You are on page 1of 94

NR 2

GRUDZIEŃ 2007

MECENASI „ ZESZYTÓW KOLNEŃSKICH” Starostwo Powiatowe w Kolnie

Urząd Miasta Kolno

Urząd Gminy Kolno
Bank Spółdzielczy w Kolnie

Na okładce: Zdjęcie Oli Greloch - Zachód słońca nad Kolnem

ALMANACH SPOŁECZNO-KULTURALNY TOWARZYSTWA „JAN Z KOLNA”

NR 2 GRUDZIEŃ KOLNO 2007

KOMITET REDAKCYJNY
KAZIMIERZ KORZEP KAZIMIERZ KOTER WIESŁAW E. BOĆ - korekta

Adres redakcji: ul. Marii Konopnickiej 4, 18-500 Kolno tel/fax 086 278 22 21 e-mail: janzkolna@tlen.pl www.janzkolna.vgh.pl

Skład: Kolneński Dom Kultury Druk i oprawa: Libra Print w Łomży Redakcja Zeszytów Kolneńskich zachęca do publikowania artykułów związanych tematycznie z historią, tradycjami, kulturą i przyrodą Kolneńszczyzny. Tekstów niezamówionych redakcja nie zwraca. Zastrzegamy sobie prawo skracania i opracowania redakcyjnego tekstów nie zamówionych. Jakiekolwiek powielanie, przedrukowywanie i rozpowszechnianie materiałów zamieszczonych w tym numerze wymaga zgody autorów.

Poszperajmy
W jednym z wakacyjnych numerów Polityki (nr 32/33, 11 – 18 sierpnia 2007) natknąłem się na niezwykle ciekawy artykuł prof. Mirosława Górnego pt. „Cyberszpargały”. Autor pisze: Biblioteki cyfrowe oferują coś, czego – ręczę – większość z nas nigdy dotąd nie widziała i w zwykłej bibliotece raczej nie zobaczy. Chodzi o szpargały (niech mi bibliotekarze wybaczą to określenie) na co dzień schowane bezpiecznie w przepastnych szufladach i wyciągane niechętnie z powodu swej kruchości. Będą wśród nich pocztówki, ulotki i stare gazety – materiały te kryją mnóstwo nieznanych i zapomnianych faktów. Od kilku lat polskie biblioteki tworzą zasoby cyfrowe dostępne dla wszystkich o każdej porze dnia i nocy. Jest w nich razem ok. 60 tys. książek, plakatów, widokówek, sztychów, gazet, czasopism, ulotek. Biblioteki cyfrowe to kopalnie informacji dla genealogów i wszystkich szukających informacji o swoich przodkach. Samych ksiąg adresowych znajdziemy obecnie ok. 150. Wśród mnóstwa informacji znajdziemy kilka dotyczących Kolna. W „ Księdze adresowej Polski ( wraz z W.M. Gdańskiem) dla handlu, przemysłu, rzemiosł i rolnictwa” z 1928 roku jest pełny wykaz wykonywanych profesji – było ich w naszym mieście ponad sześćdziesiąt - wśród nich niespotykane dzisiaj, jak: kamasznicy, kołodzieje czy powroźnicy. W Księdze tej podano również podstawowe informacje o mieście. Kolno liczyło wówczas 4494 mieszkańców, było siedzibą licznych urzędów państwowych i samorządowych, związków zawodowych i innych instytucji, a co ciekawe, targi odbywały się w czwartki, a nie jak obecnie – piątki. Może przywróćmy przedwojenną tradycję? W „ Urzędowym spisie lekarzy uprawnionych do wykonywania praktyki lekarskiej, lekarzy – dentystów, dyplomowanych farmaceutów oraz aptek w Rzeczypospolitej Polskiej” z 1931 r. dowiadujemy się, że praktyką stomatologiczną w naszym powiecie parali się: Borkowska Rejzla, Madalińska Stanisława i Parasol – Syrkusowa Felicja, wszyscy z Kolna oraz Światogow – Sztepinowa Ida ze Stawisk. Aptekę prowadził E. Gołaszewski, a zarządzał nią Paszkiewicz Antoni. W pracy Wiktora Wittyga – „ Pieczęcie miast dawnej Polski” wydanej w 1905 roku mamy dwie pieczęcie miasta; jedna, mniej czytelna, na dokumencie z 1777 r., a druga z 1778 – obie z postacią rycerza z chorągiewka z lewej strony, czyli św. Floriana. W Encyklopedii Powszechnej S. Orgelbranda z 1900 roku, stanowiącej w istocie kompendium wiedzy o ówczesnym świecie, tak oto opisano Jana z Kolna ( pisownia oryginalna): Jan z Kolna, zwany niewłaściwie Scolnus, Polak w służbie marynarki duńskiej, odkrył 1476 cieśninę Anjun w Grenlandji i brzegi amerykańskie ziemi Labrador, zwiedzone następnie przez Lorteveala 1500 r., uważany jest przeto za jednego z poprzedników Kolumba. Por. Dyakowski „Jan z Kolna” ( Wszechświat, 189). O starostwie kolneńskim i powiecie kolneńskim mamy w niej dwie, zupełnie odmienne informacje (oryg.): Kolneńskie starostwo niegrodowe, położone w województwie Mazowieckim, w ziemi Łomżyńskiej. Podług lustracji z r. 1620 składało się z miasta Kolna ( ob.), z dwoma wójtostw Kolnińskiego i Borkowskiego, z 7 młynów i różnych dochodów miejskich, które łącznie czyniły złp. 1,638 gr. 19. jak dalece zaś zostało zniszczone przez Szwedów, dowodzi cały dochód tego starostwa w 1673 tylko złp. 220 gr. 4 wynoszący. W roku 1771 było w posiadaniu Ignacego Badewskiego, podczaszego kolnińskiego, który z niego opłacał kwarty złp. 107 gr. 17, a hiberny złp. 8 gr. 5. Kolneński powiat, stanowi część bub. Łomżyńskiej, obejmuje blizko 1,343 klm. kw. przestrzeni i 74,205 miesz. W powiecie znajdują się dwa miasta i 9 gmin. Miasto powiatowe Kolno.

3

4
To tylko kilka, pierwszych z brzegu informacji, które udało mnie się znaleźć. Nie da się w tym miejscu zawrzeć wielu, innych – możliwych do odnalezienia ciekawostek. Wszystkie biblioteki można łatwo przeglądać i przeszukiwać, a dzięki linkom - z jednej błyskawicznie przenosić się do drugiej. Zachęcając do samodzielnego szperania, podaję niżej adresy niektórych bibliotek. Całkiem możliwe, że wertowanie starych książek i dokumentów w przepastnych archiwach wirtualnych książnic, stanie się doskonałym sposobem na pokonanie nudy długich, zimowych wieczorów. Kazik Korzep Oto wspomniane adresy: Kujawsko – Pomorska Biblioteka Cyfrowa – http://kpbc.umk.pl/dlibra Małopolska Biblioteka Cyfrowa – http://mbc.malopolska.pl/dlibra Podlaska Biblioteka Cyfrowa – http://pbc.biaman.pl/dlibra Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa – http://www.wbc.poznan.pl/dlibra

Ewa Marczak (Warszawa)

HISTORIA

5

Średniowieczne osady wśród łąk nad Wincentą
Zaplecze gospodarcze grodziska „Okop” w Truszkach Zalesiu

G

Grodzisko „Okop” w Truszkach Zalesiu, woj. podlaskie otaczają trzy osady przygrodowe. Jedna z nich znajduje się w odległości około 300 m na południe od dawnego grodu, na wzniesieniu o nazwach „Góra Wieżowa”, „Wieża” lub „Wieżyca”. Drugą osadę zlokalizowano po stronie północno-zachodniej grodziska, na „Siedlisku”. Jest to niewielki pagórek leżący w odległości około 150 m od „Okopu”. Ślady trzeciej osady odkryto na łące o nazwie „Nikienki”, w odległości około 300 m na północny - zachód od grodziska.

Il. 1

6

Ewa Marczak

Grodzisko w Truszkach Zalesiu należy do grodzisk pierścieniowatych. Cała konstrukcja obronna ma obecnie około 140 m średnicy i zajmuje około 1,5 ha powierzchni. Średnica majdanu wynosi około 90-100 m, a jego powierzchnia około 0,60 ha.1 Majdan otacza pojedynczy wał, którego podstawa ma około 15-20 szerokości. W części południowo-zachodniej wały grodziska są najniższe i mają około 2,50 m wysokości. Natomiast wysokość wałów w części południowej, najlepiej zachowanej, wynosi około 4,60 m. Brama wjazdowa do grodu znajdowała się od strony południowo-zachodniej.

Il 2 Gród wybudowano na lewym brzegu Wincenty, na terenie bagiennym, do dzisiaj trudno dostępnym. Od strony wschodniej, u podnóża dawnego grodu, przepływa bezimienny strumyk o szerokości około 1 m. Ciek ten płynie w kierunku południowym i wpada do Wincenty. W naturalny sposób oddziela on grodzisko wraz z dwiema przyległymi osadami od „Góry Wieżowej”, która prawdopodobnie pełniła rolę strażnicy (Marczak 1985 C; 1986 B; 2002 B; 2003 B; 2005 A; 2006 B, s. 129-130).Wyniki dotychczasowych prac archeologicznych wskazują na to, że odkryty w Truszkach Zalesiu zespół osadniczy był we wczesnym średniowieczu jednym z największych ośrodków politycznych na pograniczu mazowiecko-pruskim (Marczak 1984; 1985 A; 1985 B; 1985 C; 1986 A; 1986 B; 2001; 2002 A; 2003 A; 2006 A 2006 B). Jest oczywiste, że funkcjonowanie tak dużego ośrodka nie byłoby możliwe bez istnienia odpowiedniego zaplecza gospodarczego, którym przede wszystkim były dwie osady: „Siedlisko” i „Nikienki”.
1 W publikacji (Marczak 2006 B, s. 127) błędnie podano wartość średnicy całej konstrukcji obronnej grodu, na co słusznie zwrócił uwagę J. Ościłowski (Ościłowski, 2006, s. 90, przyp. 104).

Grodzisko w Truszkach Zalesiu

7

Osada przygrodowa „Siedlisko”

Il. 3 Osada „Siedlisko”, oznaczona jako stanowisko nr 3, ma około 1 ha powierzchni.2 Prace wykopaliskowe na tym stanowisku rozpoczęto w 2003 roku. Poprzedziły je badania powierzchniowe przeprowadzone w latach 1984-1985, podczas których w kretowiskach znaleziono liczne fragmenty glinianych naczyń. Wykopaliska kontynuowano w latach 2004, 2005 i 2007.3 Badaniami objęto część północną, wschodnią i południowo-zachodnią wzniesienia. W wykopach, o łącznej powierzchni 85 m2, odkryto obiekty typowo gospodarcze. Na wschodnim stoku „Siedliska” zlokalizowano pracownię rogowiarską, jamę i dwa kamienne paleniska. Na stoku północnym wzniesienia nieoczekiwanie odsłonięto cztery obiekty, które określono jako piecowiska. Największe z nich miało około 3 m średnicy. W pobliżu tego piecowisku, pod warstwą kamieni, odkryto duże fragmenty glinianych garnków. Naczynia wkopane były w calec. Jedno z nich ustawiono na dużym polnym otoczaku. W obrębie piecowisk znaleziono m.in. trzy fragmenty glinianych dysz (?), paciorki z masy szklanej, różne przedmioty codziennego użytku oraz liczne szczątki zwierzęce związane z konsumpcją (Marczak 2003 C; 2004 A; 2005 B; 2006 B, s. 131-132). Na obecnym etapie badań trudno jest jednoznacznie stwierdzić, do czego służyły wolnostojące, wybudowane na północnym stoku „Siedliska” piece. Z całą pewnością były to obiekty gospodarcze, prawdopo2 Zasięg osady jest trudny do ustalenia, ponieważ obszar stanowiska porasta łąka. Wielkość stanowiska określono przede wszystkim na podstawie ukształtowania terenu i zdjęć lotniczych wykonanych przez E. Marczak, Henryka Mieszkowskiego i Dariusza Krasnodębskiego. Szczególnie czytelne są znakomite zdjęcia D. Krasnodębskiego z IAiE PAN w Warszawie, za udostępnienie których Autorowi bardzo dziękuję. Duże znaczenie będą miały również wyniki rozpoczętych w 2007 roku badań geofizycznych, które prowadzi Tomasz Herbach z IAiE PAN w Warszawie. 3 Prace archeologiczne na stanowisku nr 3 prowadził Instytut Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego. Badaniami kierowała mgr Ewa Marczak, a finansował je Instytut Archeologii UW. W badaniach brali udział studenci Instytutu Archeologii UW. Właścicielom „Siedliska”, państwu Truszkowskim z Truszek Kolonii, składam podziękowania za wyrażenie zgody na prowadzenie badań archeologicznych.

8

Ewa Marczak

dobnie wielofunkcyjne. Niezwykle interesującym obiektem odkrytym na „Siedlisku” jest niewielkie skupisko kamieni, które odkryto w północnej części osady, między dwiema głębokimi jamami. W planie obiekt ten miał zarys owalny o średnicy około 0,50 m. Pomiędzy kilkoma kamieniami umieszczono duży fragment żuchwy świni, przęślik wykonany z gliny oraz duży fragment górnej partii glinianego naczynia.

Il. 4 Należy wykluczyć przypadkowy układ tych elementów, ponieważ w 2002 roku, we wschodniej części majdanu grodziska, u podnóża wału, odkryto cztery (?) podobne obiekty. To właśnie z tych obiektów pochodzą dwa znalezione na grodzisku w Truszkach Zalesiu niezwykle piękne przęśliki wykonane z różowego łupku owruckiego. Na obecnym etapie badań obiekty te określono jako ofiary zakładzinowe lub jako intencjonalne pochówki zwierzęce. Z omawianej osady pochodzi ponad 10 000 fragmentów glinianych naczyń, głównie garnków, i ponad 2300 szczątków zwierzęcych, w tym kości ptasie i szczątki rybie. Jednak do najciekawszych znalezisk należy zaliczyć dwusegmentowy paciorek wykonany z białej masy szklanej. Według Marii Dekówny we wczesnym średniowieczu paciorki tego typu występowały na terenie Egiptu, Mezopotamii, tzw. Azji Przedniej, na Kaukazie, na północnych wybrzeżach Morza Czarnego, w Bułgarii oraz na Rusi. Większość z nich pochodzi głównie z okresu od VIII do X wieku, natomiast spoIl. 5

Grodzisko w Truszkach Zalesiu

9

radycznie występowały jeszcze w XI wieku. Zdaniem M. Dekówny wytwarzano je głównie w ośrodkach muzułmańskich, według receptury antycznej. Nie można jednak wykluczyć, że ich produkcję przejęły także niektóre warsztaty bizantyńskie, w tym i na terenie Rusi. (Dekówna 1980, s. 220-221). Analiza chemiczna paciorka z Truszek Zalesia wykazała, że również wykonano go ze szkła sodowego (Pawlicka 2007). 4 Il. 6 Kolejnym ciekawym odkryciem związanym ze stanowiskiem nr 3, jest zachowany prawie w całości grzebień zrobiony z poroża jelenia. Jest to grzebień jednostronny, trójwarstwowy, wielopłytkowy. Okładziny grzebienia przymocowano do płytki zębatej za pomocą żelaznych nitów. W niektórych miejscach zachowały się zaślepki zrobione z tego samego surowca co grzebień, które zasłaniają nity. Na okładzinach widnieje staranIl. 7 nie wykonany ornament oczkowy i plecionkowy. Wartym uwagi jest również przedmiot wykonany z poroża młodego jelenia.5 Był to gwizdek (może wabik), na co wskazuje tzw. otwór wargowy typowy dla niektórych instrumentów dętych. Ludowe gwizdki, wabiki i świstawki opisał, między innymi, Karol Moszyński w „Kulturze ludowej Słowian” (Moszyński 1939, s. 1238-1282). Poza wymienionymi zabytkami z „Siedliska” pochodzi szereg innych przedmiotów związanych z życiem codziennym dawnych mieszkańców grodu i osad, między innymi: oprawki z poroża jelenia, kościane narzędzia, żelazne noże, fragment półkoska, fragment żelaznego kabłąka, haczyk z żelaza, żelazny grot strzały z zadziorami, okucie z brązu, przęśliki z gliny, kamienne osełki. „Siedlisko” było osadą gospodarczą. Wskazują na to odkryte obiekty, przede wszystkim pracownia rogowiarska, wspomniane piecowska i paleniska. Istnieje też przypuszczenie, że na „Siedlisku” mógł znajdować się warsztat szklarski. Sprawdzenie tej hipotezy wymaga jednak dalszych badań terenowych i analiz specjalistycznych zabytków. 6
4 Nr CL 15031 (nr inw. TZ3/1/I/03/124), zawartość % Na2O 8,02; Badania wykonano na spektrometrze rentgenowskim z cyfrowym układem AVALON 8000 firmy PGT w Instytucie Archeologii i Etnologii PAN, w Zakładzie Nauk Stosowanych, ul. Długa 24/26, Warszawa. 5 . Surowiec, z którego wykonano grzebień i gwizdek (?) określiła prof. dr hab.. Alicja Lasota-Moskalewska z IA UW. 6 Taką hipotezę postawiono w referacie zatytułowanym „Czy w Truszkach Zalesiu istniał warsztat szklar-

10

Ewa Marczak

Osada przygrodowa „Nikienki”

Osada „Nikienki”, oznaczona jako stanowisko nr 4, ma około 1,5 ha powierzchni.7 Badania wykopaliskowe na tym stanowisku rozpoczęto w 2004 roku. Prowadzono je w kolejnych sezonach, w latach 2005 i 2007.8 Łącznie przebadano 125 m2 obszaru stanowiska.

Il. 8 W części wschodniej osady odkryto m.in. jamy, półziemiankę i ciąg palenisk. Pod jednym z nich natrafiono na gliniany garnek wkopany w calec. W naczyniu znajdował się fragment kości zwierzęcej. Według prof. dr hab. Alicji Lasoty–Moskalewskiej jest to kość gryzonia. Znalezisko to należy traktować jako ofiarę zakładzinową (Marczak 2004 B; 2005 C). Na stanowisku nr 4 znaleziono ponad 4000 fragmentów glinianych naczyń z okresu wczesnego średniowiecza, w tym jedno zachowane prawie w całości gliniane naczynie i ponad 500 fragmentów kości zwierzęcych. Według pana Kazimierza Mieczkowskiego jeszcze kilkanaście lat temu w miejscu, gdzie prowadzono badania, na powierzchni ziemi występował w dużej ilości żużel. Z osady „Nikienki” pochodzą liczne wyroby z żelaza tj. noże, haczyk, uchwyty, okucia oraz kilkadziesiąt przedmiotów o trudnej do ustalenia ze względu na stan zachowania funkcji. Na stanowisku nr 4 znaleziono również paciorki, w tym dwa żeberkowate wykonane z niebieskiej masy szklanej. Materiał znaleziony na powierzchni ziemi oraz podczas prac wykopaliskowych świadczy o tym, że była to druga osada produkcyjna, prawdopodobnie hutniczo-kowalska. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że w pobliżu omawianego stanowiska rozciąga się podmokła łąka „Rudawa”, na której występuje ruda darniowa. Wiek grodziska w Truszkach Zalesiu określono przede wszystkim na podstawie dendrochronologii. Z belki, która była częścią konstrukcji drewnianej podstawy wału, pobrano dwie próbki drewna. Analizę dendrologiczną i dendrochronologiczną wykonał prof. dr hab. Tomasz
ski”, który wygłoszono na konferencji sprawozdawczej IA UW w grudniu 2006 roku. 7 Wielkość osady ustalono orientacyjnie wyłącznie na podstawie badań powierzchniowych przeprowadzonych w 2004 roku z udziałem studentów IA UW. Jednak największa koncentracja zabytków na powierzchni ziemi występuje w części wschodniej stanowiska, na obszarze o wielkości około 0,7 ha. 8 Badania archeologiczne na stanowisku nr 4 w Truszkach Zalesiu prowadziła E. Marczak. Prace finansował Instytut Archeologii UW. W badaniach wzięli udział studenci IA UW. Teren, na którym prowadzono wykopaliska należy do państwa Mieczkowskich z Truszek Zalesia, którym dziękuję za wyrażenie zgody na prowadzenie prac archeologicznych.

Grodzisko w Truszkach Zalesiu

11

Ważny. Badane drewno było drewnem dębowym. Ze względu na degradację tkanki drzewnej (brak bielu) stwierdzono, że drewno pochodzi z drzewa ściętego około 926 roku, a najwcześniejszą możliwą datą jest 920 rok (Ważny, 2002). Dodatkową podstawą datowania są dirhemy arabskie znalezione na grodzisku z przełomu IX i X wieku (Bogucki, Malarczyk, Marczak 2005). Osady przygrodowe w Truszkach Zalesiu wydatowano na X-XI wiek. Za jednoczasowym funkcjonowaniem grodu i osad przemawia fakt, że stanowiska te tworzą jeden zespół osadniczy. Centralnym obiektem kompleksu był gród, otoczony od strony wschodniej, południowej i zachodniej trudno dostępnym, podmokłym terenem. Osada obronna na „Górze Wieży” zapewne pełniła rolę strażnicy. Natomiast dwie pozostałe osady, jak wykazały dotychczasowe badania, z całą pewnością produkcyjne, były zapleczem gospodarczym grodu. Osada nr 3 znajduje się w pobliżu grodziska i jest osłonięta wałem grodziska od strony południowej. Za osadą nr 3, w kierunku zachodnim, leży druga osada produkcyjna – stanowisko nr 4. Poza tym, wyniki wstępnego opracowania materiałów z poszczególnych stanowisk wskazują na to, że mamy do czynienia z jednorodnymi chronologicznie znaleziskami. Bez odpowiedzi pozostaje tylko pytanie: Kim byli mieszkańcy grodu i pobliskich osad ? Słowianami czy Bałtami ? Źródła historyczne dotyczące tego obszaru pochodzą z czasów późniejszych. Jak wykazują opracowania tych źródeł, w tym najnowsza praca prof. dr hab. Elżbiety Kowalczyk, nie dają one jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, gdzie dokładnie przebiegała granica między plemionami pruskimi a państwem polskim przed 1343 rokiem (Kowalczyk 2003, s. 163-195). Wyniki prowadzonych w Truszkach Zalesiu badań wykopaliskowych nie upoważniają do wysuwania w tym zakresie zbyt daleko idących wniosków. Jednak należy zwrócić uwagę na pewne fakty przemawiające za tym, że we wczesnym średniowieczu w Truszkach Zalesiu mogli mieszkać Bałtowie. 1. Osada strażnicza, czyli stanowisko nr 2, znajdowała się w części południowej (nie północnej) zespołu. Natomiast osady gospodarcze ukryte były za grodem i leżały po jego północnej i zachodniej stronie. 2. Miejsce, w którym zlokalizowano stanowisko nr 4, nosi lokalną bałtyjską nazwę „Nikienki”. Badania archeologiczne w Truszkach Zalesiu nie zostały zakończone. Każde z opisanych stanowisk wymaga jeszcze uzupełniających badań terenowych. Nadal nie odkryto śladów pochówków ludzkich. Kompleksowego i specjalistycznego opracowania wymagają też pozyskane materiały, przede wszystkim ceramika, wyroby szklane i szczątki archeozoologiczne. Jednak na obecnym etapie badań zespół osadniczy w Truszkach Zalesiu przedstawia się jako duży i ważny ośrodek polityczno-gospodarczy leżący na szlaku handlowym łączącym Bliski Wschód z północną Europą.

Wybrana literatura
BRODZICKI CZ. 1982 Kolno na Mazowszu, Warszawa 1994 Początki osadnictwa Wizny i ziemi wiskiej na tle wydarzeń historycznych w tym regionie Polski (do 1529 roku), Warszawa. 1999 Ziemia łomżyńska do 1529 roku, Warszawa.

12

Ewa Marczak

DEKÓWNA M. 1980 Szkło w Europie wczesnośredniowiecznej, Wrocław etc. KAMIŃSKI A. 1961 Wizna na tle pogranicza polsko-rusko-jaćwieskiego, Rocznik Białostocki, 1, s. 9-61. KOCHANOWSKA J. 2004 Ceramika z grodziska wczesnośredniowiecznego w Truszkach Zalesiu, gm. Kolno, woj. podlaskie. Stanowisko 1. Analiza na podstawie wybranych materiałów (praca magisterska napisana pod kierunkiem prof. dr hab. A. Buko w IA UW, maszynopis w IA UW). KOWALCZYK E. 1991 O tzw. pruskich nazwach miejscowych na Wysoczyźnie Kolneńskiej, w: Kultura średniowieczna i staropolska. Studia ofiarowane Aleksandrowi Gieysztorowi w pięćdziesięciolecie pracy naukowej, Warszawa, s. 107-116. 2003 Dzieje granicy mazowiecko-krzyżackiej (między Drwęcą a Pisą), Warszawa. 2006 Stan badań archeologicznych nad wczesnym średniowieczem północno-wschodniego Mazowsza, Światowit, VI (XLVII),B, s.73-79. MARCZAK E. 1984 Sprawozdanie z badań wykopaliskowych przeprowadzonych na stanowisku 1 (grodzisku) w Truszkach Zalesiu, gm. Kolno, woj. łomżyńskie w 1984 roku, (maszynopis w IA UW i w WOSOZ w Białymstoku, Delegatura w Łomży). 1985 A Truszki Zalesie, gm. Kolno, woj. łomżyńskie. Stanowisko 1 - grodzisko, Informator Archeologiczny. Badania za rok 1984, Warszawa, s. 142. 1985 B Sprawozdanie z badań wykopaliskowych przeprowadzonych na stanowisku 1 (grodzisku) w Truszkach Zalesiu, gm. Kolno, woj. łomżyńskie w 1985 roku, (maszynopis w IA UW i w WOSOZ w Białymstoku, Delegatura w Łomży). 1985 C Opracowanie wyników badań wykopaliskowych przeprowadzonych w latach 1984-1985 na stanowiskach 1 (grodzisku) i 2 (osadzie) w Truszkach Zalesiu, gm. Kolno, woj. łomżyńskie, (maszynopis w IA UW i w WOSOZ w Białymstoku, Delegatura w Łomży). 1986 A Truszki Zalesie, gm. Kolno, woj. łomżyńskie. Stanowisko 1 - grodzisko, Informator Archeologiczny. Badania za rok 1985, Warszawa, s. 147-148. 1986 B Tajemnice Ziemi Łomżyńskiej, Ziemia Łomżyńska, 2, s. 97-107. 2001 Sprawozdanie z badań wykopaliskowych przeprowadzonych na stanowisku 1 (grodzisku) w Truszkach Zalesiu, gm. Kolno, woj. podlaskie w 2001 roku, (maszynopis w IA UW i w WOSOZ w Białymstoku, Delegatura w Łomży). 2002 A Sprawozdanie z badań wykopaliskowych przeprowadzonych na stanowisku 1 (grodzisku) w Truszkach Zalesiu, gm. Kolno, woj. podlaskie w 2002 roku, (maszynopis w IA UW i w WOSOZ w Białymstoku, Delegatura w Łomży). 2002 B Sprawozdanie z badań wykopaliskowych przeprowadzonych na stanowisku 2 (osadzie) w Truszkach Zalesiu, gm. Kolno, woj. podlaskie w 2002 roku, (maszynopis w IA UW w WOSOZ w Białymstoku, Delegatura w Łomży). 2003 A Sprawozdanie z badań archeologicznych przeprowadzonych na stanowisku 1 (grodzisku) w Truszkach Zalesiu, gm. Kolno, woj. podlaskie w 2003 roku, (maszynopis w IA UW i w WOSOZ w Białymstoku, Delegatura w Łomży). 2003 B Sprawozdanie z badań wykopaliskowych przeprowadzonych na stanowisku 2 (osadzie) w

Grodzisko w Truszkach Zalesiu

13

Truszkach Zalesiu, gm. Kolno, woj. podlaskie w 2003 roku, (maszynopis w IA UW w WOSOZ w Białymstoku, Delegatura w Łomży). 2003 C Sprawozdanie z badań wykopaliskowych przeprowadzonych na stanowisku 3 (osadzie) w Truszkach Zalesiu, gm. Kolno, woj. podlaskie w 2003 roku, (maszynopis w IA UW w WOSOZ w Białymstoku, Delegatura w Łomży). 2004 A Sprawozdanie z badań wykopaliskowych przeprowadzonych na stanowisku 3 (osadzie) w Truszkach Zalesiu, gm. Kolno, woj. podlaskie w 2004 roku, (maszynopis w IA UW w WOSOZ w Białymstoku, Delegatura w Łomży). 2004 B Sprawozdanie z badań wykopaliskowych przeprowadzonych na stanowisku 4 (osadzie) w Truszkach Zalesiu, gm. Kolno, woj. podlaskie w 2004 roku, (maszynopis w IA UW w WOSOZ w Białymstoku, Delegatura w Łomży). 2005 A Wstępne wyniki badań wykopaliskowych na stanowisku 2 - „Górze Wieżowej”- w Truszkach Zalesiu, gm. Kolno, woj. podlaskie (AZP 30 - 76), Światowit, V (XLVI), B, s. 193200, pl. 53-58. 2005 B Sprawozdanie z badań wykopaliskowych przeprowadzonych na stanowisku 3 (osadzie) w Truszkach Zalesiu, gm. Kolno, woj. podlaskie w 2005 roku, (maszynopis w IA UW w WOSOZ w Białymstoku, Delegatura w Łomży). 2005 C Sprawozdanie z badań wykopaliskowych przeprowadzonych na stanowisku 4 (osadzie) w Truszkach Zalesiu, gm. Kolno, woj. podlaskie w 2005 roku, (maszynopis w IA UW w WOSOZ w Białymstoku, Delegatura w Łomży). 2006 A Na rozdrożu kultur. Badania archeologiczne w Truszkach Zalesiu, woj. podlaskie, w: Stan badań archeologicznych na pograniczu polsko-białoruskim od wczesnego średniowiecza po czasy nowożytne, (red. H. Karwowska, A. Andrzejewski), Białystok, s. 93-102. 2006 B Wyniki badań archeologicznych wczesnośredniowiecznego zespołu osadniczego w Truszkach Zalesiu, woj. podlaskie w 2003 roku, Światowit, VI (XLVII), B, s. 127-132, pl. 63-70. MOSZYŃSKI K. 1936 Kultura ludowa Słowian, cz. II Kultura duchowa, 2, Kraków. OŚCIŁOWSKI J. Sieć grodowa na Wysoczyźnie Kolneńskiej we wczesnym średniowieczu. Ze studiów nad pograniczem mazowiecko-prusko-jaćwieskim, Światowit, 2006, VI (XLVII), B, s. 81-106, pl. 53-55. PAWLICKA E. Skład chemiczny przedmiotów zabytkowych ze stanowiska Truszki Zalesie (maszynopis w IA UW). TYSZKIEWICZ J. 1974 Mazowsze północno-wschodnie we wczesnym średniowieczu, Warszawa. WAŻNY T. 2002 Analiza dendrochronologiczna drewna z miejscowości Truszki Zalesie (gm. Kolno, woj. podlaskie) (maszynopis w IA UW). WIŚNIEWSKI J. 1989 Początki i rozwój nowego osadnictwa w ziemi łomżyńskiej w końcu XIV wieku i w XV wieku, Studia Łomżyńskie, 1, z 19-107. WOLF A., RZETELSKA-FELESZKO E. 1982 Mazowieckie nazwy terenowe do końca XVI wieku, Warszawa. WRÓBLEWSKI W., NOWAKIEWICZ T.,

14

Ewa Marczak

2002 Ceramika „pruska” i „słowiańska” we wczesnośredniowiecznej Galindii, w: Słowianie i ich sąsiedzi we wczesnym średniowieczu (red. M. Dulinicz), Lublin-Warszawa, s. 165-18. ZIERHOFFER K. 1957 Nazwy miejscowe północnego Mazowsza, Wrocław.

Spis ilustracji

1. Lokalizacja stanowisk archeologicznych w Truszkach Zalesiu na mapie w skali 1: 25 000. Stanowisko nr 1 – grodzisko „Okop”, stanowisko nr 2 – osada przygrodowa „Góra Wieżowa”, stanowisko nr 3 – osada przygrodowa „Siedlisko”, stanowisko nr 4 – osada przygrodowa „Nikienki”. 2. Zdjęcie lotnicze grodziska w Truszkach Zalesiu (fot. H. Mieszkowski). 3. Osada „Siedlisko”. Stanowisko nr 3 (fot. E. Marczak). 4. Obiekt kultowy. Stanowisko nr 3 – osada przygrodowa „Siedlisko”(fot. E. Marczak). 5. Paciorek z białej masy szklanej. Stanowisko nr 3 – osada przygrodowa „Siedlisko” (fot. M. Dąbski). 6. Grzebień z poroża jelenia. Stanowisko nr 3 – osada przygrodowa „Siedlisko” (fot. M. Dąbski). 7. Gwizdek z poroża jelenia. Stanowisko nr 3 – osada przygrodowa „Siedlisko”(fot. M. Dąbski). 8. Ofiara zakładzinowa pod paleniskiem kamiennym. Stanowisko nr 4 „Nikienki” (fot. E. Marczak).

Karol Jacek Stachelski (Kraków)

15

Kościół św. Anny

Co wiemy o naszym najcenniejszym zabytku? Miejscu trwale związanym z życiem większości z nas, od chrztu, poprzez pierwszą komunię i bierzmowanie aż do ślubu i – do niedawna – pogrzebu? O miejscu trwale wpisanym w krajobraz Kolna, nieodłącznym elemencie naszej lokalnej świadomości? Oczywiście, że wiele! Zupełnie jakbym już słyszał te oburzone głosy, jak w ogóle można kwestionować rzecz tak oczywistą. Każdy jednak słyszał przysłowie „Im dalej w las, tym więcej drzew”. Podobnie i tutaj – im większą i bardziej uporządkowaną wiedzę o tym pięknym kościele zacznie się gromadzić, tym więcej pytań ciśnie się samych na myśl. Niniejszy artykuł, mam nadzieję, że przyniesie odpowiedź przynajmniej na część z nich, choć nie mam zamiaru ukrywać, że wiele zostało jeszcze do zbadania. W tym miejscu chciałbym przeprosić wszystkich, którzy oczekują pełnego kompendium wiedzy na temat kościoła św. Anny w Kolnie. Rozpoczęte przeze mnie badania wciąż trwają i choć mógłbym pewne problemy badawcze jedynie zasygnalizować, jak to się zazwyczaj czyni w pracach naukowych, postanowiłem zamieścić tak wiele, jak tylko to jest aktualnie możliwe. Tym nie mniej niniejszy artykuł ma charakter roboczy. Mam nadzieję, że pomoże on innym kolegom i koleżankom w ich badaniach. Cieszyłbym się, gdyby wywołał on oddźwięk wśród czytelników – może ktoś jeszcze dysponuje nieznanymi dotąd materiałami?

C

Standardowe okno oświetlające nawę główną. Wyraźnie widać półkolisty łuk nad obranieniem okna. Częściowe wcięcie samego szczytu neogotyckiego okna w łuk świadczy, że nie jest to łuk odciążający. Dawny otwór okienny w kamiennej ścianie zamurowany został cegłą

Garść danych z dostępnej literatury

Do miana podstawowej literatury tematu pretenduje broszura Kościół Rzymsko-Katolicki w Kolnie na Mazowszu Czesława Brodzickiego. Okazuje się jednak, że w rzeczywistości poświęcono w niej kościołowi św. Anny zaledwie trzy akapity (s. 15-17)! To chyba doskonale obrazuje stan

16

Karol Jacek Stachelski

kompletnej niewiedzy w tym temacie, nawet wśród badaczy. Odnośne fragmenty wspomnianej broszurki właściwie żywcem wyjęte są ze sztandarowego dzieła Brodzickiego, Kolna na Mazowszu. Niestety inni autorzy tematu mają jeszcze mniej, lub niewiele więcej do powiedzenia. Warto jednak podkreślić szczegółowy opis dokonany przez historyka sztuki i zamieszczony w Katalogu Zabytków Sztuki w Polsce. Solidne opracowanie dotyczące księży i garść danych, głównie najnowszych, odnoszących się do samego kościoła, można znaleźć w książce Ziemia kolneńska na przełomie XX i XXI wieku. Z pozostałych publikacji warto już jedynie wymienić niewielką objętościowo książeczkę ks. prof. Witolda Jemielitego, poświęconą parafiom dekanatów kolneńskiego i jedwabieńskiego. W innych pracach temat dotykany jest raczej marginalnie.
Okna przy prezbiterium. Choć posiadają standardowy kstałt, rozmieszczone są gęściej wybite zostały na obu końcach łuku po oknie klasycystycznym. Pomiędzy nimi słabo widoczne ślady po jeszcze jednym, zamurowanym oknie lub wnęce

Fundator kościoła

Omawiając budowę kościoła św. Anny w Kolnie można cofać, jak to zrobił Brodzicki, do czasu lokacji miasta, myślę jednak, że aż tak dalekie sięganie w głąb historii nie jest w tym miejscu niezbędne. Wymaga to również dodatkowych badań, więc nie czuję się powołany w tym momencie rozpisywać się o poprzedniczkach obecnej świątyni. Ograniczę się do rzeczywiście niezbędnego minimum. Parafia kolneńska utworzona została jeszcze przed ostateczną lokacją miasta i nosiła wezwanie św. Katarzyny. Kościół tegoż wezwania znajdował się w zachodniej części miasta, w okolicach niedawnego żłobka1 i placu targowego. Miejsce, gdzie stoi obecnie kościół św. Anny, zajmował pierwotnie dwór książąt mazowieckich. Po jego zdobyciu i zniszczeniu przez wojska krzyżackie w 1519 r. pozostał pusty plac, który królowa Bona, zarządzająca Mazowszem jako swym wianem, podarowała kościołowi. W okolicach 1600 r. pobudowano w tym miejscu kaplicę, czy też raczej mały kościół – rotundę pod wezwaniem św. Anny. W latach 1691-1717 służyła ona jako jedyny kościół w mieście. Zniszczona została w 1736 r, zaś ruiny stały do momentu rozpoczęcia prac nad obecnym kościołem.
1 Taką lokalizację na podstawie nie do końca jasnych wskazówek źródłowych podawało opracowanie z początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, przygotowane na zamówienie Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Kolnie na potrzeby konserwatora zabytków. Podczas mej wizyty w łomżyńkiej delegaturze Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków nie udało się jednak tegoż opracownia odszukać. Świadkowie jednak mówią, że podczas kopania fundamentów pod żłobek wydobyto znaczną ilość kości, co wskazywałoby na poprawne umiejscowienie cmentarza przykościelnego. Dlaczego wtedy nie przeprowadzono nawet pobieżnych ratunkowych badań archeologicznych, pozostaje zagadką.

Kościół św. Anny

17

O samej budowie Brodzicki pisał tak: Prawie natychmiast po spłonięciu kościoła św. Katarzyny zorganizowali się Kolnianieparafianie pod przewodnictwem Stanisława Kisielnickiego, właściciela dóbr Poryte i Korzeniste, do postawienia nowego kościoła na placu po dawnym dworze książęcym, na którym pozostawał w ruinach kościółek św. Anny. Przez trzy lata 1831-1834 nabożeństwa odbywały się w budynku pomagazynowym, gdzie ustawiono dwa ołtarze uratowane z płonącego kościoła św. Katarzyny. Kamień zwozili z okolic parafianie a cegłę ofiarował ze swej cegielni Stanisław Kisielnicki, która wypalała cegłę pomiędzy Łomżą a Kupiskami.2

Obecne, kominopodobne zwieńczenie frontonu

Podobnie pisze Kałamajska-Saed: 1835 ukończona budowa obecnego murowanego, wzniesionego na miejscu kaplicy p. w. św. Anny staraniem Stanisława Kisielnickiego i parafian. Konsekrowany 1836 p. w. św. Anny.3 Ale już np. ks. Jemielity jest bardziej powściągliwy, pisząc jedynie: Budowę obecnego kościoła pod wezwaniem św. Anny ukończono w 1835 r., stanął on na miejscu kaplicy św. Anny, zburzonej już w 1736 r.4 Dlaczego cytuję te fragmenty w całości? Oczywiście po to, by podjąć polemikę. Wrodzona czujność badacza w tym wypadku potęgują moje wcześniejsze doświadczenia z warsztatem śp. dra Brodzickiego5 oraz fakt, że ks. Jemielity, spośród badaczy tematu dysponujący najlepszym dostępem do archiwum diecezjalnego, zachowuje najmniej jednoznaczne stanowisko. Brodzicki swoje wiadomości opierał na zasobach Archiwum Diecezjalnego w Łomży, jednostka 141, s. 198, 176 i 2166. Trzeba mu przyznać, że był osobą bardzo skrupulatną w stosowaniu przypisów, lecz przyjrzyjmy się im bliżej: pierwszy z wyżej wymienionych odnosi się do cytatu o sposobie pobudowania kościoła, drugi do faktu konsekracji przez biskupa Straszyńskiego, a ostatni do ustawienia w nowym kościele starych ołtarzy, pozostawiając informację o inicjatywie S. Kisielnickiego
2 C. Brodzicki, Kościół Rzymsko-Katolicki w Kolnie na Mazowszu, Warszawa 1999, s. 15. 3 Katalog Zabytków Sztuki w Polsce, seria nowa, t. IX, zesz. 3, Kolno, Grajewo i okolice, Warszawa 1988, s.15. 4 W. Jemielity, Parafie Jedwabnego, Kolna i okolicy, Łomża 1990, s.21. 5 Opisałem je szerzej w recenzji drugiego wydania Kolna na Mazowszu w Studiach Łomżyńskich, t. XIII, ss. 280-284. W skrócie chodzi o błędy w tłumaczeniach z łaciny lub rosyjskiego oraz o wybieg polegający na podawaniu informacji na podstawie opisu teczki aktowej i własnych domysłów, podczas, gdy zawartość owej teczki rozwiewała najmniejsze wątpliwości. 6 C. Brodzicki, Kolno na Mazowszu, Warszawa 1982, s. 174 oraz C. Brodzicki, Kolno na Mazowszu, Łomża 2001, s. 163.

18

Karol Jacek Stachelski

do przyjęcia na wiarę. Przyjrzyjmy się innym źródłom. W aktach Naczelnika Powiatu Łomżyńskiego w księdze zatytułowanej „Domy Rządowe” odnalazłem dla przykładu taki wpis: Kolno. Kościół parafialny Koliński7. Murowany z kamieni, w części z cegły, dachówką karpiówką kryty, długości łokci 26,5 i wysokości 12 łokci. Pobudowany w roku 1834 kosztem Rządu i parafii oraz przy pomocy ręcznej i sprzężajnej tejże parafii. Wystawienie kosztowało zł 29500 gr 10. Restauracyje żadne nie były robione. W dobrym stanie znajduje się. Wykorzystany jako Dom Modlitwy dogodny dla całej parafii. Utrzymanie roczne może wysokości złp 200.8 Wpis powyższy powstał najprawdopodobniej na przełomie 1839 i 1840 r., odzwierciedla zatem wydarzenia rozgrywające się w nieodległej przeszłości. Docelowo miał stanowić informację dla Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych, Duchownych i Oświecenia Publicznego w Warszawie, bo tak nazywało się ówczesny urząd odpowiadający obecnemu ministerstwu. Czy możliwe zatem, aby dwa źródła podawały na ten sam temat aż tak rozbieżne informacje? Jak widać możliwe. Na dodatek odrzuciłbym możliwość celowego wprowadzania odbiorcy w błąd – zarówno dane kościelne, jak i państwowe były przeznaczone na własny użytek i jako takie nie mogły mieć znaczenia propagandowego czy innego, uzasadniającego użycie nieprawdy. Władza świecka wykazuje się tu większą precyzją – dokładnie podana kwota musiała zostać uwzględniona w budżecie, podobnie jak szacowane koszty utrzymania. Albowiem w rozbiorowym Królestwie Polskim kościół katolicki znalazł się w specyficznej sytuacji. Z jednej strony miał ugruntowaną pozycję wyznania dominującego, choć król polski i imperator wszechrosji w jednej osobie wyznawał prawosławie. Z drugiej zaś, został pozbawiony na rzecz państwa większości majątku, co rekompensowane było nadzorem i pomocą władz świeckich chociażby w egzekwowaniu dziesięciny. Nie jest przypadkiem, że opis kościoła znajduje się w aktach zatytułowanych „Domy Rządowe”. Nawet, jeśli ten kościół zostałby pobudowany w całości ze składek parafian, administracja państwowa zobowiązana była dopilnować właściwego jego stanu i utrzymania. W momencie zagrożenia to państwo podjęło decyzję zmierzającą do zaspokojenia potrzeb religijnych mieszczan kolneńskich – mam tu na myśli postanowienie Rady Administracyjnej (ówczesnego rządu) z 1820 r. o przekazaniu magazynu rządowego Komisji Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego celem odprawiania w nim nabożeństw.9 Zwróćmy tu uwagę, że nie przekazywano go kościołowi, ani nawet parafii, co świadczy o bezceremonialnej ingerencji państwa w sprawy kościelne. Dla kościoła katolickiego taka sytuacja była czymś nowym i kompletnie niezrozumiałym. Być może większość duchowieństwa odbierała to jako stan przejściowy, którego zgłębianiem nie ma sensu głowy obarczać. Dlatego właśnie w kurii biskupiej opisano budowę kościoła całkiem jak za czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów – potrzebny był hojny fundator, najlepiej miejscowy ziemianin, kościół zaś buduje się staraniem miejscowego księdza i ewentualnie parafian. Stanisław Kisielnicki pasuje do takiego obrazu idealnie, gdyby nie pewien skromny fakt. Jego dobra w całości mieściły się w parafii Poryte, gdzie w tym samym 1834 r. spłonął miejscowy kościół! Nie odbierając zasług Kisielnickiemu, wszystkie powyższe przesłanki skłaniają mnie do szukania w nim, ówczesnym sędzi pokoju powiatu łomżyńskiego, człowieku na wyeksponowanym stanowisku państwowym, raczej osoby, której powierzono obowiązki nadzorowania budowy
7 Aż do połowy XIX w. nie funkcjonowała obecna forma odmiany w brzmieniu kolneński. Używano wymiennie form koliński lub koleński. Na powstanie obecnej formy odmiany miał znaczny wpływ używany w urzędach język rosyjski, w którym powiat kolneński stanowił kolnowskij ujezd. 8 Archiwum Państwowe w Łomży, Naczelnik Powiatu Łomżyńskiego, Księga 5 – Domy rządowe, s. 176. 9 AGAD, Protokoły posiedzeń Rady Administracyjnej Królestwa Polskiego, t. 8, s. 197, vide C. Brodzicki, Kolno na Mazowszu, Warszawa 1982, s. 162 oraz C. Brodzicki, Kolno na Mazowszu, Łomża 2001, s. 152.

Kościół św. Anny

19

z ramienia władz. Lektura obszernych partii akt Naczelnika Powiatu Łomżyńskiego z owych lat wskazuje, że do zadań wymagających większej staranności i rzetelności, a szczególnie, gdy chodziło o pieniądze, władze zwierzchnie nie delegowały miejscowego wójta lub burmistrza, lecz osobę zaufaną z nieodległej okolicy. Zatem splendor fundatora kościoła przyznany został Stanisławowi Kisielnickiemu stanowczo zbyt pochopnie. Kto zatem był rzeczywistym fundatorem kościoła? Na pewno nie ówczesny proboszcz, ks. Maciej Milewski, bowiem ani świeckie, ani kościelne źródło mu tej zasługi nie przypisuje.10 Pozostaje zatem rząd i parafianie. Udział parafian w zwożeniu kamieni i pracach budowlanych pozostaje poza wszelką wątpliwością. Myślę jednak, że warto zwrócić uwagę na sformułowanie z akt świeckich, mówiące o budowie kosztem rządu i parafii. Wskazuje to dość jednoznacznie, że pieniądze wyłożone na budowę pochodziły nie tylko z majątku kościelnego, kwotami z którego dysponował rząd, ale też (może nawet przede wszystkim) ze składek parafian. Wymienione w źródle kwoty ukazują, jak ogromnym wysiłkiem było to przedsięwzięcie – fundusz budowy kościoła wystarczyłby na jego utrzymanie przez półtora wieku! Może zatem nie ma rozdźwięku między źródłami kościelnymi i świeckimi w temacie fundatora kościoła św. Anny w Kolnie? I w jednych i w drugich przecież jest wymieniony rząd (lub reprezentujący go S. Kisielnicki) i parafianie.

Projektant kościoła i pierwotny kształt jego dzieła

Kościół w obecnym kształcie ma mieszany, klasycystyczno-neogotycki styl. Neobarokowe wyposażenie dopełnia chaosu. Dlatego informacja o tym, że projekt kościoła oparto na jednym z projektów typowych, opublikowanych w 1825 r. przez Piotra Aignera11, wzbudziła od razu moją czujność. Żmudne analizy porównawcze, które już rozpocząłem, straciły szybko swą wartość wobec prostego posunięcia, na które zdecydował się obecny proboszcz parafii św. Anny, ks. Stanisław Uradziński. W wyniku prac remontowych, a przy okazji przebudowy kościoła, została bowiem skuta większość tynków zewnętrznych. Dzięki temu każdy zainteresowany mógł na własne oczy zapoznać się ze śladami dawnych prac, które definitywnie zmieniły kształt i styl budowli. Zatem pozwolę sobie w tym miejscu oprzeć się na materiale zdjęciowym i zabawić się w archeologa, skupiając się na razie wyłącznie na głównej bryle. Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów dla danego stylu są okna. Niemal wszystkie okna w kościele św. Anny są charakterystycznie ostrołukowe, nawiązujące do gotyku. Po zbiciu tynku okazuje się jednak, że mur wokół obecnych okien nie jest jednorodny. Wyraźnie widoczny dodatkowy łuk tuż nad obecnymi oknami może być interpretowany jako łuk odciążający, pozwalający lepiej rozłożyć naciski ciężkiego, kamiennego muru na niemałe przecież okno. Tyle tylko, że ów ciężki mur kończy się niewiele ponad łukiem, co stawia pod znakiem zapytania zasadność stosowania takich, pracochłonnych przecież, zabezpieczeń. Wprawne oko zauważy też, że o ile dolna część okien jest wybita właściwie wprost w kamiennej ścianie, o tyle pod półokrągłym łukiem ściana jest zbudowana wyłącznie z cegły. Czyżby jednak było to zamurowane wcześniejsze, półokrągłe okno – dokładnie takiego kształtu okna znajdują się bowiem w projekcie Aignera12? Poniższe zdjęcie nie pozostawia śladów wątpliwości – łuk odciążający pomiędzy oknami nie tylko, że nie spełnia swej funkcji, lecz nawet dodatkowo zwiększa naciski na tak ułożone okna.
10 Zrobił to jednak autor biogramu księdza zamieszczonego w książce Episteme, t. 21: Ziemia kolneńska na przełomie XX i XXI wieku, Olecko 2002, s. 73. 11 Katalog Zabytków Sztuki w Polsce, seria nowa, t. IX, zesz. 3, Kolno, Grajewo i okolice, Warszawa 1988, s.15. 12 P.Aigner, Budowy Kosciołów część pierwsza zamykaiąca cztery Proiekta Kościołów Parafialnych różney wielkości w dziewięciu Tablicach, Warszawa 1825.

20

Karol Jacek Stachelski

Fronton małego kościoła projektu Piotra Aignera. Nad wejściem duże, półkoliste okno Nie trzeba szczególnie wprawnego oka, by zauważyć inne istotne elementy. Otóż pierwotnie konstrukcja kościoła wspierała się na ceglanych filarach, które po zamurowaniu wolnych przestrzeni stanowią obecnie pilastry w kamiennych ścianach. Późniejsze prace murarskie prowadzone są już wyłącznie z użyciem cegły, pomijając obecne dobudówki. Boczne kaplice, składające się w nawę poprzeczną, są nieznacznie niższe od głównej, a sposób łączenia też wskazuje na ich późniejsze dobudowanie. Okna w kaplicach bocznych nie zmieniały kształtu – można więc przyjąć, że pierwotnie półokrągłe klasycystyczne okna nawy głównej zostały przekute na obecne neogotyckie w czasie dobudowy rzeczonych kaplic. Skoro zatem mamy pewność, że w budowie kościoła św. Anny w Kolnie rzeczywiście wykorzystano projekt Aignera, postanowiłem ówże po prostu sprawdzić13. Autor zamieścił tam cztery, niewiele różniące się od siebie, projekty. Kolneński był chyba wzorowany na projekcie nr III, mieszczącym w założeniu prawie tysiąc wiernych14. Nawa miała mieć długość o połowę większą od szerokości, sufit prosty, jedynie na bokach dla zachowania pozorów sklepienia zaokrąglony, a okna półkoliste, na kształt arkad. Wysokość mierzona od posadzki do najwyższego punktu półkola miała się równać dwukrotnej jego szerokości. Wewnątrz zawierać miał chór, kruchtę, trzy ołtarze,
13 Niestety uzyskanie skanu z oryginalnego dzieła dostępnego w Bibliotece Jagiellońskiej obwarowane jest skomplikowaną procedurą, dlatego zmuszony jestem do podania wyłącznie opisu i posiłkowania się skanem z innego źródła. 14 Jako ciekawostkę podam, że w karcie ewidencyjnej u konserwatora zabytków wklejony jest fragment projektu kościoła typu I, o połowę mniejszego.

Kościół św. Anny

21

a także położone w ich pobliżu zakrystię i skarbiec, nad którymi były dodatkowe pomieszczenia. Projekt nie przewidywał kolebkowego pozornego sklepienia, kolumnady oddzielającej nawy boczne od nawy głównej ani wejść bocznych, zaś schodkowe zwieńczenie frontonu kościoła miało zupełnie inny charakter. Nie wydaje się, aby w św. Annie specjalnie przebudowywano akurat tę część, w szczególności kolumnada i sklepienie nawiązują raczej do baroku niż do neogotyku. Część mieszcząca prezbiterium była z pewnością przebudowywana, lecz fronton raczej nie. Tymczasem również on odbiega od opublikowanego projektu, chociażby użyciem kolumn niemal jako fragmentu ściany. Należałoby więc przyjąć, że projekt budowy kościoła św. Anny w Kolnie nie był jedynie wykorzystaniem projektu Piotra Aignera. Budowę kościoła całkowicie bez planów należy z gruntu odrzucić, bowiem obowiązujące w Królestwie Polskim przepisy nakazywały nadzór nawet nad prywatnie stawianymi drewnianymi domami i budynkami gospodarczymi. W miastach mieli pracować miejscowi urzędnicy budowniczy, jednak w mniejszych miastach, do których zaliczono Kolno, zadania te wypełniał Budowniczy Powiatowy (z Łomży), zobligowany przynajmniej raz w roku dokonywać lustracji nowo stawianych budowli i sprawdzania protokołów z wizji przeprowadzanej miejscowymi siłami po zakończeniu budowy. Wszelkie prawdopodobieństwo zdaje się zatem wskazywać, że projekt tego kościoła sporządził właśnie łomżyński Budowniczy Powiatowy, dokonując przeróbek w dostępnym mu, jako materiał urzędowy, projekcie Aignera. O budowniczym powiatu łomżyńskiego z tego okresu niewiele wiemy, udało mi się jedynie ustalić, że przed 1857 r. był nim Seyfried zaś po nim Majewski.15

Zdjęcie kościoła z okolic 1990 r
15 Archiwum Państwowe w Łomży, Naczelnik Powiatu Łomżyńskiego, Księga 10 - Kościoły, s. 471.

22

Karol Jacek Stachelski

16 Episteme, t. 21: Ziemia kolneńska na przełomie XX i XXI wieku, Olecko 2002, s. 73. 17 W okresie Księstwa Warszawskiego mieszkał w Kolnie tylko jeden murarz. Informacja ta zawarta jest w niepublikowanej pracy magisterskiej autora, Dzieje miasta Kolna w XIX w. w świetle metryk parafialnych, s. 56, dostępnej w archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. 18 Archiwum Państwowe w Łomży, Naczelnik Powiatu Łomżyńskiego, Księga 10 - Kościoły, s. 279. 19 Archiwum Państwowe w Łomży, Naczelnik Powiatu Łomżyńskiego, Księga 10 - Kościoły, s. 804. 20 Archiwum Państwowe w Łomży, Naczelnik Powiatu Łomżyńskiego, Księga 10 - Kościoły, s. 810. 21 Archiwum Państwowe w Łomży, Naczelnik Powiatu Łomżyńskiego, Księga 10 - Kościoły, s. 10841085. Pominięty fragment opisuje miejsca kultu żydowskiego. 22 C. Brodzicki, Kościół Rzymsko-Katolicki w Kolnie na Mazowszu, Warszawa 1999, s. 17.

Powróćmy jeszcze chwilę do wymienionych na początku tekstów źródłowych. Jak widać, podają one dwie nieznacznie różniące się daty zakończenia budowy. Poza wszelkimi wątpliwościami pozostaje data konsekracji kościoła w 1836 r. Autor biogramu ks. Macieja Milewskiego w książce Ziemia kolneńska na przełomie XX i XXI wieku podał jako daty budowy kościoła lata 1831-1834.16 Czy budowę rozpoczęto w 1831 r. można wątpić, albowiem nie znalazłem dla owej daty poparcia w innych źródłach. Śmiem sądzić, że ze względu na konieczność płacenia doświadczonym murarzom, których w mieście brakowało17, starano się skrócić czas robót do niezbędnego minimum. Na pewno jednak w owym roku, bezpośrednio po ataku powstańców listopadowych na miasto, ujawniła się potrzeba budowy trwałej, murowanej świątyni. Może też w tymże roku padło hasło budowy i rozpoczęto gromadzenie środków – pewności nie mamy. Nowo postawiony kościół długo nie wymagał poważniejszych prac remontowych, jednakże w październiku 1856 r. pisano: Przy kościele w Kolnie: kościół potrzebuje zwykłej reperacji a cmentarze oparkanienia, co zaś do Budowli Plebańskich znajdujących się w złym stanie Naczelnik Powiatu dopilnuje aby użytkujący proboszcz kazał je reperować dla własnej dogodności własnym kosztem.18 W 1858 r. Rząd Gubernialny Augustowski pisał: Kościół w Kolnie także potrzebuje reperacji spiesznej a dzwonnica nowego odbudowania tudzież plebania jest w złym stanie.19 W odpowiedzi Naczelnik Powiatu Łomżyńskiego posłał, co następuje: Na restauracyę kościoła, dzwonnicy i plebanii w Kolnie prawie od dwóch lat otrzymał zarządzenie budowniczy powiatu – ów ciągle jest excytowanym.20 Wątpliwości co do tego, czy w owym czasie nie dokonano pierwszej przebudowy kościoła, zdaje się rozwiewać następny dokument - Wykaz dzisiejszego stanu Kościołów Parafialnych, Klasztorów, Kaplic i Cmentarzy – Katolickich i innych wyznań niechrześcijańskich z należącymi do tych zabudowaniami plebańskimi znajdujących się w 1858 r. w powiecie łomżyńskim Guberni Augustowskiej: Miasto Kolno: Kościół parafialny murowany w dobrym stanie, mają być formowane anszlagi na reperację dachu i uporządkowanie wewnętrzne kościoła; Dzwonnica drewniana w złym stanie – ma być przygotowany projekt na wymurowanie nowej dzwonnicy; cmentarze kościelny i grzebalny omurowane (szt. 2), kaplica na cmentarzu drewniana, domy (szt. 3) dla Proboszcza, Wikariusza i sług kościelnych drewniane [...]21. Mowa tu jest wprost o reperacji, a nie przebudowie dachu (co wyklucza przerobienie aignerowego płaskiego sufitu na pozorne sklepienie), lecz pod hasłem „uporządkowanie wewnętrzne kościoła” może się wiele kryć – nawet kompletna zmiana wystroju. W 1893 r. kościół był opisywany następująco: …dach pokryty blachą żelazną, na stropie wieżyca drewniana okuta blachą, a na tej wieżycy krzyż żelazny i kula złocona – od frontu na szczycie umieszczony krzyż żelazny, cały dach pomalowany farbą olejną, rynny odchodzą na boki, kościół o trzech nawach z oknami, podłoga drewniana22. Jak widać dachówkę zastąpiono trwalszą blachą. Mowa o trzech nawach oznacza, że z pewnością mamy do czynienia z kolumnadą wewnątrz świątyni; nawy boczne zaś mają niżej położony, płaski strop. Budowa bocznych kaplic według karty ewidencyjnej zabytku datowana jest na 1906-

Kolejne przebudowy

Kościół św. Anny

23

1907 r. Ciekawe, jak to możliwe, skoro artykuł w Echach płockich i łomżyńskich nr 79 z 1900 r. głosił: Staraniem proboszcza kolneńskiego ks. dziekana Wincentego Kuderkiewicza i parafian w 1900 r. poszerzono prezbiterium w kościele parafialnym, postawiono zakrystie i skarbiec oraz dobudowano dwie nowe obszerne kaplice.23 Czyżby budowano je następne sześć lat? Jedynie ostatnie dwie przebudowy nie pozostawiają wątpliwości. W latach 1954-1956 ks. J. Kaczyński dobudował piętro nad zakrystiami,24 zaś obecny proboszcz, ks. Stanisław Uradziński od ubiegłego roku dobudowuje nowe wejście boczne oraz pomieszczenia sanitarne. Choć odbywało się to pod pozorem przywrócenia świątyni pierwotnego charakteru, doszło do kontrowersyjnych zmian w sylwetce. Kościół stracił plan regularnego krzyża łacińskiego, zaś nad fasadą na skutek podwyższenia łagodnych ząbków powstało na samym szczycie coś, co przypomina komin i nijak się ma do projektu Aignera.

Znaleziona na hałdzie ludzka żuchwa Kości znalezione w ciągu kilkunastu minut na hałdzie gruzu wywiezionego z bocznej kaplicy

23 C. Brodzicki, Kolno na Mazowszu, Łomża 2001, s. 190. 24 C. Brodzicki, Kościół Rzymsko-Katolicki w Kolnie na Mazowszu, Warszawa 1999, s. 18, podaje mylnie 1945-56, można jednak przyjąć, że był to zwykły błąd druku.

24

Karol Jacek Stachelski

Zakończenie

Przedstawione powyżej problemy stanowią jedynie fragment poruszonej tematyki. Mam jednak nadzieję, że udało się ukazać, jak niewiele tak naprawdę wiemy. Gdyby w czasie prac budowlanych był obecny archeolog, może udałoby się wyjaśnić znacznie więcej. A przecież, jak mówili naoczni świadkowie, już podczas robienia odwiertów przy kościele kości aż bryzgały. Ja sam znalazłem na hałdzie gruzu wywożonego z bocznej kaplicy w krótkim czasie pokaźną ilość kości, w tym żuchwę – niepodważalny dowód na to, że nie mogły to być kości zwierzęce. Niestety, po zalaniu betonem podłogi, następna szansa na zbadanie tego miejsca może się pojawić za następne sto lat. Przywrócenie kościołowi św. Anny pierwotnego kształtu jest zupełnie nierealne. Pozostanie on już mieszaniną klasycyzmu, neogotyku i neobaroku. Jednak można się zastanowić, czy otoczenie kościoła nie powinno w jakiś sposób mocniej nawiązywać do dominującego w fasadzie stylu. Pogłębianie chaosu wszak nie jest w niczyim interesie. Pierwszy krok w tym kierunku wykonał już p. J. Kozak, z wyczuciem smaku odnawiając należący do niego budynek pierwszej w Kolnie remizy strażackiej. Obawiam się, że dobrze komponujące się z kościołem otoczenie parterowych lub w części piętrowych domów, znane jeszcze sprzed niespełna pół wieku zastąpi pustka i pustaki... Oby nie!

1. 2. 3. 4. 5. 6.

Bibliografia

C. Brodzicki, Kolno na Mazowszu, Warszawa 1982. C. Brodzicki, Kolno na Mazowszu, Łomża 2001. C. Brodzicki, Kościół Rzymsko-Katolicki w Kolnie na Mazowszu, Warszawa 1998. W. Jemielity, Parafie Jedwabnego, Kolna i okolicy, Łomża 1990. Katalog Zabytków Sztuki w Polsce, seria nowa, t. IX, zesz. 3: Kolno, Grajewo i okolice, Warszawa 1988. Episteme, t. 21: Ziemia kolneńska na przełomie XX i XXI wieku, Olecko 2002.

dr Marian Krysiak (Turośl)

25

Średnia szkoła ogólnokształcąca w Kolnie po II wojnie światowej
Baza lokalowa i organizacja szkoły po wyzwoleniu

R

Rok 1945 zapoczątkował kolejny etap historii koleneńskiej szkoły średniej. Dla nowej placówki obrano lokum w prywatnym domu Jana Płońskiego i nadano jej nazwę: Prywatne Gimnazjum Koedukacyjne im. Zawiszy Czarnego. Utworzono pięć sal lekcyjnych1. 1 września 1946 roku zmieniono nazwę szkoły na Gimnazjum Koedukacyjne Związku Nauczycielstwa Polskiego2. W dniu 28 października 1947 roku gimnazjum przeniesiono do nowego budynku przy ul. Wojska Polskiego 33. Główny powód przeprowadzki to drastyczne podniesienie czynszu przez właściciela nieruchomości. Tego samego dnia odbyły się także uroczystości związane z otwarciem szkoły oraz jej poświęcenie. Po przenosinach nastąpiły dalsze zmiany w życiu placówki. Zorganizowano świetlicę szkolną czynną codziennie – oprócz niedziel i świąt - w godzinach od godziny 500 do 2000. Zakupiono różnorodne gry dla młodzieży korzystającej ze świetlicy, możliwym stało się także zorganizowanie dożywiania uczniów4. Z dniem 1 września 1948 roku szkołę upaństwowiono, nadając jej jednocześnie nazwę: Państwowa Szkoła Ogólnokształcąca Stopnia Licealnego5.

Siedziba szkoły w latach 1945 - 1947 przy ul. Wojska Polskiego
1 2 3 4 5 Czesław Brodzicki Kolno na Mazowszu, Warszawa 1982, s. 235. Księga protokołów posiedzeń Rady Pedagogicznej za okres od 03.09.1945 r do 19.06 1951 roku. Tamże. Księga protokołów posiedzeń Rady Pedagogicznej za okres od 03.09.1945 r. do 19.06.1951 r. Tamże.

26

Marian Krysiak

Rosnąca liczba garnącej się do nauki młodzieży , zdopingowała ówczesne władze do budowy nowego gmachu szkoły. Wydarzeniem ważnym dla jej rozwoju było rozpoczęcie tej inwestycji przy ul. Wojska Polskiego, na gruncie należącym uprzednio do Jana Płońskiego. Prace budowlane rozpoczęto w marcu 1957 roku, a ich zakończenie przewidywano na jesień 1958 roku. Wykonawcą robót było Przedsiębiorstwo Budowlane z Kolna. Budowa miała zostać rozpoczęta już w 1948 roku; zostały nawet przyznane fundusze na ten cel w kwocie 52 milionów złotych, lecz przez dziesięć lat Miejska Rada Narodowa nie potrafiła znaleźć lokalizacji dla gmachu. Do konkretyzacji planów w zakresie wybudowania nowej siedziby szkoły w znacznej mierze przyczynił się Marian Arter, były dyrektor placówki. To dzięki jego staraniom inwestycja uzyskała fundusze i umieszczono ją w planie narodowym. Jednak budowy nie ukończono w zamierzonym terminie. Oddano ją do użytku dopiero w końcu września 1959 roku6. Jak na warunki kolneńskie, był to obiekt niezwykle okazały, posiadał szereg nowatorskich rozwiązań, wyprzedzających czas jego powstania. Po niewielkiej rozbudowie oraz przeróbkach wnętrza w późniejszym, trzydziestoletnim okresie szkoła w owym budynku funkcjonuje do chwili obecnej. 25 września 1965 roku odbyła się uroczystość nadania liceum imienia Adama Mickiewicza oraz wręczenia sztandaru, ufundowanego przez mieszkańców powiatu7. W roku szkolnym 1977/78 w liceum utworzono dwie klasy zawodowe o profilu rolniczym oraz jedną, kształcącą w zakresie rolnictwa na poziomie średnim. W tym samym roku dokonano zmiany dotychczasowej nazwy na Zespół Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych. Stan taki utrzymywał się do 1986 roku, kiedy to z braku zainteresowania ze strony młodzieży zlikwidowano profil rolniczy, placówka zaś przyjęła ponownie nazwę Liceum Ogólnokształcące im. Adama Mickiewicza, która to obowiązuje do chwili obecnej8. 1 września 1980 roku dokonano odsłonięcia pomnika Adama Mickiewicza – patrona szkoły, przeprowadzając wcześniej gruntowny remont gmachu oraz porządkując jego otoczenie9

Charakterystyka młodzieży liceum
Kolno i cały powiat ma charakter typowo rolniczy. W samym tylko mieście użytki rolne zajmują aż 75% powierzchni. Ma to ścisły związek z typem środowiska, z którego wywodziła się młodzież. Tuż po wyzwoleniu reaktywowanie szkoły średniej w Kolnie stworzyło ogromną szansę kształcenia młodzieży wiejskiej. Bezpłatność nauki oraz system stypendiów dawały możliwość nauki nawet najuboższym, a przecież ziemia kolneńska do najżyźniejszych nie należała i dochody ludzi żyjących z jej uprawy były niewielkie. Początkowy okres funkcjonowania szkoły wiązał się z pokonywaniem problemów zróżnicowania poziomu wiedzy poszczególnych uczniów. Uczyli się oni uprzednio w różnych szkołach, na tajnych kompletach, niektórzy mieli przerwy w nauce. Trzeba było ogromnego wysiłku i zaangażowania nauczycieli, aby uzupełnić braki wiedzy u pozostających w tyle. Utrudnienie stanowiło również znaczne zróżnicowanie wieku uczniów, podobnie będące spuścizną pookupacyjną. Wpływało ono negatywnie na pracę wychowawczą. Problematyce tej zaczęto poświęcać coraz więcej uwagi, organizując rodziców i organizacje młodzieżowe, powołane w szkole do działań wychowawczych. W 1945 roku naukę rozpoczęło 227 osób, a w latach późniejszych liczba uczniów wahała się w granicach od 130 do około 45010.
6 Kronika Liceum Ogólnokształcącego w Kolnie, s. 5. 7 Tamże, s. 2. 8 Księga protokołów posiedzeń Rady Pedagogicznej za okres od 06.06.1984 r. do 26.08.1989 roku. 9 Księga protokołów z posiedzeń Rady Pedagogicznej za okres od 16.02.1980 r do 07.09.1982 r. 10 Księga protokołów Rady Pedagogicznej za okres od 03.09.1945 r. do 19.06.1951 r. Informacja ustna

Szkoła średnia ogólnokształcąca

27

Rozwój miasta wiązał się z jego uprzemysłowieniem, co z kolei powodowało zmianę pochodzenia społecznego młodzieży z prawie wyłącznie chłopskiego na, w coraz większym stopniu, robotnicze i inteligenckie. Do zmiany struktury pochodzenia uczniów prezentowanej placówki

Siedziba szkoły w latach 1947 - 1959 przy ul. Wojska Polskiego 3 przyczynił się dodatkowo fakt, iż w Kolnie ustanowiono dwa zespoły szkół zawodowych, do których napływała przede wszystkim młodzież ze środowiska wiejskiego. Charakteryzując płeć uczniów liceum należy stwierdzić, iż od początku jego istnienia dominowały w nim dziewczęta, które stanowiły zwykle około 70% ogółu11. Szczególnie w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych znaczna część uczniów miała obniżane oceny z zachowania. Przyczynami tego stanu było między innymi: spożywanie alkoholu w miejscach publicznych i na stancjach, palenie papierosów, niska frekwencja i niewłaściwe zachowanie na lekcjach i podczas przerw, lekceważenie poleceń nauczycieli, bójki, pobicia i kradzieże. Przy takim stanie uczniowskiego morale stosowano czasem kary usunięcia ze szkoły lub zawieszenia na określony czas w prawach ucznia. Powodów przedstawionych trudności wychowawczych nauczyciele upatrywali w relatywnie niskim poziomie intelektualnym środowisk pochodzenia uczniów. Jednak w miarę upływu lat, różnice poziomu wiedzy i kultury życia młodzieży miejskiej i wiejskiej zaczęły się stopniowo zacierać. Do końca lat osiemdziesiątych wśród uczniów liceum w Kolnie proporcja młodzieży miejskiej do wiejskiej wynosi około 3 : 112.

Kadra nauczycielska
W pierwszych latach po zakończeniu II wojny światowej problemem zasadniczej wagi dla organizatorów oświaty w Polsce było skompletowanie kadry nauczycielskiej. Nie ominął on i Kolna. Okupanci ze szczególną zaciekłością starali się wyniszczyć inteligencję polską, stanodyrektora szkoły Sławomira Rydla. 11 Informacja ustna dyrektora szkoły Sławomira Rydla. 12 Informacja ustna dyrektora szkoły Sławomira Rydla.

28

Marian Krysiak

wiącą ostoję nauki, kultury i świadomości narodowej. W grupie tej poczesne miejsce zajmowali nauczyciele. Stąd też organizacja szkół po okupacji wiązała się z zatrudnieniem kadry nieposiadającej odpowiednich kwalifikacji zawodowych i pedagogicznych, więc wśród nauczycieli znaleźli się i tacy, którzy legitymowali się jedynie tzw. małą maturą. Pierwszym dyrektorem kolneńskiej szkoły średniej, obejmującym tę funkcję 1 września 1945 roku, był Władysław Rojkowski. On to powołał pierwszą Radę Pedagogiczną, która swoje inauguracyjne posiedzenie odbyła 3 września 1945 roku. Oprócz dyrektora pracę w szkole rozpoczęli: Józef Jasiński, Stanisław Stępień, Stefan Śleszyński, Irena Bonik, Bolesława Bracha, Zofia Chętnik i ksiądz Stanisław Kamiński. Wyższe studia magisterskie i przygotowanie pedagogiczne posiadał jedynie Władysław Rojkowski13. W pierwszych latach uposażenie nauczycieli kolneńskiej szkoły składało się z następujących elementów: 50 zł za godzinę pracy, 7 kg tłuszczu miesięcznie dla „sił stałych” i 3,5 kg dla „ sił przychodzących”, 50 kg żyta dla każdego oraz 20 jaj dla „sił stałych”14. Takie wynagrodzenie było jednak uznane za zbyt wysokie, bowiem Oddział Powiatowy Związku Nauczycielstwa Polskiego w Łomży wystąpił do nauczycieli z wnioskiem o dobrowolne wyrażenie zgody na obniżenie stawki godzinowej do 40 zł. Podczas posiedzenia Rady Pedagogicznej wniosek ten odczytał Władysław Rojkowski, na co nauczyciele wyrazili swe oburzenie i „propozycję” jednogłośnie odrzucili. Z każdym niemal rokiem, w miarę zwiększania się liczby chętnych do nauki w liceum, tworzono coraz więcej klas. Stanowiło to jednocześnie przyczynę rosnącego zapotrzebowania na nauczycieli, których należało pozyskać. Szukano ich w większych ośrodkach miejskich, takich jak: Ostrołęka, Ełk, Zambrów czy nawet Warszawa. Władze miasta oferowały im mieszkania i możliwość szybkiego awansu społecznego. Ogólnie niski poziom przygotowania fachowego kadry nauczycielskiej przyczynił się do braku satysfakcjonujących efektów nauczania i pracy wychowawczej. W latach pięćdziesiątych praca kadry pedagogicznej poddawana była częstej krytyce wizytatorów i zmieniających się dość często dyrektorów szkoły. W 1950 roku ówczesny dyrektor liceum Edward Dobkowski na jednym z posiedzeń Rady Pedagogicznej, skrytykował nauczycieli za niewłaściwe traktowanie uczniów, uchylanie się od dyżurów, źle prowadzoną pracę wychowawczą i malejące zaangażowanie w pracy naukowej15. W roku następnym kolejny dyrektor, Aleksander Olszak, jako powód pogarszania się sytuacji w szkole podał „przestarzały stosunek” nauczających do uczniów, brak krytyki i samokrytyki, upadek współzawodnictwa wśród nauczycieli. Piętnował wysoki odsetek wystawianych uczniom ocen niedostatecznych tudzież spóźnienia nauczycieli na zajęcia szkolne16. 25 czerwca 1953 roku dyrektor Marian Arter zwołał nadzwyczajne posiedzenie Rady Pedagogicznej, na którym oceniono poziom i przebieg samokształcenia ideologicznego nauczycieli za lata 1950 – 1953. Poziom ten uznano za zróżnicowany, co miało wynikać z faktu, iż większość kadry do liceum przeniesiono ze szkół podstawowych. Nauczyciele mieli obowiązek złożenia egzaminu państwowego z wiedzy i świadomości ideowej17. Z upływem czasu stan kwalifikacji grona pedagogicznego ulegał coraz wyraźniejszej poprawie. Powstające szybko licea pedagogiczne oraz wyższe uczelnie - przyczyniały się zarówno do zwiększania liczby kadry nauczycielskiej, jak i podniesienia jakości jej kształcenia. Na początku lat sześćdziesiątych do pracy w kolneńskim liceum zaczęli napływać absolwenci tejże szkoły, którzy zdążyli ukończyć już studia wyższe o różnych specjalnościach. W latach siedemdziesiątych
13 14 15 16 17 Księga protokołów posiedzeń Rady Pedagogicznej za okres od 03.09.1945 r. do 19.06.1951 r. Tamże. Księga protokołów posiedzeń Rady Pedagogicznej za okres od 03.09.1945 r. do 19.06.1952 r. Tamże. Księga protokołów posiedzeń Rady Pedagogicznej za okres od 24.04.1953 r. do 11.05.1955 r.

Szkoła średnia ogólnokształcąca

29

stanowili oni około połowy kadry, a w osiemdziesiątych – już 90%18. Absolwenci, począwszy od 1975 roku, obejmowali także funkcję dyrektora liceum. Można tu wymienić Janusza Pikulińskiego, Włodzimierza Kiełczewskiego czy Sławomira Rydla. Już w końcu lat osiemdziesiątych

Siedziba szkoły od 1959 do dziś przy ul. Wojska Polskiego 34 wszyscy nauczyciele kolneńskiego liceum mogli wykazać się dyplomami magisterskimi i przygotowaniem pedagogicznym.

Działalność organizacji społecznych i politycznych oraz kół zainteresowań
Pierwszym kołem zainteresowań, inaugurującym działalność młodzieży w liceum, był teatr szkolny, funkcjonujący pod opieką nauczycielki języka polskiego, Ireny Bonik. Wokół niego skupiało się grono najbardziej utalentowanych uczniów. Pierwszym przedstawieniem było „Betlejem polskie”19 zaprezentowane 27 i 28 stycznia 1946 roku w sali teatru miejskiego. W zbliżonym czasie rozpoczął pracę chór szkolny - prowadzony przez Józefa Jasińskiego. W zajęciach uczestniczyło 80 osób, a przygotowywano pieśni religijne i ludowe. Chór występował w kościele, podczas uroczystości szkolnych a także wyjeżdżał na publiczne występy do Pisza, Łomży i Białegostoku20. Wiosną 1947 roku w liceum zorganizowano koło sportowe, nad którym pieczę sprawował Stanisław Stępień. Zakupiono piłki i zaczęto rozgrywać pierwsze mecze. Teatr szkolny rozwijał swą działalność, przygotowując kolejne spektakle, a wśród nich „Zemstę” Aleksandra Fredry21. U schyłku 1947 roku powstało szkolne koło Związku Młodzieży Wiejskiej „Wici”, w którego pracy młodzież brała aktywny udział. Delegaci koła uczestniczyli w zjazdach wojewódzkich, a Bolesław Gębarski był delegatem na Kongres Zjednoczeniowy Młodzieży Polskiej w Warszawie22. Po kongresie postanowiono oprzeć działalność wszystkich organizacji uczniowskich na ideologii Związku Młodzieży Polskiej, jako wiodącej organizacji młodzieżowej. Wyznaczono nowych opiekunów poszczególnych szkolnych ogniw organizacyjnych, zarówno politycznych, jak i społecznych. Opiekunem Związku Młodzieży Polskiej został Aleksander Olszak, Związku Harcerstwa Polskiego – Aleksander Sobociński, Koła Krajoznawczego – Wlazlak, Polskiego
18 19 20 21 22 Informacja ustna byłego dyrektora Janusza Pikulińskiego. Księga protokołów posiedzeń Rady Pedagogicznej za okres 03.09.1945 r. do 19.06.1951 r. Tamże. Tamże. Tamże.

30

Marian Krysiak

Czerwonego Krzyża – ksiądz prefekt Kaczyński, natomiast Samorządu Szkolnego i Spółdzielni Uczniowskiej – Stanisław Stępień23. Z początkiem roku szkolnego 1950/51 ustanowione zostały w szkole nowe koła naukowe oraz organizacje społeczne i polityczne, przy jednoczesnym wznowieniu działalności wcześniej istniejących. I tak pracowały: koło fizyczne – opiekun Jerzy Białobrzeski, matematyczne – Edward Chlebus, biologiczne – Helena Zaręba, marksistowskie – Aleksander Sobociński, plastyczne – Józef Sobociński, Szkolne Koło Odbudowy Warszawy – Jadwiga Przybyszewska, Polskiego Czerwonego Krzyża – Halina Majewska, Towarzystwo Przyjaźni Polsko – Radzieckiej – Milityna Jarmułowicz, Ligi Przyjaciół Żołnierzy – Aleksander Sobociński24. W 1961 roku rolę koła krajoznawczego przejęło prężnie działające Szkolne Koło Krajoznawczo – Turystyczne, opiekę zaś nad nim powierzono Jadwidze Frąckiewicz. Uczniowie zrzeszeni w tym kole aktywnie uczestniczyli w licznych imprezach poza szkołą25. W tym samym czasie zorganizowano w liceum pracownię robót ręcznych, mającą za zadanie rozwijanie zainteresowań technicznych u młodzieży oraz łączenie teorii z praktyką. Nawiązana została współpraca szkoły z zakładami przemysłowymi, dzięki czemu uczniowie mieli możliwość poznania procesów produkcyjnych. Koło Związku Młodzieży Wiejskiej – w 1961 roku – wyszło z inicjatywą zorganizowania terenowego hufca pracy. Realizacja tej inicjatywy polegała na utworzeniu dwóch grup roboczych, liczących po 20 osób, z których jedna składała się z członków Związku Młodzieży Wiejskiej, a druga – Związku Harcerstwa Polskiego. Koło ZMW było też inicjatorem udzielenia przez młodzież pomocy w zbiorze ziemniaków i buraków cukrowych na terenie Państwowych Gospodarstw Rolnych w Grabowie, Lachowie i Turowie26. 8 marca 1964 roku, dla uczczenia dwudziestolecia PRL, w liceum założono Koło Ligi Kobiet, do którego wstąpiły wszystkie nauczycielki27. Koła zainteresowań oraz naukowe działały przez cały czas z dość wysoką aktywnością, przy zmieniających się opiekunach i, oczywiście, coraz to nowych uczestnikach, których kolejne zastępy kończyły i rozpoczynały naukę w liceum. Funkcjonowanie organizacji młodzieżowych w liceum na przestrzeni lat cechowała duża dynamika intensywności; to wykazywały one duże ożywienie, to znów występowały okresy stagnacji. Powody tego zróżnicowania były złożone. Organizacje polityczne (ZMW, ZMP, ZMS, ZSMW) aktywizowały się w zależności od sytuacji politycznej w kraju, zaangażowania swych kolejnych opiekunów, dyrekcji szkoły, a także samych członków, wśród których corocznie następowała znaczna fluktuacja. Podobnie przedstawiały się przesłanki aktywności szkolnych organizacji społecznych, w których bardzo wiele zależało od opiekunów i członków. W latach 1945 – 1989 na terenie szkoły istniała Podstawowa Organizacja Partyjna - początkowo Polskiej Partii Robotniczej, a od 1948 r – Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Skupiała ona w swych szeregach większość kadry nauczycielskiej liceum. W 1980 roku rozpoczął również działalność związek zawodowy NSZZ „Solidarność”. Jego pracę przerwał wprowadzony 13 grudnia 1981 roku stan wojenny. Związek ten reaktywował się w 1989 roku. Ponadto przez cały czas działa Związek Nauczycielstwa Polskiego. Do 1980 roku skupiał w swych szeregach wszystkich nauczycieli.
23 24 25 26 27 Tamże. Tamże. Księga protokołów posiedzeń Rady Pedagogicznej za okres od 06.04.1960 r. do 19.06.1962 r. Tamże. Tamże.

Szkoła średnia ogólnokształcąca

31

Współpraca szkoły z organizacjami społecznymi i politycznymi oraz Komitetem Rodzicielskim
Z powstaniem szkoły wiązało się również powołanie Komitetu Rodzicielskiego. Jego prace na przestrzeni lat cechowało zróżnicowane nasilenie, stanowiące pochodną aktywności członków, a przede wszystkim przewodniczącego. Mimo okresowych spadków aktywności – można wskazać na co najmniej kilka ważnych i godnych odnotowania przedsięwzięć komitetu. W 1946 roku - kiedy to wyłoniła się możliwość upaństwowienia gimnazjum – Komitet Rodzicielski wspólnie z Radą Pedagogiczną opracował wystąpienie do ministra oświaty, co w niedługim czasie zaowocowało upaństwowieniem szkoły28. Utrzymywała ona ścisłe kontakty z rodzicami uczniów, często organizowano zebrania i spotkania. Na jednym z nich, w 1947 roku, podjęto decyzję o płaceniu przez uczniów kar za otrzymywane oceny niedostateczne. Katalog tychże kar przewidywał na przykład konieczność wpłacenia za dwie dwóje – 200 zł, za większą zaś ich liczbę – 300 zł. Pieniądze uzyskane w taki sposób wpływały na konto Komitetu Rodzicielskiego, który wykorzystywał je na finansowanie pomocy dla najuboższych uczniów29. Dyrekcja, szczególnie w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, z uwagi na liczne trudności wychowawcze w pracy z młodzieżą starała się zmobilizować rodziców do współdziałania ze szkołą. Jako przykład uzasadnienia podobnych kroków posłużyć może opinia dyrektora Aleksandra Olszaka, który w 1950 roku za jedyną drogę wiodącą do poprawy morale uczniów - uważał najściślejszą współpracę pedagogów z rodzicami, a także z istniejącymi w liceum organizacjami politycznymi i społecznymi. Dość znamiennym przejawem owego współdziałania było opracowanie wystąpienia do starostwa z wnioskiem o wydanie kategorycznego zakazu sprzedawania alkoholu młodzieży szkolnej30. Nie zawsze jednak sytuację cechowało wzajemne zrozumienie kadry nauczycielskiej, organizacji szkolnych i rodziców. Na przykład 2 grudnia 1950 roku podczas posiedzenia Rady Pedagogicznej, w którym uczestniczyli zaproszeni przedstawiciele Komitetu Rodzicielskiego i koła ZMP, dyrektor Marian Arter ostro skrytykował brak współpracy ze strony rodziców i ich niechęć do aktywnej pomocy szkole. Potępił także działalność koła ZMP, któremu zarzucił bierność organizacyjną, przy jednoczesnym chronieniu przez nie uczniów osiągających najsłabsze wyniki w nauce i wywierających zły wpływ na resztę młodzieży31. Komitet Rodzicielski podejmował niejednokrotnie inicjatywy o zasadniczym znaczeniu dla funkcjonowania szkoły, ilustrację czego stanowi zobowiązanie się przez rodziców w 1954 roku do sfinansowania i bezpośredniego udziału w wyremontowaniu gmachu szkoły, wykonaniu szatni oraz naprawie ogrodzenia32. Komitet Rodzicielski w każdym roku szkolnym uchwalał wysokość składek pieniężnych, które rodzice uczniów wpłacali na jego konto. Wpłaty w niektórych latach sięgały nawet 100%. Fundusze zgromadzone tą drogą wykorzystywano na zakup sprzętu sportowego, pomocy naukowych, książek, na pokrycie kosztów remontu pomieszczeń, zakup mebli szkolnych, uruchomienie i utrzymanie gabinetu stomatologicznego, wreszcie na organizację imprez kulturalno – rozrywkowych dla młodzieży. Zebrane kwoty stanowiły znaczący wkład w finansowanie działalności szkoły. Współdziałanie nauczycieli z organizacjami społecznymi istniejącymi na terenie liceum oraz z rodzicami uczniów widoczne było w tzw. zespołach wychowawczych, zajmujących się wypracowaniem kompleksowego podejścia do rozwiązania problemów wychowawczych. W skład
28 29 30 31 32 Księga protokołów posiedzeń Rady Pedagogicznej za okres 03.09.1945 do 19.06.1951 r. Tamże. Tamże. Tamże. Księga protokołów posiedzeń Rady Pedagogicznej za okres od 24.04.1953 r do 11.05.1955 r.

32

Marian Krysiak

tych zespołów wchodzili pedagodzy, rodzice, przedstawiciele młodzieży oraz organizacji społecznych i politycznych.

Osiągnięcia szkoły
Mające tak długą historię liceum posiada także określony dorobek w postaci sukcesów jego wychowanków. Nie sposób szczegółowo prezentować całości tego obszaru zagadnieniowego, lecz warto przedstawić choćby część osiągnięć. I tak na przykład działalność Spółdzielni Uczniowskiej w 1962 roku uhonorowano pierwszą nagrodą we współzawodnictwie w ramach województwa białostockiego. Uczniowie zrzeszeni w Szkolnym Kole Sportowym na zawodach okręgowych w dniu 18 listopada 1962 roku zajęli pierwsze miejsce w rozgrywkach piłki siatkowej oraz w konkursie strzeleckim33. 27 lutego 1966 roku, w eliminacjach powiatowych XII konkursu recytatorskiego, zespół Teatru Poezji z kolneńskiego liceum zdobył pierwszą nagrodę. W tym samym roku drużyna siatkarzy ponownie wygrała w mistrzostwach powiatowych i otrzymała puchar przechodni. 15 marca 1970 roku zespół uczniów liceum zajął pierwsze miejsce w okręgowej olimpiadzie matematycznej. Także w tym samym roku Teatr Poezji zwyciężył w powiatowym i Wojewódzkim Przeglądzie Amatorskich Zespołów Teatralnych34. W listopadzie 1970 roku w Powiatowej Spartakiadzie Wiedzy i Sprawności Obronnej młodzież reprezentująca szkołę zajęła pierwsze miejsce35. W 1974 roku Teatr Poezji ponownie zwyciężył podczas powiatowego, a otrzymał wyróżnienie podczas wojewódzkiego przeglądu teatrów amatorskich. W tym samym roku uczniowie liceum odnieśli również inne znaczące sukcesy. W olimpiadzie biologicznej uzyskali pierwsze miejsce w eliminacjach wojewódzkich, co zapewniło im udział we współzawodnictwie na szczeblu krajowym. W olimpiadzie chemicznej zajęli pierwsze miejsca w województwie, w konkursie matematycznym zaś – miejsce drugie w eliminacjach wojewódzkich36. W 1976 roku uczennica liceum, Grażyna Słojewska zwyciężyła w Wojewódzkiej Olimpiadzie Biologicznej i zajęła trzecie miejsce w finale centralnym w Warszawie37. W 1977 roku, na Łomżyńskiej Olimpiadzie Młodzieży, sportowcy z kolneńskiego liceum byli w ścisłej czołówce, zdobywając pierwsze miejsce w skoku w dal, trzecie w skoku wzwyż i drugie w biegu płotkarskim na dystansie 100 metrów. W lidze lekkoatletycznej zajęli oni drużynowo czwarte miejsca. Zwyciężyli natomiast w Wojewódzkich Igrzyskach Sportów Zimowych i wygrali współzawodnictwo w narciarstwie klasycznym38. W 1978 roku zespół liceum zdobył trzecie miejsce w Wojewódzkiej Spartakiadzie Młodzieży w konkurencjach lekkoatletycznych, tenisie stołowym i strzelaniu39. W roku następnym na kolneńskiej olimpiadzie młodzieży sportowcy ze szkoły ogólnokształcącej wygrali we wszystkich konkurencjach40. Rok 1980 przyniósł jedenastą lokatę w skali kraju w IV Ogólnopolskim Rajdzie Grunwaldzkim, czwarte miejsce w kategorii dziewcząt i chłopców w wojewódzkim finale biegów przełajowych oraz drużynowe zwycięstwo w Wojewódzkich Zawodach Lekkoatletycznych41. 1982 rok to również całe pasmo sukcesów uczniów liceum: mistrzostwo województwa w rzucie dyskiem, pierwsze miejsce w mistrzostwach
33 34 35 36 37 38 39 40 41 Kronika Liceum Ogólnokształcącego w Kolnie z 1962 roku. Kronika Liceum Ogólnokształcącego w Kolnie z 1966 roku. Gazeta Białostocka z dnia 13.11.1970 r., s. 3. Kronika Liceum Ogólnokształcącego w Kolnie z 1974 roku. Księga protokołów posiedzeń Rady Pedagogicznej za okres od 26.08.1976 r do 19.04.1978 r. Kronika Liceum Ogólnokształcącego w Kolnie z 1977 r. Kronika Liceum Ogólnokształcącego w Kolnie z 1978 r. Kronika Liceum Ogólnokształcącego w Kolnie z 1979 r. Kronika Liceum Ogólnokształcącego w Kolnie z 1980 r.

Szkoła średnia ogólnokształcąca

33

województwa w piłce ręcznej w kat. juniorów młodszych, pierwsze miejsca w biegu na 3000 m, 2000 m i 800 m i pierwsze miejsca w biegu przełajowym na dystansach 6000 m, 5000 m, 1500 m w Łomżyńskiej Olimpiadzie Młodzieży Szkolnej oraz w biegu narciarskim na 3000 m w mistrzostwach województwa42. To tylko garść informacji dotyczących osiągnięć i sukcesów uczniów liceum. Lista ta jest znacznie szersza, lecz i te, wybrane z kilku lat przykłady, ilustrują dobrą pracę nauczycieli, jej intensywność i efektywność oraz wysiłek i sukcesy młodych sportowców, a jednocześnie uczniów.

42 Księga protokołów z posiedzeń Rady Pedagogicznej za okres od 30.09.1982 r do 06.06.1984 r.

34

Janusz Prusiński ( Kolno)

Państwowa Stadnina Koni w Grabowie 1951 -1956

W

szyscy zapewne słyszeli o Państwowej Stadninie Koni w Janowie Podlaskim, słynącej z hodowli koni czystej krwi arabskiej. Mało osób natomiast wie, że w latach 1951 - 1956 istniała w Grabowie Państwowa Stadnina Koni. Zamiarem piszącego ten artykuł nie było porównywanie obu stadnin, ale zaznaczenie faktu istnienia w latach 50-ych XX wieku tejże stadniny. Początki hodowli koni w Grabowie przypadają na pierwsze lata trzydzieste XX wieku. Rozpoczęła ją rodzina Sokołowskich, która gospodarowała w majątku. Konie z hodowli były dostarczane dla 9 Pułku Strzelców Konnych z Grajewa.

Stajnie Stadniny w Grabowie

Po II wojnie światowej majątek ziemski w Grabowie został upaństwowiony. Stadnina Grabowo założona została prowizorycznie z chwilą nadejścia 32 klaczy fińskich, w lutym 1949 roku. W jej skład wchodziły obiekty w Grabowie, Lachowie i Glinkach. Zasadniczo od początku planowano hodowlę konia sokolskiego, jednak zupełny brak właściwego materiału wyjściowego, a także odpowiedniego obiektu, były powodem dość długich wahań i zmian projektów, przede wszystkim co do miejsca ulokowania stadniny. W tym przejściowym okresie zaczęły nadchodzić dalsze grupki różnych klaczy, prowizorycznie i tylko z grubsza dobieranych. I tak w listopadzie 1950 roku przybywa 10 klaczy kanadyjskich, następnie we wrześniu 1951 r. przychodzi 17 klaczy sokolskich i 7 garwolińskich, a w październiku 7 sokolskich z PGR Makowlany pow. Sokółka. Jednocześnie szybko zmniejsza się stan klaczy fińskich, które przekazywane są jako konie robocze do innych gospodarstw. Dzięki wysiłkom ówczesnego inspektora rejonowego Centralnego Zarządu Hodowli Koni, pana M. Piotrowskiego i pomocy inspektora wojewódzkiego pana. B. Stawińskiego - stadnina

Stadnina koni w Grabowie

35

Przejażdżka: powozi pan Ignacy Dworakowski, w zaprzęgu ogier „Herul”

otrzymuje pierwsze kilkanaście typowych i przydatnych jako materiał wyjściowy klaczy-matek. W 1952 roku przeprowadzona jest pierwsza selekcja i z grubsza ustalają się początki stadniny jako takiej. Jednak ogólnie stawka klaczy nie jest zadawalająca - różna rasowo, słabo exterierowo i mało wyrównana w trybie.

Żniwa po owies: powozi pan Stanisław Filipkowski, a za nim pan Franciszek Gajdziński, w zaprzęgu konie „Sulejka” i „Nyssa” ze źrebiętami

36

Janusz Prusiński

Jeszcze w 1952 roku czynione są dokładne poszukiwania odpowiedniejszego niż Grabowo obiektu dla tej stadniny. Ostatecznie jednak zrezygnowano, z powodów lokalnych, z Makowlan i Kolnicy, a wobec zupełnego braku innego obiektu zadecydowano o pozostawieniu stadniny w Grabowie. Podkreślić należy, iż zespół Grabowo nie miał prawie żadnych warunków niezbędnych dla stadniny. Gleba za słaba i mało urodzajna, brak ilościowy łąk naturalnych, pastwiska naturalne ilościowo dostateczne mają charakter mało użyteczny rozdrobnionych enklaw wśród pól, lasów, a nawet nieużytków, wreszcie brak zupełny pastwisk polowych i użytków zielonych w polach. Nie rozwiązano w pierwszych latach problemu siana i owsa. Zupełnie zrujnowany lub bardzo stary i zły, niedostateczny ilościowo stan mieszkań pracowniczych i brak stajen lub możliwości przerobienia innych budynków na stajnie dla stadniny, oraz niedostateczny w dużym stopniu stan ilościowy załóg w gospodarstwach - dopełniaj ą obrazu początkowych trudności tej stadniny. Nie można pominąć faktu, że w 1952 i 1953 roku dokonano ogromnej ilości inwestycji, przede wszystkim budowlanych, a równolegle dzięki wysiłkom starszego agronoma pana Henryka Mastalerza - starano się o uporządkowanie gospodarstwa rolnego i produkcji roślinnej.

I Zjazd Hodowlany 27 - 29 VI 1955r. Od lewej: grupa Masztalerzy - Koniuszy Szkoda, inspektor Rudowski (widać krzesło z teczką - fotografuje), inspektor Marchowiecki, zootechnik Jamroz, inspektor P-WRN Stawiński, inż. Z. Hroboni, dyrektor Graczyk, lek. wet. Mydlak (na ziemi), zootechnik Chudziński, st. inspektor St. Schuch, inspektor Wińcza, dyrektor Szczepanek, inspektor Krupiński, dyrektor Zdanowicz

Stan jakościowy całego inwentarza żywego był zupełnie niedostateczny. Dzięki wysiłkom Centralnego Zarządu Hodowli Koni sytuacja na tym odcinku w ciągu lat 1953-1954 uległa całkowitej zmianie, tak odnośnie koni roboczych, jak i obór. W 1954 roku stadnina osiągnęła samowystarczalność w paszy z wyjątkiem siana, a w 1955 roku całkowitą samowystarczalność, przy zastosowaniu możliwie najoszczędniejszych norm paszowych. Powracając do historii samej stadniny na dzień l stycznia 1953 roku, wspomnieć trzeba, że stan jej przedstawiał się następująco: klaczy-matek 37 - w tym 27 sokolskich, 9 garwolińskich , 6 kanadyjskich i 2 fińskie - oraz kilkanaście sztuk przychówku. W listopadzie 1953 roku inspektor rejonowy pan M. Rudowski zakupuje 13 klaczy, wszystkie wyłącznie w rejonie konia sokolskiego. W tej stawce stadnina zyskuje 10 klaczy typowych i przydatnych do hodowli. Niestety, jest to jednak nadal materiał na granicy elitarnego, gdyż pomimo wszelkich wysiłków i wydatnej pomocy inspektora, pana Stawińskiego, pełnowartościowego

Stadnina koni w Grabowie

37

materiału klaczy nie udało się nawet odnaleźć. Mając tylko kredyty na 15 klaczy, zakupiono ostatecznie tylko 13, w tym 3 klacze zdecydowanie słabe. W końcu czerwca 1955 roku odbył się w Grabowie I Zjazd Hodowlany, który był jakby zamknięciem dotychczasowego, prowizorycznego okresu istnienia tej stadniny. Protokół obrad zjazdu podkreśla następujące fakty i zalecenia na przyszłość: 1. Stadnina Koni Grabowo startowała w zupełnie niedostatecznych warunkach obiektywnych i z materiału wyjściowego klaczy hodowlanie bardzo słabego . 2. Biorąc powyższe okoliczności pod uwagę, dotychczasowe wyniki hodowlane uznano za zupełnie dostateczne. 3. Faktyczne osiągnięcia stwierdzono na odcinku stworzenia na początek podstawowych warunków prowadzenia stadniny (samowystarczalność paszowa, założone pastwiska polowe, zorganizowane stajnie dla stadniny itp.). Również stwierdzono powolny , lecz wyraźny postęp przychówku stadniny w stosunku do materiału wyjściowego. 4. W danej chwili pozytywnie oceniono używane obecnie ogiery czołowe; po 2-3 latach prawdopodobne są nieco inne koncepcje. 5. Stwierdzono faktyczne walory tutejszego materiału klaczy sokolskich: dzielność, użytkowość, płodność, dobre wykorzystywanie paszy, dobry charakter przy znanych ogólnie niedostatkach pokrojowych i zastrzeżenia odnośnie rasy-typu. W obecnej sytuacji wysiłek hodowlany winien być skierowany przede wszystkim w kierunku ustalenia i utrwalenia tych właśnie cech dodatnich, przy jednoczesnym zachowaniu ostrożnej, lecz nie łagodnej selekcji. Stabilizację typu i wymagania pokrojowe uznano za następne dopiero zadanie tutejszej stadniny. 6. Ustalono ostatecznie, że zaczątki tzw. konia sokolskiego stworzyły raczej ardeny, a w dużo mniejszym stopniu bretony. Po obszernej analizie zalecono: po wypróbowaniu obecnej koncepcji ogierów bretonów w okresie 3 do 4 lat -następnie użyć w Stadninie Koni Grabowo raczej małych i ewentualnie średnich ogierów ardenów, możliwie najwyższej jakości. Po paru latach porównanie rezultatów tych dwóch koncepcji da niewątpliwie odpowiedź na pytanie, jakiego melioratora używać dalej, w hodowli sokolskiej. Przeważał pogląd, że przy zdobyciu właściwych ogierów - druga koncepcja będzie prawdopodobnie pozytywniejsza. Obecnie w Grabowie istnieje Stowarzyszenie Sportowo Jeździeckie im. 10 Pułku Ułanów Litewskich. Pluton kawalerii uświetnia wiele uroczystości w powiecie kolneńskim, między innymi brał udział w obchodach 575 - lecia nadania praw miejskich miastu Kolno, które odbyły się w 2000 roku. Na końcu artykułu należy wspomnieć również o innym fakcie, też związanym z końmi, dotyczącym pierwszych dni kampanii wrześniowej 1939 roku. Na początku II wojny światowej w okolicach Grabowa toczyła walki Podlaska Brygada Kawalerii. W okolicach miejscowości Brzózki i Kowalewo, które znajdowały się wtedy w Prusach Wschodnich, walkę z Niemcami podjął 14 Dywizjon Artylerii Konnej; dowódcą II baterii tegoż dywizjonu był kpt. Adam Gątkiewicz, który zginął 4 września 1939 roku. Został pochowany na cmentarzu w Grabowie. Do artykułu wykorzystano: „Historię Stadniny Grabowo”, Grabowo-Wrzesień 1955 rok.

38

Krzysztof Kajko (Kolno)

Bankowość spółdzielcza w Polsce i na Ziemi Kolneńskiej
Bank – jest to nazwa powszechnie znana, ale zapewne nie wszyscy znają jej genezę. Pochodzi ona od włoskiego słowa „banco”, które znaczy tyle co „ławka”. Ma to związek z historią włoskich handlarzy, którzy zajmowali się przekazywaniem monet kruszcowych między klientami właśnie na ławkach. Obecnie banki są to przedsiębiorstwa, które wykonują działania polegające na przyjmowaniu depozytów, udzielaniu kredytów, wydawaniu instrumentów pieniądza elektronicznego oraz innych określonych przepisami prawa i statutu banku. System bankowy stanowi zatem całokształt instytucji bankowych oraz innych instytucji finansowych wraz z normami określającymi powiązania i stosunki z otoczeniem. System bankowy to również liczba oraz rodzaj banków funkcjonujących w danym państwie, które tworzą całość. Rok 1989 był początkiem transformacji ustroju polityczno-gospodarczego w Polsce, a co za tym idzie - również systemu bankowego. Wyraźnym tego początkiem była ustawa sejmowa z dnia 28 grudnia 1989 roku „o uporządkowaniu stosunków kredytowych”, która jednostronnie zerwała umowy kredytowe w części dotyczącej przede wszystkim oprocentowania kredytów. I tak kredyty, które jeszcze w dniu 31.12.1989r. oprocentowane były np. 1,2% w stosunku rocznym, dzień później tj. 1.01.1990 r. posiadały oprocentowanie 480%. W okresie gospodarki socjalistycznej w polskim systemie bankowym obok Narodowego Banku Polskiego funkcjonowały jeszcze banki: Bank Handlowy, PEKAO S.A. , PKO oraz duża sieć banków spółdzielczych, które wraz z Bankiem Gospodarki Żywnościowej stanowiły jedno ogniwo. Od 1990 r. następowały szybko idące zmiany w systemie bankowym polegające na prywatyzacji tego systemu, niestety ze zbyt dużym udziałem kapitału zagranicznego. Obecnie udział kapitału obcego w aktywach polskich banków przekracza 85%. Bardzo ważnym elementem sytemu są banki spółdzielcze, których udział w rynku systematycznie rośnie. Na uwagę zasługuje fakt, że są one wyłącznie polskie, a ich właścicielami są członkowie – mieszkańcy środowisk, w których działają. Aby podkreślić ich polski charakter oraz rolę, jaką pełnią, należy przypomnieć historię ich powstania. Pierwsze polskie spółdzielnie oszczędnościowo-pożyczkowe, które swoją działalność prowadziły na podstawie przepisów prawnych o spółdzielniach i stowarzyszeniach różniły się w swoich formach organizacyjnych i zasadach funkcjonowania w zależności od sytuacji politycznej i społeczno - gospodarczej oraz ustawodawstwa panującego w poszczególnych zaborach. Stąd, mówiąc w dużym uproszczeniu, można w poszczególnych zaborach podzielić spółdzielczość kredytową na następujące typy: - banki ludowe w zaborze pruskim, - towarzystwa zaliczkowe oraz kasy oszczędności i pożyczek (kasy Stefczyka) w zaborze austriackim - kasy pożyczkowe przemysłowców, towarzystwa wzajemnego kredytu, towarzystwa przemysłowo-oszczędnościowe oraz towarzystwa kredytowe w zaborze rosyjskim. Pomimo różnych form organizacyjnych i różnych zasad działania w poszczególnych zaborach - wszystkie spółdzielnie oszczędnościowo-pożyczkowe łączył jeden cel – integrowanie wysiłków na zasadach samopomocy w walce z lichwą oraz utrzymanie polskiego stanu posiadania. Oprócz działalności ekonomicznej spółdzielnie oszczędnościowo-pożyczkowe prowadziły również oświatową i uświadamiającą, mającą na celu obronę polskości i przeciwdziałania wynarodowieniu. Działający i tworzący spółdzielnie kredytowe na Galicji w zaborze austriackim prekursor bankowości spółdzielczej Franciszek Stefczyk (1861-1924) m.in. pisał: „...element żydowski... wykorzystywał brak organizacji kredytowej i oplatał rzesze ludności wiejskiej bezgranicznym wyzyskiem, nieokiełznaną lichwą pieniężną i

B

Bankowość spółdzielcza w Kolnie

39

towarową popartą rozpijaniem ludności oraz pobudzaniem Pierwsi członkowie Zarządu jej do lekkomyślności oraz marnotrawstwa.”. Za pierwszą Gminnej Kasy Spółdzielczej polską spółdzielnię oszczędnościowo-pożyczkową uważa w Kolnie się założone w 1861 roku Towarzystwo Pożyczkowe dla Przemysłowców Miasta Poznania. Do najstarszych spółdzielni należą założone rok później Towarzystwo Pożyczkowe w Brodnicy i Gołubiu, działające obecnie jako banki spółdzielcze. Prekursorami polskiej spółdzielczości bankowej byli: wspomniany wcześniej dr Franciszek Stefczyk w zaborze austriackim, ks. Piotr Wawrzyniak w zaborze pruskim (teren Wielkopolski), Edward Abramowski – w zaborze rosyjskim. Wyjątkową osobowością przełomu XIX i XX wieku był bez wątpienia Franciszek Stefczyk. Stworzył on w Galicji ruch spółdzielczy na miarę europejską. Urodził się w Krakowie jako syn sekretarza tamtejszej rady powiatowej. Ukończył studia na wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego i w Wiedniu. Doktor nauk historycznych, profesor szkoły Rolniczej w Czernichowie. W 1890 roku założył tam pierwszą na ziemiach polskich Spółdzielnię Oszczędnościowo-Pożyczkową (SOP) wzorowaną na kasach Raiffeisena. Prowadząc szeroką działalność Tadeusz Karasiński w zakresie rozwoju spółdzielczości, założył ponad 1500 spółek. Jest nazywany „ojcem” spółdzielczości bankowej w Polsce. Jego nazwisko wykorzystywane jest obecnie przez Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe, na co nie mogą się zgodzić banki spółdzielcze, gdyż nie mają one żadnego związku historycznego, natomiast chcą uzyskać tylko cel marketingowy. SKOK-i powstały w 1992 roku. Spółdzielczość bankowa w odrodzonej Polsce (19181939) stanęła przed trudnymi problemami odbudowy kraju oraz przyspieszenia procesów scalania poszczególnych dzielnic należących przez blisko 150 lat do różnych organizmów politycznych i gospodarczych państw zaborczych. Rozbicie organizacyjne po uzyskaniu niepodległości było bardzo silne, dlatego też pomimo usilnych starań Franciszka Stefczyka jednoczenie tego ruchu postępowało powoli. Bolesław Wiliński Po reformie Ministra Skarbu Władysława Grabskiego spółdzielczość bankowa stosunkowo szybko odrabiała swoje straty, jednak kryzys lat 1929-1934 dotykający rolnictwa odbił się ujemnie na działalności instytucji kredytowych. W 1937 roku polska spółdzielczość bankowa w liczbie 3400 posiadała 1.061.000 członków, 450.000 wkładów, 148 mln. wkładów oszczędnościowych, 1.217 mln. udzielonych pożyczek i była istotnym czynnikiem usprawniającym obieg pieniężny w kraju. W okresie powojennym wysiłek działaczy spółdzielczych skierowany był na reaktywowanie dawnych spółdzielni oszczędnościowo-pożyczkowych oraz stworzenie nowych, które organizowano w oparciu o przedwojenne statuty i zasady. W 1950 roku Minister Skarbu na podstawie dekretu o reformie bankowej (1948) wydał zarządzenie o przekształceniu części Spółdzielni Oszczędnościowo-Pożyczkowych w Gminne Kasy Spółdzielcze (GKS), które podporządkowano Bankowi Rolnemu, przez co straciły swoją samodzielność i

40

Krzysztof Kajko

samorządność. W 1956 roku zmiany w polityce wobec rolnictwa - szczególnie indywidualnego - spowodowały wzrost znaczenia spółdzielczości bankowej. Przywrócono im spółdzielczo-samorządowy charakter. Zostały uprawnione do udzielania pożyczek z własnych środków, udzielania zapomóg członkom oraz gromadzenia wkładów oszczędnościowych na własny rachunek. W tym też okresie prawo bankowe uprawniło SOP-y do używania nazwy „bank” z dodatkiem „spółdzielczy” lub „ludowy”. Przywrócenie samodzielności i samorządności spowodowało ożywienie działalności organów samorządowych. W 1975 roku na mocy ustawy sejmowej nastąpiło połączenie Centralnego Związku SOP z Bankiem Rolnym i utworzenia Banku Gospodarki Żywnościowej (BGŻ), będącego nadzorcą nad działalnością banków spółdzielczych. Ten etap zakończył się w 1990 roku lecz współpraca trwała do roku 2000. Obecnie BGŻ konkuruje z bankami spółdzielczymi, gdyż jego strategia nastawiona jest na tego samego klienta, tzn. rolnictwo indywidualne oraz małe i średnie przedsiębiorstwa. BGŻ nie jest już bankiem polskim, gdyż jego współwłaścicielem ukierunkowującym jego działania jest holenderski RABOBANK.

Historia Banku Spółdzielczego w Kolnie nie jest oderwana od idei, jaka przyświecała tworzeniu pierwszych spółdzielni oszczędnościowo-pożyczkowych w Polsce i podlegała tym samym uwarunkowaniom społeczno-ekonomicznym i politycznym, które obowiązywały przed II wojną światową. Bank Spółdzielczy w Kolnie jest polskim bankiem o kapitale wyłącznie polskim. Założony został przed 81 laty - w 1926 roku, czyli w okresie, kiedy spółdzielczość bankowa po reformie Grabskiego zaczęła się szybko rozwijać. W archiwum bankowym nie znaleziono dokumentów założycielskich z tamtego okresu, natomiast istnieją dokumenty finansowoksięgowe świadczące o prowadzonej w tamtym okresie działalności. Założenie spółdzielni oszczędnościowo-pożyczkowej, która przekształciła się w Bank Spółdzielczy w Kolnie, wynikało z potrzeb lokalnego środowiska, a założycielami byli mieszkańcy Kolna i okolic. Jej rozwój był dosyć dynamiczny. Podobnie jak dla wszystkich tego rodzaju instytucji II wojna światowa była okresem zaprzestania działalności. W dniu 21.06.1950 roku dzięki 13 mieszkańcom ziemi kolneńskiej nastąpiło jej reaktywowanie pod nazwą Gminna Kasa Spółdzielcza. Statut zarejestrowany został 20.09.1950r. Pierwszymi członkami Zarządu zostali wówczas: Tadeusz

Pierwsza siedziba Gminnej Kasy Spółdzielczej przy Pl. Wolności

Bankowość spółdzielcza w Kolnie

41

Karasiński, Józef Wołczyński i Bolesław Wiliński - wszyscy z Kolna. Terenem działania GKS były gminy: Czerwone, Lachowo, Mały Płock i Turośl. Ówczesny statut określał cel działalności kasy, wiążący elementy drugiej połowy XIX wieku oraz realia socjalistyczne lat pięćdziesiątych. Brzmiał on następująco: „Celem działalności jest pomoc w podnoszeniu dobrobytu i kultury bezrolnych, małorolnych i średniorolnych chłopów, zgodnie z planami rozwoju wsi oraz obrona ich przed lichwą i wyzyskiem kapitalistycznym na wsi”. Udział członkowski GKS wynosił 1000 zł i mógł być wpłacany w czterech kwartalnych ratach. W roku 1956 nastąpił przełom politycznogospodarczy, chociaż nadal była to gospodarka socjalistyczna. W tym roku dokonano zmiany nazwy „Gminna Kasa Spółdzielcza w Kolnie” na „Kasa Spółdzielcza w Kolnie” oraz statutu, według którego teren działania to gromady: Kolno, Ksebki, Leman, Zabiele, Turośl, Krusza, Cieciory, Ptaki, Kozioł, Tyszki Łabno, Wincenta, Czerwone, Kąty, Łosewo, Borkowo, Korzeniste, Mały Płock, Kumelsk, Lachowo i Okurowo. Została wybrana nowa rada oraz zarząd w składzie: Eugeniusz Kosiński, Józef Zdancewicz i Gracjan Florczyk. W 1957 r. kierownikiem Kasy został Eugeniusz Kosiński. Zatrudnionych w niej było 8 pracowników. Kasa posiadała również punkty kasowe w Małym Płocku, Lachowie i Turośli. W 1966 roku nazwę „Kasa Spółdzielcza w Kolnie” zamieniono na „Bank Spółdzielczy w Kolnie”. Kierownikiem Banku został Stanisław Brzydło, a od 1967 roku - Dominik Duda, który pełnił obowiązki nieprzerwanie - najpierw jako Kierownik, później Dyrektor, następnie Prezes Banku Spółdzielczego w Kolnie - do dnia 26.09.1991 r. czyli do przejścia na emeryturę. Od tego dnia funkcję Prezesa Banku objął Krzysztof Kajko i pełni ją do dnia dzisiejszego. Przytaczając historię Banku Spółdzielczego w Kolnie nie sposób jest zapomnieć o osobach, które włożyły bardzo duży wkład w jego rozwój; jako samorządowcy – członkowie - współwłaściciele wykonywali swoje funkcje w Radzie Nadzorczej lub Zarządzie całkowicie społecznie. Do nich należeli nieżyjący już działacze - Jan Odachowski i Zdzisław Skrodzki. Obecnie Radą Nadzorczą kieruje Bronisław Szymański – Przewodniczący Rady od 1971 roku. Połowa lat dziewięćdziesiątych to okres wynikający z przeobrażeń polityczno-gospodarczych roku 1989. Nałożyły one na banki spółdzielcze liczne obowiązki, szczególnie kapitałowe. Z tego też względu następowały procesy łączeniowe. Nie ominęły one również banków terenu Kolneńszczyzny. I tak Bank Spółdzielczy w Kolnie, jako silniejszy kapitałowo, przyłączył Banki Spółdzielcze: w Małym Płocku w 1996 r. (rok założenia – 1927), w Turośli w 1999 r. (rok założenia 1960), w Grabowie w 2000 r. (rok założenia 1930). W chwili obecnej kapitał Banku Spółdzielczego w Kolnie 2,5 - krotnie przewyższaj kapitały, które banki powinny osiągnąć zgodnie z traktatem brukselskim do 2008 roku (wg ustawy sejmowej - do 2010 roku). Jako bank bezpieczny i nowoczesny posiada produkty i narzędzia stosowane w obsłudze klienta na poziomie standardów europejskich. Bank Spółdzielczy w Kolnie wykracza poza dostarczanie klientom odpowiednich produktów bankowych i informacji. Pozyskując depozyty na lokalnym rynku, udziela kredytów miejscowej ludności, jednostkom samorządu terytorialnego, przedsiębiorcom, w tym przede wszystkim rolnikom, stymuluje przepływ finansowy w gminach i powiecie, co sprzyja rozwojowi gospodarczemu i budowaniu więzi społecznych, szczególnie na terenach wiejskich i w mieście Kolno. Bank Spółdzielczy nie rezygnuje przy tym z osiągania zysków, które są niezbędne do zapewnienia trwałej egzystencji i dalszego rozwoju. Korzystny wpływ na umacnianie się konkurencyjnej pozycji banku na lokalnym rynku wywierają następujące czynniki:  tradycja i przywiązanie lokalnej społeczności powoduje, że nawet w dobie globalizacji Bank nasz posiada liczną grupę klientów,- Bank Polski wspierający działania polskiego kapitału,  bliskość do swoich klientów umożliwia dokładne rozpoznawanie ich potrzeb i szybkie reagowanie na te potrzeby,

42

Krzysztof Kajko

 przejrzystość procedur oraz struktura organizacyjna Banku pozwalająca na podejmowanie szybkich decyzji,  obsługiwanie nieatrakcyjnych dla banków komercyjnych klientów,  uniwersalność, umiejętność i wiedza w doradztwie finansowym. Bank Spółdzielczy w Kolnie posiada gęstą sieć placówek. W mieście Kolno oprócz Centrali Banku prowadzą działalność 4 Punkty Obsługi Klienta, w gminach: Grabowo, Mały Płock, Turośl – Oddziały Banku, w Lachowie Punkt Obsługi Klienta. Bank Spółdzielczy w Kolnie prowadzi ponad 10.000 rachunków oraz udziela rocznie ok. 2.000 kredytów. Z obsługi kasowej korzysta dziennie ok.1500 osób, z czego w samym mieście Kolno ponad 1000 osób. Do dyspozycji klientów udostępniono 5 bankomatów na karty własne i międzynarodowe karty płatnicze jak również cały system bankowości elektronicznej z „Internet Bankingiem” i „Home Bankingiem”. W celu poprawy warunków obsługi klienta całkowicie zmodernizowano w ciągu ostatnich czterech lat wszystkie placówki banku. Budynek Centrali w chwili obecnej jest rozbudowywany, a planowane zakończenie przewiduje się na II połowę 2008 roku. Dzięki wynikom ekonomicznym Bank Spółdzielczy w Kolnie należy do czołówki banków spółdzielczych - nie tylko regionu - ale również w Polsce. Nasza działalność dostrzegana jest przez krajowe organizacje bankowe, dzięki czemu jesteśmy laureatami wielu wyróżnień i nagród, np.: „Wyróżniający się Bank Spółdzielczy w Polsce” czy „Najlepszy Bank Spółdzielczy w Polsce”. W ocenie Banku oprócz firm audytorskich uczestniczą również klienci. Między innymi ich opinia sprawia, że Bank Spółdzielczy w Kolnie już cztery razy z rzędu uzyskał honorowy tytuł „Bank Przyjazny dla Przedsiębiorców”. Być przyjaznym dla społeczeństwa ziemi kolneńskiej – to jeden z celów naszego działania.

Lilia Wołk (Ukta)

Moje Wykowo

WSPOMNIENIA

43

ykowo leży z dala od miast i głównych dróg, a nazwa wioski wywodzi się od szlacheckiego nazwiska Wykowski. Tu też osiedliły się pochodzące z Prus rodziny Wilimczyków i Szczechów vel Szczechowskich. Od okolicznych wsi różniło się większa liczbą gospodarstw i zamożnością mieszkańców. W 1914 r. Lucjan Wilimczyk otworzył we własnym domu trzyletnia szkołę powszechną, on sam nauczał języka polskiego, rachunków zaś - Szczepan Socik z Bialik. W następnych latach szkoła zmieniała swoją siedzibę: mieściła się m.in. u Dudy i Konopki w Bialikach, a następnie znów w Wykowie w posiadłości Szlesińskiego. Po licznych reorganizacjach funkcjonuje do dzisiaj.

W

Lucjan Wilińczyk wraz z żoną Anną z domu Gajda. Rok 1937

44

Lilia Wołk

Rok 1917, Biała Cerkiew na Ukrainie. U góry stoją obie córki Lucjana Wilińczyka, Teofila i Eleonora. Znaczenie wsi było zasługa jej mieszkańców, przede wszystkim tych żyjących w I połowie XX wieku, m.in.: sołtysa, wspomnianego już Lucjana Wilimczyka. To jego staraniem Wykowo otrzymało na podstawie dawnego prawa serwituty wspólne dla wszystkich mieszkańców: łąki na wypas bydła na koloni i tzw. wygon nad rzeczką Wincentą, ówczesną granicą polsko- niemiecką. Lucjana Wilimczyka wspierała w działaniach jego żona, Anna. Podczas jego licznych wyjazdów w różnych sprawach zajmowała się gospodarstwem, wychowywała dzieci, prowadziła sklepik. Często przyjmowała na ciepłe posiłki straż graniczną oraz innych gości, m.in. przedstawicieli najwyższych władz Polski- ministra Becka i prezydenta Mościckiego. Dom był zawsze zadbany, a

Moje Wykowo

45

Feliks Szczech rok 1930 sad i ogród uporządkowany, pełen kwitnących róż. Anna starała się również pomagać innym. Na przednówku i przed świętami najstarsze córki, Teofila i Eleonora roznosiły przygotowane gościńce dla najbiedniejszych rodzin. Pierwszą wojnę światową wiele rodzin z Wykowa spędziło na Ukrainie. Stało się to z inicjatywy Lucjana Wilimczyka, który wyczytał w gazecie, że jest to kraina mlekiem i miodem płynącą. Setki wiorst przemierzali wozami konnymi, by osiedlić się w Białej Cerkwi koło Kijowa. W posiadłościach hr. Potockich, właścicieli wielkich cukrowni i gorzelni, znaleźli pracę i zakwaterowanie. W czasie pobytu jedna z córek Lucjana Wilimczyka, Teofila, utonęła w rzece Roś. Taki oto pozostał ślad pobytu na Ukrainie - zlany łzami grób córki. Po wybuchu rewolucji w Rosji dziadek zdecydował, że czas wracać do Polski. Dochodziły go słuchy, jak naród ukraiński staje się niechętny Polakom. Bał się, że cała rodzina i pozostali mogą przypłacić życiem dalszy pobyt w Białej Cerkwi. Lucjan i Anna sześcioro swoich dzieci wychowywali w duchu chrześcijańskim, przekazując im takie wartości jak honor, patriotyzm, wierność ideałom i tradycjom niepodległościowym. Wiedzieli, że nauka jest danym człowiekowi skarbem, dlatego kształcili nie tylko swoje, ale i inne zdolne dzieci z Wykowa. Józef Truszkowski dzięki staraniom mojego dziadka wykształcił się i był

46

Lilia Wołk

Rok 1938 na Polesiu. Józefa Skrodzka ze swoimi uczniami

długoletnim kierownikiem szkoły w Wykowie. Dwóch synów Lucjana Wilimczyka - Henryk (ur. 1909 r.) i Zygmunt (ur. 1915 r.) - pracowało w żandarmerii wojskowej w Warszawie. Henryk przez kilka ostatnich lat życia marszałka Józefa Piłsudskiego był członkiem jego straży przybocznej w tak zwanym Szwadronie Ochronnym Żandarmerii przy Belwederze.1 Nadszedł rok 1939. Do Wykowa wkroczyli Niemcy, a niedługo potem wieś znalazła się w rekach Rosjan. Ci sieli strach, prześladowali i aresztowali inteligencje i bogatych gospodarzy. Aresztowanych przetrzymywano w stodole w Lachowie, a następnie wywożono bydlęcymi wagonami na Syberię. Rodzinę Lucjana Wilimczyka tragedia dotknęła w sposób szczególny: ich córka, Eleonora uciekając przed Niemcami wraz z rodziną (mąż Stefan był przodownikiem policji na Pomorzu) osiedliła się w Wykowie. Niestety, nie znaleźli tutaj bezpiecznego schronienia. Wśród mieszkańców wsi byli też zdrajcy, którzy wydawali współmieszkańców bolszewikom. W 1940 r. Stefan Lenkiewicz został wywieziony w głąb Rosji i ślad po nim zaginął. Całej rodzinie groziła wywózka, dlatego ukrywali się w polu lub lesie. Dbała o nich i ochraniała ich moja mama, córka Lucjana Wilimczyka, Jadwiga Szczech. Niestety, zimą 1940 r. wpadła w ręce Rosjan córka Stefana Lenkiewicza - Hanna. Przeżywszy gehennę zesłania, odnalazła się po wojnie w Afryce, a obecnie mieszka w Londynie. Wywieziono także m.in. rodzinę Nadarów i Wykowskich. Gospodarstwo tych ostatnich, największe w Wykowie, krótko pozostawało opuszczone. Z wielkim zgorszeniem mieszkańcy dowiedzieli się, że sowieci powierzyli „opiekę” nad nim mieszkańcowi
1 We wspomnieniach zatytułowanych „Marszałek Piłsudski, polityk, dyplomata, wódz w roli prywatnego obywatela Polski” Henryk Wilimczyk opisuje życie tego wielkiego Polaka. Praca dostępna w siedzibie Towarzystwa „Jan z Kolna” [red.].

Moje Wykowo

47

Bialik, który bez skrupułów zmusił swoja żonę do zajęcia opuszczonego domu. Po kilku latach rodzina Wykowskich wróciła z zesłania. Henryk i Zygmunt Wilimczykowie brali czynny udział w walce zbrojnej z okupantem niemieckim w Warszawie. Kazimierz Leski w książce pt. „Życie niewłaściwie urozmaicone. Wspomnienia oficera wywiadu i kontrwywiadu AK” pisze: „H. Wilimczyk „Marywil”, „W5”, starszy wachmistrz żandarmerii. Od wiosny 1940 r. w organizacji „Muszkieterowie”, następnie w Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej. Oddał swój lokal przy ul. Nowy Świat 39 na punkt wymiany poczty konspiracyjnej i na odprawy żołnierzy grupy „Ernesta” tj. Franciszka Kruppa „Z 11”. Brał udział w Powstaniu Warszawskim.” Henryk Wilimczyk rozpracował Kasyno Gry przy Alei Szucha, które było furtką niemieckiego kontrwywiadu do polskiego podziemia. Zadanie to wymagało wielkiej odwagi i niebywałych umiejętności wywiadowczych.” O drugim z braci Kazimierz Leski pisze: „ Zygmunt Wilimczyk „Borsuk II”, „W9”, wachmistrz żandarmerii. Od stycznia 1940 r. w organizacji „Muszkieterowie”, następnie ZWZ i Armii Krajowej. Jako pracownik kolejowy brał udział w licznych ewakuacjach w mundurze kolejarskim. Dostarczał oryginalne znaczki do podrobionych legitymacji kolejowych. Pełnił

Eleonora Lenkiewicz z mężem Stefanem i ich dzieci. Janek zginał w obozie koncentracyjnym Stuthoff

48

Lilia Wołk

funkcję łącznika inż. Sawickiego - kierownika ruchu na dworcu Warszawa Główna. Wskazał do likwidacji bahnschutza „Panienkę” na dworcu Warszawa Zachodnia. Brał czynny udział w powstaniu warszawskim, m.in. - razem z bratem H. Wilimczykiem - w akcji likwidowania skrytek z dokumentami po aresztowaniu generała Grota-Roweckiego.” Po upadku powstania obaj bracia dostali się do niemieckiej niewoli. Po zakończeniu wojny umówili się, że jeden z nich, Henryk, wyjeżdża do Ameryki, a Zygmunt wraca do kraju. Myśleli, że w taki sposób chociaż jeden z nich przeżyje i da świadectwo prawdy o drugim. Henryk został pozbawiony praw obywatelskich w komunistycznej Polsce i nie miał prawa powrotu do swojej Ojczyzny i rodziny. W Polsce pozostawił żonę i dwie córki; zmarł w Chicago w1989 r., Zygmunt osiedlił się w Piszu, ale przeżycia więzienne i ciągłe prześladowania odbiły się na jego zdrowiu. Zmarł w Piszu w 1970 r. i tam został pochowany.

Lucjan Wilińczyk wraz z rodziną. Rok 1938. Kolno przed byłym biurem rejenta

Córkę Lucjana Wilimczyka - Józefę wraz z mężem - Apolinarym Skrodzkim (oboje nauczyciele, przed wojną uczyli na Polesiu) zawierucha wojenna zmusiła do szukania schronienia w Wykowie. Oboje brali czynny udział w walce z okupantem - w 1941 r. syn Eleonory Lenkiewicz - osiemnastoletni Jan został złapany przez Niemców w Jeżach. Zginął w obozie koncentracyjnym Stuthoff. Po II wojnie światowej nie skończyły się tragiczne losy rodziny Wilimczyków. Kazimierz Lenkiewicz, syn Eleonory i Stefana Lenkiewicz a wnuczek Lucjana Wilimczyka nie poddał się narzuconej przez okupantów sowieckich komunistycznej władzy - za czynny udział w podziemiu

Moje Wykowo

49

Hanna Lenkiewicz wnuczka Lucjana. Rok 1949. Kenia, Afryka

został osadzony w 1949 r. w więzieniu w Białymstoku, gdzie w sierpniu 1950 r. wykonano na nim wyrok śmierci. Pozostawił kilka prostych, wzruszających do łez wierszy2. W sercach naszej rodziny ci wszyscy, których wymieniłam, zajmują szczególne miejsce i pozostaną z nami na zawsze. Obecnie wieś Wykowo zmieniła swoje oblicze. Nie ma już ludzi, którzy stanowili dawną rzeczywistość. Słomiane strzech zastąpiły nowe domy o pospolitej architekturze. Nie ma pięknego sadu, ogrodu pełnego kwiatów i domu Wilimczyków ze słomianym dachem i ozdobnym gankiem. W tym miejscu nie wiedzieć jak i dlaczego postawiono brzydkie budynki zlewni mleka, straży i sklepu, który świeci pustkami. Piękna rzeczka Wykówka o kryształowo przezroczystej wodzie, zarosła i zmieniła swój wygląd. Do lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku most nad nią był miejscem spotkań rozśpiewanych panien i kawalerów, szczególnie w dni świąteczne, jak np.: puszczanie wianków na św. Jana. W centrum wsi był plac ze starą lipą na środku i figurką Matki Boskiej, którą ufundował Wacław Nadara w podzięce za szczęśliwy powrót z Syberii. Figurkę zdewastowali i zniszczyli ubowcy. Miejsce to było świadkiem wielu codziennych nabożeństw majowych. Każdy karnawał był pełen hucznych zabaw i „komedyjek”, które przygotowywała społeczność wiejska. Nie ma też na kolonii przy gospodarstwie moich rodziców - Feliksa Szczecha i Jadwi2 Jeden z wierszy Kazimierza Lenkiewicza „ O matko moja!” publikujemy na końcu wspomnień [red.].

50

Lilia Wołk

gi z domu Wilimczyk - rozśpiewanych wiosną czajek i przepięknych kaczeńcami porośniętych źródełek, z których można było pić wodę garściami. Nie ma wyżłobionych przez źródlaną wodę lśniących kamieni, po których boso skakaliśmy. Nie ma pięknych pastwisk z zieloną soczystą trawą i sadzawką pośrodku, w której gasiły pragnienie zwierzęta. Zniknęły kamienie o ciekawych kształtach, służące prawdopodobnie poganom do ich obrzędów. Piękno mojej rodzinnej wsi zniknęło, zdaje się, bezpowrotnie. Dzięki ludziom takim jak Witold Szczech (wnuk Lucjana Wilimczyka) i Waldemar Brenda (obaj pracownicy Muzeum Ziemi Piskiej w Piszu) i ich determinacji w dochodzeniu do prawdy o czasach zniewolenia na ziemi kolneńskiej - w sierpniu 2004 r. została odsłonięta na posiadłości T. Szczechowskiego (wnuka Lucjana Wilimczyka) tablica pamiątkowa poświęcona ofiarom komunizmu: Hieronimowi Rogińskiemu, Kazimierzowi Lenkiewiczowi i Bogdanowi Szlesińskiemu. W sierpniu 2005 r. staraniem w/w i księdza parafii Lachowo Franciszka Malinowskiego odsłonięto na cmentarzu w Lachowie pomnik poświęcony ofiarom II wojny światowej oraz powojennego totalitaryzmu komunistycznego w Polsce.

Kazimierz „ Warmiak” Lenkiewicz

51

O Matko moja!
O Matko moja, wiem ile ty łez Wylejesz za swego syna Wiem ile nocy niedośpisz, przecierpisz Boś ty jest dla mnie ma matka jedyna. Wiem, że Cię to boli, to serce matczyne Za syna Twego męczarnie Wszak tyś chowała, niańczyła, karmiła Myśląc, że on Cię na starość przygarnie. Nie spodziewaj się losu takiego Że syn Twój będzie ściganym tułaczem Niesprawiedliwie bandytą nazwany Przez tych czerwonych, moskiewskich siepaczy. Mówi mi o tym, Twe smutne spojrzenie Słowa miłości wymawiane z płaczem To cicha skarga, bolesna westchnienie I żal wyryty na Twym czole czasem. I jak Ty cierpisz myśląc codziennie Że może syn Twój gdzieś w lesie ranny Cierpi pragnienie lub głód straszliwy Zmarznięty miłości twej ognia spragniony. O Matko moja wiem o Twym pragnieniu Zadanym sercu przez straszny los syna Lecz czemuś po polsku pacierza uczyła Mówiąc, że dla Ciebie jest to mowa miła. Czemu mój Ojciec za Ojczyznę zginął I dziadek walczył w powstaniu Brat znów przez Niemców został zamęczony W młodości swej życia zaraniu. I ja w ich ślady dlatego poszedłem By walczyć i zginąć za wolną Ojczyznę By nie być pachołkiem czerwonej zarazy Choć w sercu mam moim krwawiącą się bliznę. I choć zginę to dla dobrej sprawy Dla dobra Ojczyzny Ty ofiaruj syna I nie smuć się, nie płacz, lecz myśl zawsze o tym Że cierpisz za Polskę ma Matka jedyna. 4.VII.48 r. podpis nieczytelny.

52

Kazimierz Trzaska (Łomża)

TRADYCJA

Folklor taneczny Mazowsza północno-wschodniego
Charakterystyka folkloru tanecznego

P

Przy wnikliwej obserwacji tańca i całej otoczki kulturowej z nim związanej okazuje się, że taniec ludowy, to oryginalny pomnik kultury, który należy troskliwie chronić. Jest on jednocześnie swoistą kroniką życia narodu.1 Prawdę tę śmiało można odnieść do opisywanej tu części Mazowsza, gdzie przy analizie zanotowanych tańców widać wyraźną przewagę strony choreograficznej nad choreotechniczną. Wieś północnowschodniego Mazowsza po przyjęciu rozbudowanych, salonowych form tanecznych, „zaniedbała” ludowe tradycje tańca. Popularne w całej Polsce i bardzo rozbudowane polka i oberek na interesującym nas obszarze są bardzo skromne w swej formie. Etnochoreolodzy zajmujący się folklorem tanecznym Mazowsza stwierdzają i podkreślają, iż: „ogromnie interesującym zjawiskiem na tym terenie jest powszechne występowanie u owej drobnej szlachty /.../ - tańca pod nazwą kontro, który jest przetworzonym przez drobnoszlachecką wieś polską dworskim kontredansem, przybyłym do nas z zachodu wraz z modą francuską lub też drogą pośrednią ze wschodu /.../”.2 Salonowy rodowód kontra można znaleźć nie tylko w podobieństwie choreograficznym, ale też w wypowiedziach informatorów, którzy określali go jako „kontredans” lub „kadryl”. Były to - wg nich - nazwy używane dawniej na wsi. Obok kontra pojawiają się, również figurowe, krakowiak i polka galopka. Kolejne tańce z repertuaru wsi łomżyńskiej to polka mazurka (znana w części omawianego obszaru jako sztajerek), walczyk, polka trzęsiona i kukietka (taniec znad Biebrzy o charakterze zabawowym). Czym się różnią tańce interesującego nas tu obszaru od tańców innych części Mazowsza lub innych regionów Polski? Chcąc poznać odpowiedź na to pytanie, należy pojechać na wieś i zobaczyć jak tańczą jej mieszkańcy. Natomiast opisując je należy wspomnieć o „właściwości tańca, który już na pierwszy rzut oka pozwala rozróżnić tańce poszczególnych /.../ regionów, a niekiedy wsi tego samego regionu. Jest to styl tańca ludowego czy też ludowy styl tradycyjnych tańców /.../. Regionalny styl tańca można rozumieć jako zespół cech, które ruchom tancerzy nadają wygląd określający ich nierozerwalny związek z daną grupą regionalną czy lokalną. Między innymi jest to jakby specyficzny sposób tańczenia wraz z tzw. manierą wykonawczą, której nie da się oddzielić od ruchowego przebiegu danego tańca czy tańców danego regionu. Styl jest właściwością niezmiernie istotną, ale jednocześnie bardzo trudną do opisania.”3 Naukowcy przy analizie i klasyfikacji tańców dzielą je na wielkie grupy taneczne zwane dialektami tanecznymi4 lub strefami tańca5. Tańce łomżyńskie wchodzą w skład wielkiej strefy centralnej obejmującej całe Mazowsze.6 Jeśli zastosujemy do tańców znalezionych w terenie podział zaproponowany przez dr G.
1 2 3 4 5 6 I.W. Smirnow, Iskusstwo baletmajstra, Moskwa 1986, s.152-153 G. Dąbrowska, W kręgu polskich tańców ludowych, Warszawa 1979 s. 150 G. Dąbrowska, W kręgu polskich tańców ludowych, Warszawa 1979 s. 52-53 György Martin, Ungarische Volkstänze, Budapeszt 1975, s.13 G. Dąbrowska, W kręgu polskich tańców ludowych, Warszawa 1979 s. 54 por. mapa w: G. Dąbrowska, W kręgu polskich tańców ludowych, Warszawa 1979

Folklor taneczny

53

Dąbrowską7, otrzymamy, przedstawiony poniżej, ich obraz.

Tańce pary wśród innych par tańczących
obrotowe, oparte na wirowaniu stałych par w stałym kontakcie polka polka trzęsionka polka mazurka oberek walczyk stałych par ze zmianą partnera krakowiak polka galopka

Tańce dwu - lub więcej częściowe
kontro

Tańce o charakterze zabawowym
kukietka Tańce weselne kowal

Ogólny opis tańców łomżyńskich
Polka - duża jej popularność w innych regionach tutaj wcale nie maleje. Częstością wykonywania na weselach i zabawach tanecznych plasuje się, obok oberka, na pierwszym miejscu. Tańczona z charakterystyczną dla tego regionu manierą wykonawczą. Polka trzęsiona - Również znana i ceniona na całym badanym terenie. Od zwykłej polki różni się swoistą pulsacją, „drygliwością”, przechodzącą nawet w podskoki. Lubiana przez dobrych tancerzy, którzy mogli w niej zabłysnąć swoim kunsztem tanecznym przed obserwatorami.

Trzymanie okrągłe solówka panów - polka galopka 7 G. Dąbrowska, Taniec ludowy na Mazowszu, Kraków 1980, s. 27-35

54

Kazimierz Trzaska

Polka galopka - Występuje w połączeniu z kontrem jako jego integralna część. Jest tańcem figurowym, wykonywanym do muzyki o marszowym charakterze. Polka mazurka - W północnej części regionu (na płn. od Narwi) większość pytanych informatorów bez wahania podaje ogólny opis tańca i melodię. W płd. części regionu (Śniadowo, Szczepankowo) taniec ten występuje pod nazwą „sztajerek”. Polka mazurka wykonywana jest na całych stopach, „mocno wytupywana”. Tańczona w obrotach jak i w przesunięciu w przód bez obrotów. Walczyk - Częściowo stracił swój ludowy charakter. Wykonywany z wieloma figurami stał się tańcem o charakterze miejskim lub dworkowo-salonowym. Wg informatorów prawdziwy walczyk to walczyk „salowy” (salonowy) czyli z figurami. Krok podstawowy nie różnił się od kroku podstawowego tego tańca wykonywanego w innych częściach Mazowsza. Oberek - Obok poleczki najchętniej wykonywany przez wiejskich tancerzy. Tańczony wirowo, na lekko ugiętych kolanach, stopa przy stopie. Cechą charakterystyczną jest właśnie owo wirowanie, szybkie tempo obrotów. Krakowiak - Taniec figurowy, wykonywany samodzielnie albo też czasami w połączeniu z kontrem. Jest to popis pary tańczącej przed dwoma szeregami tancerzy. Miał tę przewagę nad kontrem, że nie ograniczał liczby tańczących. Kontro - Najbardziej poważany a jednocześnie uważany za bardzo trudny ze względu na swe skomplikowane figury. Salonowy rodowód tańca potwierdzany był poprzez nazwy podawane przez informatorów. Bardzo często pytani o kontro tancerze lub muzykanci używali nazwy „kontredans” (Śniadowo) lub też kadryl (Długobórz k. Zambrowa). Z rozmów wynikało, że nazwa kontro jest im znana, ale jednocześnie stwierdzali, że powszechniejsza w użyciu była nazwa podawana przez nich. Ponieważ tańczenie kontra ograniczało liczbę tańczących, do jego wykonania potrzebna była zgoda pozostałych uczestników zabawy. Ilość par biorących udział w kontrze zależała m.in. od wielkości sali tanecznej. Mogło je wykonywać jednocześnie 4, 8 lub 12 par. (wielokrotność czwórki). Na weselu, gdzie goście weselni traktowani byli z jednakowym „honorem”, starano się, aby kontro nie pojawiało się zbyt często. Niektórzy goście mogli poczuć się urażeni za zbyt długie wyłączenie z tańca. Łatwiej przychodziło zatańczyć kontro na zabawie organizowanej przez gospodarza po zakończeniu tłoki. Chociaż uczestników prac polowych było mniej niż uczestników zabawy, nie musieli już pytać o zgodę na jego odtańczenie. Wszak zabawa zorganizowana była specjalnie dla nich. Dobrana czwórka par „zakazywała” taniec u muzykanta i bawiła się... przynajmniej godzinę. Tyle bowiem przeciętnie czasu trwało kontro. Mówiąc o kontrze, należy też wspomnieć o suicie, jako że jest to taniec wieloczęściowy. Każdą kończącą się część kontra tancerze zaznaczali klaśnięciem w ręce. Był to znak dla muzykanta, że musi zmienić melodię. Po odtańczeniu właściwego kontra zamawiano galopkę, a na koniec jeszcze „przysiewkę” - oberka lub poleczkę. Kukietka - taniec o charakterze zabawowym, podany przez muzykanta, który pamiętał melodię lecz nie potrafił podać opisu figur na tyle dokładnie, by taniec ten można było odtworzyć. Kowal – Taniec weselny podany przez O. Kolberga spod Zambrowa (Czartosy). Podane tylko słowa. Brak współczesnych danych terenowych.

Zabawy i muzyka taneczna
Zabawy urządzano najczęściej w okresie karnawału i latem. Pretekstem była wielka liczba obrzędów, zwyczajów i zajęć gospodarskich, które przypadały na okres zimowy i najczęściej kończyły się tańcami. W okresie letnim i jesiennym gospodarze organizujący u siebie „tłoki”,

Folklor taneczny

55

Trzymanie zamknięte - polka galopka

56

Kazimierz Trzaska

bardzo często proponowali w formie zapłaty, po obfitej kolacji, muzykę i tańce. Największą okazją do tańca były wesela. Wśród gości weselnych można wyróżnić trzy grupy: 1. Proszeni na całą uroczystość, tj. na ślub i na przyjęcie weselne. 2. Proszeni „na zabawę” czyli tylko na tańce. 3. Nieproszeni uczestnicy tańców, tzw. „zapas” lub „stójka”. Do tańca przygrywała kapela lub pojedynczy instrumentaliści: harmonista lub skrzypek i bębnista. Informatorzy podają następujący skład kapel dla okresu 20-lecia międzywojennego: harmonia (czasami dwie), trąbka, skrzypce, bębenek. Wg samych muzykantów najlepszą - bo „ładną i głośną”- była muzyka „podawana” przez harmonię i trąbkę. Praca tradycyjnego muzykanta wiejskiego była o wiele cięższa niż współczesnych muzykantów grających w zespołach młodzieżowych. Jeden taniec grano nie tak jak współcześnie: 3-5 min., ale 3-4 razy dłużej. Nie było również takich przerw między poszczególnymi tańcami jak obecnie. Często zdarzały się zakłady, kto kogo przetrzyma w tańcu: muzykant tancerza czy odwrotnie. W takiej sytuacji taniec trwał nawet do godziny. Z wyjątkiem kontra nie było żadnej kolejności przy zamawianiu. Każdy, kto miał ochotę na swój ulubiony taniec, podchodził do muzykanta i „zakazywał” czyli zamawiał. Aby uniknąć kłótni, gdy muzykant otrzymywał zbyt wiele zamówień - czyj taniec ma być grany - zamówienia składano na ręce wybranego przez ogół przedstawiciela. Mógł to być starosta weselny, swat lub ktoś cieszący się autorytetem uczestników zabawy.

Zamiast zakończenia
Artykuł opisujący dawne tańce, zwyczaje taneczne, to dzisiaj często jedyna forma ich prezentacji. Rządzący terenem wójtowie czy burmistrzowie powinni zwrócić uwagę, że powołanie do życia ludowego zespołu tanecznego to nie tylko wydatek finansowy, ale przede wszystkim kultywowanie dawnej kultury. To jeden z najlepszych sposobów obrony własnej tożsamości kulturowej regionu. Jednocześnie znakomity sposób na popularyzację tejże kultury. Repertuar taneczny dla takiego zespołu prowadzonego np. w Kolnie tworzy sąsiedztwo regionów i narodowe tradycje: zwyczaje i tańce Kurpiowszczyzny, Mazowsza północno-wschodniego, podlaski folklor taneczny, tańce narodowe (polonez, mazur, krakowiak, oberek, kujawiak). Może już czas, by w Kolnie pojawił się taniec w jego najciekawszej, regionalnej formie, by zaistniał tu zespół taneczny. Tę myśl dedykuję władzom samorządowym miasta i gminy, dyrektorowi Kolneńskiego Domu Kultury, jak też wydawcy Zeszytów Kolneńskich – Towarzystwu „ Jan z Kolna”.

Dariusz Piekarski (Grabowo)

57

Pierwotne piękno
Obserwując siebie, swoje otoczenie, otoczenie moich bliskich i znajomych dochodzę do wniosku, że zbytnio się spieszymy. A w pośpiechu łatwo jest zgubić to, co nadaje naszemu życiu posmak tajemnicy. Powszednieją nam święta, a tradycja i obrzęd są coraz częściej wymuszonym obowiązkiem, a nie przekonaniem i potrzebą. I nawet nasze wsie, ostoje obrzędowości, niepokojąco skutecznie zapominają o niej. Zapominają o świętości ziemi, siewu i plonów. Pamiętam jeszcze zakończenie żniw u moich rodziców w latach 80-tych, kiedy ostatni skoszony zagon zboża znaczono wywiązaną przepiórką, a jej kłosy splecione w równiankę, niesiono do domu i do kościoła. A między źdźbła przepiórki kładziono kromkę chleba. Nie przypuszczałem, że za mojego życia ten i wiele innych zwyczajów o przepięknej symbolice zacznie zanikać. Niestety zanika…

O

„…niechaj ruta w ogniu trzeszczy, czarownica w złości wrzeszczy…”

58

Dariusz Piekarski

Prawdopodobnie sentyment do takich wspomnień, sprawił, że od kilku lat prowadząc Gminny Ośrodek Kultury w Grabowie, razem z mieszkańcami gminy szukamy śladów obrzędowości. I znajdujemy je, co prawda bardzo szczątkowe, niemniej dające podstawy do odtworzenie całości. Do tej pory, wspólnie z grupami działającymi przy ośrodku, najpełniej udało nam się odtworzyć obrzędowość nocy świętojańskiej, którą od dwóch lat prezentujemy w trakcie imprezy „Folkowe Wianki u Wagów” w postaci widowiska plenerowego p.t. ”Nocel moja, kopiel moja”. Odtworzeniu tej obrzędowości sprzyja również miejsce w którym ją prezentujemy, a mianowicie przepiękny XIX wieczny park krajobrazowy z wyspą otoczoną wodą. Poszukiwanie materiałów do scenariusza rozpoczęliśmy od rozmów z mieszkańcami Grabowa i okolic. Niestety w pamięci mieszkańców zachowały się tylko obrazy palonych w wigilie św. Jana ognisk. Z jednej strony to bardzo mało, ale z drugiej, pewność, że taki obrzęd miał tutaj miejsce umocniła nas w przekonaniu, że odtworzenie będzie jak najbardziej uzasadnione. W tym miejscu należy dodać kilka słów wyjaśnienia, dotyczącego nazewnictwa obrzędu świętojańskiego. Określenie rytuału nocy letniego przesilenia- nocą świętojańską nie jest w pełni uprawnione, i pojawiło się po swoistym zaanektowaniu tego prasłowiańskiego obrzędu przez kościół. Zanim tej magicznej nocy dano patrona w osobie św. Jana Chrzciciela, to na Mazowszu i Podlasiu określano ją Kupalnocką lub Nocą Kupały. Słowo „kupała” wbrew powszechnie głoszonym opiniom najprawdopodobniej nie ma nic wspólnego formą słowa „kąpiel”. Wyraz „kupała” pochodzi najpewniej z indoeuropejskiego pierwiastka „kump”, oznaczającego grupę, gromadę, zbiorowość, z którego wywodzą się słowa takie jak skupić, kupić (w sensie „gromadzić”). Istnieje również pogląd, iż nazwa święta to po prostu imię rzekomego słowiańskiego bóstwa, patrona miłości i płodności – Kupały (na podstawie „Kultury ludowej Słowian” Kazimierza Moszyńskiego). Ciekawostką jest określenie, „palinocka” funkcjonujące również w Grabowie i okolicy. Od początku założyliśmy, że potraktujemy ten obrzęd jak najszerzej, a więc nie ograniczymy się tylko do powszechnie kojarzonych z Kupalnocką zaklęć miłosnych. Spróbowaliśmy zawrzeć w nim możliwie jak najwięcej elementów pierwotnej symboliki a więc kultu słońca, ognia i wody. Pod takim właśnie kątem szukaliśmy pieśni i piosenek. Scenariusz widowiska powstał w oparciu o pieśni „kupalnockowe”, miłosne i zalotne, charakterystyczne dla terenów Mazowsza, zebrane przez Oskara Kolberga. Na potrzeby spójności scenariusza zmuszony byłem dodać teksty własne, starając się nie burzyć nimi klimatu tekstów autentycznych. W realizacji scenariusza bierze udział ponad 50 wykonawców skupionych w GOK w Grabowie w zespołach śpiewaczych, muzycznych, teatralnych i tanecznych, którym w tym miejscu serdecznie dziękuje. Dziękuje również instruktorom zaangażowanym w realizacje widowiska: Pawłowi Podeszwikowi, Józefowi Rydzewskiemu i Kazimierzowi Trzasce. Prezentowany poniżej scenariusz widowiska „Nocel moja, kopiel moja” nie jest definitywnie ukończony. Jest to pewien etap jego rozwoju osiągnięty na ten moment. W zamierzeniach jego kolejne realizacje mają być wzbogacane o nowe, autentyczne pieśni ludowe a widowisko powinno zmierzać ku uzyskaniu jak najpełniejszego, pierwotnego klimatu.

59

„NOCEL MOJA, KOPIEL MOJA”
(Starsze kobiety przebierają zioła, wiążąc je w pęczki. Zioła te w odpowiednim czasie zostaną spalone lub okadzone w ogniu. Cały rytuał rozpoczyna Przewodniczka. Ona też rozpoczyna pieśń.) Przewodniczka: - Dzisiaj noc cudów, dzisiaj słońce po dwakroć kłania się niebu, dzisiaj woda, ogień dym i zioła są zaczarowane, jak to w noc Świętego Jana. Dziś tylko w blasku ognia, podsycanym ziołami, można być bezpiecznym. W ciemnościach „Złe” czai się na zagubionych, wiec nie zapuszczajcie się w las. Chyba, że chcecie znaleźć kwiat paproci, ale to też niebezpieczne i zdradliwe. Bylica, piołun, ruta, dziki bez, mięta -ich zapach ochroni nas przed złą mocą. Kobiety pomóżcie wybrać zioła. (Wszyscy śpiewają) Rosłeś płomyku w świetle dnia, W świetle dnia, w świetle dnia, A dzisiaj karmą dla ognia, Dla ognia, dla ognia. Chór: Płomyk w płomień dziś się zmieni, Dziś się zmieni, dziś się zmieni, Na urodzaj naszej ziemi, Naszej ziemi, naszej ziemi. Rosłaś ruto w świetle dnia, W świetle dnia, w świetle dnia, A dzisiaj karmą dla ognia, Dla ognia, dla ognia. Ref.: Ruta dziś w płomieniach zginie, Niechaj zginie, niechaj zginie, Niech nasz dom zaraza minie, Niech nasz dom zaraza minie. Rosłaś bylico w świetle dnia, W świetle dnia, świetle dnia, A dzisiaj karmą dla ognia, Dla ognia, dla ognia. Ref.: Ej, bylico dymem snuj się, Dymem snuj się, dymem snuj, Niech odpędzi czarcie moce Zapach twój, zapach twój. Rosłaś dziewanno w świetle dnia, W świetle dnia, w świetle dnia. A dzisiaj karmą dla ognia, Dla ognia, dla ognia. Ref.: Ej, dziewanno, smukła panno, Ściel się dymem siwym, Niech twój zapach stąd wypędzi Smutek uporczywy. (Do kobiet dołączają mężczyźni)

60

Dariusz Piekarski

Kobieta I: A wy chłopaki, co? Nie wiecie, że Kupalnockowe zioła to rzecz kobieca? Mężczyzna I: Wybaczcie, ale tak zawodziłyście, że aż prosiło się, żeby wam w tym śpiewie dopomóc, bo pomyślałby kto, że to pogrzeb, a nie Kupalnocka. Kobieta I: Oj, nie wywołuj złego, bo dzisiejszej nocy czujne ono jest jak nigdy. Kobieta II: A mnie się wydaje, że oni na wianki przyszli polować. Mężczyzna II: A jest na co polować. Mężczyzna I: Może i jest, ale wianki wasze to już dawno upolowane, a na dodatek to więcej w nich ostrych kolców niż płatków. Kobieta III: Ostrość smaku nie jednej przyprawie przydaje. Mężczyzna I: No, ale czasami to i poparzyć może. Kobieta II: Ty sam jak poparzony gadasz! A wasze ślubne gdzie? Mężczyzna I: Dziś Kupalnocka, dziś dały nam wolne. Kobieta II: A mi się wydaje, że pogoniły was z domów, żeby same z kupalnockowej swobody mogły skorzystać. Kobiety razem: Pognały ich. Widać po nich, że ich pognały.

„BYLICA”
Szerzy się, szerzy bylica po wsi, Oj, wygnała Szczepanowa swojego ze wsi. A gdzieżeś bywał Szczepuś niebożę? Oj, spałem ja, moja Maryś, z końmi w oborze. Szerzy się, szerzy bylica po wsi, Oj, wygnała Franciszkowa swojego ze wsi. A gdzieżeś bywał Franuś, niebożę? Oj, pasłem ja, moja Kasiu, konie na dworze. Szerzy się, szerzy bylica po wsi, Oj, wygnała Adamowa swojego ze wsi. A gdzieżeś bywał Adam, niebożę? Oj, stojałem z konikami nocką na dworze. Kobieta IV: A gdzie nasze Panny z wiankami? Kobieta V: Może chłopy je widzieli? Mężczyzna I: Widzieli, widzieli, w białych kieckach po parku ganiały Kobieta I: I pewno ziółek na wianki szukały? Mężczyzna I: Coś mi się wydaje, że nie takich one ziółek szukały, o jakich mówisz. Kobieta V: To chyba mojej tam nie było, bo ją, to nawet delikatny mech uwiera. Mężczyzna I: A mój chłopak mówił, że jak ta Twoja się rozkręci, to jej nawet szyszki sosnowe nie przeszkadzają. Kobieta V: Plotki rozpuszcza, hultaj jeden, ze złości, że go pogoniła. Mężczyzna I: A jak go mogła pogonić, kiedy on o nią nie zabiegał? Kobieta V: Bo się dopchać nie mógł, tylu adoratorów miała. Mężczyzna I: Oj, moja droga, to, o czym mówisz, to nie nazywa się adoracja. Kobieta V: Znajdzie się taki, co i adorować będzie. Kobieta IV: Zostawmy młodym ich sprawy, niech dobierają się sami, a my tylko szczęścia możemy im życzyć. Mężczyzna I: No, bo tej Twojej, to tego szczęścia dużo trzeba będzie. Kobieta IV: Może i ona nie najurodziwsza, ale za to pracowita. Mężczyzna I: Jeszcze by tego brakowało żeby leniwa była.

Nocel moja, kopiel moja

61

Kobieta VI: Każda potwora znajdzie swego amatora. Mężczyzna I: A amator posag do wora i fora ze dwora. Kobieta IV: Są i nasze Panny, aż miło popatrzeć. Mężczyzna I: Żeby tak jeszcze… Kobieta IV: Nie dla psa kiełbasa… (Wchodzą dziewczęta z kwiatami i ziołami do wicia wianków, śpiewając). Wskaż nam wodo, wodo, modra, Wskaż nam nurtem bystrym, Gdzie popłynie mój wianeczek, Mój wianeczek czysty? Czy dopłynie do kochanka, Który dla mnie wszystkim? Wskaż nam wodo, wodo modra, Wskaż nam nurtem bystrym…. Panna I: Chciała ochronić mnie matuś Przed głupim kochaniem, A dziś dzikim zielem Przyszłość moją wróży. Tylko, że ja czuje, Że dzisiejszej nocy Buchnie we mnie miłość Silniejsza od burzy. Panna II: Ta Janowa, dzika, Wrzącą i bezwstydna, Mgłą spowita niepojętą, Słodka, grzeszna, winna. RAZEM: Dziś niewolę odrzucimy, Dzisiaj sobą się staniemy, Zagubione w szale nocy, Same szałem się staniemy! Leśne duchy przybywajcie I uciszcie wstyd dziewiczy, Niech w nas ogień dziki plonie, Niech namiętność dziś w nas krzyczy! Kupalnocka! Dzisiaj wszystkie Przekroczymy twoją bramę I nim trawy zrzucą rosę, Nie będziemy już te same! Panna I: No dziewczęta dziś się spełni Dziś przemówi przeznaczenie Zakochanie nas dziś dotknie Na Janowe przyzwolenie Panna III: Dziś nasze wianki popłyną ku przeznaczeniu. Panna II: A jakie imię ma twoje przeznaczenie? Panna III: A imię jego, a imię jego Jaśko! Panny - śpiew: Spełni się, spełni, droga dziewczyno,

62

Dariusz Piekarski

Spełni się twoja wola. Jeśli chcesz Jasia, będziesz go miała, Niech tylko wróci z pola. Ach przyjdzie, przyjdzie Jasio kochany I spojrzy na Izeńkę. Weźmie jej wianek, wianek różany, Jaś będzie jej wybrany. Panna IV: A na moje przeznaczenie wołają Franuś! Panny - śpiew: Spełni się, spełni, droga dziewczyno, Spełni się twoja wola. Jeśli chcesz Frania, będziesz go miała, Oj, będziesz ci go miała. Ach przyjdzie, przyjdzie Franuś kochany, Popatrzy na Beatę. Weźmie jej wianek, wianek ruciany, Przybrany maku kwiatem. Panna V: Jeszcze ja, jeszcze ja. Panna II: A co byś chciała, Agatko? Panna V: A ja bym chciała chłopca takiego, Co by knajpy omijał, Nie bał się roboty, Był mądry, zaradny I na inne nie miał ochoty Panna III: A łysy może być? Panna V: Łysy, zdurniała? Panna I: A co z zębami? Panna V: Wszystkie i bielutkie. No i żeby zeza nie miał! Panna III: To ty nie chłopa, tylko anioła szukasz. Panna V: Może i anioła… Panna III: Tyle, że z aniołem to ty potomstwa nie doczekasz. Panna II: Na początku, to każdy anioł, a jak mu łeb ostrzyżesz, to rogi na nim. Panny - śpiew: O, święty Janie, miej te Agatkę, Miej ją w swojej obronie, Bo jak tak będzie dalej wybrzydzać, To wianek jej utonie. Panna V: Wróż mi, wróż mi dzika nocy, W zapach ziół zaklęta. Czyje imię, czyje imię Mam dziś zapamiętać? Razem: Mów mi Janie, który nocą Ciemną woda brodzisz, Mów mi szeptem, mów mi szeptem, Co mi dziś przynosisz? Panna IV: Święty Janie, pytam się ciebie samego, (śpiewa) Cóżeś mi przyniósł, cóżeś mi przyniósł nowego? Kawalerowie: Przyniosłem wam rosy, na kwiaty we włosy,

Nocel moja, kopiel moja

63

Przyniosłem wam rosy, na kwiaty we włosy. Panna IV: Święty Janie… Kawalerowie: Przyniosłem wam mlecze, ze smutku wyleczę, Przyniosłem wam mlecze, ze smutku wyleczę. Panny - śpiew Święty Janie… Kawalerowie: Przyniosłem bylicy do białej spódnicy, Przyniosłem bylicy do białej spódnicy. Panny - śpiew: Święty Janie… Kawalerowie: Przyniosłem wam ziele, „…zanim oddam ci wianeczek, skocz dla niego w miłością obdzielę, ogień…” Przyniosłem wam ziele, miłością obdzielę. Panny: A teraz czas już wzniecić ogień, Niech już oświetli zorzą noc, Niech nas oczyści, niech da nam siłę I niech odpędzi czarcią moc. Panny - śpiew: Zapłoń ogniu żywym ogniem, Żywym ogniem zapłoń. Tu gdzie kwitnie dzika jabłoń, Zapłoń ogniu zapłoń. Ref: Zapłoń ogniu, żywym ogniem, Wzbij się gęstym dymem. Niech w czerwonym twoim blasku Wsze nieszczęście zginie. Tu gdzie świeże brzozy pędy, Zapłoń ogniu, zapłoń, Żebyś strawił nasze błędy, Zapłoń ogniu, zapłoń. Ref: Zapłoń ogniu… Tu gdzie sucha wierzba kłodą Zapłoń ogniu, zapłoń, Ustrzeż nas przed wielka wodą Zapłoń ogniu, zapłoń, Ref: Zapłoń ogniu… (Po pieśni chłopaki podpalają ognisko. Wszyscy krzyczą: „Gorej, gorej”. Dziewczęta tańczą wokół ogniska śpiewając) Tam na górze ogień gore, Nocel moja, kopiel moja. Na tej górze dwoje drzewa, Nocel moja, kopiel moja. Jedno drzewo, boże drzewo, Nocel moja, kopiel moja.

64
Tam na gore ogień gore, Nocel moja kopiel. Kolo Jana, koło Jana, Nocel moja, kopiel moja. Tam dziewczęta się schodzili, Nocel moja, kopiel moja. Sobie ogień nałożyli, Nocel moja, kopiel moja. Tam ich północ ciemna naszła. Nocel moja, kopiel. (Kawalerowie krzyczą) Ognisko gore - ogień na pole, Ogień na pole, na pole! Niech jego żar wzbogaci role, Użyźni rolę, nasza rolę. Ognisko gore - ogień na pole, Ogień na pole, na pole! Ognisko gore i serce gore, Gore ogniem miłosnym. Niech się wypełni sen o kochanku, Niech się sen słodki spełni.

Dariusz Piekarski

Panny:

Panny - śpiewają: O biały Janie, przyjeżdżaj do mnie, Jeśli się chcesz ożenić, Ja ci żonkę naraję, Mój biały Janie. Jest tam u Świdrów nadobna Marta, Ma wianeczek z ruty. Nikt cnoty u niej nie kupi, Mój biały Janie. U Wiszowatych nadobna Ula, Ma wianek z lipeńki. Cudne u niej liceńki, Mój biały Janie. U Kowalczyków wesoła Iza Z czeremchą we włosach. Warto ją kochać, oj warto, Mój biały Janie. Smukła Asieńka u Skrodzkich w chacie Ma bzowy wianeczek, Nie lubi słuchać ploteczek, Mój biały Janie. A u Zamojskich skromna Beatka, Ma wianek z dziewanny.

Nocel moja, kopiel moja

65

Jest jak śpiew ptaków poranny, Mój biały Janie. A u Nawrockich rozsądna Agatka Z konwalią w warkoczach, Z jasnym blaskiem w oczach, Mój Biały Janie. Panny: O Janie, Janie, Janie zielony, Padają liście na wszystkie strony, A ty Kamilu, Kamilku, Szukaj se żony. Kawaler I: Gdzie ja jej będę u kata szukać? A pójdę do Marty W okienko pukać! Razem: Puk, puk w okieneczko, Wyjdźże kochaneczko, Wyjdź sama jedna. Martusia wyszła, rączkę mu dała, Witaj Kamilu, będę cię chciała, Będę cię chciała. Panny: O Janie, Janie, Janie zielony, Padają liście na wszystkie strony, A ty Krzysiu, Krzysieńku, Szukaj se żony. Kawaler II: Gdzie ja jej będę u kata szukać? A pójdę do Jagny W okienko pukać. Razem: Puk, puk w okieneczko, Wyjdźże kochaneczko, Wyjdź sama jedna. Urszula wyszła, rączkę mu dała, Witaj Krzysieńku, będę cię chciała, Będę cię chciała. Przewodniczka: No i dobrali się bez naszych rad. Dzisiaj to my już ich nie upilnujemy. Jedyne, co możemy zrobić, to spalić w ogniu świętojańskim nasze zioła, żeby chroniły ich przed złą mocą. Trzeba też zioła w dymie okadzić i zabrać do naszych domów, aby strzegły nas przed zarazą, biedą i wszelkim strapieniem. (Przy pieśni „Czarownica” kobiety podchodzą do ogniska i krążąc wokół, paląc i okadzając zioła)

„Czarownica”
Niechaj ruta w ogniu trzeszczy, Czarownica z złości wrzeszczy. Niech bylicy gałąź pęka, Czarownica próżno stęka. Myśmy przyszły tu z daleka,

66
Popalili zioła święte, Nie zabiorą nam już mleka Czarownice te przeklęte. Ogień nam spokojnie świeci I ziółeczko każde tleje. Oj, nie pomrą nasze dzieci, Oj, nie będzie swaru w doma. (Kobiety usuwają się w kulisy) Panna V: Dajmy i my płomieniom zioła, Niech ich woń kawalerów tu do nas przywoła. Razem: Ogień nam spokojnie świeci I ziółeczko każde tleje, Niech ich zapach w nas roznieci I namiętność i nadzieje. Panna V: Liściu leszczyny, Liściu leszczyny, Rwę cię śmiele, śmiele, Pięcia palców, całą dłonią, Niechaj chłopcy za mną gonią (rzuca do ognia). Przyjm ode mnie tenże kwiat, Zerwany w borze o nocnej porze, Niechaj odmieni mój świat. Panna II: Siwy piołunie, rwę cię śmiele, śmiele,…. Panna I: Moja bylico, rwę cię śmiele, śmiele,…. Panna IV: Liściu łopianu, rwę cię śmiele, śmiele,… Panna II: Czas już wianki oddać wodzie, Niechaj woda je prowadzi, Niech nurt wiedzie je szczęśliwie, Niech ich wróżba nas nie zdradzi. (Śpiewając pieśń, „Czego się smucisz” idą rzucać wianki) Czego się smucisz, moja dziewczyno? Ach cóż ci za niedola? Nie płaczże Kasiu, smutnaś po Jasiu, Oj będziesz ci go miała. Moja matulu, moja kochana, Przygoda mi się stała, Uwiłam wianek z siedmiu równianek, Woda mi go zabrała. Ach stoi Jasio, stoi kochany I patrzy na Kasieńkę. Nie bój się Kasiu, wianek zabrany, Lecz Tobie Jaś wybrany. Oj mam ci, ja mam, parę łabędzi, Popłyną one po nie. Ujrzysz wianuszek, a nie czepuszek, Boć wianek nie utonie.

Dariusz Piekarski

Nocel moja, kopiel moja

67

Panna V: Co ma wisieć, nie utonie, A co żyć ma, to żyć będzie, Dajmy nasze wianki wodzie, Wróżbo, płyń tam gdzie łabędzie. Razem: Płyń wianeczku oświetlony, Płyń wianeczku oświetlony, A świeć jasno, jak najjaśniej, By cię dostrzegł umilony. (Panny wracają a z nimi kawalerowie z wyłowionymi wiankami) Kawaler I: Hej Kupalnocka, nasza była, Bo się tu dzisiaj, dzisiaj paliła. Panna III: A cóż myśmy z niej zyskały, Kiedyśmy kawalerów nie miały. Kawaler II: Boście panienki zuchwałe, …czas już wianki oddać wodzie, niechaj woda je Coście nam oddać nie chciały prowadzi… Swojej cnoty za cnotę, Pod kawalerską ochotę. Panna II: Godłem mej cnoty nie listek, nie kwiatek, Lecz skromność, praca, pokora i statek. Panna I: A ty byś wolał wianek Zosi, Dukatami nadziany, Niż mój, skromny, ruciany. Kawaler I: Twój wianeczek dziś puszczony Tak wyłowić chciałem, Że dla ciebie, moja miła, Wodzie go wyrwałem. Panna I: Bym ci szczerze uwierzyła, Żeś mi nie jest wrogiem, To nim weźmiesz mój wianeczek, Skocz dla niego w ogień! (Skoki przez ogień przy melodii ”Nocel moja, kopiel moja”) Panna III: Co się wypełnić miało, Dziś się wypełniło. Kupalnocko dzika, Byłaś dla nas siłą. Złe moce odeszły, Zielem wypędzone, Coraz bledsze niebo Zapowiada dzionek. Panna V: Słońce lada moment Noc z szaleństwa zbudzi I wypali blaskiem Czarne myśli ludzi. Panna I: Daj nam słońce światło, By dróg nie pomylić. Daj nam słońce światło,

68
By się w mgle nie zgubić. Panna II: Daj nam takie szczęście, By je móc powiększyć, A cierpienia tylko tyle, By dusze upiększyć. Kamil: Wypal w nas nienawiść, Ból i mściwość wszelką, Spopiel naszą zawiść, Która w oku belką. Krzysiek: Wlej w nas światłem błogim Przebaczenie ciche, Wycisz nam sumienia, Przepędź z serca pychę. Razem: Daj zieloność łąkom, Ciężar polnym kłosom, Sadom moc owocu, Dzikim kwiatom kolor.

Dariusz Piekarski

PIEŚŃ FINAŁOWA
Popatrz blednie wolno czarna noc, Mgłą odchodzi zakończony sen, Gwiazdy tracą swą tajemną moc, Świt nieśmiało woła nowy dzień. Kwiat stulony mrokiem budzi się, Głodny światła strząsa resztki snu, Niecierpliwe serca ptaków śpiewem drżą, Drzewa tańczą wschodzącemu dniu. Ref: Tańcz, i tańcz, i tańcz, Wytańcz słońcu wdzięczność za ten blask. Tańcz, i tańcz, i tańcz, Dziękuj słońcu za ten cudny świat. Chłoń ten słońca blask, Co odradza cię każdego dnia. Z nim ci nigdy nie zabraknie sił, Choćbyś głaz pod górę toczyć miał. W takie świty cicho wyjdź przed dom, Spracowane ręce w górę wznieś I gdy pierwszy promień muśnie twoją twarz, Zacznij tańczyć boso w rosie traw. Tańcząc, otwórz słońcu serce swe, Niech wypali w nim na popiół żal, Tak, jak dziecko przyjmij jego dobry blask I jak dziecko w jego blasku tańcz. Ref: Tańcz, i tańcz, i tańcz, Wytańcz słońcu wdzięczność za ten blask. Tańcz, i tańcz, i tańcz, Dziękuj słońcu za ten cudny świat.

Nocel moja, kopiel moja

69

Chłoń ten słońca blask, Co odradza cię każdego dnia. Z nim ci nigdy nie zabraknie sił, Choćbyś głaz pod górę toczyć miał. Świt i dzień i noc, Tydzień, miesiąc, całe życie tańcz. Tchu nie zbraknie ci, Póki słońce będziesz w sobie miał. Tańcz swym życiem tańcz. Taniec życia w darze słońcu złóż, A ozłoci cię, Tak, jak sierpień polne łany zbóż.

„…tańcz, i tańcz, i tańcz, taniec życia w darze słońcu złóż…”

70

Bogusław Trupacz (Pisz)

WYDARZENIA

Konferencje z cyklu „Pogranicze” w Muzeum Ziemi Piskiej

C

Czy „pogranicze” to coś, co łączy, czy może dzieli...? – zarówno to pytanie, jak i odnalezienie na nie odpowiedzi, sprawia nam wiele trudności, pozostając wielką tajemnicą czekającą wciąż na swoje odkrycie. Wielu „poszukiwaczy” odpowiedzi przybyło do Pisza, gdzie już dwukrotnie, w 2006 i 2007 r., odbyły się konferencje z cyklu „Pogranicze”. Ostatnio, ta prawdziwa uczta dla miłośników historii regionalnej odbyła się w dniach 14-15 września 2007 roku. Wśród organizatorów należy wymienić Ośrodek Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Olsztynie, Towarzystwo Naukowe im. Wojciech Kętrzyńskiego w Olsztynie oraz Muzeum Ziemi Piskiej w Piszu. Temat konferencji, który brzmiał „Pogranicze – przestrzeń kulturowa”, zobowiązał do przygotowania referatów wykraczających poza kwestie administracyjne czy polityczne, choć i te miały miejsce, ale przede wszystkim pozwalał otworzyć się na zagadnienia związane z szeroko rozumianą kulturą pogranicza, w tym również z obyczajami i tradycjami. Konferencje w Muzeum Ziemi Piskiej z cyklu „Pogranicze” znane są już z tego, że podejmuje się na nich tematy ciekawe, intrygujące, wypełnione czymś niesamowitym, także polotem, fantazją (mam na myśli świetną atmosferę, która towarzyszy dyskusjom) i oczywiście faktem historycznym. Już na I konferencji w 2006r. pojawiły się między innymi treści związane z pograniczem prusko-mazowieckim, mazursko-kurpiowskim, czy w końcu prusko-polskim. W tym roku tematykę tą rozpoczął wykład prof. dr hab. Stanisława Achremczyka pt. „Podziały administracyjne ziem pruskich”, w którym autor wyprowadził wywód, jak kształtowały się podziały administracyjne Warmii i Mazur od czasów plemiennych po współczesne. W referacie prof. Achremczyka pojawiły się wątki uwzględniające również problematykę związaną z pograniczem, a mianowicie z tym, jak to kształtowanie wpływało na stosunki z ziemiami bezpośrednio graniczącymi. tak jak w przypadku Ziemi Piskiej i Mazowsza, Ziemi Kolneńskiej czy Łomżyńskiej a także Podlasia. To, jak kształtował się krajobraz kulturowy na pograniczu mazursko-kurpiowskim na przykładzie wsi Heydyk w powiecie piskim, relacjonował mgr Wiktor Knercer z Olsztyna. Sednem połączonej z prezentacją slajdów prelekcji było pokazanie bardzo ważnej rzeczy, tzn. wzajemnego przenikania się architektury i zwyczajowości zabudowy wsi na „pograniczu”. Rzeczywistym odzwierciedleniem tez autora okazała się przygraniczna miejscowość Heydyk - jeden z nielicznych już przykładów wsi „ulicówki” z okresu osadnictwa szkatułowego. To jedno z najciekawszych miejsc wpisanych w krajobraz XVII-wieczny, gdzie zachowana została architektura „pogranicza mazursko-kurpiowskiego” z oryginalnymi i charakterystycznymi dla siebie ganeczkami. Na uwagę zasługują również arcyciekawe opowieści, których „akcja toczy się” na pograniczach Rzeczypospolitej w XVII w. Ze zrozumiałych względów skoncentruję się na tych treściach, które choćby w sposób pośredni dotyczą przestrzeni miedzy Mazurami a Mazowszem. Pierwszy z nich, autorstwa Roberta Kołodzieja, badacza z wrocławskiej elity naukowej, został zaprezentowany już podczas ubiegłorocznej konferencji. Mówił o pruskiej podróży Władysława IV z 1639 roku, którego orszak pielgrzymował właśnie przez przepiękne obszary interesującego nas pogranicza. 13 lipca 1639 roku, kiedy to król Polski zatrzymał się na nocleg w Piszu, do orszaku

Konferencja

71

próbował dołączyć młody krajczy królowej Cecylii Renaty - Hieronim Radziejowski. Nie znalazł on jednak uznania w oczach władcy i został odprawiony. Postać ta pojawia się także referacie dr Sławomira Algusiewicza, wykładowcy Uniwersytetu Warmińsko - Mazurskiego w Olsztynie, który swą prelekcję poświęcił sporom granicznym pomiędzy Prusami Książęcymi a Mazowszem. Hieronim Radziejowski, postać o bogatym życiorysie, dla niektórych kontrowersyjna, był jednym z „bohaterów” tegoż wykładu. To on, jako starosta łomżyński notorycznie łamał obowiązujące przepisy i przekraczał granicę pruską, by polować w kniejach Puszczy Piskiej. Skargi urzędników leśnych dotyczące występków Radziejowskiego doprowadziły do tego, że wojewoda łomżyński 30 listopada 1642 roku najechał wraz z dwustuosobowym oddziałem wojska na miasto Pisz. Atak ten zakończył się jednak fiaskiem pod murami miasta, ale za to splądrowano wioskę Kumielsk, leżącą w połowie drogi do granicy. Spór Radziejowskiego ze starostwem piskim toczył się przez najbliższe 4 lata. Wzajemne zaskarżanie siebie do króla polskiego znalazło swoje zakończenie w 1646 roku przed specjalnie powołaną komisją sejmową, w skład której wchodził m.in. oskarżony starosta łomżyński. Sprawa mogła się zakończyć tylko w jeden sposób... W II konferencji z cyklu „Pogranicze” (2007), interesującą nas tematyką w wieku XX zajęli się m.in.: dr Adam Szymanowicz z tematem „Pogranicze Prus Wschodnich jako obszar walki wywiadowczej Polski i Niemiec w latach 1918 -1939”, a także mgr Waldemar Brenda, kustosz Muzeum Ziemi Piskiej, który przedstawił, jak wyglądały próby budowania konspiracji antykomunistycznej po II wojnie światowej - właśnie na pograniczu Polski oraz przyłączonych po wojnie Warmii i Mazur. Jego referat stanowił kontynuację problematyki poruszonej przed rokiem, w wystąpieniu na temat pogranicza Polski i Prus Wschodnich w działaniach polskiej konspiracji w okresie II wojny światowej. W sesji, oprócz najliczniej reprezentowanych naukowców z Olsztyna, wzięli udział także lokalni przedstawiciele środowisk badawczych. W konferencji swoją obecność zaznaczyli również naukowcy z takich ośrodków jak Katowice, Wrocław i Toruń. W ciągu dwóch dni 26 prelegentów zorganizowało wspaniałą biesiadę historyczną, na której pojawiły się tematy związane z dziejami Prus od czasów krzyżackich po współczesne, nie zabrakło też treści wyjaśniających takie pojęcia jak: granica, pogranicze, przestrzeń kulturowa czy w końcu - krajobraz kulturowy. Wśród wywodów opartych na badaniach historycznych pojawiły się również rozprawy wsparte studiami antropologicznymi, etnograficznymi, filozoficznymi i literaturoznawczymi. Zwieńczeniem sesji będzie wydanie zbiorowe referatów jeszcze w 2007 roku, jak zaznaczył to dyrektor Ośrodka Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Olsztynie - prof. Stanisław Achremczyk. Inicjatywa cyklu sesji o takim charakterze spotkała się z lokalnym zapotrzebowaniem na kontakt ze środowiskiem naukowym i dała impuls do własnych intelektualnych poszukiwań. Oby w kolejnych latach piskiemu środowisku w dalszym ciągu nie brakowało energii do organizowania następnych konferencji o „Pograniczach”.

72

Zdzisław Śliwecki, Sławomir Rydel (Kolno)

Jestem stąd – nie jestem gorszy

P

Pod takim hasłem I Liceum Ogólnokształcące im. Adama Mickiewicza w Kolnie uczestniczy w projekcie „Przyjazna Szkoła”. Ma on na celu wyrównywać szanse edukacyjne młodzieży, jednocześnie motywując ją do kontynuowania nauki oraz przybliżyć szkołę społeczeństwu, jako miejsce integracji społecznej, wykorzystując przy tym zajęcia pozalekcyjne z młodzieżą. Projekt jest prowadzony przez Stowarzyszenie Rodziców na Rzecz Pomocy Szkołom „Przyjazna Szkoła”. Instytucją wdrażającą jest Ministerstwo Edukacji Narodowej. Zakłada on wdrożenie 302 projektów rozwojowych dla szkół (po jednej szkole na powiat), uwzględniając ich indywidualną lokalną specyfikę. W pierwszym etapie, właściwej realizacji projektu, przeszkolonych zostało 315 nauczycieli opiekunów. Szkolenia przygotowały nauczycieli do opracowania i wdrożenia programów rozwojowych szkół, zgodnie z założeniami merytorycznymi projektu. (Ta faza została zakończona w czerwcu 2007 r.) W drugiej fazie nastąpi wdrożenie opracowanych projektów rozwojowych z uwzględnieniem stosowania nowoczesnych technologii internetowych i e-learningu w procesie nauki oraz organizacji zajęć pozalekcyjnych. Definicja problemu Ziemia Kolneńska to jeden z najbardziej cywilizacyjnie zaniedbanych obszarów tzw. „ściany wschodniej”. Jednym ze skutków tego stanu rzeczy są relatywnie mniejsze możliwości rozwojowe młodzieży oraz szanse na przyszły sukces życiowy. Młodzież - nie tylko naszej szkoły - słabo zna historię swojego regionu, jego tradycje oraz inne walory. Nie czuje się przez to związana z miejscem swego urodzenia i dorastania. W przyszłości, po zmianie miejsca nauki bądź pracy, nie ma przesłanek by powstała głębsza więź z nowym miejscem życia. Nie powstaje również znaczący związek emocjonalny z krajem, narodem – po prostu z Ojczyzną. Co nie istnieje w skali mikro, nie urodzi się również w skali makro. Przeładowana programowo szkoła o krótkim cyklu nauczania (praktycznie 2,5 roku) jest nastawiona uniwersalistycznie, więc zagadnienia regionalne nie mają tu dostatecznej reprezentacji. Zanika także przekaz rodzinny i pokoleniowy w społeczeństwie coraz bardziej nastawionym konsumpcyjnie. Młodzież nie ma zbyt wielu możliwości poznania i docenienia historii, tradycji, znaczenia i wartości swojego regionu, o którym w mediach mówi się tylko okazjonalnie i to zwykle niezbyt pochlebnie. Źródła pisane, tj. książki i wydawnictwa, występują w ograniczonej ilości, zaś ich poziom merytoryczny i atrakcyjność nie zawsze są dość wysokie. Zabiegi prasy lokalnej skupiają się głównie na wątkach sensacyjnych o małej wartości poznawczej i wychowawczej. Dostęp do dóbr kultury oraz obiektów sportowych mimo stałej poprawy jest wciąż ograniczony i utrudniony. Internet nie zastąpi bliskości teatru, stale dostępnej hali sportowej, bezpośredniego przeżycia piękna i nie zaspokoi wielu innych potrzeb niezbędnych do prawidłowego rozwoju młodego człowieka. W opisanej sytuacji wytwarza się i funkcjonuje u wielu osób przekonanie o życiu w jakimś gorszym miejscu, powstają stereotypy pod nazwą „Polska B”, „Polska C” itp. Często podstawowym marzeniem młodego człowieka jest wyrwanie się stąd jak najdalej i nieprzyznawanie się do swych korzeni. Uczniowie naszej szkoły rekrutują się mniej więcej po równo ze społeczności małego miasteczka, jakim jest Kolno, oraz z terenu przyległych gmin wiejskich, gdzie przedstawione mankamenty są odpowiednio spotęgowane. Chcemy zaproponować młodzieży aktywne zaangażowanie się z jednej strony w szeroko

Jestem stąd

73

rozumiane poznanie naszego regionu, a z drugiej - świadome kierowanie swoim rozwojem fizycznym, intelektualnym oraz emocjonalnym. Pragniemy poprzez konstruktywną aktywność wzbogacić wiedzę, nauczyć wielu przydatnych umiejętności, wytworzyć lub umocnić więź ze środowiskiem lokalnym, ale też pobudzić zainteresowania, kształtować nawyki zdrowego trybu życia, podnieść samoocenę młodego człowieka. Chcemy, aby poprzez nasze działania wyrównywały się szanse edukacyjne i życiowe naszych uczniów w porównaniu do innych środowisk. Ważne jest także, aby niezależnie od dalszych losów życiowych młodzi ludzie autentycznie i świadomie nie wstydzili się swojego pochodzenia, żeby nie postrzegali samych siebie w kategorii „gorszych”, lecz we wszelkich aspektach dostrzegali przesłanki pozytywne.

Biwak w bazie harcerskiej w Koźle Cel Zasadniczym celem projektu jest wyrównanie szans edukacyjnych i stymulacja wszechstronnego rozwoju emocjonalnego, intelektualnego i fizycznego poprzez kształtowanie więzi z regionem i środowiskiem lokalnym, nabywanie nowych przydatnych umiejętności oraz wdrażanie do szeroko rozumianej pozytywnej aktywności młodzieży szkolnej. Planowane efekty Efekty twarde: - cykl zajęć sportowo-rekreacyjnych w hali sportowej i na basenie; - cykl trzech jednodniowych wypraw rowerowych do miejsc o walorach środowiskowych bądź historycznych; - spływ kajakowy rzeką Pisą; - dwudniowy biwak zadaniowy na skraju Puszczy Piskiej; - dokumentacja fotograficzna „Ślady przeszłości”: przenośna wystawa (instytucje kultury, szkoły, urzędy lokalne), kalendarz tematyczny ze zdjęciami na rok 2008; - prezentacje multimedialne: „Piękno wokół nas”, „Tu działa się historia”, „Do szosy coraz bliżej”; - dokumentacja filmowa: „Historia prawie zapomniana”, „Impresje naturalne”; - publikacje w prasie lokalnej: „Miesięcznik Kolneński”, „Kontakty”; - witryna www „Przyjazna Szkoła im. Adama Mickiewicza w Kolnie”; - konspekt lekcji wychowania obywatelskiego na godzinę wychowawczą: „Jestem stąd – nie

74

Zdzisław Śliwecki, Sławomir Rydel

jestem gorszy”. Efekty miękkie: - kształtowanie potrzeby pozytywnej aktywności młodzieży; - podniesienie poziomu samooceny i poczucia wartości własnej; - zwiększenie szans osiągnięcia sukcesu w dalszej edukacji oraz w życiu prywatnym i zawodowym; - wzmocnienie sprawności fizycznej; - pobudzenie zainteresowań turystycznych; - utrwalenie nawyków zdrowego trybu życia; - podniesienie poziomu wiedzy o regionie, jego przeszłości i teraźniejszości; - wzmocnienie więzi z regionem i społecznością lokalną; - rozwinięcie własnych zainteresowań; - poznanie wybranych technik informatycznych: obróbka zdjęć cyfrowych, podstawowy montaż filmów, tworzenie prezentacji, elementy tworzenia stron WWW; - poznanie wybranych technik dokumentacyjnych: wykonywanie i kompozycja zdjęć, filmowanie, przeprowadzanie wywiadów, zdobywanie i wyszukiwanie informacji; - rozwój umiejętności prezentacyjnych, utrwalenie pozytywnych zachowań społecznych (uprzejmość, życzliwość, kultura słowa, elementy negocjacji); - kształtowanie umiejętności planowania i wykonywania zadań w grupie.

Wyprawę rowerową na trasie Kolno – Janowo – Łosewo – Kąty – Mściwuje – Mały Płock – Wygrane – Rakowo Stare – Borkowo – Kolno. Mściwuje - miejsce egzekucji Żydów Uczestnicy Projekt realizują nauczyciele: - Zdzisław Śliwecki – koordynator lokalny, nauczyciel prowadzący zajęcia; - Sławomir Rydel – informatyk, nauczyciel prowadzący zajęcia. Do projektu zgłosiło się 35 uczniów z różnych klas. Uczestnicy biorą udział w zajęciach według swoich zainteresowań: jedni tylko w sportowych, inni w środowiskowych czy informatycznych, a niektórzy angażują się w każdy ich rodzaj. Zajęcia w ramach projektu prowadzone będą od października 2007 r. do końca kwietnia 2008 r. Wrzesień został przewidziany na prace koncepcyjne i przygotowawcze.

Jestem stąd

75

Pierwsze działania Z uwagi na kalendarz w początkowym okresie zaplanowaliśmy cykl przedsięwzięć o charakterze terenowym - nastawionych na pozyskanie materiałów medialnych (filmy, zdjęcia, wywiady) i faktograficznych z obszaru naszego powiatu. Przy okazji promujemy turystykę, aktywny wypoczynek i zdrowy tryb życia. Staramy się odkrywać i uwrażliwiać na piękno naszej ziemi i jej walory historyczne.

Spływ kajakowy rzeką Pisą na trasie Kozioł – Śmierciowa Góra – Kozioł – Stare Kolno – Ptaki Udało nam się już zrealizować spływ kajakowy rzeką Pisą na trasie Kozioł – Śmierciowa Góra – Kozioł – Stare Kolno – Ptaki. Oprócz przeżyć typowo przygodowych i towarzyskich pojawiły się wrażenia wynikłe z odwiedzenia ważnych, osadzonych głęboko w historii regionu miejsc, które mogliśmy wówczas lepiej poznać. Tak więc płynąc w górę rzeki, dotarliśmy do starego grodziska przy drodze Kozioł-Wincenta - zwanego tajemniczo Śmierciową Górą. Następnie, płynąc już z prądem zatrzymaliśmy się w miejscu nad Pisą, gdzie pierwotnie położone było Kolno i gdzie uzyskało w 1425 r. prawa miejskie. Dalsza trasa aż po miejscowość Ptaki to pasmo przeżyć estetycznych, ale również dobra szkoła współdziałania, dyscypliny i sprawdzian poczucia humoru. Odbyliśmy także całodzienną wyprawę rowerową na trasie Kolno – Janowo – Łosewo – Kąty – Mściwuje – Mały Płock – Wygrane – Rakowo Stare – Borkowo – Kolno. Oprócz wspaniałej zaprawy fizycznej cieszyła nas możliwość odwiedzenia całego szeregu miejsc utrwalonych w historii naszego regionu bądź atrakcyjnych pod innymi względami. Zahaczyliśmy więc o wiatrak typu holenderskiego w Janowie, liczne cmentarze z obydwu wojen światowych, miejsce masowych egzekucji Żydów w okolicy miejscowości Mściwuje, wczesnośredniowieczne grodzisko w Małym Płocku i ciekawostkę przyrodniczą w lesie koło wsi Wygrane. Sporządzaliśmy dokumentację filmową i fotograficzną, przeprowadzaliśmy wywiady ze spotkanymi wówczas ludźmi. Mimo pogarszających się warunków atmosferycznych odbył się także całodniowy biwak zadaniowy w oparciu o bazę harcerską w Koźle. Głównym celem było spenetrowanie miejsc w okolicy, wykonanie dokumentacji medialnej i przeprowadzenie wywiadów. Interesowały nas zagadnienia przygraniczne, historia młyna i kościoła w Koźle, obóz jeńców radzieckich w Dłutowie oraz ich cmentarz w Wincencie, cmentarz wojenny z 1915 r. w Dłutowie a także historia połączenia kolejowego z Prus w kierunku Kolna i Łomży. Przed nami jeszcze kilka takich wypraw. Potem przyjdzie czas na analizę i opracowanie

76

Zdzisław Śliwecki, Sławomir Rydel

zgromadzonych informacji, materiałów, konfrontację różnych źródeł i upowszechnienie efektów takich prac w formie prezentacji, filmów czy też wystaw fotograficznych. Będzie je wykonywać młodzież w toku zajęć pozalekcyjnych. Jedno już wszakże widać wyraźnie: stan wiedzy oraz świadomości regionalnej i historycznej miejscowej ludności jest bardzo ubogi. Tak więc nasze działania w ramach projektu będą uzupełniać tę lukę przynajmniej u niektórych przedstawicieli młodego pokolenia. O dalszych poczynaniach oraz uzyskanych rezultatach mamy nadzieję bardziej szczegółowo napisać w niedalekiej przyszłości.

Leszek Czyż (Leman)
Osoby: Kurpianka, Japonka, Japończyk.

77 dodatek literacki

Japończycy na Kurpiach.
Japonka: - Dzień dobry, dobra kobieta! Japończyk: - (z szybkim ukłonem) Haj! Kurpianka przestraszona odwraca się.

Na polu starsza kobieta kopie motyką ziemniaki. Podchodzą do niej Japonka i Japończyk. Japonka trzyma w dłoni słownik japońsko – polski.

Kurpianka: Na zieki ziekow... Japonka: My przyjechać do was z dalekiej Japonii. To jest moja męża. Japończyk: Haj! Jakotako! Kurpianka: Moj rety! (do siebie) Godoł kedyś Wałęsa, ze bendzie u nas drugo Japonia i mos ... juz sie pomału zacynajo zwłoceć. (do gości) A cegośta tu przyjechali? Japonka: Nam bardzo się podobać wasza ziemia ... Japończyk: Haj! Jakotako! Kurpianka: A Bog zapłać! Ten oziemek, to jesce moj posazny. Japonka: My przyjechać tu na Kurpie, bo my chcieć wam pomagać ... Kurpianka: O idzis jeke to robotne! Ale jo ni mom ziencej motykow kele sie. Chyba ze rencani chceta te kartofle kopać? Japonka: My chcieć tu budować duża fabryka. Tu się pościna, powyrywa, wyrówna i ... Kurpianka: (z oburzeniem) Co pościno?! Co wyrowno?! Gdzie?! Tu?! Jek jo ci zaro pourywom i porownom, to ty nazot drogi do tej Japonii nie znojdzies! Japończyk: Haj! Jakotako! Japonka: Niech się tak nie denerwować, dobra kobieta. My chcieć pomagać. My chcieć tu produkować takie duża kota. Japończyk: Haj! Jakotako! Kurpianka Co?! Duze koty chceta robzieć?! Patrzta ludzie, nie dość, ze majo skośne ocy, to jesce i we łbzie nie tak jek sie nolezy. Japończyk: Haj! Jakotako! Kurpianka: To co wy myślita, ze u nas so take duze mysy, cy co?! Japonka: Ja nie wiedzieć co to duza mysa. My chcieć pomagać. My wam produkować takie białe, co wy potem to pić. Rozumieć mnie, dobra kobieta? No, takie bul, bul ... Kurpianka: A ... juz ziem! Wy tu chceta tako dozo bimbrownio postazieć, jo?! Japonka: Ja nie wiedzieć co to bimbrownio. (zagląda do słownika) My chcieć budować taka fabryka, co do niej ta duża kota będzie dawać takie białe ... (znów zagląda do słownika) mleko. Kurpianka: Moj rety, aleś ty i głupsio kobzieto. Kot jej mleka do ... Idź, pociągoj kota za ogon, to obocys ile ci tego mleka nadaje! Jo nie ziem, o co sie wom rozchodzi. Japonka: (wskazując palcem gdzieś daleko) Nam się rozchodzieć o te z rogami, co tam trawę

78
jeść. Kurpianka: No toć to krowy! O krowy sie wom rozchodzi?! Japonka: O, o, o ...! Japończyk: Haj! Jakotako! Kurpianka: Ciensko sie z wani godo, tylo mnie bałamucita. Niby chco pomogać, a nie ziedzo jek sie krowa nazywo. No to co wy nareście chceta tu robzieć?! Japonka: No ..., my chcieć właśnie takie duże krowy ... (zagląda do słownika) Kurpianka: A ...! Było tak od razu godać! To wy jesteta take nowocesne japońske inseminatory?! Japończyk: Haj! Jakotako! Kurpianka: (patrząc na Japończyka) Godajny ten twoj chłop to nie je. Moj tez je ksyne mrukowaty, ale casem, jek trzeba, to co pozie. Japonka: Moja męża nie znać waszego języka, ale się nauczyć. Kurpianka: Totez niech sie ta twoja męza chyzo ucy, bo z tako mowo, to do krowy lepsiej nie podchodzieć, bo bendzie ligać. Japonka: My tu wam budować taka duża fabryka. Wy dawać mleka i robieć takie różna sery, kefiry ... Kurpianka: Toć mlecarnio juz my momy w Kolnie. Japonka: To jest mała mleczarnia. My wam budować duża mleczarnia. Wy będziecie mieć duża pieniądza. Japończyk: Haj! Jakotako! Kurpianka: Juz ni roz obziecali te duza psieniądza jek em nieli do Unii Europejskej wstompsieć. My wstompsilim, ale krowy zidać o tem nie ziedzo, bo mleka tylez samo dajo co dawały. Japonka: My waszym krowom podłączyć taka mała komputer i krowy dużo mleka dawać. Kurpianka: Wy go lepsiej sobzie podłącta, bo zidać wom cegoś brok. Nase krowy od tech wasech komputerow, to by sie prendzej zagździły niz ziencej mleka dały. Japonka: Nie, nie. Nasze komputery dobre, one nie zagździły ... Kurpianka: Idźta wy lepsiej skond eśta przyśli, robta te duze koty w bimbrowniach i niech wom mleko dajo, a nas Kurpsiow ostowta w spokoju. Japończyk: Haj! Jakotako!

Marian Gębarski (Kolno)

79

Wspomnienie jednego tańca
Tańczyłaś ze mną krótko a czuję chęć objęcia kibić wiotką i smukłą ulotną jak letnia tęcza. W tańcu byłaś motylem w tej sukni kolorowej zwiewnym wiedeńskim stylem frunęłaś jak Paź Królowej. Byłaś modrym Dunajem wirując w rytmie walca spowita długim szalem. Wspomnienie jednego tańca. Kolno, 26.07.2005

80

Patrz, zanim podniesiesz broń
Zanim podniesiesz broń spójrz trzeźwymi oczyma na mnie na te korony drzew, co wysoko szumią na obłoki sunące w bezładzie i na księżyc, co cieniem się kładzie na ziemię. Zmruż oczy; spójrz w słońce co wyznacza strony świata spójrz na mnie i patrz a zobaczysz człowieka i brata. Kolno 2006

81

32° Celsjusza
Upał piekielny susza trwa to klęska nie posucha w cieniu stopni trzydzieści dwa za oknem chmurka dała cień i wtedy do mnie przyszedłeś

Celsjusza

paskudny drań i szepcze mi do ucha. Po kiego diabła tutaj tkwisz trudzisz się nad rymami zostaw to odpuść sobie dziś niech wiersze piszą sobie sami. Komu potrzebny jest twój wiersz bogatym, zakochanym? Bogatym życie poezją jest a zakochani, przecież wiesz. Zakochani maja seks. Zezłościł mnie paskudny drań Krótko mu mówię – tak w upale tym pracują wszak malarze, robotnicy górnicy w dole maja cień a pieką się hutnicy. Może mój wiersz ostudzi mózg w upale wzmocni serce odpocznie piekarz, murarz, stróż przestaną gin pić szewcy. Paskudny drań z uciechy rży. Ty dla nich piszesz wiersze? Oj, dziwny jesteś ty Musisz mieć miękkie serce. Aby draniowi przerwać? cicho – mówię siedź i nie pleć głupstw że każdy sobie sam ma pisać wiersze. A on mi na to swoje znów - w nocy się pisze wiersze. W upale zwykle braknie słów Odchodzę. Cześć. Bądź zdrów. I odszedł leń – paskudny drań upał się wzmógł. Uff. Kolno, 6/7. 07.2006

82

Mała muzyka nocna
Z mieszkania na pierwszym piętrze słychać melodię serenady za oknem niżej Graja świerszcze ćwiczą w sierpniową noc cykady. W krzewie wirtuoz stroi skrzypce altówkę słychać obok z drzewa cykady toczą swoje igrce w dźwięczna melodię głos się zlewa. Od dźwięku cykad drży powietrze niesie się w koło cykad cyd… cyd… z mieszkania na pierwszym piętrze ciszej. Eine kleine Nachtmusik. Kolno, sierpień 2005 r.

Od redakcji. Wiersz Wspomnienie jednego tańca ukazał się drukiem w tygodniku „Angora” nr 13(876), 1.04.2007

Waldemar Brenda (Pisz)

Biblioteczka Jana z Kolna

83

K. Sychowicz, Ziemia Łomżyńska i jej mieszkańcy w latach 1944 -1956, Łomża 2005, s. 198.

Krzysztof Sychowicz jest autorem (lub współautorem) kilku książek i dziesiątków artykułów dotyczących w większości najnowszych dziejów Polski północno-wschodniej. Od urodzenia związany z Ziemią Łomżyńską, gros swych zainteresowań badawczych poświęcił tej właśnie krainie. Owocem tych prac jest m.in. książka pt. „Ziemia Łomżyńska i jej mieszkańcy w latach 1944 -1956) (czyli, jak to było naprawdę)”. Podtytuł sugeruje, że praca ma charakter polemiczny, głównie wobec opracowań dotyczących lat powojennych, które ukazywały się w okresie PRL. Także wiele prac wydanych już po 1989 r. powiela stare stereotypy, co już trudno wyjaśnić trudnościami w dostępie do archiwów czy cenzurą. We wstępie autor wymienia m.in. dwie takie „łomżyńskie” pozycje, które wyszły spod ręki uznanych przecież historyków- regionalistów1. W przypadku jednego z nich, nieżyjącego już Czesława Brodzickiego, warto na marginesie tych rozważań wspomnieć o innej jego publikacji, szczególnie ważnej dla czytelników „Zeszytów Kolneńskich”. Wydana w 1982 roku książka pt. „Kolno na Mazowszu”2 była bardzo cennym opracowaniem, w czasach PRL wnoszącym wiele nowego do naszej wiedzy o Ziemi Kolneńskiej. Już jednak wznowienie tej pracy w 2001 r.3, bez uwzględnienia nie tylko dostępnych archiwaliów, ale nawet wielu publikacji wydanych w latach dziewięćdziesiątych, przyczyniło się do utrwalenia poczynionych wcześniej pomyłek lub uproszczeń – wytłumaczalnych w przypadku dzieła wydanego w czasach komunizmu, lecz współcześnie – niedopuszczalnych. Wróćmy jednak do głównego wątku tej recenzji. Krzysztof Sychowicz traktuje pojęcie Ziemia Łomżyńska bardzo szeroko, uwzględniając te gminy, które w drugiej połowie lat czterdziestych składały się na powiat łomżyński, m.in. Kolno i Zambrów. Książka zawiera siedem rozdziałów, w których autor zajmuje się procesem formowania nowej władzy, działalnością komunistycznego aparatu represji - niezbędnego dla funkcjonowania nowego systemu w terenie, tak zaangażowanym w polityczną i zbrojną walkę z okupantem. Omówiono w nich okoliczności towarzyszące powstawaniu partii politycznych. Jako pierwsza na „politycznym rynku” pojawiła się Polska Partia Robotnicza, której przyrost liczebny w początkach działalności autor wiąże z zapisywaniem się milicjantów. W marcu 1945 r. KP PPR Łomża liczył 164 członków. W tym samym czasie w „bratniej” PPS było 99 osób. Z dużym opóźnieniem, bo dopiero w październiku 1945 r. powstało w Łomży opozycyjne Polskie Stronnictwo Ludowe. Wprawdzie w recenzowanej pracy brakuje wyjaśnienia, z czego wynikał ów „poślizg”, możemy się jednak domyślać, że przyczyną mogła być m.in. represyjna działalność aparatu bezpieczeństwa. W grudniu 1945 r. z inicjatywy UB włamano się do lokalu partyjnego w Łomży, demolując
1 W. Jemielity, Łomża w latach 1945-1999, Łomża 2004; Cz. Brodzicki, Łomża i powiat łomżyński w latach drugiej wojny światowej i trudnych latach powojennych, Warszawa 2004; 2 Cz. Brodzicki, Kolno na Mazowszu, Warszawa 1982. 3 Cz. Brodzicki, Kolno na Mazowszu, Łomża 2001.

K

84
i rabując dokumenty. Próbowano tez przeszkodzić w zjeździe powiatowym PSL. Mimo to Polskie Stronnictwo Ludowe zyskiwało coraz większą popularność w regionie, w poszczególnych gminach licząc: Mały Płock – 200 osób, Jedwabne - 150, Przytuły -50, Szczepankowo – 100, Stawiski – 150. Do tego należy doliczyć członków Związku Młodzieży Wiejskiej „Wici”, który dysponował 12 kołami (w tym jedno w Kolnie). Miarą pozycji tej partii była zresztą nie tyle liczebność, co raczej wyniki referendum w czerwcu 1946 r., w którym społeczeństwo powiatu zdecydowanie wypowiedziało „nie” na trzy pytania. Oczywiście na taką postawę wyborców wskazują wyniki nieoficjalne, bowiem te urzędowe zostały sfałszowane. Kolejny rozdział poświęcony został podziemiu niepodległościowemu, przy czym sporo informacji na ten temat można znaleźć także w rozdziale traktującym o aparacie represji. Działające po wojnie organizacje konspiracyjne to przede wszystkim Armia Krajowa Obywateli, od września 1945 r. Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”, którego 2227 członków ujawniło się w powiecie Łomża w okresie amnestii 1947 r. Ujawnił się m.in. kpt. Stanisław Cieślewski „Lipiec”, w 1944 r. dowódca odtwarzanego w ramach akcji „Burza” 33 pp AK, ujawnił się również przewodnik inspektoratu łomżyńskiego AKO-WiN mjr Jan Tabortowski „Bruzda”. Komunistyczne prześladowania wkrótce wymusiły na nich powrót do konspiracji, w której pozostali do tragicznych śmierci w latach pięćdziesiątych. Z możliwości amnestii w mniejszym zakresie skorzystali, bardziej nieufni wobec komunistycznej władzy, żołnierze Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. W 1947 r. ujawniło się tylko 920 żołnierzy NZW z pow. Łomża. Po tej dacie podziemie narodowe w sposób zorganizowany podejmowało walkę do 1952 r. W kwietniu tr. w Czerwonem k. Kolna zginął Hieronim Rogiński „Róg” komendant KP „Łużyca” NZW. Jeszcze przez dwa lata próbowali przetrwać jego dawni żołnierze. Jeden z nich, Marian Borys - „Czarny”, zginął w sierpniu 1954 r. Natomiast w nocy z 3 na 4 marca 1957 r. (!) zakończył życie ostatni towarzysz broni „Bruzdy” i „Lipca” - Stanisław Marchewka - „Ryba”, ukrywający się w Jeziorku, pow. Łomża. Data ta jest uważana za koniec konspiracji niepodległościowej w regionie. Osobną uwagę poświęcił autor „Ziemi Łomżyńskiej...” sprawom oświaty, niezwykle ważnej w okresie, gdy szkoła stawała się jednym z głównych narzędzi indoktrynacji młodzieży w duchu komunistycznym. Wiąże się z tym również zagadnienie represji wobec kościoła katolickiego, który po zlikwidowaniu życia politycznego i stłumieniu oporu zbrojnego, stał się w Polsce głównym frontem oporu przeciw zniewalaniu społeczeństwa. W rozdziale traktującym o tych sprawach autor przytacza nie tylko skrzętnie odnotowywane przez władze podejrzenia o współprace duchowieństwa z opozycją i podziemiem, ale również doniesienia agentury o nieprawomyślnych kazaniach. Powołuje się także na przykłady represji wobec duchownych i świeckich (np. nauczycieli), uznanych za osoby zbyt klerykalne. Charakterystyczny przykład antyreligijnej nagonki pochodzi z Kolna. W odwecie za antykomunistyczne napisy, które w 1949 r. pojawiły się na pomniku ofiar wojny polsko bolszewickiej z 1920 r., grupa milicjantów zdewastowała kolneński cmentarz wyrywając z grobów krzyże. Te i inne przykłady (w tym działalność księży, którzy podjęli współpracę z komunistami w ramach tzw. „ruchu księży patriotów”) zostały w książce przypomniane na bardzo szerokim tle polityki państwa wobec Kościoła w Polsce. Dwa ostatnie rozdziały książki zostały poświęcone sprawom gospodarczym oraz życiu codziennemu mieszkańców pow. Łomża w pierwszym peerelowskim dziesięcioleciu. Ta część opracowania wydaje się o tyle ciekawa, ze nieczęsto w publikacjach o charakterze lokalnym odnajdujemy próby wykroczenia poza historię czysto polityczną. Książkę zamykają aneksy (wykazy pracowników UB w Łomży i Kolnie w latach 1945 -1956, skład osobowy KP MO w Łomży, wykaz sekretarzy KP PZPR w Łomży, Kolnie i Zambro-

85
wie oraz wykaz dyrektorów szkół ogólnokształcących w Okręgu Szkolnym Białostockim). Podsumowując, należy podkreślić, że Krzysztof Sychowicz przekazując w ręce Czytelników książkę o powojennych dziejach Ziemi Łomżyńskiej, nie tylko oddał plon swych naukowych zainteresowań. W zakończeniu pracy znalazł się fragment, który wiele mówi o autorze i jego dziele: Urodziłem się i wychowałem w Łomży [a ze swej strony dodam, że szkołę średnią kończył w Kolnie – WB]być może dlatego zawsze interesowałem się przeszłością tego miasta oraz Ziemi Łomżyńskiej. Im lepiej ją poznawałem, tym większego szacunku nabierałem dla jej mieszkańców, którzy na przestrzeni dziejów przyczynili się do rozwoju tych terenów, a gdy zachodziła konieczność, swoim życiem płacili za ich obronę przed agresorami. Jest to najlepszy dowód na to, jak bardzo kochali oni tę Ziemię i Polskę, stanowiące dla nich największą wartość.(...) O tym właśnie chciałem Państwu opowiedzieć (s. 163).I wprawdzie książka Sychowicza nie wyczerpuje tematu, to przecież na tym właśnie polega urok badań historycznych, że nigdy nie da się powiedzieć ostatniego słowa. Tym bardziej, gdy w grę wchodzą tematy tak aktualne i wciąż jeszcze bolesne.

Ireneusz Kownacki - SKRODA WIELKA Zbiorek wierszy w których autor wspomina lata dzieciństwa oraz ukazuje piękno rodzinnej ziemi.

Stanisław Malinowski, Stanisław Józef SzymanowskiKRONIKA PARAFII RZYMSKOKATOLICKIEJ POD WEZWANIEM CHRYSTUSA KRÓLA WSZECHŚWIATA W KOLNIE Wydawnictwo w przygotowaniu. Autorzy zwracają się do wszystkich o pomoc w gromadzeniu dokumentów, zdjęć i wspomnień związanych z budową kościoła.

Prosimy o udostępnianie nam wszelkiego rodzaju wydawnictw (książek, broszur, gazetek, artykułów, itp.) dotyczących Kolna i regionu. Pomoże to nam stworzyć „Biblioteczkę Jana z Kolna” z zasobów której mógłby korzystać każdy, kto interesuje się Kolneńszczyzną. Siedziba Towarzystwa „Jan z Kolna” znajduje się w Kolneńskim Domu Kultury w Kolnie, ul. M. Konopnickiej 4, tel. (086) 278 2122

86

31 marca 2007 - OTWARTE SZACHOWE MISTRZOSTWA KOLNA IM. AKIBY RUBINSTEINA.

kronika towarzystwa „Jana z Kolna”

Pasjonująca partia najmłodszych zawodników turnieju Na starcie stanęło 17 uczestników z Ostrołęki, Łomży, Szczuczyna i Kolna. Wśród uczestników było kilku byłych i aktualnych finalistów Mistrzostw Polski Juniorów. W zawodach zwyciężył Mateusz Soczyński z Ostrołęki, przed Jakubem Sokołowskim z Kolna i Piotrem Białczakiem z Ostrołęki. Zwycięzcy poszczególnych kategorii: Szkoły podstawowe - chłopcy Matusz Soczyński - Ostrołęka Szkoły podstawowe - dziewczęta Karolina Zajkowska - Łomża Szkoły ponadpodstawowe - Piotr Białczak - Ostrołęka Szkoły ponadpodstawowe dziewczęta - Martyna Filipkowska - Kolno. Współorganizatorem zawodów był Kolneński Dom Kultury.

9 czerwca 2007 - MISTRZOSTWA KOLNA W SCRABBLE

Najmłodsi scrabbliści W Kolnie istnieje spora grupa młodzieży żywo zainteresowana rozrywkami umysłowymi. Kilkunastu z nich miało okazję sprawdzić swoje umiejętności w scrabble podczas Mistrzostw Kolna Dzieci i Młodzieży. Niepokonany od kilku lat Marek Sokołowski, znów okazał się najlepszy, wyprzedzając Artura Bikowskiego i Daniela Święczkowskiego. W tzw. małym finale zwyciężyła Klaudia Samul przed Kacprem Pikulińskim (drugoklasistą!) i Mateuszem Bednarczykiem. Najlepsi zawodnicy nagrodzeni zostali sprzętem turystycznym ufundowanym przez Urząd Miasta Kolno. Współorganizatorem zawodów był Kolneński Dom Kultury.

87

30 września 2007 – XVIII Kolneńskie Biegi Jesieni w Koźle

Najliczniejszą grupę stanowiły dziewczęta ze szkół podstawowych W ostatnią niedzielę września miłośników biegania powitała w Koźle piękna, słoneczna pogoda. Na trasy w lesie przy bazie harcerskiej wyruszyło 511 zawodników, aby walczyć o laury najlepszego w wielu kategoriach wiekowych. Biegi rozgrywano w ramach ogólnopolskiej akcji „ Polska Biega”. Zawodom towarzyszyły liczne atrakcje, o które zadbali organizatorzy. Bufet serwował doskonały bigos, grochówkę i pączki. Na stoisku pocztowym można było nabyć kartkę przedstawiającą Jana z Kolna i ostemplować ją okolicznościowym datownikiem. Najmłodsi bawili się w ogródku zorganizowanym przez uczennice z Gimnazjum w Glinkach. Tam też można było wziąć udział konkursie plastycznym oraz loterii fantowej. Panie z kolneńskiego sanepidu udzielały porad dotyczących profilaktyki zdrowia, a na mecie na biegaczy czekały smaczne mleczka smakowe i jogurty ufundowane przez grajewski „Mlekpol”. Organizatorami XVIII Kolneńskich Biegów Jesieni byli: Towarzystwo „ Jan z Kolna”, TKKF w Kolnie, Komenda Hufca ZHP w Kolnie i Kolneński Dom Kultury. Mistrzowie XVIII Kolneńskich Biegów Jesieni Dzieci do lat 6: Dominika Plona (Rogienice) i Dominik Skopnik (Kolno), Klasy I- II: Magdalena Trzcinka (SP Ptaki) i Karol Grala (SP 1 Kolno), Klasy III- IV: Gabriela Jermacz (SP Czerwone) i Damian Bączek (SP Ptaki), Klasy V- VI: Kamila Stachelek (SP Turośl) i Mariusz Kuliś (SP Zabiele), Gimnazjum: Patrycja Bednarczyk (Gimnazjum w Turośli) i Grzegorz Gardocki (Gimnazjum w Glinkach), Szkoły ponadgimnazjalne: Justyna Piotrowska (II LO Łomża) i Przemysław Pucyk (ZSEO Łomża), Open: Justyna Dobrowolska (Prefbet Śniadowo) i Daniel Chyliński (ZSEO Łomża). Wyniki XII Mistrzostw Województwa Nauczycieli Kategoria do 35 lat: Agnieszka Chutkowska (Kolno) i Artur Lubecki (Ptaki). Kategoria powyżej 35 lat: Celina Kuliś (Ptaki) i Marek Paliwoda ( Grajewo).

88

7 października 2007 - FESTIWAL ZABAW KURPIOWSKICH CZYLI II BZIODOWANIE W LEMANIE
To był skok!

Ciągnij!!! Przeciąganie lejcem, rzucanie szyszką czy skoki przez rów, to tylko nieliczne z konkurencji, które składały się na II Festiwal Kurpiowskich Zabaw Dziecięcych. Na gościnnym boisku szkoły w Lemanie spotkało się, aby rywalizować, ponad 100 uczniów. Poza gospodarzami w festiwalu brały udział dzieciaki ze szkół podstawowych z Kolna, Zaskrodzia i Lachowa oraz gimnazjaliści z Glinek i Kolna. Najlepszymi w klasyfikacji drużynowej okazali się - „Zaskrodziacy” ze Szkoły Podstawowej w Zaskrodziu oraz „AC Glinki” z Gimnazjum w Glinkach. Ale nie tylko rywalizacja była ważna; świetna zabawa udzieliła się wszystkim uczestnikom oraz licznie przybyłym kibicom. W przerwach pomiędzy konkurencjami można było posilić się pysznym bigosem lub wziąć udział w konkursie plastycznym. Przy organizacji Festiwalu Towarzystwo „Jan z Kolna” współdziałało z Kolneńskim Domem Kultury i Szkołą Podstawową im. Krupki w Lemanie. Nagrody dla uczestników zabaw festiwalowych ufundowało Starostwo Powiatowe w Kolnie oraz „Mlekpol” w Grajewie.

1/2 listopada 2007 – II KWESTA NA ODRESTAUROWANIE ZABYTKÓW STAREGO CMENTARZA.

Kolneńskie harcerki podczas kwesty na starym cmentarzu Po raz drugi na obu cmentarzach odbyła się zbiórka środków na ratowanie zabytkowych części Starego Cmentarza, a zwłaszcza bramy głównej . W kweście uczestniczyło 15 osób: członków Towarzystwa, ludzi znanych w mieście i harcerzy. Tym razem udało nam się zebrać 1705 zł 56gr.

Nasi autorzy
Wiesław E. Boć – nauczyciel Gimnazjum w Kolnie. Absolwent filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Łatwo dostrzegalny na często używanym rowerze - jeśli się akurat nie udał do przybytku tej, czy innej muzy – raczej samochodem. Leszek Czyż – historyk i informatyk, dyrektor Szkoły Podstawowej w Lemanie. Poeta i znawca gwary kurpiowskiej. Waldemar Brenda – historyk, Muzeum Ziemi Piskiej w Piszu. Marian Gębarski – felczer medycyny i pedagog oświaty dla dorosłych. Wieloletni pracownik służby zdrowia w Kolnie i Stawiskach oraz administracji państwowej. Kurator do spraw rodziny i nieletnich Sądu Rejonowego w Łomży. Ola Greloch – uczennica klasy pierwszej Gimnazjum im. Jana Pawła II w Kolnie. Pasjonuje się fotografowaniem, tańcem sportowym i lekkoatletyką. Krzysztof Kajko – prezes Banku Spółdzielczego w Kolnie. Interesuje się grą na instrumentach klawiszowych, pielęgnacją ogrodu i czynną rekreacją. Kazimierz Korzep – nauczyciel matematyki i fizyki. Radny miejski, prezes Towarzystwa „ Jan z Kolna”. łamigłówek i gier matematyczno – logicznych. Kazimierz Koter – dyrektor Kolneńskiego Domu Kultury. Instruktor teatralny, miłośnik dobrego filmu, książki i teatru. Marian Krysiak – dr nauk humanistycznych, starszy wykładowca w Instytucie Prawa Wyższej Szkoły Policyjnej w Szczytnie. Autor wielu publikacji z zakresu historii regionu, ochrony środowiska i prawa. Interesuje się sportem i turystyką. Ewa Marczak – Łukaszewicz – wykładowca w Instytucie Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się archeologią wczesnego średniowiecza na ziemiach Polski. Dariusz Piekarski – dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Grabowie. Interesuje się sztuką ludową, muzyka folkową i teatrem. Janusz Prusiński – absolwent Liceum Zawodowego w Kolnie. Pracownik Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Kolnie. Zainteresowania: geografia, historia regionu, turystyka, kultura ziemi kurpiowskiej. Członek Towarzystwa Ziemi Łomżyńskiej w Łomży, Związku Kurpiów w Ostrołęce i Towarzystwa „Jan z Kolna”. Sławomir Rydel – nauczyciel w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych w Kolnie, nauczyciel prowadzący zajęcia w programie „Przyjazna szkoła”. Karol Jacek Stachelski – absolwent geologii i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, w latach 2003 – 2004 redaktor naczelny Miesięcznika Kolneńskiego. Prezes Stowarzyszenia na Rzecz Integracji i Promocji Powiatu Kolneńskiego oraz członek Łomżyńskiego Towarzystwa Naukowego im. Wagów. Zdzisław Śliwecki – nauczyciel w-f w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych w Kolnie, koordynator lokalny projektu „Przyjazna szkoła”. Bogusław Trupacz – historyk, absolwent Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego. Mieszka w Piszu. Kazimierz Trzaska – historyk i nauczyciel tańca. Człowiek o renesansowych poglądach i zainteresowaniach. Lilia Wołk – emerytowana księgowa. Interesuje się historią.

89

SPIS TREŚCI
Poszperajmy ..........................................................................................................3

Historia
Ewa M a r c z a k , Średniowieczne osady wśród łąk nad Wincentą .....................5 Jacek Karol S t a c h e l s k i , Kościół św. Anny .................................................15 Marian K r y s i a k , Średnia szkoła ogólnokształcąca w Kolnie po II wojnie światowej ..............................................................................................25 Janusz P r u s i ń s k i , Państwowa Stadnina Koni w Grabowie 1951-1956.........34 Krzysztof K a j k o , Bankowość spółdzielcza w Polsce i Ziemi Kolneńskiej ....38

Wspomnienia
Lilia W o ł k , Moje Wykowo...............................................................................43 Kazimierz „Warmiak” L e n k i e w i c z , O Matko moja ...................................51

Tradycja
Kazimierz T r z a s k a , Folklor taneczny Mazowsza północno-wschodniego ...52 Dariusz P i e k a r s k i , Pierwotne piękno ...........................................................57 Dariusz P i e k a r s k i , Nocel moja, kopiel moja ...............................................59

Wydarzenia
Bogusław T r u p a c z , Konferencja z cyklu „Pogranicze” w Muzeum Ziemi Piskiej .................................................................................................................70 Zdzisław Ś l i w e c k i , Sławomir R y d e l , Jestem stąd - nie jestem gorszy ...72

Dodatek literacki
Leszek C z y ż , Japończycy na Kurpiach ...........................................................77 Marian G ę b a r s k i , Wiersze ...........................................................................79

Biblioteczka Jana z Kolna
Waldemar B r e n d a , K. Sychowicz, Ziemia Łomżyńska i jej mieszkańcy w latach 1944 -1956, ..............................................................................................83

Kronika Towarzystwa „Jana z Kolna” ................................................86 Nasi Autorzy...................................................................................................89

ŚRODKI ZE SPRZEDAŻY ZESZYTÓW KOLNEŃSKICH PRZEZNACZONE BĘDĄ NA DZIAŁALNOŚĆ TOWARZYSTWA „JAN Z KOLNA”