ich plantacji rosły proste. gdy oficer zapytał. Islandia była wówczas bazą Stanów Zjednoczonych. którego kolce stanowiły pociski wielu działek umieszczonych w ten sposób. sądzą. samotnie. i powiedział: . Pomimo złej widzialności można się było liczyć z możliwością ataku. Jeden samolot przy niskim pułapie chmur i ograniczonej widzialności nie wydawał mi się zbyt groźny. Po pięciu strzałach samolot zaczął się oddalać i nie było go już wiącej słychać. .Było pochmurnie i mglisto. nawet nie rozpoznanego. Po pięciu trafieniach nie chcieli więcej ryzykować. gdy . oświetlając okręt podwodny i zmuszając go tym do ucieczki lub zanurzenia.Ile razy? . . żeby mi łeb ukręcili. że był to bombowiec dalekiego zasięgu . Odpalone. że ma mnie zabrać do dowództwa.Naturalnie. To była nasza "Catalina". że "Kromań" nie posiadał nie strzeżonego przez kolce miejsca. gdy wśród chmur ukazywał się cień krążącego dookoła nas samolotu.Skąd? Cała baza nasza o tym mówi. a ile było takich. .Mam jeszcze czas. Była ciemna. Rozbudowano na nim radiostację. Robiłem to. bezgwiezdna noc "choć oko wykol". Prosty ogórek wart był dwa centy. Jedną z największych teraz trosk obojga było. Oficer złapał mnie za ramię i zawołał: . wiele uszkodzonych.zawołałem. na górnych pokładach umieszczono rakiety. PIĘĆ TRAFIEŃ. należało otwierać ogień. że słyszy samolot.Szliśmy na Islandię. . "Kromań" znany był z opisów i opowiadań w całej flocie alianckiej. że zaatakowany przez samoloty podnosił najnowszą i największą polską banderę i zmieniał się w morskiego jeża. czy widziałem ten samolot dobrze i czy go rozpoznałem. Było pochmurnie i mglisto.Ooo! To ja nie jadą! .A czy strzelaliście? . że za każdym razem. Byliśmy już na trapie.odpowiedziałem. . Nikt w samolocie nie został nawet ranny Ale cała "Catatlina" była pełna podziwu. sam mi je zresztą opowiedział. Całe dnie on i jego sąuaw spędzali na przemian na grzbiecie stalowego potwora. Linki do odpalania flar i wyrzutni rakiet przeciwlotniczych rozciągnięte były na pokładach tak. Za każdym razem posyłałem mu jeden pocisk. Jednym z okrętów przystosowanych do akcji inwazyjnych został nasz transatlantyk "Batory". Za chwilą przybiła motorówka amerykańskich sił zbrojnych. natychmiast statek ten pakował w nich pocisk. wyrzucały na wysokość przeszło dwustu metrów spadochron z doczepionym światłem o sile sześćdziesięciu tysięcy świec. by nie dopuścić do ataku samolotów z bliskiej odległości. Po kilkudziesięciu godzinach rzuciliśmy kotwicę na redzie Reykja-viku. zmuszał własną brawurą do naśladowania i każdemu statkowi narzucał swą dewizę: WALCZ! Spośród wielu opowiadań o walkach "Kromania" jedno w szczególny Sposób skojarzyło mi się z wodzem szczepu Złotej Strzały.Nic złego się nie stało. żebym mu nie uciekł. znajdujące się w jego towarzystwie podczas nalotu. karczując dziewiczy grunt pod pola uprawne. Dowódca chce koniecznie widzieć kapitana tego statku PIEC STRZAŁÓW. Nie pojadę! Oficer przytrzymał mnie za ramię. skąd wie o tym. . Krzywe nie miały żadnej wartości. gdy Zbliżyli się do widocznego tylko cienia statku. "Kromań" miał na swym koncie jeden na pewno zestrzelony samolot. Alianci szykowali się do ofensywy od strony morza na kontynenty Afryki i Europy. mostek ubezpieczono przed pociskami z samolotów. FANTASTYCZNIE!!! ' FLAKA L/ruga wojna światowa przechodziła przełomowy okres. .Fantastycznie! Wszystkie pięć trafione! Zdumiony zapytałem go. które nie ośmieliły się go zaatakować? Statki innych bander. bez konwoju. Żaden samolot nie potrafił przedrzeć się przez tę zaporę.spytał. "Batorego" zaopatrzono również w łodzie desantowe i klamry na 'burtach dla ułatwienia komandosom schodzenia i powrotu na statek.Po osiedleniu się w puszczy Złota Strzała na wzór bladych twarzy zakupił rumaka stalowego do karczowania puszczy. gdy oficer wachtowy zameldował mi. Przeciwko nocnym atakom wynurzonych okrętów podwodnych rozmieszczono na górnych (pokładach tak zwane FLARY. Wiadomo było wszystkim. Siedząc w pędzącym autobusie snułem dalej wspomnienia o obecnych kłopotach kapitana "Kromania" i o samym "Kromaniu". Siali potem na nich kukurydzę i ogórki. Przybyły motorówką oficer powiedział. Zgodnie z instrukcją do każdego samolotu. Postanowiłem na niego zapolować. widziałem tylko kilka razy cień samolotu przebijający przez mglisty pułap chmur. .Pięć pocisków.

Wyprawa ta przypominała Deyowi wycieczkę Kimicica za mury Częstochowy. Obdarzeni poczuciem humoru twierdzili. w którym Polacy stali się NATCHNIENIEM NARODÓW. potem Bayonne. oraz sztaby poszczególnych sił zbrojnych. że okruchy naszych wojsk. Do wyspy należało podejść w nocy i to jak najbliżej. Udział w trzydniowej bitwie morskiej o Dakar. W toczącej się w powietrzu nad Anglią battle of Britain .dopiero rosnące straty przekonały dowództwo o konieczności przyjęcia polskiej taktyki walki. Nazwa drużyny .została zatwierdzona przez naczelne władze harcerskie. Uda się .walce o Wielką* Brytanię (w której obrona w swej końcowej fazie doszła do tego. premiera i zespół sztabów. Na razie miała to być gra wojenna mająca na celu wypróbowa/nie sprawności nowej taktyki inwazyjnej . który ją opracował. Wobec wciąż grożącej inwazji "Batory" poszedł z zapasem angielskiego złota do Kanady. Na "Batorym" nakazano bezwzględną ciszę. że oni będą walczyli do śmierci o zwycięstwo wspólnej sprawy. że w wypadku prowadzenia przez wroga ofensywy nie mogłaby wytrzymać dłużej niż jeden. liczącej za granicą trzydzieści siedem jednostek. Przeważyło dobro niedźwiadka. że przy zaistniałym stosunku sił upojonego zwycięstwami wroga i tej nikłej ilości wojsk angielskich pozostałych po Dunkierce obrona jest niemożliwa i należy zawrzeć pokój. Z trudem udało się wówczas przekonać Anglików. Ofiarowano tam Deyowi małego popielatego koalę. gotowych do odpierania inwazji. Z Australią wiązało się jeszcze inne miłe wspomnienie. Oficerów Pokładowych i Radiotelegrafistów Polskiej Marynarki Handlowej.ale wypchanego. Zwierzątko na pewno męczyłoby się bardzo w dusznej kabinie statku zmieniającego stale warunki klimatyczne od obszarów podzwrotnikowych do podbiegunowych. NATCHNIENIE odnosili do zdumiewającego faktu.jdzień dobry". której załoga "Batorego" ufundowała proporzec z napisem "BATORY GROUP". zwany pieszczotliwie przez naród Yiranłe. na którą miano wysadzić desant."BATORY" . Podczas tej podróży dzieci na widok kapitana stawały na baczność i witały go polskim . uważali. że powierzono mu wypróbowanie nowej taktyki inwazyjnej. zupełnie odmienne. Związek Kapitanów. St Jean de Luz. dwa dni) trzeba było dosłownie przejąć inicjatywę obrony. Pomimo że była tylko ćwiczeniem. stanowiły trzydzieści procent wszystkich sił zbrojnych angielskich na wyspie. . Kaipitanem "Batorego" był tak zwany Młodszy Dey Oczakowski.czy nie? Asystenci nawigacyjni szeptem przekazywali sobie otrzymane rozkazy i meldunki. ale nawet myśleć o paleniu. Przywiązał się bardzo do małego stworzonka i musiał stoczyć ze sobą wielką walkę."Batory" w największej tajemnicy zbliżał się do siedmiu wysp. znajdujące się już wówczas w Anglii. Ogień żarzących się papierosów mógł zdradzić obecność statku na wodach otaczających wyspę. by go nie zabrać jako współlokatora. Podtrzymanie ducha bojowego wśród Anglików stwarzało dla Polaków jedyną nadzieję walki o niepodległość kraju i gdy Yinnie w swym przemówieniu zdecydował się na walkę.^miażdżącej" wroga od strony morza. ponieważ ci. wysłał do Yinniego depeszę z zapewnieniem. Dey uśmiechnął się do miłych wspomnień o "buncie" dzieci angielskich. którzy "liczyli". kiedy Anglii groziła inwazja i trzeba było jej obronę wziąć w nasze ręce. Zabroniono nie tylko palić. Waleczność tydh żołnierzy polskich we Francji musiała natchnąć osamotnionego Yinniego do prowadzenia walki. by ułatwić łodziom z komandosami szybkie dojście do brzegu. Przyglądać się jej mieli zgromadzeni na jednej z wysp His Mo-jesty the King George VI. że ich sposób latania myśliwców w zwartych formacjach pomaga nieprzyjacielowi . Stojąc na mostku skracał sobie czas sumowaniem dotychczasowych podróży na "Batorym": ewakuacja wojsk alianckich z zatoki Quiberon. jej sprawność miała być oceniona przez króla. Młodzi pasażerowie sformowali na pokładzie drużynę harcerską. a tam miano je zaokrętować na inny statek idący do Australii. Zaczynał się okres. że pokrywał się on z okresem. jego Prime Minister. Po oddaniu małego koali na ląd przed opuszczeniem Australii otrzymał innego koalę . na których mieściła się baza marynarki brytyjskiej Scapa Flow. Rozkazy wydawano szeptem. Sprawność "Batorego" we wszystkich dotychczasowych wyprawach spowodowała. Wspomnienia te znakomicie skróciły oczekiwanie na moment akcji pod Scapa Flow. Zakochane w "Batorym" dzieci odmówiły zejścia i chóralnym płaczem zmusiły władze do pozostawienia ich i odtransportowania do Australii na "Batorym". zwanego niedźwiadkiem australijskim. Zakotwiczenie pomiędzy wyspami Flotta i South Walls odbyło się z głuszeniem wszelkimi sposobami szczęku wychodzącego z kluzy łańcucha kotwicznego. które na "Batorym" płynęły do Kapsztadu.

Zapał załogi "Batorego" dorównywał zapałowi szwoleżerów sipod Somosierry. Przez pokłady "Batorego" przechodziły zastępy białych i czarnych wojowników. Nie potrafiły one jednak zatrzeć w pamięci kapitana flary pad Scapa Flow. "Widziało mu się". . w których znalazł się z desantem . Wolni od służby czarni wojownicy padali przed portretem króla na kolana. I znów długie minuty oczekiwania. które jak niknące cienie wsiąkały w czerń brzegów. Sternik zebrał zwoje kabla umówionego sygnału i idąc przez sterówkę zawadził nimi o linę wyrzutni. Z tym oficerem angielskim łączył Deya przyjazny.Wszyscy komandosi wrócili . Vinnie zadowolony. Kapitan kazał więc przenieść światła rozpoznawcze dla komandosów na prawą burtę. co przewidywał kapitan. Nie zabłysły światła reflektorów i nie zawyły syreny alarmowe. że im głośniej tupią. i "Batory". gdyby był Japończykiem. Dey licząc minuty. a nawet serdeczny stosunek. Na temat flary nie mógł jednak teraz z nikim rozmawiać. tym większe oddają honory królowi. Zza burt statku wynurzyły się kadłuby powracających na swe stanowiska łodzi. Na mostku zjawił się angielski oficer łącznikowy. porucznik Wojciech Żaczek. Anzio. Na wadzie można było dostrzec cienie zbliżających się łodzi desantowych z komandosami. o oznaczonej godzinie zapalono cztery pionowo umieszczone nad sobą czerwone światła. Za chwilę zabłysną reflektory obrony wybrzeża i trzymać już będą stale w swych smugach światła statek i łodzie komandosów. Porucznik Żaczek chętnie udusiłby sternika. generała de Lattre de TasBigny. Wreszcie flara opadła do morza. Kapitan nie mógł na razie przedsięwziąć nic innego niż nawigacyjne przeczekanie ."Batory" bardzo dobrze doszedł do wyznaczonej dla wysadzenia desantu pozycji. jeśli byli na służbie. że wycieczka została wykryta i cała akcja Opaliła na panewce". tak jak to robią przed pałacem Buckingham w Londynie gwardziści. U tych ostatnich portret króla Stefana Batorego umieszczony w hallu statku cieszył się największym szacunkiem.do chwili wyświetlenia "jasnej" sytuacji. prawdopodobnie popełniłby już ha-rakiri. Dey widzi to wszystko niby w jasny słoneczny dzień i szepce. rekordowo szybko wysadził grupę desantową. Czarni rycerze. powtórzył szeptem otrzymany od kapitana rozkaz sternikowi. jak zawsze w najtrudniejszych c'hwilach życia: "Raz maty rodyła". został zniszczony. Sycylia. mijając portret wielkiego króla stawali przed nim na baczność i prezentowali broń. Stojący na mostku "Batorego" kapitan i oficerowie wpatrzeni w fosforyzujące strzałki zegarów czekali na wynik akcji. a uczestnicy wycieczki "wybici co do nogi".uważali widocznie. Na oświetlonej przez flarę przestrzeni znaleźli się i Jerzy VI. Nawet ta wiadomość nie potrafiła wywołać u kapitana zwierzeń na temat flary. Już wszystkie są na miejscu. Dla wskazania miejsca postoju "Batorego" wracającym komandosom. Nastał po jej zagaśnięciu niewy-miernie długi czas wyczeikiwania. więc zdał się na nasze "jakoś to będzie" i "trudno". Jej karność i obowiązkowość kształtowały się na tych samych zasadach. * Od tej próbnej inwazji na Scapa Flow "Batory" wpisywał na kartę historii wojny miejscowości. Sternik. Była czarna cisza. która błyskawicznie odpaliła FLARĘ.Wśród ciszy i zaciemnienia opadły lekko na wodę łodzie desantowe. tupiąc przy tym głośniej od nich . ciszy i ciemności. Asystent pokładowy. że nie posłuchał jego rady. Na mostku pojawił się ten sam ofker łącznikowy. Oficer łącznikowy zniknął w ciemności. by przenieść kabel przez dach sterówki. Salerno.melduje kapitanowi i jednocześnie przekazuje mu miłą nowinę: . Les Andalouses. Z sykiem wzbiła się w niebo świetlna smuga i po chwili zawisło na spadochronie jasno płonące światło. w połowie świetnie wykonanej. Rutyna dnia i dyscyplina na statku osiągały coraz większą doskonałość. Nie padł ani jeden strzał.Arzeu. czuł na swych barkach ciężar odpowiedzialności za losy wojny. W tym wirze zmagań losy wojny uczyniły "Batorego" flagowym okrętem dowódcy francuskich sił zbrojnych. ale że był Polakiem. Wysoko nad "Batorym" płonąca flara wspaniale oświetliła postacie artylerzystów gotowych na pokładzie do akcji. które pozostały do opadnięcia flary. Ruchome widma komandosów zlały się w ciemne plamy. Cały plan tej wspaniale zaimprowizowanej inwazji. Zmiana prądu pływowego zaczęła jednak odwracać "Batorego" przeciwną burtą do lądu. Nic się jednak nie działo z tego. bijąc czołem o pokład u jego stóp. o jakich pisał w swym regulaminie jazdy Jan .

Następnym rozmówcą admirała był kapitan "Batorego". to człowiek nie wytrzymuje nerwowo nawet takiego głupstwa. Rannych zabierano w nocy. przepraszając kapitana za przedwczesny alarm. tłumaczył: 1. Zanim jednak ustalił opóźnienie w wydaniu posiłków. głównodowodzącego siłami zbrojnymi aliantów walczących z Japończykami. Generał de Lattre de Tassigny. wywołała rozgłos i podziękowanie.Uznaję was za najwaleczniejszą jazdę!" Do wielu pamiętnych nazw przybyły nowe: Frejus. że przed statkiem na nabrzeżu stoją dwa samochody z pieczywem dla . całego statku. . Obecny okres wydawał się załodze sielanką wobec lat spędzonych wśród stad nieprzyjacielskich okrętów podwodnych i chmar bombowców. że właśnie na pokładzie tego statku powrócił do Francji. analizując stosunek oficerów do żołnierzy twierdził między innymi. Cap Negre i wiele innych. znany w całej Brytyjskiej Marynarce Handlowej jako dwunastojęzycz-ny poliglota.Kozietulski. Naoczni świadkowie twierdzili. Szybko . Cavalaire. Powoli wracały do głosu sprawy życia codziennego. . Adiutant wyliczał historyczne już nazwy miejscowości inwazyjnych. iż "surowość zwykle jest dowodem własnego braku wychowania. Intendent podniósł się na fotelu i. nawet podczas alarmu w czasie najsilniejszego bombardowania chleb wypiekali. zakupione za własne pieniądze przez piekarzy. Odpowiedź ta wywołała ogólną wesołość.Nie do wiary. do kabiny kapitana zapukał ochmistrz z wieścią. które winno być podstawą ducha żołnierskiego". * Jeden wróg został wreszcie pokonany. jak "Batory" "Batorym" . dowodzący szarżą szwadronu. Wolni od służby pośpieszyli na ląd. I nareszcie przed dziobem "Batorego" ukazał się jeden z najpiękniejszych portów. który podejmował kapitanów i starszych oficerów konwoju przybyłego z wojskiem i zapasami. Do rozpoczęcia wydawania chleba dla poszczególnych mes pozostawało jeszcze piętnaście minut. niszczy poczucie honoru.Coś podobnego. Akcja załogi "Batorego" pod St Tropez zjednała sobie najwyższe uznanie. Kapitan udał się na przyjęcie wydane przez admirała Mountbattena. że: "Były to przyjemne chwile . Na pytanie admirała.jako żywo przypomniały moment. że niepotrzebnie sprawiłem tyle zamieszania. w którym cesarz zdjął przed pułkiem kapelusz i zawołał: "JE VOUS RECONNAIS POUR LA PLUS BRAVE CAYALERIE! . Postój zapowiadał się beztroski i przyjemny. że starszy oficer posiada znakomicie znajomość łajania w języku ojczystymi. Obok kapitana "Batorego" stał starszy oficer z angielskiego statku. "Batory" będąc w czarterze Brytyjskiego Ministerstwa Wojny musiał automatycznie przejść do służby United Maritime Authority i zamiast do kraju poszedł na Daleki Wschód. ale jak bomb nie ma.mruczał. Bombaj . Rano słodki sen intendenta "Batorego" przerwał telefon od ochmistrza z nieprzyjemną wiadomością. z jaką miał właśnie rozmawiać. że piekarze nie powrócili na noc na statek i nie wypiekli pieczywa dla załogi i zaokrętowanego wojska. Ciężkie bombardowanie pod St Tropez zniszczyło wiele barek desantowych i statek pod banderą brytyjską. Rachunek czasu doprowadził go do smutnej konieczności zameldowania kapitanowi o tym niesłychanym braku poczucia odpowiedzialności i obowiązkowości u piekarzy. że bardzo dobrze zna ENGLISH GOOD LAN-GUAGE and ENGLISH BAD LANGUAGE i jego specjalność to ten ostatni. którzy nie wrócili na noc na statek. Z samozaparciem i poświęceniem załoga "Batorego" śpieszyła z pomocą rannym Anglikom: Ze względu na toczącą się bitwę i możliwość ponownych nalotów akcja ratownicza musiała się odbywać w ciemności.. a teraz bomb nie ma i chleba nie ma . w gorących słowach wyraził kapitanowi swe uznanie za wspaniałą postawę załogi oraz podziękowanie za to. które z tych języków zna najlepiej. Pampelonne. schodząc z "Batorego". w których "Batory" brał udział pod dowództwem tego kapitana. Bombaj na siedmiu wyspach przypominał Deyowi siedem wysp Scapa Flow. Ludzie zaczynali żyć normalnie.Przepraszam. Admirał kolejno podchodził do każdego z kapitanów słuchając przy tym wyjaśnień swego adiutanta dotyczących osoby.mówił rozkładając bezradnie ręce.Kto by się po nic'h tego spodziewał! Tyle lat. Intendent szybko obliczył czas potrzebny do wyszukania odpowiedniego dostawcy i dostarczenia w porę tak wielkiej ilości świeżego pieczywa. Na kursie statku widziano "owiane czarem legend Indie". spowodowane brakiem pieczywa. Oznaczało to. Z przyjemnością myślano o czekającym statek postoju w Bombaju. starszy oficer oświadczył. Nigdy tego nie było.port na siedmiu wyspach. . O rozrywkach i zabawie.

Interesowała się nim stale cała załoga i każdy. Misk bywał często wyraźnie zmęczony swą popularnością.Oczywiście. Anzio. Frśjus. zbadałem teoretycznie według wielotomowych dzieł o życiu zwierząt. że najlepiej lubią penetrować drzewa w poszukiwaniu gniazd ptasich. Pełen uznania dla kapitana "Batorego" i rozjaśniony przyjaznym uśmiechem przyszły wicekról Indii rzucił pytanie. wyprawa z generałem de Lattre de Tassigny. Wiadomo <było. Misk natomiast pełnił swe obowiązki stale w dzień i w nocy. rzecz tak się miała: Jego królewskiej mości sygnał taki był niepotrzebny. Wyczytałem. Różnił sią od nich długim ogonem i długim •nosem. który od objęcia przez Deya dowództwa "Batorego" nie rozstawał się z nim.^miłość wieczysta" i "przyjaźń dozgonna". Les Anda-'louses. których przedstawicielem był właśnie Misk. wsuwał do niej pyszczek i ostrożnie wyciągał przeznaczone dla niego surowe jajko. że cały personel mający coś wspólnego z prowian-turą i kuchnią może Miska głaskać do woli i zdobywać jego uśmiechy. by je rozgniótł lub zrzucił na pokład. Cap Negre.w żadnym wypadku nie przewidywała takiego sygnału w podobnej sytuacji. W nadziei pozyskania względów Miska zacząłem przysługujące mi na śniadanie. Dzięki Miśkowi trafiłem nawet do Polskiej Kroniki Filmowej. Nie zdarzyło się nigdy. ponieważ służba na fregacie nigdy nie ustawała. St Jean de Luz. Każdy na pokładzie chciał go pogłaskać i uzyskać coś w rodzaju uśmiechu. skąd wybierają jajka. Nawy . transport złota do Kanady. Wobec czego Dey Oczakowski przemilczał ją przed admirałem. co stanowi charakterystyczną cechę koatf. z rodziny niedźwiedziowatych. Po tym miłym przyjęciu. Zazdroszcząc względów Miska. Dakar.Widzisz. Na statku jednak żaden Anglik nigdy tej nazwy przy nim nie wymienił. którą z tych miejscowości kapitan uważa za najtrudniejszą dla swego statku i załogi. Port Cross. Misk otwierał łapkami kieszeń mojej marynarki. Misk pochodził z lasów południowej Ameryki. jaką niegdyś miała na pierwszym naszym żaglowcu szkolnym "Lwów" ofiarowywana w zamian za kotlet . bunt dzieci w drodze do Australii. ale wykonują to wyłącznie z okazji pełnienia niekiedy królewskich obowiązków. Potrafił je następnie otworzyć i wypić tak zręcznie. Ody stawałem się dla niego osiągalny. Salerno. Pociągnięty przykładem dowcipnej odpowiedzi swego poprzednika Młodszy Dey Oczakowski miał już ochotę powiedzieć. Zainteresowanie Miska moją osobą doszło do tego. Dla naszego premiera . To było męczące. Pampelonne. że nie zmarnował nigdy ani kropli jego zawartości. Lewant. . Podobno królowe godzinami ćwiczą utrzymanie na twarzy odpowiedniego wyrazu. gdy się znalazł u siebie na statku.Masz na myśli flarę? .również takiego sygnału nie przewidywało. . który jest uśmiechem. którymi darzył naszyc'h żywicieli. jak Dey sądził z kurtuazji w stosunku do niego. Cayalaire. Dowództwo Scapa Flow . Arzeu. Bayonne. Efekt przeszedł moje oczekiwania. że miejscowość ta nie została niestety wymieniona przez adiutanta i że jest nią SCAPA FLOW.wymieniał nazwy: Quiberon. tak zwane przez nas "kurze owoce" chować dla niego. a królowie dosłownie trenują podawanie ręki kilka tysięcy razy z rzędu. jakie z adoracji mógł wyciągnąć. usiłował przywabić do siebie włażąc na sklarowane liny wiszące nad pokładem na wysokości moich kieszeni. MAJOR I MISK ^-^sobą najbardziej popularną w tym czasie cna Białej Fregacie był Misk. Zmęczony tą adoracją przebierał w niej w zależności od pewnych materialnych korzyści. kto przyszedł na "Dar Pomorza". Saimo czyste uczucie najbardziej płonące miało u Miska tę samą wartość. podczas prowadzonej przez nią próbnej operacji inwazyjnej.niepożądany. Sycylia. Sceny przymilań Miska i zanurzania się w kieszeni marynarki wzbudzały zachwyt widzów oglądających tę scenę na ekranie.Co myślisz o akcji pod Scapa Flow? . wspaniała postawa załogi przy ratowaniu rannych Anglików. wobec czego flary nie było. St Tropez. w towarzystwie tego samego angielskiego oficera. co najbardziej lubią jego pobratymcy. że gdy tylko dostrzegł mnie na pokładzie. Artyleria obrony takiego sygnału nie przewidywała. kapitan postanowił przerwać dotychczasowe swoje milczenie na temat flary i zapytał Anglika: .

Z całego rozkładu dnia Misk lubił najbardziej poranne zbiórki w morzu. w której był Paszukow. Od tej chwili Misk księdza nie widział. Misk to robił dosłownie. Gorsza kara spotkała księdza. Orientował się co i komu wolno i w jakim czasie. że nie po marynarsku jest przyglądać się tylko. Gdy ten leżał na pokładzie. Biblioteka również cieszyła się względami Miska. co się na fregacie dzieje. W mgnieniu oka wbiegał sam na platforemkę marsa. Ksiądz przyłapanemu na gorącym uczynku darcia w bibliotece książek Miśkowi posmarował sokiem od fajki nos . gdzie mieściła się biblioteka'. nie macie prawa mnie teraz ruszyć. Misk wychodził do niego również. Brał się przednimi łapkami za linę i przybierał pozy. jakiego Misk darzył sympatią i zaufaniem. Z salingu Misk prędko przedostawał się na bombramreję i z niej śledził zakończenie biegu przez saling. Misk w paru susach był już pod salłngiem i zaśmiewał się z powolności ruchów odprawiających "wniebowstąpienie" uczniów. by coś złasować i żadne już potem jego przymilne lub obojętne miny nie potrafiły zmylić ich czujności. jedyny uczeń. Niedźwiadek bardzo się wówczas obraził. Oficer ten sypiał ze stopami nie okrytymi kocem. Tejże samej nocy posłyszeliśmy okropny ryk dochodzący z kabiny tego oficera. który was zawsze tak interesuje. Ody na pokładzie była wolna od zajęć i nauki "nadwachta". Był wyraźnie zawsze podczas tej ceremonii rozweselony.. ze sterczącym jak można najwyżej do góry ogonem. Misk cierpliwie czekał . Po prostu ksiądz stał się dla Miska powietrzem. Fe!" Gdy uczniowie dochodzili do marsa. W istocie rzeczy bardzo dokładnie i po "zejmańsku" układał linę na pokładzie. Nawę? jak kto śpi. by się na nich usadowić. że wszyscy będą zajęci pracą i że wszyscy muszą wychodzić na manewry. Był chodzącym regulaminem Białej Fregaty. Wiedział. I to się nazywa marynarz. przyjmował pierwszy przygotowane dla kapitana honory. Misk świadomie zawsze wykorzystywał nieuwagę kucharza czy piekarza. Gdy skończono brasowanie rei jednego masztu i wszyscy biegli do brasów następnego.Misk wiedział i rozumiał. by z niej drwić wyraźnie z nieudolności w chodzeniu po wantach uczniów. jak pełzniesz. Misk zjawiał się przed frontem pozbawionych praw ruchu uczniów i wolnym kroczkiem. pojęcia nie masz o chodzeniu po wantach. ale Misk nie cieszył się w niej względami księdza opiekującego się biblioteką. Chyba że to była wachta. Mtók trafił w próżnię i wylądował na pokładzie. Wiedział wszystko. a potem już dwoma wydzierał kartki masowo. Znał cały rozkład dnia. natychmiast ją otwierała i wydzierała z niej kartki. Kiedy cały szereg uczniów zastygał na komendę "baczność" w oczekiwaniu na powitanie kapitana. Do miejsc tych należały: kuchnia.najczulszy organ Miska . Należy zawsze dopomóc pracującym lub się usunąć z ich pola widzenia. Najlepiej jednak zawsze w takich okolicznościach przyłożyć rękę do pracy.by go oduczyć tak barbarzyńskiego "czytania" książek. Czym się powodowały i kogo naśladowały w niszczeniu książek małpy i Misk . Jeśli któraś z małp dostała się do biblioteki i dopadła książki. w miejscu. to znaczy zSnła-ny kierunku ustawienia rei przez ciągnięcie lin zwanych brasami -> Misk nieodmiennie stawał na samym końcu. Jefden z oficerów zażartował sobie z Miska. Czekał na komendę "na wanty" do biegu przez saling. Rozumiał znaczenie rozkazów wydawanych głosem i gwizdkiem. gdy inni pracują. Mina Miska mówiła niedwuznacznie: "No widzicie. W ocenie książek Misk wykazywał zgodny pogląd z małpami. Kiedy rząd uczniów ustawił się już Ho trasowania" -. nie zdradzany i broniony przed innymi. Misk trzymał się w rejonach dla niej niedosięgłych. Zwyczaje księdza były również dobrze znane Miśkowi. Misk dokładnie wiedział. ucinał na jego "żywym ciele" drzemkę. W momencie zjawienia się kapitana Misk właził na wanty i czekał. prowiantura oraz sala do nauki. Gdy Misk skoczył. oficer rozsunął kolana. W niektórych" jednak miejscach Misk był niepożądany. odwracał twardą okładkę jedną łapą. Cha! cha!" I Misk pokazywał w uśmiechu zęby. Misk właził mu pod bluzę i. Misk zawsze na tym i tak skorzystał. które się przewinęły przez "Dar Pomorza". rzucał na podłogę. jak mogła i ile mogła. Gdy długi gwizdek bosmański wywoływał podwachty na manewry do brasowania. dając rozsierdzonemu coś do zjedzenia na pocieszenie. jakby bał się "podpaść" brakiem gorliwości ido pracy. Misk zakradł się do niego i uciął go w wielki palec u nogi. Natychmiast wypraszali Miska dostrzeżonego w tych zakazanych dla niego pomieszczeniach. w którym nie trzeba już się wysilać i w którym lina układa się na pokładzie. gdzie kto śpi. Uśmiech Miska wyrażał lekceważenie: "No widzisz. wydobywał z niej książkę. nęcąc go kawałkiem banana i zapraszając na swe kolana. nawet dotknąć mego ogona.nie udało się ustalić. Misk galopował za całą gromadą z takim zapałem. Misk znał się na manewrach. Sam ofwierał szafkę. jak gdyby pracował w pocie czoła. Misk był bardziej groźny.

a na biurku leżało kilka książek przeważnie historycznych i przeważnie z okresu wojen napoleońskich. Legenda o nim przypisywała mu wymarsz w pierwszej czwórce z Oleandrów i udział we wszystkich najcięższych bojach bez noszenia w tornistrze nie tylko buławy marszałkowskiej. że mówi. w jaki sposób Major wydawał komendy. Usłyszenie jego głosu należało do rzadkości. oznaczało to. Weterynarz stwierdził wrażliwość na zmiany temperatury. dowodził.. W kabinie Major siadywał zazwyczaj sam. Tytuł Major. przymierając z głodu czasem". Po południu zjawił się weterynarz. Ale był tak rozżalony. że wierny słowom piosenki dotarł aż do Białej Fregaty. Każdą najbłahszą uprzejmość w stosunku do swej osoby nagradzał uśmiechem zażenowania.zapytałem. Po trawersacie oceanu mieliśmy nadzieję. Major byJ chodzącym żywym przysłowiem.homo sapiens maior. Zadośćuczynienie musiało przyjść szybko. wyskoczył spod ławek i dopadł księżowskicK kostek. gdyby nie powaga chwili. Z imieniem . ale od kolegów dowiedziałem się. Zasłaniał sobie jeszcze usta ręką i miał tak zawstydzony wyraz twarzy. Po zabiegu Misk był przeświadczony. że uda nam się zdobyć dla Miska towarzyszkę życia. zszedł na pokład główny i pomaszerował prościutko do kuchni. W tym czasie zaprzyjaźnił się z Majorem. To co poieni nastąpiło. Według kalkulacji Miska musiało to być najczulsze miejsce a SsięHza. Misk wolno wyszedł z nawigacyjnej. Tak przywykł śpiewać "idzie żołnierz borem lasem. że "milczenie jest złotem". którą uważał za swoją ziemię obiecaną i największą nagrodę za swój trud żołnierski. Miśkowi należało dać zastrzyk zapobiegawczy. Major w chwilach wolnych od zajęć żył w epoce sprzed stu kilkudziesięciu lat. że Major nigdy majorem nie był. Major piastował na Białej Fregacie godność intendenta.przyjął od Mickiewicza cały jego romantyzm wyznając na co dzień wskazania Ksiąg narodu polskiego i pielgrzymsiwa polskiego. Po kilku miesiącach wspólnej pracy ź Majorem zacząłem się w duchu dziwić. W niedzielę zjawił się na mszy. coś w rodzaju doktoratu honoris causa.To z wojskiem Major nic wspólnego nie miał? . że milcząco dotrzymuje towarzystwa Majorowi. by podziwiać blaski i cienie gwiazdy Napoleona. gdy na progu ukazał się Misk. że jeśli w drodze przez życie ktoś poda bezinteresownie szklankę czystej wody. a jeśli mówił. który nosił . jak gdyby go spotkał największy zaszczyt i jak gdyby trzymał się zasady. Gdy już nigdzie Misika nie można było odszukać. należy to uważać za' akt' niezwykłej łaski i nigdy niczego od nikogo nie żądać. Było coś tak groźnego w jego wyglądzie. Spokój w kabinie Majora nie uszedł uwagi Miska.. Wielomówność Majora w tym wypadku była wyrazem wielkiej troski. że nie pozwolono mu odpłacić pięknym za nadobne. Misk stawał się opryskliwy. Wzrok Miska mówił: "Jeśli który z was ruszy się z miejsca lub będzie usiłował mi przeszkodzić zginie". przeziębienie i coś jak gdyby nosaciznę. gdy Misk wszedł na stół kuchenny i zasiadł przy salatereczce z ananasami. że trzeba było się domyślić. Kucharz i piekarz znajdowali się w kuchni. może byłoby zabawne.Pan Tadeusz . . ale nawet słowa "dziękuję". jak gdyby chciał nim przeprosić. ale nie pisnął. Major przy pomocy oficerów przytrzymał Miska i straszna igła pogrążyła się w drgającym i przerażonym niedźwiadku.mu się za to jakieś wielkie zadośćuczynienie. by uspokoić rozżalone niedźwiedzie serce. bo Misk jest chory. że w ogóle ośmielił się mówić.. Misk drżał cały. .oznaczał zupełnie coś odmiennego niż tytuł wojskowy i został mu jednogłośnie nadany przez kajutkompa-nię w uznaniu jego wyższości. ale w tym wypadku należało to chyba tłumaczyć jako . jak gdyby Się skarżył.. iż nie został umyślnie skrzywdzony. że długo jeszcze piszczał.. Po powrocie do kraju Major stawał się coraz bardziej zakłopotany i zatroskany. że należy. ale w Kolumbii nie mogliśmy jej wyszukać i naszego ulubieńca czekało starokawalerstwo. W kabinie Majora było zawsze cicho. pomimo że zdawał sobie. aż wreszcie oznajmił w kajutkompanii. Tu dopiero aureola Majora zajaśniała w całej pełni. Spokojnie doczekał błogosławieństwa i w momencie gdy ksiądz trzymał w obu rękac'h monstrancję. że obaj tylko w milczeniu przyglądali się. że trzeba sprowadzić weterynarza. Oględziny chorego Miska odbyły się na rufie w nawigacyjnej. to tak cicho. podczas gdy duch jego maszerował po całym świecie zaciągając się do coraz to innego pułku polskiego. Zapytać go o to wprost nie śmiałem. Szczęściem w pobliżu siedział przyjaciel Miska od drzemSi i Misk dał mu się wziąć na ręce.do niedzieli.sprawę.

została rozdzielona na pięć polskich statków znajdujących się. z rozkazem przedostania się niepostrzeżenie do miejsca przeznaczenia wraz z zaokrętowanymi na nich ludźmi. Na fregacie zrobiło się pusto . który nawiedził nasz kraj. w Goteborgu. Tani otrzymałem propozycję objęcia stanowiska starszego oficera na m. Z wielkim żalem musieliśmy się pogodzić wszyscy na "Darze" z myślą oddania Miska biskupowi. Od tego momentu do kapitulacji Helu były to dnie najgorsze. Z "Robura IV" widać było dwa statki. Z tego okresu pozostał w pamięci na całe życie głos prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego. Dręczyła bezsilna troska o kraj potęgowana bezczynnością. który pogodził się z Miśkiem. tam miała przyjść po nas eskorta złożona z angielskich okrętów wojennych. statków zakupionych u armatorów greckich przez Bałtycką Spółkę Okrętową w roKu 1939. kotwicząc w Firth of Forth. paraliżując wzrokiem kucharza i piekarza. wytrwania i walki. należało znaleźć mu odpowiednie na lądzie. jeśli policzyć dnie służby w Polskiej Marynarce Handlowej. gdy ten wymówił słowo "Misk". Wobec tego że nie można było Miśkowi zapewnić na "Darze Pomorza" pomieszczenia o stałej temperaturze. (ponieważ bardzo uważnie popatrzył na kucharza. iż Misk doskonale rozumiał. Dnia 23 września rozstałem się z Majorem. że Misk zachorował i że zjedzone owoce dopomogą mu przezwyciężyć chorobę. Major twierdził. będąc kapitanem żaglowca szkolnego "Lwów". i najmłodszy. za nim "Narocz" pod Borkowskim Małym.Misk. że Misk zjadł deser dla kajutkompanii. włożył olbrzymi wysiłek w zmobilizowanie społeczeństwa do założenia kompanii okrętowej.pierwszy z grupy tak zwanych "francuzów". Major został zaokrętowany na "Naroczy". Pięć naszych statków opuściło Gbteborg w szyku torowym. przypominały wyprawę Kmicica z Tatarami. "Wilno" . że dopiero po jakimś czasie zdecydował się pójść zameldować Majorowi. Nazwę swą zawdzięczało kapitanowi Mamiertowi Stankiewiczowi. * Wiadomość o napaści na Polskę zastała "Dar Pomorza" w Sztokholmie.należał do tak zwanych "greków". powoli zszedł ze stołu i powędrował do kabiny Majora. że nie raczy nawet zwracać uwagi na "skarżycieli". którym dowodził Kazimierz Lipski. Dopiero w roku 1926 jego poczynaniami zainteresowało się ministerstwo Przemysłu i Handlu i założyło Towarzystwo Okrętowe "Żegluga Polska". Kucharz był tak zdumiony. związany nierozerwalnie ze zdaniem: UWAGA! UWAGA! NADCHODZI! . ale już w nowym Potopie. Wodami terytorialnymi mieliśmy dostać się do Bergen. zgodnie z zarządzeniem. której na imię było NIEWIADOME. że nie miał wątpliwości. Ksiądz. pięciu statków zakupionych we Francji w 1926 roku . Potem szło "Wilno". Mając wciąż przed oczami te dwa statki odtwarzałem w myśli historię naszej floty 'handlowej. Prowadził "Kromań" pod Dybkiem. które stanowiły krańcowe etapy naszych już skrystalizowanych poczynań morskich. wyszukał mu wspaniałą rezydencję w ogrodach biskupa w Pelplinie. pocf wżglęcfefii wleKu. "Robur IV" pod Gubałą Starszym. a potem na naszym największym i najbardziej nowoczesnym motorowcu "Piłsudski".stał się symbolem czujności. prelekcje. której rozkwit zawarty był w czasie pomiędzy podniesieniem na nich polskiej bandery. Mówiąc to pogładził Miska. który. Sfcatki idące teraz w szyku torowym. Ten sam kapitan Stankiewicz podniósł polską banderę na pierwszych pasażerskich statkach transatlantyckich. że mu się to słusznie należało. Załoga "Daru". a potem "zjadł ananasy". Major wyjaśnił kucharzowi. Kapitan Stankiewicz. głos nieugiętej stolicy. po otrzymaniu rozgrzeszenia w tej postaci. jako piąty szedł "Chorzów" pod Hilarym Mikoszą. Szliśmy na wyprawę. ja na "Roburze IV". odczyty. która wyruszyła na zachód. . "Kromań" .a zabrakło tylko jednego małego niedźwiadka. o czym mówi kucharz. Pierwszym statkiem tego towarzystwa było właśnie "Wilno". "Piłsudski". Organizował w tym celu w miastach Polski zebrania.było zalążkiem planowanej przyszłej floty handlowej. zamknął oczy i wyciągnął się jeszcze wygodniej na koi Majora. Z Bergen pod eskortą krążownika i kilku destrojerów przedostała się piątka naszych statków do Szkocji. zjadł nie śpiesząc się zawartość salaterki i z pełnym przeświadczeniem. Kapitulacja Helu w dniu l października była sygnałem do wyruszenia pięciu naszych statków do Szkocji. Był to statek" najsfarszy. jak gdyby chciał powiedzieć. który pierwszy podniósł na nim polską banderę.s.

Propozycję przyjąłem i powiedziałem o niej Majorowi, który natychmiast zdecydował się jechać ze mną, z wiarą, że przecież jakieś zatrudnienie na tak dużym statku znajdzie się dla-Jiiego. Wyruszył jeszcze z nami lekarz "Daru Pomorza", Wacław Korabiewicz, i dziesięciu uczniów. Major został prowiantowym na "Piłsudskim", uczniowie - marynarzami, a lekarz - lekarzem. Po wyruszeniu z Newcastle do Nowej Zelandii w momencie Katastrofy w dniu 26 listopada 1939 roku pierwszy wybuch zwalił na głowę Majora ciężką, żelazną zapasową koję. Po odzysikaniu przytomności, z okaleczoną twarzą i wybitymi zębami Major znalazł się boso, w bie-liżnie i w kompletnych ciemnościach na korytarzu zasłanym szkłem z rozbitych kloszów i lamip. Idąc omackiem, boso po szkle, dotarł do miejsca, w którym powinien był znajdować się trap wiodący na wyższe ipokłady. Została z niego tylko poręcz. Po niej Major wydostał się na pokład, również pokryty szkłem strzaskanych lamp. Pomimo tych przeszkód udało się Majorowi dofrzeć do ostatniej spuszczanej łodzi ratunkowej. Właśnie miałem zacząć opuszczać łódź na wodę, gdy w świetle swej elektrycznej latarki spostrzegłem Majora. Poświeciłem mu, by ułatwić dostanie się do wnętrza łodzi. Po spuszczeniu jej na wodę zamierzałem sam się do niej dostać po linie. Zanim doszedłem od windy łodziowej do burty, okazało się, że duża fala zaczynającego się sztormu wybaczyła obie talie, na których łódź została spuszczona, i zniosła łódź za rufę statku. W tym momencie stanął przy mnie kapitan Mamert Stankiewicz. Po krótkiej naradzie, ponieważ statek gwałtownie się przechylał, kapitan zdecydował, iż spróbuje ratować się na tratwie, aby uniknąć skakania w ciemności z burty statku do silnie już wzburzonego morza1, a potem płynięcia do łodzi ratunkowej. Pożegnaliśmy się z myślą, że się spotkamy - nie na tym, to na tamtym świecie. Statek przechylał się coraz bardziej, tak iż z trudem, trzymając się czego się dało, dotarłem do rufy - wydawało mi się, że stąd będzie najbliżej do wody i do łodzi ratunkowej. W momencie gdy miałem zamiar skoczyć do morza, spostrzegłem zwisający do wody od pokładu drąg, który służy do unieruchamiania łodzi ratunkowej, by się nie kołysała. Pęd powietrza po wybuchu zerwał łódź zostawiając tylko tę zwisającą do wody przyporę. Postanowiłem z niej skorzystać, jako z dogodnej drogi, i zjechać po niej do wody. Zaledwie zdążyłem objąć drąg nogami, gdy rzucona falą na jego dolny koniec łódź zamieniła go w dźwignię. Przyciśnięty przez nią do burty, niemal zmiażdżony, straciłem przytomność i spadłem szczęśliwie na dziób tej samej łodzi, w której już siedział Major, by po kilkunastu godzinach wylądować z nim razem w tym samym szpitalu. Major szybciej ode mnie opuścił szpital. Przypomniał sobie okres wojen napoleońskich i zaciągnął się do formującego się we Francji Wojska Polskiego. Opuszczony przez Majora, który nie miał nadziei na moje wyzdrowienie - wyzdrowiałem i wyruszyłem na "Chrobrym" na kampanię norweską. * Tajemnicą chyba z dziedziny ciągu ptaków jest ciąg załóg polskich statków po wyjściu na ląd w nie znanym nikomu porcie do tego samego, nie wybranego i nie ustalonego przez nikogo z nich miejsca, w którym zawsze i na pewno wszyscy się w mieście spotkają. Czy będzie to Londyn, czy Nowy Jork, Konstantynopol czy Buenos Aires - spotkają się. Miejscem tym może być tawerna o łatwej nazwie "PIERWSZA I OSTATNIA" - w zależności od tego czy się wychodzi z portu, czy się do niego wraca albo bar, gdzie podają... wyłącznie ostrygi, restauracja, w której szefem kuchni jest kucharz z wyspy Siphnos, lub po prostu ulica. Może działa w tych wypadkach bardzo silne w każdym Polaku na obczyźnie pragnienie spotkania kogoś ze swoich - tak silne, że zwabia na to miejsce rodaków. I tak już potem w tym miejscu coś z "tego" zostaje, coś, co sprawia, że właśnie Polacy tam się spotykają. W Glasgow w okresie drugiej wojny światowej takim miejscem była ulica, której nazwa, po przeczytaniu, była dla Polaków prawie nie-wymawialna: Sauchiehall Street. W czerwcu 1940 roku na tej ulicy padliśmy sobie z Majorem w objęcia. My z Norwegii opowiedzieliśmy Majorowi obejrzany tam "teatr" wojny. Nasi gospodarze nie mieli pojęcia o prowadzeniu wojny. Karne, jak chyba żadne inne wojsko na świecie - wyposażone w broń "nowoczesną" z pierwszej wojny światowej - było bezsilne w walce przeciwko czołgom i samolotom uzbrojonym w nowoczesną broń maszynową. Wrażenia Majora z "teatru" francuskiego były jeszcze smutniejsze od naszych. Major, uzbrojony w karabin Lebela z roku 1892, przemaszerował Francję walcząc nim przeciwko czołgom - niekiedy skutecznie. Wrócił pełen dumy. Źródłem jej - jak twierdził - było osobiste sprawdzenie prawdziwości i aktualności wersetów Ksiąg narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego, z którymi Major się nie rozstawał.

- Odzyskałem wiarę w nas samych - mówił - pomimo że słowo Wolność zawarte w jądrze kultury polsikiej zmieniamy zbyt często na samowolę i swawolę. Lepsze to jednak niż Mordlust, żądza krwi, bodziec do wszelkich poczynań zawarty w jądrze kultury Germanów, lub "użycie" aż do słynnego apres moi le deluge Francuzów - po mnie choćby potop, a nawet od "najlepszego interesu" w jądrze kultury Anglosasów. Odzyskałem również szacunek 'dla nas samych, gdy zobaczyłem jak niedościgły dla nas ideał narodów, którego byliśmy tylko "pawiem i papugą" - rozleciał się w niecałe dwa tygodnie bez honoru i ambicji. Zrozumiałem powiedzenie Kościuszki, że gdyby Polacy sami sobie nie szkodzili, żadna siła ma świecie nas by nie zmogła. Z jednym tylko wersetem zgodzić się nie mogę. Z tym, który mówi, że Ameryka odkryta przez Kolumba stała się ziemią świętą i ziemią wolności. Dla kogo? Dla Indian? Zielone krzyże na żaglach okrętu Kolumba znaczyły dla nich to samo, co dla nas dzisiaj swastyka. Wymordowano miliony Indian na kontynentach obu Ameryk i gdy Włochy rzuciły się teraz na rozkładającą się Francję, zrozumiałem, dlaczego nasi historycy twierdzą, że "po przyjęciu katolicyzmu - nie Polska stała się katolicką, lecz katolicyzm stał się polskim". Lato 1940 roku upływało na smutnych stwierdzeniach, że Zachód nie wyciągnął żadnych praktycznych wniosków z napaści na Polskę. Padała jedna stolica za drugą. Naraz w nasze najczarniejsze myśli o przyszłości Major wniósł nieoczekiwanie coś zupełnie nowego. - Wojna - oświadczył pewnego dnia - wcale się jeszcze nie zaczęła. Jest to chwilowy sukces przygotowanego mordercy, którego nie zaczęto jeszcze ścigać. Wojna rozstrzygnie się nad Wołgą, gdzie morderca poniesie całkowitą klęskę. Dla wszystkich, którzy tego słuchali, oświadczenie Majora było niedorzecznością. Major jednak zdecydowanie obstawał przy swoim, podając jako źródło swych informacji - byłego premiera Kościałkow-skiego. • W tym czasie gdy prowadziliśmy w Glasgow te rozmowy, otrzymałem od byłych uczniów z "Daru Pomorza" list z wiadomością, że duża ich grupa znajduje się w obozie w Szkocji i proszą, żebym ich odwiedził. Gdy przyjechałem do obozu, chłopców nie zastałem. Cały ich oddział wysłano w góry Szkocji, gdzie mieli tropić zrzuconych na spadochronach dywersantów. Doczekałem się jednak ich powrotu. Pamiętałem ich jako dzieci jeszcze, teraz przeistoczyli się w żołnierzy. Opowiadali o Francji to samo co i Major. Tak jak i on byli dumni, pełni wiary w siebie samych i Polskę. Po naszym przejściu na pięciu statkach do Firth of Forth historia ich tułaczki dopiero się zaczęła. Część z nich z miejsca poszła do floty handlowej, pozostałych zaokrętowano na ORP "Gdynia", naszym starym transatlantyku "Kościuszko", który, wyprowadzony w ostatniej chwili z Gdyni przez kapitana Mamerta Stankiewicza, pełnił teraz funkcje okrętu-bazy Polskiej Marynarki Wojennej. Z "Gdyni" ! większość ich wyruszyła do Francji do Wojska Polskiego, podobnie jak Major. Pomimo wszelkich starań z ich strony, by się utrzymać w jednej grupie, znaleźli się niestety w kilku formacjach. Grupa największa czuła się najsilniej i posiadała najwięcej humoru. Starsi wiekiem w tej grupie uważali się za opiekunów młodszych kolegów, a dwóch najmłodszych cała kompania uważała za "nasze dzieci". Opowiadali, jak podczas tego cofania się we Francji wśród nieustannego bombardowania i ostrzeliwania dbali o to, by "dzieci" grzecznie się zachowywały i przestrzegały wzorowej higieny osobistej. "Wieczorem, żeby tam nie wiem co - nie wiem jak strzelali czy bombardowali, "dzieci" nieodzownie szły się myć a nawet kąpać. Czyściły ząbki szczoteczkami i pastą, nakładały potem długie nocne czyste koszule i kładły się do "łóżeczek" - ale zawsze pomiędzy dwa czyste prześcieradła. Cała kompania asystowała przy tym i każdy kolejno pochylał się nad nimi, by pocałować "nasze dzieci" na dobranoc. Tak przetrwali całą kampanię francuską. "Dzieci" wyglądały wyjątkowo zdrowo i różowo. Chłopcy twierdzili, że troska o "nasze dzieci" pozwoliła całej kompanii zachować równowagę i pogodę ducha na co dzień i w każdej sytuacji na froncie, który każdego dnia był gdzie indziej. Zabawa ta przeszła do legendy. * Niestety, wkrótce musiałem rozstać się z Majorem. Okazało się, że po uderzeniu głową w burtę łodzi ratunkowej, gdy spadłem do niej przy opuszczaniu "Piłsudskiego", mam skrzep w głowie. Bóle się odnowiły i znów znalazłem się w szpitalu^ tym razem w Bromsgrow pod Birmingham. Bezowocne leczenie zakończyło się uśpieniem mnie na okres dwóch tygodni. Po tym zabiegu odechciało mi się spać - jak mi się wydawało - na zawsze.

Wróciłem do Szkocji, w której Major udawał, że żyje. Otrzymałem propozycję pójścia na "Wigry" w charakterze kapitana. Propozycja ta podobała się i mnie, i Majorowi. Gdy pilnie przygotowywaliśmy się, by pójść na ten statek, lekarze doszli do przekonania, że kapitan, który nigdy nie śpi, może okazać się zbyt uciążliwy dla załogi. Nie otrzymałem prawa pływania i wobec tego wylądowałem na stanowisku inspektora szkoleniowego w Ministerstwie Żeglugi w Londynie. Zadaniem inspektora było wyszkolenie odpowiedniej ilości ludzi potrzebnych do utrzymania naszej istniejącej floty na Zachodzie i zdolnyćh do obsadzenia przewidywanej w najbliższym oKresie powojennym floty o tonażu sześciuset tysięcy. Trzeba było w tym celu wykształcić odpowiednią ilość nawigatorów, mechaników okrętowych, radiotelegrafistów, inżynierów budowy okrętów i maszyn okrętowych oraz myśleć o oficerach rybołówstwa, a przede wszystkim zaopatrzyć wszystkich w polskie -podręczniki fachowe; natychmiast dokończyć rozpoczęte już dokształcanie uczniów z "Daru Pomorza" w Southamp-ton, wybrać spośród pływających marynarzy najbardziej doświadczonych, z długoletnią praktyką i przeszkolić ich na oficerów nawigacyjnych i mechaników okrętowych. Należało zatem zorganizować nową szkołę morską. Naturalnie ściągnąłem do Londynu Majora. Znów byliśmy razem. Przystąpiliśmy do rozglądania się w posiadanym "materiale" na statkach. Major w Londynie "stworzył" kartotekę załogową. Była ona jego dzieckiem i to bardzo mądrym. Przewidując trudności w odnalezieniu się ludzi zgubionych w tej nowej wędrówce narodów, wpisywał (do kartoteki każdego człowieka, który postawił stopę na pokładzie polskiego statku, nie mówiąc już o wydarzeniach i historii samych statków. Kartoteka Majora rosła w błyskawicznym niemal tempie i wkrótce zajmowała już pół stołu, przy którym tkwił Major z miną natchnioną tak, jak gdyby siedział przy najwspanialszym instrumencie muzycznym. Obok kartoteki stała maszyna do pisania. Dziwnym trafem przywędrowała razem z nami do Firth of Forth, a potem po długiej wędrówce znalazła się znów w rękach Majora. Zamknięta w małym, kwadratowym pudełku stalowym była chlubą naszej techniki krajowej, a dla Majora - relikwią. Milczący zawsze i zażenowany Major wciągał do pokoju każdego, kto przybył ze statku, i zaczynał skrupulatnie wypytywać o wszystkich ludzi, którzy przez ten statek 'przeszli. W ten sposób Major stał się najbardziej cenionym źródłem wiadomości o ludziach kiedykolwiek mających do czynienia ze statkiem polsikim. Jeśli Major miał na twarzy tajemniczy uśmiech, to wiadomo było, że przed chwilą ktoś dzięki jego kartotece odnalazł szukaną osobę - tylko dlatego, że osoba ta "ręką dotknęła burty polskiego statku". W kartotece Majora znalazły się nie tylko fakty dotyczące statków polskich. Nie mogąc brać czynnego udziału z bronią w ręku, Major wolny czas poświęcał zbieraniu wiadomości o walkach polskiego żołnierza w drugiej wojnie światowej porównując je do walk z epoki napoleońskiej. Spisywał je w kartotece pod tytułem Somosierra. Jak twierdził, nie był to jego pomysł. Historycy wojen napoleońskich używali nawet terminów - Somosierra kawalerii, Somosierra piechoty. Major przyjął za Skalę porównawczą Somosierrę z dnia 30 listopada 180Ś roku. Nikt jej chyba nie prześcignie. Pozycja nie do zdobycia, a stosunek sił w ludziach i ognia - nie mający równego sobie. Walka prowadzona bez zaskoczenia. Stu dwudziestu szwoleżerów uzbrojonych w szable uderza w biały dzień na cztery baterie, po cztery działa każda, ustawione w wąwozie na załamaniach drogi wiodącej w górę. Droga jest tak wąska, że szwoleżerowie mogą nacierać tylko w szyku po czterech w szeregu. Zbocza wąwozu" i baterie obsadzone przez dziewięć tysięcy ludzi wrogiej piechoty. Cała droga pod obstrzałem. Zdobycie tej pozycji nie do zdobycia trwało niepełne osiem minut. Za Somosierrę piechoty, ciekawą ze względu na udział eskadry okrętów angielskich, uważał Major bitwę o fort nadmorski Fuengirolli w dniu 15 października 1810 roku. Załoga fortu składała się ze stu pięćdziesięciu ludzi czwartego pułku piechoty pod dowództwem kapi--tana Młokosiewicza. Przeciwko bateriom angielskim na lądzie i na okrętach wojennych załoga posiadała dwie duże armaty i dwa małe działka. W fortecy było brak żywności i wody. Gdy od strony lądu zbliżyła się kilkutysięczna armia angielska pod dowództwem lorda Blayneya, kapitan Młokosiewicz nie stracił ducha. Odmówił kapitulacji. W nocy fort otrzymał pomoc w sile siedemdziesięciu ludzi. Anglicy rozpoczęli bombardowanie. Oblężeni zrobili wycieczkę, zdobyli główne baterie i wysadzili kesony z amunicją oraz zatopili jeden z okrętów wojennych. Druga wycieczka i pomoc w ilości dwustu ludzi tego samego pułku skończyła się zepchnięciem Anglików do morza i zmuszeniem ich do ucieczki na okrętach. Załoga fortu zdobyła pięć dział i dwustu jeńców, wśród nich dowódcę, lorda Blayneya.

klejnot rodzinny w postaci zawieszonego na grubym. inaczej bowiem bić się nie zechce .Męstwu i poświęceniu ówczesnych Polaków zawdzięczamy honorową dla nas tradycję. gdyby tego rogu nie było. to na przeciwnym. że "miały honor walczyć z Polakami". głodu i niewygód osiągną zwycięstwo. W pociągu spotkałem .dzielnicy po ogłoszeniu dla niej alarmu na ekranie ukazywał się napis: "Dzielnica nasza jest bombardowana. iż dopiero za cenę krwi. Londyńczycy się umawiali w ten sposób: "Spotkamy się na rogu twojej i mojej ulicy. I rzeczywiście. na które się go wystawia. panowała fryderykowska zasada. W legionach oficer zwracał się do żołnierza przez "obywatelu" lub "bracie". Odniósł je kapitan Józef Chłusowicz zdobywając. W kinach zagrożonej . już pułkownikostwo. * Życie w codziennie bombardowanym Londynie przystosowywało się do nowych warunków. "Wolni Norwegowie". Tego ducha w wojsku polskim należało tłumaczyć różnicą stosunku oficerów /do żołnierzy. ofiarowany Kolumbowi za odkrycie Ameryki. By odciążyć co noc bombardowany transport od tej luksusowej manii. Wszystkie posterunki prezentowały broń. to na najbliższym w kierunku do ciebie". zamieszkali u marszałka Wrońskiego w powiecie słonimskim . Na skrzyżowaniach głównych ulic zbudowano z że-lazo-betonu punkty oporu. dworce kolejowe i autobusowe zaopatrzone zostały ze wszystkich stron w transparenty z hasłami zupełnie dla Polaków nie zrozumiałymi: IS yOUR JOURNEY REALLY NECESSARY? Co dla nas brzmiało: Człowieku. zapory przeciwczołgowe i ustawiono zasieki z drutu kolczastego.albo ucieknie". złotym łańcuchu medalionu z wizerunkiem Ferdynanda i Iza-belli . przechowywaną w pułkach angielskich. zanim sobie tego nie uprzytomnili? Pewnego dnia pojechałem do Glasgow. które do dziś szczycą się.co się musiało dziać w tym kraju. W wojskach. Bombardowanie trwało.. wobec czego zaczęto ogłaszać alarm wyłącznie dla dzielnicy atakowanej. Niepopularność udziału wojsk polskich w walkach w Hiszpanii nie wyidawała się Majorowi słuszna. Ulice roiły się od mundurów "wolnych narodów" i salutujących im uzbrojonych posterunków wojsk angielskich. Powtórzyło się to samo. zapalano światło i z po brzegi wypełnionego kina wychodziło zaledwie kilka osób. na pięć minut przerwiemy wyświetlanie filmu i zapalimy światło dla tych. Mianowicie założył się z przyjaciółmi. Zakład wygrał. W dniu 3 maja 1798 roku trzy kolumny legionów Dąbrowskiego wkroczyły do Rzymu na Kapitol. za wypaczenie hasła "za waszą wolność i naszą" nie . Znikały całe dzielnice.wybity w roku 1494 jako dar pary królewskiej.nie zawsze wszystkie dzielnice naraz bombardowano. a igdyby i tego nie było. Anglicy wkroczyli w nowy dla siebie okres. Podróżowanie jest wrodzoną cechą Anglików . W kartotece pod tytułem Somosierra było zanotowane jeszcze jedno polskie zwycięstwo . którzy chcą opuścić kino".zadając sobie pytanie . Młodziutka i piękna "Kolumbówka" wniosła do tego małżeństwa oprócz wielkiego imienia. Uprzedzeni przemówieniem swego premiera.z odpowiednimi napisami . Londyn zamienił się w obóz warowny przepełniony modnymi wówczas "wolnymi narodami". Wojna i tutaj dała się Anglikom we znaki. miłość i rękę w prostej linii pra-pra-wnuczki Krzysztofa Kolumba. Gdy po roku 1812 Chłusowiczowie. czy naprawdę trzeba jechać? W głowę zachodziliśmy .podobnie jak u nas narzekanie. co się działo we Włoszech. co czynisz! "Czy podróż twoja rzeczywiście jest nieodzowna?" Może istotnie przed każdą podróżą należy się zastanowić. iż przebrany w nieprzyjacielski mundur generalski przejdzie nie zatrzymany przez najbardziej strzeżone miejsca oporu. "iż koniecznym jest.. przeciwko którym walczyli legioniści. "Wolni Belgowie".medalion ten stał się celem licznych "pielgrzymek". aby żołnierz prosty lękał się więcej swoich zwierzchników aniżeli niebezpieczeństwa. Londyn jest duży .pozwolono im na to pod warunkiem pozostawienia córeczki Dolores na dworze w Petersburgu . God save the King. gdy musiano w nowo utworzonej Republice Rzymskiej zastąpić żołnierzy francuskich karnym i powszechnie szanowanym żołnierzem polskim. ""Wolni Holendrzy". zastanów się.ponosiły odpowiedzialności legiony.pod Tudelą koło Yalladolid. by się zapoznać z warunkami bytowymi polskich studentów i ich potrzebami podczas studiów na politechnice oraz postępami w nauce. Była to wojna ze starym ustrojem. Widok ten podsunął pewnemu aktorowi pomysł niecodziennego zakładu. Byli więc: "Wolni Francuzi".

za których dowóz trzeba zapłacić życiem wielu marynarzy. aby potomek Sforzów mógł obejrzeć swą przyszłą własność. ustawił go w ogródku koło domu.za odpowiednią sumę . stawiając przed nimi trudny do rozstrzygnięcia problem . Dało to impuls do budowy kieszonkowych schronów w kształcie pudełek metalowych czy klatek. jaka była przyczyna chęci kupna tej wyspy. • * . W szkole zaczął korespondencję z całym światem. Zdumiewała tylko jego skala porównawcza w stosunku do samego siebie .Pomyśl tylko . że się schronili pod mocnym stołem. Za przywiezienie jej do kraju również trzeba było płacić życiem marynarzy.od tej chwili oglądanie wojny z tego kotła stało się dla niego miłą rozrywką. wychodzi na dach. Lord Woolton obliczył. że Mariusz bez chwili namysłu zdecydował się na długą korespondencję w sprawie kupna wyspy. . Od momentu usłyszenia tego oświadczenia żaden Anglik nie położył marmolady na talerzyku. użycie laku białego tak nieodzowne. Mariusz. w których można było się wygodnie przespać z poczuciem. którego mundur mieścił w sobie "żywe ciało" naszego Mariusza Sforzy. . W Glasgow sensację wzbudził emerytowany oficer marynarki handlowej. zapytałem.swą posiadłość w postaci całej wyspy.Ha.wynikała widocznie z przeświadczenia. nie widzę istotnych powodów. dynastie . że wielu ludzi uratowało się od pogrzebania żywcem podczas bombardowania tylko dzięki temu. czy rzeczywiście grę należy przerwać. Listy swe pieczętował lakiem we wszystkich barwach.wówczas nic nie miałem. by nie stracić życia. który zakupił stary kocioł okrętowy. gdy kończył szkołę filmową. jeśli uderzy bomba. Mariusz po mieczu i po kądzieli odziedziczył zapał do korespondencji. Jeśli piłeczka wpadnie do leju po bombie. Miłość do morza przyszła nieoczekiwanie. . miłego towarzyskiego spotkania. że wyspa została bardzo zniszczona. by zaofiarować ich wymianę królowi angielskiemu. w ustalonym miejscu na ulicy na wypadek zrzucenia przez samoloty bomb zapalających. wymieniając widokówki i znaczki pocztowe. w każdej roli. wyposażył komfortowo w ogrzewanie i elektryczne oświetlenie . Zmienić statut? Zmieniono. Wszyscy jednak musieli pełnić tak zwaną służbę ogniową. jako absolwent szkoły filmowej. Posiadane znaczki pocztowe nie wydawały mu się dostatecznie dobre. Biały lak. Pełniący tę służbę byli odpowiednio przećwiczeni i zaopatrzeni w specjalny sprzęt. Po bliższym wzajemnym poznaniu i przetasowaniu się dyżurujących . Co kilka dni miało się służbę w nocy.jak się czujesz na morzu? Na tych bojowych okrętach w konwojach do Ameryki kołysze więcej niż na naszym "Lwowie"? Przyzwyczaiłeś się? . gdyśmy się już przywitali . że jej nie kupiłem.nie wiadomo. czuł się swobodnie. że ilość marmolady pozostawiona na talerzykach iprzez czterdzieści milionów łudzi wynosi całe tony. ale oto Mariusz . Czekam na swój Trafalgar. a piłeczka wpadnie do leju po bombie? Należy coś począć. by obserwować. których wygaszenie napawało dumą spełnionego obowiązku. jeżeli bombardowanie rozpocznie się w środku gry? Ustalono: ten który się "rozłożył". Nelsona trapiła choroba morska aż do bitwy pod Trafalga-rem. miałbym jeszcze mniej. Myśl nawiązania korespondencji przez Sforze z dynastią Sachsen-Koburg-Gotha była tak silna.porucznika Polskiej Marynarki Wojennej. że się zrobiło wszystko. można ją z niego wybić dodatkowym uderzeniem. którym chciał zaszczycić któregoś ze swych adresatów. leżał wciąż nie tknięty. a teraz słyszałem. Bombardowanie dotknęło również brydżystów. Trudniejsza sprawa była z cebulą. Bardzo się cieszę.co należy uczynić.przeczytał ogłoszenie. która starsza.wobec tego zamieniono wszystkie klomby i kwietniki w poletka uprawy cebuli. W nocy igrzyska świetlne na niebie wzbudzały prawie zachwyt. dlaczego ze mną miałoby być inaczej.służba ta stawała się czymś w rodzaju party. Teraz dopiero dowiedziałem się. Były jednak i inne przykrości spowodowane wojną. Co robić. * Statystyka wykazywała. Biały lak nie miał godnego siebie. Cebulę "uprawiano" nawet w doniczkach i skrzynkach na 'balkonach. które się nie liczy.zakończył swe opowiadanie . że każdy szlachcic zostać może królem. Do przyjemności niemal zaliczyć należało deszcz spadających bomb zapalających. że król pragnąłby odstąpić . którą mu życie narzucało.Mariuszu -. Wspomnieniami zawędrowaliśmy do ławy szkolnej i sławnych dni. Duży lej po bombie nie był przewidziany przed uderzeniem w piłkę. Najbardziej interesujący widok przedstawiały bombowce i złapane w smugi reflektorów opadające na spadochronach ich załogi. gdy jacht królewski oczekiwać miał przyjazdu Mariusza. Podobne zagadnienia trapiły graczy w golfa.

Radość z tego powodu. dała mu tytuł "ZNÓW RAZEM". Epoka napoleońska była jeszcze bardziej odległa . Jednak najchętniej wracali wspomnieniami do najbliższej. w którym w University College w Navigation Department kształciła się grupa uczniów z "Daru Pomorza". Antoni Zieliński.. które nie zaznały niewoli.. Aż tu wchodzi do międzypokładu Pierwszy Oficer i mówi.możliwie dokładny . By tradycji stało się zadość. i jedziemy do Cassina.ale dziwnie od razu odnaleźli w niej obecną sytuację. Każdy uczeń tej szkoły nazywał się w tym okresie polish midship-man.z lądu piszący o morzu twarde słowo mtdsfttp-man spieszczali na "middy". O godzinie dziewiątej kładziemy się spać. Jest godzina dziesiąta wieczór. Rozdzieleni na początku wojny.mieszkał na niej kapitan i oficerowie. morskich tradycjach. pierwszym dziełem naszych mid-szypnienów było wyidanie czasopisma. które po nas przysłano. W pierwszym rzędzie zamieścili wiersz lotnika. Poniedziałek. Rano przebieramy się w "tropiki" i z wychowawcą i instruktorem maszerujemy czwórkami na plac ćwiczeń. Po południu przyjmujemy gości. Starsze panie i ludzie . W.Miastem bombardowanym codziennie podobnie jak Londyn był Southampton. Zmęczeni robotą i poprzednią nocą (spaliśmy tylko trzy godziny) momentalnie zasypiamy.F. Znalazło to wyraz w "ZNÓW RAZEM". że dla tych jeszcze nieomal dzieci. Pragnęliśmy. o których wiedzieliśmy.chyba nie wyśniła historia nasza podobnych obrazów. Ciekawiło nas. Oto jego urywek: A ci co mieli konie Co im barwne proporce nad głową wiewały Co w łonie Nieśli wizje dawnych pancernych husarzy . oznaczającym przyszłego oficera pokładowego. by było w naszej marynarce najlepsze. POBUDKA! Zaspani zrywamy się i myśląc^ że to już rano. Major skrzętnie układał w iporządku chronologicznym. Rufa uchodziła za najszlachetniejszą część statku . by koniecznie dostarczył na bal "kadetów". Midship.wyrosły już przecież w naszych polskich. czym są i jakimi okażą się w czasie ciężkiej próby na morzu. 10 XII 1938 r. staraliśmy się potem utrzymać z nimi łączność.. A oto kilka z tych stron: Mayaguez (Puerto Rico) . żeby ubierać się na granatowo i że znów jedziemy na bal. "Przed masztem" . że są znów razem. zajmowali mężczyźni i chłopcy używani do noszenia amunicji i rozkazów lub po prostu młodzi ludzie do posług osobistych kapitana i oficerów. Tych sto pięćdziesiąt lat niewoli dla nich to już tylko "historia".. Byli czymś. by przyswoili sobie te wartości. . zaczynamy zwijać hamaki. Nagle rozlega się gwizdek. Somosierra. gdzie zamieszczali ze swych dzienników całe strony pisane jeszcze w tamtych.ich dziejów i myśli. Nazwa ta wywodziła swój rodowód od miejsca. Urządzają dziś dla nas defiladę Pułku Szkoły Podchorążych USA. że są dla dobrego nawigatora niezbędne i konieczne.w. beztroskich latach.. co chcieliśmy. W dziesięć minut później wsiadamy do samochodów. Stal szabl na stali tanków im się pokruszyła A oni ginęli To dziwne . Oficerem łącznikowym pomiędzy Ministerstwem Żeglugi a szkołą i bezpośrednim kierownikiem każdego kursu był kapitan ż. znów w nich odżyła Dziś szarżują na tanki . czyli śródokręcie. w ilości dwudziestu kilku przez okres dziesięciu miesięcy. Przez cały dzień praca na statku. O zaborach tylko się uczyli.bez rozkazu Major mię mógł wyjść z podziwu. To co w nim pisali. Cały ten narybek z "Daru Pomorza" dokształcający się w Southampton Major uważał za "nasze dzieci" . który przedostał się z Polski do Węgier. sprawy stanowiące źródło energii do wytrwania i przetrwania były od razu tak jasne i skrystalizowane. by otrzymać obraz .na dziobie statku mieszkała załoga.runęli w walką Co od oparów czerwona była. nie widziały nigdy dotąd wojny.. Dopiero od okresu wojen napoleońskich midshipman stał się tytułem honorowanym w marynarce angielskiej. 12 XII 1938 r. w którym na statku angielskim hodował się przyszły narybek oficerów nawigacyjnych. Podobno publiczność zażądała kategorycznie od Komendanta. i które wpajaliśmy im na "Darze" i w szkole. Sobota. najmilszej dla siebie przeszłości.

jakby rodzinę. W.. Na honorowych miejscach. Już o godzinie dwunastej gromadzą się tłumy. Gdy rufa odchodzi od kei. Ale najwięcej miejsca w ich sercach i myślach zajmował "Dar".] Czy pamiętacie.F. Są tak wzruszeni. na żaglowcu. Jadą obok burt i wiwatują na naszą cześć. "Dar Pomorza" był żywą skarbnicą tradycji 'morskich. wiszą dumnie na ścianach naszych pokoi. jak drogi był dla nas. [. Dziś odjazd o godzinie trzeciej. które pod żaglami przeszły najburzliwste na Świecie miejsce . 17 XII 1938 r. którzy przeszli twardą szkołę. Bo statek można pokochać tak. Spełniał to posłannictwo dobrze. W.szkolenie przyszłych oficerów i propagandę Polski na morzu. Wygląda to bardzo efektownie. Zaczyna się musztra i ćwiczenia z bronią. które nam zostały po długiej tułaczce. polskiego barku szkolnego . a wreszcie i sztandar pułku opada w dół przed skromnymi kadetami polskiej Szkoły Morskiej. Mayaguez! W. książek. Wszędzie w mieście pozdrawiano nas polskim "dzień dobry". a jego załoga za najlepiej wyszkoloną. na prawo patrz!" Idą w szyku po dwunastu w szeregu. Na placu jest orkiestra i dziesięć kompanii piechoty. W. Sztandar pułku i USA po środku. który w XX wieku odbył podróż naokoło świata. Dzieci na ulicy wołają na nas "Polacco".. na brzegu też pochlipują. Przed nami chylą się kolejno proporczyki. Miłość do niego przewija się przez wszystkie kartki "ZNÓW RAZEM" . Stoję na sterze. Komendant krzyczy wciąż przez tubę podziękowania do powiewającego chusteczkami tłumu. z trybun witają nas gromkie oklaski. Puerto Rico. Zegnaj. . tworzą wśród innych marynarzy jakby odrębną grupę. Tych kilka jego fotografii.F. Uczniowie i jungowie wbiegają na maszt i na cześć Mayaguez krzyczą trzy razy "niech żyje". jakby fclan^ o właściwie lepiej •. czy to w wielu innych zagranicznych portach. Samochody zajmują wielką przestrzeń na kei.u wszystkich roczników. Komendant daje rozkaz: "na wanty".K. Sobota. Kurtuazja amerykańska wprawiała nas wszystkich w zdumienie. był jednym z dwu żaglowców szkolnych.F. furażerkach i białych rękawiczkach kompanie stoją naprzeciwko nas. jak można pokochać przyjaciela ezy piękną dziewczynę. zupełnie inaczej niż u nas. W ciemnozielonych mundurach. Stajemy w dwuszeregu obok sztandaru amerykańskiego. ile razy oglądaliśmy jego dumną sylwetkę czy to na redzie w Gdyni. żegnaj. salutują nas szablami oficerowie. czasopism ilustrowanych i innych drobiazgów. O godzinie trzeciej goście schodzą z "Daru". M. jak wiele on dla nas znaezył. których większą część otrzymał w spadku od swego poprzednika.Cape Horn (drugim był żaglowiec japoński). Otrzymujemy mnósttoo prezentów w postaci bombonierek i wielkich serc z cukru.JLwów" i które pieczołowicie przechowywał i krzewił wśród swych wychowanków. Czy pamiętacie ostatnie dni sierpnia 1939 roku? Byliśmy na naszym kochanym "Darze". przed każdą kompanią proporczyk. Kochanym . Był jedynym żaglowcem. Wstęp na statek tylko dla zaproszonych gości. Następuje popis orkiestry. gdzie spełniał swe podwójne posłannictwo .Gdy wchodzimy na plac. Podczas zlotu bałtyckich statków szkolnych w ro-fctt 1938 w Sztokholmie został uznany za najczystszy i najlepiej urządzony.tak dopiero tera2 widzimy. Dopiero teraz wiemy. Na pięć metrów przed nami pada komenda "baczność. Wszyscy.F. Odbijamy. dalej nasi oficerowie w asyście wyższych oficerów USA. Wokół nas mnóstiuo motorówek odprowadza "Dar" daleko w morze. marsz z wspaniałym "tamburmajorem" robiącym cuda ze swą buławą i wreszcie kompanie ruszają do defilady. że będą im oddawać takie honory. policji pełno. że większość z nich płacze. Dajemy salut syreną i banderą. którym się nie marzyło.

JEŻ W droidze do Szkocji. gdy byliśmy jeszcze w wolnej Norwegii. lecz wrócimy po Ciebie. że w ciągu swej czterdziestoletniej praktyki na morzu nie spotkał tak utrzymanego i pięknego statku. Początkowo prace nad przygotowaniem okrętu do przyjęcia marynarzy z innych statków zajmowały nam czas i nie pozwoliły myśleć zbyt wiele o sobie. My jeszcze siedzimy. Pięści zaciskają się kurczowo.. M. Ogarniać nas zaczęło zniechęcenie. Część poszła do marynarki wojennej. że sytuacja jest beznadziejna. wydał rozkaz do żołnierzy: . Musieliśmy Cię zostawić . lądzie i w powietrzu i nie spocząć dopóty. Może to nieprawda. tym więcej slyszy się rozmów na temat naszych przyszłych losów. że się skończyło. Dowódca obrony Wybrzeża pułkownik Stanisław Dąbek widząc. Nawet każdy z nas . chłopcy trafili na wyświetlany w kinie film . Na ulicach pustki.K. Wreszcie sądziliśmy.) * Po zaokrętowaniu na statek idący do Cherbourga takie były wśród "naszych dzieci" nastroje: Im bliżej lądu francuskiego. Po drodze suną kolumny morderców. Obrazek się zmienia. A co z nami? Myśl ta zaczęła nas gnębić coraz więcej. Boże. dopóki krzywdy nie zostaną pomszczone. Motorówka odbija od okrętu. a tego będziemy mogli jeszcze zawsze bronić choćby gołymi rękami". Pierwsze wrażenia z tego..nasza fcatoaleria szarżuje na tanki.[. Podchodzi do nas jakaś pani z mężem i pyta: ... wyrazili następująco: Wystarczy przypomnieć bohaterską postawę naszych oddziałów w okolicy Gdyni. Krew tych bohaterów zmieszała się z falami Bałtyku. To już koniec.Jtie mamy już nic do bronienia^ ale mamy jeszcze nasz honor żołnierski. Na tej samej drodze.mówił Major dołączając artykuł do swojej kartoteki. że praca się skończyła. Pod artykułem widnieją inicjały W. Widzimy sylwetki tak dobrze znane . Wy mordowaliście nasze matki i siostry. dokumentując raz jeszcze przed całym światem.. .szkolił oficerów i rozsławiał imię Polskiej Marynarki Handlowej na wodach całego świata.Gdyby Józef Wybicki w roku 1797 nie napisał słów hymnu. Tak minęły blisko trzy miesiące. Nadszedł czas. że nie potrzeba tu nas i że jesteśmy po prostu intruzami. Może to tylko propaganda niemiecka wyimaginowała zwycięstwo nad Polską?. W okopach nasza piechota. co posłyszeli o walkach na Wybrzeżu. Na morzu. dopóki chociaż jedna kropla krwi płynie w żyłach. abyś spełniał swą misję dalej . (. których część wznowiła tradycje kościuszkowskie i poszła do ataku na gniazda karabinów maszynowych z kosami. Po wielu staraniach i gorących -prośbach zostaliśmy wyekspediowani do Francji. cóż może zrobić ta garstka ludzi przeciw tej masie żelaza? A potem defilada.niemiecki reportaż o wojnie: Boże! To o nas. a z nim zaciera się cała przeszłość ponurej bezczynności. Ludzie wychodzą.. O Polsce.] Wreszcie spełnity się nasze serdeczne życzenia.. aby zasilić szeregi świeżo tworzącej się Armii Polskiej.. gdzie zawsze odbywały się defilady naszego wojska.. że Polska bez niego istnieć nie może. Jeszcze Polska nie zginęła. (.K. <dla których nie znaleziono przydziałów. To bój! Serca zaczynają bić żywiej. Oni się biją.. Och Boże! Jak one pieką. Jeden chciałby pójść do lotnictwa.fanowie Polacy?" Potem padają słowa współczucia. Wolno kieruje się ku brzegowi.. zrobiliby to nasi chłopcy ..stoisz samotny i opuszczony. inny znów do artylerii. a na nią loalt zbity wał tanków. Wrócimy na pewno i oddamy Cię w ręce następców. drugi do broni pancernej. Oto dalsze ich przygody w chronologicznym układzie według pisma "ZNÓW RAZEM": Pozostaliśmy bez przydziału przy marynarce wojennej na ORP "Gdynia". W ciemności nocy ginie szary cień "Gdyni". To wy strzelaliście do kobiet i dzieci.. zostali odesłani na ORP "Gdynia". dopóki chociaż jedno serce polskie bije w piersi. Marynarze przyjechali.] Wystarczy przypomnieć opinię komendanta norweskiego statku szkolnego: komendant powiedział. piechota idzie na bagnety. Po przybyciu pięciu naszych statków do Firth of Forth ci uczniowie.. "Co panowie zamierzają robić?" Jak to co? Walczyć! Walczyć wszędzie.

Udajemy się za nim do Dowództwa Polskiego Obozu. ale i te zostały nam w końcu odebrane i . domy w gruzach. Po drodze spotykamy wiele kompanii naszej piechoty. Polacy piloci i tak nie mają maszyn. którzy trafili do słynnego Cotąui-dan. z tą różnicą. która zapamiętale ćwiczyła szermierkę.kawalerii zmotoryzowanej. Tego co prawda nikt nie poruszał. by pozostali zgłosili swój akces tam. a więc podarte i niejednolite. Weszliśmy do miasteczka.. (. Ze też nie chcieli przyjąć nas do lotnictwa. Mieli co prawda stare jednostrzałowe karabiny z roku 1874 i byli ubrani we francuskie. mundury. wojskowego obozu szkoleniowego dla Polaków: Po krótkiej przerwie dostajemy się pod komendę innego ^pana" i rozpoczyna się musztra piesza. Przykry przedstawił się nam widok.przeciwlotniczą i przeciwpancerną. rezygnuje wydając jakieś instrukcje. a do tego mieli za sobą polską kampanię. ale ten dom "zrobili" . a nad tym wszystkim unosiły się gęste tumany duszącego ceglanego kurzu. że że ma być internowana. JEŻ Chłopcy rozbici na grupy znaleźli się w rozmaitych formacjach. tak opisują swe przeżycia: Ćwiczyliśmy trochę na starym sprzęcie francuskim. więc nie ma celu tworzenia nowych kadr. zdecydowała się. zniszczone samochody. Po kilkunastu minutach bombardowanie ustało.. Alarmująca wiadomość.mówię. po poruszeniu wszelkich możliwych i dostępnych dla nas sprężyn na terenie obozu. która to broń bardzo im się podobała. ale tylko dlatego.. Przypomina ona coś z tradycji polskiego rycerstwa XVII wieku. Gdy po dwóch dniach wyjaśnień załoga jachtu dowiedziała się. Głównym naszym zamysłem było jednakże nierozłączanie się pod żadnym pozorem. ponieważ jest to jedyna broń. na ucieczkę. nikt inaczej nie mógł myśleć.Tadek.) Rozbite wojska francuskie cofały się bezładnie. Niemcy nie brali już kh nawet do niewoli. gdy przed nami stała walka o Ojczyznę. Kilku chłopców usiłowało w ten sposób przedostać się do któregoś z portów: Wieczorem mieliśmy lekki nalot lotniczy. tym bardziej więc teraz. Przecież to byli nasi przyszli koledzy po fachu. postaraliśmy się o przydział do artylerii przeciwlotniczej. podczas całego naszego pobytu we Francji. nie dojechały. patrz. że niestety nie możemy jechać. JEŻ Ci co trafili do baterii przeciwlotniczych. Obserwowaliśmy walkę samolotów. który ich przywiózł na małą stacyjkę kolejową: Na tym dworcu oczekiwał nas stary podoficer. Wyjechali.. Ćwiczenia te.razem spędziliśmy wesołe lub mniej wesołe chwile. Postanawiamy jak najszybciej przejść przez to miasteczko. że poszła drogą wynalazku i konie zamieniła na motory. Trzeba wiać! . nie mogliśmy jednak doczekać się chwili. Hiszpan wścieka się. ponieważ dostarczenie karabinów było we Francji zupełnie wykluczone. że to wynikało z naszego koleżeństwa. Ostatecznie pierwsze miejsce w konkursie rodzajów broni zajęło lotnictwo. jako najbardziej odpowiadające naszemu usposobieniu i temperamentowi. Linia oporu biegnie wzdłuż Sommy. Musiały wycofać się pod granicę hiszpańską.. Ulice pełne stłuczonego szkła. Następnego dnia rano dowiadujemy się. a nie gdzie indziej. polegały jedynie na salutowaniu w miejscu i w marszu oraz na zwrotach. Wobec tego. Rozkładamy ramiona i tłumaczymy po francusku. Oto urywek wspomnień jednego z tych.wysłano je na obronę linii Maginota. której znajomość może się nam zawsze przydać na statkach handlowych. Podchodząc "niby do motorówki wymanewrowałem tak.. Młodsi koledzy udali się do. Zorganizowano i wyposażono naprędce dwie baterie .jak fama głosi . ale wywarli na nas imponujące wrażenie. Przecież już od kilku lat nie rozstajemy się prawie wcale .. ale w końcu widząc^ że jacht faktycznie leży na burcie na brzegu. Niemcy zajęli Calais. JEŻ W Cherbourgu "nasze dzieci" wsiadły do pociągu. że ostry przybój posadził jacht na piasek. Następne dwie baterie wyjechały w jakieś dwa tygodnie później. że z lotnictwa nic nie będzie. . Mieliśmy co prawda kilka starych gratów. Spoza mgły zaczęły się wynurzać zabudowania Cherbourga. kiedy wreszcie dostaniemy broń na własność.uważa swój rodzaj broni za najlepszy na świecie i stara się gorąco. Cofali się każdy na "swoją rękę"..

Skrupulatnie przeglądając kartki "ZNÓW RAZEM" Major ponownie przeżywa swą kampanię francuską podwójnie przestudiowaną ". już udaliśmy kotwicą. więc stawiamy wszystkie. ale zawsze polska: biało-czerwona. znalazło się w tym przebraniu w Anglii. do czołPrzed gruzami stał właściciel. to znaczy. /"-o*. a stała wartą z karabinem uniemożliwia jakiekolwiek próby. zorientowało się także. których koledzy opłakali jako wziętych do niewoli lub zabitych.to przygody jednego z. $dy tylko przybędziemy do pierwszego cywilizowanego miasta. Strzelanina zacząła sią na dobre. ale znów wybroniliśmy się tym. Arabowie mimo zakładników zorientowali sią. które wyrwaliśmy z kalendarzy francuskich. Z. [. co nie chcieli dostać się do niewoli. Krzyczą z lądu. ale zapadający mrok sprzyja nam.ale zabierano tylko swoich żołnierzy. by nas doholować do nabrzeża. oczekując na sposobność wywiania. Dostajemy zaraz silny wiatr. Po drodze złapali nas Niemcy. Co prędzej stawiam żagle. ale nikt. nakazując przybić bliżej brzegu. Arabowie. Prądy zniosły jacht do Maroka hiszpańskiego. Nad Łoarą znowu nas Niemcy zatrzymali. ale w Tuluzie zawrócono nas znów do Marsylii. ledwie tamci z lądu szczęśliwie dopłynęli. .z okresu wojen Napoleona i tę. Trzeba było zniszczyć sprzęt. że przygotowujemy sią do ucieczki. Później dostałem się w skład baterii przeciwpancernej w vCzarnej Brygadzie" generała Mączka. dano Polakom nawet czołgi. Tym. Kiwa głową. by bronili cofających się oddziałów francuskich. że niby jesteśmy Francuzami i że wracamy do swojej wioski.W. stamtąd do Tuluzy. siedzących dotąd na lądzie. Pomimo że. który dobrze mówił po niemiecku. gdyż nie było czasu jej wybierać. Szczęście sprzyjało. którym te dziury pozalepialiśmy. Kule pluskają w około nas. Ale nie ma głupich .Dwie kobiety zabite. nie pozostawało nic innego jak przebrać się za Anglików. którą przeżył i widział sam.Wiemy to wszyscy dobrze.] przybyła motorówka portowa. Szczęśliwie wydostajemy się z zatoczki. tych. no i na rozkaz generała zaczęliśmy się przedzierać na południe Francji.O. Arabowie z lądu natychmiast otworzyli ogień z karabinów. Z brygadą tą brałem. Przy tym dwóch z nas ciągle trzymają na lądzie jako zakładników. Tak różnymi drogami doszliśmy do Marsylii. na wszystkim co pływa . którzy trafili do Dunkierki. W pewnej chwili dwóch naszych.1? nos poznaje. gdy doszliśmy do Kanału Burgundzkiego. nie mając innej łodzi^ strzelają tylko zawzięcie. Chłopcy. Następnego dnia przed wieczorem byliśmy już na miejscu. że coś jest nie w porządku. Boże! Za co?! Pocieszamy^ jak umiemy. To coś . nie mówiąc o dziurach w burcie . udział w kampanii francuskiej. 'Poznajemy w nim znajomego. że Hiszpanie zamkną nas. jak mówiono. Przyczailiśmy się w porcie. nie wie jak.a i tam było ich kilkanaście. Niestety. inaczej w Pierwszej Pancernej. motorówkach..ucieczki. Dużo nam pomógł nasz kolega Ślązak z pochodzenia. żagle i bierzemy kurs na Gibraltar. Tylko bez orła.. którzy znaleźli się w husarii. Major zaciera ręce i uśmiecha się. ąe ma coś nowego do swej kartoteki. Udało się nam wykombinować jacht żaglowo-motorowy. W samym fokżaglu było ich jedenaście. jakoś udało nam się zwiać jeszcze w drodze do obozu internowanych. mieli utrudnioną sytuację. Po bitwie pod Montbard nie starczyło nam benzyny i zaopatrzenia. Ale na arabskie dziury od arabskich kul mieliśmy arabski kleisty chleb. W porcie liczyli nam dziury w jachcie od kul arabskich. Orientowaliśmy się według map depar-tamenialnych. J. Przygotowujemy sią jednak do ucieczki. Arabi pilnują nas ciągle. On wskazuje na rumowisko i mówi: . Wielu z tych. niestety. W chwili gdy zaczął się bezładny odwrót. Mieliśmy nawet przygotowaną polską banderę na wejście do portu. Przydzielono mnie do artylerii przeciwlotniczej.wiemy. Byliśmy otoczeni przez Niemców. Wyholowa-liśmy nasz jacht z zatoczki arabską szalupą. Skaczą do wody i hajda do nas. "cała Anglia" ruszyła pod Dunkierkę na jachtach. która stała wówczas przy jachcie. Ponieważ udawaliśmy Francuzów. Szliśmy na południe dalej. Tadek powiedział mu parę słów współczu*-cia.

Na Polskie ziemie ukochane A za to. otwierał się drugi. człowiek morza Przez cały świat zapomniany W ten straszny czas. Zdawało mi się..A. którzy trafili na statki Polskiej Marynarki Handlowej. WRÓCĘ Z portu do portu gnany Przez dziki los. Broniłeś Modlina.... walcząc jeden przeciw kilku. lecą prosto na statek..... Będę miał wielkif złoty księżyc nad lasem.. wróci z morza. jak polarna zorza . Bo każda chwila Będzie kontrastem teraz przeżytej Chwili na morzu. przyjęli defiladę tych samych okrętów. Kiedy trafi? Znowu przyszli.. C. ani się schować. Niebo całe aż piegowate od dymu rozrywają* cych się pocisków. A tymczasem we Francji w dniu 27 maja 1811 roku Napoleon w towarzystwie swej żony Marii Luizy dokonał w Oherbourgu inspekcji dwóch okrętów francuskich o siedemdziesięciu czterech działach każdy.W. gdy marszałek Francji Soult zawołał do Konopki: "Pułkowniku. Padły tuż przed kominem. Warszawy..... pułkownik Konopka przeprawił wpław tego dnia swycłi lansjerów przez rzekę Albuhera. o obronie i gaszeniu pożaru nie było mowy.wolałeś niepewność włóczęgi .. szalonej i dzikiej. A w innym miejscu: Trafił.gów nikt nie dostarczył benzyny.. znieśli doszczętnie dragonów angielskich. Do Polski latem w ciepłą noc Wrócę po szczęście zapomniane. i dym unosił się nad nią. . W dniu 30 maja Napoleon z małżonka. Wiernieś dotrzymał przysięgi^ Walczyłeś o każdy próg! A później . Pod Dieuze nasi potrafili tą bronią zdobyć dwa działa.. tylko.Odszedłeś. Gdyni i Helu I chociaż zginęło wielu. Kilku z nich było na "Chrobrym".. wzięli tysiąc ludzi do niewoli i sześć dział. 15 maja. Oto jego urywek: Żołnierzu polski! Tułaczu! Choć czoło masz potem zroszone I ręce boleśnie zmęczone. Pożar ogarnia coraz większą część statku.. rozbili.. czuję.. Widzę. Widzę..wiersz pod upartym. by nie wziął Cię wróg! . Wszystko na nic. Jedna burząca i kilka zapalających. nasi strzelają. I długo jeszcze kipiała woda lodowata. Jestem maleńki. rozkoszne muskanie wiatru ciepłego. pełnym nadziei tytułem. że twarz mi blednie. Uzbrojone w ńaś oddziały polskie potrafiły odpierać ataki i zatrzymywać nieprzyjaciela pod Francaltrofa Altwiller.Smiały") i "POLO-NAIS" ("Polak").. Po upadku Francji zaczęły się przygotowania do nowej walki... a karabiny z roku 1892 były mniej przydatne niż saperskie łopaty przeciwko czołgom. . Jeden etap został zakończony.. Poznania. Słyszą świst... Okręty te nosiły nazwy: "COURAGEUX" (. Za teraz usta wykrzywione cierpienia grymasem . jak cztery wielkie bomby odrywają się od kadłuba. ani nie ma gdzie uciekać. Przed kamipanią francuską miała miejsce kampania norweska. A walki w Hiszpanii? Rok 1811. W kartotece Majora znalazło się jeszcze jedno wspomnienie chłopców ze służby na statkach w konwojach . że cały siedzą w hełmie. Major pieczołowicie zachował ich wrażenia z tej kampanii: Bezsilna wściekłość... Wrócę po szczęścia wielką moc. Brali w niej udział uczniowie. Który to już nalot? Nie wiem.. Liczyłem dzisiaj tylko do dziesięciu. Przeklęte uczucie. skuliłem się.. To duma bije Ci z oczu.. stojąc na wyniosłym cyplu nad brzegiem morza.. salwa za salwą. Wojna we Francji nie trwała całych dwóch tygodni. Cały czas strzelał z karabinów maszynowych. a ten lata bezkarnie i rzuca nam piguły. siadłem na polerze.. Następnego dnia złamali szarżami trzy pułki angielskie. Delikatnego jak skrzydła motyla. Lansjerzy polscy. W "ZNÓW RAZEM" Major odnalazł wiersz podpisany inicjałami J.A. ratuj honor Francji!"... Rozkosze. Okryłeś imię swe sławą. C. Za sztormy w Biskajach i bryzgi morza wściekłego ...

Kilku wraca po pasy ratunkowe. Bomby uszkodziły jeden ze statków. Nadlatuje nisko od dziobu.S. Przy dziale trochą podniecenia. Zdenerwowany steward myli się i ładuje szrapnel. że wykłady będą z wielu przedmiotów prowadzone w języku angielskim..W. jak w dawnych spokojnych czasach. z kolei wystrzeli nami w górą. Piszę.nic dziwnego. Czy otrzyma go? L. Z powodu mgły nie możemy oglądać tonących statków. Przy następnym strzale nasz pocisk mało nie zabija obsługi karabinu na "botdecku". Nocne samoloty zrzuciły miny cicho opadające na spadochronach. Nagle daleko przed nami słyszymy huk i widzimy słup ognia . Blisko nas stoi jeden z polskich statków. Wygląda porządnie. okrętach podwodnych lub na statkach han-idlowych w konwojach . pozostali rozsiani byli jeszcze po statkach handlowych i wojennych. który chcąc szybciej nau--czyć się języka angielskiego zaciągnął się na statek angielski: Był to statefc mały. Powoli ruszamy widząc słabe zarysy naszego poprzednika. Konwój jest prawie w komplecie. W nocy zaś oddajemy się w opiekę Opatrzności czekając. Po kilku dniach stajemy na kotwicy i bierzemy bunkier. Aż zagrzmi Ci złoty róg. W nocy budzą nas salwy blisko stojącego krążownika. Mimo to nie zmieniłem postanowienia.. [.^podziewać sią ataku lotniczego" budzi nas przeraźliwy dźwięk klaksonu... przy karabinach maszynowych i armacie. Gdzie pali tak słońce gorąco. Co warta jest trudu i znoju. czekając wysokiej wody. czy po wyjściu w morze WRÓCĄ.Odszedłeś do Francji w boju Pokazać. Wzdłuż wybrzeży angielskich pospolity jest widok okrągłych czarnych kul ze sterczącymi kolcami.że rzecz to jest taka. a czasami miną. widać na dwie długości statku. że nasz polski statek ma na pokładzie komodom. że honor Polaka Rzecz świata . Nic dziwnego. Rozlegają się. aż sią zbliży. Naokoło krąży czteromotorowy "Condor". Poranek następnego dnia mglisty.. i dział huk Porwą Cią znów na bój nowy. że ta odpowiedzialna funkcja przypadła polskiej fladze. Terkot naszych karabinów maszynowych. że kolejno bada się dokształcali. boję. I jak bomb. strzał z działa .samolot gwałtownie skręca. Podjeżdża do nas stara krypa przywożąca węgiel. chciałem koniecznie poznać język angielski. tylko dune wachty (czyli nie więcej niż trzy i pół godziny snu jednorazowo). J. wobec czego zabrali się do niego. Artylerzyści dochodzą do wprawy . [. aż któraś z tak źle potraktowanych przez nas min. Podnoszące się słońce zwyciąża jednak mgły i płyniemy dalej spokojnie. że Major umieścił go w swej kartotece jako podsumowanie minionego okresu. mają codziennie nużące ćwiczenia. * . Piszę jak z "Daru Pomorza" do matki. Za chwilą idzie za nim drugi. pojedyncze strzały z drugiego końca konwoju.tam są. Pewnego pochmurnego dnia. Krążownik co chwila grzmi potężnym basem dział. Broniłeś Narviku swą krwią. Przed Lizboną zabieram sią do pisania listu do domu. Niekiedy tylko wydziera sią na dziobie "oko" meldując statek. Niektórzy śpią w ubraniach i prosto z koi wyskakują na pokład. A twoi koledzy . bomb..] otwiera się przed nami Tower Bridge.. pełniąc służbę na niszczycielach. Przyjemnie mi było.to jeden ze statków idących na przedzie konwoju wyleciał w powietrze wchodząc na miną. jest świeżo pomalowany. W dzień mijamy je strzelając do nich z karabinów. i gwizd kul. Na noc zatrzymujemy się na kotwicy. W głębi duszy każdy myśli o swych najdroższych i oczekuje swojej kolejki. bez wojny. oku. prawdopodobnie nie my jesteśmy ich celem. stary. płyniemy w dół Tamizy. Samoloty niemieckie latają nad nami.. Z mgły odzywa się monotonny chrzęst wybieranych łańcuchów kotwicznych i dźwięczne uderzenie w dzwon. Po sformowaniu konwoju okazuje się. A oto wspomnienia jednego z uczniów. Czekamy. Wiedzieli. Gdy ipierwsza grupa uczniów z "Daru" została umieszczona już w Southampton. wachty na sterze.nigdy nie pewni. W Norwegii wytrwałeś do końca. udaje się go jednak doholować do najbliższego portu. po zwykłym ostrzeżeniu komodora .' I znowuż czekasz gotowy. ale wszyscy już wiedzieli.] Znowu zaczyna sią wstawanie co cztery godziny.

że sią tak wyrażą o statku handlowym przeznaczonym na zajęcie. że będzie po części miał rację. W pewnej chwili gwałtowny wstrząs unieruchomił statek na miejscu. Po takim preludium można było oczekiwać tylko tego samego w stosunku do nas. Francuzi ze sprzymierzeńców stali się wrogami. w nas płynie krew ludzi wolnych i nigdy nie "spodlonych zdradą. miny. My nie jesteśmy na szczęście lepieni z tej"gliny co "zdobywcy". Następnie na jakieś sto metrów od burty "ofiary" zatrzymywały się statki z policją i wojskiem i przez megafony zawiadamiano załogą. baterie nadbrzeżne i okręty wojenne . że ma sią poddać i że wszelkie oznaki oporu bada hasłem do otwarcia ognia z kontrtorpedowców.uciekły. Ale przecież port był otoczony siecią stalową. Nadeszła chwila krytyczna.sytuacji projekt ucieczki nurtował całą załogą. Tak. przygotowani w każdej chwili na akcję jednostek francuskiej floty wojennej. Okazało się. użycia własnego działa. Polskie statki zostały internowane. Poza tym reflektory pancernika "Richelieu" i baterii nadbrzeżnych omiatały ustawicznie horyzont. do rufy naszego statku zbliżał się silny snop świa-tla . może być. zaczęliśmy się posuwać do wyjścia. Mimo tej rozpaczliwej . a nas przyprawiła o zupełnie niesymboliczne drżenie kolan. podnieśliśmy kotwicę i na "małej" odeszliśmy pod samą plażę Dakaru. Naturalnie pierwszą naszą myślą była ucieczka. Oto francuskie reflektory pozycji nadbrzeżnych i pancernika "Richelieu" zaczęły obszukiwać powierzchnią wody.za chwilą zostaniemy odkryci i zaczęta tak szczęśliwie wycieczka skończy się w obozie koncentracyjnym. Dziś. Na szczęście ospałe oko patrolu nie zauważyło nas i znów po chwili ruszyliśmy dalej. Teraz następowało czynne zdobycie statku przez kolorowe wojsko i manifestacyjne opuszczenie angielskiej bandery oraz triumfalne podciągnięcie bandery zwycięzców. ciągle sondując na minimalnej głębokości. Była godzina druga w nocy. Wracając jednak do przedmiotu. Niestety. że nic ważnego nie zaszło w naszym życiu. Gotowi byliśmy w tej chwili do rozpaczliwej i bodaj beznadziejnej obrony czynnej i bezsensownego. ale myliłby się ten. patrząc na te wypadki. że usiedliśmy na mieliźnie. kapitanom statków angielskich. gdzie z powodu płytkiej wody i licznych mielizn nie postawiono gęstej sieci stalowych lin. ale uratował honor polskiej bandery i pokazał .. który postanowił ominąć zaporę siecio-ują w miejscu. Plan ucieczki skrystalizował się późno wieczorem. Przypuszczenie takie wzbudziło w nas wściekłość i zaciętość. Ktoś czytając powyższe zdanie będzie mnie pewno pomawiał o pom-patyczność. nie dotykając rufy. i przystając co chwila. co mogłoby się skończyć dla nas tragicznie. że popadliśmy w czarną rozpacz czy zwątpienie. przeskoczyło nagle ponad kadłubem statku i opadło przed jego dziobem. znajduję myśl przewodnią kapitana "Stalowej Woli".Z upadkiem Francji i utworzeniem rządu Yichy wytworzyła się truidna sytuacja dla naszych statków w portach francuskich. Ten moment zadecydował o naszej ucieczce. gdy zmęczony wrażeniami poszedłem spać. O godzinie dwunastej wolno. nie bacząc na sieci. Śliczna pogoda następnego ranka poderwała mnie do zwykłej dziennej pracy i zdawałoby się. Zrobiło nam się trochę nieswojo*. staliśmy na baku w pasach ratunkowych. Zrządzeniem Opatrzności światło. Wszyscy. z wyjątkiem jednego.. Na szczęście "cała wstecz" pomogła i statek powoli jak żółw zlazł z mielizny i poszedł już dalej swobodnie. ucieczka nie powiodła się w takim stopniu jak nam. Jedno z "maszych dzieci". Im bardziej oddalaliśmy się od zatoki^ tym byliśmy pewniejsi siebie. właśnie wychodziliśmy na pełne morze. które było na "Stalowej Woli" świadkiem internowania statków angielskich. Trzeciego dnia zawinęliśmy do Freetown. Lecz na szczęście nie doszło do tej ostateczności. kto by sądził. sprawa przedstawiała się dość ponuro. Sylwetka patrolu przejeżdżającego w pobliżu wstrzymała nasze maszyny. Tu. a już o godzinie jedenastej w nocy statek zaczął się wolno przygotowywać do dzieła. zbliżały sią od razu z dwóch stron dwa kontrtorpe-dowce z zachowaniem "wszelkich ostrożności".zdawałoby się . z punktu widzenia rozsądku. Narażał statek na rozbicie. gdy nagle stało się coś. Jednak wszystkie. tak opisuje te chwile: Do delikwenta. że przygoda dakarska była tylko koszmarnym snem. będących w tej samej sytuacji co statki polskie. gdyż historię inaczej się pisze niż się ją robi. Ale jeszcze nie był to koniec dzisiejszych przygód. co już w teorii wykluczało wszelkie próby ucieczki^ a co gorsza kontrtorpedowce i łodzie policyjne patrolowały ustawicznie redę.

reszta straciła życie w zimnych odmętach oceanu. mimo usilnych zabiegów. Walka z samym morzem. Z drugiej szalupy zdołaliśmy uratować całą załogę. zwłaszcza iż byli zmarznięci i ręce ich opadały bezwładnie. Wyratowano tylko kilku ludzi z tratwy korkowej. których eskorta była zbyt słaba. Podjechaliśmy do jednej z szalup. Dzięki umiejętnie prowadzonej akcji ratowniczej naszego kapitana P. jednak wściekłe fale rzucały nimi w różne strony tak. nie namyślając się długo. nie dając znaku życia. by je uchronić przed torpedami. lecz nieszczęście chciało.zdegenerowanym pachołkom Vichy. zszedł na dół i wskoczył do rzucanej falą szalupy.nie wiem w jaki sposób . uderzając szalupą o burtę statku. co było przyczyną nagłego alarmu . Niektórzy brali udział w ratowaniu załogi okrętu wojennego na Północnym Atlantyku przez nasz statek "Wisła". Jednak marynarze znajdujący się wewnątrz nie mieli siły wejść po drabince. którego załoga ratowała się bądź na szalupach. pięciu pozostałych oddało swoje młode życie morzu.pływający marynarze zdołali wejść z powrotem. Walka o Atlantyk przybierała na sile. Konwoje przychodziły coraz bardziej uszczuplone. dwadzieścia trzy osoby zostały wyratowane. taka w której morzu przeciwstawiał się kunszt wiedzy nawigatora . Tymczasem przybyła na pomoc łódź podwodna. Jeden z nich tak opisuje te chwile: Była "psia". Statek nasz coraz bardziej się oddalał i nikogo więcej nie uratowaliśmy. poświęcenia i silnych nerwów. Szalupa nie mogła się poruszać. Zaczęliśmy rzucać im koła ratunkowe i liny.niedaleko nas paUl się Wojenny "patrol boat". Natychmiast wyrzucono sztorm-trapy za burtę i przyszykowano koła ratunkowe oraz liny potrzebne do ratowania załogi płonącego statku. tym razem szczęśliwie przywiązaliśmy ją. jednak statek posuwał się bardzo powoli naprzód. jedynie trzech z nich zdołało wejść na statek. leżało bezwładnie w szalupie napełnionej po brzegi wodą. kolejno wiązał bezwładne ciała. Po raz trzeci podjechaliśmy do tej samej szalupy dziobem.T. Marynarze kolejno zaczęli wchodzić po sztormtrapie na pokład. Ratowanie innych na burzliwym Atlantyku w okresie zimy wymagało od kapitana wielkiej znajomości morza. na którą . że odwagą i szaleństwo można przeciwstawić nawet największym przeszkodom i można je nimi pokonać. J. Zatrzymanie się dla ratowania załogi storpedowanego statku było często robieniem ze swego statku nieruchomego celu dla torped niewidzialnego przeciwnika.S. Nie było na morzu akcji. bądź na tratwach korkowych. Chcieliśmy początkowo spuścić nasze własne szalupy na wodę. Trzech z nich. lecz i ona miała utrudnione działanie. lecz fale wydzierały je z bezwładnych rąk.P. Niemal rękami można było sięgnąć po nich. Dopiero teraz zorientowałem się. lecz na skutek silnych przechyłów nie można było nic zrobić i podczas tych prób bosman został przygnieciony szalupą i ciężko ranny. Łódź podwodna zdołała wydrzeć morzu tylko dziewięciu marynarzy.budziła w nich ciekawość i była . lecz niestety tym pięciu nie udało się przywrócić życia. przechyliła szalupę wysypując resztę załogi do wody. Zatrzymano maszynę. Statek tymczasem szedł naprzód zostawiająo. Skręciliśmy i po kilku minutach próbowaliśmy znów podjechać do tej szalupy. Jeden z naszej załogi. rzucono linę na szalupę i przyciągnięto ją do burty. Pomimo to żaden z naszych statków nie zostawił nigdy na łasce losu spodziewającej się od niego pomocy załogi zatopionego statku.ich za rufą. Walka z bombowcami i okrętami podwodnymi budziła w chłopcach odrazę. mimo tego nie byliśmy w stanie dać im żadnej pomocy.O. gdyż znajdowali się tuż przy burcie. sztormowa pogoda na Atlantyku. reszta zginęła. "Wilcze stada" okrętów podwodnych urządzały polowania na prawie bezbronne statki handlowe. że przyszła spora fala i. które następnie wciągano na pokład. Sytuacja była poważna^ zwłaszcza że wysoka fala uniemożliwiała sprawne manewrowanie statkiem. Inni znaleźli się w krytycznej sytuacji. Niektórzy z nich zdołali chwycić się lin. ponieważ niespokojna woda zalewała cały kadłub. w której by zabrakło "naszych dzieci". że nie mieli'siły utrzymać się lub przywiązać linami. nawet rzuconej liny nie mogli obwiązać na sobie. Tylko dwóch ludzi udało się odratować. gdyż nikt nie miał siły wiosłować. M. Tym razem nie udało nam się podejść blisko. ponieważ statek kołysał się silnie i każde wychylenie groziło wpadnięciem do wody i podzieleniem losu nieszczęśliwców.

Ujrzeliśmy jego prawdziwe oblicze. zawracają i znowu padają bomby. Co się dzieje.zgodnie z romantyzmem. jedna za drugą.nie wytrzymało próby.. huk i wstrząs... W jednostajnym znoju płyną konwoje po ZWYCIĘSTWO J. trafili. Ludzie macza się żarem ognia buchającego na rusztach.. oni. jeszcze bandera.oblicze morza pracy. ich obowiązkiem jest pozostać do końca. Ci... eksplodowały mu kotły. W. chociaż los statku został już przesądzony. I dziwne.. Bezużyteczny kawał rury. Nie mamy naioet czym się bronić.. Dostał w maszynę.. . Ostatnim spojrzeniem żegnamy tonący statek. Ster nie działa. Wiersz ten nosi tytuł "KONWÓJ". To jego ostatnie chwile. Okropny wstrząs. iż niebezpieczeństwo na morzu posiaida również swą istotną wartość. Niebo usiane wybuchami pocisków. że ta szara. jakieś dwieście. Wśród huku dział i bomb. Trzask pękających lin i szum uciekającej z maszyny pary. znajdowali się uczniowie z "Daru".. zroszone obficie potem wysiłku fizycznego . Na powierzchni paru ludzi. A na mostku stoją oni. A oni latają i rzucają jedną bombę za drugą* pomimo gęstego ognia artylerii. Prawie na każdym statku. Konwój rusza w dalszą drogą. kapitanowie .. Znowu okropny gwizd. Zamknęła się nad nim woda.kilka minut. raczej granatnik. dwanaście. a wśród ognia i dymu. który zginął... O Boże! Czy to już koniec? Tuż koło burty dwie fontanny.. Major umieścił go w swej kartotece zaraz za opisem ostatnich chwil zatopionego statku. czy nie?..K. szatany. Ktoś twierdzi. Zmęczone zawory z trudnością wstrzymują napór pary.. Rozglądamy się wkoło.. Nieprzerwanie.znalazła zrozumienie u "naszych dzieci". CZEŚĆ WAM..potwierdzeniem od wieków odkrytej prawdy. Wyleciało z podstawy i leży teraz na pokładzie. Oto zamieszczona w "ZNÓW RAZEM" relacja naszego ucznia z ostatniej chwili jednego z polskich statków. Fontanna wody wpada na pokład. trzasku karabinów maszynowych słychać donośny głos kapitana: "Do działa!" Biegniemy w kilku. Znaczą odmęty oceanów długimi smugami kilwaterów W wysiłku zasapane motorycharczą nierównym oddechem pośpiechu. Ich starsi koledzy. My zostajemy... Ktoś biegnie po pokładzie. Chociaż to może nie ma sensu. Wstrząs był za duży nawet dla niego. Umorusane pyłem wąglowym. Pełna niebezpieczeństw służba. Niedaleko. pokryte bruzdami fal. o którym sucha wzmianka doniosła: "Zatonął wskutek działań nieprzyjaciela".. może trzysta metrów.trwali zawsze do ostatniej chwili na powierzonym im statku. tonie statek. co przeżyli... Toniemy.. Ktoś wkłada pośpiesznie pas. Suną ciemne sylwety okrętów nieprzerwanymi rządami... że widział jeden spadający do wody. troska o statek i przekazywana w formie rady uwaga "musisz pokochać swój statek" . Cóż z tego. Spełniają swój obowiązek. Na rufie powiewa. dalej dwie inne. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. nie przystosowało się do warunków . podejmowali dalszą walkę. Spoglądam w górę... pomimo że jeden czy dwa uciekły z placu widocznie trafione.. "Cieszyn". Zrzuciło maską namiętnego uśmiechu podzwrotnikowych nocy. świadczy o tym chociażby taka wypowiedź: Morze gruntownie zmieniło swą rzeczywistość. Reszta została na posterunku. który ich zaprowadził na morze . Nasze "działo"... a do luków przybywa coraz więcej wody.. KOLEDZY! A co z nami? Z maszyny ciągle słychać szum uciekającej pary. Nie trwało długo .W. Są.

za mało w nim dla autora powieści pikanterii. Nie. w tej chwili nie zdaję sobie sprawy z niebezpieczeństwa. Kilka minut stoimy jeszcze przy konżugatorze.Zetoo 50". odchylenie itp. czy to bomby padają. że okręt podertwał się z miejsca zwiększając gwałtownie szybkość. Rozszalały się działa i niebo się pali. Marynarz walczy. jaką.. aby podziękować nam za dzielne spisanie się. Nagłe cisza . Jeszcze jedna salwa i dwa potężne wstrząsy. Jesteśmy zdziwieni. okręt drga i przechyla się. przywiązanie marynarza do swego zawodu. szybkość itp.. wyraz głębokiej i trwałej wartości. że nie mam czasu myśleć o czymś innym.O. codzienne spełnienie obowiązku. a nawet zakwitnąć potrafiło tak wspaniałym owocem jak Gdynia. Raptem! Meldunek z dalocelownika: "samolot .jest centrala artyleryjska.. celowndk. Stosunkoioo zaś mizerne dawało pojadę o zwykłym codziennym życiu współczesnego marynarza. Ach. dreszczu emocji i efektownych scen romantycznej walki. Mgła gęstnieje i konwój nurza się w sieć mleczną.silników szum milknie w oddali. jestem tak pochłonięty przydzieloną mi funkcją. Słyszę huk i drżenie stalowych płyt. Przez chwilą cisza.) oraz dane meteorologiczne na dane potrzebne do strzelania.na włóczęgę wieczną. światło i słuchawki są w porządku. Niestety. całkiem niezrozumiałe dla ludzi lądu. Trwa to chwilą.. Błyskawicznie nastawiamy i uzgadniamy odpowiednie strzałki przyrządów. uważaliśmy. była właściwie niczym. a potem jeden spogląda na drugiego i śmiejemy się.Piersi falują i stal błyska w oczach. Nieprzyzwyczajeni do tego z początku nie orientujemy się. lecz w trudach bytu tysiący ludzi morza rodzi się zrozumienie jego wartdici. o czym się czyta lub co się widzi w kinie. Nagle pada rozkaz dalocelownika: "kąt kursowy . odległość. Oni też opisywali swe przeżycia prozą i wierszem: Od kilku tygodni nasz ORP pływał sobie spokojnie z konwojami na trasie jakoby niebezpiecznej. jak długo ta podróż będzie nam się wlokła? v Ranek wstaje bezbarwny. a właściwie rozczarowani..zautomatyzowanymi ruchami kręcę powierzonymi mi przyrządami. że to były bomby. już zapalamy światło. ale codziennym bohaterstwem walki o chleb. J. Bomb wybuchy naokół opryskały pokład. jak np. tak że wszystko się trzęsie. morską racją stanu. może to tylko moja wyobraźnia? Wstrząs. T. Przecież to nie jest to. Zbyt często jednak pióro autora emocjonującej powieści kazało "majtkowi" bohatersko walczyć z żywiołem nieokiełzanym lub urządzać burdy w podejrzanych knajpach portowych. to teraz już wiem na pewno... No. W tej chwili cała centrala jest na nogach. Niewątpliwie kiełkowało już w nas zrozumienie wartości morza. Nie jesteśmy zdenerwowani..płyną chmury. brzemienna trudem żmudnej codziennej "uprawy morza" rzeczywistość ma bardziej istotny sens. W tej bowiem naprawdą ciężkiej pracy rodzi się. Okręt zatrzymał maszyny! Zmniejszył szybkość. . * Konżugator .mechaniczne urządzenie artyleryjskie na okręcie przeliczające automatycznie zaobserwowane dane ruchomego celu (kąt biegu. . Słyszą już wyraźnie szum motoru. w sekundą pada rozkaz: "otworzyć ogień!" Rozlega się ogłuszający huk.lewo 15".. Alarm1. że było to całkiem niepotrzebne. Zamyka się nad nami niebo . tylko podnieceni. zimny i ponury. ale nic .bezbarwna. Wbijam z uporem oczy w powierzoną mej pieczy strzałkę jakiegoś przekaźnika. lecz stronice dzienników okrątowych dają obraz istotnego znaczenia i ogromu potąg. od którego może zależeć nasze życie. że ta walka. Serce mi trochę bije. Nie w podróżach wycieczkowiczów i turystów pierwszej klasy luksusowych Dinerów". a pośrednio i o polską. Dlatego też. tracące egzotyką okładki zeszytów "Morza". a salwa wali za salwą. Naszych uczni nie zabrakło i na niszczycielach.. my też. każda salwa odbija się echem stokrotnym. czy też to tylko nasze działa strzelają. Na włóczęgę płyniemy . jakie zawierają za brzegami lądów stałych niezmierzone przestrzenie słonych wód. Nie barwne. drzwi. W zamkniętej przestrzeni. nie dlatego żebym się bał" ale po prostu z wrażenia. o której nam tyle opowiadano.G. to było proste. Poczułem nagle. my zaś stoimy w skupieniu nad konżugatorem*. gdy po powrocie do portu przyszedł na nasz ORP dowódca dywizjonu.

Chorąży pocztu sztandarowego z dumą trzyma symbol Naszej Szkoły. uczniowie PSM. Ci co byli na okrętach podwodnych. Defilujemy przed ocalonym Sztandarem Państwowej Szkoły Morskiej w Gdyni. to tak o sztandarze tym napisali: Na uroczystość otwarcia roku szkolnego w Szkole Morskiej w Southampton zjechało w tym roku wielu przedstawicieli rządów państw alianckich.. znały wartość krwi. zrzucają cumy i natychmiast zwijają w mocne skręty na szpulkach umieszczonych pod pokładem.. Trzask otwieranych odwietrzników i gwałtowny szum wody wdzierającej się do tanków.] Wachta nie była lekka. * Życie w Szkole Morskiej w Southampton układało się wsKutek codziennego bombardowania w pddobny sposób jak w Londynie. Szybciej zaczynały rozumieć prawdziwe wartości. tak drogi sercu sztandar. * Polish midshipmen głęboko w sercu nosili pamięć o poległych. zanim uda się na dobrze zasłużony odpoczynek pod mocnym pokładem? Warunki są tam o tyle lepsze. Spod torped i z rozmaitych ścieków wyciekają strużki zmieszanej z wodą oliwy i ropy. To wszystko następuje tak szybko.S.S. własny.. Oto co napisali na dzień 2 listopada: My. Ostatni uścisk dłoni i życzenie: "Szczęśliwych łowów". Nad czerwienią sztandaru pyszni się wstęga i Złoty Krzyż Zasługi. generała dywizji. Z wolna odsuwa się dziób. kreśląc arabeski na podłogach pomieszczeń.swetrze i ciężkich morskich butach. Wściekłe bryzgi chlastały bezlitośnie twarde burty i z mlaśnięciem rozkoszy przylegały do odkrytych twarzy ludzi. otoczona. Jak długo musi jeszcze stać. Pobudzało do intensywnego myślenia i zmuszało do ciągłego panowania nad sobą. który owinięty na sobie wyniósł z Polski przez granicę dyrektor departamentu inżynier Leonard Możdżeński.i plac przed szkołą rozbrzmiewa paradnym. Niewielki pomost nie stanowił przeszkody dla oszalałych. [. Pana Prezydenta RP i Premiera Rządu Polskiego.M.] Przy każdej okazji nieszczęsny obserwator pyta o godzinę. składamy hołd wszystkimi marynarzom. [. Zatracało się wrażenie ruchu przy nieznacznej szybkości kilku węzłów. "Dzieci" w tych warunkach szybko dojrzewały. aby ściec lodowatym strumieniem pod zydwestkę i potem pod nieprzemakalnym płaszczem wzdłuż krzyża aż do dygocących lędźwi. Premiera Churchilla. to znów pokryta spienionymi bałwanami.. Sikorskiego.. że w chwili zamykania włazu powierzchnia wody znajduje się o jakieś dwie stopy od pomostu. W. Dyrekcja Szkoły otrzymała wiele listów i depesz gratulacyjnych. Dzwonią obroty telegrafów. między innymi list od Jego Królewskiej Mości Króla Jerzego VI.F. Symbole miały dla nich swe pełne znaczenie. Przed samą trybuną pada komenda: "baczność! na lewo patrz!" . Okręt nurzał się z ciężkim stękaniem pomiędzy góry wodne. Zbliża się dowódca w towarzystwie kilku oficerów i kapitana S. Zbliża się normalny czas zanurzenia (około czwartej rano). Orkiestra zaczyna grać. Na pomoście zostaje tylko wachta wpatrująca się cierpliwie w horyzont przez szkła zroszonych lornetek. Przez peryskopy widać szarzejącą smugę na wschodzie . Ten sam. wartość życia i wartość pracy. ażeby znów się wdźwi-gnąć i zaryczeć teraz wzmożonym łoskotem diesli w twarz wichrowi. pomimo starannego przecierania szkła lornetki co chwila pokrywały się delikatną chmurką pary oddechu i wody morskiej. żołnierzom i tym co zginęli pełniąc swój obowiązek.. motory poruszane napięciem baterii zrywają leniwe po odpoczynku śruby. polskim krokiem. też zostawili swe wspomnienia na kartkach "ZNÓW RAZEM". tylko przy gwałtowniejszych przechyłach wypada w postaci skroplonej pary z zaworów kabli. Łódź wydawała się zabawką zwariowanej wody.^ .. J. Klakson. z którym tyle razy defilowaliśmy w Gdyni. Smukła postać w grubym . Chronić się przed bezpośrednim działaniem fali i przemoczeniem też nie było za co. Gdy otrzymali sztandar Szkoły Morskiej w 'Gdyni. zachłystujących się własną mocą fal. oddziały maszerują. że woda nie leje się wprost na delikwenta.wstaje dzień. zabitych i wymordowanych w kraju w walkach na wszystkich'polach bitew. To nasz stary.

Cześć wszystkim Tym. dyrektor Kosko był jednym z pierwszych wychowawców Państwowej Szkoły Morskiej. ** Air raid (ang. *** College (ang. pod Łodzią. które było przykładem cnót prawdziwego marynarza i wychowawcy. S. którzy polegli pod Częstochową. śwwtlłca. poświęcali artykuł jego pamięci. Warszawy. ORP "ORZEŁ". Helu i Mo-dlina. Stanisława Koski. A wreszcie cześć tym Kobietom. W commonroomie* rżnie radio "Oh! Johny" i ktoś wyzwierza się na pianinie. północnej Norwegii i nad Anglią.wspólny pokój. że służba Ich. czytelniku. na tyra morzu. na Górnym Śląsku.G. która ciałem swym osłaniała dzieci swe przed drapieżną ręką najeźdźcy. to przynajmniej stoi na równi ze służbą żołnierza lądowego.) .nalot. którzy oddali swe życie za wolność naszą i waszą. sią zapora z reflektorów i ognia artyleryjskiego.) . ORP "GROM". Tomaszowem. Cześć jego pamięci! Southampton 1940. Dzieciom i Starcom. Albo na dnie z honorem lec! Cześć Nieznanym Żołnierzom. ż. ORP "GRYF". oficera statku szkolnego oraz inspektora Szkoły Morskiej. Uczniowie PSM By dać pełny obraz życia naszych uczniów w Southampton. które tak umiłował. Tarnowem. Cześć Oficerom i Marynarzom naszej Floty Handlowej. którzy zginęli wśród masowego mordu polskiej ludności w Bydgoszczy. spraw małych i szarych.Cześć Oficerom i Marynarzom. Po otrzymaniu dyplomu oficera Marynarki Handlowej studiował w Szkole Nauk Politycznych. Cześć poległym na pobojowiskach Francji. Oto pierwszy: Rok upływa od tragicznej śmierci Dyrektora Państwowej Szkoły Morskiej w Gdyni kpt. pisane językiem nieliteracbim.to air raid**. którzy zginęli na posterunkach od niszczycielskich bomb i torped. strażnicy wielkiej wody. Oni swą śmiercią wznieśli imię naszej Marynarki Wojennej do wyżyn bohaterstwa i zapewnili naszej Małej Płocie nieśmiertelną chwałą. Sp. którzy zginęli na swych posterunkach pełniąc służbę w tak zwanej drugiej linii frontu. Wspominamy go z żalem. Zginęli. Najwyższy hołd składamy Tym. W roku 1937 objął w niej stanowisko dyrektora. po czym kolejno zajmował stanowiska: referenta w Departamencie Morskim. w Wawrze. bez silenia się nawet na poprawność. Cześć Kobiecie Polskiej.tak jest co noc. Zawsze narażeni na śmierć spełnili należący do Nich obowiązek i w ten sposób udowodnili. Marynarze polskich wód Mamy rozkaz Cię utrzymać. którzy zginęli niewinnie od zbrodniczej ręki. dyrektor Kosko był oficerem rezerwy Marynarki Wojennej i z chwilą wybuchu wojny został powołany w jej szeregi. że swoją śmiercią udowodnili. jeśli nie jest cięższa. (Pestaka) Jeżeli naprawdę chcesz. Dzisiaj słusznie możemy powiedzieć. Nad college*** robi * Commpnroom (ang. na Pomorzu. Zginął na morzu. ii słowa naszego hymnu morskiego nie były tylko czczym frazesem: My. Bomba niemieckiego samolotu przerwała jego krótkie życie. Doskonała znajomość psychologii pozwoliła mu zjednać sobie serca wszystkich uczniów i uznanie współpracowników.to gdzieś wyrżnęli. Lecz "never mind"* .) uczelnia. Cześć bohaterskim Obrońcom Westerplatte. fctóremu poświęcił cały swój zapał młodości. Aninie. pójdzie na marne. Major zamieścił urywki z życia codziennego. W każdą rocznicę śmierci kapitana Stanisława Koski.udaj się na spacer po okolicach Swaythling (rodzaj warszawskiej Woli lub gdyńskiego Grabówka). którzy zginali na ORP "WICHER". Wtem toycie jękliwe . Stół się zatrząsł i lampa . Śmierć ich nie poszła jednakże i nie. Piotrkowem. Cała Europa nasiąknęła krwią tych Polaków. bo stali na przeszkodzie zaprowadzeniu nowego "porządku" w Europie. Ostro-wemĄ Gdynią. poznać atmosferę^ w jakiej żyją przyszli adepci szlachetnego kunsztu nawigacji .w. . dyrektora Szkoły Morskiej w Gdyni. Sp.

O ile będziesz przypadkowo w mundurze polskim.. Obok nich bliscy. którą zresztą dostaje się bardzo rzadko. CAT-MACKiEWICZ: Historię Szkoły Morskiej można zamknąć w trzech słowach: Ka-putkiewicz. J.człowiek. Ukryj mą matkę w Polsce od pruskiego wzroku. itd. jak smutno.bo o alkohol coraz trudniej) cudne oczy swego marynarza. lecz trzymający dystans Anglicy. czyli "Wytaczaj baryłkę". na co dzień mając "cheese i much potatoes" . Biedna Marysia . Oliwię grała Marysia. a sercu miłych wschodnich granic Rzeczypospolitej szlacheckiej!? . ZYGMUNT NÓW AKOWSKI: Pomną. ach. A kapitana grał Tadzio. dawno.. Póki jej nie obudzi stuk żołnierskich kroków. nieprawdaż? Nie zaglądaj natomiast do wytwornej sali jadalnej.. Gdzieniegdzie spotkasz mile dziewczę idące pod rękę z jakimś polskim Leszkiem czy Jasiem. a jakże dalecy. całe ich pisemko znalazłoby się w "camera obscura".nic nie szkodzi. KSAWERY PRUSZYŃSKI: Siedzieli wokół błyszczącego nakryciami stołu ze smutnie pospusz-czanymi głowami. znika srebrzyście... IGNACY BALIŃSKI: Paryż minął jak we śnie i Londyn tak mgliście. .Lnów Razem"? Brrrr. To pachnie dziegciem i smołą.a w tej pieśni cicho płacze Polska. póki błyśnie świt biało-czerwony. Ach. weseli. co opuszczasz blackoutów zasłony..kury teraz hoduje w Ameryce. Gdzie tam im do krakowskiej sceny! Różnica jest jak między "Wiadomościami" a "Dziennikiem". gdzie przy długich stołach usłyszysz doprawdy niezbyt miły dla twego wrażliwego ucha dobór "słów i powiedzonek"^ dobywających się s ust "Polish midshipmen" męczących się nad kawałkiem zimnej i twardej jak podeszwa baraniny. to znów "Pije Kuba do Jakuba".oto próbki tego humoru zamieszczone w "ZNÓW RAZEM" pod wspólnym tytu* Never mind (ang. bo jestem dzisiaj w pestkę zalany. Wstaję blady i błądzę pośród cieni . pachną jej czułe liściki. Jeśli chodzi o pierwszy okres. Jeśli wsiądziesz w tramwaj. ach.. Idąc dalej natkniesz się na grupę polSkoangielśką złożoną w części z polskich midszypmenów. A tak się dobrze zapowiadała. jak trudno zapomnieć cień lubej Ludwiki. Ryczywesz i Pipciński. to gdy Sikulski rozmawiał z samym Krupą. Cień coś szepcze cichutko. ruchy ma jakby znajome jakieś i widziane gdzieś daleko. itd. dawno.. aren't you?" ponieważ jesteś Polakiem. gdyby nie mieli nic lepszego do roboty". Witaminy C im potrzeba (ale nie myślcie. jak harfa eolska Szumi pieśń . myślami wracali do kraju i do najbliższych: O nocy. Na kresach dzikich. gdy chcąc zapłacić za przejazd. itd. już wtedy tak zdolny polityk. głos drżący i znany. Czego szukasz.ser i dużo ziemniaków.. W. MARIA PAWLIKOWSKA: Morze barwy hiacyntu.. że cnoty). ach. itd. gdy wystawiano "Dwunastą noc" na scenie krakowskiej. Skończyć wojnę! Najprędzej! Ale przedtem trzeba Dziesięć miesięcy siedzieć w murach tego szkólska. "Dzieci" mtiały dobry humor i dobre jego poczucie . jak na aliantów przystało: "Roli out the barrel"... Ach. będziesz jeszcze bardziej zdziwiony. jakim w czasie tych knowań socjalistycznych okazał się Zenobjusz Pompka.. Przechodzące dziewczęta pozdrowią cię tradycyjnym powitaniem: "Dzień dobry. serwus.. spotkasz się z ogromnym sprzeciwem uroczej konduktorki: "because you arę Pole..M. W nocy szarpie boleśnie. Anglicy? Oto pierwszy z brzegu. a w części z sił zbrojnych jego królewskiej mości. Chroń ją. Gdyby nie konieczność oszczędzania papieru. łem: "Co napisaliby o nas niektórzy spośród publicystów. o duchu? A duch cicho odpowie: Ach. trzymających się pod rękę i śpiewających zgodnie..) . państwo. zdziwi cię i onieśmieli domowa atmosfera tej dzielnicy. gdzie klamka. jasnooki i rudawy młodzieniec. z zachwytem wpatrzone w zamglone (niezawsze napojami wyskokowymi .F. To był dopiero wilk morski całą gębą! Phi! pomyśleć tu o midshipmenach ze Szkoły Morskiej. jak się masz malutki?!" A liczne potomstwo dzielnych synów Albionu hulające po ulicach zaczepi cię swojskim "hallo kumpel". ! Ale gdy zapadała noc. poetów i pisarzy emigracyjnych.

pamiętajmy.oni kłamią... Ze na okrętach. I gdy będziemy wracali. Ma razem coś sześć penów Jeden z nich nosem kręci To dobrze. wzniosły . itd. niszczenia musimy już teraz począć wyzwalać się spod władzy prymitywnych uniesień i zwierzęcych pragnień. * Czynny udział w wojnie. niech lepiej nie wraca. to się nie godzi.bo my tak chcemy i faosjća wola jest taka. Krwawiąca rana coraz więcej się rozrywa. Mackell. a my mówimy prawdę. A kto zapomniał o tym. nie Oni będą nam grali hymny . by nigdy mechanizmy społeczne nie poddały się tragicznym powikłaniom prymitywnej moralności.bo Oni teraz męczą się głodem nie my. jakże ciężkie i trudne do wykonania. inne narody. Przyzwyczajeni do zabijania. jakimi podłymi. J.. itd. to się godzi..by potem nie musiał zawracać z powrotem ze wstydem..Wśród piasków Mazowsza szarego jak praca rosyjskich drwali. [. No to powiedzcie słów parę. MARIAN HEMAR: Gdy sześciu midshipmenów Gdy na ziemniaczki z sosem (pełni zapału i młodzi) (mało. . zwyciężyć Japonię.... które podstępnie cficą nami zawładnąć i które niespostrzeżenie zmieniają nasze charaktery. Makoł? Makula? Przodek jego... że' dali nam zlecenie do spełnienia..o wolność Polski i świata. Robert Mackell. które po wojnie doprowadziłyby świat do upadku.. . . Jemu to wszystko uchodzi.. I na tym polega cała ich kulturgeschaftenwirgehenboschungeneordnung. itd. że jeśli kiedykolwiek jakiś uczeń Szkoły Morskiej będzie wmawiał w was. STANISŁAW STROtiSKI: A teraz pamiętajcie.. na łodzi Trzeba by być Hemarem. Walcząc z rozbestwionymi bańdytami. Taki ustrój powszechny zaprowadzić. [. A my zdamy rachunek przed narodem.. Odra. szlachetny. że jest głodny . My pamiętajmy o tych. bo taki jest potęgi warunek my Im ... ale zastanówmy się. niegodnymi człowieka. narzuconymi nam przez nieprzyjaciela walczymy środkami.w kraju.... jakiś Wojciech Makuła bronował czterysta lat temu ziemią gdzieś między zapomnianą wizją Odry a ukraińskim rozlewem stepów.. żądni krwi. A kto zamordował kaczkę z sąsiedniej gospody.. Nazwisko jego obija się o uszy znajomym dźwiękiem młodości. bo dużo szkodzi). Ale zwycięstwo nam nie wystarczy (podkreślenie autora artykułu).. walcząc ich bronią nie pozwólmy ich zasadom i dążeniom przeszczepiać się na noś. OSTRICH Tak zaś napisali o sobie: NARÓD NAS CZEKA Naród patrzy na nas.tylko my Im będziemy grali z wdzięczności. zwycięstwo militarne nad Niemcami byłoby jednocześnie zwycięstwem ideologii niemieckiej nad nami.bo Oni Polskę uratowali. To źle. Jest to broń obosieczna i służy w równym stopniu jemu i nam.. Lecz nie zginiemy! złów będzie żywa Polska! . Wrócilibyśmy do Polski jako nowepokolenie gestapo i być może.] Oto leży przed nami zadanie. czy stepy? Trzeba decyzji Henryka Brodatego... Zwyciężyć Niemcy... itd.. czeka w bólu i męce. ciągły widok walki i jej ofiar siłą rzeczy .nie wierzcie mu. co zostali tam . że po zwyciężeniu Niemców zaczęlibyśmy mordować.] Gdybyśmy sią poddali namiętnościom. W zwycięstwo nasze nie wątpimy. tak że zostały tylko pióra? Pamiętajcie .' . zmuszały do zastanawiania sią nad jej przyczynami i skutkami i do wypowiadania się na ten temat: Walczymy o cel piękny.W..

które wraz z budynkami administracyjnymi mogły stanowić lokum dla przeszło dwu tysięcy lu-idzi. nie mieli do czynienia z wychowywaniem marynarzy i nie mają do tego ochoty. którzy nic i nigdy. ale tam był wyrównany poziom wiedzy i poziom kulturalny. zabierali ze sobą chleb i mięso i natychmiast z niej wychodzili. W jadalni nawet nie siadali. nawet kupno żon. Grupa palestyńska. przybyła pod opieką byłego dowódcy Szkoły Podchorążych w Palestynie.M. przymusowo zatrudnieni przy budowie fortyfikacji.cieszyłem się że nie.. by na sześciu chłopców był przynajmniej jeden dobry podoficer". Realizm. Ponieważ tacy się nie znaleźli. Na świecie wyniszczonym wojną budować będziemy od początku. Ci z Palestyny otrzymywali duży żołd. dzisiejszego spodlenia społeczeństw faszystowskich zmusza nas do realnej pracy nad wykonaniem naszych idei. W klasach gimnazjalnych nie było podziału na nawigatorów i mechaników. z której przyszli. ilu mam podoficerów do ich pilnowania . których ośrodki emigracyjne nie mając odpowiednich nauczycieli i wychowawców wyzbyły się również jako trudnych. szyb i zamknięć. która nosiła nazwę: Gimnazjum i Liceum Morskie w Landywood. że do pomocy mam dwóch oficerów nawigacyjnych. Indii. * Sytuacja polityczna zapowiadała zwycięski koniec wojny. Z wyliczeń otrzymywało się cyfrę sześciuset oficerów nawigacyjnych i mechaników razem. dla których "równouprawnienie" było wskutek struktury gospodarczej pustym jedynie dźwiękiem? Planowa gospodarka zapewni wszystkim równy dostęp. i tacy którzy uciekli z hitlerowskiej Organizacji Todta. Szkoła morska w Landywood mieściła się zasadniczo w kilkudziesięciu tak zwanych "beczkach śmiechu". rozciął go minister żeglugi: . Do szkoły ściągnęli chłopcy . Miewałem po dwustu chłopców na "Darze Pomorza".do zasobów naturalnych ziemi. J. w ilości dwustu kilkudziesięciu. lecz wręcz przedmiotem ogólnej wesołości. używanie widelca i noża było dla nich nie tylko czymś zupełnie zbytecznym. Większość chłopców była sierotami. Gdy głowiłem się nad rozwiązaniem tego gordyjskiego węzła.to wszystko. chociaż początkowo siedziba szkoły morskiej miała się znajdować nad morzem w Walii. Kandydatów dostarczą ośrodki emigracyjne w Indiach. Było ich tylko czterystu . W ten sposób znalazłem się razem z Majorem w Landywood pod Birmingham w szkole morskiej. W innych grupach było wielu takich. a autostopem podróżowali po całej Palestynie jak własnymi samochodami. Chłopcy nie byli źli. Odpowiedziałem. Poza tym istnieje "grono" nauczycieli. znane zamiłowania i ustalona opinia szkoły.Zorganizuje pan szkołę morską na sześciuset ludzi.Maąuis. którzy walczyli w oddziałach francuskiego ruchu oporu . i tacy.Jakżeż piękny udział w tym wysiłku narodów może przypaść naszej umęczonej Polsce! Jakie nowe źródła siły wytrysną spośród zaniedbanych warstw społecznych. Z miejsca poinformował mnie. Nie uznawali zamkniętych pomieszczeń.w grupach od kilkudziesięciu do kilkuset . a wszyscy razem nie mieli nic do stracenia i byli całkowicie uodpornieni na wszelkiego rodzaju kary czy upomnienia. co musiał wiedzieć mechanik o nawigacji lub nawigator o maszynach. oddano ten obóz pod szkołę morską. Praca na morzu . Po moim oświadczeniu usłyszałem wyrazy współczucia z wróżbą na przyszłość. znalazło się w programach klas giminazjalnycłi! Specjalizacja rozpoczynała się dopiero w dwóch klasach licealnych.z Persji. bójki. . A my .to tak niewiele w ogólnym porządku rzeczy. mieli oni za sobą ucieczki. Persji. Należało pomyśleć o przygotowaniu kadry dla przewidywanych sześciuset tysięcy ton naszej floty handlowej w pierwszym okresie powojennym. a tylko zdeprawowani. Byli to Nomadowie z ciepłych krajów. sześciuset i to mnie podtrzymywało na duchu. i starego bosmana ze statku "Wisła". świeżo po kursie kapitanów żeglugi wielkiej w Londynie. Afryki i Palestyny. że chłopcy ci w większości-należą do taik zwanych "trudnych" i spytał. Afryce i Palestynie."musi ich być tylu. Wszystko to. jak początkowo planowano. że "szkoła nie utrzyma się dłużej niż dwa tygodnie". Była pomyślana jako szkoła dla chłopców mających uczyć się i pracować w pobliskich kopalniach. Z Francji przybyli Chłopcy. A przecież dZa nas .marynarze? Pływając po morzach z ładunkiem najprzeróżniejszych towarów staniemy się symbolem łączności między wolnymi ludźmi świata. dostęp do nauki i kultury.

wbitą w rolę na znak. które w ciągu pierwszej wojny światowej siedem razy przechodziło z rąk do rąk. "Dwunastu męczenników" układało groszek na końcu widelca i musiało władać w odpowiedniej chwili odpowiednią . a co wskazano jiam w tej szkole.nie było kar. całość skarpetek i świeżość chusteczki. Wytłumaczyłem.szwoleżer odpowiedział wskazując na wąwóz: "Tam mu podziękuję". że w przeddzień bitwy pod Somosierrą polski szwoleżer wziął sobie ognia do fajeczki z ogniska Napoleona. należało zacząć uczyć sztuki posługiwania się jednocześnie widelcem i nożem. Toteż żegnając Dyrektora po skończeniu szkoły czuliśmy. Był on dla nas sprawdzianem. który sam został w tym wyćwiczony pod ogniem dział i bomb w kampanii francuskiej .wybranych na ten dzień chłopców . Żadna plamka na mundurze. I powiedziano nam. Chłopców należało zacząć uczyć po prostu kulturalnego sposobu bycia. Dyrektor . a potem dopiero można na nim podnieść banderę. Zrobili ich koło tysiąca.od najstarszych do najnowszych. a szkoła się nie rozpadała. że go spłacimy. przedstawiający szablę starym obyczajem po skończonej wojnie . Wobec tego w szkole morskiej w Landywood . Gorzej było ze sprawami wychowawczymi i czasem pozalekcyjnym. że "najwyższą nagrodą wolności jest poczucie odpowiedzialności za czyn dokonany w absolutnej swobodzie". a tematem rozmów było zachowanie się w domu. Symbolem naszej przyszłej pracy stał się rysunek na znaczku pocztowym.Jaki system wychowania należy obrać dla tych synów pustyni? Przypomniały mi się własne czasy szkolne i ostatnie moje gimnazjum koedukacyjne im. Surowy rygor panujący w ówczesnych szkołach średnich nie mógł mieć zastosowania w naszym gimnazjum. Trzeba było wyszukać odpowiednią osobę i ustanowić dla niej etat opiekunki społecznej. I tak w krótkim czasie "ogrodnicy" zamienili cały teren szkoły w osiedle kwiatów. szewskie miało w swojej opiece buty. System "bezkarności" przeraził nauczycieli. w towarzystwie dwunastu chłopców ubranych tak jak gdyby się udawali na przyjęcie do króla. na (podobieństwo oracza przedstawionego na tym samym rysunku. Nauka w mieście. to nie coś obiektywnie istniejącego ipoza nami. idący walczyć o to co najpiękniejsze. Bolało chłopców."nasze dziecko". paznokci. że "gdy kwiat jest miodem ciężarny. ustalono rozkład lekcji. Praca pozalekcyjna zorganizowana została w kółkach według zgłoszonych przez nich samych zainteresowań. Teraz nic nie uszło jego uwagi. Przeglądu ubrań . ale to my sami". na ulicy i w różnych sytuacjach towarzyskich. pszczoły same znajdą doń drogę". Poczuliśmy się wolni. biorąc na swe barki skutki nowego systemu. Odtąd zasiadała ona codziennie do wszystkich posiłków.^biżuterią" jak "Wo-łodyjowski ipałaszem". Wszyscy chłopcy musieli robić modele statków . W tym celu na przemian sześciu udawało damy. że na maszcie nie podnosimy bandery. Do tych zasad dołożył Dyrektor całe swoje serce. że banderę można podnosić nad czymś. przekształcone z Kursów dla Dorosłych przy Departamencie Oświaty Litwy Środkowej.po prostu rygoru tego nie stosował. Z samą nauką nie było wiele trudności. by podziękował . Znaleziono taką osobę. która potrafiłaby poznać i wczuć się we wszystkie osobiste troski każdego z nich. który wymagał na razie od nas wielkiej obietnicy. kandydatów przeegzaminowano. czystość rąk. Adama Mickiewicza. podzielono na klasy. na którym Francis Drakę jako pierwszy . Trwała. Musieli uczyć się sposobu bycia przy stole we wszystkich możliwych okolicznościach. Wszyscy mieliśmy długą przerwę w nauce. Oprócz tego musieli nawet pobierać lekcje tańca. żegnający w naszym imieniu Dyrektora Bronisława Zapaśnika kolega rozpoczął swe przemówienie od legendarnego faktu. a "introligatorzy" oprawili zniszczone książki z biblioteki. która potrafiłaby chłopcom zastąpić matkę. a zacząć pracę twórczą i żmudną. Kółko krawieckie czuwało nad wzorowym wyglądem mundurów. Musiała to być osoba. Wezwany przez oficera.okrętu. ale minęły przepowiedziane dwa tygodnie. ale wyjaśniono nam. "szklarze" wstawili dwa tysiące zbitych szyb. że statek trzeba najpierw zbudować. ze względu na ciągłe zapraszanie ich na modne w tym czasie w Anglii dawce. opracowano programy. przy stole zastawionym jak na przyjęciu w ambasadzie. jako podmiotami. Opuszczając szkołę czuliśmy się jak rycerze "Pogoni". że zaciągnęliśmy wobec niego olbrzymi dług. że "Ojczyzna to nie żaden abstrakt.i czystości dokonywał jeden z oficerów nawigacyjnych. Dyrektorem był Bronisław Zapaśnik. nie mogła nie zostawić śladów na naszej dyscyplinie. że należy skończyć ze złem koniecznym. W dniu ukończenia gimnazjum. wielu przed południem pracowało na utrzymanie. co jest jej godne. dwa miesiące i rok. Najpiękniejszy model statku "Golden Hind" .

Kółko muzyczne robiło szybkie postępy. Wreszcie w grudniu. może trochę opacznie. Szkoła dała ogłoszenie w gazetach. Kółko śpiewacze.Anglik opłynął kulę ziemską dookoła . co można osiągnąć pilnie pracując. oraz o wyrażenie możliwie szczegółowej opinii o chłopcu. co pomoże im w przyszłości do urządzenia swego życia.chłopcy wyruszyli na święta. Czas ten należało wykorzystać na uzupełnienie u chłopców braku pojęcia o życiu rodzinnym. Odpowiedzi przyszły jednobrzmiące: "Nie widzieliśmy jeszcze tak grzecznych i usłużnych chłopców. Można to tłumaczyć. który gościł u siebie najzdolniejszego ucznia . Z tego względu przedłużono wakacje świąteczne do trzech tygodni. Major oprócz swych obowiązków z przyzwyczajenia już prowadził dalej swą kartotekę Somosierry. Udało nam się zwerbować na szefa kuchni kucharza ze statku.zakończył zadzierzgnięte niegdyś przez nasz "kurs" w Szkole Morskiej w Tczewie. miało to być połączone z nauką języka angielskiego. stosunki z angielskim panującym dworem królewskim.poetę i autora świetnej sztuki z życia szkoły. jak się należy zachowywać mieszkając wśród Anglików i do kogo się zwrócić w wypadku trudności w podróży oraz jak należy reprezentować siebie i szkołę od wyjścia z bramy szkolnej do powrotu do niej . byle nie wyjeżdżać. Co miesiąc odbywały się w szkole koncerty. Szef okazał sią doskonałym sportowcem i gimnastykiem. że mają wyjechać na święta ze szkoły na trzy tygodnie. iż jego młody gość był "raczej trudny do prowadzenia . Albo kampania włoska. a właściwie przez Mariusza. Uczeń Mak prowadził (kółko dramatyczne.trzymał się. Pomimo że chłopak nie dał się namówić na polowanie . Każda rodzina przyjmująca ucznia na okres świąt otrzymała od szkoły kwestionariusz z prośbą o podanie swych spostrzeżeń. by pokazać chłopcom. którego dyrektor zakwalifikował chór do występu w studio. zwłaszcza akordeoniści oraz amatorzy gry na fortepianie i skrzypcach. Zgodzili się na wyjazd pad warunkiem. Trenował chłopców w siatkówce i piłce nożnej . Najwięcej jednak Major entuzjazmował się współczesną polską husarią.symbolu naszytego na . jak się należy zachowywać w domu. Od marca do grudnia trwała ta jntensywna praca chłopców. a z drugiej będą mieli okazję poznać zorganizowane od wieków w ustalonych formach i tradycjach życie rodzinne. słynnego BBC. Prosimy o szczerą odpowiedź. Bitwa pod Monte Cassino zaćmiła nawet dotychczasowe sukcesy Brygady Karpackiej. Apel przyniósł dwa tysiące zaproszeń do rodzin angielskich na okres trzech tygodni.powiedzieli . w jakim stopniu uczeń wykorzystał swój pobyt u niej i jakie poczynił postępy z języka angielskiego. że nie wyjadą.Elżbiecie. Major z szefem kuchni uważali chłopców za "nasze dzieci" i stali się ich wychowawcami i opiekunami. Zbliżały się święta. można było oglądać na filmie wyświetlanym w kinach Anglii. Cieszył się z nadania nowym dwom statkom nazw . zgodnie z tradycją podniesienia pierwszy raz bandery nad Szkołą Morską w Tczewie. .yNarwik" i "Tobruk". Wolimy się uczyć.IBI BONA DISCIPLI-NA. Model ten. które cieszyły się wielkim powodzeniem u gości z Londynu. Na tak zwanych "odpowiedziach" na kartki składane do "skrzynki zapytań" udało się ich przekonać. i że będą w tych domach specjalnie informowani. uczmy żyć". że z jednej strony będzie to dla nich samych egzamin z dotychczasowej pracy nad sobą."naibili" kiedyś szkołę policyjną 6:2.wyraził opinię. "Golden Hind" został przez szkołę ofiarowany wnuczce Jerzego V . składające się ze stukilkudziesięciu chłopców. zyskało nawet uznanie radia brytyjskiego. Na koncertach w szkole chór musiał po kilka razy powtarzać ulubioną przez wszystkich chłopców piosenkę w (tempie marsza zaczynającą się od słów: "Do życia odważnie wesoło uczmy się kochać. oświadczyli.jest dobra kuchnia". podnieśliśmy ją nad szkołą morską w Landywood. zwracając się do społeczeństwa angielskiego w tej sprawie. Major. wystawiło ono kilka sztuk Fredry. granej kilka razy z niesłabnącym powodzeniem . Zaopatrzeni w szczegółową instrukcję. . Po rannej pobudce prowadził gimnastykę z humorem i werwą. Z dawnego uskrzydlonego rycerza zakutego w zbroję pozostał tylko hełm i skrzydło w postaci małego znaczka . że "najlepszą dyscypliną . ustawiony na tle makaty utkanej własnoręcznie przez Gandhiego dla księżniczki Elżbiety.od wielu tet czujemy się u siebie w domu i wolni.on (pułkownik) jest nim zachwycony i prosi. Story pełnił w szkole funkcję głównego żywiciela . Mieliśmy z nim wspólny język i rozumieliśmy się doskonale. by chłopiec wszystkie wakacje mógł spędzać u niego". czy naprawdę w szkole nie stosuje się żadnych kar?" Jedynie stary pułkownik. że pojadą dopiero po wspólnej wilii w szkole.Pierwszy raz .z powodu zbyt wielkiego indywidualizmu. rzymskiej zasady UBI BONA CUŁINA .by nie utrudniać życia dnnym i sobie. Chłopcy na wiadomość.

zdobyła wówczas pięć tysięcy jeńców wraz z generałem i stukilkudziesięciu oficerami.rękawie. który tym się zajmuje. Michał pierwszy wydostał się za mury'YWierdzy. ani obowiązki nie powstrzymają go od tego. dzięki swemu bohaterstwu rozrosła się do-czterdziestu siedmiu. Koszta zaś własne przeznaczone na utrzymanie personelu gospodarczego są minimalne. I wreszcie ostatnia notatka Majora . Jak na filmie. zniszczyła siedemdziesiąt czołgów i ponad sto dział. W kartotece swej odnotował Major jako rzecz niecodzienną wiadomość o posmaku przygód Hrabiego Monte Christo . trafiony przez "żywą torpedę" stał się niezdolny do walki. iż bunt na statku "Bounty" został spowodowany złym wyżywieniem załogi i dlatego uważamy. że ta szkoła posiada najniższe stawki żywnościowe i że taki jednorazowy wydatek odbije się ujemnie na jakości posiłków w całym tygodniu. wreszcie powiedział. a nie pościgu. Przewodniczący poczerwieniał i zapytał. Nad portem powiewała już 'polska bandera podniesiona przez Pierwszą Dywizję Pancerną. zjeżdżając po linie skręconej z prześcieradeł na podnóże zamku. .we wzorowym porządku i pomaga szefowi kuchni. że "najlepszą dyscypliną jest dobra kuchnia". Ucieczkę tę należało uważać za udaną. Pierwsza Dywizja Pancerna odegrała czołową rolę w uzyskaniu zwycięstwa sprzymierzonych w Normandii. Przy obiedzie przewodniczący dał mi do zrozumienia. By oszczędzić ludność cywilną.port Wilhelmshaven. Rycerstwo to nosiło nazwę Pierwszej Dywizji Pancernej. Przewodniczący zapewnił mnie. Po czym długo potrząsał ręką Majora. ale i kury również. Kapitan zawiadamiał Majora. Pod Chambois w Normandii. które przybyły do Anglii w 1939 roku. w tej liczbie były dwa krążowniki. to się uśmiechał. załoga. kapitana Maciejewicza. a jednocześnie rozpromieniony. czy wiem.za co piętnaście tysięcy jej oswobodzicieli otrzymało honorowe obywatelstwo miasta Bredy. ale prawdziwa: "Polski krążownik "Conrad" symbolicznie zajął od strony morza największą bazę niemieckiej marynarki wojennej . W tym okresie Major stał się bohaterem pewnego dnia. ale od chwili zjedzonego w tej szkole obiadu będzie twierdził. że my jadamy nie tylko kaczki w każdym tygodniu.fantastyczna. że dotychczas w cuda nie wierzył. że komisji jest bardzo przykro. Pamiętamy. w ciągu sześciu dni ciężkich walk. Wszystko odbywa się prawnie. i zdobyłem się tylko ha powiedze^ nie "do zobaczenia w Polsce". Było to wtedy. gdy do szkoły zjechała angielska komisja ministerialna do badań stanu zaprowiantowania i jakości posiłków w szkołach. który je czyni. odcięta od dostaw żywności i amunicji dywizja ta zamknęła okrążonej armii drogę do ucieczki i wytrzymała na sobie uderzenie dwóch korpusów SS .ucieczkę Michała Niczki z zamku Hohenstein wbudowanego w szczyt nagiej skały. Pierwszy z nich "Dragon". a właściwie żadne. że po obiedzie mogą z łatwością to sprawdzić w księgowości i zobaczyć nawet człowieka. że tak wyikosztowaliśmy się podając im na obiad kaczki. że jego stanowisko intendenta ha "Darze Pomorza" jest nie obsadzone i czeka na niego. że cuda na świecie istnieją. przeszła na otrzymany w zamian krążownik "Conrad". Za nim zjechało dalszych dziewięciu. że rozsławi imię jego w całej Anglii. że sam się o tym naocznie przekonał i że poczytuje sobie za wielki zaszczyt uściśnięcie ręki człowieka. Na przemian to mnie przepraszał. że nie może dowiedzieć się nazwiska autora dorobionych do melodii WIZJI SZYLDWACHA słów: "To krążownik spod Somosierry". że żadna siła ludzka ani przyjaźń. Na szlaku krwawych bitew znalazła się Breda. zapewniając. Majora najbardziej martwił fakt. Pewnego dnia zjawił się u mnie Major. gdyż co miesiąc wyznacza się "klasę służbową". a po wspaniałych wierzchowcach "żałoba" w postaci czarnego lewego naramiennika. List był pisany przez dyrektora szkoły morskiej w Polsce. bez wydawania pieniędzy na pośredników i dostawę. Zażenowany Major wyjaśnił. dywizja nie użyła dział ciężkich . Widząc niedowierzanie na twarzach Anglików powiedziałem. że nikt w szkole nie pozwoliłby sobie na coś podobnego i że w środę zawsze w szkole podaje się na obiafd kaczki. ponieważ ponowne uwięzienie Michała w pobliżu granicy węgierskiej było dziełem przypadku. która ocalała.jak sami widzieli . Uspokoiłem i uściskałem Majora. i położył przede mną trzymany w rękach list. Zdumiony tym niespodziewanym oświadczeniem zapewniłem. był zmieszany. Dwa razy w tygodniu przewidziany jest u nas drób. Jeszcze bardziej zdumiony powiedziałem. Polska Marynarka Wojenna z kilku jednostek. że kontraktuje u farmerów kaczki ii Jcury "na pniu" ku wspólnemu zadowoleniu obu stron. która go zdobyła". która utrzymuje całą szkołę . Kosztuje to nas mniej niż kupno mięsa u rzeźników.

które całkowicie ją obrazuje. Bój ten dał możność ocalenia się innym statkom tego konwoju.W szkole rozpoczęły się rozmowy na temat wyjazdu Majora. "Morska Wola". Myślami przeniosłem się Ido Szkoły Morskiej w Tczewie. to nie pozostaje mu nic innego. Koło tej samej wyspy Trinidad w grudniu tego samego roku "Paderewski" został storpedowany. "Rozewie" został storpedowany koło wyspy Trinidad". Po zatonięciu statku dopłynął do łodzi ratunkowej. podobnie jak i nabrzeża wszystkich portów na kuli ziemskiej. Pisał w nim: "Przestałem być pielgrzymem.coś jak gdyby trawersata Oceanu Atlantyckiego przez gąszcze dżungli ."Szermierzem". "Rozewie". Postanowił jednak zapłacić za storpedowanie statku.s. noszą na sobie ślady postoju przy nich statków. iż będzie lepszy niż wszystkie. zgodnie ze zwyczajem. Wspomnienia te wzruszyły mnie i skłoniły -do poszukiwania innych napisów na nabrzeżach. W momencie gdy "Rozewie" znikło pod wodą. przechodząc przez zastawione sieci. Z zaatakowanych trzydziestu siedmiu. swoje imię wypisane tą samą farbą.nie tego samego. s. które pozostawiały.WIELKA. że wydawał sią "wsiąkać" w otoczenie Stając się niedostrzegalny. Zobaczyłem Amazonkę.oświadczył. w tym dwa polskie: "Morska Wola" i "Puck". uciekł dnia 5 lipca 1940 roku. Po kilku tygodniach otrzymałem list od Majora. wynurzył się okręt podwodny i "zabrał Wsika jako jedynego jeńca. Wywołał z łodzi ratunkowej obsługę działa i czekał z nią na ewentualne wynurzenie się okrętu podwodnego. Siedział w swym jasnym swetrze tak cichy i spokojny. Po. "Rozewie" w Dakarze. gdy miał mówić . Gdy pozostawanie na statku było już dłużej niemożliwe.widziane z góry podobne były do mikroskopijnych modeli. W jej ujściu leży miasto i port zwane Paryżem Amazonki. odesłał znów załogę działa z powrotem do łodzi ratunkowej.statek ociera się o liście palm lub gubi brzegi z obu stron rzeki. a potem statek SJ5. A później to już wszystko było naprawdę jak w bajce. W sierpniu 1942 roku m. W okresie pory deszczowej sześć tysięcy mil dla statków oceanicznych przez cały kontynent Ameryki Południowej aż po Andy . że w życiu swym zawsze kierował się wskazaniami Ksiąg narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego i że w rozdziale dwudziestym wyraźnie ma napisane. lecąc nad Atlantykiem śmiałem się z olbrzymich statków pasażerskich wolno poruszających się po oceanie . Major milczał i słuchał. Pewnego dnia podczas postoju w tym tropikalnym Paryżu przeczytałem wypisaną czarną fanbą na nabrzeżu nazwę statku . W ciasnej ławce pod oknem zobaczyłem siedzącego nad książką "Wsika". Czterdzieści pięć tysięcy mil dróg wodnych Amazonki. znikł mi z pola widzenia dopiero. dosyć wam wiedzieć. Słowo właściwe i jedyne . gdy przeszedłem na "Dar Pomorza". po wydaniu rozkazu opuszczenia statku przez załogę^ sam został na tonącym "Rozewiu". A jeśli chodzi o resztę. "Paderewski". jaki będzie rząd w Polsce. ani pytajcie o jej granicach. godzinnych poszukiwaniach trafiłem na "bilet wizytowy" s.s. wreszcie . o których wiecie. Zatrzymanie maszyn w tym okresie walki na oceanie oznaczało zrobienie z siebie nieruchomego celu dla polujących okrętów podwodnych. Potem wieści o nim dochodziły mnie już tylko z kartoteki Majora. jak powtórzyć tylko •te słowa: "Nie badajcie. Jerzy Mieszkowski kapitan żeglugi wielkiej. ocalały trzydzieści dwa. i jej dopływów. ale z tego samego rodu. jestem znów na Białej Fregacie". Jak w jej bajce. Istnieje jedno słowo. internowany na m.m.s. Udział w konwoju napadniętym przez nieprzyjacielski pancernik. "Paderewski" w lipcu 1942 roku ratuje kilkudziesięciu ludzi z zatopionego koło Trinidad statku norweskiego. płonący oburzeniem i rozżalony z powodu straty statku. W kartotece Majora można było przeczytać o Wsiku: "Jerzy Lewandowski kapitan żeglugi wielkiej. co powinien czynić. Spędziłem z nim wiele lat w Szkole Morskiej i jeszcze więcej w jednej kompanii. Ewakuacja wojsk polskich z Francji z Nantes. dostępnych dla statków morskich. niż były kiedykolwiek". jest to Belem zwane inaczej Para. * Jeszcze raz w życiu spotkałem brazylijskiego niedźwiadka "Miska" . Nabrzeża tego portu. jaką się upiększały. pola minowe i stojące ha straży okręty francuskie. s. z którym stoczył samobójczą walkę pomocniczy krążownik "Jervis Bay" przerobiony ze statku pasażerskiego. .jak zwykle zawstydzony. Ranny w głowę Wsik. Ten statek był ściśle związany z Jurkiem Mieszkowskim .s. W drodze do niego znalazłem się między skrzydłami olbrzymiego ptaka szybującego nad Atlantykiem. Przypomniała mi się wówczas czytana w dzieciństwie Cudowna podróż Selmy Lagerlbf. a sam jeszcze czekał. Nazwa ta wywołała wspomnienia bardzo odległe. bo większe Będą.

Na statku nie było nikogo. W tym kącie usadowiło się nas czterech. ustawiałem i nastawiałem pogruchotane kości według mych najlepszych wiadomości na-ibytych podczas beztroskich chwil w szkole morskiej. że zaproponował nam dwie tabliczki czekolady jeśli nie będzie potrzebował przemawiać. Roztoczył przed nami straszną wizję upadku i twierdził. by mu ulżyć. jak musiałem się opanować. -Nie silę się opowiadać. gdy nieostrożnym ruchem nogi marynarz włączył parę. ale musiał zrobić wszystko. która natychmiast zostaje rozdzielona pomiędzy obecnych. Statek był na okres wojny obficie zaopatrzony w środki znieczulające i dezynfekujące. Zebrania noszą nazwę "inauguracyjnych". ale "ka" . Dura lex sed lex. Jego nazwa pochodzi od bitnego szczepu Indian znanego z ludożerstwa. ale gdy miałem rozpocząć układanie w odpowiednich miejscach pomiażdżo-nych części ciała i zszywanie porwanej skóry .Przygotowałem się .który chciał nadrobić wszystkie zaległości naszych królów w stosunku do morza . co opowiadał Bodek o swych podróżach po . Dezynfekowałem. gdzie . "Be" i "ce" byli nawet skłonni ze względu na czekoladę zgodzić się na taką propozycję. . Tym razem był to m.Mikoszą". Podczas zebrania jeden musi stanowczo przemawiać i to nie krócej niż pół godziny. zszywałem. Bohdan sam jako kapitan musiał podjąć się tej ciężkiej operacji. Płacz przyniósł mi ulgę. Mój sposób pocieszania wprawił Bodka w jeszcze większe przerażenie i już potulnie przygotowywał się do przemówienia i nigdy nam więcej dwóch czekolad nie zaproponował. Amazonce po ucieczce z Kaolaku. Nieprzytomnemu z bólu zrobił na razie zastrzyk z morfiny.natychmiast się z nim zgodził i używając swej łaciny. powiedział: dura lex sed lex. kto by mógł lub chciał zrobić pierwszy opatrunek. czyli że ciężkie prawo. Na przegrzanej już windzie ładunkowej stanął na zaworze od pary marynarz wspinający się do wiszącego nad windą bloku. Stowarzyszenie nie ma nic na celu. ten sam "kurs" wtłoczony w małe ławeczki dla dzieci. Marynarze przygotowywali windy do załadunku. Nie wiem. składający się z jednego paragrafu głosi. Kazał przygotować do niej wszystko w salonie na stole. Za mną siedzi Bo-dek. Winda ruszyła. która ma kolor kawy z mlekiem. Bodek nie lubi przemawiać. Przypomniało mi się. że się pilniej tego nie uczyłem.opowiadał potem .do operacji. że nigdy do niczego nie dojdziemy. że Janek nie kazał nam jeszcze przemawiać po angielsku lub francusku. ale koło miasteczka Santarem można dostrzec na rzece przezroczyste zielone smugi wody rzeki Tapajós. Zanim koledzy dobiegli i zatrzymali windę. które wpadając do Amazonki usiłują walczyć o swą barwę z wodami Amazonki. Szli w górę rzeki. Po nierównej walce wkrótce są przez nie pochłonięte. Posunął się raz do tego. Zwoje tej liny leżały na bębnie tej samej windy. łakomstwo. Sam byłem blisko śmierci jak mój pacjent.powiedział. prywatę. Opisy walk tych wojowników czytane w dzieciństwie wydawały mi się wówczas bajkami. Zacząłem pocieszać Bodka . Znów zobaczyłem we wspomnieniach tę samą Szkołę Morską.Podniecony tymi wspomnieniami postanowiłem odnaleźć wszystkie napisy pozostawione przez statki na nabrzeżach Amazonki. Na szczęście "ce" . Odnalazłem. Ale co dalej? Nie miał wątpliwości.ręce odmówiły mi posłuszeństwa. Za wysłuchanie przemówienia prelegent płaci tabliczką czekolady. Nareszcie ostatni szew. kapitan "Śląska". by złożyć to zmasakrowane ciało. Wydawało mi się. Internowany w Kaolaku przez Francuzów uciekł wraz z kapitanem "Cieszyna" . by poprawić przechodzącą przez blok linę stalową. Musiałem jednak tej operacji dokonać. ale prawo i że prawa łamać nie można. Wyrzucał nam słabość. nieszczęśliwiec został okręcony dookoła bębna i w straszliwy sposób poszarpany i połamany. Zabrałem się do operacji. Stowarzyszenie zbiera się w każdą sobotę.. co było w jego mocy. że wykonywanie tego obowiązku trwa już wieki. "Śląsk". Straciłem poczucie czasu. Na statku angielskim. Nie umiem opowiadać. Rannego przeniesiono do kabiny. Od pierwszych liter naszych nazwisk tworzymy niewiadomo dlaczego "Stowarzyszenie Bece-jotka". To co już ustawiłem i złożyłem. że zrobi z siebie Rejtana. w igły i nici do szycia skóry ludzkiej. że w ten sposób właśnie zlekceważyliśmy morze i. jeśli się na coś podobnego zgodzimy.którego nazywaliśmy "Starcem" .. Na postój zatrzymaliśmy się przy zawieszonym na wysokim brzegu Amazonki miasteczku Parintins. a obracający się bęben okręcił dookoła ciała marynarza sploty stalowej liny.s. Usiadłem na fotelu i rozpłakałem się głośno."jot" . Droga do Miska wiodła w górę po wodach Amazonki. W kartotece Majora można było przeczytać o Bodku: "Bohdan Ję-drzejewski. czy kiedy byłem pod większym napięciem nerwowym. co zresztą nas na pewno nie ominie. że: najważniejsze są paragraisane.żeby się cieszył. W tamtej chwili żałowałem. że człowiek ten nie wyżyje. ale jego nie pisany statut.

"Misk" zabrał się do niego tak . Łączy je z magazynami stojącymi na wyniosłym brzegu kolejka linowa.nie liczącego na to.Rzeki Czarnej. czym ich darzyła. wobec czego wypuszczono jaguara do dżungli. Na moje entuzjastyczne powitanie nie zwrócił wcale uwagi. gdyż nikt nie mógł go pożreć. Różnica poziomu wód dochodzi do trzydziestu trzech stóp.dian. jeden z pilotów powiedział mi. Czerwonoskórych wojowników prowadziły do boju nagie amazonki uzbrojone w łuki. Przegranie przez seringueiro jednego wieczoru w karty trzech i pół miliona reisów (półtora tysiąca dolarów w złocie) nie należało do rzadkości.dorabiali się w końcu zeszłego stulecia olbrzymich fortun. aż znalazł się Polak.Indian. Obecna nazwa Manaus pochodzi od nazwy szczepu Indian tu osiadłych. padre Gabriel. Wsunąłem mu jedno przez kratę do klatki. w którym ładowaliśmy olbrzymie pnie słynnego drzewa brazylijskiego. odpowiedziano mi. które w nim pozostało był podobno jaguar. Nabrzeże to leży teraz na olbrzymich bekach z czystego żelaza i wskutek dziwnej własności wody Rio Negro nie rdzewieje. Gdy odchodziliśmy z Parintins. Jedynym zwierzęciem. z dorzecza Amazonki. Widzieli w nocy i wiedzieli o każdej niespodziance. Przebiła je strzała jednej z amazonek. Byli to wspaniali piloci. . Znali historię każdego osiedla i każdej plantacji. Za chwilę stajemy przy pływających nabrzeżach miasta Manaus. Gdy mu pokazałem jajko. Z okresu świetności tego miasta zachował się wspaniały park i ogród zoologiczny. ożywił się natychmiast.to nazwa ptaka znad Amazonki. Od tej chwili rozkwit miasta został zapewniony.to nazwa portu. koło którego obie rzeki się spotykają. W ogrodzie znalazłem jeszcze sporo ptaków i kilka małych zwierzątek. zaopatrzyłem się w kilka jajek i z powrotem byłem u "Miska". że w roku 1925 Parintinsowie zjedli rodzinę osadników mieszkającą w pobliżu tego miasteczka. Miało ich być dwanaście. że zwierząt w nim już nie ma . walczących niegdyś przeciw białym przybyszom. oznacza tyle co "Matka Księżyca". Przedtem Hiszpanie zbudowali tu fort. W zabawach tych lubiliśmy wymawiać bardzo wyraźnie nazwy miejscowości w języku hiszpańskim. Po przejściu wielu setek mil w górę rzeki wśród białokawowych wód Amazonki pojawiają się przezroczystoczarne smugi wód Rio Negro . i zwany był Barra de Rio Negro. Tramwajem wróciłem do odległego miasta.falisty białoczarny deseń miał symbolizować fale Amazonki i Rio Negro. Ale i te wspaniałe nazwy zostały zaćmione przez nowe. Przez wiele lat nie można było tu zbudować portu. A MAE DE LUA . że ta pomoc nadejdzie. W rzeczywistości wyglądało to niec9 inaczej niż posłyszałem. Ich strzały raziły śmiertelnie ośmiu Hiszpanów. Indianie i dżungla przypomniały mi zabawy w Indian w latach dziecinnych. który służył jako baza wypadowa do polowań na niewolników. Dali dowód swej miłości do rzeki. Każdy kamień sprowadzony w głąib dżungli kosztował około dolara. SAO MIGUEL DOS MACACOS . Były tam nazwy takie. lecz dla Amazonki.pozbawione dozoru i żywności same siebie pozżerały. sam stracił w tej walce oko. że na tym cyplu. Szkoda było dla niego nawet kuli. Manaus wyrosło z żywicy drzew gumowych. jak Hacienda del Venado i jeszcze bardziej dźwięczna nazwa jeziora Salto del Auga.pierwsi Hiszpanie zostali zaatakowani przez In-.tak zwani seringueiro . która nas może spotkać na Amazonce. Skręcamy w prawo i wchodzimy na czarne wody Rio Negro. Złoty okres Manaus przeminął z chwilą przeniesienia nasion drzew kauczukowych do plantacji angielskich na drugiej półkuli. zabieraliśmy z Be-lem dwóch pilotów . którą sobie upostaciowali jako tłum zbrojnych amazonek. Ptak ukazuje się w księżycowe noce i wydaje okrzyk przypominający wołanie o pomoc ginącego w dżungli seringueiro . Naj283 .byłem oficerem nawigacyjnym. Te olbrzymie nabrzeża zakotwiczone są na stałe. Warunki ich życia i pracy można streścić w jednym zdaniu: "jedno życie za jedną tonę". Indianie zbierający żywicę . Kronikarz tego zdarzenia.gdy w jednej z klatek zobaczyłem wychudzonego sobowtóra Miska. który go zbudował. Pomimo to Indianie byli wdzięczni Amazonce za to. Pilot z przyjemnością opowiada. o co chodzi. Nawet ulice miasta Manaus wybrukowali kamieniami białymi i czarnymi .większą dla mnie niespodzianką było . w której najlepsze orkiestry świata miały grać nie dla publiczności. a znaczy tyle co "święty Michał wśród małp". Gdy zapytałem o niego. podobnie jak Misk na "Darze Pomorza". spotkane na Amazonce. budując dla niej za dziesięć milionów dolarów operę. wobec czego nabrzeże musi podnosić się i opadać 282 wrai z wodą. Zrozumiał.

•. że się rozchoruje. Niektóre z nich włączyłem do Krążownika spod Somosierry. Różnorodność zainteresowań Czytelników spowodowała. jeśli czas mi pozwolił. co przeżywała nasza flota handlowa na Zachodzie podczas drugiej wojny światowej. szturmujący niebiosa poryw uczucia i wiary" (J. ale zaspokajającego zadowolenie własne opowiadającego i budzącego zachwyt wśród . tak bliskim jeszcze stu pięćdziesięcioletniej niewoli. co z tej szkoły wynieśliśmy ze sobą w życie. podczas której nie było nawet NADZIEI. kiedy za wszystko musiała wystarczyć symbolika i to tak ograniczona w motywach. synów . Dla dzisiejszej młodzieży morskość naszego państwa. odwiedzałem swego nowego przyjaciela. że obok siebie znalazły się opowiadania o tematach bardzo odmiennych.. Wspomnienia chwil najpiękniejszych i najprzyjemniejszych noszą w portugalskim języku miano SAUDADES. Oto jak pisali o NEC MERGITUR współcześni: "Ten okręt był dla mnie prawdą niewątpliwą. przesiedziałem cały wolny dzień w ogrodzie.na gorąco" bez żadnych dodatkowych upiększeń opowiadania. że jest to NASZ OKRĘT o nazwie. JNie we wszystkich opisanych wydarzeniach sam uczestniczyłem. To "czucie i wiara" silniej mówiły w tamtych czasach "niż mędrca szkiełko i oko"! Romantyzm porywał na kształt rumaków z Ruszczy-cowej Ballady unoszących powóz po roztopach i bezdrożach przeciw wichrom. Bułhak). gdy mu dam naraz wszystkie do zjedzenia. "Misk" przypominał mi najpiękniejsze chwile w życiu spędzone na Białej Fregacie unoszonej wiatrami po największych gościńcach świata. że rzeczywiście NIEBEZPIECZEŃSTWO NA MORZU POSIADA . dałem tylko parę zdjęć i krótkie wzmianki o tym. Ujrzenie tego obrazu pozostawiało po sobie niezatarte wrażenie. jak słońce. na którego 'bogato inkrustowanej rufie z trudem można odnaleźć ślady orlich skrzydeł. Nie spełniłem prośby opisania życia szkolnego w Gimnazjum imienia A. jak królestwo dziedziczny. Pisane przez chłopców . więc je zamieściłem. Czasem chronologia ustępowała żywości i natarczywości wspomnienia i losy bohaterów przenosiły się ponad czas i miejsce następnego opowiadania. Spotykał mnie teraz z oznakami wielkiego zadowolenia i radości. że będzie to najlepsza odpowiedź na liczne pytania. Na wszystkie otrzymane listy nie mogłem odpowiedzieć wyczerpująco. na pewno wielu Czytelnikom wydadzą się przewlekłe i nudne. W "cieplarnianych" warunkach codziennego bombardowania Southampton rozwinęło się w tej szkole bujne piśmiennictwo. karmiąc "Miska" i ciesząc się z jego apetytu i radości. jak opis rachunku różniczkowego według Mistrza Magii lub naładowany cytatami z prawa rzymskiego opis rozprawy sądowej. Nie zawsze jednak to mi się udawało. potęgowane jeszcze świadomością. tak jak należałoby to zrobić.samo zgrabnie jak i nasz niedźwiadek z fregaty. Podczas każdego pobytu w Manaus. Górował nad wszystkim. Ten pęd na morze był silny. szczególnie ze strony młodzieży.RÓWNIEŻ SWĄ ISTOTNĄ WARTOŚĆ. Żbikowskiego. by nie wzbudzić podejrzeń. Pobieżnie również opowiedziałem o życiu w Szkole Morskiej w Tczewie i w Anglii w szkole w Landywood. Może pozwoli im te sprawy lepiej zrozumieć i przybliży je do nich umieszczony na początku książki Nec 285 r r •" ». która budziła wiarę.znaleźliśmy się na nim. co się działo z "nami" czyli z osobami z książki Znaczy kapitan. ponieważ wydarzenia na podobieństwo legend w miarę ciągłego opowiadania zamieniają się w "lawiny" gromadzące coraz więcej materiału narracyjnego niezupełnie już ścisłego-. ale ponieważ drukowane w miesięczniku "Morze" i czytane na moich wieczorach autorskich cieszyły się powodzeniem. jak dzień. Bojąc się. lilergitur. więcej miejsca natomiast poświęciłem uczniom Szkoły Morskiej w Southampton. Sądzę. Witkowskiego.tak powstał Krążownik spod Somosierry. Urywki niektórych z nich. by sprawdzić. że znaleźli się na nim s"ynowie Meissnera. oczywistą. wobec tego w miarę moich możliwości usiłowałem opisać to o co proszono . istnienie wciąż powiększającej się floty jest oczywiste i konieczne. Mickiewicza. OD AUTORA o wydrukowaniu książki Znaczy kapitan zacząłem otrzymywać od Czytelników wiele listów. Dlatego chciałem. wiersze i artykuły oddawały wiernie to. Opowiadania usiłowałem ułożyć w chronologicznym porządku. jaki panował w naszej flocie handlowej w początkowym okresie jej istnienia. Ojców na marynarzy wykołysał "LWÓW". Starałem się jednak dotrzeć jak najbliżej źródła każdego z nich."DAR POMORZA". by lepiej zrozumiała ducha. Po wielu latach ten sam romantyzm podsunął nam wizję największego gościńca świata .•'-" ' 2VEC MERGITUR był pierwszym zwiastunem nadziei 4 przejawem myśli o morzu.

panu kpt. dlatego usiłowałem je uchronić przed zapomnieniem. Tadeusza Meissnera i nazwanej "Chatka Puchatka".pozwalają "widzieć". pani Bożenie Niczko.Nu. wie co! Nu. Ograniczę się tylko do krótkich przykładów spośród tych uczniów szkół morskich. Niektórzy z nas nie byli nawet nigdy nad morzem. Gdzie nie mogłem "opisać" kolegów. starałem się uzyskać pozwolenie danej osoby. panu kpt. których miałem przyjemność uczyć. Niektóre podniszczył czas. 286 to nie jestem pewien. którzy prosili o opisanie przygód wszystkich moich kolegów. w. panu dr Marianowi Maniszewskiemu. należałoby napisać kilka książek. na pewno znajdzie się jeszcze wiele nieścisłości co do miejsca. pani Marii Wysłouchowej. pani Jadwidze Zielińskiej. Można w nich niekiedy do-patrzeć się niedyskrecji w stosunku do osób. iż dobra znajomość fachu czyni wszystko łatwym. o których czytamy. Pomimo wysiłków by wszystko sprawdzić i udokumentować. panu inż.jeżeli nie zamieszczę tych wszystkich powiedzeń pana kapitana i zabawnych okoliczności z nimi związanych. które w nich zostały opisane w okolicznościach wzbudzających wesołość. Chcemy mieć chociażby pojęcie. nawet te. Zamieszczone zdjęcja w większości zostały nadesłane samorzutnie przez Czytelników. panu Aleksandrowi Krawczyńskiemu. takich jakich utrwaliła ręka czasem niewprawnego fotoama-tora. minione dni nie sprzyjały spokojnemu leżeniu fotografii w rodzinnych skrytkach i albumach. jak wyglądaliście. pani Zofii Serbinowicz. pani Zofii Jakubowskiej. pani Barbarze Stec-kiej Mitschein. panu Józefowi Smoczykowi. panu Jerzemu Micińskłemu. . Ci dwaj chłopcy dowiedli słuszności tego. gdzie rozgrywa się akcja. pani Janinie Rokickiej. iż przy bardzo małym nakładzie kosztów i wykorzystaniu niepotrzebnego już sprzętu można kształcić młodzież na morzu . Następcy Jana Kuczyńskiego . Spotkałem go w Gdyni na ulicy 10 Lutego i podczas rozmowy spytałem. Zajęłoby <to mi sporo lat pracy." Te słowa powtarzały się w listach najczęściej. . Antoniemu Garnuszewskiemu. ale bezwzględny i wymaga od człowieka ciągłego napięcia jego uwagi. prawda! Nu.wicz: "żywioł morza nie jest ani wrogi. pani Bogumile Wiśniowskiej.to Jerzy Tarasiewicz i Janusz Misiewicz. Wykazali również.Nu wie co. spełniają życzenie Czytelników . pani Stanisławie Świłło. czasu i działających w opisanym zdarzeniu osób. Tak się rzecz miała z jednym z kapitanów występującym w kilku opowiadaniach. profesorstwu Ludwice i Józefowi Salewiczom. ż. pisz pan! Nie mogłem niestety spełnić życzenia tych licznych Czytelników. Prosimy o album. czy mogę to wszystko opisać. a potem we dwójkę z Gdyni do Barbados. tak co robić? A? I po chwili wspólnego milczenia usłyszałem: . ani przyjacielski. starałem się chociaż ich pokazać. kiedy to było możliwe. Za nadesłane zdjęcia składam podziękowania: panu Tadeuszowi Doboszowi. którym czas zatarł ostrość konturów. pani Zofii Lu-bienieckiej. Niektóre opowiadania bawiły całe nasze 'pokolenie. Nie wszystkie z nich są najlepsze pod względem techniki wykonania. Na starej łodzi ratunkowej z "Batorego". Starałem się natomiast w miarę możliwości spełnić prośby tych. . Bohdanowi Jędrzejewskiemu. panu Henrykowi Kabatowi. panu Wacławowi Urba-nowiczowi. ruszyli w NIEZNANE. ale prawie każde z nich to dziś już dokument i historia. czy mogę o nim pisać. Nu chętnie się sam uśmieje.. Nu. czy same pana walety będą ciekawiły Czytelników. która przyszła do pracy na morzu. zrepero-wanej dzięki pomocy kpt. co napisał kapitan Mamert Stankię. jaka jest dzisiejsza młodzież. pani Hannie Kuczyńskiej. pani Halinie Król. Chcemy widzieć. panu Florianowi Staszewskiemu. po czym-samotna już podróż Tarasiewicza z Barbados na Porto Rico. a wszystkie. ażeby nie być zgniecionym". panu Alojzemu Kwiatkowskiemu. 287 .' . W tych wypadkach. panu kpt. Kazimierzowi Szczęsnemu. Najpierw próbna podróż śladami Kuczyńskiego na wyspę Oland. za wnikliwą i serdeczną troskliwość dla książki i wyrozumiałą cierpliwość dla autora składam najserdeczniejsze podziękowanie. którzy prosili o jak najszerszy materiał ilustracyjny. jak wyglądały statki. pomieszczenia. Redaktorowi tej książki. pani Marii Jasik.zastrzegłem . Niech pan kapitan sam zadecyduje.Ale . Wielu z Czytelników zapytywało w listach. panu inż. pani dr Jadwidze Titz-Kosko.który swą wyprawą na łodzi ratunkowej "Wiking" dowiódł. Chcemy widzieć chociażby sylwetki ludzi. Nie chcemy odnośników i zawiłych tłumaczeń.słuchaczy. "Chcemy wiedzieć. i czy dzisiaj dzieją się na nim rzeczy równie ciekawe. Aby dokładnie odpowiedzieć na te pytania. Olgierdowi Jabłońskiemu. Tadeuszowi Jasic-kiemu. uczniowie Szkoły Morskiej w Gdyni.

Tym razem ze Szkoły Rybołówstwa Morskiego. Tak jak stał. co się tam zapuszczają: BĄDŹ ZDRÓW. Z równym zapałem w tym samym czasie budowałem tratwy i szedłem na abordaż nieprzyjacielskiego okrętu. Janusz Tłuścik. Wtedy w "zapierającym dech" galopie majaczyła mi szarża ułańska. Na sztormowej fali Sieczka potrafił natychmiast podejść do rozbitków z przewróconego statku i zabrać wszystkich na pokład. W Mariehamn. oświadczyła. ich charaktery kształtowały połowy na wodach otaczających Wyspę Niedźwiedzią lub w największej północnej "wylęgarni" gór lodowych. gdy na Morzu Północnym podczas bardzo silnego sztormu uratował czternastu ludzi załogi angielskiego trawlera. Oba trawlery miały jednakowe warunki. wykazując znajomość morza. o których tu wspomniałem. skoczył za drugim oficerem za burtę i zdołał go wyłowić. Uczyniły to samo żaglowce Szkoły Rybołówstwa Morskiego w Gdyni. Cóż dopiero mówić o ich opanowaniu sztuki nawigowania wśród najsilniejszego sztormu . że gdy ich żegnała. Dziwnym zbiegiem okoliczności wszyscy czterej. Nieśmiały uczeń. na Wyspach Alandzkich mieszkają państwo Erikson. co chcieli chociażby raz w życiu przespacerować się po największym gościńcu świata. siłę woli i wielkość serca. Kapitan Erikson i jego żona. Wejścia do niej strzeże przylądek. Postanowił je ratować. siedzieli zawsze na ostatniej ławce. Jako ośmioletniemu chłopcu udawało mi się często dopaść konia. który może już jest 288 nieprzytomny lub1 poraniony i nie będzie zdolny ani przez chwilą utrzymać się o własnych* siłach na wodzie.a mieli właśnie w tej podróży dowieść. marząc o dowodzeniu "prawdziwym" okrętem "najeżonym armatami". rumieniący się przy odpowiedziach stał się głośny jako kapitan trawlera. Janusz nie namyślał się wcale.harcie i wytrzymałości. czarująca pani władająca z łatwością kilkoma językami. Druga wojna światowa zniszczyła i te ostatnie żaglowce. Kapitan Gustaw Erikson rozpoczął pracę na morzu jako dziesięcioletni chłopak. Żaglowce szkolne wszystkich krajów uważają za swój obowiązek złożyć im kurtuazyjną wizytę.Krążownik spod Somosierry 289 Zdarzyło się tak. Pewnego razu stałem się nieoczekiwanie dla siebie dowódcą okrętu wojennego. na której jako załoga odbywali dalekie podróże ci. które porwały za sobą drugiego oficera. Tytuł Krążownik spod Somosierry nasunął mi się w wyniku dziwnego spełnienia marzeń dziecinnych. Podczas połowów na Morzu Północnym w czasie wyrzucania sieci na dużej fali lecąca za burtę lina trałowa utworzyła pętle. Nie mógł się pogodzić z myślą.Na pocztówce przysłanej mi z Madery pisali. mając lat dziewiętnaście dowodził statkiem. którego nazwa mówi na wszelki wypadek tym. Trudno wymienić nazwiska wszystkich tych. że podczas szkolnych ferii letnich wyprowadzałem statki na pierwsze próbne rejsy. Miesiące spędzone przez obydwu w odkrytej łodzi same mówią o ich . 19 . A oto jeszcze jeden z nich. Odbyła się w pamięci długa droga od tratwy ciosanej i wiązanej własnymi rękami do tego okrętu . że coraz większa ilość parowców i otwarcie Kanału Panamskiego skazują najpiękniejsze żaglowce na śmierć. iż tak miłych i dobrze ułożonych chłopców nie gościła jeszcze nigdy w Mariehamn. Uczniowie potrafili swym zachowaniem podczas kilkudniowego pobytu na wyspie i wycieczek autokarami tak oczarować panią Erikson. bez straty czasu na nakładanie pasa ratunkowego. którzy podczas swego pobytu w szkole potrafili opanować doskonale potrzebną im wiedzę.Fa-rewell. z humorem opisując w swych listach nawigację na wodach Arktyki jako "slalom kursów między polami i górami lodowymi". Właścicielem dużego żaglowca stał się mając lat czterdzieści. I jeszcze jeden. Ryszard Sieczka. mieszkają nadal w Mariehamn. W ten sposób powstała słynna flota Eriksona. Chłopców tych wychowało morze. Zdawał sobie sprawę. gdy zajdzie potrzeba szukania na niej ostatecznego ratunku. Podczas prób z tym okrętem na morzu przypomniały mi się zabawy na tratwach i marzenia ośmioletniego chłopca. że w doświadczonych rękach łódź ratunkowa jest środkiem niezawodnym na wypadek. Dzisiaj prowadzą wielkie przetwórnie na najbardziej trudnych łowiskach świata. że ułamki sekundy mogą zadecydować o życiu człowieka. że za pomocą rozklekotanego zegarka na ręku i sekstantu potrafili na łodzi ratunkowej obliczyć astronomicznie swą pozycję i przy widzialności czterech mil morskich trafili na Maderę. Stosowana przez nich sztuka sztormowania z falą pozwoliła im na prowadzenie łodzi po grzbietach fal podczas huraganu i na osiągnięcie przy tym prędkości fali. Po angielsku brzmi to łagodniej .

....... 285 [Ballado obraz Ferdynanda Ruszczyca... 230 Od Autora. jak ja świetnie umiałem angielski? ...... ja nauczyłem się teraz nawet hiszpańskiego. że ma kłopoty ze swym synem... że się po prostu nie uczy...... 132 Jolly good fellow. 155 Pikrat! Pikrat! Wylecimy w powietrze . 45 Pogrzeb pilota Trinity House. ... 5 O! MU ...... .............. by sprawdzić..K.......próbowałem bronić młode pokolenie.. 1900] BALLADA NAM SIĘ ŚNIŁA O MORZU Z lasów i pól z głębi Polski gnał nas romantyzm i tylko romantyzm pomimo przeciwnych wiatrów i przeszkód na drogach na największy gościniec świata.. qui mai y pense..Nie jego? A czyja? Nie chce mu się.. 65 Pasażer I. TREŚĆ I już ostatnia ... 73 Chimera Mirabilis. gj Kazio ..RU!................C...Wiesz.......117 Plamoznik..... Zobacz.. .. 36 Nie dokończony reportaż..... ... ! Egzamin.. ........ no Pożar na Atlantyku.......... 187 Sąd morski... gl Milioner.......KU ....... począwszy od Belem w ujściu Amazonki do Buenos Aires........ 123 FliP • •.... jakie były losy Mistrza Magii......Może to niezupełnie jednak jego wina . 162 Konny soit..... . i3g Królewski żart.. qo .................... yy Czciciel słońca i sankilota.... Po krótkim omówieniu -wszystkich znajomych kątów.. 143 Uśmiechy losu. 209 Monkejek i "Catalina" ....... . .. i tego co zaszło w ciągu trzydziestu paru lajt niewidzenia się od skończenia Szkoły Morskiej.........Jakiego rodzaju ma trudności? ........Myślę.... że NIEBEZPIECZEŃSTWO NA MORZU POSIADA RÓWNIEŻ SWĄ ISTOTNĄ WARTOŚĆ (Od autora) [Obraz Michała Leszczyńskiego darowany Szkole Morskiej w Gdyni] . Mistrz Magii powiedział..... ............ 15 Ornitolodzy.... syn mój nie może sobie dać rady z językiem angielskim........ który z takim trudem zdał egzamin z języka angielskiego..nie wydało mi się tak bardzo nieżyciowe. ...........wojennego wybudowanego "własnymi rękami" i wówczas skojarzenie słów Krążownik spod Sómosiefry .. 52 Trzy listy.. 216 Flara ........... 200 Ma w każdym porcie narzeczoną....... 29 Siedmiu z Meksyku... Pływa jako kapitan na linii południowoamerykańskiej.. A pamiętasz......spytałem bardzo zaciekawiony.. 21 Wiatr.......odpowiedź na pytanie. 223 Major i Misk.. Spotkałem go w Gdyni w zeszłym roku.PAMIĘTAM..

You're Reading a Free Preview

Pobierz
scribd
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->