P. 1
Collins Suzanne - Igrzyska śmierci 03 - Kosogłos

Collins Suzanne - Igrzyska śmierci 03 - Kosogłos

|Views: 1,062|Likes:

More info:

Published by: Konrad Wyrozumski on Mar 14, 2012
Prawo autorskie:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

06/17/2014

pdf

text

original

KOSOGŁOS Część I Popioły

1. Gapię się na swoje buty i patrzę jak cienka warstwa popiołu osiada na wytartej skórze. Tu stało łóżko, które dzieliłam z moją siostrą, Prim. Tam dalej stał kuchenny stół. Osmalony stos cegieł, które kiedyś były kominkiem, jest moim punktem odniesienia. Jak inaczej mogłabym ustalić swoje położenie w tym morzu szarości? Niemal nic nie pozostało z Dwunastego Dystryktu. Miesiąc temu ogniowe bomby Kapitolu unicestwiły domy ubogich górników ze Złożyska, sklepy w mieście, nawet Pałac Sprawiedliwości. Spalenia uniknęła jedynie Wioska Zwycięzców. Może dlatego, by ludzie zmuszeni do przybycia tutaj w interesie Kapitolu mogli zatrzymać się w jakimś przyzwoitym miejscu. Pracujący dorywczo dziennikarz. Komitet oceniający stan kopalni. Oddział Strażników Pokoju poszukujący powracających uciekinierów. Ale nie wraca nikt oprócz mnie. A to jedynie krótka wizyta. Władze Trzynastego Dystryktu sprzeciwiały się mojemu powrotowi. Wydał im się kosztownym i niepotrzebnym ryzykiem, jako że przynajmniej tuzin niewidzialnych poduszkowców krąży nade mną, czuwając nad moim bezpieczeństwem, i nie ma tu żadnych nowych wiadomości wartych zdobycia. Mimo tego, musiałam to zobaczyć. Tak bardzo, że ustanowiłam to warunkiem mojej współpracy. W końcu Plutarch Heavensbee, główny organizator igrzysk, który zorganizował buntowników w Kapitolu, wyrzucił ręce w górę. „Pozwólcie jej iść. Lepiej stracić dzień niż kolejny miesiąc. Może mała wycieczka po Dwunastce jest właśnie tym, czego ona potrzebuje, by przekonać się, że jesteśmy po tej samej stronie.” Po tej samej stronie. Ból kłuje moją lewą skroń i przyciskam do niej dłoń. Dokładnie w miejscu, w które Johanna Mason uderzyła mnie zwojem drutu. Wspomnienia kłębią się, a ja próbuję rozróżnić co jest prawdą, a co kłamstwem. Jakie wydarzenia doprowadziły do tego, że stoję na ruinach mojego miasta? To trudne, bo skutki wstrząsu przez nią spowodowanego nie całkiem zniknęły i moje myśli wciąż mają skłonności do gmatwania się. Poza tym, leki, których używają, by uśmierzyć mój ból i wpływać na nastrój czasami sprawiają, że mam omamy. Tak myślę. Wciąż nie jestem całkowicie przekonana, że miałam halucynacje tej nocy, kiedy podłoga mojej szpitalnej sali zmieniła się w dywan wijących się węży.

Używam techniki zaproponowanej mi przez jednego z lekarzy. Zaczynam od najprostszych rzeczy, których jestem pewna, że są prawdziwe, i stopniowo dodaję te bardziej skomplikowane. Lista zaczyna rozwijać się w mojej głowie… Nazywam się Katniss Everdeen. Mam siedemnaście lat. Moim domem jest Dwunasty Dystrykt. Byłam trybutem w Igrzyskach Śmierci. Uciekłam. Kapitol mnie nienawidzi. Peeta został więźniem. Jest uważany za martwego. Najprawdopodobniej jest martwy. Prawdopodobnie byłoby najlepiej, gdyby był martwy… — Katniss, mam zejść na dół? Głos mojego najlepszego przyjaciela, Gale’a, dociera do mnie przez słuchawki, które buntownicy nakazali mi założyć. Jest w jednym z poduszkowców i obserwuje mnie uważnie, gotowy wkroczyć, jeżeli cokolwiek pójdzie źle. Zauważam, że kulę się w sobie z łokciami na udach i ściskam głowę dłońmi. Muszę wyglądać jakbym była na skraju załamania. Tak być nie może. Nie, kiedy w końcu odstawiają mi leki. Prostuję się i macham do niego, odrzucając jego ofertę. — Nie, wszystko w porządku. By go w tym upewnić, zaczynam oddalać się od mojego starego domu i idę w stronę miasta. Gale poprosił o wizytę w Dwunastce ze mną, ale nie zszedł do mnie, kiedy zrezygnowałam z jego towarzystwa. Rozumie, że nie chcę nikogo przy mnie dzisiaj. Nawet jego. Czasami musisz wędrować samotnie. Lato było nieznośnie gorące i suche jak pieprz. Nie było prawie żadnego deszczu, który mógłby naruszyć sterty popiołu, które pozostały po ataku. Przemieszczają się tu i tam w odpowiedzi na moje kroki. Nie ma wiatru, który mógłby je rozwiać. Zatrzymuję wzrok na czymś, co pamiętam jako drogę, bo kiedy pierwszy raz wylądowałam na Łące, nie byłam dość ostrożna i weszłam prosto na kamień. Tylko że to nie był kamień — to była czyjaś czaszka. Kręciła się i kręciła aż zatrzymała się twarzą w górę. Przez długi czas nie mogłam przestać patrzeć na zęby, zastanawiając się do kogo należały, myśląc, że moje wyglądałyby prawdopodobnie dokładnie tak samo w podobnych okolicznościach. Wbrew naturze, trzymam się drogi, ale to zły wybór, bo jest pełna szczątków tych, którzy próbowali uciec. Niektórzy spłonęli w całości. Ale inni, prawdopodobnie owładnięci przez dym, uciekli najgorszym płomieniom i teraz leżą w różnych stopniach rozkładu, i cuchną, pokarm dla padlinożerców, przykryty dywanem much. Zabiłam cię, myślę, kiedy mijam jeden stos. I ciebie. I ciebie. Bo zabiłam. To moja strzała wycelowana w szczelinę w polu siłowym otaczającym arenę spowodowała tę karną ogniową burzę. I pogrążyła całe Panem w chaosie. W głowie dźwięczą mi słowa prezydenta Snowa, wypowiedziane w dniu rozpoczęcia Tournée Zwycięzców. „Katniss Everdeen, dziewczyno, która igrałaś z ogniem, wznieciłaś iskrę, która, nieugaszona, może zamienić się w piekło i zniszczyć Panem.” Okazuje się, że wcale nie przesadzał ani nie próbował mnie wystraszyć. Próbował, być

może, szczerze uzyskać moją pomoc. Jednak ja już wprawiłam w ruch coś, nad czym nie mam żadnej kontroli. Pali się. Ciągle się pali, myślę z odrętwieniem. Ogień w kopalniach wyrzuca dym na odległość. Nie został jednak nikt, kto by się tym przejmował. Więcej niż dziewięćdziesiąt procent mieszkańców dystryktu nie żyje. Pozostałe osiemset, czy coś koło tego, żyje jako uciekinierzy w Trzynastym Dystrykcie, co, jeśli o mnie chodzi, równa się pozostaniu bezdomnym na zawsze. Wiem, że nie powinnam tak myśleć; wiem, że powinnam być wdzięczna za sposób, w jaki nas powitano. Chorych, rannych, umierających z głodu i nie oferujących nic w zamian. Jednak nie potrafię zignorować faktu, że Trzynasty Dystrykt odegrał znaczną rolę w zniszczeniu Dwunastki. To nie zwalnia mnie z poczucia winy — mam sporo do ignorowania. Ale bez nich nie byłabym częścią większego spisku, który ma na celu obalenie Kapitolu albo zgromadzenie środków, by to umożliwić. Mieszkańcy Dwunastego Dystryktu nie zorganizowali ruchu oporu na własną rękę. Nie było o tym mowy. Po prostu mieli pecha, że mieli mnie. Niektórzy z ocalałych myślą jednak, że to szczęście w końcu uwolnić się od Dwunastego Dystryktu. Uciec od niekończącego się głodu i opresji, niebezpiecznych kopalni, od bata naszego ostatniego Głównego Strażnika Pokoju, Romulusa Threada. Znalezienie nowego domu wydaje się cudem, jako że do niedawna nie wiedzieliśmy nawet, że Trzynasty Dystrykt istnieje. Ucieczkę ocalałych przypisać należy całkowicie Gale’owi, aczkolwiek przyznaje się do tego niechętnie. Kiedy tylko Ćwierćwiecze Poskromienia się skończyło — jak tylko zabrano mnie z areny — odcięto prąd w Dwunastym Dystrykcie, telewizory wyłączyły się i Złożysko stało się tak ciche, że ludzie mogli usłyszeć bicie serc innych. Nikt nie zaprotestował ani nie świętował tego, co zaszło na arenie. A mimo tego w ciągu piętnastu minut niebo pokryło się poduszkowcami i bomby zaczęły spadać na ziemię. To Gale pomyślał o Łące, jednym z niewielu miejsc bez starych drewnianych domów przymocowanych pyłem węglowym. Poprowadził tych, których mógł, w tamtym kierunku, włączając w to moją mamę i Prim. Zorganizował ekipę, która zburzyła ogrodzenie — w tej chwili jedynie nieszkodliwą metalową barierę z wyłączonym prądem — i wprowadził ludzi do lasu. Zabrał ich do jedynego miejsca, które przyszło mu do głowy — jeziora, które mój ojciec pokazał mi w dzieciństwie. Stamtąd patrzyli jak odległe płomienie pochłaniają wszystko, co do tej pory znali. O świcie bombowce dawno odleciały, ogień dogasał, ostatni maruderzy dołączyli. Mama i Prim zorganizowały miejsce dla rannych i próbowały leczyć ich tym, co udało im się znaleźć w lesie. Gale miał dwa komplety łuków i strzał, jeden nóż myśliwski, jedną sieć rybacką i ponad osiemset przerażonych ludzi do wykarmienia. Dzięki pomocy co silniejszych udało im się przeżyć trzy dni. Wtedy nagle pojawił się poduszkowiec, który ewakuował ich do Trzynastego Dystryktu, gdzie było więcej niż wystarczająco dużo

Ale jest.czystych. Zaciskam powieki i próbuję dosięgnąć go poprzez setki kilometrów. nienawidzę ich. bitego — gdy Kapitol próbuje uzyskać o rebelii informacje. dać mu do zrozumienia. a jedzenie raczej bez smaku. którego ogień nie zniszczył. bo nie widuje się tu zbyt wielu dzieci. Nowe bydło rozpłodowe. białych siedzib. szkolą nas do pracy. dzieci są kształcone. nienawidzę teraz prawie wszystkich. pozostałości po szubienicy. któremu udało się dotrzeć do Trzynastki pieszo kilka lat temu. Entuzjazm interpretowano jako życzliwość. Opiekowano się nimi. Biegnę. że nie jest sam. palonego. Byli bezpieczni. Moje myśli zalewa strumień obrazów. ubrania były identyczne. jego dwaj starsi bracia — żadne z nich nie dotarło do Trzynastki. Ale co z tego? Nie trzymają nas w zagrodach. Rodzice Peety. których on nie posiada. które dręczą mnie. rażonego prądem. Byli żywi i ochoczo przywitani. we śnie czy na jawie. Najprawdopodobniej ma rację co do Trzynastki. Sterta poczerniałych gruzów zastąpiła Pałac Sprawiedliwości. Tak nas widzą. Powierzchnia pod moimi stopami twardnieje i pod dywanem popiołów wyczuwam kamienie brukowe placu. Łamię sobie głowę co to może być i wtedy przypominam sobie ostatnie ulepszenia placu wprowadzone przez Threada. Niewiele ponad tuzin tych. a mnóstwo innych uczyniła bezpłodnymi. słupy do biczowania i to. Mimo tego. Czy zostali ewakuowani do Kapitolu z uwagi na . Jakiś czas temu była tu epidemia kiły. Każdemu uciekinierowi władze Trzynastki automatycznie nadały obywatelstwo.” W Dziesiątce pracował w gospodarstwie zajmującym się hodowlą bydła mięsnego utrzymując genetyczną różnorodność stada poprzez implantację głęboko zmrożonych krowich embrionów. przesłać myśli do jego umysłu. Otacza go niewielka obwódka śmieci w miejscu. oczywiście. Peeta nie będzie miał do czego wracać. którzy uchodzili za zamożnych w Dwunastym Dystrykcie. Potrzebują nas wszystkich. która zabiła wielu z nich. Obrazy torturowanego Peety — podtapianego. Nie zostało nic poza roztopioną płytą piekarnika. gdzie stały sklepy. której właścicielem była rodzina Peety. Idę mniej więcej w kierunku piekarni. ale dla uciekinierów z Dwunastki były to mało ważne niedogodności. uciekinier z Dziesiątego Dystryktu. mnóstwo ubrań i trzy posiłki dziennie. Mijam gruzy domu burmistrza. Mnie. uciekło od ognia. tracę równowagę i zastaję siebie siedzącą na kawałku rozgrzanego przez słońce metalu. gdzie mieszkała moja przyjaciółka. Siebie najbardziej. Te powyżej czternastu lat otrzymały podstawowy stopień w wojsku i zwraca się do nich per „Żołnierzu”. A ja nie mogę mu pomóc. Bardzo źle. Dyby. Źle. zdradził mi prawdziwy powód. Nic nie wiadomo o niej ani o jej rodzinie. rozrywanego. Ale. Madge. „Potrzebują was. Poza mną… Odchodzę od piekarni i wpadam na coś. Uciekam od placu i zmierzam do jedynego miejsca. kaleczonego. Siedziby miały nieszczęście znajdować się pod ziemią. Jednak człowiek imieniem Dalton.

Jej włosy fascynują mnie w pewien sposób. który utrzymywał Peetę przy życiu na arenie. starszego wynalazcę z Trójki. które opadają jej na ramiona bez najmniejszego załamania. przeciwstawiając się Kapitolowi w Igrzyskach. Koloru brudnego śniegu. czy choćby rozdwojonej końcówki. Ma około pięćdziesięciu lat i siwe włosy. Potwornie ciche. mogę zacząć krzyczeć. Osobą. bym w pełni podjęła się roli. to odegrać swoją rolę. który mnie odnowi. ponieważ został zaangażowany w rozwój broni w chwili. Kosogłosa. Czasami ich słucham. kiedy ja . która jedynie obserwuje. by się roztopił. odstającego kosmyka. jakby niemal cały kolor został z nich wyssany. albo jeśli nie wydostanę się na powierzchnię. Jego asystentka. bez skazy. który chcesz. Nie wystarczy to. Chcą. że powinniśmy najpierw uratować chłopca.” Miała na myśli Peetę. ale dwanaście pięknych domów Wioski Zwycięzców pozostaje nietkniętych. która wskaże dystryktom — których większość jest w stanie otwartej wojny z Kapitolem — drogę ku zwycięstwu. mówią. Fulvia Cardew. usłyszałam jak Coin mówi: „Mówiłam wam. ale nie takie. jak u ludzi ze Złożyska. Plutarch Heavensbee. twarzą. Po co wróciłam do Dwunastki? Jak ta wizyta może pomóc mi odpowiedzieć sobie na pytanie. ale nie bardzo nadaje się na podżegacza. mówią. co muszę zrobić. głosem. a ja nie współpracuję. Ostatecznie wychodzę z sali. Bo naprawdę nie wiem. grozi zadławieniem. pokieruje wystąpieniami — jakby to nie brzmiało przerażająco znajomo — i wszystko. zatrzaskuję drzwi i opieram się o nie plecami. którą dla mnie przeznaczyli. Symbolu rebelii. symbol seksu z dystryktu specjalizującego się w połowie ryb. bo moja głowa zaczyna boleć albo jest pora posiłku. Dosłownie. Są bardzo blade. od którego nie mogę uciec? — Co mam zrobić? — szepczę do ścian. Oficerowie wojska. jako że są tak jednolite. Po prostu wstaję i wychodzę. Mają cały zespół ludzi. Jej oczy są szare. Mieszanka przywódców dystryktu. zawieźli go na szpitalnym łóżku do jakiegoś ściśle tajnego miejsca i teraz pojawia się jedynie okazjonalnie podczas posiłków. Byłby wspaniałym rzecznikiem rebelii. w której tylko mógł siedzieć prosto. Teraz muszę się stać prawdziwą przywódczynią. Nie zawracam sobie głowy mówieniem czegokolwiek. czy pozostawieni płomieniom? Popiół unosi się wokół mnie i naciągam brzeg koszuli na usta. mówią. A kogo wyłowili z areny zamiast niego? Mnie. a czasami po prostu obserwuję idealną linię włosów Coin i próbuję zgadnąć czy to peruka. uosobieniem powstania. Czyste. Miejsce wydaje się nietknięte. Ludzie wciąż mówią do mnie. Ale nie Alma Coin. ubierze. Wślizguję się do domu. prezydent Trzynastki. dostarczając punktu wyjścia. Jest bardzo bystry i bardzo chce pomóc sprawie. którego widuję rzadko. Trawa została wypalona i szary śnieg leży także tutaj. Beeteego. To nie myśl o tym co wdycham.pozycję jej ojca. w którym żyłam przez ostatni rok. Jest jeszcze Finnick Odair. Wczoraj popołudniu. a kogo. napisze przemowy. Nie będę musiała robić tego sama. kiedy drzwi zamykały się za mną. Nie mogłabym się nie zgodzić. co już zrobiłam.

bo to pędzel Peety je namalował. szaloną dziewczyną z jego dystryktu. Przysięgam. kto ciągle płacze. utknęłam. — Jaskier — mówię. Oczywiście nienawidzę Kapitolu. To pozostawia buntowników w dystryktach. Również Finnicka chcą przekształcić w przywódcę buntowników. kiedy słyszę syczenie. A poza tym. Źródła Plutarcha potwierdzają. że to dużo bardziej skomplikowane. może przeważyć szkody? Czyjej odpowiedzi na to pytanie mogę zaufać? Na pewno nie zespołu z Trzynastki. On ma przynajmniej jakieś pojęcie o tym. Lekarze mówią. trzeba powtarzać mu wszystko trzy razy. mogłabym po prostu zniknąć w lesie i nigdy nie oglądać się za siebie. teraz. Obracam się na pięcie. Tyle że pozostaje jeszcze jedna część układanki. rodzinną książkę leczniczych i jadalnych roślin. Wiem. by dotarło to do jego mózgu. Gdybym wiedziała na pewno. z wygiętym grzbietem i położonymi po sobie uszami. że został zabity podczas przesłuchania. stoi najbrzydszy kot świata. próbując nie wydawać żadnych dźwięków. Co do reszty ludzi z Dwunastki. Nawet kiedy jest przytomny. wywleczony — zakrwawiony i nieprzytomny — z Sali Ekspedycyjnej przed Poskromieniem. czego nie da się odwrócić. siostra i rodzina Gale’a wreszcie są bezpieczne. Ale dopóki się nie dowiem. jeśli moje ruchy powodują jedynie cierpienie i utratę żyć? Starzec zastrzelony w Jedenastce za gwizdanie. Poruszam się cicho jak myśliwy. Jak mogę pomóc dystryktom. są albo martwi. by się nad nią rozwodzić bez całkowitej utraty mojej kruchej kontroli nad sobą. kiedy rodziny moja i Gale’a są bezpieczne. które spowoduję. tajemniczy. Odpycham tę myśl. przez co przechodzę. którzy próbują go obalić. W drzwiach kuchni. Zabieram kilka pamiątek: ślubne zdjęcie rodziców. Pomimo sporych zastrzeżeń. ale nie mam pewności. albo chronieni w Trzynastce. . bo jest zbyt bolesna. że jest martwy. kochany Cinna jest martwy przeze mnie. mogłabym uciec. Mój stylista. Rygor wprowadzony w Dwunastce po tym. którego doznał na arenie. zbyt wiele energii pochłania złoszczenie się na kogoś. która sprowadziła mnie tutaj. Co mam zrobić? Czy w ogóle jest jakiś cel robienia czegokolwiek? Moja mama. Genialny. pomogę tym. którą on kocha. że to skutek porażenia prądem. że Finnick nie może się skupić na niczym w Trzynastce. ponieważ usilnie próbuje dostrzec co się dzieje w Kapitolu z Annie. która jest jedyną osobą na świecie. Peeta.nie mogłam. ale najpierw będą musieli utrzymać jego uwagę dłużej niż przez pięć minut. że gdy zmienię się w Kosogłosa. muszę wybaczyć Finnickowi jego udział w konspiracji. Cinna. Co mam zrobić? Stać się Kosogłosem… czy jakiekolwiek dobro. niebieską wstążkę do włosów dla Prim. Książka otwiera się na stronie z żółtymi kwiatami i zamykam ją szybko. jak przeszkodziłam w biczowaniu Gale’a. ale ja wiem.

Mruży te swoje nieprzyjemne żółte oczy. nie proponuję jedzenia. pluskw. Co w takim razie? Marszczę nos. Przykucam i wyciągam rękę. czegokolwiek niezwykłego — zanim . Odrobina bieli wygląda z wazonu zwiędłych kwiatów na szafce. zwierzę o realnej wartości. i bezceremonialnie wpycham go do środka. który mówi mi. to jedyne słowo. Odrzucam rozważenie alternatywy. Przyćmiona przez swoich zakonserwowanych kuzynów. Nie ma mowy.Tysiące ludzi zginęło. — Chodź tu. Przed Ćwierćwieczem Poskromienia przyniosłam ją tutaj ze starego domu. wydawaliśmy się zacieśniać więzi. Czym? Może wejść i wyjść z domu przez okno w spiżarni. kiedy będę martwa. które spędziłam otulona nią. To zapach. a znaczy bardzo dużo dla mojej siostry. Kiedy zaczynam dławić się jej smrodem wycofuję się i wychodzę z pokoju. kolego. niestety się nie pokazała. Jest zły. Podchodzę do niego ostrożnie. Podnoszę go za futro. bo oboje nie polubiliśmy nowego. Jednak torba myśliwska przypomina mi o jeszcze jednej rzeczy. po czym podchodzę do szafy i wyciągam z niej moją torbę myśliwską. w wazonie stoi świeża biała róża. który okazuje się pusty. że go opuszczono. Miauczy cicho i podchodzi do mnie. myśląc. kiedy spotykaliśmy się w starym domu. Mdły i sztuczny. Przez jakiś czas. by przenieść go do poduszkowca. Jak długo tu była? Dzień? Godzinę? Buntownicy dokładnie sprawdzili Wioskę Zwycięzców — w poszukiwaniu ładunków wybuchowych. które coś dla niego znaczy. Idealna. Musiał się żywić polnymi myszami. Obracam się twarzą do pokoju. Nie ma innego sposobu. W szafie wisi kurtka myśliwska mojego ojca. Do ostatniego kolca i jedwabnego płatka. Zawieszam pasek torby na oparciu krzesła i biegnę po schodach do sypialni. Jej koza. które zawsze zostawiamy uchylone. Żaden dźwięk mnie nie zaalarmował. że musimy wracać. ale on przeżył i nawet wygląda na dobrze odżywionego. bo inaczej zmieniłaby się w popiół. Poza jego własnym. Delikatna skóra zdaje się uspokajać mnie. moje dłonie zaczynają się pocić. bez powodu. Najwyraźniej to się skończyło. Prezydent Snow. Dzięki Bogu. a moja zdolność zapewnienia mu resztek zawsze była dla niego moją najbardziej odkupieńczą cechą. Natychmiast wiem kto mi ją przysłał. Uporządkowany. — Chcesz zobaczyć Prim? — pytam. Wszystko na swoim miejscu. Poza tym. którą chcę zabrać. Dama. przez moment nachodzą mnie kojące wspomnienia godzin. Wtedy. Jej imię zwraca jego uwagę. Dziwne wrażenie skrada się w górę mojego karku. Słyszę w słuchawce głos Gale’a. że może być ona pocieszeniem dla mojej mamy i siostry.

z której tak bardzo próbuję się wyrwać. ta biała-jak-śnieg róża jest wiadomością dla mnie. Przypomina o niedokończonych sprawach. czym mogłabym się podzielić z kimś takim jak przyglądający mi się Plutarch. Dźgam go łokciem. Ale mnie owszem. to zabrzmiałoby jak bełkot szaleńca. Mogę cię znaleźć.pozwolono mi tu przyjść. Pozostawiona na szafce. Gale pomaga mi z drabiną. ale obietnica zemsty — bo nikt poza mną nie siedział z nim w gabinecie. — Wszystko w porządku? — Taa — mówię. że jest zajęta. Mogę cię dosięgnąć. Na trawniku gorączkowo daję znaki poduszkowcowi. ale to go jedynie rozwściecza. Może jednak róża nie wydała im się warta uwagi. nie nawet kwiat prezydenta Snowa. Na dole zdejmuję torbę z krzesła. Wchodzę na nią i strumień prądu unieruchamia mnie do czasu aż znajduję się na pokładzie. Zostawił mi różę! Mam ochotę krzyczeć. ale to nie jest coś. . albo jakby moja reakcja była mocno przesadzona. Nikt nie zrozumie tego w pełni — że to nie tylko kwiat. co jest całkiem możliwe. kiedy groził mi przed Tournée Zwycięzców. uderzając nią o podłogę dopóki nie przypominam sobie. podczas gdy Jaskier załatwia swoje potrzeby. Jakbym sobie to wyobraziła. Szepcze. Być może właśnie cię obserwuję. Po pierwsze. wycierając rękawem pot z twarzy. czym wykupiłabym sobie podróż powrotną do wywołanej przez leki baśniowej krainy. Poduszkowiec pojawia się nagle i drabina spada na dół.

— Bardzo źle tam na dole? — Nie mogłoby być gorzej — odpowiadam. Czy poduszkowce Kapitolu spieszą za nami. by zdmuchnąć nas z nieba? Podczas podróży nad Dwunastym Dystryktem z niepokojem wyczekuję znaków oznaczających atak. zamknij się — mówię do torby i siadam na wyłożonym poduszkami siedzeniu przy oknie. nikt nie wydawał się wiedzieć o kim mówię. Z powietrza Trzynastka wygląda równie radośnie co Dwunastka. że odbija się w nich moja własna żałoba. ale nad ziemią nie ma prawie żadnych oznak życia. Kilka razy prawie . rozwinięte na przestrzeni wieków albo jako tajna kryjówka przywódców rządu na czas wojny. Gruzy nie dymią tak. — Zrzucam torbę na siedzenie. ale nic nas nie goni. która trwa jedynie około czterdziestu pięciu minut. a to wstrętne stworzenie zaczyna wydawać z siebie niski gardłowy pomruk. Najwyraźniej jednak nie udało im się do niego dotrzeć. Nasze dłonie znajdują się nawzajem i trzymają się mocno aż do części Dwunastki. Być może przywódcy Kapitolu myśleli. nieco się uspokajam. Gale kiwa głową w kierunku skowytu dochodzącego z mojej torby myśliwskiej. że Trzynastka została zmieciona z powierzchni ziemi w wojnie między Kapitolem i dystryktami — niemal wszystkie nowe budynki powstawały pod ziemią. — Jeśli był choćby cień szansy na jego odzyskanie. Gale siada przy mnie. gdyby życie na powierzchni stało się niemożliwe. Po kilku minutach. uciekinierki z Ósmego Dystryktu. Najważniejsze dla Trzynastki jest to. której jakimś cudem nie udało się Snowowi zniszczyć. kiedy słyszę wymianę zdań między Plutarchem a pilotem. Były tam już spore podziemne udogodnienia. Zaledwie tydzień pieszej wędrówki. które spotkałam w lesie ostatniej zimy nie były więc wcale tak daleko od miejsca przeznaczenia. potwierdzającą. tak myślę. że. Zmarły w lesie. Kiedy pytałam o nie w Trzynastce. Podczas Mrocznych Dni rebelianci z Trzynastki przejęli kontrolę nad siłami rządowymi. — Teraz już wiem dlaczego musiałaś wrócić. Przez siedemdziesiąt pięć lat od Mrocznych Dni — kiedy wmawiano ludziom. Trzynastka umrze śmiercią naturalną.2. — Och. pozbawiona pomocy. Kapitol miał jeszcze jedną fabrykę broni nuklearnej na wschodzie. Kapitol zburzył widoczne pozostałości dystryktu i odciął dostęp z zewnątrz. jak Kapitol pokazuje to w telewizji. Siedzimy w milczeniu przez resztę podróży do Trzynastki. Patrzę mu w oczy i widzę. ale atak na Trzynastkę groził odwetem. albo jako ostatnie schronienie dla ludzkości. Bonnie i Twill. że było to centrum kapitolińskiego programu rozwoju broni nuklearnej. że przestrzeń powietrzna jest czysta. wycelowali nuklearne pociski w Kapitol i zawarli z nim umowę: będą udawali martwych. jeśli pozostawi się ich w spokoju. Zmuszony był więc zaakceptować umowę.

8:30 — Centrum Szkolenia. że wszyscy poza nocną wartą powinni być w łóżkach. że dołączę do programu. Ale po surrealistycznym spotkaniu z różą. sprawiając. Za rurami kanalizacji w pralni. marnotrawstwo jest traktowane niemal jak zbrodnia. Ale kiedy przeniosłam się do Oddziału 307 z mamą i siostrą. wnioskując ze spojrzeń. Nie można pominąć planu dnia. W opuszczonym kanale wentylacyjnym. Początkowo. że jest wodoodporny. Wtedy cokolwiek sprawia. spodziewano się. Jednak poza pojawianiem się na posiłkach. mogłam zapomnieć o naznaczaniu.do tego doszło. niemal całkowicie ignoruję słowa wybite na moim ramieniu. tylko że za bardzo mi ona przypomina tę. Na chwilę obecną zostawiają mnie w spokoju. że kogoś zamordowała. w których wymagane jest uczestnictwo. bo zostałam sklasyfikowana jako mentalnie zdezorientowana — tak twierdzi moja plastikowa medyczna bransoletka — i wszyscy muszą tolerować moje rozbicie. Po prostu wracam do naszej siedziby albo włóczę się po Trzynastce. Żywy portret przesady. przestaje działać i cały plan spływa. Zgaśnięcie świateł o 22:30 oznacza. Jedną z moich niewielu rozrywek w Trzynastce jest obserwowanie jak garstka kapitolińskich „rebeliantów” wije się. ciężkiej dyscyplinie i ciągłej czujności w sprawie potencjalnych ataków Kapitolu. Są tutaj tak potwornie oszczędni. kiedy leżałam chora w szpitalu. Sala 17. 7:00 — Śniadanie. że inkrustowane na jej pulchnych policzkach srebrne kwiaty stały się jeszcze bardziej widoczne. próbując się dostosować. 7:30 — Obowiązki w kuchni. Ale kiedyś zobaczyłam jak Fulvia Cardew zgniata kartkę papieru z jedynie kilkoma słowami zapisanymi na niej i można by pomyśleć. Jest też schowek w Centrum Szkolenia. Nie wiem jak długo uda mi się uniknąć odpowiedzialności za mój całkowity brak poważania dla dokładnie wyliczonego planu zajęć. Ono tatuuje plan dnia na przedramieniu bladopurpurowym atramentem. Tak jak i ich cierpliwość w sprawie Kosogłosa. który wydaje się świetny. ale zawsze udało jej się jakoś wylizać dzięki surowemu podziałowi środków. Ciężko ziemię. Ale to nie potrwa wiecznie. Atrament jest niezmywalny aż do 22:00 — Kąpiel. Na szczęście ludzie z Dwunastki nigdy nie należeli do rozrzutnych. Zaczerwieniła się jak burak. bo nikt nie zdaje się potrzebować szkolnych przyborów. Można wyjść na zewnątrz w celach ćwiczeniowych i dla światła słonecznego. mi się przystosować do przebywania tak długo pod ziemią. Gale i ja schodzimy z lądowiska po serii schodów do Oddziału 307. ale jedynie w ściśle określonych godzinach oznaczonych w indywidualnym planie dnia. I tak dalej. która wyniosła mnie na arenę. albo zasypiam w jakimś ukrytym miejscu. Codziennie powinno się przyłożyć prawe ramię do urządzenia wbudowanego w ścianę. którymi ją obdarzono. Mogliśmy jechać windą. po raz pierwszy czuję się bezpiecznie po zejściu pod . Teraz obywatele żyją niemal wyłącznie pod ziemią.

zastanawiając się o co może zapytać moja rodzina. jak ty sobie z tym radzisz. Obdarza mnie wyjątkowo zadowolonym spojrzeniem. — Co mam im powiedzieć o Dwunastce? — pytam Gale’a. że wycieczka do Dwunastki nie była całkowitą stratą czasu. którego szeroka postura blokowała widok telewizora. Niemal zabawnie jest więc zobaczyć Caesara Flickermana. — Przeżyję. ponieważ wszyscy zebrali się przed ekranem telewizora w dalekim końcu sali. pół godziny przerwy przed kolacją. opróżniam torbę myśliwską i zaczyna się 18:00 — Podziwianie kota. z jego wymalowaną twarzą i błyszczącym garniturem. Wieszam kurtkę ojca na oparciu krzesła. Zanim ktokolwiek o coś spytał. by pokazywali coś. by pytały o szczegóły. Posiadanie komunikatora jest przywilejem zarezerwowanym dla tych. chcąc sprawić. razem z księgą roślin. kiedy Plutarch. — Jak i ja się martwię. bym do nich dołączyła. Przystaję w drzwiach Centrum Dowodzenia. Udajemy się do jadalni na 18:30 — Kolację. przygotowującego się do poprowadzenia . — Gale dotyka mojego policzka. — Potrzebują nas oboje w Centrum Dowodzenia — mówi. który przerywa mruczenie jedynie po to. którego nie powinnam dotykać. odwiecznego gospodarza Igrzysk Śmierci. Wydaje się więc. Zawsze jest to samo. wysoko wyspecjalizowanej mówiącymi ścianami. którzy są istotni dla sprawy. napotyka mój wzrok i macha do mnie gorączkowo. Zaczynam myśleć. Propaganda. Odtwarzanie na nowo bombardowania Dwunastego Dystryktu. ale odbiera drukowane wiadomości. Biorę głęboki oddech i otwieram drzwi. Gale uzyskał ten status ratując mieszkańców Dwunastki. kiedy komunikator Gale’a zaczyna wydawać sygnał. kiedy Prim zawiązuje mu wokół szyi niebieską wstążkę. nie potrafiąc sobie wyobrazić. Niechętnie ruszam do przodu. Prim po prostu siedzi na podłodze. by czasami na mnie prychnąć. szlochając i kołysząc tego wstrętnego Jaskra. Wygląda jak za duży zegarek.Waham się przed drzwiami oznaczonymi numerem 307. Materiał z wojny. Złowroga wiadomość od prezydenta Snowa. Nikt jednak nie zwraca na mnie uwagi. próbuję zebrać się w sobie zanim zostanę zapoznana z kolejnymi planami dotyczącymi Kosogłosa. co mogłoby mnie zainteresować. — Wątpię. Będą bardziej zmartwione tym. że będę mogła umknąć. Mama przyciska mocno do piersi swoje ślubne zdjęcie i kładzie je. Moja mama i siostra są w domu na 18:00 — Zadumę. który na okrągło pokazuje transmisje z Kapitolu. Przez chwilę to miejsce niemal przypomina dom. Widzę troskę na ich twarzach. Wlokąc się kilka kroków za Gale’em. na naszej przydzielonej przez rząd komodzie. sali spotkań rady wojennej ze skomputeryzowanymi elektronicznymi mapami ukazującymi posunięcia wojsk w dystryktach i ogromnym prostokątnym stołem z panelem kontrolnym. Widziały jak płonie. kiedy próbują ocenić mój stan emocjonalny. Przez moment przyciskam twarz do jego dłoni.

— Pomóż nam rozwikłać kilka spraw. pozbawieni tlenu do takiego stopnia. Pochłaniam jego całość. Caesar pochyla się ku niemu nieznacznie. Zupełnie jak owad uwięziony w misce z parującym powietrzem. Poświęcić siebie na arenie. — Tej ostatniej nocy… opowiedzieć o ostatniej nocy… cóż. Przepływa to przeze mnie jak morfalina. to przerasta moje najśmielsze nadzieje. poważny. Peeta uśmiecha się delikatnie. że jego gościem jest Peeta. — Palce Peety błądzą po tapicerowanym wzorze na ramieniu krzesła. myślę. że rebelianci posłużyli się nami niczym pionkami w grze? Że mój ratunek był zaplanowany od samego początku? I w końcu. jakiegokolwiek odbicia cierpienia spowodowanego torturami. zdradził nas oboje dla sprawy. który nawiedza moje sny. Czy Peeta odgadł zatem. Caesar rozsiada się wygodnie na krześle naprzeciwko Peety i obdarza go długim spojrzeniem. zapewniam — mówi Peeta. Taką samą mieszaninę dyszenia i jęku. — Myślę. a ja nie zauważam. by Katniss Everdeen i wasze dziecko mogli przetrwać. jakby wypolerowano mu całe ciało. którą podają mi w szpitalu. że aż boli. inni ludzie mieli plany. Haymitch Abernathy. Tak. Nie potrafię pogodzić tego obrazu ze sponiewieranym. Jego skóra błyszczy. zakrwawionych chłopcem. Peeta wygląda zdrowo. nieskazitelna. ale nie spieszy się z rozpoczęciem. Peeta przytakuje. Każda godzina obiecująca nowy horror. — Ale inni ludzie też mieli plany. zdrowie ciała i umysłu. Ogromny zegar odmierzający czas waszego życia. Przeszukuję jego oczy w poszukiwaniu oznak bólu. po pierwsze. — Więc… Peeta… witaj ponownie. że przeprowadziłeś ze mną ostatni wywiad. Odpycham ludzi aż znajduję się naprzeciwko niego z ręką na ekranie. żywe i tykające. jaką wydobywają z siebie zanurzeni w wodzie. Wydaję z siebie dźwięk. musicie sobie wyobrazić jak człowiek czuje się na arenie. — Nocą przed Igrzyskami Ćwierćwiecza… cóż… kto by pomyślał. Odgadł lub powiedziano mu. że tak właśnie myślałem — mówi Caesar.wywiadu. Na chwilę obecną. Ale Kapitol go nie zabił ani nawet nie ukarał. Wszystko wokół was. Jest opanowany. Nic nie znajduję. — Założę się. tłumiąc ból ostatnich tygodni. zauważam linie między brwiami Peety. krzepko. Przynajmniej dopóki kamera się nie wycofuje. Jasny i prosty. że nasz mentor. która nastaje. że znowu się zobaczymy? — Taki był mój plan. — Opowiedz nam o tej ostatniej nocy na arenie — prosi Caesar. — Przyznaję. że myślałeś. — Właśnie tak. marszcząc brwi. dżungla… zielone. . którą zdawał się całkowicie ignorować? W ciszy. że dla wszystkich było oczywiste jaki był twój plan. Caesarze.

że mamy zamiar złamać sojusz. czym jesteś. Żałowałem. Równie dobrze idzie mu ze słowami. — Za bardzo zaangażowaliście się w plan Beetee’ego. moim pragnieniem było ocalić Katniss. Peeta nie potrzebuje pędzla. wszystko nagle zaczęło wariować. Ocalcie jednego z nich. — Zbyt zajęci graniem sprzymierzeńców z innymi. bo na arenie chcecie tylko jednego. . Nie powinienem nigdy pozwolić im nas rozdzielić! — wybucha Peeta. jak to naprawdę jest być na arenie. Choć to sprawia. Peeta kontynuuje: — Więc czepiasz się tego pragnienia. — Ale nie mogłem kłócić się z Beetee’m bez ujawnienia. że nie uciekłem z nią wcześniej. To odbiera zdecydowanie więcej niż życie. — Odbiera życie — mówi Caesar.Musicie sobie wyobrazić. Tej ostatniej nocy. Kiedy przewód został odcięty. Jak próbuję ją znaleźć. by malować obrazy z Igrzysk. że czujecie się bardzo źle. i trybuci pragnący waszej krwi stają się waszą ostateczną rzeczywistością. że przez dwa ostatnie dni zginęło szesnaścioro ludzi — niektórzy z nich w waszej obronie. Cały naród pochylający się w kierunku ekranów telewizorów. — Wszystko czym jesteś — powtarza cicho Caesar. A wasz plan zakłada. Ale nie było już jak uciec w tym momencie. Jak Brutus zabija Chaffa. — Nie chciałem tego! — Peeta rumieni się z emocji. W takim tempie pozostałych ośmioro będzie martwych przed rankiem. Różowe niebo i potwory z dżungli. Peeta — mówi Caesar. Ale nawet bez wiedzy o buntownikach. — Wtedy ją straciłem. — Kiedy jesteście na arenie. — Odbiera wszystko to. a pole siłowe wokół areny… eksplodowało. a ona z Johanną Mason zabrały zwój drutu do wody — wyjaśnia Caesar. których kochaliście lub na których wam zależało niemal przestają istnieć. reszta świata staje się niezwykle odległa — ciągnie. musicie zabijać. — Kiedy zatrzymaliście się przy drzewie. jedynym. Zwycięzcę. Dłoń zjeżdża z ekranu i zwisa bezwładnie u mojego boku. że krzyczała moje imię. Pamiętam tylko skrawki. że to nie wy nim zostaniecie. — Widziałeś materiał filmowy. Potem piorun uderzył w drzewo. Jak sam zabijam Brutusa. Moje ciało zaczyna się pocić na wspomnienie tamtych wydarzeń. Cisza zapanowała w pokoju i czuję jak rozprzestrzenia się na całe Panem. — Och nie. Wszystko było zbyt skomplikowane. czułem się źle. — Katniss je wysadziła. Mordowanie niewinnych ludzi? — mówi Peeta. tak. mówi Caesar. co kiedykolwiek się liczyło. A to bardzo kosztowne. by porazić prądem słone jezioro. — Wszyscy ludzie. Wiem. Bo jeszcze nikt wcześniej nie opowiadał o tym. jak mi zaproponowała.

— Jakby była częścią planu buntowników od samego początku. — A co z waszym mentorem. — Nie wiedziała. niszcząc pieczołowicie ułożone blond loki. zabierając dłonie. Ale to wygląda podejrzanie — mówi Caesar. obserwując Peetę. — A czy jest jeszcze o czym rozmawiać? — Peeta krzywi się. kiedy będzie czysty i uważa się go za nieodpowiedniego do publicznego pokazywania się. — Nigdy o tym nie wspomniał — mówi Peeta. — Możemy już przestać. jeśli chcesz. zatapiając je we włosach. że ciężko znosi życie tutaj. To musi być przerażające. że zastanawia się. Caesar odczekuje chwilę. że próbowaliśmy utrzymać się nawzajem przy życiu! Caesar kładzie dłoń na klatce piersiowej Peety. co zrobić z tym drutem — przerywa mu Peeta. Haymitchem Abernathym? Twarz Peety tężeje. Trzynasty Dystrykt ściśle zakazuje produkcji i spożywania toksycznych napojów i nawet szpitalny spirytus trzymany jest pod kluczem. — W porządku. — W porządku. Osuwa się na krzesło. — To dobrze. że ogląda transmisję z Kapitolu i widzi. — Czy mógł brać udział w konspiracji? — pyta Caesar. niemal szalony. co Haymitch wiedział. Caesarze! Żadne z nas nie wiedziało nic poza tym. — To wszystko. ale straciłam całe współczucie dla Haymitcha. Caesar naciska na niego. zostawiając na jego twarzy długie śladu po zadrapaniu. który pomógłby mu znieść ten przeskok. W końcu Haymitch zmuszony jest do bycia trzeźwym. — Nie wiem. wierzę ci. Caesar klepie Peetę po ramieniu. pozbawiony tajnych zapasów tłoczonego domowymi sposobami bimbru. Peeta wstaje. Żadne z nas nie nadążało za planem Beetee’ego. Widać. pochyla się nad twarzą Caesara i opiera dłonie na ramionach jego krzesła. — A co ci mówi serce? — Że nie powinienem był mu wierzyć — mówi Peeta. Peeta. — Peeta wycofuje się. Trzymają go w odosobnieniu do czasu. — Naprawdę? A czy częścią jej planu było niemal umrzeć z rąk Johanny? Zostać sparaliżowaną przez prąd? Dać sygnał bombardowaniu? — wrzeszczy. Nie widziałam Haymitcha odkąd zaatakowałam go w poduszkowcu. Wiem. .— Nie wiedziała. jednocześnie w geście samoobrony i współczucia. Mam nadzieję. że nas oszukał. co robi. że i Peeta go odrzucił. kiedy zdałam sobie sprawę.

Ale w tej chwili. Warunki mniej sprzyjające. — Więc… apelujesz o zawieszenie broni? — pyta Caesar. Teraz nasze szeregi są jeszcze bardziej przerzedzone. że… co? Jakieś przyzwoite gatunki odziedziczą płonące szczątki ziemi? — Nie do końca… Nie jestem pewien czy dobrze rozumiem… — mówi Caesar. Czy tego właśnie chcemy? Powybijać się nawzajem? W nadziei. ale jeśli jesteś zbyt zdenerwowany… — zaczyna Caesar. którzy to oglądają — nieważne czy jesteście po stronie Kapitolu. — A teraz może poprosimy strażników. — Nie zostałaś zwolniona. Za mną słyszę kierowane pod adresem Peety oskarżenia. decyduję. Żołnierzu Everdeen. Caesarze — wyjaśnia Peeta. co ta wojna może znaczyć. która odczytuje listę spodziewanych cięć w Kapitolu — świeże owoce. obrona mojej niewinności w sprawie współpracy z rebeliantami i jego niezaprzeczalna współpraca z Kapitolem. gdy wywiad się kończy i pojawia się kobieta. Kiedy docieram do drzwi. — Zostanie nas zbyt mało. że wszyscy będą oczekiwać mojej reakcji. Jako że nie mogę przyłączyć się do obrażania go z rebeliantami ani sprzeciwić się im. — Chcę. Jeden z ludzi Coin kładzie dłoń na moim ramieniu. Wracamy do naszego zaplanowanego programu. bym mógł zbudować kolejne sto domków z kart? Caesar odwraca się do kamery. by wszyscy. — W porządku. To nie jest agresywny ruch. ale po przeżyciach z areny. bo wiem. by dalej funkcjonować. czy rebeliantów — poświęcili moment i pomyśleli o tym. z jedynie niewielkimi zwycięstwami na koncie rebeliantów. ale się nie zatrzymuję. głos Coin dociera do mnie ponad innymi. Myślę. Dla ludzkości. naprawdę. skoro zaapelował o zawieszenie broni. mydło. zawieszenie broni byłoby powrotem do sytuacji sprzed wybuchu wojny. kłamca i wróg odbijają się od ścian.— Chciałem dowiedzieć się. To zabrzmiało tak. Ale nie ma mowy. nie jestem zbyt zdenerwowany. Przeglądam w myślach zbiór moich dziwnych . — Nie możemy ze sobą walczyć. że to wszystko. że najlepiej będzie się ulotnić. co myślisz o wojnie. Słyszę odgłosy przepychanki. Wyszarpuję ramię z uścisku i zaczynam biec korytarzami w dół. Apeluję o zawieszenie broni — mówi Peeta zmęczonym głosem. — Tak. Prawie wyginęliśmy walcząc poprzednim razem. baterie słoneczne. jakby potępiał obie walczące strony. — Och. reaguję defensywnie na każdy nieznany dotyk. Muzyka rozbrzmiewa. Albo jeszcze gorzej. Zdrajca. bym przyswoiła to sobie tak szybko — radość na widok Peety żywego i nie skrzywdzonego. Jeżeli wszyscy nie odłożą broni — i to bardzo szybko — to i tak będzie koniec. Obserwuję ją z nienaturalnym zaangażowaniem. po czym patrzy prosto w kamerę. by odpowiedzieć na to pytanie. by odprowadzili mnie do moich kwater. — Peeta bierze głęboki oddech.

że to było coś jak degradacja. starając się zachować powagę. Żołnierzu Gale’u Hawthorne. Rezygnuję z prób udzielenia pierwszej pomocy. — Szczerzy się. — Walczyłeś z Boggsem? — Nie. z jego nosa cieknie krew. To jedna z niewielu dobrych rzeczy w Trzynastce. że wykrwawię się na śmierć. Po chwili drzwi się otwierają i ktoś wślizguje się do środka. — Coin zabrała mi komunikator. Ten. — Czułem się jak palant włócząc się z tym wszędzie. Odzyskałam Gale’a. jedynie zablokowałem drzwi. udało nam się odzyskać naszą przyjaźń. — To my. — Podnosi nadgarstek. ale że w ogóle może jeszcze mówić. . — Odpycha moją rękę. albo on chciał mi dać więcej przestrzeni. znowu mam komu się zwierzać. I zdradził. Jakkolwiek by nie było. — Który z nich to Boggs? — Och. albo wie. Peeta żyje. Żołnierzu Katniss Everdeen. — Oboje zaczynamy się śmiać. który próbował cię zatrzymać. czując. On nie próbuje na mnie naciskać. wzruszając ramionami. Ale to wydaje się tak potwornie śmieszne. — Już to zrobili. że to zbyt okrutne wobec więzionego przez Kapitol Peety. — Kim są ci ludzie? — pytam. że moje usta formują się w uśmiech tak szeroki. przyciskając dłonie do policzków. skulona naprzeciwko skrzynki kredy. — Myślę. — Prawdopodobnie cię ukarzą — mówię. no wiesz. Jego łokieć uderzył mnie w nos — mówi Gale. Struga krwi zmieniła się w nieprzerwany potok.kryjówek i zamykam się w schowku z zaopatrzeniem. Gdybyśmy mieli broń atomową zamiast kopalni węgla — odpowiada. Albo ja byłam zbyt chora. nie wycieranie. że musi wyglądać jak grymas. — Uważaj! Próbuję być łagodniejsza. — Co się stało? — pytam. — Żyjesz — szepczę. Nieważne co powiedział lub do kogo. Przygryzam wargę. — Wycieram jego nos swoim rękawem. — Nie ma za co. Kiedy wizja wymuszonego przez Kapitol mojego małżeństwa z Peetą rozwiała się. Gapię się na niego nic nie rozumiejąc. byśmy zrobili jeszcze jeden krok — nie całuje mnie ani nie mówi o miłości. Poklepywanie. — Stanąłem na drodze Boggsowi — odpowiada. Prawa ręka Coin. — Przepraszam. Ale w tej chwili wcale mnie to nie obchodzi. — Przestań! Sprawisz. Gale osuwa się obok mnie. kiedy chciał za tobą pójść.

on wciąż próbuje utrzymać cię przy życiu. i ja wciąż żyjemy. Ludność zdziesiątkowana. bezpieczna i uwięziona. — W pewien sposób to niesamowite. która nie miała pojęcia co się dzieje. kto wprawiłby mechanizm w ruch. Zawieszenie broni to najpewniej pomysł prezydenta Snowa. bo Gale wypowiada kolejne słowa bardzo wolno: — Katniss. kiedy rebelianci porwali ją z areny. W ten sposób. Może dlatego. by cię chronić. Igrzyska wciąż trwają. jak ich miasto zostało zmiecione z powierzchni ziemi. że w ogóle przetrwali. wciąż będzie szansa na potraktowanie cię pobłażliwie. o co apelował. ale zdaje się. że Dwunastka nie opuściłaby reszty rebeliantów podczas Mrocznych Dni — mówię. Chce. Większość rebeliantów natychmiast odrzuci to. — Wciąż uważam. dlaczego to powiedział? — Mogli go torturować. ale skoro i Peeta. — To nie było łatwe. Gdybyśmy mieli wybór: poddać się albo rozpocząć wojnę atomową — mówi Gale. — Muszę wyglądać na zakłopotaną. że zawarł jakiś rodzaj ugody. — Moglibyśmy to zrobić. Mam wrażenie. Przez ostatnie siedemdziesiąt pięć lat nauczyli się samowystarczalności. Ale w niektórych dystryktach opór jest nikły. Boję się odpowiedzi Gale’a. że sporo czasu zajęło im ujawnienie się — mówię. czego im odmawiałam: podziw. Ich wczesne lata musiały być straszne. Opuściliśmy arenę. po raz pierwszy czuję wobec ludzi z Trzynastki coś. Ale brzmi tak rozsądnie w ustach Peety. jego ostatnie pragnienie ocalenia mnie jest wciąż aktualne. Musieli zbudować podstawy rebelii w Kapitolu. — Peeta mógł wyrządzić wiele szkód dzisiejszego wieczoru. Za pozostanie przy życiu pomimo przeciwności. ale i tak pytam: — Jak myślisz. — Później potrzebowali kogoś. że wciąż mam na butach popiół z mojego dystryktu. Wtedy żadna ze stron nie będzie miała powodu. do których można by się zwrócić o pomoc. zmienili ludność w armię i zbudowali nowe społeczeństwo bez niczyjej pomocy. że o tym zapomnieli. Może mają wojskowe obycie. bym leżała spokojnie. Byliby jeszcze silniejsi. On zaproponuje zawieszenie broni. Ale są tutaj. — Potrzebowali również Peety. Jeśli dobrze to rozegrasz. jeśli dystrykty przegrają. Albo przekonać go. że tak bardzo pragnęli nowego basenu genów i reproduktorów. zorganizować podziemie w dystryktach — mówi Gale.— Wolę myśleć. Potrzebowali ciebie. są przeprogramowani i nieco brakuje im poczucia humoru. I chcą obalić Kapitol. jeśli Snow pozwoli mu zaprezentować cię jako zagubioną dziewczynę w ciąży. Utrzymać mnie przy życiu? Nagle zaczynam rozumieć. Gale zasępia się. żadnych potencjalnych sojuszników. kiedy tłoczyli się w grotach pod ziemią po tym. by mnie . gdyby ta epidemia kiły nie zmniejszyła wskaźnika urodzeń i nie sprawiła. podczas gdy wojna rozegra się sama.

bym to dostrzegła. Gdyby mógł zobaczyć jak tam wygląda… — zaczynam. przewracając pudełko z setką ołówków. — Wkłada ostatni ołówek do pudełka i zamyka pokrywkę. Podnoszę się. Ale potrzebna mi była sztuczka Peety. myli się. A Peeta? Jeśli zwyciężą buntownicy. — Głupie słupki nie chcą się zmieścić w pudełku i sfrustrowana łamię kilka z nich. zawsze miało tylko jedną odpowiedź. Bez wahania. I po co to wszystko? Po co? Krew burzy się we mnie. . sprawnymi ruchami. że moja strzała trafiła w pole siłowe areny. a ja przypominam sobie kolejne rzeczy. że pytanie. Połamiesz je na kawałki. zrobiłbym to. — Nie wie co zrobili Dwunastce. Jeśli wygra Kapitol… kto wie? Może pozwolą nam obojgu żyć — jeśli dobrze to rozegram — by patrzeć na kolejne Igrzyska… Obrazy przemykają przez mój umysł: oszczep przebijający ciało Rue na arenie. — Co się dzieje? — pyta Gale. Gale zwisający bezwładnie przy słupie do biczowania. Pierwsze spojrzenie na powstanie w Ósmym Dystrykcie. Co zrobię? Biorę głęboki oddech. które zjadało mnie od środka. — Nie możemy zawrócić. Moje ramiona unoszą się delikatnie — jakby przywołując czarno-białe skrzydła. — Gale zgarnia garść ołówków i układa je na podłodze w równym rządku. ja się z tobą nie kłócę. — Wiem. Daj to. który zabiłby wszystkich pracujących dla Kapitolu ludzi.zabić. — Zabiera pudełko z moich rąk i wypełnia je szybkimi. skutki będą dla niego katastrofalne. Zwycięzcy trzymający się za ręce w noc przed Ćwierćwieczem Poskromienia. — Wiem. zaśmiecone zwłokami pustkowie mojego domu. I że to nie był przypadek. — Jakikolwiek powód miał Peeta. by to powiedzieć. Gdybym mógł nacisnąć przycisk. — Pochylam się i wkładam słupki z ciemnym granitem z powrotem do pudełka. — Zostanę Kosogłosem. rozrzucając je po podłodze. które dostałam od Cinny — po czym opadają swobodnie. — Nie będzie zawieszenia broni. Jak usilnie pragnęłam posłać ją głęboko w serce wroga. — Pytanie jest takie: co zrobisz? Okazuje się. — Katniss.

— Zimno ci. przynajmniej jak dla mnie. które miałam przy sobie. Chłodny pocałunek ofiarodawcy. — Jutro rano zgodzę się zostać Kosogłosem — mówię jej. dzieląc się ze mną swoim ciepłem i grzejącym futrem Jaskra. W środkowej szufladzie leży przyznane mi przez rząd ubranie. — Możesz mi powiedzieć. Prim tuli się do mamy. Szukam spadochronu i przesuwam po nim palcami aż zamykają się na perle. złoty medalion ze zdjęciami mojej mamy. Odcinam mamę i Prim od własnych spraw. Prim i Gale’a w środku. Oczy Jaskra odbijają słaby blask światła bezpieczeństwa ponad drzwiami. Prim ześlizguje się z łóżka. Podarunek od Peety. bo wciąż dochodzę do siebie i ponieważ i tak nikt nie chciałby ze mną spać. Pokasłuję i przewracam się na bok już kolejny raz w ciągu kilku godzin. przesuwając delikatną opalizującą powierzchnię perły w tę i z powrotem po moich ustach.3. wytężając wzrok w mroku. Z jakiegoś powodu mnie to uspokaja. która zszywa krwawiące rany i wie. by nie obudzić mamy. że to będzie bezsenna noc. jak wysadziłam w powietrze pole siłowe. Dotyka dłoni. bo tylko strażnicy mają pozwolenie na noszenie broni. że mama nie może usłyszeć wszystkiego. z moimi koszmarami i rzucaniem się na boki. Pod czujnym okiem Jaskra. i w końcu akceptuję fakt. Wrócił do pracy. która zamknęła w sobie perłę. Trzynasty Dystrykt skonfiskował tubkę z maścią na skórę do użytku szpitalnego oraz mój łuk i strzały. — Robię to automatycznie. A więc zupełnie zniknęła. Srebrny spadochron. Broszka z kosogłosem. Są przechowywane w zbrojowni. — Katniss? — szepcze Prim. która potrzebowała pomocy w dosięgnięciu talerzy i która usilnie chciała zobaczyć ozdobione ciasta na wystawie piekarni. by je chronić. Wszyscy noszą takie same szare spodnie i koszulę podwiniętą w nadgarstkach. Wyglądają zupełnie tak samo. jak rankiem w dzień dożynek. Śpij dalej. Nawet przed mamą. To tylko zły sen. by zmieniła się zbyt szybko. kiedy leży w zgięciu ramienia Prim. wiesz? Umiem strzec tajemnic. którą Peeta dał mi kilka godzin przed tym. Czas i zmartwienia zmusiły ją. Nie śpi i przygląda mi się badawczo. Mała dziewczynka z koszulą wystającą z tyłu jak kaczy ogon. kiedy po raz pierwszy wylądowałam w Igrzyskach. zgarnia Jaskra i siada obok mnie. Ja mam własne łóżko. — Chwyta zapasowy koc leżący w nogach łóżka i owija nim całą naszą trójkę. skradam się na palcach przez wyłożoną zimnymi kafelkami podłogę do szafki. znów ochrania ją przed nocą. . Ostrożnie. Siadam z powrotem na łóżku ze skrzyżowanymi nogami. Pod ubraniem kryje się kilka przedmiotów. — Co się dzieje? — Nic. w młodą kobietę. kiedy zabierano mnie z areny. w którym jest sączek i perła.

czego chcą. Odczuwam pewien rodzaj ulgi. co biorę za potwierdzenie. kogo uda się zgromadzić. że jeśli zwyciężymy. Muszę to zrobić. Prim się uśmiecha. — Prim marszczy brwi. Nie. W jadalni podświetlam czytnikiem plan dnia. — To mi się podoba. — Spróbuj zasnąć. że śniadanie składa się ze zwykłych niezawodnych składników: miski gorącej owsianki. Całuje mnie. — Katniss. — Mówisz… że mogłabym zażądać nietykalności dla Peety? I że musieliby się na to zgodzić? — Myślę. Prawdopodobnie to oni wydaliby na Peetę wyrok śmierci. chcę tego. Prim zastanawia się nad tym przez chwilę. która pojawia się wraz z rozwiązaniem. dostrzegam. Zadali sobie wiele trudu. — Chciałabym. co wydaje się dobrym rozwiązaniem. kaczuszko. by skłonić nas do zrobienia tego. i to. jeśli to pomoże rebeliantom pokonać Snowa.— Bo tego chcesz czy czujesz się do tego zmuszona? — pyta. — Tylko że… Peeta. Nie jest to żadna gwarancja. Potrzebuję szerszego grona świadków. ale sprawi. Rano spostrzegam. Kiedy przesuwam tacę wzdłuż metalowej półki przed pojemnikami z żywnością. że nie zdajesz sobie sprawy jak ważna jesteś dla całego przedsięwzięcia. kubka mleka i niewielkiej porcji . jak sądzę. mogę wprawić mechanizm w ruch jak najszybciej. czego on chciał. Jeśli chcesz zagwarantować Peecie bezpieczeństwo. Zabrali mnie do Dwunastki. — Powinnam częściej cię budzić. byś to robiła — mówi Prim. — Musieliby ogłosić to publicznie — mówię. — Jeszcze mocniej ściskam perłę w dłoni. Jaskier macha ogonem. — Tylko skąd będziesz wiedziała. Ich istnienie lub ważność zaprzeczone. że dotrzymają słowa? Pamiętam wszystkie kłamstwa jakich Haymitch naopowiadał Peecie i mnie. myślę. Potrzebuję każdego. by mnie uratować. Ważni ludzie zwykle dostają to. — I to. że bardzo ciężko będzie im cofnąć dane słowo. że 7:00 — Śniadanie jest tuż przed 7:30 — Centrum Dowodzenia. buntownicy stracą go jak zdrajcę. Pewnie rzeczywiście jestem ważna. Świadkowie z Centrum Dowodzenia na nic się nie zdadzą. że mogłabyś zażądać niemal wszystkiego i musieliby się zgodzić. by ogłosiła to przed całą społecznością Trzynastki. dobrze? I tak właśnie robię. Co powstrzyma rebeliantów od odstąpienia od umowy? Ustna obietnica za zamkniętymi drzwiami czy nawet spisana na papierze mogłyby zostać łatwo unieważnione po wojnie. to możesz to zrobić. Boję się. — Zmuszę Coin. Śmieję się krótko. który zawiera w sobie pewnego rodzaju numer identyfikacyjny.

Myśl o stawieniu czoła Coin w pojedynkę niepokoi mnie. W lesie. Siadam przy stole przeznaczonym dla Everdeenów i Hawthornów. by ktoś nam mówił. Wiemy co to znaczy głodować. stanu zdrowia i ilości fizycznej pracy wpisanej w planie dnia. łyżka rzepy ląduje w mojej misce. — Co masz zaplanowane? Gale sprawdza swoje ramię. a oni musieliby wymyślić jakiś sposób. ale nie jesteśmy przyzwyczajeni. budowy. Kiedy zeskrobuję resztki z miski. szczególnie dzieci. czy nie. — Zrób tak — mówi. by go zdobyć. nie możesz wynieść tego z jadalni. — Żebym mógł karmić cię rzepą? — pyta. Wszystko to pochodzi z podziemnych farm Trzynastki. Opuszczasz jadalnię z ilością kalorii wystarczającą do kolejnego posiłku. — Co mogą zrobić? Już zabrali mój komunikator — mówi Gale. że to działa. — Musielibyśmy oddawać wszystko do kuchni. Dzisiaj gnieciona rzepa. Najwyraźniej w przeszłości był jakiś incydent z gromadzeniem żywności. bo naprawdę mam ochotę na więcej. że już mam zamiar poprosić o księżyc. Pewnie kościści żołnierze zbyt szybko się męczą. nie większą ani mniejszą. wpada mi do głowy pewien pomysł. — Naprawdę. Na przykład. co zrobić z nadwyżkami. Po upływie zaledwie miesiąca zaczynamy wyglądać zdrowiej. nie brzmię zbyt przekonująco. . Mogłabyś zażądać księżyca. Porcje ustalane są na podstawie wieku. Zanim decyduję czy mu o tym powiedzieć. Dla paru ludzi. — To odpowiedni moment. a ja próbuję nie gapić się żałośnie na jego rzepę. Mają tu bardzo surowe reguły dotyczące jedzenia. bo on rozumie. Nie wie. W niektórych sprawach Trzynasty Dystrykt kontroluje nas jeszcze bardziej niż Kapitol. wzrostu.owoców lub warzyw. Ale jako że już zaczynam pochłaniać jego porcję. rozbrzmiewa dzwonek sygnalizujący koniec naszej zmiany w jadalni. żebyśmy mogli polować. nie brzmi to najlepiej. jak Gale i ja. Gale stawia swoją tacę obok mnie. by przybrali na wadze. To pewnie nielegalne albo coś. Muszę jednak przyznać. ale tu nigdy nie ma dokładek. — Musisz przestać to robić — mówię. Moglibyśmy być nad ziemią. — To przyciąga jego uwagę. Doprowadzili system odżywiania do perfekcji. — Może powinnam ustanowić to warunkiem mojej przemiany w Kosogłosa. jeśli nie dokończysz czegoś i chcesz zachować to na później. pochłaniam jedzenie z nadzieją na dokładkę. żądając oszczędzenia Peecie życia. — Nie. Ludzie z Dwunastki i tak dostają większe porcje niż mieszkańcy Trzynastki. i kilku innych uciekinierów. Mimo że poświęcam całą uwagę starannemu składaniu serwetki. a on zbyt łatwo oddaje mi swoje jedzenie. którzy dbali o zaopatrzenie rodziny w jedzenie. Ale mimo tego moglibyśmy… Nie muszę kończyć. Moglibyśmy znowu być sobą.

Prawdopodobnie to moja jedyna szansa na zawarcie umowy. Myśl. Wytatuują je na jego łapie każdego ranka — mówię. by idea bezużytecznych zwierząt domowych była tu powszechnie znana. Mój głos brzmi chrapliwie. więc odchrząkuję. Gale. JA ZABIJĘ SNOWA. ale żyje. — Kiedy idziemy odnieść nasze tace. Nie tylko Finnick ma problemy z koncentracją. — Na pewno znajdą mu jakieś zajęcie. Wciąż wydaje się zbyt krótka. Zamykam oczy i zaczynam cicho recytować: Nazywam się Katniss Everdeen. Powinnam spróbować myśleć szerzej. Czego jeszcze chcesz? Wyczuwam go jak stoi przy mnie. Woń krwi i róż wywołuje pieczenie w nosie. Idziesz ze mną? — pytam. Czuję przerażające zderzenie czaszki z moim butem. Moje jawne zainteresowanie — pierwsze od czasu. Nadchodzi ból głowy i moje myśli zaczynają się plątać. Polowanie. — Muszę iść do Centrum Dowodzenia. Żyje. Będę waszym Kosogłosem. dodaję do listy. tak w ogóle. że kilka brwi wędruje do góry. Ale mogli mnie wczoraj wyrzucić. Ołówek sam porusza się po kartce. lepiej umieść też Jaskra na swojej liście żądań. Zdradził.— Lekcję historii nuklearnej. kiedy jestem bardzo ważna. . odnotowano twoją nieobecność. wyjść myślami poza aktualną sytuację. — Taa. ale nikt go nie wyrzuca. Byłam trybutem w Igrzyskach Śmierci. Nie sądzę. Wymienione zostaje kilka spojrzeń. Kapitol mnie nienawidzi. więc natychmiast proszę o kartkę papieru i ołówek. Prawdopodobnie przygotowali dla mnie jakieś super-specjalne kazanie. — W porządku. Moim domem jest Dwunasty Dystrykt. Plutarch delikatnie pokasłuje. Ale zamiast tego Coin osobiście wręcza mi przybory i wszyscy czekają w ciszy. kiedy mogę nie znaczyć nic. Uciekłam. Muszę utrzymać go przy życiu… Lista. mówi: — Wiesz. że Coin. więc układ jest taki. Czy nie powinnam prosić o więcej? Dla mojej rodziny? Dla tej resztki moich ludzi? Skóra swędzi mnie od prochów umarłych. To tyle. Ale postanawiam dołączyć go do listy dla dobra Prim. Nietykalność Peety. do przyszłości. Kiedy docieramy do Centrum Dowodzenia okazuje się. Ogłoszona publicznie. Otwieram oczy i patrzę na koślawe litery. Plutarch i ich ludzie już się w nim zebrali. Gdzie. Nie sądzę. Siedzę tu już dwadzieścia minut. Jeśli zostanie złapany. Peeta został więźniem. podczas gdy ja siadam przy stole i gryzmolę swoją listę. Mam siedemnaście lat. Moje myśli zaczęły się zbyt mocno gmatwać. — Zbliżasz się już do końca? Podnoszę wzrok i dostrzegam zegar. chcę mieć ten przywilej. by udało mi się to zrobić bez niego. kiedy się tu zjawiłam — jest dla nich niespodzianką. Jaskier. Widok Gale’a sprawia. — Taa — mówię.

Szybko mówię dalej. aż poklepią się wzajemnie po plecach. niech polują. — Wygładzam listę i zaczynam. Coin pozostaje niewzruszona jak zawsze. gratulacje. . nie zostanie wpuszczony do środka. Jeśli będzie zbyt wychudzony. Nie odbiega za bardzo od warunków. Nie powiedziała tego złośliwie — wręcz przeciwnie. Nie licząc strzelania. — Nie odejdziemy za daleko.Czekam aż wydadzą z siebie odgłosy ulgi. Sam będzie musiał się żywić. Zostawimy mięso w kuchni — dodaje Gale. że mogę zatrzymać zwierzaka — jednak ci z Trzynastki zaczynają wyliczać ogromne trudności jakie to sprawi. Dajcie im na to dwie godziny dziennie potrącone z czasu przeznaczonego na szkolenie. że jest z nim w ciąży. jeśli… będę mogła polować. Co jeszcze? Skanuję moją listę. Będę go potrzebowała. Z komunikatorami i lokalizatorami. obserwując mnie. ale Coin ucina dyskusję: — Nie. Szybkie odrzucenie Peety mogłoby spowodować utratę sympatii do niej — mówi Plutarch. Moje najmniejsze żądanie rozpoczyna kłótnię. jej słowa są bardzo rzeczowe. Jeśli stworzy jakiekolwiek zagrożenie dla bezpieczeństwa. że ma dwudziestocentymetrowe okno umieszczone nad ziemią. — Ale mam kilka warunków. — Po prostu… Duszę się zamknięta tutaj jak… Wydobrzeję szybciej. Jeśli opuści godzinę policyjną. mogę zostawić mu gdzieś wnętrzności zwierząt. Z Gale’em. — Szczególnie. nie zrobiłam na niej wrażenia. Jaskier może wychodzić za potrzebą i wracać. — Moja rodzina będzie mogła zatrzymać kota. który posiada tę zaletę. To sprawia. zostanie natychmiast zastrzelony. — Gale. Będziemy używać własnych łuków. — Co? — Wydaje mi się. dodatkowa ochrona. jeśli przystaną na moje kolejne żądanie. To brzmi dobrze. w których żył odkąd zostawiliśmy go w Dwunastce. Ale moje usta i tak otwierają się w wyrazie zdumienia. że wszyscy milkną. — Chcę polować. ryzyko zranienia. że powinniśmy kontynuować obecny romans. Plutarch zaczyna wyliczać trudności: niebezpieczeństwo. by się z tym uporać. — Potrzebowała w jaki sposób? Poza kamerą? Wciąż u twojego boku? Chcesz go przedstawić jako twojego nowego kochanka? — pyta Coin. W końcu decydują przenieść nas na najwyższy poziom. W lesie — mówię. że myślą. W promieniu pół kilometra. Rebelianci z Kapitolu nie widzą żadnego problemu — oczywiście. nie dając im szansy na odmowę.

w obecnej sytuacji jest poniżający. — Nie jesteśmy kuzynami — mówię razem z Gale’em. okrutnej trybutki z Drugiego Dystryktu. jak trybunał uzna za stosowne — odpowiada Coin. czy mogę być aż tak przydatna. — Kiedy wojna się skończy. — Zgoda. Johanny i Enobarii. Coś jeszcze? Jestem zszokowana tym. Widzę jak szacuje skutki mojego ultimatum. Zostanie to zachowane dla przyszłych pokoleń.— Zgoda. Ustanowi pani siebie i rząd odpowiedzialnymi za ich bezpieczeństwo. Nowa myśl pojawia się w mojej głowie. jak potoczyła się rozmowa. ocenia. Dzisiaj. Chyba powinnam powiedzieć mu wcześniej. Wkrótce. Czy to wystarczy? — Zawsze możemy przedstawić go jako twojego kuzyna — mówi Fulvia. Sam pomysł. Powtarza się niecierpliwie: — Co do Gale’a. Pozwalam. na tle strzelanina. że wszystko było tylko grą. że opuściliście ich na arenie. Czuję jak ciało Gale’a sztywnieje. Tak naprawdę nie lubię jej. Peeta zostanie ułaskawiony. ale wykluczenie jej z umowy nie wydaje się uczciwe. ale czuję. — Zapewnicie im nietykalność! — Czuję jak wstaję z krzesła i mówię mocnym i dźwięcznym głosem: — Osobiście ogłosi to pani przed wszystkimi mieszkańcami Trzynastego Dystryktu i uciekinierami z Dwunastki. Skoro to dotyczy Peety. Czy to ci pasuje? — pyta Coin. co Kapitol im robi? — Będą sądzeni na równi z innymi wojennymi zbrodniarzami i potraktowani tak. — To samo tyczy się innych schwytanych trybutów. nie obchodzi mnie los Enobarii. ale nie byłam pewna jak by zareagował. ale prawdopodobnie powinniśmy tak zrobić dla utrzymania pozorów przed kamerą — mówi Plutarch. Aluzje. by złość popchnęła mnie do wypowiedzenia największego żądania. Ja tylko się na nią gapię. że błędem byłoby utracić kontakt wzrokowy z Coin. — Poza kamerą jest cały twój. Moje policzki zaczynają płonąć. Szczerze mówiąc. że poświęcam myśli komuś. Kto wie. — To ona! — słyszę jak Fulvia mówi cicho do Plutarcha. że tak łatwo mogłabym pozbyć się Peety. — To nie ich wina. Czyli na ekranie Gale może być przedstawiony jedynie jako kolega rebeliant. Mam ochotę spiorunować ich spojrzeniem. W kostiumie. kto nie został przedstawiony jako mój ukochany. tego właśnie chcemy — mówi Plutarch bez tchu. jeżeli ją wygramy. — Tak — odparowuję. — Nie — mówi stanowczo Coin. odrobina dymu… — Tak. że jestem zakochana w Gale’u. — Właśnie tam. — Żadna kara nie będzie mu wymierzona — ciągnę. albo znajdzie sobie pani innego Kosogłosa! Moje słowa przez moment wiszą w powietrzu. . Martwa cisza.

że wszystko będzie tu tak ściśle kontrolowane — wyjaśnia Fulvia rozmasowując ramiona Plutarcha. — To znaczy… Nawet w Dwunastce mieliście czarny rynek. Cieszę się. I myślę. Ona też musi się trzymać swojego planu dnia. Może ma rację. że masz mieszane uczucia co do twojego udziału w tym przedsięwzięciu. Oczywiste jest. — Zostawiam ją w twoich rękach. — Albo że przynajmniej będzie możliwość małej akcji dywersyjnej — mówi Plutarch. widzicie? A zobaczcie jak bardzo wy dwoje jesteście uczciwi! Praktycznie nieprzekupni. i przeciera oczy. kiedy pani to ogłosi — mówię. Gale’a i mnie. — Plutarch wzdycha. Katniss? Kartka jest aktualnie zgnieciona w kulkę w mojej prawej pięści. — W porządku. Chłopiec… nawet nie jest pełnoletni. — Plutarch pochyla się nad stołem. — W porządku — mówi w końcu Coin. — Zwołać zebranie w sprawie bezpieczeństwa narodowego dzisiaj podczas Zadumy — rozkazuje. — Mogłaby pani wymóc ułaskawienie w tych okolicznościach. Rozprostowuję ją na stole i odczytuję chwiejne litery. — Zacznę. rzucimy o to monetą. — No właśnie. Przez chwilę patrzę na niego podejrzliwie. że mogę liczyć na to. Tylko jedna osoba mogła zaprojektować ten strój. Mam nadzieję. Otwieram szkicownik i widzę siebie stojącą prosto i zdecydowanie w czarnym mundurze. pozostawiając jedynie Plutarcha. pani prezydent? — pyta Plutarch. a za nią podąża jej zespół. — Nie na wyższych stanowiskach. Wychodzi z sali. Po raz pierwszy w życiu widzę cień uśmiechu na twarzy pani prezydent. — Wspaniale. Czy naprawdę byłoby to takie niedorzeczne mieć czym zmyć zmęczenie i rzepę? — Nie sądziliśmy. Plutarch. — Wiesz mniej więcej o co cię prosimy. że mam was w zespole. Chcę zabić Snowa. Jednak ciekawość bierze górę. — Ale lepiej. na pierwszy . Coin zerknęła na swoje ramię. Fulvię. Czy zostało jeszcze coś na twojej liście. prawda? — Taa. — No cóż. Katniss. wojny nie trwają wiecznie. żebyś dobrze spełniła swoją rolę. — Kiedy nadejdzie czas. Wiem. — Wtedy to ogłoszę.— Co pani powie. Ćwiek — mówi Gale. opierając na nim łokcie. — Tylko jedno. — Wiesz czego mi brak? Bardziej niż czegokolwiek innego? Kawy. — Tam handlowaliśmy. że i ona dobrze wykona to zadanie. Plutarch podsuwa mi szkicownik. że to ci pomoże. a potem na zegar. Wspaniale. że nie mam wyłącznego prawa do rozporządzania życiem Snowa. — Wyciąga rękę w stronę wyjętego przez Fulvię dużego szkicownika obitego czarną skórą.

ukryta broń w butach i pasku. a Beetee ma dla ciebie coś specjalnego na dole w zbrojowni. Jakieś dziesięć lat temu praktycznie przeprojektował podziemną sieć. że jest duża szansa. mamy dla ciebie jeszcze jedną małą niespodziankę. Może kilka tygodni przed Igrzyskami? Jest więcej niż tylko szkice. Ale nie zepsuję ci niespodzianki — mówi Plutarch. delikatne wypełnienie rękawów pozwalające dostrzec białe zgięcia pod ramionami. Starannie dopasowane warstwy pancerza. u licha. na drugi. Mamy twój mundur. ale czy ona jest zakrwawiona i pokryta bliznami? Czy płonie ogniem rebelii? Jak bardzo możemy ją pobrudzić. ale ona już wydaje się zajęta swoimi sprawami. To znaczy… pokażmy najbardziej olśniewająco wyglądającego Kosogłosa. specjalne wzmocnienia w okolicy serca. Powoli przewracam strony. Ale będziemy oczywiście potrzebować czegoś. — Zrobimy serię czegoś. — Dalej. — Ale my mamy Beetee’ego. by nie odstraszyć ludzi? W każdym razie. studio niecierpliwie cię wyczekuje. bym sama podjęła decyzję. dzieło sztuki. — Będziesz najlepiej ubranym rebeliantem w historii — mówi z uśmiechem Gale. która nadaje wszystkie programy. Nagle zdaję sobie sprawę. — Jak? Wyłączną kontrolę nad przekazami telewizyjnymi ma Kapitol — mówi Gale. co warto pokazać. Przejrzyj ją. musi być kimś. Wymógł na mnie obietnicę. — Nasz plan to atak na transmisje telewizyjne — mówi Plutarch. — Tak więc. Chodźcie. Na ostatniej stronie pod szkicem mojej broszki z kosogłosem Cinna napisał: Wciąż stawiam na ciebie. A uwierz mi. naszą przywódczynię rebeliantów.rzut oka po prostu funkcjonalny. że to oczywiście — Fulvia podchodzi do mnie szybko i obejmuje moją twarz dłońmi — nie zadziała. — Kiedy on… — Głos mnie zawodzi. by wygląd wydał się zasłużony! — mówi pogodnie. by to osiągnąć. — Macie już jej mundur — zauważa Gale. . chodźcie. Myśli. — Plutarch zwraca się do swojej asystentki. — Tak. — Tak. co nazywamy proposami — to skrót od propagandowych spotów — z tobą w roli głównej i pokażemy je całej społeczności Panem. — Hm… Po ogłoszeniu Ćwierćwiecza Poskromienia. chciał. kusiło mnie — mówi Plutarch. a później popracujmy nad jego osobowością. że ukrywał to przede mną. Katniss. Jak Cinna. — Odruchowo wyszarpuję głowę z uścisku. Projekt hełmu. — Cinna — szepczę. przyglądając się każdemu szczegółowi munduru. mając to na uwadze. że zostaniesz Kosogłosem. Mam na myśli. że nie pokażę ci tej książki dopóki sama nie zdecydujesz. — Fulvia? — Plutarch i ja zastanawialiśmy się jak. Myślimy. od zewnątrz… do wewnątrz. że najlepiej będzie sportretować cię. Więc. tego dokonać. W jego rękach znów jestem kosogłosem. Och. linia napierśnika.

3901. Mam złe przeczucie co do tego miejsca. jak te. Jednak słowa Fulvii nie wywołują we mnie żadnej reakcji. Wchodzimy do windy i Plutarch sprawdza coś w swoich notatkach. Muszą bujać się bez przeszkód na zawiasach. Jest naprzeciwko nas. Drzwi — właściwie wszystkie drzwi — wydają się wybrakowane. Skoro Cinna tego chciał. porównując je z szarymi odpowiednikami na wyższych poziomach. Nie ma klamek. Oddział 3908. — Dzień dobry. — Ach. — Pewnie trzeba przekręcić klucz — mówi Fulvia. To musiał być dobry wybór. nie wiedziałam.Fulvia macha do nas. jak winda zamyka się. proszę bardzo. Plutarch wychodzi mu na spotkanie. ale nic się nie dzieje. — Witamy w Kapitolu — odpowiadam. Kiedy się odwracam. — A gdzie to jest? — pyta Fulvia. a metalowa krata zastępuje zwykłe drzwi. Pomyłki w oznaczeniach można zgłaszać w Kwaterze Głównej — mówi strażnik. . że muszę was poprosić o opuszczenie tego miejsca. albo nieprzyjemny zapach antyseptyków. Drzwi otwierają się ukazując szeroki biały korytarz z czerwonymi drzwiami. Winda zjeżdża dziesięć. której wcześniej nie zauważyłam. dwadzieścia. Drzwi zamykają się za nim cicho. unosząc dłoń w geście powitania. To nie tylko dodatkowe zabezpieczenia windy albo klaustrofobiczny strach przed przebywaniem tak głęboko pod ziemią. Naciska przycisk oznaczony numerem 39. — Jesteście na złym piętrze — przerywa mu oschle strażnik. Plutarch wyjmuje spod koszuli zawieszony na cienkim łańcuchu klucz i wkłada go w szczelinę. które wyglądają niemal dekoracyjnie. podążamy za nim. — Zobaczmy… Oddział Trzy-Dziewięć-Zero-Osiem. zza których wyłonił się strażnik. ponad trzydzieści poziomów w dół. Może mógłby pan po prostu zadzwonić do… — Obawiam się. szukamy… — zaczyna Plutarch. Drzwi się zamykają. więc Gale i ja wychodzimy za nią i Plutarchem na korytarz. że i on czuje to samo. 3903… Kiedy wychodzimy z windy. — Tyle dobrych chęci. spoglądam za siebie i widzę. Jedno spojrzenie na twarz Gale’a upewnia mnie. 3902. a jakie to było obraźliwe — szepcze mi Gale do ucha. z sali na dalekim końcu korytarza wychodzi strażnik. Odległy jedynie o kilka kroków. kiedy zmierza w naszym kierunku. — Mam tu zapisane Trzy-Dziewięć-Zero-Osiem. Ciasno obejmuję ramionami szkicownik i pozwalam sobie być dobrej myśli. że Trzynasty Dystrykt sięga tak głęboko pod ziemię. — Naprawdę? — Plutarch ponownie sprawdza swoje notatki. Każde są wyraźnie oznaczone numerem.

To moja szansa. Moje oczy napotykają oczy Gale’a jedynie na moment. posiniaczonych. Członków mojej ekipy przygotowawczej. Chwilę po tym. — Och. jak my. przykutych do ściany. przepraszam — mówi. który działają tak. ale tyle wystarczy dla dwojga ludzi. co mógłby z siebie wydać bity pies próbujący uniknąć ciosu. śmiejąc się lekko i chwytając strażnika za ramiona. jak ten schyla się. Zza drzwi z numerem 3908 słychać jakiś odgłos. by go podnieść. popycham drzwi oznaczone numerem 3908 i znajduję ich. Delikatne skomlenie. tyle że zbyt ludzkie i znajome. . Coś. Gale również się nachyla i specjalnie zderza się z nim głową.— Znajdziecie Kwaterę Główną na Siódmym Poziomie — mówi strażnik. zagarniając nas z powrotem do windy swoimi rozciągniętymi ramionami. Obiegam rozkojarzonego strażnika. Z głośnym trzaskiem upuszczam szkicownik Cinny na stopy strażnika. jakby chciał go podtrzymać. delikatnie odciągając go ode mnie. Półnagich.

że Gale’owi udało się go zatrzymać. się tu dzieje? — Kto was zabrał? — naciskam. — Cinna tego zażądał. Plutarch pojawia się tuż za mną. że mu wierzę. — Co wy tutaj robicie? — Zabrali nas. kiedy pierwszy raz wyszłam cało z walki na arenie. chociaż nigdy ich nie skrzywdziłam. bo nie mogła znieść mojego głodu. Trzy postaci rozpoznawalne są jedynie dzięki niecodziennym modowym upodobaniom: złote tatuaże na twarzy Venii. które mocno zaciskają się na moich. Jest w jego głosie coś. Podpełzam do jej trzęsącego się ciała. tłumiąc odgłosy swoją modną tuniką. Przypominam sobie jak. że Cinna nigdy nie zaakceptowałby maltretowania tych trojga. — Co. Wzięła tylko kawałek. więc dlaczego się odsuwają? Strażnik nakazuje mi wyjść. stęchłego moczu i zakażenia przebija się przez antyseptyczną chmurę. Venia? — pytam. Plutarch zwraca się do strażnika. Octavia zaczyna szlochać. że trzymani są w odosobnieniu. — Nikt by nic nie powiedział. który właśnie pojawił się na progu. Na mój widok Flavius i Octavia kurczą się pod wykafelkowanymi ścianami. u licha. podchodzę do Venii. Kucam przy niej i chwytam jej zimne dłonie. jeśli będziesz miała przy sobie swoją zwykłą ekipę — mówi Plutarch za moimi plecami. Byliśmy tacy głodni. By uzyskać odpowiedzi. jakby w oczekiwaniu na atak.4. że podniesie cię na duchu. co sprawia. Pomarańczowe sprężynki loków Flaviusa. jakby wciąż próbowała odnaleźć w tym sens. Za co są ukarani? — Za kradzież jedzenia. która zawsze była najsilniejsza. . podsunęła mi pod stołem rogala. — Pomyśleliśmy. — Powiedziano mi tylko. ale odgłosy przepychanki sugerują. jakby jej ciało było balonem powoli wypuszczającym powietrze. Największą zbrodnią przeciwko nim były nieprzychylne myśli. Blada groszkowozielona skóra Octavii. Z Kapitolu — mówi chrapliwie. — Ludzie — mówi ogólnikowo. — W noc twojej ucieczki. — Dlaczego traktuje się ich jak przestępców? — Naprawdę nie wiem. których zawsze traktował z łagodnością i cierpliwością. — Co się stało. Smród niemytych ciał. Musieliśmy zatrzymać ich po kłótni o chleb — mówi strażnik. a zaraz za nim Gale. a te zostawiłam dla siebie. Venia marszczy brwi. która teraz zwisa zbyt luźno. — Cinna zażądał tego? — warczę na niego. to to. Bo jeśli coś wiem na pewno. a bladość twarzy Fulvii zdaje się to potwierdzać.

by pokazała swoją twarz. ale delikatnie unosi głowę. . że to nie przez widok zmaltretowanych ciał. Są potrzebni w Obronie Wyjątkowej. by ocenić stopień zranienia. Sporo czasu zajmuje jej rozpoznanie tej trójki. że zabrała kawałek chleba? — pyta Gale.— Octavia? — Dotykam jej. A ty nie masz żadnego prawa. Przeciętni obywatele tak się do niego nie zwracają. jedyną osobę. Lokuję się na ławce w korytarzu przed wejściem do szpitala w oczekiwaniu na diagnozę. po co w tej sali ściek. Będzie potrafiła wyczytać w ich ciałach zadany im ból. ale zdanie sobie sprawy. Plamy ludzkiego nieszczęścia. ale uważa się ją bardziej za pielęgniarkę niż lekarza pomimo jej życiowego doświadczenia w leczeniu. — To wydaje się przesadą — mówi Plutarch. ale już dostrzegam na jej twarzy konsternację. — I wszystko przez to. której mogę powierzyć opiekę nad nimi. To burzy jego spokój. Strażnik wychodzi wykonać telefon. Zostali ostrzeżeni. — Nie zostałem do tego upoważniony. — Rozkuj ich! Natychmiast! — wrzeszczę. — Wyleczy ich. kiedy wprowadza trio do sali badań. Wyciągnę was stąd. Stopa Flaviusa zahacza o metalową kratę nad okrągłym otworem w podłodze i wnętrzności skręcają mi się na myśl o tym. A jednak wzięli więcej chleba. Gale. I wiem. Nie potrafię przekonać Octavii. — Zwracam się do strażnika: — Rozkuj ich. Przyjmuję na siebie całą odpowiedzialność. Kajdany na jej nadgarstkach opadają o kilka centymetrów i ukazują brzydkie rany pod nimi. — Zabieram was do mojej mamy. — Nie można zabierać chleba. — Octavia? Będzie dobrze. Plutarch i ja musimy im pomóc. — Powtarzające się naruszenia prawa do tego doprowadziły. jakby zaskoczony naszą powagą. Członkowie mojej ekipy przygotowawczej byli tak długo zmuszani do przyjmowania skurczonych pozycji. zważywszy na ich obecny stan. że nawet po uwolnieniu od kajdan mają problemy z chodzeniem. Jednak nikt nie protestuje. bo to był dla niej chleb powszedni w Dwunastym Dystrykcie. Strażnik kręci głową. które musiały zostać zmywane z białych kafelków… W szpitalu odnajduję mamę. — Nie otrzymałem rozkazu uwolnienia ich. Wraca z pękiem kluczy. — Strażnik milknie na moment. Gale siada obok mnie i obejmuje mnie ramieniem. Mamę przywitano w szpitalu z otwartymi ramionami. a ona się wzdryga. by… — Zrób to na moją odpowiedzialność — wtrąca Plutarch. że takie rzeczy dzieją się również w Trzynastce. — W końcu przyszliśmy tu po tych troje.

co przeszli. że zostaliśmy ostrzeżeni — mówię. Nie rozmawiamy za wiele podczas posiłku. prawda. że jesteście. to jakie wnioski wyciągają z tego posunięcia prezydent Coin? Decyduję się im w tym pomóc. Siedzimy w milczeniu aż do nadejścia mamy. Ale co by się stało. Może nawet przeszkadza. ale kiedy nasze miski są już puste. — Nie można porównywać Plutarcha. Gale i ja możemy żyć w lesie. — Skoro tak mówisz. zastanawiając się czy myśli o bezlitosnej chłoście. jeśli ktoś się nie podporządkuje. Ale wy? Gdzie byście uciekli? — Być może jesteśmy bardziej potrzebni w tej wojnie niż jesteś skłonna przyznać — mówi Plutarch. Trybuci też byli potrzebni w Igrzyskach. albo dlatego. który wyreżyserował wybuch rebelii. — Żadnych trwałych urazów. gruby kawałek chleba i szklankę wody. — Oczywiście. raczej bym się ich już pozbyła. i tych troje upiększaczy — mówi chłodno Fulvia. ale nie komentują stanu mojej ekipy przygotowawczej. Dla was też. Albo z powodu niedyspozycji mojej ekipy przygotowawczej. Wzruszam ramionami. Po opowieści Venii chleb staje mi w gardle. że któregoś dnia wrócą do Kapitolu. Jeżeli nie wiedzieli nic o ich złym traktowaniu. — Wygląda na to. ukazując plan dnia. — Co? Nie. Plutarch zwalnia mnie z obowiązków Kosogłosa do końca dnia. — Musicie być przygotowani na pewną emocjonalną chwiejność po tym. bez cienia zainteresowania. Jeżeli macie jeszcze jakiekolwiek złudzenia. Plutarch? To kończy dyskusję. Dopóki przestali być — mówię. że przejmiecie władzę. że ja znajduję się na skraju załamania. Gale podwija rękaw. gdzie serwują nam gulasz z fasoli i cebuli. Schodzę z Gale’em na obiad. — A czy to nie dotyczy nas wszystkich? — pyta Plutarch. — Ukaranie mojej ekipy przygotowawczej to ostrzeżenie — mówię jej. O co ci chodzi? — pyta Fulvia. Fulvio. — Teraz mam szkolenie. Mogą przynajmniej mieć nadzieję. — Dobrze. — Nie tylko dla mnie.Przytakuję. kto tu naprawdę rządzi i co się dzieje. Mówi o tym. Najwyraźniej kapitolińskie pochodzenie nie gwarantuje tutaj ochrony. — Wyliżą się — oznajmia. Plutarch i Fulvia zajmują ławkę naprzeciwko nas. której został poddany w Dwunastce. gdybyście nadepnęli Coin na odcisk? Moja ekipa przygotowawcza została porwana. — Kiedy mogą przystąpić do pracy? — Prawdopodobnie jutro — odpowiada mama. . Cudownie — mówi Plutarch. więc oddaję resztę Gale’owi. Również podciągam rękaw i przykładam swoje ramię do jego. — I łatwo można było nas wymienić. Zostali bardzo źle przygotowani do zmiany warunków życia po luksusach Kapitolu.

który ma zastąpić torbę myśliwską. Jedyne. że szkolenie równa się teraz polowaniu. z uwagi na wszystko. ponieważ woda jest chłodna i słodka. Wychodzimy na zewnątrz na rozległą. a kiedy do niej docieramy. i przyczepione do naszych kostek lokalizatory. Polujemy. który musi być zasilany przez podziemne źródło. Zanim zdążą jakoś umiejscowić nasz nieznany im zapach. że jeszcze w pełni nie wydobrzałam. Podniecenie spowodowane ucieczką do lasu — nawet jeśli tylko na dwie godziny — umniejsza moje aktualne zmartwienia. Ale jestem tak blisko szczęścia. Przewidujemy ruchy partnera. z której ktoś wyrósł. Jak dużo czasu już minęło? Osiem miesięcy? Dziewięć? Kiedy po raz ostatni czuliśmy tę swobodę? To niedokładnie to samo. jakbym ich słuchała. wiewiórki i indyki — i decydujemy zakończyć na dzisiaj. że ma wbudowany zegar i musimy wrócić przed wyznaczoną godziną albo nasze łowieckie przywileje zostaną cofnięte. by spędzić pozostałe pół godziny przy stawie. Brak deszczu. co do mnie dociera. której mam zamiar się podporządkować. Obracam się wkoło z wyciągniętymi ramionami i wiruję — powoli. W milczeniu. Ciężko byłoby nam sforsować to ogrodzenie na własną rękę — wysokie na dziesięć metrów i zawsze pod napięciem. jako że w duchu niemarnuj-niechcianego. brak mi tchu i kręci mi się w głowie. kiedy objaśniają działanie przenośnego komunikatora. również i tutaj nie wpłynął dobrze na rośliny. który zaobserwowałam w Dwunastce. a także noże i konopiany worek. . ponieważ tu w lesie poruszamy się jak dwie części tego samego mechanizmu. Tutejsze zwierzęta nie są zbyt podejrzliwe. Strażnicy otwierają dobrze naoliwione bramy bez dalszych komentarzy. już są martwe. jak tylko mogę się w tej chwili znaleźć. i na to. wysuszając im liście. W półtorej godziny udaje nam się upolować mieszany tuzin — króliki. bo są bardzo zniszczone.— Ja też. rozkładając pod naszymi stopami chrupiący dywan. Wchodzimy głębiej w las. Moje i tak nie pasują na mnie idealnie. bez potrzeby komunikowania się ze sobą. ogrodzoną arenę ćwiczeniową przy lesie. Toleruję obecność lokalizatora na mojej kostce i staram się wyglądać. To jedyna reguła. jak za dawnych czasów. że muszę tak często odpoczywać. co zaszło. Zatrzymujemy się na niewielkiej polanie i odchylamy głowy. Zdejmujemy buty. Zanurzenie się w zieleni i światło słoneczne na pewno pomogą mi poradzić sobie z moimi myślami. Przypominam sobie. by świat nie zaczął kręcić się razem ze mną. Małe przypomnienie. wykończone ostrymi jak brzytwa zwojami stali. który panuje w Trzynastce. to to. osłaniamy się nawzajem. Kiedy wydostajemy się już z głównych korytarzy. aż ogrodzenie znika nam z oczu. Gale i ja zaczynamy się ścigać jak uczniacy do zbrojowni. wystawiając się na światło słoneczne. Strażnicy dają nam naszą starą broń. Najwyraźniej któreś z nas porusza się zabawnie. przydzielono mi parę.

bo rzeczywiście ich bronię. że wyświadcza ci przysługę. nie oponuję. mój poziom zaniepokojenia stanem ekipy przygotowawczej. — Czego nie wiedzą. a to przecież śmieszne. — To bardziej skomplikowane. zamykam oczy i opieram się plecami o skałę. — Lepiej już chodźmy. że oczyści zwierzynę. Może za bardzo mi to przypomina to. skoro spędzili ostatni rok strojąc cię na rzeź — sugeruje. by sprawdzić.Kiedy Gale proponuje. prawda? — Nie chcę się kłócić — mówi Gale. — Ale nie wydaje mi się. Nie są źli czy okrutni. nie jak to twoje dziwaczne trio. — Wydaje mi się. To zabolało. Powinnam ich nienawidzić i żądać ich powieszenia. ale kiedy jesteśmy już za bramą. — Że trybuci. zatapiając się w dźwiękach. To naprawdę wydaje się dziwne. nie wiedzą… — Sama się zaplątałam we własnych słowach. — A nie powinnam? — Hm… Pomyślmy. że bronię każdego. pozwalając palącemu popołudniowemu słońcu ogrzewać moją skórę w prawie całkowitej ciszy. — Zostali tak wychowani i… — Ty naprawdę ich bronisz? — Zrywa skórę z królika jednym szybkim ruchem. Kładę kilka liści mięty na języku. Znam ich. dopóki nie przerywa jej głos Gale’a: — Katniss. ale on marszczy brwi nad obdzieranym ze skóry królikiem. Z trudem znajduję jakąś rozsądną odpowiedź. którzy rzeczywiście są dziećmi. Ignoruję jego wyciągniętą w moją stronę dłoń i niepewnie staję na nogi. Krzywdzenie ich to jak krzywdzenie dzieci. kto jest tak traktowany z powodu kawałka chleba. jeśli chcemy zdążyć na czas. — W porządku. Może niekoniecznie. Myślała pewnie. są zmuszani do walki na śmierć i życie? Że umieścili cię na tej arenie. Żadne z nas nie mówi nic podczas drogi powrotnej. Ale są tacy nieświadomi. no i należeli do Cinny. Katniss? — pyta mnie. Nie dostrzegają… To znaczy. Nie są nawet mądrzy. by ukaranie ich za złamanie zasad było dla ciebie jakąś wielką wiadomością od Coin. co się stało z tobą z powodu indyka! Wciąż jednak to on ma rację. Ale oni widzieli to całkiem inaczej — mówię. czy żartuje. — Wkłada królika do worka i podnosi się. by ludzie mieli rozrywkę? Czy to była wielka tajemnica Kapitolu? — Nie. coś przychodzi mi do głowy: . dlaczego tak bardzo przejmujesz się losem swojej ekipy przygotowawczej? Otwieram oczy. a on był po mojej stronie.

W kuchni przekazujemy mięso Śliskiej Sae. że zbudowano ją z myślą o większych zebraniach i może takie miały miejsce przed epidemią kiły. która stworzyła gulasz z dzikiego psa i rabarbaru.— Podczas Ćwierćwiecza Poskromienia Octavia i Flavius musieli zrezygnować. Kobieta. Prim mówi. że mnie nie dostrzegł. podczas gdy on sam rozgląda się dookoła. Wyciągam się na łóżku. wracam do mojej siedziby. nawet dla niego zbyt krótki. W dłoniach trzyma kawałek cienkiego sznurka. a promienie popołudniowego słońca tańczą na mojej twarzy. — Postaram się mieć to na uwadze. Finnick. — Finnick! Jak się czujesz? — Katniss — mówi. z wyjątkiem tych wykonujących ważne zadania. — Wydaje się. a pewnego kota nigdzie nie widać. Podchodzę do niego i mówię: — Hej. A Venii ledwo udało się pożegnać. Tak myślę. — Dlaczego się tu spotykamy? . by zastać ją ogołoconą i wtedy przypominam sobie. ogromnego pomieszczenia. — Tak zrób — odpowiadam. Podążamy za wskazówkami do Sali Zebrań. — Bardzo cierpieli — mówi. Wygląda dokładnie tak samo. Następną rzeczą. Całkiem podoba jej się w Trzynastym Dystrykcie. Wymagana jest obecność wszystkich mieszkańców. Prim cicho wskazuje mi na daleko idące skutki tej katastrofy — blizny na ludzkich ciałach. że ogłaszali zebranie od obiadu. które może z łatwością pomieścić tysiące pojawiających się ludzi. jest moja siostra budząca mnie na 18:00 — Zadumę. by zwrócić na siebie jego uwagę. bo nie mogli przestać opłakiwać mojego powrotu na arenę. więc szturcham go. bezwiednie wiążąc i rozplątując supełki. jakby miała związane ręce. tylko że ma okno — szerokie na sześćdziesiąt centymetrów i wysokie na dwadzieścia — umieszczone na środku górnej części szczytowej ściany. Przymocowane jest klapą z ciężkiego metalu. ściskając moją dłoń. To pewnie część jego terapii. Jego palce poruszają się szybko. może się tu czuć. Wspinam się na górne piętro i odnajduję Oddział E. kiedy będą… cię przerabiać — mówi Gale. wyglądając na oszołomionego. Finnick stoi pomiędzy nimi. ale wciąż jest boski. Po zdarzeniach dzisiejszego poranka nie jestem w nastroju. — Nie bardziej niż my w Dwunastce — mówię. ale w tej chwili jest uchylone. że zostaliśmy przeniesieni ze względu na Jaskra. wciąż w szpitalnych koszulach nocnych i piżamach. jak Oddział 307. niecałe trzydzieści centymetrów. by wymodelować go w użyteczną pętlę. zwyrodnienia u dzieci. by współczuć Trzynastce. Odczuwa ulgę na widok znajomej twarzy. Wyczerpana polowaniem i brakiem snu. Dostrzegam mamę przewodzącą grupie mobilnych pacjentów. którą pamiętam. Widać. nawet pomimo przekonania o całkowitym braku wyobraźni kucharzy.

Annie. O skulonej pod ścianą Octavii. Nietykalność zostanie . — Tak myślałam. Tylko że teraz słowa. a później mówi dalej w swoim energicznym stylu. Ściskam dłoń Finnicka i kieruję się prosto w stronę podium na przedzie sali. że będę jej Kosogłosem. Bo tak się martwię o Annie. O-o. — Nie mamy w zwyczaju wymierzać kar takim słabym ludziom. że zostanę Kosogłosem. Zaraz zaczynam. że zapewni pozostałym trybutom nietykalność. Coin prosi widownię o uwagę i mówi. to dobrze. — W porządku — mówi pani prezydent. Przypuszczam. już się tym zajęłam. Została aresztowana i zabrana do Kapitolu. — Och. — Och. To jego… — Jego co? Zupełnie nie wiem jak ją nazwać. że nikt nie wątpił. Enobaria i Annie — zostaną całkowicie uwolnieni od winy za jakiekolwiek szkody wyrządzone rebeliantom podczas wojny. Ale mówię tylko: — Nie? W takim razie dodanie Annie do listy nie powinno być problemem.— Powiedziałam Coin. Stoję obojętna na rzucane w moją stronę wrogie spojrzenia. słowem lub czynem. — Nie martw się. jeżeli inni zwycięzcy — Peeta. Zupełnie o niej zapomniałam. Słowa to kolejna rzecz. — Kto to? — Jest ważna dla Finnicka Odaira. dopisując imię Annie. — To przyjaciółka Finnicka Odaira. — I ogłosi to publicznie przy wielu świadkach. Pani prezydent pozwala na chwilowe zamieszanie. kiedy arena wybuchła. Kolejna zwyciężczyni. — Chcesz zostać tu ze mną na górze podczas ogłoszenia? — Kręcę głową. W związku z tym każda szkoda przyniesiona misji. że zgodziłam się zostać Kosogłosem. Coin. Z Czwartego Dystryktu. — Musi pani dodać Annie Crestę do listy nietykalnych — mówię jej. Określenie ceny — co być może ocali potencjalnych wrogów — złości ich. unosi brwi na mój widok. szalona dziewczyna. Myślę o scenie. To naprawdę niepotrzebne — mówi. które wydobywają się z jej ust. jeśli rebelianci zwyciężą — mówię mu. której nie marnuje się w Trzynastce. będzie postrzegana jako złamanie tej umowy. O tym. że Coin i ja mamy zdecydowanie różne poglądy na temat słabości. są dla mnie nowością: — Jednak w zamian za to bezprecedensowe żądanie Żołnierz Everdeen obiecała całkowicie oddać się naszej sprawie. W szemraniu tłumu słyszę głosy sprzeciwu. której byłam świadkiem dziś rano. Pani prezydent delikatnie marszczy brwi. co zostanie uznane za zdradzieckie — mówi Finnick. Ale wymusiłam na niej obietnicę. która przegląda tekst swojego wystąpienia. Wracam do Finnicka. Że nieświadomie powie coś. Lepiej zmykaj i wmieszaj się w tłum. Johanna.

Innymi słowy. jeden zły ruch i wszyscy jesteśmy martwi. a los czworga zwycięzców zostanie określony przez prawo Trzynastego Dystryktu. Jej własny również. Dziękuję. .cofnięta.

że wytresowanie Kosogłosa może być trudniejsze niż złapanie go. chociaż wszystko zawsze zdaje się iść niezgodnie z planem. że każdy mój ruch raczej go podsycał. którym musi sprostać. Później był prezydent Snow. — Doprowadźcie ją do Zerowego Poziomu Piękna — zarządziła Fulvia tego ranka. Ona jednak najszybciej z nich wszystkich stwierdziła. Tyle że to było coś innego. Odrzuciła mnie wtedy ta myśl. Przypuszczam. Tak bardzo różni się ona od kobiety. Może jednak Octavia polubiła je. ale bez upiększeń. Zerowy Poziom Piękna okazał się tym. że moje paznokcie są idealnie spiłowane. że trzyma w domu kilka udomowionych myszy. To znaczy. z którą muszę walczyć. Pamiętam jak pewnego dnia pojawiła się w intensywnie różowych warkoczach wysadzanych świecącymi kolorowymi światełkami w kształcie myszy. pokiereszować mnie w bardziej atrakcyjny sposób. chyba że są ugotowane. które wydostały mnie z areny. Przesuwam palce po grubej warstwie bąbelków w wannie. i drobiazgów. Depilacja ciała woskiem i pozbycie się ciemnych kółek. — Od tego zaczniemy pracę. Jako pierwsza publicznie naznaczyła mnie jako zagrożenie. A teraz Coin z jej garścią cennych pocisków jądrowych i dobrze naoliwionym mechanizmem działania dystryktu przekonuje się. Moja skóra gładka i czysta. zwracam się do Octavii w oczekiwaniu na ręcznik.5. mnie spaloną najpierw słońcem skórę by i brzydkie blizny zespół spalić i przygotowawczy upiększyć. którą poznałam w Kapitolu. później uszkodzić. że być może nie będę chciała rozwinąć skrzydeł. że jako rebeliantka będę bardziej przypominała siebie. Kolejna siła. Myślałam. odarta z krzykliwych ubrań. jak mogłabym wyglądać po wstaniu z łóżka — nieskazitelnie. Ze względu na moje zniszczone kwasem musi włosy. próbujący wykorzystać mnie do stłumienia ognia rebelii tylko po to. że mam własne plany i w związku z tym nie powinno mi się ufać. . jako że występowałam w roli zawodnika. ale nie wystylizowane. który postanowił użyć mnie jako pionka w swojej grze. Następnie rebelianci chwytający mnie w metalowe kleszcze. a później musieli radzić sobie z faktem. którymi ozdabiała włosy. Moje włosy miękkie i błyszczące. Okazuje się jednak. że Cinna zarządził to samo pierwszego dnia. że filmowana rebeliantka ma własne standardy. Najpierw byli organizatorzy Igrzysk. ale nie pomalowane. a potem próbowali dojść do siebie po wyciągniętej przeze mnie garści zatrutych jagód. którzy zrobili ze mnie gwiazdę. kolorów i biżuterii. przeznaczyli mnie na swojego Kosogłosa. kiedy przybyłam do Kapitolu jako trybut. a jednak naturalnie. Powiedziała mi. jako że uważamy je za szkodniki. Czyszczenie mnie jest jedynie wstępnym krokiem do określenia mojego nowego wyglądu. bo były małe. mocnego makijażu. ale żadnych widocznych ulepszeń. by przekonać się. Kolejny gracz u władzy. Po spłukaniu piany z ciała.

Ale wielokolorowe siniaki pod jej zieloną skórą przypominają mi jedynie o tym. Jak ona. że dopilnuję. próbuję zaznajomić się z Octavią z Trzynastego Dystryktu.delikatne i piszczące. — Nie — odpowiada Venia. Flavius również wydaje się nijaki bez swojej fioletowej szminki i jaskrawych ubrań. by udać się do jadalni. nawet z rozbudowanym zasobem produktów. że mam tam bliznę — mówię ponuro. Zgaduję jednak. ale nie ma odwagi. z którego Johanna wyciągnęła lokalizator. — Jest wręcz odpychająca. Jak na kogoś kto pracuje z Organizatorem Igrzysk. jej palce wydają się niemal grube i nie przestają się trząść. Jednakże tatuaże zawsze były jej najbardziej uderzającą cechą i są równie złote i szokujące co zawsze. Teraz mam nierówną. — Katniss nas nie skrzywdzi — mówi cicho. której jednak nie sposób odmówić słodyczy. Członkowie mojej ekipy przygotowawczej radzą sobie całkiem nieźle dopóki nie zabierają się za miejsce na moim ramieniu. . kiedy łatali otwartą ranę. Ma pospolitą twarz. — Katniss nie wiedziała nawet. Kiedy mnie osusza. Okazuje się to być tak wielkim problemem. ale w zaprojektowanym przez Cinnę kostiumie rękawy kończą się tuż nad łokciem. kasztanowy kolor. wystrzępioną bliznę wielkości jabłka. Moja ekipa przygotowawcza tłoczy się w niewielką grupkę przy drzwiach. że przyzwyczaiła się do widoku nieprzyjemnych rzeczy jedynie na ekranie. Lekarze nie skupiali się na wyglądzie. Teraz będzie już lepiej. widok rany przyprawia Fulvię o odruch wymiotny. jest okropnie wrażliwa. że tu jesteśmy. jak bardzo jestem bezsilna. by Coin nigdy więcej jej nie skrzywdziła. Zwykle jest zasłonięta rękawem. Udało mu się jednak w pewien sposób uporządkować pomarańczowe sprężynki loków. ale stanowczo do Octavii. że już w porządku. by spojrzeć mi w oczy. — Czy przynoszą wam jedzenie tutaj? — pytam. lekceważąco machając ręką. które Plutarch przezornie zabrał z Kapitolu. Jest młodsza niż mi się zdawało. Jej wodniste włosy są wyprostowane zamiast układać się w szpikulce i można dostrzec siwe odrosty. — Wiedzieć o niej i widzieć ją to dwie różne sprawy — mówi Fulvia. — Wszyscy wiedzą. Chcę jej powiedzieć. że Plutarch i Fulvia wzywani są na pomoc. narzędzi i gadżetów. Octavia przytakuje delikatnie. Może mieć niewiele ponad dwadzieścia lat. — Powinniśmy iść do jadalni. Pozbawione swoich siedmioipółcentymetrowych ozdobnych paznokci. Venia zmieniła się najmniej. Pomyślimy nad tym z Plutarchem podczas obiadu. Jej prawdziwe włosy okazują się mieć ładny. — Będzie dobrze — dodaje Plutarch. — Może jakaś opaska… Zdegustowana ubieram się. Przysięgam. Podchodzi i zabiera ręcznik z rąk Octavii. Przywracanie mnie do Zerowego Poziomu Piękna nie jest łatwym zadaniem.

podnosi łyżkę duszonej okry.Wzdycham w duchu. pomaga najbardziej. Posy. kiedy wyobrażam sobie wmaszerowanie do jadalni wraz z tą trójką. jak zasugerował. która musiała się dowiedzieć o ich uwięzieniu. Rozdziawione usta. To wcale nie poprawia konsystencji. krzyki. Wiem. że byłoby ci ładnie w każdym kolorze. wysila się. — Jeżeli naprawdę chcesz zaimponować Posy. — Po prostu ich ignorujcie — mówię mojemu zespołowi. uderzając swoją tacą o stół i siadając obok mnie. będziesz musiała przefarbować się na jaskrawy róż — mówi Gale. — To miało być ładne — szepcze Octavia. — Pokażę wam gdzie to jest — mówię. — Chodźcie. że próbuje załagodzić sytuację. Jak malowanie ust — mówię. Pokłóciliśmy się wczorajszej nocy po tym. pięcioletnia siostra Gale’a. — Smakuje lepiej niż wygląda. które zwykle wywołuję. Okazują nieco więcej powściągliwości niż ludzie z Trzynastki. ale jest w niej coś śluzowatego. chociaż może to po prostu wynikać z zakłopotania. przyjmują miski szarawej ryby i duszonej okry i szklanki wody. wita się ostrożnie z ekipą przygotowawczą. — Bez obaw — mówi. Potajemne spojrzenia i ciche szemranie. by podtrzymać konwersację pytaniami o stylizację. Ludzie jednak i tak zawsze się na mnie gapią. — Posy chichocze i przesuwa się z powrotem w stronę matki. Jednak to Posy. — Dziękuję. Jakby trzeba było połykać każdy kęs trzykrotnie zanim połknie się go do końca. Czy jesteś chora? — To taka moda. a mama Gale’a. Hazelle. Wszyscy pochylają się nad jedzeniem. który zwykle nie rozmawia za wiele podczas posiłków. Leevy. idą za mną do kolejki. Posy rozważa to i mówi rzeczowo: — Myślę. jak tylko przeciwstawić mojemu żądaniu bezpieczeństwa dla zwycięzców jej własne żądanie. w naturalnym odruchu. Nie zrobi to wielkiej różnicy. wytykanie palcami. Gale wskazuje głową miskę Flaviusa. Duszona okra nie smakuje źle. — To jej ulubiony kolor. Ze spuszczonym wzrokiem. Przesuwa się na ławce do Octavii i dotyka palcem jej skóry. — Na twoim miejscu nie pozwoliłbym temu wystygnąć. Gale. . są niczym w porównaniu z reakcją na widok mojej dziwacznie wyglądającej ekipy przygotowawczej. — Jesteś zielona. mój sąsiad z Dwunastki. Zajmujemy miejsca przy moim stole obok mieszkańców Złożyska. co ciężko przeoczyć. a ja dostrzegam łzy grożące upadkiem z jej rzęs. Niewielki uśmiech pojawia się na ustach Octavii. że nie pozostawiłam Coin innego wyboru.

To tylko doprowadza go do śmiechu. nawet jeśli jest uzasadniona — odparowałam. by bronił mnie. byś to przemyślał i doszedł do właściwych wniosków — mówię mu. — Nadal wierzę w to. że jego słowa wynikały z troski o mnie. — Chcę powiedzieć.— Katniss. pozwoliłam mu odejść nie zamieniwszy z nim słowa. jak się spodziewałam. . — Nie. laboratoriów. Zastanawiam się co za szczęśliwy przypadek doprowadził do zbudowania tu tak przyjemnego miejsca. Gale w końcu mówi: — Wciąż jesteś zła. Powietrze jest chłodne i przyjemne. Ze wszystkich stron dociera do nas trzepot malutkich skrzydeł. — A tobie wciąż nie jest przykro — odpowiadam. — Chcesz powiedzieć. jeśli mam być szczera. W środku znajduje się pierwsza piękna rzecz jaką widziałam w podziemnej części Trzynastego Dystryktu: replika łąki. obserwując soczyście zielonego ptaka unoszącego się w powietrzu w trakcie spijania nektaru z dużego pomarańczowego kwiatu. ona rządzi tym dystryktem. w których znaleźliśmy ekipę przygotowawczą. sprzętu badawczego i poligonów. kiedy nie wiemy nawet jakie szkody może nam przynieść ich działanie — powiedział Gale. bo przecież i tak wszyscy wciąż to robimy! Wtedy zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem. że ugina się pod twoimi żądaniami. Jest tu cała sieć pomieszczeń pełnych komputerów. jeśli ludziom wydawałoby się. Bezcelowe są próby narzucenia Gale’owi cudzego sposobu myślenia. Chcesz. Beetee siedzi bez ruchu w wózku inwalidzkim na środku łąki. że ona nie znosi żadnej różnicy poglądów. Kiedy pytamy o Beetee’ego. — Więc powinnam po prostu trzymać się ustaleń i zostawić innych trybutów na pastwę losu? Nie żeby to miało znaczenie. a nie wilgotne i parne. To dlatego mu ufam. ale naprawdę potrzebuję. a kiedy Plutarch wysłał go rano na szkolenie. Kiedy zjeżdżamy windą na niższe poziomy. żebym kłamał? — pyta. Nie mogłaby tego robić. Macha do nas przyjaźnie. który zwykłam mylić z dźwiękiem wydawanym przez owady w lesie w Dwunastce. że postawiłaś ją w złej sytuacji przez wymuszenie na niej zapewnienia Peecie i innym nietykalności. ożywiona kolibrami. Muszę odpuścić. a nie Coin. Podąża wzrokiem za znikającym ptakiem i wtedy nas dostrzega. Poziom Obrony Specjalnej jest niemal tak głęboko pod ziemią jak lochy. Nie usiadłam z nim podczas śniadania. wypełniona prawdziwymi drzewami i kwitnącymi roślinami. chcę. Wiem. byśmy do niego dołączyli. zostajemy pokierowani przez ten labirynt aż docieramy do wielkiego okna z płaskiego szkła. Jak może o tym nie wiedzieć? Po obiedzie Gale i ja mamy zaplanowane odwiedziny Beetee’ego w Obronie Specjalnej. co powiedziałem.

— Problemy z koncentracją. Konwulsyjne ruchy ciał. Gdy przygotowywałam się do Poskromienia. kiedy próbuje coś rozgryźć. i przyspieszenie do stu kilometrów na godzinę. Działał w obronie własnej. Zwabić je nektarem kwiatowym. — Mogłyby nas przechytrzyć. — W jednej chwili są. Mam. Łatwiej mi jest przemieszczać się w ten sposób. Lot w przód i w tył. — Myślę jednak. Jak sobie radzi Finnick? — On… on ma problemy z koncentracją — odpowiadam. Gdy będą się posilać. wiedziałabyś jak bardzo . Nie jego wina. Wszyscy działaliśmy w obronie własnej… Nagle mam ochotę opuścić kolibrową salę zanim ktokolwiek zacznie zastawiać sidła. Gdybym tylko mógł ci zbudować takie skrzydła. Ogrodzić nią teren i zostawić otwór wielkości paru metrów kwadratowych. To tylko pomysł — mówi Gale. mówi nam o wózku. ale napotkałyby jedynie dalszy koniec siatki. że ciężko byłoby je zestrzelić. Przypominam sobie coś. a w następnej znikają. Tylko że za szybko się męczę. — Nie wiem. w chwilach. Odleciałyby od źródła hałasu.Beetee wciąż objawia bladość osoby na rekonwalescencji. że bym im nie podołała. Zestrzeliłabyś kolibra strzałą z łuku? — pyta. Kiedy myślisz jak zwierzyna… wtedy znajdujesz jej słabe strony — mówi Beetee. — Może dałoby się je usidlić — mówi Gale. — To by zadziałało? — pyta Beetee. tak? — Beetee uśmiecha się ponuro. — Beetee. — Przy pomocy siatki z bardzo niewielkimi oczkami. który przybiera. że kompletnie się rozkleił. Beetee. widziałam kasetę. Na jego twarzy pojawia się ten nieobecny wyraz. Twój nowy łuk. — Racja. Plutarch powiedział. patrzył jak inni umierają. — Mogłyby. groteskowe wyrazy twarzy. o czym nie lubię myśleć. które poraziły prądem grupę tropiących go dzieciaków. jego oczy błyszczą podnieceniem znad źle dopasowanych okularów. które doprowadziły do jego zwycięstwa w tych odległych Igrzyskach Śmierci. Ale bazujesz na ich naturalnych instynktach ucieczki od niebezpieczeństwa. Nie chcę mówić. co zabijają dla sportu — mówi. — Mogę już trochę chodzić. — Nie. — Gdybyś wiedziała przez co Finnick przechodził przez ostatnie kilka lat. Kiedy podążamy za nim poprzez liczne zakręty Obrony Specjalnej. A ty nie jesteś z tych. — Nigdy nie próbowałam. Beetee — śmieję się. — Naciska panel kontrolny na ramieniu swojego wózka i wyjeżdża z sali. Katniss! — Obawiam się. że masz coś dla mnie. na której Beetee — wtedy tylko chłopiec — połączył dwa przewody. — Czyż nie są wspaniałe? Trzynastka obserwuje ich powietrzne ruchy przez lata. zatrzasnąć otwór. Niewiele na nich mięsa — odpowiadam.

Celuje z niego dookoła sali. Rząd za rzędem broni palnej. i bierze go w swoje ramiona. mógłbym. Sprawdzenie planów dnia na naszych przedramionach to tylko pierwszy krok. Wszystko to wydaje mi się dziwaczne. — Gale. — Nie będę strzelał do jeleni. wyrzutni rakiet. — Zaraz wracam — mówi Beetee. Czterech żołnierzy strzeże wejścia do pomieszczenia oznaczonego jako Broń Specjalna. Muszę przyznać. siatkówki i DNA i musimy przejść przez specjalne wykrywacze metalu. Skanują też nasze odciski palców. Nie wiem gdzie prosty łuk i strzały mogłyby znaleźć miejsce pośród tego wysoko wyspecjalizowanego sprzętu. jeden z tych będzie wyglądał nieco bardziej efektownie. — Poważnie? — pyta Gale. wypatrując celu. że arsenał zapiera dech w piersiach. uzbrojonych pojazdów. Powiedz mu. a co dopiero z niego strzelać. Czy te zabezpieczenia zostały wprowadzone z uwagi na ostatni napływ imigrantów? W drzwiach zbrojowni napotykamy drugą turę sprawdzania tożsamości — jakby moje DNA mogło się zmienić w czasie. Używałam wielu rodzajów kapitolińskiej broni na szkoleniach. by jakikolwiek wychowanek Trzynastego Dystryktu mógł stanowić zagrożenie. — Broń zostanie ci przyznana przed walką. jednak zapewniają mu inny po całej procedurze bezpieczeństwa. ale żadna z nich nie była przeznaczona do walki zbrojnej. — Taa. . — To nie wydaje się sprawiedliwe wobec jeleni — mówię. może chciałbyś wypróbować niektóre z nich? — mówi Beetee. który by ci pasował — mówi Beetee. Beetee musi pozostawić swój wózek na zewnątrz.niezwykłe jest to. materiałów wybuchowych. ale obiecuję przekazać wiadomość. Rozkojarzenie wydaje się ostatnim. Dłonie Gale’a zaciskają się na tym samym łuku. że wciąż z nami jest. dobrze? To go trochę rozkojarzy. czego Finnick potrzebuje. Pomyślałem sobie. ale w końcu natykamy się na ścianę śmiercionośnej broni łuczniczej. jaki zabrało przejście dwudziestu metrów korytarzem — i w końcu możemy obejrzeć kolekcję broni. że pracuję nad nowym trójzębem dla niego. — Oczywiście Dywizja Powietrzna znajduje się w innym miejscu — mówi nam Beetee. przed którym rząd musiałby się strzec. oczywiście. prawda? — odpowiada. tak naładowanym funkcjami i gadżetami. bo nie potrafię sobie wyobrazić. — Oczywiście — mówię. że mógłbyś chcieć znaleźć jakiś. że nawet nie mogłabym go unieść. który przed chwilą zwrócił moją uwagę. Skupiam uwagę na zabójczo wyglądającym łuku. jakby to się rozumiało samo przez się. Ale skoro będziesz się pojawiał jako część ekipy Katniss w proposach.

— Co on robi? — pytam. Zatrzymuje się i nachyla ją w moją stronę. — Och — szepczę w zachwycie. Obserwuję go dopóki nie znika. — Usłyszał twój głos. Unoszę go ostrożnie w powietrze. Lepiej jednak wytłumaczyć to na przykładzie. Przykładam go do policzka i czuję delikatne mrowienie w kościach mojej twarzy. że sobie tego nie wymyśliłam. By dezaktywować specjalne właściwości łuku. która utrzymałaby cię z dala od areny… użyłbym jej. leży oszałamiający czarny łuk. w którym ważny jest wygląd. ogniowe i wybuchowe — zmienia łuk w broń wielozadaniową. Różnorodność strzał — ostre jak brzytwa.Przyciska łokciem panel i otwiera się niewielkie wejście. Chcecie je wypróbować? Chcemy. Zaprojektowane przez Beetee’ego strzały są nie mniej godne uwagi niż łuk. — Ja też — przyznaję. co stało się w Dwunastce… gdybym miał broń. że to wielkie marnotrawstwo. a w wewnętrzną włożyłem trochę wyobraźni. O tym. — Gale opuszcza łuk. Pozwalają mi na precyzyjne strzały na ponad sto metrów. Nie. Później łuk zasypia dopóki dźwięk mojego głosu nie obudzi go ponownie. Jako część twojego przebrania. a drzwi się nie zatrzaskują. by podziwiać doskonałe wyważenie. — Widzisz. — Tego nie powiedziałem. — Wita się — wyjaśnia Beetee z szerokim uśmiechem. W walizce na posłaniu z pogniecionego brązowego aksamitu. by upewnić się. łuk ożywa w moich rękach. muszę jedynie powiedzieć „dobranoc”. Muszę pozostać bez ruchu. jak nigdy cię nie opuszczają. . Ustawiam walizkę płasko na podłodze i odpinam zatrzaski. która mogłaby zatrzymać to. — Tylko twój głos — mówi mi. — Czyli to będzie dla ciebie proste? Strzelanie z niego do ludzi? — pytam. choć nie wiem po co miałabym to robić. Góra otwiera się cicho na zawiasach. Mam możliwość zatrzymania reakcji na mój głos. Cele zostały już dla nas wcześniej przygotowane. Jest coś jeszcze. które w jakiś sposób przypominają skrzydła ptaka rozpostarte w locie. Ale nie wiem co mu powiedzieć o skutkach zabicia człowieka. To znaczy… Co jeśli kiedyś naprawdę byś go potrzebowała? Bardziej niż jako modny dodatek? Więc pozostawiłem zewnętrzną część prostą. Każdy rodzaj jest rozpoznawalny przez odpowiednio pomalowane drzewce. bym zaprojektował łuk. chcieli. elegancki projekt i linię gałęzi. wiesz? Ale wciąż myślałem. Beetee wraca z wysoką prostokątną walizką ustawioną niezręcznie pomiędzy podnóżkiem a jego ramieniem. — Ale gdybym miał broń. — Rozpoznaje mój głos? — pytam. — Dla ciebie.

albo być tobą. wiedząc. bym miała tak powiedzieć w prawdziwym życiu — chyba że nabijałabym się z tego z kapitolińskim akcentem. Venia przypina mi nad sercem broszkę z kosogłosem. Twarz ma przybrudzoną. który teraz zawiera również krwawy bandaż przykrywający bliznę na moim ramieniu. Nie potrafię sobie wyobrazić. Cofają ostatnie kilka minut nagrania i obserwuję kobietę na ekranie. Finnick. I sztywny. który włóczył się po planie przez kilka godzin. Mnie się wydaje trudny do wymówienia. opisując bitwę. w jaki go prezentują. Pojawiam się na monitorze. i ilość dymu. że niedawno walczyłam. muszę obrócić się w stronę kamery i wykrzyczeć slogan! Popychają mnie z powrotem na miejsce i maszyny wywołujące dym zaczynają działać. Smugi dymu — sugerujące. — Mieszkańcy Panem. w której właśnie brałam udział i mówiąc. Ktoś prosi o ciszę. kończymy z głodem sprawiedliwości! To ten slogan. Później wchodzimy na scenę. że spędzili miesiące. i udawaniu. rzucamy wyzwanie. jaką udaje mi się zgromadzić: . albo zaraz stanie w płomieniach — unoszą się z jej ubrania. Wszyscy są podnieceni. zadowoleni z własnej pracy. Ale Fulvia stoi tuż przede mną. że stoję godzinami. Fulvia i Plutarch spędzają więcej czasu obserwując niż poprawiając mnie. Dziś chcą tylko jednego sloganu. ubieram kostium. że nie pozwoliliby mi szwendać się z tymi specjalnymi. albo pocałować. kamery zaczynają nagrywać i słyszę „akcja!”. ale nalegają. może lata. by kontynuować. by pokazać. że albo właśnie się z nich wydostała. ale pociągającą. zostawiając Beetee’ego z Gale’em. Podnoszę łuk i kołczan ze zwyczajnymi strzałami stworzonymi przez Beetee’ego. Przez całe pięć minut jestem po prostu obserwowana. że jestem w środku rebelianckich walk. podczas gdy reszta poprawia mój makijaż i światła. Więc trzymam łuk nad głową i krzyczę z całą złością. którą mogliby przerobić na krótki propos i pokazać Coin. staje za mną i mówi ze śladem dawnego humoru: — Albo będą chcieli cię zabić. o bardziej imponującej sylwetce niż moja.Jestem w dobrym nastroju kiedy wracam do ekipy przygotowawczej. wnioskuję. Ze sposobu. że moi towarzysze broni leżą martwi wokół mnie i że. walczymy. że to wystarczy. aby zjednoczyć żywych. Już prawie czas na kolację. gdzie zdaje mi się. Wydaje się wyższa. kiedy Gale i ja mieliśmy w zwyczaju udawać Effie Trinket i jej „I niech los zawsze wam sprzyja!”. Nie wiem kim jest ta osoba. Jak wtedy. Siedzę cierpliwie podczas dalszej części malowania. W końcu na planie zapada cisza. Jutro skupimy się na przemowach i wywiadach. Potem Plutarch mówi: — Myślę. jednej linijki. W końcu rozkazy od niewidzialnych ludzi w tajemniczej przeszklonej kabinie wydawane przez interkom stają się coraz rzadsze i rzadsze. Jej brwi są czarne i wygięte buntowniczo. nad wymyślaniem go i są z niego naprawdę dumni.

I trwa. kończymy z głodem sprawiedliwości! Na planie zapada martwa cisza. moi mili.— Mieszkańcy Panem. Powstrzymuje się jedynie na tyle długo. umiera rewolucja. Trwa. . rzucamy wyzwanie. W końcu interkom ożywa z trzaskiem i cierpki śmiech Haymitcha wypełnia studio. by powiedzieć: — I tak. walczymy.

Cisza przeciąga się i zaczynam wierzyć. Chcę. Unikam patrzenia prosto na niego. w której zazdrościliście jej fryzury albo kiedy jej sukienka stanęła w płomieniach. Mimo tego. po zdaniu sobie sprawy. ale znowu zyskał pewną kontrolę nad moim życiem. Przypuszczam. Natychmiast opuściłam studio i odmówiłam przyjęcia do wiadomości jego komentarzy dochodzących dzisiaj z kabiny. w której sprawiła. Samotnie nie mogę być Kosogłosem. W ostatniej chwili Finnick wwozi na salę Beetee’ego. w której Katniss Everdeen autentycznie was poruszyła. że nigdy się nie skończy. Jednakże to Haymitch wszystkich wita. który właśnie nakręciliśmy. byście ją polubili. których obecności nie rozumiem. którą Haymitch robi. że nie tylko był pomocny. Jego skóra ma delikatnie żółty kolor. że to przyda nam się w wygraniu wojny? — Nikt tego nie robi. że Coin zebrała tych wszystkich dziwnych ludzi jako świadków mojej porażki. a towarzyszy im Dalton. rozwścieczyło mnie to. Grupa ludzi z Dwunastki. Nie takiej. że ma rację co do mojego występu. że umiera. że przetrwałam tyle występów przed kamerami. To wszystko jest. Mój głos jest urywany. To zadziwiające. znawca bydła z Dziesiątki. kiedy materiał się kończy. Byłam w szoku po usłyszeniu wczoraj głosu Haymitcha. by każdy pomyślał o chwili. od razu wiedziałam. Muszę sobie przypomnieć. kiedy go podrapałam. jak Leevy’ego czy Śliską Sae. jakbym była marionetką manipulowaną przez niewidzialne siły. Pierwszą rzeczą. Plutarch. Fulvia i moja ekipa przygotowawcza. ale także kilkoro innych. a on sam stracił sporo na wadze. Zbieramy się wokół ogromnego stołu w Centrum Dowodzenia.6. — Czy ktoś ma zamiar się ze mną kłócić. Wydaje się. że wcale mnie to nie obchodzi. Że tak nie potrafię. — W porządku — mówi Haymitch. która obejmuje Haymitcha i Gale’a. oczywiście. Po raz pierwszy jesteśmy w tym samym pomieszczeniu od czasu. naprawdę. zasługą Peety. jest odtworzenie materiału. w której to Peeta zmuszał was. Cały dzisiejszy ranek zabrało mu przekonanie innych o moich ograniczeniach. Coin i jej ludzie. albo kiedy wykonała choć w połowie przyzwoity strzał z łuku. Przez moment boję się. że osiągnęłam jakiś nowy poziom dna pod kierownictwem Plutarcha i Fulvii. Pomilczmy przez moment. kiedy Leevy się odzywa: . Nie takiej. ale dostrzegam jego odbicie w jednej ze świecących kontrolek na ścianie. Nie mogę stać w telewizyjnym studio w kostiumie i pełnym makijażu i w chmurze dymu poprowadzić dystrykty do walki. że przybyli tu na jego prośbę. przez co wygląda. jakby się skurczył. a z jego słów wnioskuję. Chcę usłyszeć o jednej chwili. że poczuliście coś prawdziwego. a ruchy chaotyczne. — To nam oszczędzi czas.

Miłość do Peety. zapisując to w notesie. — Haymitch rozgląda się wokół stołu. kiedy odurzyła Peetę. że myślała. które znaczyły tyle różnych rzeczy dla tylu różnych ludzi. ale nieszczególnie pomocne — mówi rozzłoszczona Fulvia. i kiedy pocałowała go na pożegnanie — wyznaje Octavia.— Kiedy zajęła miejsce Prim na dożynkach. by uratować mu życie. Może jednak wcale nie jest robotem. — Nikt nie mówił jej co ma robić albo mówić. — Kiedy zaśpiewała piosenkę. — Rozprzestrzenimy wiadomość. i znowu kiedy wyciągnęłam jagody. Bardzo dobrze. Więc jeśli nie sugerujecie. to wszystko jest bardzo miłe. by pójść po lekarstwo dla niego. prawda? — mówi Haymitch. Wyciąga rękę i klepie mnie po dłoni. — Cóż. prawda? Ludzie się śmieją. że kolejny zabiera głos Boggs. Ludzie wymieniają sytuacje coraz częściej i szybciej. Haymitch unosi notatnik. Świetny przykład — mówi Haymitch. że umrze. jakby była pewna. Pomysł wysłania mnie do walki jest kontrowersyjny. i bez żadnego konkretnego porządku. Odmowę złamania się pod wpływem niemożliwych wymagań. — Dobrze. Później zakrywa usta. racja! — mówi Beetee. — Płakałam. że popełniła błąd. — Bardzo smutne. — Kogóż to nie uderzyło. Jeżeli gram dobrze jedynie w okolicznościach przypominających prawdziwe życie. Odurza Peetę. Gdzieś w mojej głowie pojawia się obraz Boggsa z młodym chłopcem siedzącym mu na kolanach. — Nie reżyserowane. że straciła dziecko po porażeniu prądem na arenie — odpowiada Plutarch. tak mi się zdaje. . — O tak. Bardzo niefortunne. Ale Haymitch jedynie przytakuje. Jednak dla Haymitcha to jedyny scenariusz. by podrzucić ją w sam środek walki… — Ale ludzie myślą. W jadalni. — Kto teraz? Jestem zaskoczona. Kiedy dziewczynka umarła. Kiedy zgodziłam się być sojuszniczką Rue. który wykonuje rozkazy Coin. Sprzeciw wobec nieludzkich działań Kapitolu. o którym myślę jak o umięśnionym robocie. Bo jestem pewien. to powinnam się w takich znaleźć. że jest w ciąży — zauważa Gale. — Niestety jej możliwości bycia cudowną są raczej ograniczone tu w Trzynastce. Próbowałam nieść Mags. Wyjmuje fioletowy pisak i zapisuje w notatniku: — „Zajmuje miejsce siostry na dożynkach”. Wyciągnęłam rękę w stronę Chaffa w wieczór wywiadów. — Więc pytanie jest takie: Co to wszystko ma ze sobą wspólnego? — To były gesty Katniss — mówi cicho Gale. Nawet ja się lekko uśmiecham. I znowu. — Więc powinniśmy po prostu zostawić cię w spokoju.

które uwolni nieco twoją spontaniczność. — Ale po kolei. że spuściłaś go z oczu tamtej nocy — mówi Haymitch. To właśnie to. Chcę. ale wydaje się. Coś tu nie gra. że oboje zawiedliśmy. — A jeśli cię zabiją? — pyta Coin. — To ja tu potrzebuję ochrony. I nie dlatego. ty będziesz w powietrzu i w stałym kontakcie z nią. I w głębi serca wiem. Haymitch. — Nie mogę uwierzyć. — W porządku — mówię Gale’owi i chłopak wychodzi. Czegoś wydaje się brakować. Znajdźcie możliwie najmniejsze zagrożenie. O wywołanym przez nią rozgoryczeniu. — Zabierzcie ją do Ósemki dziś popołudniu. Zawarliśmy umowę. Haymitch siada naprzeciwko mnie. Zobaczymy co się stanie. Haymitch prosi ją o prywatną rozmowę ze mną. — Znowu będziemy musieli razem pracować. — Tutaj nie jestem pomocna rebeliantom. Później będziecie mogli tego użyć — odpowiadam. Więc po prostu to powiedz. że nie uratowałeś Peety. W ciszy słychać brzęczenie mechanizmów. Wszyscy zwracają się w jego stronę. — Będzie celem każdego… — Chcę iść — wtrącam się. które wskazują obecne pozycje wojsk. To musi wyjść od niej. — Czym się martwisz? — pyta go Haymitch. Z ekipą filmową na ziemi. — Teraz ty — mówię mu. — Chodzi wokół Centrum Dowodzenia. Przytakuję. No dalej. Dlatego. że nie przeprosił. — To wciąż tylko dziewczyna. który niepewnie pozostaje u mojego boku. Było tam rano ciężkie bombardowanie. że to nagraliście. nie możemy zagwarantować jej bezpieczeństwa — mówi Boggs. że nalot już się skończył. — Nawet jeśli będziemy ostrożni. ale wciąż umowę. To coś jak robota Kapitolu. cichy warkot systemu wentylacyjnego. a wy sprawiliście. Myślę o warkliwej. Wychodzą wszyscy oprócz Gale’a.— Za każdym razem kiedy ją szkolimy albo dyktujemy co ma mówić najlepszy materiał na jaki możemy liczyć jest co najwyżej niezły. Na to ludzie odpowiadają. — W porządku — mówi Coin. że zapewnimy Peecie bezpieczeństwo. że wygląda na trzydzieści pięć lat. studiując podświetlone mapy dystryktów. że byliśmy zespołem. Kiedy Coin zawiesza zebranie. by była uzbrojona i pod opieką grupy ochroniarzy. okrutnej wymianie zdań w poduszkowcu. Mało realistyczną umowę zawartą po pijanemu w ciemnościach nocy. Ale mówię tylko: — Nie mogę uwierzyć. — Wiem — odpowiada. — Upewnijcie się. . Komentarze? — Umyjcie jej twarz — mówi Dalton.

Hełm z jakiegoś stopu metalu. I tak ledwo uciekliśmy. Katniss. jak tkanina. chyba że będzie atak gazowy. Oczy ze Złożyska. który pasuje idealnie do mojej głowy. gdybym nie chciała mieć go na głowie przez cały czas. kiedy zmywam twarz. cały poduszkowiec by się rozbił. i można go odrzucić do tyłu jak kaptur. Jako że będę w strefie walk. oni nie chcą pozwolić mi iść! Mówiłem im. Nawet ja uważam zabranie go ze sobą za zły pomysł. Jak tylko przyjeżdża winda. ale nie pozwalają mi nawet lecieć poduszkowcem! Obejmuję Finnicka wzrokiem — jego gołe nogi wystające spod szpitalnej koszuli. — Wciąż jesteśmy w grze. To przez ten głupi wstrząs. otoczone ciemnymi obwódkami bezsennych nocy. Co mogłam zrobić. ukazując brzydką bliznę po lokalizatorze. — Próbuję powiedzieć to optymistycznie. — Katniss. — W końcu patrzę Haymitchowi w oczy. — Haymitch celuje we mnie swoim pisakiem. Ale nie mogę nic wymyślić. pamiętaj. Brzmienie słowa „trójząb” powoduje. Beetee pomaga mi z zaprojektowaną przez Cinnę bronią. Wracam do Sali Przeróbek i patrzę jak smugi makijażu znikają w odpływie. — Wciąż w grze. więc rób. To też wygląda jak ja. — Jeśli zobaczysz. Zaprojektował dla ciebie nowy trójząb. — Nie miałaś wyboru. podzielony na trzy części. — Jeszcze nie jest martwy. — Zapamiętaj: z prawej — ogniowe. Raczej nie będziesz musiała ich używać. że ktoś upada bez wyraźnej przyczyny. by został i ratował go tamtej nocy. ale przynajmniej przypomina mnie. Szare i głębokie. A gdybym zmusił Plutarcha. Osoba w lustrze wygląda niechlujnie ze swoją nierówną cerą i zmęczonymi oczami. że jakikolwiek apel z mojej strony byłby bezcelowy. środek — zwyczajne. załóż ją natychmiast — mówi. pojawia się Finnick w stanie wzburzenia. Beetee przyczepia do mojego paska maskę. biała słuchawka. owinięty wokół jego palców sznurek do połowy zawiązany supełkami. ale mój głos się łamie. zapomniałam. by eskortować mnie na dół do Dywizji Powietrznej. Materiał jest elastyczny. by zatrzymać go przy sobie bez złamania warunków przymierza. ale przezorny zawsze ubezpieczony. . że ze mną w porządku. Będę miał lepszy widok. że stary Finnick niemal powraca. Miałam powiedzieć ci. W końcu mocuje na moich plecach kołczan ze strzałami. — Kiedy będziesz na dole. której nie muszę nosić. Mała. Kamizelka ochraniająca moje najważniejsze organy. A ja wciąż jestem twoim mentorem. która łączy się przewodem z moim kołnierzem. Pojawia się Boggs. z lewej — wybuchowe.— Odtwarzam to sobie wciąż od nowa w głowie. że ja jestem w powietrzu. Uderzam więc dłonią w czoło i mówię: — Och. co ci powiem. dziki wyraz jego oczu — i wiem. Zdzieram bandaż z ramienia. plątaninę włosów. byś zgłosił się u Beetee’ego w oddziale Broni Specjalnej. — Zobaczymy — odpowiadam.

— W każdym razie lepsze to. ostrzyżone tuż przy skórze siwe włosy i niebieskie oczy. Lochy. jakby po raz pierwszy dostrzegł swój strój. Spoglądam na niego ukradkiem. niż gdybym musiał go aresztować. Rząd za rzędem różnych rodzajów poduszkowców. Już dwa razy dzisiaj odezwał się do mnie w sposób. którego poznałam na Ćwierćwieczu Poskromienia. — Tak. I imponującą posturę. — To też odziedziczyliście? .— Naprawdę? Jakie ma funkcje? — Nie wiem. — Jestem tylko człowiekiem. Klikanie ustaje. — Och — wymyka mi się na widok wojennej floty powietrznej. nawet bardziej zabawne przez zakłopotany wyraz twarzy Boggsa. — Nie możemy sobie przypisać za to zasługi — mówi Boggs. — Taa — mówię. Miejsce. który pozwala mi w nim widzieć raczej przyjaciela niż wroga. — Trzynastka jest jeszcze większa niż mi się zdawało. Robimy jedynie wszystko. W którym wytwarzana jest moc. Myślę. Obrona Specjalna. — Ta znajduje się tuż nad szybem prowadzącym na piątą platformę powietrzną. Odaire. Chyba najlepiej będzie. — Praktycznie odziedziczyliśmy to miejsce. jak od razu tam zejdę — mówi. — Przepraszam — mówię do Boggsa. w którym hoduje się żywność. — Nie ma za co. Winda zatrzymuje się na moment i nagle zaczyna poruszać się poziomo w lewo. Może powinnam dać mu szansę. i jestem szczęśliwa. Znowu krótko spadamy w dół — jedynie o kilka poziomów — i drzwi otwierają się na Hangar. że… dobrze sobie poradziłaś — mówi. — Dlaczego? Przyprawiam cię o… — przybiera niedorzecznie prowokacyjną pozę — rozkojarzenie? Nie potrafię powstrzymać się od śmiechu. bo to jest zabawne. Oczywiście. by wciąż działało jak należy. Nagle zrzuca z siebie szpitalną koszulę i zostaje jedynie w bieliźnie. Ale jeśli to coś podobnego do mojego łuku i strzał. — Będziesz musiał go jednak wypróbować. Pod Trzynastką jest cała sieć szybów dla wind — odpowiada. — Finnick? — mówię. na pewno go pokochasz — mówię. — Może jakieś spodnie? Spogląda w dół na swoje nogi. Wydaje się jednak tak ślepo podążać za Coin… Następuje seria głośnych kliknięć. — Pewnie. Hangar. Zabiera nas do Hangaru. — Jeździ we wszystkie strony? — pytam. Oczyszczane są woda i powietrze. — Wsiadam do windy zanim drzwi się zamykają. Prawdopodobnie ma około czterdziestu pięciu lat. bo Finnick w końcu brzmi jak facet.

— Czyż nie jest przystojny? Gale rzeczywiście wygląda imponująco w mundurze. sprawdzony sposób. Nagle znajdujemy się na zewnątrz. — Nie byliśmy w stanie rozpocząć kontrataku aż do niedawna. Właśnie widzieliśmy Finnicka Odaire’a w bieliźnie. Cała reszta jest ubrana w ciemnoszare spadochroniarskie mundury Trzynastki. skończyła się. i obraca go w naszą stronę. Żołnierzu Everdeen. na rozległym polu otoczonym lasami. kiedy sekwencja zdarzeń. Słychać ostrzeżenie szybkiego startu i przypinam się pasem na siedzeniu obok Gale’a. Katniss. Znowu czuję ukłucie nienawiści do Trzynastki. Teraz. że wywrze na nas zbyt wielkie wrażenie. A wszyscy nazwaliście go zdrajcą — zauważam. który kończy się platformą. że żadna ze stron nie użyła pocisków atomowych. Jednak pytanie zawstydza nas oboje. — Zauważ. co powiedział Peeta. nawet Haymitch. które kamery lubią. — Cała ta praca spłynęła w umywalce. Nie obwiniam cię. Kiedy pokonaliśmy i straciliśmy kapitolińskich ludzi. tak myślę. które doprowadziły do tej misji. Tutaj. Ale zawsze pozostaje pytanie: Czy jakiekolwiek ludzkie życie zostanie ocalone. który rozmawia z Plutarchem. Próbuję wymyślić jakąś inteligentną odpowiedź. który jednak nie wydaje się uszczęśliwiony stanem swojego kołnierza. Ledwo udało nam się przeżyć. Decyduję się zaryzykować i polubić Boggsa. a potem unosimy się z platformy i zostajemy pochłonięci przez chmury. — Wskazuje mi jeden z mniejszych poduszkowców. prawda. — Więc mieliście to wszystko i zostawiliście resztę dystryktów bezbronnymi przeciwko Kapitolowi? — To nie takie proste — odparowuje. Niestety jednak niewielu ludzi rodzi się z twarzami. Wspinam się po schodach i znajduję w środku ekipę telewizyjną wraz ze sprzętem. niewielu z nas miało jakiekolwiek pojęcie o pilotowaniu. Jak on. twarzą do Haymitcha i Plutarcha. Rozwiązujemy problem w stary. Niektóre były częścią kapitolińskiej siły powietrznej.— Niektóre wyprodukowaliśmy. — Ponieważ zaapelował o zawieszenie broni — mówi Boggs. Fulvia Cardew przepycha się w moją stronę i wydaje z siebie odgłos frustracji na widok mojej czystej twarzy. jeśli zaangażujemy się w tego typu walkę z Kapitolem? — To brzmi jak to. Szybujemy przez labirynt tuneli. zdaję sobie sprawę. Oczywiście zostały unowocześnione — mówi Boggs. Mogliśmy zbombardować ich pociskami atomowymi. że tak naprawdę nie wiem z czym mam się zmierzyć w tej podróży . biorąc pod uwagę naszą historię. Pewien rodzaj windopodobnego urządzenia powoli unosi samolot przez różne poziomy. — Zaczepia Gale’a. kiedy Boggs mówi nagle: — Nie oczekuj.

w której ludzie z każdego dystryktu i z Kapitolu będą mogli wybrać swoich reprezentantów. — To będzie zupełnie nowy rodzaj wyzwania. Wtedy. Naszym celem jest przejęcie dystryktów. Ale przekroczymy ten most. brak pozwolenia na małżeństwo czy dzieci. to i my damy. Wiem bardzo mało o aktualnym przebiegu wojny. — Myślałam. Po Mrocznych Dniach i rzekomemu zniszczeniu Trzynastki. — Wszyscy — mówi mu Plutarch. kiedy już będzie osłabiony. Pojawiają się też problemy przy rekrutowaniu wychowanych w Kapitolu ludzi do spędzenia nudnego i mało wystawnego życia w dystryktach. — Ale pozostałe dystrykty są po naszej stronie? — Tak. jeśli zwyciężymy. każdy dystrykt jest obecnie w stanie wojny z Kapitolem oprócz Dwójki. Ale jego społeczeństwo nie mogłoby utrzymać tak dużej siły zbrojnej. Plutarch próbuje mi to wytłumaczyć prostymi słowami. Dostają więcej jedzenia i mają lepsze warunki życiowe.do Dystryktu Ósmego. co się stanie. — Historycznych — mówi Plutarch. — Jeśli zwyciężymy. inni wybierają takie życie jako alternatywę kary. Więc to właśnie w Drugim Dystrykcie szukamy dodatkowych oddziałów. Wychowywani są jako wojownicy. którzy będą ich rzecznikami w scentralizowanym rządzie. Widziałam ich entuzjazm. ale także szkoli i wyposaża Strażników Pokoju. Albo o tym. Niektórzy rzeczywiście pochodzą z Kapitolu. Nie patrzcie na mnie tak podejrzliwie. w który Trzynastka znana była z wydobycia grafitu. — I skoro nasi przodkowie dali sobie z tym radę. w ten sam sposób. ale nie wszyscy nadają się do służby wojskowej. jeden po drugim. kto będzie rządził państwem? — pyta Gale. kończąc na Drugim Dystrykcie i odcinając w ten sposób łańcuch zaopatrzenia Kapitolu. a także żądzę krwi. która zawsze utrzymywała dobre stosunki z wrogiem pomimo udziału w Igrzyskach Śmierci. — Masz na myśli… niektórzy Strażnicy Pokoju urodzili się w Dwójce? — pytam. że właśnie tak będziesz myślała. co będzie potrzebne do zwycięstwa. kiedy do tego dojdzie. — Oczekuje się. to się wcześniej sprawdzało. Drugi Dystrykt stał się nowym kapitolińskim centrum obrony. — W książkach — mamrocze Haymitch. chociaż jest powszechnie znany z wydobycia kamieni. że wszyscy pochodzą z Kapitolu. Brutus i Enobaria. To dla ich ludzi sposób na ucieczkę od biedy i życia w wykopaliskach. zaatakujemy sam Kapitol — mówi Plutarch. Drugi Dystrykt nie tylko produkuje broń. Niektórzy chcą się tym zajmować ze względu na honorowość. Na przykład: zostań Strażnikiem Pokoju. Po pierwsze. Wielu ludzi w Kapitolu zadłuża się po uszy. . Cato i Clove. — Zamierzamy ustanowić republikę. Dwudziestoletnie zobowiązanie do służby. Plutarch przytakuje. to umorzymy ci długi. Albo o tym. Widziałaś jak chętnie ich dzieci zostają trybutami.

Przyglądam się mu i odnajduję maleńką kieszeń. że to będzie zupełnie bezbolesne.Szczerze mówiąc nasi przodkowie nie wydają się za bardzo warci wychwalania. mogłabym nachylić głowę i swobodnie ją ugryźć. Plutarch poklepuje miejsce na moim ramieniu z przodu mojego lewego rękawa. Jednak pomysł ustanowienia republiki wydaje się lepszym rozwiązaniem niż nasz obecny system rządów. którzy zajmą ich miejsce. Wygląda na to. że Cinna pomyślał o wszystkim. A propos. niepewna gdzie ją umieścić. — Nazwaliśmy je „uścisk nocy” na twoją cześć. — Wyjmuje z kamizelki buteleczkę. — Jeśli przegramy? — Plutarch spogląda na chmury na zewnątrz. wysypuje kilka fioletowych kapsułek na dłoń i podaje nam. co nam zostawili: wojny i zniszczoną planetę. a na jego ustach pojawia się ironiczny uśmiech — Wtedy następne Głodowe Igrzyska będą niezapomniane. Katniss. Biorę kapsułkę do ręki. co stanie się z ludźmi. by którekolwiek z nas zostało teraz schwytane. Nawet gdybym miała związane ręce. Ale obiecuję. która jednocześnie podtrzymuje i ukrywa kapsułkę. To znaczy… wystarczy spojrzeć na to. Nie możemy sobie pozwolić. Najwyraźniej wcale nie przejmowali się tym. — A jeśli przegramy? — pytam. .

Zostawiono mnie z ochroną. przewieszeni przez barki i w zaciśniętych ramionach innych. Pasek broni automatycznej przewieszony przez jej plecy wżyna jej się w szyję. Wszyscy podążamy za Boggsem w dół alei. którą tworzą Gale. Ten przywozi skrzynki zaopatrzenia medycznego i ekipę sześciu lekarzy — można ich rozróżnić po specyficznych białych ubraniach. Jedynie sporadyczne drabiny zapewniające dostęp na dach urozmaicają porysowane metalowe ściany. by cię zobaczyli. Po bliższej obserwacji zauważam. a zamiast tego będę musiała zmierzyć się z połamanymi ludzkimi ciałami. Kobieta kierująca napływem pacjentów dostrzega nas. wozach.Poduszkowiec szybko opada spiralnymi ruchami na szeroką drogę na obrzeżach Ósemki. Poduszkowiec unosi się i znika. sto razy. — Dasz radę. Wyjście na ulicę okazuje się dla nas przeniesieniem do innego świata. — To nie zadziała — mówię. nieprzytomni. spogląda ponownie z niedowierzaniem i rusza w naszą stronę. Ruchem kciuka wskazuje lekarzom drogę do magazynu. szczupłego młodego mężczyznę z kilkoma kompletami kolczyków. Ekipa z telewizyjna ciężkimi składa się z dwóch przysadzistych kapitolińskich kamerzystów przenośnymi kamerami przysłaniającymi ich ciała jak pancerze owadów. Ranni w porannym bombardowaniu są tu przynoszeni. Krwawiący. Boggs i dwóch innych żołnierzy. na taczkach. więc potrząsa ramieniem. ponieważ kolejny poduszkowiec podchodzi do lądowania. by przesunąć go z powrotem na miejsce. Musi dostrzegać panikę w moich oczach. pozbawieni kończyn. Tu właśnie zamierzają mnie filmować? Zwracam się w stronę Boggsa. tylko że pomnożona dziesięć. bo zatrzymuje się na chwilę i kładzie ręce na moich barkach. Podporządkowują jej się bez sprzeciwu. Niemal natychmiast drzwi się otwierają. Tylko pozwól. niż jakikolwiek lekarz na świecie. pięćdziesiąt. Jej ciemnobrązowe oczy są opuchnięte ze zmęczenia i śmierdzi metalem i potem. To im pomoże bardziej. — Niewiele będzie ze mnie tutaj pożytku. Na własnej roboty noszach. Messallii. Bandaż wokół jej gardła powinien zostać zmieniony jakieś trzy dni temu. W chwili. że również w języku ma kolczyk — srebrną kulkę wielkości dziecięcych kulek do gry. schody wysuwają i zostajemy wypluci na asfalt. . Oczekiwałam zniszczonych przez bomby budynków. Boggs popycha nas w stronę rzędu magazynów. Przenoszeni przez zdesperowanych ludzi do magazynu z niezgrabnie namalowaną literą H nad drzwiami. kiedy mama leczyła umierających. To scena z mojej starej kuchni. kobiety o imieniu Cressida z ogoloną głową pokrytą tatuażami zielonej winorośli i jej asystenta. w której ostatnia osoba opuszcza samolot. sprzęt wsuwa się z powrotem. która ciągnie się pomiędzy dwoma nieciekawymi szarymi magazynami.

Każda zaraźliwa choroba rozprzestrzeniłaby się tu z prędkością światła. — Wejdź do środka. — Nie o to mi chodziło — mówi jej Gale. Uchylono okna przecinające metalowy dach. — Myślisz. Paylor — mówi Boggs. — Cóż. — Poroniła. niedoświadczone i dopiero poznające świat. przygotowuję się na to. — Dowódco. Ale jest w jej głosie autorytatywny ton. — Żyjesz zatem.— To dowódca Ósemki. Znajduje szczelinę w zasłonie i szeroko ją rozsuwa. — Dochodziła do siebie — Boggs stuka się w głowę. — Myślę. — Poważny wstrząs. zasłona muska ich włosy. Żołnierz Katniss Everdeen. Spoglądam w tył na paradę dziwaków. Ciała leżą obok siebie. Pewien rodzaj ciężkiej. — Taa. formując spory korytarz. — Nie odchodź ode mnie — mówię pod nosem. ale dostające się do środka powietrze nie potrafi się przebić przez chmurę smrodu . W pierwszym odruchu chcę zakryć nos. by zablokować smród brudnego płótna. Przy niej. co mogę zastać. że nie. — Jestem tutaj — odpowiada cicho. ale chyba słyszę oskarżającą nutę w jej głosie. — Na moment zniża głos. by tu przybyć i zobaczyć się z rannymi. jaką jest moja ekipa. wiem kim ona jest — mówi Paylor. że to nieco lepsze wyjście niż pozostawienie ich na pewną śmierć — odpowiada Paylor. Moje palce zamykają się wokół nadgarstka Gale’a. który pozwala wierzyć. I oczywiście weź ze sobą przyjaciół. Ale jeśli dostrzeżesz trzecią opcję i zdobędziesz poparcie Coin. Może mieć niewiele ponad trzydzieści lat. by ich stąd wynieśli — mówi Paylor. zamienię się w słuch. czystym i lśniącym. Przechodzę przez zasłonę i moje zmysły zostają zaatakowane. Ale nalegała. Nie byliśmy tego pewni. Ja myślę. tych nam nie brakuje — mówi Paylor. — Zebranie rannych w ten sposób. — Sama wciąż nie jestem tego pewna — odpowiadam. przemysłowej zasłony wisi wzdłuż budynku. w moim nowiusieńkim stroju. Może się mylę. — Zaczęliśmy kopać masowy grób kilka przecznic na zachód. Wygląda młodo jak na dowódcę. że to dobry pomysł? — pyta Gale i marszczy brwi patrząc na szpital. ale nie mogę się pozbyć zbyt wielu ludzi. jak na razie taka jest moja alternatywa. — Cóż. że mianowanie jej na to stanowisko nie było dziełem przypadku. czuję się jak niedawno wyklute pisklę. i podążam za nią do szpitala. Kosogłosie. gnijącego mięsa i wymiotów dojrzewający w cieple magazynu. biały materiał zasłania twarze. — Paylor wskazuje mi drogę do drzwi.

po których pełzają muchy. że zemdleję. Jej twarz odzwierciedla ból. ale my nie wiedzieliśmy! — mówi podnieconym głosem. by sprawdzić z czego jestem zrobiona i czy naprawdę mogą na mnie liczyć. ale też co innego. Czepiam się jej w odruchu wsparcia. Na dźwięk mojego głosu rozjaśnia się. ale jego zdrowe oko wpatruje się we mnie tak intensywnie. Bandaże zakrywają połowę jego twarzy. momentalnie wymazując ból. Głosy przywołują mnie ze wszystkich stron. że jest duża szansa.poniżej. Umieramy w domu. klaszcząc w wyciągnięte w moją stronę dłonie. prawdopodobnie około dwunastoletni. próbując zmniejszyć wdychany smród. dostrzegam rząd za rzędem rannych: w kołyskach. — Eddy! Eddy! Ona tu jest! Katniss Everdeen! Chłopiec. wypełnia dłonie. W dystryktach nie ma prawdziwych szpitali. — Katniss? — skrzeczący głos dochodzi z mojej lewej strony. która obserwuje mnie uważnie. to ja — mówię. — To naprawdę ty? — Taa. — Muszę powiedzieć bratu! — Kobieta wysila się. Słyszę swoje imię falujące w gorącym powietrzu. Słabe promienie słońca są jedynym oświetleniem i kiedy moje oczy przyzwyczajają się do tego. — Katniss? Ręka sięga w moją stronę poprzez opary. To odbija się na jej twarzy. dotykając zdrowych części ciała — mówię. coś. Ale wtedy spoglądam na Paylor. jakby próbował zapamiętać każdy szczegół mojej twarzy. Oddycham przez usta. Brzęczenie czarnych much. — Dostałam nieźle w kość. — Ty też . że żyjesz. na podłodze. rozprzestrzeniające się na cały szpital. — Żyjesz! Nie wiedzieliśmy. Nie może mówić. Ale już wydobrzałam wydobrzejesz. Więc zostawiam Gale’a i zmuszam się do zagłębienia się w magazyn. że wielu z tych ludzi prawdopodobnie straciło domy podczas bombardowania. co w tej chwili wydaje mi się pożądaną alternatywą tego. Witam się cicho. by usiąść i woła kogoś oddalonego o kilka łóżek. Radość. bo wielu chce tam znaleźć miejsce. „Katniss! Katniss Everdeen!”. Ciemne plamy pływają mi przed oczami i myślę. Idę do niego i odgarniam mu z czoła wilgotne brązowe loki. zwraca się w naszą stronę. Zaczynam się poruszać. przebijając się przez hałas. do przejścia wąską przestrzenią między dwoma rzędami łóżek. jakby chciał wydać z siebie okrzyk. Nagle przypominam sobie. co widzę przed sobą. Przyczepiona do ręki jest młoda kobieta ze zranioną nogą. Ludzie mówili. jęki bólu ludzi oraz szlochy ich bliskich połączyły się w przeraźliwy chór. Krew przecieka przez grube bandaże. Widoczna dla mnie część jego ust otwiera się. co wydaje się zupełnie niezgodne z jej sytuacją. Odgłosy bólu i żałoby powoli zastępowane są słowami pełnymi oczekiwania. na pryczach. Pot zaczyna spływać mi po plecach.

Niecierpliwe palce pochłaniają mnie. pokazując tym ludziom tę wymalowaną kapitolińską maskę. Chcę wszystko wyjaśnić i powiedzieć jednej płaczącej kobiecie. spragnione mojego ciała. nie zemdlałam ani nie zwymiotowałam. I Coin teraz wie. że mówił pod przymusem. Cóż. że w ogóle mnie filmowali. co do tej pory zrobiłam? Myślę o spowodowanym przeze mnie łańcuchu nieszczęść — moje kolana słabną i osuwam się na ziemię do pozycji siedzącej. chwytając oddech. niedoskonałości. Zranienia. której istnienia nigdy nie podejrzewałam. żadne natchnione słowa. Plutarch wiedział. pot spływa spod ich sprzętu. potrafię je zdefiniować. Zaczynam w pełni rozumieć jak daleko posunęli się ludzie. Jak niedorzecznie. — Świetnie się spisałaś — mówi. żywej.tych. Kiedy znów znajdujemy się na zewnątrz. która tak często wydawała się być samotną podróżą. Moja walka przeciwko Kapitolowi. zapewnia mnie. że ją mam. Nowe uczucie zaczyna we mnie kiełkować. jak przewrotnie bym się czuła. jest dla nich pocieszeniem. Miałam i mam po swojej stronie tysiące ludzi z dystryktów. że musi publicznie przypominać swoim ludziom. że wie. Patrzę na owadopodobnych kamerzystów. witając się. Messalla bazgroli jakieś notatki. Co znaczę dla rebeliantów. Moc. Snow wiedział. kiedy dowiadują się. że to nie ja rządzę. ale ukazanie Peety jako kłamcy w tym momencie nie poprawiłoby jego wizerunku. biorąc pod uwagę wszystko. Boggs ma rację. Wszystko. Ale dopiero kiedy stoję na stole. Tak bardzo jest jej świadoma. wielu pyta o niego. by mnie chronić. machając na pożegnanie ochrypłemu skandowaniu mojego imienia. opieram się o magazyn. wysyłam Daltonowi ciche podziękowania za sugestię zmycia makijażu. zmęczenie. Albo całej sprawy. Zapomniałam. Mam w sobie rodzaj mocy. kiedy uratował mnie z areny. ani nie uciekłam stamtąd z krzykiem. Głównie dałam się ponieść fali emocji przetaczającej się przez to miejsce. ale ludzie są naprawdę zmartwieni. To jednak nieważne. co do tej pory zrobiłaś — mówi Boggs. Byłam ich Kosogłosem długo przed przyjęciem na siebie tej roli. To nic ważnego. Pomimo kontrowersyjnego wywiadu Peety. że straciłam dziecko. kiedy tylko wyciągnęłam jagody. że to była jedynie mistyfikacja. To dzięki nim mnie rozpoznają. by brzmieć optymistycznie na temat naszej przyszłości. nie została podjęta samotnie. . To mój widok. Kiedy ranny mężczyzna chwyta moją twarz w swoje dłonie. naprawdę — mówię. wypytując o ich samopoczucie. — Nie zrobiłam wiele. — Nagraliśmy tam całkiem niezły materiał — mówi Cressida. akceptując menażkę z wodą podaną mi przez Boggsa. dzięki nim należę do nich. — Musisz trochę bardziej w siebie uwierzyć. Robię co mogę. ruch w grze. Albo mojego. którzy nie mogą ruszyć kończynami.

byś ty nie została podziurawiona — mówi. Na ulicy nie ma nikogo oprócz ludzi znoszących rannych do szpitala. która prowadzi na lądowisko. — Zamknij się — mówię ze śmiechem. — Cóż. ale chyba nie zdołało przebić kamizelki. — Nadlatują bombowce — odpowiada Boggs. — Nie mogę uwierzyć. co się dzieje. Gale kuca obok mnie. Natychmiast — mówi Boggs. — Co? Tak. ulica beczką.— To mieszany zbiór. — Zwracam się do Boggsa i pytam: — Czy tak jest w każdym dystrykcie? — Tak. zastanawiając się czy jest zepsuta. Tylko czekałem aż rzucisz się do wyjścia. że ani razu nie słyszałam głosu Haymitcha i manipuluję przy swojej. kręcąc głową. — Mamy się udać na lądowisko. Próbujemy przyjść z pomocą gdzie tylko możemy. ale konieczne jest. . — Jaki problem? — pyta Gale. Nagle syreny zaczynają wyć. że pozwoliłaś dotykać się tym wszystkim ludziom. kierując się w stronę alei. kiedy zobaczy materiał — mówi. Będzie zbyt przerażona panującymi w środku warunkami. Jakiego wyrażenia używał mój tata dla łatwych celów? Jak strzelanie do ryb w beczce. ale to nie wystarcza. Próbuję wstać. Zostaję ścięta z nóg i rzucona na frontową ścianę magazynu. kiedy bomba za bombą spada z samolotu i wybucha. Ale nie wyczuwam natychmiastowego zagrożenia. — Katniss! — zostaję zaskoczona przez głos Haymitcha w moim uchu. My jesteśmy rybami. co jest? Jestem tutaj! — odpowiadam. — Na chwilę milknie. rozkojarzony czymś. Czyste i bezchmurne niebo ma kolor błękitu. Większość jest atakowana. zaczynam biec wzdłuż przedniej części magazynu. Nie ma wroga. Nie możemy lądować podczas bombardowania. osłaniając moje ciało swoim. Czuję przenikliwy ból z tyłu prawego kolana. — Posłuchaj mnie. kiedy bomby spadają na ziemię. — Moja mama nawet nie zauważy. Ziemia trzęsie się pode mną. Coś wbiło się też w moje plecy. w których będziesz musiała sobie poradzić — mówi Boggs. nie ma alarmu. — Twoja mama będzie bardzo dumna. co usłyszał w swojej słuchawce. — Ruszamy! Niepewna tego. ale Boggs popycha mnie z powrotem na ziemię. To okropne uczucie być przypartym do muru. nie jesteś doskonała. że na nim jestem. — Mamy problem. Ale nadeszły takie czasy. Zdaję sobie sprawę. W przeciągu kilku sekund nisko lecąca V-kształtna formacja kapitolińskich poduszkowców pojawia się nad nami i bomby zaczynają spadać. Sięga za moją szyję i zakłada mi na głowę hełm Cinny. stawiając mnie na nogi jedną ręką.

Na szczęście mam na sobie zaprojektowane przez Cinnę buty. — Mam na myśli. — Celują w szpital! . Nie ma czasu na zbadanie rany. kiedy próbuje złapać oddech. Przez moment świat się nie liczy i widzę jedynie jego zaczerwienioną twarz. że nie. kiedy rozpoczyna się kolejna fala bombardowań. Instynktownie szukam wzrokiem Gale’a i widzę. — Macie może czterdzieści pięć sekund do następnej fali — mówi Plutarch. Wydaje się. najwyraźniej nie zraniony. ale silny. — Nie. że. Ma schron w odległym północnym rogu. Teraz słyszę głos Plutarcha. kiedy stawiam na nim stopę i łatwo się od niego odrywają. Plutarch musi mówić do wszystkich.— Więc nie wiedzą. Czas upływa. — W porządku? — pyta. Nie dałabym rady w tej źle dopasowanej parze butów. — Wiem. że nie śledzą nas. musimy ją tylko przeciąć. I tak lepiej na nią teraz nie patrzeć. jak zwykle. ale nikt poza nim mnie nie wyprzedza. Mocno przyczepiają się do asfaltu. jego usta delikatnie rozchylone. Jego słowa zostały niemal zagłuszone przez odgłos eksplozji. Przed nami widzę wyblakłą niebieską fasadę budynku. że tu jestem? — Założyłam. Instynktownie nurkuję w dół alei i przetaczam się w stronę niebieskiej ściany. Dacie radę tam dotrzeć? — Damy z siebie wszystko — odpowiada Boggs. kiedy przenoszę ciężar ciała na prawą nogę. że bomby spadają dłużej niż poprzednio. Że ten atak był już wcześniej zaplanowany — mówi Haymitch. Właśnie dotarliśmy do kolejnej alei. — Trzy ulice od was znajduje się jasnoniebieski magazyn. — Szpital. którą przeznaczyli dla mnie w Trzynastce. żyłę wyraźnie pulsującą na skroni. Zmieniam pozycję i nagle patrzę prosto w oczy Gale’a. Mijamy drugi szary magazyn i biegniemy wzdłuż brudnego brązowego budynku. Celują w coś innego — mówi Gale. Głos Głównego Organizatora Igrzysk. Zamiast tego zrównują się ze mną. Boggs prowadzi. chronią mnie od boku. Wydaję z siebie odgłos bólu. przyzwyczajonego do wydawania poleceń pod presją. że mnie nie widzieli — odpowiadam. ale nie ma tam niczego poza… — Uświadamiamy sobie to w tym samym momencie. bo moja ochrona i ekipa telewizyjna podnoszą się z ziemi. Tym razem to Gale rzuca się na mnie. Myślę. spokojny. ale my jesteśmy od nich dalej. Magazyn ze schronem. — Nagle Gale podnosi się i krzyczy do pozostałych. by zapewnić mi jeszcze jedną warstwę ochronną przed bombardowaniem. ale idę dalej. to moja obecność sprowadziła karę. a ja zmuszam się do szybkiego biegu. od tyłu. — Ta. że stoi na nogach. — Nasi szpiedzy twierdzą. by dotrzeć do drzwi.

— Nawet nie myśl o… Wyszarpuję słuchawkę z ucha i pozwalam jej wisieć na przewodzie. . Ustawiam się do strzału. Kiedy pozbywam się tego dodatkowego bodźca słyszę kolejny dźwięk. — Gęsi! — krzyczę do Gale’a. — Katniss. ale szkody wyrządzone przez wybuchowe strzały mogą być nieodwracalne. mamy swoje łuki. W Trzynastce — mówi Gale. że tu jesteście? Po lewej stronie dostrzegam Paylor za jedną z broni. — Założę się. — Jest bardziej śmiercionośny. — Słyszę ostrzegawczą nutę w głosie Haymitcha i wiem co teraz nastąpi. — Boggs wie. Zostaliście przeszkoleni jak to obsługiwać? — Poklepuje swoją broń. Ktoś odpowiada na ogień. patrzącą na nas ze zdziwieniem. Gale słono za to później zapłaci. Wślizgujemy się na stanowisko zajmowane przez dwóch żołnierzy skulonych za barierką. Jeśli chybimy. które robię najlepiej. i natychmiast ruszamy w stronę rzędu broni maszynowej umieszczonego od strony ulicy. Przytakuję i wyciągam strzałę z prawego kołczanu. bez uciekania się do kłamstwa. pędzę w kierunku drabiny i zaczynam się po niej wspinać. około stu metrów nad nami. Paylor się śmieje. — Tak. Próbuję odpowiedzieć wymijająco. Zanim ktokolwiek może mnie zatrzymać. Zatrzymuję się jedynie tak długo. dwie przecznice stąd. Nagle pojawiają się na niebie. — Ale tam nie ma niczego poza rannymi! — mówię. niż na to wygląda. Ogień może zostać ugaszony. Jeśli Boggsa. — W porządku. że wie. Pozostańcie nisko. by wciągnąć Gale’a. — Nie zatrzymuj się! — słyszę jak Gale mówi za mną. Siedem małych bombowców w formacji w kształcie litery V. — Lepiej zacznij od ogniowych — mówi Gale. te strzały gdzieś wylądują — prawdopodobnie na magazynach po drugiej stronie ulicy. — Ale wolałbym używać własnej broni. Będą musieli opuścić swoje tarcze zanim upuszczą bomby. — Wejdźcie do schronu. Spodziewamy się jeszcze co najmniej trzech fal. — Unoszę swój i zdaję sobie sprawę jak przesadnie ozdobnie musi on wyglądać. — Będzie musiał być — mówi Paylor. Docieram do poziomu dachu i wdrapuję się na niego. To nasza szansa. przyklękając na jedno kolano. Ogień z broni maszynowej oddawany z dachu brudnego brązowego magazynu po przeciwnej stronie alei. Każdą operuje kilku buntowników. To jedna z tych rzeczy. Wspinaczka. — Wie dobrze gdzie jesteśmy.— Nie twoja sprawa — mówi stanowczo Plutarch. Nagle słyszę jak uderza butem w czyjąś twarz. — Ja zostałem.

Wypuszczam strzałę wcześniej i trafiam dokładnie w pierwszy samolot. Nie znika jednak. Koziołkuje i rozbija się na ulicy. Gale bliższą i strzelamy na przemian do ptaków na przedzie. — Nawet w niego nie celowałam — mruczę. Gale nie trafia w pierwszy samolot. Razem rozbijają się na dachu magazynu naprzeciwko szpitala. — Niezły strzał — mówi Gale.Będzie doskonale wiedział o co mi chodzi. że staje w płomieniach. Poduszkowiec. . Z tej pozycji oddaję najcelniejsze strzały. sprawiając. Pojawia się kolejna fala poduszkowców. Trafiam w wewnętrzne skrzydło jednego z nich. sprawiając. Celowałam w samolot przed nim. Nie ma czasu na dłuższą dyskusję. wywołując serię eksplozji. Tak samo jak i jeden z tych. zaskakuje mnie widok Messallii i jednego z owadów wynurzających się zza kanału wentylacyjnego. — W porządku. Bez ostrzeżenia pojawia się trzecia V-kształtna formacja. Ja rozsadzam skrzydło drugiego bombowca. że wciąż kulą się przy ziemi w alei. Czwarty zostaje zestrzelony z broni palnej. Magazyny z przeciwka i tak wyglądają na opuszczone. kiedy ładunek wybucha. Tym razem Gale trafia prosto w pierwszy samolot. Gale klnie pod nosem. Płomienie i ciężki czarny dym z rozbitego samolotu przesłaniają nam widok. — Robią na mnie coraz większe wrażenie — mówi Gale. Myślałam. Uszkodzenie musi uniemożliwić reaktywację tarczy ochronnej. które uznałam za trafione z broni palnej. Gale wysadza ogon drugiego. — Pozycje! — krzyczy Paylor. Próbuję wybrać odpowiedni moment i pozwalam strzale lecieć w kierunku poduszkowca. — Są szybsze niż nam się zdaje. Kiedy samoloty cicho podlatują. używamy opracowanego przez siebie systemu podziału ptaków. ale i tak upuszcza swoje bomby. to by było na tyle — mówi Paylor. Ogień rozprzestrzenia się na pustym dachu magazynu naprzeciwko nas. W porze migracji. Kiedy spieszę w kierunku drabiny na drugim końcu magazynu. Przytakuję i oboje zakładamy na cięciwy wybuchowe strzały. wysadzając mu dziurę w brzuchu. — Ogień nic nie zdziała — mówi Gale. że wpada na tego za sobą. Ja zajmuję się dalszą częścią V. wyłamuje się z formacji. — Trafili w szpital? — Na pewno — mówi ponuro. byśmy oboje nie celowali w tego samego. kiedy polujemy na ptactwo. podejmuję kolejną decyzję — Wstaję! — krzyczę do Gale’a i podnoszę się na nogi. którego trafiłam.

nie myślał o chorobie. Kiedy moje stopy dotykają ziemi. Gale stoi przy mnie. że żyję. ale o tym. w Ósmym Dystrykcie. — Dlaczego to zrobili? Dlaczego wycelowali w ludzi. Przechodzę nad rannymi. Krzyczy: — Nie obchodzi mnie to. Zastanawiałam się po co w ogóle analizuje ich motywy. Ludzie krzyczą. Zebrała się grupa ratowników. bym potrafiła się ruszyć. Dla Snowa. — Chodź. Nie pozwolić rannym na otrzymanie pomocy — mówi Gale. Co ty na to? Chciałabyś coś powiedzieć buntownikom? — Tak — szepczę. słuchając jak Gale wygłasza tyrady przeciwko Kapitolowi. Albo to. dym to zrobił. Niemal chłodno. pacjenci zostali w nim skutecznie uwięzieni. Że jestem tu.Schodzę w dół po drabinie. Katniss. byli zbyteczni. Haymitch mówi. Zachowuje się. próbujących oczyścić drogę do środka. Powoli obracam się plecami do szpitala i napotykam Cressidę wspieraną przez owady. Kiedy Gale zakwestionował istnienie szpitala. co by zrobił z grupą rannych niewolników? Pamiętam wszystkie te lata w lesie. Cressidę i drugiego owada czekających na mnie. kiedy zaczynam iść ulicą. Gdyby Kapitol zwyciężył. a budynek stanął w płomieniach. Ponieważ nigdy nie lekceważy okrucieństwa. jedynie potwierdza moje podejrzenia. Wiem. że to jest jego sposób na wysłanie wiadomości rebeliantom. — Prezydent Snow nakazał transmitować bombardowanie na żywo. że mnie filmują. biegają gorączkowo wokół. Ale ja skupiam się na czerwonej lampce. ale Cressida jedynie wskazuje mi ręką drogę w stronę szpitala. gdzie Kapitol właśnie zbombardował szpital pełen bezbronnych mężczyzn. zastaję moją ochronę. stojącą kilka metrów przede mną. — Chcę powiedzieć rebeliantom. — Katniss — mówi. w każdym razie. tych. Plutarch! Daj mi jeszcze pięć minut! Nikt nie zagradza mi drogi. Wszyscy się ode mnie odsuwają — Gale. Cressida. jakby jej to nie poruszyło. — By odstraszyć innych. ale nie potrafią pomóc. — Och. Mrugająca czerwona lampka na jednej z kamer przyciąga mój wzrok. To. Oczekuję oporu. Najwyraźniej dzisiaj mogło się przydać. Górnicy nie opuszczają miejsca wypadku dopóki jest jakaś nadzieja. kiedy dostrzegam szpital. Ja nie zwracałam na nie najmniejszej uwagi. z którymi mamy się zmierzyć. nad płonącymi wrakami samolotów. których spotkałaś. że dach szpitala zapadł się. co było szpitalem. że nic nie robi. . że mogą nam przysłać poduszkowiec — mówi mi. — Ci ludzie. którzy i tak umierali? — pytam go. Później wystąpił i powiedział. Bomby sprawiły. Ale nie wydaje mi się. wytrzeszczając oczy na katastrofę naprzeciwko mnie. Do czego miałoby się przydać myślenie jak wróg. nie — szepczę. — Tak — mówię nieco mocniej. Ale ja już wiem co tam znajdą. owady — ustępując mi pola. kobiet i dzieci. Jeśli upadający gruz i ogień ich nie dopadły.

ale widzisz to? — Jedna z kamer podąża za mną. — Ogień jest zaraźliwy! — krzyczę. niesiona wściekłością. że jeśli myślą. gasi mnie. zaczyna ustępować miejsca wściekłości. — Cięcie! — Głos Cressidy przywraca mnie do rzeczywistości. które pochodzi nie z otoczenia. — Bezwiednie wystawiam ręce na boki. zdeterminowana. Moje ostatnie słowa zawisają w powietrzu. Czuję się zawieszona w czasie. i równać nasze dystrykty z ziemią. . jakbym chciała ukazać cały horror dookoła mnie. — Szok. to sami siebie oszukują. Możesz nas torturować i bombardować.Nie będzie ocalałych. — To właśnie robią! I musimy odpowiedzieć na atak! Poruszam się teraz w stronę kamery. kiedy wskazuję samoloty płonące na dachu magazynu naprzeciwko nas. ty płoniesz razem z nami. — I jeśli my płoniemy. — Prezydent Snow mówi. Ponieważ wiecie kim są i co robią. Uwięziona w chmurze gorąca. że Kapitol potraktuje nas sprawiedliwie po zawieszeniu broni. — Koniec zdjęć. Potakuje z aprobatą. Pieczęć Kapitolu na skrzydle błyszczy wyraźnie pomiędzy płomieniami. — Chcę powiedzieć ludziom. by nie uronił ani słowa. że przesyła nam wiadomość? Cóż. ale z mojego wnętrza. ja mam jedną dla niego. który odczuwałam.

Jestem ranna i zakrwawiona i ktoś zdaje się od środka uderzać młotkiem w moją lewą skroń. — Następnym razem zmuszę ich. . minął i teraz części mojego ciała łączą się w chórze narzekania. kiedy cała moja ekipa znajduje się na pokładzie. W połowie drogi wymiotuję na jego kuloodporną kamizelkę. jako że i na niej wylądowała spora część wymiocin. Nawet ja tego nie robię. Nie jestem ekspertem. inny niż ten. jaką pamiętam. Posłusznie robię krok w przód i krzywię się. dopóki nie zniknęłaś — mówi. ale jestem niemal pewna. Wszyscy ci ludzie. by wszystko ci wyjaśnili. nie powinieneś przeoczyć takiego szczegółu. który przetransportował nas tutaj. Nie spodziewali się ataku. Spoglądam na szpital — w samą porę. że jesteśmy w jakimś dostawczym samolocie. podnosi mnie i biegnie w stronę pasa startowego. Po co udawać? — Cóż. W chwili. leżę połatana w moim starym ciepłym łóżku szpitalnym. Moja mama tam jest. lekarze z Trzynastki. — Wracamy na lądowisko. już nie istnieją. by zauważyć jak reszta konstrukcji się wali — i cała waleczność mnie opuszcza. setki rannych. Odwracam się z powrotem do Boggsa i dostrzegam na jego twarzy obrzęk po uderzeniu butem Gale’a. Kiedy się budzę. Pojawia się Boggs i zdecydowanie chwyta mnie za ramię. — Przykro mi. startujemy. Kładę się na podłodze z głową na kolanie Gale’a.8. Chcę zdjąć moją kamizelkę. Mały poduszkowiec. Boggs udziela ludziom niezbędnej pierwszej pomocy. Ciężko mi to stwierdzić. W jego głosie bardziej jednak słychać zrezygnowanie niż złość. ale w porządku — mówię. Jeśli twoja rodzina już dwukrotnie wysyłała cię na Igrzyska Śmierci. Przypływ adrenaliny. Miałam jedynie odwiedzić pacjentów — wyjaśniam. — Jak się czujesz? — Nieco poobijana. jest Boggs rozkładający nade mną parę konopianych worków. bo ma krótki oddech. — Katniss. że ma złamany nos. Boggs szybko bada moją twarz. ale ja nie mam zamiaru uciekać. nikt mi niczego nie wyjaśnia — mówi. który zagłuszył uczucie. Żadnych wygodnych siedzeń ani okien tym razem. — Nikt nam nawet nie powiedział. czeka na lądowisku. Mam wyrzuty sumienia. To prawda. ale wydaje mi się. że gdzieś lecisz. i tak zmuszę ich. sprawdza moje funkcje życiowe. by jakoś wytrwali do powrotu do Trzynastki. Zdaje się. że wzdycha. Ostatnią rzeczą. by cię… powiadomili. ale jest na to zbyt zimno. kiedy staję się świadoma bólu z tyłu mojego prawego kolana. Nie odkąd zmarł mój ojciec. ich krewni.

Lekarze są bardziej zaniepokojeni urazem. ale ich ubrania przywiodły mi na myśl opancerzone stworzenia. Nie widzę jednak podwójnie i mogę dość jasno myśleć. Zaimponowali mi w Ósemce. który może to potwierdzić. a teraz umieram z głodu. To porównanie zdaje się im wcale nie przeszkadzać. Moje śniadanie jest rozczarowująco skromne. że gdybyśmy byli razem na arenie. że nie znam ich imion. że mają zamiar przewieźć mnie tam na łóżku. Ale coś przyciąga mój wzrok — układ jego ust. Messalla i owady. Te same piaskowe włosy. Cressidę. i bolącymi siniakami. których dostałam kilka minut po jedzeniu. i mdłościami. Obcięto mu język i już nigdy nie przemówi. którzy już się pojawili. I nie muszę już dłużej zastanawiać się co skłoniło go do zaryzykowania wszystkiego. Poza głową i nogą. Początkowo myślę. Czuję się dobrze. Messalla uśmiecha się szeroko i mówi: — Oto nasza mała gwiazda! Inni uśmiechają się tak autentycznie. rude brody i niebieskie oczy. Jak Cinna. Jedynie kilka sześcianików chleba zamoczonych w gorącym mleku. Zaczynam się podnosić. zaczynam się niepokoić tym. jakiego mógł doznać mój mózg w wyniku eksplozji. z czym przyjdzie mi się zmierzyć. Wyjaśniam im. by mogli nagrać potrzebny materiał. naprawdę. Nawet bez swoich skorup bardzo się nawzajem przypominają. że odwzajemniam uśmiech. Przespałam dobrze całe późne popołudnie i noc. Wezwano mnie na dół do Centrum Dowodzenia na poranne zebranie. Kiedy zwożą mnie na dół. który wkłada w przełykanie śliny — i wiem zanim Castor mi o tym mówi. sprawiając. swojego brata. Czekam aż Pollux powie mi cześć. że jest nieśmiały albo niewiele mówi. dodatkowy wysiłek. że Plutarch się wycofał. który usunęli mi z nogi. którą mogłam mu zapewnić? Kiedy docieram do Centrum Dowodzenia. Na pewno będą jakieś konsekwencje. ale to jest wykluczone. a Boggs ma uraz. jako Polluxa. więc negocjuję przewiezienie na wózku inwalidzkim. Mam dziwne uczucie. Więcej niż wykonują swoją pracę. Gale i ja bezpośrednio zlekceważyliśmy wczoraj rozkazy. kiedy orientuję się. jako że skutki wstrząsu wciąż jeszcze całkowicie nie ustąpiły. byleby tylko pomóc obalić Kapitol. są z niej dumni.Na stoliku obok łóżka leży niewielki odłamek. Messallę i… i… — Muszę przestać nazywać was owadami — wyrzucam z siebie w stronę kamerzystów. kiedy podążyli za mną na dach podczas bombardowania. . wybrałabym ich na swoich sojuszników. jedynymi. Może wózek to jednak dobry pomysł. Pollux jest awoksem. Ten z krótko obciętymi paznokciami przedstawia siebie jako Castora i drugiego z nich. są Cressida. ale czy Coin posunie się aż tak daleko i unieważni naszą umowę o nietykalności zwycięzców? Czy odarłam Peetę z tej niewielkiej ochrony. ale on tylko kiwa głową. Chcę iść.

Claudius Templesmith.Podczas gdy sala się wypełnia. mówi: — Katniss Everdeen. Nic wielkiego — mówi. pytam: — Zdobywasz nowych przyjaciół? Jego wzrok przenosi się szybko na panią prezydent i z powrotem. oficjalny komentator Igrzysk Śmierci. że czuję emanujące z niego ciepło. — Nasz atak na transmisje telewizyjne oficjalnie się rozpoczął. a oni po prostu zrezygnowali z prób uzyskania czegoś lepszego? Indywidualne ekrany zsuwają się ze stołu. — Jak się czujesz? Musieli podać duszony czosnek i kabaczek na śniadanie. kobiet i dzieci. zastępując kosogłosa. Dla każdego. Jednak negatywnie nastawieni są jedynie Haymitch. kto ominął wczorajszą transmisję o dwudziestej naszego pierwszego proposa — i siedemnaście powtórek. Pojawia się obraz mojej broszki z wizerunkiem kosogłosa. W pierwszej chwili mój ekran jest czarny. Kiedy Gale osuwa się na krzesło obok mojego wózka. która wydaje się przyjacielska. który zawsze jest w złym humorze. i Fulvia Cardew z kwaśnym wyrazem twarzy. która igrała z ogniem. — Cóż. przygotowuję się na mniej przyjemne powitania. Odtworzymy? Więc nie tylko udało im się nagrać materiał. Coin i Gale są w środku jakiejś wymiany zdań. Ściska mnie w żołądku i światła nagle wydają się zbyt jasne. Nagle pojawiam się ja. — Delikatnie dotyka mojej skroni. Rozwija się. płonie. . Że jestem tu. dziewczyna. dźwięczny głos. jedno z nas musi być przystępne. że wydaje mi się. Później na środku pojawia się maleńka migocząca iskierka. — Nieco niepewnie — mówię. gdzie Kapitol właśnie zbombardował szpital pełen bezbronnych mężczyzn. że żyję. lśniącej czerwienią i złotem. Stoję przed prawdziwym ogniem i dymem Ósmego Dystryktu. rozrasta. Moje dłonie robią się wilgotne w oczekiwaniu na moje pojawienie się w telewizji. tym silniejsza woń. który nawiedza moje sny zaczyna mówić. światła delikatnie przygasają i w sali zapada cisza. który można wykorzystać. które udało się Beetee’emu wyemitować jak do tej pory — odtworzymy go teraz. Im więcej ludzi się gromadzi. — Chcę powiedzieć rebeliantom. — A jak ty się czujesz? — Dobrze. Co jeśli wciąż jestem straszna? Co jeśli jestem równie sztywna i banalna co w studio. Głęboki. w Ósmym Dystrykcie. Coin przywołuje zebranych do porządku. ale już go zmontowali i wielokrotnie wyemitowali. Boggs ma na twarzy cielistą maskę sięgającą od jego górnej wargi do łuku brwiowego — miałam rację co do złamanego nosa — więc ciężko coś z niej wyczytać. w milczeniu pochłaniając czerń aż w końcu cała rama płonie ogniem tak rzeczywistym i intensywnym. Wydobyli ze mnie kilka odłamków.

jako że wiem co się stanie. to sami siebie oszukują. nurkowanie na pozycje. a później kilka wspaniałych strzałów rebeliantów. ale widzisz to? — Kamera podąża za moim gestem i filmuje samoloty płonące na dachu magazynu. — Prezydent Snow mówi. Nie musieliśmy go nawet specjalnie edytować. kiedy kontynuuję spoza kadru: — Chcę powiedzieć ludziom. — Znowu ukazuję się na ekranie. — Nie mogliśmy obejść ich systemu. Nie za mojego życia w każdym razie. — Czy Claudius Templesmith jest po naszej stronie? — pytam. a później rozlegają się oklaski wraz z żądaniami obejrzenia proposa jeszcze raz. desperacja obserwujących. Pokazaliśmy to jednak w każdym dystrykcie. Zbliżenie na pieczęć Kapitolu na skrzydle. które przechodzi z powrotem w obraz mojej twarzy. — Ujęcie zapadającego się szpitala. Nawet w Dwójce. Mam uniesione ręce ukazujące skutki ataku wokół mnie. ty płoniesz razem z nami! Płomienie znowu pochłaniają ekran. Zapada przyjemna cisza. Antykapitolińskie wystąpienie. że jeśli myślą. Nałożono na nie czarne solidne litery: JEŚLI MY PŁONIEMY TY PŁONIESZ RAZEM Z NAMI Słowa pochłaniają ogień i ekran pogrąża się w czerni. Coin wyrozumiale wciska replay i tym razem. Powiedział dokładnie te słowa podczas twoich pierwszych Igrzysk. — Tylko jego głos. Gale’a i przede wszystkim mnie. która wygląda dobrze i krwawo — wspinaczka na dach. — . mnie strącającej samoloty z nieba. rzucenie się na ziemię — zbliżenie mojej rany. Kiedy ekran po raz drugi robi się czarny. co może się okazać bardziej wartościowe niż pokazanie tego w Kapitolu. chociaż Beetee wciąż próbuje go rozpracować. — Czy pokazaliście to w całym Panem? Czy w Kapitolu to widzieli? — W Kapitolu nie — mówi Plutarch. nasz bieg. w tym punkcie wojny. Ponieważ wiecie kim są i co robią. kiedy krzyczę do prezydenta: — Ogień jest zaraźliwy! I jeśli my płoniemy. Przywłaszczyliśmy go sobie. i równać nasze dystrykty z ziemią. I powrót do mnie podchodzącej do kamery. chcę wiedzieć więcej.Nie będzie ocalałych. że przesyła nam wiadomość? Cóż. mnie. że oglądam to przed telewizorem w Złożysku. To wywołuje u Plutarcha wybuch śmiechu. że Kapitol potraktuje nas sprawiedliwie po zawieszeniu broni. próbuję udawać. Upadek pierwszych bomb. — To właśnie robią! I musimy odpowiedzieć na atak! — Teraz czas na naprawdę fantastyczny montaż bitwy. ja mam jedną dla niego. Możesz nas torturować i bombardować. Nigdy wcześniej nie było czegoś takiego w telewizji.

w jak rażący sposób zignorowałam rozkazy. bym zorientowała się. że to ja jestem tym telewizyjnym talentem i być może oklaskiwanie samej siebie jest nieco obraźliwe. Plutarch skłania głowę w stronę Cressidy. nie chcielibyśmy stracić naszego małego Kosogłosa. Ani Boggs ze swoim złamanym nosem. dla odmiany. ale nikt nie zwraca na to uwagi. w obecnych okolicznościach. Robiąc coś wreszcie. które zdecydowaliście się podjąć. co jeszcze macie zaplanowanie? — pyta pani prezydent. — Ale doszliśmy do wspólnych wniosków. myślę. kiedy patrzy jak pomysł Haymitcha pod reżyserią Cressidy okazał się strzałem w dziesiątkę. którego autorytet został zignorowany. Nikt nie wydał Gale’a ani mnie. — Cóż. dobrze zasłużone. jej wspaniałego zespołu i. Wiem. — Och! Nie. — Tak. podczas gdy studyjne próby Fulvii były taką klapą. że nalot nie został przewidziany. bo najwyraźniej ma mściwe myśli dotyczące tej głupiej słuchawki. wyrwałam z ucha słuchawkę i uciekłam ochronie? Czego jeszcze jej nie powiedzieli? — To była trudna decyzja — mówi Plutarch. Przez stół przetacza się pomruk akceptacji. marszcząc brwi. które poprowadziliśmy w ogień. bądźmy jednak nieco bardziej rozsądni w kwestii narażania jej na niebezpieczeństwo. Muszę jednak zakwestionować spory margines ryzyka. że postaram się nie zostać z nim sam na sam w jednym pomieszczeniu. . Wyszło lepiej niż oczekiwaliśmy. Ani owady. Czułam się dobrze. — A ty nie masz z tym problemu? — pyta pani prezydent. kiedy Kapitol wie do czego jest zdolna — mówi Coin. że Coin osiągnęła szczyt tolerancji dla składanych sobie gratulacji.Uderza dłonią w stół. Zdaje się. że to musi być dla niej bardzo trudne. — Więc. — Co powiecie na kolejne oklaski dla Cressidy. Myślę. Decyzję? O wysłaniu mnie do walki? Więc ona nie wie. która sprawdza coś w swoich notatkach. Nie mogę jednak zignorować napięcia na twarzy Fulvii. Haymitch uśmiecha się do mnie morderczo i mówi słodko: — Taa. że ona mówi do mnie. naszego telewizyjnego talentu? Również biję brawo dopóki nie zdaję sobie sprawy. Ani Haymitch… nie. kiedy wreszcie zaczął śpiewać. oczywiście. chwila. Jednak. Gale musi kopnąć mnie pod stołem. Szczególnie teraz. że powinniśmy przedyskutować decyzję o wysłaniu Katniss do prawdziwej walki. jeśli zaczniemy zamykać ją w bunkrze za każdym razem. Ani Plutarch. kiedy rozpocznie się zbrojny atak. że nie uda się nam nagrać nic wartościowego. Obiecuję sobie. nie mam z tym żadnego problemu.

— Taki prawdziwy trybut dla trybutów — mówi Plutarch. Ciekawe jest. by przypisano mu jakiekolwiek zasługi. — Szczerze mówiąc.” Skupimy się na interakcjach Katniss z pacjentami. Chce tylko. nie wiem czy to jest takie genialne. że to mogłoby się udać — mówi. Jeśli wygramy wojnę. wyraźnie uspokojona życzliwym przyjęciem jej pomysłu. . I będzie oczekiwał nagrody. W każdym z nich przedstawimy jednego ze zmarłych trybutów. więc Gale odwozi mnie do szpitala. Myślimy też nad projektem Kosogłosa.— Mamy kilka świetnych ujęć Katniss w szpitalu w Ósemce. Jeśli byłby tym zainteresowany. Nie jest pionkiem w Igrzyskach. — Cóż. ale myślałam. — Możecie zacząć tworzyć je już dzisiaj? — Oczywiście — mówi Fulvia. jego wartości nie ustala się na podstawie pojedynczego elementu. Nazwiemy go „Ogień jest zaraźliwy”. że moglibyśmy wyemitować serię proposów „Pamiętamy”. w szczególności dziećmi. by proposów z tej serii mogło być zbyt wiele — mówi Coin. co rzeczywiście jest naprawdę dobrym pomysłem. Przypominam sobie. Ja staram się być milsza i mówię. — To jest genialne. że prawdopodobnie nie chcieli stracić szansy ponownego zabrania nas w teren. Cressidzie udało się załagodzić napiętą sytuację w ekipie przez ten gest. A oprócz tego Fulvia wpadła na naprawdę genialny pomysł. Pani prezydent odsyła wszystkich do swoich zajęć. Pomysł jest taki. Śmiejemy się trochę z przykrywki. by przypomnieć ludziom dlaczego walczą. Naświetlimy najlepsze chwile Katniss i posklejamy je ze scenami rosnących w siłę rebeliantów i materiałem z wojny. Chwaląc Fulvię za coś. że moglibyśmy zaangażować Finnicka do nagrania wstępu i narracji w spotach. Prawdopodobnie oboje mamy rację. Gale musi iść na spotkanie Beetee’ego w Broni Specjalnej. — To idealny sposób. bombardowaniu szpitala i gruzach. Fulvia — mówię szczerze. Wyraz twarzy Fulvii jakby-zjadła-kwaśne-winogrona zniknął i kobieta powoli dochodzi do siebie. nie wydaje mi się. kiedy już udało się nagrać przyzwoity materiał. W związku z tym. by uderzyć każdy dystrykt bardzo osobistym materiałem. że nie ma nad nami kontroli. Małą Rue z Jedenastki albo starą Mags z Czwórki. by atak na transmisje telewizyjne odniósł pożądany skutek. oczyściła sobie drogę do kontynuowania własnej pracy nad przedstawieniem Kosogłosa na wizji. Powinien z tego powstać kolejny propos z tematem przewodnim „Ponieważ wiecie kim są i co robią. wtedy Plutarch się pokłoni. Messalla już to wszystko montuje. — Pomyślałam. — Myślę. ale na podstawie całościowego sukcesu produkcji. a ja zasypiam. że Plutarch nie pragnie. że Plutarch jest Głównym Organizatorem Igrzysk. że nikt nie chciał źle wypaść przyznając. a nie członkiem ekipy. Gale mówi.

jeśli wierzyć zegarowi. bym mógł mówić do ciebie przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. ale nietrudno zgadnąć co to jest. — Jesteś pewna? Bo każda z trzech opcji wydaje mi się równie dobra — mówi mi.Wydaje się. wystarczająco głośno. — To alternatywny mechanizm dźwiękowy. że nimi rzucę. — Coś jeszcze? Haymitch podnosi się. ale prędzej czy później i . Ja będę miał jedyny klucz. że nie jestem typem donosiciela. Obrazy wczorajszego dnia zaczynają przesączać się do teraźniejszości. Dam ci jeszcze dokładnie jedną szansę na jej noszenie. czuję jak wybucha skrzydło mojego samolotu i nurkuję w zawrotnym tempie ku zapomnieniu. kiedy leżę bezradnie przypięta do kołyski. Wychodzi. — Jestem pewna — odpowiadam. Haymitch na okrągło w mojej głowie. Obejmuję wzrokiem pustą miskę po gulaszu i tacę na moim stoliku. które godzin. wie dobrze. ale łapie je z łatwością. a wolną ręką rzucam kajdany na głowę w twarz Haymitcha. upadek płonącego samolotu. Haymitch nachyla się w moją stronę i wymachuje mi przed nosem przedmiotem zawieszonym na cienkim białym przewodzie. Jeśli znowu wyjmiesz ją z ucha. twarze rannych. — Zrób tak. ale kiedy je otwieram. Bombardowanie. — Zostawię słuchawkę w uchu — mruczę. wzdrygam się na widok Haymitcha siedzącego mniej więcej w odległości metra od mojego łóżka. — Wyciąga jakiś rodzaj metalowego nakrycia głowy. — Zostawię słuchawkę w uchu! — mówię. którzy już nie istnieją. Rzeczy. Prawdopodobnie przez kilka tak będę musiała się z nim zmierzyć. dach magazynu wali się na mnie. Wyczekującego. Pewnie spodziewał się. — To twoja słuchawka. Jeśli okażesz się na tyle sprytna. Wyobrażam sobie śmierć ze wszystkich punktów widzenia. ale jestem zbyt zdenerwowana. przymocuję ci na stałe to. Zaciskam słuchawkę w pięści. — Zgłoszę to — mamroczę do poduszki. Chcę znowu zasnąć. Ciężko mi się na nim skupić. który zaciska się na czaszce i pod policzkami dopóki ktoś nie otworzy go kluczem. — Słucham? — pyta. że zamknęłam oczy jedynie na kilka minut. Przerażające. by się go pozbyć — Haymitch upuszcza kajdany na głowę na łóżko i wyciąga mały srebrny chip — upoważnię ich do operacyjnego wszczepienia tego nadajnika w twoje ucho. kochanie. które natychmiast nazywam kajdanami na głowę. by obudzić pół szpitala. Zastanawiam się nad wezwaniem jakiegoś świadka. Upuszcza przedmiot na pościel. — Podczas czekania… zjadłem twój obiad. Przeżywam ostatnie chwile przed zawaleniem się konstrukcji.

kiedy propos się kończy. Nic nie znajduję. Ciężko jest oglądać przyjęcie mnie w szpitalu w Ósemce. według których nagrywam proposy dla dystryktów. opisujących całe zajście. Na kolacji Finnick przynosi swoją tacę do mojego łóżka. Przecież dopiero co go widziałam! Cztery — nie.widziałam. I teraz już wiedzą. stracił przynajmniej siedem kilogramów. Przyznano mu kwatery na moim starym piętrze. Peeta… — szepczę. Ale pod warstwą makijażu. — By zagrzewać rebeliantów do walki. że wciąż praktycznie mieszka w szpitalu. Peeta jest człowiekiem potwornie zniszczonym. Mówi tylko: — Ludzie powinni wiedzieć. któremu nie udaje się ukryć worków pod jego oczami. Które spowodowałam po naciągnięciu cięciwy. a jego ręce zaczęły się nerwowo trząść. kiedy wiem co się stanie. i eleganckich ubrań. zanurzam twarz w poduszce. Caesar i Peeta wymieniają parę pustych słów zanim Caesar pyta go o plotki. to oczywiste — mówi Peeta. I mogę łatwo odgadnąć kto będzie jego gościem. co mogłoby umieścić go w czasie. zanim zaczną to powtarzać — poganiam go. pięć — myślę. — Wykorzystują ją. patrząc dopiero na krótki fragment ze mną na końcu. osobiście lub na taśmie. to Caesar Flickerman. by w ogóle wiedziała cokolwiek o przebiegu wojny. — Czy chciałbyś jej coś powiedzieć? — pyta Caesar. byśmy mogli razem obejrzeć najnowszego proposa w telewizji. . że to było pięć dni temu. Rebelianci emitują propos „Ponieważ wiecie kim są i co robią”. próbując wyłowić z tego jakiś sens. kiedy już wszystkie ofiary są martwe. Na szczęście Finnick nie klaszcze ani nie eksploduje radością. Wciąż jednak wygląda schludnie. Materiał poprzecinany jest krótkimi fragmentami studyjnymi z udziałem Gale’a. — Wyłączmy telewizor. ale jego stan umysłowy tak często się pogarsza. Zdrowy chłopak o klarownym spojrzeniu. Fizyczna zmiana Peety szokuje mnie. Mogli nagrać ten wywiad dzień lub dwa po tym. że to się stało. Tak. Odtwarzam sobie w myśli to. Jakim cudem tak szybko mu się pogorszyło? Co mogli mu zrobić w tak krótkim czasie? Wtedy to do mnie dociera. jak wysadziłam w powietrze arenę i od tej pory mogli go torturować w jakikolwiek sposób chcieli. co mogę sobie przypomnieć z jego pierwszego wywiadu z Caesarem. — Och. który zmontował Messalla. Ale kiedy ręka Finnicka sięga w stronę pilota. którego widziałam kilka dni temu. Wątpię. O co toczy się gra. Kiedy bomby spadają na dach. szukając czegoś. Których nigdy nie będę w stanie wymazać z mojej pamięci. Finnick. wrzeszczę: — Czekaj! Kapitol prezentuje specjalny program i coś wydaje mi się w nim znajome. które nie dają rady ukryć bólu odczuwanego przy poruszaniu się. Moje myśli plączą się. Boggsa i Cressidy.

że wyłączyliśmy telewizor zaraz po jego emisji. bo materiał zasmucił cię. że mówią mi prawdę. która może okazać się kluczowa w zniszczeniu ludzkości. Finnick chwyta mnie mocno za ramiona. ani Coin. Użyj go. Myśl za siebie. Będę musiała się ich wyprzeć. Finnick mówi o tym. — Co? — pytam. Zmienili cię w broń. Kroki się zbliżają. — Nie widzieliśmy tego. którzy ocenią stan fizyczny Peety i przeanalizują słowa. Koniec przedstawienia. co się dzieje? A jeśli nie… dowiedz się. Dajemy im jasno do zrozumienia. Jeśli masz jakiś realny wpływ na sytuację. Pieczęć Panem. — Nie widzieliśmy Peety. . Zastanów się czy na pewno ufasz ludziom. Nikt nie mówi o Peecie. że im ulżyło. Spogląda w kamerę. jak dobrze Gale wypadł przed kamerą. by zakończyć wojnę zanim będzie za późno. użyj go.— Tak — mówi Peeta. z którymi pracujesz. Gratulujemy im proposa. Wygląda na to. Zbieram się w sobie na tyle. że kiedy Plutarch i Fulvia się pojawiają. Katniss. Nie będę w stanie tego zataić. Przytakuję. że poruszył nas tak bardzo. że nie ufam rebeliantom ani Plutarchowi. by to wszystko przerwać. które padły z jego ust. prosto w moje oczy. — Nie bądź głupia. Łapiesz? — pyta. Później wyłączyliśmy telewizor. Finnick wyłącza pilotem telewizor. Tylko propos z Ósemki. mam usta pełne chleba i kapusty. Ale prawda jest taka. Wierzą nam. Czarny ekran. W przeciągu chwili pojawią się tu ludzie. — Skończ kolację. Czy rzeczywiście wiesz. Nie jestem przekonana.

— Może czeka na odpowiedni moment. Nie staram się już dłużej zasnąć po tym. siadamy i omawiamy występ Peety. Potrząsam głową. Kiedy pytam go o to. — Nawet Gale? — Chwytam się resztek nadziei. by powiedzieć ci na osobności. Mam w planie szkolenie. Podczas pierwszego wywiadu usiłował uchronić mnie zarówno przed Kapitolem jak i przed rebeliantami. by zabrać do lasu Finnicka. — Może — odpowiadam. Waha się chwilę zanim zadaje kolejne pytanie. Na obiad mamy zmieloną dziczyznę w gulaszu. — Nie słyszałem o tym ani słowa. są zapewne surowo karane. Finnick wlecze go w stronę ogrodzenia. Kiedy jesteśmy w bezpiecznej odległości od nich. Jak bardzo opuszczony przeze mnie musi się czuć. to dlaczego mi o tym nie powiedział? Dlaczego nikt nie wtajemniczył mnie i Finnicka? Pod tą debatą leży prawdziwy powód mojego niepokoju: Peeta.” Dowiedzieć się. Umocnił się w podejrzeniach teraz. Czy rzeczywiście wiesz. Peeta może jedynie domyślać się jaka jest taktyka rebeliantów albo opowiadać swoim oprawcom zmyślone historyjki. Jak tylko moja mama i siostra zasypiają. że oddycham głęboko. Po posiłku Gale odprowadza mnie do Oddziału E. odtwarzając w myśli słowa Peety: „Zastanów się czy na pewno ufasz ludziom. wydobywam perłę z szuflady i spędzam drugą bezsenną noc kurczowo zaciskając ją w dłoni. Leżę więc tylko nieruchomo i udaję. Siedzimy w milczeniu tak długo. że wie. ani ja nie wiedzieliśmy nic o rebelii. Włóczymy się wkoło przez jakiś czas. ale nikt tego nie robi. mają pracować nad bronią albo czymś w tym stylu. a ja nie tylko nie potrafiłam zapewnić mu ochrony. Ma narobić zamieszania. z którymi pracujesz. Ktoś musiał go widzieć poza Finnickiem i mną. Kiedy kłamstwa zostają odkryte. Co oni mu zrobili? I co mu robią teraz? Najwyraźniej Snow nie uwierzył w to. Czego? Od kogo? I jak Peeta może wiedzieć coś poza tym. Ale jeśli Plutarch uważa. że Gale naprawdę nie wie nic o wiadomości Peety. ale sprowadziłam na niego jeszcze więcej nieszczęść. co się dzieje. co mówią mu w Kapitolu? To tylko propos Kapitolu. ale Gale oczekiwany jest u Beetee’ego. Na obiedzie czekam aż ktoś poruszy temat występu Peety. że ani Peeta. by mnie skontrolować. co się dzieje? A jeśli nie… dowiedz się. Ale mam złe przeczucie. Rano zostaję zwolniona ze szpitala z nakazem odpoczynku. więc dostaję pozwolenie.9. że to tylko narzucone przez Kapitol słowa. kiedy tylko ktoś pojawia się. . aż w zasięgu wzroku pojawia się jeleń. a później zostawiamy komunikatory pod krzakiem. Cressida prosi mnie o nagranie kilku wersów do nowego proposa o Kosogłosie. znowu nie wspomina o Peecie. Powalam go strzałą. kiedy ukazałam się jako Kosogłos. jak kilka moich pierwszych prób zostaje zakłóconych przez niewytłumaczalne koszmary. Nikt ci nic nie mówił? — pyta Finnick.

to będzie zapasowy system komunikacji. Gale mnie dogania. kiedy pochłaniam moją gorącą owsiankę i mleko. Zastanawiam się czy. to by mi go dali. że jeśli mam być z tobą na polu walki. Kiedy jestem już na korytarzu. Wyślemy ją na arenę bez wiedzy na ten temat. że nie widział proposa z Peetą. Że nawet przez chwilę nie wierzyłam. W jadalni. dostrzegam komunikator na nadgarstku Gale’a. Może wszyscy próbują mnie chronić okłamując mnie. Nie załamało mnie to jednak aż tak bardzo jak twoje okłamywanie mnie dla Coin. Mam tylko nadzieję. — O nic.Następnego ranka przystawiam ramię do ściany i gapię się nieprzytomnie na plan dnia. że obejrzenie proposa Peety załamie cię — mówi. — Katniss… — zaczyna. Chciałem ci powiedzieć. to powiedziałam. Obraca się na pięcie i odchodzi. Okłamiemy Katniss w sprawie rebelii. Znamy się zbyt dobrze. Być może byłam zbyt złośliwa. Musisz jej sporo opowiedzieć. nie dałam mu czasu na wyjaśnienia. że to ty powinieneś być tym przystępnym. — To ona. Nie powiemy jej o proposie Peety. Chwytam tacę. i papkowate buraki. Nie obchodzi mnie to. Natychmiast po śniadaniu jestem oczekiwana w Produkcji. — O co ci chodzi? — pyta Gale. jeśli bym o taki poprosiła. Tak właśnie było. — Wczoraj. Później zastąpione zostaje przez zimną złość. Że czuję się całkowicie zdradzona przez to. by nie potrafił odczytać mojego nastroju i odgadnąć jego powodu. — W tej właśnie chwili jego komunikator zaczyna wydawać dźwięki. Mam dość ludzi okłamujących mnie dla mojego dobra. Pomyśleli. chyba jedno z nas musi być przystępne — mówię poirytowana. żeby czasem nie zrobiła niczego głupiego. . Przez moment jego twarz wyraża prawdziwe cierpienie. idę do punktu oddawania naczyń i z trzaskiem rzucam je na półkę. ale wszyscy bali się. Już słyszę poczucie winy w jego głosie. że ja wciąż mam dostęp do ciebie. Nasze spojrzenia się krzyżują i zdaję sobie sprawę jak bardzo zła jestem na Gale’a. — Dlaczego ty nie powiedziałeś. Nikt nigdy nie zaoferował mi komunikatora. Gale? Tak w ogóle. kiedy pytałam co się dzieje! — Przepraszam. — Dlaczego ja nie powiedziałam? — Wyrywam ramię z jego uścisku. chwytając mnie za ramię. a i tak już ciężko uzyskać jakiś przyzwoity materiał filmowy z jej udziałem. wczoraj. — Kiedy ci go zwrócili. Lepiej się pospiesz. byśmy mogli ją z niej wyłowić. — Dlaczego nic nie powiedziałaś? — pyta. bo to mogłoby ją załamać. W porządku? Nie wiedziałem co robić. że mi o nim nie powiedział. Żołnierzu Hawthorne? — pytam. — I zgadzam się całkowicie. Ponieważ robią to głównie we własnym interesie. — Mieli rację. — Cóż. Powtarzam tylko twoje słowa — mówię mu.

że dzisiaj wrócimy do Dwunastki. szczególnie. Nie tyle. Kiedy pytam Plutarcha o jego nieobecność. — Tak naprawdę. — Jeżeli oboje jesteście na to gotowi — mówi Cressida. — Prosto z serca. że Haymitcha nie ma wśród nas. Gale i Cressida ślęczą nad mapą. Wchodzimy na pokład poduszkowca na krótką podróż do Dwunastki i zostaję pokierowana do siedzenia przy stole. że zostanie mi oszczędzona kolejna wymiana zdań na temat mojego nieposłuszeństwa w Ósemce. Ale jestem już w Sali Przeróbek. — Fulvia dzisiaj skończy pracę nad pierwszą serią spotów „Pamiętamy”. To bez znaczenia. — Właśnie to sprawia. O moim udawaniu. Bardzo obiecujące w rzeczy samej — mówi Plutarch. Więc Gale im nie powiedział. ale poza wymianą grzeczności nie rozmawiamy ze sobą. że są takie efektywne — mówi Plutarch. czesze i delikatnie nakłada makijaż na moją twarz. które dawno nie zaznały snu. Rebelianci. jak manekin. by zrobić ze mnie przedstawienie. Odkrywam. Coin nie mogłaby być bardziej zadowolona. Cieszę się. kiedy moja ekipa przygotowawcza ubiera mnie. — Haymitch? Niezdolny do zmierzenia się z czymś? Bardziej prawdopodobne. . Boli mnie serce. to ciężko je oglądać — mówi Cressida. że to nie będzie niebezpieczne. Dopiero kiedy lądujemy na Łące orientuję się. by nieco przykryć obwódki wokół moich oczu. którzy ledwo utrzymywali się w niektórych dystryktach. — Obiecujące. że jego maska wygląda tak niewygodnie. bo wciąż nie potrafię odpuścić. jako że jest źródłem zaopatrzenia w żywność całego Panem — i zaatakowali również w kilku innych dystryktach. I jestem zbyt zmęczona na granie Kosogłosa. — Ja się na to piszę — odpowiadam. Plutarch z satysfakcją pokazuje mi efekty przed i po pierwszych kilku proposów. więc zaatakujemy poszczególne dystrykty ich zmarłymi. W ostatniej chwili przypominam sobie o poinformowaniu mamy o opuszczaniu Trzynastki i zaznaczam. Trochę za późno jednak. On też ze mną nie rozmawia. że poprosił o dzień wolnego — mówię. — Znał tylu z nich osobiście. Boggs eskortuje mnie do Hangaru. że nie widziałam Peety i złości za ukrywanie prawdy. jedynie potrząsa głową i mówi: — Nie mógł się z tym zmierzyć. rzucając nieco światła na nasze zdemolowane miasto. Praktycznie zajęli Trójkę i Jedenastkę — ten drugi tak istotny. gdzie Plutarch. Cressida chce przeprowadzić spontaniczne wywiady z Gale’em i ze mną. Finnick jest absolutnie cudowny. Wszyscy spisujecie się wspaniale. więc wchodzę do środka. odżyli. Stoję sztywno i bez słowa.Rzeczywiście czuję się źle. przyglądając się z bliska mojej twarzy. jednak wystarczająco dużo.

Mimo że zostawiliśmy za sobą osmalone pnie blisko ogrodzenia. że jego dokładne słowa brzmiały: „Nie mógłbym się z tym zmierzyć bez butelki” — odpowiada Plutarch. Kiedy . Kiedy wracam do małego betonowego domku przy jeziorze. To prywatne miejsce. bez świadków. nago. już przeżarte przez zło Kapitolu. czując jakby ich obecność była pogwałceniem mojego ukochanego lasu. Zastanawiającego się jak się tu znalazły. jego słabości do kieliszka i tego z czym może. pracę. — Czegokolwiek na co masz ochotę — mówi. paleniskiem. pogrzebaczem. Wlokę się za ekipą filmową i ochroniarzami. życie w Złożysku. Wszyscy ociekamy potem — szczególnie Castor i Pollux w swoich owadzich skorupach — i Cressida zarządza przerwę. Przewracam oczami. wiem. Włóczę się przez jakiś czas wzdłuż linii wody. zatrzymuję się w progu i patrzę jak Gale opiera ocalony wykrzywiony pogrzebacz o ścianę przy palenisku. Więc dlaczego to wszystko wywołuje nowe ukłucie bólu? Czy wcześniej byłam za bardzo odurzona. który pozostał — bo zbyt wiele wspomnień mnie zalewa. sanktuarium. widziałam z powietrza i włóczyłam się wśród popiołu. Gale’owi nie udaje się tak łatwo wywinąć w jego starym domu. począwszy od jego domu. Tak naprawdę przyłapuję się na wpatrywaniu się w niebo — jedyny dach. wciąż przechodzimy nad rozkładającymi się ciałami. błądzącego na tym odludziu i napotykającego to małe schronienie ze stosem porąbanego drewna. Kiedy stoję znowu w kuchni. sprawia. pragnąc zanurzyć się w nim samotnie. Ale jakieś pięć minut po powrocie do Dwunastki sama chciałabym mieć przy sobie butelkę. daleko w przyszłości. Chodźmy dalej. Myślałam. by w pełni zarejestrować utratę własnego świata? Czy to wyraz twarzy Gale’a. by wszyscy mogli to zobaczyć? Kiedy jednak docieramy do jeziora.— Myślę. poprzez Łąkę i las aż do jeziora. Zmusza go do powrotu do nocy bombardowania i odegrania go. że pogodziłam się ze zniszczeniem Dwunastki — słyszałam o nim. że myśli o naszym ostatnim spotkaniu tutaj. że odczuwam okropność czynu na nowo? Cressida prowadzi zespół na początek do mojego starego domu. nie mam ochoty na robienie niczego. Cressida filmuje go w milczeniu przez kilka minut. kiedy pieszo przedziera się przez zniszczenia. Przez chwilę wyobrażam sobie samotnego wędrowca. zdaje się. Nabieram w dłonie wodę z jeziora. Straciłam cierpliwość dla mojego mentora. Gale obraca się i napotyka moje spojrzenie. Czy naprawdę musimy to nagrywać. Po chwili Cressida mówi: — W porządku Katniss. że Gale utracił zdolność mówienia. a z czym nie może się zmierzyć. ale kiedy tylko wyciąga on z popiołów jedną z pozostałości po jego dawnym życiu — skręcony metalowy pogrzebacz — zaczyna go wypytywać o jego rodzinę. Pytam ją czego ode mnie oczekuje.

że to kosogłos. Kosogłos unosi głowę i odgwizduje tę samą melodię. Muzyka przyciąga kosogłosy jak kwiaty przyciągają pszczoły. czy ty Przy drzewie się pojawisz Gdzie powiesili mężczyznę Co troje ludzi zabił Dziwne rzeczy się tu zdarzyły Przed obcymi obaw nie miej Spotkajmy się o północy Na wisielczym drzewie. Przeskakuje na nową gałąź. które rozlegały się w tle podczas jej śmierci. Nuty. ale pamiętam każde słowo. Wtedy. Wszystko. Ale Kapitol wciąż rządziłby Panem. Więc. ZAŚPIEWASZ? Normalnie bym odmówiła. Trącam łokciem Polluxa i wskazuję małego czarnego ptaka w koronie. czy zostać. Pollux wygwizduje kilka swoich dźwięków. ale to prawie niemożliwe odmówić Polluxowi w tych okolicznościach. Podejmują prostą melodię i przekazują ją sobie w słodkiej harmonii. Przekazujemy sobie kanapki z serem i jemy je w cieniu drzew. bo to zakazane. Wstaję. Pollux wskazuje na moją broszkę i pytająco unosi brwi. Przytakuję. Te ptaki o tym nie wiedzą. śpiew kosogłosów różni się od ich gwizdów i chciałabym. Ptak natychmiast mu odpowiada. na moment rozpościera skrzydła i ukazuje ich białe miejsca. jak mój ojciec: — Czy ty. Poza tym. by go usłyszał. na którym przysiadły ptaki. jakbym chciała powiedzieć „poczekaj. wyśpiewuję cztery nuty Rue. że to jego pierwsza rozmowa od wielu lat. że tak. Tak jak to robiły podczas Igrzysk Śmierci zanim zmieszańce wypadły spomiędzy drzew. We względnej ciszy ptaki odzyskują panowanie nad lasem. ku mojemu zaskoczeniu.myśleliśmy nad tym czy uciec. Czy gdybyśmy uciekli Dystrykt Dwunasty wciąż by tu był? Myślę. bym nie musiała rozmawiać. opieram dłoń o chropowaty pień klonu. byle tylko zatrzymać potok wspomnień. Zgaduję. zanim zdaję sobie sprawę z tego. zagoniły nas do Rogu Obfitości i powoli zmieniły Cato w krwawą miazgę… — Chcesz usłyszeć jak śpiewają prawdziwą piosenkę? — wypalam.” . co robię. pokażę ci” i gwiżdżę ptasie wezwanie. Nie śpiewałam „Wisielczego Drzewa” na głos od dziesięciu lat. Na twarzy Polluxa pojawia się wyraz rozkoszy i wymienia serię melodyjnych dźwięków z kosogłosem. Specjalnie siadam na dalekim końcu grupy. obok Polluxa. których używała jako sygnału dla zakończenia dnia pracy w Jedenastce. podchodzę do drzewa. Unoszę palec. Chwyta mnie za ramię i używa gałęzi. potwierdzając. miękko. Tak naprawdę nikt wiele nie mówi. Zaczynam delikatnie. by napisać na piasku jedno słowo. więc w krótkim czasie udaje mu się zgromadzić pół tuzina ptaków uczepionych gałęzi nad naszymi głowami.

Po kolejnej zwrotce na pewno załapią melodię. Siedziałam na podłodze z Prim. Robiłam nam naszyjniki ze strzępów starych lin. kiedy śpiewam. Tak jak to robiły dla mojego ojca. Ostatnia zwrotka. jak w piosence. Udało mi się teraz przyciągnąć uwagę ptaków. W ciszy przypominam sobie pewną scenę. która była wtedy jeszcze małym brzdącem. nie znając prawdziwego znaczenia słów.Kosogłosy wymieniają się piosenkami. Ptaki czekają na ciąg dalszy. co dotyczyło muzyki. Ale żadnego ptaka. a wtedy potrafiłam zapamiętać wszystko. — Czy ty. kosogłosa lub innego. One naprawdę milkną. Cisza na drzewach. Wróciłam do domu po spędzeniu dnia w lesie z moim ojcem. Ale to wszystko. czy ty Przy drzewie się pojawisz Skąd martwy mężczyzna Miłość swą odprawił Dziwne rzeczy się tu zdarzyły Przed obcymi obaw nie miej Spotkajmy się o północy Na wisielczym drzewie. i śpiewałam „Wisielcze Drzewo”. — Czy ty. bo przecież jest prosta i powtarza się cztery razy z niewielkimi zmianami. po . czy ty Przy drzewie się pojawisz Założysz naszyjnik z liny I już mnie nie zostawisz Dziwne rzeczy się tu zdarzyły Przed obcymi obaw nie miej Spotkajmy się o północy Na wisielczym drzewie. Słychać jedynie szelest liści na wietrze. — Czy ty. kiedy dociera do nich moja nowa propozycja. Peeta miał rację. Melodia była jednak prosta i łatwa do przyswojenia. czy ty Przy drzewie się pojawisz Gdzie kazałem ci biec By oboje nas wybawić Dziwne rzeczy się tu zdarzyły Przed obcymi obaw nie miej Spotkajmy się o północy Na wisielczym drzewie.

że morderca to najbardziej przerażający facet. Kiedy stałam się starsza. oczywiście. Nie śpiewaliśmy już tego. jakby jakiś mężczyzna chciał namówić swoją dziewczynę do potajemnego spotkania o północy. z naszyjnikiem z liny. że wieszanie zdarzało się jedynie w piosence. jakiego tylko mogłabym sobie wyobrazić. To oczywiście dziwne. Mogę się założyć. I chociaż odprawił swoją ukochaną. by się gdzieś schować. która robiła swoje własne naszyjniki z liny. Mnóstwo ludzi było w ten sposób straconych w Dwunastce. tata ani ja. bym zaśpiewała tę piosenkę na muzyce. że nie chciała. gdzie powieszono mężczyznę za morderstwo. chwila. bo początkowo wydaje ci się. ale przynajmniej mnie nie… Nie. że to zmarły morderca śpiewa piosenkę. z kilkoma wycieczkami na Igrzyska Śmierci za pasem. bo jego ciało kazało jej uciekać. Zapewnić. Na swoją ukochaną. Jako że miałam dokładnie jedną kryjówkę — na Łące pod krzakiem wiciokrzewu — mój ojciec natychmiast mnie znalazł. Nagle zdajesz sobie sprawę. bo bez wątpienia moja pokręcona piosenka przywiodła mu . w której kazał jej uciekać. zapewne w bezpieczne miejsce. że wszystko jest w porządku. Kiedyś myślałam. ale dopiero trzecia zwrotka „Wisielczego Drzewa” staje się niepokojąca. Po jego śmierci piosenka często do mnie wracała. tylko raczej nie powinniśmy już dłużej śpiewać tej piosenki. że robię to tutaj przed Polluxem. sprawa mówiących zwłok. by oboje nas wybawić” jest najbardziej kłopotliwe. Mama chciała.usłyszeniu tego raz czy dwa. To nie tak. Wciąż jest na wisielczym drzewie. dostrzegam. a on próbował jej wszystko ułatwić. Na początku to brzmi tak. Ale później zaczynasz się zastanawiać czy nie miał na myśli tego. Teraz. ale nie mogłam wtedy myśleć o niczym innym. Jestem w błędzie. że on mówi o chwili. by uchronić go od Kapitolu? Czy to rzeczywiście była moja jedyna opcja? Prawdopodobnie nie. Rozpłakałam się. Czy ja nie chciałam zabić Peety tą strzykawką. bym ją zapomniała. że będzie na nią czekał. Do śmierci. że Castor mnie nagrywał. Zdanie: „Gdzie kazałem ci biec. Ale to dziwne miejsce na schadzkę. Myślę jednak. Kiedy rozglądam się na boki. Szczególnie taką. wisielcze drzewo. w którym ją zostawia. bo mama nigdy nie krzyczała. ani nawet o tym nie mówiliśmy. wciąż pyta ją czy przyjdzie na spotkanie z nim. Wszyscy patrzą na mnie uważnie. Albo może myślał. Więc. Uspokoił mnie i powiedział. że miejsce. by przybiegła do niego. Ukochana mordercy musiała mieć coś wspólnego z zabójstwem albo może i tak zamierzali ją ukarać. Prawdopodobnie nie spodobałoby jej się to. decyduję się nie oceniać go przed poznaniem szczegółów. W ostatniej zwrotce staje się jasne. że właśnie na to czeka. wiszącą na drzewie tuż obok niego. że mamie cała sprawa wydawała się zbyt pokręcona jak na siedmioletnią dziewczynkę. a ja uciekłam. zaczęłam rozumieć słowa. Być może jego ukochana już została skazana na śmierć. każde słowo zostało natychmiast nieodwołalnie wyryte w moim umyśle. jest gorsze od śmierci. Nagle mama wyrwała mi z rąk naszyjniki z liny i zaczęła krzyczeć na tatę. A po twarzy Polluxa spływają łzy. później Prim też zaczęła płakać.

Nic. docieramy do głazu i oboje z Gale’em odwracamy głowy w tym samym kierunku. Więź wzajemnej potrzeby. Świadoma tego. Ciemność zamiast światła pojawia się między nami. wracamy do miasteczka! Kiedy wleczemy się z powrotem przez las. że gdybym doszukała się źródeł naszych problemów. Strażników Pokoju. jesteśmy na siebie zbyt wściekli. Cressida to dostrzega i pyta nas co znajduje się w tamtym miejscu. Przyznajemy. że dzisiaj. Wzdycham i opieram się o pień. jak para psów wyczuwających zapach w powietrzu. nawet po tym. by upewnić się. bez ustalania tego między sobą. Byliśmy sobie nawzajem potrzebni. która tak ciasno nas ze sobą związała przez te wszystkie lata. To było nie do przyjęcia. teraz zaczyna zanikać. w którym byłam szczęśliwa. że tu były — odpowiada. że tak naprawdę nic tam nie ma. Teraz już nie ma Dwunastego Dystryktu. nawet jeśli miał na uwadze moje dobro. Jak to się stało. ale krzewy jeżyn uginają się pod ciężarem owoców. Wtedy kosogłosy zaczynają odtwarzać „Wisielcze Drzewo”. — Jesteś wspaniała! — Nie zrobiłam tego dla kamer — mówię. że jestem nagrywana. W ten sposób udawało nam się utrzymać i nie stracić zmysłów. dzielenia się przemyśleniami podczas napełniania toreb myśliwskich. Nagle obracam się w jego stronę i rzucam mu ją. — Skąd tyś to wzięła? Nikt by nam nie uwierzył. poza miejscem. Czy naprawdę chcę go odtrącać? Moje palce obejmują jeżynę i zrywają ją. — Więc dobrze. stoję w milczeniu dopóki Cressida nie mówi „cięcie!”. to moje zachowanie leżałoby u ich podstaw. Tu zaczęły się niezliczone dni polowania i zakładania sideł. . z którego można by uciec. wspólnego wędrowania po lesie. jak przekonujemy ją. i zbieractwa. ale w jakiś sposób czuję. Delikatnie toczę ją pomiędzy kciukiem i palcem wskazującym. Świetnie. myślę. Ona chce je zobaczyć. których można by przechytrzyć. Jednak jego przeprosiny wydawały się szczere. Plutarch podchodzi do mnie ze śmiechem. Co się z nami dzieje? Dlaczego wciąż się kłócimy? Mamy niezły bałagan. — Chodźcie wszyscy. że to stare miejsce naszych łowieckich spotkań.na myśl jakiś przerażający epizod z jego życia. A ja rzuciłam mu je w twarz. i łapania ryb. kiedy stoimy naprzeciw przeraźliwie zniszczonej Dwunastki. Kapitol zabrał mi to wszystko i jestem bliska utraty również Gale’a. Jest być może nieco mniej zielona niż zazwyczaj. znieważyłam go. żadnych wygłodniałych gęb do wykarmienia. Nasza skalna półka wznosi się ponad doliną. że go to zabolało. by się do siebie odezwać? Gale właściwie mnie okłamał. W ich wykonaniu piosenka wydaje się piękna. gdybyśmy sami to wymyślili! — Obejmuje mnie ramieniem i całuje w czubek głowy z głośnym cmoknięciem.

— …zawsze wam sprzyja. Rozgryza ją. — Peeta. to twój dom. milknę. . Prowadzę Cressidę na gruzy piekarni i proszę ją o sfilmowanie czegoś. — Mam dość — ogłaszam. Kiedy szafki są już puste. śmiejemy się trochę. które potrafię w sobie zgromadzić. Co skłoniło nas do ucieczki do lasu. Coś dla… mojej mamy. jak się czuliśmy wykorzystując nasze zdolności posługiwania się bronią w Ósemce. Stawiam pudło między nami. i nakłania nas do rozmowy o polowaniu. Cressida usadza nas w jednym miejscu na skale. by zdecydować czy ją odrzuci. że w kuchni pojawił się Gale. nie na jeżynie. którą otrzymał po chłoście nie wystarczyła. więc Gale ma dużo czasu. by wymazać to z jego świadomości. ulubione chwile. by zapobiec ich rozbiciu. Gale mówi jedynie: — Bardzo spóźnieni. Czy była prawdziwa? Jeśli tak. tylko mnie znowu przerazi. czy wciąż tu jest? Muszę się oprzeć chęci sprawdzenia. widzę jego zakrwawioną postać wiszącą nieprzytomnie na nadgarstkach. A ty apelujesz o zawieszenie broni? — Wpatruję się w pustkę. ale w ostatniej chwili otwiera usta i łapie ją. czy przyjmie. — Spotkam się z wami w Wiosce Zwycięzców. Nagle przypominam sobie różę na mojej szafce. Więc spora dawka morfaliny. połyka i długo milczy przed odpowiedzią. podnoszę się i zauważam. Przyspieszam pakowanie. ale następną rzeczą. — To tu mnie pocałowałaś. gdzie niemożliwe jest. W odpowiedzi Gale ściąga koszulkę i obraca się plecami do kamery. — Nie ma nikogo. który był kiedyś szubienicą. Ostrożnie wkładam ceramiczne słoje i szklane butelki do pudełka.— I niech los… — mówię. Miękniemy. kto by cię wysłuchał. — W końcu jednak się odzywa. Pochyla się nad stołem z palcami szeroko rozstawionymi między słojami w drewnie. jak się poznaliśmy. Musiałam tu przyjść. popołudnie zmienia się w wieczór. której jestem świadoma. Cressida pyta czy którekolwiek z nas było kiedyś torturowane. Wzrok Gale’a koncentruje się na mnie. Gapię się na blizny po chłoście i znowu słyszę świst uderzeń bata. Kiedy docieramy do placu miejskiego. Nikt nie słyszał o którymkolwiek z członków twojej rodziny po bombardowaniu. Kiedy stoimy na kawałku metalu. jest siedzenie na podłodze naprzeciwko kuchennych szafek w naszym domu w Wiosce Zwycięzców. Dwunastki już nie ma. Wyrzucam jeżynę wysoko. — Pamiętasz? — pyta. Układam między nimi czyste bandaże. Jedynym uczuciem. byśmy się nie dotykali. kiedy opowiadamy o nieszczęśliwych wypadkach z pszczołami. Pakuję bukiety suchych kwiatów. jest wyczerpanie. Kiedy mamy opowiedzieć o tym. dzikimi psami i skunksem. To niepokojące jak bezszelestnie może się poruszać. Jeśli tam jest.

znowu jest pora kolacji. pociskami ziemia-ziemia i nudną starą bronią. ale powstrzymuje się od komentarzy. — Może będę jak ten mężczyzna z „Wisielczego Drzewa”. Gale. — Zrobione — odpowiadam. w jaki udaje mi się przyciągnąć twoją uwagę. — Podnosi pudełko. broń biologiczna z datą przydatności. by pokazać mu moją bransoletkę i orientuję się. prochów i nieszczęścia. Wysoko latające samoloty. że zdjęli mi bransoletkę. podchodzę i przyciskam swoje usta do jego warg. — Jest zebranie w Centrum Dowodzenia. Po co potrzebują mnie w Centrum Dowodzenia? Czy coś opuściłam? — Cressida chciała ci chyba pokazać proposy z Dwunastki. że zniknęła. Wychodzi zanim mogę odpowiedzieć. To zadziwiający smak jak na tak łagodny pocałunek. — Wiedziałem. — Bo cierpię — odpowiada. Można usłyszeć żal w głosie Głównego Organizatora Igrzysk. — Kto wie? Jestem mentalnie zdezorientowana. Po zrzuceniu kostiumu Kosogłosa. Bo sama tego nie wiedziałam. Wciąż w oczekiwaniu na odpowiedź. — Nie przejmuj się. której ludzkość już nie ma do swojej dyspozycji. To minie. Piorunuje mnie spojrzeniem. że będziesz o tym pamiętał — mówię. — Widzisz? Nie pamiętam nawet. zdalnie sterowane bezzałogowe samoloty. Pierwszy się odsuwa i uśmiecha się do mnie krzywo. — To jedyny sposób. — Skąd? — pytam. który musi się zadowolić poduszkowcami. — Po to potrzebny mi plan dnia. — Postępowałaś zgodnie z nim przez cały dzień? — pyta poirytowany. Może nawet to by nie wystarczyło — odpowiada. próbując ignorować Plutarcha i jego paplaninę na jeden z jego ulubionych tematów — broni. Po śniadaniu ignoruję plan dnia i robię sobie drzemkę w schowku zaopatrzeniowym. że mnie pocałujesz. . Kiedy się budzę. którego nigdy nie widziałam jak płacze. — Musiałbym być martwy. Zignoruj następny punkt w rozkładzie twojego dnia — mówi. bym rano wstała. by przeanalizować jego ostatni zarzut. Ale pewnie zobaczysz je w czasie emisji — mówi. Mimo tego Prim musi potrząsnąć mną. Doprowadzone do upadku przez zniszczenie atmosfery albo brak środków. albo moralną wrażliwość. By wiedzieć.— Nie sądziłam. — Unoszę nadgarstek. dezintegratory komórek. Spędzam krótką podróż do Trzynastki skulona na siedzeniu. Dostaję superdużą porcję grochówki i kieruję się z powrotem do Oddziału E. kiedy puszczają proposy — mówię. ma łzy w oczach. który o takich zabawkach może jedynie pomarzyć. Smakujemy gorąca. wyczołgując się spomiędzy pudełek kredy i ołówków. wojskowe satelity. Jestem zbyt wyczerpana. Katniss. kiedy Boggs mnie przechwytuje. idę prosto do łóżka bez jedzenia. By powstrzymać je przed wydostaniem się. by zapomnieć.

ale biała róża w jego butonierce jest w pełni widoczna. Ekrany leżą już na stole. A później wszystko zmienia się w transmisyjną wojnę. usiana wybranymi ujęciami z proposów. najwyraźniej przewidując. Ale to wyraz jego oczu — zagniewany. by włamać się do sieci narodowej — mówi Finnick. a ja staram się jakoś trzymać. Krople potu przedostały się przez warstwę pudru na jego górnej wardze i czole. ale nieobecny — przeraża mnie najbardziej.Ludzie stłoczyli się w Centrum Dowodzenia. — Udało mu się! Beetee się przedarł! Sala brzęczy od reakcji. kiedy Peeta powraca. Przerwana tama w Siódemce. nieregularny rytm. nie — odpowiada Plutarch. — By nasze proposy emitowano również w Kapitolu. a Beetee. — Co się dzieje? Nie będziemy oglądać proposów z Dwunastki? — pytam. kiedy kapitolińscy technolodzy próbują odeprzeć atak Beetee’ego. poprzez przejście dalej do zbombardowania oczyszczalni ścieków. Snow ma wystąpić. Nie wiem dokładnie jakiego materiału ma zamiar użyć Beetee. . Wykolejony pociąg z toksycznymi odpadami wyciekającymi z cystern. czy coś w tym stylu. zdezorientowany. Plutarch zrywa się na równe nogi. Nagle patrzę prosto w wężowe oczy prezydenta Snowa. Wskazuje szkody wyrządzone kluczowej infrastrukturze w różnych dystryktach. Wszystko to przypisuje działaniom rebeliantów. Bam! Bez ostrzeżenia pojawiam się nagle w telewizji. Siedzi na wysokim krześle i opiera buty na metalowym szczeblu. Widzimy jak oficjalna prezentacja pogarsza się. Finnick chwyta moją dłoń. Kamera odsuwa się i obejmuje Peetę. różne części mapy rozświetlają się. które może wykorzystać. Plutarchem targają spazmy rozkoszy i niemal wszyscy kibicują Beetee’emu. ma zasób pięcioi dziesięciosekundowych fragmentów. kiedy zastępuje go fragment z Finnickiem opowiadającym o Rue. Ale nie są na to przygotowani. wzmocniona hymnem. — Beetee uważa. — To znaczy. Widział mnie na ekranie. możliwe. Pracuje nad tym teraz w Obronie Specjalnej. Napotykam spojrzenie Haymitcha po drugiej stronie sali i widzę moje własne przerażenie odzwierciedlone w jego oczach. ukazując zwyczajną gadkę Kapitolu. — Gorzej z nim — szepczę. że nie utrzyma zbyt długo kontroli. Peeta zaczyna mówić sfrustrowanym głosem o potrzebie zawieszenia broni. kiedy wita naród. pokazując obrazy destrukcji. Wydaje się zabarykadowany za swoim podium. który znajduje się przed wyświetloną mapą Panem. że znalazł sposób. Chyba się zaczyna. — Och. Walący się pod wpływem ognia spichlerz. ale Finnick pozostaje bez ruchu i bez słowa tuż obok mnie. stojąc na gruzach piekarni. Wystukuje swoją protezą dziwny. a kiedy mówi. ale zarezerwowali mi miejsce między Finnickiem a Plutarchem. Próbuje podjąć mowę. Dzisiaj ma być program na żywo. by mnie pocieszyć. Pojawia się pieczęć Kapitolu.

kiedy przywrócone zostaje bezpieczeństwo sieci. mówiąc. Snow brnie dalej. ma jakieś pożegnalne słowa dla Katniss Everdeen. — Umrzesz zanim nastanie nowy dzień. Peeta próbujący mówić dalej.. że pokazuje wykafelkowaną na biało podłogę.Zdajemy sobie sprawę. Jednak pomiędzy obrazami. Odgłos uderzenia nierozłączny z okrzykiem bólu Peety. emitując ujęcie mnie stojącej przed szpitalem w trzysekundowych odstępach. Kamera przewrócona tak. Słychać gorączkowe wymiany zdań w ich kabinach. Na dźwięk mojego imienia. że z każdym okrzykiem radości Peeta coraz bardziej wymyka nam się z rąk. zostajemy wtajemniczeni w prawdziwe wydarzenia. Na planie panuje zamęt. które uważają za obciążające. Po około dwudziestu sekundach Snow i Peeta wracają na wizję. A ty… w Trzynastce… — Oddycha ciężko. Spoza kamery Snow rozkazuje: — Zakończyć to! Beetee pogrąża wszystko w chaosie. Ani w dystryktach. Transmisja zostaje wznowiona. Szuranie butami. . Pieczęć Kapitolu powraca w towarzystwie monotonnego dźwięku. w jego oczach widać szaleństwo. biorąc pod uwagę dzisiejszą demonstrację. które rozgrywają się poza planem. I jego krew rozbryzgująca się na kafelkach. jakby walczył o powietrze. — Katniss… myślisz. twarz Peety wykrzywia się w wysiłku. że jak to się skończy? Co pozostanie? Nikt nie jest bezpieczny. Snow pyta Peetę czy. Nie w Kapitolu. ale prawda i sprawiedliwość i tak zatriumfują. że najwyraźniej rebelianci próbują teraz zakłócić rozpowszechnianie informacji.

— Cisza! — Wszyscy wpatrują się w Haymitcha. muszą się liczyć z kontratakiem. — Biją go do krwi. kiedy próbują odszyfrować słowa Peety. Pani prezydent nie wydaje się zaniepokojona. by w końcu utknąć w moim gardle. Choć przez dekady utwierdzano nas w przekonaniu. kiedy my tu sobie rozmawiamy. Ale on wierzy w to. że chcą je odzyskać. Jakiś głos prosi wszystkich o uwagę. — My tak. delikatnie stukając palcem w krawędź panelu kontrolnego przed sobą. dławię się swoim żalem. — To żadna wielka tajemnica. Nawet zwykłe bombardowanie może bardzo uszkodzić nasze militarne zaplecze. Przygotuj ludzi. Albo czy jest prawdziwa. — Oczywiście jesteśmy przygotowani na taką ewentualność. — Nie znasz go — mówi Haymitch do Coin. by uwolnić słowa. I. Kiedy decyduje się przemówić. o którym wiemy. — Haymitch ma rację. a jedynie nieco zakłopotana takim rozwojem wypadków. „A ty… w Trzynastce… umrzesz zanim nastanie nowy dzień!” Nikt jednak nie przejmuje się posłańcem. Pociski atomowe uwolniłyby promieniowanie do atmosfery. że jest. W Trzynastce. wyda im się to wartym podjęcia ryzykiem. a to wiązałoby się z niezliczonymi szkodami wyrządzonymi środowisku. co Snow mu robi. że. zwraca się do Haymitcha spokojnym głosem. że zostaniemy zaatakowani. Tutaj. Nie wiem skąd Peeta zdobył tę informację. którego krew na ekranie zastąpiły zakłócenia. ze względu na nasz obecny sojusz z rebeliantami. pomóż mi! Muszę mocno sobą potrząsnąć. Pytania i żądania odbijają się od ścian. Chłopak mówi nam. Niewykluczone jednak. Nawet gdybym potrafiła uwolnić mięśnie mojej szyi. — Jak udałoby mu się zdobyć taką informację? — Dlaczego mamy mu wierzyć? — Skąd wiesz? Haymitch wydaje z siebie pomruk frustracji. czy ktoś by zauważył? W sali aż huczy. oczywiście. Krzyk rozpoczyna się w dolnej części moich pleców i toruje sobie drogę przez całe ciało. Rozmyśla nad słowami. że dalsze bezpośrednie ataki na Trzynastkę tylko Kapitolowi zaszkodzą. Przez chwilę jestem awoksą.Część II Atak 10. A oni… Nie potrafię wypowiedzieć na głos tego. Czego więcej potrzebujecie? Katniss. pozwolić głosowi przedrzeć się przez przestrzeń. .

jak przypuszczam. Bez wątpienia informacja przekazywana jest do jakiegoś komputera. jako że komplikacje wyciągnięcia nas na ćwiczenia przeważały nad korzyściami. Tak jakby miały dosłownie wygonić nas z wyższych poziomów. bezgłośnie. — Przejdźmy do fazy zamknięcia. Nikt nie wrzeszczy. Jedyną zaletą jest to. Zaczyna szybko pisać na klawiaturze. w której unosi głowę. by upewnić się. zignorowałam pulsujące brzęczenie wydobywające się z systemu dźwiękowego i patrzyłam jak pająk buduje swoją sieć. wywołujące strach syreny alarmowe. Niewiele pamiętam z pierwszego. a oczy robią się ciężkie. by doprowadzić całą populację do szaleństwa. autoryzując swoją decyzję. Niektóre części ścian są z kamienia. Byłam ledwie świadoma mechanicznego głosu nakazującemu ludziom zebrać się w żółtych strefach. tym mniej przenikliwe stają się syreny. więc niemożliwe. ale w Trzynastce subtelne ironie są zwykle niedostrzegane. ale niemożliwe jest dojrzenie kogokolwiek poza tymi. Strumienie ludzi łączą się tworząc rzekę i płyną jedynie w dół. To miejsce wydaje się samo nie wiedzieć czy jest naturalne. które teraz przenikają Trzynastkę. by opuściły procedurę.— Tak myślisz? — pyta Haymitch. a Boggs wciąż prowadzi mnie w dół dopóki schody nie kończą się wreszcie na brzegu ogromnej jaskini. Szukam mamy i Prim. jest prawdopodobne. drażniące bębenki uszne. by mnie policzyli. Jednak obie pracują dzisiaj w szpitalu. co. Ten dźwięk nie może zostać zlekceważony. Zaczynam iść prosto w jej stronę. Cień w jego głosie jest bardzo wyraźny. że pacjenci byli z niego zwolnieni. wydaje się zaprojektowany po to. Podczas drugiego. Boggs wyprowadza Finnicka i mnie z Centrum Dowodzenia. Schowałam się wtedy za rurą w pralni. Byłam na intensywnej terapii w szpitalu i wydaje mi się. że muszę machnąć planem dnia przed czytnikiem. Grupy ludzi zaczynają przedzierać się do oznaczonych drzwi. wzdłuż korytarza aż do drzwi i szerokiej klatki schodowej. Uszy mi pękają. którzy bezpośrednio mnie otaczają. W chwili. że nikt się nie zgubił. Nawet dzieci nie protestują. Ale to jest Trzynastka i takie rzeczy nie mają tu miejsca. Były dwa alarmy bezpieczeństwa odkąd przybyłam do Trzynastki. nikt nikogo nie popycha. podczas gdy stalowe belki i beton . Schodzimy coraz niżej. kiedy Boggs zatrzymuje mnie i pokazuje. Jesteśmy na głębokości kopalni węgla. procedury Poziomu Drugiego dla mniejszych zagrożeń — jak czasowa kwarantanna. podczas gdy obywatele byli badani na obecność choroby podczas wybuchu epidemii grypy — mieliśmy powrócić do naszych kwater mieszkalnych. już za późno na procedurę bezpieczeństwa Poziomu Piątego — mówi Coin. że im głębiej schodzimy pod ziemię. zaczyna się. Żadne z tych doświadczeń nie przygotowało mnie na nieme. czy stworzone przez człowieka. — Tak. W każdym razie. bo żadne słowo nie zostałoby usłyszane ponad tym ogłuszającym dźwiękiem.

Jedynie gapię się na niego. że tak powiem — kontynuuje. To miejsce zostało zaprojektowane na dłuższy pobyt. że inni będą cię obserwować. — Spójrz na odwagę. Łóżka są wykute w skalnej ścianie. Prawdopodobnie obie pomagają przemieścić pacjentów. że wszyscy członkowie Twojego Oddziału są na miejscu. jakbym wolno rozumiała. to na pewno jest dla ciebie zły czas. — Katniss. tu jesteś — mówi. Upewnij się. którą Peeta właśnie zademonstrował! — Z trudem powstrzymuję się przed uderzeniem go w twarz. Białe znaki z literami lub liczbami są zamieszczone w odstępach dookoła jaskini. — Muszę wrócić do Coin przed zamknięciem. Jest też kuchnia. — Ogień jest zaraźliwy. — Tak! Wspaniale. Wciąż promieniuje szczęściem po sukcesie Beetee’ego w ataku na transmisje telewizyjne. Zgłoś się w Zaopatrzeniu i pozyskaj jeden plecak na każdego członka Twojego Oddziału. Zwróć plecak(i). że mamy się zgłosić w strefie. Powoli słowa stają się bardziej wyraźne. Idę do wielkiej litery E wymalowanej na ścianie. 2. Plutarch? — mówię. Kartka białego papieru laminowana w przezroczystym plastiku.wzmacniają inne. 1. Wykute w ścianie są dwa łóżka — jedna z nas będzie spać na podłodze — i sześcienna przestrzeń magazynowa na poziomie ziemi. Nasza przestrzeń to trzy i pół na trzy i pół metra kamiennej podłogi wyznaczona malowanymi liniami. że jestem nagrywana. Kiedy Boggs mówi mnie i Finnickowi. Mama i Prim jeszcze nie dotarły. która odpowiada przyznanym nam kwaterom — w moim przypadku E jak Oddział E — podchodzi do nas Plutarch. Zachowuj się dobrze — mówi i ulatnia się. Oczy skierowane na las. . Przygotuj swój Obszar Życiowy. z całym tym pogorszeniem się Peecie. Nie mogę uwierzyć. którzy pojawili się w bunkrze. — Ach. inni też spróbują. Gapię się nieruchomo na małe czarne plamki na kartce. nie na drzewa. — Co? — pytam. ale musisz być świadoma tego. Jeśli zaczniesz panikować. Człowiek zawsze jest odważniejszy przed publicznością — mówi. głosi: PROTOKÓŁ BUNKRA. Pierwsza część zatytułowana jest „Po przybyciu”. to się rozprzestrzeni z prędkością światła — wyjaśnia Plutarch. Nie na ukaranie Peety ani nadchodzące bombardowanie Trzynastki. Ostatnie wydarzenia wywarły na nim małe wrażenie. ale ja byłam jedną z pierwszych. których nie potrafię się pozbyć sprzed moich oczu. Przez jakiś czas zasłaniają je kropelki krwi. — Dlaczego po prostu nie zacząć udawać. że naprawdę zdegradował fatalne położenie Peety do zwykłego pogorszenia. — Inni ludzie w bunkrze będą brać przykład z twojego zachowania. łazienki i punkt medyczny. Jeśli będziesz spokojna i dzielna.

kiedy próbuję wydostać się z zaopatrzeniem. Ale nie. Ludzie ustawiają się za nią. Zsuwam jeden na plecy. Widzę jak przygotowują się do zamknięcia grubych metalowych drzwi przed nami. — Nie ma jej tu? — dziwi się kobieta. Obie wiemy. ale nie ma jeszcze zbyt wielkiego ruchu. próbując wydostać się z bunkra. że mam rację. a później waha się przy schodach. Widzę jej reakcję na syreny. Być może nie będzie to leżało w ich gestii. — Kot! Wróciła po niego! — Och. okazuje się. zestawy szarego ubrania. Powoli obracają do środka metalowe kółka po obu stronach. przytakuje. Rozdarta przez moment. Przestrzeń między drzwiami a . Były na liście tutaj. 3. Gdzie ona jest? Gdzie mogła pójść? Przez chwilę zaciskam mocno powieki. w które zabrano pacjentów. nic nie przekona żołnierzy do otwarcia ich. otwieram jeden z plecaków. Niewybrednie odpycham ludzi i kiedy krzyczę do nich. podaję literę oddziału i proszę o trzy plecaki. obserwując ją jak zdobycz na polowaniu. Zaczynam się już niepokoić. w razie gdyby miały jakieś medyczne obowiązki. Coś mi mówi. by zastać szybko formującą się za mną grupę. by poczekali. Te muszą być dla mamy i Prim. zdejmuje odpowiednie plecaki z półek i wymachuje nimi przed licznikiem. Zastanawiam się czy mama i Prim zostaną na noc w miejscu. Po pościeleniu łóżek. nie wydaje mi się. kiedy pojawia się mama. — Gdzie Prim? — pytam. Spoglądam za nią na morze obcych. szczoteczkę do zębów. Czy to kwestia zgrania w czasie? Czy Plutarch ma rację? Czy ci ludzie dostosowują swoje zachowanie do mojego? Z powrotem w naszej przestrzeni. ułożeniu ubrań i zwróceniu plecaków. Siadam na podłodze ze skrzyżowanymi nogami i czekam. gdy gestem nakazują jej zejść do bunkra. chwytam dwa pozostałe w dłonie i obracam się. zajmują pozycje. nie mam do roboty nic poza wpatrywaniem się w ostatnie polecenie. Ale dlaczego? Gwałtownie otwieram oczy. — Przepraszam — mówię. domagają się zaopatrzenia. Mężczyzna sprawdza listę. nie — mówi mama. Oczekuj dalszych instrukcji. Podchodzę. — Miała zejść tutaj prosto ze szpitala. głęboki pokój z ladą na przedzie. Stały strumień ludzi zaczyna wypełniać pomieszczenie.Skanuję wzrokiem jaskinię aż udaje mi się zlokalizować Zaopatrzenie. Zapełnienie całego miejsca nie zajmie dużo czasu. że kiedy tylko drzwi zostaną zapieczętowane. Wyszła dziesięć minut przede mną. pościel. Przepychamy się przez napływającą falę ludzi. grzebień i latarkę. że jedyną widoczną różnicą są dołączone do szarych białe zestawy ubrań. by znaleźć w nim cienki materac. Kiedy przeglądam pozostałe plecaki. jak spieszy na pomoc pacjentom.

— Prim! — krzyczę w stronę schodów. by się uspokoić i podnoszę Jaskra za kark. Dobrze. Trzyma pudełko z zaopatrzeniem medycznym z naszej kuchni w Dwunastce. Nie na tyle. ten obraz pomagał mi radzić sobie z nim przez lata. czegokolwiek.futryną kurczy się do metra. Pomysł. pocałunku. kiedy próbuję się wyrwać. jako że uważa prychanie za swój osobisty sposób wyrażania pogardy. Katniss. — Prim! Nagle coś słyszę. Cichy odgłos kroków na schodach. a zaraz potem przytulam ją. że zraniłam kocie uczucia tej bestii aż się prosi o dalsze drażnienie. miejsca naszej ostatniej rozmowy. by uniknąć zmiażdżenia mi palców. On wróciłby. incydentu. porywając go z powrotem w swoje ramiona. żeby nas chronić. przez co moja siostra natychmiast występuje w jego obronie. nie dokuczaj mu — mówi. — Co ty sobie myślałaś? — Ze złością potrząsam Prim. które wnosi do bunkra. Katniss. W odwecie wydobywa z siebie bezradne kocie miauczenie. przepraszam. Konsternacja pojawia się na twarzach żołnierzy. kiedy miałam okazję. pozostało jedynie kilkanaście centymetrów. — Idziemy! — słyszę wołanie mojej siostry. — Idą! — mówię strażnikom i wtedy otwierają drzwi na jakieś trzydzieści centymetrów. wyobrażam sobie Jaskra zmienionego w parę rękawiczek. — Już i tak jest smutny. Lepiej idź go tam zadomowić zanim zacznie wariować. że zamkną nas tu wszystkich — dopóki nie pojawia się Prim z zarumienionymi od biegu policzkami. Wciągam ją do środka. a ja staję twarzą w twarz z Gale’em. — Och. zanim on ma szansę to zrobić. Drzwi zamykają się z głośnym i ostatecznym szczękiem. — Dobrze. pół. co wydaje się go nieco irytować. . Przez ramię przerzucił sobie moją torbę myśliwską. Jesteśmy pod wielkim E na ścianie. — Oddycham głęboko kilka razy. Kładzie uszy po sobie i unosi łapę. wlokąc ze sobą Jaskra. Jednak Prim szczerze się o niego martwi. — Dobrze. — Powinnam była cię utopić. Mama tłumaczy sytuację strażnikom. — Otwórzcie! Wypuście mnie! — wrzeszczę. kiedy obracają koła w drugą stronę. ale wystarczająco. zgniatając Jaskra między nami. — Przytrzymajcie drzwi! — To Gale. by mnie przepuścić. Wykorzystuję okazję i wciskam ramię w szczelinę. kiedy wciskam dłoń w szczelinę. Ale nie ośmielam się poruszyć — z obawy. Powinnaś była go widzieć jak włóczy się po pokoju i zawodzi. Prycham na niego. a Gale podąża za nami z ramionami pełnymi pakunków. Prim ulatnia się. Więc zamiast tego. Prim już zaczyna tłumaczyć: — Nie mogłam go zostawić. Nie znowu.

I wtedy uderza pierwsza bomba. Niemal prycham i na niego. myślę. Obwiązuję perłę rogiem spadochronu i zakopuję ją głęboko w czeluściach torby. Niemal każdy wycofuje się do swoich przestrzeni po zamknięciu drzwi. ale w torbie znajduję złoty medalion i srebrny spadochron z sączkiem i perłą Peety. — Co robiłeś na górze w naszym pokoju? — Tylko sprawdzałem — mówi. jakby to było życie Peety i nikt nie mógł mu go odebrać. Nie uformowane w słowa odgłosy ludzi — spontaniczne piski. w korzeniach zębów. — Jesteśmy pod Czterdziestką Siódemką. Głos Coin rozbrzmiewa w systemie nagłaśniającym. Zaznacza. jedynej rzeczy. że to nie są ćwiczenia. by sprawdzić. Początkowo odczuwam uderzenie. Peeta. Moje oczy wznoszą się ku górze w oczekiwaniu na widok gigantycznych szczelin pędzących po suficie. To by było na tyle jeśli chodzi o świecenie przykładem. kwilenie dzieci. Och. Broszka z kosogłosem jest teraz razem z kostiumem od Cinny. którego chyba powaliłam na podłogę. gdybyś mnie potrzebowała. w szpiku kości. Jak wilgotne błoto na butach. On lubi tak leżeć podczas burzy. jako że Peeta Mellark. Książkę z roślinami. napotyka moje spojrzenie i pociera swój łokieć. ale kogo to obchodzi? I tak myślą. Bliższy jest temu. osamotniony szaleńczy śmiech — wirują w ciężkim powietrzu. co mieliśmy w . Próbuję wyglądać na spokojną. a zaraz potem następuje eksplozja. której tak naprawdę się boi. kurtkę myśliwską. nie miałyby szans przetrwania — mówi. Kucam z plecami opartymi o ścianę. Prim ulokowała Jaskra na niższym łóżku i przykryła kocem tak. Jakby to mogło kogoś zwieść. Odległy dźwięk syren nagle się urywa. — Dzięki za… wszystko. co udało się Gale’owi uratować w mojej torbie myśliwskiej. Światła gasną i nagle doświadczam całkowitego zagubienia w ciemnościach. zdjęcie ślubne rodziców i osobistą zawartość mojej szuflady. że widać tylko jego łeb. ale sam bunkier jedynie delikatnie drży. by jakoś zatrzeć złe wrażenie po gorączkowym przepychaniu się przez tłum. dopóki ja go strzegę. której odgłos rezonuje w każdej najmniejszej części mojego ciała. Wszyscy tu zginiemy. w linii moich jelit. zwycięzca z Dwunastego Dystryktu. Mama ostrożnie lokuje pudełko w sześciennym magazynie. urażony. że mam nie po kolei w głowie. które jest normą w Trzynastce. solidnych kamiennych brył pędzących prosto na nas. więc i ja zaczynam kroczyć ku mojemu nowemu domowi obserwowana przez co najmniej pięciuset ludzi. — Odbieram od niego nasze rzeczy. Jeden mężczyzna. nierówne oddechy. Krew jak krople deszczu na szybie. Nagle słychać brzęczenie generatora i przyćmiony chwiejny blask pojawia się w miejsce jaskrawego światła. dziękując nam za przykładną ewakuację wyższych poziomów. prawdopodobnie wyjawił w telewizji zamiar planowanego na ten wieczór ataku na Trzynastkę.— Jeśli Peeta ma rację.

.naszych domach w Dwunastce. być może nieco bardziej ponury. co jest raczej mało prawdopodobne. zaciskam dłoń na jej nodze i przyciągam się do niej. Bo nie ma już sensu w bombardowaniu Trzynastki na powierzchni. Dzięki Bogu. które w jakiś sposób zawiera w sobie wszystko. Nic nam się tutaj nie stanie. — Uczyliśmy się o nich podczas wprowadzenia dla nowych obywateli. czego nie potrafię określić. Potrzebne środki. wciąż kojącym głosem dla dobra kota. jestem pewna. kochanie. okazja. Ogólne pojęcie. wypełnia bunkier. głośność zmienia się wraz z migotaniem świateł. Półmrok sprawia. Czy mają jakieś zabezpieczenia przed atakiem nuklearnym? A nawet gdyby były całkowicie skuteczne i nie przepuszczały promieniowania. — To nic w porównaniu z bombami w Ósemce — mówię. odwaga. chyba mógł być każdego typu. Zaprojektowane są. że pierwszy pocisk nie był nuklearny. by nas ostrzec. a inaczej by się to skończyło. czując jak chłodny dreszcz rozchodzi się po moim ciele. Nigdy by mnie stąd nie wypuścili.. kiedy mówi do Jaskra: — Wszystko w porządku. czego potrzebował. że ciężko jest dostrzec ciężkie metalowe drzwi na końcu bunkra. Mama obejmuje nas ramionami. — Niekoniecznie — mówi Prim. wszystko w porządku. — Niektóre po prostu zawierają w sobie dużo materiału wybuchowego. — Nuklearny? — pytam. że Peeta miał potrzebne środki. by wzniecić alarm. — Jesteśmy bardzo głęboko. Wiedza. by wyrzucić z siebie wiadomość. Jednak. ale bardzo . To bez sensu. Czujniki wskazują. kiedy świece i ogień w kominkach paliły się słabo w zimowe noce. Czy ta trudność jest skutkiem tortur? Czy czegoś więcej? Czegoś jak szaleństwo? Głos Coin. — To prawdopodobnie pocisk burzący — mówi Prim. Dlaczego? Łatwość. — Najwyraźniej wiadomość od Peety Mellarka była prawdziwa i mamy u niego dług wdzięczności. Czy myśli o tacie zmienionym w nicość w kopalni? — Jednak niewiele brakowało. a ja mogłabym wywołać masową panikę. walczył. że jesteśmy bezpieczni — mówi słabo mama. Jej głos jest opanowany. Pozwalam sobie przez chwilę znowu poczuć się jak mała dziewczynka i kładę głowę na jej ramieniu. Peeta wydawał się toczyć jakąś walkę w swoim umyśle. W ciemności sięgam w stronę Prim. czy kiedykolwiek moglibyśmy opuścić to miejsce? Myśl o spędzeniu reszty mojego życia w tym kamiennym grobowcu przeraża mnie. I coś jeszcze. Chcę biec jak oszalała do drzwi i żądać uwolnienia mnie do tego. by przeniknąć głęboko w ziemię zanim wybuchną. z jaką posługuje się słowami. co czeka na mnie na górze. jest jego największym talentem.

to się zaczęło wraz z pierwszymi Igrzyskami — a to zostawia mi niewiele czasu na poświęcanie jej uwagi. sugeruję: — Może do niego dołączysz tam na górze. kurczy się w magazynie. nawet pomimo tego. Nie opiekowałam się nią tak.potężny. a później nieśmiały uśmiech pojawia się na jej ustach. gdyby tego nie zrobili. że wszystkie zaczynamy się śmiać. ale taki rodzaj logiki raczej mi się teraz nie przyda. Muszę jej to jakoś wynagrodzić. — Obserwowali jak pomagałam w szpitalu. jak ci się podoba Trzynastka? — zaczynam. Zdaję sobie sprawę. — Świetnie — odpowiadam. — Oczywiście. Prim? — Wiem. . że tak. Jednak wciąż jest tyle do nauki — mówi mi. Pomimo niesprzyjających okoliczności. że to głupie. Nie musimy się o ciebie martwić. Później przyciągam przed niego materac dla mnie i mojej siostry. cieszę się. — Prim. że spędzę trochę czasu z siostrą. że potrzebna jest w punkcie medycznym. — W tej chwili? — pyta. bo jaskinia emituje wilgotny chłód. tak. że nigdy nawet nie spytałam jej jak radzi sobie z szokiem po przybyciu tutaj. że łóżko mogłoby się na nas zawalić podczas ataku — mówi. Koniec końców to Gale sprawdził nasz oddział. Pierwszy raz o tym słyszę. naprawdę — mówię jej. Obie się śmiejemy. Jeśli łóżka się zawalą. jak powinnam. Dostajemy pozwolenie na skorzystanie z łazienki w małych grupach i umycie zębów. Jaskier. Ale później przypominam sobie. że cokolwiek mogłoby się przemknąć obok niego? — Wskazuję na Jaskra. Odkąd tu przybyłam jestem wciąż czymś potwornie zajęta — nie. że oddali się jedynie na trzydzieści metrów. Cóż. za czym mogłabym tęsknić. Wiele z tego dowiedziałam się już w domu. — Myślisz. chyba że zarządzi się inaczej. że wyszkolą mnie na lekarza. że nie zostało już nic. Już uczęszczam na kurs medyczny. ale prysznic został dzisiaj odwołany. przynajmniej nie w ten sam sposób. jak kiedyś. To takie podstawy dla początkujących. ale boję się.. — Myślę. Spodziewamy się kolejnych. — Nic nam nie będzie. — Milknie. Na czas ataku obywatele zobowiązani są do pozostania w swoich obszarach. nie ja. Kiedy mama odchodzi. — Czasami strasznie tęsknię za domem. cały bunkier przestanie spełniać swoją funkcją i pogrzebie nas żywcem. Byliby głupi. Nawet mnie jest go żal. który obdarza mnie tak beznamiętnym prychnięciem. Kulę się z Prim na materacu pod podwójną warstwą koców. Niechętnie nas zostawia.. Tutaj czuję się bezpieczniej. a ja czuję jego koci oddech na mojej twarzy. Żołnierz mówi mamie. Oczyszczam więc sześcienny magazyn i tworzę Jaskrowi legowisko w środku. żałosny nawet pod ciągłą opieką Prim.

bo nie grozi mi to. Katniss? Jak sobie radzisz? — Krótkimi. Gale. ponieważ Prim przenosi całą uwagę na mnie. którą mogłaby przynieść rebelia. Prim brzmi o tysiąc lat starzej. że to właśnie mnie uspokoi. jego niszczeniu na ekranie i dzielę się z nią swoim przekonaniem. — Katniss. — Więc… jak myślisz. szczególnie teraz.Prim lekarzem. na kim ci zależy. Ale jej kolejne słowa są dla mnie zaskoczeniem. mówiąc: — Nie zrobią mi krzywdy. Może nawet właśnie mam atak serca. trybutka z Siódmego Dystryktu w ostatnich Igrzyskach. kiedy Kosogłos wywołuje takie spustoszenie. Więc opowiadam jej o Peecie. rozświetla mrok w moim wnętrzu. Przyciąga mnie bliżej. Jaskier musi przez moment zająć się sobą. która widziała całe zło. myślę. delikatnymi ruchami głaszcze Jaskra między oczami opuszkiem palca. że dobrze. — I nie mów mi. że Snow nie może pozwolić sobie na zmarnowanie życia Peety. że Prim ma rację. Zniszczył mój dom. co mu zrobią? — pytam. ale odepchnęła mnie. — Jeśli to zrobi. To prawda. I wiem. Już zabił Cinnę. bo tak naprawdę nie zostało już nic do powiedzenia. a nawet Haymitch są poza jego zasięgiem. kiedy się odzywa. a ja czuję ten kłujący rodzaj bólu w okolicach serca. byle tylko cię złamać. nie zostanie mu już nikt. Coś małego i cichego. — Wszystko. myśli. kogo bym kochała. . Moja rodzina. Johanna Mason. że tak mówi. Chciałam powstrzymać ją przed wejściem do dżungli. gdzie głoskółki naśladowały głosy torturowanych bliskich. W Dwunastce nie mogłaby nawet o tym marzyć. to tak właśnie się czuję. Nagle przypominam sobie inną kobietę. Oczywiście. Jakiekolwiek jest przeciwieństwo słowa „dobrze”. ale nie wydaje się to godne zauważenia. palcami zakłada mi włosy za ucho. Pozostał mu tylko Peeta. jakie Kapitol ma do zaoferowania. Nie został już nikt. — A co z tobą. co wam. Nie będzie mógł cię zranić. Przestałam mówić. To jest przyszłość. że w tej właśnie chwili na pewno go zabijają. że prezydent Snow nie zabije Peety — mówi Prim. jak zapalona zapałka.

a Jaskier próbuje go złapać. Mieszkańcy Trzynastki są naprawdę spragnieni rozrywki. ale o jej przebiegu nie wiemy nic. które zżera mnie od środka przez następne trzy dni. jeży się agresywnie. odpowiadam sobie na pytanie. gdyby Peeta umarł. Okaleczyć dystrykt. W bunkrze współpraca wyznacza porządek dnia. Oczywiście wojna wciąż się toczy. wszystkie potężne. myśląc. Dopóki Jaskier czuje.) Ale jedna rzecz prawdziwie doprowadza Jaskra do szaleństwa: kiedy światło pali się. co tak bardzo chcę ocalić. Nasze ekrany nigdy się nie włączają. Trzeba jedynie poruszać strumieniem światła latarki dookoła podłogi. Bomby zrzucane są co kilka długich godzin. Peeta jest światłem. więc kiedy już myślisz. a głos Coin przekazuje nam jedynie krótkie aktualności dotyczące rodzaju pocisków. Przypuszczam. że Peeta żyje. że ma szansę złapać nieuchwytne światło w swoje łapy. Ale zniszczyć? Nie. Jaskier przez chwilę szaleje i nie wie co się dzieje. wysoko na ścianie.) Kiedy światło gaśnie całkowicie. Jestem na tyle małostkowa. co się dzieje. Niewielkie okresy uspołeczniania się mają zmniejszyć nudę. ćwiczeń i snu. nie da się użyć? Nie wspominam o tym nikomu. gdzie nie jest w stanie doskoczyć. Coin miała rację w tym względzie. na krótszą metę. że robi przy tym z siebie głupka. że jest mądry i zachwycający. bardzo szkodliwe. Stosujemy się do ścisłego planu posiłków i kąpieli. Nie niszczysz tego. Prawie nie otrzymujemy informacji o tym. bo uważam. że. (Tak by się stało. Jeszcze cztery pociski burzące spadają na nas w tym czasie. chcą powstrzymać atak na transmisje telewizyjne i utrzymać mnie z dala od telewizorów Panem. które zjada mnie od środka. kiedy tylko nie śpię i przedziera się do moich koszmarów. i dorośli są zafascynowani Jaskrem. bo i dzieci. kiedy czekamy na uwolnienie z naszego więzienia bezpieczeństwa. których nie da się już posklejać. ale ta myśl pochłania mnie. Co rozbije mnie na milion kawałków. Co mnie złamie? To pytanie. ale jest daleko poza jego zasięgiem. Nasza przestrzeń staje się bardzo popularna. czymś. ale nie widać pośpiechu w tym ataku. Zmusić ludzi do włożenia sporej pracy w odbudowanie go. (Tak się zachowywałam od czasu opuszczenia areny. Jestem Jaskrem. Osiąga on status gwiazdy dzięki wieczornej grze o nazwie Szalony Kot.11. Wydaje się. tak. że celem jest raczej utrzymanie nas w zamknięciu niż zdziesiątkowanie Trzynastki. kolejny wybuch wstrząsa twoimi wnętrznościami. Chodzi wtedy w tę i z powrotem wzdłuż . Przyznano mi nawet dodatkowy zestaw baterii — ogromne marnotrawstwo — do wykorzystania w tym celu. Trzeciej nocy. Szalony Kot staje się metaforą mojej sytuacji. że nalot się skończył. ale radzi sobie z tym i w końcu zajmuje się czymś innym. co chcesz w przyszłości zagarnąć. by czerpać z tego rozrywkę. Kilka lat temu stworzyłam ją przypadkiem podczas zimowego braku prądu. Z jakichś dziwnych powodów wszyscy tutaj uważają. podczas gry.

że będą mogli wykorzystać go przeciwko tobie. (To właśnie Snow stara się teraz zrobić mnie. By zwabić mnie jakoś do Kapitolu — mówię. aż znajduję Finnicka. On już dawno o tym wie. ale każą mi się trzymać materaca na podłodze.ściany. zawodzi i nie da się go pocieszyć albo odwrócić jego uwagi. jest dla Snowa wystarczający. że masz na myśli przynętę. z jakiegoś dziwnego powodu. W poduszkowcu. że zdałam sobie z tego sprawę. Właśnie to go złamało. że nic nie wie. Ból serca powraca i wyobrażam sobie jak począwszy od niego po całym moim ciele rozchodzą się maleńkie pęknięcia. Kiedy zwierzam mu się z mojego odkrycia prawdy o planie Snowa. Poprzez tułów. wreszcie to do mnie dociera. Finnick próbuje pocieszyć mnie w sprawie Peety. innym razem mrużymy oczy. jest nie do zniesienia. była bolesna. że będę spać na którymś z nich. Jeden porządny wstrząs spowodowany pociskiem burzącym i mogłabym się rozpaść na dziwne. ostrożnie wydostaję się spod koca i na palcach przechodzę przez jaskinię. Nie zabiją go. jako że śpię tak niespokojnie. by dostrzec się w ciemnościach. używając Annie. Elektryczność pojawia się i znika. nie schwytali jej ze względu na potencjalne informacje o rebelii. . Zaofiarowałam się. że on mnie zrozumie. nie udając nawet. to ja przepraszam. ostre jak brzytwa fragmenty.) Być może fakt. Jestem przykuta do łóżka. Finnick. W nocy światło przygasa niemal całkowicie i zapalają się lampki bezpieczeństwa w każdej przestrzeni.” — Ostrzegłeś mnie. — Wiedzą. myślałam. Siedzi pod lampą bezpieczeństwa w swojej przestrzeni. Przepraszam — mówię. w dół rąk i nóg. Po Szalonym Kocie zostajemy skierowani do łóżek. Wiedza. Pod ciężarem tej wiedzy naprawdę zaczynam się łamać. torturowany. że nigdy nie zaryzykowałbym zdradzeniem się jej z czymś takim. przytula się do Jaskra na dolnym łóżku. Prim. — Nie. Dla jej własnego bezpieczeństwa. pozostawiając mnie poprzecinaną szczelinami. że odpoczywa. Ale wiedza. — Robią to samo tobie. Że jakoś cię nie ostrzegłem — odpowiada. że Peeta jest w jego mocy. że wykorzystają Peetę przeciwko mnie. — Och. kiedy moje mięśnie są usztywnione w próbie zebrania się w sobie. Mama śpi na górnym. zawiązując supły na swojej linie. Tak mi przykro. szaleję z wściekłości i żalu po moim uratowaniu. prawda? — pytam. czasami lampy palą się pełną mocą. — Cóż. Kiedy większość kręcących się jeszcze po bunkrze bezsennych ludzi w końcu idzie spać. Nagle w mojej głowie pojawia się wspomnienie. że torturowany jest z mojego powodu. Czuję. nie wiem tylko jaką formę przyjmuje jego gra. jeśli uznają. które mogłaby posiadać — odpowiada. która zdecydowała. że ściany jednak wytrzymają. Jest bezużyteczny dopóki nie zgaszę światła. „Szybko zorientują się. Nie rzucam się na materacu teraz. Ale kiedy powiedziałeś. by wydobyć z niego informacje o rebelii.

— Ja po prostu jeszcze tego nie rozumiałem. Każdy? Kiedy Snow złożył mi wizytę przed Tournée Zwycięzców. — Nie radzę sobie. w końcu mi się to udało. że będziesz kontynuować tę strategię. Było już za późno. że cały ten romans to tylko gra z twojej strony. że… — Finnick przerywa z wahaniem. — Z czego zdałeś sobie sprawę? — Z tego. ale wciąż się trzymam. zdałem sobie sprawę. że milknie. — Im bardziej możesz zająć myśli czymś innym. Jak zaczęłam szlochać. zanim udaje mi się spytać: — Jak sobie z tym radzisz? Finnick patrzy na mnie z niedowierzaniem. Wszyscy spodziewaliśmy się. Cóż. — Lepiej się jednak nie poddawać. powinienem zachować dla siebie to. powiedział. że jest martwy. Jak usprawiedliwił moje zachowanie. jak bardzo ci na nim zależy — mówi Finnick łagodnie. I dopiero kiedy Peeta wpadł na pole siłowe i prawie umarł. Katniss! Oczywiście. zrzucając winę na udawaną ciążę. A to dało Snowowi do ręki broń. Wracam myślami do areny. Że naprawdę go kochasz. by ocenił ich jakość. którą zrobimy jutro rano. Biorę głęboki oddech. że nie! Codziennie rano budzę się z koszmarów. tym lepiej — mówi. przywłaszcza go sobie i gryzie kilka razy. jak Snow działa. będzie zorganizowanie ci własnej liny. Zagadkowy wyraz twarzy Finnicka. tylko po to. Ale każdy uważny obserwator dostrzegły. „Przekonaj mnie”. Jeśli któryś wygląda podejrzanie. że pod tym gorącym różowym niebem. on musi to wiedzieć. . Może sama siebie dobrze nie znasz. kiedy Finnick ożywił Peetę. by upewnić się. — Coś w wyrazie mojej twarzy sprawia. Resztę nocy spędzam na materacu. Wygląda na to. by mogło ci to jakoś pomóc. obserwując pojawiające się i znikające na linie węzły. by nie doświadczyć żadnej ulgi po przebudzeniu. Przez dłuższy czas siedzimy z Finnickiem w milczeniu. Rano mam obolałe palce. — Pierwszą rzeczą. — Finnick pociąga za koniec swojej liny i skomplikowany węzeł znowu staje się prostym kawałkiem sznurka. kazał mi wymazać wszelkie wątpliwości co do mojej miłości do Peety. że źle cię oceniłem. Nie chcę ci sugerować w jaki sposób. obsesyjnie wiążąc węzły i pokazując je Jaskrowi. Dziesięć razy trudniej ponowne dojść do siebie niż rozpaść się na kawałki. by mnie złamać. której potrzebował.— Nie powinienem był mówić nawet tego. Skoro nie ostrzegłem cię przed Ćwierćwieczem Poskromienia. kiedy cię poznałem. Po pierwszych Igrzyskach myślałem. zmuszając się do pozostania w jednym kawałku. Na razie weź moją. kiedy życie Peety było w zawieszeniu.

Ludzie rozstępują się. i ustawiamy się posłusznie w kolejce do drzwi. Przechodziłam obok przestrzeni Hawthorne’ów. Mniej więcej w połowie drogi pojawia się Boggs i wyciąga mnie z szeregu. wystrojeni i wymalowani ku uciesze tłumów. zanim zawarliśmy sojusz. Cóż. idziemy korytarzem do jednej z wielokierunkowych wind i w końcu docieramy do Obrony Specjalnej. by do nas dołączyli. udowodnienie. — Masz ochotę na cukier? — pyta mnie swoim starym uwodzicielskim głosem. Zanim dowiedziałam się. kiedy zaoferował mi cukier. Mam odparzenia po . — Macie dwie godziny na nagranie materiału ukazującego szkody po bombardowaniu. Coin wreszcie oznajmia. by nas przepuścić. Pytania? — Dostaniemy kawę? — pyta Finnick. Nic na naszej drodze tutaj nie zostało zniszczone. Sprzątamy nasze przestrzenie.Po dwudziestu czterech godzinach ciszy w eterze. — Potrzebujemy całą waszą czwórkę w kostiumach i na powierzchni — mówi pani prezydent. a nie jego. Coin. Nie ma czasu na pogawędki. by iść się przebrać w kostium Kosogłosa. Cressida i wszyscy inni wokół stołu wyglądają na wycieńczonych. Haymitch. ale mają przewagę nad kapitolińskimi oraz. że gra w Szalonego Kota nieco ociepliła mój wizerunek. Nasze stare kwatery zostały zniszczone przez bombardowanie. wspinamy się po schodach. ale wciąż jesteśmy bardzo głęboko. To pewnie skierowało jego myśli w złym kierunku. by tam dotrzeć. że coś jest między nami? Może widział jak idę w nocy do Finnicka. jakby w każdej chwili ktoś mógł mu go zabrać. Ktoś wreszcie przyniósł kawę — choć jestem pewna. Co tym razem? Czy naprawdę myśli. Tak się poznaliśmy. Otoczeni końmi i powozami. To wspomnienie wymusza na mnie uśmiech. że możemy opuścić bunkier. Kiedy odwracam się. by dotrzeć do nowych oddziałów. Gapię się niechętnie na błyszczący czarny płyn — nigdy nie byłam jego fanką — myśląc. zdaje się więc. dostrzegam. że Kosogłos wciąż żyje. Przekazano nam parujące kubki. że jest uważana za środek pobudzający w sytuacji krytycznej — i Plutarch ciasno oplata swój kubek obiema dłońmi. że może pomógłby mi ustać na nogach. jak nam polecono. że jednostki wojskowe Trzynastki nie tylko nie ucierpiały. Wszyscy muszą podążać za dokładnymi instrukcjami. co nim kieruje. — Masz. co najważniejsze. to poprawia smak — mówi swoim prawdziwym głosem i wrzuca trzy kostki do mojego kubka. Szukałam towarzystwa Finnicka. Niektórzy nawet się do mnie uśmiechają. Finnick wlewa mi do kubka nieco śmietany i sięga do miski z cukrem. że Gale obserwuje mnie i Finnicka ze smutkiem. Wychodzimy za drzwi. trudno. Daje znaki Gale’owi i Finnickowi. Boggs wprowadza nas do sali praktycznie identycznej co Centrum Dowodzenia. Plutarch.

układa włosy i nakłada niewielką warstwę makijażu zanim moja kawa zdążyła wystygnąć. że w przyszłym tygodniu zacznie się wrzesień. A Snow ma Peetę. Boggs mówi. która otwiera klapę w ziemi nad nami. Kilka wartowni. Obszar treningowy. a ekipa telewizyjna czeka aż zrobię coś olśniewającego. że Snow miał Peetę w swoich rękach przez pięć. Wrzesień. gdyby powiedział. Obwiniam kawę i usiłuję skupić się na spowolnieniu oddechu. — Jakieś dziesięć minut zanim nasz własny system wykryłby pociski — odpowiada Boggs. że się trzęsę. Po wspięciu się na ostatnią drabinę. — Nie w najbliższym czasie. Przed bombardowaniem bardzo niewiele obecnej Trzynastki znajdowało się nad ziemią. Gale może sobie myśleć co tylko chce. by przestać. Popijam swoją kawę podczas naszej wycieczki i odkrywam. kiedy wchodzimy w obszar za ogrodzeniem. prawda? — pytam. Boggs mówi mi. Jedynie kilka awaryjnych generatorów i fermę drobiu — mówi Boggs. Kiedy na dnie filiżanki zostaje już tylko osad. Wdycham je głęboko i po raz pierwszy pozwalam sobie poczuć jak bardzo nienawidziłam bunkra. — Jak dużą przewagę dało wam ostrzeżenie chłopaka? — pyta Haymitch. Gruz zaczyna zaśmiecać leśną ściółkę. który jest zdecydowanie zbyt szybki jak na tempo mojego marszu. Okrążamy dziurę i idziemy dalej. Jakieś trzydzieści centymetrów najwyższego piętra naszego budynku — z uchylonym oknem dla Jaskra — pokryte grubą warstwą stali. Dotykam dłońmi liści nad głową. może sześć tygodni. by przetrzymać silniejszy atak. Drzewa znikają. Wydostajemy się na powierzchnię w lesie. Po upływie dziesięciu minut aktorzy i ekipa odbywają zawiłą wędrówkę na powierzchnię. Do środka wpada świeże powietrze. Idziemy do pierwszego krateru. nie kierując go do nikogo konkretnego. — Możecie to odbudować? — pyta Gale. Nie mogę się zmusić. Przyglądam się liściowi na mojej dłoni i zauważam. To oznacza. Bardzo.linie na palcach. Nawet to nie zostało zaprojektowane tak. Ten nie uszkodził wiele. szerokiego na trzydzieści metrów i nie potrafię powiedzieć jak głębokiego. Niektóre dopiero zaczynają zmieniać kolor. Kratery otoczone są mieszaniną starych i nowych gruzów. że wszyscy na pierwszych dziesięciu poziomach prawdopodobnie by zginęli. — Ale pomógł. Boggs pociąga za dźwignię. ledwo mogę utrzymać powieki w górze. czuję delikatne pobudzenie przebiegające przez moje żyły. — Jaki dziś dzień? — rzucam pytanie. że nie. że śmietana i cukier znacznie poprawiają jej smak. Nie zniosłabym. — Po prostu go ogrodzimy. W nowej Sali Przeróbek w Obronie Specjalnej moja ekipa przygotowawcza wciska mnie w kostium Kosogłosa. .

I Gale. Cressida wpada na pomysł nakręcenia mnie przed ruinami dawnego Pałacu Sprawiedliwości. Być może Peeta ich uratował. Jestem zmęczona. Kwiaty nie przeznaczone dla jednego. Teraz. które pokażą. Dwa tuziny róż. — Więc. że dystrykt już nie istnieje. Początkowo nie wiem w czym leży problem. że żyjesz i wciąż walczysz — odpowiada Cressida. mrużę oczy w którąkolwiek stronę się nie obrócę. genetycznie zmodyfikowanymi. Kiedy zbliżamy się do czegoś. a światło boli. co jest pewnego rodzaju żartem z Kapitolu. Delikatnie zwiędniętych. który przez lata używał go jako tła dla swoich fałszywych transmisji. myślę. Najprawdopodobniej zrzuconych po ostatnim bombardowaniu. Po spędzeniu kilku dni w bunkrze. by wytrącić mnie z równowagi. Jestem pewna. kiedy byłam unieruchomiona w mojej kapsule trybuta. którymi przystrojony był plan. Jak wtedy. liczy się każda sekunda. — Są dla mnie! Mdląco słodki zapach uderza mnie w nos i moje serce zaczyna walić jak oszalałe w mojej klatce piersiowej. kiedy zobaczyłam róże. czuję jak mój niepokój rośnie. Prim. Gale wskazuje na coś i wszyscy zwalniamy. To jak bicie Cinny do nieprzytomności. Po zbadaniu wydają się nieszkodliwymi. na którym Peeta i ja udzieliliśmy wywiadu po naszym zwycięstwie w Igrzyskach. by pokazać. Przeznaczone po to. pobudzona i zupełnie niezdolna do myślenia o czymkolwiek innym jak tylko o Peecie od czasu.— Oczywiście — odpowiada Boggs. co kiedyś było głównym wejściem. ale nagle dostrzegam. — Nie ruszajcie ich! — wrzeszczę. próbuję się pozbierać i walczyć. . Tłumaczę to innym najlepiej jak potrafię. czego dokładnie ode mnie chcecie? — pytam. Kawa była ogromnym błędem. po ostatnim ataku. Pałac Sprawiedliwości znajduje się jakieś dziesięć metrów od brzegu nowego krateru. Zespół w specjalnych kombinezonach zbiera je i wynosi. — Jedynie kilka szybkich zdań. Róży na mojej szafce. Snow dobrze wie co robi. Nawet przy lekkim wietrze pot spływa mi po twarzy. kwiatami. Kiedy następuje atak. Różowe i czerwone cudeńka o długich łodygach. Przede mną leży druga przesyłka od Snowa. Dodaję ich imiona do listy rzeczy. Ostatnim czego potrzebowałam było pobudzenie. te same kwiaty. Więc nie wyobraziłam sobie jej. Dotarli do bunkra zaledwie na kilka minut przed uderzeniem pierwszego pocisku. jeszcze raz. Moje ciało widocznie się trzęsie i nie potrafię złapać oddechu. że ziemia usłana jest świeżymi różowymi i czerwonymi różami. Ale kiedy Cressida ustawia Castora i Polluxa na miejscu. — Ewakuacja cywili została całkowicie ukończona. Dziesięć minut oznacza ocalone życia. za które nigdy nie będę w stanie mu się odwdzięczyć. że nie znajdą w nich niczego nadzwyczajnego. ale dla obojga kochanków.

Ślina wypełnia moje usta w niedorzecznej ilości i czuję wymiociny z tyłu gardła. Przetrwałaś bombardowanie Trzynastki przez Kapitol. Wpatruję się. Macham ramionami.. Bo nigdy już nie będę mogła wymazać tego z pamięci. źle. — Zajmuję pozycję i wpatruję się w czerwone światełko. Opieram pięści na biodrach. Ale tak naprawdę jedyną osobą. Wpatruję się. — Co jej jest? — pyta Plutarch pod nosem. Bo teraz już wiem. że wciąż czuję zapach tamtych róż. to mnie złamało. Zostaję przytulona przez wiele ramion. by ukryć drżenie. bo on też kocha Peetę. Jak byś to porównała z doświadczeniami z Ósemki? — Tym razem byliśmy głęboko pod ziemią. I opuszczam swobodnie po bokach. Snow zagwarantuje. Przełykam ciężko i otwieram usta. Przysięgłabym. Bo. tak myślę. — Domyśliła się jak Snow wykorzystuje Peetę — mówi Finnick. jest Haymitch. Cressida wraca na swoje miejsce. że za każde moje słowo odpokutuje Peeta. że jego życie stanie się dużo gorsze niż śmierć. Obiecuję — mówi Cressida. Bo teraz już wiem. Słyszę coś jak zbiorowe westchnienie współczucia od strony półkola stojących przede mną ludzi. by się jakoś rozluźnić. — Katniss. Ale nie zabiją go. nie. — Więc. Cressida podchodzi do mnie. — Dobrze się czujesz? — Przytakuję. od której oczekuję pocieszenia. próbując przepchnąć powietrze do przepony. tak samo jak ja. pomijając militarne szkody. który unosi kciuki. — Trzynastka ma się dobrze. Wyjmuje z kieszeni małą chustkę i osusza mi twarz. Będą go przez nie torturować. tak samo jak ja. — Spróbuj jeszcze raz — mówi Cressida. Trzynastka ma się dobrze. tak samo jak. — Przepraszam. — Krzyżuję ramiona. tylko to jedno zdanie i koniec na dzisiaj. — Mój głos urywa się i zmienia w suchy. Podchodzę do niego i . Biorę głęboki oddech. Katniss. — Cięcie — mówi cicho Cressida. Rzucam okiem na Finnicka. tak samo… Nie. Nie potrafię być Kosogłosem.. nic tak miłościwego. — Może spróbujemy z P-i-O? — Tak. i… i wtedy zaczynam płakać. Nie mogę nawet dokończyć tego jednego zdania. by wydobyć z siebie to głupie zdanie i schować się w lesie. — Trzynastka ma się dobrze. jakie pociągnie za sobą utrata Kosogłosa. To mogłoby pomóc. — Trzynastka ma się dobrze. nie potrafię. nie było realnego zagrożenia. piskliwy odgłos.— W porządku. Ale sam też wygląda na roztrzęsionego.

że to konieczne. Będzie dobrze. czując . po których wędrowałam samotnie. Jakaś igła wbija się w moje ramię i cały świat znika. — Plutarch wysyła ekipę ratunkową. — Już dobrze. z nabiegłymi krwią oczami. Ale wszyscy się zgadzają. — Wiem. — Już w porządku. — Haymitch podaje mi kubek. — Szpiedzy mogą zostać zdemaskowani. Stracił panowanie nad sobą zaraz po tym. — Ramiona Haymitcha zaciskają się mocniej wokół mnie — Widziałeś? Jak dziwnie się zachowywał? Co oni mu… robią? — Ledwo mogę złapać oddech. Ludzie mogą zginąć. Przypominam sobie o Peecie i znowu zaczynam drżeć. blady. Nie możemy sobie teraz pozwolić na utratę Kosogłosa. — Masz. Uśmiecham się delikatnie.wypowiadam coś na kształt jego imienia. kiedy szlocham. musiało być silne. — Wiem — odpowiada. nawiedzonych miejsc. — Za tym parawanem. Myśli. — Dlaczego wcześniej tego nie zrobiliśmy? — pytam. Haymitch podchodzi do mnie i ściska moje ramię. — Bo to kosztowne. a on jest przy mnie. I nie ratujemy tylko Peety. Mam poczucie wyłonienia się ze świata ciemności. wydostaniemy też Annie dla Finnicka. — Co? — To nie ma sensu. Powoli siadam i biorę łyk wody. Zrobimy wszystko. — Gdzie on jest? — pytam. kochanie. Spróbujemy wydostać Peetę. odsypia środek uspokajający. obejmuje mnie i klepie po plecach. — Co masz na myśli. Haymitch siedzi na krześle przy moim łóżku. To ta sama decyzja. Nie miałam jednak spokojnych snów. że możemy odzyskać Peetę żywego — mówi. bylebyś tylko mogła dalej funkcjonować. ale udaje mi się jeszcze powiedzieć: — To moja wina! — I wtedy przechodzę w stan histerii. jak ciebie odurzyliśmy — mówi Haymitch. Cokolwiek mi wstrzyknęli. Ale weź pod uwagę. bo mija cały dzień zanim się budzę. że już i tak umierają powoli każdego dnia. Ma ludzi wewnątrz. — Potrafię tylko myśleć o tym… co zrobi Peecie… bo jestem Kosogłosem! — wyrzucam z siebie. — Nie mogę tego dłużej ciągnąć — mówię. A ty nie możesz występować dopóki Snow może się odegrać na Peecie. Usadza mnie na długim ułamanym marmurowym słupie i obejmuje mnie. mówiąc. wypij coś. którą podjęliśmy na arenie. że to kosztowne? Wzrusza ramionami.

— Cóż. Coś jest nie tak. Puszczamy powtórki. — Kto jeszcze. że razem było ich siedmioro — mówi wymijająco. Haymitch nieco za bardzo stara się mnie rozweselić. . Gale. ale on udał. on wszystkim dowodzi.się nieco mniej słabo. Haymitch? — naciskam. Wiesz. Czuję jak złe przeczucie kłuje mnie w dołku. — Wiesz kto jeszcze. Katniss. Wybierali tylko ochotników. że nie zauważył mojej ręki wymachującej w powietrzu — mówi Haymitch. Oczywiście. — Widzisz? Już wykazał się dobrym osądem. że wiem. — Taa. Haymitch w końcu porzuca ten akt dobrej woli. kto pierwszy się zgłosił. — Och. Wy dwoje po załamaniu nerwowym i Boggs organizujący misję ratunkową dla Peety. mamy z tego naprawdę niezły materiał filmowy. To nie w jego stylu. jeśli to Boggs stoi na czele. to duży plus — mówię. — To kto jeszcze się zgłosił? — Wydaje mi się.

Nie mogę tu po prostu siedzieć i czekać na wiadomość o ich śmierci. w którym leżą. — Proszę. Wyblakłą szarą nicość. Pod koniec dnia albo będą martwi. to jest optymistyczne spojrzenie na tę sytuację. — Muszę coś robić. Ale kiedy otwieram drzwi. kiedy przechodzę przez dzielącą mnie od sąsiedniego łóżka zasłonę i znajduję Finnicka rozciągniętego na brzuchu z dłońmi okręconymi poszewką na poduszkę. rzucając im ostatnie spojrzenie i wychodzę z pokoju. Ręce nieruchome. że kiedy Peeta i ja zostaliśmy wepchnięci pod jego opiekę.12. natrafiam jedynie na przeogromną pustkę. żebym kazał im pozbawić cię przytomności dopóki nie będzie już po wszystkim? — pyta Haymitch. w którym głosy i Gale’a. Dzisiaj mogę stracić ich obu. Musi być coś. — Chcę się dostać do Kapitolu. może ukochaną — do których miał nadzieję wrócić. Oczy niezdolne do mrugania. Kiedy wyjaśniam mu obecną sytuację. by wrócić do świata. Szesnastoletni chłopak. jego początkowe poruszenie w tajemniczy sposób znika. że te męczarnie wreszcie mogą się skończyć. A jednak naprawdę jest coś kojącego w myśli. Próbuję sobie wyobrazić świat. których kochał — rodzinę. Haymitch! — Błagam go teraz. Zostań tu. Stoję nad ich ciałami. co może mi przynieść przyszłość. próbując znieczulić się na zbrodnie Kapitolu. który spędził całe swoje dorosłe życie przykuty do dna butelki. do okrutnej rzeczywistości. w jego życiu nie było nikogo? Co Snow im zrobił? — Nie — mówię. On wcale nie żartuje. Gdzie teraz są? Jak to się stało. Porozmawiam z Plutarchem. To człowiek. albo przy nas. To… to więcej niż mogliśmy sobie życzyć! Cóż. — Chcesz. nie widzisz. Kroki Haymitcha wciąż odbijają się echem w korytarzu na zewnątrz. że nie dasz sobie rady. która jest wszystkim. Mogłabym… — Co? Co mogłabym zrobić? Haymitch potrząsa głową. — To niemożliwe. Chociaż to tchórzliwe — a nawet okrutne — wyciągać go z ciemności. przyjaciół. — Jak dawno? Mogłabym ich dogonić. i Peety byłyby uciszone. Chcę być częścią misji ratunkowej. ze spokojnej krainy leków. — Już wyruszyli — odpowiada Haymitch. bo nie potrafię sama się z tym zmierzyć. Nie potrafię. Ale uznaliśmy. by odwrócić uwagę Kapitolu od planowanej misji ratunkowej. — Katniss. . Jesteś zbyt wartościowa i zbyt wrażliwa. że to o wszystkim zadecyduje? Wóz albo przewóz. który zwyciężył w drugim Ćwierćwieczu Poskromienia. co mogę zrobić! — W porządku. robię to. musiał mieć wokół siebie ludzi. Dyskutowaliśmy nad wysłaniem cię do innego dystryktu.

że Kapitol jest kruchy. Opowiadam o tym okropnym dniu. próbuję wymyślić co mogłabym powiedzieć. pomaga mi się skupić. — Jeśli uda nam się go nagrać w przeciągu kilku kolejnych godzin. Ciężko było wtedy o trzeźwe myślenie. ale kiedy cała ekipa telewizyjna zbiera się już na powierzchni. Nareszcie jestem wolna. Macie coś takiego? — pyta Haymitch Perspektywa udziału w czymś. by przynieść mi bochenki chleba. przez co każą mu przechodzić. Przed zrobieniem wszystkiego. — Jak poznałaś Peetę? — pyta mnie. — Kiedy poznałam Peetę. Nie wiem czy to podziała. Szczególnie odkąd ostrzegł Trzynastkę przed bombardowaniem. nie mam już żadnych zahamowań. — Nigdy nawet nie zamieniliśmy ze sobą słowa. by nawet prezydent Snow nie mógł się od tego oderwać. odwrócenie uwagi — mówi Finnick. — Ale on był już wtedy w tobie zakochany — mówi Cressida. Ma dla nas zadanie. Wciąż potrzebują materiału z Trzynastki po bombardowaniu. . Kiedy pochłaniam śniadanie i przygotowuję się. na którym się wcześniej załamałam. pytam Cressidę czy mogłaby rozpocząć wypytując mnie o Peetę. bo w końcu byłam przerażona. Jeśli chce mnie widzieć w kawałkach. — Tak. Ale nie sądzę. Otwieram się. — Jak sobie radzisz z rozdzieleniem? — pyta. że w każdej chwili Snow może go zabić. kiedy próbowałam sprzedawać dziecięce ubranka w deszczu. bym mogła go o czymkolwiek przekonać wykrzykując parę wyzywających zdań w stronę kamery. to nie potrwa wystarczająco długo. miałam jedenaście lat i niemal umierałam. Pierwszy raz odezwałam się do Peety w pociągu wiozącym nas na Igrzyska Śmierci. Prezydent Snow musi się zastanawiać jaki wpływ mają na mnie pochlapana krwią podłoga i jego róże. Okropnie się z tym żyje — mówię. — Spoglądam w niebo i obserwuję lot jastrzębia. w oczekiwaniu na czerwoną lampkę i pytanie Cressidy. muszę się trzymać. — Prezydent Snow przyznał kiedyś w mojej obecności. które uratowały mi życie. Wiem. — Pozwalam sobie na delikatny uśmiech. jak matka Peety wygoniła mnie sprzed drzwi piekarni i jak dał się pobić. — Potrzebujemy czegoś tak emocjonującego.Zasłona odsuwa się i pojawia się Haymitch. jeżeli uda nam się pozbierać. — Ale ze względu na to. Siadam na powalonym marmurowym słupie. I wtedy robię coś. by pomóc misji ratunkowej. Teraz nie jestem. — Nie najlepiej. co Haymitch próbował na mnie wymóc od pierwszego wywiadu. byle tylko obalić Kapitol. To historie zabierają czas. — Tak myślę. Beetee mógłby go wyemitować z myślą o misji ratunkowej i może naprawdę udałoby się skierować uwagę Kapitolu w inną stronę. W tamtej chwili nie wiedziałam co ma na myśli. — Coś jak pułapka. Poza tym. Kapitol jest kruchy. Wybuchy są krótkie. co mogłoby pomóc misji.

których kochałem. Ale zacznijmy od tych. Haymitch mówi mu: — Nie musisz tego robić. Jeśli zwycięzcę uważa się za pożądanego. — Nie byłem jedyny. myślę. dalekim głosem. dotyczących innych. bezgranicznej chciwości i krwawych intrygach. którzy pilnują porządku. kogo się kupowało i . Historii miłosnej z udziałem jego i Annie? Wyliczenia nadużyć w Czwartym Dystrykcie? Ale Finnick Odair obiera zupełnie inną strategię. Jedzenie. Paradę ukochanych Finnicka w Kapitolu. — Nie byłem jedyny. prezydent oddaje go jako nagrodę albo pozwala kupić go po wygórowanej cenie. tylko że wtedy uważałam to za jego własny wybór. ale burzliwą rozmowę. Tajemnice wyszeptane po pijanemu nad wilgotnymi poduszkami w ciemnościach nocy. który kupił sobie dwie zdesperowane dziewczyny. energia. — Owszem. Kapitol się zawali. Jeśli ogłosimy naszą wolność. Wszyscy pokochali opowieść o chlebie. Ale to moja wiadomość do prezydenta Snowa porusza sprężynki w mózgu Plutarcha. bo ludzie. Nigdy nie były prawdziwymi ukochanymi. — Tego właśnie na pewno zechcesz posłuchać. zabija kogoś. Jeśli to jej pomoże. Nie wiem czego się spodziewać. Spisałam się dobrze. by pożreć je i wyrzucić. Ale mamy robotę do zrobienia i czuję. ale znalazłem dużo bardziej wartościową formę zapłaty. Finnick był kimś.bo źródła jego potęgi pochodzą z dystryktów. nawet Strażnicy Pokoju. z której Haymitch jest widocznie niezadowolony. kogo kochasz. Opowieści o dziwnych seksualnych upodobaniach. By poczuć się nieco lepiej. ale przytakuje pod koniec. Chcę przerwać nagrywanie i błagać Finnicka o przebaczenie za każdą mijającą się z prawdą myśl o nim. że nie można wątpić w jego autentyczność. Prezydencie Snow. powtarzając za moimi myślami. — Tajemnice — mówi. Tajemnice. — Finnick zwija w kulkę swoją linę i zaciska ją w dłoni. jeśli nie wspaniale. — Prezydent Snow… sprzedawał mnie… to znaczy moje ciało — zaczyna Finnick płaskim. że właśnie tym płacą mu kochanki. bo mógł to zrobić. moi patroni robili mi prezenty w postaci pieniędzy albo biżuterii. To wszystko tłumaczy. — I być może najbardziej bezbronny. dzięki tobie oficjalnie ogłaszam dzisiaj swoją. Pospiesznie przywołuje do siebie Finnicka i Haymitcha i przeprowadzają krótką. że występ Finnicka będzie dużo bardziej efektywny niż mój. Kiedy Finnick idzie zająć moje miejsce przed kamerą. Jedynie ludźmi jak nasz stary Główny Strażnik Pokoju. Więc nie odmawiasz. Plutarch wydaje się zwyciężać — Finnick jest blady. ale byłem najbardziej popularny — mówi. Snow. bo tak wiele z nich dotyczyło ciebie. zdradach. muszę. byli tacy bezbronni. Cray. Jeśli odmówisz. — Jestem gotów. Finnick powiedział mi. Finnick zaczyna tkać gobelin tak bogaty w szczegóły.

Zostaję z Haymitchem na gruzach. Jeśli złe ścięcie włosów może być tematem godzin plotek. nieuchwytne wirusy albo przeoczoną słabość aorty. ze dlatego nosi róże śmierdzące perfumami. oczywiście. Obwiniano nieświeże skorupiaki. To wszystko co potrzebujecie wiedzieć. Kiedy Finnick kończy. ludzie będą czekać. by zarzuty stawiane przez Finnicka mnie szokowały. jaką uwagę może przyciągnąć najmniejsze potknięcie. mu się to udało? Jedno słowo. że ma przytłumić woń krwi z ust pełnych ran. których wymienia Finnick — wszyscy wydają się być znaczącymi obywatelami Kapitolu — ale wiem. w których Snow wspinał się po szczeblach kariery politycznej. ale w rzeczywistości nieszkodliwym.sprzedawało. Mówią. Finnick cofa się do czasów. by usłyszeć tajemnice prezydenta. Nawet jeśli fale szoku i wzajemnych oskarżeń przetoczą się nad Kapitolem. nie mogę powiedzieć. kiedy doszedł do władzy. o czym nie wiem nic. — Był takim młodym człowiekiem. Nie znam ludzi. . Mówią. by się nimi nie podzielić. Przystojnym. Trucizna. Ludzie umierający niespodziewanie na bankietach albo miesiącami powoli. czy przeznaczenie Finnicka byłoby pewnego dnia również moim. Komu mógłby powiedzieć? I kto by mu uwierzył. by zmontować materiał. musicie się zastanawiać. jak moja ekipa i Fulvia — nawet Plutarcha udaje się czasami zaskoczyć. wbijanie noży w plecy. Idealna broń dla węża. Na tyle sprytnym. by ją utrzymać. mówią… Snow ma listę i nikt nie wie kto będzie następny. i przedziera się do teraźniejszości. — A teraz przejdźmy do naszego kochanego prezydenta Coriolanusa Snowa — mówi Finnick. Jak. — Czy to przydarzyło się też tobie? — pytam Haymitcha. jeszcze gorzej. Wydają się wywierać większe wrażenie na wydartych z Kapitolu rebeliantach. Ale antidota nie zawsze działają. szantaż i podpalenie. a Plutarch wyciąga Finnicka na pogawędkę. Mówią. Być może zastanawia się jak taka smakowita plotka mogła przejść mu koło nosa. jak ja teraz. Snow pił z zatrutych kubków. czy nie ma w zanadrzu jeszcze jakichś historii. Dlaczego nie? Snow mógłby dostać naprawdę dobrą cenę za dziewczynę igrającą z ogniem. wyjawiając ofiarę za ofiarą tajemniczych śmierci przeciwników Snowa albo. by uniknąć podejrzeń. zastanawiając się. jego sojuszników. Jako że moje mniemanie o Kapitolu i jego szlachetnym prezydencie już jest bardzo niskie. gdyby to zrobił? Jednak niektóre tajemnice są zbyt smakowite. kamery wciąż go nagrywają aż to on zostaje zmuszony do powiedzenia „cięcie”. mówią. niewytłumaczalnie zapadający się w mrok. Prawdopodobnie chce sprawdzić. do czego doprowadzą oskarżenia o kazirodztwo. którzy stanowili potencjalne zagrożenie na przyszłość. które nigdy się nie goją. Niewolnikiem z dystryktu. Trucizna. na podstawie paplanin mojej ekipy przygotowawczej. Ekipa spieszy do środka.

Wysadzając cele na poligonie. — Obraca się na krześle. Jednak ekipie technologicznej rebeliantów udaje się obejść nawet to ostatnie i. co może się stać ze zwycięzcą. Wydaje się. Jego zwykłe niespokojne rozkojarzenie zastąpione jest determinacją. Większość mojego wywiadu zostaje wycięta. Przez tę głupią sztuczkę z polem siłowym — odpowiada. Po skończonej pracy nie zostało mnie i Finnickowi już nic poza czekaniem. Punkt odniesienia dla młodych Finnicków. po mistrzowsku. — Zostawcie! — mówi Beetee. Wiążąc węzły. Czy Plutarch wam go pokazał? Oczywiście. Johann i Cashmire. a teraz wywołanie zamieszania transmisją. wyznaczonej godzinie. Przykład tego. W związku z ryzykiem wykrycia. Wyciera twarz chusteczką. — Dopóki nie pojawiliśmy się Peeta i ja — mówię delikatnie. to był dobry plan. bo za taki uznają go także nasi wrogowie. Wszyscy byli martwi w przeciągu dwóch tygodni od mojej zwycięskiej koronacji. kogo mógłby użyć przeciwko mnie. który spowoduje problemy — mówi Haymitch. Nawet nie wzrusza ramionami w odpowiedzi. To lubieżne i krwawe sprawozdanie Finnicka o mieszkańcach Kapitolu staje się hitem dnia. Próbujemy jakoś wypełnić czas w Obronie Specjalnej. — Snowowi nie został nikt. że wmieszany w to został gaz usypiający rozprzestrzeniony po systemie wentylacyjnym. utrzymać kontrolę podczas trwania niemal całego ataku na Snowa. nie ma żadnych wiadomości od członków misji ratunkowej.— Nie. — Jeżeli jeszcze się stamtąd nie wydostali. zdetonowanie bomby w budynku rządowym kilka kilometrów od więzienia. że nie ma na mnie żadnego wpływu. wyrzucając ręce w górę. że po prostu cię nie zabił — mówię. nie. by zobaczyć reakcję moją i Finnicka na jego słowa. to wszyscy są martwi. — Ale wiedział. Służyłem za wzór. Beetee zabiera nas do innego pomieszczenia i pokazuje nam jak członkowie misji z pomocą rebeliantów wewnątrz spróbują — spróbowali — uwolnić zwycięzców z podziemnego więzienia. pozostawiając jedynie tyle. stoimy w napięciu i ciszy na tyłach sali pełnej monitorów i komputerów i obserwujemy jak Beetee wraz z ekipą próbuje zapanować nad czasem antenowym. — Jak twoja elektryczna pułapka na arenie? — pytam. że wciąż jestem żywa i zbuntowana. — Mimo wszystko. Moja mama i młodszy brat. że uważamy plan za trudny do zrozumienia. której nigdy u niego nie widziałam. . rezygnując z dalszych prób wdarcia się do sieci Kapitolu. — Och. — Dziwi mnie. Beetee cieszy się. by uciszyć Finnicka? Przez następne sześćdziesiąt minut gadka Kapitolu pojawia się naprzemiennie ze standardowym popołudniowym programem. by pokazać. Finnickiem i próbami całkowitego przerwania transmisji. Rozpychając obiad po całej misce. odcięcie zasilania. Czy umiejętności Beetee’ego rosną? Czy to jego przeciwnicy w Kapitolu są nieco zbyt zafascynowani. że nie. Dziewczyna. O piętnastej.

Próbujemy z Finnickiem pozostać w Centrum Dowodzenia. Słowa „Wisielczego Drzewa” odtwarzają się w mojej głowie. do windy. którą przyjął także na arenie podczas ataku głoskółek. kiedy lekarz wyciąga coś spod jego łopatki długą pęsetą. ale zostajemy wyrzuceni za drzwi z powodu jakiejś ważnej wojennej sprawy. tracą równowagę i wpadają na ścianę. Lekarze wykrzykują polecenia. Wołam go po imieniu i idę w jego stronę dopóki pielęgniarka nie odpycha mnie z krzykiem. To zegar. I tak właśnie za to zapłaciła. — Finnick! I nagle tak jakby na świecie nie było nikogo poza tą dwójką. jakby stracił zdolność poruszania się. . Nie chcemy kolacji. jest Snow. Cóż… nie bardzo. Która rzeczywiście znała tajemnice rebelii. wychudzoną młodą kobietę z ogoloną głową. Panuje w nim zamieszanie. — Wrócili. Ja poprawiam swoją miniaturową pętlę. Odmawiamy opuszczenia Obrony Specjalnej i w końcu kończymy czekając na wieści w sali z kolibrami. Na progu dostrzegam Gale’a. — Od razu zakochałeś się w Annie. Musi być już północ. Pokaleczone i krwawiące palce. myślę. Śliczna. Nierozdzielni. Zostajemy potrąceni przez nosze niosące nieprzytomną. Bez słowa. która jeździ w tę i we w tę. dokąd na pewno nadejdą pierwsze wiadomości o misji ratunkowej. Przynajmniej tę o mnie. Wiążemy supły. Mamy się udać do szpitala. Wiążemy węzły. z potem spływającym mu po twarzy. Sczepiając się w jedność. I spójrz jak się wszystko udało — mówi Beetee.— Dokładnie. Chcę biec. Finnick w końcu daje za wygraną i przyjmuje zgarbioną pozycję. przedzierającą się przez przestrzeń. Jej ciało pokryte jest siniakami i ropiejącymi strupami. ale Finnick zachowuje się tak dziwacznie. Finnick? — Nie. musi być już jutro. Wiążemy supły. obejmują. — Tylko tyle wiem. morskie oczy — biegnie w naszą stronę owinięta w prześcieradło. ale żywy. Ranny. — Długi czas upływa zanim dodaje: — Powoli się ku mnie zakradła. Johanna Mason. Zderzają się. — Moje usta otwierają się. więc chwytam jego dłoń i prowadzę go jak małe dziecko. Wiążemy supły. by zadać potok pytań. i do szpitalnego skrzydła. a ranni zostają zawożeni na wózkach w kierunku łóżek. Peeta i Gale. które on ucina. chociaż nieco zaniedbana młoda kobieta — poplątane czarne włosy. — Finnick! — Coś pomiędzy piskiem i okrzykiem radości. gdzie już zostają. Nie myśl o Peecie. jak się ku mnie skrada. Nie myśl o Gale’u. kiedy Haymitch otwiera drzwi. Przeszukuję swoje serce. Gale i Peeta. rozebranego do pasa. którą czuję. Przez Obronę Specjalną. Tik-tak. ale w tej chwili jedyną osobą. by do siebie dotrzeć.

Pożądanie? Desperację? Pewnie oba. jak podczas tamtych ostatnich pocałunków na plaży na arenie. Jego twarz odzwierciedla niedowierzanie i coś silniejszego. kiedy się obudzi. wątpimy. — Wszystkich stamtąd wyciągnęliśmy. Nikt. jako że odsuwa od siebie lekarzy. kogo obchodzi co powiem? Peeta będzie zachwycony. Skutki gazu właśnie ustępują. Peeta jest na końcu sali. wyglądając na oszołomionego. nieważne co zrobię. Żywy i zdrowy — może nie zdrowy. że to nie mnie ujrzał jako pierwszą po przebudzeniu. ale żyje i jest tutaj. Biegnę mu na spotkanie z ramionami wyciągniętymi. Jego ręce także sięgają w moją stronę. Co powiem? Och. ale o ich pewność. Prawdopodobnie i tak będzie mnie całował. odszukuje Haymitcha i mnie. że w ogóle jest więziona. podczas gdy trio lekarzy uspokaja go. by go objąć. Ale skoro ona jest z Dwójki. o których do tej pory nie śmiałam nawet myśleć. zapewne by pogładzić moją twarz. Nie o Finnicka czy Annie. Mam lekkie zawroty głowy. Jestem rozczarowana. Ze mną. Powinnaś tam być. . Zobaczyć jego uśmiech. Z dala od Snowa. ale nie ranny. Peeta już nie śpi. nie mógłby nie uwierzyć w ich miłość. Zastanawiam się czy będę się czuła tak. Boggs w poszarpanym ubraniu. kto ich widział. — No idź — mówi. Tutaj. Haymitch szczerzy się do mnie. świeci mu po oczach latarką i sprawdza puls. Za chwilę będę mogła go dotknąć. siedzi na skraju łóżka. kiedy jego palce zaciskają się na moim gardle. ale teraz już widzi. Bezpieczny. Peeta. Moje usta zaczynają już wymawiać jego imię. Poza Enobarią.Czuję ukłucie zazdrości. czego nie potrafię do końca określić. Usłyszeć śmiech. zrywa się na nogi i rusza w moją stronę.

pojawiają się lekarze. Nie będzie ci wtedy tak zimno. trzymając głowę nieruchomo. że niedługo zdejmą ci kołnierz. przypominam sobie. Sprawdza jak się czuję i mówi mi. czy nie tracę zmysłów? Tyle że nie wolno mi teraz nic mówić. że nie będzie żadnego trwałego urazu. Kosogłos nie straci głosu. Zasinieniem. zaciśniętą w pięść. że nie. że jest w rękach Kapitolu. która asystuje przy skomplikowanej operacji. układu oddechowego. Wiem. pytam. Plutarch wyprowadza lekarzy i próbuje pozbyć się także Prim. kiedy przejechałam obok nich w korytarzu. Wydobrzeję. gdy usiłowałam samą siebie przekonać. jak mi polecono. wciąż nie została poinformowana o ataku Peety. że Haymitch przyszedłby mi z pomocą. który określi. zakładam. obolałą krtanią i tym dziwnym kaszlem nie powinnam się martwić. Zawładnięty. gdyby nie był całkowicie nieprzygotowany. i masuje ją dopóki krew znowu nie zaczyna przepływać przez moje palce. że widział dużo gorsze rany u żołnierzy ćwiczących duszące chwyty na szkoleniu. by lekarze pozwolili im się ze mną zobaczyć. która pojawiła się przy mnie kilka chwil po ataku i została tak blisko. ale skoro go tu nie ma. Leżę. — Myślę. Kiedy zaczyna masaż drugiej pięści. że jeszcze trudniej jest mi kontrolować drżenie. zdejmują kołnierz i dają mi coś na ból i opuchliznę. Zaskoczenie jednocześnie Haymitcha i mnie zdarza się niezmiernie rzadko. nie pogarszając stanu obrażeń mojej szyi. żył i tętnic — okazały się bezpodstawne. lekarz. zabiłby mnie. nie szalony. tak dręczyła myśl. kiedy jest szalony. Słyszałam jak to słowo padło w rozmowie Plutarcha z Haymitchem. Mama. Haymitch i Beetee czekali na korytarzu.13. ale ona mówi: . Nie. Przynajmniej wyciągnęli mnie już z tej klaustrofobicznej tuby z mechanizmami trzaskającymi i warkoczącymi dookoła mnie. Nie mogę nawet podziękować Boggsowi. kiedy zapewniono mnie. rozpościera nade mną kolejny koc. Nie wiem. Prim chwyta jedną z moich dłoni. Gdzie. Prim. Główne obawy ekipy medycznej — uraz rdzenia kręgowego. Plutarch. ochrypłym głosem. z mechanicznym głosem każącym mi się nie ruszać. kiedy wpada z wizytą. Nawet teraz. Tak nas jednak zżerała chęć ocalenia Peety. jak to tylko możliwe. że radość z odzyskania go zaślepiła nas. Katniss. Zawładnięty. To Boggs powalił Peetę jednym uderzeniem zanim doznałam jakiegokolwiek trwałego urazu. Nie wiem co to znaczy. Chłodny kołnierz drażni moją szyję i sprawia. łaknę powietrza. Gdybym spotkała się z Peetą na osobności. czy powiedzieli Gale’owi. Teraz. że wciąż oddycham.

więc. Jeśli zmusicie mnie do wyjścia. Nawet kiedy jad przestał już działać. że tak słabo się nią opiekuje. Prim zostaje. „zagarnąć”. Zaczyna mi się robić niedobrze. Był w wyraźny sposób maltretowany i temu właśnie przypisywaliśmy jego kondycję psychiczną. by wypełnić wspomnienie strachem i wątpliwościami. nawet lepiej. — Dałbym za wygraną. — Poczucie. Przerażenie. To wiemy na pewno: jest to rodzaj warunkowania strachu. Plutarch wygląda na obrażonego. zmienione i zapisane w innej formie. który igra z życiem Katniss. — Przywołane do płata czołowego. — Czy to zrobili Peecie? Przywołali jego wspomnienia o Katniss i zniekształcili tak. nie byłam pewna czy uratował mi życie biorąc na siebie Cato. Katniss. Teraz wyobraź sobie. a co kłamstwem? Większość ludzi. Tak. ponieważ wspomnienia mogą się zmienić. Halucynacje. stan Peety wszystkich nas zaskoczył — mówi Plutarch. — Beetee puka się w czoło. a ten potrafi całkowicie zawładnąć twoim umysłem. Szczególnie. Plutarch — mówi. która odpowiada za strach. Użądliły cię podczas twoich pierwszych Igrzysk Śmierci. I to twój mózg zachowuje w pamięci długotrwałej. by były przerażające? Beetee przytakuje. pójdę prosto na salę operacyjną i opowiem mamie o wszystkim. — Nie mogliśmy nie zauważyć pogorszenia jego stanu podczas dwóch ostatnich wywiadów. Ponieważ jad celuje w część mózgu. Czy czułaś także w następstwie umysłowy zamęt? — pyta Beetee. masz informacje z pierwszej ręki o efektach jadu. Nie tyle. Katniss. . Że Kapitol poddał go raczej niekonwencjonalnej technice zwanej zawładnięciem. — Przypominanie sobie staje się trudniejsze. że coś jeszcze miało miejsce. I ostrzegam. co się stało. że nie jesteś w stanie odróżnić co jest prawdą. Wierzymy. że sprawiam. ale Haymitch chichocze. Jednak wystarczająco dużo. inaczej niż większość z nas. by spowodować trzydniową utratę przytomności. — Cóż.— Nie. albo zmuszając cię do obejrzenia tego na taśmie — a kiedy to doświadczenie zostaje odtworzone. Koszmarne wizje utraty ukochanych osób. Termin „zawładnięcie” pochodzi od staro angielskiego słowa. że nazwa została wybrana. o którym myślę. — Na pewno pamiętasz jakie to przerażające. wstrzykuję ci dawkę jadu gończych os. opowiada o czymś takim. ona nie myśli za dobrze o Organizatorze Igrzysk. Beetee? — Przykro mi — zaczyna Beetee — ale nie mogę ci podać wszystkich szczegółów. byś sobie coś przypomniała — albo przez słowną sugestię. czy sobie to wyobraziłam. którzy przeżyli użądlenie. które znaczy „schwytać” albo. Prim zadaje pytanie. Kapitol jest bardzo tajemniczy jeśli chodzi o tę formę tortur i myślę. że rezultaty są różne. To spotkanie z Peetą. ponieważ ta technika obejmuje wykorzystanie jadu gończych os. Teraz myślimy.

Effie. By ktoś sprawił. Z nami. zasłaniając szczelinę. Tak. Jest znużony i zniechęcony. by ustalić strategię kontrataku. Jeżeli w ogóle. — Naprawdę? — pyta uszczypliwie Prim. Wydaje mi się. co chciałabym powiedzieć. Z powrotem zaciskam ramiona. Albo zrobić. Pamiętajmy o tym. — Prawdę mówiąc. że Peeta zapomniał. Że mógłby spróbować ją zabić. który wkładam w opanowanie łez. Cieszę się. To niemożliwe. że moje gardło zaczyna boleć.— Tak przerażające. Portia. żadnych. — Ale spróbujecie. W końcu właśnie takie pamiętamy najlepiej. może pięciu morderstwach — odnosi odwrotny skutek. Jeżeli próbowano wcześniej rehabilitacji zawładniętych. odcinając ich wszystkich od siebie. bo nie ma nic. jeśli porówna się ją z tą sprzed dwunastu godzin. by kiedykolwiek stał się znowu sobą. by cierpiał? — Oczywiście. Prim — mówi Beetee. to nie mamy dostępu do żadnych publikacji. prawda? — pyta Prim. że przerażające zdarzenia najtrudniej jest wykorzenić. z lekami wstrzykniętymi w moje ramię. ale jest tutaj. — Nie zamkniecie go po prostu w jakimś pokoju ze ścianami wyłożonymi poduszkami i nie zostawicie go tam. Osobiście uważam. — A co ty o tym myślisz. — Nie wiemy też przy czym jeszcze manipulowali oprócz wspomnień o Katniss — mówi Plutarch. Ukrywam twarz w ramionach. że nie wolno nic mówić przez kilka następnych dni. że spróbujemy. że Peeta w pełni wydobrzeje. A to zdecydowane polepszenie jego sytuacji. — Nie wiemy tylko do jakiego stopnia nam się powiedzie. zastanawiam się czy tylko tak będę od teraz spać. Wysiłek. bo to się nie może dziać. Ale… nie sądzę. Jestem naprawdę modelowym . Peeta się zmienił. — Hm… Mamy bardzo niewiele danych na ten temat — mówi Plutarch. W końcu nie pozostaje im nic innego jak tylko podać mi środek uspokajający. prawda? — nie daje za wygraną Prim. że Peecie mogłoby się polepszyć. by dojrzeć jego wyraz twarzy przez powstałą szczelinę. Haymitch? Delikatnie rozsuwam ramiona. — Snow zabił stylistkę Peety i jego ekipę przygotowawczą w programie na żywo dzisiejszego wieczoru. sprawia. Kiedy się budzę. — Ale możecie to odwrócić. kiedy przyznaje: — Myślę. — Przynajmniej żyje — mówi Plutarch jakby tracił cierpliwość do większości z nas. że mnie kocha… nikt nie mógłby tego zrobić. — Zbieramy zespół lekarzy zajmujących się zdrowiem umysłowym i wojskowych fachowców. że mógłby ją postrzegać jako zagrożenie dla swojego życia. a ja znów walczę o powietrze. Ekipa przygotowawcza Peety. to nasza aktualna teoria. dobrze? Próba rozweselenia mnie podjęta przez Plutarcha — wzmocniona nowinami o kolejnych czterech. Nie mamy pojęcia co się stało z Effie Trinket.

Nie spisuj go na straty. Ona kołysze go w ramionach. a światła przygasły sygnalizując czas na sen. Już nie chce mi się płakać. Spore ilości jadu gończych os uchodzą z jego organizmu. który cię kocha. namawiając mnie do przełykania kawałków lekkiego jedzenia. Następnego ranka zostaję wypisana ze szpitala z nakazem ostrożnego poruszania się i mówienia tylko wtedy. że nie zniosę zamknięcia w podziemnej celi i zostawiam Jaskra jego własnym planom. by miała rację? Czy Peeta mógłby do mnie wrócić? — Muszę wracać do szpitala — mówi Prim. Mama i Prim zmieniają się przy moim łóżku. gdy będzie to konieczne. Ale pamiętaj. jakie są. kiedy zostawia go za sobą. Nic nie mówi. Jednak trzeciej nocy. więc włóczę się bez celu aż w końcu Prim zostaje zwolniona ze swoich szpitalnych obowiązków. coś. Czy to możliwe. jedynie przebiega palcami po zasinieniach na mojej szyi tak delikatnie. tyle że bez okna. rdzennych mieszkańców Trzynastki — nikt z domu lub z Kapitolu nie dostał pozwolenia. kładąc Jaskra na łóżku obok mnie. głośno narzekając. Jesteśmy dla siebie nawzajem mniej więcej takim towarzystwem co kurz. by powiadomić mnie o stanie Peety. by zabrać mnie do naszego ostatniego oddziału. dobrze? Jaskier zeskakuje z łóżka i podąża za nią do drzwi. Jest w niej coś jeszcze. Kiedy Prim pomaga mi się położyć. Po upływie jakichś trzydziestu sekund wiem. wiem. że stary Peeta. ten. Ekipa specjalistów pracuje długimi godzinami nad strategią jego leczenia. — Katniss. jakby to ćma muskała mnie swoimi skrzydłami. posłuszeństwo wobec poleceń lekarzy. Zdolność patrzenia na pogmatwane życie i dostrzeganie rzeczy takimi. rozsądek taty i moją siłę. Tak naprawdę potrafię trzymać się jedynie jednej prostej myśli: obrazu twarzy Snowa. bo jest przykuty do łóżka ze względu na jakąś ranę ramienia. że Snow pracował nad nim tygodniami. kiedy dostałam już leki. co jest całkowicie jej. a my mamy go tutaj jedynie od kilku dni. ale skupia się na mnie. wskakuje na moją poduszkę. Nie tatuują mi planu dnia. ale w . Ludzie wpadają od czasu do czasu. 2212. by się z nim zobaczyć — by zapobiec wybuchowi niebezpiecznych wspomnień. Identycznego jak ostatni. cichutko wkrada się do mojego pokoju. Zabiję cię. że cała ta sprawa z Peetą jest dla ciebie przerażająca. walcząc o jej uwagę. że odziedziczyła najlepsze cechy naszej rodziny: uzdrawiające ręce mamy. całuje mnie między oczami i znika. Gubię się kilka razy. Patrzę na moją małą siostrę i myślę o tym. Jest szansa. Gale nie może mnie odwiedzić. któremu towarzyszy szept w mojej głowie. — Dotrzymajcie sobie towarzystwa.pacjentem. Jaskrowi zostały teraz przydzielone dzienne porcje jedzenia i kuweta pod umywalką w łazience. Próbuje do ciebie wrócić. wciąż jest gdzieś w środku. Leczony jest jedynie przez nieznajomych. uważają moją apatię za opanowanie.

Ludzie mają czas. kiedy zawładnął Peetą — mówi Gale. — Co robicie? — pytam chrapliwie. Głównie bomb. że Gale dużo pracował tu na dole z Beetee’em. że dobrze wykorzystywałeś jego czas. przerabiana hospitalizowana. Bomby-pułapki wabiące czymś niezbędnym do przeżycia. bo znajduję go w jednej z sal badawczych z Beetee’em. — Co? Czy to tajemnica? — Wiem. Grożenie potomstwu w celu przyciągnięcia pożądanego celu. Gale również musiał zostać zwolniony ze szpitala dziś rano. Między nami nie układało się też ostatnio najlepiej. odmierzając coś. — Nie ma żadnego podręcznika. że jest. Ale pozwalam Beetee’emu myśleć. — Chodź i zobacz — mówi. przywołując mnie ruchem dłoni do ekranu komputera. nie byłam mogę zdezorientowana. — Więc wszystko jest dozwolone? — Obaj patrzą na mnie.końcu udaje mi się dotrzeć do Obrony Specjalnej. Wykorzystywali fundamentalne pomysły Gale’a dotyczące pułapek do stworzenia broni przeciwko ludziom. W nierównych kształtach jednego z nich rozpoznaję sidła Gale’a. — Ach. Są pogrążeni w pracy. Wabienie ofiary w pozornie bezpieczne schronienie. że naciągam kołnierz na uszy. że nieobecność Gale’a bardzo mi przeszkadzała. — To wydaje się przekraczać pewne granice — mówię. z którego korzystał prezydent Snow. potężniejsza bomba. Beetee z wahaniem. odwracając ich uwagę od kartki papieru. . — Mam nadzieję. czasu. rodzica. Beetee i ja stosujemy ten sam podręcznik. Przestraszenie ofiary tak. zabija również ich. nakryłaś nas — mówi wesoło Beetee. który spędziłam albo w Trzynastce. Wszyscy. zmartwiona. których mijam. W końcu tak często kradnę ci Gale’a — wyznaje Beetee. Katniss. w którym czeka na nią śmierć. by uciekła w stronę większego zniszczenia. Gale niemal wrogo. Inne projekty przypięte są do korkowych tablic na ścianie i wyświetlone na ekranach kilku komputerów. Nad tym właśnie pracowali. Wodą albo jedzeniem. Bomba wybucha. Różne wersje rysunku zaśmiecają stół i podłogę. A wtedy druga. że ma u mnie dług. że bawią się łukami i bronią. a więcej psychologii. powiedzieć. Mniej w nich technologii. ale uznałam. Jak współczucie. — Nie bardzo. gapią się na zasinienia i nie potrafię powstrzymać skrępowania do tego stopnia. Ale i tak czuję się winny. W którymś momencie Gale i Beetee porzucili mechanizmy działające u zwierząt i skoncentrowali się na bardziej ludzkich odruchach. by pospieszyć rannym z pomocą. z głowami pochylonymi nad rysunkiem. Jako że przez większość zła. w którym wyszczególniono by jakie działania przeciwko drugiemu człowiekowi mogłyby być nie do przyjęcia? — Oczywiście.

Myślę. Biedny Peeta. — O. a niemal nikt stamtąd nie umknął płomieniom. jako że ktokolwiek. Wszystkich ludzi. Wychodzę bez dalszych komentarzy. — Hej. Biedna ty. że to sprawiedliwe postawienie sprawy bez posuwania się za daleko. które nie działają na korzyść nikogo. ona siedzi tam rozmawiając z Plutarchem. uśmiecha się do mnie tak. jednak wciąż jestem w Obronie Specjalnej. — Może lepiej nie rozumieć — odpowiadam. z kim Peeta mógłby dzielić wspomnienia z dzieciństwa. — Jej oczy wypełniają się łzami. Jak zawsze. Mówiłam ludziom. Delly jest nieco chudsza niż ją zapamiętałam. — Wysłać do niego najbardziej nieszkodliwą osobę z Dwunastki. dużo się naraz zmieniło. tak! — Twarz Delly rozjaśnia się. Do wszystkich się tak uśmiecha. Słyszałam. Jej rodzice. ale trafił tym w dziesiątkę. — Katniss! — woła. byś zobaczyła się z Peetą? — Tak myślę.To było okrutne. że jeśli natychmiast nie wydostanę się na zewnątrz. — Chcą wypróbować coś na Peecie — odpowiada. na którą zdecydowała się po latach. ale była jednym z niewielu dzieci z Dwunastego Dystryktu. którą zmieniono w miejsce pracy ekipy uzdrawiającej Peetę. żal po utracie rodziców — wszystko to razem na pewno na nią wpłynęło. Kiedy jednak docieramy do szpitalnej sali. i w praktycznym warkoczu zamiast loków. Delly Cartwright. które miały kilka dodatkowych kilogramów. kiedy Haymitch mnie zaczepia. że jest moim bratem. Tutejsza dieta. W tej chwili sprawdzają ludzi. Autentycznie lubi ludzi. Delly — mówię. — Och. — Starają się. — Co u ciebie? — pytam. jakbym była jej najlepszą przyjaciółką. którzy prowadzili sklep z butami w mieście. — Chodź — mówi. Nigdy nie zrozumiem Kapitolu — mówi. — Co o tym myślisz? — pyta mnie Haymitch. — Ale wszyscy są naprawdę mili tutaj w Trzynastce. że ona i jej młodszy brat przeżyli. z kim Peeta mógłby dzielić wspomnienia z dzieciństwa. Czuję. co mogłoby mu za bardzo przypominać ciebie. — Delly znała Peetę przez dłuższy czas — mówi Plutarch. Wygląda starzej w ponurych ubraniach Trzynastki. — Po co? — pytam. byśmy się tu dobrze czuli — mówię. Wiem. nie mieli tyle szczęścia. że to będzie trudne zadanie. stres. Odszukać kogoś. nie sądzisz? Delly naprawdę tak myśli. najprawdopodobniej mieszkał w mieście. jaką uda im się znaleźć. nie tylko wybraną garstkę. — Potrzebujemy cię w szpitalu. kiedy byliśmy mali. stracę nad sobą panowanie. ale nic. — To ciebie wybrali. — Bawiliśmy się razem. — Coś mogłoby uruchomić wspomnienia o tobie? .

Idę razem z Plutarchem i Haymitchem do sali obserwacyjnej obok miejsca. bo wszystkich onieśmielałam ze względu na swoją wyjątkowość. — Nie sądzę. bo nie byłam przyjacielska. Kiedy skłamałam na temat rozpoznania awoksy. przywiązany do niego w ramionach. Delly niepewnie przemierza pokój. dotyczącymi tak miłej towarzyszki. — Zaczyna się — mówi Haymitch. Z domu. — Powiedziałem jej. Nieprawda. Tłoczy się w niej dziesięciu członków jego uzdrawiającej ekipy uzbrojonych w długopisy i podkładki. jakbym prawie nie miała przyjaciół. Delly opisała to tak. że mnie zauważy — mówi Delly. by trzymała się z daleka od jakiegokolwiek wspomnienia o Katniss albo Kapitolu — mówi Plutarch.— Wszyscy byliśmy w tej samej klasie. by Peeta mógł mieć złe wspomnienia związane z nią. — Delly. — Zobaczmy ile wspomnień z domu potrafi wyczarować ta dziewczyna. Mieszkamy tu teraz — mówi Delly. — Tak! — mówi z wyraźną ulgą. jaką jest Delly — mówi Plutarch. a zmieni mnie w coś wspaniałego. — Chwila. — Pamiętam — mówi Haymitch. ale wciąż nie jest tym. Nie walczy z pasami. — Delly? — To wydaje się rozpraszać niektóre chmury. Prawie nie miałam przyjaciół. Wystarczy zostawić to Delly. — Delly zawsze myśli o wszystkich jak najlepiej — wyjaśniam. by to mogło współzawodniczyć z latami wspomnień z dzieciństwa. że wygląda jak Delly. Delly tam nie było. Wyraz jego twarzy wydaje się jaśniejszy niż w chwili. — Szczególnie tymi. ale kiedy do niego podchodzi. podziwiali. uśmiecha się zgodnie ze swoją naturą. To ty. Gdzie jesteśmy? Co się stało? — pyta Peeta. — Peeta? Jestem Delly. by sprawdzić. Nigdy nie marzyłam o tym. chodziła na Ćwiek i w ogóle. a później przybierają zdezorientowany wyraz. ale dłońmi wciąż wykonuje nerwowe ruchy. Lustro fenickie i sprzęt audio pozwalają nam obserwować Peetę w tajemnicy. jego oczy rozszerzają się niespokojnie. czy przypadkiem nie żartuje. który należy do niego. — Cóż… jesteśmy w Trzynastym Dystrykcie. Nie sądzę. w którym zamknięty jest Peeta. — Spróbujmy. — Ale nie wiem… To nie była prawda. W Kapitolu. Peeta krył mnie i powiedział. Kiedy drzwi otwierają się cicho. Leży na łóżku. — I wtedy sobie przypominam. Oboje z Haymitchem musimy spojrzeć na nią uważnie. Ale nasze drogi raczej się nie krzyżowały — mówię. — Jak się czujesz? — Okropnie. — Katniss zawsze była niesamowita. — Umiała polować. Wszyscy bardzo ją . w której próbował mnie udusić.

Ludzie są dla nas bardzo mili. Pamiętasz jak twój tata pozwalał nam robić chłopców i dziewczynki z ciasta? — Był ogień — mówi nagle Peeta. — Mówiłaś coś… o wypadku? Dostrzegam lśniący pot na czole Delly. ale nie wierzy nawet. Też bardzo tęsknię za domem. że jestem człowiekiem. Peeta. — Zmiech! To śmierdzący zmiech! Nie tylko mnie nienawidzi i chce mnie zabić. Będziemy więc musieli rozpocząć nowe życie tutaj. Mniej bolało. Nikt… nie mógł zostać — mówi niepewnie. Dlaczego nie jesteśmy w domu? — pyta Peeta. — Nie mogą. dziewczyno — mówi Haymitch. To nie była jej wina — mówi Delly. — Powiedziała ci to? — syczy na nią. — Ona kłamie! To kłamczucha! Nie wierz w nic. Ona jest zmiechem! Jakaś ręka dosięga Delly i wyciąga ją na zewnątrz. — Och. Jestem pewna.— To właśnie mówili mi ci ludzie. — Delly znowu urywa. Delly przygryza wargę. — Był okropny. Pamiętasz jak narysowałeś każdemu inne zwierzę? — Taa. a szkoła jest dużo bardziej interesująca — mówi Delly. — Nie. — Ale wiem. — Nie musiała. Ona nie jest… — próbuje znowu Delly. Peeta. — Wyciągnijcie ją stamtąd — mówi Plutarch. Zabiła moich przyjaciół. — Przez Katniss! — Zaczyna ciągnąć za przytrzymujące go pasy. Delly — mówi gorączkowo Peeta. Peeta. a ona próbowała mnie zabić. nie. Rodzinę. — Dwunastka spłonęła. Ale to nie ma sensu. — Wielu ludzi nie wydostało się z Dwunastki. Ja… — zaczyna Delly. . co ona ci powie! To zmiech. — Zdarzył się… wypadek. Świnie i koty. że ci się tu spodoba. prawda? Przez nią — mówi ze złością Peeta. Właśnie myślałam o tych kredowych rysunkach. kiedy próbuje obejść pytanie. — Trzymaj się. gdy mnie dusił. a drzwi zamykają się z trzaskiem. i inne — mówi Peeta. Zawsze mamy jedzenie i czyste ubrania. — Ja zaufałem. Twoje były cudowne. — Tak — szepcze Delly. — Dlaczego moja rodzina mnie nie odwiedziła? — pyta Peeta. Ale Peeta wciąż krzyczy. którego Kapitol chce wykorzystać przeciwko nam! — krzyczy Peeta. że przyda im się dobry piekarz. Nawet się do niej nie zbliżaj. które zostawialiśmy na płytach chodnikowych. Drzwi natychmiast się otwierają i Delly zaczyna powoli wycofywać się w ich stronę. — Nie ufaj jej.

— W porządku — mówię. To jednak ciężki orzech do zgryzienia. Ale ja wiem. w którym mam coś do zrobienia. Opierają mnie o ścianę na cichym korytarzu. Racja. A wtedy zapoluję na Snowa. Prim się myliła. — Do Kapitolu. że walka kończy się w większości z nich. — Nie mogę tu dłużej zostać — mówię odrętwiale. Najpierw dystrykty. — To jedyne miejsce. Peety nie da się już odzyskać. . — Wyślijcie mnie do Dwójki. że Peeta wciąż krzyczy za drzwiami i za szkłem. — Przynajmniej dopóki nie zajmiemy wszystkich dystryktów. poza Dwójką. — Jeśli mam być Kosogłosem. Haymitch i Plutarch chwytają mnie za ramiona i wyprowadzają z sali. — Dokąd chcesz iść? — pyta Haymitch. Później Kapitol. Dobre wieści są takie. musicie mnie stąd odesłać. zapisując każde słowo. — Nie ma mowy — mówi Plutarch.Ekipa uzdrawiająca gryzmoli wokół mnie jak szalona.

można powiedzieć. kiedy podzieliłam się Plutarchowym komentarzem „ciężki orzech do zgryzienia” z tutejszymi wyczerpanymi i zniechęconymi przywódcami rebelii. Wypełnianie go komputerami i salami konferencyjnymi. z których pocięte kamienne płyty zostały wyciągnięte na zewnątrz i przetransportowane śliskimi. że Kapitol opiekował się tutejszymi mieszkańcami. by zauważyć. Nie wydaje się to wielkim wyzwaniem. kiedy Kapitol stracił Trzynastkę i rozpaczliwie poszukiwał miejsca na nową podziemną fortecę. by skopiować Trzynastkę. Ale generalnie pozostawiono zewnętrzną część góry niemal nietkniętą. Kapitol wzmocnił je i wziął się za urządzanie w górze nowego centrum wojskowego. Każda była początkowo związana z kopalniami lub kamieniołomami. usiłując nie przyglądać się za bardzo pogrążonym w żałobie rodzinom Cato i Clove. która służy za magazyn broni Kapitolu. Poszerzanie wejść. wąskimi drogami do budowy odległych budynków. Oczywiście nie było mowy o tym. Niektóre militarne zasoby umieszczono na obrzeżach Kapitolu — pociski nuklearne. flotę powietrzną. by wesprzeć infrastrukturę. Niektórzy skończyli jako robotnicy w kamieniołomach i kopalniach. która powstała na przestrzeni wieków. oddziały wojskowe — ale znaczna część jego potęgi znalazła się pod kontrolą wroga. przepastne przestrzenie. Wystarczy spojrzeć na rebeliantów z Drugiego Dystryktu. Istniała nawet sieć kolejowa ułatwiająca transport górników z Orzecha do głównego miasta Drugiego Dystryktu. instalowanie wyrzutni pocisków. chwiejny gąszcz drzew i dzikiej przyrody. Nazwaliśmy górę Orzechem. stojącym poniżej. Nie był to teren idealny. Nierówny. Działanie Orzecha zostało zapoczątkowane natychmiast po Mrocznych Dniach. Docierała aż do placu. górnicy zostawili ogromne kamienne filary i ściany. jako że rebelianci mają po swojej stronie siły powietrzne Trzynastki. by umożliwić wydostanie się poduszkowców z hangaru. Według standardów panujących w innych dystryktach.14. Ale wewnątrz znajdowały się ogromne. Z powietrza Orzech wydawał się po prostu kolejną górą z kilkoma podejściami na zboczach. złożonym z serii wsi rozpostartych w górach. Podczas kopania głęboko w ziemię. który Peeta i ja odwiedziliśmy podczas Tournée Zwycięzców. że byli przyzwoicie żywieni i troszczono się o nich w dzieciństwie. Dostrzeżono jednak potencjał w starych kopalniach w pobliskim Drugim Dystrykcie. Problem stanowi tylko jedno: w centrum dystryktu znajduje się praktycznie niedostępna góra. stojąc na szerokich marmurowych stopniach Pałacu Sprawiedliwości. Drugi Dystrykt jest rozległym dystryktem. powodziami i lawinami. zagrożony potokami błota. teraz jednak wiele z nich poświęca się utrzymaniu i szkoleniu Strażników Pokoju. Naturalna forteca broniąca przed wrogami. barakami i zbrojowniami. Ale korzyści przeważyły nad przeciwnościami. jak można się było spodziewać. Innych .

Dopiero teraz. to na pewno doświadczyli tego ludzie pracujący w kamieniołomach. Czasem. że gdyby Trzynastka się tego nie podjęła. co straciłam. Powtarzam to sobie dziesięć razy dziennie. co nie miało miejsca gdzie indziej. Chodzili jego drogami. miasto podzielone. jego silne ramiona. pocałunki na arenie. i tak byli niewolnikami. Cokolwiek było między nami. Nawet bardziej niż gdyby umarł. często zmieniam miejsce pobytu. którzy są tutaj główną siłą oporu. na co pozwalali mi w Trzynastce. Podczas gdy wszystkie inne dystrykty wyrwały się spod kontroli Kapitolu. wraz z którym pojawiało się też nieoczekiwane gorąco. by mnie zabić. przestało istnieć. Głodowe Igrzyska były szansą na bogactwo i pewien rodzaj sławy. . ale zapraszają mnie na narady wojenne. zmienił nie do poznania i zwrócił mi go jako prezent. by pomóc. że. a umysł pozbywa się resztek mglistości. nieco zbyt łatwo udało im się uratować Peetę. Nazwać to. który przybył do Dwójki razem ze mną. Czuję się swobodniej. Tu jest dużo lepiej.wyszkolono do pracy w Orzechu lub zrobiono z nich Strażników Pokoju. W rozrzedzonym. jego serce bezpiecznie ukryte w środku góry. nie mam planu dnia na ramieniu i nie wymaga się ode mnie poświęcania całego mojego czasu dla sprawy. Nie pozwalają mi brać udziału w prawdziwej walce. ciepło. Myśli. Jego nie ma. koniec końców. Każdego dnia robię co tylko mogę. Dwójka wciąż pozostaje w jego mocy. Mieszkam nad ziemią w wioskach rebelianckich albo w okolicznych jaskiniach. Zewnętrzne wioski są w rękach rebeliantów. Pozostała mi tylko obietnica zabicia Snowa. Jednak razem z tą jasnością umysłu staję się coraz bardziej świadoma tego. wyciągam perłę z kieszeni i próbuję sobie przypomnieć chłopca z chlebem. Jeżeli nawet nie dostrzegali tego obywatele. Z przyczyn bezpieczeństwa. Zaprogramowany. a Orzech równie nietknięty co zawsze. stałość. Nieliczne wejścia do niego silnie ufortyfikowane. jak miały się kiedy przybyłam tu dwa tygodnie temu. Obwiązany wstążkami z moim imieniem na bileciku. Odwiedzam rannych. Ale jaki w tym cel? Już tego nie ma. Jednak mimo tego wszystkiego. Snow mi go wydarł. powiedział mi. Boggs. nawet z całą tą konspiracją. Peeta i tak zostałby mi dostarczony. Od wczesnych lat byli szkoleni do walki. Oczywiście ludzie z Dwójki łatwiej przełknęli propagandę Kapitolu niż reszta z nas. Nagrywam krótkie proposy z moją ekipą. chłodnym górskim powietrzu czuję jak wracają mi siły. kiedy został zmieniony. Podrzucony do dystryktu w stanie wojny albo może nawet do Trzynastki. mamą i Gale’em kto jeszcze na tym świecie kocha mnie bezwarunkowo? Myślę. co przytrafiło się Peecie. którzy stali się Strażnikami Pokoju albo pracowali w Orzechu. Poza Prim. W ciągu dnia pozwolono mi polować jeśli tylko zachowam czujność i nie zapuszczę się za daleko. że w moim przypadku odpowiedź brzmi teraz: nikt. Sprawy mają się tak. które odstraszały koszmary w pociągu. mogę w pełni docenić prawdziwego Peetę. Jego dobroć. kiedy jestem sama. a to i tak dużo więcej niż to.

że prawie udało nam się go przekonać. że Beetee zabierze go ze sobą. Plutarch dzieli się ze mną przez telefon radosnymi nowinami: „Dobre wieści.W Trzynastce trwa leczenie Peety. Jesteśmy mniej więcej w połowie. Beetee’ego i kilku innych — mówi. — Prim wpadła na pomysł. Katniss! Myślę. jeżeli krańcowe zmieszanie jest poprawą wobec krańcowego przerażenia. — Jakaś poprawa? — pytam. kiedy mówi: — Jest jakaś szansa. — Zaszczyt opieki nad tobą jest niewystarczający? — pyta Gale. mózgi. Wpadł w pewien rodzaj otępienia. — Wysyłamy zespół do pomocy. jak zdobyłaś kozę dla Prim. Gale zaproponował. nie jestem zdziwiona widząc imię Gale’a na liście. — Jak tam rozwój sytuacji? — pyta. Większość oddaję do obozowej kuchni. by spróbować zawładnąć nim w drugą stronę — mówi mi Haymitch. — Ale nie jestem pewien czy tak jest. kto dzisiaj ze mną zostanie — mówię. pytał tylko o kozę. przyznaje. że przyjedzie ze mną do Dwójki już na początku. Kiedy dokonano już wyboru mózgów. że odrywam go od pracy z Beetee’em. ale widziałam. jak morfalina. Kiedy z niego wyszedł. ale w nadziei. że nie jesteś zmiechem!” albo „Dzisiaj pozwolono mu samodzielnie zjeść pudding!” Kiedy Haymitch się ze mną kontaktuje. i skubię gęś. Jedyny wątły promyk nadziei wniosła do sprawy moja siostra. — No wiesz. że wręczę parę z nich temu. — No tak — mówię. Stracił zdolność mówienia na kilka godzin. Tak myślałam. Siedzę na pniu drzewa na skraju wioski. kiedy opowiedziałaś mu historię o tym. . Mimo że nie pytam. — Stoimy w miejscu — odpowiadam. Około tuzina ptaków piętrzy się u moich stóp. że je zjemy? — Taa. że jego obecność utrudniałaby mi jeszcze opłakiwanie Peety. — W zamian za opiekę nade mną. Nie powiedziałam mu. że wpadnie na pomysł jak zastawić pułapkę na górę. że Peecie wcale się nie poprawia. — Cóż. Kazałam mu zostać tam. nie ze względu na technologiczne rozeznanie. — Przywołać zniekształcone wspomnienia o tobie i wtedy wstrzyknąć mu dużą dawkę leku uspokajającego. ale oczekują. Duże ich stada migrują tędy odkąd tu przybyłam. Gale znajduje mnie zaraz po przybyciu późnym popołudniem. gdzie jest najbardziej potrzebny. w której obecnie mieszkam. Wypróbowaliśmy to do tej pory na jednym wspomnieniu: nagraniu z jaskini. więc polowanie na nie jest proste. Gale bez słowa sadowi się obok mnie i zaczyna pozbawiać ptaka upierzenia. to tak — mówi Haymitch.

ląduję w jego ramionach. dlatego. Więc w blednącym świetle zamykam oczy i całuję Gale’a. — To prawda — przyznaję. — Pomyślałem… że nigdy nie będę mógł z tym walczyć. w której otwieram oczy. Jego wargi muskają wyblakłe zasinienia na mojej szyi. że to już nie ma znaczenia. że mogę się zatracić. zbliżam się. że przynajmniej moje ciało wciąż żyje. Wręcz przeciwnie. — Gdybym wiedział. że jestem tak nieznośnie samotna. Gale napotyka mój wzrok. kiedy on pochyla się w moją stronę i krótko przykłada swoje usta do moich. mógłbym się niemal pogodzić z całą resztą. Oczyszczam umysł i pozwalam doznaniom przepływać przez moje ciało. dlatego. ani nasze drogi. których mu odmówiłam. świat wydaje się chaotyczny. — Coś egoistycznego — mówi Gale. — Że nie musisz już być o niego zazdrosny? Szarpię gęś i chmura piór unosi się wokół nas. co czuję do Peety. wyruszę do Kapitolu i zabiję Snowa. Gale wydaje z siebie rozdrażniony pomruk. jego smak i ciepło przypominają mi. że nigdy już do mnie nie wróci. że to prawda. Moja dłoń automatycznie wędruje ku mojej lewej skroni. by zapełnić przestrzeń między nami. Mimo to. co łączę ze zmieszaniem. jeśli mu się nie polepszy. — I co o tym myślisz? — pytam. a później umrę. ogarnięty szaleństwem i nienawiścią do mnie. Skubiemy w milczeniu jeszcze przez chwilę.— Powinien być — odpowiadam. . Zdezorientowana stoję bez ruchu. — Tak samo źle czuję się ze względu na ciebie. On również umrze. — Ale prawdą jest też to. po oddaniu ptaków i zgłoszeniu się do zbierania drewna na rozpałkę wieczornego ogniska. — Nie mam szans. — Mówi się jednak. Nigdy nie będziesz w stanie go sobie odpuścić. kiedy go całuję — mówię. ale czuję jego dłoń pod moją brodą. — Nie. Nieważne jak bardzo bym cierpiał. — Gale wyjmuje pióro z moich włosów. W chwili. kierując się w stronę moich ust. Pomimo tego. na tę chwilę to bardzo pożądane uczucie. w tej właśnie chwili akceptuję fakt. Albo ja nigdy nie wrócę do niego. To nie nasz las ani nasze góry. szczęśliwa. Przez szkło. Kiedy Gale delikatnie się odsuwa. — Katniss — mówi. Dotyk Gale’a. co powiedziałeś o Peecie. Przygląda się z bliska mojej twarzy. I wtedy mówi: — Widziałem wczoraj Peetę. Zawsze źle byś się czuła będąc ze mną. — Teraz mnie pocałuj. że kosogłosy są niebezpieczne dla zdrowia. — Obraca pióro między kciukiem i palcem wskazującym. by wynagrodzić mu za wszystkie te pocałunki. Zostanę w Dwójce dopóki nie zajmą jej rebelianci.

Byliśmy na Ćwieku. a ja odepchnęłam jego dłoń. . — Tego nie powiedziałem. jedliśmy jakieś resztki u Śliskiej Sae. by je spamiętać. — Więc nigdy nie całowałeś innych dziewczyn? — pytam. Pamiętam ten dzień. bo przecież wszyscy wiedzą. na hałdzie. Zgarnia stos drewna i wkłada w moje puste ramiona. miliard dni temu. Siarczysty mróz i ciemności około czwartej popołudniu. Przewracam oczami. Ćwiek był zatłoczony ludźmi szukającymi schronienia przed pogodą. Jakieś pół roku wcześniej. że rudzi mężczyźni są najbardziej męscy. Zaraz po Nowym Roku. a może nawet dwóch.— Co się dzieje w twojej głowie? — Nie wiem — szepczę. — W takim razie to jak całowanie pijanej osoby. Ale nietrudno to sobie wyobrazić. to się zdarzyło. i wciąż wskazywał kobiety na Ćwieku. które. Miałaś jedynie dwanaście lat. którego zabiliśmy tydzień wcześniej nie umywała się do jej zwykłej kuchni. by zasmakować jego ust: „Widzisz tę w zielonym szaliku? Idź i spytaj. Miałem swoje życie poza czasem spędzanym na polowaniu z tobą — mówi. Tłumaczył mi dlaczego jego pocałunek wart jest królika. Na pewno miał sporo wielbicielek. Za szkołą. gdziekolwiek — mówi. On jedynie potrząsa głową. Śliska Sae i ja śmiałyśmy się. Nie liczy się — mówi i nieudolnie próbuje się roześmiać. Polowaliśmy. kiedy zjadałam ją siedząc ze skrzyżowanymi nogami na ladzie. Zupa Śliskiej Sae na wywarze z kości dzikiego psa. by zamaskować zawstydzenie. a ja głodna. Wtedy zdałem sobie sprawę… że mi to przeszkadza — mówi mi. przywołując mnie z powrotem do rzeczywistości. Darius opierał się o stoisko i łaskotał mój policzek końcem mojego warkocza. Była jednak ciepła. Nigdy wcześniej się nad tym za bardzo nie zastanawiałam. byś wymieniła królika na jeden z jego pocałunków. kto był pijany? Gale mógł całować dziewczyny na prawo i lewo w Dwunastce. zapłaciły dużo więcej niż królika.” Miliony kilometrów stąd. jak twierdził. — Kogo całowałeś? I gdzie? — Zbyt wiele dziewczyn. A Darius drażnił się z tobą. głównie po to. zbierając opał. kiedy się poznaliśmy. bo był tak niedorzeczny i uparty. — Skąd wiesz? — pytam. Nagle robię się naprawdę ciekawa. — Nie. — Więc kiedy stałam się dla ciebie taka wyjątkowa? Kiedy wywieźli mnie do Kapitolu? — Nie. Jeśli potrzebujesz referencji. ale gęsty śnieg przygnał nas z powrotem do miasta. Oprócz tego byłaś prawdziwym utrapieniem. — Całowałeś kogoś.

że mógłby obejść niektóre systemy komputerowe. jak zwyciężyła? Kiedy Lyme kończy prezentację. Z moją nowoodkrytą wiedzą o potraktowaniu Haymitcha i Finnicka. i całkowicie wyłączył się z dyskusji. wszystko o czym mogę myśleć to: Co zrobił jej Kapitol po tym. która zwyciężyła w Głodowych Igrzyskach całe pokolenie temu. Przez ostatnią godzinę siedział w ciszy z brwiami zmarszczonymi w wyrazie koncentracji. że to kolejna zwyciężczyni. Ale dopiero kiedy widzę nagranie. że był zrozpaczony. byśmy sforsowali wejścia. razem z innymi. Albo mnie. a oni wciąż próbują wymyślić sensowny plan zajęcia Orzecha. lepiej niech wpadnie na jakiś genialny pomysł jak to zrobić. Nie mogę się pozbyć wrażenia. — Wiem. i wylicza nieudane próby zdobycia go. i dyskusji o wykorzystaniu wewnętrznych szpiegów. jeśli myślisz. Effie przysłała nam jej taśmę. by przygotować nas do Ćwierćwiecza Poskromienia. że wrócił do siebie. że to zarzut w moją stronę. Parę razy od mojego przybycia nasze drogi na krótko się skrzyżowały i prześladowało mnie przeczucie. coś zaczyna mi świtać i zdaję sobie sprawę. Jednak mimo przekonania Beeteego. z którego widać rzeczoną górę. na zmianę przemierzał salę wolnym krokiem i dzielił ze mną parapet. Widzę wzrastającą frustrację Lyme. że mógłby mnie pokochać — mówię. Wczesnym rankiem następnego dnia. Prawdopodobnie migała mi przed oczami podczas Igrzysk na przestrzeni lat. ale wydaje się. zaczynają się pytania mózgów. Zdawało się. W końcu wybucha: — Następna osoba. że wpadłaś mu w oko. Zaczynałem się bać. by rozwiązać problem Orzecha. Lyme. Zaproszono mnie na spotkanie. który jest zbyt niespokojny. że wejścia są nie do zdobycia. wreszcie się odzywa: — Koniecznie musimy zająć Orzech? Czy wystarczyłoby go unieszkodliwić? . obiad zostaje podany i wyniesiony. choć nie mam zbyt wiele do powiedzenia. że już na samym początku przyjął za pewnik stwierdzenie Lyme. — Spójrz na Peetę. która zasugeruje. że skądś ją znam. jego wnętrzu i fortyfikacjach. Mijają godziny. na którym dowodzi szturmem na główne wejście do Orzecha. Albo nawet Finnicka. ale raczej się nie wychylała. Chociaż ostatnia byś się o tym dowiedziała — mówi mi Gale. W ciszy. zabiera nas w wirtualną podróż po Orzechu. bo tyle wersji tego planu zawiodło i tylu jej żołnierzy już poległo. — Nie znasz Finnicka. Unikam stołu konferencyjnego i sadowię się na szerokim parapecie. gapiąc się na Orzech przez okno. Gale wzrusza ramionami. Dowódca Dwójki. Łatwo zapamiętać kobietę o wzroście powyżej metra osiemdziesiąt i solidnym umięśnieniu.— Darius tylko się wygłupiał — mówię. tak naprawdę nikt nie ma żadnego innowacyjnego pomysłu. bo to właśnie ona poprowadzi tę misję! Gale. kobieta w średnim wieku o imieniu Lyme. To sprawia. mózgi zebrały się. że ludzie robią szalone rzeczy. — Prawdopodobnie. która zapada po ultimatum Lyme. trybutka z Drugiego Dystryktu. by usiedzieć przy stole dłużej niż kilka godzin.

Jego zamiary. — Próbowaliśmy zbombardować wejścia — mówi Lyme. — Nie zamierzacie walczyć z nimi o przedostanie się do środka. Gale nie ma zamiaru ocalić życia ludziom z Orzecha. — Co masz na myśli? — Pomyślcie o nim jak o legowisku dzikich psów — wyjaśnia Gale. jeśli porzucimy myśl o przejęciu kontroli nad Orzechem — mówi Gale. Zablokujcie otwory wentylacyjne. — To będzie skomplikowane. — Po prostu go odetniemy. byśmy wywołali lawiny i zablokowali wejścia? — pyta Lyme. — Nie to miałem na myśli — odpowiada Gale. — Widzisz? Idą w dół zboczy. który mamy w Trzynastce. których tam uwięzicie. To jedna z jego śmiertelnych pułapek. Jego funkcjonowanie zależy całkowicie od pompowania powietrza z zewnątrz. jeśli go wysadzimy — mówi opryskliwie Gale. — Są zbyt głęboko osadzone w kamieniu. Spójrzcie na system wentylacyjny. Kiedy wszyscy zastanawiają się nad tym planem. — Owszem — mówi Gale. — Nie musimy go kontrolować. jego prawdziwe zamiary. — Chciałbym wykorzystać górę. Macie więc dwa wyjścia: uwięzić psy w środku albo wykurzyć je na zewnątrz. Musielibyśmy starannie zaplanować detonacje. Jest w najlepszym wypadku elementarny. a kiedy już uruchomimy mechanizm. stają się jasne. Boggs przegląda plany Orzecha i marszczy brwi.— To byłby krok w dobrym kierunku — mówi Beetee. — Nie. odetniemy od zapasów. spoglądając przez swoje źle dopasowane okulary. — Beetee podnosi się i dołącza do Gale’a przy oknie. — Sugerujesz. . — Uwięzimy wroga wewnątrz. — Ścieżki lawinowe — mówi Beetee pod nosem. W niczym nie przypomina tego. — To grozi zabiciem wszystkich w środku. a udusicie wszystkich. Nie ma zamiaru więzić ofiary. Uniemożliwimy wysłanie poduszkowca. nie będziemy mogli go kontrolować. — Wciąż mogliby uciec przez tunel kolejowy aż na plac — mówi Beetee. by wyrządzić im jakąkolwiek realną szkodę.

Widać zarówno zadowolenie jak i zmartwienie.15. że mówi prawdę. ale wy uparliście się być dużo milsi dla Kapitolu tutaj — mówi Gale. Z wyrazu twarzy Lyme wnioskuję. by się poddać — mówi Lyme. Ich też chcesz zabić? — Poświęciłbym kilku tych ludzi. Że Gale poświęciłby w ten sposób swoje życie dla dobra sprawy — nikt w to nie wątpi. przetaczają się cicho przez salę. którego my nie mieliśmy. gdybyśmy byli szpiegami i pozwolono by nam wybrać. że mogłaby go uderzyć. — Już nigdy nie będziemy mogli im zaufać. Konsekwencje tego. Nic na to nie poradzę. by zrozumieć. stają się czynami. którzy ich kochają. chwytając go za ramię i próbując brzmieć rozsądnie. kiedy ten obraz przedziera się przez moją świadomość. Na pewno te słowa wystarczą. Odnosi to pożądany efekt. — Orzech to stara kopalnia. że jej złość tylko go rozjuszyła i krzyczy: — Patrzyliśmy jak dzieci płonęły żywcem i nie mogliśmy z tym nic zrobić! Muszę na chwilę zamknąć oczy. To by było jak wywołanie ogromnej katastrofy w kopalni węgla. — I co z tego? — pyta Gale. Tutaj. że umierają. Wydaje się jednak. — Cóż. zamiast po prostu wylecieć w powietrze? W dawnych czasach. Gale mówił takie rzeczy. że ja bym tak zrobiła. Nie prezydentem Snowem. — Mogli zostać do tego zmuszeni. Niektórzy są naszymi szpiegami. co proponuje Gale. a nawet gorsze. Chcę. których nigdy nie będzie można cofnąć. — A gdybym to ja był tam szpiegiem. . — Większość z robotników to obywatele Dwójki — mówi neutralnie Beetee. owszem. a przynajmniej się zamachnąć. — Czy każdy ma z tym problem? Że nasi wrogowie mogą mieć kilka godzin. kiedy nie byliśmy nikim więcej jak tylko parą dzieciaków polujących na obrzeżach Dwunastki. powiedziałbym: „Ześlijcie lawiny!” Wiem. Myślę. Mogą być przetrzymywani wbrew swojej woli. wcielone w życie. Już prawie o tym mówię. Ale to okrutna decyzja do podjęcia za innych ludzi i tych. Pewnie miałaby przewagę ze względu na jej trening. by mieszkaniec Dwunastki przemyślał ten plan jeszcze raz. — Nie wiesz dlaczego ci ludzie z Drugiego Dystryktu wylądowali w Orzechu — mówię. by pozbyć się całej reszty — odpowiada. Można dostrzec reakcje odbijające się na twarzach ludzi. — Gale — zaczynam. — Ale nie natychmiastowo — odparowuje. to przywilej. Ale jednak… jestem także dziewczyną z Dwunastego Dystryktu. by wszyscy w tej górze zginęli. kiedy zbombardowali Dwunastkę. Być może wszyscy zrobilibyśmy to samo. Nie mogę nikogo skazać na taką śmierć. smutek na równi z satysfakcją. — Powinni przynajmniej mieć szansę. Ale wtedy to były tylko słowa.

Światła mrugające i gasnące na dobre. Ale wiesz co? Peeta miał trochę racji w swoich proposach. Zbocza góry są z natury niestabilne. Wrzaski spanikowanych. by mógł się nieco wyładować. Czekamy na dachu Pałacu Sprawiedliwości z dobrym widokiem na nasz cel. która zasypie górę. W powietrzu unosi się chmura kurzu i odłamków skalnych. uwięzionych istnień błądzących jak oszalałe w poszukiwaniu wyjścia. Beetee miał rację w kwestii braku kontroli nad lawinami. od której niebo ciemnieje. — Uzbrojeni po zęby. Ludzie . — Tak. Stoimy w milczeniu. że oni będą. tylko po to. Całe fragmenty Orzecha zapadają się na naszych oczach. Uwięzimy ich — zgadza się Boggs. Orzech zamienia się w grobowiec. Zabieram go na polowanie. decyzja zostaje podjęta i gdy nadchodzi wieczór zostaję ubrana w kostium Kosogłosa. mam nadzieję — mówi Gale. które próbują wedrzeć się do środka. ale osłabione eksplozjami wydają się niemal płynne. Kable elektryczne zwisają swobodnie. Skalny pył wypełniający powietrze. Kiedy otwierają ogień z kapitolińskiej broni przeciwlotniczej. Wyobrażam sobie piekło wewnątrz góry. — Pozwólmy Coin się wtrącić. jest już za późno. Plan Gale’a przechodzi najśmielsze oczekiwania. rumowisko zmienia znajome ścieżki w labirynt. — Uwięzić ich albo wykurzyć ich stamtąd. Ludzie będą mogli uciec na plac. Prawdopodobnie jest na mnie wściekły za sprzeciwienie mu się. malutcy i nieważni. bo w przeszłości były mniej więcej równie kłopotliwe co muchy latające wokół baryłki miodu. że mamy dwie opcje — mówi mu Boggs. najprawdopodobniej. — Powinniśmy powiadomić Trzynastkę — sugeruje Beetee. — Możecie być pewni. która łączy mnie z Haymitchem w Trzynastce — na wypadek gdyby nadarzyła się dobra okazja sfilmowania proposa. by przekonać się. przyciągają ich uwagę. Jednak po dwóch falach bombardowań wyższych poziomów góry. że wyjścia. pas startowy i nawet szyby wentylacyjne zablokowane są ziemią i kamieniami. gdzie będziemy na nich czekać. Wziąłem pod uwagę poległych i rannych. zacierając jakiekolwiek ślady ludzkiej bytności w tym miejscu. — Uzbrojeni po zęby. Trzynastka zostaje powiadomiona. i… uważam. Proponuję wywołać lawinę. Jedynie garstka ludzi zostaje zaproszona do tej dyskusji. Nasze poduszkowce zostają początkowo zignorowane przez dowódców Orzecha. — Będzie chciała zablokować tunel — mówi z przekonaniem Gale. gdy kamienne fale staczają się w dół góry. ale nie rozmawia o tym ze mną.— Powiedziałeś. z łukiem przewieszonym przez ramię i słuchawką w uchu. ogień wybucha. ale pozostawić tunel nietkniętym. Kiedy mówił o powybijaniu się nawzajem. Wejścia zostają zasypane tonami kamieni. Robiłem wyliczenia. Wyjące syreny. Gale i ja zostajemy zwolnieni razem z resztą. że warto to przedyskutować.

Próbuję odpowiedzieć i orientuję się. Opuszczam ręce. jeśli syreny kiedykolwiek się odezwą. Ranni. Kubek czegoś gorącego. gdy wymiotowały osmolonych górników na światło dzienne. Wciąż ją pamiętam. Nawet w Kapitolu nie ma nic. Reakcja na wypadek w kopalni była czymś. Koce nałożone na ramiona przez obcych.rzucają się na wszystkie strony. krewni nurkowali pod liną. nie mogę się powstrzymać przed muskaniem palcami nieskazitelnych białych marmurowych ścian. Z każdą kolejną grupą następowały okrzyki ulgi. w którym zginął mój ojciec. że obie dłonie mam zaciśnięte na ustach. popołudnie stało się pochmurne. I wtedy. Ciała. gdy mrowisko się zapada. Staliśmy w mroźnym powietrzu. — Wejdź do środka. chwyciła się rękawa mojego płaszcza i wmieszałyśmy się w strumień ludzi wlewających się ulicami do basenu przy głównym wejściu do kopalni. Nikt nie czekał na zwolnienie. Upadłam na kolana i przycisnęłam dłonie do popiołu. rozbiegają się jak mrówki. Windy poruszały się coraz wolniej i wypluwały coraz mniej istnień. co mogłoby się równać ze wspaniałością tego starego budynku. by odsunąć tłum. tak bardzo chcąc wyciągnąć tatę na wolność. o świcie. — Katniss! W dniu. Wszyscy na dachu. to nigdy tego nie doświadczyłam. Bo niby dlaczego to my szukałyśmy jej. dzieci. poza żołnierzami obsługującymi broń maszynową. który może oznaczać tylko jedno. pełen żalu wyraz twarzy kierownika kopalni. Czekała aż ją odbiorę. Nie . wreszcie. która została pospiesznie rozciągnięta. grożąc zmiażdżeniem ich delikatnych pancerzy. Zeskoczyła z siedzenia. drobną siedmiolatkę. rodzeństwo. by wyprowadzić stamtąd mężów. ale siedzącą prosto z rękoma na ławce. czego nie pijesz. Takich zimnych i pięknych. Znalazłyśmy mamę zaciskającą linę. Pobiegłam do klasy Prim. Na wypadek gdyby Kapitol spróbował odwetu pozostałościami swojej lotniczej floty — nakazuje mi. cienka warstwa śniegu pokryła ziemię. że to zrobię. Całonocne oczekiwanie. czego nawet Kapitol nie był w stanie kontrolować. — Tak — powtarzam. od nikogo tego nie oczekiwano. rozgrzewając się do czerwoności. — Tak. kierują się do środka. żony. kiedy powinno być na odwrót? Windy piszczały. Z perspektywy czasu wydaje mi się. — Katniss? — słyszę głos Haymitcha w słuchawce. syreny zaczęły wyć podczas obiadu w szkole. jak obiecałam. że coś jest nie tak. tak. Kiedy schodzę po schodach. popychają. że powinnam już wtedy zauważyć. bardzo bladą. rodziców. Jeżeli można się czuć bardziej bezradnie niż gdy próbujesz dotrzeć do uwięzionej pod ziemią ukochanej osoby. Co myśmy właśnie zrobili? — Katniss! Jesteś tam? — Haymitch prawdopodobnie snuje właśnie plany wciśnięcia mnie w kajdany na głowę.

Ewakuować rannych — mówię. makabrycznej śmierci Cato. — Ciekawy rozwój wypadków w leczeniu Peety dzisiejszego popołudnia. kiedy tylko się pokażą? — pytam. by zebrać resztę naszych żołnierzy na placu. — I zastrzelimy ich. to da nam czas. — Oprócz tego. Kiedy Coin zaakceptowała plan Gale’a. Nasi żołnierze mają ten atak odeprzeć. że rozpoznaje tę piosenkę. — Nie. że chciałabyś wiedzieć — mówi. Odchodzi nie dając mi szans na zaprotestowanie. — Wciąż tu jestem — odpowiadam. by uratować swoich towarzyszy. — Zobaczę czy uda mi się znaleźć jakiś koc. gdyby Orzech upadł. wiesz? Niektórzy z nich prawdopodobnie się stamtąd wydostaną. by wyciągnąć stamtąd ludzi — mówi Boggs. — Tylko jeśli będziemy musieli — odpowiada. — Pokazaliśmy mu materiał. . szczególnie powolnej. po nieudanych próbach uspokojenia dystryktów. W ten sposób mogą użyć wszystkich torów. że to tylko efekt zmieszania wywołany działaniem jadu gończych os. Potencjalni ocaleni uciekną na plac. Wyczerpana Tournée Zwycięzców. — Mogliśmy wysłać do nich pociągi. Na moment moje serce zamiera. Nigdy nie słyszał jak śpiewam tę piosenkę. która prowadzi do schodów na placu. więc Kapitol nie mógł go użyć przy zawładnięciu. rebelianci rozpoczęli zmasowany atak i zmusili siły Kapitolu do wycofania się o kilka przecznic. nawet jeśli marmur wciąż będzie wysysał ciepło z mojego ciała. — Nie wysadziliśmy tunelu. ulatuje ze mnie ciepło. Słyszę rozpoczynającą się znowu strzelaninę. Jednak nie mam w zasadzie innego wyjścia jak słuchać. to na pewno Strażnicy Pokoju próbują przedostać się z powrotem. byśmy mogli kontrolować stację kolejową. kiedy wraz z Peetą odbierałam gratulacje za zwycięstwo w Igrzyskach. wydaje się blady w półmroku. Pamiętam jak źle się czułam. Kilka godzin temu plac był ziemią niczyją. upadł. Cóż. — Katniss — mówi Haymitch w moim uchu. Kamienie zawsze pokonują człowieka. Zdecydowano pozostawić tunel w ich rękach.ma w nim jednak żadnej elastyczności — to moje ciało ustępuje. Haymitch. frontem walk między rebeliantami i Strażnikami Pokoju. Później jednak zdaję sobie sprawę. Mówi. mierząc się ze wspomnieniami Clove i Cato. Przez drzwi dostrzegam białą marmurową przestrzeń. Pomyślałem. Rzeczywistość przeniknęła do naszej świadomości. na którym śpiewasz „Wisielcze Drzewo”. Nie chcę koca. — Zimno ci — mówi Boggs. Ciekawy to nie to samo co dobry. Siedzę na cokole gigantycznego filara w ogromnej sali wejściowej. Boggs kuca przy mnie. Nie jest lepiej. Nigdy go nie wyemitowaliśmy. — Nie może.

— Nie ty. Twój ojciec. Słyszał jak śpiewał ją pewnego dnia, kiedy przyszedł handlować do piekarni. Peeta był wtedy mały, miał prawdopodobnie sześć czy siedem lat, ale pamięta to, bo specjalnie nasłuchiwał, by zobaczyć, czy ptaki przestaną śpiewać — mówi Haymitch. — Pewnie przestały. Sześć albo siedem lat. To byłoby zanim mama zabroniła tej piosenki. Może nawet w czasie, kiedy się jej uczyłam. — Też tam wtedy byłam? — Nie sądzę. W każdym razie nie wspomniał o tobie. Ale to pierwsze powiązane z tobą wspomnienie, które nie wywołuje umysłowego załamania — mówi Haymitch. — To już coś, Katniss. Mój ojciec. Wydaje się być dzisiaj wszędzie. Umiera w kopalni. Wyśpiewuje sobie drogę do pogmatwanej świadomości Peety. Odbija się w spojrzeniu Boggsa, kiedy otacza kocem moje ramiona. Tęsknię za nim tak bardzo, że aż boli. Strzelanina na zewnątrz naprawdę przybiera na sile. Gale spieszy za grupą rebeliantów, ochoczo kierując się w stronę bitwy. Nie proszę o dołączenie do walczących, nie żeby mi pozwolili. Mój żołądek i tak nie jest na to przygotowany, całe ciepło ulotniło się z mojego ciała. Chciałabym, by był ze mną Peeta — stary Peeta — bo jemu udałoby się wytłumaczyć dlaczego wymiana ognia jest zła, kiedy ludzie, jacykolwiek ludzie, próbują wydostać się z góry. A może to moja własna historia sprawia, że jestem przewrażliwiona? Czy to nie jest wojna? Czy to nie po prostu kolejny sposób zabicia naszych wrogów? Noc zapada szybko. Wielkie, jasne reflektory zostają włączone, oświetlając plac. Każda żarówka musi się palić z pełną mocą także na stacji kolejowej. Nawet z mojego miejsca po drugiej stronie placu, widzę dobrze przez przeszklony front długiego, wąskiego budynku. Niemożliwe byłoby nie zauważyć przybycia pociągu albo nawet pojedynczej osoby. Ale mijają godziny i nikt się nie pojawia. Z każdą chwilą coraz trudniej uwierzyć w to, że ktokolwiek przeżył atak na Orzecha. Jest już dobrze po północy, kiedy Cressida podchodzi do mnie i przyczepia specjalny mikrofon do mojego kostiumu. — Po co to? — pytam. Głos Haymitcha spieszy z wyjaśnieniem. — Wiem, że ci się to nie spodoba, ale chcemy, byś wygłosiła przemówienie. — Przemówienie? — pytam i natychmiast czuję mdłości. — Przekażę ci je, wers po wersie — zapewnia mnie. — Będziesz musiała jedynie powtarzać po mnie. Słuchaj, nie ma śladu życia z tej góry. Zwyciężyliśmy, ale walka wciąż się toczy. Więc pomyśleliśmy, że jeśli wyjdziesz na schody przed Pałacem Sprawiedliwości i wyjaśnisz — wytłumaczysz wszystkim, że pokonaliśmy Orzecha, że to

koniec wpływów Kapitolu w Drugim Dystrykcie — mogłabyś sprawić, że pozostałe ich oddziały się poddadzą. Wpatruję się w ciemność za placem. — Nawet nie widzę ich oddziałów. — Po to właśnie mikrofon — mówi. — Wyemitujemy cię, zarówno głos przez ich awaryjny system audio, jak i obraz w każdym miejscu, w którym ludzie mają dostęp do ekranów. Wiem, że jest parę ogromnych ekranów tutaj na placu. Widziałam je na Tournée Zwycięzców. To mogłoby zadziałać, gdybym była w tym dobra. A nie jestem. Próbowali wkładać słowa w moje usta w tych wczesnych próbach tworzenia proposów i okazało się to totalną klapą. — Możesz uratować wiele żyć, Katniss — mówi w końcu Haymitch. — W porządku. Spróbuję — mówię mu. Dziwnie jest stać na zewnątrz na szczycie schodów, w pełnym stroju, przy pełnym oświetleniu, ale bez widocznej publiczności, przed którą miałabym wygłosić przemówienie. Jakbym robiła przedstawienie dla księżyca. — Pospieszmy się — mówi Haymitch. — Jesteś za bardzo narażona. Moja ekipa telewizyjna, rozstawiona na placu ze specjalnymi kamerami, daje mi znak, że jest gotowa. Mówię Haymitchowi, by zaczynał, włączam mikrofon i uważnie słucham jak dyktuje mi pierwszy wers przemówienia. Pojawiam się na jednym z ogromnych ekranów na placu i zaczynam: — Mieszkańcy Drugiego Dystryktu, tu Katniss Everdeen. Mówię do was ze schodów waszego Pałacu Sprawiedliwości, gdzie… Dwa pociągi wjeżdżają z piskiem na stację kolejową tuż obok siebie. Kiedy rozsuwają się drzwi, ludzie wypadają z nich w chmurze dymu przywleczonego z Orzecha. Musieli przynajmniej podejrzewać co ich czeka na placu, bo próbują się ukryć. Większość z nich pada na ziemię, a deszcz kul wewnątrz stacji sprawia, że gasną światła. Przybyli uzbrojeni, jak przewidział Gale, ale także ranni. Można usłyszeć jęki przedzierające się przez względnie ciche nocne powietrze. Ktoś zestrzela światła na schodach, pozostawiając mnie w ochronnym cieniu. Ogień rozprzestrzenia się wewnątrz stacji — jeden z pociągów musi płonąć — i gęsty, czarny dym kłębi się przy oknach. To zmusza ludzi do wydostania się na plac; duszą się, ale wyzywająco wymachują bronią. Rzucam okiem na dachy budynków otaczających plac. Każdy z nich został zaopatrzony w obsługiwane przez rebeliantów stanowiska broni maszynowej. Światło księżyca odbija się od naoliwionych luf. Młody mężczyzna wychodzi chwiejnym krokiem ze stacji, jedną ręką przyciskając zakrwawioną chusteczkę do policzka, w drugiej trzymając pistolet. Kiedy potyka się i

upada na twarz, dostrzegam, że dół jego koszuli jest przypalony, a ciało pod nią czerwone. I nagle staje się tylko kolejną poparzoną ofiarą wypadku w kopalni. Niemal frunę w dół schodów i biegnę w jego stronę. — Stójcie! — krzyczę na rebeliantów. — Wstrzymajcie ogień! — Słowa odbijają się echem po placu i poza nim, jako że mikrofon zwiększa natężenie mojego głosu. — Stójcie! Zbliżam się do młodego mężczyzny i pochylam się, by mu pomóc, kiedy podciąga się na kolana i celuje bronią w moją głowę. Instynktownie cofam się o kilka kroków i unoszę łuk nad głową, by pokazać, że nie chciałam mu zrobić krzywdy. Teraz, kiedy trzyma obie dłonie na broni, dostrzegam poszarpaną dziurę w jego policzku gdzie coś — może upadający kamień — przebiło ciało. Śmierdzi spalonymi ubraniami, włosami i mięsem, i benzyną. Jego oczy rozszerzają się szaleńczo z bólu i strachu. — Nie ruszaj się — szepcze mi Haymitch do ucha. Wykonuję jego rozkaz, zdając sobie sprawę, że to właśnie pojawia się na ekranach w całym Drugim Dystrykcie, być może nawet w całym Panem. Kosogłos zdany na łaskę mężczyzny, który nie ma nic do stracenia. Jego zniekształcony głos jest niemal niezrozumiały. — Podaj mi jeden powód, dla którego nie powinienem cię zastrzelić. Reszta świata znika. Zostaję tylko ja, wpatrzona w nieszczęśliwe oczy mężczyzny z Orzecha, który prosi o jeden powód. Na pewno mogłabym wymyślić ich tysiące. Ale słowa, które wypowiadam to: — Nie mogę. Logicznym ich następstwem powinno być pociągnięcie za spust. Ale on jest zdumiony i próbuje nadać moim słowom znaczenie. Czuję własne zmieszanie, kiedy zdaję sobie sprawę, że powiedziałam absolutną prawdę i szlachetne pobudki, które przeniosły mnie przez plac, zostają zastąpione przez rozpacz. — Nie mogę. W tym właśnie problem, prawda? — Opuszczam łuk. — Wysadziliśmy waszą kopalnię. Wy doszczętnie spaliliście mój dystrykt. Mamy tysiące powodów, by się nawzajem pozabijać. Więc zrób to. Uszczęśliw Kapitol. Mam dość zabijania za nich ich niewolników. Upuszczam łuk na ziemię i kopię go butem. Prześlizguje się po kamieniach i zatrzymuje się na jego kolanach. — Nie jestem ich niewolnikiem — mamrocze mężczyzna. — Ja jestem — mówię. — Dlatego zabiłam Cato… a on zabił Tresha… a on zabił Clove… a ona próbowała zabić mnie. To tak krąży i krąży, ale kto wygrywa? Nie my. Nie dystrykty. Zawsze Kapitol. Ale mam już dość bycia pionkiem w ich Igrzyskach.

Na dachu w noc poprzedzającą nasze pierwsze Głodowe Igrzyska. — Ci ludzie… — wskazuję poranione ciała na placu — nie są waszymi wrogami! — Obracam się szybko z powrotem w stronę stacji kolejowej. jaka była. Zamiast tego obserwuję jak zostaję postrzelona w telewizji. — A dlaczego ty walczysz z rebeliantami na dachach? Z Lyme. może nawet członkami rodziny? — Nie wiem — mówi mężczyzna. kiedy umrę. Od kiedy górnicy skazują innych górników na taką śmierć. w stronę opornych rebeliantów w całym Panem. który dał nam Kapitol. która przetoczy się przez tłum.Peeta. i może wybaczy mi. ale potrzebujemy każdej osoby z dystryktu do pomocy! Kamery nakierowane są na mnie. — Kiedy zobaczyłam dzisiaj jak ta góra się wali. — Rebelianci nie są waszymi wrogami! Wszyscy mamy jednego wroga. Ale dlaczego to zrobiłam? Dwunasty i Drugi dystrykt nie mają powodu do walki poza tym jednym. Zmusili mnie do zabicia was — ludzi z dystryktów. którym jest Kapitol! To nasza szansa. — Młody mężczyzna mruga na mnie zawzięcie. tam na górze? Pochodzę z miasta kopalni. . że mnie teraz ogląda. by zabić tych. Opowiedz im o patrzeniu jak wali się góra — nalega Haymitch. że zobaczę jak nagrywają falę pojednania. Patrzę na ekran z nadzieją. Upadam przed nim na kolana. nic nie rozumiejąc. Podnoszę się i powoli obracam. że pamięta tę noc taką. która była twoją zwyciężczynią? Z ludźmi. by ukrócić jego rządy. Zrozumiał to wszystko zanim jeszcze postawiliśmy stopę na arenie. Mam nadzieję. a później czekają w pogotowiu. zwracając się do obsługujących broń maszynową rebeliantów. którym uda się wydostać z rumowiska? — Kto jest wrogiem? — szepcze Haymitch. Ale nie przestaje celować we mnie z pistoletu. którzy byli twoimi sąsiadami. — Proszę! Przyłączcie się do nas! Moje słowa wiszą w powietrzu. w stronę rannych. kiedy wyciągam ręce w stronę mężczyzny. pomyślałam… że znowu to zrobili. — A wy. a mój głos jest cichy i naglący. — Mów dalej.

spalona ofiara z Orzecha. a jest za to dużo kryjówek. To była część planu rebeliantów. a ja idę go szukać. która oddziela moje łóżko od łóżka następnego pacjenta. jak wspięłam się na gałąź nad elektrycznym ogrodzeniem i wskoczyłam z powrotem do Dwunastki. . Nie poczułam się jakby coś mnie przebijało. Uszkodziłam sobie piętę po tym. Nie sądziłam. żeby ci to przeszkadzało. Kiedy uśmiecha się szeroko w odpowiedzi. To nie był on. że mogę się zmienić w jednego z tych czubków z Szóstki. martwy krzew. Próbuję usiąść. bo zaatakowała mnie na arenie. kiedy nikt nie patrzył. że mną nie gardzi. by mnie teraz dręczyć. a ja poprosiłam go. kiedy już zasypiałam. kopru. Przeciskam się przez chmury gazu. rozsuwa się i Johanna Mason wpatruje się we mnie.16. To gazowy. że nici ze sceny pojednania. „Zawsze”. ale udaje mi się tylko jęknąć. Wyszeptał coś. Wszystko po chwili uderzenia staje się jednym wielkim zamętem połączonym ze strzelaniną. fioletowy świat. przypominam sobie. Jak zmarniały. — Zawsze. że zrobiła to. W pewnej chwili czuję jego dłoń na policzku i próbuję ją zatrzymać. na którym kiedyś kwitły kwiaty. W pierwszej chwili czuję się zagrożona. A może jej zachowanie wobec mnie było tylko grą dla Kapitolu? — Żyję — mówię słabo. Muszę sobie przypomnieć. Peeta ułożył mnie w łóżku. Biała zasłona. Tam właśnie uderzyła kula. ale raczej jakby uderzył we mnie wielki młot. To był ktoś z tłumu. w którym nie ma ostrych brzegów. W mroku morfaliny Peeta wyszeptuje to słowo. — Wciąż obolała? — Wprawną ręką odczepia przewód morfaliny z mojej ręki i podłącza go do wenflonu w zgięciu swojego ramienia. by ze mną został. ale przesącza się jak mgła przez moje palce. więc zamiast ukłucia smutku czuję tylko pustkę. Nie on pociągnął za spust. — No nie żartuj. Ale jakaś część mojego mózgu uchwyciła jego odpowiedź i pozwoliła jej przepływać przez moje sny. To jednak wcale nie znaczy. by uratować mi życie. Kiedy w końcu zaczynam odzyskiwać przytomność w sterylnej sali szpitalnej w Trzynastce. — Zaczęli odstawiać mi lek kilka dni temu. czego nie udało mi się wyłapać. — Johanna podchodzi i opada na moje łóżko. Moje dłonie przemierzają grube bandaże przykrywające moje żebra i zastanawiam się co ja tu jeszcze robię. ten mężczyzna klęczący przede mną na placu. wysyłając igiełki bólu w kierunku mojej klatki piersiowej. Obawiam się. Byłam pod wpływem syropu nasennego. wiem. ty bezmózgu. podążam niewyraźnymi ścieżkami. Morfalina przytępia wszystkie krańcowe uczucia. by zagłuszyć ból w lewej stronie ciała. Niestety nie zostało w moich żyłach wystarczająco dużo leku. Pożyczałam sobie trochę od ciebie. wyłapuję zapach cynamonu.

— I boją się ciebie. dla kogokolwiek. A gdybyś potrzebowała. Byś pomogła mnie stamtąd wydostać — przypominam jej. — A co z tobą. że jestem całkowicie bezpieczna. W Kapitolu to ciebie się teraz obawiają. — Dostałam lekarza prowadzącego. Proszę cię bardzo. taak. Zupełnie jakby taki stan w ogóle istniał. — Tutaj. Nie takie złe życie. — A jednak ci zaufali. być może. Ale nikt mnie nie lubi — odpowiada. Delikatny meszek włosów pojawił się na jej ogolonej głowie. szczególnie zwycięzcy. Nieźle posiniaczone. — Udaje mi się uśmiechnąć. Myślę o warstwach ochronnego pancerza w moim kostiumie Kosogłosa. Dopóki mnie nie postrzelono — mówię. Ciężko mi cię przełknąć z tym twoim szmirowatym miłosnym melodramatem i graniem obrończyni uciśnionych. Tylko że to wcale nie jest gra. Kompletny idiota. — Dlatego mnie nienawidzisz? — pytam. — Nie martw się. Ale ból skądś się wziął. — Prawda. Nikt nie musiałby ci dyktować słów przemówienia — mówię. skoro była torturowana niemal na śmierć przez Snowa po Ćwierćwieczu Poskromienia? To nie ma prawa mi przeszkadzać i ona o tym wie. prawda? Wszyscy mają za zadanie utrzymać cię przy życiu. wciąż nie do końca z nią dobrze. jak opuściłam Trzynastkę. Przynajmniej dwadzieścia razy w ciągu jednej sesji przypomina mi. To naprawdę jedna z głupszych rzeczy. . W ciągu tygodni po tym. — Gale pojawia się w drzwiach. Johanna wzdycha. co czyni cię jeszcze bardziej nie do zniesienia. Powinien pomagać mi wydobrzeć. — Złamane żebra? — Nawet nie to. odzyskała nieco wagi. Jakby facet. — Lekceważąco macha ręką. Ćpanie i malowanie kwiatów na ciele. Ta kula nawet cię nie drasnęła. Wydawali się weselsi niż reszta z nas w każdym razie. możesz wziąć to do siebie. Kosogłosie? Czy czujesz się całkowicie bezpieczna? — Och. zakrywając niektóre blizny. — Proszę cię. — Częściowo — przyznaje. więc Johanna zgrabnie odłącza siebie i podłącza mnie do przewodu z morfaliną.Przeszkadzało? Jak mogłoby mi to przeszkadzać. jakie można powiedzieć. — Zazdrość ma w tym oczywiście jakiś udział. nie potrzebujesz jej. Cinna o to zadbał — mówi. który przychodzi tu każdego dnia. kiedy morfalina dostaje się do jej krwioobiegu. który spędził całe życie w tej króliczej norze mógł mi pomóc. — Może nie mieli takiego znowu złego pomysłu w tej Szóstce. to by ci ją znaleźli. Uderzenie rozwaliło ci śledzionę. gdziekolwiek. — To ty powinnaś być Kosogłosem. Jednak jeśli zabiera mi moją morfalinę. Nie udało się jej naprawić.

Zeskakuje z mojego łóżka i idzie w stronę drzwi. — Spokojnie. Zdaje się jednak. — Wiem. kiedy go mija. — Nie wiem. — Katniss. Pokazuję szwy i imponujące siniaki i gratuluję . przystojniaku? — Słyszymy jej śmiech. — Była jakaś walka po tym. Zamiast się odsunąć. — Naprawdę? — przez moment pojawia się we mnie uczucie triumfu. — Musisz przestać pakować się w kłopoty. ale z jakiegoś powodu moi lekarze chcą. to im wychodzi najlepiej — mówię. — Ale ten rodzaj myślenia… mógłbyś w ten sposób wytłumaczyć zabicie kogokolwiek o dowolnej porze. Można by pomyśleć. — A mnie tak — mówię mu. to nas atakowano w Ósemce. Rebelianci po prostu siedzieli i patrzyli — mówi. co za różnica czy zmiażdżymy wroga w kopalni. A tak między nami mówiąc. Nawet z morfaliną wewnętrzny ból jest okropny przez kilka pierwszych dni. — Zawsze to potrafiliśmy. Po pierwsze. Zaczynam czuć urazę do Johanny za korzystanie z mojego zapasu morfaliny. pochyla się ku mojej twarzy. A potem przypominam sobie ludzi na placu. — Więc dzięki zestrzeleniu ich zapobiegliśmy dalszym atakom. bym wstała i ruszała się niemal natychmiast. Ale nie powiem ci. kiedy ból ustępuje. — Prawda. że jestem bez serca. — Wiem. — Myślisz. jak mnie postrzelono? — Bardzo krótka. Może to dobrze. — Jestem przerażony — mruczy. kiedy Gale chwyta mnie za rękę. trącając nogę Gale’a swoim biodrem. Atakowano szpital — mówię. Umiemy się kłócić — mówi. — To pewnie przez te wycieczki na arenę. — Tak. — Cóż. że poobijane żebra dłużej będą dawały o sobie znać. Mógłbyś usprawiedliwić wysyłanie dzieci na Głodowe Igrzyska. ale zaraz wykrzywiam się z bólu. że nie. Teraz się odsuwa. — Nie przekonuje mnie to — odpowiada. Unoszę brwi.— Twój kuzyn się mnie nie boi — mówi konspiracyjnie. — W porządku. niemal niecierpliwie. kiedy znika w korytarzu. Ale ktoś wysadził górę w powietrze — odpowiadam. Śmieję się. by sfilmowała mnie w szpitalnym łóżku. ale później powoli ustępuje. więc przysłali ekipę. Szybko zaczęły się szerzyć pogłoski o mojej śmierci. Robotnicy z Orzecha zaatakowali żołnierzy Kapitolu. — Właściwie cały kraj po prostu siedział i patrzył. że wszystko w porządku — mówię. że utrata ważnego narządu powinna przykuć człowieka do łóżka na parę tygodni. czy zestrzelimy go z nieba jedną ze strzał Beetee’ego? Rezultat jest ten sam. ale wciąż pozwalam jej zabierać ile tylko zechce. — Gładzi mnie po twarzy. zajęliśmy Drugi Dystrykt. by utrzymać dystrykty w ryzach — mówię. a te poduszkowce przybyły z Drugiego Dystryktu — mówi.

— „Panem et Circenses” tłumaczy się jako „Chleba i igrzysk”. podczas gdy w Kapitolu ludzie żyją według zasady „Panem et Circenses”. Ubezpieczają drogi zaopatrzeniowe. I tak długo. to pojawić się na nim i udawać. I o ostatniej rozrywce. a ja mam zamiar zorganizować rozrywkowego proposa. bo to grozi nuklearnym atakiem ze strony wrogów. został zupełnie odcięty od pomocy z zewnątrz. jak Trzynastka podczas Mrocznych Dni. A teraz chcą. który na pewno będzie bardzo popularny. Trzynastka była przyzwyczajona do ciężkich warunków. rebelianci robią krótką przerwę w wojnie. Krótkie nadziemne spacery to część mojej rehabilitacji. — Och. wszyscy kochają śluby. Wszystko co musisz zrobić. Koniec końców. że jesteś szczęśliwa z ich powodu. — To takie hasło sprzed tysięcy lat. Inaczej niż Trzynastka. Ale znaczącą różnicą pomiędzy Trzynastką i Kapitolem są oczekiwania społeczeństwa. a przez to także swojej władzy. by się przegrupować. by go wyleczyć. jak udawało się utrzymać ten stan rzeczy. — My natomiast mamy jedzenie. Pisarz. — Więc to po to są im potrzebne dystrykty. . O Głodowych Igrzyskach. Katniss. Później ostrzegam Kapitol. Teraz nie może zapewnić żadnego z dwóch. leczą rannych. nie. Któregoś popołudnia dołącza do mnie Plutarch i wprowadza mnie w szczegóły naszej obecnej sytuacji. kiedy Drugi Dystrykt się z nami sprzymierzył.dystryktom udanej walki o zjednoczenie. W jakiś sposób wyreżyseruje mi makabryczny ślub z Peetą. Teraz. Nadmiarze jedzenia. — Co to? — Rozpoznaję oczywiście „Panem”. przynajmniej w takim zakresie. — Miasto być może przez jakiś czas by sobie poradziło — mówi Plutarch. na nowo organizują oddziały. na moją własną prośbę. do którego są przyzwyczajeni ludzie — mówi Plutarch. Kapitol. Kapitol nie ma szans na wprowadzenie zmian i stanie się samowystarczalnym. Bardzo niewiele o tym mówi. ale reszty nie rozumiem. co właśnie sugeruje. Nie byłam w stanie zmierzyć się z tym fenickim szkłem odkąd wróciłam i. By zapewnić chleb i igrzyska. — Oczywiście mają w nim najpotrzebniejsze zapasy. Kapitol mógł kontrolować swoje małe imperium. Myślę o Kapitolu. Próbowano różnych technik. by się nas wkrótce spodziewał. — Tak. który jest jego twórcą. Nigdy nie będzie skutecznego środka. tylko Haymitch powiadamia mnie o stanie Peety. bym wyszła za Peetę dla proposa? Plutarch spieszy z wyjaśnieniem. Finnicka i Annie. zapisane w języku zwanym łaciną o miejscu zwanym Rzymem — wyjaśnia. Nie twój ślub. Zatrzymuję się i zaczyna mi być niedobrze na myśl o tym. że w zamian za pełne brzuchy i rozrywkę obywatele Rzymu zrzekli się swoich politycznych obowiązków. twierdził.

Różnice między Kapitolem i Trzynastką stają się wyraźnie widoczne. że chcemy być ich częścią. że człowiek próbuje odgadnąć co też ona dostrzega w pustej przestrzeni. Plutarch ma na myśli setki ludzi ubranych odświętnie na trzydniowym weselu. pociera policzek skrajem spódnicy i wybucha płaczem. nie muszę udawać. praktycznie wszystkie się pojawiają. Pomimo zastrzeżeń ze strony Coin. jest dziwna. Zabawnie jest patrzeć jak targują się o każdy szczegół. które dla mnie zaprojektował. ale pozostało kilka sukienek. Nagle Octavia upada na kolana. po czym przydziela im się nową siedzibę. — Już tak dawno — wysapuje — nie widziałam nic ładnego. niż szalona. W porządku. więc zostaję zwolniona z podejmowania jakichkolwiek decyzji w kwestiach mody. Jej zielone oczy wpatrują się w jeden punkt tak intensywnie. gdzie zdaje się. by moja ekipa przygotowawcza wyruszyła razem ze mną. ślub okazuje się sukcesem. Kiedy Coin mówi „ślub”. to to mi wystarcza. Czasami. W jadalni ludzie rozmawiają podekscytowani o tym wydarzeniu. i ze strony Plutarcha. że potrzebne są dzieci do śpiewania ślubnej piosenki z Czwartego Dystryktu. rozrywkę i alkohol. których odpowiadam. bo obecność Cinny tak silnie przepływa przez tkaniny. jakby chciała zablokować jakiś bolesny dźwięk. ma na myśli dwoje ludzi podpisujących kartkę papieru. Kiedy ogłoszono. że jest zbyt wystawny. Śmieje się w dziwnych miejscach w rozmowie albo zupełnie się z niej wyłącza. bo wiem o niej tylko tyle. wszyscy milkniemy. bez powodu. To by wyjaśniało dlaczego — gdy Plutarch nie wie w co ubrać pannę młodą — zgłaszam się na ochotnika. które miałam na sobie podczas Tournée Zwycięzców. jeśli nikt się nie będzie bawił? Ciężko jest ograniczyć budżet Organizatorowi Igrzysk. gdzie Cinna pozostawił mi wybór sukni wieczorowych w dużej garderobie na parterze. przyciska obie dłonie do uszu. że Finnick ją kocha i wszyscy myślą. Kiedy otwieram szafę. Plutarch musi walczyć o każdego gościa. Może wszyscy jesteśmy tak bardzo spragnieni dobrych wydarzeń. Podczas podróży poduszkowcem uznaję. Kiedy Coin wetuje kolację. Zdobywam pozwolenie. Plutarch wykrzykuje: — To jaki będzie sens proposa. Może chodzi o coś więcej niż o zabawę. że jest zbyt ponury. że jest szalona. Wszystkie suknie ślubne. ale jeśli Finnick ją kocha. Trzysta szczęśliwych gości wybranych spośród mieszkańców Trzynastki i uciekinierów ubranych jest w codzienne ubrania. . Ale nawet cicha ceremonia wywołuje poruszenie w Trzynastce.— To jedna z niewielu rzeczy. każdą nutę. zostały zwrócone Kapitolowi. że jest raczej niezrównoważona. Czuję się trochę niepewnie na myśl o przebywaniu z Annie. Plutarch — Przez kilka następnych dni panuje jeden wielki zamęt podczas planowania tego wydarzenia. Nie brakuje też ochotników do pomocy przy dekoracjach. że wcale nie ma dni wolnych. by zabrać Annie do mojego domu w Dwunastce.

by pokazać Snowowi jak tańczysz? Ma rację. Co mogłoby skuteczniej ogłosić zwycięstwo niż szczęśliwy Kosogłos wirujący w rytm muzyki? Odnajduję w tłumie Prim. wiwatach i toaście winem jabłkowym. Element. Nic tak niemądrego. Nalegamy na specjalny taniec dla państwa młodych. którą nosiłam w Piątce. hodowca bydła z Dziesiątki. że cieszę się z ich powodu. Stoję z boku. o którym nic nie wiedziałam. Większość gości wycofuje się. Ludzie spieszą. Co było do przewidzenia. która przyciąga uwagę każdego mieszkańca Dwunastki. musi mocno trzymać kciuki. Nic nie było na tę chwilę oficjalnie zaplanowane. tworząc dwie długie linie. Ale jest kilka elementów charakterystycznych dla Czwartego Dystryktu. Moglibyśmy się tym cieszyć przez całą noc. Jak można nie zwrócić uwagi na jaśniejące twarze dwojga ludzi. Nie. muzyka zapewniona przez chór dzieci przy akompaniamencie samotnego skrzypka. ale który miał być niespodzianką.dekoracje wykonane są z jesiennych liści. radosnego albo po prostu zabawnego nie zdarzyło się od tak dawna. nie muszę udawać. który wydostał się z Dwunastki razem z instrumentem. Śliska Sae wyciąga Gale’a za rękę na środek parkietu i staje twarzą do niego. Uczymy kroków gości z Trzynastki. Uspokajam jej obawy o moje żebra i zajmujemy miejsca w rzędach. skrzypek rozpoczyna grać melodię. obracające się koło. Czworo ludzi wwozi na salę gigantyczny tort weselny z sali obok. ale satysfakcja z pokazania Snowowi jak tańczę z moją małą siostrą zagłusza inne uczucia. Nie ze względu na ich pożyczone stroje — Annie ma na sobie jedwabną zieloną sukienkę. ale Plutarch. tego zdumiewającego tworu z niebiesko-zielonymi. I zaczyna się taniec. Chwytamy się za ręce i tworzymy wielkie. przewodzi ceremonii i jest podobna do tej z jego dystryktu. To się jednak nie liczy. który nieco dla niego zmienili — chociaż ubrania są niesamowite. dotykanie nawzajem swoich ust słoną wodą i stara piosenka ślubna. która przykrywa parę młodą w trakcie ich przysiąg. w którym ludzie popisują się pracą stóp. by do nich dołączyć. Jako że zimowe wieczory dały nam sporo czasu na ćwiczenia. Mogliśmy być najmniejszym i najbiedniejszym dystryktem Panem. Po pocałunku. Finnick jeden z garniturów Peety. dla których nadejście tego dnia wydawało się kiedyś praktycznie niemożliwe? Dalton. którzy pieczętuje związek. lukrowanymi falami z pływającymi w nich . który kieruje proposem z sali kontrolnej. jesteśmy całkiem niezłymi partnerkami. Johanna patrzy na mnie wilkiem. ale tańczyć to my umiemy. kiedy koścista dłoń szczypie mnie nad łokciem. robiąc miejsce dla tej niezwykłości. bo nic nie może się równać z urokiem pary młodej. — Przepuścisz taką okazję. która upodabnia małżeństwo do morskiej wyprawy. gdyby nie ostatni element proposa zaplanowany przez Plutarcha. Ceremonia jest więc prosta i skromna według kapitolińskich standardów. przyklaskując do rytmu. wykończonymi na biało. Sieć utkana z długiej trawy. To boli. Taniec nas zmienia.

utrzymać spokojnie dłoni. a pokład przesuwa się pod moimi stopami. To sprawia. ale ma ku temu powody. Postrzał jedynie to wszystko opóźnił. z którego. Nie mógłby się wystarczająco skupić. — Najlepsze w ignorowaniu Dwunastki przez Kapitol przez te wszystkie lata jest to. — Więc został wypuszczony z tamtej sali? — pytam. że chciałby się z tobą zobaczyć”. zupełnie bez powodu. Opieram się o ścianę. Był uważnie pilnowany podczas lukrowania. Ale ja przeciskam się przez tłum. kiedy . W korytarzu. że robię się nerwowa z co najmniej pięciu różnych powodów. fokami i morskimi kwiatami. kołysząc się na niebiesko-zielonych falach. Jest północ. krzyczący. — I nie oszalał? — Nie. Nigdy nie miałam usłyszeć słów „Mówi. Musieliśmy zaczekać aż Plutarch skończy kręcić swój ślubny materiał. by się uspokoić.rybami i żaglówkami. próbujący wyswobodzić się z przytrzymujących go pasów. Chłopak. by upewnić się w tym. Praca nad tortem była częścią terapii. — Twarzą w twarz? — pytam. jest to. że lukrowane kwiaty na cieście zostały zrobione przez Peetę. Jest na mnie wściekły. Jak wtedy. Ale kiedy już je usłyszałam. Kiedy się na niego patrzyło… wydawało się. — Och. pytam: — Co się z nim dzieje? Haymitch kręci głową. poza zasięgiem kamer. że chciałby się z tobą zobaczyć. — Mówi. że haftowane wzory na sukni Annie stworzone zostały ręką Cinny. Czasami zachowuje się niemal racjonalnie. Pracował nad nim całymi dniami. nigdy by czegoś takiego nie zrobił. pomimo braku czegoś. Haymitch pojawia się u mojego boku. którego widziałam ostatnio. Widownia to kocha. Sali szpitalnej. Jakby przewidując moją reakcję. To może się wydawać drobnostką. Nie powiedziałem mu o planie rebeliantów i w ogóle. Równie pewne jak to. co on nazywa hulanką. a ja stoję przed drzwiami jego celi. — Porozmawiajmy — mówi. zabić Snowa i sama dać się zabić. o czym wiedziałam od pierwszego wejrzenia. jakby się wahał. że wciąż macie w sobie trochę spontaniczności. Ale rozmawiałem z nim — mówi Haymitch. Tego nie było w planie. nie mogę odmówić. zaprojektować czegoś równie doskonałego dla Finnicka i Annie. Nikt nie wie. znowu się załamuje. nie. Nagle jestem na lukrowanej żaglówce. ale dla mnie tort niemal krzyczy. Haymitch nie o wszystkim mi mówił. Skreśliłam Peetę już w Dwójce. że znów jest prawie sobą. jest zadowolony. Później miałam wyruszyć do Kapitolu. — Nie wiem. — Haymitch milknie na moment. a później. Wciąż jest w zamknięciu.

Nie ja. ty wyglądałeś już dużo lepiej. na początek. . że jest w tobie zakochany. obserwuje mnie tylko zaniepokojonym spojrzeniem osoby. że przebył drogę do piekła i z powrotem. nie czuję się najlepiej. zostaje zagłuszona przez śmiech Peety. kiedy jego głos mnie zatrzymuje. — Haymitch powiedział. Jedyna chwila. Podchodzę bliżej aż znajduję się jakiś metr od łóżka. Chleb.Peeta ogłosił. by się wycofać. że zaczynam spoglądać w stronę szyby. albo kiedy zrobiłaś ten numer z jagodami. Ale widownia złożona z lekarzy zebrała się już przez szkłem fenickim z gotowymi podkładkami. Nie wiem dlaczego tak się bronię. — Nie jesteś specjalnie wysoka. licząc na jakieś wskazówki od Haymitcha. — Katniss. Właśnie docieram do drzwi. — I ani trochę uprzejma. — Hej — odpowiada. I to ty uchodziłeś za tego miłego. — Wszystko robię źle. — Pokazali ci taśmę. Kiedy słyszę głos Haymitcha w mojej słuchawce. Nie próbuje się jednak uwolnić. To brzmi jak jego głos. tylko że jest w nim coś nowego. — Tak jakby oczekiwał. pozwalający mi wejść do środka. Jego niebieskie oczy natychmiast zaczynają się we mnie wpatrywać. więc w obronnym geście krzyżuję ramiona na piersi i dopiero wtedy się odzywam: — Hej. Ślad podejrzliwości i wyrzutu. Ma po trzy pasy bezpieczeństwa na każdym ramieniu i rurkę. Chciałabym się spotkać z Peetą na osobności. ale moja słuchawka milczy. — Popatrzeć na ciebie. przygotowanymi długopisami. a jednak jego spostrzeżenie kieruje mnie w złą stronę. prawda? Ani szczególnie ładna? Wiem. na której o tym opowiadam — mówię. która jeszcze nie do końca rozstrzygnęła czy znajduje się w obecności zmiecha. Mówić mi takie rzeczy po tym wszystkim. pamiętam o chlebie. Może wpadnę jutro. On był torturowany! Został zawładnięty! Co jest ze mną nie tak? Nagle czuję. Gapi się na mnie tak długo. którą dzieliliśmy przed Igrzyskami. Prawie jego głos. że zmienię się w zmutowanego. która uwolni lek uspokajający. — Cóż. — Słuchaj. powoli otwieram drzwi. że mogłabym na niego nakrzyczeć — nie jestem nawet pewna za co — więc decyduję się wycofać. przez co przeszedłem. Rada Haymitcha. Jesteście stworzeni do telewizji. śliniącego się wilka na jego oczach. że chcesz ze mną porozmawiać — mówię. Nie mam co zrobić z rękoma. jeśli straci panowanie. — Taa… Wszyscy dużo przeszliśmy.

A co z Gale’em? — ciągnie. Pamiętam. Szukam ciepłej rury. że tak. zimno. — Następnego dnia. Ale nie pytałam cię o pozwolenie — mówię mu. kiedy Peeta myślał. — I czułaś się z tym dobrze? Całując nas obu? — pyta. chciałam ci podziękować. — Nie. Na pierwszej arenie to wyglądało tak. A później… z jakiegoś powodu. w którym cię uratowali — odpowiadam. Lubiłaś mnie całować? — pyta. — Niezłe z ciebie ziółko. — Później jest dużo całowania. Na korytarz. że dlatego Snow cię torturował. niemal wstyd mi się do tego przyznać. Ból w klatce piersiowej owija się wokół moich żeber jak imadło. Dużo czasu zajmuje mi zrozumienie dlaczego jestem taka zdenerwowana. Przez labirynt oddziałów. — On też nieźle całuje — mówię krótko. — Wiesz. — Co pamiętasz? — Ciebie. Taniec był błędem. — Byliśmy na zewnątrz pod koniec dnia. na której o tym opowiadasz? Dlaczego Kapitol nie użył jej przeciwko mnie? — pyta. Naprawdę pamięta. Wszyscy mówią. by schować się za nią w pralni. Że mama mnie uderzyła. — A ty kochałaś mnie? — pyta. By mnie złamać. — Próbowałam zabić was wszystkich — mówię. Ale nie wiedziałam jak. — Nie wiem co myśleć.— Nie. Wbijam wzrok w wykafelkowaną podłogę. że kaszlę. — Czasami — przyznaję. Peeta śmieje się znowu. Próbowałem napotkać twoje spojrzenie. Że wyniosłem chleb na zewnątrz dla świni. że jestem wspaniała. Nie czułam się w porządku wobec żadnego z was. Moja złość powraca. . — Zmusiliście mnie do ataku. — Przytakuję. kiedy pokazują mi niektóre taśmy. — Kochałeś — mój głos się załamuje i udaję. kiedy wychodzę. Właśnie to się wydarzyło — mówię. jakbyś chciała mnie zabić za pomocą tych gończych os. — Wszyscy mówią. ale zamiast tego dałem go tobie. Kiedy w końcu mi się to udaje. Odwróciłaś wzrok. że nas teraz obserwują? — Wiem. — Tak było. — Musiałem cię bardzo kochać. po szkole. To nie wyglądało specjalnie szczerze z twojej strony. Nie obchodzi mnie jego rehabilitacja — to nie sprawa ludzi za szkłem. Nigdy nie mówiłam głośno o tej chwili. W deszczu — mówi łagodnie. — Nagraliśmy ją w dniu. — Grzebiącą w naszych pojemnikach na śmieci. Te wszystkie długie miesiące. lekceważąco. chyba zerwałaś mlecz. co? Haymitch nie protestuje. Czy jest taśma. że przypaliłem chleb. — To nie jest odpowiedź — mówi mi.

Nieufna. Wybuchowa. Manipulująca. I nienawidzę go za to. . Śmiercionośna.dobiegły końca. jaka naprawdę jestem. W końcu może mnie zobaczyć taką.

zjednoczenie dystryktów przeciwko Kapitolowi. Zwykle się tym nie przechwalam. — Cóż. tak w przybliżeniu? Na żadnym. Poddania? — To będzie za późno! Ominie mnie cała walka! Potrzebujecie mnie — strzelam najlepiej ze wszystkich! — krzyczę. Niezdyscyplinowaną. I… trenowałam z Beetee’em w Broni Specjalnej. Nie. Nagle dostrzegam siebie przez ich oczy: małą. Nie wiesz nic o wypełnianiu rozkazów i nie jesteś w najlepszej formie. — Wszyscy wiemy. — To nie było problemem. bo jej żebra nie do końca się wygoiły. z tego co mi wiadomo — odparowuję. W trakcie leczenia. Lecę w dół po schodach do Centrum Dowodzenia. odważna i dobrze strzelasz. który sugeruje. Oszołomiona. — Dlaczego? — pyta Coin. Nie martw się — jeśli pójdzie dobrze. — Gale pojawiał się na szkoleniu każdego dnia. Katniss — mówi Boggs. Zaniedbaną. — Jak to nie zabieracie mnie do Kapitolu? Muszę tam lecieć! Jestem Kosogłosem! — mówię. atak na bombowce w Ósemce i moja interwencja w Dwójce były spontaniczne.17. i wpadam prosto na zebranie wojenne. . — I w obu odniosłaś rany — przypomina mi Boggs. ale musi być w tym choć trochę prawdy. siedemnastoletnią dziewczynę. — I twój główny cel jako Kosogłosa. — A na ilu treningach ty się pojawiłaś. że poradzi sobie na polu walki — mówi Coin. — Nie miałaś początkowo pozwolenia na udział w walkach w żadnym z tych przypadków — mówi Plutarch. że jesteś bystra. kiedy wysłaliście mnie do Ósemki. został osiągnięty. — Gale leci. Tak się czuję. Albo Dwójki. piorunując mnie wzrokiem. — Ale ja muszę lecieć — mówię. Właśnie na tylu. chyba że miał inne obowiązki. Jesteśmy pewni. — To nie to samo. czasami polowałam. Nie jestem dla nich żołnierzem. że zaraz ujawnię zbyt wiele. kim trzeba się opiekować. która nie może nawet złapać tchu. kiedy Haymitch mówi mi o wszystkim w szpitalu. Coin niechętnie odrywa wzrok od swojego ekranu. przebiegłam chyba dwa kilometry w minutę. ale kimś. podrzucimy cię na akt poddania miasta. Ale potrzebujemy żołnierzy na polu walki. nieprzemyślane i zdecydowanie nieautoryzowane.

. To niedużo. których już wybrano do walki w Kapitolu. — Nie mam miesiąca. ale słowo „sprzymierzeńcy” wydaje się odpowiednie. Gale i inni. że muszą się wygoić naturalnie. — Ale miło wiedzieć.Nie bardzo mogę powiedzieć. Rzeczywiście codziennie ignorowałam plan dnia. Ocenia mnie. Potrząsam głową. Pewnie nie jesteśmy jeszcze przyjaciółkami. — To przez żebra — mówię trenerce. które miały mnie motywować. Mówię jej o tym. czternasto. być może rozpatrzymy twoją sprawę ponownie. co powiedziała Coin. — Powiedzieli. ale możesz zacząć szkolenie. że możesz lecieć. Następnego ranka. — Ze względu na Dwunastkę. — Wciąż są poobijane. Johanna szczerzy się do mnie. dla których chcę walczyć w Kapitolu. Nawet z obraźliwymi komentarzami Johanny. — Lekarze nie zaproponowali ci żadnego leczenia? — A jest jakieś? — pytam. równie złą. że chcę się zemścić na Snowie. Ale polecę do śmierdzącego Kapitolu. Po rozciąganiu — które boli — mamy parę godzin na ćwiczenia wzmacniające — które bolą — i ośmiokilometrowy bieg — który zabija. znajduję Johannę Mason w tej samej sytuacji co ja. Mierzy mnie spojrzeniem od góry do dołu. kiedy Gale wyrusza.albo piętnastolatków. Albo że myśl o pozostaniu w Trzynastce z ostatnią wersją Peety. powiem ci coś. choćbym miała powybijać całą ekipę i zacząć pilotować — mówi Johanna. są w innej. — Cóż. Kiedy wracam do szpitala. Nie wydawało mi się to sprawą wielkiej wagi. odpadam po niecałych dwóch kilometrach. dopóki nie okazuje się. przyspieszonej fazie treningu. co wydaje się nieco obraźliwe. Najwyżej na tyle mogę liczyć. Zostałyśmy przydzielone do klasy względnych początkujących. ale znaczącą poprawę naszych relacji. do której mamy się zwracać per Żołnierzu York. — Może też byś mogła trenować. kiedy wokół działo się tyle innych rzeczy. bieganie z bronią dookoła poligonu. — Cóż. Żołnierzu Everdeen. a ja czuję niewielką. nie kończą się. I teraz płacę za swoje niedbalstwo. by walczyć. jest nie do zniesienia. — Może lepiej nie mówić o tym na szkoleniu — mówię. chyba że coś mi odpowiadało. To dobrze. że ktoś mnie tam podrzuci. rzeczywistość zdaje się mnie policzkować. kiedy pojawiamy się na szkoleniu o 7:30. Pani prezydent zastanawia się nad tym przez chwilę. rzeczowej kobiecie w średnim wieku. Będę trenować. masz trzy tygodnie. że oni są w dużo lepszej formie niż my. Jeśli Rada Przydziału uzna. kolejny miesiąc zajmie im uleczenie się we własnym zakresie — mówi. Ponieważ zniszczyli mój dystrykt. Ale powody. — Świetnie. To pewnie moja wina. Będę potrzebować sprzymierzeńca. To tyle.

jako że zmieszanie tych dwóch — morfaliny i tego. Waham się. — To tylko woda. że stracę Johannę. Ale mogliby przyspieszyć proces. Żołnierz York wcale tego nie kwestionuje. leżę rozpłaszczona na szpitalnym łóżku i zaciskam zęby. Nie chcę ominąć już żadnego szkolenia. Mogę przenieść się do naszego rodzinnego oddziału. — Chyba mi się nie uda — wyznaję. że to nic przyjemnego — mówi mi. popołudniowy trening jest dużo lepszy. kiedy zdajemy sobie sprawę. — Będę z powrotem na sesji popołudniowej — obiecuję. Właśnie docieramy do drzwi szpitala. kiedy się rozgrzewamy. by przetrwać następny poranek. Zawsze była przy moim łóżku. Wszyscy uważają nas za pacjentki. by mogła dopasować do siebie wszystkie części. Trochę czasu zabiera przestawienie się z łuku na broń palną. Dwadzieścia cztery ukłucia igły w moją klatkę piersiową później. że to będzie kilka trudnych dni. cokolwiek na nas ześlą — warczy na mnie Johanna. — Proszę. Jej skóra ma niezdrowy zielonkawy odcień. W końcu coś. Dla mnie to nie problem. Wyjaśnili mi. Po południu uczymy się jak składać broń. Ale kazałam im to zrobić. ponieważ przenosimy się na strzelnicę. Nie korzystałam z niej ostatnio. by upewnić się. by chłodny deszcz ugasił ogień w moich żebrach. Ona jedynie ściąga wargi. Obu nam się uda. a później zbieramy się do biegu. Jej twarz szarzeje i wydaje się jakby przestała oddychać. Ubieram się. Nie możemy mieszkać w szpitalu. ale ręce Johanny za bardzo się trzęsą. Jesteśmy zwyciężczyniami. Zapisuje coś jedynie na karteczce i wysyła mnie z powrotem prosto do szpitala. że nie ma w niej śladów leku przeciwbólowego. pomagam jej. Mnie się udaje. a ona trzęsie się jak liść na wietrze. Wydaje mi się. Kiedy próbuje się wypisać ze szpitala. ale pod koniec dnia uzyskuję najlepszy wynik w grupie. Muszę się dostać do Kapitolu — odpowiadam. — Uda ci się. ale Johannie nigdy żadnego nie przydzielono. Mimo że deszcz wciąż pada. nie . by nie zacząć ich błagać o podłączenie mnie znowu do przewodu z morfaliną. Ostrzegam cię jednak. Znowu odpadam przed drugim kilometrem i muszę się oprzeć pokusie zdjęcia koszulki. Dzisiaj przebadali moją krew. Musimy być zwyciężczyniami. kiedy Johanna oświadcza: — To musi się skończyć. gdybym im to poleciła. że pada. po czym zwraca ją. Zaciska zęby i wychodzi na błoto. bym mogła jej użyć w razie potrzeby. Wmuszam w siebie obiad złożony z rozmiękłej ryby i duszonych buraków. ale zatrzymałam ją dla dobra Johanny. Deszcz przemacza nas. Kiedy York się odwraca. co płonie w moich żebrach — wywołuje niebezpieczne skutki uboczne. pamiętasz? Potrafimy przetrwać wszystko.— Tak właśnie mówią. Nie zabije nas — mówię. w czym jestem dobra. Johannie udaje się zjeść połowę zawartości miski.

I ja. ale Haymitch bierze naszą stronę i gdy nadchodzi noc. pobieżnie przygląda się nowemu miejscu. I śmiejemy się. że mogli się zorientować w sprawie morfaliny. Nawet nie będę mówić o Annie Cresta. Johanna otwiera mój medalion i przygląda się zdjęciom Gale’a. szybko ją zamyka. Nie wszyscy się z tym zgadzają. — Może. jeśli chcesz. Nasze ciała są tak sponiewierane. Prim i mojej mamy. co do której mój lekarz prowadzący może mieć rację. — Dobra robota. a to tylko utwierdza ich w przekonaniu. żołnierze. nawet jeśli będzie codziennie przychodzić na rozmowy z lekarzem prowadzącym. które zgadzają się mieć na nas oko. Żołnierz York przytakuje z uznaniem. że jej stan nie jest stabilny. — W porządku. Kiedy nikt nie może nas podsłuchać. Ale udaje się. I Finnick. Myślę o tym. a Johanna w pewien sposób wyciera się wilgotną szmatką. że zabiję cię dziś w nocy? — Jakbym nie mogła sobie z tobą poradzić — odpowiadam. kiedy kończymy ćwiczenia tego dnia. Arena wszystkich nas nieźle przetrąciła. Więc możemy równie dobrze iść dalej. — Starannie odkłada moje skarby do szafki i wspina się na łóżko naprzeciwko mnie w chwili. — Później znajduje perłę. Rozwija srebrny spadochron. — To jedyna rzecz. którą dał mi Peeta. Ale zmienił się — odpowiadam. kiedy gasną światła. że mu się polepsza — mówi Johanna. Pod koniec tygodnia moje żebra są prawie jak nowe. Nie ma powrotu do tego. — Przepraszam. — Nie będzie sama. co było. że cudem byłoby. i Haymitch.pozwalają jej zamieszkać samej. — Samo patrzenie sprawia. Zamieszkam z nią — ogłaszam. i Beetee. co mogłaby nazwać swoim. Każdego ranka nam się udaje. mamy już kwaterę naprzeciwko Prim i mamy. Że nie ma na tym świecie nic. a Johanna może złożyć karabin bez niczyjej pomocy. — Nie — mówię. — Nie boisz się. że chce mi się pić. że odrywa moje myśli od niego. Nie chcę mówić o Peecie. Kiedy otwiera szafkę. Możesz przejrzeć moje rzeczy. Johanna mruczy: . gdyby udało nam się wstać następnego dnia. Jedną z lepszych rzeczy w treningu jest to. że szafka Johanny wypełniona jest jedynie przyznanymi jej przez rząd ubraniami. Po tym jak biorę prysznic. w której znajduje się ta garstka osobistych przedmiotów. — Ty także. Myślę. — Haymitch mówi. — Jakoś przetrwała. która zgłosiła się na Igrzyska zamiast siostry? — pyta mnie. którą posiadam. — Czy to…? — Taa — odpowiadam. nie sądzisz? A może wciąż czujesz się jak ta dziewczyna. wyciąga z niego sączek i naciąga go na swój mały palec.

by ze mną zjeść. który próbował mi pomóc — zostały zastąpione przez kogoś. Namaczam chleb w sosie i skubię go. by kiedykolwiek miał taki zamiar. Otrzymanie gigantycznej porcji gulaszu wołowego również nie wpływa źle na mój humor. zyskała w moich oczach. Śmieję się zanim zdaję sobie sprawę. Ani kiedy chodzą. Obserwuje mnie. naprawdę to doceniam. ale nie jest plotkarą. Zawsze bierze moją stronę. W każdym razie. W prawie dobrych nastrojach idziemy do jadalni. ani kiedy jedzą.— Myślę. Naprzeciwko stołu. i przypomina im. Nigdy nie puszcza ręki Annie. — Dzisiejszego ranka przysłali pierwsze ładunki jedzenia — mówi mi Śliska Sae. co powiedział mi Peeta w nocy po ślubie. Ale wyraz jej twarzy świadczy o tym. słuchając jak Finnick opowiada jakąś niedorzeczną historię o żółwiu morskim odpływającym z jego kapeluszem. gdzie Gale czeka. zrzucając winę za jego negatywne wyobrażenia na tortury Kapitolu. To lepsze niż jakikolwiek lek. ale nigdy nie poświęcałam jej zbyt wielkiej uwagi. przydałoby mi się trochę wyolbrzymienia. Momentalnie zaczynam się dławić. kiedy coś pojawia się w jej umyśle i inny świat przysłania jej nas. nawet jeśli wyolbrzymia moje dobre strony. Ona wydaje się zamroczona szczęściem. Wciąż są chwile. kiedy namoczony chleb utyka mi w gardle. Haymitch mówi. ziemniaki. rzepa i cebula w gęstym sosie — że muszę zmuszać się. Próbuję więc wydłużyć posiłek i włączam się do rozmowy. — Peeta! — mówi Delly. — Nie przypominam sobie. tajemniczy sojusznik na arenie. — Jak miło cię widzieć. Jednak kilka słów Finnicka przyzywa ją z powrotem. kiedy Peeta wpada w pewnego rodzaju rozdarcie co do mnie. Powiadomiono ją o tym. kto promienieje życiem. że wygrana w Igrzyskach była łatwiejsza. zabawniejsi. że jest zadowolona. że tam stoi. która obejmuje Delly. by nie jeść za szybko. Wątpię. Naturalny urok Finnicka z jego dystansem do samego siebie i niefrasobliwą naturą po raz pierwszy w pełni się ukazały. że ludzie stają się milsi. Jestem wygłodniała. że dalsze zmaganie się z życiem nie jest błędem. Jego wcześniejsze wcielenia — upadły idol Kapitolu. Nie żaden z waszych dzikich psów. bardziej optymistyczni. Dołączamy do grupy. byś kiedykolwiek którymś pogardziła — odparowuje Gale. za wolnym miejscem obok Johanny. Cudownie jest widzieć przemianę Finnicka po ślubie. Delly. że to ona broni mnie najlepiej. Szczerze mówiąc. W całej jadalni czuje się ożywienie. załamany młody mężczyzna. Annie i Finnicka. którą znam od dziecka. którego poznałam przed Poskromieniem. Sprawia. które może wywołać dobry posiłek. — To prawdziwa wołowina. z Dziesiątego Dystryktu. . a gulasz jest tak pyszny — wołowina.

— Nie jestem jeszcze godny zaufania — odpowiada Peeta. — Wskazuje mnie ruchem głowy. że nie powinnam cenzurować swoich myśli. że to Peeta udekorował wasz tort weselny? W domu jego rodzina prowadziła piekarnię. Peeta. kiedy ludzie udają. siedząca po drugiej stronie Johanny. Peeta. — No co? Mój lekarz prowadzący twierdzi. aluzja. że ja nawet nie istnieję. by mógł je nieść w jednej ręce. Kiedy znikają. To mógłby być żart. bo jego nadgarstki są spięte kajdankami z krótkim łańcuchem między nimi. Jesteśmy dobrze zaznajomieni ze swoimi krzykami. podczas gdy drugą mocno trzyma Annie. Niezręcznie trzyma swoją tacę. A później następuje długie milczenie. Peeta. obdarza mnie zaniepokojonym spojrzeniem. To koniec zabawy na naszym małym przyjęciu. — Zanim wyprowadza Annie z jadalni. Był piękny. utrzymując ją na opuszkach palców. lepiej już chodźmy — mówi Finnick. Finnick. Strażnicy przytakują i Peeta siada. a on zajmował się lukrowaniem. Układa obie ich tace tak. — Cała przyjemność po mojej stronie. Nie ze względu na mnie. Jesteśmy starymi przyjaciółmi — mówi Johanna. Annie — mówi Peeta i słyszę w jego głosie tę starą szarmancką nutę. — Pewnie. Peeta — mówi lekko Finnick. . aż w końcu powoli opuszcza ona dłonie. To część mojej terapii — odpowiada Johanna.Dwóch potężnych strażników stoi za nim. — Annie — mówi radośnie Delly — wiesz. jeśli mi nie pozwolicie. Inaczej spróbuję ci ją odebrać. Ale i tak… — Jeśli mamy zamiar przyłączyć się do spaceru. — Ruchem głowy wskazuje na strażników. — Peeta i ja byliśmy w sąsiadujących celach w Kapitolu. — Dla rebelii. — Dziękuję ci. gdyby nie powiedział tego takim chłodnym tonem. że Peecie wpadła w oko Annie. Finnick mruczy coś do Annie. Więcej niż raz. Annie ostrożnie spogląda za Johannę. Delly mówi tonem pełnym wyrzutu: — On naprawdę uratował ci życie. Rozzłoszczony Finnick piorunuje Johannę spojrzeniem i ramieniem obejmuje Annie. — Och. — Bądź dla niej miły. — Miło było cię widzieć. — Nie każ mi żałować. Nie żeby skierowana była w moją stronę. że może tu usiąść. że jedzą. Annie. że Annie mogłaby zostawić Finnicka. że wznowiłem bicie twojego serca. poklepując miejsce obok siebie. — Dla niej. — O co chodzi z tymi wymyślnymi bransoletami? — pyta Johanna. zakrywa sobie uszy i ucieka od rzeczywistości. Oczywisty brak zaufania do Finnicka. Wszystko z tym związane jest złe. której już nigdy nie spodziewałam się usłyszeć. Niczego nie jestem mu winien. — Nie mogę tu nawet usiąść.

— Więc. z których nie potrafię wyłowić sensu i nie sądzę. co może zrobić. — Co ze mną? — To. że mnie nienawidzi — mówię. Gale i ja prawie docieramy do mojego oddziału. łącząc mnie i Gale’a. wiele rzeczy powinno się liczyć. Znowu aluzje. ale nie wytrzymuję: — Być może masz rację. — To sposób w jaki cię nienawidzi. Wiele nocy w pociągu. że otaczały mnie jego ramiona — już nie ma znaczenia. Mam wspomnienia. Docieramy do drzwi. sprawia. że dłonie Peety zaciskają się w pięści. bo wciąż zaciskam w dłoni umoczony w sosie chleb. . — Skończyłaś? — pyta mnie. W drzwiach zatrzymuje mnie stary człowiek. Skurcz powoduje. na przykład — mówi. Że wszystko było jedynie kłamstwem. że to nie do końca w porządku. Muszę się przespać. a może fakt. a wcale tak nie jest. Podnoszę się i odnosimy nasze tace. że nie próbowałam tego ukryć. Gale łapie mnie za ramię zanim udaje mi się zniknąć. Coś w wyrazie mojej twarzy. kiedy znowu się odzywa: — Tego się nie spodziewałem.Nie powinnam była dać się sprowokować. Czy to wszystko. że nie jest nieprzyjemny. — Może on po prostu widzi mnie taką. Też się tak czułem — wyznaje. — Musisz być bardziej precyzyjny — mówi Peeta. Pozwala mi władować chleb do ust i iść dalej. — W co? — pyta Peeta. To takie… znajome. zmutowaną wersją ciebie — mówi Johanna. gdybym nie zobaczył tego na własne oczy. — Kiedy patrzyłem jak całujesz go na ekranie. jaka naprawdę jestem. Ale Mags nie żyje. czy wciąż ciągną teorię nieszczęśliwych kochanków? — Wciąż ją ciągną — mówi Johanna. Że to co naprawdę się zdarzyło — te noce. — Mówiłam ci. Gale dopija mleko. a ty wciąż tu jesteś. Katniss. — W ciebie — odpowiada Gale. Ale Gale mówi tylko: — Nigdy bym w to nie uwierzył. Ja jednak wiedziałem. To powinno się liczyć. by Kapitol przy nich majstrował. Peeta wykonuje pewien gest łyżką. podczas których spałam spokojnie jedynie dlatego. On nie może tego wiedzieć. a później rozginają się w dziwny sposób. by utrzymać je z daleka od mojej szyi? Wyczuwam napięcie w mięśniach Gale’a obok mnie i boję się kłótni. — Taa. wykorzystywaniem go. że zastąpili cię złą. czy wy dwoje jesteście już oficjalnie parą. Że w pociągu zdarzyło się więcej niż w rzeczywistości.

I nie kończyło się po godzinie. Kosogłosy. Zmutowane wilki. Wszystko krzyczy dziś w moich snach. Patrzę na warstwę brudu pod jej paznokciami. jakby miał rozdwojenie jaźni. — Co zrobił Peeta? — pytam. Ja. — Jak głoskułki na arenie. — Zaczął się kłócić z samym sobą. Tylko że tym razem to było prawdziwe. Całuje mnie w policzek i odchodzi. Styliści. Po jakichś dwudziestu minutach przychodzi Johanna i rzuca się w nogi mojego łóżka. ale wspomnienia nocy z Peetą w pociągu rozpraszają mnie. że nie widzi cię taką. wykąpana. Spędzamy kilka godzin na przepytywaniu się nawzajem z wojskowej terminologii. którą ktoś co chwilę dźga widelcem. Ciekawe czy ludzie z Siódemki kiedykolwiek się kąpią. Wpadam na chwilę do mamy i Prim. Delly zaczęła się wściekać na Peetę za to. Kiedy wracam do swojego oddziału. Z drugiej strony. Strażnicy musieli go wyprowadzić. Tik-tak. — Tik-tak — szepczę w odpowiedzi. Cała jadalnia na nas patrzyła. nikt chyba nie zauważył. wreszcie zadaję pytanie: — Johanna. Przyjaciele. czy naprawdę słyszałaś jak krzyczał? — To było częścią tego wszystkiego — mówi. jak cię potraktował. — Opuściłaś najlepszą część. — Katniss. Siadam na łóżku i próbuję przyswoić informacje z mojego podręcznika Taktyki Militarnej. jaka naprawdę jesteś.— Więc tak właśnie myślisz? — Wzruszam ramionami. Zaczęła nieźle piszczeć. że dokończyłam jego gulasz. jako twój najlepszy przyjaciel mówię ci. Lukrowane delfiny. Róże. Zupełnie jakby była myszą. . Trybuci. wpatrująca się w ciemność. Johanna masuje dłonią swój nadęty brzuch.

który wciągnęłam kilka razy w płuca. słyszysz eksplozję i musisz udawać. musztrą. przez całą resztę dnia wywołuje u mnie paskudny ból głowy. że padasz trupem. Rzucam się zawzięcie w wir szkolenia. To część nowej serii proposów skierowanych do rebeliantów przygotowujących się do inwazji na Kapitol. Garstka z nas została przeniesiona do dalszej grupy. co tylko może pójść źle. w których próbujemy wykonać misje — zdobyć pozycję. żyję i oddycham treningami. znaleźć schronienie — jakbyśmy naprawdę chcieli wywalczyć sobie drogę przez Kapitol. Kiedy żądam wyjaśnień od Plutarcha. ćwiczeniami z bronią. że to wszystko na potrzeby kamer. Tylko Johanna i ja wyciągamy nasze maski na czas.. że wyślą mnie na prawdziwą wojnę. Cressida wraz z ekipą filmuje mnie i Johannę na strzelnicy. znaku .U. Używają na nas nawet gazu. Głęboko w Trzynastce zbudowano imitację kapitolińskiej ulicy. Miejsce jest naładowane pułapkami. Ludzie muszą zobaczyć. niekoniecznie całujących się. Jeśli sprzeczka z Delly powoduje. poszło źle. Żołnierze nazywają to po prostu Przecznicą. skrót od Symulacji Walk Ulicznych. nie powinien się uczyć jak składać broń. I wtedy Peeta zaczyna się pojawiać na naszych porannych treningach. a Johanna trafia do celów. ale po prostu szczęśliwych. płaczące dziecko prowadzi w pułapkę. grupują oddziały. że znowu jesteśmy razem… Wtedy odchodzę bez słowa. Jeden fałszywy ruch uruchamia minę. co daje mi nadzieję. A teoretycznie nieszkodliwy gaz. ale tatuaż na moim ramieniu określa to jako S. nie Snowa. Po obiedzie widzę go po drugiej stronie poligonu. Jem. Instruktor dzieli nas na ośmioosobowe grupy. zamieszanie po wybuchu bomby dymnej. A gdyby może udało się sfilmować kilka ujęć nas dwojga. że zaczyna się kłócić z samym sobą. Nie wiem co oni sobie myślą. że to tylko ćwiczenia i że cię nie zabiją. W tych niewielu wolnych chwilach jakie mam. Ma zdjęte kajdany. zapewnia mnie. by wszystko. zniszczyć cel. Nagrali już jak Annie wychodzi za mąż. dowódca szwadronu — który jest tylko zaprogramowanym głosem — zostaje uderzony z moździerza i musimy wykombinować co robić dalej bez rozkazów. że jest po stronie rebeliantów. Ogólnie wszystko idzie całkiem nieźle. wykładami o taktyce. Jeśli uruchomisz minę. Wiem.W. ale wciąż towarzyszy mu para strażników. niespokojnie obserwuję przygotowania do inwazji. Jednak ogólnie to wszystko wydaje się całkiem rzeczywiste — żołnierze wroga ubrani w mundury Strażników Pokoju. ćwiczącego z początkującymi. broń się blokuje. Reszta grupy odpływa na dziesięć minut. Można rozpoznać czy dana osoba dostała przydział po krótko ściętych włosach. Widzę jak przygotowują sprzęt i zapasy. Część ciebie wie. ale całe Panem zastanawia się co się dzieje z Peetą.18. snajper pojawia się na dachu. że Gale i Finnick także są filmowani. To się na pewno nie zdarzy.

Długość listy przygnębia mnie. Znajduję jednak dla siebie spokojne miejsce i próbuję ocenić co to może być. nie mam obmyślonej strategii. Nawet nie mam czasu żeby się zestresować na pierwszych trzech częściach i idzie mi dobrze. Nie można przewidzieć w jaką sytuację zostaniemy wrzuceni. Żałuję. Jakiś problem techniczny. że będą celować w indywidualne słabości. kiedy pobiegłam po ten pomarańczowy plecak. którym ma być zabezpieczenie tuneli pociągu prowadzych do Kapitolu. Nie potrafię słuchać rozkazów. Od pierwszej chwili w Igrzyskach. jeden w drzwiach naprzeciwko. a ja muszę przedrzeć się jakoś do miejsca spotkania z rozproszonym szwadronem. Pojemnik z benzyną pozostawiony niedbale w ścieku. bo teraz za dużo o tym wszystkim myślę. Mają nade mną przewagę. Są cztery części: bieg z przeszkodami. jak się spodziewałam. że przez tydzień będę zbierać z twarzy żwir. kiedy próbują stworzyć z nas grupy. Kiedy wywołują moje imię. że poleciła nas na egzamin i mamy się natychmiast na nim zgłosić. Dużo się mówi o ataku otwarcia. który ocenia kondycję fizyczną. I nagle dostrzegam co wojskowi uznają za mój najsłabszy punkt. Wywołują Johannę kiedy przede mną są jeszcze trzy osoby i próbuję dodać jej otuchy skinieniem głowy. Moje słabości? To wór. test w biegłości w obsługiwaniu broni i symulacja walki na Przecznicy. Zaledwie kilka dni przed wyruszeniem pierwszych wojsk. Mój test. to coś musiało mi umknąć. Ktoś inny wysadza pojemnik z benzyną. Strażnicy Pokoju giną. Pół tuzina uzbrojonych Strażników Pokoju wyłania się zza rogu. ale nie jest tak ciężko. cicho rozkazuje mi paść na ziemię. To jest to. że nie byłam na początku listy. Kiedy jestem już tylko kilka budynków od celu. Wiele z nich wydaje się prawdziwych. Strażnicy Pokoju pojawiają się niemal natychmiast. zdejmując Strażników Pokoju. bym wysadziła Strażników Pokoju w powietrze. który próbują rozwiązać. dowódca mojego szwadronu. że słyszał. Ja docieram do miejsca . Kiedy tylko robię ruch w jego stronę. To pułapka. Dwóch na dachu po lewej. I z jakiegoś powodu mój status Kosogłosa również nie wydaje się zaletą. ale przy Przecznicy jest opóźnienie.osoby idącej na wojnę. którego nawet nie chcę rozwiązywać. bym pociągnęła za spust. poprzez strzelaninę w Ósemce aż do mojego spontanicznego biegu przez plac w Dwójce. Wymieniamy informacje w grupie. że wysadzenie tego pojemnika jest jedyną szansą na wykonanie misji. Padam na ziemię tak mocno i szybko. Minimum szkolenia. York nieoczekiwanie mówi Johannie i mnie. Brak brutalnej siły fizycznej. Powoli poruszam się po ulicy. Przechodzimy test pojedynczo. Wszystkie moje zmysły krzycza. To spore wyznanie. Na szczęście kiedy już jestem w Przecznicy moja znikoma ilość szkolenia na coś się przydaje. bym zignorowała ten głos. pisemny egzamin z taktyki. że jeśli to takie proste. Dostrzeżenie. Jeden chłopak mówi pod nosem. ale coś zauważam. sprawy się komplikują. który do tego momentu okazywał się raczej bezużyteczny. Mogliby mnie zaskoczyć praktycznie wszystkim. Dręczy mnie poczucie.

spotkania. Kiedy wydostaję się z Przecznicy, żołnierz gratuluje mi, stempluje na moim ramieniu numer oddziału 451 i każe mi się zgłosić w Centrum Dowodzenia. Niemal oszołomiona swoim sukcesem, biegnę przez korytarze, ślizgam się na zakrętach, pędzę w dół po schodach, bo winda jeździ zbyt wolno. Wpadam do sali zanim osobliwość tej sytuacji w pełni do mnie dociera. Nie powinnam być w Centrum Dowodzenia; powinni ścinać mi włosy. Ludzie wokół stołu nie są świeżo upieczonymi żołnierzami, ale tymi, którzy pociągają za sznurki. Boggs uśmiecha się do mnie i potrząsa głową, kiedy mnie widzi. — Pokaż no. — Nieco teraz niepewnie wyciągam rękę ze stemplem. — Jesteś ze mną. To specjalna jednostka strzelców wyborowych. Dołącz do oddziału. Wskazuje ruchem głowy na ustawioną przy ścianie grupę. Gale. Finnick. Pięcioro innych, których nie znam. Mój oddział. Nie tylko udało mi się dostać do wojska, ale w dodatku będę pracować pod rozkazami Boggsa. Z przyjaciółmi. Zmuszam się, by się uspokoić i dołączyć do nich żołnierskim krokiem zamiast skakać jak szalona. Musimy być ważni, skoro jesteśmy w Centrum Dowodzenia, i to nie ma nic wspólnego z pewnym Kosogłosem. Plutarch stoi nad rozległym, płaskim panelem na środku stołu. Wyjaśnia nam naturę tego, co napotkamy w Kapitolu. Myślę, że to straszna prezentacja — bo nawet na palcach nie mogę dostrzec co jest na panelu — dopóki nie wciska przycisku. Holograficzny obraz kapitolińskiej przecznicy wyświetla się w powietrzu. — To, na ten przykład, jest teren otaczający jeden z baraków Strażników Pokoju. Nie najmniej ważny, ale również nie najważniejszy cel, a jednak spójrzcie. — Plutarch wpisuje jakiś kod na klawiaturze i zaczynają błyskać światła. Są w całej gamie kolorów i mrugają z różną prędkością. — Każdy z nich nazywany jest zasobnikiem. Odpowiadają one różnym przeszkodom, które mogą się okazać wszystkim — od bomby po bandę zmiechów. Cokolwiek zawierają, są przeznaczone po to, by was uwięzić albo zabić. Niektóre z nich są na miejscu od Mrocznych Dni, niektóre zostały rozwinięte i dodane z czasem. Szczerze mówiąc, sam stworzyłem ich całkiem sporo. Ten program, który został wykradziony z Kapitolu przez jednego z naszych ludzi, przedstawia najświeższe informacje o nich. Nie wiedzą, że go mamy. Mimo tego jednak, bardzo prawdopodobne, że nowe zasobniki zostały aktywowane w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Z tym właśnie będziecie się musieli zmierzyć. Nie zdaję sobie sprawy z tego, że moje stopy poruszają się w stronę stołu, dopóki nie znajduję się kilkanaście centymetrów od hologramu. Wyciągam rękę i obejmuję nią mrugające szybko zielone światło. Ktoś staje obok mnie, jego ciało sztywnieje. Finnick, oczywiście. Ponieważ tylko zwycięzca dostrzegłby to, co ja natychmiast dostrzegłam. Arenę. Naszpikowaną zasobnikami sterowanymi przez Organizatorów Igrzysk. Palce Finnicka gładzą jednolity czerwony blask nad drzwiami.

— Panie i panowie… Jego głos jest cichy, ale mój rozbrzmiewa głośno w sali. — Siedemdziesiąte Szóste Głodowe Igrzyska uważam za otwarte! Śmieję się. Krótko. Zanim ktokolwiek ma czas, by dostrzec sens w słowach, które właśnie wypowiedziałam. Zanim brwi się uniosą, rozlegną głosy sprzeciwu, fakty zostaną skojarzone, a rozwiązaniem okaże się trzymanie mnie z dala od Kapitolu. Ponieważ rozzłoszczony, niezależnie myślący zwycięzca z psychologiczną skazą zbyt poważną, by się przez nią przebić, jest zapewne ostatnią osobą, którą chcesz w swoim oddziale. — Nie wiem po co w ogóle poddałeś Finnicka i mnie szkoleniu, Plutarch — mówię. — Właśnie, jesteśmy dwojgiem najlepiej przygotowanych żołnierzy, jakich posiadasz — dodaje wyniośle Finnick. — Nie myślcie, że mi to umknęło — mówi, niecierpliwie machając ręką. — A teraz z powrotem do szeregu, Żołnierze Odair i Everdeen. Muszę dokończyć prezentację. Wracamy na miejsca, ignorując pytające spojrzenia rzucane w naszą stronę. Przyjmuję postawę największej koncentracji, kiedy Plutarch kontynuuje, przytakując gdzieniegdzie, zmieniając pozycję, by lepiej widzieć, cały czas powtarzając sobie, że muszę się trzymać dopóki nie wydostanę się do lasu i nie zacznę krzyczeć. Albo przeklinać. Albo płakać. Albo może wszystkie trzy rzeczy na raz. Jeśli to był test, oboje z Finnickiem zdaliśmy. Kiedy Plutarch kończy i zebranie zostaje odroczone, zamieram, kiedy dowiaduję się, że jest dla mnie jakiś specjalny rozkaz. Ale chodzi tylko o to, bym nie ścinała włosów, bo chcą, by podczas poddania miasta Kosogłos przypominał tamtą dziewczynę z areny tak bardzo, jak to tylko możliwe. Dla kamer, ma się rozumieć. Wzruszam ramionami, oznajmiając w ten sposób, że długość moich włosów nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Zwalniają mnie bez dalszych komentarzy. Idę korytarzem obok Finnicka. — Co ja powiem Annie? — pyta cicho. — Nic — odpowiadam. — Tyle usłyszą ode mnie moja mama i siostra. Wystarczy, że my wiemy, że wracamy na pełną zasadzek arenę. Nie ma potrzeby, by zrzucać to na naszych bliskich. — Jeśli zobaczy hologram… — zaczyna Finnick. — Nie zobaczy. To poufne informacje. Muszą być — mówię. — W każdym razie, nie będzie tak, jak w prawdziwych Igrzyskach. Każda liczba ludzi może przeżyć. My reagujemy przesadnie, bo… cóż, wiesz dlaczego. Wciąż chcesz lecieć, prawda? — Oczywiście. Chcę zniszczyć Snowa równie mocno, co ty — odpowiada. — To nie będzie tak, jak w poprzednich Igrzyskach — mówię stanowczo, próbując samą siebie przekonać. Wtedy dociera do mnie prawdziwe piękno tej sytuacji. — Tym razem Snow również będzie graczem.

Nie możemy kontynuować, bo pojawia się Haymitch. Nie było go na spotkaniu, nie myśli o arenach, ale o czymś innym. — Johanna znowu trafiła do szpitala. Założyłam, że Johanna ma się dobrze, przeszła testy, ale po prostu nie została przydzielona do strzelców wyborowych. Jest śmiertelnie niebezpieczna rzucając toporem, ale zaledwie średnio radzi sobie z bronią palną. — Czy jest ranna? Co się stało? — To się stało kiedy była w Przecznicy. Starają się wykryć potencjalne słabości żołnierzy. Więc zalali ulicę — mówi Haymitch. To niczego nie wyjaśnia. Johanna potrafi pływać. Przynajmniej wydaje mi się, że pamiętam jak pływała podczas Ćwierćwiecza Poskromienia. Nie tak, jak Finnick, oczywiście, ale nikt z nas nie pływa jak Finnick. — I co? — W ten sposób torturowano ją w Kapitolu. Namaczano ją, a później rażono prądem — mówi Haymitch. — W Przecznicy doświadczyła czegoś w rodzaju retrospekcji. Spanikowała, nie wiedziała gdzie jest. Znowu jest pod wpływem leków uspokajających. Finnick i ja po prostu tam stoimy, jakbyśmy stracili zdolność mówienia. Myślę o tym, że Johanna nigdy się nie kąpie. O tym, jak zmusiła się, by wyjść na deszcz, zupełnie jakby to był kwas. Przypisałam jej żałosny stan odstawieniu morfaliny. — Wy dwoje powinniście iść ją zobaczyć. Jesteście prawie jak przyjaciele — mówi Haymitch. To jeszcze wszystko pogarsza. Nie wiem co jest między Johanną i Finnickiem. Ale ja prawie jej nie znam. Żadnej rodziny. Żadnych przyjaciół. Żadnej pamiątki z Siódemki, którą mogłaby włożyć między przyznane jej ubrania w szafce. Nic. — Lepiej powiem Plutarchowi. Nie będzie z tego powodu szczęśliwy — ciągnie Haymitch. — Chce, by jak najwięcej zwycięzców mogło polecieć do Kapitolu na potrzeby kamer. Myśli, że to tworzy lepszą telewizję. — Czy ty i Beetee też lecicie? — pytam. — Jak najwięcej młodych i atrakcyjnych zwycięzców — poprawia się Haymitch. — Więc nie. Będziemy tutaj. Finnick idzie od razu zobaczyć się z Johanną, ale ja zwlekam jeszcze kilka minut aż pojawia się Boggs. Jest teraz moim dowódcą, więc to pewnie jego powinnam prosić o specjalne przysługi. Kiedy mówię mu co chcę zrobić, wypisuje mi przepustkę, bym mogła iść do lasu podczas Zadumy, jeśli tylko zostanę w zasięgu wzroku strażników. Biegnę do mojej kwatery z zamiarem użycia spadochronu, ale jest pełny strasznych wspomnień. Zamiast tego, idę do kwatery naprzeciwko i zabieram jeden z bawełnianych bandaży, który wzięłam z Dwunastki. Kwadratowy. Mocny. Idealny.

W lesie znajduję sosnę i zdzieram garście pachnących igieł z gałęzi. Później układam zgrabny stos na środku bandaża, składam rogi ze sobą, obracam zawiniątko i ciasno zawiązuję kawałkiem winorośli, tworząc tobołek rozmiaru jabłka. — Co to? — pyta ochryple Johanna. Wilgotne końce jej włosów zlepiają się w małe stożki nad jej czołem. — Zrobiłam to dla ciebie. Coś, co będziesz mogła włożyć do szafki. — Wkładam jej to w dłonie. — Powąchaj. Podnosi tobołek i mocno pociąga nosem. — Pachnie domem. Łzy wypełniają jej oczy. — Taką miałam nadzieję. Jesteś z Siódemki i w ogóle — mówię. — Pamiętasz jak się poznałyśmy? Byłaś drzewem. Cóż, bardzo krótko. Nagle chwyta mój nadgarstek w żelazny uścisk. — Musisz go zabić, Katniss. — Nie martw się. — Opieram się pokusie wyrwania ramienia. — Przysięgnij. Na coś, na czym ci zależy — syczy. — Przysięgam. Na moje życie. — Ale nie puszcza mojego ramienia. — Na życie twojej rodziny — nalega. — Na życie mojej rodziny — powtarzam. Zapewne moja troska o własne życie jest niewystarczająca. Puszcza mnie, a ja pocieram nadgarstek. — Jak myślisz, po co w ogóle tam lecę, bezmózgu? To sprawia, że delikatnie się uśmiecha. — Po prostu musiałam to usłyszeć. Przyciska tobołek z sosnowymi igłami do nosa i zamyka oczy. Pozostałe do wylotu dni mijają w mgnieniu oka. Po krótkim treningu każdego ranka, mój oddział trenuje długo na strzelnicy. Ćwiczę głównie strzały z broni palnej, ale godzina dziennie zarezerwowana jest na broń specjalną, co oznacza, że używam swojego łuku Kosogłosa, a Gale tego bojowego. Trójząb, którego Beetee zaprojektował dla Finnicka ma sporo specjalnych właściwości, ale najbardziej godne uwagi jest to, że może go rzucić, nacisnąć przycisk na metalowym mankiecie na nadgarstku i broń sama powraca do jego ręki. Czasami strzelamy do manekinów Strażników Pokoju, by oswoić się ze słabymi punktami ich ochronnego stroju. Szczelinami w pancerzu, że tak powiem. Jeśli trafisz w ciało, manekin nagradza cię strumieniami sztucznej krwi. Nasze manekiny są całe czerwone. To pocieszające jak wysoki jest poziom skuteczności w naszej grupie. Oprócz Finnicka i Gale’a, oddział obejmuje jeszcze pięcioro żołnierzy z Trzynastki. Jackson, kobieta w średnim wieku, która jest zastępczynią Boggsa, wygląda nieco ospale, ale

potrafi rzucać przedmioty poza zakres wzroku któregokolwiek z nas. Mówi, że to przez dalekowzroczność. Są też dwie dwudziestokilkuletnie siostry o nazwisku Leeg — mówimy na nie Leeg Jeden i Leeg Dwa, by się nie myliły — które są tak podobne do siebie w mundurach, że nie potrafię ich rozróżnić, dopóki nie dostrzegam dziwnych żółtych plamek w oczach Leeg Jeden. Dwaj starsi faceci, Mitchell i Homes, nigdy nie mówią za wiele, ale potrafią zestrzelić ci pył z butów z odległości pięćdziesięciu metrów. Widzę, że inne oddziały też są niezłe, ale nie do końca potrafię zrozumieć nasz status, dopóki któregoś dnia nie przyłącza się do nas Plutarch. — Członkowie oddziału Cztery-Pięć-Jeden, zostaliście wybrani do wypełnienia misji specjalnej — zaczyna. Przygryzam wewnętrzną stronę ust, mając nadzieję, wbrew wszelkiej nadziei, że chodzi o zabicie Snowa. — Mamy wielu strzelców wyborowych, ale raczej niewiele ekip filmowych. Wybraliśmy więc ośmioro z was do, jak to nazywamy, „Oddziału Gwiazd”. Będziecie twarzami inwazji. Rozczarowanie, szok, a w końcu złość przetacza się przez grupę. — Czyli nie zostaniemy wysłani do prawdziwej walki — podnosi głos Gale. — Będziecie walczyć, ale być może nie zawsze na linii frontu. Jeśli w ogóle można taką linię wyróżnić w tej wojnie — mówi Plutarch. — Nikt z nas tego nie chce. — Po uwadze Finnicka następuje powszechne przytakiwanie, ale ja siedzę cicho. — Będziemy walczyć. — Będziecie robić wszystko, by być jak najbardziej przydatnymi w tej wojnie — mówi Plutarch. — A zdecydowano, że najwięcej pożytku będzie z was w telewizji. Tylko spójrzcie jaki efekt wywołuje Katniss w tym kostiumie Kosogłosa. Odmieniła na lepsze całą rebelię. Widzicie, że tylko ona nie narzeka? To dlatego, że rozumie potęgę ekranu. Tak naprawdę, Katniss nie narzeka, ponieważ nie ma najmniejszego zamiaru pozostać w „Oddziale Gwiazd”, ale zdaje sobie sprawę z potrzeby dostania się do Kapitolu zanim wymyśli jakiś plan. Jednak bycie zbyt uległą również może wydać się podejrzane. — Ale nie będziemy jedynie udawać, prawda? — pytam. — To by było marnowanie naszych talentów. — Bez obaw — mówi mi Plutarch. — Będziecie mieli mnóstwo prawdziwych celów do trafiania. Ale nie dajcie się wysadzić. I tak mam dużo na głowie, nawet bez potrzeby wybierania dla was zastępstwa. A teraz lećcie do Kapitolu i zróbcie niezły show. W dzień odlotu żegnam się z rodziną. Nie powiedziałam im jak bardzo kapitoliński system obrony przypomina pułapki na arenie, ale myśl o tym, że wyruszam na wojnę jest sama w sobie straszna. Mama tuli mnie mocno przez dłuższy czas. Czuję łzy na jej policzku, coś, co udało jej się stłumić, kiedy wysyłano mnie na Igrzyska. — Nie martw się. Będę całkowicie bezpieczna. Nie jestem nawet prawdziwym żołnierzem. Jedynie jedną z telewizyjnych marionetek Plutarcha — zapewniam ją. Prim odprowadza mnie do szpitalnych drzwi.

— Jak się czujesz? — Lepiej, wiedząc, że jesteś w miejscu, w którym Snow nie może cię dopaść — mówię. — Następnym razem, kiedy się zobaczymy, będziemy od niego uwolnione — mówi stanowczo Prim. A później otacza moją szyję ramionami. — Bądź ostrożna. Rozważam pożegnanie się z Peetą, ale w końcu stwierdzam, że zaszkodziłoby to nam obojgu. Ale jednak wkładam perłę do kieszeni munduru. Pamiątkę po chłopcu z chlebem. Poduszkowiec zabiera nas do, ze wszystkich dostępnych miejsc, Dwunastki, gdzie tymczasowa strefa transportowa została utworzona poza spalonym obszarem. Żadnych luksusowych pociągów tym razem, ale wagon towarowy po brzegi wypełniony żołnierzami w ciemnoszarych mundurach, śpiącymi z głowami na plecakach. Po kilkudniowej podróży wydostajemy się na zewnątrz w jednym z podziemnych górskich tuneli prowadzących do Kapitolu i resztę drogi pokonujemy piechotą w sześć godzin, uważając, by stąpać jedynie po błyszczącej zielonej linii, która wskazuje jednostkom powietrznym, że mamy bezpieczne przejście. Docieramy do obozu rebeliantów w odległości dziesięciu przecznic od stacji kolejowej, na której wysiadaliśmy z Peetą przy okazji wcześniejszych wizyt w Kapitolu. Roi się już w nim od żołnierzy. Oddziałowi 451 przydzielono miejsce na rozbicie namiotów. Ten teren znajduje się w naszych rękach od ponad tygodnia. Rebelianci wypchnęli Strażników Pokoju, pozbawiając przy tym życia setki ludzi. Siły Kapitolu wycofały się i przegrupowały w mieście. Pomiędzy nami leżą zaminowane ulice, puste i wzywające. Każdą trzeba będzie opróżnić z zasobników zanim będziemy mogli iść dalej. Mitchell pyta o możliwość bombardowania — rzeczywiście czujemy się bardzo narażeni rozbijając obóz pod gołym niebem — ale Boggs twierdzi, że to nie będzie problemem. Większa część kapitolińskiej floty powietrznej została zniszczona podczas inwazji w Dwójce. Jeżeli pozostał jakiś samolot, zachowują go dla siebie. Prawdopodobnie po to, by Snow i jego zaufani ludzie mogli w ostatniej chwili ratować się ucieczką do jakiegoś prezydenckiego bunkra, jeśli zajdzie taka potrzeba. Nasze poduszkowce zostały uziemione po tym, jak kapitolińskie pociski przeciwlotnicze zdziesiątkowały kilka pierwszych fal nalotów. Ta wojna rozegra się na ulicach z, miejmy nadzieję, jedynie powierzchownymi zniszczeniami infrastruktury i minimalną liczbą ofiar. Rebelianci chcą Kapitol tak, jak Kapitol chciał Trzynastkę. Po trzech dniach większość członków Oddziału 451 ma ochotę zdezerterować z nudów. Cressida z zespołem nagrywa nas jak strzelamy. Mówią, że jesteśmy częścią zespołu odwracającego uwagę. Jeśli rebelianci strzelaliby tylko do zasobników Plutarcha, Kapitol potrzebowałby jakichś dwóch minut, by zrozumieć, że mamy hologram. Spędzamy więc mnóstwo czasu roztrzaskując rzeczy, które nie mają znaczenia, by zmylić

Nie napuszcza on na nas roju zmutowanych komarów. Dowódcy mają do dyspozycji hologram Plutarcha. — To twoja wina. który przekazuje obrazy. bardziej zabawne niż denerwujące jest wyobrażanie sobie kłótni toczących się w Trzynastce. Mam ze sobą kostium Kosogłosa. ale nagryweają mnie jedynie w mundurze. wysadzając w powietrze wszystko w promieniu pięciu metrów. Wyłania się ze stacji kolejowej z bronią przewieszoną przez ramię. że wszyscy zrobilibyśmy to bez wahania. Bez kajdanek. Pochłaniam ją. Finnick i ja nigdy nie zostajemy wybrani. Można przybliżyć konkretną kratkę i sprawdzić jakie zasobniki są tam umieszczone. Każdy z nas ma papierową mapę Kapitolu. co tworzy pewną siatkę współrzędnych. na co rebelianci są przygotowani. bo nie może ani wysyłać. z literami wzdłuż górnej krawędzi i liczbami ułożonymi z góry na dół. więc jeśli. Czasami zdarza się. Gdyby wzrok mógł zabijać… Chyba nie bardzo wiedzą co zrobić z naszą trójką. ale Gale. bo jesteś taki fotogeniczny — mówię Gale’owi. zapamiętując każde skrzyżowanie i każdą boczną uliczkę. Holo aktywowany jest głosem dowódcy. ulepszoną wersją mapy. Jeśli ktoś z oddziału powtórzy trzykrotnie pod rząd słowa „uścisk nocy”. ale to tylko uzupełniający sprzęt. reaguje także na głosy innych członków oddziału. ale wysyła w jej stronę chmarę metalowych strzałek. Osiem rąk wędruje w górę. Podejrzewam. ale postanowili zdegradować mnie do roli zwykłego żołnierza. a czasem każą mi użyć łuku i strzał. Chyba łatwiej byłoby ukraść mu zęby. Linie dzielą mapę na mniejsze kwadraty. Kiedy już działa. Każdy z nich ma kieszonkowy gadżet zwany „Holo”. Holo jest niezależnym urządzeniem. na którym niszczone są ważne kapitolińskie cele. Jedna dociera do jej mózgu. które widziałam w Centrum Dowodzenia. zajmuję się własnym planem. To ze względów bezpieczeństwa. ani odbierać sygnałów. . powiedzmy. Holo wybuchnie. Czwartego dnia Żołnierz Leeg Dwa uderza w nieoznakowany zasobnik.Kapitol. ktoś inny mógłby przejąć jego obowiązki. Boggs zostałby zabity albo poważnie ranny. Więc muszę jedynie ukraść aktywowane Holo Boggsa i zniknąć zanim się zorientuje. Czasami strzelam z broni palnej. Ale i tak jest o niebo lepszy od mojej papierowej wersji. Rozumie się. Głównie powiększamy jedynie stertę tęczowych szyb rozbitych na zewnątrz cukierkowo kolorowych budynków. w razie gdyby nas schwytano. że naprawdę potrzebują usług strzelców wyborowych. Podczas gdy pozornie manifestuję niezadowolenie z braku prawdziwego zajęcia. Umiera zanim nadchodzi pomoc medyczna. Miasto to prawie idealny kwadrat. Tak jakby nie chcieli całkowicie stracić Kosogłosa. Następnego wieczoru przybywa nowy członek naszego oddziału. który podaje swoje imię. Jako że mnie to nie obchodzi. że montują to z materiałem. Bez strażników. Plutarch obiecuje szybkie zastępstwo. szczególnie ze mną.

opór. — To nic nie da — mówi Peeta reszcie z nas. zmieszanie. Zdecydowała. Może i trzeba. Ale jeśli Coin przysłała tu Peetę. że trzeba rozkręcić proposy. — Pani prezydent wyznaczyła mnie osobiście. Że bardziej się jej przydam martwa niż żywa.Udziela nam się szok. Boggs zabiera mu broń i idzie wykonać telefon. ale stempel z numerem 451 widnieje na ręku Peety. . zdecydowała również coś innego.

faktycznie — przyznaje. . — Jeśli twoją natychmiastową odpowiedzią nie jest Coin. — Dlaczego Coin chce teraz mojej śmierci? — pytam. że to prawda — mówię. ale nikt inny się na to nie zgodził. — Nie. kiedy wraca po rozmowie telefonicznej z panią prezydent. Tu jest tyle złych wspomnień. jest nakazanie Żołnierzowi Jackson. — Zaprzecza. Jesteś twarzą rebelii. że to ja będę przywódczynią. klucząc między rozstawionymi namiotami dopóki nasz oddział nie zostaje daleko z tyłu. To Peetę chciała uratować z areny. które będą pilnować Peetę w pełnym wymiarze czasowym. by mnie uciszyć. wiem. Sprawę pogorszyło jeszcze twoje żądanie nietykalności dla zwycięzców. nawet nie kiedy Gale złamał mu nos. — Ale kogoś poprzesz. Później zabiera mnie na spacer. — Będę trzymał go w ryzach. że są prawdziwe. — I tak spróbuje mnie zabić — mówię. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam — mówię. uważnym spojrzeniem zanim odpowiada. Pierwszą rzeczą. Jest jednak wściekły. Boggs obdarza mnie długim. Katniss — mówi Boggs. — Otwarcie co najwyżej ją tolerowałaś. Ani kiedy zlekceważyłam jego rozkazy. że chce — odpowiada. Ale nawet na to mogłaby przymknąć oko. — A ty musisz przynajmniej mieć jakąś teorię. Pani prezydent cię nie lubi. nikt nie myśli. Nigdy nie lubiła.Część III Morderca 19. jak dobrze sobie poradziłaś z proposami. Nowy przywódca zostanie wybrany — mówi Boggs. Przewracam oczami. — Kiedyś w niedalekiej przyszłości ta wojna się skończy. Czy byłaby to prezydent Coin? A może ktoś inny? — Nie wiem. by wyznaczyła dwie osoby. które mogą spowodować wybuch. Nigdy wcześniej tak naprawdę nie widziałam rozwścieczonego Boggsa. — Wiem niewiele. to jesteś uważana za zagrożenie. jaką robi. Gdy tylko wypowiadam te słowa. ani kiedy na niego zwymiotowałam. biorąc pod uwagę to. Możesz mieć większe wpływy niż ktokolwiek inny — mówi Boggs. — Boggs. jego zastępczyni. — Więc zabije mnie. — Szczególnie tutaj. — Więc o co chodzi? — nalegam. — Ale my wiemy.

a może po prostu próbuje wyostrzyć moją twarz. Jego już nie ma. — Od północy do czwartej. — A teraz wracaj do oddziału. Mówię głośno. jeśli by cię sprowokował — mówi. by cały oddział mógł mnie usłyszeć: — Nie będę strzelać do Peety. publicznie. To by było jak strzelanie do kolejnego zmiecha Kapitolu. Johanna ma rację. w imię której się walczy — mówi Boggs. że powinnam być wdzięczna Boggsowi za nadstawianie dla mnie karku. Patrzy na mnie z powątpiewaniem spod zmrużonych powiek. Jackson potrząsa głową i coś notuje. To znaczy… jak mogłabym teraz ukraść jego Holo i zdezerterować? Zdradzenie go było skomplikowane nawet bez tych nowych pokładów długu. — Niczego nie jesteś mi winien. twój główny cel. — Ale to się nie stanie na mojej zmianie. Już i tak mam u niego dług wdzięczności za ocalenie mi życia. — O której moja zmiana? — pytam Jackson. Żołnierzu Everdeen. Rozbrzmiewa gwizdek wzywający na kolację. Jak powiedziała. — Umrzeć — mówię cicho. więc Gale i ja ustawiamy się w kolejce do stołówki. po całym tym upokorzeniu. takie komentarze też nie są najlepszą rekomendacją — mówi Jackson. by ogień rebelii silniej zapłonął. żebym go zabił? — pyta prosto z mostu. ale tak naprawdę czuję się tylko sfrustrowana. Planuję zapewnić ci długie życie. Zostać męczenniczką. — Cóż. którego doświadczyłam po jego powrocie.— Nie potrzebuje cię już. — Dlaczego? — Takie myślenie tylko sprowadzi na niego kłopoty. byś napędzała rewolucję. — Bo sobie na to zasłużyłaś — mówi. został osiągnięty — przypomina mi Boggs. Ale nawet pomimo mojej złości. Możesz zrobić jeszcze tylko jedno. — Jestem pewna. zjednoczenie dystryktów. brutalność oferty irytuje mnie. — Obecne proposy mogłyby zostać nakręcone bez twojej pomocy. . Razem ze mną. — Uwzględnij ją w rozkładzie — mówi Boggs za moimi plecami. Czuję się dobrze mówiąc o nim coś strasznego na głos. — Nie uwzględniłam cię w rozkładzie. Widok przyczyny mojego dylematu spokojnie rozbijającej swój namiot na naszym miejscu tylko mnie rozwściecza. że mogłabyś naprawdę zastrzelić Peetę. — Dlaczego nie? — pytam. — Poradzę sobie z nim. — Wtedy na pewno odesłaliby stąd nas oboje — mówię. Wiem. — Chcesz. — Tak.

— Co ty próbujesz zrobić? Sprowokować go do ataku? — pyta mnie. byś wbiła sobie coś do głowy. że dla innych nie były takie oczywiste. i może nawet Holo. podczas gdy inni wycofują się do namiotów. Żadne z nich nie zna jednak moich myśli tak. a później próbowała zabić Peetę. To dość szybka odmiana. Milknę. — Jako koleżanka z wojska muszę cię usilnie namawiać na pozostanie ze swoim oddziałem. Chyba że chcesz. . Początkowo myślę. Mam nadzieję. Próbowałby mnie odzyskać za wszelką cenę. — Nie zamierzasz mnie chyba zostawić. ale pod koniec posiłku dostrzegam. Więc nie możesz go obwiniać… — Nie obwiniam! — przerywam mu. Oddział 451 i ekipa telewizyjna odbierają kolację ze stołówki i zbierają się w ciasnym kręgu. rozłącza się po szorstkim: — Postaraj się sobie przypomnieć. ale Peeta o tym nie wie. czy traktowałby cię tak. szczególnie dla mnie. że to Peeta jest powodem niepokoju. Niektórzy śpią pod gołym niebem. Ale myślę. Nie odsuwałby mnie od siebie. że więcej niż kilka mało przyjaznych spojrzeń zostało skierowanych w moją stronę. witając mnie jedynie wrogością. nie opuściłby mnie. cały zespół był zaniepokojony tym. że nie powinnaś mieć przy sobie naładowanej broni dwadzieścia cztery godziny na dobę. jak ty go teraz traktujesz? — dopytuje się Haymitch. przez co Kapitol kazał mu przejść — mówi Haymitch.— To znaczy dopóki nie uciekniesz? Ty i twoja papierowa mapa. prawda? Uśmiecha się szeroko. Jednak pilnujący moich pleców partner polowań nie wydaje się takim złym pomysłem. — Obwiniasz! Karzesz go wciąż za rzeczy. że nie może. że kiedy Peeta się pojawił. by zostawił mnie w spokoju — mówię. tak się składa. że już czas. jak niebezpieczny może on być. Nie mówię. że cię zabije. które są poza jego kontrolą. — Ty i ja zawarliśmy umowę. zaczynam rozumieć. Jesienny dzień zmienia się z rześkiego w chłodny. Nie rozumie co się z nim stało. prawda? — pyta. bo jestem pewna. Po tym wszystkim. — Oczywiście. Kiedy nie odpowiadam. Do tego momentu zamierzałam. Gdybyś to ty była przetrzymywana w Kapitolu i została zawładnięta. — Nie. Ale dopiero kiedy dzwoni do mnie Haymitch. — Posłuchaj. Wcale by mnie tak nie traktował. Chcę tylko. blisko grzejnika w centrum naszego obozowiska. bym zaalarmował resztę armii. Leeg Jeden w końcu załamała się śmiercią siostry i jej stłumiony szloch dociera do nas przez płótno. że postaramy się go chronić. — Cóż. że nie. Pamiętasz? — pyta Haymitch. Coin być może wysłała go tam w nadziei. Ale nie mogę cię powstrzymać przed pójściem. Nie. jak on. Większość członków oddziału kuli się pod swoimi śpiworami. by ją zjeść. jeśli uda ci się je dorwać? — Więc moje przygotowania nie umknęły uwadze Gale’a.

— Jesteście moimi strażnikami — zauważa. by rozpocząć moją wartę z Jackson. Tak robi Annie. kiedy myślałam. Nie potrafię nawet wymyślić żadnego planu. Dobrze go znam. — Pytać kogo? — mówi Peeta. W tę i we w tę. Zamiast tego siedzi z plecakiem przyciśniętym do piersi. Jesteśmy twoim oddziałem — mówi Jackson. Pozbawione emocjonalnego ładunku. Pozwalam oddechom żołnierzy wypełnić nocną ciszę. Sojuszniczka. że albo ludzie się obudzili. albo nigdy tak naprawdę nie spali. Jej widok w jego rękach to jakby wiadomość od Finnicka. Przerwa w regularnym oddychaniu sugeruje. nie mówiąc już o wyciągnięciu go stamtąd. bezpieczne słowo. Ale przypominam sobie rozmowę z Haymitchem i próbuję wykonać pierwszy niepewny krok w stronę Peety. To ten kawałek liny Finnick pożyczył mi tamtej nocy w bunkrze.Kulę się w swoim namiocie rozmyślając nad słowami Haymitcha. Trybutka. zlokalizowanie Snowa i władowanie mu kulki w łeb wydaje się dziecinnie proste. — Przyjaciółka. Finnick odzywa się ze swojego śpiwora w cieniu. Narzeczona. a co zmyślone. — Komu mogę zaufać? — Nam. Nie wiem jak go w nim odnaleźć. Po jakiejś godzinie Peeta się odzywa. To lista słów. — Sojusznik. czy jednak nie. — To też — przyznaje ona. w który wrzuciło go zawładnięcie. że pomagasz Zawodowcom w zabiciu mnie. Próbę uratowania Peety ze świata cieni. Wróg. niezdarnie próbując wiązać węzły na krótkim sznurku. Nie śpi jednak. Poza tą chwilą. Peeta. O północy wyczołguję się z namiotu i siadam na taborecie przy grzejniku. Więc nic nie mówię. niegroźne. że już nie potrafię powiedzieć co jest prawdziwe. Cel. — Nigdy nie chciałam cię zabić. My nie zapominamy takich rzeczy. Zmiech. by reszta z nas mogła mieć na niego oko. To dobre. Ale nie wiem. Gdybym tylko wiedziała co powiedzieć. — Ale uratowałeś wiele żyć w Trzynastce. na dobry początek. W tę i we w tę. Zwycięzca. — Peeta wolno wypowiada to słowo. że przemierzenie naszpikowanej pułapkami areny. Sąsiadka. których używam. . rozsmakowując się w nim. Boggs kazał Peecie spać na widoku. by to naprawić. — Problem w tym. że odrzuciłam Peetę. by cię rozgryźć. — Więc powinieneś pytać. Kiedy próbowałaś zdecydować czy mnie zabić. Ukochana. Później myślałam o tobie tylko jako o… sojuszniku. że moja obsesja dotycząca zamordowania Snowa pozwoliła mi zignorować coś dużo trudniejszego. Podejrzewam to drugie. Myśliwy. Zdaję sobie sprawę. To może być dobry moment. To wydaje się rażąco niesprawiedliwe i w pierwszym odruchu mam ochotę odpowiedzieć coś złośliwego. To sprawia. powtarzająca słowa Haymitcha. — Ostatnie lata musiały być dla ciebie wyczerpujące. — Splata i rozplata linę w swoich rękach.

Ale najwięcej wątpliwości Peety wiąże się . Ale nagle wyrzucam z siebie więcej słów: — Jesteś malarzem. Bezużyteczna. W ten sposób Peeta zawsze będzie miał dostęp do kogoś. by wysłać rebeliantom wiadomość. — Przynajmniej tak mi kiedyś powiedziałeś. Czy osoba po drugiej stronie grzejnika uratowała mnie czy zostawiła. Nigdy nie dodajesz cukru do herbaty. i jak to się stało. Kiedy wracamy do obozu. która zapada. — Większość mieszkańców Dwunastki zabił ogień. — I wtedy dodaję: — A twoim pomarańczowy. o czym myśli. — Ogień to moja wina. Kilka minut przed czwartą Peeta znowu zwraca się do mnie: — Twoim ulubionym kolorem… jest zielony? — Zgadza się. I nurkuję do namiotu zanim zrobię coś głupiego. Finnick jest ekspertem w obu Igrzyskach Peety. która będzie mogła potwierdzić lub zaprzeczyć większości tego. że nie potrafię odróżnić iluzji od rzeczywistości. w który zniszczył Trzynastkę. Mniej niż dziewięćset żywych dotarło do Trzynastki. że będę jedyną osobą. Peeta siedzi w kole z żołnierzami Trzynastki. Jesteś piekarzem. jak gdzie ludzie kupowali mydło w Dwunastce. Prezydent Snow zniszczył Dwunastkę w ten sam sposób. że miało miejsce. a oni mówią mu czy to prawda czy tylko wyobrażenie. — Na krótko zamyka oczy. On wspomina o czymś. Nie wiem czy Prim i mama mnie kochają. a później przytakuje. Jackson wymyśliła grę o nazwie „Prawda czy nieprawda” by pomóc Peecie. Jak zachód słońca — mówię. że tu wylądowaliśmy w takich okolicznościach. Gale opowiada mu wiele rzeczy o Dwunastce. Finnick i ja idziemy postrzelać do szyb w budynkach na potrzeby ekipy telewizyjnej. Przydziela Finnickowi. Delikatny. zwykle razem z krótkim wytłumaczeniem. — Nie jaskrawy pomarańczowy. Lubisz spać przy otwartym oknie. którzy są uzbrojeni. — Pomarańczowy? — Wydaje się nieprzekonany. I zawsze podwójnie zawiązujesz sznurowadła. Jackson łączy nas w pary sprawujące wartę. co na nim ciąży. wyobrażam sobie. Rano Gale. kim jest i kim ja jestem. kto zna go bardziej osobiście. Peeta długo rozważa nawet maleńkie skrawki wiadomości. To wydaje się dobrym pomysłem dopóki nie zdaję sobie sprawy z tego. — Dziękuję. jako że był mentorem w pierwszych i trybutem w drugich. To bardzo urywana rozmowa.W ciszy. być może próbując przywołać ten zachód słońca. Nagle chcę powiedzieć Peecie wszystko o tym. ale rozmawiają z nim otwarcie. Jestem bezużyteczna. na przykład się rozpłaczę. a moje życie i tak szybko zamienia się w koszmar. — Och. — Nieprawda. Wkładam w to niewiele wysiłku. — Prawda. Gale’owi i mnie żołnierzy z Trzynastki. Ale nie mam pojęcia jak zacząć. Czy Snow jest moim wrogiem.

Więc dzisiaj została dla nas zarezerwowana specjalna przecznica. Patrzyłem jak torturują ich na śmierć. Ale naprawdę dobrze się czuję pomagając mu spróbować. bym to oglądał. Inny zarzuca na intruza sieć i więzi go. Odtwarzanie jego wspomnień o mnie jest straszne. ale o uzyskanie użytecznego produktu.ze mną — a nie wszystko można łatwo wytłumaczyć — i nasze wymiany zdań są bolesne i pełne napięć. Chcieli tylko. Darius i Lavinia. że cały oddział jest potrzebny. Ekipa Wciąż jednak jest chce to nieważna mieszkalna przecznica bez żadnych poprzez strategicznych celów. Ubieramy ochronne mundury. by zabrać ją razem z bronią palną. którzy posiadają specjalną broń. by nagrać skomplikowanego proposa. Jest na niej nawet parę aktywnych zasobników. Moje zamiłowanie do serowych bułeczek. który otrzymują od Oddziału Gwiazd. Imię naszego nauczyciela matematyki z dzieciństwa. by można było go później przesłuchać lub zabić. w jaki przełykasz. Jeden uwalnia deszcz ognia z broni palnej. Wciąż zadawali mu pytania. Kolor mojej sukienki w Siódemce. Bardzo nudny. w zależności od preferencji porywaczy. Ona miała szczęście. że jest naładowana ślepakami. Być może to nie jest nawet możliwe po tym co Snow mu zrobił. Nie chcieli żadnych informacji. Jednakże nie chodzi tu o obronę własną. Całe dni zabrało wykończenie jego. Kiedy nikt nie odpowiada. nawet mimo tego. Z Peety uchodzi powietrze. specjalnie na potrzeby filmowania. Byli naszymi służącymi w Centrum Szkolenia. ale nie mógł mówić. — Przynajmniej z tego co wiem… prawda. — Peeta patrzy wokoło na nasze oszołomione twarze. że staje się to niemal dokuczliwe. Następnego popołudnia zostajemy poinformowani. pyta: — Prawda czy nieprawda? — Brak odpowiedzi jeszcze bardziej go złości. więc aresztowali również ich. . że nigdy nie pozwalają nam robić nic poza bawieniem się bronią. prawda? Poznaję po sposobie. aż w końcu udaje mu się wszystko poukładać i mówi poruszony: — Jesteś awoksem. ale strażnicy zwykle mówili o nich rudzielce. — Prawda — mówi Boggs. dostają pozwolenie. — I tak nie jestem dobrym strzelcem. — Prawda czy nieprawda?! — domaga się. nawet ekipa. ale mówi mu głośno. — Tak myślałem. Boggs oddaje Peecie jego broń. Użyli zbyt dużego napięcia i jej serce przestało bić. odcinali części ciała. że dotykamy wyłącznie najbardziej powierzchownych szczegółów. Nie było w tym nic… błyszczącego. Było dwoje awoksów razem ze mną w więzieniu. jakby czekał na odpowiedź. wydawał z siebie tylko takie przeraźliwe zwierzęce odgłosy. jakbyśmy kierowali się w sam środek bitwy. Peeta miał rację w jednej sprawie: Coin i Plutarch są niezadowoleni z jakości materiału. Oczywista odpowiedź jest taka. telewizyjna wywołać złudzenie zwiększonego ryzyka uwolnienie bomb dymnych i dodanie efektów dźwiękowych strzelaniny. Mało inspirujący. Peeta tylko wzrusza ramionami. — Wydaje się zaniepokojony widokiem Polluxa tak bardzo. Ci z nas. Bili go.

Obaj są po naszej lewej stronie. chociaż mały. krzywimy się. przecznicy. podobnie jak podczas ćwiczeń w Przecznicy.Oddala się od grupy. już prawie za rogiem. ale Gale’owi przydzielono prawdziwy cel. Stracili życie przeze mnie. Zasobnik z siecią jest na dalekim końcu. Po chwili Boggs rozkazuje nam iść dalej. Kiedy trafia w zasobnik. mamrocząc coś o palcach u rąk i nóg. ale to wszystko wydaje się nieco niedorzeczne. Zbieramy się wokół Boggsa. Nie zostaję wybrana. Daleko mi do tego. Oddział zajmuje pozycje. Będzie wymagał kogoś do uruchomienia mechanizmu wyczuwającego ruch. Jako że to zarówno misja jak i plan filmowy. opieram czoło o część pancerza. by przyjrzeć się hologramowi ulicy. Wyraz jego twarzy mówi o tym. Upadamy na ziemię. Każdy ma przynajmniej jeden rząd okien do wysadzenia. kiedy Cressida mówi: „Akcja!” Powoli przemierzamy zadymioną ulicę. Na zmianę odgrywamy na nowo nasze reakcje. Zostaję wysłana do Messalli. pod którym powinna się znajdować klatka piersiowa. Castor skierowany ku frontowi. jasnopomarańczowych i różowych kostkach brukowych — podczas gdy grad pocisków przelatuje nam nad głowami. i los przyjaznego nam Strażnika Pokoju. Zasobnik uwalniający serię pocisków z broni palnej znajduje się tuż nad markizą mieszkania. który nakłada nieco makijażu na moją twarz z uwagi na przewidywane zbliżenia. który chyba nie do końca wie co się dzieje. Wszyscy tak bardzo śmiejemy . To nie jest jednak czas. W końcu poznaliśmy imię dziewczyny. lista ma już jakieś tysiąc pozycji. Na ochotnika zgłaszają się wszyscy oprócz Peety. To prawdziwy. Messalla wypuszcza kilka dymnych pocisków do atmosfery. z Boggsem na czele. Zapowiada śmierć. którą mamy zająć. której porwanie przez Kapitol obserwowaliśmy w lesie w Dwunastce. widzę. że to nie ja jestem najgorszą aktorką w oddziale. który próbował utrzymać Gale’a przy życiu. Dodaję ich imiona do mojej osobistej listy śmierci. Cressida zatrzymuje nas zanim którekolwiek z nas się podnosi. wszyscy się kryjemy — rzucamy się w kierunku drzwi albo rozpłaszczamy się na ładnych. że to poważna sprawa. że nie ma dość gór do skruszenia i miast do zniszczenia. że Gale zareagował inaczej. i czuję jak obejmuje mnie ramieniem. bo chce zrobić kilka zbliżeń. nurkujemy we wnęki mieszkań. Podchodzę do Gale’a. właśnie mam spytać kto tu dowodzi. Wiemy. Szczególnie kiedy okazuje się. Kiedy podnoszę wzrok. a później czekamy aż Cressida odpowiednio ustawi kamerzystów. by upewnić się. cel do osiągnięcia. Z makabrycznym sprawozdaniem Peety w głowach przechodzimy przez ulice z rozbitym szkłem aż docieramy do celu. Powinniśmy dać radę uruchomić go za pomocą kul. mój dowódca czy reżyserka. że nie nagrywają się nawzajem. które zaczęły się na arenie. by wspominać szczęśliwe chwile. a Pollux ubezpieczający tyły.

która wysadza mu nogę. kiedy jego lewa stopa wycofuje się na pomarańczową kostkę brukową. Ustawia Holo. A to uruchamia bombę. szukając najlepszego widoku w zadymionym powietrzu. kiedy sprawdza ponownie następny zasobnik. który próbuje pokazać coś. Można jednak zauważyć. — Weźcie się w garść.się z prób Mitchella. . że próbuje powstrzymać uśmiech. Wciąż obrócony jest twarzą do nas. co według niego jest desperacją — obejmuje to zacisknie zębów i drżenie nozdrzy — że Boggs musi nas upomnieć. oddziale Cztery-Pięć-Jeden — mówi stanowczo.

Skanują mnie? Zapamiętują? Oślepiają? Nagle znikają i potrząsam głową. ale ja wiem. Śmiech zmienia się w krzyk. Ale Boggs trzyma obie ręce na Holo i coś przy nim majstruje. Znajduję Holo wciśnięte w jeden z butów Boggsa. krew plami pastelowe kamienie. Ale wypowiada rozkaz: — Holo. Nie mogę się ruszyć ani nawet mrugnąć. Próbuje zacisnąć drugi powyżej istniejącego jeszcze kolana. ukazując brzydki świat za sobą. jakby w przeciągu chwili roztrzaskało się kolorowe okno. Reszta oddziału otoczyła ochronnie ekipę telewizyjną i nas. Wydobywam je. Nie potrafię jednak odgadnąć co jest jego źródłem. gdy życie będzie z niego uchodzić. . W dzieciństwie. że kiedy plama krwi wokół urośnie do pewnych rozmiarów. nauczyłam się. kogo będzie się mógł uczepić. obserwując mamę przy pracy. To tak. którą odegrałam przy Rue i przy morfalinistce z Szóstki — będę kimś. przekopując się przez gruzowisko płytek pokrytych krwią i drżę. znaleźć coś. ale już zaczął przeciekać. wydaje się oddalać. przygotowana do powtórzenia tej samej roli.20. przyciska kciuk do ekranu w celu rozpoznania linii papilarnych i odpowiada na pytania serią liter i liczb. — Powiedz jak się nazywasz. Boggs zaciska dłoń na moim nadgarstku. Klękam przy Boggsie. czym można by zatamować czerwony strumień wydobywający się z jego ciała. Pierwsza dobiegam do Boggsa i próbuję dostrzec sens w rozerwanym ciele. Mówi: — Niezdolny do dowodzenia. że i tak jest już za późno. kiedy obrazy migoczą mi przed oczami. Drugi wybuch zdaje się rozdzierać powietrze i moje uszy zaczynają brzęczeć. brakujących kończynach. Holo. Snop zielonego światła wybucha z Holo i oświetla jego twarz. Katniss Everdeen. Homes ciasno owinął pozostały po nodze Boggsa kikut pewnego rodzaju bandażem uciskowym. Homes odpycha mnie i otwiera gwałtownie apteczkę. Jego twarz. którego eksplozja odrzuciła na ścianę. Transfer dostępu na Żołnierza Oddziału Cztery-PięćJeden. gdy natrafiam na kawałki ciepłego ciała. nie można już nic zrobić. — Obraca Holo w stronę mojej twarzy. — Co zrobiłeś? — Przygotować się do odwrotu! — wrzeszczy Jackson. oczyszczam dłońmi i zwracam dowódcy. bezskutecznie próbując połączyć się z obozem i zażądać przysłania pomocy medycznej. Rzucam się dookoła. Wpisuje polecenie. poszarzała od konania i popiołu. Nagle jego promienie mnie więżą. Jackson warczy coś do przenośnego komunikatora. Finnick próbuje ocucić Mesallę. — Katniss Everdeen — mówię do zielonego światła. prawdziwy dym zakrywa efekty specjalne stworzone na potrzeby telewizji.

Ale Peeta. Najprawdopodobniej jest śmiercionośna. Rozpoznaję go natychmiast. powiększa się. ciemności. poprzez pokryty różowym i białym aksamitem salon. Wtedy zdaję sobie sprawę. Coś ciągnie mnie do tyłu. a czarna fala huczy wokół budynku. Leeg Jeden i Cressida wpadają do pomieszczenia zaraz za nimi. Ogłusza mnie strzelanina. gdy Mitchell rzuca się na Peetę i przygważdża go do ziemi. Kiedy krzyczę do niego. Przetaczam się na bok. Gale i Leeg Jeden przestrzelają zamek w drzwiach budynku na rogu i zaczynają ostrzeliwać liny podtrzymujące sieć z Mitchellem. z powrotem w świecie zawładnięcia. smołowatej cieczy. z bronią uniesioną nade mną. by się nie ruszał. Inni powstrzymują Peetę. — Gale! — wrzeszczę. wysadzając dziurę w ulicy. z którego weszliśmy. kaszląc. Nie możemy wrócić tą samą drogą. kiedy Gale i Leeg Jeden ostrzeliwują kamienną ścieżkę prowadzącą na drugi koniec przecznicy. który go więzi. Fala osiągnęła najwyższy punkt i zaczyna opadać. Peeta patrzy na mnie z góry. którą tu . ludzie krzyczą. które w końcu roztrzaskuje się z hukiem. ale to tylko jeszcze bardziej go rozjusza i w końcu Peeta zostaje zamknięty w schowku. Jest w stanie agonii i krzyczy z bólu. przyczepione do budynków. wzdłuż korytarza ozdobionego rodzinnymi zdjęciami aż na marmurową podłogę w kuchni. zawsze potężny. odległy. puszczam Boggsa i upadam z trzaskiem na kamienie. wskazując w stronę końca przecznicy. by znaleźć jakiś lepszy sposób. Rzucam się z powrotem w stronę Boggsa i razem z Homesem wciągam go do mieszkania. Finnick wnosi Messallę. To nie ma sensu — to. toczy się ku nam jak fala. przebijają się przez kamienie. a ja chcę się zatrzymać. tworząc nieprzeniknioną cieczą i ścianę gazem.Finnick coś odkrzykuje. W salonie trzaskają wejściowe drzwi. pomiędzy naturalnym. Cztery liny. odpycha Mitchella w dół ulicy Słychać głośny trzask pułapki. Później słychać kroki w korytarzu. słyszę uderzenie kolby o ulicę i kątem oka dostrzegam plątaninę ciał. Jackson udaje się jakoś założyć mu kajdanki. zaczynam się dławić wonią czarnej. Czarna oleista substancja tryska jak gejzer z ulicy. dziesięć metrów stąd. ale ciemność ogarnia budynki. Słychać jęk okna. unosząc sieć. gdzie się przewracamy. Taki sam drut znajdował się na szczycie ogrodzenia otaczającego Dwunastkę. by rozbić mi czaszkę. którą opuszcza. Homes i ja chwytamy Boggsa i zaczynamy wlec go za Gale’em. szalony. czymś Wydaje sztucznym się. że to podstawowy sposób wykrywania min. która oplątuje Mitchella. Castor i Pollux niosą wyrywającego się Peetę. Szkodliwa woń smoły przenika powietrze. że natychmiast zalewa się krwią — dopóki nie dostrzegamy kolców sterczących z drutu. Nie mam pojęcia co robią dopóki nie wybucha kolejna bomba. a teraz ogarnięty też szaleństwem jadu gończych os. i że to coś przejściowego przyszliśmy. gęstej. piętrząc się między budynkami. kiedy zasobnik zostaje uruchomiony.

Jest tutaj. Zatrzaskuje za sobą drzwi kuchenne i wypluwa jedno słowo „Dym!”. Castor i Pollux chwytają ręczniki i fartuchy, by poupychać je w szczelinach, a Gale wymiotuje do jaskrawożółtego zlewu. — Mitchell? — pyta Homes. Leeg Jeden tylko potrząsa głową. Boggs wpycha mi Holo w dłoń. Jego usta poruszają się, ale nie potrafię go zrozumieć. Nachylam ucho do jego warg i wyłapuję szorstki szept: — Nie ufaj im. Nie wracaj. Zabij Peetę. Zrób to, po co tu przybyłaś. Odsuwam się, by zobaczyć jego twarz. — Co? Boggs? Boggs? Jego oczy wciąż są otwarte, ale nie ma w nich już życia. Wciśnięte w moją dłoń, przyklejone do niej jego krwią, jest Holo. Stopy Peety walące w drzwi schowka rozpraszają poszarpane oddechy reszty z nas. Nasłuchujemy, ale on wydaje się tracić siły. Kopnięcia zamieniają się w nieregularne bębnienie. A później nic. Cisza. Zastanawiam się czy on również jest martwy. — Nie żyje? — pyta Finnick, spoglądając na Boggsa. Przytakuję. — Musimy się stąd wydostać. Natychmiast. Właśnie uruchomiliśmy ulicę pełną zasobników. Założę się, że nas nagrywali. — Zgadzam się — mówi Castor. — Wszystkie ulice naszpikowane są kamerami. Założę się, że uwolnili tę czarną falę ręcznie, kiedy zobaczyli jak kręcimy proposa. — Nasze komunikatory wysiadły niemal natychmiast. Prawdopodobnie impuls elektromagnetyczny. Ale zabiorę nas z powrotem do obozu. Daj mi Holo. Jackson wyciąga rękę po sprzęt, ale ja przyciskam go do piersi. — Nie. Boggs dał je mnie — mówię. — Nie bądź śmieszna — krzyczy. Oczywiście, że myśli, że jest jej. Jest zastępcą dowódcy. — To prawda — mówi Homes. — Przetransferował na nią możliwość dostępu, kiedy umierał. Widziałem to. — Dlaczego miałby to zrobić? — dopytuje się Jackson. Właśnie, dlaczego? Kręci mi się w głowie od koszmarnych wydarzeń z ostatnich pięciu minut — Boggs okaleczony, umierający, martwy; morderczy szał Peety; zakrwawiony i uwięziony Mitchell, pochłonięty przez cuchnącą czarną falę. Odwracam się do Boggsa, naprawdę bardzo pragnąc, by był żywy. Nagle pewna, że on, i być może tylko on, jest całkowicie po mojej stronie. Myślę o jego ostatnich rozkazach… — Nie ufaj im. Nie wracaj. Zabij Peetę. Zrób to, po co tu przybyłaś. Co miał na myśli? Nie ufaj komu? Rebeliantom? Coin? Ludziom, którzy właśnie na mnie patrzą? Nie wrócę, ale musiał wiedzieć, że nie mogę po prostu władować kulki w głowę Peety. Mogę? Powinnam? Czy Boggs domyślił się, że przybyłam tu tylko po to, by zdezerterować i zabić Snowa na własną rękę?

Nie potrafię tego wszystkiego teraz rozgryźć, więc decyduję się wypełnić dwa pierwsze rozkazy: nie będę ufać nikomu i będę dalej brnąć w głąb Kapitolu. Ale jak mogę to usprawiedliwić? Sprawić, by pozwolili mi zatrzymać Holo? — Ponieważ mam specjalną misję do wypełnienia dla prezydent Coin. Myślę, że tylko Boggs o niej wiedział. To w żaden sposób nie przekonuje Jackson. — Co masz niby zrobić? Dlaczego by nie powiedzieć im prawdy? To będzie równie wiarygodne jak cokolwiek innego. Ale musi brzmieć jak prawdziwa misja, a nie zemsta. — Zamordować prezydenta Snowa zanim wojna zdziesiątkuje populację. — Nie wierzę ci — mówi Jackson. — Jako twój obecny dowódca, rozkazuję ci przetransferować na mnie możliwość dostępu. — Nie — mówię. — To by było pogwałceniem rozkazów prezydent Coin. Broń zostaje wycelowana. Połowa oddziału celuje w Jackson, połowa we mnie. Ktoś jest bliski śmierci, kiedy odzywa się Cressida. — To prawda. Dlatego tu jesteśmy. Plutarch chce, byśmy to sfilmowali. Myśli, że jeśli uda nam się nagrać jak Kosogłos zabija Snowa, wojna się skończy. To sprawia, że nawet Jackson na moment się wstrzymuje. A później wskazuje bronią na schowek. — Więc dlaczego on tu jest? I tu mnie ma. Nie potrafię wymyślić żadnego sensownego powodu, dla którego Coin miałaby przysłać niezrównoważonego chłopaka, zaprogramowanego, by mnie zabić, do pomocy w tak ważnym zadaniu. To naprawdę osłabia moją historię. Cressida znów przychodzi mi z pomocą. — Ponieważ dwa poigrzyskowe wywiady z Caesarem Flickermanem zostały nagrane w osobistych kwaterach prezydenta Snowa. Plutarch myśli, że Peeta mógłby się przydać jako przewodnik do miejsca, o którym nie wiemy zbyt wiele. Mam ochotę zapytać Cressidę, dlaczego dla mnie kłamie, dlaczego walczy o to, byśmy mogli wyruszyć na moją samozwańczą misję. Ale to nie czas na takie pytania. — Musimy się stąd wydostać! — mówi Gale. — Ja idę z Katniss. Jeśli wy nie chcecie, wracajcie do obozu. Ale pospieszmy się! Homes otwiera schowek i przerzuca nieprzytomnego Peetę przez ramię. — Gotów. — A Boggs? — pyta Leeg Jeden. — Nie możemy go zabrać. Zrozumiałby — mówi Finnick. Zdejmuje broń z ramienia Boggsa i przerzuca ją przez swoje. — Prowadź, Żołnierzu Everdeen.

Nie wiem jak prowadzić. Patrzę na Holo w poszukiwaniu wskazówek. Wciąż jest aktywne, ale równie dobrze mogłoby nie działać, bo i tak nie wiem jak go użyć. Nie mam czasu na zabawę przyciskami, by rozpracować mechanizm jego działania. — Nie wiem jak tego używać. Boggs powiedział, że mi pomożesz — mówię Jackson. — Powiedział, że mogę na ciebie liczyć. Jackson krzywi się, wyrywa mi Holo i wpisuje komendę. Pojawia się plan terenu. — Jeśli wyjdziemy kuchennymi drzwiami, znajdziemy się na niewielkim podwórzu, a później trafimy na tyły następnej strefy mieszkalnej. Mamy przed sobą widok czterech krzyżujących się ze sobą ulic. Próbuję zebrać się w sobie, kiedy przyglądam się mapie błyszczącej od zasobników w każdym kierunku. A to jedynie zasobniki, o których Plutarch wiedział. Holo nie wykazało, że przecznica, którą właśnie opuściliśmy, jest zaminowana, ma czarny gejzer, ani że sieć wykonana jest z drutu kolczastego. Poza tym, mogą się pojawić Strażnicy Pokoju, teraz, kiedy znają naszą pozycję. Przygryzam wewnętrzną część wargi, czując na sobie wzrok wszystkich wokół mnie. — Załóżcie maski. Wychodzimy tą samą drogą, którą tu przyszliśmy. — Natychmiast odzywają się głosy sprzeciwu. Podnoszę głos. — Jeśli fala była tak potężna, mogła uruchomić i pochłonąć inne zasobniki na naszej drodze. Wszyscy rozważają to przez chwilę. Pollux wykonuje kilka szybkich ruchów w stronę brata. — Mogła też unieszkodliwić kamery — tłumaczy Castor. — Zasłoniła obiektywy. Gale opiera jeden z butów o szafkę i uważnie bada czarny odprysk na czubku palców. Zeskrobuje go kuchennym nożem. — Nie jest żrąca. Myślę że miała nas albo zadusić, albo otruć. — To pewnie nasza najlepsza szansa — mówi Leeg Jeden. Zakładamy maski. Finnick dopasowuje maskę Peety do jego pozbawionej życia twarzy. Cressida i Leeg Jeden prowadzą między sobą zamroczonego Messallę. Czekam aż ktoś wysunie się na przód, ale wtedy przypominam sobie, że to należy teraz do moich obowiązków. Popycham kuchenne drzwi i nie napotykam oporu. Centymetrowa warstwa czarnej mazi rozprzestrzeniła się w salonie i korytarzu. Kiedy ostrożnie testuję ją czubkiem buta, okazuje się, że ma konsystencję żelu. Podnoszę stopę i po delikatnym rozciągnięciu się wraca na miejsce. Robię trzy kroki na żelu i oglądam się za siebie. Żadnych śladów stóp. To pierwsza dobra wiadomość dzisiejszego dnia. Żel staje się nieco gęstszy, kiedy przechodzę przez salon. Uchylam drzwi wejściowe spodziewając się litrów mazi wpadających do środka, ale utrzymuje ona swoją formę. Różowo-pomarańczowa przecznica wydaje się być zanurzona w połyskującej czarnej farbie i pozostawiona do wyschnięcia. Bruk, budynki, nawet dachy pokryte są żelem. Wielka kropla wisi ponad ulicą. Można w niej rozróżnić dwa kształty: kolbę broni i

jakieś dziesięć. W piątej przecznicy warstwa żelu wreszcie zaczęła się kurczyć. Pokryte pluszem krzesła i sofy porozrzucane są wokół pokoju. wiedząc. Więc zaczynam podążać w głąb Kapitolu. wydaje mi się. Tam się zbieramy. bez urazy. Żelu jest tu więcej. a oprócz tego dostrzegam niebieskie dachy za następnym skrzyżowaniem. piętnaście centymetrów. Woń unosi się jeszcze. które nie wydają się uszkodzone. w którym się schroniliśmy. ale wciąż wpada go trochę przez okna w kuchni. pusty. gdzie ułożył go Homes. teraz jest na to czas — mówię. Gale sprawdza okna. Nieco dalej cały budynek zapadł się w stos przykryty teraz żelem. Ma jedynie dwa centymetry.ludzką dłoń. ale światła wciąż się palą. ale wciąż ukrywa nasze ślady. że miałam rację co do uruchomienia innych zasobników. Stoję na chodniku i gapię się na niego dopóki nie dołącza do mnie reszta grupy. Co ja mam z nim zrobić? I z ekipą? Tak naprawdę z każdym oprócz Gale’a i Finnicka? Bo wolałabym jednak wyśledzić Snowa . Fala musiała być ogromna. Nikt nie wydaje się skłonny odejść. a później zamykam za sobą drzwi. — Bez pytań. Na górze nie ma okien. — Jeżeli ktokolwiek musi zawrócić. Wielki ekran telewizyjny. zatrzymując innych ruchem ręki podczas gdy sama sprawdzam czy nie ma niebezpieczeństwa. która zajmuje większość pierwszego piętra. Jackson z broni w Peetę. z jakiegokolwiek powodu. osuwamy się na meble i próbujemy złapać oddech. o niebywałej sile. Mitchell. Latarki wbudowane w naszą broń oświetlają rozległy salon z wyłożonymi lustrami ścianami. zapewne z powodu pospiesznej ewakuacji. rozłożony na soczyście niebieskiej sofie. Stoję na ulicy jedynie przez chwilę. Musiały się uwolnić jedynie po to. niż którykolwiek oddział rebeliantów. które odbijają nasze twarze ze wszystkich stron. Biegnę przez skrzyżowania. Jedna z przecznic jest usypana złotymi ciałami gończych os. — W porządku. że nie mamy za dużo czasu. ponieważ rozprzestrzeniła się na kilka przecznic. Żel zasłania jakiekolwiek naturalne światło od frontu. ale zdaje się. Od korytarza odchodzą dwie sypialnie z łazienkami. chociaż wciąż jest skuty i nieprzytomny. I chociaż stąpam ostrożnie. Mieszkanie wydaje się identyczne jak to pierwsze. by zginąć od dymu. ale delikatnie błyszczący. obserwując jak ostatnie ślady naszych stóp rozpływają się w żelu. Homes wyłamuje zamek i nakazuję reszcie wejść do środka. Wybieram mieszkanie mniej więcej w dwóch trzecich drogi przez przecznicę. ale nie jest zbyt intensywna. że fala rozbroiła zasobniki lepiej. i wydaje ssący odgłos za każdym razem kiedy podnosimy stopy. zajmuje ścianę. Spiralne schody prowadzą do otwartej przestrzeni. Popołudniowe światło przygasło i rozpaczliwie potrzebujemy kryjówki i planu. i zdejmuje maskę.

że oglądają nasze próby przegrupowania się. chwilę po tym. I musiałabym odpowiadać przed Coin. Chociaż nikt nie ruszył się w jego kierunku. w którym się schroniliśmy. — Wreszcie odrobina szczęścia — mówi Homes. ale pewnie to tego rodzaju rzeczy. Ostatnią rzeczą. Właśnie stracił moją siostrę. w które wszystkich wciągnęłam. Za nią płonie przecznica. mogłam odesłać ich z powrotem. jak bomba wysadziła Boggsa. zapoczątkowując łańcuch eksplozji. zaczyna przeciążać mój mózg. Strażnicy Pokoju zajmują pozycję na dachu budynku naprzeciwko naszej poprzedniej kryjówki. Reporterka identyfikuje Gale’a. które kamerzysta natychmiast wychwytuje. — Mój ojciec. Peetę. Może powinnam była się po prostu przyznać. którą widać. bo mógł majaczyć przed śmiercią. ale wtedy Jackson przejęłaby dowodzenie i wrócilibyśmy do obozu. Kiedy tylko złożoność kłopotów. — To tylko transmisja awaryjna. i połowa z nas zrywa się na równe nogi. — Tam. jest Gale stojący samotnie na ulicy i próbujący zestrzelić liny podtrzymujące Mitchella w górze. który następuje zanim fala pokrywa kamery. To na pewno lepsze niż ścigający nas Kapitol. Haymitch i cała masa ludzi z Trzynastki myślą. — Jakieś cztery albo pięć przecznic stąd. utratę kontroli nad sytuacją. odległy łańcuch eksplozji sprawia. Finnicka.z pomocą tych dwóch niż bez niej. Patrzymy na chaos. Nie zwróciłam na to uwagi. — Nie były blisko — mówi Jackson. Zostajemy uznani za zmarłych. że pokój drży. Gdzie mama i Prim. telewizor włącza się. a teraz… — mówi Leeg Jeden. Głos spoza kadru mówi publiczności. Posyłają pociski w rząd mieszkań. — Nie ma nagrań z powietrza. że właśnie widzieli naszą śmierć. Pewnie ma rację. . gdzie zostawiliśmy Boggsa — mówi Leeg Jeden. Na ekranie pojawiamy się my. kiedy miałam na to szansę? Czy to było zbyt niebezpieczne? Zarówno dla nich jak i dla mojej misji? Może nie powinnam była słuchać Boggsa. reakcje na czarny żel pojawiający się na ulicy. nawet gdybym umiała odczytywać Holo. Boggsa. — W porządku! — woła Cressida. Strażacy próbują ugasić płomienie wężami z wodą. Ale nie mogę prowadzić ludzi przez Kapitol na udawaną misję. Boggs musiał mieć rację co do ich floty powietrznej — mówi Castor. Ale już sobie wyobrażam jak będą to puszczać w Trzynastce. Teraz rozpoczyna się transmisja na żywo. Cressidę i mnie po imieniu. Hazelle z dziećmi. Każdy kapitoliński telewizor automatycznie na nią reaguje. które słyszeliśmy i budynek zapada się tworząc gruzowisko. Materiał kręcony jest dalej z podwórza za budynkiem. Reporterka stoi na dachu ze Strażnikami Pokoju. Powinnam. emitując wysoki piszczący dźwięk. Annie.

że wierzą w to. wystarczająco długo.Patrzymy jak odtwarzają materiał wciąż od nowa. . próbował roztrzaskać moją głowę i wrzucił Mitchella na zasobnik. by zobaczyć. Jeżeli tak. Snow wygłosi oficjalne przemówienie. co zobaczyli. — Więc. naprawdę jesteśmy zdani na siebie. Później. Ekran wraca do poprzedniego stanu. Przechodzą do filmu o tym. Rozkoszują się zwycięstwem. co się zdarzyło na ulicy. że Peeta odzyskał przytomność. jak Kosogłos wzmacnia siłę rebelii — musieli mieć go przygotowanego już od jakiegoś czasu. szczególnie nade mną. Nie wiem jak długo oglądał transmisję. by para reporterów mogła omówić mój zasłużenie brutalny koniec. obiecują. co sugeruje. jaki będzie nasz następny ruch? — pyta Gale. Mozolnie podnosi się do pozycji siedzącej i kieruje słowa do Gale’a. — Czy to nie oczywiste? Nikt nawet nie zauważył. bo wydaje się bardzo dopieszczony — a później wracają do relacji na żywo. Jak oszalał. — Nasz następny ruch… to zabicie mnie. kiedy jesteśmy martwi. ale sądząc po zbolałym wyrazie jego twarzy. Rebelianci nie próbowali zakłócić transmisji. teraz.

— To nie wystarczy. by to zrobić? Chcę jedną z tych trujących kapsułek. niż by musiała się mierzyć ze złem tego świata. — Może myślicie. Peeta — mówi Finnick. Znowu w rękach Snowa. jeśli nie będzie cię przy mnie. że będzie milej. — Nie bądź śmieszny — mówi Jackson. Uścisk nocy. — Odepchnąłeś go. Peeta waha się. Nie mogłeś wiedzieć. które ma reszta z was. oszczędzając nam konieczności zamordowania go. Co. To by było już drugie żądanie śmierci Peety w ciągu godziny. Nie jestem pewna czy Peeta chce ją po to. — Nie możecie mnie ze sobą zabrać. prawda? — Łzy zaczynają toczyć się w dół po policzkach Peety. Ta. Równie dobrze moglibyście mnie od razu dostarczyć do Kapitolu.21. i w końcu potrząsa głową. — Obiecuję. Jestem zmiechem. próbując go uspokoić. — Ja nie wiedziałem. Ciekawe. jakby rozważał wiarygodność oferty. Katniss ma rację. Jestem potworem. że mógłby ją zażyć zanim nadarzyłaby mu się okazja zabicia mnie. że nie dali jednej Peecie. Torturowany i dręczony aż w końcu nie będzie już można go odzyskać. w specjalnym miejscu na rękawie mojego kostiumu Kosogłosa. — Peeta spogląda na nasze zmieszane twarze. Być może Coin myślała. czy ty Przy drzewie się pojawisz Założysz naszyjnik z liny I już mnie nie zostawisz Dziwne rzeczy się tu zdarzyły Przed obcymi obaw nie miej Spotkajmy się o północy Na wisielczym drzewie. by jego ukochana była martwa. w której mężczyzna wolałby. to tylko kwestia czasu. czy zachować ją na . Nigdy wcześniej się takim nie widziałem. Snow zamienił mnie w broń! — To nie twoja wina. — I co z tego? Jest martwy. — Właśnie zamordowałem członka oddziału! — krzyczy Peeta. Czy ty. Naprawdę myślicie. jeśli porzucicie mnie gdzieś. Z jakiegoś powodu w mojej głowie pojawia się ostatnia zwrotka „Wisielczego Drzewa”. by się zabić teraz. że wyląduje w miejscu uruchamiającym sieć — mówi Finnick. że wyświadczycie mi przysługę oddając mnie Snowowi? Peeta. Mam jeszcze jedną w kieszeni na piersi mojego munduru. Mam jedną z nich w obozie. — Zabiję cię zanim do tego dojdzie — mówi Gale. Bo może mi się uda. Znowu kogoś zabiję.

— Nawet przed Ćwierćwieczem Poskromienia ludzie zaczynali gromadzić niewielkie ilości zapasów. wagi ciała i kondycji fizycznej. ale jest równie dobra. Zaciskam usta. kiedy wracają do mnie wspomnienia deszczu kapiącego na kamienie. moich niezdarnych prób flirtowania i zapachu mojej ulubionej kapitolińskiej potrawy w chłodnym powietrzu. To na pewno ułatwiłoby sprawy reszcie z nas. kiedy Peeta wyciąga puszkę w moją stronę. — Właśnie — odpowiada Messalla. by dzielić wszystko na jedenaście części. Przeszukuję stos i już mam z niego wyjąć zupę z dorsza. by pilnować Peety lub w oczekiwaniu na wystąpienie Snowa. jak dobrze by się bawił. To gromadzenie żywności budzi wstręt żołnierzy wychowanych w Trzynastce. ale czuję wokół siebie arenę. zapewne zażyłby ją raczej wcześniej niż później. jakbym jej nigdy nie opuściła. czy patrzenie na śmierć Boggsa. strach. — Patrzę na resztę grupy. podczas gdy reszta poluje na coś do jedzenia. że istnieje schowek ukryty za lustrzanym panelem w sypialni. — Na całe szczęście. znajdujemy ponad trzydzieści puszek konserw i kilka pudełek ciastek. Więc mimo że kuchenne szafki są puste. ale również Peety. — Przeciwnie. Biorę ją. w którym się znajduje. Zniknąłby też problem jego morderczych skłonności. Tak. — Tak to tutaj działa. — Mamy misję do wykonania. jak każda inna. czego się spodziewać. że znajdziemy tu jakieś jedzenie? Poza apteczką i kamerami nie mamy nic poza mundurami i bronią. Gdybyśmy nie musieli go zastrzelić. Wie na przykład. — Masz. Jaką satysfakcję miałby Snow. Messalla okazuje się najbardziej przydatny. gdybym go zabiła. według wieku. Połowa z nas zostaje w pokoju. . — Czy to nie jest nielegalne? — pyta Leeg Jeden. Kolejny raz walczę o przetrwanie nie tylko swoje. i że bardzo łatwo wyjąć kratkę przewodu wentylacyjnego w korytarzu. Naprawdę nie jestem w nastroju. — Myślicie. — Podczas gdy inni byli ich pozbawieni — mówi Leeg Jeden. — Tu nie chodzi o ciebie — mówię. ponieważ mieszkał w niemal identycznym mieszkaniu i wie gdzie ludzie najprawdopodobniej gromadzili jedzenie. Etykieta głosi: Potrawka z jagnięciny. nie wiedząc. — Niech każdy chwyci puszkę. Nie wiem czy to przez zasobniki. Więc jakaś część tego wciąż musi być i w jego głowie. bo nie mielibyśmy co jeść — mówi Gale. Gdybym miała śmierć Peety na sumieniu przez tę resztkę życia.później. która mi jeszcze pozostała. Niektórzy nasi towarzysze wydają się niechętni tej metodzie. W stanie. Jesteś nam potrzebny. gdybyś tego nie robiła — mówi Messalla. w Kapitolu uważano by cię za głupią. w razie ponownego schwytania przez Kapitol.

Później pojawia się Snow we własnej osobie. Zginam wieczko i używam go jak łyżki. ponieważ zdemoralizowani rebelianci nie mają teraz za kim podążać. bo udało mi się zwrócić uwagę narodu błazenadą na arenie. na którym wyglądam pięknie i srogo na tle płomieni. jak to robili z trybutami na arenie. kiedy ten koszyk pojawił się przed naszą jaskinią. świeża biała róża lśni w jego butonierce. Jeżeli kiedykolwiek zachwiejecie się w swoim postanowieniu. Gdzieś w Trzynastym Dystrykcie. której potrzebujecie. że mógł mieć ostatnio kolejne operacje plastyczne. a może dlatego. Beetee’emu udaje się włamać do sieci. — Są nawet suszone śliwki. jak blisko byliśmy siebie. jak głodni. Rozpoczynają od czterech twarzy naszej ekipy telewizyjnej. Katniss Everdeen pozostanie twarzą tej rebelii. a później zmieniła naród niewolników w armię wojowników wolności. ponieważ rebelianci nie mają prawdziwego lidera. Peeta i ja. . odznacza ich za uwolnienie kraju od zmory zwanej Kosogłosem. Przedstawia się całemu Panem jako przywódczyni rebelii i wygłasza mowę pożegnalną na moją cześć.Jak szczęśliwi. Być może dlatego. Snow gratuluje Strażnikom Pokoju dobrze wykonanego zadania. Gale. Teraz pokazują moje bardzo przerobione zdjęcie. a później pojawiają się Boggs. wywołując śmiech u Gale’a i pytające spojrzenia u innych. przypomnijcie sobie Kosogłosa. tak bardzo potrzebną. że nie znają tożsamości reszty. Później zaczynają pokazywać zdjęcia zmarłych. — Żywa czy martwa. niezrównoważoną dziewczyną z niewielkim talentem do strzelania z łuku. — Nie miałam pojęcia ile dla niej znaczyłam — mówię. Wraz z moją śmiercią przewiduje punkt zwrotny w przebiegu wojny. bo teraz patrzy na nas już nie prezydent Snow. Moja twarz to wszystko. Ale jednak potrzebną. a w nim znajdziecie siłę. zaledwie twarzą wyszarpniętą z motłochu. by włożyć kawałek potrawki do ust. Z wyjątkiem Boggsa nie wspominają o żadnym żołnierzu z Trzynastki. Podajemy sobie pudełko ciastek z kremem. Pochwałę dziewczyny. Myślę. Żadnego sloganu. Finnick. — Otwieram puszkę. — Dzięki. siedzi przy biurku. Pieczęć Panem pojawia się na ekranie i pozostaje tam podczas odgrywania hymnu. a prezydent Coin. kiedy telewizor znów zaczyna piszczeć. by uwolnić Panem od jego ciemiężców. Nie umysłem rebelii. To miejsce teraz również smakuje jak arena. za nim wywieszona jest flaga. która przetrwała Złożysko i Głodowe Igrzyska. bo jego usta są jeszcze bardziej nabrzmiałe niż zwykle. czego teraz potrzebują. A jego ekipa przygotowawcza naprawdę nie powinna nakładać mu tyle różu na policzki. że nie ma to żadnego znaczenia dla publiczności. Żadnych słów. A kim ja tak naprawdę byłam? Biedną.

czuję jak coraz bardziej upadam na duchu. — Ulica nie wchodzi w rachubę. Mam wrażenie. że prezydent był przekonany. — Podziemie — mówi Gale. to jesteśmy uwięzieni jak ptaki w klatce. to dyskusyjna kwestia. Martwą dziewczyną. — Wciąż moglibyśmy mieć szansę się wycofać. A jeśli nie możemy. Teraz jesteśmy z tobą — mówi Jackson. hymn i obraz znika. że najlepiej nie przyjmować postawy wyższości wobec ludzi wokół mnie. Mieliście jedynie to nieszczęście. że misja zakończy się niepowodzeniem. Zamiast tego wyciągam Holo i namawiam Jackson. — Przynajmniej mamy nad nimi przewagę — mówię. Nie możemy iść górą. bo znacznie zwiększyła się liczba zasobników. przekonamy się kim tak naprawdę jest Kosogłos. — Jutro rano. zorientują się. nawet siebie. Jak możemy się zagłębić w Kapitol pomiędzy mrugającymi wiązkami światła nie ryzykując wykrycia? Nie możemy. Pieczęć. Owinąć się kołdrą z króliczego futra. by nauczyła mnie najbardziej podstawowych komend — głównie wpisywania współrzędnych najbliższego skrzyżowania — bym mogła przynajmniej zacząć obsługiwać urządzenie samodzielnie. Spada na mnie poczucie winy. wrócić tą samą drogą — mówi Homes. Szczególnie. — Cóż. — Nie możemy pozostać w miejscu. która nikogo nie potrafi uratować. . bo przecież wymyśliliśmy tę misję. — Jakieś pomysły? — Może zaczniemy od wykluczania różnych możliwości? — proponuje Finnick. — Ale to by oznaczało. że nie można się dostać do awaryjnego kanału i ktoś zostanie skrócony o głowę z powodu jego naruszenia. Kiedy Holo wyświetla nasze otoczenie. Kiedy przekopią się przez gruzowisko i zobaczą. Myślę. co ulica — mówi Leeg Jeden. — Nigdy nie mieliśmy iść wszyscy razem. — Dachy są równie złe. Chwila wytchnienia będzie bardzo krótka. — Tyle że jej nie znajdziecie — mówi Finnick do wygasłego ekranu. o czym zapewne wszyscy myślimy. Nagle czuję się potwornie zmęczona. wypełnioną gęsimi piórami. kiedy wyciągniemy ciało Katniss Everdeen spod gruzowiska.Beetee pozwala wrócić na antenę bardzo opanowanemu Snowowi. Nie możemy poruszać się w na boki. że trafiliście ze mną do oddziału. że moje oczy wciąż wędrują ku zielonej sofie. wypowiadając to. że brakuje jedenastu ciał. Chcę tylko położyć się na najbliższej zielonej pluszowej sofie i zasnąć. że uciekliśmy. że zostaje tylko jedna możliwość. Musimy się zbliżać do ważnych obiektów. Decyduję.

— Przestańcie być szlachetni! Nie obchodzi mnie czy umrę! — Zwraca się do mnie błagalnie. chowamy pełne na później. w którym obawiam się śmierci. Jeśli tak. Dlaczego po prostu nie pozwolę mu odejść? Nie dam pastylki. ale zasuwamy rygiel. — Katniss. Czy nie widzisz. by do nas dołączyć. że widzę. co jest głupie. przyciskając kajdanki blisko do swojego ciała. Holo pokazuje podziemne zasobniki równie dobrze jak te nadziemne. pierwszym co zrobią i tak będzie pochowanie mnie pod ziemią. Uporządkujmy to miejsce. — Ale chcę mieć klucz. że pod ziemią uporządkowane linie planu ulic zastąpione są plątaniną tuneli. by nie pozwolić Snowowi zatriumfować? Czy zmieniłam go w pionek w moich prywatnych Igrzyskach? To niegodziwe. Zasobników wydaje się być jednak mniej.Podziemie. Możemy się dostać do . co przynajmniej nie pozwoli drzwiom otworzyć się automatycznie przy najmniejszym pchnięciu. Jak kopalnie i tunele Trzynastki. — Tracimy czas. Podziemie. Nie możemy naprawić zamka w drzwiach wejściowych. życzliwiej byłoby zabić Peetę tu i teraz. Wrzucamy puste puszki do zsypu na śmieci. że nie chcę brać w tym udziału? Problem w tym. Usadawia się na niebieskiej sofie i odmawia ruszenia się z miejsca. bo nawet jeśli umrę nad ziemią. — Pozbawimy cię przytomności i zaciągniemy ze sobą — mówi Homes. Dwa mieszkania stąd pionowa tuba łączy nasz rząd budynków z tunelami. który przebiega wzdłuż wszystkich budynków. czy na tym. ścieramy ślady żelu z kafelków. będziemy musieli szybu przez tył składziku na wyższym piętrze. że za bardzo zależy mi na Peecie. W żadnym z przypadków nie powoduje mną jednak życzliwość. ale nie jestem pewna czy o to chodzi. W końcu pozostaje nam jedynie walka z Peetą. — Mamy go rozkuć? — pyta Leeg Jeden. — Nie ma mowy. przecisnąć się przez szyb zaopatrzeniowy. Idziesz po dobroci czy mamy cię ogłuszyć? Peeta przez chwilę ukrywa twarz w dłoniach i wstaje. — Co tylko nas spowolni i wystawi na niebezpieczeństwo. Albo wyjawię waszą pozycję. — Nie idę. obracamy pokryte krwią poduszki na sofie. — Więc zostawcie mi pastylkę. albo kogoś skrzywdzę. — Nie! — warczy na nią Peeta. — Nie — powtarzam za nim. Idziesz z nami — mówi Jackson. nie pociągnę za spust? Czy dlatego. — Bo co? Zastrzelicie mnie? — pyta Peeta. — Ludzie Snowa cię znajdą — mówi Finnick. jakbyśmy nigdy tu nie byli — mówię. — Dobrze więc. By dostać się do mieszkania z tubą. Którego nienawidzę. Widać. Zażyję ją tylko jeśli będę musiał — mówi Peeta. Wymazujemy wszystkie ślady naszej bytności. proszę.

W końcu Peeta zwraca się do Polluxa: — Cóż. Ani razu nie widział wtedy słońca. . Castor i Pollux zdejmują je i odłączają zapasowe kamery. na moment wracając do swojego egzaltowanego świata. jest bardzo ciasno. próbując sformułować odpowiedź. wyciąga rękę i zaciska ją na nadgarstku Castora. Robotnicy przychodzą i wychodzą kiedy chcą i nie ma drugiej łazienki. Ironiczne. W tym mieszkaniu jedna z sypialni ma drzwi oznaczone jako usługi komunalne zamiast łazienki. by pancerze owadów zmieściły się w wąskim przejściu. kto zawsze potrafi wypowiedzieć właściwe słowa. — Mój brat pracował tu na dole po tym. W lepszych okolicznościach. kiedy inni są do tego niezdolni. — Nagle zauważa rozbawienie na twarzy Finnicka i dodaje: — Nieważne. co było tak niezwykłego w tej wymianie zdań. napotykamy kolejny problem. Jakby mógł upaść. ktoś na pewno wiedziałby co powiedzieć. więc w końcu porzucamy je w szafie. Pollux. Każda jest rozmiaru pudełka po butach i prawdopodobnie spełnia swoje zadanie równie dobrze. jak ktoś. Omijamy wyjście do pierwszego mieszkania i włamujemy się do drugiego. kiedy zdaję sobie sprawę z tego. Wkładam go do kieszeni spodni. kto by go podtrzymał. Zbieramy się na dole drabiny i czekamy aż nasze oczy przyzwyczają się do przyćmionych promieni światła. w takim razie właśnie stałeś się naszym najcenniejszym atutem. gdyby nie było przy nim kogoś. Oczywiście. pleśni i ścieków. Castor śmieje się. jak został awoksem — mówi Castor. Kogo innego mogliby wysłać do pracy w tych wilgotnych. Messalla marszczy brwi na widok dużej okrągłej pokrywy. a Polluxowi udaje się uśmiechnąć. ale co innego możemy zrobić? Nawet kiedy przechodzimy pojedynczo. Jesteśmy w połowie drogi pierwszym tunelem. Kiedy Homes wyważa małe metalowe drzwi szybu zaopatrzeniowego. gdzie stuka o perłę. Zamiast tego wszyscy stoimy w miejscu przez długi czas. wyciągając plecaki i sprzęt przed siebie. blady i spocony. oddychając mieszaniną chemikaliów. w dniu. Za drzwiami znajduje się pomieszczenie z wejściem do tuby. Pokrywę tuby łatwo otworzyć. Szeroka drabina z gumowymi elementami na stopniach pozwala na szybkie i proste zejście do wnętrzności miasta. w którym zdarzyłoby się mniej okropności i mielibyśmy więcej czasu na odpoczynek. Ale czynsz jest odpowiednio niższy.Jackson podaje mi go bez słowa. Peeta brzmiał jak dawniej. — Dlatego nikt nigdy nie chce takich mieszkań. śmierdzących korytarzach naszpikowanych zasobnikami? — Minęło pięć lat zanim udało nam się wykupić dla niego drogę powrotną nad ziemię. Nie ma mowy. Pozostawienie takiego oczywistego tropu irytuje mnie. Messalla nie potrafi wymyślić lepszej kryjówki dla nieporęcznych skorup.

Kiedy proponuję odpoczynek. torów kolejowych i rur kanalizacji tworzą wielopoziomowy labirynt. by trzymać wartę przez całą noc. zmęczenie bierze górę. — Nie może spać tu na dole. który nalegał. Wydaje się. mglistym miejscu. Trzymamy się od nich z daleka. zna rozmieszczenie kamer. wciskam się w ciasną przestrzeń między Gale’em i Leeg Jeden i natychmiast zasypiam. Pollux wydaje się rozbudzony. bo małe ciężarówki używają jej do rozwożenia dóbr po mieście. Jak można się było spodziewać. że zaledwie po upływie kilku minut Jackson potrząsa mną i mówi. sprawdzając jakie pułapki czekają na . ciemny pokój wypełniony brzęczeniem maszynerii z dźwigniami i panelami. Nazywa się Transfer. i rozpocznie się polowanie. Pollux okazuje się być cenniejszy niż dziesięć Holo. Doprowadzam się do stanu względnej świadomości. Przez moment razem z Polluxem naciskam różne przyciski w Holo. Pollux zna szczegóły. jak na przykład w których odgałęzieniach przydają się maski. która cyklicznie zmywa ścieki. Ale przez chwilę naprawdę tu był. Jackson każe mi zjeść puszkę jedzenia i obserwować Polluxa. w których są kable elektryczności albo szczury wielkości bobrów. które mogłyby doprowadzić do nieszczęścia początkujących. Jest trzecia nad ranem. Nie ma ich zbyt wiele w tym ciemnym. która dokładnie odpowiada planowi głównych ulic powyżej. Unosi palce. jeśli porównać go z naszą nadziemną podróżą. Spoglądam na niego jak wlecze się pod czujnym okiem strażników. przeszukają gruzy całej przecznicy. Po jakichś sześciu godzinach. A co najważniejsze. Prawdopodobnie całą noc przeżywał na nowo pięć lat uwięzienia. Pod przewodnictwem Polluxa pokonujemy podziemie w dobrym czasie — nadzwyczajnym. nikt nie protestuje. że musimy stąd zniknąć w przeciągu czterech godzin.stymulujące. Oprócz tego jednak setki dodatkowych przejść. W ciągu dnia wiele zasobników zostaje dezaktywowanych. że czas na moją zmianę. ciemne rury. im bliżej jesteśmy centrum Kapitolu. Tak bardzo zniechęcony. Tu na dole jest prosta sieć szerokich tuneli. w razie podejrzenia ucieczki przez szyby zaopatrzeniowe. Gale’a i Jackson. szybów komunalnych. a skoro nie mam pierwszej. Ostrzega nas przed wytryskami wody. ze wzrokiem utkwionym w ziemi i zgarbionymi ramionami. prowadzi nas przez wilgotne. by zaznaczyć. leży pod największymi drogami i skrzyżowaniami. nieco zabawne — ale nigdy czyimś kosztem. Pollux znajduje mały. poza Transferem. Peeta miał rację. tym więcej zasobników. Jackson opracowuje kolejność zmian. więc pewnie mamy jeszcze kilka godzin zanim odkryją brak naszych ciał. Wyciągam Holo i udaje mi się wpisać nasze współrzędne i sprawdzić tunele. ale nocą Transfer zmienia się w pole minowe. przewiduje czas zmiany awoksów. by uniknąć przejazdu pociągów zaopatrzeniowych. zjadam puszkę duszonych ziemniaków i fasoli i siadam przy ścianie naprzeciwko drzwi. Już szósta i za godzinę musimy znowu wyruszyć.

ekipę i przyjaciół i zastanawiam się ilu z nas kiedykolwiek zobaczy jeszcze słońce. Kiedy zaczyna mi się kręcić w głowie. — Na początku wszystko było jednym wielkim pomieszaniem. Ale nic związanego z Dariusem i Lavinią takie nie było. prawda? — pytam. Wydają się zbyt intensywne. — Jadłeś już? — pytam. Nie bardzo wiem jak to wytłumaczyć — mówi mi. — Właśnie. ale jedynie gapi się jak igła w jednym z urządzeń drga w tę i z powrotem. — Cóż. podaję mu Holo i opieram się o ścianę. Chciałabym wiedzieć co się dzieje w jego głowie i uporządkować bałagan kłamstw. zatrzymując wieczko. Co miałeś na myśli? — Och. którego głowa leży tuż przy moich stopach. Nieruchomieje . a Boggs to potwierdził. — Wciąż mamy trochę czasu.nas i w których miejscach. że nie śpi. Dno puszki odbija światła maszyn i przypominam sobie coś. Siada i przechyla puszkę. Kiedy mój wzrok spoczywa na Peecie. mógłbyś dotrzeć do prawdy. Wspomnienia. W świetle jarzeniówek. kiedy zostaliśmy użądleni? — Drzewa się zapadały. Powinieneś się przespać. co mogę osiągnąć. powiedziałeś. A gdybym umiał wyhodować sobie skrzydła. że tak właśnie myślałeś. — Tak. Zjada zupę do końca i oddaje mi puszkę. to chyba dobrze. — Prawda czy nieprawda? — Prawda — odpowiadam. Chyba nie wstrzyknęli mi jeszcze wtedy jadu. na wypadek gdyby próbował podciąć sobie nim żyły czy coś w tym rodzaju. Myślę. że jest nawet pewien szablon. cienie wokół jego oczu wyglądają jak siniaki. by przetrwać. — Błyszczącymi pomarańczowymi bąbelkami. jakbym miała do czynienia ze zranionym zwierzęciem. które zmienili jadem gończych os. wyciągam rękę i odgarniam mu włosy z czoła. co się stało z Dariusem i Lavinią to prawda. Pamiętasz jak to było. że nie jadł. a obrazy zbyt niestabilne. Powoli. Tylko że ludzie potrafią hodować skrzydeł — mówi. Delikatne potrząśnięcie głową wskazuje. Bez słowa sprzeciwu kładzie się z powrotem. Decyduję się na coś. Otwieram puszkę z zupą z kurczaka i ryżu i podaję mu ją. połykając zupę bez zawracania sobie głowy gryzieniem jej. Wpadłam w dół z pomarańczowymi bąbelkami. — Kosogłosy potrzebują. — Myślę nad tym przez chwilę. Pojawiały się wielkie kolorowe motyle. mają taką dziwną właściwość. potrafiłbym latać. Teraz mogę już rozróżnić niektóre rzeczy. — Ale ludzie nie potrzebują skrzydeł. — Peeta. dostrzegam. co błąkało się w mojej świadomości od wczoraj. kiedy zapytałeś czy to. Patrzę na śpiących żołnierzy. Bo nie było w tym nic błyszczącego. — Jeśli potrafiłbyś to wszystko rozdzielić.

Po raz pierwszy dotykam go z własnej woli od czasu pobytu na arenie. Chronimy się nawzajem. jak zwykle przy wstawaniu. tak. by lepiej słyszeć. — Prawda — odpowiadam. Więc dalej delikatnie zaczesuję mu włosy do tyłu. — Katniss. Prawda czy nieprawda? — szepcze. Odbijające się echem w tunelach. Prawie jak syczenie. ale to nie jest przeciągły dźwięk. formujące się w słowo. — Wciąż próbujesz mnie chronić. ale nie odsuwa się.pod wpływem mojego dotyku. Jedno słowo. Ale do moich uszu dociera też inny odgłos. Wydaje się. Przypomina raczej wielokrotne wydechy. że wymaga to wytłumaczenia. Jedno imię. — Po jakiejś minucie zasypia. Proste słowo. Powtarzane wciąż i wciąż od nowa. . Może to tylko para wydobywająca się ze świstem z rury odległego pociągu… Uciszam grupę. Ludzie ziewają i wzdychają. Krótko przed siódmą Pollux i ja podchodzimy do reszty i budzimy ich. Słyszę syczenie. — Bo to właśnie robimy.

— Nie zostawię cię — mówi Gale. — Katniss. by przyłączył się do polowania. by się rozdzielić. że powoli toruje sobie drogę do mnie. Właśnie kiedy wydał mi się w nieco lepszej formie. oddycha krótko. czekającej na niego strzały. Nie ma znaczenia czy próbowali nas znaleźć w kolejnym mieszkaniu. Być może Snow kazał im kopać całą noc. a później. — Dlaczego? Co jest źródłem tego dźwięku? — Nie wiem. — Ale jesteśmy twoją strażą — mówi Jackson. Podskakuję. Nie mam wyjścia. Ustawiam strzałę tak. by robiono z niego głupca. że zostali wykiwani. ale nie szalony. ma dopaść mnie. . że to on wypowiedział moje imię. co na krótko ich uspokoiło. by mnie odszukać. Teraz wiedzą. jak ogień całkowicie wygasł. zakładam strzałę na cięciwę i szukam celu. że natychmiast zeszliśmy do podziemi. Ale to ma cię zabić — mówi Peeta. — Katniss! Uciekaj stąd! Waham się. To może być dobry moment. kiedy myślałam. zaprogramowanych. Peetę zaprogramowano. jak głęboko wdarła się trucizna Snowa. Nagle jednak siada. by odpowiadał na syczenie. Jest zaniepokojony. W którymś momencie zorientowali się. W każdym razie zaraz po tym. — Biegnij! Uciekaj! No już! Po krótkim momencie zmieszania dochodzę do wniosku. kiedy głos odzywa się blisko mnie. Skończył się okres łaskawości. — Katniss. że wcale nie muszę do niego strzelać. Gorączkowo rozglądam się w poszukiwaniu jego źródła.22. Zaczyna szaleć. Spoglądam na zaniepokojone twarze dookoła mnie. że jesteśmy tu na dole i wypuścili coś. Właściwie nic nie poczuje. Znaleźli szczątki Boggsa. — Katniss! Szybko odwraca głowę w moją stronę. jego oczy rozszerzają się ostrzegawczo. — Cokolwiek to jest. Usta Peety ledwo się poruszają. dostałam dowód tego. czy założyli. A prezydent Snow nie może pozwolić. Rozluźniam cięciwę. prawdopodobnie zgraję zmiechów. — I twoją ekipą — dodaje Cressida. by przeszyła jego mózg. ale zdaje się nie zauważać łuku. gdy kolejne godziny nie przynosiły nowych zdobyczy. zaczęli coś podejrzewać. ale nie ma wątpliwości. — Katniss.

oddajemy pistolety Messalli i Cressidzie. uzbrojoną jedynie w kamery i podkładki. ale na pewno są dużo szybsze niż my. Gdy zostawiamy za sobą brzęczenie w pokoju. Zgaduję. być może jednak czas. Taką. Nie możemy go w tej chwili wymazać. — Pewnie zabiją każdego. Jeżeli poruszalibyśmy się szybko. zapewne ma rację. by go zmieniać. by pokazać im cokolwiek poza tym. małp z Ćwierćwiecza Poskromienia. a skoro oddalimy się przy tym od syczenia. Usuwam magazynek ślepaków z broni Peety. która. kiedy go torturowano. Jako że Gale i ja mamy swoje łuki. by je zmylić. Przyjaciele. Jedyną osobą bez broni pozostaje Peeta. Ludzie umierają z mojego powodu. To lepsze niż bycie bezbronnym. według Snowa. jaką formę przyjęły te zmiechy. Sięgam umysłem do wilkopodobnych stworów z pierwszej areny. Przebyliśmy jakieś trzy kolejne przecznice w stronę rury wylotowej i sektor zaniedbanej linii kolejowej. ładuję go prawdziwymi nabojami i uzbrajam Polluxa. Odbijające się od ścian tunelu. Nie zostawiamy w pokoju nic poza naszym zapachem. Proponuję. najbardziej mnie przerazi. — Tak właśnie brzmiał Darius. wciąż w sporej odległości. bo nie zostawiliśmy wiele fizycznych śladów. . gardłowe. kiedy zaczynają się krzyki. w którym znalazł ciało Boggsa. sojusznicy. wydawane zbyt głośno. nie widzę powodu. kto szepcze moje imię razem ze zgrają zmiechów. jak celować i pociągać za spust. Są za nami. i zastanawiam się. Pollux i ja obmyśliliśmy plan dotarcia do kolejnego etapu naszej podróży. które widziałam w telewizji przez lata. — Więc nie przybyły tu tylko po Katniss — mówi Leeg Jeden. Po godzinach spędzonych z Beetee’em. by oddał jeden pistolet Castorowi. Nie ma czasu. nie potrzebuje broni. który wywołuje plusk. który spędziliśmy przedzierając się przez wodę w rurach ściekowych wystarczy. syczenie staje się bardziej wyraźne. Ale razem z szybkością przychodzi też niezdarność: źle postawiony but. — Awoksowie — mówi natychmiast Peeta. przypadkowe uderzenie broni o rurę. Możliwe jest też ocenienie pozycji zmiechów. Niskie. — Zmiechy musiały ich dopaść — mówi Cressida. być może udałoby nam się dotrzeć do rezydencji Snowa zanim zmiechy dotrą do nas. nieznajomi — wszyscy oni tracą życie przez Kosogłosa. Nosy zmiechów muszą być nienaturalnie wrażliwe. nawet moje własne polecenia. monstrów. A Finnick ma dwa pistolety i trójząb. ale ktoś. I znowu to samo. że w ten właśnie sposób syczące stworzenia nas tropią.Patrzę na ekipę. Teoretycznie powinniśmy mieć nad nimi sporą przewagę. Snow prawdopodobnie uwolnił je do podziemia niedaleko miejsca. Nie przestaną jednak dopóki jej nie dostaną — mówi Gale. jednak mogłoby to wystarczyć w walce z bliska.

— Nikt się na to nie zgodzi! — mówi poirytowana Jackson. gdyby Finnick mnie nie zatrzymał. Ale tylko ja się duszę. — Katniss. — Nie można! . Unoszący się w górę klatki schodowej. wyłożoną pastelowymi kostkami ulicę. W środku Messalla zastygł w bezruchu niczym posąg. Kiedy docieramy do prowadzących w dół schodów. — Załóżcie maski! — rozkazuje Jackson. która zabija grupę mięsożernych szczurów w nim ukrytych. Naciągam cięciwę i wysadzam pierwszy zasobnik strzałą wybuchową. gdzie jeden fałszywy krok sprawi. które promieniuje z sufitu na podłogę. W ogóle bym tego nie zauważyła. ale co mogę zrobić? Dwie strzały Gale’a już leżą bezużytecznie obok wielkiego snopu złotego światła. Pollux i ja poszukujemy alternatywnej drogi przy użyciu Holo. Krzyki ustały i znowu zaczyna rozbrzmiewać moje imię. Reszta z was będzie mogła dokończyć misję. Gwałtownie odwracam się od tej woni i wpadam prosto na Transfer. — Katniss! Obracam się szybko ze strzałą przygotowaną do lotu. Planuję obejść róg i zdetonować Młynek do Mięsa. Teraz słychać je nie tylko za nami. Nie ma takiej potrzeby. Nie mogę ocenić czy krzyczy. Problem w tym. bo tylko ja reaguję na zapach. że ziemia pod naszymi stopami się zapadnie. unosząc się na jednej stopie. wrzucając nas w coś określonego jako Młynek do Mięsa. Zaczynam się trząść. a ja zaczynam się krztusić. że planowaliśmy zejść na niższy poziom.— Pozwólcie mi iść dalej samej. ale teraz to wykluczone. To się dzieje bardzo cicho. ale otoczoną ścianami z białej cegły zamiast domów. jak jego ciało topnieje jak woskowa świeczka. — Słuchajcie — szepcze Peeta. ale i pod nami. Wykrzykuję w stronę pozostałych ostrzeżenie. — Nie można mu pomóc! — Peeta zaczyna popychać ludzi do przodu. Patrzymy. zupełnie jak te powyżej. Wszyscy oddychają tym samym powietrzem. Gładką. chociaż jego usta są szeroko otwarte. ale po drodze czeka na nas kolejny nieoznaczony zasobnik. po której samochody dostawcze mogą jeździć z łatwością. by trzymali się blisko mnie. niebezpiecznie blisko. całkowicie bezradni. Później biegnę do następnego skrzyżowania. Jezdnia. Zmylę je. — Tracimy czas! — mówi Finnick. Opróżniona teraz ze wszystkiego oprócz nas. nie zanieczyszczając Kapitolu. Przetransferuję Holo na Jackson. Szturcham Polluxa w ramię i zaczynamy biec. z głową odchyloną do tyłu. uwięziony przez promień. Róże. Odcinający się na tle ścieków.

że tylko on funkcjonuje jeszcze na tyle sprawnie. Deszcz pocisków z broni palnej zsyła na nas gipsowy prysznic. ale wciąż mamy sześcioro pierwotnych członków Oddziału Gwiazd. zaciskają usta na ich szyjach i odrywają osłonięte hełmami głowy. aż w końcu dostrzegam oddział Strażników Pokoju biegnących Transferem w naszą stronę. Wilcze i małpie zmiechy potrafiły skakać niewiarygodnie daleko. mniej więcej w rozmiarze dorosłego człowieka. jedyne. Owijają się wokół Strażników Pokoju. Jest ich dwa razy więcej. że wyczołgujemy się przez ciasną. Ryby w beczce. bo powinien wariować i walić mnie po głowie. tego samego. Zmiechy opadają na brzuchy i zaczynają poruszać się ku nam na czworakach. czworonożne. Wydaje się. że ściany zaczynają wirować. by ruszały się dalej. — Zapomnij o misji. to odpowiedzieć ogniem. Metr pod nami bulgocze toksyczna breja ludzkich odpadów. To powinno uniemożliwić zmiechom podążenie za nami. tak szybko. dlaczego nie stracił kontroli. próbując uciec od zapachu. Najwyraźniej kapitoliński rodowód jest tutaj równie bezużyteczny. Pod naciskiem jego ręki na moim ramieniu odwracam się od potwornej rzeczy. ale sama już nie wiem. która była Messallą. Trzy czwarte z nich nie żyje. Niektóre części powierzchni płoną. że zaledwie w przeciągu kilku sekund Strażnicy Pokoju zostają pozbawieni głów. od… To nie są Strażnicy Pokoju. — Tędy! — krzyczę. strzelam w skrzyżowanie i uruchamiam Młynek do Mięsa. Podążamy za Polluxem przez jakieś dziesięć metrów wzdłuż Transferu i przechodzimy przez drzwi. przez który przeleciałam. Jaka jest najkrótsza droga na powierzchnię? Nie ma czasu. wygiętymi plecami i wyciągniętymi w przód głowami. zmuszam stopy. by sprawdzić Holo. by zmusić nas do ruszenia dalej. inne emitują złowieszcze chmury oparów. Kiedy wszyscy dołączają do mnie. śmieci i chemikaliów. szybko. śmierdzącą rurę na szeroki na jakieś trzydzieści centymetrów występ skalny. którzy nie próbują biec i strzelać naraz. że ledwo wyhamowuję przed następnym skrzyżowaniem. Ogromne mechaniczne zęby rozrywają ulicę i zmieniają kostkę brukową w pył. by uniknąć zasobnika. Uszy płoną mi od syczenia. że kostka brukowa zmienia się beton. Chwytam Polluxa za ramię. Nie wiem. Są nagie.To dziwne. przylegając do ściany i gwałtownie skręcając w prawo. kiedy więcej zaczyna wyłaniać się od strony tunelu. kiedy na ich białych mundurach rozkwitają krwawe kwiaty. Potrząsam głową na wszystkie strony w poszukiwaniu zasobnika. żywych i martwych. a smród róż sprawia. do przodu. Z Młynkiem do Mięsa blokującym nam drogę. co w Trzynastce. Zauważam. Jesteśmy w głównym kanale ściekowym. ale to może się stać w każdej chwili. z długimi gadzimi ogonami. ale na tym kończą się podobieństwa. Są białe. Wystarcza . co możemy zrobić. myślę.

nigdy się stamtąd nie wydostaniesz. możemy je ostatecznie zabić. Spójrz! Homes wskazuje na rurę. jakby Snow oddychał prosto w moją twarz. Niesiona ponad ściekiem. Wszystkie mają za zadanie cię skrzywdzić. Poruszamy się tak szybko. jak i wybuchowe w ciała zmiechów. Tak. Żaden zmiech nie jest dobry. Mój zapach musi być dla nich równie silny co ich woń dla mnie. doprowadzone do szaleństwa chęcią zniszczenia mnie. Głoskułki udające krzyki torturowanej Prim. nieskończony zapas wydobywający się z rury. i kto wie czego jeszcze. Sprawia. Jednakże najbardziej okrutne. że są śmiertelne. bo pomimo toksyczności ścieku.jedno spojrzenie i wiesz. ich twarze tworzą mieszaninę różnych cech. Ich dłonie i stopy są obdarzone pazurami. Smagają powietrze ogonami i wymachują pazurami. jak małpy. naprężoną gadzią skórę pokrytą zakrzepłą krwią. Mają białą. kiedy tylko zmiechy do niego docierają. ale jest ich tak wiele. jak tylko mamy odwagę. najbardziej przerażające są te. Nawet bardziej. Szybkie spojrzenie na naszą drużynę coś mi uświadamia. Niektóre odbierają ci życie. jak gończe osy. Z wnęki na dalekim końcu Pollux wyciąga ręką drabinę i wskazuje na szyb. spienionymi ustami. . zmiechy zaczynają wskakiwać do cuchnącej cieczy. ale szarpie mnie z powrotem. To jest to. Ledwo można powiedzieć. Po raz pierwszy uważnie im się przyglądam. że jeśli spadniesz. To mutacje ludzi i jaszczurek. — Co? Rzucam się z powrotem w stronę mostu. — Nie marnuj ich żyć. że czas umierać. po śliskiej skalnej półce. nie zadając sobie trudu wybierania odpowiednich. Przebijająca się nawet przez ten smród. — Chwila! Gdzie Jackson i Leeg Jeden? — Zostały przy Młynku. — Odsuńcie się! — krzyczy Gale. nie chcąc zostawiać nikogo na pastwę tych potworów. Nic naturalnego nie brnęłoby dalej z dwoma tuzinami kul w ciele. że moje dłonie tak drżą. odrywają sobie nawzajem części ciała szerokimi. Tak. nie wahający się ani chwili przed wskoczeniem do ścieku. Strzelam wszystkimi rodzajami strzał. Wybuchowymi strzałami udaje mu się oderwać dalszą stronę mostu od podstawy. Ale to nie ich liczebność sprawia. że moje serce wariuje. ogniowe. Nasze wyjście. Katniss. z której zmiechy wypełzają na występ skalny. Upada ku bulgoczącej cieczy. moje płuca są niezdolne do zaczerpnięcia powietrza. docieramy do wąskiego mostu i pokonujemy go. Wszyscy otwieramy ogień. Syczą. Widok wilczych zmiechów z oczami zmarłych trybutów. które mają za zadanie przerazić ofiarę psychologicznymi sztuczkami. a ich ciała wykrzywia furia. Inne rozum. Woń róż Snowa zmieszana z krwią ofiar. wykrzykują teraz moje imię. i posyłam zarówno ostre jak brzytwa. mówiąc mi. Już dla nich za późno. by zatrzymać zmiechy — mówi Homes. moja skóra zamienia się w lód.

Wypuszczam je. fale rozbijające się o skały. co się stało. Wyczuwam nad sobą jedną osobę. Poniżej słychać ludzki krzyk. Pollux. kiedy mój but w kogoś uderza. — W górę! — warczy Gale. odrywając jego zakute w kajdanki dłonie od twarzy. kiedy Pollux zatrzaskuje pokrywkę na rurze. uścisk nocy”. trójząb Beetee’ego. dzieje się coś dziwacznego. I to wszystko. Kulę się przy ścianie razem z innymi. Tak. Annie w sukni ślubnej. — Nie możemy się tu zatrzymać. różowe niebo. Silne ramiona unoszą mnie. próbującym zachować resztę stada przy życiu.Reszta krzyczy na mnie. Wyjmuję Holo zza pasa i wyrzucam z siebie: „uścisk nocy. jakbym była Finnickiem i patrzyła jak obrazy z jego życia przesuwają mi się przed oczami. Gale. Ktoś podaje bandaż. Szczeble są śliskie od potu i pleśni. — Za to zmiechy tak. a kawałki zmiechowego i ludzkiego mięsa wystrzelają z rury i zasypują nas. Jedynie jedna osoba wciąż kuli się przy ścianie. Przenosimy się na drugą drabinę. — Nie. — Peeta? . Peeta i ja. Oni tu nie przyjdą — odpowiada Gale. uścisk nocy. Podnosimy go na nogi. Ktoś wpycha mnie na drabinę. którego pazury właśnie drasnęły moją kostkę. Ruch powoli przywraca mi zmysły. Maszt łodzi. — Peeta — mówię. wytężając wzrok w ciemnościach w poszukiwaniu innych. Słychać szczęk. Zawiązujemy go wokół szyi Gale’a. kiedy eksplozja wstrząsa platformą. walczącego o przetrwanie z trzema rozrywającymi go zmiechami. ciągnąc go ze sobą. świecę w dół szybu bronią Cressidy. Docieramy do platformy. Wspinam się znowu. To Pollux. Moje drewniane kończyny marionetki wykonują rozkaz. — Gale obraca moją twarz ku sobie i potrząsa głową. Stracił przytomność? Kucam przed nim. Cressida. Nie ma odpowiedzi. Tylko my pozostaliśmy. śmiejąca się Mags. Na następnej platformie rozjaśnia mi się w głowie i okropność tego. kiedy wysadzam głowę zmiecha. I otwartą ranę z boku szyi. Rozkazuje się wspinać. Później przyjdzie czas na ludzkie uczucia. Cressida. Peeta. Peeta i Cressida wspinają się za mną. uderza we mnie z pełną mocą. Niezdolna do zaakceptowania tego faktu. srebrny spadochron. Gdy jeden z nich odchyla głowę. Głęboko poniżej mogę jedynie wyróżnić Finnicka. Teraz jestem jedynie zwierzęciem. — Nie. — Ktoś wciąż żyje! — mówię błagalnie. Zaczynam gorączkowo wyciągać ludzi w górę drabiny. Ma postrzępiony mundur. I koniec. Co ja zrobiłam? Na pastwę czego pozostawiłam innych? Zaczynam schodzić w dół po drabinie. by ugryźć śmiertelnie. Przyciska mi dłonie do szczebli. Katniss. ale nie potrafię odpowiedzieć.

naprawdę będę musiała go zabić.Jego oczy są jak czarne morza. Wspinam się po ostatniej drabinie i odpycham pokrywę prowadzącą do czyjegoś pomieszczenia użyteczności publicznej. próbując pokonać koszmary w swojej głowie. która przychodzi mi do głowy. Otwiera usta. To bardzo ryzykowne. I Snow zwycięży. którą trzyma. że jest tuż nad nami. ale robię jedyną rzecz. Całe jego ciało zaczyna drżeć. Podnoszę się na nogi. Pochylam się i całuję Peetę w usta. gorzka nienawiść przepływa przeze mnie. a w końcu wracają do rozmiaru przypominającego normalny. być może samobójcze. Jego źrenice kurczą się. Peeta potrząsa głową. — Zawsze — szepcze. . Wyraz jej twarzy świadczy o tym. później znowu błyskawicznie się rozszerzają. w tych okolicznościach. Dasz! — mówię mu. by wołać o pomoc. Jej purpurowe włosy puszą się jak chmura udekorowana złoconymi motylami. że niebieskie tęczówki zniknęły. — Owszem. Tłuszcz z w połowie zjedzonej kiełbasy. Pomagam Peecie wstać i zwracam się do Polluxa: — Jak daleko do ulicy? Wskazuje. Żarliwa. Zwariuję. wyhaftowane egzotycznymi ptakami. — Nie. Jak zmiechy. Ma na sobie błyszczące turkusowe jedwabne ubranie. Bez wahania przestrzelam jej serce. ale przyciskam moje wargi do jego warg dopóki nie muszę zaczerpnąć powietrza. Jak rozwścieczone bestie zaprogramowane. by rozerwać mi gardło. Moje dłonie ześlizgują się po jego nadgarstkach i zaciskają na jego dłoniach. I tutaj. plami jej szminkę. Nie chcę… Zaciskam jego dłonie aż do bólu. — Zostań ze mną. — Nie pozwól mu odebrać mi ciebie. Peeta dyszy. — Zostaw mnie — szepcze. Jak one. — Tracę zmysły. Snow ugrał już dzisiaj zbyt wiele. źrenice ma tak rozszerzone. że mnie rozpoznaje. — Nie dam rady. Mięśnie na jego nadgarstkach są twarde jak metal. kiedy jakaś kobieta otwiera drzwi. właśnie w tym miejscu.

You're Reading a Free Preview

Pobierz
scribd
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->