P. 1
pamiętnik narkomanki

pamiętnik narkomanki

5.0

|Views: 6,669|Likes:

More info:

Published by: Klaudia Krajewska on Mar 04, 2012
Prawo autorskie:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

01/28/2015

pdf

text

original

Prawda jest dziwniejsza od fikcji, a to dlatego, że fikcja musi być prawdopodobna. Prawda - nie. Mark Twain

21 marca 1973 roku Pierwszy dzień wiosny. Wspaniały, słoneczny. Wszystko budzi się do życia. I we mnie coś się obudziło. Do głowy wpadł mi szalony pomysł. Poszłam na pierwsze w życiu wagary. Ja, wzorowa uczennica i córka. Ostatnio wszystko zaczęło się zmieniać w moim życiu. Jeszcze nie rozumiałam tego, ale już czułam, że coś ma nastąpić. Coś nowego i niezwykłego. Może sprawił to wiosenny nastrój, a może ja sama bardzo chciałam, żeby w końcu coś się stało, coś wielkiego i ważnego. Nie potrafiłam już być taka jak przedtem, a nie wiedziałam, co ma nastąpić. I chyba bardzo chciałam, by To stało się właśnie dzisiaj, w ten wiosenny dzień, kiedy można we wszystko uwierzyć od początku. Potrzebowałam nowej wiary, by coś złego nie stało się ze mną. Właściwie to chodziłam po ulicach, nie bardzo wiedząc, co mam z tą wolnością zrobić. Weszłam do małej kawiarni, gdzie było dużo młodych ludzi, niewiele starszych ode mnie. Trochę się zdziwiłam. Oni chyba też byli na wagarach. Do mojego stolika dosiadło się dwóch chłopców. Byli dziwnie ubrani. Mieli długie włosy, rzemyki na szyjach i rękach. Spytali, co tu robię i tak zaczęliśmy rozmawiać. Jeden z nich, Filip, długo przyglądał mi się i w końcu spytał, czy chcę iść z nimi w pewne miejsce. Zgodziłam się, nie pytając o nic. Czułam, że będzie to coś bardzo interesującego. Chciałam dowiedzieć się, co porabiają ci chłopcy, jak żyją. Chciałam poznać coś innego od tego wszystkiego, co do tej pory znałam. Czyli domu rodzinnego i szkoły. Poszliśmy w trójkę. Nie znałam imienia drugiego chłopaka, nie przedstawił mi się. Weszliśmy do pewnego mieszkania. Wszystko tutaj było nieokreślone, wszystko, czemu się przyglądałam. Trochę zaczęłam się bać, ale weszłam dalej, do pokoju, Byli tam inni, podobni do moich nowych kolegów. Dziewczyny też były. Wszyscy podobnie ubrani, chociaż każdy inaczej. Filip powiedział im, że jestem „nowa”. Jakaś dziewczyna wstała i zawiesiła mi na szyi sznur przeźroczystych koralików. Zrozumiałam, że zostałam przyjęta do ich grona, chociaż jeszcze nie wiedziałam kim są.

Na stoliku zauważyłam kilka strzykawek i jakieś pudełka. Filip wyjął z jednego ampułki i naciągnął płynu do strzykawki. Wziął moją rękę i podwinął rękaw. Bałam się bardzo, ale ciekawość była silniejsza. „Pierwsza komunia” usłyszałam czyjś głos i śmiech. Poczułam ukłucie i wlewanie się płynu do krwi. Po chwili wszystko się zmieniło. Było mi tak dobrze, ci ludzie byli wspaniali. Nie martwiłam się szkołą, domem. Chciałam zostać tutaj z nimi na zawsze. Nie wiem, jak długo to trwało. Zaczęłam podsypiać. Był to wspaniały półsen. Wszystko straciło znaczenie, liczył się tylko mój stan. Było mi po prostu dobrze. Teraz, gdy to opisuję, jestem bardzo senna. Nie wiem, jak wróciłam do domu i co powiedziałam rodzicom. Może nie powiedziałam nic, bo trudno było mi mówić. Nie wiem też, jaki zastrzyk zrobił mi Filip. Wiem tylko, że nie żałuję, że poszłam na wagary. 22 marca Mama obudziła mnie do szkoły. Wstałam szybko, ale nie miałam zamiaru iść. Poszłam do kawiarni. Nie było Filipa ani jego kolegi. Tak jak wczoraj, było tutaj dużo małolatów (mówią tak sami o sobie). Było też dużo starszych, z wytatuowaną kropką pod lewym okiem. Wiedziałam już, że są to gitowcy. Tych Filip radził mi unikać. Mówił, że są zbyt źli, nie warto znać ich choćby z widzenia. Poszłam od razu do tego mieszkania. Byli tam prawie wszyscy ci sami co wczoraj. Od razu podeszłam do stolika. Chciałam się dowiedzieć, co dostałam. Filip złapał mnie za rękę i powiedział: - To majka, nasza siostra. My sister is morfina. Zapamiętaj. Chcesz? Kiwnęłam głowa.. Wszystko powtórzyło się. Nie byłam taka śpiąca jak wczoraj. Cieszyłam się muzyką, słuchałam, o czym rozmawiają, sama niewiele mówiąc. Wydawało mi się, że nie trzeba mówić, kiedy jest tak dobrze. Że wszyscy powinni i tak się rozumieć. Siedziałam w kącie spokojnie, kiwając się w rytm muzyki. Filip usiadł obok mnie. Widziałam, jak robił sobie zastrzyk. Teraz zobaczyłam, że ma wiele śladów na rękach. W domu milczałam. Komu i co mogłabym powiedzieć?

25 marca Mam wszystko olewać i robić swoje, bo jestem hipiską. Mam się nie przejmować codziennością, tylko żyć we własnym świecie. Mam pomagać ludziom podobnym do mnie, czyli innym hipisom. Jestem wolna. Może i jestem wolna, chociaż muszę chodzić do szkoły i słuchać rodziców. Tylko czy warto ich słuchać? Może i dobrze, że się chodzi do szkoły. Lubię czytać i poznawać nowe rzeczy. Ale to, co poznaję teraz, to zupełnie inny świat. Jeszcze nie rozumiem wielu spraw. Nie wiem, co to znaczy tak naprawdę być hipiską. Ale jestem z nimi. Bo czas już się zbuntować. Tak twierdzi Filip. Ja też tak sądzę. Bo nie mogę się pogodzić z tym, co dzieje się w moim domu. Tego nie da się z niczym pogodzić. Poszłam dzisiaj do biblioteki. Chciałam się dowiedzieć, co właściwie wstrzykuje mi Filip. I dowiedziałam się, że morfina jest właściwie najsilniejszym u nas narkotykiem. Dłuższe zażywanie prowadzi do nałogu. A potem niszczy się własne zdrowie. Przeraziłam się. Ale przecież nic się nie stało. Ja tylko spróbowałam. Nie jestem żadną narkomanką. Nie muszę niczego brać. Chociaż... Po niej jest tak cudownie. I nie pamięta się o tych najgorszych sprawach. Po prostu nie pamięta się. 3 kwietnia Wychowawczyni poszła do ojca, do pracy i powiedziała o moich wagarach. W domu była kosmiczna awantura. Właściwie tak naprawdę to nikt nie próbował ze mną porozmawiać. Nakazano mi powrót do szkoły, więc wróciłam. Nie zwierzyłam się nikomu z tego, co robiłam. Wszyscy nauczyciele byli zaskoczeni, że taka dobra uczennica poszła na wagary. Tak jakby to był tylko przywilej złych uczniów. Dziwni są nauczyciele. Dziwnie myślą. Dobrze się uczysz - jesteś dobra. I odwrotnie. A jacy oni są? To oni są źli. I zupełnie nie wiedzą, jak z nami postępować. A ja i tak będę robić swoje. Tylko po kryjomu. Już zaczęłam kłamać, że wieczorem idę do koleżanki czy do kina. Dlaczego trzeba kłamać? By robić to, na co ma się ochotę, a dorośli nie pozwalają, oni w ogóle nie orientują się, co się

z nami dzieje. 6 kwietniu Wstałam wcześniej i spotkałam się z Filipem. Zrobił mi zastrzyk. Był jakiś smutny, gdy mu powiedziałam, że muszę iść do szkoły. Lubię go i nic więcej. Poszłam do szkoły zaćpana. Pokłóciłam się z nauczycielką. Kazała przyjść rodzicom. Będzie nowa awantura. Ale jakie to ma teraz znaczenie. 12 kwietnia Chodzę grzecznie do szkoły. Tylko nauczycielki nie chciałam przeprosić. Uważałam, że nie mam za co. Dawno nie widziałam się z ludźmi. Zaćpałoby się. Może nie byłabym taka smutna. Te koszmarne wieczory w domu. Nawet uczyć mi się nie chce. Teraz mnie to śmieszy, że kiedyś zależało mi na dobrych stopniach. Ale kiedyś inaczej wyglądało moje życie. W domu jest coraz gorzej i ja poznałam smak innego świata. Czy naprawdę poznałam? Może to tylko małe doświadczenie, które się skończyło? Nie. Czuję, że jestem inna. Nie dam się już teraz stłamsić. Teraz to już naprawdę niemożliwe. 16 kwietnia Filip nauczył mnie robić sobie zastrzyk. To naprawdę nic trudnego. Sprzęt można bez problemów kupić w każdej aptece. Mam trochę śladów na rękach i przestałam chodzić na w-f. Będzie z tego nowa awantura. Trzeba postarać się o zwolnienie. Kiedyś miałam, bo mam chore serce, więc chyba nie będzie to trudne. Trzeba tylko iść do lekarza, jak się trochę ślady zagoją. Mam pomysł. Najpierw trzeba zrobić badania krwi. Więc do dzieła. Wmówię lekarzowi, że pielęgniarka nie mogła się wkłuć. 21 kwietnia Mam zwolnienie z w-fu. To nie było trudne. Jeszcze lekarz mnie objechał, że przyszłam tak późno. Mam wadę serca i nie wolno mi wykonywać cięższych

Przecież nie muszę brać narkotyków. Filip pomaga mi tylko załatwić ćpanie i niczego nie chce za to. Mogę przerwać w każdej chwili. Gdy teraz na nich patrzę. W domu ze mną już nie można porozmawiać. że kiedyś będę musiała coś dla nich zrobić. Z czego żyją? Głoszę swoją filozofię. Dlaczego właściwie ćpam? Bo jest mi inaczej po majce. Tylko co dalej? Lepiej nie pytać. Nie wyobrażam sobie życia bez książek. Wieczorem czytam książki. ale ja nie chcę. A potem zacznie się sezon. bo nie ma majki. Teraz naprawdę nie mogę nikomu o niczym powiedzieć. Czyli jestem naprawdę chora. że do końca roku szkolnego jeszcze tylko dwa miesiące. Co się zmieniło? Może to ten głód. nie pracują. Bierzemy jakieś prochy. że ktoś mnie nakryje. To po zapaleniu stawów. Moi nowi znajomi nie uczą się. bez obawy. Biorę. Wyzwałam nauczycielkę. obok dwóch tamtych. Zostało mi tylko pisanie. Właściwie to jestem sama. Ja też się zmieniłam. o którym czytałam? Bardzo możliwe. Wszyscy są tacy rozdrażnieni. że mam mój dziennik. Tylko do czego to doprowadzi? Skąd mogę to wiedzieć. Dobrze. Ludzie wąchają tri. Mam podwyższone OB i ASO. ale za mało i wszystko mnie drażniło. Tak mówi Filip. Co się dzieje? Zaczynam bać się tego wszystkiego. Ale Alfa powiedział mi. To znaczy wzięłam. Wezwano od razu rodziców. bo tak mi się podoba. Jakoś to musi być. gdy ich poznałam. I dobrze. Dokąd mogłabym pójść? 2 maja Poszłam do szkoły niedoćpana. 23 kwietnia Nie chce mi się w ogóle uczyć. ale nie potrafię na razie niczego zmienić. Ale to nie to samo. To jest mój trzeci świat. Nikt mnie zresztą nie namawia do tego świństwa. W szkole warczę na nauczycieli. Mogę spokojnie brać narkotyki. O ślady na rękach nie pytał. Akurat. Mam poznać jego uroki. I lżej żyć. a oni na mnie.prac fizycznych. Towar się kończy i właściwie nie ma co ćpać. wydają mi się jacyś inni niż tamtego dnia. .

Od nowego roku szkolnego mam przejść do innej szkoły. To podobno ma być dobre rozwiązanie dla wszystkich. Tylko nie dla mnie. Nikt mnie nie spytał o zdanie w tej sprawie. Popłakałam się. Ale dobrze. Nie chcą mnie tutaj, to odejdę. W domu wielka cisza. Nie rozmawiamy ze sobą. To znaczy ja uciekam do swego pokoju, gdy oni zaczynają. Jeszcze mi tego potrzeba, by ich wysłuchiwać. 10 maja Do szkoły chodzę teraz na luzie. Niedługo stąd odejdę. Klasy też mi nie żal. Nigdy nie byłam z nimi blisko, nie miałam żadnej przyjaciółki czy nawet koleżanki. Żyłam sobie spokojnie sama wśród książek. Co mnie wygnało z domu? Smak wagarów? Nie tylko. Ale im tego nigdy nie powiem. Właściwie teraz nic nie biorę i rzadko widuję ludzi. I zabrałam się trochę do nauki. Robią nam sprawdziany, powtórki. Z lekcji wychodzę do ubikacji na papierosa lub tak sobie wychodzę. Nie wzywają rodziców. Wiedzą, że odchodzę, i chcą to przeczekać. Czuję, że sprawi im to wielką ulgę. 16 maja Filip dał mi kodę. Nawet fajnie działa. I nie ma śladów na rękach. A to teraz ważne. Jest coraz cieplej i noszę ubranie z krótkim rękawem. Dawno nie byłam w naszej chacie. Spotykam się z Filipem w kawiarni. Mówi, że lepiej tam teraz nie chodzić, ale nie wyjaśnił mi dlaczego. Jest zawsze z nim Alfa. Wyczuwam, że mnie nie lubi. Trudno. Ja też go nie lubię. 1 czerwca Dzisiaj w szkole były zawody sportowe między klasami. Zgłosiłam się do skoku w dal, wzwyż, do biegu na 60 m i wszystkie konkurencje wygrałam. To tak na pożegnanie. Już nie żałuję, że odchodzę. Może coś się zmieni w nowej szkole. Po zawodach poszłam z dwoma kolegami z klasy na wino. Piliśmy nad

rzeką. Trochę się upiłam. 7 czerwca Już nic nie robię. Chodzę do szkoły dla świętego spokoju i czekam na rozdanie świadectw. Z Filipem też się nie widuję. Jestem nawet spokojna, nie rozrabiam. Tylko nie chodzę na lekcje tej nauczycielki, przez którą muszę odejść. To już niczego nie zmieni. Wiem, że świadectwa są już wypisane i mam obniżone sprawowanie. Olewam to. 17 czerwca Byłam w chacie. Ludzie powitali mnie z radością, chociaż właściwie mało się znamy. Ale to nieważne. Jestem jedną z nich. Noszę koraliki i rzemyk i ćpam z nimi. Nie rozumiem jeszcze tego, co głoszą. Ale może kiedyś zrozumiem. Filip mówi, bym była gotowa pod koniec czerwca. Wyruszamy w Polskę. Zaczyna się Sezon. Ludzie nie mogą się doczekać. Mieli tylko ziomki. Zastrzyk zrobił mi Filip. Uświadomiłam sobie dzisiaj, że lubię, jak on robi mi zastrzyk. 20 czerwca Dostałam świadectwo. Zdałam do ósmej klasy. Śmieszne. Mam prawie same piątki i obniżone sprawowanie. To jest coś. Nie żegnałam się z nikim. Wzięłam ten papierek i wróciłam do domu. Darowałam sobie akademię i inne szkolne uroczystości. Żegnaj, szkoło. Nie dałam się wam zgnębić. Walka była ostra. Ale ja nie przegrałam. Ja robię swoje. 25 czerwca Skończyłam 14 lat. Ale ze mnie małolata. W domu spokój. Gdy jest jakaś rocznica, wszystko się ucisza na ten dzień. Dziwnie tak. Ale co zrobić? Ja niewiele tutaj mogę. Pozostał tylko bunt Co to znaczy mieć 14 lat? Wyrzekać się domu, próbować narkotyków, alkoholu, papierosów.

I trzeba do tego jeszcze być sobą. I z nimi. 26 czerwca Nieprawda, że wyrzekam się domu. Przecież tak bardzo pragnę, by było inaczej. Chyba wtedy też byłabym inna. Co się stało ze mną przez te trzy miesiące? Dlaczego jestem przeciwko nim? A jak oni myślą? Czy wiedzą, dlaczego taka jestem? 30 czerwca Jutro mam jechać „w Polskę”. Ale nie pojadę. Nie wychodzę z domu, by się z nimi nie spotkać. Filip będzie czekał. A może nie będzie czekał. Chcę zostać w domu. Nie wiem, czy naprawdę tak chcę, ale obawiam się tego wyjazdu. Coś mnie jeszcze wstrzymuje. 5 lipca Wiem, że na mnie czekali. Powiedział mi o tym kolega Filipa. Mają przysłać mi kartkę, mogę jeszcze dojechać. Chcę i nie chcę. Jak jest lepiej w domu, to chcę tu być, Ale czasem pojechałabym bardzo daleko. Na razie od czasu do czasu podróżuję w snach. Ładnie się to nazywa. Podróż w nieznane. Bo podobno w tych snach są pociągi, a w nich pełno wolnych miejsc, i są okręty, które chcą nas zabrać w długi rejs. A tutaj jest smutno i tak zwyczajnie. A raczej niezwyczajnie smutno. 7 lipca Kupuję ziomki w aptece. Robię je tak, jak nauczył mnie Filip, i wstrzykuję sobie. I wszystko się zmienia. Jest trochę inaczej niż po majce, chociaż podobnie. Nie potrafię określić tej różnicy. Gdy jestem po zastrzyku, mniej czytam, chyba nawet mniej myślę. Lubię wtedy spacerować po ulicach i przyglądać się ludziom, jak śpieszą się, kłócą, żyją. Nie odczuwam tak wtedy przemijania czasu. Idę przed siebie i chodzę tak godzinami. Dopiero gdy zaczyna się ściemniać, wracam do domu. Mniej mówię i staram się z nimi nie kłócić.

Dziwne to wszystko. A może to ja się zmieniłam. 11 lipca Kupuję ziomki zmieniając apteki. Już poznaję farmaceutów i staram się, by oni mnie nie zapamiętali. Dlaczego? Filip mi o tym powiedział. Nie ma go teraz w Częstochowie, ale jego duch jest stale przy mnie. Mam się wystrzegać jak najdłużej kontaktów z milicją. Przecież nie robię nic złego nikomu. Może tylko sobie. Właściwie całe dnie spędzam sama. Do południa odsypiam narkotyk. Nigdy dotąd nie miałam tak dobrego snu. Gdy rodzice wracają z pracy, wychodzę z domu. Mówię, że idę do kina lub do koleżanki. Ufają mi. A ja chodzę i patrzę. Patrzę stale na innych i nie chcę myśleć. Chcę tylko patrzeć. Dlaczego lubię być sama? 17 lipca Za niecały miesiąc zlot łupów w Częstochowie. Ciekawe, jak to będzie wyglądało. Intryguje mnie to wszystko. Czy do nich należę? Przecież tak naprawdę to niewiele o nich wiem. Mówię, że chcę być wolna i czuję się wolna. Ale czy jest tak naprawdę? Nie pojechałam „w Polskę”. Zostałam w domu. Tylko, że „robię swoje”. Przyłącz się, dostrój się i odpadnij” - co to naprawdę znaczy? Mniej ćpam. Zaczęłam czegoś się obawiać. Nie wiem, co to jest? Nie mogę zapytać Filipa. Nie mam kogo spytać. 25 lipca Dni są do siebie takie podobne, a przecież moje życie zupełnie się zmieniło. Robię sobie potajemnie zastrzyki, oszukuję rodziców. I czuję, że gubię się w tym wszystkim. Ubieram się inaczej, noszę rzemyki i widzę, że w moim mieście coraz więcej takich jak ja, podobnych. Zbierają się przed zlotem. Chodzą po mieście całymi grupami. Gdy ich mijam, robi mi się tak jakoś ciepło, chciałabym iść z nimi dalej. Niekiedy widzę, jak zatrzymuje ich milicja.

Dlaczego? Przecież chodzą po ulicy jak inni ludzie, nie piją alkoholu. Czasami tylko poznaję, że ktoś z nich jest nagrzany. Przyglądają mi się, uśmiechają się do mnie. Jestem jedną z nich. 31 lipca Dzisiaj zatrzymał mnie patrol MO. Na ulicy. Tak jak tamtych. Puścili mnie od razu, gdy zobaczyli adres na legitymacji. Ale spisali mnie. Czyli stało się. Nie bałam się. Nie czułam nic. Byłam zaćpana mocniej, wzięłam więcej. Specjalnie tak zrobiłam, by mniej czuć. Odkryłam to przypadkiem, że tak to może zadziałać. Ten stan obojętności był cudowny. Byłam bardzo spokojna. I bez lęku przyglądałam się niebieskim mundurom. Uśmiechałam się do nich, a oni do mnie. Nie wiem, czego chcieli. Ale to nieważne. Wszystko jest nieważne. 3 sierpnia Po ostatnim ćpaniu zaczęto ranie boleć serce. Boję się iść do lekarza, mam tyle śladów na rękach, zbyt wiele, by mu wmówić, że to po pobraniu krwi. Myślę, że to przejdzie. Trzeba tylko na jakiś czas przestać ćpać Ale brakuje mi tego. Wszystko nagle stało się takie inne. Rodzice myślą, że jestem smutna z powodu zmiany szkoły. Wiem już, do której szkoły będę chodzić w ósmej klasie. Szkoła. Jak ja mam tam teraz wrócić? Zupełnie sobie tego nie wyobrażam. Tarcza na rękawie, granatowe ubranko, codzienne odrabianie lekcji. Trzeba będzie to robić. 10 sierpnia Codziennie jestem pod Szczytem na polu namiotowym. Wystarczy tutaj przyjść, usiąść obok rozmawiających hipów i po prostu z nimi być. I to wszystko. To takie proste. Jest się z nimi i nic więcej nie trzeba robić. Przyglądam się, jak grają na bębenkach i fletach, śpiewają, tańczą. Jesteśmy podobni, chociaż tacy różni. Ludzie przychodzą nas oglądać. Wieczorem przegania nas milicja. Niektórych zamykają na kilka godzin.

Słucham dyskusji ludzi starszych ode mnie o pięć, dziesięć lat i nie bardzo mogę się w tym wszystkim połapać. Ciągle słyszę o filozofii, religii, braterstwie, wolności, pacyfistach. Czuję, że jestem z nimi, ale chciałabym więcej rozumieć. Szukam wśród nich Filipa, ale go jeszcze nie ma. 13 sierpnia Pod Szczytem tysiące ludzi. I pełno nas, hipów. Chodzimy boso po nagrzanym słońcem polu namiotowym. Zbieramy pieniądze na wspólne posiłki. Niektórzy ćpają. Teraz piją zupę, by nie mieć śladów na rękach. Boją się kontroli milicyjnej. Słucham zadziwiającej muzyki. Nie znałam jej. Wydaje mi się, że płynę z nią w krainę czarów. Do domu wracam na noc. Rodzice robią mi o to awantury, ale to do mnie nie dociera. Jestem hipiską, nie należę już do tej ich rzeczywistości. Jestem bardzo daleko. 15 sierpnia Wrócił Filip. Bardzo się zmienił. Mówił, że na trasie ostro grzał. Inni wyglądają podobnie. Przyjechali na wspólną mszę i jadą dalej. Ja zostaję. Mam tyle pytań do Filipa, ale nie umiem z nim teraz rozmawiać. Poza tym stale jest przy nim Alfa, który patrzy na mnie ironicznie i mówi: - Jesteś już prawdziwą hipiską i ćpunką, teraz się już od nas nie uwolnisz. Nie rozumiem go. Jest hipem, ale jest zły. Dlaczego Filip ciągle z nim jest? 20 sierpnia Już po wszystkim. Hipy wyjechały z Częstochowy, gonione przez milicję. A poza tym kochają wieczną, wspólną włóczęgę. Może i ja kiedyś z nimi wyruszę przed siebie. Tak bez celu, tylko dla samego podróżowania. Dzisiaj tu, jutro tam. Za dziesięć dni szkoła. I to mnie przeraża. Mama zabrała mnie na zakupy. Zeszyty, książki i różne drobiazgi. Kiedyś to mnie cieszyło. Teraz nie chcę o

Kto w ostatniej klasie zmienią szkołę? Śmieszni są. Może są zaszokowani. Leżę sobie w separatce. że muszę milczeć. że szmery w sercu go niepokoją. Z okna . Przestałam ćpać. podejrzewa anemię. Kazał mi zrobić badania. Podobno wypiłam całą flaszkę i padłam. I przesadziłam. ale nie wolno mnie odwiedzać.tym myśleć. 24 sierpnia Byłam u lekarza i załatwiłam sobie zwolnienie z w-fu do nowej szkoły. Tacy zwykli. Upiłam się sama z okazji rozpoczęcia roku szkolnego. jak to się stało. Mama przyniosła mi książki. Tylko z powodu ćpania. Nie mogą o niczym wiedzieć. że taka małolata potrafiła się tak zatruć szkocką whisky. Nie pamiętam. Mam nic nie robić. Grzeczne dzieci. Książki nie kłamały. Czterdzieści osób patrzyło na mnie. trzy razy dziennie dostaję witaminy i na tym koniec. ludziki szkolne. Sytuacja jest co najmniej zabawna: rano odwiedza mnie lekarz. nie wolno kontaktować się z innymi pacjentami. 6 września Od trzech dni jestem w szpitalu na oddziale zakaźnym. Badali mnie. z czego ona może być. Siedzę w domu. Idiotyczne uczucie. Chyba niczego się nie domyśli. Powiedział mi. Wiem już. obmacywali brzuch i patrzyli jak na zjawisko. 8 września Dzisiaj na wizycie było kilku lekarzy. Dostawałam kroplówkę. Już mogę iść do lekarza. którą wzięła z barku rodziców. Tylko co dalej? 1 września Pierwszy dzień w nowej szkole. Więc wszystko się zgadza. Nudno tutaj. Przywieziono mnie nieprzytomną po zatruciu alkoholem. Wiem. Można zwariować.

Wiedzą. Nawet nie wiem. A jutro do szkoły. To naprawdę klatka. wybucha śmiechem. Tylko przestałam lubić szkolę i nauczycieli. Na piętrze leżą chorzy na żółtaczkę. na pewno długo nie będę piła. bo już nie mogłam wytrzymać. I dobrze. jakbym nagle spadła z księżyca.widać budynki szpitalne. Ci ludzie znają się ósmy rok. O. nie rozmawiamy. gdy tylko mnie widzi. co nas otacza. Rodzicom kazali mnie pilnować. dlaczego to zrobiłam. Jest bardzo ciepło. Nie pytają. Weszłam w ich środowisko. Cytuje . Coś się we mnie dziwnego dzieje. Tak się zaprawić. oczywiście gdy jest spokój. 13 września Siedzę spokojnie na lekcjach i nie odzywam się do nikogo. Jakaś aparatka. ale nie wiedzą dlaczego. 12 września Wypuścili mnie trochę wcześniej. że chorowałam. tylko co? 25 września Filip twierdzi. sieje zniszczenie. Wieczorami długo się nad tym wszystkim zastanawiam. że wszystko. Ja jestem nowa. omijając z daleka chatę. Rodzice nie mówią nic o moim wyczynie z alkoholem. Nic mi nie jest. i biorę się do nauki. Ciekawe. poznawać nowe rzeczy. To mnie zajmuje. Obserwują mnie przez szybę. Lubię się uczyć. Chyba dobrze zrobiła mi zmiana szkoły. Przepisuję i uzupełniam zeszyty. ale w klasie jestem obca. nawet siebie przestałam rozumieć. pielęgniarka. Jakby nic się nie stało. Czuję to. co dzieje się z Filipem. niż miotać się po tej klatce z własną łazienką. z ludźmi. Czy już wrócili do miasta? Może jeszcze nie. 14 września Po szkole grzecznie wracam do domu. co mnie otacza. Nie rozumiem tego wszystkiego. Już wolę chodzić do szkoły. Mam być tutaj jeszcze tydzień na obserwacji. Bez sensu.

Sąd to dobre miejsce. co bronią. Przysłuchiwałam się mowie prokuratora. a także alkoholowe seanse mają nas wyzwolić. że nie do normalnego życia. Tylko. głównie o pobicia i kradzieże. Ostatnio zaczęłam interesować się prawem. Przysłuchuję się sprawie o zabójstwo. Jacy oni są? Ci. Sędzia zapytał: czy na sali są nieletni? Wyglądam dosyć poważnie i nie zostałam wyrzucona. a czasami tylko patrzę i chcę pytać. na Boga. Nasze narkotyczno . W czasie przerw chodzę na herbatę do kawiarenki w budynku sądu i przyglądam się ludziom w togach. W kawiarence rozmawiają swobodnie. poszłam na wagary. Wiem wtedy. My mamy być inni. W końcu odczytano wyrok. od czego? Po szkole idę tam i patrzę. że jest to bełkot zagubionych dusz. Szkoda tylko. Wolno mówić. Może wtedy nie chciałabym żeglować z nimi? 1 października Zamiast do szkoły. żartują.nikotynowe. Zapewne kiedyś się wyda. nie wnikając w ich sens. Na sali rozpraw występują jakby przeciwko sobie. Dziwne to wszystko. W domu nic nie mówię. Ale pytać nie należy. Siedzieli na oddzielnej ławie wśród milicjantów. co oskarżają. do sądu. 6 października Nadal chodzę do sądu. patrzyłam na oskarżonych. i ci. Tutaj nie szukają wagarowiczów. tylko w kinach i kawiarniach. Co my możemy zrobić dla siebie samych? W narkotycznym transie ulepszać świat? Może.jakiegoś amerykańskiego poetę. Kupiłam Kodeks karny i odczytuję na drzwiach paragrafy. Czasami ćpam i wtedy jest mi wszystko jedno. W czasie przerw wyprowadzano ich w kajdankach do specjalnego pomieszczenia. Powtarzają bezmyślnie jakieś słowa. Mam wrażenie. co się chce. Jak można coś rozumieć. zeznaniom świadków. Więc tak to wszystko wygląda. . o co będzie sprawa. będąc naćpanym? Powrót do domu jest jakimś powrotem. że byłam na wagarach. by się ukryć przed łapaczami. Może kiedyś będę studiować właśnie prawo? Było kilka spraw.

że choruję. I ten spokój udziela się. Ale na razie wychowawczyni da mi spokój. dostał dziesięć lat. 1 listopada Nic ciekawego się nie działo. Chociaż z tym nie mam problemów. W domu bywa różnie. gdzie jest kosz z narkotykami. co takiego robią moi rówieśnicy. ciągle muszę kłamać? Nie odpowiedział mi na to pytanie. że wszystko jest w porządku. Dobrze mi idzie. Szkoda. Znowu byłam w sądzie. Boję się trochę. Po dywanie dym się snuje. Dzisiaj pojechałam na groby. byłam razem z hipisami. Wczoraj przyśnił mi się Nepal. bo odbywają się przy drzwiach zamkniętych. Muszę skombinować jakieś zaświadczenie lekarskie. lubię bawić się włosami. jadłam LSD garściami. Udaję. Jestem wtedy spokojna. gdzie jest kosz z narkotykami? Wolna miłość? Śmieszne. Dużo czy mało? Czy można na lata więzienia przeliczać ludzkie życie? Czy cokolwiek liczy się w tym życiu? Wróciłam do szkoły i znowu odrabiam zaległości.Nie mogę chodzić na sprawy dla nieletnich. gdy nie ma tam tłumu. uprawiałam wolną miłość. Spytałam Filipa: czy będąc wolną. Facet. który zabił swoją żonę. Dlaczego tak ich okłamuję? Co się ze mną stało? A co się stało z nimi? 8 października Spotkałam koleżankę z klasy. Wychowawczyni pyta się o mnie. Powiedziałam jej. Tutaj wszystko się kończy. 13 października Filip dał mi wolne recepty. Lubię cmentarze. Ciągle coś udaję. . Przecież to się wyda. Wtedy jest tam taki spokój. Chciałabym wiedzieć. mogę wypisać sobie zwolnienie. Do domu staram się wracać mniej więcej o tej samej porze.

Chciałabym im powiedzieć. że będziesz nasza. coś dusi i nie pozwala powiedzieć tego prostego słowa. chociaż oni tego jeszcze nie zauważyli. A jednak coś nas łączy oprócz ćpania i tych spotkań. Napiłam się i słuchaliśmy muzyki. Zaczynam unikać zwykłych ludzi. Jesteśmy tak samo zagubieni. Pili wino. Chodzę po korytarzu samotnie.całe opakowanie majki. Ktoś jednak cieszy się. Czasami czytam książkę.Baśka. odrabiam lekcje.Wiedziałem. Zrobił mi od razu zastrzyk. Najlepszy prezent dostałam od Filipa . co ja o nim. Tylko na przerwach z nikim nie rozmawiam. Może tak. Jest mi tak dobrze. Jeszcze na coś liczę. może nie. że przecież ich kocham. Uśmiechnął się i powiedział: . Co on może o mnie wiedzieć? Tyle samo. Ale coś mnie powstrzymuje. Jest OK. Chodziłam od drzwi do drzwi. 4 grudnia Dzień moich imienin. bo oni cię zniszczą. To dziwne. Dlaczego? Nie powinnam chyba już o to pytać. uczę się. ale ucieszyli się na mój widok. Na jakiś gest porozumienia z ich strony. że jestem. 15 listopada Znowu byłam w sądzie. że zostawisz tamtych. Przyszedł Alfa. A może nie trzeba mówić? Może trzeba coś zrobić? . ale nie mogłam usiedzieć na żadnej sprawie.12 listopada W szkole wydaje mi się. W końcu poszłam do chaty. rób swoje. że ktoś z klasy chce do mnie podejść i porozmawiać. To wtedy gdy czuję. że jestem taka jak inni: denerwuję się przed klasówką. Jakże odmienny od tamtych lat. Na byle co. Przyjmuję prezenty z miłym uśmiechem. I powtórzył: . Nie było ćpania. To ja się zmieniłam.

Zaczęły mi się trząść ręce. Co chwila inny puls. że jestem ćpunką.11 grudnia Pokłóciłam się z Alfą. a Filip objął mnie i uspokajał. Właśnie to: że Nowy Rok i nic więcej. Więc dlaczego idę w to dalej? Czy nie ma z tej drogi odwrotu? Nikt nikogo do niczego nie zmuszał. Płakałam. Muszę zacząć myśleć i działać. co mógł czuć Alfa. Książki nie kłamały. Myślą. Wiem. Możliwe. I zaczęłam rozumieć. Głupie uczucie. Usnęłam. Zabrałam kajet na imprezę. TAM. Skończyła mi się majka. a to lata. Zaczął wrzeszczeć. Mam już nawet wisielczy humor przy pisaniu. Ale nie potrafię się zatrzymać. Nie wiem czego. I to jeszcze bardziej mnie przeraża. Przesiaduję w swoim pokoju. hipiską. Co się dzieje? 31 grudnia Tradycyjnie okłamując rodziców powiedziałam. po której stronie jestem. Był maksymalnie nagrzany i przyczepił się do mnie. nic nie rozumiem. Pisałam to. co mu jest. że się upiłam w Sylwestra. ślicznie kłamię i chce mi się płakać. W mieście coraz trudniej o ćpanie. że koraliki i długie włosy to nie wszystko. Biorę coś do ręki. Wszyscy przyszli z własnej woli. że idę na Sylwestra do koleżanki z klasy. Czuję. że w końcu muszę wybrać. że trochę przedawkowałam. że jestem głupia małolata. Muzyka cicho grała. Rozkleiłam się po ćpaniu strasznie. Filip rytualnie robił każdemu zastrzyk. 2 stycznia 1974 roku Czuję się fatalnie. Zaczęłam się bać. . że to jakaś nie znana dla mnie siła pcha mnie tam. Serce pracuje jak rozkręcony zegarek. A rano był Nowy Rok. a ja siedziałam w kącie i pisałam. to niemożliwe. Więc ja też mogę być kiedyś taka? Nie. żeby jak najmniej pokazywać się rodzicom. Ale oni też to wszystko wiedzą.

że oddają sprawę w ręce kuratora dla nieletnich. które wszystko niszczy.. że nic się nie wydało. 8 lutego Wywiadówka minęła spokojnie. I sama nic nie zrobię. i nie ma wiele chat z otwartymi drzwiami. A.. do drzwi mej chaty w zachodnią noc. Gdy ktoś się dobrze uczy. Mnie wmawiano. a ja swoje. przecież mam iść do liceum. że znam tamtych wszystkich. i jeszcze tam.dom. Było nas wielu. Nie powiedziałam nic. On jest przegrany. Można pukać. W ramach specjalnej akcji łapania wagarowiczów. on wie swoje. Rodzice są zadowoleni z dobrych stopni. A ja chcę. Teraz musi mi wystarczyć szkoła i dom. I zdradził mnie mój wygląd. Kochają mnie bardzo. Nie dam rady. mokry od morskiej podróży po autostradzie Ameryki. No właśnie . Przesłuchiwano nas oddzielnie. że i tak by mi przebaczyli. Żeby „dobrze” wypaść na okres. Kazali mi podwinąć rękawy. Tylko. I żeby nie wydały się wagary. I chce. ale nie wierząc już w nic. Do sądu przestałam chodzić. Jest to jedno małe „ale”. mimo wszystko. Jestem z tobą w Rockland w moich snach idziesz. Odwieźli mnie do domu i powiedzieli rodzicom. . Chociaż wiem. Ja też jestem zadowolona. Piątki i czwórki dla rodziców. Milczałam.G. płacząc.7 stycznia Przestałam ćpać i znowu zabrałam się do nauki. a przecież nie znałam nikogo. A my chodzimy tu i tam. uczyć się dalej. wychowawczyni nie pyta o nieobecności. Przecież tyle rzeczy mnie interesuje. by inni wokół niego też tacy byli. 2 marca Czekałam w kawiarni na Filipa i zgarnęła mnie milicja. Gdyby mnie widział Alfa! Ale olewam go. Piszę klasówki i kuję.

Pani kurator pytała. że nikogo nie znam. co robię. ale to już nie będzie mnie dotyczyło. Iga nie bierze zastrzyków. Uśmiech zjawy. Naiwni. że ściana kiedyś zawali się i przysypie mnie ostatecznie.Nie potrafię tego opisać. Tylko że moje powroty wyglądają już inaczej. Taka kosmiczna cisza. to znaczy kłamię perfidnie. Czuję. gdzie idę. Odmówiłam jej. jak się uczę. Straszny to uśmiech. A ja odpowiadam dla świętego spokoju. Ktoś płakał. wielki mur. Rodzice przyglądają mi się. zbyt dużo stawiała pytali. Uśmiechałam się do nich jak małe dziecko. Iga powiedziała. Nie mam powodu odchodzić z domu. Przesłuchiwali mnie. Chcą. Byłam w chacie. 21 marca Pierwsza rocznica mojego ćpania. I co wtedy będzie? Śmierć? Możliwe. Nie zrobią mi nic. Tutaj nie mogę milczeć. żebym sypała. bo teraz milicja nie da mi już spokoju. że mi wcale . pytają. W domu było spokojnie. wyląduję w poprawczaku. 2 kwietnia Dostałam wezwanie na milicję. że nie dadzą mi spokoju. Jakby ktoś spóźnił się i przyszedł w puste miejsce. rozmawiał za ścianą. Dopiero wtedy milicja zaczęłaby się czepiać. A jak ktoś mnie sypnie. Powiedziałam. Kazali rodzicom bardziej mnie pilnować. że mogę u niej zamieszkać. Wróciłam nagrzana do domu. Chodzi zawsze senna i uśmiechnięta. To była ściana. Może nawet chcieliby mnie oddać do zakładu. Jestem notowana. którego oni już nie potrafią skruszyć. a ja nie chciałam jej odpowiedzieć na żadne. Pytali o wszystko: co robię. 10 marca Zameldowałam się z ojcem w Sądzie. patrzą na ręce. tylko prochy. Alfa śmiał się. w Wydziale do Spraw Nieletnich. Filip zrobił mi zastrzyk z ziomków. kogo znam? Powiedziałam. Mówili. że teraz często będę do nich przychodzić.

Boję się Alfy. 25 czerwca Skończyłam 15 lat. Tylko we mnie czaił się niepokój. Tomek i jeszcze kilka osób. Sposób na przetrwanie . Kartka była mokra. ale się po prostu nie da. Przez ten czas uczyłam się i nie ćpałam. że teraz coś się zmieni. Sposób na milczenie . Pojechaliśmy stopem przed siebie.nie przeszkadza pobyt u nich. Łzy? Czekali już na mnie: Filip. Uznali mnie za stukniętą. będzie mnie szukała milicja. To dobrze. I znowu sezon. żebym tego nie opisywała.przetrwanie. Ale ja i tak będę pisała. Ucieszyło mnie to w pewien sposób. Ładna liczba. Zaczęłam zastanawiać się nad śmiercią. że bardzo chciałabym. Dostałam piękne świadectwo. żeby teraz ruszyć z nimi w Polskę. naprawdę cieszy. Iga. że wrócę po wakacjach do szkoły. Kiedyś bardzo się bałam. Nie wiem. Mam wakacje i bardzo dużo wolnego czasu.śmierć. Filip nalega. Zostawiłam im kartkę. Nie wiem. Pogoda wspaniała. Alfy nie było. Gdy ucieknę. Wydaje im się. Jestem uczennicą liceum. Cały maj dziwnie spokojny. że rodzice nigdzie mnie nie puszczą. . Rodzice są spokojniejsi. I to mnie cieszy. Siedzi za pobicie milicjanta. Bywają takie chwile. Co to znaczy być stukniętą? 10 czerwca Koniec szkoły podstawowej. 1 lipca Spakowałam plecak i po prostu wyszłam z domu. Rodziców nie było.milczenie. Wiem. Czy się boję? Chyba tak. Tak twierdzi Filip. Filip mówi. Sposób na życie . I milicja też mnie nie wzywała. A z jaką przyszłością? To podobno zależy ode mnie. Może coś się zmieni. bo mój dziennik może dostać się w ręce milicji. Piętnastoletnia małolata z tak zwaną przeszłością.

bo można złapać żółtaczkę. Obie z Igą też chodzimy na pole zbierać. Chłopcy rozpalili ognisko. Nie wiedziałam. Iga niewiele mówi o sobie. Nie pytam. To ćpanie nas tak zmienia. . Mam popuchnięte całe ręce. Ale gdy widzę pompkę z towarem. Czasami tak na mnie patrzy. Czekam. Iga czasami w nocy płacze. Z dnia na dzień wzrasta zapotrzebowanie na ćpanie. chłopcy w drugim. Robi z nami.Wieczorem rozbiliśmy namioty w jakiejś wsi. jakby chciała mi coś ważnego powiedzieć. sprzeczki wybuchają o drobiazgi. Moje serce jakoś wytrzymuje to codzienne grzanie. i w kanał. ostry ból. Opalamy się. Później leżymy i nawet nie chce się rozmawiać. ja z Igą w jednym namiocie. Wyruszają o zmierzchu na pole i zbierają. Iga była zawsze na prochach. Wiem. Nawet jeść się nie chce. Jutro ruszamy dalej na poszukiwanie pól makowych. Już nie mogę tego słuchać. a raczej snujemy z kąta w kąt. Bierzemy codziennie. dlaczego? Przecież takie pytanie jest absurdalne. ale zostaję z nimi. że to niezbyt bezpieczne. Potem to przyrządzamy. Ludzie są rozdrażnieni. a teraz leci w kanał. co chce. Podobno tak bezpieczniej. 7 lipca Dni są do siebie takie podobne. Coś zaczyna się dziać. Iga mówi. nie myślę o tym. Chłopcy organizują jedzenie i ćpanie. Jest mało sprzętu i robimy jedną pompką. Trudno mi się wkłuć w kanał. Kierowcy nawet nas zabierają. 3 lipca Śpimy do południa. Tak że niewiele nas to kosztuje. Jest starsza o trzy lata. 15 lipca Średnio co drugi dzień jedziemy dalej w Polskę. chociaż na pewno nasz wygląd ich dziwi. co to jest. ale ona rezygnuje. Czasami przeszywa mnie krótki. Dopiero teraz zaczęłam się naprawdę bać. Ale nie mówię o tym nikomu.

chodzi. przychodzi straszny lęk. że to początek ciągu. Zrozumiałam fragment książki. o Boże. Filip powiedział.Gdy zaczynam trzeźwieć. w istocie to rzecz straszliwa: oddech nieznanej bestii. Oni też byli. pojawia się znowu. co się ze mną dzieje. pojawia się jakaś zmarszczka. Od czasu do czasu niezrozumiałe drżenie przebiega po powierzchni. A może ma rację? Może przerwać ten Sezon? Wielu ludzi nosi w sobie ukrytego potwora. Nie ćpam już dla przyjemności. że to początek końca. ale bez dna. I zrozumiałam Igę. masz jeszcze szansę. który ich pożera. Ale. Nie potrafiłam się uspokoić. i czekam na kolejny strzał. który wysysa im krew. Rano mdlałam. żeby nie czuć. chorobą. Filip nic nie powiedział. Bo potem będzie za późno. która żyje w tym nieszczęśniku i zabija go. rozpacz. ale nie potrafiłam tego odnieść do siebie. 26 lipca W nocy zaczęło mną telepać. co będzie dalej? 20 lipca Może wrócić do domu? Mam takie koszmarne sny. W tak krótkim czasie wszyscy byliśmy już wpieprzeni. że ma w sobie straszliwego pasożyta . Ale zostałam. która gnieździ się w ich nocy.powiedział i rozpłakał się. tworzy się pęcherzyk powietrza. że ten człowiek to topiel. Mówi. znika. Zaczęłam krzyczeć. Nikt nie wie. Stoją nad moim grobem i płaczą. i nikt nie wie. Oto człowiek. Powiedziałam o tym Idze. .boleść stuzębną. Ciągle śnią mi się rodzice. Chłopcy obudzili się i przyszli do naszego namiotu. Jakiego końca? Skończą się wakacje. żeby to minęło. Filip spakował moje rzeczy i zawiózł mnie do jakiegoś . pęka.Jesteś w ciągu . Wiktor Hugo Wieczorem Iga odczytała mi ten fragment z Nędzników i powiedziała: Ratuj się. Wrócił z działką i zrobił mi zastrzyk. który nie różni się od innych. tylko poszedł na pole. ćpam. wrócę do szkoły i nie będzie żadnego końca. Niby to nic. Jest spokojny. Nie wiem. porusza się.

w którym był szpital. 10 sierpnia Odpoczywam w domu po tym koszmarze. 27 lipca Wylądowałam na reanimacji. Nie wszedł ze mną na izbę przyjęć. Biedna Iga. Na pewno nie mogli myśleć. Na zewnątrz czekali rodzice.miasteczka. I na pierwszym swoim odtruciu. którzy zaczynają? Przecież to obłęd. a byłam niczym. Czy dla niej nie ma już ratunku? A dla Filipa? A dla innych. że wrócę. Byłam skazana na ból i aparaturę. takie życie! . Czekało tam już na mnie wezwanie na Komendę. 2 sierpnia Powoli wszystko wewnątrz uspokajało się. że przeżywa się takie męki. to co z nimi? Nie wychodzę nigdzie. Chciałam być mocna. Iga miała rację. A co z nimi? Jeżeli ja za pierwszym razem się kończyłam. co to jest odtrucie. Mówiłam. Dopiero teraz to zrozumiałam. Oni wierzyli mi. zawiadomieni przez milicję. Oczywiście nie wierzyli mi. I nic więcej. A przecież tak mogło być. Kazał mi się ratować. Wierzyli. Obiecywałam płacząc. Mówiono mi. że mogę w ogóle nie wrócić. w jakim stanie wrócę. Wiedziałam. Nie mogli tylko przewidzieć. że wszystko robiłam sama. Ale nie mogli mnie zmusić do mówienia. że nikogo nie znam. Rodzice kupili mi podręczniki do pierwszej klasy liceum. Obiecywałam wiele. ale nie wiedziałam. która podtrzymywała prace mego słabego serca. Poszłam na przesłuchanie. Więc tak wygląda sezon. Tylko nie chciałam zeznawać przed milicją. żeby nie wsypać tamtych. 5 sierpnia Rodzice zabrali mnie do domu. że muszę milczeć.

Milicja szukała mnie. A co ja myślę? Ja nie myślę. raz po raz czegoś nie pamiętam. że tego nie widzą. twierdzą. To ma być ta wielka przygoda? Jeszcze jeden mit. Okazują mi miłość na każdym kroku. Czasami przechodzi przeze mnie taki dziwny dreszcz. Czułam się zagrożona. zdolnych. Śmietanka uczniowska Częstochowy. Zebrali o mnie opinie. jakby tamtego w ogóle nie było. uczesałam włosy. Nie umiem się na niczym skoncentrować. drżę cała. Za dwa tygodnie szkoła. I bałam się. to nie ruch . A jest o czym myśleć. Jak ja sama będę chodzić do szkoły? 1 września Poszłam sama do szkoły. Siedzę w swoim pokoju i bezmyślnie patrzę w okno. Rodzice udają. Bez przeszłości. Ambitni. muszę nabrać sił. Próbuję czytać. że mam szansę. 20 sierpnia Poszłam z rodzicami na spacer. Zmieszałam się z całym tłumem pierwszoklasistów tak. Chyba to skutki ćpania. bym mogła się uczyć. Jestem jak ogłupiała. Bałam się tłumu. ale na szczęście nie zdążyli dać ogłoszenia w gazetach. włożyłam granatową spódnicę i białą bluzkę. Zdjęłam koraliki. Młodych. I to też jest straszne.12 sierpnia Milicja powiedziała rodzicom. Uciekają mi słowa.to ćpanie. chyba że znowu coś zrobię. Mama karmi mnie jak małe dziecko. Ale mnie tam nie ma i nie będzie. 3 września Jest nas czterdzieścioro w klasie. Schudłam. Oni tak twierdzą. 15 sierpnia Na Szczycie zlot. To nie wolność. Wszystko mi się odwróciło. Dają mi szansę. że nie będzie żadnej sprawy. Nadal siedzę w domu i powoli uspokajam się. której trzeba się wstydzić . Ale to było we mnie.

Właśnie. Jadą teraz na zupie. Ja też tak niekiedy myślę. I wtedy sobie myślę. że nie sypałam i. Nie wiem. To też jakiś sposób. Iga nagrzana nie z tego świata i to słowo. Nie ma czegoś takiego u hipów. że nie tutaj moje miejsce. A konkurencja jest silna. pomaga. że zawadzam. 7 września Rodzice myślą. Dobrze pamiętam. Trzeba dużo się uczyć. To spotkanie bardzo mnie zdenerwowało. Wszystko jakby od nowa wróciło. Ja nie przesadzam. co było w wakacje. wśród tych ludzi. że piszę mój dziennik. Czasami pomaga.lub ukrywać. Tylko po co trwać? Ciągle zadaję pytania. Była na prochach. Mimo wszystko czekają. czekają na mnie. 16 września Powoli wciągam się w kierat szkolnych obowiązków. Wróciłam do domu roztrzęsiona. Uczę się tyle co zwykle i jakoś mi idzie. To taka moja modlitwa. żeby chociaż jeszcze raz zaćpać. Sami dobrzy uczniowie. Tutaj każdy walczy o swoje.. Ale czasami powraca taka dziwna tęsknota. Więc uczę się. Czasami tylko czuję. Tak trochę. W drodze do domu spotkałam Igę. To najlepsze liceum w mieście. czekają. Tak mi się przynajmniej wydaje. I surowy wychowawca. że wszystko będzie już w porządku. Nie dać się życiu.. na które nie ma odpowiedzi albo nie umiem ich znaleźć. doborowa klasa. Zwłaszcza we śnie wszystko powraca. . Żadnych wagarów. Alfa już wyszedł z pudła. jak tamci przetrzymali Sezon. zwolnień. Tylko nauka i bezwzględne posłuszeństwo. Żeby nie czuć tego przejmującego smutku. bo pochłonie i zniszczy nadzieje. Startuję z pozycji zerowej. by przetrzymać samą siebie. Spytałam o ludzi. Są mi wdzięczni. To nie szkoła podstawowa. Dostał wyrok z zawieszeniem. I pamiętam. zwłaszcza Filip. I to. Mam zwolnienie z w-fu ze względu na chorobę serca.. to jest właściwe określenie walczy. Na przerwach rozmawiamy o niczym. Nie widziałam nikogo od tamtej pory.. Przetrzymali Sezon.

4 października Dostałam susz od Filipa. Najtańszy towar w kraju. Tyle trzeba mi było do szczęścia. Nic więcej. nie możesz. Gotuję sobie zupę i idę do szkoły lekko przygrzana. Ale nie postawił mi dwói. od nich też. Kanały miałam czyste. Tak mnie to wzięło. naprawdę tylko moje. Jakie to teraz ma znaczenie? 1 października Poszłam do chaty. Więc trzeba przetrzymać liceum do matury i może wtedy naprawdę będę robić to swoje. Nawet stałam się rozmowniejsza. Tylko o co mi chodzi? W szkole też nie to. To przecież nie to. Powiedział. Alfa śpi. Niczego więcej nie oczekiwałam. Filip. Nie wytrzymałam.Nie. tak jak wracałam kiedyś. a ja tylko kiwnęłam głową. Nie możesz się w to dalej ładować. Spytał mnie o coś. cichutko. Widziałam. Potem położyłam się na materacu i było mi po prostu dobrze. W końcu co? Chcę studiować. . nastawiłam magnetofon. trzeba starać się zapomnieć o ćpaniu i o wolności. Wychowawca stale mi się przygląda. że muszę zapłacić. więc niczego się nie obawiałam. nie myląc taktu swego stąpania po brukowanej ulicy. Baśka. Wróciłam do domu. Tak. 12 października Dostałam wezwanie na MO. Tak. Tomek śmieje się. Tylko wychowawca nadal patrzy na mnie jakoś inaczej. Cicho weszłam do swego pokoju. daleko. Poszłam tam lekko przygrzana. Nic do mnie nie dociera. nie wolno ci. Zapłaciłam. żeby kontaktować na lekcjach. jak Iga kiwa się w takt jakiejś absurdalnej muzyki. Ja byłam daleko. To wiem. napełnił strzykawkę. że zupełnie przestałam uważać na lekcjach. Tanio. nie umiałam mu odpowiedzieć. O wolności? 20 września Ciągle myślę o spotkaniu z Igą. nic nie mówiąc. o co ci chodzi.

Prawdziwy święty śmiech w rzece! Widzieli to wszystko! dzikie oczy! święte wycia! Żegnali! Skakali z dachu! w samotności! powiewając! niosąc kwiaty! Do rzeki! na ulicę! A.ludzie. Wszystko jest nieważne. śmierć. żeby nie wpaść w ciąg. Jest to dziwny rodzaj dojrzałości. Czuję. Może uwierzył.. .. czy znam tego i tego? Oczywiście nikogo nie znam. Piszę. Dostałam zaświadczenie jako usprawiedliwienie do szkoły. Czujność rodziców jest uśpiona. Jestem takim malutkim kwiatkiem. nadzieja. dlaczego miałabym być zła? Tylko boję się ludzi. Pogodzenie się ze sobą. Mimo wszystko. Powiedzieli. by nie uciec. że mi się u nich podoba. deszcz i gradobicie. Nie przyjmę się tutaj. Ja chyba nie jestem taka zła. Powiedziałam mu.. Pytali..Pytali.. Jestem zmęczona. Nie piszę . Idioci. inaczej. jak się uczę. 2 listopada Filip radzi. A może jakiś wspaniały ptak osłoni mnie swoim skrzydłem. Piszę . Mam ćpanie. Ale czeka mnie jeszcze słońce. Mimo ciągłego buntu pewne pogodzenie się. Tylko na każdy odruch czułości z ich strony reaguję lękiem i muszę mocno trzymać się podłogi. To nieważne. że jeszcze przez jakiś czas będą mnie sprawdzać.. Przecież chcę dotrwać do matury. A poza tym muszę się jakoś uczyć. że mi to nie przeszkadza. że byłam świadkiem wypadku drogowego. Powiedziałam im. czy ćpam. wyrwanym z obojętności i wsadzonym w skałę. smutek. W samotności pragnę samotności. żeby robić przerwy w ćpaniu. jak ja mam to pokazać wychowawcy? 18 października Musiałam pokazać wychowawcy to zwolnienie z Komendy. G.wiara. że ostatnio bardzo się zmieniłam.

Nie ma nas. Była i nie ma jej. Iga usnęła po prochach i więcej się nie obudziła. Nienawidzić siebie. nie ma nas? . Mnie nikt nie wsypał.20 listopada Iga umarła w chacie. Filipa tam wtedy nie było. ale chyba go wypuszczą. Przyszła do chaty ze swoim codziennym uśmiechem na ustach. Alfę i Tomka puścili. Była już nagrzana. jego nadal szukają. Filip znowu dzwonił. W chacie nic nie brała. Wezwał pogotowie. Chodzę do szkoły. Bo my nie istniejemy. Dopiero później uświadomiłam sobie. I to wszystko przez ćpanie. Nie zrozumiałam go w pierwszej chwili. Nie wiem. Nawet tego nie umiem wyrazić. że chyba pójdzie na „złoty strzał”. Powiedział. Trzeba by go jakoż ratować. kiedy to się stało. Dopiero Alfa zorientował się. Mieszka tam Filip i podobno grzeje bez opamiętania. Milicja prowadzi śledztwo. Tylko jak? Spytałam o to Alfę. Filip do mnie dzwonił i mówił. Ale w chacie teraz pusto. Jak to. ale go odratowali. To jego mieszkanie. Wyśmiał mnie. Miała 18 lat. 22 listopada Jestem wstrząśnięta jej śmiercią. 2 grudnia Już po pogrzebie Igi. że to narkomańskie samobójstwo. Filipa wypuścili. Podobno milicja szaleje. Chodzę jak ogłupiała. Nie wie. patrzę na moje grzeczne koleżanki i czuję. że zaczynam nienawidzić. żebym teraz nie przychodziła. że z tej drogi nie ma odwrotu. czy coś dalej będzie się działo. Szukają go. ale było już po wszystkim. co ma robić. Mówi. Robili jej sekcję. Nawet nie wiedzieli. Poszedł na „zloty strzał”. że coś jest nie tak. Nie zdążyłam krzyknąć do słuchawki: „Nie!” 27 listopada Filip jest w szpitalu. A poza tym u nas nie leczy się narkomanów. Zgarnęli Alfę i Tomka.

Chyba że to ty pierwszy raz podałeś jej narkotyk. to nie tak. jak czyta mi Nędzników. I tak chyba przez dwie godziny. wykonuję wszystkie polecenia rodziców. A ja ciągle widzę Igę. A więc tak się umiera. jakby to było na trzeźwo. O niczym nie wiedzą. dusiłam się. Gdy rodzice wrócili do domu. bo wszystko by się wydało. Nie wiem. Więc to koniec. Nie byłam zdolna do żadnego ruchu. ale on był na wykończeniu. Przecież to też jest bez sensu. Mam jeszcze słomę. żeby go przesłuchać. Odwieźli go tam milicjanci. Gdy odzyskiwałam świadomość. że umieram. Nie. Będę grzała. i rzygałam. Mogło się to stać gdziekolwiek. Sprzątam. Bałam się wezwać pogotowie. Przyjechali po niego. Trzeba przetrzymać. Przecież naprawdę ich kocham. Bo nie wyobrażam sobie. Filipie. . Zapadałam co jakiś czas w ciemną otchłań. W Sylwka ugotowałam sobie zupę i wypiłam w nocy. przecież oni niczego nie rozumieją. Tylko niczego nie mogę im powiedzieć. Po kilku godzinach mogłam już ustać na nogach. O Boże. To nie twoja wina. mówiłam do siebie i nie robiłam nic. 11 stycznia Filip jest w szpitalu psychiatrycznym.4 grudnia Te imieniny były dla mnie koszmarne. Robię to w jakimś półśnie. czułam. Tym razem sama. wyglądałam już mniej więcej normalnie. Nie mogłam złapać oddechu. co zwykle. 23 grudnia Przede mną koszmarne święta. Nad ranem obudził mnie jakiś ciężar przygniatający klatkę piersiową. 1 stycznia 1975 roku Przedawkowałam. Tak jak mnie. co będzie dalej? To. chociaż ty nie umieraj. Piłam gorzką herbatę. Musiałam przyjąć tę ich grę w grzeczną córkę. W końcu usnęłam. że Iga umarła akurat w twoim mieszkaniu.

Wątroba jest powiększona. Poszłam do lekarza. Niekiedy mam wrażenie. I ból za tamtym wszystkim i przez to wszystko. Za przywiezienie dostanę swoją dolę. Przynajmniej na razie. Przepisał mi jakieś prochy. że spotkamy się za tydzień. Tęsknię za ćpaniem jak za kimś bliskim. Oczywiście jeżeli chcę ćpać dolej. Zaproponował mi konkretny układ. Dał mi trochę suszu. jak ja pojadę po towar do Warszawy. Tomek mówi. więc jest to jakieś wyjście z sytuacji. Hej. Mam się nad tym zastanowić. 23 stycznia Filip nadal w szpitalu i chyba nieprędko z niego wyjdzie. Odrzuca mnie od książek. tylko kto mnie zrozumie? 12 lutego Spotkałam się z Alfa. Forsy na ćpanie nie mam. Mam mało ćpać i . ale nie mam zamiaru brać. Chcę. najbezpieczniej będzie. Mam jechać do Warszawy na początku marca. Nie ma rady. Powiedział. że to samo zło. Nie ma dla mnie ratunku. 5 lutego Spotkałam się z Alfą. bo pozostało mi tylko poczucie bezsensu trwania wśród żywych. A poza tym muszę się uczyć. że to dobrze dla niego. Teraz będzie bolało nieustannie. Ponieważ milicja prawie mnie nie rusza. mój dzienniku! Umiem już mówić bez słów. ale kończy się okres. a w mieście ciężko z towarem. Nadal mam zawroty głowy i boli mnie wątroba. Filip w szpitalu. i wyraziłam zgodę na jego propozycję. Potrzebuję ćpania. Ćpanie mi się skończyło. Trzeba będzie się trochę podleczyć. Da mi forsę i adres. chociaż żyję. że przegrałam swoją walkę o życie. Skończyło się darmowe ćpanie. Powiedział mi o tym Tomek.Przynajmniej uratowali mu życie. Mimo że wiem. I że nie należy go odwiedzać. Nie zrobią mu sprawy o Igę. kraść nie będę.

Wygadałam się. Podwójne. Teraz jest wolny. ale nic więcej nie powiem. O Boże. co miałam załatwić. Nie wiem. Jak ja to robię? Doprawdy nie wiem. Ale przecież stale ocieram się o przestępstwo. Zostałam tam na noc i miałam z towarem wracać na drugi dzień. chociaż zamknięty. Odwieźli mnie najpierw do komendy na Wilczą. Baśka? Nie. Mam inne życie. Powiedział. ja nadal stoję na uboczu. Nieletnia w środku nocy w stolicy. Przesłuchiwał mnie major MO. 2 marca Spotkałam się z Alfą. Półrocze zaliczyłam nawet z dobrymi stopniami. 10 marca Cała sprawa się rypła. bo . zawsze nagrzany. 15 lutego Trochę biorę i boję się tego wyjazdu do Warszawy. I to jest łagodnie powiedziane. Ale masz. że w Warszawie będą na mnie czekać. Zatrzymał mnie patrol MO. Więc odpieprz się sama od siebie. Pojechałam do stolicy i trafiłam pod wskazany adres bez żadnych problemów. był w ciągu. Warszawy prawie nie znam. Ale w nocy zrobiło mi się duszno i wyszłam na samotny spacer. że zły. Tego chciałaś. Dał mi forsę i adres. Przygrzana.grzecznie chodzić do szkoły. Odpoczywa sobie na oddziale. i oczywiście od razu przygrzałam. że przyjechałam po towar. do tego bez dokumentów i z pompką w kieszeni. żeby gliny się do mnie nie przyczepiły. W klasie potworzyły się małe grupy. Przyznałam mu się. I milczy. A może tylko więcej przegrany i mocno już wciągnięty w ćpanie. zwyczajnie się boję. ile lat on ćpa. niespokojny i w jakiś sposób tajemniczy. Jaki jest właściwie Alfa? Wyczuwam. Odkąd pamiętam. Nie chciałam podać swoich danych personalnych. Z Filipem już lepiej. jak to się u nas mówi. Prawie jak w powieści kryminalnej. ale chyba jakoś tam trafię. Załatwiłam.

i podałam swoje dane. że nie wolno mi zdradzić adresu. czytać. żebym sobie przypomniała. ta sama procedura. Później powiedzieli rodzicom. Zaprosił mnie do swego gabinetu i powiedział rzeczowo. Na drugi dzień musiałam od nowa wszystko zeznawać częstochowskiej milicji. przepraszać. Rano rodzice czekali na mnie w gabinecie szefa. z czystą pościelą. Milicja częstochowska już mnie szukała. Tam wolno nam było grać w bilard. Płakała mama. Z milicjantem na przesłuchanie. przyszedł szef Izby. Po kilkunastu godzinach. że przyjechałam po towar. już rano. zaglądali do mnie i pytali. W nocy co jakiś czas zaglądano do nas. że mam urojenia albo naczytałam się kryminałów i puścili mnie wolno.byłam nagrzana. bo rodzice zgłosili. Ustawialiśmy się gęsiego i pod czujnym okiem milicjanta schodziliśmy do jadalni. Po kolacji pozamykali nas w sypialniach z judaszami w drzwiach. oglądać TV. Kazali mi się przebrać w moje ubranie i pojechałam z rodzicami do domu. czy mam się z nimi przywitać. Doszłam do wniosku. Od razu zadzwonili do Częstochowy. Co dwie godziny. Łóżko było wygodne. Na komendę kończyliśmy jeść i szliśmy do sali telewizyjnej. Trzymałam się już jednej wersji: że jestem narkomanką. Więc oberwałam. jak się nazywam. Mnie znowu wezwano na przesłuchanie. A tymczasem siedziałam w Izbie. druga coś ukradła. że tego nie mogę im zrobić. wiedziałam. Rano śniadanie. tak myślę. czy śpimy. Rodzice mieli przyjechać po mnie na drugi dzień. Nadal nie chciałam powiedzieć. W końcu przebrałam się i zamknęli mnie w izolatce. Ponieważ byłam już prawie trzeźwa. że zaraz wezwie fotografa i jeszcze dziś moje zdjęcie pójdzie do TV. jak się nazywam i skąd jestem. . A poza tym nie chciałam przebrać się w specjalne ubranko. Ubranie zostało przed sypialnią. ale nic więcej nie powiem. I to był najokrutniejszy moment w tej całej sprawie. rzucić na szyję. Potem obiad. Zrobili mi rewizję osobistą i odwieźli do Milicyjnej Izby Dziecka na Wiśniową. Nie wiedziałam. Ja stałam na baczność ze spuszczoną głową. Jedna uciekła z domu. Ci też stwierdzili. że mam urojenia i powinni iść ze mną do psychologa. że zaginęłam. ale to. Nocowałam z dwiema dziewczynami. I tam się dopiero zaczęło. pomyślałam o rodzicach. płakać. do kibla i na posiłki.

17 marca Znowu byłam na przesłuchaniu. co się ze mną dzieje. 15 marca Przed szkołą czekał na mnie Alfa. To mi wyglądało na poważne przestępstwo. że jestem umysłowo chora. ale że muszę po ten towar i tak pojechać. przekreślona. Czułam się jakaś stracona. włóczęgostwo. że to ostatnie ostrzeżenie. nie musiałam ukrywać . Dał mi do zrozumienia. Nadal mówiłam. bo się go po prostu bałam. Nie wiem. To otoczenie jest dla nich niebezpieczne. Pojechałam do Warszawy nocnym pociągiem. gdzie siedziałam dłużej w dołku z dwiema prostytutkami. nie chciałam wplątywać się w tę sprawę. Powiedzieli rodzicom. Wtedy mnie zamkną. czuję to i teraz. I że kiedyś mogę być niebezpieczna dla otoczenia. Patrol zabrał mnie najpierw do komisariatu na Widok... Zresztą nie wiedziałam już. A tym światem jest dom. że i tak pojadę. Powiedział. Tam przetrzymali mnie trochę w izolatce. gdy on w końcu sobie poszedł. Co innego grzanie. Nie sprecyzowali gdzie? Nie ma ludzi niebezpiecznych dla otoczenia. to on coś mi zrobi. że jeżeli tego nie zrobię. Ale tym razem pobrali mi odciski palców. że wie. zrobili trzy śliczne zdjęcia z numerkiem i założyli mi kartotekę za. Gdy na niego patrzyłam. Oni się tylko bronią. Zgodziłam się. wiedziałam. Ponieważ nadal milczałam. Potem przewieźli na Wilczą. Nie miałam zamiaru iść po towar. Jest to jakaś absurdalna desperacja. Tylko tym razem na dłużej. kim jestem. Od razu w śródmieściu „dałam się” złapać milicji. że nikogo nie sypnęłam.Szkoły nie powiadomili. zawieziono mnie do Izby Dziecka. że pobyt na komendzie mi nie przeszkadza i że lubię tutaj przebywać. Tam mnie pamiętano. 7 kwietnia I pojechałam znów do stolicy. Stwierdzili. Tama pomiędzy mną a resztą świata. Powtórzyłam ten sam numer z niepodawaniem swoich danych. Może jestem.

. to nie wiem. że na razie mnie nie wypuszczą. kradzieże. Po dziesięciu dniach stwierdzono. I w końcu powiedziała rodzicom. Tym razem grzecznie się przebrałam. ale nikogo nie sypnę. Naprawdę nie wiem. Czekała na przydział do Domu Dziecka. wykąpałam. I ja wśród nich. Na tym akurat mi nie zależy. Słuchałam opowieści innych bywalców Izby. że w swojej klasie mnie nie chce. Przyznał mi rację i dał trochę towaru za to. W domu wielkie milczenie. Była mała dziewczynka. Ucieczki z domu. że jestem chora i że milicja nic do mnie nie ma. „Jakoś” się rozniosło. odrabiam lekcje i czuję. Wyjaśniono im. Że jestem narkomanką. Mówiłam to samo. ale powiedzieli. chyba czteroletnia. 21 kwietnia W klasie traktują mnie z rezerwą. co by się działo. bo mogę zdemoralizować innych. a potem się powiesił. porzucone dzieci. którą opiekowali się wszyscy milicjanci. że moje poczucie bezsensu osiąga maksymalne rozmiary. A na czym mi zależy? Nie wiem. że nikogo nie sypnęłam. że w Warszawie jestem spalona.swoich danych. Przychodzę ze szkoły. ale bez przesady. ale nie mogę się tam więcej pokazywać. jak było naprawdę. dostałam śniadanie i od razu na przesłuchanie. gdy nie było przesłuchań. przyjechałam po towar. Stwierdził. że mam kłopoty z milicją. Jej ojciec zabił matkę. Tym razem zdążyli powiadomić szkołę. Przesłuchiwano mnie codziennie przez dziesięć dni. tkałam kilimki w świetlicy i wszystko odbywało się tak jak przedtem. Po powrocie do domu to samo powiedziała milicja częstochowska. ale muszę zmienić szkołę. Powiadomili moich rodziców. 11 kwietnia Spotkałam się z Alfą. że mam schizofrenię i trzeba mnie leczyć. bo prowadzą śledztwo. Pani porucznik rozmawiała ze mną o wszystkim. co ci ludzie o mnie myślą. Dyscyplina wojskowa. że otrzymam świadectwo ukończenia pierwszej klasy. Trudno. Powiedziałam mu. że odsiedziałam dla dobra sprawy. że mają mnie leczyć. Gdyby wiedział. Po południu. I rodzice znowu po mnie przyjechali. Wychowawca powiedział.

Mogę sama się kończyć. Mit o hipach upadł dawno. Powiedział mi. Może gdzieś są jeszcze prawdziwi hipisi. Nie odpowiedział. Miałeś rację. to nie ja. Nie jestem w ciągu. co mógł mi powiedzieć? Odstrzeliła w narkomańskim niebycie. Tylko do jakiej ceny dojdę? Tak jak Iga? W imię czego? Dla kilku chwil przyjemności i wielu godzin cierpień? Chyba że nie będzie się trzeźwieć do końca. Susz jest tani. żeby zaćpać. Widziałem najlepsze umysły mego pokolenia zniszczone szaleństwem. gorzej z majką. To zbyt obciążające. Allen. Nawet nieźle wygląda. Dał mi trochę morfiny. A może nie udaję? Co to jest ta schizofrenia? Co oni mi wciskają? Na szczęście rodzice nie proponują mi wizyty u lekarza. A. Już minęły dwa lata. które wyniszcza fizycznie i psychicznie.25 kwietnia Zaliczam zaległości i udaję. A może obawiają się mojej reakcji? Trudno wyczuć. Już za nie płacę. nagie. do której doszłam po dwóch latach. Pozostało tylko ćpanie. Jeszcze zanim się TO wszystko zaczęło. Tylko mniej ludzi przychodzi. Ale już bierze. Absolutnie nie umiemy się porozumieć. Taka śmierć nie dotyczy nas dotąd. ale nie mam zamiaru patrzeć. Staram się nie zawierać nowych znajomości. I to jest ta prawda. że ja. Do wiecznego snu. głodne. Ja tam czasami zaglądam. że ma żal do Alfy za to. A może się mylę? Może z narkomanami nie jest jeszcze tak źle? A może nie wiem jeszcze wszystkiego? 4 maja Chata u Filipa znowu otwarta. Ale tutaj przychodzi się tylko po to. Trochę płacę.G. Spotkałam Filipa. dopóki sami nie konamy. histeryczne. Ją lubię najbardziej. . Spytałam go o Igę. jak inni to robią. ćpam sportowo. że tak ze mną postąpił. Ale właściwie.

Już zdałam do drugiej klasy. W wakacje odpocznę od tego wszystkiego. 13 maja Ćpam tak średnio. Że zostanę tutaj sama. że w tym roku szkolnym więcej nie pójdę do szkoły. Mama mówi. Ale teraz nie mogę. To nieważne. że jeżeli źle się czuję. Dobrze to sobie obmyślił. Chcę być sama. że to chwilowe załamanie. Ale nie mam zamiaru znowu zmieniać szkoły. że chcą. Nie chcę. Zostaję. że mama zostawi mnie w spokoju. Nie mogę tam iść. Czasami coś jem. a w domu nie ma szansy na porozumienie. myję się i tak leżę. . Wychowawca powiedział rodzicom. 20 maja Powiedziałam rodzicom. co się ze mną dzieje. uczę się przecież dobrze. zupełnie sama. Myśli. Rodzice nie pytają o nic. Ważne. Nie rozumiem tego. Dziwni ci moi rodzice. to mogę nie przychodzić. chociaż pozostał jeszcze miesiąc. że oni chcą.10 maja Niedługo koniec roku szkolnego. Po prostu nie mogę. nie dosłyszałam. Nie mają się czego czepiać. Czego chce ojciec. Nie chcę niczego. Chyba jest już za późno. Upieram się. żeby to przeczekać. Czasami tylko słyszę. Na zewnątrz walczą o moje sprawy. co mają robić. Myli się. że wychowawca nie ma racji. By dotrwać do końca szkoły. by zostać w tej samej szkole. Postawiłam na swoim. Zupełnie nie wiem. Po każdym Sezonie ktoś umiera. Co z tego. I nie wyruszę w Polskę. To przecież niczego nie zmienia. A może ze mną już nie da się porozumieć? Bo widzę. że się nie pojawię w drugiej klasie. Tylko czy dobrze na tym wyjdę? Nie wiem. jak kłócą się między sobą o to. Dlaczego mam odchodzić? Ojciec był u dyrektora i oświadczył. Niech wszyscy zostawią mnie w spokoju. I tak dostanę świadectwo. Tkwię zamknięta w swoim pokoju. Leżę w łóżku i patrzę w sufit.

Spytał. Jest trochę nowych ludzi. I tak zwyczajnie. Naprawdę nic mi nie jest. Od razu zrobiło mi się lepiej. że jeszcze przyjdzie. Nie zrozumiałam go. Spytałam go o ludzi. Boję się cała w środku. Tam jest strasznie. Tak jak kiedyś chodzę po ulicach i przyglądam się ludziom. 9 czerwca Byłam w chacie. Mówił. Wszystko mi się przypomniało. Chciał mnie zabrać na spacer. gdzie zawsze siedziała Iga. To znaczy. że dzwonił wiele razy. wydaje mi się. To minie. Teraz jest jeszcze spokojnie. Za dwa miesiące będą tu tłumy. że działo się coś złego. Nie trzeba nic robić. Tylko tak. Zrobiło mi się niedobrze. Tylko nie wolno mi mówić o niczym. Nie chcę tam być. Tam. Najczęściej bywam w parku pod Szczytem. Omijam miejsca blisko szkoły. Nic nie muszę robić. Filip widział to i szybko zrobił mi zastrzyk. Mogę w każdej chwili przyjść do chaty. tylko nie umiem tego określić. Wróciło. czy poszłabym do szpitala. teraz siedziała inna dziewczyna. czego się boję. Powiedział. Tylko tutaj. nie pójdę. ale rodzice odpowiadali. że jestem chora. Zrobił mi zastrzyk morfiny. Tutaj jest dobrze. Rodzice byli w pracy. Tak jest dobrze. Potem usiadłam przy niej i długo na . Tam jest coś. 7 czerwca Czuję się trochę lepiej.23 maja Siedzę w domu i tutaj czuję się bezpiecznie. Chyba zwariowałam albo cały świat wokół mnie szaleje i chce mnie wchłonąć. Dawno nie ćpałam. Tomek jest w szpitalu. Nikomu. ale bałam się. co się ze mną działo. Tam nie chcę chodzić. Nie trzeba nigdzie chodzić. nigdzie się nie spieszę. Milicja dała im spokój. 30 maja Przyszedł do mnie Filip. Dlaczego miałabym iść do jakiegoś szpitala? Nic mi nie jest. Nie wiem. Zaczęłam wychodzić z domu.

I dalej będę się uczyć. Muszę się kontrolować. Tak jakby gdzie indziej się nie ćpało. Przecież to takie proste . Przynajmniej mam co okazywać organom ścigania. Dlaczego się nie uśmiecham? Bo wiem. A od września pójdę normalnie do szkoły. Tylko ta moja wątroba. Mam tego cały zapas. Niech tak sobie myślą. Kiedyś ktoś tak mnie będzie wspominał. A może nawet nie będzie dokładnie pamiętał. Prochy też są dobre. Będzie tylko jeździł na kilka dni po towar. jak się leci po sportowym ćpaniu. Postanowienie jest dosyć dobre. Coś się tam dzieje. Teraz wszystko się liczy. No i głowa. czyli glinom. ale jak je zrealizować? Nie oszukuj się. a więc koniec. co będzie dalej. Chociaż nie wiem. Kazał mi kupić jak najwięcej ziomków i to w różnych aptekach. . Ja będę żyć. 25 czerwca I skończyłam 16 lat. Tylko że ja się nie uśmiecham. Mam prawdziwe wakacje. Odkąd uznali.nią patrzyłam. Szesnastka to już coś. chociaż to trwa już ponad dwa lata. Sama. OK. przecież wiesz. Tak kiedyś Iga patrzyła na mnie. Była? Owszem. 20 czerwca Mama przyniosła moje świadectwo ukończenia pierwszej klasy liceum. dali mi spokój. że nie jestem wpieprzona. Wyjdę z ćpania. Filip zostaje. A to się liczy. Wystarczy na długie ćpanie. Ważna mi osoba. Ale lepiej w to nie wnikać. Żadnych ciągów.ćpun od razu pozna ćpuna i dojdą do porozumienia. Nie dam się. 1 lipca Nie ma żadnego Sezonu. Rodzice chcą mnie gdzieś wysłać na wakacje. Mam nawet tymczasowy dowód osobisty. Baśka. Ale dłużej. że jestem stuknięta. Odstrzeliła. Kupiłam jeszcze kodę. Chcę żyć. jak zostanę w domu. I dobrze. Chyba będzie lepiej. chociaż działają słabiej. To wszystko. Sportowe ćpanie i odpoczynek przed drugą klasą. Myślę.

choć czasami nie jest to bełkot. Tomek się kończy . A ja kogo wciągnę? O nie. A może kiedyś ktoś przeze mnie się przekręci. Na zatracenie całkowite. Przynoszę mu coś do jedzenia. Trzymasz się jeszcze i dobrze. jacy są w mojej klasie. Teraz ja odwiedzam Filipa. co ja ze sobą zrobiłam? 3 lipca Rozklejasz się. Martwię się o niego. Już płakać nie potrafię. Może kiedyś tak samo będą o mnie myśleć inne. nie zrobię tego. kiedy kiblował. nawet takim. Wystarczy wziąć o działkę za dużo. Chodził do szkoły. chociaż niewiele robimy. nie kończące się noce udręk.odchodzę i już zaczyna cię zżerać sumienie. chyba nie potrafię. I on kiedyś był zwykłym chłopakiem. młode ćpuny. gdy ja im będę serwować towar jak lody. Cały czas pije zupę albo ładuję ziomki.reakcja łańcuchowa. Chyba jest mocno uzależniony. Takie jest narkomańskie życie. Może przydałaby się jakaś pomoc? Tylko gdzie jej szukać? Tak już ma być zawsze: poranek. I opowiada mi o sobie. 12 lipca Alfa ruszył w Polskę. A więc Alfy nie będzie teraz w mieście. I już jest inaczej. Baśka. ześwirować. Słucham tego ćpalniczego bełkotu.Doprawdy nie wiem. Alfa cię wkurwia . bo wtedy naprawdę wiele się dzieje. Tomek wyszedł ze szpitala i pojechał z nim. Wystarczy powiedzieć w domu . gdy nie chce się wstawać. wieczór pełen obaw. Filip jest smutny. Filip mnie . Filip zostaje. kiedy nie chce się jeszcze umierać. zmierzch. Filip jest przygnębiony. Nie ma się czym przejmować. . wyrzucili go.jego brocha. wpaść w łapy glinom. ale on nie może jeść.olej go raz na zawsze. W naszych życiorysach sytuacja zmienia się z minuty na minutę. A kochać? Gdzie podziało się moje uczucie miłości? Boże. To Alfa dał mu pierwszy strzał. Gdy skończył 18 lat. Odbija sobie tamten Sezon. Przecież wszystko jeszcze może się zdarzyć. Tak myślę? Może już tak myślę.

I kiedyś w moim życiu pojawił się Filip. Milicja ciągle mnie ma na oku. Czasami się odzywa. przecież za miesiąc szkoła? Ale nie umiem się powstrzymać. Filipie. Z Filipem trochę lepiej. zaczął zmniejszać dawki. tylko jakąś ciotkę. 20 lipca Ładuję ziomki w kanał i chodzę po mieście. Może słyszy muzykę. i będziemy wspólnie słuchać. bo oni są hipisami. Dużo czytam. . Obudź się Filipie. a my już tylko starymi ćpunami.Filip nie ma rodziców. Jestem nagrzana i jest mi OK. czy mnie słyszy. Tylko czasami już nie pamięta. Ale ona już się nim nie zajmuje. Filipie. wśród stoika i namiotów. razem przygotowujemy i bierzemy. Kiedyś latał na szybowcach i wtedy w jego życiu pojawił się Alfa. mimo że uważa mnie za stukniętą. Żyję ot tak sobie. wyżej niż szybowce Filipa. Filipie? Za miesiąc przybędą tu nasi bracia i nasze siostry. 3 sierpnia Biorę codziennie. Do życia się obudź. 15 lipca Za miesiąc zlot. że mogę czytać. Opowiada mi o różnych typach samolotów. Filip śni. co mogę na ten temat powiedzieć. przecież jest pełnoletni. I spotkamy się wszyscy tam wysoko. że chce mi się czytać. Staram się nie spotykać z ludźmi. I kiedyś w czyimś życiu pojawię się ja. Nie mogę pofrunąć dalej. nawet jeszcze dalej niż moje marzenia. I to wszystko. Nie chcę o tym w ogóle myśleć. Władowałam się w ciąg. Chodzę do Filipa. Chciał zostać lotnikiem. zabiorę ciebie na pole namiotowe i tam każdy będzie chciał cię wysłuchać. dalej niż gniew Alfy. Nie wiem. To dziwne. Posadzę cię na zielonej trawie. Co to będzie. którzy nie są może tak wpieprzeni jak my. Nie przyjmuję uwag rodziców. chodząca encyklopedia. bo uparcie nastawia magnetofon. jak przelotny ptak ze złamanym skrzydłem.

Grzejemy maksymalnie. Może nas ktoś odwiedzi. Grzeczne dzieci i surowe nakazy i zakazy. Można spokojniej chodzić po mieście. jakbym była cieniem. My jesteśmy zapomnianym światem. Muszę się ukrywać z pisaniem. Witaj. ale długopis nie chciał się trzymać w mojej ręce. Poważne persony. Było dużo ludzi. koleżanki i koledzy. Przywieźli wysuszone mleczko makowe i ładowali ludziom. Dobre sobie. Śmieszne. Totalnie milczę. Śliczne nowe książeczki. Nie wiem. Boję się mówić. zwłaszcza glinom. wydorośleli. bo oni wszystko kontrolują i czytają dla dobra leczenia i obserwacji. Jestem wpieprzona. Wrócili z trasy Alfa i Tomek. Ja wzięłam za dużo. A było to tak: siódmego września poszłam do chaty.11 sierpnia Nie pójdę na zlot. Filip też nie. kim oni są. Zapomniałam. I stale nawalona. W biały dzień lepiej się nie pokazywać ludziom. ale nie wiem też. Wyglądam przy nich. kim jestem. Swoim cieniem? Nawet chyba nie swoim. trochę mniej nagrzana. Usiłowałam zanotować plan lekcji. Byłam blada i milcząca. 27 sierpnia Mam nowe książki do drugiej klasy liceum. jak się mówi. 11 września Od czterech dni jestem w szpitalu psychiatrycznym w Lublińcu na oddziale młodzieżowym. zwyczajnie. nie miałam wyczucia po ziomkach i . tak po prostu. Do domu wracam na noc. Tłumy zniknęły z Częstochowy. To nawet dziwne. A za tydzień czeka na mnie klasa i pan wychowawca. Milczenie jest wiecznością. że nie robią nalotów na chatę. To nie ma znaczenia. Jacy oni opaleni. 23 sierpnia Już po wszystkim. szkoło! 2 września Poszłam do drugiej klasy.

Język stawał mi kołkiem. Wydział Kryminalny skierował mnie na obserwację psychiatryczną. bo walą głową o ścianę. Chłopcy są w innym budynku. że to fenactil. Uśpili mnie na trzy dni. Ciekawe. jak to wygląda? W jednym skrzydle są upośledzone dzieci. W nocy zaczął dobierać się do mnie Alfa. Gdy przytomnieję. To jest chyba to. Jest jedna ćpunka z Warszawy. byłam na głodzie. Tam na progu zemdlałam. Rano i wieczorem dostaję stówę fenactilu. pasy i ładowali we mnie straszne zastrzyki.” lub „ktoś”. 17 września Psycholog wziął mnie na badanie. przestałam w ogóle myśleć. ciągle krzyczał. i mała glinianka z poprawczaka na obserwacji . Zaczęłam rozwalać oddział. Rano zaczęłam się wściekać. Kilka jest naprawdę walniętych. ale usnęłam mu nad testami i w ogóle . Miał chyba urojenia. Zaczęłam krzyczeć. bo leczy się tutaj insuliną. 14 września Powoli wracam do siebie. Potem mnie rozwiązali i wróciłam na swoją salę. Oddział jest ogromny. Wezwali sanitariuszy. Strasznie wyje po nocach. rodzice podpisali zgodę na leczenie. Moja sala nazywa się insulinowa. Może to i dobrze. byłam już połatana na stole chirurgicznym i stali nade mną panowie z Wydziału Kryminalnego.szalona. co oni nazywają chorobą psychiczną. Jechałam karetką z jakimś stukniętym facetem. Przysnęłam sobie gdzieś w kącie. Naprawdę chore. Z brzucha i twarzy lała mi się krew. Niekiedy w ogóle nie mogę się ruszać. Niedaleko było pogotowie ratunkowe. Mogę. Na oddziale przebrano mnie w piżamkę i załadowano do łóżka w wielkiej sali. Po tych zastrzykach chodzę jak automat. Nie chciałam zeznawać. I chore dzieci. Wezwano rodziców. Filip odciągnął Alfę ode mnie. Teraz już wiem. tylko pić. Zaczęłam się bronić. Wsadzili mnie w kaftan. Żorżeta. Gdy się obudziłam. Wtedy on wyciągnął żyletkę i zaczął ciąć mnie po brzuchu. W izolatce jest „coś . po twarzy i szyi. a ja uciekłam. usiłuję dogadać się z dziewczynami z mojej sali. niektóre stale przywiązane do łóżka.zupie.

A poza tym. to on z dychy nie wyjdzie. Nie wiem. a potem dostajemy cukier i śniadanie. Mówi. bo mam przejść na kurację insulinową. Byłam też na rozmowie z lekarzami. I zapisują wszystko: co zrobiłam i co powiedziałam. Nie wie. Tylko stałe nas kontrolują. Codziennie coraz więcej. I to wszystko.o tej prawdziwej wolności. ale nie podoba mi się to. Boi się sprawy. Wypytywali o cały mój życiorys. Jej chłopak jest pełnoletni i siedzi w pudle. Tylko ściśle kontrolują branie leków. Mamy malować lub coś w tym rodzaju. Olewają nas tutaj totalnie. Słucham tych ich opowieści i zastanawiam się nad swoim życiem. ciągle chodzę głodna. Później są zajęcia w świetlicy.nie mogłam mówić. Gorzej niż w pudle. A wieczorem opowiadamy sobie różne historie ze swego życia. żeby to przetrzymać. Jestem zdrowa i nie mają prawa mnie tu więzić. I nikt. Dorwał mnie psycholog. z nami nie rozmawia. że jak facet odstrzeli. to wtedy pogadamy. żyje marzeniami. co oni mają do mnie. Jaka kuracja? Z czego oni mnie tutaj leczą. fantazjuje. Ale myślę tylko o jednym . . kto trochę myśli. 25 września Odstawili mi zastrzyki. Nie chciałam z nimi rozmawiać. Z nikim nie chcę rozmawiać. oprócz pielęgniarek. Potem leżymy w łóżku przez kilka godzin. Niech oni wezmą sobie stówę fenactilu. Żorżeta opowiada mi o swoim wielkim ćpaniu. Mam straszny apetyt. Śmieszy mnie to. W oknach kraty. ale jej nie przerywam. Ze swoim chłopakiem skopała faceta. czy przeżył. 27 września Zaczęłam brać insulinę. po co to wszystko. Szalona ma epi. drzwi bez klamek. Zaraz po obudzeniu idziemy do zabiegowego i wstrzykują nam podskórnie jednostki. Pokazywał mi jakieś plamy i kazał mi w tym coś widzieć. Tutaj każdy.

Utyłam 20 kg. Za dwa tygodnie mam stąd wyjść. Naprawdę tego pragnę. Drugą z poprawczaka. Wtedy spotykamy się z chłopcami. czyli znikąd. Prawie nie rozmawiamy. Jeszcze niewiele przeszła. Należymy do innych światów. Wredna sprawa. jest poprawa. Nie mamy o czym. I bardzo pragnę nigdy więcej tutaj nie wracać. rzygałam przez dwa dni. Powiedziała mamie. 190 cm wzrostu i wszyscy się jej boją. Ja jestem stamtąd. dlaczego mnie tak leczą. Powiedziałam mu. Teraz biorę tylko jakieś prochy. Wydział Kryminalny też się zgodził na moje wyjście. I Baśka. Ten Lubliniec to kombinat psychiatryczny. Nie ma mnie. Przywieziono kilka nowych pacjentek. I nie mogłam się ruszać. wszędzie sznyty. że leczenie daje efekty. Przyjechał facet z Wydziału Kryminalnego. że zamknięto ją we właściwym czasie. Czasami wychowawczynie zabierają nas na spacer. Nadal nie wiem. Jest niesamowita. Mama przywiozła mi nowe. Nie mieszczę się w swoim ubraniu. Baśka ma schizo. Już wolno mi wkładać moje ciuchy. Żorżeta stale zaleca się do nich. Raz w tygodniu mamy muzykoterapię. W nocy zarzuca na . 7 października Pani psychiatra usiłowała ze mną porozmawiać. Jaka poprawa? Owszem. 17 października Zrobili mi punkcję. 15 października Zakończyłam kurację insulinową. Ona jest wesoła. Mama rozmawia z psychiatrą. chcę stąd wyjść i wrócić do szkoły. że nikogo nie sypnę i że nie musi więcej przyjeżdżać. Można powiedzieć. Rozmawiał ze mną bardzo grzecznie.4 października Tyję w postępie geometrycznym. cała pochlastana. Głowa mnie bolała.

Zebrałam bety i powiedziałam: „Żegnajcie. inne domy. Jutro będę musiała iść do szkoły. nigdy więcej!” Jeżeli czegoś się tutaj nauczyłam. 29 października Poszłam do szkoły. Ale ja nie mam zamiaru niczego zmieniać. Jak ja dam radę? Po tej specjalnej kuracji jestem ciągle senna. Ale ona umie się rozwiązywać. Mogę robić swoje. 28 października Przyjechała po mnie mama. Podobno pani psychiatra też kazała mi zmienić środowisko. pełnię dyżury w kuchni. Zamykają ją w izolatce. skakał z dzikim okrzykiem na plecy. Gdy zaczyna szaleć. A więc za trzy dni będę na wolności. Totalna radość. żeby nie było wątpliwości. Wychodzę za trzy dni.za wszelką cenę unikać psychiatryka. 25 października Jestem grzeczna. Baśka też. Żorżeta wyszła wczoraj. że można mnie wypuścić. To po to. nauczyciele też. nikt nie będzie mi pluł w talerz. Nie będą we mnie ładować bezsensownych prochów i stale kontrolować. że mogę sama chodzić. Nie będą czepiać się stukniętej. Wszystko mnie cieszyło: ludzie na ulicach. Na nią fenactil nie działa. wiążą ją w pasy. To. do tej samej klasy. 4 listopada Na lekcjach jeszcze mogę przesiedzieć. Jechałam do domu jak na skrzydłach.głowę koc. to na pewno jednego . Tylko nie mogę zmieścić się w ławce. taka jestem gruba. czuję się dobrze. Ale w domu kładę się do łóżka i . Klasa wie. Potem odchodzi. bez żadnej opieki. Mam nadrobić dwa miesiące zaległości. staje przed każdym łóżkiem i patrzy. Szalona jeszcze zostaje. żeby zmieniła środowisko. Wywożą ją z Warszawy. A więc będę miała luz.

Dobrze pamiętam. Nie mogę się pozbierać. Ale nie chcę ich widzieć. że muszę się uczyć. 10 listopada Poszłam na Rynek. Będę go trzymała u Marty.śpię. Mieszka niedaleko Częstochowy. . tylko bez brody. Czasami jadę do Marty i ćpam. Do domu tego nie wniosę. Jestem na luzie. ale beze mnie. Wychodzę niekiedy z domu i włóczę się po ulicach. Ja nie sypnę. Marta zgodziła się trzymać to u siebie. że mam być pod stałą opieką psychiatry. Jak można żyć bez ćpania? Chociaż troszeczkę. Wzięłam i przestałam się martwić. Tylko będę musiała jakoś zdobyć towar. Trochę trzeba będzie schudnąć. że coś robię. Umówiłam się z jednym rolnikiem. Zaczynam o tym wszystkim myśleć inaczej. W domu sufituję. Mam jechać jutro. że mi sprzeda worek suszu. Na karcie z Lublińca jest napisane. W ogóle nie mogę się uczyć. że w domu coś się dzieje. 17 listopada W szkole udaję. co tam się stało. Zawsze się znajdą jakieś sprzyjające układy. Co oni ze mną zrobili w tym psychiatryku? Omijam chatę z daleka. 11 listopada Wyglądałam jak święty Mikołaj. dał mi adres. Niech się cieszą swoją wolnością. Za co z pełnym worem ślicznych makówek. 7 listopada Znalazłam w biurku trochę suszu i zrobiłam sobie zupkę. Nawet mogę u niej gotować. Ale niedużo. Nie robię nic. Zaczynam trochę chudnąć. 2 grudnia Poszłam z mamą do Poradni Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży.

Jesteście tylko tym. Ale nie umiem o tym opowiedzieć. Już nawet wiem. Mam przychodzić tutaj raz w tygodniu. 8 stycznia Wypełniam jakieś absurdalne testy. tylko nie wiem po co. Zupełnie nie mogę zebrać myśli. Lubię tutaj milczeć. Ale nie wychodzi nam ta rozmowa. ale teraz jestem inaczej inna. czym jesteście. Zawsze byłam inna. 24 grudnia Znowu Święta. a później ze mną. A ja jestem ponad to wszystko. Nie mówię. I nie wiem. Już nic mnie nie cieszy. Straszy mnie. Do szkoły chodzę dla świętego spokoju. że mogę znowu wylądować na oddziale. Tym razem piłam alkohol. że będę miała zaliczone półrocze. Jest mi to obojętne. Uciekają gdzieś daleko i wydaje mi się. Poznała mnie z psychologiem. czego chce ta kobieta ode mnie. Zbiorowe. Jestem jakaś taka inna. W ogóle z nikim nie mam ochoty gadać. że pije alkohol. Opłatek? To paranoja. Mówię pani doktor. . Niech sobie ma. Wszystko stało się nagle obojętne. Podobno Filip mnie szuka.Pani doktor rozmawiała najpierw z mamą. Siedzimy naprzeciwko siebie i milczymy. że ćpam. rodzinne szaleństwo. Mogę przychodzić. To oni są szaleni i chcą. żebym i ja taka była. Tutaj jest inaczej. Chce mnie za tamto przeprosić. Ma dużo majki. I nie mam ochoty gadać z tym facetem. 5 stycznia 1976 roku Kolejna wizyta w Poradni Zdrowia Psychicznego. 15 grudnia Chodzę do pani doktor i czasami jej mówię coś o sobie. że ja też jestem gdzieś daleko.

Mam zaliczony pierwszy semestr drugiej klasy. 18 lutego Mama ma skierowanie do szpitala. Ja sama siebie nie rozumiem. Zawieziono mnie od razu do Izby Dziecka. Nie umiałam jej powiedzieć. Przecież i tak mnie nie rozumieją. bo się boję. Nie uciekłam. Mówiłam. że trochę piję. Nie chcę już żyć. skieruje mnie do Lublińca. a poza tym trochę ćpam. Mama była u pani doktor. Nie umiałam jej powiedzieć. Pytali mnie. 10 lutego Biorę jakieś leki. Powiedziała. kim jestem? . Po prostu wyszłam. Nikt mnie z niczego nie pytał. tylko nie wiem na jakiej podstawie. do Lublińca. Mają mnie odwieźć karetką. Zupełnie nie wiem. Nie wiem dlaczego. 17 lutego Nie chodzę do szkoły. że jak nie będę chodzić do szkoły. może nie.17 stycznia Wyszłam z domu i wsiadłam w pociąg. Powiedziałam. Coraz częściej myślę o śmierci. Na drugi dzień przyjechał po mnie ojciec. O czym mamy rozmawiać? I tak będą chcieli mnie zamknąć. który zawiózł mnie do Katowic. Może mam. dlaczego uciekłam z domu. Powiedziałam pani doktor. co to jest? I nie chcę wiedzieć. Mam do niej przyjść porozmawiać. Puścili mnie od razu. jak się nazywam i skąd jestem. dlaczego tak zrobiłam. Chodziłam po ulicach i w nocy zatrzymał mnie patrol MO. Mama zaprowadziła mnie do pani doktor. Powiedziała. Nie wiem. A raczej o samobójstwie. czuję to. że więcej do szkoły nie pójdę. Myśli. Siedzę w swoim pokoju. że tu chodzi o alkohol. że chyba mam schizofrenię. czego się boję. Nie poszłam na rozmowę. Niczego już nie chcę.

Niepotrzebnie mnie . I mama zabrała mnie. Czy byłam kiedyś agresywna? 20 marca Tu też zrobili mi punkcję. Tu jest podobno zupełnie inaczej niż w Lublińcu. Przyjęto mnie od razu. ale czułam się lepiej. Jakby wiedzieli. Po lekach jestem spokojna i łagodna. czy jestem chora. Jest zupełnie inaczej niż w tamtym kombinacie.kobiecy i męski. 26 lutego Przyjechała mama. Baśki też. Jestem w izolatce. Puścili mnie. Mam tylko być pod stałą opieką poradni. Dostaję leki trzy razy dziennie. żeby mnie stąd zabrała. To oddział dla dorosłych. Zaproponowała mi leczenie na oddziale psychiatrycznym w Częstochowie. Są tu dwa odcinki . Ja nie wiem. Błagałam ją. W domu dają mi spokój. Wezwali milicję. że się zastanowię i przyjdę od razu na oddział. a ja nie mam jeszcze skończonych 17 lat. Od nowego roku mam iść do innej szkoły. Ciągle mnie obserwują. Milicjanci i sanitariusze zabrali mnie siłą z kawiarni. Moja agresja zniknęła. Szalonej już nie ma. że taka pacjentka zostanie przyjęta. Od razu podali mi insulinę. Nigdy dotąd tak nie płakałam. ale kierowca zdążył zahamować.20 lutego Jestem w Lublińcu. Sale są małe. Rodzice pogodzili się. 7 marca Byłam w poradni u pani doktor. że mnie zna i że jestem umysłowo chora. Już tam na mnie czekali. Związali w pasy i przywieźli na oddział. Zrobili wyjątek. 12 marca Szłam ulicą i chciałam rzucić się pod samochód. Poszłam na oddział. że rok szkolny stracony. Są inne chore dzieci. Ten rok szkolny stracony. Milicjant powiedział. Powiedziałam. Płakałam.

Ale Filip ma czekać na mnie w podziemiach szpitala.męczą. Mówił. tylko czasami wydaje mi się. Kasia i jeszcze dwie panie. One się mną opiekują. Wzięłam za dużo i w szpitalu zorientowali się. Jest pustka. Nie wiem. 5 kwietnia Mam już własne ubranie i wolne wyjścia. Filip bardzo się ucieszył. 17 kwietnia Spotkałam się z Filipem w podziemiach. że czuję się tutaj bezpieczna i nic więcej. Czasami rozmawiam z panią doktor. Trochę to mnie przestraszyło. 11 kwietnia Dostałam przepustkę i poszłam do chaty. Czasami zabieram ze sobą Kasię. że jestem zaćpana. ale bał się. 27 marca Powoli przyzwyczajam się do życia oddziałowego. Już nie jestem taka senna po lekach. dlaczego tak zrobiłam i film mi się urwał na dwa dni. Wzięłam wszystko. Kasia ma nerwicę. że normalnie z nimi rozmawiałam. Ja nie wiem. Przyniósł mi dużo prochów. Kasia mówi. Czego oni we mnie szukają? Nie ma nic do znalezienia. Wstrzymano mi przepustki. Wypalamy tu papierosa i idziemy dalej. Nie mogę tylko zabrać ze sobą Kasi. a ja niczego nie pamiętam. że chciał mnie odwiedzić w szpitalu. Nic nie pamiętam. Rano robimy sobie herbatkę. Ordynator zrobił mi płukanie żołądka. Miał tylko kodę. Chodzę po całym szpitalu podziemnymi korytarzami. Niczego nie zarejestrowałam w chorej głowie. Ale ze mną nikt na ten temat nie rozmawia. A Kasia nie rozstaje się ze mną. że jestem gdzie indziej albo że ja to nie ja. taka pustka w życiorysie. . Ja. co mam. Mówię jej tylko.

Kasia w domu popodcinała sobie żyły. Czuję się jak na wczasach i wcale nie tęsknię za domem. Ugaszono to od razu i pani doktor wzięła mnie na rozmowę. Bardzo się na mnie gniewała. Smutno jest bez Kasi na oddziale. Alfa też jest w szpitalu. Ale nie przyjęto jej na oddział. Bywają takie dni. bo niekiedy bardzo krzyczą. żeby nie było żadnych komplikacji. Najchętniej rozmawiam z panią Zosią.23 kwietnia Przyglądam się chorym psychicznie. Chętniej rozmawiam z pacjentami i palę dużo papierosów. Rozpaliłam ognisko w takiej wielkiej popielniczce. Tylko ślad na żyle pozostał. Żyją we własnym świecie. Filipie? Przynosisz mi ćpanie. żeby się na mnie gniewała. Wychodzimy z psychologiem na dwór i opalamy się. Wygląda bardzo źle. O innych nie pytam. Pani doktor wypisała Kasię. ale jest w Lubiążu. Opowiada mi o swoich halucynacjach i wróży z kart. 20 maja Codziennie na wizycie ordynator pyta mnie. Pani . czy naprawdę byłeś. I zostałam na noc. prawie ich nie znam. 12 maja Dostałam przepustkę i zamiast do domu poszłam do Kasi. jak się czuję. I chyba jest im tam dobrze. Niektórzy jednak cierpią. że cały oddział jest niespokojny i to się udziela. Zrobiło mi się bardzo smutno. Nie rozumiem. rozmawiają sami ze sobą. Tam podobno inaczej leczą ćpunów. Czasami mu odpowiadam. która ma schizofrenię i ciągle przebywa w szpitalu. Nie chcę. 7 maja Tym razem Filip przyszedł z morfiną i sam zrobił mi zastrzyk. odchodzisz i nawet nie jestem pewna. Tomek zniknął. musiał się odtruć. Nie wiem dlaczego. Wtedy wiążą ich w pasy. I co będzie dalej.

W końcu usnęłam. Nie wezwali pogotowia. że będę karmiona sondą. . zeszłam do podziemi i tam . Pani doktor straszy mnie. Zaczęłam szaleć. nie zaćpała. żebym nie zapiła. Jestem zamknięta na oddziale. nie mówię.. znowu mnie związali i tak ciągle.którzy trzęśli się w bieliźnie w nieopalanych pokojach. 27 maja Filip powiedział mi. Nie słyszę. nic nie widząc. Rozwiązałam się sama.Zosia jest na stałe. które chodzą po innej wyznaczonej prostej. Przywieziono ją z Lublińca. 11 czerwca Zmuszam się do jedzenia. bo gdy pożegnałam rodzinę. Odpowiadam na pytania i mówię. tylko wynieśli go na ławkę i tam umarł.. Pogorszyło mi się. mijając chore dusze. 25 czerwca Nie puszczono mnie do domu na siedemnaste urodziny. paląc w koszach na śmieci swe pieniądze i nasłuchując Terroru za ścianą. Siedzę skulona na łóżku i patrzę. od okna do okna. wędrując od ściany do ściany. G. Wróciłam na oddział roztrzęsiona. Ćpał gdzieś z jakimiś ludźmi. Tylko jeszcze piszę. Miał zapaść i tamci się wystraszyli. nie zniknęła. Zabraliby mi i to. krzyczeć. Dobrze. A. 2 czerwca Nie wolno mi nigdzie wychodzić. I żyję sobie na oddziale. że Tomek nie żyje. Związali mnie pasami i dali zastrzyk. Przestałam jeść. Waliłam głową o ścianę i krzyczałam. A mogli go odratować. że oni o tym nie wiedzą. A i tak zaćpałam. Długo nie mogłam się uspokoić. żeby oni mnie do tego nie zmuszali. że dobrze się czuję.

a ja wegetuję w psychiatryku. I mogli mi nagwizdać ci wszyscy psychiatrzy. ćwiczenia. Będę tu siedzieć do rozpoczęcia roku szkolnego. Prawie z nikim nie rozmawiam. Powiedziałam jej. że dziwnie się zachowuję? Zawsze zachowywałam się inaczej. 30 czerwca Nie puszczą mnie na wakacje. Ale pani Zosia to stały punkt programu tego oddziału. Łykam prochy. Może się obudzę w nowej szkole. tylko ja tu rezyduję. Kasia mnie nie odwiedza. jak rozmawiałam z milicją i oglądałam ich motocykl. Robią nam jakieś terapie. że przeprowadzałam kontrolę. Żadnej schizofrenii nie mam. 7 lipca Znowu mam wolne wyjścia. zaćpam i to wszystko. 27 lipca Nic się nie zmienia. Wiem już. na jakiej podstawie tak twierdzi. Przestałam zupełnie czytać. Poinformowała o tym panią doktor. . Nic mi się nie chce. Bo nikt się nie zorientował. 18 lipca Pogoda wspaniała. Pacjenci się zmieniają. no i pani Zosia. Stwierdziła. Czegoś tutaj nie rozumiem. Nie wiem. rozmowy. Filip czasem przychodzi. Może być.czekał Filip z zupą. do którego liceum pójdę. Nawet do domu nie chce mi się chodzić na przepustki. I nie będą mi wciskać żadnej choroby. OK. ale jestem tylko bardziej rozdrażniona. Dotrwam do matury. Inni nawet dobrze się bawią. Mnie już nic nie bawi. Siostra oddziałowa widziała mnie na mieście. Jest mi to obojętne. że chyba jednak jestem chora. psycholodzy i cały średni personel medyczny.

Nie wiem. Tylko nie ma o czym. Mieści się w starym budynku przyklasztornym. Notowana za włóczęgostwo. Jestem fotogeniczna z tym numerkiem. Dyrektor wezwał mnie od razu do siebie i powiedział. że gdy będą ze mną jakieś kłopoty. Powiedział. Przyzwyczaiłam się już do tego. 1 września To liceum jest bardzo śmieszne. Towaru jest dużo. 15 sierpnia Dostałam wypis ze szpitala. Czyli nic. skąd wzięli tę zbiorówkę. Znowu pobrali mi odciski palców. zrobili nowe zdjęcia.2 sierpnia Zmniejszają mi dawki leków i starają się częściej ze mną rozmawiać. Może teraz naprawdę coś się zmieni? Chciałabym bardzo. że mogę zawsze przyjść. Nie mam rozpoznania schizofrenii. narkotyki i zbiorowe ćpanie. Że będą mnie kontrolować. A jak długo on pociągnie? Przecież on stale bierze. i to wszystko. Ale nadal będą mnie obserwować w tym kierunku. OK. Niech sobie obserwują. Uczę się jakby od nowa normalnie żyć. co chcę. że nigdzie mnie nie chcą. Byłam na przesłuchaniu na komendzie. Ale chyba kiedyś przyjdzie taki dzień. Nikt mnie nie kontroluje. Nikt nie krzyczy. Nie wiem. Filip zadzwonił od razu. Ostrzegają. Tak naprawdę to nikomu nie opowiedziałam o sobie. że teraz tak łatwo nie będzie. Oni mnie tylko obserwują. Robię to. W moim pokoju jest wielka cisza. przecież nigdy mnie nie nakryli. . Znowu nowa klasa. to mnie wyrzuci. Nic przecież o mnie nie wiedzą. W domu czuję się nieswojo. Koniec z psychiatrami. mają wyniki testów. że i Filipa po prostu nie będzie. Już nie zgłoszę się do Poradni Zdrowia Psychicznego. Nie było mnie tu przez pół roku. 23 sierpnia Za tydzień szkolą. W mojej klasie same baby.

Bawi mnie to nawet. 11 października Pokłóciłam się z rodzicami. Stwarzam wszelkie pozory. Piętno śmierci. Jestem najlepszą uczennicą w klasie. A nie chcę się w to wpieprzać od razu. Uczę się. Jestem swoją własną samozagładą. Ćpam sporadycznie. Albo jestem już jedyną jego starą znajomą. Coraz częściej jestem rozdrażniona. modzie. I zbieram w szkole same piątki. Częściej piję. Nie zgłoszę się. Jestem dzieckiem śmierci. Ale jeszcze jestem. Zrobiłam wielką awanturę. Przeklęte to wszystko. I nikt mi nie będzie przeszkadzał. Bo Alfa wciąż na leczeniu. Inny świat. Nie umiem się opanować. On się chyba we mnie zakochał. Byłam trochę nagrzana i szukałam pretekstu do rozładowania się. niech się wypchają. Rozmowy o chłopakach. 1 października Po lekcjach chodzę do chaty na godzinę. dyskotekach. Naprawdę. co we mnie siedzi.7 września Dostałam wezwanie z Przychodni Zdrowia Psychicznego. którą noszę w sobie. Ale jest to humor olewająco . I spokojnie chodzę do szkoły. Czasami tylko przychodzi taka myśl. Na tamtą stronę tęczy. Sama jestem tym przerażona. żeby sobie pożeglować bez powrotu. dwie. Coś zaczęło mnie w tym życiu bawić. Filip ciągle dzwoni. . Paranoja. piję alkohol. Zwykłe życie nastolatek.wisielczy. Potem było mi tak głupio. że wszystko jest już w porządku. A tu szaro i smutno. Baby jak baby. Ja robię swoje. Mam na lewym przedramieniu wypalone piętno. Naprawdę się uczę. A co ja? 10 września Gdy bardzo chce mi się ćpać. Jestem dzieckiem lęku. Siedzę nad książkami.

przepraszam. Bo jaki ty jesteś. z tarczą na rękawie. Tylko że ja nic z tego nie rozumiem albo rozumiem. . O. że to będzie niezłe. że mnie nie rozszyfrują. A więc witaj. 2 listopada Odwiedziłam Martę. Punktualność i dobre stopnie to pewne zabezpieczenie. bo ona czasami głoduje. Kim jest Anna? Nie wiem. Ja wiem.20 października Filip mówi. 25 listopada Ćpałam cały tydzień nie trzeźwiejąc. Mundurek szkolny to barwy ochronne. która będzie umiała porozumieć się ze mną. Przychodzę do chaty w szkolnym mundurku. Anno! Może będziesz tą osobą. Ćpun i złodziej znajdzie tu nocleg. Chodzi sobie po świecie taka istota ludzka i niczego nie oczekuje od życia. Marta jest o rok starsza ode mnie. Naszła mnie taka ćpalnicza otchłań. Dziwna to melina. Marta pomaga wszystkim. co robię. Marta nikomu nie przeszkadza. wszystko ma swoje określone miejsce. Czasami przychodzi tu milicja. tylko o sobie nie myśli. Dlatego możemy spokojnie egzystować i umierać. śpieszę się do domu. Gdy mam pieniądze. A milicja czuwa. Lubię pisać. zostawiam jej. gdy nie chcę iść do chaty. A ja u niej czasami gotuję zupę. bo oni sprawdzają tylko kanały na rękach. z którą potrafię się porozumieć. Pisanie o sobie do konkretnej osoby. 13 listopada Nawiązałam kontakt z Anną. Niewiele wie milicja o narkomanii. zwłaszcza gdy jest mi bardzo źle. Twierdzi. I z miłości. że mnie nie poznaje. Majkę walę w stopy. A o ćpunach jeszcze mniej. kiedy jest już za późno. Myślę. Nawet drzwi do jej domu są zawsze otwarte. Jest psychologiem z Warszawy i będziemy ze sobą korespondować. ale jej nie ruszają. mój świecie? Niby wszystko takie proste. Marta żyje z powietrza. że zostałam zniewolona.

. Twierdzi. Maszyna się psuje. 3 grudnia Alfa wrócił na łono częstochowskiej komuny ćpalniczej. A dzisiaj dziwnie mnie trzęsie. Ale do szkoły chodzę twardo. wątroba. Szkoda. 4 grudnia Oczywiście ukochane imieniny.dołek. Nagadałam sobie. że zezwolisz zerwać z włosów kwiat niebiański i podarować go Naiwnym. i musiałam sobie dołożyć. 1 stycznia 1977 roku Święta minęły na szczęście spokojnie. serce. co robisz. Jeszcze w to wierzy. Tak ci wmawiają dorośli. że tak niewiele pamiętam. Bywaj. że wszystko jest już w porządku. Baska. że już nie biorę. że teraz będzie ćpał kontrolując się. Po prostu nie mogę się wylać. Rozmawiałyśmy cały dzień w kawiarni. choć nie jestem na głodzie. Bo ja już nie. O Boże. Tym bardziej mnie to martwi. Powiedziałam jej. Dlaczego ją okłamałam? Dawno już straciłam zaufanie do ludzi. 12 stycznia Spotkałam się z Anną. A mimo to po tygodniu tego szalonego ćpania opamiętałam się i przestałam sama. Wiesz przecież. za co pokarałeś nas imionami? Może zamiast imion byłyby numery? Wolałabym już przyjmować kondolencje niż życzenia. nerki. Była to nawet interesująca rozmowa. A oni są bardzo mądrzy. W podzięce mogę im podarować kawałek mojego cierpienia. Przyjechała do mnie z Warszawy. daleko. To znaczy . Ufam.żadna ze stron nie zrobiła większego numeru. Ja oczywiście przygrzana w sylwestrowy wieczór gadałam ze ścianą swego pokoju. Ręce się trzęsą. Trzeba zachować pozory. Teraz wszystko mnie boli. Bardzo interesująca. Idiota. Mam kłopoty z moczem. Utył i już się tak głupawo nie śmieje. Tocz się dalej.

I zamkną moje marne zwłoki w białej trumience. Jak na pierwsze spotkanie nawet dosyć dużo. a to wszystko na zewnątrz to maska. że nie może się wkłuć we własny kanał. bez źrenic. Dla nich. którą mi wtedy obiecał. którego poznałam prawie cztery lata temu. bo zaczynam podsypiać na lekcjach. w której odbija się cała nędza ćpuna. Mam ją. Tak jakby po cichu umierał. Fakt. Poleciał oczywiście na całego. Dużo czy mało? Sama nie wiem. że jestem zwykłą ćpunką. Tylko że tym razem Filip nie robił mi zastrzyku. Sine wargi. 21 marca Długo nie pisałam. Śmieszni są ci pedagodzy. to nawet się klei. Jestem wolna od . Dzisiaj czwarta rocznica mego ćpania. I to jest nasza wolność. Nie jest to dobre. Jak nie ma towaru. Coraz bardziej chce mi się brać. Już mu się tak trzęsą ręce. tamtego Filipa. i budzę się cała roztrzęsiona. Uczę się i trochę ćpam. 1 lutego Na półrocze wypadłam super. Kiedyś pójdę na złoty strzał albo się powieszę. Ale Filip jest bardziej zniszczony. Bo mogą mnie zamknąć w psychiatryku. Ale chyba o cztery lata za dużo. Tylko jak długo to wszystko pociągnę? Bo na pewno kiedyś to wszystko się rozleci. Albo w nocy gotuję zupę w swoim pokoju. Dla tej idiotycznej wolności. Nie skarży się. Ma wspaniałe oczy. Do dupy to wszystko. że robię sobie zastrzyk. To ja mu robiłam. szara cera. że jest inaczej. Mam teraz taki zwyczaj. Wtedy mam ochotę biec do chaty i natychmiast coś wziąć. Nie odmówiłam sobie uczczenia tej rocznicy. Alfa znowu świruje. Nieraz w nocy śni mi się. Dostałam nawet pochwałę od dyrektora.Opowiedziałam jej trochę o sobie. Tylko jeszcze głos ten sam. że nie przyznaję się do ćpania. mówi niewiele. nie wagaruję. Dlaczego w białej? 20 lutego Piszę do Anny o niczym. Szklana tafla. Nie mam jeszcze odwagi jej napisać. To już taki odruch. Może jej napiszę.

Nawet je lubię. z którego odeszłam. to mnie kurwica bierze i znowu muszę zwiększyć. Dziewczyny są fajne. Co tak mnie zraniło. Już nie umiem rozróżnić swoich stanów.szkoła chata . To znaczy w szkole jestem nadal nie zagrożona. Cały świat jest naćpany. Gdy je zmniejszam. Biorę nadal. Prawie same piątki i nagroda na akademii. I coraz więcej.normalnego życia. Nie wtrącają się w moje życie. Nawet świadectwo jest naćpane. Mają swoje problemy. Niekiedy im zazdroszczę. Bez dna. Dzieli nas kolosalna przepaść. I wspaniała wiadomość: moje liceum rozwiązują i uczniów przenoszą do tego. myślę naćpana. Pyta: dlaczego chcę marnować swoje życie? Przez przypadek przegram życie. A mają się źle. Chyba bym już nie umiała tak jak one. Pisze ostro. trzeba będzie tam wrócić. Czy chciałabym się zamienić? Sama nie wiem. Zaliczę ją spokojnie. 20 czerwca Rozdanie świadectw. Ja już je przegrałam. Ale co będzie dalej? Nie wiem. Cóż. Absolutny absurd. Są inne niż tamte. Nawet gdy będę jeszcze długo żyła. mimo że tak bardzo mnie nie chcieli. że muszę zapomnieć? 6 czerwca Anna pisze. czuję to. Tyle że moja była klasa jest o rok wyżej.dom. Głupi układ.dom . 3 maja Niedługo koniec drugiej klasy. Taka mała karuzela . I na przerwach często z nimi rozmawiam. Czyli wrócę tam. jak się sprawy mają. Są takie zwyczajne. Trochę mniejsze dawki. Dotrwam do końca roku szkolnego. . Dawki skaczą. sama na siebie. Wszystko na haju.czasami Marta . Bo jestem nieuleczalnie chora. Ale biorę coraz częściej. to zawsze będę przegrana. 11 maja Napisałam Annie. Idę ulicą naćpana.

Kiedyś trzeba będzie się odtruć. Lecimy na czysto. że chciałabym umrzeć bez bólu. Nie myślę o tym. 12 lipca Dawki się zwiększają.puste słowa Wierz . A potem już nie muszę nic robić. I we mnie jest taka pustka. Wobec siebie jestem niczym. A o czym ja myślę? Myślę. Ale mimo wszystko pamiętał. Nie dusząc się. Ja organizuję sprzęt. prawie jak pogrzeb. jak zgasła Iga. świeczki.puste miejsca Płaczę . I w nas wszystkich. Ręce popuchnięte. 27 lipca Stan bez zmian. Coraz trudniej się ukrywać przed rodzicami. gdyby mnie teraz milicja dorwała. Muszę brać codziennie. Filip coś bełkotał przez telefon. unikając trefnych miejsc. Nie mogłam go zrozumieć. Jestem w ciągu. Staram się utrzymywać dawki na mniej więcej tym . bo panuje żółtaczka wszczepienna Idę ulicą . Jakiś tort. Ślad na śladzie.puste myśli I na cmentarzu puste groby. Nie wyobrażam sobie tego. tylko tak spokojnie. Kim jesteś Filipie? Dlaczego zjawiłeś się w moim życiu? 30 czerwca Rano idę do chaty i biorę swoją dawkę oraz zapas. Nie trzeba żadnych dowodów.25 czerwca Jestem pełnoletnia. Plączę się po ulicach. No. 10 lipca Filip z Alfą wyjeżdżają na kilka dni w pola i przywożą mleczko. Wobec prawa.

organizuje. Po tych dawnych korytarzach. Dłonie się trzęsą. Więc to już tak wygląda. 12 września Bazuję w szkole na dawnej opinii dobrej uczennicy. do trzeciej klasy. Gdy zaczyna brakować ćpania. mówię. co mi jest. Zostałam tylko z Alfą. Miewał zapaści. Pomagają przetrwać najgorszy okres. co mam robić. Filip musiał już iść na odtrucie. Jestem przećpaną 18 . I tak ciągle. po których kiedyś chodziłam. Mój były wychowawca stara się mnie nie zauważać. bym się odtruła.letnią dziewczyną. Są opalone. ktoś odchodzi. Filip mnie prosi. Coś się z nim dzieje niedobrego. biorę prochy. To niemożliwe. To dobrze. ja jego też. Może się uratuje. 4 sierpnia Coraz trudniej mi pisać. O nic nie pytam. I jest to prawda. Oczywiście staram się trochę uczyć. w jakim nastroju rozpoczynam nowy rok szkolny? W fatalnym stanie.samym poziomie. uśmiechnięte. bym brała rolki. do śmierci. takie wesołe i pełne życia. Ale jest to klęska. Alfa doradził mi. Wtedy go wyzwałam i nie chciałam przeprosić. Mamy rolki na fałszywe bibuły. Teraz nic do mnie nie ma. by doszło do nowej sprzeczki. Anna pyta w liście. Dziewczyny opowiadają wrażenia z wakacji. Ktoś przychodzi. 3 września Snuję się jak cień po szkole. Nie chcę. Nie należy pytać. I nie będę musiała lecieć w kanał. Schodzimy sobie z drogi. Filip już działa. Pytają. Żeby . która codziennie musi mieć swoją działkę. przystaje albo gna jak szalone. niekiedy na zawsze. że serce mnie boli. Nadal jestem w ciągu. Wtedy nie będzie tak znać. 29 sierpnia Nie wiem. Filip już wrócił. by dotrwać do następnego dnia. Anno. Muszę iść do szkoły.

Zresztą widzą. Ale na początku jeszcze tego się nie rozumie. Zresztą nie wiem. który wyszedł z więzienia. Chcę. . Marta jest w ciąży. kiedy trzeba. czy warto tak żyć? Oczywiście. To zabawa. Dziwne to wszystko. 27 września Jeszcze została mi Anna. równo. Wiem. 20 października Stan bez zmian. Ja nie ostrzegam ich jak Iga. Nawet chyba nie wie z kim. Gdy jej nie mam . że Filip fałszuje recepty. 2 listopada Anna ostrzega i twierdzi. Taki już jest człowiek. 6 października Anna pyta. że to spotka akurat mnie. że mam jeszcze szansę. gdy widzę pełną strzykawkę. Tak bardzo się boję. Zawsze za późno. Wpadlibyśmy wszyscy. Jak tam jest? Chyba jeszcze gorzej niż w psychiatryku. Ma całe ciało w tatuażach. Mnie to nie dotyczy. kiedyś. Wiem już. I nie wierzy się. gdybym musiała płacić. Gdybym tylko zechciała.boję się. Dawki różnie się kształtują. Pękam. Pisuję do niej. Przestajemy wierzyć sobie nawzajem. Ani jednego wolnego miejsca na całym ciele oprócz twarzy. Stara recydywa. czeka nas chyba więzienie. Ale nie umiem już inaczej. Gdy to się wyda. Zdobyć za wszelką cenę towar na następny strzał. Kiedyś zrozumieją. Teraz tylko to jedno się liczy. jak wyglądamy.. Opiekuje się nią teraz jakiś facet. Ja też. Poza tym ma jakieś kontakty ze światem medycznym.naprawdę o niczym nie wiedzieć na przesłuchaniach. Nie wiem. Wszyscy tak lecimy. że to nie ma sensu. że nie warto. gdzie szukać pomocy i jak z niej korzystać. Widziałam go u niej w samych spodenkach. Przychodzą jacyś nowi ludzie. Jak mogłam doprowadzić się do takiego stanu? Sama już nie wiem. Nie pyta o forsę. że nie chce pewnych rzeczy pojąć. ale nie mam już woli. co by to było. Zupełnie niepojęte. Nie o wszystkim..

Nie wiem dlaczego? Po prostu płaczę. Nie straciłabym . Czasami. Pani Maria chce mi konkretnie pomóc. I tak bym nie mogła. lecz ponad waszą niemożliwość wtedy odejdę na zawsze. Napisałam. Tak mi się przynajmniej wydaje. żeby napisać. Gdy zbieramy się w chacie. Chce mi załatwić leczenie w ośrodku dla narkomanów ze szkołą. obronę? Był tam adres i prośba. Tak jak kiedyś Iga. Może gdy drgnie ta wielka siła. co nie we mnie już. że zaraz to wszystko wybuchnie. Trzeba z kimś porozmawiać. chociaż jeszcze i tak za dużo. Kupiłam książkę pani Marii Co macie na swoja. Nie bać się zagrożenia. Już nic innego się nie liczy. Ale która ja? Gdzie jest tamta? Tamta chyba dawno umarła. Chyba ja. gdy jestem trochę trzeźwiejsza. Jedzenie nie jest mi potrzebne. Ale nie czuję tego. Niekiedy usypiam nad moim dziennikiem. Jakby ktoś podłożył bombę zegarową na określoną godzinę. Gdy była małym. W takt muzyki? Czasami pet wypadnie z ust i poparzy. Wieczorem słucham muzyki i kiwam się. 15 grudnia Zatrułam się czymś i nie muszę jeść. płaczę. A tą godziną jest towar. zaczyna się wielkie oczekiwanie. Od niego teraz wszystko zalety. 15 listopada Basia to ja. by żyć. 2 grudnia Muszę chodzić do szkoły.Wszyscy się boją. I mam wrażenie. Czy będzie i czy starczy dla wszystkich. szczęśliwym dzieckiem. O czym śnię? Nie pamiętam. Niewiele rzeczy pamiętam. Muszę zacząć się uśmiechać.

Osiągam swoje złudne zadowolenie. Dwa latu temu zawieziono mnie na pierwszy odwyk. później na drugi. Taki . jak mi to wmawia milicja? Czy naprawdę nie potrafię jeszcze powalczyć o siebie? Chyba nie umiem sobie pomóc. Tyle przesiedziałam w psychiatryku i gdy stamtąd wychodziłam. A teraz? Ostatnio trochę chorowałam. Chciałam mniej czuć. chociaż wszystko wydaje mi się bez sensu. O obecnym ćpaniu nikt nie wie. że ich koszmar minął. Czy naprawdę nie mam już woli. już w pierwszym dniu byłam zaćpana. jak to naprawdę wygląda. Nie wierze w skuteczność leczenia odwykowego. a stałam się niewolnikiem pełnej strzykawki. I wszystko się zaczęło. głupiej. Cztery lata temu pierwszy raz zrobiono mi zastrzyk. co mam. 24 grudnia Obudziłam się w nocy i nie mogę dalej spać. Tak. nie umiem spać. nie umiem też korzystać z pomocy innych. Zawsze chciałam być wolnym człowiekiem. że wszystko jest w porządku. dziecinnej ciekawości. Śmieszne. Może jest to jakieś wyjście? Może to akurat jedyny ratunek dla mnie? Mam tylko zaliczyć ten semestr tutaj. Chyba jeszcze chcę trochę pożyć. A przecież zaczęło się od zabawy.znowu roku. 25 grudnia Walnęłam sobie trochę więcej niż zwykle. teraz wiem. moje dawki trochę się zwiększyły. Mam 18 lat. I to podobno ma być dowód. Chyba nie wierzę w to. I to jest wszystko. Rodzice sądzą. Czy wytrwam? 20 grudnia 1977 roku Jestem narkomanką. Nawet przed sobą muszę się w końcu do tego przyznać. że mogę się jeszcze wyleczyć. A może to w tych psychiatrykach nie umieją leczyć narkomanów? Sama już nie wiem. Leżałam sobie w łóżku i mogłam spokojnie ćpać. Mam kłopoty ze snem. Gdy morfina już nie działa. Chodzę grzecznie do szkoły i nawet nie zbieram dwój.

zwłaszcza po rękach i po głowie. Tam. Pani Maria mi napisała. bo brakło mi majki. Pod bramą spotkałam chłopaka. żebym przyjechała do Warszawy w lutym. 29 grudnia Dostałam list od pani Marii. Tak. Olewam to. od wielu lat jest smutny. Muszę znowu sobie kupić więcej ampułek majki. Mam swoją powiększoną działkę majki i jest okay. I to jest najgorsze. Święta. W taki dzień nawet dostałam więcej towaru za normalną cenę. Naiwna istota. Nie dociera do mnie wiele przez barierę. Na pewno. jak ten. przecież mnie kochają. Nauczycielka wysłała mnie do dermatologa. i ta cholerna samotność. Muszę się odtruć. że natychmiast muszę poddać się leczeniu.dzień. To bagno. Co będzie w nowym roku? Żeby się tak stać naprawdę wolnym człowiekiem. I wszystko mnie swędziało. Wzięłam te tabletki i spokojnie poszłam do szkoły. Nie mogę ćpać z innymi. Nie mogłam zupełnie wytrzymać. że nie mógł sobie znaleźć tyły. . co dzieje się wokoło. Na drugiej lekcji spuchłam jak bania. A tu trzeba żyć od zastrzyku do zastrzyku. co jest grane? Bałam się wrócić do domu. Chyba jednak się zgodzą. drapałam się ciągle. Przytrzymałam mu pasek na ramieniu i udało się. Puste słowo czy ironia losu? Sama nie wiem. W szkole nic do mnie nie dociera. Wolę topić się sama. Uśmiechnął się do mnie smutno. A nie narkomanem bez woli. Są bardziej życzliwi. za drzwiami. Będę musiała powiedzieć rodzicom. 4 stycznia Zaćpałam kodę. który był na głodzie. Pisze. może się teraz wiele dziać. CZŁOWIEKIEM. którą wcisnęłam sobie w kanał. Nie mogę ciągle zwiększać dawek. Inne ćpuny też czują się wtedy inaczej. ale jak to zrobić? Nie chcę znów tracić roku szkolnego. To bardzo daleko. Tak się trząsł. Kiedy się to skończy? 3 stycznia 1978 roku Źle się czuję. Ale właściwie to skąd mają wiedzieć.

za oknem. Ale nie mam siły się stąd ruszyć. Wiruje całe moje królestwo. więc poszłam sobie dokupić majki. a może 11 stycznia? Chyba potrzebuję pomocy. Poszłam po towar. wszyscy zaćpani. sprawdzają ludzi.. POMOCY! Jestem zaćpana maksymalnie. Mam dość szkoły. Tylko w tramwaju przysnęłam i pojechałam za daleko. Nie mam siły. Tylko co mi z tej miłości przyjdzie? Chyba to. Myślę coraz częściej o samobójstwie. 10. ale nie ufają mi za bardzo. Gdzie ja jestem? 14 stycznia W nocy miałam jakieś wizje. ale nie mam zamiaru zabijać innych. Tam. Łzy? Gdzieś tam głęboko jest schowana lina taternicza. Miałam pieniądze. Ale i tak ich kocham. niedomyte pompki i zapchane igły. Jestem zrośnięta z fotelem. że ktoś zapłacze nad moim grobem. Podobno milicja szaleje.Łaziłam bez sensu po ulicach. jestem narkomanką. Jak tak po prostu można cieszyć się życiem? To dla mnie nie do zrozumienia. Tak. Siedzę przy swoim biurku i patrzę na wszystkie klamoty. Chyba trzeba będzie to posprzątać. Narkomana nie chcę. Weszłam tam do nich. że będę miała pewność. czy coś się zmieni. żebym została. 5 stycznia Coś mnie dręczy. nie lubią samotnych. Nie mam nawet chłopaka. robili sobie zastrzyki. a normalny . wyjechali na kilka dni. wiem o tym. W końcu ktoś życzliwy mnie obudził.. Oni wciągają innych. Sama się wykańczam. Nie mogłam się długo uspokoić. też coś jest. Na kartkę kapią łzy. A ja chcę być sama. W domu normalka. Krzyczałam. Wszystkich obudziłam. Nie mogę utrzymać pióra w ręce. Jest. Chcieli. to było okropne. by jej poszukać. trochę mi przeszło. Nie wiem. Rozwalone szkła. jestem w fatalnym nastroju. Za dużo ćpunów jest w naszym mieście. Sama ją schowałam. moich porządnych koleżanek. Rodziców nie ma.

28 stycznia W szkole studniówka. A w co się wierzy . Musze przejść na prochy. na Boga. Ale to tylko marzenia. sama go nie przetrzymam. I w milczeniu poszliśmy razem do dostawcy po towar. bo po co tam iść? Tylko po to. Już nawet książki mnie nie interesują A tak lubiłam kiedyś czytać. Mam koszmarne sny. wszystko mogę.chłopak nie chce być z narkomanką. to też nie ma sensu. Kiedyś lekarz powiedział mi. dotarły do mojej świadomości jego słowa. w to jeszcze trzeba uwierzyć. by uratować jedno ludzkie życie? By ratować siebie? Może nawet i dlatego warto. Myślę za dużo o niepotrzebnych rzeczach. Skończył mi się towar. oczywiście jak dożyję. gdy nie przestanę ćpać. Spojrzał na mnie i powiedział: „Baśka. ale i po ćpaniu jestem do niczego. I po co mi to wszystko? Przecież to jest wegetacja. Może skończyć z tym wszystkim? Wystarczy tylko przedawkować. 30 stycznia Spotkałam starego znajomego ćpuna.nawet po kilka razy. Chyba będę musiała iść na to leczenie. Mój nastrój obniżył się. Wzięłam dzisiaj dwa razy. Moja za rok. Nie. żeby podleczyć sobie kanały. Nie mam już gdzie się wkłuwać. Leżę w moich czterech ścianach. Nie mogę podłapać głodu. I znów psychiatryk. Samotność mnie dobija. Patrzyłam na niego niewidzącymi oczami i miałam ochotę powiedzieć mu to samo. Oczy mi łzawią. tylko czy warto wracać na tę drugą stronę? No. łamie w kościach. to nie miałabym problemów. ratuj się. Tylko. Coraz gorzej. Trzeba męczyć swoje żyły codziennie . Nie umiem już funkcjonować bez ćpania. jeszcze mogę. Ma rację. Gdyby dało się wstawić taki aparacik do żyły. rzuć to kurestwo”. jeszcze możesz. Będę musiała snuć swoją opowieść od początku. co się będzie działo z moim ciałem. Dopiero gdy zrobiłam sobie zastrzyk. A może już nie wierzę w miłość? 20 stycznia Przeziębiłam się. jakie mają na przykład ludzie dializowani.

Rozmawiają ze mną spokojnie. Uważali. bez żadnych kłopotów. że mnie nie opuszczą. Beata ma 16 lat i jest zafascynowana ruchem i ćpaniem. Chce mi się płakać. Beata nie chce się leczyć... jaki koniec ją czeka. że znów spotka ich to samo. nie wiem co jeszcze. Pierwszy etap odtrucia minął. ale już nic nie czuję. Koszmarne bóle mięśni i stawów. krwotoki z nosa. Nie mogę się teraz rozkleić. I jedno marzenie. Wszystko zniszczyłam. Jestem na sali razem z Beatą. To.po 3 latach ćpania? Kocha się pełną strzykawkę i nienawidzi się siebie. 22 lutego Jestem na odwyku od 16 lutego. Przywiozła ją tutaj matka. 8 lutego Pojechałam do Warszawy. krzyczeć. bo wtedy dopiero byłby koniec ze mną. kiedy wrócę. Rozdrażnienie i wielka chęć ucieczki. najbardziej boli. Jestem wyczerpana. Szybko zostałam przyjęta. żeby załadować sobie w kanał chociaż malutką działkę. Byłam w Poradni Zdrowia Psychicznego na konsultacji. Pojadę tam i wyjdę z ćpania. Już raz rodzice mi zaufali. bezsenność. Już po wszystkim. Jeszcze nie czuje tego. snują plany na przyszłość. że już jestem rozsądna. Do mnie przedtem też to nie . chce ćpać. Mama pyta ciągle. Potem długo rozmawiałam z panią Marią. żeby to wszystko przeszło chociaż na kilka godzin. A przede wszystkim nienawidzi się reszty świata. ciągłe pocenie się. I w końcu organizm uspokoił się. 13 lutego Rodzice chyba się niczego nie domyślają. robiłam to. wierzę. Mama chyba przeczuwa. że coś się stanie. drżenie ciała. co chciałam. Męczy mnie myśl. że mogę nie wrócić. Nie byłam kontrolowana. że teraz muszę ich oszukiwać. Ale wierzę w nich. Jestem na Białej Sali. po najgorszych chwilach na głodzie fizycznym. Obiecała porozmawiać z moimi rodzicami. mam już załatwione miejsce w sanatorium psychiatrycznym. Bardzo źle to znosiłam.

że wszystko się zmieni. są pod kroplówkami. Kocha hipów. chcą się wypisać. Basia. pani Maria wszystko im opowiedziała. traktują nas jak młodych ludzi. układy w domu i to.docierało. Tutaj jest inaczej. bo co miałam robić. Patrzę na ten jej entuzjazm. w jakie bagno wchodzi. ale chyba będzie za późno. płakałam. Nie taki jak w zwykłym psychiatryku. Tak jak oni. Jest mi bardzo smutno. Nie powiedziałam jej wszystkiego. Nie umieją już tego znieść. Imponują jej stare ćpuny. Źle znoszą odtrucie. Ja wiedziałam najlepiej. Ciągle rozmawiam z Beatą. włóczęgi. Kiedyś jej to przejdzie. Rodzice chyba już wszystko wiedzą. Wybaczają mi i wierzą. 27 lutego Przeszłam dzisiaj do drugiej grupy. 23 lutego Przyjęto dwóch braci z Gdańska. Piszą. Ja rzadko brałam kompot. Dziwne. 25 lutego Dostałam kartkę od rodziców. Dobrze. Stare ćpuny. wspólne ćpanie. Płakałam nad tą kartką. Nie wiem. Powinnam znosić już to spokojnie. Opowiadałam. Ona naprawdę jeszcze nie wie. że chociaż personel jest w porządku. Tak. Najbardziej ją interesowały sprawy seksualne. dlaczego zaczęłam ćpać. A może nie jest jeszcze ze mną tak źle? Lekarka wzięła mnie na rozmowę. Chcę tu zostać i zrobić coś ze sobą. Gdy na nich patrzę. wszystko wydaje mi się beznadziejne. ja. zawsze wolałam swoją morfinę. Ale hera jest lepsza. zawsze mnie to denerwuje. Tutaj można chodzić we własnych . Ale nie. gdy tak wszystko chcą o mnie wiedzieć. gdzie mają cię za szmatę. tylko gorzej można się wpieprzyć. co będzie dalej. Lecieli cały czas na kompocie. Cholerni psychiatrzy. że już wiedzą o wszystkim. którzy się trochę zagubili i trzeba im pomóc odnaleźć właściwą drogę.

Wśród ludzi są układy. Zawsze byłam wielką samotnicą. Rozmawiał z lekarzami. Wprowadził rozkład zajęć. żyłam w swoim świecie. krótko żyję bez narkotyków. Jest jeszcze trzecia grupa . że to dopiero początek jego dziwnej terapii. Przyjechał tata. Topiliśmy Marzannę. że on tutaj wszystko trzyma. Ona jeszcze w to nie chce wierzyć. układziki. Jest tak inny od tych wszystkich jajogłowych psychologów. inaczej byłby to też zwyczajny psychiatryk. Danka wkurzyła się. Ten facet zadziwia mnie coraz bardziej. by później znowu iść w Polskę i zatracić się w ćpaniu. Marek Kotański . Kotan pogadał z nią na osobności i zmieniła zdanie. Tylko że ona chce być narkomanką. Kotan atakuje Beatę. wspomnienia. Byliśmy na spacerze. Bierze krótko. Tutaj nie ma przyszłości. Czuję. że na oddziale źle się dzieje. których do tej pory poznałam. Sądzę. spakowała rzeczy i chciała się wypisać. Bez życia. że to prowadzi tylko do rozmów o ćpaniu. Niósł ją Kotan. ∗ . Źle sypiam. 28 lutego Dużo tu nas. Kotan atakował mnie.ubraniach i wychodzić na zewnątrz z wychowawcami. Wyglądał tak.Przewodniczący Zarządu Głównego Stowarzyszenia MONAR (Młodzieżowego Ruchu na Rzecz Przeciwdziałania Narkomanii). Kotan stwierdził. Przyp. Rzadko się mówi o planach na przyszłość. Zawsze byłam marzycielką. ale niezbyt mocno. Tata nie został na psychoterapii. Ja trzymam się raczej na uboczu. Chce jej uświadomić. Ma duże szanse. Ludzie jak ludzie. zmarnowani. trochę hipów. w co się wpieprza. pokłóciła się z nim. ale większość to narkomani z przekonania. Nie lubię tłumu. Trzeba przetrwać teraźniejszość na odwyku. smutni. czas na naukę.oni mają już wolne wyjścia. jeszcze mylą mi się imiona. Po spacerze była „społeczność”. Rozmowy tylko o ćpaniu. Kotan ma dziwny wpływ na ludzi. Było to moje pierwsze wyjście. Poznałam Kotana∗. jakby się z tym wszystkim pogodził. I to jest najstraszniejsze. red. by z tego wyjść. głównego szefa terapii. w narkotycznym śnie.

To pocieszające. Idą wtedy na Białą Salę i wszystko zaczyna się od początku. Naiwni.to byłoby całe życie. Oglądały nas jak dziwne okazy. herbatka . bo każdy o nim myśli. że w końcu ktoś się wyleczy. Każdy z nas ma szansę z tego wyjść. W kanał lub po zębach. Połowę ludzi ukarał. Raczej rodzaj komuny niż psychiatryk. tylko czasami musi wprowadzić rygor. makiwara. Hera. gdyby nie Kotan. Potem rozmawiał z nami W sumie jest bardzo opiekuńczy. papieros. Chyba nie mogę tak myśleć. co kto woli. Przyjechał Kotan. koda. czy wszystkie jego polecenia zostały wykonane.nauczyciele do nas przyszli. Każdy mówi o ćpaniu. Ludzie wpuszczali je w kanał. kazał im chodzić w piżamach. Artur zaprosił mnie do swojego pokoju na herbatę. 1 marca Dzisiaj pierwszy raz poszłam do szkoły. że będę mogła tutaj robić tę nieszczęsną trzecią klasę. Po takich rozmowach ludzie wracają z przepustek często nawaleni. majka. Jest to swoisty styl bycia. Żyje jeszcze głębiej w swoim świecie i pewnie marzy o ćpaniu. Ćpun to takie stworzenie. W tym cała rzecz. Kojkowanie. a one zupełnie się nie zorientowały. Może oni myślą. herbata. że jak się go nie przypilnuje. Danka ciągle milczy. To znaczy . żebym mogła o tym spokojnie myśleć i nie mieć ochoty przygrzać. Robienie NIC to najlepsze zajęcie dla ćpuna. Nie zrobi NIC. że ona chce tylko tutaj przezimować i na wiosnę ruszyć stąd. . Sądzę. Rozmowa była oczywiście o ćpaniu. zrobił „społeczność”. jak nam się tutaj żyje. dyskusje na temat i o życiu.Zajmuję pokój z Danką i Beatą. Po takiej rozmowie i mnie zamarzyła się działka majki. wstrzymał spacery. Nawet mnie to nie denerwowało. Panuje tu swoista atmosfera obwarowana regulaminem szpitalnym. to marna sprawa. Lekcje na luzie. nigdy się nie uśmiecha. słuchanie muzyki. Zaczynam przyzwyczajać się do pobytu tutaj. Tak często bywa. Po obiedzie zawitała do nas wycieczka studentek z pedagogiki. Pytały. Sprawdził. że one tak nas obserwują. Personel o tym chyba wie. ale przyjmuje te stracone dusze.

Muszę się trzymać. Kotan kazał im przyjść do przychodni w Warszawie. a potem wygonił na poranną gimnastykę. Taki codzienny. Jest spokojnie. jej obecnym chłopakiem. że mam gdzie wracać. Inni walczą do końca. że Artur uciekł przez okno i że Danka nie wróciła z przepustki. Martwi się tym wszystkim. Byłam z wychowawcą.wywalają. Rodzice tego nie wytrzymali i wyrzekli się swoich dzieci. Ale na szczęście nie doszło do bójki. Za ucieczki i ćpanie na oddziale . Nie lubią hipów. Tak. Matka musi mieć atomowe serce. Leżałam sobie i marzyłam o różnych dziwnych rzeczach. robią piękny pogrzeb i wspominają najlepsze chwile. a Dzidka śpiewała piosenki o hipach. Zaczepili nas gitowcy. Żeby można było zapomnieć o działaniu narkotyku. Dobrze. 7 marca Do Kotana zadzwoniła Danka. Część ludzi pojechała na przepustkę. Beatą i chłopcami w kawiarni. 6 marca Wczoraj wieczorem zrobiliśmy sobie wspólną kolację przy świecach. Chyba wywalczy im to przyjęcie. Większość z nas nie ma już domu. Wyprowadzają nas jak małe dzieci. od nowa pokazują świat. Przecież to jest walka o życie każdego z nas. żeby ją przyjął razem z Krzysiem. Wróciliśmy spokojnie na oddział. . Mogę wychodzić na spacery tylko z wychowawcą. Rano dowiedzieliśmy się. Śpiochów powywracał razem z łóżkiem. Po szkole położyłam się. Darek grał na gitarze. Ale jeszcze w tej walce można przegrać i wtedy jest koniec. On nas traktuje jak swoje dzieci. To ma być ochrona innych. Ja jeszcze nie mam wyjść.3 marca Rano Kotan zrobił pobudkę w swoim stylu. Ale Kotan wciąż wierzy. Chce. by wytrwać. ale wtedy nie można by walczyć o siebie. że to ma sens. Nastrój mi się obniżył. by to wszystko znieść. Terapia ćpunów to budowanie domku z kart. Cały czas ćpają.

Beata podłapała klej i chodzi naćpana. co to oni przygotują swoim paniom na wolności. Chłopcy dostali małpiego humoru i wymyślali. 9 marca Od rana psychoterapia z Kotanem. Powiedziała mi. ale dziwnie się to wszystko odbyło. To absolutnie niemożliwe. Powiedziałam mu. Może kiedyś do tego dojdę. Nasze wątroby już nie wytrzymują takich wstrząsów. Po takiej kolacji od razu połowa miała kłopoty z wątrobą. Kotan nam mówi. Mają wstrzymane wolne wyjścia. że w takiej sytuacji musimy wydać nawet przyjaciela. Śpiewaliśmy przy gitarze. Rozwala mnie jeszcze psychoterapia. Przyjęto Dankę i Krzyśka. ale jej nie wierzę. Ja nie mogę tego zrobić. Ale trzeba to przejść. ale teraz nie pójdę podkablować Beaty. . Chyba jestem na niego zła.8 marca Chłopcy urządzili dla kobiet wspaniałe przyjęcie. Wychowawca robił pamiątkowe zdjęcia. a nie wiadomo. te wszystkie rozmowy o ćpaniu. że więcej nie będzie. Sądzę. Dawali swoim dziewczynom drobne prezenty. Potem chce się ćpać. Lepiej o tym nie pisać. nie ma rozmów o ćpaniu. jest mało miejsc. Kotan dzisiaj pytał o moje samopoczucie. Nastrój na oddziale od razu uległ zmianie. Są na Białej Sali. ćpunów coraz więcej. kto najbardziej skorzysta z leczenia. Ostrzegłam ją. Wszyscy są życzliwi. że następnym razem ją wsypię. Darek przygotował specjalną potrawę. by ratować jego i siebie. Takie decyzje są trudne. Sama z nią porozmawiałam. bo inaczej nie ma szans na wyjście. Kotan zaproponował psychozabawę pod tytułem „Dzień kobiet za rok we własnym domu”. Ktoś z trzeciej grupy jej to podał. że jemu też niewiele brakuje. Nie można wierzyć narkomanowi. Kotan wyzwał nas od psychopatów. że tak trzeba. Wczoraj trzecia grupa piła alkohol. że psychicznie czuję się jeszcze kiepsko.

po co tu jestem. Śpię w pokoju znów z Danką. Potem pytał. że nie może mnie więcej truć prochami. Jest to kobieta. Rzadko teraz rozmawiamy. Czasami zapominam. Nie czuję się jeszcze na siłach. Nawet do Beaty przyszedł Marek. bo mam bardzo osłabione serce i że w końcu wszystko samo się ureguluje. Jest to trochę kłopotliwe. nie mogłam przez nich spać. że potrzeba około 6 miesięcy. że teraz skończyłoby się to ćpaniem. zanim dojdę do jakiejś normy psychicznej. kiedy mamy zamiar zacząć naprawdę się leczyć.11 marca Połowa dwójki pojechała na przepustkę. że nie mogę spać. Odmówiłam. Kotan szalał na terapii. Chyba tęsknię. Rozdzielał przepustki. Obawiam się o Beatę. 16 marca Beata jest na trójce. Beata jedzie pierwszy raz. . Życie seksualne na oddziale kwitnie. gdy natrafisz na kopulującą parę. bałam się. jest jeszcze Dzidka. Opieprzył Dankę za kurwienie się. co mi jest. Te wolne wyjścia są zbyt kuszące. i nie tylko. Wszystkie ćpuny złożyły jej życzenia. Dzidka jest bardzo lubiana przez Kotana. Powiedziałam pani doktor. Jedzie z Markiem. Pary łączyły się wzajemnie. Sądzę. ale częściej wszyscy każą mi o tym pamiętać. Są małżeństwa. ale tak naprawdę nie można temu zapobiec. Wieczorem rozmawiałam z panią Stasią. która wie. Pani doktor ma imieniny. Danka z Krzysiem od rana leżą razem w łóżku. Kotan stwierdził. tylko za czym? Za ćpaniem czy za nowym życiem? Źle sypiam. Kotan zaproponował Beacie i mnie przejście na trójkę. Oczywiście zjedliśmy wspólne śniadanie. Oficjalnie się to zwalcza. (Jego słowa). Chyba ją najdłużej leczy. ale tylko na rozmowę. Bardzo dobrze mi się z nią rozmawiało. Zdarzają się i dzieci. Obijam się po oddziale i sama nie wiem. ja jeszcze nie chciałam. Odpowiedziała. jak postępować z ćpunami. odstawiono mi część leków. W nocy życie oddziałowe kwitło.

ale może w końcu mu się to uda. dlatego już nigdy nie możemy zaćpać. Mówiła mi. Ale w końcu chyba da sobie z tym radę. Nie ukarał ich. zmienia pracę. 21 marca Dzisiaj też zaćpałam. Dla mnie jest to lekkie przegięcie. więc można te sprawy załatwić inaczej. Nakryłam ich i zamiast zgłosić Kotanowi. Moje samopoczucie od razu się poprawiło. Według niej tutaj mogą pracować tylko młodzi zapaleńcy. ale nie umiałam się powstrzymać. To jest silniejsze ode mnie. Stwierdził. . żeby dali mi działkę. Hania z trojki uciekła. którzy jeszcze wierzą. Przyznaję jej rację. że jestem mocno wpieprzona. Rozmawiałam z panią Stasia. Narkotyk działa silnie na odtruty organizm. Kotan jest bezradny. Beata też chciała uciekać. I mając tę świadomość. powstrzymałam ją. Trochę błądzi. bo mieli zdrowy dech. Dali mi i jestem zaćpana. że jeszcze za mało o mnie wie. Kotan ciągle szuka rozwiązania. co zrobiłam: Krzysiek z Danką robili makiwarę. Wszyscy jesteśmy nieuleczalni. by mi właściwie pomóc. jestem nieuleczalna. że niedługo odchodzi stąd. ale mam szansę wyjść. nowych metod. I personel o tym wie. Muszę ukrywać moje zwężone źrenice przed czujnym wzrokiem wychowawców. Stwierdził. to z nami koniec. poprosiłam. bo jutro jadą na święta do domu. że za mało mówię na terapii. Ale ćpun musi coś mieć. Mam wyrzuty sumienia. zrobiłam to. 22 marca Połowa dwójki zalała się salicylem.20 marca Kotan jest wściekły. Tak. I jest mi rozkosznie. Kotan rozmawiał ze mną. że oszukuję personel. Ale do stolicy niedaleko. W aptece nikt z nas nie kupi pompki. Na razie zabroniono sprzedawać młodym ludziom salicyl. że można nas wyleczyć. Nie chcą też sprzedawać prochów przeciwbólowych. Bo gdy to zrobimy. Wykryło się.

To byłoby jeszcze zbyt ryzykowne. Wyjaśniła jej dokładnie. Nie widzę sensu swojej dalszej przyszłości. Mogłabym nie wrócić. Przyjechali rodzice. Mieli stężoną makiwarę w dżemie. wszystko mnie drażni. a przy nim Dankę. Nie chcę. Jest nas kilka osób. 29 marca Dankę i Krzyśka wypuścili z Białej. Chyba mi słabnie motywacja leczenia. 31 marca No i stało się. 30 marca Nadal ćpamy. Gdy zaczynam brać. Beata ma wolne wyjścia i Danka namówiła ją. Pani doktor powiedziała mi. Bałam się jechać. Cała reszta pojechała do domu na święta. Sama nie wiem. Wieczorem wszyscy wtajemniczeni byli zaćpani. 28 marca Ludzie wracają na oddział. Martwią ją te zahamowania. Mam ochotę się wypisać. że mało mówię. żeby brała. dlaczego. Nie wiem dlaczego tak szybko. Wszystko było już opłacone i Beata przywiozła worek suszu. Wychowawca znalazł cały towar. A sama rozklejam się. jak ma jechać. robię się dziwnie miękka. mogę się tylko domyślać. ja też. Boli mnie głowa. płaczę. że dzisiaj nie robiliśmy ćpania. Ale co naprawdę czuła. powiedziałam jej. Wtedy zupełnie unikam ludzi. Spotkanie z mamą wypadło naturalnie. Tak czekałam na ten towar. . Okłamałam Beatę. Wciągnęliśmy go przez okno. Wpadli przy rewizji z towarem. To skutki ćpania. Danka i Krzysiek przyjechali zaćpani.26 marca Na okres świąt przeniesiono nas na Białą Salę. Zaczynam się tutaj fatalnie czuć. by pojechała na wieś. Chyba coś niedobrego znów się ze mną dzieje.

że nie znalazłyśmy. że mnie potępia. Czy naprawdę ja to wszystko przeżyłam? . Wyszłam stamtąd jakaś zrezygnowana. że w nie ma sensu. raz chcę ćpać. Ale może nawet dobrze. ale sama w to nie wierzę. Mówił. Ale opowiadałam o sobie jak o obcym mi człowieku. 5 kwietnia Nadal jestem smutna. Przekonywałam ją. Przecież to śmieszne. że będzie chwalił moje postępowanie. jak ja w tej chwili. po której stronie jestem. Chyba nie potrafi zrozumieć. Zawiodłam Kotana. tylko za kłamstwo. Wyczułam. Nigdy nie oczekiwałam od nikogo. Beata chce tak samo ćpać. Raz się leczę. Chciałabym z kimś o sobie porozmawiać. Kotan od razu zrobił „społeczność”. I to mnie chyba tak przytłacza. a później porozmawiałyśmy sobie o moich sprawach. ale czułam. W nocy Danka chciała uciekać. a mogłabym robić tyle interesujących rzeczy. Pochodziłyśmy po Warszawie po znajomych kątach. Wypełniłam kilka testów. Był to dla mnie szok. Sama nie wiem. Szukałyśmy z Beatą ćpania.Krzyśka i Artura. a z tym nie umiem się pogodzić. 4 kwietnia Pojechałam na pierwszą przepustkę pod opieką Beaty. że nie karze nas za naszą chorobę. 7 kwietniu Byłam na badaniu u pani psycholog. I tylko oni przyznali się do ćpania. że pani Maria wini mnie za wszystko. Wracałam na oddział w fatalnym nastroju. Chciałabym się wyleczyć. Byłam rozmowniejsza. ale nie mam zaufania do ludzi. że o tym wiedziałam. Została. ale tamto życie nadal mnie pociąga i fascynuje. Ja tylko przyznałam się do tego. I tak ciągle. Nie robię nic. Boję się przyznać. Nie wiem. dlaczego zaczęłam ćpać mając takie układy w domu i tak dobrych rodziców. co mam zrobić. Byłam na rozmowie u pani Marii.

czego chce. że aż tak jestem wpieprzona w to całe ćpanie. . o czym wszyscy rozmawiają. Wyglądamy interesująco.10 kwietnia Przyjechał tata. czy nie chcę z nim pogadać. że z tego wyjdę. że o niczym nie powiedział ojcu. Wieczorem przyszedł do mnie Kotan. Tutaj nikt z leczących się nie wie. Ciekawe. Kotan zauważył moje przygnębienie i spytał. Ale może kiedyś dowiemy się. gdy przeczyta. ćpając na oddziale. Dobił mnie tym. Prawie nie słyszałam. Wybuchnęliśmy śmiechem. że razem nie poszłyśmy do Kotana. 11 kwietnia Na „społeczności” wprowadzono nowy regulamin na oddziale. W nocy nie mogłam spać. dręczyły mnie wyrzuty sumienia. jaką będzie miała minę. A tak już wierzyłam. Beata wszystko mu powiedziała o naszym wspólnym ćpaniu. Spędziliśmy miłe popołudnie. Pani przewodnik pod koniec zaczęła opowiadać nam kawały o wariatach. 16 kwietnia Pojechaliśmy na wycieczkę do Kazimierza Dolnego. Ale ma nadal nadzieję. Dziwna z nas wycieczka. a dzisiaj uciekła. herbata w „Baryłce”. Spacer wzdłuż Wisły. jak to naprawdę jest z naszym ćpalniczym życiem. 12 kwietnia Odwiedziłam Beatę na Białej. Beata wczoraj zaćpała. że dam sobie radę ze sobą w takiej sytuacji. Oszukałam go. Zmartwił się. Mówiła mi. Byliśmy jeszcze w jakimś muzeum. Byłam z nim na przepustce w Warszawie. że jesteśmy z psychiatryka. Beata wróciła. Wszystko mu opowiedziałam. Każde wykroczenie ma kończyć się pobytem na Białej Sali. że sama nie wie. Szkoda. odwiózł mnie na oddział.

19 kwietnia Byliśmy paczką w kinie. ale już chyba nie uda się jej nic załatwić. . Jestem bardzo niespokojna. A może właśnie tak trzeba? Bo w zasadzie do tej pory mogliśmy dużo robić bezkarnie. Już są na dwójce. nowe rządy. że jak ktoś odmówi. Ale za to mamy Gośkę i Kasię. że inni już znali takie numery. 25 kwietnia Na „społeczności” pani ordynator wprowadziła godziny odwiedzin. Nasze chodzenie po miasteczku zawsze wzbudza małą sensację. Czarno widzę. Teraz wróciła. które w tej chwili mają bardzo duże szanse powrotu do życia. Mamy nową panią ordynator. Nie mogłam dzisiaj wysiedzieć na psychoterapii. prawie wolną wolą. Ale co się wydało? To. Nawet wygląda interesująco. Danki nie przyjęto. Wyszłam z terapii. co ci ludzie o nas myślą. a Beata jeszcze nie. ale już nie chcą jej przyjąć. Tylko że za firanką stał Kotan. że chce się leczyć. Gdy kiedyś w psychiatryku chciałam zaćpać. No i wydało się. A raczej o tym. Ćpanie hery to już chyba sam początek końca. to znaczy. 26 kwietnia Kotan kontynuuje swoje eksperymenty. Jest na Białej. Jest na trójce kilka osób.17 kwietnia Danka i tak w końcu uciekła. a ona od razu chciała przygrzać. Ktoś pokazał jej towar w strzykawce. Przynajmniej można samemu się wypisać. Bardzo się stara o to przyjęcie. to trzy dni leżałam związana pasami i walili mi fenacil w tyłek. A tutaj jeszcze liczą się z twoja. Wieczorem Marek ogolił się na łysą pałę. Ale może się mylę. Tutaj też ciągle mówi się o ćpaniu. Ciekawe. Darek zaćpał się kompotem. wypisy za ucieczki. Beata dała się na to nabrać. A Kotan pewnie myśli. jak z tego wyjść.

Pytała. Potem przyszła pani doktor. że ćpam. Zbadała mnie. apatia. Nic chciałam z nim rozmawiać. że nic mi się nie chce. Ludzie sądzą. czy dam radę wytrzymać na tej przepustce. A ja? Sama nie wiem. że to tylko ból głowy. wraca. Poszłam z powrotem do łóżka i dalej spałam. A w końcu triumf dorosłych: „a nie mówiłem?” Pozostał zapach sal szpitalnych. Absolutnie nic. Chcą ćpać. wolno . zakazy. jeździć po świecie.28 kwietnia Śpię drugi dzień. że nie mogę istnieć. Czy dotrwam? Najpierw muszę zaliczyć trzecią klasę. Chcę bardzo jechać. 29 kwietnia Poszłam na lekcje. Przeciw życiu. Zabrała mnie do zabiegowego. I chęć samounicestwienia. Żyję nadal obok ludzi. Dostałam przepustkę. To znaczy . Jadę do domu. To jeszcze bardziej mnie przygnębiło. co ćpałam. Cieszę się. twarze chorych psychicznie i nienawiść do świata. Czy można dojrzeć przed trzydziestką? Wydaje mi się. nakazy. czy czuję się pewnie. że na pewno zaćpam. Żyję jakby od niechcenia. Po prostu nie wiem. ludzi.może mnie już naprawdę nie być. Beata też podejrzewa. A za rok? Za rok może być wszystko. Rano przyszedł Kotan. Co było wcześniej? Kawałek dzieciństwa. Kotan pytał. Chyba wciąż szukam sensu tego wszystkiego. Nie ma mnie. Tak mi powiedzieli na terapii. Jutro piszą język polski. Przecież nie brałam. Chyba przestanę walczyć o siebie.nie wolno. co mnie otacza. Ciągle ktoś ucieka. Nawet wśród ćpunów. I wielki bunt. życia. Zgubiłam się na drodze do życia. Mówiłam. Chodzę smutna i nic nie robię. Matura. sprawdziła źrenice. Ludzie są niespokojni przed Sezonem. Takie narkomańskie nicnierobienie. . jestem tylko w takim stanie. I nie chcę ćpać. ciśnienie i czy nie mam śladów po wkłuciu. Pragnę trochę pobyć w domu. Był to pożegnalny dzień pani Stasi. I całkowita przegrana. 2 maja Mamy kilku maturzystów.

Wkrótce potem byłam przygrzana i zupełnie inaczej spacerowało mi się po mieście. Ciekawe. Spytali mnie. 5 maja Wróciłam do Warszawy. wiedzą. Do głowy by im nie przyszła myśl. Wieczorem mam być na oddziale. że to teraz niemożliwe. Jak można nauczyć się cieszyć codziennością. Pani Maria była smutna i zrezygnowana. chyba że rodzice. Nawet nie chcieli za to forsy. Narkomani rozumieją ludzi na odwyku. 4 maja Odwiedziłam moją koleżankę Jagodę. Nikt nie wierzy w to. Już chyba nigdy nie dadzą mi spokoju. Zgodziłam się od razu. Mieli majkę. W domu zastałam wezwanie na komendę MO. że ćpałam. To jest jedyna dziewczyna z mojej klasy. z normalnymi problemami. Ale na razie siedzę sobie na Starym Mieście i piszę. Chyba już nie wierzy. że jestem na przepustce w domu. z którymi kiedyś ćpałam. Wyszłam na spacer. Zachciało mi się nawet iść do mojej normalnej szkoły. czy chcę zaćpać. Spotkałam dawnych znajomych. Brakowało mi kontaktu z normalną dziewczyną. Niech sobie sprawdzają sami. Ale wiem. Muszę być w psychiatryku. Ale czy naprawdę w to wierzą? . Wystarczy tylko raz im podpaść. W domu rodzice nie zorientowali się. że się wyleczę. zwykłymi sprawami? To dla mnie jeszcze wielka tajemnica. Spała jeszcze. co oni znowu chcą ode mnie. Było mi to bardzo potrzebne. z którą utrzymuję bliższe kontakty. Oczywiście nie poszłam na komendę. obudziłam ja i plotkowałyśmy pół dnia. Ta rozmowa zupełnie inaczej wyglądała niż tamta. by wrócić do właśnie takiego życia.3 maja Wieczorem byłam w Częstochowie. Nikt. Zmartwiła się moim ćpaniem na oddziale. że zrobiłam to na pierwszej przepustce. Gliny nie muszą wiedzieć. co to znaczy mieć chcicę. Byłam u pani Marii. że się wyleczę. Byłam przecież na leczeniu już trzy miesiące.

Chyba jakaś grupa ćpa. zostali wypisani.7 maja Lekarze są zadowoleni. I bardzo chcę wytrwać. W ogóle nie myślę o ćpaniu. Ale Kotan zaufał mi. Nie myślałam o ćpaniu. Dużo z nami rozmawiają o naszych życiowych sprawach. Opowiadała mi kiedyś. Ochotę to chyba mam zawsze. W Lublinie nie spodobało nam się i wróciłyśmy do Warszawy. Już ich nie ma. I nikt nas tutaj nie potępia za nałóg. było bardzo fajnie. mimo że to przejście nie należy mi się. ludzie ćpali. Ja też mam ochotę przygrzać sobie. a na pewno pół roku. Za dobry powrót z przepustki przechodzę do trzeciej grupy. 11 maja Miałam rację. Uważa. Dziwna to szkoła. Wyczuwam napiętą atmosferę na oddziale. Nie. 13 maja Trzecia grupa pojechała na Kulaż do Lublina. Rozwalali oddział. zrobiłyśmy sobie kolację. bawiłyśmy się beztrosko jak dzieci bez przeszłości. za naszą chorobę z własnej lub nie własnej winy. Ze mną idzie Kaśka. Do ćpania się nie przyznałam. ma 16 lat i dużo ćpania za sobą. i to przed Sezonem. tych ludzi też okłamuję. Ale prawdziwych pedagogów można spotkać tylko tutaj. że wróciłam z przepustki w porządku. Nocowałam u Eli. W szkole zapowiadają nam klasówki i powtórki. Miała niesamowite wizje. jak przedawkowała pastę. Dlaczego? Przecież oszukuję tylko siebie. trochę trzeba się uczyć. Elka jest warszawianką. Jechałyśmy okazją. To mnie podniosło na duchu. Jechałam z Elką. To była moja najmilsza przepustka. 12 maja Jestem w dobrym nastroju. że powinnam być tutaj jeszcze rok. Bardzo chcę spróbować. o moich . Rozmawiałam z Kotanem. jak zwykle.

na wzór amerykańskiego ośrodka. Takie rzeczy szybko mu mijają. Opowiedziałam jej o swojej obecnej sytuacji. Właściwie to dopiero w czasie tej rozmowy wiele spraw sobie uświadomiłam. Stwierdziłam. Tak małe. A ja tak nie chcę. Jestem tego prawie pewna. rozmawialiśmy o seksie. Tego. że jest to prawie niemożliwe. chce założyć Synanon. Do tej pory widziałam tylko układy narkomańskie. Te sprawy muszę uregulować sama. Kotan zrobił psychoterapię do trzeciej rano. 18 maja Kotan chodzi wściekły. a właściwie cały nowy oddział na tworzenie Synanonu. Nie mogłam na niej wysiedzieć. Tam nie było miłości. wyleczenie lub odtruwanie się co pół . to dzieje się ze mną coś dziwnego. Żyłam chwilą obecną. Wyzywa nas od narkomanów . Krzysiek zaćpał. 23 maja Dostałam przepustkę i pojechałam na spotkanie z Anną. Mam dwie drogi do wyboru. że mam bardzo małe szanse na wyleczenie. Mówił.skurwysynów. Kotan ma nowy plan. że się wyleczę. Przejdzie mu. Robi zebranie na trójce i chce nam przekazać swoją idee. że utrzymuję bardzo duży dystans. Gdy nie śpię w nocy. co tutaj się dzieje. że widzi. Chciał przełamać moją niechęć do mężczyzn. jestem chłodna uczuciowo. Idea jest dobra.kłopotach. tylko co z niej wyniknie dla polskiego narkomana? Dostaliśmy nowe pomieszczenie. Mam jakieś wewnętrzne przekonanie. Morfina daje zbyt duże uzależnienie psychiczne. jaka jestem w stosunku do chłopców. nie da się przetrwać spokojnie. 22 maja Kotan na terapii czepiał się mnie. Anna jest psychologiem i pracuje w Warszawie. Byli u nas na trójce. Kotan tez niekiedy się załamuje. Może kiedyś też tak będę umiała żyć? 1S maja Na oddział przyjechali goście z towarem. Właśnie teraz tak to czuję.

przeklinam. Ale nie mówię im o tym. 26 maja Synanon zaczyna nabierać kształtów. Niekiedy nie wiem. Ale ciągle myślałam o mojej rozmowie z Anną. kłócę się ze wszystkimi. Ja nic nie robię. Bardzo to piękne. mam lęki. Chyba jest to niesamowita sprawa. Ta huśtawka chyba już nigdy się nie skończy. I dlatego tak to wszystko poważnie wygląda. Moje życie to tylko wielki smutek. Anna odwiedzi mnie w sanatorium. Nastrój mam depresyjny. To najlepsze wyjście z tej sytuacji. Piętnastka. A przecież dzisiaj daleko mi do dojrzałości. Czuję się zagrożona. Jestem słaba. Chce mi się ćpać . Bardzo chcę. Lekarze zauważyli. psychiczna szmata. sami będziemy pracować. . Po południu pojechałam na Stare Miasto. Była „społeczność”. Ludzie robią porządki w Synanonie. Nie będzie tam lekarzy. Spotkałam wielu znajomych hipów i ćpunów. Przestałam rozmawiać z ludźmi. co się wokół mnie dzieje. Czy naprawdę jestem stracona? 24 maja Mamy nową pacjentkę. nic mi się nie chce. Wszystko mnie wkurza. Mam ochotę przygrzać maksymalnie. I jeszcze do tego ciągle boli mnie głowa. Przyjęła do wiadomości oświadczenie człowieka świadomego swego życia i przyszłości. aż do utraty świadomości.oto cała prawda. dojrzałą osobę. ale czy możliwe do zrealizowania? Były narkoman ma pomagać narkomanowi.roku i szybka śmierć. Ale chce ćpać prawdziwe narkotyki. Jedliśmy lody i wygłupialiśmy się. że coś mi jest. bo leciała tylko na prochach. Są już ogólne założenia. Zrobiłam się bardzo agresywna. Od razu przyszła na trójkę. rządzić i pomagać innym. Anna nie usiłowała mnie przekonać. 31 maja Pogorszyło mi się zupełnie. że warto żyć. żeby Kotanowi to się udało. Marzy mi się jeden strzał majki. co odczuwam. Potraktowała mnie jak dorosłą. warto walczyć o siebie. Przesypiam.

Ale Kotan wierzy. ja też tam miałam być. Zaprowadził mnie na Białą Salę. Nic do mnie nie mówi. że pobyt w domu dobrze mi zrobi. Nie chciałam z nią rozmawiać. Dużo śpię. Chcę zostać na trójce. Ale nic nie jest w stanie zagłuszyć mego niepokoju. . Ale dają mi psychotropy. by nie iść na psychiatryczny. Pytają mnie znowu. że teraz nie należy nic mówić. czy coś widzę. że jak tak dalej ze mną będzie. klasa ucieszyła się z moich odwiedzin. Nie rozmawiam. to przejdę na oddział psychiatryczny. Dzisiaj przyszła na Białą Marzena. Kotan to zrozumiał i dał mi przepustkę do domu.Ustalono skład Synanonu. Udaję przed rodzicami. Poszłam do swojej szkoły. Leżę w łóżku albo śpię. Stwierdził. by tam przejść. czy coś widzę. ale już mnie tak nie przeraża jak na początku. Przeczę. Co mnie tak przeraża? Prześladują mnie myśli samobójcze. tylko nie wiem. Boję się tego oddziału. ale w fatalnym stanie. Byli tam lekarze i wychowawcy. czy słyszę głosy. dokąd mam pójść. ale lekarz się sprzeciwił. Kotan pytał mnie. Przyszła mnie odwiedzić pani ordynator. nie czuję się na siłach. Milczymy obie. Nic nie mówiłam. unikam wszystkich. co oni tam robią z ludźmi. że jest okay. Mam ochotę stąd się wypisać. że w takim stanie nie mogę jechać do domu. Przyszedł do mnie Kotan. tak jakby rozumiała. Zabrał mnie do gabinetu lekarskiego. 1 czerwca Jestem w domu. 4 czerwca Nadal tak trwam w zawieszeniu. Nic nie robię. Zbyt dobrze pamiętam to. czy słyszę głosy. Łykam. że nie można się ze mną w ogóle porozumieć. ale wycofałam się. Dziwny to stan. 3 czerwca Powrót do Synanonu. Stwierdziła. Marzena ma 16 lat i uważnie mi się przygląda.

I nie ma kto zapukać od spodu. Sami nie wiedzą. jak się czuję. Są to w zasadzie sytuacje bez wyjścia. o mnie. Leżę na łóżku i sufituję. Byłam na EEG. . co się teraz ze mną dzieje. a inni nic nie sądzą. co mi jest. było mi bardzo smutno. że mam pierdolca i chce mi się ćpać. Ale co ma robić. Ale życie oddziałowe w ogóle mnie nie rusza. że poleci. że na wolności zrobiłabym sobie coś złego. 12 czerwca Kotan zabrał mnie na terapię do Synanonu. Nie mogłam skoncentrować się na tym. 15 czerwca Jestem znowu na trójce. Jej matka zgadza się na wypis. Gdy odeszła. Uważają. Chyba słuszne są ich obawy. Ale nie dowiedziałam się. I to jestem cała ja. Pytałam lekarza. Chyba bardzo chciałam jej przekazać to. o czym mówią. Mam wrażenie. Boją się mnie wypuścić za wcześnie. Niedługo rozdanie świadectw. Była zaskoczona moim stanem. Mówię jej. że podłapałam psychozę. Marzena już przeszła na dwójkę. że znowu sobie coś wymyślę.6 czerwca Przyjechała Anna. Ja też tego nie wiem. inni myślą. Ciągle pytają. Jutro rozdanie świadectw. Lekarze nie wiedzą. nie wytrzyma Sezonu bez ćpania. kiedy wyjdę z Białej. Ale ona chce ćpać. Beata chce się wypisać. Mam wstrzymane wolne wyjścia i przepustki. byłam bardzo pobudzona. Jestem w trochę lepszym nastroju. że nie jest w stanie mi teraz pomóc. Stwierdził. o moich sprawach. Mówiła mi dzisiaj o wartości życia. ale nie potrafiłam. Nauczyciele nie ruszali mnie. Ludzie na Białej Sali sądzą. Jestem dno wklęsłe. 9 czerwca Poszłam z Białej do szkoły. A ja jej słuchałam.

a nie depresyjne przeżycie. Ale dużo ludzi nie wytrzymało i wypisało się. Ta cholerna. Dzień spędziłam z Beatą u niej w domu. że nagle pewnego dnia zaczynasz rozumieć. że doskonale to czuję. Niekiedy bardzo pragnę. Dokonuję okrutnego mordu na sobie. Ciekawe. Jestem pozornie spokojna. by się to wszystko skończyło. Jesteś sama. Beata jedzie do Lublina i chce. A tak pragnę żyć. ale tak. Rodzice zrobili małą rodzinną kolację z winem. Pozorna sielanka. idiotyczna pustka wypełnia się o jeszcze jedną dziurę. W dniu urodzin zawsze jestem smutna. Lekarze zgodzili się. Chciałabym odejść. 25 czerwca Skończyłam dzisiaj 19 lat. To wszystko boli. Czy można mnie oswoić? Dlaczego wszystko obraca się przeciwko mnie? Bo sama jestem przeciwko sobie. 27 czerwca Pojechałam do Warszawy. Jak to jest. Niszczę się systematycznie. Mam jechać na kilka dni do domu. całe moje doświadczenie. czy już grzeje. Wieczorami urządzamy sobie kolacje przy świecach.19 czerwca Pracujemy na innych oddziałach. który do tej pory przeżyłam. Czasami wydaje mi się. czuję siebie. że nie masz przyjaciela. Odczuwasz wtedy dziwny niepokój. Beaty też już nie ma. żeby to była świadoma decyzja. świat. nie daję sobie żadnej szansy. I wtedy przychodzi smutek. Rozmawiałyśmy o ćpaniu. Zawsze wypada na niekorzyść dla mnie. ma przyjechać po mnie tata. . Prosto na lubelskie pola makowe. Wtedy robię rachunek sumienia. koszmar. żebym z nią pojechała. Musiałabym więc uciec z oddziału.

Po powrocie do Lublina Beata zaczęła rzygać. Tak myślę. Przyjęli mnie i poszłam na Białą Salę. trudno mi cokolwiek robić. Pokłóciłam się z Beatą i od razu pogodziłam. Pojechałyśmy na pole i na oddział trafiłam już mocno zaćpana. Beata jest bardzo rozdrażniona. Czeka mnie tylko karny wypis i ironiczne twarze personelu. Mogli mnie u niej szukać.dwaj starzy ćpunowie. Chyba szuka mnie milicja. Zbierałyśmy każda na swoją działkę. Byli też Szczepan i Kwiatol . Spakowałam się i bezczelnie wyszłam z torbą z oddziału. 5 lipca Pojechałyśmy na pole makowe. . że uciekam. Zabrał mnie ze sobą. Chciałam ją zaprowadzić na pogotowie. Była tam jakaś impreza. Niewiele brakowało. Po zrobieniu Beata weszła mi w kanał od razu. ale się nie zgodziła. Po ćpaniu łatwiej nawiązuję kontakty z ludźmi. że teraz szybko polecę. dopiero nad ranem usnęła. Nocowałam u jego kolegi. jej towar podłapał pirogena. Zrozumieją mnie tylko koledzy . ale nic mi nie powiedziała. Beata męczyła się całą noc. by odstrzeliła. Pozwolono mi odprowadzić Beatę do autobusu. Chodziłyśmy bez celu po mieście. Marzena też była na Białej.1 lipca Przyjechała do mnie w odwiedziny Beata. Gdy jestem przygrzana. Postanowiłam. W Warszawie spotkałam Leszka. że dzisiaj ucieknę. Z nią miałam problemy. 2 lipca Pojechałyśmy do Lublina. Właściwie to nie mam po co wracać. że uciekłam z oddziału. Ale tutaj mnie nie znajdą. dopiero za szóstym razem jej zrobiłam. Trochę żałuję. ale ja poszłam spać. Marzena zorientowała się.narkomani. Bałam się. 9 lipca Postanowiłam wrócić na oddział. Mieszkamy u rodziców Beaty. bałam się nocować u Beaty. Szybko zapoznaliśmy się.

10 lipca Rano zabrano mnie na „społeczność”. Umotywowałam swój powrót tym, że nie chcę się wpieprzać przed Sezonem. Dzwoniła mama. Było tyle rozpaczy w jej głosie. Chciało mi się wyć. Mama chce do mnie przyjechać. Trzymałam słuchawkę jak ogromny ciężar. Gdy ją odłożyłam, zrozumiałam, że zostawiam ją daleko, samą z jej bólem. Rozmawiamy na Białej o psychiatrykach i chorobach, o ćpaniu też. Miałam rację. Szukała mnie milicja, ale w innej części Polski. Rozmawiałam z Kotanem, jutro przechodzę na dwójkę z Marzeną. 11 lipca Pokłóciłam się na dwójce ze wszystkimi Jestem bardzo rozdrażniona. Mam autentycznie dosyć oddziału. Chyba się wypiszę. Myślę, że będę lepiej czuła się poza oddziałem. Zaprzyjaźniłam się z Marzeną. Kotan mówi, że to nie przyjaźń, tylko nowy układ ćpalniczy. Ale tym razem chyba się myli. Marzena nie ma dokąd wracać. Błąka się po hufcach, z których w końcu ją wywalają. Jest jeszcze bardziej samotna niż ja. 14 lipca Postanowiłam się wypisać. Wieczorem rozmawiała ze mną pani Stasia. Była jeszcze na jakimś zaległym dyżurze. Chce jutro dzwonić do domu, by powiadomić rodziców o moim zamiarze. Jest przekonana, że wypisuję się po to, by ćpać. Dlaczego decyduję się na wypis? Przecież zaakceptowałam to leczenie. Ale myśl, że mam być tutaj jeszcze rok, przeraża mnie. Chyba będę tego żałowała, ale teraz nie mogę być tutaj dłużej. Już nie potrafię. Ale tam, na wolności, chyba polecę. Spadnę w dół równiutko. Znów odrzucam pomoc i to pomoc ludzi, którzy mogą jeszcze coś zrobić. 15 lipca Jestem na Białej, i to doprowadzona siłą. Lekarze nie zgodzili się na

wypis z powodu mojej choroby. Kotan proponuje mi przejście do Synanonu. ale nie zgodziłam się. Domagam się wypisu. Przyjechała mama. Lekarze zaproponowali mi układ - do końca wakacji przepustka i mam wrócić tutaj na rok szkolny. Na terapii ludzie stwierdzili, że polecę, że jestem już spisana na straty. Dostałam list od Beaty. Bierze, ale jeszcze nie jest w ciągu. Dostałam tę przepustkę i przyjechałam z mamą do domu. 17 lipca Dostałam kodę. Nie bardzo mnie bierze, ale coś się czuje. Wzięłam te prochy. W moim mieście zorganizować ćpanie to żaden problem. Zwłaszcza dla mnie. Mam zbyt dużo znajomości. Jestem świnia. Nie, jestem po prostu narkomanką i nią już zostanę. Dzwoniła do mnie Beata. Ma do mnie przyjechać. 30 lipca Właściwie to trochę się nudzę. Dużo czytam, trochę ćpam. Ale dziwne to wszystko. Mam tyle wolności, że nie umiem sobie z nią poradzić. Nagle zostałam bez żadnej pomocy. Ale sama tego chciałam. 1 sierpnia Ostatnio w Częstochowie panuje moda na napędowce. Też sobie coś kupiłam. I zaraz spróbowałam. A potem działo się ze mną wiele. Najpierw odczulam niesamowitą wesołkowatość. Szłam sobie ulicą i śmiałam się jak głupia do wszystkich i do wszystkiego. Najwięcej kłopotów miałam z językiem. Wywalał się na zewnątrz i nie potrafiłam tego powstrzymać. Ten niepohamowany śmiech i jęzor na wierzchu sprawiał, że wyglądałam chyba na trochę upośledzoną. Wracałam jak zwykle do domu tramwajem i przykrywałam usta ręką, ale nadal wszystko mnie bawiło. W domu usiłowałam coś zjeść, ale od razu było rigoletto. Byłam taka pełna i lekka zarazem. Odchorowałam wszystko w nocy. W ustach miałam metaliczny smak, nogi i żołądek jak z ołowiu. Męczyłam się okropnie, coś rwało mięśnie, czułam poszczególne

włókna. Bałam się wziąć majkę na złagodzenie bólu. Nigdy więcej nie wezmę tego świństwa. 4 sierpnia Przyjechała Beata. Wspominałyśmy wspólnych znajomych, kto ćpa, kto umarł. Cieszę się, że Beata jest ze mną. Tylko co z tego będzie. Nasze niespokojne duchy na pewno coś wymyślą. Czy to przyjaźń, czy układ ćpalniczy? Sama nie wiem. Ale prowadzimy obie bardzo niebezpieczną grę. Prosta droga do śmierci. Tylko że Beata jeszcze tego nie czuje. Nie wierzy, że taki może być koniec. 8 sierpnia Pod Szczytem zwinęła nas milicja. Byłyśmy obie czyste, nawet nie miałyśmy przy sobie sprzętu. Przesłuchiwali nas osobno, sprawdzali mi kanały. Taki jeden glina długo wpatrywał się w moją przepustkę z psychiatryka. Beaty nie chcieli wypuścić, bo jest nieletnia. W końcu udało nam się stamtąd wyjść. Beata w domu płakała, ale ze złości. Wkurzało ją to, że każdy glina może ją zgarnąć na ulicy. Ja już do tego podchodzę spokojniej. Nie pierwszy to raz i zapewne nie ostatni tak się stało. 12 sierpnia Znów się pokłóciłyśmy. Beata nie umie zaakceptować mojej inności. Stawia mi wymagania, o których nie chcę słyszeć. Nie umiem żyć tak jak Beata. Już nie fascynuje mnie ruch i hipy. 13 sierpnia Byłyśmy na Szczycie. Hipy już przyjechały. Zajmują wielkie pole namiotowe. Jest to dziesiąty, jubileuszowy zlot hipów w Częstochowie. Chodzą obwieszeni rzemykami, koralikami, pacyfami. Niektórzy są przyćpani. Spotkałam kilku znajomych z tamtych lat. Ale wtedy było trochę inaczej. Teraz są to sezonowi hipisi. We wrześniu grzecznie wrócą do szkoły. Ale teraz dyskutują o wierze, człowieczeństwie, szukają nowych dróg życia i nowych

wartości. Dosiadałam się do różnych grup i słuchałam, o czym rozmawiają. To już mnie naprawdę nie bierze. Przyjechało nawet pogotowie ratunkowe. Ktoś przedawkował, ale go nie zabrano. 15 sierpnia Odbyła się msza dla hipów na polu namiotowym. Ksiądz mówił o miłości, o wzajemnym brataniu. Pod koniec wszyscy krzyczeli: „Nigdy nie zostaniemy sami”. Wróciłam wcześniej do domu, nie chciałam martwić rodziców. Beata została. 16 sierpnia Beata wróciła wieczorem naćpana. Wpakowałam ją do łóżka. Dokąd idziemy? Chyba bardzo daleko, tam, skąd nie ma powrotu. 19 sierpnia Beata wyjechała do Lublina na dalszą wędrówkę. W końcu ciągle się kłóciłyśmy. Obie nie umiemy się odnaleźć i ciągle jesteśmy rozdrażnione, niespokojne. Prześladuje nas ciągła myśl o ćpaniu. Dostałam list od Marzeny. Pisze, żebym wracała na oddział. Na oddziale podobno odchodzi wielkie ćpanie, bo Kotan jest na urlopie. I ludzie ładują prawie bezkarnie. 20 sierpnia Dowiedziałam się, że w naszym ukochanym mieście pojawiło się LSD. Podobno prezent aż z Amsterdamu. Mam ochotę na to. Nigdy nie interesowałam się halucynogenami, nawet pasty nie próbowałam. Ale LSD to co innego. Kończy mi się przepustka i mam wrócić na oddział. Zasmakowałam trochę w wolności i nie chce mi się tam wracać. Chcę tylko działkę morfiny, jestem skończoną ćpunką, wpieprzyłam się w najgorszy narkotyk. Po co mam zaczynać od nowa to bezsensowne odtruwanie się, skoro marzy mi się wielkie ćpanie? Ale robię to dla rodziców. Bo dla siebie... Muszę się chociaż trochę polubić.

25 sierpnia Wróciłam do sanatorium. Od razu poszłam do Synanonu. Właściwie to nieźle się trzymałam na tej przepustce. Marzena uciekła, ale podobno ma wrócić. Część ludzi ćpa. Ciągle wracają na Białą. 27 sierpnia Byłam na przepustce w Warszawie i odwiedziłam panią Marię. Nie mogła zrozumieć, dlaczego po tak długim okresie abstynencji uciekłam z oddziału i ćpałam. Przecież to proste, miałam takiego chcica, że nic nie mogło mnie powstrzymać. Marzenę przywieziono z Torunia. Chyba będzie miała sprawę za zbiorówkę. Jest na psychiatrycznym. Następna osoba spisana na straty. Czy mają prawo tak sądzić? Chyba tak. W Synanonie jest 12 osób. Ciągle się organizujemy, wiele rzeczy trzeba dopracować. Kotan wprowadził nową formę terapii - grę. Każdy mówi to, co chce i nikt się o to nie obraża. 29 sierpnia Dzień w Synanonie zaczyna się od porannej gimnastyki, potem sprzątanie i nauka. Po południu mamy czas dla siebie. Czytamy, malujemy. Atmosfera byłaby sielankowa, gdyby nie to, że mamy jeszcze pracować, żeby nauczyć się normalnie żyć. Czy można normalnie żyć z taką przeszłością, jaką ma każdy z nas? Nie wiem. To zależy, jak się do tej przeszłości podchodzi. 1 września Na Białej jest bardzo dużo osób. Kończy się Sezon, ćpuny się odtruwają. Sami starzy znajomi. Wrócili wszyscy. Nikt się nie wyleczył. Atmosfera jest napięta, jest dużo ludzi i trudno się zorientować, co jest grane.

Zaczęła się szkoła. Jestem już w maturalnej klasie. Mam tylko rok do tylu, więc nie jest jeszcze tak źle. 5 września Chcę się wypisać. Naprawdę nie mogę już dłużej. Chcę spróbować normalnego życia. Powiedziałam o tym Kotanowi. Zgodził się ze mną. Powiedział mi, że wierzy we mnie. Kotan rozmawiał przez telefon z mamą, powiedział jej, że mogę wrócić do domu. Zrobili mi na koniec terapię. Mówili, że mam szansę. Bali się tylko, jak poradzę sobie ze stanami depresyjnymi. Jutro wyjeżdżam. Trochę żal mi tego wszystkiego. W sumie pobyt tutaj dużo mi dał, ale w końcu muszę odciąć się od psychiatryka w jakiejkolwiek formie i zacząć naprawdę normalnie żyć. Gdy już tak się stanie, to wspomnienie oddziału nie będzie bolesne. Był dobrą szkolą życia, okrutną, ale takie jest życie ćpuna. 6 września Przyjechał po mnie tata. Wszyscy mnie żegnali, również przedstawiciele Synanonu amerykańskiego, angielskiego i holenderskiego, którzy przyjechali do nas, by zobaczyć, jak Polacy leczą narkomanów. Anglik był przez 5 lat heroinistą i gdy jego przyjaciel umarł, sam założył ośrodek w Londynie. Znaleźli się u nas dlatego, bo w Warszawie odbywa się Międzynarodowa Konferencja „Help”, poświęcona leczeniu alkoholików i narkomanów. Amerykanin był u Dedericha, ale odszedł, bo nie podobało mu się to, że ludzie są tam już na stałe. Założył swój ośrodek na nowych zasadach. Ćpuny wracają do społeczeństwa po kilku latach. Kotan chce się na nim wzorować. Żegnali mnie jako pierwszą wyleczoną ćpunkę. Obiecałam, że będę odwiedzać oddział. Czuję, że coś minęło, coś się skończyło, ale i coś zaczęło. Czy wytrwam? 7 września Powrót do domu odebrałam bardzo dziwnie. Czułam się jak dzikie zwierzę wypuszczone z klatki. Chyba odeszłam stamtąd w niewłaściwym

Może dam radę? 9 września Poszłam do szkoły. Może ze mną nie jest jeszcze tak źle? Mama patrzy na mnie z niepokojem. na której sobie ładowałam. w których nieraz walczyłam z głodem i z koszmarem. Dużo się uczę.. a teraz nie potrafię się z niej cieszyć. Weszłam do swojego pokoju i to było straszne. by przetrwać. o siebie. Tak bardzo pragnęłam tej wolności.momencie. bo Kotan wymyślił swoją własną nazwę. czy dam radę żyć w tej ludzkiej normalności. a tutaj muszę kryć się w kiblu. Jak tak można żyć zwykłymi sprawami? Takie życie dopiero jest bez sensu. Rodzice cieszą się z mojego powrotu. Ale chcę spróbować. że do nich wróciłam. ale widzę na ich twarzach wielką obawę o to samo. A poza tym znów coś mnie niepokoi. Wiem. chociaż wołałaby. że to wszystko i tak nie ma sensu. że one sobie tak normalnie żyją na co dzień. o życie. Moja wersalka. 13 września Trudno mi się teraz dostosować do zwykłych rygorów szkoły. Teraz jest MONAR. Był moment. żebym została w Synanonie . Najgorzej jest z paleniem papierosów. Tam nie było żadnych problemów. Chyba teraz nie bardzo we mnie wierzą. moje ściany. Boję się. Zabrałam się do lekcji. 17 września Już mam ochotę zaćpać. wymarzona wolność? Dalej jestem tylko ślepcem zupełnie nie przygotowanym do życia. Trzeba tu teraz codziennie powracać. które kojarzą się tak mocno z tamtym. Cieszę się jak dziecko każdym szczegółem.. to mam ochotę krzyczeć. co przeżywa. ale cieszy się. I to ma być moja wyśniona. ale dochodzę do wniosku. Rzucam książki i miotam się po . że stanie się coś złego. zostać tam. I trzeba chodzić po mieście znajomymi drogami. Gdy patrzę na te moje koleżanki i myślę.a właściwie w MONARZE. Dziewczyny cieszą się. że chciałam to wszystko odwrócić. że znów jestem z nimi.

A może one są po prostu normalne. robię się taka malutka. I czy już jestem okay. Sama idę do szkoły.pokoju. Ugotowałam zupę. ale jakoś inaczej. sama chodzę do kina. że znowu grzeję. czytam. otwieram zeszyty. gdzie tak się zaprawiłam. nie mam problemów. Wtedy szukam ludzi. Lubię samotność. Moje też jest bez sensu. Kazałam mu się odpierdolić. Jest to dla mnie życie bez sensu. a ja już tak nie potrafię? Nadal jestem sama. jakim wtedy jest. Po szkole wracam błyskawicznie do domu. Pytali mnie. 26 września Nie mogę spokojnie siedzieć na lekcjach. że rano wypiję ten słoik zupy i pójdę do szkoły jak grzeczna córka. Nawet nie wiem. żeby wcześniej nie wrócili. żeby zdążyć przed przyjściem rodziców z pracy. Troski odeszły. Ale wiem. sama wracam do domu. bo wypiłam zupę. Teraz jestem przygrzana i spokojna. Mnie to zupełnie nie bierze. modzie. Mogę jutro iść do szkoły. Mówią tylko o chłopakach. Dlaczego tak jest? Chyba nie umiem porozumieć się z ludźmi. cała nędza i wielkie gówno. a może już nie chcę? 30 września Mam zapalenie płuc. . taka pluskwa i mam ochotę się schować. dyskotekach. Mam ciągle wrażenie. poszłam do dostawcy i kupiłam sobie susz. siedzę w swoim pokoju. Nie wytrzymałam. 20 września Spotkałam kilku znajomych ćpunów. myję garnek. Byłam okay. by ponownie się zniechęcić. Gdy wracają. ale niekiedy mam już dosyć. Czyli tamto wraca. I nawet miałam ochotę z nimi porozmawiać. Kładę sobie towar za łóżkiem. nie mogę wpieprzyć się tak od razu. książki i czekam. Nie mam o czym rozmawiać z moimi koleżankami. tylko jeden z nich opieprzył mnie za to. że tutaj nie ma dla mnie miejsca. Po ćpaniu wszystko z człowieka wyłazi. Nastawiam zupę i modlę się. wietrzę mieszkanie z tego smrodu. jak to jest na nowoczesnym odwyku.

że nie ma do czego. Nikt mnie nie odwiedza. Dlaczego tak się dzieje. Jestem przy końcu wędrówki. Jeden przedawkował. że nie dam rady sama. 3 października Dostałam list od pani Marii. Nikt w sanatorium nie dawał mi szansy. Nie umiem się przystosować. Wiele czytałam o skutkach działania tego świństwa. wytrwałości i zdania matury. Pełna izolacja. jakbym nie należała do tego świata. To z wrażenia. że to po niej. nowi. więc jej wytłumaczyłam. że już mi przeszedł kaszel.Do południa jestem sama w domu. Mama dziwi się. a raczej starzy. 10 października Nie mogę się pozbierać po tej chorobie. Czas zatrzymał się w zniszczonym mózgu i tworzę fałszywa wizję prawdy. Od razu poczułam się lepiej. Wiem dokładnie. tylko uciekam w nałóg? Dochodzą mnie różne wiadomości o znajomych. Napisała do mnie również Marzena. Lekarz przepisał mi kodę. I tak jest ciągle. Zrobiłam sobie zastrzyk dopiero za piątym razem. Chyba nie chcę. Za godzinę był u mnie z mają. Czuję się tak. Połowa ludzi została wypisana. Wolna od wszystkiego. bo uważam. 6 października Nadal choruję. To zapalenie płuc nie bardzo chce się leczyć. znów zostali przyjęci. ręce mi się trzęsły. błędne narkomańskie koło toczy się. . Życzy mi powodzeniu. Powiedział. Jest mi smutno. Mieli chyba rację. ale nie tylko o to chodzi. świata ludzi. A byłam kiedyś cząstka. Narkotyki chyba zniszczyły mi już odporność organizmu. Wszyscy twierdzili. że nie chcę zrozumieć tego świata. co mnie czeka. Coś we mnie gnije. że znów mam morfinę. Zadzwoniłam do mojego dawnego dostawcy. że mogę później zapłacić. Nie mogłam znaleźć żyły.

A może nigdy z tego nie zdołam wyjść? 16 października Pojechałam w odwiedziny do sanatorium. rozmawiałam z jej rodzicami. Kotan dostał dworek dla MONARU. że się trzymam. Kotan ucieszył się z moich odwiedzin. w urządzaniu pokoi. Jaką marną istotą jest ćpun. A poza tym wspominałyśmy nasz pobyt w sanatorium i paliłyśmy trawę. Wiem. Beata chodzi tam z pewnym chłopakiem. to nie będzie . Była zadowolona. Trafiłam akurat na przeprowadzkę. Obawiają się. Są bardzo zaniepokojeni. Za wypicie alkoholu ma być obcięcie włosów. Beatą chodzi teraz do szkoły dla byłych narkomanów pod Warszawą. ale i starych ćpunów z dwójki.inny umarł. Układy narkomańskie są wszędzie. z którymi kiedyś się leczyłam. Znów pełno znajomych. prawie ci sami. 18 października Rano Beata pojechała do tej swojej szkoły. jak tam jest. I to jest nasza normalność. Nie sądzę. że tam już coś się dzieje. że mimo wszystko powinnam była zmienić środowisko. Ćpa kompot. Powiedziałam jej. Nie było jej jeszcze. Nie jest w ciągu. że zachowuje abstynencje. Pomagałam im w przeprowadzce. który produkuje. szkoła będzie wieczorowo. że nie ćpam. Pomagałam im w różnych pracach.wypis. 17 października Rano odbyło się zebranie organizacyjne. a ja odwiedziłam panią Marię. I mają rację. oczywiście za ćpanie . ale bała się. by to coś zmieniło. Oczywiście okłamałam go. Zabiera ze sobą nie tylko monarowców. Przecież to totalny absurd istnienia. Do południa ma być praca w gospodarstwie rolnym. Powiedziałam mu. W MONARZE nie będzie lekarzy. na którym ustalono regulamin. ale w końcu może w nim być. Poszłam do Beaty. wieczorem wróciłam z Kotanem do Warszawy. Takiego wspaniałego człowieka. I gdy ktoś chce ćpać. Beata mi opowiadała. a jednak znów w to się wpieprzam. Nowicjusze zostają w sanatorium pod opieką psychiatrów.

Czuję swoją wątrobę. 2 listopada Wracałam ze szkoły i poczułam. że byłam w sanatorium i pewnie uważają mnie za czuba. Rano jak zwykle wypiłam słoik zupy i siedziałam sobie spokojnie na lekcjach. Ile lat można ćpać? Ja grzeję piąty rok. że ktokolwiek by mnie wtedy zaczepił. zanim rodzice wrócą z pracy i jeszcze wszystko uprzątnąć. Jestem wredną ćpunką i nic więcej. to stałoby się coś złego. Nie chciałam tego uczucia. Ale ono było cały czas we mnie. Była to czysta NIENAWIŚĆ do ludzkości.miał z tym żadnych problemów. Ale oni mi ustępują. Od razu się z nią pokłóciłam. chociaż wcale nie mam na to ochoty. O narkotykach w szkole nic nie wiedzą. I znów boli mnie wątroba. nikomu nie wadząc. Oprócz narkomanii mam jeszcze jakieś tam rozpoznanie. Na razie nie przeszkadza mi to w nauce. A gdy wyszłam na ulicę. żeby nie wzbudzać podejrzeń. coś z mózgiem. czy to po narkotykach. Wiedzą. I chodzę codziennie do szkoły. Grzeję teraz makiwarę. Lubiłam . Ciekawe. Lekarz przepisał mi leki. że mój organizm już zaczyna się rozwalać po ćpaniu. Odpowiedź była jedna. 6 listopada Klasa pojechała na wycieczkę. Muszę zdążyć. Trochę się uczę. które mam brać stale. A poza tym trochę śmierdzi. że ja wszystkich okropnie nienawidzę. Mam kłopoty z robieniem zupy. Ja zostałam. Kim byłam przedtem? Normalną dziewczyną. 25 października Mam nową wychowawczynię. że dzieje się ze mną coś dziwnego. Poszłam do neurologa z kartą wypisową z sanatorium. Chyba niewiele mi już zostało. poczułam nagle. nie bawi mnie to. W domu ochłonęłam. Tak tylko może się dziać po ćpaniu. Ona nie lubi narkotyków. To znaczy. Z innymi nauczycielami też jestem w konflikcie. Wiedziałam. Siadłam przy biurku i usiłowałam zrozumieć swój poprzedni stan.

Moje koleżanki za to. i to żyć normalnie. Wzbudza to pewne zainteresowanie.rozmawiać z rodzicami. To spotkanie bardzo mnie przygnębiło. Przyjemniej jest razem umierać. żeby to wszystko oddalić. w którym żyję. przecież my jesteśmy oboje już skazani. Było to nieuchwytne. Pytał mnie. nie mogłam się w ogóle uspokoić. Czasami trzeba wrócić i to jest przerażające. 16 listopada Spotkałam dzisiaj Filipa. to mam łatwiejszy kontakt z ludźmi. Tak bardzo zachciało mi się żyć. chciałam go tam zawieźć.. Ale ja miałam tak obniżony nastrój. Mam kłopoty ze spaniem. więc po co ta zabawa w psychiatryki. Jest żywym trupem. Stworzyłam sobie swój własny świat. I akurat zrobiłam to. Ma już zaniki mięśni na rękach. Chociaż gdy jestem lekko przygrzana. I poszedł swoją drogą. to już był skutek pewnych doświadczeń. a w co się wkłuwa. Otoczyłam się ogromnym murem. 24 listopada Obcięłam się na zapałkę. Kiedy się to rozleciało? Gdy zaćpałam pierwszy raz? Nie. To on zrobił mi pierwszy zastrzyk morfiny. Wyglądał okropnie. czy mam problemy z towarem. Olałam ich. że musiałam coś zrobić. W domu zaczęło się psuć. I dlatego ćpam. że jestem stuknięta. Ucieszył się. że nic od niego nie chcę. a raczej je. zaofiarował mi swoją pomoc. Powiedziałam mu. że grzeję. że nie są stuknięte i tym gorzej dla nich.Baśka. I wtedy powiedział: . Wtedy wszystko mnie drażni i staję się agresywna. Wróciłam do domu i płakałam. 20 listopada Rzadko wracam do rzeczywistości. Niekiedy bywa to nie do zniesienia. gdy działanie narkotyku mija. Zaproponowałam mu leczenie w sanatorium. Klasa stwierdziła. to doprawdy nie wiem. Zupa już działa bardzo krótko i w nocy męczę .. a jednak?. Najgorzej jest wtedy.

Oczywiście nie przyznałam się. 30 listopada Beata w końcu napisała. czy nie jestem w ciągu.za ćpanie w szkole. Chyba tak naprawdę to chcę jeszcze żyć. tak przerażające. że biorę. Jest znów w sanatorium i to przymusowo . Mam lęki. żeby się już nigdy nie obudzić. Jest to okrutne. z którymi nie umiem sobie poradzić. Beata ucieszyła się z mego przyjazdu. Mam ochotę stąd uciec i nigdy nie wracać. ale ważne jest. Miałaby wtedy szansę wyjść z tego. Podrabia recepty . Chce chronić innych. 10 grudnia Pojechałam do sanatorium. co myślą. Wierzy w jej wyleczenie i nadal ją kocha. że Beata w końcu znowu znajdzie się na odwyku. Wszyscy składają ci życzenia. Ale ciągle coś mnie powstrzymuje. No i zaczynają się myśli samobójcze. że dzisiaj masz imieniny i wypada być życzliwym. Tylko Kotan jeszcze kontroluje. dają prezenty i są bardzo mili. Bardzo mili przez jeden dzień. Pielęgniarka sprawdziła mi kanały i nic nie znalazła. mam na tyle towaru. Dzień życzliwości dla solenizanta. ale na razie jedyne rozwiązanie.się albo mam dziwne majaki. Wczoraj znów spotkałam Filipa. Może teraz zacznie inaczej myśleć i przejdzie do MONARU. Wpadnie i marnie skończy w więzieniu. I ciągle musi wywalać ludzi. co do ciebie czują. A więc nie bardzo wierzą w moje zapewnienia. że zaraz się budzę. Podobno w sanatorium też ćpają. Ale czy on jeszcze odpowiada za siebie? Chyba już nie. Mogłabym to zrobić. 4 grudnia Dzisiaj są moje imieniny. . Jest to śmieszny dzień. Marzena jest w MONARZE. Lewe bibuły zawsze w końcu są wykrywane. Spodziewam się tego. Wychowawca tylko spytał. Idiotyczna sprawa. Nie sprawdzała mi nóg i to był jej błąd. Jej matka pragnie mieć ją przy sobie. Nieważne jest.oczywiście różowe.

może sensu. że ćpam. Marzena uczy się. Myśli o ćpaniu. W MONARZE jest kilka nowych osób. 12 grudnia W domu zastałam list od Anny. muzyką. Beata czuje się tu dobrze. Jest kilka małżeństw z dziećmi. Ja nie daje nic ludziom. 11 grudnia Przyjechał Kotan i zabrał mnie do MONARU. rozmowy o ćpaniu .. Nie chcę być znowu ciekawym przypadkiem. beznadziejnym przypadkiem rokującym poprawę. Źle się tutaj czuję.Znów sami znajomi. jaki sobie stworzyłam. Nie mam odwagi się przyznać. których nic znam. którzy się leczą. wiele zależy ode mnie. że nie biorę. Często działam destrukcyjnie i przeżywam coraz silniejsze wstrząsy po kolejnym upadku. dochodzi do punktu kulminacyjnego i. czy umiem zmienić swoje życie? Chciałabym tego sama dokonać. ale nie jest w najlepszym nastroju. I nigdy nie dałam towaru człowiekowi. Zasady narkomańskie? Można to i tak nazwać. Ale czy potrafię inaczej. Jestem szmatą. który nie ćpa. przestrzega pewnych form współżycia z ludźmi. Tę pustkę czasami wypełnia ból. przypadkiem w . to nikt na siłę nie jest w stanie mi pomóc. To raczej niemożliwe. A wieczorem kojko. Cieszy się. Żyje życiem biologicznym. Kotan zabrał ze sobą najlepszych ludzi.. widzę wokół siebie wielką pustkę. Tak. może uczuć? To narasta. ma swoich narkomanów i swoje narkomańskie życie. W ciele tym powoli zaczynam dojrzewać JA. Chyba długo tutaj nie wytrzyma. Tak nie można żyć. psychicznie nie daje rady. do Marzeny. jakby powiedział Kotan. że dużo zależy ode mnie i to. Dojrzewam w wielkim cierpieniu poszukiwania nowego. Beata żałowała. Nie mogłabym już tutaj zostać. Jeżeli niszczę siebie świadomie.czyli normalny rozpierdzielnik. że jej nic nie przywiozłam do ćpania. Pisze. Czy to nie jest wspaniałe? Mój świat jest taki. Sama siebie mogę zniszczyć. Wtedy moje ciało bywa dostosowane do rzeczywistości. trochę pracuje. to jest mój wybór.

Niewesoło. żeby znowu nie przedawkować. że skończę z tym. A teraz już nie. I tak już mam dosyć kłopotów. nie chcesz widzieć ludzi i świat też cię nie chce takiej. Jestem bliżej dna niż kiedykolwiek. że to dopiero początek. że znów ćpam. że mam jakąś szansę. Nie chcę być czubkiem. by rodzice się dowiedzieli. Bo kiedyś to jeszcze wierzyłam. Baśka. Moje ciało samo się broni. Mam odruch wymiotny na widok jedzenia i siebie w lustrze. Milicja zacznie teraz szaleć. boję się więcej wziąć. narkomańskie umieranie? To chyba jeszcze kilka lat. stukniętą wariatką. Ręce mi się trzęsą. . Wzięłam morfinę od Filipa. Jest mi coraz trudniej kryć się z tym wszystkim. Kiedy przychodzi powolne. To chyba była zapaść. I nie chcę być normalną w waszym nienormalnym świecie. Lekarzy uprosiłam. jeszcze nie teraz.ogóle. Zabrało mnie pogotowie. 17 grudnia Nie mogę pozbierać się do kupy po tej zapaści.maska. Chyba uwierzyli. psychotropkiem. Gdy mnie odratowali. Nie chcę. Jak długo jeszcze można oszukiwać rodziców? Ale czy mam prawo już teraz odbierać im nadzieję? 31 grudnia Koniec roku. Od kilku dni biorę majkę i dzisiaj rano za dużo wzięłam. Zaczynam trochę chudnąć. Oj. by nie zgłaszali tego glinom. A więc zrobili aptekę. jaką jesteś teraz. 15 grudnia Straciłam przytomność w szkole. Bilans okrutny. Więc mam odejść? Nie. marnie żyjesz i marnie skończysz! Już tylko gadasz ze sobą. Ma ją z włamu do apteki. Wyglądam upiornie. od razu się wypisałam. twarz . Powiedziałam im.

Popełnił samobójstwo. To ma być już jutro. czy ktoś czasem nie idzie. doroty i gumy. gdy gliny się trochę uspokoją. Nie mam pieniędzy na kupowanie majki. Była to apteka w jakiejś małej miejscowości. jakby nic się nie stało. A teraz co? Witajcie. A więc dokonał wyboru. że nawet nie będę czuła do siebie nienawiści? Będę tylko potrafiła siebie zabić. mury więzienne. To straszne. Resztę zabrał Alfa. Teraz jest już naprawdę wolny. bałam się bardzo. Nie chcę przecież tam iść. I ja idę za niego. Alfa rozbił zamki. 4 stycznia Biorę morfinę i nie myślę o tym. Ja też byłam w środku. Nie sądziłam. . I wierzę. co zrobiłam. ja popełniam przestępstwa. że mnie nie wsadzą. Alfa musiał wcześniej wiedzieć. być może. Po powrocie do domu napisałam list do Anny. to jest koszmar. A może i nawet tego nie? Mam zachowywać się spokojnie. Wkroczyłam na drogę przestępstwa. Zbierałam puszki z kodą. nie chcę tak bardzo. rozwalam szkło i naciągam centymetry. że to tak łatwo pójdzie. osiem lat ćpania. Dowiedziałam się o tym od Alfy. tak powiedział Alfa. Zgodziłam się. co takiego zrobię. Każdy dostał trochę towaru i rozstaliśmy się. Chyba chcieli wziąć Filipa.2 stycznia 1979 roku Filip nie żyje. 3 stycznia Już po wszystkim. Nie mógł już tego znieść. od wszystkiego. Tak. Alfa zaproponował mi wspólne włamanie. jedyne dziecko swoich rodziców. wychowywane w miłości i do wielkich celów. Weszliśmy od tyłu. a inni pilnowali. Co jeszcze zrobię w swoim życiu. Doskonale się orientował w tej aptece. Alfa szukał majki. Więc spokojnie biorę pompkę. Poleciał na złotą strzałę. Ukochane. Musiałam to zrobić. Zaczynam popełniać przestępstwa. gdzie jest towar. Filipie. Miał 26 lat. bo gdy mija jej działanie. jak bardzo chcę ćpać. Żegnaj. Ma nam dać później.

Może spotkamy się na jakimś polu makowym. Potem okazało się. Sądzi. Jestem młoda i muszę odejść. Byłam u lekarza. Mijam delikatnie morfinowe słupki. Nie wiem po co. Idioci. że był bezradny. I tak już zostało. ale chcę. Jest to dosyć bezpieczne. oni ze starości. Nikt nas nie chce przesłuchiwać. by ze mną porozmawiać. 10 stycznia Anna odpisała na mój list. donikąd. Na razie cisza. Pisze. ja z młodości. ale mam wrażenie. Nie chce. ale brakuje mi czasami innych ludzi. Wsłuchałam się w siebie i poniosłam klęskę. kompotowe drogowskazy. że nie warto słuchać dorosłych. Tak jak każdy z . A przecież codziennie krzyczałam o pomoc. w wielkiej dojrzałej samotności. Dojdę tam sama. Ogłuchłam na argumenty dorosłych. 13 stycznia Przed czternastką byłam dzieckiem.5 stycznia W szkole chodzę ciągle przygrzana. Chce przyjechać. Chcieli się wpieprzyć w mój życiorys. Kotan chce. Teraz kończymy się razem. że w końcu wpadniemy. Ale jeszcze kontaktuję. Marzena napisała mi. Chcę zdać maturę. zbierałam piątki i słuchałam nauczycieli. że powinnam wrócić do sanatorium i tam skończyć szkołę. że jest za późno. Mam powiększoną wątrobę i jeszcze coś z sercem. Chodziłam grzecznie do szkoły. Ale wtedy oni byli głusi i ślepi. Marzena chce zostać do maja i wypisać się na Sezon. Pisze. Do mnie mogą trafić tylko wtedy. że kilka osób wykończyło się herą. żebym wróciła się ratować. Nawet ćpunów. I trzyma mnie ćpanie. Nie wiem dlaczego. że jeszcze nie jest za późno. mam teraz tyle towaru za darmo. Oni przynajmniej mnie nie potępiają. ćpam sama i nie utrzymuję prawie żadnych kontaktów. nie umieli się ze mną porozumieć. bym trafiła do więzienia. gdy ktoś sypnie. Całkowita przegrana. Widziałam. Przepisał mi jakieś leki wzmacniające. przyznałam się do ćpania. Uważa. iść daleko. że powinnam przyjąć się na oddział. Jestem wolnym strzelcem. Naprawdę.

że kiedyś nie będziesz umierał sam. Ale udało się. Czasami robię sobie w stopy. W domu o niczym nie wiedzą. Niedługo są ferie. I cieszyłeś się. że dajesz mi szczęście. Wypisałam majkę. Będę tutaj dwa tygodnie. że mnie zabijasz. Są tam takie zrosty. no i wskoczyłam na dość duże dawki. Dostałam ją i spokojnie wyszłam z apteki. Ale są chyba dosyć spokojne. Nauczyciele dziwnie na mnie patrzą. Spotkam się z Filipem. a jak długie można nosić rękawy? Zaczęłam się uczyć robić lewą ręką w prawą Powoli mi się to udaje. Wczoraj nie miałam nic. Wszyscy się gdzieś ulotnili. bo nic się nie uczę. Nie nadaję się do takich numerów. ćpanie mnie rozwala. Jestem przygrzana i jeszcze nic się nie dzieje. ale później boli mnie przy chodzeniu. Ale ty już wiedziałeś. Wlazłam do kibla miejskiego i władowałam sobie. 15 stycznia Chyba powinnam się odtruć. że gdy wkłuwam się w niego. gdy robiłeś mi pierwszy zastrzyk. cała się spociłam. Gdy podawałam receptę. Wyjadę gdzieś się odtruć. to czuję je na igle. Nie ma tutaj sali dla ćpunów. że jadę z koleżanką nad morze. jeżeli naprawdę chcę zdać maturę.nas. Dlatego zaczęłam robić sobie zastrzyki na nadgarstkach. Musiałam zaryzykować. ubrałam się w miarę normalnie i poszłam do apteki. Do sanatorium nie chcę jechać. Przyjęli mnie na odtrucie. Muszę to jakoś załatwić. Zawsze chciałam zobaczyć morze zimą. Leżę na trójce z dwiema schizofreniczkami. Nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Widać ślady i nie wiem. Jestem ostatnio bardzo wybuchowa. że nie umiałam się ruszyć stamtąd. 25 stycznia Przyjęłam się na oddział psychiatryczny. Miałam kilka różowych bibuł jeszcze od Filipa. co z tym robić. a mamie powiem. Na razie jest okay. Byłam tak zmęczona. Nie mogę tak ćpać. wierzyłam. 24 stycznia Mam kłopoty z lewym kanałem. Filipie. Długi rękaw tego nie przykryje. .

Oczywiście w nocy nie mogę zasnąć. ile to jeszcze może trwać. 27 stycznia Łzawię. Chodzę po korytarzu. co mi jest. kicham. Pielęgniarka usiłowała mnie władować do łóżka. by zabrać mnie na rozmowę. Wymyśliłam bajkę o studiach i o normalnym życiu. Ale poza tym są spokojni. Wędruję po korytarzu. Nie jest to oddział dla chroników. Baśka. nie bardzo chyba im się to podobało. Teraz nie nadaję się do niczego. Lekarz zapisał mi kroplówkę. Przy jedzeniu jest trochę krzyku. Drzwi bez klamek. Zrobili mi EKG. są jak śnięte ryby po tych lekach. może jakoś to przetrwasz. ale sama zrezygnowała. usiłuję rozmawiać z pacjentami. To nie ma przecież znaczenia. by nie myśleć o sobie. Pytał. I piszę. Przyszła do mnie pani psycholog. Nie bardzo mi to wychodzi. gdy to piszę. tylko dla rokujących wyleczenie. Ale jest trochę lepiej. Trochę lżej. są pierwsze bóle mięśni. Nawet jest cicho. Schizo uważnie mi się przyglądają. Lekarz tylko patrzy na mnie i nic nie . Trochę ją przestraszyłam. W myślach miałam tylko jedno . że to choroba na śmierć. A poza tym ładują we mnie psychotropy. Przecież tak bardzo to chyba nie byłaś wpieprzona. Niedługo zacznę chodzić po ścianach. Odpowiedziałam. Już się pocę. bo dołożyli mi leków. Jest to miejsce wszelkich spotkań i rozmów towarzyskich. pełna galareta. co chcę robić po maturze. straszyła pasami. 28 stycznia Dzisiaj już nie mam siły wstać z łóżka. Nie mogłam wyleżeć pod kroplówką. 26 stycznia Zaczyna się zabawa. Nie umiem utrzymać kubka. Ale nie mogłam mu tego powiedzieć. ale w oknach nie ma krat. bo nie mam z nimi o czym rozmawiać Nie kontaktują. Pisz. czy uwierzył. Byłam już na wstępnej rozmowie z lekarzem.Oddział jest tylko kobiecy. Chodzę po całym oddziale.ćpać. Schowałam się w pokoju i liczę. W kroplówce zawsze jest trochę majki. Nie wiem. Jedna pytała.

ma nadzieję. Nie mówiłam tylko o włamaniu do apteki. było mi absolutnie wszystko jedno. 1 lutego Proszę o wypis. Odmówiłam. A poza tym nie powiedziałabym o tym rodzicom. miała chłopaka. to już chyba nigdzie mi się to nie uda. Ale mam ochotę już stąd uciec. że jestem zrezygnowana. A więc już zrezygnowali ze mnie. Jakaś kobieta patrząc na mnie krzyczy. Mówić nie trzeba nic. Szokowały ją moje odpowiedzi. Ale rzadko ma nawroty i ma nadzieję. Tak. że się wyleczy. przyszedł lęk. Trwa to już od 10 lat. Lekarz zaproponował mi dłuższy pobyt z pełną terapią. A tak naprawdę to chyba bym tu nie wytrzymała. Najgorsze już przetrzymałam. wysilała na mądre pytania. 30 stycznia Wstałam z łóżka. Opowiada mi. Całe dno widać. męczyła się. 29 stycznia Jestem bez sił. jak studiowała. Nikt mnie nie zatrzymuje. bo nie chcę ich pomocy. Nawet mnie to bawiło. Nie mogła zrozumieć. nie wiem. I patrzeć na świat prawie trzeźwo. I wtedy ją zamknęli. Odpowiadałam na jej pytania. ale chodzę trzymając się ściany. wszystko widać. Widziała. gryzę dłonie. że nas tutaj wszystkich wykończą. co można zrobić ze sobą w takiej chwili. skręca mnie z bólu. muszę wrócić do szkoły. I co z tego? Tak bardzo chce mi się zaćpać. bo jeszcze łykam psychotropy. Pierwszy sen tutaj. Znów mi dają kroplówkę i jest trochę lepiej. co się z nią dzieje. Nie wyszłam z ćpania w sanatorium. Ja .mówi. przestała się uczyć. Ciągle spotykam się z bezsilnością tych ludzi. Ja jej już nie mam. Biedna. 31 stycznia Zaczynam jeść. Choroba przychodzi powoli. Pani psycholog znów mnie dopadła. Schizo ze mną rozmawia.

Dziecinne marzenia. Nic im nie powiedziałam. Może mi coś z tego wyjdzie. Boję się. 8 lutego Przyszło wezwanie z KW MO. nie zasłużyłaś. że wpadliśmy. co chcę. to na pewno tylko zwykłe sprawdzanie ludzi notowanych. Śmieszne uczucie. jeżeli nie pójdę siedzieć. nie zasłużyłaś na taki los. że teraz nie ćpam. bo robię to. Chodziło im o kontakty. Może kiedyś ci to wszystko wyjaśnię. Wydawało mi się. wzywają mnie przecież co jakiś czas na przesłuchania. rzucić to wszystko! Tylko dokąd iść? Gdybym teraz opuściła dom. 9 lutego Już po przesłuchaniu. Znam może jednego ćpuna. ale co można zrobić w takiej sytuacji? Jestem czysta po tym odtruciu i to mnie cieszy. Nie będą mogli się przyczepić. Nie kojarzą mnie z takim numerem. .jestem bardziej bezsilna. Wywlekali sprawy aż z 1975 roku. nie mogę. Ale chyba uwierzyli. Wszystko do człowieka dociera i wie. A jeżeli to wsypa. Poszło mi nawet gładko. że mogą mi przeszkodzić w zdawaniu matury. Mamo. O aptece cisza. A poza tym zawsze uważali mnie za stukniętą. To oni posłali mnie pierwszy raz do psychiatryka. Nie chcę być w rzeczywistości. Wolność. Ale to chyba niemożliwe. Nie biorę nic i zabrałam się do nauki. Po południu jestem już wolna. Wtedy już nic nie powstrzymałoby mnie od zatracenia się. nie mogę. że jestem wolna. Tylko nie mogę. to pójdziemy wszyscy garować. zawsze o niej marzyłam. I pierwsza myśl. może zdążę. czego chcą od niego inni. Nawet udzielałam się na lekcjach. który z tego wyszedł. umarłabym w pół roku. Straszyli. zawsze działałam samotnie. nazwiska. Ach. Taki układ. Świnie. chcę być w swoim wymiarze. No bo nie mogę! Już chce mi się ćpać. Tak to czuję. Trochę utyłam i wyglądam w miarę normalnie. 2 lutego Poszłam do szkoły nie zaćpana.

ludzie trzymali się za ręce i jeździli razem. Jestem coraz bardziej nieufna. rodzicom. może już niedługo. być razem. które się ciągną od kilku lat. . 25 lutego Alfa był u mnie. już nikomu nie wierzę. Jest teraz bardzo dużo ludzi. Chce. Nie chce się uczyć. Ale jakoś sobie radzę. Kiedyś umrę. żeby się coś stało. nie oznacza nic. Jestem skończoną idiotką. Mogłabym wtedy jeździć i jeździć. blisko. Ale wybrałam tę drogę w dół. zawsze. równo w dół. Pierwszy raz od wielu lat. Są bardziej przejęci maturą niż my sami. że Beata zaczyna dojrzewać do ostatecznej drogi narkomana.. Nie wiem. że teraz nie biorę. Zgodziłam się. To jest najważniejsze. Ciągle jestem niespokojna. Czy to już jest ta psychodegradacja. Zgodziłam się na nowe przestępstwo. Beata ma kłopoty w szkole. Tylko że wszystko mnie drażni. bez rozwiązanych problemów. Mieć kogoś.glinom. I cieszyłam się z tej jazdy jak małe dziecko. Zapragnęłam. którą tak mnie kiedyś straszyli? 20 lutego W szkole nauczyciele szaleją. Było dużo par. 27 lutego Włożyłam dzisiaj łyżwy na nogi. Taka rzeczywistość jest nie do zniesienia. szkoła. I wtedy chcę. ale chyba już inaczej nie potrafię. I muszę ciągle kłamać . Potrafię czasami mieć normalne reakcje.Zadzwoniłam do Beaty na oddział. nie potrafię wejść w taki bezsensowny kierat. W końcu ile można ćpać? To. dom i tak w koło. Zmieniam się na niekorzyść. Cieszyłam się. Jak można znieść siebie na co dzień? Bez celu. by ktoś też mnie tak wziął za rękę i prowadził po tafli lodowiska. Nic nie ćpam. cokolwiek. zimują. Wydaje mi się. nauczycielom.. Zawsze żyłam inaczej i teraz nie umiem się do tego dostosować. Tak ma wyglądać życie? Nie chcę tak. bez sensu. Nie umiem się uspokoić. Czy już nie umiem normalnie żyć bez ćpania? Dom. Jeździłam jak szalona przez kilka godzin do całkowitego zmęczenia. żebym znów z nimi poszła zrobić skup. Siebie też okłamuję.

Obawia się. A ja jestem dziwnie spokojna. jest mi to potrzebne. 10 marca Ćpam sportowo.Mogłabym. Zawsze odpisuje. Małe miasteczko i apteka pełna narkotyków. po co z nimi tam . że możemy wkrótce wpaść.. 11 kwietnia Zrobiliśmy trzecie włamanie. Póki żyje. Ufa. Nawet ładnie to brzmi. żebym sama zaczęła się ratować. Gdyby Alfa się o tym dowiedział. Nie mogę tak z tym żyć. Chciałam kiedyś pokochać. Chce. 1 marca Zrobiliśmy to. Także twierdzi. Dlaczego ja się tak jej uczepiłam? Chyba chcę być wykształconym narkomanem. Znów mam pełno majki. Ona naprawdę wierzy we mnie. Alfa od razu mu władował i trochę go uciszył. 20 marca W szkole atmosfera napięta. On najbardziej boi się więzienia. Anno. A w więziennym szpitalu na odtruciu można się wykończyć. Może wtedy wszystko byłoby inaczej. Jeden chłopak dostał szoku na widok ogromnej ilości ćpania. Historia jakby się powtórzyła. Zwykłą miłością. A matura za dwa miesiące. Wszystko się udało. że ktoś we mnie wierzy. Napisałam do Anny. z którym umiem się porozumieć. zawsze jakaś szansa istnieje. to chyba by mnie wykończył. jedynym. Brak wiary w siebie jest początkiem końca w życiu narkomana. Myślę. Za łatwo nam to idzie. Anna odpisała mi. Uprawiam sport ćpalniczy. że muszę zdać maturę. Dlaczego wierzy? Może uważa. że dotrwam do tej cholernej matury. To dobrze. Jest przecież psychologiem. że mogę jeszcze wyhamować. Nie chcę się teraz wpieprzyć. Grzeje cały czas bez odtruwania.. Doprawdy nie wiem. że nigdy nie należy przekreślać człowieka. Nie mogliśmy go uspokoić. ale ja już przestałam wierzyć.

Prawie nic nie biorę. mimo że zaczęły się bezsenne noce. tak jak kiedyś z Filipem. Ale zrobiłam to i już nie ma odwołania. Ale nie umiem jej przyjąć. że w więzieniu często kończy się człowieczeństwo.poszłam. że już nie warto. że mam jeszcze z czego wybierać. A nie ma siły na produkcję kompotu. Ten włam zrobiłam chyba dla niego. zgubiłam się. I produkuje kompot. Jeszcze tylko ustne. Nie ma co ćpać. Też nam się udało. Śmieszne. że potrzebuję pomocy. Narkomańska przysługa? Bzdura. Jest bardzo mocny. Rodzice chcą. Anno. Nadal uważa. Ale wróciłam tutaj. Więc mam to. żebym startowała na studia. Ustny zdawałam przy dyrze. Boję się tej rozmowy teraz. by zdać maturę. Jest lepszy od . który kiedyś wyrzucił mnie z tej szkoły. co chciałam. 20 kwietnia Anna ostrzega. miesiąc. Wiem. Ona uważa. Pracuje jako opiekunka do dziecka i mieszka razem z tymi ludźmi. że jedyny ratunek to powrót do sanatorium. Muszę coś z tym zrobić. dwa.tydzień. 12 maja Pisemny egzamin minął spokojnie. Z Alfą nie można się już dogadać. Nie mam siły walczyć o siebie. do Marzeny. by nie przyjeżdżała. że już jest za późno. mam szansę. Ile można nie spać? . Teraz mogę spokojnie ćpać. ale było mało towaru. gdybym tylko zechciała powalczyć o siebie. że on już się kończy. 22 maja Pojechałam do Warszawy. I koniec. pisemne zdałam na 5. Co czuję? Nic. chce przyjechać. Bierze. 21 maja I po maturze. Zaćpałyśmy razem tym jej kompotem. Napisałam. Wydaje mi się. On chyba też to czuje. Czuję. Życie stroi sobie ze mnie żarty. Mówi mi w swoich listach. Przy tym samym. I uważam.

Zrozumiałam. Chociaż podobno wszystko jest możliwe. Odwiedziłam panią Marię. Marzena już nie. Bez Kotana robi się tu powoli mały psychiatryk. 23 maja Pojechałam na oddział odwiedzić Beatę. ale gdzieś wyjechała. skoro i tak ćpam. czy nic chcę przyjść do MONARU. Rozmawiałam z Kotanem przez telefon. I fajniej się po nim czuję. według mnie . po co mi piątki na maturze. a to nie jest teraz możliwe. Chyba zawsze zaczyna się od syfa w domu. 14 czerwca Jak nie wierzyć w pechową trzynastkę. Bywa i tak. Coś się urwało. Jestem w złym stanie psychicznym. Za dużo jest ćpania. Dowiedziałam się o kilku nowych zgonach. Lekarze pytali mnie. że już mnie nic nie czeka. 24 maja Chciałam spotkać się z Anną. Odmówiłam. Zadzwoniła do mnie wczoraj taka . Dalej ćpałyśmy jej kompot. Stara gwardia wykrusza się. Ale przecież nie o to chodzi. Kolejna ich przegrana? Nie. Rodzice wyrzekli się jej bardzo wcześnie. że to już koniec. Eksperyment z Basią nie udał się. Przyczyna jest zupełnie inna. pytał. To była bardzo smutna rozmowa. Doszła do wniosku.zbyt wcześnie. Chyba tak to jest. Wróciłam do Marzeny. Ja mam jeszcze gdzie wracać. Musiałabym się wziąć za mordę. ona już nie ma domu. Nie bardzo chcieli ze mną rozmawiać. 3 czerwca Wygrałam to z rodzicami. Nie zdaję w tym roku na studia. Zmartwił się moim ćpaniem. a w szpitalach nie ma miejsc dla ćpunów. Szkoda. Skończyłam szkołę i teraz zostały mi tylko narkotyki. Pożegnałam się z Marzeną.morfiny. Kolejne przegrane życie. Tak bardzo potrzebna mi była teraz ta rozmowa z nią. W końcu przyznałam się do ćpania.

prosto do nieba. po bramach. Była w domu sama. to niemożliwe. Był mocno przygrzany. Dzisiaj się dowiedziałam. tylko chyba tego nie pamięta. 25 czerwca Znów dzień urodzin. na ćpuna z maturą. Dlaczego ona tak walczy o mnie? Tylko ona jeszcze wierzy. innych nie mam prawa zabijać. Nagle drgnął mocniej. Zrobiłam sobie zastrzyk przy nim. To był po prostu jej ostatni strzał. wyczekaną i wyćpaną szczęśliwość. Ilu ludzi zabiłam? Moje życie to moja sprawa. Wracając do domu. 26 czerwca Poszłam do Alfy. Jest na mnie bardzo zła. I potem mają swoją wymarzoną. spojrzał dziwnie na mnie i zaczął płakać. Była skończona. A więc to ja ją zabiłam. zaczęłam rzygać na ulicy. gdzie się dało. Bo narkomani mają piekło na ziemi. Anna pisze.jedna narkomanka. Jestem niesprawiedliwa. że nie żyje. coś bełkotał o Bogu i o szczęśliwej drodze. cała trucizna uwalnia się w ostatnim oddechu. Moje ciało trochę . absolutna ruina. Błagała. Patrzył na mnie ironicznie. Ile zastrzyków zrobiłam moim koleżankom? Każdy mógł być śmiertelny. czyściec przechodzą w momencie śmierci. On też kiedyś zrobił maturę. Nie mogę sobie znaleźć miejsca. Na tej drodze to on chyba już jest. że popełniłam kolejne przestępstwo. zabiłam człowieka. Anno. Wszystko jest bez sensu. Ona umarła. żebym do niej przyszła i zrobiła jej zastrzyk. Ale mnie to już nie ruszało. właściwie to mało się znałyśmy. Anna nadal chce mnie ratować. Chce mi się wyć. że nie chce stracić ze mną kontaktu. Poszłam do niej. żeby jej zrobić ten cholerny zastrzyk. Tym razem skończyłam dwadzieścia lat. Wszyscy wokół mnie mają rację. Sama się namęczyłam. To jest bez sensu. Anna uważa. Odebrałam część swojego ćpania. bo już nie mogła dłużej ćpać. Tak jak zwykle ma rację. Nie. nie mogła się wkłuć.

Zaproponowałam jej leczenie w MONARZE i ofiarowałam się ją tam zawieźć. Ćpam majkę. Tak otępiałego ćpuna to jeszcze nigdy nie widziałam. Zasmakowałam w kompocie. bo było mi właśnie tak muzycznie. jeżeli tylko naprawdę zechcę. Wcześniej zatarłam sobie oko. Rozklejony narkoman to najgorsze. Ciągle mi mówiła. Ale wyszłam stamtąd tylko z jedną. Cały dzień słuchałam muzyki. ale wolę swój towar. Zgłosiłam się do szpitala na okulistykę. co może być na świecie. Bała się. ale zupełnie to do niej nie dotarło. Anna odjechała bardzo smutna. 27 czerwca Anna do mnie dzwoniła. Ja też byłam smutna. które były mi potrzebne. I wymyśliłam. widziałam na tacy dwie butelki. To już chyba naprawdę początek końca. Za dużo sobie wzięłam. Marzyło ci się wielkie ćpanie. jeżeli skombinuję mu kokę. a potem dał mi spróbować koki. na luzie.odzwyczaiło się od majki. Śmierdziało od niej okrutnie. To przez Alfę. Trochę się rozkleiłam w czasie tej długiej rozmowy. Ale przecież czekałaś na to. W końcu porozmawiam z nią. a może zła na siebie . 29 czerwca Cały dzień spędziłam z Anną. Leci na rolkach. że jeszcze nadal wszystko zależy ode mnie. Zrobiliśmy wymianę. Nie miałam już czym rzygać i męczyłam się bardzo. Baśka. Nie ma to jak polska hera. Koka jest dobra. że mogę wygrać. że może skończyć się to naprawdę tragicznie. 28 czerwca Umówiłam się z pewnym kokainistą. Da mi majki. Ale chyba zacznę produkować. żebym jej dała kilka rolek. spotkałam dawną znajomą. że nie można się ze mną dogadać. Gdy wracałam od niego taka radosna. Chciała tylko. że zrobimy podmiankę. Do zupełnego zatracenia się w wielkim śnie. ale w końcu zorientowała się. Przyjeżdża pojutrze. Proponowała mi różne formy leczenia. Gdy siedziałam na fotelu.

Alfa bez ćpania zacznie sypać. Nie wiem dokładnie. Chyba nigdy nie byłam na drodze do wygranej. Nie umiem już kontrolować swoich zachowań. ale Alfa jest już aresztowany. Beata nie chciała. ciągle ci sami. Znów wspomnienia. Zadanie nr 1 . Nie namawiała mnie już na leczenie. wierzył we mnie bardzo. Odwiozłam ją do szpitala. nr 2 . Prawie nikt nie wyszedł z ćpania. Bardzo się zmieniłam. Ale był zły na mnie za moje ćpanie. Anna uważa. uczuć. Mam nadzieję. Wyszłam przecież jako pierwsza wyleczona. O mnie jeszcze nie wiedzą. . ale to kwestia kilku dni. Przegrałam. I to wszystko. że weszła w to wszystko bez reszty. dwóch ćpunów z nim. wszystko. Kotan nieźle się trzyma. Coraz bardziej zamykam się w sobie. Czułam to. Znów jest na wolności. Pojechałam do Beaty. W MONARZE zmienili regulamin. że przekroczyłam jakąś dziwną barierę. Odwiedziłam Annę. Przedtem ludzie ciągle wracali. 20 lipca Przyjechałam do Warszawy. Wyniosłam z domu. Czuję. o ilu aptekach wiedzą. Gdybym tylko zechciała żyć. 21 lipca Pojechałam do MONARU sama. Właściwie to już z nikim nie rozmawiam. że nie daję sobie żadnej szansy. Umarłam za życia. Dostała żółtaczki. 4 sierpnia Wpadliśmy. Mówiła. Leczy się tylko raz. nr 3. W końcu musiało się to stać.. chociaż tak bardzo jej oczekiwałam.. Obsesja śmierci? Może. Nie umiem się już zatrzymać. mszczę się systematycznie. co tylko będą chcieli.samą? Odrzuciłam kolejną pomoc. że jest z nią źle. Już nie ma powrotów po pół roku. automat bez woli.władować w kanał. co się dało. jak zwykle pełen optymizmu. Beata chyba już wie. że warto żyć.zdobyć narkotyk. że chciałaby mnie przekonać. że nie dostanę żółtaczki. Marzena pisała. ale wcześniej razem przygrzałyśmy i to z jednego sprzętu. Leci na dużych dawkach.

Obrzydliwość. co teraz. Długo nie chciałam zeznawać. wszystko zniknie. nie byłam jeszcze w ciągu. Alfa wyśpiewał wszystko. druga prostytutka. Tylko czasami chwyta mnie straszny lęk. Dają nam jeść 3 razy dziennie i wegetujemy sobie. Spokojnie zrobili rewizję. To. W śledczym nic się nie robi. Gdy mocniej odetchnę. kibel i okno wielkości pięści. tutaj może skończyć się człowieczeństwo. 15 sierpnia Przyszli po mnie kilka dni temu.co mogło mnie obciążyć. Teraz każdy będzie bronił swojej skóry. 16 sierpnia Budzę się rano na więziennej pryczy. Doborowe towarzystwo. może szczur. 17 sierpnia Dowieźli mnie na kolejne przesłuchanie.. Nawet znoszę to dosyć spokojnie. I jakiś żal w sercach najbliższych. Siedzą ze mną trzy kobiety. Będzie się starał o wyciągnięcie mnie z aresztu ze względu na stan zdrowia. Rodzice. a trzecia złodziejka. Jakoś się trzymam. Nie myślę nawet o tym. pryczę dwupiętrowe. Chyba nie dociera do mnie. Po wielkiej pustce.. Nie umiałam się z nimi pożegnać. Prawdziwą zmorą jest brudna. że zaraz umrę albo zwariuję. Anno. Adwokat załatwił mi pozwolenie na pisanie pamiętnika. miałaś rację. pokrwawiona strzykawka. Wtedy wydaje mi się. jedna za zabójstwo męża. Cela malutka. ani o tym. Bez krat. W końcu adwokat powiedział mi. jaką im stworzyliśmy. boję się panicznie. Dziwne to wszystko. Rzeczywistość jest bańką mydlaną. Klawisz co jakiś czas nas sprawdza. Siedzimy wszystkie cztery wpatrzone w siebie albo w ścianę. tylko nie wiem czego. nic się przez nie nie prześlizgnie. . że mnie zamknęli. Teraz siedzę w areszcie śledczym. Nie myślę o niczym. co po nas zostaje. co będzie. że muszę się przyznać. Ani o przeszłości. W celi jestem najmłodsza. klawisze mają spokój i są chyba mniej agresywni.

Powiedziałam mu.mówią do mnie. sprzątanie celi. ale właściwie nie miał większego wyboru. Pierwszy raz w życiu milicji udało się nakłonić mnie do sypania. Bał się już wszystkiego. Dziwne to uczucie. to absurd. Ale i tak bił słabo. Pytają o inne. tylko nie wolno być narkomanem. że nie umiem ścielić pryczy. Klawisze przenieśli mnie na podsądówkę. Bał się więcej niż ja. posiłek. Ta wiadomość pogłębia moją depresję. żeby się odwalił i dostałam mocno po pysku. 28 sierpnia Prokurator zalecił obserwację na oddziale psychiatrycznym. Nie wytrzymał tego. kajdanki na rękach. Można u nas być skończonym alkoholasem. że Alfa powiesił się w więziennym szpitalu. bo spuchłam.Opowiadam glinom o kolejnych włamach. to czego oni od nas chcą? Od wszystkich narkomanów. Tylko tak naprawdę.Po co ci to było? Co oni mogą o tym wiedzieć? Ich obchodzą tylko statystyki wykrytych przestępstw. co kto robił. A więc zeznaję.Zmarnowałaś sobie życie. Ale wolę to niż siedzenie w więzieniu: apel. dziewczyno . Klawisz krzyczał na mnie. Prokurator ich pilnuje. Ciągle to samo. . To wszystko jest zbyt okrutne. daty. Odszedł sam. A może oni właśnie wszyscy czekają na naszą śmierć? Nie. Gliniarze rozmawiają ze mną spokojnie. Za godzinę przyszedł mi robić okłady. . . a mam przecież jeździć na przesłuchania. Zaraz by chcieli nas wrobić we wszystkie apteki. W kajdankach. 20 sierpnia Dowiedziałam się grypsem. Tylko ta okrutna narkomańska siła pchnęła go jeszcze do robienia włamań i teraz do śmierci. 21 sierpnia Wciąż myślę o śmierci Alfy.

co u rodziców. Zabójczyni ciągle wmawiała nam. że jest niewinna. Nie wiem dlaczego. U mnie mogło się zdarzyć jeszcze wszystko. Jest tylko pytanie. To mnie ciągle budzi. Tylko ja i złodziejka byłyśmy w miarę spokojne. I rozmowy. I jeszcze do tego rozmowy tych kobiet. bo dawno tego nie robiłam. I to ich ciągłe „dlaczego”. One wiedziały. Wypełniam testy. 1 września Między badaniami nie robię właściwie nic. jak. co chciałabym. czy rodzice skorzystaliby z tej możliwości. a tutaj to jest jedyna rozrywka tych pań. żeby mieć wszystkich na oku. I klawisze patrzą na ciebie jak na zbrodniarza. Do południa zganiają nas w jedno miejsce. Nigdy mnie to specjalnie nie interesowało. Lekarz jest w porządku. Podobno w śledztwie nie ma żadnych widzeń. o wiele lepsze niż w kiciu. I pozwalają oglądać telewizję. Mówi mi. tylko wszędzie kraty. apel. Dlaczego. Normalny oddział psychiatryczny. co myślę. już nic nie wiem. Sanitariusz w nocy chodzi po sali z latarką i sprawdza. zawsze miałam kiepski sen. jak zwykłych pacjentów. Jedzenie jest niezłe. Nie może tylko za bardzo zrozumieć przyczyn. Wieczorem szybko nas kładą. Nie wiem. że się . Mam skalę porównawczą z innymi psychiatrami. Więc oglądam. Tego to chyba nikt nie zrozumie. czy przypadkiem ktoś nie targa się na własne lub cudze życie. uszkodzenia mózgu. Tutaj nikt nikogo o nic nie pyta i każdy jest oczywiście niewinny. 5 września Tak zwany wyższy personel traktuje nas normalnie. pełno testów. jaki mogą mieć wyrok. Można dostać obłędu. tak myślę. Pyta o choroby. Codziennie mam badania u psychologa. 4 września Teraz bada mnie psychiatra. Chce wiedzieć wszystko dokładnie. Kontaktuje się ze mną tylko adwokat. 30 sierpnia Nadal jestem na podsądówce. Prostytutka płakała za dziećmi. sprzątanie. Tysiące pytań.rozmowy o wolności. posiłek.

a na ile walczą o to samo. Moje życie to moja sprawa.kryję. Z adwokatem mówię o wszystkim. to co ja o sobie wiem? Też niewiele. tylko walczę o wysokość wyroku. bo na nic więcej nie mam już siły. Siedzę apatyczna i niewiele do mnie dociera. ale to będzie zależeć od mojego stanu zdrowia. zapadam w nicość. więc jest tu wiele wymiarów przeżywania świata. . że nie wyjawiam wszystkiego. Bez sensu to wszystko. Dostaję jakieś prochy. Odwiedził mnie adwokat. kiedy będę mogła być na sprawie. na ile oni są chorzy. ciągle kogoś wiążą w pasy i kaftan. Zbyt bolesny temat. Znów pytają o to samo. ładowali we mnie fenactil. jaka jestem. mój też. Każdy z nich żyje jakby w innym wymiarze. Pielęgniarka robi mi zastrzyk. Jeden wielki ból. gdy ktoś jest agresywny. Może coś mi jest. Koniec człowieczeństwa? Tutaj nie ma ludzi. ciągle mówić o sobie. Sanitariusze od razu biją. 6 września Tym razem milicja przyjechała do mnie na oddział. Nie miałam czasu. tylko nie o rodzicach. co ja. Jestem podenerwowana. Ciągle ktoś krzyczy. by ze sobą pobyć na trzeźwo i zobaczyć. Ale co można teraz zrobić? Trzeba im ulec i mówić. Mówią mi o śmierci Alfy. Lekarze mają zadecydować. Jest tutaj bardzo niespokojnie. Tylko że ja nie symuluję. Byłam obojętna na wszystko. a może każdemu tu dają? Lepiej przez to śpię i nie męczą mnie tak koszmary. że nie. Tylko tak naprawdę. 10 września Trzymali mnie w pasach przez trzy dni. Powiedział. Pewnie. Nie wiem. 13 września Z nudów zaczynam rozmawiać z tymi ludźmi. i mówić. Jestem sobą. że niedługo rozprawa. I nie jestem tutaj na terapii. Wołają sanitariusza i przywiązują mnie pasami do łóżka. Rzucam się na jednego z nich.

. skąd się wzięło tylu świadków. Alfa już jest poza tym wszystkim. Dwóch chłopaków dostało przymusowe leczenie. niszczenie ludzkich dusz. W większości morderczynie. Dowieźli mnie klawisze. ale po nim mają iść siedzieć. W aktach jest wszystko. kto z powodu niedorozwoju umysłowego. Prawie się wszystko zgadza. A więc detencja. Najczęściej zabijają własne dzieci. a dwóch od razu do więzienia na 2 lata. Czym ja się od nich różnię? Zabijam dziecko swoich rodziców. świadkowie obrony. Jestem wolna. choroby psychicznej lub innego zakłócenia czynności psychicznych nie mógł w chwili czynu rozpoznać jego znaczenia lub pokierować swoim postępowaniem”. Jest to zbrodnia doskonała. Więc aż tak jestem stuknięta? 26 września Ogłoszenie wyroku. Rodziców nie ma na sali. pełno świadków. Jeszcze to do mnie nie bardzo dociera. proszę wstać. Skąd oni to wszystko wiedzą? 25 września Artykuł 25 paragraf I: „Nie popełnia przestępstwa. cały mój życiorys od czternastego roku życia. Zeznania. Jest trochę lżej. ale już bez kajdanek. czterech chłopaków i ja jedna. Sąd idzie”. 23 września Minął pierwszy dzień sprawy. 24 września „Świadkowie oskarżenia.Przywożą nowe kobiety. Mam iść do domu i czekać na wezwanie na przymusowe leczenie. w jaki sposób człowiek niszczy człowieka. Jeszcze nie mogę w to uwierzyć. Dzisiaj tylko my zeznawaliśmy. Zabijam swoich rodziców. To nawet lepiej. więc sprawa chyba nie będzie trwać długo. Wspaniałą pokazówkę. Nie wiem. Na ławie oskarżonych siedzi nas pięcioro. Dzisiaj biegli wnieśli do sądu wniosek o zastosowanie wobec mnie tego artykułu. Można nam urządzić jeden wielki proces.

I na pewno dalszego ćpania. Boję się śmierci. Chyba nawet nie będzie mi dane tutaj umrzeć. Odpisała. Wierzę. sama wszystko zniszczyłam. że zawadzam na tym świecie. 16 października Pojechałam do MONARU. jakaś szalona pomyłka w moim istnieniu. Tak że nie mam nic do stracenia. Gdzieś tu tkwi błąd. kto tylko może. To cierpienie psychiczne. przegięłam. Danka powiesiła się w Krakowie. Cisza w domu. Nie tylko ze względu na złe doświadczenia. skąd w niej tyle optymizmu. wyszłam ze sprawy bez kiblowania. Nigdy więcej już nie będę w psychiatryku. Ale nie pójdę na żadne leczenie. jest dużo nowych ludzi. Wydaje mi się. ale brakuje mi woli życia. Znowu ktoś umarł. Trudno. mogę naprawdę zacząć od nowa. 27 września Pierwszy dzień wolności. Na mieście proponuje mi się ćpanie za darmo. Ale umiem siebie zabić. co najważniejsze. Jestem słynnym człowiekiem. Na razie. Znaleziono ciało w piwnicy z igłą w żyle. Starzy znajomi ćpają. Zabiłam naszą miłość. Nie wiem. a może prostsze. Wróciłam do swojego pokoju. produkuje. Utraciłam chyba to. 10 października Opisałam mój więzienny koszmar Annie.Wracam do domu. tak mówią. A raczej nowej udręki i niepewności. do żadnego psychiatryka. Nie umiem przebić się przez mur nieporozumienia z rodzicami. Tyle śmierci już było wokół mnie. Nie miała chyba siły umrzeć naszą śmiercią. że umrę niedługo. Piękna śmierć narkomańska. kiedy mam już to wszystko poza sobą. To byłoby zbyt piękne. . Nie potrafię pomóc sobie. Moje życie to ciągle cierpienie. W Warszawie jest teraz bardzo dużo kompotu. A gdy wrócę z leczenia. to w domu wszystko jeszcze może się pomyślnie ułożyć. co jest trudniejsze. Rodzice nic nie mówią. Nie wierzę w wyleczenie. Mogę dalej spokojnie sobie ćpać. Nie wiem. że bardzo martwiło ją moje długie milczenie i że teraz.

zdobyła jakąś chatę. Zabrał się za szesnastki. Sted. Tylko że był nieuleczalnie chory. Nie wykorzystałam kiedyś tej szansy. opuściłam MONAR. która pisze artykuł o MONARZE. że trzeba żyć. 20 października Marzena pisze. I tak chodzę codziennie pośród cmentarzyska dusz . Wszystko jest możliwe na tym świecie. Gdy jest sobą. Prosi. i to chyba na długo. na każdym życiu. trochę sprzedaje.Kotan przyjechał z Anną. była jakiś czas w szpitalu. że się nie da. 5 listopada List od Anny. dopóki starczy sił. że ostro bierze. Produkuje. poczekaj jeszcze trochę. Mieszka w Warszawie sama. Prosi. to bardzo chce się jeszcze ćpać i mocno żyć na narkomańskim szlaku. ale uważam. że narkotyki nie dają mi nic. Gdy ma się 16 lat. a potem był sobą. do szybkiej śmierci. Jak tego dokonać. On. 18 października Dowiedziałam się. Hemingway napisał. bym jeszcze nie . Kotan zrobił im pokazową psychoterapię. brakło ci sił? Dlaczego? Czy naprawdę tak trudno tutaj żyć? Chyba trzeba wyleczyć się z siebie. który twierdził. Wtedy się nie wierzy. Jest to samo nieszczęście i dno. A przecież i on popełnił samobójstwo. Kotan oczywiście na początku rzucił swoją psychopatyczną mowę. Posypały się bluzgi. że Sted popełnił samobójstwo w lipcu. kiedy wierzy się we własne nieistnienie? Moja świadomość jest osnuta narkotyczną mgłą. będzie żyć. właściwie o świcie. bym do niej przyjechała. Tu nie ma dla mnie miejsca. że człowiek nie jest stworzony do klęski. do końca. Rano. Ale Kotanowi może się to udać. to widać. Pisze. żadnych głębszych i piękniejszych przeżyć. że mu bardzo zależy na tych ćpunach. Moim rakiem jest morfina. Anna przywiozła ze sobą koleżankę. Miała zapaść. że mu to nie wyjdzie. że można w to tak wejść bez reszty.do mnie podobnych. Marzenko. przyjadę.

Prawdziwy narkoman nie może być w tymi okresie trzeźwy. Koszmar. mają mnie dostarczyć. Rodzice tolerowali moją obecność. gdzie jestem i uchronię się przed psychiatrykiem. niekiedy bardzo agresywna. tkwić w tym codziennym ludzkim obłędzie szarego życia. 26 grudnia Mieszkam z Marzeną. Odchodzę stąd. wstręt do siebie i nienawiść do świata. Staję się obojętna. nikt się nie dowie. gdzie ona mieszka. Ludzie martwią się drobiazgami. Handluje Marzena. Muszę stąd odejść. Chyba szuka mnie milicja. rodzinny domku. Rodzice nie wiedzą. A więc stało się. Chyba już nigdy tu nie powrócę. Nałóg niesie za sobą rozpacz. ale to też już mi nie wychodzi. Nie umiałabym już normalnie żyć. Na pewno. by mnie nie odnaleziono. Choć niekiedy było okrutnie. To już wegetacja. przecież na leczenie miałam zgłosić się z wyroku sądu. lęk. Musimy trochę sprzedawać. Muszę opuścić dom. Ja latam za suszem i odczynnikami. który się już nigdy nie skończy. Coraz mniej odczuwam. Jeżeli się nie zgłoszę. I . Ja próbuję jeszcze coś czytać. Wspólnie przeżywaliśmy koszmar. 11 listopada Dostałam wezwanie na leczenie do szpitala. ale chyba już zrezygnowali z walki o mnie. I ciągle o tym mówi. I dlatego zapominają.przekreślała siebie. Pojadę do Marzeny. dowieźć. Nic już dla niej nie istnieje. Czy potrafię zawrócić z tej drogi? Chyba już nie chcę. Razem produkujemy kompot. 2 stycznia 1980 roku Załadowałam sobie więcej niż zwykle. Zbyt dobrze. ja wolę nie pokazywać się za bardzo. Trudniej mi jest porozumieć się z Marzeną. żeby mieć forsę na żarcie. Potrafi już tylko o tym mówić. Jak przedmiot. Rano ładujemy sobie herę i zaczynamy produkować na nowe działki. To taki rytuał ćpalniczy. Było mi tu kiedyś dobrze. by uczcić nowy rok. Żegnaj. Ona ma autentycznego pierdolca na punkcie ćpania. codziennymi sprawami. że jest jeszcze coś poza tym.

akurat kończyli produkcję. Dali mi spróbować swojego kompotu. Właściwie to nie mam już żadnej szansy. Nie chciało mi się odpowiadać na jej pytania. Moje kontakty z ludźmi zawsze kończyły się katastrofą. dlatego nie miałam problemów z wejściem. prawie nic nie jem. Przytakuje mi. i czułam. że słabnę. krążenie się poprawiło i uniknęłam zapaści. a skazałam się na samotność. Wysiadłam i chciałam dojść do apteki. ale robi swoje. I godzimy. Bardzo schudłam. Pomyślałam sobie. wtedy ludzie mogliby mi nie pomóc. Jechałam autobusem i czułam. że trzeba mocno oddychać. Po twarzy spływał mi zimny pot. Mówię jej. że musi się odtruć lub przejść na prochy. gdzie w razie potrzeby można się udać. Sama wyglądała podobnie. klnąc i płacząc na przemian. to normalne. Muszę robić wszystko sama. Może tylko dzisiaj była trochę dalej od śmierci niż ja. że narkoman umierał sobie spokojnie i nikt z przechodniów tym się nie zainteresował. Poszłam tam. 1 lutego Zabrakło mi odczynników. nogi się uginały i myślałam. a poza tym znów ma żółtaczkę. bardzo.wzięłam za dużo. że tracę oddech. 17 stycznia Ciągle się kłócimy. boję się przyjąć kogoś do pomocy. Stwierdzono zapaść. żeby tam dojść. bo bym wpadła. Zaczęłam wracać do normalnego stanu. Nieraz robi sobie zastrzyk kilka godzin. Marzena nie ma już w co się wkłuwać. Nie mogę jej odwiedzać. Wróciłam do Marzeny. Zachciało mi się wtedy bardzo żyć. Już tak bywało. Byliśmy wszyscy już przygrzani. że jest ze mną coś nie tak. Straciła przytomność na ulicy. 23 stycznia Marzena jest w szpitalu. Myślałam o tym. Dostałam wcześniej adres od Marzeny. Bałam się upaść na ulicy. jak nowicjusz. że to już koniec. Szłam ulicą i oddychałam głęboko. I to mnie uratowało. Chciałam się kiedyś z kimś zaprzyjaźnić. Zauważyła. gdy na . Było trochę znajomych ludzi. Dawki lecą w górę.

Zbaraniałam. 12 lutego Byłam w szpitalu. A tak żyć nie potrafię. Narkomani bronią. Nie umiem już tak. że się kończę. Musiałam iść ulicami krwawiąc. Sama muszę sprzedawać towar. Nie wiadomo. Ma uszkodzoną wątrobę i trudno jej wyjść z żółtaczki. żeby złapano tego człowieka. Ktoś z producentów sprzedaje trefny towar i kilka osób podtruło się. nie mogę patrzeć jak trzynastki się wpieprzają. Musiałam sama robić wszystko. To chyba wszystko już ponad moje siły. Rzeczywiście. Mam uszkodzone serce i wątrobę. że wszystko mi się pomyliło. Lekarz mi powiedział. Tak bardzo chciało mi się ćpać. Niedługo nie będę miała co sprzedawać. Teraz ja dostałam zapaści. Uciekłam. Pytali o rodzinę. I zeznają. Daję starym ćpunom. Podobno nie mogli mnie odratować. adres zamieszkania. Mówiła. 7 lutego Marzena nadal jest w szpitalu. wystrzegam się małolatów. zanim to wszystko sprawdzili. 15 lutego Na Pasażu wielkie poruszenie. to tylko ich zysk. Na szczęście było to I piętro. To ci. I nic więcej. Rozmawiałam z Anną przez telefon. ale to był moment. Chcą. że bardzo się o mnie boi. A poza tym musiałam zrobić sobie zastrzyk. że już nie mogę brać. więc skręciłam tylko nogę i pokaleczyłam ręce. Wyrzekłam się wszystkiego co ludzkie. Takich dawek nie brałam nigdy. wzywa ćpunów do siebie. Nikt mnie nie zatrzymywał. swego ćpalniczego życia. jakiego świństwa dodali do kompotu. Czuje. Ale odratowali. Rzuciłam się do okna i skoczyłam razem z szybą. Milicja szaleje. Bo jak rozrzedzają.chatę wpadła milicja. Musiałam kłamać. . Powstaje teraz najgorszy rodzaj ludzi z tej branży. To już i tak jest wielkie gówno.

gdy towar jest dobry. a teraz już mnie nie ma. przecież tak nie można żyć. Ja trzymam się na uboczu..którzy produkują.. więc dlaczego tak się jej boimy? Jesteśmy niczym. którym sprzedaje towar. Mamy żyć dla samego życia. Powiedzieli jej. Mam wrażenie. Chciałabym tam wrócić. A potem: „Proszę. I Marzena od razu zaczęła ćpać. Żyje jeszcze biologicznie moje ciało. że jesteśmy kimś. A co z resztą? Mam czekać na powolną śmierć? Nic innego mi już nie pozostało. Następnego nie przetrzyma.30 centów? Czysty zysk. proszę. To było ponad moje siły. Marzena nazywa mnie swoją siostrą. I wciągają małolatów. ale wiem. Ale nawet za bardzo nie chudnie. Ciche „słucham”. Wolność była tylko mitem. Zadzwoniłam do domu. żebym wróciła? Słów potępienia? 13 marca Marzena już źle się czuje. z tymi. Po co to wszystko ciągnąć? Życie jest nam dane. że kiedyś byłam. I rzadko się wpada. Usłyszałam po drugiej stronie głos matki. a sami nie ćpają. że to było jej ostatnie odtrucie. Jest to najgorsze draństwo i nawet ćpuny ich potępiają. A jeżeli dziennie potrzeba dla jednego ćpuna 20 . Dla cierpienia. Ja jeszcze jakoś się trzymam. Boże. Ale narkoman nie wierzy w takie rzeczy. Śmierć ma zakończyć nasze cierpienie. Ale to będzie się rozwijało. Jest bardzo rozdrażniona. 19 marca Czasami tęsknię za domem. a ciągle wmawiamy sobie. Marzena spotyka się z jakimiś ludźmi. Czego się bałam? Próśb. To mało na początku. Stówa za centa. Niewciągnięty człowiek może spokojnie produkować dla wielkich zysków. Nic nie je. to będzie więcej towaru do sprzedawania.” Nie odezwałam się. mordują nas dla pieniędzy. proszę. Weszłam z ideałów w błoto. że już nie . żebym teraz ja się szła odtruć. Szakale. Mówi. 27 lutego Marzena wróciła.

nic nie czuć. Tak. że Marzena się kończy. Marzena już chyba nic nie czuje. Czy tolerancja ma być obojętnością czy poszanowaniem wolności? 23 marca Płakałam. Rolnicy żądają coraz więcej forsy za słomę. Marzena wierzy. tylko sama nie chcesz . Trzeba wstać i iść szukać towaru. Anna zawsze powtarzała. I trzeba tu być. Dlaczego tak się stało? Czy jeszcze potrafię coś dla siebie zrobić? Widzę. Nic się nie zmieni. jak to było. Nie mam już siły jeździć po wsiach za suszem. To nasze życie od zastrzyku do zastrzyku jest tak okrutnie bezsensowne. To jest obłęd. Chciałabym ją ratować.mogę. Przyszłości nie ma. ale wiem. siebie. Dlaczego musiałam umrzeć za życia? Wiesz. Tak naprawdę porozmawiać. Pusta strzykawka jej nie interesuje. Ale nie ma innego wyjścia. Wieczorem muzyka i rozmowy o niczym. co jest grane. Ona oślepła. chyba nad sobą. Zniszczyłam samą siebie. Ćpa jak szalona. Ciekawe. co dzieje się z Beatą. I ciągle o tym mówi. Tak chciałam zaćpać się. Byłam dla siebie okrutna i bezwzględna. Ona też wyszła z domu i nie wróciła. Żeby ten ktoś wysłuchał mnie i nie potępiał. Baśka. wiesz o tym doskonale. to chyba niedługo koniec. gdzie wszystko jest ostateczne i nieodwracalne? I nie można umrzeć. 10/11 kwietnia Jak można przetrwać noc. Nigdy nie dawałam sobie żadnej szansy. Trzeba wstać. Już nie o przyszłości. Nic więcej nie robimy. tylko produkujemy. że po kolejnym odtruciu coś się zmieni. że nie można na siłę uszczęśliwiać drugiego człowieka. Ogarnął mnie wielki smutek po czymś utraconym. Tylko wysłuchał. Chciałabym z kimś porozmawiać. by nie czuć bólu. że to niemożliwe. taką noc. Wiedzą już. Głupie gadanie.

że przekroczyłam je wszystkie. Chyba zgubiłyśmy się już dokładnie w tym szaleństwie. Są podobno granice. Czy to już naprawdę koniec? Marzenko. że stanie się cud. I do tego byłaś beznadziejną idealistką. mocno żyć. których nie wolno przekraczać. Lekarz mi powiedział. Nie zostawiaj mnie samej. Jesteśmy szalone. A jaka byłam kiedyś? Nie pamiętam. Marzena śpi dzisiaj spokojnie i nie dusi jej astma. A ciało? Śmiesznie mówić o tym czymś „ciało”. jeszcze nie odzyskała przytomności. nadal nią jesteś mimo wszystko. Chciałaś ćpać. Psychika została zatruta przez narkotyki. To już jest szaleństwo. a ona ma astmę. a ona jeszcze nie. A przecież ona nie chce umierać. olewałaś wszystko i teraz płacisz za to okrutnie. że dręczy cię przeszłość. Narkotyki powodują agresję. 12 kwietnia Marzena jest w bardzo złym stanie. Organizm już nie przyjmuje narkotyków. . Ja dłużej ćpam. Nigdy nie przyjmowała do wiadomości. 1 maja Marzenę w ciężkim stanie zabrało pogotowie. A co najgorsze. jeżeli nic ci z tego świata nie smakuje? Sted. Powinnam zadać pytanie. Po co żyjesz na tym świecie. Więc bierz nową działkę i nie narzekaj. Co jakiś czas ląduje w szpitalu i ucieka stamtąd. Rozkład za życia. biologiczny rozpad. jakby ją gnało do śmierci. ty stara ćpunko. masz rację. ale za to nie miałam wszczepionych żółtaczek. Byłam wieczorem w szpitalu. która z nas pierwsza? Bilans jest mniej więcej wyrównany. Jestem degeneratką. Ja mam wrażenie. że to było coś innego. że ktoś wykończył się po ćpaniu. jeżeli ona to przeżyje. I ja wierzę w swoją śmierć.przed sobą się przyznać. Uważała zawsze. nie umieraj. ja mam chore serce. obie mamy uszkodzony mózg i wątrobę. Wiesz wszystko. Nic o sobie nie wiem. Tak to wygląda.

Za późno było. Czułam. odeszłaś. Dlaczego musiałaś tak wcześnie odejść? Kim byłaś? Byłaś narkomanką. Zamknęła się w łazience. serce nawet na chwilę ruszyło. złączyły nas nasze pokręcone życia. Całą noc chodziłam po ulicach jak otępiała. ulotniłam się. nieszczęśliwym człowiekiem. żółta. boją się. Może i nie warto było? A może warto? Przeczuwałam jej śmierć. Zrobiła sobie ten ostatni zastrzyk w tajemnicy przede mną. Puścili ją. żebym się nie martwiła i że jutro załatwia sobie leczenie. Dają mi nawet ćpanie. Marzenko. 3 maja Marzena nie żyje. Usiłowałam ją reanimować. Gdy zabrali ciało. 4 maja Poszłam do znajomych ćpunów Marzeny. Przeniosłam ją na łóżko i wezwałam pogotowie. zostawiłaś mnie. siostro.. Była blada. A więc tak to wszystko się kończy. że mogę trochę u nich zostać. I stało się. Nikt nie umiał ci pomóc.2 maja Po południu drzwi otwierają się i staje w nich. ale lekarz powiedział. Nastąpił koniec wszystkiego. Powiedziała mi. Dlaczego jej nie ratowałam? Marzenko. wyważyłam drzwi. tak jak ja. Powiedzieli. Ale zanim się nią stałaś. Trzeba się z tym pogodzić. Był już właściwie koniec. że coś się tam dzieje. że był to jej ostatni zastrzyk. następnego nie przeżyje. Marzena. by żyć.. by walczyć o siebie. byłaś biednym. 10 maja Czym jest bezsilność? Do pokoju wpadła ważka o bardzo delikatnych . Umarła wieczorem. żebym im nie odstrzeliła na głodzie. lekarz wezwał milicję. zielona. podświadomie tylko czułam jakiś straszliwy ból. Lekarz z pogotowia stwierdził zgon.

Baśka. Dlaczego Marzena musiała umrzeć? Wracają wspomnienia. Wydaje mi się. masz przecież tę ostatnią nić w swoim ręku. Marzenko. Ale nie przeżyje nocy w mieszkaniu. Anno. zanim zaczęłam grać w życie. że nie umiałam cię uratować. Wybacz mi. Wtedy to może były makabryczne żarty. Mogę tylko skrócić jej cierpienie. Sądzą. już wtedy mówiłyśmy o śmierci. Miałaś chyba spokojną śmierć. To tylko twoja sprawa. Ćpuny mają cykora. Marzena chciała mieć białą trumnę. zabić ją od razu. Marzenko. Myślą. gdzie jej nie ma. ale boją się mnie bardzo. że przegrałam. szukają mnie. Ale nie miała szansy na inne życie. 23 maja Milicja szaleje. co jeszcze. Gdybym ją chciała wynieść z pokoju. że jestem mocno stuknięta. Dokąd tak ci się śpieszyło. trzymasz się idiotycznie tego życia. chciała żyć. Wydaje mi się. że dużo wiem o ich kontaktach z Marzeną. Nie mogą mnie złapać. z którą mieszkała Marzena. ale nadal pozwalają mi u siebie mieszkać. przyjaciółko. Całkowity stan nieświadomej przyjemności umierania.skrzydełkach. Zamknęliby mnie w psychiatryku. czy kojarzą mnie z tamtym wyrokiem sądu. Śmierć była zawsze wokół niej. Czyli nie mogę już nic dla niej zrobić. . Robią mi codziennie zastrzyk z moją działką. chyba tam. uśpiła cię heroina. Jestem bezsilna. że jestem sama w tym okrutnym mieście. dokąd odeszłaś? Żegnaj. że zacznę sypać. 14 maja Ciągle szukam winy. teraz jest to bolesna rzeczywistość. muszę się nadal ukrywać. uparta. Poznałyśmy się na Białej Sali. To znaczy tej dziewczyny. Takiej przejmującej samotności nie odczuwałam nigdy. sama nie wiem. głupio zawzięta. jakie to wszystko jest smutne. żegnaj siostro. Bardziej się boją tego. uszkodziłabym jej coś i zginęłaby. Byłam głupia. Nie wiem jeszcze. Przysiadła w kącie. chyba zrezygnowała z walki o życie. Bała się jej. Widzisz. nie było mnie na twoim pogrzebie.

gdybym naprawdę zechciała. Bo ja już wiem. Chciałam napisać list do Anny. jakbym była. które patrzą na cały mój upadek. Widać w lustrze jeszcze tylko oczy. I pogarda dla zwyczajnych i przeciętnych. Anno. Ale oni są biedniejsi ode mnie. wielka. Tak nie można. Nie mogę nawet patrzeć na narkomanów. Kiedyś utraciłam radość życia. Mój pierwszy zastrzyk morfiny. ale w końcu zniszczyłam go. To tak. teraz należy doprowadzić rzecz do końca. Zaczęłam nawet. Chyba już nie ma stąd wyjścia. ważna gówniara. Ugrzęzłam na samym dnie. I ja. co trzeba przerwać. co mam teraz zrobić. Musiałabym pozbierać się po kawałku. Walczyłaś. Bo chyba wiem. że tak nie można. Ale nie potrafię wyjść z błędnego koła.9 czerwca Baśka. 10 czerwca Chyba nie było innej drogi. gdy miałam 14 lat i euforia z powodu wejścia do świata ćpunów. która była sama dla siebie idolem. Wiem. weź się za mordę. Co mogę jej jeszcze powiedzieć? Chyba skończyłam swoją opowieść. a teraz mnie nie ma. gdyby móc wrócić do tamtych szczenięcych lat. Ale jak znieść ten cholerny ból. bo nie ma prawa do egzystencji. Miałam szansę w MONARZE. że nie jest mi aż tak źle. siebie? Jestem całkowicie rozwalona. . że nigdy nie będę po ich stronie. o mnie do końca. Moje oczy. które tak kiedyś chciały poznawać świat Przestaję się bać. Tylko powodują. potajemnie niszczyłam siebie i nie było na to żadnej rady. to chyba byłoby to samo. 20 czerwca Narkotyki nie sprawiają mi już żadnej przyjemności. Dopasować je po kolei. wiem to już od dawna. A ja cichutko. Jest jeszcze coś biologicznego. Może ktoś mógł mnie zawrócić z tej drogi? A może nie? Wiedziałam tylko. Gdyby nawet to wszystko odwrócić.

Zniszczyłam sama siebie. W tym cholernym życiu potrzebna jest miłość. Wtedy tak bardzo chce się żyć. męczy. bez sensu. to będę się bardzo tego bała. nie wiem. zabija. narkomańską śmiercią. gdy przychodzi koniec? Umrę w tym obcym mieszkaniu. Bo mimo wszystko nikt nie chce odchodzić. Tak zupełnie i bez reszty obcym dla samego siebie. . co się kocha. która dusi. Ale i nie będzie już kiedy. którego się kocha. Nie potrafiłam się odnaleźć w tym życiu.25 czerwca Skończyłam 21 lat. tak nie można żyć. wybacz mi. gdy się jest tak młodym. Bez niej jest wieczna pustka. z człowiekiem. Z tym wszystkim. nie było kiedy. Nie kochałam. w samotności. Tego chciałam? O Boże. Co się wtedy myśli i czuje. bezsensowną śmiercią. Anno. że gdy trzeba będzie odejść. Zawsze myślałam. Musze odejść. Jest się dla siebie zupełnie obcym. I wtedy nie można być sobą. bez nadziei.

że robią z moją wyobraźnią.OSWAJANIE ZWIERZA List Wiktora D. Nie mogę do dziś uwierzyć. nagle zaczęłaś mieć inne problemy. Twoje zdania porwały mnie i to ja byłem narkomanem. jaką masz historię. o ile „razem” w ogóle jest możliwe). jaki olbrzymi szmat drogi zrobiłaś między 25 czerwca 1980 roku a dniem dzisiejszym. gdy Cię słuchałem. to ja się odtruwałem. Tak jakbyś wstydziła się otwarcie. że nic nie potrafię zdziałać. że znakomicie . to ja się podnosiłem na krótko. Tak. że im ulegam. Twoją bezwolność. Tam poczułem się znów blisko Ciebie.06. których nie rozumiałem. jeździłem po towar. Podziwiam Cię. co przeszłaś. że Cię poznałem. Bardzo Cię polubiłem. czułem Twoją bezsilność. które opisałaś jeszcze bardziej lakonicznie. tych zapisków. to ja kradłem. że lektura Twego „Pamiętnika” była dla mnie prawdziwym wstrząsem. Chodzi mi o to. Warszawa Witaj Basiu. kilka dni temu przeczytałem Twoją książkę. byłem w więzieniu. co chcą. Ogromnie się cieszę.w podwójnym sensie: książki i tego. nagle zaczęłaś pomagać innym. bez sztucznej . jeżeli stwierdzę. Nagle skończyłaś studia. podziwiam ogromnie. nie bardzo mogłem sobie wyobrazić. Gdy na Ciebie patrzyłem. co ona dokumentuje.wyważyłaś powściągliwość w części pierwszej.1980) jest jej zdecydowanie za wiele. nie byłem w stanie przewidzieć. byłem do szpiku kości samotny. natomiast w części drugiej (po 25. gdy wczuwałem się w Twoje przeżycia.moim zdaniem . że to Ty jesteś autorką . Chciałem Ci pomóc i wtedy najbardziej czułem. Nie potrafię Cię utożsamić z bohaterką tych wspomnień. Nie powiem Ci chyba nic nowego. Jak bardzo jesteś inna. że jesteś samotna te kilka lat temu. by znowu przegrać. dziwiło mnie również i to. To ja płakałem Twoim życiem. że te jak gdyby ociosane zdania wywierają na moją wyobraźnię niesłychaną presję. dziwiła mnie lakoniczność komunikatów. I nagle mnie opuściłaś. Odnalazłem Cię dopiero w ostatnich zdaniach książki. do mnie październik 1988. razem z Tobą (o tyle. Kiedy czytałem Twoją książkę. to ja przegrywałem. pracować w psychiatryku.

nawet o tym. o swoim współodczuwaniu tej części świata. a przecież jesteś wspaniałym człowiekiem. która jest dobra. ale wiem też. co uważasz za niezbędne. że już pożegnam się z Tobą. Niemniej jednak. upadku i miłości. na szczyt. I doprowadziłabyś mnie do drżenia. jak stawałaś się inna. o swojej samotności wypełnionej zgodą. które przywołałem.. Ty to potrafisz. o swojej pogodzie i swojej słabości. gdybyś o tę drobinę wzbogaciła drugą część swojej książki. że stać Cię na to. o tym. A przecież. Opowiedz ociupinkę więcej nie o swojej walce. czemu się przeciwstawiasz. którą obdarowujesz tych. Dlatego tak cieszę się. opowiedz o swoim spokoju. śmierci. Kochana Basiu. Pozwól więc. Wiktor . o swoim poświęceniu. mocno i gorąco. jaka jesteś teraz. że Cię spotkałem. kimś zupełnie wyjątkowym. co Cię boli. Przecież potrafisz wyważyć swoją powściągliwość. a zaczyna się podziw. Pisanie o czymkolwiek w tej chwili byłoby niestosowne wobec treści i uczuć.. powiedzieć o tym. chyba że istotnie nie chcesz mówić o sobie ponad to. Pozdrawiam Cię. zbyt mało. Miłości. pokora i adoracja Tajemnicy życia. choć wiem. Namawiam Cię do tego. którą promieniujesz teraz. gdzie kończy się człowiek. na granicę. Basiu. opowiedz o tym odrobinę więcej. którą kochasz. do mistyki.skromności. do Boga. że to trudne. Ba. mówisz niewiele. których spotykasz. naprawdę odrobinę. uczyniłabyś ją bardziej wiarygodną.

że Zbyszek Thile nie żyje. Podłączono mnie do respiratora i czekano. Daj mi siłę. że mi się uda. . by dokonało żywota.1 lipca 1980 roku Śniłam tego dnia poronienie własnego płodu. Wtedy moje serce zaczęło bić. Dowiedziałam się. a oczami śniętej ryby porażał moją wolę. Funkcje biologiczne zaczęły działać w odwiecznym rytmie. Tracono wiarę i podjęto decyzję o odłączeniu. Panie. 8 lipca Tata zawiózł mnie na egzaminy wstępne na studia. Obudziłam się w szpitalu na sali reanimacyjnej. Dostał kolejnego zawału. Obudziłam się. Lekarze uparli się. Ktoś zadzwonił na pogotowie. poświęcając się leczeniu ćpunów. zamiast w przypływie panicznego strachu wynieść moje ciało i porzucić w parku. 7 lipca Rodzice złożyli moje dokumenty na Wydział Psychologii Uniwersytetu Śląskiego do Katowic. Panie. 3 lipca Obdarz mnie spokojem. Leżał koło mnie zimny i siny. On wierzy. Udało im się. że wyrwą mnie śmierci klinicznej i przywrócą światu. 5 lipca Wróciłam do domu.

Przytuliłam się do mamy. Nie jestem w nastroju. Czy mam żyć z obowiązku. Każda myśl przeraźliwie rani. gad. 17 lipca Jestem studentką pierwszego roku psychologii Uniwersytetu Śląskiego. pragnienie narkotyku. Boję się samej siebie. dla ich szczęścia? Obsesyjnie powracają tamte obrazy. że coś we mnie narasta. To nagle okazało się takie proste. który chce zadusić. Obłęd. Jak ślepiec dotykam każdej części nowej rzeczywistości i uczę się jej od nowa. jakbym żyła życiem zaprogramowanym przez nich. Czuję. Za dużo i niepotrzebnie. 18 lipca Oswajam się. Przeraża mnie moje myślenie. Podczas moich egzaminów tata zasłabł na ulicy z emocji.10 lipca Słucham jak bajki wyśnionej i wymarzonej wierszy Iwaszkiewicza o afirmacji życia. . bez mojej zgody. Każdy ruch jest nie mój. że piszę na siłę. Wtedy się rozklejam i wszystko wydaje się kolejnym absurdem. rozsadza od wewnątrz. Poruszam się po mieszkaniu w zwolnionym tempie. fizyczny ból tęsknoty za jednym zastrzykiem. Czy to początek jakiejś choroby psychicznej? 13 lipca Czuję. Zdarzyło mu się to pierwszy raz w życiu. obcy. 12 lipca Wyczekujemy na wynik egzaminów.

Tłumaczyłam drzewom i trawom. a inni nie żyli naprawdę. Napisałam list do Anny. nerki. a potem ta druga . każdy krok na mojej ulicy przypomina tamte. Wszystko boli. łąki. Zostałam tylko ja. 26 lipca Czy ja to ja ? Czy możliwe jest wyleczenie z narkomanii? Jest to choroba nieuleczalna. że muszę. Byłam martwa dla świata. chcą mi dać narkotyk. Więc jakie mam szanse. Czy istnieje skala bólu? On wypełnia nas do granic wytrzymałości.nie. Każdy dźwięk telefonu staje się osaczeniem i poraża mnie jedna myśl . wszystko się sypie.to Oni. 22 lipca Byłam na wsi. poszłam na pola. jakby bez narkotyku nie chciało funkcjonować. 25 lipca Przeraża mnie codzienność. Oddychałam świeżym powietrzem. wdychałam nową wiarę. narządy. jaki sens próbować? 31 lipca Diagnoza lekarska: ogólne wyczerpanie fizyczne i psychiczne. osobne organy. lecz było to niemożliwe. a . Skoki ciśnienia. że mam wątrobę. zaćpane powroty. Cielesność zawładnęła myślami i uczuciami. Mam zapalenie płuc. I wiem. Mój organizm jeszcze nie potrafi się przestawić na życie bez trucizny. śledzionę. Szumiały potakująco. podzielić się dobrą nowiną. Oni już nie żyją. Tak jakbym rozsypywała się na poszczególne elementy fizyczności. Wszyscy.19 lipca Chciałam do kogoś zadzwonić. duszność.

nie zwaliła z nóg. 10 sierpnia Ach.. I wtedy czuję. czy ktoś naprawdę wyszedł z narkomanii. Wymyślam sobie różne rzeczy na przyszłość i.. to jest poza tobą. Msza przeciwko narkotykom. Nie. że to niemożliwe. te daty. zrywać świeże owoce i cieszyć się. którą teraz mogłabym wziąć. jakbym patrzyła przez wypukłe szkło. nic z tego. by była optymalna. . Zrozum to w końcu. Czy ja wierzę w siebie? 15 sierpnia Dekabrysta zbierał na ulicy pieniądze na wódkę. że wszystko przytłacza mnie. Doskonalenie się w samotności. by przetrzymać ból. Wbijam paznokcie w chore żyły. Basiu. ale przeczytałam. Byłam z rodzicami w lesie na jagodach. przyłapuję się na pytaniu o dawkę.jednak go znosimy. Basiu. nie rozdrażniła z niedoćpania. paraliżuje. ale nie wiem. To ciebie. by nie przedawkować. Ksiądz Andrzej mówił o godności człowieka. czy to się uda. 11 sierpnia Już widać hipów na ulicach. a świat jest zdeformowany. 7 sierpnia Przychodzi taki moment. List od Anny . 3 sierpnia Chciałam być samotną wyspą. To takie niesamowite .przytulić się do mchu. które są zawsze pretekstem do zaćpania i mają tyle znaczeń.wierzy we mnie. nie dotyczy. Nie wiem. Nie zaćpasz. dławi. że żyję w szklanej kuli.

skoszarowano nas i chcą nam nawet organizować wolny czas. Nikt nie wie. Traktują nas jak głupich smarkaczy. że wyjeżdżam i cały czas za mną chodzi. Strajki nadal trwają. Boję się ludzi. Choćbym miała upaść w te tysiące talerzy. Mój pies przeczuwa. nie pamiętam. Wyłączam się. To jakiś cyrk . Właściwie to ja zupełnie nie wiem. W domu zostawiam mojego Małego Przyjaciela. Jeszcze do mnie nie dociera. Nie wiem. o czym tak ciągle myślę. 28 sierpnia Moje serce nie wytrzymuje takiego obciążenia pracą. Uciekam w siebie. jak mam zachowywać się wśród ludzi. 25 sierpnia Z Iwoną i Justyną będziemy obsługiwać stołówkę studencką. jaki jest ten świat. . w swój świat. Nie wolno nam jeździć do domu. że zwykłe życie może być moim udziałem. Muszę wytrwać.19 sierpnia Jutro wyjeżdżam na praktykę studencką. 24 sierpnia Tęsknie za domem. Iwona już nie pyta o moje milczenie. tak zwyczajnie. To uczucie spadło na mnie w sposób niezrozumiały. Iwona przygląda mi się uważnie i pyta. Duża rzecz zmywanie talerzy po 1200 osobach. jak się żyje z normalnymi. Mieszkam razem z Iwoną. że jestem odpowiedzialna za swoje szaleństwo i w przeciwieństwie do normalnych ludzi nie skrzywdzę nikogo. 22 sierpnia Mieszkam w akademiku w Ligocie.

Wyłapuję ich wzrokiem na ulicach. 1 września Zaczyna strajkować Śląsk. Czy muszą wyć całą noc? Nadal boję się przebywać w grupie ludzi. I nie tylko. Już wiem. Zakończono strajki w Szczecinie i Świnoujściu. lecz moi rodzice nadal nic nie wiedzą o narkomanii. kiedy przebywam w Katowicach . Jest ich tak wielu. Ale odkąd poznałam tajemnicę. wtedy czuję się osaczona z każdej strony. Śniłam człowieka z układem krążenia na zewnątrz. na czym polegają imprezy studenckie w pokoju obok. bo dowody moich win są wypisane na przedramionach. Są. To niepojęte. Powstały wolne związki zawodowe. a ja nie mogę chodzić w ubraniach z krótkimi rękawami. lecz to natrętnie powraca. Jest to pewna zmiana środowiska i jestem tu anonimowa. bo nie miałam siły. jakby znali moją tajemnicę. Kiedyś chciałam popełnić samobójstwo. Pies odtańczył swoją radość. Mam wrażenie. Jest spokojniejsza. więc można przejść przez ich sito „w swoim stylu”. by przetrzymać realny świat. że wszyscy ludzie przyglądają mi się na ulicy. Lato ciepłe. To bardzo niebezpieczne wystawiać się na urazy świata. Dobrze. .tutaj więcej ćpunów niż u nas. mimo wszystko. Blada postać pęczniała w zwoju poskręcanych żył i tętnic pulsujących rytmicznie. 3 września Tak po prostu można bez lęku zadzwonić do domu i usłyszeć ciepły głos mamy. Wiem. Kolejne nieprzespane noce. umieranie stało się tylko jedną chwilą uniesienia.30 sierpnia Jednak pojechałam do domu. że to absurdalne. ale ona o tym nie wie. że brać studencka toleruje dziwactwa.

nakładają setki masek w zależności od sytuacji . Dla mnie są nieznanymi zwierzętami. Czy kiedyś będę umiała jej zaufać? Czy ona tego pragnie? Nie mogę pozbyć się pytań o przyczynę istnienia. i rozsypać się na wszystkie strony świata. inaczej nie dostaniemy zaliczenia. wystarczy się rozejrzeć wokoło. dzikiej plaży i zjednoczyć pulsujące skronie z szumem fal. Jest wtedy cała zatopiona. kim jestem. słucham ich opowieści. Iwona nie wie. A może ich choroba polega na tym. kiedy się smucą? Nie wiem. kogo kochają. A może zadaję niewłaściwe pytania? 7 września Przyglądam się normalnym ludziom. Nie potrafię się modlić. śmiejemy się. Nie trzeba tego robić. czego pragną. które inaczej postrzegają świat. o co walczą.5 września Iwona zabrała mnie do kościoła Franciszkanów. przeżywamy. 10 września Wymuszają na nas zrobienie kabaretu na koniec praktyki. wniknąć w jego ziarenka. co czują. Chciałabym być na samotnej. rozmawiamy. tak jak oni nie wiedzą nic o narkomanii. że to Oni są rozszczepieni na tysiące światów. czego nie znoszą. A jednak żyjemy obok siebie. że zaraz runą na mnie mury i zmiażdżą za wszystkie winy. Wydawało mi się. Kim są na co dzień? O czym marzą. 13 września Przyglądam się modlącej Iwonie. kabaret jest na co dzień. i poczuć ciepło piasku. w co wierzą. tylu błaznów nas otacza. zjednoczona z Bogiem. Zupełnie nie rozumiem ich problemów.

My obrastamy pancerzem cierpień. Ale istnieje kres naszej wytrzymałości. lecz nie mam szans na przyjęcie się w nowej glebie. Za późno. co Ich podnieca do życia. a ja płakałam.. Wytrwałam. kodeiny. w który każde następne wtłacza się i asymiluje.15 września Często „wyłączam się” poza Nich. 24 września Cezar gdzieś zaginął. Chodzę jak ogłuszona. że jestem usychającym drzewem. opium. Oni nieustannie pytają mnie. kiedy powracają bolesne wspomnienia. heroiny. Rozmawiam z nim i opowiadam. przeniesionym z pustyni do wspaniałej oazy. pozwól mi zapomnieć o działaniu morfiny. kiedy drugiego człowieka traktuje się jak martwego? Ten mały ludzik w prawym uchu nadal szepcze i muszę go słuchać. Pozwól mi zaistnieć.. . Wydaje mi się. mnie powoli zabija. Zakłopotanie zagłuszam nerwowym śmiechem lub zbędnymi gestami. co mnie boli. kiedy życie da im kopa. 25 września Lekarz od razu mnie podejrzewał o złamanie abstynencji. Panie Boże. Kim się jest. To. Przyjacielu. kim jestem. Noc nadal jest zwiastunem demonów. 19 września Powrót do domu utrudniony strajkiem komunikacji miejskiej. wróć!!! Wszyscy „silni” bardzo szybko upadają. 21 września Chodzę z psem na spacery nad rzekę. jakby bycie człowiekiem nie wystarczyło do życia wśród nich.

sama nie wiem. Oni stanowią tłum masek. bez zdolności do zwykłego działania nawet na poziomie biologicznym. Nie potrafimy się odnaleźć. a jednak namacalne. skąd znalazłam w sobie tyle sił. Wtedy się jest jak wyschnięte koryto rzeki. jak wygląda wyczekiwanie w lęku z tysiącem obsesyjnych myśli o katastrofie. . 28 września Gnało mnie w ćpanie. tym razem na studia. jakby mnie nagle przeniesiono na Ziemię z innej planety. Jestem jak zwierzę. Jeszcze trzy miesiące temu. co się wokoło dzieje. że to wszystko.. które przeżyło siedem lat na wygnaniu w buszu i pozostał mu tylko instynkt przetrwania. Czy wiara jest samooszukiwaniem? 30 września Zamieszkałam w akademiku z Justyną. To prawie niemożliwe. Już wiem. Aksamitny łeb Cezara nieustannie wtulony we mnie. a poszłabym do nowych straceńców i powstrzymałam się. przeplatanych złudnymi nadziejami. a zapomniano nauczyć codziennego życia. Czuję się. dano ludzkie ciało i język. Udaję przed sobą i nimi. 29 września Znowu przygotowania do wyjazdu.Nie umiałam dzisiaj wrócić do domu. już niewiele brakowało. 27 września Cezar wrócił. jest dla mnie czymś naturalnym. Iwona dojeżdża na zajęcia z Zabrza..

uczę się psychologii. Czuję ból. Ludzie nie są przygotowani do przyjęcia spełnionych marzeń.kłamali wszyscy. co jest prawdą. Nie będę wiedzieć. każdy ćpun. Czy istnieje inna psychologia? 11 października Czuję. Teraz muszę się nauczyć to rozróżniać. ale to nie to. Stało się. że Oni dostrzegają moją odmienność. Przy niej jestem spokojna i czuję się bezpieczniej. jak siebie przetrzymać. ale nie wiem. zasypują mnie wiadomości. samotne przemijanie. 4 października Na akademii wręczono nam uroczyście indeksy. 6 października Mamy zajęcia do wieczora. Pragnę zamknąć w sobie upadki ludzkie. czy mnie ktoś lubi prawdziwie. Nie wiem. Nie potrafię się skoncentrować. 3 października Sześć godzin zajęć. . przed którymi bronię się zmęczeniem. Tam było prościej . Inaczej pogubię się i przegapię wiele spraw. To znaczy czuję. A gdzie jest w tym człowiek? Przyglądam się światu..1 października Spotkanie z Iwoną. w każdej sytuacji. Studenci walczą o niezależną organizację. jakby uderzenie w twarz. Jak zacząć mówić na zajęciach? Jak przemówić do grupy ludzi? Strajki ostrzegawcze nadal trwają. że jestem inna. A może to jakieś moje urojenie. uczę się anatomii i fizjologii. Pierwszy wykład z rachunku prawdopodobieństwa. Czarna magia. a co jest kłamstwem w realnym świecie..

o którym nikt nie wie. że wokół mnie dzieje się wiele ważnych spraw. a oddalam od Iwony. że się oszukuję. by zrobić sobie chociaż jeden zastrzyk. Czy wytrzymam to kondycyjnie? 24 października Wiem. ale teraz już tylko w śmierć prawdziwą. Wtedy przychodzi szatańskie pragnienie. To jakieś inne szaleństwo. i nie chce się żyć.. trzyma w uścisku całymi dniami i płaczę od środka za tym gównem. Myśl samobójcza może być obsesyjna.15 października Byłam na pierwszym treningu karate. w których ludzie usiłują zaistnieć w różny sposób. że świat mnie nie dotyczy i poruszam się jak zbędny mechanizm. Boję się odrzucenia w przyjaźni. 18 października Czuję. Akademik to zbiór klatek. bo wtedy popłynę. które pozwoli mi opanować to pierwsze. i mocniej zaciera się rzeczywistość. Tęsknota jak nostalgia osacza serce. 20 października Treningi karate poprawiają mój nastrój. która żyje swoimi tajemnymi sprawami. Rzadko teraz ze sobą rozmawiamy. jak zbliżam się do Justyny. W każdy piątek świętują mój przyjazd do domu. do czego ma służyć. Najczęściej na bezsensownych imprezach. Cezar od rana czeka pod drzwiami. Boję się takiej samotności. I wiem. odprężam się i wyciszam. bolą mnie wszystkie mięśnie. Nieustannie mi się zdaje. Zostałam sama w pokoju na noc i rozkleiłam się. . których jeszcze nie rozumiem i dlatego przytłaczają mnie.

Nie popełniam przestępstw. Tutaj są sami psycholodzy. To nieustanna walka ze sobą. 2 listopada Uczę się pokonywać codzienne trudności. Zaczynam akceptować swoją samotność. chociaż jeszcze się jej boję. zasuszony liść. bo zwracam uwagę na zajęciach. niczym korniki drążące tunele w spróchniałym drewnie. z zakupami. rozmawiam z ludźmi tak. Uśmiecham się do nich i czuję. jak wtapiam się w nowe bagno rzeczywistości. Czy to skutki ćpania? Jaki sens ciągnąć to wszystko? Zaczynam wczuwać się w sztukę karate. Chodzę po świecie trzeźwa. uczę się.. pomimo pewnej normalności. ba. a po dotknięciu rozsypuje się w pył. poruszam się bez lęku w oszalałym tłumie. Wtedy przychodzą mi do głowy niesamowite myśli. nie ściga mnie milicja. jakby tamtego w ogóle nie było. Coś dzieje się w głowie. wyższa matematyka.27 października Niewiele dzieje się teraz w moim życiu. Trenuję koncentrację uwagi. Są obsesyjne i wnikają w każdą część mózgu.. ale bardziej uparta. 5 listopada Na treningu jestem słabsza od chłopców. co mnie teraz otacza. Wszystko mi się miesza . Nie potrafię zachłysnąć się tym. Chociaż mam wrażenie. boli przy każdym poruszeniu. Wypaliłam się w tamtym życiu. uczę się zwykłego życia na co dzień.logika. Jestem niczym stary. który ładnie wygląda z daleka. że niepotrzebnie się spalam w błahych sprawach. Nie mogę chodzić taka rozkojarzona. na granicy fizycznych możliwości. z bólem. kolejkami. fizjologia. 29 października Zaczęty się bezsenne noce. .

6 listopada Usiłuję się nauczyć angielskiego. Przynależność do jakiejkolwiek organizacji zabiera cząstkę mojego ja. brakuje mi oddechu.które wygląda jeszcze zdrowo. czy wstępuję do Niezależnych. Nie mogę teraz tego utracić. Jeszcze nie potrafię wejść w to. Mam swoje pojęcie wolności.. Tam. Każda myśl to skojarzenie pełnej strzykawki nasyconej trucizną i zamykam się w objęciach Morfeusza jak porzucone przez podstępnego bożka dziecko. łapie za gardło i ciągnie w otchłań ciemności z igłą ociekającą krwią i widzę to przed sobą. Czy mama wybaczy mi kiedykolwiek? 14 listopada Po intensywniejszym treningu dławię się. Iwona pyta. To jest jak śpiew niebiański. 19 listopada Jestem w zupełnej rozsypce. bo go nie odczuwam. Jakim ja będę psychologiem? 7 listopada Iwona pyta. Jak można mieć takie problemy? Usiłuję się odgrodzić od tamtych myśli niewidzialną ściana. Każde wspomnienie niesie ze sobą ukłucie śmierci. Boję się pójść do lekarza. w Dojo jestem w harmonii z sobą.. Wykłady z . 15 listopada W Częstochowie stan gotowości strajkowej. poruszam się w tym czasie i tej przestrzeni. To nie chodzi o strach. ja nie odpowiadam. Pokochałam to. i nie widzę życia wokół siebie. Uczę się. Jakbym musiała wypłynąć bez ochrony na ocean. która przeciwstawia się ekstazie życia. rozmawiam z ludźmi. uśmiecham się do nich nieobecna. i nagle spada na mnie siła.

20 listopada Ludzie wyczuwają gwałtowne zmiany we mnie i nie rozumieją. Poszłam z Justyną na wódkę. Wszystko jest psychologiczne i naukowe. jaką walkę toczę ze sobą nieustannie. kiedy nie mogę krzyczeć.logiki są bardzo logiczne. 27 listopada Zmieniam się. Usiłowałam wytłumaczyć Justynie. w którym jednak nie ma idealnej próżni 26 listopada Muszę trenować karate bez względu na stan zdrowia i konsekwencje. Nie wyskoczę z dziesiątego piętra. Mama bardzo lubi moje telefony w ciągu tygodnia. Samotność jest wszechogarniająca. dlaczego mam depresję. pobiec przed siebie. wtłacza się we mnie inna świadomość siebie i świata. czuję to z każdym głębszym oddechem. Niczym Kosmos. Czuję się wyobcowana. tylko przywieram do ściany. Czy potrafię siebie polubić? . donikąd. bo zdaje mi się. w każdej chwili słabości. wyjść. mam ochotę rzucić to wszystko. Czas na przetrwanie wydaje mi się stracony. ale to jest metafizyka. 23 listopada Kiedy ogarnia mnie rozpacz. nie są w stanie pojąć. gdy nie cieszę się chwilami trzeźwości i byciem wśród ludzi. że zaraz wszystko runie jak zamek z piasku nad brzegiem morza. która utrzymuje mnie na powierzchni. mam lęk wysokości. Jest to namacalna podpora. Są jak tlen w mieście zatrutym smogiem.

tym częściej uciekam. Muszę Boga w sobie oswajać tak ostrożnie. babciu. Wiedziałaś. Kiedy nie chce nam się uczyć. Przypomina to skazańca. 21 grudnia Marzena powraca do mnie w snach. że to tylko sen. Zdążyłyśmy. 5 grudnia Iwona nie wytrzymuje moich zmian nastroju. który z pętlą na szyi czeka pomiędzy zapadniami.2 grudnia Umarła moja babcia. . przemeblowujemy z Justyną pokój. Jestem tego świadoma. Odkrywam siebie na treningach. 11 grudnia Jak trudno powracać z nierealnego świata do teorii. Im bliższa jestem rzeczywistości. Śnię narkotyki i budzę się zlana zimnym potem z ulgą. 8 grudnia Justynie udaje się znosić moją drażliwość. Kochała mnie najpiękniejszą. Robimy to średnio raz w tygodniu. Rozumiała tak wiele. że to tylko mara. jak moje nowe życie. że zapragnę żyć. ale zbyt wiele chciała od razu ode mnie. zaliczam życie. Znowu żyję jakby w oddaleniu od Boga. jak coś we mnie puszcza. Dzięki jej za to. Czuję. 15 grudnia Zaliczam kolokwia. i z tęsknotą. Iwona była łącznikiem. Prowadzę jakąś grę na granicy życia i śmierci. liczb. bezinteresowną miłością. Chłopcy zaczynają się przyzwyczajać do walk z dziewczyną. niczego nie mówiąc.

że jestem cieniem. od siebie. poczucie bezradności i westchnienie ulgi. co na papierze. Tak. 31 grudnia Rachunek sumienia: Wyrwana z żelaznych szponów śmierci przez kilku szalonych lekarzy dostałam się na studia. wzbudzam niepokój. przemilczeć. . pójść na trening. Tak potężne jest pragnienie narkotyku. jak zawsze.do kyokushinkai. 25 grudnia Jak daleko odeszłam od mojej rodziny. kiedy odchodzę. Kiedy własne JA staje się nie do wytrzymania. napisać wiersz lub podnieść się raz jeszcze. Ja tylko walczę o siebie. po co studiuję psychologię. Mam siódme kyu w karate . Budzę się i zasypiam z nowym pomysłem samobójstwa. od świata. kiedy rozrasta się jakaś bestia od środka i chce je zniszczyć. Ja tylko pokochać pragnę. nie jest jeszcze we mnie. Ja tylko umierać nie chcę. Zdaje mi się. Mam wszystkie odmiany depresji. Babciu. To. 24 grudnia Wigilia. bo u nas nie ma z tego chleba. Jest inaczej. przenikam ulice miasta. wtedy można upić się ze śmiercią. czuwaj nade mną. Rodzina pyta.Nieustannie kręcę się wokół śmierci jak bąk nakręcony dla rozbawienia dziecka. 28 grudnia Napisałam pracę seminaryjną o samoświadomości. Jak wielka jest siła śmierci. Jak wielka jest siła życia. Trzeba nauczyć się radować sprawami oczywistymi.

Nie mogę teraz nikogo sobą obciążać . że zawiozę ją tam po sesji. by mnie nie przywaliły. który kocha mnie całym małym serduszkiem. to jak żyć na co dzień. Nie podtrzymają ciężaru. 6 stycznia Nadal nie mogę odnaleźć się w grupie. 4 stycznia Jeżeli mi się nawet uda. ale jeszcze sobie nie potrafię wybaczyć.Kto zwycięży? Mam szczęśliwych rodziców. znajomych. 7 stycznia Prawda. Potrafię się uśmiechać. swojej twarzy w lustrze.damskie. To ja podnoszę się dzięki ich zwątpieniu. Nie odczuwam nienawiści i żalu do świata. który rozsypuje się we mnie jak gruz z eksplodującego domu. Zapomniałam o tym. niewiary. I mam psa. Oswajam moją rozpacz. Iwona pyta mnie o MONAR. Godzę się z samotnością. 1 stycznia 1981 roku Spędzam czas ze sobą. Pierwszy Sylwester na trzeźwo. Obiecałam. swego uśmiechu. Nie są w stanie obcować ze mną. kochanka. są jeszcze układy męsko . ponieważ byłam nieliczną z ćpunek. jednoczą za lub przeciwko temu. w pogardzie dla siebie. unicestwienia? Ludzie na roku powoli odnajdują się.przyjaciela. kiedy we mnie tyle buntu. To oni uginają się bezradni. W oczach nadal jest pełno lęku. . uczę się siebie. która nie została dziwką lub prostytutką. a ja nadal boję się dotknąć drugiego człowieka. w ich sumieniach. To mi zostało oszczędzone i pozwala na jakiś szacunek do siebie teraz. co się dzieje w kraju. Dotykam ścian pokoju.

To nie jest studiowanie. może nadejdzie czas. że nie będzie już mógł kąsać. A jednak wszyscy uważają. Zasypianie. myśl o ćpaniu. myśl o ćpaniu. że narkomania jest nieuleczalna. myśl o ćpaniu. 11 stycznia Chodzę po Katowicach dzień w dzień. to dlaczego mam nie dokonać reszty? A więc kochajcie się i rozmnażajcie lub uprawiajcie zmysłowy seks. jadam byle gdzie. Gdyby tak można było sportowo od czasu do czasu wziąć sobie malutką działkę. więc skąd brać wiarę i siły na pracę Syzyfa? .. Rozmowy z ludźmi. Wszystko. Mam piątkę z rachunku prawdopodobieństwa. zniknie jak świat po wybuchu bomb atomowych. co dobre zaczęło się w moim życiu. myśl o ćpaniu. Koniec świata. Każdy dzieli jest wyrwanym kłem z paszczy wilka. kolokwia. Ja nie mogę się cofać. na zajęciach zdarza mi się podsypiać. Zaliczam wszystko w biegu. To jest smakowanie wolności bez ćpania. Dokąd tak się ciągle śpieszy? To napięcie. I nadal niewiele wiem o psychologii. ale tak się nie da. Denerwuję się jak małe dziecko. myśl o ćpaniu.Jeżeli uratowałam się od tego. Itd. to szkółka. Zajęcia. 17 stycznia Strajki. Jeden zastrzyk i wszystko runie jak domek z kart. Trening. Wstawanie.. Ja poczekam na miłość. bez ładowania się w ciąg i w zwielokrotnione dawki. nie mogę sobie pozwolić na żaden luz. zaliczenia. 8 stycznia Moje serce gna (160 na minutę).

kiedy powraca BÓL. Tak. Odwiedzam wszystkie księgarnie. Odblokowuje się twój intelekt. że dobrze się stało. Wierzę w dezintegrację pozytywną. 24 stycznia Dokonuję rzeczy niemożliwych. wszędzie pełno zaćpanych ludzi i dystrybutorów. Ogarnął mnie szał kupowania książek. w ten sposób wykańcza się u nas wielkich ludzi. Może da się coś z nią uczynić. Przeklęta nadwrażliwość. 30 stycznia Mądra jesteś.20 stycznia Lubię chodzić do herbaciarni. że to zmarnuję. I wtedy boję się. 4 lutego Pojechałam z Iwoną do Warszawy. Profesor Dąbrowski nie żyje. . z samotnością. Nie palę papierosów dzięki karate. usypiany i niszczony przez lata. Tylko rodzice mają świadomość mego istnienia. Sama wychodzę z narkomanii w tajemnicy przed światem. ale i oni nie są w stanie przewidzieć. w której żyłam.niestety wyreanimowano mnie. Centralny. Basiu. ale i on nie potrafi sobie poradzić z codziennym pragnieniem śmierci. I tak traktuję moje szaleństwo. I nie daj się sobie. Smutno ci? Świetnie. Narkomania wysysa ze wszystkiego jak złośliwy upiór. coraz mądrzejsza. co mnie czeka każdego dnia. zrób sto pompek więcej. pija się aromatyczne herbaty i można posiedzieć w ciszy. Wtedy myślę sobie . I później czuję. każdej nocy. Rutkowskiego. chcę nadrobić lata pustki intelektualnej. z tęsknotą za morfiną. Tu nie można palić. odpocząć. 26 stycznia Baśka weź się za mordę. Pokazywałam jej inną stolicę: Pasaż.

Spowiadam się sama przed sobą. chyba zaczynam Cię trochę lubić. że zawsze mogę wrócić do Ośrodka. trochę po omacku. Oni do kina. Strajki okupacyjne. przystaje. Jeżeli zdarzy się tak. Nie wrócę. 10 lutego W kraju ciągle coś się dzieje. daleki od tych spraw. Mimo to moje obsesje mnie osaczają i męczę się ze sobą. studenckie. Niektórzy mi o tym mówią. 5 lutego Zawiozłam Iwonę do MONARU w Głoskowie. Nie mogłam tam dłużej pozostać. Jak sądzisz? Skąd się bierze tyle siły w człowieku. Basiu. a ja zasuwam w Dojo. Może coś jeszcze z Ciebie będzie. Wyjechałyśmy nad ranem. Iwona chłonęła każde słowo i gest społeczności. I wtedy zatrzymuje się w chaosie. Już nie przeszłabym tego! 8 lutego Ludzie z roku uważają mnie za osobę silną i twardą. która go prowadzi w życie. . Spotkałam się z Kotanem. wyciskając pot z kimona. Anny na mszy. Poruszałam się po ośrodku jak ktoś obcy. że wrócę do ćpania. nasłuchuje i wyłapuje jedną dźwięczną nutę. głodowe. To chyba przez treningi karate. 19 lutego Wykładowcy wyczuwają moją nerwowość. kiedy wydaje się zupełnie przegrany. lecz dobrą drogą. Właściwie było nas troje: Iwona. Bóg i ja. Wiesz. Chyba nadal nie wierzy. omotany tysiącami sprzeczności. stracony. że z tego wyjdę. wtedy już mnie nikt nie odratuje. na imprezę. Urojone błędne koło. Powiedzieli mi. 7 lutego Monarowcy sądzą.Byłyśmy u Św. że znowu zacznę brać.

przecież Oni nie żyją. Uchroniłaś się od tego. Jestem niemowlakiem. Nie. biedna chora głowo? Ty. starych układów już się ma. Przepisał mi jakieś prochy. Nie można zarażać nią innych. Nie wiem. Usiłuję przetrzymać samą siebie. Żyję dopiero 8 miesięcy. układów. Wejść w produkcję hery? Rosiek. Nie poszłam na zajęcia. mam ból głowy i wrażenie. i nie chcę wiedzieć. nie oszukuj się tak parszywie. nie bądź taka sprytna. . Choroba. Wystarczy odnowić kilka starych kontaktów. To droga do ostatecznego zeszmacenia. więc o co ci chodzi. Nie ma mnie. że jestem rozkojarzona. 24 lutego Nadal mnie nie ma. zaszczute zwierzątko. Alkoholicy nazywają to suchym kacem. bo unicestwisz się podle i bezwzględnie. Pustka. To morderstwo. 27 lutego Byłam u lekarza. która pociąga za sobą przestępstwa. 6 marca Jestem osaczona. Wsiadłam do pociągu i pojechałam do domu. 26 lutego Na zajęciach czułam się jak małe. narkomani dołem. co mi jest. Sobą i własnymi myślami. co tobie się znowu roi. jak mogę być inna? 23 lutego Zaczyna się ze mną dziać coś niedobrego. że się zdematerializowałam.Anglik stwierdził. W domu czuję się najbezpieczniej.

17 marca Coraz więcej narkomanów widuję na ulicach Katowic. To szaleństwo.skurwysyn. ćpun . lata czy godziny. a tam nawet nie ma dna. która legła na podmokłym gruncie.złodziej. którą noszą w sobie. nie oszukuj.. 11 marca W naszym pokoju zaległa cisza. Basiu. Opera Dziadek do orzechów na syntezatorach. że spluniesz sobie w twarz. Chcesz wpaść w bagno. Uśmiecham się do siebie. Tam nic nie ma. że jest mnie więcej we mnie. mamo. Czuję. Takiej muzyki mi dzisiaj było trzeba. Wtedy nie trzeba odpowiadać na pytania. Samobójstwo rozłożone na miesiące. Nie okłamuj już siebie.morderca. Och. bo są zarażeni. Nie mogę chyba być psychologiem. tłumaczyć się. jak bardzo cię kocham. Justyna także przestała mówić. w ogłupiałą maskę. 10 marca Chciałabym sobie odciąć język. początkujący. jak zdeptane kwiaty usiłują jeszcze zaistnieć przed śmiercią. Nic na to nie poradzę. mówić tylu zbędnych słów.Będziesz tak ohydna dla siebie. że tak to wygląda. Są jak skoszona trawa. ćpun . Nie ma. . porozumiewać się. zgniją nie dając pożywienia i nikt już ich nie chce pielęgnować. a znowu byłam blisko. Wszyscy młodzi. którą wstrzykują z pierwszą dawką narkotyku. Nie daj się sobie. 13 marca Wygrzebuję się z wilczego dołu.. Ćpun .

zniekształca widzenie rzeczywistości. 3 kwietnia Zmiany mojego nastroju są dla ludzi z roku zaskoczeniem. 26 marca Zdrowie jakoś wytrzymuje napór życia. Moje nowe wiersze nie są już tak pełne śmierci. To wszystko wywołuje u mnie wewnętrzne rozdrażnienie. głowa... Ból rozsadza czaszkę. . Cierpliwie wysłuchał i przyjaźnie warknął. 21 marca Pierwszy dzień wiosny. 22 marca Na ile można poznać drugiego człowieka? Na tyle. przetrwać siebie i to. podróży. lecz powoli przyzwyczajają się. treningów. Boję się jeszcze każdej zmiany.kiedy wszystkie pieniądze wydam na książki. co mnie otacza. dlaczego milczę. wieczorami i nocami. nie umiem się tak szybko przystosowywać. Oni nie rozumieją mego smutku. Zaczynam regenerować się od środka i wątroba nie wzdyma się już jak balon po każdym posiłku. Opowiedziałam wszystko mojemu Małemu Przyjacielowi. nie znają jego przyczyny. Ach. I poszliśmy na spacer przywitać wiosnę. Płacisz. niedojadania . Dzisiaj tamta powróciło i uderzyło mnie. za tamto życie. Rosiek. i nie pyta o nic. że jesteś Dzienniku i mogę pisać i pisać. 27 marca Na wydziale strajk solidarnościowy. głowa! Czemu tak często boli. uciska jak obręcz. Ona wyczuwa. Justyna powoli oswaja się ze mną. I za to nowe także. ile on sam pozwala.20 marca Dobrze.

. albo w samotność i zamykam się jak w starym pudełku z nie naoliwionym zamkiem. To może kiedyś ponownie eksplodować. zagłady. Jak się bronić? Uciekam do ludzi i opowiadam bzdury. 8 kwietnia Mam „trzęsienie ziemi” w skroniach. jak każda tajemnica. by się zagłuszyć. nie domyślają się. Boję się. samotności.raz mocniej. Pierwsza kłótnia z Justyną. Zjadam się. co nigdy się spełnić nie może. jakie śmierci. pragnienia. Jestem osaczona. Zabijam się. To moja wina. Nie ma mnie. pochłania mnie. co noszę w sobie. ale wzbudza pewną ciekawość. toczy z serca krew. 7 kwietnia Napada mnie co jakiś czas . 14 kwietnia Czas mija na oczekiwaniu czegoś. raz słabiej. poniewierki. mimo że świadomie przeżyli ostatnie lata. lękam się. co wybucha w zaskakujący sposób. A może właśnie dlatego tak się miotają. Otchłań okrąża łóżko. boję się. bo nie starczyło miejsca w małej. Co mnie czeka? Co nas czeka? Gubię się w tym kraju i jego sprawach. Nie potrafię jeszcze odnaleźć się z drugim człowiekiem. Zmartwychwstaję. 9 kwietnia Iwona czeka na mój powrót. szklanej kuli. Oni o niczym nie wiedzą. którego nikt nie chce otwierać. Narasta coś we mnie. wyżera mózg. Szukam własnego czasu.Chcę wyjść poza siebie. Inni także.

Spotkałam cień z przeszłości. Nie możemy zaliczyć testu z fizjologii zmysłów. by ocenić tamte lata. 17 kwietnia Gnębi mnie przeziębienie. skończę ten rok studiów i żadna siła mnie nie powstrzyma. 27 kwietnia O Boże. . smaku. Odkryłam to dzisiaj w sobie. Uciekałam jak przed zjawą. Chciałby. A może przed sobą? 1 maja List od Anny. gdyż zabijałam ją w sobie przez lata. Chyba że sama zniszczę swoje życie. Nie mam odporności. upiorem. Szklana kula zawisła w próżni. Czy Anna wierzy we mnie? Nigdy jej o to nie pytałam.. Wiem o tym wszystko.. co tylko możliwe.. Pogubiłabym się w tym wszystkim jak małe dziecko. zagrożeniem. ciągle kaszlę. Jest cicho i spokojnie. 30 kwietnia Zostałam zaproszona na jakąś imprezę w akademiku. Muszę być silna. lecz zostawiłam wszystko i wyjechałam. węchu i słuchu. Wyszedł z więzienia i dalej go toczy wirus narkomanii.. by mocz nawet oddawano do psychoanalizy. nieświadome jeszcze tylu spraw. Po nocach śnię połączenia wzroku. uciekłam przed ludźmi. Choć nie pytam dlaczego. Czasami przelatują ptaki i potrącają ją skrzydłami Mój psychiatra jest bardzo zabawny. Wystarczyłaby jedna dawka. 24 kwietnia Po studiach będę pracować ze schizofrenikami.

Straciłam przytomność i Justyna wezwała pogotowie. można z nim chyba coś zrobić . chcę się powiesić i coś mnie powstrzymuje. więc trzeba być konsekwentnym. dlaczego nie mam siły na spacer. a co potem? Co zrobię z pierwszymi wakacjami bez ćpania? 16 maja Serce w końcu zbuntowało się. W żyłach lęk krąży zamiast krwi. dając mu odpoczynek. Cezar nie wie. aby się wyzwolić. Choruję na śmierć. 6 maja To zniewolenie przez własne JA. Nie potrafię teraz przetrzymać siebie.zniszczyć lub zbudować. . że żyję. W domu cały czas leżę. Błogosławię. Czas. Byłam pobudzona i lekarze nie mogli mnie uspokoić. nie troszcząc się o ich zagojenie. 20 maja Muszę zrobić ze sobą cokolwiek. chyba nie mam czasu. Za mocno trenowałam. co nie jest ćpaniem ani łajdactwem. Psychiatrzy zadają ból każdym pytaniem. Po kilku godzinach odzyskałam świadomość w klinice. Niedługo sesja. że żyję. Zostałam spacyfikowana.4 maja No właśnie. Inaczej oszaleję. Są zadowoleni z władzy nade mną. Wybrałam życie. Po której stronie jestem? Rozpaczam. 8 maja Tyle we mnie niepokoju. tną bez znieczulenia pokłady mojego JA i zostawiają otwarte rany. 21 maja Za dużo wypiłam alkoholu.

za siebie. Nie miałam wyboru. To było morderstwo dla serca. ale przekonałam go. Następnym razem zapytaj siebie w bezpieczniejszy sposób. To śmierć drażni się ze mną. że jestem normalna. Musiałam to wygrać właśnie teraz. Wezwali psychiatrę na konsultację. Ten ból jest cudowny. Stan absolutnej koncentracji. Spokojnie. że chciałam popełnić samobójstwo. piękny. Psychiatra wmawiał mi. Justyna milczy. zamiast zabrać mnie w krainę doskonałości. by się przekonać. Domagam się wypisu na własne żądanie. weźmiesz się w garść. może to efekt leków.. by wpuścić trochę poezji o misterium umierania. Nie wiem. nie odpowiada ludziom na pytania.22 maja Badają mnie i oglądają jak rzadki przypadek. Mogę zrobić malutką dziurkę w szklanej kuli. Czuję się bardzo szczęśliwa. Jaka bywa cena spokoju? Rozmowy ze śmiercią? Powitanie jej na łożu szpitalnym po to. mogli cię nie odratować. teraz zaliczysz sesję. Po trzech godzinach układów ćwiczeń. 27maja Liżę rany po walkach na full contact. To . ty skończona idiotko. 23 maja Jestem w bardzo złym stanie. Spałam przez cały dzień. że chcesz dalej żyć.. kata i walk mam szóste kyu w karate. 26 maja Dałam z siebie wszystko. A jednak jesteś spokojniejsza. którymi cię nafaszerowano. jak mi się to udało. że byłam w szpitalu. jakby nic się nie wydarzyło. Mam kontuzję ścięgna stopy i kuleję. 25 maja Rozniosło się po uczelni. i przejdziesz przez to. 24 maja Rosiek.

wiosnę w katowickim smogu i betonie. z pozoru nic nie znaczące szczegóły.. cienką nić porozumienia. To takie namacalne. Mam pewne kłopoty z pamięcią. słowo. znajome twarze. Dostrzegam życie wokół siebie. kiedy to trwa ponad dziesięć lat. Cena jest nie do zapłacenia. Atakować pamięć. uśmiechy innych. 6 czerwca Wystarczy gest. zniszczyć szansę. gesty. Trzeba tylko pokochać siebie.prawdziwa ekstaza życia. Dlaczego w ludziach tyle zawiści? A może to lęk wyrażony agresją? 10 czerwca Ostro zabrałam się za naukę. 13 czerwca Coraz głośniej mówi się o narkomanii w Polsce. Teraz. Udoskonalić ciało i umysł. ale na to nic się już nie poradzi. 1 czerwca Zaczynają mi sprawiać radość drobiazgi. wyzbyć się nienawiści do świata. wyzwalać lawiny lęku przed nieznanym. pomocy zagrożonym i leczeniu uzależnionych. przypominać koszmary w snach.. o konieczności zapobiegania. Po rocznym treningu mózg przyswaja lepiej. 15 czerwca Zamykałam się przez Sezony w czarnych dziurach nieznanych galaktyk. . A znowu chciałaś to utracić. a teraz nie potrafię zrozumieć prostych praw rzeczywistości. by zranić tak boleśnie.. Będą mi zabierać spokój w chwilach szczęścia. przed sobą. Skutki ćpania będą jeszcze wychodzić latami jak złośliwe insekty. powodować drżenie rąk w najmniej odpowiednich chwilach. wspólne wyjście do kina. To takie realne..

Za kilka dni skończę dwadzieścia dwa lata. Jestem człowiekiem. spowita ulotnym zapachem cmentarza jak śmierdzący. zatrutą krwią i nie przegrywam młodości w pokera z diabłem. fascynacja karate. Kto wymyślił egzaminy? Zapewne ludzie. 21 czerwca Śniłam ampułkę morfiny. rok studiów. prosto w objęcia kolejnego obłędu. Jestem lękiem. że jest to do przejścia po nieprzespanej nocy. bez westchnienia. Kim jestem? . Jestem schizofreniczką. toczona własną. bez lęku. A może wcześniej Bóg? 19 czerwca Minął dzień i nie wydarzyło się nic. I rok moje przemiany. jeden pobyt w szpitalu. To kolejny dzieli mego życia. Poleciałabym jak nic. Jestem psychologiem. a przecież tak wiele się we mnie dzieje. słabiutka.17 czerwca Zdałam egzamin z fizjologii i anatomii. Rok życia. tak po prostu będę miała urodziny. żywy trup. Jestem wolnością. innej wolności. bez mrugnięcia powiek. Czy wytrzymam swoją samotność z wyboru? 25 czerwca Jestem samotnością. przewrót polityczny w kraju. Jestem narkomanką. I nie chodzę już śnięta po świętych rogatkach miasta. Słaba jestem. Okazuje się. abstynencji.

nie dam się. Nadal nie ma ludzi wokół mnie. wabi igłami i strzykawkami na polach namiotowych. Chodzę z Cezarem na długie spacery. co w sobie zabić.. że tak można żyć i tylko tak. obrazach. Czy mi się uda? Tamto powraca we wspomnieniach. Ale jak nie dać się sobie. Nie wiem.27 czerwca Znowu zapadam w otchłań. To niepojęte dla mnie. jedną książkę dziennie. ten rok kosztował mnie zbyt wiele emocji i napięcia. powraca bólem. Nie. jesteśmy teraz nieodłączni. Odkrywani świat literatury i innej psychologii. 13 lipca Widzę narkomanów na ulicach i wydaje mi się. na który reaguję przyjaznym gestem. 5 lipca Wolny czas to mój największy wróg. Milczenie staje się moją częścią. . Zaliczyłam pierwszy rok studiów i przyszło odprężenie. kiwa usypiając na ławkach w parku. Muszę się sama wyzwolić. Nie ma koloru. skręca cię. Przypominam lisa.. 7 lipca Ludzie w kolejkach walczą o byt. by inne żyło? Kombinujesz. że całe miasto jest naćpane. ale to cię zgubi i wiesz o tym doskonale. zatacza się. Masz pełnoprawny status studenta i. smutek i nowy lęk. jak walczyć ze sobą. Nie mam na to siły. Lato pachnie mleczkiem makowym. który nie wierzy. czy gdzieś wyjadę. 11 lipca Dużo czytani. Może wtedy uwierzę. że można go oswoić. Nadganiam utracony czas. że istnieję. przyszło zbyt duże osłabienie. że możesz sobie pofolgować. Basiu. wydaje ci się. przeraża mnie to.

Pomagam ludziom. jak wszystko będzie okay. Dadzą mi spokój. Nie wolno mi tego utracić. że to już blisko. Ale gdybym. Myślę.. To takie niepojęte. 14 lipca Byłam na przesłuchaniu. to oni mi wtedy.. Przyglądam się umierającym z bliska. że z taką wadą serca nie umarłam przez tamte lata. Wtedy czuję. to dziwne. To formalność. To graniczy z cudem w medycynie. Czy to wszystko ma sens? . Nie będę pamiętała.. To ja wiem. Nie dojrzę ukochanego człowieka. na który tylu zapada wokoło. Czyli mogę studiować i nie będą pytać w uczelni o opinię. To tragiczny teatr życia. poznanie tajemnicy wiecznego snu. Co i dokąd tak mnie gna? Głód psychiczny.rzucić wszystko i wyjechać. gdzie się podziewam i czy nie działam. że szukam miłości. 22 lipca Ta straszliwa chęć . nie muszą straszyć.. przyglądam się śmierci. że ktoś poprowadzi mnie za rękę w pierwszą otchłań i odnajdę światło. Nie wolno mi ponownie oślepnąć.. pustymi oczami lalki.. scena realnej śmierci.Moje oczy nareszcie nabrały blasku i nie są szklaną taflą. nie będę potrafiła go odnaleźć. nie mogę wyjechać. chcą wiedzieć. Giną ludzie i ja na to patrzę. A tak naprawdę. 18 lipca Serce buntuje się przeciwko nadmiarowi niezdrowych emocji. Nie mogłam tak siedzieć w domu. 24 lipca Jeżdżę w pogotowiu ratunkowym jako sanitariuszka.

ale nie chcę takiego życia. choroby i inne nieszczęścia. Nigdy nie chciałam. jakby na tym kończyło się życie.. która nie pije.. Trzeba w tym być. 7 sierpnia W nocy byłam w Bytomiu na oddziale sztucznej nerki. Tutaj nie ma szczęśliwych ludzi. że muszę to zrobić. że wiozę ją TAM. Jestem jedyną osobą w pogotowiu. samobójstwa. brzydziłam się tym jak śmierdzącym gównem. 3 sierpnia Seks ogarnia ciała i dusze ludzi pracujących w pogotowiu. Doskonale ją rozumiałam. Te nocne dyżury. które mają odmienną hierarchię wartości. Możliwe. Wszędzie wchodzi się w jakieś bagno i trzeba jakoś w nim funkcjonować.26 lipca Dziwne jest to życie ludzkie. nie przeklina. Ciągle mi brakuje odwagi do życia lub samobójstwa. Zgony. 4 sierpnia Znowu powracają duszności. nie pali. Forsa była mi potrzebna na narkotyki i głód mnie zmuszał do popełniania przestępstw. Unikam w rozmowach z ludźmi tematu miłości. by nie odejść? 31 lipca Zawoziłam do Lublińca młodą schizofreniczkę i było mi smutno. że wszystko kręci się wokół pieniądza i dupy. wiem. Podobną do mojej teraz. zrywanie się co godzinę do wyjazdu. co było sprzeczne z moją naturą. A układy wśród personelu to dopiero samo życie. Wiozłam . I ona winiła mnie za to. Seks to także dla niektórych nałóg. Poznałam kilka osób na studiach. Są inni ludzie. i tak przez dwanaście godzin.

dwudziestoletniego chłopaka. Na Szczycie wielkie poruszenie ludzkich mas w religijnej ekstazie. Powaliło mnie. który się przyjmie. To była bardzo ważna noc. ale dzieci nie wierzą w takie informacje. nie doszłoby do epidemii. Okazuje się. Zaczęłam wierzyć. a tyle w nim wiary. Działa. wyjaśnia. To niepojęte. tłumaczy. Chyba. ale oszukiwałam i szalałam w zabawach. A teraz nie da się oszukiwać siebie. Jestem jeszcze zagubionym dzieckiem. Ale to nikogo nie interesowało dotąd. przygniotło głazem. choć obcuję z cierpieniem innych. 9 sierpnia W te cudowne noce rozbudzają się wieczne tęsknoty za miłością. przyjacielem. Nie rozumiem swego JA. który jest dializowany trzy razy w tygodniu i wierzy. To wlecze się od dzieciństwa.. Czy modlitwy bywają wysłuchane? 19 sierpnia Muszę znowu iść do lekarza. jakby nic nie było przede mną i poza mną. że istnieje problem narkomanii w Polsce. Jak długo można się dusić? Czuję pustkę. z sercem dzieje się coś niedobrego.. Gdyby nie polityka.. że nie mogą się bawić czy chodzić. Lękam się bliskości. Mnie ograniczono wysiłek. po chorobach reumatycznych. że dostanie przeszczep.. Chłonęłam ją dla siebie. Jest niewolnikiem aparatury. że można. Może posłowie nie mają dzieci? 15 sierpnia Muszę leżeć. . To nie moje dziecko zostało zarażone śmiertelną chorobą. że jestem chora. Wtedy już mówiono mi. Praca mnie uspokaja. A może właśnie dlatego? 13 sierpnia Słyszę często Kotana w „Trójce”.

Tylko nie jestem przygotowana na utratę karate. . Czy jestem normalna? Jestem. jeżeli chcę żyć. Przecież to samobójstwo. jakby Iwona musiała wyrzec się Boga. Rosiek. Czy czeka mnie inna śmierć. To znowu jakoś paranoja. Oszczędny tryb życia itd. Karate dało mi życie. Pomiędzy treningami czytam Fromma. Świata nie da się zmienić. Tak. porzucony przez znudzonych zabawą. Będziemy ćwiczyć nasze serca i ciała dla osiągnięcia pewnego. Naukowo potwierdzone . Rodzice dziecka nie chcieli go odebrać ze szpitala. to znaczy przegrać? To moja wieczna tęsknota. 1. 3 września Treningi są trzy razy dziennie. zrobiono mi ECHO. gdy to utracę? Wyrzec się karate to tak. Który to już w moim życiu? 24 sierpnia Zawiozłam do kliniki dwa noworodki z wrodzonymi wadami i zobaczyłam na oddziale dziecko z wodogłowiem. Pogodzić się. która się spełniła. Otrzymujemy bardzo odżywcze posiłki. Czysty wyczyn. wiem już wszystko. Mam skierowanie do kliniki na badanie. dziecięcy balon. 1 września Pojechałam na badanie do kliniki. Przypominało duży. Dostałam potwierdzenie o obozie karate. Bluźnisz. Życie bez karate. trochę spokoju i karate może mi życie odebrać.20 sierpnia Koniec z karate. To zabrzmiało jak wyrok.bezwzględny zakaz fizycznych wysiłków. Ma czekać tutaj na wiosną śmierć. ale zawsze można zmienić siebie. 28 sierpnia Nie mam siły do pracy. Prosto z kliniki pojechałam na obóz karate do Wisły.

Nasłuchuję świata z głową położoną na torach. tutaj jestem sobą.. Wtedy czuję ciało inaczej. Będziemy wierni naszym ideałom i nigdy nie zapomnimy o cnocie pokory. 6 września Walczę. zastraszonym zwierzątkiem. Przetrzymać siebie. z teraźniejszością pogodzić się trzeba. tutaj nie jestem małym. 5 września Po siłowni bolą mnie wszystkie mięsnie. Tamto stało się niemym krzykiem. 11 września Powrót do Nich. Jeszcze nie czas na wypalanie otwartych ran. Z przymusem życia i ciągnięcia spraw. z nową tęsknota. Serce za tym nie nadąża. Kiedy powraca ból serca. które mogły we mnie nigdy nie zaistnieć. Nie ma cudowniejszej rzeczy od zawładnięcia swoim ciałem. Jak wchłonąć w siebie obce ciało. Żyję z wygaszonymi lampami w ciemnej uliczce. Jeszcze nie czas na analizę przyczyn.. tym silniejszy jest pęd ku zniszczeniu. kiedy szklana kula jest zagrożona żelaznymi kleszczami? . By zobaczyć swoją przyszłość. O siebie? O życie? O inne umieranie? W Dojo udaje mi się zaistnieć. trzeba wyzbyć się zła.. Nadal nakładam nowe szaleństwa na każdą świeżą myśl.niewzruszonego ducha. 2. 7 września Fromm: Im bardziej pęd ku życiu zostaje zablokowany. Dojo oddala się jak sen. Uczę się kopnięć z wyskoku w obrotach. który chce się zatrzymać. nic teraz nie mogę zrobić z przeszłością.

nawet do tych. 24 września Odcinałam powieszonego samobójcę. Nie wytrzymał uzależnienia alkoholowego. Brudna. Patrole MO już mnie nie zatrzymują. Teraz wiem. To już nie jest workowate ciało ćpuna. że teraz można się leczyć. sprawdzić. Całe ciało nabrało innej sprawności. czy nie mam świeżych śladów po wkłuciach. w plamach opadowych.13 września Przetrzymałam obóz i czuję się teraz lekka. śmierdząca. mam pewniejszy krok i nie lękam się każdego zaułka. Narkotyk powoduje drażliwość. nie buntuje się przy zwykłym. być może największym dobrem w życiu. Z tego może być nawet kiedyś kobieta. aby wylegitymować. 18 września Inaczej chodzę po swoim mieście. skórą wygładziła się pod naporem mięśni. Pozwoliła mi przeżyć wakacje. którzy się na mnie złoszczą z niewiadomych przyczyn. Uśmiecham się do obcych ludzi. Mówiłam jej.. jest elastyczne.. Jakie są granice samotności? W wielu wymiarach przeżywania czasu i tęsknoty. ale dlaczego trzeźwi ludzie bywają tak agresywni? 23 września Do pogotowia przyszła młoda ćpunka. Nie słuchała mnie zupełnie owładnięta głodem. Czy dane mi będzie kiedyś zostać matką? Ogromne pytanie i jeszcze większy bezmiar odpowiedzi. Nie nadaję się do tego. chciała wyłudzić relanium. ale dokończę tę pracę. wychudzona. . Cały granatowy. codziennym wędrowaniu. serce znosi większe wysiłki. czym to jest. Nigdy nie modliłam się o zdrowe dziecko.

Może uda się uratować jego duszę. Tysiące nieprzewidzianych eksplozji o różnej sile. ale leżał już odcięty i mogłam go ratować. które trzeba oswajać w różnych konfiguracjach i które zderzają się ze sobą jak nieobliczalne cząstki atomu. Odwieziono go na psychiatrię. wzięcia narkotyku. Nie przypominał nadgniłej śliwki jak tamten umarły. . I powieszenie. potrzeba zniesienia dolegliwości. 2 października Mieszkam z Justyną w tym samym pokoju. że we wszystkim uczestniczę pozornie. i moje ratowanie. Przeżył. na które nie znam odpowiedzi. Jak długo to jeszcze będzie trwać? Wtedy wytwarza się odruch. które są podczas głodu fizycznego. Usiłuję wejść w rytm zajęć. który sam pozostaje szklisty i niemy.26 września W nocy prześladuje mnie widok wisielca. Budzi się we mnie tyle emocji nie znanych wcześniej. Czy wolność to samotność? Czy milczenie to zgoda? Kiedy przemówię? Czy będzie miało to sens? Znowu zadaję pytanie. 14 października Ludzie chcą się ze mną porozumieć. niczym ekran odbijający rzeczywistość. Wydaje mi się. Przeżywam samotność stepowego wilka. Omijając stada zdobywam wiedzę o życiu. Niekiedy odczuwam „bóle fantomowe”. Gdzie jest bariera wytrzymałości psychicznej? W którym śnie wyjdę poza to pragnienie? 27 września Znowu pojechałam do wisielca. a ja tkwię w swojej szklanej kuli jak skazaniec.

Mam już za sobą tyle abstynencji. Los musi połączyć pewnych ludzi. I zaczynasz wędrować od nowa.nie da się żyć ani ustać na żadnej krawędzi. że boję się o tym głośniej pomyśleć. Możesz iść prosto w górę.20 października Justyna opowiedziała mi swoja historię. Czy jestem na dobrej drodze do swojej tożsamości? Za jakąś mgłą. jestem trzeźwa. że nie można ze mną porozmawiać. trzeba kroczyć lub spadać. kiedy będzie trzeba. 29 października Anna czeka na mój list i często o mnie myśli. bo muszę leżeć. Ponad rok trzeźwości. Jak wiele można odbudować. zranisz się boleśnie lecąc w dół. dostrzegam kontury mego JA. I tak do końca życia. Nieustannie odkrywam w sobie coś nowego. Poddała się. wąskie i bez oparcia. by mogli się w sobie odnaleźć i wspierać. Ile można przez taki czas utracić. To czas wielkich pytań i wątpliwości. To tak niewiele. to robić. Czuję swoją siłę i ogromną . mleczną magmą. teraz mogę. nie oglądając się za siebie. Kiedy utracisz równowagę. 24 października Zaczyna się powolne mijanie codzienności. Wróciłam do trenowania i tam nadal odkrywam nowe siły do życia. Są to strome schody do nieba. Gubię się w moim lęku. jeżeli masz jeszcze siły. Nie możesz się zatrzymać . na granicy autyzmu z mojej strony. To tak dużo. Zrozumiałam. 31 października Iwona twierdzi przez telefon. Znowu mam zapalenie pluć. do innego życia. Jest to bardzo trudne. 1 listopada Nie pojechałam na groby.

. Nie ma to jak jesienne odcienie melancholii. Basiu. Czy psychologia jest sensem mego istnienia? Przecież to absurd. Czy jestem odpowiedzialna za oswajanie? 7 listopada Czas dołów i głębin się zbliża. Masz szansę. te bezsenne noce. Ja nie wierzę w siebie. kiedy w ciemnościach na wyciągniecie dłoni dotykam swego lęku. na które polują niezliczone masy dobrych i złych ludzi.słabość. obsesji śmierci. trzeba zaistnieć. Amen. ale masz. 10 listopada Iwona wierzy w człowieka. milczenia i desperacji. wywracania pojęć i wartości. przecież ty szukasz miłości. bo boją się mojego lęku. Rozsypuję się jak zużyty piasek w starej klepsydrze. Desperacji. 15 listopada Trzeba od czegoś zacząć. Baśka. To jakaś paranoja. które na kształt urojeń wypełniają moje życie. Sama czysta forma poezji dołowania. Niepotrzebnie wracam do mojej przeszłości. Nie umiałam się z nią rozliczyć w MONARZE i teraz sama nie potrafię tego udźwignąć. jedną na milion. pasji i rezygnacji. Trzeba odpłynąć od brzegu. 5 listopada Ach. Spadania. Czy jestem człowiekiem? Czuję się jak dzikie zwierzątko. A może za dużo od siebie wymagam? A może za mało od siebie wymagam? Ludzie mnie unikają. To marzenia.

Mój pierwszy pacjent . 26 listopada Od czasu do czasu wypijamy z Justyną lampkę wina lub dwie. Walka przekonań. 23 listopada W Polsce wiele się dzieje i na naszym wydziale również. wybuchnie. Walka o władzę. .dziecko z opóźnionym rozwojem przebywające w żłobku. każda zanurzona w swoim widzeniu świata.coś runie. gdy ma kto pamiętać. Bagno. gdy dołuje. wpędzanie się w głębsze nostalgie za nieznanym i wyczekiwanym. Walka o przetrwanie. Snujemy opowieści lub zgubne wspomnienia. Dlaczego istnieją żłobki? 24 listopada Cała uczelnia strajkuje. klas.. Nie wiem co . Dlaczego dociera do nas więcej w momencie straty? 2 grudnia Chyba stanie się coś... widziałam przemarsz wojsk w Katowicach. 28 listopada Uczę się słuchać drugiego człowieka. jest to strajk okupacyjny. co odeszli. której człowiek nie powinien słuchać.Tylko żywi się liczą. Nie biorę w tym udziału. ideologii. Boję się jakiegokolwiek zamknięcia. tylko pamięć. lecz to jakiś rodzaj masochizmu. Chodzę na treningi i trwam w zawieszeniu. Tym. Słuchamy muzyki. jakaś rewolucja. jak na film nakręcony na innej planecie.. Lecz nadal patrzę na to. to uraz po psychiatryku i więzieniu.

20 grudnia Usiłuję czytać. Pachną pieczone ciasta. tak jakby tamto nie istniało. Już nikt nie da się im nabrać. Mamy zakaz poruszania się z miasta do miasta bez przepustek. Dziwny to czas. ale stale słucham komunikatów o sytuacji w kraju. Dano nam 10 minut na spakowanie. A jednak to ja jestem i od nowa muszę nazwać siebie własnym imieniem. Cenzurę korespondencji. . wprowadzono godzinę milicyjną. Trzymają nas za ręce. Co godzinę ogłaszają komunikaty. Rząd prowadzi wojnę psychologiczną. Wiele osób aresztowano. lecz musieliby ludziom zrobić lobotomię. 15 grudnia Pojechałam do Katowic. Zaczynają strajkować kopalnie. Mamy przymusowe wakacje. Dobrze jest wejść w chwilę obecną. w miejscach odosobnienia. ale coś mi w tym wszystkim nie pasuje. 16 grudnia W kopalni „Wujek” padły pierwsze strzały. bo akademiki zajmuje ZOMO. aresztach i innych instytucjach. 23 grudnia Zbliżają się święta. nawet milicjanci tak do mnie mówili. kiedy już mnie nie bili i przywykli do mego szaleństwa. wszystko na zasadzie zastraszenia. Następuje kolejny okres błędów. którego tak często mnie pozbawiano w szpitalach psychiatrycznych. 13 grudnia Mamy stan wojenny. do akademika. za który płacą zwykli ludzie.4 grudnia Dlaczego dopiero teraz zaczynam wyrzekać się swego imienia? Dźwięk „Basia” jest tak mocno skojarzony z tamtym.

Godzina milicyjna obejmuje także właścicieli psów. To ja zamykam ogrody i czekam. znajome bramy i jeszcze jakaś siła mnie stamtąd odciąga. czy chcę wyjść z mojego świata do rzeczywistości. lepiej iść przed siebie. 2 stycznia 1982 Samotny Sylwester bez pokus. z zerwanymi szansami na samodzielność. A ja buntem się podpieram.” Zwierzę nigdy nie zabija dla przyjemności. który nie jest w stanie pojąć. co tam. punkty kontaktowe. Jestem w sobie. każda część miasta kojarzy mi się z ćpaniem. być dzieckiem milczenia. „Dążyć do poznawania prawdziwego znaczenia drogi. . reszta to fikcja. Nie są w stanie zrozumieć dokonującego się we mnie przewartościowania. Basiu. 12 stycznia Pascal: Ja jest wstrętne. Wycisz się. Zabrano nam godność i prawo do nauki. Cisza obowiązuje od teraz. 8 stycznia Samotne wychodzenie z narkomanii jest absurdem.. kiedy nie staje miłości. zwłaszcza teraz. Uciekam w świąt książek i marzeń.. którzy każdy mój obecny bunt będą interpretować jako pogorszenie zdrowia psychicznego. Sprawy zewnętrzne reguluję. kawiarnie. Odczuwam ze zwielokrotnioną siłą wszelkie pokusy. Mijam znajome miejsca. którą obrałam. zabrano nam wolność. by mój świat nie był zagrożony przez innych. że nie można późno wychodzić.. Chcą nas zniszczyć. gdy muszę stale przebywać w Częstochowie i nie mogę nawet pracować. Ech.Już nie chcę stąd uciekać.. 10 stycznia Nie jestem pewna. Jestem w moim Królestwie z Cezarem. Po co mam zostać psychologiem? W zakłamanej codzienności. w poniżeniu.

Mobilizuję się wtedy i przelewam wszystko na papier. jeszcze przed życiem tak łagodnie nieść w sobie i bez gniewu . całą śmierć. albo zostawia ją w ustach jak ziarnko po pięknym jabłku?. by mocniej nas kontrolować i traktować jak gówniarzy. nie. Wezmą nas w żelazne obręcze. Może nie dorosłam. Poranna kuracja wstrząsowa. ja się odnajdę. którego teraz czytam tom po tomie. To . jak jednego zastrzyku. Wtedy chce się wchłonąć samą siebie. 16 stycznia Jaką zbrodnię popełniłam? Jaka kara mi sądzona? Nie. to nie tak. Wymyślam ludzi i rozmawiam z nimi. chyba że powróciłabym na dno. gdzie pełno nowych straceńców.to niewyrażalne. by tchu brakło. który twardnieje. Rilke: Kto lepi dziecku śmierć z szarego chleba. I pojąć nie mogę jej siły i słabości ludzkiego umysłu. miłości. Dosypiamy razem w walce o poduszkę. Może to pisanie pozwala mi przeżyć siebie na co dzień. Dostojewski zgubił się. Nigdy tak mocno nie pragnęłam przyjaciela. Rano otwiera sobie łapą drzwi i wskakuje na mnie z radosnym wyciem i czuję całe czterdzieści kilo. kochanka.Usiłuję zrozumieć koncepcję psychologii poznawczej i chcę doszukać się w tym człowieka. lecz to: śmierć.. 19 stycznia Akademie Medyczne rozpoczęły zajęcia. W tej rzeczywistości. 21 stycznia Zaostrzono regulamin studiów. 15 stycznia Napad dręczonego sumienia. Cezar rozkosznie mnie budzi.. Wtedy mniej się spalam w wyczekiwaniu kolejnych zdarzeń i udaje mi się zapomnieć o morfinie. Nie istnieję dla nikogo w tym mieście. i chcę przetrzymać siebie na „wygnaniu” ze studiów. Morderców poznać nietrudno. Przemawia do mnie Dostojewski.

I szybciej umierają. nawet w całkowite zgubienie. Nadal rozkapryszona. 30 stycznia Duszność minęła i znów jestem człowiekiem. Nadal czekam. a potrafi omotać muchę. Nie dam się tobie utulić dzisiaj. Wiem. że są śmiertelni. obojętność i brak bezpieczeństwa. Dom jest bardzo ważny. Teraz moja kolej. Chyba niewiele istnień ludzkich dopełnia się do końca. gniewna. Trzeba żyć ze sobą w zgodzie. Takiemu domowi nie można zaufać. Moja wiara przedłużyła sprawy oczywiste. którzy zbyt wcześnie szarżowali w ciemność. którzy nie chcieli wierzyć. Ta nić zerwie się delikatnie. Tylu ludzi w tych zwariowanych czasach nie ma domu. które staje się nowym wrogiem. z większym głodem i potrzebujących błyskawicznej pomocy.nowa generacja ćpunów heroinowych. . niekiedy pełna wrogości do tego najlepszego ze światów. a to kolejny podstęp mojej duszy. Dlatego tak łatwo z niego uciec. chociaż czasu nie stanie. ale poczekaj jeszcze trochę. 28 stycznia Wieczorami oswajam coraz to nowego zwierza w sobie. gdzie króluje osamotnienie. by wygrać z chorobą. 24 stycznia Czasami idę na spacer. zaglądam do księgarń. Dławi mnie serce. jak pajęczyna małego pająka. a nie rybą wyrzuconą na brzeg przez złośliwy ocean. Wyruszam na niebiańskie zawody. a jedynie zimne ściany. że wiem. a może to w gwiazdach zapisane. że jesteś na wyciągnięcie ręki i czekasz w rogu pokoju. Co za brak równowagi emocjonalnej! Wydaje mi się. odwiedzam klasztor na Jasnej Górze i uciekam do domu. Spotkam tam wielu. czego mnie nie udało się zrobić z inną żywą istotą na tej ziemi.

5 lutego Nareszcie. chociaż zabiera zdrowie. Wszyscy jakby jeszcze na coś czekali. pokradli trochę różnych rzeczy. Żadnych praw. To takie proste . są bardziej rozdrażnieni. Różni ludzie mówią różne rzeczy w środkach masowego przekazu. ale inaczej nie potrafię. Czasami wszystko wydaje się do przetrzymania. Ludzie nie rozumieją. nie umiem się wyzwolić z wiecznego lęku. Tylko na co? Co można tutaj zmienić? 21 lutego Znowu trenuję i to mnie trzyma przy życiu. Ludzie trochę się zmienili. kocham . dlaczego nie tańczę. 7 lutego Przyjechałam do akademika. 9 lutego Nie uda im się nas zastraszyć. Każdy student dostał specjalną przepustkę i przez dwie godziny opowiadano nam o naszych obowiązkach. Justyna przywiozła szampana i zrobiłyśmy sobie powitanie. Może już tak ma być.ja nie tańczę. Mimo wszystko nie umiem tego nazwać powrotem do prawdziwego życia. mimo że mam dwadzieścia dwa lata. Zaczynamy 8 lutego zajęcia na uczelni. Milicjanci zostawili bałagan. Bezczynność jest zgubą. Olśnienie na miarę kosmicznego odkrycia . a niekiedy świat rozbija się o drobne sprawy. Byłam na proszonej zabawie.3 lutego Ponownie śniłam swoje zwłoki w rozkładzie. Trzeba się przygotować do zwiększonej obrony przed nimi. absurd na każdym zakręcie.kocham mój dom. Nawet wykładowcy wybuchają. napięci.

składając lekki ukłon. nie zabieraj mi tego. że boję się wysokości. 23 lutego Cały dzień nad książkami i końca nie widać. nie pocałował w rękę.rodziców. 8 marca Nikt dzisiaj nie wręczył mi kwiatów.. o to im chyba chodzi. Nie ma skali porównawczej. po każdym treningu nasilają się objawy niewydolności krążeniowo . Mimo to dobrze. ale nie mam. wędrująca gwiazda. . 6 marca Być spadającą gwiazdą w czyichś marzeniach i spełniać każde życzenie. który zagląda do karmnika w śnieżny poranek. O Panie Boże. nie objął ramieniem. Działamy jak półautomaty. Gdybym miała zdrowe serce. Zapłacę kiedyś za to. Chyba zaczynam żyć w innej epoce.oddechowej. bo trwałam w innej czasoprzestrzeni. która nie spada w marzeniach z tajemnym życzeniem. wcześniej nie miałam takich pragnień. Oszukuję lekarza. Po walkach jestem poobijana. że tamtego nie ma. 7 marca Jestem jak ptak. Dalej trenuje i udaję.. Ale nie uda im się. nie wyszeptał marzeń. jeszcze nie teraz. nie przytulił. 25 lutego To proste połączenie. Zatopiłam się na dnie oceanu. Na Boga. lecz teraz jest coraz trudniej i trzeba zmarnować osiemdziesiąt procent czasu na zdobycie niezbędnych do życia rzeczy. jak było przed rokiem 1980.

że wszyscy olewali leczenie. kiedy musiał zaczynać co tydzień wszystko od nowa: w każdy poniedziałek. nieprzespanych nocy i śniętych dni. zagubienia. Jestem wyczerpana szarpaniną i codziennością. wierząc od nowa w nasze kłamliwe obietnice. a to potajemna walka o przetrwanie tego wszystkiego. Zaliczamy coś. przysięgi. te wszystkie śmierci. Wydaje mi się. albo w nicość. I on się zbierał i zaczynał dokładnie wszystko od początku. tylko za minutę myśli już całkiem coś innego. 9 kwietnia Tak dawno nie pisałam. co mówi. czego niby się uczymy. że to był ostami raz. Ćpun wierzy w to.15 marca Uciekam przed siebie: albo w tłum. Kto jest w stanie udźwignąć takie życie. kiedy wracał po niedzieli na oddział i wiedział. zaćpali albo uciekli. że znowu jestem w domu obłąkanych. W pół jawie. że znikam jak kawałki roztopionego metalu. porażki. 4 kwietnia Rozmawiałam z Kotanem przez telefon. przyrzeczenia. Bronię się w tajemnych sekundach. Pożyczam od Boga dni. I słyszę nowe wycia w akademiku i wiem. . co przypominają dewiacyjne zarządzenia. bo osaczało go pragnienie narkotyku. I tak mijały miesiące i lata. Dziennik ochładza mnie z wielu namiętności. Kiedy przerywam. że całe moje życie to czek bez pokrycia. że nie tylko mnie ogarnia szaleństwo. które wszystko niweczy. 17 kwietnia Uczę się do dwóch idiotycznych egzaminów. zaklinania. Myśmy nie kłamali. albo w las. odliczanych przez skradzione zegary. wtedy czuję. Teraz dopiero zrozumiałam jego siłę. w pół śnie wydaje mi się.

od razu zaczynamy następny semestr. Ogarnia mnie wielka tęsknota za życiem. 27 kwietnia Tym razem straszą pochodem pierwszomajowym. Chce się wędrować po łąkach z kimś za rękę. 8 maja Tamto powraca i nie da się oszukać. ale prawie wszystko w naszej rzeczywistości okazuje się skandalem. Nie będzie oddechu. ogrzewa ciało. w przepaść. w siebie. Słyszę. Nie pojmuję moralności świata. Miotam się jak źdźbło trawy na spalonej łące. Walcząc jestem bardzo łagodna i nie odczuwam żadnej agresji. staję się całością. Bronię się jak roślinka na skalistym brzegu przed wiatrem. Nie potrafię tak po prostu porozmawiać o niczym z drugim człowiekiem. 5 maja Na treningach zatapiam się w ciszę. Oddycham przegapioną wiosną. inaczej nie potrafią z nami rozmawiać. Jestem wtedy bardzo namacalna. Na uczelni tylko nas straszą. bo innego wyboru teraz nie ma. tańcem słońca i wolnym wiatrem. który wygina ją w jedną stronę. miłością. Ten spokój towarzyszy mi jeszcze długo i oswajam go w sobie jak rozkwitający kwiat. . I sensu w tym nie widzę. Zdołam to wszystko. czuję się wtedy znudzona jak uśpiony lew w klatce. jak serce pompuje krew.24 kwietnia. siebie i czasu. Tam wstępują we mnie nie znane siły. 10 maja Nadal jest niespokojnie w kraju. To na pewno nie jest studiowanie.

Wybierz w końcu.Istnienie . którzy jeszcze ratują szaleńców z takim samym uporem. Nie wypłynę. Szkoda czasu i poświecenia innych dla ciebie. która przyniosła mi ubranie. Iwona odeszła. zawieziono mnie do kliniki i już nikt się tam nie dziwił. z jakim ja odchodzę. którego nie potrafię do niczego dopasować i błądzimy razem z tym zwiększonym ciężarem po ślepych uliczkach. 24 maja Po szaleństwach jednej nocy padłam na polu walki.. Rano odłączyłam się od kroplówki i uciekłam przy pomocy Justyny. jak ściany szepczą nocami. kiedy nie stanie człowieka we mnie ani żadnej innej siły. Jeszcze nie jestem gotowa. inni są obok. ratuj mnie.czym ono jest? Tyle razy umierałam i nie chcieli mnie nawet TAM... Jestem przedziurawioną łodzią podwodną. przez młodych lekarzy. Ileż w jednej klatce trzeba pomieścić światów urojonych.. która powstrzymałaby pęd ku zagładzie. 26 maja Basiu. Czasami szukam pomocy u nie znanych ludzi. 25 maja Zataczam się po świecie odratowana. zastanów się. wizji i samotnych marzeń. Za mało wiem. jakbym Bogu nie była potrzebna. że trzeba od nowa mnie ratować.. 18 maja Czy można mnie oswoić? Justyna trwa ze mną. Słyszę. wycinek czasu. co naprawdę chcesz uczynić. odkrywając przed nimi cząstkę mego życiorysu. nie wiem po co. i kiedy gna mnie do śmierci.. 22 maja Boże. . Dzięki wam za to.

Moja rodzina ma we krwi samotne przeżywanie świata. Z pokorą wobec życia wchodź w życie. a zwyciężysz. przeszywany ciągłą świadomością bólu. Piszę codzienne umieranie i podnoszenie się jak zakazaną modlitwę. Ustąp. W jakim punkcie czasoprzestrzeni jest moje Królestwo? 3 lipca Zdałam egzaminy i zaliczyłam drugi rok studiów. 30 maja Usiłuję ustać na nogach po ostatnim umieraniu.nie potrafię się powstrzymać. które ulatują. Ludzie omijają moje obłąkanie. 18 czerwca Kręcimy się wokoło. po czternastu latach tej pierwszej. Wcześniej cały kosmos samotności. rozpala na drobne iskierki. by tak nie bolało. Rozprasza. Jak długo potrwa . Przytulić się. Odśpiewano mi sto lat na zajęciach z metodologii. Basiu. Przekreślić tomy dzienników. 25 czerwca Skończyłam dwadzieścia trzy lata. Co wtedy? Dokąd jeszcze można odejść? Już tylko TAM. 19 lipca Przez siedem lat karmiłam moje ciało i krew jadem. Czas. Drugi rok innej samotności. Po siedmiu latach tamtej. Milczenie zamyka mnie tajemnym kluczem. wydaje się stracony.

Usiłuję ochłonąć po tym. zaćpałam. Powstaje codziennie we mnie coś nowego. i zrywam się do nowych poszukiwań jak fala bijąca o brzeg. Lady Łazarz. Moje dłonie zadawały śmiercionośne ciosy. Robię krok do przodu. chociaż bardzo tego pragnęli. Nie udało się im nami zawładnąć. Jestem jak wiecznie niespokojne morze. 8 sierpnia Stało się. SIEBIE WYBRAĆ. przyglądam się zdumiona jej absurdom. . Nie byłam w stanie opanować żądzy głodu.. który wysysał mnie. gdy działanie narkotyku zaczęło słabnąć. pełnego niedosytu dla widza z zewnątrz. Powróciły koszmary. 3 sierpnia Walczy we mnie tyle postaci. Nie odpisuje na listy. oddala się z nowym podmuchem wiatru. Nie rozmawiam z otaczającymi mnie ludźmi. Co się wczoraj wydarzyło? Wystarczył impuls kodowany latami przez mózg na przyswajanie przyjemności i tęsknoty. Dlaczego inni popełniają samobójstwa? Tak. nie odbieram telefonów.. żadna siła nas nie powstrzyma. a nie potrafią przytulać. Teraz już nic mnie nie powstrzyma. 9 sierpnia Przegrałam. co się ostatnio wydarzyło na uczelni. kiedy nadchodzi czas umierania.odtruwanie? Muszę dokonać wyboru i wybrać siebie. Dopiero gdy mnie dotyka bezpośrednio. 22 lipca Poznaję poezję Sylwii Plath. Odczuwam inaczej przemijanie czasu. czuję że wolność wewnętrzna jest na wyciągniecie ręki. Kiedy jestem spokojna. 5 sierpnia Zupełnie zapominam o polskiej rzeczywistości.

oszukiwałam siebie naiwnie wierząc. Oni szukają mego towarzystwa. Szukam w rozpaczy. Życie staje się rozpaczą. czekanie na czekanie. kiedy odnajduję w każdym ukłuciu w żyle ból realny. pisać.10 sierpnia Jestem zawieszona w innej próżni. inaczej już się nie da. Męczy mnie przemijanie. 11 sierpnia Nie potrafię się powstrzymać. całe dwa lata. 12 sierpnia Modlę się. 24 sierpnia Jestem taka rozsypana. Powróciłam w nowe układy ćpalnicze. Po co szukam. że wyjdę z tego i to sama. . bezsilność. marzycielko z samotnych chmur. To mnie wchłania niczym gąbka. Nie umiem czytać. że bez względu na długość abstynencji powraca się. Nie potrafię cieszyć się. jestem potwierdzeniem jego koncepcji. bo otacza mnie mit przeszłości i jeszcze niezbyt mocno śmierdzę trupem. To prawdziwa bezczelność z mojej strony chodzić w kawałkach po ziemi i ciągle odwracać się dupą do świata. nie nasączymy jej zdrową miłością. Biorę codziennie. złość. Obezwładnił mnie nałóg. że to aż nieprzyzwoite. W nasyceniu mam ochotę wyrzygać się na siebie. Wszystko stało się udręką. Nie wiem co i do jakiego Boga. Cały czas. Uśmiecha się triumfalnie. Żegnaj Basiu. Kupuję heroinę od stałego dostawcy. Bohatersko i bezboleśnie. Nie znam młodych i nie chcę ich poznać. jeżeli nie wypełnimy pustki w sobie. 18 sierpnia Żal. kiedy nadejdzie głód i wciąga w topiel.

zastygam jak przerażone zwierzę. chaos cię zjada. zadać ból.. Czytam Biesy Dostojewskiego. 2 września Uciekam z miasta nad morze. wypalić się do końca. Mózg mi się zaciera i nie czuję świata. Jeszcze. Kiedy zbliża się do mnie człowiek. Jestem na małych dawkach. . Wypłynąć tam daleko po dobrą śmierć. którą zostawiłam. A wieczorem czuję. Leczę żyły. ale mnie to już nie dotyczy. serce. A więc istnieje inna psychiatria. ale w tobie. puszczono gazy łzawiące. Siedziałam na plaży wpatrzona w otchłań i czułam nowy spokój.28 sierpnia Schemat odżył bardzo szybko. zaćpać. nieruchomieję. powiesić się. Mogę zapić. i tak dalej. wypełnić słoną wodą i zamilknąć. miażdżąc ostatecznie. Czuję. 30 sierpnia Baśka.. Wystawiam kolce. 31 sierpnia Dokładam sobie. co właśnie tracę. W Polsce coś się dzieje. Totalny płacz w Częstochowie. lepszą od tej. że jutro będę potrzebować więcej i więcej. że umieram. zgnoić się lub wypłynąć z nicości. przecież to nie na zewnątrz się kłębi. umartwiam się odkrywając mistrza Kępińskiego. pokazuję kły lub uciekam. Jakbym miała siebie przed sobą w bezpiecznej odległości. W nocy jakiś siłacz wciska mnie do olbrzymiej strzykawki i zabija tłokiem. Rano ładuję herę w kanał. wątrobę. dać się wchłonąć. 4 września Uratować się? W głębinie morza? I ono wyrzuca padlinę na brzeg. To jest to.

milczący przyjacielu. prawie nie ma ludzi i cisza morska działa na mnie jak balsam. JESTEŚ! Nadal nie wiem. 12 września Ogarnęła mnie wieczna tęsknota za domem. marzenia. połykam słońce i roztańczonymi liśćmi przykrywam nasze łoże.. jak bije i komu? Jak wygląda powolne konanie. spraw. Wylatuje ze mnie nieznany ptak. trochę błękitu i odrobina zieleni przy brzegu. . gdzie są moje granice. zwiotczałe ciało. szalejące serce.mleczna poświata nad morzem. Jakie były oczy Filipa? Jak brzmiał złowieszczy głos Alfy? A senny uśmiech Igi? Nie pamiętam. Oddycham południowym wiatrem. Słonce jak duża pomarańczowa piłka topi się w tajemniczym blasku.. w których się mieszczę. które jak senne mary przewijały się przez moje życie. Jak wygląda moja naćpana twarz. tylu twarzy. Spakowałam plecak. Wydaje mi się. 10 września Jesień drażni odcieniami. Ech. dławienie ile w bezdechu.6 września Nie pamiętam tylu rzeczy. Niczego nie pamiętam. Morze. zabijanie każdej energii? 9 września Poranny trening na plaży. W snach budzę się w twoich ramionach. 11 września Codzienne zaskoczenie . skręcanie ciała na głodzie. chociaż to jeszcze lato. że moje żyły są wypchnięte na zewnątrz.

Topię się w morfinie. a on ściga mnie po łąkach i polach. takie wieści teraz rozchodzą się szybciej. i w pokojach innych umarłych. nie mogłam już ćpać w Częstochowie. szukamy ujścia do krainy wolności i trzeba pogodzić się z własną niedoskonałością. Trzeba będzie dołączyć do produkcji. gdy robię sobie zastrzyk. Snuję się po Starym Mieście i szukam cieni. 17 września Nic nie da się uratować. że jestem śmiertelna? Jakiś lęk zatoczył się nad zmysłami jak pijany i oczywiste stało się obcowanie ze śmiercią. i blisko. że to przeżyję.Wieczorem w Częstochowie byłam zaćpana. zgadzam się na to i łudzę. 13 września Kiedy uwierzyłam. 19 września W środku zapaliły się wszystkie czerwone lampki. Za każdym razem. Wystarczy jeden niewielki ruch i będę wchłonięta. 20 września Pojechałam do Warszawy. Dwie stówy za cent kompotu. ciało przy ciele. Topię się we własnej nieświadomości. Tutaj nikt niczemu się nie dziwi. Siedzę na brzegu wielkiego dołu i przebieram nad nim nogami. heroinie. ale i to nie jest w stanie mnie odstraszyć. Pytam o tyle rzeczy. Odnowiłam stary kontakt. Ty wstrętna ćpunko! OHYDA! 18 września Ćpam. Milicja mogła mnie w końcu namierzyć. . Jak rozbity okręt na oszalałym morzu.

a teraz mnie nie ma. Chcę odbudować to. że jesteś kimś innym niż ten. 24 września To tak jakbym była. czym byłam. Nie było mnie. że weszłam do interesu. Złapał oddech i oddałam go w ręce lekarza. Stachura: Pomóż sobie. Bądź w swoim świecie. bo się rozeszło. Już hieny na mnie polują. To było ostatnie ostrzeżenie od życia lub Boga. bo tylko jedynie wtedy pomożesz sobie w tym sensie. nie uciekaj od siebie. bo tylko tak możesz siebie poznać. Ile mnie będzie kosztowało ponowne wyciszenie się. Wezwałam pogotowie. 26 września Jestem roztrzęsiona smakiem narkotyku. a może odwrotnie. tylko jedynie wtedy będziesz zarazem w stanie móc pomóc innym ludziom. Trzeba stąd odejść na trochę. co utraciłam. bądź naprawdę sobą. Tym razem jeszcze z tego wyjdzie. wybacz. jeden odruch niechęci teraz i utraciliby mnie. Bladosina twarz w obliczu śmierci. a teraz jestem. nie oszukuj się. konający ćpunie. że wszystko jest okay. Jestem. nie udawaj przed sobą i przed innymi. Są bardzo mądrzy. Nie wychodzę z domu. bo zrozumiałam. że będziesz w stanie nie potrzebować pomocy. 23 września To było mi potrzebne. Przydała się praktyka z pogotowia. Milczę. Rodzice nadal mi ufają lub udają. uratowanie siebie? By nie płakać nad sobą. KONIEC. bo żaden inny dla ciebie nie istnieje. aż zapomną. lecz pomogłeś mi swoim umieraniem. i teraz ćpuny nie dadzą mi przez pewien czas spokoju. a sama robiłam mu sztuczne oddychanie. wyostrzone rysy. Wróciłam do domu. a tak znowu mamy szansę. którym jesteś. nie . Jestem blada i wychudzona.22 września Na chacie umierał chłopak. Bądź sobą. Z ćpaniem oczywiście.

na czym polega wycie w akademiku. Jestem chora.czerwone szampany i hymn odśpiewany pod prysznicem. Justyna również. Nocne zmagania z obłędem. zmienia kształt? Iluzje. Boję się swego cienia. 2 października Odnowiłam w sobie wieczną tęsknotę i ponownie nie potrafię poruszać się po mieście bez lęku... Mogę tego dokonać. 30 września Powróciłam na uczelnię i cieszę się z każdego drobiazgu. że mogła mnie już nigdy nie zobaczyć. bo nie zostanę zniewolona przez czas. Nadal mieszkam z Justyną i tak jest dobrze. wiem o tym. 6 października Dużo zajęć w tym roku. Rano nie wstałam na angielski.rozczulać się. potęgowanie lęku. Ale mogę wyciszyć objawy. 12 października Zrobiliśmy sobie powitalne przyjęcie. ale tak lepiej. Znowu zdradziłam siebie. i nie powiem jej tego. zwielokrotnienie wyobraźni. Znowu nikt nie zna tej tajemnicy. Zaczynam rozumieć. bo ta tajemnica należy do Przeszłości. Dlaczego wszystko nasila się z narastaniem zmroku? Wyolbrzymia. zmuszając serce do pracy w takim tempie i z takim obciążeniem? 8 października Niech mi się nie zdaje. Będzie to praca Tytana. . lecz czy inną wykonuję na treningach. Mogłam to przekreślić jednym strzałem w jedne wakacje. biało . tylko stanąć przed lustrem codziennie i twardo na siebie spojrzeć. Nawet nie wie. że studentka trzeciego roku psychologii to jest już coś. nie rozdzierać jak przegniła szmata.

całe moje jestestwo. To. 28 października Oczyszczam się od nowa. Przenoszę jakieś perfidne uczucia. by nie odwieziono do psychiatryka. kiedy nad rzeką polujemy na zające. Niekiedy w nocy krzykiem budzę wystraszoną Justynę. uwalniam z niewoli. rozpada i nie można pozbierać kawałków. ale wyciszam się z moim Małym Przyjacielem. 19 października Zaczęły się wykłady z psychiatrii. Jest to ryzykowne. . że znowu piszę tylko krótki scenariusz do jednoaktówki i koniec nastąpi szybko. Tamto jeszcze jest we mnie. co się wiedziało wcześniej. Przemykam się. kiedy niczego nie można być pewnym. że prześladuje mnie przeszłe lato i nie mam nic do opowiadania . Uśmiecham się jednak częściej do ludzi. by nie zauważyli. Następnego dnia trzeba wstać z łóżka jako względna całość i funkcjonować. To wszystko wali się. Czy jest możliwe zapomnienie o tej tęsknocie? Sama wychodzę na zajęcia i sama powracam. dreptanie z zajęć na zajęcia. jak ktoś poszukiwany listami gończymi. Przyzwyczaiłam się do samotnego wędrowania po miastach bez trzymania za rękę jakiejś bliskiej osoby (czytaj: zwariowanego faceta.15 października Codzienne wędrowanie. kruszy się. Po trzech susach jesteśmy wykiwani. Jesteśmy z Justyną w różnych grupach. Każdy weekend spędzam w domu. i po co. 27 października Przychodzi taki czas w życiu. nie przykryte zdrowymi myślami. który wyzna mi miłość z zaskoczenia). wydaje się błędne lub niezrozumiałe.jak było tu i ówdzie. Mam uczucie. i z kim. bycie.

kiedy pokocham. Nie. to sen. że w długą noc . jeżeli oczekujemy jakiejś rzeczy niezwykłej. Mój jeszcze się oddalił.1 listopada Rodzinne spotkanie przy grobach. 6 listopada Budzą się we mnie nowe tęsknoty. lub z Cezarem. zamiast swobodniej łapać oddech. Oczekuję spełnienia tego życia. Słyszę głosy? Widzę upiory? Ciało rozrasta się do monstrualnych rozmiarów? Wydaje mi się. 3 listopada Wróciłam na treningi. Anna pisze. którą ty ujrzałeś? I dokąd to cię zaprowadziło? Mamy z Cezarem nasze Wzgórze Nadziei i zawsze tam wypowiadam swoje marzenia. który się sprawdzał. wtedy. widocznie tam nie zapisano końca tego losu. czy dane mi będzie ujrzeć całą jaskrawość. kiedy już będę mogła spojrzeć na siebie bez lęku. na granicy łez i w orbicie głodowych klęsk. które nieustannie wyrywa się śmierci. lub z Nieistniejącym? Coś niedobrego dzieje się z moim mózgiem. Zapaliłam dla niej świeczkę na nieznanym grobie. Nie byłam na grobie Marzeny. Może kiedyś to wszystko opiszę. dokonującej się tylko w nas. już czas. Mój pies także nie ma poczucia bezpieczeństwa w grupie ludzi. Oj. Sted. 9 listopada Dlaczego nadal rozmawiam tylko ze sobą lub z Małym Księciem. że niszczą mnie przeciwieństwa. Czym zastąpię pragnienie narkotyku? Réné Char: Trzeba umieścić się na zewnątrz siebie.

Wbijam w dłonie paznokcie. przybywa w porę jak wiemy przyjaciel i trwa. szczerzy zęby. ale nie przypominają chomików z dzieciństwa. 18 listopada Wymykają mi się ważne sprawy w kontaktach z ludźmi. by coś w sobie zmienić. lecz z pierwszym deszczem przemieniające się w głęboką toń. lecz mam jeszcze trochę czasu. Znowu musimy uczyć się czegoś. strzykawki i igły. Czasem jednak wierzę w to. Głównym problemem jest lęk przed ludźmi. Nagle świat okazał się walcem z przyssawkami. niebezpieczną nawet dla dobrego pływaka. co w moim przypadku psychologa . by nie dać się sobie. Wszystkie duże i małe przedmioty wydłużają się w kształt ampułki. Trzeba zatrzymać się nad sobą. Jak zaufać ludziom? 23 listopada Przyszedł czas melancholii. 13 listopada Choruję i wypoczywam w domu. I te pełzające stwory wzdłuż łóżka. lecz fizyczny ból nie daje ukojenia. i wielu innych bezsensów. co nie przypomina psychologii. wbija okrutnymi .. Nie chcę nic mówić. Ona nigdy nie zawiedzie. I muszę krążyć z tą bańką w sobie jak z niebezpiecznym ładunkiem wybuchowym. kiedy jedna rozszczepia się na tysiące światów. co robię.jest kolejnym absurdem. Rozmawiałyśmy cały dzień w akademiku. pochylić.. bo jak udźwignąć aż dwie. I nadal traktują nas jak potencjalnych przestępców. niczym z siostrą syjamską zrośnięta dłońmi lub stopami i dławię się. 20 listopada Odwiedziła mnie w Katowicach Anna. Myśl o narkotyku wypełnia mnie niczym wysychające jezioro. wypalone podczas suszy.leżę obok siebie. zniewala duszę.

podszeptami w myśli obrzydzenie do życia i do siebie. Nie docierają do mnie śmierci, które nie powinny zaistnieć. Nie przyjmuję do wiadomości kolejnych zgonów ludzi z dawnego orbitowania wokół planety Narkomana. Znaleziono cię z igłą w tętnicy szyjnej, najbardziej błogosławionej w tej śmierci; znaleziono cię w piwnicy, w zamarzniętej kałuży z błotem na twarzy. Finis coronat opus. A byłeś takim ładnym chłopcem, zanim stoczył cię heroinowy rak. 29 listopada Justyna chyba będzie wychodzić za mąż. Ma dwadzieścia jeden lat. Zawsze mnie zadziwiał ten przeskok w dorosłe życie. Może dlatego, że tak niewiele o tym wiem. Skąd mam wiedzieć? A jednak spokojniejsze są moje kontakty z ludźmi. Chyba jestem z nimi bliżej związana, czego nie było wcześniej. Czuję to jakimi nowym zmysłem. Między mną a Iwoną wyrosła ściana. Zagubiłyśmy się w porozumiewaniu na początku i teraz nie możemy się odnaleźć. Należymy do innych czasoprzestrzeni. 1 grudnia Powraca uczucie przemęczenia. Podsypiam w autobusach, jestem ospała po treningach. Ale nareszcie chce mi się uczyć, chodzić na zajęcia, być z ludźmi. Odkrywam w sobie nowy stan istnienia w rzeczywistości, którą przeżywam na co dzień. 4 grudnia Moje imieniny. Nie da się ukryć, zapisane we wszystkich kalendarzach świata. Jestem szalona - pragnę miłości i snów. To ja, Barbara Rosiek, umarłam za życia i, o ironio losu, muszę codziennie przyglądać się innym umarłym. A jednak kocham innego szaleńca - kiedy trzymamy się za ręce, świat wiruje i wyrzuca nas na orbitę okołoziemską. W ciemnościach szukamy naszych gwiazd.

Są zagubione, lecz świecą blaskiem tak cudownym, że zaczynam od nowa kochać życie. 7 grudnia Zbliża się czas zimowy, rocznicowy i nieco niespokojny. Ludzie tak wielką wagę przywiązują do wszelkich dat, pozwalają odnaleźć się świadomości w świecie. Czuję, jak przyrasta do mnie język psychologii, nakłada się na język poezji i na ten codzienny. Kiedy jesteśmy w swoim gronie, to poznaje się od razu, z kim mamy do czynienia. Nie mam już tęsknot, tylko deprawacje potrzeb emocjonalnych itd. Ale nie dam się zwariować. Na co dzieli jestem sobą, tak chcę. 8 grudnia Pan od polityki z uśmiechem psychopaty udowadnia nam na wykładach, że jesteśmy niczym razem z naszą psychologią, i ma poniekąd racje. Lecz on także jest niczym ze swoją zawiścią do świata. Nikt nie wie, gdzie są granice prawdy i fantazji. 14 grudnia Réné Char: Stworzyć wiersz, to wziąć w posiadanie weselną t a m t ą s t r o n ę , obecną w tym życiu i ściśle z nim związana, w sąsiedztwie jednak urn śmierci. Czy można się nauczyć poezji? Nie, to trzeba czuć od początku do końca w sobie. 18 grudnia Moja samotność to ja. Niczego nie trzeba tutaj zmieniać. Nie można tego ruszać i zniszczyć. Ludzie zarzucają mi powściągliwość, a ja nigdy nie potrafiłam się otworzyć, nawet w MONARZE tego nie dokonałam. Mnie trzeba oswajać latami przyjaźni lub szaleńczym opętaniem.

24 grudnia Ubrałam choinkę, symbol szczęścia i spokoju, a za kilka dni uschnie. Wszystko jest fatamorganą. WSZYSTKO JEST MOŻLIWE. WSZYSTKO JEST BEZ SENSU. Życie nam dane jest sensem samo w sobie. Żyć, by czuć bicie swego serca i bicie serca drugiej osoby. Radość między cierpieniami. 31 grudnia/1 stycznia 1983 roku Witaj nowy smutku. Co tym razem mi przyniesiesz? Jaki los ja sobie zgotuję? Wieczne poszukiwanie prawdy, której być może nie ma, lęk słów, samotność zwiędłego liścia pod rozłożystym drzewem. 7 stycznia Urodziny Marzeny. Żyję, jakby tamto nie istniało, a przecież to nieprawda. Basia to JA. Człowiek jest dziwną istotą. Tworem nędznym i wielkim. Zdolnym do największych poświęceń i do ostatecznego upodlenia. W którym miejscu jestem ja? 16 stycznia Czuję, że uczę się niewłaściwych rzeczy i jestem skazana na samotne poszukiwania. To dobrze, ale czy nie będę błądzić zbyt długo? Ponownie rozmawiam z nocą. Coś się dzieje w mojej głowie, czego nie potrafię nazwać ani opowiedzieć. Może i tak się zdarzyć w moim życiu, że zrozumiem, i odzyskam spokój. 21 stycznia Uczę się do egzaminów. Cezar ziewa, gdy mu wyjaśniam, na czym polega

rozwój osobowości. To pies z charakterem. Akceptacja drugiego człowieka, akceptacja siebie. 6 lutego Przyjechałam do Sopotu. Musiałam wyjechać, uciec daleko od smogu śląskiego. Mieszkam w pustym hotelu koło Opery Leśnej. Morze w zimie wygląda groźniej. Zmarznięte ptaki na molo czekają na pożywienie. Mewy, łabędzie, dzikie kaczki, rybitwy domagają się moich bułek. Wzdrygam się na widok potężnego dzioba mewy i jej przenikliwych oczu. Oswajanie drapieżnika... Jednak są takie sytuacje w życiu, że można tego dokonać. Trzeba być tylko wiecznie nienasyconym. 7 lutego Mam cudowne poczucie wolności i nieważności czasu. Za długo trwam w tym buncie. Trzeba się otworzyć jak stare pudło z zabawkami i zrobić trochę porządku. Łabędzie mają przy sobie swoje brzydkie kaczątka. Są wierne. Po utracie współtowarzysza całe życie pozostają samotne. Cisza jest we mnie i nie jest moim szaleństwem. 8 lutego Tęsknota za tym, co zostawiłam, to tęsknota za życiem. Boję się swego płaczu. Nie wolno mi było płakać wcześniej. Morze - powierzam ci moją tajemnicę. Brakuje mi miłości... 17 lutego Czarny golf, włosy ścięte na zapałkę. Jaka to maska, jaki smutek jej towarzyszy? Przetransformowanie okaleczeń. Nowy rodzaj autoagresji. Nowy rodzaj bytu. Zabijamy samych siebie, by nie ranić innych.

20 lutego Polubiłam swego świra. Powroty i pożegnania. Dobrze jest mieć do kogo wracać. Dobrze jest mieć DOM. Marzena utraciła wszystko, zanim straciła życie, zanim utraciła to, co pozwala umierać spokojniej. Wiarę. 27 lutego Chcę gdzieś biec. Jechać, zatrzymać się na chwile. Zatopić się w ciszy świeżego lasu. Konno pogalopować przez zaspy. To takie prosto i takie odległe. Żyje teraz we względnym spokoju. Kiedyś każdy dzień był zapisem niesamowitych wydarzeń, których nie byłam w stanie objąć, teraz czuję się tak, jakbym była w spokojnej przystani, w bezpiecznej zatoce. Może uda mi się zarzucić kotwicę na stałe. 1 marca Głowa rozsadzana przez ból. Wtedy przychodzi jedno pragnienie znieruchomieć, usnąć, zapaść się, by nikt mnie nie wolał, nie dotykał, nie domagał się odpowiedzi. Czy psychologia to manipulowanie ludźmi? Czy miłość może być autentycznym przeżyciem dwojga ludzi, którzy odnajdują, się w swoim rozwoju? Justyna taka zakochana. Miłość to fizjologiczna psychoza. Całkowite zawężenie procesów poznawczych i intelektualnych. Zaburzenie świadomości. Rozszczepienie emocji i działania. Bywa nieuleczalna. 6 marca Dlaczego dane mi było tyle razy umierać i ponownie odradzać się? Moje serce nie nadaje się do tak ogromnego wysiłku na treningach, a jednak boję się z nich zrezygnować. Boję się zatrzymać, by nie zaatakowały mnie pokusy, które niczym nieznany wróg nacierają w najmniej spodziewanym momencie. To nieustanna walka z cieniem. Niekiedy wystarczy posłuchać drugiego człowieka, żeby usłyszeć siebie.

W nocy osaczają mnie twory wyobraźni. Słyszę głosy. Wołają o rzeczach tajemnych i nieznanych. Czy co wieczór powraca szaleństwo? Trzeba je opanować, wziąć w niewolę. Trzeba zacząć inną opowieść... 8 marca Prześladuje mnie nadal Dzień Kobiet. Bardzo nieciekawy dzień, kolejna okazja dla niektórych mężczyzn, by dalej pić. Oczywiście za zdrowie pań... Wystarczy powiedzieć kilku samcom „tak”, aby znaleźć się w łóżku, ale nic z tego, moi panowie. Nie jestem sztuką na pojedynczy odstrzał. Takie już mam zasady. Naprawdę. 15 marca Podczas walk dostałam silne kopnięcie w potylice. Muszę się lepiej bronić. Poczucie przemijania. Przeciskam się przez sekundy w nieznanych kierunkach. Chcę bez drżenia iść tam, gdzie jest cieplej. Tamto powraca bez jednego dźwięku, tylko jak krzyk rozpaczy zabiera oddech. Przeszłość i przyszłość w walce zacierają czas teraźniejszy. 17 marca Zatracam się w Dojo. Przychodzi ukojenie niepokoju. Pokonałam lęk wysokości w tygrysim skoku przez skrzynię. Tak wielo można w sobie przełamać. Zacząć od początku, od nowa, od codziennego wstawania i podczas conocnej bezsenności. Wszystko można uczynić, jeżeli widzi się sens istnienia. 24 marca Jeżeli wolność jest wolnym wyborem, to najprawdziwszym wolnym wyborem jest śmierć. Nie, to nie tak. Prawdziwą wolnością jest zgoda na siebie, zgoda na życie. Po prostu uwielbiam mojego psa. On mnie też.

i nic właściwie wydarzyć się nie mogło. który mnie kochał bezgranicznie. Wzięłam sznur i zrobiłam wieczną pętlę. a mózg wyciekał na bruk. I przepływałam przez przekłute żyły latami. A wtedy. 16 kwietnia Teraz to takie oczywiste. Trzeba się z tym pogodzić. Nie chcę przegrać. samotnymi powrotami. chorą duszą. przetrawia. Nastąpił kres wędrowania. które ogranicza moją aktywność. rozgniewanym sercem. złodziei podczas modlitwy i prostytutki podsypiające na dworca A natchniony kapłan rozdawał wiarę i chleb. Zamykałam w dłoniach twarz. dlatego ukradkiem wyruszyłam w Święte Miasto i mijałam śpiących pod świątynią. Na ulicach sprzątano ciała. Nie mogło być inaczej. okaleczonym ciałem. rozsypię się. bo nie ma innej drogi. znam to od środka i z doświadczeń pobytu przez dwa lata we wszelkich zakładach tego typu. rozpacz nad świadomością i wędrówka do nikąd. w Święte Miasto powracałam leczyć rany i sumienie. a ja dalej waliłam głową w mur. Kiedy się poddam.. w śmierć.26 marca A jednak muszę godzić się nieustannie z własnym buntem. że można rozdzielić złe od dobrych uczynków. który gryzie mnie jak kornik. . 2 kwietnia Nie potrafię się pogodzić z chorym sercem. kalecząc twarz i dłonie cienia. żebraków w Alejach. zawisł nad wanną przekłuty złotym strzałem. I wtedy poraziło mnie. Noszę w duszy balast przeszłości. 12 kwietnia Zdałam egzamin z psychiatrii na +5. wtedy miałam czternaście lat i psa.. ostatni przyjaciel odszedł w bezzębnym uśmiechu. Nie umiem pogodzić się ze sobą. wessała samotność pustego miasta nocą. toczy.

że ktoś chce wiedzieć. że na pewno tego nie zrobię. Uważają. 22 kwietnia Przyspieszają nam sesję ze względu na przyjazd papieża. 25 kwietnia Nachodzi mnie „chcica”. 29 kwietnia Mieliśmy w naszej grupie trening interpersonalny. Nie nadaję się do życia w tym systemie. bo już po dziesięciu minutach słabnę z powodu choroby serca. z pustką.mój uśmiech to maska. Nie mogę godzinami stać w kolejkach. Zaskakuję ich reakcjami. że męczę się ze sobą. tak trudno sobie z tym poradzić. Anno. bezwładem. samotnością i wolnością. pod którą toczę wewnętrzną walkę. To dobrze. Nie jestem przygotowana do tej partyzantki w zdobywaniu żywności i innych rzeczy potrzebnych do przetrwania. Dowiedziałam się. wbijam się w siebie i tłumaczę. 19 kwietnia Gubię się w codziennym dreptaniu wokół życia. jak mnie na co dzień odbierają ludzie . Pochylam się i płaczę. I wstaję. że istnieję. Zaliczamy wszystko w kosmicznym tempie. Boją się moich zmiennych nastrojów. Ten kraj jest dla błędnych rycerzy z epoki Średniowiecza. jestem bardzo w niej osamotniona. Więcej nikt nie jest w stanie zrozumieć. Justyna żyje miłością. Przyswajam tony książek psychologicznych i nic z tego nie wynika. Anna domaga się wieści ode mnie. Nie uczestniczę także w zbiorowym życiu studentów. Trzymam się za pysk. popełnienia kolejnego szaleństwa. Mój smutek jest dla nich nie do . Tak. Płaczę i uśmiecham się.Tyle mogę Ci powiedzieć.

Witaj. Nie potrafię wyjaśnić wszystkich konfliktów i sprzeczności. Pisałaś takie cudowne wiersze o miłości. Chcieli mnie zatrzymać ze względu na zagrożenie życia. kto mnie dowiózł i skąd i co wcześniej uczyniłam. Uśmiecham się do obłąkanego w lustrze. Nie potrafię ci niczego opowiedzieć. Jeżeli przeżyłam. 5 maja Obudziłam się w klinice pod kroplówka i maską tlenową na twarzy. że znowu coś mogę zrobić. Mają wyczucie. Przecież tak bardzo jestem śmiertelna. 2 maja Przeczuwam nowe poruszenie w sobie. Dopóki jestem świadoma. które stale przeżywam. Odczytali mnie bezbłędnie. Tutaj śmierć jeszcze mnie nie znajdzie. na pewno nie. Schroniłam się w moim Królestwie. Nie potrafią mi pomóc. to dojadę do domu. Nie pamiętam. Nie lubiłaś tych miejsc i rozumiem. ale może i ja . jeszcze nie teraz. nie poczułam. że miasto może przerażać. jak się tam znalazłam. który może obudzić lub unicestwić. zbyt często wspominam niedobry czas. ale to nie tak. Teraz serce będzie pracowało równo i spokojnie. przyczaiłam. Ulice naszego miasta mogły nas kiedyś połączyć w popołudniowej przechadzce. Lekarz włączył nowy lek do mojego leczenia. 7 maja Znowu byłam blisko. Tutaj jestem otoczona wieczną miłością. nie poraził mnie złowieszczy prąd. Czy był to akt niepoczytalności? Czy wtedy jestem za siebie odpowiedzialna? Tak niewiele wiem o sobie. Lęk przed moim milczeniem jest w tobie. Jeszcze do końca nie dotknęłam.przebicia. Warianty szaleństwa są jak malowane na szkle kompozycje z lodu. Wypisałam się na własne żądanie. a Oni sądzą. 10 maja Nie chcę z nikim rozmawiać. Moje są tylko o umieraniu. gdyby nie Twoje przedwczesne odejście.

czy psychologiem? A może nie jestem ani jednym. Okay. A zatem pamiętaj.kiedyś zatopię się w innej ciszy. czy wytrzymuję samotność. 23 czerwca Mam dużo wolnego czasu. 17 maja To jednak prawdziwe. co się zdarzyło do 1980 roku. Piszę moją książkę. a także upór. Gdzieś tu leży Sted. Amen. 16 czerwca Po której stronie jestem? Czy jestem pacjentka. Wszystko zdane. Wieczny adres. Anno. Ale nie potrafię tego zacząć od trzynastego roku życia. Anna pyta. walka. Wyjęłam wszystkie bruliony dzienników i przelewam na papier tamto. Rosiek. 12 czerwca Odwiedziłam Marzenę na cmentarzu. zdałam egzamin z angielskiego. A jednak nie chcę tego losu. które pozwalają mi pisać. wiele książek do przeczytania. chyba że wiatry zawieją mnie w odległe krainy. Adres: kwatera W. 7 czerwca Jestem na czwartym roku. . lęk. NIE. chyba już nigdy tutaj nie przyjadę. I want to speak English a little better. Połączyła nas wspólna choroba. I will do it. siódma aleja. nie możesz teraz zrobić żadnego numeru. segment dwunasty. wiele do przemyślenia. ani drugim? Więc kim jestem? Zaczęłam pisać Pamiętnik narkomanki. Żegnaj. Mój los także się tu dopełni. na Wólce Węglowej. Nie. Ty powróciłaś tutaj ostatecznie.

czy działam w rzeczywistości. . tworząc całość.. 6 lipca Mój pierwszy pacjent . jaka jestem.. Nie chcę tak żyć. że ktoś mnie pokocha taką. kogo znam. a także leki wszelkiej maści.. Obudziłam się. Nadal wierzę. Leczony wiele razy. W tym sześć lat więzienia. które prowadzę. Niekiedy nie odróżniam świata fantazji od rzeczywistości. Odejść nie mogę. która jest złudzeniem. Przypomina mi to Lubliniec. Będziemy sprawdzać swoje umiejętności na oddziale alkoholowym. jest zdeklarowanym alkoholikiem i pobyt na oddziale traktuje jak wczasy.piętnaście lat picia wszystkiego. Nie pamiętam. do wielkiego szpitala psychiatrycznego. przyciągając jak różnoimienne ładunki. od trzech lat próbuję to zakończyć. Nie pamiętam swego dzieciństwa. Stałam się narkomanką. Mieszkamy na terenie szpitala. Wypełniam duchami pustkę. Co było wcześniej? Sen.. czy w wymyślonym świecie. Nie mogę teraz zostawić swego cienia. I nic więcej. 4 lipca Przyjechaliśmy z grupą do Branic na praktykę. uśmiechnąć.Coś nie pozwala mi spokojnie spać. letarg. ale muszę tu zaistnieć w innej roli. Nawet szczyci się psychodegradacją. czy przelewam na papier widziadła czy stany jak najbardziej realne. 25 czerwca Mam jakieś lęki w nocy. by spadać z pajęczej sieci. by podleczyć rozpadającą się wątrobę. Wcześniej w nią zostałam zaplątana i wysysano ze mnie krew. Mieszają się ze sobą. Nie wiem.. do kogo mogę się przytulić. napisać wiersz. budzę się i serce bije jak spłoszony ptak.. Dzieckiem przestałam być w trzynastym roku życia. Dziesięć lat temu wszystko się zaczęło. czy rozmowy. istnieją na jawie.

szpital. doskonale zaopatrzony „monopol” i jedną czy dwie „mordownie”. a później małomiasteczkowa nuda. przedni to trunek i trzeba się nim raczyć w samotności. 8 lipca Na każdym kroku ściga mnie poczucie odmienności. Ale nie mam do nich sentymentu. Miasteczko ma kilka ulic. Serce uspokajam lekami. Stanowimy dla nich atrakcję. że nie można było się ze mną porozumieć? 11 lipca Do kiosku szpitalnego przywieziono salicyl i mój „alkoholas” po zrobieniu zapasu oddalił się w nieznanym kierunku w ciąg pijaczy. Czy moja dezintegracja była aż tak wielka. Trudno mi być psychologiem. ma zbyt słabą głowę i za mały trening. 7 lipca Do południa jesteśmy na oddziale. Docent jodłował i grał na gitarze. jak moje koleżanki patrzą na nich z jednej strony biurka. Widzę. Pacjenci na razie są trzeźwi. chociaż wiem. jest zawsze dwóch: człowiek i oszalałe zwierzę. zanim wpadł pod stół. . że jesteśmy.integracyjnej. Zaiste.Nasz Docent domaga się imprezy zapoznawczo . W każdym alkoholiku. Docent pije dalej. by nie uronić kropelki. Impreza się odbyła. że jestem chora psychicznie. Okoliczni ludzie już wiedzą. że również jest uzależniony. gdy jest trzeźwy i kiedy pije. Czytam Schizofrenię Kępińskiego i powracają tamte chwile. ja czuję ich z obu stron. lecz chyba nie jest w stanie dotrzymać Docentowi kroku. Usiłuje mu dorównać szef oddziału. Wyszłam. i rozpoznają nas błyskawicznie. Śpię doskonale dzięki codziennej kąpieli w basenie. Nie piły kobiety w ciąży i ja. Sądzę. jaka to choroba. kiedy lekarz orzekł.

na jakich zasadach prowadzi naszą praktykę właśnie na alkoholowym.12 lipca Docent nadal pije. Nie ma wydechu. nie mam zabiegów. Moje serce wymaga ode mnie znieruchomienia. Nie wiem. Badam kolejnego pacjenta . przez który musiałam przejść. daleko. Co będzie z karate? Czy można utracić filozofię? Nie zgadzam się na operację serca. Łapię oddech jak niewidzialne nici i nie mogę ich zerwać. Dlaczego taka tęsknota za gonitwą? Bieg do przodu. jest już w długim ciągu. Alkoholicy kolektywnie dostali amoku i uciekli z oddziału. jeżeli chcę ukończyć studia. W sanatorium mam zalecone leniuchowanie. Bajka się kończy. A przecież mogłoby być zupełnie inaczej. teraz już po każdym. które też są niebezpieczne dla mego serca. odgrywają role zawiedzionych. muszę przemyśleć tyle spraw. Tamto było kolejnym absurdem. gdy umierają w delirium. prześladowanych. Sami artyści. Może Docent niedługo dostanie delirki. spacery. niewinnych. 20 lipca Opuściłam wcześniej praktykę i pojechałam do sanatorium. jak ci mężczyźni tutaj. Czy uda mi się wyjść na spotkanie swego czasu? Wieczorem przychodzi zapomnienie. To jakiś mechanizm psychologiczny. Nocą pogłębia się duszność. rano leczy kaca lub klinuje. Chodzę do lasu i rozmawiam z drzewami. bez zatrzymania się. Aż do cudownego zmęczenia. zjeżdżając po piorunochronie. obrona JA. W dzień duszność czai się lub atakuje po wysiłku. Gdybym mogła kiedyś pobiec przed siebie. zastygnięcia w pozycji półleżącej.szczerze kłamie. Biedny człowiek. do końca. Okłamują siebie w sposób idealny. . 14 lipca To musiało się w końcu wydarzyć. że nie jest jeszcze taki. po horyzont i dalej. które mnie czekają po powrocie.

Trzeba się z tym uporać przed rozpoczęciem zajęć na uczelni. Oswajam się z nowym sposobem uciekania w marzenia i nie ma dla niego tam miejsca. Przyglądam się młodym. Nic nie da się zrobić. nie zmieni biegu. Boję się. 16 sierpnia Jestem „owładnięta” pisaniem. pokojarzonym w pary. dlaczego serce tak pracuje. Tutaj nie ma ludzi poważnie chorych. Wiem już. jakbym odkrywała siebie wciąż od nowa. Moja samotność drażni. kompozycje nie nazwane przez żadną moralność. Lekarz uważa. Rodziców chronię. bym dała się znowu nabrać. To tęsknota. roześmianym. Dlatego uciekłam z sanatorium kilka dni wcześniej. a jednak nie ma innej drogi. że to kolejny podstęp. Pogodzić się z chorobą. nie staje się on obsesją przed zaśnięciem. Annie zdradziłam tajemnicę rezygnacji z karate. więc trzeba to udźwignąć. że muszę jeszcze więcej wypoczywać. dlaczego mnie tak długo nie było? 12 sierpnia Powróciłam do pisania Pamiętnika narkomanki. To niesamowicie wciąga. To prawie niewyobrażalne. by się martwili. wolny czas i dużo słońca. Wtedy przyspiesza w zwariowany sposób i żaden lek go nie powstrzyma. Nie myślę o narkotyku.24 lipca Problemem staje się wejście na drugie piętro w sanatorium. Dobrze jest pisać. trójkąty. nie chcę. są wakacje. Czynię to w . zabiera im dobre samopoczucie. a Cezar pyta mnie rozradowanymi ślepiami. 5 sierpnia Odliczam dni. jak to się odczuwa. Męczy i wciąga. a mnie już gna przed siebie. a lekarz nie rozumie. Trzeba tylko wsiąść w pociąg i samo przestanie biec w oszalałym rytmie.

Anna pytała. Anna pyta. małą zaszczutą przez własny lęk i zniewoloną trucizną dziewczynkę. oto czym są. ile można znieść. Zakończyłam nasze rozmowy. by przetrwać obecny czas. Rozmawiałam z Anną przez telefon. Wszystkiego nie da się opowiedzieć w książce. . gdy stawał się rzeczywistością tak bolesną. Do tej śmierci nie mogę powrócić. powróciły tamte lata. To takie bliskie i odlegle. czy mamy szansę na miłość? Czy będę całością. przetrzymać. To niepojęte. pod koła. To lektura dzienników tak mnie rozłożyła. Nie wiem. Nigdy w ten sposób nie odejdę. Ile nieprawdopodobnych rzeczy może się zdarzyć w życiu człowieka. poobijanym garnkiem. bojąc się ich jak podstępnego ognia. 24 sierpnia Rozklejam się jak zużyty kapeć.. znajome i obce. Jestem skończoną idiotką. ale wydaje mi się. że w każdej godzinie pragnęłam dla siebie śmierci. Ta byłaby nie do zniesienia. który nieustannie się kruszy pomimo doskonałego kleju? Pojechałam do Warszawy i porozmawiałam z Anną. że reszta jest milczeniem. Nie powinny ich oglądać oczy ludzkie. czy tylko starym. Żyłam w świecie fantazji i gubiłam się. 25 sierpnia Mam myśli samobójcze. Anno. Baśka. Kiedyś spalę moje dzienniki. co zrobię jutro. za tydzień. który może we mnie rozpalić nieznane emocje.. przeżyć. czyli wszystko w normie. Chyba za wcześnie się do tego zabrałam. Nie wiem. czy mogę wrócić do ćpania.jakimś dziwnym napięciu. Codzienne odcinanie głowy na szafocie. Czuję. Mogę powiedzieć. Przewracam kartki dziennika. Każda śmierć jest lepsza od tej jednej. ma to dla mnie znaczenie. To nie ja wymyśliłam. zadręczam ją sobą. ale nie chcę się wycofać. że reszta jest tajemnicą. Wtedy naprawdę lepiej na tory. że jest mi to potrzebne. którego nie powinno być. że inaczej nie można tworzyć. za rok. Pytamy siebie. Widzę siebie. To zbyt okrutne. do czego nie jestem zupełnie przygotowana.

Wiem. a czas podstępnie mógł się dla . Anno. 27 sierpnia Piszę. Jedynie nazwisko pozostało nie zmienione przez lata. przemijanie? Samotność nie musi oznaczać pustki. kiedy nie wiedziałam. bez zewnętrznej kontroli. Dlaczego tak? Umarłam tamtego dnia bez względu na wyniki akcji reanimacyjnej. czy chcę to wydać pod własnym nazwiskiem. że tak nie można. Pisz dalej swoją książkę. 30 sierpnia Byłam w KAW-ie w Katowicach. cały czas piszę. Teraz mogę powrócić do tamtych lat. kiedy poszłam na złoty strzał. ale także przez nieustanne odkrywanie siebie. 1 września Chcę żyć inaczej. Nie powinnam wyrzec się siebie do końca. Muszę zacząć żyć na własny rachunek. istnienie. jestem inna niż wczoraj. Nie mogę się tego pozbyć. bardziej twórczo. nie tylko przez pisanie. To niepojęte. Anno. Tak nie można. w końcu coś mi się musi udać. I ja umierałam w tamtym dniu.26 sierpnia Basiu. I imię szeptane tysiące razy. Jakby nieznany owoc otworzył się we mnie i wyrzucił nasiona. weź się za mordę. by się powstrzymać przed zagładą. Dlaczego tak boli codzienność. Znów inna. siedem lat jesteś przy mnie. 29 sierpnia Skończyłam Pamiętnik. Coś się we mnie stało. Mam w sobie inną dojrzałość. kiedy odchodzić miałam i wołałam siebie. Przyjęli książkę do czytania. nocami i dniami. nie zostawiaj mnie. Czekam na odpowiedź z wydawnictwa. Sekretarz redakcji spytał zaskoczony. kim jestem.

po cudownym przebudzeniu w słonecznej plamie. Wybór należy do mnie. to codziennie. Czuję jeszcze swoją niezrozumiałość. Zatapiam się w pisaniu niczym stwór w głębokich wodach oceanu. Byłam dzisiaj zbyt blisko mojej śmierci .. 19 września Nie wezmę narkotyku. Warto dla takiej jednej chwili przetrzymać siebie w cierpieniu. ale na to potrzebuję czasu. nie umiałam powiedzieć . jak teraz żyję. a nie obok siebie. Oświetliło moją duszę. 16 września Zrozumiałam. Piszę coś nowego. Kolejna fikcja. jeśli się da. każdą chwilę. Byłam na ślubie Justyny. lodowaty pot na czole. Co ona oznacza dla każdego człowieka? „I nie opuszczę cię aż do śmierci. coraz słabsze. że musiałam to wszystko przejść. Ciemno tam jeszcze. Jest szczęśliwa. Pisać. mniej dokuczliwe.. Dlaczego tak? 3 września Czuję się coraz wolniejsza od ćpania. Tak żyć. by przeżyć naprawdę każdy dzień. chociaż czuję w sobie narastanie tego pragnienia.zanikanie krążenia. chociaż jeszcze niebezpieczne. Chłodny jej oddech utulał mnie. przeżyć to wszystko w sobie. Byłam na kontroli w klinice.mnie zakończyć. Zrozumiałam to dzisiaj rano. Jak każdy wybór. by żyć tak.ratujcie mnie. 6 września Będą wydawać Pamiętnik narkomanki. Nie mam żadnej szansy na powrót do trenowania karate. . Nie potrafiłam wezwać pogotowia.” A tak wiele osób opuszcza współmałżonka w chorobie. przyszło do mnie jak dar i poczułam radość istnienia. lecz może trafię na światło. Może mniej utracę z tego świata. Panna młoda i wieczna przysięga. Zanika to we mnie jak objawy bolesnej choroby. pisać muszę.

daj mi nowy czas.czerwono . A tam dalej mury szpitala. nie wiem tego. której nie sposób rozpoznać. nie dałam się swemu opętaniu. Zmieniło się trochę. ulecz mnie.rudy. lecz może się zdarzyć. spinającej ich wewnętrzny świat. Ale dowiem się przed własną śmiercią i wtedy opowiem ci. Wyczuwam w nich dążenie do zerwania niewidzialnej klamry. niezmiennie trwa w swoich przyzwyczajeniach i prawach.. Jest poza czasem. osaczyć. jak zawieszony pomiędzy galaktykami twór. 26 września Koniec wakacji. nawet Bóg rzadko tutaj zagląda. Wiara jest jedna. Staram się mocniej stąpać po realnym świecie. Miasteczko. Mieszkamy w lesie. postawiono nowe budynki. która zabrania im otwarcia się na zewnątrz. dobrym i złym. My . Większość pacjentów to schizofrenicy. 4 października Nasza grupa jest na szóstce męskiej. Ostatni raz byłam tutaj osiem lat temu. lecz nie zmieniła się mentalność ludzi. 5 października Mamy wczuwać się w ich przytłumiony świat. Te wygrałam. teraz z defektem są niczym wygasłe wulkany. złocisto .jak za pożywieniem lub powietrzem. Nie. historię pewnej narkomanki. która zwyciężyła. 3 października Przyjechaliśmy do Lublińca na praktykę psychiatryczną. Karmieni przez dziesięciolecia tonami leków mają w sobie ukrytą siłę. ma zbyt dużą konkurencję w schizofrenicznych wizjach. Czasie. by tutejszy mnie nie przywalił. w kempingach. Basiu. Las jest bajecznie kolorowy. daj mi wiarę. zmierzyć. Tego nikt nie wie do końca. Boli mnie każda myśl o karate. że ponownie zaleją lawą otoczenie. Są z nami bez szans..

a niedługo będę musiała odejść. lęku? Czy wtedy można przetrzymać siebie? Czy wystarczy tylko miłość? Wieczorem spotykamy się z naszym opiekunem i rozmawiamy o naszych odczuciach. Mój pierwszy schizofrenik. Stany ekstazy i totalnego dołowania muszą się równoważyć. 7 października Niedziele spędzam w domu. Czy wystarczy pokochać jednego człowieka. że wszystko jest w porządku. 6 października Do pracy na psychiatrii potrzeba LUDZI. pozbyć się niepokoju. niewidzialnymi kanałami i usiłują zaistnieć bez przemocy. książkę będzie recenzował Kotański. Tamto wspomnienie jest bardzo silne. nie potrafiłabym tam pozostać. Będąc z ludźmi.ze swoją świadomością. Zapytałam o granice ingerencji psychologa w życie człowieka. Układ sił w naturze zaskakuje. by zapełnić poczucie pustki i osamotnienia. nawet chorego psychicznie. mój schizofrenik. a oni spacyfikowani biologicznym pancerzem. Wzdrygam się na przejawy wszelkiej przemocy personelu wobec pacjentów. I uśmiecham się do siebie. Wtedy chorzy wychodzą. i to o różnych specjalnościach. Oswoiłam go. jakby we mnie otwierały się nowe możliwości przeżywania świata. czuję. Zadzwoniłam do wydawnictwa. dwadzieścia trzy lata. zdrowo popijają i awanturują się. Heniek. która zabiera część sił i uniemożliwia lepsze poznanie siebie i . Wieczorem chodzimy do klubu. opowiada o swoim urojonym świecie. lecz szybko się opanowuję i udaję. jak błyski wspomnień ranią mnie. zniewalające. Dużo razem przebywamy. wyczołgują się ze swego świata. Słucham go innymi falami. przywiązał się do mnie. Mieszkańcy tego ośrodka. spokojniej. decydują sami o sobie. Ale mogłabym żyć o kilka tonów niżej. Świat po alkoholu jest pełen agresji. głównie aktyw organizacji młodzieżowych. Mury szpitalne dławią mnie. bez tej szarpaniny.

wędrowiec obcych miast. Stwierdził. szary i pusty. bez uprzedzeń. Zostaną w swoim czasie. jedni może nazwą to talentem. Ja. że zaistniałam w pisaniu. bicia serca urojonym rytmem. jak zdobyć forsę. że potrafię odnaleźć łącza schizofrenii i będę dobrym psychologiem. przystaje blisko. Żegnaj Heniu. z dziwnym personelem. . To ja się budzę. z którymi zaczęłam zupełnie inaczej rozmawiać. w swojej wegetacji. który często nadaje się jedynie do nadzoru policyjnego i nic więcej. inni twórczością lub grafomaństwem. 17 października Zaistniałam na psychiatrii w miarę spokojnie. Nie dało się tego ukryć. skąd wziąć na następną działkę. nieustanna myślowa. a może ja zawsze byłam na tych połączeniach? 12 października Henio narysował mi swój dom. W tym samym czasie można by dokonać kilku odkryć naukowych. 14 października Moja dusza pozostała na tamtym brzegu. Nie chce mówić o swojej rodzinie. skoncentrowana na pacjentach i na ludziach z roku. Czuję. Za dwa dni kończymy praktykę. nowych cieni. Szuka mnie.innych. Niepojęta jest siła nałogu. gdy rozmawiam z innym pacjentem. przysłuchuje się rozmowie. Poszliśmy w nocy na spacer do lasu. Ile energii musiałam zużyć na codzienne „kołowanie” towaru? To praca Tytana. O Heniu. 10 października Henio niekiedy bywa nieobecny. Otaczała nas kosmiczna cisza z Wielkim Wozem na niebie i połączyła nas w szczególny sposób wspólna przygoda na psychiatrycznych ścieżkach. wybudować dom lub uratować wiele istnień. jak uniknąć wpadki.

Zdarza się. Napad duszności zaczął się w nocy i na niczym innym nie potrafiłam się skoncentrować. by żaden nas nie zaczepił. że dopada mnie tamten czas. niczym więcej. że to niemożliwe. Samczy popęd bywa niekiedy przerażający. Mam nadzieję. że będzie teraz mniej pił. To miłość. Trzeba rano przechodzić przez „park zboczeńców”. spokoju i niepokoju. Stoją z obnażonymi penisami. 28 października Będę pisała o syntonii u schizofreników. Wtedy krzyk nieznanego zwierzęcia budzi się we mnie nocami. Wydzielam przeciwciała. To trwa godzinami przy zachowaniu całej świadomości.20 października Piszę pracę magisterską u Docenta. Zmieniłyśmy akademik. Przemykamy szybko. tylko wszystko mi się pogmatwało. Jest to nowy rodzaj ontologii i metafizyki. Cykl dnia i nocy. Czuję ten temat Przypominam sobie wiele sytuacji z psychiatryka. Ci ludzie są zupełnie inni. 25 października Choroby nie da się oszukać i śmierci także. narodzin i umierania. Jest bezbronny wobec takiej tarczy. Anno. że wytrwam. Wiem. Wirus narkomanii zdaje się być tylko uśpiony i żaden lek nie jest w stanie go zniszczyć. Czym jest jego wołanie w moim Królestwie Cieni? Tylko śmiercią. mieszkamy na Tysiącleciu i jeździmy na wydział inną trasą. O schizofrenii. które są skuteczną obroną. ale już mnie nie pokona. . ale na szczęście zadowala ich jedynie nasza obecność. pełni radosnego podniecenia w spoconych dłoniach z lubością się onanizują. kiedy będę mogła przez chwilę złapać oddech. jak tylko na myśli. wieczorem coś się we mnie łamie. chyba nie jestem taka zła. umiłowanie życia. niż widzi ich psychologia. Żaden lek nie skutkuje. Rano jestem pewna.

Następuje autyzm. Zdaje mi się. lasu lub swego przeznaczenia. ale moja całość nie zadowala mnie. cichej i mocniej uderzającej od wewnątrz. częściej jestem w domu. musiałam ją utracić. być trzeba. Są okresy względnej syntonii. Cezar chrapie obok w poczuciu całkowitego . 13 listopada Pozostało mi pisanie. stereotypowe zachowanie. Samobójstwo rozciągnięte na nieznany czas. bo potajemnej. To tylko kolejne szaleństwo.3 listopada Treningi karate odbywają się teraz na naszym wydziale. ale mam wiarę. należę do siebie. Są remisje i nawroty do stanów psychodegradacji. coś trzeba z tym zrobić. żebrzących o następną dawkę. cuchnących dziwnym smrodem potu. Czuję. 8 listopada Cezar choruje. a mimo to ogarnia mnie rozpacz nad każdym odchodzącym młodym życiem. nawet dzikie zwierzę należy do stada. wbijających się w ściany na głodzie. Moje serce nie chce żadnego wysiłku. że jestem sobą. Nie można być niczyim. dlaczego to wszystko „trzeba”? Narkomania przypomina schizofrenię. Widziałam tak wielu. jest to dość poważne. prawie samobójstwo. Mam mniej zajęć na uczelni. Leczenie głodu psychicznego bez efektów. Tylko dlaczego. która oddala mnie od śmierci. handlujących ciałem i duszą. że jestem w stanie depresji niebezpiecznej. wyobcowanie. Omijam salę gimnastyczną. zniszczenie uczuciowości wyższej. To chyba znów zapalenie płuc. Utraciłam moją pasję. 15 listopada Choruję i piszę. owładnięcie jedną myślą. Widziałam tak wielu owładniętych własnym umieraniem. Chciałam rozładować nareszcie napięcie i rąbałam drzewo. żyć trzeba.

Jesteśmy nosicielami różnych chorób. Wieczorami chodzimy do kin. Musze podnieść się po chorobie. Serce jest coraz słabsze. I modlitwa o świeży poranek. 21 listopada Niestety. Wystarczy jeden zastrzyk na początek. której nie są w stanie pojąć. Przyglądam się warszawskiej ulicy. seksie. człowieku.pobudza neurotransmitery. Cezara tropi na nim ślady. Wystarczy bodziec . Nowe krucjaty nieletnich ćpunów . coś się we mnie zmienia. wątpliwości. nikt do mnie nie dzwoni. a inni nie? To podobnie jak z chorobami. którą wywołuję wirus wszczepiony w zbyt dużej dawce . przeciążone tysiącem pragnień i nowych idei. teatrów.element spustowy. Kiedy ponownie łapię oddech.. innym życiu. 18 listopada Wątpliwości. Nikt mnie nie odwiedza. Ludzie się przyzwyczaili do mojej samotności. gestami. 22 listopada Zasypało świat czystym śniegiem. a w sprzyjających warunkach one się w nas rozwijają.bezpieczeństwa istnienia.. już czas. Mamy wykłady z bioenergetyki. Basiu. by powstała reakcja łańcuchowa. Po prostu nie da się inaczej. NIE POTRAFIĘ BYĆ ZŁA. puszystym i lekkim. Kaszel męczy godzinami. jakbym dostawała od Boga nowe terminy na życie. Czym jest moje pisanie? Co to za siła. a nocami dyskutujemy o psychologii. wyjdź z tego łóżka i maszeruj w życie. nie nadąża za chorobami i bezsennością. muzykoterapii. długie noce w poetyckim uniesieniu i kpinie z umierania. 28 listopada Pojechaliśmy całym rokiem do Warszawy na zajęcia. która mnie do niego pcha? Przeżyłam tę noc. nadal choruję. Dlaczego jedni od razu się uzależniają.

musze żyć. Kilka ostatnich wierszy też jest chorych i pełnych wszechobecnego i niepojętego smutku. Odkrywać trzeba do końca. 13 grudnia Sądzę. że jestem w punkcie granicznym między normą (co to jest?) a jakimś stanem psychotycznym. nieznana tęsknota za spełnieniem się w innych rolach. Mietka i mojej Marzeny. Na ścianie w sali terapeutycznej wisiały klepsydry . który nie może odpowiadać za siebie. nie mogę go pokonać. a nie . niezdolnych do żadnej świadomej myśli. Wziąć się w garść. jeżeli wszyscy się spotykamy i nikogo nie brakuje z najbliższych. Pracują na zespół psychoorganiczny . Zwaliło mnie to. Samobójstwo byłoby teraz zbyt wielkim okrucieństwem dla tych. Czasami rodzi się we mnie jakiś głód życia. 2 grudnia Pojechaliśmy do Głoskowa. musiałabym powalić siebie. przypominają bezwolnych eunuchów. smakowanie ciała i duszy jeszcze nie poznanej. 24 grudnia W taki dzień jak Wigilia nic więcej nie trzeba. by uczynić z siebie zdziecinniałego idiotę.. Psychiatra traktuje mnie jak osobę chorą.całkowite otępienie pełnoletności. To klejarze. 28 grudnia Mój lęk jest we mnie. którzy mnie kochają. podnieść się z bruku.Adama. Gawła. spojrzeć do góry. Byłam u psychiatry i niestety biorę leki. szaleńca. Mózg staje się jak pole spalonej trawy. z kolan.zabijają się w imię prawa do samozagłady.. Jak trzeba nienawidzić. Nie ma odwrotu. 4 grudnia Ten dzień przeminął w milczeniu.

To także jest bez sensu.. ja sama. . 4 stycznia 1984 roku Jak to się dzieje. chyba jakieś kłopoty. skończ z rozwalaniem się. Gdyby tak było. bo zbliżają się egzaminy. Nie cofa się raz wyprowadzonego ciosu. Wzięłam się trochę za psychologię. chociaż nigdy nie wierzyłam w statystyki.. On się nigdy nie poddaje. która i tak kiedyś się rozstąpi. umarłabym już wiele razy. Dzwoniłam do Kotana. chociaż trzeba wstać i iść. 8 stycznia Baśka. Igram z własnym zdrowiem psychicznym? Czy rzeczywiście jestem na rozdrożu? Jestem tak blisko wyzwolenia się i co znowu chce mnie wchłonąć? Ja sama. wygrał i został królem. pracę magisterską.. Dziesięć lat abstynencji to pełne zaleczenie. iść. lecz dumny i zwycięski. Kuśtyka na dwóch łapach. on zawsze zwycięża. Przestałam brać leki zalecone przez psychiatrę. oni już wszyscy powymierali.wciskać się w głąb ziemi. co się ze mną dzieje. To jeszcze trochę czasu dla mnie. Mój Boże. trzeba się pouczyć. co z tego będzie. że świat rano wygląda zupełnie inaczej. ale trudno. musi dojść celu. oczywiście. 7 stycznia Doprawdy nie wiem.. Nie wiem. 9 stycznia Podobno Szczepan nie żyje. Cezar stoczył walki ze wszystkimi psami w dzielnicy. za moją schizofrenię. pisze posłowie do Pamiętnika.

biczuje zbyt mocnym powiewem. literaturę. Osaczona ramionami zbyt potężnymi nie stawiam oporu przed pocałunkami.tyle teorii i żadnej nie czuję.Nie mogę. 24 stycznia Wynik badania jest okay.O kim marzysz Basiu? . wiatr. Przygotowuję się do egzaminu z psychologii społecznej. Wyszłam z narkomanii. wędrowanie w poezji. że psycholodzy są schizofrenikami z przymusu. Gdzie jesteś? 16 stycznia Założono mi Holter. by inaczej wejść w siebie. . deszcze. To kolejne oszustwo naszego systemu. Na zajęciach głoszę.O NIM. . bo rozszczepiają się na instytucję. na jedną chwilę mogę się w Tobie zatrzymać i nie muszę gnać przed siebie za kolejnym urojonym obrazem. To dla nas zbyt niebezpieczne. i na pacjenta. .Jest realny jak słońce. wypełnić się Twoim ciałem bezbrzeżnie. . Lubię zanurzyć się w Tobie. by wejść w pisanie.Powiedz mu. której służą. któremu pomagają. A sami wcześniej popadają w obłęd depresji i stany lękowe. że go kochasz. nocne przetwarzanie myśli. .Czy jest postacią realną czy marzeniem? .11 stycznia Podpisałam umowę na wydanie Pamiętnika. Jestem w fazie otępienia . nieświadomy. Czasami mnie oświetla lub ochładza. Tak. Zabierają im wszelką szansę na normalne życie. który rejestruje pracę serca przez dwadzieścia cztery godziny w naturalnych warunkach. lecz niekiedy. 4 lutego Palący trawę godzą się na rodzenie upośledzonych genetycznie dzieci. jeszcze mogę żyć bez stymulatora.

mary . nawet psychologiem. pasjo tworzenia. ale i tak zwiększył mi dawkę neuroleptyku. Nie powiedziałam mu. ale nie mogę jej uspokoić. lęka się.14 lutego Zaliczyłam sesję. Nigdy nie można odkryć się do końca. Kto kocha i jest kochanym? 3 marca Najpierw bywać poetką. mnogość słów. czytam. tym więcej nie wiem. do której powinnam się przyzwyczaić. Im więcej wiem. wiesz. że już czas na mnie. a ja nie jestem przygotowana. Nadmiar wiadomości budzi tysiące wątpliwości. przyjrzeć się sobie. bym sobie czegoś nie zrobiła. Głupie uczucie. mimo że trwam w śmierci od dawna. które nigdy by nie powstały. że odwiedza mnie śmierć. Czytam. Mama czuwa.rany nie gojące się. życie staje się bezużyteczną rzeczą. Poszłam do psychiatry. że można zabić siebie jednym tchnieniem w lustro. Słowa . Jak zwykle doskonale wyczuwam jej obawy.cmentarze i śmierć. 12 marca Piszę. a później kimkolwiek. lecz nadal się dziwię. to bardzo trudne. Powiedziałam komuś o kilka słów za dużo. gdybym milczała. zbyt wiele za mocnych słów. 9 marca Napadła mnie złowroga myśl. niepojęta i wszechogarniająca. pozbawioną istotnego sensu panującego nad całością. 26 lutego Ach. . Sny . piszę. Pasjo nocy. Anno. Kiedy nadchodzi rozpacz. by przetrwać siebie.

Odratowano mnie w klinice. To niemożliwe. bez zdziwienia nad moim szaleństwem. spokojnie. Każdy szmer nocy urasta do monstrualnych rozmiarów. Powiew wiatru i krople deszczu stają się żywiołem nie do opanowania. 25 marca Wilk liże rany przed wyruszeniem w step.21 marca Cisza na oceanie. Chciałabym jedynie nazwać to. 24 marca Samotne umieranie jest lepsze niż samotne przeżywanie. Nie potrafię nadal pomieścić się w tej rzeczywistości. on mnie nie zrozumie. 23 marca Nie zatrzymano mnie. w wielkim miastach często przyjeżdża za późno. bez zbędnych pytań. Proszono. bym następnym razem sama się. Dla nich życie jest świętością. Moja zmienność w reagowaniu na świat zadziwia mnie. że nie mogą mnie osądzać . 30 marca Dziewczyny z roku nie rozumieją mojej obsesji śmierci. zgłosiła wcześniej. Czuję w ich gestach potępienie. bo pogotowie może nie zdążyć. Nie potrafię spać. Zapominają. Ja także się nie dziwiłam. . którego dosiadamy.to takie grzeszne. Popełniam świętokradztwo. Śmierć jest kolejnym koniem. kiedy ja nie jestem w stanie pojąć na codziennych ścieżkach i nieistniejących wizjach fantazji. co bezimienne. tak jak w poprzednich latach. lęk.

że ta osoba bardzo chce mi pomóc i rozumie. No cóż. które ścinają mnie z nóg. To niepojęte. chociaż czuję. Chyba nie potrafiłyśmy się porozumieć w odpowiednim momencie. śpiewa tajemne pieśni. z pękającą głową. koszmar oddala się i mogę uśmiechać się przez sen. ile można uczynić dla drugiego człowieka. gaszę radio. ukołysana w bezsenny czas. badam pacjentów do pracy magisterskiej na oddziale psychiatrycznym w Częstochowie. 23 kwietnia Patologia w zapisie EEG mojego mózgu tłumaczy lekarzy jedynie przed . skąd miały wiedzieć. a otwarte okno powoduje kolejne zapalenie płuc. by przetrzymać siebie i kolejny rok studiów. czas zatrzymuje się jedynie w marzeniach. Grałam silną. zamykam okno. Cały czas byłyśmy jak mijające się orbity nieznanych planet. ale jest pani Zosia. 10 kwietnia Wyprowadziłam się z akademika. z marzeniem o idealnym spokoju.2 kwietnia Powracam w świat realny. a ja potrzebuję dużo ciepła. całkowicie rozkojarzona. Nie potrafiłam im wytłumaczyć. Dlaczego są to zawsze szybko przeobrażające się potwory? 7 kwietnia Dziewczyny w akademiku miały pretensje. że biorę neuroleptyki. że wieczorami padam bez tchu. Noc halucynacji. że siła to maska. 4 kwietnia Wystawiam kolce. dojeżdżam na zajęcia z domu. Głaskając mnie można się zranić. Zaczynam siwieć. że za wcześnie chodzę spać. Kiedy zamykam się w Twoich ramionach. To niepojęte.

W grupie czuję. Dla nich patologia jest ostatecznym wyrokiem. Ale żaden z nich nie rozumie mego rozwoju.nimi samymi. nie są w stanie zobaczyć całości. wtedy potrafiłam pomimo choroby wziąć swe ciało we władanie. Moje marzenia spełniają się z kosmicznym opóźnieniem. rozluźniam. że znowu uciekam do szklanej kuli. bieg transowy i medytacje. nie dajesz im żadnych szans. Ty też. Zbyt długo na Ciebie czekałam. Obrastam nieznaną siłą. ponieważ nie wierze. 25 kwietnia Ktoś się o mnie boi. Powróciłam do palenia papierosów. Antymateria. wiruję. Pojechaliśmy pod Warszawę na nasze praktyki z psychoterapii. To tylko wystawało spod szklanej kuli. Powracają wspomnienia o karate. Nie jest to optymalna metoda dla mego serca. że nie istnieje większa prędkość od prędkości światła. Praca z ciałem jest cudowna. Basiu. Dobrze jest myśleć. że TAM wzrastamy do minus nieskończoności. Unoszę się nad nim. gdy widzę płacz na wcześniej obojętnych twarzach. Zaczynam czuć ciepło wokół oczu jak ślepiec. że pewnego dnia wybiorę śmierć i nikt mnie nie powstrzyma. dotykam. 27 kwietnia Ofiarowałam komuś jedynie swoje dłonie. Napięcie rozrasta się wewnątrz mnie niczym złośliwy wrzód i trzeba je wypalić. 26 kwietnia Rano mamy zajęcia z jogi. Chyba nie zostanę wieczną zmarzliną? 28 kwietnia Jestem obok ciała. ale teraz nie potrafię inaczej zagłuszyć skowytu. który mnie wypełnia. który nagle poczuł wschód . która nie pozwala mi na kontaktowanie się z drugim człowiekiem na poziomie uczuć.

To jest idealny stan zawieszenia. Nie pozwalasz być w tym życiu samej sobie. czołgałaś się i udawało ci się. Uciekasz. Odkrywają w mojej sile wielką wrażliwość i chwała im za to. 6 maja Cieszy mnie wiosenny deszcz. I oni negują moje istnienie. Nie ufam innym. daj sobie jeszcze jedną szansę. tylko jakaś natrętna. Mijam się ze sobą. To takie proste odejść. ani formy pośredniej. wciąż uciekasz przed własnym cieniem. który i tak zaciska ci pętlę. na którym usiłowałam utrzymać równowagę. ze swoim ciałem. Podnieś się jeszcze raz. obca myśl . 13 maja Wsłuchując się w stukot pociągu z Katowic do Częstochowy. Tylko te zapisane strony wytrzymują z tobą.ani dobra. mały psychologu. 29 kwietnia Dzisiaj odeszłam od grupy. Moje zwierzę boi się naporu ludzi. Nazwano mnie tchórzem. Przekonaj samą siebie. na to zawsze będzie czas. 12 maja Wzbudzam dystans poznawczy wśród znajomych. To znaczy nie ja planowałam. Życie przecieka mi przez palce. Chciałam. bo nie ufam sobie. wtulam się w jego futro. Nie pasuję im do żadnego obrazu . ani zła. Pojechałam do Warszawy na Stare Miasto. 7 maja Tłum mnie osacza. planowałam samobójstwo. To idiotyczne tak po prostu teraz zgładzić się i nic więcej. Basiu.słońca. Gorzej bywało. Cezar pachnie zmokłą kurą. by wchłonął mnie kamień.

wciskała się we mnie jak ostry strumień wody w wolne ujście. Jak długo można jej oczekiwać? Jak długo można pragnąć jednego zastrzyku morfiny lub heroiny, lub czegoś o podobnym działaniu? Jak długo można być niewolnikiem? Jak długo można z tym żyć? 14 maja Ty nie będziesz, Baśka, psychologiem. Ty będziesz cierpieć z nimi wszystkimi - z tymi, co czują i widzą więcej, tak jak Ty. Bezsenność sprowadza mnie do parteru. W takiej pozycji zawsze trzeba było zabić przeciwnika. A teraz leżę i nikt nie chce mnie dobić i bardzo dobrze, bo nie byłoby mu to wybaczone. 15 maja W Poradni Zdrowia Psychicznego jest łagodna przemoc w imię pomocy, z której druga strona musi skorzystać. Żyję tak, jakby wisiał nade mną zastygły wyrok, który sama na siebie wydałam. W wydawnictwie widziałam okładkę książki i przeczytałam posłowie Kotańskiego. Napisałam zaakceptował. część teoretyczną pracy magisterskiej i Docent ją

Kwestia - otruć się czy powiesić - zawsze jest do rozwiązania. Jestem rozdarta na małe, kolorowe kuleczki, które nigdy nie połączą się w całość. Są obok siebie, pozornie zgodne i bliskie, ale każda z nich ma inny odcień życia. 27 maja Za bardzo chcę wiedzieć, kim jestem. A są na świecie istoty tak nieznane, że człowiek drży z przerażenia przed ich poznaniem. 5 czerwca Cezar skończył pięć lat. Tak, przyjacielu, zawsze jesteś przy mnie. Zaliczam czwarty rok studiów. Zbyt często myślę o przyczynach mego odejścia z domu jedenaście lat temu, zanim stałam się chora.

11 czerwca Nie należy przeszkadzać ludziom wokoło, są bardzo zajęci, zapracowani, gubią się i nas też, w małych dziurach kieszeni, tak jak drobne monety spadamy z delikatnym pobrzękiwaniem i mija nasz czas. Nigdy wcześniej nie stałam tak z boku ludzi i nigdy nie byłam tak blisko ich spraw. Czuję, że chcą się do mnie zbliżyć, ale jeszcze nie potrafię opowiedzieć im swojej historii. Nie potrafię im powiedzieć, jak bardzo byłam chora i że trwam nadal w obsesjach, które będą się mną opiekowały przez lata jak najczulszy kochanek, aż im ulegnę. 13 czerwca Coś we mnie rośnie. Nowe pomysły na pisanie dojrzewają, by zaowocować. Kiedy mnie dotykasz, wydaje mi się, że topnieję odkrywam się, ba, rodzę, ale to jeszcze nie mój czas ani nie Twój, ani tego dziecka, któremu każesz przyjść na tak okrutny świat. 25 czerwca Barbara Rosiek obchodzi swoje dwudzieste piąte urodziny. Wizyta u psychiatry to nowa recepta, i słusznie. Zaliczyłam czwarty rok studiów. 29 czerwca Noszę w kieszeni śmierć, pieszczę ją między palcami, wygładzam, naciskam czułe punkty. Dlaczego zmuszacie mnie do życia, przecież mam prawo do własnej śmierci? Dlaczego osaczacie mnie podstępnie miłością i błagalnym wzrokiem, szantażujecie mnie własnym obłędem? Dlaczego nie mogę być wolna? 1 lipca Zaczęłam praktykę w Centralnym Szpitalu Klinicznym w Ligocie, na

neurologii. Musiałam opowiedzieć życiorys mojej szefowej i stwierdziła, że boję się naruszenia obrazu własnej osoby, mam frustracje z powodu zaniżonej samooceny, zbyt duży poziom lęku, napięcia i niepokoju. Diagnoza błyskawiczna i trafna. Mieszkam w akademiku na Tysiącleciu na „waleta” w pokoju koleżanki. 3 lipca Badam młodą dziewczynę z padaczką, mam szansę nauczyć się diagnozy neuropsychicznej. Odstawiłam wszystkie leki i zniżkuję. Wieczór. Nie wiem, co jeszcze się dzisiaj wydarzy. Mieszkam na dziesiątym piętrze. 6 lipca Testuję pacjenta za pacjentem. Jest to wyczerpujące dla obu stron, a nawet psycholog jest bardziej zmęczony. Dzisiaj moja szefowa opowiedziała mi swój życiorys. Bez diagnozy z mojej strony. 10 lipca Zastanawiam się nad sensem badań organicznych. Zastanawiam się nad sensem bycia psychologiem, formą pomocy ludziom, bycia z nimi. 12 lipca To jednak jedenaste piętro, a nie dziesiąte. Za oknem widać widmo białej damy. Zagląda do pokoju i zasłania światło. Wszystko przemija jak wiatry z różnych stron świata. Błąkam się po mieście bez jednej dobrej myśli w sobie, bez uśmiechu do przelatujących ptaków, bez ciepła w dłoniach. Dzisiaj zbadałam trzech pacjentów. Moja szefowa pojechała na tydzień nad morze. Dzisiaj przestałam się bać śmierci.

14 lipca To dla nich stanę się niezagojoną raną, wiecznym bólem, otchłanią bez końca. Jestem martwa. 19 lipca Przygotowałam śmiertelną dawkę leku. 10 lipca Śmierć także mi nie wychodzi. 26 lipca Podnoszę się codziennie z łóżka na jedenastym piętrze, z fotela na piątym piętrze kliniki, na ulicy podnoszę głowę i dostrzegam w tłumie pojedynczych ludzi. 28 lipca Kończę staż w Klinice, wracam do domu i zaistnieję inaczej. Poczułam się zagrożona w moim Królestwie. Czytam wielkich romantyków. Może to jest na teraz jakieś wyjście. Tak słonecznie dzisiaj, przecież to lato. Kwitną moje herbaciane róże. 5 sierpnia Moje życie - jedno wielkie, niedokończone samobójstwo. Pisanie jest szaleństwem, ale nie jest obroną przed obłędem. Najtrudniejsze słowo przepraszam. Nie wszystko jest poezją - umieranie nią nie jest. 7 sierpnia Czuję się jak ptak przebity w locie - spadam, a siły ciążenia działają w przeciwnym kierunku.

Jestem zmęczona, po prostu zmęczona wszystkim. Za dużo było tego i zdaje mi się, że minęło już osiemdziesiąt lat, a może sto, gdy zaczęłam wchodzić w życie. Wydaje mi się, że byłam szczęśliwym małym dzieckiem. Dlaczego później tak się wszystko potoczyło? Byłam u psychiatry, on mnie nie rozumie, ja nie rozumiem siebie. My nie rozumiemy, dlaczego jedno drugiego nie rozumie. Kim jestem po lekach? Kim jestem bez leków? 15 sierpnia Wyjechałam za miasto. Czułam, że mogę zawędrować pod Szczyt i wtedy pogrążę się, zaćpam i nic więcej nie będę mogła uczynić dla siebie. 16 sierpnia Samotność jest zniewalająca, zabija miłość, zabija osobowość. Te wakacje są koszmarne. Doprawdy nie wiem, dlaczego nie wyjechałam gdzieś nad morze, na jeziora, łąki. Co noc śni mi się wielka strzykawka, która goni mnie po ulicach Częstochowy i nabija na igłę jak serdelek, a krew spływa do ścieku. I czuję zapach opium w moim pokoju. Daj mi chociaż kawałek dłoni, jeżeli mi całej nie możesz dać. Spróbuj, może ci się uda. Nie uciekaj. Daj mi cień szansy. Poświatę cienia. Poświatę siebie. Kawałek siebie. 21 sierpnia Ból istnienia jest do wytrzymania. Nie do wytrzymania jest ból nieistnienia. 24 sierpnia Psychiatra boi się skierować mnie do szpitala. Ma rację, to koniec mojej

psychologicznej „kariery”. 1. Wziąć leki. 2. Oddać książki. 3. Pozbyć się rzeczy zbędnych. 4. Napisać nowe wiersze. 31 sierpnia Uczyniłam to, by nie uczynić tamtego. Więcej grzechów nie pamiętam. 1 września Jestem w klinice w Katowicach. Nie uciekam, nie krzyczę, pozwalam podłączyć sobie wszystko. Trzeba przetrzymać w półśnie to dziwne stworzenie w danej materii, półświadome, uśmiechnięte do innych chorych. Mózg gna jak tabun oszalałych, dzikich koni, ucieka przed ponownym uwięzieniem. 2 września Zdradziłam lekarzowi tajemnicę - nie istnieję i jestem lękiem. Nie wie, jak mnie traktować? Jak psychologa czy świra... Przyglądam się dziewczynie chorej na SM, walczącej codziennie o nowe siły. Nie chodzi, każda czynność jest bohaterstwem. Codziennie czeka na męża, który zajmuje się nią z całkowitym uwielbieniem. Nigdy tutaj nie powrócę jako pacjentka. NIGDY. 5 września Wypuszczono mnie z kliniki. Czuję ból zęba i to jest realne. Cezar położył pysk na mojej tętnicy szyjnej i wsłuchiwał się w tętno, jakby nie wierzył, że wróciłam do domu. 20 września Niedługo koniec wakacji bez wakacji. Mam chory mózg, chore myśli, chore sny. A marzenia? Marzenia są

najpierw jestem pacjentką. Za wcześnie było to wszystko. Tak szybko bratasz się ze . zupełnie nie tak. Nie da się pogodzić życia z nimi. Żadna siła cię od tego nie odwiedzie. Pomyśl Baśka. Co za menażeria! Ale wiecie co? To nie tak. Ale teraz napiszesz tę pracę i nic ci w tym nie przeszkodzi. tak nie może być. Jest ich trzynaście. 18 października Przyglądałam się czemuś. zmęczona życiem. To jest naprawdę bez sensu.być pacjentem albo wolnym człowiekiem.cudowne. Trzeba się na coś zdecydować . co nie pozwala mi zasnąć? To ja. które mi towarzyszyły przez lata tego szaleństwa. Zespół depresyjny to kolejna etykietka. Mój lekarz jest tutaj i pomógł mi wejść na oddziały. drażni jak zła muzyka. Myśl! Przemęczona jesteś. 4 października Czym jest samotność? Buntem? Pokorą? Lękiem? Winą? 13 października Muszę rozwiązać problem leczenia lekami. a później współpracownikiem. 15 października Badam w Lublińcu pacjentów do pracy magisterskiej. co nazywają społecznością terapeutyczną. Ale jak? 24 września Kto potrafi przeklinać samego siebie? Co mnie budzi pośrodku nocy? Czy to samo. To już uroda mego życia . Policzyłam rozpoznania psychiatryczne. Tylko choroby i spustoszenie wokoło.

czym będzie wychodzenie z narkomanii. wczuwam się i czuję. 30 października Znowu szukałam Marzeny wśród ludzi na ulicy. W murach tętni szaleństwo . to ostateczna głupota. bezzębna staruszka. Wydawało mi się. oswajam. Widzę. Pięć lat pracy nad sobą. Badam schizofreników. ale to dopiero preludium. pragnieniem. z drugimi włosami. 29 października Lubliniec jesienią przypomina mi tamten czas. wyzywał po kolei dziewczyny. Poddać się na finiszu. tęsknota za śmiercią. 26 października U Docenta rozwija się charakteropatia alkoholowa. kiedy zdarza mi się tutaj powracać. Dni mijają podobne do siebie. mnie ominął i zaakceptował moje badania. czym będzie codzienna udręka z marami. To już nie schizofrenia. myślą. stawać się kimś innym. młoda. po którym wkracza się w krąg otchłani piekielnych. Pięć lat walki na ringu z każdym wspomnieniem. łączą. że bycie ćpunem i otaczające go życie jest wystarczająco koszmarne. wyniszczona. . Wyczuł. zmieniać oblicza. studia. Szalał dzisiaj na zajęciach. I oni wyczuwają moją odmienność. fantazja i niepojęta rzeczywistość. przenikają się wzajemnie. rozdzielają i znowu się ścierają.schizofrenikami. to cały wszechświat. ale wtedy właśnie brakuje sił i nie wierzy się w powodzenie. do której nadal nie jestem przygotowana. 25 października Gdybym wiedziała. nigdy nie wzięłabym narkotyku. jak idzie roześmiana. To pora. że się go nie boję? Jak uwolnić się chociaż na chwilę od samej siebie? Nieustannie się odradzać.tysiąc dwieście osób.

chwycić ją za ramię i powiedzieć . Marzena. 9 listopada Czy mogę już sobie ufać? Nadal jestem zbyt blisko. Chcę wtedy podbiec. Namacalnie. Nie potrafię nadal pomieścić się w granicach własnego JA. 3 listopada Co trzeba przejść.szukająca dostawcy po bramach. radosnymi uniesieniami po to. by w rozpaczy powiedzieć. 5 listopada Inaczej jest mi ze schizofrenikami. I już wiem. Lek przeciwdepresyjny jest wszystkim. zamknięta w wewnętrznym świecie i na kolejnych stronach dziennika. ze światem realnym. Tajemne. przyjmując postać nikczemnej bestii. wychodzą do mnie lub włączają mnie w urojenia. . Może trzeba było pozostać po tamtej stronie tęczy? 15 listopada Czy wolność jest normą. na wyciągnięcie ręki. które żywią się szynką.nie chodź tam. i urąga mi. a ono śmieje mi się w twarz. co może mi ofiarować. Właśnie teraz jestem tak daleko od ludzi. że się na pewno poddam. że w lodówce mieszkają małe zielone ludziki. że życie nie smakuje? Chociaż zachwyca jedną chwilą. czy wejściem w stan patologii? Codziennie przekraczam to zwierzę w sobie. Mój psychiatra także jest bezsilny. kiedy nadejdzie mój czas. Powiedz sobie cicho japońskie „tak” (OESH). Nie mam depresji. tam śmierć. jakby wiedziało. by mocniej przywalić. Badam ich i oni mnie testują na swój sposób. Nie są wypalonym drewnem. miłości. Po co mi to wszystko? Szarpanie się z ludźmi. Sted. Wyznają swoje uczucia. Sobie to powiedz i rozgrzej się dla siebie i innej istoty ludzkiej.

że może być inaczej. szalonym poetą.akt spełnienia lęku. Zgodziłam się na zdjęcia bez cienia.wspomnienia o życiu. Nagrywałam mój tekst przez wiele godzin. To siła Twojej miłości wyzwala radość i zbawczą energię życia. Film będzie o naszym klubie i o pani Marii. nie będę ukrywać twarzy.28 listopada Czy oni znowu mi nie wierzą? Wszyscy mnie podejrzewają i nikt nie ufa. Poddaję się. który był alkoholikiem i po śmierci Stachury zatrzymał się. Podpisałam książkę własnym nazwiskiem. To zmiany biochemiczne w mózgu. Ta choroba jest nieuleczalna. Czułam. kiedy umiłowało się stan całkowitego zatopienia w morfinowym morzu. więc i ja powrócę do niej. lecz odczuwam już nowy rodzaj wibracji . oszalałabym bez codziennych porannych narodzin. kiedy przy Tobie nie śmiałam się. że jest cały pogmatwany i był mi tak . Mam ochotę powiedzieć wam „a gówno”. inaczej być nie może. ale od dawna nie przeklinam. 6 grudnia To obłęd. Grudzień to miesiąc wiele razy przeklęty. 3/4 grudnia W ten dzień chciałabym zmienić stan materii i stać się mgłą. Muszę to robić. Wybacz mi. 7 grudnia Pojechałam do Warszawy zaproszona przez Wytwórnię Filmów Dokumentalnych. Wszystkie daty kojarzą mi się z różnymi rocznicami ćpania. które codziennie popełniam . Panie Boże. Nie pamiętam. ich żadna siła wewnętrzna nie odwróci. 12 grudnia Spotkałam się z Jerzym. Kiedyś popełnię samobójstwo. bym sama mogła walczyć z sobą.

Poznano mnie tam. jakaś siła odwodzi mnie od tego i każe wracać do domu. Czasami podcina kolana lub zwala człowieka.zna się latami każdego pacjenta z odwyku. Noc. Co tak mnie gna w tamtą otchłań? 24 grudnia Kiedy wędruję po ulicach z zamiarem odwiedzenia znajomych. Ściskało mnie w gardle jak przed ważnym egzaminem. Niełatwo jest uciszyć myśl wzbudzoną bolesnym wspomnieniem. w czasie przeszłym. Po prostu taka już jestem. jestem daleko od plotek. kłębi się. bolało w skroniach. nie potrafię opowiedzieć im o swoim świecie. A może znowu zbyt wiele pragnę. Basiu. Nie potrafię rozmawiać z ludźmi. zwykłych codziennych spraw. piękna dziewczyna. 19 grudnia Oj. Może sił starczy na jutro i na jutro. Żeby chociaż sen. boję się o ciebie. To cała epoka w życiu ćpuna. Byłyśmy tak blisko i tak daleko. ja na odległej od ich widzenia świata. bez żadnej wiary w jakąkolwiek szansę. Żyć się chce i umierać się chce. 14 grudnia Poruszyłam kamień z lawiny i czekam na katastrofę.bliski. Byłyśmy tutaj z Marzeną. Umiera się przelotnie. Dorota. całkowicie zniszczona. . 13 grudnia Pojechaliśmy z kamerami na Białą Salę. Oni jeszcze z przeznaczeniem na śmierć. To jest charakterystyczne . Oni byli na jednej planecie. każda zajęta własnym umieraniem. Tak kiedyś pisała Anna. tak silna bywa więź emocjonalna. jeszcze opętani innym rodzajem szaleństwa. i na jutro. Nie wiedziałam. co mam tym ludziom powiedzieć. Nie umiem mówić o niczym. Ponad sześć lat. żyje w nas w ciągłym ruchu. zadaje ciosy.

W lipcu byłam przygotowana ostatecznie. stawało się w moim życiu rzeczywiste. Samobójcze mam myśli. w pogmatwany labirynt i oślepłam na kolory życia. ale w tym szaleństwie jest niesamowita metoda. 5 stycznia 1985 roku Tak. zabiera mi czas przeznaczony na moje pisanie. 18 stycznia Mam samobójcze myśli. drżenie. kiedy mam złe myśli. Pracuję nad pracą magisterską. Doprawdy nie wiem. kiedy przegrywam? 6 stycznia Duszność. I tego można w życiu dokonać. Kiedyś weszłam w głąb siebie. Myśli samobójcze mam. mój Mały Przyjacielu. poznając mrok czerni i odcienie szarości. Nie odczuwam niepokoju. i zdławiłam zwierza. 30 grudnia Odważyłam się spędzić Sylwestra inaczej. Jerzy jest „umarłym alkoholikiem”.To. gonienia z Cezarem za kuropatwami po łąkach. co nierealne. To cena wolności ruchów. Mam myśli samobójcze. Kończy się kolejny rok moich śmierci. z pełnym planem. Jestem szalona. twoje serce znowu bije niespokojnie. Myśli mam samobójcze. która trzyma wszystko w całości. Zawsze byłam na ostatniej orbicie do odpadnięcia. Piję szampana z nimi i w zaspach śnieżnych chodzimy po lesie. Zrobiłam dla nich śniadanie. jak ty to czujesz? Czy można modlić się o sen? Jakim kosztem przegrywam. Samobójcze myśli mam. .

Jestem zajęta. Byłam w Przychodni Zdrowia Psychicznego osaczona śmiercią. Krążę po orbicie swego samobójstwa. przywołując cienie. Śnięte ryby nie mogą dorżnąć się same. bardzo zajęta odchodzeniem i wracaniem tutaj. że nie mam psychozy. Nie chcę już tutaj być i nic nie mogę na to poradzić. 22 stycznia Wykład z etyki: Życie jest największą wartością człowieka. Gdzie jest wyjście z tej sytuacji? 4 lutego Ktoś ma do mnie żal. Lekarz chciał mnie skierować do szpitala. myśl. Nic więcej nie mogłam jej powiedzieć. . ale tam bym ją odnalazła. Po lekcjach jestem jak śnięta ryba i o to chodzi.19 stycznia W nocy miewam halucynacje słuchowe i wzrokowe. wdrapać się na kulę zwaną życiem i starać się na niej utrzymać. ale nie pamiętam. Dopełnione samounicestwienie. Uśmiech mamy. Ktoś mnie odwiedził. 26 stycznia Zaliczyłam seminarium magisterskie na pięć. To trzeba zrobić samemu. nie przyjęłam pomocy. plan związane są z jej nazwą i pragnę jej silniej niż narkotyku. Wiem tylko. Każdy ruch. że nie powiedziałam. 30 stycznia Przesypiam. 31 stycznia Nadal śnię. 28 stycznia Znowu błąkam się po ulicach miasta.

. Mam głupią nadzieję. Mam miłość..: Mam psa. A jednak Sylwia Plath odeszła. Mam rodziców. Bałam się tamtych wspomnień z dzieciństwa. Samotność mam i bezsenne noce. 10 marca Dlaczego przemilczałam pierwsze lata narkomanii w Pamiętniku? Muszę to dopisać. Jak silny jest cios skierowany w siebie.. że może jeszcze warto pożyć.Patrzenie w sufit wydaje się bardzo ważnym zajęciem. kiedy musiałam wybierać rzeczy. Mam trochę przelotnych koleżanek. I szaleństwo posiadam. niechęć przyprawiającą o nieznany obłęd. A oni chcą. pisanie i prochy zalecone przez psychiatrę. Bałam się sama przed sobą powrotu do tamtych lat. które pozostawiały obrzydzenie. którzy mnie kochają bezgranicznie. bym była tu i tam. Pogłaskał twarz tego szaleństwa. 12 lutego Byłam u psychiatry i śmialiśmy się z mojej śmierci. 21 lutego Pogrzeby są tańsze niż leczenie jednego ćpuna. Ile kosztuje leczenie chorego społeczeństwa? 8 marca Stan posiadania Barbary R. zostawiając dwoje małych dzieci i siła macierzyństwa nie powstrzymała jej. Jestem taka bogata.

Żywy nie wie. nie pojmuję kręcenia się wokoło. Właściwie nie wiesz.15 marca Usiłuję wpatrywać się w życie codzienne. To demon psychopatii trawi jej męża. uśmiecha się do słońca. że to się stało.. To . wiesz. można wszystko nazwać. Istnieje Barbara Rosiek. Tego nie wiemy oboje. przypisać etykietkę. A przecież niektórzy twierdzą. Dlaczego nie ma psychologii miłości? Ile może być krzyku w milczeniu. coś przeczuwa zmysłem Justyna przeżywa jakieś tragedie w małżeństwie. ale mnie nie ma. Mama macierzyństwa i osacza mnie pancerzem miłości. kiedy ciśnienie rozerwie klatkę piersiową. Ona chodzi sobie po świecie. 13 kwietnia Witam. jak się umiera. z czego leczy mnie psychiatra. Chodzi po świecie jak skopany pies. 16 marca Anno. lecz niewiele dostrzegam. I tak na przedwiośniu przyjdzie mój czas. Umarłam. a serce nie nadąży za innym czasem. Do diabła z psychologią. Najbardziej boje się ludzi normalnych. 15 kwietnia Boję się nadal drugiego człowieka. 9 kwietnia Język psychologiczny przydaje się.. Tego nikt nie wie. że jestem inteligentna. Nie popełniłam samobójstwa. rozmawia z ludźmi i udaje. Tak. wytłumaczyć. sadzę. Anna pyta. że nic się nie stało. Co ja takiego sobie uczyniłam? 21 marca Wiosna jest zimna i ponura. Anno.

Tajemnica naszego mózgu. To oczywiście w stylu mego szaleństwa. która wynosi poświęcenie ponad majestat Boga. Nie wyrzekaj się siebie.matematyczna niewiadoma. Basiu. ile zostało we mnie? Nie można wszystkiego ujawnić. prawa. żyjemy i przebaczamy. mocy. 13 maja Skończyłam pisanie. lecz kocham schizofreników. A może dziewięćdziesiąt procent. silni i ulegli. ale dzięki jego obecności jeszcze JESTEM. 7 maja Wiktor Hugo: Miłość to spełnienie. 21 kwietnia Miłość niesie w sobie ogromny ładunek tajemnej siły. piszę nową część drugiego wydania Pamiętnika. Nie potrafię uczyć się teraz psychologii. To oczywiście szaleństwo powierzać mu swoje tajemnice. Dziękuję ci mój Mały Przyjacielu. wytrwali. 4 maja Zabraniam memu psu starzeć się. upadamy i podnosimy się. Trzeba zachować w sobie część tajemnicy. społeczeństwa. niczym zagadka czarnych dziur we wszechświecie. To nasza tajemnica. 1 maja We mnie siedzi złośliwy chochlik. bym uczyniła źle. Przygotowuję się do egzaminu magisterskiego. w kilka dni napisałam 100 stron. Ile zawiera dziennik. To za jej sprawą jesteśmy pokorni. nie wyrzekaj się swego buntu.wielka kosmiczno . Nigdy. . który szepcze. 11 maja Zamiast się uczyć.

Jakie mam szanse w świecie innych układów? Dzisiaj poczułam. że nie . psychologiem. lecz kusi cię. Spłonęło. że nie warto tłumaczyć się przed niektórymi ludźmi. To takie proste. którą trzeba stale uprawiać. Nigdy nie pytałam. że muszę żyć w specyficznym napięciu. Schudłam dziewięć kilogramów. samobójstwem bez samobójstwa. Osaczyło mnie wielkie oczekiwanie. Rosiek. czy dane mi będzie to przeżyć. Kupiłam narkotyk i płakałam nad tym gównem. by to uczynić. przed dojściem do mety. Anna ma rację. Co mnie czeka w świecie układów dorosłych? 25 czerwca Skończyłam dwadzieścia sześć lat. trzeba przestać być małą dziewczynką. stoczyć się. Nie ma nic prostszego w naturze ludzkiej. W lęku człowiek zwycięża i w lęku odchodzi. Gratuluję ci. Czas spełnienia kobiety. i wyrzuciłam. których nie popełniam? Może dlatego. zaćpać. 28 maja To nie w moim stylu poddawać się na finiszu. umrzeć.17 maja Oddałam Docentowi gotową pracę i czekam na termin obrony. 15 czerwca Jak się to dzieje. rodzą dzieci. spaść. przekupstwem samej siebie. to sztuka. że milcząco wyrażam zgodę na przypisywanie mi win. 11 czerwca I jesteś. Pokochać. absurdem. Dziewczyny z roku wychodzą za mąż. 25 maja Ironią przebrzydłą jest to wszystko. Do pieca. modliłam się i przeklinałam. skończonością nieskończoną.

można odkrywać coraz to nowe orbity przeżywania. Czy to coś oznacza? Czy jestem teraz kimś innym? Mogę pomagać ludziom tak.potrafię odejść. które nigdy nie może się spełnić. potrzebuję tego. Pięć lat ochrony szaleństwa. 1 lipca Przychodzi głód. To wieczne marzenie. Tym razem są ludzie. To akurat mi się udało. To doprawdy niepojęte. 7 lipca Czy można być niedokończoną kobietą? 8 lipca Podróż w głąb siebie nie ma końca. Udało mi się. Tyle we mnie planów. jak płatek śniegu na rozgrzanej dłoni. 29 czerwca Oswajam w sobie nowe zaistnienie. Wędruję po znajomych miastach i głoszę. natrętny jak potrzeba wody. jak wszechświat. galaktyki z innymi zachowaniami. że tam potrafię się odnaleźć. nadziei i topnieją pod wpływem jednej myśli. Jestem psychologiem. . nowe światła nie znanych gwiazd. którym mogę to powiedzieć. by przeżyć. że jestem szczęśliwa. Zaczynam załatwiać pracę w częstochowskim szpitalu na Tysiącleciu. chęci. mają wolne etaty. jak ja tego pragnę. czuję. 26 czerwca Pięć lat innego życia plus oczywiście zagubienie się na drugim roku studiów. czarne dziury nieznanej rozpaczy. Pięć pobytów w klinice. Chcę pracować na psychiatrii.

26 lipca Mam pewne trudności z przyjęciem do pracy. szkolić. Ciągle trzeba się gdzieś podpisywać. w lęku przed każdym gestem świata. Po pięciu latach ćpania. ale już nigdy tego nie zrobię. 12 lipca A jednak jest ktoś w moim życiu. że ja nie żyję. 28 lipca Ludzie sądzą. Czy to aby nie kolejne szaleństwo? 23 lipca Dorota nie żyje. w strachu przed swoim cieniem. . musi natrafić na kolejną odwilż. Pośpiech i spowolniały kadr. Ale przyjdzie i jego czas. Obawiam się pewnych trudności. Odeszła po zakończeniu filmu. dotyk dłoni. kiedy tu powracam i jakaś siła mnie tu pcha. poniżenia. kiedy odchodzę.11 lipca Odebrałam w wydawnictwie sygnalny egzemplarz Pamiętnika. Głos. przysłuchiwać. Ordynator zgodził się na moje przyjęcie. Nie chcą pokazać tego filmu. spojrzenie. W filmie opowiada swoją wędrówkę zaraz po mnie. obrzydzenia do siebie. Dałam się namówić Kotanowi. 30 lipca W „Trójce” był wywiad ze mną. przytulenie. Coś mnie gna z mego Królestwa. związanych z moim przyjęciem do pracy.

Jesteś? Więc tak to ma wyglądać! Nie można wejść na drogę. Widzę w ich zachowaniu panikę. Amen. kogo. A może pojadę daleko. którego wszyscy chwalą jak Boga. Wyrok zapadł. 1 sierpnia Ordynator załatwił mnie w minutę. Wokoło piasek i pustynia. Wyroki bóstw są okrutne.poranne wstawanie i nowy dzień.31 lipca Jutro idę do pracy. . zaiste jak młody Bóg. Brakuje mi sił. Zbyt daleko teraz nie można odejść. bo dziesięć lat temu byłam pacjentką psychiatryczną i to wystarczy. Czuję. A kiedy jest właściwy czas na życie? Teraz i tylko teraz. To jednak nie mój czas. wybrałam życie. Trzeba było to zrobić naprawdę wtedy. 4 sierpnia Wszystko powoli dopełnia się. Lecz tak się nie stało i jestem. Więc zobaczymy. Czy chcesz. że oni się boją. jakich układów. nie wiem czego. Proszę. Nie mam siły na życie. Chyba jest na to za późno. Może jutro gdzieś powędruję. bym do ciebie przyszła? Nie mogę. Nie ufa mi. Nie nadaję się do pracy jako psycholog na jego oddziale. czym jest to bóstwo. po której oni kroczą jak zastępy tchórzliwych zwierzątek. 2 sierpnia Czuję się wypalona jak trawa po pożarze oazy. zatracając sens . prosto pod skrzydła ordynatora. nieodwracalne i ostateczne. Mam dwadzieścia sześć lat i nie potrafię się podnieść. odezwij się w moim śnie.

Tyle jest mocnych drzew wokół internatu w lesie. że wstanę z łóżka i zbiorę się do życia. Napisałam nowe podanie. jakbym chciała z murów wyczytać swój los tutaj. pogrążyć się. szarpanym snem. Zamieszkałam w internacie. Nie napisałam nic ponad to. usiłują odczytać z mojej twarzy czas kolejnej rozłąki. nie . lecz skończyły się i usnęłam krótkim. Tak mocno wierzyłam w powrót tutaj. a co stratą? . chociaż już nie wiem do jakiego życia. wyrwana z domu w zły czas. Czy można zaistnieć w małym miasteczku psychiatrycznym?! 13 sierpnia Dokąd znowu. Najtrudniej zrozumieć sprawy oczywiste. Co jest porażką. krótki życiorys o skończeniu szkół. Czy miał świadomość ryzyka? 12 sierpnia Podnoszę się powoli. Miasteczko przygląda mi się i ja jemu.5 sierpnia W Lublińcu potrzebują psychologów. Ile razy podnosi się człowiek? Dopóki starczy sił. który jest nową ciszą. Basiu? Cezar nieufnie obwąchuje bagaże. 8 sierpnia W nocy powróciły halucynacje słuchowe. 6 sierpnia Chcą mnie w Lublińcu. Ja nie chcę umierać..nie tam! Anna czuwa nade mną po drugiej stronie słuchawki telefonicznej. a nie do umierania.. I słyszałam zbyt wiele jak na moją wytrzymałość. nie chcę zaćpać. zapić. Ordynator okazał się słabszy ode mnie. O Boże. Wierzy.

którą gubię na spacerach w lesie lub na cmentarzu. cały ten układ. Ukrywam wszystko. jeżeli było mi dane zaistnieć tyle razy. w radosnym uniesieniu spełniając misję. Mam szefową. 19 sierpnia Kiedyś pytałaś mnie. Wypływam na mielizny. Powrócił spokój ulic i tłumu. Czasy. Dogoniłam siebie. I tak nadejdzie ta Pani w najmniej spodziewanym momencie. która wypowiada swój niepokój. Witaj wielka psychiatrio. które na pewno nadejdą niczym letnie burze.. największa z największych. 23 sierpnia Muszę żyć. . by tego dokonać i mam nagromadzoną siłę do przetrwania kryzysów. nie uznaje innego miejsca do życia.. To chyba tak . nie czuję się osaczona. Nie czuję się zagrożona w mieście. Każde odchodzenie to deptanie kwiatów i powstawanie nowych odmian. Przed znajomymi ukrywam wyjazd do Lublińca. Uczyniłam tak wiele. głównie schizofreników. Zamiast obiadu kupiłam książki.15 sierpnia Oddycham wolną Częstochową. Pierwsza bezsenna noc tutaj. Anno. kim są ludzie z personelu.2 stu dziesięciu psychotyków. Otrzymałam życie jak tajemny dar Boga i trzeba z niego korzystać do końca. Cezar musiał pozostać w domu. Jestem psychologiem na oddziale 0 . Mam pęk kluczy do drzwi i tajemniczych bram. układy i ludzie nie sprawdzili się. Pokój w internacie jest ponury i obskurny. zamykam w środku niczym przeklętą perłę w nadgniłej muszli. co uczynię jutro. 20 sierpnia Dostałam angaż na trzy miesiące.oni psują się od wewnątrz. pojutrze. za rok. co się wydarzyło. zmywające kurz z rozgrzanych ulic. Mam swoją samotność. Nie wiem. i będę oddychać nową nadzieją.

ale i tak pokój jest paranoiczno depresyjny. Sparaliżowany pacjent zabił swoją żonę. Ze Stasiem rozmawiam o ruchach planety nad Lublińcem i zakładaniu podsłuchów. Wędrują po wyznaczonym odcinku czasu. 26 sierpnia Andrzej ma dwadzieścia siedem lat i jest opętany przez szatana. Czuję się jak wrzucona na głęboką wodę nieznanego jeziora o idealnie spokojnej powierzchni i.25 sierpnia Mieszkańcy małego miasteczka żywią się plotkami jak planktonem. To są zamki z piasku albo bańki mydlane. Mam orzekać o jego stanie psychicznym z szefową i dyrektorem. lepiej tak niż drogą plotki. niedostępnej psychiatrom.. co dalej. Umyłam okno. Ma nakazy potępienia i nie je. będę mogła zaistnieć w ich świadomości jako swoja. Konsumują. przez co chudnie bardzo szybko i ma szansę umrzeć w całkowitej ascezie. przeżuwają i trawią w majestacie. Zabójcę przewieziono do aresztu i umrze tam niewątpliwie. Dałam książkę szefowej. ale nie pytajcie mnie o to. tocząc się na wózku inwalidzkim.. Spokojnie podchodzę do nieznajomego. kiedy ona zabawiała się z kochankiem. zamykani przestrzenią stają się nośnikami Wielkiej Prawdy. Jak mnie przetrawią i nie zatrują się. Tym jest tutejsza rzeczywistość. Smakują mnie. bo jest bardzo chory. by utrzymać się na niej. macham rękami. by załatwić swoje stare porachunki. . zawiesiłam firankę. Na razie usiłują mną manipulować. 29 sierpnia Oni są nieskończeni w swoich urojonych światach jak Kosmos. robiąc zamęt.

Najpierw rozbijają na sobie meble. Usiłuję pojąć układy małomiasteczkowe. 5 września Poczułam się jak w akademiku. kiedy są wyczerpani walką. . a potem. ale to jest trudniejsze od tajemnicy schizofrenii.kopulacja w lewitacji. Kto tu rządzi? Poznałam nowy rodzaj odmienności seksualnej . .powiedziała do mnie młoda schizofreniczka. przypominając las skamieniałych drzew.albo się biją. Godziny badań. dlatego ich agresja kierowanie jest do galaktyki. I totalna bezradność w działania. Szpital staje się dla moich pacjentów zapomnianą wyspą.Nie mogę opanować mnogości moich światów . kilku katatoników zastyga w bezruchu. klik. Kiedy wchodzę na oddział. Co robić. bo utrzymują mnie rodzice. otoczoną ironią zdrowych i nienawiścią rodzin. padają w zespoleniu. gdzie zanika w drodze do światła. Każda próba wymarszu stąd może skończyć się otwartą wojną. Nie potrafię rozszyfrować stronnictw. albo kopulują. a po południu zbijają meble i tak od początku. że po studiach trzeba być idealistą albo idiotą. rozmowy. Moi sąsiedzi zajmują się dwiema sprawami . Co za perfidne stworzenia. 6 września Mężczyzna w delirium po wypiciu „Bałtyckiej”. W nocy chodziły po nim szczury wielkości kotów i zapładniały jego żonę. taki system. Kończą nad ranem. wzajemnych podgryzań. 4 września Uczę się psychiatrii na co dzień. Zawsze jest to stan wskazujący na spożycie alkoholu.30 sierpnia Nie zdechnę z głodu.

Tajemnica schizofrenii jest oczywista i jedna. Szukamy złotego środka na choroby psychiczne. 15 września Wczoraj było mi tak dziwnie. że nie widzę innego świata i to także jest niedobrze. bo spalam się zbyt szybko. tkwią duże możliwości. Każde jej spojrzenie ma inne znaczenie. którym nie udaje się rozebrać zabawki na części. Zabrałabym go na spacer do lasu.To wszystko jest beznadziejne .10 września Pan Staś odbiera w mózgu stacje nadawcze z USA i ZSRR. . więc nie wolno się poddać. Młoda schizofreniczka czasami delikatnie unosi się nad podłogą. nie pasuję im. a dzisiaj trochę lepiej się mam. Tam.powtarza w chwilach smutku. i jest idealną ciszą. ale trzeba nauczyć się słuchać. płynąc we mgle oparów neuroleptycznych. Nie można żyć w radosnym napięciu. W pokoju jest zimno. Przekazuje informacje o zagrożeniu z obu stron. jeżeli potępiający głos salowej jej nie przestraszy. Praca mnie wchłonęła tak bardzo. Tylko smutno. 17 września Malowaliśmy nastrój na zajęciach z psychorysunku. . Można ją poznać. a nadmiar energii krąży w obiegu. że Cezar musi pozostać w Częstochowie. Już myślę o moich pacjentach. Afera nie może wybuchać. Jeszcze się nie wyciszyli. a nie potrafią tego odkryć i są rozdrażnieni jak małe dzieci. zdrowe fantazje i pragnienia. Intryguję ich. wsłuchiwać w delikatny świat. więc czekają mnie infekcje. utkany z niewidzialnej. zimniej niż na dworze. gdzie pozornie jest schizofrenia z defektem. długo to trwa. 13 września Nieustannie docierają do mnie plotki. które odczytują tylko wtajemniczeni.

Byli bardzo zaskoczeni. przed którym drżą nieustannie i nie potrafią się obronić. Oddaliłam się od tamtego czasu. wyciskając nowe piętna niewoli na ich obolałych ciałach. Co ja mogę z tym zrobić? 26 września Pojechałam z ćpunami na leczenie do Świbia. podgryzany przez dół i górę. jakby zamknięta w urojonym świecie moich pacjentów. która nie ma pojęcia o narkomanii. twierdząc. że mamy wspólnych znajomych. Usiłowali mnie podbierać. Niedługo książka ukaże się w księgami i zacznie się ciche polowanie. to paranoja psychiatrów. Gotowanie jest dla mnie stratą czasu. pochłaniam jedzenie i wracam do Lublińca. I na tym sprawa się zamyka.srebrzystej nici i złotego pyłu westchnień. 25 września Coraz częściej sama prowadzę społeczność. że mają do czynienia z młodą psycholożką. . że to amerykańskie sputniki. 23 września Doprawdy nie wiem. więc w końcu powiedziałam im. Są przeciążeni na wszelkich łączach. Co za swoisty kanibalizm. Szefowa zaganiana. jak tu żyję. że uda im się dotrzeć do lekarza. W ośrodku myśleli. Ale oni nie pozwolą mi zapomnieć. Ten szpital może kiedyś runie. ale dostępu bronią cerberzy i zioną nienawiścią. Pacjenci codziennie wierzą w swoje wyzwolenie i w to. 20 września Czy istnieją niebezpieczni chorzy? Wiem na pewno. Staś . męczyli się. chyba emocjami. że ja to ja.Sputnik działa. że istnieje personel niebezpieczny dla chorych. I od razu okazało się. Wyżywienie w stołówce jest zbrodnią przeciwko ludzkości. Wygłodzona wpadam do domu. wybił szyby przy drzwiach wejściowych. Nie przyznaje się do tego.

przez miesiące wspólnego bycia stajemy się dla nich najbliższymi osobami. Obłęd uderza także w nas. Wyczuwają zło niektórych osób z personelu i wiedzą. Pacjenci wiele czują. Na oddziale trwa walka o parzenie herbaty. 30 września Co jakiś czas wybucha nowa paranoja psychiatryczna. plany na nową działalność w urojeniach. Pielęgniarka oddziałowa obawia się zagrożenia swojej władzy z mojej strony. Chorzy potrzebują dużo płynów. gdy nie było szefowej. aktualne stany. Dawki neuroleptyków są tak ogromne. manipulując ich zachowaniami. kiedy w nas jest tyle światów? 2 października Cześć chorych przenosi urojenia na nas.Zanosi się. że będę znana. 27 września Objąć te sto dziesięć psychotycznych życiorysów. by nie dochodziło do drastycznych sytuacji. a teraz pokrzyżowałam jej spokojną egzystencje.to praca Tytana. Do tej pory była najważniejsza. Po co szukać daleko. zamysły samobójcze . że jestem z nimi Nieprzebrane rzesze wiernych na całym świecie modlą się świątyniach . Usiłuję ingerować. Zażywane leki powodują wieczną pustynię w ustach. że przeraża mnie traktowanie pacjentów przez niektóre salowe. że nie można tego inaczej określić. nie wie nawet Bóg schizofreników. Kolejny atut władzy i możliwości szantażu. ale co z tego będzie. To ci ze zwiększoną skalą psychopatii podkręcają sznury. Książka rozchodzi się w kraju. aby poniżać chorych. Ostatnio podajemy im truciznę i chcemy ich zniszczyć. Salowe to wykorzystują. kumuluje się nad Lublińcem i powoduje skandal w postaci szkalowania nowej ofiary lub szukania winnych za poważne wykroczenia. Jest zaskoczona. polepszenia. pogorszenia. mimo że są nazywani schizofrenikami. Częściowo mają rację.

Zanik uśmiechu. Uczelnia rozpoczyna zajęcia. wybijając szyby na odcinku A.w próżni i nadciśnieniu. sprężonym powietrzem. a ja już mocno siedzę w dorosłym życiu. ale zagrożenie minęło. 6 października Jestem znowu inna. Skąd się biorą te wszystkie wizje? 14 października Pani Jadzia co jakiś czas poddusza mnie z miłości.4. pacyfikacja przedłużała się. lecz on go mocno trzyma w objęciach.zajmowanie się pacjentami w psychiatryku i przejmowanie się ich losem zostało uznane przez salowe za totalnego świra. którego nie wyobrażałam sobie jeszcze przed rokiem. Rozmawiałam przez telefon z Anną. To kolejna ucieczka przed . że o książce już jest głośno w Polsce. 11 października Biorę się za bary z szatanem Andrzeja. 8 października Odkrycie na miarę epoki . Nie mogę być smutna TAM? Mogę. Inny pacjent wymyślił koncepcję mordowania ludzi w szklanych kulach .wyznań. odebrałam dyplom. Szpital znowu zaatakowały sputniki. oni zrozumieją. zapominam o własnym życiu. Wezwano posiłki z oddziału 0 . Ale CUD jest TUTAJ. boli jak dawniej i nie chce odejść na zawołanie. ale kiedy nadchodzi. rozpraszam się na wiele czynności. Za mocno tutaj żyję. W wydawnictwie dowiedziałam się. mózg pacjenta uśpiono na kilka godzin. Sanitariusz skaleczył rękę. napadając na mnie na korytarzu. 4 października Byłam w Katowicach.

25 października Znowu badanie dla sądu.sobą. Nie lubię tego. jak zwykle nie rozstrzygniętą. Cezar ciągle się na mnie złości. Ciepły pokój po pracy to minimum. co moi schizofrenicy. Ktoś płakał nad książką. 16 października Szefowa rozpoznała u mnie depresję szczytu. jakbym była wymiarem sprawiedliwości. 30 października Mniej marzę? Czy wchłonął mnie ich świat? Marzenia straciły swoją moc wobec schizofrenii. to mnie przytłacza. Jak oni to robią. Ale jestem otoczona tą samą materią. mimo że pracuję tutaj. a nie mnie osądzać i wydawać opinię. 18 października Źle znoszę zimno. którego nie mam. A może ja śnię na jawie? Jest mi tak. moje wadliwe krążenie nie ogrzewa ciało. Kobieta spowodowała wypadek i zginęło jej dziecko. Czuję ich ból w sobie. I on chce przytulić się do mnie. nieokreślenie inaczej. On także niegdyś umierał dla przyjaciela. Nie potrafię wieczorami wyhamować układu siatkowatego i bezsenność trawi mnie jak podstępna choroba. To mój szalony poeta. Układ . że tak często odchodzę i zostawiam go samego. Trochę oddaliłam się. nie liczyć kopulacyjnego rozejmu. że się jeszcze nie pozabijali? Nad ranem zakończyli bitwę. właśnie tak. Pacjenci wierzą mi. Czy może być inna kara dla niej niż ten los? Sąsiedzi są na etapie katowania się i wyrzucania z pokoju. bo mu umarłam. jeżeli sadomasochistyczny. Personel nadal mnie obserwuje. powróciłam do szklanej kuli.

Nawet w wewnętrznej strukturze schizofrenii istnieją rozszczepienia.powiedziała do mnie we śnie. rzucić się w świat psychiatrii i marzeń. Śmiejąc się pragnie umrzeć. Była bliska wyzwolenia. Grażyna ma smutną hebefrenię. nie przewidziałam. 4 listopada Można doprowadzić się do absurdalnego stanu umysłu na pograniczu snu i jawy. Tylko łzy. porażona pierwszymi promieniami słońca. . Stan duchowego oświecenia jest wtedy bez sensu. 5 listopada Grażyna wyskoczyła z pierwszego piętra. Jednak potrafi się we mnie obudzić szaleńcza tęsknota i chcę gnać przed siebie. 1 listopada Powstrzymałam w sobie to wszystko.31 października Bolało tak.. a potem strach przed śmiercią.To nic i tak byłam pechowa . i zatopić się w przeszłości. lecz kat omyłkowo przeciął nić jej życia. Po pracy coraz częściej pragnę być sama. 2 listopada Nie można istnieć poza miłością. choć to jeszcze może być kontrolowane. . że umrzeć się chciało. Żyje. jest w gipsowym pancerzu i będzie chodzić.. co kiedyś było nie do powstrzymania. Na oddziale coraz trudniej mi znosić zachowanie psychopatyczne personelu wobec pacjentów. W tym stanie ciała i umysłu można dojść do ruiny. Piękna schizofreniczka prawem serii odeszła o brzasku.

i trzeba się podłączyć. za dużo pracuję.8 listopada Praca na oddziale nie ma końca. Jednak muszę się leczyć. Czytają Pamiętnik. Można utracić wiele. Jeszcze nie jest to ten czas. mam spotkania autorskie. co rok łapie mnie w swoje kleszcze. Wędrowałam dzisiaj z nimi po oddziale i rozmawiałam. . Przyjęcia. 14 listopada Znowu zimny pokój. Moi pacjenci snują się po zamglonym świecie psychiatrycznym. Wszystko w dużym napięciu. aby zatrzymać w sobie to. W nocy mam znowu halucynacje. Potrzebuję tego tak samo jak kiedyś. Czy znowu czynię coś strasznego przeciwko sobie? Nie odpowiadam na mur niechęci. To oni ogrzewają skostniałe struktury psychiatrii. czuję to. opisy. dlaczego przeraża ich własne przerażenie. Skały oporne na drążenie przez uczucia pozytywne. Najwięcej ciepła mam od schizofreników. Pytam. chłód personelu. Czy można kochać i cierpieć? Czy można cierpieć bez żadnego sensu? 12 listopada To czas mego smutku. Nie jestem zaleczona z narkomanii. by przetrzymać czas. istnieje „tragiczna miłość” i „dobre cierpienie”. terapie podtrzymujące sprawy socjalne. Nie tłumaczę się ze swego życiorysu. co się kocha.wyzwoliłam się. Psychopatów nic nie ruszy. wstępne rozmowy. kiedy powiem . Chyba już wiem. lecz umiem się powstrzymać. Po prostu jestem i dlatego będę niszczona. piszę. co to jest. 11 listopada Anna toleruje mnie przez telefon. Postacie z innego wymiaru bytu. Język jest taki niedoskonały.

o marazmie. są zagubieni w tysiącach światów.17 listopada Po pracy zamykam się w pokoju i pisze lub nasłuchuję. że psychiatria się nie rozpada. jęczą. To kolejna niepoznawalna tajemnica bytu. funkcjonując na dwóch przeciwstawnych biegunach. jaki tam panuje. Teren jest skażony plotką. odpowiadając sobie sama na pytania. Kipiało. Wypadek na sąsiednim oddziale. Vivat Po trzech miesiącach pracy tutaj przechodzę kryzys. powstrzymywano. Wykrywają podsłuchy i potajemne połączenia. kiedy kolejny. Nigdy nie mieli kontaktu z kimś takim. Weszłam w to z całym zapałem po to.. ciągnąc po bruku ładunek dynamitu z zapalonym lontem. A ja nieustannie się dziwię. został zwęglony i nie przypominał wymodlonego cierpienia. Do . stopowano. Sama nie skruszę muru psychopatii i nienawiści. Personel jest jeszcze bardziej spięty. wypełniają nakazy. zamienił się w proch. Pchnięty palcem. by mnie na każdym kroku podcinano. 22 listopada Znowu coś o mnie ukazało się w prasie. 25 listopada Psychiatryczny dzień: chodzą po oddziale. 26 listopada Zabrałam się za własne leczenie i pojechałam do Warszawy. Szefowa czasami nie chce słuchać. śmieją się. odbierają „głosy”. System urojeń schizofrenia!!! zaczyna się uodparniać na fenactil. który usnął z papierosem w ustach. kosmiczne grzyby rosnące w piwnicach i nadajniki. jak się zachować. ale na pewno mają więcej okazji do plotkowania. żywi się uczuciami obok codziennej strawy. dymiło. Brakuje odpowiednich ludzi. snu i pracy. nie wiedzą. Czasami ktoś mnie odwiedzi i opowiadamy o pracy. która wyżera umysły.

Czas pomyśleć o swoim zdrowiu. ba. który mnie samą zaskakuje. 4 grudnia Trapią mnie wszystkie możliwe infekcje. muszę przez to przejść i nie dać się zwariować. że halucynacje będą. Lecz jestem psychologiem. Przyjmuję życzenia imieninowe. To chyba tak ma być: moje życie tak się układa. Panie Profesorze. Tak reaguję na wzmożony stres. Źle znoszę nowe leczenie. Warunki w internacie są skandaliczne. nawet pielęgniarką. Niewątpliwie brakuje mi zdrowia i ciepłego pokoju. Jej krzyk jest zadziwiająco spokojny w misji spełniania marzeń zmartwychwstania. Nie mieszczę się w strukturach pojęciowych tych ludzi. w którą nikt nie wierzy. wszystko byłoby naturalne. Gdybym była pacjentką. salową. to przez migdałki. Oni nie wiedzą. lecz nie mogę przyjmować tych leków. Nasza nowa Matka Boska codziennie rodzi Wszystkie Dzieci Świata. aby mniej myśleć o tamtym. Nic na to nie poradzę. Mam mały wybór: leki i pocieszenie. powinnam je wyciąć i trzeba będzie to zrobić. więc nigdy mi tego nie wybaczą. jestem gotowa być posłuszną pacjentką. Nie wiem dlaczego. 30 listopada Ucisk w czaszce jest zawsze psychogenny. Pozwolono jej głosić prawdę. że muszę znosić inne sprawy bardziej dokuczliwie. ale dyrektor ma własne ciepełko i nic go nie interesuje. 1 grudnia Mam stan podgorączkowy.Profesora. kiedy go opowiadam. że tracą szansę na wieczne zbawienie. Pragnę spokojnej pracy i wieczorów na pisanie. Profesor spokojnie przyjął moją opowieść. . i to „innym”. 29 listopada Stałam się sławna w Lublińcu. przerażający życiorys. Może chociaż lepiej będę sypiać.

z czym się zmieszały resztki umownej osobowości. gruba schizofreniczka jest stale przywiązywana do kaloryferów. Nie mam siły na nic. Ciało nie chce się leczyć i serce odpowiada innym rytmem. jak im tam jest. dokąd uleciały. Kiedy w końcu usypiam. ponieważ pasy i kaftany nie stanowią przeszkody dla jej szaleństwa. nie mogę obciążać serca. śnię koszmary: postacie ludzkie w czerni osaczają mnie. Panie. kim są. Daj mi. co się z nimi dzieje. 11 grudnia Stale myślę o moich pacjentach. Nie przewidziałam psychopatyzacji personelu. Nie mam odporności. zaleczyć gardło. 5 grudnia Przetrzymać to wszystko. tam się nie zgubię. pracę.choć nie powinnam tego robić. . kaszel. jak się rozpadają? Czym naprawdę jest defekt w schizofrenii? Przejściem w inny wymiar? 12 grudnia Byłam na kontroli u lekarza. a potwory wrzucają do dziur bez początku i końca. siebie. że chociaż „moje” dziewczyny z terapii zajęciowej są tutaj. bym się nie zagubiła na ścieżkach wielkiej psychiatrii. Dlaczego cierpią za miliony. 7 grudnia Jestem na zwolnieniu. uspokoić się od wewnątrz. Mała. tylko spokoju i samotności. jaki naprawdę jest ich świat. Dobrze. Mama opiekuje się mną troskliwie i nic mi więcej nie potrzeba. Na każdym odcinku jest nowy Chrystus ze śpiewem na spieczonych ustach. Poczytać mogę więcej. że znowu idę w niewłaściwym kierunku. Wydaje mi się. nowe siły i mądrość. Tulę się do mego psa i czuję się znowu bezpiecznie. Nie. mam brać zastrzyki. gorączkę. one pomagają mi przetrwać. jestem osłabiona.

że bardzo się zmieniłam i częściej się uśmiecham. widzę to po grymasie na ich twarzach. Ja nie mam dokąd iść. Szarpię się jeszcze. czyli realizacją kolejnej koncepcji życiowej. Zdarza się też.13 grudnia Kiedy TO się skończy? Moi prorocy z oddziału codziennie przepowiadają apokalipsę. Są na tym świecie ludzie.. 24 grudnia Dla wielu pacjentów to dwudziesta Wigilia na oddziale. Na oddziale można zapisać tysiące lat samotności. że nie mogę stosować się do jego zaleceń. którzy według definicji psychiatrycznych nie cierpią na chorobę psychiczną. a jednak ożywieni i cieszą się. a to zwiększa przemęczenie i obniża nastrój. Dokąd płyną i gdzie są ich granice? Lekarze dają mi niewielkie szanse. Jestem stale rozszczepiona na dwa miejsca i stale w podróży. A ja na przekór żyję. w zależności od tego.. lecz znajomi twierdzą. rezygnacji. która zazwyczaj upadla. . Miotają się mniej lub bardziej. mają w oczach pełno wątpliwości. są skazani przez los i rodziny.. 16 grudnia Nadal jestem na zwolnieniu. na jakim etapie jest stan ich umysłu. Nabieram pewności w moich wyborach. Wysiałam list do Profesora. Powróciły wspomnienia o Marzenie. I nie odczuwają tak mocno mego niepokoju.. Moje obsesyjne marzenia spełniają się. bo nie wytrzymuje naporu samotności. a bardzo trudno im pomóc. Odnaleźć sens istnienia w sobie. że złapią w żagle pomyślny wiatr i wygrywają walkę. 26 grudnia Staram się pogodnie wejść w życie.

Szefowa prosi.30 grudnia Ciągle tutaj nie pasuję. Przytłoczyło to nas w sposób szczególny. tutaj umieją rozpoznać takie stany. Ależ ja śnię. a może inne wymiary. bym w Nowym Roku walczyła o siebie bez depresji. lecz nie było to możliwe. która poszła na urlop. bo wiedzą. co noc. koszmary tak . Zostałam na całonocnym badaniu EEG. Dlaczego ja mam halucynacje. Co można z tego wyczytać? Że nie śnię. że pacjenci znajdą u mnie schronienie. minuty. 2 stycznia 1986 roku To chyba widać. 6 stycznia Pacjentka z depresją. Szefowa życzyła mi. Chcę głębiej wejść w ich świat. słyszę różne głosy i widzę wiele obrazów. Odczuwam obcość we wszystkim. bym leczyła swoją bezsenność. kiedy nadchodzi zmrok. ile to trwa: sekundy. wyskoczyła z czwartego piętra. panie Profesorze. Tak. że nie sypiam po nocach. zwłaszcza dla lekarzy jest to jasne. 11 stycznia Kilometry zapisu pracy mego mózgu z nocnego badania. a ja zawierzam od nowa kolejnym ludziom. Miałam zasnąć i przespać tę noc. Przeżyła. Mam stan depersonalizacji. zawadzam. Rosiek. co robię i przeżywam. kiepsko z twoją duszą. lecz jest bardzo połamana. a może to już mój świat albo to zawsze był mój świat. Profesor nie zniechęcił się moim postępowaniem. Mam zmienione leczenie i nową nadzieję. Nie wiem. 10 stycznia Pojechałam na kolejne badanie do kliniki.

pozwalają sobie na ingerowanie w moje życie. właściwie nic mi nie mówi. Na oddziale zmierzch nadchodzi codziennie. Jak dotrwać do wiosny? Zatraca się granica swobody i bycia ze sobą. świecąc latarkami w oczy śpiących. mam gorączkę. Czasami wśród nocnej ciszy rozlega się śpiew anielski o wyzwoleniu. NIE MAM SIŁY. Stan mojego zdrowia nie podlega klasyfikacjom według znanych kryteriów medycznych. Teraz sypie się ze mnie klej fizjologiczny. podjęłam pracę. 16 stycznia Biorę duże dawki antybiotyków. . Dokonałam czegoś zupełnie niemożliwego: skończyłam studia.realne. sądząc. przychodzi wiele listów. Schudłam o kolejne kilogramy. a zaniepokojeni sanitariusze zrywają się przerażeni i szukają winowajcy w salach. napisałam książkę. Dziwne są te moje wizyty u Profesora.. Serce stuka ostrzegawczo. a nadał nie potrafię porozumieć się ze sobą.może jutro? Dlatego wierzą w swój obłęd jak zakochani w swoją miłość. Zaczynam odmawiać. I tak ograniczam spotkania z innymi psychologami. Chronię się do nieznanych nor. tak jak dla tysięcy innych ludzi. Ludzie proszą o indywidualne spotkania. gubię się. 20 stycznia Przechodzę kryzys wartości. Uśmiecham się do siebie i do schizofreników. unikam patrzenia w twarz. niekiedy w sposób daleki od przyzwoitości. że mnie znają dzięki książce. gdzie nie będę miała zwykłych kontaktów z ludźmi.. że odchodzę gdzieś. To też wpływa na stan mego umysłu. Ludzie. Czuję. dlatego muszę od nowa zaczynać. niż ich nakładanie. Odklejanie elektrod trwało krócej. Telefony ścigają mnie w obu miastach. tylko ustala nową dawkę leku i wyznacza termin kolejnego badania. że przestraszyliby się ich moi schizofrenicy. 14 stycznia Mam zbyt wiele spotkań autorskich. i zadaje niezmienne pytanie .

Oni tak się cieszą. Witaj. jestem chyba na nie uczulana. ironiczne.okrutne. kiedy czują schizofrenię. Dlaczego piszę o nim jak o czymś obcym. Tajemnica tak niepojęta jak Kosmos. W człowieku dominuje pragnienie decydowania o sobie do końca. W snach powraca przeszłość i odchodzi. ale zawsze łagodne. oczy w ciemnej oprawie . terapii. a dla nich ból i okrutne zaskoczenie. Mnogość bóstw i jedna męczeńska śmierć. 30 stycznia Wróciłam po chorobie do pracy. czarne włosy. Znowu źle znoszę leki. wzbraniam się. Czym są upadki człowieka? Nowym człowieczeństwem. kiedy się lękają. lekami. Basiu. Schizofrenicy.25 stycznia Ten czas nie może być stracony w wyczekiwaniu na zmianę. dławiło się. kiedy powracam. Ukrywam to przed nimi. coś mnie pcha w desperację. Wiele karm w jednym ciele. a nie części mnie samej? Jesteśmy całością. Psychiatryk to kolejna szkoła świadomości. w rytm badań. Twoje odbicie w lustrze zmienione teraz chorobą. Właściwie co by się wydarzyło. gdybym tej nocy umarła? Dla mnie już nic. Głuchoniemi migają. Misje do spełnienia. 2 lutego Ulice tego miasta są pełne skrytego niepokoju. Jak to jest? Kiedy sama chcę odejść. a mnie podduszało jak wąż boa. Chudnę nadal. . Nieprzerwane pasmo udręki w każdej sekundzie życia. że mam tak chore serce. także w lęku ogarniającym przed śmiercią. Myślę o moich pacjentach. opowiadają mi o nowych urojeniach i innych sprawach. Filozofia wszechbytu. bo nie wiedzą. 27 stycznia To była zła noc Coś działo się z sercem. gdy śmieją się do świata i ludzi. gdy śmierć sama nadchodzi.

pacjenci dostali swoje dzienne dawki leków i jedzenia. Ale trudności są obiektywne. 17 lutego Szefowa obserwuje mnie. jakbym była pewna w stu procentach. wyjęta spod ludzkiego panowania.. Wszystko mnie boli. że narasta jakiś obłęd. jak ja się tu czułam przed laty. zamknąć w izolatce. . by odejść o świcie lub prze transformować się w nieznane. Zabieramy pacjentce telepatycznie jej pamięć i chcemy ją spalić w krematorium. wyciszam się. pozbawiona wszelkich praw. i kto udowodni. 26 lutego Jestem spokojna. gdzie jest moje miejsce. bardzo spokojna. drażni. poniżać. Domagają się papieru toaletowego i miłości. pacjenci psychiatryczni głoszą własne prawdy. A przecież całe życie stawiasz na jeden skok. Więźniowie mają normalniejsze warunki niż chorzy psychicznie. Czasami trenuję. czuję. Skargi pacjentów to kolejne urojenia. można było ze mną zrobić absolutnie wszystko. że jest psychiatrą. Pamiętam. związać.. nie ma jej w regulaminie szpitalnym. W szpitalu bez zmian. Może rzeczywiście. że warto. osacza lęk.więźniowie sprzątają ulice. Czym jest dla nich pobyt w szpitalu? Totalną niewolą. Terroru panującego tutaj nikt nie jest w stanie skontrolować. 16 lutego Życie wypełnione pracą i sprawami pacjentów nie jest spełnieniem. 25 czerwca 1980 roku zagrałaś Basiu va banque i nie wyszło. I potem przychodzi taka noc. Co do miłości. 9 lutego Nie wiem. muszę pamiętać. Anno.. Zniewolić dawką koszmarnego leku. że jest inaczej. ale potem wewnętrzna siła ulatuje i powracam w stan niepokoju. jestem chora..

przy mnie jeszcze się powstrzymują. za dużo pamiętam. Zamieszałam w kotle małych świństewek i nastąpił radioaktywny wyciek. Czekam. mimo że stale przegrywam? Niedługo wiosna. uderzenie w twarz. 3 marca Kiedy świat jest zupełnie smutny. Niech się toczy do końca i dalej donikąd. 8 marca Zaczyna się przedwiosenna niewydolność krążeniowo . bo nikt nie wie. myślę o moim kuzynie Pawle i wtedy on do mnie dzwoni.oddechowa. Czas świadomości. Tak to fachowo brzmi. czy to akurat nie będzie ten decydujący moment w jego leczeniu. palenia papierosów. Obłęd stworzony schizofrenikom. bezdech. a oznacza ucisk w płucach. by dać radę. amen. Narkomanowi zawsze trzeba dać szansę. Czas milczenia. Zachowałam to dla siebie jako tajemnicę zawodową i nigdy przeciwko tym ludziom tego nie wykorzystam. W takich chwilach trzeba się na kimś oprzeć. Kiedy przyjdzie . związanie w pasy. lodowaty pot na czole i obietnicę śmierci. 21 marca System „kar” w psychiatrii: zakaz oglądania TV. gwałt. Zdradził mi to przed odejściem. Kiedy słyszę jego głos. wybiegają naprzód. Zbyt wiele upadków. co jest bardzo szkodliwe dla pozornego spokoju i wiecznej szczęśliwości. Mały Książę: Decyzja oswojenia niesie w sobie ryzyko łez. A może za wiele wiem. Moje oczy milczą na ten czas. Kilka osób z personelu podawało narkomanowi prochy. Myśli przesuwają się. Wyciszyć się. czuję ciepło od środka i pełne bezpieczeństwo świata. lecz nie mam tutaj nikogo. Zdmuchnąć siebie z siebie.Personel przeczytał reportaż o mnie w „Na Przełaj”. wkroczyłam w życie na przekór skostniałym regułom gry. parzenia herbaty. 16 marca Czy wygrałam.

marzenia. nie widzę. 29 marca Marzenia. że się odezwałam słowami mego buntu.. Nie wierzę w jej powodzenie. których nie rozumiem. Czy można . nie czuję. która mnie oślepia. Przemęczenie. Tak wiele dzieje się wokół mnie.. Nie rozumiem ludzi. Wystarczy jeden zastrzyk. mogę kochać się. którzy zgłaszają się do mnie po pomoc. Pokochałam jednak stan trzeźwości pomimo nieustannego lęku. cieszyć się każdą chwilą inaczej.hobby z dzieciństwa. której nie lubię. zabiera czas. Narkotyki zabierają w radosnym otępieniu człowieczeństwo. nie mogę skoncentrować się na wydarzeniach. We wczesnej młodości wystarczyło. Balast sławy. rozsypuje życie. Kiedy głośniej oddycham. Nie słyszę. Tak zawsze było. już wywołuję burzę wokół siebie. Moją duszę otacza nieznana mgła. 2 kwietnia Ciągle wydaje mi się. Umrę z całym sercem. Siedząc w kolejce do lekarza poznałam ceny trumien. który zniósłby to wszystko niczym mocne dmuchnięcie świecy. nie potrafię zaistnieć w jakiejkolwiek aktywności. Te tańsze są podobno ładniejsze. W nocy byłyśmy dwie. że coś ważnego się wydarzy i wyczekuję po pracy. z którym poruszam się po ziemi jak po mrocznym korytarzu. Nie poszłam dzisiaj na wiosenny spacer i zapadłam w sen.zmęczenie brudownikiem psychiatrycznym? W całym ciele odczuwam paraliżujące zmęczenie mięśni. Farmakologia . rytm dnia i nocy. przenikające przestrzeli. czuć zapach świeżości dnia. 10 kwietnia Stan rozszczepienia osobowości. a dorośli czynili z tego zamęt. nie potrafię ich wysłuchać. nicość. Myśli błądzą w marzeniach. Nie poddam się operacji zastawki. Trzeźwa. Każda nowa sytuacja stwarza nową udrękę. nasłuchuję. rozpierające. Stany dereistyczne. Nastąpiło przeciążenie. smucić się wszystkimi odcieniami melancholii. skalę przeżyć.

A ona myśli tylko o jednym .. Osiągnęłam stan pustki intelektualnej i mogę jedynie wykonywać zwykłe czynności. Poczułam dzisiaj objawienie bycia TUTAJ. która wyskoczyła z czwartego piętra. by wokół nie było ludzi. by od nowa podróżować w oczekiwaniu radosnego spotkania na końcowym przystanku. Podsypiam jak przed laty przed seansem. Czy można żyć w mieście. Szefowa widzi bezsilność leków. Zacierają się we mnie granice samotności. Układ żył znałam na pamięć. Musiałam przerwać pisanie na pewien czas. 22 kwietnia Miłości mi trzeba od zaraz.. zabieramy ostre przedmioty. usuwamy leki. miażdżyła warstwę kory. Głowę ściskała żelazna obręcz. Tak blisko byłam Boga. Na peronie w snach odczytywałam na gładkiej powierzchni tysiące razy: WYZWOLIŁAM SIĘ.odcinamy zadzierzgnięte prześcieradła. . w którym każda ulica kojarzy się z konkretnym obrazem śmierci i przyglądać się sobie idącej w tamtych kierunkach? 11 kwietnia Pragnę wyzwolić z depresji młodą kobietę. albo gdy wstrzykiwałam sobie narkotyk podczas projekcji. Znowu zmiana leków. Trzeba mi innego nasycenia myśli.jak nas oszukać i odejść skutecznie. i czuję bezsilność słów. Zawsze siadałam tak.udźwignąć ten ciężar? Oglądam siebie. kiedy idę do kina i czekam na wygaszenie świateł. 14 kwietnia Jestem słabsza tej wiosny. Spotkałam się z Anną w Warszawie. Byłam na kontrolnym badaniu u Profesora. przećwiczony tysiące razy we wszystkich możliwych wariantach. by móc powrócić do domu. Kino stawało się bezpiecznym miejscem. a ekran oświetlał przedramię. Bardzo dobrze rozumiem jej pragnienie. Stałyśmy się jej najzacieklejszymi wrogami . która przenikała kości. kiedy wzięłam zbyt dużą dawkę.

jest nadal pełen grozy. Zatracanie się w drobiazgach. że tym razem wytrwam. Nie pojmuję. że jestem z nimi. Nie potrafią mnie oswoić i powoli staje się lisem. 8 maja Czasami wynurzam się ze szklanej kuli. gromadzenie rzeczy. Starzy schizofrenicy umierają w pokorze. ale wiedzą. zdobywanie żywności. Nie chcę. prawie z ulgą. Jestem zupełnie kimś innym w środku. nigdy ich nie pamiętałam. bez oddechu. nieustanna gonitwa na okulałym koniu. jakby za życia poznali tajemnice. Pogoń. 18 maja Nie pamiętam nazwisk znajomych przypadkowo poznanych. Nie. Majowy czas samobójców. Basiu. Codzienne doświadczenie obłędu. kiedy z nim obcowałam. byle dalej.Profesor ma nadzieję. A tutaj znam stu dziesięciu schizofreników i nigdy ich nie pomylę. wszystko budzi się do nowego życia. Nie daję rady. że nie mam władzy. Wolność i odpowiedzialność. ale polewają mnie środkiem dezynfekcyjnym. nie. Nie dla mnie taką rzeczywistość. wielu pacjentów jest na rewersach. to taka uroda mojej pamięci. w lesie tyle soczystej zieleni. Za dużo we mnie burzliwych myśli narosło. 13 maja Maj w Lublińcu wygląda twórczo. więcej. Wyczuwają. Przyglądam się temu zjawisku. jak to pogodzić? Twój świat. na oślep. Trzeba dać . by złapać oddech. na ich twarze powraca uśmiech po latach noszenia maski. nie! 30 maja Kuzyn Paweł czekał na mnie na Centralnym z bukietem żółtych gerber. Nie potrafię. w niebezpiecznym spokoju. bez pojęcia. Na to teraz nie ma leku. byle szybciej.

Rzygać po wódce to bardzo duży grzech.im popłynąć i ułożyć się w całość. 20 czerwca Minęło dziesięć miesięcy pracy na psychiatrii. Osierociła dwoje małych dzieci. Jakie wizje tworzy mój mózg. 4 czerwca Oddział psychiatryczny w Częstochowie zostaje zredukowany. To chyba jakaś szansa dla mnie. Mój Mały Przyjaciel skończył siedem lat.powiedziała młoda schizofreniczka. Utraciłam barwę dzieciństwa. Może coś w tym jest. Dlaczego człowiek zabija? 25 czerwca Data nowej śmierci zapisana w notesie Boga.dać drugiemu człowiekowi wolny wybór. że nie mogliśmy się wtedy porozumieć. To wielka sztuka . Jak oni wspaniale wyczuwają nastrój chwili. To jakaś polityka. 6 czerwca . Szkoda.Wszystko straciło barwę . Psychiczna ślepota. Dla mnie to tylko kolejna przeszłość. Pić wódkę to mały grzech. Tak ją kochał. Nie wolno mi pić alkoholu. że system urojonych zazdrości doprowadził go do całkowitego jej unicestwienia. Badam zabójcę żony. które przeżywa na jawie? Co tak gna do niepokoju? To my jesteśmy pierwszą przyczyną naszego losu. Pogoda deszczowa. Tak mawia ksiądz na spowiedzi góralom. Nie wolno mi palić papierosów. . Działają leki przepisane przez Profesora. Nie wolno mi brać narkotyków. Nawet na pełną śmierć trzeba sobie zasłużyć. świeże kolory radości. angielska mgła króluje na ulicach i w lesie. Ma wspaniałe wyczucie i niczego mi nie narzuca.

powrócić tu i wprzęgnąć się w patologiczne mechanizmy systemu zniewalania człowieka. że tratuje pokłady mego ja i pozornie zwycięża. Mój uśmiech zastyga. a mimo to ludzie. by nikt nikomu nie zarzucił braku opieki. wystawionym na urazy świata. zamknięte w starych klatkach. chociaż dla niektórych tak to wygląda. że staję się małym zwierzątkiem. niepoznawalny dla nikogo. kaftanach. Płakali. mają poczucie bezpieczeństwa. w zależności od jego siły. 6 lipca Kiedy powracam do Lublińca.Wolno mi uprawiać miłość. obcując ze mną. Specjalne zalecenie lekarka. Tylko ja mogłam pójść na coś tak absurdalnego. żywione ochłapami. które wynika z odpowiedzialności za własne szaleństwo. Zdarza się. To nie obłęd. 4 lipca Wielu pacjentom się pogorszyło. czyli seks. Ubezwłasnowolnieni w pasach. bez lęku znoszą swój los. czuję. krzyczeli i śmiali się. Nadal tu trwam i jakbym wierzyła w zmianę. kiedy maszeruję przez miasteczko w pełnej gotowości do obrony. To niepowtarzalny twór. Oni przypominają okaleczone ptaki. lecz rano rodzę się z nowymi siłami niczym kolejna głowa smoka. 28 czerwca Badam pacjentów na innych oddziałach. To tamto sprzed lat powraca. Tak bardzo chciałabym inaczej widzieć człowieka w tym systemie. wierząc w zbawienie. jesteśmy nieustannie deficytowi. To chyba przez kosmiczne upały. . zastrzykami. choć z przekleństwem na ustach dla personelu i miłosnym posłaniem dla bogów. Niekiedy jakieś wspomnienie boleśnie mnie ukłuje albo zdławi mnie smutna obręcz. Przyjmuję lęk z większym spokojem.

kiedy jednak poczułam głębszy oddech w płucach. złapałam go w dłoń i uziemiłam własnym ciałem. 2 sierpnia Czytam jedną książkę dziennie i wierzę. że przychodzi Czas Narkotyku i nie ma innej rzeczywistości i nawet wizja AIDS nie ukoi nagromadzonej w podświadomości tęsknoty. Była burza i gdy uderzył piorun. chyba w związku z amnestią. który musiał być złudzeniem. czułam je dotykiem.10 lipca Odwiedził mnie Paweł. W ciągu dnia pracuję. iluzji i koszmarów. Muszę wkładać w poruszanie się po świecie więcej trudu. słucham zagubionych dusz. i nie wiadomo. Dlaczego w psychozie nie można być pokornie dumnym? Czuwają nad tym ludzie z personelu. Zamykają stare . że to mnie uratuje. pierwszy raz w życiu o tej porze pracuję. bo nie ma takich zapachów na jawie. że będę żyć jak roślina delikatnie podlewana przez rodziców i chroniona przed wiatrami ścianami mego Królestwa. że dokonałam Absolutnie Niemożliwego. 18 lipca Nie czuję lata. W takich chwilach obiecuję. kto kogo przywraca rzeczywistości. Jednak powstrzymuję się i wiem. 24 lipca Noc halucynacji. układ krążenia nie radzi sobie z tym obciążeniem. zapomniałam o obietnicach składanych na pograniczu życia i umierania. Oddycham z ulgą i zaskoczeniem. 5 sierpnia Sprawdzała mnie milicja. że nastąpiło wyzwolenie. To oczywiste. ja pocieszycielka. Przedmioty ze snów stawały się realne i na jawie odwiedzały mnie. Dlaczego wzbudza we mnie tyle emocji? Stale myślę O TYCH NAJWIĘKSZYCH CIERPIĄCYCH. węchem.

Boże. z idiotycznym regulaminem wewnątrzoddziałowym. nie widzę żadnej różnicy w cierpieniu. ale nie jestem w stanie zmierzyć się z murem niechęci salowych.tak nierealne bywa moje obcowanie ze światem. ale ona profilaktycznie wysunęła pazury. że malutkie piranie są groźniejsze od potężnego krokodyla. Nie potrafię pogodzić się z tym światem. Ciało rozpada się systematycznie. 19 sierpnia Szefowa poszła na urlop. Atakują grupą i rozdzierają ofiarę na setki kawałków. losu się nie wybiera. że nie zarabiam na siebie i gdyby nie rodzice. umieraniu. Trudno się podnosić. Nigdy nie miałam zamiaru wchodzić jej w drogę. Czy czułam się gorzej? Godzinami mogę słuchać urojonego świata. obrzydzenie. powierzając mi oddział. 11 sierpnia Mój psychiatra pyta. Czuję się lepiej. to zęby w ścianę itd. czy czuję się lepiej. kiedy nadchodzi myśl. Siostra oddziałowa poczuła się znów zagrożona. które wzbudzają lęk. To mój personel. wyjmują spod prawa. osamotnieniu. Na ile można być samotnym? Jak kawałek meteorytu poruszającego się w próżni kosmicznej przez tysiąclecia .sprawy. Zdumiona stwierdzam. pogardę. a ja się „wymknęłam”. 18 sierpnia Dlaczego klasyfikuje się choroby na lepsze i gorsze? Każda może zaatakować. Smutno mi. Już wiem. że trzeba było się powiesić . a dusza zmienia maski po każdym ataku bezsilności. Umieraj przyzwoicie!!! Nie popadaj w obłęd!!! Nie rozpadaj się i nie śmierdź!!! Umieraj szybko i bez męczenia rodziny! Narkomania jest chorobą duszy i ciała. Są choroby.

będą tutaj do końca życia i powędrują na cmentarz szpitalny jako numer statystyczny. zubażam moje widzenie świata? 9 września Połowa pacjentów to chronicy. i w łachmanach mamy służyć człowiekowi? Pochylam się nad każdą miłością. cudowną twórczością. utratą. 27 sierpnia Pacjentka. I nic na to nie poradzę. Zbliża się złota jesień. Syntonia w schizofrenii. zanim przekwitnie. Ile straciłam przez tamte lata? Rachunek jest nie do wyrównania. to ochłapy jałmużny. cała zatopiona na dnie oceanu. nie poradzę. zawsze wzbudza uśmiech. Ideały nie nasycą. Piękny kwiat. Czy odbierając sobie codzienną dawkę lęku. 11 września Na chleb i wodę starczy. gdy człowiek głodny. I głodni.mając szesnaście lat. by przefiltrować nerki. Wypłynę. może czasami na piwko. które przynosi dobre czasy i sny. jeżeli powiesz tylko jedno słowo. bo wtedy personel występuje także przeciwko mnie. Nad każdym szaleństwem. Nie potrafię chronić moich pacjentów w sytuacjach upokorzenia. zagubieniem. krew i mózg. Dostrzeganie piękna jest wzniosłe. odbierająca przekazy z TV. 4 września Profesor wreszcie był ze mnie zadowolony. Na wino już nie. bo jestem Twoja. poezją. To nie zarobki. Kocham Cię. jakoś reaguję na leczenie. . Odczłowieczenie dosięgnie ich nawet po śmierci. tuli do serca swe dzieci z uśmiechem na twarzy. gdy utraciłam wszystko tak boleśnie. Jeszcze jedną z chorób personelu jest nienasycenie. każdą śmiercią. Pochylam się nad cierpieniem.

Jej powolne konanie w półśpiączce. w ciągu dnia piszę powieść. Mam wielki talent do chorowania. Nie wiem. Odwrócenie porządku świata. z drżeniem. Te niezliczone przemiany tak mnie zaciekawiają. szukają leków. Jedyną korzyścią z moich chorób jest możliwość pisania od rana. że kocham ten świat. kiedy choroba przykuwa mnie do łóżka. 6 października Każda noc przynosi rodzaj nadświadomości. Moi rodzice opiekują się mną. w wyniszczeniu. napadów melancholii i halucynacji nic mnie nie toczy. to ja powinnam się nimi opiekować. który niczym delikatny prąd przypomina mi. Wiem już. Dzisiaj zapomniałam na chwilę swe nazwisko.21 września Tyle we mnie mroku. kupują dobre rzeczy. i nocami. kiedy mam ciekawe skojarzenia. która umiera w delirium po szesnastu latach brania leków. gdy po dniu różnych zajęć pozwalam myślom spokojnie toczyć się i wyłapuję skojarzenia wraz z narastającymi obawami ciemności. Nie wiem.. Przyglądam się młodej kobiecie. Teraz ja im opowiadam o psychiatrii. 13 października Powróciłam do pracy po kolejnej anginie i mam na praktyce studentów psychologii z mojej uczelni. jak tylko potrafią. . w halucynozie. a wieczorem wiersz. Kiedy nie pracuję. przyprawia mnie o nieznany dreszcz. co bym bez nich zrobiła. 8 października Oprócz choroby serca. płynąć po niespokojnych jeziorach przytulona do dna porzuconej łodzi. że i ja mogłam dojść do takiego stanu. że zapominam o lęku i pragnę iść dalej w nieznane. kiedy są one jeszcze lepsze..

że tu wszystko się wali. to historia z innej opowieści. Serce. Boże. Wtedy każda noc jest rozterką bez dna. uciekając przed prześladowcami. kiedy sił mi brakuje i zdrowia. Dziwię się. która się regeneruje. czy najpierw było szaleństwo. co drażni niektórych znajomych. nie poruszam się i nie odpowiadam na pukanie do drzwi. która pozwoli nam żyć. Duszy nie warto roztrząsać . Zabiera mi to czas i powoduje rozdrażnienie..Nie czuje się najlepiej. żeby zdradziła. to ogólne osłabienie organizmu. żołądek po prochach stale boli.. czy odwrotnie. którą trawi psychoza od kilku miesięcy..studentka ekonomii. W takich wypadkach staję się zupełnie bezradna. Ja także jestem z nimi w zmowie. Nerki filtrują każdą ilość płynów i chwała im za to. Hoduję w pokoju pająki. co mam robić.. Nałożenie się dwóch spraw stworzyło całość. a później narkomania. To dobrze. w ciemności myśli atakują mnie jak krwiożercze sępy. że odkryjemy w sobie siłę. ale teraz to nie ma znaczenia. Inaczej nic nas potępionych nie powstrzymałoby od zagłady siebie. i przemieszcza się po Polsce. że można mieć takie problemy. 25 października Naświetlają nas kamerami. Jest to młoda dziewczyna. God save my soul. usiłuję ją przesłuchiwać. . O takich drobiazgach. i zupełnie nie wiem. . a ja mam nowy system podsłuchów w gabinecie. Dzięki Ci. 20 października Zalało mój pokój w internacie. że człowiek jest niepoznawalny.cierpi i nic tego nie zmieni. a tak mamy nową nadzieję. otchłanią bez gwiezdnych przystanków. siadam w jednym miejscu. Jaki jest stan mego ciała? Wiecznie rozpadająca się wątroba. I to chyba tyle. jak wzrok. zęby czy słuch nie warto nawet wspominać. Mózg: nie wiem. Jedna żyła na lewym przedramieniu nosi zdradziecką poświatę tamtych lat. Jestem jak wyschnięte koryto rzeki.

To nie urojenie. znowu utraciłam kawałek ciała.nie piję siedem lat. chcą. gdzie jest trochę radości. bo codziennie są nowe książki i można wydać wszystkie pieniądze. 6 listopada Otwarta rana w gardle jest wymyślną torturą. DON'T BE A DOPE. która nie grzeje.4 listopada Jestem w szpitalu. Z alkoholi konsumpcyjnych daje najwięcej delirek w przedziale wiekowym dwadzieścia pięć . jeżeli jest. jedynym miejscu. Nie. Poszłam szybko pod skalpel. Kobiety uzależniają się trochę inaczej. nie jestem okaleczona. Nie można jeść. nie ćpa. 10 listopada Wiwat czysta „Bałtycka”. i potem żywić się wiatrem i słońcem. nie produkuje. a potem ból. Mam bóle fantomowe.czterdzieści. Codziennie przeżywam inną poświatę życia. nie szprycuje się. nie kołuje i nie mota. półsen. Przy drugim migdałku zaczęłam schodzić. 12 listopada Powróciłam do domu i nabieram sił. łzy. oczywiście u mężczyzn. zastrzyk. bym wystąpiła w programie . Chodzę po miasteczku jak po zaklętym kręgu z epicentrum w okolicach szpitala psychiatrycznego. Pacjentka obok ma raka krtani i co noc walczy o oddech. Basiu. Większość z nas spotyka się w księgarni. Dano mi tak wiele. nie robi przypału. Czy nadal jestem narkomanką? Alkoholicy mówią o sobie: jestem trzeźwym alkoholikiem albo jestem alkoholikiem . nie jest na tripie ani na haju. czy jesteś trzeźwą ćpunką. Jak to jest? 22 listopada Telewizja mnie ściga.

To doprawdy nie moja wina. Przebudzenie. Przyjmują to zupełnie spokojnie. Już dobrze. Tylko jak to zrobić? Jestem nie nasycona życiem. Okay. Jesteś. ale ciągle spotykam się ze śmiercią. 7 grudnia Zapisuję dzień i noc. Moi pacjenci jak rozbite okręty bez stałych złomowisk zalegają latami na oddziale. taka już rola obserwatora ostatniego tchnienia. I nikt mnie nie przekona. Jesteś. stan na razie bez zmian. nie miażdżąc mnie samej. że jest inaczej. jedynie dając nowe wytchnienie dla świata. nareszcie jesteś. Narkomanowi zawsze trzeba dać szansę. że została mu minuta życia. rozrośniesz się i wypełnisz częścią siebie. Nie chcę i nie mam sił. radość i smutek. 24 listopada Powrócę do pracy na tydzień przed urlopem. mam żyć spokojnie i nie martwić się. Podpatruję je wszędzie. Tak długo wyczekiwałam. a może to jest zapisane w moich wierszach. już spokój. oprócz tego. Tutaj od razu każdego ćpuna się przekreśla. Wszystko to pomieścić się może w zeszytach. Przełamałam w sobie barierę lęku mówienia pacjentom. kiedy we mnie zakwitniesz. W tych pozornych wrakach tli się ogromny potencjał człowieczeństwa. czego wyrazić się nic da. Śniłam jednocześnie wschód i zachód słońca. Tutaj ludzkie dusze otwierają się przede mną jak przejrzałe owoce. kiedy ja tęsknię do życia. nawet jeśli nie wierzysz. . zabijany przez system kombinatu. że los rzuca mnie w wir umierania innych. Byłam u kardiologa. Dwie kule obok siebie rozjaśniały horyzont i nie wiedziałam. uwalniania energii. jaka jest pora dnia. pytałam drzewa i kwiaty. Schizofrenik to OSOBA.jako autorka książki. że są chorzy psychicznie.

które noszą w sobie pacjenci. 3 stycznia Ach.8 grudnia Mój dziennik pokładowy statku wyrwanego z portu porusza się wewnątrz świata urojonego i ociera się o mielizny rzeczywistości. Anna pyta. zatrzymaj się!!! Kiedy zamykam oczy. osaczenie przez ciało czy niezależne impulsy. myślę o życiu. Możesz zaistnieć inaczej. czy ufam sobie. a przyczyną cierpienia jest niewiedza. kiedy trzeba. Ej. 16 grudnia Kolejna wizyta u Profesora. 1 stycznia 1987 roku Świat urojony puka do twego Królestwa. no co? Możesz się ze sobą zaprzyjaźnić. Nie będę podłączać się pod podsłuchy. te cudowne pielęgniarki z sanatorium. Rosiek. które ratowały. . 9 grudnia Czy akceptuję siebie. i co zrobisz. polubić sny koszmarne. widzę zachmurzone niebo z zachodzącym słońcem. Poprawił się zapis EEG. wzloty i niepokoje. Pytasz. Jestem pełniejsza przez niezliczoną liczbę możliwości. swoje ciało kobiety. Nadal odczuwam lęk przed łamaniem się opłatkiem. Samobójstwo jest jednak bardzo ubogie. to nie ta bajka. 24 grudnia Budda rzekł: Wszystko jest cierpieniem. swoje depresje. a ja wciąż nie znam odpowiedzi. Nie myślę o samobójstwie. Baśka.

porozmawiały. nie potrafiliśmy się porozumieć. Schizofrenicy przypominają dzieci z chorobą sierocą. mocnym i cudownym. kiedy „zatapiam się w teraźniejszości” twórczego uniesienia jestem najzdrowszą istotą. niepewność. lecz pięć lat później. trwałym. Może źle pytam. Miałam dziewięć lat w 1968 roku i żyłam w wielkiej nieświadomości.urojeniowym i totalitarnym. że wtedy nie było epidemii AIDS. Czy każda postawa twórcza jest zdrowa? Pytałam już o to na studiach i chyba nie umiałam odpowiedzieć sobie. Zagłębiam się w psychologii Masłowa. wysłuchały. Jak to się stało. więcej spontaniczności. Jestem wypełniona czymś dobrym. Mniej brutalności. przemykam się z budynku do internatu i kulę się przed zimnem. że odeszłam tak daleko? Sama przed sobą boję się do tego przyznać. Pacjenci muszą bronić się przed dwoma systemami ..przytuliły. Czym jest kiwanie się w rytm uderzeń serca. Odmroziłam sobie uszy. Były z nami bardzo blisko. Nie miałam żadnej siły przebicia. Kiedy tam jestem. Kiedy zatapiam się w rzeczywistości . Twórczość kojarzy mi się ze zdrowiem. czekając sto minut na pociąg. 5 stycznia Dzisiaj na „społeczności” poczułam się dalej od nich. 8 stycznia Biologiczny superkaftan coraz częściej zawodzi w leczeniu psychoz. Jestem. Co było w tamtych czasach Hair. To zdanie jest logicznie prawdziwe.. znika lęk. Dobrze. którego nie starczyło? Zima taka ostra. melancholia.nie. . Ja istnieję. To byłaby prawdziwa katastrofa. Boję się powrócić do lat moich narodzin.

Czuję. dawne schematy reagowania. wyłazi z nich całe chamstwo jak robaki ze zgniłego owocu. Szefowa poszła na operację i zostawiła mnie samą na kilka miesięcy. I słusznie.14 stycznia Coraz częściej odchodzę od rzeczywistości i szefowa chyba to zauważa. że to Ty przeszłaś drogę od DNA do GÓRY.. nie potrafię się na to zgodzić. Tylko w człowieku może zrodzić się pojecie rozłączności i wspólnoty jednocześnie. perfidne ucieczki. to wszystko twoje fantazje. ale tutaj wszystko jest nastawione na przetrwanie. 26 stycznia Kiedy patrzę na tłum przed sobą. tylko do pokochania. Twoje ciało. chociaż nie jesteś dla mnie tylko ciałem. a drogowskazy kręcą się wokół własnej osi. Wspaniałe i namacalne stanowi podporę mego istnienia. Jestem pełna obaw. kto mnie pokochał. dlaczego mam świra.. a oni taplają się. drżę. jak w przerwanej rozmowie telefonicznej. Niepoznawalne jest nie do pojmowania. 4 lutego Trzeba objąć tyle spraw. czują bezkrólewie. chociaż jest sobą. że nadal mnie nie rozumieją. że stoję na rozdrożach. Zataczam się. które warto omówić z lekarzem. Nie mogę tak. Rosiek. On jest ze mną. Ten. Jest mną i Tobą zarazem. Usiłuje pobudzić mnie do większej aktywności. Ludzie twierdzą. 30 stycznia Salowe „puszczają”. Mogę siedzieć wpatrzona w jeden punkt i brakuje kontaktu. Zapominasz o najważniejszym. nie pytał. Nawet ciało lewituje i nie potrafię normalnie chodzić. Nie . Jest częścią naszej całości. kiedy się ode mnie oddalasz. siedząc na jednopoziomowym szczeblu z czarciego tchnienia. coś pcha mnie w szklane szyby.

Jakiś łotr przetrącił mu łapę. zaślepieni nienawiścią i zazdrością Zalecenia lekarza: nie skakać. On o tym nie wie i martwi się pracą serca. i dyrektor kazał mi złożyć pisemne wyjaśnienie. Wyczuwam to doskonale. a w sercu ma paragrafy i przepisy. 15 lutego Kocham Cię. ale to jeszcze nie czas. tylko doprowadza do ruiny to.. kiedy pokochałam. nie dźwigać ciężarów. potrafię zmierzyć własną śmierć. Mówiąc o mojej śmierci. kradzież leków. jak można tutaj być. ile mi jeszcze zostało. 13 lutego Cały oddział na mojej głowie. nie uwierzyłby mi. Mój Mały Przyjaciel jest ranny. sądził. Jest zbyt słaba. z łagodną życzliwością. że mnie przyłapie na jakimi niedopatrzeniu. opowiadają plotki o mojej przeszłości. Źle mu doniesiono. zupełnie nieprawdopodobne. nie poszłam na konferencję. Mój lekarz traktuje mnie jak dziecko. jest to typowy urzędnik z opowieści Czechowa. Kiedy sen nie nadchodzi. nie biegać. by teraz ze mną wygrać. 7 lutego Na kilka godzin odwiedził mnie Paweł i wlał w serce ciepło. Ile okrucieństwa może być w człowieku. .. Prymitywni ludzie. jej siłę i sposoby ataku. 17 lutego Salowe posuwają się za daleko w rozmowach na mój temat z pacjentami: oskarżają mnie o ćpanie. odwagę i siłę. co jeszcze można uratować. Ja wiem. Sam nic w tym szpitalu dobrego nie czyni. jest poważny. wciąż pytam. bo byłam zbyt zajęta pracą. Tak.odchodź ode mnie zbyt często. Nie wyprowadzam go z błędu. który niczego nie chce zrozumieć.

że jest się chorym. Czas powrócić do żywych. Obudziłam się ze zbyt dużym ciężarem i przestraszyłam się. pacjenci są zagrożeni. 18 lutego Lekarz dochodzi na pół godziny i muszę mu wszystko przekazać. Nie bierze się narkotyków dlatego. rodzice. Piszę inne zakończenie do drugiego wydania Pamiętnika narkomanki. wiem. Więc po południu. 27 lutego Personel sądził. Nic na to nie poradzę. bo odpowiadam za wypisy. rozmawiam z rodzinami pacjentów. bo się boi. To wszystko jest nie tak. że jest się UZALEŻNIONYM. I nic więcej. bierze się dlatego. że mogę go nie udźwignąć. informuję o zmianach w psychice. bo oni w każdej chwili mogą ich skrzywdzić. a już się wystraszyłam. To dużo. Tylko dlatego. I tak. że nie ma mnie na oddziale i usłyszałam wiele. Jestem coraz słabsza. 24 lutego Udzieliłam wywiadu „Filipince”. Przy raku nie trzeba nikogo oskarżać. 19 lutego Wiem. Mogę przejść na rentę. Żyję w chaosie własnego niepokoju. że dom.spacerować po lesie. robię przyjęcia. Basiu. . Na tym polega choroba narkomanii.. dziewczyna. reagujesz utratą ciepła z serca na to. kiedy czują się zupełnie bezkarni. a tu zawsze trzeba szukać winnych. by do końca nie zwariować. Powróciły halucynacje. że jestem wyleczona. chłopak.. co tutaj się dzieje i musisz inaczej żyć. zamieszkać w domku na wsi i pisać inne opowieści. I pacjent nie przyzna się.

To klika. chorzy nie mogą być narzędziem w ich rozgrywkach. by zmieniły swoje postępowanie wobec pacjentów. odwraca głowę z obrzydliwym grymasem. że wygrywają. Siostra oddziałowa przypomina tę z Lotu nad kukułczym gniazdem. Nie mam siły patrzeć na poniżanie schizofreników. co tam się dzieje. a teraz włączają w to pacjentów. a ja uciekam w zacisze gabinetu. Czuję się osaczona ich spojrzeniami. 3 marca Rozpętałam burzę. Salowe mi wygrażają. Moje ciało odpowiada realnym bólem. Teraz. Nie wytrzymam tego. lecz jest prymitywna i bez polotu. 5 marca Wzięłam urlop i szukam pracy w Częstochowie. a oddziałowa trzyma ich stronę.2 marca Poprosiłam oddziałową o rozmowę z niektórymi salowymi. gestami i uśmiechami. a ja nie mogę zapewnić im bezpieczeństwa. musiałabym zgodzić się na to. 4 marca Żyję w sytuacji nieustannego zagrożenia. gdy jestem w jej polu widzenia. Muszę stąd odejść. Oni traktują mnie z pogardliwą ironią. jakby nieustannie bolały ją zęby lub miała niestrawność. solidaryzują się. Wiem. którą odczuwam na każdym kroku. przestaję z nimi rozmawiać. w każdym słowie i sytuacji. Do tej pory wszystko odbywało się w pozornej tajemnicy przede mną. zjadają się między sobą. stado rozjuszonych wilków. Ona także bije pacjentów po twarzy. Muszę załatwić przeniesienie i inne . 1 marca Mam pracę na oddziale neurologii. To mnie najbardziej rani. ale gdy znajdą ofiarę. Nie mam do kogo zwrócić się o pomoc. Nie mogę już pozostać w Lublińcu.

opadłeś w otchłań ziemi. Tak szybko się rozsypałeś. to wszystko przytłacza mnie jak lawina i nie mam szans na wybawienie. 19 marca Lekarz namawia mnie na operację serca. Wszędzie czuję ich badawcze spojrzenia. Nie potrafię wspominać Twego imienia. zabrany przez narkotyki i ślepy los. chciał dać skierowanie do szpitala. A jednak boję się. Rano bałam się wejść na oddział. Uciekam w nierealny świat. Nie wystarczyła miłość do schizofreników. a Ty nie możesz być przy mnie. . Tak szybko zniknąłeś. nie zdradziłam tajemnicy Twego istnienia z tamtych lat. ale muszę wrócić do Lublińca i zakończyć kilka spraw. Szefowa jeszcze o niczym nie wie. by przetrzymać oddział. miesiące. Mylą mi się dni. Nie wierzyłam w Twoją śmierć przez całe lata. Serce biło jak oszalały ptak lecący w przepaść. co się tu wydarzyło. Nie zdążyłam zostać wdową. To boli. Boję się nawet poruszać po miasteczku. Nie potrafię o niczym innym myśleć. 16 marca Budzę się z bólem i usypiam z bólem. Nigdy o Tobie nie pisałam. jeszcze trzy tygodnie. nie dało się inaczej. Muszę wytrwać. 9 marca Na oddziale stan zimnej wojny. Kuruje się po operacji. że mnie to nie obchodzi. Oni nie mogą ucierpieć z powodu moich nieporozumień z personelem. ale będę musiała jej opowiedzieć o tym. lata. 11 marca Jestem na zwolnieniu. wyprowadzić się z internatu.formalności. zajmuję się pacjentami. Udaję. bym odnalazła spokój w rytmie Twego serca.

nie można inaczej.jako pacjentka mogłam dopełnić ich oczekiwań. Takie decyzje zawsze podejmuje się samemu. ale nigdy duszą. że odchodzę. 24 marca Szefowa zrezygnowała z walki o mnie w imię świętego. Nie przegrałam tym razem. Może tym razem dokonam tego. mogło dojść do katastrofy . bym została. że wiem o końcu mojej drogi tutaj. psychiatrycznego spokoju. Powracam na stałe do domu. Zdradziłam marzenie? NIE. jakby się nic nie wydarzyło. Tak. Pewnych rzeczy nie da się tutaj ukryć.świry za kraty. Doprowadzili mnie do stanu wrzenia.20 marca Złożyłam podanie o przeniesienie. 27 marca Pracuję spokojnie. które towarzyszy każdemu ruchowi. Pomyliłam się. paranoidalnej desperacji. spojrzeniu. iż odchodzę. Koledzy namawiają mnie. prowadzę oddział tak. Nie mówię nikomu. Witaj wiosno. Sądzę. 26 marca Pomimo tego. Można zawładnąć sercem schizofrenika. Gdybym nie podjęła decyzji teraz. odchodzę stąd. bo na psychiatrii jest moje miejsce. a oni odraczają termin wykonania wyroku. Będzie mi ich bardzo brakowało. nie robię pożegnania. Powraca sen o pętli. gdy muszę kontaktować się z personelem. którą nakładam na siebie wiele razy. . Stary porządek byłby zachowany . nie potrafię wyzbyć się stałego napięcia wewnętrznego. ale poczucie wielkiego osamotnienia nie opuszcza mnie i powoduje ucisk w okolicy serca. W bezpośrednich rozmowach z pacjentami to mija i powraca nagle. To nie ma znaczenia. nie rozmawiamy. że domyśla się. żal psychiatrii. Schodzimy sobie z oddziałową z drogi.

Zostawiłam noc na oddziale 0 . załatwianie spraw oczywistych. Czy wejdę już w światło? 31 marca Wypakowałam górę książek w moim Królestwie. Nie uczyniłam gestu pożegnania. jak kwiat zrzucony na skalistą pustynię. moi drodzy. Czuję się fatalnie. którego nikt mi nie odbierze. w urojony las z nierzeczywistymi drzewami. Zaczęłam od prima aprilis. Chcę odnaleźć w sobie nowy spokój. Nie. Jednego naprawdę żałuję . jak w kręgu otoczonym tajemniczą barierą. Nie wiem. 1 kwietnia Pracuję na oddziale neurologii. Znowu samotnie wychodzę po „procesie” z sali sądowej. Lubliniec stanie się kolejną przeszłością. To cenny skarb. podpisy. będzie powracał w każdym wspomnieniu. Dlatego oczekuję . Co z tego wyniknie? Poruszam się po świecie innych ludzi. co mi znowu zagraża i z której strony. lecz nim to nastąpi.utraty świata schizofrenii. inaczej tego nie przetrzymam. uporządkować i wejść w nowe życie. że odchodzę. Kto jest sędzią. Załadowałam bagażówkę i powróciłam do domu z górą książek.2. ja jestem normalna i nie możecie mi nic zrobić. jak ze stuletnim kacem. Byłam tu dziewiętnaście miesięcy. na środku pokoju.wejścia w świat schizofrenii. a kto oskarżonym? Zdaje mi się. Stawałam się zwierzęciem do zarżnięcia dla chciwych świeżej krwi. Trzeba to będzie posegregować. I jednego nie żałuję .psychopaci u władzy. Trzeba będzie zrobić remanent. Nie ma powrotu na drugą stronę. które było zapadającym się bagnem. Znowu formalności. Nikomu nie podałam prawdziwej przyczyny. że wypłynęłam na brzeg jeziora. 30 marca Spacerowałam z obiegówką po szpitalu i wszyscy byli zdumieni.

Czekam na wyjazd do sanatorium. 12 kwietnia Zdaje mi się. z niedowładami po krwotokach. Koniec często bywa niegodny egzystencji. a ich ciała przypominają eksponaty źle spreparowane przez początkującego studenta medycyny. 2 kwietnia To bardzo ciężki oddział. że weszłam w świat ciemności. bezbolesną. 6 kwietnia Poznaję nowe choroby i problemy z nimi związane. szybką. zaburzenia emocjonalne w uszkodzeniach mózgu. zatorach. gdzie wyraźnie w mroku wskazana jest droga do raju moich pacjentów. Trzeba trwać w oczekiwaniu. odliczając każdą sekundę nowego bólu. kiedy po takich cierpieniach odchodzą. Pochodziłam po Częstochowie w wiosennym słońcu. na czterdzieści łóżek większość pacjentów jest leżących. Cezar jest szczęśliwy. w stanach zagrożenia życia. .ataku zewsząd. A tu żyć się nie da i umrzeć nie można szybciej. kiedy wchodzę na oddział. odchodach? Taka jest moja droga do poznania. Rozkładające się ciało ludzkie we własnych odchodach i ropiejących odleżynach ŚMIERDZI i zaskakuje mnie to codziennie rano. Depresje w SM. Muszę od nowa przyzwyczajać się do tłumu. Jestem wyczerpana ostatnimi wydarzeniami. Jak bardzo teraz rozumiem modlitwę o dobrą śmierć. Jak wielki jest wtedy czas! 9 kwietnia Dlaczego muszę oglądać rozkładające się za życia ciała ludzkie? W ropiejących odleżynach. Nie może być inaczej.

. Cisza spływała spokojem do serca i poczułam zapach lasu w sobie. 27 kwietnia Wraz z Hansem Castorpem przeżywam rozterki ciała i duszy. Przyjmowałam go w objęcia i szeptałam nienapisane wiersze. w namiętnościach ciał kuracjuszy. Jedynie z Tobą mogę być. może tylko w jednym. nachodzi mnie inny rodzaj melancholii. . Oswoiłeś mnie. piję wody zdrojowe i mam za dużo nie spacerować. Lekarz w sanatorium mówi. a na wolnej przestrzeni czuję się. jak wystawiona na odstrzał zwierzyna. Nie mają żadnych szans na powodzenie. Śniłam tunel śmierci. Pożegnałam się z Tobą i wyjeżdżam do sanatorium. Nie mam żadnych zabiegów. Kiedy opuszczam miasto. 18 kwietnia Kudowa jest zbyt daleko dla mego serca i przyjechałam tu w świąteczny czas. Odnalazłam las i ciszę w nim. być z dala od domu z własną samotnością i przetrzymać tamto. wzbudza niepokój. 21 kwietnia Chodzę samotnie po nieznanych ścieżkach i unikam ludzi.17 kwietnia Zaistniałeś mocno w moim życiu. mobilizuje do podrywu. Tak bardzo Cię potrzebuję i dzięki naszej miłości nie przegram. Wyrok stale jest mi odczytywany. wypełniłeś mnie miłością. lecz sanatorium w Kudowie nie przypomina tego z Czarodziejskiej Góry. Moja samotność drażni mężczyzn. 24 kwietnia Pojawiły się pary i trójkąty. Odnalazłam się w przestrzeni. Zmęczyło mnie życie i ludzkie sprawy.. że już czas na operację. złapać trochę nowego spokoju.

8 maja Dobrze jest wrócić do domu.cienia. który spada jak jastrząb na ofiarę i zjada. by przeżyć. przyglądać się psom. Wyrok nosić w sobie tak. zabiera myśli. Głód miłości jest tak samo wielki. Faust Witaj piękny krzewie dzikiej róży spotkany na polnej drodze. chociaż on już coraz bliżej Boga i jego spraw. Coś od środka we mnie płacze. nie podejrzewał. nie pogniewał się na niemoc losu. by uczestniczyć w ich realizacji. drzewom. . by odnaleźć w sobie nową. Przypomina stare melodie. 9 maja W Ołtarzewie wyświęcono Pawła. nie odkrył mojej rozpaczy . kiedy nie mam siły. która wiecznie zła pragnąc. które się zostawiło. Byłam z nim bardzo blisko. by nikt nie zauważył. ptakom. nie zapłakał.nie zatrzymywał. przypatrywać się gonitwie za kawałkiem fałszywego. który mnie nie odstępuje i przytłacza . Można nic nie robić... Marzenia spełniające się z opóźnieniem. Tęsknię. Usiłuję nie pamiętać. jak głód narkotyku. sezonowego ciepła od nieznajomego. 2 maja . spacerować.28 kwietnia Chłonę ciszę i stale jej mało. a teraz domagają się rozwiązania. odżywczą materię do życia na co dzień po powrocie TAM.Jam częścią tej siły. ale od razu natłok wielu spraw. Goethe. 1 moja Uczę się neurologii i neuropsychologii. nie odgadł. wiecznie czyni dobro.Więc kimże w końcu jestem? .

że to szaleństwo w moim stylu. Profesor pyta. Jakaś mała ćpunka. Lubię pana. TO TWOJA WIELKA TAJEMNICA. Nie decyduję się na operację. . to zbyt mało czasu. Mój oddział to zakład ludzkich wraków. 22 maja Mam gorszy zapis EEG. że nadszedł kres ich ziemskiego bytowania. Chciałabym wtedy pofrunąć z nimi wyżej niż jej ostrze. Wiem. Oni również doskonale to wyczuwają. Pierwszy raz w życiu nie mam odwagi. nie wychodzę za mąż. ale nie mam odwagi. Szuka winy za swoją chorobę. Basiu. kiedy dowiedziała się. wiele lat. co masz pisać. By urodzić i wychować dziecko.. a mogło się tak zdarzyć. Czy pięć lat to dużo czy mało? Zależy. Neurologia pochłania mnie jak gąbka. jeżeli mają świadomość swego stanu. Więcej sił nie mam. czy wychodzę za mąż. ale najczęściej błogosławiona choroba poraża ich zmysły. że żyję. musisz mądrze wykorzystać ten czas. jak tajemnica schizofrenii. co chce się zrobić w tym czasie i na ile starczy sił. Żyj połówką zmęczenia fizycznego i pisz. dalej ćpa.12 maja Badam ludzi podejrzanych o nowotwór mózgu. 19 maja Odwiedziłam klinikę kardiochirurgiczną. Usiłuję przeniknąć tajemnicę mózgu. Codziennie z napięciem na twarzy wypatruję wybrańców śmierci i obie wiemy. Przyglądam się. Wtedy mogę być przydatniejsza dla świata. Tak. Nie.. zajmuję się chorymi z afazjami. a przecież ja umarłam z powodu narkomanii. Ten los poniosę samotnie w sobie. Profesorze. bo już wiesz. chociaż jest tak samo niepoznawalna. jak ludzie umierają. że naprawdę. Umarłam na wiele.

Od 8. Nie wiedziałam. Rano czasami muszę podbiec do tramwaju i potem wyrównać oddech.to pogoda.00 do 15. ich sposobie myślenia. System wartości zmienia się teraz już co pięć lat. spadek ciśnienia. gwałtowny wiatr .00 przebywam z nimi i odchodzę w życie. Widzę zmiany w ludziach. własny wyrok. że ona niedługo umrze. jak nazywano mnie w Lublińcu. że jestem normalną psycholożką.27 maja To szesnastoletnie dziecko ma nieoperacyjny guz szyszynki i około pół roku przed sobą. gdyby dano jej szanse na pożegnanie się ze światem. Ona o tym nie wie. Może kiedyś po prostu zwariuję. Widzę siebie wśród skazanych na śmierć. Ile jest okrucieństwa w noszeniu takiej tajemnicy. Każdy z nich w zależności od wieku żyje jakby w innej epoce. powolne konanie w bólu. 6 czerwca „Moje dzieciaki” twierdzą. Oswajam w sobie własną śmierć. że schody na drugie piętro mego oddziału mogą być tak wielką przeszkodą w życiu. kiedy ich zostawiam. szkoda że z wiosną. Umieranie jest stratą czasu. Jakże byłoby inaczej. 30 maja Ja wiem. Coś się kończy w tym stuleciu. Rozmawiam z nią o życiu. . Czy jest dobry czas na umieranie? 11 czerwca Codziennie patrzę na śmierć. Nie mogę spokojnie istnieć. Sto procent wilgotności powietrza. Człowiek nie wytrzymuje naporu akceleracji. która kiedyś zniszczy mnie ostatecznie. Przebywanie w umieralni jest stratą czasu w strefie skażonej śmiercią. To brzmi lepiej od „świrniętej” czy „pierdolniętej”. Tak wiele osób zdradza przede mną największe tajemnice swego życia. Widzę skazanych na śmierć.

Co będzie za pięć lat? Nosić w sobie taki wyrok z pogodną twarzą. kiedy jeszcze pokochać można. To takie proste tu robić swoje. a po pracy odchodzić w życie. I jest czas na uśmiech pomimo wszechobecnej śmierci. przytulić się do zapachu lata. I nic więcej nie potrzeba. że wystarcza jej mój uśmiech. uśmiechnąć się do słońca. Śmierci nie trzeba przywoływać. Te rozpadające się za życia ciała. słodkawo duszący fetor codziennie uświadamiają mi ludzki kres. Komu potrzeba tyle cierpienia w ostatniej fazie? Jaki ma być bezmiar ulgi po przejściu na tamtą stronę? 18 czerwca Teraz w pracy więcej obcuję z lekarzami. Tutaj ludzie są po prostu NORMALNI. przyjdzie po nas w najbardziej niespodziewanym momencie. To nie . 17 czerwca Na porannym obchodzie odwracam twarz od ziejących odleżyn. na który nie można mieć już wpływu. nadmiar cierpienia w jęku modlitwy. nie trzeba go też przyspieszać. Pogodzić się z nieodwołalnością losu. 30 czerwca Kotan chce zakładać ośrodek dla narkomanów chorych na AIDS. odpływałam nieobecna. Zaczynają jej wypadać włosy i nie zdążą już odrosnąć. Dzisiaj byłam daleko. to prawdziwa sztuka życia.15 czerwca Rozmowy z Ewą skazaną na śmierć nie są trudne. czekając na srebrny deszcz i ulotny zapach porannych kwiatów. może dlatego. iść na spacer za rękę z przyjacielem. Przyzwyczajam się do tego. Misterium umierania. w nieludzki sposób pojęty przez los. A zachód słońca był wspaniały. 25 czerwca Skończyłam dwadzieścia osiem lat. Naświetlają ją na onkologii.

mają afazję lub tego nie kontrolują. Jakże odmieniło się moje życie. wszystkim. wsłuchana w rytm Twego serca. . Oddycham inaczej. kiedy zacznie się epidemia. którym jest nasycony spokój. Wypełniam się Tobą fizycznie. Jaki jest rozmiar tęsknoty? Jak głęboko trzeba się w niej zanurzyć. całą sobą. Fetor amoniaku zniewala nasze komórki węchowe i nie można nic z tym zrobić. okrywam pocałunkami.. umysł czysty. 10 lipca Zaczynam staż do specjalizacji z psychologii klinicznej. młodych samobójców. namacalnie. prawie nic. który niesie uspokojenie. 7 lipca Rano wstaję bez lęku i taka powracam do domu. zawałami serca. będę znosić własne cierpienie. Panie. Czystym powietrzem. Serce do miłości już mi ofiarowałeś. Bardzo niewiele. Jeżeli tak trzeba. Czy rozwój przynosi większe cierpienie? Czy samopoznanie przynosi ulgę? Cisza wewnętrzna. Czuję go każdym zmysłem. Na oddziale nie ma cewników i wszyscy leżący moczą się do łóżka. będą to przy naszym stanie służby zdrowia tylko ośrodki dla narkomanów zarażonych. bym pisała swoją poezję.jest konieczne. 12 lipca Pragnę Cię. Jestem. Niewiele u nas można zrobić. nie dzwonią z powodu niedowładów. Daj mi. kiedy zgiełk świata nie wkracza w ciebie i możesz spokojnie przyjmować wydarzenia. Mogę przytulić się do Ciebie.. chłonę Twoje ciało. Na internie jest wielu pacjentów z nerwicami. ale nie poddam się. Tak blisko nie czułam jeszcze drugiego człowieka. Nie poproszą o basen . by przerwać krzyk? Przytulasz się do jej dna i wtedy nie czujesz wypychania bólu na powierzchnie.

że ja chcę popełnić samobójstwo. Tak jakbym sterowała moim życiem psychicznym. w życie? Ile trzeba unieść w sobie rojeń. śmiercią ostateczną. ekstazy. w człowieka. halucynacjami. szczęśliwe przeżycia. ataki przeciwko sobie. Żyją z poczucia obowiązku i po chwilach uniesień. by od nowa odradzać się. lecz ono włada mną często i spadam w otchłań rozpaczy.13 lipca Niekiedy wydaje mi się. popadają w depresję egzystencjalną. Oni wszyscy myślą. w pracy. bezbłędnym wyczuciem patologii u innych. z depersonalizacją. 16 lipca Ja nie chcę umierać. . w miłości. dlatego umieram cząstkowo. są obroną przed samozagładą. w szaleństwie. że jestem na granicy psychozy. pragnień. samobójstwem. a ja właśnie przed nim się bronię. Te kolejne śmierci. straceń? 14 lipca Są ludzie. rozbijam się na zwielokrotnione JA.. Ja również. 15 lipca Trzeba umieć połączyć w sobie zgodę na cierpienie z walką. po to. w Boga. Nie można się poddawać. z chorobą. w światło. niczego nie chce. lecz być pokornym wobec choroby. nie dostrzega mojej obecności. marzeń. urojeniami.. którzy cierpią bez względu na okoliczności. Milczenie jest najcięższą bronią. Ile sił wtedy trzeba w sobie udźwignąć. Chciałabym pójść na małe wędrowanie. nawet na sali reanimacyjnej. paranoję lęku. tam gdzie mnie nikt nie zna. ile wiary w sens. by powrócić do rzeczywistości z jasnym i logicznym umysłem.

marzenia. 25 lipca Po świecie chodzę nieustannie zdumiona. jakbym podpisywała wyrok na niewinnego. że nieustannie muszę je przelewać na papier . Obok niej dzieje się dopełnianie starości.. kiedy szukał u mnie pomocy. tworzyć ostateczną wersję. dopieszczać kształt. I praca zaczyna się od nowa. reakcje w sytuacjach kryzysu lub szczęścia są takie podobne i takie odmienne. która i tak nie będzie miała końca. a ja oddycham z ulgą. że nie dostrzegła lęku w wyzywającym spojrzeniu. 28 lipca Nie potrafię patrzeć na umieranie młodej kobiety na raka płuc. Ma przed sobą kilka godzin życia i bardzo cierpi. nie w tym tłumie i nie na tym spektaklu umierania. twarzą w twarz. nie w tej sztuce mi grać. prosto. jakby były pojedynczym. Zrobiłam to. Skierowałam chłopca z podejrzeniem schizofrenii do psychiatrów. że już nic mnie nie zaskoczy. co kiedyś . 31 lipca Dzisiaj rano umarły trzy osoby na raka. Wędruję po oddziale wśród śmierci jak zagubiony przechodzień. Noszę w sobie tak wielkie pokłady fantazji. Chyba tak czuje się kobieta po wydaniu na świat długo oczekiwanego dziecka.. Chcę tutaj być za tamte stracone lata. i jeszcze odchodzi zawstydzona. ale mam wątpliwości i źle mi z tym.wtedy czuję ulgę i mogę dalej żyć na chwilę uspokojona. Ludzkie życia.22 lipca Moje tarcze ochronne zawodzą i ona naciera na mnie ze zwiększoną siłą. Podstępna kostucha cicho i niespodziewanie zabrała ich jednocześnie z jednej sali. zawodząc jego zaufanie. trzeba dalej formować nowo powstały twór. tajemnym skarbem każdego człowieka. chociaż mogłoby się zdawać. niespełnienia. Wtedy mierzymy się wzrokiem.

dlatego tak blisko teraz jestem z nimi i tak daleko. walką o ideały. by pobyć trochę dłużej. To tak. jestem u kresu sił. kiedy ma się szesnaście.uczynili ze mną. a kwiaty jeszcze spały. ale tak mi podpowiedziało psychologiczne sumienie. wiem. 16 sierpnia Chłonę od młodych ludzi zapał. gdzie zieleń jeszcze oddycha i daje nowe siły. Zabierz mnie na długi spacer. Przyglądam się im. Nie można mieć codziennie bardzo ważnych spraw. 9 sierpnia Poranny spacer z psem w blasku wschodzącego słońca nad rzeką. jak to jest. A czas letni i dobry. by wiedzieć. Na niebie zamki z pierzastych chmur zapraszały nas w swoje podwoje. 7 sierpnia Kiedy leki nie działają. Zabrałam sobie to w tamten czas. ze wspaniałą wrażliwością. Przyjeżdża pełno ludzi. Dzika kaczka przestraszyła się nas. kiedy spostrzegają mnie jako ich psychologa. radość istnienia i smutek egzystencji młodości. więc czemu dręczą mnie rozterki? 5 sierpnia Moje przemęczenie sięga zenitu. siłę dobrego buntu. świeżość. jakby cały świat pukał do mego Królestwa. Nie mam czym oddychać. Odliczanie czasu do startu w nieznane krainy. że jesteś coraz bliżej. przytulę się do Twego ramienia i na chwilę zapomnę o nich i o sobie. dwadzieścia lat na trzeźwo. . Zatrzymuję siły.

a ja byłam bardzo spokojna. Jeszcze obawiają się mojej wiedzy. jestem oszczędna w gestach. Ale się narobiło!!! 1 września Trzeba było powrócić i chodziłam po mieście daleka i samotna. Pozornie nic się nie dzieje. 3 września Kolejny przeskok w krainę cierpień i śmierci.17 sierpnia Maszeruję przez knieje augustowskie. Czas działania zatrzymał się. ale jest zawsze czas przezywania. Nie sprzeciwiam się. lecz dopiero w konkretnych sytuacjach zaskakują moich znajomych lub rodzinę. powodują uczucie bliskości z pacjentami. lecz teraz noce spędzane w innych wymiarach dają mi poczucie łączności z czymś pozazmysłowym. autorytetu i wewnętrznej siły. lecz we mnie dokonują się zmiany. . Zaakceptowałam ten element choroby we mnie. oddalały się i znikały. rzeki. ludzkie przetworzenia przenikały przez mój pokój. kości. z którą się stykam na co dzień. rozpływały się w moim mózgu. Pacjenci są pełni wiary i rezygnacji w walce z SM. które nie są zauważalne na co dzień. Tak mnie spostrzega młodsza część społeczności. miasta. natchniona nową miłością do tej krainy. Podobno za mało mówię. Krzyże. Powrócił czas marzeń. Odmawiam udzielania wszelkich wywiadów. 8 września Tej nocy dokonał się czas apokalipsy w moich halucynacjach. przytłoczona spalinami. a czasem niczym gromowładny Zeus rzucam słowa kontrolując emocje. czytania i rozmyślań. oswoiłam i traktuję jako naturalną część mojej osobowości. jakie będą później tego konsekwencje. Nie wiem.

Życie to także kolejne rezygnacje. Tu codziennie dokonuje się akt oczyszczania ludzkości ze wszelkiego zła. a jednak marnuję czas na rozmyślania. opowiadałam im o tej królewskiej chorobie. nadmiar pasji bywa szkodliwy. która teraz stała się przekleństwem dla wybrańców losu. 5 października Powróciłam do Lublińca. Tak żyć. a tak wiele chciałabym robić. do kliniki. oswajam się od nowa ze śmiercią tych ludzi. na które nie ma odpowiedzi. Czy radość życia jest mi dana? Czy nie strawi mnie ogień. tu ludzie umierają wyzwalani przez Boga. by codziennie przekraczać swoje JA. Potrzebuję więcej wypoczynku i nie mogę pomieścić się ze wszystkim. która jest na terenie szpitala. ale tylko na staż. . którzy umierają tak nagle na nowotwory lub w przedłużających się męczarniach. Nie da się ogarnąć wszystkiego. paranoja małego miasteczka odżyła we mnie. Minęło pół roku od mojego odejścia z psychiatrii. i pytam o rzeczy. w pokoju gościnnym obok podleczonych schizofreników.15 września Kocham i to jest absolutnie cudowne. który zasypuję własnym popiołem? 19 września Poruszam się po oddziale jak we śnie. 20 września Brakuje mi czasu. ale podchodzę do tego z dystansem i przyglądam się symptomom jak obcy przybysz. Poprowadziłam od razu zajęcia ze studentami medycyny. Zamieszkałam na ostatnim piętrze. Zatykam uszy przed przesiadującymi mnie realnymi jękami i wyciem lub cichym postękiwaniem.

krążę po okolicy w jesiennym deszczu. prowadzę wykłady ze studentami medycyny. Czy wtedy już wybrałam? 15 października Znowu pracuję na zbyt wysokich obrotach. Po dwunastu latach stanęłam pod murami zamku opętanych książąt. 19 października Chłonę inną psychiatrię. Ciało powieszonego chłopca zdjęli dwanaście lat temu.. Tutaj inaczej traktuje się pacjentów i jest więcej lekarzy i psychologów. zajęcia ze studentami z psychologii. a krzyk z izolatki niósł ulgę.. Żal. by donieść pani Docent o pogorszeniu lub wyzdrowieniu. Pamiętam dokładnie rozkład sal: nasza „insulinowa” obok gabinetu lekarskiego. Milczenie miało sens. A wieczorami pielęgniarka podsłuchiwała nasze rozmowy.7 października Spaceruję po terenie szpitala w ciepłe wieczory i przyglądam się świecącym oknom dawnej młodzieżówki. Tutaj dwanaście lat temu zaczęła się moja epopeja psychiatryczna. Te okna miały tamten blask i powracał dawny ból. który zmywa kurz z zastygłego uśmiechu demona tamtych lat. Tam siennik wchłaniał wydaliny i parował wiecznym szczęściem. gdzie dokonywano zabiegów powiększania ciał przez tajemne dawki jednostek. że nie będę mogła być ze schizofrenikami na co dzień. Ludzie domagają się spotkań. tam było coś lub ktoś. A wieczorem. . który drążył starą skazę. Fenactil spajał myśli i zniewalał nasze uczucia. Długie ramiona kaftana bezpieczeństwa tuliły do snu sierotę. Wtedy nasze szaleństwo przerażało nas samych. kto cierpiał także za nas. Przemijanie utrwalało ślad rozpaczy. Krata w oknie jest niezmienna. Chodzę na konsultacje na młodzieżówkę. wywiadów.

co robię? Czy powinnam zająć się czymś innym? Albo zmienić proporcje czasu? Teraz jeszcze sobie na to nie odpowiem. 22 października Nie mogę wyzwolić się od wspomnień tamtych lat. że przemówiła. 25 października Bierze mnie grypa. kiedy wszyscy spali. ktoś podał mi rękę i zaprowadził na dworzec kolejowy. Nie rozumiałam wtedy. Siostra oddziałowa miała pakt z diabłem. Kiedy odchodziłam. a jej łza rosła w kącie pokoju i przybierała kształt miłosnego wyznania. Oddział młodzieżowy gubił się i trwał w stereotypach. Muszę to poczuć inaczej. Wolność zamykałam w butelce i wypuszczałam o północy.mówiłam psychiatrze. która nigdy nie wypowiedziała słowa. a on z uśmiechem wydawał rozkazy armii olbrzymów pilnujących naszych myśli. a salowe trawił wampiryzm. dlaczego wyrywają nam szponami godność. Wtedy pluła mi do talerza. Pewnego ranka. Liczyłam wagony mijanych marzeń. . by wybrać inną odwagę. Wysysały z siebie patologię. Lubiłam małą dziewczynkę. że kiedyś tu powrócę. Dlatego nie mogłabym tutaj powrócić. W butelce czuła się bezpieczniej. usłyszałam „mama” i sądzę. Czy słuszne jest to. To już mój czas na chorowanie. Była tak samo zagubiona jak my. Dziewczynka codziennie biła głową w ścianę i rozwiązywano ją do obiadu. po wielkim oczekiwaniu.21 października Ogarnął mnie „syndrom Lublińca”. Było ich trzynaście i zrozumiałam. Sumienie przeciekało im przez palce. 23 października Dokonuję rozrachunku z tamtą psychiatryczną przeszłością. To jak nagłe oświetlenie ciemności. A jednak wierzę. że to emocje spowodowały moje przesłyszenie. Wzywałam mamę. . Powracają natrętnie każdego wieczoru w klinice.Jestem zdrowa . Wstydziłam się jej lubieżnych zmagań z przestrzenią.

Chcę cieszyć się jesienią. Czy buntuję się przeciwko sobie? Czy warto ciągnąć życie? Teraz o to pytam? Tyle jest do poznania. Im nie jest potrzebny człowiek. że mnie doceniono. do przeżycia. panie doktorze. ale nie mogę wrócić do Lublińca i musiałam odmówić. gdy miałby nastąpić koniec już teraz. Nadal choruję. Pani Adiunkt zaproponowała mi pracę. To jeszcze zbyt świeże. wiatrem. kochankiem i napisanym cudownym wierszem. 3 listopada Staż w klinice rozjątrzył tęsknotę za psychiatrią. Ucieszyłam się. które jest wpisane w moje życie. do pokonania. daj mi siły. zimą. Buntuję się przeciwko cierpieniu.. O Panie. . kiedy słucha pracy serca. księżycem. latem. Nie trzeba tak.. 30 października Zakończyłam staż w klinice. To niczego nie zmieni. Ile strat trzeba przeboleć. Czy nadal mam być psychologiem? Czy ludzie naprawdę potrzebują mojej pomocy? Czy oni tylko zrzucają na mnie odpowiedzialność za swoje niepowodzenie? Kim ja jestem w tym wszystkim? Wszystko wydaje się beznadziejne: leki wykupione po znajomości. do zrozumienia. by żyć codziennym życiem. upokorzenia. Ile radości trzeba pomieścić w oszalałym sercu i samotności. wiosną. sobą. słońcem.26 października Mam oczywiście zwolnienie lekarskie i dla odmiany zajętą krtań. by się leczyć. brak szans na mieszkanie. do zobaczenia. płace poniżej zasiłku dla bezrobotnych. 27 października Trawi mnie wysoka gorączka. nawet wtedy. Im nie jest potrzebna służba zdrowia. Tylu ludzi do przytulenia. Lekarz bardzo się denerwuje.

Spotkałam się z Kotanem.Schizofreników trzeba kochać i nic więcej. zamiast być tam. Wylałam białe wino na amerykańskiego psychiatrę. uśmiechałam się czule do japońskiego psychologa i zniknęłam po angielsku. Przyjechał cały świat. 22 listopada Mój oddział jest z dnia na dzień bardziej przygnębiający dla mnie albo ja inaczej spostrzegam umieranie innych. pomysłów. 28 listopada Wykłady są od rana do wieczora. 26 listopada Byłam z Kotanem na bankiecie. Coraz trudniej odnaleźć mi się w morzu ludzkich spraw. by pomóc. Czas ucieka i każda chwila bez pisania wydaje się stracona. kiedy indyki wjeżdżały na stół. 24 listopada Pamiętnik narkomanki był na wystawie w Nowym Jorku wystawiony przez Polonię w Instytucie Polskim. i sama się topię w rozterkach. 12 listopada Pełno we mnie snów. A potem muszę paść na łoże. Kto. by obcować nieustannie ze śmiercią. Piję niesamowita ilości kawy. gdzie życie woła o pomoc? 23 listopada Uczestniczę w międzynarodowym kongresie w Warszawie: O narkomanii i alkoholizmie. skojarzeń. Wynurzam się. Basta. nie będąc lekarzem. znajduje w sobie siły. Do północy jeszcze stoję. rozmowy toczą się po angielsku i ja mówię tym językiem. bywam .

wielu młodych ludzi z uszkodzeniami OUN. . ale co dalej? Przed nimi długa droga uczenia się życia z defektami psychicznymi. źle szukam własnego czasu. Na to nakładają się przemęczenie i wieczne infekcje. Rosiek. którego się kocha i przez którego jest się kochanym? To cała tajemnica bytu. Mówię po angielsku nawet w toalecie. Do wszystkiego można się przyzwyczaić. Ludzie domagają się ode mnie tak wiele.na spotkaniach i padam co wieczór. niepoprawna marzycielko. chcą czerpać z mego Królestwa cieni. Czy może być coś piękniejszego na ziemi od bycia blisko z drugim człowiekiem. 29 listopada Nie odbieram w domu telefonów. Jednak normalni są zubożeni jednowymiarowym spostrzeganiem rzeczywistości i poglądami pani Dulskiej. Na każdym kroku widać. Wynoszą kilka razy dziennie wymęczone. która pada od jednego klapnięcia. jak to wszystko jest dezorganizowane. chcą ingerować w moje życie osobiste. 17 grudnia Mam dużo badań. 21 grudnia Pracuję na oddziale śmierci. Ech. Potrafię ich zdiagnozować. Trzeba wyciszyć się. 7 grudnia Dalej halucynuję. z zaburzeniami emocjonalnymi. tak jak przewidywał Profesor. a ja chcę trochę zatrzymać dla tej jednej osoby. gdyby rodzice nie dali ci jeść. Rozdrabniam się. którą kocham. by pożyć jeszcze kilka lat. 8 grudnia To piękne słyszeć za życia dzwony i chóry anielskie. byłabyś jak ta mucha.

jakby im się zabraniało oddychać. która na niego czyha. To pełne zaskoczenie dla niektórych. Człowiek nie przewidzi swojej rozpaczy. i cieszymy się z każdego słowa. rozpadające się przed śmiercią ciała. Nigdy nie należy tracić nadziei. że już nigdy nie będą mogli pić. by dokonać żywota. ale dla mnie i tak smutno. Ćwiczymy pisanie i czytanie z pacjentką z agrafią. Potem wszyscy wokoło się dziwią. Tamto zawsze powraca. zacznie pić. które uczy się mówić. Z bohomazów powoli wyłania się sens. żeby mieć dużo pewności? Nikt nigdy niczego nie jest pewnym. czy już może nadejść. 24 grudnia Zrobiło się rodzinnie. Piszę nowy cykl wierszy. zabije z zazdrości. To takie dla nich niepojęte. 29 grudnia Dużo jest padaczek alkoholowych po świętach. kiedy spadnie w otchłań czy powiesi się. że ktoś zawiódł niespodziewanie. wystarczy niewielkie uszkodzenie i bywa strasznie albo wielkie uszkodzenie i nic się złego nie dzieje. Pracuję z pacjentką z afazją amnestyczną. Nikt nie wie. ocenia.zmienione chorobą. Zespoły histeryczne to poezja neurologii i psychiatrii. Jest jak dziecko. popełnił zbrodnię lub samobójstwo. . 23 grudnia Umarła jedna osoba. Czy jestem na tyle zaleczona z narkomanii. I przychodzą nowi. Mózg to potęga. codziennie mu się przypatruje. 22 grudnia Dzisiaj umarły dwie osoby.

Może tej nocy znajdę odpowiedź. Skierowałam dwóch pacjentów na psychiatrię z początkami delirium. I pytanie: po co to wszystko? 7 stycznia 1988 roku Przestałam spać i zaczynam analizować przyczyny. Znowu nie chcę powracać. dlaczego wtedy odeszłam z domu tak daleko? Wina jest w nas wszystkich. nie można ciągle pytać o jego sens. Święta zbierają swoje żniwo. Myślę zbyt wiele o śmierci. może sen powróci jak dar z niebios. Jeżeli życie jest nam dane. zamiast pisać i spokojniej iść przed siebie. nie jest ich winą. Nie planuję żadnego samobójstwa. za życie. A to. nie potrafisz znowu poskładać się. Basiu. pozbierać wszystkich swoich twarzy i wziąć się za siebie. więc wybaczyłam im i nic więcej. To nadal bywa niezrozumiale. panie Profesorze. co mogło mnie znowu pochłonąć. To takie coroczne popadanie w środek. Są inne zmiany w EEG.31 grudnia Umarły trzy osoby w ciągu godziny. Czasami nie da się inaczej. by spełniało się codziennie. jak jest. że nie będzie żadnego leczenia. Tak. Dostałam nowy lek na noc. . że nie potrafią się do niej przyznać. więc trzeba tak. 10 stycznia Obniża mi się nastrój. własne decyzje. Zatrzymałam się w ciszy i nie uczyniłam niczego. tylko tak je przeżyć. kiedy nadchodzi lęk i poczucie kruchości i małości wszystkiego wobec wszechświata. 11 stycznia Pan Profesor stwierdził.

by przyjąć śmierć. Martwię się o człowieka. zdaje mi się. Powracam niepotrzebnie w niewłaściwe miejsca. zamknąć w sobie tyle myśli i uczuć. A taki los może dosięgnąć każdego. odłożyć pióra. że trzeba inaczej. że ona chce mi przedwcześnie zabrać bezcenny skarb. Lecz zaraz zdaje mi się. I tak jest w całej Częstochowie. Niedobrze. Nawet mnie nie ma w tym. Nie. że nie ma wiersza. do ludzi. kolejnego dnia. czy mu go ofiaruję. Bez lęku myślę o narkomanii. tak nie mogę. że szybciej zbliżamy się do własnej śmierci lub kalectwa. Oczywiście przeraża mnie wizja AIDS jako epidemii i plagi ludzkości naszego wieku. . Ten rok będzie dla mnie chyba bardzo ważny. 18 stycznia Pisałam całą noc. Na koniec napisałam wiersz dla niego. chorych psychicznie i „innych”. Silni są najczęściej słabi w pewnych okolicznościach. 19 stycznia Młody chłopak z postacią móżdżkową SM walczy w fazie szoku i nie chce zrezygnować z aktywnego życia. ćpunach i wszystkich sprawach z tym związanych. wiem. 15 stycznia Czuję w sobie narastające przemiany. Wydaje mi się. Ale nie mogłam się powstrzymać. nie ma nocy. ale to jest inny rodzaj niepokoju. lecz zaistniał i odczytuję go co chwilę. Coraz częściej powraca duszność.13 stycznia Ludzie potępiają samobójców. którzy pamiętają mnie z tamtych lat. snu. ale kiedy tak mocno kocham. co stworzyłam. że jestem prawie gotowa. wschodu słońca. Nie potrafię go przekonywać. płaci za to moje serce. Może jest w tym jakaś metoda oprócz tego.

. ale muszę z nich zrezygnować z powodów finansowych i zdrowotnych. Wszyscy moi pacjenci z rozpoznanym guzem mózgu są skazani na śmierć. Czy prawdą jest to. postaci. Teraz już chyba umiem się przed tym bronić. ale nie po to. 3 lutego Jestem na stażu na pediatrii i nie mogę patrzeć na chore. pragnień i marzeń.25 stycznia Zaczęłam „rozpadać się”. które trzeba ciągle składać w całość. Połączenie buntu z przystosowaniem może być realne. który umożliwi mi nowy rozwój. nieznany wcześniej wzrost potencjału. lecz czuje w sobie nowy. To nie to. ale czy to możliwe? 1 lutego Czy można odmienić swój czas? Zadręcza mnie zwielokrotnione JA. Kwadrofonia schizofrenii. 31 stycznia Dostałam się na studia doktoranckie do Warszawy. by coś zniknęło. Dotąd goniłam za wolnością. lecz czy całe życie można się tylko bronić? Dużo jest we mnie życia. lecz oni niczego nie zrozumieli. jakbym opowiadała o uprawie nieznanej rośliny. co przeżyłam? To się wydarzyło. Złapać moment. To inny rodzaj przeżywania świata. kiedy od nowa budzi się w nas życie i pokochać stan trzeźwej świadomości. 28 stycznia Wygłaszałam dla rodziców szesnastolatków pogadankę o potrzebach psychicznych. cierpiące dzieci. a stawałam się kolejno niewolnikiem nowych zdarzeń. by życie mnie jeszcze nie opuszczało. Należy tak rozłożyć siły.

trudniej wzbudzić w sobie radość istnienia. W chorobie jednak niewiele cieszy. . Ono uczy nas pokory i niesamowitej odpowiedzialności za tę formę istnienia. Jestem nie nasycona Tobą. Rodzice nie są w stanie zrozumieć na początku. które się u nas przedłuża.8 lutego Dziecko z porażeniem mózgowym reagujące jedynie na ból. To proste. a później bywa najczęściej za późno. mogę nim obdzielić kilka osób albo jeszcze więcej zagubionych duszyczek. słońcem i życiem. 12 lutego Jestem pod wrażeniem angielskiego filmu Not my Kid o terapii rodzinnej młodych narkomanów. cały jej system. Gdyby w Polsce był chociaż jeden ośrodek dla rodziców z dorastającymi dziećmi. Jestem nie nasycona poezją. kiedy choroba poczyni zbyt duże spustoszenie lub przyniesie śmierć. Nie uśmiecha się do obcego otoczenia. Właśnie tego mi brakuje w naszym systemie leczenia. przez którą ktoś cierpi. a chora jest cała rodzina wraz z rodzeństwem. 10 lutego Zaatakował mnie wirus grypy. U nas leczy się jedynie ćpuna. Żyje. kiedy zjada cię niewidzialna istota. najsłabsze ogniwo. Obłędu starczy na wiele przeżyć. którą ktoś kocha. ale nie ma. trzeba wygrać z własną świadomością. a może to tylko spróchniały pień. Podczas umierania. znasz przyczynę zniechęcenia. 14 lutego Nowa choroba powaliła mnie jak drwale drzewo jednym ciosem ostrej siekiery. który rozsypuje się przy podmuchu wiatru. dlaczego zachorowało ich dziecko. miłością.

kiedy nie można mnie uratować. tworzy nowe twory o nieznanych masach. . I cieszę się. ani uśmiech nad cierpieniem innych dla ich zrozumienia. Całe zło wypaliło się we mnie w tamtym wcieleniu. 15 lutego I tak od rana do wieczora. Mam jeszcze imię. Nie mogę stale odchodzić. a Ty w nim dostrzegasz jedynie nowe śmierci. I zawsze pytasz: co ja mam z tobą zrobić. chociaż Kosmos przekształca się. 1 marca Chciałabym się wyzwolić z zależności finansowej. kiedy się do mnie uśmiechasz. Tam i tu coś się toczy. 16 lutego Oddaję Ci we władanie moje chore ciało. uleciała i nie istnieje. lecz kiedy odchodzimy. Pozbyłam się zupełnie agresji. ale w tym systemie nie da się i nic nie można zmienić. Czy będzie mi dane zaistnieć w tym mieście. odczuwam Twój smutek. składnikach. trwa i przemija w czasie przez nas nie pojętym. kłębi. czas staje się namacalny. Przepraszam. i od nowa. o nienazwanym przez Ziemian życiu. Zatrzymać na chwilę w sobie czas. owładnięte chorobą narkomanii. w ogóle? Ja nie potrafię być zła i nigdy nie byłam. zdenerwowanie. ani moja praca.Miłość to także opętanie. zmęczenie i bezradność. 18 lutego Dla większości z nich będę już tylko narkomanką i nic się nie będzie liczyło. Basiu? Zawsze mnie można przytulić. nigdy nie było przeciwko innym. Nie ma. Kolejna wiosna zdarzy się jak niezmienność rzeczy. Stałam się bezbronna i tylko kochać mnie można i nic więcej. szacunek dla Ciebie. ani smutek nad każdą śmiercią. Pamiętasz moje imię.

dlaczego nie mogę być z tobą? To pytanie ciśnie się do ust.Znowu tyle książek do przeczytania. . która mnie spala co dzień. Jaka cisza wokoło. Codzienna walka o oddech. Czy zdążę? Przedwiośnie to czas umierania. Nadal boję się ofiarować Ci ten wiersz. obudzę się do życia. słowo wydaje mi się zbyt małe w porównaniu z tęsknotą. ze światem. 10 marca Sen nie chce mnie zabrać w swoje władanie. Ech. jak zwierzę przeciska się przez kraty w poszukiwaniu wolności. bo wtedy autentycznie można poczuć ciepło dnia i grozę nocy. By wyjść z nałogu. Jeszcze kilka miesięcy i ukaże się w nowym wydaniu. gdy zdążę. kiedy kupuje się bardzo drogie zabawki. Wiesz. Kiedy mówię „kocham”. podstawowe przyczyny zaburzeń u dzieci. nie pojmują. trzeba pokochać stan trzeźwości. 15 marca Zespół braku ojca. ale oni nie rozumieją. Robiłam korektę Pamiętnika. 16 marca Lekarz łagodzi objawy i nadal namawia mnie na operację. mogę jedynie kochać opętanie. Zespół braku matki. że można potrzebować czegoś takiego. ze śmiercią. 4 marca I tak od nowa trzeba godzić się ze sobą. Jak tak można żyć? Nie mogę uprawiać miłości. Głód miłości. Mówię o tym rodzicom. tyle nowych pomysłów do napisania. obok choroby somatycznej. tyle potrzeb wolności i samotności. To. nie znam smaku tequili.

Wyrywam śmierci mojego Małego Przyjaciela. Kula ziemska jest celą śmierci. Siedzę w szklanej kuli. lecz łudzę się. ale wydaje mi się.Nie chcę umierać każdej nocy i w ciągu dnia. że to jeszcze nie teraz. wyczuwam ją tak jak u moich pacjentów. Zrobiłam ostatnią korektę Pamiętnika narkomanki. 9 kwietnia Dzisiaj umarło czworo pacjentów. 22 marca Cała rzeczywistość wokół mnie się zmienia. która nagle powróciła i osaczyła moje ciało. Tworzenie jest czymś wspaniałym na gruncie nieokiełznanej fantazji. Wiem. że moje racje trafiają w pustkę. Usiłuję to wytłumaczyć ich rodzicom. tym mocniej chcę żyć. kiedy nic nie jest w stanie mnie powstrzymać od lęku przed pytaniem o sens istnienia. dlatego chorują. Rozpoznaję śmierć. 19 marca Cezar jest bardzo chory. . że uderzy w chwili pozornego polepszenia. ale co jeszcze? 26 marca Na pediatrii widzę. Im więcej przyglądam się aktowi odchodzenia. lecz trudne to zawody. jak silny jest lęk dzieci przed samotnością i opuszczeniem. Śmierć dławi mnie kościstymi ramionami i nie miażdżąc utula. która odkrywa coraz to nowe krainy i pozwala z nich czerpać jak z baśniowego sezamu. Takiej walki nie toczyłam nigdy wcześniej i nie znam jej wszystkich podstępów. Oglądam świat i ludzi spoza innego wymiaru. lecz są jeszcze takie chwile.

gdzie go ukryłam. Przyszła po Cezara i czeka niecierpliwie. a ty patrzysz na mnie swoimi mądrymi ślepiami i mówisz: . zamkniętym w pułapce rozgrzanego wiosennym słońcem miasta. lecz jak długo to mi się będzie udawało? Napisałam testament. Jedna z moich pacjentek jest notariuszem i przeżywa lęki egzystencjalne. Nie mylę się już. 21 kwietnia Cezar odchodzi.: Jeżeli chcesz poznać siebie. Och. Co tak we mnie tnie ciszę. na Boga. Później podczas wizyty staram się nie zemdleć i dotrwać do końca. zniszczonego chorobą. kiedy ona osacza twarze moich pacjentów.11 kwietnia Kiedy rano wchodzę na drugie piętro mojego oddziału.To już nic nie da. co się dzieje. muszę ukrywać osłabienie i wyrównywać oddech. musisz stać się sobą. To te moje zaburzenia pamięci. 14 kwietnia Hokusai: Jeżeli chcesz narysować ptaka.R. brzmi coraz jaśniejszymi i czystszymi dźwiękami. łamie ramy przestrzeni? To niepoznawalne. która się we mnie zespala. nie opuszczaj mnie jeszcze. B. Liczę dane mi dni. by na zawsze ciebie . a ja ją nagle zapytałam o formę sporządzania ostatniej woli. lecz czuję w sobie własną metafizykę. jesteś mi tak potrzebny. Wlewam w ciebie leki. Harmonia. proszę. 20 kwietnia Znowu jestem małym zwierzątkiem.gdy chcę coś schować. musisz stać się ptakiem. Wyjaśniła mi trochę zaskoczona. Tylko. czynię to najlepiej przed sobą samą. mój Mały Przyjacielu. koniec się zbliża. rozbija czas. Zawsze tak jest . nie wiem. Czuwam przy tobie. 23 kwietnia Tulę się do twego ciała. Widzę.

Schowałam twoją fotografię. by pomagać innym. schudł i wygląda jak stary plasterek cytryny. drżenia. 26 kwietnia Wypłakałam w nocy cały ból. ucieczki. Przyjacielu. . powroty. Przygląda mi się ze spokojem w pożegnaniu. Niszczy go rak żołądka. Zostawiłeś mnie. 24 kwietnia Łudzę się. Noc poezji. Zawsze na mnie czekałeś. Przyglądam mu się godzinami. że powrócę. jakby wypalali ropień. lecz nie ma cienia szansy. Kiedy się na ciebie gniewałam o jakiś nic nie znaczący drobiazg. Będziesz zawsze w moim sercu. Żegnaj. wierzyłeś. Nie mogę teraz na nią patrzeć. pusto się zrobiło. 25 kwietnia KONIEC. mój Mały Przyjacielu. Wszystko mi ciebie przypomina. Noc rozkoszy. 27 kwietnia Nie potrafię się bez ciebie poruszać po moim Królestwie. Dawałeś mi szkołę prawdziwej przyjaźni. Królestwo wypełniło się niepojętym smutkiem. Zabrałeś mi siebie.. przepraszałeś mnie. Przyjacielu.. kiedy musiałam cię zostawić. smutki. Przez te lata wytrzymałeś wszystkie moje radości.zapamiętać. Ważył kiedyś czterdzieści kilogramów. Odszedłeś w spracowane południe. podaję leki i boli mnie w środku. kiedy powracam do domu. 28 kwietnia Kim jestem i po co jestem? Już mnie nie witasz. Przez lata wierności mówiłam ci wszystko i znasz moją tajemnicę. lęku i nadziei.

Czy Bóg karze mocniej tych. którą uprawiam. bez majestatu śmierci. 0. Smakowanie językiem. I uśmiecham się do lęku. Pojechałabym w knieje augustowskie na kilka miesięcy. że mój stan emocjonalny uległ pogorszeniu. na niewłaściwej scenie. Ostatni akt życia odegrany w kiepskim teatrze. mijające sekundy.1 procent to tak zwane inne czynniki. 8 maja Sądzę. kiedy mogę zatrzymać na kartce zapisany wiersz. Gdyby udało się uratować każdego szaleńca.Serce. Zapach przedmieścia Raju. Tyle osób potrzebuje mojej pomocy. Na każdego człowieka jest sposób.9 procent to brak miłości. jak ciemność powstrzymuje czas. z zakłopotaniem. a nie ktoś bliski.: Kochać do granic swego istnienia. Mogę nie zdążyć dogonić życia. 99. . w pośpiechu. mogę nie zdążyć. a teraz od nowa pragną żyć? Przytłacza mnie świat i nie mam czym oddychać. miejsce i czas. tak namacalnie czuję swoje istnienie w twórczości. Wiktor D. że to ja tu jestem. którzy zbyt często modlili się o śmierć. a kiedy zaczynam się budzić. Dostrzegam w nocy. łóżko po łóżku. W nocy pojawiły się halucynacje. 5 maja Codzienne dotykanie śmierci. poczekaj na życie. bez skupienia. samotnie. świat nie byłby taki podniecający. Umierasz i przyglądam ci się bez lęku. które mnie przeraziły. Umieranie bez tajemnic. Opuszkami palców. oficjalnie. Urzędowe stwierdzenie zgonu i to wszystko. lecz nie obawiam się. 15 maja Przez lata byłam uśpiona.

Czy warto było wydawać Pamiętnik? Wiele spraw zrozumiałam. kiedy trzeba będzie się pożegnać. to wszystko przesuwa się we mnie i jest mi dziwnie znajome i bliskie. zobaczyłam inaczej. Proces. zabrać w daleką podróż ciepło Twojej dłoni. czuję to. zdrowego rozsądku. 2 czerwca Wiem. Jest to także obsesja kilku moich znajomych. nie zostawię Cię. uśmiechnąć. ale przyjmuję to ze spokojem. Kiedy myślę o mojej miłości. materii. Dzienniki. pośpiechu. To jedyna rzecz.16 maja Mam manię kupowania butów. komu dajemy i zabieramy miłość? 21 maja Ranisz mnie. bo moja miłość nie zna granic i nie odejdę. że nie zdążysz. wymówek. Mówię znajomym. a jednak męczy mnie to wszystko. Oczywiście schizofrenii nie mam. Nie ma dla mnie innych racji. że mam nowy rzut schizofrenii. Czym są nasze wyobrażenia więzi z kimś. Kto tego nie pojmuje. że buty są symbolem lęku przed opuszczeniem. więc można pokusić się o stwierdzenie. A jednak codziennie chodzę do pracy i tam znowu jestem kimś innym. Prześladują mnie cierpienia Kafki: Wyrok. prawdziwi przyjaciele pozostali i sprawdzili się. to jego strata. takich samych jak ja indywidualistów. którą muszę mieć w nadmiarze. że jestem kimś innym. Pragnę pisać inaczej. Czasami nie potrafię pogodzić tego w sobie. Czasami tylko obawiam się. 30 maja Noc. . pełna poczucia bezpieczeństwa i spokoju. To jedynie mały rzucik. Zamek. by przy mnie być. wtulona w jego mocne ramiona. znowu jestem kimś innym.

słońce. mniej się buntuję na zewnątrz i z większym spokojem przyjmuję cierpienie pacjentów. tęsknym krzykiem ptaków i wtulić się w ziarenka piasku na tajemniczej plaży. a jednak poza ziemskie wymiary. Chciałabym tylko pisać. Czy mam być dalej psychologiem? Czuję. Nie mogę już patrzeć na umieranie moich pacjentów. przerażające i pokorne. trudniej to uczynić z życiem. choć jest to możliwe i wciąga jak narkotyk. kiedy jest twórczy i spokojny i nie da się zniewolić schematom życia.I tak się zdarza. Jestem. . I być taką całością jak świat. co kwitnie i pragnie wolności. Dobry obłęd nie zabija nigdy. 6 czerwca Kiedy tworzę. Uspokoić się. Kiedy mam depresję. 8 czerwca A we mnie jest ciepły wiatr. Wtedy następuje wybuch. Oszalałe morze niepokoju. który mnie otacza. Takie życie twórcze jest wielkie i wspaniałe. żeby poznać. 7 czerwca Zawsze byłam melancholijna i w zdumienie wprawiają mnie dłuższe chwile zachwytu. że teraz nie mogę pomagać ludziom. To JA rozrasta się we mnie i nie nadąża za rozwojem. kiedy pochłania mnie słowo poezji i prozy. mimo ze buntuję się nieustannie. Wiele razy przekraczałam własną śmierć. uciekający w samotność bez zranienia przyjaciela. Rozgrzane pola pachną wszystkim. Paweł uważa. Kiedy jest dobry dla drugiego człowieka. Tak realnie. przyjazny światu. że pragnę żyć na bezludnej wyspie. Dlatego nie sposób zatrzymać się na tej drodze. zespolić się ze zdradliwą ciszą drzew. a jednak zaistnieć. zaczynam cię więcej kochać. że trzeba by mnie zjeść na surowo. Kiedy się tobie wymykam. wszystko wokół staje się oczywiste i normalne. Dobry obłęd nie jest zły. Uwielbiam to niesłychane podniecenie.

Nie mogę chodzić do pracy. lepiej jest ze mną. 9 czerwca Gram silną. ale nie może być inaczej. by w ryzach utrzymać swe szaleństwo. Basiu.. podobno najlepszy okres dla kobiety. To. pytanie: czy mam być na dwóch torach jednocześnie i czy biegną w tym samym kierunku? 10 czerwca Pink Floyd. za chwilę jest dalej lub w innej płaszczyźnie. Tamto lato po czwartym roku studiów. starzejesz się. Poezja to znikający punkt. Ściana. Podążanie wzbudza niepokój. To coś zmienia się w środku mnie. plus dziewięć. Przerzuty to kwestia miesiąca.Co robię w tych miejscach. świadomość nieustannej katastrofy. Co wieczór przychodzi zwątpienie. Za rok pierwszy balzakowski. Nie. 14 czerwca Chciałabym stworzyć Jeszcze Mniejszą Księżniczkę. Niepokój codziennie rozbija się o skały.. Są jak drzewa rodzące zakazane owoce. że nie dam rady. 25 czerwca Skończyłam ostatnie dwadzieścia. . co czujesz teraz. rozbudzasz się. panie Profesorze. by Mały Książę nie był osamotniony w Kosmosie. bo zrozumiałam. Chciałam odejść. Tak.. Stałaś się w pełni kobietą. Tak. że mogę się jeszcze wycofać. Rozwijasz się. w których przebywam? Taka już moja śmiertelna uroda.. Powrót ściany po czterech latach. 11 czerwca Coraz więcej skazanych na moim oddziale.

Nadal nie oswoiłam się z tą śmiercią. wyczekuję skojarzeń. w miarę samotni. 1 lipca Dobrze. sądząc. zadedykować ci wiersz lub uśmiechnąć się do swojej gwiazdy. a sama wyciągnęłam kimono. W taki czas mogę do ciebie napisać. Szukam go po mieszkaniu. Życie wystawia rachunek. po prostu jesteś. w pół życia. przeskoczyło. gdy skończę to i owo. daleko czy blisko. a ja im umykam w pół słowa. Karmię wróble w Parku Zdrojowym i przyglądam się ludziom. bo tej tajemnicy nie mogę nikomu.30 czerwca Miasto zostało wciśnięte w próżnię upału. Zawsze mnie oczekujesz i ja tęsknię do ciebie. nasłuchuję. wyjdę. ba. by nie rozdrapywali ran. gdzie piszę. w miarę wolni. napatoczyło się. A jeżeli nawet nie wyjdę. by znowu nazbierać sił. nawet jednemu człowiekowi na świecie powierzyć. Śmierć jak alter ego. Nie rozumiem dźwięku telefonu. że się gdzieś ukrył. Przyjacielu. znowu piszę. Wyjdę stąd. Nawet lato może być nie do przetrzymania. Tajemnicy jednego życia. nie rozumiem ich poszukiwań. 6 lipca Dlaczego ludzie rozdeptują ślimaki? 11 lipca Ścigają mnie znajomi i przyjaciele. żeby jednego: wielu ludzi przemknęło. w pół śmierci i zamykam się w Królestwie. że jesteś. A że śmierć nadchodzi? Wszyscyśmy w miarę śmiertelni. Ta świadomość mi wystarcza. by przyjść na moje wołanie. lecz jaka jest cena śmierci? 2 lipca Wyjechałam w samotność i pijam wody zdrojowe. Mówię innym. . Czas choroby to czas tworzenia. Utracona świętość. czytam. to co? Przyjdzie czas spalenia dzienników.

kruszeje. Nie znajduję sensu w procy. nikt nie wie. może smog bardziej dusi. Wyrzuciłam sporo listów. 14 lipca Znowu wygrałam walkę z cieniem. wypełniają testy. Tego nie mogę sobie i innym uczynić. 30 lipca Po spacerze wśród łąk przychodzi dobry sen z polnym wiatrem w uszach. Mieszkam niedaleko kliniki. są piękne. 27 lipca Mimo że jestem tak daleko od Ciebie. przeglądając i porządkując papiery. zniszczyłam wiele notatek i starych wierszy. Powróciłam w dławiący zapach amoniaku. gdzie jestem. czerpię z tej miłości niespodziewane dary przeżyć. w każde drgnienie serca.wysłuchało zwierzeń. ze spokojem. 25 lipca Ponownie jestem w klinice w Katowicach na stażu z neurologii. śmieją się. Nikt nie zna mego adresu. Dzisiaj. na kalectwo. czytają. . zaistniało tu. 28 lipca Badam chorych na SM. zbiorę ostatnie siły i spłoniemy.. Katowice nie zmieniły się przez te lata. bo dokonuje się we mnie w każdy czas. Książki pozostaną. Zrobiłam to świadomie. jeszcze chodzą. Wiem. ekstazy i tęsknot. w dziwnym zamyśleniu. lecz te chwile. Kiedy już mocno poczuję zbliżającą się śmierć. że mój czas się odlicza. Oswajają się. otoczona ochronnym lasem i upały tak nie przytłaczają. W domu stos listów. Budują w sobie zgodę na chorobę. I pozwala obdarzyć innych czystym uczuciem. Nie mogę jej nazwać niespełnioną.. Może zbyt szybko. które mi zostały.

nie cofać się w obronnym geście. ciałem. uciekać w fałszywe wyobrażenia. Uważaj.śpiewem traw i szeptem owadów. kiedy trzeba dać z siebie wszystko. 4 sierpnia Czuję. Nie śmierć. gdzie od początku muszę szukać ścieżek prowadzących do domu i oswajać się z nimi. lecz gdy mnie zostawiasz. kiedy leżysz zupełnie sam. To najbardziej przeraża. by przechadzać się po nich bez obaw. który mnie obejmuje nowymi pragnieniami i miotam się w pokoju jak na nieznanej ziemi. że to blisko. bardzo blisko. co przed nią i poza. jaka jestem. Uczę się swego i Twojego ciała. zmysłami. We wrześniu pojadę na obóz higieny psychicznej i coś się wydarzy!!! Noszę to w sobie i tam się dokona moje . Możesz nie utrzymać ciężaru mojej miłości. którego się kocha. tylko pojedynczość w najważniejszym momencie. a będę stawać się lepsza.. dozować.. Jesteś we mnie. Za każde słowo. który szybko więdnie. 3 sierpnia Piszę tak wiele nowych wierszy. Bycie kochanym to wielka odpowiedzialność za tego. bywam niepoczytalna i spalam się. Nie kochaj mojej postaci z Twojej wyobraźni. Kochaj mnie taką. że moje ciało jest stworzone do miłości. gładkie uda i kilka innych cennych drobiazgów. To upalne lato jest pełne tajemniczego niepokoju. gest. dotknięcie spontaniczne . 2 sierpnia Nie można umierać samotnie. uczuciem. ogarnia mnie smutek kwiatu zerwanego przypadkowo. Zawładnąłeś mą duszą. nie to. Wielu tak właśnie odchodzi.nie można tego wyważać. za rękoczyny: każde przytulenie. mam aksamitną skórę. Nasze szpitale potęgują tę grozę. myślami. Odkryłam. nie wypowiedziane myśli. trzeba w tym zaistnieć w całości.

od pierwszego zastrzyku. Nic do mnie nie dociera. dlaczego mógł tak gwałtownie odejść Wojaczek. samotnie. Nawet noc nie daje ochłody. Bezwietrzna noc. który jest człowiekiem. myśląc o Tobie i czując Cię stale. Od razu utopiłam się w tym gównie. Kochamy się w jednostce określonego czasu.colą. W fazie całkowitej dezintegracji. te z najtwardszych. Czy teraz mam się godzić na operację serca? Na pewno nie rozwiążę tego problemu po pijanemu. Ja zostaję. Idzie się pod topór swego JA. którego tak niewiele. Drugi drink. bliskie spotkania w ramionach innego zwierza. kiedy upijam się na smutno.przetworzenie. no. a teraz jest sierpniowa. . tak długo walczyłam z leczeniem mnie i trzeba było się poddać. że się odchodzi. O Boże. Osacza mnie ten pokój. Moim problemem były narkotyki. Chociaż to teraz takie okrutne. Szalone noce? Nie. Czuję to teraz bardzo wyraźnie. transformacja w nowe życie. Piję drugą noc i piszę. Jest azylem w betonowej pustyni. tak niespodziewanie Bursa. Czy aby na pewno? 7 sierpnia Las wokół kliniki jest w oparach białej mgły po letniej burzy. To wtedy takie oczywiste. które były mi dane. Świta. Ranek przyniesie ulgę i kaca. podlewania alkoholem. Wszędzie Cię widzę. Never. zawieszenie oddechu w próżni. Nigdy nie podniecały mnie prochy. 9 sierpnia No. no.koniak z coca . i one spowodowały uzależnienie od razu. i rano nie potrafię porozumieć się z pacjentami. przemieszania wartości. Wmuszano je we mnie we wszystkich szpitalach. we wszystkich chorobach. duszna noc. w bezsenności. już wiem. Zrobiłam sobie drinka . tęsknoty. tak powoli Ratoń. trzeba się położyć. Nigdy nie miałam problemu z alkoholem i nie będę miała. ale chroni przed upałem i dusznością jak trumna.

Bałam się wtedy wyjść z mieszkania. Czekam. zamiast poddać się operacji i spokojnie umrzeć pod skalpelem kardiochirurgów? Zawsze byłam uparta. zapadam się. Odwrócenie porządku rzeczy.płynęłam w powietrzu po starożytnym mieście. amen. ogromnym . Ciepło rozchodzi się od środka. wzięłam dużą dawkę heroiny. 11 sierpnia Nadrabiam stracony czas. a w nim wieczna szczęśliwość. Odratowano mnie. Kolejna niemożliwość w moim życiu. To się wyczuwa. Ludzkość cierpi na najstraszliwszą chorobę wieczny niedosyt miłości: kochania i bycia kochanym. Kiedy mnie dotykasz. Jeżeli istnieje Raj. Wyczuli mnie. ginę i wynurzam się z Ciebie w innej formie. 13 sierpnia Dlaczego upieram się przy życiu. Miałam to wypisane na twarzy . Najpierw na śmierć. Całą mnogość wierszy.Piszę nowy wiersz. 24 sierpnia Halucynacje . tak jak teraz widzę śmierć na twarzach moich pacjentów. Nie wolno mi pić. trzeba pogodzić się i dalej walczyć. Oni wrócili wcześniej z pasażu. Dlaczego teraz nachodzą mnie tamte wspomnienia? Dlatego. z dławicą świadomości. że słabnę jak pył rzucany wiatrem. a później na życie. Ten sierpień oszalał. 14 sierpnia W Częstochowie tłumy wiernych i strudzonych pielgrzymów oplatają miasto poświatą modlitwy. bo tego dnia było mało towaru do rozprowadzenia. Nie pojmuję.złoty strzał. to musi być tam przeraźliwie nudno. ale mogli wezwać pomoc. jakby w ostatni czas coś się we mnie otworzyło. Śmierć mi wtedy nie wyszła. Nie mogli mnie powstrzymać. jakieś przepełnienie. Inaczej umrę. że niewiele można uczynić. lecz chyba źle przeliczyłam wskaźnik tolerancji. Czekali. by mnie za szybko nie znaleziono na ulicy.

życie i umieranie. namiętnościach poezji. wieczna tęsknoto. zbyt niebezpiecznie. na których na chwilę przystajemy. Zanurzyłam się w Tobie zbyt mocno. Dopaliłam w upale. kiedy spełnia się moje życie? To niewyobrażalne. Witaj morze. by powstać od nowa. jedynie o życiu. nocnych szaleństw w ramionach ukochanego mężczyzny. Powstało trochę nowych wierszy o życiu. Pięć tygodni minęło tak szybko. znam pana lubieżne skojarzenia. 2 września Mówią mi. Nie mogłam Cię ze sobą zabrać. Tak. myśli i tęsknoty. 26 sierpnia Jak kurczą się marzenia: nie będzie podróży po świecie. Psychologiem mogę być od święta. Wierzę w to. A jednak natura dała mi tak wiele: zgodę na siebie. Nie będzie historii o miłości. Zagubiona osobowość.mieczem ścinając głowy skamieniałym ludziom. Zatrzymaj mnie!!! Natychmiast!!! Znowu dziecko zaprogramowane przez rodziców. pisać mogę nieustannie z małą przerwą na głębszy oddech. lecz potrzebna nam samotność. które się spełniło w miłości. Już to poczułam. najsilniejsza. Na ilu wyspach już byłam? 1 września Rzuciłam wszystko i ruszyłam przed siebie. a ja w to nie wierzę. Otwarte na marzenia. Pozostało pisanie. że umieram. smogu. mniej o umieraniu. spokojne z kąpiącymi się mewami. chyba od dawna. ma siedemnaście lat i żyje według ich wyobrażeń i oczekiwań. A wiara jest silna. do własnego portu. pomiędzy chorobami. Jak mogę teraz odejść. A może trzeba dopalić się do pewnego strasznego momentu. więcej o miłości. oddychamy nimi i płyniemy dalej. tak. która nie . rodzenia dzieci. panie Freud. Tym jest dla mnie literatura. Wielcy ludzie są jak samotne wyspy.

Dlaczego miałabym teraz odchodzić. czuć. zaborcze. Każą jej odpowiednio myśleć. co robię. działać. Otwieram się na życie jak rozkwitający kwiat. otoczone czerwonymi chmurami niczym krwawe pole po bitwie. Żadnych innych pragnień. z której tak ciężko się wyzwolić.potrafi odnaleźć swego JA w ich rojeniach. Może nie mam prawa wymagać od ciebie zrozumienia. Jestem z morzem. Ale tego nie dostrzegłaś. Zagubiło się. i panika. 3 września Po burzy morze jest mocno wzburzone. że to twój lęk o mnie. bo dziecko wpada w nerwicę lękową. Jestem ze sobą. To wielkie pragnienie życia. szkoły. kiedy jestem taka szczęśliwa? Rozumiem. Historia zagłaskanego kota. To jest trudne. kim jest. całego świata. wiem. a sądziłam. nawet śnić. Masz fałszywe wyobrażenie o tym.. czy matką. sobą czy własnym ojcem. 6 września Zupełnie mnie nie rozumiesz. nie wie. Od kogo mogę tego oczekiwać. Dlaczego przez tyle lat nie zdołałaś mnie poznać? Dlaczego? Powinnaś wiedzieć. władcą podwodnych krain. że obsesja śmierci jest lękiem przed nią. Bo wszystko dzieje się w imię wielkiej miłości. Ja śnię o życiu. To jest takie niesamowite jak spełniona miłość. W podwójnym JA narzuconym przez rodziców i własnym. boi się ludzi. . z zachodzącym słońcem. Niewola. Ja nie śnię o śmierci. Właśnie ty. „My wiemy. Zaistniałam. co jest dla ciebie najlepsze”. i o mnie. 4 września Po prosta jestem. że jesteś w stanie pojąć moją walkę przeciwko śmierci. budzącym się do życia. Jestem z drugim człowiekiem. Cały czas.. jak nie od najbliższej mi osoby.

Krzyk rannego ptaka budzi się we mnie. październik 1988 Zaczyna się epidemia AIDS wśród narkomanów w Polsce. WITAJ ŻYCIE. Połączyłam w sobie sprzeczności. kiedy spacerujemy nad brzegiem morza. Odrodziłam się z własnej słabości. z bezradności wobec świata. 17 września Ludzie blokują swoje uczucia intelektem i lepią w głowie idealne twory. aby pisać Oswajanie zwierza. Chciałabym być zdrowym drzewem. który wpadł do wanny i zdumiony pułapką znieruchomiał. Czy mnie ktoś pomoże wyjść z mojej śliskiej powierzchni? Nadal jestem cieniem. nie mogąc rozwinąć sieci na śliskiej powierzchni. Uratowałam mu życie i radośnie pognał do ogrodu. Opadło na mnie wyzwolenie i stałam się sobą. Już czas.16 września Rano w łazience zobaczyłam wielkiego pająka. Jestem całością. kiedy śmierć przytula mnie mocniej. Kocham. . zamiast wyjść na spotkanie miłości. które mogłoby kiedyś spłonąć trawione mocnym ogniem. Wiktorze.

You're Reading a Free Preview

Pobierz
scribd
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->