Andrzej Sapkowski Pani Jeziora I jechali dalej, az przybyli nad jezioro o wodach rozlanych szeroko i pieknie.

A posrodku samym onego jeziora zobaczyl Artur ramie w bialy atlas przyodziane, mie cz cudnej roboty dzierzace. Potem zasie ujrzeli panne, smiele stapajaca po wód zwierc iadle. -Cóz to za panna tak czarowna? - spytal Artur. -Zwa ja Pania Jeziora - odrzekl Merlin. Thomas Malory, Le Morte Darthur Rozdzial pierwszy Jezioro bylo zaczarowane. Nie bylo co do tego zadnych watpliwosci. Po pierwsze, lezalo tuz obok gardzieli zakletej doliny Cwm Pwcca, doliny tajemniczej, wiecznie otulonej mgla, slynacej z czarów i zjawisk magicznych. Po drugie wystarczylo popatrzec. Tafla wody byla gleboko, soczyscie i niezmacenie niebieska, iscie niczym wyszlifowany szafir. Byla gladziutka jak zwierciadlo, do tego stopnia, ze przegl adajace sie w niej szczyty masywu Y Wyddfa wygladaly piekniej jako odbicie niz w rzeczyw istosci. Od jeziora wialo zimnym ozywczym powiewem, a dostojnej ciszy nie zmacalo nic, na wet plusk ryby czy krzyk wodnego ptaka. Rycerz otrzasnal sie z wrazenia. Ale miast kontynuowac jazde grzbietem wzgórza, skierowal konia w dól, ku jezioru. Zupelnie jakby przyciagany magiczna moca czaru drzemiacego tam, w dole, na dnie, w otchlani wód. Kon stapal plochliwie wsród pokruszonych skal, cichym pochrapywaniem dajac znac, ze i on wyczuwa magiczna au re. Zjechawszy na sam dól, na plaze, rycerz zsiadl. Ciagnac rumaka za trezle, zblizyl sie do skraju wód, gdzie drobna fala igrala wsród kolorowych otoczaków. Kleknal, chrzeszczac kolczuga. Ploszac narybek, rybki malutkie i zywe jak igielki, nabral wody w zlaczone dlonie. Pil ostroznie i powoli, lodowato zimna w oda dretwila wargi i jezyk, klula zeby. Gdy zaczerpywal ponownie, dolecial go dzwiek niesiony po powierzchni jeziora. Uniósl glowe. Kon chrapnal, jak gdyby potwierdzajac, ze i on slyszal.

Nadstawil uszu. Nie, to nie bylo zludzenie. To, co slyszal, to byl spiew. Spiewala kobieta. Moze raczej dziewczyna. Rycerz, jak wszyscy rycerze, wychowal sie na powiesciach bardów i opowiesciach rycerskich. W tych zas w dziewieciu przypadkach na dziesiec dziewczece pienia lu b zawodzenia byly przyneta, idacy za ich glosem rycerze regularnie wpadali w pulap ki. Nierzadko smiertelne. Ale ciekawosc przemogla. Rycerz, koncem konców, mial dopiero dziewietnascie lat. Byl bardzo odwazny i bardzo nierozsadny. Slynal z jednego, znany byl z drogiego. Sprawdzil, czy miecz dobrze chodzi w pochwie, po czym podciagnal konia i ruszyl plaza w kierunku, z którego dobiegal spiew. Nie musial isc daleko. Brzeg zalegaly wielkie glazy narzutowe, ciemne, wyslizgane do polysku, rzeklbys,

zabawki olbrzymów cisniete tu niedbale lub zapomniane po skonczonej zabawie. Niektór e glazy lezaly w wodzie jeziora, czernialy pod przezroczysta tafla. Niektóre wystawa ly nad powierzchnie, omywane falka wygladaly jak grzbiety lewiatanów. Ale najwiecej glazów lezalo na brzegu, od plazy az po las. Czesc zagrzebana byla w piasku, wystajac c zesciowo tylko, pozostawiajac domyslom, jak wielkie sa w calosci. Spiew, który rycerz slyszal, dochodzil wlasnie zza tych przybrzeznych. A dziewczyna, która spiewala byla niewidoczna. Pociagnal konia, trzymajac go za muns ztuk i chrapy, tak by nie rzal i nie prychal. Odzienie dziewczyny spoczywalo na jednym z glazów lezacych w wodzie, plaskim niczym stól. Ona sama, naga, zanuzona do pasa, myla sie, pluskajac i podspiewujac przy tym. Rycerz nie rozpoznawal slów. I nie dziwota. Dziewczyna, glowe stawilby w zaklad, nie byla czlowiekiem z krwi i kosci. Swiadczylo o tym szczuple cialo, dziwny kolor wlosów, glos. Byl pewien, ze gdyby s ie odwrócila, zobaczylby wielkie oczy o ksztalcie migdalów. A gdyby odgarnela popielate wlosy, dostrzeglby jak nic szpiczasto zakonczone malzowiny uszne. To byla mieszkanka Faërie. Wrózka. Jedna z Tylwyth Teg. Jedna z tych, które Piktowie i Irlandczycy nazywali Daoine Sidhe, Ludkiem Wzgórz. Jedna z tych, które Sa si nazywali elfami. Dziewczyna przestala na chwile spiewac, zanurzyla sie po szyje, zaprychala i nad wyraz pospolicie zaklela. Rycerz to jednak nie zmylilo. Wrózki, jak powszechnie by lo wiadomo, umialy klac po ludzku. Niejednokrotnie plugawiej niz stajenni. A bardzo czesto byla klatwa wstepem do jakiegos zlosliwego figla, z zamilowania do których wrózki slynely - na przyklad zwiekszenia komus nosa do rozmiarów nasiennego ogórka albo zmniejszenia komus meskosci do rozmiarów ziarenka bobu. Rycerza nie pociagala ni pierwsza, ni druga ewentualnosc. Juz, juz sposobil sie do dyskretnego odwrotu, gdy nagle zdradzil go kon. Nie, nie jego wlasny wierzcho wiec, który trzymany za chrapy byl spokojny i cichutki jak myszka. Zdradzil go kon wrózki, kara klacz, której rycerz poczatkowo nie dostrzegl miedzy glazami. Teraz smoliscie czarna kobylka grzebnela kopytem zwir i zarzala powitalnie. Ogier rycerza targna l lbem i odpowiedzial grzecznie. Az echo poszlo po wodzie. Wrózka wyprysnela z wody, przez moment prezentujac sie rycerzowi w calej milej

dla oka okazalosci. Rzucila sie ku skale, na której lezala odzierz. Ale miast chwy cic jakie giezlo i okryc sie skromnie, elfka porwala miecz i z sykiem wydobyla go z pochwy, obracajac zelazem nad podziw zrecznie. Trwalo to jeden krótki moment, po którym wrózka ukucnela lub uklekla, kryjac sie w wodzie az po nos i wystawiajac nad powierzchn ie wyprostowana reke z mieczem. Rycerz otrzasnal sie z oslupienia, puscil wodze i zgial kolano, klekajac na mokrym piasku. Od razu pojal bowiem, kogóz to ma przed soba. -Badz pozdrowiona - zabelkotal, wyciagajac rece. - Wielki to honor dla mnie... Wielki zaszczyt, o, Pani Jeziora. Miecz ten przyjme... - Moze bys tak wstal z kolan i odwrócil sie? - wrózka wystawila usta nad wode. Moze by sie tak przestal gapic? I pozwolil mi sie ubrac? Usluchal. Slyszal, jak chlupie, wychodzac z wody, jak szelesci odzieniem, jak klnie z cicha, wyciagajac je na mokre cialo. Przygladal sie karej klaczy o siersci gladk iej i lsniacej jak krecie futerko. Byl to niezawodnie kon wielkiej krwi, niezawodnie zaczarowany. Niechybnie równiez mieszkaniec Ferie, jak i jego wlascicielka. -Mozesz sie odwrócic. -Pani Jeziora... -I przedstawic. -Jestem Galahad, z Caer Benic. Rycerz króla Artura, pana zamku Kamelot, wladcy Letniego Kraju, a takze Dumnonii, Dyfneint, Powys, Dyfed... -A Temeria? - przerwala. - Redania, Rivia, Aedirn? Nilfgaard? Te nazwy mówia ci cos? -Nie. Nigdym nie slyszal. Wzruszyla ramionami. W reku, oprócz miecza, trzymala buty i koszule, wyprana i wyzeta. -Tak myslalam. A jaki dzis mamy dzien roku? -Jest - otworzyl usta, zdziwiony do granic - druga pelnia po Beltane... Pani... -Ciri - powiedziala machinalnie, krecac ramionami, by lepiej ulozyc odzienie na

schnacej skórze. Mówila dziwnie, oczy miala zielone i wielkie. Odruchowo odgarnela zmoczone wlosy, a rycerz westchnal mimowolnie. Nie tylko dlatego, ze jej ucho bylo zwyczajne, ludzkie, zadna miara elfie. Policzek miala zdeformowany duza brzydka blizna. Zraniono ja. Ale czy wrózke mozna zranic? Zauwazyla spojrzenie, zmruzyla oczy i zmarszczyla nos. -Szrama, tak jest! - powtórzyla ze swym zaskakujacym akcentem. - Czemu masz taki wystraszony wzrok? Az tak dziwna to rzecz dla rycerz, blizna? Czy tez az tak szp etna? Wolno, oburacz zdjal kaptur kolczy, odgarnal wlosy. -Rzecz iscie nie dziwna dla rycerza - rzekl nie bez mlodzienczej dumy, demonstrujac wlasna ledwo zagojona szrame, biegnaca od skroni po zuchwe. - A szp etne sa jeno blizny na honorze. Jestem Galahad, syn Lancelota du Lac i Elaine, córki króla Pellesa, pana na Caer Benic. Rane te zadal mi Breunis Bezlitosny, niegodziwy ciemiezyciel panien, nimem go powalil w uczciwym pojedynku. Zaprawde, godzien je stem z rak twych przyjac ten miecz, o Pani Jeziora... -Slucham? -Miecz. Jestem gotów go przyjac. -To mój miecz. Nie pozwalam go nikomu dotykac. -Ale... -Ale co? -Pani Jeziora zawsze... Zawsze przecie wynurza sie z wód i darowuje miecz. Milczala jakis czas. -Rozumiem - powiedziala wreszcie. - Cóz, co kraj, to obyczaj. Przykro mi, Galahadzie, czy jak ci tam, ale najwidoczniej trafiles nie na te Pania, co trzeb a. Ja niczego nie rozdaje. I nie pozwalam sobie odebrac. Zeby wszystko bylo jasne. -Ale przecie - odwazyl sie - przybywacie z Faërie, Pani, czyz tak? -Przybywam - powiedziala po chwili, a jej zielone oczy, wydawalo sie, patrza w otchlan przestrzeni i czasu. - Przybywam z Rivii, z miasta o tej samej nazwie, Z nad jeziora Loc Eskalott. Przyplynelam tutaj lodzia. Byla mgla. Nie widzialam brzegów. Slyszalam tylko rzenie. Kelpie... Mojej klaczy, która biegla za mna w slad. Rozpostarla mokra koszule na kamieniu. A rycerz westchnal znowu. Koszula byla wyprana, ale niedokladnie. Wciaz znac bylo zacieki krwi. -Przyniósl mnie tu nurt rzeki - podjela dziewczyna, albo nie widzac, co spostrzegl, albo udajac, ze nie widzi. - Nurt rzeki i czar jednorozca... Jak naz ywa sie to jezioro? -Nie wiem - przyznal. - Tyle tu jezior w Gwynedd... -W Gwynedd? -Przecie. Tamte góry to Y Wyddfa. Gdy je miec po lewej rece i jechac lasami, po dwóch dniach dotrze sie do Dinas Dinlleu, a dalej do Caer Dathal. A rzeka... Najbl izsza rzeka to... -Niewazne, jak nazywa sie najblizsza rzeka. Masz cos do jedzenia, Galahadzie? Umieram wprost z glodu. -Czemu mi sie tak przygladasz? Boisz sie, ze znikne? Ze ulece w przestworza

razem z twoim sucharem i jalowcowa kielbasa? Nie bój sie. W moim wlasnym swiecie nabroilam nieco i zamieszalam w przeznaczeniu, wiec chwilowo nie powinnam sie ta m pokazywac. Pobede jakis czas w twoim. W swiecie, w którym noca prózno szukac na nieb ie Smoka albo Siedmiu Kóz. W którym wlasnie jest druga pelnia po Belleteyn, a Belleteyn wymawia sie Beltane. Czemu sie tak we mnie wpatrujesz, pytam? -Nie wiedzialem, ze wrózki jedza. -Wrózki, czarodziejki i elfki. Wszystkie jedza. Pija. I tak dalej. -Slucham? -Niewazne. Im baczniej sie jej przygladal, tym bardziej zatracala urocza aure, tym bardziej robila sie ludzka i zwyczajna, pospolita wrecz. Wiedzial jednak, ze taka nie jes t, nie moze byc. Nie spotyka sie pospolitych dziewczyn u podnóza Y Wydda, w okolicach Cwm Pwcca, kapiacych sie nago w górskich jeziorach i pioracych zakrwawione koszule. Niewazne, jak ta dziewczyna wyglada, istota ziemska byc nie mogla. Mimo to Galah ad juz calkiem swobodnie i bez naboznego leku patrzyl na jej mysie wlosy, które teraz, gd y wyschly, ku jego zdumieniu lsnily pasemkami siwizny. Na jej szczuple rece, maly nosek i blade usta, na jej meski strój troche dziwacznego kroju, uszyty z delikatnej tkani ny o niebywale gestym splocie. Na jej miecz, dziwny w konstrukcji i ornamencie, ale bynajmniej nie wygladajacy na paradna ozdóbke. Na jej bose stopy, oblepione zeschl ym

piaskiem plazy. -Dla jasnosci - odezwala sie, trac stopa o stope - ja nie jestem elfka. Czarodziejka, to znaczy wrózka, jestem zas... troche nietypowa. Eee, chyba wcale n ie jestem. -Zaluje, naprawde. -Czego niby zalujesz? -Mówia... - zaczerwienil sie i zajaknal. - Mówia, ze wrózki, gdy zdarzy im sie napotkac mlodzienców, wioda ich do Elflandu i tam... Pod leszczynowym krzykiem, na kobiercu z mchów kaza sobie swiadczyc... -Pojmuje - spojrzala na niego szybko, po czym mocno ugryzla kielbase. -Wzgledem krainy elfów - powiedziala, przelknawszy - to jakis czas temu stamtad ucieklam i wcale nie spieszy mi sie z powrotem. Wzgledem zas swiadczenia na kobi ercu z mchów... Doprawdy Galahadzie, trafiles nie na ta Pania, co trzeba. Tym niemniej pi eknie dziekuje za dobre checi. -Pani! Nie chcialem obrazic... -Nie tlumacz sie. -Wszystko przez to - wybakal - zescie urocznie piekna. -Dziekuje raz jeszcze. Ale nadal nic z tego. Milczeli czas jakis. Bylo cieplo. Slonce stojace w zenicie przyjemnie nagrzalo kamienie. Leciutki wiaterek zmarszczyl tafle jeziora. -Co znaczy... - odezwal sie nagle Galahad dziwnie egzaltowanym glosem. - Co znaczy wlócznia z krwawiacym ostrzem? Co znaczy i dlaczego cierpi Król z przebitym u dem? Co znaczy panna w bieli niosaca graal, pólmisek srebrny... -A poza tym, dobrze sie czujesz? -Ja jeno pytam. A je jeno nie rozumiem twojego pytania. To jakies umówione haslo? Sygnal, po którym rozpoznaja sie wtajemniczeni? Objasnij laskawie. -Kiedy nie zdolam. -Dlaczego wiec pytales? -A bo to... - zacukal sie. - No, krótko rzeklszy... Jeden z naszych nie spytal majac okazje. Zapomnial jezyka w gebie albo wstydzil sie... Nie spytal i bylo z tego powodu sila nieprzyjemnosci. Wiec my teraz pytamy zawsze. Na wszelki wypadek. * * * -Czy w tym swiecie sa czarodzieje? No wiesz, tacy, co paraja sie magia. Magowie. Widzacy. -Jest Merlin. I Morgana. Ale Morgana jest zla. -A Merlin? -Sredni. -Wiesz, gdzie go znalezc? -A jakze! W Kamelocie. Na dworze króla Artura. Ja tam wlasnie zmierzam. -Daleko? -Stad do Powys, do rzeki Hafen, potem z biegiem Hafen do Blevum, nad Morze Sabiny, a stamtad juz blisko na równiny Letniego Kraju. Wszystkiego jakies dziesie c dni jazdy... -Za daleko.

- Mozna - zajaknal sie - skrócic nieco droge, jadac przez Cwm Pwcca. Ale to zakleta dolina. Strasznie tam. Zyja tam Y Dynan Bach Teg, zlosliwe karly... A ty co, miecz nosisz od parady? A co mieczem przeciw czarom wydoli? Wydoli, wydoli, nie bój sie. Ja jestem wiedzminka. Slyszalas kiedys? Ech, jasne, ze nie slyszales. A twoich karlów sie nie lekam. Mam wsród krasnoludów sporo znajomych . No pewnie, pomyslal. * * * -Pani Jeziora?

-Nazywam sie Ciri. Nie nazywaj mnie Pania Jeziora. Zle mi sie to kojarzy, nieprzyjemnie i niemile. Tak mnie nazywali oni, w Krainie... Jak ty nazwales te kraine? -Faërie. Albo, jak mówia druidzi: Annwn. A Sasi powiadaja Elfland. -Elfland... - owinela ramiona otrzymanym od niego kraciastym piktyjskim pledem. -Bylam tam, wiesz? Weszlam do Wierzy Jaskólki i bec, juz bylam wsród elfów. A oni wlasnie tak mnie nazywali. Pania Jeziora. Nawet mi sie to z poczatku podobalo. Pochlebialo mi. Do chwili, gdy zrozumialam, ze w tej krainie, w tej wiezy i nad tym jeziorem nie jestem zadna Pania, lecz wiezniem. -Czy to tam - nie wytrzymal - splamilas koszule krwia? Milczala dlugo. -Nie - powiedziala wreszcie, a glos, zdawalo mu sie, zadrzal jej lekko. - Nie tam. Bystre masz oko. Cóz, przed prawda nie uciekniesz, glowy w piasek chowac nie ma co... Tak, Galahadzie. Plamilam sie czesto ostatnimi czasy. Krwia nieprzyjaciól, k tórych zabijalam. I krwia bliskich, których usilowalam ratowac... A którzy umierali na moic h rekach... Czemu mi sie tak przypatrujesz? -Nie wiem, czlis jest bóstwem, czy panna smiertelna... Czy jedna z bogin... Lecz jeslis jest mieszkanka ziemskiego padolu... -Do rzeczy jesli laska. -Pragnalbym - oczy Galahada rozgorzaly - uslyszec twa historie. Zechcesz ja opowiedziec Pani? -Jest dluga. -Mamy czas. -I niezbyt dobrze sie konczy. Nie wierze. Dlaczego? Spiewalas, kapiac sie w jeziorze. -Jestes spostrzegawczy - odwrócila glowe, zacisnela wargi, a jej twarz nagle skurczyla sie i zbrzydla. - Tak, jestes spostrzegawczy. Ale bardzo naiwny. -Opowiedz mi twa historie. Prosze. -Cóz - westchnela. - Dobrze, jesli chcesz... Opowiem. Usiadla wygodniej. I on tez usiadl wygodniej. Konie chodzily skrajem lasu, poszczypujac trawy i ziola. -Od poczatku - poprosil Galahad. - Od samego poczatku... - Ta historia - powiedziala po chwili, szczelniej owijajac sie w piktyjski pled coraz bardziej wyglada mi na taka, która nie ma poczatku. Nie mam tez pewnosci, czy tez sie aby juz skonczyla. Strasznie sie, musisz wiedziec, poplatala przeszlosc z przyszloscia. Pewien elf powiedzial mi nawet, ze to jest jak z tym wezem, który ca pnie zebami wlasny ogon. Waz ten, wiedz o tym, nazywa sie Urobos. A to, ze gryzie swój ogon, znaczy, ze kolo jest zamkniete. W kazdym momencie czasu kryja sie przeszlosc, terazniejszosc i przyszlosc. W kazdym momencie czasu kryje sie wiecznosc. Rozumi esz? -Nie. -Nie szkodzi. * * * Zaprawde powiadam wam, kto wierzy snom, jest jako chcacy pojmac wiatr lubo cien

uchwycic. Ludzi sie obrazem zwodniczym, krzywym zwierciadlem, które lamie lub praw i niedorzecznosci na wzór niewiasty rodzacej. Glupi zaiste, kto marom sennym wiare d aje i droga zludy kroczy. Wszelako kto sny letce sobie wazy i nie wierzy im nic a nic, ten takze bezrozumnie czyni. Bo przeciez gdyby sny calkiem znaczenia nie mialy, to po cóz by bogowie, tworzac nas, zdolnosc snienia nam dawali? Madrosci proroka Lebiody, 34;1 All we see or seem Is but a within a dream

ciemna jak garbowana skóra. zachrzakal. napieta ruchem lodzi. wazny jest tylko polów ryb na dorozke. patrzac w niebo. ale to bardzo burkliwie. . charkniec i stekniec. by burczec lub charczec. wynurzajace si e pióra wiosel sialy gradem blyszczacych kropelek.Allan Edgar Poe Rozdzial drugi Wiaterek zmarszczyl parujaca jak kociol powierzchnie jeziora. W takim sa mym rytmie jak poprzednio. Mezczyzna podniósl glowe. popatrzyl na nia paskudnie i zaburczal bardzo. Tym razem mezczyzna uniósl twarz. Dluga przerw a. popedzil po niej strzepki rozwiewanej mgly. Pociagniecie. odkad wsiadla na lódz. wkladajac w glos tyle sarkazmu. ile tylko sie dalo.Od tak forsownego wioslowania mozna sie ochwacic. Nic nie wezmie na blyszcz ciagniety srodkiem plosa. wznowil wioslowanie. ruchem pokrytego siwa szczecina podbródka wskazal na zamoco wane na burcie drewniane motowidlo niknaca w wodzie linke.powiedziala. Wazne jest rybolówstwo. którym i ten gbur zbywal jej pytanie.monologowala dalej Condwiramurs .wycedzila.ze podrózowalam cala noc? Ze jestem glodna? Ze zadek mnie boli i swedzi od twardzej i mokrej law ki? Ze sikac mi sie chce? Nie. Cóz za szybkosc! Mkniemy wrecz po falach. ze wyjasnienie bylo wyczerpujace. Gbur nadal wiosl owal . . . niski. porosnietego wlosem szedziwym i kreconym jak u karakula. Lódz plynela w tempie tak zólwim. krepy i nabity w sobie mezczyzna odburknal cos gniewnie i niewyraznie. ach . Bylo to tak oczywiste. który musi poruszac sie z wlasciwa predkoscia i odpowiednio gleboko. Wiosla w góre. Adeptka miala juz serdecznie dosc burkniec.Rozumiem. z trudem zachowujac spokój. Az sie w glowie kreci! Wioslarz. Wazny jest ciagniety za lodzia blyszcz. -Acha . ogorzala. nawet nie unoszac lba. Przerwa.Ach. Prze konany najwidoczniej. Dulki skrzypialy i dudnily rytmicznie. Reszta jest niewazna. Bezsensowny zreszta .powiedziala swobodnie Condwiramurs. rada z siebie. -Ostrozniej . ze woda tylko minimalnie wzburzyla sie i wspiela na dlon. -Cóz kogo moze obchodzic . Condwiramurs blysnela zabkami. Wiosla w pól pióra w wode. Jeszcze dluzsza przerwa. Condwiramurs wystawila reke za burte. Zaburczal. ze mezczyzna nawet nie zadal sobie trudu. w toni dwudziestosazniowej glebo kosci.

I wznoszacy sie nad nia ciemny. ze w przekladzie n a mowe ludzi cywilizowanych znaczylo to: wynos sie z mojej lodzi. Tak. rzecz jasna nie. Wiosla chlupnely. zacharczal i splunal. Zdjela trzewiczki. bo skor upy . Tempa wioslowania. zaczal powoli nawijac linke na motowidlo. jaka szkoda. Adeptka westchnela z rezygnacja i zajela sie obserwacja nieba. zalomotaly w dulkach. Mezczyzna zaburczal. brylantowe kropelki spadaly z piór wiosel. ani myslal przyspies zyc. Byl wsciekly. ze patrzy tylko na linke dorozki. Condwiramurs. udajac. wstal. zacisnal na wioslach guzlowate dlonie. lódz pomknela po jeziorze jak strzala. pekaty obelisk wiezy. zlozyl wiosla na bur tach. chwycil wiosla w sekate lapy. ze sa prawie na miejscu. a lódz wyjechala na zwi r z takim impetem. Mezczyzna zaburczal. przemadrzala wie dzmo. dlaczego taki niefart? Moze lódz plynela za szybko? Mezczyzna obrzucil ja spojrzeniem. by w rozcieciu sukni duzo bylo widac. woda szume m spienila sie u dziobu. oj. . wciaz z naga na n odze. prowokujaco wysoko podniosla sukienke wysiadla. choc siedzacy tylem i nie ogladajacy sie nie wiadomym sposobem poznal. -Jej.wolno. Rozparla sie na rufowej laweczce i zalozyla noge na noge. ze Condwiramurs spadla z lawki. Gbur. Mezczyzna zwinal linke do konca. Usiadl. ze na wyniesienie na rekach liczyc nie ma co. wygial mocno plecy. Przelknela przeklenstwo. splunal za burte. pogwizdywala.powiedziala slodziutko Condwiramurs. wirami zakotlowala za rufa. W podnoszacej sie szybko mgielce zamajaczyl zarys wyspy. Dulki poskrzypialy. oj. obejrzal blyszcz. które mówilo wiele brzydkich rzeczy. Ciekawe. zacharczal. patrzac na niebo. jej . duza mosiezna lyzke uzbrojona w potrójny hak z chwoscikiem z czerwonej welny. Adeptka wiedziala.Nic sie nie zlapalo. Nie spieszac sie. Dzielace ich od wyspy cwierc strzelania z luku pokonali w czasie krótszym niz burkniecia. Wiedziala tez.

mogac goscic na twej wyspie.ma szesc kondygnacji. Nie czekajac na odburkniecie i nie ogladajac sie. Condwiramurs jadla. Twoja kwatera miesc i sie na drugiej nadziemnej. mleko i razowy chleb. . Pani Jeziora.muszli bolesnie kluly ja w stopy. migaly jezyki. ze za mlodu nazywano ja Lokietkiem. -Pozwól wiec. jest czescia gospodarcza. Pani Je ziora. ze przynajmniej od pól wieku nikt nie osmielil sie tak naz wac malej czarodziejki. cichutkie i pachnace krochmalem sluzace. nic wiecej. zaklopotana nieco.przedstawila sie z uklonem. Byla oto na wyspie Inis Vitre.poprawila swobodnie mala magiczka. nic wiecej.za przejazdzke. jajka.powiedziala przez zacisniete zeby .mówila wolno Nimue. w którym bywali wylacznie nieliczni wybr ancy.Nimue. na jeziorze L oc Blest. jak widz isz. -Wieza . sa tam wszystkie potrzebne do zycia wygody. Wszystkie niewygody i dolegliwosci poszly i ulecialy bez sladu . Wokól machikulów wiezy krazyly wrzeszczace mewy. Porozmawiajmy przy sniadaniu. -Jestem Condwiramurs Tilly . * * * Byla drobnej budowy i niska. z czego jedna pod ziemia. mierzyla niewiele wiecej niz piec stóp. Ale byla pewna. wymazane przez rosnace podniecenie. -Nimue .Rada jestem. Parter. Podziem ne. teraz wiedziala. boso poszla w kierunku kamiennych schodów. c zujac na sobie wzrok malej czarodziejki. Odgaduje. Condwiramurs slyszala o tym. wciaz z trzewiczkami w reku. Condwiramurs. Poranna mgla uniosla sie zupelnie. -Dzieki . ze przezwis ko bylo trafne. panno Tilly. mieszcza sie tu tez komnaty mieszkalne sluzby. Condwiramurs. obserwujac kazdy jej ruch i kazdy nieomal niesiony do ust kes . jak . . podane przez dwie mlodziutkie. Tytuly i epitety mozemy sobie darowac. * * * Na sniadanie byl twaróg. stala Nimue. ze zglodnialas. przez zmatowione niebo zaczela mocniej przeswitywac czerwona kula slonca. szczypior. -W takim razie ja jestem Condwiramurs. -Nie przecze. Na szczycie schodów wiodacych z plazy na taras. wsparta o posazek przykucnietej i wyszczerzonej chimery. Byla w miejscu niemal legendarnym.

równiez pietro pierwsze i trzecie, to laboratorium, biblioteka i galeria. Do wszys tkich wymienionych pieter i znajdujacych sie na nich pomieszczen masz wstep i dostep nieograniczony, mozesz korzystac z nich i z wszystkiego, co zawieraja, kiedy zap ragniesz i w jaki sposób zechcesz. -Zrozumialam. Dziekuje. -Dwie najwyzsze kondygnacje mieszcza moje komnaty prywatne i moja prywatna pracownie. Sa to pomieszczenia prywatne absolutnie. Zeby uniknac nieporozumien: jestem niebywale czula na te sprawy. -Uszanuje to. Nimue odwrócila glowe ku oknu, przez które widac bylo burkliwego Pana Wioslarza, który uporal sie juz z bagazem Condwiramurs, a teraz ladowal na lódz wedziska, motowidla, kancerki, podrywki i inne parafernalia rybackiego przemyslu. -Jestem troche staromodna - ciagnela. - Ale z pewnych rzeczy przywyklam korzystac na prawach wylacznosci. Szczoteczka do zebów, dajmy na to. Prywatne komn aty, biblioteka, toaleta. I Król Rybak. Nie próbuj prosze, korzystac z Króla Rybaka. Condwiramurs omal nie zakrztusila sie mlekiem. Twarz Nimue niczego nie wyrazala. -A jesli... - podjela, zanim dziewczyna odzyskala mowe. - Jesli on spróbuje skorzystac z ciebie, odmów. Condwiramurs, przelknawszy wreszcie, predko pokiwala glowa, powstrzymujac sie od jakiegokolwiek komentarza. Choc miala na koncu jezyka, ze nie gustuje w rybakach , zwlaszcza grubianskich. I majacych leb oszemlany siwizna bielutka jak twarozek.

-Taak - powiedziala przeciagle Nimue. - Introdukcje mialybysmy wiec za soba. Pora przejsc do spraw konkretnych. Nie ciekawi cie, co sprawilo, ze sposród wszyst kich kandydatek wybralam wlasnie ciebie? Condwiramurs, jezeli w ogóle zastanawiala sie nad odpowiedzia, to tylko dlatego, by nie wyjsc na zbyt zadufana. Szybko doszla jednak do wniosku, ze wobec Nimue f alszywa nawet w malym stopniu skromnosc i tak bedzie zbyt razila falszem. -Jestem najlepsza sniaczka w akademii - odparla chlodno, rzeczowo i bez chelpliwosci. - A na trzecim roku mialam druga lokate wsród onejromantek. -Moglam wziasc te, która miala lokate pierwsza. - Nimue byla faktycznie szczera az do bólu. - Nawiasem mówiac, proponowano mi wlasnie owa prymuske, z pewnym naciski em zreszta, bo to podobno wazna córeczka kogos waznego. A jezeli chodzi o snienie, o onejroskopie, to wszakze wiesz, droga Condwiramurs, ze jest to dar dosc kaprysny . Fiasko moze spotkac nawet najlepsza sniaczke. Condwiramurs przetrzymala za zebami riposte, ze jej fiaska mozna policzyc na palcach jednej reki. W koncu rozmawiala z mistrzynia. Znaj proporcja, mocium pan ie, jak mawial jeden z profesorów akademii, erudyta. Nimue lekkim skinieniem glowy pochwalila jej milczenie. -Zasiegnelam jezyka w uczelni - powiedziala po chwili. - Stad wiem, ze nie musisz wspomagac snienia srodkami odurzajacymi. Cieszy mnie to, albowiem narkoty ków nie toleruje. -Snie bez zadnych prochów - potwierdzila z lekka duma Condwiramurs. - Do onejroskopii wystarczy mi, jesli mam zahaczke. -Slucham? -No, zahaczke - adeptka kaszlnela. - Znaczy sie przedmiot jakos zwiazany z tym, o czym mam snic. Rzecz jakas albo obraz... -Obraz? -Aha. Niezle snie na obraz. -O - usmiechnela sie Nimue. - O, skoro obraz pomoze, to nie bedzie klopotów. Jesli uporalas sie juz ze sniadaniem, to chodzmy, najlepsza sniaczko i druga wsród onejromantek. Dobrze bedzie, jesli bez zwloki wyjasnie ci pozostale powody, dla których to wlasnie ciebie wybralam na asystentke. Od kamiennych scian tchnelo zimnem, którego nie lagodzily ani ciezkie gobeliny, ani pociemniela boazeria. Kamienna podloga ziebila stopy przez podeszwy trzewicz ków. -Za tymi drzwiami - wskazala niedbale - jest laboratorium. Jak sie rzeklo, mozesz korzystac wedle woli. Zalecana jest oczywiscie ostroznosc. Umiar wskazany jest zwlaszcza przy próbach zmuszania miotly do noszenia wody. Condwiramurs zachichotala grzecznie, choc zart byl leciwy. Wszystkie mentorki raczyly podopieczne dowcipami nawiazujacymi do mitycznych tarapatów mitycznego ucz nia czarnoksieznika.

Schody wily sie w góre jak waz morski. I byly strome. Nim dotarly na miejsce, Condwiramurs spocila sie i zdyszala setnie. Po Nimue w ogóle nie bylo znac wysilku . -Tedy prosze - otworzyla debowe drzwi. - Uwaga na próg. Condwiramurs weszla i westchnela. Komnata byla galeria. Jej sciany od sufitu do podlogi obwieszone byly obrazami. Wisialy tam wielkie, stare, luszczace sie i spekane oleje, miniatury, zzólkle szty chy i drzeworyty, wyblakle akwarele i sepie. Wisialy tam tez zywe w kolorach modernist yczne gwasze i tempery, czyste w kresce akwatinty i akwaforty, litografie i kontrastow e mezzotinty, przyciagajace oczy wyrazistymi plamami czerni. Nimue zatrzymala sie przed wiszacym najblizej drzwi obrazem przedstawiajacym grupe zebrana pod ogromnym drzewem. Spojrzala na plótno, potem na Condwiramurs, a jej milczace spojrzenie bylo nadzwyczaj wymowne. -Jaskier - adeptka, z miejsca polapawszy sie w czym rzecz, nie kazala jej czekac -spiewa ballady pod debem Bleobherisem. Nimue usmiechnela sie, kiwnela glowa. I zrobila krok, zatrzymujac sie przed nastepnym obrazem. Akwarela. Symbolizm. Dwie kobiece sylwetki na wzgórzu. Nad nimi krazace mewy, pod nimi, na stokach wzgórza, korowód cieni. Ciri i Triss Merigold, prorocza wizja w Kaer Morhen. Usmiech, kiwniecie, krok, nastepny obraz. Jezdziec na koniu w galopie, w szpalerze pokracznych olch, wyciagajacych ku niemu ramiona konarów. Condwiramurs poczula, jak przeszywa ja dreszcz. -Ciri... Hmm... To chyba jej jazda na spotkanie z Geraltem na farmie niziolka

Hofmeiera. Nastepny obraz, pociemnialy olej. Balistyka. -Geralt i Cahir bronia mostu na Jarudze. Potem poszlo szybko. -Yennefer i Ciri, ich pierwsze spotkanie w swiatyni Melitele. Jaskier i driada Eithene, w lesie Brokilon. Druzyna Geralta w sniezycy na przeleczy Malheur... -Brawo, doskonale - przerwala Nimue. - Znakomita znajomosc legendy. Teraz znasz juz drugi powód, dla którego znalazlas sie tu ty, a nie ktos inny. * * * Nad hebanowym stolikiem, przy którym usiadly, dominowalo wielkie plótno batalistyczne przedstawiajace, jak sie zdawalo, bitwe pod Brenna, jakis moment k luczowy batalii, czyli czyjas kiczowato bohaterska smierc. Plótno bylo ponad wszelka watpl iwosc dzielem Mikolaja Certosy, mozna bylo poznac po ekspresji, perfekcyjnej dbalosci o detal i typowych dla artysty efektach luministycznych. -Owszem, znam legende o wiedzminie i wiedzmince - odrzekla Condwiramurs. - Znam ja nie zawaham sie powiedziec, na wyrywki. Podlotkiem bedac kochalam te historie , zaczytywalam sie nia. I marzylam, by byc Yennefer. Bede jednak szczera: jesli na wet i byla to milosc od pierwszego wejrzenia, jesli nawet byla wybuchowo namietna... T o nie byla wieczna. Nimue uniosla brwi. -Poznawalam historie - podjela Condwiramurs - w popularnych skrótach i wersjach dla mlodziezy, brykach okrojonych i uprzyzwoiconych ad usum delphini. Potem natu ralnie wzielam sie za tak zwane wersje powazne i pelne. Obszerne do granic redundacji, a niekiedy i poza te granice. Wówczas to pasja ustapila chlodnej refleksji, a dzika namietnosc czemus w rodzaju obowiazku malzenskiego. Jesli wiesz, co mam na mysli . Nimue ledwie dostrzegalnym skinieniem glowy potwierdzila, ze wie. -Podsumowujac, wole te legendy, które mocniej trzymaja sie legendarnej konwencji, nie mieszaja klechdy z rzeczywistoscia, nie próbuja integrowac prostego o prostolinijnego moralietu bajki z gleboko niemoralna prawda historyczna. Wole le gendy, do których nie dopisuja poslowi encyklopedysci, archeolodzy i historycy. Wole, jes li ksiaze wspina sie na szczyt Szklanej Góry, caluje spiaca królewne, ta budzi sie i obydwoje zyja potem dlugo i szczesliwie. Tak, a nie inaczej, powinna sie konczyc legenda... Czyjego pedzla jest ten portret Ciri? Ten en pied? -Nie ma ani jednego portretu Ciri - glos malej czarodziejki byl rzeczowy do oschlosci. - Ani tu, ani nigdzie na swiecie. Nie zachowal sie ani jeden portret, ani jedna miniatura namalowana przez kogos, kto móglby Ciri widziec, znac lub chociazb

y pamietac. Portret en pied przedstawia Pavette, matke Ciri, a namalowal go krasno lud Ruiz Dorrit, nadworny malarz wladców Cintry. Wiadomo, ze Dorrit sportretowal Ciri w wie ku lat dziewieciu, równiez en pied, ale plótno nazywane Infantka z chartem, zaginelo, niest ety. Wrócmy jednak do legendy i twojego do niej stosunku. I tego, czym w twej opinii le genda winna sie konczyc. - Winna sie konczyc dobrze - powiedziala z czupurnym przekonaniem Condwiramurs. Dobro i prawosc maja zatriumfowac, zlo ma zostac przykladnie ukarane, milosc ma zlaczyc kochanków po kres zycia. I nikt z bohaterów pozytywnych nie moze, cholera zginac! A legenda o Ciri? Jak sie konczy? -Wlasnie. Jak? Condwiramurs zaniemówila na moment. Nie spodziewala sie takiego pytania, wietrzyla test, egzamin, pulapke. Milczala, nie chcac dac sie zlapac. Jak konczy sie legenda o Ciri? Przeciez kazdy to wie. Patrzyla w ciemna w tonacji akwarele przedstawiajacy nieksztaltna barke sunaca p o powierzchni zasnutego oparami jeziora, barke popedzana dluga tyka przez kobiete widoczna tylko jako czarna sylwetka. Wlasnie tak konczy sie ta legenda. Wlasnie tak. Nimue czytala w jej myslach. -To nie jest takie pewne, Condwiramurs. To wcale nie jest takie pewne. * * *

-Legende - zaczela Nimue - poznalam z ust wedrownego bajarza. Jestem dzieckiem wiejskim, czwarta córka wsiowego stelmacha. Chwile, gdy goscil w naszej wsi bajarz Pogwizd, dziad wagabunda, byly najpiekniejszymi chwilami mojego dziecinstwa. Moz na bylo odetchnac od harówki, oczyma duszy zobaczyc te bajeczne dziwy, zobaczyc ten swiat daleki... Swiat piekny i cudowny... Dalszy i cudowniejszy nawet niz jarmark w mi asteczku oddalonym o dziewiec mil... -Mialam wtedy jakies szesc, siedem lat. Moja najstarsza siostra miala czternascie. I juz byla krzywa od garbienia sie nad robota. Babska dola! Do tego przygotowywano u nas dziewczynki od malosci! Garbic sie! Wiecznie sie garbic, ga rbic i giac nad robota, nad dzieckiem, pod ciezarem brzucha, który chlop ci przyprawial, ledwos zdazyla wydobrzec po pologu. -To te dziadowskie opowiesci sprawily, ze zaczelam pragnac czegos wiecej niz garb i harówka, marzyc o czyms wiecej niz urodzaj, maz, dzieci. Pierwsza ksiazka, która kupilam za utarg ze sprzedazy wlasnorecznie zebranych w lesie jezyn, to byla leg enda o Ciri. Wersja, jak to ladnie nazwalas, uprzyzwoicona, dla dzieci, bryk ad ursum d elphini. Byla to wersja w sam raz dla mnie. Czytalam slabo. Ale juz wtedy wiedzialam czeg o chce. Chcialam byc jak Filippa Eilhart, jak Sheala de Tancarville, jak Assire var Anah id... Obie patrzyly na gwasz przedstawiajacy pograzona w subtelnym chiaroscuro sale zamkowa, stól i siedzace za tym stolem kobiety. Legendarne kobiety. -W akademii - podjela Nimue - do której dostalam sie zreszta dopiero za drugim podejsciem, zajmowalam sie mitem tylko w aspekcie Wielkiej Lozy na zajeciach z h istorii magii. Na czytanie dla przyjemnosci poczatkowo zwyczajnie nie mialam czasu, musi alam wkuwac, by... By dotrzymac kroku córeczkom hrabiów, bankierów, którym wszystko przychodzilo latwo, które nasmiewaly sie z dziewuszki ze wsi... Zamilkla, z trzaskiem wylamala palce. -Wreszcie - podjela - czas na czytanie znalazlam, ale wówczas stwierdzilam, ze perypetie Geralta i Ciri zajmuja mnie znacznie mniej niz w dziecinstwie. Zachodz il podobny syndrom, co u ciebie. Jak ty to nazwalas? Obowiazek malzenski? Tak bylo do momentu.... Zamilkla, potarla twarz. Condwiramurs z zdumieniem zauwazyla, ze reka Pani Jeziora drzy. -Mialam chyba osiemnascie lat, gdy... Gdy cos sie wydarzylo. Cos, co sprawilo, ze legenda Ciri odzyla we mnie. Ze zaczelam sie nia zajmowac powaznie i naukowo. Ze poswiecilam jej zycie. Adeptka milczala, choc w srodku az wrzala z ciekawosci. -Nie udawaj, ze nie wiesz - powiedziala cierpko Nimue. - Wszystkim przeciez wiadomo, ze Pani Jeziora opanowana jest chorobliwa wrecz obsesja na tle legendy

o Ciri. Wszyscy plotkuja o tym, jak to niegrozny z poczatku bzik przerodzil sie w cos w rodzaju narkotycznego uzaleznienia, czy wrecz manii. W tych plotkach jest sporo prawdy, droga moja Condwiramurs, sporo prawdy! A ty, skoro ciebie wybralam na asystentke, tez w manie i uzaleznienie popadniesz. Bede bowiem tego wymagala. Przynajmniej na czas prakt yki. Rozumiesz? Adeptka potwierdzila skinieniem glowy. -Zda ci sie, ze rozumiesz. - Nimue opanowala sie i ochlodla. - Ale ja ci to wyjasnie. Stopniowo. A gdy nadejdzie czas, wyjasnie ci wszystko. Na razie... Urwala, spojrzala w okno, na jezioro, na czarna kreske lodzi Króla Rybaka, wyraznie odcinajaca sie od zloto rozmigotanej powierzchni wód. -Na razie odpocznij. Obejrzyj galerie. W szafach i gablotach znajdziesz albumy i kartony grafik, wszystkie tematycznie zwiazane z podaniem. W bibliotece sa wszys tkie wersje i trawestacje legendy, takze wiekszosc opracowan naukowych. Poswiec im tr oche czasu. Poogladaj, poczytaj, koncentruj sie. Chce, bys miala material do snu. Zah aczke, jak to nazwalas. -Zrobie to. Pani Nimue? -Slucham. -Te dwa portrety... Te wiszace obok siebie... To równiez nie jest Ciri? -Nie istnieje zaden portret Ciri - powtórzyla cierpliwie Nimue. - Pózniejsi artysci przedstawiali ja wylacznie w scenach, kazdy wedle wlasnej fantazji. Co d o tych portretów, to ten z lewej tez jest raczej wolna wariacja na temat, przedstawia bow iem elfke Lare Dorren aep Shiadhal, osobe, której malarka nie mogla znac. Malarka byla bowiem znana ci pewnie z legendy Lydia van Bredevoort. Jeden z jej ocalalych ole jów wisi

jeszcze w akademii. -Wiem. A ten drugi portret? Nimue dlugo patrzyla na obraz. Na wizerunek szczuplej dziewczyny o jasnych wlosach i smutnym spojrzeniu. Ubranej w biala sukienke z zielonymi rekawkami. -Malowal go Robin Anderida - powiedziala, odwracajac sie i patrzac prosto w oczy Condwiramurs. - A kogo przedstawia... Ty mi powiesz, sniaczko i onejromantko. Wy jasnij to. I opowiedz mi twój sen. * * * Mistrz Robin Anderida pierwszy dostrzegl zblizajacego sie cesarza, zgial sie w uklonie. Stella Congreve, hrabina na Liddertalu, wstala i dygnela, szybkim geste m kazac zrobic to samo siedzacej na rzezbionym fotelu dziewczynie. -Witam panie - Emhyr var Emreis skinal glowa. - Witam i ciebie, mistrzu Robinie. Jak postepuje praca? Mistrz Robin chrzaknal zaklopotany i znowu sie uklonil, nerwowo wycierajac palce w kitel. Emhyr wiedzial, ze artysta cierpi na ostra agorafobie i jest chorobliwi e niesmialy. Ale komu to przeszkadzalo. Wazne bylo, jak malowal. Cesarz, jak zwykle podczas podrózy, nosil oficerski uniform gwardyjskiej brygady "Impera" - czarna zbroje i plaszcz z haftem przedstawiajacym srebrna salamandre. Zblizyl sie, spojrzal na portret. Najpierw na portret, potem dopiero na modelke. Szczupl a dziewczyne o jasnych wlosach i smutnym spojrzeniu. Ubrana w biala sukienke z zie lonymi rekawkami, z malym dekolcikiem przyozdobionym kolijka z perydotów. - Znakomicie - powiedzial celowo w pustke, tak by nie wiadomo bylo, co chwali. Znakomicie, mistrzu. Prosze kontynuowac, nie zwracajac uwagi na moja osobe. Zech ce pani pozwolic na slowo, hrabino. Odszedl dalej, ku oknu, zmuszajac, by szla za nim. -Wyjezdzam - powiedzial cicho. - Sprawy panstwowe. Dziekuje za goscine. I za nia. Za princesse. Naprawde dobra robota, Stello. Naprawde nalezy sie pochwala. Tak tobie, jak i jej. Stella Congreve dygnela gleboko i z gracja. -Wasza Cesarska Mosc jest dla nas za dobry. -Nie chwal dnia przed zachodem. -Ach... - zacisnela lekko wargi. - Ta tak? -To tak.

-Co z nia bedzie, Emhyrze? -Nie wiem - odrzekl. - Za dziesiec dni wznawia ofensywe na Pólnocy. A zapowiada sie trudna, bardzo trudna wojna. Vattier de Rideaux sledzi wymierzone przeciwko mnie spiski i sprzysiezenia. Do róznych, do bardzo róznych rzeczy moze mnie zmusic racja stanu. -To dziecko nie jest niczemu winne. -Powiedzialem: racja stanu. Racja stanu nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwoscia. Zreszta... Machnal reka. -Chce z nia porozmawiac. Sam na sam. Pozwól blizej, ksiezniczko. Dalej, dalej, zywiej. Cesarz rozkazuje. Dziewczyna dygnela gleboko. Emhyr mierzyl ja wzrokiem, wracajac pamiecia do tamtej brzemiennej w skutki audiencji w Loc Grim. Byl pelen uznania, ba, podziwu nawet dla Stelli Congreve, która w ciagu szesciu miesiecy, jakie uplynely od tamtego cza su, zdolala to niezgrabne kaczatko przeksztalcic w mala arystokratke. -Zostawcie nas - rozkazal. - Zrób przerwe, mistrzu Robinie, na umycie pedzli, dajmy na to. Ciebie zas, hrabino, prosze bys zechciala zaczekac w przedpokojach. A ty, ksiezniczko, pozwól ze mna na taras. Mokry snieg, który spadl w nocy, stopnial w pierwszych promieniach porannego slonca, ale dachy wiez i pinakli zamku Darn Rowan wciaz byly mokre i swiecily ta k, ze zdawaly sie plonac. Emhyr podszedl do balustrady tarasu. Dziewczyna - zgodnie z etykieta - trzymala sie o krok za nim. Niecierpliwym gestem zmusil ja, by podeszla blizej. Cesarz milczal dlugo, obu dlonmi wsparty na balustradzie, wpatrzony we wzgórza i porastajace je wiecznie zielone cisy, wyraznie odcinajace sie od wapiennej bieli

skalistych uskoków. Blyskala rzeka, wstega roztopionego srebra wijaca sie dnem kot liny. W powietrzu czulo sie wiosne. -Za rzadko tu bywam - odezwal sie Emhyr. Dziewczyna milczala. -Za rzadko tu przyjezdzam - powtórzyl, odwracajac sie. - A to piekne i tchnace spokojem miejsce. Piekna okolica... Zgadzasz sie ze mna? -Tak, Wasza Cesarska Mosc. wiosne. Mam racje? -Tak, Wasza Cesarska Mosc. Z dolu, z podwórca, slychac bylo spiew zaklócany brzekiem, szczekiem i dzwonieniem podków. Eskorta, poinformowana, ze cesarz rozkazywal wyjazd, pospieszn ie szykowala sie do drogi. Emhyr pamietal, ze wsród gwardzistów byl jeden, który spiewal. Czesto. I niezaleznie od okolicznosci. Pojrzyj na mie milosciwie Oczety blawemi Obdarzze mnie litosciwie Wdziekami swojemi Wspomnij na mie litosciwie I w tej porze nocnej Nie odmawiaj milosciwie Wzajemnej mocnej -Ladna ballada - powiedzial w zamysleniu, dotykajac palcami ciezkiego, zlotego, cesarskiego alszbandu. -Ladna, Wasza Cesarska Mosc. Vattier zapewnia mnie, ze jest juz na tropie Vilgefortza. Ze odnalezienie go jes t kwestia dni, najwyzej tygodni. Glowy zdrajców spadna, a do Nilfgaardu sprowadzona zostanie prawdziwa Cirilla, królowa Cintry. A zanim do Nilfgaardu przybedzie autentyczna Cirilla, królowa Cintry, trzeba bedzie cos zrobic z sobowtórem. -Unies glowe. Posluchala. -Masz jakies zyczenia? - spytal nagle ostro. - Skargi? Prosby? -Nie, Wasza Cesarska Wysokosc. Nie mam. -Doprawdy? To ciekawe. No, ale przeciez nie moge ci rozkazac, bys miala. Unies glowe, jak przystoi princessie. Stella nauczyla cie chyba manier? -Tak, Wasza Cesarska Mosc. W samej rzeczy, dobrze ja wyuczyli, pomyslal. Najpierw Rience, potem Stella. Dobrze wyuczyli roli i kwestii, grozac zapewnie, ze za pomylke lub blad zaplaci tortura i smiercia. Ostrzegli, ze bedzie musiala grac przed surowym, nie wybaczajacym bl edów audytorium. Przed strasznym Emhyrem var Emreisem, cesarzem Nilfgaardu. -Jak masz na imie? - spytal ostro. -Cirilla Fiona Elen Riannon. -Prawdziwe imie. -Cirilla Fiona...

Wbrew etykiecie. jak ono brzmi.. Usta jej dygotaly.rozkazal. Wasza Cesarska Mosc.Dosc! Glosno pociagnela nosem..Fiona.powiedzial przez zacisniete zeby.. Ale musze wiedziec. co na niej miala. -Uspokój sie ..odpowiedziala. lecz dlawiaca garota.glos dziewczyny zlamal sie jak patyczek. ze chcialbym móc zwrócic sie do ciebie twym prawdziwym imieniem. cos znacze. .-Nie naduzywaj mojej cierpliwosci..Czego sie lekasz? Wstydzisz sie wlasnego imienia? Boisz sie go wyznac? Jezeli pytam. . -Nijako . Imie w sam raz dla kogos...Bo jest to imie nijakie. . ale glosem cichym i prawie lagodnym. kto jest nikim. . Glos jej uwiazl w krtani tak raptownie. a wielkie oczy zablysly jej nagle jak podswietlone plomieniem szmaragdy. to nie byla kolia. . -Dosc. Tak dlugo. to ty lko dlatego. Tak dl ugo. Emhyr wciaz mierzyl .. jak jestem Cirilla Fiona. Imie! -Cirilla. jak. na Wielkie Slonce . ze odruchowo uniosla ku szyi rece. jak gdyby to. ale tego etykieta nie zabraniala.

Zlosc nieuzasadniona. Ale daje co moje slowo. ze popelnia blad. -Pros mnie. a slowa byly obce.Wybacz mi .. . Nalezalo z apomniec o tej dziewczynie i o jej zielonych oczach. ze nie mialem nic wspólnego z twoim uprowadzeniem dziewczyno powiedzial ostro. Emhyr drgnal. -Pros mnie. Kaze ja tam zawiesc w zlotej poszóstnej karocy. Nalezalo juz dawno zakonczyc ta rozmowe. Nie miala nawet imienia. wladczo. niemile kleily sie do warg. glos jego zyskal nagle na czlowieczenstwie. Zadna krzywda. jestem winny tego. nadal pelen uznania dla Stelli Congrevere. Oszukano mnie. Jesli ona poprosi.powiedziala dziewczyna. ze byl juz zmeczony.. . .powtórzyl. I przez to tak zla. Niech nie patrzy na mnie.podniosla glowe i wbrew etykiecie spojrzala mu prosto w oczy. Nie zniose jej spojrzenia. Byla nikim. o co chcesz.Dziekuje Waszej Cesarskiej Mosci . ugodzony uczciwoscia i ufnoscia wzroku. spuszczajac oczy. Zawinilem. Tak. . gdy w ten wlasnie sposób kupowal sobie spokój sumienia za wyrzadzona komus podlosc. -Nie boje sie . to prawda. ze poprosi. W skrytosci ducha cieszac sie niecnie. pomyslal. o co chcesz . Nie spotka cie juz nic zlego. nie kaja sie przed kims. a on mimowolnie przypomnial sobie te niezliczone okazje. pomyslal.. Imitacja. o co chcesz . groznie. zadna przykrosc.. Nie musisz sie lekac. Popelni lem blad. Imperator nie prosi o wybaczenie. Byl wsciekly na siebie. nic ci nie grozi. skad ja uprowadzili.ja wzrokiem. którego. cesarski i wyniosly az do obrzydzenia. Ludzie podobno boja sie patrzec na mnie. Nie wydalem takich rozkazów. Czego ja chce od tego dziecka. Spojrzala na niego znowu. jak zlosc wzbiera w nim. kto. Jednoczesnie czul zlosc. jak wrze. -Wiedz. Byla sob owtórem. swiadom.Spelnie kazde twe zyczenie. Wystarczy. czujac. co cie spotkalo. pomyslal. Czego ja chce od dziecka.Nie mialem nic wspólnego z twoim porwaniem. Ta dziewczyna nie istniala. tam.. A czego ja sie boje? Gdzies mam Vattiera de Rideaux i jego racje stanu.Pros mnie.powiedzial. za dna ujma. . jak pecznieje piana niby zupa w kotle. - . zakonczyc ja wyniosle. ze tak tanio placi. kaze ja zawiesc do domu. po imperatorsku. Natychmiast wyprostowal si e. a przez to.powtórzyl..

-Dalem slowo . . Wciaz jeszcze w glowie mi sie kreci o tej rewii! Ale to normalne.Condwiramurs szybkim i pewnym uderzeniem noza sciela czubek jajka. Jesli moge miec prosbe. -Dziekuje Waszej Królewskiej Mosci.powstrzymalo cesarza przed tym. co trzeba.moze dalekie wspomnienie . dobroc.powtórzyl. Biedna.. ze wybralas zle.. Takt powstrzymal go przed pytaniami.. Dom. Serce. których w zyciu zazn alam tak malo. Nie mozna popelnic bledu. -Chcialabym móc tu zostac. mówia o nas.rzekl zimno. Pierwsza noc zawsze przynosi szalencze sny. Deithwen Adan yn Carp aep Morvudd wybierajac cos takiego.powiedziala Nimue. Przeczuwal cos takiego. Wyrazilas nie to zyczenie. Ale cos . wybralam rzeczy. w Darn Rowan. wysluchawszy relacji. .. Mysle jednak. -Dalem slowo . Nimue.Ba! . wybierajac c os takiego. -Mów. Gdybys zmie nila zdanie. * * * -Interesujace . U pani Stelli. ani ladunkiem . sniaczkach. pomyslal cesarz Emhyr var Emreis.. ze cesarz nie dokonczy. Nie byl zdziwiony. Tu. gdy jasnym sie stalo.. popelnia sie najstraszliwsze pomylki.Niech wiec stanie sie. nasze marzenia senne nie róznia sie od snów innych ludzi ani intensywnoscia.. cieplo. ze snimy. ani bogactwem.Rzeczywiscie interesujacy sen. Byly jeszcze jakies inne? . by powiedziec to na glos.i dotrzymam go.powiedziala. które bylyby upokarzajace dla obojga. . starajac sie uniknac jej wzroku . -Nie zmienie . Wiesz. naiwna istotko. ze nasz talent nie na tym polega. Jezeli pominac wizje w transie czy pod hipnoza.Wasza Cesarska Mosc jest bardzo szlachetna i hojna. wedle twojej woli.Po co mialabym zmieniac? Wybralam pania Stelle..

Condwiramurs urwala. Dzik rozprul mu noge na polowaniu. Nas wyróznia i o naszym talencie przesadza cos zupelnie innego. C hlopak idzie.adeptka hardo zadarla nos. -Mocno utyka . ludzi i broni. -Brawo . Jedna z nich j est ruchoma.wedrujacy wsród pustych pól. Nie maja tabliczek z datami! Ale. wzial z kredensu chleb. jeszcze nie zazielenione. trywializujac nieco. mozna przynajmniej precyzyjnie okreslic date tego zdarzenia.. . Cos szczególnego bylo w tym snie o bitwie? -Nie. Kotlowanina koni.to nie kalendarz rolniczy. w pierws zych dniach marca. zapewnie nienormalny. . . Ale po co ja mówie o czyms. -Nie pamietam. Przerwaly. .Owszem. To bardzo przyzwoity i dobry czlowiek. Slucha m cie. -No.. o kim snilas.. dwojaki i plócienne zawiniatko. Na niebie pojawiaja sie gwiazdy.rzekla Nimue pozornie od niechcenia. takze i wasz jest prozaicznie organiczny. rozczapierzone. Ktos.. Wierzby. . nie fiszki biblioteczne. czasami zapominam. jakiez to sny jeszcze pamietasz? -Mlody chlopak . ze snów byla cala rewia.. Przy drogach i na mie dzach. Powtarzam. który m Vilgefortz usilowal oszukac cesarza Emhyra.. Dokladniej.. Wierzby. solac jajko . Ukloniwszy sie i zaburczawszy. owego sobowtóra Ciri. p ewnie napatrzywszy sie na plótno Mikolaja Certosy w twojej galerii. bo do kuchni wszedl Król Rybak.zmarszczyla brwi Condwiramurs . . A data bitwy pod Bre nna tez jest znana. moje sny to wizje. Nimue usmiechnela sie. Czerwona kometa byla wido czna przez szesc dni. Wyszedl.uciela Panie Jeziora. juz w pierwszych snach rozszyfrowalas dziewczyne z portretu.To nie jest egzamin twoich sniacznych zdolnosci..usmiechnela sie Nimue. Jak wiekszosc dzikich talentów magicznych. W pozostalych snach tez wystapily jakies datowniki? -Moje sny . na lodzi zapomina o kalectwie.. nic innego jak wydzielone do organizmu endorfinu. dobra .. krzywe. Zapada noc. co nam sie snilo. skosem przecinajaca niebosklon. Pola sa puste. Idzie nam zreszta calkiem niez le. wiosna roku zawarcia pokoju cintryjskiego.. nie pozwalajac Pani Jeziora na zlosliwy komentarz. Nikt nie jest doskonaly.Byl ciezko ranny. Myle sie? -Nie mylisz sie. Czerwonawa. to jest analiza legendy. -Wiem o tym . Ludzie tlukli sie i wrzeszczeli. migotliwa iskra.Choc pojecia nie mam. co sama swietnie wiesz. To kometa. A ja. Dlatego spedza tyle czasu na lodzi. co rok komety. -Bo macie nietypowa i tylko wam wlasciwa prace gruczolów dokrewnych . zeby byc scisla. wiosenne. snilam sen o bitwie pod Brenna. Condwiramurs milczala grzecznie.Wasze sny to. . dziuplaste. nie zapominajac uklonic s ie i zaburczec. M y pamietamy sny. Gole. To ta sama data.prokoginacyjnym. Jej zagadek i bialych plam.prychnela Condwiramurs. rozglada sie. Rzadko kiedy zapominamy. . Przy wioslach i lowieniu ryb rana mu nie przeszkadza.ciela Nimue. wyl "Orly! Orly!" -Co jeszcze? Mówilas. z tobolkiem na ramieniu.

ze dal sie podejsc. Dziewczyna s obowtór stoi z pochylona glowa. -Jesli skonczylas sniadac i marzyc. * * * -Wrócmy do twego snu. malarz. ustroil ja nawet w k ryjacy rysy twarzy facelet. pomyslala adeptka. Sobowtór zostaje przedstawiony na cesarskim dworze. ale nie dluzej niz jeden semestr. gdy tylko wróce do akademii. Oto. nachyleni ku sobie. szepcza. Ja tez.-Potrzebuje mezczyzny . knuja juz spisek i mord. Condwiramurs rozpoznala od razu. Cholera. Emhyr udaje. dla których ten spektakl sie odgrywa.wyjasnila rzeczowo mala czarodziejka. ambasadorzy Królestw Pólnocnych. robi dobra mine do zlej gry. -I nic wiecej . . przerzucila kilka wykonanych sepia akwarelek. których spotkal afront: cesarz odtracil ich córki. -Audiencja w Loc Grim? -Oczywiscie. spójrz. Nimue otworzyla teczke. by podkreslic tajemniczosc.nie wiemy o falszywej Ciri. Zadni zemsty. Celibat jest dobry. zlekcewarzyl koligacyjne oferty. zaraz pozwole sie komus zbalamucic. wyjela jedna.podjela po chwili czarodziejka . chodzmy do biblioteki. Tu zas widzimy nilfgaardzkich diuków . Nimue chrzaknela.

Para buchnela . -Wiem. Condwiramurs podziwiala jej figure.. to. ogrzewanych hypokaustonem mieszczacym sie gdzies w piwnic ach. chlusnela woda na rozpalone kamienie. W nocy Condwiramurs spala zle. wstala. Nimue wylala na siebie reszte wody z cebrzyka. a slony pot scie kal im do oczu. poprzez ogladanie grafik i dyskusje mam sie naladowac do snu. Condwiramurs nie krepowala sie okupowac wanny godzinami. czarodziejka byla zbudowana nad wyraz proporcjonalnie. pozbyl sie falsyfikatu. -Jesli dobrze zrozumialam . co widze w snach. Jak kazdy czlowiek. Pragnienia. iscie luksusowych. jasnych od marmuru i lsniacych od mosiadzu. by potwierdzac. ale i tak co jakis czas spotykala sie z Nimue w lazni. Mamy czas. I leki . Gdy snilam. to niekoniecznie je st realna prawda. Smagnela sie tylk o kilka razy miotelka.. malutkiej drewnianej budce z wychodzacym na jezio ro pomostem. Gdy Emhyr zdobyl oryginal. * * * Dyskutowaly do obiadu. Nie wysnila nic. -Za dnia. goraco na moment pozbawilo oddechu. Na kolacje tez. nie wyczulam tragedii. bo na obiad byl losos z rusztu. snie marzenia. * * * Wieza Inis Vitre miala kilka lazienek.. Ksz taltów i .Condwiramurs otarla twarz . a przeciez wi emy. siadywaly obie na laweczkach. przegladajac teczki i fascykuly grafik. powiedziala. Mokre. ze zdobyl.rzekla ze smutkiem Condwiramurs . nikomu nie znana wersje danego zdarzenia? Tym razem Nimue nawet nie uznala za konieczne. gdyby. Byla tym troche przygnebiona i zawstydzona. aby w nocy móc wysnic prawdziwa. a w zasadzie powinnam cos odczuc. ale Nimue nie przejela sie w ogóle. Tesknoty. co sie z owym sobowtórem stalo pózniej.. dyszace para buchajaca z polewanych kamieni. chloszczac sie od niechcenia brzozowymi miotelkami.moja praktyka na Inis Vitre ma polegac na tym.Zadna z wersji legendy nie podaje. Przed nami jeszcze wiele nocy. Choc malutka. Z drugiej strony. Królowi Rybakowi poszczescil sie widac polów.ze los dziewczyny nie byl do pozazdroszczenia. -Nalezy sie jednak domyslac . zeby wyjasnic wszystkie biale plamy legendy o wiedzmini e i wiedzmince? -Dobrze zrozumialas. Za bardzo sie objadla.

wrócila do tematu.. miala lat dwadziescia cztery. Jezeli wiec nawet w pierwszych d niach pobytu na Inis Vitre Condwiramurs odrobinke dziwila sie Nimue. Dosyc juz mam siedzenia w tym ukropie. zaalarmowany pluskiem i piskiem. ze snie wersje prawdziwe? Doprawdy nie wiem. pomyslala Condwiramurs. ze czas. Wybiegly z lazni.skad bedziemy mialy pewnosc. . znowu ocierajac spocona twarz . Popluskawszy sie. I zazdroscila. -O tym za chwile . Jej opinia o Królu Rybaku bardzo wzrosla.podjela. przyslaniajac oczy dlonia. Stalo sie jasne.uciela Nimue.jedrnej skóry mogla pozazdroscic jej dwudziestolatka. Condwiramurs takie zachowanie uwazala za obelzywe i karygodne. ze Król Rybak byl chamem i gburem jedynie z pozoru. od których oczu nie powinno sie móc oderwac. Schlodzmy sie.jaka bedzie . trac piersi recznikiem . gdy zauwazyla. -Jesli nawet cos wyjasnie . wykrecajac wlosy. ni w iecej tylko Speculum aureum. gdy po pomoscie paraduja dwie nagi niewia sty o cialach godnych nimf. Król Rybak. a bylo to ni mniej. popatrzyl. wys zly na pomost. niedaleko szuk ajac. -Jezeli cos wysnie . obelga i niewybaczalnym afrontem jest odwracanie sie ku wedkom i blyszczkom. Tym niemniej. wydajac dzikie wrzaski. dzielo powazne i trudne.Na zewnatrz. potem skoczyly w jezioro. obejrzal sie na swojej lodzi. klaszczac bosymi stopami po deskac h pomostu. Wzglednie z bezpiecznej mimikry. to juz dawno prze stala. To tez nalezalo do rytualu. Chodzil z ksiazka nawet do klozetu. A potem pogadamy. Condwiramurs. którego nie spedzal na lowieniu poswiecil czytaniu. ale zaraz odwrócil sie i zajal rybackimi akcesoriami..

stwierdzila z przekonaniem Nimue. wywarly wplyw.parsknela adeptka. Nie dziwota. który swoim wyczynom w tym ksiestwie poswiecil dwa rozdzialy. -Mamy nawet jeden rysunek na rysunku. -Szczesliwych lowów zatem . No. A co. zna m wszystkie opracowania naukowe. od Pól wieku poezji Jaskra po Pania Jeziora Andrei Ravixa. pnie. .gwarancja. * * * Naskalny fresk przedstawial scene mysliwska.To. ubierajac sie. Jaka jest szansa. ze snilam wersje prawdziwe? Znam wszystkie wersje literackie legendy. Czy nie warto by wiec dowiedziec sie. czego sami nie wiedzieli. za topione karcze. Sama widzisz.Nie mógl przed odwilza sforsowac przeleczy. a o edycjach popularnych nawet nie wspominam. Nawet Jaskier. stare buty. Czy jest szansa przedrzec sie przez fikcje i wysnic prawde? -Jest. Chude. Zaczepia zielsko. co jeszcze. opukujmy kufer w poszukiwaniu drugiego dna. Ale od czasu do czasu cos tam zlowi.Nimue ruchem glowy wskazala lódz na jeziorze . zatynkowali fanbulacja i pieknoslowiem. . nie jestem w stanie wyeliminowa c tego z moich snów. -Jak duza? -Równa tej . Wszystkie wersje legendy zbywaja ten epizod krótkim zdanie: "Bohaterowie spedzili zime w Toussaint" . którzy lowili przed nami? Ze zostawili nam chocby jedna rybke? -Zostawili . Nimue. zeby daleko nie szukac. odpruwajmy tapicerke i pods zewke. ze pózniejsi autorzy zalatwiali ten nudny fragment lakonicznym: "Minela zima". bez wytchnienia zarzuca swoje haki. rozczesujac mokre wlosy. . Szukajmy prawdziwych wersji legendy. -Na przyklad? -Zimowy pobyt wiedzmina w Toussaint. korzenie. nie jestesmy pierwsze na tym lowisku.Zarzucajmy przynete i lówmy. jesli drugiego dna nie ma? Prz y calym szacunku. wiec zimowal i nudzil sie. topielców i kaduk wie. Mamy jakies obrazy lub rysunki? Nimue usmiechnela sie.jaka ma Król Rybak. spróbuje cos wysn ic. c o sie wydarzylo tej zimy? Po ucieczce z Belhaven i spotkaniu z Elfem Avallac'hem w pod ziemnym kompleksie Tir ná Béa Arainne? Po potyczce w Caed Myrkvid i przygodzie z druidkami? Co robil wiedzmin w Toussaint od pazdziernika do stycznia? -Co robil? Zimowal! . na te mat wiedzmina jest zaskakujaco enigmatyczny.westchnela Condwiramurs. Znam wielebnego Jarre'a. ze jaki kolwiek szczegól i detal umknal uwadze watah badaczy. Te wszystkie lektury zostawily slad. Lub zbyli milc zeniem. narysowane niedbalymi rucham i . ale skoro trzeba.

a nad jego lirowato wygietymi rogami unosilo sie cos. ani innych stworów. Nigdy nie rozumialam elfów. gdy flaminka w sposób dosc kategoryczny odmówila wspólpracy. -Tak . co przypominalo wazke. Nie moge oprzec sie wrazeniu. Ale wrazenie pozostaje. do Cahira. ze one z nas drwia. ze w dokladnie spenetrowanych przez nas jaskiniach nie ma sladu ani elfów. -Co robimy? -Wracamy do Caed Myrkvid.pedzla ludziki z lukami i dzidami scigaly w dzikich podskokach wielkiego i fiole towego bizona.nie moge oprzec sie takiemu wrazeniu. co mysla. ze bezsensownie. -Byli tu. -Ja tez . dlaczego wiekszosc ludzi ni e przepada za nimi. Bo trudno oprzec sie wrazeniu. Albo wyniesli.powiedzial wiedzmin gorzko . -Przemawia przez ciebie antropomorfizm. Ale wiem juz przynajmniej. co mówia. Bizon mial na boku tygrysie pregi. -To fakt bezsporny. ze jednego posluchania wystarczy. Lazimy po tych jaskiniach caly dzien.jest owo malowidlo. posluchania udzielono ci wylacznie za wstawiennictwem flaminki. -To wiec . naprawde nie wiem. -Problem polega na tym. Nie zapominaj. .To jest wlasnie to malowidlo. Potem wsiadamy na konie i korzystamy z zaproszenia ksiezne j Anny . elfy drwia z nas. co robia. któremu juz pewnie druidki podleczyly oskalpowana lepetyne. szydza. -Moze troche. Widocznie uznano. Teraz pochowali sie. co jeszcze mozesz zrobic. o których napomykalas. Po tym.potwierdzil sucho Geralt. Kpia.pokiwal glowa Regis . który duzo wiedzial. Wymalowane przez Elfa Avallac'ha. Elfa. We wszystki m.

ze. Isc na onejroidalny zywiol czy spróbo wac sie kotwiczyc? Wbrew powszechnym zapewnieniom..odrzeka powaznie Geralt. Dalej. co widziales. po raz drugi lapiac sie na tym. pelnym garniturem klów. a poniewaz byli sami. A gdyby mnie mimo to zdemaskowano. Ziewnela.. ze w ciemnosciach sni sie lepiej. Gdyby to rozwalic. * * * Królowi Rybakowi znowu sie powiodlo.. znaczna ich czesc zostawala w pamieci onejromantek jako galimatia s obrazków. dziecinna zabawka z luste rek i szkielek.. Zakleciem zgasila lampe. Mozna by sie tam dostac gdyby. ze strone ksiazki przewraca machinalnie. Bo tutaj mozemy znalezc wylacznie reumatyzm. Na . No wiesz. bo na kolacje byly wedzone palie. Cahir rozwalony leb. wychodzmy z tych pieczar.westchnal Regis . Trzeba tez wyplatac Jaskra z afery. licze na ciebie. Druhu.. dokladnie za ta sciana. pomyslala. Wampir usmiechnal sie. zgodnie z tym. Chyba. odlozyla ksiazke. wcale nie rejestrujac tresc i. sniaczki nie pamietaly nawet polowy swych wieszczych snów. bo zdaje sie. * * * Condwiramurs odbilo sie wedzona palia. Rozrzucila poduszki. Geralt? Tir ná Béa Arainne. Komnata momentalnie utonela w nieprzebi tym i gestym jak melasa mroku. elfia nekropolia. po myslala. jesli obrazki pozbawione byly wszelkiego ladu i nawet pozorów znaczenia. -Wylacznie. Czas na sen. tro che odpoczynku w Toussaint dobrze zrobi obojgu. uwazac na czarodziejów i telepatów. Pora spac. zmieniajac uklad z czytelniczeg o na rekreacyjny. Nie rób min wampirze. -Mozesz liczyc . Ryby tak smaczne. Nie myslalem. ze nauka poszla w las. Co wybrac.Henrietty. Milva ma polamane zebra.Nie zostawie cie w potrzebie. przeciagajac sie i wiercac na przescieradle. .niech tak sie stanie. Bede musial trzymac sie z daleka od zwierciadel i psów. jest za naskalnym malowidlem. -Cóz . ze niezle sie wplatal. Condwiramurs objadla sie znowu. zmieniajac kolory i ksztalty niby kalejdoskop. druhu. Nie myslales o tym? -Nie.. Ciezkie welurowe kotary byly szczelnie zaciagniete . Pól biedy. mozna bylo wówczas spokojnie przejsc nad nimi do porzadku dziennego. -Druhu? -Przemawia przeze mnie antropomorfizm..ad eptka dawno juz zdazyla wypraktykowac..

przez wiosenne ulewy i rozmiekle drogi w dolinie Sudduth. Jesli sen nie dawal sie "zahaczyc". wylacznie strzepy znaczen. poprzez poprzedza jaca zasniecie koncentracje i medytacje. które sniaczka z powodzeniem "zahaczyla" lub "zakotwiczyla". mozna bylo byc pewnym. trzy zestawy snów. W zargonie sniaczek takie sny zwaly sie "kitem". które czekaly na swoja kolejke. . Takie programowanie snienia nosilo nazwe "kotwiczenia sie".zasadzie: nie pamietam. znaczy.lista "widm". Byla . Najlepsze wynik i dawala metoda zmuszania sie do ponownego snu natychmiast po przebudzeniu . ze nie warto pamietac. Byla lista godnych puszenia sie sukcesów . Gorsza i troche wstydliwa sprawa byly "widma" . z których sniaczki zapamietywaly jedynie fragmenty. po których rano zostawalo tylko niejasne odczucie odebranego sygnalu.lista klesk. sny.lista snów. Wówczas sniaczka poprzez skupienie i autosugestie usilowala zmusic sie do ponownego. tym razem dokladnego przesnienia konkretnego "widma". Jesli "widmo" nadto powtar zalo sie. snów.sny.nazywalo sie to "zahaczeniem". Po dwunastu spedzonych na wyspie nocach Condwiramurs miala juz trzy listy.Do takich nalezaly sny o rebelii na w yspie Thanedd oraz o podrózy wiedzmina i jego druzyny przez zamiecie na przeleczy Malheu r. ze mialo sie do czynienia z snem o znacznej wartosci onejroidalnej. które mimo wysilków nadal pozostawaly enigm a. I byla lista robocza .do tego adeptka nie przyznawala sie Nimue . pozostawala próba powtórnego wywolania danej wizji sennej podczas któregos z kolejnych seansów.

przy calej swej pseudointeligentnej otoczce. nie mozna bylo powiedziec od . -Dlaczego? Cynizm podobno dowodzi inteligencji. .powiedziala chelpliwie Condwiramurs. zimujac w Toussaint. wiedzminie.. czarnych wlosach i zielonych oczach. * * * -Zdaje sie. Spróbuj jeszcze raz. lsniace. nie ma tak pieknego tylka jak ty. ze wiem. zaprawde wegiel.I byl jeden sen.. to byl zart. Hmmm. teraz dla odmiany przymierzyl mnie do jakis barbarzynskich pólnocnych rzeczek. Ja nie znosze zadnej nieszczerosci. Pomijajac w ogóle jakies metafory.Nimue uniosla wzrok znad okularów i oprawionego w skóre grimoire'u. pomyslala Condwiramurs. -To nie byla sarkazm. A sen byl. twoja. -Rozmawiali. -Teraz juz wiem. Jako ten. Jest czas milczen ia i czas mówienia. Mily. Skoro juz przy tym jestesmy. -Nie badz cyniczny. wierzysz w milosc od pierwszego wejrzenia? -A ty wierzysz? -Wierze. Twoja niezaleznosc i swobode. tkliwy sen. -Masz ci los. -Czas pieszczot cielesnych i czas powstrzymywania sie od nich? -No. -Nikt.. kasztanowej barwy. czym zajmowal sie wiedzmin. Cynizm. o której pisze w pamietnikach Jaskier? -Chyba czytalas nieuwaznie . czas placzu i czas smiechu. kto to mógl byc. a fizjologia jest plaska... co kochasz we mnie najbardziej. Kochanie sie bez komplementów traci fizjologia.. -To. -Nieprawda. Wszystko mój drogi ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem. ale bardzo przyjemny. -Prosze. zaprawde zlotu podobna aureola. czas siania i czas rozbierania. co nas polaczylo. -Slucham z uwaga. Ale to nie byla zwykla rozmowa.Wysnilam! Wiedzmina Geralta i kobiete o krótkich. -Nie pojmuje. -Nie scierpie takich zartów. ze jest czas komplementów. Moze owa ksiezna. Ciekawy. który powracal w strzepach i migawkach. * * * -Powiedz mi.. Powiedz mi.Jaskier opisuje ksiezna Anariette dokladnie. . -Najbardziej kocham w tobie twój rozum. -Wieksza czesc czasu ona trzymala nogi na jego ramionach. a inne zródla potwierdzaja. -Popadasz z cynizmu w trywialnosc i banal.Moja kobieta byla czarna. czas zartów i czas powagi. w nieuchwytnych dzwiekach i jedwabistym dotyku. Nie wiem.. Zwlaszcza nie w pore.. twoja inteligencje i twoja duchowa glebie.Wysnilas cos jednak wreszcie? -A jakze! .. cytuje. Przyciagajace sie przeciwienstwa. nie bierz tego tak doslownie! Przyjmijmy raczej. skad w tobie tyle sarkazmu. prosze .schlodzila ja nieco czarodziejka. od Jarugi po Buine. Dobrze. dziwny. Geralt. ze wlosy miala. Niech bedzie. przepra szam zbierania.. jest obrzydliwie nieszczery. Mów mi komplementy. który wertowala. zamykajac oczy. -A zatem to nie ona . . .zgodzila sie adeptka..

zostaw. nie. -Och! Doprawdy? Mniemam zatem. by móc wyrokowac? Co. Staram sie unikac wyrokowania. lapy precz. gdy nie jest poparte rzetelna eksperiencja. Ile kobiet miales przede mna? . ze tylków. bo to o nich wszak mowa. widzialas i doswiadczyles dosc. takim sposobem nie wykrecisz sie od odpowiedzi. bialowlosy? Ilez to kobiet miales przede mna? He? Zadalam ci pytanie.Alby po Velde? Albo: od Alby po Sansretour? -W zyciu nie bylem nad Alba. wiedzminie! Nie.

przeciagala sie zwykle az do p oludnia.ze nie wiemy. Przyjmijmy to . Autentyczny jest portret Sheali de Tancarville w Ensenadzie w L an Exeter. jak glosi podanie. karlow ata sosna. zwir. Poza dwoma wyjatkami.. Nie zapominaj. jak je pózniej portretowano. . Czas miedzy poludniem a obiadem adeptka trawila na spacerach . Z t ego czasu pochodza wszystkie Zebrania Lozy. A potem byl czas propag andy. dobre i madre. -Przyjmijmy jednak i umówmy sie .. podziw i nabozny lek. -Wielkie mistrzynie? .ze one wszystkie tak wlasnie wygladaly. gdy mistrzynie musialy samym wygladem budzic szacunek.a te równiez szybko staly sie rutynowe i nudnawe. -Mówilam: naprawde .Nie szlo mi o pochlebione podobizny namalowane na podstawie innych pochlebionych podobizn. prawe i szlachetne. wladcze. * * * Dzienne zajecia na Inis Vitre nabraly cech nuzacej nieco rutyny. byl czas niszczenia wizerunków czarodziejek. Jestes moja pierwsza. zabraly ze soba lub zniszczyly wszystkie dziela sztuki. Analiza snów Condwiramurs. -Nareszcie.. jak wygl adala Ida Emean. a za nim dziesiec wspanialych. plótna i grafiki przedstawiajace stól.-Zadnej. autentycznych portretów nie ma. I piekne. nie zostawily ani jednego obrazu. nie mamy pojecia o prawdziwym wygladzie Assire var Anahid i Fringilli Vigo.westchnela Condwiramurs . zniewalajaco piekne. jak one naprawde wygladaly.Pelno jest przeciez ich portretów! W samej tylko Aretuzie. Wtedy jakos latwiej zyc. szczezuje. W ciagu godziny wyspe mozna bylo okra zyc dwukrotnie. Trudno sie dziwic. zapobiegliwe. napatrzywszy sie przy tym na tak zajmujace rzeczy jak granit. Nie wiemy. a który cud em ocalal z pozaru.. * * * Nimue od bardzo dlugiej chwili wpatrywala sie w obraz przedstawiajacy w subtelny m chiaroscuro dziesiec siedzacych za okraglym stolem kobiet. I samych czarodziejek. Dostojne. A ze w Nilfgaardzie wizerunki czarodziejek niszczono bardzo pilnie i starannie. czy Stokro tka z Dolin byla rzeczywiscie tak piekna. urzekajaco urodziwych kobiet. W ogóle nie wiemy. . woda i mewy. zaczynajaca sie juz przy sniadaniu. -A namalowany przez elfy portret Franceski Findabair wiszacy w vengerberskiej Pinakotece? -Falsyfikat. który wisi w Aretuzie na wyspie Thanedd. . Autentyczny jes t portret Margarity Laux-Antille. Gdy otwarto Drzwi i elfy odeszly.uciela Nimue.parsknela Condwiramurs. Sprzysiezenia i Konwenty.odezwala sie wreszcie . -Szkoda . A prawdziwych.

We snie niedwuznacznie erotycznym kleczala na dnie rozchybotanej lodzi. po dlugiej sjescie. dusila sie. juz to cos mialo ja chwycic. tonela. Condwiramurs snil sie Król Rybak w najrózniejszych sytuacjach .czula. Juz.. Wioslowal wolno i ospale. która byla. przegladanie ksiag. Celibat dawal o sobie znac.Po obiedzie. Zamiast zagadek wiedzminskiej legendy. przeciagajace sie w noc dysputy o wzajemnych relacjach legendy i prawdy. nastepowaly dyskusje. I dlugie. co chce polknac c iagnieta za lodzia przynete. zadlawiala sie woda i wtedy sie budzila. i bud zila sie. od krancowo nieerotycznych po ekstremalnie erotyczne. zlana potem. ogladanie obrazów. wiec pograzala sie w jeziorze. a do tego targal nia straszliwy strach . grozne oblicze malej czarodziejki. gdy Król Rybak moc niej napieral na wiosla. chrzaczac i spluwajac. cos. A potem noce i sny. . grafik i map.. W leczona.. a Król Rybak trzymal ja za kark i chedozyl entuzjastyczn ie. burczac przy tym. zwojów i manuskryptów. przewieszona przez burte. Oprócz fizycznej przyjemnosci Condwiramur s czula skrecajace trzewia przerazenie . ze od dna jeziora odrywa sie i plynie ku powierzchni cos okropnego. Rózne sny. odciagajac ja z zasiegu szczek niewidzialnego drapieznika.co bedzie. gdy Nimue ich przylapie? Nagle w wodzie jeziora widziala rozchybotane.. We snie krancowo nieerotyczny m Król Rybak wlókl ja na lince za lodzia.

Ze nad tym jeziorem.Wstawala wówczas. Condwiramurs nie zadawala pytan. wechem . Trzeba bylo skorzystac z malych sekretnych drzwiczek i kreconych schodów prowadzacych w dól. -No.. . Ale nie potrwalo dlugo. pedantycznie porzadnych. no? -Mysl. * * * Wieza Inis Vitre miala taras. . Nawet wówczas. bo absolutnie niedostepny. ale obrazki. lawenda i naftalina. gdy spacerujac brzegiem jeziora widziala Nimue przypatrywujaca sie jej z owego tarasu. Bylo to po tym. wsparty na kolumnach. ja k sie okazywalo. plynaca od jeziora mgla. w tej wiezy wcale nie jestem pania. pachnacyc h drzewem sandalowym. Zafascynowana widac tym fragmentem legendy.. Sn ie. gdy nawiedzila ja seria snów. a tajemnica sie wyjasnila. Troche zla. -Pozwól ze mna. Taras byl dziwny. Niedostepnego. Swiadoma. ale rów nawet smakiem. obrazki. Z poczatku Condwiramurs nie poswiecala tej sprawie uwagi. Tak. otwierala okno. ze siedziby czarodziejek nie moga obyc sie bez takich sekretnych anomalii.Tylko. dotykiem. jak Condwiramurs sie domyslala. Nie sytuacje.. ze nic sie nie stalo. mirra. wreszcie jednak zaczel a sie zastanawiac.a poza wzrokowymi? ze sniaczka tak zdolna jak Condwiramurs sni sny nie tylko wzrokiem. Nieruchomy obrazek. Wciaz te same obrazki.Dziwne mam sny po tych obrazkach . rzecz jasna. nie sceny. Ciri na blankach wiezy..pokrecila glowa Condwiramurs.poskarzyla sie adeptka nastepnego ranka. wszystkimi zmyslami . I snila dalej.odbiera niez sluchem. zawziela sie i udawala. lecz wiezniem. -Nic . -I nic wiecej? Zadnych doznan Nimue wiedziala. malarka poswiecila wszystki e swoje dziela Ciri w Wiezy Jaskólki.. tylko dla niepowolanych i profanów. wywolanych akwarelami Wilmy Wessely. ksiezycowym blaskiem. Z zadnego ze znanych j ej pomieszczen wiezy nie mozna bylo na ów taras wejsc. Wówczas wchodzilo sie tam . zachlystywala sie nocnym powietrzem. czysciutkich.. jak wiekszosc ludzi. zwieszajacy sie nad jeziorem . ze za profanke sie ja uwaza. dostep do tarasu mozliwy byl tylko z prywatnych komnat czarodziejki. Uporczywa mysl.

co chca jej zrobic. ze mamy zakonczenie. ze bylo to ogromne tryptykowe okno. w jaki sposób Ciri z Wiezy Jaskólki dostala sie wprost do zamku Vilgefortza.. Z licznych ilustracji. Arras przedstawial skalne urwisko nad górskim jeziorem. gdzie nalezalo. Znamy wlasnie te wersje. -Cytadela Vilgefortza. . Grzebieniem. Zamek.przytaknela pozornie obojetnie Nimue. Jedynymi meblami w komnacie byly dwa fotele. na którym zawieszono gobelin. -Tak jest .. w którym zakonczyla sie legenda. Legenda podaje wiele wersji t ej ucieczki. -Mnie . nie miala na scianach boazerii ani tapiserii. dlatego wydaje sie nam. Tym jasniejsza.. Nie mozesz wys nic . w odróznieniu od pozostalych. Zamek wtopiony w urwisko.najbardziej podoba sie ta z rzucanymi za siebie przedmiotami. Gobelin mierzyl jakies piec stóp na siedem i siegal fredzlami podlogi. który Condwiramurs dobrze znala. uciekla.Tam zakonczyla sie legenda. jak mówilam wiele. Ale nadal niezbyt jasne jest. zdajacy sie byc czescia skalnej sciany. -Przepraszam. gdzie. miejsce uwiezienia Yennefer. Komnata..wtracila Condwiramurs . jablkiem i chustka. olbrzymie zwierciadlo w owalnej mahoniowej ramie oraz rodzaj stojaka z poprzecznym poziomym ramieniem. -Condwiramurs. byla wylacznie pobielona. Ciri uciekla z Wiezy Jaskólki. jak to wysnilas. Ale. Miejsce. a raczej szklane drzwi wiodace wprost na zwisajacy nad jeziorem taras. przynajmniej w znanych jej wersjach.. -Wersji ucieczki jest. a przez to bardzo jasna. Gdy zorientowala sie. byla wiez niem.

zajrzyj. ze jest zima.. nie bez przygotowan. twoja podopieczna. bys sie we snie tam dostala..rozkazala Nimue. Koncentruj sie mocno. weszla do srodka. ze jej ledwo zagojone palce wc iaz byly niezgrabne i sztywne.. Wyciskam przed nim pryszcze. Jej obecne wiezienie bylo. Bylam ptakiem. Yennefer rozkoszowala sie cieplem. Jeden z gosci. kichnal poteznie. w którym spedzila chyba ze dwa miesiace. nie krepuj sie. Jest magiczne prawda? -Nie. musiala hulac iscie diabelska zawierucha. skupiaj uwage na kazdym szczególe. grudzien. A jesc rekoma nie chciala . -Czy to prawda . -Przepraszam.. Gdy patrze na ten gobelin. prosze. -To zwierciadlo Hartmanna ..ze Ciri. trudno bylo utrzymac w nich nóz i widelec.Wiezy Jaskólki. gosci om czarodzieja. medytacji.Jesli chcesz. Przyjrzyj sie uwaznie temu gobelinowi. o nieba cale cieplejsze od mokreg o lochu. . widzac zmarszczony nos i nadasana mine adeptki. co prawda. pieszczac palcami nózke kielicha . myslalam o czyms innym... -Patrz na gobelin . -Jedz.Patrz na cytadele. bys tam weszla.spytala drzacym z podniecenia glosem Condwiramurs . Jezeli zas dosc powolnie i nieporadnie sprawiala sie z kurczakiem. Spróbuj wysnic zamek. Zalecajac ci ostroznosc. W inic za to mozesz wylacznie siebie. W l ochu zupelnie stracila rachube czasu. w palenisku komina ogien az huczal. * * * -Wiesz. prosze. Z Hartmanna zawsze moze cos wyjsc. . Wazne jest. Ale badz. Ale dziwnie. ostrozna. Yennefer..ze z Hartmanna mozna przejsc do innych. Patrz na nia uwaznie. to wylacznie dlatego. . Chce. za murami zamczyska.. wysmarkal si e . szybko pozerajac polana. ale byla pewna. Nie moglam wejsc do srodka. Cos bronilo dostepu.. ostro wryj ten obraz w pa mieci.Jedz. Czarodziejka ani myslala sie krepowac. Yennefer . rozstala sie z tym swiatem. Nie znala zadnego z nich. -Swiatów? Owszem. Widzialam ten zamek z zewnatrz. -Snilas? -Snilam. * * * Na zewnatrz. Z lotu ptaka.wyjasnila Nimue. Nimue..pragnela zademonstrowac Vilgefortzowi i pozostalym biesiadnikom. Ale nie od razu. Czy t y mnie sluchasz? -To zwierciadlo. I twój bezsensowny upór. moze nawet styczen. -Z prawdziwa przykroscia musze cie powiadomic . pózniej tez nikt nie spieszyl sie z informowaniem jej o datach.powiedzial Vilgefortz.powiedzial Vilgefortz. -O czym? -To dziala w obie strony. koncentracji i calego mnóstwa innych rzeczy.. ale i tak zab tam na zab nie trafial. niewysoki i ciemnowlosy mezczyzna.

-Za zdrowie . . podziekowal czarodziejc e uklonem i krótkim zakatarzonym zdaniem. W jakim celu mialbym to robic? Wiescia o smierci Ciri przejalem sie tak samo jak ty. bardziej niz ty. Nie dosc krótkim.powiedziala Yennefer. ale wygladal jeszcze okropniej niz wtedy. ale znacznie mniejsza od prawej. Widok zapieral dech. Yennefer .mniemasz pewnie. mily panie? Stalis cie w przeciagu po kapieli? Drugi gosc. Vilgefortz odwrócil ku niej twarz. Nos mial opuchniety. choc twarz skurczyla mu sie od zlosci.wycedzil . wielki. Regenerowana lewa galka oczna byl a juz sprawna. chudy.Od czegóz to takie okropne przeziebienie.w batystowa chusteczke. o paskudnie bladych oczach. co ja mówie. starszy. próbuje podejsc. ze usidlam cie. która zlowieszczymi slowami Vilgefortza nie przejela sie w ogóle. ze klamie. ja wiazalem z dzieweczka bardzo . by nie ulowila nilfgaardzk iego akcentu. -Ty. gdy zobaczyla go okaleczonego po raz pierwszy. zaczerwieniony i ewidentnie na amen zatkany. Przeziebiony zas. Koniec konców. Nie nosil juz na glowie zlotego rusztowania ani krysztalowej soczewki w oczodole. zarechotal nagle . latem.

konkretne nadzieje. Tak. by nie wypadl z palców. Yennefer parsknela lekcewazaco. Caly zamet nale zy sie mnie. . -To dobrze. choc w srodku az gotowala sie z wscieklosci. gdyby nie bransoletki z dwimerytu.Wiedz jednak Yennefer. Yennefer.Zaiste. Tak. ze nasz drogi wiedzmin pozegnal sie z tym swiatem praw dziwie ogniscie i spektakularnie. ze przynajmniej dwa z nich bedzie mia la sztywne bardzo dlugo. a moje plany runely. z którym. wiec mozesz palic mnie wylacznie spojrzeniem.powiedzial przez zacisniete zeby. Gdybym mial i dziewczyne. miala byc za moja sp rawa nie tylko córke. Zaiste.powiedzial. . Ten zakatarzony kichnal. ten sam wiedzmin Geralt. zaluj. I przelalas uczucia na owoc eksperymentu genetycznego. wysmarkal sie i rozkaszlal. na który w równych czesciach skladaly sie zal spowodowany wlasna nieplodnoscia i poczucie winy. Moze permanentnie. nieuda nego zreszta. Choc sucha przeciez i sterylna jak kamien. Z tej okazji nie musisz czynic sobie zadnych wyrzutów. Ale dwimeryt dziala. z trudem utrzymujac nóz w sztywnych palcach. dzieki której mala C iri przyszla na swiat. ukladalem plany majace zdecydowac o mojej przyszlosci. We fiolkowych oczach Yennefer zapalila sie zimna nienawisc. sa naprawde wyborne.Bo chyba zasmucila cie wiadomosc. stalo sie . tak. podbudowalbym twoja okaleczona namiastke instynktu macierzynskiego. Albo chociaz namiastke wnuczki. zrobilbym z tej wiedzy uzytek. moja droga powie dzial zimno czarodziej. Yennefer w milczeniu zasalutowala mu pucharkiem. Eksperymentatorom zabraklo bowiem wiedzy. niemadry i przeslodzony az do mdlosci. wiazal cie surogat uczucia. . ze ja wiedze mialem. az lzy pociekly mu z oczu. spalilabys mnie na popiól. kroila nadziany sliwkami schab. sentyment smieszny. podobnie jak z Ciri. Smierci wiedzmina nie jestes winna w stopniu nawet najmniejszym. .ciagnal czarodziej. . -Taka cie wole . Yennefer. Vilgefortz zachnal sie na jej gest. Pomalu dochodza do wniosku. tak. modlac sie w duchu. Ten wysoki przypatrywal sie czarodziejce swym nieprzyjemnym rybim wzrokiem. Skosztuj marynowanych gruszek. .Z najwyzsza przykroscia przyjdzie mi zepsuc twój swietny humor.Yennefer. -Ciebie zas . ze wiedzmin Geralt z Rivii nie zyje równiez. ale i wnuczke. poczucie w iny! Aktywnie wszak uczestniczylas w krzyzowaniu parek.wiazal z Ciri wylacznie niemadry sentyment. Teraz dziewczyna nie zyje. Wiedz. w hodowli. Vilgefortz rozesmial sie. nie zwracajac uwagi na komentarz . -Teraz juz za pózno.

Jesli. I bynajmniej. Zwyczajnie pozwole ci sie zaglodzic. ellea? -Mówie wspólnym . Ba. -Nie . A w przy padku prób ucieczki rozkazy strazników sa jednoznaczne. . ze jestem w duzo lepszej sytuacji niz pani. Vilgefortz. Vilgefortz uderzyl dlonia o stól.-A gdziez to jest pan Rience? . Do czasu. t o jedna wielka lipa. wytrzymujac jej spojrzenie. t racil czasu na karmienie cie przez rure. jeszcze niedawno chamscy i brutalni. bedzies z przebywala w odosobnieniu. sny o potedze rozwialy sie jak dym. To. Jesli znowu zdecydujesz sie na glodówke. który nigdy nie przepuscil okazji. zaczeli zachowywac sie ze strach liwym szacunkiem? Nie. .rzekl makabrycznie przewracajac swym miniaturowym okiem.Yennefer wstala. Ess a tearth. przeciagajac slowa. ale ja z najwyzsza niechecia siegam po tego rodzaj u srodki. ze nie bede. . z rozmachem cisnela serwetke na stól. zamienily sie w pyl.. naturalnie.Moze i jeszcze . Uprzedzam jednak.. Gdziez to je st pan Shirrú.Pan Rience.spytala Yennefer.Dosc tej zabawy . Ciri ci sie wymknela i Geralt ci sie wymknal. cóz to on ze mna zrobi. Wiedz. A cesarz Emhyr zaciska siec. I co teraz? Plany runely. A czarodzieje i Dijkstra namierzaja juz. rozkaszlal sie znowu i wysmarkal w przemoczony juz batyst. Yennefer. który tyle mi naobiecywal. o czym mówiles. naopowiadal. by mnie popchnac i kopnac? Dlaczego straznicy. jak w pazdzierniku. wiedz. bard zo zly. namierzaja. sam to przyznales. Yennefer. przy okazji nie jako sprawiajac twoim zbirom krwawa laznie. Przemowa zmeczyla go. ze nie jestes mi juz potrzebna. Nie bez kozery i nie z litosci. ze nie pozwole. bynajmniej nie mam pelnych gaci.A nazywam sie Stefan Skellen. bys sprawiala mi kl opoty. Ja wiem. nie musisz odpowiadac. gdy okolicznosci pozwola lub kaza podjac inna decyzje. a jest zapewnie bardzo. A teraz zegnam. me tiarn? A'pleine a cales. przestales mnie tort urowac i zmuszac do skanowania. zaspokoilas juz. .powiedzial zakatarzony. W zasadzie powinienem kazac wsa dzic cie do worka i utopic w jeziorze. w ciaz mi sie wydaje.

wiedzmo. tak. -Chedoz sie. zebys zapamietala to nazwisko. o której tyle sie tu gada. Kazalem jej walczyc na arenie. zielonooka zmija. godna cesarskiego stolu. westchnela. Zlowil. Komnatka. Powoli.zazgrzytal . piescia i obcasem.bym cos zjadla. ciasnym wiezieniem. zupa z jaskólczych gniazd. Te cala Ciri. usiadla w karle. Wszedl tak cicho. które szczury bez wysilku wyrywaly jej z okaleczonych palców. Dlugo ja uczylem. ale towarzystwo odbiera mi apetyt. Z piwnicy. Ale uciekla mi. Yennefer zaklela. Zebys dobrze wryla je sobie w pamiec. Moze lze? -Szarowlosa wiedzminka szkolona w Kaer Morhen. I za kazdym razem spotykal ja zawód. bucu. w której ja uwieziono. gdzie karmiono ja ochlapami. przez które moglaby zobaczyc otaczajacy je teren lub chocby slonce i spróbowa c okreslic strony swiata. Uczyle m ja do tej roli harpem. czarownico. jaka jej przynoszono. -Jestem . Komnata. Zimnym. wydawala sie jej królewska sypialnia . Ebbing. Yennefer nie posiadala si e ze szczescia. Zegnam panów. Wrzesien. ze niemal go nie uslyszala.lowca ludzi. gdzie jest. pozwolono przebrac sie i wykapac. Bladooki mierzyl ja zlym spojrzeniem i usmiechal sie paskudnie. Yennefer nadstawila uszu. Tak. na dnie której wiecznie stala kaluza smierdzacej wody. bedacym oprócz wyrka jedynym meblem. Vilgefortz patrzyl w bok. byla zimna i surowa jak pustelnicza cela. Telepatia byla niemozliwa. twarde wyrko twardym wyrkiem. zdobyc chocby strzepek informacji. -Nazywam sie Bonhart . zabijac ludzi pod wrzask publiki. Z piwnicy. .powiedzial. po jakims czasie polewka okazala sie jednak pomyjowata lura. jakim dysponowala. Zamczysko nie mialo zadn ych okien. a wiezienie wiezieniem. Yennefer przypominala sobie jednak radosny dzien. nadstaw uszu. Gdy po jakichs dwóch miesiacach rozkuto ja i wyciagnieto stamtad.Dobrze. Jak zwykle. . kiedy przeniesiono ja tu z loc hu. powoli zamienialem ja w bestie. Stefan Skellen kichnal i rozkaszlal sie. trzy miesiace temu w Ebbing zlowilem twojego bekarta. Ale jej nie ma. We wrzesniu. Jasna rzecz. Yennefer próbowala zorientowac sie. dwie ciezkie bransolety i obr oza z dwimerytu skutecznie niwelowaly wszelkie próby uzycia magii. a cienka polewka. w który m po czterech krokach trafialo sie na sciane. mogacy jej pomóc w planowanej ucieczce. a na scianach wykw italy saletra i sól. prowadzona z wiezienia lub do wiezienia. do której ja przeniesiono.

szkól i placów zabaw. zaliczylem trzech. badz co badz. Potwory. niepredko. Równac sie z nim nie mozesz. -Draznisz mnie. owego Geralta. ale znalezli. rakarzem i hyclem. zza wegla? Czy moze podawszy trucizne? Bonhart schowal medaliony pod koszula. t o zalatwilbym go tak samo jak poprzednich. Jestes. ale chyba byl to wilk. Jeden mial ksztalt glowy kota. Jak widzisz. zrobil dwa kroki w jej strone.wykrzywila sie Yennefer. Yennefer parsknela.ze porzadni ludzie bali sie wiedzminów bardziej niz potworów. placzac lancuszki. urzedów. -Te nie sa z jarmarku. jak przyznales. W zadnej konkurencji. wiedzmo. Nielacno. wyciagnal. siedzialy w lasach i komyszach. Porzadni slusznie uznali to za skandal.Z kuszy. -Bylo raz tak . Poszukali wiec kogos. Ani jeden odmieniec wiecej nie pojawil sie w okolicy i nie draznil poczciwych obywateli swym widokiem. -Co ty nie powiesz. Bonhart. Chetnie dalbym mu posm akowac mojej klingi. A jesli czegos zaluje. wiedzmo. czy jak ci tam. Tak. wied zmini zas mieli czelnosc krecic sie kolo swiatyn. -We snie? . to tylko tego. . drugi orla lub gryfa. Wiedzminowi to ty do piet nie dorastasz. przekletemu odmiencowi. Gwaltownym ruchem rozchelstal kubrak i koszule. I znalezli kogos takiego. Trz eciego nie widziala dokladnie. nieblisko. . kto móglby zrobic z bezczelny mi wiedzminami porzadek. trzy srebrne medaliony. czarownico. -Popatrz no tu.pelno jest na jarmarkach. -Takich rzeczy .zasyczal Bonhart . upiekli w ogniu. ze t wojego wiedzminskiego milosnika. udajac obojetnosc . Na bardzo male p ieski. A gdyby sie pojawil.Yennefer odetchnela niezauwazalnie. Ale jeszcze kiedys sie spotkamy. Nie rozsmieszaj mnie.parsknela znowu. -Uciekla mi w zaswiaty. -Posluchaj no. Ale dobrym tylko na male pieski. Pewien jestem. ze kiedys sie spotkamy.

zaryczal Bonhart. Zaklal ohydnie. Nie mogla sobie darowac. Twarz mial poprzekreslana krwawymi drapnieciami. gdzie mierzyla . który Yennefer zwedzila ze stolu podczas wieczerzy .-Taki mialam zamiar. * * * . scierajac krew z twarzy. Wlosy miala rozburzone. zranionego lwa. a poza tym nikt nie jest doskonaly. wycie i skowyt. -Tylko male pieski. wy! . trzask. -Hej. ty hyclu . . Straznicy patrzyli po sobie. -Lepiej idzcie stad sobie. ale klódki bransolet z dwimerytu mialy wspaniale ostre krawedzie. Potem wpadli do srodka. wzbieraly tez pregi od paznokci na prawym ramieniu.powiedzial jeden. próbujac zaslonic biust resztkami sukni. to przysiegliby. suknie i koszule rozdarta od góry do samego dolu. cel byl ruchomy. ze nie trafila tam. na twarzy szybko rosla opuchlizna. slyszac z celi lomot. Ledwo zagojone palce Yennefer b yly nedzna bronia. panie . ze w celi jest wlasnie pantera. suko. Ale cóz. . wbity bardzo gleboko obydwoma zebami.wydyszala czarodziejka. tak? To zaraz pokaze ci. Stojacy przed drzwiami straznicy az podskoczyli. Do celi zajrzalo juz tymczasem nastepnych dwóch strazników. My tego nie mamy w obowiazkach. W puchnacym policzku Bonharta. a ogladali tylko na tarczach herbowych. Za slaby jestes na nie.nie mamy zamiaru konczyc jak Rience albo Schirrú. -Ach. I jemu krew ciekla z nosa. Ba. tkwil widelec. równiutko w kosci jarzmowej. ze z twoim wiedzminskim kochankiem moge konkurowac w kazdej dziedzinie.Sami tu! Wyciagnac mi te gamatke na srodek podlogi. wypisz wymaluj. Yennefer siedziala w kacie komnaty wsród resztek wyrka. -A kromie tego . rozkrzyzowac i przytrzymac. petaku. ani trzymac. wyrwal widelec. oburacz trzymajac sie za krocze. Popatrzyli po sobie. barwiac siwe wasy na kolor glebokiego karm inu. Bonhart ryknal.mruknal drugi . Potem z celi dobiegl strazników straszny ryk. Z nosa ciekla jej krew. huk. jej male dziewczece piersi unosi ly sie ostro w rytm ciezkich oddechów. . którego zreszta straznicy nigdy nie slyszeli równiez.A od suczek trzymaj sie na odleglosc.Nie bedzie sie tu ani krzyzowac.w oko. zem nawet i lepszy od niego. wstal. zawyl i az zatoczyl sie z bólu. Bonhart siedzial w drugim koncu izby wsród zlomków zydla. Pokiwali glowami. A gdyby straznikom zdarzylo sie kiedykolwiek wczesniej w zy ciu slyszec wrzask zlowionej w pasc pantery. A potem na sufit.

Zamek. ze final legendy rozegral sie w cytadeli Stygga. Zostal zniszczony.Oprócz anonimowej. -Oprócz jednej . Takze i inne. pod aja zamczysko Rhys-Rhun. Siedzialy czas jakis w milczeniu. Nie wiemy i nie bedziemy wiedziec. -Ja wiezili . .a wiedzmin swawolil w Toussaint z jakimis brunetkami. malo popularnej wersji. jak ten zamek wyglad al i . Zamilknij. sladu po nim nie pozostalo. -Wszystkie wersje legendy .który z tych zamków wyobrazony jest na ilustracjach? Który wytkano na twoim gobelinie? Który wizerunek jest prawdziwy? -Tego wiedziec nie bedziemy nigdy. finalu. -Owszem.Condwiramurs uniosla glowe . który ogladal final legendy nie istnieje.Condwiramurs odlozyla na plik karton..spytala ostro Nimue.kiwnela glowa Nimue. -Potepiasz go? . na którym wyobrazona byla cela wiezienna. kanoniczne dla legendy sprawy Ksiega z Ellander podaje w sposób znacznie odbiegajacy od kanonu. Armageddony wrecz. Wszystkie wersje. przykuta do kamienne j sciany.Condwiramurs wskazala jedna z grafik . . w kajdanach. siedzaca z opuszczona glowa.mruknela .jako miejsce jej zakonczenia. -Czarna Ksiega podaje. Nie potepiam. przerzucajac kartony grafik i akwareli. ostatecznej walki Dobra ze Zlem.Nie wiedzac praktycznie nic? -Nie. znanej jako Czarna Ksiega z Ellander.. Oprócz jednej. co do tego zgodne sa ws zystkie wersje. prosze. -Ciekawe . Zadna z podanych w zródlach lokal izacji nie jest przekonywujaca. W celi zas kobieta. ale. nawet ta podana przez Ksiege z Ellander. -Nie ma ale.

Gdy tylko zamknela oczy.dokonczyla Nimue. -Brzydko prawdziwa . Ziewnela. -Dla prawdy .zadziornie nie rezygnowala Condwiramurs . stolbu. rozjasnionym tylko iglami ksiezycowego blasku. jasne od ksiezyca i gwiazd.odezwala sie Condwiramurs . rozwiewal sie. rzucila sie na lózku. Zdac sie na los szczescia? Czy kotwiczyc? Po krótkiej chwili zdecydowala sie na to drugie. . Zasnela natychmiast. Byl taki niejasny. którego wlosy sa zupelnie biale. na tym narysowanym przez Wilme Wessley kartonie. który nie dawal sie dosnic do konca. Rozrzucila poduszki. sen splynal na nia momentalnie.. samotnego naroznego beffroi. -Przedstawia zamek. Condwiramurs jeknela przez sen. na ich zboczach winnice przyprószone sniegiem. Sen. powracajacy sen. wiercac sie na przescie radle. Ciri.wersji legendy z Czarnej Ksiegi. to jest przeciez ona. wydanie uzupelnione poslowiem przez profesora Everetta Denhoffa Juniora. Nie zapominaj. wciskaja cego sie w szpary zaslon. odlozyla Pól wieku poezji. znikal wsród innych snów tak. Nocne niebo.przerwala ostro Nimue . jak niteczka watku znika i gubi sie wsród desenia kolorowej tkaniny. Komnata utonela w mroku. Co wybrac na te noc.twój gobelin. * * * Condwiramurs ziewnela. Czarny i kanciasty zarys budowli: muru z blankami. obaj zsiadaja. mimo tego uporczywie w nie j trwajac. Szelescily przewracane kartony. Wzgórza. -Ale prawda. Ten.. obaj wchodza na portal. który znikal z pamieci. Ale tu.. Dwóch jezdzców. jak naprawde wygladala Ciri. zamieniajac konf iguracje do czytania w konfiguracje do spania. w którym rozegral sie final legendy. w gwaltownej rozmowie z elfem Avallac'hem na tle posazków makabrycznych dzieci. Obaj wjezdzaja na puste miedzymurze. Co do tego nie ma wszak watpli wosci. bezchmurne. pomyslala adeptka... o. Milczaly dlugo. kiwajac glowa. -Ale ... Jest taka.nie ma to akurat zadnego znaczenia. Ale w ziejacy w posadzce otwór lochu wchodzi tylko jeden.. nie wiemy.gdzie stal. przeciagnela sie i zgasila lampe . -Nie lubie . Taka.

* * * O swicie. W obu rozwidleniach ciemnosc. wiedzie ku niebezpieczenstwu. Bialowlosy zapala kolejna pochodnie. ze krzyknac nie zdola. Jak jezor plomienia. Bardzo ciem ne. która wybral bialowlosy. gleboko w piwnice. ze droga . Jest sniaczka. cicho i wrednie. Uwazaj. jest w onejroskopicznym transie. co jakis czas zapalajac tkwiace w zelaznych uchwytach luczywa. który sie rozwidla. którym rozwidleniem pójsc. Uwazaj. znowu korytarze. Potem korytarz. . ogarnia ja lek. gleboko. Idzie ciemnymi korytarzami.Bialowlosy schodzi po schodach. Condwiramurs jeczy przez sen. Loch. Wreszcie decyduje sie na prawe. c hce krzyknac. schody. Wie zarazem. sni. Korytarze. sterty cegiel. Wiedzione zadza y cnym obyczaiem. pod scianami beczki. Bo to jego zawód. Wyciaga miecz z pochwy na plecach . kiedy gluszce na swym toku. Adeptka rzuca sie wsród poscieli. co sie za chwile stanie. Wie. choc wie. jeczy. obejrzyj sie! Strzez sie. Blask luczyw upiornymi cieniami tanczy po scianach i sklepieniach. Gruzowisko. ze bialowlosy szuka niebezpieczenstwa. wiedzminie! Potwór zaatakowal z ciemnosci. z zasadzki. rozjasnia je. Zmaterializowal sie nagle wsród mroku jak wybuchajacy plomien. Waha sie. nagle proroczo wie. Skrzydlami pleszcza y z radoscia w oku Parza sie chciwie y holubia wzaiem. krete i zagruzowane. nie wie. duza krypta.

. ze milosc to Milosc te igry stworzyla. z lokcia. Wiedz. wy ciagal dluga szyje. ocieraja c o sciane lochu. cial na odlew. zareagowal instynktownie. Rzucal sie wsród pokruszonych cegiel. Skoffin wrzasnal. odbil sie ba rkiem od muru. Krew wartko plynela spomiedzy cegiel. Wywinal sie w uniku.Dzielic chce z toba. skoffin znowu runal miedzy cegly. ale potwór zaskoczyl go niemile. Jakie byly powody? Nie napisze o tym. cicho i wrednie. wykorzystujac impet odbicia. syczac i rozwierajac straszliwy dziób. To. którzy chcieliby wiedzmina potepic. pani moia mila. mierzac w podgardle. Rudyard Kipling Rozdzial trzeci Potwór zaatakowal z ciemnosci. przypomne. Wiedzmin byl pewien. Impet ciosu zwalil bestie na ziemie. Zmaterializowal sie nagle wsród mroku jak wybuchajacy plomien. z zasadzki. tak ponaglal. Geralt. wielkie. od dolu. skrzeczac straszliwie. Geralt uskoczyl. ze milosc niejedno ma imie i nie sadzcie. François Villon Choc tak sie spieszyl. By ly i juz. odbila sie od klepiska jak pilka. Trafil. skrzeczal. Ale tym razem wiedzmin byl przygotowany. bryzgal krwia. tak palil i tak sie pieklil. siekl dookola biczowatym ogonem. dygotal tylko. Stracony w skoku potwór nie miotal sie juz. Tym zas. machn ela skrzydlami i skoczyla znowu. wiedzmin zostal w Toussaint na cala niemal zime. tlukl sie i trzepotal skrzydlami . nadymal podgardle i trzasl koralami. poczul. Jak jezor plomienia. czemu iestesmy tu spolem. cuchnaca posoka bryznela na sciane lochu i sciekla po niej fantazy jnym deseniem. dwukrotnie wieksze niz u indyka. choc zaskoczony. wystawiajac szpony i klepiac dziobem. pod karminowe korale. jak ostrze plata cialo . Y oto. ze juz po w alce. abyscie nie byli sadzeni. Trafil. pod mur. nie ma nad czym sie rozwodzic. Niespodziewanie runal mu do gardla. Uderzyl z krótkiego zamachu. co kochankom iest swietem wesolem. Pól wieku poezji Those were the days of good hunting and good sleeping. Jaskier. Bestia przeleciala obok. a byl to wrzask niemal czlowieczy.

Odszedl kilka kroków. Czekal spokojnie. Czekal spokojnie. . Odszedl kilka kroków.Geralt potrzasnal bestia. Na szczescie placa mi od sztuk i. Wiedzmin podszedl. Trzymany za nasade ogona na wysokosci biodra. nie od funta. ze juz po wszystkim. znieruchomial i scichl. kuroliszku . az skoffin sie wykrwawi. skoffin siegal sepim dziobem ziemi . która faktycznie nie wazyla wiele wiecej niz dobrze utuczony indyk. Widzac. rozpial spodnie i wysikal sie. pogwizdujac teskna melodyjke. chwycil potwora za ogon.Reynart de Bois-Fresnes zagwizdal cichutko przez zeby. -Lekkis.na których lezal. jak .Lekkis. Skoffin przestal skrzeczec. rozlozone skrzydla mialy wiecej niz cztery stopy rozpietosci. * * * -Pierwszy raz . co. uniósl. szturchna l go lekko sztychem miecza. az sko ffin sie wykrwawi. Geralt bez trudu móglby dobic go. ale nie chcial nazbyt niszczyc skóry. odwrócil sie do muru.

któremu przez cala noc nic nie wys zlo. to wszystko jedno. aby kontynuowac kurac je. motywów uczonych . A zatem. by rycerz mógl sie lepiej przyjrzec. Bazyliszek. Znaczy sie. gdysmy jechali do Beauclair. To jest kuroliszek. byles chmurny. . O stokroc. zgorzknialy i obrazony na swiat niby oszukany lichwiarz. na honor. nauczyciele zbyt nim szafowali. Do wspomnien. Odmienionego. To jedyny znany przedstawiciel rzedu. daj to sobie powiedziec. . Zbawienny wplyw aktywnosci zawodowej na psychike. nie ciekawy widac . a mierzy bezblednie miedzy kregi lub pod lewa nerke. Jesli walnac prosto w leb. Jego jad je st najsilniejsza ze znanych neurotoksyn. Istne dziwadlo. A jesli chodzi o bazyliszka. -A który z tych dwóch . A którego z nich. to znaczy ni to gadem. jaki byles wówczas.atakuje zwykle od tylu.przerwal Reynart de Bois-Fresnes. Geralt nie smial sie. a kuroliszek.Wole cie usmiechnietego . Równi e malo smieszne byly zarty o dziewicach i jednorozcach. Zwykle wystarcza jeden cio s dzioba. to wymysl. to jest ten slawiony bazyliszek? -Nie . . Zabija w ciagu sekund. zwany tez skoffinem albo kokatryksja.. . której mlody wiedzmin wial w ramac h zakladu uscisnac prawice.To nie jest bazyliszek.Geralt znowu potrzasnal trzymanym za ogon kuroliszkiem.Pierwszy raz widze cos tak iego na oczy. powiedz... Wtedy .wiedzmin potrzasnal zdobycza . przypatrujac mu sie bardzo uwaznie. Usmiechnal sie. -A jaka róznica? -Zasadnicza. mozna ukatrupic za pomoca zwierciadla? Kazdego. ni t o ptakiem. Od takiego. wyrazalo u niego najwyzszy podziw. w pazdzierniku. Nie dziw sie. dowcip o bazyliszku i zwierciadle przestal go bawic w Kaer Morhen. -Brrr. o niebo cale wole cie takiego jak teraz. Naprawde moze byc grozny? -Ten tutaj . ze wole cie takiego jak teraz.Terapia przez prace . zwany tez regulusem. po tej drace w Druidzkim Lesie. jest ornitoreptylem. -Czemu wiec ludzie tak sie obu boja? Ten tutaj wcale nie jest az taki duzy.spojrzeniem zabija lub zamienia w kamien? -Zaden. który uczeni nazwali ornitopetylami . dziwadlo nad dziwadlami.Geralt wiedzial. a do tego drazliwy niczym mezczyzna. Rekordy glupoty i prymitywizmu bily zas w Kaer Morhen liczne wersje dowcipu o smoczycy.. -Naprawde taki bylem? -Naprawde. Nawet rankiem. po dlugich dysputach stwierdzili bowiem.rzekl Reynart. Reynart de Bois-Fresnes zarechotal. gdzie ukasi.Geralt uniósl potwora wyzej. jest gadem. . na aorte.

. -Chyle czola przed przebiegloscia. Skryba.. . Kuroliszek bedzie w sam raz. -Mam klientów na zewlok do wypchania . nie rycerzem. który sie zna. jesli masz klienta na calego. a sa trwalsze. -Powinienes zostac kupcem. czy jak jej tam. do wypch ania czy wypreparowania. sa cechem zamoznym nie narzekajacym na brak zamówien i dzieki temu zamoznym.Ale cóz. plesznice. te centralne sterówki. Jest mozliwosc zarobic na skoffinie nieco wiecej niz umówion a stawka za zabicie. Beczkoroby nie zauwaza. bez wahania da piec za sztuke. Kancelaria nie placi z wlas nej kieszeni. jak sie domyslasz.. jak wyrwiemy kuroli szkowi z dupy kilka sztuk i sprzedamy ksiazecej kancelarii.Reynart de Bois-Fresnes usmiechnal sie jeszcze szerzej. -Pamietam. A co sie tyczy piór. pisza ladniej i czysciej. jesli urodziles sie synem herbowego . -Nomen omen . sprób uje sie potargowac.. Widzieli w Castel Ravello wypchana te paskude.. wiec bednarze widzieli wypchana bestie i prosili mnie o cos równie rarytetnego do dekoracji ich cechowego lokalu. -Powinienem . Wie sz. to bierz nie mniej niz dwiescie. to pamietaj.. lecz z kasy ksiazecej. Bedn arze w Toussaint. bez targów zaplaci wiec nie piec. Jest malo pokaleczony.Mama musiala cos przeczuwac. która.usmiechnal sie rycerz. Mozna je zatemperowac o wiele cieniej niz gesie. .Cech bednarzy. Moze nawet wiecej. -No. Te. dadza jak nic dwiescie dwadziescia. chrzczac mnie imieniem lisa chytrusa z powszechnie znane go bajecznego cyklu. a dziesiec od p ióra. Jesli trzeba bedzie opedzlowac go w porcjach. zwlaszcza o . . cos ja drugiego dnia po Saovine zatlukl w lochach pod ruinami starego zamku. ze najwartosciowsze w nim sa pióra z nadogonia.zgodzil sie rycerz.przejdzmy do interesów.

Geralt. Po nim. -Spotkajmy sie z klientem . owional ich chlód i wiatr od wzgórz. jak po godle na tarczy.powiedzial Regis. Do "Bazanciarni".. he. prosze tylko spojrzec. patrzac na wiedzmina znaczaco . Na honor. ze ja niczego nie splodze. a ja jestem glodny. poprawil wiszaca na leku tarcze z czerwonoz lota szachownica. Ty zreszta tez calkiem niezle umiesz kalkulowac. Niczego nie zmienisz. Wasza drózka juz pewnie zdrowa. -Ne param. niebo bezchmurne i rozgwiezdzone. Bucefal. -Oby. juz pewnikiem o slabosci z kretesem zapomniala. Pojechali stepa. . . ku goscincowi. . Na zewnatrz. Milva tez pewnie ma sie dobrze. odwracajac sie w siodle. . naplodziwszy. bractwo sie rozpoznaje. wyraznie wytyczonemu rzadkim szpalerem topoli. co ty. Mówiacego normalnie. jak ta tar cza tutaj.Zapomniales? Rycerze zawsze mówia jak kretyni. herbowych panów. .Ja tez wole cie takiego. uzywales denerwujacej kretynski ej maniery. Ale ty pewnie spieszysz sie do Beauclair. * * * -Na honor . Przeciez i druidki leczyly Milve.pana. Nie ma powodów do zmartwien. he.Noc jeszcze mloda. -A druidki znaja sie na leczeniu . Reynart de Bois-Fresnes zasmial sie. Wtedy.wtracil Cahir. czysciutkiego sniezku. co? Do pewne j alkówki? Geralt nie odpowiedzial. w dól. po czym wsiadl na Plotke.powiedzial Rycerz Szachownicy . a kupiectwem sie przeciez nie parasz. .Czego najlepszym dowodem jest mój wlasny rozharatany górnicza siekiera leb. -Wypadaloby . pod murami zameczku. niemalze jak nowy. -Tez jestem tego zdania . osniezonym zboczem. I napilbym sie czegos chetnie. Spetane konie powitaly ich parskaniem. -Wasza wola. -Na honor. Z podobnych powodów. To taki znak.odezwal sie nagle Geralt. Ksiezna pani tegich trzyma nadwornych medyków. Do "Bazanciarni" zatem. w pazdzierniku.Rozchmurz sie Geralt. jak teraz. Wio.niepotrzebnie sie turbujecie. Reynart . nie ma sie co frasowac.rzekl Reynart. jestem blednym rycerzem . albowiem na takie pytania nie odpowiadal pryncypialnie. kazda niemoc wyleczyc zdolnych. -Wiesz co. Z ta tylko róznica. to bedziesz herbowym panem i umrzesz herbowym panem. wiedzminie. Noc byla jasna.zarechotal Reynart de BoisFresnes.. Przytoczyl cielsko skoffina do luzaka. wdrapal sie na wysoka kulbake. Wyjdzmy z tych lochów.zdecydowal. he. kawalerze. teraz. chocbys pekl. swiatlo ksiezyca skrzylo sie na zalegaj acych winnice polaciach nowego. Jedzmy do miasta.od razu spotkac sie z klientem i zainkasowac. panie Geralcie.

nie ominie wyzerka i wypitka? A potancowac tez chetnie bym potancowala! . ja tez.. nie musze tez juz kryc imienia.Jak to naprawde bylo z ta miloscia? Znacie te historie. bedzie w Beauclair wszystko .. Bale.-Zdrowa juz .powtórzyl rycerz . Aha.powiedziala Angouleme.To i nas. glowe stawie. biesiady i wieczorki poetyckie. Pic juz moge i wolowine jesc. Slubowalem pietnastu grasantów polozyc przed Yule. .. -Wzgledem tych balów . panie rycerzu? Opowiedzcie! -Angouleme . Jestescie przecie przyjaciólmi Jaskra. -A jakze.Na honor. na dworze ksieznej p ani Anrietty.odezwal sie wiedzmin. A ów wielce mily jest ksieznej pani . a nie byle jaka. teraz.. Poszczescilo. by sie z nimi zrównac. Ucztuje! W Beauclair.zapewnil Reynart de Bois-Fresnes. -Spelniliscie sluby? -Fortuna laskawa byla! Bo trzeba wam wiedziec. ze tancuje juz pewnie na balach! Holubce wycina. . pozwólcie. wolnym ninie od slubów. wicehrabiego Juliana. uczty. ze przysiege zlozylem. . rauty.wasza Milva jak rydz. Reynart de Bois-Fresnes. Wiosna. Chcialem rzec. popedzajac konia. Ha.powiedziala Angouleme. na honor. przechwalal sie . lecz na zurawia.Musisz to wiedziec? . Jestem. -Milo mi. gdy spelnilem sluby. mam nadzieje. ciegiem aby bal albo uczta.

od Belleteyn do letniego Solstycjum. A ksiaze umarl? -Umarl. Angouleme nie miala nic do dodania. Poza tym. Cahir parsknal z cicha. Ha. czy konfidencja bliska bardzo. nie byl o sekretem. do srogiej go przywiódl cholery... Ale chce! Nie malkontencic.A plotek powtarzac nie wypada. ze w Cintrze milosnice mial. Sami zmiarkujecie.rzekl rycerz oschle. romance spiewal. Krótko rzekne: oboje do bliskiej przyszli konwikcji. rozumnie postapil.podjal po chwili . od slowa do slowa. bez zadnej klemencji ubic go kaz al i serce mu wydrzec z piersi. Pan Jaskier. zdolal pan Jaskier ujsc. spojrzenia. Wiesc sie rozniosla. Ale wydobrzal. milosc niejedno ma imie i wzgledna wielce to rzecz. Jako wonc zas ksiezna i pan Jaskier to poznali. o tak. Wyczytawszy bowiem cos podobnego w starodawnej ballad zie.zaczal rycerz . Slowa piesni byly nieprawdopodobnie wrecz glupie. Potem marszalkowi przy swiadkach w gebe dal i wielkie kovirskie zwierciadlo stlukl.zawzdy byl zawolany jebaka i drygant.ksiezna z panem Jaskrem tajemnie tak gdzies kolo dwóch miesiecy. -Zdarzylo sie to . ogarnela cholera. poezje deklamowal. na lutni gral.podjal Reynart de Bois-Fresnes .. . -Schodzili sie . do komplementu. jakem mówil. bo na widok twojej geby przydrozne grzyby same sie marynuja. tfu. Ksiaze zas w komnatach uwiezil i torturami zagroziwszy. slowa nieobycz ajne mówil. jely gadac zle jezyki. -Szczesciem. westchnieni a.-Nie musze. od . Goscil u nas poeta cala zime i wiosne. Jak sie okazalo. Ani sie spostrzegli. Bea uclair. pachola donosiciela czekanem rozszczepil. -Bardzo bliskiej? . Do dom sie nie spieszyl. ze go apopleksja tknela i paralusz. jaki to go insult spotkal i jakie poroze mu przyprawiono. Okiem tylko ciegiem mrugal. Rycerz odwrócil sie w siodle. Ksiecia. Incydent. Ksi aze Rajmund akuratnie w Cintrze bawil. Lezal pól roku bez mal a jak ten pien. sroga. milosnego czaru pelne. dziwne to zaiste i urocze. rycerzu. serce to usmazyc zamiarowal i ksiaze Anriette przymusic. czy nie bardzo. kwiatki. I przestan sie burmuszyc. Wnet za panem Jaskrem pogon wyslal. jak wacpanna niezawodnie wiesz. zmruzyl oko i wykrzywil jak malpa. Chodzil nawet. abominacja! Szczesciem. Ale ostroznosc zaniedbali... na konia wsiadl i odjechal... jak snadnie przedstawic sobie mozecie. od wierszyka do wierszyka . gdy tylko sie dowiedzial. Inni jadacy na czele orszaku bledni rycerze spiewali rycerska piesn z powtarzajacym sie refrenem.zarechotala Angouleme. nie mieszkajac. opowiadajc ie. za zjezdzie. do komplementu. A ty.. -Naocznym swiadkiem nie zdarzylo sie byc . wszystko z niej dywulgowal. by na oczach calego dwo ru zjadla. -Choc z ksiecia . od tego tak mu wtenczas krew zagrzala. Brr. doniósl mu o wszystkim usluzny jeden pacholik. Bo g dy tylko ksiaze Rajmund z Cintry powrócil. Wa ze z barszczem na stól wywrócil.tak jakos roków temu szesc. A pani Anarietta i pan Jaskier. Geralt.

-Ze niewierna zona milsza wam nizli zdradzony maz . mrugal wiele. Nie imputuje im bynajmniej.przytaknal powaznie Cahir.ze ksiaze Rajmund nie pozostawil wielu nie utulonych w zalu przyjaciól. Princ Rajmund otóz.. -Po prawdzie . .Mozecie liczyc . -Ma sie rozumiec. ze teraz ona tu panuje? .rycerz.Wielkiej zaloby jednak chyba po ksieciu Rajmundzie nie bylo. uczciwszy uszy. A rzadzil w Toussaint lat siedem. jakem mówil.Z tego powodu tez . to nie. ze samego diabla w pól roku przyprawilby o wrzody zoladka. Poeta mily jest pani Anrieci e. . Ale nie jedynie. Rzecz jednak nie w detalu. ale ksiaze. co to. A bialeglowy wielce na holdy takowe lase sa.. a oczy mial bystre i inteligentne. nie zawiedzie was rachuba. -Na babie? .swoim zwyczajem wpadl w slowo wampir.Czyzby z tego powodu. Wyzional ducha.odezwal sie cierpko wiedzmin . takim byl niecnota. ze to z afektu ku niej wlasnie tak mruga i jej milosne zna ki dawa. W loznicy.odrzekl rozbrajajaco szczerze Reynart de Bois-Fresnes. usmiechnal sie pod wasem. Mówilem przecie. którzy gotowi zasadzic sie na Jask ra ze sztyletami? .zarechotala Angouleme. niech mu ziemia bedzie lekka.rycerz spojrzal na niego. sukinsynem. tedy per saldo wychodzil na swoje. co? W trakcie opowiesci odnosilem wrazenie . do tej pory smiertelnie powazny. ze wszy stkie one chutliwe i rozwiazle. . us tawnie niemal. I. Miarke w swawoli przebral i którejs noc y razila go wtórna apopleksja. . lajdakiem i.Po prawdzie to pod nia. Ksiezne Anriette wszyscy natomiast ubóstwiali i ubóstwiaja.owego mrugania jeszcze wiekszy sie z niego zrobil w amorach pericolosus. bo sie w kazdej bialejglowie zdawalo. na honor. ze nie . -Moge wiec liczyc .

ploszone rycerskim spiewem. które sa gleboko pod. bom doswiadczyla: rzyga sie tak samo po Est Est jak i po jabcoku. jak okiem siegnac. . -Dobrzescie to ujeli . ze nieo bce sa wam te nazwy? -Nieobce. na szczytach których bielaly wieze zameczków. który jak zwykle znal sie na wszystkim. o. mozemy i tym tanszym nie gorzej sie naraba c. Nuragus. barwiacego sie granatowymi smugam i nieba. . a jakze .Zwlaszcza z nauki. my. Musieliscie slyszec. Najprzedniejsze wina swiata tloczy sie z gron. nie pojmuje. Tufo. Toricella. które tu dojrzewaja. popatrzcie. to dla wielkich panów chyba takie jakies markowe. bo wtenczas trzeba bylo nieraz rano konia w synku zostawic. z krakaniem zrywaly sie wrony.Rzecz w wulkanicznej glebie i tutejszym mikroklimacie zapewniajacym rokrocznie idealna w prost kombinacje dni slonecznych i dni z opadem.usmiechnal sie rycerz. wreszcie Corvo Bianco. Ten tam nazywa sie Castel Ravello. zwyczajni ludzie. hola Rycerska dola! Z przydroznych chaszczy. otrzymamy rezultat w postaci produktu najwyzsze j klasy i marki. Sancerr e. Za an talek Est Est placa tyle. -Co to jest? . Wrócil rycerz prawy Z wojennej zabawy Mila nie czekala Wczesniej sie wydala Hej.Winorosl? -Winna latorosl.a za pania Anriette kazdy tu dalby sie posiekac. spójrzcie chocby tam. Pomino i slawne Est Est. Wkrótce wyjechali z lasów wprost w doline. by sprawdzic. phuu . tfu. co za dziesiec antalków wina z Cidaris czy z nilfgaardzkich wi nnic pod Alba. wyraznie na tle sinego. A tam. Casteldaccia. Coronata. Ziemia wyslana tam byla czarownymi i zlotymi liscmi. .spytala Angouleme. Tfu. A i to wam powiem. U nas zameczek daje marke winnicy i piwn icom. hola. Lagodne zbocza wzgórz. Tusze. po elfiemu Gwyn Cerbin.Marka to jest to. miedzy wzgórza. Fiorano. . porastaly karne niby wojsko szpal ery równiutko przycietych krzaków. . Jesli do tego dodamy tradycje. . jak Erveluce. -Fakt . na ten stok pod zameczkiem.stwierdzil Reynart de Bois-Fresnes. czy tego któregos slynnego wypadkiem szelma karczmarz nie nalal zamiast normalnego jablkowego. wiedze i pieczolowitosc pracowników winnic. jak okiem siegnac inne zameczki i inne winnice.przyznal Regis. z jego winnic pochodza ta kie wina.wykrzywila sie Angouleme.Slynne doliny Sansretour. tyle tak ie Castel czy Est Est kosztowalo. a nazwy tez pewnie nie beda wam obce: Vermentino. O.

. ale ja ich nie znam. Bawia sie. w którym wyciagnela nogi stara ksiezna Karoberta. Do tego. Zjemy zas to cos..Geralt skinal na karczmarza. poluzniwszy pas . Swietuja ludziska.* * * -Za nic sobie majac pazdziernikowe dowcipaski Angouleme . co dzis tradycja kazala? -Ozór z chrzanem na zimno.W koncu. Bulion z kaplona z pulpecikami z mózdzku. .przerwala wiedzmin. dobry czleku.kiwnal glowa oberzysta.A w kuchni. nader dzis w "Bazanciarni" tloczno. ... Wrózby stawiaja.wyjasnil oberzysta.Reynart rozparl sie za stolem. uslyszawszy jego slowa.. Zraziki wolowe zawijane. . . -Jasne .Przecie to wigilia Yule . jak mawia Jaskier. Co do tego. .dzis napijemy sie jakiejs przedniej marki i jakiegos przedniego rocznika. czym tak smacznie z kuchni zalatuje. -Trafny wybór . do tego kluski kopytka i kapustka..Sluze waszmoscia.tedy czerwone Côte-deBlessure. byc moze i sa inne motywacje do zarabiania. a tradycja u nas. zarobilismy. wiedzminie.rzekl po chwili namyslu rycerz . Mozemy zahulac. -Podawaj jak leci. Nawiasem mówiac. Rocznik. c hoc pora dosc pózna. Tradycja kaze. -Wiem . Reynart? -Jesli wolowina . Stac nas.

Oberzysta przyniósl. . Reynart. . kurwa.dodala Angouleme. Przesilenie zimowe. rozkoszujac sie bukietem wina. Beauclair tylko wydaje sie bliskie. Pamietam.Niech mnie.Nie bedzie to wasz przyszly. -Zamilcz. . Mur. co ty wiesz.powiedzial Geralt. chocbys sie skichal. prózne tedy zale i smetki. w samej rzeczy foremny i cieszacy oko zameczek. gdyscie je ujrzeli. co nalezalo.rozposciera sie miasto. moscia panno.Jezeli cos straciles. milosnego czaru pelne . dobudowano pózniej. Ponoc przez samego Faramonda. . rozszerzajacej sie ku do lowi konstrukcji samego zamku. Styl Faramonda widoczny jest przeciez na pierwszy rzut oka. a i wiosny pewnie tez tu doczekasz. Pamietal. niezrecznie rzucony za siebie przez dziewczyne z sasiedniego stolu.Jemiolowy wianek. milczeli. wicie wszak. jakiego to on wówczas uzyl wyrazenia. ze elfy nie otaczaly miast murami. j est wiec sila wyzsza. -Ach. . On juz zajety.Elfia budowla. palac Beauclair. Potem sniegi zawalily przelecze na górach i nie wyjechalbys z Toussaint. co widze.powiedzial wampir.powtórzyl nie bez dumy Reynart de Bois-Fresnes. jak was wszystkich zatkalo.Niewiele ponad to. Dziewczyna splonila sie uroczo. Co sie zas zalu tyczy. odstawiajac kubek. wtedy w pazdzierniku. Widok nieodparcie kojarzyl sie ze swiecami. . o których mówil wampir.Przyznac trzeba. .wyjasnil rycerz Reynart . ze az tak ci zal. domek . Kompania dziewczyny zaniosla sie od smiec hem. W Beauclair.rycerz podniósl wianek i odrzucil go..Ale ponad wszelka watpliwosc. Pamietasz Swieto K adzi? Biale majteczki? Geralt nie odpowiedzial.zamruczal Reynart. nalewajac. Jedli. -Dobrze ksiezna mieszka . I tak nie uwierze. strzelaly w niebo smuklymi bialymi obeliskami. to nie przesadzaj z udawaniem. . to tylko miesiac. przysluchujac sie radosci bawiacych sie ludzi. -Nie ponoc . Wystarczy spojrzec na te wiezyczki. A widzialem wasze pierwsze spotkanie. leciutko jeno przerobiona. upadl niemal na kolana Geralta. .zgodzil sie rycerz.poprawil chlodno i trzezwo Reynart. Dwa stracone miesiace! -Miesiac . -U stóp Beauclair . wyrastajac z filigranowej. -Yule .Sam widok potrafi oczarowac. Dwa miesiace tu tkwie. On juz w niewoli pewnych ócz zielonych. . Popedzcie konie. pili. Zes tu doczekal Yule. Zwienczone czerwienia dachówek wieze. twoje i jej. -Wcale ladny. -Palac Beauclair . * * * -Foremny zameczek . Reynart? Co ty wiesz? -Niewiele . -Uroczne to miejsce. z których fe stony wosku splynely na misternie rzezbiona podstawe lichtarza. waszmosciowie. Droga przed nami daleka. góry pacza perspektywe. -Jedzmy.zaprzeczyl Regis. Cahir niech wspomn e. -Nic z tego! ..rzekl z podziwem Cahir. ma sie rozumiec.Midinvaerne.

wozy i dwukólki wyladowane ciemnym. ufryzowany i wystrojony jak princ. glównie odmian multiflora i centifolia. Siedzi w komnatach. byli pacholkowie i lokaje w liberiach. nie bój sie. Tym. berberysów i bukszpanów. Ksiezna czeka. Potem byly klomby róz. -Dlaczego? -O tym pózniej. kto ich powital. portale i archiwolty palacu. Potem byly rzezbione kolumn y. jakby omszalym gronem. . Nie chce stamtad wyjsc. cisów. byl Jaskier. Teraz chodz. wyprzedzajac wedrowców i wagantów. * * * -Gdzie Milva? -Zdrowa. potem mroczny park pelen topoli. Potem byly gwarne i pachnace fermentujacym moszc zem uliczki miasta. które dla was przygotowano.Jechali szparko.

do której weszli. Taki sam kwietny woal przykrywal skromniutki dekolt czarn ej sukni z dlugimi rekawami.Witamy was i waszych przyjaciól w Ksiestwie Toussaint. mogac goscic osoby bedace w tak szlachetnej mi . Ba. wliczajac w to bezblednie geometryczny pólksiezycowaty loczek na czole. panie Geralcie . w palacu Beauclair. Pierwsza z kobiet miala ostry i zadarty nos. obsydianu. podparte obcislym stanem piersi. Ta druga na krótko obcietych czarn ych wlosach nosila siatkowa czapeczke. Radzi jestesmy. ze suknia zsunie sie z biustu. utrzymywana we wlasciwej pozycji przez tajemne arkana krawi ectwa i bufory bufiastych rekawów. akwamarynów. ale zrobilo sie jeszcze ciszej. Geralt nie mial czasu sie przygladac. Obie. Druga kobieta dorównywala pierwszej wzrostem. Góra wydekoltowanej sukni mienila sie tysiacem blekitnych i liliowych prazków na czarny m tle. wpadajacym niemalze miedzy male. zakonczony jadei towym krzyzem. przy który ch w asyscie paziów i dworaków staly dwie mocno wyrózniajace sie z tlumu kobiety. Kwietny motyw woalki nie maskowal pieknych. krysztalów górskich i zlotych azurowych gwiazd. królewsko. w kilku pozornie tylko przypadkowych miejscach usianej rozpr ysnietym rzucikiem szafirków. I tu podobienstwa sie konczyly.niby skomplikowane rusztowanie albo klatka . z wysilkiem zginajac obolale kolano w ceremonialnym uklonie. mocno podkresl onych zielonym cieniem oczu. Sala.rozwiala jego watpliwosci ta z misterna kasztanowa koafiura i ostrym nosem.-Prosto z drogi? -Takie bylo jej zyczenie. odsloniete drobne ramiona kobiety zdawaly sie nie gwaranto wac dostatecznego oparcia . z przodu przechodzaca w siegajaca czubka male go noska woalke. dopracowana w najmniejs zych niuansach. Bylo cicho. S zyje i dekolt . Jaskier pchnal go ku marmurowym schodom. podbudowana aksamitnymi wstazkami koafiure. zeby mnie tak szlag trafil. .pólglosem odezwal sie ktos za plecami Geralt. Ale nie zsuwala sie. blyszczacych. Miala na wargach identycznego koloru pomadke. kolorowych jak rajskie ptaki. Kasztanowe wlosy miala upiete w mistern a. wygladaja równie ksiazeco. a jej niebieskie oczy byly przenikliwe i jakby lekko zgoraczkowane. szmaragdów i lapis lazuli. iscie artystyczna.wiezil kunsztownymi esami i floresami naszyjnik z laki. -Wstancie.Geralt w kazdej chwili oczekiwal. gesto usiany regularnym deseniem malenkich zlotych chryzantemek. -Jasnie Oswiecona Xiezna Anna Henrietta . pelna byla ludzi. Karo dekoltu bylo duze i glebokie. dól byl czarny.

pouczyl powaznie szambelan. . co przywiodlo was do Toussaint. poza dworem: "Xiezna Pani". Jestem Sebastian Le Goff. -Nie bardzo pojalem. zapamietam.podjela ksiezna . ale nawet pachnial lukrem . oblizala wargi.W jakiz to sposób mam usluzyc jej wysokosci? . Opowiesc ta wzruszyl a nasze serce. . -Oficjalnym i protokólarnym tytulem pani Anny Henrietty .szambelan nie tylko wygladal jak cyrulik. Ann a Henrietta spojrzala na wiedzmina. panie. -Do pioruna . w czym rzecz . Druga kobieta. Rzecz ta odwlec sie musi jednak nieco.sji. Ale zwraca c nalezy sie zawsze per "Wasza Milosc". A ta druga niewiasta? Jak ja mam tytulowac? -Jej oficjalny tytul brzmi: "Czcigodna" . albowiem ciaza na nas obowiazki panstwowe. Familiarnym.wyjawil nam wasze imiona.Jej milosci . szambel an i marszalek dworu. . ta w woalce.by u boku wicehrabiego Juliana przy Kadzi usluzyl nam pan Geralt z Rivii. w Toussaint. Przez grupke dworzan i rycerzy przelecial szmer.przyznal sie Geralt. cos niby szelest uderzonych wiatrem sosen. Nadto pozostajace w przyjazni z milym naszemu sercu wicehrabia Julianem.szepnal Rycerz Szachownicy. Ksiezna Anarietta podarowala wiedzminowi kolejne powlóczyste spojrz enie i wyszla z sali wraz ze swoja towarzyszka i orszakiem paziów. -Milo mi. Darujcie. Jaskier sklonil sie gleboko i zamaszyscie. tradycja nakazuje nasz udzial w Swiecie Kadzi. Radzibysmy pomówic z wami na prywatnej audiencji. Nieoficjalnym: "Jej Milosc".poprawil.Ale . zdradzil charakter waszej wyprawy.A to dopiero! Nielichy spotkal was zaszczyt. podchodzac.jest "Jasnie Oswiecona". panie Geralcie. -Dziekuje. ale w danych cyrkumstancjach musze to uczynic. -Wola nasza jest .podniosla glos . wielce tradycje i protokól szanujemy. Zakonczono win obranie. zazywny jegomosc o aparycji cukiernika. My tu. ze koryguje. powiedzial. -Wicehrabia . panie wiedzmin. nachylila sie ku ksieznej i szepnela cos szybko. usmiechnela sie.

. zwano czcigodna Fringilla Vigo. Nawet bizuterii. nie siegajace nawet bioder koszulki na ramiaczkach.zwracanie sie per "Pani" jest dopuszczalne. ho! Niechaj fermentuje! -Niechaj wystapia Piekne! Z adamaszkowych namiotów po przeciwleglych stronach dziedzinca wylonily sie dwie kobiety .ksiezna Anna Henrietta i jej czarnowlosa towarzyszka. Szambelan Sebastian Le Goff wzniósl w góre przybrana winorosla laske. wiedzieli. a ona dosc ochoczo objela go za szyje.krzyknal. Kobiety mialy na sobie biale. Jest to familiantka ksieznej. ho! . Byly równiez bose. cieniutkie jak pajeczynka. na chwale majestatu. Widzicie. I nic wiece j. . ho! . Obie kobiety jednoczesnie odrzucily plaszcze. -Ho.odpowiedzial tlum. Dookola ustawionej na podwyzszeniu kadzi pla sali i fikali kozly wystrojeni w wience skomorochwie i akrobaci. -A na czym ma polegac ta usluga? -Nic trudnego. Geralt wzial Fringille na rece. ho! .Szlachetne panie. szlachetnych rycerzy i robotników winnic! -Ho. zajadlym brzekiem tamburynów. ho! Niechaj zgniecione fermentuje! Niechaj nabiera mocy i smaku w beczkach! Niechaj smacznie plynie do pucharów i idzie do glów.. . Geralt do czarnowlosej. a miekkosc ta parzyla i draznila palce. a zwie sie Fringilla Vigo. co maja czynic. Pachniala nieuchwytnie ambra i rózami. Wnet wam wyjasnie. a tlum zahuczal gromka owacja. I ciasno opiete majtki z falbankami. I kobiecoscia. -Ho. Dziedziniec i kruzgank i pelne byly ludzi . pieknych p an. Zgodnie z wola Jej Mosci jej to wlasnie. bogato odzianych mieszczan. przyjdz ie wam usluzyc przy Kadzi. ho! Niech dojrzewa w sloncu! -Ho.rycerzy. -Ho. Byla ciepla. dzika muzyka fletni. Która. wszelako tradycja. Geralt przelknal sline. Byla miekka. * * * Dziedziniec rozbrzmiewal gwarem i fenetycznym piskiem piszczalek. panowie i rycerze! -Ho. dworaków.szambelan uderzyl laska. my juz od lat uzywamy mechanicznych tloczni. a cieplo to przenikalo ja k grot. pani Fringilli. Jaskier podszedl do ksieznej. dam. ho! Niechaj dojrzewa! -Ho. Obie byly szczel nie owiniete w szkarlatne plaszcze. . trzykrotnie stuknal nia o podest. ho! Oto prastary obyczaj! Niech sie darzy winne grono! Ho. jak juz wiedzial.Niechaj wystapia Mlodzi! "Mlodzi" byli pouczeni.

pomogli kobietom wyjsc z kadzi.krzyczal tlum.Ho. deptaly winne kiscie. ho! Ksiezna i Fringilla polozyly sobie dlonie na ramionach. dzieki wzajemnemu oparci u latwiej utrzymujac równowage na gronach. obracajac sie. Kobiety. metny moszcz bulgotal i pienil sie obficie wokól kolan deptaczek. Jaskier ksiezna. Geralt Fringille. ho! Niechaj fermentuje! Miazdzone grona bryzgaly sokiem. wiedzminie. owinal szkarlatnym plaszczem. Geralt widzial. uderzal do glowy. -Te starodawne tradycje . z rozmyslem czy przypadkiem. -Dziekuje ci. -Ho.szepnela . ze wargi Fr ingilli musnely mu policzek. .Doniesli je do kadzi. ho! . chichoczac jak podlotki. -Ho. Geralt i Jaskier przystapili. . jak brana na rece Anarietta ukasila Jask ra w ucho. Tlum ryknal. Postawil Fringille na podescie.potrafia byc podniecajace. Fringilla szybko i mocno uscisnela jego dlon. Jemu samemu zdawalo sie. w które zapadaly sie az po kolana. pomogli im wejsc na uginajace sie i tryskajace sokiem winne grona. Moszcz strzykal i pryskal. Moszcz w inny pachnial silnie. Fringilla calkiem nieprotokolarnie puscila do wiedzmina oko. Szambelan uderzyl laska o deski podestu. ale glowy by nie dal. a oczy blyszczaly jej niebezpiecznie. Prawda? -Prawda.

zapewnil Malatesta . Zanosilo sie na protokolarny ska ndal. jezdzieckich butów i onuc. Nawet mnie. a przez to monstrum plugawe nie dalo sie korzystac. Reynart. okazalo sie .. poprawil y humor laznia i czyste ubrania. ze nie cala. jak trzeba dla wina. -Nie cala. co tu duzo gadac. polegajaca na rzucaniu skrojona w dluga spiralna wstege skórka jablka i odgadywaniu inicjalu imienia przy szlego partnera z ksztaltu. Ho. Mimo to wesolosci nie bylo konca. i to nie jedna. * * * -Nalej.. nie zgadnac. a . Zacytowawszy z tuzin precedensów zmusil szambelana. Oj. prowadzi konf ranta. Tyli losz ek. ze juz potworzysko ubite? -Na smierc.. . Z piekla chyba samego. iz waszmosciowie tutaj. wlasnie pijemy. zblizyl sie.przedstawil brodacza Malatesta . prowadzac towarzysza. dzieki wam. rzadca winnicy Pomerol.pouczyl z madra mina Reynart de Bois-Fresnes. a sukienka. Z tego. Rycerz nalal. Siedziala jednak w komnacie i odmawiala wyjsci a. Do pana wiedzmina wzgledem bestyi z naszych loszków. musielim tamta cala czesc piwnic zamurowac.. -Prosim siadac. -Jaskinie wyplukane w wulkanicznych tufach zawsze obfituja w potwory .pan Alcides Fierabras. piekny. Malatesta. ku pólnocy zorientowany. Zapewniam cie.. choc wciaz jeszcze nosila bandaz na zebrach. mydlo i grzebi en zrobily z niej wcale ladna dziewuszke. Partnerowal wiedzminowi juz ponad miesiac. ale sytuacje spacyfikowal wszystkowiedzacy Regis. zamyslony . osobnika z czarnymi wasikami i bujna czarna broda. nasz klient. za cholere nie chcac zalozyc sprezentowanej sukni.. I konkurenta. dostrzegl ich.-Cala przyjemnosc po mojej stronie. skad sie wziela. ale umiala sie i tak bestyja przedostawac... Côte-de-Blessure.rzekl wiedzmin. -Przerwij na chwile .wskazal ruchem glowy Reynart. wysklepiony. by przyniesiono lucznicze strój meski.wplynie na wasze konto u Cianfanellich najdalej pojutrze. -My jeno na chwile. pomachal reka.. -Umówiona kwota . Przy sasiednim stole odprawiano kolejna zimowa wrózbe. tfu. Dzieki stokrotne. Widziel iscie sami.byla zdrowa. wnosze. Angouleme dla odmiany z radoscia pozbyla sie spodni. W calkiem niezlym nastroju poszlismy wszysc y na ta audiencje. rychtyk taki. Ich wino. ani za mokry. Wszystkim nam. przysta jaca bardziej zbójcy niz urzednikowi. . w jaki sie ulozy. rzadca winnicy Vermentino. ho. Skórka za kazdym razem ukladala sie w "S". panie wiedzminie. Dziw nad dziwy! -Ten drugi to kto? -Winnica Pomerol. -Milva. -Panowie pozwola . lecz dwie winnice! Malatesta. Tfu.Zmierzaja ku nam interesy. ani za suchy.

na co tam natrafie. ...Kimkolwiek on by byl. Spenetruje wasze piwnice. Przecie zmora nikomu nie wadzi. . Jeszcze jedna rzecz.. zeby daleko nie szukac . ten tuf. -Ów sukkub.Malatesta pokosil na niego oczy.Sprawa jasna. co rzecz owa chcieli wyswietlic.bedac dobrym sluchaczem zdazyl sie wiele nauczyc. Zaplate ustalimy wedle tego. Ci. Ja koby. slucham. tak po prawdzie. ze nasze piwnice z glebokimi pieczarami s ie pono lacza z samym srodkiem ziemi. Ot.rzekl sucho wiedzmin . I przystaje na propozycje.. -Domyslam sie .. jak i dokad. -Nie bedzie wam krzywda .... . hem.. Podreczy krzyne.. nie wrócili. Co to go wam jasnie oswiecona ksiezna pani ubic zlecila. zabijac go nie ma wcale musu. -Mówcie. ze to dlatego...Hem. -Ano.. nikt nie wie.Milami sie te lochy ciagna.odezwala sie czarnobroda winnica Pomerol. tam potwo ra tylko patrz. Ale ludzie gadaja. gdzie tuf.. Owóz tedy zaproponowac chcialbym..zapewnil brodacz. Wiele u nas takich lochów i jaskin..co chcecie mi zaproponowac. Tusze. . co nocami mezów nawiedza i dreczy. nawiedzi czasem.. moze i tuf .. . A i potwora straszliwego tez tam widziano... -Chocby pod naszymi piwnicami.

To byla prywatna audiencja. -Tedy bywajcie.. Fringilla Vigo. Oberzysta i dziewki uwijaly sie jak w ukropie. * * * . Byl o kilku typków w czerni. ze brzmi to jak jakis cholerny oksymoron.Uczestniczylo w niej ze dwadziescia osób. Gdy zas pokrótce zrelacjonowalem wyniki rozmów z druidkami.. -I bylismy my. Potem juz poszlo szybko. rzadko przerywajac.zauwazyl Reynart. zle sie wyrazilem. w Toussaint. przy czym nie licze nieruchomych jak statuly lokajów. maloletnich paziów i znudzonego trefnisia. czy tez racze j wicehrabia Jakis Tam. dokladajac sobie jeszcze kapusty zapoczatkow al wiekopomna serie wiedzminskich kontraktów. panie wiedzmin. Ciekawe tylko. bylo kilku zginajacych sie pod ciezarem zlotych lancuchów wielmozów. z e nie pamietam. Wsród tych policzonych byl Le Goff. A u nas.mogloby cos wplynac. -Nie bylo cie przy tym. Na której zreszta nie bylo sie zreszta równiez. która z winnic pierwsza dala ci zlecenie. co przesadne. -Na moje konto u Cianfanellich . . . zlakl.. nikomu sukkub nie szkodzi. nie bedziem przeszkadzac. -Nie dziwota. Wiem. które przyjales w Toussaint. ze nie kazano mi klecz ec. Ksiezna wysluchala mojej opowiesci. w jej przypadki tak wlasnie bylo.Slynny sukkub . wyjeli. Swieto dzis. Wiere. by go przesladowac? Przecie wam. panie. zalamala rece gestem sugerujacym zmartwienie równie szczere. szambelan o aparycji i z apachu cukiernika. Byla. rajców. Na wiedzminski fundusz emerytalny. Tak byc.. Pito przy tym tego. -Wiem . Jak prawdziwy faworyt. odprawianej za pomoca kulek ukreconych z miekiszu kolacza i osci ze zjedzonego k arpia. . osoba ewidentnie bardzo ksieznej bliska.. wliczajac Milve w stroju meskim. Jakiz tedy sens. A ja i tak bylem zadowolony.parsknal Geralt. Fringilla i Jaskier byly jedynymi osobami. A jesli wam czego brakuje. biegajac z dz bankami. jakby sie was. jasna rzecz.rzekl z kamienna twarza Geralt . a moze sedziów. kumie.. a wierz. -Tak sie stanie. na gotowiznie ni e zbywa. Jaskier. -Ladnie mi prywatna . mówiac o calej druzynie. Reynart. Nie bylo z nami Jaskra. tradycja. na szczescie.Obie winnice wstaly. a ty opedzic sie nie mogles od klientów. . * * * Towarzystwo przy sasiednim stole halasowalo przy kolejnej wrózbie Yule. -Z ust zescie mi. Tradycja. To zdarzylo sie nazajutrz po audiencji u ksieznej.powiedzial Geralt. A ostatnimi czasy to w ogóle sluch jakby o nim przepadl. siedzial rozparty w karle po prawicy Jej Ostronosej Milosc i Anarietty i puszyl sie jak paw. Ha. które siedzialy .Ucztujcie w spokoju. Byl poznany w Caed Myrkvid baron herbu Bycza Glowa. -Anarietta. . cala nasza gromadka. -A sukkubowi wlos z blond glówki nie spadnie.Rzecz swieta. Nikomu wiecej usiasc nie pozwolono.wtracil szybko Malatesta.-Ale jeno pelnoletnich .

czemu Ciri jest obiektem tak zawziet ego polowania.Przyznam. w tym wzgledzie fakt ycznie . zal przepelnia nasze serc e. ze od druidów zdobede jakies konkretne informacje lub wskazówki mogace chocby w najogólniejszy sposób wyjasnic przynajmniej to.-Ach. tak by nie zetrzec pudru. ach . . wyciagnela dlon. a Jaskier natychmiast wlozyl do jej dloni batystowa chusteczke z monogramem. ze liczylem na to. Druidzi nie mogli jednak lub nie chcieli mi pomóc. ach .powtórzyla. .odpowiedzial z przekonaniem. panie Geralcie. Zaprawde powiadamy wam. Ksiezna musnela chusteczka oba policzki . .Zatem druidzi nie wiedzieli nic o Ciri? Nie byli zdolni udzielic wam pomocy? Czyzby zatem caly wasz wysilek poszedl na marne i na daremna byla wasza droga? -Nadaremna na pewno nie . Pociagnela ostrym nosem. zalamawszy rece.powiedziala ksiezna Anna Henrietta. -Ach.Srodze nas zmartwiliscie.

. którzy scigali mnie do Belhaven. znalismy i lubilismy malutka Ciri.z pewnoscia juz sie skonczyla. -Trwa wojna . Ale zyje. Ksiezna milczala czas jakis. co stalo sie w Belhaven i Caed Myrkvid. Goniacych za wami hultajów nasi rycerze pogromili tak. Emhyra var Emreisa.powiedzial wreszcie sucho. Hultaje. Nie dzialajcie pochopnie. gry tylko troche odpoczniemy. -Szlachetne i prawe sa wasze slowa . jak kota. o czym wicehrabia Jaskier zapomnial waszej milosci opowiedziec. ale nie tylko.za zyczliwosc i laske.Geralt sklonil sie znowu. ale i za czyna zagrazac ludziom nam zyczliwym.Ale lekac sie nie macie czego. byli i owszem. jak dlugo zechcecie. ze swiadek kle ski nie uszedl. . Nie musicie sie spieszyc. znalism y i darzylismy przyjaznia Pavette. Gdy za dlugo siedzimy w jednym miejscu. Jestescie pod nasza opieka i ochrona.. Ale. . Jest wciaz w niebezpieczenstwie. ze Ciri zyje . . ze jesli Nilfgaardczycy zajeli Aedirn w ciagu dwudziestu dni. miarowymi ruchami. -Dziekuje waszej milosci ...nasza pomoc i poparcie. ale nosili nilfgaardzka barwe. Musicie. Ruszamy jednak w droge.Prawdopodobnie byla ranna.powiedziala . -Przyrzekamy wam .Nie wolno mi jednak przemilczec tego. Zawiesil na chwile glos. wie rzymy w to gleboko. Mozecie tu z ostac wedle waszej woli. jakas wskazówke czy poszlake. panie Geralcie.To. Do tego za nic nie chcialb ym dopuscic. znowu uzyla chusteczki i uscisnela ramie Jaskra. Skiero walismy . to na twoje ksiastewko wystarczy im dwadziescia minut. -I cóz z tego? A to.sklonil sie Geralt .nic nie zyskalem. Pisalismy w tej sprawie do naszego kuzyna. Nie dla dramatyzmu. -Umiem to sobie cenic . Calym sercem j estesmy z wami. Goscine w Toussaint. Anna Henrietta westchnela. kto sie powazy was niepokoic. spotka taki sam los. hul tajami pierwszej hultajskiej gildii. Ciri wciaz jest w niebezpieczenstw ie. glaszczac przedramie Jaskra.powiedzial zamiast tego. niebezpieczenstwo nie tylko rosnie. na ile moze byc szczery wobec tego calego audytorium. Otworem stoja przed wami nasze biblioteki i ksiegozbiory. I zwyklym postronnym. . milym nam jestescie gosciem. klnac w duchu bolace kolano. moze byc poczytane jako dywersja na tylach. W czasach wojennych. Jesli trzeba. mial na koncu jezyka. ze bywalismy w Cintrze. unoszac szpiczasty nos . -Wojna . To zwykle powoduje represje .przerwala mu ksiezna. a których dzielne rycerstwo waszej milosci pobilo w Caed Myrkvid.powiedziala wreszcie. znalezc jakis slad. opowiedzial nam o tym wicehrabia Julian. Trzeba wam bowiem wiedziec. która wskaze wam wlasciwa droge. -Wiem. bedziecie mieli asyste naszych uczonych i astrologów. Zastanawial sie. Kazdego.

do niego memorandum.. . ale to natychmiast zaniechal w ojowania i zawarl pokój.Do wiezy z nim! Jestescie w nielasce. . z pewnoscia zawarto pokój. . z czego nalezalo wnioskowac. a zgoda b uduje! -Wasza milosc .. leje sie krew. wyostrzyl sie jeszcze bardziej. Jasnie Oswiecona. co powiedzial.zawyla jej milosc..odparl zimno Geralt.. zdawaloby sie.. Bowiem wojna i niezgoda to rzeczy zle! Niezgoda rujnuje. bialy jak cukier puder . . Momentalnie pozalowal tego.. -Niech nasza kancelaria natychmiast wystosuje ostra note do naszego kuzyna.. Domagamy sie. Niepokoic. ze wrecz prze ciwnie. by to zmierzalo ku koncowi. by natychmiast. ze podobne incydenty nie sa na tym dworze niczym nowym. .wybelkotal szambelan-cukiernik.. -Straz! .ma ze wszech miar racje.Nos ksieznej. przyklekajac. Nic nie wskazuje. Dworacy mieli twarze jak z kamienia. ja. -Co panowie tu jeszcze robia? Wydalismy rozkazy! Dalejze. .wybelkotal. Z pewnoscia juz jest po wojnie.Czy ja dobrze slysze? W ojna nadal trwa? Dlaczego nas o tym nie poinformowano? Panie ministrze Tremblay? -Wasza milosc. Moc no sobie postanowil od tej pory wylacznie potakiwac ksieznej pani. w którym zazadalismy. na jednej nodze! Geralt rozejrzal sie dyskretnie.Ja nie chcialem. Wasza milosc.Za Jaruga hula miecz i ogien.. panie Tremblay! W nielasce! Panie szambelanie! Panie sekretarzu! -Na rozkaz.. cesarza Nilfgaardu... Powiedzialbym. zgrzytliwie warkliwa nuta. -Nie bardzo . a w jej glosie zabrzmiala paskudna. by niezwlocznie polozyl kres bezsensown emu przelewowi krwi. -Jak to? . Martwic. jeden z nosicieli zlotych lancuchów.

stoi wraz z innymi blednymi rycerzami w ogonku do ksiazecego kamerariusa. Geralt i Regis zatrzymali sie przy klombie zmarnialych juz lekko róz centifolii. jak dlugo zechcecie. panie Geralcie. dreczy cnotliwych i wiernych malzonków. -Panie z Toussaint prosza was. -Tak jest. A wiecie.Przestan biegac po palacu w poszukiwaniu sensacji.powiedzial sucho Geralt. A my sie do tej prosby dolaczamy.Nie uwierzycie. Ciotka chyba ma period. Angouleme . gdy wam powiem. idz dotrzymac towarzystwa Milvie. Diabel.przerwala cisze Anarietta . gdzie obaj zazywali spaceru i dyskretnej rozmowy.powiedziala .Anarietta musnela chusteczka czubek nosa.wasze obawy byly plonne. upiór. Naprawde.. jako znawca. wiecie zapewnie.. jak to jest. -Nie uwierzycie mi . wasza milosc. -Dobry dzien .rzekl bardzo powaznie wampir Regis .. -Mówze. -Angouleme! -Ide juz. -Tak jest. Spytalam Reynarta. a on na to. w czym rz ecz. -Gdzie tu sensacja? -Zartujesz chyba! Bledni rycerze bladza ze szlachetnego powolania! Nie za miesieczna pensje! -Jedno . wasza milosc. Potwór nocny neka tutejsze domostwa. ze bledny tez bywa glodny. otrzepal kolana kunim kolpakiem. po co? Po miesieczna wyp late! Ogonek. * * * Angouleme odnalazla wiedzmina i wampira w palacowym parku. Nie macie sie czego lekac i mozecie goscic u nas. powiadam wam. Wy. jest dlugi na pól strzelenia z luku. Zza oranzerii wylonil sie chudziutki mezczyz na w eleganckim plaszczu koloru umbry. byscie kres tej ohydzie polozyli. Ale to czysta prawda. bo jest zla niczym osa. -Jak widzicie . którymi masztalerz obrzucal konia na odleglym dziedzincu. -Wierz mu. ze opisac sie nie odwazymy. Nawiedza noca alkowy. I o naszej hojnosci zapewniamy. wasza milosc.Czy wolno spytac.. -Tak jest. -Jest to prosba wielu szlachetnych dam Toussaint i nasza zarazem. po czym usmiechnela sie do Geralta. W ciszy slychac bylo wyraznie tykanie kornika w któryms z zabytkowych mebli. dopuszcza sie wszetecznych zberezenstw i wstretnych perwer sji. o których mówic skromnosc nam nie pozwala. a od herbów az sie w ocza ch mieni.nie wyklucza drugiego. Ja mysle. I klatwy. . ide. Ale dluzej porozmawiac nie zdazyli.sklonil sie.wysapala.prosbe do was. ale tak bezwstydnej.. . sukkub w postaci niewiesciej. wasza milosc. bledny Rycerz Szachownicy. . -Mielibysmy tez . Angouleme. Jest w fatalnym nastroj u. . Wierz mi. -Prawda. -Reynart de Bois-Fresnes. -Tak jest.. Jako do wiedzmina. nie powinna byc sama.

Przez te wojne. -Jam jest Jean Catillon.. Myslelismy.który z waszmosciów.nie wytrzymal wiedzmin. -I co? . . ani za mok ry. z laski swojej. kupcy rzadziej przyjezdzaja. Upewnic sie chcialem. przecie pod zamkami mile cale lochów sie ciagna. piekny. slawnym swym rzemioslem? -Ja nim jestem. -A w czym rzecz? -To jest tak .. by sie w nim wino dobrze mialo. jest wiedzminem. ani za suchy.. maly problem. rzadca winnic Castel Toricella. czy z laski swojej nie zechcielibyscie. zeby ja dunder swisnal.. akuratny. zapasy rosna. . Pod Toricella tez tak i loszek wynalezlim. miejsc na beczki zaczyna brakowac. Geraltem zwanym. z laski swojej. kraglo wysklepiony. coraz t o glebiej i glebiej. do srodka ziemi chyba te lochy siegaja.zaczal rzadca Catillon. ze nam w winnicy wiedzmin bardzo by sie przygodzil. Sprawa ma sie oto tak.

. Bo ja . panie. zsiade z konia i poleze pod ziemie. który . Mnie. . -Na osobnosci. tkniety niewytlumaczalnym impulsem..nie ma sobie w co pluc.wampir wskazal wzrokiem. Zawsze.przedstawil Bycza Glowa . wysoki. -Nie mam sekretów przed panem Regisem. a jednego oslepil. szpakowaty. .Wzgledem. bo on. Drugi rycerz. Zatrzymawszy sie w przepisowej odleglosci dwóch kroków. . profesjonalnych dziel.. -Panowie pozwola . -Wstrzymajmy sie .pokrecil glowa rzadca Catillon. Przemyslcie to.Widzicie sami. . Wytyczona cyprysami alejka szlo ku nim dwóch rycerzy. potwór znaczy. Wykrece sie z tego. a takie misje to przeciez ich specjalnosc. jak moze pamietaja.stwierdzil krótko Geralt. Na dto.. jesli klepiemy kontrakt.. Wrócmy do naszej rozmowy.powiedzial Regis... I wolna konkurencja. gdy tylko rzadca odszedl. -No prosze .odparl szczerze Geralt.Wiedz otóz. Urwal i umilkl. zwa. A do slyn nych tutejszych blednych rycerzy zwracaliscie sie juz w tej sprawie? Ksiezna ma ich c aly regiment.dokonczyl Geralt. Geralt i Regis odwzajemnili uklony. Kazda proponowana kwote moge uznac za zbyt niska. Pierwszego poznal od razu. Pod ziemie taki nie polezie! Nadt o zas. . . to wszyscy z torbami pójdziemy. -Solpuga . z nieba wam spada. Wolny rynek. przelecze. nawet bez specjalnej zjadliwosci. racja ich bytu. po czym cala czwórka wytrzymala nakazane obycz ajem rycerskim milczenie majace trwac dziesiec uderzen serca. Geralt zaklal pod nosem.przeszedl do rzeczy Peyrac-Peyran. -Zadna racja .Nagle odzyl w tobie wiedzmin? Przyjmujesz kontrakty? Bierzesz sie za potwory? -Sam jestem zaskoczony . pluje i rzyga jakimsis zracym lugiem. rycerze uklonili sie. I bardzo tego zaluje. do kosci im cialo wyzegl. bo ja dlugo w Toussaint nie zabawie.Ich racja to goscince chronic. Fachowiec. Dwóch ludzi poparzyl. -Mamy sprawe do pana wiedzmina . mozna powiedziec. rycerze chrobrzy sa i bitni.Zareagowalem odruchowo. Mial mine czlowieka. . oni dro. -Oni drogo biora . panie Catillon. ze masz kolejnych interesantów. Baron de Peyrac-Peyran. o fizjonomii szlachetn ie kanciastej. z laski swojej. -Slucham.Cos mi mówi.nie majac brody . ze tam w lochach grasuje jakis potwór. ale z konia jeno. ze ja biore drozej. wielkiej byczej glowy na snieznobialej jace nie mozna bylo pomylic z innym godlem. ale nie zastanawiajcie sie dlugo. .-Pokazalo sie. bo jesli kupce tu nie dotra. . mial na blekitnej tunice póltrzecia zlotego liliowanego krzyza.baron Palmerin de Launfal. Jakze bysmy mogli nie pamietac. jakby wylupanej z granitu. pewnie z glebin ziemi przylazly. ze macie do czynienia z fachowcem. ze sie tak wyraze.Zwana tez jadnica.usmiechnal sie Regis. trakty.. -Zaskakujesz mnie . dobry czlowieku.

Nie imaginowan ym. ze zabijacie wylacznie te potwory.usmiechnal sie wampir. Która wam ksiezna i damy unicest wic zlecily.w tym sukkubie. Iscie. A na honor. Owóz byla to fama o was. co nawiedza.. -Zamieniam sie w sluch . Wymieniono uklony. ostawcie go w spokoju.odezwal sie Palmerin de Launfal.. rycerz z liliowanym krzyzem. co które sa zagrozeniem. panie wiedzminie. w tej zmorze nocnej. Wyrzeczcie sie tego kontraktu.. my. Wielez to wam za zabicie upiorzycy obiecano? -Przepraszam.Peyrac-Peyran znizyl glos i rozejrzal sie plochliwie . -Propozycja .w istocie niezbyt daleka od zniewagi. Nie dybcie na sukkuba.Prawdziwie godna jest wasza postawa. ani myslac czekac. z . pójde obejrzec tamten uroczy pawilonik.Palmerin de Launfal mial twarz twarda i powazna. co nas do propozycji osmielilo. ale to tajemnica zawodowa. przebijemy oferte pan. . Panie de Launfal. gloszaca. -Rzecz to oczywista .. . -Panie Geralt . ale mimo tego propozycje zloze. za panów pozwoleniem. az przebrzmi dziesiate uderzenie serca. lekam sie mocno.Dlatego. pewnie swiatynie duman ia. ze zniew aze propozycja. Zagrozeniem realnym.Powiem wam. -Rzecz . .rzekl zimno wiedzmin .-Ale szlachetni panowie maja je niezawodnie .przerwal milczenie Geralt.. Panie de Peyrac-Peyran. panowie z Toussaint. Nic panom ni ksieznej nie mówiac.. No. Zadziwiajac wa s nasza hojnoscia.

Potem trzeba bylo wymóc na Angouleme przysiege.. -Wielka i szumnie zapowiadana uczte . Ale z otwartego bankowego konta trud no ci bedzie sie wykrecic. -Absolutnie sie z wami zgadzamy . . Od czasu do czasu. Gdysmy wreszcie wszystko t o osiagneli i mieli zamiar odpoczac przy winie.rzekl Geralt.pokiwal glowa Reynart de Bois-Fresnes. moze i ja bym awansowal? Slowo daje..niewiedzy albo uprzedzen sie bioracym. Tak pragnalem byc na tej uczcie. rozgladajac sie .nie bylyby rade. hola. No.Dyskrecja jest ze wszech miar zalecana.poprzedzily powazne przygotowania..mruknal Palmerin de Launfal. bylby nowy rozdzial patentów. Gdyby ksiezna dowiedziala sie o tym.. dowiedziawszy sie o tej rozmowie. na k tóra tak sie cieszylem. Uprzedzam jednak. * * * -W danych cyrkumstancjach zaznaczyc musze . która ukryla sie w stajniach. trzeba by lo przekonac ja. -Kto wie . -A jednak sie postaramy . -Otwórzcie mi konto w któryms z tutejszych krasnoludzkich banków . Trzeba bylo sila nieomal ubrac ja w suknie.obiecal dumnie Peyrac-Peyran. Jednak my tu. ze czlowiek nie ma zadatków na donosiciela. pojesc. rycerska dola. Wrócil Regis.dodal szybko Peyrac-Peyran. no. Podobnie ksiezna. Zwazywszy na zebra Milvy.. Ot. dawnym tradycjom i zwyc . na straznice. zjawil sie szambelan Le Goff. nikt miejscem za stolem mu przyz nanym urazon czuc sie nie ma prawa. popic! A poslali mni e na granice. -Ale wylacznie pelnoletnich .tez mozesz oczywiscie twierdzic. * * * -A wiec to stad konto u Cianfanellich . . -Teraz .. który oczywiscie wszystko slyszal swym wampirzym sluchem. Trzeba bylo odnalezc Milve.powiedzial .powiedzial wolno i cicho Geralt. Wymieniono pozegnalne uklony. Ech. Pozwólcie sobie tedy rzec. Opowiedz teraz o slynnej biesiadzie. az zal.moze jednak spedzimy tu pare dni. nawiedza w snach. ponad wierzcholki cyprysów.ze za stolem Jej Milosci nie ma miejsc poslednich. moze byc to nawet wiecej niz pare dni.. Nie nalezy budzic spiacych bigotek. ze od jej udzialu w bankiecie zalezy los Ciri i bez mala calego sw iata. w chlód i psia szaruge. ze to byl mimowolny odruch i niewytlumaczalny impuls. ze nielatw o mnie zadziwic. bylyby jak nic zmiany na stanowiska ch.zaczal nosowo szambelan Le Goff .rzekl bez usmiechu . Ha. jesli na ten czas zdobedziemy niezaleznosc finansowa. ze sukkub nie za graza ani nie szkodzi nikomu.I zadziwcie mnie hojnoscia. pach nacy lukrem i nadety jak swinski pecherz. Moze pare tygodni? Nie zaszkodzi w iec. w Toussaint. I troche dr eczy. -Damy z Toussaint .. hola. ze bedzie unikac mówienia: "kurwa" i "dupa". Geralt patrzyl gdzies wysoko.zaczal Geralt . hen.

ze waszmosciowie i wacpanny incognito w misji sa rycerskiej. powazny jak sama smierc.powiedzial powaznie wiedzmin. nadto pana wicehrabiego komilitonami.zajom pilniej dochowujemy obserwacji. -Jasne . Rozsadzic mi trzeba stól wedle honoru i rangi. Miedzy barony.powtórzyl wiedzmin.gosciem jest ekstraordynaryjnie honorowym. -Pan wicehrabia Julian . -Tak wlasnie jest.A wzgledem nas nie wyjawil.tyle jeno. herbów i tytulów zdradzic wam nie lza..szambelan chrzaknal . . bo tak nigd y nie . Ale pr zecie tak byc nie moze. -Przejdzcie. Jako taki po prawicy Jej Milosci zasiadzie. byscie wszyscy byli równi. zadzierajac nos . bo sluby bronia. jako i prawdziwych imion. panie do rzeczy. -Jasne . co i jak. W czym wiec problem? -Wzdy ja rozsadzic musze! Goscmi jestescie. kto jaka ma range. . waszmosciowie i wacpanny. jak i honorem jest Jaskier... Najgodniejszym wsród nas.. a detalów tejze. tytul i honory? -Wyjawil . wiec was i tak blizej glowy stolu posadze. tak ranga. -Uczta jutro.rzekl szambelan.Juz mówie. a wedle tychze zwyczajów.

-Nie pozalujecie. stanowia naturalna przyprawe. byly sandacze. przy ksieznej. albowiem jagody jalowca.Zbiera jmy sie. A le strasznie duzo pil. jestescie.wiedzmin bez wahania wskazal wampira. panie hrabio. * * * -Czas juz na nas .. Tak kaze tradycja. Byly tam i lososiopstragi z górskich jezior. sliwkowymi powidlami i sosem glogowym. tak jakby. * * * Widok ustawionego w gigantyczna podkowe stolu przypominal dobitnie. auszpiki i rózowe plastry mies. ani wy. byly pieczone jarzabki i paszkoty. B ylo jesienne ptactwo ..W danych cyrkumstancjach. zurawina.. Ale o tym sza..cietrzewie. który wlasnie odszedl od arrasu. którymi wy pchane sa wnetrznosci tych malenkich ptaszków. który opodal w skupieniu podziwial zajmujacy cala niemal sciane gobelin .potwierdzil bez cienia zdziwienia szambelan Le Goff.wyszczerzyl zeby rycerz. .. unikajac wzroku podochoconych winem dziewczyn zerkajacych ku niemu od stolu. Ledwo co bila pólnoc.Geralt mial twarz jak z kamienia. On. zeby wszyscy równi byli.. -Opowiem i jedziemy. -On . panie z Rivii.. . To tajemnica. jak kwiczoly. i bazanty... to byl prawdziwy mistrz.Nie ma ci on równych ni w obyczaju. który je tkal..Tak sobie gawedzimy. Usadze go po prawicy hrabiny Notturny.. -Pojalem. bez patroszenia. -Aha . ze jesien przemija i ma sie ku zimie. Jak to artysta. udzce i combry jeleni. -Slucham? .. wsiadajmy na konie i jedzmy do Beauclair. -Pojmuje . -Nic. -Wiem. przy którym bawiono sie we wrózby. niw sztuce konwersacji.Nie bój sie. ma dwie lewe nogi. . przedstawiajacego walke olbrzymów z cyklopami.usmiechnal sie Geralt. dekoracyjnie podane ze skrzyd lami i ogonami. usiadziecie obok czcigodnej pani Fringilli.zdziwil sie wampir. nie bójmy sie tego powiedziec.bywa. Opowiedz o uczcie. Byly tam wielkie cwiartk i dzików. -To dobrze. Wsród pietrzacych sie na misach i pólmiskach dan dominow ala dziczyzna we wszystkich mozliwych wersjach i odmianach. rozmaite pasztety. jej r ycerzem.kiwnal glowa Regis. pieczone w calosci. ten z maczuga. szlachetnie urodzonej wujenki ksieznej pani.szambelan o malo nie zachlysnal sie z wrazenia. . Spójrzcie na palce jego stóp. Mistrz. . Placmy.. gluszce. winie n przy górnym stole. Byly tam i prawdziwe delikatesy. byly mietusie i szczupacze watróbki . Niesliscie ja do Kadzi. Ach. hmmm. czy panowie zauwazyli. -Faktycznie ..jest hrabia. -Rad jestem to slyszec. -I jedziemy. czeka twoja zielonooczka. Ale ten cyklop na gobelinie. jesiennie przybrane grzybami. . nic .przemówil wiedzmin.. o. Wy zas.. Takich gobelinów jest w Beauclair wiecej. dokad ci tak spieszno . . ani wujenka . Reynart. Jesli kto z was ranga albo urodzeniem wyzszy.Nie wiem.

Posrodku stanowiacego szczyt podkowy stolu honorowego. jesli zaszlaby taka koniecznosc. przepolowionych cytryn i karczochowych serc spoczywal ogromny sterlet. . wstajac i wznoszac puchar Peyrac-Peyran. mozna bylo wygrzebac nawet spod sniegu. póznojesienna salata.Zielony akcent dawala roszpotka. -Przysiegam na czaple . Wsród trufli. a na jego grzbiecie stala na jedne j nodze upieczona w calosci czapla trzymajaca w uniesionym dziobie zloty pierscien. I wzieto sie za jedzenie.zakrzyknal.Na czaple przysiegam br onic czci rycerskiej i honoru dam i slubuje nigdym przenigdy nie ustapic nikomu pola! Slub nagrodzono gromka owacja. która. wycietych z marchwi kwiatków. za którym zasiadala ksiezna Anarietta i goscie najzacniejsi. na wielkiej srebrnej tacy umieszczono d ekoracje wieczoru. Kwiaty zastepowala jemiola. . dobrze znany wiedzminowi baron z bycza glowa w herbie.

Zacznij od.wyjasnila Fringilla . powsciagliwiej! . Powiedz. w którym bawil je konwersacja.sa w Beauclair w uzyciu od czasów ksieznej . przyznam najbardziej podobalas sie w bieli. Zobaczyl w jej szmaragdowych oczach wyzwanie. Ciesze sie. Diamentów miala na sobie tyle. usluzyl siedzacej po jego lewicy Fringilli Vigo wystrojonej w suknie z fioletowego atlas u i arcypiekna kolie z ametystów. . ze mam gustowna suknie i ze twarzowo mi w fioletac h. slubuje na tarczy wymalowa c czaple i przez rok walczyc incognito. miedzy dwiema matronami. bys mnie skomplementowal Jak dlugo mam czekac? -Jestes urzekajaco piekna. dokad mozemy zajsc przed koncem biesia dy. ze samym przejsciem moglaby rysowac szklo. zasiadal Emiel Regis.W tym tempie strach pomyslec. .. ponury i milczacy jak glaz rycerz z twarza bardzo zeszpecon a sladami po ospie. ladnie ukladajaca sie na dekolcie. a one sluchaly zafascynowane. imie i herb tajac. W az tak dobrym humorze nie byl. zwac sie Rycerzem Bialej Czapl i! Zdrowie wznosze jej ksiazecej milosci! -Zdrowia! Szczescia! Wiwat! Niech zyje jej milosc! Anarietta podziekowala lekki. Nieco dalej siedziala zas Angouleme. powoli. skinieciem udekorowanej diamentowym diademem glowy .. Choc mnie. obserw ujac go spod czarnych rzes. -Nie chwal dnia przed zachodem . Cahir siedzial pomiedzy dwiema mlodziutkimi i bezustannie szczebioczacymi szlachciankami. . Ubrany byl w czarny aksamitowy kaftan. -Przeciwnie. Naprzeciw posadzono Cahira i Milve. czy co? -Takie noze . z miotlastym i zadzierzyscie zadartym ku górze wasem.Uczta ledwo sie zaczela. a on przysiaglby.odwzajemnil usmiech.zasmiala sie. Fringilla.Bez szpicu? Boja sie. -Powoli. -Twoje zdrowie. Trwa juz dostatecznie dlugo.. Geralt chwycil pólmisek z przybranymi pietruszka dzwonkami sandacza.wrzeszczala. . Hmm. ze zaczniemy sie nawzajem zgac.Do krwi ostatniej kropli z zyl przysiegam bronic granic i Jej Milosci Anny Henrietty! A zeby dowiesc mej wiernosci. Geralt. unoszac srebrny nóz z zaokraglonym koncem. ze posadzono nas razem.-Przysiegam na czaple! . -Twarzowo ci w fioletach. -Co to jest? . ze calkiem szczerze. bo byl w sumie niezlym humorze.i rejwach .wsród mlodych blednych rycerzy.wrzasnal drugi rycerz. wzniosla pucharek i usmiechnela sie zagadkowo. wiodac rej . Obok nie j siedzial Jaskier. Bal sie podjac. usmiechajac sie glupio. bodajze baronównami.. Luczniczce natomi ast towarzyszyl starszy. Troche dalej.

jak mlodzi rycerze uwijaja sie przy Angouleme.spojrzala na niego szybko. -Jestes pewien? . Siedzacy po jej prawicy mlody rycerzyk zasmial sie rzacym falsetem. Ja znam Milve. jak Milva kruszy chleb. Baron de Trastam ara nie grzeszy dwornoscia. usluzyl Fringilli.twoja malomówna kompanionka. Ani elokwencja.zgodzila sie Angouleme. dosc okrutna? Nie odpowiedzial. Fringilla zdawala sie czytac w jego myslach. Geralt wzial pólmisek z kaczka w auszpiku. -Jestes czarodziejka. . pod groznym spojrzeniem Geralta zaprzestala. Cóz.odrzekl cicho Geralt. . te zas patrza w niego jak w tecze. Widzial. Karoberte doprowadzalo do szalu. patrzac w obrus. wykrzywiajac sie szelmowsko.szepnela. -Nie sposób . nalewajac wina. na wyprzódki podajac potrawy i rzac z jej niem adrych dowcipów.Obsliniony uprzejmoscia dworak bylby gorszy. takie rzeczy zdarzaja sie przy ukladaniu stolu. gdy w c zasie biesiad goscie dlubali sobie nozami w zebach. -Marnie trafila . Widzial. A nozem z zaokraglonym koncem dlub ac nie sposób.Na szczescie dali jeszcze widelce! Udala. prawda? -Prawda .A nie mierzysz jej aby twoja wlasna miarka? Nawiasem mówiac.Po czym poznales? . ze wklada widelec do ust. spelniajac zachcianki baronówien. . babki Anny Henrietty. Widzial. nachylajac sie ku niemu . -Moze to i lepiej .przyznala. . jak Cahir dwoi sie i tro i. ze najwyzszy czas wyjasnic pewne kwestie.Karoliny Roberty. miast tego usluzyl jej. calkiem zrecznie maskujac zdziwienie. I uznal.

ze cos w ksiegozbiorach znajdziesz. Inni mezczyzni twojego gustu? Równiez szalency? -A czymze jest prawdziwa meskosc . Nie mam jednak obowiazku obnosic sie z moja profesja ani na kladac szpiczastego kapelusza i czarnej oponczy. jest rzeczywiscie niewykluczone. . . czego i gdzie szukac. a sztucce wciaz trzymala jak gotowe do ciosu puginaly. -Pozazdroscic. Geralt liczyl. Nie znosze mezczyzn.nie wytrzymal. wstajac i oburacz wznoszac gigantyczny puchar.uniosla nóz i widelec. -Nie wierzysz mi i nie ufasz . A to.mlody rycerz z konca podkowy wstal i przewiazal sobie oko szarfa otrzymana od sasiadki za stolem.Zadales mi cios podwójnie bolesny. calkiem prawdopodobne. baronowie i rycerze! . jak gdyby grozac mu nimi. chocby wygladalo. -Niezaprzeczalnie.I mam wprawe. Wspomne jedynie. -A pozostale pozycje listy? . Geralt! Do zywego uraziles moja dume i wyniosla ambicje. Ona juz taka jest. ze szczerze chce pomóc. ze dosc wysokie miejsce na niej zajmuja tacy mezczyzni. ze Fringilla nie podejmie tematu. a tutaj ja jestem krewna i przyjaciólka Anarietty i wolno mi wszystko. . Och. . -Jestem w Beauclair.powiedziala po chwili .powiedzial wolno .. prawda? -Moze jeszcze jarzabka? -Przysiegam na czaple! . bo tu miesci sie jesli nie najwieksza. -A jakich mezczyzn znosisz? Zmruzyla oczy. -Lista jest dluga .Nie tlumacz sie. . -Posluchaj.jesli nie wymieszanymi we wlasciwych proporcjach klasa i szalenstwem? -Panie i panowie. ze moge. I nie rezygnuja. -Zdrowie i szczescie! . -Zeby wszystko bylo jasne . którzy dla kochan ej osoby gotowi sa isc na koniec swiata.krzyknal gromko szambelan Le Goff. Nic wiecej. to najbogatrza biblioteka znanego swiata. -Nie! .powiedziala.nie wdal sie w szczególy. nieulekle.nie bylo moim zamiarem kogokolwiek zwodzic. Wystarczy wiedziec.W danych cyrkumstancjach pozwol e sobie wzniesc toast: Jasnie Oswieconej Xieznej Anny Henrietty. którzy sie tlumacza. dopóki do nogi nie wytepieni zostana grasanci z przeleczy Cervantesa! Ksiezna wyrazila uznanie wielkopanskim skinieniem skrzacego sie od brylantów diademu.Entuzjazm twoich odpowiedzi iscie podnosi na duchu i zacheca do konwersacji zm ruzyla lekko oczy.i nie chce zanudzac cie detalami. Nie zrazaj sie jej teatralna egzaltacja. gardzac ryzykiem i niebezpiecze nstwem. ba. Poza uniwersyteckimi. -Rzeczywiscie. ze szans na sukces nie ma. ale do tego nie wierzysz.Domyslam sie powodu..-Wyczuwam aure . ze ksiegozbiory moga kryc pozyteczna dla ciebie wskazówke.Slubuje nie zdejmowac tej szarfy d opóty. . -Podczas audiencji Anarietta sugerowala. Nie ufasz mi.figlarnie przekrzywila glowe . Nie tylko watpisz. Byl w bledzie. . Po co maja straszyc mna dzieci? Mam pr awo do incognito. ma sie rozumiec. Ale uniwersyte ty sa zazdrosne o dostep do swych pólek.

. utkwila . -Nie byle jakiego .-Hurra! -Niech zyje! Witat! -A teraz. które uronil od poczatk u biesiady. .. Magna Bestia! Na pólmisku. uroczystym gestem skinal na lokajów.Teraz. Byly to pierwsze slowa. bestia? . Siedem cetnarów i czterdziesci funtów . panie i panowie .Byk mial z siedem cetnarów. -Badylarz.hukneli chórem biesiadnicy . co to jest.szambelan odstawil kielich.powiedzial chrapliwie siedzacy obok niej rabogeby baron. -To jest los . wjechala na sale olbrzymia pieczen.Pieczen z losia. ale luczniczka zaczerwienila sie. póki nie dowiem sie.Hurra! Magna Bestia! -Jaka znowu. który czterech pacholków musialo niesc na czyms w rodzaju lektyki. Moze i bylby to poczatek konwersacji.odezwala sie Milva. odkaszlnawszy. -Magna bestia! . cholera. . .wyjasnil Geralt.Nie bede jadla.glosno zaniepokoila sie Angouleme. napelniajac sale cudownym aromatem. .

Zdrowie! Vivant! -a ona dala mu dupy . Ale Geralt wzial sobie do serca slowa Fringilli. al e gdzie mu tam bylo do Angouleme.to polowa sukcesu. sluchaly opowiesci Cahira z otwartymi ustami. zonglerzy i polykacze ognia.nawet przy jego wiedzminskim slu chu docieraly przez gwar pojedyncze slowa.przejal sie ta sprawa. klejone sciegnami . -Tak szybko to ty stad nie wyjedziesz. przyznawal Regis. którego najlzejszy dotyk jest dl a wampira absolutnie zabójczy. -Czyzby to pan. -A naciag? -Dwadziescia dziewiec cali .spytal .oczy w obrusie i wznowila kruszenie chleba. strzygach. -Iscie machina . szybko usluzyl luczniczce jadlem i napojem. . zwace sie Queline i Nique. A czosnek.to ja trafiam wiewióra. -A z jakiego luku? . ze najlepsze remedium na wampiry to srebro.poza bezposre dnio zaangazowanym . . a niedz wiedz ku ogólnej uciesze zrobil kupe na podloge.. Baron zachrzaknal..odezwala sie Fringilla . niedowiarku . jakby troche urazony . Wyborny strzelec. sukkubach i wampirach. akacja. Angouleme posmutniala i przygasla .chrapnal baron. Mlodzi rycerze zaniesli sie rzacym smiechem.. Malo kto . pytaly damy? Czosnek tez jest skuteczny.Podwójnie giety zefar. ze mowa jest o upiorach. Trefnis usilowal rozsmieszac. Owóz uwazasz.dokonczyla kolejna niemadra anegdote Angouleme. Jesli strzelec prawdziwie dobry. zdawalo sie. albowiem strasznie smierdzi. baronie . wacpanna. Baronówny. bazanta.. Przy górnym stole wywodów Reg isa sluchala cala wyzsza arystokracja. Siedemdziesiat piec funtów mo cy. -Dobry luk . strzal.powiedziala spokojnie Milva. Nie ma co nudzic dam.wymamrotal ..zaprzeczyl rabogeby. popisywali sie swym kunsztem akrobaci. jesion. -Ja . zdziwiony zauwazalnie. Ostronosa ksiezna znienacka wpadla w furie. . speszony. -Laminat. orientowal sie jednak. za jakies niebaczne slowo którys z baronów wypadl z laski i pod eskorta powedrowal do wiezy. -Zdrowie jej milosci Anny Henrietty! Zdrowie wicehrabiego Juliana de Lettenhove! .odrzekl wolno baron. . Ale nie mniej wazna jak jakosc.Z takiej polozy jelonka ze stu kroków nawet. kruszec. Do Geralta .spytala Milva. blyszczacymi oczyma i wypiekami na policzkach.z czym s takim trudno bylo konkurowac. Prosze wybaczenia. ze tak rzekne. Potem zjawil sie niedzwiednik z niedzwiedziem. ze tak rzekne. -Z cwierc setki . ale klopotliwy towarzysko. wciaz wpatrzona w obrus. Regis gestykulowal srebrnym widelcem i dowodzi l. wedlug mnie strzala. ze wypluwa poszczególne slowa.Pewnikiem nie ze slabszego jak siedemdziesiatka.. Cicho przygrywala na geslach i fujarkach kapela z galeryjki.Mój synowiec. ze tak rzekne. Warstwami cis. Ale to meski temat.polozyl tego kapitalnego byka? -Nie ja .Milva uniosla glowe .baron mówil coraz wolniej.z cwierc setki kroków trafiam.

To daje doskonalosc. -Nikt nie jest doskonaly.Toussaint . przepedza ich stad slubujacy na czaple bledni rycerze z przepaskam i na oczach. kolyszac kielichem. Byly tak silne.Vigo. -Myslalem. dobrze robia na serce.nie wytrzymal. Rozkroila ptaszka na talerzu tak szybko i gwaltownie. . -To nie jest argument. A gdyby nawet zaryzykowali. wpadl w slowo..Po pierwsze.. Prosze. zjedz karczochów.Choc najchetniej wyjechalbys zaraz. . . -Nic a nic. -Przepraszam. sa zdrowe. Serce to wazny organ u mezczyzny. -Nie czytaj. nic z tego nie b edzie. nie zwracajac uwagi na sarkazm. ze wiedzmin az drgnal. ze najwazniejsze sa klasa i szalenstwo. -Nie wyjedziesz stad tak szybko . Drugi w kolejnosci. wcale nie musisz. ile razy ja juz to slyszalem. w samej rzeczy . -Sama nie wiesz. Wiesz co? Chyba poprosze o te jarzabki.powiedziala. jesli idzie o wa znosc. Nic ci nie grozi. .Nilfgaardczycy zlekna sie ostrej noty wystosowanej przez ksiazeca kancelarie. -Przymioty ducha powinny isc w parze z walorami ciala. -Sam nie wiesz. prosze. Trzeba sie starac. ile ja wiem. ze odczytalam mimo woli.powtórzyla. w moich myslach. -Nic ci nie grozi .

ozywiony dysku rsem o lukach i strzalach. Nawet gdy dotrze do niego. Elf z gór zniknal. W koncu dostarcza win. -Nigdy tego nie krylam. ze zyjesz. bedzie juz obowiazujac a. Nie ufasz mi.Fringilla zmruzyla oczy. szpiedzy ani tajne sluzby.. wystarcza bledni rycerze z zaslonietym okiem. ze tak rzekne. widzac. Posluchaj. . -Chociaz . bedzie juz za pózno. po prostu brak. a bez wina zycia. zbiegowie doniesli mu. Angouleme. wiodacymi w cztery strony swiata. Zjedz jeszcze karczochów. Która przelecz wybierzesz? Druidki nie powiedzialy ci nic i odmówily wspólpracy. Jako takie przez nikogo nie jest traktowane powaznie. A innych. nie ma. Fulko robi co moze. ze nie do konca cie przekonalam? -Nie do samego... Jesli wacpanna wyrazisz zyczenie. Tak wiec. by zatuszowac sprawe. Bo wazniejsze.. z racji winnej produkcji.. Sezon w pelni. Z Toussaint mozna wyjechac czterema przeleczami. sztuki trzycetnarowe. -To juz ustalilismy. bedace nad to. I nie potrzeba a rmii. -Naprawde duzo wiesz. argument o nilfgaardzkim poscigu odpada. sadzi. Ech. -O. z przeproszeniem mosci pana.. która podal w raportach. Mozem. ze druidki wsz ystkich was spalily zywcem. . Z tw ojej miny widze. prefekt z Riedburne.wielce chetnie bym z wasza moscia na czarnego zwierza poszla.dodala szybko. podchmielona. A zatem dopowiadam: Fulko Artevelde. ja... a na uwadze wlasna kariere.. -Interesujace. noszaca znamiona s kandalu. Rabogeby baron. gdzie buchtuja cale ich. watahy. w stanie permanentnego rauszu i niezmiennej bachicznej r adosci.Lubie docierac do konca. -My tu przecie tak dlugo nie zabawim .. mamy dziela nizli polowaczk a. zaczal wrecz nadskakiwac Milvie. skosztuj wacpanna szyneczki z dziczka. -Prosze. na lów pospolu. które przemawialyby za szybkim wyjazdem.. Cahir prawil komplementy baronównom. slychac bylo na caly stól. ze baron sie chmurzy . smieszne i nierealne. ze nie zyjesz. ale cieszy sie przywilejam i.. Dlatego w Toussaint nie dzialaja zadni agenci. Nie znosze niespelnien ani pólsrodków. ze tak rzekne. Ani niedopowiedzen.powszechnie uwazane jest za ksiastewko z bajki. Ktos tam znowu slubowal na czaple. Nie wierzysz w szczerosc moich intencji. ze tak rzekne. -A szkoda . Ma w tym zreszta interes. -Trafiaja sie tam ladne pojedynki. -A ty te pomoc odrzucasz. -Duzo wiesz. Baron rozpromienil sie natychmiast. -I pragniesz mi pomóc.. jak powszechnie wiadomo.Milva dziwnie proszaco spojrzala na Geralta. -Ale prawdziwe.. Nikt nie zaatakuje Toussaint. Wersja. -Nie tlumacz sie. Sa w mych wlosciach czarne pola.

ze tak rzekne. -Ja . . -Wybaczcie .powiedzial.odkaszlnela Milva . Fringilla znalazla pod stolem dlon Geralta i uscisnela ja mocno. potem malal puchar wina. fajek i szabli.w lesie wychowana jestem. . usluzyl jej.powiedzial. -Nie klamiesz? -Przysiegam na czaple. -Ufam ci . -Jedz do Beauclair sam . Do rezydencji. Milva utkwila wzrok w obrusie. co sie w nich kryje. acz belkotliwie obwieszczal.-Jesli nie na lowy . Nie mógl odgadnac. Cisze cenic sobie umiem.oswiadczyl ochoczo . choc w rzeczywistosci bylo dobrze po pólnocy.. Pokaze ma kolekcje rosochów. * * * Miejski straznik musial z okazji Yule sobie podchmielic.tedy chocby do siebie zapraszam. porozy. tlukl halabarda o szyldy i gromko. Geralt spojrzal jej w oczy..Jam nie dworak.powiedzial niespodziewanie Reynart de Bois-Fresnes .Wierze w szczerosc twoich intencji. ze ju z dziesiata na zegarze. chodzil bowiem chwiejnie. Baron chwycil tace z kwiczolami. Zabawiac nie umiem. Z dworska gadka nietego u mnie.

Zawsze znalazlo sie tam dla nich cos cieplego. Nie rozmawiali o tym nigdy. na które przyzwyczaili sie chodzic do kompleksu zamkowej kuchni. ser i kiszone rydze. wielki jak bochen pytlowego chleba. Od dwóch spedzonych w Beauclair tygodni. Uliczki byly puste i mroczne. a na sobie utrzymany w tonacji dublet bogato haftow any zlota nicia. -Jest mróz. Plotka. Regis. Byl mróz. ale nie docieralo w glab zaul ków. albowiem o takich sprawach mezczyzni nie rozmawiaja. brylantowo lsnilo na zwisajacych z okapów sopelkach. Tylko Jaskier sniadal gdzie indziej. prezent od Anny Henrietty. patelni lub rozna. nie wiedziec czemu. boczek. Nigdy nie zabraklo dzban ka lub dwóch jakiegos bialego lub czerwonego produktu slynnych lokalnych winnic. Do jutra. prosto z garnka. Zeby sie nie zasmierdzial. Zawsze ich tam mile widziano. na horyzoncie widac nie bylo.zaraz po tym. wied zminie. jak wyszli z oberzy.Ja zostane w miescie. Spieszyl sie. -Jemu . Bywaj. * * * Po uczcie wszyscy spotkali sie na sniadaniu. Reynart. Poeta mial na glowie karminowy beret. ze wlasnie tak bylo. . maz której duzo podrózowal w interesach. Geralt wiedzial. Anny Henrietty. Ponaglil konia. Geralt. . Zgrabna cisaw a kobylka. smarujac chleb . Jaskier dostrzegl go natychmiast. Siedzial w karle z lutnia na kolanie i niedbalymi kiwnieciami glowy reagowal na komplementy otaczajacych go dam i dworaków. kierujac sie w strone palacu Beauclair. -Bywaj.komentowala Angouleme. I Jaskra. ze rycerz ma w miescie zaprzyjazniona niewiaste. * * * Znalazl Jaskra w sali rycerskiej. A wlasnie dzis postanowil to sprawdzic. Swiatlo ksiezyca oswietlalo dachy. Zawsze tam chodzili. pomyslal wiedzmin.smalec za skwarkami przynosza do lózka! I nisko sie klaniaja! Geralt byl sklonny wierzyc. Angouleme i Milva. Geralt bez wahania zlamal wiec protokól i smialo wkroczyl do akcji. Podkowy Plotki dzwonily na bruku. zaws ze znalazl sie chleb. Zadbaj o skoffina. na szczescie. smalec.

byli juz w sali rycerskie j sam na mas ze zbrojami.zechca nas zostawic samych. .ocenil bez przesadnej zlosliwosci Geralt . Sluzba niechaj równiez sie oddali! Zaklaskal w dlonie. co? Zasluzyles u nie tyle. jednym klasnieciem. ze dziwi mnie on w równym stopniu co twój glupawy sarkazm. jednym monarszym zmarszczeniem brwi. . a nim echo klaskania przebrzmialo.nadal sie i iscie po królewsku machnal reka . Co? Panie faworycie? Jaskier skrzywil sie. ze bardziej nie mozna. dla Cahira i Angouleme. Pazdziernik sie konczy. slucham. panopliami i silnym zapachem pudru.-Waszmosciowie . no. gnac sie przed toba w uklonach. -Pospiech cie dziwi? -A zebys wiedzial. -Mów wiec. Dla mnie.spytal kwasno. nie patrzac na Geralta.Dziwi mnie tylko twój pospiech. Lada . jak wycofuja sie tyle m jak raki. Fajna zabawa. co? To musi byc mile uczucie. Lacznie trzy dobre wierzchowce plus dwa podjezdki. jaki zo stawal po damach. mam nadzieje? -Nie bedzie z tym zadnego problemu .Czy tylko chodzi o samo gadanie? -Chodzi mi o cos bardzo konkretnego. -Idzie ci o cos konkretnego? . wzial sie za strojenie lutni.Jaskier.tak ich przeganiac. I dwóch luzaków. Powiedzialbym. a pogoda psuje sie zauwazalnie. Podjezdki. zaladowane prowiantem i pasza. -Fajna zabawa . -Potrzebujemy trzech koni. malowidlami. Patrzec. wydawac rozkazy jednym wladczym gestem. Tak bardzo. moze w ostatec znosci muly. Na tyle twoja ksiezna chyba cie ceni.

odlozyl lutnie. którego znalem jako realiste. robiac sie zly . wywodzi sie od.przyznal szczerze Jaskier. Wtedy pogadamy. -Bedziecie mieli wasze konie . -Ze niby co? Mój zwiazek z Anarietta tak cie zbulwersowal? Chcialbys. -To co? -Tylko w bajkach ksiezne wiaza sie z grajkami. A czegóz to.przerwal znowu Geralt. zalatw jeszcze cieple odzienie... pewnie cie to zdziwi. a smok nie wygladal na zachwyconego.Kocham Anariette. .dlaczego tak mówisz. nie wiem. ty zas nagle stales sie uwaznym i bystrym obserwatorem. . -Po pierwsze . wybacz szczerosc.rzekl wolno Jaskier . Ze zostaniemy tu.Ale dobrze. -Czy ja dobrze slysze? . Czy to w istocie mój przyjaciel Jaskier prawi takie farmazony? Czy to naprawde mój przyjaciel Jaskier zatracil ze szczetem rozum? Czy to Jaskier. -Ale niczego wykluczyc nie mozna. Wiedzmin slyszalnie wciagnal powietrze. Anarietta mnie kocha.. A ona kocha mnie. Geralt znowu milczal. Anarietta i ja. byc moze. Jesli nie piles. ..wiedzmin odzyskal wreszcie glos. apelowac do mojego rozsadku? Daruj sobie.masz przytepiony niezawodnie.powtórzyl Jaskier.powiedzial wreszcie. ciekawosc. kontemplujac walke tytana ze smokiem. to sie napij.. .Czy mnie sluch nie myli? -Rozum . -Slucham cie . ja wcale nie jestem z ostatnich.. ze mi przypomniales.ogarnia mnie zdumienie. -Aha . otworzyc oczy? .takie powiedzenie: laska ksieznych na pstrym koniu jezdzi? Nawet jesli ta twoja Anarietta nie jest plocha.podjal poeta. Ja jestem slepcem. Bedziecie wyekwipowani. Z nia. Zostaje w Toussaint. -Jako kto? Milosnik? Faworyt? A moze ksiaze malzonek? -Status formalnoprawny jest mi w zasadzie obojetny .. -Pomysl chwilke.palnal Geralt bez zastanawiania . de Lettenhove. Mam ci przytoczyc przyklady z historii dawniejszej i najnowszej? Po drugie.Jesli piles. a na plocha mi ona .nawet taki prastak jak ty musial slyszec o malzenstwach morganatycznych. -Geralt milczal nadal..powiedzial wolno Jaskier.Jaskier wstal nagle.to zostan.warknal trubadur . . na którym wyobrazona byla walka tytana ze smokiem. Tytan. usilowal wylamac smokowi zuchwe. Powtarzam: kochamy sie. Zw ykle bywalo odwrotnie. Patrzyl na gobelin.pokiwal glowa wiedzmin. Mój ród. Milczal. -A ciebie dziwi pospiech .nadal sie Jaskier . . by zaczekac do wiosny. . to wytrzezwiej. wedlug ciebie. to. teraz ni z tego. -Chcesz . -Nie bardzo rozumiem . Malzenstwa tez nie. -Zostaje ..dzien na przeleczach spadna sniegi.przerwal Geralt .Dla ciebie kaze wyszykowac rasowa kobylke o imieniu Plotka. Ale ja szczerze radze. Futra. Ja sprawe przemyslalem.ze przeczekamy tu zime. kretynie.zmarszczyl brwi Jaskier . -Myslalem . pewnie stojac na dwóch lewych noga ch. -Chce . wyglada.. z rzeczy tobie widzianych ja nie dostrze gam? He? Na co mam. -Jaskier . Co do innych zmyslów. ma sie rozumiec. Anarietta. zaciskajac wargi. -A znacz ty . oprowiantowan i i cieplo odziani.Cóz za ciekawe odwrócenie ról. ni z owego zaczyna zyc w sferze iluzji? Otwórzze ty ocz y.I zostaje.

za szalenczym marzeniem. jak wariaci. Jaskier. Ger alt. co mówisz.w oblakanczej misji. Za majakiem. nie wysmiewalem. -Wyruszylismy z Brokilonu . senna zjawa. rzucilismy sie w szalenczy i pozbawiony najmniejszej szansy na sukces poscig z mariazem.-Chocby na to .zaczal wolno . Jestes szalencem. z którego wyrosla zepsuta arogantka i bufonka. Mna zreszta tez. Troche potrwalo. Nie nazwalem cie szalencem. zanim przemówil.ze twoja ksiezna to zepsute dziecko. Bo b yly w tobie nadzieja i milosc. za absolut nie nieziszczalnym idealem. Ale . gladzac gryf lutni. Ruszylismy w poscig jak glupcy. mam nadzieje? -Mam swiadomosc twego braku swiadomosci. Poeta milczal. Masz tego swiadomosc. One kierowaly toba w tej szalenczej misji. nie powiedzialem ani slowa skargi. Na to.wycedzil wiedzmin . Ale ja. gdy zjawi sie nowy graje k z nowszym i bardziej fascynujacym repertuarem. -Bardzo niskie i wulgarne jest to. Podejmujac wariackie ryzyko. ze uzyczyla ci wdzieków zafascynowana nowoscia i pusci cie w trabe natychmiast.

Przejscia miedzy pólkami i regalami byly waziutkie i ciasne. ulozonych w stosy i slupki. -Tutaj. nie znosze obcego wzroku na karku. które normalnie leza gdzies na dnie.ja juz dogonilem miraz. Jaskier. wertujac je i segregujac. -Ten galimatias . . a mialem na tyle szczescia. co Jaskier przedtem. * * * Palacowa biblioteka byla rzeczywiscie olbrzymia. Musial tez przestepowac tomy ulozone na podlodze. I miala szklany da ch. Dzieki temu bylo jasno. Geralt. Moja misja skonczyla sie. przewyzszala rozmiarami co najmniej dwukrotnie sale rycerska. I znalazl ja.Trwa tu wla snie inwentaryzacja i katalogowanie. Zapuscil sie w miedzyksiazkowe kaniony i wawozy. Znalazlem to. Gdy pracuje. Moglam dostac sie do tomów. przyznaje. pojedynczo lub w malowniczych kupach. Kleczala posród porozrzucanych inkunabulów. w której sie miescila. . ocierajac czolo przedramieniem. bym mogla byc w bibliotece sama..Twój wzrok. sprawia mi przyjemnosc.Fringilla zamaszystym gestem wskazala wokól . Sporo lezalo calkiem bezladnie. Ale na moje zyczenie przerwano prace. gdybym to porzucil i wypusci l z rak.nieoczekiwanie ulatwil mi prace. -Przepraszam. Srodek biblioteki ginal w ksiegach. -Nie przerazaj sie tym balaganem . bo na dloniach miala cienkie. Geralt stwierdzil. Wybiles mi argumenty.powiedzial wreszcie. Mam odejsc? -Ty nie jestes obcy . To ma byc szalenstwo? Szalenstwem byloby.lekko zmruzyla zielone oczy. a marzeni e spelnilo. p od . by nie postracac ksiag. I mam z amiar to zachowac. Miala na sobie skromna szara sukienke. co tak trudno znalezc. Geralt podejrzewal jednak. brudne od kurzu jedwabne rekawiczki. Nie powiem juz ani slowa.powiedziala. . na ksiegach. szedl ostroznie. -Bywaj. ze sen sie ziscil. Sala. Usiadla na Opisaniu swiata. Siadaj tu.. Bywaj. dla wygody podciagnieta nieco. ze latem bywalo tu przez to c holernie goraco. wydanym in folio. calkiem celnych argum entów. ze widok jest niezwykle atrakcyjny. Geralt. -Czysta poezja . Geralt milczal równie dlugo. -Tutaj jestem. Nie stój tak. Za pomoca.A w tej trudno ci sprostac.

. wiesz? Co jest powodem? -Jaskier. zdaje sie. Mine masz jeszcze ba rdziej kwasna niz zwykle. w milosc szczera i czysta? -Moja wiara . Fringilla wysluchala. -Z miloscia . To sa Gesta Regum. siedzac na stosie ksiag z noga zalozona na noge.parsknal. Ksiazecy bibliotekarze tytanicznym wysilkiem porus zyli zwaly. Widziales kiedys cos takiego? -Speculum aureum? Widzialem. o.zgodzil sie wiedzmin. kim naprawde jest twoja Ciri. zdradza objawy zakochania. dzieki czemu swiatlo dzienne ujrzaly niektóre klejnoty pismiennictwa.spojrzala na niego przenikliwie . -Opowiedz. przepraszam.Przyznam..westchnela. ze spodziewalam sie czegos w tym stylu. -Cóz .ucial .nie wierzysz. -Cos w tym jest .. Chodzi o Jaskra i jego glupie. -Zakochania? .niemozliwa do ruszenia opoka. Przed kolka nerkowa .Ale sa i róznice. Od tego zaczniemy. gdy skonczyl.jest jak z kolka nerkowa. . Dopóki nie chwyci cie atak.powiedziala wolno Fringilla .. czyja krew plynie w jej zylach. Anarietta. A gdy ci o tym opowi adaja. bys zrozum ial. To mial byc komplement. nawet sobie nie wyobrazasz. nie sarkazm. co to takiego. prawd ziwe biale kruki. tracac nagle pewnosc. A rzuc okiem na to. Urwal. dawno to zauwazylam.Czy wielkopanskiej fanaberii? -Ty .nie jest akurat przedmiotem debaty i nie ma tu nic do rzeczy. -Zapomnialam. Ty wiele widziales. . Opowiedzial. Spójrz. nie wierzysz..

I w tym jej urok i piekno. które wiedza. zdejmujac rekawiczki. spojrzala w strone przeciwna. przewracajac stos ulozonych w slupek ksiag i fascykulów. galasowym inkaustem. Tym dziwniejsze wiec bylo. ze wrecz przeciwnie. ale to bardzo plochliwa istotke. ale tym razem lekko. Uwagi o smierci niechybnej. by nie kusic licha. Katem oka widziala frontspis otwar tej ksiegi. Uniosla biodra. Fringilla ochoczo uniosla biodra. -Glupota raczej Wstala. acz kontrowersyjny traktat medyczny. Czy nad takie. a nie na wyzywajaca pomoc. I czy nie zniecheca go. Jeszcze lepiej . Jej oczy byly ciemne i glebokie pod zaslona rzes. -Milosc kpi sobie z rozsadku. ze dzialal.rozsadek nie chroni. -Nie wierzysz . Wiedzmin nie zdradzal jednak zadnych symptomów zniechecenia. Upadli na stos folialów. dotknela jego ramion. która usilowano truc biblioteczne myszy. Pachniala ambra. Twarze zblizali jeszcze z ociaganiem. Predko. Cos uwieralo ja w ramie. Fringilla entuzjasty cznie i z impetem rozlozyla nogi. Faktycznie. nie przedklada przypadkiem takich. bibliotecznym kurzem. podeszla do niego. czujnie. Oprawione w tloczona skóre Prawo hipoteczne opar lo sie . czego chca. Geralt wpakowal nos w dekolt Fringilli. A potem bolidy zderzyly sie i doszlo do kataklizmu. w tym pelne misternych inicjalów i iluminacji Zywoty proroków oraz De haemorrhoidibus. ze czas najwyzszy. które rozjechaly sie pod ich ciezarem we wsze strony. zetlalym papierem .w nagly impuls? W gwaltowne przyciaganie? W zderzenie lecacych po kolizyjnych trajektoriach bolidów? W katakli zm? Wyciagnela rece. Ani jej nie leczy. objal ja silnie i chwycil za kolano. strychnina. jak reaguje na kobiety. pomyslala. jak gdyby bojac sie sploszyc jakas bardzo. ciekawy. robilo sie coraz bardziej goraco. Nie znala go. tak by wygladalo to na ruch przypadkowy. Wiedzmin mocowal sie z jej majtkami. jesli majtki sciagaja sie opornie. W podciagnieciu jej sukni powyzej talii przeszkadzaly mu rózne ksiegi. niecierpliw ie szarpnal suknie. O wodach goracych siar czanych. Mozna bylo powiedziec. minia i farba drukarska. Obrócila glowe. na której spoczywala jej glowa. nie wiedziala. ze nie wiedza. Widzac.powiedziala zmienionym glosem . Wiedzmin odepchnal woluminy na bok. które zsunely sie na nic niczym lawina. On dotknal jej ramion. Nauka sztuki poloznej dla niewiast. które udaja. rózami.

rozdzielaja i spozywaja bogactwa. Ale tylko na moment. prawa Rys o gadach i plazach. Fringilla pisnela. niedaleko malej. bo okucia byly zimne. zatoczyla glowa po stronicach Uwag o smierci. Regaly zadrzaly. pociagajac za soba ozdobiona pieknymi rycinami Heraldyke Jana z Attre. stosiki ksiag zadygotaly i runely. Pod lokciem: Ekonomia albo proste wyluszczenie. które nie wiadomo jakim sposobem znalazlo sie na plecach Geralta.o jej posladek. jak sie tworza. wedrowal z poludnia na pólnoc. kopnieciem wyprezanej nogi zwalajac dal sze tomiszcza. Fringilla wydala z siebie trudny do sklasyfikowania odglos: n i to krzyk.. Niecierpliwie walczac z guziczkami i haftkami góry sukni. Trzymajacy ja za biodra Geralt mimowolnym kopnieciem obalil kolejna kupe tomów. glosno i przeciagle. no to jek. Wiedzmin nie slyszal tego. Z hukiem spad l z pólki bialy kruk. Fringilla krzyknela raz jeszcze. puscila wlosy wiedzmina. Geralt drzal i c zytal . Uwagi o smierci niechybnej przeczytal juz z ustami na jej szyi. interesujace anonimowe dzielo.. gdzie n alezalo. Westchnela glosno. stracila obcase m Rozmyslania albo medytacje na dni wszystkie calego roku. Wiedzmin jeknal. by l jednak zbyt zajety. Fringi lla. Fringilla krzyknela. by przejmowac sie osuwajacymi sie na niego folialami. Ksiegi osuwaly sie z szelestem. uroczej. Pod talia Fringilli: Rolnik dos konaly. mimowolnie czytajac napisy na okladkach. rozrzucila rece i oburacz uchwycila sie ksiag. a zdobiony mosieznymi okuciami Codex diplomaticus o nadgarstek G eralta. ni to westchnienie. a dlonmi w poblizu Soltysów. frontyspisach i stronach tytulowych.. pierwsze wydanie De larvis scenicis et figuris comicis . Geralt w mig ocenil i wykorzystal sytuacje: ulokowal opasle tomisko tam. za nim runal Zbiór komend ogólnych dla jazdy.. lewa reka dzierzac Geometrie wykreslna. bo zwarla uda na jego uszach.. jeczac spazmatycznie. grzbietach. Pod jej pacha. Zrzucil z siebie przeszkadzajace mu Historie wojen i Magazyn wszystkich nauk do szczesliwego zycia potrzebnych. skladajac sie niczym skaly ostance podczas gwaltownego trzesienia ziemi. wiercil w nosie ostry zapach starego kurzu. Fringilla krzyknela. zawadiacko zadartej piersi: O soltysach nieuzytecznych i krnabrnych.

Podniecony galopem. Mówilismy sobie wiele rzeczy. Mówilismy sobie bardzo trywialne prawdy. Dwa miesiace wscieklej. Co jednak bedzie. Ale te klamstwa. Trwala cisza przerywana tylko szelestem zsuwajacych sie ksiag i przewracajacych sie stron.. Od pazdziernika do Yule. chciwie. Kochalismy sie. I mówilismy. gwaltownej milosci. skierowal Plotke wprost na przysypany sniegiem klomb róz i zmusil klacz do skoku. jak gd yby celibat znowu nam grozil. a wydrukowal mistrz typograf Jahann Froben Junior w drugim roku panowania JM króla Corbetta. Zaproponowac? Czy czekac. dowiadujac sie chcac nie chcac.nad jej ramieniem. puszczajac Plotke w galop parkowa aleja. leniwymi ruchami dloni dotykajac boku Geralta i twardego rogu Rozwazan o naturze rzeczy. by zwodzic.Nie godzi sie tak traktowac ksiazek. az on zapropo nuje? Zeby tylko nie wzial mnie za plocha i nieskromna. Kochalismy sie jak szalency. zabijajaca nude warty gadka i plotka. nie byly ob liczone na to. myslala Fringilla. Nikt do nie widzial ani nie slyszal. Dwa miesiace. jakby na zapas. A nasze klamstwa byly coraz bardziej klamliwe.. jakby po latach celibatu. myslal Geralt. choc byly klamstwami. jesli on nie zaproponuje? -Chodzmy i znajdzmy gdzies jakies lózko . Podkowy Plotki zalomotaly po plytach dziedzinca palacu Beauclair.. * * * Znalezlismy wtedy lózko. zachlannie. ze Uwagi. ani drze . Znalezlismy lózko w jej komnatach. Mówilismy sobie bardzo piekne klamstwa. w jej alkowie.. * * * Szybko i bezszelestnie przeszedl korytarzami. . Co robic. Ani straz z halabardami. zachlannej. wydala je Academia Cintrensis. lapczywie. napisal doktor Al bertus Rivus.zaproponowal nieco chrapliwie wiedzmin.

co ja wam bede gadac. nie ma co. -Za dlugo my tu juz siedzimy! Za dlugo. Mówila Angouleme. posluchal. Komu jeszcze na lac? Milva westchnela ciezko.miacy lokaje i paziowie. Ale nie wszedl do srodka. gdy bywa uchwytny. -To jakies. -Ty sam . . by zapomniec. Zgoda buduje. mówie wam. Ech. która wewnatrz rozprawiala sie z antalkiem i czyms smazonym.parsknela Angouleme . Byl blisko palacowej kuchni. Nie drgnely nawet plomyki swiec. Wyjezdzajmy stad co rychlej. Milva. Angouleme. zauroczone to miejsce. niezgoda rujnuje.odezwala sie Milva. ze.. Jakis urok wisi nad cala ta dolina. gdzie grywasz w serso z pannami baronównami.Dziewczeta.wtracil sie Regis. Durniejemy przez to. Pozostal w cieniu. to cale Toussaint. ale teraz samej mi sie jakos mdlo robi i w dolku mnie sciska. smarkulo jedna! I nie zwij mnie ciotka! -No. -Zatknij sie..W jednej z tych krótkich chwil.. dziwilam sie wiedzminowi. palacu. zauroczone miejsce. . gdy przechodzil obok kandela brów. Pomiedzy oboma zajeciami. A. siedzimy tu w gnusnosci. kurwa. nie przylaczyl sie do kompanii. chleba. to cale Toussa int. jakie od dwóch miesiecy wykonuje. -Rzeknij to Geraltowi . dajcie spokój. no! .rzekl Cahir dosc sarkastycznie. pani tego kraju. Tfu . wyjezdzajmy stad . Jam mawia jej m ilosc ksiezna Jaskrowa. smalcu i ogórków. pojednawczo. .jestes uchwytny glównie w parku. . Niechaj bedzie zgoda. Dziwilam sie Jaskrowi.Jemu to rzeknij. przylapalam sie na tym. A juz nad tym palacem szczególnie. Regis nocami gdzies znika. Mówie wam.. ciotka ma rabogebnego barona... -Tak. porozmawiaj z nim .

ani pracujacy wedle projektów i wskazówek Faramonda mistrzowie murarscy. . Ale Fringilla nie spala. B a. Znaly go. gdy przechodzila ly. o którego istnieniu nie wiedzial nikt. ani lokaje. A pózniej. * * * Byl w palacu Beauclair korytarz. ani pazi obok kandelabrów. unosily wasate pyszczki. leniwie plotkujaca na warcie. Jak nietoperz. stawaly slupka. Ani straz. Ani straz. g dy przechodzil obok kandelabrów. nie wiedzial o istnieniu korytarza i komnaty nawet szambelan Le Goff. przeciagajac sie. ze wie o Beauclair wszystko. W alkowie pachnialo urokiem i czarem. -Nareszcie jestes . gdy elfów juz nie bylo. Usiadla na lozu. ale to bardzo predko. Nie drgnely nawet plomyki swiec. * * * Szybko i bezszelestnie przeszla korytarzami. unosily wasate pyszczki. Bardzo. Bezszelestnie. owie. * * * Szybko i bezszelestnie przeszedl korytarzami. Znaly ja. sledzily ie ploszyly sie. ambra i rózami oraz kobiecym snem. ksiezna Anarietta. odrzucila koldre. Ani aktualna pani zamku. Rozbieraj sie i chodz tu predko. elfom. Korytarz i komnata. ani paziowie. a w jego koncu komnata.Ty mnie okropnie zaniedbujesz. slyn ny Piotr Faramond. Bardzo dobrze powiedziane. Nie drgnely nawet plomyki swiec.powiedziala. ksiezna Ademarta. Chodzil tedy czesto. N . znane byly wylacznie pierwotnym konstruktorom palacu. stawaly s lupka.rzekl Cahir. Szczury slysza ja czarnymi paciorkami oczu. Nikt slyszal.-Dobrze powiedziane . o którym sad zono. Szczury slyszaly. a Toussaint zostalo jej nie widzial ani nie ani drzemiacy lokaje. jej prababka. wiedzminie. Geralt wycofal sie ostroznie. Ani gruntownie przerabiajacy budowle architekt. widokiem zauroczajac go i biorac we wladanie. Chodzila tedy czesto. zamaskowane silna iluzja. Nikt go nie widzial ani nie slyszal. ani pierwsza pani zam ki. Ale nie ploszyly sie.

Fringilla Vigo zatrzymala sie przed fragmentem sciany pomiedzy dwiema kolumnami zdobionymi lisc iastym akantem. rozjasniajac pomieszczenie. Miedzy in nymi Artoriusowi Vigo. liczylysmy. ciezkie od kurzu gobeliny na scianach. . A za owymi drzwiami ciemna komnata. majacej do iluzji szczególny talent. nie tracac czasu.nielicznej grupie czarodziejów zwiazanych z domem ksiazecym.Co nowego? -Niestety . -To zle . Wewnatrz.ksiestwem . Dziewiec kobiet. Fringilli. .. . Fringilla uruchomila telekomunikator.Nie ukrywam. Owalne zwierciadlo zmetnialo.odrzekla Fringilla. Ani jednej próby skanowania. Szybko i bezszelestnie przeszedlszy korytarzami palacu Beauclair. wydobywaja c z mroku starozytne.powiedziala Filippa Eilhart. W zwierciadle zjawila s ie wielka.powiedziala Filippa. I j ego mlodej bratanicy. odslaniajac korytarz. Czy wiedzmin juz sie uspokoil? Czy zdola g o pani utrzymac w Toussaint przynajmniej do maja? Fringilla Vigo milczala przez chwile. pozornie slepy. W koncu korytarza byly jednak zamaskowane iluzja drzwi. mistrzowi arkanów magicznych. -Sluchamy. odchrzaknawszy.Nic.bedaca iluzja -znikla. Cicho wypowiedziane zaklecie i szybki gest sprawily. ze cos pani wykryje. Nie miala najmniejszego zamiaru wspominac lozy o tym. Prosze man przynajmniej powiedziec. ze tylko w ciagu ostatniego tygodnia wiedzmin dwukrotnie nazwal ja i mieniem Yennefer i to w momencie. Od czasu ostatniej telekomunikacji. a potem rozblyslo. w którym miala ze wszech miar prawo oczekiwac wlasnego . okragly stól i siedzace za tym sto lem kobiety. nic.. ze sciana . zatopiona w subtelnym chiaroscuro sala. duzemu specjaliscie od iluzji. panno Vigo .

ze ani o wygladzie jego ani o obyczajach pisac nie bedziemy. -Nie . Physiologus Rozdzial czwarty W sali kolumnowej zamku Montecalvo unosil sie zapach bedacy mieszanina woni drewna starej boazerii. Fringilla zdazyla juz poznac plotke. Stokrotka z Dolin byla jak zwykle królewska.Francesca Findabair i Ida Emean aep Sivney.Spieszno nam poznac zakonczenie historii.wyjatkowo . Siedzaca obok Filippy Sheala de Tancarville byla cala w czerni. by zatrzymac go jak najdluzej.odpowiedziala wreszcie. taki chwost suczy.ponaglila Filippa Eilhart. zapietej wysoko pod szyja sukni. rutterkin. Filippa .imienia. topiacych sie swiec i dziesieciu rodzajów perfum. Szczerosci.). lekko tylko skrzacej sie od brylantów.nie nosila zadnej bizuterii oprócz przypietej do cynobrowej sukni duzej sardonyksowej kamei. Sabrina Glevissig natomiast w kolii. ani kar minowa . zgrane z kolorem oczu i stroju onyksy. Dziesiec iu specjalnie dobieranych mieszanek zapachowych uzywanych przez dziesiec kobiet zasiadajacych za okraglym debowym stolem w fotelach rzezbionych w ksztalt glów sfi nksów. siedziala Kei ra Metz. Ale loza miala z kolei prawo oczekiwac od niej prawdy. Jedno o niem sie da powiedzi ec wredny jest niemozebnie. Obok Triss. panno Vigo . . mesmer. kolczykach i pierscienia ch miala swe ulubione. * * * Korred. . Ale zrobie. I podjac pilne kroki. przyciagaly wzrok. krecik a. -Prosze kontynuowac. Naprzeciw siebie Fringilla Vigo widziala Triss Merigold w jasnoblekitnej. wedle okolicy zwany takoz korrigan. wiedziala juz. trzymajac sie cienia. czyim darem jest kamea i czyj profil wyobraza. choc ani jej fryzura. Margarita Laux-Antille nosila na bordowych atlasach gru be zloto bez kamieni.Do maja chyba nie. Najblizej Fringilli siedzialy obie elfki . rumpelsztuc. co w mojej mocy. Jej wielkie kolczyki z wielofasetkowych cytrynów co i rusz rozblyskiwaly tysiacem refleksów. potwór z licznej rodziny Strigiformes (ob. Taki czarci z niego pomiot i plugawiec. I sl usznego wniosku. albowiem zaprawde powi adam wam: slów szkoda tracic na kurwiego syna.

Zadbane paznokcie. No. ze nawet w ledwie wyczuwalnych przeciagach wywolanych ruchem centralnie ogrzewanego powietr za poruszaly sie i falowaly niczym anemony. Wyprawy na potwory. Fringilla odchrzaknela. polakierowane na kolor bardzo ciemniej zieleni. Ale mógl byc to tylko odblask chybotliwych plomieni swiec. Wszystkie . oprócz przyjemnosci. Czas biezy. panno Vigo . by imie Ciri nie wyplywalo przy kazdej rozmow ie. potem Nowy Rok. Wiedzmin uspokoil sie juz na tyle. Jestesmy we wlasnym gronie. Ida Emean natomiast ustrojona by la w utrzymane w jesiennej tonacji musliny i tiule. . dodawaly komp ozycji smaczku iscie czarodziejskiej ekstrawagancji.podjela opowiesc. do czego. Filip pa parsknela. moze nie calkiem bez reszty. które wiedza.. Na niewielkim dekolcie obcislej ciemnozielonej sukni nilfgaardzka czarodziejka nosila na zlotym lancuszku i w zlotej oprawie pojedynczy szmaragd k aboszon. Assire var Anahid. Zawiesila glos.Przyszlo Yule. panno Vigo. a w diademiku i kolii czerwieni ly sie nie rubiny. Zdawalo sie jej. -Prosze bez az takiej skromnosci. które podejmowal regularnie.. budzila podziw skromna. -Czekamy. sluzy seks. acz gustowne granaty. -Przyszedl grudzien .przypomniala Sheala de Tancarville. ze w lazurowych oczach Triss Merigold dostrzegl a blysk nienawisci. zdawaly sie pochlaniac go bez res zty. tak delikatne i zwiewne. jak zwykle ostatnio. lecz dystyngowan a elegancja.suknia dzis wyjatkowo nie imponowaly przepychem. W gronie kobiet. lecz skromne. bawiac sie kamea.

mieli na niego wplyw. -Te twoje polowania na potwory sa glupie i bezsensowne. spelnial kazde me zyczenie . -Alez wierzymy . Poczekajcie. do diabla! -Jestem umówiony. zazdrosccie.powtórzyla . * * * -Byl calkowicie pod moim urokiem. Typ. pomyslala.podjela Fringilla . którego wyeliminowac nie moglam. . To jeszcze nie koniec opowiesci. Ale nie mógl sobie przypomniec. gdy mial lat szesc czy siedem. Dobrze. Musze jechac do Pomerol. czego od niego zazadalam. bywalam. Chce sie z toba kochac! -Jesli chcesz towarzyszyc mi przy sniadaniu. Milva. Tak bylo. Nie kochasz mnie juz? Odpowiedz! -Wlóz te szaro-perlowa suknie.powiedziala nad wyraz sucho Sheala de Tancarville. której nigdy nie zaznal. byla tego pewna. -Wybacz. cala ta banda. Co ty chcesz udowodnic. Dalem slowo. kto to jest rzadca? Ja chce sie z toba kochac. plochy dzieciak. -Jesli nawet w dzien zachowywal pozory skrytosci. I Regis Terzieff-Godefr oy. Geralt. przyznac trzeba. -Ty mnie juz chyba nie kochasz. zabijajac kolejna maszkare z pieczar? Swoja meskosc? Znam lepsze sposoby. te z aplikacjami z norek. Angouleme. a która dwa razy zdarzylo mi sie przydybac. Ta dziwna szajka. w koncu. to nie byl odblask swiatla swiec. skrywszy sie w katku stajni. wracaj do lózka. Skladal hold y mojej kobiecosci. zacznij sie ubierac. nie krzywcie ust. bo w Darn Dyffra. Przynajmniej nie tak szybko. -Nie chce. Szukajac surogatu matczynej milosci. jak poplakiwala.to nocami byl calkowicie w mojej mocy. Rzadca m oze poczekac. nader hojne. Geralt.stanowila ta jego kompania. Jest czego. bys jezdzil do Pomerol.podjela . -Problem . dziewczyna z po zoru zawadiacka i harda. Oni. Nie pojedziesz do zadnego Pomerol. którego rozgryzc nie umialam. gdy tylko trzeba. Mówil mi wszystko. wynioslosci i dumy .powtórzyla Fringilla.uzywamy tego narzedzia. Dalej. pomyslala. -Umówilem sie. Zazdrosccie mi. Nie mam na to czasu. Jeszcze posluchacie o moim triumfi . prosze. Dobrze. Fringilla kaszlnela w piesc. nie podnoscie tak wysoko brwi. by sobie przypomniec. dobrze. Tym razem. -Byl . * * * -Wracaj do lózka. Dalem slowo. Prosze kontynuowac. A potem zasypi al. r odowym zamku jego dziadów.calkowicie w mojej mocy. która nazywal druzyna. z ustami na mojej piersi. Cahir Mawr Dyffryn aep Ceallach. jak na jego wiek.Robil wszystko. W moich ramionach. Rzadca winnicy bedzie czekal na mnie przy bramie.Prosimy dalej. który przygladal mi sie i az sie czerwie nil z wysilku. Przeciez jest jeszcze szaro. . Bardzo ci w niej do twarzy.

. Zawsze cos dla nich smacznego.. co mamy do zalatwienia. Rozejrzalam sie w miescie. a aptek osiem. mieszczacej sie w suterenie palacu Beauclair. nie wiedziec zreszta czemu. która plotla. My zalozymy bajzel luksusowy. do tego zas spory krag koziego sera. a wtedy to ja juz wam na pewno nie dam zginac. zlituj sie. -Co rano . Wszyscy jedli zwawo i milczkiem. Kuchmistrz lubil ich. -Angouleme. nie zamtuz. t o ja . paszt et z królika. Dzis byla to jajecznica. S amych balwierni naliczylam dziesiec. duszone baklazany. powiadam.cale to towarzystwo spotykalo sie w kuchni.. Powiadam wam. wrócimy tu i zalozymy dom rozpusty. Tu jest wszystko. Oprócz Angouleme. -. Gdy juz zalatwimy. zrobimy wielka forse i bedziemy zyli jak jakies paniska.e.podjela . Zadna konkurencja. zurek. W koncu kiedys wybiora mnie na rajczynie. -A ja wam mówie.. zalózmy u bordel.wylacznie dla szacownej klienteli. Ja bede bajzelmama. bo jak mnie wybiora. A zamtuz jest tylko jeden i to obs kurny sracz. pólgeski i biala kielbasa z cwikla. Ku pimy pietrowy dom z ogródkiem.

czyli robota srednio trudna. he? Niech was bies porwie i cholera! W rzyc mnie pocalujta. . ze nasz poeta jest juz z ksiezna pania Anarietta w stosunkach tyle zazylych. Z noclegiem w mysliwskim zameczku.He? Moze ktos wreszcie zdradzi. nie wówczas. Ale nie musisz demonstrowa c nam az tak kwasnej miny.Angouleme bezczelnie blysnela zabkami . . ze robota na der latwa.Ta pani ksiezna ma faktycznie taki jakis lasiczy nos.. psiakrew. -Wiemy tylko. na dosc poufaly cog nomen. Mógl sie wyniesc z Pomerol za siedem gór. czarna i jarzebiata. -Sprawa jest bardzo powazna . Trzy dni temu na polowaniu..powiedziala Fringilla.potwierdzil.A co wy wiecie. Luczniczka przegonila je zamaszystym kopniakiem. Masz. ... rozzuchwalily sie na tyle. trzaskajac drzwiami. Za pózno.powiedziala Angouleme. On ja od miesiaca zaprasza na polowania. Nie wspominajac o zebach. Geralt? Trudna robota? -Naoczni swiadkowie .bylo dwudniowe.. wszyscy. .zaczela po chwili Angouleme.zmruzyla oczy Fringilla.wiedzmin uniósl glowe znad talerza . ale tym razem to wampir ja uciszyl.u Jaskra? Nie widzialem go od czasu tak dlugiego.Nie spodziewalem sie az tak ekstremalnej reakcji ze strony naszej luczniczki. .powiedziala z pelnymi ustami Angouleme. .. I wybiegla. -Nie jestesmy w lepszej sytuacji . -Sprawa jest powazna. zaklela. nawet przy swiadkach. ze cala wiedze i nim czerpie ze spiewanych na miescie paszkwili. Kury. wszyscy. Teraz zdecydowal sie. -Na co dzis polujesz. -Utrafia z tym! .Milva wstala gwaltownie. Zwykle tak sie reaguje. czyli srednio latwa. wypila do dna. -Tego rabogebnego mysliwca? -O niego samego. -Swieta prawda. zjedz chlebka z pasztetem. Czy cos sie stalo? -No pewnie. a zarty do wyszukanych. -O czym wy. Oswiadczyl sie Milvie. Geralt uciszyl ja ostrym spojrzeniem. ze sie stalo . czyl i srednio trudna.usmiechnal sie z zacisnietymi wargami Regis. ogryzajac gesia kostke. gdy sie go daje.podaja sprzeczne opisy. by zaczac dziobac buty Milvy. Geralt juz od dawna sie jej przypatrywal. -Nikt nie jest doskonaly. -A co wy wiecie? . . .powiedzial powaznie. A wiec albo pryskirnik. gdy si e dostaje kosza. -Jedno polowanie . potem bez zastanowienia cisnela nim o podloge. Przez chwile bylo cicho. albo drelichon. albo narzepik. -A co tam .zdenerwowal sie Geralt.. rozumiecie? Glowe dam. Nazywa ja Lasiczka. o malo nie wywalajac krzesla. bo ostatnio widziano potwora przed Lammas ubieglego roku. ze pozwala sobie wobec niej.wybiore was i ani sie obejrzycie. prosilismy. -Mario .spytal nagle wiedzmin .Ja wiem. -Czego mu zycze . rozumiecie? Chwycila ze stolu kubek.. mówicie? . -Angouleme. o co tutaj chodzi? -O barona Amadisa de Trastamara. Moze byc i tak. ze nasze konwersacje trudno zaliczyc do powaznych. wrecz surowo.

Baron. ze w dosc ostrej formie. -Formalnie i uroczyscie poprosil ja o reke.wiedzmin wstal. choc wygladal na rozsadnego. A punktualnosc jest grzecznoscia wiedzminów. * * * Po gwaltownym wyjsciu Milvy i odejsciu wiedzmina reszta kompanii sniadala w milczeniu. Milva odmówila.Za dlugo. Rzadca winnicy Pomerol czeka na mnie. przejal sie rekuza jak mlodzi k. zdaje sie. Pogadamy o tym. nadasal sie i natychmiast wyjechal z Beauclair. dziewczyno. . stapajac plochliwie na pazurzastych lapach. . -I kto to mówi? . A Milva od tamtej pory chodzi ja k struta. . chodzily dwie kury.powiedzial milczacy do tej pory Cahir.-Zamilknij. Po kuchni. Mów. gdy wróce. -Za dlugo my tutaj siedzimy .mruknal wiedzmin.Kto to mówi? -Wybaczcie . Regis.

a druga jarzebiata. Sa rzeczy na niebie i ziemi. sama ksiezna tez jest mu laskawa. . który nawiedzal alkowy.powtórzyla Fringilla. która lada dzien wplaca na konto wiedzmina w banku Cianfanellich. .Nic w tej podobie. panowie.. Oba demony przechadzaly sie. ze mnie Jednooki Fulko znowuz capnie. o których nie snilo sie filozofom. wiedzmin pozna moje zdanie w tej kwe stii.taki jeden problem.Regis nie spuscil oczu. która wiedzmin juz tam uskladal. Gwarantuje ci. Wiecie cos moze o tym.ze nie wolno mu mnie narazac i temu podobne glupoty. na blankach Wierzy Karoberty. -Och . jesli to mnie mial pan na mysli. Anarietta.. nie powinien go do tego naklaniac. -Ladny gest ze strony pan . -Och. . Nie jest latwo sprawic. -No.parsknal Cahir. -Rozumiem . W towarzystwie drugiego upi ora. . podnoszac na Fringille oczy znad wycieranego skórka chleba talerze . pani Fringillo. -Mówi . -I wierze. przysiegal straznik. -Angouleme . dobrze? Ja chce z nim isc. Sukkub bowiem przestal nawiedzac jakby nozem ucial. Czarodziejka patrzyla na niego dlugo.Regisowi nie drgnela nawet powieka.powiedziala wreszcie . Jego druh i komiliton jest faworytem panujacej tu ksieznej..jedna czarna.prychnela Angouleme .Oczywiscie. tak. ze sprawe wyjazdu z Toussaint omówie z Geraltem. a tu. jak i wszystkie urodzone panie z Toussaint. oczywiscie . by sukkub przestal nawiedzac. Zbulwersowana jest tylko jednym: wyjazdem wiedzmina. panie Terzieff-Godefroy? Wyjazd wiedzmina? A kiedyz to on wyrusza? Jesli mozna wiedziec? -Moze nie dzis. -Nie przerywaj mi. Noca. Wracajac zas do ciebie Angouleme. Nie urazajac nikogo. w Toussaint. zarabiajac na tym calk iem niezle.. moze nie jutro . a wygladaly na zaprzyjaznione. . jak tutaj? Oplywa w luksusy. widzial sukkuba. na które poluje. ale nie slyszy.odezwala sie Angouleme. Moze mi pani wierzyc. Pomnazajac fortunke. -Wiedzmin . gdy bedzie wyruszal w dalsza droge. Ma swoje potwory. -Nie czuje sie urazona . odwracajac ku niemu glowe i mruzac oczy. -Geralt chce mnie tu zostawic. kto dobrze mu zyczy. -Mam . ze tak wlasnie pani odpowie. -Och. Gdzie bedzie mu tak dobrze.odparla Fringilla zimno.Mówisz nadaremnie. Jakby wampira. panie Regis? Potraficie wytlumaczyc? -Nie . Jak dawno temu byla ostatnia miesiaczka? -Co tez ty? . .Skad wiedzialem. to zapewniam cie.nie powinien wyruszac z Toussaint. . pani Fri ngillo.Nie potrafimy. Glównie z tytulu tego sukkuba.kiwnela glowa czarodziejka.A premia zasluzona. sa niezmiernie r ade z wiedzmina.O czym to pan raczyl napomknac. Pani Vigo slucha. ploszac kury. A ja chce z nim isc. A tak przy okazji.przerwal jej Regis. z Geraltem. Panie z Toussaint zlozyly sie wiec na specjalna premie. Nikt.. jak twierdzi. . . Calkiem o co innego idzie! -Slucham wiec.odparl lagodnym glosem wampir. bo tylko z nim sie nie boje.Angouleme poderwala sie gwaltownie. jeden z palacowych strazników.Ale któregos dnia na pewno. Tak. .To nic strasznego..

Nie szepcze nam do uszek zadnych sekretów. .wampirowi i tym razem nie drgnela powieka . -Panie Regisie? -Nie .powiedzial po chwili milczenia wampir. Fringilla zlekcewarzyla go.kiwnela czarna glówka Fringilla. Tych jakoby pelnych czaru bylo dosc. a zwykl mówic mi o wszystkim .. co popadlo.Wzgledem zas tego.Nie. czarna i jarzebiowata. Przez dluzsza chwile panowalo milczenie. -No jasne . . Innymi slowy. albo oswobodzic wychodek. -Darujcie sobie . -Skad tedy .. wiadomo wam cos wiecej ? Mnie bowiem. widzicie. chodzily i dziobaly.Fringilla byla spokojna jak granit . Angouleme wycierala rekawem umorusany cwikla no s. pani Fringillo. Wiedzmin nie darzy nas wcale wiekszym afektem ani konfidencja niz pani . gdy trzeba srac. .przerwala ostro Fringilla .inne slowa. jakoby wiedzmin sposobil sie do wyruszenia w droge. jak w tym pelnym mlodzienczego czaru powiedzonku naszej kochanej Angouleme: przychodzi kie dys taki czas. prosze byc spokojna.jest tak.te rewelacje o wyruszeniu? -A bo to .-Bez watpienia sa takie rzeczy .burknal Cahir. Obie kury. nic o takim zamiarze nie wspominal. które krylyby przed pania.

Nie odwrotnie. moze nie tak d obry jak oryginalny wiedzminski. panie Regisie Terzieff-Godefroy? -Lepiej niz pani mysli. N ie bardzo jednak przemawia do mnie poglad. przygotowany i uzbrojony bedzie mógl stanac do walki z wrogami.. Kury dziobaly buty Cahira. ze to wlasnie powiesz? -Nie w tym rzecz. Sklonny bylbym s ie z pania zgodzic co do tego. czy bedzie siedzial tu w Toussaint. m oze i konczy sie snem.. niechaj to oglosi. ze odwrotnie byc moze. Niezaleznie od tego.przerwala cisze Fringilla . pani. który trzeba przesnic aktywnie. Dzieki mnie i mojej magicznej ochronie jest zabezpieczony przed wrogim skanowaniem. i tylko mnie.spytala zaczepnie.Wampir w zamysleniu bawil sie kolkiem od kielbasy. Dzieki mnie dysponuje informacja. pani Fringillo . to pean chwalacy otepienie i gnusnosc.zaczal wampir. ale mlody Nilfgaardczyk nie zwracal uwagi. to tak sie stanie. moze i jest snem. Dlatego. ze przeznaczenie dosciga ludzi. pani Vigo . czy wi edzmin ruszy w góry. Na szyi nosi wykonany moja sztuka medalion. ze Geralt odzyska Ciri . dal m u wiecej. przeznaczenie to nie zwoje. ta pokuta. Krótko mówiac. . Chetnie oddam mu czesc.. wydarzen i dzialan. Nikt sie nie odezwal. a informacj a to orez. Cahir tez nie zabral glosu. ze ja nie chce. które pchaja w droge was? Regis milczal.powiedzial z przekasem . Bo taki poglad to wygodny fatalizm. raczy pani wybaczyc.W tym.. puch pierzyny i urzekajace ciep lo damskiego lona. zycie we snie. Jesli ktokolwiek z tu obecnych zrobil dla Geralta wiecej. . -Ale dla mnie. Dzieki mnie wie to. -Skad wiedzialam.Geralt poznal rodowód Ciri. -W czym tedy? . ani nieodwolalne wyroki jakiejs tam opatrznosci.Zaprawde . ze jest ze mna? Ze laczy nas uczucie? W tym. Ale jest to sen. lecz wynik wielu pozornie nie zwiazanych ze soba faktów. na nas czeka szlak. i nie tylko ludzi. Angouleme przygladala sie. wiosna lub latem. a wiec i przed skrytobójcami. -Dzieki mnie . o czym jeszcze rok temu nie mial pojecia. poinformowany.powiedziala po chwili czarodziejka . Dzieki mnie i mojej magii kolano nie bo li go juz i moze je zginac. ale zawsze. znane tylko nielicznym osobom zawilosci i sekrety jej genealogii. ewidentnie niezbyt wiele rozumiejac. Czarodziejka nie dala mu dokonczyc.wampir obrócil w palcach kolek od kielbasy.nikt z nas nie dal Geraltow i wiecej niz wy. -Jezeli to. by stad teraz wyjezdzal? Ze nie chce.jest zapisane w zwojach przeznaczenia. zapisane reka Wi elkiego Demiurga. A zycie pani Vigo. Dzieki mnie. Rozumiecie to? Czy pan to rozumie. ani wola nieba. pan i Vigo. zabezpieczony. . by zniszcz ylo go poczucie winy? To samo poczucie winy. zdrowy. Przeznaczenie dosciga ludzi.

Sen. . W Toussai nt! Ze mna! -Sadze ... snem czarownym i pieknym..poprosila lagodnie Sheala de Tancarville. A z takowego budzimy sie z krzykiem. A jesli jakis fragment opowiesci peszy pania. wpijalo oczy we Fringille Vigo. mróz i przeznaczenie. -Skladniej .. We Fringille.Fringilla wstala.. Chyba ósmego w nocy. I jakze bardzo potrzebna wam ekspiacja. panno Vigo. Nie mam pewnosci.. zbyt dlugo sniony..ze jest pani w bledzie. Nie wiem tego. -Geralt wyjechal do winnicy Pomerol ósmego stycznia rano.Prosimy Skladniej. chodzila jarzebiata kura. który wiedzmin sni jest. która nagle zaczela sie jakac. siedzacych za wielkim okraglym stolem zamku Montecalvo. Pro sze bardzo! Na przeleczach czekaja na was sniezyca. pani Vigo. .. Wolna droga! Ale wiedzmin zostanie tu. Pachnialo rosolem. stapajac ostroznie na pazurzastych lapach. A wrócil.. * * * Dziewiec kobiet. zmienia sie w koszmar. nieomal tak gwaltownie jak niedawno Milva.odparl spokojnie wampir . przyznaje to z uklonem. prosimy go zwyczajnie pominac..Wolna droga .. * * * Po kuchni. Ale kazdy s en. Albo dziewiatego przed poludniem.

nie zostawie cie. to sukces bedzie. ze tu od granicy do granicy czapka rzucic zdola. I pojedynczo. . spokojnie kontynuujacy siorbanie rosolu z lanymi kluseczkami. i to sucha czapka nawet. -Niezawodnie.powiedzial spokojnie Regis.Na pozegnanie z sukkubem starczy mi tyle samo czasu.krzyknela Angouleme. pod slup na wzgórek. gotowych do dalekiej drogi i trudnej d rogi. za miasto. Wczoraj rano. zrywajac sie Milva. Spakowanych. Otóz w bledzie jestescie. -Czekasz na specjalne zaproszenie? . chce widziec was wszystkich na wzgórku za miastem. w siodlach. tam bowiem zmierzamy. ja. troczyc juki . I wampir. . Jazda. Zmienilem zdanie.Ale chcialbym wiedziec. jakby mieli w planach podrózowac gdzies hen. Na zaczerwienialej od wiatru twarzy mial siniak i fioletowo-czerwony strup zakrzeplej krwi. pakowac sie . -Dalej. * * * Alcides Fierabras. Wyscie. nie mozna spuszczac cie z oka.Kurwa. tym lepiej. Prosze o kilka slów wyjasnienia. czekal na wiedzmina przy bramie. jak gdyby od dawna byli w gotowosci. spotkales sie u bramy z rzadca winnicy Pomerol..Cahir wstal. A t ak miedzy nami: mlodzików mogles poslac do pakowania krzykiem. czarnobrody rzadca winnicy Pomerol poznany w "Bazanciarni" w wigilie Yule. zaczerpujac dolewke z wazy. hen. to sie wam nasze male Toussaint widzi zadupiem. . Geralt! . myslicie. Angouleme. daleko. ze ty z twoja czarnulka w ogóle masz zamiar sie zegnac. az za rzeke Brame Solveigi i przelecz Elskerdeg. zgodnie z umowa.odrzekl na kwasna uwage Geralta.. Ciebie trzeba pilnowac. panie. z mulem. . -Nie bój sie. ..Czemu jeszcze siedzisz? Zamiast juczyc mula Draakula? I zegnac sie z sukkubem? -Geralt . zeby pozoru nie dawac. -Regis. mówilem.. Kaprys? Klótnia kochanków? Czy tez naprawde szlak? -Naprawde szlak. smarkulo. Mni e nalezy sie cos wiecej. niezly kawal drogi. tam. pakowac sie. chocby z racji wieku.Drzwi otworzyly sie z trzaskiem. gwaltem i rabanem. Wystarczylo. -Wyjasnienie Geralt. spojrzal na wiedzmina bacznie. -Ja migiem! . co tobie na pozegnanie z twoja czarnulka.oglosil bez zbednych wstepów. . czemu robisz miny? -Geralt. druzyna. na kraj swia ta. . gdzie stoi slup.Ja i w pól godziny gotowa bede! -Ja tez . .Wyjezdzamy! Za godzine. Do winnicy Pomerol.Blisko to i w samej rzeczy nie jest .. Zalozywszy. co to jest. rzucil lyzke.. przybysz z szerokiego swita.spytal chlodno wiedzmin. ani chwili pózniej. nareszcie! W mgnieniu oka w kuchni zostali tylko Geralt i jarzebiata kura.krzyknela. Im szybciej zaczniesz. Do kuchni wpadl Geralt. Za godzine sie tam spotkamy. jesli na poludnie tam staniemy. sam zas odziany byl i wyposazony. Jak gdyby czekali na te wiesc od dawna.

Nasza ksiezna pani dobra jest i kochana. jak sie okazalo. znal lepiej i miasto. Rzadca Fierabras jednak .-Blad zatem . -Nie jestem wielkim panem. panie rzadco. jak mawia pewien mój znajomy. Ale piesniarza i owszem.. W droge. . -Zalezy. w czym rzecz. nie mozna zdlawic. I szubienice z wisielcem. lekal sie utkniecia w znanych mu.Alem nie wiedzial. . zatloczonych zaulkach. zescie z takich.rymy skladac i piosenki spiewac.Geralt w mig polapal sie. -Piesni nie. -Surowe tu sady . -Ano. i pory. . -Piesni.rzekl sucho wiedzmin .I jak rymowany.ze tak pózno wyruszamy. na kogo paszkwil . prosze. -Z ust zescie mi to wyjeli.Alcides Fierabras lypnal na niego i dmuchnal w wasy. -Niebezpieczna to rzecz .ocenil trzezwo Alcides Fierabras. . Geralt poczatkowo chcial protestowac. Osobliwie publicznie..wskazal ruchem glowy rzadca . Bo to u wielkich panów niecze ste. Wjechali na rynek. aby skrócic droge. moze i blad . Je chali bezproblemowo i szybko. ale jak sie zdrazni. mineli szafot. Pojechali przez miasto.Gdzie indziej na paszkwil najwyzej pregierz. co o switaniu skorzy. w których na ulicach nie bylo tloku. nie tracmy czasu na prózne gatki.

wczesniej si e wydala. miast czekac. lezy wioska Lisie Doly. A wasza winorosl? Nie zaszkodzi jej zimno? -Zimniej bywalo. która. ale prawdziwie za lowal. w Lisich Dolach rosna garnki. * * * . panie Fierabras. Zakolorowilo sie o wymalowanych na tarczach i wyhaf towanych na plaszczach i kropierzach gryfów.Tam. wskazujac. bory pelne zwierza i inne szale nstwa zywiolów. -Slucham? -Garnki. serc. A powiada przyslowie: "Gdy w Saovine mróz. Jechali dalej. ze nie przelozyl kontraktu z winnica Pomerol na jakis pózniejszy termin. brakowalo mu jego towarzystwa. lwów. nie musieli wiec nadkladac drogi. Po temu nawiazuja Lisie Doly partnerskie kontakty z wsia Dudno w Maecht. handlowiec. który dopiero co powrócil byl ze sluzby i regenerowal sil y w ramionach swej mieszczki. lilii. zmierzajacy pewnie ku Przeleczy Cervantesa. Jak gdzie indziej ziemniaki rosna albo rze pa. -Rozumiem. panie wiedzmin. Wiedzmin ani myslal wyrywac Reynarta z objec kochanki. krokwi i inny ch heraldycznych dupereli. Na tamtej szych polach. Blessure wila sie i meandrowala. W milczeniu. w sedno. na graniczna straznice Vedette. Pojechali goscincem w góre rzeczki. panie Fierabras. -Jedzmy. wyjechali brama Bednarska wprost w doline Blessure. zwawo pluszczacej i pieniacej sie na bystrzach. -Jak myslicie. ziemia rodzi pokrywki do garnków. . bez jakiegokolwiek dopomagania ludzkiego. Rodza sie w ziemi lonie. zafurkotaly proporce. Jechali w milczeniu. jak wiesc niesie. nie wracal ranki i wieczory. zap ewnie zatrzymany gdzies w drodze przez wezbrane rzeki. -Owo baczcie . Widok blednych rycerzy przywiódl mu na mysl Reynarta de Bois-Fresnesa. garnki rosna. Minal ich poczet rycerski. krzyzy. ale byla obfitosc mostków. Geralt odprowadzil poczet wzrokiem. same z siebie. w kotlinie. -Wszelkiego rodzaju i róznych ksztaltów? -Utrafiliscie. wylacznie sztuka przyrody. -Jedzmy. Snieg na polach lezal tylko w bruzdach i zaglebieniach. gwiazd.Przecieli miasto. Zadudnily kopyta. ale bylo dosc zimno. Wszelkiego rodzaju i róznych ksztaltów. rozbrzmiala spie wana mocnymi glosy piesn o rycerskiej doli i o milej. dlugo zima potrzyma? -W Saovine mróz byl. Blessure szumiala i pienila sie na kamieniach.odezwal sie Fierabras. -Doprawdy? -Zebym tak zdrów byl. Polubil rycerza. panie wiedzmin. dziw nad dziwy. której maz. Tam bowiem. Z nozdrzy Plotki i mula buchala para. cieple gacie wlóz".

-Utrafiliscie. -Slyszalem o tym. panie wiedzmin. -Toscie tu bywali? -Nie.zgrabna wiezyczka. baczcie. byl ci ów burg swiadkiem. * * * -A tamta .-A owóz tam. panie rzadco. za owym burgiem? Co to takiego? -Tam? To swiatynia? -Jakiego bóstwa? . siostre tejze i brata tejze.wskazal wiedzmin . co go w olali Wdalym.. w sedno. -Ha. mat ke tejze. tam. Walgerius. jesli wierzyc bajce. Strasznych scen.. nie odgadnac czemu . A potem siadl i zaplakal. milosnika tejze. ubil tam krwawo i wsród mak okrutnych zone niewierna. Znaczy daleko basn biezy. ruiny starodawnego burgu Dun Tynne.

panie rzadco. -Kupcy? . powiadaja. Wtedy. bale.rzekl powaznie rzadca Fierabras . lagodnie padajace ku Blessure stoki wzgórz. zjerzone szczecinka równo przycietej winorosli.Rad jestem z naszej wspólnej podrózy. Nie rozprasza jac mysli na jakies tam faramuszki. nim konkurencja sie zjawi. Czlek. . na którym wznosil sie kolejny zameczek. I mieszkaja przy winnicach. gruby donzon i barbakan zamku Pomerol. widac bylo wyraznie. -Dlaczego? -Beauclair. na odludziu. jeno gnusnieje. -I tej zasadzie . . -Fakt.kiwnal glowa Geralt . teraz pokracznej i zalosnie golej. Ale duchem nie padaja. bily w niebo wieze. . U nich to sie nazywa: dumac pozytywnie. Ale tak po prawdzie. -Zaiste. . Wstrzymal sie z pytan iami az do momentu. pijatyki i milostki.zdziwil sie Geralt.powiedzial wolno Geralt . -Zaiste . okrytych plachta mi wozów. * * * Okolo poludnia ujrzeli winnice.powiedzial wolno wiedzmin. Wiele skorzystalem z naszych rozmów. Geralt uradowal sie perspektywa bliskiej roboty.zasada to celna i godna nasladowania. miast myslec o handlu. cel zamierzony sie osiaga. troche mniejszy i duzo bardziej zaniedbany.wyjasnil spytany rzadca. niezawodnie rojaca sie od czarów. a Toussaint jest odciete od swiata. poraniona kopytami i obreczami kól nie mniej niz glówny dziedziniec.trudno cos zarzucic. Jedna rzecz mnie jeszcze ciekawi. smagane wiatrem. Któz by. co serio swój traktuja proceder.Jak to? Myslalem. ciemny i zebaty pokruszonymi krenelazami Zurbarrán wygladal bowie m wypisz. sposób musi sie znalezc. wymaluj jak zakleta ruina.odrzekl Fierabras. * * * Wbrew oczekiwaniom wiedzmina. przynajmniej dla takich. oni wszak odmawiaja grzecznie. ze wlasnie ku zamkowi Pomerol czesto ktos z goscinca skrecal. hulanki.Ksiezna pani zaprasza ich zawzdy. Jakim sposobem przybyli t u zatem kupcy? -Dla kupców . -Kupcy . to niektórzy z handlarzy tkwia to od jesieni. gdy pod zamkiem spostrzegl kilkanascie wyprezonych. ze górskie przelecze sa zasypane sniegiem. mówia. Na szczycie najwyzszego wzgórza. a nie w Beauclair? Ksiezna nie kwapi sie. Dlaczego ci kupcy siedza tu. dziwów i potworów . i tylko wtedy.-A któz by to pamietal.nie ma zlych dróg.Handlarze winni. na garb za kotlina. U nich. pry. Kasztel zwal sie Zurbarrán. lecz nieco dalej. co naprawde wazne. W kazdej sytuacji. O celu. solidnych i mocnych wehikulów uzywanych do dalekiego transportu. powiadaja. ze wiodaca ku zamkowi droga byla wyjezdzona. panie Fierabras . A myslec trza o tym. by udzielac im gosciny? Moze gardzi kupcami? -Bynajmniej . wyjechac nie mogac. nie pojechali do zamku Pomerol. po przyswieca. to nic jeno uczty. co tam. Naprawde wiele. durnieje i czas traci. Geralta zainteresowalo. Nieustannie. za to wiesna pierws i bedziemy. panie wiedzminie. -Bez ochyby. taka jest z asada: skoro cel przyswieca.

przedstawiony Geraltowi jako Szymon Gilka. ale gdy po scianie pelzl. panie wiedzmin. Grochówke wkrótce podano. nieswiezym ko tem. Wyglodzeni droga. Wewnatrz. swiezym wapnem. osm albo i wi ecej . albo jakby. -Czarny byl. wiatrem i chlodem. skwasnialym winem i grochówka.. A lapska mial dlugasne i cienkie. Towarzyszyl im podwladny rzadcy Fierabrasa. g lut jakowys. Wyglad jego znal wylacznie z drugiej reki. jak smola. Jak ta galareta byl. i sila tych lapsków mial. Wonialo swiezym drewnem. jedli zwawo i milczkiem. Uslugiwa ly dwie jasnowlose dziewki o dlugich na dobre dwa lokcie warkoczach. na dziedzincu. Szymon Gilka potwora nie widzial. heblowanie desek i z bijanie tychze za pomoca gwozdzi. z przeproszeniem. Obie slaly wiedzmin owi spojrzenia tak wymowne. ze postanowil co rychlej zajac sie praca. cegle przez niego bylo widac. miast dziwów i potworów. rozumiecie. zobaczyl kilkunastu ludzi pochlonietych zajeciami tak czarownymi jak turlanie beczek.

-Na nikogo wiecej . * * * Amulet Fringilli. Gdy zas wiedzmin zszedl do piwnic.widziano potwora po raz pierwszy? -A dyc trzy dni temu. U cieknelo w pieczar czeluscie. Zaprowadzcie mnie do piwnic. -A dyc juzem wygadal.potwór nie napadl? Nikt inny go nie widzial? -Nie. ze to potwór jego w otchlanie zawlókl i zgladzil.. ja im na to. bo zemknal. a to przez dlugi i elementy. po czym mrugnela zachecajaco. nie jeno w Beauclair w kantorku rzycia zydel polerowac. -Nie ciekawym . przepadnij!" i jeszcze egzorcyzm dolozyl: "A bodajes zdechl. O potworze gadajcie. -Nie bylo ofiar? Nikt nie zostal zaatakowany? -Nie. je no ten parob z wlasnego konceptu fugas chrustas.. -Chodzmy .ze przed Lammas.wiedzmin spojrzal na rzadce . co bylo. nadto zas nadmuchal brzuch mlynarzównie. Chryzopraz ledwie wyczuwalnie zadrgal. medalion co i rusz denerwujaco wibrowal.powiedzial Geralt szybko. . hyc. dolewajac Geraltowi lokalnego wina. to dajcie. Fringilla zreszta wca le tego nie przyrzekala. Niektórzy mówili. -Ano. Albo jednak czary Fringilli sie nie udaly. hyc! Hycnelo i tyle go bylo widac. to my do cechu pójdziem ze skarga. Tak jakos troche przed Yule.waszych mysli. ano.z wielkim przekonaniem . Geralt nie wierzyl nawet przez moment. Tak sobie mysle. albo Geralt i amulet róznili sie w kwestii tego. Bo on .. przykro bylo stwierdzic.obcesowo przerwal wywód Geralt . ze oprawiony w srebro wyszlifowany chryzopraz zastapi jego wiedzm inski medalion z wilkiem. Z lonskiego roku przepadl jeden parobek bez wiesci. W to.przerwal Geralt . co jest niebezpieczenstwem. stal i patrzal. miauczac przerazliwie. panie rzadco. Tedy chlopy rzekly tak: jak potwór. trzeba czesciej do nas. w kosci grywal ostro. a jak nie. Wasz cech. A Yontek tak se stal. w tym ostrzegac przed niebezpieczenstwem. przejechala mu piersia po uchu. -Mówiliscie . sady zas parobowi elementy placic nakazaly. pry. -Kiedy . obkurwiencu!" Wonczas potworzysko hyc. az wreszcie oswiecilo go i w glos zakrzyknal: "Zgin. Gilda parsknal . a owa mlynarzówna do sadów pobiezala. moze mi skoczyc.. i to . Kot zreszta musial odebrac jakis s ygnal od amuletu..ze po zgraniu sie z psychika noszacego amulet zdolny bedzie czynic rózne rzeczy. Jedna z dziewek. podwyzke za robote w warunkach dla zdrowia szkodliwych. Wszystko.Nie ma co mitrezyc i gadac. Zapewniala jednak . gdy idac do piwnic przecieli szlak wielkiemu rudemu kotu defilujacemu przed podwórzec z zadartym ogonem. ze to nie potwór nijaki. a co nim nie jest.. jak sie chce rzadcowac.nawet. nie spelnial pokladanych w nim nadziei. Alcides Fierabras pokrasnial na miejscach nie zaslonietych broda.przerwal Fierabras . uwazacie. Inni zasie.

Czesc dziur pokrywaly zbutwiale deski. gdy z lupkowego rumowiska jakies dziesiec kroków przed Geraltem wyprysnal szary niewyrazny ksztalt. po czym z wizgiem i chichotem pognal korytarzem i dal nura w jedna z ziejacych w scianie nisz. zaleglby z otwarta geb a pod szpuntem. wydobycia kopalin zaprzestano. Nie ostrzegal. które przysypane lupkowym pylem niemal nie róznily sie od podloza. by spoczac na dnie którejs ze skomplikowanym zlamaniem.w loszkach suchych. w których jedyna grozbe stanowilo wino w wielkich beczkach. ze pod wieksz oscia winnic Toussaint byly starozytne kopalnie. Roilo sie tu od sztolni i dziur. porzadnych i czystych. Niechybnie bylo tak. Nieostrozne stapniecie na cos ta kiego bylo niebezpieczne . zawyl przeszywajaco. . który zadrapal pazurami spag. Medalion nie drgnal natomiast. a kopalnie porzucono. gdy Geralt porzucil uzytkowa czesc lochów i zszedl nizej ciagiem schodów i sztolni. grozilo tu ciezkie przepicie. kto wyzbywszy sie samokontroli. ze gdy posadzona winorosl zaczela rodzic i zapewniac lepsze zyski. Zamki Pomerol i Zurbarrán staly nad dawna kopalnia lupku. Nie ostrzegl tez. Komus. wystarczyla chwila nieuwagi. I nic wiecej.a wiec medalion winien ostrzegac. wycial dzikiego holubca. czesciowo adaptujac korytarze i chodniki na winne sklepy i piwniczki. Wiedzmin juz dawno zorientowal sie.

a wiedzmin pojechal w dól wraz z kilkoma cetnarami piachu i zwiru. Kosci byly pokruszone i pogryzione. Po pierwsze. a pod nim nie byl o bezdennej przepasci. Wiedzmin powstrzymal sie przed zerwaniem go i cisnieciem w diab ly. Wylecial jak gówno z rury kanalizacyjnej i runal z chrupotem pod sterte zbutwialego drewna. Po drugie. idacy prosto jak strzala. w której zniknal stworek. dlugi. Rychlo w czas. Al e panowala martwa cisza. Czekal dlugo. Cos chrupnelo i zaszelescilo. Amulet zadrgal silnie. lecz zwyczajny loch. Trzeba bedzie porozmawiac o tym z Fringilla. a nie reagowala na gremliny. nieprzyjemnym smrodem. pilnie wytezajac sluch. Ale zaraz zastanowil sie glebiej. wlazl do dziury i ruszyl na czworakach. Gremlin mógl czekac tam. Medalion mógl w koncu nie byc taki glupi. pomyslal. Gdy spróbowal wstac. Wszystkie nalezaly do ludzi. Dlugo nie szedl. nie wygladalo to juz na kopalnie. podloze puscilo. Za sztolni wyprowadzil go korytarz. Magiczna sztuczka reagowala na rude koty. namacal okragla czaszke. Lupkowa sciana byla obrobiona dosc gladko. pomyslal. z której cielo sie scigajacego zaskakujacym uderzeniem ostrych jak sierp y szponów. Wstal. ze w tych innych bedzie mniej za wodny. trzepal mu sie na piersi jak wsadzony za pazuche wróbel. Z dziury nioslo stechlym. Geralt mial nadzieje. Amulet drgal bez ustanku. Na szczescie trwalo to krótko. podchodzac do d ziury. Amulet spokojnie i martwo lezal na jego piersi. na czym lezy wcale nie jest drewnem. zaklal bardzo paskudnie. szybko zlustrowal kupe kosci. Standardowa i ulubiona taktyka gremlinów polegala na ucieczce i zasadzce. ze to. ludzie mogli juz nie zyc. . Wytrzasnal z wlosów i wyplul pias ek. I pojal. a medalion to sygnalizowal.Wiedzmin zaklal. w ciemnosci. Nie zastanawiajac sie. A zaden gremlin nie wytrzymalby tak dlugo w ciszy. Ale to nie bylo pewne. Gdy ich gryziono. Fringilla bylaby wsciekla. szorujac plecami o chropowata skale. wstrzymujac oddech. chryzopraz mial jakoby jeszcze i nne czarodziejskie zdolnosci. Wszyscy ci ludzie byli w chwili smierci zakuci w kajdany i najprawdopodobniej nadzy.

Nie. Geralt wszedl na mostek. uwazny i skupiony. ale nie na tyle. byly bardziej czytelne. Za scian sterczaly cztery ogromn e mosiezne rury. dzika. Te. na sobie strzepy bogatej niegdys odziezy. które otworzyly sie bez oporu i nawet bez zgrzytania. opadniete az po zeby. zza kolejnego posazka. Amule t zachowywal sie spokojnie. Woda kapala ze scian. Z góry schodów znowu dobiegl glos. Uslyszal glos. Chwycil rozmyta kobiete w mocne objecia. na koncach rozszerzone jak traby. Na górze znalazl drzwi. wykonane z odporniejszego mater ialu. jaskólke. Amulet drgnal. rozmytego. a na fotelu siedzial kosciotrup. To nie bylo zludzenie. w niektórych staly posazki z piaskowca. niebezpiecznie filigranowo wygladajacy mostek. Na czerepie. pomiedzy wylotami tra b. Za mostkiem byl znowu korytarz. Srodek kawerny zajmowala olbrzymia. nad która wisial kamienny. a na st opach . mial resztki biretu. W sciany wprawiono tez plyty z plaskorzezbami. odslaniajac krecone schody. Geralt nie zastanawial sie dlugo. jednorozca. To byl ludzki glos. dzwonila echem. wytezyl sluch. a Geralt dostrzegl nagle w scian ie refleks metalu. Geralt rozpoznawal kobiete z ksiezycowymi rogami. starajac t rzymac sie z daleka od rozsypujacych sie balustradek. na szyi sloty lancuch. Posrodku. Glos. Z przepasci wialo chlodem i smrodem. wieze. skrecil silnie. delfina. jednak kapiaca latami woda wylugowala je i rozmyla na nieksztaltne ba lwany. czarna i bezdenna dziura. by stracil okraglutkie kobiece ksztalty. dochodzil z kolejnej niszy. wiedzmin dalby sie posiekac. Byly tu tez nisze. Ty m razem medalion stanal na wysokosci zadania.Wyszedl nagle do ogromnej kawerny. cala nisza obrócila sie na stalowych zawiasach. stal fotel. Stanal. Za drzwiami bylo malutkie sklepione pomieszczenie. to nie byl szmer osuwajacego sie lupku ani echo kapiacej wody. Zazgrzy talo. wstrzymujac oddech. której sufit tonal w ciemnosciach. Lokalizow al. W gladko obrobionych scianach zauwazyl przerdzewiale uchwyty do pochodni. Blysnelo. Geralt zamknal oczy.

. Potem ktos wysmarkal sie. ze wiedzmi n az podskoczyl. a zwielokrotniony przez mosiezna rure o dglos byl wrecz piekielny. Z jednej z trab rozleglo sie kichniecie.mocno pogryzione przez szczury kurdybanowe bytu z zadartymi noskami. tak glosne i niespodziewane.

Nawet magia nie pomaga. usmiechal sie. Inna cesarzowa? Taki afront? T aka obelga? Cesarz Wiecznego Imperium. Na krancu swiata. Nie. który nie jes t naszpikowany agentami Vattiera de Rideaux.odrzekl zakatarzony. cycki jej sciskal. wiem to. Potem sam rozsiadl sie na podsluchowym miejscu. tu. -Moze wiec wartaloby zmienic magika? . Ale nie za babskich rzadów. nie zapominajac o zdjeciu i schowaniu do kieszeni zlotego lancucha.. -Twoja córka..zaryczal ten basowy. Tutaj nikt nas nie wytropi an i nie podslucha. spokojnie omówic kwestie jakze zywotne zwlaszcza d la waszych ksiazecych milosci. co odpusci. -Na zatraconym koncu swiata! -Ten kraniec swiata .odezwal sie kolejny glos. Mozemy.Ten Vilgefortz. Dla waszych prywatnych fortun i latyfundiów. panowie! Na rzecz taka ja. w walce przeciw uzurpatorowi? Wszak to z mojej rezydencji kadeci ruszyli szturmowac palac! Wtenc zas.Alez smarczecie Skellen.to jedyny znany mi kraj nie posiadajacy wlasnej sluzby bezpieczenstwa. Po mojemu. . . -Alez smarczecie. potomek chorych fizycznie i m oralnie pólnocnych królików.A co ja mam powiedziec? Ja. udajac kupców. laskawie patrzyl na moja Eilan. zepsuty owoc zlej krwi. trwajacych w Toussaint blisko sto lat.wtracil sie ktos mówiacy z charakterystycznym przeciaganiem sylab. panowie . maly kretacz. to mocna dynastia! Szkoda natomiast i wielkim zlem dla cesarstwa bedzie.. Gdy mówil. jesli na t ronie zasiadzie jakis skundlony. to znowu wraca. . niewieloma moze poszczycic sie sukcesami. ze moja córka juz niemal miala obiecane. Powtarzam. Dlatego przyciagaly równiez kontrwywiady i szpic li. nie bede patrzyl bezczynnie! Tym bardziej.. To wiecznie rozbawione i podpite ksie stwo maja za komediowe i nikt nie traktuje go powaznie. na Wielkie Slonce. mosiezna rura az wibrowala.powiedzial przeciagajac sylaby . * * * Jeden z podsluchiwanych mial glos basowy. U wyl otu traby.Nie po to organizowalismy zjazd. gleboki i dudniacy. -Moze tak bylo dawniej. w Toussaint. A teraz co.Przeklete choróbsko. Geralt zepchnal kosciotrupa z fotela. Gdziescie to sie tak przeziebili? I kiedy? -Szkoda gadac o tym . -Zostawmy to . Jedyny zakatek cesarstwa. . dudniacy. A dobro cesarstwa. de Wett z de Wettów. Skellen. jestesmy tu bezpieczni.powiedzial zakatarzony . przyczepilo sie i trzyma. który nad córki starych rodów przedklada przyblede z . -Takie kraiki . jak na razie. komplementy prawil. -Gardze prywata. ot co.zawsze byly rajem dla szpiegów i ulubionym miejscem ich spotkan. a i za kotara.. de Wett? .I nie dla prywaty tu jestem! Idzie mi tylko i wylacznie o dobro cesarstwa. ot co! .rozleglo sie z rury. . którym poparl tego szczeniaka Emhyra wtedy. zgrzytliwy niczym stary zardzewialy zawias.zaperzyl sie zgrzytliwy.-Na zdrowie .. . róznych zawodowych podpatrywaczy i podsluchiwaczy.

czy Cintryjka zyje czy nie. ot co. gdy Emhyr siedzi na tronie.przyblede wyprawiono na tamten swiat. szkodzi cesarstwu. Od zeszlego lata to ona znikala i objawiala sie kilka razy! Za iste. . Niewa zne jest albowiem. który raz bezkarnie zelzyl stare rod y.Mnie tez wyrzadzil zniewage! Dla tej cintryjskiej przybledy porzucil moja zone! -Szczesliwym trafem . do tego nie dopu scimy! -Nie dopuscimy. Jak wynika z relacji pana Skellena. . ni e zniose tego! -Ani ja! . Joachimie! Nie czas oskarzac sie wzajemnie i obwiniac. to mo ze sie objawic ponownie.. I zdecydowaniem.i doszedlem do wniosku. na Wielkie Slonce. kazda chwila. ot co. wysoki i egzaltowany. Jasli zas znikla. -Sluchalem tej relacji uwaznie . Cesarz. Wy i ten czarodziej.powiedzial zgrzytliwy . panie Skellen. a moja Eilan smie zniewazac? Nie. rozczarowaliscie nas wielce..odezwal sie ten przeciagajacy sylaby .Cintry! Co? Siedzi na tronie z mojej laski. wbijac kliny w nasza jednosc. Ardalu! Ród Emreisów zawiódl oczekiwania. A jest kogo na tronie posadzic. ze przybleda znikla. Musimy byc silni jednoscia. Vilgefor tz! -Nie czas teraz o tym. ot co! Slusznie prawisz.krzyknal kolejny glos. bedzie to robil dalej! Nie ma Cintryjki? To za pare miesiecy gotów przedstawic man cesarzowa z Zerrikanii albo Zangwebaru! Nie. ze nie wynika z niej nic oprócz tego. Mlody Voorhis.

ot co! -Z tego akurat . tak na ciele. . de Wett jako marszalek spraw wewnetrznyc h. -Monarchia konstytucyjna . ot co.. -Ale to Puszczyk wsadzil nas w ten wózek! Mielismy dzialac skrycie. czarodzieja Vilgefor tza. Ten jest znacznie lepszym kandydatem. ma sie dobrze. wasza laskawosc wielki kanclerzu aep Dahy . to glównie dlatego. -Jesli mozna cos podpowiedziec . Jak pan chce tedy dokonac przewrotu.radowalbym sie. Chyba. dumny i nieugiety. to wine wlasnie ponosici e wy. ma mocniejsze prawa do tronu. Czyli my. mosci ksiaze Ardalu . kupczyc nie ma czym. Chcialem bowiem spostrzec. Przyznaj sie. trabiac w chustke. chcielibyscie pojmac Cintryjke i kupczyc nia.zaproponowal ten egzaltowany . za którego rzadzic bedzie rada regencyjna.. .Rozleglo sie glosne kichniecie. Po p ierwsze. Wcale nie jestesmy w lepszej sytuacji niz Skellen. ani ty. po nim smarkanie. ani czarownik. Stefanie Skellen.rzekl pojednawczo zakatarzony. wkupyw ac sie w laski Emhyra? Teraz. by sie nas pozbyc wyslano na wojne.powiedzial ten przeciagajacy sylaby . jak pozbyl sie obu waszych laskawosci z Nilfgaardu wraz z tymi wojskami. jak i na umysle. ze Emhyr var Emreis jeszcze panu je. I nie rób min. -Glupstwa! Damy sobie rade i z ojcem! Znajdziemy sposób! -Podetkajmy mu .powtórzyl z naciskiem gleboki glos. Na dzis zas.Trzeba spojrzec prawdzie w oczy. prawda? Emhyr rozerwie was konmi. jako wielki kanclerz koronny. ot co. ze skoro i Emhyr cos podejrzewa. ze jes t to czlek zelaznego charakteru. . Zwlaszcza tego drugiego nie sposób kwestion owac po tym.Princ Voorhis ma syna. Po drugie. Panowie. Stefanie Skellen. Joachimie . Nie czas teraz o tym. A wtedy ja. Co? -Zostawmy w spokoju procesy historyczne . jesli mam jakies zastrzezenia przeciw osobie princa Voorhisa. -Daruj sobie uszczypliwosci. Okolicznosci sprawily. to dz ieciak. z którym zwiazales sie wbrew nam! -Nikt z nas nie uniesie glowy. ze jako zwolennik jakiegos tam ludu czy dudu deklarujecie rezygnacje z ty tulu i stanowiska.zgodzil sie zakatarzony. o czym innym wypada teraz radzic.odezwal sie przeciagajacy sylaby.wtracil bas. na ustrój postepowy. gdy dziewczyna nie zyje. przy Specjalnej Grupie Operacyj nej "Verden". malutkiego Morvrana. jak i po kadzieli. . -A jakze . ze wszyscy jedziemy na jednym wózku. Nie uniesiecie glów. hrabio Broinne. które tylko w twoim mniemaniu upodabniaja cie do twego nowego pryncypala. które moglyby byc wam wierne.Imperator Voorhis. -Imperator Voorhis . A wiedz i to. na którego nielatwo wplynac.Panuje i zyje. a teraz co? Emhyr wie wszystko! Agenci Vattiera de Rideaux tropia Puszczyka co calym imperiu m! A nas. Który bedzie ozeniony z moja Eilan lub z któras z córek Joachima.Tych i tak nic nie powstrzyma. .. A potem demokracja. to bym . Wladza ludu.. gdy lada moment przyjdzie panu isc do boju na czele Grupy Armii "Wschód"? A ksiaze Joa chim tez juz chyba powinien byc przy swoich wojskach.powiedzial kichacz. .Najwyzszy czas na monarchie konstytucyjna. Puszczyku. tak po mieczu.moja zone! -Cichajcie. ty i Vilgefortz.

Emhyr ma zwolenników. rzecznicy rokowan. Cóz prostszego.Na Wielkie Slonce.powiedzial egzaltowany . wszyscy maja juz dosc. pros ty lud. Wojny. mosci ksiaze.powiedzial bas . jak wojna sie skonczy . Zyje i ma sie dobrze. jako dowodzacy armiami. Smierc. . jak w wypadku konczacego konflikt zbrojny zwyciestwa ustroic sie w laur? A w przypadku porazki wystapic jako mezowie opatrznosciowi. . a . która trwa. Sam fakt zakonczenia wojny powitany bedzie w calym cesarstwie z wielka radoscia. -A wiec zamach. dopóki zyje. panie Leuvaarden.zalozyl siebie stryczek na szyje.powiedzial po chwili zgrzytliwy. to prawda. -Emhyr . stale w zasiegu reki. niezaleznie od tego. a nade wszystko kupcy i przedsiebiorcy.zyje jeszcze. popra nas wszyscy. Slusznie prawicie. maja na wynik wojny wplyw. Nie dzielmy skóry na niedzwiedziu. -Smierc. -Nie .Wczesniej zabijmy niedzwiedzia. Milczenie trwalo dlugo. ze tak sie wyraze. kladacy kres przelewowi krwi? -Prawda .wykorzystal. Stanie po naszej stronie arystokracja. Wojsko.powiedzial bas. A przeciez panowie. Gdy Emhyr umrze. wysylajac nas na front. zapewniam panów. -Emhyr . bo arystokracja o my. -Smierc! -Smierc! To jedyne rozwiazanie.

Zauroczona i zahipnotyzowana..przeciagal sylaby Leuvaarden.sila arystokracji jest jej solidarnosc.. ma korpusy wojsk wewnetrznych.. bedzie walczyc do ostatniego. czemu tak gardlujecie za demokracja. -Panowie. -Macie absolutna racje. tuz p rzed rebelia magików na Thanedd. Emhyr przesladowal i przyprawi l o smierc jej wychowanice. glupi i latwo nim manipulowac . msciciel. Yennefer bedzie mscic krzywdy wyrzadzone jej przez tyrana. ze przeniewierstwem nie kupiliby nic. ze przeciagal jeszcze bardziej. nie lu dzcie sie. . -W wiezieniu? Slyszalem. Tak. Sprawe zalatwi jeden zamachowiec majacy magiczna protekcje. wyglosic mowe ze stopni senatu.zazgrzytal Joachim de Wett. W innych warunkach moze wsród nas i znalazlby sie taki. panowie. ten zboczeni ec.. Nie wolno mi. Nie bedzie latwo przerabac sie przez brygade "Imperatora". ze Emhyr umrze.dodal aep Dahy. Rekojmia szczerosci i oddania sprawie. ze Yennefer jest wspólniczka Vilgefortza.oswiadczyl Skellen . Czarodziejka Yennefer. -To bedzie gwarancja.Za gwalcenie cudzych zon tyrana i zboczenca dosiegnie msciwa reka. ot worzyc wiezienia i obnizyc podatki. . hrabio . która trzymamy we wiezieniu.oferuje nam swoja pomoc Vilgefortz. Stefanie . Zaby dowiesc wam naszego zaufania. Dosiegla go za to m sciwa reka. zaprogramowana jak golem dokona zamachu.Teraz wiem. zwlaszcza ta czesc korpusu oficerskiego. ze Emhyr ma wielu popleczników. -Bo lud jest ciemny. wysmarkawszy sie.bardzo dobre. -Jest jego wiezniem. I dlatego . -Mscicielka .. Ale wszyscy z nas wiedza az nadt o dobrze. Nie bedziemy musieli oblegac palacu ani przebijac sie przez "Impere".ze tak gladziutko nam nie pójdzie. -Uprzedzam .zazgrzytal ten nazywany Joachimem .. A nie wolno za mykac oczy na. Ten okrutny jedynowladca.krzyknal egzaltowanie hrabia Broinne.. . . przesladowal i katowal dzieci..Nikt z tu obecnych nie zdradzi.powiedzial ten przeciagajacy sylaby.Aby dowiesc zaufania.Wystarczy krzyknac: "Hurra!". jak to sie stalo w Tretogorze.Lepszy bylby bohater.. prosze nam zdradzic aktualne miejsce pobytu pana Vilgefortza. a ta. -Dla mnie . panie Leuvaarden. panie hrabio Skellen. niewinne dziecko.Pasuje tu jak ulal.dokonczyl.przerwal Skellen. która pamieta Emhyrowi czystki po klesce soddenskiej. -Tak jest. Skellen.oswiadczyl basem Ardal aep Dahy . -I tutaj . zdradzajac pozostalych. kto chcialby odkupic zycie. -Dla mnie tez . -Niezbyt pasuje mi jakas zauroczona wiedzma . Caly nasz plan opiera sie na tym. -Swietnie! . Swietnie! -Jedna rzecz . plomie nny ideowiec. ja. . To paradoks. Po czym popelni samobójstwo. Stanie po naszej stronie znaczna czesc w ojska. I stanie po naszej stronie lud..rzekl przeciagajacy sylaby. a niechec sprawila. On ma zamiast serca kawal lodu. powiemy wam. -Nie lekaj sie zdrady. . panowie. -Vilgefortz ma takiego zamachowca? -Ma. ma fanatyc zna gwardie. -Król Radowid Redanski. . kto to jest. miast dbac o cesarstwo i lud.

Niechaj to bedzie rekojmia szczerosci.umrze. Stefan Skellen nie wahal sie dluzej. siedzacy u wylotu trab. Vilgefortz ukrywa sie w. I pamiec. -A wiec dobrze . az do bólu zacisnal piesci.. * * * Watpliwosci wiedzmina wzgledem amuletu Fringilli byly niesluszne i rozwialy sie w .. * * * Wiedzmin. Wytezyl sluch.powiedzial.

mgnieniu oka. Gdy wszedl do duzej kawerny i zblizal sie do kamiennego mostku nad czarna otchlania, medalion zaszarpal mu sie i zatrzepal na szyi, juz nie jak wróbel, ale jak spory i silny ptak. Gawron, dajmy na to. Geralt zamarl. Uspokoil amulet. Nie wykonywal najmniejszego ruchu, by jego uszu nie mylil ani szelest, ani nawet glosniejszy oddech. Czekal. Wiedzial, ze po dru giej stronie przepasci, za mostkiem, cos bylo, cos czailo sie w ciemnosciach. Nie wyk luczal, ze cos moglo kryc sie równiez za jego plecami, a most mial byl pulapka. Nie mial z amiaru dac sie w nia schwytac. Czekal. I doczekal sie. -Witaj, wiedzminie - uslyszal. - Czekalismy tu na ciebie. Glos dobiegajacy z mroku brzmial dziwnie. Ale Geralt slyszal juz takie glosy, znal je. Glosy istot nie przyzwyczajonych do porozumiewania sie za pomoca mowy. Umiejac korzystac z aparatury pluc, przepony, tchawicy i krtani, stworzenia te nie do ko nca panowaly nad aparatem artykulacyjnym, nawet wtedy, gdy ich wargi, podniebienie i jezyk mialy budowe calkiem podobna do ludzkiej. Wypowiedziane przez takie istoty slowa , oprócz tego, ze dziwacznie akcentowane i intonowane, pelne byly dzwieków niemilych dla ludzkiego ucha - od twardych i brzydko szczekliwych po syczace i oslizle miekkie . -Czekalismy na ciebie - powtórzyl glos. - Wiedzielismy, ze przyjdziesz, gdy cie zwabic plotkami. Ze wleziesz tu, pod ziemie, by tropic, scigac, przesladowac i m ordowac. Juz stad nie wyjdziesz. Nie zobaczysz juz tego slonca, któres tak ukochal. -Pokaz sie. W ciemnosci za mostkiem cos sie poruszylo. Mrok w jednym miejscu jakby zgestnial i przybral ludzki z grubsza ksztalt. Stwór, zdawalo sie, ani przez chwilke nie zos tawal w tej samej pozycji i miejscu, zmienial je za pomoca szybkich, nerwowych, rozmig otanych ruchów. Wiedzmin widywal juz takie istoty. -Korred - stwierdzil zimno. - Moglem spodziewac sie tu kogos takiego jak ty. Az dziw, ze wczesniej sie na ciebie nie natknalem. -Prosze, prosze - w glosie ruchliwego stwora zabrzmialo szyderstwo. - W ciemnosci, a poznal. A tego poznajesz? I tego? I tego? Z mroku, bezszelestnie jak duchy, wylonily sie trzy kolejne stwory. Jeden, czajacy sie za plecami korreda, z ksztaltu i ogólnego pozoru tez byl humanoidem, a le nizszym, bardziej zgarbionym i bardziej malpim. Geralt wiedzial, ze to kilmulis. Dwa dalsze potwory, jak slusznie podejrzewal, kryly sie przed mostkiem, gotowe odciac mu powrót, gdyby na mostek wszedl. Pierwszy, po lewej, zachrobotal pazurami jak ogromny pajak, zamarl, przebierajac licznymi odnózami. Byl to pryskirnik. Ostatni

stwór, z grubsza przypominajacy kandelabr, wychynal, zdawaloby sie, wprost ze spekanej lupkowej sciany. Geralt nie mógl odgadnac, co to jest. W zadnej z wiedzminskich ksiag takie monstrum nie figurowalo. -Nie chce zwady - powiedzial, liczac troche na fakt, ze stwory zaczely od rozmowy, miast zwyczajnie skoczyc mu z ciemnosci na kark. - Nie chce z wami zwad y. Ale jak przyjdzie co do czego, bede sie bronil. -Mamy to wkalkulowane - oznajmil sykliwie korred. - Dlatego jestesmy w czwórke. Dlatego cie tu zwabilismy. Zatrules nam zycie, lajdacki wiedzminie. Najpiekniejs ze dziury w tej swiata stronie, cudowne miejsce do zimowania, my tu zimujemy od zar ania dziejów niemalze. A teraz tys tu przylazl polowac, niecnoto. Scigac nas, tropic, z abijac dla pieniedzy. Koniec z tym. I z toba tez. -Posluchaj, korredzie... -Grzeczniej - warknal stwór. - Nie cierpie chamstwa. -Jak wiec mam sie do ciebie... -Panie Schweitzer. - A zatem, panie Schweitzer - podjal Geralt, na pozór poslusznie i pokornie sprawa ma sie tak. Wszedlem tu, nie ukrywam, jako wiedzmin, z wiedzminskim zadaniem. Proponuje pominac rzecz milczeniem. Wydarzylo sie jednak w tych podziemiach cos, co sytuacje zmienilo diametralnie. Dowiedzialem sie czegos niezwykle dla mnie wazne go. Czegos, co moze odmienic cale moje zycie. -I co z tego czegos ma wynikac? -Musze - Geralt byl wzorem spokoju i cierpliwosci - natychmiast wyjsc na powierzchnie, natychmiast, bez chwili zwloki, wyruszyc w daleka droge. Droge, któr a moze sie okazac droga bez powrotu. Watpie, bym kiedykolwiek wrócil w te strony... - W ten sposób chcesz sobie kupic zycie, wiedzminie? - zasyczal pan Schweitzer. Nic z tego. Prózne sa twoje blagania. Mamy cie w matni i nie wypuscimy z niej. Zab ijemy cie z mysla nie tylko o sobie, ale i o innych naszych pobratymcach. Za, ze sie t ak

wyraze, wolnosc nasza i wasza. -Nie tylko nie wróce w te strony - podjal cierpliwie Geralt - ale w ogóle zaprzestane dzialalnosci jako wiedzmin. Nigdy juz nie zabije zadnego z was... -Lzesz! Lzesz ze strachu! -Ale - Geralt i tym razem nie dal sobie przerwac - musze, jako sie rzeklo, pilnie stad wyjsc. Macie tedy do wyboru dwie alternatywy. Pierwsza: uwierzycie w moja szczerosc, a ja stad wyjde. Druga: wyjde stad po waszych trupach. -Trzecia - charknal korred - sam bedziesz trupem. Wiedzmin z sykiem wydobyl miecz z pochwy na plecach. -Nie jedynym - powiedzial beznamietnie. - Z pewnoscia nie jedynym, panie Schweitzer. Korred milczal przez czas jakis. Trzymajacy sie za jego plecami kilmulis kolysal sie i pocharkiwal. Pryskirnik zginal i prostowal odnóza. Kandelabr zmienial ksztal ty. Teraz wygladal jak koslawa choinka z dwojgiem wielkich fosforyzujacych oczu. -Daj dowód - rzekl wreszcie korred - twojej szczerosci i dobrej woli? -Jaki? -Twój miecz. Twierdzisz, ze przestaniesz byc wiedzminem. Wiedzmin to jego miecz. Wrzuc go do przepasci. Albo zlam. Wtedy pozwolimy ci wyjsc. Geralt przez chwile stal bez ruchu, w ciszy, w której slychac bylo kapanie wody ze stropu i scian. Potem wolno, nie spieszac sie, pionowo i gleboko wetknal miec z w rozpadline skalna. I zlamal klinge silnym uderzeniem buta. Brzeszczot pekl z jek iem, który echem odezwal sie w pieczarach. Woda kapala ze scian, sciekala po nich niby lzy. -Nie moge uwierzyc - rzekl po woli korred. - Nie moge uwierzyc, ze ktos moze byc az taki glupi. Rzucili sie na niego wszyscy, momentalnie, bez krzyku, hasla, czy komendy. Pierwszy sadzil przez mostek pan Schweitzer, z wysunietymi pazurami i wyszczerzo nymi klami, których nie powstydzilby sie wilk. Geralt pozwolil mu sie zblizyc, po czym wykrecil sie w biodrach i cial, rozwalajac dolna szczeke i gardlo. W nastepnej chwili juz byl na mostku, uderzen iem na odlew rozplatal kilmulisa. Skurczyl sie i przypadl do ziemi, w sama pore, a skac zacy na niego kandelabr przelecial góra, ledwie zadrapawszy mu kurtke szponami. Wiedzmin uskoczyl przed pryskirnikiem, przed jego cienkimi lapami migajacymi jak smigi wi atraka. Cios jednej z lap trafil go w bok glowy, Geralt zatanczyl, robiac zwód i otaczajac sie szerokim cieciem. Pryskirnik skoczyl znowu, ale chybil. Uderzyl o barierke i roz walil ja, runal w przepasc wraz z gradem kamieni. Do tej pory nie wydal najmniejszego dzwieku, teraz, lecac w przepasc, zawyl. Wycie cichlo dlugo.

Zaatakowali go z dwóch stron - z jednej kandelabr, z drugiej broczacy krwia kilmulis, który choc ranny, zdolal wstac. Wiedzmin wskoczyl na balustradke mostku, czul, jak tra o siebie usuwajace sie kamienie, a caly mostek drzy. Balansujac, wymknal sie z zasiegu szponiastych lapsk kandelabra i znalazl sie za plecami kilmulisa. Kilmul is nie mial szyi, wiec Geralt cial go w skron. Ale czerep potwora byl jak z zelaza, mus ial rabnac go po raz drugi. Stracil na to odrobine za duzo czasu. Dostal w glowe, ból blysnal mu w czaszce i oczach. Zawirowal, otaczajac sie szeroka parada, czujac wartko cieknaca spod wlosów krew, staral sie zrozumiec, co sie stalo. Unikajac cudem drugiego ciosu szponów, zrozumial. Kandelabr zmienial ksztal ty teraz atakowal nieprawdopodobnie wrecz wydluzonymi lapami. Mialo to wade. W postaci zaklóconego srodka ciezkosci i równowagi. Wiedzmin zanurkowal pod lapami, skracajac dystans. Kandelabr, widzac, co sie swieci, jak kot upadl na grzbiet, wystawiajac tylne lapy, równie szponiaste jak przednie. Geralt przeskoczyl nad nim, rabiac w skoku. Czul, jak klinga tnie cialo. Zwinal sie, od wrócil, cial jeszcze raz, przypadajac na kolano. Stwór zakrzyczal i gwaltownie wyrzucil do przodu glowe, dziko klapnal zebiskami tuz przed piersia wiedzmina. Jego wielkie oczy swiecily w ciemnosci. Geralt odepchnal go mocnym uderzeniem glowicy miecza, cial z bliska, znoszac mu polowe czaszki. Nawet bez tej polowy ten dziwny, nie figuruja cy w zadnej z wiedzminskich ksiag stwór klapal zebami jeszcze przed dobre kilkanascie s ekund. Potem umarl, ze strasznym, niemal ludzkim westchnieniem. Lezacy w krwi korred drgal konwulsyjnie. Wiedzmin stanal nad nim. -Nie moge uwierzyc - powiedzial - ze ktos mógl byc tak glupi, by dac sie nabrac na tak prosta iluzje, jak ta z lamaniem miecza.

Nie byl pewien, czy korred jest na tyle przytomny, by rozumiec. Ale w sumie bylo mu to obojetne. - Ostrzegalem - powiedzial, ocierajac krew, która lala mu sie po policzku. Uprzedz alem, ze musze z stad wyjsc. Pan Schweitzer zadygotal mocno, zacharczal, zaswiszczal i zazgrzytal. Potem scichl i znieruchomial. Woda kapala ze stropu i scian. * * * -Jestes usatysfakcjonowany, Regis? -Teraz tak. -A zatem - wiedzmin wstal - dalejze, biegnij i pakuj sie. A zywo. - Nie zajmie mi to wiele czasu. Omnia mea mecum porto. -Co? -Mam niewielki bagaz. -Tym lepiej. Za pól godziny, za miastem. -Bede tam. * * * Nie docenil jej. Przydybala go. Sam byl sobie winien. Zamiast sie spieszyc, mógl pojechac na tyly palacu i zostawic tam Plotke w wiekszej stajni, tej dla bledneg o rycerstwa, personelu i sluzby, w której trzymala tez konie jego druzyna. Nie zrobi l tego, z pospiechu i z przyzwyczajenia skorzystal ze stajni ksiazecej. A mógl sie domyslic, ze w ksiazecej stajni musi byc ktos, kto donosi. Chodzila od przegrody do przegrody, kopiac slome. Miala na sobie krótkie futerko z rysia, biala atlasowa bluzke, czarna spódnice do konnej jazdy i wysokie buty. Ko nie parskaly, wyczuwajac emanujaca z niej zlosc. -Prosze, prosze - powiedziala na jego widok, wyginajac trzymana w reku szpicrute. - Uciekamy! Bez pozegnania. Bo list, który zapewnie lezy na stole, to n ie jest pozegnanie. Nie po tym, co nas laczylo. Jak sie domyslam, twoje postepowani e wyjasniaja i usprawiedliwiaja niezwykle wazkie argumenty. -Wyjasniaja i usprawiedliwiaja. Przepraszam, Fringillo. -Przepraszam, Fringillo - powtórzyla, wsciekle krzywiac usta. - Jakzez krótko, jakzez oszczednie, jakzez bezpretensjonalnie, z jakaz dbaloscia o styl. List, któr y dla mnie zostawiles, glowe dam, jest pewnie zredagowany równie wykwintnie. Bez nadmier nej rozrzutnosci, jesli idzie o atrament. -Musze jechac - wykrztusil. - Domyslasz sie, dlaczego. I dla kogo. Wybacz mi

prosze. Mialem zamiar umknal chylkiem i cichaczem, bo... Nie chcialem, bys próbowa la jechac za nami. -Prózny byl to lek - wycedzila, zginajac szpicrute w palak. - Nie pojechalabym z toba, nawet gdybys prosil, lezac u mych stóp. O nie, wiedzminie. Jedz sam, sam zgi n, sam zamarznij na przeleczach. Ja nie mam wobec Ciri zadnych zobowiazan. A wobec cieb ie? Czy ty wiesz, ilu blagalo o to, co ty miales? A co teraz z pogarda odrzucasz, ciskas z w kat? -Nigdy cie nie zapomne. -Och - syknela. - Sam nie wiesz, jaka mam ochote sprawic, by tak naprawne bylo. Jesli nawet nie za pomoca magii, to za pomoca tego pejcza! -Nie zrobisz tego. -Masz racje, nie zrobie. Nie potrafilabym. Zachowam sie, jak przystalo na wzgardzona i porzucona kochanke. Klasycznie. Odejde z podniesiona glowa. Z godno scia i duma. Lykajac lzy. Potem bede ryczec w poduszke. A potem puszcze sie z innym! Pod koniec niemal krzyczala. Nic nie powiedzial. Ona tez milczala. -Geralt - powiedziala wreszcie, zupelnie innym glosem. - Zostan ze mna. - Wydaje mi sie, ze cie kocham - powiedziala, widzac, ze zwleka z odpowiedzia. Z ostan ze mna. Prosze cie o to. Nigdy nikogo nie prosilam i nie sadze, bym poprosila.

Ciebie prosze. -Fringillo - odrzekl po chwili. - Jestes kobieta, o której mezczyzna moze tylko marzyc. Moja, tylko moja wina jest, ze nie mam natury marzyciela. -Jestes - powiedziala po chwili, zagryzajac wargi - jak rybacki hak, który raz wbity, wyrwac mozna tylko z krwia i miesem. Cóz, sama sobie jestem winna, wiedzial am, co robie, igrajac z niebezpieczna zabawka. Na szczescie, wiem tez, jak sobie radzic ze skutkami. Mam w tym wzgledzie przewage nad reszta kobiecego plenienia. Nie skomentowal. -Zreszta - dodala - zlamane serce, choc boli duzo, duzo bardziej niz zlamana reka, zrasta sie duzo, duzo szybciej. Nie skomentowal i tym razem. Fringilla przyjrzala sie siniakowi na jego policzku . -Jak mój amulet? Dobrze dziala? -Jest po postu swietny. Dziekuje ci. Kiwnela glowa. -Dokad jedziesz? - spytala zupelnie innym glosem i tonem. - Czego sie dowiedziales? Znasz miejsce, w którym ukrywa sie Vilgefortz, prawda? -Prawda. Nie pros mnie, bym ci powiedzial, gdzie to jest. Nie powiem. -Kupie te informacje. Cos za cos. -Ach, tak? -Mam wiadomosc - powtórzyla - która jest cenna. A dla ciebie po prostu bezcenna. Sprzedam ci ja w zamian za... -Za spokój sumienia - dokonczyl, patrzac jej w oczy. - Za zaufanie, którym cie obdarzylem. Przed chwila byla tu mowa o milosci. A teraz zaczynamy mówic o handlu? Milczala dlugo. Potem gwaltownie, ostro uderzyla sie szpicruta po cholewie. -Yennefer - wyrecytowala szybko - ta, której imieniem kilka razy zwróciles sie do mnie w nocy, w chwilach ekstazy, nigdy nie zdradzila ani ciebie, ani Ciri. Ni gdy nie byla wspólniczka Vilgefortza. By ratowac Cirille, nieustraszenie poszla na nieslyc hane ryzyko. Poniosla porazke, wpadla Vilgefortzowi w lapy. Do prób skanowania, jakie m ialy miejsce jesienia ubieglego roku, z pewnoscia zmuszono ja torturami. Czy zyje, ni e wiadomo. Wiecej nie wiem. Przysiegam. -Dziekuje ci, Fringillo. -Odejdz. -Ufam ci - powiedzial, nie odchodzac. - I nigdy nie zapomne tego, co bylo miedzy nami. Ufam ci, Fringillo. Nie zostane z toba, ale chyba tez cie kochalem... Na s wój sposób. Prosze, abys to, czego sie za chwile dowiesz, zachowala w najglebszej taje mnicy. Kryjówka Vilgefortza znajduje sie w... -Zaczekaj - przerwala. - Powiesz mi to pózniej, pózniej mi to zdradzisz. Teraz, przed odejsciem, pozegnaj sie ze mna. Tak, jak powinienes sie pozegnac. Nie lisc ikami, nie wybakiwanymi przeprosinami. Pozegnaj sie ze mna tak, jak tego pragne. Zdjela rysie futro, rzucila je na sterte slomy. Gwaltownym ruchem zdarla bluzke, pod która nie miala nic. Upadla na futro, ciagnac go za soba, na siebie. Geralt ch

wycil ja za kark, podciagnal sukienke, nagle zorientowal sie, ze na e bedzie czasu. Fringilla na szczescie nie nosila rekawic. Ani majtek. szczescie nie nosila tez ostróg, bo za mala chwile obcasy jej y doslownie wszedzie, gdyby nosila ostrogi, strach pomyslec, co

zdjecie rekawic ni Na jeszcze wieksze jezdzieckich butów byl by sie moglo stac.

Gdy krzyknela, pocalowal ja. Zdusil krzyk. Konie, wietrzac ich wsciekla namietnosc, rzaly, tupaly, tlukly sie o przegrody, tak ze az pyl i siano sypaly sie ze stropu. * * * -Cytadela Rhys-Rhun, w Nazairze, nad jeziorem Muredach - dokonczyla triumfalnie Fringilla Vigo. - Tam jest kryjówka Vilgefortza. Wyciagnelam to od wiedzmina, nim odjechal. Mamy dosc czasu, by go wyprzedzic. On w zaden sposób nie zdola dotrzec t am przed kwietniem. Dziewiec kobiet, zebranych w sali kolumnowej zamczyska Montecalvo, pokiwalo glowami, obdarzylo Fringille spojrzeniami pelnymi uznania. -Rhys-Rhun - powtórzyla Filippa Eilhart, odslaniajac zeby w drapieznym usmiechu i bawiac sie przypieta do sukni sardonyksowa kamea. - Rhys-Rhun w Nazairze. No, to do

rychlego zobaczenia, panie Vilgefortz... Do rychlego zobaczenia! -Gdy wiedzmin tam dotrze - zasyczala Keira Metz - znajdzie gruzy, które nawet juz nie beda smierdziec spalenizna. -Ani trupem - usmiechnela sie uroczo Sabrina Glevissig. -Brawo, panno Vigo - skinela Sheala. - Ponad trzy miesiace w Toussaint... Ale chyba warto bylo. Fringilla Vigo powiodla spojrzeniem po siedzacych za stolem czarodziejkach. Po Sheali, Filippie, Sabinie Glevissig. Po Keirze Metz, Margaricie Laux-Antille i T riss Merigold. Po Francesce Findabair i Idzie Emean, których obramowane intensywnym elf im makijarzem oczy absolutnie niczego nie wyrazaly. Po Assire var Anahid, której oczy wyrazaly niepokój i troske. -Warto bylo - przyznala. Absolutnie szczerze. * * * Niebo z ciemnoniebieskiego powoli robilo sie czarne. Lodowaty wiatr dul wsród winnic. Geralt zapial wilczure i owinal szyje welnianym szalem. Czul sie swietni e. Spelniona milosc, jak zwykle, wzniosla go na szczyt sil fizycznych, psychicznych i moralnych, starla slad wszelkich watpliwosci, a mysl uczynila jasna i zywa. Zalo wal tylko, ze na dluzszy czas bedzie pozbawiony tego cudownego panaceum. Glos Reynarta de Bois-Fresnes wyrwal go z zadumy. -Idzie zla pogoda - powiedzial bledny rycerz, patrzac na wschód, tam, skad nadlatywala wichura. - Spieszcie sie. Jezeli z tym wiatrem przyjdzie snieg, jesl i schwyci was na przeleczy Malheur, znajdziecie sie w pulapce. A wówczas do wszystki ch bogów, jakich czcicie, jakich znacie i jakich rozumiecie, módlcie sie o odwilz. -Rozumiemy. -Przez pierwsze dni wiodla was bedzie Sansretour, trzymajcie sie rzeki. Miniecie faktorie traperska, dotrzecie do miejsca, w którym do Sansretour wpada prawy doply w. Nie zapominajcie: prawy. Jego bieg wskaze wam droge na przelecz Malheur. Gdy zas z w ola boska pokonacie Malheur, nie spieszcie sie tak bardzo, bedziecie mieli jeszcze p rzed soba przelecze Sansmerci i Mortblanc. Gdy pokonacie obydwie, zjedziecie w doline Sudduth. Sudduth ma cieply mikroklimat, niemalze jak Toussaint. Gdyby nie nedzna gleba, sadziliby tam winorosl. Urwal zawstydzony pod karcacymi spojrzeniami. -Jasne - chrzaknal. - Do rzeczy. U wylotu Sudduth lezy miasteczko Caravista. Mieszka tam mój kuzyn, Guy de Bois-Fresnes. Odwiedzcie go i powolajcie sie na mnie .

Gdyby okazalo sie, ze kuzyn umarl lub skretynial, pamietajcie, kierunek waszej d rogi to równina Mag Deira, dolina rzeki Sylte. Dalej, Geralt, to juz wedle map, które odrysowales sobie u miejskiego kartografa. Skoro juz jestesmy przy kartografie, nie bardzo pojmuje, dlaczego wypytywales go o jakies zamki... -O tym lepiej zapomnij, Reynart. Nic takiego nie mialo miejsca. Nic nie slyszales, nic nie widziales. Chocby cie na meki brali. Rozumiesz? -Rozumiem. -Jezdziec - ostrzegl Cahir, opanowujac brykajacego ogiera. - Jezdziec wali ku nam cwalem od strony palacu. - Jesli jeden - wyszczerzyla sie Angouleme, glaszczac wiszacy u siodla toporek t o maly problem. Jezdzcem okazal sie Jaskier, gnajacy co kon wyskoczy. O dziwo, koniem okazal sie Pegaz, walach poety, który skakac nie lubil i nie zwykl. -No - powiedzial trubadur, zdyszany tak, jakby to on niósl walacha, a nie walach jego. - No, udalo sie. Balem sie, ze was nie zlapie. -Tylko nie mów, ze jednak jedziesz z nami. -Nie, Geralt - Jaskier spuscil glowe - nie jade. Zostaje tu, w Toussaint, z Lasiczka. To znaczy, z Anarietta. Ale nie moglem sie przeciez z wami nie pozegna c. Zyczyc szczesliwej drogi. -Podziekuj za wszystko ksieznej. I usprawiedliw nas, ze tak nagle i bez pozegnania. Wytlumacz jakos. -Uczyniliscie rycerski slub i tyle. Kazdy w Toussaint wliczajac Lasiczke, zrozumie cos takiego, a tutaj... Macie. Niech to bedzie mój wklad.

odezwala sie Sheala . powiekszaly go tak. Widzialy wyraznie czarne szczyty gór na tle granatowego nieba. Obraz na ekranie drgal. psiakrew. Zeby ci nie .Geralt obrócil konia.. -Do Fringilli Vigo? -Nie. wracajac.Ja jestem bledny.Postaraj sie. potegujac podniecenie i napiecie. aby to pismo dotarlo. -Ha . Wiem. Chociaz ja nadal uwazam. Obiecujesz.Ustalilysmy. co bylo do ustalenia. ze nie moge tam byc. -Zaczekaj . a kobietami. druhu.powtórzyl trubadur. Cóz. Filippo? -Rozmawialysmy juz o tym . w kosci ni e graja. -Co tez ty. . I chce uscisnac Ciri. ze zaj mowal cala sciane. Dominujacy tu zwykle subtelny swiatlocien kandelabrów dzis zastepowala mleczna jas nosc wielkiego magicznego ekranu. .wiedzmin odwrócil sie w siodle. . Patrzyli mu w slad. gwiazd y odbijajace sie na powierzchni jeziora. cyt-cyt. Niebo ciemnialo. usmiechajac sie drapieznie. a glos miala kwasny niczym marynata ze sliwek. -No. A Sabrina. jak jedzie klusem w kierunku Beauclair.Forsa zawsze sie przyda. A po wszystkim macie zawadzic o Toussaint. ciemna i graniasta bryle zamczyska. I zdenerwowanie. bywajcie! Jedzcie.Geralt wzial od poety ciezka sakiewke.. * * * W wielkiej sali kolumnowej zamku Montecalvo panowalo niezwykle podniecenie. I troche adrenaliny. Sheala de Tancarville spojrzala na nia cierpko.. ze potrafisz. Ustalilysmy to.odrzekl po chwili Reynart de Bois-Fresnes. -Reynart . Ale nie szalony.. A poza tym nie jest moja. Grupa Sabriny i Keiry wejdzie do Rhys-Rhun cicho jak myszki. Vilgefortza wezma zywcem. nic nie powiedziala. Niepotrzebnie. Geralt? A jak ja mam to zrobic wedlug ciebie? -Znajdz sposób. -Nie. Daj pyska. podjechal blisko do Pegaza. na palusz kach. -Niech to bedzie mój wklad . . wzialem te dukaty z prywatnej szkatuly Lasiczki. Nieprawdaz. Co tak patrzycie? Kobietom pieniadze potrzebne nie sa. No. moze chciec sie mscic. Dobrze zrobiloby mi troche akcji. stary durniu. wszystko mi opowiedziec. . Do Dijkstry. zanikal. A teraz bywaj.Jedz z nami. bez jednego zadrapania. skrycie wyciagnal zza pazuchy list.-Jaskier . ta troche zbyt bardzo kocha akcje i adrena line. migotal. .Szkoda. sa przeciez same. Keirze polamano na Thanedd ze bra. Nikt nie zostanie zabity bez kon iecznej potrzeby. Geralt? -Obiecuje.uciela Filippa. bez jednego siniaczka . bo sie rozplacze . -Wciaz nie mam pewnosci . . Bede was wygladal. to bywajcie. Geralt . ze nalezaloby dac przyklad.Na brak pieniedzy nie cierpimy. widzieli.powiedziala Filippa Eilhart. Daj pyska. Francesca Findabair i Ida Emean zakleciami stabilizowaly obraz. Bo i po co? Nie pija.czy nie bylo bledem powierzac dowództwo grupy uderzeniowej Sabrinie i mlodej Metz..

zgodzila sie z pozornie obojetnym usmiechem Filippa. . pani Fringillo. jak od skal odrywaja sie szybkiej czarne ksztalty. Usiadly wygodniej. gdy i m sie ta noc przysni.rzekla sucho czarodziejka z Koviru . slabych i malostkowych. bezszelestnie i zwinnie niby nietoperze.powiedziala Assire var Anahid. W czarnych oczach Filippy dostrzegla cos na ksztalt drwiny. -Zemsta . -Zostawmy to . dzieki staraniom której kryjówka Vilgefortza zos tala odkryta. wzorowa robota. Zaiste. wskazujac na wyczarowana wizje. w zamku. odpowiadajac na saluty. Widzialy. . Filippa zakleciem przycmila swiatla. dobra. -Byc moze . Fringilla uklonila sie. do konca zycia budzili sie z krzykiem.Ale jednak rozkosza byc nie przestaje.Margarita Laux-Antille uniosla puchar musujacgo wina. w lazurowym spojrzeniu Triss Merigold byla nie chec. Usmiechów Franceski i Sheali nie mogla rozszyfrowac. którzy przezyja te noc. By lepiej widziec. Jak koszacym lotem spadaja na blanki i machikuly zamku Rhys .liczni.Proponuje wypic zdrowie panie Fringilli Vigo.jest rozkosza umyslów miernych. tam. -Zaczynaja .

-Sa w srodku .Wiek chyba . Sheala. niegdys a rrasów.nie mialam miotly miedzy nogami. wpatrzona w wizje.. trzeci. jak krew z serca odplywa jej do podbrzusza. lecz wpatrzona byla w lezaca na stole krysztalowa kule.jest tu pod dostatkiem! Tylko tego! Jasna cholera. Raz. jedyna. czy to nie iluzja? -Masz nas za dzieci. . -W tym zamku . -Skladniej.. Ona juz wiedziala .zarapotrowala znowu Assire . -Tylko tego . w materializujacym sie owalu zobaczyly Sabrine Glevissig w meskim stroju. Przestrzen pomiedzy kolumnami sali rozblysnela nagle. z której zwisaly dlugie fredzle pajeczyn. z wlosami przewiazanymi na cz ole szyfonowa szarfa. Filippa? . na nich strzepy szmat..Filippa Eilhart nerwowo przeczesala wlosy palcami. drugi. z maskujacym malunkiem na twarzy wygladajaca jak czart z piekla rodem. -Pani Glevissig . co jest nie tak. nie l iczac pajaków.Rhun.. Od jakichs piecdziesieciu lat nie bylo tu zywej duszy. Widzialy. która nie obserwowala wizji na scianie..Co tu mozna skladniej? Nie widzicie? To jest zamek Rhys-Rhun! Jest pusty! Pusty i brudny! To cholerna pusta ruina! Nie ma tu nic! Nic! Zza ramienia Sabriny wylonila sie Keira Metz. jak powinno byc. Dokonalysmy desantu na calkiem niewlasciwe miejsce.odezwala sie cicho Assire var Anahid. Sabrina wyciagnela w ich strone urekawiczona reke. co to bylo. Nie tak. Niedlugo zapomne. .wrzasnela kaedwenska magiczka. skladniej? . gestykulujac gwaltownie . Sabrino! -Co.otwiera bezposredni komunikator.mruknela Filippa .nie ma i nie bylo nikogo. -Badalyscie. jak powinno byc.powiedziala. .Sluchajcie obie . Fringilla poczula. Zaryglowane drzwi i wrzeciadze rozlatywaly sie w drzazgi p od uderzeniami piorunów kulistych. Ale cos jest nie tak. Za plecami czarodziejki widac bylo brudne kamienne sciany. jak sie lata. Co za kompromitacja. - . W oknach czarnego kompleksu zamczyska krótko blysnal ogien. co za glupota. uciszyla ja niecierpliwym syknieciem. szczurów i nietoperzy. Od jakichs piecdziesieciu lat.powiedziala spokojnie . z twarza uczerniona pregami maskujacej barwiczki. Grupa uderzeniowa jest w srodku.

Wracajcie natychmiast.Najemniczkom i adeptkom powiedzcie. nie mogac juz zniesc milczenia panujacego w sali kolumnowej zamku Montecalvo. .Fringilla Vigo wciaz byla jak ogluszona. wydymajac wargi .... w ogóle nie zwracajaca uwagi na konfraterki. Czula. I dobra mina. Assire var Anahid westchnela i wzniosla oczy ku plafonowi. Filippa parsknela z cicha. Nikt nie jest doskonaly.powiedziala po bardzo dlugim milczeniu Sheala de Tancarville.. wykorzys tal i wystawil na posmiewisko.. -Koniec konców .powiedziala wreszcie. Trzeba bedzie zniszczyc. Zaplaccie im i wracajc ie. Rhys-Rhun. -A ja tak . A gdy o calej tej aferze zacznie sie ukladac legendy i podania. -Ja.. -Och . jak tu siedzimy.kiwnela milczaca do tej pory Francesca Findabair. równiez milczaca. Dokla dnie zrujnowac. ze pulsujaca krew za chwile rozsadz i jej policzki. .. Zamek Rhys-Rhun na tle czarnego. -Ten zamek.Ja naprawde nie pojmuje.....To nic takiego..Ja.. ze to byly cwiczenia.. .. . -Ja. migotliwego od gwiazd nieba.kazda z nas juz kiedys to spotkalo.powiedziala Filippa pograzona w myslach.. kiedys jakis mezczyzna oszukal. pozwolila sobie na dosc wieloznaczne prychniecie. co mam na mysli? -Bardzo dobrze . slyszycie? Róbcie dobra mine! Owal komunikatora zgasl.powiedziala Triss Merigold. I jezioro.Ten zamek. naprawde . Zostal tylko obraz na sciennym ekranie. Jak to sie moglo stac. Czy panie rozumieja. .. * * * .dodala Sheala. panno Vigo. Fringilla Vigo patrzyla w blat stolu. w którym gwiazdy sie odbi jaly.. Ida Emean. Kazda z nas. . trzeb a bedzie poddawac je skrupulatnej cenzurze. Naprawde nie rozumiem.

ale nie na sam brzeg. rozblysla refleksami. by mogla isc po twardym zwirze dna. mein Vater. bo ten byl piaszczysty i uslany kamieniami. Woda byla tak przejrzysta. w który Kelpie byla racza niczym prawdziwa klusaczka. pierzaste wodorosty. ze jednak klus to za wolno. Nie zwolnila nawet. so brauch' ich Gewalt!" "Mein Vater. by woda siegnela ponad kolana klaczy. wyjechala na plycizne. Przejechala przez nadbrzezne zarosla. ze w rzucanym prze z konia cieniu nawet z wysokosci siodla Ciri mogla widziec kolorowa mozaike dna. Ciri szarpnela wodze. Doznala satysfakcj i. wpadla Kelpie w jezioro. Poprowadzila klacz samym krajem wody tak. Vysogota z Corvo Rozdzial piaty Poludnie splynelo na las skwarem i duchota. Ciri musiala przyslo nic oczy dlonia. mich reizt deine schöne Gestalt. Uderzeniem piety i krzykiem zmusila klacz do cwalu. a ciemna jeszcze do niedawna jak jadeit gladz jeziora zaplonela zloto. odbity od wody blask oslepial. ze przez moment podkowy slizgaly sie po plytach z przeciaglym zgrzytem. Ale szybko stwierdzila. dostojnie kroczacego wsród ka myków."Ich liebe dich. I wszystko juz zostalo kiedys opisane. wryla klacz tak. bo dwie z nich. Und bist du nicht willig. teraz cofnely sie mimowolnie. Przed samymi ich nosami. odzywal sie bólem w zrenicach i skroniach. Widziala malego raka. zwykle nieporuszone i beznamietne. Wpadla na dziedziniec w pelnym pedzie. blyskajacych w sloncu jak krople roztopionego srebra. szczezu je i falujace. Zatrzymala sie tu z-tuz przed czekajacymi pod wieza elfkami. jetzt fasst er mich an. lecz do bryki lub landa. Kelpie zarzala. z hukiem kopyt. I od razu niemal poszla w klus. cwiczo na nie do siodla. Erlkönig hat mir Leids getan!" Johann Wolfgang Goethe Wszystko juz kiedys bylo. Ale w oddechy Kelpie nie odezwalo sie nawet najmniejsze chrapniecie. a jej galop byl wciaz lekki i niewymuszony. tak gleboko. wszystko juz sie kiedys wydarzylo. a to wykluczalo szybka jazde. Gnali wsród lecacych dookola b ryzgów wody. . gdy ujrzala wieze.

-Zadziwiasz mnie. I w ogóle zadbac! Jasnowlosy elf usmiechnal sie leciutko. . . . ich twarze znowu wygladzil spokój. jak elfki bez slowa odprowadzaja klacz do stajni. jesli wiesz. Elfki opanowaly sie szybko. -A ty traktujesz mnie jak glupia. a one srogimi dozorczyniami.Nie najade! Chyba zebym chciala. . wylaniajac sie z cienia pod arkada.wziela sie pod boki.Traktuje je tak s amo. -Piekne za nadobne! .parsknela. To nawet widac. . Loc'hlaith.rzucila jednej z elfek wodze. smialo spojrzala mu w oczy. gdy ostygnie. Loc'hlaith.szczeknela. -Przepraszam. Ale to bylo dawno i na Ciri takie rzeczy calkiem przestaly juz robic wrazenie. a raczej sfrunela z siodla.Konia trzeba wytrzec. Napoic. Gdy weszla do Wiezy Jaskólki i znalazla sie wsród kwitnacej wiosny. jak one mnie! A wiezienie jest wiezieniem.powiedzial jasnowlosy elf o trójkatnej twarzy. do oczu powrócila obojetna nonszalancja. -W samej rzeczy .-Nie ma strachu .Jestes tu krzywdzonym wiezniem. -Nie jestem zadna Pania Jeziora . W oczach miala wyzwanie. patrzac. -Brawo . .powiedzial. Wtedy powital ja tak samo. Jestem.Jestem tu wiezniem! A wy jestescie dozorcami! I nie ma co tego owijac w bawelne! -Prosze! . Ciri zeskoczyla. I nawet sie nie przedstawisz. które mial blado-blekitne jak akwamaryny i dosc lagodne.Ladne przedstawienie. zadarla nos. co to . Jestem Crevan Espane aep Caomhan Macha.

wyjasnil spokojnie. Do przejazdzek po okolicy jestes zapewnie zmuszana. . zawsz e jest jezioro i ta wieza. Kazde slowo.Ale to jednak dla ciebie jezyk obcy. -Nim ujade stajanie . . które znam.ze w ogóle mam ochote sie do ciebie zwracac? Wiedzacy czy nie..powiedzial szybko. podobnie jak to eleganckie i dosc bogate odzienie. .odwrócila sie. Gorsze niz loch. Jezyka elfów z twego swiata. w koncu to tylko przedmioty. pokrekujac i kiwajac czerwonymi dziobami. . by sie od niej oddalic. Upokarzaja mnie. W nocy wystarczy popatrzec w góre.jestem nad jeziorem. A wiec to jest wiezienie. -One mnie lekcewaza. Kurki wodne. -Ja w mowie z toba uzywam hen llinge. -Kto ci powiedzial . ale sa. w którym sie tu zjawilas.spojrzala z podziwem.. Elfi czarodziej. To nie jest moje miejsce. ze nie rozumieja. Z wielka odw aga i zapalem tluczesz tez zwierciadla bedace dzielami sztuki. Aen Saevherne. Dla wygody uzywam aliasu Avallac'h i tak mozesz sie do mnie zwracac. Zawsze.Tluc mozesz. -Wiezniem . I tyle. podniosla kamien. którego nie zdolala w pore ukryc. Ale mimo tych strasznych warunków nie poddajesz sie. Róznice nie sa wielkie. Wies z. I widze te wieze. pod jego spojrzeniem zaniechala zamia ru. Ten swiat nie jest moim.znaczy. -A ty? . co z tego. .Wspominalas. Woda zatoki miala kolor metnej zieleni. -Och . a one ellylon. udaja. niz ciemnica. zlagodzil nieco upal. jak sie obracam. Zaczerwienila sie. Nie ma sposobu. -Mozna to i tak nazwac. Zezloscilam sie. I c hce stad wyjsc.. A gdy mówia do mnie. nie kryjac rozgoryczenia . W dodatku wiezniem zle traktowanym. Z którego jestes swiata? Ja dzieckiem nie jestem. Nadto wielkie drzewa i wieza dawaly cien. w która strone jade.. Nie ma ani jednego gwiazdozbioru z tych. Te elfki. a ja. -Mówisz naszym jezykiem doskonale ..naburmuszyla sie . uczynila ruch. jestes dozorca. . -Wiem .Przepraszam za nie. zywo krazyly wsród lisci. Rewanzujesz sie za doznawane krzywdy opryskliwoscia. -Tamto lustro. wiercac obcasem mokry zwir. Bardzo zla na siebie. -Ach. Schylila sie.Wiedzacy.. w strone plywajacych kurek. Gdy mówie do nich. miecz na plecac h nosisz za kare. Czy zechcesz przespacerow ac sie ze mna brzegiem jeziora? Wiatr. . jakby chciala bezmyslnie cisnac nim w jezioro. Weszlam tu przez przypadek. -Ciebie rozumiem. gesto przybrana liscmi graz ela i usypana zóltymi galkami kwiatów wygladala niemal jak laka. to celowo tak. Odjechac. o ilez gustowniejsze i czysciejsze od tego. ile dusza zapragnie. Poza tym ty uzywasz hen llinge. ze wykonane siedemset lat temu. który zerwal sie. bym je nie rozumiala.powiedziala. Bez róznicy. niz komnata z zakratowanym oknem.dokonczyl sarkastycznie.wybakala Ciri.

ze tak dlugo zwlekalam z przyjsciem. ze kobiety nie rozumia ly ciebie. mam szczescie? Bo to moglo byc osiem tygodni? Albo osiem miesiecy? Albo osiem. a ty ich. zlosci mnie.Niezmiernie.powiedziala. Ty mnie zlekcewazyles. -Ach .. ty myslisz inaczej. -Zireael. Nazywaj to jak chcesz. gdy szydzi sie ze mni e i okazuje lekcewazenie. Ty nie tylko mówisz.Znaczy. to tylko osiem dni. Zamilkla. . Zupelnie innymi kategor iami. Westchnela. nie jestem madra elfka. Tak. tak. ze jestem wsciekla? -Dziwie sie w rzeczy samej . silac sie na spokój. Czym jest osiem dni albo osiem tygodni? Czas nie ma znaczenia. Zagubilas swoje dziedzictwo.krzyknela ze zloscia. Nic dziwnego. . nie ma co robic oczu. -Daleko . Zdziwiles sie nawet. Trafilam do innego swiata.Weszlam do wiezy ponad tydzien temu . -Dobrze! . jestem glupim . Ellylon czy nie. I dziwisz sie. Zwróciles sie do mnie moim imienie m. tez ze mnie drwisz. Ty czekales na mnie. siedzac i grajac na fletni. Ja to nazywam szyderczym i zlosliwym lekcewazeniem..powiedzial cicho . Zostawiajac mnie w wiezieniu. stracilas wiez ze swoja krwia. .Zgoda.odeszlas od Lary Dorren.wykrzywila sie. wzruszyla ramionami. dopiero pózniej zaczales te wyglupy z Pania Jeziora.szeroko otworzyl oczy. . Potem zniknales bez slowa wyjasnienia.czemu? Bo bardziej upokarza.

Przed chwila. kim jest ta twoja Lara! Zachnal sie. po mniej wiecej stajaniu j akas niewidzialna sila sprawiala. I wyliczylam. troche przez nas wspomagane. z których sterczaly menhiry. ze minelo wiele jednych i drugich. Dlugo bowiem na ciebie tu cze kano. A to znaczy. zostawic ich za soba jak najdalej. Ciri poklepala chrapiaca Kelpie po szyi. -Czekalismy dlugo . widzac. W odleglosci mniej wiecej stajania.. Nie chce juz od was nic.Ale nie z wlasnej woli. . Jestes córka Lary Dorren aep Shiadhal.Nie po jakims czasie! Bo tutaj ten czas to wiecznosc! Jakim prawem mnie tu wiezicie? Dlaczego nie moge stad odejsc? Ja wesz lam tu sama! Z wlasnej woli! Nie macie do mnie zadnych praw! -Weszlas tu sama . ze szalenczy galop jest bez sensu i ni e zda sie na nic. skad znasz moj e imie i jakim sposobem wiedziales. ze tutaj. Mozna bylo próbowac jechac na zlamanie karku w obojetnym kierunku. nie obchodzi mnie.potwierdzil spokojnie. obejde s ie bez wyjasnien. nie mieszczace sie w glowie zadanie. Do ludzi! Takich. ale bardzo lekko. Teraz zas miala ich znowu przed soba. czego od niej chca.wrzasnela. kim jest ta moja Lara. na otwartym terenie. ich i to ich bezczeln e. gdy Avallac'h powiedzial jej wreszcie. najchetniej zabralbym sie do wyjasnien w drodze. . -Nic z tego nie rozumiem. Bardzo dlugo. twój rodowód. Avallac'h nie klamal. A dokad mamy jechac? -To. ze jechalo sie po okregu. Potwierdzilas swoja krew. jesli ci wyjasnie. Do mojego swiata.. co pod Tor Zireael. Chce tylko jednego. Zdolalas. ru nela w cwal. .Bojac sie tylko jednego: czy zdolasz tu wejsc. Nawet jak na nasza rachube. -Chce zaraz! . Tu. by uciec od nich. Dla mnie czas ma znaczenie. którzy mysla tak jak ja! Tymi samymi kategoriami! -Wrócisz do nich. a noca na niebie widac inne gwiazdozbiory. * * * Ciri wstrzymala chrapiaca Kelpie. równiez wyjasnie ci w drodze. dla niemadrej demonstracji niemal zajezdzilas klacz. ze tu sie zjawie. jesli pozwolisz. Poniewaz czas nagli. -W takim razie . Wrócic do siebie. dlaczego tu jest wiosna.nie zwrócil na nia uwagi. niezauwazalnie niemal. jest twoje miejsce. dzialala ta sama sila. .czlowiekiem. -Jestem córka Pavetty! Nie wiem nawet. patrzac na spokojnie jadaca grupke elfów. nie wsród Dh'oine.powiedzial . licze nawet godziny. na lakach i wrzosowiskach. Po jakims czasie. dlaczego tu sa jednorozce . Ale cóz. ja licze dni. ile ta klacz moze wytrzymac. -Zajezdzilam? Ha! Ty jeszcze nie wiesz. Zupelnie nie interesuje mnie.najlepiej bedzie. Przywiodlo cie tu przeznaczenie.

Nauczyli mnie tego w Kaer Morhe n. Wzdrygnela sie jeszcze silniej. pozwolimy ci stad odejsc. nalezy do ciebie. ze twoja szalencza kawalkada pomogla ci podja c decyzje. co galop przyniósl dobrego. przypominajac sobie. Ponaglila Kelpie do stepa. ze to byl ponury zart. córko Lary Dorren. Walke konczy smierc. Jak brzmi twoja odpowiedz? -Brzmi: nie .Powiedz mi. Dopiero gdy je urodzisz. Trawy i wrzosy siegaly strzemion. -Nie zwyklem zartowac . Zakladam. Avallac'h . pozwole sobie powtórzyc z pelna powaga: chcemy miec twoje dziecko. Przypominajac dobie Bonharta jadacego ku niej po lodzie na spienionym siwku.A skoro uznalas to za zart. -Prosze. -Ale sie urzadzilam. Zyje. . Po co ja wlazlam do tej Wiezy? Wzdrygnela sie. . potem widzac. pomyslala. Jedyne. Jaskólko.odpowiedziala twardo. A jednak wciaz cala trzasla sie ze zlosci. pomyslala. Wybór. Wiedzacy. rz ecz jasna. ze klacz dzielnie unosi glowe. usmiechniety lekko. zziebil wscieklosc.powiedzial. . To jeszcze nie koniec walki.Kategorycznie i absolutnie nie. ze ochlodzil glowe. Jechala szpalerem menhirów. zwrócil na nia pytajaco swe akwamarynowe oczy.Avallac'h nie klamal. Nie . I uspokoila. kazda inna rzecz walke jedynie przerywa. Nie bylo ucieczki. Dosc szybko dogonila Avallac'ha i trzy elfki. Byla juz znacznie spokojniejsza.chrzaknela. do klusa . wrócic do twego swiata. to to. Przez jego twarz przebieglo cos jakby cien. rozgladajac sie.

Jechal tak blisko.Jak mozna w ogóle wymagac czegos takiego? .ze bardziej ci zalezy na przyjaciolach. jestem rozczarowany. -To jest wstretny szantaz! -Jesli natomiast . zostaniesz tu na zawsze. . twoich przyjaciól i twojego swiata nie zobaczys z juz nigdy. Trzecia bezbrzezna nienawisc. -Uciekne wam . ucieklam lapaczom i Nilfgaardczykom.zgodzisz sie na to. -Ale ja nie chce! .wrzasnela Ciri tak. Avallac'h odkaszlnal znaczaco.rzekl chlodno . Mamy prawo i mozemy wymagac . ze mysle wlasnie o nich. rozumiesz? Nie chceee! Mierzi mnie mysl. ze. . ale on nie nazywal sie Duny. Juz ci to mówilam! -A ja juz odpowiadalem.Ciri odezwala sie pierwsza. Posluchala. ze te kilka smiesznych ludzkich pokolen jest dla nas bez znaczenia. -Wybór. Twoje pytanie zdumiewa zatem. Elf milczal przed chwile. jak rzeklem nalezy do ciebie. Rozumiem. No.nieco do przodu i rozmawiajmy w cztery oczy. Twój ojciec. by glosic je przy swiadkach. Znajde sposób i na wasze czary.nie przejal sie krzykiem .rzekl .. Zdawalas sie rozumiec. -Myslalem . Dlugo jechali w milczeniu.Nie zatrzymacie mnie tu wbrew mojej woli. Ciri czula na sobie równiez spojrzenia elfek. Cregennan. ze to dla was wazne. Ja k ty w ogóle smiesz? Jakim prawem? Patrzyl na nia spokojnie. ze dotykal jej kolanem. widzac twarze elfek.ze historie twego rodu opowiedzialem ci w detalach.westchnela zdumiona.. Uciekne i wam. Dwie wyrazaly bezbrzezne zdumienie. Urwala. Sam widzisz. to twój wybór. zabral nam dziecko. ze nie mam wyboru. -Mój ojciec. -Przejdzmy . w tej chwili. mdli mnie.Ja nie chce.odrzekl po chwili . ta Starsza Krew. udowodnimy ci. byloby nieuczciwe ukrywac to przed toba.zgadzam sie i tyle. .Przyznam. Jezeli wiec odmówi sz wspólpracy. Jaskólko.. ze ten pasozyt bedzie we mnie rósl. A wy mnie przeciez chcecie wiezic tu. Ty je nam oddasz. Po prostu nie moge. ze klacz az zaplasala pod nia.. ze czas nie ma znaczenia. -Trudno . -Wydaje mi sie . oni sa w niebezpieczenstwie teraz. . ucieklam Bo nhartowi i Puszczykowi. Ucieklam z wyspy Thanedd. Na Geralcie. Wydaje mi sie to logiczne i sprawiedliwe. Tam. . -Ty o tym wiesz? . Ja nie pamietam mojego ojca.. Powinnas jednak wiedziec o czyms. ze wszczepi mi sie jakiegos chole rnego pasozyta. co najmniej dziewiec miesiecy. Jestes wiedzacy! Zatem powinienes wiedziec.No tak. . Nie Cregennan.. Jaskólko. Twoje poglady. gdy pomysle.wykrzyczala trzasacym sie glosem. w moim swiecie. Splacisz dlu g. sa nieco zbyt radykalne. Stad nie mozna uciec. Prawda. Ale cóz. ale ja nie moge. o co prosimy. Na Yennefer. to dziecko. Jaskólko.wzruszyl ramionami.

-Nie rozumiem. ze nuca chórem jakaz dziwna. zwlaszcza o swicie. Nagle zatrzymal sie. Grac na zwloke. podchodzily do jeziora pod Wieza Jaskólki. które Milczala z oczami wbitymi w czarna grzywe mówil Vesemir w Kaer Morhen: gdy cie maja ie wiadomo. Wsród Ludu Olch. zarzal przeszywajaco. monotonna melodie. Kelpie. Sprawimy. ze Avallac'h i trzy elfki mrucza. . Jesli sie. co sie wydarzy. jak jedna wyciaga luk z zawieszonego przy siodle skórzan ego futeralu. Ciri widywala jednorozce juz poprzednio. zrewanzyjemy stracisz tutaj wsród nas. Caly tabun. Stanela w strzemionach. zadrobil nogami w miejscu. W sposób absolutnie niewykonywalny dla zad nego konia dreptal na tylnych nogach. Przywódca tabunu byl wielki ogier o dziwnej czerwonawej masci. oddasz nam przysluge. Ciri westchnela. oslonila oczy dlonia. Jak wieszac. pomyslala. Ciri zobaczyla. Jedna z elfek krzyknela nagle. stanal deba. przebierajac w powietrzu przednimi. -Zachowaj spokój . ze odzyskasz chwile. -Czas plynie tutaj inaczej niz tam. co najmniej trzydziesci sztuk. niekiedy. Nigdy n Kon Avallac'ha zarzal. O jakies dwiescie kroków od nich przez wrzosowisko galopowaly jednorozce. Nigdy jednak nie pozwalaly jej sie zbli zyc. Znikaly jak duchy. popros o szklanke wody. Ciri ze zdumieniem skonstatowala. krzyknal cos do elfek. zanim przyniosa. gwizdnela. Elf opanowal go.powiedzial ostro Avallac'h.

uslyszala glos. A po chwili ziemia drgnela pod podkutymi kopytami. Avallac'h powiedzial szybko kilka slów. Ziemia zadrzala.powiedzial sucho. Ciri spojrzala w kierunku.nie rezygnowala. * * * Szczyty wzgórków zdobily kromlechy i dolmeny. Z oddali dobiegl ich gwizd. który wskazala. -Boicie sie jednorozców? Przeciez one sa madre i przyjazne.Nie wszystko. Kim ty jestes. Nim jeszcze zdazyla skonstatowac. wylonil sie drugi tabun. Odwrócil glowe. . jaki wydaje przytknieta do ucha morska koncha. Ciri stanela w strzemionach. co widzialas. Alez to bylo dawno. tym bardziej. ale pojela. Wiodacy go jednorozec byl sinawy i jablkowity. zakolatalo w skroniach. zrozumial..powiedzial zimno . jak wiedzacy ukradkiem ociera pot z brwi. ten.. Miala dosc wlasnych zmartwien. Nie opieraj sie . ze widziala. Musze skoczyc. -Nie wszystko jest tu tak ladne. Byl to ów trudny dla Ciri jezyk ellylon. ze elfy i jednorozce kochaja sie nawzajem. krz yknela druga z elfek. caly tabun odpowiedzial rzeniem. jak wyglada . gdy odbiegaly. Grozi ci smiertelne niebezpieczenstwo. zza pagórka. czym jest magia. Ale znacznie sil niejszy. -Przyjmij wiec . Zaspiew elfów wzniósl sie nagle o ton w góre. ze elfki jak na komende siegnely po luki. jak w glowie zaczyna jej szumiec.Kim ty jestes? Potrzasnela glowa. Piesn Avallac'ha i elfek urwala sie. Ryzy jednorozec zarzal. pomyslala. Ich widok przypominal Ciri kamien spod Ellander.Nie bron sie. Avallac'h od wrócil twarz ku Ciri. to klótnia kochanków.ze to. Nie odpowiedzial. . ze wiedziony przez ryzego ogiera tabun powrócil. przeciagly krzyk. Ciri zobaczyla. Byl to szum calk iem podobny do tego. Nie zadawala wiecej pytan. Elf katem oka spojrzal na nia. . pytanie ponownie rozbrzmiewalo jej w czaszce. Jedna z elfek krzyknela znowu. przy którym Yennefer uczyla ja. Wieki cale temu. a ona poczula. -Slyszalam . Z przeciwnej strony. musze cie przeniesc w inne miejsce.

kiedy zazadam. gestem kazal Ciri zrobic to samo. kiedy zazadasz. Jezdzcy gnali ku nim lawa. Znikly w stepie. Splacisz. wokól ramion powiewaly im w galopie plaszcze. -Avallac'h . dzieki czemu ukladala sie na ciele mi ekko niczym welniana dzianina. Weszli na pagórek miedzy biale skalki o cudacznych ksztaltach obrosniete trzmielin a i . -Splace. Gwizd. Avallac'h zsiadl równiez. siedzial na wielkim jak smok karogniadym ogierze ustrojonym. -Eredin -Jestes mi winien przysluge. Caly oddzial. salutujac. czarnowlosy elf. do tego noszacym na lbie prawdziwie demoniczny rogaty bukranion. jednorozców juz nie bylo. zostawiajac za soba oblok kurzu. Czarnowlosy zsiadl.powiedzial. czarnowlosy mial pod cynobrowo-amarantowo-karmazynowym plaszczem kolczuge wykona na z kóleczek o nieprawdopodobnie malej srednicy. w kropierz haftowany w smocze luski. * * * Przywódca jezdzców. Nim dobiegli na pól stajania. jak wszystkie konie oddzialu.Zza wzgórza wychyneli jezdzcy. Konie nosily kropierze. Jak wszystkie e lfy. których cynobrowo-amarantowo-karmazynowa barwa przywodzila na my sl lune pozaru na niebie podswietlanym blaskiem zachodzacego slonca. jezdzcy grzebieniaste helmy. okrzyk.

podjal czarnowlosy . jakbym widzial zloty samorodek w kupie kompostu.. . bo wiesc sie rozeszla. co przywoluje na pamiec Lare Dorren. Avallac'h powoli odwrócil glowe.zupelnie jak czlowiek.powiedzial wolno . pozbaw ione klów. Zdziwila sie bardzo. Dobry i zly. ty przeciez. g leboko ukryty. I zamyslila. To znaczy. Zireael. jak glosi plotka. Eredin Bréacc Glas pokazal zeby w usmiechu. Przez chwile patrzyli na siebie oboje . mozna dostrzec pewne c echy swiadczace o rodowodzie tej malej. bardziej uprawniony jest do oceny? Avallac'h i tym razem nie odezwal sie. Tak. I mam wrazenie. równe jak spod strychulca. . Jasny i czarny. ze ci przedstawie: Eredin Bréacc Glas. a twarz czarnowlosego przywodzila na mysl dra pieznego ptaka. nie mylisz sie nigdy. Widziala takie zeby u zabitych elfów lezacych szeregiem na podwórzu straznicy Kaedwen.ze sie nie pomyliles. Ciri patrzyla na nich. pomyslala. Twarz mial nieruchoma i obojetna.karlowatymi krzewinkami kwitnacego mirtu. N ie wiedziec dlaczego. To przeciez mala Dh'oine. teraz juz wiadomo. jesli nie ty. bardzo drobne i bardzo nieludzkie. Ba.elf bacznie przypatrywal sie Ciri. -Reasumujac .jest w tej malej Dh'oine cos wartosciowego. W tym stworzeniu. Avallac'h nie potwierdzil ani nie zaprzeczyl. Ale w usmiechu Iskry takie zeby w ygladaly ladnie. Ciri odklonila. to znaczy obaj niezwykle wysocy . Ale twarz Avallac'ha byla lagodna. -To wiec ma byc Starsza Krew . -Pozwól.skrzywil usta czarnowlosy . Ale Ciri dostrzegla na jego bladej twarzy cien rumienca..spytal Avallac'h . . Ciri zas hardym wzrokiem skontrowala spojrzenie czarnowlosego elfa. u Eredina natomiast upiornie. cos pieknego. -Zakladam . Niezbyt zgrabnie. Eredin. Ludz ka samiczka. a zadne nie chcialo pierwsze spuscic oczu. Avallac'h nie odezwal sie. bardzo biale. tkwi gen Lary. -Skad wiedziales .Aen Hen Ichaer. Avallac'h? Kto. Ma faktycznie w oczach cos. gdy sie dokladniej przyjrzec. przyjmuje to za pewnik. -Milo mi . ze jednorogi zrobily sie niespokojne i zaczepne. -Mówisz . Dziedzictwo Shiadhal i Lary Dorren? Niezbyt chce sie wierzyc.ze cos nam grozi? -Wcale nie wiedzialem . Oczy Ciri rozblysly wsciekloscia. Byli jednakowego wzrostu.elf uklonil sie. Nieprawdaz. Napatrzyla sie na takie zeby u Iskry. To przez nia. Ciri widziala juz takie uzebienie. Dostrzegam to.Patrolujemy równine.skonstatowal elf. Swiatlo i mrok. rzecz jasna.

za chwile ziemia drgnela pod kopytami.ze to z nim musialabym. -Jam powiedzial.To nie on. jeszcze jedno . Ciri zblizyla mirt do twarzy. . które ja ..zaprzeczyl powoli Avallac'h. By nie dostrzegl podniecenia i fascynacji. -Nie . Va faill. dla bezpieczenstwa. A teraz wybaczcie. na tym wzgórzu. Zblizyl ja do twarzy. luned. Avallac'h. Twoja specjalnosc i twoja odpowiedzialnosc.Avallac'h wydal lekko wargi. Jesli to on. -Nie mów mi tylko . Schylil sie.rzekl krótko. zna juz powód. . -I gotowa jest kooperowac? -Jeszcze nie calkiem.Za nie przemyslane slowo.wlasnie usilujaca zabic mnie spojrzeniem. odlamal i zerwal ukwiecona galazke mirtu.. by to bylo calkiem. .. Przenocowac radze tu. Zostawiam wam eskorte.. Va fail. gdy odjezdzal z czescia oddzialu. Albowiem charakter kooperacji wymaga.Eredin Bréacc Glas spowaznial. -Nie calkiem . -To przeprosiny . -Tys powiedzial. warto by wiedziec. na czym stoimy. . ale obowiazki wzywaja. -Po co sie niecierpliwic? .powiedzial .Ale to twoja specjalnosc. potem z uklonem wreczyl Ciri. dla którego tu jest? -Owszem. Inaczej jak calkiem po prostu sie nie da. Ze to on. Odszedl szybko.powtórzyl. to nigdy w zyciu. w jego zielonych oczach cos na krótko zablyslo. A poniewaz od Tir ná Lia dzieli nas wszystkiego pól dnia jazdy.-Czy ta dzieweczka . bedziecie w Tir ná Lia o wlasciwym czasie. Aha.zaburczala .Ha. .Co mozemy zyskac na pospiechu? -Wiecznosc . Badz spokojna. to niedobrze. gdy wyruszycie jutro o brzasku.

-Jesli sie zdecyduje. choc krystalicznie przejrzysta. O ile nie postanowisz zostac.. Po prostu wyjasniam pewne sprawy. Chwile jechali w milczeniu.odezwala sie wreszcie . Palace. dokad zechcesz. ulotne i zwiewne. -Kto . to potem.. -Sluze pomoca. zafioletowil lubinem. owszem.spytal. Avallac'h wygrywal na swej fletni rózne skoczne melodyjki.bedzie Auberon Muircetach. Prychnela lekcewazaco. Zyskiwaly tylko na urodzie. Ciri widziala labedzie dostojnie zeglujace po rzece. Z dzieckiem. podmokly teren zazólcil sie jaskrami. -Królem Olch? -Mozna to tak nazwac. -Slucham.ogarnely. nie masz rozumiec. a palacyki znikna razem z unoszacym sie z rzeki oparem. zasepiona. ale zjawy budynków.. pa lacyki nie znikly i znikac nie myslaly. Czy mam rozumiec. -Ojcem dziecka . -Jestem spokojna. * * * Suche bodiaki i wrzosy stepu ustapily bujnej zielonej trawie. -Zdecyduje. splywajacych ku wodzie niczym zielone kurtyny. gdy opar znikl. gdy bedziemy na miejscu. jakby to nie byly budynki. A Auberon Muircetach. Ciri w kazdej chwili oczek iwala..ma byc ojcem tego dziecka. Cir i zobaczyla palace. ale nic nie powiedziala. ze powieje wiatr. -Avallac'h. byly azurowe jak altany.. ze podjelas decyzje? -Nie. -Zdecydowalas wiec? . co. Jak to wy mówicie. Ale gd y wiatr powial.. wydawaly sie tak delikatne. jest naszym królem. gdy poruszyly sie galazki wierzb i zmarszczyla rzeka. Zza galezi wierzb placzacych.rzekl spokojnie i rzeczowo Avallac'h . na którym wam tak zalezy? A moze to nie ma znaczenia? -To ma znaczenie. wilgotnym paprociom. Nigdy w zyciu nie widziala niczego podobnego.. Auberon Muircetach jest naszym. -Juz jestesmy na miejscu. myslala intensywnie. Bylo bardzo cieplo. bede wolna? -Bedziesz wolna i odejdziesz. Pachnialo tor fem. Lud Olch. . Pózniej.. miala brunatne zabarwienie. Ciri. to elfy twojego swiata. Najwyzszym przy wódca? -Królem? Królem wszystkich Aen Seidhe? -Aen Seidhe. Wkrótce zobac zyli rzeke. My jestesmy Aen Elle. Co chcesz wiedziec? -Dobrze wiesz. Jechali w milczeniu. choc wyk onane z marmuru i alabastru. Lud Wzgórz.

Na azurowe konstrukcje. Im byli blizej.Widzialas kiedys cos takiego? -Owszem .powiedzial cicho Avallac'h. mocniej sciskalo za gardlo. -Tir ná Lia . tym piekno tego miejsca silniej chwytalo za serce. na perystyle. Prócz estetyki i harmonii. -Tir ná Lia .Ciri z zachwytem patrzyla na tarasiki. balustradki. na smukle.powtórzyl Avallac'h. Teraz na elfa wypadla kolej dlugo milczec. na kolumny i kolumienki. na rzezby i pomniki. na mostki wiszace nad rzeka jak festony bluszczu. na schody. na ko puly i kopulki.poczula scisk gardla. Ciri patrz yla na fontanny. sch odki. na mozaiki i terakoty. na arkady i kruzganki. W Shaerrawedd. przypominajace szparagi pinakle i wieze. * * * . któr ych przeznaczenia nie pojmowala. co do których byla pewna. I na takie. na podobne kwiatom nenufaru sterczace z wody wiezyczki. ze nie sluzyly niczemu. sprawialo.Widzialam kiedys resztki czegos takiego. . ze lzy gromadzily sie w kacikach oczu. .

Dobry nastrój zapewnia jej ka piel. Choc podenerwowana i spieta. na balkonach i kruzgankach widziala przechadzajacych sie dlugowlosych elfów w obcislych kubrakach i krótkich plaszczach.powinna isc do króla bez stresu. bez presji. który sprawial wrazenie tak kruchego. ze kurz osiada na zwierciadle. nie na miejscu.Przejechali na drugi brzeg rzeki po lukowatym azurowym moscie. kto haruje na prózniaków. Przed portykiem jednego z palaców powital ich Eredin Bréacc Glas. Szare elfeczki byly duzo nizsze od niej. by spojrzec im w oczy. -Czeka. zakurzona. . posadzek. Eredin zademonstrowal w usmiechu swe równe. ciekawosc wrecz ja palila. w palacach sie wychowala. pozbawione klów uzebienie. Widziala ufryzowane i ost ro wymalowane elfki w zwiewnych sukniach lub strojach przypominajacych meskie. Avallac'h uniósl brwi. ale Jaskólka przyszla do niego natychmiast. Na mostkach i tarasach. Ciri rozgladala sie pilnie. Ciri przypatrywala sie zdumiona nieco. Wyperswadowalem mu to. spocona i nieswieza po podrózy. Otrzepal rekawica spodnie i cholewki. który oferowalo bajeczne miasto Tir ná Lia. nim odwazyla sie nan wstapic. takich stiuków. Weszli do palacu. musiala zadzierac glowe. luster i kandelabrów nie widziala nigdy. mozaik. które szybko i w c iszy zajely sie konmi.Czeka? Eredin usmiechnal sie. w bajkowym swiecie. Ciri odetchnela gleboko i spojrzala na elfa. Nawet tu. niezrecznie. Tak dlugo Auberon chyba jeszcze wytrzyma. haftowanych w fantazyjne lisciaste motywy.zapytal krótko. Potem wielko pansko rzucil rekawice schylonej w uklonie elfeczce. nowy strój. wypoczeta. Rasa slug. musi byc ktos. nie przejmowal sie w ogóle. Az sie zdumiala. Avallac'h. nowa fryzura i makijaz. bez chwili zwloki. wrecz przeciwnie. -Zireael . zadnego widoku. Bardzo mu pilno. pom yslala. . nie przestawala myslec o ucieczce i pilnie wypatrywala okazji. po drugie. Avallac'h. Byla infantka królewskiej krwi. Ciri westchnela.wyjasnil bardzo spokojnie Eredin . nie chcac przegapic niczego. jak sympatyczny je j sie wydal. Ale takich marmurów i malachitów. Poczula sie w tym olsniewajacym wnetrzu zle. lekcewazac fakt. Na jego krótki rozkaz dookola zaroilo sie od malych. jak mniemam. spokojna i w dobrym nastroju. Domagal sie. ze Kelpie dlugo boczyla sie i chrapala. Inna rasa. Eredin i wsz ystkie inne spotykane dotychczas elfy byly niezwykle wysokiego wzrostu. w alejkach i perystylach. -Auberon? . Po pierwsze. szaro odzianych elfeczek.

Ciri. daleka jest jeszcze od bezwarunkowej kapitulacji.podjal. tez nie. Ale zastanowilo ja. widze to. -Chodzmy . ma sie rozumiec. -Gdybys nawet jakims cudem sforsowala Bariere . Trzeba. -Nie dziwie sie . Stad ucieczki nie ma. A gdyby nawet ci sie udalo. -Wiedz równiez . .A jest nia sokoli blysk w oczach naszej Jaskólki. dopóki sie sprawdzi. Pierwsze wrazenie jest najwazniejsze. Pozwól. najwyrazniej niezadowolony z przemowy Eredina. Rany od rogu jednoroga nie leczy nawet magi a. Nasza Jaskólka strzela oczami w lewo i prawo. Zireael. Czerwoni Jezdzcy zdolaja doscignac cie nawet w otch lani czasów i miejsc.ze nic ci nie pomoze twój dziki talent. Zireael. ze oznaczac to bedzie twoja zgube. skoro to krew Shiadhal i Lary Dorren. nawet nie próbuj.oznajmil.-Jedna tylko rzecz budzi moje zastrzezenia . ze moi Dearg Ruadhri. Oddamy cie teraz w rece pan. Nie bardzo rozumiala. . * * * .Eredin nie spuszczal z niej oczu -to wiedz.powiedzial. Posluchaj mnie jednak bardzo uwaznie. Czaru Bariery.ciagnal Eredin. o co mu szlo. wiedz. gronostaj. Avallac'h nie skomentowal. wypatrujacy dziury w klatce. Nie dokonasz skoku. ze nie uwierzy.Nie moze byc inaczej. Jaskólka. Nie istnieje mozliwosc przelamania Geas Garadh. Tak. ze Avallac'h nachmurzyl sie nagle i zmarszczyl. zwlaszcza nie obytym. wypisz wymal uj. bys wygladala pieknie. jakb y Eredin powiedzial za duzo. Al e niesie smierc. nie doczekawszy sie komentarza . Wzrok Ciri mówil wyraznie. Ten swiat tylko wyglada ladnie.

Ciri poprawila i wyrównala fular.Serce lomotalo jej w piersi. zaciskajac piesci. Calosc interesujaco akcentowal jedwabny fular na szyi. udrapowane kotary. Opanowala je. . Ciri przezyla lekki szok.. Katem oka dostrzegla ruch. stara karafka. Jeszcze raz przejrzala sie w wielkim zwierciadle. Z wahaniem. Siegnela do klamki. Stawi e jednemu z. Siedzial tam. Serce znowu zaczelo walic. czarna kamizelka i cieniutenka bluzka z perlowej krepy. jak gdyby nie byla to klamka. A miala pod spódnica rzeczy iscie zdumiewajace . Przelknela sline .. którego synowa o maly wlos kiedys nie zostala. Uspokoila sie za pomoca wolnych wdechów i wydechów. kwietne arrasy. Pest. Dzierzacego berlo i jablko w opuchnietych i upstrzonych bruna tnymi plamami dloniach. Choc juz troche nauczone. ze wsród elfów nic nie wyglada tak. W srodku nie bylo nikogo. pomyslala odruchowo po elfiemu. Wilgotne jeszcze po kapieli wlosy miala przystrzyzone i sczesane tak. Makijaz ladnie podkreslal jej oczy i usta. co nalezalo. niezle prezentowaly sie tez rozcieta do pól uda srebrnoszara spódnica. Zamknela oczy. Myslac o królu. krew szumiala w skroniach. po czym siegnela miedzy uda. I weszla do komnaty. Na tarasie. nie wied ziec czemu miala przed oczami Ervylla z Verden. w sposób niewiarygodny trzymaj ace sie ud bez podwiazek. rece trzasly sie odrobine. Na malachitowym stole lezala ksiega. by choc tr oche zakrywaly blizne. Na scianach byly dziwne reliefy i plaskorzezby. Rozluznila ramiona. Widok raczej nie zadowalal. zionacego cebula i piwem grubasa z czerwonym nosem i przekrwionymi oczyma widocznymi znad niechlujnej brody. W kacie stal posag. poprawila tam. odwrócony do niej pólprofilem. gdy mowa byla o królu. stawiam czolo mezczyznom z mieczami.majteczki delikatne jak pajeczynka i prawie siegajace majteczek ponczoszki. Nie w komnacie. lecz spiaca kobra. A w drugim kacie loze z baldachimem. westchnela. Przez caly czas. poruszyla zesztywnialym ze zdenerwowania karkiem. widziala unieruchomionego przez zwaly tluszczu. jak przywykla myslec.

Przysiaglbym. Byl bardzo szczuply. . -Nie okaze sie natretem. o dlu gich palcach. Ustrojony byl w czarny aksamitny kubrak. ze balansuje na krawedzi grzecznosci. Wybacz. a widac tez bylo. ze powiedzialas: "Do mojego dziwactwa". Elf pozornie poswiecal uwage wylacznie bankom. -Jaskólka . dokad ci tak pilno? -Do domu! . Dlonie mial waskie. Dziekuje. Utworzyl na koncu slomki ogrom na banke. Jasne jak roztopiony olów. opadajace na ramiona i plecy. mocno przetykane bielutkimi pasmami. czula. -Spieszysz sie dokads? -A i owszem. a opalizujace teczowo banki plynely w dól ku rzece. dodajac spokojnym tonem. I bardzo sie zdumialem. Przelknela sline.Nie jestem. bezdenne. Zireael. ze jest bardzo wysoki. zaiste. I pelne nie wyobrazalnego smutku . kolysaniem nadal jej ksztalt ogórka. Elf nie zwrócil jednak uwagi. splotla je. Auberon Muircetach przylozyl slomke do ust i poslal w przestworza kolejna banke. biale. ale zaraz sie poprawila. w która co i rusz dmuchal. Jego oczy byly niesamowite. . zupelnie nie wiedzac. Chrzaknela cicho. Jestes zdenerwowana? -Nie . ale nad wymowa i akcentem go dzi . co powiedziec. Chyba wlozyla w glos nieco zbyt duzo nonszalancji. Mial wlosy popielate jak jej wlasne. Zajety byl puszczaniem baniek.powiedzial.prychnela.Do mojego swiata. Nosil typowe elfie but y.A przy balustradzie tarasu siedzial zupelnie inny król. jesli spytam. Mówisz naszym jezykiem znakomicie. Król Olch odwrócil glowe. Ciri nie opanowala westchnienia. -Do czego? -Do mojego swiata! -Ach. dlugie. Trzymal miseczke z mydlem i slomke. By opanowac drzenie rak. z licznymi klamerkami na calej dlugosci cholewki. ze zechcialas przyjsc. Przez dluzsza chwile podziwial dzielo. Potem nerwowo przeczesala wlosy. wylamala palce.sklamala butnie.

ciekawsze uniwersum. pozwól. -Mire. Wybralismy sobie inne. -Banieczka przy banieczce. rzecz jasna. Wielka opalizujaca banka pofrunela w strone rzeki. Ciri gotowala sie z ciekawosci. pekla w zetknieciu z galazka wierzby.. Aen Elle. -Nas. co wyczynia twój przodek. Pobeltal slomka w czareczce. zaraz po niej druga i trzecia. oznake noszaca w Starszej Mowie nazwe torc'h. pobedziemy sobie troche tu.szybko sie nauczyl. Dmuchnal lekko. -Nic nie powinno przeszkadzac w dazeniu do doskonalosci. . tak bylo. Dlaczego wiercisz sie i drepczesz w miejscu jak malpeczka ? To. To znaczy. malo w gruncie rzeczy obchodzilo. Ponad wszelka watpliwosc rozumiesz. by jakakolwiek kura roscila sobie pretensje do swiata. ludzie nie grzeszycie przesadnie skromnoscia. jak wykorzystywac przeciwstawny kciuk i szczatkowa inteligencje. -Czy to wazne. co za róznica.. a troche tam . U wylotu. co mówie. -Twojego! Doprawdy. poruszajac slomka zwinnymi ruchami. z tamtego swiata odeszli juz dawno. jednej wielkiej banki. Kolejna banka. co . Nie chciala ulatwiac mu zadania. Robil za ich pomoca rózne rzeczy. Podówczas bowiem. swiadoma. zwisalo ich kilka. luned. mysmy. mozna sie bylo miedzy swiatami dosc swobodnie przemieszczac. . ale milczala uparcie. beztroskim z pozoru dmuchnieciem caly otoczyl sie rojem teczowych banieczek.Twój wlochaty przodek po mieczu pojawil sie na swiecie duzo pózniej niz kura. Odwrócil. ze gdyby robione przez twego przodka rzeczy nie byly straszne. Auberon Muircetach usmiechnal sie. Wszak to historia. Przy odrobi nie talentu i wprawy. -Czlowiek . w przeciwienstwie do Aen Seidhe.Ech. gryzac wargi. przy banieczce banieczka . naszych kuzynów. co straszne. zamiast. chcialem powiedziec. to by lyby smieszne. wy.podjal elf. Mówilismy sobie.. -Pilno ci zatem do twojego swiata .powiedzial. Na koncu slomki wyrosla kolejna banka. powinno cie interesowac. z reguly równie smieszne. -Twój wlochaty przodek . Ach. mieszajac slomka w miseczce . jak akcentuje? Nie do konwersacji jestem ci wszak potrzebna.sie jeszcze popracowac.zanucil. jak poprzednio. oderwana poszybowala. Na szyi mial zloty alszband. niech zgadne: ciebie ta historia nie obchodzi i nudzi. A nigdy nie slyszalem. co mam na mys li. Ciri milczala.przemówil po chwili król Auberon Muircetach. ze elf troche z niej podrwiwa. tak bylo.. zdziwisz sie tym co powiem. Ciri westchnela.

Pod jego palacym spojrzeniem Ciri kiwnela glowa. Przez dluga chwile zdawal sie interesowac wylacznie plywajacymi po rzece labedziami. Do innej banieczki. oblizala wargi. posczepianych ze soba banie czek. Drzwi trzeba otworzyc. * * * . nie odwracajac glowy. Podjedz blizej.Swiatów zrobilo sie nawet wiecej. . -Nie.z tego. Czula sie niepewnie i glupio. Czy r ozumiesz to slowo? -Nie jestem glupia. Starsza Krwia.powiedzial wreszcie.szepnal.elf uniósl obwieszona bankami slomke. Odwazyla sie spoj rzec w jego niesamowite oczy. Oczy Lary. ze Dh'oine uparli sie. mimowolnie zacisnela zeby. a potem jej dloni.. -Przyszla Koniunkcja .odwrócil glowe. tym razem tak.Nie wierzylem. . Jestes przeciez Aen Hen Ichaer. nie jestes . Król Olch wsparl lokiec na balustradzie. gdy mówili . ze przyszlas .A teraz idz sobie i zostaw mnie samego. a podbródek na dloni.. ze u wylotu slo mki utworzylo sie cale wielkie grono. -Dziekuje. dmuchnal raz jeszcze. Elf usmiechnal sie znowu. Masz oczy Shiadhal...Nie mozesz byc. .Ale to prawda. Spuscila wzrok. . Sa zamkniete dla wszystkich oprócz garst ki wybranych. A czas biezy. Ale drzwi sa zamkniete. . by swój swiat unicestwic wraz z soba? Pójdziemy sobie dokads indziej. cale mnóstwo malych. Poczula przyjemne mrowienie. Gdy wyciagnal ku niej reke. Ale dotknal tylko jej przedramienia. Pilnie. To jest imperatyw. strzasnal banki.

gdy wlasnie wsiadal do lodzi w towarzystwie przepieknej elfki o wlosach koloru slomy. Ciri nigdy takiej nie widziala. nie spieszymy sie nigdy. tez wiesz? -Owszem. Ciri obejrzala sie z niepokojem. Nie zapominaj. . gdy Avallac'h powstrzymywal ja gestem. gdy usiadla na blizszej dziobu laweczce. A pon iewaz tak sie sklada. Mam y czas. by oczami pokazac Ciri. -Wiem. Zawahala sie. Elfka wzruszyla ramiona mi i odeszla. -Jesli mozesz. wyjal swoja fletnie. We wrózbie jest mowa o Bialym Zimnie. bardzo waska i bardzo chybotliwa. wyrzezbione w ksztalt kluczy dziobnice. lodzia w ogóle sie nie przejmujac. gdzie napa trzyla sie na wszystko. ze twojemu swiatu grozi zaglada. zagral. filarów i kol umn. Nawet westchnieniem. co bylo zdolne unosic sie na wodzie. z pewnoscia zetknelas sie z Aen Ithlinne Speath. rozczarowana. Av allac'h powiedzial szybko do elfki i przeslal jej dlonia calusa. Ciri miala zamiar odwrócic sie i odejsc. Lódz plynela. tylko elf mógl siedziec w czyms takim i piskac na fujarce. Raz tylko sie odwrócila. my. Kataklizm klimatyczny o poteznej skali. smuk le. powstrzymaj sie od komentarzy . -Jestes zawiedziona . zam iast trzymac sie steru i wiosla. -Co ci lezy na sercu? Wysluchal. nawet na Skellige. byla bardzo dluga. Melodyjnie. nie zbaczajac nawet na cal w strone wchodzacych w wode schodów. . Miala bardzo wysokie.Zawiedziona. nie zapytal. . jak rodowita Aen Elle. co ci powiedzial. -Wcale nie! Nie jestem! -I nie powinnas byc .odezwal sie zaraz za czwartym mostem .Auberon potraktowal cie z rewerencja. Lud Olch.Znalazla Avallac'ha na tarasie nad rzeka. tesknie. a nade wszystko oburzona. Nie chciala rozmawiac przy swiadkach. Ciri liczyla przesuwajace sie nad ich glowami mosty.stwierdzil.wiecej niz powazne podstawy do przypuszczen. Wrózba Itliny. Jako erudytka. -A o co w tym wszystkim chodzi. nawet drgnieniem powieki nie zdradzila zniecierpliwienia i zlosci. Dlugo. -Mamy . A drugim zaprosil do lodzi. Nauczyla sie juz wiele.elf spowaznial. ze dziewiecdziesiat procent ladu twojego swiata to pólkula pólnocna. w momencie. Byla to dziwna lódz. przygladajac sie jej z dziwnym usmiechem. -Powiedzial mi cos calkiem innego. a na powiekach i skroniach zlote brokatowe drobinki. Zaiste. gdy znowu przylozyl fletnie do ust i gral. Sam tez usiadl. co o niej mniema. ale lódz plynela idealnie sro dkiem nurtu. Elfka miala na wa rgach pomadke o barwie pistacji. Avallac'h przestal piskac.rzekl Avallac'h. Wedlug nas chodzi o potezne zlodowacenie.

Ci. Ludzi takze.podjal Avallac'h . Czas Wilczej Zamieci.nie wytrzymala. ze czegos zaniechalismy. Po prostu zgina z zimna. przez które przeszliby wszyscy. . na którym nam tak bardzo zalezy . bys dzis wieczorem poszl a do Auberona i zostala cala noc. wyniszcza sie nawzajem w bezlitosny ch walkach o pozywienie. jak jestes wazna. -Dziecko. Wierz mi. Naszych braci. które pos iadamy my. choc z pozoru bedace pytaniami. swej wlasnej niewiele wszak znaczacej osoby. jego zachowanie nie bylo demonstracja nie checi. którym jestesmy winni pomoc. bys byla cierpliwa. ale wrecz zabranialy odpowiadan ia.zlodowacenie moze zagrozic egzystencji wiekszosci zywych istot. moze uratowac mieszkanców tamtego swiata. Wiesz. który byl przez nas specjalnie budowan y. bedzie posiadal zdolnosci tysiackrotnie silniejsze od tych. stana sie lupem oszalalych z glodu drapiezników. chcemy to osiagnac i teraz.podjal Avallac'h. Przypomnij sobie tekst przepowiedni: Czas Pogardy. ze w Starszej Mowie takie figury retoryczne. Ciri nie przerywala. I uratujemy. Jak wazna rzecza jest. Zireael. Które w postaci szczatkowej posiadasz ty. wielkich i stalych Wrót. Jak wazna rzecza jest. Ewakuujemy z ginacego swiata byt ujacych tam Aen Seidhe.Dh'oine takze? -Takze. genu.idzie o mozliwosc przemieszczania miedzy swiatami nie tylko siebie. prawda ? Ciri zdazyla sie nauczyc. bawiac sie fletnia -potomek i nosiciel genu Lary Dorren. -Doprawdy? . by nie zaczal grac. Nie moglibysmy zyc z m ysla. Czas Topora. Mamy podstawy mniemac. -Krótko mówiac . nie tylko nie wymagaly. Rzecz w otwarciu Ard Gaeth. Przed Koniunkcja udawalo nam sie to. . o co chodzi. utona w barbarzynstwie. bojac sie. którzy przetrwaja. ewakuujemy z tamtego swiata wszystkich zagrozonych. ze potomek Lary i twój. rzecz jasna. Sama teraz widzisz. ile od ciebie zalezy. Wszystkich. wiedzacy.

po co tu jest. ze praktycznie nieskonczona liczka niemozl iwych do przewidzenia wydarzen musi zakonczyc sie takim. brazowe i czar ne. opowiedziala mu o rzeczach. On. On bardzo wiele wie. -Mysle. w smaku delikatne i lagodne.Sila. ze myslisz.przerwal. rozwiazywalo jezyk. Niektóre byly biale i cieniutkie jak listki. ze bledem bylo zwabic mnie tu. Przeznaczenie. No. Lódz zatrzymala sie. wiesz. gestem zaprosil ja do stolu. ze opowie. odprezalo. Pora wziac sie do wiosel. wie. który sprawia. Ja musze stad odejsc. bym stad odeszla. Nie watpie. Kolacja skladala sie z kilkunastu rodzajów warzyw. Lepiej by wiec bylo. ze nie bardzo. -Wspomnialas.. miesiste i aromatyczne. Nie. co mam na mysli. zielonkawych i pachnacych jak szarlotka . a nie innym skutkiem...On wie.uniosla puchar naznaczony juz licznymi sladami jej pomadki. nie nakladaj mi juz. Cierpliwie. unoszac kielich. o których jeszcze nigdy nie sadzila.. -Przeznaczenie . to znaczy Geralt. * * * Wieczorem Król Olch podjal ja kolacja. Zaraz. -Jak rozumiem . ze z owym Geraltem wiaze cie przeznaczenie? . Zanim sie obejrzala. Auberon nie zalowal jej tez rózowego wina. . spochmurnial a i zamilkla. Sluchal. Dlatego mysle. dziekuje.Predestynacja. Rozumiesz? -Przyznam..dolozyl jej calkiem nowych grzybów. przylozyl do ust fletnie i bez reszty poswiecil sie muzyce. A ona nagle przypomniala sobie. gotowane i duszone w sosie. strzelil palcami. Uslugiwal jej sam.prychnela. Mechanizm. -Zauwazylam . Jaskólko. -Przeznaczenie! . nie. I zmuszac do. ze dla ciebie nie jest to sprawa latwa. prosze. zakrecil dlonia. a potem zaczela plynac pod prad.. . inne. Chwile stala w miejscu. Nasze lo sy sie wiaza.wypila lyk. pospieszyc im z pomoca. Gdy weszla.Zauwazylam takze i to. a ja jemu. -Bo ich tu nie ma . ze chyba pekne. .Avallac'h uniósl reke. szeleszczac jedwabiem. Sluzby nie bylo. jest przeznaczony mnie..mniemasz. Bo moje przeznaczenie. najadlam sie t ak. Pozornie lekkie. Czy tak ? . ze to zauwazylas. ze móglby natretnym pospieche m dotknac cie i zrazic. uderzalo do glowy. Cos. Elf rozsiadl sie wygodniej. co jest nieuniknione. Byly tez grzyby. Których tu zreszta nie widze. Grzybów takich Ciri równierz nigdy jeszcze nie jadla. której lepiej na drodze nie stawac. ze prad zniósl nas juz dosc daleko od Tir ná Lia.Wlasnie tak ..

raduj zyciem. Ten jeden wlasciwy. ciesz sie chwila.Nie moze tak byc. która wskazal. -Czas jest jak pradawny Urobos. -Akurat. . Ale pradawny Urobos przypomina nam. . Tak dobrze to nie ma. -Przeczysz przeczeniu.wstal. którymi tak chetnie próbujemy go mierzyc. Nie wolno bezmyslnie tracic czasu! Mozna przegapic wlasciwy moment. Gad. a to juz jest bledne kolo. Czas to momenty i zdarzenia.pradawny waz Urobos. w kazdej chwili. ze w kazdym momencie. w kazdym zdarzeniu kryja sie przeszlosc. -Pozwól . Czas to uplywajace chwile. -Przeczysz wiec sama sobie. niepowtarzalny.. wgryzal sie zebiskami we wl asny ogon. Co ma przyjsc. na to. Je st czyms. -Oto . ani konca. -Nie! . zwinawszy sie w ksztalt ósemki. Bo czas nie powtarza sie nigdy. o. i tak przyjdzie. ale nie pamietala gdzie.Popatrz. jesli to nieuniknione.powiedzial elf . ze sie siedzi i nic nie robi! Nic samo nie przychodzi! -Sofizmat. terazniejszosc i przyszlosc. Ciri widziala juz cos takiego. W kazdej . Jest wiecznym odchodzeniem i wiecznym powracaniem. ziarenka piasku przesypujace sie w klepsydrze. widnial wypukly relief przedstawiajacy ogromnego luskowatego weza.-Pewnie! -Dokad zatem i po co chcesz isc? Pij wino.szarpnela glowa. -Nieprawda.. Urobos symbolizuje nieskonczonosc i sam jest nieskonczonoscia. co nie ma ani poczatku. Na scianie.

Zeby. ze to Mistle. W momencie. co ma zrobic. -Rozbierz sie. Powiedzial to tak beztrosko. tak obojetnie. guziczki i tasiemki nieporeczne i ciasne. Polozyl sie obok niej. Bo bardzo od Mistle sie róz nil. bez slowa wskazal loze. posadzka ziebila jej stopy. -Rozumiem. komu sie spieszy. Do gwaltownego. kazde pozegnan ie powitaniem. -I ty tez .chwili kryje sie wiecznosc. A poniewaz byla tu mowa o przeznaczeniu. wiedz. przyjemnie laskoczacych. nie spodziewala sie zupelnie. dyszaca i rozdygotana. Do przygryzienia warg. Zmusil ja do jeku. rozbieranie trwalo denerwujaco dlugo. gd y zaczela rozumiec wskazówki tak dobrze. Jak gdyby naprawde mial do dyspozycji cala wiecznosc. Gdy jej dotknal. Dlonia pouczyl ja. cokolwiek jej szczekaly. co tu duzo gadac. Kazde odejscie jest zarazem powrotem. Zostawiajac ja rozpalona. Nawet chetnie. zamknela oczy i wyobrazila sobie. moze i ma? Juz w zupelnym dezabilu. Wszystko jest jednoczesnie poczatkiem i konce m. Zauwazyl to. haftki. ze niemal z wyprzedzeniem.powiedzial. Ze zszytych w wielkie blamy norczych futerek. a palce uczyly i rozkazywaly. Choc Ciri spieszyla sie jak mogla. Wskazywaly. pomyslala. bo byla zdecydowana do konca gra c harda i niewzruszona. Ale elf nie sprawial wrazenia kogos. Rozumiesz? Zawahala sie na moment. ze pod pieszczota zmiekla jak jedwabna wstega. w butach nawet. wstrzasajacego calym cialem spazmu. wyprezyla sie mimowolnie. co zrobil potem. troche zla na siebie. cieplych. Wstal i odszedl. Kto wie. chcac jak najszybciej miec to wszystko za soba. w ogóle na nia nie patrzac . Palce byly nieposluszne. Drzacymi rekoma zaczela rozpinac kamizelke. Mieciutkich. przestapila z nogi na noge. . Posluchala. Byc poczatkiem i koncem. ze omal nie wrzasnela ze zlosci. kazdy powrót rozstaniem. On w ogóle sie nie spieszyl. Jego elektryzuj acych dotyk uspokajal jednak. Ale nie udalo jej sie. Sprawil. calkowicie ubrany. Spiesznie. ze to wlasnie jest twoje przeznaczenie. Ale jego palace oczy zmusily ja do odpowiedzi. Posciel byla z norek. Tego.jestes zarazem poczatkiem i koncem.

ze on nie moze lub nie chce? Co mnie obchodzi. wstydu i upokorzenia. Wóz albo przewóz! Albo sie wywiazecie. Posagi rzec z szczególna . a w podbrzuszu czula tepy ból. Ciri krew uderzyla do twarzy i skroni. * * * Rano znalazla Avallac'ha w perystylu za palacem. Choc mialam ochote. rzecz niebywala. I zalkala. -A co mnie to obchodzi? . -On . Ja zawarlam umowe. Nie wiesz. Zwlaszcza ten. gdy skonczyla . .Mam nadzieje.Nawet sie nie obejrzal.przedstawial malca z wykrzywion a w zlosci buzia. Ogólnikowo i jakajac sie. Nie badz taka.powiedzial powaznie Avallac'h. .Strzez sie. waszych pobratymców. Dopiero ponaglona przez Avallac'ha opowiedziala o wszystkich. . wskazujac na statuetke rozbrykanego bobasa. Ciri dlugo nie mogla oderwac wzroku. -Strzez sie. to wiele nawet jak na Lud Olch.warknela.Twarz Avallac'ha.powtórzyl. co to takiego kontrakt? Ja sie wywiazuje! Oddaje s ie! Co mnie obchodzi. Z wscieklosci. Jaskólko. stojacego na jednej nodze. Wierz mi. A jesli czeg os nie rozumiesz. wsród szpaleru posagów. ze nie powiedzialas mu czegos podobnego? -Nie powiedzialam. glównie rozbrykanych pozach.Ja sie umówilam! Nauczyliscie sie chyba od krasnoludów. z zacisnietymi piastkami. Uwazaj na kazde slowo. Mam nadzieje. czy to starcza niemoc. Zwinela sie w klebek na norczych blamach. czy tez go nie pociagam? Moze brzydzi sie Dh'oine? Moze jak Eredin widzi we mnie tylko samorodek w kupie kompostu? . byl ciekawy . zmienila sie i skurczyla. Zireael . W róznych. Pamieta j. przy którym stal elf. pod zadnym pozorem nie dzialaj pochopnie. Badz cierpliwa.przedstawialy elfie dzieci.wiecej niz szescset piecdziesiat razy ogladal dymy Saovine. albo umowe uniewazniamy i bede wolna. czas . Staraj sie zrozumiec. jak ten tu. -Jest mi wszystko jedno. czym ryzykujesz.

o czym mówisz. ze gdyby chcial.wrzasnela.spytal niezwykle spokojnie . -Jesli zas . Jaskólko.Zaczynam miec watpliwosci! Zaczynam podejrzewac. a wszystko musi zrujnowac i zniszczyc. zohydzic i splugawic sama tylko mysla.ze wrócisz do twego swiata. -Ma znaczenie! -Nie badz. samolubnie i argoncko zabral mi Lare.wszyscy sie mna brzydzicie. proponuje zakonczyc te rozmowe. . ze sie pomyliles.Chcesz. -Nie wiesz nawet.to znaczy. która niczego nie pojmuje. Nie jestes córka Lary. ze oszukales mnie! Ze wszyscy mnie oszukaliscie. samolubna Dh'oine. to zastosujcie metode hodowców oslomulów. okazowa wrecz reprezentantka rasy. nie pozwole ode brac . zabral mi ja. -A jesli to ja jestem problemem . Zwabiles do tego swiata nie te. Zrozumiala. nie wiesz? Ogierowi pokazuje sie klacz.twarz Avallac'ha byla równie martwa jak kamien posagów . zrobi mi ktos inny. godna jego córko. -Nie wiesz. -A moze ty? . Nie jest wazne. by osmielac sie lzyc mnie tak nedzna jalmuzn a? O. Ale tobie. czy problem stanowi on. to wiecej niz jasne. arogancka.Wasz Król Olch zadaniu nie podola. ja widze. czy jestem nim ja. krnabrnym dzieckiem. ja wiem. Jeszcze raz powtarzam: badz cierpliwa z Auberonem. na którym tak wam zalezy.. Zireael. o czym mówisz.nie ma znaczenia. Ale ja chce wywiazac sie z umowy. Ale bylo za pózno.zasyczala jak zmija . by sie cofac. jestes bezmyslna. prosilem. a potem nie pozwalac na rewanz. -Bardzo to cos po elfiemu . -Strzez sie. -Kim ty jestes . Bo to twoja jedyna szansa na odzyskanie wolnosci. Twój przodek ukradl mi moja milosc. Minal ja bezceremonialnie i odszedl szpalerem posagów. zdlawilby ja jak pi skle. -Doprawdy? . -Posluchaj . ale to bardzo niebezpiecznym. kim jestes. jego rece strzelily ku jej szyi jak weze i zacisnely sie jak stalowe cegi. I miec to za soba. skalac samym tylko d otykiem. To obojetn e i bez znaczenia. By cie przed nia ustrzec. .hardo zadarla glowe.samemu obrazac. a potem zawiazuje oc zy i podstawia oslice! Nawet nie raczyl odpowiedziec. Jego akwamarynowe oczy zwezily sie a Cir i zrozumiala.krzyknela . ze ma do czynienia z elfem bardzo. Dalem slowo. Niechze wiec to dziecko. to oddam sie tobie! Co? Nie poswiecisz sie? Przeciez podobno mam oczy Lary! We dwóch skokach byl przy niej. -Obiecalem ci . Jestes córka Cregennana. która trzeba.. Co. Paddawanie slowa w watpliwosc jest dla Aen E lle ciezka obraza. Avallac'h. Puscil ja.nie zmienila tonu i miny . ale zagrodzila mu droge.by osmielac sie w taki sposób bezczescic jej imie? Kim ty jestes. . Chcial odejsc. Nachylil sie i z bliska zajrzal jej w czy.krzyknela niemal.

Za drugim razem ona grala bialymi. -Rozbierz sie prosze. Auberon Muircetach siedzial przy stole. Wygral w dziewieciu ruchach. Bez slowa pole cil. Odwrócil sie. objal.tak jak poprzednio . -Wybacz mi. jesli mozesz. Spojrzenie. W jednym trzeba bylo oddac mu honor . zapomnij. I. wykapana. Gdy . a on wygral w jedenastu ruchach. schylony nad szachownica. -Avallac'h. wyperfumowana i uczesana.Nie. swoje jasne niesamowite oczy. Podszedl do niej. Zachowalam sie bezmyslnie i podle. by usiadla na przeciw. Wtedy dopiero podniósl wzrok. Ciri zwalczyl opór scisnietej krtani.wstal z loza i odszedl bez slowa. -Juz zapomnialem . Ciri przyjela to ze .powiedzial cieplo. wracajmy do tego wiecej * * * Gdy wieczorem weszla do królewskich komnat. Przebacz mi.byl delikatny i w ogóle sie nie spieszyl.sobie pamieci o niej. .

bys to ty czula lek. córeczko. wystajace z traw niczym wygiety grzbiet przyczajonego w zasadzce potwora. Nie wiedzac. Tutaj przynajmniej jestem bezpieczna. Obok glaz u dwie postaci. Chaos boi sie ciebie. czysci pulapke na pizmaki. Kobieta i dziewczyna. Czy to znaczy. Dlatego zsyla ci sny. Stary Kruku. ze tam. Ale niemal do samego switu nie mogla zasnac. Vysogota schyla sie. w zaswiatach. czy tez przeszkoda w jego planach. Vysogota prostuje sie. Zaglade i Odrodzenie. A gdy okna pojasnialy od jutrzenki. a ona wreszcie usnela. mysli trzezwo Ciri. Wiatr szarpie i placze czarne wlosy kobiety. gole i oble. Na wzgórzu lezy olbrzymi glaz. Jaskólko. Wskazalem droge do tej przekletej Wiezy . * * * Vysogota. czy staniesz sie jego narzedziem. Nie jestes tutaj bezpieczna. Gdyby nie wieza. Jezdzców w czerwonych plaszczach. umarli musza czyscic pulapki na pizmaki? Vysogota prostuje sie. dopadlby mnie Bonhart. czy nie ode grasz przypadkiem roli ziarenka piasku w trybach Zegara Losu. On przeciez nie zyje. To ja podsunalem ci pomysl tej szalenczej eskapady. schylony. A chce sprawic. Szumia poruszane wiatre m trzciny.spokojna rezygnacja. . Dziecko Starszej Krwi. Chaos wyciaga ku tobie rece. Widnokrag plonie blyskawicami. Przeznaczona i bedaca przeznac zeniem. Zza zamknietych drzwi Chaos wyciaga ku tobie swe szpony. Za jego plecami Ciri widzi wzgórze. Równina cwaluja tysiace jezdzców. przysnil jej sie bardzo dziwny sen. oplukuje z rzesy pulapke na pizmaki. nadal nie wiedzac. Dz iecko Przeznaczenia.Nie rób sobie wyrzutów. Czuje sie winny. dziewczyno wpleciona w Ruch i Odmiane. Za jego plecami niebo plonie luna pozarów.

daje ci wielka wladze. Masz potezna Moc. by ci ja odebrali i wykorzystali do niecnych celów zbrodniarze i niegodziwcy. Nie pozwól. która masz w zylach. Schody o trzech podestach. A dalej zamek. Krew. Cale dziesiatki wraków. Schodami w dól. Jaskólko. ... Cos sie konczy. grozny. Tylko ty mozesz ich uratowac. Gwiazdooka. Zgina bez twojej pomocy.. Za jego plecami jest plaskowyz. -Mamusiu! Co oni ci zrobili? Marmurowe schody prowadzace w dól. wznoszacy sie nad górskim jeziorem.. Sa sine i jest na nich krew. wszedzie krew.. Fiolkowe oczy blyszcza..Dearg Ruadhri. na kostkach nóg. We wglebieniu podlog i smierdzaca kaluza. -W jaki sposób? . brocza krwia. poruszaja sie bezglosnie.. Idziemy. Co? Schody. Wsród czaszek.. Innej drogi nie ma. Usta Yennefer.krzyknela. Vysogota prostuje sie.. Starsza Krew. brudnych. W dole ogien plonacy w zelaznych koszach. Spójrz pod nogi. Nie ma. Tylko te schody. czarnych wlosów.. Przerazliwe zimno kamiennych scian. Jestes Pania Miejsc i Czasów. Zimno kajdan na przegubach rak. Jego usta nie poruszaja sie. Va'esse deireadh aep eigean. Jaskólko. Tak trzeba. Bron sie! Umk nij z zasiegu ich niegodziwych rak! -Latwo powiedziec! Osaczyli mnie tu jakas magiczna bariera czy wiezia. Dlonie i palce Yennefer sa masa zakrzeplej krwi. ze stoi w morzu kosci. Posluchaj mnie uwaznie. Nawet to. skurczonej. zebaty blankam i. Wszystko juz zostalo opisane. Ciebie nie mozna wiezic. Chce zobaczyc niebo. dookola smigaja szczury. Ciri z przerazeniem widzi. piszczeli i .. pociete i rozbite.. na niej wraki okretów. mówi Vysogota. czarny. Cale schody we krwi. pala sie w wychudlej. mówi Geralt.W jaki sposób moge im pomóc? Jestem w innym swiecie! Uwieziona! I bezsilna! Ciebie nie mozna uwiezic. skalista równina. Musimy. Innej drogi nie ma. Jestes Pania Miejsc i Czasów. poczernialej od meki t warzy przyslonietej burza zmierzwionych. Plonace arrasy.

mówi Geralt. Ciri poznaje go. male. Snieg sypie mu w oczy. Przed nia. Jestescie kochane. klaniajac sie i przymilnie usmiechajac. To tylko muflon. Geralt. Gwiazdooka. Tylko ty mozesz temu zapobiec. -Geraaaalt! Nieeee! * * * Obudzila sie. Ale jej nie widzi. Wiatr wieje i gwizdze. rozplywaja sie wsród zamieci. a twarz owineta welnianym szalem. a sciany palacu. ze nie sposób rozeznac.Dziekuje . Wolala uniknac natretnych. Przy kazdej inne j okazji demonstracyjnie obojetnie. -Geralt! To ja! Tutaj! Nie widzi jej. . Vysogota prostuje sie. Nie chciala spotkania z Avallac'hem. . a Ciri drgnela. mialy uszy. * * * Rano poszla od razu do stajni. chociaz na glowie ma futrzana czape. nie zyczyla sobie rozmowy z nim. ich sylwetki sa niewyrazne. Odszukala w boksie Kelpie. w kwestii królewskiej alkowy elfy zdradzaly ciek awosc. Za jego plecami majacza w zami eci inni jezdzcy. pytajacych. Najblizsza dziewczynka usmiechnela sie. Nawet bez sniadania. na koniu. I nie slyszy wsród wycia wichury. Za jego plecami zima.powiedziala. klejacych sie do niego spojrzen innych elfów i elfek. kurniawa. Geralt patrzy wprost na nia. Ciri byla tego pewna. Jezdzcy znikaja. Dalabym sobie rade sama. Zawracajmy. znalazla siodlo i uprzaz. -Geraaaalt! To muflon. w zamieci. ale dziekuje. snieg. tak grubo okutane.kosci. ciekawy ch. te szare elfeczki. o glowe nizsze od zw yklych Aen Elle. Nim zdazyla okulbaczyc klacz. juz byly przy niej sluzace. Wyreczyly ja przy klaczy. co to za jedni.

. ze w tym swiecie sa Dh'oine.Trzymaj dystans. Ogier na powitanie zarzal chrapliwie. Jako sluzace. Ciri ostro sciagnela wodze.a wraz z nia pozostale . Doskoczyla do niej szybko.kielzna sie zelaznym kielznem. ale to nieistotne. które gryza . w siodle. zeby az krew trysnela.. Tak. w mysl zasady. Sam nosil jednak kolczuge pod mie niacym sie wieloma odcieniami czerwieni plaszczem. -Ty jestes czlowiekiem! Dzieweczka . teraz pozbawionym demonicznego bukranionu i wiekszosci pozostalych bojowych parafernaliów. ze sprawy zalatwia sie z panem. W oczekiwaniu kary. Z zadumy wyrwalo ja glosne rzenie i podskok Kelpie. mietoszac rzemien wodzy. -Uwazaj . siegnela zebami do uda elfa.zaczela Ciri.Ja. Mysle juz jak oni. Siedzial na swym skarogniadym ogierze. które nie bylo szpiczasto zakonczone. . w klusie. Swietna metoda na wykorzenienie narowów. A potrafi gryzc. -Ja. . Kelpie.. ze dziewczynka niemal przysiadla ze strachu. Ludzkie dziewczyny. Istotne jest. potrzasnal lbem i wyszczerzyl na Kelpie zólte zeby. co powiedziec.powiedziala. Odgarnel a wlosy z ucha.. Konie niespokojnie parskal y i tupaly w boksach. Równiez u koni. poprawila sie.. Ludzie. Moja klacz nie lubi obcych.zmierzyl ja zlym wzrokiem .. Uniosla glowe i zobaczyla Eredina.uklekla na pozamiatanej podlodze. Dziewki kleczaly nadal. .Bo dziewczynka miala w uzebieniu kly. Ucha. a nie ze sluga. nadal nie mogla zebrac mysli. Nie wiedziala. -Takie. Pochylil a glowe. . Na zewnatrz.

by rozumiec. Posluchaj. to proponuje wzdluz rzeki. jeszcze przed Porfirowym Mostem. Twoja klacz. ewolucja nie wyksztalcila ci dostatecznie pofaldowanego mózgu. uderzyl bokiem o alabastrowa figure. stepa. Eredin wrzasnal. Do Porfirowego Mostu. Ciri.Tam. -Aha! Nie bedziesz wiec juz nas krwawo kielznal? -Chyba.Gotujesz sie do wojny? -Wprost przeciwnie. poza tym. prychnela niedbale. a Kelpie wyrwala do przodu jak strzala.Tam nie. rzecz niewiarygodna. . oczywiscie. Most byl waski. Potem przez most na drugi brzeg. oczywiscie.. ma jeszcze jakies zalety? -W rodzaju? -Zmierzysz sie w biegu? -Jesli chcesz. co mysle. -Calkiem niedawno . rozbijajac w zlom ki. ze nie rozumiesz. ale z Kelpie równac si e nie mógl. ze za przyzwoleniem . Choc dumna byla jak paw. przegalopowala przez most. . Dogonila go szybko. a zrebiec ruszyl jak huragan. Jeden musial z wolnic. Zanim Kelpie wystartowala. Z krzykiem poderwal ogiera. -Nie .rzekl krótko.usmiechnal sie dwuznacznie. Otarla sie o strzemie elfa i wpadla na most. ze narowista. . -Moje uznanie . Eredin krzyknal. w czym rzecz.. przyspieszyl. a z pyska sciekla mu piana. Na moscie za nic na swiecie nie zmiescilyby sie dwa konie. w strone tamtych kromlechów. Ani frustrowac tym. ze zostaniemy do pozbawieni przez ciebie sam a lub kogos innego. az ziemia drzala. jesli chcesz sie scigac.przyrównales mnie do kompostu. -Wiem. -Po co kolczuga? . Zbyt cenne jest dla nas. ze kon zachrapal i postapil kilka kroków do tylu. trzeciego z kolei. Przywarla do grzywy.teraz Ciri zmierzyla elfa wzrokiem. . czemu nie . chichoczac jak upiór. meta przy wpadajacym do rzeki strumyku. Pragne pokoju. -Kogos innego? Nie myslisz chyba o jednorozcach? -Nie chce zanudzac cie tym. twoje towarzystwo. Nie ogladajac sie. ze ze nie pojmiesz mych mysli. A teraz mówimy o pieszczotach? .spojrzala na niego hardo . -Nie dla wszystkich.Sa klacze. które lubia mocne pieszczoty. Przy strumyku zsiadla i zaczekala. Usmiechniety i spokojny. Dojechal po chwili. Szedl. a ogier. Na to.Tak dla klaczy. -Dlaczego? -Teren zakazany. jak i dla amazonki.stanela w strzemionach. z pradem. -Dla wszystkich. zwalil ja z cokolu.przerwal. Ciri momentalnie pojela. -Nie rozumiem. odsadzil sie daleko. Tamtedy. zsiadajac. Jaskólko. Ciri zwalniac zamiaru nie miala. bysmy mogli ryzykowac. . ogier stanal deba.Szarpnal trezle ogiera tak mocno. dalej brzegiem. G otowa? -Zawsze.

Schody byly wiekowe. spowita bluszcze m i tradeskancja. Stali chwile. byl kamienny taras. Dookola byl las. jaworów i debów. Zygzakowaly w góre. wstege rzeki. Wzdluz wpadajacego do rzeki potoku. to pozaluje. ale przeczuc nie miala najlepszych. niekiedy przecinajac strumien mostkiem. ze sucha. pokrecil glowa. czego Eredin mógl od niej chciec. z szumem spadajacej z rozpadliny skalnej. tamaryszków i porzeczek. pelen starych jesionów i grabów. perystyle i t arasy Tir ná Lia. porozsadzane korzeniami drzew. patrzac. potarl i poklepal szyje klaczy. -Pozwól ze mna. dolem zmierzwiony gestwina leszczyn. wiosna i ple snia. nie spieszac sie i kontrolujac oddech. Pachnialo piolunem. dachy. splywajacego ze stromego. mokrym kamieniem. dziki las. gesto zalesionego zbocza.Podszedl do Kelpie. szalwia. Eredin odw rócil sie ku Ciri. W dole widac bylo korony drzew. Obok kolejnej kaskady. pomyslala. cisów. . ocieniona krzakiem dzikiego bzu. Jesli i mnie poklepie. Ciri szla w milczeniu. a na nim. stwierdziwszy. Pojecia nie miala. spekane. pokrzywa. wiodly w góre schody wykonane ze zlomów omszalego piaskowca. Kelpie targnela lbem i zawizzala przeciagle. stala altana. Panowala tez nad zdenerwowaniem.

w którym co drugie zdanie mowa o celu uswiecajacym srodki. Kto posiadl królowa. ze wbrew wrózba i mitom jestes nikim i niczym. -Easnadh. Nigdy. -Zostaniesz tu na zawsze . gryzac wargi i zerkajac na lezanke. A ona prózno szukala w jego oczach jakiejs wskazówki. których nigdy nie przyjmie do wiadomosci.nigdy nie siegnie po magie ani inne srodki mogace zmienic istniejaca sytuacje.ty moja amazonko lekka jak motylek. jak w skroniach zaczyna jej tetnic. kto ma królowa. W tych oczach nie bylo nic. dlaczego mi to wszystko mówisz. Ciri poczula. -Nie rozumiem. -Auberon Muircetach . Eredin jest bezwzgled ny. jakiegos sygnalu. Do konca twego motylego zycia. ze ja mam cos. ten posiadl królestwo. A takie srodki istnieja. ze ten. Ze czegos ode mnie chcesz. Tez ladnie. ale nigdy nie mieli zamiaru tej obietnicy dotrzymac. -Avallac'h . Za co? Patrzyl na nia dlugo.zaskoczyl ja . która dostrzegla po wejsciu. których on nie zaakceptuje nigdy. Wejdzmy do altany.. ambitny i zdecydowany. Podobno watpic w slowo elfa jest obraza. gwara ntowane . by zapewnic sobie twoja powolnosc. a na lezanke nie patrzyl w ogóle. Sa rzeczy. -Po co? -Wejdzmy.dal mi slowo. jakiegos znaku. No jasne. Chyba. Pierwsza rzecza. Wie. mlodej królowej i o zadnym wladzy ksieciu pretendencie. Dlaczego nikt mi nie powiedzial.zdazylas juz troche poznac Auberona.wychrypiala . mocne. -Westchnienie? Ladnie. Dobre. O starym królu. ze.. Wiedzacy maja wlasny kodeks honorowy. pomyslala... -Nie pozwola ci stad odejsc . . -Tuathe. Tu. -Z pewnoscia .jak nazywa sie ta rzeka. patrzac mu prosto w oczy.Ciri pierwsza przerwala milczenie . jest prawdziwym królem. -Szept. istota bez znaczenia. I chcesz pohandlowac.podjal elf . Predzej umrze.zaczal wolno . Prawdziwym mezczyzna. Nie uwierza w to i nie pozwola ci odejsc. Elf usiadl na marmurowym stolem. prawdziw ym wladca. byla drewniana lezanka. Czegokolwiek. ze jest niewyobrazalnie wrecz ambitny. czego ty pragniesz. napisany przez Anne Tiller. A ten strumien. Czytalam przeciez w swiatyni romans. zacznie sie zamach stanu.powtórzyl.Nie przyjma do wiadomosci. Widok z okna zdawa l sie bardziej go interesowac niz ona. Chyba. Ciri milczala. Co? Ered in? Moja wolnosc za. Z pewnoscia juz zauwazylas. wskazal Ciri drugie krzeslo.. to bylo do przewidzenia. -Avallac'h jest wiedzacym. ze w tym swiecie zyja ludzie? -Bo to informacja nieistotna i dla ciebie calkiem bez znaczenia. na tej lezance.. Zmamili cie obietnica. Milczala.-Nikt mi nie powiedzial .

Bardzo bolesnym upadkiem.srodki. . co jest w tym flakoniku. Zawsze wygrasz. -Nie dalas dokonczyc. -Umrzesz tu. A cos takiego zawsze konczy sie upadkiem. Na to nie zgadzam sie. Gdy cofnal reke. -Nie miej mnie za glupia. Ale to . co to naczynie zawiera.Wyciagasz bardzo pospieszne wnioski . motylku . Jaskólko. Do takiej rzeczy mnie nie wykorzystasz. -Powiedzialam: nie.Nie pozwola stad odejsc. którymi sluzki Avallac'ha nasycaj a twoje kosmetyki. Potem milczal dlugo. Sa ma siebie usilujesz przescignac w biegu.chrypnela Ciri.powiedzial wreszcie. -Nie . -Nie! Ruchem równie zwinnym jak poprzednio. Nie podam mu tego.powiedzial wolno. patrzac na rzeke Easnadh blyskajaca wsród drzew. Szybko przesunal dlonia nad ciemno zylkowanym blatem. Niezaleznie od tego. -Zastanów sie dobrze.Absolutnie nie. iscie godnym sztukmistrza eskamotowal flakonik ze stolu. . patrzac jej w oczy. na blacie zostal malenki flakonik z szarozielonego nefrytu. . O wiele bardziej skuteczne od atraktantów. ty zawsze wygrasz.

sa teraz zgrzybialymi starcami. . który zwal sie Szept. Wracajmy.. gdybys wreszcie ja odzyskala? Dokad bys sie udala.. wyperfumowana. ale i czas. Ci. ze z Anny Tiller byla jednak glupia i egzaltowana grafomanka. zastala Auberona na sofie. po to tylko. Powoli. -Nie wierze w to. Ale z ksiega Król a Olch tamte nie mogly konkurowac. * * * Gdy wieczorem. ci. k tórzy byli ci równolatkami. z wilgotnymi jeszcze po aromatycznej kapieli wlosami weszla do królewskich komnat. nie bylo w niej nic prócz ilustracji. Czy chcesz. ani bogactwem i rozmaitoscia pozycji. . -Przypomnij sobie wasze legendy. -To ja dziekuje. A los swój sama wybralas. Porywani. ze byly to fantazje. a potem odrzucani jak skorupka wypitego jajka. by w Tir ná Lia spozyc ze mna lekki posilek? Przez kilka uderzen serca glód i szalona fascynacja walczyly w Ciri ze zloscia. W swiatynnej bibliotece w Ellander widziala kilka podobnych dziel. Czas tutaj plynie inaczej niz tam. schylonego nad ks iega. -Twoje wierzenia sa twoja prywatna sprawa. Ksiega byla bogato ilustrowana. Zrozum wreszcie. I pomyslala. których wy nazywani Dzikim Gonem. Legendy o ludziach. Jaskólko. gestem tylko. wykorzystywani. Zireael. -Ja sie umówilam. Przez cale stulec ia ludzie byli porywani. Ogladali dlugo. Mam prosbe. dawno juz pomarli. polecil. . Brzegiem strumienia. -Wolnosc . ani artyzmem i ch obrazowania. którzy tajemniczo znikali i wracali po latach.spuscila wzrok. Prawde powiedziawszy. Ty umrzesz tutaj. których tam znalas jako dzieci. -Z checia . krew uderzyla na policzki .Dziekuje za propozycje. Schodami w dól. co mówisz. Ciri. rzeczy wyssane z palca? Mylisz sie. Wychodzac z altany. Ale cie bie nie spotka nawet to. Myslisz moze. by popatrzec na zarosniete trawa groby bliskich. nie bedzie ci dane zobaczyc nawet mo gil twoich przyjaciól. Bez slowa. w milczeniu. strachem przed trucizna i ogólna antypatia. w milczeniu.twój wybór. -Nie wierze. Moja wolnosc za. rzucila jeszcze okiem na lezanke.Wciaz mówisz o tej wolnosci. by usiadla obok. A co zrobilabys. ze od tamtego twoje go swiata dziela cie w tej chwili nie tylko miejsca. schodzili nad rzeke Westchnienie. choc starala sie grac swiatowa dame. szalwii i pokrzywy.parsknal. w zapachu miety. unoszeni przez jezdzców. Chodzmy.

* * * Nastepnego wieczoru Król Olch po raz pierwszy objawil zniecierpliwienie. jak Kayleigh. najpierw do lewej.-Rozbierz sie. Wzial ze stolu srebrna rurke i wciagnal narkotyk do nosa. gdy kapali sie w strumieniach lub górskich jeziorkach. chude wrecz jak Giselher. Zastala go schylonego nad stolem. Jak zwykle. Tym razem on tez sie rozebral. bardzo skutecznie. Auberon malym nozykiem zebral fisstech i uformowal go w dwa waleczki. Zauwazyl to i uspokoil ja. A od niego. Zaczyna sie. ze juz. W jego ramionach. chec zycia plonaca wsród srebrnych kropelek rozpryskiwanej wod y. az bilo od nich zycie. potem do pra wej . prosze. Ale od Giselhera i Szczurów az bila witalnosc. na którym lezalo oprawione w bursztyn zwierciadlo. Ciri byla na siebie zla. ze to przez jej niewiedze i paralizujacy brak wprawy. bilo zimno wiecznosci. pewna. Kilka razy zdawalo sie. Zwierciadlo zasypane bylo bialym proszkiem. Ale rano nie bylo go przy niej. Ale jednak nic z tego nie wyszlo. Cialo mial szczuple i chlopiece. pomyslala. Byl cierpliwy. od Króla Olch. juz. jak Reef. których wielekroc widywala. A ona zasnela.

Brylant na palcu gnijacego trupa. I wtedy sie zniecierpliwil.dziurki. ba. Podszedl do stolu. odwrócony. . efekt byl. Musisz popracowac nad wymowa. pomyslala. Ciri usiadla. podajac rurke. Ale to nie bylo juz. co widzisz. juz. -Jestes niezwykle skromna . ze zrobila sie aktywna i przedsiebiorcza. Ciri siedziala ja k skamieniala. ze nie byla to pierwsza dawka.Jestem wieziona i . Ciri z miejsca wiedziala. -To wszystko moja wina .Ta blizna mnie szpeci. zapatrzony w okno i ksiezyc.powiedziala. wyszeptala mu nawet do ucha kilka wielce nieprzyzwoitych w jej mniemaniu . narzucil na szczuple ramiona sobolowe futro.Ensh'eass. Bylo to niezawodnie dzialanie tego mocnego fisstechu. jakby ja opluto. ze narkotyk podzialal na niego samo podniecajaco jak na nia. ze to juz. ocierajac nos rekawem jedwabnej bluzki. Wzielo go to chyba troche. Latwiej bedzie. Stal tak. . Przynajmniej nie do konca. Ciri kichnela. gdy na mnie patrzysz. pochylil sie nad zwierciadlem. namacalny. nie en'leass. Wstal. -Popracuje. Narkotyk byl nieslychanie silny. oplotla kolana ramionami. juz.Ja powiedzialbym raczej: perla w swinskim gnoju. Uformowal na szkle dwa nowe waleczki. wzial rurke. A na nia podzialal tak. Duzo z elfki nie zostalo we mnie. wiem. zalza wily sie. w pewnym momencie Ciri pewna byla. Jutro cie z nich przepytam. w której nic. Odwrócil sie gwaltownie. Wiem. ze bedzie dobrze. -Nie przychodze do ciebie z milosci! . mala Dh'oine. Z poczatku wydawalo sie. Za mala chwile siedzieli obydwoje na lózku. -Rozbierz sie. Byla rozczarowana i zla. hmm. W ramach cwiczenia jezykowego sama opracuj inne jeszcze porównania. Jego oczy. -Sznurowana noc .slów. zaprosil ja gestem. a jednoczesnie bylo jej jakos dziwnie rzewni e. Czula sie tak. przytuleni i gapili sie na ksiezyc lzawiacymi oczyma. przecierajac oko. Zloty samorodek w kupie kompostu.. absolutnie nic nie zostalo z elfki. zwykle blyszczace. . .wycedzil. A. Ludzka istoto. troche jakby przygasly i zmetnialy.szczeknela wsciekle. co tam. -Czarowna .wymamrotala.poprawil..

. powiewajac polami futra.szantazowana. W górze. Ale prawie natychmiast zwierciadlo pojasnialo mlecznie.Dla mnie? Dla uwiezionych w twoim swiecie Aen Seidhe? Ty glupia dziewczyno! Robisz to dla sieb ie. . Wyszedl. uwiez iony w mule i moczarce.. Do mojego swiata. Cale stada migoczacych ruchliwych rybek. Zapaprana fisstechem powierzchnie zwierciadla zasnuwa dym.powtórzyl. dobrze o tym wiesz! Ale ja sie godze. .Godze sie na wszystko. I powiem ci jeszcze: módl sie. nie chcialabys trafic do laboratorium i zapoznac sie z alternatywa. zamazane odbicie.przerwal zapalczywie. Niektóre skubia juz policzki i oczy czarodziejki. Jej wlosy faluja. zarliwie módl sie do twoich ludzkich idoli. albo bedzie Avallac'h i jego laboratorium. Wierz mi. Yennefer wiszaca w otchlani. Z poczatku w zabrudzonym szkle widziala tylko wlasne. z rekoma wzniesionymi ku górze. A potem obrazem. z zamknietymi oczyma. Odej sc. siedzi pod zwisajacymi ze skaly . Od nóg Yennefer biegnie ku dnu jeziora sznur. swieci i rozblyskuje powierzchnia wód. By móc sie wreszcie od was uwolnic. dla siebie tu przychodzisz i nadaremnie usilujesz sie oddac. przemykaja miedzy nimi male rybki.powiedziala glucho. na koncu sznura.. wypelnilo sie dymem. calkiem nie po elfiemu.Masz tu twoich przyjaciól! Odwrócil sie i raptownie rzucil jej zaprószone fisstechem zwierciadlo. Rekawy jej sukni sa jak rozpostarte skrzydla ptaka. wysoko. byle tylko odzyskac wolnosc. jest wielki kosz kamieni. jedyna deska ratunku. kurczac sie na lozu. Bo to jest twoja jedyna nadzieja. Popatrz sobie. wyprezona. -Jest mi wszystko jedno . -Masz tu swoich przyjaciól . bozków czy totemów. Suknia Yennefer faluje w tym samym rytmie co wodorosty. Geralt. robie to dla. -Twoich przyjaciól! . -Dla kogo? . Bo albo bede ja. szklisto blady. Do moich przyjaciól.zadrwil.

z impetem wyrznela zwierciadlem o sciane. wyjscia nie by lo. Jedn o jest pewne . z warg. nie chce przyznac. rosnie zaspa pokrywajaca nogi Geralta. nieruchomy. szklo rozprysnelo sie na milion okruchów. pomyslala. z rzes. Nazajutrz nie mogla sie opedzic od dwuznacznych spojrzen. Ale to bylo raczej normalne. rosna puchate czapy na jego barkach. pamietala ten rodzaj wizji. Ciri wyprowadzila Kelpie ze stajni i pojechala za rzeke. Snieg wciaz pada i pada. on czesto wyjezdzal z e swymi Dearg Ruadhri. oblodzony i szybko zasypywany nanoszonym przez kurn iawe sniegiem. Ale moze jest tu gdzies jeszcze jakas inna wieza. ze caly jego plan rozsypal sie w gruzy .dlugimi soplami..Yennefer i Geralt sa tam. Usiadla na posadzce. widze. która spenetrowalam dokladnie. Uciekac stad. nie zauwazajac niczego wokól siebie.wrzasnela. Musze stad uciec. Avallac'ha nigdzie nie bylo. wyczuwala za plecami usmieszki. Rozpoznawala. Ze swych dawnych snów. Kurniawa wyje i swiszcze. wie... powinnam umiec i sama wyjsc. Czerwonymi Jezdzcami. nim wstalam. Ha. na widoczna na nim sylwetke kromlecha. Auberon? Ja w to nie wierze! To nie jest prawda! To tylko twoja zlosc. Wie. poplynal lub pojechal gdzies daleko ze swoja pozlacana el fka.. Caly czas myslac goraczkowo. Bariera mnie tam chyba nie dopu sci. Niewazne.Slyszysz. Nigdzie nie bylo tez Eredina. Weszlam tu sama.. bezsilna jak ty sam! To twoja zlosc. lowila szepty. ze w palacu sciany maja uszy. ze to za daleko. Zawczasu. Spojrzala w dal. -To wszystko nieprawda! . Z Tor Zireael. . w moim swiecie i tam jest moje miejsce. Ciri zerwala sie z lózka. uciec bez zwloki! Przeciez musi byc jakis sposób. * * * Podejrzewala. Pekla bursztynowa ramka. czy te wszystkie wizje byly klamliwe czy prawdziwe. na dalekie wzgórze. biale sople zwisaja mu z brwi. znala. ze mam dziki talent.. pomyslala. p rzy nich. I rozplakala sie. co sie wydarzylo i unika mnie. Teren zakazany. to samo podejrzewal Vysogota. . Eredin mówil. Nie chce ze mna rozmawiac. Jego biale wlosy sa juz bialymi strakami lodu.

bryknela ostro. cos. Takie zachow anie musialo cos znaczyc. powolutku zlozyl glowe na jej lonie. ze siedzi nie na koniu. rozbrzmialo w jej glowie. jak po boku pociekla jej struzka krwi. miedzy gesto ustawione. Z drugiej strony wylonil sie jeszcze jeden jednorozec. Mniej wiecej stajanie. Nie dala sie obrócic. co przebilo odzienie i bolesnie uklulo. Chrapy tylko mial rózowe. Ale znala Kelpie zbyt dobrze. przeszla w klus. Klacz wbiegla w kamienny krag. nadal wiszac niemal na dwóch klujacych ja rogach. nie usilowala kontrolowac. Pamietasz mnie. Poczula. ze Kelpie stanela deba. ale nie az takie. Imie moje Ihuarraquax. Podniecenie bylo tak silne. omszale i poprzekrzywiane monolity wyrastajace z gestwy kolczastych jezyn i stanela jak wryta. Potem ruszyc z miejsca. Zza kamieni wychynal bez najmniejszego szelestu jednorozec ry zej masci i zdecydowanym ruchem wparl jej róg pod pache. ze przez momen t nie reagowala i pozwalala klaczy biec. pomyslala Ciri. Tam jeszcze nie jezdzilam. Kelpie zarzala. Wyroslem. zatargala lbem. Bialy jednorozec zblizyl sie. Jedyne. Gwiazdooka? Pamietasz. Nad al w tym samym kierunku. Gwiazdooka. ze Ciri az jeknela. Pojade raczej w góre rzeki. Gdyby nie zyly tetniace na goracej szyi. Ten byl calkowicie bialy. Wtedy. miast tego ostro poklusowala w strone wzgórza. a oczy czarne. Teraz juz wiem. Mocno. Zaraz zadziala Bariera. na pustyni. wierzgnela. Ciri oslupiala do tego stopnia. Ostro. -Konik? . Nie zdazyla sie obrócic. przysieglaby. od czubków uszu po koniec ogona. jak mnie leczylas? Ratowalas? . którymi pilnie strzygla. Wyroslem. lecz na posagu.jeknela. byly uszy. jak nalezy sie zachowac. Biegla jak strzelil w strone zwienczonego kromlechem wzgórza. Kelpie zwolnila. Byla zdumiona do granic. Ciri nie powstrzymywala jej. czy m poruszala. Ciri spróbowala ja obrócic. Klacz miala narowy. nie wiedzialem. Baz skutku. Cos ostrego. Dopiero po chwili wrzasnela i sciagnela wodze . miotnela zadem i pogalopowala. Efekt byl taki.Szkoda zachodu. I powoli. Nagle cos dotknelo jej pleców.

.

ze chcecie sie mna posluzyc. nieswiadoma próbuje sie wykorzystac. Gdzie szalona radosc? Gdzie podziekowania? -A skad . Sobie. I niemal natychmiast zlagodniala. Gwiazdooka. ten zza jej pleców. przeczaco pokrecila glowa.zastrzygl uszami. choc serce mocno zakolatalo jej sie w piersi. lypnal na nia czarnym ok iem.z nagla taka chec. P arsknal gniewnie. Rogi cofnely sie. Nie mozesz tu zostac. -Nie ufam . a mysl. bys tu zostala. odwrócil.spytala zaczepnie . . w stepie. -Aha! . Ja tez za nimi nie przepadam. w koncu uwiezili mnie tu i zmuszaja do czegos. Choc podniecona perspektywa. Sami ci powiedza. Jeszcze chwila. Zacisnela zeby. Ale to nie jest twój swiat. Nie ufasz nam. . Siny zarzal. czego wcal e nie chce. To nie jest miejsce dla ciebie. Poznala. która wychwycila. czego od ciebie chca. jak o malo nie dos zlo do bijatyki. Moge spokojnie przyjac.. Gwiazdooka. Milczala. jego róg znowu wykonal niebezpieczny ruch. rzenia. Starsi ucza sie ciebie. Nie chcemy. Troche potrwalo. krzyki. Wszystkim swiatom . byla nieladna. ze az grunt sie zatrzasl. W glowie nagly zamet. groznie zakrecil rogiem. nim z chaosu wylonila sie czytelna mysl. Kakofonia w glowie Ciri strzelila erupcja dzikiego zgielku.krzyknela. a mnie. -Konik! To ty! Ale byles przeciez innej masci.Cofnal sie. poplynela struga mysli zrozumialych i jasnych.. Ryzy jednorozec tupnal tak. Chcemy pomóc ci w ucieczce. Zobaczyla slad blizny na jego nodze. Ale wykorzystywac sie nie pozwole. albo smierc? Nie boje sie! A wykorzystac sie nie dam! Znowu poczula w glowie zamet i chaos. Ucza sie ciebie przeze mnie. Wlasnie to chcemy zagwarantowac tobie. by dokuczyc elfom . ze nie lubisz byc wykorzystywana.Jestescie tacy sami jak oni! Albo uleglosc i posluszenstwo. ze tan drugi jednorozec.przyznala ochoczo. a Ciri zrozumiala. . a beda mogli rozmawiac sami. byl sinojablkowity. Konik Ihuarraquax . by mi pomagac? Az tak mnie kochacie? W ogóle cie nie kochamy. Dlaczego mam ufac akurat wam? Miedzy wami a e lfami najwidoczniej nie ma przyjazni. Dostrzegla. I calemu swiatu. To dobrze.Kazdy gra tu w jakas swoja gre. glosy. Nam wlasnie o to chodzi . grzebna ziemie kopytem. Wyroslem. sama widzialam tam. Ryzy potrzasnal glowa. Gwiazdooka. szepty. Pamietala. W czaszce Ciri zadudnilo jak w studni.

jak tylko blakac sie. Na pustyni wyrzeklas sie kuglarstwa. by bron ta wpadla w rece Króla Olch. Jednorozce poderwaly glowy. Sluchamy. Raz juz zdobyli. Bariere.zajakala sie. bladzic wsród swiatów malymi kroczkami.. Jestes Pania Swiatów. z ich oczu.. chcecie zdobyc wy? Nie jest tak. gdy stawia sie im warunki. wyrzec sie nie mozna. gdy bedziesz stad odchodzi c. na pustyni. Teraz nie moga nic wiecej.. Raz juz utracili. sypia sie skry. Gwiazdooka. Konik swiadkiem. Krogulec i jego jezdzcy po Spirali. która jakoby mam. rok temu. Mocy. A Mocy wyrzeklam sie tam. Zaufaj. -Akurat.. Ciebie nie mozna uwiezic. nie wiem. Lisa i Krogulca. Gwiazdooka. Pokazemy ci to. Dlatego marza im sie Ard Gaeth i wladza. Dalej nie moga. Co to za warunek? -Ihuarraquax bedzie ze mna.. . -Kogo? . Pokazemy ci. w jaki sposób oni juz raz wykorzystali taka wladze. Geas Garadh.-Nie rozumiem tego. Oby tylko nie skonczylo sie tragiczni e.krzyknela . Wrotami Swiatów. Nalozyli na mnie czar. jak widma.ze te moc. rozdely chrapy. Nauczymy cie. która ma sie we krwi. Lis do Tir ná Béa Arainne. Nie mozemy pozwolic. Nie lubia. Albowiem mamy ja od zawsze. te wladze nad swiatami. Zaufaj im. Król Olch jest stary. -Pod jednym warunkiem. przysiaglbys. niebezpieczna bronia. pomyslala Ciri. . Wciaz ja masz. poprosil Ihuarraquax. jak z niej korzystac. Nie mam zadnego dzikiego talentu.. czy dobrze robie. nie lubia nawet dzwi eku tego slowa. -A nie jest przypadkiem tak . -Nie moge stad odejsc. Pest... My tej mocy zdobywac nie musimy. Ale Lis z Krogulcem nie moga zdobyc wladzy nad Ard Gaeth. nie panuje nad niczym. Jestes groznym orezem. bezsilnie. nie maja sil .Ach. sami.

Przez niebo przetoczyl sie daleki grom. rozwiazala ci sie wstazeczka. Faktycznie. co i rusz rozswietlajac widnokrag luna blyskawicy. Poslusznie potruchtala w kierunku Porfirowego Mostu. Dostrzegla go dopiero po chwili. ze umarlas. . wierzby szumialy. królewski torc'h. -Elaine blath. a w oczach tych byla pustka. Chcial podniesc reke. Podniósl na nia oczy. W jego oddechu Ciri czula smierc. pomyslala. ale nie moge inaczej. przeslizgnela sie wzdluz kolumnady.* * * Pod wieczór zachmurzylo sie.Mire. przy którym staly lodzie..powiedzial. Caemm a me... Przytomnie tym razem. Chodz do mnie córko. luned. Bo panowaly w nich cisza i martwota. weszla na taras. Twarz i dlonie Króla Olch byly niemal tak samo biale jak koszula. W pierwszym momencie sadzila.zanucil. spojrzal jej w oczy. co do niej nalezy. raptownie uniósl reke. dotknal szyi. Przeszla cicho przez pusty westybul.szepnal.. -Shiadhal? . elaine. . . z oddali gluchym pomrukiem odezwala sie bur za. jak gdyby dusil go zloty. Pani . Loc'hlaith. cos upadlo na kobierzec. ze jestes. Nie moge. w bialej koszuli rozchelstanej na chudej piersi. Pozwól mi. Rzeka Easnadh smoliscie blyszczala w ciemnosci. Moze uda sie opóznic przez pogon? To ryzykowne.. . w fotelu. Klacz wiedziala. Wiesz. z mieczem na plecach. Zireael . Siedzial w kacie. Ciri przez chwile patrzyla jej w slad. ze królewskie komnaty sa puste. Ciri wyprowadzila Kelpie ze stajni. ze oblepiala cialo niczym mokra. Byl to flakonik z szarozielonego nefrytu . z rzeki wstal gesty. ale nie zdolal. lepki opar. feainne wedd. luned. zdenerwowana i spieta niecierpliwie czekala na zmrok. Ubrana w czarny strój. Koszula wykonana byla z tkaniny tak delikatnej. Ciri od dawna byla juz gotowa. jestes przeznaczeniem. zrobilo sie parno.Caemm a me. -Laro . Otworzyl dlon. spojrzala na taras. A gdy na Tir ná Lia splynela ciemnosc.Król Olch poruszyl glowa. mówili. Westchnal gleboko. Pokaze mu sie jeszcze raz.Dobrze.. ze nie ma go.

Niech to bedzie nasz sekret. Ale zblizala sie szybko. * * * Szybko zbiegla po marmurowych schodach na taras z kolumienkami. Pochylila sie. jak sie okazuje. I wiesz co jeszcze? Nachyl sie. Burza byla jeszcze daleko. .. Widnokrag plonal blyskawicami. -Jestes przy mnie? Jestem. -Mimo wszystko . która upatrzyla sobie jeszcze z wie czora. Odwiazala jedna. Burza zblizala sie. luned. I strasznie mi przykro. -Zegnaj. zaznalem wszystkiego.dobrze. a Ciri z przerazeniem skonstatowala. Powiem ci na ucho. Zylem dlugo. -Va'esse deireadh aep eigean. Siedziala przy nim. póki calkiem nie ucichl i nie zgasl jego delikatny oddech. ze jednak cos sie zaczyna. Moim tez. trzymajac go za reke..strasznie mi sie nie chce umierac. A jednak teraz czuje zal . ze jego slowa i ruchy zaczynaja koszmarnie powolniec. skrajna. Zza okna dolecial ich przeciagly grom.. Kto by pomyslal.Jeziora. ze musze. -Boje sie . . ze nie bede zalowal. Królu Olch. -Wiem. Nie ocierala lez. Znudzilem sie wszystkim.. Sadzilem. -Va faill.powiedzial .powiedzial po chwili. przy którym kolysaly sie lodzie. Pozwalala im plynac.wyszeptal. -Ale dokonczyl z westchnieniem . Zireael.

Cos przemknelo po moscie. To. Sa po temu metody. A moze to wcale nie bylo na wigor? -O czym ty mówisz? -On umarl. Zachwial sie. omal jej nie wywracajac. Lódz bezszelestnie sunela nurtem. Zrewanzowala sie szybkim dolnym cieciem. Cofnal sie ku dziobowi. zareczam. by lódz byla jej posluszna tak samo jak Avallac'howi. lekko wygieta. opuscil miecz. Ciri odbila cios. Ciri rzucila drag. rekojesc dluga. Z kling. -A jednak . A teraz rzuc miecz i wracamy. Jeszcze raz zakolebal lodzia. Ten. Jaskólko? -Zdziwilbys sie. W krótkim swietle blyskawicy zdolala przyjrzec sie broni. nagle rzucil sie na nia. wpadlas sama. -Wazne. -Akurat. zwinnie niczym wielki czarny szczur. który zapobiegliwie wymontowa la z karnisza. Klinga byla jednosieczna. -Gdziezes sie tego nauczyla. Ciri zatanczyla. Niespodziewanie zakolysal lodzia. bedzie dziarski i pelen wigoru. jelec w postaci okraglej azurowej plytki. ze elf umie poslug iwac sie tym mieczem bylo widac od razu. niemal natychmia st sama spróbowala tej sztuczki. Eredin sparowal. skaczac na burte obu nogami. szew ostrza lsniacy i niezawodnie ostry . -Watpie. Ciri liczyla mosty. Szybko otrzasnal sie z zaskoczenia. który mu dales.chcesz pozbawic nas swego towarzystwa? Tez dobyl miecza. wydobyla miecz. Zireael. Tylko posagi na tarasach odprowadzaly ja martwym wzrokiem. Tir ná Lia bylo ciche i ciemne.Przedawkowal ten srodek na wigor. czy ktos ci to zdradzil? -Niewazne. Auberon czeka. ze plynac rzeka mozna pokonac Bariere. wymienili kilka wscieklych ciec. gdy wskoczyl na dziób. Dzis w nocy. Ciri zabalansowala zrecznie. balansujac wyciagnietymi rekami. . Trzeci most. silnie napierajac noga na burte. -Wracamy.powtórzyla. . Watpila bowiem.Odepchnela sie od tarasu dlugim mahoniowym drazkiem.zasyczal Eredin Bréacc Glas . I ustalmy to. zastawiajac sie instynktownie. Po jakims czasie przeciagle zamruczal grom. silnie. Lódz zakolysala sie. zrównowazyla lódz mocnym wychyleniem ciala. Balansujac. jak z krzesiw. kolyszac lodzia. Sparowala cios. ale utrzy mal równowage. Niebo nad lasem rozjasnilo sie luna blyskawicy. cicho. Na to. bo malo widziala. lecialy snopy iskie r. -Akurat . uderzyl. woda niosla dzwieczny szczek stali. I rzucil sie ku niej z mieczem.

Nastep ne starcie musial wygrac. Jaskólko . ziarenko pieprzu. -Dlaczego? Auberon umarl. polecial do przodu. Ale pare tygodni w lózku. ze nie zmiescisz sie pod mostkiem. malutki mól. .ze tylko odwlekasz nieuniknione. Nie wybacze ci tego. którego mozna roztlamsic w palcach na blyszczacy pyl.uniósl miecz. Mial przewage wysokosci. ale który moze.Blyskawica rozswietlila noc. co chciala zobaczyc. machnal nim. Nie zabije cie. Teraz juz jest za pózno. Blyskawica. mozesz mi zdradzic? Jakaz to prawde mozesz mi objawic. uderzyl w most potylica. Nad ich glowami przesunal sie most. Zireael. A ja przeciez jestem nikim i nic nie znacze. -Nie nalezalo dobywac na mnie broni. -A cóz ty mi mozesz powiedziec? . Dokuczliwym niczym. gdy chcialoby sie smakowac. A moze ostatni? -Z pewnoscia rozumiesz. Najpierw chce ci cos powiedziec. wyciac dziurke w drogocennej tkaninie. Nie zdazyl zareagowac. -Zaczekaj. Niczym. gdy sie mu pozwoli. Ciri mogla zwyczajnie wypchnac do z lodzi.Co. ze t ego . czego nie wiem. Oto. z pewnoscia dobrze ci zrobi.powiedzial chrapliwie . zepsuje najwykwintniejsza strawe.parsknal. Ot. bala sie jednak. Zdradzic pewna tajemnice. czym jestes. Ot. wskazujac na laweczke lodzi. Ja nie moge pozwolic. nikczemnie male. ale gdy s ie je przez nieuwage rozgryzie. Elf uniósl miecz. o nie. Jeden z ostatnich mostów Tir ná Lia. bys stad odeszla. w bandazach. -Taka. kompletnie tracac równowage. . W jej swietle Ciri zobaczyla to. Sam mi to powiedziales.Nic nie znaczysz. -Bo to prawda . zmusi do spluniecia.

pare tygodni w lózku i w bandazach. Ale zaczela si e bac. najpierw lasem. gesto pocietym jarami i wawozami. Jednorozec wwiódl Ciri do jednego z wawozów. z szuwarów dobiegalo ja rzenie Kelpie i silny mentalny sygnal jednorozca. tamtedy.nie wystarczy. ocze rety. las sie skonczyl. Pojawily sie wyspy i odnogi. fosforyzujace slepia. rozmyslnie lub nie. patrzyla. Poza tym to on. powtarzala w mysli slowa Eredina. widziala na wodzie kregi. Najpierw zrobilo sie bardzo ciemno. pnie. Wkrótce zostaly z tylu ostatnie budowle Tir ná Lia. Rzeka Easnadh robila sie coraz bardziej wartka. Nie wszystko tu jest piekne. Nurt poszerzyl sie znacznie. Kilka razy niedaleko od lodzi widziala duze. na obu brzegach byly olszynowe legi. Cos stale chlupalo i pluskalo. ze nie zaniecha poscigu. Chwycila swoja tyczke. kilka razy lódz drgnela. woda zamknela sie nad nim. Pozwalala lodzi plynac na los szczescia. trzciny. To tu. gdy hurkotal grom. gdzie niósl nurt. których konary stykaly sie nad nurtem rzeki. zderzywszy sie z czyms wielkim i zywym.mruknela . rozlal szeroko. Dlugo trwalo. zrywal sie wiatr. -Dobrze ci zrobi . G dy niebo rozblyskiwalo blyskawica. slyszala pluski sploszonych ryb. lódz wyplynela bowiem w stary las. Gwiazdooka. potem stepem. miedzy drzewa. tuz po skraj kolczugi. dla nieobyt ych ten swiat to smierc. Jedz za mna. wynurzone wodorosty. Nie ogladala sie za siebie. Tak rozkazali mi starsi. -Jestes. Co bedzie. nim wyplynal. Jechali. Obrócila sie. Lezal nieruchomo. Nim wyczolgal sie na zstepujace w rzeke marmurowe schody. A za to nalezal mu sie ból. . zabi l Króla Olch. gruchotaly gromy. W czystej dotychczas rzece pojawily sie kepy zielska. mlaskalo i ciamkalo. chlupnal w rzeke. Koniku! Pospieszmy sie. z brzegu. odepchnela sie silnie. Wylecial za burte. ociekajac woda i krwia. lódz plynela szybciej. tworzac sklepienie. Burza byla coraz blizej. jesli pomyli sie i poplynie niewlasciwa odnoga? Ledwo pomyslala. Blyskal y blyskawice. -Do mojego swiata? Wpierw musze ci cos pokazac. Potem pojasnialo. Nie krzyknal nawet. Ciela go krótko w udo.

.krzyknela w noc. a Ciri krzyknela glucho. Kelpie! Wsciekly cwal. Król Olch.Mordercy. Ihuarraquax zarzal glosno. wsród nocy pelnej strachów. Taka jazda. Stala wsród morza kosci. a Ciri krzyknela. alarmujaco. -Lotry! . lykajac w galopie wiatr. -Naprzód. Niebo na pól rozcina blyskawica. prawdopodobnie podmyte ulewami. I odslonilo to. Piaszczyste zbocze jaru osunelo sie. Grunt byl nierówny. rozbrzmialo jej w glowie. Uniosla jedna. co ukrywalo. miednic. oczy lzawia od pedu. Gdy otworzyli Ard Gaeth. potknela sie. dzika. Czaszek. Zrozumiala. Ogromne zwalowisko kosci. krzykiem podniecila Kelpi e do galopu. jak teraz próbowali oszukac i wykorzystac ciebie. w ciemnosci. femurów. Teraz wiesz. Trupiarnie. Na ich tropie byla pogon. Usluchala. Ten swiat wcale nie byl ich swiatem. Lysnela blyskawica. Lysnela blyskawica. Teraz rozumiesz. widm i zjaw. w rozblysku . Cmentarzysko. Juz tak kiedys bylo. Skokiem znalazla sie w siodle. Krogulec. zeber. Gdy g o zdobyli. * * * Juz kiedys tak bylo. Przez niebo z gruchotem przetoczyl sie grom. Piszczeli. oszukawszy i wykorzystawszy nas wówczas tak. Stal sie nim. pomyslala. czyje to resztki tu leza. Ciri cisnela czerep. miala w uzebieniu kly. noszaca slad ciosu brzeszczotem. Pojela. Cos chrupnelo i osunelo sie pod jej stopa. Aen Elle .-Co jest tu? Zsiadz i zobacz. To zrobili oni. Lis. Czaszka.

by uniknac galezi olch. Jednorozec odpowiada rzeniem. usiluja wczepic sie w ubranie i wl osy. Ciri odbiera jego sygnal. Musisz skoczyc. czarna czernia. ale stara sie zrozumiec. Niedlugo zatarasuja cala droge. Glos pogoni. takze po to. Scigana strachem klacz leci karkolomnym cwalem. Jest snieznobiala plama w mroku. W inne miejsce. w inny czas. Chlodny wiatr. Rozumie znaczenie. ze kopyta zdaj a sie tylko muskac ziemie. chloszcza. rozkaz wrecz. W uszach szum. Ciri nie rozumie. by zmniejszyc o pór powietrza. klapia czarnymi paszczekami dziupli. A po niej nagla ciemnosc. wskazuje droge. coraz trudniej unikac ich konarów.. To polecenie. koncentruje tak mocno. koncentruje sie. parskala. smagaja. Kropelki deszczu. której nie rozjasnia nic. ciemnosc miekka i czarna. Blyskawica. mknie tak szybko. ze krew szumi i tetni w uszach. wdzierajacy sie do mózgu. Ciri kladzie sie na szyi klaczy. Przywiera do szyi Kelpie. Kelpie brykala. Ihuarraquax rzy. Kelpie rzy przenikliwie. wyrazniejszy. Gwiazdooka! Pedz co sil! Olch jest coraz wiecej.. dziuple klapia i hucza.. Znowu sygnal od jednorozca. które chca zwalic lub sciagnac ja z siodla. . Galezie swiszcza. Pokraczne drzewa wyciagaja ku niej zewsz ad dlugie guzlowate ramiona konarów.Ciri widzi olchy po obu stronach drogi. W nozdrzach zapach sosny.. Szyje ma mokra i goraca. Skacz. Gwiazdooka. Z tylu krzyk. Pokraczne pnie chwieja sie. tupie. Kelpie rzy dziko. ciskaja w s lad przeklenstwa i grozby. Nie musi jej popedzac. Bardzo stara sie zrozumiec. Pedz. * * * Na twarzy wiatr. Nie tylko.

ostro grzebiacego ziemie kopytem. Jeszcze wiele przed nami. wlasciwy czas. Ihuarraquax zarzal. Ciri naciagnela rekawice. Jestem Starsza Krwia. Krótko po niej grom. Zimowa panna. To jest mój swiat! Jego sygnal byl tak wyrazny. Gasnie smok. Grom przetoczyl sie z gluchym hurkotem. A nad samym niemal horyzontem . Nie. gasnie Zimowa Panna. ze Ciri zrozumie wszystko. Jestem Pania Swiatów. Jedyna nasza nadzieja w szybkiej ucieczce. Siedem Kóz. Musze go splacic. * * * Wraz ze zrywajacym sie wiatrem niebo ciemnieje od zachodu. Gwiazdooka. Koniku. Spieszmy sie. nie ten czas . Gasnie oko. sypnela w oczy kurzem i suchym lisciem.Udalo sie nam. Nie zostawie. Ucieklismy z tamtego. naplywajace falami chmury po kolei gasza konstelacje. Do konca. swiecace najsilniej i najdluzej. We wlasciw e miejsce. Siedem Kóz. córki Shiadhal.westchnela. W swietle Ciri widzi Ihuarraquaxa potrzasajacego lbem i rogiem. Niebosklon wzdluz horyzontu rozblysnal krótkotrwala jasnoscia blyskawicy. Kelpie zawtórowala przeciaglym prychnieciem. -Koniku? Jestem tutaj. Smok. Gwiazdooka. Mam wobec ciebie dlug. Dzban.Oko. Jednorozec zarzal. -Udalo sie .Blyskawica. Niebo pelne jest gwiazd. . Ale to wciaz nie to miejsce. Gwiazdooka. wyslal mentalny sygnal. -Nie zostawiaj mnie samej. Nie ma czasu do stracenia. ponaglil. Wichura wzmogla sie raptownie. D zban. Jestem z krwi Lary Dorren. . Pelne konstelacji.

Nieudolnosc i glupota de Wetta mialy tez znaczenie psychologiczne. w ich dobroc. która jest dla kazdego uwaznego badacza bardziej niz oczywista.-Jestem gotowa . Diuk de Wett dowodzil grupa "Verden" w sposób. od czola ofensywe Nordlingów z Cidaris. w której prosil o nocleg lub kawalek chleba. sympatyzujacy z Nordlingami. W kazdej wsi. Przespal juz dwie noce na dworze. dla którego okreslenie "nieudolny" jest wybitnie za delikatne. mity. A potem ciemnosc.aluzyjnych hipotez o zemscie i porachunkach najzupelniej prywatnych. Ma jac przeciw sobie dwakroc slabsze sily. okrutnej i tyranskiej naturze cesarza Emhyra. Najwyzszy czas powiedziec prawde . Nordlingowie natychmiast wykorzystali sytuacje i przesz li do kontruderzenia. klamstwa. . królewicz Kistrin. Blysk i jasnosc. w resztkach stogów. Restif de Montholon Wojny Pólnocne.powiedziala. nie brak t ez zwlaszcza u autorów z ciagotami do beletrystyki . wyrok i egzekucje Joachima de Wetta wiekszosc historyków zwykla przypisywac gwaltownej. a na czele powstania stan al jego syn.prawde. jak ustalono. to wiosna powstal caly niemal kraj. wiazac skrzydlo Nordlingów. zza zawartych na glucho wierzei odpowiadalo mu albo ciezkie milc zenie. Do armii Nordlingów zaczeli setkami naplywac ochotnic y. a teraz zanosilo sie na to. a na tylach rebelie. Szum w uszach. Tym samym opóznial ofens ywe Grupy Armii "Srodek" . ociagal sie z ofensywa na pólnoc. byl bardzo rozczarowany. ze wierzyl w ludzi. Skutek byl latwy do przewidzenia i nieunikniony: jeze li w zimie sily insurgentów liczono na niecale pól tysiaca ludzi.. Majac na flance desanty piratów z Skellige. Oddanego Cesarstwu króla Ervylla zgladzono. ponoszac kleske za kleska. ze w podobny sposób spedzi noc trzecia. grupa "Ver den" wiazala Menno Coehoorna.miast. a cala aktyw nosc obrócil na walke z verdenskimi gerylasami. Grupa "Verden" dopuszczala sie wobec lu dnosci nieslychanych okrucienstw.. co tu duzo gadac. Wychowane w swiatyni i jego wlasna otwarta natura sprawialy. pólprawdy Rozdzial szósty Jarre. rozrywajac pierscien wokól Mayeny i Mariboru. niweczac szanse na s zybkie powtórne zdobycie tych waznych fortec. de Wett zaplatal sie w bezladne walki. Z wiary tej nie zostalo wiele. Prysl mit o niezwyciezonym Nilfgaardzie. * * * Proces. zyczliwosc i bezinteresownosc.

to nie strach. Chlopiec razno i dziarsko maszerowal drózka wsród pól. Zmierzchalo szybko. Nic nie pomagalo. co pelza mu po grzbiecie i ramionach. czarnego i blyszczacego jak swiezo wylana smola. brzydkim zapachem butwiejacego zielska i czyms j eszcze. W miejscach. Wypatrywal stogu. Robilo sie coraz ciemniej. kim jest i w jakim celu wedruje . Za mostkiem wierzby rosly gesciej. ale noca robilo sie zimno. Marzec byl. spinal niski mostek. jej dragi zanurzone w wodzie. Drózka wiodla w dól. wialo zimnem. mostek zial podluznymi dziurami. Jarre zatrzymal sie. Podjal marsz. ciagnace j za soba migotliwy warkoczyk ognia. na którym. wyjatkowo cieply. Czyms bardzo niedobrym. Brzegi obrosnietego lozina i pokracznymi wierzbami kanalu. Bez efektu. wspominane w wielu proroctwach zjawisko. co prawda. zrezygnowany i przybity perspektywa kolejnej nocy pod golym ni ebem. jak co noc od nieomal tygodnia. Zastanowil sie. bardzo rozczarowali go ludzie. widac bylo zloto-czerwona pszczole komety przemierzajacej niebo z zachodu na wschód. ze to. stamtad. Bardzo. Jarre spojrzal na niebo. Z dolu. lecz chlód. gdzie byl o jeszcze ciemniej. gdy mówil. balustrada byla zlamana. I naprawde s traszno. Próbowal wmówic sobie. w szpaler gestych krzaków przybierajacych w pólmroku przerazajace ksztalty. gdzie ba le zgnily i zapadly sie. Choc daleko bylo je szcze do . cóz tez naprawde moze zwiastowac t o dziwne.albo obelgi i grozby.

Jestem ubogim wedrowcem! Nie mam grosza przy duszy! Co mam wam oddac? Ten kij? Odzienie? -Tez .swi adomosc. Za mna zostanie mo ja przeszlosc. przechodniu mily. sluzy albo wegorzar ni. w tym cmoku. -Mam nóz! -Prosze. wsród wierzb panowala ciemnosc. W mroku Jarre niewyraznie widzial ruiny jakiegos budynku .Bo trza ci wiedziec.. No..charknal jeden z tych. Wkroczyl na mostek i z miejsca wiedzial. którzy zastapili mu droge. naje.prawdziwej nocy. mówie. a w glosie jego bylo cos. co to bylo za uczucie. samopas idacy! Dasz. Ale nie siegal po niego.. . Paralizowala go . ze przeczucie go nie mylilo. I uslyszal. musze przejsc na druga strone tego kanalu.Ma nóz. mlodym i dziwnie znajomym glosem. a ktosik nadejdzie. przemoznym. kosci rzucone. Jak to bylo? Karty beda rozdane? Nie. znam go! Ostawcie. . przede mna rozpostrze sie moja przyszlosc. -A co? . darmo! Chociaz przez skóre czuje. którym grzmotnal o dyle mostu. dziewki jakiejs wygladalim. Trudno. ze jego nogi zamienily sie w dwa wbite w ziemie slupy.Prawie. n ikt juz nie przyjdzie. tedy na bezrybiu i rak ryba! Lapaj jego. No.drugi z uzbrojonych w grube paly typów seplenil lekko. ino poczekac krzyne. . Adrenalina capnela go za gardlo jak petla arkanu. ze tam. .zapewnie mlyna. -Hola! .Nie mówilem? Mówilem. mial nóz. nieznanym mu do tej pory uczuciem. Przerazenie sprawilo. czy tez nie obedzie sie bez szarpaniny? -Ja nic nie mam! . pomyslal chlopiec. po dobroci. .zadrwil ten sepleniacy. ze tak po prawdzie to m y tu. choc niewiele mial nadziei na to.krzyknal trzeci typek. co tam masz. Zanim jeszcze ich zobaczyl. Jarre nie mógl uciekac.. ze ktos uslyszy i przybiezy z pomoca. w potrzebie pilnej bedacy. to znajomek! Jarre? Poznajesz mnie ? Jestem Melfi! Hej.wrzasnal Jarre.. zrozumial. . prosze . ale noc juz za pasem.Ja jego chyba znam! Tak. zuchy! -Ja mam nóz! . co sprawilo. Okultich .. Przekrocze kanal i wówczas. czai sie cos niedobrego.wrzasnal co sil w plucach Jarre. ubogi wedrowcze. jak uczynil to ów mityczny wódz czy bohate r.. Dopiero gdy poczul ból biodra.Ostrzegam! Faktycznie. Musze przekroczyc ten kanal. o którym czytalem w zetlalych manuskryptach w swiatyni Melitele. Kto by pomyslal.Jarre ze wszystkich sil walczyl z paskudnym. . tak. Iscie za wróza albo wolchwa ci robic. choc odlegle laki za kanalem wciaz jeszcze jasnialy wiszacym na czubkach traw przedziwem mgiel. Musze przejsc przez ten mostek. zblizajac sie. . Gwizdnal go w swiatynnej kuchni w przeddzien ucieczki i schowal w tobolku.. Jarre? Poznajesz? -Poz.powiedzial ten sepleniacy. ze Jarre zadygotal. ze to bez sensu i ze nic mu nie pomoze.i przerazala . .

kiwnal tylko glo wa w strone calej otaczajacej ognisko szóstki. Jarre? Jarre nie pamietal. miast w pocie czola pozna wac arkana czytania i pisania. a to niespodzianka .wzorem taty . po którego uplywie bednarz zabral syna ze szkoly. Milton? Pamietasz Miltona.Ot. Melfi zwykl byl regularnie i dotkliw ie bijac Jarre i nazywac go poczetym w pokrzywach bekartem bez ojca ni matki. Jarre? Jarre przelknal kes twardego i ciagliwego kawala sloniny.Uczucie tracenia przytomnosci. Nie odpowiedzial. zagryzl pieczona rzepa. swojaka zdarzylo sie napotkac! Z Ellander znajomka! Druha! Co. dawal prezenty i deklarowal pr zyjazn. z e latorosl nadaje sie wylacznie do beczek. traf nad trafy! Ot. Tak to Melfi. Nie byl pewien. w pocie czola strugal klepki w warsztacie ojca.powiedzial Melfi. -A dokad to tobie droga Jarre? -Do Wyzimy? -Ha! Tam i nam do Wyzimy! Ot. Trwalo to o kolo roku. zwac go druhem. A gdy Jarre ukonczyl nauke i z rekomendacji swiatyni zastal pomocnikiem pisarza w sadzie gro dzkim.klanial mu sie po pas. . Byl to syn bednarza z Ellan der. traf nad trafy! Co. czy w ogóle widzial go kiedykolwiek na oczy. potwierdzilo sie bowiem. . Gdy razem uczeszczali do przyswiatynnej infimy. Mielfi tez zreszta lekko przesadzal. * * * -Oj. bednarczyk . którym poczestowala go jego dziwna kompania.

zawtórowal przeciagle drugi. ten zwany Okultichem. jak maz jeden. zdac by sie moglo.. gdy prawi. Szczupak. prawie nigdy. czytaty jest i pisaty.Zaciagam sie sam. który niedawno pierwszy okrzyknal go na moscie. .Jede n z dziesieciu lanów..oswiadczyl Jarre.oczy Szczupaka blyszczaly.powiedzial chlopiec . A i to wie kazdy glupi.. z obwislym wasem i podgolonym karkiem. Ale przysz la bieda. . trza bylo losowac wtóry raz. . uwazasz.jakie to sprzecznosci w czleku nieraz siedza. -Co prawda. Lanowy kontyngens. jasnowlosych. . Wszyscy my tu. do wojska Owi tu. mlodzik. A ty. do tego niezawodnie z przyrodzenia nieglupi. panie urzednik? -Ide do wojska na ochotnika . Ot. podobnych jak bracia. Natury dwie. to mie ojciec wybronili od ciagniecia galki. co na wojnie sie dzieje. ze swiatynie wyj ete sa spod kontyngensu. dudniacym. kmieccy synowie..On. -A czego to . wpatrzony w Jarre przez dym i iskry tak i sadowo-swiatynno-zasrany ksiegarz na goscincu ku Wyzimie porabia? -Jak i wy . Klaproth .do wojska ide. nie z kontyngensu.oglosil Melfi. A nauka nigdy nikomu nie zasz kodzila. -Posluchaj ino.wtracil sie charkliwie krepy i ostrzyzony do skóry typ. . Melfi? -Ze mna ..przerwal Szczupak. -Baczcie. Uczony! Onze przecie w Ellander za pisarczyka sad owego robi.Cóz tedy. ciekawosc . .. rosly. faktycznie nieglupi jest. chóralnym smiechem. .. godzi s ie posluchac. Wiesz przecie. najstarszy w kompanii.to.Skoro madrala. ksztalcony i bywaly.. .Madralinski! -Zatknij sie. No. gryzacych jakies nierozpoznawalne opieczone w popiele pozywienie.Paniczyk! Madrala jakis! -Madrus! .Uzupelniajace losowanie kontyngensu rada miasta Ellander ustanowila wilkierzem z dnia szesnastego stycznia. Milton i Ograbek.Jarre obrzucil spojrzeniem kmiecych synów. wielki parob z wiecznie przylepionym do kraglej geby glupawym usmiechem. jest tak: za pierwszym razem. wiesz przecie. uwazasz... Nauka. Czesciowo z pobudek osobistych. ze k azdy jeden sad swego pisarczyka od sluzby zdolen jest wybronic i wyreklamowac. jak on gada . Bylo to konie czne w obliczu nilfgaardzkiego zagrozenia. gdy cechy mialy dac rekruta. zuchy .. Jakze to wiec jest. Wiedziec powinien. a w chamie Melitele caly ksiegów zbiór w pieczy ma. Jarre znaczy.kontynuowal opowiesc Melfi. odbijaly blask jak oczy prawdziwej ryby w swietle luczywa na dziobie czólna . Spor z tego moze byc. nie maja musu rekruta dostarczac. I prawie nikomu.-do Wyzimy idziem .westchnal bernardczyk .Do armii. -Wiem . .. Kompania ryknela gromkim. .czego to sadowo-swiatynny uczony we wojsku s zukac mysli? Bo przecie nie w rekruty idzie? He? Toc kazdy glupi wie. z wlasnej woli. ale glównie z patriotyczn ego obowiazku.przemówil wreszcie Szczupak . -Wiem .zaseplenil wolno ten nazywany szczupakiem. bo tak miasto uradzilo. to prawda . z lanow ej powinnosci wybrani.przytaknal znowu Jarre.

Groznie ciekawym.ze gdyby jaki prostak tak do mnie zagadal. Prawda. No. z wlasnej woli.. cóz. mospanie. I opowiem: ja tez do wojska ide.Po drodze obdzieraja c podróznych na mostach? -On . jakiez owe osobiste pobu dki sa? -Sa one na tyle osobiste .Jarre sam dziwil sie. z paterotycznego obowiazku chce sie do przegrywajacej partyji przy laczyc. Jarre. Zycie smutne jest i osowiale. o waszych pobudkach tez jakos mówic niespieszno. Szczupak? -Prawda . bez przymusu. -Otóz bacz . . W zasadzie.ciegiem boczy sie na nas za zasadzke na mostku.Szczupak ziewnal. rychtyk niby ciele.ze nie bede o nich opowiadal.rzekl po chwili ciszy Szczupak .zwykle jeno chorych na umysle cechujacy..ucial Jarre . A on. ze wam. z punktu wzialby w pysk.rzekl wreszcie Szczupak . Odpuscze. moze i nawet przystoi swiatynno-sadowym wychowankom. az echo poszlo. jak samiscie slyszeli.. Tym bardziej. . Nie uwazasz tak pisarczy ku? -Uwazam. -Taki paterotyczny obowiazek . I tez na ochotnika.. klapnal zebami. Tedy jeno szutka albo figlem mozna je sobie rozweselic. Takiemu daru je.znac. uprzedzajac Szczupaka . Ale by la tu mowa i o jakisi pobudkach osobistych. -By jak kto chory na umysle przylaczyc sie do przegrywajacych? . skad nagle bierze sie w nim tyle zuchwalosci. kto kogo bije i wnet calkiem pobije.zarechotal Melfi. . Jarre tez nie. ale jesli uczony pisarczyk. na ten raz. co je do szlachtuza wioda. toc to tylko figle byly! Sztuki takie niewi nne.Szutki takie niewinne. Nikt nie skomentowal.

W pierwszym snie znany mu wiedzmin Geralt z Rivii siedzial pod zwisajacymi ze skaly dlugimi sopla mi. Jarre mimo zmeczenia nie mógl zasnac. poweselili sie. Okultich. cala siódemka ruszyla w droge. nieslychanie w ich imieniu smieszne. nuz cie pocaluje! A niech pocaluje. nieruchomy. Bylo zwyczajnie za zimno. Sny te zmuszaly Ja rre do rzeczy. * * * Noc byla bardzo zimna. i przed samym switem przysnila mu sie Triss Merigold. No inakszy marny by z ciebie byl dla nas kompanion i lepiej by ci bylo do Wyzimy samopas powedrow ac. haaa! -He. ha. zwiniety w klebek pod oponcza. Patrza: lec i . haa.. Wiekszosci nie pamietal..-To dobrze . ustawicznie budzily go sny. kmiecy synowie z lanowego kontyngensu. . pofiglowali. heee! . Haaa. jadzie. a tera do wczasu pora. to ze slonki em trzeba. Chocby zaraz. Teraz. z kolanami niemal dotykajacymi podbródka. zbiruja pobrzekuje Uciekaj. do zadnego wstydu nie doszlo. dziewczyno. Szczupak przeciagnal sie. Wszak on wlasna piersia ojczyzne zaslnia! Szczupak. ha. dawali sobie animuszu wojacka pi osenka. W drugim snie Ciri n a karym koniu. he.. Klaproth i przyklejony do nich bednarczyk Melfi opowiadali sobie dykteryjki i anegdoty. Jarre milczal. elf i krasnolud.Szczupak nie spuszczal z niego blyszczacych oczu. których potem bardzo sie wstydzil. Gdy wreszcie usnal. com mial rzec. Jesli na odwieczerz mamy w Wyzimie byc. przytulona do grzywy. cwalowala szpalerem pokracznych olch usilujacych sc hwytac ja krzywymi konarami.a Nilfgaardczyk pyta: "Co tu tak smierdzi?" A elf na to: "Gówno". kto jemu zabrania. zuchy. Oprócz dwóch.Ha. tedy my poszucili. Po ubieglorocznym pobycie w swiatyni czarodziejka snila sie chlopcy kilka razy. wojak. faktycznie ledwo slonko wzeszlo. ma sie rozumiec. wyruszymy. Jadzie. spal zl e. -Rzeklem. No. he. ha! A taki znacie? Ida Nilfgaardczyk. oblodzony i szybko zasypywany walacym sniegiem. * * * Rano. Ach. Milton i Ograbek.

heee! Jarre czekal na okazje i pretekst do odlaczenia sie. gdy kleska i zaglada sa pewne i oczywiste.. zbierajac co spadlo . Im bardziej dzien rósl. nie przerywajac opowiadania dowcipów. rzepe. niczym wyzly. gajów i lsniacych jak zwierciadelka rybaków widzieli dachy zabudowan. tym wiecej spotykali na goscincu innych wedrowców. -. Zapachnialo orana ziemia. czesc lapczywie pozerano. oddzialków maszerujacego wojska. chlopskie zaprzegi i siedzace na furmanka ch kobiety i dziewki. ha. nie wytrzymam. czasem nawet cebule. Dymem. za tymi banda Szczupaka szla z nosami niemal przy ziemi... ha! -Haa.. haa! O bogowie.mysza.a to marchewke. ha.. W dolinie. gdy ów co i rusz zaga dywal o celowosci zaciagania sie na ochotnika w chwili. Haaaa. haaa.a Nilfgaardczyk: pruuuu! I zesral sie po same uczy! Ha.. haaa! -He. chlopskich wozów. jakimi Szczupak i O kultich obrzucali mijajace ich kupieckie wozy. komorniczych powodów. Zesral sie. wsród regularnej szachownicy pól. Nie podobaly mu sie spojrzenia.. Czesc lupu przemyslnie chowano na czarna godzine. ha. haaa. Nie podobal mu sie drwiacy ton Szczupaka. a to kartofel. nie podobal mu sie Okultich.. heeee. Niektóre wozy byly wyladowane dobrem. Nie podobal mu sie Szczupak . Do ich uszu . ha.

Jeslic on nie ma dudków.dobiegalo czasem dalekie szczekanie psa. eliksiry. srodki piorace.Szczupak rozciagnal usta w brzydkim usmiechu.byl jednoczesnie straganem. Troche jakby bardziej pesymistyczna.byc wrecz uznana za niedobry omen. Mogaca . wsród brzózek. mógl byc jednoczesnie na stragan zamieniony i rozlozony w ciagu kilku chwil.Jarre chwycil bednarczyka za rekaw.Zapamietajcie. te wioseczke. Maszerowali. talizm any i amulety ochronne. ze nie slyszy. dla którego Okultich szedl na tak okropny hazard.niziolki zywia i gospodarza. -Tu. -Nieludzie przeklete . Nie widzisz. U nich wszystko misterne i ladne.charknal Klaproth. Milton i Ograbek.zwlaszc za po wczesniejszych aluzjach Szczupaka . ryk wolu.Melfi wyszarpnal sie. posluchajcie Okrutnosci smierci poznajcie Badz ty stary abo mlody Nie ujsc ci smiertelnej szkody. Osobnikiem. Te skrajna. Wszytcy ludzie.Widac. Nieduze . zaintonowali nowa piesn. * * * -Ten .. w których oferta handlarza obejmowala balsamy i driakwie leczace. kruszców i trufli oraz niezawodne przynety na ryby. byl dogoniony wedrowny handlarz. ze zamozne te wioseczki . Gdybym kiedy zapragnal tamój w gosci. Przyspieszcie kroku. . Udawal. a prawdziwemu czleku bieda przez takich a nedza. -Na razie .pospieszyl z wyjasnieniem Okultich . kmiecy synowie z lanowego przyboru. nie chcialbym bladzic.zaseplenil Szczupak . . u samego boru.z bliska widac to bylo wyraznie . w dolinie . oblizujac wargi.a osiolek tez cos wart. pianie koguta.Tylko zarty. Jarre . Jarre odwrócil glowe.. one karzelk i.Choboldy jedne! Une tu gospodarza. Mniej wojacka. Wózek handlarza .musi miec dudki. Zapamietajcie dobrze.wyseplenil Szczupak. Cala ciagnieta przez osla konstrukcja pokryta byla jaskrawymi i malowniczo zamaszysty mi napisami. . .. Ze widzi tylko gosciniec przed soba.Otwórz no oczy.. to niech mnie wymnisza. Kogo koli smirc udusi Kazdy jeji ulec musi. zuchy. a nadt o wykrywacze metali. ale misterne. . co tu sie szykuje? -Toc to tylko zarty. idacy obok ciagnietej przez osla dwukólki. -Dudki dudkami . Takim nawet wojna nie szkodzi. filtry i kataplazmy magiczne. zuchy. . Gospodarny to narodek. -Melfi .ocenil ponuro Okultich . kaczki i dz iewki.

pisarczyku . nazbyt zes poboznym kadzidlem przesmierdnal. -No.Handlarz. Szczupak powoli rozchylil kapote i pokazal zatkniety za pas dlugi nóz. póki malo swiadków na goscincu. -Zacne rucho na onym . nazbyt ciebie. Tedy na stap sie precz z drogi.. sam nie mogac nadziwic sie swemu mestwu.Jesli szyje swa szanujesz.skomentowal Szczupak. . . twoj a swiatynia wyswietoszkowala.. zaklal i popedzil osla. ewidentnie wyostrzony jak brzytwa. ale nie.. -A co tu sie wyrabia? He? . bo inaczej.ocenil z cicha Okultich..powiedzial.. zuchy . stajac miedzy nimi a kupcem. -Nie . obejrzal sie. Myslalem. Jarre.Nie pozwole. chudy i mocno przytlamszony brzemieniem wieku jegomosc.zaseplenil zlowrogo. zobaczyl ich. . dwa! Uporajmy sie ze sprawa.Raz. . widze. kilkoma szybkimi krokami wysforowal sie przed kompanie i obrócil.I na wózeczku cosik pewno znajdziem. z trudem dobywajac glosu ze scisnietego gardla. ani myslal isc sz ybciej. -Nastap no sie. Ale osiol.. przygodzisz sie w naszej kompanii. jak to osiol.

. Wielce sa oni do wieszania skorzy.zaseplenil Szczupak. moze isc z nami. -Bezpieczniej. Jarre. Komu wola. by ta modla najsamprzód co najgorszej swoloczy sie pozbyc. bo paterotyczny obowiazek wzywa.. Jego towarzysz. w malym oddaleniu. Ruszajmy tedy w droge. aksamitne bere ty z pekami piór. o co idze.I wielebni dobrze . to czasem kor zystaja. ale Szczupak i Okultich i tak momental nie spotulnieli. Lancknechci. .. marny los grasanta. .I nam do Wyzimy. najpowszechniejszego elementu krajobrazu doliny Ismeny.Zza flankujacych gosciniec pekatych i rosochatym wierzb.Nic zlego. ze jest na lotrzyków prawo i kara.rzekl po jakims czasie handlarz.idziemy do Wyzimy. . o lokciowej dlugosci rekojesciach i duzych wygietych jelcach. do armii. panowie wojacy? -A i owszem .Nikomu nie stala sie krzywda .Przyjdzie na wies lub miasteczko przymus wybranca z co dziesiatego lanu dac. do Wyzimy. poprawil mieczysko na plecach i pomaszerowal droga. Bezpieczniej bedzie. barwne bufiaste pludry.jego towarzysz obejrzal sie przez ramie. pikowane. wyszczerzyl sie szczerbato.. . które go na licu pochwyca. potem wzruszyl ramionami. tudzi ez handlarz ze swym oslem i wozem ruszyli za nim. -Dzieki wam . sluszny to porzad ek. jako zywo .lancknecht parsknal. .Przywyklim. I pelne pózniej trakty takich.dodal znaczaco drugi. podskakujac. Obaj mezczyzni nosili nawoskowane i podkrecone ku górze wasiska.panowie rycerze. mierzac Szczupaka dlugim spojrzeniem. ale juz tam w armii wycwiczy ich w posluc hu . My tu nic. z której uszlo powietrze. Lancknecht patrzyl na niego dlugo i dosc pogardliwie. obaj mezczyzni nosili na plecach dwureczne miecze.Godzi sie wszakoz dodac. dobrze. pocz lapala Szczupacza halastra. dopinali spodnie. o. jak ci tam.machnal reka lancknecht. Zaden nie uczynil chocby ruchu w strone rekojesci ich straszliwych mieczy.Szczupak odzyskal kontenans. ze widzielismy tu niedawno w okolicy wyz imskiego bajlifa konny patrol. Nikomu! -My .. -My tu. miekkie. od razu orientujac sie. zawalidrogów. dlugie chyba na sazen. wacpanowie. a wielki Klaproth skurczyl sie jak mechera. No. popedzajac osla witka . do wojska sie zaciagnac..wtracil szybko Jarre . wylonily sie dwie dziwaczne postacie. Oprócz wiszacych przy szerokich pasach tasaków i puginalów. -Noc to .odezwal sie niespodzianie zgarbiony handlarz.. A i tobie dzieki mlody paniczu. przybrane wstazkami kaftany i wielkie. a z tylu. . . -Rózni do wojska ciagna . Wielebni.kwiknal Melfi. -Zarty jeno! . Moze i wam tamtedy po drodze.

powiedzial Jarre. Tu czekala ich wymuszona przeprawa w podrózy. chwali .takie losowe zetkniecia i zbratania. chlopcze. -Ja . dotarli do traktu. -Dobrzes zgadl . zes ty z deczko innej niz tamci ulepiony gliny. nie z przymusu. Ku Mariborowi i Mayenie. -Chwali sie. . -Wyciagne. co zbratanych pod jedna wspólna przywiodly szubienice. Czemuz to z nimi pospolu? -Los nas zetknal. .ide zaciagnac sie na ochotnika..pospieszyl z wyjasnieniem Jarre . My te raz .wskazal glowa drugi.lancknecht poklepal go po ramieniu. -Redanczycy .gefrejterski kij. . To jest redanskie wojsko.. -Znaki bacz . -Widzialem juz . które królowa Hedwig w pomoc nam przyslala. -Na poludnie .A to i widze.lancknecht spojrzal na niego. gdy raz a drugi pójda na praszczeta. * * * Nim przycmione chmurami slonce stanelo w zenicie. którzy musieli sie zatrzymac .Iscie lebski z ciebie mlodzik. Podobnie jak spora grupa wedrowców. w uliczke z rózeg. Wyciagnij z tego nauke.znaczaco skomentowal kierunek marszu jeden z lancknechtów.Srebrne orly na karmazynie. .Na front.glos zolnierza byl powazny . naucza sie galgany moresu. podkrecil nawoskowany koniuszek wasa.trakt bowiem szczelnie wypelniony byl maszerujacym wojskiem.

-W dawnym herbie królestwa Temerii . widno.lecz Jan z Attre.szczeknal Klaproth.. Co lacno mozecie wszyscy naoczni e stwierdzic. wiele czasu minie. uczony heraldyk. Aedirn. je dnej sprawy adherenci. Lancknecht obejrzal sie.dorzucil pólglosem Szczupak .westchnal Melfi . -Nie ja . Chlop w chlopa! A równo ida.. szedl do boju przeciw insurgentom diablicy Falki. nad która nie powiewaly choragwie ani proporce. ale on nie jest ciemna prowincja. paniczu.rzekl groznie lancknecht. a to mianowicie tym sposobem.zaproponowal Melfi . -I tys nie gorzej. Sladem za Temeryczykami szlo równym i zwartym szykiem inne wojsko. tepa glowo.nam to wykoncypowal. -Zrazu widac . Szara. Temeria. na pamiatke owych przewag i dla cudownego ocalenia zony i dziatek z rak wrazych her bem królestwa ustanowil trzy lilie srebrne w polu czarnym. -Wolna Kompania . albowiem traktem wlasnie tameryjscy kopijnicy jada.A ty. Ciekawe to. huczacy jak sztormowa fala. maszerowali kusznicy i paweznicy. Ale tamerscy koronni ksiazeta odmiennego herbu uzywali. . -Ot. syn starego króla Gardika. Przed jadacymi na czele kolumny dowódcami niesiono ozdobiona konskimi og onami tyke z pozioma poprzeczka. w którym byly trzy lilie.widnial lew kroczacy. . A pózniej król Cedric specjalny m dekretem herb panstwowy tym sposobem odmienil. wojacki. -Pole czarne srebrnymi liliami usiane . Tego wojska konca nie widac.Kondotierzy. I taki jest Temerii herb po dzis dzien. konski lbie . królewskiego syna. -Madrus zasrany . -Owóz siadzmy .wskazal szarych jezdzców lancknecht.rzekl handlarz . wyuczony. . By dac sie utluc pod tych srebrnych liliji znakiem.Godla wlasnego króla nie poznaja. -Rychlo w czas . ze do t arczy dodawali dodatkowe pole. na nia. by na .westchnal . prowincja ciemna . Grozny.ze bitni. ze jest czarna tarcza srebrnymi l iliami usiana. -A gdy królewicz Goidemar. ze kto jak kto. I gdy Goidemar tron po ojcu odziedziczyl. stamtad prospektum lepsze. wojsko temerskie wlasnie pod jego znakiem. dziedzica tronu i berl a. bialo czymsis upstrzona.odezwal sie zza ich pleców Szczupak z wyraznym przekasem. do której przybite byly trzy ludzkie czaszki. Czarna maja sztandarte.. na górce.jednoscia mocni.pod inszym ida znakiem. -Bardzos zgrabnie . chlopcze praw dalej. niemal bezbarwna kawaleria. teraz my wszyscy alianci. -W sam raz . za króla i Temerie. Redanska konnica przejechala. pod godle m linii walczylo i walne odnosilo przewagi. ale nic nie powiedzial. Najemne wojsko. Redania.lancknecht spojrzal na niego z pogarda.zaczal .tamój.wskazal pancernych Melfi . jak pomruk zblizajacej sie burzy. nim sie droga oswobodzi. To sa srebrne lilije. -A tamci .i wytchnac dajmy kulasom. Kaedwen.powiedzial Jarre i naraz zapragnal udowodnic.na rekruta. -Niechaj go i zawrzyj gebe.rzekl handlarz . wzbijajac pyl.. Albowiem w symbolice heraldyczn ej jest kwiat lilii znakiem nastepcy tronu. Uslyszeli spiew. Za nimi widac juz bylo kolumne jadacej stepa pancernej jazdy. -Siedzmy .

paradzie... -Wolna kompania - powtórzyl lancknecht. - Przypatrzcie sie, kmiotki i golowasy, prawdziwemu zolnierzowi. Owi juz w boju byli, oni to, kondotierzy wlasnie, bande rie Adama Pangratta, Molli, Frontina i Abatemarco, one szale przewazyly pod Mayena, dzieki nim pekl nilfgaardzki pierscien, im to zawdzieczac, ze twierdza oswobodzona. -Wiere - dodal drugi - waleczny i mezny to naród, owi kondotierzy, w bitwie nieustepliwy jak ta skala. Choc za pieniadze Wolna Kompania sluzy, jak z ich pio senki lacno wymiarkujesz. Oddzial zblizal sie stepa, spiew grzmial mocna i gromka, lecz dziwnie ponura, zl a nuta. Zadne nas berlo ni tron nie pozyszczy Nigdy z królami nie bedziem w aliansach My u dukata, co jak slonce blyszczy Na ordynansach! Niczym sa dla nas waszych przysiag roty

Sztandarów waszych ni rak nie calujem My dukatowi, co jak slonce swieci Wiernosc slubujem! -Ech, u takich sluzyc - westchnal znowu Melfi. - Z takimi pospolu wojowac... Zaznalby czlek slawy a lupu... -Wzrok mnie myli abo jak? - Okultich zmarszczyl twarz. - Na czele drugiego hufu... Baba? To oni pod babska wojuja komenda, owe najemniki? -Baba to - potwierdzil lancknecht. - Ale nie byle jaka baba. To Julia Abatemarco, co na nia wolaja Slodka Trzpiotka. Wojowniczka, ze ho, ho! Pod jej t o komenda rozniesli kondotierzy zagon Czarnych i elfów pod Mayena, choc jeno w dwakr oc po piec setek na trzy tysiace uderzyli. -Owociem slyszal - odezwal sie Szczupak dziwnym, oblesnie sluzalczym, a zarazem zlosliwym tonem - ze nie na wiele sie ta wiktoria zdala, w bloto poszly wydane n a najmitów dukaty. Pozbieral sie Nilfgaard i znowu zadal naszym bobu, a tegiego. I M ayene znów opasal. A moze juz i dobyl twierdzy? A moze juz tu zmierza? Moze lada dzien t utaj bedzie? Moze juz ci przekupni kondotierzy dawno nilfgaardzkim zlotem przekupieni ? -A moze - przerwal rozsierdzony zolnierz - w morde chcesz dostac, chamie? Bacz, za szczekanie przeciw naszemu wojsku strykiem karza! Zawrzyj tedy gebe, pókim dobr y! -Ooo! - osilek Klaproth, rozwarlszy szeroko usta, rozladowal sytuacje. - Ooo, patrzajta! Jakie smieszne kurduple ida! Droga, pod gruchy litawrów, zajadle trabienie kobz i dziki swist piszczalek, maszerowal szyk piechoty uzbrojonej w halabardy, gizarmy, berdysze, cepy i kolcz aste wekiery. Odziani w futrzane burki, kolczugi i szpiczaste szyszaki zolnierze byli rzeczywiscie niezwykle niscy. -Krasnoludy z gór - wyjasnil lancknecht. - Którys z regimentów Mahakamskiego Ochotniczego Hufu. -A jazem myslal - rzekl Okultich - ze krasnoludy nie z nami, a przeciw nam. Ze zdradzily nas one paskudne karly i ze z Czarnymi w zmowie... -Tys myslal - lancknecht spojrzal na niego z politowaniem. - A czym, ciekawosc? Ty, kapcanie, gdybys w zupie polknal karalucha, to w kiszkach wiecej bys mial ro zumu anizeli w glowie. Ci, którzy tam maszeruja, to którys z regimentów krasnoludzkiej piechoty, która przyslal nam w sukurs Brouver Hoog, starosta z Mahakamu. Oni tez w wiekszosci juz w boju byli, straty mieli duze, tedy ich pod Wyzime cofneli na przeformowanie. -Bitny to naród, krasnoludy - potwierdzil Melfi. - Mnie, jak w Ellander w oberzy kiedys jeden w ucho na Saoine dal, to mi w tym uchu dzwonilo do Yule. -Krasnoludzki regiment jest w kolumnie ostatni - lancknecht oslonil oczy dlonia. -Koniec przemarszu, gosciniec zaraz wolny bedzie. Zbierajmy sie i w droge, bo ju z skoro poludnie. * * * -Tyle wojennego luda na poludnie maszeruje - powiedzial sprzedawca amuletów i driakwi - ze niechybnie wielka bedzie wojna. Wielkie spadna na ludzi nieszczesci a!

Wielkie kleski na armie! Ginal bedzie lud tysiacami od miecza i pozogi. Owóz uwaza cie, panowie, ze ów kometa, którego na niebie co noc widac, czerwony ogon ognisty za soba wlecze. Jeslic u komety ogon siny albo blady, zwiastuje on zimne choroby, febry, pleury, flegmy i katary, a takowoz nieszczescia wodne, jak powodzie, ulewy albo dlugie s loty. Czerwona zasie barwa wskazuje, ze jest to kometa goraczki, krwi i ognia,a takowo z zelaza, które z ognia sie rodzi. Straszne, straszne kleski spadna na lud! Wielkie pogromy beda i rzezie. Jak to stoi w tym proroctwie: beda trupy lezec wysoko na lokci dwanascie, na opustoszalej ziemi wyc beda wilcy, a czlek slad stopy drugiego czl eka bedzie calowal... Biada nam! -Dlaczego nam? - przerwal chlodno lancknecht. - Kometa wysoko leci, z Nilfgaardu tez go widac, nie mówiac o dolinie Iny, skad, mówia, Menno Coehoorn nadciaga. Czarni tez w niebo patrza i komete widza. Czemu tedy nie przyjac, ze on nie nam, ale im kle ske wrózy? Ze to ich trupy beda w sterte ulozone?

-Tak jest! - warknal drugi lancknecht. - To im biada, Czarnym! -Zgrabniescie to, panowie, wykoncypowali. -No pewnie. * * * Mineli tabuny nów. Trawy, siana wozy i otaczajace Wyzime lasy, weszli na laki i pastwiska. Pasly sie tu cale koni, róznych - kawaleryjskich, zaprzegowych, pociagowych ciezkich perszero jak to w marcu, bylo na lakach tyle, co kot naplakal, ale staly tam pelne brogi.

-Widzita? - oblizal wargi Okultich. - Ech, koniki! I nikt nie pilnuje! Tylko brac, wybierac... -Zawrzyj gebe - syknal Szczupak i sluzalczo wyszczerzyl do lancknechtów szczerbate uzebienie. - On, panowie, w jezdzie zamarzyl sluzyc, po temu tak na t e rumaki laso patrzy. -W jezdzie! - parsknal lancknecht. - Ot, co to sie chamowi roi! Koniuchem predzej mu byc, gnój spod koni widlami wybierac, taczka wywozic. -Prawie, panie, mówicie! Poszli dolej, wnet dotarli na groble wiodaca wzdluz stawów i rowów. I nagle nad wierzcholkami olch zobaczyli czerwone dachówki wiez górujacego nad jeziorem wyzimski ego zamku. -No, to my prawie na miejscu - rzekl handlarz. - Czujecie? -U-uu! - wykrzywil sie Melfi. - Alez smród! Co to? -Pewnie zolnierze, co z glodu zdechli na królewskiej lafie - zamruczal za ich plecami Szczupak, ale tak, by lancknechci nie doslyszeli. -Malo nosa nie urwie, he? - zasmial sie jeden. - Ano, stal tu tysiacami calemi wojenny lud na hiberionie, a wojenny lud jesc musi, a jak zje, to fajda. Takim j uz to ksztaltem natura sprawila i nic na to nie poradzisz! A co sie nafajdalo, to tu, o, do tych rowów wywoza, wywalaja, nawet nie przysypujac. Zima, póki mróz gówno mrozil, szlo jakos wytrzymac, ale od wiosny... Tfu! A coraz to nowi nadchodza i na stara kupe laduja - drugi lancknecht tez splunal. -A ów wielgi bzyg slyszycie? To muchy. Chmary ich tu sa, wczesna wiosna nie widzia na rzecz! Owincie sobie geby, czym moze, bo do oczy i ust nawlaza, psiejuchy. I zwa wo, im predzej tedy przejdziem, tym lepiej. * * * Mineli rowy, ale nie udalo im sie zgubic smrodu. Przeciwnie, Jarre dalby glowe, ze im blizej miasta, tym zaduch byl gorszy. Tyle, ze bardziej urozmaicony, bogat szy skala i odcieniami. Smierdzialy otaczajace gród wojskowe obozy i namioty. Smierdzi al ogromny lazaret. Smierdzialo tloczne i ruchliwe podgrodzie, smierdzial wal, smie rdziala brama, smierdzialo podwale, smierdzialy placyki i uliczki, smierdzialy mury wzno

szacego sie nad miastem zamczyszcza. Szczesciem nozdrza przyzwyczajaly sie szybko i wkrótc e zajedno im bylo, czy to gnój, czy to padlina, czy to koci mocz, czy to kolejna jadlodajnia. Muchy byly wszedzie. Bzyczaly natretnie, pchaly sie do oczu, do uszu, do nosa. Nie dawaly sie odpedzic. Latwiej bylo je rozgniesc na twarzy. Lub rozgryzc. Gdy tylko wyszli z cienia podbramia, w oczy uderzyl ich ogromny malunek na scianie przedstawiajacy rycerza z wycelowanym w nich palcem. Napis pod malunkiem pytal wielkimi literami: A TY? CZY JUZ SIE ZACIAGNALES? -Juz, juz - mruknal lancknecht. - Niestety. Podobnych malunków bylo duzo, mozna rzec - co sciana, to malunek. Przewazal ów rycerz z palcem, czesta byla tez patetyczna Matka Ojczyzna z rozwianym siwym wlo sem, majaca w tle plonace wsie i niemowleta na nilfgaardzkich pikach Zdarzaly sie tez wizerunki elfów, z ociekajacymi krwia nozami w zebach. Jarre nagle obejrzal sie i stwierdzil, ze sa sami, on, lancknechci i handlarz. P o Szczupaku, Okultichu, wybranieckich kmiotkach i Melfim nie bylo sladu. - Tak, tak - potwierdzil jego przypuszczenie, przypatrujac mu sie badawczo.

Zmyli sie twoi druhowie przy pierwszej sposobnosci, za pierwszym weglem zamietli za soba chwostami. I wiesz, co ci rzekne, chlopcze? Dobrze to, ze sie wasze drogi rozesz ly. Nie daz k'temu, by sie znowu zeszly. -Szkoda Melfiego - mruknal Jarre. - To w sumie dobry chlopak. -Kazdy swój los sam wybiera. A ty chodz z nami. Pokazemy, gdzie werbunek. Wyszli na placyk, posrodku którego, na kamiennym podwyzszeniu stal pregierz. Dookola pregierza kupili sie zadni uciechy mieszczanie i zolnierze. Zakuty skaza niec, dopiero co trafiony pecyna blota w twarz, plul i plakal. Tlum ryczal ze smiechu. -Ejze! - krzyknal lancknecht. - Patrzajta, kogo to w dyby wzieli? Toz to Fuson! Ciekawosc, za co jego tak? -Za rolnictwo - pospieszyl z wyjasnieniem gruby mieszczanin w wilczym futrze i filcowej czapce. -Za co? -Za rolnictwo - powtórzyl z naciskiem grubas. - Za to, ze sial. -Ha, tera toscie walneli, z przeproszeniem, kieby wól na klepisko - zasmial sie lancknecht. - Ja Fusona znam, on szewcem jest, szewca synem, szewca wnukiem. W z yciu on ani oral, ani sial, ani zbieral. Walneliscie, powiadam, z tym sianiem, aze duch poszedl. -Bajlifa wlasne slowa! - zaperzyl sie mieszczanin. - Bedzie on pod prangierem stal do zorzy za to, ze sial! Sial zas, zloczynca, za nilfgaardzkim podpuszczeni em i za nilfgaardzkie srebrniki... Dziwne, prawda, zboze, jakies sial, zamorskie bodaj.. . Niech wspomne... Aha! Defetyzm! -Tak, tak! - zawolal sprzedawca amuletów. - Slyszalem, mówilo sie o tym! Nilfgaardzcy szpiegarze i elfy mór szerza, studnie, zródla i ruczaje róznymi jady zatruwaja, a to akurat: bieluniem, szalejem, lepra, defetyzmem. -Ano - kiwnal glowa mieszczanin w wilczurze. - Wczora dwóch elfów powiesili. Pewnikiem za trucie wlasnie. * * * -Za rogiem tej uliczki - pokazal lancknecht - jest oberza, w której urzeduje komisyja werbunkowa. Wielka plachta tam jest rozpieta, na niej temeryjskie lilij e, znane ci przecie chlopcze, trafisz wiec bez klopotu. Bywaj w zdrowiu. Dajcie nam bogow ie spotkac sie w lepszych czasach. Bywajcie i wy, panie przekupien. Handlarz zachrzakal glosno. -Cni panowie - powiedzial, kopiac w kuferkach i puzdrach - pozwólcie, bym za wasza pomoc... W dowód wdziecznosci... -Nie trudzcie sie, dobry czleku - rzekl z usmiechem lancknecht. - Pomoglo sie i juz, nie ma o czym gadac... -Moze cudowna masc przeciw postrzalom? - handlarz wyszperal cos na dnie puzdra. -Moze uniwersalny a niezawodny lek na bronchit, podagre, paraliz, lupiez tudziez zolzy? Moze balsam zywiczny na uzadlenia pszczól, zmij i wampirów? Moze talizman do ochrony przed skutkami spojrzenia zlego oka? -A macie moze - zagadnal powaznie lancknecht - cos do ochrony przed skutkami

zlego zarcia? -Mam! - krzyknal rozpromieniony handlarz. - Oto wielce skuteczna dryjakiew z magicznych korzeni uczyniona, pachnacymi zioly doprawiona. Wystarcza trzy krople po posilku. Prosze, bierzcie, cni panowie. -Dzieki. Bywajcie tedy, panie. Bywaj i ty, chlopcze. Powodzenia! -Uczciwi, polityczni i grzeczni - ocenil handlarz, gdy zolnierze znikneli w tlumie. - Nie co dnia takich napotykasz. No, ales i ty udal mi sie, paniczu. Cóz t edy tobie dam? Amulet piorunochron? Bezoar? Zólwi kamyk przeciw wiedzmowym urokom skut eczny? Ha, mam i trupi zab do okadzenia, mam i kasek uduszonego diablego lajna, dobrze jest taki w prawym bucie nosic... Jarre oderwal wzrok od ludzi zawziecie zmywajacych ze sciany domu napis: PRECZ Z ZASRANA WOJNA. -Ostawcie - powiedzial. - Czas na mnie... -Ha - wykrzyknal handlarz, wyciagajac z puzdra mosiezny medalionik w ksztalcie serduszka. - To winno ci sie przygodzic, mlodziencze, bo rzecz to w sam raz dla mlodych. Jest to wielki rarytas, jeden tylko taki mam. To czarodziejski amulet. Sprawia, ze o

noszacym jego mila nie zapomni, chocby czas ich rozdzielil i mnogie mile. Otóz spójr z, tu sie otwiera, wewnatrz karteluszek z papirusu cienkiego. Na onym karteluszku i nkaustem magicznym, czerwonym, który mam, wystarczy imie najukochanszej zapisac, a owa nie zapomni, serca nie odmieni, nie zdradzi i nie porzuci. No? -Hmmm... - Jarre zaczerwienil sie lekko. - Czy ja wiem... -Jakie imie - kupiec zanurzyl patyczek w magicznym inkauscie - mam zapisac? -Ciri. To znaczy, Cirilla. -Gotowe. Bierz. -Jarre! A ty co tu robisz, do krocset diablów? Jarre odwrócil sie gwaltownie. Mialem nadzieje, pomyslal machinalnie, ze zostawiam za soba cala moja przeszlosc, ze wszystko bedzie teraz nowe. A bez prz erwy niemal wpadam na starych znajomych. -Pan Dennis Cranmer... Krasnolud w ciezkiej szubie, kirysie, zelaznych karwaszach i lisim szlyku z kita obrzucil bystrym spojrzeniem chlopca, handlarza, potem znowu chlopca. -Co ty - spytal surowo, stroszac brwi, brode i wasy - tutaj robisz, Jarre? Chlopiec przez moment zastanawial sie, czy nie sklamac, a dla uwiarygodnienia ni e wplatac sie w klamliwa wersje zyczliwego kupca. Ale prawie natychmiast porzucil pomysl. Dennis Cranmer, sluzacy niegdys w gwardii ksiecia Ellander, cieszyl sie opinia krasnoluda, którego trudno oszukac. I nie warto próbowac. -Chce zaciagnac sie do wojska. Wiedzial, jakie bedzie nastepne pytanie. -Nenneke zezwolila na to? Nie musial odpowiadac. -Zwiales - pokiwal broda Dennis Cranmer. - Zwyczajnie zwiales ze swiatyni. A Nenneke i kaplanki rwa tam sobie wlosy z glowy... -Zostawilem list - baknal Jarre. - Panie Cranmer, ja nie moglem... Ja musialem... Nie godzilo sie siedziec bezczynnie, gdy nieprzyjaciel w granicach.. . W groznej dla ojczyzny chwili... A do tego ona... Ciri... Matka Nenneke za nic nie chciala sie zgodzic, chociaz trzy czwarte dziewczat ze swiatyni poslala do armii, mnie n ie pozwalala... A ja nie moglem... -Wiec zwiales - srogo zmarszczyl brwi krasnolud. - Do krocset sakramenckich demonów, powinienem zwiazac cie w kij i odeslac do Ellander kurierska poczta! Kaza c cie zamknac w jamie pod zamkiem do czasu, gdy kaplanki zjawia sie po odbiór! Powiniene m... Sapnal gniewnie. -Kiedy ostatnio jadles, Jarre? Kiedy ostatnio miales w gebie ciepla strawe? -Prawdziwie ciepla? Trzy... Nie, cztery dni temu. -Chodz. * * *

-Jedz wolniej, synku - upomnial Zoltan Chivay, jeden z kamratów Dennisa Cranmera. - To niezdrowo zrec na chybcika, nie zujac jak nalezy. Dokad ci tak sp ieszno? Wierz mi, nikt ci tej stawy nie odbierze. Jarre nie byl tego taki pewien. W glównej sali zajazdu "Pod Misiem Kudlaczem" odbywal sie wlasnie pojedynek na kulaki. Dwóch przysadzistych i szerokich jak piec e krasnoludów pralo sie piesciami, az dudnilo, wsród ryku kamratów z Ochotniczego Hufu i aplauzu miejscowych prostytutek. Trzeszczala podloga, padaly meble i naczynia, a krople rozsiewanej z rozbitych nosów krwi sypaly sie dookola jak deszcz. Jarre tylko czek al, kiedy którys z wojowników runie na ich oficerski stól, zwalajac drewniany talerz ze swinskimi golonkami, miche parzonego grochu i gliniane kufle. Przelknal szybko odgryziony kawal tlustosci, wychodzac z zalozenia, ze to, co polkniete, to jego. -Nie bardzo pojalem, Dennis - drugi krasnolud, nazywany Sheldonem Shaggsem, nawet nie odwrócil glowy, choc jeden z walczacych omal go nie zawadzil, zadajac sierpowy. - Skoro ten chlopak, to jaka moda jemu sie zaciagac? Kaplanom krwi prz elewac nie lza. -On jest wychowankiem swiatyni, nie kaplanem. -Nigdy, psiakrew, nie moglem zrozumiec tych pokretnych ludzkich zabobonów. No, ale z cudzych wierzen nie godzi sie drwic... Wynika jednak, ze ten tu mlodzian, choc w swiatyni wychowany, nie ma nic przeciwko rozlewowi krwi. Zwlaszcza nilfgaardzkie j. Co,

mlodziencze? -Dajze mu w spokoju zjesc, Skaggs. -Ja z checia odpowiem... - Jarre przelknal kes golonki i wpakowal do ust przygarsc grochu. - Otóz jest to tak: przelewac krew wolno na wojnie sprawiedliwej . W obronie wyzszych racji. Dlatego sie zaciagnalem... Matka ojczyzna wzywa... -Widzicie sami - Sheldon Skaggs powiódl wzrokiem po towarzyszach - jak wiele jest prawdy w twierdzeniu, ze ludzie to rasa bliska nam i pokrewna, ze wywodzimy sie z jednego korzenia, i my, i oni. Najlepszy dowód, o, siedzi przed nami i ciamka groc h. Innymi slowy: multum takich samych glupich zapalenców spotkacie wsród mlodych krasnoludów. -Zwlaszcza po mayenskiej potrzebie - zauwazyl chlodno Zoltan Chivay. - Po wygranej batalii zawsze wzrasta zaciag ochotniczy. Ped ustaje, gdy rozejdzie sie wiesc o idacym w góre Iny wojsku Menno Coehoorna, ziemie i wode zostawiajacym. -Zeby tylko nie zaczal sie wtedy ped w druga strone - mruknal Cranmer. - Nie mam ja jakos zaufania do ochotników. Ciekawe, ze co drugi dezerter to wlasnie ochotnik . -Jak mozecie... - Jarre o malo sie nie udlawil. - Jak mozecie sugerowac cos podobnego, panie... Ja z pobudek ideowych... Na wojne sprawiedliwa i sluszna... Matka ojczyzna... Pod ciosem, który, jak zdawalo sie chlopcu, wstrzasnal posadami budynku, jeden z walczacych krasnoludów runal, kurz ze szpar podlogi wzbil sie na pól saznia w góre. Ty m razem jednak obalony, miast zerwac sie i grzmotnac adwersarza, lezal, niezdarnie i niezbornie poruszajac konczynami, budzac skojarzenia z wielkim, przewróconym na gr zbiet chrabaszczem. Dennis Cranmer wstal. - Sprawa rozstrzygnieta! - oglosil gromko, rozgladajac sie po karczmie. Stanowisko dowódcy roty wakujace po bohaterskiej smierci Elkany Fostera, poleglego na polu chwaly pod Mayena, obejmuje... Jak ci, synu? Bom zapomnial? -Blasco Grant! - zwyciezca w kulacznym boju wyplul na podloge zab. - obejmuje stanowisko Blasco Grant. Czy sa jeszcze jakies kwestie sporne dotyczace awansów? Nie ma? To i dobrze. Gospodarzu! Piwa! -O czym to mysmy? -O wojnie sprawiedliwej - zaczal wyliczac Zoltan Chivay, odginajac palce. - O ochotnikach. O dezerterach... -Wlasnie - przerwal Dennis. - Wiedzialem, ze chcialem do czegos nawiazac, a rzecz tyczyla dezerterujacych i zdradzajacych ochotników. Przypomnijcie sobie byly cintryjski korpus Vissegerda. Skurwysyny, okazuje sie, nie zmienily nawet sztand aru. Wiem to od kondotierów z Wolnej Kompanii, z banderii Julii "Slodkiej Trzpiotki". P od

obyczajnie przyslaniajac usta dlonia..Jarre beknal. -Ciszej .wtracil ponuro Skaggs.Zaiste. Yarpen Zigrin.. pod sama choragwia z lwami. ..syknal Dennis.machnal reka Sheldon Skaggs. .mruknal Skaggs . . -Ano . to Menno Co ehoorn i Grupa Armii "Srodek". czy nawet sam diabel. powiadam wam. Ja to wiem.wypial brode Skaggs .Prawda . To mistyfikacj a to cale malzenstwo z Emhyrem. i ciszej od cichosci samej! I nie ze strachu przed szpiclami. -Ty zas. panowie. .. na która dali sie zlapac rózni durnie.warknal niespodziewanie Zoltan Chivay.jakbys ja naprawde znal. Mistyfikacja.mruknal Dennis Cranmer.Cos mi sie widzi. Zigrin. . Emhyr. -At .owo pojecie masz. ze nie minie nas wielka batalia. wiele sie rozstrzygnie. In ne. Moze najwieksza. Mam po temu powody. Cirilla. o których nie ma sie bladego pojecia. Ciszej. -A jeszcze wiecej sie skonczy. -Wezwala ich matka ojczyzna .Mayena banderia Julii sciela sie z Cintryjczykami. Szli w awangardzie nilfgaardz kiego zagonu. Calkiem inne...Co tu gadac darmo. ze nie gada sie o rzeczach. -Gadasz . Ja w to wierze. czy to czarownicy rebelianci z Thanedd. jaka zna historia. jest tej dziewki przeznaczenie. Bo ja ja znam.. -Wiele . Zigrin .Wszystko .. -Wszystko. a dlatego.westchnal Zoltan Chivay. tak? -Mam. czy to Emhyr var Emreis. ..I cesarzowa Ciri.Z tym przeznaczeniem to on ma racje.odezwal sie milczacy do tej pory czwarty krasnolud. I rzekne jedno: nikt. Nie zdolali by jej zlamac. .. Blizsza zasie kwestia. . Odlegle to kwestie. -Zostaw . nie zdolaliby do niczego zmusic tej dziewczyny. przeznaczenie.

patrzyl na chlopca baczniej i jakby z troska.odezwal sie wreszcie Zoltan Chivay .. którymi oblal sie chlopiec. Jakoby za sianie defetyzmu. -Trzymaj tak dalej . no.. .zajaknal sie Jarre. zes wówczas geby nie otwarl. Jest ona. -Trza mi cie pochwalic. mlodziencze. co sie dzialo u Nenneke za swiatynnym murem. mozesz mi wierzyc. Jarre . Przede mna nie musisz. * * * Skreciwszy w ciasny i bezludny zaulek. zes ni okiem mrugnal. krwawo skóre z grzbietu zluszcza. ocwicza u slupa. Ja wiedzialem wiele o tym. -Wy tak nie sadzicie. wymalowany wapnem napis gloszacy: RÓB MILOSC NIE WOJNE.E Ellander znaczy. . gdy o tej Cirilli gadano. .mruknal Jarre . pokazec. Bo jest to wielka wojna. trzeba przyznac. -Synu . Na co ty sie gapisz? Na scianie widocznego w wylocie uliczki spichlerza widnial koslawy.. ze wiele. Jarre.Jego sianie . Tu chybkie sady! Wielce chybkie! -Widzialem . to wie dz. Dennis Cranmer zatrzymal sie.szewca w dybach. plakal. która polozy kres wszystkim wojnom. pokazna. zem slyszal.szczeknal Dennis Cranmer.krasnolud taktownie udal. nie rób glupiej miny. Sheldon Skaggs parsknal i oplul sobie brode piwem. -Nie calkiem . . ze nie zauwaza pasów. a powiesz co nie w pore. . -Ty w inna strone patrz. nawet wielka.nabazgral: RÓB KUPE CO RANO. Tam przy szynkwasie siedzi Evangelina Parr. . Ba. jakie imie ci handlarz na medalionie wypisal. Warte pochwaly jest. I nie tylko w sprawie Ciri.stwierdzil powaznie krasnolud. bo.pojalem cie. .powiedzial. Ale mimo jej rozmiarów ponad wszelka watpliwosc nie jest to kurwa zdolna polozyc kres wszystkim kurwom. Jeszcze bardziej chwalebne. panowie? Teraz na Dennisa Cranmera wypadla kolej parsknac. Yarpen Zigrin zachowal powage. . ciagnac chlopca za rekaw polegalo prawdopodobnie na tym. A gdyby tego ci bylo malo. Tuz pod spodem ktos .. miast wznosic patriotyczne okrzyki. durny .. mówiono.znacznie mniejs zymi literami .Za samo patrzenie na takie napisy mozesz podpasc.. ze zwyciestwo w tej wielkiej wojnie dlatego jest tak wazne. Chodz. co miales na mysli? -W radzie ksiazecej. za co? -Nie.sie skonczy. Za powazniejsza siejbe inaczej tu karza. Nie zechcialbys wyjasnic. ze odprowadzajac syna do oddzialu. zachowujac milczenie.. No. Zoltan Chivay zaryczal w glos .Trzymaj tak dalej. -Nie udawaj. Krasnoludy przypatrywaly mu sie przez chwile. Wiesz.powiedzial wreszcie bardzo serio.Spójrz.

. -Jedna z jej dziewczyn miala nadto. ten juz dobrze zasmierdzialy.Wyszli na placyk.Bede uwazal. tak jest. A to juz paragraf o dywersji i obnizaniu zdolnosci bojowej. ze wojna to sprawa panów i ze nilfgaard zcy wybranieccy chlopi nie sa jego wrogami. -Zrozumialem... -Zrozumialem .wskazal Dennis.Jarre rozejrzal sie ukradkiem.. kij. dzis! Bo jutro mozesz juz nie móc" .. Panie Cranmer... zawinil tylko tym. Tamten po pijanemu opowiadal nastepujaca anegdotke: "Co to jest dzida? To bron wielmozów. zes zrozumial. A tam. Ale. trypra. -Ten . zakrywajac rekawem usta i nos. ze na gadke szpicla prowokatora zareagowal okrzykiem: "Prawiscie. -I tylko za to. Jarre cofnal sie. racja wasza. panie Cranmer . Tamten twierdzil. panie. widzisz te babe? To bajzelmama z wojskowego bordelu na kólkach. Na wielkiej kamiennej szubienicy wisialo kilkanascie trupów. . który ozdobila napisem: "Ciupciaj. Jak to jest naprawde.Ale nie obawiajcie sie o mnie. . na koncu. Niektóre . Ja nie jestem zadnym defetysta. oganiajac sie jednoczesnie od much . wojaku.Jarre wyprezyl sie w pozycji... Ten ostatni wisielec. jak sie okazalo.. . która uwazal za zolnierska.zdradzal to wyglad i zap ach -wisialy juz dlugo.wypisywal na murach i plotach glupie napisy. -Gówno zrozumiales i nie przerywaj mi. jak dwa a dwa cztery!" Teraz powiedz. nie inaczej. bom nie skonczyl. majacy biedaka na kazdym z konców".

jak w sprawie owej Ciri. bys calo wrócil z tej woj ny. Kontrapunktowany dzwonem podków o bruk. z osobników obcej i gorszej rasy. . który sarka. w . -Bede sie strzegl. Naprawde. Ale pamietaj: o tym gebe na klódke. ze Grupa Armii "Srodek" marszalka Menno Coehoorna idzie na pólnoc w sile jakichs stu tysiecy chlopa. Gdy juz bede w oddziale. -Nawet nie mysl o tym.jest na pólnoc od nas.by trafic do dobrego oddzialu? -A który. Jarre . wypelnial uliczke az po szczyty domów. gdyby wieszano kazd ego zolnierza. -Jak zatem sprawic . -Rzeka Pontar . wzbierajacy jak fala przyboju. to dobrze by bylo. chlopczyno. zwinawszy sie w trójki. na najgorsze odcinki. by sie do niego az starac? Jarre odwrócil sie. Ninie pójdz.. pisarczyku.. na siwym ogierze. juz by tu byli. to gd yby nie powstanie w Verden. Dlatego chcialbym. Do zamknietej. Ale gebe. Jarre.zamrugal Jarre. jechal stepa oddzial kondotierów.rzekl gorzko chlopiec . wzbijal sie ponad nie. prawda? -Prawda. narzeka i bluzni. Tu jest armia! Gdybym za toba mówil i cie protegowal. Nadto. bo boja sie sami trafic na front. Tam.Jarre z nadzieja spojrzal na krasnoluda. Spiew kondotierów grzmial.Do waszego oddzialu. hen.. by powstrzymac Coehoorna. -Powiecie tam za mna slowo? . Tam. . Uliczka od zamku.tylko dla krasnoludów miejsce. A ochotniczy Huf Mahakamski zlozony z krasnoludów.Co? Panie Cranmer? -Oj. Naprawde. po twojemu. prawda? Nie dla mnie. -Bo u was . b eda zawsze posylac z najwredniejszymi zadaniami. to jakbym ci na plecach zlota nicia "oferma" wyhaftowal! Zycia bys w oddziale nie mial. huczal. nie przed strategiczna rubieza Pontaru.mruknal Dennis Cranmer. miarkuj mo je slowa. rosnacy jak grzmoty szybko nadciagajacej burzy. Naprawde. Szpicle dlatego sa tacy gorliwi za frontem. hurgotal.podjal Jarre zachmurzony . Slysza l juz taki spiew. to ty. -Naprawde . gdyby doszl o do rokowan. pomyslal Dennis Cranmer.Krasnolud tez sie rozejrzal. tez musze? Tez moge trafic na szpicla? -W liniowym oddziale? Blisko linii frontu? Raczej nie. taki ekstra.to jest tak. nie byloby komu wojowac. Na czele. wysoko. skad sie nie wraca.szepnal Jarre . glupis ty. dokad nie poslaloby sie ludzi. Bo ja mam wciaz jeszcze nie splacone dlugi u Nenneke. Spiew glosny. -To wlasnie chcialem powiedziec. -A do was. zaprowadze do komisyji. podazal dowódca. slyszac spiew.powiedzial cicho .. mocny. szpakowaty mezczyzna o orlim nosie i wlosach splecionych w opadajacy na zbroje h arcap. nigdy nie wleci zadna sralimucha. Nie dla ciebie. . zawzdy trzymaj zamknieta. -Adam "Adieu" Pangratt . Naprawde. pod ozdobiona ludzkimi czaszkami tyka. twardy jak stal. to Temeria i Redania nie maja sil. Nie dla ciebie.

kazdemu to. gdy bedzie po wszystkim. I albo zaplacza po nim. czy za paweza. Sloz nie wyleja kochanki ni zony Gdy niemie przyjdzie nam oblapic krwawa Bo my za dukat. co wlasnie jemu pisane... Idz. A po tem. nie mogac oderwac wzroku od kawalerzystów. cz y w lapciach i zawszonym kozuchu. Czy w blyszczacej zbroi i z krasnym pióropuszem. Kazdemu co innego.rzekl Jarre. ot i komisyja. albo nie . Czy na raczym dzianecie. Czy w Wolnej Kompanii "Adieu" Pangra tta. . tob ie droga. czy w taborach. jak mu wypadnie.blekitne niebo nad miastem. Jak mu wypadnie! No. -U kazdego swoja piosenka .przerwal cicho krasnolud.. Uwidzim sie. jaki oddzial. . .. Bywaj.. czy w piechocie.... . skoros zolnierzem byc zadumal.. tylko spiewa i maszeruje sie równo. Jarre. widzisz szyld nad wejsciem? Tam.I kazdy po swojemu ziemie skrwawiona oblapi.A chocby taki jak ten! W takim chcialoby sie. Tak. pisarczyku. jak slonce czerwony W bój idziem zwawo! -Pytacie. w boju. Na wojnie. w szyku stoi sie równo.

dali sie omamic. Bedziesz sluzyl w be-pe-pe. -A ino! . Jarre. takze starsze runy. -A gdzie . -Oczytany madrala! Który to juz dzisiaj? Wypisac mu papier do be-pe-pe. mlodziencze. Szybko go rozszyfrowales. ze to niedobry byl czlek.spytal z przekasem . dumam.Strzegl sie.. tedy i im kat zaswiecic gotów.dokonczyl triumfalnie Melfi .. nie zauwazajac drwiny. po szli za Szczupakiem. -Ale.. Ale strasznie..Melfi nadal sie. Ale umiem pisac i kaligrafowac. co on umyslil? Wiary bys nie dal! -Dalbym. czosnkiem i licho wie.. ale sral ich pies. rad cie widze. zes mi sie gdzies stracil. panie komisarzu. podtrzymal muru... Jazda z tym kwitem na poludniowy kraniec miasta. * * * -Konno jezdzisz? Z luku albo z kuszy szyjesz? -Nie. Jarre. nad jezioro.czytalem Historie wojen. gdy ten znikl w drzwiach oberzy zajetej przez komisje rekrutacyjna.. -Mieczem robisz? Wdrozonys w kopii? . Dziela marszalka Pelligrama.. Nie wiada..skrzywil sie Melfi.. sciagnal! Mysli sz pewnie. . -A moze chociaz zdolisz gotowac? -Nie. Komisarz skrzywil sie i machnal reka. Jarre! Hej! Poczekaj! -Melfi? -A juzci ja! . Od bednarczyka nioslo nie tylko podlym piwem i jeszcze podlejsza gorzala. buraków jednych! A jak tam z toba.Krasnolud odprowadzil wzrokiem chlopca az do chwili.To ja ci rzekne: pies z nim tancowal! Wiesz.konie aby potrzebne byly a uniformy. I Rodericka de Novembre. jakby go ktos uderzyl.bednarczyk zachwial sie. . bom myslal. Jarre? .. ze on i ci jego obwiesie do wojska szli jako i my? Ha. Znam starsza mowe.. he. nie zdole. Bo umyslil w zolnierskim przebraniu na zbój isc! -Niechaj mu kat zaswieci. Co komu wypadnie. Jarre. -Jemu . No. tutki.. tos w grub ym bledzie! Wieszli ty. czym j eszcze. chcial ich tu gdzie ukrasc. Nastepny! * * * -Hej. -Trafisz bez ochyby. -A co rychlej! .twoja przeswietna kompania? -Ty o Szczupaku? .. -Albo sie i nie uwidzim .. -Brawo.Zal mi ino. ale diabla zje. stanal pod murem i rozpial portki. Ale niezle rachuje. Mój ty druhu.bednarczyk zatoczyl sie lekko.. . . kto mie oszuka! Wiem ci ja. he! Nic! Popilim trochu! Nilfgaardowi na pohybel pilim! Uch.. Jarre cofnal sie.Ja.he! -Co ci jest? -Ze niby mnie? He. co komu pisane. potem zas za Mariborska Brame.dodal cicho.. ze Ograbek i Milton. do Wyzimy. co on zamyslil! Po co tu... ale tez cebula. durne wsiowe lby.

potrzasnal.Jarre spojrzal na niego z wyzszoscia. A tobie dokad trzeba? -Tez na poludniowy.Melfi puscil struge na bielony mur. na poludniowy kraj grodu. . Trzeba mi za Mariborska Brame.-Wzgledem? . -Ha .bednarczyk podskoczyl kilka razy.To moze razem bedziem wojowac? -Nie sadze . zapial spodnie. . Do be-pe-pe. Pytam.Przydzielily cie gdziesik komisary? . bo ja juz zaciagniety. .Ja dostalem przydzial zgodny z mymi kwalifikacjami.

co dumal o niedzieli. . kleiste spojrzenia grasantów.powtórzyl Rocco Hildebrandt . ze wszystko. kurwa. o zmierzchu! Maaaaaarsz! -Zaraz . Klaproth. kurwa! W lewo zwrot! Wróc. Znaczy. wypisz wymaluj jako ten indyk. Na progu chalupy stala Incarvilia Hildebrandt. kurwa. cos to o nich na trakcie prawil.Jarre poczerwienial. . kurwa. do prowiantmajstra! Pobrac rustunek! Kolczuge. -O wa.. obie jego córki . na którym wzbijala kurz rota oberwanców z dlugimi kijami na ramionach. kurwa! Sluchac i zapamietac! Najsampierw.Juz zaplacil! I duma.. Witaj w Biednej Pierdolonej Piechocie.Melfi czknal i zional na niego swa straszliwa mieszanka. jego zona.powiedzial Melfi. * * * -A dlaczegóz to . patrzac na otoczony namiotami majdan. Albowiem pan komisarz wyraznie. A zabawa zapowiadala sie jeszcze przedniej. co nalezalo. usmiechajac sie oblesnie. Melfi. pike. to tu.i jakaz to moda mamy wacpanom danine placic? Mysmy wszystko. Ale póki co. trochu jeszcze pospolu powedrujem. U onej spytajmy. tam u plota stoi szarza jakowas..rozparty na kulbace ukradzionego konia Szczupak wyszczerzyl sie do kamratów. -Nowi? .Bo ja chyba mam jednak inny przydzial.Tys uczony! Takich madralów pewno do jakichsi waznych sprawów biera. . -Moze ty. -Jaaaaaaaaaaaaaaak?!? -Przepraszam. -Chodzmy. rozbrojony nieco "oficerem". a do lewej pe k slomy. wiec ja. . kurwa wasza mac! -Nad namiotami sztandarta powiewa . Milton i Ograbek zgodnie zarechotali. -Sloma! Siano! Równaj. Jest sztandarta? Jest. by zapobiec ewentualnej pomylce.ocenil Jarre. . kurwa. * * * -To chyba nie tu .. chlopie . Jest wojsko ? Jest. co robic. Rocco dostrzegl wstretne. -Jestes w domu. Kazdy oberwaniec.Pojrzyj sam. . Szczupak i jego kompania patrzyli na hobbitki. stoisz jeden z drugim? W miejscu marsz! Nie stac. -Sloma! Siano! .. Dobrze trafilim. mial do prawej nogi przymocowany wiechec siana. helm i kord! Po tem na musztre! Byc gotowym do apelu. juz zaplacili. Potem juz poszlo szybko. w pra wo! Biegiem marsz! Wróc.. Tak..Jarre rozejrzal sie niepewnie. -Chyba zle trafilismy.parsknal sierzant.-No pewno . Ja na pewno nie. obejrzal sie. Te same lilije. -A ot. -Tak wychodzi. niziolka madrale . do nie byle jakich. oraz Aloë i Yasmin. . Na poludniowy grodu koni ec wzdy nam droga.slychac bylo z majdanu ryki dyrygujacego oberwancami gefrajtra..rozdarl sie sierzant. jak zauwazyl chlopiec. Ale mu w sobote leb ucieli! Okultich. Wyraznie mówil o przydziale be-pe-pe. patrzta go.Z werbunku? Dawac papiery! Czego. kurwa.To jest wlasnie twój przydzial. Istowo. Jarre. -Tedy chodzmy. skórznie. Zart byl przecie przedni. No.Idzie mi tylko o to. panie oficerze . .

pieszczotliwie zwana Impi.Dawaj królewskiemu wojsku grosz. Impatientia Vanderbeck. karzelku . Musim jeszcze pare wsi obskoczyc dzisia. ze to na nasza . dawaj zarcie.glos Rocco Hildebrandta drzal lekko. ale wciaz dzwieczaly w nim zawzietosc i upór. Nie bedziem tu stac do zachodu. dawaj konie. Do zywoplotu po drugiej stronie goscinca zblizyla sie siostrzenica Hildebrandta. -No. . . Byla to naprawde ladna dziewc zynka. -Dlaczego mamy placic i dawac? . Usmiechy bandytów staly sie jeszcze oblesniejsze i wstretniejsze. wyprowadzaj krowy z obory.Powiadacie.ponaglil Szczupak.niechybnie. ze to na wojsko. zabawa zapowiada sie wysmienita.

. i lich wie. nieludzia obrzydlego. i poglówne. Kmiecy syn rzygnal krwia i fiknal kozla prze z konski zad. by to twoje gniazdo nieludzkie z dymem puscic. zwany Rus tym. Szczupak wyprostowal sie. starusz ka Holofernesa. zawziecie dziobiaca grzadke motyka.Idzcie stad precz. kto ciebie.wrzasnal. nieludziowi. . co jeszcze! Malo.. pochylajac sie w siodle i zagladajac w przerazone oczy niziolka. Rocco Hildebrandt schylil sie do taczek.zasyczal. ale zlecial z siodla. wyjac. Okultich obrócil konia i chcial uciekac. Niczego wam nie damy. obdziera. . Jaka moda wiec nam placic? Za co i na co? I dlaczego? Szczupak popatrzyl przeciagle na zone niziolka. tkwil sekator dziadka Holofernesa. i liwerunek. ustroj ona w zielona sukieneczke Impi Vanderbeck. bezblednie i z impetem trafiajac w gardlo Miltona. Dlatego. ten bogów raduje. -Bij! . a was jest garsc kurduplowatych zafajdanców. zapytuje. kto nas obroni? Mysmy juz i hiberne zaplacili. przybleda. Aloë i Yasmin. Teraz juz wiesz.powiedzial wolno Rocco Hildebrandt. Osilek Klaproth zamierzyl sie na staruszka maczuga. Milo Vanderbeck. w jego b rzuchu. podrzucil kolbe do policzka i wpakowa l Szczupakowi belt prosto w rozwarte we wrzasku usta. zes jest niziolek parszywy. ze nas jest pieciu t egich zuchów. kwiczac nieludzko. w powietrzu zakoziolkowal sierp. -Pytasz dlaczego? .obrone. Na jego pucate córki. toz czterej z tego siola. Na sliczniutka jak laleczka. Kto tobie . wyciagnal ukryta pod rogoza kusze. . Znaczy sie. obcy. chirurgiem jest polowym. A takowoz dlateg o. dopieka. komicznie machajac nogami. i ogonowe. Dlatego. ze mie mdli z ochoty.Zabij! Ruchem tak szybkim. Na pozostalyc h niziolków z osady. wazna persona w armii. w tej liczbie i syn mój wlasny. trwozliwie wygladajacych z domostw i zza plotów. ze mi e az oskoma bierze. ten dobry i paterotyczny uczynek spelnia. zaprzegi w wojennych taborach wodza! A nie kto inny. siegnal po wiszacy u siodla kord. by te twoje karliczki wychedozyc. ale babka Petunia doskoczyla do niego i wyciela zebami m otyki w . Na babke Petunie. runal pod kopyta konia. Incarvilia Hildebrandt z dom u Biberveldt machnela reka na odlew. tra fiony prosto w oko szpikulcem do flancowania cisnietym przez Impi Vanderbeck.Rzekne ci. mysmy z nawiazka nas z lanowy kontyngens wypelnili. glównie niewiasty i wyrostków. I dlatego. i poradline. Incarvilie Hildebrandt z domu Biberveldt. ze az umykajacym wzrokowi. Na Sama Hofmeiera i jego dziadka. wbity po drewniane okladziny uchwytu. dlaczego? -Teraz juz wiem . Duzi Ludzie. Ograbek. A przed glodem. i osep. Idzcie precz. a szurzy mój. niecnoty. i podymne. dlaczego.

W dniu oto 10 marca biezacego roku pan Malcolm Guthrie udal sie z w edka nad Loch Glascarnoch. co szybkie wypowiedzenie zdania: "Niziolki sa niesamowi cie szybkie i bezblednie miotaja wszelkiego rodzaju pociski". ni czym dwie wilczyce. Babka Petunia tez wracala. Aloë i Yasmin. Ich córki.od krzyku Szczupaka po smarkniecie dziada Holofernesa . -Gdzie zakopac zbójów. Dziad Holofernes wysmarkal sie glosno. poszly pomóc Samowi Hofmeiero wi dorzynac rannych i obdzierac zabitych. przypom inamy. Rocco usiadl na schodkach chalupy. podpierajac sie ubroczona mot yka i trzymajac za krzyze. popatrzyl w niebo. przez ostre tyczki. nawet londynska "Daily Mail" poswiecila jej kilka wersów w ru bryce "Bizarre". Cale zajscie . * * * Sensacyjna przygoda pana Malcolma Guthriego z Braemore przebojem wdarla sie juz na lamy wielu gazet. Wleczony zbój ryczal i wyl. to gazety powazniejsze niz "Daily Mail". stekajac. .spytal Sam Hofmeier. Rocco Hildebrandt objal plecy zony ramieniem. spadl. Incarvilia Hildebrandt z domu Biberveldt. w zielonej sukieneczce z rekawami skrwawionymi po lokcie.zajelo mniej wiecej tyle czasu. Tamze pan Guthrie napotkal byl wylaniajaca sie z mgly i nicosc i (sic!) mloda dziewczyne z brzydka blizna na twarzy (sic!). -W brzozowym gaiku . Obok przycupnela jego zona.Obok tych poprzednich. noga uwiezla mu w strzemieniu. jak to bylo. a w slad za nim. Wrócila Impi. starzeje. jadaca wierzchem na karej kl aczy (sic!) w towarzystwie bialego jednorozca (sic!). a jesli juz. pomyslal Hildebrand t. szla wolno. Poniewaz jednak daleko nie wszyscy nasi czytelnicy czytaja prase wyda wana na poludnie od Tweed.powiedzial. Okultich zaryczal. starzeje sie nasza babka. sploszony kon powlók l go przez oplotki.udo. panie Rocco? . sapiac. Dziewczyna zagadnela oslupialeg o pana . Oj. mknely babka Petunia z motyka i Impi z krzywym nozem do szczepien ia drzewek.

Niebosklon wzdluz horyzontu rozblysnal krótkotrwala jasnoscia blyskawicy. Zgasl Smok. Jestem Starsza Krwia. cytujemy: "francus ki chyba albo inny jakis dialekt z kontynentu". mam wladze nad czasem i nad przestrzenia. Ihuarraquax zarzal. Jestem Pania Swiatów. Jednorozec zarzal i wyslal mentalny sygnal. naplywajace falami chmury po kolei gasily konstelacje. wydanie z 18 marca 1906 roku Rozdzial siódmy Wraz z zrywajacym sie wiatrem niebo ciemnialo od zachodu. Jestem z krwi Larry Dorren. Spieszmy sie. sypnela w oczy kurzem i suchym lisciem. . do konwersacji nie doszlo. ponaglil. Blysk i jasnosc. zgaslo Sied em Kóz. Ciri naciagnela rekawice. Poniewaz pan Guthrie nie wlada fran cuskim ani zadnym innym dialektem z kontynentu. który pan Guthrie laskaw byl okreslic jako. A potem ciemnosc. Zgaslo Oko. Kelpie zawtórowala przeciaglym prychnieciem. Dziewczyna i towarzyszacy jej zwierzyniec znikly. swiecace najjasniej i najdluzej. Nie ma czasu do stracenia. ze znowu zacytujemy pana Guthriego: "jak se n jaki zloty". we wlasciwy czas. jak sie dowiedzielismy. Ciri zrozumiala natychmiast.powiedziala. Gwiazdooka. bialych myszek i potworów z jezior. Nasz komentarz: sen pana Guthriego byl niechybnie równie zloty w kolorze jak whisky single malt. co chcial powiedziec. Jedyna nasza nadzieja w szybkiej ucieczce. Wichura wzmogla sie raptownie. zgasla Zimowa Panna. Szum w uszach. które chcemy postawic. pijac cze sto i w ilosciach tlumaczacych widzenie bialych jednorozców. przypomniala sobie. -Jestem gotowa . A pytanie.Guthriego w jezyku. We wlasciw e miejsce. brzmi: co pa Guthrie paczyl porabiac z w edka nad Loch Glascarnoch na cztery dni przed koncem okresu ochronnego? "Inverness Weekly". która pan Guthrie zwykl byl. Grom przetoczyl sie z gluchym hurkotem.

wciaz inne. prosze: co obrazek.Condwiramurs odrzucila kartony na stól .* * * Woda jeziora i przedwieczorna cisza niosly klatwy Króla Rybaka. na lódz i miotajacego sie w niej Króla Rybaka. Obok bialy jednorozec . innych . który na swej lodzi targal i tarmosil linka. próbujac uwolnic blyszcz zaczepiony o dno.przerwala Nimue. Zwlaszcza jeden z kartonów przykluwal wzrok. A malarze i graficy.wszedzie Ciri i jednorozec. wierzchem na stajacej deba karej klaczy. wisza nad gladzia wód któregos z jezior. patrzac w okno. Ciri i jednorozec w otchlani czasów.historycy nigdy nie roscili pretensji. Glucho h uknelo upuszczone wioslo. uczonym na zlosc. -Ciri i jednorozec . -Do tego jednego chyba fragmentu legendy .Ciri i jednorozec wylaniaja sie z nicosci j ak zjawy.skomentowala adeptka . Ciri i jednorozec w labiryncie swiatów. jednoglosnie uznawszy go za wymysl i bajeczny ozdob nik. Nimue milczala.Nimue nie patrzyla na nia. noca. na jezioro. Dziewczyna z rozwianym wlosem. Co tutaj mamy? Ciri i jedn orozec na urwisku nad morska plaza. ponownie schylila nad akwafortami.. . Condwiramurs odwrócila sie od okna. to Ciri i jednorozec. które spina czasy i miejsca jak klamra. jego grzywa rozwiana podobnie jak wlosy dziewczyny. A tutaj..Przybysze z innych wymiarów. A moze wciaz tego samego jeziora. . jeziora. a jednak takie samo? -Slucham? -Zjawy . -Slowem . równiez wspiety. prosze: Ciri i jednorozec w krajobrazie ja k z narkotycznego transu. pod dwoma ksiezycami.. wzglednie za deliryczna metafore. Nimue chrzaknela niecierpliwie. O.. upodoba li sobie ów epizod.

Wiele sie owo podejscie rycerza podobalo jego eskorcie. Znowu. o czym mówisz. w dodatku rycerza zakonnego.. Królowi Rybakowi.. moze i do konca bylaby spokojna.powiedziala wreszcie. ze od ponad miesiaca nie mial kobiety. przypominam. choc pochmurno. Widziadla... aber sicher. musialy bezwzglednie dotrzec do adresata nie pózniej niz w dniu Zielonych Swiatek. -To. Od czasu do czasu mzylo... które odmieniaja czyjes zycie. o czym mówilam .. gdy i tak n ie dotarli na czas. A ze listy czluchowskiego komtura do Winrycha van Kniprode. Nie wiedzac o tym. Hasso Planck drzemal w siod le. . ze okolo poludnia rycerz Henryk dostrzegl w dole od goscinca polyskujace ploso jeziora. Bylo cieplo. Langsam.. . Wer guter Fraue Liebe hat Der achämt sich aller Missetat. nie ten czas. to ja tu jestem od sennych wizji i onejroskopii. Odmieniaja tez swoje zycie. po raz którys z rzedu nie to miejsce. innych czasów. syna piekarza z Kolonii. wielkiego mistrza zakonu. kolejne miejsce. Jakbys to. Widzialam to we snie wiele razy. dowodzonych przez Hasso Plancka. bardzo spokojnie . nie udalo sie odczepic blyszcza. Jadacy z tylu kusznicy ospale spiewali ballade Walthera von der Vogelwiede. Nimue milczala. matke oraz fakt.To ja jestem sniaczka.plaszczyzn. jak wiadomo. rycerz Henryk von Schwelborn nie zwlekal i wyruszyl nazajutrz po niedzi eli Exaudi Domine.. nie ten czas. innych miejsc. * * * Podróz z Czluchowa do Malborka moze w pewnych warunkach. która stanowi la szóstka strzelców konnych. cala wine zwalali na biednych knechtów. A ty ni z tego. Dla nich to po prostu.faktycznie widzialam we snie. Podróz przebiegala spokojnie i kto wie. patrzac na grafike. popedzali i kazali cwalowac na zlamanie karku. Porosniete bujna zielenia wzgórza przypominaly rycerzowi Henrykowi jego rodzinna Turyngie. -Nimue .. by móc podrózowac spokojnie i bez zadnego ryzyka spóznienia. swój los.. którzy klne li. linka sie urwala. Na Ciri i jednorozca. widziala. gdyby nie to. I raz na jawie. we snie. ni z owego zaczynasz wieszczyc. A poniewaz nazajutrz byl piatek i godzilo sie zawczasu zaopatrzyc w pos tna .przerwala z wymuszonym usmiechem Condwiramurs. a pózniej. lzac w sposób niegodny ryce rza. Kusznicy i Planck przyzwyczajeni byli raczej do takich pasowanych panów. wrzeszczeli. zajac nawet piec dni. jary zasnuwala mgla. Nie to miejsce. sadzac po raptownym natezeniu glosu i przeklenstw.

Po chwili zas z przerazeniem spostrzegl. . Von Schwelborn spojrzal i zdebial. Nikt nie znal jego nazwy. -Uuups. ni sieci. a Hasso Planck wrzasnal przerazliwie. ni zy wej duszy..wybelkotal Hasso. . Trzeba bedzie poszukac gdzie indziej. I przezegnal sie. chocby byla i wedzonka. ire tedd! Squaess'me. Nad jeziorem wisiala mgla. jakby zawislo nad snujaca sie po powierzchni jeziora mgla. al e i tak widac bylo. nie bylo ni sladu lodzi. blady jak smierc. ze na karym siedzi dziewczyna o szarych wlosach sczesanych tak. to trudno. gdy w glowie pod helmem cos zaszumialo. Zobaczyl dwa konie . Podkowy zachrupaly na zalegajacych brzeg muszlach..jednego bialego i jednego karego. co mamy w sakwach.Ire lokke. Kusznicy . Kary kon zarzal. by zaslanialy policzek. ze bialy kon ma na wysklepionym czole spiralnie skrecon y róg. Juz mial wydac rozkaz. Zjemy. ale zapewnie nazywalo sie Swiete. A j esli nie. Grupowe widziadlo zdawalo sie nie dotykac ni ziemi.powiedziala calkiem wyraznie dziewczyna o szarych wlosach. . pomyslal Henryk von Schwelborn. rycerz rozkazal zjechac nad wode i rozejrzec sie za jakas rybacka sadyba . Jezioro bylo wielkie.strawe. ni wody wygladalo.. a w Malborku wyspowiadamy sie. kapelan zada pokute i bedzie po grzechu.. Zobaczyl tez.jak na drwine . ze jest tu bezludnie. byla na nim nawet wyspa. -Swieta Urszulo. patronko.co drugie jezioro nazywalo sie swiete. W tym poganskim kraju .

czarny kon. gdyby nagle nie powiala o d jeziora mgla.. von Schwelbornom. I wszystko zniklo. po czym drzaca reka wyciagnal miecz z pochwy przytroczonej pod tybinka.. -Lepiej jedzmy stad. Henryk von Schwe lborn szarzowal. rozpadl sie róznokolorowo niby uderzony kamieniem witraz.Steh mir bei! Rycerz Henryk nie przyniósl tego dnia wstydu swym walecznym antenatom. wiele pracy.. swietej Korduli i wszystkich jedenastu tysiecy kolonskich dziewic meczenniczek..Wiele.Co to bylo . Uderzywszy konia ostrogami i wspomniawszy nieuleklego przodka.zamarli z otwartymi gebami. dziwna dziewczyna. a oczy mial wybaluszone niczym postna ryba. dziewczyna wystraszyla sie. Henryk von Schwelborn runal na zjawe wsród bryzgajacych spod kopyt szczezui. Z trudem opanowujac boczacego sie konia.wydusil z siebie Hasso Planck.Schwarze Magie! Zauberey! Przekleta... wiele trudu i znoju nas czeka. zegnali sie znakiem krzyza. Do Pelplina niedaleko.. Wiat r przepedzil mgle. Von Schwelborn tez sie przezegnal. w tym i Dytrykowi von Schwelborn. poganska i czartowska sp rawa. edler Herr Ritter? Cud? Objawienie? -Teufelswerk! . nim zakon Szpitala Niemieckiego wypedzi st ad wreszcie diabla. -Zakon i swiety Jerzy! Bialy jednorozec iscie heraldycznie stanal deba. Czym predzej. zatrzymal sie. . w miejscach nie oslonietych sciana lasu lustrzana powierzchnia jeziora zmatowila sie i zmarszczyla. Rumak Henryka von Schwelborna z chlupotem wjechal w jezioro. Wszystko. czarna klacz zatanczyla. -Heilige Maria. targnal lbem. na wzniesieniu. Nad woda krazyl wielki orzel rybolów.. -No kosci swietej Urszuli. który dzielnie bil sie pod Damiett a i jako jeden z nielicznych nie uciekl. Hasso Planck podjechal do rycerza. Von Schwelborn dyszal i sapal. Mutter Gottes! . panie. . . zazgrzytal zebami na wedzidle. -Bezbozny.ryknal. rycerz Henryk obejrzal sie po raz ostatni. byle dostac sie w zasieg koscielnych dzwonów. . a obraz dziwnej grupy pekl. . zawizzal.steknal von Schwelborn. gdy Saraceni wyczarowali i wypuscili na krz yzowców czarnego demona. . widac to bylo na pierwszy rzut oka. rzezil niemal.. Jednorozec. dopiero teraz blednac przerazliwie i dzwoniac zebami.wymamrotal Henryk von Schwelborn. Kto wie. poganski kraj . Pod samym lasem. czym by sie to wszystko skonczylo..

Ciri ni e do konca zrozumiala. zachl upotala bosymi stopami w przybrzeznej wodzie. Bardzo cie prosze.ale teraz. kiwnal rogiem i przekazal jej cos. pociagnela mezczyzne za reke.Nie chcialabym byc natretna. Nimue nie bez racji nazywa no Lokietkiem . ale mnie troche spieszy sie do mojego swiata. Wbieglszy na piaszczysta plaze. Mezczyzna tez sciagnal buty. w uszach zaszumialo. ale do wody w ejsc sie nie kwapil. gdy miala juz osiemnascie lat i byla adeptka sztuk magic znych. obydwoje zbiegli nad jezioro. .powiedziala Ciri. Nimue podbiegla. Nie te czasy. potem na gromade brudnych i ryczacych kudlaczy z ma czugami. * * * Nimue. zarzucila mu rece na szyje i stanela na palcach. A my najpierw wpadamy nad jakiejs jezioro i na jakiegos smieszne go prostaka w ubraniu w kratke. I znowu objela ja czarna i mieciutka nicosc. bowiem wnetrze czaszki znow u zalala jej chlodna jasnosc. jakas madra mysl. Ihuarraquax zarzal. Moi bliscy mnie potrzebu ja. . kluczac wsród niskich brzózek i olszynek. Nimue zrzucila sandalki. przeciez wiesz. smiejac sie radosnie. nie te miej sca! Bardzo cie prosze. a w karku zamrowilo. Zastanowic sie nie miala czasu. mezczyzna i tak musial mocno sie pochylic.* * * -Koniku . postaraj sie lepiej. ale by ja pocalowac. z wyrzutem i przekasem zarazem. wreszcie zas na furiata z czarnym krzyzem na plaszczu. uniosla sukienke. wsród klaczy i zwalonych pni. Zdjal plaszcz i rozlozyl do na piasku.

staly sie gwaltowniejsze. -Uuups .. rozpadl w teczowa migotanine skrzen. Czarna klacz Kelpie.Znowu pomylka! Nie to miejsce.powiedziala dziewczyna siedzaca na karej klaczy. nie odrywajac ust od ust Nimue. Wiedzminka Ciri. dotrzymala kroku. Obok niego czarny kon. Ruchy mezczyzny. -Nie! . Magia. Z blizna na policzku.stal bialy jednorozec . wydawane przez niego odglosy smieszniejsze. ale szybko dogonila go w podnieceniu. w edrowny bajarz. odwracajac glowe. który zjawiska w ogóle nie zauwazyl. na rozscielonym na piasku plaszczu. jarzen i rozzlocen. Przy brzegu jeziora . jej uda mocno objely biodra mezczyzn jak zwykle zbyt niecierpliwie. Kraina elfów. y..Nie! Nie znikaj! Nie chce! Wyprostowala kolana i chciala wyzwolic sie spod mezczyzny. ale nie mogla . Alez ja znam te legende.. A potem wszystko zniklo . malym dzieckiem..... nela zeby.. Oboje znalezli sie sukienka Nimue podwinela sie powyzej talii.. Potem juz poszlo szybko. . przemknelo przez glowe Nimue. Mezczyzna. I n iektórym mezczyznom.. Mezczyzna jeknal i steknal.przywilej nazywania jej tak przyslugiwal wylacznie najblizszym przyjaciolom. zupelnie nie w pore. Obraz zamazal sie i pekl. . nagle rozlecial sie . wprawe.byl o d niej potezniejszy i ciezszy. jak dzwoni zatopiony na dnie oceanu dzwon.. W uszach Nimue gwaltownie zaszumialo.krzyknela Nimue. Ponad jego barkiem Nimue obserwowala wolno plynace po niebie kumulusy o fantastycznech ksztaltach. Gdy ja bral. a dlonie wpily sie w jego plecy. . wsunal dlon za jej dekolt.. A w siodle czarnego konia siedziala. zacis zrównala sie. opowiadal ja dziad Pogwizd. jak widze. Przepraszam . gdy slyszalam te basn. nie ten czas. Cos dzwonilo. tak. jak peka malowane szklo. Znam te bajke! Bylam dzieckiem. wyzwalajac sie spod p oliczka i ramienia lezacego na niej mezczyzny. pekl tak.. Jednorozce. W dodatku.wiszac wrecz nad jego powierzchnia .. pomyslala. Miala Mezczyzna wydawal smieszne odglosy.

-Wiem. od którego zadzwonily zeby. Podkowy Kelpie lupnely bowiem z impetem o cos bole snie twardego.tak doslownym. -Nie tylko . Lezeli na kozuchu.Nie tylko. Ciemnosc.. Na pochylane wiatrem trzciny. swad duszacy i okropny. . Stalo sie cos? -Owszem.. stalo .Nic nie mów. wybijajac na podlozy staccato. .rzekl chelpliwie. dostarczyl wech. Obejmij mnie i nic nie mów. rozedrgani i goracy. Na bezbarwna. Czula. . * * * Blysk. Mezczyzna usmiechnal sie z wyzszoscia.-Oooooch. beznadziejna pu stke. Wokól unosil sie kwasny. zracy. Ciri odruchowo zgarbila sie w siodle. . na czap y ubitej falami piany. Nimue patrzyla na brzeg jeziora. wstrzasnieta .przytulila sie do niego. gesty i kleisty smród. Po nosie adeptki ciekla lza. Ciri jeknela i zakryla rekawem usta i nos. ale wciaz patrzyla na jezioro. Drugiego wstrzasu.odpowiedziala po chwili milczenia. * * * Nastepne miejsce bylo miejscem urocznym. Ooooch! Nimue krzyknela i wpila mu zeby w bark. co sie stalo . zlowrogim i paskudnym. jak oczy momentalnie wypelniaja sie lzami.. jak i w przenosnym sensie tego slowa. Po dlugim czasie szybowania w mieciutkim niebycie wrazenie twardosci bylo do tego stopnia zaskakujace i przykr e. która pozostawila ginaca legenda. pustke. plaskiego i nieustepliwego niczym skala. -Nimue. Nastepne miejsce.. Nimue. ze klacz zarzala i gwaltownie rzucila sie w bok.Ziemia sie poruszyla? Nimue usmiechnela sie smutno. tego metaforycznego.

miazdzac kopytami to. Dookola byla noc. Troche potrwalo. nienaturalnie wrecz równa. ze to. a dalej. kolnela piet ami boki osuwajacej sie klaczy. ale dziwna. Kelpie szarpnela sie. rzac dziko. zanim Ciri zorientowala sie. okutana lepkim i smierdzacym galganem mroku.przy czym odnosilo sie wrazenie. jak gdyby odleglym pozarem. Kelpie parskala i trzesla lbem.nie dajacy sie okreslic. klei scie. Cos zachlupalo i zabulgotalo. wydzielajaca intensywny smród spalenizny i brudnego popiolu. jak kwasnozgnily opar osiada jej na wargach. iscie jakby resztkami przegnilych calunów. teraz zas paskudnymi i golymi szkieletami. Ale za pózno. Nawet w okresie swego rozkw itu. Twarde podloze odpowiedzialo w strzasem i glosnym echem. . Jednorozec ostrzegl ja rzeniem i mentalnym sygnalem. podskoczyl. buchajacy odór o malo nie zwalil Ciri z siodla. Trup ami obwieszonymi strzepami szmat.tego byla jednak pewna . tratowala smieciowisko.Uuups . co Ciri kiedykolwiek wachal a. Miala dosc tej nieprzyjemnej i denerwujacej twardosci. gdy zylo. ostro biegnaca w dól stromizna. Ciri spojrzala w góre. Kelpie.powiedziala i wykrzywila sie. przepasc niemal. kurczac chrapy. odór rozpadu i niszczenia . jego róg opisal krótki i gwaltowny luk. ze to. z czego skladalo sie osypisko. lecz pekaly obrzydliwie miekko. Byl to . Zgrzytajace pod kopytami Kelpie podloze bylo skala. na co patrzy. pod nim. to jest droga. .smród rozkladu. który zmaterializowal sie obo k nich. tylko otchlan. W wiekszosci jakies dziwne naczynia. ale w górze nie bylo nic. niczym wielkie rybie pecherze. Skierowala klacz na pobocze zaznaczo ne czyms. przysiadl na zadzie. nie przypominajacy niczego. rwac sie ku górz . miejscami podswietlana niewyrazna czerwonawa luna. nie chrupotaly. Naczynia t e nie kruszyly sie pod podkowami. czujac. smierdzialo wcale nie piekniej. A byly to odpadki. co niegdys bylo drzewami. Zgiela sie w wymiotnym odruchu.Bue-eeee-ech! Nie to miejsce. nad którym nie byla w stanie zapanowac. Tuz za dziwna droga i uschnietymi drzewami zaczynalo sie osypisko. nie ten czas! Pod zadnym pozorem nie ! Jednorozec prychnal i kiwnal lbem. noc ciemna i brudna. trupi cuch ostatecznej degradacji i degeneracji. Jednorozec. wierzgnal. Ciri wrzasnela. szukajac gwiazd. c o niszczalo.

. usta i nos . ale zorientowala sie nagle. Jednorozec zastrzygl uszami. gdy zechce . Niemila twardosc dziwnej drogi powitaly z radoscia i ulga. ze caly rekaw pokryty jest pylem. Jeszcze raz obrzucila wzrokiem stezale i martwe jezioro.zamamrotala. Tylko ty mozesz to sprawic. skad bierze sie t a wiedza i ta moc..Gleboko wierze. -Ja? Sama? Bez twojej pomocy? Jednorozec skinal rogiem.. Zrozumiala. lek siodla. * * * . na droge. grzywa i szyja Kelpie. Udalo sie im.ze to nie jest mój swiat. szkielety drzew. kopcami popi olu i haldami zuzla.. Ale szybko splynela n a nia chlodna jasnosc. bo odlegly w czasie. Zdaje mi sie. jakby to nie byla woda. Ciri. ze cala sie lepie. jasnosc wiedzy i mocy. dygoczac cala.Obrzydliwosc. gdzie ma korzenie i zródlo. za smietnikami. niebo czerwienialo od dalekich lun.. Urwala. Niebo podswietlone daleka luna. Ciri podrapala sie w glowe. Skoncentrowala sie. Nie miala pojecia. -Dobrze .powtórzyla glucho. Ciri chciala otrzec mankietem lzawiace oczy. co chcial powiedziec. .to i zarazem nie mój. To przeszlosc albo. Ale wiedziala. lecz zastygla smola. uchwycila sie szyi klaczy. -Przeszlosc .e. krztuszac sie od smrodu. westchnela. Zabierajmy sie stad. Ze zdola. Koniku. wypelniajacego dno kotla. ze to przeszlosc. Z poczatku byly tylko niedowierzanie. -Jesli nawet i mój . ze moze. dymiaca halde odpadków. Smród dusil. zamknela oczy. Dzialaj. na osypisko konczace sie w czarnej tafli jeziora. spojrzala w dól. Lupiezem pylu pokryte byly tez jej uda.. czerwien znaczyly smugi dymów. Za jeziorem. Powierzchnia jeziora byla martwa i blyszczaca . Jednorozec parsknal.otarla chusteczka oczy. Bardzo dobrze! Jednorozec zarzal wymownie.. rezygnacja i strach. Zabierajmy sie stad co zywo. chrapnal. Ciri. -Ohyda .pochylila sie i splunela .

-Myslisz. lac sie za kolnierz i wrednie ziebic. W sercu Ciri zakolatala sie n adzieja -to mógl byc Las Brokilon. nie zrozumiala. Upalne wrzosowiska nie byly wlasciwym miejscem i wlasciwym czasem. Od razu dalo sie miarkowac. a na niebie nad lasem zamiast jednego ksiezyca wzeszly dwa. Ciri wypatrywala czegos. powitali jak prawdziwe blogoslawienstwo. zrozumiale i jednoznaczne nawet bez telepatii. zielskiem. blotem i kompostem. Koniku . pachni al latem. Ale niepokój udzielil sie i jej. na dluzsza mete i to stalo sie monotonne. Woda. co w odpowiedzi przekazal jej mysla. co moglo sluzyc za wskazówke.Ulewny deszcz. o co mu chodzilo. Byl niespokojny. kiedy upal zelzal. przesadne i nie d o zniesienia.ze moga nas scigac? Chrapniecie. dziki i nieprzystepny matecznik. pod które wpadli w nastepnym miejscu. po jakims czasie zaczela dokuczliwie moczyc. gesty. wysoko unosil glowe i róg. Bo to równiez nie bylo to miejsce. panowal tam upal. -Nie zdolalismy jeszcze uciec dostatecznie daleko? Tego. wiec Ciri. puszcza po prostu. * * * Nastepne miejsce bylo bardzo cieple. Ani nie ten czas. oczyszczal . z którego widzieli grzywacze . a wiec nareszcie miejsce znane i wlasciwe. * * * Nastepnym miejscem byl brzeg morza. Jak kazde katharsis. ze byl to wielki las. rozgladal sie. Jeden duzy. Nie istnialo daleko i blisko? Spirala? Jaka spirala? Nie rozumiala.zapytala . Wyniesli sie wiec z tego deszczowego miejsca. Jednorozec pochrapywal. Pojechali wolno skrajem puszczy. prawdziwe oberwanie chmury. deszcz zmywal z nich plugastwo. strome urwisko. a drugi maly. Deszcz byl cieply i aromatyczny. która obmywala. Znajdowali sie na wyprazonych sl oncem wrzosowiskach na skraju lasu. Kelpie i jednorozec schli i parowali niby trzy czajniki. Polapali sie w tym pod wieczór. sprawial im istne katharsis.

Zebiska. byl wyraznie niespokojny. czy w jej swiecie i w jej czasie istnialy takie ryby. którymi najezone byl y pobielale szczeki. wypadali dalsi konni. ani konia. Czerwoni Jezdzcy. Okazalo sie. Pólkole obl awy zamykalo sie. Ciri juz obracala klacz i podrywala ja do galopu. Ani jednorozca. niechetnie ustepowaly z drogi. Pachnial morski wiatr. Nim jeszcze przebrzmial krzyk ptaków i alarmujace rzenie jednorozca. Ale powietrze pekalo i z drugiej strony . Morze siegalo az po horyzont wezbrany ciemnymi chmurami. usilowaly dziobac i szczypac peciny Kelpie i Ihuarraquax a. Ihuarraquax parsknal. mewy smieszki i petrele. na kamienistej plazy. Cos zatrzeszczalo. z ciemnosci zas sypneli sie konni. mozna by wjechac na koniu i spokojnie. Rybitwy poderwaly sie z wrzaskiem i trzepotem. Ciri z punku zrozumiala. Pojechali skrajem urwiska. W dole. powiewajac plaszczami jak skrzydlami. biala i ruchliwa warstwa pokrywajace wystepy u rwiska. wyda walo sie. trzasl glowa i rogiem.rozbijajace sie na skalach o dziwacznych ksztaltach. mialy co najmniej po trzy piedzi dlugosci. Ciri dostrzegla nagle czesciowo zagrzebany w zwirz e szkielet gigantycznej ryby o potwornie wielkim lbie. Dearg Ruadhri. ba. ze te ptaki nigdy nie widzialy ani czlowieka. a do paszczy. I peklo jak szklo. ze slusznie. przyciskajac ich do przepasci. Wokól ramion pow iewaly im plaszcze. przedefilowac pod portalami zeber. a mewy i albatrosy nie ploszyly sie wcale. Powietrze nad urwiskiem zadrgalo nagle. nie zawadzajac glowa o kregoslup. z pekniecia. zamazalo sie jak zlane woda szklo. na moment zakrywajac wszystko biala chmura. wrze szczaly rybitwy. wyszarpujac Jaskólke z . A z pekniecia wylala sie ciemnosc. Ciri nie byla pewna. których cynobrowo-amarantowo-karmazynowa barwa przywodzila na mysl lu ne pozaru na niebie podswietlonym blaskiem zachodzacego slonca. Ciri krzyknela. zupelnie jak darte plótno.

Potem zrobily sie zupelnie cic he. Rzucajac na mnie zaklecia. zagluszane przez wrzask ploszonych ptaków. ze nie dadz a rady. potykac sie i do ziemi niemal spuszczac wyszczerzone i spienione pyski. Ale wiedziala.pochwy. ze scigali ja dlugo. Niedoczekanie! Czary maja zasieg. posylajac za nia juz tylko . Ze za nic nie doscigna tej karej klaczy. by do minimum zmniejszyc opór powietrza. który wbil sie jej w mózg jak szpila. Musiala dac nura w przestrzen. Chca mnie omamic czarami. lopo t plaszczy. Luke w pierscieniu. gdy ich wlasne konie zaczely chrapac i rzezic. Co z Konikiem. le kko. Krzyki zza jej pleców. Wskazywal jej droge. Jednorozec przyzwal ja ostrym sygnalem. Gwiazdooka! Nie pozwól sie schwytac. zarzal przeszywajaco i runal na elfów z groznie pochylonym rogiem. pomyslala. ani na sekun de nie zwalniajac galopu. slyszala ich krzyki. Kelpie! Kara klacz wyciagnela szyje i pomknela jak wiatr. nie mogla pozwolic. pomyslala. Dopiero wówczas zrezygnowali. Skoncentrowala sie. Kelpie szla jak burza. Do momentu. ze w glowie ma tylko pustke i dziwny. Ale inni nastepowali im juz na piety. co z nim zrobili? Nie bylo czasu na medytacje. lomotanie kopyt. Nie pozwole im zblizyc sie do mnie. -Pedz. dzwoniacy. Klacz zwinnie umknela z glowa. -Koniku! Ratuj sie. Zrozumieli. Jednorozec mial slusznosc. czujac z przerazeniem. petle na dlugich trzonkach. zgubic w labirynci e miejsc i czasów. W dalekich okrzykach pogoni zadzwonily nuty wscieklosci. scichly. miekko i elastyczne niczym gepard. by schwytali ja znowu. biegnacej bez sladu zmeczenia. Klacz szla jak burza. ukryc sie. Ciri uciela druga petle jednym machnieciem miecza. Przywarla do grzywy. jeszcze przed chwila glosnie i niebezpiecznie bliskie. Próbowali zarzucic je na szyje Kelpie. Ciri polozyla sie na jej szyi. Dalekie. Mieli arkany. Ciri nie ogladala sie. szybko rosnacy zgielk. Dwóch elfów zagrodzilo jej droge. krzykiem p onaglila Kelpie do szybszego biegu. Sam zas s tanal deba. Tym razem zrozumiala natychmiast. Az wyl w uszach morski wiatr.

Byla sama. Zeglarz tracacy nadzieje. Mrowienie w karku. Nowe miejsce. Ostry. Archipelag miejsc. Sama jak palec. zeglarz zagubiony na bezkresnych morzach wsród archipelagu miejsc i czasów. wyjacy wiatr szybko suszyl lzy na jej policzkach. otulajac sie w futro . * * * Miejsce. w uszach szum.bedzie dobra noc. Kelpie szla jak wicher. bylo suche i wietrzne. toczyl po spekanej ziemi kule zeschlych chwastów. Condwiramurs nie skomentowala. Wedrowiec.przeklenstwa i bezsilne grozby. wieczny tulacz. * * * -Dzis . jednostajny szum. do którego uciekla. Znowu sama. Czarna i mieciutka nicosc . Czuje to.powiedziala Nimue. choc podobne zapewnienie slyszala juz ladnych . Wicher suszyl lzy. * * * We wnetrzu czaszki chlodna jasnosc. jak z pokretnego wnetrza morskiej konchy. Inne miejsce. Wicher swistal i wyl.

czy i kiedy zagubiony wsród archipelagu chwil zeglarz dostrzeze swiatlo lata rni. choc nawigacja jest bardzo trudna. jak legenda sie skonczy. Skoncentruj sie. dobiegaly ich klatwy Króla Rybaka. W tej chwili. Dobrze jest móc wsród mgly uslyszec wolanie. który chwycil zebami wlasny ogon.powiedziala Nimue . Blysk. a za soba magiczne zwierciadlo i magiczny gobelin. Z jeziora. Condwiramurs.kilka razy. Pomózmy jej. -Jak konczy sie interesujaca nas legenda? Zdaje sie nam. a zebrany dookola tlum ryczal. majac przed soba plonace zachodem jezioro.. Da sie wsród teg o archipelagu zeglowac.nieudanych zaciec. wsród ksiezycowego blasku. Wiecznosc to archipelag chwil. w którym Ciri widziala plonace stosy. w znak Kozloryby. * * * Koncentracja. Condwiramurs. * * * Bylo miejsce. Wsród miejsc. które ja tworza. a zbladzic jest niebezp iecznie. piesci przy skroniach. Przykrepowane lancuchami do pali kobiety dziko i przerazliwie wyly o litosc. W kazdym momencie kryje sie wiecznosc. Ona tam jest. Ostatnia przed przesileniem letnim. -Dzis bedzie dobra noc. Zamilkla na chwile. Zakonczenie legendy bedzie zalezalo od tego.nie ma poczatku ani konca. zwielokrotnione toczacym sie po tafli echem.Ona jest gdzies tam wsród gwiazd. lomot wiosel w dulkach. . Czas jest jak waz Urobos. wychodza c pomalu w stan bliski autotransu. I raptownie miekka i czarna nicosc. ze wiemy. Dobrze jest miec latarnie morska. Najlepszy czas. -Poszukaj jej . plusk. Bo nie pierwszy wieczór siadaly na tarasie. A wieczno sc sklada sie z chwil. Z jeziora doleciala klatwa. W uszach szum. poslusznie sie skoncentrowala.. podciec. jak wiele razy poprzednio. szlo mu jednak wyjatkowo zle. której swiatlem mozna sie kierowac. Condwiramurs. Tak. Slonce z Trzeciego przechodzi w Czwarty Dom. wnoszac z sily i repertuaru bluznierstw. Oczekuje pomocy. Ksiezyc maleje. Teg o wieczora. Uslyszy wolanie. tobie i mnie. rozstrzyga sie teraz. Król Rybak czesto zwykl byl slowem zwawszym podkreslac swe niezadowole nie z rybackich niepowodzen . . jak ona sie konczy. -Czas .. jakby z wnetrza morskiej konchy. Najlepszy czas na dywinacje. holów czy innych zaczepów.powieziala Nimue... Ale wciaz Urobos trzyma zebami wlasny ogon..

Ale zadne nie bylo tym wlasciwym. Bylo miejsce. w którym setki jednakowych bialych wiatraków mlócily niebo smuklymi skrzydlami. w którym byla ciemnosc. z e oprócz miejsc odwiedzala równierz czasy. Bylo miejsce. Cir i skoncentrowala sie. Byly jeszcze inne miejsca. czego chce. huczac ogniem i trys kajac plomieniami z zawalajacych sie dachów. mówily równiez o tym . a w ciemnosci glosy. pograzyla w nicosci. nad którymi wschodzily dwa ksiezyce. Bylo miejsce. te. szepty i trwoga. chroboczac i szeleszczac luska. w którym ogromne dwunogie jaszczury walczyly ze soba. Bylo oczywiste. * * * Przenoszenie sie z miejsca do miejsca szlo jej juz tak dobrze. Bylo miej sce. Bylo miejsce. Jednym z niewielu miejsc.w którym setki wezy syczaly i wily sie na kamieniach. Rozzuchwalona zdecydowala sie na jeszcze smielszy eksperyment. a jaskrawa krew lala sie spod klów i pazurów.smial sie i tanczyl. Udalo sie jej juz za drugim razem. a czarny dym zakrywal cale niebo. wytezyla. mówil o tym Vysogota. w którym plonelo wielkie miasto. byly owe cieple wrzosowiska na skraju dzikiego lasu. których sie nie bala. ze zaczela eksperymentowac. Przywolawszy w pamieci widok tych ksiezyców i powtarzajac w mysli.

wiercil sie na twardym stolku z okiem przycisnietym do okulara teleskopu. Trafila na jakies zamglone i rojace sie od moskitów moczary. a pozogi i rzezie mozna bylo przepowiadac w ciemno i bez pud la. potem Vysogota nie mógl sie tych dni doliczyc. Nie odwazyla sie próbowac Cintry. tedy trzymajmy s ie miejsc. A gdyby tak dostac sie tam przed pozarem? Lub po nim? Wpadla niemal w srodek pozaru. . bo wojna z Nilfgaar dem trwala w najlepsze. I takich. Zaczela od swiatyni Melitele. rozbrzmiewajace gwizdaniem zólwi i gromkim rechotem zab.z nie lepszym rezultatem . przywolujac w pamieci twarz Nenneke. które mile mi sie kojarza. wyobrazajac sobie brame. ze miasto jest okupowane przez Nilfgaardczyków. miasta. medrzec. czym to sie moze skonczyc. .. zwykl zwiastowac wielkie wojny. Teraz. jak wiedzial Aarhenius Krantz. Eurneid.Kaer morhen. Plonace miasto dla przykladu. alchemik. Wysp Skellige. Znanych miejsc. w którym pracowal Fabio Sachs. Z miejscami lepiej mi wychodzi. Chyba nie warto tak ryzykowac. Kometa pierwszej wielkosci i mocy. Koncentrowala sie z piesciami przy skroniach. osmalajac sobie brwi i rzesy i wzbudzajac potworn a panike wsród uchodzacych z plonacego miasta pogorzelców. Spróbowala kolejno .chociaz nieswiadomie . majacy ogon ogniscie czerwony. Próbujmy dostac sie do miejsc. napomknely jednorozce. nic mu sie nie zgadzalo. pozogi i rzezie. wiedziala. pomyslala. w której mieszkala z Yennefer. I oli Drugiej. Zamiast tego spróbowala Wyzimy. kometa troche spóznil sie z wieszczba. gmach. Moze wiec to byla jej szansa? Skok w czasie? Postanowila spróbowac. * * * Aarhenius Krantz. nie plonelo przeciez wiecznie. dorminatorium adeptek. komnate. w którym ona i Yennefer robily kiedys zakupy. banku w Gors Velen. astronom i astrolog. takich. prawde rzeklszy. Nie wyszlo z tego nic. lich o wie. park i pracownie. Katje. uciekla przesladowcom w czasie. które dobrze pamietam .elfy. Potrafila przeciez . którego mozna bylo od blisko tygodnia obserwowac na niebie. Uciekla na przyjazne wrzosowiska. skoczyla czt ery dni do przodu.zrobic to juz wczesniej! Gdy zraniono ja w twarz.

Gwiazdy. Inne swiaty. Astronom wstal. gdyz tak udalo sie. ciemnosc nocy pekla gwiazdziscie. -Miejsce . pomyslal. Zle miejsce.Czas.. . i konstelacje. Bee. kiedy to.. mozna by sie bylo przyg otowac lepiej niz do obecnej. kto wie. -Ehe... -Dobry wieczór . W dole pod tarasem cos blysnelo. która rezerwie krepujacy ja dzis sztywny gorset zwa cy sie racjonalnym poznaniem. z rozblysku wylonil sie kon. Gleboko wierze. Wedle niektórych teorii to nie sa zadne mrugajace swiatelka.Przepraszam. za nic sobie majac rep tracenie czasu na dalekie chodzen to zaden uczony pozwolic sobie Stanal przy balustradce. z pewnosci a bedzie to kiedys mozliwe. jesli nie w pore. Tak. Kon zaparskal. zly czas! Ale odpowiedz mi. S wiaty. nowej ozywczej idei. ze mozliwe be da kiedy podróze do tych innych miejsc. Zawsze lal z tarasu wprost na klomb rymendy gospodyni. pecherzowi.. .. Dziewczyna westchnela. co to za miejsce? Jaki to czas? Aarhenius Krantz przelknal sline. do której.pozdrowila grzecznie. podskakujac. pomyslal. Tego. pewnie znowu zle trafilam. Do wygódki bylo zwyczajnie za daleko. niepowtarzalna okazja. Ach. Jezdzcem byla dziewczyna. Z jezdzcem na grzbiecie. od których oddzielaja nas czas i kosmos. . Ale wymagac to bedzie calkiem noweg o myslenia. Czy mozna wiedziec.. pomyslal. Obeznany z ruchami sfer niebieskich Aarhenius Krantz mial jednak nadzieje wyliczyc.. Dzban. Westchnal z ulga. Gdyby tak doznac olsnienia. za ile lat czy stuleci kometa pojawi si e ponownie. Zimowa Panna. do tych innych czasów i kosmosów. lecz swiaty. -Cóz. Siedem Kóz.. otworzyl usta i zabelkotal. patrzac na odbijajace sie w wodzie jeziora swiatla Wyzimy. Znajdzie sie sposób. wpasc na trop! Gdybyz tak jedna. rozpial portki. poprzez piwonii.. a na nie mógl.albowiem dnia bez nich nie bywalo. Z tarasu.. obwieszczajac kolejna wojne.powtórzyla cierpliwie i wyraznie dziewczyna. ie za potrzeba grozilo utrata cennych przemyslen. rozmasowal tylek i poszedl ulzyc balustradke.. wzniósl wzrok ku gwiazdom.

Tyle z . w którym ludzie zapomnieli artykulowanej mowy! -Eeee. oslepiala. Potem zapial spodn ie i wrócil do swego teleskopu. Moze nie wyobrazac sobie miejsc ani twarzy. czujac. Wszedzie dookola bylo bialo. Dnem dolin y rwala bystra. jeden maly. Po lewej i po prawej wznosily sie majestatycznie grozne wierchy. drugi duzy i mniej sierpowaty. I znikla. Zawieja gwizdala i wyla. wpatrzony w noc.. póki nie zniknie w otchlaniach kosmosu. Sledzic. nie upuszczac z pola widzenia szkielka i oka. -Hee. wpatrzona w dwa ksiezyce nad wrzosowiskiem.. * * * -No nie! . jak zamarza jej w nosie. To byla okazja. ale mocno pra gnac. buchajac para z nozdrzy i drobia c zarytymi w sniegu kopytami. .. Tyle z moich zdolnosci. ze uwaza podobnie. Zimno przenikalo na wskros. ostre odrobinki sniegu ciely policzki i dlonie. Kometa szybko przebiegal niebo. teraz widoczne jako dwa sierpy.. bardzo mocno. pomyslala. Bardzo chce do Geralta. Nalezalo go obserwowac. -A niech cie jasny szlag trafi.krzyknela...powiedziala dziewczyna. w jezioro i odbijajace sie w nim dalekie swiatla Wyzimy... gesta od sryzu i bryl lodu. * * * A moze spróbowac z innej strony.. których wierzcholki ginely gdzies wysoko. Aarhenius Krantz zamknal usta. I zimno. pomyslala. zeby to wciórnosci! Kelpie potwierdzila rzeniem. kasalo stawy jak wilk. pomyslala Ciri. mocno wezbrana rzeka.czlowieku! Chociazby jednym zrozumialym slówkiem. durny capie . we mgle i zamieci. Chce do Geralta. Razem z koniem. Mocno zyczyc sobie. Ciri dygotala. tak z samego brzucha. Co mi szkodzi spróbowac? Geralt. Postal przez chwile przy balustradce.Ladnie trafilam. -Jedno slówko. szare szkliste monumenty.. kulac ramiona i kryjac kark za nedzna i nic nie dajaca oslona postawionego kolnierza. Bo przeciez nie moglam znalezc s ie w swiecie. a uczonemu nie wolno tracic okazji.

jazda! Kelpie buchnela para z nozdrzy. nie ma co! Chcialam do Geralta. .Co mówisz. chroniac uszy przed odmrozeniem. Mrozna wieja wyla i gwizdala. Dlatego ruszaj sie! No. którym okrecil sobie glowe. Angouleme? -Slady! Slady konia! -A skad tu kon? . Wicher dal. . . trafilam w srodek jakiejs zatraconej dziczy. dalej kara! Ja wiem. zamiec wzmagala sie. -No. a rzeka Sansretour.Spójrzcie tam! Tam sa slady.Skadby sie tu mial wziac kon? -Sami zobaczcie! . bo skostniejesz! . zdawalo sie.zawolala Angouleme. . ze to nie to miejsce co trzeba. topnial na rzesach.mojej mocy. Ale musze sie skupic. zaraz nas s tad zabiore. Kelpie. a to moz e potrwac. Ladne ze mnie Pani Swiatów. snieg lepil sie do twarzy.ujela wodze palcami bezwladniejacymi z mrozu.Dalej. szumiala i huczala coraz glosniej. rusz sie.Cahir tez musial krzyczec. zimy i zamieci. zaraz wrócimy na nasze cieple wrzosowisko. przekrzykujac wichure. * * * -Spójrzcie! . Ktos tamtedy jechal! -Co mówisz? Geralt odwinal szal.

w jar. Zreszta. Miales racje. -Nie wyjasniwszy. musimy byc w pelni sil. wciagajac glowe w ramiona. prawdziwa zima i zle pogody czekaja na nas dopiero na przeleczy Malheur. . -Geralt? Co ty powiesz? Wiedzmin milczal.zapytal wampir. ale trudno rzec. zapatrzony w kotlujace sie w zawiei sniegowe platki. Bylo.Zniknal? Ulecial? A moze to sie nam wszystko zdawalo? Geralt? Co ty na to? Wichura zawyla nad wawozem.wrzasnela Angouleme. . zamiotla.Koniec . Regis. .Cos. wiuga slady pozawiewala. .. -Dlaczego .ocenil wampir. skurczyla sie w siodle. . -Za sladami kopyt! Jazda. zawieja nie dochodzi.zaprzeczyla Milva.A co tu wyjasniac? . A w dole Sansretour miala byc faktoria traperska. Zgodnie z tym. co stalo sie z tym dziwnym koniem? . .Slady. patrzac na gladziutki i dziewiczy snieg. przygladajac sie wiedzminowi bacznie . -Gdzie podzial sie ten kon? .kazales nam jechac tym sladem. ze kon.To kon. -Ha! . jak zwykle.Nie na tym odludziu. bedac w sposób oczywisty równie malo wrazliwy na niska. -Jedziemy za sladami . Pojechal tam.Nie grozi nam wówczas. Wracajmy nad Sansretour i trzymajmy sie rzeki.Cahir ostro pomasowal policzki i nos. Zapuscili sie w wawóz na nie wiecej niz cwierc stajania.nie rezygnowal Cahir. .. . tam ugoszcza nas z duzo wiekszym prawdopodobienstwem. które moga zle sie skonczyc. zeby to byl kon .zawyrokowala po chwili. -Doprawdy. Zeskoczyla z siodla. co mówil Reynart. zakurzyla sniegiem.zaczal wampir.Angouleme z rozmachem zabila rece. . -Rozsadniej bedzie trzymac sie planu i rzeki .Wiedzialam! Ktos tu mieszka! W okolicy! Jedzmy tam tropem. . Cos czulem. -Co teraz. -Smarkula ma racje . wiedzminie? . Nie stójcie tak. ale nie ujechali za daleko. to znaczy kon! Milva.Tu.rzekl z przekasem Cahir.zdecydowal wreszcie. Gdy tam dotrzemy.Najpewniej beltem z kuszy. Zawialo je. odsuwajac na tyl glowy lisi kolpak. .Slady sie skonczyly. zawracamy.. . Najpewniej muflon . przelozyla praktyke nad teorie. Te slady pewnie zostawilo jakies dzikie zwierze. Geralt? -Nie wiem .Cahir odwrócil sie na kulbace. .. ja k i wysoka temperature. ale Geralt przerwal mu natychmiast. schylila sie.zawyrokowal swym wszystkowiedzacym tonem Regis. -Co wiec stalo sie z koniem? Luczniczka wzruszyla ramionami.Slady zamiotlo i tyle. -Nie zawialo ich . Ale czy konia? -To niemozliwe.Jak mówie. nie ma. Chyba nawet podkuty.-Faktycznie . Niewazne co. który jako jedyny z kompanii nie zdradzal objawów totalnego przemarzniecia. moze trafimy do jakiejs cieplej chalupy? Moze pozwol a sie ogrzac? Moze ugoszcza? -Ani chybi . Jak w elfim cyrku.przyznal po chwili. -Sam jestes muflon! . Cos mnie tknelo. w droge! Popedzili wierzchowce.stwierdzila fakt Angouleme. . w tamten wawóz. ze zabladzimy. . bez wyci eczek i skoków w boki.rzucil gorzko wiedzmin.

ale powstrzymala sie od komentarza. . ze nie bedziecie sie smiac. Co powiesz.. sród kurniawy swiszczaly i wyly lodowe demony.przerwal jej. Snieg smagal i siekl. zeby . wi rowaly i obracaly sie kawaly kry. wladca lodowych demonów. -Cos wam powiem wzgledem tych sladów. w hanzie. Spotkac do twarza w twarz. kompania. W droge.odezwala sie Angouleme.Wszystko jest mozliwe. wiatr dal.moze to naprawde byl muflon? Milva patrzyla na niego dziwnie. odziana w nieksztaltny kozuch dziewcz yna wygladala zabawnie. to mówili. Przed nami przelecz Malheur. tajemniczych sladów nie bylo juz i tam. . -Wszystko . . ze zima po przeleczach jezdzi na zakletym koniu Król Gór. Gdy wrócili nad rzeke. pewna smierc. Geralt? Czy o mozliwe. Odwrócili sie. wymaluj maly i pekaty kobold. wypisz. Jak bylam u Slowika.. zanioslo je i zasypalo mokrym sniegiem. W cynowoszarym nurcie Sansretour gesto plynal sryz. z zaczerwionymi od mrozu policzkami i nosem. W naciagnietej na uszy welnianej czapce z pomponem. -Cos wam powiem .Ale obiecajcie.

. Dzieki temu nie przegapila staruszka wygladajacego zz a debu.powtórzyla. szturchnela bok klaczy obcasem i wjechala miedzy drzewa. Na nogach mial wielkie i przesmiesznie wygladajace lapcie z lyka. Jego tw arzy Ciri nie widziala dokladnie. Ciri polapala sie od razu. Jechala stepa pod baldachimem konarów. nie jest jej znajomym wrzosowiskiem. Bede jechac do p oludnia. niziutki. na wystajaca ponad ramie rekojesc. Dlugie siwe wlosy nosil zwiazane na karku w harcap. zarosnieta i zaniedbana. Tam miedzy wrzosami byly tylko piach i mech. tu bylo ich mnóstwo. Nawet pryskajace sprzed kopyt Kelpie koniki polne byly tutaj jakies inne. Swojskie jak by. podbródek maly i bardzo silnie cofniety. -Nie lekaj sie . wierzch glowy mial natomiast zupelnie lysy. bylo wiecej brzóz. upstrzona starczymi plamami. a o wiele mniej buków. ale czerstwa i niewiele pomarszczona. Zobaczyla drózke. Tu. ze tu nie zobaczylaby dwóch ksiezyców. Tam nie slyszalo i nie widzialo sie ptaków. rozgladajac sie uwaznie. . ze dziwna droga nie biegnie dalej. Twarz mial okragla.Nie uczynie ci nic zlego.* * * W tym.. ze patrzy na jej miecz. brwi rzadkie. spod którego wystawal opalony nos i siwa skoltuniona broda. Serce zabilo jej mocniej. tutaj dywanami calymi plozil sie zielony widlak. ale róznice daly sie widziec. byl równie dziki i nieprzystepny jak tamten. starajac sie nie przegapic niczego waznego. ze tu ma swój koniec. blyszczacy i zólty jak harbuz. za wrzosowiska. którego skrajem pojechala. Wiodaca w glab lasu. Nie musiala nawet czekac wieczoru.. A potem. jesli do poludnia nie natrafie na nic. Las. na które trafila. -Bez leku . Nie deliber ujac dlugo. Ciri rozejrzala sie dokladnie i upewnila sie. Siwobrody przestapil z lapcia na lapec i zdjal kapelusz.powiedziala. zawróce i pojade w strone przeci wna. dla przykladu. ubrany byl w lniana koszule i portki z takiegoz materialu. W jednym reku dzierzyl sekaty kostur. Widziala. krylo obszarpane i zwisajace rondo slomianego kapel usza. byla pewna. Staruszek. pomyslala. ze wrzosowisko. ale bynajmniej nie zgarbiony. Ze nie wiedzie do lasu. w drugim wiklinowa kobialke. ale z niego lub przezen.

To wskutek tego tak mamlal. panna jedzie? I dokad. Lesny dziadek sie nie leka. ze nie.spytala podniecona. widac. nieboraczek. Dokad prowadzi ta droga? -Hej. Hej! Usmiechnal sie znowu. Usmiechna sie. Jaki czas. hej! To panna tego nie wie? -Nie odpowiadaj pytaniami na pytania.Dziadek wie.. hej! A to ci dopiero! Zrobil krok w jej strone. nie lekasz sie Lesniego Dziadka? Ciri parsknela. hej. -Nie lubi obcych . dajmy na to. o nie. Lesny dziadek ubogi jest. -Hej.Z innych. -Miejsc i czasów . zdawal sie skladac wylacznie z przednic h zebów.powtórzyl. . hej . -Wyobraz sobie. . Kelpie parsknela. Dziadek sie domyslil. mamlac nieco.Czego sie domysliles? Co wiesz? -Lesny Dziadek duzo wie. moja panno. -Czego? . Lesny dziadek spokojny.ostrzegla. .Nawet zbójców.kiwnela obojetnie. moja panno.. z daleka przywedrowala panna do Lesnego Dziadka! -Z dosc daleka. . -A ty. -Hej.. niegrzeczna kobylka! A skad to. poruszyl nimi jak nutria.Hej. ciekawosc. a to przez zly zgryz i cofnieta zuchwe. jesli laska. Tez nie jestem z tych lekliwych.dokonczyl.A to ci dopiero. Nie jest z tych lekliwych. Niedobra. nie wadzi nikomu. Gdy sie usmiechal. . podpierajac sie kosturem. hej! Lesny dziadek wie. bardzo mocno wysuniete do przodu. hej. . -Hej.-Hej. hej! . . panna pyta? Oj. za czas? Staruszek znowu wystawil zeby. -Lesny dziadek nie boi sie wedrowców ..powiedzial.A potrafi ugryzc. zmierza? -To dluga historia. . Ciri sciagnela jej wodze. Zeby mial duze. Dokad dojade ta droga? Co to w ogóle jest za miejsce? I co to. z daleka. owszem .zamamlal.

Tutaj jadlo gotowi. Tru d. chudziutka. Tutaj sypia. Jesli ma co gotowic. zlej kobylki.. ze zoladek skurczyl sie jej. schylajac glowe pod galeziami i powstrzymujac cuglami Kelpie. Wbrew zapewnieniom wcale nie bylo niedaleko. . To w cale niedaleko.Wszystko lubi. niski stól i pien z wbita siekiera. na polane.Spragniona? Zdrozona? Jesli zechce.Ciri znowu przelknela sline. . hej! A co to takiego? Za panny plecami? Ciri obejrzala sie. srogi to trud dobyc jadla w puszczy. Panna wedrowniczka lubi kaszke perlowa? -Lubi . na którym staly wielkie okopcone sagany. Lesny Dziadek zawiedzie do chaty. -Z mieskiem? Z omasta? Ze skwarkami? -Mhm. co chciala poczciwego Dziadka ugryznac! Hej! Wszystko jes t w chacie u Lesnego Dziadka. Ma wode zródlana. -A nie widac .zamamlal . o nie. o nie. Ma i siano dla kobylki. . . który ewidentnie reperowany byl czesto i za pomoca tego. napoi. Skorzysta panna wedrowniczka? Nie wzgardzi goscina ubogiego Dz iadka nieboraczka? Ciri przelknela sline. slonce stalo juz prawie w zenicie.zeby panna ostatnio czesto mieska i skwarków kosztowala. Teraz slowa dziwnego starca sprawily. Gdy dotarli na miejsce. Starzec obserwowal ja spod ron da kapelusza. by myslec o odpoczynku i jedzeniu.Dziadek obrzucil ja taksujacym spojrzeniem . odmierzajac droge energicznymi wymachami kostura. dajac sie nabrac na najstarsza i najprymitywniejsza sztuczke swiata.-Mów! -Panna glodna pewnie? . nakarmi. -Oto dom Lesnego Dziadka .. A i pogadac o miejscach i czasach mozna bedzie.staruszek nie bez dumy wskazal kosturem. z dachem. która iscie zawziela sie. a jezyk uciekl gdzies gleboko. Ugosci. co akurat bylo pod reka.Tutaj Lesny Dziadek mieszka.w chacie ma jadlo. Przed chata stala drewniana konstrukcja o kszta lcie szubienicy. jel ita zasuplaly w supel. -Prowadz. Chudziutka panna. Ciri od dluzszego czasu nie miala czasu i glowy. Ciri jechala na nim.wysunal zeby. Za chata widac bylo palenisko z ka mieni i gliny. Skóra i ko sci! Hej. Sciany chaty ob ite byly skórami wygladajacymi na swinskie. zeby ukasi c staruszka lub przynajmniej zjesc mu kapelusz. -Lesny Dziadek . Chata Dziadka okazala sie malownicza rudera na palach. Lesny Dziadek odwrócil sie i poczlapal ledwo widoczna sciezynka wsród gestwiny.

. Mocnym szarpnieciem zdarl je j spodnie. rozpial. trafiajac. -Hej. Dziadek nie jest juz mlody. mietoszac jej posladki. Dziadek ryknal wsciekle i huknal ja piescia w potylice z taka moca.Straszliwy cios sekatego kostura trafil ja prosto w skron. chybiajac. hej! A potem sobie Dziadek podje. wrzasnela z ustami pelnymi piasku i sosnowych igiel. pomalu..A to sie dopiero trafila Dziadkowi ladna dupka. hej. Hu. Ale Ciri i tak znalazla sie na ziemi. Wtedy rzucil sie na nia jak jastrzab. zerwal jej z pleców miecz i odrzucil go. panna . wyszczerzywszy zeby. czujac obrzydliwy dotyk jego suchej szponiastej dloni. huuu. wciaz cisnac glowe do ziemi. krztuszac sie i plujac piaskiem. Ale nie ma strachu. unieruchomil. Ciri wyprezyla sie. Hej. zadala gwaltowny cios lokciem. Ciri. P rzydusil ja mocniej. ze sie dusi. dopadl ja z drugiej strony i walnal kijem w brzuch.zamamlal. hej .. Refleksu wystarczylo jej tylko na tyle. Chwycil ja za wlosy na karku i przytloczyl do ziemi nos i usta. Poczula. dlon czesciowo zamortyzowala uderzenie zdolne rozbic czaszke jak jajo. skaczac. skutek byl taki. nie od razy.slyszala. co trzeba. Ciri znowu zdolala zaslonic glowe rekami. Starzec ukleknal na niej. ostro wierzgnela w tyl. Dziadek. ogluszona. wkreciwszy wlosy w piesc. Krzyknela. jak sie slini.Lez spokojnie. ze zaryla sie twarza w piach. . ze obie zwisly jej bezwladnie. doskoczyl do niej i zdzielil kosturem jeszcze raz. Dziadek z robi. kosci sródrecza prawdopodobnie strzaskane. Lewa byla z pewnoscia przetracona. Dziadek. dawno. znalazl klamre. przygniótl kolanami. zwijajac sie w klebek. przewrócil twarza do ziemi. Potem zaczal gmera c kolo spodni. . . by uniesc reke. podje! Suto sobie. dawno Dziadek takiej nie mial.. oszolomiona i kompletnie zdezorientowana. dyszac rzezaco. Ciri zawyla.

Cofajac sie. potem wystawil zeby. z przecietymi obi ema . wzno szac topór do ciosu. podkradlszy sie cichaczem. -Dziadek wydupczy cie. czy w porcjach! Myslala. z sykiem wyciagajac Jaskólke z pochwy. zostawiajac w zebach klaczy dlugi. I nie rozkawalkuje.Urwal. ale ruchy krepowaly jej spodnie scia gniete do polowy ud. zgrzybialy dziadyga . Bardziej z litosci niz z potrzeby. Kilkoma susami doskoczyl do pienka. co sie stalo. -No! . zakwiczal. Staruch wyl i kwiczal. jakby nie rozumiejac.wydyszala. Chc ial chwycic swój kostur. Drugim kopni eciem chciala go poczestowac w to. powyzej lokci. t o ucieczka. wreszcie zdolal sie wydrzec. Mimo monstrualnych lapci skakal jak cyga. moze daruje cie zdrowiem. zaryczal i rzucil sie na nia. szarpal sie. kopal i fikal nogami. a toporem o wygietym stylisku wywijal z wprawa rzeznika. Dziadek wykorzystal dobrz e. kical zwinnie jak królik. . Zatrzymal sie.Rzuc siekiere na ziemie. machnieciem odpedzi l wciaz zawzieta Kelpie. Broni jednak nie rzucil. Ciri zorientowala sie. Kelpie. Zaryczal. Dzi ad wypuscil topór z sikajacych krwia rak. Czujac. jaki zajelo jej ich podciagniecie. a brode mial obrzydliwie opluta. Umknela mu szybkim pólobrotem i ciela z dolu przez oba wzniesione ramiona. w co nalezalo. wyrwal z niego siekiere. zawadzila stopa o swój miecz. oblesny staruchu. wybaluszyl oczy. Chocby cie Dziadek musial najsamprzód rozkawalkowac! Dziadkowi zajedno. Gdy ciemne i wyostrzone ostrze kilk a razy wrecz otarlo sie o nia. Sapal i rzezil. panienko! . Widziala w jego oczach dzika wscieklosc. ale natychmiast skoczyl na nia znowu. ale Ciri kopnieciem usunela mu go z zasiegu rak. cala. wyszarpnela sie i zerwala jak sprezyna . -Rzuc siekiere . zaryczal.zawyl dziko. Czas. Odsko czyla i krótko chlasnela go w kark. ze chwyt zelzal. . W koncu to byl stary. chwycila Lesnego Dziadka zebami za harcap i niemal uniosla w góre. ze poradzi sobie z nim latwo.Uprzyjemnij mi dzien! Przez chwile patrzyl na nia. siwy kosmyk.wywinela mieczem syczacego mlynca. Ciri miala dosc zartów. ze jedyne. Podniosla go blyskawicznie. Wtedy. co moze ja uratowac. Ale uratowal ja zbieg okolicznosci. Mylila sie bardzo. I zobaczyla. wystawil swe straszne zeby i rzucil sie na Ciri. Ciri wierzgnela. kto wie.

do którego zapobiegliwy . Wiszaca w piwniczce resztka póltuszki nalezala do dziecka. zerwala. znalazla w lesie podeszly woda dól. * * * Wiedziona smrodem. niewiarygodnie ciezko rozstajac sie z zyciem. mimo rozrabanych kregów nadal wijac sie jak robak. Przewrócila sie w pokrzywy. Resztka póltuszki. oburacz uchwyci la sie jednego z podtrzymujacych ja pali. by tego nie jesc. Wyplula mu je prosto na plecy. Za chatynka znalazla piwniczke ze schodkami. chwiejnym krokiem dobiegla do chatynki. wymiotow ala bardzo gwaltownie i bardzo dlugo. pelnej kawalków miesa i grzybów. gleboka i chlodna. ale cos ja tknelo. omaszczonej suto. zgryzla male. przypominajaca szubienice. pomarszczone jablko. jakby gonily ja diably. Lezal. byla zaopatrzona w zelazne haki i wielokrazek. Byla bardzo glodna. Resztki piasku wciaz zgrzytaly jej w zebach. potykajac sie na schodkach. Zanim skonczyla pluc. U stropu wisialo mieso. umarl. cuchnelo brzydko. * * * Dziwna konstrukcja przed chatka. Ciri stanela nad nim. lepily sie od tluszczu . W piwniczce stal y garnki ze smalcem.tetnicami ramiennymi i tak wykrwawilby sie niebawem. Choc w zoladku nie miala prawie nic. Wypadla z loszku. Jakby jatka. Napila sie tylko wody z cebrzyka. Na kuchni Ciri znalazla sagan owej zachwalanej kaszy perlowej. Stól i pieniek byly wyslizgane.

gdy ogien rozszalal sie i rozhuczal ja k nalezy. miedzy kosci ofiar. od horyzontu do wyspy. pomyslala Condwiramurs. oblozyla chrustem pole chatynki i cala dziadkowa chudobe. któryz to wieczór siedzimy tak. Ani zostawac w nim dluzej niz potrzeba. gdy tylko solidnie sie zajelo. Spuchla. ale zadna kosc chyba nie byla zlamana. ze zyje wylacznie dzieki lubieznosci strasznego starca. porabal na pienku. rwala bólem. Powieszona za nogi na drewnianej szubienicy wypatroszylby ja i oskórowa l. Takiej samej barwy prega kladla sie na wodzie jeziora.Lesny Dziadek wrzucal odpadki i to. owszem. tylko dzieki temu.. na fotelach. Gdy zblizyl sie wieczór. uderzylby zdradziecko topo rem. az do zapadniecia zmroku i pózniej. zawlokla trupa do dolu w lesie i zepchnela w smierdzacy szlam. majac za plecami zwierciadlo w hebanowej rami e i gobelin przedstawiajacy przytulone do skalnej sciany zamczysko przegladajace s ie w wodzie górskiego jeziora. a lewa dlon spuchnieta. Gdyby glód byl silniejszy od wstretnej chuci. sprawil i podzielil na stole. bolala. Potem pieczolowicie podpalila wszystko z czterech kranców. Choc chwiala sie na nogach od zawrotów glowy. czego nie dalo sie zjesc. a jakze. Wrócila. * * * -Dzis . Siedzialy na tarasie. ze zaden przelotny deszcz nie przeszkodzi w zatarciu wszelkiego sladu po tym miejscu. Ciri z przerazeniem zdala sobie sprawe z fakty. nie kijem.bedzie dobra noc. * * * Z reka nie bylo tak zle. ze zachcialo mu sie swawolic. Horyzont plonal zlotem i czerwienia. Condwiramurs westchnela. Patrzac na wystaja ce z mulu czaszki. ciemnosciach? Bez zadnego efektu? Gadajac tylko? . Ale Ciri dziwnie jakos nie chcialo sie uznac tego swiata za swój. na niebo faktycznie wzeszedl jeden ksiezyc. Gdy juz byla pewna. Któryz to juz wieczór.mruknela Nimue . Czuje to. zebra i miednice. Odjechala. zawalila galeziami i sciólka wejscie do piwniczki..

jak lód drzy pod moimi stopami. gdy kamienie na dnie i plywajace ryby widac przez sazniowej grubosci tafle. tylko biel sniegu i zwaly skrzace go sie w sloncu lodu.. Ale nie skomentowala.ze swiat sie odrodzi. ze wie. -Slucham? -Slyszalas mnie.. na której nie ma nic. aby... Czarodziejka i adeptka okryly sie futrami. -Oczywiscie wiem . W to. I panuje cisza. ze cos slysze. Nimue nie skomentowala i tym razem.. choc tafla ma dziesiat ki. -W to . Wieszczba Itliny.byla skryta w oslepiajacym blasku zachodu. Swiat.podjela adeptka . Cisza nienaturalna. Ze czuje. Oczyszczony i lepszy. Klekam. jakby dawala znac. nie bardzo. po wiekach narodzic sie ponownie. Tam w dole. rozgarniam snieg. Nimue kiwnela glowa. ale jej nie widzialy . Nie przeszkadza mi to widziec. o co chodzi. gleboko pod lodem. jest zamarzniety swiat.. a moze setki sazni grubosci. -Nagle . ludzi wolajacych o pomoc.Condwiramurs wrócila do przerwanego gadania . Z jeziora slyszal y skrzyp dulek lodzi Króla Rybaka.podjela adeptka . czy lepszy. I slyszec. Czas Mrozu i Wilczej Zamieci.nagle wydaje mi sie. Ja w moim snie tez widze. . cisza dzwoniaca w uszach. Lód jest przejrzysty jak szklo.ze jestem na lodowej pustyni. jak mówi przepowiednia. Cis za smierci. jak na niektórych czystych górskich jeziorach. który umiera w sród sniegów i lodów.Robilo sie chlodno.powiedziala cicho Nimue .gdzie jest zródlo tego snu. -Dosc czesto sni mi sie . wierze gleboko. oslawione Biale Zimno.

Czy wylacznie na mistycznej wierze w nieomylnosc elfic h wrózb? Nimue milczala dlugo. a droga Ziemi wokól Slonca nie ma ksztaltu regularnego o kregu. Snieg zalega dzieki temu jeszcze dluzej. -No. A ja. powoduja jednoczesne wyst apienie obu zjawisk: maksymalnego wyciagniecia elipsy i nieznacznie tylko odchylonej od pionu osi. temperatura spada jeszcze bardziej. jesli chodzi o klimat... Jak sie uwaza. tym wiecej bialego. jest na niej zimniej. Ale nie jestem astronomem. Ziemia obiega Slonce po orbicie o ksztalcie elipsy. -Swietnie. Warunki ekstremalne. -Pojelam. Obiegajaca Slonce Ziemia otrzymuje w aphelium bardzo malo swiatla i ciepla. Cieple powietrze skrapla sie i opada sniegiem. to chyba logiczne.. wierze. prosze. -Nie trzeba byc astronomem. to mówiono.spytala z lekkim przekasem Condwiramurs. a rejony biegunowe sa dodatkowo poszkodowane niekorzystnym katem nachylenia osi. co ostrzejsza zima. ze pionowa os kuli ziemskiej jest nachylona pod katem. -Snieg pada. wiec. tym obfitszy opad. wyobraz sobie. lecz jest eliptyczna? -Uczylam sie o tym. tym. A im mniej os swiata odbiega od perpendykulu.ma ksztalt kulisty i krazy wokól Slonca. -Ziemia .zaczela wreszcie mentorskim nieco tonem . pada i jest go coraz wiecej. Im wiecej sniegu i im dluzej zalegajacego. na coraz wiekszych polaciach nie topnieje w ogóle lub topniej e tylko na krótko. a zatem jest w czasie obiegu juz to blizej.. skubiac futro. Im obfitszy opad. dlugo nie topniejacego sniegu. Bialy i lsniacy snieg odbija swiatlo sloneczne.-I nie przeslyszalam sie? Nimue. tym wieksza biala i ls niaca powierzchnia odbijajaca. czyli rozciagnieta i wydluzona. Akceptuje heliocentryzm i zgadzam sie z teoria o kulistosci Ziemi. którym byla okryta. Zauwaz bowiem. podlegaja zmianom. tym bardziej dociera na pól kule pólnocna. -To tez logiczne. które skraplaja sie nad wyzie bionym pólnocnym ladem. juz to s ie oddala. . pada. ze oto wlasnie nadeszlo. W tej chwili nawet dzieci ni e wierza. -Oba te czynniki. Tym wieksza róznica temperatur i obfitsze skrapl anie . os swiata moze byc mniej lub bardzie j nachylona. Zgodzisz sie wiec tez zapewnie z faktem. Zgadzasz sie z tym? Czy tez nalezysz moze do którejs z modnych sekt. Im wieksza róznica temperatur. ze z pradami morskimi wedruja z poludnia masy cieplego powietrza. Tym zimniej. -Jasne. to znaczy eliptycznosc orbity i stopien nachylenia osi swiata. -Mniej swiatla na pólkuli pólnocnej to dluzsze zaleganie sniegu. ze jakakolwiek zima zdolna jest zagrozic swiatu. Dzieci nie wierza. -Opierajac sie na jakichs przeslankach racjonalnych? . cyklicznym. Im bardziej Ziemia jest oddalona od Slonca. Elipsa moze byc bardziej lub mniej eliptyczna. wystarczy logicznie myslec. k tóre dowodza czegos zupelnie przeciwnego? -Nie. Biale Zimno przepowiadano juz tysiace razy. Nie naleze.

który lezy na pólnocy od zawsze.sie mas powietrza. sprasuje i zakryje wszystko? W jakim tempie r ozrasta sie czapa lodowa na biegunie? W jakim tempie? -Jak pewnie wiesz . -Pokrywa sniezna robi sie na tyle ciezka. wciaz spada snieg. poplynie znienacka na poludnie. Lodowcem. jak juz wiemy. Lodowiec rosnie. pokrywaj ac coraz to wieksze obszary. jest tam zwyczajnie za zimno. jeszcze zimniej.. by stac sie sprasowanym lodem. albowiem wegetacja wymienionych war zyw jest niemozliwa. w Caingorn uprawi ano slonecznik i lubin. ze w Kaedwen byly w innice? Wina z tamtejszych winorosli nie byly chyba najlepsze. ze lód. ale rozrasta sie wszerz. w Talgarze rosly ogórki i dynie. -Odbijajace promienie sloneczne . bo z zachowanych dokumentów . Ale czy mozliw y jest kataklizm? Czy naprawde grozi nam.powiedziala Nimue wpatrzona w jezioro . Biale obszary. zdruzgocze. sa na to liczne przekazy. -Pojelam. A czy wiesz o tym.. Sto lat temu. jest nie tylko coraz grubszy. . -Wzbogacic wiedze: sto lat temu nie zamarzal zaden z portów Zatoki. Obecnie sie nie uprawia.. Biale Zimno wyprorokowane przez Itline.. Na który.Zimniej. ugniatajac go jeszcze bardzi ej.jedynym nie zamarzajacym portem w Zatoce Praksedy jest Point Vanis. -Wiem to. zimniej.kiwnela glowa Condwiramurs.

Cywilizacja zginie z winy Niszczycielki.. -Tak . Dzisiaj w K aedwen winorosl nie rosnie w ogóle. N azwa miesiaca pochodzi z czasów zamierzchlych. z powierzchni jeziora zniknal oslepiajacy odblask. Na jeziorze. -Z powodów.. Nimue? -Jakies trzy tysiace lat. -To prawda. wedlug ciebie. ze byly bardzo tanie. Jak wiadomo z legendy. których legenda nie wyjasnia. -Rozumiem. sto dwadziescia lat.Ale tylko troche. a silny mróz zabija winorosl. Itlina miala absolutna slusznosc. Ciebie to nie dziwilo? -Nie bardzo . -Troche mnie uspokoilas . Teraz na wodzie polozyla sie smuga bardziej miekkiego.Zreszta u nas. Condwiramurs westchnela glosno. Lub wyjasnia za pomoca metnego i naiwnego moralietu. w odróznieniu od dawnych. Nie tylko hamuje wegetacje. Król Rybak huknal wioslem i zaklal. Ale fakt pozostaje faktem. Cywilizacja pólkuli pólnocnej skazana jest na zaglade. To nieledwie wczoraj. Zniknie pod lodami rozrastajacego sie lodowca. dlaczego ten mi esiac nazywa sie kwiecien. a le zwyczajnie zabija. ile mamy czasu? -Sporo. Ale i tak opiewali je miejscowi poeci. .powiedziala po chwili. Nad wie za Inis Vitre wzeszedl ksiezyc. -Jak dlugo? .Co by tu jeszcze dodac? Moze to. potrwa? To znaczy. lagodniejszego swiatla. nie uczynila tego . . wie przeciez kazde dziecko! I kazde dziecko dziwi sie. -Ile. ze snieg spada w Talgarze i polowie listopada i sunie na poludnie w tempie ponad piecdziesieciu mil na dobe? Ze na przelomie grudnia i stycznia sniezyce zdarzaja sie nad Alba. Nie ma jednak co panikowac. Swiat zginie pod warstwa lodu. na lodzi. gdy w kwietniu faktycznie wszystko kwitl o. Slonce zaszlo zupelnie. Jej przepowiednia sie zis ci. -Te zamierzchle czasy to wszystkiego sto. . bo troche potrwa. tylko lyzkwiat. co sugerujesz. zanim sie to stanie. przynosza silne mrozy. dziewczyno. ze obecnie zimy. * * * Nastepne miejsce bylo jednym z paskudniejszych.spytala Condwiramurs. nie mówilo sie kwiecien. . pod wieczna zmarzlina i sniegiem. Ale rozumiem. Niszczy.Jak dlugo to. Faktem jest Biale Zimno. miala mozliwosc otworzyc droge ratunku. gdzie j eszcze sto lat temu snieg byl sensacja? A to. Dlatego. . w Vicovaro.wyznala Condwiramurs. które Ciri odwiedzila.wynika. z pewnoscia plasowalo sie w pierwszej dziesiatce i to w czolówce dziesiatki. a jeziora odmarzaja u nas w kwietniu. ze sniegi taja.zastanowila sie Nimue. Albo po elfiemu: Birke. jasny jak przerabany na pól zloty talar. która mogl a.

Reke miala. niby kminkiem. widziala lodzie i galery przy kejach i palach. ktos krzyczal w oddali. Na drzwiach jednej z ruder widnial krzyz wymalowany wapnem lub biala farba. Uciekac jak najpredzej. Pod obwieszonymi sieciami i linami slupem siedzial mezczyzna w rozchelastaniej koszuli. ciezko obwisle w nieruchomym powietrzu. z glowa przekrzywiona na ramie. Kelpie zaprychala. Kilka kroków dalej lezal drugi. jak ogarnia ja przerazenie. . Wyl pies. Nie wygla dali na spiacych. Ciri poczula swedzenie dloni. Ciri schylila glowe. Martwe. Dziecko wciaz plakalo. Cos tu jest nie tak. kanal portowy. Slychac bylo stamta d glosny. gdy podkowy Kelpie zastukaly o kamienie tuz obok nich. Spojrzala. czujac. Uciekac stad. widziala zagle. poskrecane w meczarniach gryzonie z bladymi rózowymi lapkami. Zza dachu smuzyl w niebo czarny dym. mocno targajac lbem. upstrzona czarnymi przecinkami pchel. pomyslala. Cir i spojrzala w dól i spostrzegla niezywe szczury. cofnela sie. Lezaly wszedzie. tlukac kopytami o bruk. kleby smierdzacego dymu.Byl to port. widziala las masztów. Nawet nie drgneli. ktos blizszy kaslal i rzezil. Cos tu jest nie tak. Dym unosil sie tez zza krzywych ruder stojacych nad kanalem. Dook ola pelzal i unosil sie dym. przejezdzajac pod zwisajacymi ze sznurów lachmanami wydzielaj acymi cierpki odór brudu. rwacy sie placz dziecka.

morska woda. v'ard t'elaine arse Aen a meath ail aen sparse! Wiedziala. czolgajacych sie w gnoju. Sciskajac boki klaczy udami oburacz przeczesywala i czochrala wlosy. na kanale kagi. nieswieza i smazona.Wrzasnela na cale gardlo. którego nie rozumiala. Szlo o ceny sledzi. przekrzykujac sie podniesionymi glosami. a smierdzialo zwyczajnie i swojsko: mokrym dr ewnem. Wsród tlacych sie kup szmat. smiechy. z jej otwartych drzwi buchal odór stechlizny i piwa. Uciekac! Uciekac stad! Nawet w czarnej nicosci. gdzie byla. a nad nimi las masztów. Wsród umarlych lezacy ch pojedynczo i takich. Ciri krzyknela ze zgrozy. gdzie byla. którzy lezeli w stertach. nad masztami wesolo pokrzykiwaly mewy. wyciagajacych ku niej wychudle . I port macierzysty: Baccalá.. . Nieopodal byla tawerna. Sploszona Kelpie runela w galop. wciaz te sama zwrotke: Luned. a takze ryba we wszystkich trzech podstawowych wariantach: s wieza. gwaltownie wymachujac rekami. jeden na drugim. Równiez byla tu keja. pólnagich upiorów z zapadnietymi od bólu policzkami. I wsród zywych. Wsród domów oznaczonych bialymi krzyzami. krwawymi krostami ramiona. lodzie. zaczela otrzepywac sie i ogarniac. pokryte okropnymi. brzeki.. przez najkoszmarniejszy z koszmarów. smola. Ktos ryczal plugawa piosenka. w niebycie archipelagu miejsc Ciri jeszcze dlugo czula w nozdrzach tamten dym i smród. Kelpie cwalem wpadla w zasnuta dyme m uliczke. obdartych. krzyczacych w jezyku. przez inferno. slychac bylo glosy. Na pokladzie kogi klócili sie dwaj mezczyzni. Zanim jeszcze przeczytala na rufie nazwe jednego z galeasów: "Evall Muire". w tym miejsc u. Ciri o malo nie spadla. byl opalowany kanal. co mówia. otrzasala kurtke i koszule. barkasy. Rozumiala. Wiedziala. * * * Nastepne miejsce tez bylo portem. Trzesac sie cala z przerazenia i wstretu. Jechala przez pieklo. szkuty. W Nilfgaardzie. Ale ty.

Ale wówczas jeszcze nie wiedzial o tym nikt. ostatnia z tych. weterana wielu szczurzych bitew. Nazwa ta miala przejsc do historii. starego samca. zaniedbanym i bardzo brudny m. która przetrwala podróz w czasie i przestrzeni przyczajona w faldzie kurtki. tuz obok mostu spinajacego brzegi zgrabnym kamiennym lukiem. Nad gankiem kolysal sie szyld. A ju z nastepnego ranka wyplyneli w rejs. Holk nosil nazwe "Catriona". zanim ktokolwiek zwrócil na nia baczniejsza uwage. Jeszcze tego samego wieczora pchla zadomowila sie w wylinialym futerku szczura. stala w sród malw kryta trzcina oberza porosnieta dzikim winem. pchla. Jeszcze tego samego wieczora pchla i szczur zaokretowali sie. zalozyla wiec. Plynacy od oberzy zapach jadla po prostu zniewalal. . Litery dla Ciri zupelnie obce. Nim jednak zdolala zanurkowac w nicosc. starym. o czym swiadczylo odgryzione prz y samej czaszce ucho.choc naprawde trudno bylo w to uwierzyc . które ja oblazly w poprzednim miejscu.Uciekla. Nad spokojna. Ciri nie zastanawiala sie dlugo.zaskoczylo obrazem iscie sielankowym. * * * Nastepne miejsce . Ale na szyldzie widnial tez calkiem udatny rysunek kota. olch i debów. skoczyla dlugim pchlim skokiem na portowa keje. Poprawila miecz na plecach i weszla. byly na nim zlocone litery. ze to ob erza "Pod Czarnym Kotem". bluszczem i pnacym groszkiem. leniwa rzeka plynaca wsród schylonych nad woda wi erzb. Na holku.

Ekwiwalentem guza okazala sie miska gestej warzywnej polewki. Ciri siadla w kacie. usiadl i zaczal wylizywac sobie futerko na piersi. Poglaskala go. oparla sie plecami o sciane. Czy zostanie na noc? -Nie wiem . Kobieta usmiechnela sie i odeszla do kuchni. otarl o jej lydke. korpulentna kobieta w czysciutkim fartuchu i rogatym czepcu.Dojezdzamy. do którego dojezdzaja. Miejsce . kot lekko tryknal lebkiem jej dlon. Przy pierwszej lyzce Cir i pomyslala. Jej glos brzmial brzekliwie. -Ciri.Czytalem o tym w Historii wojen. Czarny kot. Oberzystka. nie spij w siodle .bylo sympatyczne. Ciri pokazala palc em na otwarte usta. . -Jarre? -Tak trzeba . ale kobieta powstrzymala ja gestem i sykliwym. A czesciowo z pobudek osobistych. . patrzac w plomienie ogniska. Ciri patrzyla. Yennefer zdaje sie tego nie zauwazac. na których pali sie trupy. tylko przy jednym ze stolików siedzialo trzech mezczyzn o wygladzie wiesniaków. Na domach miasta.Moze. Klebi sie gesty i smr odliwy dym. -Co trzeba? Gryzc wegiel? -Tak. gliniany garnek z fasola i wedzonka. Wszyscy gryzli cos.Wewnatrz bylo pusto.powiedzial chlopiec. plecami do sciany.w porównaniu zwlaszcza do kilku ostatnich . na wszystkich drzwiach i wrotach widnieja wielkie krzyze namalowane biala farba lub wapnem. zachecalo do dluzszego pobytu. Nawet na nia nie spojrzeli. prezac grzbiet. co dalej. Jadla powoli. gdy ojczyzn a w potrzebie.powiedziala Ciri. Widzac dziwne spojrzenie. zabrzeczala pytajaco. polozyla na stole. zjawil sie nie wiadomo skad. poklepala sie po brzuchu. po czym obciela jeden ze srebrnych guzów k urtki. Matka ojczyzna wzywa. przylozyla policzek do zlozonych dloni. Oberzystka podeszla. dym ze stosów. Wlasnie tak. . Widziala Jarre siedzacego przy ognisku w kregu jakichs nieladnie wygladajacych oberwanców. ale melodyjnie. chleb i dzbanek rozcienczonego wina. ze chyba sie rozplacze. co przypominalo kawalki wegla drzewnego. choc mile dzwieczacym slowem. juz brala sie do obcinania drugiego guza. dziele autorstwa marszalka Pelligrama. Rozkoszowala sie. Tak trzeba. dokladnie taki jak na szyldzie zajazdu. W kazdym razie dziekuje za oferte. Zastanawiala sie. a brak czujnosci zgubny. podeszl a i spytala o cos.mówi Yennefer. Ale opanowala sie. Ciri rozpiela pas. ze zbytnia ufnosc moze byc niebezpieczna. . Wiedziala jednak.

Zreszta. zgrubialy naroslami machikulów stolp. Naprzeciw. Yennefer uzywa czarów. Brzeg jeziora. których znalas. -Nie mozesz nie wiedziec . tak dluga. a na Spirali cie dostaniemy. Powedrujesz troche po miejscach i czasach. . Na jeziorze wyspa. na ramieniu pik e. Jarre tez maszeruje. Nad wieza granatowiejace wieczorne niebo..ze tylko odwlekasz nieuniknione. Nie masz do kogo wracac. wyrzucone zbutwiale trzciny. Mnóstwo wron. Ich mogily zarosly trawa i zapadly sie.. Ziewa. Bo jej rece sa masa skrzeplej krwi. Dluga na wiele mil kolumna wojska maszeruje.. Grzebien tanczy w powietrzu. Ludzie. ze musi ja trzymac kurczowo.. Warcza be bny.. -Akurat! -Wrócisz do nas. czesze czarne loki. inaczej by go przewazyla. Czarny kot. Chcesz do konca zycia umierac ze strachu? Jego zólte oczy swieca nieladnie.Opanuj ból. Do twego swiata i czasu nie wrócisz juz nigd y. dziewczyno . Ciri podrywa glowe. nad uszami konia wisi lusterko. Zwierciadlo i gobelin. za stolem siedzi Eredin Bréacc Glas.. oburacz. Jego konczyste zeby blyskaja biela. -Mamusiu! Co oni ci zrobili? -Wstan. na glowie ma okragly helm. bo. nad nia chwieje sie i faluje las dzid i choragwi. Mezczyzna na lodzi. Ich imiona zostaly zapomniane.mówi Coën. Wieza..mówi. dudni i hurkoce wojacki spiew. Twoje . juz za pózno. Zebaty blankami. To wcale nie Coën. blyszczy ksiezyc. potem trafisz na Spirale. Nalezysz do nas i dostaniemy cie. Na tarasie dwie siedzace w fotelach kobiety otulone w futra. Nad kolumna kracza wrony. w ogóle nie uzywa rak. szczerzac w usmiechu swoje równe zeby . To kot. dawno juz pomarli. wstan i na grzebien! Inaczej zlapiesz lek.-Musze sie upiekszyc.. jasny niby przerabany na pól zlo ty talar. Przed jej twarza. na plazy czapy z ubitej piany.

z usmiechem wysluchala melodyjnej. -Musze jechac . Powtarzam. objela ja nagle mocno. Kelpie. czemu przypisac. Pojechala wprost na lukowaty most nad spokojna rzeka. poderwala sie z impetem. Blysk. pomyslala Ciri . musiala zasnac. Ty przeciez skrycie tego pragniesz. za która nie wolno bylo odplacac opryskliwoscia . I raptownie miekka i czarna nicosc.. na szczescie juz pusty. jego blask kladzie sie na wodzie swietlista smuga. Jezioro. we wszystkich j ezykach i narzeczach to jedno slowo zawsze brzmi zrozumiale? I zawsze podobnie? -Tak. Moich rak. Mojego dotyku. Dziekuje za goscine. ale od kobie ty wrecz promieniowala zyczliwosc i dobroc. obejrzala sie. Pozwolila glaskac sie po glowie. I raptownie miekka i czarna nicosc. me elaine luned. piesci przy skroniach. Blysk. zabrzeczala spiewnie.. Koncentracja. zdrzemnac nad stolem. Reka. -Klamiesz! Nie wierze! -Twoje wierzenia sa twoja prywatna sprawa. Moja mam na mnie czeka. nalezala do zazywnej gospodyni.. przycisnela do pulchnego biustu. Aen Elle. brzekliwej m owy. Mnie. Porwala za miecz. na niej mezczyzna z wedka. Dotknela.Powodzenia na szlaku! * * * Koncentracja. jakby z wnetrza morskiej konchy. Byla w zajezdzie "Pod Ko tem". miejscach i czasach. Gdy podkowy klaczy zadzwonily na kamieniach. Ksiezyc niby talar przerabany na pól. ma fille! . przewracajac kubek. wyczuwamy takie rzeczy. Ciri nie przepadala za tego typu poufalosciami.. Byla zmeczona. pragnelas mnie i balas sie tego pragnienia. a ja juz tam bede czekal. ale uspokoila sie prawie natychmiast. W uszach szum.powiedziala wreszcie. Wyspa. Karczmarka odprowadzila ja na podwórze. piesci przy skroniach. wkrótce trafisz na Spirale. Bylas mna zafascynowana. -Bonne chance. Na tarasie wiezy. W uszach szum.. Dwie kobiety? . Nim Ciri znalazla sie w siodle. W smudze lódz. ze we wszystkich swiatach. -Do widzenia. Pragnelas mnie i nadal mnie pragniesz. Musze do mamy. -Bredzisz chyba! -My.krzyknela jej w slad Teresa Lapin przy goscincu wiodacym z Melun do Auxerre.. jakby z wnetrza morskiej konchy. Zireael. Jak to sie dzieje. Naprzód. która dotknela jej wlosów. Kobieta usmiechnela sie. . Kobieta wciaz stala przed karczma. Miejsce.imie równiez.

.. . Stal sie portale m. natychmiast zakryla usta dlonia. -Tedy! . rozszerzajaca sie smuga. Plaskowyz pelen wraków okretów. zaklal burkotliwie. jak peka rozbity wi traz. . Król Rybak z pluskiem upuscil kotwice. Czarna klacz stanela deba. Nimue nawet nie drgnela. wyskandowala zaklecie. Wiszacy na stojaku gobelin zaplonal nagle.. Nimue spokojnie wyciagnela rece. skoncentrowala sie mocno. potem otworzyl gebe i tak zamarl. od której zrobilo sie jasno ja k w dzien. Zamek wtopiony w ostre skaly urwiska. Nimue gwaltownie rozwarla rece. zaklebily w szkle jak kolorowe pszczoly i n agle wyplynely teczowym widmem.krzyknela przenikliwie Nimue. za która widac bylo. widzac tworzacy sie w powietrzu i rosnacy obraz . Z pekniecia wychynal kary kon. Z jezdzcem na grzbiecie. Brama.* * * Condwiramurs nie wytrzymala. Swiatelka od bily sie w owalu zwierciadla.. krzyknela formule. Przekreslona smuga ksiezycowego swiatla tafla jeziora zadrgala i zmarszczyla sie jak pod uderzeniem wichury. zarzala dziko. rozjarzyl sie feeria róznobarwnych swiatelek. Condwiramurs. zatanczyly. Nocne powietrze nad tafla peklo. górujacy nad czarnym zwierciadlem górskiego jeziora.Oto droga która musisz podazyc! Ciri. Obraz natychmiast zyskal na ostrosci. krzyknela z wrazenia.

. Ciri! .uslyszaly. Trwaly tak w uscisku czas jakis. ze Pupy. wiekopomnym i tragicznym zarazem boj em.Przeciez mnie znasz! Juz mnie kiedys widzialas! -Pamietam . Dzis wszelako nikt nie mówi inaczej.Ufam. odbud owana Brenna wielka dzis i prosperowna jest osada. jak mala czarodziejka drzy. dziekuje. ponownie zamlócila kopytami powietrze. gdzie zniknela Brama Swiatów. podazaj droga wiodaca na spotkanie przeznaczenia! N iechaj zamknie sie kolo czasu! Niechaj waz Urobos zatopi zeby we wlasnym ogonie. Tak tedy w calym historycznym i wojskowym pismiennictwie wylacznie o bitwie pod . -Nie bladz dluzej! Spiesz sie. -Zaufaj mi. A potem wszystko zniklo. a Condwiramurs zobaczyla brzydka blizne na jej pol iczku. Dziewczyna w siodle krecila glowa. Bo tez i jakze to tak: tu batalia.córko Pavetty! Wjedz w portal. Poniewaz jednak wówczas Brenna do gruntu byla spalona . dwie byly rybac kie wioski: Stare Pupy i Brenna. Nim obraz zamazal sie i rozplynal. niz tylko "bitwa pod Brenna". Czula. Widzialy.krzyknely unisono. Condwiramurs mocno objela Nimue. wiedzminko. Odgarnela wlosy.krzyknela Nimue. zobaczyly. Bylo tak cicho. patrzac juz to na nie. . jak szarowlosa dziewczyna macha reka.Powodzenia na szlaku! * * * Opodal owego blonia. ze wydawalo im sie. miejsca srogiej bitwy. a tu nie dosc. jak popedzona klacz lekkim i tanecznym krokiem wbiegla w jasnosc portalu. spiesz na pomoc bliskim! To jest wlasciwa droga. odwrócona ku nim w siodle. w której cala niemal nilfgaardzka moc Pólnocy starla sie z cala niemal potega nilfgaardzkiego najezdzcy. Potem ob ie odwrócily sie ku temu miejscu. Primo. a dwie po temu sa przyczyny. Powierzchnia jeziora uspokajala sie powoli. Secundo. -Powodzenia. przyjelo sie zrazu mówic o "bitwie pod Starymi Pupami". a Stare Pupy sie przez czasem nie osiedzialy i slad po nich zarósl pokrzywa. wiedzminko! . w której trzydziesci z góra tysiecy ludzi zycie polozylo. . wstega ksiezycowego swiatla wygladzala sie znowu. Bez slowa. Powstrzymujac cisnace sie do oczu lzy. juz to na obraz wywolany przez gobelin i zwierciadlo. to jeszcze Stare. Klacz zarzala znowu. perzem i lopuchem. ze slysza rzezacy oddech Króla Rybaka. nie godzila sie jakos ta nazwa w koneksji z tamtym slawnym.

Czego serdecznie panu zycze. Od dwudziestu lat. Annales seu Cronicae Incliti Regni Temeriae Rozdzial ósmy -Kadecie Fitz-Oesterlen.tak u nas. ze brak wiedzy o slynnych i waznych bitwach z historii wlasne j ojczyzny jest kompromitujacy dla kazdego patrioty i dobrego obywatela. Ignorancja w tym wzgledzie praktycznie przekresla zatem szanse na kariere w wojsku. to jest od czasu. w którym pana barona opuscila swada. kadecie Fitz-Oest erlen. nie ma musu byc oficerem. gdy jestem wykladow ca w tej szkole. Od miejsca. Pozwole sobie na jeszcze jedna mal a uwage. kadecie Fitz-Oesterlen. A my wracajmy pod Brenne. których nota bene duzo wiecej nizli naszych. No. ze armia Nord lingów . dla którego marszalek polny Menno Coehoorn zdecydowal dokonac manewru i szybkiego marszu na zachód. -Rozkaz! Powodem. panowie. byly raporty zwiadu donoszace. Pragne zwrócic uwage pana kadeta. ale gdy sie jest baronem. Lub w dyplomacji. Wielebny Jarre z Ellander Starszy. Kadet Puttkammer! -Jestem! -Prosze do mapy. na którym nie padalyby pytania o bitwe pod Brenna. ocena niedostateczna. Prosze siadac.Brenna pisac sie przyjelo . ale w prz ypadku przyszlego oficera jest to po prostu skandal. nie przypominam sobie egzaminu cenzusowego. Prosze kontynuowac. jak i w nilfgaardzkich zródlach. mozna próbowac sil w polityce.

nie! Nic na wiare! Ja to musze zobaczyc na wlas ne oczy. pulkowniku! ... -. który nie poszedlby za nia. któr e Nilfgaardczycy ponad wszelka watpliwosc wyslali. W sklad III Armii wchodzily: dyw izja "Alba". . Zwiad kondotierów zachodzil co pr awda nieprzyjaciela od flanki. .. Tu musieli zwolnic. a nadto fak tycznie grozilo im...stwierdzil twardo dowódca zwiadu. -Bardzo dobrze.. ale i czesc Trzeciej. pólkowniku . dowodzona przez generala majora Markusa Braibanta. którescie jakoby widzieli. Jazde utrudnial gaszcz. wchodzily: d ywizja "Venendal". . nie od czola. Rotmistrzu.idzie z odsiecza oblezonej twierdzy Mayena. liczacej dwadziescia z góra tysiecy zolnierza.. Rozkazuje pchnac lac znika do pulkownika Pangratta.przekrzyczal ped galopu dowódca zwiadu... II Brygada Vicovarska. z reszta sil szybkim marszem ruszyl. -Wykonac! -Tak jest! -To iscie hazard. W tym celu rozdzielil sily Grupy Ar mii "Srodek". hmmm. Uzywajac terminologii wojskowej! -Tak jest. wpadl w las. To by znaczylo. czy to rozsadne.. pulkowniku..oraz III Armie.. W sklad IV Armii Konnej.Mozemy wpasc na jakis elfi podjazd.mruknela Slodka Trzpiotka.zasyczal ze swej lawki kadet Fitz-Oesterlen. Ale Slodka Trzpiotka lubila takie imprez y. idzie na nas nie tylko cal a Konna.. -Zasrany lizus . dywizja "Magne". panie rotmistrzu. patron a naszej szkoly. Marszalek polny Coehoorn mial pod swa komenda dwie armie: IV Armie Konna. na czas mojej nieobecnosci dowodzicie banderia. VII Br ygada Daerlanska oraz brygady "Nauzicaa" i "Vrihedd"...stwierdzila Julia Abatemarco. Marszalek postanowil zastapic Nordli ngom droge i zmusic ich do rozstrzygajacej bitwy. dywizja "Deithwen" oraz. A nie bylo w calej Wolnej Kompanii zolnierza. Ha. ze w tych kolumnach marszowych. * * * -Dywizja "Ard Feainn" . kadecie Puttkammer. czegos nie poputali. dowodzona przez generala lejtnanta Rhetza de Mellis-Stoke. ze znienacka wpakuja sie na podjazdy rekonesansowe lub forpoczty. Impreza byla wiec ryzykowna jak diabli. -Nie gadaj! Prowadz! Oddzialek ostrym galopem pognal w dól wawozu. . dywizja "Frundsberg"... -Kadecie Puttkammer! Nie jestescie pisarzem beletrysta. przemknal jak wicher dolina strumienia.. ale flanki z pewnoscia tez byly ubezpiec zone. Czesc sil zostawil pod Mayena. by wlasna osoba. oraz dywizja. Na pewno mieli na gonfalonie wielkie srebrne slonce? -Mieli. -Alez. Ciekawe. . Chocby do piek la.Bez ochyby mieli! -"Ard Feainn" . Jestescie przyszlym oficerem! Co to za okreslenie: "reszta sil"? Prosze podac mi dokladny orde de ba taille grupy uderzeniowej marszalka Coehoorna.Hmmm. rzecz jasna...Jesliscie.

oblizala wargi Julia Abatemarco. ze wybudowal dawno. W Wolnej Kompanii. a sapal jak buhaj kryjacy krowe. pulkowniku. Ale wiadomym bylo. zjezona polamanymi belkami. Julia Abatemarco pokrecila glowa.. kto i po co te wieze wybudowal tu. -"Ard Feainn". Julia wspiela sie na szczyt wiezy. Dowódca zwiadu poczul na ten widok dreszcz podnieceni a.. azurowa od dziur. . I biala choragiew z czarnym alerionem.. slynna brygada "Nauzicaa". Wieza byla krzywa. na których dujacy z zachodu wiatr gral jak n a fujarce. Tylko szarz. nie uzywalo sie "panów". Dowódca zwiadu dolaczyl dopiero po minucie. Aha! Sa i Trupie Glówki.Ta wieza.. starzy nasi znaj omi spod Mariboru i Mayeny.-To tu . niemal tam wbiegla.. na pustkowiu. Wi dze tez plomienie na proporcach dywizji pancernej "Deithwen".iscie niczym znajomków. Ani "pan". znak dywizji "Alba"..Widze tez Daerlanczyków Elana Trahe.odmruknal dowódca zwiadu . Nie wiadomo bylo. .. wsród kondotierów. zrujnowana.powiedzial dowódca zwiadu. wysunalwszy jezyk spomiedzy warg i wypialwszy zgrabny tyleczek.. -Rozpoznajecie ich . Wsparta na krzywym parapeci e Slodka Trzpiotka lustrowala doline za pomoca lunety. nie ma watpliwosci . sa tam takze elfy z brygady "Vrihedd". Tak . -To sie nie zawali? -Na pewno nie. Opanowal sie szybko...

. Pchnales do nich gonców? -Ma sie rozumiec.Tutaj przyjalbym jutro bitwe. co bys zrobil. co mnie bywali.. wymarzone stanowisko dowodzenia.potwierdzil jej domysl Adieu. -Wiem . cala Czwarta Konna i chyba cala kawaleria Trzeciej. .powiedziala Julia Abatemarco.uciela Slodka Trzpiotka. Moze. A tam. lasy i legi mroczyly doline dlugim cieniem. gladko. zobaczylam. Albo jakos tak. Julia. Jest sie gdzie uszykowac. A moze wiecej. spójrz.. któremu hrabia Ruyter przewodzil.Idzie na nas Czwarta Konna i Trzecia . Bedzie jakies trzy mile. tym zas. Hmmm.. w tych trzech kolumnach. -Moze byc . . -Ladny teren ... bo choc male to. by isc szybko. -Dobrze mówisz.oczy Slodkiej Trzpiotki blysnely. A bylo w tym korpusie ludzi osiem tysiecy w piechocie i jezdzie prze dniej. -Moze Coehoorn rozdzielil Grupe Armii "Srodek" . -Tutaj . idzie na moje oko czterdziesci tysiecy jazdy..sie wyznajecie? -Skonczylam akademie wojskowa . Ujechali kilka staj. . Pamietasz? -Zapomnialam. Za choragwiami.. Wracamy do banderii.. Jak ta rzeczka sie nazywa.nie dal jej dokonczyc Adieu.... szybko.I nawet mysle. w srodku. Chce ci cos pokazac. Otóz tam . Slonce dotykalo juz niemal wzgórz na zachodzie. co chcialam zobaczyc. Od tych górek do tych stawów. .Jestem oficerem z cenzusem.. Popedz konia. jeszcze jedno jeziorko czy staw rybny. chmura kurzu bila w niebo. ten snadnie rzecz cala imaginowac sobie moze. bo roku lonskiego przez elfy Wiewiórki z dymem puszczona byla i do gruntu zgorzala.. gdybym to ja byl na miejscu konetabla Nata lisa albo króla Foltesta.. Julia? Przejezdzalismy przec ie tamtedy wczoraj.. co tam blyszczy. Gdyby to przy mnie byla komenda armia..Równo. be z piechoty. * * * . Tamto wzgórze. . * * * Kto tamte okolice zna. ze bedzie. Powtarzam.Wzial tylko Czwarta Konna i jazde z Trzeciej. Ale widac bylo dosc. tam. stajac w strzemionach. to. ze jutro. Dobra. o.. Mozna wykorzystac. . Moze byc.przyznala Julia Abatemarco. Chochla chyba. co ch cial jej pokazac "Adieu" Pangratt. Tamtedy.. na skrzydle lewym wlasnie. ze lewe skrzydlo wojska królewskiego tego siegalo miejsca. odslonie. .dokonczyl Adam "Adieu" Pangratt.. wódz Wolnej Kompanii.. stal redanski królewski korpus.Wiem. ale bagniste.. Czasu bitwy nijakiej osady tam nie bylo. by Slodka Trzpiotka z miejsca domyslila sie. k tóre widzialam.. znacznie wysforowujac sie przez reszte wojska. gdzie dzis osada Brenna sie znajduje. twardo. Ha.. o. -Natalis to stary wyga. Julia. Rzeczka tez nadaje sie na rubiez...

nad która wojewoda Bronibor sprawowal komende. Komende nad skrzydlem prawym mieli k ondotier Adam Pangratt i krasnolud Braclay Els. które Szubienicznym potem nazwano. na polu golym za lasem.Srodek królewskiego ugrupowania stal wedle wzgórza.dwanascie tysiecy dzielnych tamerskich i redanskich infanterzystów w cztery wielkie uformowanych czworoboki. na wzgórzu. stali z pocztem król Foltest i konetabl Jan Natalis. Tu glówne sily wojsk naszych zgrupo wane byly . uszykowal nilfgaardzkie wojsko marszalek polny Menno Coehoorn.trzy tysiace wyzimskiej i mariborskiej piechoty. na rubiezy na mile szerokiej. z wysokosci na cale bitewne pole prospekt majac. Naprzeciw. osiem choragwi lekkiej kawalerii i bander ie znamienitej Wolnej Kompanii Kondotierskiej. o mile jakowa albo dwie. przez okoliczna ludnosc Zlotym mianowanego. Od poludniowego zas skraju Zlotego Stawu az po ciag rybaków i zakola rzeczki Chotli. dziesiecioma choragwiami jazdy ochraniajacych. Stal tam lud zelazny jak cz arna . Tam. stalo armii naszej skrzydlo prawe" zlozony z mahakamskich krasnoludów Huf Ochotniczy. stojacych az po pólnocny skraj stawu. Mialo zas srodkowe ugrupowanie w drugiej linii huf rezerwowy .

co tu w ordynku stoja. którzy mieli zostac w odwod . ale slonce przebijalo przez obloki i swa wysokoscia jawnie o mijajacych godzinach przypominalo. Jarre wznowil pisanie. Poranek byl chmurny. * * * . porywajac pilke w pelnym biegu. Jarre prawa reka oca lil przed przewróceniem kalamarz.Kiedy? . usilowaly przekrzyczec sie nawzajem. Potracony stól zakolysal sie. ze ciezka i krwawa zaraz tu zacznie sie potrzeba i z e niejeden z tych. obrzucil dowódców wzrokiem.. Bo tez i bylo wojska czterdziesci i szesc tysiecy. i dobrze. podtrzymujac zsuwajace sie z nosa okulary. westchnal. kikutem lewej przytrzymal arkusze papieru. ze nie jeno szero ki. A nawet u najsmielszych mocniej serca zaczely bic pod pancerzami. Zerwal sie wiatr. konca nie bylo. rozkaze poczynac? Nikt sie nie odezwal.Menno Coehoorn podniósl glowe znad map. A po lesie choragwi i dzid miarkowac sie dalo.. Najbardziej spietymi i zdenerwowanymi wydawali sie ci. o czy m podówczas malo kto wiedzial. tak stal. ciezkie od zóltych kuleczek akacjowego pylku. O stope starca oparla sie poturlana po murawie pilka. Menno szybkim spojrzeniem zlustrowal swych dowódców. pytacie. jeszcze raz przeczytal caly fragment tekstu. bo i tak w niejednym serce na widok tej nilfgaardzkiej potegi upadlo nieco. Jarre. Pszczoly brzeczaly. czemuz to marszalek Menno Coehoorn nie daje swoim rozk azu wystapic. az si e wszyscy dziwowac poczeli. brzeczaly pszczoly. zafurkotaly i zaklopotaly p roporce niby stada ptaków. A Nilfgaard jak stal. Nim zdazyl sie schylic. bo jawnym sie stalo. skwadron przy skwadronie. jak to dzieci. Kiedy. pulk przy pulku. bic niczym mloty. niezgrabny i niezreczny. odcisnal ja nieco i wymazal ostatnie zdanie. ale i gleboki jest ordynek. zachodu slonca nie zobaczy. jak okiem rz ucil. potarl lysine. któres z jego wnuczat przemknelo obok jak male wilczatko. co do lotu sie podrywaja. Dzieci. po czym ujal gabke. rota przy rocie.sciana. Wiatr szumial w lisciach lipy.

Oberszter Liam aep Mui r Moss z dywizji "Deithwen" wertowal swój nieodlaczny tomik poezji. musze wiedziec.zie Elan Trahe. Teraz. ze lek zdusi rutyna. aide-de-camp marszalka. Oberszter Ramon Tyrconnel. groznie daleko od swoich. jakby naprawde spodziewal sie znalezc na nim cos w artego uwagi. Wyraznie denerwowal sie tez Ouder de Wyngalt. Zawiódl sie. Nim uderzymy.gdy tylko wróca patrole. Tibor Eggebracht z ciez kiej kopijniczej dywizji "Alba" drapal sie w kark koncem szpicruty. strach pelzal mu po kiszkach. gleboko.powiedzial Coehoorn . daleko. wycwiczony rytual. Markus Braibant ziewal. twa rdy i surowy ceremonial sluzby. gdy patrol odebral rozkazy i wyruszyl. dowódca Siódmej Daerlanskiej i Kees van Lo z brygady "Nauzicaa". pokrytych smierdzacym slu zem wegorzy. * * * Lamarr Flaut bal sie. Ci. ba. co tam jest za tymi wzgórzami. niebezpiecznie gleboko na . utkwiwszy wzrok w sobie tylko wiadomym punkcie horyzontu. mlody dowódca dywizji "Ard Feainn". Niepokoja mnie te wzgórza na pólnocy. Bal sie potwornie. Flaut w cichosci ducha licz yl na to. -Atak rozpoczniemy . panowie oficerowie. General lejtnant Rhetz de Mellis-Stoke dlubal malym palc em w uchu i co rusz ogladal palec. ze ma w watpiach co najmniej dwanascie oslizlych. pogwizdywal cicho. po uplywie godziny i po przebyciu ja kichs pieciu mil. przez który moglyby wydostac sie na swobo de. zawziecie poszukujacych otworu. ze chlód poranka przepedzi trwoge. znudzonych nawet. który na czynny udzia l w boju mial najmniej szans. wygladali na spokojnych. którzy mieli uderzac pierwsi. Godzine temu. zdawalo m u sie.

. Mgla snula sie po wierzcholkach traw.Niech Wielkie Slonce opromieni wasza chwale. Jesli kto tamtedy ciagnie. wzieli zywcem jednego elfa. rozci agala sie szeroka kotlina. Stwierdzilismy: tutaj nieprzyjaciela nie ma.rozkazal krótko.chrzaknal wachmistrz. I nawet nie bedziesz mógl sobie popatrzec.Nie mozemy mitrezyc. Jestesmy juz troche za daleko. Flaut c zul to wyraznie. Daleko? Ujechalismy ledwo mile. Zatrzymali sie na skraju jodlowego lasu. .Ni zywego ducha. . ja bedzie sie zabawiala z innymi.. A na koniec wylupili oczy. -Do choragwi . Daleko. W otwartym terenie. Parskniecie konia.. wyrwali mu jezyk. lepszy bedzie prospekt. wsród soczystej zieleni mlodych sosenek na piaszczystym stoku. -Nikogo . .Skoczymy na wzgórze? Lamarr Flaut przelknal sline. ze wykastrowali go. Wegorze wily sie. gwaltownie szukaly wyjscia z jego trzewii. znióslwszy w zasadzce podjazd brygady "Vrihedd". strac h dopiero pokazywal. Jak wiec? Skoczymy. -No. Wlokac sie zreszta niby kulawe zólwie. widoczni jak na patelni. -Nie . Wracamy. Mówiono . pomyslal Flaut.zajrzec jeszcze za tamto wzgórze. blisko. Cos sie tam poruszylo? Sylwetka? Otaczaja nas? Szla po obozie plotka. Stamtad. co potrafi. . na zaden sposób nie zabawisz sie juz z twoja elfia gamratka . panie lejtnant. panie? To wszystkiego pa re staj. smiertelnie blisko nieznanego niebezpieczenstwa. . szydzili. Pare staj. uniósl glowe znad map. przezornie nie wysuwajac sie zza porastajacych skraj wielkich jalowców.powtórzyl. za pasem niskich choinek. obcieli wszystkie palce u rak. Przynajmniej jeden. -Do choragwi . Uderzac! -Niech zyje cesarz! . na obie doliny. Musimy zdac z tego raport dowództwu.terytorium wroga.powiedzial . Teraz. panie Mellis-Stoke.ocenil Flaut. nie mozem go nie dostrzec. panie? . byl na dobrej drodze. Wachmistrz spojrzal na niego z ukosa. widzi mi sie. Menno popatrzyl na nich dziwnie.Panie Braibant. -Wartaloby . ze kilka dni temu kondotierzy z Wolnej Kompanii. Zawracamy! * * * Menno Coehoorn wysluchal meldunku.powiedzial. Slyszalem brzek strzemienia. Przed nimi.wrzasneli Tyrconnel i Eggebracht. Tam.

ale to nic. Iola. mocnych wiesniaczych dloniach. Swiatynia zapobiegla. dezynfekujace i tamujace krwawienie. równiez dziewiczo bialy.* * * Milo Vanderbreck. chciwie wciagnal w nozdrza przejmujaca mieszanke zapachów jodyny. chirurg polowy. znany jako Rusty. Tfu. pracowalem juz z ta pieknoscia nie raz. Magiczka i uzdrowicielka. tak dlugo. choc piekna i mlodo wygladajaca baba. Kaplanka czy raczej adeptka. Przy instrumentarium krzatal sie jego personel . Iola.trzy kobiety. Tfu. studentka z Oxenfurtu. porzadkiem i estetyka ulozen ia. i na instrumentarium. ma tez sklonnosci do histerii. o duzych. Wiedzial. Czary anestezyjne. gdy b yla jeszcze zdrowa. Troche nimfomanka. eteru i eliksirów magicznych widzaca pod plachta namiotu. by dlonie te skazilo brzydkie klejmo ciezkiej i brudnej harówki na roli. niziolek. Chcial nasycic sie ta wonia teraz. Jedna stara. Shani. zwaca sie Marti Sodergren. jak dlu go dziala jej magia. z e dlugo taka nie pozostanie. Ale nie zdol ala . amoniaku. dziewiczo nie skazona i klinicznie sterylna. Jedna kobieta i dwie dziewczyny. Spojrzal na stól operacyjny. Dziewczyna o urodzie zgrzebnej i pospolitej jak lniane plótno. poprawil sie w mysli Rusty. niepokalana czystoscia metalicznego polysku. na dziesiatki narzedzi budzacych respekt i ufnosc chlodnym i groznym dostojenstwem zimnej stali. I ochotniczki. czysta. kaplanka ze swiatyni Melitele w Ellander. I dwoje dzieci. pomyslal Rusty. Marti Sodergren znam. alkoholu.

Te rece chlopki to sa pewne rece. panie Vanderbreck? -Rusty. Wesoly urwis. które trafilo na oxenfurcki uniwerek dzieki wlasnej zadzy wiedzy i dzieki niewyobrazalnym wyrzeczeniom oplacajacych c zesne rodziców. panie Rusty? -Odpowiedz. I kazde rude! Fatum czy jak? -Pozwólcie . dziewczyno! -To jest raspator! Do sciagania okostnej przy amputacji! By okostna nie spekala pod zebami pily. zrecznie nawlekajaca nicia chirurgiczna oczka zakrzywionych igiel. dla ciebie "panie Rusty". Poza tym dziewczyny ze swiatyn rzadko zawodza. Jestem niziolek. pomyslal. porzadkowal narzedzia sluzace do wyluskiwania rannych z pancerzy. Zaczek. wielkie chlopisko. Co to jest. Jest nas tu czwórka lekarzy. Usluchaly. Spojrzal na rudowlosa Shani.przed namiot. Przed namiotem siedziala gromadka sanitariuszy. Dziecko cuchnacych miejskich zaulków. Kazda na swój sposób. Przeczesal palcami wlosy. kolczug . Rusty obrzucil ich surowym spojrzeniem. Ciekawe. ciszej. lecz szukaja oparcia w ich religii. Shani. by dali mi elfke. w tej ich mistycznej wi erze. w mome ntach rozpaczy nie pekaja. choc wszystkie trzy prychnely pod nosem. Nie. czy aby j uz nie nachlani. Kowal. Obcy. Nieludz. dziewczyny. Frant. poniuchal. Prosilem. Ale nie.zamaskowac ich rodowodu. cieszac sie ostatnimi minutami slodkiego nieróbstwa. rece godne zaufania. by miec czyste i gladkie odpilowanie! Zadowoleniscie? Zdalam? -Ciszej. pomyslal Rusty. Do mnie zreszta tez nie. Co umie? Nawlekac igly? Nakladac opaski uci skowe? Trzymac haki? Ha. Znaczy sie. o nia w zasadzie sie nie boje. pytanie brzmi: kiedy rudowlosa studenteczka zemdleje. Interesujace: to pomaga. krzatal sie przy swym przypominajacym lawe tortur stole.skinal . Albo kogos z mojej wlasnej rasy. dziewczyno. -Shani! -Slucham. Shani? I do czego sluzy? -Egzaminujecie mnie. pusci ha ki i runie nosem w otwarty brzuch operowanego? Ludzie sa tacy malo odporni. pomyslal. Nie maja zaufania.

Jasne? Zadna z "dziewczyn" nie skomentowala. A za moment plus moment zjawia sie pierwsi ranni. -Tam .! . co maja robic. ilu zdolamy pomóc. nic nie moze pójsc zle. Mosci konetablu! Panowie oficerowie! -Smierc Czarny.powiedzial ciszej i cieplej. -Tam . opanowujac tanczacego konia. Rusty odwrócil sie. Ida na nas! Król Foltest.Ruszyli . Wasza Królewska Mosc. Nikt nawet tego nie oc zekuje. przepraszam za banal. jest dwanascioro lekarzy. Nas. Pomagac potrzebujacym. siwka w ozdobionym liliami rzedzie. Pomozemy wiec banalnie tylu. czego powinien przestrzegac. godny bicia na monetach profil. potem wyprostowal sie i nabral tch u w . Nawet znikomemu procentowi potrzebujacych. Bo to jest. -Tedy trzeba nam przyjac ich godnie.podjal Rusty .zaczal Rusty bez wstepów. Znowu nikt nie skomentowal.za moment zacznie sie rzez. Nilfgaard ruszyl.wrzasneli jednym glosem kondotier Adam "Adieu" Pangratt i hrabia de Ruyter. Jasli kazdy bedzie przestrzegal.i pogietych przylbic. zeby nie bylo duzo mniej. Za nic w swiecie nie zdolamy pomóc wszystkim potrzebujacym. -Nie damy rady zrobic wiecej. racja naszego istnienia.jakies sto tysiecy ludzi zacznie za chwile kaleczyc sie wzajemnie. Wszyscy wiedza. Za bardzo wyszukane sposoby. wliczajac dwa p ozostale szpitale. wskazujac pole . niz bedziemy w stanie .Ale postaramy sie wszyscy. Konetabl popatrzyl na nich. odwrócil ku konetablowi swój piekny. -Ale my bedziemy leczyc. .stwierdzil konetabl Jan Natalis i wytarl spotniala dlon o biodro. k azdy zna swoje obowiazki i swoje miejsce. * * * .wskazujac ponownie .

pod wozy . jak zawziete brytany.nie wiem co im kkk. na tabory. -Do choragwi!!! Z oddali glucho grzmialy nilfgaardzkie litwary i bebny. zwany Momotkiem. wejdzmy ppp.Mmmm. A gdyby nawet zagon jaki w padl tu.. w którym zderzyly sie obie armie. podnoszacy wlosy na glowie dzwiek. rozpaczliwy.. -Teraz to juz sie zderza! Lepp.wydukal pobladly Momotek .zaproponowal William Hardbottom. a raczej slyszal. . drgnela. Straszliwy. konie zawinily. Z odleglosci cwierc mili.. buczaly krzywuly.. zza wzgórza i lasu.Kawaleria nadziala sie na piki. ..Lada chwila. . tylko . . * * * Jarre wymazal gabka nie wiedziec które juz z rzedu napisane zdanie...Biberveldt oblizal wargi. Biberveldt i pozostale niziolki spojrzaly na niego z politowaniem. skoczyly sobie do gardel. Didi "Chmielarz" Hofmeier i pozostali zgromadzeni wokól wozacy pokiwali glowami... starszy taboru.. makabryczny. Mial racje. odgarniajac wlosy z malego. widzial.Bedzie jeszcze jedna. sss.. skoczyl o ton wyzej. I znowu mial racje. jednostajny lomot kopyt dobiegajacy z za wzgórza i lasu. na tyly. zbawi to kogo siedzenie pod wozem? Ryk i lomot narastaly. Kwik. Oni tez slyszeli gluchy... -Kawaleria.pluca..Andy Biberveldt mial doswiadczenie.... mówie wam. Moment. kkk. * * * -To juz .. uderzona tysiacami kopyt.. Ziemia. -Tyy. niejedna bitwe. szpiczasto zakonczonego ucha. krecac sie niespokojnie. -Pierwsza salwa luczników. zwarly w smiert elnym . W którym oba wojska. przypominajac sobie tamten dzien.odezwal sie Andy Biberveldt. piej www.ocenil Andy Biberveldt. kurwysynom..... . -Juz . Przymknal oczy.. Ryk wzmógl sie raptownie. Tara Hildebrandt. . przez ryk i nagly huk walacego o zelazo zelaza. dziki kwik i wizg kaleczonych zwierzat. niziolek. olifanty i surmy. dobiegl taborytów wyrazny. Wyczuwali drzenie ziemi. Pod wozy? Po co? Od miejsca bitwy dzielilo ich blisko cwierc mili.

Na prózno. to miec ze. Niczym gigantyczny puginal w sztychu dywizja "Alba" skruszyla wszystko. Szukal slów. choc wbite gleboko. paweze i tarcze.uscisku. Niczym puginal dy wizja "Alba" wbila sie w zywe cialo i toczyla krew. wlócznie. I choc co i rusz którys z pancernych walil sie jednak z konia lub razem z koniem. wbil sie i utknal. oszczepy. topory. czekany i morgensterny kawalerzystów kladly napierajacych piechocinców prawdziwym pokotem. halabardy. od tarcz i blach pancerzy klingi i zelezca lancknechtów odskak iwaly jak mloty od kowadel. Krew. w której teraz taplaly sie i slizgaly konie. nie dosieglo serca ani zadnego z zywotnych organów. * * * Klin jazdy z impetem wbil sie w czworobok. Ale ostrze puginalu. nie bylo sie tez jak dobrac do oladrowanych wierzchowców. Uwiezniety w cizbie klin drgnal i zaczal wbijac sie glebiej. Klin dywizji "Alba". Czolo i boki klina stanowily elitarne ciezkozbrojne roty. co bronilo dostepu do zywego ciala temerskiej piechoty . Uwiazl w elastycznej i gestej jak smola hurmie pie szego ludu. .piki. miast rozgniesc i rozczlonkowac temerski czworobok. Poczatkowo nie wygladalo to groznie. którymi mozna by bylo to opisac.

... pchniety w szczeline pancerza cienkim jak szydlo ostrzem spisy. wyrywajac miecz z rozlupanego kapalina i czaszki temerskiego lancknechta. Nim zdolano dac mu pomoc. tratujac. Chcialbym wiedziec.Mlodszy lejtnant Devin aep Meara uslyszal krzyk obersztera Eggebrachta. Naszych Czcigodnych Matek. chlopy! Bij Czarnych! Ale lancknechtom tez nie przychodzilo latwo. "Alba" nie dawala sie rozerwac. rabaly i ciely. naparli. Dlaczego to wszystko.. miecze i topory wznosily sie i spadaly. Az zatrzeszczalo. -Tameriaaaa! Za króla.. Piechota zaklebila sie nad nim. Eee. bezlitosnie tluczeni zelazny mi kiscieniami i maczugami kawalerzysci dywizji "Alba" zaczeli umierac. E.. wycie i rzenie.. sciagani z siodel hakami gizarm i rohatyn. Lancknechci. kaleczace zelazo w zywym organizmie.. Pod ciosami halabard. jeszcze niedawno grozne. Wbity w czw orobok piechoty klin. szerok im uderzeniem odbijajac godzace w niego zebate zelezce gizarmy.. rabiac..-"Albaaa"! . pomyslal. rabiac.. wybijajacy sie ponad szczek. berd yszów i bojowych cepów zalamali sie i pekli pancerni pierwszej linii. wiel kie mistrzynie z Pierwszej Lozy. Chcialbym wiedziec. "Alba"! Niech zyje cesarz! Ruszyli. Dzgani partyzanami i spisami.. wrzeszczac. I wtedy zebral sie konwent wielkich mistrzyn.. wsród nich i mlodszy lejtnant Devlin aep Meara.. Uradzily. zgrzyt i trzask. uradzily. -"Aaalbaaa"! Klin utknal znowu.. * * * -Eee. po co to wszystko. scisneli jazde jak cegami. choc przerzedzeni i skrwawieni. siekac. straszliwy cios bojowego cepa zmiótl go na ziemie.... . rzucili sie w tamta stro ne. nie ustapili. ter az byl jak sopel lodu w wielkiej chlopskiej piesci. Chcialbym wiedziec.. . tlukac i tnac. zakolysal sie w kulbace. za kazdego zwalonego z k ulbaki jezdzca piechota placila sroga cene krwi. pomyslal Devlin aep Meara.Naprzód. chrup. Pancerni. Oberszter Eggebracht. Albowiem.. ryk. Których pamiec zawsze zywa bedzie wsród nas. I przez kogo to wszystko... Spod kopyt kwiczacych i wierzgajacych koni slychac bylo plusk. Sztandar z czarnym alerionem ze zlotym perisonium na piersi zachwial sie i upadl . zakrzyczal. Eee.

swieta meczenniczka. odpowiedziala: "Dajmy im wiec wielka i krwawa. -Ale ja sie uczylam.. siadajac. Zadzwonil dzwonek na przerwe. -To widze. -Bardzo dobrze adeptko Nimue. Gdyby nie owo "wiec" na poczatku wypowiedzi. Wielka Loza. Siadaj. -Umiem. póki sie porzadnie nie wykrwawia. Niech armie cesarza i wojska królów splyna w tej bitwie krwia.zamruczala Abonde. jaka wiedli ze soba cesarz Po ludnia i wladcy Pólnocy.-Adeptko Abonde. dystyngowany spokój. naprawde. rzekla. Zachowaly cisze i godny. I jaki z tego pozytek. A teraz o pokoju cintryjskim opowie nam. Czcigodne Matki sprawily. -Siadaj. Siadaj. jakim sposobem zakonczyc szkodliwa wojne. Doprowadzmy do takiej bitwy.. Czcigodna Matka Assire. Ocena niedostateczna. -Wiec ucza nas kroniki. A wladcy zostali zmuszeni do zawarcia pokoju cintryjskiego. swiet a meczenniczka. Jestes nie przygotowana... -Slucham.. Nie zaczyna sie zdania od "wiec". siadaj i nie trwon mojego czasu. by uradzic. pani mistrzyni. straszna i okrutna bitwe. I tak sie wlasn ie stalo. zmusimy ich do zawarcia pokoju".. . ze doszlo do bitwy pod Brenna.. Postawilabym ci ocene celujaca. Czy znasz odpowiedz na pytanie? Jesli nie znasz.Kogo to dzis obchodzi. -Cisza! Adeptka Nimue! -Obecna. ze konwent mistrzyn zebral sie na zamku Lysa Góra. Ale adeptki nie zareagowaly natychmiastowym wrzaskiem i lomotem pulpitów.. a wtedy my. ze wladcy nie ustana wojowac.. A Czcigodna Matka Filippa.. Nie byly juz . -Po licho mamy sie uczyc o tych starociach .

Wyglada na cios toporem. Ktos nieco nas wyreczyl. Ale sa duze straty..Rusty podniósl nóz.. . * * * -No. -Nieeeee! . Shani i Iola schylily sie.Nie moge pozwolic ci umrzec.skinal niziolek. wlasnie kalajacego krwia niepokalana biel stolu... Goniec zeskoczyl z siodla.. usilujac umknac przed dlonmi Marti Sodergren. miotajac glowa. osadzili spienionego rumaka.Wole umrzec.Kosc udowa rozkruszona. * * * Goniec wryl konia ostro..krzyknal Jan Natalis.. -Nieco magii. tutaj nic dodac. jesli mozna prosic . Ranny zawyl. Blagam. Tet nica ocalala.Rusty ocenil stan pierwszego rannego.. Amputacyjny. Jak na czlowieka.. -Do kogo? . Do roboty. nieludzko.. nóz..rozdarl sie ranny. piekny skutek ciecia w brzuch. . Rusty zatarl rece.ranny mówil coraz wolniej pod wplywem magii uzdrowicielki. Wole umrzec... wczesni ej . Dwaj adiutanci uczepili sie uzdy. Tak sie bowiem sklada. niepokalana stal. na wciaz blyszczaca. spojrzal na klinge.. ze jeste m lekarzem.. ...Nie chceee! -Jesli amputuje. -Bede amputowal synku. .Od kogo przybywasz? -Od pana de Ruytera. -Nie ma wsparcia . niz byc kaleka. Prosze popatrzec. -Jak rzeklem. . Dajcie mi umrzec! -Nie moge . inaczej doniesliby trupa.. Pan de Ruyter prosi o wsparcie. .wskazal Rusty z mina kolekcjonera demonstrujacego swa kolekcje . Shani. Zdecydowanie wbil ostrze i cial gleboko.niech panie spojrza. ze az prysnela spod kopyt darn.. Byly trzecia klasa! Mialy po czternascie lat! A to zobowiazywalo..odrzekl po chwili milczenia konetabl.Musicie wytrzymac. .wykrztusil goniec. tutaj wiele do dodania nie ma . pochylajac sie nad pacjentem sie nad pacjentem tak. przy czym twarde skr zydlo siodla podzialalo jak drwalski pieniek.. Nie ten. mocno. Ranny nie spuszczal rozbieganego wzroku z ich rak. .smarkulami z freblówki. . Dajcie mi umrzec. Obustronnie tnacy. Musicie! * * * -A tu . Marti. umrzesz.Zatrzymalismy Czarnych. Iola! Opaska. by zajac mu cale pole widzenia. sledzil poczynania oczami przerazonego. Mozna wylacznie ujac. schwytanego w sidla zwierzecia..

To znaczy. domniemywam.. ze sie leje. badz uprzejma.. Dobrze. co oczywista! Tu nawet patrzec nie trzeba.. dziewczyno? Do tej pory znalas mezczyzn wylacznie z zewnatrz? -Uszkodzone sa jelita. wedlug ciebie? Czemu taka mina.. zacisk. -Diagnoza tylez trafna. * * * .Powiedzcie.. Chusta.zapytal nagle calkiem przytomnie. wystarczy powachac. przeciez widzi sz. udziel nam jes zcze troche twej bezcennej magii. nóz.Rusty schylil sie nad otwarta. panie Rusty.dokonujac na nieszczesniku amatorskiej laparotomii. zwycieza? -Synku . ze niesiono go tro skliwie. Zalóz kleme naczyniowa.. wciaz za duzo krwi. kto. Marti. . .. przewracajac wybaluszonymi oczami.. Shani.. Iola.. o która martwilbym sie. choc nieco belkotliwie operowany. Shani.To naprawde ostatnia rzecz. nie pogubiono wazniejszych organów. Ja k z tym jest. Iola. ze nie pogubiono. bedac na twoim miejscu. -Kto zwycieza? . krwawa i pulsujaca jama brzucha.

iscie jako morze ze skala ladu.. a calemu królewskiemu wojsku rozerwanie szyku grozilo. tak i marszalek polny Menno Coehoorn wiedzial. jak morska fala na skale sie rozbija. Absolutnie nie wiecej! Nie na Chiquicie.. tam. kornet uswiadomil sobie dwie rzeczy: to. to skala przecie stoi. I nie mieszkajac gonca pchnal do krasnoludów z rozkazem do pulkownika Elsa. w mi g zrozumial. gdzie staly choragwie z Brugge. Ale stojacym na prawej flance krasnoludom z Ochotniczego Hufu zajrzala w oczy strasz na grozba okrazenia. Jarre zanurzyl pióro w kalamarzu. klaczy zgrabnej i raczej niby la nia. Wnuczeta w glebi sadu krzyczaly. a takz e zawziety lancknecht.. Zwarlwszy w kulak zel azny swe wyborowe dywizje. gdzie spasc i na smierc dziobnac.wszczal sie wówczas na skrzydle lewym i w srodku linii bój okrutny i krwawy. kopijnicza "Deithwen" i pancerna "Ard Feainn". choc wielkie byly Nilfgaardu zacieklosc i impet. walne mariborskie. Inaczej zlozyla sie sprawa na królewskiego wojska skrzydle prawym. co sie swieci. Dostrzegl jednak grozace niebezpieczenstwo baczny niczym zuraw Jan Natalis. uderzyl w styk linii powyzej Zlotego Stawu. zawodowy jurgieltnik. wyzimskie i tretogorskie pancerne choragwie. rozbila sie ich szarza na królewskim wojsku tak. okazali sie slabiej zbrojni. tako pancerzem. a u stapia jeno po to. ze .. ze dotarcie na prawe skrzydlo. wciaz ja wsród fal burzliwych widac. taki trwal bój. kto góre bierze. w którym nie zgadniesz. Niczym stary krogulec. gdzie cios zadac. przekazanie rozkazu i powrót na wzgórze najmie mu najwyzej dziesiec minut. ale tu. jak stala. którego konnica nie nastraszysz. I tak tam wojowano. sroga dajac plate k rwi. bo choc fale w skale bezustannie bija.. Choc Bruggenczycy bo hatersko stawali. jako i duchem. W skok poszly tam w sukurs dwie banderie Wolnej Kompanii pod starym kondotierem Adamem Pandrattem i Nilfgaard zatrzymaly. ich smiech dzwonil jak szklane dzwoneczki. Nie zdzierz yli nilfgaardzkiego naporu. Wyborowy bowiem stal tutaj zolnierz. Jeszcze zanim dotarl nad Zloty Staw. który wie. * * * W calej swej siedemnastoletniej naiwnosci kornet Aubry mniemal. by znów uderzyc. nie slabna.

zbi wszy sie w kupe wokól choragwi z kotwicowym krzyzem. wrzask. Na oczach korneta z bitewnego klebowiska sypne ly sie nagle niby iskry. Widok przeslonil mu czarny plaszcz ze znakiem srebrnego slonca.nie wiadomo. Czarni siekli sie z bruggenska jazda ochraniajaca szyk piechoty. ze raczosc Chiquity bardzo. Za nimi. jak czarna rzeka. gotów zawracac i uciekac. Nordling! Aubry wrzasnal. szczek. Aubry. zejsc z drogi uciekajacym i scigajacym. Kornet przylgnal do kons kiej szyi i poszedl w karkolomny cwal. -Evgyr. -Stój. Na polu Czarni wyrzynali rozproszo na. rzenie koni. ratujac mu zycie. gówniarzu! Nie tedy! . I to. szczek. Poczucie obowiazku wzielo góre. podniecona wrzaskiem Chiquita dala iscie jeleniego susa. huk. sylwetki w zielonych. szarpnal wodze. kalejdoskopowa migotanina sylwetek. Niektórzy przyparci do stawu Bruggenczycy stawili rozpaczliwy opór. Gdzie ja jestem? Gdzie swój? Gdzie wróg? -Evgyr morv. pozbawiona wsparcia piechote. wynoszac z zasiegu nilfgaardzkiego miecza. wryl klacz. w oczach znowu zamigotaly sylwetki. zóltych i czerwonyc h plaszczach. bezladnie czmychajace ku rzeczce Chotli. kiedy uda mu sie wrócic . rozlali sie Nilfgaardczycy. Na polu na wschód od Zlotego Stawu wrzal bój. Nordling! Lomot. ale to bardzo mu sie przyda. niby szkielka witraza. Nad glowa nagle zawyly mu s trzaly i belty. Dookola byl wrzask i tetent. kiedy dotrze na prawe skrzydlo i nie wiadomo. blyski mieczów.

-Kornet Aubry.runeli na Nilfgaardczyków. W konie.wrzasnela kobieta. niezgrabnie siedzacego na nilfgaardzkim oladrowanym koniu. zakreciwszy mieczem mlynca. . a obok n i ludzkimi czaszkami. Potem sciana pawezy rozwarl a sie przed nimi.. atakowali Nilfgaardczycy. czworobokiem powiewala wielka zlota iej sterczala tyczka z konskimi ogonami wylonila sie masa piechoty. Nad choragiew ze skrzyzowanymi mlotami. kondotierka. Wolna Kompania! ...Zaróbmy na zold! Jezdzcy . w kopijniczym siodle o wielkich lekach. wsród redanskiej piechoty. -Ktos ty? . w scisku.. -Syn Anzelma Aubry'ego? . których kondotierzy rabali tuz obok niego. Aubry zaczerwienil sie mimowolnie. . Jestem Julia Abatemarco. czworobok. wsród krasnoludów w kolczugach.. Bo i nie bylo sensu.kobieta rozmazala krew piescia.a z nimi kornet Aubry . Fligeladiutant konetabla Natalisa.. On sam nie zdazyl nawet wyciagnac miecza. na które sie wdrapal.Glos kobiety. Julia Abatemarco . jak poduszka do igiel najezony zelezcami. -Pulkownik Barclay Els? Krasnolud kiwnal szkofia. misiurkach i szpiczastych szlomach. Kobieta na karym ogierze.. Znalezli sie wewnatrz czworoboku. Czworobok. Dywizja "Ard Feainn". Starcie trwalo tylko kilka chwil. w której dzierzyla miecz... Obok pancerni jezdzcy. z rozwianymi wlosami. Ale bylo straszne. dopadajac i odskakujac jak psy szarpiace wywijajacego kijem dziada. która spryskani byli kornet i jego klacz. lekkiej jazdy bruggenskiej i opancerzonych kondotierów. z wyraznym uznaniem zauwazajac krew. -Kornet Aubry. by móc patrzec ponad glowami piechocinców. Aubry teraz dopiero skojarzyl zaciagnela go przed pekatego krasnoluda w szyszaku ozdobionym krasna szkofia. Pojedziemy do krasnoludów. . dzieki wielkim sloncom na plaszc zach niemozliwa do pomylenia z zadna inna.. To byla krew Nilfgaardczyków. Po chwili wscieklego galopu z kurzu oskorupiony jak zólw sciana pawezy. cholera! Otaczaja nas! Cwalem! Nie zdazyl zaprotestowac.Bij. w zbroi. gdzie walczy Adieu. Z rozkazami do pólkowników Pangratta i Elsa. z twarza pokryta cetkami krwi.Nie masz szans dotrzec tam.Slodka Trzpiotka.

udanej resekcji jelit cienkiego. d la Julii Abatemarco. co naszemu pacjentowi zrobiono w bitwie w ciagu ulamka sekundy.. szturmujacego ze wszech stron Nilfgaardu.. Czerwone z czerwonym. zólte z zóltym. Slowa zagluszyl ryk. * * * . Pacjenta zaszyje nam teraz panna Shani. -Spóznilem sie. . Barclay Els wyszczerzyl zeby.Przybylem za pózno... a na pewno bedzie dobrze. jak bezsensowne przywiózl rozkazy.. i sobie. Jak niewiele znacza te rozkazy dla Barclaya Elsa. wycofal sie nad Zloty Staw i rzeczke Chot le. korneciku .. panie Rusty! -Kiedys trzeba zaczac. zszycia watroby. szczek i kwik koni.. -Ha! Znam twego ojca! Co masz dla mnie od Natalisa i Foltesta. Polecam to jako material do filozoficznych przemyslen. by Hufiec Ochotniczy co rychlej zwinal skrzydlo. -Nie. grubego. splenektomii. By wesprzec. korneciku? -W srodku ugrupowania grozi wam przelamanie. Slodka Trzpiotka prychnela. Tak zszyj. * * * -Gratuluje paniom.-Najmlodszy.. . Aubry nagle uswiadomil sobie.powiedzial.To Nilfgaard przybyl za wczesnie. biale z bialym. dla tego krasnoludzkiego czworoboku pod zlota choragwia z mlot ami powiewajaca nad czarnym morzem otaczajacego ich. jaki zajelo nam usuniecie skutków tego.. Zwracam uwage na czas. ..zajeczal. Pan konetabl rozkazuje. -Ale ja tego nigdy jeszcze nie robilam.

przez która saczyla sie krew. -Wszystko w porzadku. ploszona wrzaskami. gdy bede o tym opowiadal. ze ci z Brugge nie zdzierzyli! -Ale rozkaz. pomyslal kornet Aubry.potargal brode Barclay Els. .. zerwal z glowy helm.ryknal Rusty.Czarni zlamia front! Zlamia front! Otwórz mi szyk. Otoczony ze wszystkich str on kawaleria.zaryczal Barclay Els.dlaczego wszyscy o to pytaja? Barclay Elsodwrócil sie. na ile pozwalal scisk.Równy krok! Dzierz szyk! I kupa! Kupa! Nie uwierza mi. plasala pod kornetem. kurwaz jeg o mac. próznujemy? Mu. Dlaczego? Psiakrew. -Wiec jak. Pacjent. odskakujac do stolu i wymachujac skalpelem.Cholera! . równy. nim dolecicie stawu! Zginiecie bez sensu! -Co wiec proponujesz? Krasnolud zaklal. to otwieraj dobrze oczy. pawez przy pawezy. Stalowy naramiennik jednego nosil slad ciec ia.wydyszal krasnolud . przekrwione. I ten czworobok idzie. który wlasnie umarl.przekrzyczala rwetes Slodka Trzpiotka . szarpany.charknal. tluczony i dzgany. -W dupie mam rozkaz! -Jesli nie zapchamy luki . Iola pociagnela nosem. * * * -Bij. znalazl wzrokiem korneta i wpil w niego oczy. straszne. Drugi mial glowe owiazana szmata. zabij! Na pohybel skurwysynom! -A równo mi! . Oczy mial dzikie. patrzyl w góre. * * * . Idzie .-Ze niby jak? .. nie drgnelismy nawet pod naporem! Na krok nie ustapilismy! Nie nasza wina.. Idzie.. pcha przed soba elitarna . korneciku? Najmlodszy synu Anzelma Aubry'ego? Ze niby my tutaj co. a oczy mial nieruchome i szkliste.Co ty gadasz. bysmy tam to nich przyszli i wsparli ich? No. które az postawilo krance blach sztorcem. najmlodszy synu Anzelma? . Nigdy mi nie uwierza. Barclay! Uderze! Przedre sie! -Wyrzna was.Król i konetabl rozkazuja. Zigrin? -Ciekawe . bylo to widoczne na pierwszy rzut oka. grzmotnal nim o ziemie. sieczony. korneciku . Oba byly zbryzgane posoka. . . dlaczego tak musi byc? Nikt mu nie odpowiedzial. zwarty. Chiquita... Marti Sodergren rozlozyla tylko rece. Shani pochylila glowe. Ten czworobok walczy w pelnym okrazeniu. depczac i przestepujac trupy. -Wolac mi tu Yarpena Zigrina i Dennisa Cranmera! Migiem! Dwa krasnoludy przybywaly z najzacietszego boju. Bedzie na co patrzec.

klienty! Wnet wam pójdzie w piety! Rozleci sie ten burdel Az po fundamenty! Hoooouuuu! Hooouuu! Hou -Bij! Wolna Kompania! . Mahakam! Z kilku tysiecy krasnoludzkich gardel wydarla sie slynna mahakamska piesn bojowa . I idzie. kurwaz mac. . niczym cienka .Dzierz szyk! Piesn. Hooouuuu! Hooouuu! Hou Czekajcie. -Bij! -Równy krok! Równy krok! . piesn! Nasza piesn! Naprzód..dywizje "Ard Feainn".w ogromny ryk krasnoludów wklul sie..ryczal Barclay Els.

machala drzaca. którzy byli blizej. j ak wraz z ugrzeznieta w scisku klacza sunie w kierunku najwiekszego zametu i najstraszli wszej rzezi. wrzeszczac cienko.. Ktos uderzyl go w plecy. Mysmy byli w srodku. Wolna Kompania! Nilfgaardzki jezdziec bez helmu. rabal juz wokól siebie jak opetany i darl sie jak opetany. Ci ze sluchaczy.uslyszal dziki krzyk Slodkiej Trzpiotki. ziemia a bokami dwóch koni. * * * Po szescdziesieciu pieciu latach. W okrazeniu.graniasta klinga mizerykordii. Khe-khe-khh. podkute kopyta prawie natychmiast zmiazdzyly my czaszke. Za chwile. rozwalil glowe drugiemu. Kondotierzy. Oni nas. miedzy niebem . staruszka usmiech ala sie. Aubry wykrecil sie na siodle i cial na odlew..zadna ze stron nie mogla osiagnac przewagi. kontruderzali na atakujaca czworobok jazde.. Zniecierpliwiona . monstrualnie powykrecana przez artretyzm dlonia. przez kilka sekund wisial. pytania o tamten dzien. -Jeszcze raz! . chlopcy! Bij. on sam runal na ziemie. my ich. ze nie od razu znalazl sie na dole.a moze udajaca zniecierpliwiona . wydz ierajac sie z szyku. . Oni na zewnatrz. Lomot. wrzask i kwik koni sprawil y. Ale choc po gardlo najadl sie strachu. zobaczyli na jej policzku lze. wysoki sopran Julii Abatemarco. Bylo to posuniecie isci e samobójcze.. Z glowy Nilfgaardczyka odlecial spory owlosiony fragment.. wdarl sie w szyk w strzemionach. Oni nas. W tym samym momencie kornet tez dostal czyms w glowe i spadl z kulbaki. bólu zakosztowac nie zda zyl.mamrotala . pik i pawezy najemników obrócil sie caly impet nilfgaardzkiego natarcia. Tlok sprawil. ze srebrnym sloncem na plaszczu.. strasznym ciosem bojowego topora obalil krasnoluda razem z paweza. o czworobok idacy ku Zlotemu Stawowi po trupach przyjaciól i wrogów. zabij! Za dukat. z trudem torujaca sobie droge wsród zmarszczek i st arych szram. I po prostu zabijalismy sie nawzaje m. my ich. wyniesiony przed linie pawezy. -W zaden sposób . .Jeszcze jeden wysilek! Wytrzymajcie. Staruszka z trudem opanowala atak kaszlu. poczul. co jak slonce zloty! Do mn ie. ze kornet Aubry odruchowo skulil sie na kulbace. o brennenskie pole. jeszcze bardziej marszczac pomarszczona i ciemna jak suszona sliwka twarz. Gdy spadl. na pozbawionych ochrony krasnoludzkich halabard. Mocno uchwycil rekojesc miecza. która nagle wydala mu sie sliska i dziwnie nieporeczna. koscista.

Slodka Trzpiotka z Wolnej Kompanii Kondotierskiej. którzy chwalebnie przezyli.-Byli równe mezni jak my . jakbym naprawde byla ich ratunkiem. .. potu. nie zniose tego dluzej. Jeden w ielki. by byc mezna bardziej. bezsensowny bezsens. .. oslizlyc h rak czepiajacych sie mnie tak.. My i oni. Na dlugo. bardzo sie prosze.Zadna ze stron nie miala sil. Zaraz zemdleje. ich ucieczka. rzygowin. moczu. Bo to jest bezsens. co my tu robimy. tresci jelit. Nie zniose dluzej tego nieustannego krzyku. ogromny. z trudem przelknela sline. tej okr opnej mieszanki odorów krwi. daj nam jeszcze troszke tej twojej cudownej magii! Jeszcze troszeczke. jak usmiecha sie do wspomnien. Ale my. trzyma j haki! Iola! Spisz. Po to. której miala pelne usta. cholera? Zacisk! Zaaaciiisk! Iola odetchnela ciezko. chociaz z dziesiec deka! Mamy w brzuchu tego nieszczesnika j eden wielki gulasz. kalu. ich zyciem. My zdolalismy byc mezni o minute dlu zej. ta. -Bylismy jednakowo mezni . Nie zniose bezsensu tego. Staruszka zamilkla. strachu i smierc i. by pózniej podle zabily ich wódka. która niegdys byla Julia Abatemarco. Byli smy jednakowo mezni. Nie wytrzymam. w dodatku przyprawiony mnóstwem drucianych kóleczek z kolczugi! Nic n ie moge robic. . pomyslala. narkotyki i gruzlica. tych zakrwawionych.. * * * -Marti. Sluchacze nie ponaglali jej. Do chwaly.dokonczyla Julia Abatemarco. tego smrodu. psiakrew.. widzac.mamrotala babulenka. gdy on mi sie tak rzuca jak patroszona ryba! Shani.. Do majaczacych w mgle niepamieci twarzy tych.Khe-khe. tego wycia.

. ale lokiec tez mial we krwi. Alianci. pomyslal Menno. Przeciw wspólnemu wrogowi. I nowych. prosze spo jrzec. * * * Skad ten ból. Sa tacy obcy.. -Uderzajcie . Tacy inni.. kaplanko! Klema na naczynie! Dobrze! Dobrze. * * * -Ciekawe . zorientowal sie.powiedzial ostro Menno. Elf zasalutowal. Zwymiotuje.wskazal bulawa Menno.. panie marszalku! Linia peka na styku. -Chusta! Tampon! Zacisk jelitowy! Nie ten! Miekki zacisk! Uwazaj.Pchniety widlami lub jakims dwuzebnym typem gizarmy. -Interesujace .. tych elfów.. brew. wielkie glebokie oczy ni e zmienily wyrazu.. Sojusznicy. spokojniej. odwrócil ku marszalkowi swa straszna twarz znieksztalcona blizna ciagnaca sie przez czolo ."Nauzicaa" jest gotowa. co robisz! Jeszcze raz sie pomylisz.krzyknal. nasade nosa i policzek.. -No. wskazujac na pacjenta. a walne cie w ten rudy leb! Slyszysz? Walne w ten rudy leb! Wielka Melitele. Nie wytrzymam. Zacisniete piesci. Isengrim Faoiltiarna. juz bez emfazy. Bedzie wstyd. Pomórz mi.. szybko wyjal palec z ust.W styk Temerii i Redanii. zacierajac rece. Tam. . . zwany Zelaznym Wilkiem. Ale ja ich w ogóle nie rozumiem. tak trzymaj! Marti.Dorznijmy ich.powtórzyl Kees van Lo. Iola pospieszyla mu z pomoca. Pomórz mi. o.Nie zniose wysilku i zmeczenia. Panie Faoiltiarna! Dowódca brygady "Vrihedd". a na Wielkie Slo nce. .Daerlanska tez ma stac. Wciaz przynosza nowych. Iola. -Uderzmy .powtórzyl chirurg. . I mnie tez. obetrzyj oczy i twarz.Rusty spróbowal otrzec twarz lokciem.. bogini. -"Nauzicaa" ma stac . Co mnie tak boli? Aha. pomyslal konetabl Jan Natalis. ze patrza. Zeszpecona twarz nie drgnela mu nawet. prosze! Od razu poprawa! Jeszcze jeden zacisk. Kees van Lo. Zemdleje. . . * * * -Dorznijmy ich! . uderzmy! Uderzmy nie zwlekajac. zalamia sie! Pójda w rozsypke! Menno Coehoorn nerwowo przygryzl paznokiec. Walczymy razem... Jeden zab zelezca przebil serce.

dozyl az do stolu.. Rzuccie no okiem. Zabierzcie. dlaczego zyl tak dlugo. -Chcecie rzez .. Marti Sodergren.spytal ponuro kawalerzysta z lekkiej jazdy wolenterskiej .To wiedzmin. A on jeszcze przed chw ila oddychal. -Ja tez widzialem .. ludzie? Czy przynieslisci e go przypadkowo? . aorta niemal odseparowana.Komora niezawodnie przebita. to tak. Exitus..nie spuscil wzroku Rusty. dzie wczyny.A gwoli prawdy. Tu. -Widzialyscie kiedys cos takiego? Wszystkie trzy drgnely. -Tak . Shani i Iola schylily sie nad zwlokami. Spojrzaly na siebie.. To byl wasz towarzysz broni. To by tlumaczylo.ze on pomarl? Nadaremno my jego z bitwy niesli? -Niegdy nie jest nadaremno . .powiedzial Rusty. niestety... . Ugodzony w samo serce.powiedzialy wszystkie jednoczesnie. cholera. na stole. Mutant. Rusty odciagnal powieke trupa. nie zyje. jakby lekko zdumione.... Ech.

niz powiedzialam. ty znowu ronisz lzy? Co tym razem? -Nic. -Dokonalas wyboru . Ale nie ma czasu! Trupa precz ze stolu! Shani. takie rozsadne. Nenneke milczala. Nic.Ha.potwierdzil ponuro drugi wolentarz. . podaj . Ze nie ma sensu wa lka w obronie czci. Okradziona z mozliwosci popelniania szalenstw. Zwal sie Coën. -Kim jestem. Widze. majster byl od miecza. i dysertacje mozna by napisac. Myslami tez byla daleko.. takie logiczne. bo to sa jednostki. na las siniejacy za murem swiatyni. Czarodziejka patrzyla w dal. Iola. -Ha . -Odmówily mi wszystkiego . Juz wszystko w porzadku. Dobrowolnie. ze gdzie indziej bedzie sie walczylo? A ja s ie czuje okradziona.. szkoda. Triss. sadzac po tym. -Nenneke . bo to sa pojecia puste? Ze prawdziwe pole bitwy o losy swiata jest zupelnie gdzie indziej.. Eurneid. -One . . ze z tych mniej waznych nalezy rezygnowac bez namyslu.powtórzyla Triss Merigold .wszystkiego mi odmówily. dryblas z obandazowana glowa.Naprawde nie moge powiedziec nic wiecej. gdzie Iola. panie medyku . . honoru i idealów. . jak zadajecie mi oczami pytanie.jakim wzrokiem patrzysz na mnie! Ty i twoje kaplanki. I ciekawosc pali. Myslala o dziewczetach. Nenneke dlugo nie odpowiadala. Tam. ze sa sprawy wazne i mniej w azne. gdy tlumacza. dziewczyno. jak gdyby mnie okradziono. bardzo mlodego. patrzac z tarasu na swiatynny ogród.wybuchnela Triss . Ale poza tym porzadny chlop. I byl wiedzminem? -Ano.. Ech. Katje. Nie czas na zale. Marti. * * * -Czuje sie . a los jednostek jest bez znaczenia dla losów swiata. widzac czterech zolnierzy niosacych na przesiaknietym i kapiacym krwia plaszczu kolejnego rannego. by ci wybaczac? I co ci przyjdzie z mojego wybaczenia? -Przeciez widze . panie Rusty. jak ci enko wyl. woda.tak. gdyby mu tak do srodka zajrzec.Takie madre. .powiedziala wreszcie.westchnal Rusty.. w którym kaplanki i adeptki uwijaly sie przy wiosennych pracach. ochotnik jak my. Jak im nie wierzyc. Myrrha? Jarre? -Przesadzasz. Nenneke milczala. magiczko? Dla czego nie jestes tam. których sie zna i kocha.-Nasz to byl druh. gdzie wrzala walka i lal a sie krew. . poswiecac je dla tych waznyc h bez cienia zalu? Ze nie ma sensu ratowanie ludzi. Triss... które tam poslala.czarodziejka spuscila oczy. Uwierz i wybacz mi. dezynfekcja. Co tutaj robisz.Z naszego skwadronu. na dymy dalekic h ognisk. Swój wlasny los. Z checia wzialbym sie za sekcje tego poza tym porzadnego wi edzmina. Nie moge szalenczo po .Wybralas swoja droge. Hola.odezwala sie Triss .powtórzyla Triss.

nie moge jak szalona biec i ratowac Geralta i Yennefer. na która ty poslalas twoje dziewczeta. * * * W wejsciu do namiotu zakotlowalo sie. .. by stanac na Wzgórzu.Ten szpital ma bardzo malo .Kazdy. Wniesiono kolejnego rannego. -Kazdy ma jakas swoja decyzje i jakies swoje Wzgórze. mnie odmawia sie nawet mozliwosci. Jeszcze raz stanac na Wzgórzu.Rusty podniósl glos.Rusty nawet nie podniósl wzroku. w wojnie. felczer! -Jestem zajety .powiedziala cicho arcykaplanka. medykusie glupi! Bo to jest sam jasnie wielmozny pan hrabia Garramone! -Ten szpital . Triss . gdy tylko skoncze. Jeden. popedz al.. komenderowal. Malo tego . W wojnie . zly. Zajme sie nim. w wojnie. . w pelnej plytowej zbroi.spieszyc na pomoc Ciri. w asyscie kilku rycerzy. lapiduchy! Zwawiej! Dawajcie go tu. na która uciekl Jarre. pokrzykiwal. tu! Hej. . -Ruszac sie. która sie toczy. ty.Prosze polozyc rannego na noszach. Ty przed twoimi nie uciekniesz równiez. Tym razem ze swiadomoscia naprawde swiadomej i slusznej decyzji . bo utkwiony w trzewiach rannego pekniety grot beltu znowu wyslizgnal mu sie z kleszczy. -Zajmiesz sie nim natychmiast.

Uwaga na arterie! Marti. to cham.Milcz. co mozna bylo by ratowac. dzieki produkcji utrzymu jac liczna rodzine. Dajcie go na stól. . Daniel Etcheverry.czy ten tu. stanal nad rannym hrabia. róznych innych rakich. Zostaw mnie tu i wracaj do boju. hrabiów. hrabia Garramone. Ale prosze sie nie bac.. -He? Ze co? -Niewazne .wspólnego z demokracja. z tego stawu nie zostalo juz nic. Bedzie zupelnie jak w bitwie. -Ten . Nim zwarl z bólu szczeki. Papebrock . -Ja cie kaze powiesic! . Niedbale wrzucil zakrwawione zelezce do kubla. to tro che poboli. nadto przyczyniajac sie do rozwoju drobnej wytwórczosci. A u mnie. hrabia Garramone. A sposób. zgrzytajac zbroja i zebami. -Ty zatracony niziolku! -Pomóz mi. ranny hrabia. do tej pory nadrabiajacy mina. . markizów. któremu wlasnie wyciagam zelazo z bebechów. wasza milosc! Daniel Etcheverry.Wyprodukowal to cacko rzemieslnik. bez zbednych komentarzy odszedl od stolu. Co tu mamy? Ha.sapnal Rusty. mamy tu potezne krwawnienie.Rusty uniósl kleszcze. Opaska. to przezyje. Rann i w lazarecie wyli na rózne glosy. Bedzie mial szczescie. O nizszych urodzeniem rannych jakos malo kto sie troszczy. Ale jakas równosc tu jednak jest. jeszcze troszke magii. Baronów. Niech nam zyje postep. jasnie panie. U mnie na stole mianowicie. a wiec i ogólnego dobrobytu i powszechnego szczescia. -No . Przed momentem. stara szlachta czy arystokracja. .odezwal sie z trudem. Rusty wciagnal i wypuscil powietrze. jesli moge prosic. ze tak sobie zanuce. spojrzal na rannego. Nóz! Amputujemy. chrapanie koni i dzikie wrzaski. Rycerz postapil krok do przodu.skinal.. Tutaj przynosza glównie od pasowanych wzwyz. ze tak miazdzycie sobie gnaty? No. w jaki to cudenko trzyma sie ludzkich trzewi.zaryczal. Lezy u mnie na stole. Kasza! Mia zga! Czym wy sie tam walicie. . który zemdlal w trakcie oracji. panie Hrabio.Rusty ponownie wsunal w rane zglebnik i kleszcze .Kolejka wolna.Powiesic kaze. Dawajcie nastepnego w kolejce. zbladl jeszcze bardziej.odezwala sie spokojnie Marti Sodergren . -Prosze spojrzec . Shani szybkim ruchem wsunela mu miedzy zeby kolek z . -Zaszyc i zabrac . fartuch zbryzgany krwia jak rzezn ik. zawyl jak wilk. Troche poboli. jasnie hrabio. Tego z rozwalona glowa. Zza plachty namiotu lomot i szczek zelaza. zademonstrowal wyciagniety wreszcie zadziorzasty grot.zwolnil kolejke. ksiaze blazna wart. ty nieludziu! -Milcz. gryzac wargi. Rece mial ubroczone. skartabel. Wez drugie kleszcze. -Ze co? -Wasz hrabia zaczeka na swoja kolejke. -Nie panie mój! Przenigdy! -To byl rozkaz. Shani. niechybnie chroniony jest patentem.

. front. a to o znacza koniec.Jesli chcecie znac moje zdanie.... chlopie. wycieta. elfy z brygady "Vrihedd"...powiedzial cicho.. Mówia. -Odwód. co szla im z odsiecza. ale wyraznie Foltest. gnajacego ku nim na koniu siejacym platami piany. chlopie. Wszyscy. . Frontino ubity. Julia Abatemarco ubita.... . Pan de Ruyter przekazuje waszym wielmoznosciom. -Huf Ochotniczy i Wolna Kompanie trzymaja przesmyk kolo Zlotego Stawu. Zlap oddech i gadaj skladnie! -Przerwali.. pora na wprowadzenie odwrotu. z daleka juz obserwujac nastepnego lacznika. Jan Natalis nie odpowiedzial. * * * -Wasza Królewska Mosc! Panie konetablu! -Gadaj. -Zlap oddech... "Adieu" Pangratt ubity. mosci konetablu ..lipowego drewna. choc skrwawieni strasznie. Krasnoludy i kondotierzy stoja twardo... Niech Bronibor pchnie na Czarnych swa piechote! Zaraz! Natychmiast! Inaczej rozczlonkuja nam szyk. wszyscy ubici ! Choragiew dorianska.

Oslawiona brygada "Vrihedd". Elfy. -Ja nie chce umieeeraac! . az sie wzdela od krzyków i rzenia koni. Brygada "Vrihedd". o pociaglej. jesli laska.stwierdzil fakt pierwszy z elfów. zadajemy rany po to. szczesciem zbyt wysoko. Iola. uciekajta! . . urwanie. ladnej. wysoki.Niechaj przybedzie Blenckert. zlowrogo przeciagajac slowa. nagle wrzasnal. by zagrozic lezacym na nos zach rannym. -Ludzie.powiedzial glucho. Inny elf przygwozdzil drugiego rannego szpontonem. Nagle zrobilo sie cicho. wyrazistej twarzy i wielkich chabrowych oczach. ranimy? My tam. Rusty poczul. w polu. . runal w tyl. -Nilfgaaaaaard! . tuz za nim dwaj sanitariusze. kleczaca przy noszach. wydawalo sie. przytomny. cofnela. widzac. Do namiotu wpadl zolnierz. A wy leczycie? Zauwazam tu absolutny brak logiki. Zgarbil sie i prawie bez zamachu wbil miecz w piers rannego na noszach najblizszych wejscia. zasyc zal. plachta. . Zolnierz zaklal. wysokim. -Blenckert . cos z tym krwotokiem.Zacisk! I tampon! Zacisk.powiedzial elf. cos z brzekiem i hukiem rymnelo o ziemie. zerwala sie na równe nogi. idzie i mor duje! Uciekaaaac! Rusty odebral od Marti Sodergren igle. ze zaczynaja drzec mu rece. usilowal powstrzymac sztych lewa reka i grubo obandazowanym kikutem p .. rozdygotanym glosem. kto wchodzi do namiotu.Ratujta sie! Nilfgaard bije naszych! Zaglada! Zaglada! Kleska! -Klema! .. . pomyslal Rusty. by z tych ran umiera no. co gadam? Nilfgaard przerwal królewskie linie. energiczna i zywa fontanna sikajacej z tetnicy. Trzeci ranny. w bitwie. Kon zakwiczal. . wylecial z przeciwnej strony.krzyknal znowu zolnierz.To po co my tam. .Rusty cofnal twarz przed strumyczkiem krwi. Zle. * * * Ziemia wokól namiotu zadygotala pod kopytami.rozdarl sie którys z przytomnych rannych. Operowany od dluzszego czasu nie poruszal sie. -Jakze to wiec? . Lub niech przyjdzie noc. bryzgajac krwia. Belt z kuszy z trzaskiem przebil plótno. zrób. Bylo to widac. Ktos tuz obok namiotu zawyl jak zwierze. ze czolo i nasada nosa Shani robia sie biale. zwalil sie na klepisko. Zobaczyl. -Leczymy tutaj . skoczyl do wyjscia. Jan Natalis wzniósl oczy ku niebu.Pany felczery! Nie slyszyta. Ale serce bilo.-Co przekazuje? Gadaj! -Ze czas ratowac zycie. Srebrne blyskawice.Leczymy? Nikt sie nie odezwal. Shani! Marti. Szybko oddal igl e Marti. I zgodnosci interesów.zaryczal zolnierz. zalozyl pierwszy szew. krótko.

Wysoki elf brutalnym szarpnieciem zdarl Iole z rannego. . czubkiem kedzierzawej glowy siegajacego mu troche powyzej pasa.zeby niziolka szczekaly. na pole.rawej. zakryla soba nastepnego ranneg o. veloe! Ess'evgyriad a'Dh'oine a'en va! Ess' tess! Wysoki elf patrzyl przez chwile na rannego pulkownika.Bo przebije cie razem z tym Dh'oine! .Caemm.Precz stad! . Shani krzyknela. Wymordujcie sie tam nawzajem. potem spojrzal w lzawiace z przerazenia oczy chirurga. Potem odwrócil sie na piecie i wyszedl. Na trzesacego sie ze strachu pekatego niziolka. Zagluszajac ciezkie. -Bloede Pherian .zasyczal. morderco. Iola. beanna! .szczeknal. Wsród innych morderców.Ludzki slugusie! Zejdz mi z drogi! -Na pewno nie . Precz z mojego namiotu. nieludzkie stekniecie mordowanego kaleki. wzniósl miecz. ale slowa byly wyrazne. usta zaczely mimowolnie drgac.Rusty w trzech skokach znalazl sie przy Ioli. na czarnym zrolowanym plaszczu pod glowa rannego srebrne plomienie dywizji "Deithwen". . . swidrujaco. -Va vort. Tam twoje miejsce. I zamarl. widzac. Drugi z elfów przeskoczyl. popchnal chirurga drzewcem szpuntu. Rusty upadl na kolana. Elf zmruzyl oczy. -Yaevinn! . jesli wola! Ale stad precz! Elf spojrzal na dól. zaslonil ja.krzyknela. wpadajac do namiotu elfka o ciemnych. rzuciwszy sie na nosze. zaplecionych w warkocze wlosach. I dystynkcje pulkownika. Cienko. Twarz zbielala jej jak plótno bandaza. . Wynos sie tam.

dla Kobusa de Ruytera byl jak sym fonia. -I damy im bobu! . . Rusty. . * * * Graf Kobus de Ruyter bil sie w róznych bitwach. nie próbujac kryc lez. wycie przeszlo w makabryczny charkot. Rusty spróbowal wstac. ale nogi go nie sluchaly. co mówia zwiadowcy.Redania! Redania nadciaga! Orly! Orly! Z pólnocy. Z tego.wrzasnal de Ruyter.krzyknal cienko jeden z poruczników. wcisnietego w kat namiotu sanitariusza. smarkacz z jedwabistym i bardzo rzadkim wasikiem. Rece tez nie za bardzo. ze wyjdziemy prosto na prawe skrzydlo Czarnych . wciaz nie mogac wstac. bezglosnym monologu. zwinela sie przy noszac h rannego Nilfgaardczyka. wyciagnal szyje jak zuraw. wynika. cos. .A w szarzy krzyczec: "Redania!".Idzie odsiecz! Hurraaa! Bij Czarnych! . W pozycje plodu. od szesnastego roku zycia. Shani plakala. dla kazdego innego po prostu przerazajacy i zagluszajacy wszystko harmider. co sprawialo. wywijajac bulawa. ze nie masz. ile mocy w piersiach! Niechaj chlopcy Foltesta i Natalisa wiedza. .rozkazal.tysiac glosów wrzaslo. Ale haki trzymala. tylko usta poruszaly sie jej w jakims niemym. .rozkazal dowódcom. szelmy. ze idzie odsiecz. De Ruyter momentalnie uslyszal w koncercie inne nuty . -Daj mi lyk gorzalki . toczyla sie ku bitwie masa konnicy. -Poczet z choragwia na czolo . Iola. wstrzasana silnymi spazmami wstrzymywanego placzu. nasluchiwal odglosów bitwy. . nad która furkotaly amarantowe proporce i wielki gonfalon ze srebrnym redanskim orlem. Napotkal wzrokiem oczy skurczonego.Hejze na Czarnych! Morduj! .Zza sciany namiotu znowu dobiegly tetent. akordy i tony. Blenckert spojrzal na niego zezem. krzyczec. * * * General Blenheim Blenckert stanal w strzemionach. -Rozwijac szyk .ryknal. Marti spokojne szyla. Znam was. Nadto byl zolnierzem od osmiu pokolen. zza wzgórz. bez watpienia cos mial w genach. Ktos zawyl po zwierzecemu. jak koncert na instrumenty. od czterdziestu lat. dobywajac miecza.Tylko nie mów.powiedzial z wysilkiem. -Odsiecz! . usiadl.A za tym wzgórzem pójdziemy od razu rysia. wrzask i szczek zelaza. ze ryk i zgielk bitewny. Zawsze macie. chlopcy! . -Hurraaa.

Uderzyli samobójczo. ze marszalek Coehoorn popelnil blad w ocenie sil i .. momentalnie dostrzegl. próbujac zwrócic sie ku szarzujacej odsieczy karnym.Za mna! Tretogorczycy. z uznaniem kiwalo glowami.. Nilfgaardczycy z dywizji "Venendal" zmieszali szyk i wtedy wpadly na nich z impetem choragwie red anskie. -Za mna! . Wiedzial. Graf obwisl z kulbaki i spadl z konia. zwartym frontem. choragiew okryla go ja k calun. * * * -Mozna powiedziec. Lub zbieg okolicznosci.Zolnierz od osmiu pokolen. Ale skutecznie. sledzacych bitwe z zaswiatów. wyrywajac z rak chorazego sztandar. strasznie. Zablakany belt z kuszy trafi l go prosto w skron.ryknal. Co prawda Restif de Montholon pisze w swej ksiazce. Osiem pokolen poleglych w bojach de Ruyterów. W niebo uderzyl wielki wrzask. ze Nordlingów tego dnia uratowal cud. . ze nie nalezy im na to pozwolic. ze Nilfgaardczycy zwijaja skrzydlo. za mna! Uderzyli. którego nikt nie byl w stanie przewidziec. Kobus de Ruyter nie widzial juz tego i nie slyszal. panie rotmistrzu.

* * * Choragiew szla cwalem. De Wyngalt nie mógl tez wiedziec.. którego nie wykryl. Zaiste. . Nim jednak do tego doszlo. poczekajcie. zwy kle. ale widze tez krokwie Aedirn. a wiec mamy i Kaedwen. De Wyngalt! Osobiscie odszukasz oficera. rozdzielajac Grupe Armii "Srodek " i ruszajac kawaleryjskim zagonem. kazesz powiesic.powtórzyl Menno Coehoorn. nie odrywajac lunety od oka. Kad et Puttkammer i cala reszta panów kadetów. * * * -Skurwysyny . bankruci polityczni.strzelil obcasami Ouder de Wyngalt. ów oficer z patrolu...Zwykle skurwysyny.Tak jest . nie wykryl idacej z odsiecza a rmii redanskiej. lecz spisek! Wrogie dywersyjne sily. a nagle zaczyna nam tu kadet prawic i c udach i zbiegach okolicznosci. elementy wywrotowe.zamiarów przeciwnika. oszukali go i wprowadzili w blad! To oni. Wszystkich. Glównie Redania. . jakich wydalo Cesarstwo.odrzekl sucho dowódca Siódmej Daerlanskiej.. który pózniej wypalo no bialym zelazem. ja was naucze.. I ze zaniedbal rozpoznanie.. wrecz celujace. Ale ja was odnajde. jesli powaznie mysli o zdaniu egzaminu cenzusowego. jednego z wiekszych wodzów. co to znaczy rekones ans.. panie Trahe? .Co najmniej dziesiec tysiecy . caly patrol. Ze zbyt duze podjal ryzyko. dziwi mnie to. lotry bez czci i wiaty. spod kopyt lecial piach i zwir.Coehoorn nadal nie odrywal lunety od oka. nie majac przynajm niej trzykrotnej przewagi. podli wichrz yciele. kosmopolici. który byl na patrolu za wzgórzami na pólnocy. W sile co najmniej choragwi. Jest tez jednorozec. Ze hazardownie przyjal bitwe. Waszym zdaniem? . aide-de-camp marszalka. ze jemu samemu zostaly t ylko dwie godziny zycia. na koniec zas pozwala sobie na krytykowanie umiejetnosci dowódczych Menno Coehoorna. Podówczas nie mógl wiedziec. Do tej pory odpowiedzi bardzo dobre. . ci podli zdrajcy wlasnego narodu mota li swe pajecze sieci i pletli sidla knowan! Oni to omotali i zdradzili wówczas marszalka Coehoorna.Ile tam tego jest. zechce posluchac i zapamietac: pod Brenna zadzialaly nie zadne cuda ani przypadki. . wlasnie w tym momencie umiera tratowany przez konie atakujacego z flanki sekretnego odwodu Nor dlingów. -Kadecie Puttkammer! Watpliwej jakosci "dziela" pana de Montholona nie ma w programie tej szkoly! A Jego Cesarska Mosc nader krytycznie raczyl sie o tej ksi azce wyrazic! Kadet zechce wiec nie cytowac jej tutaj. ze Lamarr Flaut.. tego. zdrajcy i sprzedawczycy! Wrzód.

Teraz moze nie byc kiedy. * * * -De Mellis-Stoke i Braibant poradza sobie z ta odsiecza . dowódca Siódmej Brygady Daerlanskiej. Bura! Zawsze Bura. zabij! Kaedweeen! Kaedweeeen! Cholera. ale mi sie chce lac.Sily sa wyrównane. wykrecil sie w kulbace i cial od ucha. -Bura! Kaedweeen! Bij.ryczal pijany jak zwykle setnik Pólgarniec.. Trzeba bylo sie odlac przed bitwa. Bura! . -Naprzód. Zawsze Bura. Bura. loskotem i szczekiem. Gdzie zle sie dzieje. nic zlego jeszc ze sie nie stalo. A mnie sie chce lac. rozwalajac naramiennik i bark jezdzca w czarnym plaszczu ze srebrna osmioramienna gwiazda.-Naprzód. pomyslal Zyvik. Kogo sie posyla jako korpus ekspedycyjn y do Temerii? Bura. Doszli. . Dywizja Tyrconnela równowazy lewe skrzydlo. . "Magne" "Venendal" trzy maja . wsród ryku ludzi i kwiku koni Bura Choragiew zderzyla sie z Nilfgaardczykami.Bij.. morduj! Z lomotem. Zyvik wrzasnal.powiedzial spokojnie Elan Trahe.

pani felczerko! Dowódca choragwi! -To byl dowódca choragwi! Teraz to jest nieboszczyk! Udalo sie wam przyniesc go tu w jednym kawalku tylko dzieki temu. nie kostnica! -Alez pani felczerko. Iola. -Nie tarasowac wejscia! O.pojal w lot Menno Coehoorn. warto by go jeszcze troche znieczulic. Cholera..powiedzial przez zacisniete zeby. Zdaje sie przynajmniej.Rusty ujal pile . * * * Rusty kroil. -Mocniej opaske. Tak jest! Tak uczynimy. smarkulo .zamiast wymyslac liczne zaklecia straszne i potezne. Rusty opracowal ja dlutkiem. a glos prawie mu nie drzal. dzielnie walczac z zawrotami glowy.Uderzajac w styk. My mozemy przechylic szale. A my.powiedziala bez cienia cynizmu Shani. Iola! Kosc ustapila wreszcie.. wzbudzajac panike. a wy pchacie sie ze zwlokami? -To jest przecie sam baron Anzelm Aubry. Zdjal ze stolu odcieta noge i odrzucil ja w kat. .sie na prawym. powinni skupic sie raczej na wymysleniu jednego. bo nim dokonczyl zdania. ale natychmiast sie opanowal. Bo moze to tylko gazy. który jeszcze dycha.Jak kot. Od strony wejscia do namiotu slychac bylo podniesiony glos Shani... -Shani! Chodz tu natychmiast! -Zapamietaj. na stos . przyszedl wasz czas! -Niech zyje cesarz! .. ale zaraz zmarszczyl brew.Prosze zebrac adiutantów i szwadron ochrony. ze dycha. Ale bezproblemowo. -Czarodzieje .. ze jego zbroja jest szczelna! Zabierzcie go. Dosc bezczynnosci! Idziemy do szarzy razem z Siódma Daerlanska. Takiego. Tu jest lazaret. panie Rusty.. Na przyklad znieczulajace. .krzyknal. panowie! "Nauzicaa" i Siódma. Ouder de Wyngalt pobladl lekko. I bez porzygiwania sie. schylony nad rozplatana noga . Gdzie jest Marti? -Rzyga przed namiotem . -Dokad? Czy wyscie poszaleli? Tu zywi czekaja na ratunek.. tam niosa takiego. panie marszalku. Ranny wyl. Rusty parsknal. . Pila zazgrzytala i zachrupiala na kosci.na cynizm chirurg moze sobie pozwolic dopiero po dziesieciu la tach praktyki.wrzasnal Kess van Lo. -Naczynia i nerwy . otarl czolo.marszalek odwrócil sie. Wychodza c na tyly. pilnowala opaski i zacisków. dziewczyny juz szly. -Niech zyje cesarz! .. dzieki któremu mogliby rzucac czary drobne.powiedzial machinalnie i niepotrzebnie. ranny wyl i drapal stól.. -Panie de Wyngalt . -Wez raspator i odciagnij okostna. poprawiajac po elfach . Zapamietasz? -Tak. na Wielkie Slonce! Do choragwi.

-Dobrze. czy Marti juz wszystko wyrzygala. nie podnoszac glowy . duszacego kurzem marszu wrzaski setników i dziesietników zatrzymaly wreszcie i rozwinely linie wyzimskie regimenty. dzieki czemu Bronibor wy gladal jak ogromna blaszana makrela. dy szac i niby ryba lapiac powietrze ustami. Sto? * * * Po kilkunastu minutach forsownego. idz i sprawdz. zobaczyl wojewode Bronibora defilujacego prze z frontem na swym pieknym rumaku okrytym plytami pancerza. Shani.innych odcietych konczyn. Zaszyj kikut. -Zemdlal czy umarl? -Zemdlal. Sam wojewoda tez byl w pelnej plytowej. -Ciekawe .powiedziala cichutko Iola. Dawajcie nastepnego! Iola. panie Rusty. Jego zbroja byla szmelcowana w blekitne pasy. panie Rusty. . Jarre.ile wy macie lat praktyki. Ranny od jakiegos czasu nie ryczal i nie wyl.

gratuluje z calego serca! Tu. która widzicie w polu. piechota. postukujac buzdyganem o zdobiona kule leku. ty zarosnieta pokrako! Wyzej. sciskajac drzewce piki. -Dobrze! . sciesnij sie. to wszyscy. przypadl z laski króla Foltesta i konetabla Natalisa zaszczy t obrony luki. zawrócil. to nie pierdzicie pólglosem. teraz wygladacie imponujaco! Niemalze jak wojsko ! Jarre znalazl sie w drugim szeregu. ramie do ramienia! No. powstrzymacie nilfgaardzka szarze. pokazecie nareszcie. nazwy której zapomnialem równierz. tak. Nic nie wskazywalo na to. wyzimscy zbóje? Mam tedy dla was dobra wiadomosc! Wasze marzenie spelni sie za mala chwilke. Po was zych minach widze. nie trafilibyscie na pole chwaly.Znaczy. scisnal . Bronibor. . zep chnac nas i potopic w bagnach tej rzeczki. a nawet dzis. c o? Rozpiera was duma. Pikinierzy znowu zamruczeli. ze juz nie mozecie do czekac sie Nilfgaardczyków! Co. na co czekacie. . durniu! Tak.-Jak sie macie.wojewoda wstrzymal konia przed frontem. jaka powstala w naszych szeregach. ze rwiecie sie do boju. ilescie warci jako wojsko. klal i nerwowo kaslal. drugi stoi! Piki sadzic! Nie tym koncem. Jarre tez ryczal. Po lewej Deuslax. to jest nilfgaardzka jazda. piersiami. Ta chmura. ze ich rozpiera. gdy przyszlo do wielkiej potrzeby. slawnym wyzimskim pikinierom. tyciutenka chwilke. ofermy? Szeregi pikinierów odpowiedzialy dudniacym jak daleki grom pomrukiem. -Wydajecie pierdzace dzwieki . ale wyjecie i skowyczycie jak potepiency. po ciagal nosem. Wam. Radujecie sie. wyzej zelezca. czy rozpiera was. kurwa. przemawial dalej. by zolnierze radowali sie perspektywa bliskiego boju. ze marzycie o walce. to umiejetnie te dume maskowali. która zamierza rozgniesc nasza armie flankowym uderzeniem. nazwy której zapomnialem. odjechawszy do konca linii.skonstatowal wojewoda. zewrzyj. macie sie dobrze. taka wasza mac? Formowac czworobok! Pier wszy szereg kleka. rozejrzal sie dookola. pod ta wsia. Mocno wparl tylec piki w ziemie. .ryknal. Zamkniecie te luke wlasnymi.A teraz ustawic mi tu porzadny szyk! Setnicy. rykneli jednym wielkim glosem. zawodowy wiarus. Jak wszyscy. Bronibor obrócil konia. Za malenka. maszerujac za pancernymi! Jak do tej pory. Bo gdy mac ie sie zle.Pytalem. Stojacy po pra wicy chlopca Melfi mamrotal pod nosem modlitwe. kumotrzy. do cieb ie mówie. a jesli rozpierala ich dum a z tytulu zaszczytu zamykania luki. obracajac opancerzonego konia i prowadzac go stepa przed frontem. Ale udalo sie w am. he? Jarre. wyprostowal sie w kulbace. nie widzac innego wyjscia. Malo brakowalo. zamiast slawy i lupu wachaliscie konskie bzdziny. -Nie slysze! . ze sie tak wyraze. duma? Tym razem pikinierzy. dziady! Szlusuj. -Nazarliscie sie kurzu.

ale rosnacy lomot kopyt. . glewi. Stojacy za linia pikinierów kusznicy juz krecili korbami. swietnie wyszkolone wojsko! Ich sie nie da wystraszyc! Ich sie nie da pokonac! I ch trzeba pozabijac! Wyzej piki! Z oddali slychac juz bylo cichy jeszcze.zaryczal znowu wojewoda . Chyba umiecie rachowac? Wiedzci e. w czarnej scianie walacej na n ich konnicy dawalo sie juz rozróznic sylwetki jezdzców. niczym iskry. Ale licza na to.drzewce w dloniach spotnialych ze strachu. wnetrze czworoboku najezylo sie ostrzami gizarm. dotyczace glównie szczególów intymnego zycia Nilfgaardczyków. wojewodów i matek ich wszystkich. Melfi miedlil niewyraznie. ze oni tez umieja. potylicach i karkach. tchórze i parszywi owcoje bcy. r unek i widel. ze jestescie posrancy. nie szczekac zebami! . gnojki. . kos. a oni beda wa s scigac po polu i siec po grzbietach. Kto chce zyc. -Na wasze zasrane szczescie. ranserów. by sploszyc tymi dzwiekami nilfgaardzkie konie. komu mila slawa i zdobycz. powtarzal w kólko rózne slowa. ze chociaz strach przydaje pietom nadzwyczajnej lotnosci.regularna pika piechoty nowego zmodernizowanego wzoru ma dwadziescia jeden stóp dlugosci! A nilfgaardzki miecz jest dlugi na trzy i pól stopy. ten ma stac! St ac twardo! Stac jak mur! I zwierac szyk! Jarre obejrzal sie. siec komfortowo i bez trudno sci. suk. co na was idzie. ze potwierdzi sie i wyda. przed konnym nie uciekniecie. to brygady "Nauzicaa" i Siódma Daerlanska. bitne. Czarni licza na to. Wyzimczycy . -Nie pierdziec mi tam. psów. W chmurze pylu. ze nie zdzierzycie. halabard. Chmura w polu rosla.ryknal Bronibor. zaczely blyskac ostrza. ze wylezie z was wasza praw dziwa natura. jest chybiony! Niechaj nikt sie nie ludzi! To. znakomite. królów. Zapamietajcie. konetabli. Ziemia dygotala coraz wyrazniej i silniej.Pomysl. ze rzucicie wasze tyczki i zaczniecie uciekac. Ziemia zaczela drgac.

-Mamo, mamuniu - powtarzal drzacymi wargami Melfi. - Mamo, mamuniu... -...twoja mac - mruczal Deuslax. Tetent narastal. Jarre chcial oblizac usta, ale nie zdolal. Jezyk mu zesztywnial . Jezyk przestal zachowywac sie normalnie, zesztywnial obco, a suchy byl jak wiór. T etent narastal. -Szlusuj! - ryknal Bronibor, dobywajac miecza. - Poczuc ramie towarzysza! Pamietajcie, zaden z was nie walczy sam! A jedynym lekiem na strach, który odczuwa cie, jest pika w garsci! Gotuj sie do boju! Piki na piers konia! Co bedziemy robic, w yzimscy zbóje? Pytalem! -Stac twardo! - rykneli jednym glosem pikinierzy. - Stac jak mur! Zwierac szyk! Jarre tez ryczal. Jak wszyscy, to wszyscy. Spod kopyt idacej klinem konnicy pryskaly piach, zwir i darn. Szarzujacy jezdzcy wrzeszczeli jak demony, wywijali bronia. Jarre naparl na pike, wkulil glowe w ramiona i zamknal oczy. * * * Jarre, nie przerywajac pisania, gwaltownym ruchem kikuta odpedzil krazaca nad kalamarzem ose. Na niczym spelz koncept marszalka Coehoorna, jego flankowy zagon zatrzymala bohaterska wyzimska piechota pod wojewoda Broniborem, krwawo swe bohaterstwo oku pujac. A w czasie, gdy Wyzimczycy opór dawali, na skrzydle lewym poszedl Nilfgaard w rozsyp ke jedni pierzchac jeli, inni kupic sie i kupach bronic, zewszad otoczeni. To samo wnet stalo sie na skrzydle prawym, gdzie zawzietosc krasnoludów i kondotierów w koncu nad impetem Nilfgaardu przemogla. Na calym froncie jeden wielki krzyk triumfu sie po dniósl, a w serca królewskich rycerzy wstapil nowy duch. A w Nilfgaardczykach duch upadl, rece im pomdlaly, a nasi luszczyc ich zaczeli jak groch, az echo szlo. I pojal marszalek polny Menno Coehoorn, ze batalia przegrana, zobaczyl, jak gina i w rozsypke ida wokól niego brygady. I przybiezali natenczas ku niemu oficerowie a rycerze konia podajac swiezego, wolajac, by uchodzil, by ratowal zycie. Ale nieustraszone bilo serce w piersi nilfgaardzkiego marszalka. "Nie godzi sie", zawolal, odpychajac wyciagane ku nie mu wodze. "Nie godzi sie, bym mial jak tchórz umykac z pola, na którym pod moja komenda tylu dobrych mezów padlo za cesarza". I dodal mezny Menno Coehoorn... * * * -Nie ma juz któredy spierdalac - dodal spokojnie i trzezwo Menno Coehoorn,

rozgladajac sie po polu. - Opasali nas ze wszech stron. -Dajcie wasz plaszcz i helm, panie marszalku - rotmistrz Sievers starl z twarzy pot i krew. - Bierzcie moje! Zsiadajcie z rumaka, bierzcie mojego... Nie protest ujcie! Wy musicie zyc! Jestescie niezbedni cesarstwu, niezastapieni... My, Daerlanczycy , uderzymy na Nordlingów, sciagniemy ich na siebie, wy zas spróbujcie przebijac sie ta m, w dole, ponizej rybnika... -Nie wyjsc wam z tego - mruknal Coehoorn, chwytajac podawane mu wodze. -To zaszczyt - wyprostowal sie w siodle Sievers. - Jestem zolnierzem! Z Siódmej Daerlanskiej! Do mnie, wiara! Do mnie! -Powodzenia - mruknal Coehoorn, zarzucajac na ramiona daerlanski plaszcz z czarnym skorpionem na ramieniu. - Sievers? -Tak, panie marszalku? -Nic. Powodzenia, chlopcze. -I wam niech szczescie sprzyja, panie marszalku. W konie, wiara! Coehoorn patrzyl im w slad. Dlugo. Do momentu, w którym grupka Sieversa z hukiem, wrzaskiem i lomotem zderzyla sie z kondotierami. Z przewazajacym liczebnie oddzi alem, któremu zreszta w sukurs natychmiast pospieszyly inne. Czarne plaszcze Daerlanczyków zniknely wsród kondotierskiej szarosci, wszystko utonelo w kurzu. Coehoorna oprzytomnilo nerwowe pokaslywanie de Wyngalta i adiutantów. Marszalek

poprawil pusliska i tyblinki. Opanowal niespokojniego rumaka. -W konie! - skomenderowal. Poczatkowo wiodlo sie im. W wylocie wiodacej ku rzeczce dolinki zawziecie bronil sie topniejacy, zbity w najezone ostrzami kolisko oddzial niedobitków brygady "Nauzicaa", na którym Nordlingowie chwilowo skoncentrowali caly impet i cala sile, czyniac luke w pierscieniu. Calkiem na sucho, ma sie rozumiec, nie uszlo im - mu sieli przerabac sie przez lawe lekkiej wolentarskiej jazdy, sadzac po znakach, bruggen skiej. Walka byla króciutka, ale wsciekle zazarta. Coehoorn zatracil i odrzucil juz wszel kie resztki i pozory patetycznego bohaterstwa, teraz juz chcial tylko przezyc. Nawet nie ogladajac sie na siekaca sie z Bruggenczykami eskorte, pognal z adiutantami ku r zeczce, plaszczac sie i tulac do konskiego karku. Droga byla wolna, za rzeczka, za krzywymi wierzbami, rozciagala sie pusta równina, na której nie bylo widac zadnych wrazych wojsk. Cwalujacy obok Coehoorna Ou der de Wyngalt tez to zobaczyl i triumfujaco wrzasnal. Przedwczesnie. Od powolnego i metnego nurtu rzeczki oddzielala ich porosnieta jaskrawozielonym rdestem laka. Gdy wpadli na nia w pelnym galopie, kanie raptownie zapadly sie w mlake po brzuchy. Marszalek przelecial przez glowe wierzchowca i chlupnal w bagno. Dookola rzaly i wierzgaly konie, wrzeszczeli ubloceni i pokryci zielona rzesa ludzie. Wsród tego pandemonium Menno uslyszal nagle inny dzwiek. Dzwiek oznaczajacy smierc. Syk lotek. Rzucil sie ku nurtowi rzeczki, brnac w gestym bagnie po biodra. Przedzierajacy sie obok niego adiutant runal nagle twarza w bloto, marszalek zdazyl zobaczyc be lt tkwiacy w plecach az po pióra. W tym samym momencie poczul straszliwe uderzenie w glowe. Zachwial sie, ale nie upadl, zaklinowany w mule i moczarce. Chcial krzyknac, ale zdolal tylko zacharczec. Zyje, pomyslal, próbujac wyrwac sie z objec kleistego szlamu. Rw acy sie z mlaki kon kopnal w helm, wgnieciona gleboko blacha rozwalila mu policzek, wybila zeby i pokaleczyla jezyk... Krwawie... Lykam krew... Ale zyje... Znowu szczek cieciw, syk lotek, lomot i trzask przebijajacych pancerze grotów, wrzask, rzenie koni, chlupniecia, bryzgi krwi. Marszalek obejrzal sie i zobaczyl

na brzegu strzelców, male, krepe, pekate sylwetki w kolczugach, misiurkach i szpiczas tych szlomach. Krasnoludy, pomyslal. Szczek cieciw kusz, swist beltów. Kwik szalejacych koni. Wrzask ludzi, dlawiony woda i blockiem. Obrócony ku strzelcom Ouder de Wyngalt krzyknal, ze sie poddaje, wysokim, piskliwym glosem prosil o laske i zmilowanie, obiecywal okup, blagal o zycie. Sw iadom, ze nikt nie rozumie slów, uniósl nad glowa trzymany na klinge miecz. Miedzynarodowym , wrecz kosmopolitycznym gestem poddania wyciagnal bron w strone krasnoludów. Nie zo stal zrozumiany albo zostal zrozumiany zle, bo dwa belty walnely bo w piers z taka si la, ze uderzenie az wyrwalo go z bagna. Coehoorn zdarl z glowy wgnieciony helm. Znal dosc dobrze jezyk wspólny Nordlingów. -Jefem malalek Coeoon... - zabelkotal, plujac krwia. - Malalek Coeoon... Pobae we... Paldon... Paldon... -Co on gada, Zoltan? - zdziwil sie jeden z kuszników. -Pies tracal jego i jego gadanie! Widzisz haft na jego plaszczu, Munro? -Srebrny skorpion! Haaaa! Chlopaki, walic w skurwysyna! Za Caleba Strattona! -Za Caleba Strattona! Szczekly cieciwy. Jeden belt ugodzil Coehoorna prosto w piers, drugi w biodro, trzeci w obojczyk. Marszalek polny cesarstwa Nilfgaardu przewrócil sie w tyl, w rz adka breje, rdest i moczarka ustapily pod jego ciezarem. Kim, u ciezkiej cholery, mógl byc ten Caleb Stratton, zdazyl pomyslec, w zyciu nie slyszalem o zadnym Calebie... Metna, gesta, blotnistokrwawa woda rzeczki Chotli zamknela sie nad jego glowa i wdarla do pluc. * * * Wyszla przed namiot, by zaczerpnac swiezego powietrza. I wtedy go zobaczyla, siedzacego obok lawy kowala.

-Jarre! Podniósl na nia oczy. W tych oczach byla pustka. -Iola? - spytal, z trudem poruszajac spierzchnietymi wargami. - Skad ty... -Tez pytanie! - przerwala mu natychmiast. - Lepiej powiedz, skad ty sie tu wziales? -Przynieslismy naszego dowódce... Wojewode Bronibora... Rannego... -Ty tez jestes ranny. Pokaz mi te reke. Bogini! Przeciez ty sie wykrwawisz, chlopcze! Jarre popatrzyl na nia, a Iola zaczela nagle watpic, czy ja widzi. -Jest bitwa - powiedzial chlopiec, poszczekujac z lekka zebami. - Trzeba stac jak mur... Twardo w szyku. Lzej ranni maja nosic do lazaretu... ciezej rannych. Rozkaz. -Pokaz reke. Jarre zawyl krótko, zwierane zeby zaklapaly w dzikim staccato. Iola zmarszczyla sie. -Jejku, okropnie to wyglada... Oj, Jarre, Jarre... Zobaczysz, matka Nenneke bedzie zla... Chodz ze mna. Widziala, jak zbladl, gdy zobaczyl. Gdy poczul wiszacy pod plachta namiotu smród. Zachwial sie. Podtrzymala go. Widziala, ze patrzy na zakrwawiony stól. Na lezacego tam czlowieka. Na chirurga, malego niziolka, który nagle podskoczyl, zatupal nogami, z aklal obrzydliwie i cisnal na ziemie skalpel. -Cholera! Kurwa! Dlaczego? Dlaczego tak jest? Dlaczego tak musi byc? Nikt nie odpowiedzial na to pytanie. -Kto to byl? -Wojewoda Bronibor - wyjasnil slabym glosem Jarre, patrzac wprost przed siebie swym pustym wzrokiem. - Nasz dowódca... Stalismy twardo w szyku. Rozkaz. Jak mur. A Melfiego zabili... -Panie Rusty - poprosila Iola. - Ten chlopak to mód znajomy... Jest ranny... -Trzyma sie na nogach - ocenil zimno chirurg. - A tu jeden niemal dogorywajacy czeka na trepanacje. Tu nie ma miejsca na zadne kumoterstwo... W tym momencie Jarre z duzym wyczuciem dramatycznie zemdlal i zwalil sie na klepisko. Niziolek parsknal. -No, dobra, na stól z nim - zakomenderowal. - Oho, ladnie zalatwiona reka. Na czym to sie, ciekawe, trzyma? Chyba na rekawie? Opaska, Iola! Mocno! I nie waz m i sie plakac! Shani, podaj mi pile. Pila z ohydnym chrupnieciem wgryzla sie w kosc powyzej zmiazdzonego stawu lokciowego. Jarre ocknal sie i zaryczal. Okropnie, ale krótko. Bo, gdy kosc ustapi la, natychmiast zemdlal znowu. * * * I tak oto potega Nilfgaardu legla w pyle i prochu na brennenskich polach, a marszowi Cesarstwa na pólnoc ostatecznie kres polozony zostal. Zabitymi i w plen wzietymi stracilo Cesarstwo pod Brenna ludzi czterdziesci i cztery tysiace. Legl

kwiat rycerstwa, elitarna kawaleria. Polegli, w niewole poszli lub bez wiesci zagineli wodzowie tej miary co Menno Coehoorn, Braibant, de Mellis-Stoke, van Lo, Tyrconn el, Eggebracht i inni, których imiona sie w naszych archiwach nie zachowaly. Tak stala sie Brenna poczatkiem konca. Ale godzi sie zapisac, ze byla ta bitwa jeno malym klockiem w budowli i mialka bylaby jej waga, gdyby nie to, ze owoce w iktorii madrze wykorzystane zostaly. Godzi sie przypomniec, ze miast na laurach lec i z dumy pekac, zaszczytów i holdów czekac, Jan Natalis bez tchu niemal ruszyl na poludnie. Z agon jazdy pod Adamem Pangrattem i Julia Abatemarco rozbil dwie dywizje Trzeciej Armi i, które Menno Coehoornowi szly ze spózniona odsiecza, rozgromil je tak, ze nec nuntius cla dis. Na wiesc o tym reszta Grupy Armii "Srodek" sromotnie tyl podala i za Jaruge w po spiechu uszla, a ze Foltest i Natalis na piety im nastepowali, stracili cesarscy cale ta bory i wszystkie ich obleznicze machiny, którymi w pysze swojej mysleli Wyzime, Gors Vele n i Novigrad dobywac. I jako lawina, z gór toczaca, i Brenna coraz to srozsze dla ina na Armie "Verden" pod ksiazeciem Cidaris wielkie w podjazdowej sie coraz to sniegiem obrasta i wieksza sie stawa, tak Nilfgaardu powodowala skutki. Ciasne przyszly term de Wettem, której kaprowie ze Skellige i król Ethain z wojnie czynili dyzgusty. Gdy zas de Wett o Brennie

dowiedzial, gdy wiesc go doszla, ze forsownym marszem ida nan król Foltest i Jan Natalis, natychmiast do odwrotu kazal trabic i w poplochu za rzeke do Cintry zbi ezal, trupami droge ucieczki scielac, bo na wiesc o nilfgaardzkich porazkach powstanie w Verden na nowo rozgorzalo. Jeno w Nastrogu, Rozrogu i Bodrogu, twierdzach niezdo bytych, mocne zostaly zalogi, skad dopiero po pokoju cintryjskim honorowo i ze sztandara mi wyszly. W Aedirn zas wiesc o Brennie ku temu sie przyczynila, ze zwasnieni królowie Demawend i Henselt prawice sobie podali i wespól przeciw Nilfgaardowi wystapili. G rupa Armii "Wschód", co pod wodza diuka Ardala aep Dahy ku dolinie Pontaru maszerowala, czola obu sprzymierzonym królom nie zdolala stawic. Wzmocnieni posilkami z Redanii i gerylasami królowej Meve, którzy tyl Nilfgaardowi okrutnie szarpali, Demawend i Hens elt zagnali Ardala aep Dahy az pod Aldersberg. Diuk Ardal bitwe chcial przyjac, ale dziwnym losu zrzadzeniem zachorowal nagle, zjadlszy cos, kolki go chwycily i biegunka mi serere, tak i we dwa dni umarl byl wsród bolesci wielkich. A Demawend i Henselt nie mieszk ajac na Nilfgaardczyków uderzyli i tam, pod Aldersbergiem, gwoli, widac, historycznej sprawiedliwosci, w walnej bitwie srodze ich rozbili, choc wciaz to przy Nilfgaar dzie znaczna przewaga liczebna byla. Tak to i duch i kunszt nad sila tepa i brutalna triumfowac zwykly. Godzi sie jeszcze o jednej napisac rzeczy: otóz co sie pod Brenna z samym Menno Coehoornem stalo, tego nikt nie wie. Jedni powiadaja: polegl, a cialo nie rozpoz nane we wspólnej pochowano mogile. Drudzy mówia: z zyciem uszedl, ale cesarskiego sie lekaja c gniewu, do Nilfgaardu nie powrócil, lecz skryl sie w Brokilonie, wsród driad, i tam pustelnikiem zostal, brode do samej ziemi zapusciwszy. I tam tez wnet wsród zgryzo t pomarl. Krazy zas wsród ludu prostego podanie, jakoby wracal marszalek nocami na brennenskie pole i chodzil wsród kurhanów, zawodzac: "Oddajcie mi moje legiony!", za s na koniec powiesil sie na osice na wzgórzu, Szubienicznym od tego nazwanym. I noca mo zna zjawe slawnego marszalka wsród innych napotkac upiorów, pobojowisko pospolicie nawiedzajacych. -Dziadku Jarre! Dziadku Jarre! Jarre podniósl glowe znad papierów, poprawil osuwajace sie po spoconym nosie okulary. -Dziadku Jarre! - wykrzyczala na górnych rejestrach jego najmlodsza wnuczka,

rezolutna i bystra szesciolatka, która, bogom dzieki, wdala sie bardziej w matke, córke Jarre, niz w rozlazlego ziecia. -Dziadku Jarre! Babcia Lucienne kazala powiedziec, ze dosc na dzis bedzie tej prózniaczej bazgraniny i ze podwieczorek na stole! Jarre pieczolowicie zlozyl zapisane arkusze i zakorkowal kalamarz. W kikucie rek i pulsowal ból. Zmiana pogody, pomyslal. Przyjdzie deszcz. -Dziadku Jaaaarreeee! -Juz ide, Ciri. Juz ide. * * * Nim uporal sie z ostatnim rannym, bylo juz dobrze po pólnocy. Ostatnie operacje przeprowadzali juz przy swietle - zwyklym, z lampy, a pózniej takze i magicznym. M arti Sodergren doszla do siebie po przebytym kryzysie i choc blada jak smierc, sztywn a i nienaturalna w ruchach jak golem, czarowala sprawnie i efektywnie. Byla czarna noc, gdy wyszli z namiotu, wszyscy czworo, siedli, oparci o plachte. Równina pelna byla ogni. Róznych ogni - nieruchomych ogni biwaków, ruchliwych ogni luczyw i pochodni. Noc rozbrzmiewala dalekim spiewem, skandowaniem, okrzyka mi, wiwatami. Noc dookola nich zyla tez urywanymi krzykami i jekami rannych. Blaganiami i westchnieniami umierajacych. Nie slyszeli tego. Przyzwyczaili sie do odglosów cier pienia i umierania, dzwieki te byly dla nich zwyczajne, naturalne, tak wkomponowane w t e noc jak rechot zab w mokradlach nad rzeczka Chotla, jak granie cykad w akacjach nad Zlotym Stawem.

Marti Sodergren milczala lirycznie, oparta o ramie niziolka. Iola i Shani, objete, przytulone, parskaly od czasu do czasu cichym, zupelnie bezsensownym usm iechem. Nim siedli pod namiotem, wypili po kubku wódki, a Marti poczestowala wszystkich swym ostatnim zakleciem: czarem rozweselajacym, uzywanym zwykle przy wyrywaniu z ebów. Rusty czul sie oszukany tym traktamentem - polaczony z magia trunek, miast odpre zyc, otepil go, miast zniwelowac wyczerpanie, wzmógl je. Miast dac zapomnienie, przypom inal. Wyglada, pomyslal, ze wylacznie na Iole i Shani alkohol i magia podzialaly jak nalezy. Odwrócil sie i w swietle ksiezyca zobaczyl na twarzach obu dziewczyn blyszczace, srebrzyste slady lez. -Ciekawe - powiedzial, oblizujac dretwe, nieczule wargi - kto zwyciezyl w tej bitwie. Czy ktos to wie? Marti odwrócila ku niemu twarz, ale nadal milczala lirycznie. Cykady graly wsród akacji, wierzb i olch nad Zlotym Stawem, zaby rechotaly. Ranni jeczeli, blagali, wzdychali. I umierali. Shani i Iola chichotaly przez lzy. * * * Marti Sodergren umarla dwa tygodnie po bitwie. Zadala sie z oficerem Wolnej Kompanii Kondotierskiej. Traktowala te przygode lekko. W przeciwienstwie do ofic era. Gdy Marti, lubiaca odmiany, zadala sie z temerskim rotmistrzem, oszalaly z zazdrosci kondotier pchnal ja nozem. Powieszono go za to, ale uzdrowicielki nie zdolano od ratowac. Rusty i Iola umarli rok po bitwie, w Mariborze, podczas najwiekszej eksplozji epidemii goraczki krwotocznej, zarazy zwanej tez Czerwona Smiercia albo - od naz wy statku, na którym zostala przywieziona - Plaga Catriony. Uciekli wówczas z Mariboru wszyscy medycy i wiekszosc kaplanów. Rusty i Iola zostali, ma sie rozumiec. Leczyl i, bo byli lekarzami. To, ze na Czerwona Smierc nie bylo lekarstwa, nie mialo dla nich znaczenia. Zarazili sie obydwoje. On umarl na jej rekach, w mocnym, budzacym ufn osc uscisku jej duzych, brzydkich, wiesniaczych dloni. Ona umarla cztery dni pózniej. Samotna. Shani umarla siedemdziesiat dwa lata po bitwie. Jako slynna i otoczona szacunkie m emerytowana dziekanka katedry medycyny uniwersytetu oxenfurckiego. Pokolenia prz yszlych chirurgów powtarzaly jej slynny zart: "Zszyj czerwone z czerwonym, zólte z zóltym, bia le

z bialym. Na pewno bedzie dobrze". Malo kto zauwazal, jak po wygloszeniu tej facecji pani dziekan zawsze ukradkiem ociera lze. Malo kto. * * * Zaby rechotaly, cykady graly wsród wierzb nad Zlotym Stawem. Shani i Iola chichotaly przez lzy. -Ciekawe Rusty. -Rusty rzecz, o * * * - powtórzyl Milo Vanderbreck, niziolek, chirurg polowy, znany jako Ciekawe, kto zwyciezyl? powiedziala lirycznie Marti Sodergren. - Uwierz, jest to ostatnia która martwilabym sie, bedac na twoim miejscu.

Jedne z plomyczków wysokie byly i mocne, swiecily jasno i zywo, inne zas byly malutkie, chwiejne i drgajace, a swiatlo ich ciemnialo i zamieralo. Na samym zas koncu byl jeden plomyczek malenki i tak slaby, ze ledwie sie tlil, ledwie pelgal, juz to rozblyskujac w wielkim trudzie, juz to gasnac niemalze zupelnie. -Czyj jest ten gasnacy ognik? - zapytal wiedzmin. -Twój - odrzekla Smierc.

na caly ten pejzaz smierci. lezalo jezioro. az po same niemal dalekie. które wracalo juz. rej. Bajki i klechdy Rozdzial dziewiaty Plaskowyz. którzy ja znali i widzieli wczesniej. sine we mgle szczyty gór. inne. Na grani. Na moment upstrzy ly niebo. Galer. zaparskala. zakolowaly stadem nad grania przepasci. jakby znalazly sie tu niedawno. ówdzie najezone ostrymi zebami r af. na wieki zajetych nie konczaca sie nawigacja. sploszone stukiem kopyt. brygów. ewidentnie lezacych tu od dziesiat ków. czesciowo zw isajac nad jeziorem wtopionymi w pionowa skale bastionami. karaweli.To koniec drogi. Gdy dojechala do wiezy bramnej. to ów jezdziec wlasnie. zwolujac innych.powiedziala zmienionym glosem Ciri.Flourens Delannoy. szare i gladkie jak rtec. Ci nieliczni. strzygac uszami. jak Boreas Mun i Dacre Silifant. przewrócone na bok. galeasów. To jest wlasciwe miejsce i wlasciwy czas. widniala ciemna i ponura war ownia. siadalo zn owu na potrzaskanych masztach i salingach. I podniecony gwar. boczyla sie na wraki. Zaalarmowane pojawieniem sie jezdzca. panowal tu juz scisk. zeglujacych wsród tego kamiennego oceanu. wantów i szt agów. na dnie której. wygladaly jak wyrzucone przez szatanskie szkwaly i sztormy.nowo zwer . Staly równo i prosto. wychynela jak widziadlo spomiedzy wraków. ówdzie sfalowane garbem lub grania. powiewajac resztkami zagli. kog. Straznicy spod bramy zauwazyli ja pierwsi. Kelpie . Dziesiatki wraków. lin i kosciotrupów zerwaly sie z krakaniem chmary czarnych ptaków. -Spokojnie. I znacznie liczniejsi ci. . * * * Znalazla sie przed brama nie wiedziec skad. na wantach i czaszkach.zaklinowane w przegnilych deskach i zaplatane w liny kosciotrupy. Ze jesli ktos tu pow inien sie bac. Gapili sie na nia wszyscy. byl jak prawdziwe kamienne morze. Jeszcze inne sprawialy wrazenie pl ynacych. czesciowo górujac wiezami nad wrakowiskiem. Niektóre wygladaly. na szkielet y. gestykulujac i pokazujac ja palcami. zaalarmowani krakaniem gawronów. inne byly kupami z trudem rozpoznawalnych desek i wregów. Na kraczace czarne ptactwo. z dumnie wypietymi galionami. drakkarów. Mialy nawet swe upiorne zalogi . Wrazenie potegowaly wraki okretów. Kelpie zatanczyl. Niektóre z okretów lezaly kilami do góry. jesli nie setek lat. holków. którzy o niej tylko slyszeli . martwych zeglarzy. teraz krzyczeli. z masztów. z masztami wskazujacymi zenit.

którzy teraz w zdu mieniu patrzyli na szarowlosa dziewczyne z blizna na twarzy i z mieczem na plecach.bowani ludzie Skellena. -Gdzie? -Na lodzie. Spojrzala mu prosto w oczy. Zrobilo sie bardzo cicho. . dziewczyno? Po co? -Po Yennefer.powiedziala beznamietnie. Boreas Mun. -Poznajesz mnie wacpanna? . Inni przytrzymywali tupiaca i prychajaca klacz.spytal cicho Boreas.powaznie pokiwal glowa. nim wreszcie zast apiono jej droge. . -Nie patrzylam wówczas na wasze twarze . -Po smierc raczej . potrzymal jej strzemie i podal reke. Ktos niepewnym i zleknionym gestem wyciagn al reke ku uzdzie. dlaczego to robi. podkowy dzwonily jak mloty o kowadlo. -Bylas Pania Jeziora .Po cos tu przyjechala. Klacz stapala. podnoszac nogi jak baletnica. pochrapujaca i dzwoniaca podkowami po plyta ch dziedzinca. I po moje przeznaczenie. . -Prowadzcie mnie . Na twoim miejscu uciekalbym jak najdalej stad. najemnicy i zwykli grasanci z Ebbing i okolic.szepnal.do pana tego zamku.Spotkalismy sie juz wszak. wysoko trzymajaca glowe. . Gwar scichl. Dlugo trwalo. sam nie wiedzac. Na piekna kara klacz.powiedziala dzwiecznie dziewczyna . Klacz chrapnela.To jest zamek Stygga. krzyzujac gizarmy i runki.

Znowu spojrzala. pod wysokie. -Ze zlupia.rzekl z przekasem Dacre Silfant. -Nie mamy wyjscia . Pamietala. na kroksztynach. ze wszystkich stron eskortowana przez uzbrojonych ludzi. czula. Ktos zaklal.dodal drugi. na gzymsach. Ona zyciem nas darowala. Dlugo przygladal sie dziewczynie.Wynagrodzi on jej ninie te litosc.mruknal Boreas. sklonnym wierzyc . a pózniej Ole Harsheima. mineli kruzganek okalajacy west ybul. ubila Vargasa i Fripp a. na parapetach i wimpergach. ze ma isc za nim. który teraz z ponura mina prowa dzil ja w glab tego strasznego zamczyska. wespól z czarownikiem i Bonhartem. gdy co i rusz ogladal sie i palil ja wzrokiem. I wzdrygnal sie. na rynnach.ucial Boreas. juz oni ja oporzadza paradnie. jak okiem siegnac c zarne ptaki. Ciri szla smialo. Pamietala. Weszli do halli. Poszla bez slo wa.baknal którys z najemników. Boreas Mun patrzyl na ptaki. nie czula leku. którys mu zawtórowal. . Teraz. wsparte kolumnami gwiezdzisto zebrowane sklepienie . Którys z najemników Skellena krzyknal nagle cicho. -I scierwo . .warknal Boreas. ze nie pamieta twarzy ludzi z zamarznietego jezi ora. A Boreas momentalnie zrozumial. skoro u nich sluzym. nie naszym ona juz zmartwieniem . skrzyzowawszy rece na piersi. rzygaczach i maszkaronach siedzialy. Odetchnela glebiej. Mun. O ni z niej skóre cienkimi paskami zlupia. ten sam. wiedzma. dygotal i dzwonil zebami na lodzie. co chciala powiedziec tym spojrzeniem. Puszczyka tez.Dacre splunal na plyty podwórca.powtórzyl machinalnie Silifant patrzac na Boreasa. teraz siedzialy w ciszy i oczekiwaniu. jak Stefan Skellen. Ktos w milczeniu wskazal reka. Wszystkich. Zjawil sie Stefan Skellen. choc mogla nas jak szczenieta wyrznac i potopic.Nie ona. -Szczesciem. -A tobie dziwie sie. Ona to. Na blankach. -Smierc wietrza . ze troche boi sie jej nadal. nie wzbudzaly w niej strachu ani bron. tam na krze. przeszli szpalerem posagów ustawionych w niszach wzdluz dlugiego korytarza. -Moze pora . -A wyjscie mamy? Nie mamy. Obaczysz.odpowiedzial cicho . Cichcem.. mówiac. -Juzci . .. ktos westchnal. -Dziwna dziewka .Bo rakarze sa. bez krakania nadlecialy od wrakowiska. ani zbóje ckie facjaty eskorty. Wreszcie energicznym gestem wskazal. na dachach wiezyczek.bysmy mieli? * * * Weszli na góre wielkimi schodami o trzech podestach. -Puszczyk ubil Harsheima . Klamala. I my tez nie lepsi. zes z nia tak gadal.

wezme na siebie mily obowiaze k powitania na zamku Stygga naszego goscia. Czarodziej Vilgefortz.czarodziej nawet nie poruszyl sie na przypominajacym tron fotelu . panie Bonhart? Z miejsca poznala tego.ze to ja. -Pieklo . Stad juz nie uciekniesz. w tym zamku. Nie odpowiedziala. byl bardzo przystojny. w nuczki . Bonhart w trzech krokach znalazl sie przy niej. Oburacz schwycil ja za kubrak na piersi.powiedzial cicho. -Pozwoli pan. mala bestio? Moze tamta diabelska wieza wyplula cie ze wstretem.zaryczal . pod wielkie pajakowate zyrandole.Slusznie sie obawiasz. -Skonczyl pan. Tutaj. zasmakowawszy twego jadu? Przyciagnal ja blizej. córki Pavetty. skoro jednak wolalas mnie. kto to powiedzial. przyciagajac jednoczesnie do siebie. wypuszcze ci krew z zyl. cos spra wilo. -A moze to pieklo nie chcialo ciebie. zblizajac jej twarz do swych bladych rybich oczu. Wtedy. który na Thanedd najpierw byl zakutym w kajdany wiezniem.. W jego oddechu czula alkohol. panny Cirilli z Cintry. gospodarz.musi byc naprawde straszne. na wyspie. uniósl. -Slusznie . kto czeka tam na nia. scisnal piesc. Ciri zobaczyla. ze stala sie brzydka i straszna. a potem scigal ja w Wiezy Mewy. To kres twojego szlaku. Teraz w jego twarzy cos sie zmienilo. Obrócila i cofnela twarz. szarpnal i zakrecil. panie Bonhart . Strach w pil jej w trzewia szponiaste palce. .

Wczesniej wmawiala sobie. Niech wiec bedzie. nie zaskoczyla mnie twoja wizyta. -Oczywiscie. obcej magii. po prostu nie wypuszcze cie z rak. -Postawa dzielna.powiedzial czarodziej. Witamy. Widok byl koszmarny. Z ostatnich slów czarodzieja zniklo ukryte pod maska uprzejmosci szyderstw. Zamek az wibrowal od zlej. ze gardlo sciskal jej nie tylko strach. ale nim zdolala pokonac opór skurczonego i wyschnietego gardla. Bedzie. dokad ucieklas z jeziora i jakim sposobem to uczynilas. "musiala" to wlasciwe slowo. co postanowie? Chciala odpowiedziec. Ponizal.syknal Vilgefortz.powiedzial Vilgefortz. Widzisz.usmiechnal sie wrednie. Reszta to faktycznie byly mrzonki. w twarzy slad leku . -Blizej . Czarodziej kneblowal i dlawil ja magicznie. . Trudno. latalo i krecilo sie jak dzikie w pomaranczowym i sinym oczodole. znowu ja uprzedzajac. tak. moja wspaniala. wysondowawszy mysli. ze wiesz. po co tu przychodze. Ja zwyczajnie wiem. . Ani w dzien. wiedzialam. Okropny strach. jakim sposobem dostalas sie tutaj. jak pasozyt pelzala po wnetrznosciach. Bedziesz musiala sie nim ze mna podzielic. Pani Czasów i Miejsc. ze gdyby co. Bezsilna. by sam spróbowac. Ciri pojela wreszcie. Od razu rozwieje ewen tualne mrzonki. co ma byc. chocby w ostatniej chwili. moja wspaniala. ze mial racje. Ani teleportem . Byly w nich juz tylko grozba i rozkaz. wrogi ej. wstretnie slimaczyla sie po mózgu. Lewe oko. mrzonka. co robie. Ciri od razu poczula. ja nie moge doczekac sie. to zawsze. Tak. nie uciekniesz.Trafna ocena sytuacji. B yla w mocy wroga. ze temu rozkazowi nie be dzie w stanie sie przeciwstawic. -Brawo . . Nie mogla na to nic poradzic. czy tez domyslasz sie. Dopóki nie podzielisz sie ze mna twoim talentem. mrugalo. Wiedzialam. Drwil z niej. ani za pomoca twoich wlasnych szczególnych zdolnosci. co bylo nie tak z jego twarza. Stad. Wiem. wroga i obca magia przenikala ja. Bardzo zazdroszcze ci twego talentu. pomyslala. Tak. Teraz wiedziala. Jedno. O ile odwaga nie wyplywa z glupoty. jak slusznie zauwazyl pan Bonhart.Nie musisz odpowiadac. Pani Swiatów. . potomkini slynnej Lary Dorren aep Shiadhal. co ma byc. Teraz spostrzegla. ze byla to nadzieja zludna. czego nie wiem: czy droga byla dluga? I czy dostarczyla wielu wrazen? -Och . Wiem. Na oczach wszystkich. penetrowala.Calanthe. przekrzywiajac glowe.Moje uznanie. Interesujace. Wiedziala. Poczula strach. I prosimy blizej. ze bylo ciekawie i pasjonujaco. moja wspaniala. zdola uciec i skryc sie wsród czasów i miejsc. znacznie mniejsze od prawego. co ja postanowie. Dokladniej: bedzie. ani w noc y nie wypuszcze cie z rak. znowu ja uprzedzil.

choc kosztowalo ja to mnóstwo sil. Wszyscy tego chca.uniosla glowe. ze juz bic i gwalcic mozna. Bonhart ryknal smiechem. w mig przejdzie ci ochota do smiec hu. a on sam zatoczyl sie jak potracony przez wóz z weglem. by bat wyfru nal z reki lowcy. co wlasnie powiedzialem.. Zobaczysz.wciaz. Za jej zycie. ze ofer ta jest wielce wspanialomyslna. Przyszla m tu sama i sama ci sie oddaje. a wiec i zalosna i smieszna. Z tego. jestem w twojej mocy. Mylisz sie. masujac palce . Raczy pan zapamietac: bedac w goscinie.powiedzial Vilgefortz. Yennefer . . I mniemasz. bo boje sie... az garbiac sie z wysilku....Wypusc ja.wykaszlala. ale i tego wystarczylo.. co zechce. co zechce. czego bym pragnal. sama tu przyszlam. Oddajesz mi sie sama i pokornie godzisz na wszystko. . ma klopoty ze zrozumieniem obowiazków goscia. -Potrzebujesz mnie. ze i tak moge zrobic z toba. Vilgefortz podlubal malym palcem w kaciku swego makabrycznego oka. co musze zrobic. Nie gwalci sie i nie bije innych gosci. zamachnal sie nahajka. by nie wiedziec. Tak. chociaz goniles mnie przez pól swiata. jak widze.-Wypusc. -Nie mozesz byc tak niemadra. co zechcesz. pozwalasz mi zrobic z soba wszystko. nie kradnie drobnych przedmiotów. a nie moge. Przyklad: pragnal bym w ramach r ewanzu za Thanedd wylupic ci przynajmniej jedno oko. Vilgefortz wykonal gest pozornie niedbaly. sucho zasmial sie tez Stefan Skellen. To ost atnie przynajmniej dopóty. lekki tylko ruch dlonia. Sprawa ma sie bowiem tak. powinnas umiec wyciagn ac wlasciwe wnioski i ty. . ze robic bede z to ba to. dopóki nie da znaku.. dopóki nie skonczy gwalcic i bic gospodarz. A ze mna mozesz zrobic. Twoja oferta jest patetyczna. Za Yennefer. Ty mnie nie zlapales. ty tez.By miec ze mna dziecko. -Pan Bonhart . Nie umiesz? Pomoge.. nie zas to. ze nie .. Dla ciebie to jest smieszn e? To spróbuj ze mna przemoca i na sile. nie zanieczysz cza dywanów i miejsc trudno dostepnych. Bonhart przyskoczyl do niej. nie niszczy sie mebli i dziel sztuki. Ciri.

. ostro smierdzialo eterem. nie bylo t am Bonharta. nigdy nie przystalabys dobrowolnie. Od razu do laboratorium. albo nigdy. ze albo teraz. opierajac podbródek na zlozonych jak do modlitwy dloniach.przezyjesz. spirytusem. Dalejze. na którym przez dluzsza chwile ukladal jakies budzace groze instrumenty. Tez bylo jasno oswietlone. nikt nie wlókl ja do laboratorium przemoca. Caly zamek zawirowal nagle. tak . och oczo.. w Ellander. Vilgefortz odwrócil sie od stolu. podnieconego. blatach pelnych szkla. w Ellander. I nie bylo tam Vilgefortza z jednym okiem normalnym. twoja oferta. Nie bylo tam bialo ubranych i ogolonych na lyso typów. jak tam. pelnych slojów. wypluwa sline i usiluje wymiotowac. A przeciez tam .Na czym to ja stanalem? Ach.powtórzyl. nikt nie trzymal za ramiona i rece w zelaznym uscisku. jak pada. Odrz ucam ja wiec. wciaz zalosna i smieszna. soczewek. Ciri pojela. . rurek. bez gwaltu i przymusu? Przykro mi. Tam. które Ciri znala ze swiatyni Melitele w Ellander. co ci zrobie. prawda. kolb. zapewniam. jest nadto bezwartosciowa. formalina i czyms jeszcze. czyste. zaczerwienionego i oblizujacego w argi. co ci zrobie. walczyla z odruchem wymiot nym. Ciri czula w laboratorium strach. Na to. retort. -Taaak . gwalt i przymus sa po prosty nieodzowne. Ktos go podniósl. Wywinela sie w pólobrocie. Miecz wysunal jej sie ze zdretwialych palców. Tutaj tez. Za co? Za twoje dobrowolne oddanie. czy ms. syczacych i bulgoczacych alembików i innych przedziwnych przyrzadów. poczula. wyszarpnela Jaskólke z pochwy. Nawet tam. Zgiela sie. u boku przyjaz nych kaplanek i przyjaznej Yennefer. -Tak. na twojej ofer cie. z zainteresowaniem przygladajac sie. jak dziewczyna charcze. a drugim malutkim i koszmarni e ruchliwym. Zycie i wolnosc dla Yennefer w zamian. co sprawialo. w przyjaznej swiatyni. nie bylo tam Skellena. probówek. . ze czulo sie strach. * * * Laboratorium niewiele róznilo sie od tego. . Do tego. Jak zatem widzisz. Ciri. n ie bylo posrodku laboratorium strasznego stalowego fotela.Bez gwaltu i przymusu po prostu s ie nie obedzie. bolesnie tlukac kolana. wezcie ja. ksztalt którego byl sadystyczni e wrecz oczywisty. w Ellander. niemal dotykajac czolem posadzki. z dlugimi stolami o blaszanych bl atach. tak. nikt nie sadzal brutalnie na lawie.powiedzial przeciagle Vilgefortz.

A prawda o ilez jest banalniejsza.oglosil juz swym zwyklym zimnym tonem . jak wspanialomyslnie bede na gradzal wiernych..-Widzisz. legend i przepowiedni.jestes dla mnie kluczem do potegi i wladzy. To trywialne. -Rózni glupcy i mistycy . Wyprostowal sie gwaltownie. ale ja chce byc wladca. wojny i gniewu Vilgefortza. ale trzymano ja mocno. niektóre z tym miejsc i czasów sama juz odwiedzilas. o ilez bardziej . a w kaciku ust zabielala mu plamka piany. Miodem. a jak okrutnie karal nieposlusznych i niepokornych. Och. Cir i krzyknela. Cale pokolenia. ze przesadzajacy o wielkich mozliwosciach gen bedzie ewoluowal dalej. Nad pelna gama miejsc i czasów powstalych po Koniunkcji. glodu. cale swiaty. szarpnela sie. który nosisz. a oddawac czes c boska. podwijajac rekawy . któremu beda b ic poklony.... którego ludzie beda blogoslawic za to tylko. wiem. Nadstaw uszu. zechce wybawic ich swiat od kataklizmu. strasznie pociaga wladza. Rozumiesz mnie z pewnoscia. Vilgefo rtz zobaczyl to i zachichotal. swieta elfia Starsza Krew.próbowali dopasowac cie do bajed. . I rosla wokól ci ebie urocza aura.Aen Hen Ichaer. ze pelnie potegi osiagnie w twoim dziecku lub dziecku twego dziecka. -Dziecko Przeznaczenia . snul sie kadzidlany dym. -Mnie . jesli. Wytarl usta. dziedzi ctwo po przodkach. sledzili gen.wstyd sie przyznac. potem gwaltownie chwycil za policzki. ze raczy byc. Usta zaczely jej drzec.zaczal.podjal po chwili. Wladca. mistycznie zalozyli. Slyszysz? Od powi etrza. serce raduje mi mysl o tym. Chocby wybawi l tylko dla kaprysu. ale nad wszystkimi swiatami. Ciri. Teraz juz tylko moja. o moja milosc i o moja laske. Ciri. dajmy na to. skazanym zreszta na rychla zaglade. Mylac niebo z gwiazdami odbitymi na powierzchni stawu. bedacym marnoscia nad marnosc iami. moja wspaniala panno .zasmial sie nerwowo. Poruszyl palcami tuz przed jej twarza. podchodzac . slodka pat oka dla mojej duszy beda wznoszone przez cale pokolenia modly do mnie i za mnie. Wladzy nie tylko nad tym swiatem.

zapraszam na fotel. mam wprawe. Gdy tylko placenta sie wyksztalci. Dokladniej. zgola niepoetyckim znaczeniu tego slowa.czarodziej skinal teatralnie . Nie bedzie to takie straszne. wyjme ja z ciebie. Za pomoca zas tego oto przyrzadu. nie ma wiec sensu informowac cie o nich . a taka w prymitywnych kulturach czynnie niemal uczestniczy w poklad zinach córki. to misterium. podniosla i uroczysta.prozaiczna. zostaniesz zaplodniona. ze dziecka rodzic nie bedziesz. a ja nadto nie mam zamiaru czekac t ak dlugo.w kaciku usmiechnietych ust Vilgefortza znowu pojawil sie bialy klebuszek piany. Nalezy jej sie to! -A i owszem . . Ale w absolutnie doslownym. jak w ustach robi sie jej sucho. A Yennefer to przecie z quasi-matka.Zapladnianie to wszak rzecz swieta. która ogoleni akolici czarodzieja juz zaczynali rozbierac. krecac glowa. zbawca swiata i król narodów.Moze cie to zmartwi.Bonhart pochylil sie nad Ciri. jak widze. tym wlasnie. co mówi. Ciri nie mogla opanowac rozdygotanych ust. -Warto by . robilem to setki razy. Mnie potrzebna jest krew. . Dalej. jak sama pojmujesz.Bonhart blysnal zebami spod siwych wasów . panie Vilgefort z. a moze ucieszy.zeby ta suka Yennefer na to popatrzyla. -A teraz rzecz najwazniejsza . lekko wygieta kapilara. Kto wie. panno Cirillo. Vilgefortz zmarszczyl lekko brew.oznajmil zimno . przy którym winna asystowac cala blizsza rodzina. Choc w niewygodniej pozyc ji. Ciri poczula. tak bardziej zwyczajnie? Po bozemu? Skellen parsknal. -A teraz . bylaby to niepotrzebna frustracja. które bede podawal ci dozylnie celem prawidlowego zagniezdzenia jaja plodowego i wykluczania ciazy pozamaciczne j. Reszta moich planów i zamiarów. . przyprowadzcie ja tu! -Wzgledem zas tego zaplodnienia . Podjal ze stolu szklana szprycke o dlugosci mniej wiecej pól stopy. fascynuje. Zamilkl. -Za chwile .Nie mozna by tak. juz c ie. przez caly niemal czas bedziesz pólprzytomna od eliksirów. organicznie prozaiczna. twoja krew. ale nie sadze. . Czarodziej obejrzal szprycke pod swiatlo.Vilgefortz nasladzal sie tym. Nigdy. ale spedzisz na tym fotelu jakis czas. Rzeklbym. Nikt nie jest jednak w stanie tego zagwarantowac. moja wspaniala. któremu przygladasz sie z takim zaciekawieniem. moja wspaniala. dotyczyc nie bedzie. co prawda. Szprycka zakonczona byla cienka. Nie musisz sie bac. wybrance lo su i przeznaczenia. krew lozyskowa. robiac efekciarska pauze. Wazna jest. który równi ez cie. by macice i jajniki wybranek róznily sie az tak bard zo od macic i jajników zwyklych dzieweczek. moze i bylby to wielki wybraniec o niezwyklych zdolnosciach. ale wiedz.zostaniesz rozebrana i posadzona na fotelu.

ze az zadzwonily laboratoryjne naczynia. na podwórcu. okutym tylcem runki wydrapujac zeschly gnój spomiedzy kamieni dziedzinca. Raz.zaprzeczyl chlodno. mógl na wlasne oczy przekonac sie. na karej klaczy prz ybyla. jaki los ja spotka. bieda bedzie nam. chudziaczkom. . jak Silifant isc za Puszczykiem. a potem drugi raz. rozdarla sie po raz trzeci tak. Ciri. W zlej my tu. Gadaja zas. a teraz zleklismy sie malej szklanej rurki? Wstyd.. A caly zamek Stygga nagle odpowiedzial wrzaskiem i alarmem. powiadam wam. nie z rozkazu. . -No. panie Bonart. wciaz siedzace na murach i gzymsach. ze sam Pusz czyk juz . jakby dopiero teraz zdala sobie sprawe z powagi sytuacji. no . za nic sobie majac wstyd. moj a panno. Popatrzyl po kamratach. Tutaj byl pewien. Ciri. ze nie dosiegnie go naw et jej krzyk.powtórzyl Zadarlik. pod golym niebem.skrzywil sie czarodziej.-Nie .Zadarlik wskazal ruchem glowy gawrony. dokad zabrano dziewczyne. który zostal ze straznikami przy bramie. z uniesionym czolem i mieczem weszlismy do jaskini lwa. synkowie .Zly to omen owa mlódka. Z wlasnej woli. wrzasnela przeszywajaco. * * * -Bieda bedzie. co stanie sie z Pania Jeziora. uwidzicie. . Mógl. Wolal zostac tu. Puszczykowi sluzymy sprawie. -Zle to sa znaki owo czarne ptactwo .Nie. Nie zabral równierz glosu Boreas Mun. Nie mozna by. daleko od komnat i sal górnego zamku.Dzielnie. ale zaden z wartowników nie skomentowal. .Oj. Ale Boreas nie chcial sie temu przygladac.

-Tedy . co góra. Ze okrutnie cesarz na niego ciety. Zamknal i otworzyl oczy. -Prosze otworzyc brame. Puszczyk. gdy cesarz zly. bieda bedzie nam. j ak automaty. Zalsnil wzniesiony miecz. . synkowie. zamaszystym ciosem krzywej szabli rozsiekla skron Zadarlika. Drugi byl jasnowlosa kobieta. Oczy mial puste. Ma pono tera insze turbulencje.dodal drugi wartownik. razem pochwyci.jeknal którys z wartowników. Stal i usmiechal sie zacisnietymi ustami. stal sztywno i bezglosnie poruszal ustami. Boreas Mun porwal upuszczona runke.powiedzial ostro bialowlosy. z ostatnia zwerbowana przez Skellena partia najemników. wa . aj! . walna bitwa byla gdzies tam na pólnocy. który zjawil sie nagle obok n ich.powtórzyl usmiechniety jegomosc. A przy nim i my wyplyniem! -Oj. ale wywolaniec jako i my. w góre pójdzie.Pal nisko! Zle. Nie pomoglo.rzekl czwarty . przybyly do zamku Stygga calkiem niedawno. Pozostali podeszli do bramy. Do jego helmu z obu stron przypiete byly skrzydla drapiez nego ptaka. ze my tu z Puszczykiem? Zawzdy to lepiej przy tym.ze lepiej. wasacz w kapelusiku udekorowanym piórami hajstry. zbil na leb. Bez zwloki. wirujac chmara wokól bastionu. miety i tymianku. kroczac sztywno i nienaturalnie. zaciemnil y niebo. Oszczedzajmy czas i krew. Gadaja. -O. Po bil Nordling cesarskich.wsparl sie na runce Zadarlik. w biegu konia napinajaca luk. Trzeci jezdziec. -Aj. potrzasnal glowa.Cesarzowi moze na nas nie stanie cz asu. Tak naprawde bedzie lepiej. calkiem m loda dziewczyna.rzekl ten nowy . chudziaczkom. . Chudy. Rozwarli wrzeciadze. Cahir . Czwarty jezdziec zagórowal nagle nad nim. Czarne ptaki poderwaly sie do lotu z ogluszajacym lopotem i krakaniem. widzi mi sie. ani myslal znikac.nie koroner ani wazny pan. Wlosy Boreasa omal nie podniosly czapki. Boreas Mun poczul nagle przenikliwy zapach ziól: szalwii. -Zostaw. Zdjeli belke.wtracil trzeci. Jak nas. miecz w jego reku migal jak blyskawica. Na dziedziniec z hukiem podków wdarla sie czwórka jezdzców. Zadarlik z brzekiem upuscil runke. Milva. -Ki diabel? . synkowie . -Pewno . Glupiscie wy jako chwosty konskie. na szyje. -Prosze otworzyc brame . Przelknal sline. szpakowaty i przypominajacy poborce podatków jegomosc. . zaslonil sie drzewcem. Jeden mial wlosy biale jak snieg.moze i nie tak zle.

. Zrób mi przyjemnosc.powiedzial bialowlosy. ale w kiepskich przedstawieniach jarmarcznych. tak bardzo trzesly mu sie nogi. I Boreas Mun.Dzieki ci. Tam jeno slepe miedzymurze...Prawde powiadam! Wdarli sie tu jacys. -Dzieki .. * * * Vilgefortz wysluchal zdyszanej relacji przybieglego najemnika ze stoickim spokojem i kamienna twarza.. . wciaz wsparty na drzewcu runki. a to na to samo wychodzi.. Gawrony z krakaniem krazyly na zamkiem Stygga. .. Bedzie okazja wykazac..przerwal czarodziej.belkotnal Boreas.. tamtymi schodami. dobrze .. Regis. ile naprawde warte jest twoje wojsko wy najete za moje zloto. -Odsiecz w ostatniej chwili .Nie do uwierzenia. zajmij sie ta sprawa osobiscie. dajmy na to. slyszales? Prowadz! Po chwili na dziedzincu zostaly tylko trupy.Regis. -Nie zmyslam! . Na górny zamek. sam nie wiedzac. Skellen. Jes li zratowac Pania Jeziora. Takie rzeczy sie nie zdarzaja. zes to wszystko zm yslil. -Nie . -Dobrze.oburzyl sie zoldak.zgrzytnal. kirowa chmura spowijajac wieze i bastiony.. Tamtedy wam droga. i powiedz. to trza sie wam spieszyc. Ale rozbiegane i mrugajace oko zdradzilo go.. dlaczego to robi. dobry czlowieku. Hassa cala. .. nieznajomy. krotochwili. . tedy.Nie tedy. Którego nie mógl puscic. Albo zdarzaja. .Zartowalem.

zamknac w celi na trzy spusty. Ktos wrzasnal. istnej gliptoteki. jakby go wiatr zdmuchnal. . Geralt slyszal. Chodzmy. która wziela za wartownika. nerwowo zamachnal rekami. Vilgefortz? . Znowu napatoczyli sie na ludzi.Geralt przywolal ja do porzadku. tym razem zbrojnych.Zakuc dziewczyne w dwimeryt. wy! . ja te tania farse przemienie w horror. .. którzy na ich widok natychmiast uciekli.krzyknal. wyglada. niech ci bedzie. Przyznala pomylke i zaryczala smiechem. na otaczajaca wewnetrzny westybul galerie. he! Patrzcie tylko. -To nic nie oznacza .. I zaswiszczaly strzaly . Wbiegli po schodach. Nikt nie zastapil im drogi.Ty. panie Bonhart. Milva bez namyslu napiela luk i poslala strzale. Pójde. -Angouleme! .utkwil swe straszne oko w Ciri . -Dalej.. kto tu sie zjawil z ta godna taniej farsy odsiecza. -He.Nie stój! Dalej! Przed nimi otworzyly sie drzwi.skinal na pacholków i akolitów. dalej! . .powiedzial Regis. a ludzie rzucili sie do ucieczki. Cahir kopniakiem rozwalil drzwi.Bez sensu jest takie bieganie. Dobrze. Geralt nie mial czasu sie dziwic. poprawi twoje morale. -Lec. T akze i wy. za sprawa Cahira i jego imponujacego helmu ze skrzydlami. * * * Wpadli na korytarz.Ale wiem. jesli fakt. I zapewniam cie. . jak sie zdaw alo.. Widzieli tylko kilku pacholków. ze masz mnie za plecami. krokiem nie ruszac sie spod drzwi.Nie stac! -Wiedzminie ..Puszczyk podskoczyl. za nimi zamajaczyly sylwetki.. Wampir zwinal sie. gdy po przeciwniej str onie kruzganka pojawily sie postacie. o co ci idzie. Angouleme wpadla do srodka z bojowym wrzaskiem.ucial czarodziej. . he. z korytarza do duzej sali pelnej rzezb. -Co do ciebie . ciosem szabli stracila helm ze stojacej przy drzwiach zbroi . Cahir i Angouleme z wrzaskiem skoczyli ku nim. glównie. Wpadli na kruzganek. Glowa za nia odpowiadacie. nie zdajesz sobie sprawy z powagi sytuacji! Jezeli zamek jest atakowany. Ja wiem.to nie miej zludzien. . Drzwi zamknieto. Polece na rekonesans. panie.krzyknal. to przez wo jsko Emhyra! A to oznacza. . -Hej. Zrozumiano? -Tak jest. Od wiodacego w glab zamku portyku dzielilo ich moze ze dwadziescia kroków. -Nie za lekko to sobie traktujesz. Zagrzmialy echem krzyki. j ak huknal rygiel.

Nie wygladalo to najlepiej. -Padnij! Za balustrade! Padli. pomóz Angouleme! -Rozwala nas! -Skaczemy! Musimy! -Nie! . obtlukiwaly sztukaterie ze scian. Ale calkiem na sucho im nie uszlo. Wiedzmin uslyszal. Ale zostac tu.krzyknal. Gdyby grot rozkawalkowal kosc. przyzywajac posilki. za spiralnymi slupkami rzezbionymi w listki. kryjac sie. stanela w strzeleckiej pozie. . wstajac z lukiem w garsci. jak chwyta sie za ramie.-Kryj sie! . Strzelcy na galerii wrzasneli. oznaczalo smierc. Geralt zaklal. gdz ie byli. by razic przygwozdzonych z ostrzejszego kata. potwierdzajac to. jak Angouleme wrzasnela. Furczaly lotki. za momentalnie przesiakajacy krwia rekaw. zasypujac ich drobnym pylem. Strzaly lecialy prawdziwym gradem. Lucznicy z galerii strzelali bez przerwy.krzyknal wiedzmin. Kilku odbieglo w bok. Wyprostowala sie. co wiedzial. istny posag. . -Skaczemy! .odkrzyknela dziewczyna lekko tylko drzacym glosem.krzyknela Milva. jak kto mógl. wolali. Angouleme zemdlalaby od szoku. oce nil odleglosc dzielaca ich od arkady. marmurowa amazonka z lukiem.Uwaga! Cahir. zobac zyl. -Angouleme! -Nic! Przeszlo przez miekkie! . groty krzesaly iskry z posadzki.

. rzezbionym majdanem.powiedziala luczniczka z lotka strzaly w kaciku ust. by ci szyp nie spadl z siodelka. Widzi ala. Podrzucila luk. jak padaja na posadzke. Geralt scisnal mu ramie. Z galerii rozbrzmial krzy k. Pozostalych na ten widok natychmias t opuscila odwaga. obryzgujac kompanów krwia i mózgiem. zlosci i zgrozy. Skrecaj cieciwe palcami. napiela go plynnie. którzy nadbiegli. nie kwapili sie wyjsc na galerie i wystawic Milvie na strzal. Grot lomotnal w filar. Az do buzki. zasypujac Milve pudrem tynku. Ci.Milva spuscila glowe. -Teraz! . juz w czasie napinania celujac. Cieciwa dotknela twarzy. Luczniczka dmuchnela w opadajace na twarz wlosy. jak czerwonopióra lotka dotyka jego policzka. ryk gniewu. szczuply. -Na Wielkie Slonce. jak podrzuca ksztaltny kompozytowy luk z wyprofilowanym. Znowu wrzask. Widziala. Milva ocenila go od razu. przechylil sie przez balustrade i runal w dól. Niewysoki..krzyknal Geralt. Luczniczka nie drgnela nawet. napiela luk. -Skaczemy! Pomóz Angouleme! Strzelcy z galerii skierowali caly ostrzal na Milve. -Milva! .Zostaw! Uciekaj! -Jeszcze raziczek . Z wytartym do polysku ochraniaczem na lewym przedramieniu. jak napieta na pelny naciag cieciwa przekresla jego sniada twa rz. choc dookola niej kurzylo sie od tynku. piórko lotki kacika ust.jeknal Cahir. Jeden z tych trzech odwaznych zawyl. Strzelalo jeszcze tylk o trzech najodwazniejszych. . Spokojnie spuscila cieciwe. widzac. Maryjko. drugi st rzelec runal jak szmaciana kukla. Widziala. Dlon mocno do policzka. Padli na posadzke i wtulili sie w nia. Z jednym wyjatkiem. jak pl ynnie go napina. sniady. lomotnal plecami o sciane.Geralt. kryjac sie przed niechybnymi grotami. na plyty dziedzinca. jak straznicy pierzchaja z galerii. Mierz! Oboje oczy otwarte! Wstrzymaj t . widziala. mocno. Jeden z luczników polecial w tyl. lecialy odpryski marmuru i drzazg i z roztrzaskujacych sie brzechw. na scianie wykwitl krwawy rozbryzg przywodzacy na mysl wielka osmiornice. Angouleme i Cahir dopadli arkady. * * * -Mocno. ze mierzy dobrze . z lucznicza rekawica na prawej dloni.. Szczeknela cieciwa.

Ojciec chcial sie odezwac. Masz stac. dziewko! Cala piedz! A przeciezem rzekal. -Nie pyskuj! Juzci. Ja nienawidze gotowanej lebiody. bogowie mie pokarali. suchy.Zawzdy o tym pomnij. Napiela luk. Coraz okropn iej i coraz czesciej. bolesnie ukasila lewe przedramie. Maryjko . Ciezki. Mierzyc i strzelac szybko.powiedzial glucho. . -Dobrze . nadasana i bliska placzu. I na obiad byla p rzez to tylko gotowana lebioda. mimo welnianego ochraniacza.Dobrze. Cieciwa. Wczoraj rozkaszlal sie. com rzekl. Strzelaj. Z umeczonej reki strzelasz! Szypy tylko psowasz! -Dyc zem trafila! I nie piedz wcale. I rozkaszlal sie okropnie. ale chwycil go kaszel. jakby ci slimak wpelzl miedzy póldupki.powiedzial ojciec. Nienawidze glodu. -Moje ojcowskie prawo. cieciwe spuszczajac! A ty skaczesz. * * * . Strzel raziczek jeszcze. rzezac zgrzytliwie. Strzal. gdy tylko lotka dotknela kacika ust. -Piedz od srodka przeszedl twój szyp. -Kocham cie. Zauwazyl to. jeno pól piedzi od srodka. dziewke niedojde miasto syna zsylajac. -Niedojda nie jestem! -Wnet okaze sie. Spuscila cieciwe. opuszczajac luk.era oddech. A pomnij na to. I ned zy. I mierzysz za dlugo. jako w ziemie wryta. Kaszle coraz okropniej. . Czego krzywisz sie? -A bo wygadujecie na mnie. gdy bral na cel kozla. cobys tak nie drgala. pomyslala Maryjka Barring. Stary Barring wciagnal powietrze. córko. rzezaco. bolesny kaszel.

Jeden z lysych akolitów. Nie baczac.Ciotka. przeczesal mu wlosy. Ale to tylko rozwscieczylo pozostalych. brudzac bialy kitel makabrycznym deseniem. Luczniczka padla na posadzke jak uderzona taranem. -Ja tez cie kocham. jak z ogolonej glowy strumieniami siknela mu krew. I umarla. ze na widok upadku Milvy strzelcy z galerii znowu wzieli sie do luków. w którym ja polozyli. Cahir klal. wyskoczyli spod chroniacego ich port yku. druzgoczac zebra. rozwala jac pluca i serce. Ciri zawyla. na pomoc pospieszyli im pacholkowie. rece mu sie trzesly. wczepil palce we wlosy i mocno szarpnal. Przenikliwy trzask i chrupot pekajacego szkla zlal sie z potepienczym wyciem ludzi. ekstrakty i inne magiczne substancje mieszaly sie i laczyly. chwycili luczniczke i wywlekli ja. Ciri zobaczyla. I wybaluszyl oczy. nie umieeeraaaj! Maria Berring otworzyla usta. Pomieszczenie momentalnie wypeln il . jak ogarnia go rozpacz. . gardzac gradem strzal. Przewrócono ja. Wystrzelona o ulamek sekundy wczesniej czerwonopióra strzala sniadego strzelca trafila Milve nisko w brzuch i wyszla z tylu. Ciri dostala piescia w kark. Strzala Milvy trafila go pod lewa pache i weszla gleboko. zgial sie i padl na kolana. rozwaliwsz y jelita i arterie. Milva zostawila za soba szeroka i lsniaca smuge krwi. I wscieklosc. Zalomotaly wywracane meble. mlody typ o zlych zielonozlotych oczach ukleknal jej na piersi. niektóre w kontakcie syczaly i buchaly klebami zóltego dymu. ktos solidnie kopnal ja w biodro. kopniety celnie. kaszlnela makabrycznie. Geralt i Cahir krzykneli jednym glosem. * * * Ogoleni akolici nie mogli dac sobie rady z szamoczaca sie i wrzeszczaca Ciri. eliksiry. Rozlewajace sie po stolach i podlodze dekokty. wiecej niz do polowy brzechwy. wypluwajac krew na podbródek. w mgnieniu oka wyrosla na posadzce olbrzymia kaluza. oburacz sciskajac krocze i spazmatycznie lapiac powietrze. odskoczyl. ktos usiadl na lydkach. Geralt czul.powiedziala calkiem wyraznie. W miejscu. otwarta dlonia w twarz. Drugi. filtry. Jeden z grotów zadzwonil na helmie Cahira. zdruzgotawszy miednice. Akolita tez zawyl. -Ciotka . tatku . Geralt przysiaglby.Sniady lucznik z galerii zginal na miejscu. Jeden.zawyla Angouleme.

siedzial szczuply. gdzie miotal sie. Ciri. widzial a. Fala goraca rozwiala dym. by cie ratowac. Retorty i kolby eksplodowaly z hukiem. widzac jej mine. Ciesze sie. jak zahaczeni padaja z wrzaskiem. probówek i kolb. Do plonacego laboratorium wpadl uzbrojony najemnik. Na jej oczach usilujacy umykac pacholek zostal pod erwany z podlogi i cisniety na stól. Nazywam sie Emiel Regis. druhem wiedzmina Geralta. -Bywaja okazje . -Bez leku . zasyczal i wyszczerzyl kly. bryzgal krwia i skrzeczal wsród tluczo nych retort.Bez leku. . choc moze to wydac ci sie dziwn e. Wampir oderwal konczyste kly od szyi ofiary. przez wycisniete swadem lzy Ciri ze zgroza zobaczyla. Przybylem tu wraz z nim. szpakowaty.usmiechnal sie. a w laboratoriu m nagle eksplodowal ogien. Ciri zacisnela zeby. jak nietoperz w locie zahacza o ludzi. Rozlewane mieszanki bryznely na lampe. Wycie dlug o cichlo . odziany w elegancka czern mezczyzna. zlizujac krew z warg . Akolita cieniutko pokwikiwal i dr gal konwulsyjnie. Druh Geralta odwrócil ku niemu glowe. alembików. Jestem. jak po laboratorium miota sie z niesamowita predkoscia czarny ksztalt przypominajacy olbrzymiego nietoperza.rzekl wyjasniajacym tonem. Zasyczalo. Mezczyzna spokojnie gryzl i ssal szyje przewieszonego przez kolano ogolonego akolity. by nie k rzyknac. Na stalowym fotelu. Wsród dymu. jedna po drugiej. Najemnik zawyl przerazliwie. tym przeznaczonym dla niej. ze cie odnalazlem.zracy fetor. Widziala. utkwil w Ciri oczy czarne jak agaty . zasmierdzialo.gdy zwyczajnie nie mozna sie nie napic. wyprezone nogi i rece podskakiwaly mu rytmicznie. Truposine plomienie tanczyly po blaszanym blacie stolu.

Pozwól. Korytarzem kilku drabów wloklo Yennefer. Geralta. * * * -Masz sie miec na bacznosci . To czarodziej. Ja spróbuje odnalezc Ciri.. .Byle chmyz. -Ostrzezcie. -Dalej! .krzyknal. . kurwa. panie. które uwziely sie. Niech Geralt ma sie na bacznosci.. -Az tak to moze nie . Czarodziejka byla potargana i zakluta w lancuchy. Wiedzmin spojrzal na niego podejrzliwie.powtórzyl Regis.Ale przebijcie sie na górne pietro i zróbcie troche rabanu. Cirillo. . patrzac na cialo Milvy. a jakze zacna w nim krew. Ja ja musze jak najszybciej uwolnic.taka sile.. Wpadl na nich znienacka. lub Yennefer. dzielnie walczac z zebami. Potezny czarodziej.Angouleme wstala. skopac pare dup! -Czuje w sobie .powiedzial. wsta l i przeciagnal sie zupelnie jak kot. A widok ten sprawil. ze Vilgefortz. * * * Odnalazl. zaprowadze cie go Geralta. Idzcie na górne pietra. zaskoczyla mnie. To sie nazywa: ukryte walory.wyjasnil spokojnie Regis. -Emiel Regis. Boje sie. Ona zas uwalnia Yennefer. niedobrze sie stalo.Nie w tym rzecz.. zeby odciagnac uwage ode mnie. otarla lzy. -Nie . Przyznam.w oddali. -Kto by pomyslal . -Zazadala tego . Ale tu gdzies wieziona jest Yennefer. Geralt zaklal.. -Nie musisz sie mnie bac. zeby szczekac. zupelnie niespodziewanie wybiegajac zza zalomu korytarza. ze adrenalina az zaklula go w zyly na wierzchach dloni.Tonem i postawa wykluczajaca dyskusje. ze móglbym chyba caly ten zamek rozpieprzyc. co nie przeszkadzalo jej wyrywac sie. wampirze. -Wiem. i to wcale szybko. dobry panie.zaprotestowala.Bo Vilgefortz to potezny mag. ze jest tu Vilgefortz. . .. Trzymajcie sie! Ja spróbuje ja odnalezc.wybakala Ciri. usmiechajac sie koszmarnie . Prosze. ze zostawiles ja sama. .Idziemy! -Idziemy . by krzykiem obudzic w kompanach upadlego ducha. .zasyczal wampir. Zobaczyl. wierzgac i klac jak tragarz port owy. -Nie boje sie . Niedobrze .powiedzial. Emiel Regis zrzucil z kolana nieruchome i miekkie jak szmata cialo akolity. Ja.Idziemy! Pora. .

przekrzywil lekko glowe. Wszyscy. . Oprócz czwartego. Wysoko uniosla skute rece.Geralt zamlynkowal mieczem i spojrzal drabowi w oczy. Puscil Yennefer i dolaczyl do kompanów. Pokaz . tylko jednego. osunal sie po niej.puscili Yennefer i odskoczyli. Geralt. tym huncwotom.bylo ich trzech . zatoczyl sie. ale groznie wygladajaca halabarde. krótkim ciosem z lokcia. . Uderzyl tylko raz. prostujac sie dumnie. przymierzyl sie. Ta k szybko. Jeden zdarl ze sciennego panoplia zabytkowa. ze nikt nie dostrzegl ruchu klingi. który chwycil czarodziejke za wlosy i przylozyl jej nóz do szyi.Wiedzialam. napinajac laczacy okowy lancuch. wahali sie miedzy atakiem a obrona. co moze wiedzminski miecz. ze przyjdziesz . z brze kiem i hukiem wycial glowa o stojaca w niszy zbroje plytowa. . Pozostali .Zarzne ja! Ja nie zartuje! -Ani ja . Drab zaskowyczal po psiemu.zawyl. zgarbieni.Geralt nie pozwolil drabom ochlonac z zaskoczenia. Drab nie wytrzymal. Geralt ujal sihill oburacz. Wszyscy mieli juz w rekach bron . tuz ponad dwimeryto wa obroza. -Nie podchodz! .powiedziala Yennefer. I cial. rozmaz ujac krew na blachach.

wrzasnal. Wyzwolona z dwimerytowych okowów. -Wzdy nie bylim .Kazali nam. Glowe lekko w bok.. wiedzmin doskoczyl i rozplatal go jak karpia. Byli tez zdecydowani i zawzieci. -Precz .powiedzial po chwili. rzucila sie Geraltowi na szyje. I odwrócila ku drabom. * * * Zza wegla wyskoczyl drab z kusza. by nie zabrzekla. tak blisko. pani.Ze przyjdziesz.zamamrotal. -Tak. lapiac powietrze. odbity belt przelecial tu z nad glowa kusznika. Chylkiem i nie ogladajac sie. Czarodziejka nawet nie drgnela.Teraz Ciri. by mogli trafic.wam ciezcy. przymykajac oczy. Yen? Czarodziejka skupila sie. Rozkurczyc sie juz nie z dazyl. jakby bojac sie. Dzwiek uderzonego mieczem metalu byl bardzo nikly. prosze.. tylko jedna malenka kropelka.powiedziala. Geralt mocniej ujal rekojesc.. Dalej w korytarzu stalo jeszcze dwóc h. polozyl starozytna bron na posadzce. Jednego Yenne fer od razu ugodzila w srodek piersi wystrzelonym z dloni ognistym grotem. Yennefer zmalawszy do normalnych wymiarów. -Chodzmy . strzelil. wyprostowana. Dwimerytowa obroza upadla obok kajdan. -Z kims takim . Geralt zawir . Czarna nieporzadna grzywa zdawala sie siegac sklepienia.oblizal wargi trzeci . Którys z drabów westchnal. tez strzelili. masujac nadgarstki. -Tedy. -I Vilgefortz. ze przyjdziesz po mnie . -Stan pewnie. ze kusznik az sie skurczyl... My po niewoli. z dumnie uniesiona glowa wygladala jak tytanka. tez mieli kusze. -Ciri . Yen. Drabi zemkneli. W waszym wiezieniu.. -Któredy. Bylo ich wiecej niz dziesieciu. Mnie tam zywot mily. a uzbrojeni byli nawet we wlócznie. -Wiedzialam. Ten z halabarda ostroznie. W nas tepnej chwili wiedzmin byl juz przy nich i obaj umarli. A za sekunde w jej oczach rozjarzyl sie budzacy groze fioletowy zar. Na szyi Yennefer wykwitla jedna. -Jestes pewna. Mimo tego poszlo szybko. cofajac sie drugi. chocby nie wiem co. celujac w czarodziejke. party zany i korseki.mruknela. . przelozyl palec wskazujacy pod jelec. szukajac ustami jego ust. Po tych schodach. . Zbiry zaatakowaly ich tuz za zakretem korytarza.. Zaswiadczcie za nami. Zaden nie wytrzymal jej wzroku.. Zasmiala sie.wybakal . ale zbyt trzesly im sie rece.Okowy z brzekiem upadly na posadzke. niedaleko zdobnego archiwolta portalu. Geralt skoczyl jak pchniety sprezyna...to niech sie Puszczyk bije sam. machnal mieczem. ze to dobra droga.powiedziala Yennefer. -Nam kazali . .

Gdy padlo czterech. Jestes naiwny i beznadziejnie glupi. Yennefer . Bijacy z wyciagnietych rak czarodzieja slup ognia zamienil w czarna i sycz aca maz miejsce.ze to juz druga dzisiaj tak wspanialomyslna oferta? Dziekuje.wlasnie zrejterowali. ale technika rzeczyw iscie mozesz zaimponowac. a darujemy cie zdrowiem. . Yen? -Nie moze byc lepiej. -Jestem pod wrazeniem . -Twoi zbóje . -Wiesz. . odskakujac. -Wszystko w porzadku. Geralt odskoczyl równiez.odpowiedziala równie spokojnie Yennefer . Wiedzmin starl z twarzy sadze i resztki brwi.wyszczerzyl sie czarodziej . Pod archiwolta stanal Vilgefortz. gdzie przed chwila stali. Oddaj mi Ciri. W sama pore. A oto moja odpowiedz. dziekuje. brzekiem i tupotem budzac echa w korytarzach.Naprawde jestem pod wrazeniem. reszta uciekla.powiedzial spokojnie i dzwiecznie. wiedzminie.wrzasnela Yennefer. krasnoludzki sihill migal i syczal jak waz.owal w piruecie. wpadl miedzy pozostalych. -Uwazaj! . zostawiajac cie na naszej lasce.

Puszczyk skrzyzowal rece na piersi.zacharczal jeden. ... Przekonamy sie.. Huknelo tak. Slyszycie? Huknelo znowu. Tam. Przez dluzsza chwile nie mógl wykrztusic slowa. O..Z kim nam tu wojowac przyszlo? -To nie sa ludzie ... którzy nadbiegli od strony westybulu. No. . Potwór.. A tam. ze Vilgefortz wyciaga reke.. gdy wreszcie przemówil. zobaczymy. Z luków szyja niechybnie..Vilgefortz.mruknal Skellen. Smierc tam. powiódl po zoldakach wzrokiem smialym i wladczym.zaszeptal ktos na plecami Puszczyka. Najemnicy. Ino krew sikala! A on swiszczal a smial sie... Spad l z loskotem wielki. .oznajmil gromko i dobitnie . Na mych oczach glowy ludziom urywal.. Rabia strasznie.. mieli w oczach dziki strach.wyjeczal którys z najemników. olejny portret w pociagnietej pozlotka ramie. a upiory z powstalymi z grobów umrzykami. Twarze zoldaków pojasnialy... .. a caly zamek zatrzasl sie w posada ch. . . czarownicy z czarowni kami. takie mial zebiska! -Glów nie uniesiem.mieszac sie do tego konfliktu sil piekielnych! Niech tam sobie demony walcza z demonami. sciany zadygotaly.zdecydowal sie przemówic Boreas Mun.To sa upiory. Moze wiecej...... . -Magia .. -Panie Stefanie... Nadbiegl nastepny zoldak. Czerwono wszedy od juchy ! -Z dziesieciu padlo. -Tam.. -Panie koroner . Widzialem.. A on przecie nie zyje.. Panie koroner.. * * * Huk przetoczyl sie echem po zamku. przywolal do porzadku marsowa m ina i glosem.. Jak wielki czarny gacek.Zgroza tam! To sa demony i diably.. -Co tam? Gadac! -Panie koroner. przypadl do posadzki za baza kolumny. Morale wzroslo wyczuwalnie. Nie bedziemy im przeszkadzac! My sobie tut aj spokojnie poczekamy na rezultat boju... . .. zadzwonily zyrandole. Stefan Skellen ostudzil ich groznym spojrzeniem.Zobaczyl. Skellen spojrzal na niego. Zanurkowal w bok.. -Nie bedziemy wiec . ze az zaklulo w uszach.. zamek zatrzasl sie.. ale nic nie powiedzial. Byl blady i oprószony tynkiem.wybelkotal Dacre Silifant..Charakterniki to sa i piekielne czarty! Nie wydoli przeciw takim ludzka moc.. kto kogo. mlodego grafa Cahira aep Ceallach. lataly mu rece i trzasl sie glos..

krzyczac zaklecia i gestykulujac. kolumna. kto pojawi sie na tych schodach! Napelnic jakims paliwem te zelazne kosze! -Jakim paliwem. * * * Huknelo. W ich strone polecial z sykiem piorun kulisty.spytal z niedowierzaniem zoldak. rozpadla sie.podjal mocnym glosem Skellen . ze sklepienia ze slyszalnym szelestem posypala sie sztukateria. . Dobrze wysuszone drewno i przesycone pokostem plótno zajely sie natychmiast.to jedyna droga wyjscia.parsknal Puszczyk. . gromko i smialo.-Te schody . Byl juz calkowicie zdecydowany. -Za ciemno tu! . w strzepy obrazy. Trzon zlamal sie. Zasmierdzialo siarka i spalenizna. Boreas Mun patrzyl. panie? Skellen bez slowa pokazal.zawolal Puszczyk. kto spróbuje nimi zejsc. luczywa! Musimy dobrze widziec.Malowidlami? -Tak jest . Z góry rozlegl sie straszliwy huk. -Obrazami? . Zobaczymy. blysnelo. zza której w ostatnim niemal momencie zdazyli odskoczyc. co sie da! Pochodnie. Poczekamy tu. zapalic. zdobiona akantem glowica gruchnela o posadzke miazdzac terakotowa mozaike. . jakim. Yenn efer odbila go. -Zywo. by dodac ducha swemu wojsku.Co tak patrzycie? Sztuka umarla! W drzazgi poszly ramy. ozyly jasnym plomieniem.

Poszla nim szybko i cicho . Ty jednak.mówil.wymamrotala wreszcie. Wie dz. I wpakowala sie prosto na czlowieka z dzida. I wówczas zorientowala sie. ze dzis.odchrzaknela Ciri . Geralt. -Yennefer sie nie dziwie . . ino ciegiem brudza. Wyszla z kotytarza.powtórzyla. ktos krzyczal okropnie. poruszajac ustami. Ciri weszyla dym i swad spalenizny. -A mnie skad to wiedziec. Pojrzyj sama. . tu. majac po prawej i po lewej rzedy ustawionych w niszachposagów. . ino sprzatam po nich i sprzatam . ze to nie czlowiek. To musialo skonczyc sie zle. Dalej leza ly jeszcze dwa trupy.Jest kobieta. blysnelo. zawodzil. gotowa do salt i uników. Cos sie tam palilo. jak gdyby cos zula. * * * Gdzies na dolnych kondygnacjach wrzala walka. Gdzie? Kobieta z miotla milczala dlugo.Dyc ja tu ino sprzatam. ale i mutantem. ale miotla. Skinal reka. Ciri spojrzala. Widziala juz kiedys te posagi. ze az zadygotaly wspierajace sklepienie kolumny. -Wieziona jest gdzies tutaj . na zamku Stygga. Odskoczyla. wyl z bólu. drugi nieprzyzwoicie wrecz rozkrzyzo wany. wysikalas sie pod huragan. Huknelo. Cos huknelo z taka moca. golabeczko? . -Nic. golabeczko. czula powiew cieplego powietrza. ale siwa. I ze to nie dzida. rzadzona zametem hormonalnym. jego plaszcz powiewal jak smocze skrzydla. -A oni nic. jeden zwiniety w klebek. Ciri ostroznie wyjrzala zza wegla. -Mimo twego rozsadku . w ogóle nie patrzac na Ciri. c huda i zgarbiona kobieta. a wiec istota ewolucyjnie nizsza. Piorun odbil sie od wyczarowanej przez Yennefer tarczy. a ze scian posypal sie stiuk.w jednej sprawie wykazujesz zadziwiajaca a niemadra konsekwencje: niezmi ennie pragniesz wioslowac pod prad i sikac pod wiatr. Na posadzce widniala zygzakowato rozmazana smuga krwi. Korytarz byl pusty. na emocje niepodatnym. Smuga ciagnela sie kilka kroków i konczyla przy skurczonym pod sciana trupie. W snach.czarodziejka o czarnych wlosach.przemawial dalej Vilgefortz przelewajac ogien z dloni do dloni . idac.Vilgefortz szedl w ich strone. jestes prze ciez nie tylko mezczyzna z natury rozsadnym.

ze trza ci prosto. ze cos uslyszala. Czy bedzie kiedy koniec temu? -Nie . -Yeeneeeefeeer! Zdawalo sie jej. Do jej nozdrzy znowu dobiegl odór spalenizny. a stamtad do duzej halli.powiedziala glucho Ciri. Sama i zablakana w plataninie korytarzy. Ale tobie.. na pewno! Wbiegla na galerie.powiedziala. powiem. . ino brud. Tak.. . Bonhart jak duch wychynal z niszy i uderzyl ja piescia w twarz. -Ciegiem brudza . -Dziekuje.Brud. .kobieta wziela kubel i szmate. a on skoczyl na nia jak jastrzab. golabeczko. -Pani Yenneeefeeer! Do tej pory zachowywala cisze. Kobieta nizej opuscila glowe i wznowila wycieranie. Ale teraz. Kobieta przestala wycierac. Taki juz jest ten swiat. . * * * Byla sama. A ty sprzataj i sprzataj . Zatoczyla sie. a potem zas na lewo. zabrala sie do wycierania. Ale glowy nie podniosla. -Ja sprzatam .Obok nich lezaly kusze. nic wiecej. uklekla. obawiajac sie sciagnac sobie na kark ludzi Vilgefortza. ciegiem brud.Nic wiecej. przedramieniem przydusil do m uru.Nigdy. chwycil za gardlo. miedzy smukle filary.

byle dalej. w inne czasy..robi tam miazge z twoich wiedzminskich ratowników. brutalnie zlapal za krocze. byle dalej od niego. pchnal. gdybys nie wolala . uciekac? Zostawic na ich laske Yennefer i Geralta? Ale rozsadek podpowiadal: martwa nie na wiele im sie przydam . Bonhart momentalnie pojal. przyciskajac piesci do skroni. Skupila sie. Dalej. jak serce zjezdza jej w dól. . jesli uciesze oczy widokiem tych zabiegów. Dobadz broni.. zanim ostygniesz.Ciri spojrzala w jego rybie oczy i poczula. A ona momentalnie wiedziala. jakie szykuje dla ciebie Vilgefortz. Ja musze poczuc. ziebnac z trwogi.Ales wolala. jak zlowrogo blysnely mu oczy.wycedzil.. -Wolalbym na arenie . Lowca wyszczerzyl zeby. na przeznaczenie. zamek zadygotal.Jako ukoronowanie. pomyslala. Uciekac. do podbrz usza. odswietujemy zaslubiny. czego chce. I od razu pojela. wsunal dlon we wlosy na karku. Plugawie na czary i czarowników. Widziala. Rozlegl sie daleki huk. Przejechal dlonia po jej ramieniu.zasyczal. Wiedzminka kontra Leo Bonhart! Ech. co sie swieci. Urwal. Jestes moja. na domiar tesknie! To za mna tak tazylas? Kochaneczko? Wciaz przypierajac ja do muru.powiedzial . Usluchala. dziewczyno. I rzucil jej pod nogi miecz. plugawie na starsza i na mlodsza krew. -Wypuszcze ci krew z zyl. jako final wielu pieknych przedstawien.A potem. wiedzminko .. Czula wstyd: jakze to tak. Mylilem sie. Bonhart cofnal sie o krok. Pojela to. pomyslala z triumfem. na przepowiednie. -Myslalem .wyjasnil z kamienna twarza Bonhart . scisnal piers. W uszach Ciri zaszumialo. Udalo sie. Jej jaskólke. by rekojesc byla w zasiegu reki. jak zacial usta. przewiesila tylko pas przez plecy tak. by cos takie go zobaczyc! Dalej! Podnies zelazo i dobadz go z jaszczura. dobadz miecza. jak t woje zycie splywa po mojej klindze. rzucil sie ku niej. cos blysn elo. . Ale nie wyciagnela klingi z pochwy. -Nie odnalazlbym cie. Cóz znacza d la mnie te wszystkie wrózby i czary? Co mi z nich przyjdzie? Nic! Nic nie da sie porówn ac z przyjemnoscia. . I umrzesz moja. -Vilgefortz . Ale bylo za pózno. ze triumf byl przedwczesny. Potem puscil ja.wycharczal. uciekac w inne miejsca. placiliby ludzie.ze wystarczy mi. az osunela sie po scianie. slyszac wsciekle wrzask i . na losy swiata. Ciri zaszarpala glowa.

okraglego pomieszczenia. Przed nia stal rycerz z wielkim mieczem..w przeciwny kraniec gal erii. Miasto plonelo. nadto kierowala sie ku odglosom walki. . wrzask mordowanych. byli jej przyjaciele. przytomniejac. przez koszmary z moich snów. Wybrala na chybil trafi l. W uszach miala rzenie koni. czula goraco pozaru. pomyslala. Przeniosla sie niedaleko. * * * Przebiegla dlugim i szerokim korytarzem. Skrzydla czarnego ptak a zalopotaly nagle. Nawet nie poza zasieg wzroku .. Ciri odwrócila sie i pobiegla.. Doscignal mnie az tu. Na pomoc! Cintra. To demon. widziala trzepoczace plonienie. Przynajmniej chwi lowo. Slyszala ryk ognia. Ale poza zasieg jego rak i jego miecza. Jestem osaczona przez demony. Oczywiscie wybrala zle. A Bonhar t byl juz pewnie blisko. Ciri zawrócila i rzucila sie do ucieczki. Wpadla do wielkiego. posrodku którego stala na marmurowym cokole rzezba przestawiajaca kobiete z zakryta twarza. Z pomieszczenia wychodzily dwa korytarze.Mamy ja! Bylo ich zbyt duzo. Fiasku winna byla chyba zla. nawet w waskim korytarzu. by mogla ryzykowac walke. przede mna on. najpewniej bog inie.. Wpadla do sali z marmurowa boginia. gdzie walc zono. zakryly soba wszystko. oba dosc waskie. Tam. -Dziewka! . w czarnym plaszczu i helmie ozdobionym skrzydlami drapieznego ptaka.i klatwy. potem drugi raz. sledzona martwymi spojrzeniami alabastrowych kanefor podtrzymujacych arkady. Niedaleko od Bonharta. Za mna Bonhart. wroga i paralizujaca aura tego miejsca. . Scigana jego rykiem. Chc iala zgubic i zmylic Bonharta. Wyspa Thanedd. I zmartwiala.ryknal jeden ze zbirów. Skrecila raz.

powiedziala jasnowlosa.burknela Ciri. -Widzialam niewiarygodniejsze . jak dziewczyna pada na klecz ki. a Ciri ze zdumieniem spostrzegla. Ale bylo za pózno. Ale on chce tylko mnie. Rycerz w helmie z piórami zrobil nagle krok. Biegnijcie. zobaczyla. Dziewczyna jak rys pr zemknela obok Ciri. Ladne.. . Ciemnoblekitne i miekkie jak atlas. Przybylem tu razem z Geraltem.ocenil rzeczowo Czarny Rycerz.. Cahirze.powiedziala dziewczyna. Wyszarpnela Jaskólke z pochwy.. . zamiast zaatakowac Ciri. Pozos tali cofneli sie w korytarz. Pamietala jego oczy z Thanedd. . -Uff ..Dab i zelazo! Troche potrwa. -Ratuje czarodziejke . ze to niewiarygodne. improwizujac opatrunek na udzie.Daleka droge przebyles. zanim sie przez to przerabia! -Nie beda tracic czasu. widzac..Trzeba skopac jeszcze kilka dup! Za ciotke! -Idziemy .. ciosem szabli rozciagnela na posadzce jednego z pacholków.Slychac bylo krzyki i tupot nadbiegajacych pacholków. Skoczyla.szepnela Ciri. ze za jego plaszczem kryje sie jasnowlosa dziewczyna uzbrojona w krzywa szable. spojrzal na Ciri.. Cahir pokrecil glowa. Dziew czyna machnela reka. Gdzie jest Geralt? Patrzyl na nia. ze to nic. z drugiej strony. Was nie bedzie scigal. poteznym cieciem rozplatal drugiego zbira. Jasnowlosa dziewczyna. o dziwo. poszukaja innej drogi .. pacholkowie wypchneli ja spod portalu. . trafiajac jednego z drabów prosto w twarz. -Tak! . Choc groznie wywijala szabla i wrzeszczala.. .. Ci ri spostrzegla.To jest diabel wcielony. widzac przesiakajaca krwia nogawke dziewczyny. Pomózcie Geraltowi. W iem. -Uciekajcie . .. wciaz na kolanach. od ucha tnac Jaskólka. A czarny ryc erz. Potem dopadla drzwi. ale nie zdazyla ich zamknac. podbiegl Czarny Rycerz.odpowiedzial. straszliwie siekac drugim miecz em. . Idziemy.rycerz zdjal helm. jak jeden dzgnal ja sulica. zatrzasnela je. syn Ceallacha.Jestem Cahir Mawr Dyffryn. -Umykajmy stad . -Nie dotkniesz mnie! Rycerz znowu postapil. Tobie na ratunek. -Yennefer. po czym spochmurnial nagle. dobyla zza pas a siekierke i cisnela nia..powtórzyl rycerz. kto nadchodzi korytarzem. Jasnowlosa dziewczyna rzucila sie ku drzwiom. a rycerz spuscil zasuwe.Te. Ciri przelamala strach. Ciri.

powiedzial. dwoje wiecej. co mówisz. Rozchelstal koszule. -Wiedzmin? Doprawdy? Cahir zawinal mieczem. stajac w pozycji. tutaj. junaku. A ty chcialabys. niz myslalem. .zasyczal. zatrzymal sie. Jechalem tu z konca swiata. zlowil falsz w jej glosie. Bonhart nie drgnal. -Aha! .-Ciri .To twój koniec! Trafila kosa na kamien! Przesadzila chyba. az zafurczalo.powiedzial lagodnie.Spójrz bo. -Pozegnaj sie z zyciem. z kim masz do czynienia. spojrzal podejrzliwie. gdzie pieprz rosnie. by cie odnalezc. gryf i wilk. -Zaraz bede wiedzial. zakrecil nim. czarownica gustuje . bedzi esz trupem. Ja chce tej dziewki. Machnal mieczem. . zdarl plaszcz. wiedzminko? Dobrze. Dwoje mniej. Kot. .wrzasnela. Cahir podciagnal rekawice. bym teraz uciekl? -Nie wiesz. W jego piesci blysnely srebrne medaliony. Ale tylko na chwile. Madrze byloby tedy zejsc mi z drogi i umyka c. Bonhart! .zgrzytnal zebami . -Jeslis naprawde wiedzminem . Ciri nagle doznala olsnienia. -W mlodszych. Zatrzymal sie.to wiedz. ze twój wlasny znachorski amulet zaraz ozdobi moja kolekcje. .Dziwie sie temu. nim zdolasz oczami zamrugac. do ciebie rankoru nie mam. owinal go wokól lewego ramienia. dostrzeglszy trójke. Bonhart.Odsiecz przybyla? Twoi kompani. ocalic i obronic. Jesli wiedzminem nie jestes. Róznicy to nie czyni. .

by nie przeszkadzac mezczyznom. zgarbil sie. Jedyna szansa bylo to. -Niezlys . Bonhart zaatakowal znowu. spazmowaly i mdlaly. ojcem Ceallachem... . -Mocnys w gebie. by scigac Ciri. byly niemile widzianym nietaktem i wielkim dyshonorem.poprawil sie .Nie. Zbyt wolno. Cahir sparowal ciecie. zadawalo sie. Ciri podtrzymywala utykajaca Angouleme.rzekl spokojnie Cahir. Tak chce przeznaczenie! Skoczyli ku sobie. nie inna byla tradycja i nik t jej nie zmienial. Ale u Dyffrynów taka. Korytarz napelnil sie szczekiem zelaza. Szykuj sie na smierc. mala zmija oszukala mnie. trzema siostrami oraz cala gromada stryjenek. ze sie spieszyl. Sparowal odruchowo. drzy i kolysze sie marmur owa rzezba. czy nie tylko.powtórzyl glucho Cahir Mawr Dyffryn aep Ceallach.Sprawdzimy. Pobiegly. Typ byl dla niego za szybki i za silny. I da capo. raz.charknal Bonhart. Zobaczyl blysk klingi. Kobiety. obracajac mieczem. Ocucone. matka. Spazmowac i mdlec wraz z babka. szlocha ly. lupnal kolanem w krocze. scieli sie szybko. postapil. zaczynaly szlochac i spazmowac. -Biegnijcie . . * * * Bylo scisle przestrzegana tradycja rodu Dyffrynów. Ale zaden z ciebie wiedzmin. junaku. najmlodszy brat poleglego w Nazairze i lezacego wlasnie w zamkowej zbrojowni Aillila. od którego. trzeci. nie pozwolono. -Sam tego chciales . Ciri. Angouleme. pchnal na sciane. Trzecie uderzenie odrzucilo Cahira.Bonhart zmruzyl blade oczy. chwycil przeciwnika w pasie. -Sam tego chcialem? . zebrane w odleglym skrzydle zamku.Niezlys. Spazmy i lzy nawet u kobiet. Bonhart zlapal g o za twarz. Juz po tobie. bratem Dheranem o raz cala gromada wujów. . ze z rybiookim ma nikle szanse.na pomoc Geraltowi. skoczyl. wujenek i kuzynek nie pozwolono mu. otoczyli dzika migotanina kling. w mysli zwyczaju i tradycji nie byl jeszcze mezczyzn a. z moca grzmotnal w bok glowy glowica miecza. Uciekajcie! -Cahir. I wyraznie sie denerwowal. Dziesiecioletni Cahir. gdy sie rozlaczyli. mlynkujac ostrzem. nie rozpraszac ich i nie zaklócac ich przemyslen. by siedzial i milczal wraz z dziadem Gruffydem. stryjów i kuzynów. ma si . Cahir odetchnal gleboko. Nie dopuszczono go do zebranego nad otwarta trumna grona mezczyzn. Starcie przekonalo go. szlachcianek vicovarskich. drugi.-Mocnys w gebie . ze nad zlozonym w zamkowej zbrojowni cialem poleglego krewniaka wszyscy mezczyzni z rodu odprawiali calodzi enna i calonocna milczaca wigilie. Ani zmieniac nie zamierzal.

ale jesli teraz matka kaze. z honorem.Juz ich nienawidze! A gdy bede duzy i bede mial prawdziwy miecz.obiecal Cahir. nieco zdziwiony. chwalebna i godna pozazdroszczenia smie rcia wojownika. -Cahirek! Chodz tu do mnie. i jej siostra. Cahir blaznowal i psocil na murach. Ma sie rozumiec.e rozumiec. Masz ich zawsze nienawidzic. przyciskajac chlopca do podolka tak. nie bylo tajemnica. -Bede ich nienawidzil .zalkala Mawr. synku .. ze Cahir az sie przerazil. placz mógl zrob ic podobna maszkare. Po pierwsze. Twarz matki byla czerwona i tak opuchla od placzu. Twoi wrogowie. ze babka Eviv a. kto pozbawil zycia twego braciszka A illila. pani . pani matko . pochodzila z Nordlingów. No. nie zas Aillil aep Ceallach.przyrzekl z zapalem. Wraz z reszta maloletnich krewniaków. to pójde na wojne i glowy im poucinam! Zobaczysz . ze nawet z tak urodziwej kobiety. matka Mawr. syneczku. Tata w gniewie nie raz potrafil nazwac babke "wilcz yca z Pólnocy". ze najmezniejszymi z meznych byli w walkach o Nazair ich wla sni ojcowie i starsi bracia. syneczku! Na kruzganku stala Mawr. I bil sie na kul aki z tymi. jego brat Aillil padl w boju.Zapamietaj ten dzien. przenigdy. równiez. Masz nienawidzic tej przekletej zbrodniczej nacji! -Bede ich nienawidzil. . . Zrobili to ci przekleci Nordlingowie. jak jego matka. nad czym wiec ronic lzy? Po drugie. przybylych do Darn Dyffra n a egzekwie.. Mocno postanowil sobie nie plakac nigdy. Wstrzasnelo nim. którzy uwazali. Pamietaj. ze tchu mu zabraklo. -Pamietaj. matka Cahira. pogrzeb i tryzne. ciotka Cinead var Anahid. za jej plecami.

. Ciri otarla twarz. -Odnalezlismy cie. Prosze. Dziewczyna chwycila ja za reke.. .. jak spod siedzacej. potem pasek. podloga zadrzala pod stopami. Nie wierzylam. -Tak. * * * Huknelo.. I uratowalismy. kurwa. Zdolasz? Powiedz! -Nic nie mów. A Fringilla kpila z nas. . sprawiajac.. Podtrzymywa na jasnowlosa dziewczyna ciazyla jej jak mlynski kamien. .. hrabine? Powiedz.. Bo za nim nie mozna nie isc. Bedziemy u ciebie w las kach. zbryzgala cokól posagu. jestes przeciez królowa.. Cahir runal pod stopy marmurowej bogini. .... zaczyna wylewac sie i wzbierac czerwona kaluza. Wiesz? -Wiem. -Ciri. Nie wierzylam.. Cahir upuscil miecz i zatoczyl sie.. -Powiedz. spróbowala zrobic opaski uciskowe. spod jej przesiakni etej nogawki. ze cie odnajdziemy. Korytarzem snul sie i plozil gryzacy dym. Cahir zaciskal piastki i dygotal z nienawisci. I zbyt blisko pachwi ny. policzek i usta.. ze az tak zbrzydla. sciagnela dziewczynie szal.matko! Mama nabrala powietrza w pluca i zaczela spazmowac. Powiedz mi. Ciri rzucila sie na kolana obok niej. I nagle ciezko siadla na posadzce. ze bordel w Toussaint byl lepszym pomyslem na zycie.powiedziala dziewczyna. -Szybciej. Ale rana byla zbyt wielka. W Cintrze. On juz taki jest. Biegnijmy szybciej. Ale nie klam.. Ciotka Cinead podtrzymala ja ... Angouleme westchnela.Powiedz. niczym poganska ofiara... Palce miala zimne jak lód.. -Wiedzialam..powiedziala calkiem wyraznie. Z nienawisci do tych.. Dziewczyna byla blada jak trup.. .. Oszczedzaj sily.Wiedzialam. a lowca z pólobrotu cial go miedzy szyje a obojczyk. jego krew. -Ja nie moge szybciej . -Ja jestem Angouleme. nagle pochylila sie do przodu i oparla czolem o ramie Ciri . ze sciennego panoplia z lomotem spadla tarcza. * * * Cios Bonharta rozwalil mu skron.. którzy skrzywdzili jego mame.. Ciri z przerazeniem zobaczyla. Krew nie przestawala ciec. prawda? Zrobisz ze mnie. -Nie mów nic.Angouleme poruszala wargami coraz wolniej i z coraz wiekszym trudem. Ale poszlam za Geraltem.

Ze bedzie musiala stawic mu czolo. Krew sciekala po ostrzu. Znala ten spiew. Ciri poczula.Minela dluga. . Wiedziala o tym.ocenil. bardzo dluga chwila. * * * Zobaczyla go. Dobyl broni. Ostrze Jaskólki zaspiewalo cicho. Jak palce do bólu zaciskaja sie na rekojesci. Tamten junak tez juz ziemie gryzie. przestepujac nad cialem Angouleme. -Trup . zanim Ciri zorientowala sie. Cofala sie szerokim korytarzem. Ale wciaz zbyt sie go bala. a on szedl za nia.I dobrze. z e przed nim nie da sie uciec. ze ucieczka jest niemozliwa. ze trzyma w objeciach niezywa dziewczyne. I nagle zrozumiala. Cofala sie. jak nadchodzi prowadzony martwymi spojrzeniami podtrzymujacych arkady alabastrowych kanefor. trzymajac miecz oburacz. jak ogarnia ja desperacja. ciezkimi kroplami kapala z jelca. .

wystarczylo jej lekkiego ugiecia kolan i zakolysania korpusu. ale i tak jego miecz zawadzil o jej ramie. bez przybierania pozycji. stary Leo Bonhart glowe stawi. urato wala sie blyskawicznym odskokiem. zmylil ja finta. zaskakujacego wygiecia lokcia. Idzie kostucha. Uderzy la jeszcze raz. Co to? Nie umiesz sie uczyc na bledach? Ciri przyspieszyla krok. Najsampierw my. Skontrowala natychmiast. z nienaturalnego. gdzies w poblizu wiedzmy Yennefer. ciela krótko. Cofala sie.I nudzi mnie to! Dwoma szybkimi krokami skrócil dystans. Cofala sie.Dla kogo bedzie druga? Moja oblubienico? Cofala sie. gladko wchodzac pod swiszczace ciecia. ze znajdzie sie tu. Bonha rt sparowal. Bonhart wywinal mieczem syczacego mlynca. .-Oszukalas mnie . . Ale cos mi mówi. Ciri zwinela sie w piruecie. Alabastrowe kanefory obserwowaly ich obojetnymi oczami. Ty i ja. -Pierwsza krew dla mnie . by o ulamek cala usunac sie spod ostrza.powiedzial na widok gwiazdziscie rozprysnietych kropelek na posadzce. w zamku. mamila i hipnotyzowala. Zrazu my slala. . ze ostrze przecielo tylko watowany rekaw. Ale tym razem czeka l na nia. Taniec szkieletów. Ale pierwsza r zecz pierwej. wykonujac mieczem szerokie koszace ruchy. Zaczela isc pólkolem. Znajdzie sie ktos taki.wycedzil . coraz szybciej. o malo nie stracila równowagi.cedzil Bonhart. -Nie dziala to na mnie . zmijo. Nie napotkawszy parady. . ktos medalion noszacy. uderzyla do razu. pewnie wyladowala n a lewa noge. Ciepla ciecz ciekla jej juz po przedramieniu i dloni. muzyko! Skoczyl. poderwala. która Ciri widziala na malowidlach swiatyni.warknal. impet parady wykorzystal do natychmiastowego ciecia od lewej. -Ostatnim razem . bez zamachu. lagodnymi ruchami klingi mylila i zwodzila. ale za chwile poczula pod pacha i na r ece ciepla ciecz. Spodziew ala sie tego. zanim jeszcze klinga zadz wonila o parade Bonharta. przyjela pozycje. -Graj. cial ostro.nie na wiele ci sie zdala ta sztuczka. zgarbiony.Junak nie mial medalionu. a on szedl za nia. Jak koscista smierc. idac za nia. Zatoczywszy Jaskólka krótki luk. Ciri zorientowala sie. zmuszajac lowce do obracania sie w miejscu. I nasze zaslubiny. juz wirowala wokól. Plynnymi. pomyslala.

Mial racje. Zostala tylko azurowa konstrukcja nosna . Byl spokojny. uniósl lewa dlon. brudne i porozwalane deski podlogi nizszej kondygnacji. kalenice i laczaca wszystko krata z belek. ze Bonhart zakolysal sie po paradzie. na co liczyl. Zmusil ja. cios przecialby ja chyba na pól. no . cofala sie po niej. Ale na ulamek sekundy utracil koncentracje. Nie wahala sie dlugo. Bo nagle runal na nia. -No. To koniec. Ciela z wypadu. ze nie mogla . Wiedziala. juz oznaczona deseniem karminowych wezyków. tnac krzyzowo. I bylb y spadl. a gdy na ulamek sekundy zawahal sie. Wstapila na belke. . gdyby nie jego wzrost.Jednak umiesz uczyc sie na bledach. stapal pewnie. Skoczyla na sasiednia belke. gdy ostrze Jaskólki z sykiem przejechalo mu przez piers i lewe ramie.-Obejrzyj sie. Ale Ciri znala go zbyt dobrze. na dnie której widac bylo zakurzone. Ciri tym razem nie dala sie oszukac fintami. na porozwalany parkiet dolnego pietra. Atakowal tak szybko. Bonhart spojrzal na swoje ramie. nawet nie patrzac pod nogi. Wywinela sie zgrabnie i sama zamarkowala cios od prawej. szedl na nia jak burza. padajac w przyklek z mieczem poziomo ponad glowa. sledzac kazdy jego ruch. Ta czesc zamk u byla zrujnowana. ze gdyby Ciri nie wywinela salta w tyl. by szla tylem. Nawet nie drgnal. Belka trzeszczala. mocno. Popatrzyl na geste krople kapiace w dól. Korytarz konczyl sie nicoscia. w ogóle nie miala podlogi. Wyciagnieta w góre lewa reka zdolal przytrzymac sie kalenic y i utrzymac równowage. na pelna dlugosc ramienia i klingi. Skontrowal natychmiast tak strasznie. siala kurzem i próchnem .powiedzial. tak szybka i mocna. Jego glos drzal wsciekloscia. przepascia. A Ciri ten ulamek wystarczyl.s lupy. Parl. koszac mieczem. nie spuszczajac Bonharta z oczu. Wrecz przeciwnie. opanowany i gotów do mordu. Zla parada lub pomylka na fincie pozbawilaby j a równowagi. a wówczas spadlaby z belki w dól. Skoczyl na jej belke. wywijajac mieczem w blyska wicznych fintach. bez zachwiania. To ja ocalilo. biegnac po belce. ciela sekunda dexter. w przepasc. tnac szybkimi krzyzujacymi sie uderzeniami.

cudem utrzymujac równowage. -Ty. Wahadlo. Ciri zaatakowa la jak piorun. Lezal nieruchomo. Spokojnie patrzac. jego energie. Uciekla mu skokiem w tyl. . I nagle wiedziala. rozkrzyzowany. ch udy. Ciela z wypadu. Klinga Jaskólki jeknela. Widziala. do krzyzaka pod kalenica.. z którego nie bylo ucieczki. jak jego miecz polecial na dobre kilka sazni w bok. W tym samym momencie Ciri odbila sie i skoczyla na sasiednia belke.zaryzykowac skoku ani salta. Poruszyl rekami. w czym rzecz. Widziala. . z szybkoscia atakujacej zmiji przeszla od parady do ciosu. Przejmujesz impet przez odbicie sie. Wyladowala. A drewno byl o juz mokre i sliskie. gdz ie powinien wniesc ja skok. Rozumiesz? Rozumiem. padajac w przyklek. Padl na kolano. Przez sekunde patrzyl na Ciri. sila ciosu zachwiala nim. z powrotem na belke Bonharta. zderzajac sie z brzeszczotem Bonharta. Byl juz wolny i niemrawy. Geralt. I zamarla z mieczem wyciagnietym w bok. a on nie utrzymal równowagi. na slepo niemal.. Pchal ja w miejsce. . ale i kolanem nie trafil w belke. Przebiegla pare lekkich kroków i skoczyla znowu. Zajeczal znow u. wielki. Podsunal sie do slupa.Ty. skosne i gladziutkie rozciecie na jego kaftanie zaczyna wzbierac i kipiec gesta czerwieni a.. Ciri skoczyla. przejmujesz jego impet. wsparl on plecami. jak runal na parkiet w gejzerze pylu. jak jego rybie oczy rozszerzyly sie ze strachu. co. Spadla obok niego w przyklek. Zraniony i calkiem bezbronny.. Potem spadl. Chybil o wlos. Przypieral ja do slupa. Troche potrwalo. Musiala cos zrobic. jak dlugie. Poruszyl nogami. ale wreszcie drgnal. oburacz macajac zakrwawiona piers i brzuch. Zobaczyla blysk w jego rybich oczach. Ale nadal straszny. Jeknal.Bonhart zachwial sie. Rzucil sie na nia. w miejsce. cial szeroko. lad ujac za jego plecami. Wiedziala. Kaer Morhen. Miekko jak kot. Obrócil sie w pore. Spróbowal uniesc glowe. tynku i krwi. musiala caly czas parowac i robic uniki. Odbijasz sie od wahadla. Ciela mocno i pewnie. Znienacka.

. Zadygotal konwulsyjnie. Bonhart wybaluszyl oczy jeszcze bardziej. Uniknela zdradzieckiego pchniecia szybkim pólobrotem i odskokiem. Potem pochylila sie. chrobotnal po deskach obcasami. Byloby widowisko. Ale ona tylko zerwala mu z szyi medaliony .Wygralas. Jestes na t o. patrzac na ostrze Jaskólki. by dobrze ja widzial. Wciaz sciskal sie za gardlo.ze ja wszystko pamietam. Jaskólka swisnela i ciela. gdy puginal juz. za szlachetna. Szkoda. gdy juz wszystko przez niego przeleci. Bonhart spojrzal na nia metniejacym i rozplywajacym sie wzrokiem.. I cicho jak nietoperz. rozlewalo sie wokól glowy wielka czarna aureola. Ale choc trzymal mocno. * * * . Ciri. na brudniej podlod ze. wielki.. Bardzo dlugo. jaki wydaje lejek. Syknelo i mlasn elo. Ale tak.rzekla Ciri zimno . .. chudy jak kostucha. Ciri stanela nad nim. -Mówilam ci przeciez ... I lezal tak. odwinela sie i uderzyla szybko i szeroko. kota i gryfa.-Wygralas. -Chyba mnie. ze to nie na arenie. Nie odpowiedziala. skoczyl wrednie i zdradliwie.. jaki wydal. Rybie oczy wylazly mu z orbit... By to jej. wkladajac w ten tyk cala nienawisc. Bonhart chwycil sie za gardlo. Ja cie przeciez znam.steknal. Patrzyla na niego dlugo. A potem upadl.wi lka. wzbijajac kurz.. dokad szedl. wiedzminko. zycie i tak wartko uchodzilo spomiedzy jego palców. I to byl ostatni dzwiek. Dopiero w ostatnim momencie.. ze wszystkich sil. pamietasz? -Ja wszystko pamietam.. -To ja dalem ci ten miecz. wzmagajac sile ciosu skrete m bioder. juz mial pograzyc sie az po garde w jej plecach. mocno. . tylko jej obraz zabral ze soba tam. zaryczal. Nie dobijesz powalonego i bezbronnego.Chyba mnie nie dorzniesz.wycharczal. ciela samym koniuszkiem klingi.. . kurczowo.. wsród polamanych klepek. Przechylil sie i runal w tyl. Rzucil sie na nia z nozem.. co? Nie zrobisz tego. Bez slowa. Potem odwrócila sie i poszla w strone wyjscia. z calego ramienia. Potem wydal z siebie bulgot taki. Oczy Bonharta rozszerzyly sie jeszcze bardziej.

.

zupelnie jakby wyzymal mokra szmate. pojal. Zadna nie siegnela celu. wystrzeliwujac w czarodzieja wlasna blyskaw ice. Ryknal wsciekle. Vilgefortz wyciagnal nagle rece. Pokryta runami krasnoludzka klinga. wiedzminie! A co powiesz na to? Wiedzmin nic nie powiedzial. wszystkie bezsilnie odbijaly sie od chronia cej czarodzieja magicznej sfery. Yennefer wrzasnela z bólu. oslonil glowe dlonmi. Tym razem Yennefer nie zdolala dac mu magicznej oslony. uniosla sie w góre. znowu zabierajac ze soba znaczna czesc sklepienia. zrewanzowala sie. w powietrzu zawyly odlamki terakoty i ostre kawaleczki mozaiki. Wielki odlupany z arkady zlom traf il go w bark.ryknal Vilgefortz. zdazyl zobaczyc nad soba poswiate magicznej tarczy. Polecial jak uderzony taranem. za która skryl sie wiedzmin. Vilgefortz zwrócil sie ku czarodziejce. I zaczel a sie skrecac. zatrzymujac sie dopiero na bazie kolumny. . Geralt zerwal sie. rozpostarl je gwal townie. Y ennefer zdazyla odskoczyc. lewitujac. lezac plasko na podlodze. Druga blyskawica trafila w k olumne. Oslepiajaca blyskawica przeorala posadzke. jak nedzna to oslona przed spadajacymi na niego kilkunastoma pudami gruzu. Geralt rzucil sie na niego. zwalajac z nóg. -Ha! . Wiedzmin odruchowo zaslonil sie mieczem. -Uwazaj. fastrygujac chmure dymu i kurzu nitkami ognia. ze uratow ala go magia Yennefer. ocierajac twarz z tynku. Yennefer. . o dziwo. Zerwal sie. Ból sparalizowal bo na moment. Czarodziejka zawyla przeszywajaco. Kolumna rozpekla sie i rozleciala w gruzy.Gruchnelo. z hukiem i brzekiem wylecialy witraze. swiadom. z której z rykiem buchnely plonienie. padl na posadzke i pojechal po niej. Geralt. Vilgefortz zwrócil ku niemu oczy i reke.Imponujace. Od sklepienia ur walo sie pól arkady i runelo na posadzke z ogluszajacym loskotem. rozciela stru ge ognia na pól. w sama pore. pokonujac ból. ale wcale nie bylo najg orzej. które cisnelo Yennefer o posadzke. Geralt! Odskoczyli. slala w strone Vilgefortza blyskawice po blyskawicy. Vilgefortz skrecil dlonie. za którym sie schronila. Przygotowal sie na najgorsze. skandujac zaklecia. która jednak Vilgefortz odbil bez wysilku i wrecz lekcewarzaco. Kolumna rozpadla sie na trzy czesci. rozwalil w drobny mak filar. oslonila go. Ale uprzedzil go Regis. Odpowiedzial uderz eniem.

Vilgefortz pchnal rozdartego wampira na kolumne. rozlal w bezksztaltny balwan. Vilgefortz zawyl ze zgrozy i wscieklosci.krzyknal wampir. ze czarodziej doslownie rozdziera Regisa. ze wiedzmin zak ryl uszy dlonmi. widzac. . ale nie zdazyl. Geralt tez krzyknal.steknal wiedzmin. Nie zdazyl ciac. spadl na Vilgefortza bezszelestnym lotem. starajac sie zobaczyc. chybiajac oko wylacznie dlatego. z bli ska. ze bylo nienorm alnie male. Geralt zaklal. którymi chwycil Regisa. blyskawicznym. Z hukiem i brzekiem wyleciala reszta witrazy. iscie tygrysim skokiem rzucil sie na czarodzieja i zlapal go za gardlo. Skoczyl na pomoc. Wiedzmina odrzucil potezna fala mocy. w atakujacego go wampira strzelil oslepiajaco bialym plomieniem. co z Yennefer. jak ryba lapiac powietrze. wzniósl sihill do ciosu. Regis zakrzyczal. zakrzyczal tak. z impetem walnal o sciane. wkladajac w klatwe cala wscieklosc i rozpacz. Regis. Ale byla to zluda. Blysnely kly. zastanawiajac sie nie nad tym. osunal s ie po niej. Wiedzmin przelecial przez cala dlugosc hali. Ale Vilgefortz nie byl jeszcze pokonany i kapitulowac nie myslal. Nim czarodziej zdolal oslonic sie czarem. Uwolniona Yennefer runela na kupe gruz u z rozdzierajacym jekiem. ze koniec z nim. rozjarzyly sie sie jak rozpalone zelazo. Regis chlasnal go szponami po twarzy. Vilgefortz zaryczal. krew z nosa buchnela jej na twarz i piers.Ja? Nie po to tu przybylem! Nieprawdopodobnym. Lezal. -Uwazaj . . Nawet na wampira. Czarodziej mial w arsenale orez na kazda okazje. A kolumna po prostu stopil a sie. Wampir stopil sie wraz z nia. Vilgefortz odwrócil sie i uderzyl go magiczna en ergia. .Wampir pojawil sie nie wiadomo skad w postaci olbrzymiego nietoperza. który przecial kolu mne jak goracy miecz maslo. I na ka zdego przeciwnika. co ma zla mane.. Regis zwinnie uniknal plomienia. Dlonie. Wampir krzyknal. Doskoczyl. z obu rak wypalil bialym ogniem. machal rekami. Przez moment zdawalo sie. -Uwazac? . juz wznosil do ciecia sihill. Geralt juz byl blisko.. zmaterializowal sie w n ormalna postac tuz obok Geralta.Uwazaj.

nadlamalem cie tylko ociupinke. Drug i cios trafil w lopatke. Zmylil Geralta skretem tulowia i markowanym uderzeniem od lewej. Vilgefortz szedl ku niemu.lecz nad tym. rozumiejac nagle. tym razem polamie cie dokladnie. W jego oczach palil sie triumf. az zadzwonilo. splywajaca do nóg slabosc. jak tego potwora przez chwila. ale zawsze. Wyplul krew z przecietej wargi. -Móglbym cie spopielic zakleciem . Uderzajac w posadzke o stope od glowy wiedzmina. ale nie uniknal odwrotnego pchniecia z dolu. Oczy mu zablysnely. oszczednie. by juz nikt nigdy ni e zdolal cie skleic. co ma cale. Skoczyl. z awahal sie na moment. az iskry poszly. walnal go z dol u w zebra. ze uda mu sie wstac. Geralt odturlal sie i szybko podniósl na jedno kolano. Byl wstrzas. Geralt unikal ciosów i sam je zadawal. Drag spadl. ale Vilgefortz zrecznie parowal. Nim wiedzmin odzyskal równowage i oddech. paralizujacy ból. biorac zamach. Mocniej uchwycil miecz. W walce. Mial jesz cze na tyle przytomnosci umyslu. Ale wstal. -Na Thanedd . Geralt scisnal w piesci medalion Fringilli. Czarodziej byl szybki i zwinny jak demon. Zaatakowal. Geralt nie wierzyl. Przyjal walke. uderz yl. Za . W jego reku zmaterializowal sie dlugi na szesc stóp zelazny drag. Geralt przetoczyl sie. Westchnal. Moze niezbyt uczciwej. W sama pore. bo to miala byc nauczka. Tak.powiedzial. wiedzminie. Poniewaz poszla w las. zakrecil dragiem mlynca . Drag znowu minal cel o kilka cali.Móglbym cie roztopic na szkliwo.Vilgefortz podszedl blizej. Vilgefortz doskoczyl. nad biodro. na drobniutkie kosteczki. drag skrzesal iskry na posadzce tuz obok jego glowy. Czarodziej wzniósl drag. Odskokiem ocalil czaszke od ciosu z góry. bo zelazny drag otar l sie o jego wlosy i walnal w mur. Drag migotal i swiszczal. . Zachwial sie i uderzyl plecami w sciane. by pasc na posadzke. Ale ty. czarodziej krazyl wokól tanczacego wiedzmina. powinienes umrzec in aczej. a wówczas zalobnie jeczala zderzajaca sie ze stala stal. Geralt nie uciekal. dostal w bark tak mocno. Czarodziej pokrecil glowa z niedowierzniem. ze az przykleknal.

padl na kolana. w pozycji. wstrzasnienie mózgu.pózno. Zamilkla. -To mój medalion. spojrzala na resztki stopionej kolumny. -Geraaalt. -Kto to byl. co widzial. staw biodrowy. -Byl czlowiekiem? -Uosobieniem czlowieczenstwa. Yen? -Pare zlamanych zeber. -Slucham? -Jego oko. . .. Co z toba. Pchnal go butem na kikut rozwalone j kolumny. w której mozna bylo rozpoznac zarysy postaci. Vilgefortz wrzasnal. Geralt czekal spokojnie. Nie odzyskal pelnej koordynacji. Krew cieknaca z nosa zalala jej caly podbródek i dekolt. Wygladala strasznie. Nie zawsze trafial. popatrzyl na brzuch i piers.Ciekawa rzecz. Geralt? -Druh. -Nie wiedzialam. Ja jednak zycie zawdzieczam glównie..powiedziala wreszcie Yennefer... malujac na niej falujacy desen. Vilgefortz zajeczal rozdzierajaco i uniósl glowe. widzac nie rozumiejacy wzrok Geralta . A u ciebie? -Mniej wiecej to samo. upuscil drag.Ni e wiedzialam . Geralt cial go ostro przez brzuch. Opuscil glowe. Bedzie mi go bardzo brak... Dlugi czas bylo bardzo cicho.ze znasz czary ilu zyjne. I to zdolne zmylic Vilgefortza. . gramolac sie z kupy gruzu. z sihillem gotowym do ciecia. zgiety podreptal do tylu. Beznamietnie popatrzyla na glowe Vilgefortza lezaca dokladnie posrodku podlogowe j . Wiedzmin juz byl przy nim. Wiedzmin nie dal mu dokonczyc. cial zamaszyscie. kregoslup. Poza tym swietnie. Czarodziej zakrzyczal . Dlugo nie mógl oderwac wzro ku od tego.powtórzyla. -Aha ..spojrzala podejrzliwie.. Ale i tak zyjemy dzieki Ciri.

powiedziala glucho Ciri. w migotliwej poswiacie pochodni i ognia w zelaznych koszach. -Pani Yennefer. -Mamusiu. wszyscy troje.Chce widziec niebo. W sn ach i wizjach. .powiedziala Ciri. by skonczyc z tym wszystkim. otarla go wierzchem dloni. -Ciri . pokonujac gwaltowny skurcz gardla. ze wyjdzie stamtad ktos jeszcze. I przetarl oczy. -Ciri .powiedziala Yennefer. zalu ani nienawisci.powiedzial wiedzmin. podtrzymaj Yen. -Nie potrzeba mnie podtrzymywac! -Pozwól mi. zapewnie czyms zaprószone. czekali uzbrojeni ludzie. -Chodzmy stad . -Córeczko. Widzial zdeformowane palce. . Odsloni la blizne na policzku. -Geralt .odpowiedzial. -Chodzmy stad . Bardzo mocno. jak ty wygladasz! Popraw wlosy! Nie garb sie. Na dole. dziewczyno . . Widziala juz te schody. Bedziesz mogla isc? -Z twoja pomoca. Czarodziejka wyzwolila sie spod ramienia wiedzmina i z najwyzszym wysilkiem wyprostowala. Pozwól no tu. mamusiu. Yennefer zgromila ja spojrzeniem. Czul tylko zme czenie. zeszklone juz oczko czarodzieja spogladalo na nich z niemym wyrzu tem. -Ciri . . tak. spróbowala zetrzec zaschnieta juz krew z rekawa. -Tak . Male. Yennefer poprawila i wygladzila jej kolnierzyk. Ale dopiero po dluzszej chwili. -Jak ty wygladasz. Cir i pokrecila glowa. daleko.powtórzyl. Wiedzmin patrzyl w korytarz.Ciri. . wielkie schody tonace w dymie.przyznal po chwili. Ciri drgnela. Geralt widzial jej rece na pleca ch Ciri. * * * I spotkali sie. jak gdyby w oczekiwaniu. . -Chodzmy .Dobrze cie znowu widziec. Zrozumial. gdzie schodzily sie korytarze. otarla oko.Ale ja sie juz napatrzylem. Przed nimi byly schody.powiedziala podtrzymywana przez wiedzmina Yennefer. z którego wyszla Ciri.powiedziala surowo. w miejscu.zdecydowal sie przerwac.powiedziala. -Ladny to widok . Dotnela wlosów. -Nigdy was juz nie opuszcze . sztywna jak automat. Spotkali sie pod martwymi spojrzeniami alabastrowych kanefor. Ciri podeszla. -Fakt . Nie czul gniewu. Objela mocno. Ciri glosno pociagnela nosem.Nigdy. I ogromnie pragnienie.mozaiki.powtórzyl. pod arkadami. .Spójrz tylko na siebie.

dobywajac sihilla.-Jestem zmeczona . Geralt. by nie upasc. ze to tylko symbol? -Wszystko to tylko symbol. Tylko te schody. Chodzmy.rzekl . Ciri. Podkute buty zoldaków zalomotaly na stopniach.przyznal Geralt. -Ja tez. Kota zawiesila sobie na sz yi. Tak trzeba. spojrzala na Yennefer. Wyciagnela odebrane Bonhartowi medaliony. oparla sie o balustrade. A ja chce widziec niebo. -Nie ma stad innego wyjscia? -Nie. -Mam juz dosc zabijania. -Mam nadzieje . -Ja tez . W dole schodów czekali na nich najemnicy Skellena. Puszczyk szybkim gestem poslal na schody pierwszy rzut. Ciri obejrzala sie. Nie ma. -Powoli. -Chodzmy. Nie spiesz sie. Wyciagnela Jaskólke z pochwy. Yen i ciebie. wilka dala Geraltowi.ze wiesz. Trzymaj sie blisko mnie.szepnela. . Blisko mnie. która. sciskajacy bron w spotnialych piesciach. Yen chce widziec niebo. dziewczyno.

nie pa trzac.o czym Puszczyk wiedziec nie mógl . zawyl o litosc. z czolem przy konskiej grzywie wyciskal z wierzchowca tyle galop . -Luki . -I spokojnie. zmylil finta. cia l jednego z dolu w gardlo. krew.darl sie z dolu Puszczyk. zaskoczeni i zdziwieni ich spokojem. My musimy wyjsc i zobaczyc niebo. Umarli natychmiast. -Dobrze. Ciri. Blysk klingi.byl juz dosc daleko. . krzyk. Nie wahaj sie. wycie. krzyk. Jechal prosto na wschód. spokojnie. Nastepnych trzech. Ciri. Blysk kling. Robi sie slisko. sciekala po stopniach. Smierc. padl im plackiem wprost pod nogi. . Geralt.-Tak. Geralt cial. wywijajac mieczami. przepuscil Ciri spod prawego ramienia. . -Zabic! . bez nienawisci. Blysk kling. Przeszli obok. Ciri. Szli. Ciri gladko chlasnela drugiego draba pod pache. nie ogladajac sie. Drab w nabijanej mosiadzem brygantynie skoczyl ku nim z dluga spisa. I blisko mnie. Ale spokojniej. -Dobrze. musza umrzec. doganiajac lejaca sie po stopniach krew. wrzask. dziewczyno. Az do trzeciego podestu nikt juz nie odwazyl sie zastapic im drogi. Oczy mial dzikie od narkotyków. Smierc. Ciri szybka skosna parada odsunela drzewce. Bez euforii. Gesta krew spelzala w dól. Pamietaj. Drugi podest byl juz blisko.Dawajcie kusze! Boreas Mun mial przyniesc kusze! Gdzie on jest? Boreas Mun . smierc. Chce zobaczyc niebo. Uwazaj. Geralt starl z twarzy bryzgi krwi. -Uwazam. Atakujacy ich drab poslizgnal sie na zakrwawionym stopniu. którzy stana nam na drodze. A ci. Najemnicy cofneli sie przed nimi. Geralt szybko wyskoczyl naprzeciw. Ota rl twarz. Wrzask. schodami zamczyska Stygga.wrzeszczal Skellen. bez zlosci. -Chce zobaczyc niebo. wciaz w dól. oburacz zakrywajac glowe. -Ja ciebie tez. -Bardzo cie kocham.Na nich! Zaaabiiic! Na schodach tupot. Trzeci chcial ratowac zycie skokiem przez balustrade. Szli. Ale po chwili trzech skoczylo ku nim z wrza skiem. Blysk kling. Do pierwszego podestu doszli bez przeszkód. Obrócil sie. -Zawsze juz bede blisko ciebie. Szli w dól. -Spokojniej. -Jestem spokojna.darl sie z dolu Stefan Skellen. -Kupa! . Nie zdazyl. jesli mozna z lokcia. -Nie zawaham sie.Zabic ich! Skoczylo nastepnych trzech. -Uwazaj. -Nie tnij z ramienia.

ze nie slyszy.u. nie przyspieszajac. ale i nie zwalniajac . znowu kilku gdzies pobieglo. nim spadl. .Bardzo dobrze . lekko zatrzesly sie rece i lzawily od fisstechu oczy. Ale dziewc zyna blyskawicznie wywinela sie zza niego. A wiedzmin i wiedzminka spokojnie. skoczyl na schody. Temu. Drugi nie trafil nawet w schody. spuszcze ci lanie. Geralt szybko zaslonil soba Ciri. -Wyzej! . Ale jesli jeszcze raz zrobisz cos takiego. Ciri. Zaden nie kwapil sie. Z pozostalych. ze dlugo koziolkowal. wyslanych po luki. by wejsc na schody. gdy szczeknela cieciwa. byla juz w pozycji . Po kusze zapewne. odbila belt tak mocno. wrócil tylko jeden.rozdarl sie Puszczyk. przykleknal i wycelowal. . . który zdecydowal sie strzelac. ze jest sam. ile sie dalo. zbici w gromadke.mruknal Geralt. Skellen zaklal sazniscie.Bardzo dobrze.Wejdz wyzej. Bylo ich jakby mniej. I nagle zorientowal sie. Skellen rzucil kusze. Pierwsze belt ledwie drasnal balustrade. wyrwal mu kusze. Wykrecila miecz do górnej kwarty. Wszyscy jego ludzie. byli na samym dole. durniu! Strzelaj z bliska! Kusznik udal.

powiedziala Yennefer. -Jestem z wami . Puszczyk ciosem piesci zbielil mi narkotykiem twarz. podnoszac do nosa dlon z fisstechem. a glos zlamal mu sie falszywie.da sie ich otoczyc! Hajze. -Chlopcy! . skrzyzowawszy rece na piersi. Geralt przeczaco pokrecil glowa. Od czarnych zolnierzy roilo sie w dole schodów jak od mrówek. Z góry. Skellen cofnal sie.mruknela Ciri. Az do samego dolu. by kogos zakatrupic i tylko czekaja na pretekst. W tych mniej zdecydowanych wymierzono kusze.kroku.zaryczal Skellen . lomot. Gdy znalazl sie w grupie swych ludzi. szli w dól. wymijajac trupy i kaluze krwi. pokazujac czarnym zolnierzom nie uzbrojone rece. -Gdy zejda na sam dól . I juz nie przestal sie cofac. Ze wszystkich trzech wiodacych ku schodom korytarzy rozlegl sie huk wywalanych berdyszami drzwi. Kilku z tych. Zaklal bezsilnie. Geralt poczul cieplo tak . Blisko siebie. ze czarni zolnierze az pala sie. Bez kusz. slysza l jej oddech. Ale nie rzucili mieczów. smialo! Za mna! -Sami se idzcie . Ale jestesmy razem. chlopcy! Smialo! Do broni! Geralt spojrzal na Ciri. Ciezko usiadla obok. -Na dole bedzie goraco. rekaw i przód kaftana. jeden po drugim. -Do kupy! Do kupy! . szczek zelaza i odglos ciezkich kroków. -Uwazaj . A potem usiedli. którzy pobiegli po kusze. . na stopniu. mamiac i tumaniac szybkimi poruszeniami kling. zeszla Yennefer. a oni byli juz bardzo. Okrzyknieci gromko i groznie najemnicy Skellena z b rzekiem rzucili na posadzke bron. widac bowiem bylo. spostrzegl. ze cofanie trwa. .powiedzial glucho. -Wiem. schodzac za nimi po schodach czerwonych i sliskich od krwi. Teraz usluchali wszyscy. -Glaeddyvan vort! Opór nie mial sensu. -Zawsze bede blisko ciebie. Puszczyk stanal pod kolumna. I omal nie zawyl z wscieklosci. Geralt czul cieple ramie Ciri. bardzo zmeczeni. -Cudowna odsiecz? . -Jestesmy razem. widzac na jej szarych wlosach bielutkie i lsniace jak srebro pasemka. I nagle ze wszyst kich trzech korytarzy wymaszerowali zolnierze w czarnych helmach. ostrza glewi i rohatyn. Pieczolowic ie polozyli je na stopniach. ponaglono jeszcze grozniejszym krzykiem.Smialo! Hajze na nich! Kupa! Dalej. zbrojach i plaszcza ch ze znakiem srebrnej salamandry. To nie byl czas na zlosc. Opanowal sie. Bardzo przerazonych. ramie przy ramieniu. w dól po zalanych krwia schodach zamczyska Stygga. Wiedzmin i wiedzminka mineli drugi podest. wracalo.Badz blisko mnie.baknal którys.ryczal Puszczyk. Kusze i zelezca wycelowano takze i w nich.krzyknal.

którego helm szczególnie bogato ozdobiony byl srebrem. ze tak nie moze byc zawsze.ze i przy drugim ramieniu. ale nie wiazano mu rak jak gemajnom. Bia le pasemka we wlosach. Z uklonami wrecz. a jego oczy palily sie w otworach helmu. Oficer odwrócil sie. spadla. . . Szkoda. Oficer popatrzyl na Ciri. Z arrasu na górze urwala sie plonaca szmata. Nie pomylil sie. majacej . Poniesiesz kare za zdrade. glosem.k sztalt potwornej zebatej szczeki.Staniesz przed sadem. Czarnych zolnierzy w plaszczach z salamandra robilo sie coraz wiecej.Stefanie Skellen .powiedzial oficer dzwiecznym glosem. rozstepowano sie z wyjatkowym szacunkiem. który zadzwonil az pod sklepieniem halli. zauwazaly i rejestrowaly wszystko. ze nie moze. Blizne na policzku. Ten wlasnie zatrzymal sie przed stojacym pod kolumna Skellenem. Blask zalsnil na srebrnym olamowaniu zbroi. Ludzi Puszczyka wiazano i po kolei wyprowadzano. Nagle pojawili sie wsród nich wysocy ranga oficerowie. pomyslal. z jakim rozstepowano sie przed nimi.jak u wszystkich Czarnych Zolnierzy . Kolej na nas. Przed jednym z oficerów. Bladosc. Puszczyka wyprowadzono. pomyslal Geralt. rozpoznawalni po bialych pióropuszach i srebrnych olamowaniach na zbro jach. wirujac jak wielki ognisty ptak. Puszczyk . I po szacunku.widac to bylo wyraznie nawet w migotliwym swietle luczyw i dopalajacych sie w zelaznyc h koszach obrazów . zrobil sie bialy jak papier. Krew na rekawie i dloni. na siegajac ej do polowy policzków zaslonie helmu.zbladl. A wiedzial. .

I zrezygnowane. -Panie Geralcie. Panie de Rideaux! -Na rozkaz. Geralt z ulga usiadl. Geralt nie skomentowal. pod czujna i nieustajaca straz a. oto jestes. . -Uratowales zycie mojej córce . oszczedziles katom roboty. Mozesz usiasc w przyt omnosci cesarza. wielu przybywalo potem do Nilfgaardu i widzialo mnie podczas audiencji.Potem Nilfgaardczyk obrócil oczy na wiedzmnina. Dzieki ci za to... -Jatki . Domyslilem sie po prostu. by nie robily glupstw. Az tak zapadlem ci w pamiec? -Nie rozpoznalbym cie. -Vilgefortz? . * * * -Daleka przebyles droge . we wlasnej osobie. . w której bede mógl w nie zaklócanym przez nikogo spokoju porozmawiac z panem Geraltem z Rivii. Deithwen Addan yn Carn aep Morvudd. kim jestes. ze chwiejesz sie jeszcze bardziej.usmiechnal sie cesarz. -Tak jest. -Cahir aep Callach? Znowu przeczacy ruch glowy. Wasza Cesarska Mosc.czy ty. Obie byly potwornie zmeczone. Juz jakis czas temu. prosze . nie przebyles dalszej. chcac je uspokoic. przestrzec. prosze za mna. W jej krwi.powiedzial. Spojrzal na Yennefer i Ciri. . jaka role odegral incest w rodzinie Ciri. . Daleka przebyles droge. Rzecz jasna. Ciri glosno pociagnela nosem i obtarla go nadgarstkiem. -Daleka przebyles droge . Tego przywileju udzielam ci. I nie ro zpoznal mnie nikt. W któryms z koszmarnych snów przysn il mi sie nawet incest najstraszniejszy. najohydniejszy z mozliwych.Krwawe jatki. W . zdejmujac helm Emhyr var Emreis. którzy przedtem widywali mnie w Cintr ze. -Poznales mnie. Z ludzi. Nilfgaardczyk zauwazyl i to. Bialy Plomien Tanczacy na Kurchanach Wrogów. i to przed szesnastu laty.A podobno brak brody i sposób zachowania odmienily mnie zupelnie. faktycznie bardzo sie zmieniles.Przyszedles tu z konca swiata. dozywotnio.A czynione na sile impertynencje powoduja. I prosze. Ale to nie bylo potrzebne. A tys widzial mnie przeciez tylko raz. Geralt przeczaco pokrecil glowa.. Nadto. Duny.powiedzial zimno Emhyr.spytal swym dzwiecznym glosem.. Juz chocby tylko z tego tytulu cos ci sie nalezy. -Nie wiem . wied zminie. -Prosze wyszukac tu dyskretna komnate. Za nia i dla niej. Ale cóz. usmiechnal sie.powtórzyl.odrzekl spokojnie Geralt . Nie bez obcej pomocy i wskazówki odgadlem . Emhyr nadal stal oparty o rzezbiona szafe.Kilkakrotnie. Wiedzmin wstal. Yennefer skarcila ja spojrzeniem. . W tym czasie prosze zapewni c wszelkie wygody i uslugi obu paniom. -Ledwo trzymasz sie na nogach . kto mieczem wojuje. patrzac na schody.powtórzyl.powiedzial oficer. Wasza Królewska Mosc! Wiedzmin nie zdziwil sie.

tak jak wiekszosc królowych. Syna. prawie nie znajac swego malzonka.imieniu wlasnym i potomnosci.Emhyr nie przejal sie kpina . który bedzie wladca swiata i który ocali swiat przed zniszczeniem.kiwnal glowa Geralt. -Cirilla . W dokladnie taki sam sposób. Arcyksiecia. pierwszymi nocami malzenstwa. .pojedzie do Nilfgaardu. której dokladna tresc znam tylko ja.podjal Bialy Plomien . -Rzecz jasna . którzy ja znaja. To znaczy. Cirilla nie bedzie pierwsza .reki przeznaczenia. Tajemnica ta umrze.Cirilla nigdy nie dowie sie. Czesto rozczaro wane pierwszymi dniami i. Milosc. o których mówilem. To przyjdzie z czasem.Nie moze byc jasniej. Ces arza. Wraz z tymi. który splodzi syna. . -Cirilla . Cirilla przeleje na syna. -Jasne . We wszystkim. Takze w twoich dzialaniac h.. w jaki zostawaly i zost aja królowymi dziesiatki dziewczat. Czest o nie majac o nim dobrego mniemania na podstawie pierwszego spotkania. która byla w tym wszystkim. a potem cesarza. -Nie mozesz nie dostrzegac . -Rozbrajasz mnie..odezwal sie po jakims czasie Emhyr .ciagnal cesarz . Geralt powstrzymal sie od komentarza. kim jestem. Tak mówi przepowiednia. którego z nia splodze. W stosownym czasie zostanie imperatorowa.bedzie szczesliwa. której od niej wcale nie wymagam. Od samego poczatku.

Nie zaslugujesz na jej milosc.. nie wiecej. za Schodami Marnadalu. Na szczescie znalem kilka osób.to mial byc sposób na zmuszenie mojego ojca do wspólpracy z uzurpatorem. ze Pavetta. co robie. prawda? Gdy byles Zakletym Jezem? On sprawil. Podówczas musial pracowac na pozyczonym. ze ratunku na urok powinienem szukac na Pólnocy. odsunal krzeslo.Nie podniecaj sie tak. jak ty zdolasz patrzec jej w oczy. -Ojciec nie dawal sie zlamac i zamordowano go. podarowalem mu za to wieze i sprzet. by ci o powiadac historie mojego zycia. lepiej. albowiem nie wiedziano. ze w nocy wraca mi posta c ludzka. Czar ownik dolozyl nieco z wlasnej inicjatywy. . gdy skonczy lat szesc.poderwal glowe wiedzmin . która kiedys niegodziwie i podle pozbawiles rodziców. dla twej wiadomosci. Nie dawal sie jednak zlamac. ze dziewczyny nie spotka krzywda.Zerwales zawarta umowe. nim minal. -Masz! . .przerwal gwaltownie Emhyr. a z która teraz chcesz niegodziwie i podle plodzic kazirodcze dzieci. Eimyr to w naszym jezyku "jez". wypuszczono w lesie i poszczuto psami. Przeznaczenie. Ale i nie mniej! Mialem zglosic sie po dziecko. Nie prosilam cie tu. gdy juz bylem cesarzem. To sa dlugi. Humoru mianowicie. ze czarownik robote spartaczyl. Teraz ja masz.To. Wierz mi.-Widze w tym raczej reke Vilgefortza. wiec spróbowano innego sp osobu. Nie czekales na przyrzeczony term in. których wiernosci moglem byc pewien.Nie wiesz nic. Chciales mi je ukrasc. Odszedl od szafy. Wiedzminowi faktycznie krecilo sie w glowie. Slusznie zreszta. zadrwilo z ciebie jednak. Sklamales z danego slowa. Mnie zas wsród drwin i szyderstw. -Cel uswieca srodki . Duny. Duny. Z cesarskimi odsetkami. na co zasluzyles . Potem. o którym wciaz mówisz. Dla ocalenia swiata. wiedzminie. Duny. Nie mam wobec ciebie zadnych dlugów . Ani by sie przed toba tlumaczyc. Bo to przeciez on skierowal cie wówczas do Cintry. I nie musisz wiedziec.powiedzial glucho Emhyr. obalony ce sarz. wyczytal w gwiazdach pewien troche zwariowany astr olog o imieniu Xarthisius. . trzynascie lat. Zlamales przysiege jako ksiazatko. -Z kraju musialem uchodzic. Za dziesiec lat! -Tylko tyle? -Tylko tyle. Przez nastepne dziesiec lat próbowales z tym przeznaczeniem walczyc .to niech ten swiat lepiej zginie. -Bladzisz we mgle .Geralt przerwal gwaltownie. masz dlug ja ko cesarz. Bo tylko tyle mi sie nalezy. Na oczach ojca wynajety przez uzurpatora czarownik zmienil mnie w maszkare. Bylo to po przewrocie. . . usiadl. Jedyne. bo gotowes zemdlec. to zapewnienie. robie dla potomnosci.. Nie wymagajac milosci.powiedzial niemal lagodnie Emhyr var Emreis. To zas. Miedzy nami. ojciec. -Jestes blady . Zadnych. byl wieziony i torturowany. odrzucajac na ramie plaszcz z salamandra. masz Ciri. -Jesli tym sposobem swiat ma ocalec .. A miale m wówczas. Zycie ocalilem. wlasna córke.zaczal spokojnie i cicho cesarz . zeby zginal. -Zelazny Jez . nie wiem. nie scigano mnie zbyt zaw ziecie..

Po pierwsze. -Dosc jednak dygresji. . Ach. jak "smazony". jaka obdarzy go wielki cesarz Nilfgaardu. przywileje i wladze. jakoby mial z tym cos wspólnego Vilgefortz. Tu wyciagnal zwiazane wezowa skóra zwoje i polecil mojej uwadze ich tresc. nie znalem go wówczas jeszcze. Gdy. Dowiedzialem sie. który wyslugiwal sie uzurpatorowi i katowal mnie na oczach ojca. I doszedlem do wniosku. Czyli ja. ze cel uswieca srodki. Zaoferowal pomoc i wkrót ce dowiódl. by w rzecz te sie wgrazac. Na laski. który wladal bedzie polowa swiata. wiesz. Podal sie za konfidenta ludzi. który wladal bedzie polowa swiata. Przecze jednak. Dowiedzialem sie o losie swiata i wszechswiata. -Tym sposobem poznalem przepowiednie. Który splodzi potomka. spytalem o motywy. sam ma zamiar wysoko wyros nac. za pamieci: gdy odzyskalem tron. co musze zrobic. bez zadnego owijan ia w bawelne oswiadczyl. szkoda czasu. Przy boku owych wielkich wladców. oswiadczyl bez skrepowania czarownik. wciaz nieufny. Do dzis ich zreszta nie lubie. dopadlem tamtego czarow nika. mialem silna awersje do magików. co zdarzylo sie w Cintrze. po drugie. ze pomóc potrafi. Tez popisalem sie poczuciem humoru. -No jasne. ze liczy na wdziecznosc. Magik nazywal sie Braathens. wrócmy do rzeczy. którzy w Nilfgaar dzie byli mi wciaz wierni i konspirowali przeciw uzurpatorowi.-O tym. Vilgefortz potajemnie odwiedzil mnie w Cintrze krótko po narodzinach Ciri. a w naszym jezyku brzmi to niemal tak samo. Potezny wladca.

a Ciri to moja córka.. Cel uswieca sr . Nim zda zylem wyskoczyc za nia.Miala nie przezyc . by nikt nie mógl odgadnac. którzy jeszcze zyja. do dzis nie moga odzalowac. I zrobilaby wszystko. Pavetta i ich dziecko mieli umrzec. Sposób podsunal mi Vilgefortz. a jego glos brzmial glucho. Nie zapomnialem jednak o przepowiedni. zdecydowali sie na zamach stanu. jak sie rzeklo. Ci z nich . Przed podniesieniem kotwicy tajemnie odeslala dziecko na lad. -Tak jest. -Ciekawi mnie . Podczas szarpaniny.spytal zimno wiedzmin . Niestety.. A zaloga.. Do tego potrzebny bylem jednak ja. Ocknalem sie caly w ba ndazach.I tak zaczela sie twoja droga po trupach. zaplatany w liny. bardzo uwaznie patrzyla mi na rece. Geralt uniósl brwi. -Ona nigdy ci nie ufala. Bylo jasne: musialem wrócic do Nilfgaa rdu. wypadla za burte. W momencie. ze ja jestem Duny. kiedy okazalo sie. falszywy królewicz z Maecht i lipny cintryjski diuk upomnial sie o swe dziedzictwo. majac za soba grupe oficerów liniowych i korpus kadetów. by mi przeszkodzic.Czul i czuje sie parszywie i cholernie podle. ze ja nigdy jej nie kochalem.odparl bez zwloki Emhyr. Przyszedl czas. A Calanthe uwaznie. Vilgefortz mial wciagnac okret w magiczny wsysacz. Miedzy nam i mówiac. -Wiem. na Glebi Sedny. -W upozorowanej katastrofie statku.powiedzial wreszcie.twarz cesarza nie wyrazala niczego . ze Ciri nie ma na pokladzie. Duny.w moich planach nie docenilem Pavetty. -Niestety .. sporo rewolucjonistów zywilo nadzieje. Wlasna osoba. Musialem wrócic razem z Ciri. zostawmy dygresje. . . wreszcie. Przezylem cudem. prawy Emreis z krwi Emreisów.. Prawy dziedzic tronu i korony cesarstwa . Zginac bez sla du. Emhyr var Emreis milczal czas jakis.Zaczela sie wczesniej .jak czuje sie czlowiek.dokonczyl wiedzmin. Wpadlem w szal. . Moi partyzanci zdobywali coraz wieksze wplywy. Sadze. by Duny. To melancholijne dziewcze o wiecznie spuszczonych oczach przejrzalo mni e i moje zamiary. -Ale. Pavetta i Ciri mielismy zamknac sie przed tem w specjalnie zabezpieczonej kajucie i przezyc. Mialem zlamana reke. Dostala ataku histerii. Walnalem w cos glo wa i stracilem przytomnosc. ale tak. a w Cintrze bylem w jej mocy. Ona tez. Musialem wrócic do domu. który zamordowal wlasna zone? -Parszywie .moje sprawy mialy sie coraz lepiej.Emhyr puscil ironie mimo uszu . Ja. Mialem byc czyms w rodzaju sztandaru rewolucji. Podczas rejsu ze Skellige do Cintry. ze cos wiedziala o tej wrózbie. .-W Nilfgaardzie tymczasem .. ze nie bede niczym ponadto. Nie zmienia tego nawet fakt. Vilgefortz wciagnal okret w ten swój wsysacz.

Bo bylo w nich cos. -Nawet dla celu. zadne Ciri nawet n ie znalo.kiwnal glowa Geralt. Reczyli. Zal mi jednak prawdziwie jej smierci.cesarz potarl twarz . ze lud tego zada. Postanowilem upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Demaskowala by cie. ze zechciales poswiecic mi czas. nawet marzyc nie moglem. Ale dluzej zwlekac nie podobna. Jestem ci wdzieczny.powiedzial wiedzmin. Nawet jej nie znali. Duny. -Wiem . Pavetta nie mogla zyc.kiwnal glowa Geralt.. który uswieca srodki? -Zawsze . do ataku na Cintre. Jest dosc zamków.Dziekuje ci za te rozmowe. Chocby Darn Rowan. ze lud pragnie przestrzeni zyciowej. ze pójscie za vox populi to bedzie taki mój cesarski egzamin..Dokoncz opowiesci. . Reszte wiesz. Zawsze jest ich wiele. Pavett a zginela przypadkiem.. Ale moi wojskowi i arystokracja ostro pchali mnie do wojny. .. O tym. Czas biezy. Zdobyc za jednym zamachem i Cintre. Patrzylem na smierc przyjaciól. do innych magików wciaz mialem awersje. -Lzesz . Szli. by ja ratowac.. I nigdy nie pozwolilaby na to. by ja porwac.mozna znalezc jakis mniej drastyczny srodek.. Nie móglbym jej zabic. patrzac mu w oczy. co jest porzadne i szlachetn e. -To wlasnie mialem na mysli . Emhyr uciekl uciekl przed jego spojrzeniem.a to cesarzom nie przystoi. daleko.. . by ratowac twoja córke.powiedziel sucho Geralt . Moje stosunki z Vilgefortzem znacznie ochlodly. i Ciri. którzy szli tutaj za mna konca swia ta.. I co? . -Nie zawsze .Gdzies. Nie chcialem tego i nie planowalem.odki. A poszli.. Oprócz Cahira. co chciales zrobic Ciri..zaprzeczyl Emhyr. Jest em bardzo zmeczony. -Calanthe strzegla malej jak zrenicy oka. -Zylaby .

-Ona . Mam pros be. ze skazany na smierc czlowiek honoru. bardzo dawnymi cza sy. zapomnialem. po prostu nie moze byc inaczej. Emhyr milczal dlugo. -Tajemnica musi umrzec wraz z tymi. Skrzywdzilbym ja. nie ma takiej ceny. dume i godnosc. Zrozum.wykrecil sie na piecie. -Nie obawiaj sie..Takie. Czy wchodzi w rachube. Uwazam.. by ci ja odebr ac. . Cóz. Masz racje. -Pozwól mi sie z nimi obiema pozegnac. patrzac na swe przeguby.powiedzial powaznie Emhyr .podjal spokojnie cesarz . Dawno. Ona tajemnicy nie zna. nie zgadzam sie z tym. gdy cenili swoje slowo. Duny. a lekali sie wylacznie wstydu. -Wiedzminie. cesarzu. przed przeznaczeniem nie da sie uciec. Bo do dupy jest taka historia. A ja nie potrafilbym jej skrzywdzic. -Fakt . -Rozkarz napelnic wanne.zaplaci kazda cene. Dobrze wiesz. ze to jest niesprawiedliwe. -Nie moge ci odmówic. -Wiem. Uciekne ci z kazdeg o wiezienia. Emhyr stanal przy oknie. gdy ludzie mieli jeszcze czesc. . . -Czy wchodzi w rachube . której nie zaplace.Posluchaj wiec. Ale trzeba zapytac.Ciri zaparskala jak rozwscieczony kot.kiwnal glowa wiedzmin. . Nie masz innego wyjscia. Sam to powiedziales.W rzeczy samej. -Yennefer mozesz pozwolic zyc. * * * Yennefer zgodzila sie od razu. Ale.. To dosc buntownicza natura. * * * -Ja nie rozumiem! . dawno temu. mówiac. Odbiore ci Ciri. -Slucham. by ujsc pr zez hanbiaca reka kata lub siepacza. -Moze i mam wobec ciebie jakis dlug . I jesli ktos chce wiedziec. a lo try zyja i dalej robia swoje..by Yennefer zechciala towarzyszyc ci w tej kapieli? -Jestem tego prawie pewien.Znalezli smierc.. Potem jestem do twojej dyspozycji. jak bardzo ona kocha Ciri. . wchodzil do wanny z goraca woda i otwieral sobi e zyly.. kim jestes. -Kolo sie zamknelo . dlaczego mam z nim isc? Dokad? Po co? -Córeczko . Nie powiem Ciri nic. zdarzalo sie. by ratowac Ciri. Wezwij ludzi.Waz Urobos zatopil zeby we wlasnym ogonie. którzy ja znaja. jakobys mial ich wiele.Ja nie pojmuje.powiedziala lagodnie Yennefer. .dodala. gdy umieraja ci porzadni. co mam ci do zaoferowania w ramach splaty. wciaz odwrócony ku oknu. I mscic twoja smierc. nie inne jest twoje przeznaczenie. -Dobrze wiem. Nie mam juz sil. Nieprawda jest. zapatrzony w szczyty gór.

Ale przegrali godnie.ten od miecza ginie. szare wlosy odziedziczyla po matce. prawda? Ja sie nie zgadzam! Ja ledwo was odzyskalam! To niesprawiedliwe! -Kto mieczem wojuje . Walczyli ze mna i przegrali. na wielkie szczescie.-A wy? -Na nas . gdy sie przypatrzec. czyja to krew. ..czeka nasze przeznaczenie. Jasna cholera.Yennefer spojrzala na Geralta . Na szczescie. Ale i tak. Po prostu tak musi byc. Identycznie skrzyzowane na piersi rec e. widac. pomyslal. te same roziskrzone oczy. -Oni chca was zamordowac. przeciez wszyscy to wid za! Przeciez cale jego czarne wojsko widzi to. czego nie da sie ukryc! Te same posta wy. Chodz tu.odezwal sie glucho Emhyr var Emreis . a Geralt bezglosnie wciagnal powietrze. ten sam grymas ust.. Ciri w trzech krokach stanela przed nim. Obejmij mnie mocno. córeczko. Uslyszal westchnienie Yennefer.

-Nie wolno ci go zabic. Obie z Yennefer objely sie i szeptaly dlugo. Imperator szybkim gestem uciszyl pomruk. Emhyr milczal dlugo. Co chcesz ze mna zrobic. nie spuszczajac z Ciri wzroku .. Na wet zwiazana.powaznie kiwnela glowa Yennefer. wzbierajacy wsród otaczajacych ich oficerów.powiedziala Ciri. Usmiechnal sie tylko. a lejtnant poda wam nóz. zawolajcie. Geralt. -Stanie sie to .. Patrzyl na nia. Nie odpowiedzial. Potem Ciri podeszla do Geralta.powiedziala cicho. Nie chcialabym umierac z mysla. ale zostawiam tu ludzi.. * * * Emhyr var Emreis. Cirillo Fiono Elen Riannon.zasyczala . Ze mnie. Geralt zaprzeczyl ruchem glowy. Dziewczyna westchnela. .wycedzil. Niemal az do cembrowiny wielkiego. -Tylu umarlo.Wasza Cesarska Mosc? -Slucham? -Prosze. marmurowego basenu. -Za duzo.Nie bój sie. ze godnie? Emhyr var Emreis nie odpowiedzial. wiedzminko. -Szkoda .co przeznaczone. Gdy zgasniesz. . -On mnie nie bedzie mial . I powiem ci juz teraz: nie pozwole ci sie tknac. nie krzywdzic mojej córki. -Zegnajcie . Za duzo tego bylo. Gdy bedziecie gotowi. Objeli sie. ja zabijania mam dosc. -Tylko nie placz. Jesli mnie. Wcale nie myslalam o zabijaniu. Pozegnaj sie z przyjaciólmi... Ciri zacisnela zeby. ze chlonie ja wzrokiem. bestii zrobic sie nie udalo. . -Znacznie lepiej. A jesli mnie. Z odwrócona glowa. towarzyszyl Yennefer i Geraltowi az do lazienki. pelnego parujac ej i pachnacej wody. wydawalo sie. Nawet bardzo dlugo. gardlo ci przegryze. Ale powtarzam: spieszyc sie nie musicie. -Zegnaj. -Doceniamy laske . -Latwo ci mówic. ze ona placze. . w miare mozliwosci. Ciri spojrzala na wiedzmina. których poinstruuje i którym wydam rozkazy. Zegnaj. Wiesz. choc na smierc patrzylam z bliska. I nie uda. .powiedzial.Ty zas wygrales. -Nie bój sie. Pamietaj. Nie wolno. Przegrali godnie? Smierc jest godna? Tylko bestia moze tak myslec.-Ty zas . .Nie musicie sie spieszyc. wiedzminie. -Ja wiem . mierzac dziewczyne wyraznie zadowolonym spojrzeniem. Tylu ludzi umarlo przez to wszystko. imperator Nilfgaardu. -Badz mezna. To cie zabije. mierzac Emhyra plomiennym spojrzeniem. Ciri. Odjezdzam.. Uciekne mu. Oparty o oscieznice. Mam sposób.Zapowiadalo sie lepiej.co ty knujesz. I myslisz.szepnela.

-A mnie. o c o mnie pani podejrzewa. ze wywloka mnie stad jako nagiego trupa. ze stac mnie na wszystko.spojrzal na parujacy basen. natychmiast zarzucila mu rece na szyje.Yennefer zrzucila trzewiczki i szybkimi ruchami rozpiela suknie.Niezbyt raduje mnie mysl. Pocalowal ja. Dalej. Wyszedl. ze nie skrzywdze córki pani i wiedzmina Geralta. nie bede sie kapac w ubraniu. a twarz mial bardzo dziwna.Nawet jesli to moja ostatnia ka piel. Geralt westchnal. energicznie rozbryzgujac wode. wszystko jedno. Geralt? Czemu stoisz jak wmurowany? -Zapomnialem. . Deptalem trupy ludzi i tanczylem na kurhanach wrogów. -Latwo zapominasz. jaka jestes piekna. jaka mnie wywloka . do wody. Gdy usiadl przy niej. Takze dzieki wam obojgu. cicho zamykajac za soba drzwi. -No. -Rozbierzemy sie? .odpowiedzial wreszcie. zrobic zwyczajnie nie potrafilbym. .Moze byc pani pewna.. . . Ale tego.. Sciagnela koszule przez glowe i weszla do basenu. Zegnajcie. I myslalem. wyobraz sobie. Teraz to wiem.-Pani Yennefer .

zaczely im drzec rece. -Czy to . Z najwyzsza trudnoscia radzili sobie z haftkami. -Niepojete . Usiadz na brzegu basenu. Ubierzcie sie. wrzasneli chórem.szepnal Geralt. Zawolali. pieszczac jej piersi .. jej .Oni wszyscy sobie poszli. -Juz czas. . Kocham cie. -Juuuuz! Jestesmy gotowi! Dajcie nam ten nóz! Heeej! Cholera! Woda stygnie! -To z niej wyjdzcie . Klamala.jest aby wlasciwy czas? -Na to . Boisz sie bólu? -Nie. ilu ich bylo..Nic.ciecia beda bolesne. Wyprostowana.To jest niepojete.powiedziala Ciri. z hardo zadarta glowa i kaminna twarza . Na rachunku sumienia? Przeciez to banalne i glupie.zamruczala. -Za rozkosz . nad woda i pod woda. Na golasa wygladacie strasznie smiesznie. Geralt. odchylajac glowe tak. . -Kocham cie. * * * -Kocham cie.glaszczac jej talie.powiedziala Yennefer.warto zaplacic bólem.kazdy czas jest wlasciwy.Jejku. -Nie zostawili nikogo? -Nikogutko. Na czym wolalbyc spedzic ostatnie minuty. Potem. ale nie bede. * * * Z poczatku nadrabiala mina. . Poszli sobie. Najpierw zawolal wiedzmin. potem zawolala Yennefer.spytal dla porzadku . Zwyczajnie. wsiedli na konie i odjechali. jej.odchrzaknela Yennefer . -Ja tez nie. Emhyr dwukrotnie powtórzyl. zagladajac do lazienki. -O co wiec? -Jesli woda wystygnie . * * * Gdy sie ubierali. -Coooo? -Przeciez mówie. ze jej wilgotne od pary wlosy rozplynely sie po cembrowinie jak male czarne zmijki. Wszyscy.odrzekla szybko Ciri. Yen. * * * -Jejku.wymruczal. ze nie musimy sie spieszyc. które nam dano? Na placzach i zalach? Przeciez to niegodn e. Zabrali stad wszystkich. Oprócz nad trojga nie ma tu zywej duszy. -Nie o to mi chodzilo.co by to tlumaczylo? -Nie . nurkowac. sprzaczkami i guzikami. -Zawolajmy. Az sie kurzylo. cholera jasna. nie doczekawszy sie zadnej reakcji. zanurzajac jedna reke i dotykajac go .Yennefer zanurzyla druga reke . -Odjechali. . Obojgu. -Czy stalo sie cos . Ciri paplala. Zawolajmy.

smialo i wyzywajaco spo jrzala na budzace groze nosale i zaslony ich helmów.. tym bar dziej. . odepchnela od siebie urekawiczone rece czarnych rycerzy. barczystego draba ze srebrny mi galonami i bialym czaplim pióropuszem. Nie dotkneli jej juz wiecej. ze powstrzymywalo ich przed tym warkniecie oficera.

Byla tego swiadoma. Dotknal zdeformowanego blizna policzka. I dziwili sie teraz. Emhyr patrzyl na nia dlugo.Poszli ku wyjsciu. nigdy nie zobacze. Ale teraz . wstrzymala szloch. Potem przytulil. a rece trzymala sztywno niczym strach na wróble. ze podchodzi. Ciri. Niektórzy widzieli ja na zakrwawionych schodach. tym silniej wybuchal. I wyciagnal rece. Nilfgaardczycy z salamandrami na plaszczach patrzyli na nia w ciszy. Dzie wczyna walczyla ze wszystkich sil. A ona. Potem podszedl. Ale szlochala coraz glosniej i coraz rozpaczliwiej. teraz. ze jego dotyk wcale nie jest przykry. ku swemu najwyzszemu zdumieniu. Walczyla. . ten ciemnowlosy czlowiek o twarzy. Z jeszcze wiekszym zdumieniem stwierdzil a. chrzeszczaly kolczugi. Widzac. Fala lez przerwala tame pozorów. Swiadomosc momentalnie. pozwalala mu na to. Nigdy. wstrzasana placzem. która na takie gesty zawsze reagowala odruchowym cofnieciem sie. butnie skacza ca do oczu samemu imperatorowi. Eskorta stanela równierz. gladzil po glowie i plecach. Dotknal jej wlosów. wiedzminke niepokonana. dzwonila bron. niejasne wspomnienia. kluly jak szpilki.wygladalo to juz tylko smiesznie . I w zdumieniu. Twarz Ciri skurczyla sie i wykrzywila. otarla oczy rekawem. hardo zadarla glowe. wszyscy widzieli ja w rozmowie z cesarzem.byla tego swiadoma . Po kilkunastu krokach obejrzala sie po raz pierwszy. szlochajac i lykajac lzy. Zwolnila kroku. Dudnily ciezkie buty. przerazliwa i chlodna jasno scia zaplonela jej pod ciemieniem mysl. Na warkliwa komende oficera zelazne rece chwycily ja pod pachy i za prze guby. Po nastepnych kilku po raz drugi. Ani Geralta. Przeciez ja ich juz nigdy. widzac pochlipujace i lkajace dzi ecko. nie zareagowala. Zatrzymal ich cesarz Emhyr car Emreis. Wiedzminke z mieczem. Puscili ja na jego ostry rozkaz. która budzila w niej dziwne. oczy napelnily sie lzami. z nosa pocieklo. ale na prózno. Ci ri pociagnela nosem. jakby liczac bielutkie jak snieg pasemka. ani Yennefer. Ciri. potem zatrzymala sie. Im mocniej wstrzymywala placz. Ale tylko na moment. Potem powleczono j a. Ich spojrzenia palily ja jak ogien. eskortowana z obu stron. Bez slowa. ale bez skutku. obejrzala sie po raz ostatni. Z dumnie uniesiona glowa. za jednym zamachem starla maske udawanej odwagi. Nie stawiala oporu.

odwrócil sie i odszedl.kiwnela glowa Yennefer. * * * -Zamek Stygga . tupiac. Przysluge te wyswiadczyl nam nie kto . -Powiedzial: va faill. Krzyknal rozkazy. Fringilla nie zaczerwienila sie. -Wiem . którego nazwy mój informator. -Powiedziala pani: "byla" . moje drogie panie.W Ebbing.-Dziwna to rzecz. I wszyscy poszli sobie. Wsiedli na konie i odjechali. . W zyciu tego nie pojme. cala szajka gryzie juz ziemie. . jaki byl wstyd. calkiem obojetnie. Bo gdy sie zastanowic. Mijali mnie. . -Byla .uslyszala szept. patrzac spod rzes na Fringille Vigo. lomoczac i brzeczac zbroja mi. nad górskim jeziorem.. chocby nie wiedziec. -Kryjówka Vilgefortza byla w zamku Stygga . * * * -Jak powiedzial? Twarz Ciri skurczyla sie lekko.. prosty zolnierz.powtórzyla Filippa Eilhart. . -Co? -Nie zastanawiaj sie. az echo szlo po korytarzu. nie byl w stanie zapamietac..wpadla w slowo Filippa.. Potem puscil mnie.Bo Vilgefortz nie zyje. Dzieki kr emowi rumience nie bily na twarz. córko. przeznaczenie .Co bylo potem? -Potem.Zegnaj. W ciagu minionych trzech miesiecy udalo jej sie wyprodukowac magiczny krem dzialajacy kurczaco na naczynia krwionosne. dziewczyno. slyszalam rzenie i tetent.potwierdzila Assire var Anahid. W Starszej Mowie: zegnaj. On i jego wspólnicy. luned.zwrócila uwage Francesca Findabair. -Ciri.

Nie zapomnialas aby o czyms. ze w spr awie Vilgefortza zostalysmy wyprzedzone i wyreczone.powiedziala sucho . nie zapomnialam. -W tej chwili . Wraz z Yennefer i Ciri.albowiem mialo to miejsce noca widoc zny byl nawet w Metinnie i Geso. Wez ze soba Keire i T riss. a przeogromny jej majatek w spadku dalszym przypadl krewnym.pokiwala glowami. córka barona Ottona de Congreve. Estella val Stella.zawal zajec zwiazany z wojna i przygotowywaniem rokowan pokojowych. ale krem dzialal naprawde niezawodnie.. ludzmi lekk imi i szalawilami bedac. umarla w 1331. -Choc tlumaczy nas . tak cesarza. Dzieki wielkiemu afektowi ku mlodej cesarzowej Cirilli Fionie (ob.inny. blysk . Filippa pacnela dlonia w stól.podjela Filippa .). jak ich odszukac. przez co do niemalego przyszla majatku. Sabrino. jak i cesarzowa. Zadna z nas. Wzgledem którego popelnilysmy blad.) sie cieszaca. które uwolnil. Jedne mniejszy. po rychlej smierci tegoz nader roztropnie dobrami zarzad zala. Trzeba sie bedzie zastanowic. Chcialam prosic o to wlasnie ciebie. za porazke lozy uznac nalezy fakt.wiedzmin Geralt jest gdzies w Ebbing. Legenda. Przezywszy obo je. Na naprawde odleglych krancach swiata. zeby sladu nie pozostalo. Bialymi zwanych. Tak. doszczetnie go przeputali. drogie panie. która jak córke wlasna kochala. . Zalatwcie te sprawe. Loza . Wszystkie z nas. bocznej galezi Liddertalów.za wyjatkiem bladej jak trup Fringilli Vigo . wielce znaczna osoba byla u dworu.. poslubiona hrabiemu na Liddertalu. -A ów zamek? . drugie wiekszy. zartobliwie "cesarzowa matka" zwana byla.przerwala Sabrina Glevissig. Choc stanowisk nie piastowala zadny ch. Seria wywolanych wybuchem wstrzasów tektonicznych wyczuwalna byla jeszcze dalej. Którego nie docenilysmy. Filippo? -Nie. powinna miec wersje jedna i prawomyslna. Wszystkie czarodziejki jak na komende spojrzaly na Fringille. . * * * Huk eksplozji slyszano az w Maecht. ci zas. Nie powinno sie nam to juz wiece j zdarzac. a dobry nasz znajomy wiedzmin Geralt z Rivii. * * * Congreve. ze glos jej i zdanie cesarz zawsze atencja i konsydencja zwykl by l zaszczycac. Duza estyma cesarza Emhyra var Emreisa ( ob. o ile powstanie. wiadomem bylo. Assire var Anahid westchnela.

bo zalecialo spalenizna. Ale nie Boreas Mun.zawolal. -Mizerny jest mój dobytek . Kazdy. Ale jestem do niego przyw iazany. . . Boreas Mun zbyt duze mial doswiadczenie w kwestii podchodów.Effenberg i Talbot. Bede go bronil na smierc i zycie. granatowego nieba. grzebieniem których najezone bylo zbocze wzgórza. Poruszyl sie.powiedzial glebokim glosem mezczyzna. -Wylaz.Nadaremne sa te twoje sztuczki! Widze cie. I przybral postac ludzka. -Nie jestem bandyta . starajac sie zabarwic glos dufna i pewna siebie arogancja. polozyl dlon na majdanie luku. drgnal na tle ugwiezdzonego.w pozornie spokojny ton wplótl szorstka.Nie wiele w nim mam. . Boreas obrócil rozen z pieczenia. Zmienial pozycje tak szybko. metalizowana nitke ostrzezenia. Tam jestes. ze niedbale sie podpiera. czlowieku! . ze kazdy dalby sie podejsc. Encyklopedia Maxima Mundi. byl zreczny i lisio przebiegly. Jeden z megalitów. a poruszal sie tak zwinnie i cich o. który podkradl sie. trzeba bylo oddac mu honor. Udajac. tom III Rozdzial dziesiaty Podkradajacy sie do biwaku czlowiek.

Drugi z mezczyzn . Obrócilbym ten rozen. którego cien dosc skutecznie kryl twarz.sposób poruszania sie zdradzal to momentaln ie wycwiczonemu oku tropiciela . . Zachowalem jednak ostr . Boreas obrócil rozen. Elfowi nakrycie glowy zastepowal zawój z kolorowej chusty. wygladal w jego reku jak laseczka.Jestem pielgrzymem. -Jaki dru. wiere. Gdy w blasku ogniska zobaczyli te twarz. biegnaca skosnie przez czolo. I znowu westchnal. bezszelestna jak cien. teraz znieksztalconego paskudna szrama. Krylem sie przed obu panami nie ze zlych intencji. drgneli obaj. . drag gruby jak holobla. Ha. westchnal. Pielgrzym nosil filcowy kapelusz z szerokim rondem. twarzy nie kryjacy.Nie mam zlych. Mies o ma po tej stronie wiecej niz dosc.stwierdzil. Tym razem Boreas Mun nie dziwil sie niczemu.Prosze wybaczenia .. A dac sie podejsc przez elfa to nie han ba.Wyweszylem. chrzaknal. pieczyste z oddali. brew. potrzebny bylby ciezar co najmniej dziesieciu pudów. Zaniepokoil sie tez nieco. Pielgrzymi kij. kompozytowa siedemdziesieciofuntówka. .zwabil panów ku memu biwakowi. nie chwalac sie.byl elfem. Boreas Mun chrzaknal. nos i policzek az do podbródka.powiedzial pielgrzym. a glos zmienil mu sie lekko. Pielgrzym byl wysoki i poteznie zbudowany. Jego luk.powtórzyl potezny mezczyzna.. kiep ten.I zaczekac. .. Zwierzak tylko patrzec. . co skapi poczestunku wedrowcom na szlaku. lecz ze strachu. -Onze ptaszek . wydala mu sie nagle mala i delikatna jak dziecieca zabawka. jak sie dopiecze. -Jestem pielgrzymem . -Ten drugi . jakim sposobem taki wielki ciolek zdolal sie tak zwinnie podkradac. Boreas i pielgrz ym.Prawda . nie zapytal . czyz nie tak? -W rzeczy samej .zdecydowal sie. a zeby go przewazyc na szali wagi. opierajac sie na kiju i weszac slyszalnie. z której z pól setki kroków kladl losia. . Ale nie wydali z siebie nawet westchnienia. widzac jak z mroku z przeciwnej strony wylania sie smukla sylwetka..powiedzial dziwnie nieelfim. Boreas Mun dziwil sie zaiste. zrobilo sie jasniej. znowu obrócil rozen. lekko chrapliwym glosem elf. ogien strzelil.zajaknal sie pielgrzym i urwal. Tluszcz z sykiem sciekl w ogien. niegdys pewnie elfio pieknego.tez niech wyjdzie.pielgrzym kiwnal rondem kapelusza. mierzyl jak nic siedem stóp. Boreas szedl o kazdy zaklad. . Nawet cichego westchnienia na widok tego oblicza.Panowie racza siadac .udajac menhiry. .przerwal ostro Boreas .

Boreas raczej nie oczekiwal odpowiedzi. -Przelecz Elskerdeg . Pelno tu dzikich wyznawców okrutnych kul tów. mozna bylo isc tylko na wschód. dokad zmierzal i on. pytanie bylo niedyskretne. bylo glupie.oznosc. jak cie zjesc. . -To prawda . -A co wzbranialo ci sie ujawnic? -Rozsadek. Pielgrzym mial kordelas. . A im dalej w góry. Ale wszystkie trzy wywecowane do grozniejszych celów ostrza dzis posluzyly do kraj ania miesa. -Pieczyste gotowe . na wschód. . . pieczono kobiete. Ja tez widzialem kosci w ogniska ch. . a elf sztylet. mosci elfie? -Dawno. Bez krepacji. -Waszmosciom tez na wschód droga? Za Elskerdeg? Do Zerrikanii? A moze jeszcze dalej. Na ognisku. Po drugie.Bylem tam nastepnego ranka. do którego zblizylem sie przed dwoma dniami. szkielety na palach. w którym sie znajdowali. ani elf.potwierdzil elf. z wygladu tez bynajmniej nie kuchenny. Przez jakis czas slychac bylo tylko chrzest i chrupotanie szczek. Tam.Boreas Mun obrócil rozen i przerwal niezreczna cisze .Boreas zrecznym i nie pozbawionym cech demonstracji ruchem otworzyl motylkowy nóz. -Nastepnego ranka . I istot. Z mi ejsca. do Haklandu? Nie odpowiedzieli.Na pewno. widzialem ludzkie kosci w popiele.poprawil elf. ze na jego skrytej cieniem kapelusza twarzy zjawil sie nieladny usmiech. Przez Elskerdeg. tym bedzie gorzej.to miejsce iscie nie cieszace sie najlepsza slawa. Wisielców na drzewach. które tylko patrza. ani pielgrzym. Podobno. Po pierwsze.Prosze. panowie. a Boreas szedl o kazdy zaklad.Dawno idziesz skrycie mym tropem. I skwie rczenie wrzucanych do zaru ogryzionych kosci.powtórzyl przeciagle pielgrzym. -Nie podobno .

bym kiedys cos takiego jadl. Byl czlowiekiem rozsadnym i trzezwo myslacym.od dawna na szlaku? Tu. Boreas chrzaknal cicho. Cisze. O porzadku nie wspom .podjal . Pewien byl.. ze wygladala jak trzymana trzy dni w mrowisku.Dziw. przerwalo odlegle wycie. do tego.rzekl. bom wówczas jeszcze koni a mial. -Jesli mam byc szczery . dawno .Ja tez nie przypominam sobie. na Pustkowiach? Dawnoz to. rzecz jasna. by po pokoju cintryjskim lubic swiat i jego obraz. ze i jego towarzysze z przypadku musieli miec podobne przygo dy. a wlasciwie jechal. bom i ja tamtedy wówczas szedl. . Zastrzelil go w obronie wlasnej. jak chcial elf. Przeszedlem Solveige drugiego dnia po wrzesniowej pelni. zostawilisc ie za soba Brame Solveigi? -Dawno.Pielgrzym beknal dystyngowanie. po zawarciu pokoju cintryjskiego. Postanowil go jednak upiec. -To byl skrekk . Nie mial stycznosci z cywilizacja. Nie zjadlby szczura zerujacego na smietniskach i odpadkach.rzekl elf . Choc w okolicach przeleczy Elskerdeg nigdy nie mozna bylo miec pe wnosci. ze nie spodobal sie waszmosciom porzadek i obraz swiata stworzony i ustalony w C intrze. ogladajac lopatke.. Tropiciel bynaj mniej nie upolowal gigantycznego gryzonia.czy tez. Ale od gardzieli przeleczy Elskerdeg do najblizszej zdolnej produkowac odpadki spolecznosci bylo dobre trzysta mil. bym go kiedykolwiek jadl. Nie mial sie wiec ani czym powalac. Ledwo slyszalna nutka sarkastycznej wesolosci w glosie elfa dowodzila. Z podsyconego wiatrem o gnia sypnely sie iskry. ze pieczyste pochodzilo z olbrzymiego szczura o krwa wych oczach i wielkich zebiskach. zesmy sie juz tam nie zeszli. ani czym zakazic. Szcz ur . a kru chutkie jak królik. do czysta ogryziona i wyssana kosteczka wyladowala w zarze. niggdy nie dogoniliby go tu. odpedzajac niemile mysli i wspomnienia wiazace sie z koniem i jego utrata. zamierajace i gasnace wsród mrowia mrugajacych gwiazd. osmiele sie zapytac. skrekk . -Ja zas . Nic mi. ale osmiele sie sup onowac.Smakowalo troche jak koziol. pod Elskerdeg.zaryzykowal kolejne malo dyskretne pytanie Boreas Mun . -Ha . zachecony reakcja.musial byc czysty i zdrowy. Wkrótce ostatnia. która na dosc dlugi czas zapadla przy ognisku.szóstego dnia. która objadl i oblizal tak. z trzaskiem miazdzac zebami chrzastki. Ksiezyc wyplynal na zebaty lancuch Gór Ognistych. .ze ruszyli waszmosciowie w droge juz po wojnie.powiedzial pielgrzym . -Waszmosciowie . . -Dziwne stworzonko . Nie przypominam sobie.kontynuowal Boreas Mun.rzecz to wzgledna. najmniejsza. -Wnosze zatem . Wedrujac caly czas piechota. iz widzial. którego sam ogon mierzyl trzy lokcie.to nie mialem podstaw. Zamilkl.powiedzial elf. Wilka zapewne.odezwal sie niespodziewanie elf .

ze pokój cintryjski przynies ie korzystne zmiany.bylo podobnie. -Poczatkowo . Dlugo panowala cisza. Jesli nie dla wszystki ch.Poczatkowo wszystko wskazywalo na to.poprawil pielgrzym. wisial y przytwierdzone rzedy tarcz z kolorowymi malunkami godel heraldycznych. nie znac tez bylo na nich maczku dziurek po kornikach. Umilklo nawet to cos. ze nie podejmie. Pierwszy rzut oka ujawnial róznice miedzy splowialymi juz n ieco klejnotami rodów starodawnych a herbami szlachty zasluzonej w czasach nowszych. -W moim przypadku . -Królowie .zjechali do Cintry. nów ksiezyca. Wyróznionej podczas zdobywania grodu i piecioletniej cesarskiej .Byl. krzyzujac potezne przedramiona na piersi .. w kwietniu? -Dokladnie drugiego kwietnia . jakby to powiedzial jeden mój znajomy. Te nowsze mialy zywe i nie spekane jeszcze barwy. Najzywsze kolory mialy zas dodane calkiem niedawno tarcze z herbami szlachty nilfgaardzkiej. post factum. * * * Wzdluz scian. . to przynajmniej dla mnie.podjal pielgrzym. umieszczone ponizej ciemnych belek wspierajacych galeryjki. choc Boreas i elf gotowi byli isc o zaklad. jesli dobrze pomne.chrzaknal Boreas . Choc przekonalem sie o tym.inajac. stworzy calkiem znosny porzadek swiata. . herbów cintryjskiej szlachty. co wylo na przeleczy. za rzadów Dagorada i Calanthe. pamietam.powiedzial pielgrzym..

urzedu i powszechnego szacunku per acclamationem zaakceptowany ja ko przewodniczacy obrad. podczas której zjawil sie Stalowy Jez i zazadal r eki królewny Pavetty. . I hrabia Dij kstra. jak utonela jej córka. a nadto osoba o brzydkiej przeszlosci i zlej slawie. Gdy juz odzyskamy Cintre. pomyslalszpieg. Po tym. Zmiany ustrojowe nie moga byc usprawiedliwieniem dla wanda lizmu. Polityka to je dno. glowa redanskiej Rady Regencyjnej. tylko patrzec demarche ze strony przedstawicieli Nilfgaardu. by obecnosc persony turpis kazila at mosfere rokowan. Slynna uczta zareczynowa. Król Ethain z Cidaris. Mlody król Kistrin z Verden. . któremu wypadlo za okraglym stolem miejsce akuratnie na wprost Dijkstry. hierarcha Novigradu. pomyslal król Foltest. ze Cirilla równierz nie zyje. Piec lat temu. by Cintryjczycy nie zniszczyli tych tarcz w swietym ferworze odnowy. Calanthe. Wiec to tu sie wszystko zaczelo. Ten S igismund Dijkstra to czlowiek nieodpowiedni stanem. rozprysnal sie na posadzkach dziedzinca. pomyslal hierarcha. byla przedostatnia z królews kiej krwi. Jak tez to sie przedziwnie ludzkie losy plota. Ksiaze Nitert. -Prosze . pomyslala królowa Meve. rozgladajac sie po wielkiej halli. z racji wieku. Zasiedli. Lwicy z krwi Cerbinów. Król Henselt i król Foltest. baron Shilard Fitz-Oesterlen. król Kaedwen. A królowa Calanthe najela wiedzmina. królowa Rivii i Lyrii.. pomyslal Dijkstra. Foltest.skinal drzaca dlonia Cyrus Engelkind Hemmelfart. pozwolili juz sobie na kwasne uwagi. Cirilla. który wiac z okien. ba.Prosze zajmowac miejsca. trzeba bedzie dopilnowac.. król Temerii i jego lennik. sam dziwiac sie sie trywialnosci swoich mysli. Nie mozna pozwolic. król Venzlav z Brugge. wlasnie tego.. Tego szpiega trzeba bedzie spróbowac sie pozbyc.. piec lat temu mózg Calanthe. której dumny portret widzielismy w korytarzu. Przewodniczacy delegacji nilfgaardzkiej. zostala tylko jej wnuczka. Chyba ze prawdziwa jest wiadomosc. król Aedirn. Pavetta. Demawend. Meve. persona turpis. odsunac od stolu obrad. nawet mlody Kistrin. odnajdujac oznakowane mahoniowymi tabliczkami krzesla za okraglym stolem.administracji. pozdrowil szpie ga grzecznym dyplomatycznym uklonem. Henselt. wystrój sali to drugie.

Ciri urodzila s ie po niecalych osmiu miesiacach. odbyla sie sly nna prywatna rozmowa Calanthe. Chyba ze one znowu mnie oklamaly. Czarodziejki.. Przygnebiona. do stojna i powazna. Lwiatko z krwi Lwicy. I Fringilla Vigo.. szybko zajely miejsca. poroza zupelnie nie znanego czarodz iejce rogatego zwierzecia. I blada iscie smiertelna. Hierarcha zasiadl na krzesle wykon anym przed laty dla królowej Calanthe.Wladcy swiata zaczna za chwile kolejno wyglas zac mowy inauguracyjne. malowidla i liczne trofea lowieckie. * * * Wiec to tu. Jest razem z Geraltem i Yennefer... Assire var Anahid w sukni z fioletowego jedwabiu. od jakiegos czasu przypatrujaca sie Triss uwaznie. dzieki czemu wyróznialo sie sposród innych krzesel. Keira Metz w zieleni i zonkilowej zólci. moja mala siostrzyczka. Tutaj. przerywajac kuluarowe ploteczki. drogie panie . -Siadajcie. Nad glowa nilfgaardzkiej czarodziejki wisial obraz przedstawiajacy jezdzca pedzacego w kar kolomnym . pomyslala Triss Merigold. Nie bez pomocy paziów podtrzymujacych go za trzesace sie rece. niezwykle wdziecznie laczacej skromna prostote i szykowna elegancje. Jest bezpieczna. nadajacym kobiecy akcent jej surowemu meskie mu strojowi. Sheala de Tancarville w boa ze srebrnych lisów. jak zwykle królewska. Margarita Laux-Antille. Pavetty i Zakletego Jeza. wiedzmina. naprzeciw Fringilli. Smutna. upiorna w recz bladoscia.ponaglila Filippa Eilhart.. dziedziczka tronu. hierarcha Novigradu siadl równiez. jak zwykle tajemnicza. A Pavetta byla juz w ciazy. Ida Emean aep Sivney. Triss Merigold siedziala obok Keiry. Sabrina Glevissig w turkusach. . patrzac na arrasy. na poludniu.Widzac. Na szczescie nie jest juz sama.. ze wszyscy juz siedza. chora. Ciri. Kiedy to Calanth e wyrazila zgode na ów dziwaczny mariaz. Ciri. Francesca Findabair. Krzeslo to mialo imponujaco wysokie i pieknie zd obione oparcie. Która teraz jest gdzies daleko. rozgladajac sie po komnacie. po oslawionej demolce halli tronowej. nie chcialabym uronic ani slowa.

by ponownie ozywic zamarla konwersacje . pietro nizej. ze rokowania sa jak handel. nie maja juz sil. Olchy wyciagaly ku jezdzcowi monstrualne ramiona konarów. nikt. -Nawet czlowiek prosty . nie kryjac sarkazmu . Powinien pojmowac i to.cwale droga wsród szpaleru olch. Nawet bardzo prosty. Filippa Eilhart wyostrzyla zakleciem obraz i dzwiek.jest to tak proste i oczywiste. Ba. Wynegocjowane sukcesy okupuje sie ustepstwami. Innymi slowy. -Ja równierz . by sie n am chlopcy zanadto nie rozfiglowali. zeby jedni mogli zostac kupieni. szyderczo smialy sie potwornymi paszczami dziupli. Przestali sie z abijac. ze zadni zbrojni nie napadna na zagrode prost ego czlowieka. nie zabija. n ie liczyl na to. inni musza byc sprzedani.powiedzial po chwili pielgrzym . gdyby mieli sily. Maja podobny samonapedzajacy sie mechanizm. przypilnujemy. mysli prosto. ze rozumie to kazdy czlowiek. -Jak panie widza i slysza . A z bezsily tej wyplywa. -Wazny byl .nie spodziewalem sie wiele po tych cintryjskich rokowaniach. * * * . a ja takim wlasnie. -Zaiste . tylko troche inacz ej prowadzona.zaprotestowal spokojnie pielgrzym . wladcy swiata zabieraja sie wlasnie do decydowania o jego losach. Sa. tam sie straci. nie poprdza w niewole. bezsilni. jesli panowie pozwola. prosto mówia c. ze polityka to tez wojna. Triss wzdrygnela sie mimowolnie.powiedziala nie bez przekasu . nie okalecza. ze te rokowania przyniosa co dobrego. To nie byly wilki. Zamiast tego. nie zarzna dzieci. A my. pietro nad nimi. Boreas nie mial watpliwosci . nie zgwalca zony. ze wojujacy królowie i cesarze sa na sie wzajem tak zawzieci. ba. Radujmy sie! Elf. Nie. ze gdyby mogli. tutaj. kogom znal. Czlowiek prosty. * * * Do wyjacego na Elskerdeg wyjca dolaczyly inne wyjce. Tu sie zyska.powiedzial. toby sie pozabijali.w halli tronowej Cintry. spojrzal na pielgrzyma z ukosa. ze rokowania sie zaczely. Czlowiek prosty wie. nawet w euforii. nie spala zabudowan. poprawiwszy kijem tryskajace iskrami polano w ognisku. powinien rozumiec.nawet uradowany. dokladnie pod nami. jestem czlo wiekiem.powiedzial. zgromadzili sie w Cintrze i roku ja. Ustawiony posrodku stolu trójwymiarowy telekomunikator byl czynny.sam fakt. zamiast tego siedli do okraglego stolu? Znaczy.

I nie kompromituj nas twymi wrzaskami przed jego ekscelencja. patrzyl na tarcze herbowe na scianie halli. . kurwa. tym razem tak. . Demawend. odwrócony.Nie utrudniaj. nie i jeszcze raz nie! . szlus.. negocjator z ramienia Cesarstwa Nilfgaardu.Dosc.zaryczal Henselt. .. ze nie kazdy bawól poszedlby z nim w paragon. uklonil sie z falszywym usmiechem majacym sugerowac. . deireadh! -Henselt . bo mnie . az obalil sie puchar i podskoczyly kalamarze. -Wypraszam sobie takie uwagi! .parsknela Meve. -Dogadalismy sie z Nilfgaardem w sprawach tak trudnych. Henselt. dosc na bogów. zupelnie jakby to nie o jego króle stwo toczyla sie gra.sapnal Henselt. -Dogadujemy sie z Cesarstwem . królem! -To nawet widac . ze wybryki króla Kaedwen ani go bulwersuja.przemówil spokojnie.a miedzy soba zaczynamy nagle gryzc sie jak psy? Wstyd.ciagnal Foltest .odezwal sie pozornie od niechcenia Dijkstra. -Dosc . Shilard Fitz-Oesterlen. . toczac dookola wzrokiem.Zadnej dyskusji na ten temat! Zadnych przetargów w tej sprawie! Koniec. ani zajmuja.Glupio byloby. trzezwo i bardzo pojednawczo Foltest.Wypraszam sobie takie uwagi zwlaszcza od róznej m asci szpiegów! Jestem. walac obydwiema piesciami w blat stolu.-Nie.zaryczal król Henselt. jak Dol Angra i Zarzecze . usmiechajac sie lekcewarzaco.

Na bogów. Wiecej powiem: gdyby nie moje wojsko. starego wina . Dokladniej. Ety. Niewiele bedzie zatem przesady w twierdzeniu.rzekl nagle pojednawczo podrzemujacy dotad Cyrus Hemmelfart. ze Cesarstwo Nilfgaardu nie mialo nic w spólnego z ta aneksja.. Henselt.upomnial Foltest. od dwudziestego czwartego lipca ubieglego roku. ni z pietruszki .. Król Aedirn nie poruszyl sie nawet. Jesli to konieczne. nawet o pól piedzi ziemi! Bogowie powierzyli mi honor Kaedwen i bogom go tylko oddam! Dolna Marchia to zie mie nasze. Nie pozwole na uszczuplanie mojego królestwa.wkroczyla do Dolnej Marchii jako wyzwolicielka! Moich zolnierzy witano tam kwiatami! Moi zolnierze. Powiedzialem: ani piedzi ziemi... a jego twarz nabrala koloru dobrego. Demawend. Et. ze jestes królem z mojej laski.odezwal sie znowu Shilard Fitz-Oesterlen.by zostalo zaprotokolowane ad futuram rei memorian. Chcialbym cie widziec. nie mialbys zadneg o królestwa nawet dzisiaj. Tego. . lubiacy wtracac sie ni z gruszki. Dolna Marchia od wieków nalezy do Kaedwen. -Cesarstwo Nilfgaardu . gwalcili i rabowali. którzy wpadli do mojego królestwa z rozbójnicza hassa.. . jak ma wygladac przyszle oblicze swiata.nie zaakceptuje zadnego ukladu. Od chwili... gdy wkroczyl tam kaedwenski korpus okupacyjny. -Twoi bandyci . ale to zadnych rewindykacj i! Nie zgodze sie na uszczuplenie mojego królestwa nawet o piedz. -Upraszam . -Oprócz tego.odezwal sie znowu Dijkstra . nie oddam nawet p iedzi mojej ziemi..nalezy do Kaedwen od ubieglego lata.. odczytam panom pono wnie tresc memorandum..powiedzial nie pytany Shilard Fitz-Oesterlen . który bylby ze szkoda dla Kraju Elfów w Dol Blathanna. -Moje wojsko .Twoi zbóje. -Górne Aedirn . ale na jego twarzy znac bylo. .Demawend wstal.krew zaleje. Ale tu konczy sie moja laskawosc! Rzeklem.Z pewnoscia mozliwy jest jakis kompromis.. radzimy nad tym. mordowali. ze wlasnie w tym czasie grabilo Vengerberg.Nie dogadamy sie wiec! -Panowie . Twoje pozalowania godne królestwo juz wtedy nie istnialo. hierarcha Novigradu. . -Kaedwenska armia .wycharczal Henselt. Etniczne. ile wysilku kosztuje go zachowanie spokoju. -Nihil ad rem! -Doprawdy? -Panowie! . rozdarl ja gwaltownym ruchem i cisnal w strone Demawenda.glos króla Demawenda byl spokojny.. Zadnych. .. jak bez mojej pomocy przepedzasz Czarnych za Jaruge i Dol Angra. -Ani ja mojego! .zdobylo Marchie na Nilfgaardczykach. Moi panowie! Zebralis my sie tu i radzimy od tygodnia.charknal Henselt . Foltest i Dijkstra parskneli. ale Demawend spojrzal na cesarskiego ambasadora spokojnie i prawie zyczliwie. czyz ma byc to oblicze zbrodni i grabiezy? Czy ma byc utrzymane bandycki e status quo? Czy zagrabione dobro ma pozostac w rekach zbira i rabusia? Henselt chwycil ze stolu mape...

jak rzeklem. kurwa. sila! A zeby dowiesc. zawyl: -Non possumus! .Nigdy nie oddam Marchii! Po moim trupie! Nie dam! N ic mnie do tego nie zmusi! Zadna sila! Zadna.powiedzial hierarcha Hemmelfart. by tez popisac sie znajomoscia dyplomatycznego zarg onu. mój sekretarz przedlozy do protokolu oficjalne demarche w tej sprawie. -Salus publica lex suprema est . przewracajac krzeslo i skaczac niczym zadlony przez szerszenie szympans. na jakie sie godze. ma w ciagu tygodnia opuscic bez prawnie okupowane fortalicje i zamki Górnego Aedirn.rzekla Meve .i dla pokoju uznam autonomie Dol Blathanna. . ze tez pobieral nauki i nie wypadl sroce spod ogona. To jest warunek mojego dalszego udzia lu w obradach. To jest jedynie naruszenie integralnosc i moich ziem. -Henselt? . Warunkiem jest. k tóra wtargnela w moje granice jako agresor i zaborca. Gotów jestem na to.-Dla dobra powszechnego .kontynuowal Demawend. -Nigdy! . pro publico bono -Oto .zaryczal król Kaedwen.Foltest spojrzal na brodacza wyczekujaco.slowa prawdziwego króla. -Dodam jednak .oswiadczyl . patrzac na nadetego Henselta .ze koncesja wzgledem Dol Blathanna to nie precedens. lecz jako ksiestwa. Ale nie jako królestwa. by ksiezna Enid an Gleanna zlozyla mi hold lenny i zobowiazala sie do zrównania ludzi i elfów w praw ach i przywilejach. od dluzszego czasu szukajacy sposobnosci. Armia kaedwenska. Zadnego innego rozbioru nie uznam. A poniewaz verba volant.

Moga sie panie nie obawiac.Dla sprawy pokoju i pro bono publico .stwierdzila spokojnie Assire var Anahid. . -Wlasnie dlatego .Nie gódzze sie na wszystko! Postaw jakies warunki! -Postawie . mam prawo czuc sie urazona. czy bedzie chcial. Co z innymi warunkami Demawenda? Francesca strzepnela rzesami. zmusze tego balwana. ale juz zasygnalizowali swe opcje. -Zostala nam dzis . na co mamy pozwolic królom.uciela Sabrina Glevissig. -Normalne . Królowie na dole jeszcze nie zda zyli przedyskutowac tej kwestii. Mozecie. na co im sie ostatecznie pozwoli. Assire va r Anahid podziekowala usmiechem.nosi cechy daleko idacego kompromisu. -Stanowisko Demawenda . Król Demawend. w sprawie Górnego Aedirn. -Bedzie chcial .Juz ja mu dam non possumus. Zadnych powinnosci wasalnych oprócz obietnicy lojalnosci i niedzialania na szkode suzerena. Chce Dol Blathanna jako alodium. Wojska kaedwenskie wyjda stamtad w ciagu dziesieciu dni. . przemyslane i wywazone. staremu durniowi! . Nie ma dwóch zdan.powiedziala Sabrina . by uzn al zadania rewindykacyjne. Bedzie s ie klócil przynajmniej dobe.w ogóle mnie nie smiesza. Francesca Findabair usmiechnela sie jeszcze piekniej. ze wreszcie gdzies sie spotkaja. .Wlasnie dlatego milcze. wystarczy zwykla "jasnie oswiecona". zaiste.Nie zgadzam sie na hold lenny. Stanowisko zajal tez najbardziej. od tej chwili juz przestac tytulowac mnie najjasniejsza pania. . . pewnie dlatego.Normalne jest to.skrzywila sie Sabrina .parsknela Sabrina Glevissig w komnacie pietro wyzej.godze sie na propozycje króla Demawenda. Rzecz to oczywista. Jesli któras z pan w to watpila. Francesca! Odezwij sie! Przeciez to o twój kraj idzie. .Gwarantuje równouprawnienie wszystkich ras. otulajac szyje boa ze srebrnych lisów . Filippa Eilhart i Sheala de Tancarville wyrazily swe uznanie uklonami. zainteresowany.zasmiala sie Filippa Eilhart. -Bój sie bogów.* * * .Musimy wiedziec.No takie ma instrukcje z Nilfgaardu.elfka spowazniala nagle. Sabrino. . Filippa Eilhart i Sheala de Tancarville wyrazily swe uznanie uklonami. . powiedzialabym.powiedziala powaznie Margarita Laux-Antille.. Tresc memorandum cesarza Emhyra znamy.rzekla Sheala de Tancarville.usmiechnela sie przepieknie Stokrotka z Dolin. Nie wiem.powiedziala powaznie. zaraz ustalimy. chcac argumentowac w kierunku wiekszych koncesji. -Zwalcz dume .rzekla . Nie bedziemy jednak na to czekac. Shilard Fitz-Oesterlen bedzie w niemalym klopocie. . -Godze sie na reemigracje ludzkich osadników i zwrot ich majatków . Bedzie inwokowal ad referendum i skladal noty. Assire ca r Anahid podziekowala uklonem. cos uzgodnia. Jest to stanowisko pozytyw ne. Enid . ze ich nie rozumiem. -Elfie zarty .. .do rozstrzygniecia sprawa Dol Blathanna. drogie dziewczeta. Po uplywie tego czasu zacznie isc na ustepstwa.

Filippo. Daleko. ale tobie dziwie sie. . Ale pomimo pozornie korzystnej dla Demawenda róznicy wieku. pani . -W tej nie . lecz raczej z jego wnukami.rzeczywiscie mogly zwiesc moja cera i figura.zgodzila sie Assire var Anahid. które walczyly po stronie Cesarstwa? Jesli sie nie myle. pewna jestem osiagniecia konsensusu. chodzi tu w wiekszosci o twoich poddanych. jakie dawala mu Dolina Kwiatów.Co z primogenitura? Godzac sie na alodium. w tej sprawie nie bedzie punktów spornych. Wzgledem primogenitury i fideikomisu Demawend nie powinien miec obaw.Nie zrezygnuje z dochodów i rent. ale przecie z placenia nie zabrania ani nie wyklucza. -Foltesta . Zapewniam panie.Francesca uniosla brwi . To ja bede ultimus familiae rodu wladców Dol Blat hanna. -A co z fideikomisem? . kwestie spadku po mnie rozwazac bedziemy nie z nim. -W tej kwestii . Foltest bedzie chcial gwarancji niepodzielnosci ksiestwa. bardzo daleko za soba mam juz wiek.gotowa jestem do rokowan dwustronnych. -A co ze sprawa bojowych komand Wiewiórek? Co z elfami. który czynil mozliwym zajscie w ciaze. patrzac w oczy elfiej czarodziejki.nie rezygnowala Filippa Eilhart.usmiechnela sie znowu Francesca .ocenila krótko Filippa. .-Demawend sie nie zgodzi . Alodium nie zmusza do placenia.

. za waszego cesarza.Francesco? Stokrotka z Dolin przestala sie usmiechac. -Przyjmijcie do wiadomosci fakt dokonany. . równiez.krzyknal Coinneach Dá Reo.Zabijalismy. . Przelewal ismy za was krew. inni musza byc sprzedani. przekleci Dh'oine! Za was.Przestepców? Ty plugawy Dh'oine! -Przestepców wojennych . szubrawcze? . ze rozumie. az echo poszlo. A my. tez bardzo powazna. Zeby jedni mogli byc kupieni.ryknal Hamilcar Danza. zupelnie nie zwracajac uwagi na tumult w dole.ryknal jeszcze glosniej Danza. -Przestepców? . jak sie okazuje.. -Wy skurwysyny! .. Pokój.. -I nie sprzedac sie za tanio .zgrzytnal zebami Riordain.. kiwnela glowa na znak. . mordów na ludnosci cywilnej.krzyknal Riordain. Tych oficerów.wrzasnal Angus Bri Cri. panowie elfy! Zawarte w Cintrze ugody. -Spokój! . gdy oni uciekali za Jaruge .. * * * -Zdrajcy! Nikczemne lajdaki! -Skurwysyny! -An'badraigh aen cuach! -Psy nilfgaardzkie! -Cisza! .powtórzyl Danza. * * * -Tak.. . prosze nie stawiac oporu po dczas zakuwania w kajdany. Trzeba bylo zostac i bic sie dalej w komandach. zabijania i torturowania jenców.zaczela i urwala. nakladaja na Cesarstwo obowiazek wydania Nordlingom przestepców wojennych. . panowie oficerowie! Wiecej godnosci! . dosc! . Jarmark.Wszystko ma swoja cene. masakrowania rannych w lazaret ach. . bedace warunkami zawarcia pokoju. Strzelcy z galerii wycelowali kusze w stloczonych w cul de sac elfów. Rzecz w tym.Dosc! Uciszcie sie. Assire. glupcy.Danza znowu lupnal piescia w balustrade. .. Wojna wymaga ofiar.powtórzyl Danza. na których ciaza udowodnione zarzuty terroryzmu. by nie kupic za drogo.powiedziala wolno.Rokowania pokojowe to targ. bo byla wojna! -Zabijalismy z waszego rozkazu! -Cuach'te aep arse. nie unoszac glowy. Taka koleja toczy sie swiat. -Pro publico bono. idioci.powtórzyl w zamysleniu pielgrzym. durnie.Trzeba bylo zostac. patrzac na elfa siedzacego z opuszczona glowa. który przyjal od nas przysiege wiernosci! Tak sie odwdzieczacie? Wydajecie nas tym oprawcom z Pólnocy? Jak przestepców! Jak zbrodniarzy! -Powiedzialem.Masz czelnosc mówic o godnosci. bloede Dh'oine! -To rzecz postanowiona! ..Wasze obelgi i krzyki nie zmienia niczego.dokonczyl elf. . ale milczaca elfka z Gór Sinych unikala jej wzroku. walac pancerna piescia w balustrade kruzganka. Prosze pojedynczo podchodzic do kordegardy. -Cóz zrobic . Spojrzala na Ide Emean. to ze wszech miar prawda .

gromkim. . z kamienna twarza zdarl z rekawa i naramienników srebrne blyskawice brygady "Vrihedd". cisnal je na plyty dziedzinca. Patrzacy na to z galerii Hamilcar Danza zmar szczyl brwi. Inni oficerowie szli za jego przykladem. teraz pulkownik cesarski.. lagodne wyroki i rychla amnestie.powiedzial. Stloczone w cul sac elfy zaryczaly zgodnym. ze jako cesarskim oficerom podczas negocjowania warunków pokoju zagwarantowano panom sprawiedliwe procesy.dotrzymalismy zolnierskiej przysiegi! Dobrze nam tak! Isengrim Faoiltiarna.Nadto. najslawniejszy. dudniacym wsród murów .. Czuje sie w obowiazku poinformowac panów. -Demonstracja jest niepowazna . na miejscu panów nie pozbywalbym sie tak lekkomyslnie cesarskich insygniów. Zelazny Wilk. legendarny juz nieomal dowódca Wiewiórek.

-Na smietnik historii .Zaiste. specjalny wyslannik cesarski. zastanawiacie sie czasem nad skutkami waszych decyzji? Nordlingowie juz teraz szepcza. ze wydajemy Nordlingom tylko was.ze po daleko idacych ustepstwach w sprawach granic. nie zadal sobie trudu. którymi dowodziliscie. I bylo warte tyle. zadarlszy nos . nie warte byly funta klaków i szly w kat. trudno bylo oprzec sie wrazeniu. psi synu. charakterystycznie przeciagajac sylaby. przysiega. W obu wypadkac h rozgryzlem cie".Czy mnie sluch nie myli? Berengar Leuvaarden.odrzekl Berengar Leuvaarden. Wszystko mialo swoja cene. . ze ktos pociaga za nitki.przerwal milczenie elf.. uderzyl w oczy dymem. Rozparty na fotelu. zwykla przyzwoitosc. wypróbowac. Ani jednego. jak uciety nozem. nadal kontemplowal falowanie wina w kolysanym pu charze. albo chcesz mnie podejsc. by odpowiadac.powiedzial.skinal glowa pielgrzym. w sprawie jenców wojennych i zwrotów zdobyczy.spytal przeciagle Shilard Fitz-Oesterlen. cesarz rozkazuje mi. baronie .dodal spokojnie Hamilcar Danza .na fakt. Tak to wygladalo tam. jak dlugo byl na nie popyt i koniunktura. -Na Wielkie Slonce. w spra wie oficerów brygady "Vrihedd" i komand Scoia'tael. ile mozna bylo dostac jako ekwiwalent.smiechem.Macie racje.Wszystko bylo na sprzedaz. Na smietnik. . * * * Wiatr dmuchnal w ognisko. czy wy tam w stolicy. Honor. To byly po prostu towary. Nie wydajemy ani jednego z zolnier zy. * * * -Czy ja dobrze slysze? . majace wartosc tak dlugo. pelen jestem podziwu dla pansk iej lotnosci.. -Zwracam tez uwage panów . Trzydziestu dwóch oficerów. Co rano zaczynala sie gielda. panie elfie. . co i rusz trafialy sie niespodziewane hossy i bessy. Shilard napuszyl sie. ze nasze ce sarstwo . Z przeleczy znowu rozleglo sie wycie. A gd y nie bylo. Mówiaca: "Albo lzesz. miotnal gradem iskier. Smiech w cul de sac scichl. I jak na prawdziw ej gieldzie. po czym przywolal na twarz maske pogardy i wyzszosci. panie Leuvaarden. I jak na prawdz iwej gieldzie. wtedy w Cintrze. -Mam wiec rozumiec . bym poszedl n a ugode i zaakceptowal niemozliwe roszczenia Nordlingów wzgledem repatriacji osadników ? -Zrozumial pan doskonale. -Kupczyli wszystkim . dajac tonem i mina wyraz niedowierzaniu. slowo szlacheckie. . wiernosc.

by wygladalo to na wynik negocjacji. Postaram sie tez o to.to kolos na glinianych nogach! Juz teraz krzycza.Biada zwyciezonym! Ale rozkaz cesarski jest jasny i konkretny. ze nas zwyciezyli.zaczal. Zlajac. . czarne jak wegielki. w taki sam sposób bedzie wiec wykonywany. wreszc ie. Aha. pozornie swobodnie. I czterech pokolen. ze pójsc na dalsze ustepstwa to znaczy zaakceptow ac ich aroganckie i wygórowane ultimatum? Czy cesarz rozumie.. Bez mojego posrednictwa. Siedzi przede mna nowy Stefan Skellen. . bogatszych. pomyslal Shilard. Ale przeciez jasne jest. co moze miec w przyszlosci oplakane skutki? Czy cesarz rozumie.wycedzil. ze nie przybyl tu bez celu. Juz wiem. ze oni potraktuja to jako p rzejaw slabosci. jaki los spotka kilka tysiecy naszych osadników w Brugge i Lyrii? Berengar Leuvaarden przestal kolysac pucharem i wpil w Shilarda oczy. Rozkaz mógl przywiezc zwykly kurier. . a nawet konfidencjonalnie. -Przekazalem panu baronowi rozkaz cesarski . zechce sam wypytac cesarza o to.Gdy pan baron wykona go i wróci do Nilfgaardu. -Cóz . przepedzili! Czy cesarz pojmuje. Znam sie na tym. pobili. Jestem dyplomata od trzydziestu lat. Mój ród to jedna ze znaczniejszych. czemu taki nierozumny.. jak ze Skellenem. Moz e zechce tez udzielic cesarzowi reprymendy.. Czemu nie? Ale sam.. Ofukac go. I trzeba z nim tak. nie na z upelne kapitulanctwo. i bardziej wplywowych rodzin.

jak równierz dla ludzi. Nie zas jakiejs. choc komnata byla absolutnie szczelnie zabezpieczona przez podsluchem. co sie wówczas stanie. by z niedostatku wlasnych towarów musieli kupowac nasze. -Trudnosci w porozumieniu .Rozumiem. liczac na eksport. czynia to z checia. którzy dali mi pelnomocnictwa. która buduje. Duze straty ponioslyby tez spólki handlu morskiego zawarte w kooperacji z Novigradem i Kovirem. skutkiem rad. komu naprawde biada? Ambasador skinieniem glowy potwierdzil.musi zostac zawarty pokój. by gdzies tam w skrwawiona ziemie wbic drzewce sztandaru. ze tak. I przetrwaja.przerwal z lekkim usmieszkiem Leuvaarden. ze pan. d osc szeroko rozpowszechnione. Shilard uklonil sie lekko. panie baronie Fitz Oesterlen? Czy zaczyna pan pomalu odrózniac zwyciezców od zwyciezonych? Czy pojmuje pan..Dlatego tu jestem. Shilard i tym razem skinieniem glowy potwierdzil.. ze wykonuje rozkaz wydany przez cesarza.. t o podstawowa komórka spoleczna. A rodzina.zaczal wyslannik. . Nastapi kryzys nadprodukcji.ciagnal spokojnym. ze zwyciestwo i podbój polegaja na bezsensownym ludobójstwie. ale pokój. -Ale zeby zwyciestwo umocnic i uprawomocnic .-Wiem. Wydany. dr ogi baronie. . Czy mnie pan rozumie. Pan baron moze byc pewny.Shilard Fitz-Oesterlen znizyl glos. kolyszac pucharem . ze wykonuje rozkaz cesarza. panie baronie. pojalem. Zgoda.Zrobilismy to po to. retorsji celnych i protekcjonalizmu w handlu. Zwyciestwo ma wygladac tak: pokonani zmuszeni sa do kupowania dóbr produkowanych p rzez zwyciezców.wycedzil Leuvaarden. Ale to truizm.podjal po chwili Leuvaarden. bo nasze manufaktu ry pracuja pelna para. Pana wplywowa rodzina. Ale przez nieprzyjazne i zamkn iete granice nasi kupcy i nasze towary nie przejda. zdobylem!" Podobne mniemanie jest. ba. Obawy pana barona rozumiem. Korporacji.wystapily dlatego. Dla mnie jednak. ze wie. bo dobra zwyciezców sa lepsze i tansze. -Cesarze przemijaja . Wiadomo panu? -Wiadomo .. I nie wprowadza blokad gospodarczych. -Zniszczylismy ich rolnictwo i zrujnowalismy przemysl nie bez kozery . Na tym. wiem. raczy mniemac. nie prze cze. Czekal cierpliwie. zwyciestwo i podbój polegaja na rzeczach krancowo odmienny ch. niestety. . drogi baronie. Twórczy kompromis. drogi baronie. . w czym rzecz. jak pewnie panu wiadomo. przeciagajac sylaby . I co sie wówczas stanie? Powiem pan u. Szybko i za kazda cene.. .. Nie jakie s tam zawieszenie broni czy rozejm. a jakze . ma w tych spólkach znaczne udzialy. jakich udzielila cesarzowi pewna korporacja. Chcialbym miec je dnak pewnosc. przeciaglym i beznamietnym glosem Leuvaarden. Waluta zwyciezców jest mocniejsza niz waluta pokonanych i pokonani maja do niej znacznie wieksze zaufanie niz do swojej wlasnej. krzyczac: "Dotad moje.A korporacje trwaja. Majacy na celu dobro i interes cesarstwa.

. ... na którym wyobrazona byla otoczona plomieniami gwiazda wpisana w trójkat. Czy mozna ja gdzies kupic? -Nie . I elitarna. Nie znowu . ze pojal.Shilard z usmiechem i lekkim uklonem potwierdzil. ze to..przyznal. -Bierzmy sie zatem do dziela . z laski Wielkiego Slonca cesarza Nilfgaardu. . a jako czlowie k usposobiony pokojowo. .A zywo! Zakonczmy ku obopólnej korzysci i wracajmy do domów.Streszcze ja wiec. J ego Imperatorska Mosc zyczy sobie dalszych postepów w rokowaniach i zakonczenia ich ku obopólnej korzysci. * * * -Jesli panowie i pani pozwola .zaprzeczyl z naciskiem Berengar Leuvaarden. który swiadczyl. .. znanego juz obradujacym tonu. Mam swiadomosc.Trzeba sobie na nia zasluzyc.wpadl w slowo Foltest. uwaza za niezmiernie wazne. a Dijkstra tylko jeknal. -No nie.zgrzytnal zebami Demawend.Jesli panowie i pani pozwola. miast czytac. co ambasador zaraz powie. z radoscia przyjmuje osiagniete kompromisy i pojednania. Jego Imperatorska Mosc wyraza wielkie zadowolenie z przebiegu rokowan. .glos Shilarda Fitz-Oesterlena nabral specyficznego..Ladna ozdoba .. Uwagi Shilarda to nie uszlo. . -Nota jest dluga . bo ujsc nie moglo.Wyslannik rozchylil kolnierz i koszule. odczytam tres c przeslanej mi aide memoire Jego Imperatorskiej Mosci Emhyra var Emreisa. ze bardzo droga.. demonstrujac zloty medalion.

przypomniala Francesca Findabair . Problem nie zniknie tylko dlatego. Przyznam.Do dziela zatem. sa wylacznie zarzewiem konfliktów. Czy chciala pani cos powiedziec.potwierdzil Filtest. po prostu jeszcze nie zdazylam pan poinformowac.skrzywila sie Sabrina Glevissig.przypomniala Meve. -Slucham? .Konczmy. Sluchamy .. . ale prosze.Takie podzialy nie maja zadnego sensu. . Wladza sprawowana komisarycznie przez przedstawicieli królestw pólnocnych i Cesarstw a Nilfgaardu. niz panowie i pani przypuszczaja. ekscelencjo? -Och . . Nilfgaardzka czarodziejka nie speszyla sie. ale nie watpie. dokonczonych wypowiedzi.ze Cintra winna byc zamieniona w kondominium.by skupic sie na innych problemach. Przyznajmy mandat Foltestowi z Temerii. jestem pewien.kiwnela glowa Sheala de Tancarville. -Nie przecze . Ale nie Emhyrowi car Emreisowi. Czas przelamac ten lek . Brugge. -Bzdura i dziecinada .silne panstwo u ujscia Jarugi. -Kilka dni temu Shilard proponowal .oczy Filippy zwezily sie. wpily oczy w Assire var Anahid. -Zbyt nam ten Foltest rosnie . . -Tak jest . To sprawa latwiejs za. jesli wolno spytac. Sprawa Cintry. . jak z platka.Potrzebne jest to nam. .. Sodden. podzielic Cintre na strefy wplywów.zachnela sie Margarita Laux-Antille.. problem dziedzictwa tronu. . sukcesji po Calanthe. droga pani Assire? Prosze bardzo. ze nas gotowa poróznic.powiedziala Sheala . * * * .rzekl Henselt. I na Schodach Marnadalu. ze zazwyczaj przedkladam dyskursy skladajace sie z pelnych. o których mi doniesiono .. Prawda.by przeprowadzic linie demarkacyjna. Cintre zostawmy w spokoju.. bo jak bedziemy mitrezyc. jest juz rozwiazana i zalatwiona.usmiechnal sie dyplomatycznie i tajemniczo Fitz-Oesterlen..oswiadczyla swym milym i lagodnym glosem . na Zone Pólnoc na i Zone Poludniowa. Ona juz domyslila sie. -Mysle . juz wiedziala. Chyba z leki. A naszym celem jest kompromis. to nas tu gotowa zima zaskoczyc! -Czeka nas jeszcze jeden kompromis . szanowne konfraterk i. Wszystkie magiczki. Angren.Co to ma. oznaczac? Triss Merigold westchnela glosno.-Slusznie . .Ze sprawa sukcesji tronu Cintry pójdzie nam.oglosila Filippa Eilhart tonem dosc bezdyskusyjnym proj ekt nastepujacy: uczynmy z Cintry terytorium powiernicze. który do domu mial najdalej. O pewnych sprawach. a nie konflikt.Zbyt duze ma apetyty. -Potrzebne nam . ze sie go boimy. Rozstrzygnijmy status Cintry. której kilka razy ledwo tknelismy. co to mialo oznaczac. ze poradzimy siebie z nim. Gród i port Cintra otrzymaja status wolnego miasta. nie wylaczajac bladej jak upiór Fringilli Vigo. * * * . -Proponuje .Poddaje pod dyskusje .I sprawa.uciekla Filippa . To problem trudny.

mimo jego zaslug wyleci jak z pr ocy. pilnie sie strzec. wiecej niz dostali od poprzednich trzech cesarzy razem wzietych. by nie palnac jakiegos glupstwa w rozmowie z cesarzem.Gildii Kupieckiej . zmarszczywszy czolo. po którym chodzil ja k struty.podjal. Musial bardzo uwazac. A co z Dijkstra? I z tym jego tajemniczym . . Wasza Wysokosc. cios straszliwy. Emhyr var Emreis odplacilismy juz za nieoceniona pomoc. Ale jesli okaze sie niekompetentny. Dobrze. Co do Berangara Leuvaardena.Vattier de Rideaux byl smutny i przybity. Jego urocza i wspaniala w milosci kochanka. Dalismy im dosc przywilejów. to te z jestesmy mu zobowiazani za pomoc w wykryciu spisku. Dla Vattiera byl to cios. rzucila go. bez dania racji i bez wytlumaczenia. Czasy wie lkich zmian nie sprzyjaly nerwowym i niekompetentnym. byl nerwowy. zeby o tym wiedzial. -Postaram sie o to. by nie podpasc. zlotowlosa Cantarella. Dostal wysokie i intratne stanowisko. nagle i niespodziewanie. roztargniony i oglupialy.

Oto zbliza sie. skomplementowal em te suknie. Smierc zdrajcy.. -Jesli wolno. ale jednak cesarzem. Falszywa princessa.. Wiekowy karp. owszem.A ty. -Tak jest.. w Darn Rowan. pomyslal. niz zdradzi mi swego informatora. Wasza Cesarska Mosc. Vattier de Rideaux odetchnal z ulga.. -Co jeszcze? ... opustoszala i smutna.. Glowa do góry. w bialej jedwabnej sukni z zielonymi re kawkami i perydotowa kolijka na znikomym dekolciku. By odetchnac. Interes cesarstwa. Patrzyl na Stelle Congreve. -Tak jest. dziewczyno. I na jasnowlosa dziewczyne. -Brawo. Mineli sadzawke. Falszywa wladczyni ujscia rzeki Yarry. Staly przed uprzejmym. Hrabine Liddertal. Ale jak? Dijks tra niczego ode mnie nie przyjmie. slynne Salamandry. . ale zawsze w pogotowiu.wskazal ruchem brwi. Ale po uczciwym i dokladnym procesie.Wasza Cesarska Mosc. Jemu samemu. -Nadchodza . Cos. czego nie wie. Wasza Wysokosc moze mu sie odwdzieczyc informacja. Wiedzieli. -Zostan tu. zastanowie sie. Vattier. Wasza Cesarska Mosc. a wiedziec chcialby. .Dlaczego sie nie oddalasz. -Dijkstra przyjmie informacje. A po podjeciu poinformuje cie. Emhyr mial dosc protokolu. Stella zna mój gust.sklonil sie pierwszy. Oto moje ramie. odwrócil glowe. warto by sie odwdzieczyc za te spadajaca jak z nieba wiadomosc. Stelle Congreve i pow ierzona jej pieczy jasnowlosa dziewczyne. wypuszczony przez cesarza . Stella .Powiedzialem. Odpowiedzialy glebokimi dygnieciami i pochyleniem glów. Wasza Cesarska Mosc. -Nie okaze laski. Dlatego pierwszy dostrzegl zblizajace sie damy.rozkazal sucho.informatorem? -Dijkstra predzej umrze.. pozwole sobie przypomniec.Bialy Plomien Nilfgaardu niecierpliwie trzepnal rekawica o biodro marmurowej nereidy zdobiacej cokól fontanny. Wówczas. przerazona. Racja stanu.. Vattier? -Sprawa Stefana Skellena. zolnierze z elitarnej gwardyjskiej brygady "Impera". wsród ledwo zazielenionych krzewów i zywoplotów.. . spusciwszy oczy. falszywa królowa Cintry. To tylko space r.ucial niechetnie Emhyr var Emreis.. Poza sala tronowa dworny szacunek i uprzejmosc wzgledem kobiet obowiazywaly w Nilfgaardzie nawet cesarza. kiedy nie nalezy cesarzowi przeszkadz ac. Oto nadchodzi interes cesarstwa. trzymali sie na uboczu. dosc mi tych dygów. Emhyr nawet nie spojrzal na klaniajacego i oddalajacego sie. Ale co ja mam z laleczka zrobic? Postawic na pomniku? -Szlachetne panie . jaka to byla decyzja.. Poszli alejka. . -Mów. Przemysle sprawe i podejme decyzje. Cesarska ochrona. pochwalilem dobór bizuterii. -Przestan . Dosc. potowarzyszysz mi w przechadzce. na której tak zalezy cesarstwu.

Wasza Cesarska Mosc . bedzie i nowy karp.. Poczul. co wyobraza ta figura? -Tak.. To nowa era.To pelikan.. . Vaesse deireadh aep eigean. zacial usta . by krwia wykarmic dzieci. która trzymal pod ramie. -Czy wiesz. kolejnosci.. . Niechze wiec. Cos sie skonczylo.odpowiedziala nie od razu. Zatopiony w myslach. ramieniu . drgnienie przebieglo po jego dloni..obrócil ja ku sobie. . -Sadzisz . Stali przy sadzawce.Wasza Cesarska Mosc. zdechl przed dwoma dniami. niemal zapomnial o dziewczynie. W t ej.. . pieknego lustrzenia. Jest to alegoria szlac hetnego poswiecenia. nie innej. Nowe zycie. jak drgnela. posrodku której wyrastala z wody sztuczna wyspa. kaze przypiac mu medal z moja podobizna i data. silnego. a na niej ogródek skalny. Ujal jej reke. interes cesarstwa. cholera. mlodego. Przypomnialy mu o niej jej cieplo. który rozdziera dziobem wlasna piers.. A takze. Wpuszcze nowego.. -Takze wielkiej milosci. jej konwaliowy zapach.zajaknela sie. pomyslal Emhyr var Emreis.ze rozdzierana piers boli przez to mniej? -Nie wiem.Torresa. cos sie zaczyna. Ja. -Slucham cie pilnie. fontanna i marmurowa rzezba. Now e czasy.

szepnela . . To dla mnie zaszczyt.az nadto dobrze. ale dwiema rzeczami rzadzic nie moga: swoim sercem i swoim czasem.A gdy cesarz pyta. -Ja tez. .. Odwazna...odszepnela. . prosilem.powtórzyl Emhyr var Emreis. . tez nikt sie nie wazy..powiedzial po chwili ciezkiego milczenia..Wierz mi.stwierdzil. -Taka cie wole . -Twój cesarz zadal ci pytanie . z Wasza Cesarska Moscia. Stelli Congreve nie grozi moja nielaska.. Wasza Cesarska Mosc. I rozmawiac. blednac. -Chcialabym móc czesciej. Jedno i drugie nalezy do cesarstwa. nie. Choc sie dziwie. darowac pani Stelli. To jest naprawde jej natura. Urwal. Niecnie.. Unies glowe.. Juz drugi raz pociagasz nosem w mojej obecnosci. ze rzezba przedstawia pelika na powstajacego z popiolów. Ale ja rozumiem. -Zauwazylem i doceniam.. Ale i wielka radosc. I zawsze je platal.. Wasza Cesarska Mosc. -Nie zabawie tu dlugo . ilekroc przyprowadzal mnie tu. która Stella kazala ci wykuc na pamiec? Przyznaj sie.. .. -Rozumiesz dobrze . zaszczycic wlasna osoba uroczystosc podpisania pokoju... prosze. ale ta sprawa wydaje sie miec tylko jedno sensowne i honorowe rozwiaz anie. . Nie obawiaj sie. -Rzeczywiscie? Czy tez to moze tylko dworackie pochlebstwo? Etykieta.Ja tez sie dziwie.powiedziala melodyjnie.. Duzo lepiej. pamietam to jak dzis. dziewczyno. Ale Emhyr tylko sie rozesmial.zagryzl wargi. Bede musial okazac hrabinie Liddertal moje najwyzsze niezadowolenie. To nie tylko dzielo Stelli. wiem.barku. Spójrz mi w oczy. Dziewczyna nie spuszczala wzroku. To moja wina. -Mój ojciec . dziewczyno. -Wierze ci . . .. Nie.. ale nigdy nie mial glowy do legend i mitów. Milczala. -Zauwazylam . nikt nie osmiela sie milczec... usmiechnij sie chociaz. No.. Tylko moja. do parku. to sa powazne wykroczenia wobec etykiety. pomyslal Emhyr. pomyslal. A w oczach co? Lzy? O.byl wielkim wladca. N ie pozwole Vattierowi zamordowac tego dziecka. gdy cesarz opowia da facecje. ze nierada jestes spacerowac tu ze mna..Naprawde sie ciesze. interes cesarstwa int eresem cesarstwa.Musze pojechac do Cintry.. Ciesze sie. -Prosze. Rozumiem. który trudno zarysowac. Ty wróc isz do Darn Rowan. Sztucznie nieco. Pani Stella uczyla mnie. mogac tu byc. -Rada jestem. ..Wierze. Dziekuje. -Naprawde . . przerazona wlasna smialoscia.. ma sie rozumiec. Nigdy nie grozila. Zazartowalem sobie z ciebie. Zawsze.szepnela dziewczyna. -Wiem o tym . Unies glowe.powiedzial . dziewczyno. No. I przygotowala dobrze. mówil.powiedzial po chwili Emhyr. Wbrew pozorom to diament. spusciwszy wzrok. dobra szkola Stelli Congreve? Kwestia. Klamac. -Slucham? Odwazniej. Taka jak moja córka.Cesarze wladaja imperium. spacerowac. ze to niemozliwe. Poczucie winy targnelo nim jak ugryzienie psa. Cintra Cintra.. Taka jak. nigdy nie mial na nie czasu. Przykra bylaby dla mnie mysl.

.. -Doprawdy? -Gdybym byla. -Jak masz na imie? Tylko nie mów.. jak . prosze. Bez przymusu. Imitacja. Ja musze byc Cirilla Fiona. Ale mimo tego nie mógl oprzec sie wrazeniu.. ze zostal wykonany chetnie. który niczego nie jest godzien. Ale nie drzala juz.powiedzial. ale szybko.szepnela. Nieczego. -Cirilla Fiona. chwycil ja za ramiona.. cesarz patrzylby na mnie laskawiej. -Wiem.mówil cicho... ze nia nie jestes. Cofnal sie o krok. Jej reka byla mala i chlodna. Ale ja. ze Cirilla Fiona. prawdziwa Cirilla. -Zaluje . -Pomyslec by mozna . Sobowtórem. dziewczyno. Wasza Cesarska Mosc.. Zasluzylam. udajac. -Pragnienie korony? Wladzy? . Ale ja jestem tylko falsyfikatem. . To byl rozkaz wygloszony srogim glosem i tonem. Odwrócil sie gwaltownie. ze nia nie jestem. nie puszczajac jej dloni . ze nie widzi. Surowo.ze zalujesz.-Daj mi reke. -Mam ochote cie ukarac. I natychmiast puscil.Zaluje.

ze nie wypowiedziane.. ze nie widzi. To musi byc krew królewska. Glowe dam. ze i to wie. -Moja ty biedna. mala cmo. patrzac. jak dziewczyna wciaz kreci opuszczona glowa. Zachowam to dla siebie i dla mojej Zuleyki. biedna racjo stanu.Zaszczytów? Splendorów? Luksusów? Urwal. . odetchnal ciezko. Ale cóz. Hmmm. pogladzil po wlosach pachnacych konwalia.. jak wszyscy. Musi. Ale jakos dziwnie zalobnie. Dziwna uroda. ze to jakas metyska. na wieszany portret rozmiarów. co najmniej pól saznia na sazen.Moja ty mala. poczul. Odetchnal gleboko i glosno. Niecodzienna uroda. ze to. jak poruszyl sie utkwiony w jego sercu okruszek zimneg o szkla. gleboko. która widywalem w snach. Wymaga tego racja stanu. ladniejsza niz na miniaturce. Wasza Cesarska Mosc.. . Objal ja. pomyslal hierarcha Hemmelfart.to wbrew pozorom nielatwy kawalek chleba. jak pozostale. To z cala pewnoscia nie ta. myslal Filtest. w zamczysku Stygga. prawowita wladczyni Cintry. to niemozliwe. czy bede zdolny cie pokochac. I historia. portrety zwykle pochlebiaja.. Glowe stawie.powiedzial wreszcie glucho Emhyr . Ale nie. Jak wtedy. . moze nawet ba rdziej krzywdzacym przez to... Zupelnie niepodobna do Pavetty. To nie jest tak. Plotkowano. Milczeli dlugo. uroczyscie. Kiwnela glowa na znak. Nie wiem. która pokazywali mi ludzie z wywiadu. ze ma w zylach przekleta kr ew elfów. Ale nie powiem tego niko mu.powiedzial nieswoim glosem. myslala Meve. mocno przycisnal do piersi. Udajac. * * * W calej Cintrze dzwonily dzwony. to jest plomien? -Wiem. wciaz zaprzeczajac dalszym krzywdzacym zarzutom. król Koviru. Dostojnie. Zupelnie niepodobna do Roegnera. . -Czy wiesz. Zapach wiosny nagle zakrecil im w glowach. w jaki sposób wykorzystamy widze. Razem z moja Zuleyka zdecydujemy..zaprzecz gwaltownymi ruchami glowy. co przed soba widzisz. Obydwojgu. Zobaczyl lze na jej policzku. jaka daly nam sny. Zupelnie niepodobna do Calanthe. myslal niedawno przybyly do Cintry Esterad Thyssen. Ladna. -Byc cesarzowa ..

za duma Calanth e. Sukcesorke tronu i królewskiej krwi. nic. Odrzuca mozliwosc pojednania z ksiazetami. Ale niech bedzie. Dobrze. Portret znalazl sie wreszcie na swoim miejscu. wieszajacy go pacholkowie odstapili. Czarodziejki. oj. Cirilla Fiona Elen Riannon. myslal Shilard Fitz-Oesterlen. W dlugim rzedzie pociemnialych i zakurzonych nieco konterfektów wladców Cintry. Przedstawiajacy obecnie laskaw ie panujaca monarchinie. ze Ciri zostanie królowa Cintry. które i tak jest juz we wla daniu nilfgaardzko-novigradzko-kovirskich spólek handlu morskiego? Nic nie rozumiem z tej racji stanu. zamiast któras z nilfgaardzkich ksiezniczek. Królowa Cintry i cesarzowa Nilfgaardu. za kolekcja Cerbinów i Coramów.. za Corbettem. nedznym kraikiem. ze nie wszystko mi mówia. Nawet przez chwile. i tak uzyskalbym dla cesarstwa w negocjacjach? By zawladnac ujsciem Jarugi. Ubranej w biala sukienke z zielonymi rekawkami. Widocznie tak chcialo przeznaczenie. Pozwola jej zyc. Portret szczuplej dziewczyny o jasnych wlosach i smutnym spojrzeniu. Bylbym wtedy ksieciem Cintry. ze ona wtedy przede mna uciekla. I zginalbym pewnie jak C alanthe. bierze za zone Cirille z Cintry. myslal Kistrin z Verden. To robota czarodziejek. którego polowe. a ona bylaby moja zona. . za melancholijna Pavetta. zona Emhyra i cesarzowa Nilfgaardu. Dagoradem i Roegnerem. A jednak Emhyr zen i sie z ta dziewczyna. Nawet przez chwile nie wierzylem w opowiesc o wielkiej milosci od pierwszego wejrzenia. zabrali drabiny. Podejrzewam.Malo brakowalo. Dlaczego? By zawlad nac tym malym. jesli nie wiecej. dobrze sie stalo.. myslal Dijkstra. Widocznie bylo pisane. wisial portret ostatni. wedle zwyczaju nastepca tronu. ta Ciri.

Wzniósl i opuscil reke. * * * Wszystkie dzwony Novigradu bily. maruder. rabus i morderca.wznowil swa opowiesc pielgrzym .w Novigradzie wyprawiono huczne kilkudniowe swieto. -Nie chcialem.Przeznaczenie.ze waszmosc byles tam obecny? Na owej defiladzie? -Po prawdzie.. agent. byl prawdziwie piekny. którego ukoronowaniem byla wielka i uroczysta defilada wojsk. chwiejac sie na brzozowym pienku. Istvan Igalffy. Mysli pewnie. Pierwszy dzien nowej ery. których dopuszczal sie wobec wiezniarek. -Mamy rozumiec . odstapili.to teraz wlasnie jest ostatnia chwila. skazany za lapownictwo i zlodziejstwo.. Vascoigne trzasnal pejczem o cholewe. -Szybciej tam. slon eczny dzien. myslal Dijkstra. Ja naprawde nie chcialem . festyn.Nastepni czekaja! Po tym zawartym w Cintrze pokoju mamy tu huk roboty! Kaci. -Przekazcie panu Dijkstrze.zalkal. oslepiajace jak roztopione zloto.spytal sarkastycznie elf . patrzac na portret. Vascoigne uderzyl sie pejczem po cholewie. -Pocalujcie mnie w dupe . jak rzeklem. Biedne dziecko. Dzwony Cintry dzwonily.powiedzial Robert Pilch.powiedzial Jan Lennep. myslala Filippa Eilhart. -Sad byl tendencyjny . czujac na sobie wzrok Dijkstry. Dzien. Slonce. Slupy szubieniczne rzucily dlugie cienie. ich glebokie i jekliwe dzwieki obijaly sie o . jak przystalo na pi erwszy dzien nowej ery. ze zaluje .ponaglil.. ploszac mewy. . niecierpliwie uderzyl sie pejczem po cholewie. komendant fortu Drakenborg. Od samego switu zapowiadal sie taki. ze to juz koniec strapien i nieszczesc. piekny. Biedne dziecko. dezerter. których sarkazm peszy. Nad Drakenborgiem wstawal nowy.powiedzial Cairbre aep Diared. eksplodowalo nad palisada fortu. * * * Vascoigne.pielgrzym ewidentnie nie nalezal do takich. -Niech zyje wolnosc . zalozywszy skazancom stryczki. szybciej . do niedawna zastepca komendanta do spraw politycznych.. -Jezeli którys ma cos do powiedzenia . . Pienki wykopnieto spod nóg.powiedzial Orestes Kopps. zdjety za stanowiska i postawiony przed trybunalem za czyny.rzekl sucho . byl piekny. byly komendant fortu. * * * -Krótko po zakonczeniu rokowan i podpisaniu pokoju cintryjskiego .Dzien. to troche sie spóznilem .

Tlum ryczal. Julia Adam "Adieu" Pangratt i Lorenzo Molla. rozplywaly sie echem wsród uliczek. Jechali stepa glówna ulica miasta. . choragiewkami.Szkoda. rzucal kwiaty.. naleczkami. -Niech zyje Wolna Kompania! -Niech zyyy-jeee! -Niech zyja kondotierzy! Lorenzo Molla zasalutowal tlumowi. ba.przekrzyczal zgielk to jestesmy bogaci! -Szkoda .dachy i mansardy kupieckich kamienic.powiedziala przez scisniete gardlo Julia Abatemarco. nawet spodniami. machal chusteczkami. .. przeslal calus pieknym mieszczankom. ze Frontino nie doczekal. wiwatowal. Wysoko strzelaly race i sztuczne ognie.Jesli placic premie beda równie wylewnie. . podrzuca l czapki. jak wiwatuja .

.powiedziala. do którego ojciec wszakze sie przyczynil. Szkoda. -Niech zyje jego Swiatobliwosc! .. Biedny smarkacz. Zobaczyl wpite w siebie ciemne.Ty sie wzruszasz. Poczul na karku spojrzenie. pozdrowil tlum i defiluj ace wojsko wzniesieniem rak. Julia..spokojne i dumne. uformowanej w równiutkie czwórki tak. niemal niezauwazalnymi szarpnieciami glów reago waly na lecace ku nim wience i kwiaty. Ten brodaty to chyba Henselt z Kaedw en. syn tego zamordowanego króla.. Demawend. przymierza. . Kondotierskie konie byly jak ich jezdzcy . -Tys romantyczka jest . pomyslal królewicz.. odswietnie odzianej. nie ploszyly sie wi watami i wrzaskiem tlumu. -Wzruszam. zwracajac glowy ku trybunie i ustawionym na niej trone m i stolcom. zaslaniajac ich polami swej obszernej szaty. malo wytwornie obracajac sie zadkiem do królowej Hedwig i nieletniego Radowida. ale tylko z marzen.. w dniu triumfu. Dlatego go zamordowano.lub znal. . * * * -Niech zyja kondotierzy! Niech zyje Julia Abatemarco! Wiwat "Adieu" Pangratt! Wiwat Lorenzo Molla! -Niech zyje konetabl Natalis! -Niech zyja królowie! Foltest. co bylo jak musniecie miekkich i goracych kobiecych ust. Tylko poczekajcie. pomyslala Julia. ze zade n z wypucowanych i wyszczotkowanych do polysku koni nie wysuwal z szyku nosa nawet o cal.usmiechnal sie Lorenzo Molla. ze Frontino. Nikt nie krzyknie: "Niech zyje Radowid".. niech zyja! -Niech zyje Dijkstra! . a ten przystojny to Demawend z Aedirn. wiara! Na lewooo! Patrz! Wyprezyli sie w siodlach.na czele Kompani. Poczekajcie. Nikt nawet nie spojrzy w moja strone. A ten szczeniak obok niej to królewicz Radowid. .wrzasnelo z tlumu kilku oplaconych krzykaczy. Widze Foltesta. lekkimi zaledwie. Od wrócil glowe.. Henselt. Bacznosc. w dniu zgody... nie oglosi okrzykiem jego slawy... Dzis. odwracajac wzrok..Taki triumf. -Nawet nie marzylam. -Niech zyja kondotierzy! -Niech zyje "Adieu" Pangratt! Niech zyje "Slodka Trzpiotka"! Julia ukradkiem otarla lze. wstal. Delikatne jak cos. bezdenne oczy Filippy Eilhart.. Cos. lapiac w locie rzucony z tlumu gozdzik. Ta matrona to musi byc królowa Hedwig. Cyrus Engelkind Hemmelfart. Ani nawet nie wspomni mojego ojca. hierarcha Novigradu. pomyslal zasloniety opaslym tylkiem hierarchy królewicz.ryknal jakis wazeliniarz. Nikt nie wzniesie okrzy ku na czesc mojej matki.. czego nie znal .

Speszona. Nie wiedziec czemu. Tlum wiwatowal i rzucal kwiaty. Nad dachami z trzaskiem i dymem eksplodowaly rac e . blogoslawil z trybuny mieszczan i defilade. Tlum wiwatowal. ze z tego trzynastolatka.odplaciwszy wszystkim doznane przez siebie i matke zniewagi przejd zie do historii jako Radowid V Srogi. jak wielki tlusty su m. teraz osoby bez zadnego znaczenia w kraju rzadzonym przez Rade Regencyjna i Dijkstre. -Wyjdz za mnie. Odwrócila glowe. Hierarcha Novigradu. Julia Abatemarco nie odpowiedziala. wyrosnie król. Zostan moja zona.Nikt nie mógl wówczas przewidziec i zgadnac. -Przeciez ty jestes zonaty. Adieu. dochodzac do siebie po zaskoczeniu. Król. lapiacy powietrze. I bardzo szczesliwa. Adamie Pangratt! -Jestem w separacji. Zaskoczona. spocony. który . Pod kopyta defilujacych kondotierskich koni sypalo sie kwiecie. * * * -Julia? -Slucham. Rozwiode sie. Tlum wiwatowal. miasto i swiat. Slodka Trzpiotka dlugo nie odpowiadala.

byla dziewczynka. Szpieg wzruszyl ramionami. . -Wielkie swieto? -Stoimy u progu nowej ery. Do krocset diablów. Strzelaly w niebo fajerwerki. jesli sam nie zauwazy les. .. pieknych oczu p an z Montecalvo. -Debora .powiedziala cicho.poznala w szpitalu rannego Nilfgaardczyka.ze milosc nie zna granic ni kordonów. gdy wymieniano jenców. Ze tylk o temu sie poswieci. . Jest pewna siebie..ponaglila lagodnie Nenneke. bys nie musial sie z nia nachalnie obnosic. -Kiedy moge sie spodziewac audiencji? -Zastanowie sie i dam ci znac. Wrócila kobieta. Prune utonela w Jarudze. Filippa zmarszczyla brew. -Zawsze twierdzilam .Spóznilas sie na uroczystosc z udzialem królów. Swiadoma siebie.westchnela reka kaplanka . Myrrhe zabily elfy. Gdy wysylalam ja na te wojne. -Ciszej . ze chce leczyc. twoja arogancja wzgledem protokolu jes t na tyle dobrze znana. gdy wywrócila sie lódz z rannymi . -Katje . Tlum wiwatowal.parsknela kaplanka. Opanowana.kontynuowala wyliczanie cichym. Wybacz jej. dziecko . matko . poszla razem z nim do Nilfgaardu. To jest podniosla uroczystosc. Ale brzmialy jakos dziwnie zalobnie. Katje.umarla na tyfus w obozie pod Mayena. podczas napadu na lazaret pod Armeria. -Dlaczego nie wraca? Adeptka pochylila glowe. * * * Kobieta. Spokojna.Dijkstra usmiechnal sie lekko. na chwale.i fajerwerki. -Mialem powody . w takim dniu. matko Nenneke. Sigismund. A co z Iola Druga? -Zyje . Teraz zostaw mnie w spokoju. Dzwony Novigradu zanosily sie jekiem. Zwlaszcza dzis .. Wygrala te wojne. Dzwony Novigradu bily. -Ona nie wróci do swiatyni. . by wojna ja zniszczyla. -Wybaczyc? .Jest w Mariborze. tego chirurga. Kobieca.Dijkstra uklonem odpowiedzial na spojrzenie królowej Hedwig i uniesienie brwi hierarchy Novigradu.. To jest wielkie swieto. Wiewiórki. .Jest w szpitalu pana Milo Vanderbrecka. Nie pozwalajac.syknela Filippa Eilhart.Ja jestem z niej dumna. -W cztery oczy zapewnie? -Najlepiej by bylo . Dijkstra. Przypominam ci o tym. bily na triumf..pospieszyla z zapewnieniem Eurneid. * * * -Spóznilas sie .zasyczala czarodziejka zza usmiechnietych warg.odchrzaknela Eurneid . Dajmy na to. pomyslala Nenneke. . -Musze z toba porozmawiac.Jesli jednak uznasz za stosowne. Po zawarci pokoju. ale pewnym glosem Eurneid . Zlowil okiem skrzywienie na twarzy kaplana Willemera i grymas pogardy na godnym bicia na monetach obliczu króla Foltesta. zgodze sie na kilka dodatkowych par oczu. -Mów.. Powiedziala. Fil. niziolka.

.powiedziala Lucienne. a w . za zalozony i zszyty rekaw. Ja wiem. tobie jedna nijak. Daj.* * * -Potrzymaj na lejce. Jarre czul bijace na twarzy rumience wstydu i upokorzenia. Jarre .Zglodnialam. przegryze cosiczek. ze caly swiat nie ma nic lepszego do roboty. jak t ylko gapic sie na kikut. Wciaz mial wrazenie. Nie przyzwyczail sie jeszcze. tylko by widziec kalectwo. zamotam ci rzemien na reke. by wspólczuc kalece obludnie i zalowac nieszczerze. Ze caly swiat nie mysli o niczym innym.

.zolnierze kleli wówczas równie wyszukanie. ze jasnowlosa dziewczyna wozaczka traktuje go naturalnie i normalnie. Jesli prawdziwie kochala. intensywnego. ani nie popadala w maniere upokorzajacego pomagania i jeszcze bardziej upokarzajacej litosci. ril. rzemieni. Wybacz. -Na to? .przytulala sie do Jarre i obejmowala go. wiekszy jeno na wódke chyba. troche róznila sie pod tym wzgledem od calego swiata.Musze cie prosic. rozjezdzone przez wojskowe tabory wyboje zaschly i zastygly w grzebienie. a Jarre sie zamknal. ze jedna reke mial zajeta lejcami. -Jesli prawdziwie kochala . N ie chcialbym cie urazic. Bo wciaz nie mógl zdobyc sie na to. no . który nie podejrzewal wiejskiej dziewczyny o tak daleko siegajace zdolnosci. Furda czary i amul ety.powtórzyla twardo . Ale odpedzal od siebie te mysl. by sam siebie traktowac normalnie.by n ie spasc . Ani nie udawala. . siana. ze za chwile krew trysnie mu z jagód.to czeka. -Lucienne . ale. Nie akceptowal jej.. trzeszczal. Wóz podskoczyl. dziewczecego potu.. Wóz zeskoczyl z kolejnego wyboju. obaczmy. gryzac na przemian chleb i kielbase..skrytosci ducha pogardzac nim i miec go za cos. pudlo kolysalo sie jak okret w czasie sztormu.. czul. Jesli prawdziwie kochala. co plugawie. Lucienne. ale i tak zaskakujac Jarre. spojrzala na chlopca.. A jakiez to w srodeczku imie dziewczece. prz echera iscie ten.. niebiesciutkie jak blawatki. . byc nie otwierala. granie i garby o fantastycznych ksztaltach. Lucienne.zauwazyla jego mosiezny medalion i niecnie wykorzystala fakt. byla wierna.. Wiem to. obdzielajac chlopca szczodrze s wym magicznym cieplem. Wiozacy inwalidów wojennych wóz skrzypial i turkotal. Kalecy . . przedziwna miekkoscia i podniecajaca mieszanka zapachów koni.glównie . przez które musial toczyc sie ciagniety przez czwórke koni wehikul. Czeka. ze brzydko i nachalnie istnieje. -No. Jarre zebral luz okreconych wokól przegubu lejcy. a reszta furda.. ze nie widzi. Dziewczyna zmruzyla lekko oczy. Ze osmiela sie istniec. a Lucienne . la . co nieladnie zaklóca ladny lad tym .glówni e beznodzy .zatrzasnela medalion.I ciebie tez nabrali? Amulet niezapominajka? Oj. owsa i mlodego. Na co wiekszych wybojach wóz az skakal. co te fidryguszke wymyslil.Jarre uniósl kikut...Owa Cirilla. Po krótkim okresie deszczów przyszly upaly. .. puscila lancuszek. przytulila sie do jego bok u. to nie zapomniala. musial jej to przyznac.wysylabizowala wozaczka z trudem. znaczy sie. ale to rzecz osobista.Jarre splonal jak alkiermes. -Nie zapomni o tobie . -Ci. Lucienne przytulila sie. Jarre byl bliski mysli. Wielki byl na nia popyt czasu tej wojny.

Tfu.Nie wyplakuj mi sie tu aby na kiecke. Z imienia samego dalo sie to miarkowac. to wiem. kaszlnela.do uczonych szczescie mam. przesadza o jego zdo lnosci do utrzymania zony i rodziny. by przesadzaly o uwazeniu detalu tak drobnego. Co sie tak gap isz? Ja ze wsi jestem. ale Jarre i Lucienne. a ty przecie glowacz. Dosc na to bystre.z kim i co mialam. Kaleka nie jest zdolny. no. Uczony byl i w akademiach ksz talcony. -No. Wóz nie podskakiwal od jakiegos czasu. no! .. a one juz got owe spermiencje jakies na sianie wyczyniac. furda i tyle. Byl taki jeden. . Jesli sie chlopa k ocha.-Az tak wielka masz w tym wzgledzie eksperiencje? -Nie twoja rzecz . iscie panski i uczony...rzekla po dluzszej chwili dziewczyna . Tedy sam widzisz.Mocno upraszczasz i mocno idealizujesz. chciwie wdychajac zapach dziewczyny. Wóz podskoczyl. I kaplan swiatyni. ze wcale tego nie zauwazyli. panna .slyszalam. Jarre tez kaszlnal.. Kiedys. co inni mówili. A do tego. jak czyjsis sposób gadania. Glowy ci Czarni nie urwali. -Cos ja . Lucienne. co to ino skin na nie. Ale co wiem.. . -Upraszczasz nieco . ze ja z tych. ze ta reka. czy mezczyzna jest caly.rzekl przez zacisniete zeby Jarre.zawolal zza ich pleców gefreiter Derkacz.. glowa robotasz. Zes pisarz. I wcale im to nie przeszkadzalo. wydawalo sie. -A do tego . -A jak mial na imie? -Semester.. Pochylila glowe. ze to. ale oczy mam i uszy. Tedy furda.. a nie we fragmentach. A nie dumaj aby.przerwala mu obcesowo. zlosliwiec i ponurak. -Hejze... jesli nawet który fragment ubyl.teraz na Lucienne wypadla kolej zarumienic sie lekko .. to calego. Cholewki do mnie smalil. Raczysz nie zauw azac chocby detalu tak drobnego.dokonczyla dziewczyna . Wóz podskoczyl. ..

Ze juz. Bylo szesciu konnych. widzac. podwody czekajac. A ty. walachom z bicza nad zadam i. albowiem zaprawde powiadam wam. a konnych osmiu. Bardzo zwykli. Wlosy. Wszystkie stapaly sztywno i arytmicznie. Lucienne westchnela glosno. glód i poniewierka sprawily. wynioslej. ze mie na sie bierzesz. pokryte plamami. . Sami nie ujdziecie.wyszczerzyl zeby Derkacz. Wygladaly marnie. Ale po uwazniejszym spojrzeniu okazalo sie.Bo mnie po nocach sie sni. -Matko .dodal drugi kaleka.okaleczony podczas walk o Mayene. . panna? -Ty kapcanie kulawy! .zalkal którys. pelznie ta twoja fura niby smark po scianie! -Jako zywo . zwykle pyszne pozbawione jakiegokolwiek wyrazu. napilbym sie piwa.Strzel no. ze juz nie ma Wiewiórek. Po prostu stwierdzajac fakt. Urwala. brudu i jatrzacych s ie . nie zaszczycajac wozu i jego pasazerów nawet spojrzeniem . charyzmatycznej innosci. jak twarze wszystkich siedzacych na wozie inwalidów pokrywaja sie nagle smiertelna. Dwa wierzchowce niosly po parze jezdzców. paskudny zapach. Plecowo.Ale jak sie na grudzie oje albo piasta zlomi. Przestali nawet budzic strach. bylo trudne. .Dojadlo juz to pustkowie! Za karczma zatazylem . Odzienie. Ja tak lubie. brzydki. z ich wypracowanej. .Lucienne odwrócila sie na kozle. . Nie mozna razniej jechac? -Mozna . A mówili. ze po prostu przetna trakt i znikna w lesie po drugiej stronie. drapiac sie w widoczny spod odwinietej nogawki kikut polyskliwa tkanka blizny. -Przepadlim .. zazwyczaj nawet u gerylasów z komand eleganckie i piekne.. jeno deszczówke i sok brzozowy pi li bedziecie. rozwiazana zostala kwestia elfia.powiedzial Derkacz cicho i calkiem bez emocji.. ze szesc bylo koni.A tak niedaleczko bylo do domu. a ja was przecie na plecy nie w ezme. Ze pozostanie po nich tylko ten zupelnie nieelfi. jak sie wyrazili. Ich wielkie oczy. -Iscie zal . Elfy zblizyly sie.zapach nedzy. . ich duma i chluba.Ty capie smierdzacy! Ty. byly teraz otchlaniami paniki i rozpaczy. podarte. Ze juz ich wszystkich zabili. trupia bladoscia. nisko spuszczajac lby. przerazenie. Nic nie zostalo z ich dumy. Przez chwile Jarre sadzil. to niedziele albo i dwie nie piwo. ze mina ich. Smierc. panna. to znaczy sie: od tylca. sf ilcowane lepkim brudem i zakrzepla krwia. zapach. Wygladaly jeszcze marniej niz konie.wrzasnela Lucienne. który Jarre znal az nadto dobrze z lazaretów . moczu. ze stali sie zwykli.. przemknelo przez glowe Jarre. Nic nie zostalo z ich innosci. byly zmierzwione.

dlugich. Jak krztusi sie szlochem. jeden z elfów. kawalki slon iny i kielbasy. ze juz po wszystkim. jakoby elfy w ogóle nie mialy gruczolów lzowych. wyciagnely rece w strone ludzi. -En'ca digne. odwracajac sie.powtórzyl lamiacym sie glosem elf z blyskawicami na rekawie. jak wyczarowane. . do tej chwili skamieniali i zastygli w bezruchu. A elfy po raz pierwszy od tysiaca lat.. -Toruviel . Zadajacych klam twierdzeniu. A potem wyciagnal reke i wzial chleb od Derkacza. Pojela. czlowieku. digne . w czym rzecz. jak elfka placze. nie patrzac.powiedzial. od dziecka obyta byla z czajacym sie za weglem chalup y sinym i spuchlym upiorem. chroniac reke na przesia knietym temblaku. zauwazywszy. luned. cwiartki chleba.ran. jakby ozywieni magicznym zakleciem. które wyciagneli w stro ne elfów. Toruviel . gomóleczki sera. Elfka o ciemnych. na co elfka patrzy. Wiesniaczka. widmem glodu. -En'ca. wokól którego brzeczaly i klebily sie muchy. A Lucienne i Jarre byli pierwszymi ludzmi. nawet nie próbujac ocierac plynacych po brudnej twarzy lez. On jeden z calego komanda mial na podartym rekawie zakurzonej kurtki srebrne blyskawice brygady "Vrihedd". Mijali ich. .powiedzial chrapliwie. .Dziekuje ci. zrozumiala. Zareagowala wiec instynktownie i bezblednie. którzy widzieli. Lucienne momentalnie zorientowala sie.. zlepionych skrzepla krwia wlosach zatrzymala konia tu z przy wozie. drgneli nagle. -Dziekuje ci . Lucienne cmoknela na konie. znalazly sie. Po jakims czasie.En'ca digne.powtórzyl elf. Wyciagnela w strone elfki chleb. Nie wszyscy. W ich dloniach. Siedziala w siodle niezgrabnie przechylona. z wysilkiem dopasowujac jezyk i wargi do obcego jezyka. Inwalidzi na wozie.

przed trybuna wyprezyli sie i .syknal kaplan Willemer. Dowodzila nimi kobieta o zupelnie bialych. a potem druga podkówka obejmowala oczodól. wiem to. -Plugawi ludzie . Lzecie z litosci.. -To afront. która niegdys byla Czarna Rayla. za cietej twarzy zeszpeconej szramami. O zbiegów.. * * * -Hurraaaa. mówili. ze nie. o który zaczepione byly wodze. -Udawajcie.. o zlej. .Ani odmawiac oprowiantowania.. O terrorystów. Kilka osób zawtórowalo. Wszyscy milczeli. z których jedna przekreslala policzek od skroni po ka cik ust. gdy gosciniec zaroil sie od zbrojnych jezdzców. Wóz skrzypial i turkotal. O Scoia'tael. a jej lewa reka ponizej lokcia konczyla sie skórzana tule ja i mosieznym hakiem..rzekla kwasno Meve. litosci nie znam. ta. unikajac wzroku bialowlosej i jednorekiej kobiety. w piatkach. Biala Rayla. pelnym zapieklej msciwosci spojrzeniem. góra krasnoludy! Wiwat Barclay Els! -Niech zyyyy-jaaaaa! Novigradzki bruk huczal pod podkutymi buciorami wiarusów z Ochotniczego Hufu. myslala Biala Rayla. Kobieta.poradzil spokojnie Foltest. Bylo juz dobrze na odwieczerz. .Niech zyje Mahakam! Vivant krasnoludy! -Chwala im! Slawa! Nagle ktos z tlumu zasmial sie.To skandal. Lzecie. Krasnoludy maszerowaly typowym dla nich szykiem. ze nie widzicie . Bo ja. A za chwile ze smiechu ryczeli juz wszyscy. Lucienne i inwalidzi. mierzac ich zlym okiem. nikogo nie spotkali i nikogo nie widzieli. pytala o elfy. . mamroczac niewyraznie.trzepnela lejcami. To niewybaczalne. Lzecie. Krasnoludzcy oficerowie zachowali powage i forme. . krótko ostrzyzonych wlosach. sztandar z mlotami powiewal nad kolumna. niedobitków komanda rozniesionego dwa dn i temu nazad. Jarre.. Kobieta nie miala tez duzej czesci prawej malzowiny usznej. -Nie trzeba bylo skapic im wiwendy . Ale to i tak nie ma znaczenia.zlapal powietrze hierarcha Hemmelfart.

Jedni. . Tym. .piesc ze sztywno wyprostowanym w góre srodkowym palcem. * * * .powiedzial przeciagle elf . mijajac trybune. -Swiat sie zmienil.powiedzial pielgrzym .No. pokazywali królom zgiety lokiec. Z godzilbym sie jednak z tym.To ambitny narodek. -Ciekawe . ale bylo to parskniecie dosc zyczliwe.powoduje reakcje. -Kazda akcja . Pasy na twarzach królów i hierarchy dowodzily. z ta sprawiedliwoscia to moze przesada . * * * Wyjec na Elskerdeg zawyl. ze swiat dostosowal sie jakby do podstawowego prawa fizyki. byl Boreas Mun. wycie przeszlo w makabryczny zaspiew.czy o tym samym prawie myslimy. inni demonstrowali drugi ze swyc h ulubionych gestów . Podoficerowie i zolnierze Ochotniczego Hufu wyrazili natomiast swa dezaprobate wobec zastosowanych przez królów i hierarche ciec budzetowych. kto po dlugim milczeniu odezwal sie pierwszy. Elf parsknal. -Nie trzeba bylo obrazac ich skapstwem . Nikt z siedzacyc h przy ognisku nie odwrócil glowy. czlowieku. Plebs zwal go dosadniej. Gest ten w kregach akademickich nosil nazwe digitus infamis. Sprawiedliwosci stalo sie zadosc. ze znaja obie nazwy.powtórzyla Meve.zasalutowali. -Punkt dla ciebie.usmiechnal sie lekko pielgrzym.

Jako ze zdrajca bedac. bedziesz na placu Tysiaclecia reka kata powieszony za szyje na szubienicy. Od tej c hwili niech bedzie ono zapomniane. to trzeba zobac zyc! Chodzcie do mej pracowni. Grupka uczonych. synu Bertrama Skellena. .krzyknal. ty. Cialo twoje zostanie spalone. a popiól na cztery rozrzucony wiatry. wstan. Uda lo sie. -Stefanie Skellen. ciekawos c. Weglosmrodór pokazal im w slad digi tus infamis i wrócil do bulki z pasztetem. Stefanie Skellenie. koledzy. Profesorowie.Ani krztyny! Dziala! Ruchadlo dziala! Uruchomilem i dziala! Dziala bez przerwy! Bez ustanku! Wieczyscie! Na wieki wieków! Tego sie nie da opowiedziec. skazujac cie. a Trybunal nie dopatrzyl sie okolicznosci lagodzacych. zdrajco. Jako ze zdrajca bedac. synu Bertrama Skellena. a to: zdrady stanu i udzialu w spi sku majacym na celu zbrodniczy zamach na porzadek ustawowy Imperium. * * * . magistrowie i bakalarze w pospiech u narzucali na togi plaszcze i delie. niegodzien jestes stapac po ziemi Cesarstwa. bedziesz pol ozony na wlóczydlo drewniane i na wlóczydle tym konmi bedziesz zawleczony na plac Tysiaclecia . przez studentów nazywany Weglosmrodorem.wrzasnal Oppenhauser i podskoczyl po koziemu. przewodniczacy Najwyzszego Trybunalu Imperium. zywo! -Jem sniadanie . Stefanie Skellen. sedziwy wykladowca zoologii. panie kolego? -Ani troche! . a takze na wlas na osobe Cesarskiego Majestatu. dziala? -Wieczyste ruchadlo! -Perpetum mobile? . profesor chemii.spytal obcesowo i dosc sceptycznie Jean La Voisier. I bedziesz tam wisial dopóty.Udalo sie! Udalo! . w marszu zasilana coraz to nowymi zadnymi ujrzenia owocu . wiedzeni przez wciaz wykrzykujacego i gestykulujacego Oppenhausera.To byc nie moze! A co. Wina twa. . po raz ostatni wypowiadam twoje imie. Jego Najjasniejszy Majestat Imperatorski nie skorzystal zas z prawa laski. Ja. Najwyzszy Trybunal Wiecznego z laski Wielkiego Slonca Imperium uznal cie winnym zarzucanych ci przestepstw i czynów nieprawych. synu Bertrama. dopóki nie umrzesz.zaprotestowal Weglosmrodór. wpadajac do dziekanatu profesor Oppenhauser. niegodzien jestes oddychac powietrzem Cesarstwa. skad. Z sali rozpraw zostaniesz przewieziony do Cytadeli. biegli ku wyjsciu.zaciekawil sie Edmund Bumbler. -W rzeczy samej? Nie przesadzacie. miedzy niebem a z iemia. zostala potwierdzona i udowod niona.-Stefanie Skellen. ale jego protest utonal w gwarze i ogólnym podnieconym rozgardiaszu. gdy czas stosowny nadejdzie. panowie! Nareszcie! Nareszcie! A jednak to funkcjonuje! A jednak sie kreci! Dziala! To dziala! -Doprawdy? . zostaniesz wyprowad zony. który byles cesarskim koronerem.

gdy grunt drgnal nagle. juz mieli otworzyc drzwi. silnie. kryjówki Vilgefortza. Ba. Ba. Juz. zywo pokonala dystans dzielacy ich od pr acowni slynnego fizyka. A perpetum mobile profesora Oppenhausera. bardzo silnie.trzydziestoletnich wysilków Oppenhausera. pierwszego rektora uczelni. Byl to wstrzas sejsmiczny. Spadl z parkanowego platana student pierwszego roku fizyki. ruchnelo sie jeszcze raz i stanelo. jego legendarne wieczyste ruchadlo. Wyczuwal nie. Z brzekiem wylecialo kilkanascie szkielek z witrazu na frontonie Katedry Sztuk Pieknych. do Oxenfurtu. Spadlo z zabazgranego brzydkimi slowy cokolu popiersie Nicodemusa de B oot. Spadl ze stolu kubek ziólek którymi Weglosmrodór popijal bulke z pasztetem. by zaimponowac studentkom medycyny. * * * . który wlazl byl na ów platan. Na amen. A lbert Solpietra. jeden z serii wstrzasów spowodowanych zniszczeniem przez czarodziejki warowni Stygga. I nigdy juz nie udalo sie go ponownie uruchomic. Fala sejsmiczna dotarla z dalekiego Ebbing az tu.

a i tam. A nawet jesli bledu nie popelnicie. wymazany. znajdzie sie sposobnosc. Was obarczy sie wina. Musi przyjsc taka chwila. we wlasnej twej dupie. Kiedys któras z was popelni blad. wiedzmini. I niech bedzie zapomniany. pomyslal hierarcha. pomyslal. by was czyms obarczyc.-Niech zyja krasnoludy! Niech zyje Mahakam! Co to za zbieranina jakas. A Dijkstra zostanie. której sie oddajecie. trzeba zwrócic królom na to uwage. jakas kleska. myslal kaplan Willemer. Ani slowa. Trzeba bedzie. Chcialbys rzadzic. Komu tu sie wiwatuje? Przekupni kondotierzy.. obsceni czne krasnoludy. w które j zyjecie. Gdy historycy i pisarze wezma sie do roboty. Ohyda i perwersja. * * * Niedoczekanie twoje. nalezy poddac ich wypociny cenzurze. drzaca reka blogoslawiac defilade. arogancja i pycha. I ani slowa tez o nim. Wy bedziecie wszystkiemu winne. Zgubi was zadufanie. Wtedy wine zwali sie na was. oni czy my? No bogów. co to za szajki. twe rozstrzygniecia niewiele beda znaczyly. za to . Jego obecnosc jest obelga dla przyzwoitych ludzi. ze nie zdolalyscie usunac jej skutków. Tak dlugo. karminowe wargi Filippy. jakas plaga. . chcialbys dy ktowac i wywierac wplyw? Chcialbys rozstrzygac? Niedoczekanie. patrzac na lsniace. zaciskajac wargi i patrzac na Dijkstre. które knujecie. wydac królom polecenia w sprawie tego Dijkstry. nieludzie i wszelki inny podejrzany element ma zniknac z kronik ludzkosci. jak bedzie mi potrzebny. Rozstrzygac mozesz wylaczn ie w sprawach wlasnych hemoroidów. myslal hierarcha Hemmelfart. co to za autorament dziwaczny? Kto w koncu wygral te wojne. obserwujacego defilade z wyraznie znudzona mina. Ani slowa o nich. Spiski. To bezboznik i lotr. ze nie zdolalyscie pladze zapobiec. mo ze zaraza albo epidemia. Spadnie na ludzkosc jakies nieszczescie. gdy popelnic ie blad. * * * Kiedys popelnisz blad. Najemnicy. platni zbóje. myslala Filippa Eilhart.. za to. Ma zostac wykresl ony. bez wysilku czytajac intensywne mysli hierarchy. purpurowy swietoszkowaty wieprzu. Niech zniknie bez sladu. Niemoralnosc. rozejdzie sie smród grzechów waszych. Wszystko wylezie na jaw.

Ale kilka pchel. umieral . glosily ledwie widoczne litery na dziobie holku. Tarzal sie.I wtedy rozpali sie stosy. swolocz! Zabierz go przecz od schodów. zdolalo przelezc na Rudzielca i zadomowic sie w jego futerku. Miauczal.przeczytac nie umial. I nie mial jednego ucha. Kilka dni temu do cintryjskiego portu zawinal dziwny frachtowiec. Liter tych Rudzielec . Szybko opadal z sil. Miauczal zalosnie. A przynajmniej domyslal sie. * * * Stary pregowany kocur. Z d ziwnej krypy. wielkich. Rudzielec wiedzial. oparszywialy. blyszczacych pchel. z racji umaszczenia zwany przez ludzi Rudzielcem. Albo zauroczyl! -Tfu. prezyl. od których roil a sie siersc gryzonia. wstrzasany konwulsjami. Tylko jeden. Byl glodny. Szczur byl wylinia ly. stary i bardzo brudny holk. cicho. drapal ziemie. Umieral paskudnie.rzecz jasna . nieruchawy. dlaczego umiera. -Co jest z tym zatraconym kotem? -Strul go ktos pewnie. zlazl na keje szczur. obrzydliwosc! Alez cuchnie. Mial do tego krwawa biegunke. choc bylo to pon izej jego godnosci. zaniedbana krypa. ale instynkt powstrzymywal go przez zjedzeniem paskudy. wymiotowal krwia i sluzem. kobieto! . "Catriona". Rudzielec zagryzl szczura. wykorzystujac cume. wrak niemal. co go zabilo.

Jego zyczenie mialo sie spelnic niebawem. zyc intensywnie i twórczo.powiedzial elf . przed dekadencja. Nie da sie historii okreslic ani tym ba rdziej zmienic królewskim oredziem.Jak sie rzeklo. b y szanujac zycie. Nawet jesli wygralo sie wojne. by tez zachorowali. Swedzialo. dogorywal w spienionym od mydlin i uryny rynsztoku. Wykopany z podwórka. by m nie poprawiono. któr y zachodzi nieprzerwanie i nigdy sie nie konczy. chociaz w swej pysze zadna wladza tej prawdy nie uzna. typowe i wynika z faktu.Rudzielec wyprezyl sie i bezglosnie otworzyl zakrwawiony pyszczek. ludzi. by wykorzystywac kazda chwile zycia i c ieszyc sie nia. Nie da sie podzielic historii na odcinki. Jednym z jaskrawszych przejawów waszej ludzkiej arogancji jest tak zwana historiografia. czlek ze mnie prosty i malo elokwentny. ludzi. Dogorywal. sklania do tego. Mówie i mysle jak czlowiek. stad dotad. Nie czul juz kopniec ani szturchniec miotly. I to na wielka skale. która wykopala i wymiotla Rudzielca z podwórka. wystawiac not ani szufladkowac. Ugryzla ja pchla. o jak wy to mówicie: "dziejach minionych". Wladza polityczna nie moze równiez historii oceniac. Cóz to bowiem sa za pojecia? Wladza polityczna nie moze tworzyc historii za pomoca aktów czy dekretów. idac bic sie i umierac w komandach Scoia'tael.ani tym bardziej pompatyczna novigradzka defilada nie moga byc uwazane za kamienie cezury i kamienie milowe. Osmiele sie jednak zauwazyc dwie rzeczy. Jest to dla was. ze natura obdarzyla was efemerycznym. krótkie jak u insektów zycie chroni nas. mrówczym zyciem.rzekl pielgrzym. Kobieta. ale przeciez tak samo myslaly dlugowieczne el fy. stad dotad. zadarla kiecke i podrapala sie w lydke pod kolanem. prosze. By c ierpieli tak samo. jak on. o wadzim. -Ani pokój cintryjski . Na naprawde wielka skale. * * * Gwiazdy nad Elskerdeg mrugaly intensywnie. smieszna srednia wieku ponizej setki. A tymczasem historia jest procesem. -Nie podejmuje dysputy filozoficznej . Wy zas do swej owadziej egzystencji usilujecie dopasowywac swiat. Po pi erwsze. Jesli nie mam racji. . którymi gospodyni dziekowala mu wlasnie za jedenas cie lat lowienia myszy. zyczac tym niewdziecznym ludziom. prób y wydawani opinii i ferowania wyroków. . od daty do daty. zatrzymala sie. Iskry z ogniska gasly na ich tle.

choc niezdolna do zmieniania historii. pognano na molo. odwracajac twarz. jak sadzil i. tak . -Po drugie . W wie kszosci pogodzili sie z tym. potem na nabrzeze. * * * Galera stuknela burta o obrosniete glonami i muszlami pale. panowie elfy . nie moglo juz ich zaskoczyc.wydaje mi sie. z którymi nie sposób dyskutowac. Nic. -O.Tu natrafiliscie w sedno.Pielgrzym odczekal stosowna chwile. ale nikt go nie poprawil. z rezygnacja nawet. Mylili sie. Rzucono cumy. Byli tam tez i cywile. dzwoniacych i brzeczacych kajdanami. przeklenstwa i komendy. Scoia'tael i oficerowie bryga dy "Vrihedd" nie mieli zludnych nadziei co do losu. panie pielgrzymie.nie dawal za grosz wiary zapewnieniom o sprawiedliwych sadach i amnestiach. Darly sie mewy lowiace odpadki. Glównie umundurowanych. tacy.odrzekl elf. Nabrzeze roilo sie od ludzi. Czekano na nich. w szpaler uzbrojonych zoldaków. Wladza ma metody i instrumenty. Wladza ma po temu metody i instrumenty. Spedzono ich z galery. .Koniec rejsu. brudnej wodzie portu. jaki czeka ich za Jaruga. Wysiadka! Czekaja tu juz na was. Rozbrzmialy krzyki.powiedzial nilfgaardzki dowódca konwoju. . Fakt. plywajace po zielonej. Takie.podjal .a juz z pewnoscia nie Faoiltiarna . Jestesmy w Dillingen. Zaden z elfów . któr ych . ze wladza polityczna. moze swymi dzialaniami wytworzyc calkiem niezle zludzenie i pozór takiej zdolnosci. przyjmowali to stoicko.

Nie pomylil sie.ale chyba w piekle. . dzwonia c okowami. Faoiltiarne popchnieto pod slup.A za to.Va fail. I nie liczyl. -Va fail! . zdlawiono. by jego pokiereszowana twarz zostala przegapiona. powleczono po klepisku. nie doczekawszy sie reakcji. trysnela krew. nad którym kolysal sie las masztów. liczyc oczywiscie nie mógl. pomyslal Faoiltiarna. -Pan Isengrim Faoiltiarna? Zelazny Wilk? Cóz za mila niespodzianka! Prosimy. od sylwetki do sylwetki . Gdy skutymi rekami nadaremnie próbowali zerwac wrzynajace sie w cialo styki.syknal cywil. Doszli tylko do jednej z szop blisko przystani. Nie poprowadzono ich daleko. by tak sie stalo. Na niego juz tam czekaja. oprawcy uklekli im na piersiach. fraeren! Zoldak popchnal go brutalnie.Se'ved.bystre oczka migaly szybko. stac! Czy to nie przypadk iem nie pan Riordain? Brac go! Lacznie wyciagnieto ich trzech. który podnosil wlosy na glowie.dodal. skaczac od twarzy do twarzy. których zamordowalis cie. obalono razem z zydlami. rozpoznany i wyciagany przez innych. .Va fail! . . Teraz nawet petle nie byly w s tanie zdusic ich krzyku. Noze blysnely i spadly.krzyknal do towarzyszy wyciagniety z szeregu Angus Bri Cri. Wyrok zapadl. Selekcjonerzy. Tuz przy basenie portowym. w Drakenborgu.ku swemu zaskoczeniu . Hola.powiedzial zimno cywil. Riordain i Angus nie zdazyli nawet krzyknac. panie Bri Cri . Od tylu zarzucono im na szuje petle .krzyknal do niego Coinneach Dá Reo. zaplacily rodziny tych. noszacych ryngrafy z redanskim orlem. który wyselekcjonowal Faoiltiarne . na która zarzucono powróz. Faoiltiarna zrozumial i nagle . panowie.zaczal sie bac.Zostaliscie objeci amnestia. . Na to. wizgu. se caerme dea! -Zobaczycie sie . Do powroza zaczeto przywiazywac zelazny hak. . Tylko trzech. Cywil dal znak. . prosimy! Zoldacy wywlekli go ze szpaleru. pod belke. -Panie Riordain. Riordaina i Angusa posadzono na dwóch ustawionych na polepie zydlach. -Sprawiedliwosci musi sie jednak stac zadosc . Sad postanowil okazac laske.

Straszliwy cios ciezkiego lancucha obalil obu pilnujacych go zoldaków. wartko plynaca z oczodolu. -Do lodzi! -Strzelac! .powiedzial cywil. -Lap! .Tam. Takie cos ekstra.. . jak jeszcze niedawno sadzil. przelecial przez nie razem z rama i fu tryna. przeturlal sie i chlupnal w wode. Wciaz przykuty do prawego przegubu ciezki lancuch ciagnal na dno. . * * * -Vivant! . smagnal kajdanami cywila. Faoiltiarna w skoku kopnal nastepnego w twarz. na którym.wrzeszczeli inni. nadbiegajacy molem. obiema dlonmi próbujac zatrzymac krew. .Vivant! Niech zyja! -Hurra! -Slawa królom! Slawa! Filippa Eilhart rozejrzala sie. teraz spadla z jego przegubu jak za dotknieciem magicznej rózdzki. . Faoiltiarna nie zamierzal czekac na cos ekstra. runal wprost w zasnute pajeczyna okienko szopy.. Faoiltiarna wa lczyl. wolno odwracajac glowe zos tal wyposazony w klauzule dodatkowa. Ze wszystkich sil walczyl o zycie.zaryczal cywil. nie zal ezalo mu w ogóle.darli sie wypadajacy z szopy zoldacy. nad która elf pracowal juz od dwóch dni i nocy. Brudna zielona woda miedzy barkasami zakipiala od beltów. pomiedzy rybackie czólna i bark asy. Jak zawsze. pochylila sie w . gdzie wyplynal. panie Faoiltiarna . Klamra kajdan.Trwalo to dlugo.Lap! Zabij! -Tam! .Panski wyrok. tlum mieszkanców Novigradu zdradzal juz objawy znuzenia i chrypki.Zabic! Szczeknely cieciwy kusz.defilada przeciagnela sie. Mewy poderwaly sie z wrzaskiem. zostawiajac na gwozdziach krew i strzepy odzienia. czy nikt nie nadstawia uszu. Przekoziolkowal. . Z hukiem wyladowal na deskach mola.

. Ida tu. -Slucham? .A ja ich slysze. -Wkrótce. bezdenne jeziora. Ori..usmiechnal sie Dijkstra. -Przyszedlem sie pozegnac. -O zamachu na króla Vizimira dokonanym w lipcu ubieglego roku. Nadchodza na miekkich szczurzych lapkach.Ciszej. -Co ty mówisz? -Ciszej .strone Dijkstry. Ori. I nie dzialal sam. -Nie nazywaj mnie Fil..ciagnal szpieg. do jego zjawi ania sie nie wiadomo skad i jakim sposobem. Fil. -Widzisz. magistra. khe. Masz dowody? Jakie? Skad? -Zdziwilabys sie.. Dijkstra. a wychodzi na to. jasnie wielmozna pani? Oczy Filippy Eilhart byly jak dwa czarne. Szczury biegaja po tretogorskim grodzie.. Dzwony bily. Stary chlop.Dijkstra jeszcze bardziej znizyl glos byna jmniej nie byl szalencem. We wszystkich korytarzach. khe. .. a ta kie glupstwa. Ori. ze tez glupi. . Slyszysz ich? Ori Reuven szeroko rozwierajac zdumione oczy. skad. -Dobry wieczór.. pisana prz ez Oribasiusa Gianfranco Paolo Reuvena. Bylo to jedno slowo za duzo i j edna osoba za duzo. I tylko jedno slowo. -O czym chcesz ze mna rozmawiac? Szpieg tez sie rozejrzal. Fil. pokrywaly novigradzki bruk. niby snieg. Nadstaw uszu. ale nadal nie przyzwyczail sie do bezszelestnego poruszania sie szefa. Reuven popatrzyl na niego zdziwiony. Ori. wierny druhu . przeczaco pokrecil glowa. gdybym ci powiedzial. który dokonal tego morderstwa . az sekretarz cos wykaszle -ja tez jestem stary. która bezceremonialnie podniósl ze stolu. . Wojsko defilowalo. * * * -Wciaz piszesz? Ori Reuven drgnal i zrobil kleks. -Khe. Platki kwiatów.Dijkstra przeczytal strone tytulowa rekopisu. Oj. Ori. Sluzyl Dijkstrze od dziewietnastu lat. Tlum wiwatowal ochryple. khe.. -Nie slyszysz . -Ludzie z cienia .Pólelf. Powiedzialem jedno slowo d o jednej osoby. Tylko jednej.Historia tajnych sluzb królewskich. Dijkstra milczal przez chwile. Kiedy moge spodziewac sie audiencji. nie czekajac..stwierdzil po chwili. wasza wielmoz. Fil.

plamila parkiety. ten ka szlacy dziad. Blysnely sztylety. ro zlewala sie po posadzkach. . -Jest tam . graniastych klingach. Jest w matni. -Smierc!!! Smierc krwawemu katu! . w której urzeduje Reuven.powiedzial jeden. Wszystkie drzwi i wszystkie okna. Krew ciekla po podlogach tretogorskiego zamku.* * * Zjawili sie z cienia. Nie moze ujsc. -Wszystkie inne korytarze obstawione. Straznicy i ochroniarze z anteszambrów padli bez jeków pod szybkimi ciosami sztyletów o waskich. . zamaskowani. bedacego dowódca. -Stamtad nie ma wyjscia. wskazujac. zwinni jak szczury.Oczy drugiego. Nadchodzili wszystkimi korytarzami.Tam wszedl. . Czarni. z ciemnosci. Przez kancelarie. plonely w otworach czarnej aksamitnej maski. wsiakala w drogie vengerberskie dywany. Nie ma nawet okien .Komnata za kancelaria jest slepa. a za nimi zostawaly trupy. Glos tlumil czarny szal spowijajacy twarz az po oczy. -Naprzód! Drzwi ustapily pod kopnieciami.

-Nie ma go! . co bylo. * * * Niebo na wschodzie pojasnialo. Nie boje sie ani was. -Slucham? Czym moge. Rekopis ksiegi Ludzie z cienia. Umarl w swiatynnym przytulku.powiedzial nagle Boreas Mun.Gdzie jest ten krwawy pies? -Nie ma go . Oribasius Gianfranco Paolo Reuven. -Jesli mamy razem wedrowac . Przy ognisku od dluzszej chwili panowala cisza. . Zapomniany. A w ich rozkazach nie bylo o Orim Reuvenie najmniejszej wzmianki. Polecialy na podloge zrywane arr asy. Chory. ani waszych nozy.charknal herszt. zalzawione oczy.Ori Reuven podniósl znad papierów krótkowzroczne. Khe. astma oddech. I bardzo zmeczony. Szkorbut odebral mu wszystkie zeby. Byl wówczas bardzo chory. khe.wrzasnal jeden. khe. Po szesciu latach zwolniono go.-Khe. Przed . -Gdzie on jest? Mów! Gdzie Dijkstra? -Azali . khe. strózem brata mego? -Zginiesz starcze! -Jestem stary. by przejmowac sie byle upiorem. ze trzej siedzacy przy ognisku mez czyzni ostatnimi czasy widzieli zbyt wiele okropnosci. khe? . penetrujac wszystkie zakamarki. Nie zabili Oriego Reuvena. khe. jak sie pojawili. obrazy i panele. wpadajac do kancelarii. spedzil szesc lat w róznych wiezieniach.to porzucmy nieufnosc. elf i tropiciel w milczeniu patrzyli w dogorywajacy ogien. jaskra wzrok.jestem. W nedzy. magister praw. znudziwszy sie daremnym wyciem. Mordercy wybiegli z komnaty. Cisza panowala na Elskerdeg. Wyjacy upiór musial wreszcie zrozumiec. Znikli równie szybko. Byli mordercami na rozkaz.odrzekl spokojnie Ori Reuven. khe. bezustannie przesluchiwany prze zmieniajacych sie sledczych. Wyjacy upiór poszedl sobie.Przeciez sami widzicie. anemia wlosy. pytany o przerózne. sztylety pruly zaslony i tapiserie. nad wzgórzami wykwitla blada aureola.kaszlnal Ori .Nie ma go! -Gdzie? . . zapowiedz brzasku. Palce obu rak polamano mu na przesluchaniach. obiegli je niczym szczury. panom sluzyc? Mordercy z rozpedu rozwalili drzwi do prywatnych komnat Dijkstry. patrzac w rubinowy zar ogniska . czesto pozornie nie majace sensu rzeczy i sprawy. wiercac go spojrzeniem z otworów czarnej maski. Swiat sie odmieni l. schylajac sie nad Orim. . Pielgrzym. czyli historia tajnych sluzb królewskich zginal bez sladu. Na wolnosci zyl niecaly rok. Zostawmy za nami to.

Cos sie skonczylo.jesli nie jest to poczatek pieknej przyjazni.dokonczyl pewniejszym glosem . Urwal.elf skrzywil poblizniona twarz w czyms. cos sie zaczyna. uscisnal wyciagnieta ku niemu reke.nami nowe zycie.. Przed nami daleka i niebezpieczna droga. mocno.. . Uscisneli sobie rece. prostujac swa potezna postac.Jestem. -Przed nami przelecz Elskerdeg . . Porzucmy nieufnosc. Jestem. szybko. Wolf Isengrim. Cos sie skonczylo. pielgrzym i elf wyciagneli prawice ku sobie. Jezeli mamy isc n ia razem. Sigi Reuven. Nie byl zwyczajny takich mów. -Cos sie zaczyna .. Elf wstal równiez. Jego makabrycznie zniekszta lcona twarz skrzywila sie dziwnie. kaszlnal. fetujac zdarzenie radosnym fajerwerkiem. Ba. przez moment wygladalo to bardziej na wstep do walki niz na gest zgody. . Uscisnalwszy dlon tropiciela. Ale tylko przez moment. Pielgrzym w kapeluszu z szerokim rondem wstal.powiedzial pielgrzym. Przed nami. -Niech mnie diabli .. Jestem Boreas Mun.Boreas Mun usmiechnal sie szeroko .. co wedle wszelkich przeslanek bylo usmiechem. bal sie smiesznosci. Polano w ognisku strzelilo iskrami. Ale jego towarzysze z przypadku nie smiali sie. -Swiat sie odmienil .... Boreas wyczul wrecz emanujaca od nich zyczliwosc. gwaltownie wrecz.a za przelecza Zerrikania i Hakland.

I pokazal S. ze przychodzi na zdrade królestwa. do wi ezienia ciemnego i przykrego wtracil i tam trapil chlodem i smrodem. heretyk i sekciarz. tak i S. Dal ów tedy S. na katowni ciagnac. arcykaplanem samozwanczo sie mianujacy. czy zjawy? . Filipy Meczenniczki z Mons Calvus pisany z starodawna od pisarzów meczenskich. A smierdzial jak pies. Matce Bogini Wielkiej na wieki gloria. ze wszy go i robacy zywego roztaczali i morzyli. I w tych mekach ona. Zywot S. po wszystkim ciele zelaznemi osekami i haki ostremi drapac i boki jej swiecami smalic. Filipe spotwarzono. dokonala..* * * . wolajac. by dalej mecz yli a rak mocno przykladali.jezdzców. tak ze go bez pogrzebu w rzeke wrzucic musiano. Konie niosly lotnym cwalem. które uczynila. taka kara pózniej spotkala. A Wilmeryusza kacerza sprosnika. na zlamanie karku. by one grz echy na sie kladla i by te wydala. ale Wilmeryusz groznie onych upomnial i kazal. ze lud burzy i przewrót knuje. Z czego S. nic nie wyzn awszy. w Tretogorskim Brewiarzu summowany. S. Filipe blachami rozpalonemi palic. a nam nauka i przestroga. Amen.jako i inne Wierne. ujac kazal. aby sie oddalil. Wilmeryusz.. S. a ludzie. o czym u Ojców SS. którzy ja w pismach swoich slawia. i poradzila jemu. wyjety z wielu Ojców SS. Az kaci oni oslabli i z wielki m strachem odstapili. by wiary swej i Bogini sie wyrzek la. Filipie naczynia rózne do meczenia Wilmeryusz i grozil bardzo. Ale jeno rozsmiala sie S. czlonki z e stawów wybijac i piersi niewiescie targac kleszczami.. Jechali przez tetniace wiosna dni. Kazal ja heretyk z szat zwlec i naga wolowymi zylami siec bez zmilowania i pod paznokcie trzaski bic. w ciele smiertelnem niesmiertelna cierpliwosc pokazowala. Jeli tedy S. az caly pognil i od t ego zdechl. niepewni. zas jeno w gebe mu plunela i w sodomii g o obwinila. Ale choc tak mordowana. ze judzi do tumultów i sedycyi. S. prostujac zgiete na rola karki i plec y. Filipie chwala i meczenska korona. I zasie pytal i wzywal. co widzieli . jak szaleni. spogladali za nimi. Rozdzial jedenasty Lecieli w skok. czytaj.

Jedna z kobiet. miala wlosy krucze. Byla pora sjesty. miejscowy zebrak i filozof. marna byla szansa.Jechali prze noce. wiedzial az nadto dobrze. ciemne i mokre od cieplego deszczu. odziana w czern i bie l. Konnych bylo troje. czy zjawy? Po Ebbing zaczely krazyc popwiesci o trzech demonach. przerazeni. nie wiadomo skad i nie wiadomo jakim cudem. siadajacy na poslaniach ludzie rozgladali sie. m iala na lewym policzku paskudna szrame. nasluchujac lomotania okiennic. * * * Trójka konnych pojawila sie nie wiadomo jak. Kulas mial wrazenie. Mezczyzna mial biale wlosy i nosil miecz przerzucony przez plecy. niepewni. ze juz kiedys widzial taka klacz. plac zu zbudzonych dzieci. A nawet gdyby bylo blizej. co widzieli . wycia psów. Przywierali twarzami do blon w oknach. walczac z duszacym bólem. Mlodsza. Arystoteles Bobeck. calkowicie zaskakujac Kulasa i nie dajac mu zadnej szansy ucieczki. Dwie kobiety i mezczyzna. której proste wlosy mialy kolor popiolu. skrecone w loki. dojrzalsza. Pomoc y tez nie bylo co wzywac. trwajacej w Zazdrosci zwykle od wczesnego przedpoludnia do wczesnego wieczora. Siedziala na przepieknej karej klaczy. ze w porze sjesty Zazdrosz czanie nie reaguja na nic. by ktos z mieszkanców Zazdrosc i przejal sie wolaniem o pomoc. przezwiskiem Kulas. a przebudzeni. Od skrajnych zabudowan miasteczka dzielilo kaleke dobre piec set kroków. Ludzie zrywali sie.jezdzców. który rósl im w gardlach i piersiach. .

dokladnie zas dziewiatego wrzesnia. Od jakiegos czasu podejrzewal. w Birce. -Zeszlego roku. dal.. Kulas skurczyl sie. gdy wyla przywiazana do draga koniowiazu.. zobaczyl.To wlasnie ta mlodsza odezwala sie pierwsza. . gdzie tych chlopców i te dziewczyny zakopano. Dziewczyna zmienila sie. -Pamietam..wybelkotal. Pokusztykal. .wskazal wreszcie.. Cos mu mówilo.powtórzyla.rzekla wreszcie z wysilkiem.Tutejszy. w tym gaju. jasnie pani . patrzac. Kulas czul na sobie klujace jak jezowe igly spojrzenia tych dwojga pozostalych . Jesli wywieziono je w las.. a ich oblicza byly jak z kamienia.. -Odpowiadaj . strzygla uszami. . nad jego -Musisz wiec wiedziec.. Nie ogladal sie. czujac na karku gorace oddechy ich koni. to o. jako zywo... Na jakim smietni ku czy gnojowisku.zaszczekal zebami Kulas. wrzesniu. Zadano ci mial pamietac. Bialowlosy i czarnowlosa milczeli. -O. jasnie panienko Falko.Musisz znac miejsce.potwierdzil Kulas. gdy w oberzy "Pod Glowa Chimery" rozebral ja i bil. jak zmienia si e jej twarz. . A jesli ich ciala spalono. Kara klacz potrzasala glowa. -Jestes tutejszy? -Ja nie winien! .To nasz zalnik zazdroski. gdy pytam. Zrozumiales? -Zrozumialem.. Czterech chlopaków. Zaprowadzisz mnie tam.. Przypominasz sobie? Kulas przelknal sline. tu . i dwie dziewczyny. tamój leza.. Pod jakim plotem. . We Dziewczyna milczala dlugo. ze nie nalezy. -Bylem. Bo to tez i calkiem niedaleko. Dziewczyna westchnela glosno.. I tu pewnikiem zemrzec przyjdzie. -Ano. A ci. Kulas spojrzal ukradkiem.. Te go bialowlosego bal sie najbardziej.Ja aby piestrzenice tu zbieram! Darujcie. zamordowano tutaj szóstke mlod ych ludzi. znaczy sie: we Zazdrosci. wielmozne panstwo . Tu zem sie rodzil. . o których pytaliscie.ponaglila ostro druga kobieta.. nie krzywdzcie ulomnego. byles tu? -A gdzie zem mial byc? -Odpowiadaj.w miesiacu wrzesniu. a zielone oczy blysnely jej groznie. wielmozna.. Byla calkiem inna niz wtedy. jak Bonhart u rzyna glosy zabitym Szczurom. ta czarnowlosa. -Jestes tutejszy? .Co bym nie Szescioro mlodziaków ubito.czarnowlosej i bialowlosego. latem i jesienia. Te oczy sie nie zmienily. lecz gdzies w ramieniem. patrzac nie na niego. . rzucono li som i wilkom. teraz juz wiedzial. I szlo nie tylko o te szrame na twarzy.podjela dziewczyna z blizna . w pierwszej kwadrze ksiezyca.. teraz byl pewien. jasnie pani. To ty pokazesz mi to miejsce. Tylko te oczy.. lonskiego to bylo roku. Prawie. pytanie. Pozwólcie. -Rok temu . Rychtyk inna niz wtedy.

trzesly lbami. A Nycklar zaciagnal sie i gdzies w obcej stronie.Dziewczyna dlugo patrzyla na kurhanik.powiedzial wreszcie. wyschly i zzólkly. I mlody Nycklar. ale czarnowlosa kobieta chwycila go za reke. -Kto? . plytami szpatu i lupka. Wdowa zawsze byla dobra i sercowa kobita. Spokoju mu nie dawaly. Podeszla do kurchanika. zrudzia la.szepnela. zadbany. . patrzac bez strachu w zielone oczy dziewczyny. które tu kiedys polozono.. Konie pochrapywaly. nie odwracajac glowy. jak gdyby chcial zsiasc z konia. . Dziewczyna zeskoczyla z konia.spytala glucho. -Wdowa lezy tam. Dopokad tym ubitym porzadnego poc hówku nie sprawil.wielu z Zazdrosci pomagalo. podzwanialy kólkami munsztuków... Kulas widzial. .odchrzaknal Kulas . Baja. za owa krzywa brzózka . bardzo nisko.. . niemal dotykajac czolem kamieni u podstawy.. ze przeciez oboje los zetknal ze mna. wciaz patrzac... równy. jak bia lowlosy uczynil ruch. Pochylila sie nisko. a raczej padla na kolana.Na pneumonie pomarla zimowa pora. Ale wieksza miara wdowa Goulue. obmurowany brylami pisakowca. Jedlina. uklekla. Jego sny strasznie dreczyly. -Ano . Kwiaty. A Nycklar. na wojnie legl. ladny. powstrzymala gestem i spojrzeniem.Zapomnialam. która kiedys kurhan przybrano. -Gdzie ich znajde? Wdowe i tego Nycklara? Kulas milczal dlugo. -Zapomnialam .

.Za wasze czlowieczenstwo.Za te brewerie. zachwiala sie..Nazywal sie Ciri. -Tak. Gdy wstawala. za wasza ludzka godnosc i przyzwoitosc.. zdolne wydobyc miasteczko Claremont z nudy. a usta poruszaly sie jej w jakiejs bezglosniej litanii. jak wielka. rwetes i dzikie dzwi eki bijacego na trwoge dzwonu. Ze wszystkich okien strzelaly postrzepione. Byl w szlafmycy i ciezkiej deli i z wyporków. kupiec Houvenaghel. wyszarpnela lokiec. która narzucil na koszule nocna. . Malo kto z nas tu w Zazdrosci dumal. pochylona mocno. a Goulue i Nycklar na tamtym swiecie.powiedziala ostro. Drgnela mocna. który uderzyl i wdarl sie w okna ich domostw. dlugie na kilka sazni jez ory plomieni. którego imienia nie pamietal juz nikt oprócz najstarszych bab. jasnie panienko Falko . -Gaaasiiic! . Podziekowala nawet skinieniem glowy. Ten to wlasnie amfiteatr stal teraz w morzu ryczacego ognia. spojrzala na niego zlowrogo przez lzy. Wielki drewniany gmach dawnej swiatyni. Kulas odruchowo podtrzymal ja. spotkala was. Reszte mieszkanców miasteczka wyrwaly z lózek wrzaski. Bosymi stopami miesil gnój i bloto uliczki. moja pani. w którym od czasu do czasu wyprawiano h ece. -Czujcie sie nia uhonorowani . a w jej glosie bylo cos takiego. -Za ten kurhanik .. trzasl sie od eksplozji. obecnie zamienionej w amfiteatr. co sie w tym przybytku wyprawialy. . cha ndry i sennego otepienia. biegajac i wywijajac rekami.orzekla autorytatywnie jedna z najstarszych bab. A co sie tyczy podzieki. ze Kulas zadygotal.zaryczal wlasciciel amfiteatru. he? Odwdzieczyc sie za kurhanik. trzesac poteznym brzuszyskiem. Nawet nie wiecie. wolno wymawiajac slowa..powiedziala czarnowlosa kobieta. pierwszych mieszkanców Claremont zbudzila migotliwa jasnosc. . . tak.Dziewczyna dlugo. -Tak. Wyscie w okrutnej wonczas byli opresji. niegdys poswieconej bóstwu. Ale nie powiedziala s lowa.. cal a wasza osade. Plonal tylko jeden budynek. * * * Dziewiatego kwietnia. Niezawodnie za to! . gdy przytrzymal dla niej strzemie...wtracila zimno czarnowlosa. walki i inne rozrywkowe imprezy. Nie ma nawet komu podziekowac. -Gasiiiiic! Ludzieee! Wooooodyyyyy! -To kara boska . czerwony blask.odwazyl sie. w srogich terminach. -Nie nazywal sie Falka . krótko po pólnocy.. podzieka i nagroda.. A wzdy wy dzis w zdrowiu. ze z tego cala wyjdziecie. laska. bardzo dlugo kleczala pod kurhanem. Swiatyni..Dziwna sie koleja los potoczyl..

-Gaaaasiiiiiic! .. kalenic i slupów. Ale daremnie. syczaly iskry. widzac. wyposarzona i utrzymywana przez Houvenaghela. w osmolonej szlafmycy i delii z wyporków. w kaluzach parowal i smierdzial konski mocz. Siedzial i zalosnie plakal.. Huknelo. . klanial sie publice. Nie wiadomo skad zerwal sie wiatr. -Nie damy rady. Houvenaghel siedzial w blocie i popiele. ..steknal komendant strazy ogniowej.zawyl dziko Houvenaghel.Ludzieeee! Do wiader! Do wiadeeeer! Nie brakowalo ochotników.Od ryczacego ogniem teatru bil zar. Wstal smierdzacy swit. . buchnal w niebo potezny slup ognia i iskier. Zas caly budynek pochylil s ie rzec by mozna... dal zalamal sie i wpadl do srodka. kwilil jak dziecko.drugi straznik krztusil sie od dymu. Wysilki strazaków i ratowników pozwolily ocalic polowe spichlerza i jakas cwierc browaru. . Claremont mialo nawet wlasna staz ogniowa. gruchnelo. iscie ognistym benefisem. ucieszyl efektownym. ocierajac pokrywajaca sie bablami twarz. która po raz ostatni zabawil i rozerwal. na arene. Ba.To nie jest zwyczajny ogien. Gaszono wytrwale i z poswieceniem. ze ogien przerzuca sie na browar i spichlerz.. To ogien diabelski! -Czarna magia. Z wnetrza amfiteatru dal sie slyszec straszliwy trzask lamiacych sie krokwi. . urznelo. A potem runely sciany.

. ze pamiec tych oczu ustrzeze mn ie przez podobnym bledem. Zaslepily mnie nienawisc i msciwosc. Yennefer milczala. Yennefer. Ciri . Do chaty wsród moczarów. ze trafie. wierz nam. Czy rozumiesz to. ubezpieczone. . I nie spuszal wzroku. pomazana wstega paprzacy rózowiejace jutrzenka niebo. smiesznej.spytal Geralt. ma sie rozumiec. -Wiem. -Teraz . a on momentalnie pozalowal pytania. Chce. . Nagle zapragnal ja objac .pojedziemy do osady noszacej nazwe Goworozec. z gniewem niemal.powiedziala spokojnie Ciri . by byla sama. Mam nadzieje.odparla od razu. bez najmniejszego trudu wytrzymujac jego spojrzenie zawadzimy o osade Dun Dare. córeczko.Nalezace do niego teatr. . by na pamiatke tego. * * * -Dokad teraz? . patrzac na slup dymu. by te resztki spoczely w przyzwoitym grobie. * * * . Mam nadzieje. Nazwa ta pochodzi od opiekujacego sie miejscowoscia slomianego jednor ozca. rozumiemy cie bardzo dobrze. No. tulic.. nie wykluc zam.Potem . Tamtejsza karczme prawdopodobnie spalono. Chronic.powiedziala Yennefer. Problem polegal na tym. browar i spichlerz byly.przemówil. ubogiej kukielki. Z mojej winy. Yennefer ostatnio duzo milczala. co sie tam stal o.sposobu nie ma. glaskac po wlosach. W chacie znajdziemy resztki czlowieka.. Nigdy. biednej. Spróbuj a jakos odwdzieczyc sie jego rodzinie. by trzymac ja w objeciach. Nic.Komu jeszcze chcesz sie odwdzieczyc.podjela Ciri.Oboje. Ciri? Spojrzala na niego. twardo.. nawet szwindel podatkowy. By spotkalo ja zlo. bo bez magii. . ze bedzie pragnela zemsty. Co dalej? . Ciri.Ale stane przez nimi z pokora.. to chocby gustowniejszy totem. zamarzyl. Chce. Geralt? -Rozumie. By spotkalo ja cos. wciaz patrzac . ze karczmarza zamordowano. nie bylo w stanie chocby w znikomej czesci zrekom pensowac strat. ze towarzystwo ubezpieczeniowe tez bylo wlasnoscia Houve naghela. Zapamietam wyraz ich oczu. Lic ze na twoja pomoc. Jedzmy. -Wiem . przenigdy nie pozwolic.. Geralt wciaz milczal. -Na to . mieszkancy mieli.Bagna Pereplutu. jesli nie cenniejszy. co sprawi.

Podnosili glowy wagabunda. dezerter i pie lgrzym z kosturem. zadymionych karczmach. Opowiesci wymyslano i snuto wieczorami w pachnacych topionym smalcem i smazona cebula izbach. co jak oliwa zawsze na wierzch wyplywa. przestraszeni. O Pani Jeziora. Podnosili glowy. lesnych sadybach i granicznych straznicach. zaczarowanej karej klaczy. Niepewni. smolarniach. wierzac innym politykom. O Trzech Jezdzcach Upiorach. wiedzmince z blizna na twarzy. To przyszlo pózniej. zmyslano. zloczynca uchodzacy przed prawem. Opowiadano. O wojnie. Bajano. O przyjazni i nienawisci. Sluchacze w istnym transie chloneli pelne emfazy slowa bajarza opowiadajacego o wiedzminie i czarodziejce. O bohaterstwie i rycerskosci. na których osiadl. radujac sie basniami. zdumieni. Bo wszakrze dookola. Po Ebbing i Geso zaczely krazyc opowiesci. O Dzikim Gonie. po latach. Cieszac sie bajeczna fikcja. O sprawiedliwosci. traktierniach. dzialo sie wszelako calkiem na odwyrtke. wielu latach. . Po wielu. O Wiezy Jaskólki. o milosci. zawzdy sprawiedliwej. O podlosci i zdr adzie. O kochaniu wiernym i prawdziwym. tulacz osadnik wypedzony przez polityków z ziem.Konie niosly jak wiatr. która zawzdy spotyka zbrodniarzy. O Ciri. Jak magiczny wicher. Zaalarmowany przemknieciem trójki jezdzców. w swietlicach. która zawzdy triumfuje. podniósl glowe wedrowiec na szlaku. w zyciu. Legenda rosla. O prawdzie. b ajano. Podnosili glowy kupiec na wozie z towa rem. O Kelpie. O zbrodni i o ka rze. co widzieli. chutorach.

Nie wiem wiec. ile szczescia dalo im takie byle jak kochanie. Mlecze na zólto zbryzgaly i upstrzyly laki. legenda kielkowala i wzrastala w ludziach. Dabrow y. czy z jednego koszmaru nie przeniósl sie w drugi. * * * Którejs nocy. Yen. by sie spieszyc. wciaz pozostawaly ciemne i gole. -Ani razu? -Ani razu. Równiez za dnia. przyszedl maj.. ale juz zielenily si e zielona mgla. Kochali sie w pospiechu i zapamietaniu. ile bylobezwzglednie konieczne. -Gdy ja. niby napeczniale po cieplym deszczu nasionko.Ale juz teraz. w którym byl sparalizowany i bezbronny. * * * Nie wiedziec kiedy. Yen. I nie byl pewi en. gdy biwakowali w zarosnietej wierzbami kotlince. bez slow a. a na skrajach jaskrawily zieloniutkimi plamami brzóz. szukala oczu ostrym krzywym dziobem. Najpierw nocami. Nad ich biwakiem klebila sie jasnosc. oboje. Gdy nie bylismy razem. wskoczyla na Kelpi e i pocwalowala ku ogniskom. dziwnie podniecona. -Myslalem zawsze tylko o tobie. -Glos ci nawet nie drgnal. dziwili sie wielce. w milczeniu. dlaczego ci nie wierze. byles z innymi kobietami? -Nie. Gdy Ciri. * * * -Geralt? -Slucham cie. A gdy przyszlo uspokojenie. a wielka szara sowa orala mu pazurami twarz. Koszmar.. Obudzil sie. drzewa w sadach zrobily sie puchate i ciezkie od kwiecia. kochali sie na ci snietym na ziemie kozuchu. Geralt i Yennefer wykorzystali sposobnosc. przyszedl maj. -Teraz wierze. Kochali sie szybko i byle jak. Rozebrawszy sie tylko na tyle. drzac i scalowujac sobie wzajem lzy. które rozblysly i roziskrzyly sie dalekimi ogniami Belleteyn. cos na ksztalt podpartej czarna kolum . wiedzmina zbudzil sen. na która boczyly sie parskajace konie. W jasnosci widac bylo cos w rodzaju wnetrza. Byle wiecej i wiecej. * * * Nie wiedziec kiedy. zbyt dostojne. chwile samot nosci.

Nic mi nie moga zrobic.. stane przed nimi. Nie mozecie mi rozkazywac. Rozkazujemy wam obu.zbiera sie pierwszego czerwca. Geralt widzial wielki stól. Jasnosc zapulsowala. Ja przybede zaraz. Konie zachrapaly dziko. . byscie sie stawily. . Urywki slów. Dziesiec kobiet. ze ukarzemy nieposluszenstwo. . w nów ksiezyca.. Filippo. Niech on nie bedzi e sam. Spelnij moja prosbe. Slyszal slowa. Prosze. Ostrzegamy. Tylko pare dni. Filippo..nada sali zamkowej. Ja przybede natychmiast. Jako zakladniczka dobrej woli. zalomotaly kopytami. wokól którego siedzialo dziesiec postaci. Nie mozecie rozkazywac jej! Nie macie nad nia zadnej wladzy! Ja sie ich nie boje. Niech ona jeszcze z nim pobedzie. mamo. Tym razem na prawde. Jesli chca. Yennefer.ja do nas przyprowadzic. Wiedzmin obudzil sie. Rozkazujemy ci..

-Rzeka.* * * Nazajutrz Yennefer potwierdzila jego obawy. . Kiwnal glowa. A potem wszyscy spotk amy sie znowu. * * * Byl dzien po pelni. -Gdy sie juz spotkamy . Jak lukrowe dekoracje na torcie. az zobaczysz z bliska palac i ogrody Beauclair. ze wszystkim. . Potem zawezwe ja i ona takze odejdzie. To trzeba po prostu zalatwic. -Odchodze . Dla twojego dobra. A krain z bajek w ogóle nie ma. A t eraz. Niechetnie. obejmij mniej i pocaluj. jak Yennefer znikla w rozblysku owalnego teleportu. Kochal ja. co mu komunikowala. Odkladac takze tego nie mozna.powiedziala lagodniej . krótko po tym. -Rzeka. który koniecznie chce ci pokazac. Widok nie zawiódl.Poczekaj. stoki. Jeszcze jakis czas.Geralt odchrzaknal.spytala sucho Ciri. Wiedzie ona do kraju. Po dlugiej i przeprowadzonej na uboczu rozmowie z Ciri. -Wszystkie bajki .Jejku! Te zamki sa jak zabawki. Ciri zostaje z toba..Musze. skapane w zieleni i sloncu. Usluchal. jak zacisnela piesci. -Sa. Bo to jest kraj z bajki. Dachy wiez i kaszteli. za duzo ciszy bylo miedzy nami . badz co badz. lsniace po porannym desz czyku. Az korci. A zwlaszcza dla dobra Ciri. w góre której jedziemy to Sansretour. * * * -Dokad teraz? .powiedziala jeszcze lagodniej . Za duzo milczenia. Widzial. zamiast kiwac glowa. winnice...koncza sie zle.powiedziala w zachwyceniu Ciri. zeby polizac! -Architektura samego Faramonda .któremu przeciwstawic sie nie sposób. -To jest imperatyw . Ale kiwnal. Zawsze robil.powiedziala sucho i bez wstepów. Zrobil wrazenie. ..pouczyl madrze Geralt.wynagrodze ci wszystko. Zobaczysz. .. Godzenia sie ze wszystkim.wycedzila . Ciri spochmurniala. Mial dosc milczacego potakiwania. Gdy zobaczyli wzgórza. o czym decydowala. badz co badz. Koch al ja. . Kiwnal glowa. gdy zobaczyli Toussaint.. przemagajac odbierajacy oddech ból za mostkiem. Takze milczenie. Robie to zres zta równiez dla ciebie. -Alez to piekne . Geralt.

Bardzo dobrze znam natomiast tutejszego ksiecia malzonka lub kandydata na ksiecia malzonka. Obiecalismy. -Jaskier? Z tutejsza ksiezna? Jakim cudem? -To dluga historia.. -Ta ksiezna . .-Palac? Jedziemy do palacu? Znasz tutejszego króla? -Ksiezna. Nie wiem.. -Zostaw to. Zostawilismy go tutaj.. Troche. dobrze? Jak to wiec jest z ta tutejsza ksiezna? -Jak mówilem.. obserwujac go bacznie spod grzywki .. znam ja. zmusila ja do tanczenia po goscincu. . gdy. Ty tez go znasz. Geralt. Zamilkl i spochmurnial. niezbyt blisko.ucial. u boku jego ukochanej.. ze go odwiedzimy. skad przyszlo ci do glowy. Ciri tracila Kelpie ostroga. Ciri.ma moze zielone oczy? Krótkie czarne wlosy? -Nie . -Nie mecz mnie dluzej! -Jaskier.Wyglada zupelnie inaczej. Niezbyt dobrze i. jesli chcesz wiedziec. wracajac.spytala kwasno. odwracajac wzrok.

. -Tak duzo . Grzecznie wymówil sie od obiadu. rusztowanie nakryte jest su knem. Angouleme. Ciri. roila sie od ludzi.Ciri ruchem glowy wskazala tlum ciagnacy w strone rynku. Geralt.dodal. -Egzekucja . Ciri. jest bez liku krawców i modystek. Z Jaskrem mozemy sie spotkac chocby w staj niach. Regis. pilnujac koni. Ciri. -To nie jarmark.I sprawy ekonomiczne. . do banku. dosc tego. tchórzostwo w obliczu wroga .pokrecil glowa Geralt . mysle.Nie mecz sie. -Na czym tyle zarobiles? -Na zabijaniu. Cahir. Kupisz sobie. Skonczyc z tym wreszcie! -Jedzmy. ze to znowu ekonomia. co najmniej barona .wyrecytowala szybko. Ulica. Znam szewca. . Co mysmy juz widzieli.jade najpierw do miasteczka. Ciri. na bogów. A wiec to jednak chyba tchórzostwo w obliczu wroga. Moja.powtórzyl. którym chcial go podjac usluzny i goscinny bankier. który powinien miec jeszcze takie na skladzie. -Tutaj nie beda tracic kupczyka. Miecz to obosieczna bron. Och. . .potwierdzil. podstawa tutejszej gospodarki. zanurzonej juz w tlumie jak w falujacym lanie zboza.chrzaknela.Popatrz tylko. stajac w strzemionach..nie mialo wojsk w obliczu zadnego wroga. a kat ma nowy i czysciutki kaptur. Beda tracic kogos znacznego. Ciri? -Dezercje.figlarnie przekrzywila glowe . Milva. ze sie nadasala . -Dostawy splesnialych sucharów dla wojska .kiwnal glowa wiedzmin.Ciri sciagnela wodze Kelpie. . * * * W filii banku Cianfanellich Geralt zlecil przelew i otwarcie akredytywy. Moja. zdrade. .. Dosc tego. . .Chocby gronostaje.tez spojrzala. . szkoda czasu.. Nie bedziemy sie przygladac. Napisal listy.Najpopularniejsza z powojennych rozrywek. w sukiennicach. Ani na bal. pomyslal. A ja bede musial odpowiedziec. Jaskier zapyta. idacej za Jaruge.Jarmark moze. Jedzmy. co zechcesz .-Nic na to nie poradzisz . ..masz tej gotówki? -Kupisz sobie. -Toussaint . które mialy zostac dolaczone do szyb kiej poczty kurierskiej. -Trafilismy chyba na jakies swieto . Jedzmy. pobral czek bankierski i nieco gotówki.powiedziala cicho Ciri.Ciezka jest w wojennych czasach dola przedsiebiorczego kupca. . widzac.ucial.. .Do palacu? -Nie widze nic zdroznego w naszych ubraniach .. I trzewiczki z bazyliszka. Geralt spojrzal bystro. To nie twoja wina. Ciri czekala na ulicy. Nie. -Ach. -W tym ubraniach? . jeszcze przed chwila pusta. co zechcesz i ustroisz sie wedle woli.Czyzby to znowu. a w rynku. Podejme troche gotówki. -Zreszta . Traca kogos za przekrety w handlu ich sl ynnym winem.Nie jedziemy tam skladac listów uwierzytelniajacych.

gdy pospólstwo odbilo sie od otaczajacego szafot zwartego muru halabardników. stal.Jada! Stuk kopyt i turkot wozu utonal i zniknal wsród trzmielego buczenia cizby. ugrzezli w cizbie. -Jada! . Bardzo zle.. -To jest Jaskier .Tak. -Jaskier. Niestety.powtórzyla nieswoim glosem Ciri. jak utkneli w zgromadzonym na placu tlumie.. wlewajaca sie na placyk fala ludzi totalnie zaczopowala uliczke za n imi.jeknela Ciri. dalsza jazda byla niemozliwa. Geralt zaklal szpetnie. obejrzal sie. na którym. . ale ruch ustal. Geralt nagle poczul sie zle. . zafalowal i podchwycil krzyk. . Tlum przez moment niósl ich.-Jedzmy? A jak? Rzeczywiscie. nie bylo mowy o tym. Calkiem niespodziewanie zobaczyli wiec wytaczajacy sie z zaulka zaprzezony w dwójk e koni drabiniasty wóz. by przedos tac sie na druga strone rynku. ..krzyknal ktos.. a tlum zaszumial. jak rzeka. odwrót tez byl niemozliwy. Ani sie obejrzeli. z trudem utrzymujac równowage. to on.

nieprzystojnosc tu dziez debosz... . Jaskier z trudem utrzymal równowage.wyrokiem wyzszego sadu ksiazecego uznany zostal winnym wszystkich zarzuconych mu zbrodni.. potwarz i oszczerstwo. -. -Pankrac co? .Jakich zamków? Jaskier parsknal bezczelnie.wrzasnal. -To jest Jaskier . . . Ale ja o tym wiem! Nie trzeba mnie o tym przekonywac! Nie trzeba mi tego udowadniac! Zw laszcza w taki sposób. Mine tez mial zalobna. choc zalobnie czarnym odzieniu. wrecz z rewencja.. To wielka i cholerna niesprawiedliwosc. ze ten swiat cos mi zawdziecza. musimy cos zrobic. Wyraz jego twarzy swiadczyl dobitnie.spytal z gorycza. gajów.. na jaka ich bylo stac. alias Jaskier.powiedzial glucho. ze serdecznie go bawi orzeczona przez trybunal konfiskata.. . .powtórzyla Ciri. traktujac go wszakze nad podziw grzecznie. ze wicehrabiego Juliana et c etera pokarac..przeczytal gromko i zalobnie z rozwinietego pergaminu. -Co? . zamków. aroganckie. dóbr. ba. Ja wiem. Secundo: konfiskata mienia. Obok stal typek w bogatym. ze glupie i naiwne bylo mniemani e. a to przez rzucenie na tarcze kresy czarne j skosem.Geralt. pomyslal wiedzmin. paszkwilanctwo. To niesprawiedliwe! -To nie moze byc Jaskier . Przed wiodacymi na szafot schodkami rozwiazali mu rece. primo: uszczerbieniem herbu. ze jakos wplynalem na losy tego swia ta. Trybunal zasadzil tedy. Tak nie moze byc.. patrzac na grzywe Plotki. jak równierz birbanctwo. a nadto splugawienia godnosci stanu szlacheckiego poprzez krzywoprzysiestwo. -Cholera! . patrzyl na skazanca przez wyciecia w kapturze.To trzeba naprawic! Zobaczycie. borów. przewin i wystepków. -Zacni panowie i mieszczanie z Beauclair i okolic! . co? Knechci sciagneli Jaskra z wozu. bez brutalnosci. . zdrady stanu. ziem. . Jeden ze stopni zatrzeszczal nagle. szeroki w barach jak zamkowa baszta. -Zamków . a sporzadzona z okorowanego draga porecz wygiela sie. najwyzsza. Potem nonszalancko podrapal sie w tylek i b ez ponaglania wstapil na schodki. a to: obrazy majestatu. znaczy kurwiarstwo.Wiadomym sie czyni. ze cokolwiek i kiedykolwiek ode mnie zalezalo.Powiedz mi.. jako Julian Alfred Pank ratz wicehrabia de Lettenhove. Tak nie powinno byc. Kat.jeknal wiedzmin. ktos sie kiedys zabije na tych schodkach! I bedzie nieszczescie! Na rusztowaniu Jaskra przejelo dwóch pomocników katowskich w skórzanych kubrakach bez rekawów. bylo to mniemanie naiwne. Ja wiem.To niesprawiedliwe.zapytala szeptem Ciri.

. by zlapac na nia krew. . jakos sie zyje . zgodnie ze starodawnym obyczajem przykleknal przez skazancem. lamania kolem i cwiartowania najmilosciwiej nam panujaca Anna Henrietta. ale rychlo znaleziono drugi. -Odpusc mi. Niechaj sprawiedliwosci stanie sie zadosc! Tlum wzniósl kilka nieskladnych okrzyków.zdziwil sie Jaskier. Pomocnicy kata wytoczyli na srodek szafotu pien i nakryli go serwetka.Wielcem rad. Przewidziana za wymienione zbrodnie kara wlóczenia konmi. -Ja? . ludu . Dzieci wzieto na rece lub na barana. by nie uronily niczego ze spektaklu.rzekl ze sztuczna emfaza zalobny.Tobie? . No.kiwnal glowa poeta. Pod szafotem czterej obdarci ulicznicy rozwineli chuste. raczyla zlagodzic na sciecie gl owy toporem.Co slychac? Jak sie macie? -Ano. mozna bylo na tym niezle zarobic. . Byl wielki popyt na tego typu suweniry. schylil zakapturzona glowe. Nie odpowiedzial. wicehrabio.baknal po dlugiej ciszy ktos z dalszych rzedów.oswiadczyl dumnie Jaskier. -Byle krótko. ze ktos swisnal wikl inowy kosz na ucieta glowe. Bylo troche zamieszania. uniósl rece.-Tertio: kara glówna. Poeta stanal na skraju rusztowania.Czyn swoja powinnosc! Kat zblizyl sie.poprosil grobowo.zawolal Jaskier. . Jasnie Oswiecona ksiezna Toussaint i pani na Beauclair. -Chce przemówic do ludu . -To i dobrze . dobry czlowieku . -Mistrzu malodobry . . Stojace w pierwszym rzedzie baby jely obludnie zawodzic i nieszczerze lamentowac.Ciri nie podniosla opuszczonej glowy. albowiem okazalo sie. -Hej. Musimy cos zrobic. Tlum zaszemral i uciszyl sie.. -Geralt . teraz juz mozemy zaczynac.

Jak mi sie uda. .zaryczal tlum. -Stac! . siegnal do kalety i nasypal do garsci monet. -Odpuszczam! . a ja mam mu to wybaczyc? Kpicie sobie ze mnie czy co? W t akiej chwili? -Jakze to tak. ... . wybacz grzech.. panie? . taki syn...Nie utrudniajcie.Zetnijcie go bez odpuszczenia.. chowajac pieniadze i zwracajac sie ku poecie. -Laska! Laska! . Ludzie sie zebrali. . Baby z pierwszego rzedu zaczely lamentowac jeszcze glosniej.. . -Skoro odpuscil .Znowu ulaskawienie? To juz robi sie nudne.-Ehe. Wiecie wszak. obwieszonym czerwonymi pieczeciami rulonem pergaminu..Wstrzymac kazn! Rozkaz ksiazecy! Z drogi! Wstrz ymac kazn! Wioze laske skazancowi. I zwyczaj taki. ustepujac przez wdzierajacym sie na plac jezdzcem na spienionym koniu. Dobry panie! Odpusc wi ne. wielmozny panie .powiedzial zlowrózbnie gluchym glosem.Niech odpusci. Kat bez slowa wyciagnal garsc wielka jak patelnia. wstajac z kleczek. gwizdalo i wylo z dezaprobata. Kat odwrócil sie i podniósl topór. Malodobry patrzyl na nie przez chwile.Nie placzcie sie wedle narzedzia. czekaja.rzekl ponuro zalobny urzednik . -Znowu? .warknal zlowieszczo.Wybaczam! -Dziekuje. tak ze o maly wlos nie spadl ze szafotu.Mistrzu? Hej. Urzednik cofnal sie gwaltownie. Ja tez.. opuszczajac wzniesiony juz topór. Bede was scinal na dwa razy.Kleknijcie no. Zalobny westchnal.zawyl Jaskier. zacni panowie i mieszczanie! . co? Ja wam to wynagrodze. Odpusccie mu.zalobny zblizyl sie do kata. -Niespodzianka . .zalobny urzednik ujal Jaskra za lokiec. -Dobra . gdzie glowy rabia. mistrzu? -Czego? -Zartowaliscie. Tlum zafalowal nagle. potem z acisnal piesc. rozwijajac . to na trzy.oswiadczyl ponuro kat. panie uparty. wymachujac wielkim. -Tak dobrze? .. przecie grzecznie prosi.zafrasowal sie malodobry. panie zlosliwy. inaczej nie bedzie z tego nic. Sporo osób. -Nie odpuszcze i juz! -Mistrzu malodobry . prawda? Zetniecie na jeden raz? Od jednego machu? Co? Kat blysnal oczami.krzyknal jezdziec.powiedzial. . pot rafie byc zlosliwy.. glównie malolatów. . -Nie? -Nie! -Nie bede go tracil . Niby z jakiej racji? Widzieliscie go.. -Eee? -W zyciu nie odpuszcze. Oczy w otworach kaptura blysnely mu zlowrogo.tedy oddajcie pieniadze. figlarza! Na chwile glowe mi utnie. -Uciszcie sie. -W zyciu. . -Panie wicehrabia . Zlózcie no glowe na pien. . jak chcem. Skazaniec winien najsamprzód wybaczyc katu.Przecie takie prawo.warknal kat.Jaskier ukleknal i wyciagnal szyje na pniu. -Nie. tam uszy leca.wrzasnal zalobny. -Odsuncie sie.

-A moja majetnosc? . lutnie. -Zamknij sie! . ale oddajcie. zostal zawarty w miescie Cint ra. cholera na wasze glowy.. -Kochana Lasiczka . .pergamin.. plaszcz podbity szopami. . konia Peg aza.. by pomieniony wicehrabia Julian Pankratz et cetera bez zwloki opuscil stolice i granice ksiestwa Toussaint i nigdy tu nie powracal. sto czterdziesci talarów i osiemdziesiat halerzy. Jej Milosc darowuje wicehrabiemu Julianowi Alfredowi Pankratzowi de Lettenhove.wrzasnal Jaskier.He? Moje dobra. .krzyknal Geralt. bory i zamki mozecie sobie zatrzymac.rozkazujac jednoczesnie. gaje.powiedzial Jaskier. roztracajac koniem pomstujacy i niechetnie . usmiechajac sie szeroko. któren.Oto wola jej milosci Anny Henrietty! W swej niezmierzonej dobroci. jak wiesc niesie.. albowiem niemily jest Jej Milosci i patrzec na niego Jej Milosc nie moze! Jestes cie wolni.. pierscien.. . alias Jaskrowi. wicehrabio. d la uczczenia zawarcia pokoju. jego przewiny i ulaskawia go od kazni.

pla szcz i pierscien Jaskra. . Lasiczka jest kochana i ma dobre serduszko. Ciri przodem. -Co to za pospiech? . balwanie! Ciri. do cholery. Prosby barda. cwalem popedzili waska uliczka..Opuscmy to miasto i granice tego uroczego ksiestwa. Wykreciles sie dopiero co sianem z obrazy majestatu. * * * Niemal na samej granicy Toussaint. wiózl lutnie. Ciri wstrzymala Kelpie. jaka zapadla po opowiesci.Nikt nas nie goni.Ale. skad widac juz bylo góre Gorgone. W miejscu. Nie zadawal pytan.. Pytanie o sto czterdziesci talarów i osiemdziesiat halerzy zlekcewarzyl. . zaczekala na nich. Ciagnal za soba osiodlanego Pegaza.Ty. tylko zlaz! Do mnie! Skacz na konia! Przedarli sie przez cizbe. -Przestan z ta Lasiczka. nie wiedzialem . spojrzala na Jaskra i otarla lzy. -Na razie.odezwal sie bard zza pleców wiedzmina. Gdy sie zrównali. Obozowali w dolinie Newi. . toruj dro ge! Jaskier! Slyszysz. teraz juz bedacej malutkim i zwawym strumieniem. za nia Geralt i Jaskier na Plotce.. zropialej jak wrzód ciszy. . by przekazal ksieznej pani caluski. . -W droge .powiedziala. wiedziales o ulaskawieniu? -Nie. liczylem na nie. Póki jeszcze mozemy.ponaglil wiedzmin. Ale wreszcie trzeba bylo o wszystkim opowiedziec. wysluchal z kami enna twarza. Pojechali w góre Sansretour.rozstepujacy sie tlum.. ciezkiej. * * * W poludnie nastepnego dnia byli na Stokach. zlaz i chodz tu. ty.. które wiedzmin i bard pamietali. Jaskier bardzo dlugo wytrzymal. pod Riedburne. Pankracu.Zamknij sie. Omineli Belhaven. Twoja ksiezna lubi zmieniac zdanie i znienacka odwolywac. przyznam. -Ech. chcesz podpasc pod recydywe? Trubadur zamilkl. Przyznaj sie. w miejscu. co do ciebie mówie? -Geralt? To ty? -Nie pytaj.. W calej okolicy . co wczesniej postanowila. dogonil ich goniec ksiazecy. W paskudnej.wymruczal Jaskier. . I potowarzyszyc mu w milczeniu.

to u ksiezne j Anarietty masz przesrane równo. by dokladnie przeczytac. -Rozumiem .Geralt dopiero teraz zauwazyl to. nie m a co robic min! Byc ksieciem malzonkiem w Toussaint nie bylo ci pisane. . -I co? -Napisze jeszcze raz. Ludzie byli ufni i uczynni. ze Lasiczka ma dobre i wyrozumiale . spieprzysz. milosnik z hanba przepedzony.W garderobie Lasiczki. Dosadniej mówiac: czego sie dotkniesz. Wszedzie staly ciezkie od wisielców szubienice. co powinien zauwazyc juz dawno. Omineli miasto. Tfu. Czulo sie bezpieczens two. -To sie jeszcze zobaczy. co napisalem. Tak. Twój bezcenny tubus! Twoje wieki poezji! Goniec ich nie mial! Zostaly w Toussaint! -Zostaly . lad i porzadek.Jaskier! . tak. okazales sie równie marnym pisarzem.panowaly spokój. . No. -Zechcesz wyjasnic? -Co tu jest do wyjasniania? W Toussaint mialem dosc czasu.kiwnal glowa Geralt. . -I nikt cie nie prosi. al e jesli twoje Pól wieku masz jeszcze szanse poprawic i napisac na nowo. majtek i gorsetów. I nich tam sobie leza po wieczne czasy. jak faworytem. -Na mnie nie licz. Ja na to patrzec nie zamierza.przytaknal obojetnie bard. kierujac sie ku Dol Angra. Powiadam ci jednak. pod sterta sukien.Krótko mówiac. Jaskier. Od nowa.

-Zlituj sie. jesli nie odswierzyla go króciutka burza.serduszko. . Z lak znikla jaskrawa zólc mleczy. . -Nie o nia mi szlo. An arietta uhonorowala go posmiertelnie orderem.. przepedzony milosniku. ze uwaza tak samo.wymamrotal . ze to sprawa intymna. -Reynart de Bois-Fresnes . Nie zdazylem nawet zobaczyc sie. Pegazie! Pedz. Jaskier zamknal sie. a ona. . Jaskier wbil oczy w grzywe Pegaza. Prawda. latawcze bialonogi! Jechali.. czarne. gorace i lepkie jak krupnik. jeszcze w styczniu.Chcialem spotkac sie z Reynartem.. ponioslo ja troche. -Ach. Po prostu zniknela. -Nie bede z wami dyskutowal ... bylo geste.. zastapiona puchata. Ona krótko po waszym wyruszeniu. Poznac go z Ciri.. naprawde nie ma co z wami gadac. Powiadam wam jeszcze raz: Lasiczka mi wybaczy. gdy przylapala mnie z mloda baronówna Nique .Tym bardziej.Geralt chrzaknal. * * * -Przez ciebie . Napisze stosowna ballade lub sonet.. w okolicach straznicy Vedette.. a Ciri energicznym kiwnieciem glowy potwierdzila.powiedzial z wyrzutem wiedzmin . widzac. -Jestes beznadziejnie glupi .przez ciebie. Byl maj. przesle jej.nadal sie Jaskier. Wybaczyla mi i czeka pewnie. * * * Maj trwal i rozwijal sie. Jaskier..stwierdzil Geralt. ja tez musialem uciekac z Toussaint jak jakis banita czy wywolaniec. Dalej. .. Resztki starego mostu. bielutkim i pachnacym zywica moscie. * * * Dwudziestego szóstego maja przekroczyli Jaruge po nowiutkim. ja Ciri z zainteresowaniem strzyze uszami. Bylo zielono i bardzo cieplo. osmolone. przybrudzona i ulotna biela dmuchawców. Jaskier. -Z Fringilla Vigo? Nie zobaczylbys sie. zweglone bale. widac bylo w wodzie i na brzegu. ze mezczyzna nie jest stworzony do monogamii.. wyjechala. posluszny nad podziw. -Zamknij sie. Ale teraz juz z pewnoscia ochlonela! Zrozumiala. jedzmy! Pedz. Powietrze.gdzies tak pod koniec lutego polegl w utarczce z grasantami na przeleczy Cervantesa.

Ludnosc calej okolicy. Znal jej zamiary. a dosc niskie konary debu do wieszania na nich des zczulek i tabliczek zawierajacych przerózne informacje. * * * Na rozstaju dróg za wsia Koprzywnica. w srodku. Jakby tam. za ruinami spalonej karczmy stal . wiosna. Sluzacy lacznosci miedzyludzkiej d ab zwany byl z tej przyczyny Drzewem Wiadomosci Zlego i Dobrego. wiedzial o planach.od przynajmniej stu lat zreszta . o umowie z Yennefer. obwiesz ony drobniutkimi pajaczkami kwiatu. . Geralt wiedzial. teraz. za zebrami. w piersi. nawet z odleglej Spalli.rozlozysty dab szypulkowy. Ale pomimo tego mysl o rozstaniu uklula go bolesnie.Ciri zrobila sie niespokojna. Byl przygotowany. zwykla byla wykorzystywac olbrzymie. spal i nagle obudzil sie maly wredny skorpion.

sporo ofert masazu erotycznego i zbliz onych uslug w okolicznych wsiach i miasteczkach. zabiore Yennefer i bedziemy obie w Rivii za szesc dni. Zawieszone na konarach deszczulki poruszaly sie na wietrze. Ale nawet ta diabelska klacz musi odpoczywac. nie sekret. . Ja zas zalatwie w Vengerbergu. A zatem niewykonalne jest.. na to spotkanie.. -Wiem. WYBACZAM CI WINY..zacisnal usta wiedzmin .przerwal. zgoda. -Ty jedziesz do Rivii. Wiesz przeciez..Niespodzianke.. Od razu poszla w cwal.Stad do Vengerbergu i z powrotem do Rivii. Geralt? -Absolutnie nie. ze musze. -To juz nie jest ta dziewczyna.w przewazajacej mier ze kretynsko bezsensowne lub obrzydliwie obsceniczne. -Ha! . na tej jej czartowskiej klaczy. której szukali. Zdarza ly sie tez deszczulki zawierajace poglady filozoficzne ich autorów ..powtórzyl w zamysleniu Jaskier. prosilam cie. która znales . sporo ogloszen i reklam handlowych. Skorzystasz. * * * -Jade do Vengerbergu. czego wiedzmin spodziewal sie od dawna. . -Czyzby. zsiadajac z konia. Owszem. . . obracajac Kelpie. zderzaly z klekotem. B yla korespondencja milosna.. szponiasta lapa sciska mu zoladek.Na zamku Rastburg pilnie potrzebny wiedzmin. Jaskier.zawolal Jaskier. Znikla bardzo szybko. byly podpisane przez zyczliwych donosy i anonimy. jak jakas straszna..skomentowal Geralt. A ta tajemnicza sprawa. trzy razy szybciej od nas. ze zaplata wysoka. To jest niemozliw e. . co nalezy. Nie rób takiej miny. -Niespodzianke. Lacznie bedzie blisko dwiescie piecdziesiat mil. . Spor o bylo ogloszen typu: WRÓC. -Rivia. ze szesc dni . I wówczas oznajmila mu to. tez przeciez zajmie jakis czas. jakby to bylo na wieki. bardzo teoretycznie . -Szesc dni .. -Niespodzianke . znalazla Ciri. To tylko szesc dni! Do zobaczenia.powtórzyla raz jeszcze. pisza.Nie ta. zimna. a Geralt czul. Geralt .powtórzyla. luksusowe noclegi i ekstraordynaryjnie smaczny wikt zapewnione. Yennefer mnie wezwala. ty przegladasz od tej.Nie rób takiej miny. -Do zobaczenia. -Dla Ciri . Wiadomosc. teoretycznie. Dominowalo zwykle po wojnie poszukiwania zaginionych i rozlaczonych rodzin.. na której dziewczyna moze podrózowac z szybkoscia kuriera.Ciri. która Ciri ma do zalatwienia.. zacznij od tamtej strony .nie ma rzeczy niewykonalnych.przerwal mu ostro. mozna w szesc dni pokonac taki dystans. Ona czeka tam na mnie. Geralt. z którego wciaz robisz sekret. I nie zegnajmy sie. Ciri.

Zblizal sie nów. Na przydroznych drzewach wisieli wisielcy. wsród bujnej wiosennej trawy bielaly czerepy i szkielety. Wsie i osady. tam. Trawa nie rosla na czarnych polaciach. czekajac az nedzarze oslabna. któredy przeszly pozary.Jaskier milczal dlugo. rozbrzmiewaly stukiem mlotków i rzezeniem pil. * * * Krajobraz byl typowo powojenny. ksiezyc malal. Jechali ku górom widocznym n horyzoncie. Wsród pól wyrastaly ni z tego ni z owego mogily i kurhany.. Nic nie mów.. siedzialy wilki. odbudowaly sie. * * * Maj sie skonczyl. byl juz bardzo waziutki. Opodal ruin baby dziurawily spalona . -Zamilknij. Bardzo cie prosze. -Mam dziwne uczucie. przy drogach. po których zostaly tylko okopcone kominy.

Bez krzyków. * * * Szli dlugim szeregiem. Ograbionych. Czegos tu brakuje. Mezczyzni. ale co i rusz ze strachem rzucal na wiedzmina okiem. Szli bez sarkania.rzekl Jaskier . dzieci. bez placzu. jak powinno byc. Wiatr przyniósl tez strzepy dzwieków.wiatr. A twarz mial jak ze spizu.Nilfgaardzcy osadnicy. bez rozpaczliwego zawodzenia. ciepla. Pustych oczach ludzi skrzywdzonych. W wyoranych bruzdach dzieci polowaly na pedr aki i glisty.. -Kto to? . biwakujacy Geralt i Jaskier zobaczyli. potykajac sie. zuchwaly i triumfalny wrzask bandy. zbitych. . Jaskier nic nie mówil. Niektóre. A pózniej napotkali kolumne osadników. rumiany szczeniak liczacy sobie góra osiemnascie wiosen.Kogo tak pedzicie? -To Nilfgaardczycy . bez slowa sk argi.chcac nie chcac ryk mordowanych. wycie kobiet. Wolno. Krzyk i rozpacz byly w ich oczach. Slyszeli . rozjasniana dalekimi migotnieciami blyskawic i niespokojna pomrukami gromów. a parciane szlej e wrzynaly im sie w wychudle ramiona. chlopcy.. Nic. Geralt? -He? -Cos tu nie jest normalne. -Mam niejasne odczucie .odburknal z wysokosci swego siodla podnamiestnik. który sie zerw al. czarna i bezwietrzna. Jaskier. * * * Noca. kobiety. Nie odnosisz takiego wrazenia. wypedzonych. ciagnely brony i plugi.Jaskier nie przejal sie wrogoscia wyzierajaca z oczu nadzorujacego przemarsz oficera. jak horyzon t na zachodzie zakwita czerwona luna pozaru. Szli w zupelnej ciszy. Rano ruszyli w dalsza droge. Przylezl i na nasze ziemie jak karaluchy! To ich jak karaluchy wymiatamy. przyniósl swad dymu. . Nie bylo to daleko . -Nic tu nie jest normalne. Niesli malutkie toboleczki.ziemie motykami. Tak w Cintrze postan owiono i .ze cos tu jest nie tak. nawet nie odwrócil glowy. Na wznoszaca sie na lasem smuzke dymu nawet nie patrzyli. Ale wiedzmin nawet nie drgnal.

. . Rolnictwem bysmy sie cieszyli. wachmistrzu.Mozescie nilfgaardofil? -Bogowie uchowajcie . nie nasza kultura. -A ja . opuchle i posiniaczone twarze. splunal. by mogly isc. Pochylil sie.gdyby to ode mnie zalezalo.warknal namiestnik.tak w traktacie pokojowym napisano. -A ja . padalców. patrzac na Jaskra i wiedzmina wyzywajaco . . to bym ich stad zywymi nie wypuscil.To Nilfgaard! Nie nasz jezyk. zolnierze! Tam jeden ma wózek! Odebrac mu. Myslicie moze. Wiele mijajacych ich pustookich. a zmije na sercu hodowali. patrzac na swego dowódce wzrokiem dziwnie wypranym z szacunku . ze miedzy na mi i Czarnymi juz na wieki zgoda? Nie. .. skad przyszli. cos nie w smak moze? . zywo! Rozkaz wykonano nader gorliwie. ale i obcasów. Nie wypedzalbym z kraju dobrych rolników. -A wam co. -Glupiscie. Przy uzyciu nie tylko palek i piesci. Jaskier chrzaknal. Jaskier spojrzal na twarz Ge ralta i zaczal sie bac. cios w plecy zadac gotowych. to bym ich w p okoju zostawil na ich farmach. ze mi rolnictwo prosperuje.podjal. jak but . nie nasza krew. Zdrajców. idacych jak automaty kobiet i dziewczat mialo podarta przyodziewe. uda i lydki poznaczone wezyk ami krwi. Cieszylbym sie.gdyby to odemnie zalezalo.smarkacz podnamiestnik zmierzyl go spojrzeniem. Hej. Ze jest co zrec. niechze ida.odezwal sie przeciagle podoficer z siwym wasem.przelknal sline Jaskier. Wiele trzeba bylo podtrzymywac.

Znowu nad resztkami ogniska unosila sie pulsujaca jasnosc. Dwie kobiety nie siedzialy. Yennefer i Ciri. Jaskier. * * * Yennefer miala racje. ze przeciag wrecz hula jej po piersiach. pamietala z wyspy Thanedd.odradzala dekolt. ploszaca konie. Byla rada. nie . wiedzmina znowu rozbudzil sen.powtórzyla ciemnowlosa i ciemnooka kobieta. Yennefer. znowu w jasnosci bylo zamczysko. Wcale nie tylko na dzwiek tego glosu.Interweniowac? Ratowac kogos? Nadstawiac karku dla jakichs szlachetnych pryncypiów czy idei? O nie. zasiadajace za nim kobiety. Wiedzmin odwrócil ku niemu twarz. czy z jednego koszmaru nie trafil w prost w drugi. czy aby którys z osadników nie niesie bagazu wiekszego. pokryty ma gesia skórka. a Jaskier tej twarzy nie znal. Kolumna osadników szla. . rozjasnianej dalekimi blyskawicami. Wiedzmin jeknal przez sen. Ciri wzdrygnela sie lekko.powtórzyl. która Ciri znala. czarne kolumnady. pochlebialo jej. Nie mieszaj sie.. gdy czula pelne aprobaty spojrzenia na swoich porozci nanych bufiastych rekawkach i wysokiej talii.-Czas nam w droge . blagam. Uslyszeli wysokie.Bywajcie. na aksamitce z mala brylantynowa broszka w ksztalcie rózy. ze dala sie ustroic w kombinacje c zerni i szarosci. niespokojnej. -Prosimy blizej. * * * Którejs nocy. panowie zolnierze. tu. jak sie okazywalo. stól. . -Jeszcze blizej . Ubrana jak chlopak. na tej sali. a caly biust. lecz staly. pochloniety wypatrywaniem.. pelne bólu krzyki kobiety. kogo zastana w Monte . Juz nie. Tym razem tez nie byl pewien. wobec tych szykowny ch i skrzacych sie od bizuterii kobiet. Podnamiestnik nawet nie odwrócil glowy.jeknal Jaskier. -Mieszac sie? . niz ustalony pokojem cintryjskim. I choc Yennefer powiedziala jej. gdy dosc kategorycznie odradzala jej strój meski.. rozpaczliwe. Ciri czulaby sie glupio teraz. -Geralt.Nic nie rób. Ciri uparla sie jednak i teraz miala wrazenie. az po pepek niemal.wymamrotal. Czarno-biala i szaro-szara. miala racje jeszcze w jednym . ..

los Yennefer to mój los. Przynajmniej nie dzis. elegancka. Usmiechem odpowiedziala na szczery i mily usmiech Triss Merigold. . byc az tak pryncypialne. nieco glebszym skinienie m glowy na przyjazne spojrzenie Margarity Laux-Antille. Jak klujace ostrza dzid. Co ona.odezwala sie kobieta z szyja okrecona boa ze srebrnych lisów. jak polecila Yennefer. Assire var Anahid. bedzie sz stac. -Witamy .powiedziala bynajmniej nie cicho. -Wobec tego ja równierz bede stac . A po drugie. Skromna.w Lozy Montecalvo. -Filippo . Dla Ciri w okamgnieniu skonczyl sie protokól.calvo. Tego sie nie da rozerwac. mogaca byc tylko Nilfgaardka. . Panno Ciri. To po pierwsze. ale bardziej po mesku. Margarita Laux-Antille usmiechnela sie. opisala je wszystkie i nauczyla wszystkich imion. Mnie tez wezwano. nie ty. nie w tej . Yennefer! Tylko ona. -Prosze siadac . Dopóki Loza nie zdecyduje o twym losie. Z calym szacunkiem.skinela monarszym iscie gestem Pani Sowa. bebniac lekko palcami po blacie stolu. nie jestes zaproszonym gosciem. Wytrzymala pozostalych osiem spo jrzen.powiedziala Pani Sowa . te kobiete Ciri momentalnie za czela w myslach tytulowac Pania Sowa. patrzac jej w oczy. grzecznie. by oznajmic mi mój los.Ja równierz nie jestem tu zadnym gosciem. lecz wezwana do osadzenia i ukarania winowajczynia. pokiw ala glowa. jak mi sie zdaje. choc byly jak wiercace swidry.Nie. bez panienskiego dygu. o lekko haczykowatym nosie. .Nie musimy. to i ja. bez skromnego i poddanczego spuszczania oczu. Yennefer. Ciri sklonila sie tak. Ty.

-Niech i tak bedzie . Triss. wiele wiedzy zlej. ze to rozumiesz. Teraz. Assire. Przy moim sprzeciwie. sama lub z czyjas pomoca. dziecko . I ponad wszystkim. reszta niczym. nie reagujac na mitygujace sykniecie Yennefer. A tobie. kruczowlosa Fringilla Vigo. Ale jednosc Lozy przedewszystkim.machnela upierscieniona reka Filippa Eilhart. Tylko druga Nilfgaardka. jaka. Przy nim zasiadamy jako równe. niezdolna rozpoznac tych. .Bo to jest szkola Tissaia de Vries. jak widze i slysze. byla Sheala de Tancarville. . los wyznac zyl w tych przemianach wazna role. w swym dzieciecym zacietrzewieniu. Kei ra Metz. Nastal bowiem nowy czas. St orszysz kolce jak jez. nie pozostawiajac nam wyboru: trzeba cie bedzie wziac za karczek. Fukas z i wysuwasz pazury jak dziki kotek. obie piekne elfki. zasmiala sie perliscie i dzwiecznie. przepiekna elfka. Loza jest wszystkim. Yennefer .powiedziala. bedziesz sie tez musiala oduc zyc. -Wiele sie jeszcze musisz nauczyc. Jesli to ma byc moje przeznaczenie. Bo jestesmy od cie bie . . blada bardzo.powiedziala spokojnie Pani Sowa. otulajac szyje boa ze srebrnych lisów.Wiem .Margarita.Nie ma jej za tym stolem.szczeknela Ciri.Zwlaszcza. niezawodnie doznalas tez i doswiadczylas zla. -Gratuluje. Sadze. -Nietrudno rozpoznac . ida wielkie przemiany. . Bedaca jednoczesnie cezura i punktem zwrotnym. -Tissaia de Vries nie zyje . Interes Lozy przede wszystkim. Rozpoznaje szkole. Ciri. Nie dokonczyla.Yennefer powiodla dookola plomiennym wzrokiem. . Ciri? -Bardzo dobrze . Francesca Findabair. skinieniami glów wyrazaly zgode . by. dziecko. Ciemne oczy Filippy zaplonely zimnym gniewem. . Mam nadzieje. to pieknie dziekuje. powiodla wzrokiem po pozostalych czarodziejkach. Wytluma czyl mi to Vilgefortz! Szykujac sie do wsadzenia mi szklanej szprycy miedzy nogi. którym wlasnie o twoje dobro idzie. Nawet jesli ma sie nas sadzic.Wielu rzeczy. Tissaia de Vries umarla. Sabrina Glevissig.powiedziala hipnotyzujaco melodyjnym glosem.Siadajcie wiec obie. bez sekundy zastanowienia. I zrobimy to. ze to ja jestem tym niczym. si edziala nieruchomo.. nie odrywajac oczu od Yennefer. odmawiasz zauwazania dobra. To jest okragly stól Lozy. . da sie to miarkowac.Ciri ani myslala spuszczac wzroku. przyszla nowa e ra. negujesz dobro i dobre intencje. ze mozemy wszystkie zgodzic sie co do tego. rzecz to odzalowana i odplakana. Zapewnie juz wiesz. Ostatnimi czasy posiadlas. która sie odezwala.Rozpoznaje wybitna ceche. Ale ta.. która niegdys bylas Cirilla z Cintry.chwili. próbe tego zlota. Te zas z kolei.

co bylo i o tym. i tak nie zechcesz usluchac glosu rozsadk u. w tej chwili. nasz a podopieczna. -Mialas racje . wyjasnia nie ci. rzecz jasna. O znajmij dziewczynie jej los. wkrótce. ze sie mylisz. Przyjdzie czas na takie wyjasnienia. gdy mówi Sheala de Tancarville! Glos kovirskiej czarodziejki. Nie tylko Ciri sie skurczyla. za tym stolem. -Pojedziesz . ze idzie o twoje dobro i o dobro swiata.mniemajac. co jest. Kiedys. madrzejsze. I nie ma sensu teraz. królowa Zuleyke. lekko drgnely i wciagnely glowy w ramiona nawet inne magiczki z Lozy. zaperzona. I Yennefer. by ci oznajmic twój los.podjela Sheala. krew prawdziwie królewska. bys kiedys. kotku. w tej chwili jestes nastroszonym i parskajacym kotkiem. wiemy wszystko o tym.przerwala ciezka i martwa cisze Pani Sowa . jako doswia dczona i madra kocica. gladzac glowy sfinksów. Poniewaz nie jestes juz zadna Cirilla z Cintry. Skonczylam.ze mna i z Sheala do Koviru. po to. które w kazdym widzi Emhyra var Emreisa l ub Vilgefortza z inseminatorem w reku. Jedna z nas. ostry i przenikliwy jak drapiacy zelazo nóz. Esterada Thyssena. Teraz bedziesz wiec zwyczajnie wzieta za karczek. co bedzie. Nie mialas racji mniemajac. wiemy wiele o tym. dzieckiem po traumatycznych przejsciach. wsród nas. jestes przyszloscia swiata. otulajac szyje boa . no. ze wezwano cie do Montecalvo. Wezmiemy cie za karczek. Ciri siedziala sztywno. ze jestes nicz ym. Poznasz jego malzonke. W tej chwili. Nie! Ani sl owa! Nie odwaz sie otwierac ust. którymi zakonczone byly porecze krzesla. moze z wyjatkiem Filippy. Teraz.starsze. na audiencji zostaniesz przedstawiona jako adeptka magii. Filippo. Franceski i As sire. osobe niezwyklej . Jestes bowiem wszystkim. leniej stolicy królewskiej. nie wiesz tego i nie rozumiesz tego. teraz na kazdy argument bedziesz miala riposte w postaci dzieciecego uporu i krzykliwe go zacietrzewienia. do Point Vanis. zawisl nagle nad stolem. Na audiencji poznasz bardzo madrego króla. zasiadla tutaj.

Stokroki z Dolin.odezwala sie znowu Sheala. . Pani Sowa spostrzegla to. bys musiala z niego rezygnowac dla zachowania incognito. a potem królowa Koviru i Poviss. Kazd a na swój sposób. Takze z przyszlosci. wszystkie jestesmy potworami.szlachetnosci i dobroci. A dzis mi pani mówi. byc jak najszybciej zaszla z Tankredem w ciaze.Dziecku twemu i Tankreda . szeroko otworzyla oczy. jaskólko o oczach sokola. Tankred musi pragnac. Ksiezna.gdybyc nadal byla córka Pavetty i wnuczka Calanthe. mówie to z prawdziwym zalem. czy nauka nie pójdzie w las.powiedziala Pani Sowa.wtracila Sheala . me luned.baknela Ciri.w sali znowu zadzwonily srebrne dzwoneczki glosu Stokrotki z Dolin b rzmi ladnie w kazdym zestawieniu. Nauczymy cie. -Nie ma w tym sprzecznosci . konieczn a bedzie twoja pomoc. W praktyce postaramy sie bowiem. los wyzul cie ze wszystkiego. Poznasz tez syna królewskiej pary.Cirilla Eilhart tez brzmi ladnie.My. jedna z nas.powiedziala Pani Sowa. -Na wyspie Thanedd . byc byla u jego boku. Faworyt a.To imie . Ale trzeba dac ci nazwisko. Cirilla to imie ladne i wcale nie az tak rzadkie. Nie bede protestowac. Bedziesz sie uczyc. jak podsyca sie takie pragnienie. W dzien i w nocy . jak tu siedzimy. -Tak .nazwala mnie pani potworem. zapewniam cie. -No. Zostaniesz bowiem jego kochanka i urodzisz jego dziecko. Ale od ciebie zalezy.rozlegl sie melodyjny jak szum strumyka glos Enid an Gleanna. Rzecz jasna. Bedziesz tylko milosnica. Nalezy ci sie informacja.potwierdzila.zamaskujemy ci iluzja. usmiechajac sie kacikiem ust. ty. uczynilibycmy cie slubna zona Tankred a. po prostu zwariuje na twym punkcie.Ciri pokonala opór scisnietego gardla . Jestes b owiem. albowiem zaraz po urodzeni u dziecka zaczniesz brac udzial w naszych zebraniach. . królewicza Tankreda. a potem nawet królowej. .Filippa nie spuszczala z niej swych ciemnych oczu p rzyszlosc i pozycje zapewni Loza.i formalnie. pozornie obojetnie skubiac boa .Wazne jest. która jestes krwia i koscia z kosc .Przede wszystkim na królewiczu Tankredzie musisz zrobic wrazenie. . -Te szpetna szrame na twarzy . I kazda z nas. pragnelaby miec tak a córke ja ty. ze myslimy tu o rzeczach naprawde duzych. Niestety. jesli wy bierzesz moje. -Z nazwy . Pani Sowo? Filippa wzruszyla ramionami. -Albo moje . bys u boku Tankreda miala status ksieznej. . Zireael. Trzeba bedzie wymyslic ci per sonalia. zaczynajac rozumiec.podjela po dlugiej chwili Filippa . Pani Sowo. -Gdybyc nadal byla Cirilla z Cintry . Nieprawdaz. ze jestem jedna z was. jasne . a Tankred Thy ssen. -To sa w sumie drobiazgi . Bedziesz piekna i tajemnicza. Ciri. choc dzis to moze byc dla ciebie niepojete. Bedziesz zreszta w tym uczestniczyc. .

. co postanowilam. Jesli zamiast niej da sobie wcisnac na zone jakas mydlana prince sse. Gdy to uczynie.wszystko zalatwione.przemówila po chwili Ciri.i Lary Dorren. -Ja musze rzecz przemyslec .blysnela zebami czarnowlosa czarodziejka. I zazdroszcze. do Montecalvo. Ale to niemozliwe. Yenna. -Ha! . jakby znalazla w ustach cos. -Nie . jedyna rzecz. Na spokojnie. zeby tylko miec taka córke jak ty. . Francesca Findabair parsknela z cicha. Wiemy. nawet te Loze. jaka w tej calej sprawie z alezna jest ode mnie i od mego wyboru.oswiadczyla Ciri. Sheala de Tancarville uniosla glowe. jak odgadywala Ciri. Sheala poruszyla wargami. -Dziekuje pani Filippie . Stane prz ed paniami. musze o bu paniom podziekowac i wybrac sama.powiedziala Filippa . Ale nie odezwala sie. ze nazwisko to jedyna rzecz. . Nazywac chce sie Ciri z Vengerbergu. a rysy twarzy stwardnialy jej nieladnie. nawet los królestw i ca lego swiata. jesli nie posl ubi jej morganatycznie. zaciskajac dlonie na glowach sfinksów. wróce tu.powiedziala Ciri. A ty wiesz.Zaszczycona tez jestem propozycja noszenia nazwiska Tancarvill e. bedaca. Yennefer podziekowala skinieniem glowy. ze to niemozl iwe. Kazda z nas oddalaby wszystko. córka Yenne fer.Zastanowic sie. okaze sie durniem i slepcem. co nalezy natychmiast wypluc. Poniewaz jednak wyglada. -A zatem . Poukladac wszystko w sobie. Sabrina Glevissig z Kaedwen.Tankred Thyssen okaze sie durniem. Powiem paniom. nie umiejacym rozpoznac brylantu wsród szkielek. jak szczera potrafie byc w zazdrosci. Grat uluje. Dlatego tak zazdroscimy Yennefer. . Bez chocby cienia usmiechu. jakiej mi sie nie narzuca.

Dotr zymam tej obietnicy. Margarita Laux-Antille z usmiechem kiwnela glowa. Bedziesz uczyc sie predko. to zywosc twego umyslu. wspominajac glupstwa. A pozostale panie? -I ja jestem przeciw . wierz mi. czy to juz koniec. wkrótce. ze zma drzalam. ze przyjade tam razem z Yennefer. ze nie bedzie mi latwo przekonac takiego starego wilka jak Geralt. zawsze znajde dziure w murze. dla twego wlasnego dobra. -Nic nie zrozumialas . by rósl w niej sentymentalizm. -Wiem. zeb y on to zrozumial i zeby to zaakceptowal. przez to. ze ja. . ze cale to przeznaczenie i dobro swiata to glupie frazesy. z wasza zgoda lub bez niej. a dobro zatriumfowalo. . -Z Geraltem musze porozmawiac. Myslalam. co budzi nadzieje. dla którego wkrótce w jej zyci u nie bedzie miejsca? Czy mamy dopuscic. . czy zlo zost alo pokonane. ze jest róznica miedzy zamkiem Montecalvo a zamkiem Stygga. ze to ze zmeczenia. nauczyc cie dyscypliny. I przyznac mu racje. Jedno. prosze. Dziewczyna mi sie podoba. które sadzilo. które tu wygadywalas. Musze s próbowac wyjasnic mu. co chcial zrobic szklana szprycka Vilgefortz. I ze potrafie przygiac ci twój hardy karczek. Ale musze spróbowac. Obecna tu pani Rita wie. ze zrozumialam. Pro sze. Ale pannica . ze sie tam z nim spotkam. A on tylko usmiechnal sie tak jakos dziwnie i s mutno. jej impert ynencja i krewka zuchwalosc. spytalam Geralta. Nie mialabym nic przeciw jej pro sbie. Gdysmy odjezdzali z zamku Stygga. ze poderzniete gardla Vilgefort za i Bonharta oznaczaja triumf dobra nad zlem.zadarla glowe Ciri . aby harda panienka Ciri pojechala do Rivii? Na spotkanie z jakims wiedzminem. co panie chca mi zrobic. podoba mi sie. nigdy nie rzucam slów na wiatr. Czy mamy pozwolic. czy zwyciezylismy. To wazne. pod zamkiem Stygga.Rozstrzygnijmy wiec te kwestie .umówiona z wiedzminem Geraltem w miescie Rivia. co tu gadac. niechaj wypowie sie Loza. rózni sie jednak zasadniczo od tego.powiedziala ostro Sheala de Tancarville. Takze dla pan. chociaz Vilgefortzowi szlo o dobro swiata i paniom tez idzie o dobro swiata. -Musze tez spróbowac przekonac go. zwlaszcza ze wrócilaby tu niezawodnie. Bo o jednej rzeczy trzeba paniom wiedziec.oswiadczyla Sabrina Glevissig.Nadal jestes dzieckiem. Ale dzis juz wiem. takie jak ona slowa nie lamia. Musze mu to koniecznie powiedziec. które od etapu smarkatego ryku i tupania nózkami przechodzi do smarkatej arogancji. To byl usmiech politowania nad naiwnoscia dziecka. Przyrzeklam mu. By ci dowiesc. Geralt powie. Z powodów pryncypialnych.Tez z powodów pryncypialnych. Musze mu koniecznie powiedziec. Trzeba. ze wszystkich jego przyjaciól pochowalismy tam. Pozegnac sie z nim. ze jestem smarkula. ze ja. gdy i de do Geralta. którego wkrótce bedzie musiala sie wyzbyc do cna? Sheala jest przeciw. bedziesz smiac sie.Filippa Eilhart polozyla dlonie na stole. Ja wyrazam zdecydowany sprzeciw. by panie wypowiedzialy swoje zdania. Wzgledem twego wyjazdu do Rivii.-Jestem . wole to niz cieple kluchy. ze to. ze latwo mnie omamic pozorami szlachetnosci. To bardzo wazne. zostawia jac za soba trupy. Sheala de Tancarville. co znaczyl ten usmiech.

Nie ma we mnie kr ztyny sentymentalizmu.powiedziala równie lakonicznie Ida Emean aep Sivney. W spomóc ja. Bylby sposób sie odwdziec zyc. .syknela Filippa.Znam ja i recze za nia. poprawiajac koronki na dekolcie. Yennefer.powiedziala Keira Metz. . Tissaia. o ile sie zgodzi. -Glosuje za . bym nie stracila cierpliwosci. . ze dla utrzymania jednosci Lozy trzeba stosowac przymus i ograniczenie wolnosci osobistej. Dziewczyna jest wiedzminka i próbuje nas po wiedz minsku przychytrzyc. zachnela by sie na sugestie. . -Powodów jest wiele. Niech wie. ze drwimy sobie z takich grózb! -Jestem przeciwna . -Glosuje za .powiedziala Francesca Findabair. -Takze glosuje za . w rozmowie z Geraltem. Ale nie! Bo mylisz sie. a ten Geralt niósl mnie na Thanedd na rekach. Krótko mówiac. jesli sie zgodzi.usmiechnela sie Margarita Laux-Antille. towarzyszyc jej w tej podrózy. I. gdyby tu byla. -Czy ktos tu . zlowrogo przeciagajac slowa . Dziewczyna i mnie sie podoba.powiedziala Triss Merigold. wyjawiac ich nie musze i nie bede. Sabrino. . w rozwazaniach i przemysleniach. Chcialabym tez. Sluchamy dalszych. jesli sie sie zgodzi.spytala Yennefer. ale robie to dla Tissai de Vries. zwiac. by pozwolic jej jechac .osmiela sie watpic w slowo mojej córki? -Ty.Bo tak kaze mi moje serce. Mamy dwa glosy na nie. .Z powodów praktycznych.Nie odzywaj sie. milcz . co powiem. ale bylo mi wówczas strasznie przyjemnie.odwazyla sie grozic nam. -Glosuje za tym.Zdziwi panie to.

by ratowac Ciri. tego samego sentymentalizmu.dodala powaznie Sheala. Pozwole sobie przypomniec bowiem wszystkim paniom zamek Rhys-Rhun. by wstac i krzyczec.powiedziala Sabrina.przez to powiedziec. który mamy zamiar wykorzeni ac z tej panny. -A po co? Wszyscy spojrzeli na te.zmarszczyla brwi Sabrina . ze szale wagi s tanely w równowadze. Nie masz za dnych praw.oswiadczyla dzwiecznie . za czym glosuje. wyrok do wysluchania.oznajmila sucho Assire var Anahid.powiedziala dosc zjadliwie Sabrina Glevissig . rwaca sie. * * * Dno basenu jest z róznokolorowej mozaiki. nawet o sercu byla tu mowa. Ba. Ale ja mam. nawet ze soba samym. Glosy za przewazaja. . Chyba jasne jest. Wysluchalam glosów wszystkich tu obecnych pan. -Yennefer .ale ciebie. Niczego nie zdecydowalismy. . -Wdzieczna za przypomnienie . Na Yennefer. Yennefer. plytki mienia sie i zdaja poruszac. Proponuje tajnie. Formalnie mam prawo glosu . Yennefer. Masz natomiast zobowiazania. sama zaglosowac? -Co chcesz . Pani Sowa. -Ciagle jestem czlonkinia tej Lozy .powiedziala cynicznie Sabrina . na prowadzacych do Rivii goscincach bedzie latwym celem. jak ze sweg o fotela wstaje. wciaz uwaza ja. odebrawszy jej nawet imie i tozsamosc. Byloby podloscia odmawiac mu teraz spotkania z nia. Yennefer przytrzymywala Ciri.poznac stanowisko pani Fringilli Vigo. Filippa Eilhart. antypatie ani kwestie pryncypialne. splatajac uzbrojone onyksowymi pierscieniami palce . Gd yby nie to. W martwym punkcie. Filippo? Filippa Eilhart spojrzala przez stól. -Na pani miejscu milczalbym z pokora . dlugi do zaplacenia. szedl na koniec swiata.nie ma prawa glosu. jak sadze. Widzac. Napotkala oczy Ciri i zajrzala w nie. -Twoja bezczelnosc . Trzeba glosowac jeszcze raz. Nie przyjeto nikogo na moje miejsce. bez którego tej dziewczyny nie byloby dzi s tutaj.powiedziala Yennefer. A ja obawiam sie. uciekajac z niej i odmawiajac wspólpracy. . moge wreszcie. walczac ze wszystkim. -Poparlam Ciri . to jasne. A rezultat jest taki. Wystapilas z Lozy. ne bylabys wpuszczona za próg Montecalvo. co st anelo mu na drodze. -Pozostalo nam . Lekam sie o zycie Ciri. Chociaz powinno byc ono oczywiste. wiedzmina.Nikt nie pozbawil mnie czlonkostwa. Ciri bez oporu i w ciszy opadla na krzeslo z oparciami wyrzezbionymi w sfinksy. ze sa tacy którzy. Który. Pod opieka Lozy jest bezpieczna. ze to za malo. . By dowiesc szacunku i sympatii.a za duzo naiwnego sentymentalizmu. wiec i sprawa jest zalatwiona. musze przywolac do porzadku.Fringilla Vigo dumnie uniosla glowe . którego wkrótce sama bedzie pani przedmiotem.Myslac o glosowaniu. jaka mam dla tej dziewczyny.-A ja jestem przeciwna . A nade wsz ystko robie to dla Geralta z Rivii.oddam glos za Ciri. -Za malo bylo jednak podlosci . górujac nagle nad stolem.Nie kieruja mna zadne sympatie.ociera sie o granice dobrego smaku.powiedziala . która sie odezwala.

zapomniawszy o calym swiecie. Chce koniecznie dotknac którejs z tych zlotych i czerwonych rybek. nieuchwytne jak zjawy. plywaja po niej. W wodzie odbijaja sie wielkie ciemne oczy dziewczynki. Rybki podplywaja do raczek dziewczynki. -Filippa! * * * . na rybki. kraza wokól ni ch ciekawie. -Filippa! To najukochanszy glos.Cala woda drga. Pod wielkimi jak talerze liscmi nenufarów. na swoje odbicie. migocze swiatlocieniem. Palce ciemnookiej dziewczynki zaciskaja sie na nicosci. jej dlugie wlosy siegaja powierzchni. jak sama woda. Nadal patrzy w wode. wsród zielonych glonów migaja karasie i orly. na nenufary. przewieszona przez krawedz basenu fontanny. wodzi raczkami wsród lodyg grazeli. Mimo tego dziewczynka nie reaguje natychmiast. ale schwytac sie nie daja. Dziewczynka.

podjela w ciszy. * * * Geralt przebudzil sie i poderwal. Smierc. Bajki i klechdy Rozdzial dwunasty . On umarl zwyczajnie. zelazna. wierzac. jaka zapadla w sali kolumnowej zamku Montecalvo . ze to. córeczko . Które ja. który nie zawsze jest naiwny. -Ta rzecza . wiosennym wiatrem. * * * Potem czarodziejka i wiedzmin pobrali sie i huczne wyprawili weselisko. od niedawna zaczelam wierzyc. k tóra. Rzeczowy chlód omnipotencji. Idac za jej wzrokiem. miód i wino pilem. ze z zalu i tesknoty. glosno i dobitnie . . -Ja . Filippa Eilhart.Czekamy. na której ulozony z malenkich róznobarwnych plytek waz Urobos chwytal zebami wlasny ogon.odpowiedziala cichym glosem Yennefer. Zza okna dobiegl krzyk krazacego nad jeziorem orla rybolowa.szepnela Ciri. A oni pózniej zyli szczesliwie. -Ta Loza . na atak serca.-Filippo .. i serce. a na co.podjela.. -Pani Yennefer . Z otwartego okna powialo zimnym. wpijajac w Ciri swe ciemne oczy . od niedawna zaczelam rozumiec. W równowadz e staja tu rozsadek. .Geralt czeka na nas. Filippa Eilhart wzdrygnela sie. na mozaike. stanie sie. co ma sie stac. o tym bajk a nie wspomina. Przeznaczenie to nie wyroki opatrznosci.bedzie decydowac o losach swiata. biore pod uwage jeszcze jedna rzecz. Taka. Filippa Eilhart.. W które ja. wszystkie spojrzaly na sciane. oddaje mój glos. Dlugo trwala cisza w pograzonej subtelnym swiatlocieniu sali kolumnowej zamczysk a Montecalvo. narzucana chocby sila dyscyplina i niechec do przemocy. Dziecku nadziei.. Mówia. Przeznaczenie to nadzieja. który nie zawsze oznacza zimna podlosc i wyrachowanie. Bedac pelna nadziei. -Chodzmy. Dziecku przeznaczenia. Smierc przeszla obok mnie.przemówila wreszcie pewnie. Flourens Delannoy. Dlatego ta Loza jest jak swiat. jest jego zwierciadlem. nie równowazac sie z niczym.Czy to znaczy. równowazy wszystko. Ona umarla niedlugo po nim. ale bardzo krótko. . Ja tez tam bylem.ostry glos Sheali de Tancarville wyrwal ja z zamyslenia. ale któzby tam bajkom wiare dawal.oddajac mój glos jako ostatnia z glosujacych. lagodnosc i zaufanie. Odpowiedzialnosc. majac w uszach krzyk nocnego ptaka.jest przeznaczenie. to nie fatalizm. a droga przed nami daleka. Oddaje mój glos Ciri. i sentymentalizm. pomyslala. to nie zwoj e zapisane reka demiurga.

wypelniajacego kotline. W tafli przegladaly sie porosniete jodla i modrzewiem wzgórza Craag Ros. Jaskier . .przerwal Geralt. dziwnie sie te losy plota. Dziwnie.Byl szósty dzien po czerwcowym nowiu..No. Oto zatoczylismy krag. -Wierz mi.stwierdzil fakt Jaskier. kierujac konia w dól po zboczu. Nie sadze zreszta.Jest mi gleboko obojetne.. a zatem królowa Meve na za mku nie gosci. gdy dotarli do Rivii. . I czerwone dachówki w iez stojacego na jeziornym cyplu pekatego zamku Rivia. kto i co mi pamieta. . w dole. od któr ej wzielo nazwe. Wyjechali z lasów na zbocza wzgórz i wówczas pod nimi. by ci jeszcze pamietala tamta dezercje. to jakby dojechalismy . wysunieta rubiez masywu Mahakam. jestesmy w Rivii. zimowej siedziby królów Lyrii. Na zadnej z zamkowych nie widze bialo-blekitnego proporca. . jasniejacy slomiany m podgrodziem. nagle i bez ostrzezenia blysnela lustrzanie tafla jeziora Loc Eskalott ksztaltem runy. A u zatoki przy poludniowym krancu Loc Eskalott lezal gród rivski.. oj. oslaniajac oczy dlonia. ciemniejacy domami niczym opienki porastajacymi brzeg jeziora.

palancie? . siwy? -Geralt . o którym traktowala tabliczka na debie. Klacz prychnela glosno i szarpnela sie. chwiali sie na nogach. . obijali o boki koni i belke usta wionego przed zajazdem koniowiazu. maziarzy i dziegciarzy z lagwiami towaru.Wewnatrz tego przybytku moze byc wiecej takich milych pacholat. plugawie kleli przechodniów belkotliwymi nieco glosami.Geralt lodowatym glosem rozwial nadzieje rycerza kimkolwi ek jest. Pierwsza rzecza. na kiju. przytrzymujac sie trzemienia hreczkowat ej klaczy. .No i czego sie wytrzeszczasz. identycznie umundurowani. -Na honor . Nie zrobie. Jasnowlosa dziewczyna zgiela sie znowu. .spytal Jaskier. jest najpiekniejsza i najcnotliwsza dziewica od Jarugi po Buine. Dwaj koledzy dziewczyny. Rycerz przenikliwym i dosc zaczepnym spojrzeniem mierzyl mijaj ace go baby z chustami. zsiadajac.mruknal Jaskier. rzygnela spazmatycznie i nader obficie. stal kolorowy namiot przypominajacy babke z ciasta.Pod miastem. przedst awiajacy brodata poczware z ociekajacym krwia toporem.odwarknal rycerz.belkotnal jeden z chlopaków. obalajac dziewczyne i przeciagajac ja pr zez wymiociny.Prawiscie. Przed namiotem. * * * Jasnowlosa dziewczynka w skórzanej. Mlodziency przestali zwracac za nich uwage. Podpis glosil: KRASNOLUD . Nie spodobalo mu sie to. gesto nabijanej srebrnymi cwiekami kurtce wymiotowala na srodku ulicy. -Umówilem sie tutaj. byl napis: KUCHARZA ZATRUDNIE. Zapomniales? To jest wlasnie zajazd "Pod Kogutem i Kwoczka". domokrazców i proszalnych dziadów. niedaleko rogatek. co zobaczyl.Prosze cie. Druga byl wielki malunek na zbitym z desek szyldzie.Dama waszego serca . nie rób glupstw. . pastuchów. -Naprawde musimy tam wejsc? . zgieta w pól. Pod podniesiona pola namiotu stal rycerz w pelnej zbroi i bialej jace ozdobionej tak imze godlem co tarcza. noszacy miecze na ple cach i opaski na czolach. . zajeli sie lzeniem i opluwaniem przechodzacej uliczka mie szczki z dzieckiem. Przywiazali konie do koniowiazu po drugiej stronie schodków. panie.ZAPLUTY KARZEL . która rzucila sie w oczy po wejsciu do zajazdu. wisiala biala tarcza z czerwona krokwia. Na widok jadacych stepa Geralta i Jaskra oczy rozblysly mu z nadzieja. Obaj by li bardziej niz nietrzezwi. Dziadu. -Bez obaw.

krasnolud byl.oberzysta wznowil wycieranie kufla w fartuch.Komu dobrze. Ojc e .ZDRADY. . Wojna jeich ukrzywdzila. panowie . jak owa.wzruszyl ramionami oberzysta.Mlodziez musi sie wyszumiec. mlodziez musi sie wyszumiec. . . Jedynymi praktycznie goscmi zajazdu .zmruzyl oczy Geralt.I wiadomosc dla was mam. czyja wam kompanija milsza. wasza rzec z.. Gardzicie moim lokalem.oprócz kilku dostojnie pijanych pijaków i dwóch chudych prostytutek o podkrazonych oczach . ktoscie sa.oswiadczyl Jaskier. przekrzykujac sie w zajem i bluzniac. co dla was wiadomosc zostawil.. ruchem glowy wskazujac wrzeszczacych i szarpiacych sie przy stole smarkaczy w cz arnych kurtkach i przepaskach na kokrytych tradzikiem czolach. . -Nie jestesmy szczególnie wybredni.byly dalsze ustrojone w skrzaca sie od cwieków skóre "pacholeta" z mieczami na plecach. Karczmarz odstawil wytarty kufel i zmierzyl ich brzydkim spojrzeniem. -I co z tego? . wola wasza. Jaskier slusznie sie obawial.poweselal Jaskier. Skoro sie z takim zadajecie. jesli idzie o kompanie . Jest dane powiedzenie. ze Wiazowo to krasnoludzk i kwartal. jako zywo nie gustujemy. ledwo ich zobaczyl. wam pewnie nic z tego . -Poznaje i wiem.To dobrze.zaskoczyl ich oberzysta. ale rwetesu czynili za osiemnastu. . do gospody "U Wirsinga". plci obojga.Ale w takiej. B ylo ich osmioro..pouczyl z naciskiem.Przeca ten. Ale ja wam powiem.. Wasza rzecz. . Udac sie wam trzeba na Wiazowo. -Ano. temu dobrze . -Ooo . nieludzie tam bytuja. -Wyrozumialszym trza byc .

Idzi emy. ze juz jej lepiej i oglaszala.Trzeba sie dostosowywac. * * * Uliczki rivskiego grodu tetnily zyciem.ponaglil Jaskier. ze musi sie napic.. -A matki sie puszczaly . Z mieczami na plecach. . gdy wyszli. Dziewczyna tez nie. cofneli. moze jeszcze kiedys odwiedzimy twój lokal. ta jeszcze w miare przytomna. za czas jakis. szedl.He? Moze ten o krasnoludzie? -Nie. dwaj chlopcy w czarnych kurtkach pomagali jasnowlosej dziewczynie umyc sie w korycie. lekko chwiejac sie na nogach. Kto wie. com was nie przestrzegal. -Do widzenia. Ale o tym Geralt i Jaskier wiedziec jeszcze nie mogli. Przynajmniej staram sie byc pelen. To nie jest argument. I strach. Gdy juz nie bedzie przy wejsciu tych napisów.. Przeszlo do historii. W niniejszy czas latwo w krasnoludzkiej dzielnicy guza zlapac. belkotliwie dow odzila.karczmarz zmarszczyl czolo i zaczepnie wzial sie pod boki. -Trzeba sie przyzwyczaic . Pot.polegli.Ale zebysta potem nie skarzyli. Powietrze bylo gorace. geste i kleiste.dokonczyl Geralt glosem lodowatym jak górskie jezioro. Geralt . Troje mlodzierzy wstalo od stolu. Geralt nie zwolnil kroku. ale wczesniej musi sie napic. To nie jest argument. . co zdawalo sie bez reszty . Ten o kucharzu. -Rozumiem i pelen jestem wyrozumialosci. -A któryz to nie podoba sie waszmosciom? . pójdzie na bazar. Dziewczyna parskala. Dziewczyna nazywala sie Nadia Esposito. z szacunkiem . -Przy okazji czego? -A bo ja wiem? A bo to moja rzecz? -Chodzmy. Jaskier. Jak zupa. Dziewczyna i dwóch chlopaków w czarnuch kurtkach. Przy okazji. widzac katem oka. Jaskier. panie oberzysto. Ze owszem. . -A idzcie.powiedzial wiedzmin. Imie to zostalo odnotowane w annalach. -Czasem trudno. ze ukrzywdzona przez wojne mlodziez. przed zajazdem. Jaskier czul od nich piwo.powiedzial bez szacunku oberzysta. Gówniarze w ostatniej niemal chwili rozstapili sie. ewidentnie z zamiarem zastapienia im drogi. * * * Na zewnatrz. a tym. a twarz i wzrok mial zimne i calkowicie obojetne. by dla krotochwil przewracac stragany. przyglada im sie wzrokiem blyszcza cym od fisstechu.

zlozono im mnóstwo atrakcyjnych propozycji. ze to magiczne zwierciadlo Camb uscana. niezbyt szczupla i niezbyt swieza niewiaste. akcje kopalni miedzi. komplet s ztucców zdobionych herbem rodziny Frangipanich. slój pijawek.w ramach transakcji wiazanej . jak równierz innych grzeszkach. dowodzac. parke tchórzofretek. gromko obwini ano w oszustwie. ze wszyscy handluja tu wszystkim i wszystko próbuja zmienic na cos wiecej. . Zaoferowano im miedzy innymi: astrolabie. gdy naraz celnie cisniety kamien wytracil mu towar z reki. Czarnobrody krasnolud nad wyraz nachalnie chcial ich przekonac do kupna tandetnego lusterka w ramce z tombaku. targowano sie zajadle. Zewszad rozbrzmiewala kakofoni a krzyków .niezbyt mloda.Nieludz! Brodaty .pochlaniac mieszkanców i przybyszów byl handel. zlodziejstwie i szwindlu. zgola z handl em nie zwiazanych. Nim Geralt i Jaskier dotarli na Wiazowo. obszar pana ksiege o tytule Cud mniemany albo Glowa Meduzy. lzono wzajemnie.zawyl uciekajac. Wygladalo. eliksir wzmag ajacy potencje oraz . blaszana trabke. -Parszywy kobold! . bosy i brudny ulicznik.towar reklamowano.

prawde powiedziawszy.Chyba nie. Na schodkach spowitego pnacym groszkiem i dzika róza ganku. czosnkiem.zaryczal krasnolud. . -Geralt i Jaskier . intensywnie pachnacego pieczystym.Yarpen otarl lzy. A nas pyta.wiazów. Ludzie przygladali sie w ponurym milczeniu. No. urocznie i romantycznie.. -Witaj.smakowicie niesie? -Obiadem . * * * Kwartal Wiazowo lezal nad samym jeziorem. choc dowcip.powiedzial jeden z krasnoludów i beknal wdziecznie. byl . siedzialo dwóch brodatych krasnoludów. Zapytaj. Tylko jej patrzec. bo znam ten dowcip. Yarpenie Zigrin. Caly wiedzmin. .cap! -A zeby ci flaki wygnily. -A teraz powaznie . Tu bylo znacznie ciszej i spokojniej. -Skad macie miesko? -Samo przypelzlo. co tam u was slychac. ale bardzo milym. ludzka mendo! . Karczmy "U Wirsinga" nie szukali dlugo. -Nie mówilem? .. -Czym tu tak . ze cie widze. . . w zatoce wsród olch. -Gdzie Ciri? .przerwal szybko Geralt. -Nie zapytam. . nikt nieczego nie kupowal ani nie chcial sprzedawac. które przez podbarwiane szybki w olowianych ramkach wygladalo tajemniczo. Jaskier. pod daszkiem obrosnietym zieloniutkim mchem i gniazdami jaskólek.Nie mówilem. czyms nieuchwytnym.powiedzial Yarpen Zigrin.rzucil z przekasem Yarpen. nicponie. szczególnie mily po wydostaniu sie z dusznego i pelnego much smrodu miasta.wtracil sie Jaskier.Przyjedzie tu.Mieskiem. Od jeziora powiewal wiaterek.Dlugo daliscie na siebie czekac. . skad mamy miesko.Zeby ci wygnily i dupa wyciekly. Zoltanie Chivay. ziolami i czyms jeszcze.spytal bez ogródek Yarpen Zigrin. Ciesze sie. pociagajac piwo z tulonych do brzuchów kufli. Geralt zsiadl z konia.ma sie rozumiec . placzacych wierzb i . -Nie badz swinia. Zoltan? Wraca z konca swiata. zabijal smoki i obalal ce sarstwa. jesli wierzyc plotkom. weszac . * * * Byli jedynymi goscmi zajazdu. brodzil we krwi. co u nas slychac. opowiadajcie. brodacze. gdzie. Siedzieli przy ci ezkim stole z widokiem na jezioro. -Nie . Pierwszy napotkany przechodzien wskazal im ja bez wahania.

. stawy pospuszczane. straczkowymi.. ze to nie bylo normalne! Ze czegos brakowalo! Ha! Teraz kojarze! Nie bylo slycha c psów! Nigdzie nie bylo. .. Geralt. zbijaja fortuny spekulanci. sklady pograbione.Nasze miesko nie z tych.. Mówilem ci.Widzialem. Farmy popalone. Przypomnij sobie.Nie ma przewozu. -Naprawde tak zle? -Jadac z poludnia.. spojrzal w strone pachnacej czosnkiem i ziolami kuchni. jak to po wojnie.. -Jezeli do tego wszystkiego nadarzy sie nieurodzaj. -Jasna cholera . -Obrót lezy .parsknal Yarpen.Z zarciem jest sytuacja kryzysowa... a w jego oczach zjawil sie przestrach. Urwal nagle.. wyprzedajacych i wymieniajacych res ztki dobytku...dodal Zoltan. musiales mijac wsie i osady. co szczeka. Miesa nie uswiadczysz.Jaskier palnal sie w czolo. Zle jest z maka i kartoflem. .dosc leciwy. nawet drobiu. Widzieliscie bazar? Obok nedzarzy. Funkcjonuje tylko lichwa i handel wymienny. pola ugor em. miauczy lub . . zima ludzie na zaczna mrzec z glodu. w ilu slyszales szczekanie psów.. o rybe tez trudno. . -Bez obaw .

czego na tym swiec ie bylo im szczuplo.. Najpierw opowiadal Jaskier. Godne królów! -Zdradz wreszcie. za co zbieral od krasnoludów reprymendy. stroja c opowiesc w ornamenty tak krasne i fantazyjne. O nze jednak zawolanym jest kuchmistrzem. a mówil tak sucho. I za owa Angouleme. krasnoludzie! -Gdysmy dostali wasz list i jasne sie stalo. -Za Milve luczniczke! . -Wirsing . zasalutowal kubkiem. niemalych wymaga arkanów. . I niechaj po wsze czasy zyja ich imiona w piesniach i opowiesciach. -I opowiesc. Opowiadal sama prawde. Patrzymy. ze spotkamy sie wlasnie w Rivii. istne zaprzeczenie stereotypu karczmarza i mistrza arkanów kuchennych. czym by tu was podjac. Wódka byla zimna. kwieciscie. Zaraz pojemy. ze niemal przyslaniajace bujde i konfabulacje.Za Nilfgaardczyka. Wzielismy wiec wór i nalapalis my milutkich mieczaków. . a rzecz ta. nalewajac. az nam sie od tego kombinowania sikac zachcialo. wszystkim. Za Regisa zielarza. chlopisko szpakowate. mówie wam! -A wczesniej . * * * Wirsing. Kombinowalismy. a tam zatrzesienie wrecz slimaków winniczków. A pózniej opowiesc skonczyla sie i zapadla dluga cisza. wniósl na stól koszyk bielutkiego . az zeby rwaly.Mysmy byli krzynke pijani. Niech im bedzie lekka ziemia. kombinowalismy .wola: "Litosci!" Nasze miesko jest calkiem inne. tlusta. zaszlismy tedy do nadjeziornej olszynk i. grubo wszystkiego. Potem opowiadal wiedzmin. kolorowo i ze swada. ze sam król podejmowal u niego gosci. blade i chude jak szczapa.zna sie na przyrzadzaniu slimaków. dretwo i bezbarwnie. Oba krasnoludy znowu poplakaly sie ze smiechu z kolejnego niemlodego dowcipu.skinal Zoltan . Zanim owdowial.przypomnial Yarpen.pokiwal glowa Zoltan Chivay. I popujemy siwucha z otchlani tutejszej piwnicy. Wypijmy. której zem nie znal. prowadzil z zona traktiernie w Mariborze z taka kuchnia. panowie .zakasimy swiezo uwedzona sieja schwytana na szarpaka w bezdennej otchlani tutejszego jeziora. a one diablo szybkie.. który w swej chacie ugoscil wedrowców bimbrem z mandragory. ile tylko w ten wór wlazlo. potoczyscie.Zoltan Chivay odchrzaknal. w zaswiatach.Opowiesc! * * * Sieja byla jeszcze ciepla.Yarpen wskazal krzatajacego sie przy piecu karczmarza . . pachnaca dymem olchowych trocin. wiedziec wam trzeba. -Duzo nam ucieklo . Niechaj maja tam. kombinowalismy z Zoltanem. ze Jaskier nie wytrzymal i wtracal sie co i rusz.

zwazywszy koniecznosc zonglerki dziwacznymi kleszczykami i wi delkami. a po nim ogromny drewniany talerz. Jedli. na którym na podsciólce z lisc i chrzanu lezaly slimaki. Jaskier.powiedzial. ze Wirsing piecze druga porcje.. * * * Yarpen Zigrin niechetnie machnal reka. Dwa mlode kotki mialy dzika ucieche. Zapach plynacy z kuchni dowodzil.w zasadzie nic nowego. Posilek byl wykwintnie smaczny i przy t ym niezwykle zabawny. wysysajac skorupke . mlaskali. gdy jeden z drugim slimak wyprysnal sie z kleszczyków. ale zdawal sobie sprawe. tu rlajac i goniac po podlodze puste skorupki. -U mnie . Troche sie powojowalo. Ger alt i krasnoludy ostro wzieli sie za jedzenie. Bede robil ka riere w . Kleli pogodnie. Troche sie porzadzilo. skwierczace i pryskajace czosnkowym maslem. chwytali na chleb wyciekajace maslo.i pachnacego chleba.. ze wiedzmin nie odpusci. bo mnie podstaroscim wybrali.

Gnom ma klienteli od choler y. Ja hemernie parowo-wodna zakladam. Yarpen i Zoltan ryczeli ze smiechu. gestykulujac trzymanym w szczypcach slimakiem do polityki smykalki nie mam. Dlatego tez i my nasza hamernie zamierzamy w Novigradzie uruchomic.rzekl na koniec Yarpen Zigrin. I udalo mu sie. to dziala. bo Wirsing juz niesie druga miche! * * * Krasnoludy. nie oprze sie woli baby. -Tak. . Kilka swietnyc h przykladów slusznosci tego porzekadla zebralo sie dzis za jednym stolem.W Mahakamie za duza konkurencja. . albowiem ja. brrylanty". A Percival Schuttenbach? -Gnom? O. -Breckenriggs! . co tam u niego nowego. Nic ci nie pomoze. Chytrek. . Zoltan Ch ivay.rzekl Zoltan Chivay. ze sie zeni. Latwo sie wybic. Pamietasz ich. jak to ksiazecy romans Jaskra skonczyl sie na szafocie. bo we wrzesniu. do diaska. Bacz. .skorygowal dobitnie Zoltan.powiedzial Yarpen. Pod Mayena. -Szkoda chlopa. I zaplutym karlem nazywac. dosc o tym. wyszczerzywszy zeby. do spólki z Figgsem Merluzzo i Munro Bruysem. niby ze mu religia wojowac zabrania. marszczac brew. gdy mam czegos dosc. zapomnial dodac. Ach. -Regan tez. tak .Jak mówi stara piosenka: chlop. I za duzo polityków. Figgsa i Bruysa? -Nie tylko ich. Bedziesz pariasem w tym twoim Novigradzie. pelne rece roboty i nabita kase. Opowiadajac. od zaciagu sie wykrecil. zes kombatant. I wyobraz sobie. -Yazon Varda polegl pod Jaruga . -Beda ci ludzie drzwi gównem mazac . -Jakos bedzie . Napijmy sie. wiedzminie. dosc. Za Caleba Strattona.Kamieniami w okna miotac. -Tez.. odkupil ode mnie papuge.Calkiem glupio.Ja tam . popusciwszy pasów. Geralt pokrecil glowa. -Za Regana Dahlberga . napijmy sie! I pospieszmy sie z tymi slimakami. ze on caly panteon bogów i bogin oddalby z a marynowanego sledzia. Wiesz.poinformowal sucho Zoltan. pochmurniejac. chlopaki. potr afie . Wkrótce. Sama zostala stara Dahlbergowa. jakimis prastarymi gnomimi prawami sie zaslaniajac. zes sie za nich bil. Zigrin. to jest Novigrad! Tam pieniadz na ulicach l ezy. tak. ten ma sie dobrze. Poeta udawal urazonego i nie komentowal. Feldmarszalka Dude. wyuczywszy wolac : "Brrrylanty. Teraz ma warsztat jubilerski w Novigradzie.. w jednej z ostatnich potyczek. . .Zaczynam miec dosc poprawiania ci wymowy. Za Yazona Varde.polityce. Szczesliwa wybranka nazywa sie Eudora Brekekeks. A w polityce duren na lapow niku i zlodziejem pogania. W kazdym innym interesie duza konkurencja. Tak. wysluchaly opowiesci Geralta o tym. zeby daleko nie szukac. i zrobil z ptaka zywa reklame.rzekl wesolo Zoltan.dodal Yarpen. choc wszyscy przecie wiedzieli. co w reku lamie sztaby.

Yarpen parsknal. -Proponuje . z nana ogólowi jak Yennefer z Vengerbergu. Ale on nie ma. co bedzie? W takich. najspokojniejsze. Geralt udawal zajetego slimakiem.podjal .kontynuowal Yarpen Zigrin . A wszystko to dany wiedzmin robi dlatego. I zeby to jeszcze dany wiedzmin cos z tego mia l. -Nie ustalono jeszcze co.pozwala jej odjechac. rozumie sie. jak i czy w ogóle . jak tu slusznie ktos zauwazy l. kurwa.baknal Zoltan. Wiedzmin wszystko i zawsze robi tak. ze ta k chce pewna kobieta. czasach? -Drugi przyklad babskiej wszechmocy . wiedzmin. ale cz y to mozna wiedziec. najwyrazniej skonfundowany.Geralt z przemilym usmiechem wzniósl kubek . -O.przypieprzyc! -Gdzie slub? I kiedy dokladnie? . gdzie. to . czasu nie sa.Pytam. zagladnalwszy po skonczonej potrzebie d o nocnika: "Rozum nie jest w stanie tego ogarnac". godzi sie na ponowne rozstanie. jak chce tego owa kobieta. Zostawia ja znowu sama.to Geralt z Rivii. . Niby jestesmy z Eudora po slowie. chociaz. jak mawial król Dezmod.powiedzieli w duecie Jaskier i Zoltan.Yarpen uprzedza fakty. bo moze zajrzymy. .napic sie i zmienic temat.pojednawczo wpadl w slowo Jaskier. kurwa. -Odzyskawszy oto cudem swoja Ciri . to. Jesli zaprosisz. . Zaiste.

Tam bowiem. Nie zapomnial tez. co Lad zbuduje. Albo sen.Yarpen Zigrin siadl wygodniej. Yarpen Zigrin pogladzil brode zatluszczona wycieklym ze slimaków czosnkowoziolowym maslem. przeciw której wystapic musial wiedzmin. Kazdego cos kiedys wkurzylo. nie ostoi sie. a le czy ma jakies zastosowanie praktyczne?" -Racja istnienia . splótl dlonie na brzuchu. . tak go nalezy oceniac. owe traktaty zawierajac. -I co z tego? . Biesiadnicy nasycili sie j uz nieco jadlem. kazdy kiedys na krócej lub dluzej straci l apetyt.* * * Wirsing wzniósl na stól trzecia. Bo i nie ma wiecej. I tak nalezy na ów postep patrzec.wiedzmin nie usmiechnal sie . I tak bywac bedzie. Tak bywalo. jest slonina. . sa nózki w galarecie.Nie tylko. Jest golonka. z którym walczylem . ja k i z tych skorup tutaj. zar ciepla. jako zywo z tego nie wycisniesz. Jest kielbasa.rzekl wreszcie . Swiatelko ma drosci i plomyk nadziei. Slowem.powtórzyl wiedzmin . z e wszedzie nasrane. * * * -Zlo.domyslil sie Zoltan Chivay. mutant równie morderczy i równie chaotyczny jak samo Zlo. ze toasty wznoszono nieco czesciej. . A w ciemnos ci beda kly. Nic tez dziwnego. zgasna. -Widzial wypedzonych na poludnie osadników . jak rzekla mlodziutka Cerro do króla Vridanka na ich pierwszej schadzce: "Niebrzydka rzecz. patrzac na wiedzmina spod krzaczastych brwi. wiedzminie . by zaklócic Lad.Ale.Kazdy cos widzial. Z faktu istnienia tego stada wyplywaja rozlicznie korzysci. runie. o chlebie i gorzalce. wszystko. Wiecej filozofii.dodal powaznie Jaskier. dzialan obliczonych na to. wiedzminie. .. -I nie tylko .jest jak stado swin. ze do dyskursu coraz czesciej i gesciej zakradala sie filozofia. Dzis Zlo rzadzi sie prawami .bo prawa mu przysluguja. a potem czwarta miche slimaków winniczków. Bedzie ciemno. .przyznal. co tobie nie po mysli? Zmiany. Przestalo byc slepa i zyw iolowa sila. Tak bywa. -Postep . bo pomyslano o nim. -Bardzo to ladnie powiedziane. sa korzysci! Nie ma co tedy nosem krecic. ma sie rozumiec. pazury i krew. miast rozblyskac. Co tobie nie w smak. Dziala w mysl zawartych traktatów pokojowych. Zlo przestalo byc chaotyczne.i racja bytu wiedzminów zostaly zachwiane. nic tedy dziwnego. Lad zapanowac nie moze. gdzie szerzy sie Zlo. Jak stado swin lazacych po gumnie i obejsciu. Yarpen milczal dlugo. którym ulega swiat? Rozwój? Postep? -Moze.bylo przejawem dzialan Chaosu. albowiem walka Dobra ze Zlem toczy sie teraz na innym polu bitwy i zu pelnie inaczej jest prowadzona.

powiedzial wsród ciszy Yarpen Zigrin . na dluzsza mete. rozwazajac w duszach i sumieniach rózne wazne rzeczy i sprawy.powiedzial . rozjasnial mroki. Nikt nie zaprotestowal * * * -Postep .rzekl wreszcie Jaskier. -Ciemnosc. -Zaczac sie przekwalifikowywac? To miales na mysli? -Calkiem nie to. Przechodze w stan spoczynku. Skonczylem z wiedzminstwem. Najwyzszy czas zaczac. Mnie wiedzminstwo juz nie interesuje.bedzie. zapatrzony w okno. Do walki z czyms takim trzeba wyszkolic calkiem innych wiedzminów. usmiechnal sie do wlasnych mysli i marzen. nie materii. Ciemnosc ustapi przed swiatlem.Wszyscy milczeli czas jakis.to stan ducha. . I na pewno ni e bez walki. Geralt. -Trzeba sie napic . -Akurat! -Mówie najzupelniej powaznie. o której mówisz . Ale nie od razu.

Zdradza inne objawy paranoi? -Dobra. duzo z nim przestajesz. Nie pozyczalem ci go. Zwracam ci go z podziekowaniem i poklonem. . Podarunki. jak latwo zauwazyc. takich glodn ych kawalków. -Yennefer i Ciri . Jaskier.Miecz jest twój. chocbys zeby rwal. Nawet jesli ten ktos placi.Nalej mu wódki. wezmy.. dla którego zabawa bez bólu t o zadna zabawa. gdy wsród uczty goscie nagle zaczeli siniec i umierac. ze glupota jest sikanie pod wiatr.. I nic do tego nie ma filo zofia egzystencjalna. Zoltanie Chivay. nie widze cie w roli.. b ajac o tym. -Milcz. -Zauwazylem . ale doszedlem do wniosku. gdy przylapano go na oszukiwaniu w karty. Posluzyl. jak powiedzial król Dezmod. ze to.westchnal krasnolud.maja cos wspólnego z twoja decyzja? -Wiele. Nie uwierzycie. ty z nim podrózujes z. pozwól! Oto miecz mahakamski sihill z kuzni samego Rhundurina. -Skonczyl z wiedzminstwem . . jak ty. Doszedlem do wniosku. starym wilkom. ze swiat jest be. -Oto twój sihill. . cóz jednak.powtórzyl Yarpen. stare wilki. Ale podejrzewac mozna najgorsze. Choc nijak. -Tedy wszystko jasne .. Nie bedzie mi juz potrzebny.Zapadla dluga cisza. .Z jednej strony. I odbieral zycie. jak powiedzial król Dezmod. wiedzmin niepotrzebny.. co o tym myslec..Ha! Sam nie wiem.kiwnal glowa Jaskier.spytal po malej chwili Yarpen . Jestes wiedzminem i bedziesz nim. .Pewnie zdziwi to was. jeno my. Nie nam. Z drugiej. ani zadna inna z twoich czarodziejskich konkubin. Jaskier. ze ty jestes natura gleboka i dusza wyniosla. Byl to podarek. Chivay. przymocuj nad kominem. nie siedzi ani Yennefer. co prawda. ale wlasna skóra stala mi sie nagle nad wyraz mila . takieg o plantatora kapusty. ale nie pieprz. gdy mu w szybie kopalni oskard spadl na glowe. -Wiedzminie. -Nie ma drugiej. wierne obyczajowi swego gatunku.. to madre. lecz podarowalem. darowujacemu przyjac zwrotu nie wolno. Powiedzialem. jak masz zamiar urzadzic sobie byt doczesny. stare wilki..zaprzeczyl lagodnie Geralt. -Nie. Zwracam ci twój miecz. ze miecz niepotrzebny. nie bede . . bo w audytorium. dobra . bo gada jak stary Schrader. ze s io. -Akurat . A teraz do czynów. które pod stolem drapaly sie i gryzly. Ratowal zycie. . co mi alem do powiedzenia. bardzo cie prosze. Niech tu w zimowe wieczory plyna opowiesc . Zdjal miecz z oparcia krzesla. wybór trzeba uszanowac. Pr zemianuj karczme na "Pod Wiedzminskim Mieczem". zamierzasz sie sustentowac. przerywana wscieklym miauczeniem kotków.powtórzyl wreszcie przeciagle Yarpen Zigrin. Geralt.Zarty na bok. ze glupota byloby zarazac ja w cudzej obronie. Obdarowany go nie c hce. profesjonal od miecza. . ja wiem. Pomógl.krasnolud uniósl rece w obronnym gescie. Wez go wiec ty.Nie bardzo wiem. Ze glupota j est nadstawiac karku za kogos. Gospodarzu.Geralt mial twarz kamienna.

Niechaj ten miecz nasta ja sluchaczy i zsyla natchnienie bajarzom. Bedzie coraz jasniej. Z nie mniejszym dostojenstwem. przybierajacy na si le jak . ze w tej ciemnosci cos czyha.bedzie rozjasnial mroki.i o skarbach i potworach. dupa od stania. gniewny. byc moze. ze ich uwadze umknal rosnacy nagle szum i halas miasta. A teraz nalejcie mi. bo od tego ów postep jest. zlowrogi. mord i krew. Yarpen Zigrin odchrzaknal. i taki dzien. co raz mniej bedziemy bali sie ciemnosci i zaczajonego w niej Zla. Nazywac dziecinnymi. I zawsze bedzie w ciemnosci Zlo. nie przymierzajac. Spojrzano sobie w oczy i wypito. albowiem bede mówil dalej. o smierci. upewnil sie. zawsze bedzie istniala ciemnosc. pograzeni w myslach tak gleboko. O wielki ej milosci i o niezlomnej przyjazni. O odwadze i o honorze. o krwawej wojnie i zacieklych walkach. powiódl wzrokiem po sluchaczach. Przyjdzie. panowie. bede wyglaszal glebokie prawdy i rózne filozofie. czy aby sa dostatecznie skupieni i dostojni.przemówil z namaszczeniem . w to oto n aczynie wódki. * * * Siedzieli w zadumie i milczeniu. Bedziemy takie leki wysmiewac. Gorzalke rozlano do kubków w ciszy i dostojenstwie. w tym egzystencjalne. zawsze beda w ciemnosci kly i pazury. kiedy w ogóle przestaniemy wierzyc. jak ta. Wstydzic sie ich! Ale zawsze. I zawsze beda potrzebni wiedzmini. -Postep .

zabite zostaly sto osiemdziesiat cztery osoby. nie wiedziec skad? I znikneli potem nie wiad omo gdzie? Dlaczego wojsko interweniowalo tak pózno? I z poczatku tak opieszale? . jezeli w ciagu kilku minut od zaj sc na bazarze zjawily sie na ulicach wozy. wskazal reka w strone sródmiescia. ze uzyl wobec niej przemocy. Ale byli tacy. a blisko polowe ofiar stanowily kobiety i dzieci. Mówiono. druga. zrodzona przez wzajemna wrogosc i niechec ludzi. sierote wojenna.poradzil Zoltan Chivay. jak cichutkim i pustym nadjeziornym bulwarem przemknela jedna. * * * Potem mówiono. nadal nie mogac zlapac tchu. Gdzie tu spontanicznosc. -Wez gleboki wdech . .uniósl glowe Yarpen Zigrin. Krasnolud. Taka tez wersje wypadków podaje w swej pracy profesor Emmerich Gottschalk z Oxenfurtu. lecz krasnoludy zaatakowaly pierwsze. byli ludzie. jezeli prowodyrami motlochu. W ciagu niecalej godziny. Gdy zas w obronie szlach cianki staneli jej przyjaciele. którzy mówili co innego. gdy nad miastem eksplodowal ryk. Oczy mial dzikie. która w mgnieniu oka objela caly bazar. ze to nie ludzie. Ze krasnoludzki przekupien obrazil mloda szlachcianke Nad ie Esposito. kra snoludów i elfów. a pot em walki. drzwi zajazdu "U Wirsinga" rozwarly sie z trzaskiem i do wnetrza wpadl maly krasnolud.I gadaj.buczenie rozdraznionych os. krasnolud skrzyknal swych rodaków. z których ludziom zaczeto rozdawac bron? Gdzi e tu nagly a sluszny gniew. ze tragiczne wypadki w Rivii byly wydarzeniem absolutnie przypadkowym. gdzie tu raptowna i nieprzewidywalna eksplozja. W momencie. pytali. tymi najbardziej widocznymi i aktywnymi w czasie masakry. w czym rzecz. od incydentu na bazarze do interwencji magów. ze z ich strony wyszla agresja. a którzy przybyli do Rivii na kilka dni przed zajsciami. Doszlo do bitki. trzecia postac. w zma sowany atak ludnosci na zajmowana przez nieludzi czesc podgrodzia i dzielnice Wiazowo. Ledwie zauwazyli. których nikt nie znal. -Co jest? . Walka przerodzila sie w rzez. nagla i niemozliwa do przewidzeni a eksplozja slusznego gniewu. ze byla to reakcja spontaniczna. czerwony z wysilku i z trudem lapiacy powietrze.

. Jaskier tez byl blady. Krasnoludy zeszly do loszku.Ja nie moge. Wsród powaznych naukowych glosów zupelnie zagubila sie nader smiala teoria pewnego mlodego i ekscentrycznego magistra. by oczernic ludzi. . Chcesz by owdowiala przed slubem? Argument podzialal. W bezforemnym i jednostajnym do niedawna ryku. ze wszystko to uknuly same krasnolud y do spólki z elfami. brutalne chams two i doglebnie zbydlecenie. Ze same sie pozabijaly. jaki ich dolatywal. ze w Rivii do glosu doszly nie zadne spiski i tajemne sprzysiezenia. który .Jesli ich tam znajda. . . Takie. ksenofobia.. na dzwiek których wlosy podnosily sie na glowie. zwykle blady.steknal Zoltan. Geralt i Jaskier zakryli wejsci e slomiana rogózka.twierdz il. Pomysl o Eudorze Brekekeks. lecz zwycza jne i jakze powszechne cechy miejscowej ludnosci: ciemnota.powtórzyl wiedzmin. patrzac na wejscie do piwnicy. zabrzmialy indywidualne nuty.dopóki go nie uciszono .. a byli i tacy.Jeszcze inni naukowcy doszukiwali sie rivskich zajsciach nilfgaardzkich prowokacji. którzy twierdzili. A potem sprawa znudzila sie wszystkim i przestano o niej mówic w ogóle. -Widzialem pogrom w Mariborze . teraz byl bialy.. a niepokojem nasluchujac zblizajacego sie szybko ryku i wrzasku tluszczy. -Idz do kuchni. * * * -Do piwnicy! . ... Geralt niespecjalnie mu sie dziwil.Krasnoludy do piwnicy! Bez glupiej bohaterszcz yzny! -Wiedzminie . Tam gina moi bracia. sciskajac stylisko topora. Wirsing.wydukal. -Do piwnicy. Jak twaróg.

. -Dobra .rozczochrany mlodzik o oszalalych oczach padl przed nim na kolana. rozerwano na sztuki. Wstal. Chcial ich tylko porzadnie pokaleczyc. jak zaczynaja drzec mu rece. a z ganku juz skoczyl. -Elf! Elf! ..Ja jestem troche podobny do elfa. to juz naprawde ostatni raz! Wyszedl na ganek.powiedzial wiedzmin.Ale to juz ostatni raz! Niech mnie szlag.. -Geralt. Nad dachami wykwitly kleby dymu. dziecko.krasnolud i dwie kobiety . Czesc skrecila w strone oberzy.Pomiluj! . W tym wyscigu zadza mordu wygrywala. Szybko. ostro kotlujac wode. I poszedl w tlum. -Nie badz glupi. jak rozczochrany sie zrywa. Zawirowal. Wkrecil sie w tlum jak wegorz. kolejnym s zerokim cieciem wywolujac wrzaski bólu i fontanny krwi. Nastepnemu odrabal reke wczepiona we wlosy drugiej niewiasty. Za nimi gnal ryczac y tlum.wyjeczal poeta. Nie chcial ich zabijac. odrabujac mu palce. Wypatrzyl tego. Troje . zolnierza chyba. ale ja elfa nie przypominam z zadnej strony. zobaczyl. zwijajac sie w pólobrotach. na wprost. Kopiacych przewróconego krasnoluda zasiekl d woma szybkimi. szybkim cieciem rozplatal draba w murarskim kitlu. Cial celowo szeroko. w kilka chwil zmieniono w krwawa bezksztaltna mase. Jednego krasnoluda doslownie rozszarpano. skosnymi cieciami. miecz kuty w Mahakamie. . Czujac na sobie przerazone oczy Jaskra i Wirsinga. bo w brygantynie i wysokich butach. Geralt cial wzdluz drzewca. przeznaczony do ciosu impet wykorzystujac na obrót. który krzyczal. Reszta sie rozbiegla. zamierzajacego sie na kobiete kielnia. .zajeczal rozdzierajaco poeta.Zabic elfa! Przesada. zmiazdzono uderzeniami obcasów. na ploso. wstrzymal reke i miecz. ze takie ciecia sa bardziej krwawe i bardziej spektakularne. Jaskier moze. Geralt wzial gleboki wdech. . Dwóch bez zastanowienia skoczylo do jeziora i zaczelo plynac. Wrzask mordowanych zaswidrowal w uszach. zadzwonil kolorowanymi szybkami w oknac h zajazdu.-Geralt . pomyslal. zdjal z pólki nad kominem sihill.ucieklo wprost ku oberzy. Drugiego. Krasnoludy. Byla szybsza od krasnoludów. Katem oka zobaczyl. Plci obojga. Oszczedz! Geralt oszczedzil.wiedzac. idac ku wyjsciu.. zwyczajnie rozdepta no. Z uliczki wypadla tluszcza. Kobie te zadzgano widlami i spisami. przewróconego na ziemie. .rozdarl sie dziko ktos z tluszczy. w kuzni samego Rhundurina. . Geralt poczul. którego bronila do konca. A z uliczki wypadli zbiegowie. Zolnierz zastawil sie trzymanym oburacz oszczepem. pozornie bezladnie .

jesli dziewczynie cos sie stalo. . * * * Ogien w palenisku ogromnego komina wygasl. ..odezwal sie skryty w cieniu Vesemir.No pewnie. nie be dzie w ogóle pamietala. wstal.Eskel nie wytrzymal. . -No pewnie . -Psiakrew! . Wiejacy o d gór wicher swiszczal w szczelinach murów. durniu! Nie chce slyszec twego glosu! Powiadam ci. Wiedzminskiego Siedliszcza.sapnal Vesemir. Obudzi sie troche obolala. co sie stalo. . otworzyl kredens. Milczeli dlugo. Na ulamek sekundy ugrzazl w tlumie. O transie. jasne! Utopcie wasza glupote w gorzale. zasluchani w wycie wichury.. Gleboko i zdrowo. -Ma sie juz dobrze .. i to wszystko. wdzierajac sie przez nieszczelne okiennice Kaer Morhen. by wywinac sie w odwrotny unik.baknal Lambert.co trzyma w rekach. Ale ugrzazl w tlumi e. w halli zrobilo sie ciemno...przerwal miekko Coën. -Bylescie wy pamietali .Radzila juz sobie na grzebieniu.Spi spokojnie. Zlamal obrót. .powiedzieli jednym glosem Coën i Geralt. Mógl tylko spojrzec na lecace ku niemu trójzebne ostrze widel. .. -Zamknij jadaczke. Glupcy cholerni! -To byl wypadek. wyl.Kapusciane lby! Nalej i mnie. o tym. . Eskel."Mewa" czy wódka? -Wódka .

Albo ropna zgorzel od zepsutych zebów .nie kpilbym sobie z tej sprawy. Obu nas zabija zeby. Otaczajace go dzwieki nabraly poglosu i echa. zapatrzony w zar. Tyle ze nam przeciez nie psuja sie zeby. co mówila . puscil stylisko. -A ja . upadly na bruk. -Ale po raz pierwszy mówila artykulowanie. * * * Mialo sie na poludnie. zgial sie. jesli ta wieszczba jest prawdziwie wieszcza.Slowo w slowo. gdy w dole.kiwnal glowa Eskel.powiedzial wreszcie Eskel. Wirsingiem z tasakiem od miesa i Jaskrem zbrojnym w miotl e. Wicher wyl i gwizdal w murach Kaer Morhen. byl taki: ja i Coën umrzemy. Ale widzial.-Trzeba kogos wezwac . jak gdyby mial glowe pod woda. wbite w jego brzuch trójzebne widl y przewazyly go. Zeby beda nasza zguba. * * * Rozczochrany mlodzik. wykoncza jakies wyjatkowo szczerbate monstra.rozkazal Vesemir. w perspektywie goscinca. z zaklócona perspektywa i zupelnie falszy wa geometria. Kazdego z nas moga w kazdej chwili zgubic zeby. co zrobil. chcial krzyknac. . -Jest dosc prawdopodobne . gdy czarodziejki dotarly do Rivii. same wysunely sie z ciala. dokad? Wystarczy. . -Powtórzcie mi jeszcze raz.. Ale nie mógl krzyknac. Geralt chcial wstac z kolan. . wiedzmin wbrew woli zakrzyczal z bólu. Krew polala sie z szumem i pluskiem godnym wodospadu. . Mnie trzy. -To juz trzeci trans. Glos zdlawila fala krwi. co dzieje sie z ta dziewczyna..powiedzial Geralt. Wiedzmini milczeli. jak tlum pierzcha. Zamiast tego przewrócil sie na bok. nie jest normalne. a gdy upadl na kolana.A sens. ze to ja zawsze sikam pod wiatr. Was dwu jednak. pozornie powazny.prychnal Lambert . lustrzanie zablysla tafla jeziora Loc Eskalott. slyszal je tak. -Nie da sie slowo w slowo .powiedzial Vesemir . . jesli ma sens szukanie w tym sensu.ze zostaniemy zagryzieni. czerwone dachówki zamku i dachy grodu. jak gdyby przerazony tym.Trzeba tu sciagnac jakas magiczke. Widzial tez niewyraznie. jednym zamachem wychylajac pucharek. To. Widzial jak czmych przed odsiecza. Stójcie. Przed Zoltane m i Yarpenem z toporami. Jego dwa.

pózniej zadbam. by tobie dawac sposobnosc. Triss Merigold westchnela niezauwazalnie.powiedziala butnie Ciri. sprawdz. To znaczy. Ale dz isiaj . to dojechalysmy . Triss . zg odzilam sie. a jemu pokuse.-No. Triss odwrócila twarz.nie rumien sie. tym silniejsze. gwizdnela na Kelpie i pogalopow ala goscincem. Triss. jak to sie przedziwnie losy plota.Rivia! Ha. czy cie tam nie ma. Ciri. Myslisz. . zdecydowana nie prowokowac i nie dawac pretekstu.Nie jestem ani tak szlachetna. Ciri. bys pojechala z nami? Na omdlewajaco rozkoszne spotkanie z niegdysiejszym ukochanym? Ciri. byscie oboje nie mieli pokus ni okazji. -Ty. myslala . nie rozmowa .powtórzyla zjadliwie Yennefer . . dzisiaj.Jakiez to dziwne dzwieki unosza twa piers dziewicza.podjela Yennefer. prosze . ale pod groznym fiolkowym spojrzeniem skapitulowala natychmiast. prosilam. ani tak glupia.stwierdzila fakt Yennefer. Nie liczyla na efekt. Triss . -Prosze. pojedz do przodu. zmusila Kelpie do tanczenia i drobienia kopytami. im bardziej zblizaly sie do Rivii. od dluzszego czasu bardzo podniecona. ze to bylo niezauwazalnie. nie slin sie i wierc pupka w siodle. . Od dluzszego czasu wyczuwala w Yennefer zlosc i agresje. ze dlaczego uleglam twojej prosbie.Yennefer pokosila na nia oczy. pojedz nieco do przodu! Daj nam porozmawiac! -To jest monolog. -Nie jedziesz na spotkanie z kochankiem. nie wzdychaj. Ty lko tej jeden raz.

sciekajaca po jej dloni. bede sluchala twoich kulawych przeprosin i usprawiedli wien. .Geralt! -Ciri? CO z toba? Ciri uniosla reke. wzmagal sie kontrapunktowany pojedynczymi wysokimi wrzaskami. co. ze cos sie swieci. klebami buchnal dym. Mialy dosc przytomnosci umyslu. pedzaca ku nim na zlamanie karku. Yennefer chlasnela konia nahajka.nie odmówie sobie slodkiej i perwersyjnej przyjemnosci. Al e . -Kolo sie zamknelo .. Od zaraz . zamykajac oczy. owszem . cholera. -Za to. Ale na pewno nie bedzie sie znecal.. . mam ochote chwycic cie za te ryze kudly. Zanim jeszcze Cir i do nich dojechala. Uszu czarodziejek dobiegl krzyk. . -Spróbuj tylko! . -Moze . -Wiedzialam . Zwlaszcza jesli ty sie o to postarasz. Ale jedno musze ci powiedziec.warknela. dzieje? . strzelily nagle czerwone jezory plomienia. masz przestac zachwycac sie jego szlachetnym charakterem. . bo faktycznie zawinilam. ze bedziesz sie mscic. Nie licz za bardzo na to omdlewanie. Kr zyk rósl. w chmurze i kurzawie..Moze i nie wybaczy. On umie wybaczac. co zrobiono Ciri. a waz Urobos zatopil zeby we wlasnym ogonie. Yennefer..Ale on nigdy nie wybaczy ci tego. mój i tylko mój! Rozumiesz? Masz przestac o nim mówic. zaplasal tak gwaltownie. która odegral as.Najazd? Pozar? -Geralt.. On wie o roli. I mnie. jak buczenie rozzloszczonych trzmieli. A ja bede patrzyla na twoje drz ace wargi i dygoczace dlonie. I od razu zobaczyly..powiedziala dziewczyna. Triss? Bede omdlewala z rozkoszy. -Co sie tam. by natychmiast wlasne konie zmusic do galopu. I podziekuje ci za to swoim slynnym spojrzeniem. malpo. . Do tego sie nie znizy. od natychmiast! Och. co zrobiono jemu. .Wiecej pokory.burknela Triss .ze nie zapomnisz mi.zmruzyla oczy Yennefer. Umilkly. I od razu wiedzialy. dziewczyna obrócila Kelpie i momentalnie poszla w cwal.Triss przelknela sline. masz przestac o nim myslec. robiac sie biala jak welinowy papier. Godze sie na to. widzac Ciri.Tylko spróbuj. -Dosc tej dyskusji! .Yennefer stanela w strzemionach.. I wiesz co.. Linia zycia. a czarodziejki zobaczyly krew.Zranil mnie ciern rózy z Shaerrawedd. Ponad strzechy bliskiego juz podgrodzia. .wrzasnela Triss. Jade. ponad dachówki i kominy grodu. ty arogancka szantrapo! To jest mój mezczyzna. skoczyl. Geralt! Jad e do ciebie! Nie zostawie cie samego! Nim którakolwiek z czarodziejek zdolala zaprotestowac. daleki jak brzeczenie natretnych much. .jeknela nagle Ciri. a oczy ci wydrapie! Ja. ze czarodziejka zachwiala sie z siodle. Kon zarzal.

ze nie dogoni je j. ryk rósl. jak na d wyrzucona z okna kobieta zwarla sie cizba. którego kopano i bito kijami. jednemu stracajac plaski kapalin. ze to. przed którymi ona i Triss musialy wryc wierzchowce tak. Spanikowanych. widziala drugiego.krzyknela Yennefer. ku czemu . Widziala lezacego na ziemi krasnoluda. jak zamigotaly wznoszace sie i opadaj ace dragi.Co sie dzieje? -Przeciez wiesz! .i komu . Yennefer w przelocie dostrzegla lezace w rynsztokach ciala.tak gna. lykaja wiatr. lecz pogrom. Nastepna przeszkoda na drodze Kelpie byla grupka zdezorientowanych halabardników. Slyszala krzyki katujacych. . krzyki i wycie katowanych.ich wierzchowce z Kelpie mierzyc sie nie mogly. Kelpie po prostu przes koczyla. kopyta klaczy stracily kilka kapeluszy i czapek. Yennefer! Nim wpadly miedzy budy podgrodzia. byly juz wsród uliczek pelnych rozbieganej i wyjacej tluszczy. zbitych w tlum ludzi. . Widziala. ze dystans miedzy nimi a Ciri zmalal. . co poczula Ciri. by wiedziec. Tlum gestnial. -Co jest? . Wiedziala równierz. ze o malo nie fiknely przez konskie lby. co dzieje sie w Rivii.Pedz. nim mineli ich pierwsi uciekajacy z miasta zbiegowie.zalkala Triss. Yennefer miala juz na tyle jasny obraz sytuacji. Wiedzi ala tez. cwalujac u jej boku. Pozostali az przysiedli ze strachu. widziala t rupy powieszone za nogi na slupach i belkach. -Ciri! Stój! Nie wiedziec kiedy. Czarodziejkim wydawalo sie. którego masamrowano szyjkami stluczonych butelek. Nie bylo szans. to nie pozar i nie najazd wrazych wojsk. których kara klacz potraktowala jak parkan i przeskoczyla.

Upad la na kolana. galki oczne typa pekly. które Triss wczepila jej w reka. ryki i wizgi bólu wybily sie na moment ponad ogólny rwetes i harmider. którzy kopia.. Z jej rozcapierzonych palców strzelil siny i syczacy ogien. nim zdolala wrzasnac. bronily strasonej pozycji. Teraz tez umiera ze strachu. by ja k opnac. zmierza ku samem u jadru. . gdzie szalal mord. Zasmierdzialo palonym miesem. ze Ciri. szarpnela sie. które sa jak z drewna. Ciri wrzasnela. Wargami.. W sam ogien pozarów. torsy i rece otaczajacych ja ludzi. Sciagnieto ja z siodla. Do konca zycia bedzie umierac ze strachu. gotowa palic. tnacy jak bicz twarze.. Yenna. Yennefer wyzwolila sie z ich chwytu z najwyzszym wysilkiem. kajmy. w krzyze.. -Wiedzma! Elfia wiedzma! Czarownica! Nastepny typ skoczyl ku niej ze wzniesiona siekiera. które paralizuje lek. Ktos chwycil ja za ramie.W pelnym galopie wpadly na plac. samemu centrum wydarzen. Krasnoludy i elfy zaciekle bronily zaimprowizowanej barykady. padajac juz i ginac pod na porem walacego sie na nich wyjacego motlochu. Bo ten. których nie zwilza nawet kropelka sliny.. Slyszalam ja mówiaca takim glosem. bedzie umieral ze strachu do konca swoich dni. ku której skrecila. ale jak wielki czarny ptak. kto raz nie zlamie w sobie tchórzostwa. którymi trzesie panika. ale to byla Triss.. Yennefer zorientowala sie. byly jak ze stali. zobaczyla zarosnietego typa w szewskim fartuchu szykujacego sie. niechybnie wiedziona prorocza wizja. Na wzgórzu Sodden. Kelpie wzbila sie i przeleciala nad barykada nie jako kon. Wargami. wrzala walka. Slyszalam ja. Palce. Yennefer miala dosyc takich. tam... I dymu. mówiaca takim glosem. Ucie. Gdy umierala ze strachu. Przeluznilo sie. Bo w ulicy. Yennefer wpadla w tlum. przywarla do konskiej sz yi. Tu bylo az czarno od ludzi. przemknelo przez glowe Yennefer. przewracajac kilka osób. zakipialy i z sykiem wylaly sie na polic zki. wryla konia. Yennefer strzelila mu ognie m prosto w twarz. Dostala czyms w plecy. w tyl glowy. -Uciekajmy stad.

jak bydlo! -To tylko jedna wiedzma. jeknela z bólu. dziewczyno. jak aniol zaglady. potem o winal wszystko czarnym aksamitem.powtórzyla Tissaia de Vries. Drugi rabnal w ramie. niepowazna demonstracja. Cielas dobrze i gleboko. j esli wam skóra mila! Tlum. Trzeci uderzyl prosto w twarz. -Nie udalo sie . Oba przedramiona i przeguby rwaly bólem. Precz! Do pocechuje was ogniem.wrzasnela smagajac motloch plomiennym biczem. Bo chyba warto. a do kamieni! -Smierc nieludziom! Gorze czarownicy! -Na pohybel! Pierwszy kamien swisnal jej kolo ucha. rozburzajac czarne loki. Z zalu. rozpaczliwie. ze sie nie udalo. .powiedziala siedzaca obok lózka Tissaia de Vries. sypiacymi sie z oczu i rak czarodziejki. cofnal sie przez blyskawicami.rozlegl sie z tlumu dzwieczny i metaliczny glos. Yennefer tepo patrzyla w sufit. Yennefer chcialo sie pic. ludzie! . by ktos chocby zwilzyl jej pokryte lepkim nalotem wargi. -Zajme sie toba. Powaznie. A bedzie trzeba nad toba . namacala grube warstwy bandaza. odgradzajacy ja od konia. to uciekaj! . Duma jej nie pozwalala. Gdyby to byly tylko jaselki. gdyby to byla glupia. I z zalu. glucho. * * * Ocknela sie. ze sie nie staralas. . holoto! Z drogi. mialabym dla ciebi e wylacznie pogarde. az sie zatoczyla.Ale nie dlatego.Jedna zatracona elfia guslarka! -Jest sama! Ta druga uciekla! Hej. Pragnela. Siegnela odruchowo. ze to nie sen. Dlatego jestem tu teraz przy tobie. Wygl adala jak wcielona furia. Jeknela znowu. . precz do domów.krzyknela.Schowaj sie za kiecka twojej Lozy! Ja mam czego bronic! Ja Ciri samej nie zostawie! Ani Geralta! Precz. .-Chcesz. Ale nie poprosila. chamy! .Won. Ból najpierw ogniscie eksplodowal w oczach. dziatki. -Nie udalo sie . Yennefer szarpnela glowa. karzacy aniol zaglady z ognistym mieczem. Ale ty cielas gleboko.

delikatnie dotykajac jej wlosów. Rzucimy na nich Piorun Alzura. surowy nawet.Triss na moment przerwala inkantacje.. poprzecinalas sobie sciegna. Tnac zyly. dziewczyno. -Zabija nas . Gdy nadejdzie. powazny. Wyplacz sie ostatni raz.Teleportuj nas stad! -Nie. z wysokosci kopijniczego siodla okladajacego tlum bykowcem. I bardzo zimny. Yennefer. Niedaleko nich po bruku dzwonily podkute kopyta. stanela na szczycie kupy smieci. Ciskane przez motloch kamienie bezsilnie odbijaly sie od zbroi i przylbicy. wciagnalwszy Yennefer. I zabijemy z pieciu. Wyplacz sie.. Ja nie uciekne. nie zemdleje ze strachu jak pod Sodden. A rece czarodziejki to wazne instrumenty. wzniosla do góry rece. Tak przen ikliwie. wyplula krew. Bez swiadków.Jeszcze nie nadszedl twój czas. Nie schowam sie za kiecka Lozy. poznala po zapachu jej perfum. wibrowal wrzask.popracowac. . pomyslala Yennefer. -Bedziesz zyla . w zalomie omszalych murów pietrzyla sie wielka kupa kompostu. Mozna powiedziec.. Yennefer czula.. -Nie. ale i wyleczyc rece. Triss. -A teraz. Przynajmniej jeden przedni zab byl ulamany lub wybity.. Po czym reszta nas rozszarpie.. byla to Triss. . ciskal sie. -Pomóz mi . . Byla to okazala kupa. ze tlum scichl na ulamek sekundy. charknela. a wykrzyknela je z prawdziwa wsciekloscia. Ktos ciagnal ja po ziemi. Zwalono go na ziemie. .Jak amen.. Wilgoc na ustach. w bialej jace z czerwona krok wia.. Potem juz nie wolno bed zie ci plakac.powtórzyla Tissaia de Vries. Woda. Placz. Kon rzal. Yennefer. Yennefer zobaczyla jezdzca w pelnej zbroi. zakryl ruchliwa warstwa. Yennefer chciwie ssala wilgoc z owinietego mokrym bandarzem patyczka. * * * Oprzytomniala.Pomóz mi. trzeba bedzie. Ja juz zlamalam! Blisko wylotu uliczki. Yennefer. wierzgal. -Zabija nas.Yennefer splunela krwia. gnoju i odpadków..glos Tissai byl rzeczowy. Nie ma paskudniejszego widoku niz placzaca czarodziejka. oj. I nie bój sie. Ale . ze straszliwym hukiem. przypomnisz sobie ten dzien.wybelkotala. a ja nikomu nie powi em. motloch wpelznal na niego jak wszy. Bede musiala nie tylko wyprostowac ci kregoslup i lopatke. -Zajme sie toba . Tlumowi udalo sie wreszcie scisnac i unieruchomic rycerza i jego konia. Wykrzyknela zaklecie. ze zamiast górnej wargi ma wielki kartofel. bolesnie kaleczyl jezyk.glos Triss byl bardzo spokojny.. Jestesmy tu same. -Triss. Ja zlamie to w sobie. . Nikt nie zobaczy. Yennefer . wzgórze.

Jesli ty nie uciekasz. -Jej . bo po Triss Merigold nikom u nie . nad miastem zaklebily sie chmury. skoncentrowac resztke sil na jakims innym zakleciu . Tuz obok skroni Triss przelecial cisniety oszczep. Krzyczaly we dwie. nasz czar w ogóle nie dziala.powtórzyla Nimue. Tlum przez chwile gapil sie na nie. Zrobilo sie diabelnie mroczno. pomyslala Yennefer. I powialo zimnem. zdolnym albo teleportowac je obie. Nie mamy szans. Ale okazalo sie. ze nie ma potrzeby.steknela Yennefer.W zasadzie nielegalnie uzywa sie tej nazwy..chocby tylko na ulamek sekundy .czyms nieprzyjemnym. zesmy narozrabialy. Niebo sciemnialo nagle. To w ogóle nie dziala. jak uciekam ja.dobrze. jak sie twierdzi. Byla gotowa przerwac zaspiew. jak Piorun Alzura. czar nigdy nie byl rejestrowany. Wlaczyla sie do inkantacji. by wyskandowac cos tak skomplikowanego. Wokól czarodziejek znowu zaswiszczaly kamienie. Triss nawet nie drgnela.Zdaje sie. nie zobaczysz. Alzur. A my piszczymy i belkoczemy. . pla czemy slowa i melodyke. Triss. albo poczestowac szarzujacy motloch .. . jak chcesz. ale rychlo ochlonal. mial glos jak dzwon i dykcje oratora. * * * -Niszczace Gradobicie Merigold .

przykladów mestwa i odwagi czcigodnej Triss nie brakuje.trudno akurat uwierzyc. przeciagle. Triss! Z klebiacej sie nad Rivia czarnej chmury momentalnie runal na miasto grad. ze Triss nie byl a sama na Rivskim Wzgórzu.to nie przetrwal w wizji artysty. narobilo sie . Wiedziala. -W to . Yennefer poz . ze tego. która musi sie przesil ic. -Jesli ktokolwiek byl tam z Triss . Z prozaicznych powodów. Z gardla Triss wyrwalo sie cos. ostre jak nóz wzgórze na tle podswietlonych. strome. Blysnelo slonce. raptownie huknal grom. ze caly placyk momentalnie pokryla gruba ich warstwa. Niebo przejasnialo nieco. wokól lecialy drobiny rozpryskujacych sie gradzin. Nimue patrzyla na akwarele przedstawiajaca czarne.udalo sie go powtórzyc. Taka miala przynajmniej nadzieje. ni to sz loch. ze dygotala i grozila peknieciem magiczna tarcza. kulili pod murami. który gesto farbowala krew. pokrywal placyk gruba warstwa lodowych kulek lsniacych jak brylanty. Grad pral o dachy i bruk. Nie wszystkim sie to udawalo. tlukl. tloczyli w bramac h i podsieniach. Z pokrywajacej powierzchnie wody mgly dobiegal rytmiczny stukot wiosel lodzi Króla Rybaka. Innych zaklec nawet nie próbowala. która Yennefer w ostatniej niemal chwili zdolala wyczarowac im nad glowami. Jedna z wersji legendy glosi.wydela wargi Condwiramurs . ze jezyk platal sie jej ze strachu. ze wyzwolily sile. Ale ja chcialam zapytac o cos innego. . Ze byla tam z nia Yennefer. uciekali. wpelzali jedni pod drugich. z trzaskiem. co narobily. lezeli jak ryby na lodzie.Uwazaj. Na szczycie wzgórza widniala smukla sylw etka kobiety z rozpostartymi rekoma i rozburzonymi wlosami.powtórzyla Yennefer. niektóre kroniki nazywaja ja nawet Nieulekla. graniaste lodowe kulki wielkosci kurzego jaja.powiedziala Pani Jeziora . zak rywajac glowy. Grad padal wciaz jeszcze. ni to jek. Az zadygotala ziemia. Ale gradziny padaly juz rzadziej i slabiej. granatowych chmur. Cizba zakotlowala sie. * * * -Oj. zatrzymac sie nie da. Grad walil tak. który musi sie wyszalec. ludzie padali. Triss miala wówczas skaleczone usta i mówila niewyraznie. I wkrótce sie przesili. Bily tak gesto. przebijajacy sie przez chmure promien chlasnal miasto jak kanczug. Niektórzy zostawali. ze przypadkiem rozpetaly zywiol. Lysnelo. Zlosliwcy twierdza nadto. przewracajac sie.

* * * To byl juz koniec. Od raz u. Ale ladnie ci to wyszlo. W Rivii zapanowal spokój. Wiedzieli. teraz plakal. Triss.. Jak nozem ucial.wychrypiala Yennefer. smagany nahajami. nad którym niebo zaplonelo przepieknym l ukiem teczy.. wierzby placzace slicznie odbijaly sie w gladkiej niczym lustro wodzie. I oto czlowiek. ze nic sie nie stalo. który nie boi sie niczego i nie cofa przed niczym. Grad. mozna by pomyslec.nala to po zmianie odglosu lomotu o magiczna tarcze. Na tyle. Mo tloch ryczal i uciekal. tluczony drzewcami i wlóczni i plazami mieczy.Nie wiem. patrzac na to. teraz lykal lzy i smarki. Grad poczynil w miescie straszliwe spustoszenia. teraz szlochal. a glowe jej dziecka roztr zaskal o mur. ochlodzil gorace glowy. -Brawo. Na placyk wpadli zbrojni. nad samym jeziorem Loc Eskalott. a szarza wojska dokonala re szty. A potem grad przestal padac. Gdyby nie blisko dwiescie zmasakrowanych trupów i kilkanascie spalonych domostw. który przed chwila zatlukl krasnoludzka kobiete za pomoca orczyka. Bohaterka ze wzgórza. p taki . . podkute kopyta zachrupotaly na lodzie. Eksploz ja zywiolu poskromila jednak okrutna wieloglowa bestie. Biegnijmy. czym grozi atak na rozbestwiona tluszcze. na upoj ony krwia i mordem motloch. -Zawsze jest. co to bylo. by wojsko odwazylo sie uderzyc i zaprowadzic porzadek. Bo to chyba jeszcze nie koniec. co z ostalo z dachu jego domu. Triss .wychrypiala Triss Merigold. Wczesniej zolnierze bali sie. W dzieln icy Wiazowo. który czarodziejki spuscily na miasto. -Bylo czego bronic .

-Nie ma nic bardziej zalosnego .powtórzyla Ciri.powiedziala ostro Ciri . Ktos podtrzymal ja. Al e cos go nie widac. Przybylycmy. Triss wiedziala. ta cala wasza magia? Masz racje. ze czarnowlosa czarodziejka tak dlugo to wytrzymuje. w oczach jej pociemnialo. po policzkach i czole wiedzmina tanczyly sine iskierki i trzeszczace ogniki. .. Nawet lezacy w kaluzy krwi wiedzmin. sama sie dziwiac spokojowi swego glosu. Bylo za pózno. -Jest za pózno na medyka . ile ener gii kosztuja takie zaklecia. . naprawde zalo sna. Podtrzymujacy Triss Jaskier westchnal z rozpacza..Poslalismy po medyka .uslyszala tchnacy rozpacza glos Ciri. . Wiedziala tez.. krasnolud zaklal. Triss dziwila sie nawet. Ciri. oca lil przed upadkiem. twarz zmienila jej sie nagle.To co ona jest warta. która do niczego sie nie nadaje. -Twoja magia nie dziala .powiedzial chrapliwie stojacy obok Jaskra krasnolud.Twoja magia w ogóle go nie leczy. Yennefer zaj eczala. wykaszlnal krew. B yla wiecej niz pewna. Wszystko tu wygladalo sielankowo. pachnialo mokrym listowiem.On kona. Geralt zadygotal raz jeszcze.Yennefer z trudem poruszala wargami. jak gdyby nie slyszac jej. pomyslala Triss. . Zaczal sie trzasc. . Lezal nieruchomo. Sama mnie tego uczylas. dygotac tak. ze Cir i nie mogla go utrzymac. . jak cos sciska jej krtan.powiedziala Triss. charczec. Ty i twoja magia. skurczyla i zbrzydla. Yennefer uklekla obok. wyprezyl sie i znieruchomial.niz placzaca czarodziejka. Trzymala oburacz bezwladna i lecaca przez rece glowe Geralta.wznowily spiew. Umiemy wywolywac gradobicia. Yennefer. . Yennefer. nad którym kleczala Ciri. Triss widziala. czujac. Yennefer nie odpowiedziala. pluc krwia. * * * Geralt byl nieprzytomny i bialy jak wapno.. Choc z pozoru to drugie jes t latwiejsze. a nie umiemy odpedzic smierci. ze te zaklecia w niczym tu nie pomoga. lamiacym sie glosem powtarzala zaklecia. -To wcale nie dziala . zaczal kaslac. Sama nagle poczula sie slaba jak dziecko. ze bezsilne okazalyby sie nawet zaklecia wyspecjalizowanych uzdrowicielek.Przybylysmy za pózno. Ale ty teraz jestes zalosna. Po jej dloniach. Czary Yennefer tylko ja wyczerpywaly. ze rece jej drza. ale gdy stanely nad nim. Poznala Jaskra.

Powierzchnia jeziora zadymila jak kociol czarownic. zwiewnie i bezszelestnie. Jeden z krasnoludów znowu zaklal. Wszyscy oslupieli. To jest tak. zwie wnie i bezszelestnie. ze jednorozce biegaja leciutko. Gdybym sie nie wyrzekla. a te zgodne byly co do tego. a glowy unosza z sobie tylko wlasciwym wdziekiem. w szyscy znali legendy. pociagnal nosem. Potem zduszony okrzyk Jaskra. jak ogarnia ja wzruszenie. klebila sie nad woda. Jesli cos bylo dziwne. spowijajac wszystko bialym. tobym go teraz ocalila. gestym mlekiem. Wyrzeklam sie i teraz nic nie moge zrobic. Drugi stal ze spuszczona glowa.kiedys wyrzeklam sie mojej mocy. biegnac leciutko. Jaskier jeknal.Przestala sie dziwic. to to. ze jednorozec biegl po powierzchni jeziora. rozmazywaly sie formy. jakbym to ja bo zabila. falami wychodzila na lad. Jaskier. Triss poczula. tym razem w podziwie. Mgla rosla szybko. z wdziekiem unoszac ksztaltna glowe.powiedziala wolno Ciri. * * * Z mgly wylonil sie bialy jednorozec. a woda nawet sie nie zmarszcz yla. Ale jest za pózno. Wylec zylabym go. Cisze przerwalo najpierw glosne rzenie Kelpie. zasnula sie oparem. . w którym ginelty ksztalty. wciaz trzymajacy Triss. Zrobilo sie nagle bardzo zimno. w którym cichly i m arly dzwieki. ciagle kleczac na skrwawionym bruku . -A ja . wiem to. bo Yennefer zamilkla w polowie kolejnej magicznej formuly i osunela sie na bruk obok wiedzmina. W tym akurat nie bylo nic niecodziennego.

silnie uderzyl nim o bruk. który na moment rozproszyl mgle. Zarzal przeciagle.Idz z nim. Triss spojrzala . jak oczy dziewczyny rozjarzaja sie nagle mleczny m zarem. Jednorozec wskazal rogiem raz jeszcze. Lódz byla przy samym brzegu. grzebnal kopytem. Byla to prymitywnie sklecona barka. uderzyl kopytem. niezgrabna i kanciasta jak wielkie . Jak gdyby klacz uleciala. ze przyjdziesz. Triss widziala ja juz dokladnie. Triss krzyknela glucho. Podkowy przez chwile dzwonily po bruku. zdematerializowala sie. rozmazujac sie niemal w gestniejacej mgle. -Ihuarraquax . Ciri dotknela rogu. blaskiem. Bo to bylo nierealne. . Wstrzasnal grzywa. druga skierowala w strone nieruchomego wiedzmina. Jak sen. kilkakrotnie machnal glowa i rogiem. Zatargala lbem. jak gdyby wskazywal na cos. * * * Nikt nie potrafil ocenic. -Kelpie .Mialam nadzieje. melodyjnie. widzac. Pod baldachimem zwisajacych nad jeziorem wierzbowych galezi zobaczyla na wodzie ciem ny ksztalt.powiedziala Ciri. Kelpie zachrapala. zarzal. * * * Jednorozec. nie slyszala nikogo. To byla lódz. Z jej palców poplynela wstega migotliwej i zarzacej sie jak lawa jasnos ci.powiedziala Ciri. gdy mgla rozwiewala sie. jak cala ja otacza plomienna aureola. Ciri nie slyszala jej. zarzal znowu. Jednorozec zastukal kopytami po kamieniach kulwaru. w chwilach. jak dlugo to trwalo. Sterczacy z jego wyklepionego czola róg zaplonal nagle ostry m swiatlem. znikla. Jedna reka wciaz trzymala róg jednorozca. Jednorozec podszedl blizej. . Poslusznie poszla za jednorozcem.Euforia. Potem dzwiek ten urwal sie raptownie. Pochylil glowe. I zaczal szybko znikac we mgle.

ze znal te legende. Triss . ze czuje perfumy Lytty Neyd. ze ktos pomaga mu ja dzwigac. Triss Merigold. Takie to figle platala zmyslom ta mgla. o co dziewczynie chodzi. Zolt an Chivay przysiaglby.. Ciri odgarnela wlosy z czola. Weszla do lodzi. A przez mo ment widziala wsród oparu jasne. ze widzial podtrzymujace burte dlonie Angouleme. Moze dlatego.powiedziala.. -Przepros panie z Montecalvo. . Yarpen Zigrin az zamrugal oczami. Triss. gesta mgla znad jeziora Eskalott. jakiej pomocy oczekuje. ze czytal kiedys jedna z jej upoetycznionych wersji. Katem oka zlowil migniecie plowego warkocza Mil vy. gdy Geralt i Yennefer odchodza. -Sama nie wiesz.. jak jest drobna i lekka.powiedziala Ciri.przerwala zdecydowanie. która zakolysala sie i natychmiast zaczela odplywac. -Zegnaj wiec. Poczatkowo nikt nie wiedzial. Przysiaglby. .Ale nie moze byc inaczej.Twoja lódz czeka.swinskie koryto. Pozwól mi poplynac z wami.. nazywanej Koral. pomogla im Triss. T riss Merigold glowe by dala. Przysiaglby. o co porosisz. -Czy cie jeszcze kiedys. -Gotowe. Krasnoludy uniosly wiedzmina. Wzial na rece wciaz nieprzytomna Yennefer. ze czuje obok swego ramienia bark Cahira.powiedziala glucho czarodziejka.Siostrzyczko. przez sekunde widzial bowiem obu braci Dahlbergów. -Na pewno . przysiaglby. Ciri . Niknac we . ze w zlozeniu wiedzmina w lodzi pomagal mu Caleb Stratton. . Po prostu nie moge. Jaskier. -Pomózcie mi . podtrzymujac mu glowe. -Ciri . Bywaj. One powi nny to zrozumiec. Ja nie moge zostac. Glos miala pewny i zdecydowany.szepnela Triss.. Pierwszy polapal sie Jaskier. Gdy skladal czarodziejke w lodzi. zóltozielone oczy Coëna z Kaer Morhen. Bywajcie wszyscy. pociagnela nosem. Zdziwil s ie.. -Powinny.

Nie ruszaj sie. Vaesse deireadh aep eigean. mój ukochany . -Bylismy z Ciri na lodzi . Skads od strony miasta glosno zapial kogut. Na skroni i policzku czul delikatny dotyk palców. jak gdyby chciala sie napatrzec na zapas. kwiaty. Ty i ja. A potem byla juz tylko mgla. -Gdzie jestesmy. Które kochal tak. Zmienila pozycje. Jej palce odnalazly jego reke. ziola. Cos sie konczy. jak dluga tyka odpycha sie od dna. Zobaczyl ciezkie od jablek galez ie. dzwonce albo drozdy.. delikatnie wyzwolila ramie spod jego glowy. polozyla sie obok na trawie tak. Patrzyl równierz. jak jeszcze ponagla i tak juz szybk o sunaca barke. * * * Geralt otworzyl oczy draznione przez powieki gra swiatlocienia. . ze az bolalo. Palców.Na jeziorze. bo. piers. We mgle.. Na rzece o silnym nurcie.powiedzial zmienionym glosem Jaskier. ale widmo. . a tesknota dlawila mu gardlo. Sklamala mi. -Cos sie skonczylo . Pachnialy trawy. które znal. Potem na rzece. jak gdyby c hciala sie nasycic widokiem. -Lez spokojnie. Spiewaly ptaki. Nie zobacze jej. -Gdzie jest Ciri? -Odeszla. Patrzyla na niego zachlannie.przypomnial sobie. scisnely silnie. Yen? -Czy to wazne? Jestesmy razem. Bolal tez brzuch. na cala wiecznos c.Lez spokojnie.. nie widzieli fal ani ruchu wody.mgle. bolaly zebra. Nie zobacze jej juz nigdy. Jakby to nie byla lódz. -Cos sie zaczyna . widzieli. a ciasny gorset bandaza dobitnie przekonywal. pomyslala Triss. Stojacy na brzegu nie slyszeli najmniejszego plusku.zawtórowal mu Yarpen Zigrin. . Jablka. by móc patrzec mu w oczy. ze miasto Rivia i trójzebne widly nie byly sennym koszmarem. Przez bardzo krótka chwile widzieli jeszcze drobna i zwiewna sylwetke Ciri. Mgla szybko zaczela sie unosic. kalejdoskop migoczacych w sloncu lisci.powiedziala lagodnie Yennefer. Zobaczyl nad sob a liscie.

Chcialbys. Lez spokojnie.zaprotestowala Ciri. Jak to w bajce. bardzo szczesliwi. Jestem przy tobie.. Coë.Pobrali sie. scierajac wyschniety piasek. cicho i nie od razu. który przywarl do jej palców i podeszew. pocierajac stopa o stope. . Rozumiesz? -Dlaczego placzesz.spytal po chwili Galahad . Iola i Eurneid. Pani Jeziora? .westchnal . Wszyscy sie zjechali.. Angouleme. Yen.-Lez spokojnie. I ja tam bylam. Milv a.jest koniec tej historii? -Skadze znowu . -Ja tez .powiedziala Yennefer. I moja Mistle. Teraz jestem przy tobie.. znaczy sie Geralt i Yennefer. * * * -I to . -Kocham cie. . -Tym niemniej . o. Eskel. A oni. gdzie jestesmy.. To niewazne. by opowiesc tak sie konczyla? Akurat! Ja bym nie chciala! -Cóz wiec bylo dalej? -Normalnie . co sie wydarzylo. -Aaa. bardzo. co tu jest do opowiadania? Bylo huczne weselisko. mieli pózniej wlasny dom i byli szczesliwi... mój ukochany. miód i wino pilam. I nigdy juz cie nie opuszcze. Nigdy.parsknela. Vesemir. -Wiem. Jaskier. niewazne gdzie bylismy. -Opowiedz. Yarpen Zigrin.chcialbym wiedziec. matka Nenneke.

pan u Borsowi. -Taak . -Prawda . pani Ciri.. Cos scisnelo jej zoladek i podbrzusze.wielce dziwna to byla historia. wstala. -Pojedz ze mna do Kamelotu. ja nie mam najmniejszej ochoty. Mówilam: stopy! Stopy koncza sie na kostkach! -Pani Ciri? -Caly czas tu jestem. dziwna.. Jesli juz tam jestes. Król Artur. Milutki jestes. Milczeli oboje... pani Ciri.Ciri dopiela klamry butów. . Co sie ze mna dzieje? .. stoi biala lani. -Slonce ku zachodowi sie chyli. stojaca podl e lani. zobaczysz. jak rozpalona do czerwonosci kula slonca dotyka szczytów gór. niesamowity jest swiat. na kobiercu z mchów? W objeciach wrózki? Posluchaj no. a obok pani. okaze ci honor i szacunek.Usmiecha ci sie nocleg pod krzakiem leszczyny. A piekna ta pani.domyslila sie.. Zakaslal. jak i ja... i panu Tristanowi. chyba zeby królowa Ginewra. patrzac na jego rumieniec i blyszczace oczy. byc mnie tak nie nazywal. Ciri glosno pociagnela nosem. reka skinela i w takie do nich odezwala sie. no.Kulbaczmy konie.. Droga ich wiodla przez lasy dzikie i grozn e. Uwazasz otóz. -Pani Ciri? -Slucham. Iscie. Ja zas. mlodzienc ze. zamilkl.przerwal wreszcie cisze Galahad . patrzac. widze po twojej mi nie. Okropnie mi zziebly. Ujrzala rycerzy owa pani. Galahadzie. Ja bede cie zawsze kochal i czcil.. Od tego jeziora ciagnie.. .. Urwala. ze piekniejszej w calym swieci e nie obaczysz. odchrzaknalwszy kilka razy. Milczeli bardz o dlugo. pan Bors i pan Tristan wyru szyli razu pewnego na zachód. oj. w lesie. zaraz! Albo nie. Albo memu stryjowi.. ruszajmy w droge. ku Tintagelowi. ze znacz te tereny tak samo. Jada. o. jak pokrasnial.-Wcale nie placze. Wezmy chocby. -Galahad. czarno odziana. patrzac na slonce. tez zdarzaja sie zadziwiajace przygody. widzac.. to gdzies dalej.. u nas. I tyle! Milczeli dlugo. Czem u tak patrzysz? -Aha . gdzie mozna bedzie przenocowac? Ha. iscie czarniej szej czerni i na marach nie ujrzysz.. jada. -Slucham? -Zamilknij. Jest w okolicy jakies miejsce. patrza.. pani Ciri. z którego przybyla s.. pomyslala. -Pani Jeziora? -Prosilam. a nie byl to glód.. Oczy lzawia mi od wiatru. Dziekuje. Co sie ze mna dzieje. rozetrzyj mi stopy. troche zdeprymowany jej milczeniem. Ale nic to. Na w sumie calkiem niebrzydka twarz. -Wstan z kolan. -W samej rzeczy . .. jesli nawet pr zyjdzie spac pod golym niebem. co przydarzylo sie panu Gowainowi z Zielonym Rycerzem. zachrzakal.podjal Galahad.Ale i tutaj.

-Nic. jezioro zaczarowane. Bo nie ma takiego swiata. -Pani Ciri.prawie krzyknela. .. no.-Nie mitrez! . Do czarta. Sosny na zboczach. Zlaczyli dlonie. W droge. jezioro niebieskie i gladkie jak oszlifowany szafir. Jechali wprost w zachodzace slonce. -Slucham? -Pojedziesz ze mna do Kamelotu? Wyciagnela reke.. . Za nim i bylo jezioro. No. a wzrok mial zdumiony i pytajacy. nic . czemu nie? Zaloze sie o kazde pieniadze.Tak sobie tylko cos pomyslalam. Galahadzie. . Kobierzec z mchów.powiedziala swobodnie. ze w tym swiecie tez znajdzie sie zajecie dla wiedzminki. pomyslala. Jedzmy. A ja w roli wrózki.. powstrzymujac chichot. -Nie mówmy o tym teraz. w którym nie byloby zajecia dla wiedzminki.Kulbacz ogiera! Gdy byli juz w siodlach. jadac bok w bok. Za nimi zostawala ciemniejaca dolina.. Za nimi zostawaly glazy na jeziornym brzegu. pomyslala. -Pani Ciri. I on wyciagnal reke. Spojrzal na nia. popatrzyla na niego i zasmiala sie glosno. Pod krzakiem leszczyny.

To bylo za nimi. KONIEC . A przed nimi wszystko.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful